Konieczność wybicia dziesiątek tysięcy zwierząt i duże straty materialne – to bilans rozprzestrzeniającego się w Polsce i na świecie wirusa afrykańskiego pomoru świń (ASF). Wszystko wskazuje na to, że ekspansja choroby będzie się rozszerzać. Mogą na tym ucierpieć nie tylko hodowcy, ale również cała branża mięsna.
Wirus afrykańskiego pomoru świń dotarł do Polski w 2014 r. z Ukrainy i Białorusi, gdzie pierwsze przypadki zanotowano odpowiednio w 2012 i 2013 r. Sytuacja wydawała się niegroźna dla polskich hodowców, jako że wirus występował tylko przy granicy z Białorusią. Szybko jednak okazało się, że rozprzestrzenia się w dużym tempie a przypadki zachorowań odnotowywano w kolejnych województwach. Prognozuje się, że w niedługim czasie obejmie swoim zasięgiem kolejne obszary Polski. Pełne obaw są m.in. liczne wielkopolskie firmy zajmujące się hodowlą trzody oraz producenci wyrobów mięsnych, którym grozi załamanie produkcji.
Coraz większe straty
ASF jest nieuleczalną i wysoce zakaźną wirusową chorobą świń oraz dzików. Straty hodowców związane są przede wszystkim z faktem, że gdy wirus afrykańskiego pomoru świń zostanie wykryty nawet u jednej świni w danej hodowli, całe stado musi zostać wybite. Problem polega tez na tym, że choć rolnikom przysługują w takich przypadkach odszkodowania, wypłaty często są dokonywane z dużym opóźnieniem. W 2017 roku na walkę z wirusem i wspieranie hodowców wydano 140 mln zł. W tym roku budżet na ten cel jest ponad dwukrotnie większy i wynosi 290 mln zł.
Na obszarach objętych ASF mocno spadają również ceny żywca, a zakłady mięsne nie mogą eksportować produktów poza UE. Dlatego też na alarm biją organizacje hodowców i przetwórców wieprzowiny. Domagają się m.in. wprowadzenia działań mających na celu powstrzymanie rozprzestrzeniania się wirusa. Zależy im przede wszystkim na egzekwowaniu założeń bioasekuracji, której obowiązek został wprowadzony na terenie całego kraju w lutym 2018 roku a także opracowaniu kompleksowego planu działań w przypadku drastycznego pogorszenia się sytuacji na terenach intensywnej hodowli trzody chlewnej, zwłaszcza w województwie wielkopolskim oraz kujawsko-pomorskim.
Niezbędna dezynfekcja
Na hodowcach świń ciąży obowiązek zachowania bioasekuracji, która pomaga w zahamowaniu rozprzestrzeniania się wirusa. Biorąc pod uwagę, że ASF może być przenoszone m.in. przez owady, szczury i ptaki, a nawet koty lub psy, najważniejsze jest niedopuszczanie trzody chlewnej do kontaktu z innymi zwierzętami. istotne jest również bieżące odkażanie narzędzi oraz sprzętu wykorzystywanego do obsługi świń oraz karmienie ich paszą zabezpieczoną przed dostępem zwierząt wolno żyjących. Należy także stosować zaostrzone zasady higieny w kontakcie z trzodą chlewną oraz przeprowadzać okresową dezynfekcję pojazdów gospodarskich. Do tego celu niezbędne są m.in. maty dezynfekcyjne nasączone płynem biobójczym o odpowiednim stężeniu (np. SULFOXID i CHLOROTAAB-D polskiego producenta Inter-Iodex czy VIRKON S firmy Bayer). Koszty poniesione przez hodowców mogą zostać częściowo zrefinansowane z budżetu państwa. Rolnicy, którzy hodują świnie, mogą również liczyć na zwrot do 75 proc. kosztów zakupu sprzętu do wykonywania zabiegów dezynfekcyjnych, produktów biobójczych, środków dezynsekcyjnych lub deratyzacyjnych, odzieży ochronnej i obuwia ochronnego oraz zabezpieczenia budynków, w których utrzymywane są świnie, przed dostępem zwierząt domowych.
ASF szkodzi branży przetwórstwa mięsnego
Według danych Instytutu Ekonomiki, Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej – Państwowego Instytutu Badawczego w czerwcu o 3 proc. wzrosło pogłowie trzody chlewnej w Polsce w stosunku do tego samego okresu ubiegłego roku. W związku z tym w wzrosła też produkcja żywca wieprzowego. Jak wynika z obliczeń Biura Analiz i Strategii Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa, w ciągu pierwszych pięciu miesięcy tego roku za granicę wywieziono 333 tys. ton mięsa wieprzowego i jego przetworów. To o 7,5 proc. więcej niż przed rokiem. Jednak prognozy na koniec grudnia nie są już tak optymistyczne. Jak oczekuje KOWR, w drugim półroczu 2018 r. tempo wzrostu produkcji będzie wolniejsze. Jedną z przyczyn będą ograniczenia dla krajowych eksporterów związane z występowaniem ASF w Polsce. Uniemożliwiają one sprzedaż wieprzowiny na niektóre perspektywiczne rynki azjatyckie. W efekcie w 2018 tempo wzrostu produkcji i eksportu produktów wieprzowych z Polski będzie znacznie wolniejsze.
Producenci trzody chlewnej odczuwają też skutki spadku cen żywca. W ciągu roku zmalały one o około 15 proc.
Problem na skalę światową
ASF ma wpływ nie tylko na polskich hodowców i producentów przetworów mięsnych. Jego ogniska pojawiają się także w wielu innych krajach, m.in. na terenie Rumunii i Bułgarii. Wirus zdobywa nowe regiony także na świecie. W ostatnim czasie zasięg choroby znacznie się rozszerzył – kolejne zachorowania odnotowano przede wszystkim w Chinach, które są największym producentem trzody chlewnej na świecie. Żyje tam połowa światowego pogłowia trzody chlewnej. Do tej pory zutylizowano tam już 40 tys. Świń a choroba pojawiła się na przestrzeni kilku tysięcy kilometrów. W związku z tym, że problemy wynikające z dalszych postępów choroby w tej części świata mogą być poważne, na początku września Organizacja Narodów Zjednoczonych zwołała posiedzenie ekspertów w dziedzinie zdrowia zwierząt. Pojawili się na nim m.in. epidemiolodzy weterynaryjni oraz eksperci związani z regulacją branży rolno-spożywczej z Chin i dziewięciu pobliskich państw pochodzący z Kambodży, Japonii, Laosu, Mongolii, Birmy, Filipin, Korei Płd., Tajlandii i Wietnamu – krajów, które uważa się za zagrożone.
Nieuzasadnione obawy
ASF to choroba, która bardzo szkodzi wizerunkowi hodowli trzody chlewnej. Powoduje również nieuzasadnione lęki ze strony konsumentów, choć w żaden sposób nie jest niebezpieczna dla ludzi. Stąd też wielu odbiorców powstrzymuje się od importu wieprzowiny z krajów bądź regionów, które zostały dotknięte afrykańskim pomorem świń.
Główny Inspektorat Weterynarii prowadzi aktualizowaną na bieżąco mapę ognisk wirusa w Polsce. Więcej informacji pod adresem: https://www.wetgiw.gov.pl/nadzor-weterynaryjny/asf-w-polsce
Czy wiesz, że…
Pierwszy przypadek ASF stwierdzono w Kenii w 1910 roku. W 1957 r. wirus ten wykryto w Portugalii.


Źródło: Aforti Exchange – notowania EUR/PLN w układzie miesięcznym
Źródło: Aforti Exchange – notowania USD/PLN w układzie miesięcznym
Źródło: Aforti Exchange – notowania GBP/PLN w układzie miesięcznym
Źródło: Aforti Exchange – notowania SEK/PLN w układzie miesięcznym
Źródło: Aforti Exchange – notowania EUR/USD w układzie miesięcznym


Z ryzykiem biznesowym mierzą się na co dzień wszystkie firmy – niezależnie od tego, w jakiej branży działają i ile osób zatrudniają. Dzięki skutecznemu zarządzaniu ryzykiem można przewidzieć i zminimalizować potencjalne zagrożenia.


Po ostatnim szybkim wzroście wartości funta brytyjskiego, ruch ten zdaje się nieco wyhamował i kurs GBP/PLN w zeszłym tygodniu poruszał się w ok. 5 groszowej konsolidacji. Brytyjska waluta zyskała ostatnio na wartości ze względu na pogłoski o bliskim terminie rozwiązania problemu brexitu, który od dawna ciąży tej walucie. Jednakże jak to często bywa pogłoski i doniesienia ucichły a na rynki po chwilowej euforii powrócił spokój. Zeszłotygodniowe notowania funta do złotówki kształtowały się zatem w dość wąskim, jak na tą parę, kanale bocznym, którego maximum wynosiło nieco ponad 4,85 zł, a minimum oscylowało w okolicy 4,81 zł. Jeżeli w ciągu najbliższych dni nie poznamy nowych szczegółów dotyczących negocjacji z UE, a dane z polskiej gospodarki pozytywnie zaskoczą rynki to prawdopodobnym jest wybicie dołem z konsolidacji.
Na początku zeszłego tygodnia oglądaliśmy ok. 7 groszowy spadek wartości franka szwajcarskiego. Było to najprawdopodobniej pokłosie niespełnionych gróźb prezydenta Stanów Zjednoczonych w sprawie nałożenia kolejnych ceł na Chiny. W dalszej części tygodnia kurs CHF/PLN zachowywał się podobnie do wykresu GBP/PLN, czyli obserwowaliśmy kilku groszową konsolidację. Trend boczny nie wykraczał poza okolice poziomów 3,80 zł i 3,83 zł. Brak konkretnych głosów dotyczących dalszej polityki EBC również wpłynął na zmniejszenie wahań na tym instrumencie. W przypadku osłabienia złotówki w najbliższym czasie i przebicia poziomu 3,83 zł najbliższym oporem będzie poziom o ok 3 grosze wyżej. Z kolei jednak, gdyby jutrzejsze dane z rynku pracy w Polsce pozytywnie zaskoczyły inwestorów cena franka może spaść do 3,80 zł, a w późniejszym czasie nawet do 3,72 zł.
Brak nowości ze strony Mario Draghiego, czyli powolne wygaszanie programu QE do końca roku, a także nie zmienianie w 2018 roku stóp procentowych nie wsparło za bardzo euro. Co w połączeniu z lekkim osłabieniem dolara wsparło notowania złotówki. Rezultatem tego był nieznaczny spadek kursu EUR/PLN poniżej poziomu 4,30 zł. Jeżeli dobra tendencja dla walut rynków wschodzących utrzymałaby się jeszcze przez chwile to najbliższe wsparcie złotówka może napotkać w okolicy poziomu 4,29 zł. W przypadku jego niepokonania cena euro może ponownie znaleźć się w okolicy 4,33 zł.
Niespełnione obietnice nałożenia kolejnych ceł na Chiny, pogłoski o rozpoczętych negocjacjach z Państwem Środka, a także słabsze odczyty makroekonomiczne ze Stanów Zjednoczonych niekorzystnie wpłynęły na losy dolara amerykańskiego. Jego słabsze chwile przełożyły się również na parę USD/PLN. Nasza złotówka zyskała bowiem do dolara kilka groszy w przeciągu zeszłego tygodnia, a nowo utworzony trend spadkowy zdaje się, że będzie również kontynuowany w ciągu najbliższych dni. Szczególnie jest to prawdopodobne jeżeli pozytywnie zaskoczą jutrzejsze dane z rynku pracy w Polsce. Najbliższe wsparcie trendu spadkowego znajduje się w okolicy poziomu 3,66 zł, a po jego przebiciu cena dolara może spaść nawet do 3,63 zł, gdzie znajdziemy kolejne wsparcie.



Zmienny rynek energetyczny
Wzrost ceny energii elektrycznej stał się problematyczny nie tylko dla polskiego przemysłu, ale też dla mniejszych spółek obrotu. Dotyczy to przede wszystkim podmiotów, które licząc na spadek ceny energii i możliwość wypracowania dodatkowej marży, nie zabezpieczyły kontraktów zawieranych z odbiorcami energii. Część z nich już zdecydowała się na znaczne podniesienie cen swoim klientom.









– Kategoria, w której wysokie miejsca zajęły aż trzy polskie miasta, jest chyba najciekawszą ze wszystkich czterech wyodrębnionych w raporcie, głównie z uwagi na ogromne zróżnicowanie pomiędzy sklasyfikowanymi klastrami. Część z nich wyrosła na centra technologiczne dzięki wykwalifikowanym specjalistom, część dzięki relatywnie konkurencyjnym kosztom pracy, a część jako wsparcie dla innych sektorów działających w danym regionie. Na przykład Kraków pozostaje niekwestionowanym polskim liderem sektora usług dla biznesu oraz usług IT, a w Poznaniu istnieje ogromny potencjał pod kątem zatrudnienia specjalistów IT, którzy obok finansistów i lingwistów stanowią największą grupę studentów. Wysokie lokaty naszych miast w kategorii najbardziej rozwijających się lokalizacji technologicznych są również dobrym prognostykiem na przyszłość. Jeśli będą napływały kolejne inwestycje z sektora hi-tech i dzięki temu utrzyma się wysoka dynamika zatrudnienia, z pewnością za kilka lat polskie miasta będą wysoko sklasyfikowane wśród technologicznych klastrów rozwiniętych – zwraca uwagę Joanna Mroczek, Szefowa Działu Doradztwa i Badań Rynku CBRE.