SPIE dokonuje roszady w zarządzie regionu Europy Środkowej. Nowym liderem zostaje Łukasz Nowiński, który zastąpi Pawła Skowrońskiego.
Z dniem 31 grudnia 2025 r. dr Paweł Skowroński ustąpi ze stanowiska dyrektora zarządzającego SPIE Central Europe i członka Komitetu Wykonawczego Grupy SPIE. Od 2018 r. kierował pomyślnym rozwojem jednostek biznesowych SPIE w Polsce, Słowacji, Czechach i na Węgrzech.
Z dniem 1 stycznia 2026 r. Łukasz Nowiński, obecnie kierujący działalnością SPIE w Polsce, zostanie mianowany dyrektorem zarządzającym SPIE Central Europe i dołączy do Komitetu Wykonawczego Grupy SPIE. Łukasz Nowiński ma 49 lat i jest absolwentem WSB-National Louis University w Polsce, gdzie uzyskał tytuł magistra zarządzania i stosunków międzynarodowych. Przez ponad 5 lat pełnił funkcję dyrektora generalnego Assa Abloy w Polsce, a następnie w 2017 r. dołączył do SPIE w wyniku przejęcia Agis Group, w której od 2012 r. pełnił funkcję dyrektora generalnego. Następnie kierował zespołem ds. akwizycji w Europie Środkowej, realizując 5 transakcji, a w 2024 r. został dyrektorem zarządzającym na Polskę.
– Serdecznie dziękuję dr Pawłowi Skowrońskiemu za jego niezachwiane zaangażowanie i cenny wkład w działalność Grupy oraz życzę mu wszystkiego najlepszego na przyszłość. Jednocześnie życzę Łukaszowi Nowińskiemu wielu sukcesów w kierowaniu i dalszym rozwoju SPIE Central Europe – powiedział Gauthier Louette, prezes i dyrektor generalny SPIE.
Obowiązujący od 1 października 2025 r. system kaucyjny budzi wiele wątpliwości przedsiębiorców w praktyce. W oparciu o wniosek interwencyjne jednego z przedsiębiorców Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców zwraca uwagę na potrzebę właściwej interpretacji nowych przepisów w odniesieniu do popularnej usługi, jaką jest sprzedaż i dostawa potraw wraz z napojami – na wynos, gdy zamówienie składane jest telefonicznie lub przez aplikację, także gdy realizacja odbywa się z udziałem podmiotów trzecich. Jak zauważa w swoim wystąpieniu do Minister Klimatu i Środowiska Pauliny Hennig-Kloski Rzecznik MŚP Agnieszka Majewska, brak jest jasnych wytycznych w zakresie poboru kaucji.
Różne modele współpracy i sposobu realizacji zamówień w branży gastronomicznej uwidaczniają kolejny sygnalizowany przez przedsiębiorców problem, tym razem związany z prawidłową interpretacją pojęcia „miejsca sprzedaży”. Wątpliwości w tym przypadku budzi jednoznaczne ustalenie tego w przypadku sprzedaży na wynos lub w dostawie realizowanej przez podmiot trzeci z wykorzystaniem aplikacji.
W kontekście omawianych zagadnień należy pamiętać, że nawet niezamierzona nieprawidłowa interpretacja regulacji w zakresie poboru kaucji może grozić nałożeniem na przedsiębiorcę administracyjnych kar pieniężnych. Z tego powodu Minister Majewska wystąpiła do MKiŚ o jednoznaczne stanowisko, które usunie wątpliwości przedsiębiorców w zakresie wykładni obowiązującego prawa, a jednocześnie przyczyni się do sprawniejszego wdrożenia i funkcjonowania systemu kaucyjnego.
Sztuczna inteligencja miała usprawniać pracę firm i automatyzować procesy. Tymczasem, jak wynika z najnowszej analizy Unit 42, jednostki badawczej Palo Alto Networks, staje się także narzędziem dla cyberprzestępców, którzy nie korzystają już wyłącznie z ogólnodostępnych modeli AI[1]. Coraz częściej trenują własne, w pełni złośliwe LLM-y, zaprojektowane wyłącznie do prowadzenia ataków.
To zjawisko, które jeszcze rok temu wydawało się czysto teoretyczne, dziś jest jednym z najszybciej rozwijających się obszarów podziemnej gospodarki technologicznej. Badacze Palo Alto Networks odkryli, że przestępcy tworzą całe środowiska przypominające… legalne startupy AI, z własnymi „marketplace’ami”, usługami abonamentowymi i modelami aktualizowanymi tak samo, jak produkty znanych firm technologicznych. Różnica polega na tym, że te modele nie mają żadnych barier – można nimi generować złośliwy kod, budować kampanie phishingowe dopasowane do konkretnego odbiorcy czy analizować luki w zabezpieczeniach firm.
Szczególnie zaskakuje skala profesjonalizacji tego ekosystemu. Niektóre modele oferują nawet „wersje językowe” dopasowane do regionów. Przykładowo przestępcy wykorzystują AI do przygotowywania treści, które wyglądają jak naturalne komunikaty banków, firm kurierskich czy instytucji publicznych – i to nie w jednym, ale w kilkunastu językach naraz. W praktyce oznacza to, że cyberataki stają się bardziej wiarygodne niż kiedykolwiek wcześniej – podkreśla Wojciech Gołębiowski, wiceprezes i dyrektor zarządzający Palo Alto Networks w Europie Środkowo-Wschodniej.
Skala globalnego rozwoju AI dodatkowo sprzyja temu zjawisku. Według raportu Stanford University w samym 2023 roku wydano 149 foundation models – ponad dwukrotnie więcej niż rok wcześniej, z czego aż 66% w formie open source[2]. To oznacza, że coraz więcej zaawansowanych modeli – w tym takich, które mogą zostać wykorzystane do nadużyć – jest publicznie dostępnych i łatwych do modyfikacji. Jednocześnie koszt uzyskania wydajności na poziomie GPT-3.5 spadł 280-krotnie między listopadem 2022 a październikiem 2024[3]. W praktyce obniża to próg wejścia dla wszystkich – także dla grup przestępczych, które mogą trenować lub dostosowywać własne modele znacznie taniej niż jeszcze dwa lata temu.
Złośliwe LLM-y działają inaczej niż znane, komercyjne modele. Są trenowane na danych pozyskiwanych z forów przestępczych, wycieków baz danych, kodów malware’u i instrukcji służących do obchodzenia zabezpieczeń. W praktyce oznacza to, że model „uczy się” tego, co w legalnych systemach AI jest celowo blokowane – sposobów na pisanie niebezpiecznego kodu, tworzenie socjotechnicznych scenariuszy czy identyfikowanie podatnych punktów w infrastrukturze. Co więcej, modele te działają w zamkniętych środowiskach uruchamianych na prywatnych serwerach, dzięki czemu trudno je monitorować i jeszcze trudniej blokować ich aktywność.
Mechanizm działania złośliwych LLM-ów polega również na ciągłej adaptacji. Jeśli wygenerowany przez model atak zostanie zablokowany, przestępcy mogą natychmiast poprosić AI o przygotowanie nowej wersji – zmienionego phishingu, innej formy malware’u czy kodu, który wygląda jak niewinna biblioteka open source. Model analizuje, co zostało odrzucone, i automatycznie modyfikuje swoje działania, aż do osiągnięcia skutecznej wersji ataku. To podejście niemal identyczne jak w procesie trenowania legalnych modeli AI – z tą różnicą, że tutaj pętlę uczenia zamknięto wokół działań przestępczych, co daje grupom cyberprzestępczym przewagę szybkości i skali, jakiej wcześniej nie miały.
Z perspektywy biznesu nowe zagrożenie polega na tym, że modele przestępców działają w prywatnych środowiskach, niewidocznych z zewnątrz. Nie podlegają moderacji, nie mają limitów bezpieczeństwa i nie zostawiają typowych śladów, które można byłoby wykryć tradycyjnymi narzędziami. To sprawia, że ataki są trudniejsze do wychwycenia, a ich wykrycie wymaga systemów, które również wykorzystują sztuczną inteligencję.
Przestępcze modele AI nie tylko obniżają próg wejścia dla nowych cyberprzestępców, ale umożliwiają doświadczonym grupom działanie z niespotykaną dotąd szybkością i skalą. Wiele ataków, które kiedyś wymagały ręcznej pracy, dziś można wygenerować jednym poleceniem. Firmy muszą przestawić sposób myślenia o zagrożeniach. Pojawia się nowa generacja ataków – automatyczna, adaptacyjna i zdolna do nauki. To wymaga zastosowania narzędzi opartych na AI, bo tylko one są w stanie działać z podobną szybkością – dodaje Wojciech Gołębiowski.
Rynki wschodzące są w kleszczach słabego dolara i twardych krajowych ograniczeń. Polska jako jeden z niewielu krajów prowadzi konsekwentną politykę – zgodną z prognozami, w czym pomaga stabilizacja czynników wewnętrznych i stosunkowo mniejsza zależność od tych zewnętrznych (dolara).
Zwalnia globalny cykl łagodzenia polityki pieniężnej na rynkach wschodzących, który rozpoczął się w połowie 2023 r. : wygasa tempo wprowadzania szeroko zakrojonych obniżkach stóp procentowych, jakie miało miejsce od początku 2024 r. do połowy 2025 r.
Tylko cztery banki centralne gospodarek wschodzących dokonały obniżek w listopadzie (w tym Polska), podczas gdy 11 z nich utrzymywało stopy na niezmienionym poziomie od sześciu miesięcy lub dłużej. Polska jest jednym z nielicznych krajów, w których łagodzenie polityki pieniężnej postępuje zgodnie z oczekiwaniami – nie wpływają na nie zarówno czynniki zewnętrzne (przyspieszające z reguły cykl łagodzenia), jak i odwrotnie – nie miały wpływu hamujące łagodzenie czynniki wewnętrzne (m.in. inflacja).
Jedna trzecia banków dokonała złagodzenia polityki pieniężnej w stopniu większym, niż wynikało to z prognoz – dzięki sprzyjającym czynnikom zewnętrznym, takim jak 10-procentowa deprecjacja dolara w tym roku i luzowanie polityki pieniężnej przez Fed – głównie w Azji Południowej i Południowo-Wschodniej, a także w Meksyku
Jednocześnie prawie połowa banków z krajów wschodzących złagodziła politykę pieniężną w stopniu mniejszym, niż prognozy – głównie w Europie Środkowej i Wschodniej oraz Ameryce Łacińskiej. Ich ostrożne stanowisko wynika z czynników lokalnych (utrzymująca się inflacja, ograniczenia fiskalne i niepewność polityczna): Węgry utrzymały stopy procentowe na niezmienionym poziomie przez 14 miesięcy pomimo obniżek o 650 punktów bazowych, a Brazylia zmieniła kurs, podnosząc stopy o 450 punktów bazowych.
Tempo łagodzenia polityki pieniężnej w krajach rozwijających się będzie nadal spadać do 2026 r. – w perspektywie długoterminowej coraz więcej krajów osiąga lub zbliża się do swoich stóp końcowych
Cykl łagodzenia polityki pieniężnej na światowych rynkach wschodzących (EM), który rozpoczął się w połowie 2023 r., w opinii Allianz Trade wszedł w fazę dojrzałości i coraz większego zróżnicowania. Po szerokiej fali obniżek stóp procentowych trwającej od początku 2024 r. do połowy 2025 r., tempo tego procesu znacznie spadło w IV kwartale 2025 r.: tylko cztery banki centralne dokonały obniżek w listopadzie, a 11 utrzymuje stopy na niezmienionym poziomie od sześciu miesięcy lub dłużej. Spośród 27 głównych banków centralnych rynków wschodzących, które śledzimy, 25 pozostaje technicznie w cyklu obniżek stóp procentowych, ale pojawił się wyraźny podział między tymi, które nadal aktywnie łagodzą politykę pieniężną — takimi jak Meksyk, Polska, RPA, Filipiny i Egipt — a tymi, które w dużej mierze przeprowadziły już swoje dostosowania lub wyczerpały możliwości polityki pieniężnej w obliczu utrzymującej się inflacji i ograniczeń krajowych. Na przykład Węgry utrzymują stopy procentowe na niezmienionym poziomie od 14 miesięcy, pomimo 650 punktów bazowych skumulowanych obniżek, co odzwierciedla obawy fiskalne i niestabilność waluty. Czynniki krajowe mają obecnie pierwszeństwo, a utrzymująca się inflacja i nierównowaga fiskalna ograniczają pole manewru dla dodatkowych działań, nawet pomimo dalszego łagodzenia polityki pieniężnej przez Fed. Tymczasem Brazylia obrała odmienną trajektorię, odwracając wcześniejsze obniżki i podnosząc od września 2024 r. stopy o 450 punktów bazowych, głównie ze względu na obawy fiskalne i inflację w kraju. Wydarzenia na arenie krajowej zmusiły do powrotu do bardziej restrykcyjnej polityki pieniężnej również turecki bank centralny – po wydarzeniach z marca, po których tempo łagodzenia polityki pieniężnej uległo spowolnieniu, przy czym docelowa inflacja na koniec roku wynosi 32% — co stanowi korektę o około 8 punktów procentowych w stosunku do pierwotnego celu. W perspektywie długoterminowej oczekiwać można, że ogólne tempo łagodzenia polityki pieniężnej w krajach rozwijających się będzie nadal spadać do 2026 r., ponieważ coraz więcej krajów osiąga lub zbliża się do swoich stóp końcowych (wykres 1).
Wykres 1: Liczba netto krajów podnoszących/obniżających stopy procentowe w 40 gospodarkach wschodzących
Źródła: LSEG Datastream, Allianz Trade Research
W roku, w którym dolar amerykański był stosunkowo słaby, a oczekiwania dotyczące polityki Fed uległy znacznym zmianom, niektóre banki centralne rynków wschodzących zyskały większą swobodę w zakresie przyspieszenia i złagodzenia swojej polityki pieniężnej. Od końca 2024 r. do końca III kwartału 2025 r. indeks dolara amerykańskiego spadł o prawie 10% (przy czym większość tego spadku miała miejsce do końca kwietnia 2025 r.). Jednak patrząc na skumulowaną zmianę stóp procentowych między końcem 2024 r. a końcem III kwartału 2025 r. oraz nasze prognozy z grudnia 2024 r., stwierdzamy, że prawie połowa głównych banków centralnych rynków wschodzących, które śledzimy, faktycznie złagodziła politykę pieniężną w mniejszym stopniu niż oczekiwano — głównie w Europie Środkowej i Wschodniej oraz Ameryce Łacińskiej. Z analiz Allianz Trade wynika, że tylko jedna trzecia złagodziła politykę bardziej niż oczekiwano – głównie w Azji Południowej i Południowo-Wschodniej, a także w Meksyku – a pozostałe banki centralne zrealizowały prognozy.
Wykres 2: Łączna zmiana stóp procentowych między IV kwartałem 2024 r. a III kwartałem 2025 r., nasze prognozy z grudnia 2024 r. w porównaniu z rzeczywistymi zmianami (punkty bazowe)
Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research
Niektóre banki centralne w azjatyckich gospodarkach wschodzących i Meksyku złagodziły politykę pieniężną bardziej niż wcześniej oczekiwano ze względu na połączenie czynników zewnętrznych, w tym bardziej agresywną politykę handlową Stanów Zjednoczonych wobec regionu, ściślejszą synchronizację z cyklem Fed oraz dynamikę dolara amerykańskiego. Kraje ASEAN wraz z Indiami znalazły się wśród najbardziej dotkniętych amerykańskimi cłami, których początkowo ogłoszone stawki wynosiły ponad 30%, a następnie zostały obniżone do poziomu od 19% do 25% dla Indonezji, Malezji i Wietnamu. Tajlandia i Indie nie osiągnęły jeszcze porozumienia z Białym Domem. Agresywna polityka handlowa Stanów Zjednoczonych wpłynęła negatywnie na perspektywy wzrostu gospodarczego regionu, stanowiąc dodatkowy powód dla banków centralnych do złagodzenia polityki pieniężnej w związku z ograniczonym ryzykiem inflacyjnym. Polityka w regionie jest nadal skorelowana z działaniami Fed, co wynika z historycznie wysokiej na nią wrażliwości: jak widać na wykresie 2, prawie wszystkie kraje azjatyckie pozostały bliżej poziomu -50 pb Fed w pierwszych trzech kwartałach 2025 r. Łagodniejsze perspektywy gospodarcze i bardziej agresywna wojna handlowa spowodowały deprecjację wielu walut azjatyckich rynków wschodzących w stosunku do USD, co wiązało się z mniejszym napływem twardej waluty — zjawisko to może utrzymać się w krajach, w których pogarsza się deficyt na rachunku bieżącym, takich jak Filipiny i Indonezja. Meksyk, choć nadal działał w synchronizacji z Fed, również złagodził politykę pieniężną bardziej niż oczekiwano (-250 pb), biorąc pod uwagę niższą aktywność gospodarczą i ograniczoną presję cenową.
W perspektywie potencjalnego odwrócenia trendu dolara amerykańskiego, może ono przyczynić się do zakończenia cyklu łagodzenia polityki pieniężnej niektórych banków centralnych. W ostatnich tygodniach aprecjacja dolara amerykańskiego sygnalizowała potencjalny powrót do silniejszego dolara, co osłabiło korzyści dla pozycji zewnętrznej i fiskalnej rynków wschodzących, zwiększając zarówno koszty obsługi zadłużenia, jak i koszty importu. Ryzyko to jest szczególnie widoczne w przypadku krajów o dużych potrzebach w zakresie finansowania zewnętrznego, takich jak Etiopia, Egipt i Argentyna, oraz krajów silnie narażonych na zadłużenie denominowane w dolarach amerykańskich, takich jak Kolumbia.
Wykres 3: Okres złagodzenia polityki pieniężnej i aprecjacji walut lokalnych w gospodarkach wschodzących w 2025 r.
Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research
Tymczasem czynniki krajowe zmusiły banki centralne, zwłaszcza w Europie Środkowej i Wschodniej oraz Ameryce Łacińskiej (Brazylia i Kolumbia), do przyjęcia bardziej jastrzębiego stanowiska niż oczekiwano. Lokalna presja inflacyjna, zwłaszcza uporczywa inflacja bazowa i inflacja usług związana z silnym wzrostem płac, napiętą sytuacją na rynku pracy i importowaną inflacją, pozostawała na wysokim poziomie, mimo utrzymującej się globalnej dezinflacji. Najbardziej oczywistym przykładem dla Europy Środkowo-Wschodniej jest Rumunia, gdzie nieoczekiwany wzrost inflacji do poziomu bliskiego dwucyfrowemu był spowodowany zacieśnieniem polityki fiskalnej i zmianami w polityce energetycznej, co spowodowało utrzymanie się inflacji bazowej na wysokim poziomie pomimo słabszych presji zewnętrznych. W Ameryce Łacińskiej banki centralne zachowały ostrożne stanowisko, ponieważ zmienność cen żywności, odporny popyt krajowy i niepewność fiskalna (w tym niepewność przedwyborcza, ryzyko związane z wydatkami lub obawy dotyczące zadłużenia) powodowały wzrost ryzyka inflacyjnego. W perspektywie długoterminowej znaczące złagodzenie polityki pieniężnej zależy od wyraźnego spowolnienia wzrostu cen bazowych i płac oraz wiarygodnej dyscypliny fiskalnej, podczas gdy ponowne osłabienie dyscypliny fiskalnej, deprecjacja kursu walutowego, szoki żywnościowe lub podażowe oraz silniejszy od oczekiwanego popyt krajowy pozostają kluczowymi czynnikami, które mogą przedłużyć lub nawet zintensyfikować jastrzębie nastawienie w krajach takich jak Brazylia i Kolumbia.
Obecny cykl łagodzenia polityki pieniężnej miał konstruktywny wpływ na rynki długu. Lokalne obligacje przyniosły wysokie zyski, ponieważ rentowności spadły z wieloletnich maksimów, a spready walut twardej waluty skurczyły się do historycznych minimów. Czynniki techniczne — ponowny napływ kapitału i poprawa płynności — wzmocniły wyniki. Jednak obecnie wyceny wydają się zawyżone, co pozostawia ograniczoną przestrzeń dla dalszego zmniejszenia spreadów. Wzrost gospodarczy ustabilizował się dzięki niższym kosztom finansowania i odpornym popytom krajowym, ale ryzyko geopolityczne i odchylenia fiskalne nadal stanowią przeszkodę. W miarę dojrzewania trwającego cyklu łagodzenia polityki pieniężnej w krajach wschodzących, początkowe czynniki sprzyjające długowi z rynków wschodzących zaczynają zanikać. Na tym etapie wyniki są w większym stopniu uzależnione od carry trade niż od cen, a inwestorzy skupiają się na wartości względnej i wyborze kredytów. Ponadto pogarsza się profil ryzyka i zysku: niższe stopy procentowe wspierają wzrost gospodarczy i płynność, ale mogą również sprzyjać fiskalnemu samozadowoleniu zwiększając podatność na zewnętrzne wstrząsy. Krótko mówiąc, dynamika późnego cyklu wymaga bardziej taktycznego podejścia, kładącego nacisk na selektywną ekspozycję i aktywne zarządzanie ryzykiem.
Na początku cyklu łagodzenia polityki pieniężnej waluty rynków wschodzących zazwyczaj korzystają z poprawy nastrojów związanych z ryzykiem i napływu kapitału, zwłaszcza gdy globalne warunki płynności są sprzyjające, a dolar amerykański słabnie. Jednak wraz z dojrzewaniem cyklu korzyści te maleją. Wysokie realne rentowności w porównaniu z rynkami rozwiniętymi przyciągają transakcje carry trade, wzmacniając pozycję waluty. Średnia różnica między realnymi stopami procentowymi na rynkach wschodzących a stopami procentowymi w Stanach Zjednoczonych (tj. po uwzględnieniu inflacji) wynosi obecnie 2 punkty procentowe, co pomaga przyciągać przepływy kapitałowe, gromadzić rezerwy i zachować pole manewru w przypadku zmienności walutowej. Kiedy Fed rozpoczął cykl łagodzenia polityki pieniężnej, różnica ta była bliska zeru (patrz wykres 4). Jednak wraz z dojrzewaniem cyklu łagodzenia polityki pieniężnej korzyści te maleją. Różnice w stopach procentowych zmniejszają się, co ogranicza atrakcyjność carry trade, a pozycjonowanie staje się coraz bardziej zatłoczone, zwiększając podatność na realizację zysków i gwałtowne wahania. Ponadto, jeśli luzowanie polityki pieniężnej zbiega się z pogorszeniem sytuacji fiskalnej lub niepewnością polityczną, waluty mogą osiągać słabsze wyniki pomimo niższych stóp procentowych. W obecnym cyklu, podczas gdy BRL, MXN i ZAR pozostają preferowane pod względem carry trade, ryzyko gwałtownych odwróceń tendencji rośnie, ponieważ wyceny są zawyżone, a globalne czynniki ryzyka (geopolitycznego) stają się coraz bardziej widoczne.
Wykres 4: Różnica realnych stóp procentowych w stosunku do USA (pps)
Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research
Ogólnie rzecz biorąc, poważna korekta na rynkach światowych (wykraczająca poza sektor sztucznej inteligencji i technologii) doprowadziłaby do dalszego złagodzenia polityki pieniężnej. Potencjalna korekta rynkowa dotknęłaby w szczególności centra produkcji chipów i elektroniki, takie jak Tajwan, Malezja czy Wietnam, które mogłyby odnotować spadek popytu, a także kraje Bliskiego Wschodu znajdujące się na wyższym szczeblu łańcucha dostaw, takie jak Izrael, wiodące centrum badań i rozwoju w dziedzinie sztucznej inteligencji. Kraje Zatoki Perskiej również byłyby narażone, biorąc pod uwagę duże kwoty zainwestowane w tę branżę. Spadek popytu na towary związane ze sztuczną inteligencją byłby również odczuwalny zwłaszcza w Chile, Indonezji lub Demokratycznej Republice Konga, głównych eksporterach litu, niklu i kobaltu. Wszystkie te czynniki sprawiłyby, że wiele banków centralnych rynków wschodzących powróciłoby do polityki łagodzenia polityki pieniężnej. Poza sztuczną inteligencją, poważna globalna korekta mogłaby mieć wpływ na obniżenie globalnego poziomu płynności, co dodatkowo przyczyniłoby się do cyklu łagodzenia polityki pieniężnej.
Pekao Leasing 125 mln euro drugiej transzy kredytu na finansowanie inwestycji
i rozwoju mikro, małych oraz średnich przedsiębiorstw w Polsce. Kredyt zabezpieczony jest gwarancją Banku Pekao S.A.
Polskie przedsiębiorstwa wytwarzają ponad połowę polskiego PKB. Aby podejmować nowe inwestycje, zwiększać skalę działalności i utrzymywać konkurencyjność firmy potrzebują dostępu do długo- i średnioterminowego finansowania na preferencyjnych warunkach. Grupa Pekao dzięki wieloletniemu partnerstwu z CEB zapewnia takie wsparcie.
125 mln euro kredytu pozwoli Pekao Leasing współfinansować kwalifikujące się inwestycje polskich mikro, małych i średnich firm, takie jak zakup środków trwałych, pojazdów, sprzętów i maszyn, a także sprzętu IT i oprogramowania.
– Nasza wieloletnia współpraca z Council of Europe Development Bank przynosi po raz kolejny konkretne owoce. Środki pozwolą Grupie Banku Pekao jeszcze skuteczniej finansować i to na korzystnych warunkach, mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa. A są one przecież kluczowym filarem polskiej gospodarki, napędzającym innowacje, lokalny rozwój i tworzenie miejsc pracy – powiedział Cezary Stypułkowski, prezes Banku Pekao S.A.
CEB i Pekao Leasing w dużej mierze skupiają się na polskich przedsiębiorcach z regionów najbardziej zagrożonych bezrobociem i najbardziej wrażliwych na negatywne społeczno-gospodarcze skutki transformacji – na ten cel trafi 35 proc. kwoty kredytu. Promują także przedsiębiorczość kobiet, przeznaczając 20 proc. kwoty kredytu na firmy prowadzone przez kobiety.
– Finansowanie z CEB pozwoli nam jeszcze skuteczniej odpowiadać na potrzeby polskich przedsiębiorców, którzy planują inwestycje i rozwój. Zależy nam, aby środki trafiały tam, gdzie mogą realnie wzmacniać lokalny biznes i wspierać jego dynamikę. To ważny krok w umacnianiu roli Pekao Leasing jako partnera rozwoju firm w całej Polsce – podkreślił Andrzej Krzemiński, prezes Pekao Leasing.
– W ciągu ostatnich dziesięciu lat współpraca Grupy Pekao i CEB zapewniła kluczowe wsparcie dla polskich mikro, małych oraz średnich przedsiębiorstw. Następne 125 mln euro
z CEB stanowi kolejny etap naszej udanej współpracy i pomoże tysiącom polskich MMŚP przyspieszyć rozwój i tworzyć miejsca pracy – powiedział Carlo Monticelli, Gubernator CEB.
Transformacja cyfrowa przestaje być w energetyce przedsięwzięciem pilotażowym — staje się strategicznym fundamentem działalności operacyjnej. Sztuczna inteligencja, automatyzacja i chmura obliczeniowa radykalnie zmieniają sposób zarządzania infrastrukturą, zwiększają efektywność i pozwalają budować bardziej elastyczne systemy energetyczne, zdolne sprostać szybkiemu wzrostowi zapotrzebowania na moc. Według analiz Grand View Research globalny rynek AI w energetyce był wart 11,3 mld USD w 2024 roku, a do 2030 r. ma osiągnąć 54,8 mld USD, rosnąc w tempie CAGR na poziomie 30,2%
AI i automatyzacja redefiniują funkcjonowanie energetyki
W całym sektorze energetycznym AI i automatyzacja wprowadzają poziom precyzji i przewidywalności, który jeszcze kilka lat temu wydawał się nieosiągalny. Predykcyjne, zdarzeniowe utrzymanie ruchu ogranicza przestoje w sieciach energetycznych, rurociągach i elektrowniach, a cyfrowe narzędzia zwiększają widoczność łańcucha dostaw i usprawniają zarządzanie aktywami. Firmy równolegle pracują nad wspólnymi standardami i praktykami nadzoru, aby przyspieszyć procesy modernizacyjne i zwiększyć bezpieczeństwo operacyjne.
– Energetyka staje się dziś branżą w pełni opartą na danych. To, co jeszcze niedawno było domeną analityków i zespołów technicznych, dziś jest fundamentem całego ekosystemu energetycznego. Bez zaawansowanych modeli analitycznych, automatyzacji i zdolności do przetwarzania ogromnych wolumenów informacji w czasie rzeczywistym nie da się utrzymać stabilności sieci ani planować jej rozwoju w dłuższym horyzoncie. AI pozwala nam przewidywać zdarzenia z wyprzedzeniem, reagować szybciej, a przede wszystkim budować bardziej odporne i elastyczne systemy. To nie jest już dodatek do działalności — to jej centralny element – komentuje Mateusz Borkowski, Z-ca Dyrektora Technicznego DC w Polcom.
Infrastruktura nowoczesnej energetyki
Kluczową rolę w tej transformacji pełni chmura obliczeniowa, która staje się podstawową warstwą infrastruktury dla AI, IoT i zaawansowanej analityki. Należy wskazać na dane rynkowe – Precedence Research – według których globalny rynek cloud computing w sektorze energetycznym wyniósł około 1,32 mld USD w 2024 r. z kolei do 2034 r. ma osiągnąć około 3,42 mld USD i rozwijać się z CAGR na poziomie ok. 10% w latach 2024-2034. Wynika to z faktu, że chmura umożliwia szybką analizę danych i uruchamianie modeli AI w skalowalnym środowisku, wspiera zarządzanie infrastrukturą w czasie rzeczywistym — także na poziomie całych systemów energetycznych – i redukuje koszty operacyjne, eliminując konieczność budowania własnych centrów danych. Pozwala obsługiwać złożone symulacje, takie jak scenariusze obciążenia, praca sieci czy predykcje awarii, a integracja danych z wielu źródeł staje się fundamentem dla generatywnej AI i zaawansowanych modeli decyzyjnych. Dzięki elastyczności i skalowalności chmura pozwala firmom szybciej wdrażać innowacje oraz sprawniej reagować na zmieniające się potrzeby rynku.
– Chmura to nie tylko przestrzeń na dane — to akcelerator innowacji i fundament zupełnie nowego modelu funkcjonowania energetyki. Umożliwia firmom przetwarzanie i analizowanie informacji w skali, która jeszcze niedawno była nieosiągalna. Dzięki niej możemy w czasie rzeczywistym zarządzać infrastrukturą, przewidywać awarie, optymalizować produkcję energii i lepiej wykorzystywać dostępne zasoby. Chmura daje energetyce szybkość działania, stabilność operacyjną i elastyczność, które są kluczowe wobec rosnącego zapotrzebowania na energię i gwałtownego rozwoju technologii. To rozwiązanie, które nie tylko wspiera transformację, ale realnie ją przyspiesza — podkreśla Mateusz Borkowski.
AI kształtuje zapotrzebowanie na moc i pomaga je stabilizować
Elektryfikacja gospodarki powodują, że szczytowe zapotrzebowanie na moc może wzrosnąć aż o 26% do 2035 roku. To najszybszy wzrost notowany w sektorze energetycznym od trzech dekad, który stanowi duże wyzwanie dla przeciążonych już systemów. Niemniej technologie AI stają się kluczem do utrzymania stabilności sieci. Przedsiębiorstwa wykorzystują algorytmy do prognozowania obciążenia, bilansowania mocy i wzmacniania infrastruktury w czasie rzeczywistym. Operatorzy wdrażają systemy oparte na AI, aby optymalizować produkcję, ograniczać awarie i monitorować stan urządzeń 24/7.
– Bez inteligentnych systemów zarządzania energią, bazujących na AI i chmurze, sieć nie byłaby w stanie udźwignąć rosnącego obciążenia. Dzisiejsza energetyka wymaga zdolności przewidywania, reagowania i bilansowania mocy w ułamkach sekund, a to możliwe jest tylko dzięki zaawansowanym technologiom. AI pozwala operatorom widzieć więcej, szybciej i dokładniej – od prognozowania szczytów zapotrzebowania, przez analizę zachowania odbiorców, po natychmiastowe wykrywanie anomalii w infrastrukturze. To technologia staje się dziś gwarantem stabilności, bo daje systemowi energetycznemu inteligencję, która kompensuje jego fizyczne ograniczenia. Bez niej modernizacja i dalsza elektryfikacja gospodarki byłyby po prostu niemożliwe — ocenia Mateusz Borkowski, Z-ca Dyrektora Technicznego DC w Polcom.
W realiach rosnącego zapotrzebowania na energię i nasilających się napięć geopolitycznych efektywność operacyjna staje się dla firm energetycznych kwestią egzystencjalną. Organizacje, które nie zintegrują cyfrowego tempa działania — opartego na AI, chmurze i automatyzacji — z fizycznymi procesami, ryzykują, że zostaną w tyle ze względu na zbyt wolno modernizowane systemy. Energetyka wkracza w dekadę, w której technologia i energia stają się nierozerwalne, a AI i chmura obliczeniowa przestają być narzędziami — stają się podstawą dla nowej architektury rynku mocy.
Widać rosnący trend nakładania się treści między serwisami streamingowymi. Liczba tytułów dostępnych na co najmniej trzech platformach VOD wzrosła z 9 proc. w 2020 r. do 21 proc. w 2025 r. – wynika z ostatnich danych firmy analitycznej Ampere Analysis[1], działającej w sektorze mediów. Oznacza to, że statystycznie co piąty tytuł jest dostępny w minimum trzech różnych, niezależnych serwisach. Inne badania wskazują ponadto na rosnące znużenie użytkowników dostępną liczbą subskrypcji. Firmy dostarczające treści wiedzą jednak, jak sobie z tym radzić.
Kierunek zmian w zakresie nakładania się treści między serwisami wyznaczają amerykańskie firmy. To właśnie w USA odsetek odchodzenia od ekskluzywności na rzecz dzielenia kontentu na wiele platform jest najwyższy. W lipcu br. w Stanach Zjednoczonych 39 proc. tytułów (67 tysięcy ze wszystkich 172 tys.) było dostępnych przynajmniej na dwóch lub na większej liczbie serwisów. Dla porównania, w tym samym czasie w Wielkiej Brytanii procent ten wynosił 13, a we Francji – 8 proc.
Zdaniem analityków Ampere Analysis, wysoki wskaźnik braku wyłączności na amerykańskim rynku VOD wynika z kilku czynników. To m.in. dążenie platform AVOD[2] (ang. Advertised Video on Demand – filmy na żądanie z reklamami) do budowania skali treści, chęci serwisów premium do monetyzacji zasobów bibliotecznych w celu uzyskania dodatkowych przychodów oraz większej skłonności do dzielenia się treściami na konkurencyjnym rynku.
Treści AVOD przenikają się z SVOD
Z danych Ampere Analysis płynie jeszcze jeden istotny wniosek. Serwisy SVOD (subskrybowanie filmów na żądanie) są bardziej ekskluzywne niż AVOD. Konsolidacja rynku powoduje jednak zbieżność i przenikanie się katalogów. Spośród współdzielonych, analizowanych przez firmę Ampere tytułów:
43 proc. (29 tys. pozycji) występuje jednocześnie w modelu SVOD i AVOD
12 proc. (8,3 tys. tytułów) dostępnych jest w wielu serwisach SVOD.
Im starsza produkcja, tym większa tendencja do dzielenia treści między serwisami
Starsze produkcje – nadal atrakcyjne, ale rozumiane jako wydane w latach 2010-2019, stanowią 43 proc. współdzielonych treści. Natomiast tytuły z lat 2020-2025 są współdzielone w 28 proc.
Zdaniem Rahula Patela, głównego analityka w Ampere Analysis, wysoki poziom nieekskluzywności na rynku VOD w USA wynika nie tylko z dużej liczby starszych treści. Umowy współekskluzywne dotyczą również tytułów premium. Przykładami mogą być ostatnie porozumienia między Netflixem a HBO oraz Disneyem a AMC. Europa nie osiągnęła jeszcze takiego poziomu. Jednak według Patela, ostatnie partnerstwa między nadawcami a platformami streamingowymi, np. ZDF i Atresmedia z Disney+, Netflixa z TF1 czy Amazona z France Télévisions wskazują, że tego typu tendencje mogą stawać się coraz popularniejsze.
Narrację Ampere Analysis potwierdzają też przedstawiciele globalnej firmy badawczej i konsultingowej Omdia. Zamiast haseł takich jak „wojna streamingowa” zaczynają dominować zwroty „Streaming Love”, rozumiane jako ekosystem streamingowy oparty na współpracy. Mówiła o tym we wrześniu br. na targach IBC2025 Maria Rua Aguete, dyrektor ds. M&E w Omdia[3]. Firma ta przewiduje, że jednocyfrowy przyrost SVOD stanie się normą do 2028 roku. Według danych, na które powoływała się w trakcie swojego wystąpienia Maria Rua Aguete, do 2030 roku pakiety telekomunikacyjne będą stanowić na całym świecie 23 proc. wszystkich subskrypcji SVOD. Natomiast pakiety niezwiązane z operatorami telekomunikacyjnymi będą odpowiadać za kolejne 10 proc. subskrypcji.
Polsce bliżej obecnie do Zachodu niż USA
Zgodnie z najnowszymi raportami Nielsen „The Gauge” z 2025 roku widać wzrost oglądalności treści w streamingu – zarówno w Polsce (między 9,1 proc. – 10,1 proc.), jak również w USA (rekordowy udział 47,3 proc.). Mimo to rynki te znajdują się na innym etapie rozwoju, co bezpośrednio wpływa na strategie konkurencyjne platform. Z tego względu Polsce bliżej do Europy Zachodniej, aniżeli do Stanów Zjednoczonych.
– Analizy rynków CEE (Polska, Czechy, Rumunia czy Węgry) wskazują na dynamiczny wzrost liczby subskrybentów i silną rywalizację globalnych graczy. W tej fazie kluczowym narzędziem walki o klienta jest oferowanie treści na wyłączność. W Europie Środkowej od około 23 do 25 proc. wszystkich subskrypcji SVOD jest pośrednich, pochodzących od operatorów płatnej telewizji lub telekomunikacyjnych – wynika z szacunków Deloitte czy Omdia – komentuje Artur Pacuła, CEO MEGOGO w Polsce.
Polska reprezentuje najbardziej zaawansowany rynek VOD w regionie, zdominowany przez globalnych gigantów, którzy muszą konkurować z silnymi, lokalnymi graczami i dostosowywać się do unijnych oraz krajowych regulacji.
Sport napędza streaming – w Polsce główne rozgrywki rozproszone
Już w 2023 roku, co wynika z raportu Publicis Groupe Polska „Sports Online 2023/2024”, ok. 70 proc. polskich internautów oglądało sport online (zarówno darmowo, jak i płatnie). Co najważniejsze, dziedzina ta była jednym z głównych powodów, dla których Polacy decydowali się na dostęp do płatnych subskrypcji.
– Polski rynek streamingu sportowego jest bardzo popularny, ale jednocześnie mocno rozproszony. Prawa do transmisji najważniejszych lig i wydarzeń posiada kilku dużych graczy, co często zmusza kibiców do konieczności wykupienia kilku subskrypcji. Świadczy to w większości przypadków o wyłączności. Są jednak wyjątki takie jak np. Eleven Sports, do którego dostęp oferowany jest przez kilka różnych podmiotów – dodaje Artur Pacuła z MEGOGO.
Rodzi to więc pewnego rodzaju wyzwania dla użytkowników, którzy muszą wykupić wiele usług. Wiąże się to z wyższymi kosztami oraz rosnącą liczbą subskrypcji.
Liczba subskrypcji może nużyć, ale firmy mają na to sposoby
Zdaniem Nicka Maynarda, wiceprezesa ds. badań rynku fintech w Juniper Research, znużenie niekończącą się liczbą nowych subskrypcji wśród użytkowników jest największym zagrożeniem dla rozwoju całej gospodarki subskrypcyjnej. Jak spółki z branży mogą sobie z tym radzić?
W badaniu Juniper Research[4] wskazano, że kluczowymi czynnikami dla zmniejszenia liczby rezygnacji z usług jest łączenie subskrypcji i elastyczne nimi zarządzanie. Przykładem tego typu może być np. ostatnie partnerstwo Google, polegające na łączeniu planów indywidualnych usług YouTube Premium i YouTube Music Premium z MEGOGO, czyli platformą streamingową. Dzięki temu użytkownicy otrzymują w jednym miejscu korzystniejszą propozycję w porównaniu z płatnością za obie usługi oddzielnie, zyskując jednocześnie dostęp do telewizji, filmów, seriali, materiałów edukacyjnych, sportu, treści audio oraz programów dla dzieci.
***
[1] Ampereanalysis.com, US streamers increasingly double up on content, 30 września 2025 r.
[2] AVoD odnosi się do treści dostępnych na żądanie i nie obejmuje kanałów typu FAST.
[3] Broadbandtvnews.com, New era of Streaming Partnerships, 15 września 2025 r.
[4] JuniperResearch.com, Subscription Economy to Reach $1.2 Trillion by 2030 Globally, Despite Increasing Subscription Fatigue, październik 2025 r.
Popyt na powierzchnie magazynowe w Polsce pozostaje bardzo dynamiczny. W trzech pierwszych kwartałach 2025 roku wynajęto 4,5 mln m kw., co jest wynikiem o 20% większym niż rok wcześniej. Jednocześnie rynek inwestycyjny utrzymuje wysoką aktywność, a wartość transakcji magazynowych wzrosła o 18%, osiągając 873 mln euro. Silna obecność globalnych inwestorów potwierdza stabilność i atrakcyjność Polski jako kluczowego rynku logistycznego w regionie.
„Polski rynek magazynowy ponownie udowadnia swoją odporność. Popyt najemców rośnie drugi rok z rzędu, a inwestorzy wyraźnie wzmacniają swoją obecność. To sygnał zaufania do długoterminowych fundamentów rynku,”– komentuje Szymon Sobiecki, Analyst, Research w Knight Frank.
Podaż – umiarkowany wzrost i ostrożny optymizm deweloperów
Zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce przekroczyły 36,4 mln m kw.. Mimo że tempo wzrostu osłabło względem rekordowych lat 2021–2023, deweloperzy stopniowo zwiększają aktywność. W okresie I–III kw. 2025 roku na rynek trafiło 1,55 mln m kw. nowej powierzchni, czyli o 26% mniej niż rok temu.
Od drugiego kwartału widoczne jest jednak lekkie ożywienie. Wolumen powierzchni w budowie wzrósł o 6% kwartał do kwartału i wynosi obecnie 1,5 mln m kw. (wartość ta jest wciąż o 20% mniejsza niż rok wcześniej). Najwięcej nowych projektów realizowanych jest w regionie Warszawy (527 000 m kw.), Trójmiasta (221 000 m kw.) i Górnego Śląska (190 000 m kw.).
Deweloperzy coraz chętniej rozpoczynają budowy spekulacyjne, choć udział takich projektów nadal pozostaje niższy niż w latach boomu 2021–2023. Na koniec III kwartału 55% powierzchni w budowie było zabezpieczone umowami przednajmu, w porównaniu do 59% na początku roku (po I kwartale). Na najbardziej dojrzałych rynkach, takich jak Warszawa i Górny Śląsk, odsetek ten wynosi ok. 30%.
Popyt – kolejny rok wzrostów, dominacja renegocjacji
W trzech pierwszych kwartałach 2025 r. całkowita aktywność najemców osiągnęła 4,5 mln m kw., co oznacza 20% wzrost r/r. Sam III kwartał przyniósł 1,6 mln m kw. wynajętej powierzchni, o 42% więcej niż rok temu.
Renegocjacje dominowały w strukturze rynku, odpowiadając za 47% całkowitego wolumenu, podczas gdy nowe umowy stanowiły 44%. Największy popyt generują regiony Warszawy, Polski Centralnej i Wrocławia – łącznie ponad 60% wolumenu najmu.
Strukturę popytu tradycyjnie kształtują branża logistyczna i handel, których aktywność rośnie wraz z umacniającą się sprzedażą detaliczną. Jednocześnie rośnie udział najemców z sektora lekkiej produkcji. W trzech kwartałach 2025 roku odpowiadali oni za 16% całkowitego wolumenu, głównie w zachodniej i południowo-zachodniej Polsce.
„Przedsiębiorstwa coraz śmielej wracają do strategii rozwoju i zabezpieczania łańcuchów dostaw. Oczekiwane ożywienie produkcji przemysłowej oraz silna konsumpcja będą w kolejnych kwartałach dodatkowo stymulować popyt na powierzchnie magazynowe,”– podkreśla Przemysław Piętak, Head of Industrial and Logistics Agency w Knight Frank.
Pustostany – stabilizacja z perspektywą dalszych spadków
Wskaźnik pustostanów na koniec III kwartału wyniósł 8,21%, pozostając praktycznie bez zmian wobec poprzedniego kwartału (8,19%). Wzrost popytu w kolejnych miesiącach powinien przełożyć się na dalsze ograniczenie dostępności wolnej powierzchni.
Czynsze – stabilny poziom w kluczowych lokalizacjach
Stawki czynszów wywoławczych pozostają stabilne i kształtują się w zależności od formatu dla obiektów big box: 3,8–5 EUR/m kw., a dla magazynów miejskich w przedziale 5–7,5 EUR/m kw.
Najwyższe stawki utrzymują się w granicach administracyjnych Warszawy i Krakowa.
Rynek inwestycyjny – przewaga globalnych graczy
Wolumen inwestycji w nieruchomości magazynowe w I–III kw. 2025 wyniósł 873 mln euro (wzrost o 18% r/r). Sektor magazynowy odpowiada za 34% całkowitego wolumenu inwestycyjnego w Polsce.
Transakcje zdominowali globalni inwestorzy o długoterminowej strategii i preferencjach wobec stabilnych aktywów o niskim profilu ryzyka.
Wczoraj – zgodnie z oczekiwaniami większości analityków – doszło do obniżek stóp procentowych w Polsce. Amerykanie pokazali słabsze dane z rynku pracy. Inflacja w Czechach spada, a dyskusja o obniżkach w Pradze znów wraca.
Stopy w dół
Wczoraj zgodnie z oczekiwaniami doszło do obniżek stóp procentowych. Główny wskaźnik wynosi obecnie 4% po spadku o 0,25%. Było to zgodne z prognozami, stąd niewielkie reakcje rynków. Co ciekawe, te niewielkie reakcje oznaczały umocnienie waluty. Jedna z hipotez zakłada, że część inwestorów grała już pod podwójne obniżki stóp i po samej decyzji odwracała pozycje inwestycyjne. Waluta umacnia się bowiem wtedy, gdy po decyzji stopy są wyższe od oczekiwań. Druga hipoteza łączy ten ruch z osłabiającym się dolarem i napływem kapitału do Europy. Ciekawie zapowiada się dzisiejsza konferencja prasowa. Z jednej strony mamy rozbudzone oczekiwania rynków, które liczą na dalsze cięcia w kolejnych miesiącach. Z drugiej – prezesa NBP, który po przydługawym wstępie o własnych sukcesach będzie ponownie opowiadał historię, że to nie cykl obniżek, a reakcja na dane. Problem w tym, że na ostatnich 7 posiedzeniach decyzyjnych stopy procentowe spadły w sumie o 1,75%.
Słabsze dane zza oceanu
Na rynki trafił wczoraj raport ADP na temat zatrudnienia w USA. Spodziewano się niskiego wyniku – zaledwie 5 tysięcy nowych miejsc pracy w listopadzie. Problem w tym, że w raporcie mieliśmy spadek o 32 tysiące. Oprócz tego widać, że dużo poniżej oczekiwań wypadło wykorzystanie mocy produkcyjnych. Publikowano również indeksy koniunktury, jednak wypadły one niejednoznacznie – jeden rósł, a drugi spadał. W przypadku tych wskaźników, z racji tego, że powstają na podstawie badań ankietowych, takie sytuacje wcale nie należą do rzadkości. W tym zestawieniu dane z rynku pracy są jednak najważniejsze i to one powodowały, że dolar wczoraj znów wyznaczał swoje najsłabsze poziomy od października.
Sukces walki z cenami w Czechach
Nie tylko Polska pokazała nagły spadek inflacji w listopadzie. Generalnie nasz region Europy pokazuje dobre dane. Dzisiaj nad ranem poznaliśmy tempo wzrostu cen w Czechach. Analitycy oczekiwali wzrostu na poziomie 2,6%, a otrzymali zaledwie 2,1%. W rezultacie ponownie otwiera to dyskusję o potencjalnych obniżkach stóp procentowych u naszego południowego sąsiada. Widać to wyraźnie na rynku walutowym. Od momentu publikacji korona czeska traci na wartości około 0,4%, co pokazuje, że inwestorzy zaczęli wierzyć w ten scenariusz.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
W listopadzie kupujących mieszkania przyciągnęły deweloperskie promocje, więc sprzedaż używanych lokali wyraźnie spadła. Zdaniem ekspertów portalu GetHome.pl prawdopodobnie nie dotyczyło to jednak metropolii, gdzie oferta kurczy się od miesięcy, co w kilku przypadkach skutkowało wzrostem cen.
– Rynki pierwotny i wtórny ostro rywalizują o kupujących. Wygląda na to, że w listopadzie znów górą byli deweloperzy. Zwykle w końcówce roku wykorzystują oni każdą okazję, a jedną z nich jest Black Friday, żeby skusić nabywców jakąś promocją – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl.
Według niego, z tego powodu chętnych na mieszkania z drugiej ręki było w całym kraju wyraźnie mniej niż miesiąc wcześniej. Z danych przeszukiwarki portali nieruchomości Adradar wynika, że w listopadzie z rynku wtórnego zniknęło 31 tys. unikalnych ofert sprzedaży mieszkań – to aż o 11% mniej niż w październiku. W tym roku gorszy wynik sprzedażowy był jedynie w styczniu. Równocześnie na rynku pojawiło się w listopadzie stosunkowo mało, bo tylko 29 tys. nowych ofert. W efekcie na koniec miesiąca dostępnych było 147 tys. mieszkań, czyli o 1% mniej niż miesiąc wcześniej i o 7% mniej niż rok temu.
Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl, przyznaje, że problem spadku popytu na mieszkania z drugiej ręki prawdopodobnie nie dotyczy największych metropolii. Według Adradar, np. w Poznaniu listopad był drugim z rzędu miesiącem, w którym oferta zmniejszyła się bardzo gwałtownie – w październiku o 3%, a w listopadzie o kolejne 8% (do 3,6 tys. lokali).
– To sygnał, że popyt w metropoliach pozostaje silny mimo ogólnego spadku – komentuje ekspert portalu GetHome.pl.
Podobnie wygląda sytuacja w innych metropoliach. Jak podaje Adradar, w listopadzie ubyło:
4% mieszkań w Łodzi (do 5,3 tys.) i Katowicach (do 2,3 tys.),
3% – we Wrocławiu (do 8,9 tys.) i Krakowie (do 8,6 tys.),
1% – w Warszawie (do 17,5 tys.).
Ekspert zwraca uwagę, że oferta używanych mieszkań w metropoliach maleje już od kwietnia. Zbiegło się to z cyklem obniżek stóp procentowych, co poprawiło dostępność kredytów mieszkaniowych. Od tego czasu rynek wtórny skurczył się:
w Krakowie – o 28%,
w Warszawie – o 27%,
w Poznaniu – o 25%,
Trójmieście – do ok. 16,4 tys. zł/m kw.,
Wrocławiu – do 14,2 tys. zł/m kw.,
Poznaniu – do ok. 11,8 tys. zł/m kw..a we Wrocławiu – o 24%.
– Równocześnie rosła podaż mieszkań na rynku pierwotnym. W największych miastach oferta urosła do rekordowych rozmiarów. W tej sytuacji sprzedający na rynku wtórnym nie mogli sobie pozwolić na podwyższanie cen. Wręcz przeciwnie – wielu zaczęło je obniżać już na etapie ofertowym – mówi Marek Wielgo.
Z danych portalu GetHome.pl wynika, że w listopadzie w czterech metropoliach średnia cena metra kwadratowego mieszkań z rynku wtórnego była niższa niż przed rokiem:
w Krakowie – o 4%,
w Warszawie – o 3%,
we Wrocławiu – o 2%,
w Poznaniu – o 1%.
Liderem wzrostów jest Trójmiasto, gdzie średnia cena metra kwadratowego była w listopadzie o 4% wyższa niż rok temu. Wzrosty odnotowano także w Łodzi (+3%), która wciąż jest najtańszą metropolią oraz w Katowicach (+1%).
Listopad był kolejnym miesiącem stabilizacji cen w Krakowie (ok. 16,9 tys. zł/m kw.) i Łodzi (ok. 8,8 tys. zł/m kw.). Spadek rzędu 1% miał miejsce w Warszawie (do ok. 17,8 tys. zł/m kw.) i Katowicach (do ok. 11,6 tys. zł/m kw.). Jednak w trzech metropoliach średnia cena metra kwadratowego wzrosła o 1%:
Tylko w tym roku polskim firmom mogło zabraknąć nawet 1,5 miliona pracowników. Jednocześnie około miliona osób z niepełnosprawnościami w wieku produkcyjnym wciąż pozostaje poza rynkiem pracy. Ta dysproporcja ogranicza rozwój przedsiębiorstw i obciąża budżet państwa. Eksperci Sodexo podkreślają, że lukę kadrową można zmniejszyć, angażując osoby, które dziś są poza systemem, a chcą pracować. Jak wykorzystać ten potencjał?
Problem niedoboru pracowników dotyka coraz szerszego spektrum polskiej gospodarki. Trudności w rekrutacji odczuwalne są już nie tylko w branżach high-tech i sektorach wysoko wyspecjalizowanych, ale także w usługach. Przykładem jest gastronomia, gdzie deficyt wykwalifikowanych kucharzy występuje już w blisko 200 lokalizacjach. Nie lepiej prezentuje się sytuacja w facility management – sektorze zatrudniającym około 630 tysięcy osób, w którym firmy coraz częściej wskazują na rosnące trudności w pozyskiwaniu pracowników.
– To absurd ekonomiczny i społeczny. Firmy szukają pracowników praktycznie wszędzie, a jednocześnie ogromna część osób z niepełnosprawnościami nadal nie pracuje. Paradoks polega na tym, że to nie jest bariera kompetencyjna, ale systemowa – od dostępności architektonicznej i organizacji stanowisk pracy, po nieuświadomione stereotypy w myśleniu o zatrudnieniu. Ale to również przestrzeń na zmianę – mówi wprost Anna Stopel, People Development Manager w Sodexo Polska.
Ponad 50 organizacji pracuje nad wspólną zmianą
Jedną z najdynamiczniejszych inicjatyw jest powstałe w 2023 roku Partnerstwo Inclu(vi)sion – platforma, która połączyła ponad 50 podmiotów: globalne korporacje (m.in. BNP Paribas, Microsoft, Sodexo, IKEA, Castorama), instytucje publiczne, organizacje pozarządowe i media. Cel jest ambitny, ale policzalny: zwiększyć poziom zatrudnienia osób z niepełnosprawnościami do 40 proc. w 2030 roku.
– 60 proc. osób z niepełnosprawnościami ma lekki lub umiarkowany stopień orzeczenia, co oznacza wiele możliwości pracy. Wyzwanie polega na tym, by usunąć bariery blokujące ich aktywność zawodową – podkreśla Przemysław Żydok, Prezes Fundacji Aktywizacja i inicjator Partnerstwa.
Identyfikacji i promocji dobrych praktyk w tym obszarze ma służyć m.in. III Kongres Inclu(vi)sion, który w tym roku odbędzie się pod hasłem „Tworzymy rynek współ(pracy)”. Wydarzenie składa się z paneli dyskusyjnych, debat z udziałem zarządów i HR, warsztatów oraz sesji Q&A, które odbywać się będą już 3 grudnia, w Międzynarodowy Dzień Osób z Niepełnosprawnościami. Równolegle organizowane są II Wirtualne Targi Pracy, które pozwolą pracodawcom spotkać kandydatów gotowych podjąć zatrudnienie. Formuła online umożliwia udział uczestnikom z całej Polski i zagranicy.
– Potrzebujemy kompleksowej zmiany: inwestycji w dostępność i ergonomię stanowisk, odświeżenia procesów rekrutacyjnych i odwagi w testowaniu nowych rozwiązań. Firmy, które już dziś to robią, nie tylko rozwiązują własne wyzwania kadrowe, ale również budują efektywny rynek pracy. W biznesie to wyraz społecznej odpowiedzialności, strategiczna przewaga konkurencyjna i właściwy kierunek rozwoju – mówi wprost Anna Stopel, People Development Manager w Sodexo Polska.
Jak zamienić potencjał w etat?
Sodexo Polska to przykład firmy, która aktywizację zawodową traktuje jako proces, a nie pojedynczy projekt. Od blisko 20 lat aktywnie rekrutuje osoby z różnymi niepełnosprawnościami – dziś stanowią one prawie 8 proc. wszystkich pracowników. Firma zatrudnia w różnych branżach, w kilkudziesięciu lokalizacjach w całym kraju, m.in. na stanowiskach pracownika restauracji, w obsłudze biurowej, ale również w roli koordynatorów czy menedżerów.
– Pierwszy krok? Przekonać zarządy, że zatrudnianie osób z niepełnosprawnościami musi być integralną częścią strategii biznesowej, a nie tylko jednorazową inicjatywą. Gdy włączanie traktuje się jak każdy inny proces – z planem, miernikami i wsparciem – efekty są widoczne bardzo szybko – opowiada Anna Stopel, People Development Manager w Sodexo Polska.
W Sodexo sprawdził się model zatrudnienia wspomaganego realizowany we współpracy z organizacjami społecznymi. Pracownicy mogą liczyć na wsparcie trenera pracy – od badań lekarskich, przez pierwsze dyżury, po adaptację do nowych obowiązków. Jest to rozwiązanie szczególnie skuteczne w przypadku osób z niepełnosprawnością intelektualną, ale nie tylko.
Uczestnicy Partnerstwa podkreślają, że bez zmian systemowych – np. likwidacji pułapki rentowej i wprowadzenia nowych narzędzi aktywizacji, takich jak bon motywacyjny – trudno będzie przełamać obecny impas.
– Potrzebujemy połączenia rozwiązań legislacyjnych, edukacji i praktycznego wsparcia. Ale bez decyzji pracodawców, bez ich gotowości na procesy włączające, nie osiągniemy skali, której polska gospodarka po prostu dziś potrzebuje. Dostępny rynek pracy to szansa na godne, niezależne i samodzielne życie, a przy tym pozytywny wpływ na rozwój gospodarczy Polski – podsumowuje Przemysław Żydok, Prezes Fundacji Aktywizacja.
Nie ma znaczenia, z jakiego powodu szykujesz dla swoich pracowników upominki – warto zadbać o to, by były one praktyczne. Sprawdź inspiracje i dowiedz się, jak w doborze prezentu może Ci pomóc technologia!
Czym jest employer branding i jak wpływają na niego okolicznościowe prezenty?
Troska o swoją firmę to coś więcej niż pilnowanie jakości usług czy wyrobów, a także sprawdzanie statystyk lub wyników sprzedaży. To również dbanie o dobre samopoczucie Twoich pracowników, które wpływa nie tylko na atmosferę wewnątrz firmy, chęci do działania i wydajność, ale również i na jej wizerunek zewnętrzny. Wszelkie działania, które mają na celu szeroko pojęte budowanie marki jako przyjaznej pracownikom, łączy się pod hasłem employer brandingu.
Istnieje wiele sposobów, by troszczyć się o ten segment, lecz jedną z najlepszych dróg bez wątpienia jest docenianie swoich pracowników oraz wręczanie im prezentów – czy to uznaniowych, czy to okolicznościowych. Zbliżające się święta, koniec roku kalendarzowego, zamknięcie dużego projektu, który był owocem wielomiesięcznej pracy – nietrudno znaleźć pretekst, by wręczyć choćby drobny upominek!
Taki gest jest bardzo doceniany przez pracowników, szczególnie jeśli się do niego przykładasz. Nie chodzi tu nawet o cenę – nawet prezent do 50 zł może w zupełności spełnić swoją funkcję, jeśli postawisz na jakość, ładne opakowanie lub personalizację!
Przykłady technologicznych prezentów dla pracowników – poznaj ciekawe inspiracje
Upominki tworzone z myślą o pracownikach mogą przybierać naprawdę różne formy. Pożądane i mile widziane prezenty często pochodzą z segmentu technologicznego. Możesz w nim przebierać i znaleźć propozycje w każdym budżecie. Poniżej sprawdzisz kilka z nich, które z pewnością sprawdzą się jako okolicznościowy podarek!
Powerbank
Wysokiej jakości powerbank może stanowić świetny prezent do 100 zł, choć oczywiście możesz również spotkać się z droższymi modelami. Z pomocą takiego urządzenia można zawsze pozostać w kontakcie ze światem. Nie ma znaczenia, dlaczego nie ma gdzie się podpiąć do ładowania. Dynamiczny dzień w pracy, wyjazd poza miasto, zwykła nieuwaga co do stanu baterii – dzięki powerbankowi problem wyczerpującej się baterii po prostu znika!
Słuchawki
To bardzo wszechstronny sprzęt, który świetnie sprawdzi się w formie technologicznego upominku. Do wyboru masz słuchawki przewodowe i bezprzewodowe, nauszne i douszne – każde mają swoje plusy i minusy. Warto dowiedzieć się, jakie preferencje ma osoba, którą chcesz obdarować, by na pewno trafić w jej muzyczne gusta!
Smartwatch
Inteligentne zegarki mogą wydawać się drogim upominkiem. W rzeczywistości może to być naprawdę ciekawy prezent do 200 zł, który pomimo niższej ceny będzie świetnie spełniał swoje zadanie i zapewni wiele interesujących funkcji.
Współczesne smartwatche to oczywiście coś więcej niż tylko pokazywanie obecnej godziny. To również monitoring pulsu, poziomu stresu czy jakości snu, partner w treningu, a także asystent, z którego pomocą możesz zarządzać telefonem, odbierać połączenia, odczytywać powiadomienia, a nawet płacić za zakupy! Nic więc dziwnego, że gadżet ten staje się coraz popularniejszym prezentem okolicznościowym.
Karty podarunkowe
Karta podarunkowa wcale nie musi być wyrazem braku pomysłu. Dzięki takiemu upominkowi pracownik może czuć się wyróżniony, a przy okazji samemu wybrać, na co spożytkuje otrzymany voucher. Dzięki temu nie dochodzi do sytuacji, w której podczas wręczania prezentu popełnisz faux-pas – każdy bowiem musi czasem kupić sobie coś z segmentu RTV czy AGD!
Nie było niespodzianki i po silnym spadku inflacji w listopadzie do 2,4 proc. r/r RPP zdecydowała się na kolejną obniżkę stóp procentowych. Podstawowa stopa spadła zatem do poziomu 4 proc. Polskie stopy zbliżyły się zatem, po wielu miesiącach wyższego poziomu, do stóp w USA, które obecnie wynoszą 3,75–4 proc. Podstawowa stopa procentowa EBC jest znacząco niższa i wynosi 2 proc. Obniżka to świąteczny prezent dla kredytobiorców hipotecznych, bo posiadacz kredytu na 500 tys. zł dzięki decyzjom RPP w tym roku, zaoszczędził już 500–600 zł na każdej miesięcznej racie.
Rada Polityki Pieniężnej nie zaskoczyła, dokonując piątej z rzędu obniżki stóp procentowych o 25 pkt bazowych. Obecna seria obniżek trwa od lipca (z przerwą w sierpniu), a wcześniej w maju Rada dokonała większej obniżki o 50 pkt bazowych. W całym 2025 roku stopy w Polsce spadły więc już o 175 pkt bazowych, czyli w sposób bardzo dynamiczny. W tym roku nie będzie już posiedzeń RPP, szansa na kolejne obniżki będzie zatem dopiero w 2026 roku.
Silnym argumentem za obniżkami jest mocno spadająca inflacja, która w listopadzie znalazła się w ramach celu NBP, który wynosi 2,5 proc. z odchyleniem o 1 pkt proc. Spadła bowiem do poziomu 2,4 proc. (z 2,8 proc. w październiku). Ten spadek mocno zaskoczył ekonomistów, którzy spodziewali się mniejszego spadku. W związku z niespodzianką inflacyjną, w przypadku stóp procentowych niespodzianki już nie było i stopy zostały obniżone.
Dane o inflacji w listopadzie pokazują wyraźne wyhamowanie wzrostu cen. Ceny żywności rosną już tylko o 2,7 proc. rok do roku, co jest najniższym wynikiem od czerwca 2024 roku, a w ujęciu miesięcznym wzrost wyniósł zaledwie 0,1 proc. Spadek dynamiki dotyczy także nośników energii, które podrożały jedynie o 0,1 proc. w ujęciu miesięcznym i 2,7 proc. w skali roku. Z drugiej strony, w listopadzie zauważalny był wzrost cen paliw, które poszły w górę o 2,2 proc. miesiąc do miesiąca, jednak ze względu na wyższą bazę z ubiegłego roku, efekt ten finalnie obniżył roczny wskaźnik inflacji. Kluczowym sygnałem dla Rady Polityki Pieniężnej pozostaje jednak spadek inflacji bazowej do poziomu około 2,7 proc., najniższego od 2019 roku. To właśnie ten wskaźnik, eliminujący wpływ najbardziej zmiennych cen, najlepiej pokazuje, że presja inflacyjna w gospodarce zaczyna wyraźnie słabnąć.
Spadek inflacji mocno wsparł spadek stóp. Jednak RPP musiała rozważyć także argumenty przeciwne obniżaniu stóp. Najważniejszym pozostaje luźna polityka fiskalna polskiego rządu. W projekcie budżetu na 2026 rok zaplanowano wysoki deficyt wynoszący aż 6,5 proc. PKB, co oznacza jedynie niewielki spadek z poziomu około 7 proc. w 2025 roku. To sygnał, że impuls fiskalny nadal będzie wspierał wzrost gospodarczy, a tym samym może utrudniać dalsze obniżanie inflacji. Ten argument zyskuje na znaczeniu wraz ze spadkiem poziomu stóp po kolejnych obniżkach.
RPP wydaje się działać w zgodzie z nastrojami polskich inwestorów, którzy również oceniają, że ryzyko inflacyjne wyraźnie się zmniejsza. Z badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego wynika, że inflacja, po wielu kwartałach dominacji, spadła na drugie miejsce wśród największych obaw inwestorów. Na pierwszym miejscu znalazło się ryzyko konfliktu międzynarodowego, które wskazało 25 proc. ankietowanych. Inflacji cały czas obawia się 22 proc. respondentów.
Obniżka stóp procentowych to świąteczny prezent, który cieszy posiadaczy kredytów hipotecznych. Rata przeciętnego 30-letniego kredytu hipotecznego (opartego o WIBOR 3M, marża 2 proc., prowizja 2 proc.) spadnie dzięki niej o 15–18 zł na każde 100 tys. zł kredytu. A gdy uwzględnić całkowity spadek stóp o 175 pb w tym roku, to spadek wynosi 105–126 zł na każde 100 tys. kredytu. Czyli posiadacz kredytu na 500 tys. zł dzięki decyzjom RPP w tym roku zaoszczędził już 500–600 zł na każdej miesięcznej racie. Spadek oprocentowania może także objąć inne produkty kredytowe o zmiennej stopie, na przykład kredyty gotówkowe czy karty kredytowe. Z drugiej strony oznacza to również, że posiadacze lokat i depozytów bankowych będą musieli liczyć się z niższymi odsetkami.
Zgodnie z oczekiwaniami Rada Polityki Pieniężnej dokonała dziś po południu szóstego cięcia stóp procentowych w tym roku. Stopa referencyjna została obniżona o 25 pb., do 4%.
Dane opublikowane w zeszłym tygodniu wskazywały na dalszą dezinflację i redukcję ryzyk wzrostowych dla inflacji, co skłoniło większość analityków, w tym nas, do prognozowania obniżki przed końcem roku. Ponieważ rynkowe wyceny stóp również uległy zmianie w okresie przed decyzją, złoty na obniżkę zareagował spokojnie. Kurs EUR/PLN w dalszym ciągu oscyluje wokół 4,23 – blisko ostatnich minimów.
Oczekujemy dalszego łagodzenia polityki pieniężnej przez NBP w 2026 r. Na razie uwaga skupia się na komunikatach NBP, w szczególności na jutrzejszej konferencji prasowej prezesa Glapińskiego, która może tchnąć nieco życia w spokojne notowania złotego.
Choć temat różnorodności, włączania i równości szans (DEI) stał się w ostatnich latach jednym z najczęściej poruszanych w biznesie, realny wpływ tych działań na sytuację zawodową osób z niepełnosprawnościami pozostaje ograniczony. Jak wynika z doświadczeń Manpower na rynku pracy widać delikatne ożywienie, ale na zmianę klimatu, który odwróci niekorzystny trend trzeba jeszcze poczekać.
– Otrzymujemy coraz więcej zapytań ze strony największych firm, które są zainteresowanie tematem. To krok naprzód, a za korporacjami powoli idą także mniejsze przedsiębiorstwa. Ale to nie przekłada się jeszcze na wyraźną zmianę sytuacji osób z niepełnosprawnościami. Nawet jeśli widzimy lekką odwilż na rynku, trudno mówić o rzeczywistym przełomie. Wciąż ogromna grupa osób z niepełnosprawnościami pozostaje zawodowo niewykorzystana. Ich szans na rynku pracy nie zwiększa też mała stopa bezrobocia, która powinna zmusić pracodawców do otwarcia się na nowe grupy pracowników – wskazuje Łukasz Kubiak z Manpower, szef zespołu aktywizującego osoby z niepełnosprawnościami.
Od dekady niemal bez zmian, zatrudnienie stoi w miejscu
Liczba osób z niepełnosprawnościami pracujących zawodowo w Polsce od 10 lat utrzymuje się na poziomie 450–490 tysięcy. Zmiany w tym okresie to jedynie przesunięcia o około 20 tysięcy osób. Firma wskazuje również, że rośnie udział osób z niepełnosprawnościami zatrudnianych na stanowiskach administracyjnych i biurowych. – Trzy lata temu były to zaledwie pojedyncze przypadki, dziś już co dziesiąty kandydat znajduje zatrudnienie na średnim szczeblu. To trzykrotny wzrost w ciągu zaledwie kilku lat – mówi Kubiak.
Najwięcej osób z niepełnosprawnościami nadal pracuje w produkcji, logistyce, magazynowaniu jednak struktura zatrudnienia stopniowo się zmienia.
Kluczowa bariera: wykształcenie i języki obce
Ekspert zwraca uwagę na istotną przeszkodę, która utrudnia dostęp do lepiej płatnych i bardziej rozwojowych stanowisk. – Zaledwie około 8% osób z niepełnosprawnościami posiada wyższe wykształcenie, a jeszcze mniej deklaruje znajomość języków obcych, co zamyka drogę do stanowisk wymagających kompetencji specjalistycznych. Pracodawcy są coraz bardziej otwarci na zatrudnianie pracowników z niepełnosprawnościami w obszarach administracji, finansów czy obsługi klienta, ale warunkiem wejścia do tych branż jest choćby podstawowa znajomość języka obcego – podkreśla ekspert.
Mimo rosnącej gotowości firm, zwłaszcza korporacji, do otwierania się na kandydatów z niepełnosprawnościami, realna poprawa sytuacji tej grupy wymaga działań większej skali. Potrzebne są inwestycje w edukację, kompetencje językowe oraz programy aktywizacyjne, które pozwolą osobom z niepełnosprawnościami przejść z zawodów niskowykwalifikowanych do tych bardziej stabilnych i perspektywicznych.
– W ubiegłym roku odnotowaliśmy rekord, zatrudniliśmy tysięcznego pracownika z niepełnosprawnością. W tym roku liczba ta rośnie i zbliża się do 1 150 zatrudnionych. Co istotne, nasz program aktywizacyjny pokazuje, że 60% kandydatów, którzy otrzymują szansę zatrudnienia, utrzymuje pracę po trzech miesiącach. To wynik znacząco przewyższający obawy części pracodawców – podsumowuje przedstawiciel Manpower.
Zdecydowana większość Polaków świąteczne wydatki pokryje z bieżących dochodów lub oszczędności, a tylko nieliczni sięgną po dodatkowe formy finansowania, takie jak karty kredytowe, odroczone płatności czy pożyczki – wynika z badania „Świąteczne wydatki Polaków” na zlecenie Banku Millennium. Na święta wydamy średnio 1589 zł, z czego około połowę – na prezenty. To niemal tyle samo, co w ubiegłym roku, jednak w porównaniu z 2019 rokiem, gdy planowaliśmy wydać 1182 zł, widać wyraźny wzrost kosztów.
Badanie opinii publicznej „Świąteczne wydatki Polaków”, które powstało na zlecenie Banku Millennium, dostarcza informacji na temat przygotowań do Bożego Narodzenia – podejścia do wydatków, prezentów, stylu świątecznych zakupów oraz sposobu spędzania świąt.
Na kilka tygodni przed Wigilią aż 38 proc. badanych nie potrafi określić swojego budżetu. Ci, którzy go zaplanowali, deklarują wydatki na poziomie 1589 zł. Najwięcej wydadzą osoby w wieku 40-49 lat (1730 zł) oraz seniorzy (1647 zł), a najmniej osoby młode (18-29 lat) – średnio 1367 zł. Zakupy spożywcze najczęściej zrobią w dyskontach (58 proc.), rzadziej w hipermarketach i supermarketach (42 proc.), lokalnych sklepach (25 proc.) czy na bazarkach (19 proc.).
Badani deklarują ostrożne podejście do grudniowych wydatków – nie będą to święta na kredyt. Aż 76 proc. respondentów planuje pokryć koszty zakupów spożywczych z bieżących dochodów (pensja, zarobki) lub z oszczędności (34 proc.). Tylko nieliczni sięgną po inne formy finansowania, jak karty kredytowe (8 proc.), odroczone płatności (4 proc.), pożyczki bankowe albo od bliskich (po 2 proc.).
Polacy podchodzą do wydatków ostrożnie, chętnie szukając okazji – trzy czwarte badanych deklaruje, że przed świętami poluje na promocje. Najczęściej szukają ich na stronach internetowych sklepów (56 proc.), w aplikacjach mobilnych zbierających aktualne promocje (50 proc.) czy w drukowanych gazetkach promocyjnych (37 proc.).
Z badania „Świąteczne wydatki Polaków” wynika, że cztery na dziesięć osób jeszcze nie wie, jaką kwotę przeznaczy na prezenty. Pozostali deklarują, że na podarunki dla bliskich wydadzą średnio 819 zł. Hojniejsi planują być mężczyźni (905 zł) niż kobiety (744 zł). Wśród grup wiekowych największe wydatki na prezenty – zgodnie z deklaracjami – poniosą seniorzy. Będzie to blisko 900 zł.
Prezenty Polacy kupią głównie online – na komputerze (38 proc.) lub na smartfonie (30 proc.), a jeśli w tradycyjny sposób, to w konkretnych sklepach (21 proc.) lub supermarketach (19 proc.). Aż 61 proc. respondentów planuje zakup prezentów z wyprzedzeniem, spontanicznie wybiera je mniej niż jedna trzecia respondentów (30 proc.), a 10 proc. – jeszcze nie zdecydowało, gdzie je kupi.
Najpopularniejszymi prezentami, które znajdziemy w tym roku pod choinką, będą kosmetyki lub perfumy (zamierza sprezentować je połowa badanych). Na dalszych miejscach znalazły się: słodycze (39 proc.), zabawki (35 proc.), książki (31 proc.) i ubrania lub bielizna (28 proc.). We wskazaniach dość często pojawiają się karty podarunkowe (22 proc.) i gotówka (21 proc.), co może świadczyć o chęci uniknięcia nietrafionych upominków. Prezenty technologiczne i kosztowne, takie jak elektronika, gry czy konsole będą w tym roku mniej popularne – bliskich zamierza obdarować nimi odpowiednio 12 proc., 9 proc. i 4 proc. respondentów.
Badanie pokazuje, że z roku na rok święta kosztują coraz więcej. W 2019 roku respondenci planowali na nie wydać 1182 zł, dwa lata później – 1277 zł, w 2023 roku już niemal 1500 zł, a obecnie wydatki sięgną 1600 zł. W związku z tym Bank Millennium zapytał o związane z wydatkami decyzje zakupowe. Polacy są mocno podzieleni w ocenie wpływu cen na świąteczne zakupu i nastroje. Połowa z nich (51 proc.) przyznaje, że rosnące ceny odbierają radość ze świąt, jednak aż 41 proc. jest przeciwnego zdania. Czterech na dziesięciu respondentów (44 proc.) zamierza ograniczyć wydatki w tym roku, tyle samo (42 proc.) nie planuje takich działań. 42 proc. badanych zamierza poszukać tańszych odpowiedników świątecznych przysmaków, a 47 proc. nie planuje takich działań. Większość (61 proc.) twierdzi, że nie odczuwa presji, by wydawać na święta więcej niż pozwala im budżet.
Badanie „Świąteczne wydatki Polaków” wskazuje, że Boże Narodzenie to wciąż przede wszystkim czas domowego spokoju i bliskości. Aż 71 proc. badanych spędzi święta w tej samej miejscowości, w której mieszka na co dzień. Większość badanych (62 proc.) pozostanie w swoich domach lub wybierze się do rodziny (29 proc.), a tylko nieliczni zdecydują się na świąteczny wyjazd w Polskę lub za granicę (po 2 proc. wskazań).
Badanie „Świąteczne wydatki Polaków” zrealizowała w dniach 8-18 listopada 2025 roku agencja badawcza IBRiS na zlecenie Banku Millennium na reprezentatywnej próbie 1000 osób metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI) oraz internetowych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CAWI).
RRH Group S.A., spółka z segmentu budownictwa wielkopowierzchniowego, zakończyła proces połączenia z dwoma podmiotami zależnymi: Roof Renovation sp. z o.o. oraz RRH Solution sp. z o.o.Dzięki konsolidacji Spółka zwiększy skalę działalności i zdolności wykonawcze. Zarząd Spółki zapowiada też nową strategię rozwoju.
W dniu 1 grudnia br. Zarząd RRH Group S.A. poinformował o rejestracji połączenia Roof Renovation sp. z o.o. i RRH Solution sp. z o.o., i tym samym o zakończeniu procesu konsolidacji Grupy, zapowiedzianego 24 lutego br. Połączenie zostało przeprowadzone w trybie uproszczonym, bez konieczności podwyższania kapitału zakładowego, poprzez przeniesienie całych majątków spółek przejmowanych na RRH Group S.A. jako spółkę przejmującą.
Połączenie odbyło się z tzw. sukcesją uniwersalną, w ramach której RRH Group S.A. automatycznie kontynuuje wszystkie umowy, zezwolenia, kontrakty i zobowiązania spółek przejętych, bez konieczności zawierania dodatkowych aneksów.
– Zakończona dziś konsolidacja Grupy wpisuje się w długoterminową strategię uporządkowania naszej struktury organizacyjnej – twierdzi Rafał Wójcik, prezes Zarządu RRH Group S.A. – W wyniku tego połączenia przejęliśmy niezbędne know-how, zaplecze sprzętowe i techniczne, zasoby ludzkie oraz realizowane kontrakty budowlane. Dzięki temu poszerzymy zakres działalności o dodatkowe segmenty, co znacznie zwiększy naszą konkurencyjność na rynku budowlanym. Dodatkową korzyścią całego procesu jest też centralizacja zarządzania, lepsze wykorzystanie zasobów, co z kolei przekłada się na wzmocnienie potencjału operacyjnego i znaczną optymalizację kosztów całej Grupy.
Jak podkreśla Zarząd Spółki, konsolidacja jest nie tylko formalnym domknięciem procesu, ale przede wszystkim zapoczątkowaniem nowego etapu rozwoju RRH Group S.A. Połączenie nastąpiło też w momencie bardzo dobrej kondycji operacyjnej i finansowej Grupy, z zapewnionym szerokim portfelem kontraktów.
Warto przypomnieć, że na koniec III kwartału br. Grupa Kapitałowa wygenerowała przychody na poziomie 32 mln zł (o 38,8% wyższe niż w analogicznym okresie 2024 r.) oraz osiągnęła blisko 2 mln zł zysku netto. Jednocześnie, w bieżącym roku Grupa mocno zwiększyła portfel nowych kontraktów (o wartości blisko 70 mln zł), co zapewnia jej stabilność działań w kolejnych kwartałach.
– Wchodzimy w kolejny etap planowanej ekspansji w segmencie budownictwa wielkopowierzchniowego, rozwijania projektów renowacyjnych i realizacji inwestycji mieszkaniowych, wykonywanych dla deweloperów. O szczegółach tych planów poinformujemy niebawem, w naszej nowej strategii rozwoju – dodaje Prezes Wójcik.
Prezes UOKiK nałożył na Vectrę ponad 80 mln zł kary za wieloletnie stosowanie nieuczciwych praktyk rynkowych. Chodzi przede wszystkim o jednostronne zmiany w obowiązujących umowach oraz podwyżki abonamentów bez podstawy prawnej.
Urząd wskazuje, że mimo wcześniejszych działań i kary z 2022 roku spółka nie zaprzestała kontrowersyjnych praktyk. Zamiast tego kontynuowała wprowadzanie klauzul modyfikacyjnych pozwalających jej na samodzielne podnoszenie opłat.
Zastrzeżenia budziły sytuacje, w których konsumenci otrzymywali informację o podwyżkach zaledwie miesiąc po podpisaniu umowy. Klienci nie mieli możliwości jej wypowiedzenia, co w praktyce zmuszało ich do akceptowania nowych, wyższych cen.
Prezes UOKiK Tomasz Chróstny podkreślił, że działania Vectry były umyślne i powtarzające się. Jak zaznaczył, urząd nie zgadza się na jednostronne zmiany umów, które naruszają prawa konsumentów i podważają zaufanie do rynku usług telekomunikacyjnych.
Według ustaleń urzędu, klienci musieli płacić nawet 144 zł rocznie więcej za korzystanie z usług telewizyjnych i internetowych. Podwyżki te pojawiały się często bez wcześniejszego uzasadnienia i w terminach, które mogły wprowadzać konsumentów w błąd.
Decyzja UOKiK nakłada na Vectrę nie tylko karę finansową, ale także obowiązek zwrotu nienależnie pobranych opłat. Obecni klienci mogą liczyć na rabaty lub zwrot pieniędzy, natomiast byli klienci otrzymają środki bezpośrednio.
Po uprawomocnieniu decyzji Vectra będzie musiała poinformować o niej wszystkich klientów. Jednocześnie konsumenci zachowują prawo do dochodzenia roszczeń indywidualnie poprzez reklamację lub drogę sądową.
Decyzja nie jest prawomocna, a spółce przysługuje możliwość odwołania się do sądu. Do czasu rozstrzygnięcia postępowania kara oraz obowiązek rekompensat nie zostaną wykonane.
W październiku 2025 r., w porównaniu do października 2024 r., w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej wszystkich rodzajów kredytów: mieszkaniowych (+36,5%), ratalnych (17,4%), gotówkowych (+8,6%) oraz kart kredytowych (6,0%). W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały wyższą wartość również wszystkich rodzajów produktów kredytowych: kredytów mieszkaniowych (45,0%), kart kredytowych (+28,9%), kredytów gotówkowych (+15,9%) oraz ratalnych (+4,6%).
W okresie dziesięciu miesięcy 2025 r. w porównaniu do analogicznego okresu 2024 r. banki i SKOK-i udzieliły więcej kredytów gotówkowych (+19,8%) oraz mieszkaniowych (+10,5%). Pozostałe dwa produkty kredytowe odnotowały ujemne dynamiki, odpowiednio: kredyty ratalne (-16,8%) oraz karty kredytowe (-1,8%). W ujęciu wartościowym większa wartość akcji kredytowej dotyczyła kredytów gotówkowych (+28,2%), mieszkaniowych (+16,9%) oraz przyznanych limitów w kartach kredytowych (+9,3%). Spadki odnotowały jedynie kredyty ratalne (-5,8%).
Sezonowy wzrost aktywności w kredytach ratalnych
W październiku 2025 r. udzielono o 17,4% więcej kredytów ratalnych w porównaniu do października 2024 r. Ich wartość w październiku również odnotowała dodatnią dynamikę r/r (+4,6%). W ciągu pierwszych 10 miesięcy br. wartość udzielonych kredytów ratalnych jednak spadła o 5,8% r/r, i jest to jedyny z czterech produktów kredytowych, który odnotował w tym okresie ujemną dynamikę w ujęciu wartościowym.
– Analiza najnowszych danych dotyczących kredytów ratalnych wskazuje na wzrost zainteresowania tym produktem bankowym. W październiku br. przerwał się spadkowy trend, który utrzymywał się od początku roku widoczny zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym. Warto podkreślić, że wzrost dotyczy nie tylko ujęcia r/r, ale również m/m. Październikowy wzrost ma więc nie tylko charakter sezonowy, ale może być zwiastunem długofalowym na rynku kredytów ratalnych, czemu będzie sprzyjał dalszy wzrost wynagrodzeń (choć nie będzie on już tak duży) oraz spadek stóp procentowych, który zrobi miejsce na kolejny kredyt w budżetach domowych osób spłacających inne rodzaje kredytów, w tym mieszkaniowych.
Na poprawę sprzedaży kredytów ratalnych w kolejnych miesiącach może wpłynąć również wysoka dynamika sprzedaży detalicznej, aby jednak do tego doszło, niezbędne byłoby zmniejszenie poziomu niepewności geopolitycznej, co skłoniłoby Polaków do zwiększenia konsumpcji – mówi dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.
Średnia kwota kredytu ratalnego udzielonego w październiku 2025 r. wyniosła 2 155 zł, co stanowi spadek o 11,0% w porównaniu do października 2024 r.
Hossa w segmencie kredytów gotówkowych
W październiku br. akcja kredytowa w kredytach gotówkowych nadal rośnie. W ujęciu liczbowym wzrost r/r wyniósł 8,6%, a w wartościowym 15,9%.
– Od początku roku kredytobiorcy zaciągają kredyty gotówkowe na coraz wyższe kwoty. Za wzrosty odpowiadają głównie kredyty wysokokwotowe na kwoty powyżej 50 tys. zł. Zjawisko to nie jest nowe, występowało ono również w poprzednich latach.
W październiku br. średnia wartość zaciągniętego kredytu gotówkowego wyniosła ponad 26,8 tys. zł (+6,7% r/r). Wysoka kwota zaciąganego kredytu jest możliwa dzięki dwóm czynnikom: jest to wydłużanie okresu kredytowania oraz coraz niższe oprocentowanie nowego kredytu w efekcie obniżek stóp procentowych, co zwiększa zdolność kredytową i robi „dodatkowe miejsce” na zwiększenie finansowania. Ponadto, wraz ze realnym wzrostem wynagrodzeń, rośnie też zdolność kredytowa.
Dobrą koniunkturę w okresie pierwszych dziesięciu miesięcy tego roku na rynku kredytów gotówkowych potwierdza wysoki poziom wartości udzielonego finansowania na kwotę już ponad 100 mld zł. Przy tym tempie wzrostu, uzyskanie rekordowej w historii wartości akcji kredytowej w całym roku wydaje się już bardzo prawdopodobne – podsumowuje główny analityk BIK.
Średnia kwota udzielonego w październiku br. kredytu gotówkowego wyniosła 26 812 zł, co oznacza wzrost o 6,7% w relacji do października 2024 r.
Kredyty mieszkaniowe – idziemy na historyczny rekord
W październiku 2025 r. banki udzieliły o 36,5% więcej kredytów mieszkaniowych w porównaniu do października 2024 r. i również więcej o 2,1% w porównaniu do września br. Wzrost przyznanej wartości kredytów mieszkaniowych wyniósł 45,0% r/r, a w porównaniu do poprzedniego miesiąca nastąpił wzrost o 2,4%.
– O bardzo dobrych nastrojach na rynku kredytów mieszkaniowych świadczy poziom październikowej sprzedaży na kwotę 10,86 mld zł. Jest to historyczny rekord miesięcznej kwoty udzielonego finasowania. Jest on wyższy o 191 mln zł od dotychczasowego rekordu z września br. Średnia kwota udzielonego kredytu mieszkaniowego przekroczyła już 450 tys. zł. Głównym powodem tak wysokiej aktywności w tym segmencie jest zarówno rosnąca zdolność kredytowa, powodowana obniżkami stóp procentowych, jak i nadal realnie rosnące dochody. Dodatkowo mobilizuje dobra dla kupujących sytuacja na rynku mieszkaniowym – tłumaczy prof. Rogowski.
W październiku br. średnia kwota kredytu mieszkaniowego wyniosła 450,81 tys. zł i była o 6,2% wyższa niż przed rokiem.
Jakość spłat kredytów bankowych na bezpiecznym poziomie
Polepszenie się październikowych odczytów trzech głównych Indeksów jakości kredytów bankowych zarówno w ujęciu miesiąc do miesiąca jak i rok do roku świadczy o stabilnym, niskim poziomie ryzyka kredytowego.
– BIK Indeksy Jakości trzech głównych produktów kredytowych polepszyły się i nadal są na bezpiecznym poziomie, oznaczającym niskie ryzyko kredytowe. Pozytywne jest również to, że w przypadku kredytów gotówkowych i mieszkaniowych, czyli dwóch głównych segmentów rynkowych, ulegają one systematycznej poprawie w również w ujęciu rocznym. To co może zacząć niepokoić, to wzrost szkodowości kart kredytowych, która jest już wyższa o 0,09 pp. od szkodowości kredytów gotówkowych, co oznacza, że produktem o najwyższym poziomie ryzyka nie są już kredyty gotówkowe, tak jak to miało miejsce w ostatnich latach. Jeżeli skala tego zjawiska będzie się nasilać w kolejnych miesiącach, to może być już poważnym ostrzeżeniem, tym bardziej, że historycznie to właśnie wzrost szkodowości kart kredytowych był pierwszym sygnałem pogorszenia się sytuacji finansowej gospodarstw domowych. Nadal niezbędna jest więc stała obserwacja wartości poszczególnych Indeksów Jakości, aby w miarę wcześnie zidentyfikować sygnały o potencjalnym pogorszeniu jakości portfela kredytowego – wyjaśnia Waldemar Rogowski.
Rola dyrektora finansowego wyraźnie się zmienia i coraz częściej wykracza poza tradycyjne raportowanie czy kontrolę budżetu, obejmując coraz szerszy obszar odpowiedzialności. Z raportu „Global Finance Trends Survey 2025” firmy doradczej Deloitte wynika, że już 74 proc. CFO ma wpływ na kształtowanie strategii swoich organizacji. Oprócz uczestnictwa w decyzjach strategicznych do nowych obowiązków zalicza się także budowanie odporności organizacji na zmiany czy wdrażanie nowoczesnych technologii. Rosnące znaczenie odgrywa tu sztuczna inteligencja – rozwiązania AI wykorzystuje już 63 proc. działów finansowych, co wyraźnie wpływa na tempo i jakość podejmowanych decyzji.
Badanie „Global Finance Trends” zostało przeprowadzone przez Deloitte wiosną 2025 roku wśród 1326 liderów finansowych z 23 krajów. Respondentami byli dyrektorzy finansowi i osoby zajmujące stanowiska bezpośrednio podległe CFO z różnych sektorów, którzy reprezentowali przedsiębiorstwa o rocznych przychodach przekraczających 1 mld dolarów. Celem ankiety i wywiadów było lepsze zrozumienie kierunków, w jakich rozwijają się działy finansowe, a także wyłonienie najważniejszych trendów, które będą je kształtować w nadchodzących latach.
Wśród priorytetów wyznaczanych przez CFO na najbliższy rok wyraźnie rysuje się kilka obszarów o największym znaczeniu. Eksperci najczęściej wymieniają działania związane z przygotowaniem na zewnętrzne wyzwania, takie jak na przykład inflacja czy zmiany w otoczeniu prawnym (48 proc.). Na bardzo podobnym poziomie oceniane są wyzwania związane z wdrażaniem nowych technologii, w tym narzędzi AI (ten sam odsetek). Niewiele rzadziej wskazywane są zadania dotyczące tworzenia nowych produktów lub usług w celu różnicowania źródeł przychodów (46 proc.), optymalizacji zarządzania finansami (45 proc.) i kontroli kosztów (44 proc.). Różnice między tymi odpowiedziami wynoszą zaledwie 4 p. p., co pokazuje, że dla wielu działów finansowych wszystkie te kwestie (choć zasadniczo różne) są dziś równie istotne i trudno je traktować jako odrębne, konkurujące priorytety.
– Wyrównany rozkład priorytetów pokazuje, że działy finansowe funkcjonują dziś w rzeczywistości, w której trudno oddzielić wyzwania operacyjne od strategicznych. Inflacja, regulacje, nowe technologie czy kontrola kosztów wpływają na siebie nawzajem, dlatego CFO muszą patrzeć na te obszary łącznie, a nie jako na niezależne zadania. W praktyce oznacza to konieczność stałej czujności i gotowości do podejmowania decyzji, które jednocześnie zabezpieczają bieżące funkcjonowanie firmy i budują jej długoterminową odporność. Taka perspektywa dobrze oddaje kierunek, w jakim ewoluuje funkcja finansowa – od roli wspierającej do roli współodpowiedzialnej za rozwój organizacji– mówi Monika Warmbier, partnerka w Deloitte.
CFO strategicznymi partnerami biznesu
Dyrektorzy finansowi biorą udział w projektowaniu długoterminowych celów rozwoju firm. Już niemal trzy czwarte liderów finansowych deklaruje, że ma wpływ na strategię biznesową, z czego 57 proc. pełni w tym obszarze rolę wiodącą, a kolejne 17 proc. uczestniczy w procesie, choć go nie prowadzi. W praktyce to przesunięcie zakresu obowiązków jest możliwe dzięki innowacjom. Technologie chmurowe, automatyzacja i systemy AI stają się narzędziami, które odciążają zespoły finansowe i umożliwiają im koncentrację na zadaniach o większym znaczeniu dla organizacji. W grupie liderów nadających kierunek strategii prawie połowa (48 proc.) wykorzystuje rozwiązania chmurowe do optymalizacji kosztów, a 43 proc. używa sztucznej inteligencji do zarządzania produktywnością.
– Skoro działy finansowe coraz częściej współtworzą kierunek rozwoju biznesu, potrzebują narzędzi, które pozwolą im działać szybciej i w bardziej uporządkowany sposób. Technologie chmurowe, automatyzacja i AI odciążają zespoły, ale jednocześnie podnoszą oczekiwania wobec liderów finansowych w zakresie analityki i podejmowania decyzji. Dlatego już trzy na dziesięć firm rozwija zaawansowane planowanie scenariuszowe, a 28 proc. pracuje nad bardziej zwinnymi modelami zarządczymi, które pomagają sprawniej podejmować decyzje. W efekcie finansiści mają adekwatne kompetencje by pełnić rolę partnera, który wspiera organizację w świadomym i przemyślanym kształtowaniu jej strategii – komentuje Dorota Cudna-Sławińska, partnerka, liderka portfolio Strategy w Polsce i w Europie Środkowej, Deloitte.
Sztuczna inteligencja i agentowe AI
Wykorzystanie wsparcia sztucznej inteligencji staje się jednym z najważniejszych kierunków rozwoju funkcji finansowej. Już 63 proc. liderów deklaruje, że aktywnie korzysta z rozwiązań AI w swoich zespołach, choć droga od wdrożenia do pełnego wykorzystania potencjału technologii wciąż jest długa. Wiele zespołów znajduje się dopiero na wczesnym etapie budowania bardziej zaawansowanych modeli pracy opartych na automatyzacji i uczeniu maszynowym. Aktualnie tylko nieco ponad jedna piąta firm ocenia, że ich inwestycje w sztuczną inteligencję przyniosły już wyraźną i mierzalną wartość, a 14 proc. wskazuje, że zintegrowało agentów AI z konkretnymi procesami finansowymi. Wiele zespołów znajduje się dopiero na wczesnym etapie budowania bardziej zaawansowanych modeli pracy opartych na automatyzacji i uczeniu maszynowym.
Wraz z postępami we wdrożeniach pojawiają się związane z nimi wyzwania. Najczęściej wskazywanym przez CFO problemem jest bezpieczeństwo i prywatność danych. Wśród tzw. liderów AI na to wyzwanie wskazuje 57 proc. respondentów, zwracają oni również uwagę na ograniczenia wynikające ze starszej infrastruktury technologicznej (31 proc.), kwestie regulacyjne oraz potrzebę rozwijania kompetencji w zespołach.
W obliczu rosnącej presji operacyjnej i potrzeby szybkiego podejmowania decyzji CFO coraz częściej zwracają uwagę na agentic AI jako narzędzie, które może realnie odciążyć zespoły finansowe i przyspieszyć procesy. Specjaliści z dziedziny finansów widzą w nich potencjał zwłaszcza tam, gdzie skala operacji i tempo zmian są największe. 52 proc. liderów wskazuje, że agenci AI mogą zauważalnie usprawnić planowanie i analizy finansowe, 48 proc. widzi ich zastosowanie w zarządzaniu sprzedażą i rentownością, a 46 proc. w optymalizacji kapitału obrotowego.
Liczą się nie tylko kompetencje finansowe
Wraz z rosnącym zakresem zastosowań innowacyjnych rozwiązań zmienia się także profil umiejętności, których potrzebują zespoły finansowe. Aby w pełni wykorzystać możliwości narzędzi takich jak sztuczna inteligencja i agenci AI, niezbędna staje się umiejętność pracy z danymi, automatyzacją i bardziej zaawansowanymi platformami analitycznymi.
Dlatego 64 proc. firm planuje rozwijać w działach finansowych kompetencje technologiczne – przede wszystkim właśnie w obszarach AI i automatyzacji (28 proc.), analizy danych i integracji technologii (27 proc.) oraz zaawansowanego planowania scenariuszowego (21 proc.). Równolegle zyskują na znaczeniu umiejętności ułatwiające prowadzenie transformacji, takie jak zarządzanie zmianą czy praca w interdyscyplinarnych zespołach. Takie właśnie zdolności decydują o tym, czy technologie będą realnym wsparciem strategicznych decyzji, czy pozostaną niewykorzystanym potencjałem.
Polska pozostaje jednym z najbardziej stabilnych rynków magazynowo-przemysłowych w Europie. Według najnowszej analizy Savills, na koniec III kwartału 2025 r. całkowite zasoby powierzchni osiągnęły 36,45 mln m kw. Od początku roku oddano 1,55 mln m kw., czyli o 26% mniej niż rok wcześniej, przy jednocześnie wysokim poziomie komercjalizacji nowych projektów – średnio 66%, co oznacza wzrost o 9 pp r/r. Największe wolumeny podaży trafiły na rynki: Wrocławia, Górnego Śląska i Polski Centralnej.
BUDOWY WOLNIEJSZE, ALE PRZEMYŚLANE
Aktywność deweloperska pozostaje wyważona – w budowie znajduje się 1,56 mln m kw., o 20% mniej niż rok temu. Jednocześnie wysoki wskaźnik pre-let na poziomie 55% potwierdza stabilne zainteresowanie najemców. W samym III kwartale rozpoczęto prace nad 478,6 tys. m kw., co oznacza wzrost o 17% r/r. Najwięcej inwestycji realizowanych jest w rejonie Warszawy, Trójmiasta i Górnego Śląska.
W warunkach ograniczonej nowej podaży coraz większą rolę odgrywają projekty BTS i BTO, w których przewagę zapewnia indywidualizacja powierzchni, pełna kontrola nad obiektem oraz stabilność kosztowa dla najemców. Na rynku obserwowany jest także spadek liczby inwestycji spekulacyjnych na rzecz projektów szytych na miarę, szczególnie w lokalizacjach o wysokim popycie i mniejszej dostępności nowej podaży.
– Choć nowa podaż jest niższa niż przed rokiem, rynek pozostaje wysoce odporny dzięki rosnącemu udziałowi projektów „szytych na miarę” oraz świadomej polityce deweloperów, którzy ograniczają ryzyko nadpodaży. Wysoki wskaźnik pre-letów oraz rosnący udział kontraktów BTS i BTO potwierdzają, że najemcy poszukują rozwiązań precyzyjnie dopasowanych do swojej działalności. Solidne fundamenty rynkowe i ekonomiczne to dobra prognoza dla dalszego rozwoju sektora w nadchodzącym roku – mówi Wioleta Wojtczak, Head of Research, Savills.
TRANSAKCJE ROSNĄ, A NAJEMCY ZWIĘKSZAJĄ SKALĘ DZIAŁALNOŚCI
Popyt na powierzchnię magazynową pozostaje bardzo wysoki. W okresie od I do III kwartału podpisano umowy na 4,54 mln m kw. (+19% r/r), a popyt netto wyniósł 2,2 mln m kw., co odpowiada 48% aktywności najemców. Do największych transakcji należą: Agata Meble – 128,2 tys. m kw. (odnowienie i ekspansja), Shein – 79,2 tys. m kw. (nowy kontrakt), ID Logistics – 78,1 tys. m kw. (odnowienie). Najbardziej aktywne rynki to Warszawa, Wrocław i Polska Centralna.
STABILNE CZYNSZE I WAKATY POD KONTROLĄ – RYNEK UTRZYMUJE DOBRĄ KONDYCJĘ
Na koniec III kwartału stopa pustostanów wyniosła 7,9%, co oznacza stabilizację i odpowiada 2,88 mln m kw. dostępnej powierzchni. Największe wolumeny niewynajętych obiektów znajdują się w Polsce Centralnej, na Śląsku i we Wrocławiu. Najniższa dostępność występuje m.in. w Białymstoku, Opolu, Szczecinie i Krakowie.
Czynsze pozostają stabilne – dla obiektów big-box w zakresie 3,60–6,75 EUR/m kw./mies., z najwyższymi stawkami w strefie miejskiej Warszawy.
Wioleta Wojtczak, Head of Research, Savills, dodaje: – Obserwujemy rynek, który wchodzi w ostatni kwartał roku z silnym popytem i przewidywalną podażą. Stabilizacja inflacji, poprawa nastrojów konsumenckich i rosnąca produkcja wspierają aktywność przedsiębiorstw, a sektor magazynowy korzysta dodatkowo na utrzymującej się dynamice e-commerce. Wszystko wskazuje na to, że Polska utrzyma pozycję kluczowego hubu logistycznego w regionie.
Eksperci Savills oceniają, że rynek zmierza do mocnego zakończenia roku. Stabilna sytuacja gospodarcza oraz rosnący udział e-commerce w handlu wspierają dalszy rozwój sektora, podtrzymując kluczową pozycję Polski w Europie.
Lotnictwo – wyzwaniem nie jest brak rozwiązań, ale ich koszt (obecnie głównie alternatywnego paliwa SAF). Jak na razie jego koszt jest wyższy, niż niebagatelne opłaty z tytułu kwot węglowych. Może to szansa dla polskiego sektora lotniczego – inwestycje w lokalną produkcję SAF i ewentualnie – wodoru (jak ma to miejsce m.in. w Turcji i jest tam elementem rozwoju narodowych linii)? CPK – jako odpowiedź na spodziewany wzrost ruchu lotniczego w Europie o 52% do 2050 roku, przy czym warto pamiętać o europejskiej specyfice: ponad 50% pasażerów w UE podróżuje samolotami na trasach krajowych lub w obrębie UE-27
Lotnictwo – fundament światowej gospodarki: od 1970 roku liczba pokonywanych
w skali roku kilometrów wzrosła w światowej awiacji prawie siedmiokrotnie, ponieważ połączenia lotnicze stały się podstawą globalizacji, turystyki i handlu. Globalna flota samolotów komercyjnych wzrosła z 14 000 samolotów na początku XXI wieku do około 30 300 aktywnych samolotów zarejestrowanych w połowie 2025 r.
Lotnictwo – prawo do przemieszczania się a nie przywilejnielicznych: większe wrażenie od liczby samolotów czy przebytych kilometrów robi 13-krotny wzrost liczby pasażerów
(w omawianym okresie, od 1970), co podkreśla strukturalną zmianę w transporcie lotniczym z przywileju nielicznych do środka transportu masowego obsługującego miliardy osób rocznie.
Masowość – to także większe wyzwanie dla środowiska: Lotnictwo odpowiada za ok.6% emisji przyczyniających się do globalnego ocieplenia – to może nie decydujący, ale istotny wpływ
Postęp też się dokonał – spadek emisji CO₂ na kilometr przebyty w powietrzu o 66% od 1970: ekspansja lotnictwa nastąpiła równolegle z dużym wzrostem efektywności energetycznej. Emisja CO₂ na kilometr przebyty w powietrzu spadła o około 66% od 1970 r., co świadczy o postępie technologicznym w zakresie projektowania samolotów, wydajności silników, zarządzania ruchem lotniczym i praktyk operacyjnych.
Współczesne samoloty zużywają obecnie około jednej trzeciej paliwa na pasażera na kilometr w porównaniu z samolotami z lat 70. XX wieku. To rozdzielenie wzrostu ruchu lotniczego od intensywności emisji odzwierciedla ciągłe ulepszenia. T
Poprawa nie zachodzi w tempie wystarczającym do zrównoważenia wzrostu popytu – chociaż każdy przebyty kilometr powoduje znacznie mniejszą emisję CO₂, to samo zwiększenie liczby lotów, tras i liczby pasażerów spowodowało, że łączna emisja osiągnęła rekordowy poziom. W efekcie ślad węglowy branży nadal rośnie, nawet jeśli staje się ona czystsza w przeliczeniu na jednostkę produkcji. od 1970 nastąpił wzrost emisji zanieczyszczeń generowanych przez branżę o 182%
Popyt na przewozy rośnie, ale czy spadnie jego dostępność?, Ponad 50% pasażerów
w UE podróżuje samolotami na trasach krajowych lub w obrębie UE-27
Popyt
Liczba pasażerów korzystających z transportu lotniczego wzrosła z 0,4 mld w 1970 r. do prawie 5 mld w 2025 r., a globalny popyt ma osiągnąć 12,4 mld w 2050 r. W Europie wzrost będzie bardziej umiarkowany – z 1,19 mld pasażerów w 2023 r. do 1,81 mld w 2050 r. – ale nawet ten wzrost o 52% stanowi wyzwanie dla osiągnięcia zerowej emisji netto. Ponad 50% pasażerów w UE podróżuje samolotami na trasach krajowych lub w obrębie UE-27, a krótkie loty stanowią najłatwiejszą okazję do ograniczenia emisji: trasy poniżej 300 km stanowią 19% podróży krajowych, a trasy poniżej 500 km – 45%. W opinii Allianz Trade kolej ma duże szanse zastąpić transport lotniczy na tych trasach, ale wymaga znacznej modernizacji. W Europie planowana jest rozbudowa sieci kolei dużych i bardzo dużych prędkości z obecnych 12 000 km do prawie 49 400 km do 2050 r., co wymaga inwestycji o wartości ponad 890 mld EUR do 2050 r. Środki uzupełniające, takie jak podatki od biletów lotniczych, które zmniejszają popyt wewnątrz EOG o około 9%, mogą dodatkowo przyspieszyć sprawiedliwą i skuteczną zmianę rodzaju transportu.
Wykres 1: Zmiany w liczbie pasażerów transportu lotniczego w latach 1970–2025 w miliardach
Źródła: Bank Światowy, IATA, Allianz Trade Research
Wykres 2 Prognoza zmian liczby pasażerów transportu lotniczego do 2050 r. (w mld) na świecie (a) i w Europie (b)
Źródło: ICAO, EuroControl, Allianz Trade Research
Lotnictwo pozostaje fundamentem naszej zglobalizowanej gospodarki, zmniejszając odległości i przyspieszając przepływ ludzi i towarów, umożliwiając tym samym rozwój turystyki i handlu. Jest to jednak również jedna z branż, w których najtrudniej jest osiągnąć globalne cele neutralności klimatycznej do 2050 r. W 2023 r. lotnictwo wyprodukowało około 1 gigatonę CO₂, co stanowi około 2,5% wszystkich emisji CO₂ spowodowanych przez człowieka, uwzględniając w tym zmianę użytkowania gruntów. Po uwzględnieniu wpływu innych czynników niż CO₂, takich jak smugi kondensacyjne i tlenki azotu, udział sektora w globalnym ociepleniu wzrasta do około 6%, co podkreśla skalę wyzwania.
Ograniczenie emisji wymaga kompleksowego zestawu środków obejmujących technologie, paliwa, działalność operacyjną i politykę. W opinii Allianz Trade kluczowym filarem jest wdrożenie zrównoważonych paliw lotniczych (SAF), które mogą obniżyć emisję CO₂ o 60–90% i są kompatybilne z istniejącą flotą. Jednak obecne wdrożenie jest znacznie poniżej wymagań celów klimatycznych: w 2024 r. SAF zaspokajały jedynie 0,3% globalnego zapotrzebowania na paliwo lotnicze, co wynikało z ograniczonych zasobów surowców odnawialnych, wysokich kosztów produkcji i powolnej rozbudowy infrastruktury. Zwiększenie skali stosowania SAF będzie wymagało znacznych inwestycji w energię odnawialną, zróżnicowane surowce i zakłady produkcyjne na dużą skalę, wspierane przez jasne i stabilne wytyczne polityczne. Jednak dowody naukowe wskazują również, że same SAF nie są w stanie zapewnić pełnej neutralności klimatycznej, ponieważ czynniki inne niż CO₂ – smugi kondensacyjne, NOₓ i para wodna – nadal przyczyniają się do ocieplenia klimatu. SAF pozostają niezbędne, ale muszą być uzupełnione szerszymi środkami technologicznymi, operacyjnymi i regulacyjnymi. Poprawa efektywności, taka jak wycofanie starszych samolotów, wprowadzenie modeli bardziej aerodynamicznych i oszczędnych, zmniejszenie masy kabiny i wprowadzenie elektrycznego kołowania, dodatkowo zmniejsza zużycie paliwa. Równolegle nowatorskie technologie napędowe – samoloty napędzane wodorem, akumulatorami elektrycznymi i hybrydowymi silnikami elektrycznymi – oferują długoterminowy potencjał transformacyjny, choć wymagają znacznych postępów w zakresie infrastruktury i systemów energetycznych.
Wykres 3: Zmiany emisji CO2, popytu na loty i wydajności samolotów (1970–2023)
Źródła: EDGAR, Allianz Trade Research
Mechanizmy rynkowe (kwoty/kredyty węglowe) mogą również pomóc w wypełnieniu luki węglowej. Z jednej strony CORSIA pozwala liniom lotniczym kompensować rosnący udział emisji międzynarodowych, przy czym koszty wzrosną z nieistotnego poziomu w fazie pilotażowej (7–20 USD/tonę CO₂) do potencjalnie 100 USD/tonę do 2027 r., co stanowi obciążenie finansowe w wysokości do 9,5 mld USD (26% zysków netto sektora) w miarę rozszerzania się uczestnictwa i zaostrzania obowiązków. Z drugiej strony, system EU ETS nakłada surowsze, skoncentrowane na Europie obowiązki, wymagając od linii lotniczych zakupu uprawnień, których prognozowane zapotrzebowanie do 2030 r. wyniesie 70 mln uprawnień po cenie 80–150 EUR/tonę, co przekłada się na koszty w wysokości 5,6–10 mld EUR. Chociaż kwoty węglowe pozostają tańsze niż przyjęcie SAF, w opinii Allianz Trade oczekuje się, że ich skumulowany koszt wzrośnie, wpływając na marże operacyjne lub ceny biletów. Ogólnie rzecz biorąc, te mechanizmy rynkowe pełnią rolę narzędzi przejściowych, umożliwiając liniom lotniczym kompensację nieuniknionych emisji, jednocześnie zachęcając do długoterminowych inwestycji w SAF i technologie niskoemisyjne, wspierając zarówno zgodność z przepisami, jak i zrównoważony rozwój sektora.
Wykres 4: Emisje z lotnictwa w porównaniu z innymi rodzajami transportu: a) udział w całkowitej emisji z transportu w 2024 r.; b) wzrost emisji według rodzaju transportu, 1970–2024
Źródła: EDGAR, Allianz Research
Wysiłki te będą wymagały około 5,1 bln USD inwestycji do 2050 r. Znaczna część tej kwoty zostanie przeznaczona na energię odnawialną (40%) do zasilania (wytwarzania) paliw syntetycznych oraz przyszłych samolotów wodorowych lub elektrycznych. Kolejne 38% musi wesprzeć zwiększenie produkcji SAF, podczas gdy wychwytywanie CO₂ i elektrolizery stanowią 16%, a samoloty nowej generacji pozostałe 6%. Pomimo ogromu nakładów, transformacja jest korzystna z ekonomicznego punktu widzenia. Bez działań łagodzących sektor ten musiałby ponieść łączne koszty związane z emisją dwutlenku węgla w wysokości prawie 8 bln USD w związku z rosnącymi cenami emisji. Ścieżka transformacji obniża tę kwotę do 2,6 bln USD, eliminując ekspozycję na ceny emisji po 2045 r. i wzmacniając długoterminową konkurencyjność oraz odporność regulacyjną.
Dekarbonizacja lotnictwa zależy również od przyspieszenia modernizacji samolotów i wprowadzenia innowacji nowej generacji. Przy globalnym wycofaniu floty wynoszącym zaledwie 1,7% w 2024 r. i wskaźniku odnowienia wynoszącym 3,7%, średni wiek samolotów osiągnął rekordowy poziom 15 lat, a zaległości w dostawach sięgnęły 17 000 sztuk, wydłużając czas oczekiwania z dwóch do trzech lat do prawie sześciu. Modernizacja starszych samolotów – poprzez ulepszenia kabiny, awioniki, silników i aerodynamiki, takie jak winglety (które od 2000 r. pozwoliły zmniejszyć emisję CO₂ o ponad 100 mln ton) – zapewnia krótkoterminowy wzrost wydajności, ale znacząca dekarbonizacja wymaga nowych samolotów. Obecna technologia mogłaby zmniejszyć zużycie paliwa i emisje o około 20% do 2050 r., ale tylko pod warunkiem, że producenci przyspieszą produkcję, zdywersyfikują dostawców, usprawnią certyfikację i zapewnią wsparcie rządowe. Wiodący producenci OEM inwestują znaczne środki w badania i rozwój platform kompatybilnych z SAF, napędów hybrydowo-elektrycznych i wodorowych oraz zaawansowanej aerodynamiki. Jednak stosunek nakładów inwestycyjnych do przychodów pozostaje niski i wynosi 3–5%, pomimo wzrostu o +8% w ciągu ostatniej dekady i +67% od najniższego poziomu odnotowanego podczas pandemii. Aby osiągnąć znaczną poprawę efektywności i dostosować się do celów zerowej emisji netto, niezbędne są znacznie wyższe inwestycje, które pozwolą wprowadzić do użytku energooszczędne samoloty nowej generacji w skali i tempie wymaganym przez branżę – i planetę.
Tabela : Zrównoważone paliwa lotnicze, ich kluczowe zalety i główne wyzwania
Rodzaj SAF
Surowiec i proces produkcji
Kluczowe zalety
Główne wyzwania
Gotowość technologiczna i rynkowa (2025)
Estry i kwasy tłuszczowe poddane hydrorafinacji (HEFA-SPK)
Hydrorafinacja surowców lipidowych (oleje roślinne, zużyty olej spożywczy, tłuszcze zwierzęce, oleje talowe). Tlen jest usuwany, a węglowodory są krakowane do alkanów o zakresie stosowania w silnikach odrzutowych.
Najbardziej dojrzała ścieżka SAF; redukcja emisji gazów cieplarnianych nawet o 80%; kompatybilność z paliwami konwencjonalnymi; niska zawartość siarki i węglowodorów aromatycznych.
Ograniczona dostępność zrównoważonych surowców lipidowych; konkurencja z sektorami spożywczym/biodiesla; wysokie zapotrzebowanie na wodór.
Gazyfikacja biomasy, odpadów komunalnych lub gazu ziemnego do syntezatora (CO + H₂), a następnie synteza Fischera-Tropscha do ciekłych węglowodorów.
Bezsiarkowa; wysoka stabilność termiczna; możliwość wykorzystania różnych surowców; potencjał redukcji emisji gazów cieplarnianych do 90%.
Kapitałochłonne; wymagają dużych zakładów; złożone oczyszczanie gazu; wydajność węglowa <60% bez CCUS.
TRL 8–9; limit mieszanki: 50%; nadaje się do integracji z PtL.
Izo-parafiny syntetyczne (SIP / HFS-SIP)
Fermentacja cukrów (trzcina cukrowa, kukurydza, biomasa celulozowa) przy użyciu zmodyfikowanych mikroorganizmów w celu produkcji farnezanu (izoparafiny).
Odnawialna droga biochemiczna; niska temperatura krzepnięcia; czyste spalanie; potencjał redukcji emisji gazów cieplarnianych do 70%.
Wysoki koszt surowca cukrowego; ślad ekologiczny związany z użytkowaniem gruntów; ograniczona skalowalność i wydajność; produkcja na małą skalę.
TRL 7–8 (demonstracja); limit mieszanki: 10%; produkcja w dużej mierze wstrzymana ze względów ekonomicznych.
Alkohol do paliwa lotniczego (ATJ-SPK)
Przekształcanie etanolu, izobutanolu lub metanolu w paliwo lotnicze poprzez dehydratację, oligomeryzację i hydrorafinację.
Elastyczne surowce; kompatybilność z istniejącą infrastrukturą etanolową; redukcja emisji gazów cieplarnianych o 60–85%.
Wysokie koszty konwersji; zależność od surowców alkoholowych o niskiej emisji dwutlenku węgla; trwająca optymalizacja katalizatora.
TRL 8–9; mieszanka do 50%; skalowanie 2026–2030.
Power-to-Liquids (PtL / e-SAF / FT-SPK-A)
Synteza wodoru odnawialnego (poprzez elektrolizę) i wychwyconego CO₂ w syntetyczne węglowodory przy użyciu metod Fischera-Tropscha lub metanol-do-paliwa lotniczego.
Emisje w cyklu życia bliskie zeru; pełna kompatybilność z obecną infrastrukturą; niezbędne dla długoterminowego osiągnięcia zerowej emisji netto w lotnictwie.
Bardzo energochłonne (5–8 MWh/t paliwa); kosztowne pozyskiwanie odnawialnego H₂ i CO₂; ograniczona skala demonstracyjna.
Dane Adyen pokazują, że podczas minionego weekendu zakupowego średnia wartość koszyka była wyższa o 30 proc. w kanale online niż w handlu stacjonarnym. Za 55 proc. płatności zbliżeniowych w POS odpowiadały te dokonane kartą kredytową, a portfele mobilne stanowiły 45 proc. Spory spadek zanotowały natomiast płatności BNPL – aż o 49 proc. r/r.
W rankingu wzrostu autoryzowanego wolumenu prowadziła Dania (5,5x), dalej Hiszpania (4,23x), Norwegia (3,16x), Szwecja (3,25x) oraz Finlandia (3,2x). Polska znalazła się na 14. miejscu z wynikiem 2,31x.
Średnia wartość koszyka: Polska wśród najszybciej rosnących rynków
Polska znalazła się wśród trzech najszybciej rosnących rynków pod względem średniej wartości koszyka, która zwiększyła się o 22 proc. r/r. Wynik ten plasuje nas tuż za Szwecją i Niemcami, a przed Holandią, Francją, Włochami oraz Wielką Brytanią czy Stanami Zjednoczonymi. Wzrost dotyczył zarówno sprzedaży stacjonarnej (+11 proc.), jak i online (+26 proc.), co odróżnia Polskę od rynków o niższej dynamice, na których zwykle rośnie tylko jedna z tych kategorii. Względem typowego piątku wzrost średniej wartości koszyka w Polsce wzrósł aż o 62 proc.
– W dniu takim jak Black Friday niezawodność infrastruktury jest absolutnie kluczowa. Dlatego cieszy nas, że w całym okresie wyprzedażowym platforma Adyen utrzymała 99,9999% dostępności, a w szczytowym momencie globalnie przetwarzała nawet 199 tysięcy transakcji na minutę. To bardzo ważny element, bo stabilność i skalowalność systemu bezpośrednio przekładają się na wyniki naszych klientów, którzy w tych godzinach nie mogą pozwolić sobie na żaden przestój – komentuje Matouš Michněvič, Country Manager CEE w Adyen.
Na polskim rynku wyraźnie widoczne było ponadto zróżnicowanie średniej wartości koszyka pomiędzy kanałami sprzedaży. ATV (ang. Average Transaction Value) w kanale online było o 30 proc. wyższe niż w punktach stacjonarnych, podczas gdy w typowy piątek obie wartości pozostawały na bardzo zbliżonym poziomie. Sugeruje to, że w szczycie zakupowym konsumenci częściej finalizują droższe zakupy online, natomiast w sklepach stacjonarnych dominuje ruch o niższej wartości.
BNPL: mocne wyhamowanie w Polsce, wzrosty w Wielkiej Brytanii
W niektórych krajach widać wyraźne wyhamowanie korzystania z BNPL – szczególnie w Polsce (-49 proc. r/r), a także we Włoszech i Australii (oba rynki po -20 proc. r/r). Z kolei w krajach, gdzie BNPL jest mocniej zakorzenione w e-commerce, widoczne są wzrosty: Wielka Brytania +22 proc. r/r, a w mniejszej skali również USA (+4 proc.) i Kanada (+3 proc.).
Struktura płatności: karty, portfele mobilne i lokalne metody
Ponad 70 proc. wszystkich transakcji w Polsce stanowiły globalne karty płatnicze, a 30 proc. lokalne metody płatności, które zanotowały wzrost o 5 punktów procentowych r/r. W sprzedaży stacjonarnej (POS) dominowały karty kredytowe, odpowiadając za 58 proc. transakcji, podczas gdy portfele mobilne stanowiły 42 proc. Podobną proporcję widać w płatnościach zbliżeniowych: 55 proc. transakcji wykonano kartą, a 45 proc. portfelem mobilnym.
Godziny zakupowego szczytu
W Polsce godziny szczytu zakupowego pozostały dość stabilne rok do roku. W POS najwyższa aktywność ponownie przypadła na sobotę o godz. 13:00, co wpisuje się w europejski trend popołudniowych zakupów stacjonarnych (m.in. Niemcy, Holandia i UK – wszystkie ok. godz. 14:00). Polacy częściej finalizowali zakupy online w dniu głównej wyprzedaży, podobnie jak konsumenci w Niemczech, Wielkiej Brytanii czy Holandii.
Metodologia
Analiza obejmuje liczbę otrzymanych i autoryzowanych transakcji, łączny wolumen płatności oraz średnią wartość transakcji (ATV, odpowiadającą wartości koszyka) przetwarzanych globalnie na platformie Adyen podczas Black Friday/Cyber Monday 2024 (od czwartku 28 listopada 2024 r., godz. 12:00 CET, do soboty 30 listopada 2024 r., godz. 9:00 CET) oraz Black Friday/Cyber Monday 2025 (od czwartku 27 listopada 2025 r., godz. 12:00 CET, do soboty 29 listopada 2025 r., godz. 9:00 CET). „Black Friday” definiowany jest jako okres od czwartku, godz. 12:00, do soboty, godz. 9:00 czasu CET. W przypadku danych rynkowych zastosowano ten sam przedział czasowy w czasie lokalnym.
Odwołania do „miesiąca wcześniej” oparte są na średnich z okresu 17 września – 14 października 2025 r. Z kolei „typowy piątek” oznacza średnią z pięciu piątków poprzedzających Black Friday 2025.
Analiza uwzględnia podziały według metody płatności, kanału sprzedaży, rynku oraz godzin transakcyjnych. Odwołania do podsektorów odnoszą się do odpowiednich kategorii handlowych. Wszystkie dane obejmują wyłącznie wolumeny przetwarzane za pośrednictwem platformy Adyen.
ORLEN Paczka wzmacnia kompetencje zarządcze w obszarze finansów. Rafał Szydłowski został powołany na stanowisko Członka Zarządu ds. Finansowych. Zmiana ta jest elementem dalszego rozwoju organizacji i budowania silnych fundamentów finansowych dla szybko rosnącej sieci logistycznej ORLEN Paczki.
Nowy Członek Zarządu będzie odpowiedzialny za nadzór nad obszarem finansów, kontrolingu oraz efektywności operacyjnej, a także za dalsze wzmacnianie transparentności i stabilności finansowej spółki. Jego zadaniem będzie również rozwój narzędzi wspierających strategiczne decyzje biznesowe, które umożliwią spółce utrzymanie dalszego dynamicznego tempa wzrostu, które w 2025 roku wyniosło 150%.
Powołanie Rafała Szydłowskiego do Zarządu wpisuje się w konsekwentnie realizowaną strategię ORLEN Paczki, ukierunkowaną na rozwijanie współprac z kluczowymi partnerami, skalowanie usług logistycznych oraz rozwój infrastruktury operacyjnej.
– Dołączyłem do ORLEN Paczki, ponieważ jest to organizacja o wyjątkowo dynamicznej skali wzrostu. Właśnie w takim otoczeniu potrafię najefektywniej wykorzystać swoje kompetencje. Łączę doświadczenia finansowe i operacyjne, co pozwala mi na porządkowanie procesów i przygotowanie organizację do wejścia w kolejny etap rozwoju.
Praca dla ORLEN Paczki, która w tak krótkim czasie zbudowała silną pozycję rynkową i ma perspektywę zostać drugim największym graczem w sektorze, to nie tylko duże wyzwanie, ale również zaszczyt – powiedział Rafał Szydłowski, Członek Zarządu ORLEN Paczki
Absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu oraz posiadacz kwalifikacji ACCA, z ponad 25-letnim doświadczeniem w finansach, zarządzaniu operacyjnym i transformacji organizacji w sektorach TSL i usług KEP. Specjalizuje się w budowaniu nowoczesnych struktur finansowych, raportowania zarządczego i controllingu, a także w skalowaniu organizacji opartych na masowych procesach operacyjnych.
Realizował liczne projekty z zakresu automatyzacji finansów, wdrażanie systemów ERP, BI i rozwiązań cyfrowych wspierających procesy decyzyjne. Odpowiadał za stabilność finansową dużych organizacji, optymalizację kosztów oraz rozwój procesów wspierających operacje logistyczne i dystrybucyjne. Zarządzał obszarami księgowości, kontrolingu, należności, reklamacji, a także IT i PMO.
Węgierska gospodarka pozostaje w ogonie Unii Europejskiej. Według drugiego szacunku opublikowanego 2 grudnia przez Centralny Urząd Statystyczny (KSH), realny PKB Węgier w pierwszych trzech kwartałach 2025 roku był zaledwie o 0,2% wyższy niż rok wcześniej. W samym trzecim kwartale odnotowano co prawda wzrost o 0,6% rok do roku, ale w ujęciu kwartalnym gospodarka utknęła w miejscu – PKB nie zmienił się w porównaniu z drugim kwartałem.
Minister gospodarki narodowej Márton Nagy przyznał, że w 2025 r. rząd spodziewa się wzrostu PKB jedynie na poziomie około 0,5%. To wyraźne odejście od wcześniejszych założeń: jeszcze w uchwalonym budżecie zakładano 3,4% wzrostu, później prognozy obniżano do 2,5%, a następnie do 1%. Obecne oficjalne oczekiwania są więc kolejnym etapem „sprowadzania prognoz na ziemię” – zwracały wcześniej uwagę węgierskie media gospodarcze, m.in. Portfolio i serwisy cytowane przez agencję Reuters.
Usługi ciągną PKB, przemysł i rolnictwo w odwrocie
Z danych KSH wynika, że w trzecim kwartale głównym motorem wzrostu była sfera usług. To właśnie usługi – zwłaszcza działalność zawodowa i naukowa oraz handel – dodały około 0,9 punktu procentowego do rocznego tempa wzrostu PKB. Konsumpcja gospodarstw domowych zwiększyła się o 2,6% rok do roku, przy czym szczególnie mocno – o 8,2% – wzrósł wolumen zakupów dóbr trwałego użytku. Węgierskie media, m.in. Forbes.hu i Infostart, wiążą to z poprawą realnych wynagrodzeń oraz obniżką podatku dochodowego, które przełożyły się na większą skłonność do wydatków.
Zupełnie inny obraz rysuje się w przemyśle i rolnictwie. Produkcja przemysłowa w drugim i trzecim kwartale była o około 3–4% niższa niż rok wcześniej, a szczególnie mocno ucierpiał sektor motoryzacyjny – w poszczególnych miesiącach odnotowywano spadki w przedziale 20–35%. Ekonomiści cytowani przez węgierskie portale wskazują na kombinację słabego popytu zagranicznego i wpływu podwyższonych ceł amerykańskich na wybrane produkty przemysłowe. Wartość dodana rolnictwa zmniejszyła się o ponad 6%, co KSH wiąże z niekorzystnymi warunkami pogodowymi (susza) oraz występowaniem chorób zwierząt, w tym pryszczycy.
Węgry w ogonie Unii Europejskiej
Na tle Unii Europejskiej wyniki Węgier wypadają słabo. Według danych Eurostatu i Komisji Europejskiej, PKB UE wzrósł w trzecim kwartale o 0,3% kwartał do kwartału, podczas gdy węgierska gospodarka pozostała w stagnacji. W porównaniu rok do roku unijny PKB zwiększył się średnio o około 1,5%, wobec 0,6% na Węgrzech.
Ekonomiści zwracają uwagę, że słabe wyniki Węgier to nie tylko efekt zewnętrzny (spowolnienie w strefie euro, wysoka niepewność geopolityczna), ale także konsekwencja wewnętrznych problemów: wysokiej inflacji z poprzednich lat, opóźniającej się konsolidacji fiskalnej oraz napięć wokół środków unijnych. Jak podkreśla w najnowszej analizie ING oraz inne instytucje badawcze, rząd w Budapeszcie był zmuszony skorygować w górę deficyt na 2025 r. do ok. 5% PKB, co ogranicza pole do pobudzania gospodarki wydatkami publicznymi.
Niepewne perspektywy wzrostu
Minister Márton Nagy w wystąpieniach dla mediów stara się zachować ostrożny optymizm, wskazując, że w 2026 r. wzrost może przyspieszyć w okolice 2–3%, jeśli poprawią się warunki zewnętrzne, a konsumpcja wewnętrzna nadal będzie rosnąć. Prognozy instytucji międzynarodowych, w tym Komisji Europejskiej, są jednak bardziej powściągliwe: zakładają wzrost rzędu 0,4–1% w 2025 r. i stopniowe przyspieszenie dopiero w kolejnych latach.
Na razie dane za trzy kwartały pokazują, że węgierska gospodarka zaledwie wymyka się stagnacji, a ciężar utrzymania wzrostu spoczywa głównie na usługach i konsumpcji. Jeśli przemysł – zwłaszcza motoryzacyjny – nie zacznie się odradzać, a rolnictwo nadal będzie ograniczane przez czynniki pogodowe i epizootyczne, Węgry mogą pozostać jednym z maruderów wzrostu w Unii także w 2026 roku.
Dwie największe państwowe rafinerie Indii – Indian Oil Corp. (IOC) i Bharat Petroleum – wznowiły zakupy rosyjskiej ropy po kilkumiesięcznej przerwie, korzystając z pogłębionych rabatów, które Rosja musi oferować w obliczu zaostrzających się sankcji USA i ich sojuszników. Jak podaje Bloomberg, kontrakty z dostawą na styczeń zostały zawarte za pośrednictwem firm nieobjętych sankcjami, a zniżki sięgają ok. 5 dolarów za baryłkę wobec ok. 3 dolarów jeszcze w październiku.
Powrót indyjskich gigantów do rosyjskiej ropy zbiega się z wizytą prezydenta Władimira Putina w New Delhi w dniach 4–5 grudnia – pierwszą od czterech lat. Według Reutersa jednym z głównych tematów rozmów z premierem Narendrą Modim mają być właśnie dostawy ropy oraz współpraca wojskowa w warunkach rosnącej presji sankcyjnej ze strony Stanów Zjednoczonych.
Rosyjska ropa coraz tańsza względem Brent
Wznowione zakupy odbywają się na tle wyraźnego spadku przychodów Rosji z eksportu surowców energetycznych. Bank centralny Rosji poinformował, że dyskonto ropy Urals wobec globalnego benchmarku Brent poszerzyło się w listopadzie do ok. 23% – z 17% w październiku i około 15% w drugim oraz trzecim kwartale.
Po uwzględnieniu rabatu i kosztów transportu, realny wpływ do rosyjskiego budżetu z baryłki ropy szacowany jest obecnie na ok. 40–45 dolarów. Według analiz cytowanych m.in. przez „The Moscow Times”, Business Insider i ośrodki badawcze, w 2025 r. dochody Rosji z ropy i gazu spadły o ponad 20% rok do roku, a w samym listopadzie mogą być niższe o około 35% w porównaniu z ubiegłym rokiem. Łącznie oznacza to ubytek rzędu kilkudziesięciu miliardów dolarów w porównaniu z pierwotnymi założeniami budżetowymi.
Rosyjskie władze przyznają, że potrzebują większych wolumenów sprzedaży, aby zrównoważyć niższe ceny i rosnące rabaty. Według Reutersa Kreml rozważa m.in. dalsze modyfikacje tzw. reguły budżetowej oraz głębsze sięganie do Funduszu Dobrobytu Narodowego, by łatać rosnący deficyt.
Sankcje USA uderzają w główne koncerny
Presja na rosyjską ropę istotnie wzrosła po tym, jak 22 października administracja USA objęła sankcjami Rosnieft i Lukoil – dwóch największych producentów ropy w Rosji, odpowiadających łącznie za blisko połowę eksportu. Departament Skarbu USA poinformował, że spółki i ich kluczowe spółki zależne trafiły na listę SDN (Specially Designated Nationals), a podmioty na całym świecie otrzymały czas do 21 listopada na zakończenie transakcji, jeśli chcą zachować dostęp do systemu rozliczeń w dolarze.
Wcześniej, w styczniu 2025 r., sankcjami objęto już Gazprom Nieft i Surgutnieftiegaz, co – jak przypominają analizy ośrodków takich jak Carnegie Endowment czy Ośrodek Studiów Wschodnich – konsekwentnie zawęża katalog rosyjskich producentów, z którymi międzynarodowe koncerny mogą handlować bez ryzyka wtórnych restrykcji.
Indie tną import, ale nie odcinają się całkowicie
Indie pozostają jednym z kluczowych klientów rosyjskiej ropy, ale ich import wyraźnie się zmienia. Dane firm analitycznych, na które powołuje się Reuters oraz „Economic Times”, pokazują, że w listopadzie dostawy z Rosji sięgnęły ok. 1,8 mln baryłek dziennie – najwyższego poziomu od pięciu miesięcy – ponieważ rafinerie przyspieszały zakupy przed wejściem w życie sankcji 21 listopada.
Po tej dacie przepływy spadły do około 1,2–1,3 mln baryłek dziennie, a na grudzień prognozowany jest spadek do ok. 1 mln baryłek dziennie, a przejściowo nawet w okolice 800 tys. baryłek – wynika z szacunków cytowanych przez indyjskie media gospodarcze. Według „Economic Times” całkowite zakupy rosyjskiej ropy przez Indie mogą w najbliższych miesiącach ustabilizować się poniżej 600 tys. baryłek dziennie, czyli na poziomie mniej niż jednej trzeciej wolumenów obserwowanych w 2024 r.
Część indyjskich rafinerii – takich jak Mangalore Refinery and Petrochemicals (MRPL) czy HPCL-Mittal Energy – całkowicie wstrzymała zakupy rosyjskiej ropy. Prywatny koncern Reliance Industries zakończył w listopadzie wykorzystanie rosyjskiego surowca w segmencie rafinerii przeznaczonym wyłącznie na eksport i zapowiedział, że od grudnia będzie używał tam wyłącznie ropy z innych kierunków. Jednocześnie Nayara Energy, w której udziały ma Rosnieft, pozostaje w dużej mierze uzależniona od rosyjskiej ropy – podają „Economic Times” i Reuters.
Powrót IOC i BPCL: test dla sankcji
Na tym tle wznowienie zakupów przez IOC i Bharat Petroleum ma przede wszystkim charakter „testu granic” systemu sankcyjnego. Jak opisuje Bloomberg, obie spółki kupują ropę za pośrednictwem podmiotów, które nie są bezpośrednio objęte restrykcjami USA, a dostawy mają pochodzić spoza portfela Rosnieftu i Lukoilu w ścisłym sensie prawnym. Konstrukcje tego typu – wykorzystujące mniej znanych pośredników i tzw. flotę cieni – były już wcześniej stosowane przez Rosję, by omijać ograniczenia cenowe G7 i restrykcje transportowe.
Zdaniem cytowanych przez Reutersa analityków, jeśli transakcje IOC i BPCL nie spotkają się z ostrą reakcją Stanów Zjednoczonych (np. w postaci nowych sankcji na pośredników lub banki finansujące handel), inne azjatyckie rafinerie mogą pójść w ich ślady, licząc na wyższe rabaty. Jeśli jednak Waszyngton uzna takie operacje za obchodzenie sankcji, możliwe są kolejne rundy restrykcji – i dalszy spadek dochodów Rosji.
Kremlin: spadek importu „tymczasowy”
Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow oświadczył, że obserwowany spadek importu rosyjskiej ropy przez Indie może mieć charakter „przejściowy”. Jak relacjonuje Reuters, Moskwa planuje zwiększyć dostawy do Indii, wykorzystując nowe kanały i rozwiązania płatnicze, tak aby zmniejszyć wpływ sankcji na handel energią. Pieskow przypomniał, że Rosja ma wieloletnie doświadczenie w funkcjonowaniu pod presją sankcji, a jednym z tematów wizyty Putina w Indiach będzie właśnie „ochrona relacji handlowych przed ingerencją państw trzecich”.
Balansowanie New Delhi, fiskalne problemy Moskwy
Dla Indii obecna sytuacja to balansowanie między trzema celami: zapewnieniem tanich dostaw ropy dla szybko rosnącej gospodarki, utrzymaniem strategicznych relacji z Rosją oraz uniknięciem otwartego konfliktu z USA w kluczowym momencie negocjacji handlowych i współpracy technologicznej. Dla Moskwy to z kolei walka o zachowanie najważniejszego – obok Chin – rynku zbytu dla ropy, przy jednoczesnym narastającym ubytku dochodów budżetowych.
Jeżeli nacisk będzie się zwiększał, Rosja prawdopodobnie będzie zmuszona oferować jeszcze głębsze rabaty, by zatrzymać klientów w Azji. Korzystają na tym takie kraje jak Indie, ale jednocześnie rośnie ryzyko dalszej destabilizacji rosyjskich finansów publicznych – co w dłuższej perspektywie może przełożyć się na jeszcze większą niepewność na globalnym rynku energii.
Rząd Rumunii przyjął we wtorek, 2 grudnia, rozporządzenie w trybie pilnym, które pozwala objąć spółki Lukoila działające w kraju specjalnym nadzorem państwa. Decyzja zapadła w kontekście amerykańskich sankcji wobec rosyjskiego koncernu naftowego i ma – jak podkreśla Bukareszt – zapewnić przestrzeganie reżimu sankcyjnego przy jednoczesnym utrzymaniu stabilności rynku paliw. Informacje te podały m.in. portale Hotnews.ro oraz Economedia, a w szerszym kontekście – agencja Reuters.
Nowa ordynacja zmienia istniejące przepisy (OUG 202/2008) i wprowadza mechanizm tzw. „rozszerzonego nadzoru” nad firmami dotkniętymi sankcjami międzynarodowymi. Jak wyjaśniła rzeczniczka rządu Ioana Dogioiu, rozwiązanie ma zastosowanie w sytuacjach, gdy jednostronne sankcje innych państw – takich jak Stany Zjednoczone – mogą wywoływać istotne skutki dla rumuńskiej gospodarki, w szczególności w sektorze energii.
Jak działa specjalny nadzór
Zgodnie z przyjętym aktem, rząd będzie mógł – z urzędu, za zgodą Najwyższej Rady Obrony Kraju (CSAT), albo na wniosek samej spółki – wprowadzić nadzór nad firmą objętą sankcjami lub narażoną na ich skutki. Mechanizm przewiduje wyznaczenie specjalnego nadzorcy, koordynowanego przez właściwe resorty – w przypadku Lukoila przede wszystkim przez Ministerstwo Energii.
Nadzorca będzie miał prawo:
dostępu do pełnej dokumentacji spółki (finansowej, korporacyjnej, operacyjnej),
udziału w posiedzeniach zarządu i innych organów spółki w charakterze obserwatora,
opiniowania transakcji i płatności zagranicznych, tak aby mieć pewność, że środki z działalności w Rumunii nie trafią do podmiotów objętych sankcjami, w tym do Rosji.
Nadzór ma charakter czasowy i może zostać zniesiony, gdy przestaną istnieć przesłanki, które uzasadniały jego wprowadzenie. Wynagrodzenie nadzorcy ustalono na poziomie co najmniej 10 000 lei brutto miesięcznie (wypłacane przez spółkę), z możliwością podwyższenia w zależności od skali i złożoności nadzorowanej działalności – wynika z doniesień rumuńskiej prasy ekonomicznej.
Co istotne, rząd podkreśla, że nowy mechanizm nie oznacza automatycznego przejęcia aktywów Lukoila przez państwo. Rozporządzenie daje władzom narzędzia nadzorcze i – w razie potrzeby – możliwość przejęcia zarządzania aktywami, ale bez obowiązku natychmiastowej nacjonalizacji, która wcześniej była rozważana i odrzucona jako zbyt kosztowna.
Kontekst: sankcje USA i kluczowa rola Lukoila w Rumunii
Lukoil jest jednym z największych graczy na rumuńskim rynku paliw. Posiada sieć ponad 300 stacji benzynowych, kontroluje rafinerię Petrotel Ploiești – trzecią co do wielkości w kraju – oraz znaczące udziały w koncesjach offshore na Morzu Czarnym, w tym około 88% w złożu Trident (pozostała część należy do państwowego Romgazu).
Sankcje amerykańskie wobec Lukoila zaczęły obowiązywać 21 listopada w odniesieniu do rafinerii Petrotel, a od 13 grudnia mają zostać rozszerzone na sieć stacji paliw – przypominają rumuńskie media. Choć rafineria jest obecnie wyłączona z powodu prac technicznych, odpowiada za około 20–25% krajowego zużycia paliw. Rząd zapewnia, że rezerwy są wystarczające, by uniknąć skokowych wzrostów cen i ryzyka niedoborów.
Premier Ilie Bolojan oraz minister energii Bogdan Ivan wielokrotnie podkreślali, że Rumunia będzie „w pełni solidarna” w stosowaniu sankcji wobec Rosji, ale równocześnie musi zadbać o bezpieczeństwo energetyczne i miejsca pracy w sektorze. Z tego względu priorytetem stało się przygotowanie mechanizmu, który pozwoli państwu kontrolować kluczowe decyzje biznesowe Lukoila w Rumunii, bez natychmiastowego wywłaszczania.
Potencjalna sprzedaż aktywów i zainteresowani inwestorzy
Nowe przepisy są też tłem dla możliwej sprzedaży aktywów Lukoila w Rumunii. Minister energii Bogdan Ivan poinformował wcześniej, że co najmniej trzy firmy – zarówno rumuńskie, jak i z innych krajów UE – wyraziły zainteresowanie przejęciem lokalnych aktywów koncernu. W doniesieniach prasy pojawiają się m.in. nazwy: węgierska grupa MOL, amerykański fundusz Carlyle oraz grecki koncern Hellenic Petroleum. Dodatkowo, konglomerat International Holding Company z Abu Zabi ma być zainteresowany wybranymi aktywami Lukoila na rynkach międzynarodowych.
Zastosowanie mechanizmu rozszerzonego nadzoru ma zapewnić kontrolowane otoczenie do takich transakcji – tak, aby sprzedaż aktywów odbyła się zgodnie z reżimem sankcji i nie doprowadziła do zakłóceń na rynku paliw czy w sektorze gazu. Rząd zastrzega, że ewentualne wykorzystanie dalej idących uprawnień (w tym przejęcia zarządzania aktywami) będzie wymagało odrębnej decyzji, poprzedzonej analizą wpływu na bezpieczeństwo energetyczne i ceny paliw.
Znaczenie dla regionu i kolejny krok w polityce sankcji
Przyjęta w Bukareszcie ordynacja wpisuje się w szerszy trend w regionie. Podobne instrumenty – umożliwiające przejęcie kontroli nad aktywami Lukoila lub wprowadzenie szczególnego nadzoru – wprowadziły wcześniej m.in. Bułgaria i Niemcy. Rumunia stara się znaleźć rozwiązanie pośrednie: z jednej strony pełne wdrożenie sankcji i ograniczenie przepływów finansowych do Rosji, z drugiej – łagodne przeprowadzenie rynku paliw przez okres przejściowy.
Dla samego Lukoila nowe przepisy oznaczają, że każda kluczowa decyzja dotycząca rumuńskich aktywów – od polityki cenowej, przez przepływy finansowe za granicę, po potencjalną sprzedaż rafinerii i stacji – będzie pod ścisłą obserwacją władz w Bukareszcie. Dla władz Rumunii jest to natomiast narzędzie pozwalające pogodzić solidarność z sojusznikami w zakresie sankcji z ochroną własnego rynku i odbiorców paliw.
Niemiecki gigant medialny RTL ogłosił we wtorek redukcję około 600 etatów, co stanowi jedną z największych fal zwolnień w prywatnej telewizji w ostatnich latach. Decyzję przekazał pracownikom dyrektor generalny Stephan Schmitter, określając cięcia jako „przymusowo konieczne” w obliczu pogarszającej się sytuacji finansowej i głębokiej transformacji rynku mediów — podały niemieckie i międzynarodowe media, w tym Reuters.
Recesja i załamanie przychodów reklamowych
W oświadczeniu dla Deutsche Presse-Agentur Schmitter wskazał na dwa kluczowe powody decyzji: przedłużającą się recesję gospodarczą w Niemczech oraz gwałtowne zmiany modelu konsumpcji mediów. Niemiecka gospodarka przeżywa obecnie jedną z najdłuższych recesji w powojennej historii, co mocno odbija się na budżetach reklamowych.
Przychody z reklam w linearnej telewizji w Niemczech spadły od 2019 r. o ponad 20%, zmuszając RTL do przebudowy strategii i przekierowania zasobów w stronę cyfrowych platform. Firma prognozuje, że wpływy z reklam telewizyjnych w drugiej połowie 2025 r. spadną o wysokie jednocyfrowe wartości procentowe — podczas gdy wcześniejsze szacunki zakładały wzrost o 2–3%.
Streaming priorytetem: szybki wzrost RTL+
Pomimo zwolnień RTL kontynuuje intensywne inwestycje w rozwój platformy streamingowej RTL+, która do końca września 2025 r. osiągnęła 7,6 mln płatnych subskrybentów — o 17,4% więcej niż rok wcześniej. Firma zakłada, że usługa stanie się rentowna w roku finansowym 2026, a nakłady na treści przekroczą miliard euro rocznie.
Schmitter podkreślił, że RTL musi „konsekwentnie dostosować strukturę organizacyjną do zmian na rynku mediów i skupić się na konkurowaniu z amerykańskimi platformami streamingowymi”.
Plan socjalny i reakcje pracowników
RTL Deutschland, należące do koncernu Bertelsmann, opracowało wraz z radami pracowniczymi specjalny program osłonowy. Przewiduje on m.in. odprawy, możliwości przejścia na wcześniejszą emeryturę oraz inne formy wsparcia, które mają złagodzić skutki redukcji etatów.
Niemiecki Związek Dziennikarzy (DJV) określił planowane cięcia jako „katastrofę” dla pracowników, jednocześnie zaznaczając, że przygotowany plan socjalny „choć nie zapobiegnie zwolnieniom, złagodzi ich najdotkliwsze konsekwencje”.
Strategiczne przejęcie w tle
Zwolnienia następują w momencie, gdy RTL czeka na decyzje regulatorów w sprawie przejęcia Sky Deutschland za 150 mln euro. Transakcja miałaby stworzyć jednego z największych graczy medialnych w Europie, z łączną liczbą ok. 11,5 mln klientów.
Irak otworzył drzwi wyłącznie dla amerykańskich firm, zapraszając je do złożenia ofert na przejęcie większościowego udziału w gigantycznym polu naftowym West Qurna-2 — poinformował Reuters, powołując się na irackie źródła rządowe. Decyzja Bagdadu zapadła w momencie, gdy rosyjski Lukoil, dotychczasowy operator projektu, jest zmuszony do sprzedaży zagranicznych aktywów w związku z sankcjami nałożonymi przez administrację prezydenta Donalda Trumpa.
Według irackiego ministerstwa ropy, celem zaproszenia jest zapewnienie stabilności globalnych rynków, utrzymanie ciągłości wydobycia oraz wzmocnienie współpracy energetycznej z USA. Źródła rządowe wskazują, że dotychczas największe zainteresowanie wykazał ExxonMobil, który od miesięcy prowadzi rozmowy w sprawie przejęcia udziałów Lukoila.
ExxonMobil faworytem Bagdadu
Wysocy rangą iraccy urzędnicy przekazali, że ExxonMobil jest obecnie głównym kandydatem do zastąpienia Lukoila. Podkreślają, że amerykański koncern ma doświadczenie i zasoby niezbędne do zarządzania jednym z największych i najbardziej skomplikowanych pól naftowych na świecie.
Ministerstwo ropy przekazało, że przejęcie kontroli nad West Qurna-2 przez firmę z USA „posłuży wspólnym interesom i wesprze stabilność światowego rynku”. Zarówno ExxonMobil, jak i Chevron nie skomentowały sprawy, natomiast Lukoil nie odpowiedział na pytania dotyczące sytuacji.
Wartość rynkowa udziałów w projekcie jest szacowana na około 1,6 miliarda dolarów. Amerykański Departament Skarbu zezwolił potencjalnym nabywcom na prowadzenie rozmów z Lukoilem do 13 grudnia, jednak finalne transakcje będą wymagały oddzielnego zezwolenia.
Sankcje USA wymuszają odwroty rosyjskich firm
Sytuacja jest bezpośrednim skutkiem sankcji ogłoszonych w październiku przez prezydenta Trumpa wobec Lukoila i Rosneftu. Weszły one w życie 21 listopada, znacząco ograniczając możliwości funkcjonowania rosyjskich koncernów na rynkach zagranicznych. Lukoil, posiadający 75% udziałów w West Qurna-2, nie jest w stanie transferować środków do Iraku, co zmusiło Bagdad do samodzielnego wypłacania pensji lokalnym pracownikom w celu utrzymania produkcji.
Pole West Qurna-2 należy do największych na świecie: produkuje około 470 tys. baryłek ropy dziennie, co stanowi niemal 0,5% globalnej podaży i około 9% całkowitej produkcji Iraku. To czyni Bagdad drugim największym producentem w OPEC, ustępując jedynie Arabii Saudyjskiej.
Globalni gracze wchodzą do gry
Choć Irak oficjalnie zaprosił jedynie firmy ze Stanów Zjednoczonych, zainteresowanie wykazują również inni globalni gracze. W gronie potencjalnych nabywców wymienia się m.in. fundusz inwestycyjny Carlyle oraz konglomerat International Holding Company ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
Źródła zbliżone do rozmów mówią, że chęć przejęcia aktywów rozważają również chińskie koncerny, takie jak PetroChina – operator sąsiedniego złoża West Qurna-1. Chińskie firmy są jednymi z największych inwestorów w irackim sektorze energetycznym, choć tym razem pierwszeństwo mają przedsiębiorstwa ze Stanów Zjednoczonych.
Produkcja stabilna mimo kryzysu
Mimo sankcji i rosnącej presji logistycznej, produkcja na West Qurna-2 pozostaje stabilna. Według irackich urzędników wynosi od 460 tys. do 480 tys. baryłek dziennie. W zeszłym tygodniu Bagdad wypłacił zaległe wynagrodzenia pracownikom po tym, jak Lukoil ogłosił siłę wyższą na początku listopada.
Decyzja o sprzedaży udziałów w polu naftowym otwiera nowy rozdział w irackiej polityce energetycznej – przesuwając interesy Bagdadu wyraźnie w stronę Stanów Zjednoczonych i pogłębiając izolację rosyjskich firm na globalnym rynku naftowym.
Złoto i srebro zaliczyły dziś korektę cenową, gdy inwestorzy masowo realizowali zyski po rekordowych wzrostach z ostatnich sesji. Jednak spadek ten jest postrzegany przez analityków jedynie jako krótkoterminowy przystanek. Długoterminowy, fundamentalny obraz rynku metali szlachetnych pozostaje wyjątkowo byczy. Kluczowymi siłami napędowymi są bliska perspektywa obniżki stóp procentowych przez Rezerwę Federalną (wyceniana na ok. 87% na posiedzeniu w grudniu) oraz utrzymujące się wysokie deficyty fiskalne w USA. Dla srebra dodatkowym, unikalnym motorem wzrostu jest chroniczny deficyt podażowy, napędzany rekordowym popytem przemysłowym ze strony sektora fotowoltaicznego i elektromobilności. W efekcie, największe banki inwestycyjne, w tym Bank of America i Deutsche Bank, zrewidowały prognozy, wskazując, że złoto może w najbliższych latach sięgnąć pułapu 5000 USD za uncję, a srebro 65 USD.
Oczekiwania na obniżkę stóp podtrzymują popyt
Pomimo krótkoterminowej presji ze strony realizujących zyski, obraz fundamentalny dla złota i srebra pozostaje – w ocenie rynku – korzystny. Kluczową rolę odgrywają tu oczekiwania dotyczące polityki Rezerwy Federalnej. Według danych narzędzia CME FedWatch, na które powołują się m.in. Reuters i serwisy finansowe, inwestorzy wyceniają około 87% prawdopodobieństwo obniżki stóp procentowych Fed o 25 punktów bazowych na posiedzeniu FOMC zaplanowanym na 9–10 grudnia.
Bank of America, który 1 grudnia zrewidował swoje prognozy, oficjalnie zakłada, że Fed zdecyduje się na cięcie stóp, powołując się na osłabiającą się sytuację na rynku pracy – wynika z raportów banku cytowanych przez serwisy Investing.com i MarketBeat. Niższe stopy procentowe z reguły zwiększają atrakcyjność aktywów nieprzynoszących odsetek, takich jak złoto czy srebro, ponieważ zmniejsza się koszt alternatywny trzymania kruszcu zamiast obligacji czy depozytów.
Dodatkowym czynnikiem wspierającym notowania metali jest słabszy dolar amerykański oraz utrzymujący się popyt na tzw. bezpieczne przystanie w warunkach niepewności geopolitycznej – na co konsekwentnie zwracają uwagę analitycy cytowani przez Reuters i inne globalne agencje.
Srebro korzysta na zielonej transformacji
Wyjątkowa siła srebra na tle złota ma wyraźne podłoże strukturalne. W przeciwieństwie do czysto inwestycyjnego charakteru złota, srebro jest intensywnie wykorzystywane w przemyśle – zwłaszcza w technologiach związanych z transformacją energetyczną. Dane branżowe, przytaczane m.in. przez Silver Institute oraz w raporcie World Silver Survey 2024, pokazują, że zapotrzebowanie przemysłowe na srebro w 2024 r. sięgnęło rekordowych okolic 680–690 mln uncji, przy czym kluczową rolę odgrywa sektor fotowoltaiczny, elektromobilność oraz infrastruktura 5G.
Według analiz cytowanych przez Reuters, popyt na srebro ze strony przemysłu fotowoltaicznego wzrósł w ostatnich latach bardzo dynamicznie: konsumpcja w panelach słonecznych sięgała ok. 160 mln uncji rocznie już w 2023 r. i nadal rośnie wraz z globalnym boomem na OZE. Dzięki wyjątkowej przewodności elektrycznej srebro jest praktycznie niezastąpione w kluczowych komponentach paneli oraz w wielu podzespołach pojazdów elektrycznych.
Ta kombinacja silnego popytu przemysłowego i rosnącego popytu inwestycyjnego doprowadziła do chronicznego deficytu na rynku srebra. Silver Institute już wcześniej sygnalizował niedobory rzędu kilkuset milionów uncji rocznie, a kolejne raporty sugerują, że 2025 rok może być piątym z rzędu rokiem strukturalnego deficytu podaży. W komentarzach branżowych pojawiają się wzmianki o spadku zapasów srebra w magazynach, szczególnie w Chinach, do najniższych poziomów od blisko dekady.
Prognozy banków: złoto w stronę 5000 dolarów, srebro w okolice 65 dolarów
Mimo krótkoterminowych korekt, duże instytucje finansowe utrzymują wyraźnie optymistyczne nastawienie do złota i srebra w horyzoncie kilku najbliższych lat. Bank of America, w najnowszej prognozie cytowanej m.in. przez Reuters, Kitco i inne serwisy, zakłada, że złoto może sięgnąć 5000 dolarów za uncję w 2026 r., a srebro – około 65 dolarów. Bank wskazuje na utrzymujące się wysokie deficyty fiskalne w USA, rosnący dług publiczny i utrwalone obawy o siłę dolara jako główne siły napędowe dla rynku kruszców.
Nie jest to odosobniony punkt widzenia. Z analizy Deutsche Banku wynika, że średnia cena złota w 2026 r. może wynieść ok. 4450 dolarów, z potencjałem sięgającym w skrajnym scenariuszu 5000 dolarów. Podobne, bardzo wysokie przedziały cenowe wskazują Goldman Sachs, JPMorgan i UBS – według przytaczanych w mediach ankiet i raportów researchowych większość dużych banków zakłada, że do końca 2026 r. złoto znajdzie się przynajmniej w przedziale 4500–5000 dolarów za uncję, a część widzi scenariusz wyraźnego przekroczenia tej bariery.
W odniesieniu do srebra, prognozy są mniej precyzyjne, ale wiele analiz – zarówno bankowych, jak i niezależnych firm badawczych – wskazuje zakres 50–70 dolarów za uncję jako realistyczny cel w przypadku utrzymania obecnych trendów: dalszego wzrostu popytu przemysłowego, łagodniejszej polityki Fed oraz utrzymującej się niepewności geopolitycznej. Bank of America, który oficjalnie mówi o 65 dolarach za uncję w 2026 r., jest jednym z najbardziej wyrazistych głosów w tym gronie.
Korekta czy początek większego ochłodzenia?
Wtorkowe cofnięcie notowań złota i srebra większość analityków interpretuje jako typową realizację zysków po serii sesji wzrostowych, a nie jako zmianę trendu. W komentarzach cytowanych przez Reuters powtarza się teza, że dopóki rynek pozostaje przekonany o zbliżającej się obniżce stóp procentowych w USA i utrzymującej się presji na dług publiczny oraz dolara, fundamenty pozostaną sprzyjające dalszemu, choć zapewne bardziej zmiennemu, wzrostowi cen metali szlachetnych.
Ostatecznie, po tak silnym rajdzie jak w 2025 r., krótkoterminowe korekty są wręcz nieuniknione. Dla zwolenników złota i srebra ważniejsze od wtorkowego cofnięcia jest to, że kluczowe czynniki – oczekiwania na niższe stopy, strukturalny deficyt podaży srebra oraz utrwalony popyt ze strony banków centralnych na złoto – wciąż pozostają na miejscu. Z punktu widzenia rynku, to one mogą zdecydować, czy obecne spadki okażą się tylko przystankiem w dłuższej hossie, czy zapowiedzią większego ochłodzenia na rynku metali szlachetnych.
Rezerwa Federalna USA 1 grudnia zasiliła system bankowy kwotą 13,5 mld dolarów poprzez jednodniowe operacje repo. Była to – według danych Fed – druga co do wielkości pojedyncza operacja tego typu od czasu pandemii COVID-19. Tego samego dnia formalnie zakończył się program zacieśniania ilościowego (quantitative tightening, QT), co inwestorzy odczytali jako sygnał narastających napięć na rynku finansowania krótkoterminowego.
Łącznie, uwzględniając wcześniejsze operacje repo przeprowadzone tego samego dnia, Fed dostarczył bankom ok. 26 mld dolarów świeżej płynności. Jak wynika z danych o wykorzystaniu mechanizmu Standing Repo Facility, skala zapotrzebowania na środki banku centralnego była najwyższa od czasu szczytowych napięć w okresie COVID-19, co sugeruje, że instytucje finansowe coraz częściej sięgają po ten instrument nie tylko „na wszelki wypadek”, ale jako realne źródło finansowania – wskazuje m.in. Reuters, powołując się na analityków rynku pieniężnego.
Koniec QT wymuszony poziomem rezerw
Decyzję o zakończeniu zacieśniania ilościowego Fed ogłosił na posiedzeniu 29 października, zapowiadając, że z dniem 1 grudnia przestanie dalej zmniejszać swój bilans. Od czerwca 2022 r. QT ściągnęło z systemu finansowego ok. 2,4 bln dolarów – wynika z danych publikowanych przez Fed. Bilans banku centralnego ustabilizował się w okolicach 6,6 bln dolarów, co nadal oznacza znacząco wyższy poziom niż przed pandemią.
Według komentatorów cytowanych m.in. przez agencję Reuters i serwisy finansowe, bezpośrednią przyczyną zatrzymania QT był spadek rezerw bankowych do poziomu ok. 2,9 bln dolarów, z ponad 3 bln dolarów w poprzednich miesiącach. Jednocześnie niemal wyczerpały się środki ulokowane wcześniej w instrumencie overnight reverse repo, który w szczytowym momencie absorbował ok. 2,5 bln dolarów nadwyżkowej gotówki. Zanik tego „bezpiecznika” sprawił, że każdy większy przepływ gotówki w systemie mocniej odbijał się na poziomie rezerw.
Dodatkowym sygnałem alarmowym był fakt, że stopy na rynku pieniężnym coraz częściej zbliżały się do górnej granicy przedziału docelowego wyznaczanego przez Fed, a momentami go przekraczały. Jak podkreślają analitycy cytowani przez Reutersa, kontynuowanie zacieśniania bilansu w takich warunkach zwiększałoby ryzyko gwałtownych zaburzeń na rynku operacji repo, podobnych do tych z 2019 r.
Historyczne porównanie
Część komentatorów przypomina, że ostatnie zakończenie QT miało miejsce we wrześniu 2012 r. i – jak zauważa m.in. serwis Finbold, powołując się na analizy rynku – w tamtym okresie rynki finansowe zareagowały pozytywnie na zmianę kierunku polityki bilansowej Fed. Obecnie jednak otoczenie jest inne: inflacja wciąż pozostaje powyżej celu, a stopy procentowe znajdują się znacznie wyżej niż dekadę temu, co ogranicza pole manewru banku centralnego.
Słabnące dane z gospodarki USA
Tło makroekonomiczne również sprzyja większej ostrożności Fed. Listopadowy wskaźnik ISM Manufacturing PMI dla przemysłu USA spadł do 48,2 pkt, pozostając poniżej granicy 50 pkt oddzielającej wzrost od spadku aktywności. To kolejne potwierdzenie osłabienia sektora wytwórczego – zwracają uwagę ekonomiści cytowani w raportach ISM i w komentarzach głównych banków inwestycyjnych.
Choć przemysł odpowiada dziś za mniejszą część amerykańskiego PKB niż usługi, seria odczytów poniżej 50 pkt w przeszłości często towarzyszyła spowolnieniu gospodarczemu. Z punktu widzenia Fed oznacza to dodatkową presję, by łagodzić warunki monetarne, przy jednoczesnym pilnowaniu, aby inflacja nie przyspieszyła ponownie.
Rynek wycenia grudniową obniżkę stóp
Na rynku kontraktów terminowych szanse na obniżkę stóp procentowych w USA w grudniu wyraźnie wzrosły. Według narzędzia CME FedWatch, cytowanego szeroko przez media finansowe, inwestorzy wyceniają obecnie z prawdopodobieństwem ok. 80–90 proc. cięcie stopy funduszy federalnych o 25 punktów bazowych na posiedzeniu FOMC 9–10 grudnia.
Część ekonomistów, przywoływana przez agencje informacyjne i banki inwestycyjne, podkreśla, że połączenie zakończenia QT, zwiększenia operacji repo i ewentualnego cięcia stóp może zostać odczytane jako wyraźny sygnał przejścia z fazy zacieśniania do fazy łagodzenia polityki pieniężnej. Inni ostrzegają jednak, że zbyt szybkie luzowanie może ponownie rozbudzić presję inflacyjną, szczególnie jeśli gospodarka uniknie wyraźnego spowolnienia.
Co oznacza zmiana kursu Fed?
Dla rynków finansowych 1 grudnia może okazać się datą symboliczną: kończy się trwający ponad dwa lata cykl zacieśniania bilansu, a Fed wraca do aktywnej roli dostawcy płynności poprzez operacje repo. Z jednej strony ogranicza to ryzyko gwałtownych szoków na rynku finansowania krótkoterminowego. Z drugiej – pokazuje, że system bankowy wciąż jest wrażliwy na zmiany rezerw i wymaga stałego wsparcia ze strony banku centralnego.
W krótkim okresie większa płynność i perspektywa niższych stóp sprzyjają aktywom ryzykownym, w tym kryptowalutom. W dłuższym horyzoncie to, czy obecny zwrot Fed okaże się początkiem trwalszej hossy, czy raczej sygnałem narastających problemów w systemie finansowym, zależeć będzie od dalszej ścieżki inflacji, kondycji gospodarki USA oraz gotowości banku centralnego do ponownego zaostrzenia kursu, jeśli będzie to konieczne.
Amazon Web Services ogłosił nową klasę rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji, które mają działać jak wirtualni pracownicy IT – samodzielnie, przez wiele godzin, a nawet dni, zajmując się tworzeniem, zabezpieczaniem i utrzymaniem oprogramowania. Ogłoszenie padło podczas konferencji AWS re:Invent 2025 w Las Vegas i symbolizuje przejście od prostych asystentów AI do w dużej mierze autonomicznych systemów wykonujących złożone zadania w całym cyklu życia aplikacji.
Szef AWS Matt Garman zapowiedział, że w kolejnych latach to właśnie tacy „agenci” będą generować większość biznesowej wartości z AI, a nie klasyczne chatboty czy podpowiadacze kodu. Według jego słów nawet 80–90 proc. wartości korporacyjnej związanej ze sztuczną inteligencją może pochodzić z rozwiązań agentowych.
Trzej nowi „współpracownicy”: Kiro, Security Agent i DevOps Agent
AWS wprowadza na początek trzy wyspecjalizowane narzędzia:
Kiro – autonomiczny agent deweloperski,
AWS Security Agent – agent do zadań z obszaru cyberbezpieczeństwa,
AWS DevOps Agent – agent wspierający (a docelowo częściowo zastępujący) pracę zespołów DevOps/SRE.
Nowe systemy mogą wykonywać wieloetapowe zadania, mają trwałą pamięć między sesjami i potrafią „rozmnożyć się” na wiele instancji, które równolegle pracują nad różnymi aspektami jednego problemu. Integrują się z popularnymi narzędziami, takimi jak Jira, GitHub czy Slack, dzięki czemu funkcjonują jak wirtualni członkowie zespołu – komunikują się, proponują zmiany w kodzie, aktualizują zadania, przygotowują pull requesty.
Kiro uczy się z historii pull requestów i komentarzy, pomaga porządkować zgłoszenia błędów, wprowadzać poprawki w wielu repozytoriach oraz rozwijać nowe funkcjonalności z zachowaniem spójności między projektami.
AWS Security Agent ma z kolei działać jak zautomatyzowany zespół pentesterów „na żądanie” – zamiast wielodniowych ręcznych testów bezpieczeństwa umożliwia przeprowadzenie złożonych analiz w krótkim czasie. Według pierwszych użytkowników jest w stanie wychwycić błędy logiki biznesowej, które często umykają klasycznym skanerom podatności.
AWS DevOps Agent został zaprojektowany jako wirtualny inżynier dyżurny. Zbiera logi, metryki i alerty z wielu systemów, koreluje dane, diagnozuje przyczyny incydentów i proponuje działania naprawcze. W testach prowadzonych m.in. w jednym z dużych banków agent miał zidentyfikować złożony problem z konfiguracją chmury w kilkanaście minut – zadanie, które zwykle zajmuje doświadczonym inżynierom kilka godzin.
Autonomia z ludzką kontrolą
Kluczową różnicą w porównaniu z istniejącymi narzędziami do wspomagania kodowania – jak popularne rozszerzenia w edytorach – jest poziom autonomii. Nowe agenty AWS są projektowane po to, by wykonywać zadania praktycznie bez przerwy, bez konieczności podawania im co chwilę kolejnych komend przez człowieka.
Nie oznacza to jednak pełnego „oddania sterów” sztucznej inteligencji. AWS podkreśla, że:
inżynierowie nadal zachowują ostateczną decyzję – agenci nie mogą samodzielnie wdrażać zmian na systemach produkcyjnych,
działanie agentów odbywa się w ramach jasno określonych wytycznych, ograniczeń i polityk bezpieczeństwa,
wszystkie sugestie techniczne mają przechodzić przez standardowe procesy przeglądu kodu i akceptacji zmian.
Chodzi o to, aby AI wykonywała „ciężką pracę” – analizę logów, testy, refaktoryzację, przygotowanie propozycji zmian – ale odpowiedzialność za finalne decyzje i ryzyko operacyjne nadal spoczywało na zespołach ludzkich.
Nowy etap wyścigu między gigantami chmury
Wprowadzenie agentów AWS wpisuje się w szerszy trend rywalizacji największych firm technologicznych o to, kto pierwszy dostarczy firmom funkcjonalnych, bezpiecznych i skalowalnych systemów agentowych. Swoje koncepcje agentów AI rozwijają już wcześniej Microsoft i IBM – teraz Amazon odpowiada własnym podejściem, mocno osadzonym w ekosystemie AWS.
Agenci DevOps i Security są już udostępnieni w formie publicznego podglądu (public preview), natomiast najbardziej zaawansowane, w pełni autonomiczne funkcje Kiro będą wprowadzane stopniowo w kolejnych miesiącach.
Choć nowa technologia budzi duże zainteresowanie, rodzi też pytania o przyszłość pracy w IT – zwłaszcza w zespołach deweloperskich, bezpieczeństwa i operacji. AWS na razie akcentuje narrację „współpracownika–robota”, który ma odciążyć ludzi od żmudnych zadań, a nie całkowicie ich zastąpić. Jak szybko firmy przyjmą taki model współpracy z AI – i jak zmieni on rolę programistów czy inżynierów DevOps – będzie jednym z kluczowych tematów w debacie o przyszłości pracy w sektorze technologicznym.
Polska ma być liderem wzrostu gospodarczego w Unii Europejskiej – wynika z najnowszych prognoz Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Według opublikowanego we wtorek raportu „OECD Economic Outlook” polski PKB ma zwiększyć się w 2026 r. o 3,4 proc., co będzie najwyższym wynikiem w całej Wspólnocie. To wyraźna rewizja w górę względem czerwcowych szacunków, gdy oczekiwano wzrostu na poziomie 2,7 proc.
W 2025 r. OECD przewiduje tempo wzrostu PKB na poziomie 3,3 proc. Dynamika ma jednak nieco osłabnąć w 2027 r., do 2,7 proc. Analitycy wskazują, że za spowolnienie odpowiadać będzie przede wszystkim konsolidacja fiskalna oraz wygaszanie efektu impulsu inwestycyjnego związanego z napływem środków z Krajowego Planu Odbudowy.
Inwestycje głównym silnikiem wzrostu
Organizacja podkreśla, że kluczową rolę w najbliższych latach mają odegrać inwestycje. Już w 2025 r. ich wzrost ma przyspieszyć, a w 2026 r. skoczyć z tegorocznych 3,4 proc. do 11,7 proc., napędzany przede wszystkim większym wykorzystaniem funduszy unijnych, w tym środków z KPO. Rok później dynamika inwestycji ma spaść, ale nadal pozostanie solidna – na poziomie 5,6 proc.
Konsumpcja prywatna pozostanie ważnym, choć stopniowo słabnącym filarem wzrostu. OECD zakłada, że po wzroście o 4,1 proc. w bieżącym roku, w 2026 r. konsumpcja zwiększy się o 3,6 proc., a w 2027 r. o 2,9 proc. Wpływ na to mają mieć m.in. wygasający efekt realnego odbicia dochodów po okresie wysokiej inflacji oraz bardziej powściągliwa polityka fiskalna.
Eksport również ma lekko przyspieszyć. Według prognozy, sprzedaż zagraniczna wzrośnie o 2,3 proc. w 2025 r., wobec 2,2 proc. w tym roku, a w 2027 r. tempo wzrostu ma sięgnąć 2,5 proc.
Inflacja w pobliżu celu i dalsze obniżki stóp
OECD zakłada dalsze stopniowe wygaszanie presji cenowej. Inflacja CPI ma spaść do 2,9 proc. w 2026 r. i 2,7 proc. w 2027 r., mieszcząc się w dopuszczalnym paśmie odchyleń od celu inflacyjnego Narodowego Banku Polskiego.
Przy takim scenariuszu instytucja spodziewa się kontynuacji łagodzenia polityki pieniężnej „w stopniowym tempie”. W raporcie zapisano, że w ciągu najbliższych dwóch lat możliwe są dalsze obniżki stóp procentowych o łącznie 75 punktów bazowych, pod warunkiem utrzymania trendu dezinflacyjnego i braku nowych szoków zewnętrznych.
Deficyt i dług – pięta achillesowa polskiej gospodarki
Mimo korzystnych perspektyw wzrostu OECD wyraźnie wskazuje na słabość finansów publicznych jako główne ryzyko dla gospodarki. Deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych ma według prognoz sięgnąć 6,6 proc. PKB w 2026 r. i 6,1 proc. w 2027 r.
Organizacja podkreśla, że tak wysokie deficyty są po części efektem zwiększonych wydatków na obronność, ale odzwierciedlają też utrwalony wzrost wydatków socjalnych. W ocenie OECD, przy utrzymaniu wysokiego tempa wzrostu wydatków konieczne będzie podjęcie zdecydowanych działań korygujących, aby ustabilizować relację długu publicznego do PKB w średnim horyzoncie.
Rekomendacje
W odpowiedzi na rosnące nierównowagi fiskalne OECD rekomenduje Polsce zestaw działań po stronie dochodowej i wydatkowej.
Wśród propozycji znajdują się m.in.:
podwyższenie podatków od nieruchomości,
większe wykorzystanie podatków środowiskowych, tak aby system podatkowy lepiej odzwierciedlał koszty zewnętrzne związane z emisjami i degradacją środowiska,
kompleksowy przegląd wydatków publicznych, pozwalający na identyfikację i ograniczenie najmniej efektywnych programów,
stopniowe wycofywanie się z funduszy pozabudżetowych, które rozmywają przejrzystość finansów publicznych i utrudniają kontrolę nad całością polityki fiskalnej.
Eksperci OECD pozytywnie oceniają plany utworzenia od 1 stycznia 2026 r. Rady Fiskalnej – niezależnego ciała, którego zadaniem ma być ocena prognoz makroekonomicznych oraz opiniowanie zgodności krajowego budżetu z regułami fiskalnymi obowiązującymi zarówno w Polsce, jak i w Unii Europejskiej.
Polska a reszta UE – optymizm z zastrzeżeniami
Choć prognoza OECD zakłada, że Polska będzie najszybciej rozwijającą się gospodarką w UE w 2026 r., organizacja zachowuje nieco większą ostrożność niż Komisja Europejska. Bruksela w listopadowej projekcji wskazała na możliwy wzrost polskiego PKB na poziomie 3,5 proc. w 2026 r. i 2,8 proc. w 2027 r., czyli o 0,1 pkt proc. powyżej szacunków OECD w obu latach.
Obie instytucje są jednak zgodne co do ogólnego obrazu: Polska wchodzi w okres relatywnie szybkiego wzrostu na tle Unii, korzystając z napływu środków unijnych i poprawy sytuacji na rynku pracy, ale jednocześnie stoi przed poważnym wyzwaniem uporządkowania finansów publicznych, aby ten wzrost był trwały i odporny na przyszłe wstrząsy.
Potencjalne porozumienie Nvidii z OpenAI, o szacowanej wartości nawet 100 mld dolarów, wciąż pozostaje na etapie wstępnych ustaleń. Dwa miesiące po głośnym wrześniowym ogłoszeniu, które wywołało euforię na rynku i napędziło rajd spółek związanych z infrastrukturą AI, przedstawiciele producenta chipów przyznają, że ostateczny kontrakt nie został jeszcze podpisany.
„Wciąż pracujemy nad ostateczną umową”
Dyrektor finansowa Nvidii Colette Kress, występując na konferencji poświęconej technologiom i sztucznej inteligencji w Scottsdale w Arizonie, podkreśliła, że współpraca z OpenAI nadal opiera się wyłącznie na liście intencyjnym. Zapytana o status zobowiązania dotyczącego dostarczenia 10 gigawatów mocy obliczeniowej, odpowiedziała wprost, że „nie ukończono jeszcze ostatecznej umowy” i że obie strony nadal dopracowują jej szczegóły.
To istotna korekta względem wcześniejszych deklaracji. Prezes Nvidii Jensen Huang określał ten projekt jako „największe przedsięwzięcie infrastruktury AI w historii”, a rynek w dużej mierze przyjął go jako niemal przesądzony. Najnowsze wypowiedzi zarządu pokazują jednak, że do finalizacji jest wciąż daleka droga.
100 mld dolarów poza portfelem zamówień
Kress zaznaczyła, że potencjalna umowa z OpenAI nie została uwzględniona w obecnym portfelu zamówień Nvidii, wycenianym na około 500 mld dolarów. Chodzi o już zakontraktowaną sprzedaż układów z rodzin Blackwell i Vera Rubin do 2026 roku. Tym samym ewentualny kontrakt z OpenAI byłby dodatkiem do obecnych zobowiązań, a nie ich częścią.
Obecnie OpenAI kupuje chipy Nvidii głównie pośrednio – za pośrednictwem dużych dostawców chmury, takich jak globalne koncerny technologiczne – a nie w ramach bezpośredniego, wieloletniego porozumienia infrastrukturalnego. Nowa umowa miałaby ten model zasadniczo zmienić i ugruntować bezpośrednią relację dostawca–odbiorca.
W ostatnich raportach regulacyjnych Nvidia wprost zastrzega, że „nie ma pewności”, czy planowana inwestycja zostanie sfinalizowana na oczekiwanych warunkach – albo czy dojdzie do skutku w ogóle. Spółka wymienia szereg krytycznych zależności: dostępność odpowiedniej infrastruktury centrów danych, zapewnienie wystarczającej ilości energii elektrycznej oraz pozyskanie kapitału na rozbudowę na niespotykaną dotąd skalę.
Rozbudowę zaplecza energetycznego potrzebnego do zasilania kolejnych generacji centrów danych AI Nvidia nazywa procesem „wieloletnim”, obarczonym ryzykiem regulacyjnym, technicznym i budowlanym. To właśnie te czynniki mają być jednym z głównych hamulców szybkiego domknięcia rekordowej umowy.
Mimo braku finalnej umowy, Colette Kress podkreśliła, że relacje Nvidii z OpenAI pozostają „bardzo silnym partnerstwem” rozwijanym od ponad dekady. Zaznaczyła, że OpenAI „chce współpracować bezpośrednio” z Nvidią, jednak wypracowanie docelowego modelu i harmonogramu dostaw wymaga czasu. Po jej wystąpieniu kurs akcji Nvidii wzrósł o ok. 2,6%, co można odczytać jako sygnał, że rynek wciąż wierzy w strategiczne znaczenie tej relacji.
Jednocześnie Kress odrzuciła sugestie, że Nvidia traci przewagę w wyścigu AI lub że sektor znajduje się w bańce spekulacyjnej. Według niej popyt na infrastrukturę obliczeniową napędzaną sztuczną inteligencją ma charakter wieloletni, a kluczowe projekty i tak budowane są w oparciu o platformę Nvidii. Ostateczny kształt umowy z OpenAI pozostaje jednak jednym z najważniejszych pytań, na które inwestorzy wciąż czekają odpowiedzi.
Prezydent Rosji Władimir Putin stwierdził we wtorek, że Rosja jest przygotowana do konfrontacji z Europą „natychmiast”, jeśli to państwa europejskie zainicjują konflikt. Słowa te padły w Moskwie podczas Forum Inwestycyjnego VTB „Russia Calling”, zaledwie kilka godzin przed rozmowami z wysłannikami prezydenta USA Donalda Trumpa na temat możliwego planu pokojowego dla Ukrainy.
Putin oskarżył jednocześnie europejskie stolice o blokowanie amerykańskich inicjatyw dyplomatycznych dotyczących zakończenia trwającej prawie cztery lata wojny. Według rosyjskiego przywódcy propozycje zgłaszane przez państwa europejskie mają zawierać warunki „całkowicie nie do przyjęcia dla Rosji” i de facto utrudniać osiągnięcie porozumienia.
„Nie planujemy wojny z Europą, ale jeśli Europa zechce i ją rozpocznie, jesteśmy gotowi już teraz” – powiedział Putin, dodając, że jego zdaniem europejscy liderzy „nie mają agendy pokojowej, tylko opowiadają się po stronie wojny”.
Rozmowy w Moskwie z wysłannikami Trumpa
Kilka godzin po wystąpieniu na forum Putin spotkał się w Moskwie ze Steve’em Witkoffem, specjalnym wysłannikiem prezydenta Donalda Trumpa, oraz Jaredem Kushnerem, zięciem prezydenta USA i jego bliskim doradcą. Celem rozmów jest omówienie zrewidowanej propozycji pokojowej Waszyngtonu dotyczącej przyszłości Ukrainy.
Według doniesień mediów plan USA zakłada m.in. istotne ustępstwa terytorialne na rzecz Rosji oraz ograniczenia zdolności obronnych Ukrainy, czemu sprzeciwiają się zarówno Kijów, jak i część europejskich sojuszników. Europejskie rządy zabiegają o zmianę zapisów, obawiając się, że zbyt daleko idące ustępstwa wobec Moskwy mogłyby utrwalić rosyjskie zdobycze oraz podważyć bezpieczeństwo całego regionu.
Równolegle prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski przebywa we wtorek w Irlandii, gdzie zabiega o utrzymanie politycznego i finansowego wsparcia Europy. Irlandzki rząd zapowiedział przekazanie dodatkowego pakietu pomocy o wartości 125 mln euro oraz potwierdził poparcie dla członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej.
Groźby odcięcia Ukrainy od Morza Czarnego
W trakcie wystąpienia Putin ostro skrytykował także ostatnie ataki ukraińskich dronów morskich na rosyjskie tankowce na Morzu Czarnym, określając je mianem „piractwa”. Jego zdaniem rosyjskie statki z tzw. „floty cieni”, przewożące ropę objętą sankcjami, stały się celem „terrorystycznych” działań Kijowa.
Rosyjski przywódca zapowiedział możliwość „najdalej idącej odpowiedzi”, włącznie z odcięciem Ukrainy od dostępu do morza. „Najbardziej radykalne rozwiązanie to pozbawienie Ukrainy wyjścia na Morze Czarne – wtedy piractwo stanie się z definicji niemożliwe” – stwierdził Putin, zapowiadając jednocześnie zintensyfikowanie uderzeń na ukraińskie porty, infrastrukturę morską oraz statki zmierzające do ukraińskich portów.
Do eskalacji napięcia na Morzu Czarnym doszło po atakach morskich dronów z 28 listopada, podczas których uszkodzone zostały dwa rosyjskie tankowce objęte sankcjami – Kairos i Virat – płynące do rosyjskich portów po ładunek ropy na eksport. Oddzielnie Turcja poinformowała o ataku drona na tankowiec pod rosyjską banderą przewożący olej słonecznikowy u jej wybrzeży; Ukraina zaprzeczyła, że miała z tym incydentem jakikolwiek związek.
Rosnące obawy o bezpieczeństwo Europy
Słowa Putina padły na tle rosnącej liczby incydentów określanych przez europejskie rządy jako element rosyjskiej „wojny hybrydowej” – od cyberataków i kampanii dezinformacyjnych, po próby sabotażu infrastruktury energetycznej i transportowej oraz naruszenia przestrzeni powietrznej NATO przez drony.
W zeszłym tygodniu szef niemieckiej dyplomacji Johann Wadephul ostrzegł, że według najnowszych ocen wywiadowczych Rosja „przynajmniej tworzy sobie możliwość” przeprowadzenia ataku na państwo NATO do 2029 roku. Podkreślił, że Moskwa podporządkowuje gospodarkę i społeczeństwo przygotowaniom wojennym oraz rozwija zdolności ofensywne wymierzone w Sojusz.
Kontekst: presja przed kluczowymi rozmowami o Ukrainie
Analitycy oceniają, że ostrzejsza retoryka Putina wobec Europy i groźby wobec Ukrainy mają wzmocnić pozycję negocjacyjną Kremla tuż przed rozmowami z wysłannikami USA. Moskwa stara się przekonywać, że to kraje europejskie – poprzez własne poprawki do amerykańskiego planu – blokują szybkie zakończenie wojny, podczas gdy państwa UE obawiają się porozumienia zawartego ponad głowami Kijowa, kosztem ukraińskiego terytorium i bezpieczeństwa europejskiego.
Dla Kijowa stawką pozostaje nie tylko kształt przyszłego układu pokojowego, ale też zachowanie kanałów eksportowych przez Morze Czarne oraz utrzymanie długoterminowego wsparcia wojskowego i finansowego Zachodu. Dla stolic europejskich – odpowiedź na pytanie, czy rozejm na warunkach Moskwy będzie stabilizacją, czy raczej wstępem do kolejnej rundy konfrontacji z Rosją w najbliższych latach.
Bitcoin po gwałtownej przecenie na początku grudnia próbuje odzyskać równowagę, a inwestorzy z napięciem śledzą kluczowy poziom cenowy, który – zdaniem analityków – może uruchomić jeden z największych short squeeze’ów ostatnich miesięcy. Stawką jest przymusowe zamknięcie krótkich pozycji o łącznej wartości około 9,6 mld dolarów.
Pomimo wtorkowego odbicia, Bitcoin pozostaje wciąż wyraźnie poniżej szczytu z października, kiedy to kurs zbliżył się do historycznego rekordu w okolicach 126 200 dolarów. Oznacza to spadek rzędu ok. 32% względem najwyższych poziomów notowań, co schładza entuzjazm części inwestorów, którzy jeszcze kilka tygodni temu liczyli na kontynuację rajdu powyżej 100 000 dolarów.
9,6 mld dolarów w krótkich pozycjach tuż pod 97 000 USD
Według danych platformy analitycznej CoinGlass, okolice 96 900–97 000 dolarów stały się newralgiczną strefą z punktu widzenia graczy obstawiających spadki. To właśnie tu, tuż poniżej 97 000 dolarów, skumulowana jest największa ilość krótkich pozycji z wykorzystaniem dźwigni finansowej.
Szacunki wskazują, że wzrost Bitcoina do około 96 900 dolarów mógłby uruchomić kaskadę przymusowych zamknięć shortów o wartości ok. 9,6 mld dolarów. Mechanizm short squeeze polega na tym, że inwestorzy grający na spadki, zmuszeni do odkupienia aktywa przy rosnącym kursie, dodatkowo napędzają wzrost ceny, tworząc swoistą samonakręcającą się spiralę.
Na razie jednak scenariusz tak gwałtownego odbicia pozostaje warunkowy – rynek musi najpierw pokonać kilka kluczowych barier technicznych.
Likwidacje lewarowanych pozycji dominują na początku grudnia
Burzliwe początki grudnia odbiły się szczególnie mocno na uczestnikach rynku korzystających z wysokiej dźwigni. Tylko w poniedziałek łączna wartość zlikwidowanych pozycji lewarowanych na rynku kryptowalut sięgnęła około 646 mln dolarów.
Co istotne, blisko 90% tej kwoty dotyczyło pozycji długich – czyli zakładów na dalszy wzrost cen. Pokazuje to, jak szybko rynek przeszedł z fazy euforii do korekty, zaskakując inwestorów jeszcze niedawno przekonanych o trwałości hossy.
W przypadku samego Bitcoina wymuszone likwidacje w ciągu 24 godzin sięgnęły około 140 mln dolarów w pozycjach długich oraz 14,7 mln dolarów w pozycjach krótkich. Fala zamknięć nasiliła się szczególnie podczas sesji azjatyckiej, kiedy przełamane zostały istotne poziomy technicznego wsparcia.
Od euforii do „ekstremalnego strachu”
Dynamiczna zmiana nastrojów widoczna jest także w popularnych wskaźnikach sentymentu. Indeks Crypto Fear and Greed, mierzący emocje inwestorów na podstawie m.in. zmienności, momentum i aktywności w mediach społecznościowych, pokazał na 2 grudnia wartość 23 punktów na 100 możliwych, co oznacza strefę „ekstremalnego strachu”.
To wyraźny kontrast wobec początku listopada, kiedy przekroczenie bariery 100 000 dolarów przez Bitcoina było przyjmowane jako potwierdzenie nowej fali hossy, a wskaźnik znajdował się po stronie „chciwości”. Obecny odczyt sugeruje, że rynek przeszedł w fazę defensywną, w której dominuje ostrożność, realizacja zysków i redukcja ryzyka.
Kluczowa strefa oporu: 93 000–97 000 USD
Analitycy podkreślają, że aby doszło do ewentualnego short squeeze’u, Bitcoin musi najpierw zdecydowanie przebić i utrzymać się powyżej strefy 93 000–97 000 dolarów. Obszar ten stał się obecnie silną strefą oporu technicznego, w której wielu inwestorów decyduje się na sprzedaż lub zabezpieczanie pozycji.
„Bitcoin wydaje się cierpieć z powodu słabnącego entuzjazmu zarówno w sektorze kryptowalut, jak i szerzej – technologii” – oceniają cytowani przez agencje analitycy rynku. Ostatnie ruchy cenowe wiążą głównie z nadmierną dźwignią na rynku instrumentów pochodnych oraz pogorszeniem sentymentu do ryzykownych aktywów. Po raz pierwszy od kilku tygodni stopy finansowania pozycji terminowych stały się ujemne, co świadczy o rosnącej przewadze graczy nastawionych na spadki.
ETF-y ograniczają płynność, spółki tną prognozy
Dodatkowym czynnikiem chłodzącym rynek są odpływy z funduszy ETF powiązanych z Bitcoinem. W listopadzie zanotowały one łącznie około 3,79 mld dolarów netto wypłat, co jest największym miesięcznym odpływem od lutego. Mniejszy napływ świeżego kapitału instytucjonalnego oznacza gorsze warunki płynnościowe i redukuje potencjał do dynamicznych, trwałych rajdów cenowych.
Jednocześnie jedna z największych spółek giełdowych, która zgromadziła znaczące rezerwy w Bitcoinie, obniżyła w poniedziałek prognozę zysków na 2025 rok, powołując się wprost na słabsze zachowanie kryptowaluty. To sygnał, że wycena Bitcoina zaczyna mieć coraz bardziej bezpośrednie przełożenie na wyniki finansowe firm, które zdecydowały się na taką strategię alokacji kapitału.
Rynek na rozdrożu: short squeeze czy dalsza zmienność?
Obecna sytuacja stawia rynek Bitcoina w punkcie zwrotnym. Z jednej strony, skumulowane krótkie pozycje o wartości 9,6 mld dolarów tuż poniżej 97 000 dolarów tworzą warunki do gwałtownego ruchu w górę, jeśli tylko kupującym uda się przebić kluczowe poziomy oporu. W takim scenariuszu wymuszone zamykanie shortów mogłoby na krótko przywrócić dynamikę rajdu obserwowanego jesienią.
Z drugiej strony, rosnący strach inwestorów, ujemne stopy finansowania, odpływy z ETF-ów i ostrożniejsze podejście spółek korporacyjnych sugerują, że rynek może pozostać w fazie podwyższonej zmienności, z częstymi, gwałtownymi zwrotami kierunku.
Na razie jedno jest pewne: każdy ruch Bitcoina w kierunku 90 000–97 000 dolarów będzie uważnie obserwowany przez inwestorów, dla których ta strefa może stać się polem bitwy między bykami a niedźwiedziami – z potencjalnie spektakularnymi konsekwencjami dla cen największej kryptowaluty.
W marketingu niezwykle ważne jest wykorzystanie atrakcyjnych i praktycznych narzędzi promocji marki. Jednym z nich jest czapka reklamowy – gadżet reklamowy, który przyciąga uwagę odbiorców i wzmacnia świadomość marki wśród klientów. Czapki reklamowe stanowią świetny sposób na wyróżnienie twojej firmy w tłumie konkurencji, a jednocześnie prezentują profesjonalny wizerunek marki.
Dobór odpowiedniego modelu czapek z nadrukiem to nie tylko kwestia estetyki, ale i strategii – odpowiednio zaprojektowana czapka może znacząco zwiększyć rozpoznawalność marki.
Dlaczego czapki reklamowe to skuteczne narzędzie marketingowe
Czapki z daszkiem, beanie, klasyczna bejsbolówka czy model trucker to wszechstronny element garderoby, który można wykorzystać w codziennych sytuacjach, również w chłodniejsze dni. Dzięki temu czapki z logo twojej firmy to gadżet, który łączy funkcjonalność i komfort noszenia z efektywną ekspozycją wizualną marki.
Ich atutem jest także to, że użytkownicy stają się naturalnymi ambasadorami, pomagając firmie dotrzeć do szerokiego grona odbiorców. Czapki reklamowe to jeden z najbardziej efektownych sposobów na budowanie lojalności klientów i wzmacnianie świadomości marki poprzez ubiór firmowy lub uniform.
Jakie czapki z logo wybrać dla swojej strategii marketingowej
Wybór odpowiednich czapek reklamowych powinien być zgodny z identyfikacją wizualną twojej marki i celami strategii promocyjnej. Warto rozważyć:
Styl i krój: wybór stylu czapki zależy od grupy docelowej. Bejsbolówki i czapki trucker sprawdzają się w działaniach plenerowych, a czapki beanie dobrze wyglądają w chłodniejsze dni.
Materiał: najlepsze rozwiązania dopasowane do użytkownika to bawełna (komfort i przewiewność) oraz poliester (trwałość i odporność na warunki atmosferyczne). Dostępne są też modele z domieszką wełny, które zapewniają komfort termiczny przy niskiej temperaturze.
Kolory logo: warto zadbać, by czapka harmonizowała z kolorami marki, zapewniając spójny odbiór wizualny.
Personalizacja: nadruk, haft lub termotransfer to techniki, które pozwalają podkreślić wartości marki i nadać produktowi unikalny charakter.
Techniki znakowania czapek reklamowych – nadruk, haft i inne możliwości
Znakowanie czapek reklamowych można wykonać za pomocą kilku metod, w zależności od materiału i oczekiwanego efektu. Do najtrwalszych należy haft komputerowy, który gwarantuje estetyczne i precyzyjne odwzorowanie logo firmy.
Sitodruk pozwala na pełnokolorowe projekty przy większych nakładach, a sublimacja lub nadruk sublimacyjny świetnie sprawdza się w przypadku złożonych wzorów. Termotransfer to dobra opcja dla materiałów, które wymagają delikatniejszej techniki naniesienia grafiki. Jeśli celem jest subtelna ekspozycja, można wybrać czapki z dyskretnym logo umieszczone z boku daszka.
Każda z metod ma swoje zalety – warto sprawdzić, która najlepiej sprawdza się przy wybranym typie czapki i charakterze kampanii promocyjnej.
Gdzie zamówić czapki reklamowe z nadrukiem dla twojej firmy
Aby osiągnąć najlepszy efekt marketingowy, wybierz dostawcę oferującego szeroki wybór modeli, możliwość pełnej personalizacji oraz wsparcie w dopasowaniu projektu. Profesjonalna firma doradzi najtrwalszy rodzaj znakowania i zapewni precyzyjny nadruk, nawet przy skomplikowanych logotypach.
Dla większych zamówień warto zapytać o optymalizację procesu produkcji oraz rabaty przy większych nakładach. To prosty sposób, by uzyskać wysokiej jakości czapki z nadrukiem, które staną się wyróżniającym gadżetem twojej marki.
Co warto wiedzieć przed zamówieniem czapek reklamowych
Przed zamówieniem warto dokładnie przeanalizować kilka kluczowych aspektów. Przede wszystkim należy dobrać technikę znakowania do rodzaju materiału – haft komputerowy i sitodruk zapewniają największą trwałość, natomiast sublimacja sprawdzi się przy projektach wymagających pełnego odwzorowania kolorów.
Warto też pamiętać, że czapki mogą być wykorzystywane przez cały rok. Modele z siateczką są idealne na lato, a czapki beanie i wersje z wełny zapewniają komfort w chłodniejsze dni. Czapki reklamowe można także włączyć do uniformów pracowniczych, co wzmacnia wizerunek marki i podkreśla spójność komunikacji wizualnej firmy.
Wybierając materiał, należy dopasować go do przeznaczenia i stylu czapki. Bawełna zapewnia komfort noszenia, poliester i wełna zwiększają trwałość, a odpowiednie dopasowanie kolorów logo podkreśli profesjonalny styl całej kolekcji. Czapki z nadrukiem lub haftem to nie tylko praktyczny, ale też stylowy gadżet, który w naturalny sposób wspiera strategię marketingową i pomaga zwiększyć rozpoznawalność marki wśród potencjalnych klientów.
E-commerce to przede wszystkim dane. Im większy asortyment, więcej kanałów sprzedaży i bardziej złożone procesy, tym trudniejsze staje się utrzymanie spójności informacji o produktach. Warto więc korzystać z dedykowanych narzędzi usprawniających zarządzanie danymi – takich jak Pimcore.
Wszystkie dane produktowe w jednym miejscu
Pimcore od Robokat to jedna z najbardziej elastycznych i zaawansowanych platform PIM (Product Information Management). Jej użytkownicy, w ramach jednego środowiska, do swojej dyspozycji otrzymują również system DAM, CMS i platformę DXP. Taki system pozwala przechowywać różne rodzaje danych:
opisy produktów w wielu językach;
dane techniczne, parametry, warianty;
zdjęcia, grafiki, dokumenty i inne zasoby;
ceny, atrybuty, specyfikacje,
relacje między produktami (akcesoria, zamienniki, zestawy).
Każda aktualizacja danych jest natychmiast widoczna we wszystkich kanałach sprzedaży – w sklepie, na marketplace’ach, w porównywarkach cen oraz katalogach PDF – co znacznie ułatwia zarządzanie informacjami produktowymi.
Eliminacja błędów i spójność danych
W e-commerce niespójność danych to prosta droga do reklamacji i utraty zaufania klientów. Użytkownicy Pimcore mogą jednak to ryzyko znacząco zredukować dzięki narzędziom kontroli jakości danych. Do tej grupy należą takie opcje jak:
walidacje atrybutów;
reguły logiki biznesowej;
workflow akceptacji treści;
automatyczne wykrywanie brakujących informacji.
Te funkcje pozwolą wam utrzymać wysoki standard informacji produktowej, bez luk w strukturze danych i bez konieczności ręcznego sprawdzania wszystkiego.
Obsługa różnych struktur produktowych
Biznes operujący setkami wariantów oraz konfiguracji produktów potrzebuje konkretnych rozwiązań, takich jak systemy PIM nieograniczające się do modelu opartego nazwie i opisie. Projektanci Pimcore dobrze zdają sobie z tego sprawę. Zadbali więc o to, by system umożliwiał tworzenie nawet najbardziej skomplikowanych struktur danych – w tym drzew kategorii, produktów bazowych i wariantów, komponentów i relacji technicznych oraz zestawów. Pimcore jest też skalowalny. Rośnie wraz z waszą firmą, bez konieczności zmiany systemu wraz z rozwojem oferty.
Wbudowany DAM – zarządzanie zdjęciami i multimediami
Pimcore oferuje też pełnoprawny DAM (Digital Asset Management). To rozwiązanie umożliwia przechowywanie wszystkich zdjęć, ikon, dokumentów i filmów, automatyczne generowanie miniaturek i formatów oraz łatwe wyszukiwanie dzięki tagom i metadanym. Dzięki temu zarówno zespół marketingowy, jak i e-commerce mogą pracować na tej samej bazie materiałów graficznych aktualizowanej dla wszystkich użytkowników.
Szybkie publikowanie danych w wielu kanałach
Pimcore działa jako platforma omnichannel. Dane produktowe można w prosty sposób publikować zarówno w sklepie internetowym, jak i na marketplace’ach, w katalogach online i offline, aplikacjach mobilnych, systemach partnerów handlowych oraz porównywarkach cenowych. Cały proces jest zautomatyzowany, więc zespół nie musi ręcznie przepisywać informacji do każdego kanału.
Integracja z ERP, CRM i systemami e-commerce
Ważną zaletą Pimcore jest jego architektura API-first. Platforma łatwo integruje się z ERP-ami, platformami e-commerce, CRM-ami, narzędziami marketing automation, a także systemami logistycznymi i magazynowymi. To zaś przekłada się na usprawnienie przepływu danych – cały proces staje szybki i spójny, a wasza firma zyskuje prawdziwie zintegrowany ekosystem.
Jak widać, Pimcore to jedno z najpotężniejszych narzędzi do zarządzania danymi produktowymi w e-commerce. Łącząc funkcje PIM, DAM, CMS i DXP, umożliwia pełną centralizację danych, ich automatyzację oraz publikowanie w wielu kanałach jednocześnie. Jeśli więc chcecie uporządkować informacje produktowe, poprawić jakość danych, przyspieszyć procesy i zwiększyć konwersję, koniecznie sprawdźcie to rozwiązanie.
Zmiana sentymentu na złotym, rynek gra pod bardziej gołębią RPP. W Eurolandzie szybki HICP wyniósł 2,2%, a bazowa inflacja – 2,4%. Podtrzymuje to narrację „pauzy” EBC – inflacja schodzi wolno, zwłaszcza w usługach.
Złoty w mikserze
Wtorkowa sesja przynosi zaskakujące osłabienie naszej waluty. Dzisiejsza słabość PLN to wypadkowa dwóch sił. Po pierwsze, rynek coraz wyraźniej gra pod gołębią RPP – wcześniej akceptowano scenariusz z wysokim prawdopodobieństwem pauzy na stopach, dziś pojawiają się jednak doniesienia o możliwym grudniowym cięciu. Byłoby to o tyle zaskakujące, że grudniowe posiedzenia RPP rzadko bywają decyzyjne, choć należy pamiętać, że nasz bank centralny ma bogatą historię osłabiania waluty pod koniec roku. Po drugie, globalnie – choć eurodolar pozostaje stabilny – rentowności amerykańskich obligacji pod odbiciu od 4% podchodzą w górę, co jest naturalną reakcją na mieszankę słabszych europejskich danych i niepewności przed zaległymi publikacjami z USA. Efekt widać na parach USD/PLN i EUR/PLN; zwłaszcza na tej drugiej dzieje się więcej, bo zagrożony jest dotychczasowy kanał konsolidacyjny.
Euroinflacja wciąż powyżej celu
Dzisiejszy szybki szacunek Eurostatu pokazał, że HICP w listopadzie wzrósł do 2,2% r/r z 2,1% w październiku, lekko powyżej konsensusu. To nadal okolice celu EBC, ale już trzeci miesiąc z rzędu delikatnie powyżej 2%. Głównym hamulcowym okazała się energia (–0,5% r/r), jak i dobra przemysłowe, które również kotwiczą dynamikę cen. W drugą stronę działa nieprzetworzona żywność (+3,3%) oraz komponent usługowy (+3,5%). Przekłada się to na inflację bazową na poziomie 2,4%, wyższą od głównego indeksu. Dla polityki EBC to wygodny punkt wyczekiwania: po letnich cięciach stopy pozostają bez zmian (stopa depozytowa 2,00%), a rynek czyta dzisiejszy odczyt jako argument za utrzymaniem „pauzy” do czasu większej klarowności w danych o płacach i popycie. Walutowo efekt jest raczej neutralny – i tak liczy się fakt, że dynamika cen uparcie pozostaje ponad progiem 2%.
Bez fajerwerków
Dzisiejszy handel ustawia głównie Europa i Azja. Z Tokio napłynął lepszy indeks zaufania konsumentów (37,5), a na rynku długu udana aukcja długich obligacji chwilowo osłabiła jena i uspokoiła nastroje w regionie. W Europie dzień mija pod znakiem publikacji krajowych danych oraz – opisywanego wyżej – świeżego obrazu inflacji w strefie euro. Na rynku walutowym dominuje handel techniczny: EUR/USD krąży w pobliżu otwarcia i oscyluje przy 1,160-1,162, a złoty jest wyraźnie słabszy – EUR/PLN doszedł dziś nawet do 4,25 zł, a USD/PLN w okolice 3,66 zł. Przy braku kluczowych impulsów reszta dnia powinna przebiegać spokojnie – przynajmniej na szerokim rynku – z wrażliwością na nagłówki i ruchy rentowności.
Dziesiątki tysięcy Bułgarów wyszły w poniedziałek na ulice Sofii i innych miast, protestując przeciwko planowi budżetowemu na 2026 rok oraz utrzymującej się w kraju korupcji. To największe demonstracje od lat, a ich skala i emocje odzwierciedlają narastające napięcia wokół wejścia Bułgarii do strefy euro 1 stycznia oraz kosztów reform zapowiadanych przez rząd. Część manifestacji przerodziła się w gwałtowne starcia z policją.
Według szacunków mediów w centrum Sofii zebrało się około 50 tys. osób. Tłum skandował hasła „Dymisja!”, „Bułgaria bez mafii” oraz „Nadchodzi nowe pokolenie”, wyrażając sprzeciw wobec klasy politycznej, którą wielu protestujących obarcza winą za wieloletnie zaniedbania i brak realnej walki z korupcją. Główna część protestu miała pokojowy charakter, jednak późnym wieczorem doszło do eskalacji napięcia.
Grupy agresywnych demonstrantów zaczęły obrzucać policję kamieniami, butelkami i petardami. Doszło do podpaleń koszy na śmieci oraz zniszczeń radiowozów i siedzib partii politycznych. Policja odpowiedziała użyciem gazu łzawiącego i zatrzymaniem co najmniej kilkunastu osób. Władze poinformowały o rannych po obu stronach, nie podając jednak dokładnych danych.
Rdzeniem sprzeciwu społecznego są założenia projektu budżetu na 2026 rok, pierwszego przygotowanego już w euro przed formalnym przyjęciem wspólnej waluty. Rząd mniejszościowy premiera Rosena Żelazkowa planuje podwyższenie składek na ubezpieczenia społeczne oraz podatku od dywidend, aby sfinansować wyższe wydatki publiczne. Krytycy ostrzegają, że uderzy to w przedsiębiorców, klasę średnią i rynek pracy, jednocześnie nie rozwiązując strukturalnych problemów państwa.
18 listopada komisja parlamentarna przyjęła projekt w pierwszym czytaniu, co wywołało falę oburzenia i protesty społeczne. Po kolejnych manifestacjach rząd zapowiedział ponowne skierowanie projektu do parlamentu w celu przeprowadzenia dodatkowych konsultacji z opozycją, związkami zawodowymi i organizacjami pracodawców. Demonstranci twierdzą jednak, że to za mało i domagają się zarówno wycofania kontrowersyjnych zmian, jak i dymisji gabinetu.
Silnym wątkiem protestów jest sprzeciw wobec korupcji, uznawanej za problem systemowy. Gniew manifestujących w dużej mierze koncentruje się na Delanie Peewskim, wpływowym liderze partii DPS–Nowy Początek, który w 2021 r. został objęty sankcjami USA na mocy ustawy Magnitskiego za korupcję. Według organizacji Transparency International Bułgaria pozostaje jednym z najbardziej skorumpowanych państw Unii Europejskiej – gorzej wypada jedynie Węgry.
Protesty wpisują się także w szerszy niepokój związany z przyjęciem euro. Około połowa społeczeństwa sprzeciwia się wejściu do strefy euro, obawiając się utraty części suwerenności gospodarczej oraz wzrostu cen po konwersji waluty. Wielu Bułgarów obawia się, że przedsiębiorcy wykorzystają zmianę waluty do „ukrytych” podwyżek, tak jak miało to miejsce w innych państwach. Wcześniej prezes Europejskiego Banku Centralnego Christine Lagarde ostrzegała, że w krótkim okresie po przyjęciu euro inflacja w Bułgarii może ponownie przyspieszyć.
Sytuację dodatkowo podgrzewają napięcia polityczne. Prezydent Rumen Radew, od dawna krytyczny wobec rządu, wezwał do jego dymisji i przeprowadzenia przedterminowych wyborów. Zarzuca gabinetowi Żelazkowa nie tylko brak dialogu społecznego przy konstruowaniu budżetu, lecz także niewystarczające działania na rzecz ograniczenia korupcji i poprawy standardów rządzenia. Rząd odpiera zarzuty, przekonując, że reformy są niezbędne, by spełnić kryteria strefy euro i ustabilizować finanse publiczne.
Skala i intensywność protestów pokazują jednak, że dla wielu Bułgarów agenda reform kojarzy się bardziej z rosnącymi obciążeniami niż z perspektywą poprawy jakości życia. Nadchodzące tygodnie – w tym kolejne głosowania nad budżetem i dalsze rozmowy o wejściu do strefy euro – mogą przesądzić o przyszłości rządu Żelazkowa i kierunku, w jakim podąży bułgarska polityka.