Prawo do przedsiębiorczości – nowe udogodnienia dla przedsiębiorców czy stary sposób na prowadzenie kampanii przedwyborczej?

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Prawo do przedsiębiorczości – pod tym hasłem Ministerstwo Finansów prowadzi konferencje informacyjne na terenie całej Polski. Celem kampanii ma być przekonanie przedsiębiorców, że organy państwa, w tym główne organy podatkowe, nie muszą być wrogiem przedsiębiorczości. Mimo starań MF, nie trudno dostrzec, że wszystkie te hasła dość brutalnie rozmijają się z rzeczywistością.

Jednym z głównych haseł głoszonych przez MF jest „3xP w praktyce – podatkowe udogodnienia dla firm”. Są to dyrektywy mające określać nowe podejście do tworzenia i egzekwowania prawa, głównie podatkowego, przedstawiające system podatkowy w praktyce jako prosty, przyjazny i przejrzysty. Jednak, wbrew samemu hasłu, zasady te funkcjonują jedynie w teorii.

Na czym mają polegać zmiany?

Zmiany będą miały miejsce nie tylko na gruncie regulacji prawnych. Jak zapewniała prof. Teresa Czerwińska, przedstawicielka Ministerstwa, należy mówić o „zmianie kulturowej” administracji skarbowej, która pozwoli traktować przedsiębiorców po partnersku. Niestety, obecnie te hasła często wydają się puste, a największym problemem przedsiębiorców wcale nie są niejasne i bardzo profiskalne przepisy, lecz bezprawie urzędnicze.

Przepisy a rzeczywistość

Regulacje przewidują zwrot podatku w ciągu 60 lub – po spełnieniu dodatkowych przesłanek – 25 dni. W praktyce terminy są nagminnie przedłużane i na zwrot czekać trzeba wiele miesięcy, a w skrajnych przypadkach nawet kilka lat. Organy korzystają ze swojego prawa do przedłużenia terminu zwrotu. Co więcej, czasem manipulują w ten sposób wynikami finansowymi państwa – wstrzymane zwroty formalnie powiększały dochód państwa, a statystyki wyglądały lepiej. To, że takie praktyki nierzadko mogły doprowadzić do upadku wielu firm tracących płynność finansową, nie było nigdy szczególnie brane pod uwagę.

Karuzele podatkowe lub zła wola urzędników

Problem występuje m.in. w przypadku nieświadomego udziału w tzw. karuzelach podatkowych, służących do wyłudzania podatku VAT. Organy najczęściej odmawiają prawa do odliczenia podatku przedsiębiorcy, którego kontrahent okazał się nieuczciwy, nie zaś oszustowi, który wcześniej uzyskał zwrot podatku. Nierzadko wystarczy także sam udział w karuzeli przy obrocie tego samego towaru, mimo iż do oszustwa doszło na wcześniejszym etapie obrotu. Organy twierdzą – co zwykle jest wbrew wszelkiej logice i zasadom rynkowej rzeczywistości – że przedsiębiorca, któremu blokuje się zwrot, powinien wiedzieć, że bierze udział w oszustwie. Najważniejsze jest założenie, że za oszustwo ktoś musi zapłacić – niekoniecznie winny. Takie podejście nie zmienia się od lat, choć w sprawie wielokrotnie wypowiadały się sądy polskie, jak również europejskie, przyznając rację przedsiębiorcom, którzy padali ofiarami urzędniczego bezprawia.

Wnioski o interpretacje to unikanie opodatkowania?

Zdecydowana większość przedsiębiorców nie ucieka od płacenia podatków, lecz nie wie, w jakiej wysokości i według jakich zasad powinna je płacić. W obliczu niezwykle zawiłego systemu oraz niejednolitej praktyki nie powinno to nikogo dziwić. Pomocą dla przedsiębiorców miały więc być interpretacje indywidualne, które tracą na znaczeniu, gdyż organy nie chcą ich wydawać, powołując się na przesłanki zastosowania klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania i rażąco nadużywają tego prawa. Dla nich bowiem niemal każda czynność podatnika, która – niezależnie od okoliczności – może prowadzić do zapłaty mniejszego podatku, stanowi niedozwoloną optymalizację podatkową.

3xP tylko w teorii

W tym kontekście przynajmniej w jednym należy się zgodzić z Ministerstwem – zawsze trzeba zakładać, że przedsiębiorca jest uczciwy, a wszelkie wątpliwości rozstrzygać na jego korzyść. Jednak w praktyce organy podatkowe niemal nigdy nie mają żadnych wątpliwości. Zmiana kulturowa jest więc konieczna. Póki co z szumnych deklaracji nie wynika absolutnie nic.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Kurs dolara spada w obliczu ożywienia euro i walut rynków wschodzących

Ubiegły tydzień przyniósł poprawę nastrojów względem ryzykownych aktywów, co nie sprzyjało dolarowi amerykańskiemu – wzmocniło natomiast polskiego złotego.

W zeszłym tygodniu waluty rynków wschodzących doświadczyły pierwszego od dłuższego czasu ożywienia. Wspierało je umocnienie liry tureckiej, która zyskiwała ze względu na podwyżki stóp Centralnego Banku Republiki Turcji. Stopa referencyjna w Turcji wzrosła o 6.25 p.p., czyli o blisko dwa razy więcej niż wynosiły szacunki konsensusu ekonomistów. Obecnie koszt pieniądza w Turcji wynosi 24%. Decyzja CBRT wydaje się powrotem do rozsądnej polityki pieniężnej. Tym samym lira drugi tydzień z rzędu była jedną z najlepiej radzących sobie walut świata.

Niższe od założeń konsensusu dane o inflacji ze Stanów Zjednoczonych okazały się bodźcem, który wyhamował wzrost rentowności amerykańskich obligacji, jak i przeszkodził w umocnieniu dolarowi amerykańskiemu; USD względem większości istotnych walut zakończył miniony tydzień na niższym poziomie, niż ten na którym go rozpoczął. Wyjątkiem były waluty azjatyckie, które nie były w stanie umocnić się ze względu na informacje o zaognieniu konfliktu handlowego na linii USA-Chiny.

Zarówno w przypadku walut G10, jak i walut rynków wschodzących, w tym tygodniu sytuację na rynku walutowym będą kreować przede wszystkim spotkania banków centralnych. Najistotniejsze będą spotkania Banku Japonii, norweskiego Norges Banku, Południowoafrykańskiego Banku Rezerw, Szwajcarskiego Banku Narodowego oraz Centralnego Banku Brazylii. Warto zwrócić uwagę również na kilka odczytów ze światowych gospodarek, w tym przede wszystkim na dane o inflacji i sprzedaży detalicznej w Wielkiej Brytanii oraz na wstępne dane PMI dla krajów strefy euro. Inwestorzy będą obserwować również wszelkie informacje związane z konfliktem handlowym USA i Chin.

PLN

Ubiegły tydzień przyniósł lekkie umocnienie polskiego złotego w relacji do euro i dolara amerykańskiego. Złoty osłabił się nieco natomiast w parze z funtem brytyjskim, ze względu na siłę tego ostatniego. W minionym tygodniu polskiemu złotemu sprzyjał wzrost pary EUR/USD i poprawa sentymentu do walut rynków wschodzących po znacznej podwyżce stóp w Turcji.

Dane z Polski, które poznaliśmy w ubiegłym tygodniu nie były przełomowe. Inflacja CPI w sierpniu nie zaskoczyła i wyniosła 2% w ujęciu rocznym. Inflacja bazowa z kolei wyraźnie przyspieszyła, osiągając poziom 0,9%, tym samym wskaźnik znalazł się nieznacznie powyżej oczekiwań konsensusu.

Piątkowy wieczór nie dostarczył inwestorom wielu emocji – agencja Moody’s zgodnie z naszymi oczekiwaniami nie zmieniła ratingu ani perspektywy ratingu Polski. Podobnie jak robiła to kilkukrotnie w przeszłości, agencja nie podejmowała decyzji w tej kwestii.

Bieżący tydzień będzie obfitował w odczyty z Polski. Warto będzie obserwować wtorkowe dane o zatrudnieniu i płacach w sektorze korporacyjnym w sierpniu oraz dane o produkcji przemysłowej i inflacji PPI, które zostaną opublikowane następnego dnia. Z uwagi na ogromne znaczenie konsumpcji dla krajowego wzrostu gospodarczego, najistotniejsze będą jednak piątkowe dane o sprzedaży detalicznej.

GBP

Ostatnie spotkanie Banku Anglii zgodnie z oczekiwaniami nie przyniosło zmian w polityce pieniężnej. Niemniej, pozytywne komentarze dotyczące negocjacji ws. Brexitu zapewniły wsparcie dla funta brytyjskiego. Do aprecjacji szterlinga przyczyniły się zwłaszcza komentarze głównego negocjatora ds. Brexitu, Michela Barniera. Barnier w swoich wypowiedziach sugerował, że osiągnięcie porozumienia jest możliwe w ciągu kilku najbliższych tygodni. Dodatkowo potwierdza to zatem nasz pogląd, zgodnie z którym scenariusz Brexitu bez szczególnego porozumienia Wielkiej Brytanii z UE jest mało prawdopodobny, a wyprzedaż funta z ostatnich kilku tygodni była nadmierna.

Ze względu na to, iż Bank Anglii kolejne podwyżki będzie warunkował zmianami oczekiwań względem przyszłej dynamiki cen, najistotniejszymi danymi, które poznamy w tym tygodniu będą środowe odczyty inflacji.

EUR

Obawy związane z potencjalną konfrontacją Unii Europejskiej i Italii w związku z planowanym budżetem Włoch zaczęły powoli zanikać. Rynki powoli akceptują, że Europejski Bank Centralny zdecyduje się ograniczyć zakup obligacji rządowych zgodnie z opublikowanym harmonogramem. Inwestorzy przekonują się też powoli do tego, że EBC w drugiej połowie przyszłego roku podniesie stopy procentowe. Bank potwierdził ten pogląd podczas zeszłotygodniowego spotkania, które uznać można za dość jastrzębie. Jego przewodniczący, Mario Draghi z optymizmem wypowiadał się na temat wzrostu gospodarek strefy euro, jak i w kwestii perspektyw osiągnięcia przez dynamikę cen poziomu określonego celem inflacyjnym.

W tym tygodniu będziemy czekać na wstępne wskazania indeksów aktywności biznesowej PMI, które pozwolą oszacować, jak zachowują się europejskie gospodarki w końcówce trzeciego kwartału. Nie spodziewamy się jednak, żeby para EUR/USD wyraźnie zyskiwała zanim nie zaobserwujemy wyraźnego przyspieszenia inflacji we wspólnym bloku.

USD

Wzrost rentowności amerykańskich obligacji skarbowych, rozpoczęty przez dobre dane z amerykańskiego rynku pracy został nieco wyhamowany ze względu na ostatnią, rozczarowującą publikację o sierpniowej dynamice cen w USA. Pod koniec tygodnia uwaga inwestorów skupiła się jednak na informacjach o tym, że prezydent Trump planuje kontynuować nakładanie ceł na Chiny i w najbliższym czasie ma ogłosić wprowadzenie taryf na chińskie produkty o wartości 200 mld USD, co wzmocniło dolara.

W tym tygodniu nie poznamy zbyt wielu istotnych danych makroekonomicznych z USA. Opublikowanych zostanie jedynie kilka odczytów drugiej kategorii, takich jak dane o sprzedaży domów. W związku z tym, dolar amerykański prawdopodobnie będzie reagował na informacje związane z konfliktem handlowym na linii USA-Chiny oraz informacje z zewnątrz.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury Polska

Wojciech Sienicki Dyrektorem Zarządzającym Kuehne + Nagel w Polsce

Wojciech Sienicki (57) został powołany na Dyrektora Zarządzającego Kuehne + Nagel w Polsce.

Wojciech Sienicki - Dyrektor Zarządzający Kuehne + Nagel w Polsce
Wojciech Sienicki – Dyrektor Zarządzający Kuehne + Nagel w Polsce

Wojciech Sienicki posiada prawie 30 lat doświadczenia w branży logistyki i transportu, obejmując w tym okresie wiele menadżerskich stanowisk. Sienicki dołączył do Kuehne + Nagel w 2011 roku, gdy objął odpowiedzialność za Dział Spedycji Drogowej i Kolejowej w Polsce, który później został przekształcony w Dział Spedycji Drogowej. Obejmował on pozycję Dyrektora Działu Spedycji Drogowej do czasu jego powołania na obecne stanowisko.

„Objęcie stanowiska Dyrektora Zarządzającego Kuehne + Nagel w Polsce to dla mnie ogromne wyróżnienie, ale również wyzwanie. Jestem przekonany, iż moje wieloletnie doświadczenie wewnątrz firmy oraz znajomość specyfiki polskiego rynku logistycznego umożliwią efektywne zarządzanie polską dywizją Kuehne + Nagel. Moim celem jest, abyśmy dostarczali naszym Klientom usługi, które będą budować dodatkową wartość dla ich biznesów.” – mówi Wojciech Sienicki.

“Wojciech Sienicki jest doświadczonym menadżerem branży logistycznej i transportowej z wieloma sukcesami biznesowymi. Powołując Wojciecha Sienickiego na stanowisko Dyrektora Zarządzającego, mamy pewność dalszej gwarancji usług wysokiej jakości, których realizacja będzie zgodna z naszą globalną strategią, zorientowaną na zapewnianie naszym Klientom innowacyjnych i efektywnych rozwiązań”– powiedział dr. Hansjörg Rodi, Regionalny Menadżer, Kuehne + Nagel w regionie Centralnej i Wschodniej Europy.

Deloitte: Europejskie modele gospodarcze stoją u progu istotnych zmian

Nowe regulacje stwarzają duże wyzwania dla polskiego ustawodawcy oraz mogą być podstawą do rewolucyjnych zmian w politykach publicznych, modelach biznesowych, a także postawach konsumenckich.

Rok 2018 przyniósł znaczące zmiany w obszarze regulacji dotyczących gospodarowania odpadami oraz efektywnego wykorzystania surowców naturalnych. W styczniu bieżącego roku opublikowana została strategia dotycząca tworzyw sztucznych, a 4 lipca zaimplementowany został, długo konsultowany, pakiet dyrektyw dotyczący gospodarki o obiegu zamkniętym. Obydwa dokumenty stawiają ambitne cele dążące do odpowiedzialnego wykorzystania surowców, m.in. poprzez usprawnienie działania systemu rozszerzonej odpowiedzialności producenta, poprawę projektowania produktów czy wykorzystywanie materiałów biodegradowalnych.

Europejskie modele gospodarcze stoją u progu istotnych zmian. Jeśli obecne trendy wzrostowe światowej populacji, industrializacji, zanieczyszczenia, produkcji żywności i zużycia zasobów zostaną utrzymane, to narazimy nie tylko środowisko naturalne ale także biznes i społeczeństwo na szereg poważnych ryzyk. Aby zapewnić stały, trwały wzrost gospodarczy, musimy podjąć odpowiednie kroki by wykorzystywać zasoby w bardziej zrównoważony i odpowiedzialny sposób.

Irena Pichola, Partner, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju
Irena Pichola, Partner, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju Deloitte

Wobec przyjętych przez Parlament Europejski celów kluczowym aspektem jest wprowadzenie zmian systemowych, które wyznaczałyby kierunek działań, ustanawiały wspólne standardy i systemy oraz wspierały innowacje. Zmiany te będą wymagały zaangażowania wszystkich uczestników rynku. Tworzone ramy legislacyjne muszą iść w parze z odpowiednimi rozwiązaniami dla biznesu oraz konsumentów. – Są trzy kluczowe kroki do wprowadzenia zmian. Pierwszy z nich to uspójnienie stanu wyjścia, czyli identyfikacja miejsca, w którym obecnie znajduje się polska gospodarka. Drugi to analiza potencjału zmian oraz wybór drogi, którą chcielibyśmy podążać. Ostatnim, trzecim krokiem jest edukacja konsumentów. Bez ich zaangażowania trudno będzie zmienić dotychczasowe zasady funkcjonowania rynku – mówi Irena Pichola, Partner, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju. Jedynie zaangażowanie wszystkich uczestników rynku – regulatora, biznesu i społeczeństwa pozwoli na wypracowanie efektu skali, który może wynieść Polskę na pozycję lidera w zakresie gospodarki o obiegu zamkniętym.

– Na innych europejskich rynkach te procesy już się dzieją. My tej szansy nie możemy przegapić. Zarówno po stronie regulatora, jak i biznesu mamy grono kompetentnych specjalistów. Także polskie społeczeństwo jest coraz bardziej świadome, a tym samym gotowe na zmiany. To pierwszy moment, gdy strategicznie patrzymy na te kwestie. W Polsce do tej pory był to temat poboczny. Wierzę, że Polacy są bardzo ambitni, więc jest duża szansa, że wkrótce na tym polu będziemy przykładem dla innych – uważa Irena Pichola.

Analiza rynku gruntów przeznaczonych pod zabudowę mieszkaniową jednorodzinną w Lublinie, Łodzi, Białymstoku, Rzeszowie i Szczecinie

Emmerson Evaluation, firma specjalizująca się w wycenie nieruchomości, przeanalizowała sytuację na rynku gruntów mieszkaniowych jednorodzinnych w Lublinie, Łodzi, Białymstoku, Rzeszowie i Szczecinie. W większości z tych stolic wojewódzkich ceny działek budowlanych w ostatnich latach wzrosły. W 2017 r. najwięcej, bo średnio ok. 260 zł/mkw., za tego rodzaju grunty płacono w Lublinie. Na drugiej pozycji uplasowała się Łódź, ze średnią 240 zł/mkw. W tych dwóch miastach trend wzrostowy cen był najbardziej zauważalny i wynosił odpowiednio 8 i 9% r/r. Z kolei stabilną sytuacją cenową charakteryzował się rynek białostocki, szczeciński i rzeszowski. W Rzeszowie i Białymstoku ceny działek budowlanych w ostatnich latach pozostawały na zbliżonym poziomie, natomiast w Szczecinie ich wzrost był bliski 5%.

Po przeanalizowaniu sytuacji na rynkach gruntów przeznaczonych pod zabudowę mieszkaniową jednorodzinną w Lublinie, Łodzi, Białymstoku, Rzeszowie i Szczecinie, eksperci Emmerson Evaluation spodziewają się w najbliższym czasie trendu wzrostowego cen w tych miastach. – Z roku na rok obserwowaliśmy coraz większą liczbę transakcji kupna-sprzedaży na tych rynkach, co w dużej mierze przełoży się także na wzrost cen. Szczególnie duże podwyżki mogą nastąpić w lokalizacjach, gdzie obecnie powstaje wiele nowych osiedli domów jednorodzinnych. Jako przykład można wskazać np. tereny osiedla Złotno w Łodzi, Zawady i Dojlidy Górne w Białymstoku czy Gumieńce w Szczecinie – mówi Robert Korczyński, Członek Zarządu Emmerson Evaluation.

Lublin

W Lublinie ceny gruntów pod zabudowę mieszkaniową jednorodzinną w ostatnim roku wzrosły o 8%. Zakres średnich cen na tym rynku jest zróżnicowany ze względu na położenie działki i kształtuje się na poziomie od 100 zł/mkw. na obszarze peryferyjnym Abramowic i Głuska, do nawet 550 zł/mkw. w rejonie Sławinka.

Biorąc pod uwagę ustalenia miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, znaczny udział gruntów pod zabudowę mieszkaniową jednorodzinną występuje na terenie dzielnic Szerokie, Konstantynów i Węglin Północny. Średnia cena na tych obszarach kształtuje się na poziomie 270 zł/mkw. Natomiast na terenach obrzeżnych dzielnic, jak Zemborzyce (okolice Obwodnicy Lublina) czy Hajdowa-Zadębie (okolice ul. Zadębie), gdzie dominuje rozproszona zabudowa mieszkaniowa wolnostojąca, średnia cena działki budowlanej oscyluje w okolicach 150 zł/mkw.

Obecnie, ok. 70% obszaru Lublina ma uchwalone miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego. Analizując strukturę przeznaczenia terenów, zawartą w ustaleniach planistycznych, duży udział gruntów z przeznaczeniem pod zabudowę mieszkaniową jednorodzinną można zaobserwować głównie na terenach obrzeżnych miasta, takich jak Sławin, Ponikwody, Szerokie czy Węglin Południowy i Północny oraz Głusk. W związku z dostępnością przestrzeni pod budowę domów eksperci Emmerson Evaluation przewidują najsilniejszy rozwój zabudowy mieszkaniowej jednorodzinnej właśnie na tych obszarach.

Łódź

Na łódzkim rynku ceny gruntów pod zabudowę mieszkaniową jednorodzinną z roku na rok rosną. Podaż działek koncentruje się jednak głównie poza centralnym obszarem miasta, zwraca uwagę Emmerson Evaluation.

Bałuty, ze względu na swoje rozległe położenie, notują bardzo zróżnicowane ceny działek pod zabudowę mieszkaniową jednorodzinną. Te najdroższe, zlokalizowane w obszarze centralnym, tj. w okolicach osiedla Bałuty-Doły oraz na osiedlu Julianów, osiągają poziom nawet do 500 zł/mkw. Najtańsze grunty można nabyć już od ok. 150 zł/mkw., np. w Marianowie, czyli na północnym obszarze Bałut.

Transakcje gruntami pod budowę domów w granicach Polesia miały miejsce głównie w jego zachodnim rejonie – na osiedlach Grabienice oraz Złotno. Aktualnie powstają tam nowe inwestycje w postaci domów jednorodzinnych wolnostojących i szeregowych. Działki budowlane na Starym Złotnie można nabyć za średnio 180-240 zł/mkw., zaś grunty zlokalizowane na Nowym Złotnie osiągają ceny 200-300 zł/mkw.

Widzew to rejon, który oferuje obecnie największą podaż działek pod zabudowę mieszkaniową jednorodzinną. W ostatnim roku zawarto tam prawie połowę wszystkich transakcji tymi gruntami na łódzkim rynku. Działki położone bliżej centrum, np. w okolicy ul. Pomorskiej na osiedlu Stoki lub na terenie osiedla Nowosolna, można było w 2017 r. kupić za średnio 170-200 zł/mkw.

Na obszarze dzielnicy Górna większość transakcji odbywa się w rejonach dobrze skomunikowanych, położonych w pobliżu dróg krajowych, umożliwiających szybkie przedostanie się do centrum miasta. Ceny gruntów położonych w rejonach trasy S8, ul. Pabianickiej lub okolicy stacji kolejowej Łódź-Chojny kształtują się na poziomie 150-180 zł/mkw.

Przewidujemy, że w Łodzi nowe osiedla domów jednorodzinnych będą powstawać głównie w okolicach tras komunikacyjnych, w tym drogi krajowej 72 i autostrady A1 – dodaje Robert Korczyński z Emmerson Evaluation.

Białystok

W ostatnim czasie największe zainteresowanie gruntami pod zabudowę mieszkaniową jednorodzinną na rynku białostockim zaobserwowano na terenach peryferyjnych osiedla Zawady, Nowe Miasto, Starosielce, Dojlidy Górne, Skorupy i Bagnówka. Jednocześnie, działki budowlane zlokalizowane na obszarze Zawad, Dojlidów Górnych czy Bagnówki należały do najtańszych w Białymstoku. Za 1 mkw. gruntu na tych osiedlach trzeba było zapłacić ok. 150 zł. Również tych terenów dotyczy znaczna część zawieranych transakcji kupna-sprzedaży działek budowlanych pod budowę domów (ok. 35% wszystkich transakcji w mieście). W ostatnim czasie powstało tam też wiele inwestycji w formie zabudowy mieszkaniowej jednorodzinnej.

Znacznie wyższe ceny gruntów odnotowano w obrębie osiedli takich jak Starosielce, Nowe Miasto, Mickiewicza czy Skorupy. Na tych terenach ceny działek pod budowę domu osiągają poziom nawet do 400 zł/mkw.

Rzeszów

Średnia cena gruntów pod zabudowę mieszkaniową jednorodzinną w Rzeszowie wynosiła w 2017 r. 190 zł/mkw. i nie uległa zmianie w stosunku do roku poprzedniego. Stabilny poziom cen działek budowalnych na rynku rzeszowskim w ostatnich latach spowodowany był głównie wysoką podażą gruntów, w szczególności na obrzeżach miasta, wskazują eksperci Emmerson Evaluation.

Najwyższe ceny za działki pod budowę domu sprzedający uzyskiwali na terenach dzielnic Zalesie, Biała i Miłocin oraz centralnej części dzielnicy Budziwój, gdzie osiągały one poziom 530 zł/mkw. Tereny te cieszą się sporym zainteresowaniem ze strony deweloperów oraz inwestorów indywidualnych. Świadczy o tym zarówno liczba zawieranych transakcji na rynku, jak i liczba pojawiających się tam nowych inwestycji. Około 40% transakcji gruntami pod zabudowę mieszkaniową jednorodzinną na rzeszowskim rynku zostało zawartych na tych obszarach miasta.

Najtańsze grunty w Rzeszowie można zakupić na terenach peryferyjnych Przybyszówki, Słocina i Załęża, gdzie zabudowa mieszkaniowa jest rozproszona, a czas dojazd do centrum miasta komunikacją miejską jest dość długi.

Szczecin

Rozległy powierzchniowo obszar miasta Szczecin i liczne tereny niezabudowane, w szczególności na terenach prawobrzeżnych miasta, wpływają na duże zróżnicowanie cen gruntów w stolicy województwa zachodniopomorskiego. Kształtują się one na poziomie od 90 zł/mkw. na osiedlu Skolwin czy Wielgowo-Sławociesze-Zdunowo, do ok. 490 zł/mkw. na osiedlu Gumieńce i Osów.

W ostatnim czasie na szczecińskim rynku gruntów mieszkaniowych jednorodzinnych najbardziej widoczne ożywienie inwestycyjne notują m.in. Krzekowo-Bezrzecze, Gumieńce, Osów czy Warszewo. Tereny te wyróżniają się najwyższą średnią ceną za mkw. gruntu, która kształtuje się na poziomie ponad 290 zł/mkw. Mimo peryferyjnego położenia, lokalizacje te cieszą się dużym zainteresowaniem ze względu na dobre połączenie komunikacyjne z centrum miasta, rozwiniętą infrastrukturę publiczną oraz atrakcyjną pod względem rekreacyjnym okolicę.

Zdecydowanie niższą cenę za grunt, w porównaniu z obszarami znajdujących się na lewym brzegu Odry, można było uzyskać na terenach dzielnicy Prawobrzeże – głównie na obszarze osiedla Podjuchy, Żydowce-Klucz czy Wielgowo, gdzie średnio wynosiła ona ok. 150 zł/mkw. Czynnikiem wpływającym na niski poziom cen na terenie tej dzielnicy jest m.in. odległe położenie od centrum miasta, niewystarczająca przepustowość powiązań komunikacyjnych oraz bariery w komunikacji, jakie stanowi przepływająca przez Szczecin Odra. – Dzielnicę Prawobrzeże dotyka problem niewystarczającego zaspokajania podstawowych potrzeb mieszkańców, jakimi są sprawne połączenia komunikacyjne. Znajduje to odzwierciedlenie w sytuacji na rynku gruntów pod zabudowę mieszkaniową jednorodzinną – utrzymują się tu niskie ceny za mkw. przy jednoczesnej wysokiej podaży gruntów – wyjaśnia ekspert Emmerson Evaluation.

Rynek pracy przyszłości – trendy widoczne już dziś

Nie ulega wątpliwości, że część zawodów straci rację bytu wraz z rozwojem technologii, lecz robotyka, automatyzacja oraz rozwój sztucznej inteligencji nie oznacza, że maszyny zabiorą nam pracę. Ich celem jest usprawnianie naszych działań. W najnowszym badaniu „Rynek pracy jutra”, eksperci z firmy rekrutacyjnej Michael Page, analizują przyszłościowe trendy na rynku pracy, na które już dziś warto zwrócić uwagę.

Rynek Pracy JutraTechnologia daje nam narzędzia, dzięki którym stajemy się bardziej zwinni, elastyczni i ambitni. Innymi słowy, rynek pracy jutra będzie opanowany przez rozwiązania tworzone przez ludzi i dla ludzi. Ludzkie umiejętności są i pozostaną niezastąpione, a technologia będzie raczej uzupełniać, usprawniać i redefiniować istniejące miejsca pracy, niż je zastępować. Skończą się czasy, w których ludzie będą musieli godzinami siedzieć nad arkuszami kalkulacyjnymi, przetwarzać informacje czy obsługiwać zapytania klientów. Maszyny usprawnią te zadania, a pracownicy będą mogli poświęcić czas na realizację bardziej skomplikowanych obowiązków, wymagających udziału człowieka. Poza pracą z postępującą technologią, młodsi pracownicy będą mieć większy udział w planowaniu, raportowaniu i pracy analitycznej, w wyniku czego zestaw umiejętności, których się od nich wymaga, ulegnie zmianie.

Połączenie człowieka z maszyną

Biometryczne urządzenia ubieralne – tzw. wearables – dają nam już przedsmak tego, jak wyglądać będzie przyszłość, w której technologia pozwala przesunąć granice ludzkiego potencjału. Co ważne, rozwiązania te znajdują już zastosowanie na rynku pracy. W przypadku pracowników fizycznych, operujących w trudnych warunkach, urządzenia ubieralne mogą w porę zasygnalizować, że dany pracownik musi być zmieniony z uwagi na zagrożenie jego zdrowia lub życia. Niemniej, dostępne na świecie bio-technologie, nie są jeszcze powszechnie wykorzystywane. Jedynym przykładem na razie jest firma Ford, która niedawno ogłosiła, że po zakończonej właśnie fazie testów ma zamiar wyposażyć załogi piętnastu swoich fabryk w siedmiu krajach w egzoszkielety.

Sztuczna inteligencja

Co ważne, maszyny już dziś umieją reagować empatycznie, czego najlepszym przykładem jest uruchomienie Google Duplex. Systemy tego typu prawdopodobnie będą w stanie obsłużyć proste zapytania, a nawet wejść w interakcję bardzo przypominającą tę z drugim człowiekiem. Jednak tam, gdzie pojawią się bardziej wyszukane zapytania, maszynę będzie musiał wesprzeć człowiek. Podczas, gdy poziom zaawansowania chatbotów już jest imponujący, w rzeczywistości emocjonalna sztuczna inteligencja będzie używana jako wsparcie w miejscu pracy.

Pracownicy będą musieli zrozumieć, jak te narzędzia działają, by móc efektywnie je wykorzystywać. Znajomość możliwości chatbota lub sztucznej inteligencji i tego, w jaki sposób mogą one pomóc, będzie niezbędna w pracy polegającej na kontakcie z klientem. Chatboty będą musiały wykazywać się empatią i rozumieć kontekst rozmowy, witać klienta w zależności od jego nastroju oraz rekomendować mu konkretne produkty i usługi w oparciu o jego przekonania. Będą robić to niezależnie od tego, czy klient przyjdzie do sklepu, czy też wejdzie w interakcję z marką za pośrednictwem aplikacji na smartfona lub przeglądając Internet na domowym komputerze. Interakcje handlowe z klientem, które nie będą dopasowane do jego preferencji, wkrótce staną się niewystarczające.

Mimo, iż sztuczna inteligencja, automatyzacja, robotyka i technologie „ulepszające ludzi” mogą oferować nowe, kuszące sposoby na rozwój biznesu i zwiększanie możliwości, największym atutem pracownika będą nadal typowo ludzkie umiejętności, czyli m.in. zdolność do kreowania nowych idei.

Inna rzeczywistość

Rozwój „rzeczywistości spersonalizowanej” przyczyni się do rozkwitu branż, w których fizyczna obecność nie ma kluczowego znaczenia.

Utalentowani pracownicy, znajdujący się w różnych częściach świata, będą mogli współpracować w czasie rzeczywistym, a ich kooperacja wejdzie na wyższy niż kiedykolwiek poziom dzięki nowym, eksperymentalnym metodom wymiany informacji. Zespoły będą musiały nabyć nowe umiejętności, by działać produktywnie i skutecznie komunikować się w nowej, mieszanej rzeczywistości (MR – mixed reality), łączącej elementy świata realnego i wirtualnego.

Jak na razie, w 2018 roku, oprogramowanie i sprzęt do obsługi rozszerzonej rzeczywistości nie jest szczególnie popularny wśród pracowników, lecz zainteresowanie wieloma jego zastosowaniami jest wysokie. Wiele firm i marek już odkrywa moc drzemiącą w rzeczywistości rozszerzonej i urządzeniach ubieralnych, co pozwala im tworzyć spersonalizowane doświadczenia dla pracowników oraz konsumentów.

Rola płynnych umiejętności

Jednym z głównych sposobów, w jaki technologia zmieni pracowników będzie ewolucja niezbędnych zestawów umiejętności. Sprawi, to że będziemy mieli do wyboru wiele ścieżek kariery, a od naszej gotowości do ciągłego uczenia się i płynnego podejścia do umiejętności zależeć będzie zdolność danej osoby do znalezienia pracy.

Autorki książki „100-letnie życie. Codzienność i praca w erze długowieczności” Lynda Gratton i Andrew Scott przewidują, że ludzie będą musieli zdobyć nowe umiejętności, by obrać od 4 do 6 ścieżek kariery zawodowej w ciągu swego życia. Jedną z ostatnich zmian w zarządzaniu przyniosła nowa, powstała w 2015 roku koncepcja „pionowego rozwoju przywództwa. Wg niej liderzy powinni rozwijać umiejętność radzenia sobie ze złożonymi zagadnieniami i uczyć się współzależności. Pomoże to w zarządzaniu zmiennością, niepewnością, złożonością i niejednoznacznością w procesach decyzyjnych. Przy takiej liczbie nowych narzędzi i usług, wiedza może być zdobywana na żądanie, uzupełniana bez wysiłku i odrzucana, gdy nie będzie już potrzebna. Weszliśmy w erę „płynnych umiejętności”.

Od pracodawców oczekiwać się będzie umożliwienia i ułatwienia pracownikom uczenia się oraz rozwoju nowych umiejętności. Organizacje, które nie umożliwią zatrudnionym podnoszenia kwalifikacji, będą ryzykować pozostanie w tyle – pracownicy doceniają bowiem firmy, które wspierają ich rozwój.

BIK wesprze banki w odpowiedzialnym kredytowaniu Ukraińców

Ponad pół miliona kont w polskim systemie bankowym należy do obcokrajowców. Coraz więcej: do obywateli Ukrainy. Zaciągnęli oni dotychczas w polskich bankach ponad 8 tys. kredytów na łączną kwotę 43,6 mln zł. Obecnie spłacają 5,1 tys. zobowiązań na łączną wartość 7,7 mln zł, co na 1 osobę wynosi 1 511 zł.

Z danych dotyczących rynku pracy wynika, że obecnie w Polsce pracuje zarobkowo blisko milion obywateli Ukrainy. Ta grupa obcokrajowców stanowi bardzo ważną część, charakteryzującego się obecnie rekordowo niskim poziomem bezrobocia, polskiego rynku pracy. Dlatego resort pracy i polityki społecznej wprowadza kolejne ułatwienia w zatrudnianiu cudzoziemców. Równocześnie, osiedlający się w Polsce obywatele znad Dniepru są w coraz większym stopniu wspierani w sferze finansów prywatnych przez banki znad Wisły. Potwierdza to istotny potencjał, jaki stanowią pracownicy z Ukrainy także w obszarze finansowania ich potrzeb konsumpcyjnych czy mieszkaniowych. Czy klient z Ukrainy może napotkać problem przy wnioskowaniu o kredyt, jakim jest brak informacji o jego historii kredytowej? Już nie. Biuro Informacji Kredytowej nawiązało bowiem współpracę z dwoma swoimi odpowiednikami z Ukrainy.

Statystyki resortu pracy i polityki społecznej potwierdzają, że 85% zezwoleń dla cudzoziemców chcących podjąć pracę w Polsce, trafia do obywateli Ukrainy. W przygotowaniu jest projekt ustawy o rynku pracy jako wyraźna odpowiedź na wzrastający udział osób z Ukrainy, osiedlających się w Polsce. Wiele banków umożliwia obywatelom z Ukrainy otwieranie kont osobistych, korzystanie z różnych produktów bankowych, a nawet kredytów hipotecznych. Celem wprowadzenia ułatwień dla klientów – cudzoziemców, powstają specjalne strony z listą dokumentów niezbędnych, np. do zakładania rachunków, często w języku ukraińskim. Niektóre banki deklarują, że będą wymagać przedłożenia raportu z zagranicznego biura informacji kredytowej.

Biuro Informacji Kredytowej wesprze banki w odpowiedzialnym kredytowaniu Ukraińców poprzez uruchomienie wymiany transgranicznej ze swoimi odpowiednikami na terenie Ukrainy. Dzięki wymianie transgranicznej banki, otrzymają możliwość pełniejszej oceny zdolności kredytowej, uproszczenia procedur i skrócenia do minimum czasu rozpatrywania wniosków o kredyt dla obywateli Ukrainy, starających się o finansowanie w bankach na terenie Polski .

Do umów z trzema zagranicznymi biurami kredytowymi: z niemieckim biurem SCHUFA Holding AG, brytyjskim EQUIFAX Ltd. oraz włoskim CRIF SpA, dołączają podpisane przez BIK porozumienia o współpracy z dwoma biurami ukraińskimi, działającymi w branży informacji kredytowej: Ukrainian Bureau of Credit Histories (UBCH) oraz International Bureau of Credit Histories (IBCH). Współpraca Biura Informacji Kredytowej z jego ukraińskimi odpowiednikami, to także ułatwienie procesu zaciągania kredytów przez obecnych klientów depozytowych, posiadających zobowiązania za granicą, tj. w kraju swojego pochodzenia oraz realizacja odpowiedzialnego podejścia w obsłudze klienta.

– To odpowiedź na oczekiwanie rynku oraz kontynuacja rozwoju współpracy transgranicznej pomiędzy BIK, a zagranicznymi biurami kredytowymi – mówi w rozmowie z MarketNews24 Andrzej Zduńczyk, dyrektor Departamentu Rozwoju Produktów BIK. – Dzięki nowo podpisanym umowom będziemy mogli zapewnić łatwiejszy i szybszy dostęp do kredytów coraz liczniejszej grupie obcokrajowców, którą stanowią dziś pracujący i osiedlający się w Polsce obywatele Ukrainy.

Dotychczas, umowy zawarte przez BIK o wymianie informacji transgranicznej pomagały uzyskiwać kredyty w bankach brytyjskich, włoskich lub niemieckich pracującym i mieszkającym za granicą Polakom. Dzięki temu Polak starający się o kredyt za granicą mógł wylegitymować się swoją pozytywną historią kredytową, zbudowaną na rodzimym rynku. Ostatnie rozszerzenie współpracy transgranicznej o biura ukraińskie, ukierunkowane jest natomiast na wsparcie Ukraińców pracujących i mieszkających w Polsce.

Dwucyfrowy wzrost rynku leasingu IT w 2018 dzięki dotacjom unijnym?

Sprzęt IT znajduje się w TOP3 najbardziej dynamicznych segmentów leasingu maszyn i urządzeń. Jak podaje Związek Polskiego Leasingu, w I półroczu 2018 roku wartość wyleasingowanego sprzętu IT wyniosła niemal 494 mln zł, co oznacza blisko 33% wzrost r/r. 18-20% dynamika rynku leasingu IT na koniec 2018 roku, na jaką liczą eksperci EFL, będzie wynikała przede wszystkim z rozwoju leasingu online oraz konsumpcji środków z nowej perspektywy unijnej na lata 2014-2020.

– Świadomość leasingu i jego licznych zalet ma w Polsce większość przedsiębiorców. Wiedzą oni także, że przy pomocy tego narzędzia mogą sfinansować przede wszystkim swoją flotę firmową, a coraz więcej osób bierze pod uwagę leasing także przy zakupie maszyn rolniczych, budowlanych czy produkcyjnych. Jednak oferta leasingodawców na tym się nie kończy. Obejmuje ona szereg inwestycji z rozmaitych sektorów, których definicje można sprowadzić do wspólnego mianownika „środków trwałych”. Dzięki leasingowi można również nabyć sprzęt IT oraz oprogramowanie i co warto podkreślić – finansowanie przy pomocy tego instrumentu firmowegonotebooka czy serwera telekomunikacyjnego nie jest już taką rzadkością jak 5 czy 10 lat temu – mówi Radosław Woźniak, wiceprezes EFL.

Komputer i oprogramowanie

Jak podał Związek Polskiego Leasingu, wartość aktywów IT sfinansowanych przez firmy leasingowe od stycznia do czerwca tego roku wyniosła niemal 494 mln zł, co oznacza aż 33% dynamikę w porównaniu do tego samego okresu ubiegłego roku. Jest to trzecia najwyższa dynamika liczona r/r wśród wszystkich segmentów leasingu maszyn i urządzeń. Numerem jeden pod tym względem jest sprzed budowlany, a dwa sprzęt medyczny. Z wewnętrznych danych EFL, który jest jednym z trzech leasingodawców finansujących najwięcej aktywów IT, wynika, że TOP3 najczęściej leasingowanych środków trwałych z tego segmentu stanowią kolejno komputery przenośne (22% udział), sprzęt sieciowy (15% udział) oraz oprogramowanie (14% udział). Wśród mniej popularnych, ale coraz częściej leasingowanych przedmiotów znajdują się również serwery, urządzenia wielofunkcyjne, kasy fiskalne, telefony komórkowe i aparaty cyfrowe.

Patrząc na strukturę firm, które decydują się wziąć sprzęt IT w leasing, największy, bo 42% udział, mają małe firmy o średniorocznym obrocie do 5 mln zł. Jedna na trzy firmy to podmioty największe osiągające ponad 20 mln zł obrotów rocznie, a co czwarta firma wypracowuje od 5 do 20 mln zł obrotu. Niski udział w leasingu IT ma sektor publiczny – tylko 0,5%.

3 czynniki wzrostu

Potencjał rynku leasingu IT jest w Polsce bardzo duży. Eksperci EFL szacują, że na koniec 2018 roku wartość finansowania tego segmentu może wzrosnąć o ok.18-20% r/r (biorąc pod uwagę leasing i pożyczkę). Dynamika samego leasingu może wynieść nawet 34% r/r. Są trzy czynniki, które wspierają rozwój leasingu IT. Po pierwsze, środki z Unii Europejskiej. Programy wdrażane z nowej perspektywy 2014-2020 mają na celu przede wszystkim unowocześnić polską gospodarkę i wzmocnić jej innowacyjność. Po drugie, coraz więcej firm załatwia wszelkie formalności związane z leasingiem online, co bez wątpienia zwiększa potencjał naszego rynku. I w końcu jeszcze raz należy zwrócić uwagę na wzrost świadomości klientów o możliwościach finansowania IT, w tym przede wszystkim możliwości finansowania oprogramowania.

– Z perspektywy producenta oprogramowania również widoczny jest trend wzrostowy  w obszarze finansowanie inwestycji informatycznych z wykorzystaniem leasingu. Sprzęt i oprogramowanie najnowszej generacji to obecnie dla przedsiębiorców warunek konieczny utrzymania się na rynku i rozwoju działalności. Firmy szukają więc możliwości sfinansowania takich inwestycji – jeżeli nie mają wolnych środków lub nie chcą ich w takim stopniu angażować. I tutaj coraz częściej leasing okazuje się najkorzystniejszym finansowo i podatkowo rozwiązaniem. Dodatkowo dzięki współpracy producenta oprogramowania i leasingodawcy, cały proces jest szybki i przyjazny dla klienta – zwraca uwagę Magdalena Trybus, Specjalista ds. Finansowania, Comarch.

Jeszcze dziś USA mogą ogłosić nowe cła na chińskie towary

Globalny rynek finansowy pozostaje obciążony asymetrią ryzyk, gdyż najwyraźniej w temacie wojen handlowych częściej sprawy mogą pójść gorzej niż lepiej. Jeszcze dziś USA mogą ogłosić nowe cła na chińskie towary, a Chiny odmawiają rozmów z „pistoletem przystawionym do głowy”. Rynek akcji w Azji wrócił do spadków, ale na FX inwestorzy przyjęli postawę wyczekującą, ale nie zanosi się na podtrzymanie apetytu na ryzykowne aktywa.

Prezydent Trump najwyraźniej stara się ugasić płomyk nadziei, jaki w ubiegłym tygodniu zaczął się tlić w związku z potencjalnym powrotem do rozmów handlowych między USA i Chinami. W trakcie weekendu dowiedzieliśmy się, że Biały Dom dziś lub jutro przedstawi listę wartych 200 mld USD chińskich towarów, których obejma nowe cła. USA mają wystartować z opłatą 10 proc., choć wcześniej dyskutowano o 25 proc. A jeśli dyskutowano, to nie jest wykluczone, że podwyższenie ceł pozostaje w odwodzie jako dodatkowe narzędzie presji na Chiny. Pekinowi ta strategia się oczywiście nie podoba i prasa donosi, że Chińczycy nie przystąpią do nowej rundy rozmów negocjacyjnych, za to gotowi są odpowiedzieć na politykę celną USA.

Wojna handlowa może wejść na nowy poziom. Biorąc pod uwagę, że import USA z Chin jest większy niż w handel w drugą stronę, lista towarowych mogących zostać objętych chińskimi cłami jest krótsza. Spekuluje się, że Pekin może przejść do ograniczania eksportu niektórych towarów i surowców, które są ważnym elementem łańcucha dostaw amerykańskich firm. USA nie pozostaną dłużne i odpowiedzą na odpowiedź na własne działania. Z jednej strony można stwierdzić, że to wszystko już słyszeliśmy wcześniej w tej lub innej formie, więc nie ma tutaj efektu zaskoczenia. Z drugiej – potwierdzona zostaje asymetria ryzyk wokół wojen handlowych i prędzej coś może się zepsuć niż poprawić. I będzie tak dopóki Chiny nie ulegną, albo prezydent Trump nie zostanie zmuszony do zmiany strategii (np. po klęsce Republikanów w wyborach do Kongresu).

Inwestorzy na rynku FX przyjęli postawę wyczekującą, gdyż 1) cła na towary warte 200 mld USD nie są nową informacją, 2) często groźby werbalne nie znajdują odzwierciedlenia w faktycznych działaniach i 3) po gospodarce globalnej nie widać istotnego wpływu wojen handlowych, mimo że ten temat jest obecny do miesięcy. Nie mniej jednak nie jest to klimat, w którym łatwo przyjdzie budować apetyt na ryzyko. Wręcz przeciwnie, biorąc pod uwagę zeszłotygodniowe nadzieje na szybsze zakończenie sporu USA-Chiny, efekt rozczarowana może uderzyć mocniej w ryzykowne aktywa. Po ostatniej korekcie długie pozycje w USD nie są już tak „zatłoczone” i będzie łatwiej odnowić rajd. Podobnie sprawa tyczy się np. krótkich pozycji w AUD i NZD. EUR/USD kolejny raz zmarnował okazję, by wyrwać się z konsolidacji 1,15-1,1750 i teraz czeka go powrót do dolnej bandy. Za to JPY nie musi szczególnie zyskiwać na pogorszeniu sentymentu, jeśli będzie brał wskazówki z solidnej postawy indeksów na Wall Street (pozytywna korelacja USD/JPY z S&P500). Zamyka się też furtka dla zejścia EUR/PLN pod 4,30.

By w jakiś sposób odmienić klimat na rynkach, przydałyby się dowody poprawy globalnej aktywności gospodarczej. Pod tym kątem w tym tygodniu rynek będzie analizował odczyty indeksów PMI z Eurolandu i USA, indeksy koniunktury z USA oraz liczne raporty o produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej. Posiedzenia odbędą banki centralne Japonii,

Szwajcarii i Norwegii, ale tylko w tym ostatnim powinniśmy dostać wyczekiwaną podwyżkę stóp procentowych. Kalendarz na dobre rozkręca się niestety dopiero od środy. Dziś jedynie warty uwagi będzie indeks aktywności NY Empire State.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zamówienia publiczne – jak uniknąć kryzysu w branży budowlanej?

Polscy zamawiający zajmujący się projektami infrastrukturalnymi powinni na bazie doświadczeń z 2011 roku korzystać w sposób umiejętny z instrumentów, które daje Prawo zamówień publicznych – aby unikać problemów, z którymi boryka się branża budowlanaAktualnie obowiązujące, znowelizowane w 2016 roku przepisy wraz z wprowadzonymi nowymi dyrektywami unijnymi umożliwiają szeroki zakres zmian umowy zamówienia publicznego. Z kontraktami zawartymi od tego czasu może być mniejszy problem, jednak w tych podpisanych przez 2016 rokiem zamawiający często nie przewidzieli np. klauzul waloryzacyjnych.

– Jako administracja rządowa zastanawiamy się, jak rozwiązać powstałe na rynku zamówień publicznych problemy, zarówno po stronie zamawiających, jak i wykonawców – powiedziała serwisowi eNewsroom Małgorzata Stręciwilk, prezes Urzędu Zamówień Publicznych –Niejednokrotnie zaniżali oni swoje ceny ofertowe walcząc czasem przed Krajową Izbą Odwoławczą, broniąc swoich ofert oferujących niskie ceny. Teraz często występują do zamawiającego z roszczeniem o waloryzację kontraktów. Znalezienie rozwiązania tego problemu jest konieczne, abyśmy jako państwo nie mieli do czynienia z większymi skutkami tej niefrasobliwości, która miała miejsce po obu stronach. Należy go szukać w ramach obowiązujących przepisów. To, co powinno się zmienić, to nie regulacje prawne – a praktyka ich stosowania. Potrzebna jest także większa świadomość zamawiających i odpowiedzialność po stronie wykonawców, jeśli chodzi o wycenę swoich ofert. Trudno powiedzieć, jaki będzie końcowy efekt, ale państwo mobilizuje się do zmiany sytuacji. Trwają spotkania, Urząd Zamówień Publicznych prowadzi rozmowy z przedsiębiorcami z branży budowlanej. Szuka się rozwiązań, które dadzą szansę wyjścia z impasu – biorąc pod uwagę kontrakty zawarte przed 2016 rokiem. Analizowane są klauzule umowne i indywidulane przypadki. Weryfikuje się konkretne sytuacje pojedynczych wykonawców i umów. Państwo nauczone doświadczeniem z 2011 roku może zapobiec powtórzeniu się tamtej sytuacji – podkreśliła Stręciwilk.

Jak być liderem ery transformacji?

Agility by Design narodziło się w 2014 roku. To właśnie wtedy zaprzyjaźniła się Pani z finansistką z Lagos…

Joanna Kalkstein
Joanna Kalkstein

Joanna Kalkstein: Rzeczywiście, w 2014 roku, w czasie wykładów Robina Sharma w Toronto spotkałam cudowną kobietę z Nigerii, Modupe Adeyemo. Szybko się zaprzyjaźniłyśmy, bo okazało się, że choć pochodzimy z dwóch zupełnie różnych kręgów kulturowych, hołdujemy podobnym wartościom. Obydwie chciałyśmy stworzyć coś, co połączy idee nowoczesnego zarządzania z zaangażowaniem się w sprawy lokalnych społeczności. Chciałyśmy tworzyć wartości wykraczające poza komercjalne zyski. Rok później narodziło się Agility by Design.

Zeszłoroczna warszawska edycja Agility by Design była bardzo udana. Co czeka nas w tym roku? Jakimi tematami zajmą się goście z całego świata, którzy zjawią się w Warszawie między 24 a 26 października?

J.K.: Specjaliści z czterech kontynentów poruszą wiele kluczowych tematów zarządzania. Będziemy rozmawiać o nowej roli i znaczeniu kobiet w organizacji, transformacji, o nowych odkryciach dotyczących potencjału mózgu, innowacyjności i oczywiście o bardzo temacie bardzo na czasie, czyli modelu przywództwa 4.0.

Nowy model zarządzania rzeczywiście dobrze się sprawdza?

J.K.: O tak. Wiele badań i obserwacji potwierdza, iż stwarzanie członkom zespołów możliwości otwartej komunikacji, miejsc działania sprzyjającym kreatywności, dbałość o elastyczny czas pracy i zapewnienie miejsc pozwalających na kilkunastominutowy relaks sprawia, że znacznie wzrasta ich wydajność, a tym samym zyski firmy. Bardzo ważnym elementem tego modelu są także działania społeczne, często na rzecz lokalnych społeczności.

Można się tego wszystkiego nauczyć słuchając wykładów?

J.K.: Wszystkie nasze wydarzenia wyróżniają się bardzo praktyczną formą zajęć i dużym zaangażowaniem uczestników. Rezygnujemy z formuły konferencyjnej na rzecz praktycznych warsztatów: stawiamy na mocno angażującą formę zajęć – uczestnicy będą mogli zadawać pytania, uczestniczyć w panelach dyskusyjnych i rozmowach z naszymi gośćmi, będą też pracować w grupach i samodzielnie rozwiązywać problemy pod okiem naszych ekspertów. Dzięki bezpośredniemu kontaktowi z prelegentami zapewne wielu z uczestników zdoła w ciągu trwania Agility by Design przygotować sobie praktyczne plany działania, które już pod koniec października zaczną wcielać w życie.

Wśród tegorocznych mówców pojawi się dwóch gości specjalnych – Greg Wells i Alexander Manu. Pierwszy z nich jest specjalistą od wykorzystania potencjału ludzkiego mózgu, natomiast drugi światowej sławy ekspertem innowacji i transformacji. Kogo jeszcze spotkamy podczas tegorocznej edycji Agility by Design?

J.K.: Wydarzenie otworzy Jacek Santorski inspirującą opowieścią i otwartych i zamkniętych umysłach, oraz o tym, czym wyróżniają się współcześni liderzy. Olga Kozierowska i Kamila Wykrota – omówią zagadnienia dotyczące budowania nowatorskiej kultury organizacyjnej z perspektywy korporacyjnego praktyka. Obie Panie zajmowały kluczowe stanowiska w korporacjach, a teraz z pasją promują środowisko pracy, które sprzyja rozwojowi talentów. Bianka Siwińska i Kama Kaczmarczyk opowiedzą o tym jak zrozumieć millenialsów i jak budować kulturę organizacyjna, która przyciąga najbardziej uzdolnionych kandydatów – dziewczyny w STEM.

Więcej informacji o prelegentach: http://www.agility-by-design.com/

***

Joanna Kalkstein
Joanna Kalkstein

Joanna Kalkstein, przedsiębiorca, trener przywództwa i twórca szkoleń. Dzieli życie między Polską a Australią. W Sydney od 1981 roku. Jako nieanglojęzyczny polityczny uchodźca, wypracowała swoją drogę kariery od czyszczenia podłóg w KFC do doradztwa topowym firmom w zakresie kultury korporacyjnej i rozwoju ludzkiego potencjału. Joanna ukończyła wydział handlu w University of Western Sydney i pracowała jako konsultant w australijskim oddziale TACK International. W 1992 roku założyła w Polsce własną firmę – Kalkstein Training – oddział TACK International. Firma Kalkstein jest jednym z najbardziej wiarygodnych dostawców szkoleń korporacyjnych w Polsce. W 2004 roku Joanna była współzałożycielką i pierwszym wiceprezesem Polskiej Izby Firm Szkoleniowych. W 2017 roku zainaugurowała projekt Agility by Design – Business Educators for Education Girls in Africa.

Modupe Adeyemo
Modupe Adeyemo

Modupe Adeyemo jest certyfikowanym trenerem Lead Without a Title Robina Sharmy. Wierzy, iż wspierając wychowanie dzieci i zapewniając edukację dziewczynkom z najbiedniejszych dzielnic Lagos, działa na rzecz przyszłych pokoleń i czyni świat lepszym. Zrezygnowała z kariery korporacyjnej w sektorze finanse-bankowość, aby skupić się na pracy humanitarnej na rzecz najbiedniejszych rodzin w jej rodzinnym mieście Lagos – w Nigerii. Jest założycielem i wiceprezydentem Demmy Joe Foundation, organizacji pozarządowej (NGO) zajmującej się udzielaniem pomocy dla rodzin więźniów. Fundacja zajmuje się zapewnianiem podstawowych potrzeb i płaceniem czesnego na rzecz dziewczynek, które bez tego byłyby pozbawione dostępu do edukacji. Od 2003 roku Modupe Adeyemo angażuje się również w pracę wolontariacką na rzecz Daystar Academy – chrześcijańskiej organizacji pomagającej młodym ludziom odnaleźć cel w życiu. Prowadzi również warsztaty i szkolenia dla Biznesu. Podczas naszego wydarzenia opowie o znaczeniu empatii w jej pracy na rzecz Fundacji, którą wspieramy jako Agility by Design.

Najważniejsze dane i wydarzenia tygodnia

Dla podtrzymania pozytywnego sentymentu rynkowego i odreagowania ryzykownych aktywów pomocne będą dowody poprawy globalnej aktywności gospodarczej. Pod tym kątem w tym tygodniu rynek będzie analizował odczyty indeksów PMI z Eurolandu i USA, indeksy koniunktury z USA oraz liczne raporty o produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej. Posiedzenia odbędą banki centralne Japonii, Szwajcarii i Norwegii, ale tylko w tym ostatnim powinniśmy dostać wyczekiwaną podwyżkę stóp procentowych.

Przegląd wydarzeń tygodnia: NY Empire State, Philly Fed PMI z USA, PMI z Eurolandu, CPI/sprzedaż z Wlk. Bryt., SNB, Norges Bank, BoJ, PKB z NZ, CPI/sprzedaż z Kanady

Kaliber danych z USA w przyszłym tygodniu będzie mniejszy niż w ostatnich dniach, stąd i wrażliwość na USD na odczyty osłabnie i możemy przejść w fazę wyczekiwania posiedzenia FOMC w kolejnym tygodniu. Mimo to mocne odczyty NY Empire State (pon), Philly Fed (czw), czy PMI (pt) mogą wzmacniać narrację solidnego ożywienia. Paradoksalnie może to nawet zaszkodzić USD, gdyż poprzez kanał pozytywnej reakcji rynku akcji wzrost apetytu na ryzyko może prowadzić do redukcji długich pozycji w dolarze. Na drugim planie będą dane z rynku budowlanego (śr) i nieruchomości (czw). Inwestorzy będą też śledzić informacje o skutkach huraganu Florence, gdyż szkody mogą zachwiać odczytami danych makro w kolejnych miesiącach. Mało prawdopodobne jednak, aby kataklizm odwiódł Fed z wyznaczonej ścieżki.

W strefie euro z uwagą śledzone będą wstępne szacunki PMI (pt), gdyż EUR potrzebuje solidnego wsparcia fundamentalnego, jeśli chce zbudować pęd do aprecjacji. Jak na razie dane o aktywności wypadają mało przekonująco, więc wzrosty wskaźników dla przemysłu i usług będą mile widziane.

Z Wielkiej Brytanii napłyną dane o inflacji (śr) i sprzedaży detalicznej (czw). Prognozowany spadek CPI do 2,4 proc. z 2,5 proc. r/r wpisuje się w szacunki BoE i nie powinien wywołać negatywnych reakcji. Sprzedaż detaliczna była mocno wahliwa w ostatnim czasie, więc z rezerwą należy podchodzić do prognozy -0,2 proc. m/m. GBP przede wszystkim pozostaje wrażliwy na informacje dotyczące negocjacji Brexitu, gdzie nadzieje są na pozytywne informacje, ale rozczarowania nie są do wykluczenia.

Z uwagi na to, że od czerwca CHF umocnił się do EUR, Narodowy Bank Szwajcarii na wrześniowym posiedzeniu (czw) prawdopodobnie pozostanie gołębi. Pomimo że gospodarka rozwija się szybciej od oczekiwań, a bezrobocie jest rekordowo niskie, silny frank stanowi ryzyko pociągnięcia w dół inflacji. Ponadto CHF pozostaje wrażliwy na ryzyka polityczne (polityka fiskalna Włoch), więc pewna forma werbalnej interwencji wydaje się konieczna.
Oczekujemy, że Norges Bank podniesienie stopę procentową o 25 pb (czw). Do podwyżki bank przygotowywał rynek już od jakiegoś czasu, a słabszy NOK, wyższa inflacja i poprawa w aktywności gospodarczej przemawiają za zacieśnianiem. Rynek już dobrze wycenił podwyżkę, ale Norges Bank wciąż może przysporzyć jastrzębiego impulsu, jeśli w projekcji zasugeruje wcześniejszy termin kolejnego ruchu. Stąd NOK powinien pozostać mocny.

Kalendarz z Polski jest przepakowany odczytami z rynku pracy (wt), przemysłu (śr) i handlu (pt). Dane powinny wskazać na zacieśnianie rynku pracy i utrzymanie solidnych dynamik wzrostu produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej, nawet jeśli na tym pierwszym mogą zaważyć czynniki sezonowe. Rynki wschodzące są w trybie odbudowy i złoty na tym może korzystać, choć w szerszym ujęciu czynniki ryzyka w dalszym ciągu przeważają po negatywnej stronie i powrót do osłabienia może przyjść szybko i nagle.

Po Banku Japonii (wt-śr) spodziewamy się utrzymania polityki monetarnej bez zmian. Stan aktywności gospodarczej oraz utrzymywanie się inflacji nisko przemawiają za podtrzymaniem dotychczasowego nastawienia. Na konferencji po posiedzeniu prezes Kuroda raczej potwierdzi, że zakomunikowane ostatnim razem rozszerzenie dopuszczalnego korytarza dla wahań rentowności 10-letnich obligacji nie wpłynęło negatywnie na realizację założeń polityki. Dla JPY wnioski z posiedzenia powinny być neutralne, podczas gdy poprawa sentymentu rynkowe odzwierciedlone we wzrostach indeksów w Japonii i USA będzie pchać USD/JPY do góry.

W Australii w protokole RBA (wt) interesujące będzie, czy na wrześniowym posiedzeniu toczyła się dyskusja odnośnie ostatnich podwyżek oprocentowania kredytów hipotecznych przez banki komercyjne. Pod koniec tygodnia AUD skorzystał na poprawie rynkowego sentymentu i załagodzenia obaw o wojny handlowe, ale fundamentalne problemy nie znikają i w kolejnych dniach może obserwować wykorzystywanie korekt wzrostowych do sprzedaży. Dla NZD wydarzeniem tygodnia będzie odczyt PKB za II kw. (czw). Rynek spodziewa się dobrej wartości (0,8 proc. k/k), więc ryzyko jest większe po stronie rozczarowania. Poza tym kiwi powinno podążać śladem sentymentu globalnego.

Rynek CAD z zadowoleniem przyjmie lepsze dane o CPI i sprzedaży detalicznej (pt), pod warunkiem jednak, że wcześniej będzie miał okazję wesprzeć się informacjami o postępach w niekończących się negocjacjach NAFTA. Jesteśmy coraz bliżej porozumienia, ale inwestorzy potrzebują ostatecznej konfirmacji, by wskoczyć w długie pozycje w CAD. Loonie nie dyskontuje wystarczająco perspektyw podwyżek BoC i ma miejsce do rajdu przy dobrych danych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Raport po spotkaniu EBC

W czwartek po południu kurs EUR/USD wzrósł do najwyższego poziomu od końca sierpnia, z kolei kurs EUR/PLN spadł do najniższego poziomu od ponad tygodnia. Stało się to po ostatnim spotkaniu Europejskiego Banku Centralnego, podczas którego Bank potwierdził swoje stanowisko odnośnie bieżących i przyszłych działań.

Spotkanie EBC nie przyniosło wielu niespodzianek. Rada Prezesów utrzymała dotychczasowe parametry polityki pieniężnej. Przewodniczący EBC, Mario Draghi, podtrzymał plan Banku dotyczący zakończenia programu luzowania ilościowego wraz z końcem 2018 roku. Draghi potwierdził, że od końca września bank zamierza ograniczyć ilość skupowanych aktywów do 15 miliardów euro miesięcznie. Na koniec grudnia wartość ta spaść ma do zera.

Wartość aktywów skupowanych przez EBC (2014 – 2018)

Wartość aktywów skupowanych przez EBCŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 13/09/2018

Mario Draghi w dość optymistycznym tonie wypowiadał się na temat kondycji gospodarek strefy euro. Wystąpienie prasowe przewodniczącego EBC było, ogólnie rzecz biorąc, dość jastrzębie. Mimo danych o umiarkowanej ekspansji gospodarczej, Draghi stwierdził, że opublikowane ostatnio wskaźniki potwierdzają „szeroko zakrojony wzrost gospodarczy”. Co ważne, przewodniczący EBC wyrażał się z dużą nadzieją w kwestii oczekiwanego wzrostu cen. Stwierdził on, że niepewność związana z inflacją zdaje się zanikać, a koszty związane z procesem produkcji zaczynają wzrastać. Obecnie Bank prognozuje, że inflacja utrzyma się w okolicy obecnych poziomów do końca roku.

Prognoza wzrostu gospodarczego na lata 2018-2019 została lekko obniżona. EBC przewiduje obecnie, że ekspansja w bieżącym roku wyniesie 2% w ujęciu rocznym, co ma odzwierciedlać obniżony udział popytu z zagranicy. Ruch ten był jednak w dużej mierze wyceniany przez rynki, a uwagę inwestorów przykuł głównie optymistyczny ton komentarzy Draghiego o dynamice cen. Podczas konferencji, euro umocniło się o nieco ponad pół procenta względem USD, przez co kurs pary na moment wyniósł 1,17. Na umocnieniu euro i słabości dolara skorzystał również polski złoty.

Kurs EUR/PLN (13/09/2018)

Kurs EUR PLNŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 13/09/2018

Jak już wspominaliśmy wielokrotnie, jedynym zobowiązaniem Europejskiego Banku Centralnego jest utrzymanie dynamiki cen na poziomie „zbliżonym, ale niższym” niż 2%. Optymizm Rady Prezesów odnośnie przyspieszenia wzrostu cen jest zatem istotnym sygnałem. Przekonuje nas to, że w bliżej nieokreślonym momencie następnego roku, EBC zdecyduje się rozpocząć zacieśnianie polityki monetarnej.

Po wczorajszych komentarzach Draghiego wnioskujemy, że Europejski Bank Centralny może rozpocząć podnoszenie stóp procentowych – w drugim, albo trzecim kwartale następnego roku. Ostatecznie będzie to oczywiście zależało od tego, czy inflacja bazowa trwale wzrośnie w kierunku celu inflacyjnego. Jeżeli tak się nie stanie, decyzja ta zostanie przesunięta najpewniej do ostatniego kwartału 2019 roku. Niedługo EBC powinien rozpocząć dyskusję na temat harmonogramu podwyżek stóp procentowych. Tym samym spodziewamy się, że niebawem może dojść do zakończenia trwającego od kilku miesięcy umacniania się dolara amerykańskiego względem wspólnej europejskiej waluty.

Autorzy: Analitycy Ebury – Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

Wyniki finansowe GK RAFAMET w I półroczu 2018 roku

Grupa Kapitałowa RAFAMET podsumowuje wyniki finansowe uzyskane w I półroczu bieżącego roku. W porównaniu z analogicznym okresem roku 2017 Grupa uzyskała wyższe przychody i deklaruje osiągnięcie dodatniego wyniku finansowego na koniec 2018 roku.

W I półroczu 2018 roku Grupa Kapitałowa RAFAMET uzyskała przychody ze sprzedaży w wysokości 60 mln złotych. W analogicznym okresie roku 2017 przychody wynosiły prawie 50 mln złotych. Grupa Kapitałowa RAFAMET zanotowała jednak stratę netto w wysokości 905 tys. złotych. W porównywalnym okresie minionego roku strata netto miała wartość 1,54 mln złotych.

Zarząd Spółki, przekazując raport półroczny wskazuje, że analiza stanu realizacji kontraktowych i przedkontraktowych zadań produkcyjnych po 30 czerwca br. oraz ocena dokonana w oparciu o najlepszą wiedzę i doświadczenie Zarządu Emitenta, pozwalają przyjąć założenie, iż wyniki finansowe GK RAFAMET za cały rok 2018 będą dodatnie.

Na wynik finansowy za I półrocze duży wpływ miało utworzenie rezerwy bilansowej na niewykorzystane urlopy pracownicze, jak również zwiększenie odpisu aktuarialnego na odprawy emerytalne oraz nagrody jubileuszowe w łącznej wysokości 700 tys. zł.

* * *Autor tekstu: Anna Koza, Adventure Media

Rusza budowa nowego systemu informatycznego dla ZUS. O kontrakt powalczą dwaj technologiczni giganci

Rusza budowa nowego systemu informatycznego dla ZUS. O kontrakt powalczą dwaj technologiczni giganci 1

Zarząd Zakładu Ubezpieczeń Społecznych podjął właśnie decyzję o rozpoczęciu procesu budowy Kompleksowego Systemu Informatycznego 2.0, który ma zastąpić system eksploatowany w ZUS od 20 lat. W informatyce taki okres to kilka epok, dlatego wdrożenie nowych technologii jest koniecznością. System zautomatyzuje szereg procesów, co usprawni obsługę klientów, a także ograniczy koszty związane z utrzymaniem infrastruktury. O kontrakt powalczą Asseco i Comarch. Zamówienie zostanie ogłoszone jeszcze w tym roku.

– ZUS rozpoczyna budowę nowego systemu informatycznego, który docelowo zastąpi ten eksploatowany od 20 lat. Budowa systemu KSI 2.0 jest koniecznością. Technologie obecnie stosowane są przestarzałe i generują bardzo duże koszty związane z utrzymaniem. Jednocześnie ogranicza się rynek dostawców tych technologii, co powoduje mniejszą konkurencyjność i wzrost kosztów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Włodzimierz Owczarczyk, dyrektor departamentu rozwoju usług IT w Centrali Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Autorem pierwszego systemu informatycznego dla ZUS z 1997 roku jest Prokom, czyli obecne Asseco. Już wówczas umowa była nazywana kontraktem stulecia. O nowy, wart przynajmniej kilkadziesiąt milionów złotych, powalczą Asseco, które dotychczas zajmowało się utrzymaniem systemu, i Comarch, który w tym roku stara się przejąć jego obsługę. Zamówienie dotyczące realizacji KSI 2.0 zostanie ogłoszone w IV kwartale 2018 roku.

 W lipcu został rozstrzygnięty przetarg na umowę ramową na rozwój systemu KSI. Wybrano dwóch wykonawców – Asseco i konsorcjum firm Comarch. Wykonawca nowego systemu KSI 2.0 zostanie wyłoniony w ramach postępowania przetargowego spośród tych dwóch firm – wskazuje Włodzimierz Owczarczyk.

Kompleksowy System Informatyczny zrewolucjonizował całą administrację publiczną. Jest zaliczany do czołówki największych na świecie systemów informatycznych. Jak podkreślają przedstawiciele ZUS, działał bezawaryjnie także podczas wdrażania wielkich zmian w systemie, związanych z reformą obniżającą wiek emerytalny czy wprowadzeniem indywidualnych kont składkowych.

 Projekt i budowę KSI ZUS rozpoczęto pod koniec lat 90. Minęło 20 lat, a w informatyce taki okres to kilka epok. Dziś to dobry moment, by myśleć o rewitalizacji systemu i wykorzystać zdobycze technologiczne do jego unowocześnienia – przekonuje Arkadiusz Wójcik, dyrektor pionu ubezpieczeń społecznych w Asseco Poland.

Nowy system ma być jednym z najbardziej zaawansowanych technologicznie systemów informatycznych nie tylko w Europie, lecz także na świecie. Konieczne jest jednak zdefiniowanie właściwych kierunków rozwoju.

 Rekomendujemy, żeby przed przebudową systemu spojrzeć na procesy i zastanowić się nad ich uproszczeniem, by system dostarczony w efekcie realizacji projektu KSI 2.0 był bardziej przyjazny, otwarty, niezależny technologicznie i przede wszystkim ułatwiał życie osób korzystających z systemu oraz podmiotów utrzymujących i rozwijających go w przyszłości – podkreśla Igor Bednarski, kierownik w zespole realizującym projekt utrzymania KSI ZUS w Comarch.

KSI 2.0 ma nie tylko pomóc ograniczyć koszty, które generuje przestarzały system, lecz przede wszystkim usprawnić obsługę klientów. Obecnie odpowiada za obsługę 26 mln klientów, rozlicza w granicach 150 mld zł składek i obsługuje wypłatę ponad 200 mld zł świadczeń. Zapisane są w nim na kontach ubezpieczonych ponad 2 bln zł.

– W naszej ocenie budowa KSI 2.0 powinna być realizowana etapami tak, by można było, po pierwsze, zrealizować ją w skończonym czasie i w przyjętym budżecie, po drugie, by można było zaplanować należycie przebudowę i móc ją kontrolować. Istotne jest także to, by nadążać za zmieniającymi się wymaganiami prawnymi i otoczeniem formalnym – mówi Igor Bednarski.

Budowa nowego systemu to wydarzenie dużego kalibru. Tak duże systemy informatyczne projektuje się na wiele lat eksploatacji, dlatego rzadko kto decyduje się na tego typu zmiany. W Polsce dotychczas nikt jeszcze nie podjął się budowy tego typu systemu na nowo. Jak jednak przekonują eksperci, korzyści z budowy KSI 2.0 odczują wszyscy.

– Klienci ZUS odczują zmianę systemu w postaci szybszej reakcji na ich potrzeby. Jednocześnie będziemy w stanie szybciej reagować na wymagania, które stawia przed nami ustawodawca. Docelowo zmiana systemu na KSI 2.0 przyniesie zmianę ergonomii, wprowadzi automatyzację procesów, które do tej pory nie zostały zautomatyzowane. Tym samym pracownicy ZUS zostaną odciążeni od realizacji prac, które teraz musieli wykonywać dłużej lub poza systemem – tłumaczy Włodzimierz Owczarczyk.

Z systemu korzysta codziennie ok. 40 tys. pracowników. Przetwarza 300 terabajtów danych, 250 tys. operacji na sekundę, a rocznie ponad 900 mln dokumentów.

– Odnowienie systemu da wiele korzyści – od najprostszych korzyści finansowych, czyli zmniejszenia kosztów infrastruktury technicznej, utrzymania systemu, poprzez korzyści z czasem realizacji zmian i poprawek, np. zmian wynikających z wprowadzenia nowych aktów prawnych, do których system musi być dostosowany. Modyfikacja, która dziś musi być zrealizowana w co najmniej 9 miesięcy, w nowej technologii być może będzie realizowana w czasie dwu-, a nawet trzykrotnie krótszym – podkreśla Arkadiusz Wójcik.

Trwa dobra passa w przemyśle metalowym. Ubiegłoroczny rekord może zostać pobity

Trwa dobra passa w przemyśle metalowym. Ubiegłoroczny rekord może zostać pobity 2

Polski rynek wyrobów stalowych powiększył się czwarty rok z rzędu, a zużycie na koniec ubiegłego roku wyniosło rekordowe 13,5 mln ton – najwięcej od 1989 roku. Z kolei w I kwartale br. krajowa produkcja wzrosła już o 6 proc., a zużycie stali – o 15 proc. w ujęciu rocznym. Tak dobre dane wskazują, że rekordy z ubiegłego roku mogą zostać pobite. Kluczowe przełożenie na rynek stali będą mieć jednak m.in. ceny energii elektrycznej oraz wojna celna pomiędzy Chinami i USA, która może spowodować, że ceny wzrosną, a na europejski rynek trafi większa ilość tego surowca. 

Sytuacja w przemyśle metalowym jest w tej chwili bardzo stabilna. Produkcja hut, która w 2017 roku musiała się dynamicznie rozwinąć, osiągnęła takie wydajności, które są stabilne dla nas, odbiorców. Także we wszystkich branżach, do których dostarczamy, koniunktura jest dobra. Polski przemysł metalowy jest poważnym graczem na rynku europejskim. Mamy bardzo duże huty, które są globalnymi dostawcami i znajdują się w sieci globalnych producentów, tak więc nasza pozycja z punktu widzenia całej Europy jest znacząca – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Leszek Jurasz, prezes zarządu Mangata Holding.

Polska plasuje się w pierwszej dwudziestce największych producentów stali na świecie i na piątym miejscu w UE (po Niemczech, Włoszech, Francji i Hiszpanii). W ubiegłym roku polski rynek wyrobów stalowych powiększył się czwarty rok z rzędu, a zużycie wyniosło rekordowe 13,5 mln ton – najwięcej od 1989 roku. Krajowi producenci odnotowali też dynamiczny wzrost produkcji stali surowej, przekraczający 10,3 mln ton. Za krajowe zużycie tego surowca w największym stopniu odpowiada sektor budowlany (43 proc.) – wynika z raportu „Polski przemysł stalowy 2018” Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej. Dane HIPH pokazują też, że tylko w pierwszym kwartale br. krajowa produkcja zwiększyła się o 6 proc., a zużycie stali wzrosło o 15 proc. w ujęciu rocznym. Zwiększony popyt to m.in. efekt inwestycji infrastrukturalnych oraz dobrej koniunktury w budownictwie i przemyśle.

Natomiast w ujęciu globalnym produkcja stali surowej wzrosła w ubiegłym roku o 5 proc., osiągając rekordowy poziom 1,69 mld ton. Wzrosty notowało również światowe zapotrzebowanie na wyroby stalowe – do 1,59 mld ton, co również jest najlepszym wynikiem w historii. Wykorzystanie mocy produkcyjnych w światowym hutnictwie w ubiegłym roku było jednak niskie, na poziomie ok. 69 proc., a szacowana nadwyżka zdolności wyniosła 760 mln ton – wynika z raportu HIPH. Z kolei w I kwartale br. produkcja globalna wzrosła o 4 proc., do blisko 426,6 mln ton stali surowej. Rekordzistą były Chiny, które odnotowały w tym czasie 5,5-proc. wzrost produkcji.

W najbliższych latach zarówno produkcja, jak i zapotrzebowanie na stal powinny nadal stabilnie rosnąć, jednak duże przełożenie na ten sektor będą mieć ceny energii elektrycznej, polityka klimatyczna oraz konflikt celny pomiędzy Chinami a USA.

– Jesteśmy w ciekawym momencie, jeśli chodzi o sytuację na globalnym rynku stali. Negocjacje celne, które trwają pomiędzy USA, UE i Chinami, będą miały duży wpływ na to, jak będzie funkcjonować ten segment w najbliższym czasie. Globalnie mamy taką sytuację, w której główni gracze koncentrują się trochę bardziej na własnych ogródkach. Chiny, które są głównym producentem stali i potężnym konsumentem, USA i wysoko rozwinięta UE bardziej dbają już o swoje wewnętrzne interesy. Rozwój tej sytuacji może mieć duży wpływ na segment stali w Europie – mówi Leszek Jurasz.

Ponieważ na globalnym rynku podaż stali jest w tym momencie wyższa niż popyt, eksperci prognozują spadek cen tego surowca. Jednak prezes Mangata Holding Leszek Jurasz ocenia, że jeżeli konflikt handlowy będzie się pogłębiał, może się to negatywnie odbić na całym rynku i wbrew prognozom spowodować podwyżkę cen stali.

Podaż stali globalnie jest w tej chwili większa niż popyt. W związku z tym eksperci zakładają trend spadkowy dla cen, co z kolei dla nas byłoby bardzo korzystne, bo w 2017 roku przeżywaliśmy trudne chwile, kiedy ceny niektórych gatunków stali rosły nawet o 20 proc. Niemniej jednak trudno w tej chwili przewidzieć docelowy scenariusz – mówi Leszek Jurasz.

Zmniejszony import stali do USA, związany z wprowadzeniem 25-proc. ceł na chińskie wyroby stalowe, może też spowodować, że większa ilość tego surowca będzie trafiać na rynek europejski, również do Polski. Import wyrobów stalowych do kraju w I kwartale br. wzrósł o 12 proc.

Mangata Holding to jeden z największych graczy w branży metalowej i zarazem jedna z 500 największych firm w Polsce. Jego spółki zależne (m.in. Zetkama, Kuźnia Polska, Śrubena) eksportują swoje produkty na ponad 70 zagranicznych rynków. Wyniki finansowe za I półrocze pokazują 20-proc. wzrost zysku w ujęciu rocznym. Spółka zapowiedziała także, że podtrzymuje prognozy finansowe do końca roku (51,4 mln zł zysku netto i 694,4 mln zł przychodów na koniec 2018).

– Po I półroczu wyniki spółki w relacji do 2017 roku mamy bardzo dobre. Wszystkie spółki z naszego holdingu spisały się świetnie i zakładam, że sytuacja do końca tego roku nie powinna ulec zmianie. Portfele spółek są bardzo mocno wypełnione, więc powinniśmy normalnym rozbiegiem dobrnąć do końca grudnia i zrealizować publikowane wcześniej prognozy – mówi Leszek Jurasz.

Po pierwszym półroczu przychody Mangata Holding wyniosły 361,3 mln zł, EBITDA – 50,4 mln zł, a zysk netto sięgnął 31,6 mln zł. Oznacza to, że przychody grupy wzrosły rok do roku o 15 proc., EBITDA – o 6,5 proc., a zysk netto był większy o 22,5 proc. Na wyniki grupy wpłynęła przede wszystkim bardzo dobra koniunktura we wszystkich segmentach – automotive, armatury, automatyki przemysłowej i elementów złącznych. Spółka odnotowała wzrost sprzedaży we wszystkich tych segmentach, ale na jej rentowność w największym stopniu wpłynęła branża automotive.

Jeżeli chodzi o otoczenie rynkowe w obszarze cen stali, które miały bardzo istotny wpływ na naszą rentowność w 2017 roku, to sytuacja ładnie się ustabilizowała. Prognozy do końca roku wskazują, że ta sytuacja, która jest głównym nośnikiem kosztowym dla całego naszego holdingu, nie powinna ulec zmianie. Istotne są natomiast prognozy, które wskazują, że ceny energii powinny istotnie wzrosnąć, a dla dwóch naszych firm ma to szczególnie istotne znaczenie – mówi prezes zarządu Mangata Holding.

Modern Expo Group otwiera biuro w Warszawie

Modern-Expo Group, międzynarodowy producent i dostawca kompleksowego wyposażenia dla branży retail, otwiera biuro w Warszawie. To drugie, po siedzibie w Lublinie, miejsce prowadzenia działalności firmy w Polsce. – Wybór stolicy na nasze kolejne biuro jest nieprzypadkowy. Chcemy ułatwić komunikację z klientami i partnerami biznesowymi. Biuro w Warszawie będzie idealnym miejscem współpracy klienta z jego opiekunem z Modern Expo – mówi Piotr Kraśnicki, dyrektor ds. sprzedaży i członek zarządu Modern Expo Group.

Działalność Modern Expo na globalnym rynku sukcesywnie się rozszerza. Już dziś produkty firmy trafiają do ponad 65 krajów, a firma planuje ekspansję na kolejne rynki. – Decyzja o otwarciu nowego biura to również efekt rozwoju firmy. Wciąż rozbudowujemy nasz zespół o najlepszych specjalistów. Tylko we wrześniu zatrudniliśmy 7 nowych osób i planujemy dalsze rekrutacje. Praca w teamie Modern-Expo to nie tylko wyzwanie, ale i szansa rozwoju zawodowego. To także komfort wynikający z warunków pracy – dodaje Piotr Kraśnicki.

Biuro w nowoczesnym kompleksie co-workingowym Brain Embassy przy ulicy Konstruktorskiej 11 to kolejny etap realizacji strategii firmy.– Stawiamy na innowacje, dlatego między innymi pracujemy w nowoczesnych przestrzeniach biurowych. Odpowiednie warunki zwiększają komfort i wydajność pracy oraz sprzyjają kreatywności – tłumaczy Piotr Kraśnicki z Modern-Expo.Modern Expo Group otwiera biuro w Warszawie (1) Modern Expo Group otwiera biuro w Warszawie (2) Modern Expo Group otwiera biuro w Warszawie (3) Modern Expo Group otwiera biuro w Warszawie (4)

Zamysłem Brain Embassy było stworzenie miejsca, które nawiązuje do stylu pracy marki Google. Biurowiec na Mokotowie wyposażony jest nie tylko w tradycyjne pomieszczenia biurowe, ale również w przestrzeń co-workingową, bibliotekę, strefę relaksu z hamakami i pufami oraz pokój do drzemek. Wszystko stworzone w nowoczesnym designie. Projekt ten został uhonorowany tytułem „Innowacji Roku” w 16. edycji prestiżowego konkursu CIJ Awards.

Urządzenia do oczyszczania powietrza w domach coraz bardziej popularne. Ograniczają ilość zanieczyszczeń nawet o 99 proc

Urządzenia do oczyszczania powietrza w domach coraz bardziej popularne. Ograniczają ilość zanieczyszczeń nawet o 99 proc 3

Przed smogiem nie można się schować w domu – zanieczyszczone powietrze dostaje się również do wnętrza domów i mieszkań, powodując m.in. podrażnienie dróg oddechowych, alergie, bóle głowy i zmęczenie. Powietrze w pomieszczeniach może też być zatruwane przez dym papierosowy, kurz i roztocza, wilgoć i obecność pleśni. Świadomość konsumentów rośnie, dlatego w ostatnich latach sprzedaż domowych oczyszczaczy powietrza wzrosła o kilkaset procent. Takie urządzenia nie tylko ograniczają ilość zanieczyszczeń nawet o 99,7 proc., lecz także mogą stanowić ozdobę mieszkania, bo producenci AGD stawiają coraz mocniejszy akcent na dobry design.

– Segment urządzeń do oczyszczania powietrza w pomieszczeniach rozwija się całkiem szybko, ponieważ jakość powietrza się pogarsza, a nawet 90 procent naszego czasu spędzamy we wnętrzach. Jakość tego, czym oddychamy, ma dla ludzi duże znaczenie, podobnie jak zdrowa żywność. Coraz bardziej dbamy o powietrze, którym oddychamy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Martin Stadler, założyciel i CEO szwajcarskiej firmy Stadler Form.

Smog jest coraz większym problemem, zwłaszcza w dużych miastach, takich jak Warszawa czy Kraków, gdzie do niskiej emisji i zanieczyszczenia powietrza przyczyniają się spaliny emitowane przez transport drogowy. Według raportu WHO spośród pięćdziesięciu miast Unii Europejskiej z najbardziej zanieczyszczonym powietrzem aż trzydzieści trzy znajdują się w Polsce. Szacuje się, że z powodu chorób, do których przyczynia się smog, takich jak astma, obturacyjne zapalenie płuc, niewydolność oddechowa czy choroby układu krążenia, każdego roku umiera w Polsce około 45 tys. ludzi.

Zanieczyszczone powietrze dostaje się również do wnętrza domów i mieszkań, powodując m.in. ataki duszności i podrażnienie dróg oddechowych, łzawienie i alergie, bóle głowy i zmęczenie. Z badań, które dwa lata temu przeprowadzili naukowcy z krakowskiego Uniwersytetu Rolniczego, wynika, że w 1/3 przypadków powietrze wewnątrz budynku jest nawet bardziej zanieczyszczone niż na zewnątrz. Stąd coraz większą popularnością na rynku cieszą się domowe urządzenia do oczyszczania powietrza – przydatne do zapobiegania czy minimalizowania występowania chorób układu oddechowego. W trakcie ostatnich 5–6 lat sprzedaż takich urządzeń wzrosła o kilkaset procent.

– Podejmujemy szeroko zakrojone działania mające na celu edukowanie ludzi i uwrażliwianie ich na kwestie zanieczyszczeń i złej jakości powietrza w pomieszczeniach. To o tyle ważne, że w pomieszczeniach spędzamy większość naszego czasu. Możemy poprawić w nich jakość powietrza w bardzo prosty sposób – zaopatrując się w dobry oczyszczacz powietrza. Ma to duże znaczenie dla naszych płuc i jest szczególnie ważne dla osób cierpiących na alergie. Na zewnątrz znajduje się bardzo dużo drobnych zanieczyszczeń, których źródłem jest m.in. duża liczba samochodów na drogach, a to bardzo niekorzystnie wpływa na nasze płuca. Staramy się edukować ludzi w tym zakresie, mówiąc im, jak poprawić jakość powietrza – mówi Martin Stadler.

Domowy oczyszczacz działa w prosty sposób: zasysa powietrze w pomieszczeniu, przepuszcza je przez szereg filtrów i wydmuchuje z potworem. Takie urządzenie, w zależności od modelu i filtra, potrafi zredukować poziom zanieczyszczeń nawet o 99,7 proc. Na rynku jest w tej chwili bardzo wiele modeli, w różnym przedziale cenowym i z dodatkowymi funkcjami. Często jednak problemem jest ich duży rozmiar i niezbyt zachęcający design.

Tę lukę postanowiła wypełnić szwajcarska marka Stadler Form, założona dwadzieścia lat temu przez Martina Stadlera, który poszukiwał nawilżacza. Nie mogąc go znaleźć, zaprojektował go samodzielnie, z pomocą Matti Walkera, który jest dziś głównym projektantem marki. Pierwszym produktem marki był nawilżacz powietrza Fred. Szwajcarska marka ma dziś ponad 30-proc. udział w rodzimym rynku i stawia na połączenie zaawansowanej technologii z dobrym designem, zdobywając prestiżowe nagrody w tym zakresie. Jak podkreśla założyciel marki, dobre wzornictwo w branży AGD odgrywa coraz ważniejszą rolę i jest jednym z aspektów, na które klienci zwracają uwagę przy wyborze.

– Design w branży AGD jest bardzo istotny, ponieważ cały czas mamy te urządzenia na widoku. Klienci zwracają na to uwagę, dlatego kładziemy na wygląd duży nacisk. Współpracujemy w tym zakresie z projektantami ze Szwajcarii. To dzięki temu nasze produkty są unikalne i podobają się konsumentom. Mają one w założeniu wywoływać uśmiech u klientów – mówi Martin Stadler.

Jak podkreśla, to nie oznacza wcale rezygnacji z wysokiej jakości.

– Dobre rozwiązania technologiczne są naszym priorytetem, więc nie skupiamy się wyłącznie na wyglądzie produktów. Bardzo zależało nam na odpowiednim i skutecznym oczyszczaniu powietrza. Wiemy, jak tworzyć pięknie wyglądające produkty i umiemy łączyć to z wysoką jakością. Te dwa aspekty nie są ze sobą naturalnie powiązane, czasami niezwykle trudno jest umieścić właściwą technologię w środku ładnie wyglądającego produktu. Ale nam już od 20 lat udaje się to całkiem dobrze – mówi Martin Stadler.

Obecna na polskim rynku od kilku lat marka wprowadziła niedawno do sprzedaży oczyszczacz powietrz Roger i jego mniejszą wersję – Roger Little, który walczy ze smogiem, eliminując przy okazji bakterie, grzyby i inne zanieczyszczenia przyczyniające się do złej jakości powietrza w pomieszczeniu.

– Opracowanie oczyszczaczy powietrza Roger i Roger Little zajęło nam dużo czasu, ponieważ ich konstrukcja jest bardzo skomplikowana, a zależało nam na bardzo skutecznym oczyszczaniu powietrza. Wydajność tych urządzeń jest niezwykle wysoka. W małej obudowie udało nam się umieścić urządzenie o imponującym wskaźniku CADR – clean air delivery rate, który oznacza ilość czystego powietrza dostarczanego przez urządzenie – mówi założyciel i CEO Stadler Form.

Fuzja na rynku poligraficznym – Reprograf i Grafikus łączą siły

Spółki Reprograf SA i Grafikus Systemy Graficzne Sp. z o.o. podpisały umowę inwestycyjną, na mocy której stworzą nową firmę: Reprograf-Grafikus SA. Planowa data połączenia podmiotów to 1 stycznia 2019.

Reprograf SA i Grafikus Systemy Graficzne Sp. z o.o. to wiodący dystrybutorzy maszyn i urządzeń oraz materiałów konsumpcyjnych na rynku poligraficznym. Obie spółki obecne są na polskim rynku od kilkudziesięciu lat, a ich klientami są drukarnie z wielu sektorów. – Połączenie Reprografu i Grafikusa jest pierwszym projektem na tak dużą skalę na polskim rynku dystrybucji maszyn i materiałów poligraficznych. Jest to kontynuacja naszego strategicznego planu rozwoju zapoczątkowanego połączeniem Grafikusa ze specjalistyczną spółką INK Polska – komentuje Jacek Kuśmierczyk, współwłaściciel Grafikusa.

Polska od wielu lat znajduje się w czołówce rynków poligraficznych w Europie. Według ostatnich danych, tempo wzrostu sektora oscyluje między 5 a 6 procent rok do roku. Większość podmiotów to mikro- i małe przedsiębiorstwa, które stanowią ponad 90% wszystkich firm branży. Bardzo często są to sprofilowane drukarnie specjalizujące się w określonym rodzaju druku. Rynek i konsumenci oczekują jednak coraz częściej kompleksowej realizacji usług przez jeden podmiot. – Od kilku lat obserwujemy zmieniające się trendy na rynku poligraficznym. Coraz większy nacisk kładzie się na połączenie kompetencji i kompleksowej obsługi zleceń – mówi Jolanta Kurowiak, właścicielka Reprografu. – Jestem przekonana, że integracja umiejętności i doświadczeń obu spółek wprowadzi zupełnie nową jakość na rynku – dodaje.

Połączenie dwóch spółek możliwe będzie dopiero po wydaniu zgody przez UOKiK.

Powrót po urlopie to dobry moment na zmiany w pracy. Większa asertywność poprawi wydajność i komfort wykonywanych zadań

Powrót po urlopie to dobry moment na zmiany w pracy. Większa asertywność poprawi wydajność i komfort wykonywanych zadań 4

Powrót z urlopu to dobry moment na przewartościowanie i przeorganizowanie dotychczasowych obowiązków oraz wprowadzenie zmian. Jedną z nich powinno być wyćwiczenie asertywności w relacjach z szefem i współpracownikami, co przełoży się na większy komfort w miejscu pracy, poprawi efektywność i podniesie pewność siebie. Taka zmiana jest trudna zwłaszcza dla osób nieśmiałych, introwertycznych, dlatego dobrze jest wprowadzać ją małymi kroczkami. Trzeba też uważać, żeby nie pomylić asertywności z roszczeniowością i agresją. 

– Asertywność jest umiejętnością pełnego wyrażania siebie i tworzenia zdrowych relacji w miejscu pracy. Dając sobie prawo do wyrażania własnych potrzeb, myśli i emocji, komunikujemy szefowi i współpracownikom, co naprawdę czujemy i myślimy. Wówczas mamy szansę na zbudowanie zdrowych, konstruktywnych relacji i uniknięcie tych toksycznych, w których ciągle trzeba udawać, robić coś wbrew sobie. To nie wpływa ani na dobrą atmosferę w miejscu pracy, ani na efektywność – mówi agencji Newseria Natalia Kotas-Rippel, psycholog pracy i organizacji, ekspert Wyższej Szkoły Bankowej w Opolu.

Dobrze zacząć ćwiczyć asertywność po powrocie z urlopu, kiedy jesteśmy pozytywnie nastawieni do otoczenia, bardziej otwarci, optymistyczni. W takim stanie emocjonalnym łatwiej jest wdrażać zmiany. Nauczenie się i wdrożenie zachowań asertywnych w miejscu pracy może stworzyć poczucie wakacyjnego komfortu przez cały rok.

– Asertywność nie jest wrodzonym zachowaniem, ale można się jej nauczyć. Na pewno trudniej przychodzi to osobom nieśmiałym, introwertycznym, zamkniętym w sobie. Nie myślę tutaj o asertywności jako rewolucji, która oznacza, że nagle mamy być asertywni w każdej relacji w miejscu pracy. Chodzi raczej o zrobienie drobnego kroku – mówi Natalia Kotas-Rippel.

Jak podkreśla, asertywność w relacji z szefem jest jednym z trudniejszych tematów i wielu pracowników zwyczajnie się go obawia. Dlatego ucząc się zachowań asertywnych, warto zacząć od bezpieczniejszych relacji – na przykład z koleżanką, kolegą czy bliskim współpracownikiem – i stopniowo przenosić je na grunt szef–pracownik. Przełamanie bariery w tej relacji może dać poczucie wewnętrznego komfortu i większą pewność siebie.

Bywa, że na początku asertywność wiąże się z pewnymi kosztami emocjonalnymi, a druga strona nie reaguje pozytywnie. Są to naturalne reakcje na zachowanie inne niż do tej pory. Często bywa tak, że przyzwyczailiśmy już inne osoby, że nie stawiamy granic, nie mówimy „nie”. Zmiana w zachowaniu może powodować zdziwienie otoczenia. Jeżeli wydaje się nam, że inna osoba przestaje nas lubić i daje do zrozumienia, że jesteśmy dziwni, to jest forma oporu – mówi Natalia Kotas-Rippel.

Ekspertka Wyższej Szkoły Bankowej w Opolu podkreśla, że na początku trzeba również prawidłowo zdefiniować asertywność – jako umiejętność pełnego wyrażania siebie w relacji z innymi, komunikowania swoich odczuć, umiejętność stawiania granic, ale – co istotne – z poszanowaniem uczuć i granic innych osób. Tymczasem, zwłaszcza przedstawicielom młodego pokolenia pracowników, zdarza się mylić asertywność z roszczeniowością lub wręcz bezczelnością.

Młode pokolenie wierzy w siebie, ma poczucie świadomości swoich kompetencji i umiejętności. Jest to bardzo dobre, natomiast czasami forma przekazywania tej wiary w siebie budzi wątpliwości. Podczas spotkań rekrutacyjnych w miejscu pracy czasami zauważamy postawy roszczeniowe. Nie ma to nic wspólnego z asertywnością. Czasami widzimy, że pojęcie asertywności jest mylone z agresją – mówi ekspertka Wyższej Szkoły Bankowej.

W Polsce studiuje około 70 tys. zagranicznych studentów. Ponad połowa jest z Ukrainy

W Polsce studiuje około 70 tys. zagranicznych studentów. Ponad połowa jest z Ukrainy 5

Studenci z zagranicy stanowią obecnie około 5 proc. ogółu studentów w Polsce, ale szybko ich przybywa. Z blisko 70 tys. ponad połowa pochodzi z Ukrainy, ale rośnie też liczba chętnych m.in. z Indii i innych krajów azjatyckich. Polskę wciąż jednak wybiera stosunkowo niewielu studentów z Europy Zachodniej. Wyjątkiem są studia medyczne, na których uczy się duży odsetek osób z USA, Norwegii czy Szwecji. Jednak później – po zakończeniu nauki – przeważnie podejmują oni pracę za granicą.

Polska jest z pewnością coraz bardziej atrakcyjnym miejscem do studiowania dla obcokrajowców. Mamy dużą dynamikę wzrostu liczby studentów z zagranicy – w ostatnim roku był to wzrost 10-procentowy. Obecnie mamy blisko 70 tys. studentów zagranicznych na studiach pełnych. Głównie mówimy o studentach z takich krajów jak Ukraina czy Białoruś, ale pojawia się coraz więcej chętnych z rynków odległych – Indii, Chin, Wietnamu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Zofia Sawicka, zastępca dyrektora Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w ubiegłym roku 72,7 tys. cudzoziemców planowało studiować w Polsce przynajmniej jeden rok akademicki. Większość pochodziła z krajów europejskich, w tym ponad połowa z Ukrainy (37,8 tys., czyli 52 proc.).

Profil zainteresowań studentów z Ukrainy jest bardzo różny, głównie są to nauki społeczne. Natomiast patrząc na kierunki studiów, w których Polska jest rozpoznawalna, wysoko są studia techniczne na politechnikach – mówi dr Zofia Sawicka.

Drugą grupę pod względem liczebności stanowili w ubiegłym roku studenci z Białorusi (6 tys., czyli 8,3 proc.) oraz z Indii (3 tys., czyli 4,1 proc.). Statystyki pokazują również, że z roku na rok przyjeżdża ich coraz więcej z krajów skandynawskich, Niemiec, Czech, Hiszpanii, Rosji i Turcji. Zdecydowana większość cudzoziemców (63,8 tys., czyli 87,8 proc.) podjęła studia stacjonarne, a prawie jedna trzecia (22,2 tys.) wybrała szkoły w województwie mazowieckim. Studenci z zagranicy stanowią obecnie około 5 proc. ogółu studentów w Polsce.

Polska przyciąga głównie tym, że jest krajem przyjaznym, co zresztą cechuje też kraje sąsiadujące jak Czechy czy Węgry. To najważniejsze kryterium, które wychodzi w badaniach ankietowych. Studenci tutaj czują się dobrze, czują się zaopiekowani i – wbrew temu, co się mówi – nie są atakowani. Skala takich zdarzeń jest dużo mniejsza niż w innych krajach europejskich – mówi dr Zofia Sawicka. – Drugi powód, dla którego studenci wybierają nasz kraj, to relatywnie niskie koszty utrzymania, czyli kalkulacja jakości do ceny. Jakość studiów w Polsce się podnosi, jest to dyplom uznawany w UE, a jednocześnie koszty życia są niższe w porównaniu z większością krajów europejskich.

Jak zauważa, Polskę wciąż jednak wybiera stosunkowo niewielu studentów z państw Europy Zachodniej. Wyjątkiem są studia medyczne, na których uczy się duży odsetek studentów z USA, Norwegii czy Szwecji. Jednak po zakończeniu nauki przeważnie podejmują oni pracę za granicą.

– Kształcimy lekarzy, jesteśmy w tym dobrzy, rozpoznawalni, przyciągamy studentów, natomiast nie pozyskujemy w ten sposób lekarzy do pracy w Polsce – mówi dr Zofia Sawicka.

Jak wynika z raportu „Study in Poland 2017” Fundacji Edukacyjnej Perspektywy, w ubiegłym roku za granicą studiowało ok. 27 tys. Polaków, którzy najczęściej podejmują naukę w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Francji i USA. Dużym zainteresowaniem cieszy się ostatnio również Dania, Włochy i Austria. Natomiast na Ukrainie studiowało w ubiegłym roku zaledwie 769 polskich studentów, z czego większość na dwóch uczelniach: Lwowskim Narodowym Uniwersytecie Medycznym (258) oraz Państwowym Uniwersytecie Medycznym w Tarnopolu (245).

Zawsze wygrywają te trzy kraje, które w ogóle są najchętniej wybierane przez Polaków również do pracy. Są to Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Niemcy. Takie wyjazdy na pewno są nie do przecenienia. Z punktu widzenia polskiej racji stanu wolelibyśmy, żeby studenci nie wyjeżdżali na pełne cykle kształcenia. Dlatego oferujemy głównie stypendia krótkookresowe, które umożliwiają wyjazd na pół roku bądź rok, w takiej samej formule jak Erasmus –mówi zastępca dyrektora Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej. – Badania, które przeprowadziła ostatnio Fundacja Rozwoju Systemów Edukacji, głównie w odniesieniu do studentów wyjeżdżających w ramach programu Erasmus, pokazują, że mają oni dużo większe szanse znalezienia potem dobrej pracy, mając takie doświadczenie w swoim CV.

Program wymiany studenckiej Erasmus działa w Europie od przeszło 30 lat. Natomiast Polacy na zagraniczne stypendia mogą wyjeżdżać od 1998 roku. Według danych Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji (FRSE), w ciągu 18 lat zdecydowało się na to 180 tys. studentów (dane na 2017 rok). W tym czasie do Polski na studia przyjechało prawie 100 tys. obcokrajowców.

Wymiana studentów i naukowców jest bardzo ważna. W ramach NAWA realizujemy trzy takie programy. W programie Akademickie Partnerstwa Międzynarodowe polskie uczelnie składają wnioski o sfinansowanie działań, które podejmują w partnerstwie z instytucją zza granicy. Mogą to być zarówno działania dydaktyczne, jak i badawcze czy wymiana kadry administracyjnej. Jest też program PROM, dedykowany wymianie doktorantów i naukowców z uczelni polskich i zagranicznych w okresie do 30 dni. Istotny jest też program Welcome to Poland, gdzie wspieramy uczelnie w przyjmowaniu studentów i kadry zza granicy, przekazując środki na szkolenia dla kadry administracyjnej, tworzenie mieszanych grup językowych, punktów obsługi studentów i kadry zza granicy – wylicza dr Zofia Sawicka.

Nowe technologie w walce ze smogiem. Inteligentne maski antysmogowe chronią przed niewidocznymi dla ludzkiego oka śmiercionośnymi cząsteczkami

Nowe technologie w walce ze smogiem. Inteligentne maski antysmogowe chronią przed niewidocznymi dla ludzkiego oka śmiercionośnymi cząsteczkami 6

Problem smogu jest w Polsce na tyle duży, że na rynku pojawiają się coraz to nowsze rozwiązania, mające chronić nas przed złej jakości powietrzem. W zimie normy w takich miastach jak Kraków czy Warszawa przekraczane są nawet kilkukrotnie. Coraz więcej projektów i urządzeń powstaje by walczyć ze smogiem w domu. Oczyszczacze powietrza są coraz bardziej zaawansowane i potrafią oczyścić powietrze w całym domu. Pojawiają się też innowacyjne doniczki i rośliny antysmogowe. Najgroźniejsza w czasie przekroczonych norm jest jednak aktywność na zewnątrz, np. bieganie czy jazda na rowerze. Tu pomogą nowoczesne maski antysmogowe.

– Zanieczyszczenie powietrza stanowi obecnie coraz większe wyzwanie. 82 proc. ludzi na świecie oddycha zanieczyszczonym powietrzem – to bardzo duża liczba. Na przykład w Paryżu zanieczyszczenie powietrza jest przyczyną 50 tys. zgonów rocznie, czyli dziesięć razy więcej niż wypadki drogowe. Zanieczyszczenie staje się główną przyczyną zgonów w Paryżu, co jest ogromnym problemem – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Flavien Hello ze start-upu R-PUR.

Za powstawanie smogu odpowiada przede wszystkim tak zwana niska emisja, czyli pyły i szkodliwe gazy pochodzące z transportu i domowych palenisk czy lokalnych kotłowni, w których spalanie odbywa się w sposób nieefektywny. Niska emisja oddziałuje na wysokości do 40 metrów i właśnie dlatego jest ona szczególnie niebezpieczna dla zdrowia ludzi. Lekarze radzą, by w przypadku pogorszenia jakości powietrza nie opuszczać mieszkań. Wyjście z domu umożliwi natomiast maska antysmogowa, niezbędna zwłaszcza przy aktywnościach fizycznych, takich jak bieganie, czy jazda na rowerze.

– Noszenie masek podczas jazdy rowerem, motocyklem lub nawet podczas biegania w mieście zapewnia pełną ochronę. Najważniejsze jednak jest korzystanie z maski podczas jazdy, ponieważ wtedy jesteśmy najbardziej narażeni na kontakt ze skoncentrowanymi zanieczyszczeniami, będąc bardzo blisko samochodów i innych źródeł zanieczyszczeń. Właśnie wtedy potrzebna jest największa ochrona – przekonuje Flavien Hello.

Zawieszone w powietrzu pyły przedostają się do układu oddechowego i zatruwają cały organizm. Najbardziej szkodliwe są cząsteczki pyłu zawieszonego o oznaczeniu PM 2,5 oraz PM 10. Ich struktura jest kilkukrotnie mniejsza od ziarnka piasku. Dostają się one bezpośrednio do pęcherzyków płucnych. Przed ich działaniem może pomóc najnowsza maska R-PUR.

– R-PUR to nowy rodzaj maski przeciw zanieczyszczeniom, która pomaga chronić się przed zanieczyszczeniem powietrza w dużych miastach. Maska chroni przed bardzo drobnymi cząsteczkami, które są najbardziej szkodliwe dla organizmu, ponieważ dostają się do krwi i uszkadzają narządy wewnętrzne, a także przed gazami. Do osoby oddychającej przez maskę nie docierają żadne zapachy ani cząsteczki, tylko czyste powietrze – twierdzi ekspert.

Inteligentna maska antysmogowa francuskiego start-upu współpracuje z aplikacją mobilną, która lokalizuje użytkownika, pobiera informacje z lokalnych stacji kontrolujących jakość powietrza, a po wprowadzeniu przez użytkownika kilku innych danych, oblicza też, jak długo filtr będzie mógł skutecznie chronić użytkownika przed smogiem. Maska jest już dostępna na rynku w cenie 150 euro.

Poziom świadomości dotyczącej zanieczyszczenia powietrza rośnie. Pojawia się coraz więcej projektów i urządzeń mających walczyć ze smogiem. Airly to polski start-up, który buduje sieć czujników powietrza w polskich miastach i gminach. Rozwiązanie to pozwala monitorować stan zanieczyszczenia powietrza w czasie rzeczywistym. Poziom zanieczyszczeń pokazywany jest na mapie oraz w specjalnej aplikacji mobilnej. Sensory Airly mierzą m.in. poziom stężenia pyłów zawieszonych, temperaturę powietrza, ciśnienie czy wilgotność powietrza. W przyszłości system będzie także przewidywał jakość powietrza.

Polska firma Degrum opracowuje z kolei zielone przystanki, w których specjalny system filtrów, ukryty w pomieszczeniu technicznym w przystanku, będzie zaciągał zanieczyszczone powietrze z zewnątrz, oczyszczał je i zwracał czyste powietrze do środka przystanku.

Jak wynika z najnowszego raportu Najwyższej Izby Kontroli, praktycznie w całej Polsce normy dotyczące jakości powietrza są notorycznie przekraczane. NIK podkreśla, że od 2014 roku, Polska wciąż jest czarnym punktem na mapie Europy, jeżeli chodzi o jakość powietrza, ale też o podejmowane działania na rzecz walki ze smogiem. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia aż 7 na 10 najbardziej zanieczyszczonych miast w Europie znajduje się właśnie w Polsce.

Hakerzy włamali się do kasyna przez podłączoną do internetu grzałkę akwarystyczną. To najprostsze urządzenia są zwykle najbardziej narażone na ataki

Hakerzy włamali się do kasyna przez podłączoną do internetu grzałkę akwarystyczną. To najprostsze urządzenia są zwykle najbardziej narażone na ataki 7

Wraz z popularyzacją smartfonów oraz inteligentnych asystentów coraz chętniej podłączamy do internetu najróżniejsze urządzenia. Z naszą domową siecią Wi-Fi łączą się telewizory, drukarki, czujniki ruchu, a nawet ekspresy do kawy czy zamki w drzwiach. Tymczasem współczesne systemy cyberbezpieczeństwa są zbyt skomplikowane, aby można było stosować je w najprostszych inteligentnych sprzętach. Wiele gadżetów funkcjonujących w ramach internetu rzeczy jest łatwym celem dla cyberprzestępców, którzy mogą się włamać do naszej sieci, wykorzystując najgorzej chronione urządzenie.

– Internet rzeczy dzisiaj nie jest bezpieczny. Niestety rozwój rynku internetu rzeczy nie pociąga za sobą rozwoju zabezpieczeń. Obecnie systemy cyberbezpieczeństwa są zbyt skomplikowane dla prostych urządzeń, wymagają zbytniej mocy operacyjnej, pamięci i oczywiście poboru energii, żeby najprostsze czujniki, mierniki czy ekspresy do kawy mogły zostać podłączone do obecnie istniejących systemów cyberbezpieczeństwa – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Marek Ostafil, dyrektor ds. operacyjnych, Cyberus Labs.

W zeszłym roku młody brytyjski haker Stackoverflowin przejął kontrolę nad przeszło 158 tys. drukarek z Europy, USA oraz Kanady, chcąc udowodnić, jak dziurawe są zabezpieczenia internetu rzeczy. Kilka tygodni temu inżynierowie HP wyznaczyli specjalną nagrodę dla tych, którzy znajdą luki w zabezpieczeniach ich drukarek. Hakerzy, którym uda się włamać do sprzętu HP i podzielą się tą wiedzą z producentem, mogą liczyć na 10 tys. dolarów.

Najbardziej narażone na atak hakerski są jednak najprostsze sprzęty, zwykle pozbawione oprogramowania zabezpieczającego, np. wszelkiego rodzaju czujniki czy mierniki. Polska firma Cyberus Labs planuje zabezpieczyć takie urządzenia. Przed kilkoma tygodniami hakerzy włamali się do jednego z amerykańskich kasyn poprzez grzałkę w akwarium, kradnąc przy tym ponad 3 mln dol.

– Coraz częściej słyszymy o tym, że przejmowana jest kontrola nad inteligentnymi samochodami, że włamano się do domu przez ekspres do kawy podłączony do internetu. Bardzo podatne na włamania są też systemy inteligentnych głośników, które zaczynają obsługiwać nasze domy – alarmuje Marek Ostafil.

Polska firma Cyberus Labs pracuje nad systemem, który zabezpieczałby w sposób kompleksowy nawet najmniejsze i najprostsze urządzenia IoT. System ELIoT Pro ma zabezpieczyć każdą operację w ramach sieci domowej – uwierzytelnia on nie tylko użytkowników, lecz także wszystkie urządzenia komunikujące się z routerem i ze sobą.

– Żaden z dotychczasowych systemów cyberbezpieczeństwa przeznaczonych teoretycznie dla internetu, nie zabezpiecza wszystkich jego poziomów, czyli użytkownika, urządzeń oraz danych – twierdzi ekspert. – System ELIoT Pro wprowadza również opracowaną przez nas bardzo szczególną metodologię szyfrowania, która zapewnia możliwość podłączenia do systemu cyberbezpieczeństwa również tych najprostszych, najbardziej prymitywnych urządzeń, które do tej pory były poza nawiasem zabezpieczeń – dodaje.

Już dziś wiele firm oferuje systemy bezpieczeństwa dla urządzeń pracujących w ramach internetu rzeczy, jednak są to oferty skrojone głównie z myślą o zastosowaniu biznesowym. Microsoft rozwija na przykład usługę Azure Sphere, która łączy zabezpieczenia sprzętowe, chmurowe i software’owe, umożliwiając stworzenie bezpiecznego środowiska pracy urządzeń połączonych. Na rynku konsumenckim takiego rozwiązania brakuje. Cyberus Labs zamierza wprowadzić swoje rozwiązanie na rynek w ciągu dwóch lat.

– Obecnie trwają prace nad dokończeniem systemu ELIoT Pro, spodziewamy się pierwszej wersji w I półroczu 2019 roku. System będzie wprowadzany przez dostawców sieci internetu rzeczy bądź też urządzeń i właśnie z takimi firmami w tym momencie na świecie pracujemy. Z poziomu zwykłego użytkownika nie będziemy musieli robić nic – zapewnia Marek Ostafil.

Analitycy z firmy badawczej MarketsandMarkets szacują, że wartość rynku rozwiązań bezpieczeństwa dla internetu rzeczy wyniesie 29 mld dol. w 2022 roku, przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 34,5 proc.

Tydzień bogaty w krajowe dane

W trakcie tygodnia poznamy dużą porcję krajowych danych. Statystyki z rynku pracy za sierpień (wt.) pokażą stabilizację dynamiki płac i zatrudnienia. Dane o produkcji za sierpień (śr.) będą pod negatywnym wpływem różnicy w liczbie dni roboczych. Nasza prognoza produkcji przemysłu jest niższa od konsensusu (PKO: 4,4% r/r, kons.: 5,6% r/r vs 10,3% w lipcu), a produkcji budowlanej wyższa (PKO: 20,6% r/r, kons 18,2% r/r vs 18,7% w lipcu). Inflacja PPI w sierpniu obniżyła się (PKO: 3,0% r/r, kons 3,1% r/r vs 3,4% r/r w lipcu) przy stabilizacji cen surowców i PLN. Sprzedaż detaliczna za sierpień (pt.) może zaskoczyć pozytywnie za sprawą wzrostu sprzedaży samochodów przed wrześniowym zaostrzeniem norm emisji spalin (wg Samar liczba rejestracji w sierpniu wzrosła o 57,5% r/r).

Źródło: PKO Bank Polski

Grape Up powiększa centrum R&D w Białymstoku, zatrudni kilkudziesięciu specjalistów IT

Grape Up, firma specjalizująca się w produkcji oprogramowania z wykorzystaniem technologii cloud native oraz podejścia DevOps, przeniosła swoje centrum developerskie w Białymstoku do większego biura i planuje stworzyć tam kilkadziesiąt nowych miejsc pracy do 2020 roku.

W skład zespołów, które obecnie znajdują się w białostockim biurze, wchodzą inżynierowie aplikacji cloud’owych, DevOps, Quality Assurance oraz członkowie działów wspierających produkcję, w tym IT oraz administracja. Nowa siedziba, mieszcząca się w biurowcu na ul. Kopernika 95, pomieści trzykrotnie więcej pracowników niż obecnie pracuje w białostockim centrum firmy. Specjaliści zatrudnieni w Białymstoku biorą udział w tworzeniu zaawansowanych rozwiązań chmurowych, a także współpracują z klientami w USA (w tym spółki z listy Forbes 1000), jako część zespołów dostarczających oprogramowanie na miejscu.

GrapeUp (1)Konrad Siatka, CEO firmy Grape Up: „Jesteśmy obecni na rynku Białegostoku od 2015 roku, sukcesywnie zwiększając poziom zatrudnienia i rozmiar naszego biura. Bardzo cieszymy się, że w tym roku zainwestowaliśmy w nowoczesną i bardzo ergonomiczną przestrzeń biurową odzwierciedlającą charakter naszej firmy oraz specyfikę realizowanych projektów. Jesteśmy pewni, że nowa siedziba będzie dla naszych obecnych i przyszłych pracowników nie tylko komfortowym miejscem pracy, ale miejscem integracji zespołowej i dobrej zabawy. Liczymy na to, że nowe biuro wyzwoli w naszych pracownikach jeszcze więcej energii, twórczego i innowacyjnego myślenia, przekuwającego się na sukcesy realizowanych przez nas projektów.”

W otwarciu nowego biura wzięli udział wszyscy członkowie zarządu Grape Up: prezes firmy Konrad Siatka, Artur Witek – VP, Sales & Business development, Roman Swoszowski – VP, Cloud Foundry Services, a także CTO Łukasz Zwoliński.

Grape Up jest jedną z najszybciej rosnących polskich firm IT – w latach 2015-2017 przychody firmy zwiększyły się o ok. 60 proc. Tak dynamiczny wzrost przychodów to wynik popularności usług Grape Up na zagranicznych rynkach oraz skoncentrowanie się na świadczeniu usług dla dużych firm. Realizowane dla nich projekty obejmują głównie pomoc w przenoszeniu do chmury istniejących systemów IT, a także tworzenie nowych aplikacji w oparciu o technologie cloud native i podejście DevOps.

Fundusz Alfabeat poszerza zespół ekspertów

Do zespołu Alfabeat – funduszu kapitałowego dla projektów technologicznych – dołączyło dwóch ekspertów – Marcin Kowalski w roli Executive in Residence oraz Rafał Janik w roli Head of Communication.

Marcin Kowalski jest współzałożycielem UXPin – polsko-amerykańskiej firmy, która stworzyła narzędzie do projektowania interfejsów aplikacji mobilnych i internetowych. Przez ostatnie osiem lat Kowalski był odpowiedzialny m.in. za operacyjną, prawną i finansową stronę UXPin. Wraz ze współzałożycielem udało mu się przeprowadzić trzy rundy finansowania – w tym Seed i Series A w Stanach Zjednoczonych z takimi inwestorami jak Andreessen Horowitz i True Ventures. Nowy Executive in Residence Alfabeat ma fachową wiedzę dotyczącą uruchamiania i rozwijania biznesu w Stanach Zjednoczonych, tworzenia efektywnych struktur wewnątrz firmy oraz budowania kilkudziesięcioosobowych zespołów.

Rafał Janik, Head of Communication Alfabeat, był odpowiedzialny m.in. za wprowadzenie i uruchomienie sprzedaży Twittera w Polsce. Ma 15-letnie doświadczenie w budowaniu strategii marek, planowaniu działań z zakresu PR i marketingu oraz w zarządzaniu operacyjnym i sprzedażowym w skali międzynarodowej. Posiada rozległą wiedzę na temat aktualnych trendów na rynkach medialnych i doświadczenie w efektywnym wdrażaniu narzędzi marketingowych.

– Zgodnie z naszym założeniem – We support founders through global alliances – wspieramy założycieli poprzez globalne alianse. Wierzymy, że jest to możliwe dzięki ekspertom, którzy uczestniczyli w międzynarodowych przedsięwzięciach. Bardzo się cieszymy, że Marcin i Rafał będą wspierać swoim doświadczeniem nasze spółki portfelowe – komentuje Jan Wyrwiński – współzałożyciel i Partner Zarządzający funduszu Alfabeat.

Alfabeat

Alfabeat to fundusz kapitałowy dla projektów technologicznych o globalnym potencjale. Fundusz wspiera pomysłodawców w rozwoju projektów w obszarach Cloud Enterprise Software. Partnerzy Zarządzający Alfabeat pracowali w sześciu krajach, brali udział w rozwijaniu kilkudziesięciu startupów, byli odpowiedzialni za IPO. Fundusz zainwestował m.in. w Daily, DEBN, Fibratech, Intiaro oraz – wspólnie z WeWork – w Andiamo.

Sytuacja finansowa w branży budowlanej coraz gorsza

Choć budownictwo wraz z powiązanymi sektorami generuje blisko 13% PKB, popyt na usługi rośnie, a dynamika produkcji budowlano-montażowej wciąż jest wysoka – to niepokoi fakt, że zadłużenie w sektorze, wg danych KRD wzrasta i obecnie wynosi 2,41 mld zł. Dodatkowo wielu podwykonawców trzymanych jest w szachu przez nierzetelnych kontrahentów. Już 10% kwoty całego zadłużenia stanowią wzajemne zobowiązania branży.

W pierwszym kwartale 2018 r. dynamika produkcji budowlano-montażowej wyniosła 18,2%. Mimo że branża realizuje tysiące projektów, to coraz więcej z nich staje się nieopłacalnych. W I połowie 2018 r. produkcja budowlano-montażowa wynosiła 39 mld zł, ale rentowność już tylko 0,8%.

Spadająca marża przy wysokiej wartości rynku to niejedyne zmartwienie firm budowlanych. Już dziś w sektorze brakuje 100-150 tys. pracowników, co może się przełożyć na opóźnienia w realizacji nawet 1/5 inwestycji, zwłaszcza że popyt na usługi budowlano-montażowe jest wciąż bardzo duży. W efekcie firmy budowalne rezygnują ze zleceń lub zlecają prace podwykonawcom. Sytuację dodatkowo pogarsza wzrost cen usług podwykonawczych oraz wzrost kosztów budowy. Tym samym wiele przetargów wygranych jeszcze 2,3 lata temu stało się dzisiaj kulą u nogi dla firm, które nie spodziewały się aż tak drastycznych podwyżek.

Według danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA, łączne zadłużenie firm budowlanych wynosi już 2,41 mld zł – to o 200 mln zł więcej niż rok temu. Do 64 583 wzrosła też liczba przedsiębiorstw notowanych w KRD.

Na pieniądze od nich czekają w głównej mierze firmy windykacyjne i fundusze sekurytyzacyjne. To właśnie im należy się zwrot 854,56 mln zł. Następne w kolejce po swoje są banki, firmy leasingowe i faktoringowe oraz ubezpieczyciele – należności budowlanki wobec nich wynoszą 469,23 mln zł. Handel, przemysł i budownictwo to kolejne 823,23 mln zł wierzytelności.

Prostą drogą do upadłości są zatory finansowe spowodowane przez współpracę z nierzetelnymi kontrahentami. W branży budowlanej widać to szczególnie wyraźnie po opóźnieniach w płatnościach. W praktyce bardzo często podwykonawcy są właśnie na tej gorszej pozycji, ponieważ muszą upominać się o pieniądze za wykonaną pracę. Duże firmy budowlane szybciej otrzymują zapłatę od swoich kontrahentów, bo po 2 miesiącach i 6 dniach. Z kolei małe i mikroprzedsiębiorstwa muszą czekać około 4 miesięcy – przyznaje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Tendencję potwierdza obecna sytuacja na rynku budowlanym. Jak podaje Ministerstwo Sprawiedliwości, miesięcznie do resortu wpływa 4 tys. skarg budowlańców, z czego większość to skargi od poszkodowanych podwykonawców. Z danych KRD wynika, że w zeszłym roku długi branżowe wynosiły 197 mln zł, dziś to już ponad 250 mln zł.

Mimo że średnie zadłużenie przedsiębiorstw w branży budowlanej wynosi 37, 3 tys. zł, to są wśród przedsiębiorców z tego sektora rekordziści, których pojedynczy dług sięga lub przekracza 10 mln zł.

Liderem niechlubnego zestawienia jest firma z województwa kujawsko-pomorskiego, która ma blisko 11 mln zł długu. To 97 niezapłaconych faktur wobec 2 wierzycieli: koncernu energetycznego i firmy faktoringowej.

Drugi dłużnik-rekordzista pochodzi z województwa opolskiego. Ma 16 zobowiązań na łączną kwotę 10, 4 mln zł wobec 4 wierzycieli: dwóch firm wynajmujących maszyny budowlane, salonu samochodowego i funduszu sekurytyzacyjnego.

Ostatni z rekordzistów to przedsiębiorca z województwa lubelskiego. Jego zadłużenie wynosi 9,4 mln zł, a na koncie ma aż 159 zobowiązań wobec 6 wierzycieli, takich jak: firma leasingowa, koncern energetyczny, operator telefoniczny, hurtownia armatury sanitarnej, firma zajmująca się sprzedażą i montażem wyposażenia kotłowni oraz firma sprzedająca i montująca solary.

Spoglądając na sytuację finansową   przez pryzmat mapy Polski, wyraźnie wybijają się słabsze regiony kraju, do których należy Mazowsze, Śląsk, Wielkopolska i Dolny Śląsk. Widać to zarówno pod względem całkowitego zadłużenia: Mazowieckie (424,6 mln zł długu), Śląskie (314,2 mln zł), Wielkopolskie (246,6 mln zł) i Dolnośląskie (216,7 mln zł), jak również największej liczby zadłużonych firm: Mazowieckie (10 706), Śląskie (8 514), Wielkopolskie (6 452) i Dolnośląskie (6 236).

Pod względem liczby niespłaconych zobowiązań ponownie na pierwszych miejscach znajdziemy Mazowieckie (50 825), Śląskie (39 969), Dolnośląskie (27 499) i Wielkopolskie (26 910). Inaczej wygląda sytuacja w przypadku maksymalnego zadłużenia firm budowlanych. W tej kategorii przodują województwa: kujawsko-pomorskie (10 989 457,95 zł), opolskie (10 418 285,33 zł), lubelskie (9 402 057,24 zł), śląskie (7 087 561,56 zł) i pomorskie (6 326 179,90 zł).

Brak współodpowiedzialności zabija zespoły

Skuteczne działanie zespołów opiera się na kilku czynnikach. Jako pierwsze wymienia się zawsze uzupełniające umiejętności, otwartą komunikację czy identyfikację członków zespołów z założonymi celami. Jednak to brak współodpowiedzialności może stać się przysłowiowym gwoździem do zespołowej trumny.

Postawy pracowników bazujące na przekonaniach „po co mam się starać, i tak ktoś to po mnie poprawi”, „po co mam się starać, jak i tak reszta zrobi to kiepsko”, „po co mam się starać, skoro mój niski wkład i tak nie będzie ukarany”, „po co mam to robić, skoro inni też tego nie robią”, mogą mieć katastrofalne konsekwencje dla firmy.

Poszczególne projekty zbudowane są często w oparciu o kolejność wykonywania zadań. Gdy jedno nie zostanie dokończone, drugie nie może zostać rozpoczęte. Obszar ten, może zatem decydująco zaważyć na tym, czy dany projekt lub działanie zostanie wykonane. Niedotrzymanie słowa lub niewywiązanie się z obowiązku w określonym czasie przez jednego pracownika wpływa na resztę grupy. Dzięki budowaniu w członkach zespołu poczucia współodpowiedzialności za projekt i ukazaniu im ich realnego wpływu na innych członków grupy, pracownicy mogą utożsamiać się z celami firmy oraz widzą wyraźnie swój wkład w jej funkcjonowanie.

Współodpowiedzialność wpisana jest w definicję zespołu. Zdecydowanie podnosi zaangażowanie i energię w grupie. Tworzy atmosferę wzajemnego szacunku, buduje poczucie sprawiedliwego traktowania. Ułatwia przekazywanie i odbieranie feedbacku na temat swojej pracy i starań. Wyzwaniem jest jak ją wytworzyć.

Przykłady wielu zespołów pokazują, że pojawianie się tej dysfunkcji w zespole wynika z poczucia, że „przecież każdy powinien być odpowiedzialny za siebie i swoją pracę”, i że ”przecież pracuję z dorosłymi osobami, które powinny wiedzieć co mają robić i w jaki sposób”. Członkowie zespołów nie czują się upoważnieni do zwracania uwagi swoim współpracownikom. Tę rolę pracownicy postrzegają jako zarezerwowaną dla menedżera. Kiedy on zaś tego nie robi, to jest to sygnał dla zespołu, że może wszystko jest w porządku i być może taki stan jest akceptowalny. W takich sytuacjach z jednej strony w zespole może narastać frustracja związana z nieefektywnością podejmowanych działań i brakiem akceptacji dla zachowań współpracowników, z drugiej wzrasta niepewność co jest akceptowanym standardem współpracy.

– Praktyka pokazuje także, że niechęć do zwracania sobie na wzajem uwagi i brania na siebie odpowiedzialności za innych często wiąże się z obawą przed reakcją innych osób na informację zwrotną i tym, jak to może wpłynąć na wzajemne relacje (czasem wcale nie takie złe, a feedback mógłby to zmienić). Podstawą tej obawy często jest strach przed tym co i jak powiedzieć, aby to zostało dobrze przyjęte przez drugą osobę, jak i z jaką reakcją przyjdzie się zmierzyć, kiedy dostaniemy odpowiedź zwrotną. To może świadczyć o tym, że zespół nie jest jeszcze gotowy na to, aby zaufać sobie w pełni i przyjąć, że nawet mniej konstruktywna informacja zwrotna ma w swym założeniu pozytywne intencje – podkreśla Agnieszka Dzienisiewicz, ekspert iniJOB.

Żeby to poprawić zespoły powinny pracować nad zbudowaniem współodpowiedzialności. W tym celu potrzebne jest wsparcie i trening w udzielaniu konstruktywnie informacji zwrotnej.

Nowelizacja czy nowy akt prawny – jak należy zmienić ordynację podatkową?

W ostatnim czasie Ministerstwo Finansów przekazało do konsultacji społecznej projekt nowej ordynacji podatkowej. To istotny akt z perspektywy działalności Krajowej Administracji Skarbowej, jak również sposobu realizacji rozliczeń przez podatników. Był on tworzony z udziałem Komisji Kodyfikacyjnej, która przez wiele miesięcy pracowała nad nowymi rozwiązaniami.

– Należy zastanowić się, czy obecnie warto tworzyć nowy akt prawny. Być może lepszym wyjściem byłoby znowelizowanie obowiązującej dziś ordynacji podatkowej – powiedział serwisowi eNewsrooom Mariusz Korzeb, wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP) – Obecna ustawa weszła w życie w 1997 r. W porównaniu do przepisów Kodeksu Postępowania Cywilnego to zasadniczy, nowy jeszcze akt. Nowelizacja jej poszczególnych regulacji mogłaby być lepszym i – co ważne – szybszym rozwiązaniem. Przedstawione ostatnio przepisy zakładają różnego rodzaju nowe instrumenty prawne, zarówno dla podatników, jak i dla samej administracji podatkowej – dodał Korzeb.

Bank Anglii pozostaje ostrożny. Kurs funta, ani nie zyskał, ani też nie stracił

Bank Anglii zgodnie z oczekiwaniami podjął jednomyślną decyzję o utrzymaniu bazowej stopy procentowej na poziomie 0,75%. BoE podkreślił, że gospodarka rozwija się zgodnie z założeniami poczynionymi w sierpniowej projekcji inflacyjnej. W konsekwencji, w ocenie banku nadal zasadne wydają się dalsze podwyżki stóp procentowych w przyszłości, chociaż ich tempo i skala będą ograniczone.

BoE oczekuje, że w najbliższych miesiącach inflacja CPI będzie w dużym stopniu odzwierciedlała zmiany w cenach energii – wyższe ceny ropy naftowej oraz podwyżki cen gazu i prądu. W dłuższym horyzoncie istotnym determinantem inflacji pozostanie rynek pracy. Bank podkreśla narastające problemy z pozyskiwaniem pracowników, rosnącą liczbę wakatów i przyspieszającą dynamikę płac, która dla firm stała się głównym (lokalnym) źródłem wzrostu kosztów. Przy stopie bezrobocia najniższej od 1975 (4,0%) i utrzymującym się wysokim popycie na pracowników, jednostkowe koszty pracy będą wg BoE utrzymywały się na podwyższonym poziomie wzmacniając presję inflacyjną.

Bazując na najświeższych danych bank nieznacznie podwyższył oczekiwane tempo wzrostu PKB w 3q18 z do 0,5% k/k z 0,4% k/k zakładanych w ostatniej projekcji. Bank utrzymał swe relatywnie optymistyczne oceny przyszłej kondycji brytyjskiej gospodarki, chociaż zwrócił też uwagę na wzrost ryzyk, które mogą pogorszyć kondycję światowej i lokalnej gospodarki. W otoczeniu zewnętrznym jest to m.in. eskalacja sporów handlowych (głównie na linii USA – Chiny). Największym znakiem zapytania dla BoE, a także ryzykiem dla brytyjskiej gospodarki pozostaje jednak kształt brexitu. Bank zwraca uwagę na symptomy narastającej niepewności co do kształtu nowych relacji z UE oraz podkreśla, że jak na razie zaledwie znikomy odsetek firm zaczął czynić przygotowania w postaci zwiększenia zapasów dóbr importowanych z UE lub potwierdzenia umów transportowych.

Pomimo powyższych ryzyk Bank utrzymał swoje stanowisko o zasadności kontynuowania zacieśniania polityki pien. w przyszłości zastrzegając, że jego skala i tempo będą niewielkie. Uważamy, że narastająca wśród brytyjskich firm i konsumentów niepewność co do brexitu oraz prawdopodobny wzrost zmienności kursu funta będą w najbliższych miesiącach ciążyć brytyjskiej gosp., co może oznaczać, że BoE w tym roku nie powróci już do podwyżek stóp.

Źródło: PKO Bank Polski

Bank Turcji zaskoczył rynki, które czekają teraz na ruch Erdogana

Bank centralny Turcji podniósł główną stopę procentową do 24,00% z 17,75% przebijając rynkowe oczekiwania (konsensus na poziomie 21,00%). Co prawda efektywna (odczuwalna) skala podwyżki jest nieco mniejsza (do tej pory bank dostarczał środki po stopie lombardowej 19,25%, po dzisiejszej decyzji będzie to tygodniowa stopa repo), niemniej reakcja rynku (umocnienie liry, momentami o ok. 7%) wskazuje na pozytywną niespodziankę ze strony CBRT, który podkreślił dodatkowo swoją gotowość do dalszych działań w celu walki z inflacją.

Ruch banku może być odebrany jako sygnał jego niezależności w obliczu licznych komentarzy i działań ze strony R. T. Erdogana. Teraz uwaga rynków skupi się na tureckim prezydencie i jego reakcji na ruch CBRT. Przed samą decyzją Erdogan wzywał do obniżenia stóp w Turcji. Kolejne miesiące (a nawet tygodnie) będą stanowiły wyzwanie dla władz monetarnych. Z jednej strony rosnące ceny energii i koszty finansowania długu (stopy proc.) oraz słabnąca akcja kredytowa wpędzą gospodarkę w recesję. Z drugiej strony presja inflacyjna (słaba lira) oraz oczekiwania inwestorów będą wskazywały na konieczność kolejnych podwyżek. Powyższe oznacza, że to jeszcze nie koniec tureckiego kryzysu.

kurs liry tureckiej do dolara
Źródło: PKO Bank Polski

Piątek na rynku walutowym. Turcja, EBC, Bank Anglii i CPI z USA

Wczorajszy dzień był naprawdę ciekawy na rynkach. Można nawet mówić o sporym zaskoczeniu decyzjami inwestorów. Przegranym wczorajszego dnia był zdecydowanie dolar amerykański i to mimo tego, że EBC obniżył prognozy wzrostu gospodarczego na 2018 i 2019. Bank Centralny Turcji nie ugiął się przed stanowiskiem Erdogana i podwyższył stopy procentowe.

Bank Centralny vs prezydent

Doniesienia z Ankary to chyba największe zaskoczenie dnia wczorajszego. Tym bardziej, że przed samą decyzją tureckiego banku centralnego prezydent Erdogan stwierdził, że stopy już teraz są na zbyt wysokim poziomie, a wynosiły 17,75%. Analitycy oczekiwali decyzji banku zwiększającego stopy do poziomu 21%, a finalnie podniesiono stopy do 24%. Turecka lira oczywiście zyskała do dolara po tej decyzji. Niestety, biorąc pod uwagę nieprzewidywalność Erdogana wzrosty te mogą nie zostać utrzymane. Na rynkach trwają spekulacje czy nie dojdzie do ingerencji w decyzję banku centralnego. Wydaje się to nieprawdopodobne, ale biorąc pod uwagę o jakim kraju mówimy, niestety całkiem możliwe.

EBC i Bank Anglii ostrożne

Nie było zaskoczenia posiedzeniami EBC i Banku Anglii – główne parametry polityki pieniężnej pozostały na dotychczasowych poziomach. Mark Carney stwierdził, że widzi potrzebę zacieśniania monetarnego, jeśli inflacja będzie podążać zgodnie z sierpniowymi projekcjami. Dodał również, że wszystko też zależy od przebiegu Brexitu, jeśli da się uniknąć scenariusza wyjścia z UE bez zawarcia kluczowych porozumień. Funt, ani nie zyskał, ani też nie stracił po konferencji. Kluczowe więc dla dalszych losów brytyjskiej waluty będą nowe doniesienia w sprawie rozwodu z UE.

Draghi bez fajerwerków

Mario Draghi z kolei obniżył też nieznacznie prognozy wzrostu dla całej strefy o 0,1% na kolejne lata. Było czuć ostrożność prezesa EBC w kontekście podwyżek stóp procentowych i tak naprawdę żadna informacja nie padła. Wydaje się więc, że łagodna polityka będzie trwać nadal, aż do momentu wzrostu ścieżki inflacji. Padły też słowa o zwiększonym protekcjonizmie, co nawarstwia problemy krajów wschodzących, mimo to jednak Draghi wskazuje, że są to ryzyka zrównoważone.

CPI z USA przyćmiła wszystko

Wydawało się więc, że gołębi EBC musi osłabić wspólną walutę. A tutaj nagle, również o 14.30, jak królik z kapelusza wyskoczyły dane o inflacji z USA. Zwyczajowo wzrost cen konsumenckich, czyli CPI nie jest zbytnio obserwowany przez rynek. Preferowaną miarą Fed jest PCE. Niemniej jednak praktycznie zawsze zmiany w CPI sygnalizują co się dzieje w gospodarce, jakie są trendy. Spadek o 0,2% do poziomu 2,2% musiał robić wrażenie. Nagle wszyscy zapomnieli, że przemawia Draghi, a zaczęto wyceniać to, że w USA może nie dojść do tak szybkiego tempa zacieśniania monetarnego. Dolar więc stał się “chłopcem do bicia”. EUR/USD szybko wzrósł ponad granicę 1,17. USD/PLN skorzystał i znalazł się na poziomie 3,67.

Ratunek dla walut EM

Bez wątpienia wygranym wczorajszego dnia są waluty rynków wschodzących. Z jednej strony słabe dane o inflacji z USA osłabiły dolara i dodały animuszu choćby złotemu. Z drugiej strony napłynęły dość dobre informacje w sprawie konfliktu handlowego USA z Chinami. Według niektórych źródeł Stany zaprosiły Państwo Środka do stołu negocjacyjnego. Jest to pozytywna informacje, która może powstrzymać eskalację konfliktu. Oczywiście to tylko pobożne życzenie, bo wyciągnięcie ręki jeszcze nic nie znaczy. Tym bardziej, jeśli administracja Trumpa pracuje nad nowymi cłami. Wypada więc czekać na nową wiadomość Trumpa, który równie dobrze może zdementować te informacje.

Popołudnie może być ciekawe

Dzisiaj po południu kilka ciekawych danych z USA. O 14.30 wyniki sprzedaży detalicznej za sierpień. Konsumpcja jest głównym czynnikiem wpływającym na PKB. O 15.15 poznamy dane o produkcji przemysłowej również za sierpień. O 16.00 indeks Uniwersytetu Michigan. Wszelkie publikacje ostatnio ze Stanów zaskakiwały aż do wczorajszej inflacji, więc dzisiejsze dane będą bacznie obserwowane. Pozytywne zaskoczenia mogą przynieść znów umocnienie dolara.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Enefit Polska zamyka pierwszy rok działalności na polskim rynku

Enefit Polska, spółka należąca do estońskiej grupy Eesti Energia – największego wytwórcy energii elektrycznej w krajach bałtyckich, zamknęła pierwszy rok[1] działalności na polskim rynku z portfolio ponad 100 klientów korporacyjnych. Firma podpisała umowy na łączny wolumen obrotu 858 GWh energii elektrycznej (sprzedaż i zakup energii z OZE) oraz sprzedaż 88 GWh gazu.  

Maciej Kowalski, dyrektor zarządzający w firmie Enefit Polska
Maciej Kowalski, dyrektor zarządzający w firmie Enefit Polska

– Jesteśmy zadowoleni z pierwszego roku działalności na polskim rynku. Zbudowaliśmy szeroki portfel rozwiązań energetycznych i zyskaliśmy zaufanie wielu klientów. Co jednak najważniejsze, w oparciu o nasze międzynarodowe doświadczenie i zaplecze Grupy Eesti Energia, udowodniliśmy, że jesteśmy partnerem gwarantującym długoterminową stabilność. Nasza strategia odpowiedniego zabezpieczenia transakcji i ograniczenia ryzyka przełożyła się na bezpieczeństwo naszych klientów tak ważne szczególnie wtedy, gdy mamy do czynienia z dużą zmiennością cen energii jak w ostatnim roku – mówi Maciej Kowalski, dyrektor zarządzający Enefit Polska.

Sprzedaż energii

W ciągu pierwszego roku działalności Enefit sprzedał w Polsce łącznie 495 GWh energii elektrycznej. Oferta firmy kierowana jest do segmentu małych i średnich przedsiębiorstw, jak również największych odbiorców przemysłowych. Wśród klientów Enefit znalazły się firmy z takich sektorów jak: FMCG, handel, przemysł ciężki, logistyka czy segment hotelarsko-gastronomiczny. Największym klientem Enefit jest firma produkcyjna z sektora FMCG, z którą podpisano umowę na sprzedaż blisko 120 GWh energii.

Klienci Enefit decydowali się na zakup energii lub gazu w różnych formułach dostosowanych do ich potrzeb i modeli operacyjnych. Podpisano umowy na zakup energii zarówno w formule tradycyjnej, tj. po cenie stałej (FIX), jak również umowy na produkty klikane/transzowe, czyli rozwiązanie pozwalające na ustalanie ceny na podstawie notowań energii na giełdzie w dogodnych dla odbiorcy momencie.

Działalność w segmencie OZE

Enefit Polska oferuje również usługę zakupu energii elektrycznej i bilansowania handlowego (POB) dla wytwórców energii ze źródeł odnawialnych w oparciu o swoje wieloletnie doświadczenie na rynkach międzynarodowych. W pierwszym roku działalności Enefit zakontraktował łącznie 362 GWh. Umowy podpisano z farmami wiatrowymi, biogazowniami i farmami fotowoltaicznymi o łącznej mocy wytwórczej 117,5 MW.

– Polski rynek OZE jest dla nas interesujący nie tylko w zakresie zakupu energii od wytwórców. Równolegle analizujemy możliwość inwestycji w projekty wiatrowe oraz w źródła fotowoltaiczne, a także rozwiązania w zakresie sprzedaży instalacji PV dla potencjalnych wytwórców z sektora małych i średnich przedsiębiorstw – mówi Maciej Kowalski.

Strategiczny cel grupy Eesti Energia, do której należy Enefit, zakłada zwiększenie portfela wytwórczego do 40% energii elektrycznej z odnawialnych i alternatywnych źródeł do 2021 roku. Ta część działalności Grupy realizowana jest przez Enefit Green, jedną z największych firm w regionie Morza Bałtyckiego działającą w obszarze produkcji energii ze źródeł odnawialnych.

[1] Okres handlowy od 1 września 2017 r. do 31 sierpnia 2018. Enefit Polska otrzymał koncesje na obrót energią i gazem od Urzędu Regulacji Energetyki (URE) z końcem czerwca 2017 r.

Kurs euro może dotrzeć do 4,28 po decyzji banku centralnego Turcji

Co zrobić, żeby załagodzić presję uderzającą w aktywa rynków wschodzących i osłabić popyt na USD? Wystarczy rozczarowane w danych z USA w kombinacji z odważną decyzją banku centralnego Turcji. Jesteśmy w trybie odbudowy sentymentu, ale nie zmienia to jeszcze całościowego obrazu.

Czwartek był dniem zadowolenia na rynkach wschodzących, gdyż inwestorzy z ulgą przyjęli decyzję banku centralnego Turcji o podwyżce głównej stopy procentowej aż o 625 pb do 24 proc. (prog. 21 proc.). Ruch banku o tyle zrobił wrażenie, że kilka godzin wcześniej prezydent Turcji Erdogan wyraził silny sprzeciw dla podwyżek, a nawet wprost stwierdził, że potrzebne są obniżki. Ruch banku centralnego wzmocnił zaufanie do liry, która od tego czasu zyskała 4 proc. do USD. Ale otwartym pytaniem pozostaje, jaka będzie reakcja Erdogana? Po drugie, czy nawet tak duża podwyżka będzie wystarczająca? Inflacja w Turcji będzie dalej galopować jako konsekwencja dotychczasowego załamania wartości liry. Jeśli bank centnary Turcji pozostanie w trybie działania post factum, a nie wyprzedzającym, wczorajsza decyzja niewiele zmieni.

Wydarzenia w Turcji oferują rajd ulgi, ale też słabsze od prognoz dane o inflacji z USA pomogły zatrzymać nurt kapitału płynącego z rynków wschodzących w stronę USD. Stan taki może potrwać jeszcze trochę, choć jeszcze dziś testem sentymentu będą dane o sprzedaży detalicznej z USA, które są równie ważne, co inflacja. W szerszym ujęciu nie można mówić o zawróceniu rzeki. Kłopoty świata emerging markets nie ograniczają się do Turcji, a jeden słabszy odczyt CPI nie blokuje strategii zacieśniania monetarnego Fed. Wciąż jest więcej powodów, by ograniczać ekspozycję na rynkach wschodzących i kierować się w stronę USA, gdzie rynek akcji korzysta na sile ożywienia, a dochodowość obligacji poprawia się dzięki polityki Fed. Nie zapominajmy też, że spory handlowe wciąż wiszą nad gospodarką globalną i z łatwością mogą zburzyć aktualny optymizm.

Zmiana warunków rynkowych sprzyja złotemu i EUR/PLN schodzi pod 4,30 i w zależności jak długo nic się nie zepsuje (uwaga na dane z USA!) możemy dotrzeć do 4,28. EUR/USD wrócił ponad 1,17, gdyż słaby CPI z USA dał pretekst, by odwijać krótkie pozycje, które jeszcze na początku tygodnia liczyły na przełamanie 1,15. Teraz atakuje górne ograniczenie wakacyjnej konsolidacji na 1,1750/90. Jakkolwiek mam małe przekonanie, żeby tym razem inwestorzy będą bardziej zdecydowani na odmianę sytuacji rynkowej, tak naturalnie rozczarowanie w sprzedaży detalicznej z USA będzie idealnym pretekstem, by nadać pęd do wyłamania.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Przyszłościowe kierunki studiów. Czyli kierunki, po których znajdziesz pracę

Ustawa o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego w prawo własności 2018 r. Co nowe przepisy oznaczają dla mieszkańców, deweloperów i inwestorów?

Prezydent Andrzej Duda podpisał w sierpniu nową ustawę o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego gruntów, na których znajdują się obiekty mieszkalne, we współwłasność tych gruntów. Nowe przepisy stanowią istotny zwrot w toczącej się od lat dyskusji na temat formy własności gruntów, znosząc regulacje wprowadzone jeszcze w czasach Polski Ludowej. Eksperci OPG Property Professionals, firmy zajmującej się m.in. zarządzaniem projektami deweloperskimi, oceniają konsekwencje, jakie niesie ta zmiana. Zarówno z punktu widzenia użytkowników obiektów mieszkaniowych, jak i inwestorów i deweloperów operujących na rynku pierwotnym.

Z punktu widzenia osób, które aktualnie korzystają z prawa do użytkowania wieczystego, prawdopodobnie najwięcej obaw i kontrowersji wzbudzają kwestie opłat. W myśl aktualnych przepisów, umowę o ustanowienie prawa użytkowania wieczystego zwyczajowo zawiera się na okres 99 lat (z możliwością jej przedłużenia), podczas których uiszczana jest z tego tytułu rokroczna opłata w wysokości ustalanej przez właściciela gruntu. Osoby, które z mocy nowego prawa staną się właścicielami gruntów, zostaną zaś zobowiązane do uregulowania należności za przekształcenie prawa własności w formie rocznych rat, przez okres 20 lat.

Anna Kwaśny, Head of Residential, OPG Property Professionals
Anna Kwaśny, szefowa Działu Sprzedaży Mieszkań w firmie OPG Property Professionals

Dla użytkownika lokalu mieszkalnego niewątpliwym plusem w całej tej sytuacji jest skrócenie dożywotniej opłaty do zaledwie dwóch dekad, z dodatkową możliwością wcześniejszego spłacenia zobowiązania w zamian za ustalone prawem bonifikaty. Wśród użytkowników wieczystych znajdziemy jednak zarówno takie osoby, które za grunt płacą już od kilkudziesięciu lat, jak i takie, które robią to dopiero od niedawna. – Ustawa postawi między tymi osobami znak równości – podkreśla Anna Kwaśny, szefowa Działu Sprzedaży Mieszkań w firmie OPG Property Professionals. – Uzasadnionym byłoby więc rozważenie przez ustawodawcę możliwości przynajmniej częściowego zaliczenia wnoszonych opłat rocznych z tytułu dotychczasowego użytkowania wieczystego na poczet opłaty za przekształcenie lub ewentualnie uzależnienie od nich wysokości opłat za pozostały okres umowy użytkowania – dodaje.

Opłata za przekształcenie użytkowania wieczystego we własność

Tomasz Jęczkowski, Sales Executive, OPG Property Professionals
Tomasz Jęczkowski, analityk rynku pierwotnego z biura sprzedaży osiedla ART MODERN w Łodzi

Liczne spekulacje budzi także kwestia bonifikat przysługujących osobom uiszczającym z góry pełną opłatę za przekształcenie. Każdy, kto postanowi zapłacić całą sumę jednorazowo w pierwszym roku, może liczyć na ulgę w wysokości 60%. W kolejnych latach liczba ta będzie obniżana stopniowo o kolejne 10%. Póki co wiadomo jedynie, że bonifikata obejmować będzie grunty należące do Skarbu Państwa. Osoby zamieszkujące budynki znajdujące się na gruntach komunalnych w tej sprawie będą zdane na decyzję gminy. – Ponieważ wysokość opłat za przekształcenie zostanie ustalona według stanu na 1 stycznia 2019 roku, warto już teraz zastanowić się nad dodatkowym przepisem, który zapobiegłby możliwemu nieproporcjonalnemu podwyższeniu stawki przez jednostki samorządowe – proponuje Tomasz Jęczkowski, analityk rynku pierwotnego z biura sprzedaży osiedla ART MODERN w Łodzi.

Warto w tym miejscu zastanowić się nad tym, jak w nowych realiach wyglądać będą ewentualne podwyżki opłat. Do tej pory gminy często aktualizowały cenniki nierównomiernie, skupiając się jedynie na części nieruchomości. W efekcie lokatorzy mieszkający nawet w obrębie tego samego osiedla płacili różne stawki, a gdy w końcu przychodziło do podwyżki, opłata nagle rosła kilku-, a czasem nawet kilkunastokrotnie. W myśl nowych przepisów podmioty będące właścicielami gruntów nie będą mogły wprowadzać takich skokowych podwyżek, co należy uznać za dobre rozwiązanie. Jeśli opłata za przekształcenie we własność wzrośnie, to tylko w oparciu o wskaźnik waloryzacji publikowany raz na 3 lata przez GUS, co powinno zapewnić względną stałość stawki.

Co o ustawie o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego gruntów sądzą eksperci rynku nieruchomości – inwestorzy, deweloperzy czy wykonawcy?

Michał Styś, Dyrektor Zarządzający, OPG Property Professionals
Michał Styś, szef firmy OPG Property Professionals

Na nowe przepisy warto także spojrzeć okiem podmiotów działających na rynku nieruchomości – inwestorów, deweloperów czy wykonawców. W kontekście użytkowania wieczystego jedną z najczęściej podnoszonych kwestii było przeznaczenie gruntu. Ponieważ cel użytkowania wieczystego nie zawsze zostaje określony w umowie ustanawiającej owo prawo, mogą pojawiać się dyskusje co do dopuszczalności przeprowadzenia inwestycji w danym kształcie. Zdaniem ekspertów nowe przepisy nie powinny ograniczać się jedynie do nieruchomości wykorzystywanych na cele mieszkalne. – Przesłanki, którymi kieruje się ustawodawca w kontekście ustawy o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego gruntów, można z powodzeniem odnieść do nieruchomości handlowych czy usługowych – ocenia Michał Styś, szef firmy OPG Property Professionals.

Innym tematem budzącym do dziś wiele dyskusji i wątpliwości jest kwestia uprawnienia użytkowników wieczystych do dokonania podziału prawnego nieruchomości bez zgody właściciela. Do tej pory niejasna sytuacja prawna w tej materii często powodowała wydłużanie się inwestycji w czasie, a niekiedy wręcz zniechęcała deweloperów do podejmowania działań. Nowa ustawa w dalszym ciągu nie reguluje zasad „przejścia”, to jest zgodności udziałów w prawie użytkowania wieczystego (które będą przekształcone w udziały w prawie własności) z udziałami w budynkowej nieruchomości wspólnej. – W tym kontekście przydałaby się szczegółowa regulacja dotyczącą ustalenia udziałów w całej nieruchomości objętej prawem własności lub współwłasności, powstałej z prawa użytkowania wieczystego lub współużytkowania wieczystego – podkreśla Michał Styś.

Wyniki Grupy Enea po I półroczu 2018 r. – komentarze członków zarządu

Po sześciu miesiącach 2018 r. Grupa Enea wypracowała 6.040 mln zł przychodów ze sprzedaży netto. Produkcja energii wzrosła o 37% w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego. EBITDA Grupy wyniosła 1.304 mln zł i była zgodna z planem w ujęciu r/r. Półroczne wyniki Grupy Enea pozostawały pod wpływem dużej dynamiki rynku.

Najwyższa EBITDA, 580 mln zł zrealizowana została w obszarze dystrybucji, w którym odnotowano też najwyższy jej przyrost (12,2%). Drugi co do wielkości wynik EBITDA wypracowany został w obszarze wytwarzania i wyniósł 437 mln zł, co oznacza wzrost o 2,2% r/r. W pierwszym półroczu 2018 r. nastąpił wzrost produkcji energii elektrycznej o 37%. Na tę wielkość wpływ miały równoważące się czynniki – zwiększenie mocy zainstalowanej związane z przejęciem Elektrowni Połaniec pod koniec pierwszego kwartału 2017 r. oraz oddanie do eksploatacji bloku nr 11 Elektrowni Kozienice; przy jednoczesnym ograniczeniu produkcji w wyniku wydłużenia postojów modernizacyjnych bloków nr 9 i 10, związanych również z dostosowaniem jednostek wytwórczych do konkluzji BAT. Wynik EBITDA w obszarze obrotu wyniósł 29 mln zł, wobec 105 mln zł w stosunku do analogicznego okresu 2017 r. Wynikało to z dynamicznej sytuacji rynkowej, szczególnie w zakresie obowiązku zielonego i CO2. Wynik w obszarze wydobycia ukształtował się na poziomie 274 mln zł wobec 321 mln zł w roku ubiegłym. To efekt przejściowych i zażegnanych trudności geologicznych i hydrotechnicznych, które miały miejsce w pierwszym kwartale tego roku.

W analizowanym okresie nieznacznie spadła EBITDA Grupy Enea i wyniosła 1.304 mln zł, przy jednoczesnym wzroście o 8,5% r/r przychodów ze sprzedaży netto, które wynosiły 6.040 mln zł. Grupa Enea wypracowała 462 mln zł zysku netto.

Enea konsekwentnie realizuje cel zwiększenia sprzedaży energii elektrycznej odbiorcom końcowym. W pierwszym półroczu 2018 r. w stosunku do analogicznego okresu 2017 r. nastąpił istotny wzrost wolumenu sprzedaży energii elektrycznej i paliwa gazowego odbiorcom detalicznym o 1,1 TWh, czyli 12%. Łączny wzrost wolumenowy sprzedaży przełożył się na zwiększenie przychodów ze sprzedaży o 241 mln zł, tj. o blisko 12% w stosunku do analogicznego okresu 2017 r. W tym okresie zwiększyła się także sprzedaż ciepła, która wyniosła 3.824 TJ (wzrost o 12% r/r).

W pierwszym półroczu Grupa wytworzyła 12,8 TWh energii elektrycznej (wzrost o 37% r/r), z czego 11,9 TWh pochodziło ze źródeł konwencjonalnych. W maju, blok nr 11 Elektrowni Kozienice, przeszedł planowany przegląd gwarancyjny, który w pełni potwierdził jego wysoką sprawność. Jednostka wyprodukowała w analizowanym okresie 2018 r. 2,4 TWh energii elektrycznej.

Grupa Enea zwiększyła produkcję energii ze źródeł odnawialnych o 49 GWh. Sprzedaż usług dystrybucyjnych odbiorcom końcowym wyniosła 10 TWh, zwiększając się o 4% w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. Grupa wydała na inwestycje 824,4 mln zł (w tym 60 mln zł na inwestycje związane z ochroną środowiska), przy wartości wskaźnika długu netto/EBITDA na bezpiecznym poziomie 1,8.

LW Bogdanka wypracowała w drugim kwartale przychody ze sprzedaży sięgające 457,3 mln zł, czyli wyższe o 4,7% r/r. EBITDA zwiększyła się o 8,9%, do 151,1 mln zł. Z kolei zysk operacyjny spadł o 14,2%, do 49,5 mln zł, a zysk netto był nieznacznie (o 1,6%) niższy niż w drugim kwartale 2017 r. i wyniósł 43,2 mln zł.

Skonsolidowane przychody Bogdanki w całym pierwszym półroczu wyniosły 856,0 mln zł (spadek o 5,1%). EBITDA spadła o 12,6%, do 278,6 mln zł, zysk operacyjny był niższy o 47,1% i wyniósł 78,0 mln zł, a zysk netto zanotował spadek o 40,8%, do 66,4 mln zł. Na wynikach półrocznych ciążył pierwszy kwartał, w którym za sprawą czynników natury geologicznej i hydrogeologicznej LWB zanotowała niższą produkcję i sprzedaż węgla.

W pierwszej połowie 2018 r. Bogdanka utrzymała wydobycie węgla energetycznego na zbliżonym rok do roku poziomie. Wyniosło ono 4,5 mln ton i było o 0,9% niższe niż rok wcześniej. Produkcja węgla handlowego wzrosła o 13,5%, do 2,42 mln ton. Zaś sprzedaż węgla zwiększyła się o 4,4% r/r, do 2,37 mln ton. Średni uzysk w drugim kwartale wyniósł 62,3%, wobec 68,3% przed rokiem.

Udział spółki w rynku węgla energetycznego w Polsce wyniósł po półroczu 2018 r. 18,4%. Z kolei udział w dostawach węgla do energetyki ukształtował się na poziomie 24,7%. Ponad 82% sprzedaży wygenerowanej w pierwszej połowie tego roku zrealizowane zostało do Enei Wytwarzanie i Enei Połaniec.

KOMENTARZE DO WYNIKÓW GRUPY ENEA ZA I PÓŁROCZE 2018 R.:

Mirosław Kowalik, prezes Enei:

– Grupa wzmacnia pozycję rynkową poprzez stabilną sytuację finansową oraz wzrost wskaźników operacyjnych, w tym produkcji energii elektrycznej. Duża dynamika rodzimego rynku miała wpływ na wyniki finansowe i operacyjne Grupy, które są zgodne z naszymi przewidywaniami. Odnotowaliśmy wyraźny wzrost produkcji oraz sprzedaży energii elektrycznej odbiorcom detalicznym, wzrósł również wolumen sprzedaży usług dystrybucyjnych. Rozwijamy się w sposób zrównoważony, realizując konsekwentnie program inwestycyjny we wszystkich obszarach łańcucha wartości. W pierwszym półroczu Grupa wydała na inwestycje 824,4 mln zł, z czego 60 mln na projekty związane z ochroną środowiska (m.in. modernizacje dwóch bloków w Elektrowni Kozienice i jednego w Połańcu). Do końca roku zamierzamy zainwestować ponad 2,5 mld zł. Stabilny potencjał mocy wytwórczych Grupy zapewnia bezpieczeństwo dostaw energii elektrycznej dla Klientów oraz systemu elektroenergetycznego Polski, a jednocześnie stwarza możliwość dalszej transformacji sektora w kierunku energetyki odnawialnej.

Przyszłość Grupy Enea to także elektromobilność, w którą już teraz mocno się angażujemy. Współpracujemy z Kolejowymi Zakładami Łączności – Enea Serwis jest certyfikowanym dystrybutorem, instalatorem i serwisantem sieci stacji ładowania pojazdów elektrycznych. Wraz z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju oraz innymi spółkami energetycznymi jesteśmy częścią programu „e-VAN”, którego założeniem jest opracowanie innowacyjnego, bezemisyjnego auta dostawczego – powiedział Mirosław Kowalik, prezes Enei.

Piotr Olejniczak, wiceprezes Enei ds. finansowych:

– Grupa Enea generuje wyniki finansowe na oczekiwanym poziomie, nasza EBITDA jest zgodna z planowanymi wynikami rok do roku. W minionym półroczu pozostawaliśmy pod wpływem dużej dynamiki rynku. Zmniejszenie EBITDA w obszarze obrotu to efekt rosnących kosztów obowiązku zielonego i CO2. Niezmiennie, pozycja finansowa Grupy jest bezpieczna, a jej podstawą są generowane wyniki i rozsądne posiłkowanie się zadłużeniem. Dzięki konsekwentnie utrzymywanej dyscyplinie kosztowej możemy realizować nasze plany inwestycyjne obejmujące przede wszystkim obszar wytwarzania i dystrybucji – powiedział Piotr Olejniczak, wiceprezes Enei ds. finansowych.

Piotr Adamczak, wiceprezes Enei ds. handlowych:

– Wzrost produkcji energii idzie w parze ze wzrostem wolumenu jej sprzedaży odbiorcom detalicznym. Przez ostatnich 12 miesięcy, tj. od lipca 2017 r. do czerwca 2018 r. Grupa Enea zrealizowała sprzedaż energii elektrycznej do Klientów końcowych na poziomie 19,1 TWh. Nasza strategia zakłada, że do 2025 r. sprzedaż ta będzie wynosiła 20,1 TWh. Rosną również łączne przychody ze sprzedaży Grupy Enea, w tym półroczu o 12% w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. Poza rozwojem naszej oferty produktowej, opartej o innowacje i nowe technologie (Enea Smart, Enea Eco), dążymy do zmaksymalizowania efektywności naszych działań w obszarze obsługi Klienta. Trwają  prace nad uruchomieniem unowocześnionej wersji aplikacji eBOK, w której można m.in. sprawdzić stan faktury, opłacić rachunki oraz skontaktować się z Eneą w każdej sprawie bez konieczności wizyty w biurze obsługi. Na naszej infolinii uruchomiliśmy serwisy samoobsługowe – średnio 37% Klientów łączących się z infolinią załatwia swoje sprawy bez rozmowy z konsultantem – powiedział Piotr Adamczak, wiceprezes Enei ds. handlowych.

Zbigniew Piętka, wiceprezes Enei ds. korporacyjnych:

– Modernizujemy bloki energetyczne w naszych elektrowniach, zwiększając ich sprawność i efektywność, jednocześnie dostosowując nasze jednostki wytwórcze do wymogów dyrektywy IED oraz kBAT. W maju w Elektrowni Kozienice zakończono prace przy bloku nr 10. Kontynuowane są prace  modernizacyjne na bloku nr 9. Do końca 2018 r. planowane są tam modernizacje urządzeń kotłowni i maszynowni, całość prac na bloku nr 9 powinna się zakończyć w pierwszej połowie 2019 r. W Elektrowni Połaniec wracamy do realizacji projektu „Feniks”, który został wstrzymany jeszcze przez poprzedniego właściciela. Dzięki niemu w pięciu jednostkach została podniesiona moc i poprawiona sprawność energetyczna. Dla bloku nr 5 wydane już zostały polecenia rozpoczęcia prac dla modernizacji turbiny, generatora i dostawy nowego transformatora blokowego – powiedział Zbigniew Piętka, wiceprezes Enei ds. korporacyjnych.

Artur Wasil, prezes Lubelskiego Węgla Bogdanka:

– Utrzymanie zbliżonego do ubiegłorocznego poziomu produkcji w pierwszym półroczu, pomimo trudnego pierwszego kwartału, wskazuje na duży potencjał techniczny i organizacyjny kopalni. Warto podkreślić, że jednocześnie utrzymaliśmy wysokie tempo prac przygotowawczych do wydobycia w kolejnych okresach – w drugim kwartale wydrążyliśmy 10,8 km chodników wobec 6,9 km rok wcześniej. Zanotowaliśmy tym samym wzrost aż o 56,5%. W całym pierwszym półroczu długość wykonanych wyrobisk wzrosła o ponad 31%. Podtrzymujemy całoroczny plan produkcji i sprzedaży na poziomie nie mniejszym niż 9 mln ton – powiedział Artur Wasil, prezes Lubelskiego Węgla Bogdanka.

Rewizja Dyrektywy Praw Autorskich na Jednolitym Rynku Cyfrowym

W głosowaniu plenarnym Parlamentu Europejskiego w Strasburgu 12 września Eurodeputowani zagłosowali za przyjęciem zmienionego projektu rewizji Dyrektywy Praw Autorskich na Jednolitym Rynku Cyfrowym stosunkiem 438 głosów do 226 głosów, 39 Posłów wstrzymało się od głosu.

Parlament głosował wczoraj – 12 września 2018 roku – już po raz drugi nad tekstem, tym razem ze zmianami do stanowiska Komisji JURI Parlamentu Europejskiego, która przewodniczyła pracom. Mandat dla Komisji JURI do rozpoczęcia negocjacji został wcześniej podważony w lipcowym głosowaniu prowadząc do zaproponowania 250 poprawek do stanowiska Parlamentu.

Najwięcej dyskusji dotyczyło dwóch głównych artykułów: nr 11 wprowadzający podatek od linków oraz nr 13 nakładający obowiązek filtrowania tekstów przez platformy internetowe. Wśród przyjętych zmian jest między innymi obowiązek płacenia przez duże firmy internetowe za prace artystów i dziennikarzy, z których korzystają. Małe i mikro platformy wyłączone są spod zakresu dyrektywy. Hiperłącza „w towarzystwie” pojedynczych słów można dowolnie udostępniać. Dziennikarze muszą otrzymać część wszelkiego wynagrodzenia związanego z prawem autorskim uzyskanym przez ich wydawnictwo.

Od września 2019 roku wystartuje gruntowna reforma szkolnictwa zawodowego. Będzie większy nacisk na współpracę szkół z biznesem

Od września 2019 roku wystartuje gruntowna reforma szkolnictwa zawodowego. Będzie większy nacisk na współpracę szkół z biznesem 8

Reforma szkolnictwa zawodowego, nad którą trwają prace legislacyjne, ma wejść w życie z początkiem roku szkolnego 2019/2020. Wprowadzi zmiany dotyczące m.in. klasyfikacji zawodów i finansowania szkół zawodowych, współpracy szkół z pracodawcami oraz egzaminów zawodowych. Celem jest podniesienie prestiżu szkół zawodowych i ukierunkowanie ich oferty tak, aby kształciły specjalistów jak najlepiej przystosowanych do wymogów rynku pracy.

Ustawa, którą napisaliśmy wspólnie z pracodawcami, jest już po decyzjach Komitetu Stałego Rady Ministrów i jest przygotowana do tego, żeby zarekomendować ją Radzie Ministrów. Chcielibyśmy, aby do końca tego roku została podpisana przez prezydenta. Chcemy, żeby te zmiany obowiązywały już od 2019 roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Zalewska, minister edukacji narodowej. – Są to zmiany wzorowane na przykładach niemieckich, austriackich i szwajcarskich, czyli pracodawca ma być w szkole, a szkoła u pracodawcy i razem mają pisać podstawy programowe i egzaminować, tak aby rzeczywistość biznesowa, finansowa, technologiczna nie odstawała od tego, czego uczymy w szkole. 

Nowelizacja ustawy Prawo oświatowe, którą MEN opublikował w czerwcu br., wprowadza daleko idące reformy w systemie szkolnictwa branżowego i technicznego. Zmiany dotyczą m.in. klasyfikacji zawodów i finansowania szkół zawodowych, współpracy szkół z pracodawcami oraz egzaminów zawodowych. Mają wejść w życie z początkiem roku szkolnego 2019/2020.

Projekt MEN ma ukierunkować szkolnictwo zawodowe tak, aby absolwenci mieli pełne kwalifikacje zawodowe, potwierdzone wynikami egzaminów i odpowiednimi dokumentami. Ponadto jeszcze w trakcie nauki uczniowie mają zdobywać dodatkowe umiejętności i uprawnienia potrzebne na rynku pracy i wymagane przez pracodawców. MEN zapowiada, że do każdego zawodu zostanie opracowana odrębna podstawa programowa. Projekt wprowadzi także zwiększoną subwencję oświatową dla samorządów na te szkoły, które kształcą w zawodach najbardziej potrzebnych na rynku pracy.

Minister edukacji podkreśla, że zmiany są konieczne, ponieważ brak wykwalifikowanych pracowników jest coraz większą barierą dla rozwoju przedsiębiorstw. Jednocześnie pracodawcy skarżą się na niedostosowanie kompetencji absolwentów szkół do oczekiwań rynku pracy.

Wszystkie te zmiany są pilne, dlatego że już 48 proc. pracodawców nie może znaleźć pracowników. Musimy udowadniać, że szkoły branżowe i technika potrzebują ludzi utalentowanych, ludzi z pasją. Potrzebujemy też ogromnej promocji – nie tylko zmiany nazwy na szkoły branżowe, lecz także uczestnictwa różnego rodzaju firm – mówi Anna Zalewska. – Pytane 9-latki najchętniej chciałyby zostać właścicielami restauracji, bo taką promocję zrobiły nasze gwiazdy, które doskonale gotują, potrafią zachwycić opowieściami o jedzeniu. Moim marzeniem jest, żeby każdy zawód był tak wspierany i promowany.

Zgodnie z projektem MEN zreformowane szkolnictwo zawodowe ma się opierać na współpracy z pracodawcami. Dobrze zorganizowane szkoły, ściśle współpracujące z biznesem, mają dać szansę rozwoju poszczególnym regionom i lokalnym społecznościom. Stąd ustawa kładzie duży nacisk na to, aby firmy i organizacje zrzeszające pracodawców miały duży wpływ na kształt szkolnictwa zawodowego (m.in. poprzez tworzenie oferty kształcenia zawodowego, uruchamianie kształcenia w konkretnych zawodach i umożliwianie uczniom praktycznej nauki zawodu w rzeczywistych warunkach pracy).

Po roku dyskusji z pracodawcami udało się ich przekonać, żeby dołożyli do systemu edukacji. Na szkolnictwo techniczne i branżowe jest 9 mld zł pieniędzy budżetowych, ale skonstruowaliśmy przepisy tak, że pracodawcy mogą się wprost dołożyć do klas czy pensji nauczyciela. Uwolniliśmy pensję nauczyciela zawodu, dzięki czemu mogą fundować staże, stypendia, organizować w szkole określone warsztaty – mówi minister Anna Zalewska. – To rzeczywiście duże zmiany, które mają spowodować, że szkoła będzie elastyczna. Na tym nam zależy. Jednocześnie za 2–3 lata chcielibyśmy przenieść e-zasoby, żeby podręczniki, symulatory były na tablicach multimedialnych. Marzy nam się szkoła branżowa, która będzie odpowiadać nie tylko potrzebom rynku, lecz także dawać satysfakcję dzieciom.

Jak wynika z raportu „Efektywne szkolnictwo zawodowe jako kluczowy element nowoczesnej gospodarki”, opracowanego przez Warsaw Enterprise Institute, w roku szkolnym 2014/2015 działały w Polsce 3 954 zasadnicze szkoły zawodowe i technika. To oznacza, że od 2008 roku ich liczba spadła o ok. 20 proc. Licząc od 2000 roku – spadek sięgnął 50 proc. Z najnowszych danych GUS wynika, że w roku szkolnym 2016/2017 szkół zawodowych i techników było jeszcze mniej, nieco ponad 3 500.

Najbardziej zależy nam, żeby w szkołach technicznych i branżowych pojawiło się więcej uczniów, żeby przełamać opinie mówiące, że nie powinni do nich trafiać młodzi, utalentowani ludzie. Jednocześnie chcemy, żeby młodzież szybko się usamodzielniała. Często ze strony uczniów padają pytania do przedstawicieli biznesu o to, kiedy i jak najszybciej zostać prezesem swojej własnej firmy. Każdy prezes mówi: „Skończ szkołę branżową – jeśli masz zawód, już jesteś firmą, a w dodatku możesz się kształcić dalej i zarabiać dużo pieniędzy”. To są najważniejsze kwestie, na których nam zależy, na przyjaznym funkcjonowaniu pracodawcy i ucznia – mówi minister Anna Zalewska.

Jak ocenili autorzy raportu WEI, brak wysoko wykwalifikowanych pracowników fizycznych i techników to jedna z przeszkód szybszego rozwoju gospodarczego i efekt mody na wyższe wykształcenie, skutkującej nadprodukcją absolwentów uniwersytetów nieprzydatnych z punktu widzenia rynku pracy.

Faktury mogą być lepszą inwestycją niż obligacje. Rynek finansowy odpowiada na problemy z zatorami płatniczymi

0

Faktury mogą być lepszą inwestycją niż obligacje. Rynek finansowy odpowiada na problemy z zatorami płatniczymi 9

Rośnie zainteresowanie nową formą inwestycji. Są nią faktury z odroczonym terminem płatności, które pod względem rentowności i poziomu ryzyka mogą stanowić alternatywę np. dla obligacji korporacyjnych. Mowa o faktoringu – czyli usłudze, która pojawiła się na rynku finansowym w odpowiedzi na problem, jakim są zatory płatnicze. Pod względem ich występowania Polska znajduje się w niechlubnej czołówce Europy.

Z badania „Portfel należności polskich przedsiębiorstw” Krajowego Rejestru Długów wynika, że w II kwartale tego roku na zapłatę od kontrahentów polskie firmy czekały średnio 3,5 miesiąca. O ile dla dużych przedsiębiorstw nie jest to ogromny problem – ze względu na łatwiejszy dostęp do kredytowania i większą płynność finansową, wynikającą z większej liczby kontrahentów, o tyle dla mniejszych graczy nieopłacone na czas faktury są prawdziwą zmorą i niejednokrotnie mogą decydować o ich przetrwaniu na rynku. Z pomocą przychodzi faktoring, czyli usługa polegająca na opłaceniu zaległych faktur przez firmę trzecią, która pieniądze odzyskuje od oryginalnego kontrahenta. Firma taka opłaca zaległą fakturę jej wystawcy – ale tylko w pewnej części – na przykład w 95 czy 98 procentach. Całą kwotę, na jaką opiewała faktura, odzyskuje od fakturobiorcy. Kilka procent różnicy to zarobek firmy.

Możemy sobie wyobrazić faktury, i to są realne transakcje, gdzie płatnikiem jest gmina, czyli Skarb Państwa, a wykonawcą jest firma budowlana. Ta firma, potrzebując wcześniej płatności za faktury, zgadza się na koszt finansowania rzędu 2 proc. Jeżeli te 2 proc. finansowania za fakturę 60-dniową ekstrapolujemy na cały rok, to już mamy rentowność takiej transakcji na poziomie 12 proc., a ryzyko jest porównywalne do obligacji skarbowych, ponieważ to Skarb Państwa stoi za zapłatą tej faktury, a rentowności są dużo większe – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jakub Ananicz, prezes zarządu firmy Faktorama.

Faktoring przynosi tym samym na rynek nowy instrument finansowy. Faktury z odroczonym terminem płatności stają się alternatywą dla obligacji skarbowych i korporacyjnych, i w dodatku szybko zdobywającą przewagę nad nimi. Od obu rodzajów obligacji różni ich przede wszystkim znacznie krótszy okres realizacji zysku, co też wpływa na poziom bezpieczeństwa

– Jeżeli porównamy inwestycję w faktury do obligacji korporacyjnych, poziom bezpieczeństwa jest dużo większy. Obligacje korporacyjne cechują się tym, że ich okres inwestycji to 2–3 lata, czyli kiedy decydujemy się na inwestycję, musimy przewidzieć, jak będzie wyglądała sytuacja danego podmiotu i jego otoczenia na 2–3 lata do przodu. Bardzo ciężko było przewidzieć, kupując obligacje firm budowlanych, jak dramatyczny wzrost cen wynagrodzeń ich czeka ­– tłumaczy Jakub Ananicz.

Kolejną zaletą faktury jako instrumentu finansowego jest możliwość natychmiastowego wyjścia z inwestycji w razie przewidywanych problemów płatnika. Wystarczy nie nabywać kolejnych faktur, wystawionych przez tę konkretną firmę.

– W sytuacji kiedy terminy płatności są 45-dniowe czy 60-dniowe, jeżeli widzimy jakieś oznaki spowolnienia gospodarczego, problemów tej firmy, możemy bardzo szybko reagować i zamknąć ekspozycję, nie kupując kolejnej faktury. Jeżeli kupiliśmy obligacje, to jesteśmy skazani na 2-letnią współpracę – przekonuje Ananicz.

Inwestorów przyciągają także wciąż wysokie rentowności, w niektórych przypadkach jest to nawet 20 proc.

Rentowności transakcji faktoringowych to jest między 10 a 20 proc., jeżeli mówimy o dobrych dużych płatnikach. W przypadku transakcji, w których my pośredniczymy, to głównie spółki giełdowe są po drugiej stronie jako płatnicy i tutaj te rentowności przekraczają 10 proc. Jeżeli to porównamy z obligacjami korporacyjnymi, które dają 10 proc., to po drugiej stronie są firmy, które są bardzo ryzykowne, bardzo małe podmioty. Jednocześnie jeżeli byśmy chcieli skupić się na poziomie ryzyka, który oferuje dług dużych spółek, to te rentowności są na poziomie 3–4 proc., czyli parokrotnie niższe – mówi prezes Faktoramy.

Jak podkreśla, rentowność faktur notuje jednak ostatnio spadki. Jest to bezpośrednim wynikiem faktu, że na rynku pojawia się coraz więcej firm zajmujących się faktoringiem, a konkurencja pomiędzy nimi staje się coraz silniejsza. Część firm umożliwia też współpracę inwestorom indywidualnym, dzieląc się z nimi zyskami – przez co realna rentowność tych inwestycji spada.

Zainteresowanie mimo to rośnie, ponieważ obniża się bariera wejścia w ten typ inwestycji. Osoby zainteresowane tym instrumentem finansowym mogą zacząć inwestowanie, dysponując kwotą 10 tys. zł. Na rynku obecni są też gracze instytucjonalni, którzy na inwestycje w faktury przeznaczają kwoty rzędu kilku milionów złotych.

Jeszcze 4 lata temu to była bardzo wielka nisza. Wynikało to z tego, że aby inwestować w faktury, trzeba było mieć własną firmę faktoringową, czyli bariera wejścia to było co najmniej 10 mln złotych i kilku dobrze wykwalifikowanych pracowników, którzy znają się na ocenie transakcji faktoringowych i pozyskiwaniu klientów. Teraz każdy, kto ma 10 czy 15 tys. zł może znaleźć platformę umożliwiającą inwestycję w faktury, która wszystko robi za nich – wyjaśnia Jakub Ananicz.

Jak podkreśla, duży wzrost zainteresowania tą formą inwestycji dało się odczuć po tzw. aferze GetBack, która spowodowała spadek zaufania inwestorów do obligacji korporacyjnych.

Wtedy wielu inwestorów zaczęło szukać alternatywnych form inwestowania i poprzez znajomych znajomych, znajomych doradców dowiedzieli się o inwestycjach w faktury z odroczonym terminem płatności. U nas było odczuwalne lawinowe zainteresowanie inwestycjami w faktury – mówi prezes Faktoramy.