Dolar najsłabszy od stycznia. Dzisiaj decyzja RPP

Amerykańska waluta jest najtańsza względem euro od stycznia. Względem złotego brakuje jej już raptem kilku groszy do najniższych poziomów z 2018 roku.

Indeksy PMI z Europy

Wczoraj poznaliśmy ostateczny wynik indeksu PMI dla strefy euro. Wyniósł on 53,8 punktów, czyli o 0,2 pkt powyżej oczekiwań. W ostatecznych wynikach wyraźnie widać wpływ poprawy we Francji, która pomimo lekkiego spadku w Niemczech była główną przyczyną wzrostu. W góry skorygowane zostały zresztą nie tylko dane ze strefy euro, ale również z Wielkiej Brytanii. Tam korekta wyniosła 0,4 pkt do poziomu 55,6 punktów. Poziomy powyżej 50 punktów to wyniki, gdzie przeważają pozytywne odpowiedzi nad negatywnymi i są uważane za zapowiedź poprawy sytuacji gospodarczej.

EURUSD powyżej 1,20

W wyniku lepszych danych ze strefy euro byliśmy świadkami przebicia poziomu 1,20 i to wyraźnego do 1,2076. Ostatni raz tak drogie euro względem dolara było w styczniu tego roku, kiedy za jedno euro płaciliśmy ponad 1,22 dolara. Poprzednia taka sytuacja miała miejsce dopiero w pierwszej połowie 2018 roku. Co to realnie zmienia na rynku? Z jednej strony to objaw słabości waluty. Z drugiej strony taki stan wspiera eksport, gdyż przy tej samej cenie dolarowej importujący zapłaci mniej w lokalnej walucie za towary z USA. W rezultacie, jest bardzo wątpliwe, by Amerykanie podejmowali działania mające na celu umocnić dolara.

Posiedzenie RPP

Dzisiaj poznamy decyzję Rady Polityki Pieniężnej w sprawie stóp procentowych. Rynki nie spodziewają się zmian, aczkolwiek gdzieś w tle pojawiają się głosy, że możliwa jest zapowiedź ujemnych stóp procentowych. Argumentem przemawiającym za tą interpretacją jest duża zależność składu Rady od rządu. W rezultacie, postulat dbania o stabilność cen może okazać się mniej istotny, niż wsparcie gospodarki jeszcze tańszym kredytem. Gdyby zapowiedziano na przyszłość obniżkę, należałoby spodziewać się osłabienia złotego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia,

16:30 – USA – zmiana zapasów paliw,

20:00 – USA – raport FED na temat sytuacji gospodarczej.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Regions4PerMed – międzynarodowy projekt wspierający rozwój medycyny personalizowanej

Międzyregionalna współpraca łączy ekspertów z północnych i środkowych Włoch, Niemiec, Hiszpanii i Polski wokół działań na rzecz wykorzystania personalizowanej opieki zdrowotnej i wdrażania innowacyjnych interwencji dotyczących e-zdrowia.

„Regions4PerMed – Interregional coordination for a fast and deep uptake of personalised health” to projekt wspomagający wdrażanie najlepszych praktyk w ramach personalizowanej opieki zdrowotnej. Projekt obejmuje międzynarodową koordynację regionalnych polityk i programów innowacyjnych w zakresie e-zdrowia i nawiązanie wspomagającego ich wdrażanie stałego dialogu między regionami europejskimi. Zakłada opracowanie bazy dla wspólnych inwestycji na rzecz medycyny personalizowanej, współpracę międzyregionalną w zakresie zarządzania ryzykiem, dostosowanie strategii i instrumentów finansowych, określenie kluczowych obszarów inwestycyjnych oraz opublikowanie europejskiego programu regionalnego dotyczącego wspierania usług opieki (zdrowotnej i społecznej). Ponadto ma na celu zwiększenie zaangażowania władz regionalnych, naukowców i decydentów mających wpływ na wdrażanie medycyny personalizowanej oraz dookreślenie wytycznych co do optymalnych zasad implementacji innowacyjnych interwencji.

W realizowanym w latach 2018-2023 projekcie biorą udział urzędy jednostek samorządów terytorialnych 5 regionów europejskich i współpracujące z nimi agencje rozwoju regionalnego. W ramach Regions4PerMed do międzyregionalnego dialogu przystąpiły: Lombardia – Fondazione Regionale per la Ricerca Biomedica, Toskania – Tuscany Life Sciences, Saksonia – Sächsisches Staatsministerium für Wissenschaft und Kunst, Galicja – Axencia de Coñecemento en Saúde i Dolny Śląsk – Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego. Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu jest jedynym ośrodkiem akademickim w konsorcjum. Projekt jest finansowany w ramach programu Komisji Europejskiej Horyzont 2020.

– Celem medycyny personalizowanej, która polega na doborze metod leczenia uwzględniających indywidualne cechy pacjenta, jest optymalizacja całego procesu terapeutycznego. Można powiedzieć, że jest to leczenie szyte na miarę indywidualnych potrzeb każdego pacjenta. Takie podejście do leczenia minimalizuje ryzyko niepowodzenia bądź wystąpienia niepożądanych skutków i wpływa na wzrost efektywności terapii zarówno pod względem klinicznym, jak i ekonomicznym. Z tych względów tak ważne jest propagowanie wiedzy na temat personalizowanej opieki zdrowotnej. – tłumaczy prof. Donata Kurpas, Kierownik Projektu po stronie Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i dodaje: – Wdrażanie personalizowanych rozwiązań niesie wyzwania dla całej branży medycznej, w tym małych i średnich, ale także dużych przedsiębiorstw. Jednak stratyfikacja pacjentów może poprawić wyniki interwencji klinicznych i obniżyć koszty opieki, a personalizowane plany opieki umożliwiają realizację celowanej prewencji w grupach ryzyka, dlatego warto podjąć trud zniesienia barier, z którymi się zmagamy. Wymaga to wymiany doświadczeń między przedstawicielami władz samorządowych, instytucji naukowych, organizacji pacjentów, świadczeniodawców, instytucji odpowiedzialnych za zarządzanie opieką zdrowotną i systemami informacji w opiece zdrowotnej oraz przedsiębiorcami zajmującymi się technologiami ukierunkowanymi na zdrowie w opiece integrowanej. I właśnie z myślą o tym dialogu prowadzony jest projekt Regions4PerMed.

Działania projektowe Regions4PerMed są skoncentrowane wokół 5 strategicznych obszarów:

  • Big Data w medycynie i elektroniczna dokumentacja medyczna
  • technologie medyczne w modelach zintegrowanej opieki zdrowotnej
  • przemysł medyczny
  • usprawnienia we wprowadzaniu innowacji w opiece (zdrowotnej i społecznej)
  • aspekty społeczno – ekonomiczne w zakresie e-zdrowia 

Big Data i cyfryzacja mogą wspierać interwencje w zakresie promocji zdrowia i prewencji chorób przewlekłych. Mogą ułatwiać zmiany w ramach systemów opieki zdrowotnej i społecznej, wdrożenie nowych modeli opieki oraz integrację istniejących i powstających struktur opieki. Kluczowe jest określenie potencjału, zagrożeń i ról w procesie zarządzania danymi dotyczącymi zdrowia (tu też elektroniczna dokumentacja medyczna – eHR i dane medyczne pacjentów). Gromadzenie rosnącej liczby danych, ich przechowywanie, dostęp i ochrona danych osobowych niosą trudności prawne, ekonomiczne i etyczne, dlatego niezbędne są regulacje na poziomie regionalnym, krajowym i międzyregionalnym, które pozwolą na rozwój technologii w zakresie e-zdrowia.

Technologie medyczne w obszarze profilaktyki, diagnostyki, leczenia i rehabilitacji zajmują znaczące miejsce w opiece domowej i ambulatoryjnej oraz na oddziałach szpitalnych. Mogą zwiększać efektywność domowej opieki zdrowotnej pod względem kosztów i czasu leczenia, przy czym kluczowe jest zwiększanie kompetencji społeczności lokalnych w zakresie korzystania z tych technologii.

Przemysł medyczny – jako jeden z najbardziej rentownych i najszybciej rozwijających się obszarów w globalnej gospodarce światowej – jest zaawansowany technologicznie. Szczególnie intensywnie rozwija się w krajach wysoko uprzemysłowionych z innowacyjnymi gospodarkami i wysokim dochodem narodowym. Znaczną część innowacji w sektorze opieki zdrowotnej tworzą małe i średnie przedsiębiorstwa, które są kluczowe dla dalszego rozwoju branży medycznej.

Obecny model opieki zdrowotnej zorientowany jest na usługodawcę, medycyna zorientowana na pacjenta wymusza zmiany. Innowacje technologiczne, produktowe i usługowe, innowacje organizacyjne i zarządcze, a także innowacje w modelach biznesowych usprawniają opiekę zdrowotną, która zmaga się z coraz liczniejszą populacją pacjentów z wielochorobowością i niepełnosprawnością, starzeniem się społeczeństwa i nasilaniem się zjawiska izolacji społecznej.

Wprowadzenie na szeroką skalę medycyny personalizowanej, nowych metod zapobiegania, diagnostyki i leczenia chorób z zastosowaniem innowacyjnych osiągnięć wymaga nowego podejścia do edukacji personelu medycznego. Zmiana ta wiąże się z koniecznością wprowadzania nowych regulacji prawnych, budowania interdyscyplinarnych zespołów, tworzenia nowej infrastruktury badawczej i prowadzenia kosztownych badań.

Rozwój personalizowanych interwencji w zakresie e-zdrowia niesie większą efektywność opieki zdrowotnej i korzyści ekonomiczne.

Medycyna personalizowana opiera się na doborze odpowiedniego leczenia dla danego pacjenta stosowanego we właściwym czasie, a także na określeniu molekularnych predyspozycji do konkretnej choroby u konkretnej osoby, aby podjąć właściwe działania prewencyjne na czas. Dzięki wykorzystaniu osiągnięć biologii molekularnej dotyczących analizy uwarunkowań genetycznych poszczególnych pacjentów można dostosować leczenie do indywidualnych cech pacjenta i jego choroby. W medycynie tradycyjnej dla całej populacji stosuje się jeden rodzaj terapii dla danej choroby, co wiąże się z większym odsetkiem stosowania nietrafionego leczenia i jego skutkami ubocznymi niż w medycynie personalizowanej, gdzie przy większej liczbie danych o pacjencie można postawić lepszą diagnozę i wybrać bardziej skutecznej leczenie. Takie podejście sprzyja szybszemu wyleczeniu chorych, uniknięciu choroby w grupach ryzyka dzięki zastosowaniu prewencyjnych działań, a także obniżeniu kosztów opieki zdrowotnej.

Od listopada nowe zasady rejestracji osób prawnych w Rosji

Ten, kto chociaż raz przeprowadzał proces rejestracji podmiotu w Rosji albo dokonywał jakichkolwiek zmian w tym obszarze, na pewno wie, na ile skomplikowana jest to procedura. Eksperci JP Business Law Firm przypominają polskim firmom – od 25 listopada 2020 r. obowiązują zarówno nowe formularze rejestracyjne, jak i nowe zasady ich wypełniania.

Proces rejestracji osób prawnych w Rosji to przykład skomplikowanej procedury, szczególnie dla podmiotów zagranicznych, w tym m.in. dla wielu polskich spółek działających na terenie Rosji. Trzeba uważnie monitorować wszelkie zmiany w tym zakresie i być skrupulatnym w przygotowaniu dokumentacji by nie narazić się na odmowę dokonania wpisu i wydłużenie postepowania, co zwłaszcza dla biznesu wiąże się zwykle ze sporymi kosztami” – mówi Valeria Jeleńska, Prezes JP Business Law Firm w Warszawie.

Od 25 listopada br. została m.in. wprowadzona możliwość drukowania dwustronnego wniosków oraz dokumentów do nich załączanych, której wcześniej nie było. Dodatkowo, nie wolno podawać ilości udziałów jako ułamka dziesiętnego (na przykład 0,5). Odpowiednim formatem będzie procent lub zwykły ułamek (na przykład 1/2). Numery telefonów należy wskazywać bez nawiasów. Jeśli jest to numer rosyjski, należy go podać z kodem „+7”, a nie jak poprzednio z kodem „8”.

Poza tym zalecany jest następujący sposób sporządzenia Statutu lub Umowy spółki:

  • lewy margines – 3 cm;
  • wolny lewy górny róg pierwszej strony o wymiarach 8 x 8 cm.

Teraz wnioski zawierają także dwa rodzaje adresów e-mail:

  • adres e-mail, na który będą przesyłane dokumenty związane ze świadczeniem usług publicznych. Adres wskazany jest w sekcji „Informacje o wnioskodawcy” (Jest to pole obowiązkowe.);
  • adres e-mail osoby prawnej wpisanej do Jednolitego Państwowego Rejestru Osób Prawnych. (Jest to pole nieobowiązkowe. Wiele formularzy zawiera dane pole, na przykład formularz składany podczas rejestracji osoby prawnej. Jeżeli firma podejmie decyzję o umieszczeniu takiego adresu w rejestrze, zawsze można go zmienić lub usunąć.)

W nowych formularzach już nie ma wymogu wskazania adresów zamieszkania osób fizycznych – założycieli (udziałowców) i członków zarządu osób prawnych. Zmieniają się też wymagania dotyczące sposobu wskazania adresu osoby prawnej lub miejsca zamieszkania indywidualnego przedsiębiorcy:

  • adres musi być wskazany zgodnie z Państwowym Rejestrem Adresowym;
  • struktura i kolejność elementów adresu muszą być zgodne z regułami zatwierdzonymi przez rząd, a skróty – z zasadami określonymi przez Ministerstwo Finansów;
  • nie jest wymagany kod pocztowy.

Nowe formularze dają spółce z ograniczoną odpowiedzialnością możliwość przejścia na wzorzec umowy spółki. Aby zacząć z niego korzystać, należy złożyć wniosek P13014. Opłata skarbowa nie jest wymagana. Ze wzorca umowy spółki można również skorzystać podczas rejestracji osoby prawnej lub jej reorganizacji.

Do Jednolitego Państwowego Rejestru Osób Prawnych można wprowadzić informację o istnieniu umowy korporacyjnej. Złożenie samej umowy przy tym nie jest wymagane.

W nowych formularzach można wskazać, że istnieją podstawy do ograniczenia dostępu do informacji o osobie prawnej (na przykład o wspólniku lub członku zarządu).

TSUE: będzie łatwiej o odszkodowanie za opóźniony lot Ryanair

  • Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) zabronił Ryanairowi stosowania jednej z klauzul, dzięki której przewoźnik nieuczciwie unikał płacenia pasażerom odszkodowań.
  • Wyrok ułatwi pasażerom ubieganie się o odszkodowania także od innych linii lotniczych.
  • Rozpatrywana przez TSUE sprawa dotyczy sporu Ryanair z polską firmą DelayFix o lot z Mediolanu do Warszawy.

Linie lotnicze nie mają w sądach szans z pasażerami. Z danych APRA (Association of Passenger Rights Advocates) wynika, że 90% spraw kończy się wygraną klientów. Jednak przewoźnicy nie chcą płacić odszkodowań za odwołane i opóźnione loty czy odmowę przyjęcia na pokład. Starają się więc zniechęcać pasażerów do roszczeń na przedsądowym etapie procesu reklamacji. Wiedzą, że 60% klientów „odpuszcza” po pierwszym, często niezasadnym odrzuceniu wniosku o odszkodowanie (dane: YouGov).

Dzięki wyrokowi Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) z 18 listopada 2020 roku liniom lotniczym będzie trudniej w nieuczciwy sposób unikać wypłat. Wyrok został wydany w sporze polskiej firmy DelayFix z Ryanairem, dotyczącym lotu na trasie Mediolan – Warszawa.

Ryanair od lat stosował niezgodną z unijnym prawem klauzulę, zgodnie z którą pasażer lub jego reprezentant mógł podać firmę do sądu jedynie w Irlandii. Strategia przewoźnika była prosta – odrzucać roszczenia klienta i liczyć na to, że nie dojdzie do rozstrzygnięcia w irlandzkim sądzie. Klientom z innych krajów nie opłacało się lub nie wiedzieli, jak ubiegać się o nieraz niewielkie odszkodowanie za granicą. Na tym korzystał Ryanair. TSUE uznał tę praktykę za nieuczciwą i wskazał, że przewoźnika można podać do sądu nie tylko w jego kraju, ale także w kraju wylotu i przylotu. To znacznie ułatwi dochodzenie roszczeń – mówi Marcin Maciejewski, Chief Executive Officer w DelayFix S.A., członka Stowarzyszenia Rzeczników Praw Pasażerów (APRA).

Wyrok TSUE powinien ułatwić pasażerom dochodzenie odszkodowań nie tylko od Ryanair, ale także od innych linii lotniczych. Sądy krajowe zyskały bowiem silną podstawę do precyzyjnej oceny klauzul zawartych w umowach i regulaminach dotyczących przewoźników i podróżnych.

Jakie prawa przysługują pasażerom?

Problem z odszkodowaniami dotyczy milionów pasażerów linii lotniczych rocznie. Polityka odszkodowawcza nie pomaga liniom lotniczym budować relacji z klientami. Z badań brytyjskiego magazynu „Which?” wynika, że czterech na pięciu pasażerów nie ufa przewoźnikom.

– Linie lotnicze zapracowały sobie na ten wynik. Jak mogą unikają wypłat, które się pasażerom po prostu należą. Warto pamiętać, że za podróżnymi nie stoi znajomość prawa i przewoźnicy to wykorzystują. Na własną rękę może być więc trudno o pieniądze, dlatego warto zwrócić się do doradców, którzy takimi sprawami zajmują się na co dzień. Pozwoli to oszczędzić czas i nerwy, a w zdecydowanej większości przypadków nie zostać bez odszkodowania – dodaje Marcin Maciejewski z DelayFix.

Niewielu konsumentów wie, że regulacje stworzone w ramach przepisów unijnych wystarczająco chronią pasażerów przed nadużyciami linii lotniczych (m.in. rozporządzenie WE261/04).

Zgodnie z przepisami unijnymi pasażer ma prawo do np.:

  • odszkodowania do 600 euro, jeśli z winy przewoźnika lot będzie opóźniony lub odwołany, a ten nie poinformuje klienta najpóźniej 14 dni przed zaplanowanym lotem (odstępstwami od tej sytuacji są wyjątkowe okoliczności, np. złe warunki pogodowe, kwestie bezpieczeństwa),
  • opieki linii lotniczych – jeśli lot opóźniony jest więcej niż dwie godziny, pasażer powinien otrzymać posiłek, w przypadku dłuższego przesunięcia przysługuje mu nocleg (wraz z dojazdem do miejsca zakwaterowania),
  • zachowania standardu przelotu – jeśli w związku ze zmianami w podróży klient skorzysta z miejsca w wyższej klasie, nie ma obowiązku uiszczania dodatkowej opłaty, a jeśli klasa zostanie zmieniona na niższą, ma prawo ubiegać się o zwrot kosztów.

Obowiązek informowania o zapisach WE261/04 leży po stronie przewoźników. Ci jednak często nie wypełniają go, wykorzystując brak wiedzy poszkodowanych i zniechęcając ich do ubiegania się o przysługujące im prawa. Dopiero wkroczenie na drogą sądową gwarantuje w większości przypadków wygraną konsumenta.

Źródło: DelayFix S.A.

Jeśli dzwoni skarbówka, to uważaj. Nie wiadomo do czego później użyje uzyskane od Ciebie informacje

Coraz częściej wszelkie podejmowane względem obywateli działania organy państwa tłumaczą koniecznością zwiększenia ich bezpieczeństwa w czasie pandemii COVID-19. Ostatnio urzędnicy skarbówki zaczęli intensywnie dzwonić do podatników pod pretekstem szybszego i właśnie bezpieczniejszego załatwienia sprawy. Podatnicy powinni jednak podczas takich rozmów bardzo uważać. Przeszkoleni w zakresie technik manipulacyjnych urzędnicy potrafią bowiem wydobyć w ich trakcie pożądane przez siebie wrażliwe informacje na temat podatnika lub prowadzonej przez niego działalności. Nie wiadomo jednak, kto i w jakim celu później te informacje wykorzysta.

Możliwość załatwienia sprawy urzędowej drogą mailową lub przez telefon to generalnie bardzo korzystne, wygodne dla wszystkich rozwiązanie. Zwłaszcza gdy chodzi o przedsiębiorców, którzy wolą swój czas poświęcać na prowadzenie działalności gospodarczej, niż na wyczekiwanie w kolejce do urzędowego okienka przy korygowaniu błędu w złożonej deklaracji, co w konsekwencji umożliwi szybsze uzyskanie zwrotu podatku. Ale… Przedsiębiorcy powinni pamiętać, że każdy kij ma dwa końce.

Przyjazny urząd a ujawnienie informacji

W artykule z 18 października 2020 r. „Rzeczpospolita” ujawniła, że w czasie panującej pandemii koronawirusa urzędnicy skarbowi, dzwoniąc do przedsiębiorców, pytają nie tylko o błahe sprawy. Zdarza się, że dopytują o szczegóły zawartych z kontrahentem umów, proszą o przesłanie dokumentów e-mailem. Swoje prośby tłumaczą dążeniem do przyspieszenia załatwienia sprawy. Z drugiej jednak strony, jak pisze dziennik, powołując się na relację anonimowego świadka, czasem w trakcie takiej rozmowy telefonicznej urzędnik sugeruje, że brak podania żądanej informacji może zakończyć się kontrolą skarbową (Rzeczpospolita: „Urzędy skarbowe dzwonią do firm, pytają o szczegóły umów”).

A czym to grozi?

Z każdej takiej rozmowy urzędnik w większości spraw musi sporządzić notatkę służbową. Taką notatkę organ skarbowy może później wyciągnąć na światło dzienne jako dowód na poparcie swoich zarzutów skierowanych przeciwko podatnikowi w toczącym się postępowaniu, co zwłaszcza teraz, w dobie panującej pandemii nabiera na popularności.

W kwietniu tego roku Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny ukarał obywatela karą w wysokości 5 tys. zł tylko za to, że w trakcie odbywania kwarantanny po powrocie z zagranicy wpuścił do mieszkania swojego ojca. Podstawą wymierzenia tej kary przez organ była notatka służbowa pracownika sanepidu… sporządzona podczas rozmowy telefonicznej z ojcem ukaranego. Taką samą karę miesiąc później sanepid wymierzył uczestniczce protestu przedsiębiorców, który odbył się 7 maja 2020 r. w Warszawie. Powodem był brak realizowania przez nią obowiązku zakrywania nosa i ust. W tym wypadku jedyną podstawę ukarania stanowiła notatka sporządzona w trakcie zatrzymania przedsiębiorcy przez policjanta.

Lepiej mieć się na baczności

Przenosząc powyższe na grunt omawianej sprawy, na baczności szczególnie powinni mieć się przedsiębiorcy. W ich przypadku wykorzystanie przeciwko nim określonych, udokumentowanych służbową notatką informacji zdobytych przez telefon przez skarbówkę może mieć dla nich znacznie dotkliwsze konsekwencje, np. w postaci wstrzymania wyczekiwanego zwrotu VAT. A i nie każdy przedsiębiorca jest pod stałą ochroną prawnika, by w porę przed takimi negatywnymi konsekwencjami się ustrzec. Poza tym, przedsiębiorcy działalność gospodarczą prowadzą latami, i nie wiadomo kiedy, przez kogo i w jaki inny sposób takie poczynione przez telefon ustalenia zostaną przeciwko nim wykorzystane.

Urzędnicy są szkoleni ze sztuk manipulacji

I nie jest to żadna teoria spiskowa, tylko fakty. Nie od dziś wiadomo, że pracownicy takich instytucji, jak urząd skarbowy czy ZUS są szkoleni do wykorzystywania technik manipulacji, także w trakcie rozmów, również telefonicznych.

W listopadzie 2018 r. serwis INNPoland napisał o tym, jak kontrolerzy ZUS przechodzą szkolenia z przesłuchań. Przytoczył wówczas komentarz jednego z absolwentów kursu przesłuchań FBI, który wyjaśnił, że: „To są techniki oparte na socjotechnikach, manipulacji i indoktrynacji. Ktoś, kto rzeczywiście będzie wyposażony w tego typu techniki, będzie w stanie w pewien sposób manipulować rozmówcę i będzie w stanie wyciągać z niego określone informacje”.

W świeżej ofercie szkoleń na 2020 r. Krajowej Szkoły Administracji Publicznej im. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, a więc uczelni szkolącej urzędników, znalazły się następujące szkolenia:

  • Czym jest perswazja, czemu służy i kiedy ją stosujemy;
  • Czym jest manipulacja; jak rozróżnić perswazję od manipulacji;
  • Dlaczego wywieranie wpływu nie jest manipulacją;
  • Nie daj się pokonać manipulacji – przegląd chwytów erystycznych (www. m.ksap.gov.pl).

To państwowa szkoła mająca siedzibę w Warszawie, a podlegająca Prezesowi Rady Ministrów.

Podsumowanie

Kontakt z fiskusem drogą mailową lub telefoniczną może uprościć i przyspieszyć załatwienie niektórych spraw urzędowych. Ważne, aby pamiętać przy tym o rozsądku i ostrożności. O ujawnienie wrażliwych dla przedsiębiorstwa, podatnika informacji organ skarbowy powinien wystąpić na oficjalnej, pisemnej drodze, w ramach ustalonych prawem procedur, np. w wytoczonym postępowaniu podatkowym.

Autor: Kinga Hanna StachowiakWspólnik Zarządzający w Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym i zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi. Prezes Zarządu spółek z branży nieruchomości i consultingu biznesowego.

Galerie handlowe wraz z najemcami apelują do klientów o solidarną troskę o bezpieczeństwo podczas świątecznych zakupów

W ostatnią sobotę listopada, kiedy po trzech tygodniach ponownie uruchomiono sklepy w galeriach handlowych, odwiedzalność obiektów była o prawie 30 proc. niższa w porównaniu do soboty 30 listopada ubiegłego roku i wyniosła 73 proc. Galerie i sklepy skrupulatnie przestrzegały obostrzeń dotyczących liczby osób przypadających na 1 mkw. powierzchni obiektu, stąd w niektórych miejscach tworzyły się kolejki do sklepów. W pojedynczych centrach w Polsce zaistniała konieczność krótkiego czasowego ograniczenia wejścia do obiektu do momentu zmniejszenia liczby osób.

Polska Rada Centrów Handlowych oraz Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług apelują do klientów o solidarną troskę o bezpieczeństwo podczas zakupów i stosowanie się do zasad DDM – Dystans, Dezynfekcja, Maseczki. W ciągu kolejnych trzech tygodni, które pozostały do Świąt, organizacje skoncentrują się na edukowaniu konsumentów, będą aktywnie przypominać klientom o zasadach bezpieczeństwa, które należy stosować podczas robienia zakupów.

„Zwracamy się do klientów z apelem, aby odpowiedzialnie korzystali z oferty galerii handlowych. Kiedy jesteśmy już na terenie centrum handlowego bezwzględnie przestrzegajmy zasad DDM. Pierwszą rzeczą, o jakiej musimy pamiętać po wejściu do obiektu, jest dezynfekcja rąk oraz prawidłowo założona maseczka. Jeśli czekamy na wejście do sklepu – zachowajmy dystans. Dajemy klientom bezpieczną przestrzeń, nasi pracownicy całą dobę dbają o to, by wszystkie miejsca dotykane były dokładnie dezynfekowane. Wszystkim zapominalskim przypominamy o panujących zasadach poprzez liczne oznakowania, naklejki, plakaty, komunikaty głosowe oraz zwracamy uwagę bezpośrednio. Zatroszczmy się o to, aby przygotowania do Świąt przebiegły w dobrej, bezpiecznej atmosferze” – zaapelował Zarząd PRCH.

„Podzielamy radość i entuzjazm naszych klientów wobec możliwości przygotowania się do Świąt dzięki ponownemu otwarciu sklepów w centrach handlowych. Czujemy ogromną odpowiedzialność związaną z utrzymaniem rygoru sanitarnego, którą przyjmujemy ze świadomością powagi sytuacji. Bezpieczeństwo klientów oraz pracowników naszych sklepów są kluczowe, a my dokładamy wszelkich starań, by je zapewnić. Podkreślamy, że wspólne bezpieczeństwo wymaga odpowiedzialności, którą ponosimy wszyscy. Nasze sklepy są bezpieczne, o co dbamy od wielu miesięcy. Apelujemy do konsumentów: dostosujcie się do niezbędnych wymogów, byśmy wszyscy cieszyli się zdrowiem. Nasi pracownicy będą Was w tym wspierać podczas zakupów, tak by wszystkie procedury sanitarne były respektowane,  a komfort zakupów jak najwyższy” – deklaruje Zarząd ZPPHiU.

Bezpieczeństwo – Kupuję To!

Zniesienie częściowego zamknięcia galerii handlowych, które obowiązywało do 28 listopada, wymaga od przedsiębiorców, pracowników i klientów obiektów handlowych ogromnej odpowiedzialności za zdrowie swoje i innych. By skutecznie promować prawidłowe zachowania podczas zakupów, powstała kampania społeczna „Bezpieczeństwo – kupuję to!” pod patronatem Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii oraz Ministerstwa Zdrowia oraz we współpracy z organizacjami handlu. Celem kampanii opatrzonej hasztagiem #KupujęBezpiecznie jest edukowanie klientów i przypominanie im o zachowaniu określonych zasad bezpieczeństwa w centrach handlowych, ale również w innych placówkach i miejscach handlu oraz usług, czy gastronomii.

Kampania przypomina, że troska o zdrowie i bezpieczeństwo klientów oraz pracowników miejsc handlu powinna być priorytetem. Centra handlowe są jednymi z najbezpieczniejszych miejsc w przestrzeni publicznej pod kątem stosowanych w nich rygorów sanitarnych. Większość obiektów od początku trwania pandemii wprowadziła rozwiązania daleko wykraczające poza podstawowe zalecenia przeciwepidemiczne. Na terenie centrów prowadzony jest monitoring liczby przebywających w nich osób w czasie rzeczywistym, który pozwala na wyprzedzające czasowe zamknięcie wejść, jeśli zainteresowanie klientów zakupami będzie wyższe niż pozwalają na to przepisy rozporządzenia ograniczające liczbę osób do jednej na 15 mkw.

Centra udostępniają dyspensery z płynem dezynfekcyjnym i prowadzą dezynfekcję często dotykanych powierzchni. Klamki, przyciski, poręcze i toalety są dezynfekowane kilkanaście razy w ciągu dnia. Nie rzadziej niż raz na pół godziny podawane są komunikaty głosowe przypominające o zasadach DDM, o których informują także plakaty, naklejki i piktogramy rozmieszczone w widocznych miejscach. O właściwym zachowaniu kupującym przypomina również odpowiednio przeszkolony personel.

Kampania edukująca klientów w zakresie odpowiedzialności za zdrowie własne i pracowników sklepów jest elementem dopełniającym działania ukierunkowane na zwiększenie bezpieczeństwa w obiektach handlowych. Dzięki wprowadzeniu opisanych rozwiązań i wydłużonych godzin otwarcia, centra handlowe są bezpieczne. Dodatkowo stosowanie dobrych praktyk przez klientów podczas zakupów pozwoli komfortowo i bezpiecznie nabyć produkty lub skorzystać z usług w okresie przedświątecznym.

Jak bezpiecznie robić zakupy?

W przygotowanym przez Polską Radę Centrów Handlowych poradniku „Jak zaplanować bezpieczne zakupy świąteczne” znajdziemy listę porad pomocnych w sprawnej realizacji zakupów, które pomimo trudnej sytuacji epidemicznej, mogą być komfortowe i spokojne. Poradnik przypomina klientom o odpowiedzialności zarówno za siebie, jak i inne osoby przebywające w obiektach handlowych. Uczula kupujących, by dla własnego bezpieczeństwa i wygody z wyprzedzeniem planowali wizytę w centrum handlowym, wybierali mniej popularne godziny odwiedzin i stosowali się do zasad DDM – Dystans, Dezynfekcja, Maseczki.

To jak bezpieczne są centra handlowe, zależy też od naszego zachowania jako kupujących. Zanim wyruszymy na zakupy zastanówmy się, jakie sklepy chcemy odwiedzić. Pamiętajmy, że podobnie jak my, wiele osób będzie chciało zrobić zakupy przed Świętami, dlatego myśląc o potrzebach innych planujmy efektywnie czas pobytu w galerii. Przygotujmy wcześniej listę prezentów i rzeczy, które potrzebujemy kupić. Róbmy zakupy w pojedynkę, ponieważ w sklepach obowiązuje ograniczenie liczby klientów do jednej osoby na 15 mkw. Planując wizytę w galerii handlowej, pamiętajmy, że liczba kupujących zwiększa się późnym popołudniem, dlatego jeśli mamy taką możliwość, wybierzmy się na zakupy w godzinach między 12 a 15, od poniedziałku do czwartku. Zrezygnujmy z zakupów, kiedy czujemy się przeziębieni lub chorzy i poprośmy o zrobienie ich przez bliskich.

Walka o czyste powietrze

Smog może być bardziej dotkliwy w skutkach zdrowotnych niż COVID-19 patrząc w perspektywie długoterminowej – takiego zdania jest 52% osób, które wzięły udział w badaniu PwC poprzedzającym start 3. edycji edukacyjnego programu “Biznes kontra smog”. 75% respondentów oczekuje od swoich pracodawców aktywnego zaangażowania w walkę o czyste powietrze, a 61% z powodu złego stanu powietrza rozważało lub rozważa zmianę miejsca zamieszkania i pracy.

Biznes kontra smog

Program „Biznes kontra smog”, którego 3. edycja wystartowała jesienią tego roku, powstał z inicjatywy PwC i jest realizowany we współpracy z 26 firmami pod auspicjami Krakowskiego Alarmu Smogowego i Stowarzyszenia ASPIRE oraz pod honorowym patronatem Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Celem projektu jest realizacja programu wolontariatu pracowniczego w obszarze edukacji dzieci i młodzieży na temat smogu i czystości powietrza. Wolontariusze, przygotowywani merytorycznie przez Krakowski Alarm Smogowy, prowadzą szkolenia (w tej edycji przede wszystkim w formie zdalnej) w szkołach i przedszkolach w całej Polsce. Program jest dostosowany do różnych grup wiekowych, a uczestnicy zajęć dowiadują się m.in. czym jest smog, dlaczego powstaje, jakie zagrożenia niesie dla zdrowia i życia ludzi oraz co można i należy robić, aby móc oddychać czystszym powietrzem. Wszystkie warsztaty są bezpłatne.

W dwóch poprzednich edycjach “Biznes kontra smog” 530 wolontariuszy z zaangażowanych firm przeprowadziło łącznie 1150 warsztatów dla 28 tys. dzieci i młodzieży. Program zdobył tytuł Dobroczyńca Roku 2020 w kategorii Ekologia oraz TOP CSR Initiative in Poland podczas Gali CEE Business Services Awards, która miała miejsce w styczniu 2019 roku.

W 3. edycji programu bierze udział 29 organizacji: ABB, Airly, Akamai, Amer Sports, Amway, Aon, ASSA ABLOY, Grupa CANPACK, Capita, Cisco Systems, Credit Suisse, Ecolab, Euroclear, Herbalife, Hitachi Vantara, HSBC, IAG GBS, Jacobs, Krakowski Alarm Smogowy, Maxima Europe, Oanda, Ocado Polska, UBS, PerkinElmer, PwC, Sappi, State Street Bank Polska, Stowarzyszenie ASPIRE oraz Zurich Insurance Company Ltd.

Od pierwszej edycji program ‘Biznes kontra smog’ cieszy się rosnącym zainteresowaniem zarówno firm, które dołączają do inicjatywy, jak też szkół i przedszkoli, zgłaszających chęć przeprowadzenia szkoleń w swoich placówkach. Edukacja jest pierwszym i być może najważniejszym krokiem w walce o czyste powietrze – lepiej poznając wpływ naszych działań na środowisko, kształtujemy właściwe proekologiczne zachowania. Cieszę się, że nasza inicjatywa łączy tak wiele firm udowadniając, że społeczną odpowiedzialność biznesu najlepiej realizować poprzez współpracę. – Bartosz Jasiołek, partner w PwC

Wyniki badania przeprowadzonego przez PwC na grupie 2276 pracowników firm zaangażowanych w program “Biznes kontra smog” pokazują, jak bardzo potrzebne są projekty edukacyjne w zakresie czystego powietrza. 69% respondentów oceniło jakość systemu edukacji w zakresie przeciwdziałania zanieczyszczeniom powietrza w Polsce jako niewystarczającą, a 19% jako bardzo złą. Zdaniem 88% badanych działania interesariuszy publicznych w celu poprawy jakości powietrza w mieście/regionie są za małe.

O tym, że smog jest tematem istotnym także dla pracodawców, przekonuje pytanie dotyczące chęci zmiany miejsca zamieszkania i pracy ze względu na zły stan powietrza – taką możliwość rozważa lub rozważało 61% badanych. Dodatkowo, 75% mówi wprost, że oczekuje od swojego pracodawcy aktywnego włączenia się w działania mające przeciwdziałać pogarszaniu się stanu powietrza w Polsce.

Wyniki badania PwC to jasny sygnał dla pracodawców, że w walkę o czyste powietrze musimy włączyć się wszyscy. Tym bardziej cieszy mnie fakt, że tak wiele firm zrzeszonych w ASPIRE dołączyło do inicjatywy. Efekty naszych wspólnych działań dzięki temu mogą być jeszcze większe. – Andrew Hallam, sekretarz generalny Stowarzyszenia ASPIRE

PwC zapytało także respondentów o ocenę długoterminowych skutków zdrowotnych poszczególnych zjawisk, z jakimi jako społeczeństwo obecnie się zmagamy. 52% badanych wskazało smog, jako zjawisko najbardziej dotkliwe w skutkach dla zdrowia, 40% wybrało zmiany klimatyczne, a niecałe 8% oceniło, że to COVID-19 może mieć najgorsze konsekwencje.

Jakość powietrza w Polsce jest wciąż bardzo zła. Opublikowany niedawno raport Europejskiej Agencji Środowiska wskazuje, że Polska ma najwyższe stężenia benzo[a]pirenu w całej Unii Europejskiej oraz jedne z najwyższych stężeń pyłu. Podnoszenie świadomości, to obok regulacji prawnych i programów finansowych, najważniejsze działanie w zakresie poprawy jakości powietrza. Mamy nadzieję, że wyższa świadomość dzieci przełoży się również na zwiększenie wiedzy rodziców oraz zmotywowanie ich do podjęcia działań, które przełożą się na poprawę jakości powietrza. W Polsce wciąż około 3 miliony domów ogrzewanych jest za pomocą przestarzałych kotłów na węgiel i drewno, które emitują duże ilości zanieczyszczeń. Ponad 80% węgla spalanego w gospodarstwach domowych UE spalane jest w Polsce. Jeśli chcemy oddychać czystym powietrzem to musi się to zmienić, a edukacja i rzetelna informacja może mieć niebagatelny wpływ na miliony decyzji w tym obszarze. – Anna Dworakowska, współzałożycielka Krakowskiego Alarmu Smogowego

Brak skarg na konieczność pracy w niedzielę. Pracownicy bardziej obawiają się starty pracy niż nadgodzin

Grudzień „jak za dawnych lat”. Nigdy nie było skarg pracowników na to, że muszą pracować w niedzielę.

Grudzień 2020 to czas, kiedy właściwie „do normalności” wraca tryb pracy w handlu. Mowa o trybie przed 2016 rokiem, gdy zarówno w dyskontach jak i galeriach handlowych można było robić zakupy w niedziele. Ze względu na pandemię koronawirusa i w dążeniu do możliwie szerokiego rozproszenia klientów Rząd RP podjął decyzje, że 6, 13 i 20 grudnia będą niedzielami handlowymi. Od początku istnienia Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom odnotowaliśmy zaledwie kilka wiadomości ze skargami na konieczność pracy w niedzielę. W roku 2020 ani jednej.

„Blokowanie podaży mimo popytu, uważam za działanie nieracjonalne w czasach takich jak pandemia koronawirusa”

Dyskusja o tym, czy handel w niedzielę powinien być dozwolony trwa w najlepsze od wielu lat i wiele wskazuje na to, że szybko się nie skończy. Konsumenci bardzo oczekują, że w niedziele będzie można robić zakupy. Związki zawodowe są przeciwne, a ekspedienci i pracownicy niemal podzieleni na pół. Młodsi i pracujący na umowach cywilnoprawnych chętnie dorobiliby sobie do pensji w weekendy, pracownicy etatowi raczej nie mają takiej presji.

– Temat handlu w niedzielę i konieczności pracy w ten dzień incydentalnie był powodem skarg kierowanych do Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom. Możemy więc założyć, że dla pracowników handlu konieczność pozostania tego dnia w pracy była czymś zupełnie naturalnym – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska. – Dla wielu pracowników handlu wciąż nienaturalnym jest, że nie mogą pracować w niedzielę. Otrzymywaliśmy wręcz wiadomości, że pracownicy woleliby, by dyskonty były czynne w niedzielę, a nie na przykład do drugiej w nocy jak to ma miejsce teraz. Uważam, że decyzja, by otworzyć sklepy w grudniu w niedzielę jest dobra, bo jest to czas odbicia finansowego dla przedsiębiorców, a dla konsumentów okazja do spokojniejszego dokonania zakupów. Uważam, że w dyskusji o handlu w niedzielę nikt nie słucha głosu tych, którzy sprawą są najżywiej zainteresowani: samych ekspedientów oraz osób, które decydują się na zakupy. Blokowanie podaży mimo popytu, uważam za działanie nieracjonalne w czasach takich jak pandemia koronawirusa – mówi Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

Kto broni zakazu handlu w niedziele? Konsumenci na pewno nie. Przedsiębiorcy coraz rzadziej

Według  Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom istnieje wiele sposobów na to, by tak przeprowadzić regulacje prawne, by pracownicy i przedsiębiorcy byli zadowoleni. – Można wprowadzić np. zasadę dobrowolności: w niedzielę pracuje kto chce. Można wprowadzić zasady wysokich premii dla niedzielnych pracowników czy systemu rotacyjnego. Tutaj zdecydowanie wylano dziecko z kąpielą, a sytuacja jest tym bardziej kłopotliwa im mocniej handel zanurza się pod wodą wskutek trwania pandemii koronawirusa. Za moment wiele sklepów może upaść, a dyskonty i markety będą się automatyzować i dążyć do tego, by zmniejszać rolę pracowników – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska. – Za moment w wielu sklepach będą nie tylko wolne niedziele, a wolne całe tygodnie. Nie tego przecież chcą pracownicy i związkowcy – dodaje Prezes Małgorzata Marczulewska.

Galerie handlowe są ponownie czynne od ostatniej soboty listopada. Ruch w sklepach był bardzo duży, co pozwala mieć nadzieje, że handel choć delikatnie „odbije się” po dramatycznych tygodniach lockdownu.

WasteMaster pozyskał pierwszego inwestora i środki na rozwój

Waste Master sp. z o.o., która stworzyła aplikację WasteMaster dla uczestników rynku odpadowego, zdobyła pierwszego inwestora. Pozyskany kapitał zostanie w całości przeznaczony na dalszy rozwój. Twórcy aplikacji planują zwiększenie zatrudnienia – zwłaszcza w dziale handlowym oraz IT – oraz dalsze prace nad funkcjonalnością i promocją narzędzia.

Rynek odpadowy w Polsce jest wymieniany jako jeden z rynków o największym potencjale wzrostu. Obecnie skupia około 100 tys. przedsiębiorstw, z czego większość to firmy wytwarzające odpady, a ok. 5–6 tys. to podmioty odbierające i przetwarzające odpady. Eksperci oceniają, że rynek ten będzie rósł w coraz szybszym tempie wraz z dalszym zaostrzaniem polskich i unijnych wymogów prawnych w zakresie obrotu odpadami, a także ze wzrostem świadomości ekologicznej i społecznej odpowiedzialności biznesu.

Celem twórców WasteMaster jest skupienie w jednym miejscu wszystkich uczestników rynku odpadowego – wytwarzających, odbierających i przetwarzających odpady. Ze względu na wielkość tego rynku oraz brak konkurencyjnych narzędzi, aplikacja wzbudziła duże zainteresowanie inwestorów finansowych i branżowych jeszcze przed premierą. Następnie apetyty podsycił udany debiut WasteMaster, który już po nieco ponad miesiącu zyskał 4 000 użytkowników, w tym 1 000 klientów biznesowych.

Spośród wielu propozycji inwestycji twórcy aplikacji ostatecznie wybrali ofertę polskiej firmy Unimetal Recycling. O sprzedaży mniejszościowego pakietu udziałów temu inwestorowi przesądziły: jego szeroka baza kontaktów biznesowych, które mogą pomóc w dalszej ekspansji aplikacji, oraz zbieżna wizja kierunku, w którym będzie podążała branża gospodarowania odpadami.

– Pierwsze oferty inwestycji w WasteMaster zaczęliśmy otrzymywać już w wtedy, gdy finalizowaliśmy prace nad aplikacją. Wówczas zyskaliśmy pewność, że nasza ciężka, 1,5-roczna praca ma sens, a pomysł cyfryzacji branży odpadowej ma duży potencjał biznesowy. Właściciele Unimetal Recycling dzielą z nami wizję rozwoju rynku oraz wiarę w długoterminowy sukces naszej aplikacji. Gdy negocjowaliśmy sprzedaż pakietu mniejszościowego, ważne dla nas było, aby obecność inwestora realnie wsparła nas w rozwoju oraz uwiarygodniła w oczach naszych kolejnych klientów – mówi Krzysztof Kowalski, pomysłodawca aplikacji WasteMaster i jeden z jej twórców.

Unimetal Recycling dobrze zna realia rynku odpadowego. To lider w branży recyklingu katalizatorów samochodowych w Polsce, z około 50–60%  udziałem w rynku. W 2019 roku firma pozyskała z pojazdów zezłomowanych w kraju ok. 300 ton monolitu, podczas gdy łącznie w Polsce wyrejestrowano, a następnie przekazano do stacji demontażu pojazdów 514 tysięcy pojazdów (tj. ok. 500-550 ton monolitu). Przedsiębiorstwo posiada także jedną z najbardziej rozbudowanych sieci skupów w kraju i w Europie.

Firma zdecydowała się nabyć mniejszościowy, 25-proc. pakiet udziałów w spółce Waste Master, wysoko oceniając potencjał tej inwestycji.

Branży odpadowej brakowało takiego nowoczesnego narzędzia, dlatego dostrzegamy duży potencjał rozwoju aplikacji WasteMaster zarówno w Polsce, jak i, docelowo, także za granicą. Zakup udziałów stanowi dla nas dywersyfikację inwestycji, jednak poza udostępnieniem naszej sieci partnerów handlowych nie planujemy angażować się w działalność operacyjną spółki. Naszym celem pozostaje zachowanie pozycji lidera na polskim rynku katalizatorów, a inwestycja w WasteMaster ma wyłącznie kapitałowy charakter – komentuje Leszek Jurkowski, współzałożyciel Unimetal Recycling Sp. z o.o.

Kapitał przyśpieszy rozwój

Pozyskanie inwestora przełoży się na dalszy dynamiczny rozwój aplikacji oraz wymierne korzyści dla użytkowników WasteMaster.

Priorytetem będą działania nastawione na zwiększenie zasięgu aplikacji, rozbudowę jej funkcjonalności oraz optymalizację, dzięki której platforma pozostanie maksymalnie przyjazna dla małych, średnich i dużych firm oraz osób prywatnych. Nie możemy ujawnić kwoty inwestycji, ale zapewniam, że pozyskane środki dają nam solidny impuls do rozwoju. Nie wykluczamy przy tym pozyskiwania kolejnych inwestorów w przyszłości – stwierdza Jakub Łańcucki, drugi z twórców WasteMaster.

Wśród planów, których realizację w najbliższym okresie umożliwi kapitał pozyskany ze sprzedaży udziałów, jest przede wszystkim szybkie zwiększenie zatrudnienia w dziale handlowym oraz w dziale IT, gdzie trwają prace nad rozwojem aplikacji.

Obecnie nasz zespół programistów testuje i wdraża kolejne udoskonalenia, które mają usprawnić przeglądanie i wystawianie ofert, a tym samym ułatwić użytkownikom zawieranie transakcji – mówi Grzegorz Krasuski, trzeci z twórców aplikacji.

W najbliższym czasie planowany jest intensywny rozwój WasteMaster na rynku polskim – część z pozyskanych funduszy zostanie przeznaczona na kolejne kampanie marketingowe. Jednak twórcy aplikacji myślą już także o przyszłej ekspansji zagranicznej.

Część rodzimych firm z branży już obecnie importuje pewne kategorie odpadów. Inne przymierzają się do ich pozyskiwania z zagranicy. Obecnie koncentrujemy się na Polsce, ale docelowo planujemy ułatwić im prowadzenie także międzynarodowej działalności – dodaje Krzysztof Kowalski.

Pandemia nie zatrzymała procesów konsolidacji na rynku stomatologii – kolejna transakcja M&A

Grupa Medicover przejęła kliniki stomatologiczne działające w Mławie i Ostródzie pod marką Centrum Uśmiechu, łącznie 11 gabinetów oraz ponad 30-osobowy zespół. Kliniki Centrum Uśmiechu oferują kompleksową, wysokospecjalistyczną opiekę stomatologiczną, zarówno dla dorosłych, jak i dzieci, z wykorzystaniem nowoczesnych technologii, w tym sprzętu diagnostycznego. W procesie sprzedaży właściciela klinik wspierała firma doradcza Upper Finance. Proces obejmował m.in. audyt działalności operacyjnej wraz z oceną potencjału rozwoju, przygotowanie propozycji inwestycyjnej, proces ofertowy, przygotowanie do procesu due diligence, a następnie wsparcie w negocjacjach końcowych z inwestorem oraz pomoc w przygotowaniu umów inwestycyjnych i zamknięciu transakcji. Doradztwo prawne i podatkowe w związku z transakcją właścicielowi klinik zapewniła Kancelaria Ożóg Tomczykowski.

Stomatologia to dziś najbardziej sprywatyzowany segment opieki medycznej w Polsce, który pozytywnie wyróżnia się na tle rynków Europy Środkowo-Wschodniej.

O jego atrakcyjności decyduje skala rynku – wydatki na opiekę stomatologiczną w Polsce osiągnęły wartość ponad 12 mld zł w 2019 r. a Polacy są przyzwyczajeni, że za usługi stomatologiczne płacą z własnej kieszeni. Stąd aż 40% prywatnych wydatków na opiekę medyczną w kraju to właśnie wydatki na stomatologię – mówi Joanna Szyman, Wiceprezes Zarządu Upper Finance.

Wydatki publiczne na stomatologię utrzymują się na poziomie nieprzekraczającym 2 mld zł a tempo wzrostu nie przekracza 1% rocznie.

Według Moniki Stefańczyk z firmy PMR, eksperta w dziedzinie badań i analiz rynków w Europie Środkowej i Wschodniej, wpływ pandemii COVID-19 na wartość rynku w 2020 r. będzie negatywny – Rynek, w scenariuszu gwałtownego wzrostu zachorowań jesienią, z którym mamy obecnie do czynienia, może spaść nawet o 44%. Co nie studzi jednak apetytu inwestorów. Dynamikę procesów M&A w sektorze stomatologicznym niewątpliwie stymuluje relatywnie wysoki stopień rozdrobnienia sektora, wynikający z faktu, że opieka stomatologiczna w Polsce opiera się na praktykach indywidualnych lekarzy specjalistów. Dziś najwięksi gracze rynkowi tacy, jak Grupa Lux Med i Medicover, mają w swoich sieciach każdy po niewiele ponad 200 gabinetów, kolejny Enel Med ok. 90, zaś aktywny od niedawna na rynku Tar Heel Capital zaledwie kilka. Co oznacza, że poziom koncentracji z zaangażowaniem konsolidatorów jest na poziomie 5%.

Za wzrost rynku w ostatnich latach odpowiedzialny był przede wszystkim rynek prywatny, który rósł w tempie ok. 8% rocznie a jego wartość przekroczyła 10 mld zł w 2019 r. Najlepsze prywatne kliniki, nawet dziś w dobie pandemii Covid-19, nie doświadczają spadków i nadal rosną w tempie powyżej 8% rocznie. Niesłabnąca popularnością cieszą się również usługi z zakresu stomatologii estetycznej. PMR prognozuje, że już w 2021 r. dojdzie do odrodzenia dynamicznego wzrostu w segmencie stomatologii – rynek, ze względu na efekt niskiej bazy z 2020 r. i stopniowy powrót do normalności, zanotuje dwucyfrową dynamikę wzrostu. Może ona wynieść nawet 30%.

Pandemia nie wyhamowała procesów inwestycyjnych głównych graczy rynkowych, którzy równolegle do procesów akwizycji rozwijają swoje sieci organicznie, otwierając nowe kliniki.

Pandemia nie zmieniła również charakterystyki przejmowanych podmiotów tzn. nie pojawił się w segmencie stomatologicznym trend związany z tzw. distressed M&A, czyli akwizycje przedsiębiorstw znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej. Inwestorzy są skoncentrowani na dynamicznej ekspansji w sektorze i budowaniu przewagi konkurencyjnej w oparciu o dołączanie do sowich sieci – „klinik liderów” tj. klinik o wysokim poziomie jakości usług, w tym usług wysokospecjalistycznych takich, jak implantologia, protetyka czy ortodoncja, zwłaszcza ta ostatnia, z uwagi na deficyt specjalistów tej dziedziny, jest wysoko ceniona przez inwestorów. Motywacja do podejmowania działań konsolidacyjnych ze strony inwestorów branżowych wynika również z coraz większej presji związanej z dostępem do wysokiej klasy specjalistów i ekspertów w danym segmencie.

Z kolei z punktu widzenia właścicieli klinik stomatologicznych konsolidacja jest szansą na realizację zysku oraz zwiększenie skali działalności i wzmocnienia swojej pozycji na lokalnym rynku. Ważnym motywem transakcyjnym dla wielu właścicieli klinik jest również kwestia sukcesji. W wielu przypadkach przeprowadzenie sukcesji nie jest możliwe, czy to ze względu na odmienne wybory życiowe, czy zainteresowania, czy też brak stosownej wiedzy i przygotowania do wejścia w tę rolę ze strony ewentualnych sukcesorów.

Rynek stomatologiczny jest atrakcyjny inwestycyjnie również dla funduszy private equity (PE). Kilka miesięcy temu do gry włączył się  chociażby Tar Heel Capital. Do inwestycji fundusze private equity motywuje również niesłabnąca aktywność M&A graczy branżowych, którzy efektywnie staną się dla funduszy private equity kluczowymi odbiorcami platform stomatologicznych na wyjściu z inwestycji.

W Polsce największe transakcje konsolidacyjne w segmencie usług stomatologicznych zostały przeprowadzone w ostatnich latach z udziałem Upper Finance. Zespół Upper Finance m.in. pozyskał inwestora strategicznego, Grupę LUX MED, dla sieci Eurodental oraz Silver Dental Clinic, uczestniczył także w sprzedaży sieci Addent, Stoma-Dental, sieci klinik Polskie Centra Stomatologiczne DENS do Grupy Medicover. Łącznie z udziałem ekspertów Upper Finance właściciela zmieniło ponad 100 gabinetów.

Jak uczynić polski system podatkowy sprawiedliwszym? – badanie PIE

Dane fiskusa pokazują, że polski system podatkowo-składkowy w dysproporcjonalny sposób obciąża najbiedniejszych. Najnowsze badanie Polskiego Instytutu Ekonomicznego pokazuje, że ta anomalia nie podoba się nie tylko ekonomistom, ale także społeczeństwu.

3 lata temu Ministerstwo Finansów połączyło bazy danych PIT i ZUS, dzięki czemu uzyskało pełniejszy niż dotychczas obraz polskiego klina podatkowego. Okazało się, że w 2017 roku skorygowane obciążenie podatkowo-składkowe brutto Polaków zarabiających mniej niż 30 tysięcy złotych rocznie wyniosło 24 proc., dla zarabiających między 30 a 50 tysięcy wskaźnik ten wyniósł 29,9 proc., osoby o dochodach między 50 a 100 tysięcy złotych musiały oddać państwu 32,9 proc. zarobionych pieniędzy, zarabiający między 100 tysięcy a pół miliona złotych rocznie rozliczyli z fiskusem 31,7 proc., natomiast najbogatsi, którzy zainkasowali więcej niż pół miliona złotych rocznie, oddali w podatkach i składkach jedynie 21,7 proc. – mówi Marek Skawiński, dyrektor Departamentu Polityki Makroekonomicznej Ministerstwa Finansów.

Tak niskie oskładkowanie najbogatszych wynika z 2 głównych powodów. Pierwszym z nich jest relatywnie płaski podatek dochodowy, mający aktualnie jedynie 2 progi – 17 proc. i 32 proc. Drugą przyczyną jest mnogość dostępnych form zatrudnienia o różnym poziomie oskładkowania i opodatkowania, które dla lepiej zarabiających są furtką do optymalizacji podatkowej. Fakt ten ilustrują dane MF. Podatnicy zatrudnieni w oparciu o standardową umowę o pracę obciążeni są klinem podatkowym w wysokości 36,6 proc. W tym samym czasie pracownicy zatrudnieni na umowy cywilnoprawne płacą jedynie 23,5 proc. danin publicznych, podobnie jak osoby prowadzące działalność gospodarczą, wśród których większość to jednoosobowe działalności oferujące swoje usługi na zasadach B2B – zaznacza Jakub Sawulski, kierownik zespołu makroekonomii PIE

Tymczasem Polacy zapytani o to, jaką stawką podatku dochodowego powinny być opodatkowane osoby o różnym poziomie zarobków najczęściej uważają, że osoby z zarobkami poniżej płacy minimalnej (2 600 zł.) a także osoby zarabiające średnią krajową (5 300 zł.) powinny być obciążone niższą stawką podatku niż obecnie. 44 proc. Polaków uznaje, że zarobki poniżej płacy minimalnej nie powinny w ogóle być opodatkowane, a 42 proc. uważa, że powinny być opodatkowane stawką 10 proc. Łącznie więc 86 proc. twierdzi, że zarobki nieprzekraczające płacy minimalnej powinny być opodatkowane stawką niższą niż obecna, wynosząca 17 proc.

Równocześnie 61 proc. Polaków sądzi, że zarobki odpowiadające średniej płacy powinny być niżej opodatkowane niż obecnie, z czego niemal połowa Polaków (49 proc.) uznaje, że optymalna stawka przy takich zarobkach wyniosłaby 10 proc. Respondenci PIE opowiadają się także za wyższymi podatkami w odniesieniu do osób najlepiej zarabiających. W przypadku zarobków w wysokości czterokrotności średniego wynagrodzenia (21 200 ) 59 proc. Polaków uważa, że stawka podatku dochodowego powinna przekraczać 17 proc., z czego 26 proc. uznaje, że powinna ona wynosić 32 proc. lub więcej.

W opinii Polaków wzrost dochodów powinien wiązać się ze wzrostem stawki płaconego podatku. Osoby zarabiające więcej powinny płacić więcej podatku nie tylko w ujęciu nominalnym lecz również w ujęciu procentowym. Widoczne jest to w preferowanych stawkach podatkowych, które rosną wraz z rosnącym dochodem zaczynając od stawki 6,8 proc. przy dochodzie nieprzekraczającym minimalnego wynagrodzenia do stawki 21,4 proc. przy dochodzie przekraczającym poziom 21 200 zł. miesięcznie.

Wykres 1. Obecna i oczekiwana nominalna stawka podatkowa dla osób zatrudnionych w oparciu o umowę o pracę

Obecna i oczekiwana nominalna stawka podatkowa dla osób zatrudnionych w oparciu o umowę o pracę
Źródło: Badanie Polskiego Instytutu Ekonomicznego, październik 2020

Uwaga: Wykres obrazuje nominalne stawki podatkowe; uśrednione stawki 22% oraz 27% wynikają z przeliczenia obowiązującej stawki 17% płaconej od rocznej sumy dochodów poniżej 85 528 zł. oraz 32% stawki płaconej od nadwyżki. Oczekiwane stawki podatkowe zostały wyliczone jako średnia stawki podatkowej ważona częstością odpowiedzi respondentów.

52 proc. użytkowników smartfonów podczas lockdownu zwiększyło czas spędzany przed ich ekranem

Ograniczenia nałożone w związku z pandemią pokazały, że smartfony pełnią nie tylko rolę źródła rozrywki lub medium w komunikacji, ale mają także funkcję społeczną i użytkową. Zdaniem autorów badania „Digital Consumer Trends” firmy doradczej Deloitte, polscy konsumenci mogą być postrzegani jako miłośnicy nowinek technicznych. Jak wynika z raportu, prawie 29 proc. Polaków skorzystało w trakcie pandemii z możliwości porozmawiania przez telefon z lekarzem, a ponad 10 proc. z wizyty wideo.

Wzrost zamożności i zmiany zachowań konsumenckich spowodowały, że w Polsce znacząco zmieniła się liczba użytkowników tradycyjnych telefonów komórkowych. Między 2015 a 2020 r. ich liczba spadła o 58 proc. (z 46,5 proc. do 19,7 proc. deklaracji), a jednocześnie w bieżącym roku aż 92 proc. pytanych deklaruje, że korzysta ze smartfonów. W ostatnich latach znacząco na popularności zyskał segment urządzeń wearables, czyli inteligentne zegarki i biżuteria. Najbardziej zauważalny jest wzrost odsetka konsumentów korzystających ze smart watchy o ponad 300 proc. (z 5,3 proc. do 21,8 proc.) i o ponad 500 proc. w przypadku monitorów aktywności fizycznej (z 3,4 proc. do 21,1 proc.).

Dane, które zebraliśmy przygotowując raport, pokazują, że urządzenia elektroniczne są wśród polskich konsumentów równie popularne co w krajach Europy Zachodniej. Ich powszechność oznacza też, że znacznie częściej niż kilka lat temu są wykorzystywane do podstawowych czynności z obszaru bankowości internetowej i zakupów online
– mówi Sławomir Lubak, Partner w dziale Konsultingu Deloitte i lider branży Telekomunikacji, Mediów i Technologii.

Pandemia zmienia nawyki konsumentów

Jak wynika z badania Deloitte, 74 proc. respondentów używa smartfona do sprawdzenia stanu swojego konta bankowego, 57 proc. wykonuje inne czynności bankowe, a 39 proc. zleca tak przelewy.

Grupą, która najbardziej zmieniła swoje nawyki i zaczęła częściej korzystać z usług banku przez telefon są osoby starsze, szczególnie w grupie wiekowej 55-64 lata. Robi tak 45 proc. z nich przy średniej wynoszącej 40 proc. Również oni najczęściej deklarują, że po pandemii pozostaną użytkownikami bankowości mobilnej i nie zmienią tego nawyku. Średnia wynosi 28 proc. a w tej grupie wiekowej jest to aż 34 proc. – mówi Natalia Załęcka, CMO Advisory Leader, Deloitte Polska.

Do robienia zdalnych zakupów, smartfona wykorzystuje 60 proc. pytanych, 56 proc. z nich tak przegląda witryny sklepów internetowych, a 44 proc. mobilnie sprawdza recenzje produktów.

Zwiększenie dostępności usługi e-zakupów na polskim rynku będzie głównym czynnikiem wpływającym na rozwój rynku e-grocery. Nie bez znaczenia jest także kolejna fala pandemii, która może przyczynić się do utrwalenia nowych nawyków. Jak wynika z przeprowadzonego badania, aż 60 proc. osób, które w większym stopniu korzystało z zakupów internetowych w okresie wiosennym, zadeklarowało utrzymanie tego nawyku także w najbliższym czasie – zauważa Anna Winnicka, Manager w dziale Konsultingu Deloitte.

Lockdown i telemedycyna

W trakcie lockdownu spowodowanego epidemią koronawirusa smartfony były wykorzystywane nie tylko do rozrywki, czy jako medium komunikacyjne i narzędzie do wykonywania zdalnych zakupów. Urządzenia mobilne pomagały użytkownikom przede wszystkim zachować kontakt z rodziną i przyjaciółmi, ale też stały się narzędziem przydatnym w zakresie usług telemedycznych.

O ile przed pandemią polscy użytkownicy wykorzystywali smartfony w tym celu podobnie jak obywatele innych krajów Europy Zachodniej, po jej wybuchu liczba użytkowników wizyt zarówno telefonicznych jak i video znacząco wzrosła. W połowie 2020 r. już prawie 29 proc. Polaków skorzystało z możliwości porozmawiania z lekarzem przez telefon, a ponad 10 proc. z wizyty wideo, a według „Deloitte Digital Consumer Trends” na wzrost częstotliwości użytkowania telewizyt wskazało 16,3 proc., a video – 4,9 proc. badanych. Jest to odsetek wyraźnie większy niż np. w przypadku Wielkiej Brytanii (odpowiednio 12,1 i 3,5 proc.).

Co ciekawe, tylko niespełna 5 proc. respondentów w Polsce w trakcie pandemii wskazało nie tylko, że częściej korzysta z telemedycyny, ale jednocześnie zadeklarowało, że równie często będzie po takie usługi sięgać także w przyszłości.

Prawne możliwości stosowania telemedycyny pojawiły się już w 2015 r., jednak nigdy nie zyskała ona takiej popularności jak w trakcie pandemii koronawirusa. Zdalny dostęp do lekarzy pozwala na realizację podstawowych świadczeń w sposób bezpieczny i efektywny, minimalizując możliwość zakażenia poprzez unikanie najbardziej narażonych przestrzeni. Otwartym pytaniem pozostaje natomiast, jak zmieni się stosunek Polaków do niej, gdy zniknie bezpośrednie zagrożenie związane z koronawirusem – mówi Robert Kauf, Senior Manager w dziale Konsultingu Deloitte.

Problemem ograniczającym dalszy rozwój telemedycyny mogą być wątpliwości dotyczące stanu prawnego i niewystarczające zaufanie pacjentów do możliwości skutecznego przeprowadzenia badania na odległość lub przekazania w ten sposób lekarzowi niezbędnych informacji.

Z pomocą już teraz przychodzą rozwiązania teleinformatyczne jak Internet Rzeczy (IoT), które pozwalają na zbudowanie wirtualnego mostu między pacjentem a lekarzem. Są wśród nich czujniki zastępujące fizyczny stetoskop, pozwalające na przeprowadzenie badania ucha, gardła lub zmian skórnych, czy urządzenia umożliwiające kobietom w ciąży wykonanie zdalnego badania KTG. Dostępne są już także na rynku rozwiązania technologiczne wspierające telerehabilitację.

Część wizyt z terapeutą można z dobrym efektem zrealizować w systemie telepracy, za pomocą mobilnych urządzeń tj. elektromiograf z elektrostymulacją do użytku domowego. Wykorzystanie tego typu rozwiązań zmniejsza barierę dostępności w zakresie niezbędnej rehabilitacji, czyli mówiąc wprost zwłaszcza w czasie pandemii, kiedy wielu z nas pozostaje w domach, terapeuci dalej mogą pomagać pacjentom. – mówi dr inż. Michał Mikulski, ekspert Komisji Europejskiej ds. robotyki medycznej i prezes EGZOTech.

Bezpieczeństwo przede wszystkim

Niezależnie od ograniczeń formalno-prawnych, nie można jednak ignorować nastawienia samych pacjentów do dzielenia się danymi medycznymi. Są one uważane za jedne z najbardziej poufnych, zarówno z perspektywy prawnej, jak i postrzegania bezpieczeństwa przez pacjentów i lekarzy. Wyniki badania „Deloitte Digital Consumer Trends” pokazuje, że prawie 2/3 Polaków sprzeciwia się udostępnianiu swoich danych medycznych. Jesteśmy też przeciwni dzieleniu się z firmami trzecimi nawet bardzo podstawowymi danymi, pochodzącymi np. z monitorowania przy pomocy smartfonów funkcji zdrowotnych – taką możliwość dopuszcza jedynie 6 proc. Polaków.

Mimo wszystko na rozwój telemedycyny w Polsce należy patrzeć z optymizmem, zarówno z punktu widzenia systemu ochrony zdrowia, jak i producentów rozwiązań telemedycznych i pacjentów, którzy otrzymają narzędzie zwiększające wygodę korzystania z opieki zdrowotnej oraz poprawiające jej dostępność. Jednak to, czego nie można pominąć w rozważaniach nad rolą telemedycyny w przyszłości, to wyjątkowy status informacji zbieranych przy pomocy urządzeń telemedycznych oraz wyjątkowo silne oczekiwania dotyczące ich bezpieczeństwa, zarówno pod kątem efektów medycznych, jak i dostępu do informacji – mówi Robert Kauf.

O badaniu
Polski raport „Deloitte Digital Consumer Trends” jest częścią międzynarodowego badania użytkowników usług cyfrowych. Dane cytowane w raporcie dla Polski oparte są na reprezentatywnej w skali kraju próbie 2000 polskich konsumentów w wieku 18-65 lat. Badania odbyły się w czerwcu 2020 r. i zostały przeprowadzone przez internet przez niezależną firmę badawczą Ipsos MORI na podstawie pytań dostarczonych przez Deloitte.

Polska w dziesiątce najlepszych krajów do outsourcingu usług IT

W szukaniu biznesowego podwykonawcy za granicą już dawno przestały liczyć się wyłącznie niższe koszty pracy. W nowym raporcie “Executive Brief. Outsourcing 2020” eksperci globalnej firmy 7N analizują atrakcyjność krajów specjalizujących się w offshoringu czy nearshoringu, biorąc pod uwagę aż 13 kryteriów. Po ich uwzględnieniu Polska plasuje się na 10. miejscu na świecie i 4. w Europie.

Blisko połowa (45 proc.) firm na świecie, w związku z wprowadzanymi zmianami spowodowanymi pandemią, zamierza więcej procesów biznesowych zlecać swoim kontrahentom niż wykonywać samemu. Ten wniosek z opracowania NNT Ltd. 2020 Global Managed Services Report skłonił 7N, do sporządzenia kolejnej edycji zestawienia najlepszych lokalizacji dla outsourcingu usług IT.

W tegorocznym raporcie wzięto pod uwagę 13 kryteriów oceny atrakcyjności krajów. Punktem wyjścia dla raportu “Executive Brief. Outsourcing 2020” jest perspektywa zachodnioeuropejskich firm, a przedmiotem badania – 50 państw, które specjalizują się w oferowaniu usług IT dla zagranicznych partnerów.

Wciąż silnym trendem jest nearshoring, czyli szukanie podwykonawców za granicą, ale w swoim najbliższym regionie. Dlatego zaraz po “tanich” Filipinach i Indiach, które otwierają zestawienie najpopularniejszych miejsc na outsourcing usług IT, uplasowała się Irlandia, a w dziesiątce najlepszych lokalizacji znajdują się też Czechy, Węgry i Polska.
Polska w dziesiątce najlepszych krajów do outsourcingu usług IT

Jak wypada Polska na tle innych krajów?

Polska zbiera od autorów raportu dobre noty za:
  • atrakcyjne koszty operacyjne i rozwiniętą infrastrukturę – jest ona oceniona wyżej niż w Irlandii, na Węgrzech i w większości europejskich krajów;
  • relatywnie wysoki wskaźnik rozwoju społecznego (HDI, czyli wypadkowa dochodu narodowego, poziomu edukacji i długości życia);
  • niskie ceny na miejscu – najlepsza ocena w regionie, w skali świata niższe koszty życia mają tylko kraje azjatyckie;
  • małe ryzyko operacyjne – ocenione na mniej groźne niż w większości krajów świata;
  • bliskość zachodniej Europy – choć koszt podróży stracił na znaczeniu w 2020 r., to wciąż bliskość geograficzna ułatwia komunikację ze względu na tę samą strefę czasową;
  • znajomość języka angielskiego – spośród liderów zestawienia lepiej wypada tylko Irlandia.
Przeciętne noty Polska otrzymała za:
  • pulę talentów informatycznych – mimo stosunkowo dużej liczby osób o odpowiednich  kwalifikacjach to rozwinięty rodzimy sektor IT angażuje już wielu z nich; Polska może jednak pochwalić się większą liczbą dostępnych talentów niż np. Czechy
  • prognozy co do liczby absolwentów kierunków technicznych – wypadamy lepiej niż inne kraje regionu, co dobrze wróży na przyszłość, ale słabiej niż kraje Azji i obu Ameryk;
  • konkurencję na rynku – wszyscy z pierwszej 10. najlepszych lokalizacji oceniani są lepiej;
  • kompatybilność kulturową – porównywalny wynik uzyskały inne kraje Europy Środkowej;
  • populację miejską – w porównaniu z sąsiadami ludność Polski jest mniej skupiona w dużych aglomeracjach.
–  Wyniki raportu stoją w sprzeczności z ogólnym przekonaniem, jakoby Polska dysponowała ogromnymi zasobami programistów gotowych pracować nieco taniej niż ich zachodni koledzy. Wielu z nich to wysokiej klasy fachowcy już zaangażowani w atrakcyjne projekty, więc potencjalnym nowym graczom nie jest łatwo pozyskać zdolnych polskich pracowników. Polski rynek IT jest najbardziej rozwinięty w regionie. Panuje u nas większa rywalizacja o zasoby ludzkie niż w krajach sąsiednich, co powoduje, że wypadamy w ogólnym zestawieniu niżej niż Czechy czy Węgry. 
Konkurencyjny rynek wymusza na zachodnich menadżerach raczej świadome działania i skłania do szukania specjalistów wspólnie z zaufanym partnerem, już dobrze osadzonym na rodzimym rynku IT. Na korzyść Polski działa przede wszystkim przewidywalne otoczenie biznesowe i rozwinięta infrastruktura IT – zauważa Jakub Strzemżalski, Vice President IRD w firmie 7N.
Choć na szczycie zestawiania “Executive Brief. Outsourcing 2020” znalazły się Filipiny i Indie, autorzy raportu przestrzegają menedżerów firm przed prostym poszukiwaniem niskokosztowych dostawców. Zamiast tego sugerują brać pod uwagę całkowity koszt zaangażowania (TCE, total cost of engagement), który uwzględnia wszystkie aspekty kooperowania z zagranicznymi partnerami.

Współpraca Agencji Badań Medycznych z Narodowym Centrum Nauki

Prezes Agencji Badań Medycznych dr n. med. Radosław Sierpiński oraz Dyrektor Narodowego Centrum Nauki prof. Zbigniew Błocki zawarli porozumienie o współpracy, obejmujące w szczególności wzajemne wsparcie w wykorzystywaniu wyników badań oraz wdrażaniu innowacji do systemu ochrony zdrowia.

Celem zawartego porozumienia jest tworzenie wspólnych instrumentów finansowania i innych mechanizmów wspierających ciągłość i spójność realizacji badań naukowych i prac rozwojowych ze szczególnym uwzględnieniem badań klinicznych, obserwacyjnych
i epidemiologicznych. Porozumienie obejmuje także działania na rzecz komplementarności oferty programowej oraz działania wspierające umiędzynarodowienie oraz promocję polskiej nauki.

Porozumienie stworzy nowe możliwości realizacji wspólnych projektów zespołom badawczym, a także kontynuację badań podstawowych, które zakończyły się ciekawymi wynikami na etapie badań przedklinicznych. Długoterminowym celem inicjatywy jest doprowadzenie do wdrożenia odkryć, które w innym wypadku pozostały by jedynie na etapie badań podstawowych.

Jak komentuje Prezes Agencji Badań medycznych dr Radosław Sierpiński – Istotne jest budowanie łańcucha finansowania badań od nauk podstawowych, przez prototypizację aż do badań klinicznych i wdrożeń. Polska nauka musi stać się nauką użytkową i przekładać na dostęp do technologii. Wierzę, że biotechnologia może stać się przykładem i precedensem w polskich pracach B+R.

Współpraca między Agencją Badań Medycznych a Narodowym Centrum Nauki pozwoli na wypełnienie luki na rynku badań w postaci badań przedklinicznych, co w konsekwencji przyczyni się do rozpoczęcia skutecznych badań klinicznych. Ponadto, badacze uzyskają szansę na realizację projektów naukowych o szerszej perspektywie, nastawionych na dobro pacjenta już od etapu badań podstawowych.

Rozpoczynająca się współpraca pomiędzy NCN a ABM pozwoli na rozwijanie i wdrażanie pomysłów powstałych w wyniku realizacji projektów finansowanych przez NCN. Taki model wspólnego działania bardzo potrzebny w polskim systemie rozwijania nauki. Liczymy na wartościowe projekty badań klinicznych lub nowych terapii opartych na nowatorskich badaniach naukowych w obrębie tematyki dotyczącej chorób cywilizacyjnych – podkreśla prof. Zbigniew Błocki – Dyrektor Narodowego Centrum Nauki.

Inwestorzy budują hale magazynowe. Rezygnują z hoteli, biurowców i galerii handlowych

Budowane są hale magazynowe, zatrzymały się inwestycje w nowe biurowce i hotele. „Jest ruch na rynku nieruchomości, ale w innych kierunkach niż dotychczas”.

Cena nieruchomości w Polsce w październiku była minimalnie niższa niż we wrześniu. Niektórzy mogliby uznać tę wiadomość za początek gorszej passy rynku nieruchomości, który dotychczas z pandemii wychodził zdecydowanie obronną ręką. – Nie ma co wyciągać zbyt pochopnych wniosków. Rynek nieruchomości jest najbardziej stabilnym ze wszystkich rynków i z czasu koronawirusa wyjdzie obronną ręką – przekonuje Filip Kiżuk z Centrum Doradztwa Gospodarczego Kiżuk & Michalska. Jak mówią specjaliści wartość nieruchomości może rosnąć, bo ludzie masowo wypłacają pieniądze z lokat i chcą inwestować je w pewniejsze źródło, a nieruchomości wydają się być idealną gwarancją utrzymania wartości kapitału. – Nawet jeżeli porównując wrzesień do października mamy spadki, to porównując październik 2020 do października 2020 widoczny jest kilkuprocentowy wzrost wartości na rynku nieruchomości. Dla inwestorów to czysty zysk, a dla osób zastanawiających się nad kupnem mieszkania wiadomość, że taniej to już raczej nie będzie – mówi Filip Kiżuk.

  • Przedstawiciele Centrum Doradztwa Gospodarczego Kiżuk & Michalska przyznają, że osoby planujące inwestycje w największej mierze nadal zainteresowane są nieruchomościami.
  • Temat ten należy jednak rozdzielić na dwa segmenty: inwestycje osób prywatnych i inwestycje przedsiębiorców.
  • Ceny mieszkań nadal utrzymują się na wysokim poziomie, ale zakup mieszkania staje się pewniejszym źródłem utrzymania wartości pieniądza niż spadające na łeb na szyję lokaty. Przedsiębiorcy coraz chętniej inwestują w powierzchnie magazynowe

Jest duży ruch na rynku nieruchomości. „To, co dla innych jest kłopotem, dla innych może być świetną inwestycją”

Przedsiębiorcy decydujący się na inwestycje budowlane wciąż najchętniej budują mieszkania. Wielcy deweloperzy kontynuują swoje inwestycje, a deweloperzy średniej wielkości lub mali po zapewnieniu sobie płynności finansowej kontynuują inwestycje i sprzedają mieszkania po cenach takich samych lub delikatnie wyższych niż przed pandemią.

Zdecydowanie więcej dzieje się w innych sektorach budownictwa: – Zatrzymały się budowy biurowców i hoteli. Wiele planowanych inwestycji albo czeka na lepsze czasy albo zmieniane są strategie inwestycyjne. Powierzchnie biurowe będą mniej potrzebne, trafiło do nas kilka ofert sprzedaży hoteli, pensjonatów czy nawet rozpoczętych budów hoteli pracowniczych. Jeszcze rok temu to wydawały się świetne inwestycje, a dzisiaj stają się dla inwestorów poważnymi obciążeniami. To, co dla innych jest kłopotem, dla innych może być świetną inwestycją – mówi Katarzyna Michalska, doradca gospodarczy.

– Pojawiły się także pytania o ziemię pod budowę hal magazynowych. Można odnieść wrażenie, że niektórzy chcą „kuć żelazo póki gorące” i korzystać z fali wzrostu e-commerce. To dobry kierunek, choć pewnie za rok czy dwa, kiedy taka hala powstanie to tempo wzrostu tej branży będzie już inne – mówi Katarzyna Michalska. – Czeka nas też wstrzymanie na rynku nowych centrów handlowych. Jeden z naszych klientów zatrzymał plany budowy takiej małej galerii w jednym z dużych miast. Stwierdził, że to nie jest czas na takie inwestycje i musi ją jeszcze raz przeliczyć – dodaje Katarzyna Michalska.

Kupujemy mieszkania, bo inwestycja w nieruchomość to gwarancja, że pieniądze nie będą nam „uciekać”

Czego szukają klienci indywidualni? Najlepiej mieszkań z potencjałem na wynajem: – Rynek mieszkań na wynajem w ostatnich miesiącach mocno stracił na wartości nie zmienia to jednak faktu, że własna nieruchomość to główny cel inwestycyjny Polaków. Mieszkanie przeznaczone na wynajem to inwestycja, która nie traci na wartości, jest pewniejsza niż lokata i fundusze inwestycyjne. W ostatnim czasie zgłasza się do nas wielu klientów „szukających okazji”, czyli mieszkań z dużym dyskontem cenowym. Takich ofert nie jest wiele, bo mieszkania zwykle sprzedawane są po cenie rynkowej, ale czasami zdarzają się sytuacje, gdy ktoś chce pilnie pozbyć się nieruchomości, bo potrzebuje pieniędzy – mówi Katarzyna Michalska z Centrum Doradztwa Gospodarczego Kiżuk & Michalska.

Czy to jest dobry czas na kupowanie mieszkania dla siebie? Specjaliści przyznają, że rynek kredytów hipotecznych po wiosennej stagnacji przeżywa obecnie odwilż. Jest duże zainteresowanie: – Polacy nie chcą czekać z realizacją marzeń o własnym mieszkaniu kolejnych miesięcy nie mając pewności, że ceny nie zaczną spadać. Czy będzie taniej? Nic na to nie wskazuje. Buduje się coraz więcej mieszkań, a ich ceny wcale nie są niższe. Banki to instytucje komercyjne, chcą zarabiać. Nic dziwnego, że oferty, które pojawiają się na rynku są atrakcyjne i październik był miesiącem kiedy udzielono prawie najwięcej kredytów w tym roku – mówi Filip Kiżuk, doradca gospodarczy.

Podsumowanie Life Science Open Space – Online Week’20

Za nami jubileuszowa, dziesiąta edycja Life Science Open Space – Forum Współpracy dla Zdrowia i Jakości Życia, które to wydarzenie pod wieloma względami było wyjątkowe, bo uwarunkowane pandemią COVID-19. Impreza trwała 5 dni, od 23 do 27 listopada, w całości wirtualnie. W tym roku nie było sesji INSPIRACJE, która wieńczy całe wydarzenie, ale wszystkie inne – tradycyjne już dla LSOS moduły były obecne: WYSTAWA, SPOTKANIA B2B i WSPÓŁPRACA, gdzie w ośmiu sesjach tematycznych zostały przedstawione 72 prezentacje.

Temat pandemii gościł we wszystkich sesjach, nie bez znaczenia było więc hasło przewodnie tegorocznej imprezy: NOWA RZECZYWISTOŚĆ – NOWE WYZWANIA. W przygotowaniu i realizacji sesji tematycznych współpracowało z Organizatorem – Klastrem LifeScience Kraków, szereg instytucji krajowych i międzynarodowych, bez których zaangażowania nie byłoby możliwe zrealizowanie tak ambitnego programu.

Liderami sesji tematycznych byli: Uniwersytet Rolniczy w Krakowie (Healthy Food), Sano – Centrum Medycyny Obliczeniowej (Digital Health), BioM Cluster Monachium, BioWin Health Cluster z Walonii oraz Atlanpole Biotherapies z Nantes we Francji (Health Technologies), IKiFChP PAN w Krakowie (Bioeconomy).

Liderzy sesji biznesowych to: Kraków Miastem Startupów (Life Science StartUp Scena), MARR (Business Development) i ExecMind (Carriere in Life Science). Sesją COVID-19, ze względu na jej szczególny charakter, zarządzał w całości Klaster LifeScience Kraków.

Welcome to Kraków, LifeScience Kraków”, takimi słowami witał uczestników każdej sesji Kazimierz Murzyn, dyrektor Klastra LifeScience Kraków. Tradycyjnie już, Miasto Kraków występowało w roli Partnera Generalnego i gospodarza imprezy, która chociaż wirtualnie krążyła z prezentacjami po Europie, swoje centralne miejsce miała w Krakowie.

Wydarzenie odbywało się na dedykowanej platformie Internetowej B2Match, przez którą bezpośrednio uczestniczyło 261 osób, z czego 20% to uczestnicy zagraniczni z 14 krajów na całym Świecie. Sesje transmitowane były również na kanale YouTube Klastra LifeScience Kraków, gdzie łącznie obejrzało je ponad 900 osób. Abstrakty prezentacji opublikowano na stronie www Klastra w zakładce „platforma współpracy”, gdzie pozostają dostępne dla zainteresowanych tematami współpracy.

Już w trakcie trwania wydarzenia, organizatorzy zbierali gratulacje za przygotowanie i realizację tak trudnego przedsięwzięcia. W ostatnim dniu imprezy została zaanonsowana formuła przyszłorocznej edycji: Life Science Open Space’21 odbędzie się jesienią, trwać będzie kilka dni w wersji hybrydowej, tj. łączącej spotkanie na żywo z transmisją online. Organizatorzy obiecują kolejne atrakcje – poza sesją INSPIRACJE, która wróci do agendy, pojawią się światowej sławy goście, a program będzie jeszcze mocniej nastawiony na wymianę doświadczeń i współpracę.

Zapraszamy!

Inperly – wirtualny oddział przyszłości od Billennium

Billennium, polska spółka dostarczająca rozwiązania oraz usługi IT dla biznesu, prezentuje In person, remotly, czyli w skrócie – Inperly. Inperly to łatwa we wdrożeniu platforma do wielokanałowej komunikacji, umożliwiająca bezpośredni kontakt pomiędzy firmą a klientem, nawet w przypadku zamknięcia placówek stacjonarnych. Dodatkowo rozwiązanie usprawnia logistykę pomiędzy oddziałami, zmniejszając związane z nią wydatki, zwiększa dostępność usług dla klientów, w tym seniorów i usprawnia obieg dokumentów.

Inperly łączy w sobie jakość i kompleksowość obsługi klienta w tradycyjnych oddziałach, z wygodą zdalnego zarządzania procesami, niczym w prawdziwym oddziale przyszłości. Podstawą rozwiązania jest wysokiej jakości wideo rozmowa, która może zostać zainicjowana w różnych kanałach, zarówno na stronie internetowej firmy, jak i poprzez komunikator czy profil w mediach społecznościowych. Co więcej, Inperly działa na urządzeniach stacjonarnych oraz mobilnych. Dzięki temu pozwala z jednej strony zaoszczędzić czas konsumentów, gwarantując im wygodę w kontaktach z instytucjami bankowymi czy ubezpieczeniowymi, a z drugiej znacząco zwiększa zadowolenie z obsługi i poprawia wyniki sprzedażowe[1].

Wśród możliwości rozwiązania stworzonego przez Billennium można wymienić, m.in.:

  • Wideo komunikację – wysoka jakość rozmowy, bez konieczności instalowania dodatkowych aplikacji po stronie klienta.
  • Wideo weryfikację tożsamości klienta – opcja biometrycznego potwierdzenia tożsamości rozmówcy, który nie posiada profilu zaufanego.
  • Możliwość wydania na określony czas cyfrowego podpisu, do wykorzystania na platformie, usprawniająca obieg dokumentów, bez konieczności ich drukowania czy korzystania z usług kuriera.
  • Integrację z komunikatorami internetowymi i wielokanałowość komunikacji – uspójnienie komunikacji dzięki połączeniu kanałów preferowanych przez klienta w jeden, dopasowany do firmy.
  • Dzielenie się widokiem ekranu – możliwość udostępniania ekranu klientowi i wspólne przeglądanie produktów, ofert czy umów.
  • Wymianę plikami – funkcja przesyłania dokumentów czy prezentacji z klientem w czasie rzeczywistym.
  • Personalizację – dodanie do rozwiązania identyfikacji wizualnej i dopasowanie narzędzia do preferencji użytkowników
  • Szybkie wdrożenie – zarówno w wersji chmurowej, hybrydowej czy na serwerach organizacji

Inperly może być także zaimplementowane w dedykowanych kioskach, wyposażonych w kamerę, ekran oraz pad, czyli urządzenie do cyfrowego podpisu – odręcznego lub biometrycznego. Kioski, umieszczone np. w placówce bankowej, pozwolą połączyć się z ekspertem, znajdującym się w innym oddziale firmy czy nawet w swoim mieszkaniu, umożliwiając sprzedaż wszystkich produktów i usług, bez konieczności zatrudniania dodatkowych pracowników na miejscu.

– Inperly to narzędzie, które wykorzystuje dorobek cyfrowej rewolucji, dopasowując się do preferencji użytkowników, jednocześnie zwiększając dostępność świata wirtualnego dla osób starszych czy z niepełnosprawnościami. Dzięki naszemu rozwiązaniu klienci zyskają możliwość zdalnego wzięcia kredytu lub podpisania umowy. Co więcej, w każdej chwili będą mogli poprosić konsultanta o objaśnienie szczegółów danego produktu czy zapisów umowy. Wszystko to w trakcie rozmowy z dowolnego miejsca na ziemi, bez konieczności udawania się do placówki powiedział Grzegorz Ławnik, product owner Inperly w Billennium.

[1] Według badania „How to Capture and Create Value from Video Banking”, przeprowadzonego przez EFMA oraz CUNA

GPW opublikowała Przewodnik po rynku NewConnect

  • Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie opublikowała  Przewodnik po rynku NewConnect, który powstał dzięki współpracy z Autoryzowanymi Doradcami NC 
  • Przewodnik zawiera szczegółowe informacje na temat zasad funkcjonowania rynku NewConnect oraz poszczególnych etapów uzyskiwania statusu spółki notowanej na  tym rynku

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) we współpracy z Radą Autoryzowanych Doradców rynku NewConnect opracowała pierwszą kompleksową publikację na temat zasad funkcjonowania rynku NewConnect (NC) pt. „NewConnect – przewodnik”. Przewodnik obejmuje m.in. szczegółowy opis procesu emisji i wprowadzenia akcji na NC, rolę Autoryzowanych Doradców na tym rynku, aspekty prawne  uwzględniające najnowsze zmiany w Regulaminie Alternatywnego Systemu Obrotu, prawie krajowym i unijnym oraz porusza najważniejsze kwestie związane z uzyskaniem i posiadaniem statusu spółki notowanej na NewConnect.

Dostrzegamy duży potencjał dalszego rozwoju rynku NewConnect, ponieważ  obserwujemy  duże zainteresowanie spółek  notowaniem na tym rynku, jak i rosnącą aktywność inwestorów. Dzięki uzyskaniu w ubiegłym roku statusu SME Growth Market, NewConnect wszedł do wyższej ligi europejskiej, co przełożyło się na ułatwienia regulacyjne dla jego emitentów. NewConnect jest bardzo interesującą opcją dla małych firm poszukujących kapitału na rozwój oraz płynności dla swoich akcji. Przewodnik po rynku NewConnect w przystępnej formie przybliża zasady działania tego rynku potencjalnym emitentom oraz ich właścicielom, rozważającym wejście na publiczny rynek akcji – mówi Piotr Borowski, Członek Zarządu GPW.

Przewodnik został opracowany dzięki współpracy GPW z przedstawicielami Autoryzowanych Doradców reprezentującymi środowisko AD w Radzie Autoryzowanych Doradców – komitecie doradczym GPW ds. rozwoju alternatywnego systemu obrotu.

„NewConnect – przewodnik” jest dostępny do pobrania pod tym linkiem.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – listopad 2020 r.

  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 101,4% rdr do 30,6 mld zł
  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect o 942,2% do 1,5 mld zł
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu instrumentami pochodnymi o 121,2% rdr do poziomu 1 009,9 tys. szt.
  • Wzrost łącznego obrotu obligacjami na TBSP o 42,2% rdr do 20,6 mld zł
  • Wzrost łącznego obrotu produktami strukturyzowanymi o 39,6% rdr do 186,9 mln zł
  • Wzrost łącznego obrotu ETF-ami o 257,9% rdr do 71,4 mln zł
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 12,2% do poziomu 19,6 TWh
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym o 4,7% rdr do 11,9 TWh

W listopadzie 2020 r. łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 31,3 mld zł, czyli o 103,4% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wzrosła o 101,4% rdr do poziomu 30,6 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła 1,5 mld zł, o 91,3% więcej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec listopada wyniosła 52 639,45 pkt i była o 8,5% niższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w listopadzie odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 926,0% rdr do poziomu 1,5 mld zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect wzrosła o 942,2% rdr i wyniosła 1,5 mld zł.

Łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi w listopadzie wyniósł 1 009,9 tys. szt., czyli o 121,2% więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy wzrósł o 149,6% rdr do poziomu 568,8 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na akcje wzrósł o 72,9% rdr do 258,0 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na waluty wzrósł o 131,3% rdr do 146,0 tys. szt., a wolumen obrotu opcjami wzrósł o 126,4% rdr do 37,2 tys. szt.

W listopadzie zanotowano wzrost wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 39,6% rdr do poziomu 186,9 mln zł oraz wzrost obrotów ETF-ami o 257,9% rdr do 71,4 mln zł.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec listopada 97,2 mld zł wobec 91,3 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń wzrosła o 34,9% rdr do poziomu 230,9 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła 20,6 mld zł wobec 14,5 mld zł rok wcześniej, co oznacza wzrost o 42,2% rdr.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym wyniósł 19,6 TWh, co oznacza spadek o 12,2% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot wzrósł o 6,7% rdr do poziomu 3,0 TWh. Na rynku forward wolumen spadł o 14,9% rdr do poziomu 16,6 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wzrósł o 4,7% rdr do 11,9 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu wzrósł o 22,0% do poziomu 3,2 TWh. Na rynku terminowym odnotowano spadek o 0,4% rdr do poziomu 8,8 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2], na rynku spot wyniósł 1,9 TWh, co oznacza wzrost o 23,3% rdr.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł o 66,1% rdr do poziomu 6,9 ktoe[3].

Obrót Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE wzrósł o 2,7% rdr, do wolumenu 1,6 TWh.

Kapitalizacja 383 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku na koniec listopada wyniosła 495,2 mld zł (110,6 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 432 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła 995,5 mld zł (222,3 mld EUR).

W ubiegłym miesiącu na GPW odbyły się 20 sesje giełdowe, w porównaniu do 19 sesji rok wcześniej.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych
2 świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

3 ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Osłony z pleksi na ladę – skąd je wziąć?

Zapewnienie bezpieczeństwa zarówno klientom, jak i pracownikom i zminimalizowanie szans rozprzestrzeniania się koronawirusa, to aktualnie obowiązek każdego właściciela sklepu lub punktu usługowego. Jednym z powszechnie stosowanych środków ochrony stały się antywirusowe osłony z pleksi. Sprawdźmy dziś, jaką funkcję spełniają takie bariery, jakie są ich rodzaje i skąd je właściwie wziąć.

Jaką funkcję spełnia osłona z pleksi na ladę?

Osłony antywirusowe z pleksi szybko stały się standardowym wyposażeniem większości punktów handlowo–usługowych, biur, urzędów itd. Taką osłonę możemy zamontować praktycznie w każdym miejscu, w którym pracownik ma kontakt z osobami spoza firmy. Powodem jest oczywiście wirus COVID–19, który w ciągu kilku miesięcy opanował praktycznie cały świat. Osłona z pleksi na ladę spełnią funkcję nieprzepuszczalnej bariery pomiędzy pracownikiem punktu a klientem. Tego rodzaju osłona jest przezroczysta, dzięki czemu kontakt wizualny pomiędzy klientem a sprzedawcą nie jest w żaden sposób zakłócony. Plexi jest materiałem gładkim i bardzo łatwym w pielęgnacji. W związku z tym dezynfekcja i czyszczenie osłon z plexi nie będzie stanowić żadnego problemu. Osłona z plexi nie tylko stanowi pierwszą linię obrony przed chorobotwórczymi drobnoustrojami przenoszonymi drogą kropelkową. Poprawia również komfort psychiczny i poczucie bezpieczeństwa zarówno pracowników, jak i osób odwiedzających nasz lokal.

Osłony z pleksi i poliwęglanu – czym się różnią?

Osłony ochronne do sklepów czy biur wykonane są najczęściej z przeźroczystej pleksi lub poliwęglanu litego. Tworzywa te mają zbliżone właściwości. Zarówno pleksi, jak i poliwęglan lity są dużo lżejsze od szkła i o wiele bardziej odporne na pęknięcia czy uderzenia.

Istnieją jednak subtelne różnice pomiędzy tymi dwoma rodzajami tworzywa sztucznego. Pleksi ma nieco wyższa przepuszczalność światła. Z tego powodu jest częściej stosowana przy osłonach na ladę czy osłonach wolnostojących. Poliwęglan zachowuje dobrą przepuszczalność światła (ok. 90%) przy niewielkiej grubości, np. 2 mm. W związku z tym z tego materiału powstają najczęściej lekkie osłony wiszące montowane bezpośrednio do sufitu lub specjalnych stelaży.

Omawiając właściwości tych materiałów, warto wspomnieć jeszcze, że zarówno pleksi, jak i poliwęglan lity są stosunkowo wrażliwe na zarysowania. Należy więc zachować ostrożność w czasie czyszczenia osłon i unikać bardzo szorstkich ściereczek, gąbek czy szczotek.

Osłona z pleksi gotowa czy na wymiar?

Kupując osłony antywirusowe do sklepu lub punktu usługowego, mamy dwie podstawowe możliwości. Najłatwiejsza opcja to gotowe osłony z pleksi lub poliwęglanu. Są one dostępne w trzech wersjach: 

  • osłony montowane bezpośrednio do lady lub punktu kasowego,
  • osłony wolnostojące, stawiane bezpośrednio na podłodze, 
  • osłony z poliwęglanu wiszące, montowane na specjalnych linkach.

Osłony z pleksi montowane na ladzie dostępne są w wysokości 80 i 100 cm. Jeśli chodzi o szerokość to do wyboru mamy osłony 60, 80, 100 i 120 cm. Osłony z pleksi wolnostojące mają wysokość 160 lub 180 cm. Oba typy mają głębokość 40 cm. Do wyboru mamy osłony wolnostojące o szerokości 80, 100, 120 i 140 cm.  Z kolei osłony wiszące z poliwęglanu mają wysokość 99,5 cm. Najwęższa tego typu osłona ma 75 cm natomiast najszersza 160 cm.  Mamy więc całkiem spore możliwości dopasowania odpowiedniej osłony do wymiarów naszego lokalu. 

Są jednak lokale, w których zastosowanie takiego gotowego rozwiązania może być niemożliwe. W takich sytuacjach możemy skorzystać z prostego konfiguratora dostępnego na stronie https://plasticexpress.pl. Za jego pomocą możemy zamówić precyzyjnie docięte elementy, z których stworzymy osłonę z pleksi na wymiar. Uzyskane w ten sposób elementy możemy połączyć za pomocą odpowiedniego kleju lub kątowników z pleksi z taśmą dwustronną. Takich samym kątowników możemy użyć również do mocowania gotowych osłon na ladę. Dzięki nim unikniemy konieczności wiercenia w meblach sklepowych, a osłonę będzie można bez problemu zdemontować.

Czy zmiana akcyzy odmieni polski rynek samochodów używanych?

Przeciętny samochód poruszający się po polskich drogach ma 14 lat, a aż ponad 30 proc. pojazdów w Polsce stanowią auta z ponad 20-letnim stażem. Dane pokazują, że wiele z nich pochodzi z importu, a najważniejszym czynnikiem dla którego Polacy decydują się na zakup takich pojazdów jest cena. Równolegle dyskusja o wzroście akcyzy na starsze, używane auta w naszym kraju toczy się od wielu lat. Czy takie rozwiązanie zmieni polski rynek motoryzacji?

Podatek od wartości, czyli jak działają aktualne przepisy

Wiele razy wydawało się, że wprowadzenie zmian w prawie dotyczącym akcyzy za rejestrację samochodów jest coraz bliżej. Jednak dotychczas nic się nie zmieniło – wciąż korzystamy ze starej legislacji podatkowej.

– W Polsce obowiązują dwie podstawowe stawki podatku akcyzowego przy zakupie używanych aut z silnikiem spalinowym. Jest to 18,6 proc. dla pojazdów o pojemności silnika powyżej 2000 cm³ oraz 3,1 proc. dla pojazdów o pojemności poniżej 2000 cm³. W przypadku napędu hybrydowego stawki są obniżone o połowę, natomiast kupujący pojazdy elektryczne podatku nie płacą – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Wojciech Matysiak, ekonomista PKO Banku Polskiego.

Obowiązujące przepisy skutkują poszukiwaniem przez właścicieli pojazdów alternatywnych rozwiązań. Powszechnie znane są przykłady rejestracji sportowych aut u naszych południowych sąsiadów – Czechów i Słowaków, czy zaniżanie wartości samochodów przy transakcjach.

Remedium na wszystkie bolączki? Propozycja uaktualnienia podatku

Dane IBRM Samar mówią wprost – w 2019 roku w Polsce import aut używanych przekroczył milion i był dwa razy większy od liczby nowych zarejestrowanych samochodów. Z tego powodu ewentualna aktualizacja akcyzy ma za zadanie sprawić, że skala znanych problemów, i w dłuższym okresie też liczba starych aut, zmniejszy się.

Aktualnie obowiązujące przepisy zakładają, że w wyliczeniu akcyzy ważny jest wiek auta i pojemność silnika. Zmiana, o której mówi się od kilku lat, zakładałaby podział pojazdów na kilka grup wiekowych, które odpowiadają normom emisji spalin Euro, oraz kilka zakresów pojemności silnika. Dzięki temu zostałyby wykluczone możliwości zaniżenia wartości samochodu przy transakcji, w celu zmniejszenia kwoty podatku do zapłaty. Pomimo tego, że nowa opłata ograniczałaby import i rejestrację starych samochodów, to jej założenia jednak łagodzą wysokość podatku dla bardziej wiekowych aut ze względu na utratę ich wartości.

Prognozowana reakcja rynku na propozycje opodatkowania

Polski rynek jest zalewany starszymi samochodami z importu. Jednak jak zachowaliby się konsumenci i sprzedający w przypadku wprowadzenia nowej wersji podatku?

– Zmiana podatku akcyzowego, która doprowadziłaby do wzrostu cen aut importowanych mogłaby przekierować uwagę konsumentów na rynek wewnątrzkrajowy. Poniekąd jest to naturalny proces, nawet bez dodatkowych impulsów fiskalnych. Do niedawna pewnym walorem zakupu auta importowanego była większa oferta takich samochodów, dodatkowo posiadały one bogatsze wyposażenie. Jednak sytuacja się zmienia, podaż aut na rynku wewnątrzkrajowym jest na tyle duża i są to auta na tyle bogato wyposażone, że z pewnością przyciągną konsumentów – dodaje Wojciech Matysiak.

Wzrost zainteresowania wewnątrzkrajowym rynkiem samochodów skutkuje rozwojem platform internetowych, które oferują możliwość wystawienia na aukcję używanego samochodu. W sieci takie miejsca istnieją od lat i cieszą się sporym zainteresowaniem, jednak mają one swoje mankamenty. Bardzo często u kupującego za pośrednictwem takiego serwisu pojawiają się obiekcje – czy aby na pewno mogę zaufać sprzedającemu? Czy auto będzie sprawne, czy po wizycie u mechanika nie okaże się, że posiada wiele wad? Gwarancja bezpiecznej transakcji mogłaby sprawić, że wewnątrzkrajowy rynek miałby szansę przeżyć jeszcze większy rozkwit, niezależnie od zmian w legislacji podatkowej.

– Polacy coraz częściej kupują samochody w Internecie, a sieć stanowi coraz popularniejszy kanał dotarcia do ogłoszeń sprzedaży samochodów. Aktualnie cały proces zakupowy jest możliwy online. Motorem zmian na rynku są platformy internetowe, takie jak Automarket.pl. W przeciwieństwie do tradycyjnych portali ogłoszeniowych, poza wyborem samochodu, dają możliwość pozyskania finansowania i przeprowadzenia całego procesu zdalnie. Likwidowane są bariery geograficzne związane z tradycyjnym zakupem. Dodatkowo, samochody przechodzą 75-punktową inspekcję stanu technicznego, dzięki czemu klient ma gwarancję, że nie kupuje „kota w worku”, a auto jest pewne i nie zepsuje się po przejechaniu kilkudziesięciu kilometrów. Jeżeli samochód nie spełnia oczekiwań, klient ma 5 dni na zwrot bez ponoszenia dodatkowych kosztów – wyjaśnia Krzysztof Blinowski, dyrektor platformy Automarket.pl.

Zmiany na rynku platform zakupowych samochodów są nieuniknione ze względu na rozwój narzędzi internetowych. Przeniesienie się wielu aktywności do sieci jest również skutkiem pandemii. Jednak pomimo coraz większego zainteresowania rynkiem wewnętrznym i poszerzenia możliwości dotarcia do sprawdzonych samochodów, wzrost cen nowych pojazdów, ale także używanych, może okazać się problematyczny dla Polaków. Kupno auta wiąże się ze sporym wydatkiem, na który nie każdy może sobie pozwolić, dlatego pomocne mogą okazać się różnorodne formy finansowania, których na rynku nie brakuje. – Dużo łatwiej uzyskać finansowanie na samochody z rodzimego rynku. Mówimy nie tylko o dostępnym od wielu lat leasingu dla przedsiębiorców, ale też coraz częściej konsumenci mogą skorzystać z atrakcyjnych form finansowania, takich jak na przykład wynajem długoterminowy, gdzie jedna stała, miesięczna rata pokrywa wszystkie koszty eksploatacji w tym ubezpieczenie – komentuje Krzysztof Blinowski.

Podsumowując, można stwierdzić, że nowa akcyza pozwoliłaby na przyspieszenie zmian na polskim rynku motoryzacyjnym, jednak jakiekolwiek decyzje w tym temacie zostały przesunięte w czasie. Rynek nie znosi stagnacji i pomimo braku odgórnych zmian reguluje się samoistnie poprzez decyzje konsumentów i sprzedających. Wyraz tego widzimy właśnie w rozwoju możliwości zakupu używanego samochodu w bezpieczny sposób, nawet przez Internet, czy dostępności różnorodnych możliwości finansowania. Jednego możemy być pewni – struktura wiekowa pojazdów poruszających się po naszych drogach ulegnie modyfikacji w najbliższych latach, a to chociażby ze względu na bogacenie się społeczeństwa.

Polacy masowo wycofują pieniądze z UFK – nie wszyscy na tym tracą

  • Pandemia przyspieszyła wycofywanie środków z umów ubezpieczenia na życie w Ubezpieczeniowych Funduszach Kapitałowych (UFK) – na koniec 2019 r. aktywa tych funduszy były warte 48,5 mld zł. W czerwcu już tylko 45,4* mld zł, a do końca tego roku będzie to około 40 mld zł.
  • Pomimo oporu ze strony towarzystw ubezpieczeniowych są przynajmniej trzy możliwości skutecznego odzyskania pieniędzy ze zrywanych „uefek”.
  • Odzyskiwane kwoty w przypadku niektórych konsumentów mogą sięgać nawet znacznie powyżej 100 tys. zł.

Środki alokowane w przeszłości do Ubezpieczeniowych Funduszy Kapitałowych (UFK) systematycznie topnieją. Rok temu (na koniec 2019 r.) było to jeszcze blisko 50 mld. zł., w czerwcu już tylko 45,4* mld zł. Na koniec tego roku pozostanie ich tam około 40 mld zł., bo wycofywanie pieniędzy w 2020 roku przyspieszyło. Powodem jest pandemia, która spowodowała zmniejszenie wynagrodzenia wielu osób. Również utrata pracy skłania do szukania oszczędności i uruchamiania zamrożonych środków, także tych odłożonych w UFK.

W pandemii konsumenci przypomnieli sobie o polisach zerwanych przed laty

Wycofywanie pieniędzy z UFK nie przebiega jednak automatycznie. W razie wcześniejszego zakończenia umowy przez konsumenta większość towarzystw ubezpieczeniowych pobiera znaczne opłaty likwidacyjne. W wielu przypadkach stanowią one większą część zgromadzonych środków.

Konsumenci mają możliwości, aby te pieniądze odzyskać.

Pandemia dla wielu osób oznacza brak gotówki. Jednym ze sposobów jej pozyskania są środki zgromadzone na UFK. Ci, którzy mają taką możliwość sięgają do szuflad, do starych polis zerwanych kilka lat temu. Wcześniej odzyskanie pobranych opłat od towarzystwa ubezpieczeniowego było mało realne, teraz są do tego możliwości i odpowiedni „klimat”. Okres przedawnienia – 10 lat – jest wprawdzie dosyć długi, ale jeżeli będzie przekroczony środki zostaną utracone bezpowrotnie.

– Sądy w sporach związanych z umowami ubezpieczenia na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym coraz częściej przyjmują argumenty konsumenta – słabszej strony umowy, zarówno faktycznie jak i ekonomicznie. Badając dokładniej naturę tych zobowiązań, często dochodzą do wniosku, że są one umowami inwestycyjnymi, co może być podnoszone jako sprzeczne z zasadą ubezpieczenia – mówi Piotr MaciągowskiPrezes Zarządu E-Kancelaria Grupa Prawno – Finansowa sp. z o.o.  – Można więc powiedzieć, że „w opakowaniu” ubezpieczenia na życie sprzedawane były produkty inwestycyjne. Chociaż w założeniu miały konsumentom przynosić zyski, to w praktyce ich nie generowały. Jeśli zaś zyski te się pojawiały, to i tak były przeznaczane na pokrycie licznych i znacznych opłat pobieranych regularnie przez towarzystwa ubezpieczeniowe. Co istotne, ugruntowane jest orzecznictwo sądów powszechnych stwierdzające, że pobieranie wysokich opłat w związku z przedterminowym rozwiązaniem umowy ubezpieczenia na życie z UFK jest niedozwolone. To sprawia, że konsumenci mogą z powodzeniem domagać się od towarzystw ubezpieczeniowych zwrotu zatrzymanych środków. Zanim jednak zdecydujemy się na drogę sądową, warto skorzystać z metod polubownego rozwiązywania sporu – reklamacji i mediacji.

Postępowanie reklamacyjne

W związku z przedterminowym rozwiązaniem umowy polisy na życie i pobraniem przez ubezpieczyciela wysokiej opłaty, pierwszym krokiem powinno być złożenie reklamacji do umowy ubezpieczenia na życie z UFK wraz z wezwaniem do zwrotu pobranych środków. Takie postępowanie jest obligatoryjne. Reklamacja, przygotowana przez kancelarię prawną, może skutkować dobrowolną wpłatą części środków pobranych w związku z przedterminowym rozwiązaniem umowy ubezpieczenia na życie z UFK.

– Nasze doświadczenie wskazuje, że towarzystwa ubezpieczeń są coraz bardziej skłonne zwracać środki w oparciu o reklamacje złożone do zawartych umów ubezpieczenia na życie z UFK. W ostatnim czasie obserwujemy, że składane przez nas reklamacje są uwzględniane nawet przez towarzystwa ubezpieczeń, które dotychczas stanowczo odmawiały wypłaty pobranych opłat likwidacyjnych. Od czerwca wiele takich spraw prowadzonych przez E-Kancelarię zakończyło się dobrowolną wypłatą pobranych opłat likwidacyjnych — mówi radca prawny Katarzyna Nizioł zarządzająca projektem UFK w E-Kancelaria. – Rekordowa kwota to ok 120 tys. zł. odzyskanych w niecały miesiąc od przyjęcia sprawy. Obecnie trwają kolejne tego typu postępowania, a perspektywy ich zakończenia po myśli konsumenta są optymistyczne.

Postępowanie mediacyjne przed Sądem Polubownym przy Komisji Nadzoru Finansowego

W sytuacji nierozpatrzenia reklamacji zgodnie z wolą klienta sprawa może zostać skierowana do mediacji przed Sądem Polubownym przy Komisji Nadzoru Finansowego (KNF). Zasadniczym celem postępowania mediacyjnego jest zawarcie ugody na warunkach satysfakcjonujących obie strony. Porozumienie mediacyjne ostatecznie rozstrzyga spór pomiędzy konsumentem a towarzystwem ubezpieczeń, dlatego ważne jest wypracowanie kompromisu korzystnego dla konsumenta. Nieprzyjęcie przez niego propozycji złożonej przez towarzystwo ubezpieczeń nie zamyka drogi do dochodzenia roszczeń w postępowaniu sądowym.

Postępowanie sądowe

Ostatnią z możliwych dróg odzyskania środków pobranych przy wcześniejszym rozwiązaniu umowy ubezpieczenia na życie z UFK jest droga sądowa. Stosuje się ją, kiedy podjęte metody polubownego rozwiązania sporu nie przyniosą oczekiwanego efektu. Przy odpowiednim przygotowaniu stanowiska ubezpieczonego jest duża szansa, że sąd uwzględni powództwo w całości i zasądzi na jego rzecz całą dochodzoną należność.

– Możliwości, jakimi dysponują klienci towarzystw ubezpieczeniowych są szerokie, w dodatku niepowodzenie reklamacji czy mediacji nie blokuje możliwości wykorzystania drogi sądowej — wyjaśnia radca prawny Katarzyna Nizioł — Nie bez znaczenia jest też wyrażane coraz częściej wsparcie udzielane konsumentom ze strony takich instytucji jak KNF czy Rzecznika Finansowego. Nie warto rezygnować z prób odzyskania niesłusznie nałożonych opłat, bo szanse na ich zwrot są obecnie większe niż kiedykolwiek – dodaje radca prawny z E-Kancelarii.

Pomocny w dochodzeniu roszczeń jest długi okres przedawnienia. Dla umów rozwiązanych przed dniem 9 lipca 2018 r. w przypadku opłat likwidacyjnych wynosi on 10 lat, a po tej dacie – 6 lat.

*Dane zebrane przez portal Analizy online

Dane z KGP: W sklepach notuje się o blisko 30% więcej kradzieży niż rok temu

O prawie 30% wzrosła liczba przestępstw kradzieży w sklepach w trzecim kwartale br. w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Ostatnio najwięcej takich zdarzeń było w województwie mazowieckim, a najmniej – w świętokrzyskim. Z kolei do rejestru wykroczeń najczęściej trafiały przypadki odnotowane przez KWP w Katowicach. Na drugim końcu zestawienia są sprawy z KWP w Opolu. Patrząc na te statystyki, należy wnioskować, że złodzieje zdecydowanie najchętniej wybierają obiekty wielkopowierzchniowe.

Z danych udostępnionych przez Komendę Główną Policji wynika, że w trzecim kwartale br. stwierdzono 4488 przestępstw kradzieży w sklepach. To o ponad 1 tys. więcej niż w analogicznym okresie ub.r. Wówczas takich zdarzeń w policyjnych statystykach odnotowano 3463.

– W ostatnich miesiącach złodzieje czują, że mają większe szanse na dokonanie kradzieży. Wpływ na to ma między innymi obowiązek zasłonięcia części twarzy. Ponadto przyłbice powodują np. odblaski i trudniej zobaczyć, kto się kryje za tym plastikiem. Utrudnia to działanie pracownikom ochrony, zwłaszcza operatorom monitoringu – komentuje Grzegorz Wojtasik, wiceprezes zarządu Impel Facility Services.

Jak zaznacza dr Andrzej Maria Faliński, prezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego, wzrost liczby przestępstw jest najprawdopodobniej efektem zmniejszenia nadzoru. Personel jest bardziej zajęty reżimem sanitarnym czy zabezpieczeniem towaru. Może być też tak, że mniej osób pracuje na sali, bo przesunięto je w inne miejsce.

– Sklepy nie wprowadziły dodatkowych zabezpieczeń przed kradzieżą i nie zwiększyły liczby pracowników ochrony. Natomiast tym ostatnim zmieniono priorytet wykonywanych zadań. Ich główna uwaga skupia się nie na linii kas czy na wnętrzu sklepu, tylko na miejscu, w którym wchodzą klienci. Pracownicy ochrony muszą dodatkowo weryfikować liczbę osób przebywających w placówce, a także sprawdzać, czy mają one założone maseczki. Zdarza się, że ktoś specjalnie nie chce zasłonić ust i nosa. Kłóci się o to z pracownikiem ochrony, a w tym czasie inna osoba próbuje dokonać kradzieży – dodaje Wojtasik.

W trzecim kwartale br. najwięcej przestępstw kradzieży w sklepach stwierdzono w województwach mazowieckim – 946 (w analogicznym okresie 2019 roku – 796), śląskim – 654 (493) oraz dolnośląskim – 639 (430). Z kolei najmniej takich zdarzeń było w świętokrzyskim – 62 (68), podkarpackim – 77 (65) oraz podlaskim – 85 (106). Ze statystyk również wynika, że wzrost liczby przestępstw kradzieży w sklepach nastąpił w czternastu województwach. Spadek dotyczy tylko podlaskiego i świętokrzyskiego.

– Na pewno do mniejszej liczby przestępstw na Podlasiu przyczyniła się czujność pracowników ochrony. Sklepy to powierzchnie prywatne, gdzie za bezpieczeństwo odpowiada właściciel, który przeważnie zatrudnia do tego firmy. Natomiast policjanci zajmują się terenami ogólnodostępnymi. Informowaliśmy media o zatrzymaniu m.in. grup działających w galeriach handlowych. To też ma znaczenie, ponieważ pokazujemy skuteczność wszystkich osób odpowiedzialnych za zapewnienie stanu bezpieczeństwa – mówi podinsp. Tomasz Krupa, rzecznik prasowy KWP w Białymstoku.

W trzecim kwartale br. odnotowano 43273 wykroczenia kradzieży w sklepach, z czego 7807 w małopowierzchniowych, a 35466 – wielkopowierzchniowych. Patrząc na elektroniczny rejestr wykroczeń przeciwko mieniu, widać, że najwięcej takich zdarzeń odnotowano na obszarze KWP w Katowicach – 6929,  we Wrocławiu – 5121 oraz na terenie KSP Warszawa – 4192. Na drugim końcu są KWP w Opolu – 1074, Kielcach – 1094, a także w Rzeszowie – 1115. Porównanie danych z analogicznym okresem 2019 roku nie jest możliwe, ponieważ rejestr działa dopiero od listopada ub.r. Dane dotyczą wykroczeń kradzieży rzeczy, których wartość nie przekracza 500 zł.

– Fakt, że najwięcej wykroczeń w skali kraju odnotowano na terenie woj. śląskiego, może wynikać z gęstości zaludnienia. Dane GUS-u z 2018 roku pokazują, że to najgęściej zaludnione województwo w Polsce – 369 osób/km², przed małopolskim – 223  osoby/km². Ponadto warto wspomnieć, że to głównie tereny miejskie, gdzie znajdują się liczne sklepy – informuje asp. Olaf Burakiewicz z zespołu prasowego KWP w Katowicach.

Jak wskazuje wiceprezes Impel Facility Services, duża część wykroczeń ma miejsce w sklepach budowlanych. Tam kradzione są m.in. elektronarzędzia czy nawet wiertła. Ponadto w dużym sklepie łatwiej się ukryć czy przepakować droższy towar do pudełka po tańszym produkcie. Z kolei podinsp. Krupa zaznacza, że szajki posługują się m.in. torbami, które są wyłożone folią aluminiową. Robią tak, żeby nie przepuszczać sygnału chipów przyczepianych do ubrań. Ale na Podlasiu, oprócz odzieży, często kradzione są m.in. alkohole oraz perfumy.

– Złodzieje wybierają sklepy wielkopowierzchniowe, bo tam mają do dyspozycji więcej towarów. Poza tym w takich miejscach z reguły są rzeczy bardziej wartościowe. Z małej placówki ze sprzętem elektronicznym trudno np. wynieść 50-calowy telewizor. Zazwyczaj musi dojść do włamania. Ale ta różnica w statystykach wynika też z tego, że duży sklep jest w stanie łatwiej ochronić się przed jakąś formą zemsty za zgłoszenie sprawy policji czy uruchomienie innej formy obrony. Dlatego nie waha się powiadomić organu ścigania – podsumowuje dr Faliński.

Rzecznik MŚP zwraca się do Wicepremiera Jarosława Gowina o wydanie objaśnień prawnych dotyczących art. 23 tzw. ustawy o dobrym Samarytaninie

Wniosek Rzecznika MŚP do Wicepremiera Jarosława Gowina o wydanie objaśnień prawnych dotyczących art. 23 tzw. „ustawy o dobrym Samarytaninie” przewidującej pozbawianie przedsiębiorców pomocy publicznej.

Rzecznik MŚP zwraca się do Wicepremiera i Ministra Rozwoju, Pracy i Technologii dr Jarosława Gowina o wydanie objaśnień prawnych dotyczących art. 23 tzw. „ustawy o dobrym Samarytaninie” przewidującej pozbawianie przedsiębiorców pomocy publicznej w przypadku naruszenia ograniczeń, nakazów i zakazów w zakresie prowadzenia działalności gospodarczej ustanowionych w związku z wystąpieniem stanu epidemii.

W dniu 28 października 2020 r. uchwalona została ustawa o zmianie niektórych ustaw w związku z przeciwdziałaniem sytuacjom kryzysowym związanym z wystąpieniem COVID-19 (Dz. U. z 2020 r. poz. 2112, ze zm.; tzw. „ustawa o dobrym Samarytaninie”). Po opublikowaniu jej w Dzienniku Ustaw w dniu 28 listopada 2020 r. weszła w życie z dniem następującym po dniu ogłoszenia.

Od początku prac nad ustawą o Dobrym Samarytaninie niepokój przedsiębiorców wzbudzała regulacja przewidująca odmowę udzielenia pomocy publicznej w przypadku naruszenia ograniczeń, nakazów i zakazów w zakresie prowadzenia działalności gospodarczej ustanowionych w związku z wystąpieniem stanu epidemii. Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców zarówno na etapie prac sejmowych, jak również senackich kierował swoje uwagi i zastrzeżenia do tej regulacji, postulując jej usunięcie.

Pomimo apeli Rzecznika MŚP, w art. 23 ustawy o dobrym Samarytaninie wprowadzono powyższą niekorzystną dla przedsiębiorców regulację. Zgodnie z nią, przedsiębiorcy ubiegający się o udzielenie pomocy publicznej są zobowiązani złożyć oświadczenie (pod rygorem odpowiedzialności karnej), że nie naruszyli ograniczeń, nakazów i zakazów ustanowionych w związku z wystąpieniem stanu epidemii.

W ocenie Rzecznika MŚP, w takiej sytuacji zasadne jest wyjaśnienie w drodze objaśnień prawnych, za naruszenie jakich obostrzeń i w jakich sytuacjach przedsiębiorcy mogą stracić wsparcie w postaci pomocy publicznej. Dlatego działając na podstawie art. 9 ust. 1 pkt 2 ustawy z dnia 6 marca 2018 r. o Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców (Dz. U. z 2018 r. poz. 648) w związku z art. 33 ust. 1 ustawy z dnia 6 marca 2018 r. – Prawo przedsiębiorców (Dz. U. z 2019 r. poz. 1292, ze zm.), pismem z dnia 30 listopada 2020 r. Rzecznik MŚP skierował do Wicepremiera i Ministra Rozwoju, Pracy i Technologii dr Jarosława Gowina wniosek o wydanie objaśnień prawnych wyjaśniających powyższe wątpliwości.

Zdaniem Rzecznika MŚP, przedmiotowe przepisy należy rozumieć w sposób nierozszerzający, mianowicie, że odpowiedzialność przedsiębiorcy będzie dotyczyć wyłącznie naruszenia tych obostrzeń, które wiążą się z prowadzoną przez niego działalnością (np. podanie posiłku na miejscu w lokalu po godzinach, gdy jest to dozwolone), nie będzie zaś dotyczyła naruszenia takich obostrzeń, które pozostają bez związku z prowadzoną działalnością oraz po godzinach pracy przedsiębiorstwa (np. nieprzestrzeganie obowiązkowej kwarantanny lub naruszenie ograniczeń związanych z uczestniczeniem w zgromadzeniach publicznych). Przedsiębiorcy nie powinni również odpowiadać za naruszenia dokonane przez osoby, za które nie ponoszą odpowiedzialności (np. klientów sklepu niestosujących się do obowiązku zakrywania ust i nosa), co wydaje się oczywiste, ale na gruncie przedmiotowej regulacji budzi wątpliwości.

Przełom w PepsiCo – butelki Pepsi wykonane będą w 100% z rPET do końca 2021 roku

Jeden z największych producentów żywności i napojów na świecie, firma PepsiCo, w samym tylko 2021 roku zainwestuje 3,6 mln USD oraz 8 mln USD w każdym kolejnym roku na pozyskanie przetworzonego plastiku (rPET), który umożliwi produkcję w Polsce wszystkich butelek napojów Pepsi oraz Mirinda z surowca zawierającego tworzywo w 100% pochodzące z recyklingu. To kolejny ważny krok do realizacji wizji świata PepsiCo, w którym plastik nigdy nie stanie się odpadem – w lecie 2020 roku firma wprowadziła do obiegu butelki herbaty mrożonej Lipton Ice Tea w 100% wykonane z rPET. Efektem wprowadzanych zmian będzie ograniczenie emisji gazów cieplarnianych średnio o 40%.

PepsiCo od lat realizuje działania zmierzające do stworzenia bardziej zrównoważonego systemu żywnościowego w ramach szerszej wizji firmy na rzecz przyspieszonego, lecz zrównoważonego rozwoju. W ramach tej strategii PepsiCo dąży do uzyskiwania lepszych wyników przy uwzględnieniu celów społecznych i środowiskowych, wspierając w ten sposób zrównoważone inicjatywy na rzecz ludzi i środowiska. Dążąc do całkowitego wyeliminowania z produkcji opakowań powstałych na bazie paliw kopalnych do roku 2030, PepsiCo zamierza wyznaczać kierunki działań na drodze do tzw. zielonej odbudowy świata oraz stworzenia gospodarki obiegu zamkniętego (GOZ).

– Przyjęliśmy zobowiązanie, aby bezzwłocznie stawić czoła wyzwaniu, jakie stawia przed nami zanieczyszczenie plastikiem. Nasze działania w tym obszarze na terenie Europy zaczynamy od dziewięciu rynków, w tym Polski, a naszym celem jest produkcja napojów w butelkach zawierających 100% plastiku pochodzącego z recyklingu – rPET. W ten sposób chcemy ograniczyć do  minimum wykorzystanie surowca pierwotnego, produkowanego na bazie paliw kopalnych. W miarę możliwości zamierzamy podążać tą drogą dalej i szybciej także na innych rynkach europejskich – powiedział Silviu Popovici, prezes PepsiCo na Europę. – Kluczem do powodzenia naszego przedsięwzięcia jest współpraca między wszystkimi interesariuszami na rynku wspólnotowym. Projektujemy opakowania, które nadają się do ponownego przetworzenia, redukujemy ilość stosowanych opakowań, a także ułatwiamy recykling konsumentom. Współpracując z rządami krajów oraz podmiotami z branży przetwórstwa surowcowego dążymy do tego, aby możliwa była zbiórka jeszcze większej ilości butelek z tworzyw sztucznych, co pozwoli zrealizować naszą wizję świata, w której plastik nigdy nie musiał stać się odpadem. Każdy może i powinien odegrać swoją rolę w rozwoju gospodarki obiegu zamkniętego – dodał Silviu Popovici.

– Wprowadzenie 100% rPET do produkcji butelek plastikowych naszych flagowych napojów, takich jak Pepsi, Mirinda czy Lipton Ice Tea to prawdziwie przełomowa decyzja. W PepsiCo kładziemy szczególny nacisk na zaangażowanie firmy w realizację celów, które pozwalają wdrażać zmiany prowadzące do zapewnienia lepszego jutra dla wszystkich mieszkańców planety – powiedział Michał Jaszczyk, prezes PepsiCo Polska. – Bardzo zależy nam na tym, aby nasze zobowiązania stały się inspiracją dla innych podmiotów rynkowych oraz konsumentów. Liczymy, że dzięki temu angażować się oni będą w inicjatywy na rzecz zrównoważonego rozwoju oraz budowy gospodarki obiegu zamkniętego, w tym poprzez promowanie prawidłowej segregacji odpadów. Głęboko wierzymy, że nasza aktywność w tym obszarze to odpowiednie działanie na rzecz przyszłości naszej planety – dodał Michał Jaszczyk.

W Polsce PepsiCo wraz z innymi podmiotami z branży bierze udział m.in. w programie „Działaj z imPETem”, prowadzonym przez organizację Rekopol, zajmującą się recyklingiem opakowań. Celem programu jest edukacja dzieci i młodzieży w zakresie odpowiedniego segregowania odpadów, tak aby zwiększyć ilość odzyskiwanego materiału i zmniejszyć emisję CO2. W minionym roku projekt przyczynił się do wzrostu recyklingu butelek PET o 30%, a działania edukacyjne objęły 120 tys. dzieci oraz 2000 szkół.

Mimo iż recykling jest ważnym procesem w dążeniu do rozwiązania wyzwania związanego z odpadami plastikowymi, globalny producent napojów i żywności postrzega to działanie jako jeden z elementów całości. Oparta na trzech filarach strategia PepsiCo w tym obszarze obejmuje ponadto wdrażanie innowacyjnych rozwiązań zmierzających do ograniczania ilości plastiku stosowanego w funkcjonowaniu firmy, a także poszukiwanie sposobów tworzenia nowych koncepcji opakowań. Obejmuje to m.in. badania nad opracowaniem nowych materiałów, takich jak powstała we współpracy z konsorcjum Pulpex pierwsza na świecie butelka z papieru w pełni nadająca się do ponownego przetworzenia, czy rozwój oferty produktów wielokrotnego użytku, takich jak SodaStream, dzięki której według szacunków możliwe będzie wyeliminowanie z obrotu 67 miliardów plastikowych butelek jednorazowego użytku.

Co to jest rPET (recycled PET)?

rPET (przetworzony politereftalan etylenu) to PET (politereftalan etylenu) pochodzący w 100% z recyklingu, który jest popularnym, wysokiej jakości plastikiem dostosowanym do kontaktu z żywnością i powszechnie używanym do produkcji butelek i opakowań. PET jest materiałem opakowaniowym powszechnie stosowanym w przemyśle spożywczym i kosmetycznym. Opakowania PET stały się tak popularne, ponieważ są przezroczyste, termostabilne i wyjątkowo trwałe. Ponadto są lekkie, dostępne cenowo, nie pękają, można je zamknąć nakrętką, a przede wszystkim doskonale nadają się do ponownego przetworzenia, lub inaczej – recyklingu.

Jak powstaje rPET?

Zanim powstanie nowa butelka wykonana z rPET, należy zebrać zużyte opakowania plastikowe. Ważne jest, aby butelki wykonane z PET trafiały do odpowiednich, żółtych pojemników do selektywnej zbiórki. Po zebraniu materiału przez podmiot zajmujący się zbiórką odpadów, materiał ten poddawany jest segregacji, a następnie ściskany w prasach przemysłowych w duże bale. Bale trafiają do maszyny, w której usuwane są inne frakcje. Plastiki są segregowane według kolorów, a następnie zgniatane i rozdrabniane na mniejsze kawałki – płatki. Ponieważ płatki zawierają elementy pochodzące z nakrętek i etykiet, które są wykonane z innego rodzaju plastiku, należy je odseparować w procesie kąpieli wodnej. Następnie następuje osuszenie płatków, podgrzanie do wysokiej temperatury, a powstała masa poddawana jest ekstruzji w długie elementy o okrągłym przekroju, które są następnie rozdrabniane w tzw. pelet. Pelet jest przekształcany we włókno poliestrowe, z którego następnie można wytworzyć wiele różnych produktów, w tym nowe opakowania. W ten sposób można skutecznie zapewnić plastikowej butelce kolejny cykl życia.

Jaka jest różnica pomiędzy PET a rPET?

Opakowania PET tworzone są z tzw. surowca pierwotnego, czyli pozyskiwanego bezpośrednio z frakcji ropy naftowej w odpowiednim procesie chemicznym. rPET różni się od plastiku pierwotnego tym, że pochodzi z PET, który został wcześniej użyty jako opakowanie, przez co w produkcji nie wymaga użycia nowej porcji ropy naftowej. Dzięki temu rPET cechuje się o wiele niższym śladem węglowym.

Ważny wyrok TSUE w sprawie kar dla przewoźników za nacisk na oś przekraczający 11,5 tony

Wkrótce kierowcy poruszający się pojazdami o nacisku na oś do 11,5 tony będą mogli poruszać się bez ograniczeń po wszystkich drogach publicznych w Polsce. To skutek wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który uznał obowiązujące dotychczas w kraju ograniczenia do 8 i 10 ton za bezprawne i zrównał tym samym krajowe przepisy z tymi obowiązującymi w całej Wspólnocie. Od tej zasady będą obowiązywały jednak odstępstwa, o których zadecydują samorządy zarządzające konkretnymi szlakami przewozowymi. Warto pamiętać, że omawiane zmiany są dopiero na etapie projektu ustawy. W przypadku jej wejścia w życie przepisy zaczną obowiązywać po 60 dniach od jej ogłoszenia w dzienniku ustaw. Przepisy dotyczące odzyskania niesłusznie nałożonych kar wejdą jednak w życie już 14 dni po opublikowaniu.

Wyrok TSUE w sprawie bezprawnie nakładanych kar na przewoźników z pojazdami, w przypadku gdy nacisk na oś przekracza 11,5 tony przyniesie w końcu skutek. Sejm podjął prace legislacyjne, które wdrożą wyrok w życie. Oznacza to, że kierowcy będą mogli poruszać się pojazdami o dopuszczalnym nacisku pojedynczej osi napędowej do 11,5 t po drogach publicznych w Polsce bez konieczności uzyskiwania zezwoleń na przejazd pojazdu nienormatywnego. Projekt ustawy zakłada również możliwość starania się o odzyskanie zapłaconych kar w przypadku, gdy pojazd nie przekraczał dopuszczalnego nacisku 11,5 tony na oś napędową.

11,5 tony jednak z wyjątkami

Od tych przepisów będą obowiązywać jednak wyjątki wynikające z możliwości postawienia na drodze publicznej zakazu zabraniającego wjazdu pojazdów o nacisku osi większej niż 10 lub 8 ton. Może się tak stać na określonych drogach publicznych lub jej odcinkach albo w strefach obejmujących dwie drogi publiczne lub ich odcinki. W pierwszym przypadku zakaz może wprowadzać zarządca drogi, w drugim – rada gminy lub miasta poprzez uchwałę pod warunkiem, że na przejazd nie pozwoli stan techniczny drogi i w jej pobliżu znajdą się obiekty bezpośrednio narażone na negatywny pojazdów ciężarowych, np. żłobek, intensywna zabudowa mieszkaniowa albo zabytek.

Straż Miejska skontroluje nacisk

Za nieprzestrzeganie znaków zakazu dla pojazdów o nacisku na oś powyżej 8 lub 10 ton na przedsiębiorców czekają kary. Będą wynosiły 3 tys. złotych w przypadku przekroczenia nacisku do 10%, 6 tys. gdy przekroczona wartość będzie wynosiła od 10% do 20% i 10 tys. w pozostałych przypadkach.

Warto podkreślić, że kontrolą nacisku pojazdów jako dodatkowy organ kontrolny będzie się zajmować Straż Miejska lub Gminna, a do nakładania kar zostanie uprawniony jej komendant. Od momentu wejście w życie przepisu funkcjonariusze tych służb zostaną wyposażeni w urządzenia pomiarowe do sprawdzania nacisku na osie.

Z zakresu obowiązywania zakazu wyłączono pojazdy przewożące ładunki sypkie i drewno. Przewoźników nie obejmie kara, nawet jeżeli nacisk na oś będzie większy niż 11,5 tony, ale nie zostanie przekroczona dopuszczalna masa całkowita pojazdu. To konsekwencja obowiązującego już przepisu z prawa o ruchu drogowym.

Niesłusznie nałożone kary i nie tylko

Wprowadzenie przepisu otwiera drzwi tym przedsiębiorcom transportowym niesłusznie ukaranym za przekroczenie nacisku osi, który wynosił jednak mniej niż 11,5 tony. W przypadku spraw zakończonych prawomocną decyzją administracyjną będą mogli wnieść o wznowienie postępowania w ciągu miesiąca od dnia wejścia w życie ustawy. Jeżeli sprawa zakończyła się prawomocnym wyrokiem sądu, czas na wniesienie skargi o wznowienie postępowania będzie wynosił z kolei 3 miesiące od dnia wejścia w życie ustawy. Projekt zakłada też zwrot opłat poniesionych na wydanie zezwolenia na przejazd pojazdu nienormatywnego, jeżeli jedynym powodem był przekroczony nacisk na oś.

Zmiany w zezwoleniach dla nienormatywnych

Przy okazji wdrożenia zmian wynikających z wyroku TSUE wprowadzono też poprawki dotyczące rodzajów zezwoleń na pojazdy nienormatywne. Zmieniono nie tylko stawki i rodzaje zezwoleń, ale również kary za ich brak. Dotychczasowe siedem kategorii zastąpiono pięcioma. Bez zmian pozostały wysokości kar dla kategorii I-II (1,5 tys. zł) i III-VI (5 tys. zł). Znacznie podniesiono niektóre stawki w ostatniej kategorii. Od teraz przekroczenie nacisku na jedną lub wiele osi, a także DMC i wymiaru pojazdu do 10% będzie kosztować aż 6 tys. złotych (obecnie 500 zł). Jeżeli parametry zostaną przekroczone w granicach 10%-20% kara wyniesie 10 tys. zł (obecnie 2 tys. zł). W pozostałych przypadkach postanowiono utrzymać karę w wysokości 15 tys. zł.

kary za nacisk do 11,5 tonyMateriał przygotował Jarosław Łabisz, ekspert OCRK, Grupa INELO.

NCBR: 81 mln zł przyznane na walkę z pandemią. W puli jeszcze 50 mln zł. NCBR przyjmuje zgłoszenia do 31 grudnia

81 milionów złotych dofinansowania ze środków Funduszy Europejskich zostało przyznane w wyniku pozytywnej oceny wniosków zgłoszonych w drugiej rundzie konkursu Szybka Ścieżka „Koronawirusy”, realizowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Obecnie, do 31 grudnia 2020 r., trwa nabór w trzeciej, ostatniej już rundzie konkursu.  

Szybka Ścieżka „Koronawirusy” koncentruje się na przeciwdziałaniu rozprzestrzeniania się wirusów, ze szczególnym uwzględnieniem pandemii koronawirusa SARS-CoV-2. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju szuka projektów polskich przedsiębiorców i naukowców, którzy pracują nad diagnostyką, leczeniem i przeciwdziałaniem chorobom wirusowym. O wsparcie mogą ubiegać się przedsiębiorstwa, zarówno MŚP, jak i duże firmy oraz konsorcja składające się z przedsiębiorców lub przedsiębiorców i jednostek naukowych. Łączny budżet konkursu to ponad 200 mln zł. W dwóch zakończonych już rundach przyznanych zostało już 150 mln zł dofinansowania na realizację 25 projektów.

Rynek z zainteresowaniem odpowiedział na ogłoszony przez nas konkurs o tak ważnej i aktualnej tematyce. W pierwszych dwóch rundach konkursu przedsiębiorcy i konsorcja złożyli aż 129 wniosków o dofinansowanie innowacyjnych projektów – komentuje Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. – Czekamy na kolejne projekty, których realizacja przyczyni się do pokonania obecnej pandemii i przeciwdziałania takim zjawiskom w przyszłości.

Projekty na czasy pandemii

Wśród projektów wybranych do dofinansowania są takie, które przyczynią się do szybszej i lepszej diagnostyki („Opracowanie systemu PCR|COV – urządzenia do diagnostyki molekularnej Point-of-Care wykrywającego markery RNA wirusa SARS-CoV-2 oraz innych infekcji wirusowych powodujących zbliżone objawy” firmy Curiosity Diagnostics), które pomogą w walce z rozprzestrzenianiem się wirusów („Opracowanie szkła wirusobójczego w celu zwalczania zagrożenia epidemiologicznego” firmy D.A. Glass), jak i takie, które pomogą w codziennym życiu w czasie pandemii („iPreschool.care – platforma do zdalnego nauczania przedszkolnego w warunkach izolacji firmy Yellow House). Pełna lista projektów dostępna jest na stronie NCBR.

Zgłoś swój projekt w trzeciej rundzie

Zgłaszane do dofinansowania w konkursie Szybka Ścieżka „Koronawirusy” projekty mogą obejmować badania przemysłowe, eksperymentalne prace rozwojowe oraz prace przedwdrożeniowe. Obligatoryjnym elementem są jedynie eksperymentalne prace rozwojowe. Minimalna wartość projektu w przypadku pojedynczego MŚP to 1 mln zł, a w przypadku dużych firm oraz konsorcjów 2 mln zł. Dofinansowanie może wynieść aż do 80% wartości kosztów kwalifikowanych w projekcie.

Wszystkie osoby, które chciałyby zgłosić swój projekt do dofinansowania muszą to zrobić za pomocą dostępnego online wniosku. Specjalnie dla nich, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju przygotowało dwa dedykowane konkursowi webinary, które można znaleźć na kanale YouTube instytucji. Pytania dot. konkursu można również kierować do Punktu Informacyjnego, który przyjmuje zgłoszenia telefonicznie, poprzez wiadomości email oraz w formie spotkań online. Procedura oceny projektu, jak również panel ekspercki, podczas którego wnioskodawca spotyka się z ekspertami oceniającymi jego projekt, również odbywa się za pomocą środków komunikacji elektronicznej. Cały proces przebiega więc całkowicie online.

Dokumentacja konkursowa Szybkiej Ścieżki „Koronawirusy” znajduje się na stronie NCBR. Konkurs realizowany jest w ramach środków Funduszy Europejskich – Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój w ramach poddziałania 1.1.1 „Badania przemysłowe i prace rozwojowe realizowane przez przedsiębiorstwa”.

Badanie: z chatbotami wolimy pisać niż rozmawiać na głos – to daje poczucie bezpieczeństwa i anonimowości

Raport Chatboty w Polsce 2020: 34 proc. respondentów woli rozmawiać z botem niż z człowiekiem.

Proszę czekać” to komunikat, który w większości z nas budzi jak najgorsze skojarzenia. W świecie pędzącym wciąż naprzód oczekiwanie to strata: czasu, szansy, pieniędzy… Chatbot zaś to rozwiązanie, które eliminuje konieczność oczekiwania. Do potrzebnych informacji mamy dzięki niemu dostęp natychmiast. Dlatego 34 proc. respondentów, biorących udział w badaniu agencji Symetria, wybiera właśnie kontakt z chatbotem, a nie z człowiekiem.

Chatboty coraz śmielej wkraczają w nasze życie. Firmom i organizacjom dają szansę na ograniczenie kosztów i podtrzymanie kontaktu z użytkownikami, a każdemu z nas oferują możliwość nieograniczonego ani czasowo, ani przestrzennie dostępu do potrzebnych informacji. I choć z pewnością nigdy nie wyeliminują całkowicie człowieka z obszaru kontaktu pomiędzy klientem a instytucją, to już teraz w znacznej mierze wspomagają jego pracę.

24 proc. ankietowanych, którzy wzięli udział w naszym badaniu, wybiera kontakt z człowiekiem, a nie z inteligentnym programem – zauważa Anna Schneider, UX Specialist z Symetrii. – Sądzę jednak, że odsetek ten będzie się sukcesywnie zmniejszał w miarę rozwoju chatbotów. Niemniej zawsze pozostanie pewna grupa ludzi, która kontakt z człowiekiem będzie przedkładać ponad najbardziej nawet zaawansowaną sztuczną inteligencję. Stąd całkowite wyeliminowanie ludzi z kontaktów na linii klient – organizacja jest moim zdaniem niemożliwe. Ale z drugiej strony już dziś ¾ ankietowanych stawia na kontakt poprzez chatbota, a to sygnał, że warto zainwestować w tę technologię.

Chatbot poprawia wizerunek

Inwestycja taka daje zaś nie tylko szansę na dokonanie oszczędności np. dzięki przeniesieniu części personelu, który obsługiwał infolinię, do realizacji bardziej wymagających zadań. Okazuje się, że wykorzystanie chatbota może pozytywnie wpłynąć na odbiór instytucji czy firmy, która korzysta z takiego rozwiązania. Zdaniem ankietowanych, którzy wzięli udział w badaniu przeprowadzonym przez Symetrię, firma, która posiada chatbota, postrzegana jest jako bardziej innowacyjna, pomocna i ekscytująca. Do tego wcale nie jest odbierana jako nieludzka w swoich usługach czy sztuczna, czego z pewnością boi się wielu zarządzających organizacjami. Co ciekawe, dziś obok takich marek jak Facebook Messenger, Google czy Apple z chatbotami uczestnikom badania kojarzą się także takie marki, jak Orange, inPost, Allegro, czy IKEA, co dowodzi, że spodziewamy się botów nie tylko w połączeniu z markami stricte technologicznymi.

Zaryzykuję twierdzenie, że jako społeczeństwo dojrzeliśmy do wykorzystywania chatbotów. Wbrew licznym wątpliwościom, dzięki swojej użyteczności nie budzą one w nas negatywnych emocji, a wręcz przeciwnie, ułatwiają nam życie – przyznaje Piotr Chwiedziewicz, Marketing Manager z Symetrii. A skoro tak, to z jakimi chatbotami chcemy mieć do czynienia?

Na miarę potrzeb

53 proc. osób ankietowanych przez agencję Symetria odpowiedziało, że woli chatboty tekstowe. Skąd taki wybór? Zdaniem respondentów pisanie jest bardziej anonimowe niż mówienie, do tego nie zawsze i nie na każdym urządzeniu można włączyć dźwięk. Sporo użytkowników to wzrokowcy, co także ma niebagatelny wpływ na popularność tego rodzaju botów. Pisanie daje także pewność, że nikt nie nagrywa rozmowy, oraz jest mniej krępujące i wygodniejsze. Jeśli jest taka możliwość, to aż 67 proc. badanych nad wpisywanie tekstu z klawiatury wybierze gotowe przyciski do komunikacji z botem, a jedynie 29 proc. woli samemu wpisywać pełne frazy.

W opozycji do tej grupy znalazło się 25 proc. ankietowanych, którzy przyznają, że wolą chatboty głosowe. Zauważają oni, że pisanie zabiera więcej czasu niż mówienie, dlatego bot, który rozpoznaje mowę, jest dla nich wygodniejszy. Pomiędzy tymi dwoma grupami plasuje się 22 proc. ankietowanych, dla których forma chatbota nie ma znaczenia, ważne, aby działał on sprawnie i skutecznie.

Chatbot na etacie

Badanie Symetrii ujawniło także, w jakich branżach użytkownicy spodziewają się chatbotów, a w jakich nawet po ich wprowadzeniu nie skorzystaliby z tego rozwiązania. I tak botami powinni zainteresować się przede wszystkim przedstawiciele branży telekomunikacyjnej, modowej i mediów/sztuki. Użytkownicy nie są zaś przekonani do wykorzystania botów w branży finansowej, medycznej i prawniczej. A jakie zadania najlepiej powierzyć botowi? 45 proc. ankietowanych wskazało na prezentację oferty firmy; 41 proc. – przyjmowanie zgłoszeń błędów lub awarii; 27 proc. zaś – przyjmowanie reklamacji. Ankietowani chętnie także poprzez kontakt z chatbotem załatwialiby sprawy urzędowe (np. ZUS, PUP, urzędy gmin itp.), umawiali terminy wizyt, wyszukiwali optymalne połączenia podczas podróżowania czy sprawdzali status przesyłki w firmach kurierskich.

Odpowiedzi udzielone przez ankietowanych w tym zakresie potwierdzają powszechną wiedzę, że bot stanowi wspaniałe narzędzie do automatyzacji powtarzalnych procesów w firmie lub organizacji, pozwalając na uwolnienie potencjału człowieka, który może w tym czasie zająć się realizacją bardziej skomplikowanych i kreatywnych zadań – komentuje Piotr Chwiedziewicz z Symetrii.

Co jednak w sytuacji, kiedy bot nie radzi sobie z danym problemem? Zdaniem 43 proc. badanych powinien zaproponować połączenie z człowiekiem. Dopiero na dalszych miejscach znalazły się takie odpowiedzi, jak ta, że powinien wyszukać w Internecie potrzebną informację i przesłać link osobie kontaktującej się (24 proc. odpowiedzi) czy wyświetlić link do strony pomocy (20 proc. odpowiedzi).

Plus minus

Zdarza się jednak, że w pewnych sytuacjach bot działa inaczej. Na jakie problemy z botami natknęli się więc ankietowani? Najczęściej chatboty nie rozumieją zadawanych pytań (53 proc. odpowiedzi), zdarza im się także przekierowywać użytkowników na stronę FAQ, zamiast udzielić odpowiedzi (44 proc.). Dla 31 proc. badanych problemem jest fakt, że chatbot „nie pamięta” całości konwersacji z danym użytkownikiem, a dla 29 proc. to, że odpowiedzi udzielane przez bota zawierają zbędne lub nieadekwatne do zadanego pytania informacje. Wady te nie przesłaniają jednak respondentom ewidentnych zalet chatbotów. Wśród nich najczęściej wymieniany jest fakt, że z botów można korzystać bez ograniczeń czasowych (57 proc. wskazań), że udzielają odpowiedzi od razu (40 proc.), że są pomocne (35 proc.) i dobre dla osób nieśmiałych (23 proc.).

Wizerunek chatbota

Uczestnicy ankiety agencji Symetria UX wybrali też wizerunek, który powinien mieć chatbot. Okazuje się, że większość użytkowników (56 proc.) preferuje jak najmniej humanoidalny i zupełnie nie wskazujący konkretnej płci awatar chatbota. – Użytkownicy chcą wiedzieć, że konwersują z maszyną, a nie z człowiekiem. Dlatego już sama ikona bota powinna na to wskazywać, aby nie wprowadzać użytkowników w błąd – zauważa Anna Schneider z Symetrii.

Błędy jednak się zdarzają, a wtedy w użytkowniku pojawia się konsternacja. Na pytanie, co czuli, kiedy okazało się, że pomylili maszynę z człowiekiem, ankietowani odpowiadali m.in.: „Było mi głupio, nie wiedziałam, czy dalej kontynuować rozmowę”, „Trochę niezręcznie, ponieważ powinno być to od razu zaznaczane, czy rozmawiamy z botem, czy też z człowiekiem”; „Czułem się nieswojo”; „Przestałem pisać”; „Byłam rozczarowana”. – Tego typu odczucia mogą zrazić użytkowników nie tylko do firmy czy organizacji, która wykorzystuje chatbota, ale także do samego rozwiązania. Stąd niehumanoidalny awatar to jedna z cennych  wskazówek, że rozmawiamy z maszyną – konkluduje Schneider.

Rekomendacje na przyszłość

Przeprowadzone przez Symetrię badanie ilościowe wśród użytkowników chatbotów, a także analiza tych rozwiązań w różnych branżach oraz głos ich przedstawicieli ukazała stan rynku chatbotów w Polsce na koniec 2020 roku. Co wynika z analizy? Przede wszystkim, niezależnie od typu chatbota, jego interfejs powinien być maksymalnie prosty, tak by nie obciążać poznawczo użytkownika. Należy skupić się na samej rozmowie z chatbotem, a nie na różnych dodatkowych opcjach niezwiązanych bezpośrednio z samą rozmową. Widać wielki potencjał dla rozwoju interfejsów konwersacyjnych, ale również pole do usprawnień. Chatboty to rozwiązania, na które jesteśmy już dziś gotowi, byle tylko były one wyraźnie oznaczone jako boty, udzielały rzetelnych informacji, a w razie potrzeby przekierowywały rozmowę do konsultanta-człowieka. Korzystając z takiego rozwiązania użytkownicy czuć się będą anonimowi i bezpieczni, dzięki czemu nie będą krępowali się zadawać pytań, które ich nurtują. W efekcie sprawne wykorzystanie botów przyczyni się do usprawnienia komunikacji i polepszy doświadczenia klienta z marką.

Pękła tama

Apetyt na ryzyko ma się dobrze przy kombinacji pozytywnych informacji ze sfery fiskalnej, nadziei wokół szczepionek oraz czynników technicznych. Po odrzuceniu na bok zawirowań z końca listopada, nowy miesiąc zaczął się od poprawy rekordów indeksów na Wall Street i zrzucenia dolara na najniższe poziomy od ponad dwóch lat.

Wydaje się, że politycy w Kongresie USA wreszcie zdają sobie sprawę z pilności pakietu fiskalnego w obliczu wzrostu liczby zachorowań na COVID-19 i niewykluczone, że jeszcze przed końcem roku Demokraci i Republikanie wypracują kompromis w kwestii wielkości pomocy. Zgoda na pakiet byłaby dodatkowym argumentem za lepszymi perspektywami ożywienia w USA na starcie 2021 r., co bez wątpienia stało za wczorajszymi wzrostami S&P500 i Nasdaq na nowe historyczne szczyty. Jednocześnie inwestorzy cały czas wyceniają poprawę przyszłorocznych perspektyw gospodarczych w oparciu o nadzieje na dystrybucje szczepionki przeciw COVID-19. Prasa donosi, że pierwsze wysyłki leku mogą się rozpocząć już po kilku godzinach od zyskania przez firmy farmaceutyczne akceptacji urzędu regulacyjnego. Dziś rano Wielka Brytania zakomunikowała, że pierwsze dostawy od Pfizera trafią na rynek w przyszłym tygodniu. Na rynku wciąż jest sporo kapitału inwestycyjnego, który musi zostać zaprzęgnięty do pracy, a był wstrzymywany przez zeszłomiesięczne ryzyka wyborcze w USA.

Jednak chyba najważniejszym impulsem dla apetytu na ryzyko było złamanie psychologicznego poziomu 1,20 na EUR/USD. Poziomu, który w ubiegłym tygodniu silnie się bronił, co wzbudziło obawy o powtórkę z września, kiedy porażka w wybiciu ostatecznie ściągnęła kurs do 1,16. Tym razem jednak presja na sprzedaż dolara była zbyt silna, kurs szybko zbliżył się do 1,21 i jest najwyżej do kwietnia 2018 r. Dominująca pozycja euro w koszyku tworzącym indeks dolarowy (57,6 proc.) dyktuje jego kierunek, a zatem daje sygnał dla innych kursów z USD, co nakręca spiralę wyprzedaży. Ruch ma podstawy, by trwać dalej. Perspektywa globalnego ożywienia otwiera większy potencjał wzrostowy dla rynków akcji m.in. w Europie i na rynkach wschodzących, relatywnie większy od wysoko wycenianych spółek z Wall Street. Dywersyfikacja inwestycji kapitałowych będzie wzmacniać presję sprzedaży USD. Ryzyka oczywiście są i nie można o nich zapominać. Pierwszym jest niezadowolenie EBC z siły euro (i innych banków centralnych z aprecjacji ich walut), gdyż nikt w okresie odbudowy wzrostu gospodarczego chce pogorszenia konkurencyjności gospodarki wynikające z umocnienia waluty. Niewykluczone, że komunikat po przyszłotygodniowym posiedzeniu EBC (10 grudnia) zostanie wzbogacony o werbalną interwencję w odniesieniu do siły euro. Z drugiej strony między dziś a 10 grudnia jest jeszcze sporo czasu, by rynek nie rezygnował z pozytywnego pędu, choć krótkoterminowo może to być ryzykowna gra.

Nasilenie apetytu na ryzyko w końcu znajduje odzwierciedlenie w notowaniach złotego i wczoraj EUR/PLN wyraźnie obniżył się pod 4,45. Potwierdziły się nasze przewidywania, że nastroje globalne pozostają głównym determinantem zmienności złotego przy marginalnym wpływie obaw o rozwój liczby zachorowań na koronawirusa w kraju (mijamy szczyt) czy o spór o budżet unijny (rynek obstawia wypracowanie porozumienia). Dalsze umocnienie złotego może pozostać silnie skorelowane z wzrostami EUR/USD, jak również z ewentualną korektą w obliczu ryzyk wskazanych w poprzednim akapicie. Dziś poznamy decyzję Rady Polityki Pieniężnej, ale nie spodziewamy się zmian w polityce. Rada prezentuje jasne stanowisko, według którego nie ma dyskusji o dalszych obniżkach stóp procentowych a program skupu aktywów jest wystarczającym narzędziem, wspierającym gospodarkę.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

IPOPEMA Obligacji Korporacyjnych najlepszym funduszem długu korporacyjnego

Fundusz IPOPEMA Obligacji Korporacyjnych wypracował stopę zwrotu wynoszącą 4,03% w ciągu ostatnich 12 miesięcy – najwyższą stopę zwrotu w grupie porównawczej polskich funduszy dłużnych korporacyjnych publikowanych przez Analizy Online. Średnia stopa zwrotu w ww. grupie w 2020 wyniosła 1,42%[1].

Polityka inwestycyjna funduszu skupiała sie na papierach dłużnych sprawdzonych emitetntów, spółek o zdrowych fundamentach, prezentujących stabilne wyniki finansowe przez ostatnie lata. Uzupełnienie portfela inwestycji stanowiły również  rządowe papiery skarbowe.

‘’ Na rynku obligacji korporacyjnych, tak jak chyba na każdym rynku, pojawiają się cykle. Sądzę, że dziś jest dobry moment cyklu, by wejść na ten rynek. Pojawiło się na nim wiele okazji. Oczekuję, że spready na korpodługu będą się zawężały, co oznacza, że można oczekiwać bardzo przyzwoitych stóp zwrotu w perspektywie dwunastu miesięcy‘’ – podkreśla Bogusław Stefaniak – Szef rynku obligacji w IPOPEMA TFI.

Na przestrzeni 2020 roku roku dominujący udział w aktywach funduszu posiadał rodzimy sektor bankowy – państwowych grup finansowych oraz instytucji z dominującym udziałem kapitału zagranicznego. Jednocześnie fundusz wykorzystał dobrą sytuację płynnościową czołowych deweloperów – spółek posiadających bank ziemi, pozwalający na swobodne funkcjonowanie w horyzoncie zapadalności wyemitowanych obligacji, akceptowalny poziom zadłużenia oraz odpowiedni poziom marż. Dywersyfikację portfela zapewniały m.in. obligacje przedsiębiorstw z sektorów: przemysł, chemia, telekomunikacja, ubezpieczenia oraz handel detaliczny. Bufor płynnościowy stanowiły m.in. inwestycje w obligacje skarbowe (ok. 20%) Polski oraz państw zagranicznych (Rumunii) o zmiennym kuponie oraz wspomniane obligacje emitentów o wysokiej ocenie kredytowej.

‘’Taka konstrukcja portfela pozwoliła zminimalizować ekspozycję na ryzyko stopy procentowej. Koncentracja na papierach emitowanych przez rodzime przedsiębiorstwa uchroniła fundusz przed negatywnym wpływem m.in. zmian wyceny walut. Bardzo dokładnie badamy kondycję spółek, w które inwestujemy i unikamy emitentów o wątpliwych parametrach finanowych’’ – dodaje Bogusław Stefaniak z IPOPEMA TFI.

[1] https://www.analizy.pl/fundusze-inwestycyjne-otwarte/IPO172/ipopema-obligacji-korporacyjnych

https://notowania.pb.pl/instrument/IPO172/ipopema-specjalistyczny-fundusz-inwestycyjny-otwarty-subfundusz-ipopema-obligacji-korporacyjnych

Segment nieruchomości luksusowych odporny na zawirowania. W Polsce takie inwestycje są wciąż sporo tańsze niż w Europie Zachodniej

Pandemia COVID-19 nie miała dużego wpływu na rynek nieruchomości premium, który od lat cechuje zresztą duża stabilność i odporność na rynkowe zawirowania. Z drugiej strony sprzyja mu cały szereg czynników, jak rokroczny wzrost liczby Polaków, których stać na zakup takiej nieruchomości, oraz rekordowo niskie stopy procentowe i rosnąca inflacja, przez co inwestorom nie opłaca się trzymać gotówki na kontach czy lokatach bankowych. Co istotne, w Polsce inwestycja w luksusową nieruchomość wciąż jest sporo tańsza niż na rynkach zachodnioeuropejskich.

Pandemia COVID-19 przełożyła się na spadki sprzedaży mieszkań, ale nie zachwiała segmentem nieruchomości premium. Te są dla zamożniejszego grona Polaków intratną inwestycją, która nie traci na wartości. Rynek w ostatnich latach rozwijał się dynamicznie, stale rosły też ceny za metr kwadratowy luksusowych rezydencji i apartamentów.

 Nastroje w branży są średnie ze względu na dużą niepewność. Natomiast transakcje wciąż mają się całkiem dobrze i obecna sytuacja nie wpływa bezpośrednio na decyzje zakupowe klientów – mówi agencji Newseria Biznes Małgorzata Nowodworska, dyrektor sprzedaży i marketingu w Angel Poland Group.

Jak podkreśla, luksusowe nieruchomości są odporne na recesję. Ich ceny od lat sukcesywnie rosną i nie poddają się rynkowym zawirowaniom. Poza tym kupują je osoby z zasobniejszym portfelem, które nie chcą trzymać gotówki na koncie i lokują ją w nieruchomościach, nie korzystając przy tym z bankowego kredytowania.

– Ten rynek jest odporny na wahania koniunktury, bo jest bezpieczny. Inwestowanie w nieruchomości od wielu lat jest uznawane za najbezpieczniejszą lokatę kapitału. Poza tym bardzo dobrze wiemy, że najbardziej wartościowe aktywa są najdłużej trzymane, są sprzedawane jako ostatnie i ich wartość najbardziej wzrasta. To powoduje, że ten rynek zawsze był stabilny – mówi Małgorzata Nowodworska.

Według raportu KPMG „Rynek dóbr luksusowych w Polsce” w ubiegłym roku rynek nieruchomości premium mógł być wart od 1,4 mld do 3,8 mld zł, w zależności od przyjętej definicji takiej nieruchomości. Choć segment ten notuje dobre wyniki na rynkach regionalnych, takich jak Trójmiasto czy Kraków, w oczach inwestorów najbardziej atrakcyjna wciąż pozostaje Warszawa. Stołeczny rynek w ubiegłym roku wzrósł o 7–8 proc. w ujęciu rocznym.

Średnia cena za metr kwadratowy luksusowej nieruchomości w Warszawie oscylowała wokół 6,5 tys. euro. Mimo dynamicznego rozwoju rynku to jednak wciąż znacząco mniej niż w państwach Europy Zachodniej. Dla porównania za metr kwadratowy inwestycji o standardzie premium w Madrycie należy zapłacić 7 tys. euro, w Berlinie – 9 tys. euro, w Paryżu 15 tys. euro, a w Londynie – 18 tys. euro. To powoduje, że nieruchomości premium w Polsce są atrakcyjne również z punktu widzenia zagranicznych inwestorów.

– W Krakowie ceny naszych penthausów sięgają 36 tys. zł za metr kwadratowy, w Warszawie mamy już ceny sięgające 50 tys. za mkw. W dalszej kolejności są Wrocław i Trójmiasto, gdzie ceny kształtują się powyżej 20 tys. za mkw. – mówi dyrektor sprzedaży i marketingu w Angel Poland Group.

Rynkowi nieruchomości premium sprzyja rokroczny wzrost liczby Polaków, których stać na zakup takiej inwestycji. Według KPMG w ubiegłym roku w naszym kraju było już prawie 116 tys. osób kwalifikujących się do kategorii HNWI, czyli osób, których majątek netto przekracza wartość 1 mln dolarów. Pod tym względem Polska wyprzedziła już Finlandię i Grecję. Kolejny czynnik to rekordowo niskie stopy procentowe i coraz wyższa inflacja, które powodują, że inwestorom nie opłaca się trzymać gotówki na kontach czy lokatach bankowych.

– Inwestorzy zazwyczaj kupują tego typu nieruchomości do zamieszkania i rzadko zdarza się, że są one sprzedawane. Jeżeli już, to w ostateczności. To jest lokata kapitału i wzrost wartości w ciągu kilku lat jest bezwzględnie pewny. Takie nieruchomości są kupowane właśnie z myślą o tym – mówi Małgorzata Nowodworska.

Luksusowe rezydencje i apartamenty to w Polsce nisza, która wciąż stanowi niewielki procent całego rynku nieruchomości. Aby zaliczać się do grona premium, inwestycja musi wyróżniać się przede wszystkim świetną lokalizacją, niesztampowym projektem architektonicznym i designem, a także dużym metrażem i dodatkowymi udogodnieniami, które nie są dostępne w standardowych ofertach deweloperów.

– Bezwzględnie liczy się przede wszystkim lokalizacja apartamentu. Ważny jest też widok – najdroższe penthausy mają widok na parki, rzekę, więc tereny zielone w pobliżu mają wielkie znaczenie, albo w Krakowie np. na Wawel. Oczywiście udogodnienia i standard obiektu to też bez wątpienia jeden z czynników cenotwórczych, podobnie jak  jakość wykonania – mówi dyrektor sprzedaży i marketingu w Angel Poland Group.

Dr hab. Ernest Kuchar: Siłownie i kluby fitness nie zwiększają ryzyka zakażenia. Brak ruchu ma negatywny wpływ na zdrowie i odporność

0

Przed pandemią z obiektów sportowych korzystało 40 proc. Polaków, a blisko 80 proc. ćwiczyło tam przynajmniej raz  w tygodniu – wynika z badania MultiSport Index Pandemia. Zamknięcie siłowni i klubów fitness było głównym powodem ograniczenia aktywności fizycznej społeczeństwa, a to właśnie regularny ruch buduje odporność i poprawia zdrowie psychiczne. – Badania norweskie potwierdzają, że obiekty sportowe nie są ogniskiem zakażeń, dlatego otwarcie siłowni i klubów fitness leży w interesie publicznego zdrowia – przekonuje dr hab. n. med. Ernest Kuchar, specjalista chorób zakaźnych i medycyny sportowej z WUM.

 Nie można być zdrowym bez aktywności fizycznej, a to szczególnie ważne w obecnym jesienno-zimowym sezonie koronawirusowo-grypowym. Przez regularny wysiłek fizyczny możemy poprawić swoją odporność. Na pewno nie zyskamy jej, chodząc na zakupy do supermarketu. Analiza korzyści i ryzyk jednoznacznie wskazuje, że powinniśmy dbać o naszą kondycję, ponieważ to zwiększa odporność, a cały czas aktualne pozostają najważniejsze przyczyny zgonów w Polsce, którymi są choroby cywilizacyjne, a nie choroby zakaźne – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr hab. n. med. Ernest Kuchar, specjalista chorób zakaźnych i medycyny sportowej z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Jak podaje Światowa Organizacja Zdrowia, z powodu chorób cywilizacyjnych co roku umiera 41 mln osób. To ponad 70 proc. wszystkich zgonów. Za większość chorób tego typu odpowiadają zła dieta, palenie tytoniu i brak aktywności fizycznej. WHO zaleca co najmniej 150 minut umiarkowanej aktywności fizycznej tygodniowo. Regularny ruch ma istotne znaczenie zwłaszcza w okresie pandemii, bo buduje odporność. Badania naukowe przeprowadzone w czasie pandemii grypy AH1N1pdm09 w 2009 roku wykazały, że regularny wysiłek fizyczny zmniejsza aż o 30 proc. ryzyko zakażeń dróg oddechowych.

– Warto pamiętać o tym, że obiekty sportowe pomagają w regularnej aktywności fizycznej, co jest bardzo istotne zwłaszcza w kontekście zdrowia publicznego. Obiekty sportowe w odpowiednim reżimie sanitarnym nie są ogniskami zakażeń. W tym zakresie mamy przykłady państw dostrzegających istotną rolę infrastruktury sportowej i aktywności fizycznej oraz jej wpływu na zdrowie. Jest to m.in. Wielka Brytania, która 2 grudnia otwiera ponownie swoje obiekty sportowe w podwyższonym reżimie sanitarnym – mówi Tomasz Groń, dyrektor zarządzający Benefit Systems Oddział Fitness.

Obecnie obiekty sportowe w Polsce działają w sposób niejednorodny: z uwzględnieniem podwyższonych norm sanitarnych niemal w pełni dostępne są korty tenisowe, szkoły jogi czy ścianki wspinaczkowe, natomiast kluby fitness czy siłownie prowadzą zorganizowane zajęcia sportowe lub pozostają zamknięte.

 Kluby fitness, centra fitness i siłownie mogą funkcjonować w reżimie sanitarnym oraz w bardzo dużym ograniczeniu. Nasze obiekty prowadzą obecnie zorganizowane zajęcia sportowe w dwugodzinnych blokach. W każdym z nich przewidziane jest 15 minut na przerwę sanitarną, żeby dokonać dezynfekcji i przygotować pomieszczenie na kolejne zajęcia, wszystko zgodnie z wytycznymi sanitarnymi. Dodatkowo w tym czasie wentylujemy i wymieniamy powietrze w obiektach, w których był realizowany trening – wymienia Tomasz Groń.

Zgodnie z wytycznymi GIS w siłowniach i klubach fitness obowiązują: ograniczenie liczby osób, dystans społeczny, zakrywanie nosa i ust w częściach wspólnych przed przystąpieniem do treningu i konieczność dezynfekcji rąk oraz sprzętu sportowego używanego przez klientów. Eksperci podkreślają, że siłownie nie zwiększają ryzyka zakażenia koronawirusem i nie są ogniskiem zachorowań na COVID-19. Przy zachowaniu odpowiedniego dystansu między ćwiczącymi i częstej dezynfekcji rąk oraz sprzętu możliwość zakażenia jest niewielka. Choć koronawirus może przetrwać do 4 godzin na powierzchniach metalowych i do 72 godzin na plastiku, to dezynfekcja sprzętu praktycznie niweluje ryzyko zakażenia.

Bezpieczeństwo obiektów sportowych potwierdza badanie norweskich naukowców przeprowadzone na blisko 4 tys. osób. Wykazało ono, że siłownie i kluby fitness stosujące podobne normy sanitarne do tych, które obowiązywały w Polsce w okresie letnim, nie stanowią podwyższonego ryzyka epidemicznego. W ramach badania naukowcy podzielili uczestników eksperymentu na dwie tak samo liczne grupy. Jedna z nich korzystała z siłowni, druga nie odwiedzała tego typu obiektów. Po trzech tygodniach wszyscy uczestnicy badania zostali poddani testom przesiewowym na obecność koronawirusa. Wśród osób biorących udział w treningach zaledwie jeden test okazał się pozytywny – jednak uczestnik badania został zarażony poza siłownią, w miejscu pracy.

– To silny argument za tym, że siłownie są bezpieczne i powinno się je otworzyć. Nie zwiększają ryzyka zakażenia, mają natomiast korzystny wpływ na nasze zdrowie, bo wysiłek fizyczny jest nam potrzebny, zwiększa naszą odporność, poprawia samopoczucie i nasz sen. Dlatego w naszym wspólnym interesie zdrowotnym leży, żeby kluby były otwarte – ocenia dr hab. n. med. Ernest Kuchar.

Jak podkreśla, warto z większą rozwagą analizować badania oparte wyłącznie na modelu matematycznym, prowadzone np. na podstawie pomiarów mobilności społeczeństwa, struktury zachorowań i czasu spędzonego w danym miejscu, które wskazują podobne ryzyko zakażenia w takich miejscach jak przychodnie medyczne, sklepy spożywcze czy siłownie. Badanie, które opublikowano w magazynie „Nature”, nie uwzględniało m.in. specyfiki stosowanych obostrzeń sanitarnych i efektywności ich przestrzegania w USA. Tym bardziej że przychodnie czy sklepy odwiedzają również osoby z objawami chorobowymi, np. katarem, podczas gdy na trening nie przychodzą.

– Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę osoby bezobjawowe, to w ich przypadku ryzyko przekazania wirusa jest znacznie mniejsze niż w przypadku osoby objawowej. Ważnym parametrem jest także możliwość przestrzegania zasad sanitarnych, które znacznie łatwiej jest wypełnić w klubie fitness niż w sklepie spożywczym. Niestety modele matematyczne często nie biorą pod uwagę tak istotnych parametrów – podkreśla specjalista chorób zakaźnych i medycyny sportowej z WUM.

Mikrofirmy walczą o utrzymanie płynności finansowej. Mierzą się z utrudnionym dostępem do finansowania i opóźnionymi fakturami

Choć III kwartał 2020 roku był dla przedsiębiorców prowadzących jednoosobową działalność pomyślny, nie zniknęły zagrożenia związane z kolejnymi falami pandemii i ewentualnością następnych lockdownów. Do tego doszły kłopoty z terminowymi wpłatami od kontrahentów i dostępem do finansowania bankowego. W tej sytuacji coraz częściej sięgali po faktoring, który szczególnie w sektorze mikrofirm notował dynamiczne wzrosty.

– Cały II kwartał to było dostosowanie się rynku do nowej rzeczywistości, z którą musieliśmy się zmierzyć. Kwiecień i maj to okres, kiedy polski mikroprzedsiębiorca wystawiał mniej faktur, a jeżeli już wystawiał, to na mniejszą wartość – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Sikorski, dyrektor sprzedaży i marketingu Finea. – Liczba wystawianych faktur w serwisie Faktura.pl spadła wówczas o nawet powyżej 20 proc. Średnia wartość faktury z kolei spadła o 15–20 proc. w porównaniu do okresu przed pandemią. Później jednak, jak spojrzymy na dane z czerwca, wakacji, a tym bardziej września i października, widzimy, że rynek zaczął dostosowywać się do nowej sytuacji i liczba wystawianych faktur zaczęła rosnąć.

Drugi kwartał br. był najsłabszy w polskiej gospodarce od 30 lat. PKB spadł w ujęciu rocznym o 8,4 proc. po wzroście o 1,9 proc. w I kwartale (też zresztą słabym w porównaniu z poprzednimi kwartałami – była to najwolniejsza dynamika od III kwartału 2013 roku). W lipcu, sierpniu i wrześniu widać wyraźne ożywienie, gdyż gospodarka, według szybkiego szacunku GUS, skurczyła się jedynie o 1,5 proc. Także dane makroekonomiczne za październik oraz nastroje przedsiębiorców świadczą o tym, że był to dobry miesiąc. PMI dla polskiego przemysłu w listopadzie kolejny miesiąc z rzędu był powyżej poziomu 50 pkt, wskazując na powolną poprawę koniunktury. Utrzymanie się wskaźnika na poziomie z października pozytywnie zaskoczyło rynek, tym bardziej w kontekście ograniczeń, które zaczęły obowiązywać w związku z drugą falą pandemii.

– II kwartał to bardzo duża niepewność, spadek zamówień, liczby wystawianych faktur, a także duży pesymizm wśród ludzi, jeżeli chodzi o zakładanie nowej działalności gospodarczej. Z danych GUS wynika, że w tym okresie zostało założonych około 50 tys. jednoosobowych działalności gospodarczych. Jest to najniższa liczba od kilku lat – mówi Marek Sikorski. – To się zmienia. III kwartał to prawie 74 tys. nowych otwarć jednoosobowych działalności gospodarczych. Co więcej, widzimy po danych z Faktura.pl, że liczba wystawianych faktur mocno wzrosła. Wrzesień i październik to o połowę więcej wystawionych faktur niż w kwietniu czy maju.

W październiku wzrost optymizmu było również widać w badaniu nastrojów przedsiębiorców Bibby MSP Index. Wartość wskaźnika na poziomie 48,1 pkt była prawie dwukrotnie wyższa niż w kwietniu br. (o 24,6 pkt). 42 proc. przedsiębiorców z sektora MŚP wskazało, że w obliczu pandemii najtrudniejsze jest utrzymanie płynności finansowej. Na ten cel przeznaczali środki z rozwiązań pomocowych. Z raportu Krajowego Rejestru Długów wynika, że od lutego do września zadłużenie jednoosobowych działalności gospodarczych wzrosło o ponad 1 mld zł i sięgnęło 6,3 mld zł.

Dla mikroprzedsiębiorców problemem jest pozyskanie źródeł finansowania w sytuacji, gdy ich kontrahenci mają kłopoty z terminowym płaceniem faktur. W marcu 2020 roku tylko nieliczne przedsiębiorstwa zgłaszały zatory zagrażające stabilności firmy, ale w kwietniu ich odsetek wzrósł w niektórych branżach prawie dwukrotnie. Według październikowego Bibby MSP Index co trzeci przedsiębiorca wskazał, że kontrahenci jeszcze gorzej dotrzymywali terminów płatności. W ocenie Polskiego Instytutu Ekonomicznego druga fala pandemii może w branżach szczególnie dotkniętych skutkami COVID-19 przynieść znaczny wzrost zatorów płatniczych, zagrażający nie tylko stabilności firm, ale też stawiający pod znakiem zapytania ich dalsze funkcjonowanie. Dlatego firmy szukają różnych opcji finansowania. Zyskuje na tym faktoring, czyli sprzedaż faktur firmom faktoringowym. W ten sposób na konto przedsiębiorcy od razu trafia 90 proc. należności wynikającej z faktury, co pomaga mu utrzymać płynność finansową.

 Faktoring to jedyny instrument finansowy, który w roku 2020 nie zanotował spadku. Według danych Polskiego Związku Faktorów wzrost po trzech kwartałach wyniósł nieco ponad 1 proc. rok do roku – komentuje dyrektor marketingu i sprzedaży Finea. – Z perspektywy Finea widzimy, że te wzrosty mogą być większe, szczególnie wśród mikroprzedsiębiorców. Ta grupa do tej pory w dość nieznacznym stopniu korzystała z faktoringu, więc wzrosty są o wiele bardziej dynamiczne. Od października 2019 roku do października tego roku wzrośliśmy prawie trzykrotnie pod względem ilości środków finansowych wypłaconych dla mikrofirm.

Firmy zrzeszone w PZF nabyły wierzytelności z faktur o łącznej kwocie blisko 208 mld zł. Rok temu kwota ta wyniosła niecałe 206 mld zł. Z usług tych firm korzysta prawie 17 tys. firm, które przekazały do sfinansowania 13,3 mln faktur.

Polacy czują się przeciążeni obowiązkami domowymi. Z brakiem czasu na co dzień częściej zmagają się kobiety niż mężczyźni

Coraz szybsze tempo życia powoduje, że mamy coraz mniej czasu wolnego. 38 proc. Polaków przyznaje, że jest to dla nich towar luksusowy.  W szczególności problem ten dotyka kobiet – to wnioski z badania Kantar Polska dla marki Finish. Polacy czują się przeciążeni obowiązkami domowymi. Do najbardziej nielubianych należy prasowanie, sprzątanie i zmywanie naczyń. Wciąż częściej spadają one na kobiety, z kolei mężczyźni biorą na siebie drobne naprawy, wyrzucanie śmieci i załatwianie spraw urzędowych. Zaoszczędzony na tych obowiązkach czas najchętniej przeznaczyliby na relaks i swoje hobby.

Zdaniem 91 proc. badanych Polaków tempo życia jest coraz szybsze, a w konsekwencji mają oni poczucie braku czasu.

– Wydawałoby się, że w czasie pandemii zyskamy więcej czasu na obowiązki domowe, ale okazuje się, że to nieprawda. Ten trudny okres wymaga jeszcze lepszej organizacji czasu, ponieważ dom staje się miejscem pracy, nauki i odpoczynku. Niestety tego czasu mamy najczęściej za mało i to staje się znaczną niedogodnością codziennego życia – mówi agencji Newseria Biznes Urszula Krasowska z Kantar Polska.

Z badania „Kto dziś zmywa” przeprowadzonego przez Kantar Polska dla marki Finish wynika, że w dni robocze 1/3 Polaków posiada jedynie do godziny czasu wolnego. Na brak chwili dla siebie skarżą się szczególnie kobiety oraz rodzice. Ponad 40 proc. Polaków ma poczucie braku czasu kilka razy w tygodniu, a u 38 proc. z nich uczucie to pojawia się codziennie lub prawie codziennie. Wśród kobiet prawie połowa (45 proc.) zmaga się z brakiem czasu na co dzień. Dysproporcje widać także w weekendy. 54 proc. mężczyzn przyznaje, że w dniu weekendowym ma więcej niż cztery godziny czasu wolnego. Wśród kobiet ten odsetek wynosi 35 proc.

 Wolny czas Polacy chcieliby przeznaczyć przede wszystkim na odpoczynek, a następnie realizację swojego hobby, czytanie książek, spacery oraz spędzanie go z rodziną – wymienia Urszula Krasowska.

Badanie Kantar Polska wskazuje na różnice w tym zakresie między kobietami a mężczyznami. Panie w wolnym czasie najchętniej czytałyby książki (47 proc.), spacerowały (32 proc.) i poświęciłyby go dla dzieci (27 proc.). Z kolei mężczyźni woleliby odpoczynek (32 proc.), majsterkowanie (27 proc.), czytanie (23 proc.) i sport (22 proc.).

Różnice między płciami widoczne są także w codziennym obciążeniu obowiązkami. Między kobietami a mężczyznami istnieje wciąż pewien stały podział obowiązków domowych. Odkurzanie, pranie, prasowanie, gotowanie i zmywanie naczyń są znacznie częściej wykonywane przez kobiety. Mężczyźni natomiast  deklarują większą odpowiedzialność za wynoszenie śmieci, drobne naprawy czy załatwianie spraw urzędowych.

Na liście najczęściej wykonywanych przez Polaków obowiązków domowych są: wyrzucanie śmieci, przygotowywanie posiłków i codzienne zakupy. Do najbardziej nielubianych należą zaś prasowanie (43 proc.), załatwianie spraw urzędowych (36 proc.) oraz sprzątanie (32 proc.). Tuż za podium znajduje się zmywanie, którego nie lubi jedna czwarta Polaków. Jak podkreśla ekspertka Kantar Polska, dobrym sposobem na zyskanie czasu w ciągu dnia może być zautomatyzowanie niektórych czynności, np. zmywania.

Polacy zmywają naczynia najczęściej dwa–trzy razy dziennie i jedna taka czynność zajmuje od 15 do ponad 20 minut. Gdyby zsumować czas poświęcony na ręczne zmywanie, to okazuje się, że dzięki zmywarce można sporo zyskać. Poza tym Polacy nie lubią zmywać, chociaż muszą to robić. Dla wielu z nas irytujący jest widok piętrzących się brudnych naczyń w zlewie. Wywołuje on stres u 60 proc. osób i jest bardziej dotkliwy dla kobiet – zaznacza.

Jak wynika z raportu Kantar Polska, dla więcej niż co 10. osoby zmywanie naczyń wielokrotnie było przyczyną kłótni bądź rezygnacji z innej czynności. Takie doświadczenia częściej mają kobiety niż mężczyźni. Jednak zmywarka wciąż nie jest standardowym wyposażeniem polskiego domu. Posiadanie tego sprzętu deklaruje 48 proc. Polaków.

Sztuczna inteligencja pomaga w walce z koronawirusem. Nowy model matematyczny wspierany przez SI pozwoli przewidzieć rozwój pandemii

Wykorzystanie algorytmów sztucznej inteligencji w procesie analizowania procesów rozprzestrzeniania się koronawirusa pozwoli zauważalnie zwiększyć dokładność narzędzi modelowania matematycznego. Dzięki technologii uczenia maszynowego można wychwycić wzory zachowania wirusa nierozpoznawalne przy wykorzystaniu tradycyjnych narzędzi analitycznych. Upowszechnienie modelowania wspartego algorytmami SI pozwoli przyspieszyć wygaszenie pandemii.

– Sztuczna inteligencja to potężne narzędzie, więc zastosowanie jej do jednego z najpilniejszych problemów świata jest sensowne – mówi Yaser Abu-Mostafa, profesor elektrotechniki i informatyki na Kalifornijskim Instytucie Technicznym (Caltech), który kierował rozwojem nowego modelu CS156.

Naukowcy z Politechniki Kalifornijskiej postanowili sprawdzić, czy wykorzystanie algorytmów sztucznej inteligencji w procesie modelowania matematycznego może zwiększyć dokładność prognoz rozprzestrzeniania się koronawirusa w społeczeństwie. W teorii dobrze wyszkolony algorytm po przeszukaniu bogatych zasobów Big Data dotyczących zmian w liczbie wykrytych przypadków COVID-19 powinien wykryć wzory transmisji wirusa nie do wychwycenia przez badaczy posługujących się klasycznymi narzędziami do modelowania.

Aby sprawdzić skuteczność algorytmu, porównano jego przewidywania do modelu zbiorczego wypracowanego przez Centers for Disease Control and Prevention na podstawie 45 najważniejszych modeli uniwersyteckich oraz naukowych ze Stanów Zjednoczonych. Jak się okazało, sztuczna inteligencja CS156 w dniu 25 listopada okazała się o 58 proc. skuteczniejsza w prognozowaniu rozprzestrzeniania się koronawirusa niż modelowanie od CDC.

– Pracujemy nad nowym modelem w pocie czoła – przekonuje Yaser Abu-Mostafa. – To jednak trudny problem, zależny od demografii. Młodzi ludzie zwykle nie przestrzegają zaleceń dotyczących zdrowia publicznego w takim samym stopniu jak osoby starsze, a polityka skierowana do firm wydaje się być bardziej skuteczna niż polityka skierowana do osób fizycznych.

Większość, jeśli nie wszystkie narzędzia do modelowania matematycznego na potrzeby przewidywania rozprzestrzeniania się chorób zakaźnych, nie korzysta z algorytmów sztucznej inteligencji, bazuje jedynie na obserwacjach tego, co już miało miejsce, np. zwiększania się liczby zachorowań w danej populacji. Wdrożenie algorytmów SI pozwala rozszerzyć pole analizy i znaleźć zależności niedostrzegalne gołym okiem.

Prace nad algorytmem CS156 trwały przez dziewięć miesięcy i powstały dzięki wielu narzędziom do modelowania opracowywanym przez zespół Caltechu. Badano, które oprogramowanie na przestrzeni ostatniego tygodnia wykazało największą skuteczność i na podstawie tego wariantu kontynuowano prace nad udoskonalaniem kodu.

Potencjał algorytmu CS156 docenili przedstawiciele California Department of Public Health oraz Komisarz ds. Zdrowia Nowego Jorku, co pozwala przypuszczać, że narzędzie zostanie wykorzystane do usprawnienia procesów walki z pandemią.

– Wszyscy, którzy pracują nad modelami COVID-19, dążą do tego samego celu: wygrania wojny z pandemią. Jesteśmy tutaj, aby wykonać swoją część – zapewnia Yaser Abu-Mostafa.

Trwają testy dronów w walce z koronawirusem. Przyspieszą transport osocza oraz próbek do diagnozy w terenach zurbanizowanych

W czasie pandemii szybkość transportu próbek krwi oraz osocza ma zauważalny wpływ na funkcjonowanie służby zdrowia. Aby przyspieszyć ten proces, prowadzone są testy bezzałogowych systemów lotniczych, które pozwolą błyskawicznie przetransportować dostawy medyczne na terenach miejskich i uniknąć korków w trakcie godzin szczytu. Rozwiązania wypracowane w trakcie pandemii mogą usprawnić funkcjonowanie służby zdrowia także po zwalczeniu koronawirusa – w przyszłości transport dronowy może być wykorzystany np. do błyskawicznego transportowania organów do przeszczepu.

– Podstawowym zastosowaniem, jakie bezzałogowe statki powietrzne mogą mieć w zwalczaniu pandemii, są dostawy medyczne. Transport lotniczy jest najszybszym możliwym transportem, pozwala unikać zakłóceń ruchu ulicznego. W związku z tym bezzałogowe statki powietrzne byłyby najlepszą metodą transportu krwi, osocza czy też próbek, które są pobierane w celu zdiagnozowania choroby. Badania w tym zakresie są wspierane przez Centralnoeuropejski Demonstrator Dronów, który chce wspierać wdrażanie systemów bezzałogowych w Polsce – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje prof. dr hab. inż. Cezary Galiński, kierownik Zakładu Samolotów i Śmigłowców na Wydziale MEiL Politechniki Warszawskiej.

Program Centralnoeuropejskiego Demonstratora Dronów został powołany do życia we wrześniu 2018 roku m.in. przy współudziale Ministerstwa Infrastruktury i miał być odpowiedzią na rosnące zainteresowanie sektora prywatnego i publicznego innowacyjnymi rozwiązaniami wykorzystującymi bezzałogowe pojazdy latające. Aby przyspieszyć ich wdrażanie na rynku konsumenckim, do współpracy przy rozwoju CEDD zaproszono także przedstawicieli Urzędu Lotnictwa Cywilnego oraz Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej.

Pierwsze pomyślne testy transportu medycznego z wykorzystaniem bezzałogowych pojazdów latających wykonano w trakcie pierwszej fali pandemii, 29 kwietnia 2020 roku. Wykorzystano wówczas drony Hermes do przesłania próbek do wykrywania koronawirusa pomiędzy Szpitalem MSWiA i kliniką uniwersytecką przy ul. Banacha w Warszawie. Próby terenowe przeprowadzono po przetestowaniu systemu dronowego transportu medycznego na poligonie Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii.

– To, co w tej chwili robimy, to są próby, dlatego że pandemia przyszła trochę za wcześnie jak na nasze możliwości. W zasadzie jesteśmy na granicy możliwości technicznych – mówi prof. Cezary Galiński. – Udało się zorganizować duży poligon na Śląsku, na terenach niezamieszkałych, ale zurbanizowanych, gdzie można bezpiecznie tego rodzaju próby przeprowadzać i one tam trwają.

Kolejnym etapem wdrażania doraźnych mostów powietrznych na potrzeby walki z pandemią będzie połączenie za pośrednictwem dronów Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA ze Stadionem Narodowym. Bezzałogowe pojazdy latające mają umożliwić przetransportowanie pomiędzy tymi placówkami próbek do badań w zaledwie 8 minut od startu.

– Próby są realizowane w kontrolowanych warunkach przy udziale Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej, Urzędu Lotnictwa Cywilnego. Wykorzystanie systemów bezzałogowych do dostaw medycznych było jednym z od dawna przewidywanych zastosowań tego rodzaju systemów. Obowiązujące prawo pozwalało tylko na tego rodzaju loty dostawcze w terenie zurbanizowanym. Dostawy medyczne były jedynymi, jakie można było przeprowadzać nad miastami w sposób legalny – zauważa ekspert.

Ciekawą propozycję zastosowania dronów w walce z pandemią zaprezentowała także firma Spartaqs, która w porozumieniu z władzami Katowic przeprowadziła pilotażową dezynfekcję przystanków z wykorzystaniem bezprzewodowych pojazdów latających. Drony wyposażono w pojemnik na płyn dezynfekujący oraz emiter promieni UV, które pozwoliły pozbyć się wirusów i bakterii z miejsc publicznych.

Z kolei w takich krajach jak Chiny czy Francja już w trakcie pierwszej fali koronawirusa władze wykorzystały drony jako narzędzie do monitorowania obywateli. Pojazdy wyposażono w kamerę termowizyjną, która pozwoliła wykrywać skupiska ludzi stanowiące potencjalne ognisko rozprzestrzeniania się wirusa. Dzięki zintegrowanym głośnikom władze mogły zaapelować do grup zwiększonego ryzyka o zachowanie reżimu sanitarnego.

Inżynierowie z Politechniki Warszawskiej również włączyli się do prac nad upowszechnieniem bezzałogowych pojazdów latających wykorzystywanych w transporcie medycznym. W ramach projektu finansowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju współpracują z firmą Spectre Solutions nad hybrydą drona i samolotu, która pozwoli przenosić nie tylko niewielkie próbki medyczne, lecz także organy na potrzeby przeszczepów.

– Firma Spectre Solutions przygotowuje hybrydę między wielowirnikowcem a samolotem. Zaletą tego urządzenia jest to, że powinno mieć większy zasięg i latać szybciej. Usługi transportu medycznego mogłyby być realizowane na dużo większe odległości w równie krótkim czasie, jak to jest możliwe na krótkie odległości za pomocą wielowirnikowców. Taki system bezzałogowy ma dosyć pojemny kadłub, w związku z czym zmieści się w nim lodówka medyczna, w której można przewozić np. serce do przeszczepu – twierdzi prof. dr hab. inż. Cezary Galiński.

Według analityków z firmy Adroit Market Research wartość globalnego rynku dronów do 2025 roku przekroczy 144 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie ponad 40 proc.

Transformacja cyfrowa zakończona fiaskiem. Aż 70% firm ma problemy

Aż 7 na 10 procesów digitalizacji przedsiębiorstw w pewnym momencie zwalnia lub nie dochodzi do skutku[1]. Najnowsze badania McKinsey Global Survey pokazują, że organizacje mają duże szanse na odzyskanie utraconego impetu, ponieważ spowolnienia zwykle występują z przyczyn, na które firmy mają wpływ. Do czynników tych należą brak odpowiednio przeszkolonych pracowników czy sprzętu, brak przejrzystości lub niedostosowanie strategii cyfrowej do danej firmy, niedostateczne zaangażowanie wszystkich pracowników w realizację procesu oraz nieefektywny projekt transformacji cyfrowej, który dodatkowo jest komunikowany w niewłaściwy sposób.

Poprawa wydajności oraz efektywności w poszczególnych działach firmy, szybsza realizacja projektów, lepsza jakość obsługi klientów, zdobycie przewagi konkurencyjnej, a także obniżka kosztów związanych z prowadzeniem biznesu – to tylko część ogromnych korzyści, jakie niosą za sobą digitalizacja, modernizacja sieci IT oraz wdrożenie nowych, cyfrowych narzędzi. Tymczasem, jak pokazuje praktyka, wielu firmom nie udaje się przeprowadzić z sukcesem transformacji cyfrowej do końca.

Dlaczego transformacja cyfrowa w firmach stopuje?

Przeszkody w przeprowadzeniu skutecznej transformacji cyfrowej napotyka zdecydowana większość firm, które podjęły wyzwanie wcielania w życie tego procesu we własnych strukturach. Dotyczy to ponad 70 procent przedsiębiorstw[2]. Największym zagrożeniem dla inicjatyw cyfrowych nie są czynniki zewnętrzne takie jak zakłócenia na rynku lub w otoczeniu biznesowym, na które firma nie ma wpływu i nad którymi nie jest w stanie zapanować. Dużą rolę odgrywają czynniki wewnętrzne.

„Według najnowszych raportów aż 60% z tych przeszkód nie powinno być problemem dla przedsiębiorstwa w perspektywie krótko- lub średnioterminowej. Jednak z naszego doświadczenia wynika, że bezpośrednio z punktu widzenia samej firmy czasami trudno dostrzec czynniki blokujące lub uniemożliwiające przeprowadzenie transformacji cyfrowej, a tym bardziej znaleźć skuteczne rozwiązania dla ich pokonania” – mówi Sylwia Pyśkiewicz, prezes Iron Mountain Polska. – „Jednak blisko 50% przedsiębiorstw za znaczące utrudnienie uważa brak jasności oraz źle zakomunikowaną strategię transformacji. Pomoc podmiotu zewnętrznego, specjalizującego się w tych działaniach, pozwoli przebrnąć firmie przez ten trudny proces, krok po kroku. Coraz częściej jesteśmy angażowani przez naszych klientów do zaprojektowania efektywnego oraz optymalnego kosztowo procesu, doboru narzędzi a także wdrożenia samego procesu wraz z jego digitalizacją. W takich sytuacjach najbardziej korzystne okazuje się podjęcie współpracy ze sprawdzonym partnerem, który przeprowadzał już wielokrotnie transformacje cyfrowe w różnych instytucjach. Patrząc z zewnątrz, można zauważyć, co tak naprawdę blokuje proces digitalizacji. Często chodzi również o nieodpowiednią strategię cyfrową albo brak zaangażowania i wdrożenia pracowników. W przypadku naszych usług tzw. end to end solution jest unikalną wartością dodaną. Jeden dostawca jest w stanie od początku zaprojektować proces, dobrać narzędzia do jego digitalizacji, wdrożyć całość w życie, a następnie zająć się pełną obsługą papierowo-cyfrową. Jak pokazuje praktyka, większość procesów digital zaczyna się od dokumentów w formie papierowej i wielokrotnie w takiej formie hybrydowej, papier i digital, funkcjonuje. Powodem takiej sytuacji są najczęściej wymogi prawne.”

Według badań najczęstszym sposobem na zaistniałe problemy jest wymiana lidera transformacji – takie rozwiązanie wskazuje 30% respondentów[3]. Dlatego wybór odpowiedniego partnera, który zaopiekuje się procesem, jest tak istotny. Zdaniem Prezes Iron Mountain, dobrze zaplanowana strategia transformacji cyfrowej powinna być jasna, jak również odpowiadać indywidualnym potrzebom i być dostosowana do działań, które są realizowane w firmie. Kolejne etapy digitalizacji wprowadza się stopniowo, wraz z rozwojem firmy oraz pojawieniem się wyzwań, z jakimi przyjdzie się jej zmierzyć. Takie postępowanie ma zdecydowanie większe szanse powodzenia całego procesu.

Zeszłoroczny raport Deloitte[4] pokazał, że osiągnięcie przez organizację dojrzałość cyfrowej ma bezpośrednie, pozytywne przełożenie na wyniki finansowe firmy. Dzieje się tak, ponieważ digitalizacja prowadzi do wzrostu przychodów, poprzez poprawę jakości produktów i usług, przyspieszenie procesów, a więc polepszenie wydajności oraz zwiększenie zaangażowania pracowników. Wszystkie te czynniki bezpośrednio wpływają na zadowolenie klientów. Natomiast niewłaściwe przeprowadzenie lub spowolnienie procesu cyfryzacji nie tylko generuje wydatki i oznacza konieczność poniesienia dodatkowych kosztów. Zwykle firma traci również swoją pozycję, zaczyna odstawać od idącej naprzód konkurencji, która powoli zaczyna przejmować rynek.

Digitalizacja wpływa na pracowników

Firmy, które mają niewielki kontakt z technologiami cyfrowymi lub nie mają go wcale, twierdzą na ogół, iż przeszkodą w poprawnie przeprowadzonej transformacji cyfrowej jest brak odpowiednio wyszkolonej kadry. Zaledwie nieco ponad 40 procent pracodawców jest zdania, że posiada odpowiednie zasoby ludzkie. Dla porównania – ponad 90 procent firm, które na co dzień mają styczność z technologiami cyfrowymi, uważa, że ich organizacja posiada odpowiednie zasoby kadrowe[5]. Konieczne jest pozyskanie otwartości pracowników na digitalizację.

Badania pokazują, że aż 60 proc. respondentów dostrzega wpływ automatyzacji na ich obowiązki. Jednak należy zadbać o właściwą komunikację całego, wcielanego w życie procesu oraz o odpowiednie szkolenia dla wszystkich pracowników” – dodaje Sylwia Pyśkiewicz, Prezes Iron Mountain Polska. – „Dzięki temu każdy zatrudniony będzie wiedział, jak wykorzystać nowe rozwiązania i jakie korzyści niosą one dla niego i jego codziennej pracy”.

Niewątpliwie w procesie transformacji cyfrowej najważniejsze jest nie tylko odpowiednie przeprowadzone wdrożenie, które nie zakłóci bieżącego działania firmy. Bardzo istotna jest klarowna komunikacja i aktywne zaangażowanie w zmiany pracowników. To w dużej mierze od ich postawy zależy powodzenie całego projektu.

[1] https://hbr.org/2019/03/digital-transformation-is-not-about-technology

[2] McKinsey Global Survey: https://www.mckinsey.com/business-functions/mckinsey-digital/our-insights/how-to-restart-your-stalled-digital-transformation

[3] Jw.

[4] https://www2.deloitte.com/us/en/insights/topics/digital-transformation/digital-transformation-survey.html

[5] Wyniki globalnego badania Deloitte „Paradoks Czwartej Rewolucji Przemysłowej: Pokonywanie przeciwności na drodze przekształceń cyfrowych”: https://www2.deloitte.com/pl/pl/pages/technology/articles/4-rewolucja-przemyslowa-raport.html.

Wprowadzona opłata mocowa istotnie wpływa na cenę energii odbiorców końcowych

URE ogłosiło stawki nowej opłaty za energię tzw. opłaty mocowej. Opłata wchodzi w życie z dniem 1 stycznia 2021 roku i będzie dotyczyła wszystkich korzystających z energii, jednak najbardziej obciąży przedsiębiorstwa, szczególnie te energochłonne, jak huty i odlewnie. Do obliczenia stawki opłaty mocowej, choć takiej samej wysokości dla wszystkich, stosuje się bowiem wolumen energii elektrycznej pobranej z sieci w wybranych godzinach doby. W praktyce dla taryf A i B, oznacza to ogromny wzrost ceny usług dystrybucyjnych.

Dotychczas średnia cena opłat dystrybucyjnych obciążająca rachunek przedsiębiorstw kształtowała się na poziomie około 70-90 zł/MWh. Nowa stawka opłaty mocowej dla firm wynosi 76,20 zł za 1MWh w godzinach 7-21, w dni robocze. Wprowadzona opłata mocowa podnosi koszt usług dystrybucyjnych dla sektora przemysłowego podnosząc cenę energii w ciągu dnia średnio o około 20%. Jak to się przełoży na koszty przedsiębiorstw? Na przykładzie średniego przedsiębiorstwa branży spożywczej, przetwórstwa mleka, pracującego na dwie zmiany, w godzinach 6:00-22:00, 7 dni w tygodniu – realnie, koszt opłaty mocowej wyniesie średnio około 60 zł/MWh, co przy zużyciu energii elektrycznej na poziomie 15 GWh w skali roku, gdzie koszty energii stanowią około 8% kosztów ogółem, może spowodować zmniejszenie zysków przedsiębiorstwa o ok. 900 tys. zł w skali roku. Można się spodziewać, że wiele przedsiębiorstw będzie zmuszone przenieść utracone zyski bezpośrednio na klientów w cenie produktu końcowego, co znacząco zwiększy presję inflacyjną.

Nieco inaczej sytuacja kształtuje się w sektorach energochłonnych, gdzie koszt energii w kosztach ogółem często sięga 40%, a zużycie energii nierzadko przekracza 200 GWh – dla tych przedsiębiorstw przy pracy ciągłej, 24 godziny, 7 dni w tygodniu – opłata na 2021 rok wyniesie przynajmniej 32,88 zł/MWh – to nadal bardzo dużo, biorąc pod uwagę, że koszty dystrybucji przemysłu energochłonnego to do tej pory około 55 zł/MWh. Urzędnicy sugerują jako rozwiązanie problemu przesunięcie części swoich energochłonnych procesów technologicznych na godziny poza szczytem. Jednak nie ma możliwości, aby w ruchu ciągłym przy stabilnym procesie produkcyjnym przerzucać obciążenie na 9 godzin w nocy, a w ciągu dnia redukować. Długoterminowo potrzebne są inwestycje we własne źródła energetyki przemysłowej oraz podnoszenie efektywności energetycznej procesów przemysłowych w zakładach produkcyjnych, skutkujące mniejszym poborem energii z sieci operatora.

Opłata mocowa pomyślana jako wsparcie rynku mocy, a przez krytyków zwana ukrytym podatkiem od nieprodukowanego prądu jest mechanizmem zapewniającym bezpieczeństwo dostaw energii, składką na rzecz producentów energii za ich gotowość dostaw, aby w systemie były wystarczające zasoby mocy. W ostatnich latach Polska doświadczała już przypadków wzmożonego zapotrzebowania na energię. W takich sytuacjach zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego, czyli dostępu do energii elektrycznej, zależy od dostępności źródeł wytwarzania. Rozwiązaniem jest ustawa o rynku mocy z końca 2017 r., która wdrożyła tzw. rynek mocy. W ramach aukcji kontraktowana jest moc z kilkuletnim wyprzedzeniem, która zapewni pokrycie wcześniej prognozowanego zapotrzebowania na moc w poszczególnym roku. Podmioty, które wygrywają akcję, są gotowe do dostarczania mocy w określonych godzinach, czyli np. w trakcie największego zapotrzebowania na energię elektryczną w kraju. 2021 r. będzie pierwszym rokiem dostaw mocy.

Piotr Danielski, Wiceprezes Zarządu DB Energy SA

Kingfisher przejmuje platformę usługową NeedHelp

Kingfisher, międzynarodowa Grupa Spółek branży Home Improvement, do której należy Castorama Polska, ogłosiła przejęcie platformy NeedHelp, lidera europejskiego rynku service marketplace. Całkowita wartość transakcji opiewa na około 10 milionów euro, a jej rezultatem jest nabycie 80% udziałów przez Kingfisher Plc. Inwestycja poszerzy ofertę usługową również na rynku polskim.

NeedHelp (www.needhelp.com) jest innowacyjną internetową platformą B2B2C(1), łączącą klientów, którzy potrzebują pomocy w pracach remontowych w domu, ze sprawdzonymi fachowcami i wykwalifikowanymi wykonawcami usług. Inwestycja w platformę to kolejny krok w realizacji jednego z priorytetów strategii „Powered by Kingfisher” – budowania doświadczenia klienta ukierunkowanego przede wszystkim na mobilność i kompleksową realizację usług.

Guillaume de Kergariou, który będzie dalej sprawował funkcję prezesa spółki, założył NeedHelp we Francji w 2014 roku. Platforma NeedHelp działa głównie we Francji oraz Szwajcarii. W ostatnim czasie spółka pojawiła się w Niemczech, Belgii, Austrii oraz Holandii. Dzięki otwartej architekturze NeedHelp świadczy usługi w ponad 500 placówkach handlowych, w tym we francuskich sklepach Castorama i Brico Dépôt, oraz współpracuje z wiodącymi sieciami detalicznymi branży Home Improvement.

NeedHelp rozwija się niezwykle dynamicznie. Od rozpoczęcia działalności spółka co roku potraja przychody oraz wartość GMV(2). W 2020 roku liczba zleceń zrealizowanych za pośrednictwem platformy osiągnie poziom 58 tysięcy. W wyniku zwiększonego popytu na usługi remontowe, widocznego od początku pandemii COVID-19, miesięczny przychód NeedHelp w okresie po pierwszym lockdownie uległ podwojeniu.

Platforma NeedHelp rozwija się dzięki wysoce zróżnicowanej ofercie usług:

  • Daje klientom dostęp do usług oferowanych przez szeroką gamę dostawców, w tym partnerskich punktów handlowych, sklepów internetowych oraz przez własną witrynę www.
  • W odróżnieniu od innych platform tego typu, które zazwyczaj oferują tylko bazę danych wykonawców lub osób szukających pracy dorywczej, NeedHelp skupia się na specjalistycznych umiejętnościach potrzebnych do realizacji projektów remontowych. Najbardziej popularnymi usługami oferowanymi przez NeedHelp są montaże kuchni, malowanie, układanie podłóg oraz remonty łazienek. Na platformie można również znaleźć wykonawców prac takich jak ogrodnictwo, montaż mebli oraz przeprowadzki.
  • NeedHelp jest opartą na danych platformą oferującą kompleksową obsługę projektów. Zarządza rezerwacjami, płatnościami online, weryfikuje kontrahentów i prowadzi system ocen wykonawców. Dzięki temu klienci mogą mieć pewność co do jakości oferowanych usług. Platforma oferuje również pomoc dla wykonawców w obszarze ubezpieczeń, wsparcia w kwestiach podatkowych oraz w formalnościach związanych z zakładaniem i prowadzeniem działalności gospodarczej. Platforma cieszy się wysokim poziomem satysfakcji użytkowników, średnio uzyskując ocenę 4.85 na 5(3).

W ramach planów rozwojowych NeedHelp, Grupa Kingfisher planuje wprowadzić platformę na rynek Polski. Rozwój kompleksowych usług związanych z remontami i wprowadzaniem zmian w domach, jest jednym z priorytetowych działań spółki Castorama Polska.

Komentując transakcję, Thierry Garnier, Prezes Grupy Kingfisher, powiedział: “W obecnych czasach, aby efektywnie obsługiwać klientów musimy zorientować się bardziej na usługi cyfrowe, wykorzystując przy tym siłę naszych fizycznych sklepów. Internetowe platformy usługowe są kluczem do powodzenia naszej branży, a NeedHelp jest niezwykle silnym i prężnie rozwijającym się graczem w tej kategorii. Transakcja ta przyśpiesza rozwój naszego potencjału cyfrowego i znacząco wzmacnia gamę oferowanych przez nas usług – realizując dwa kluczowe priorytety naszej strategii rozwoju.

“Patrząc w przyszłość, planujemy szybki rozwój działalności NeedHelp w Wielkiej Brytanii i w Polsce, wykorzystując szeroką sieć sklepów oraz siłę różnorodnych marek cieszących się zaufaniem tak majsterkowiczów, jak i profesjonalnych wykonawców. Cieszymy się z możliwości rozwinięcia gamy świadczonych przez nas usług dzięki czemu będziemy w stanie jeszcze lepiej wspierać naszych klientów w poprawie ich warunków mieszkaniowych.”

 

Przypisy:

(1) Firma – Firma, Firma – Konsument

(2) Gross Merchandise Value, Sumaryczna Wartość Transakcji, określa wartość usług zrealizowanych za pośrednictwem platformy NeedHelp

(3) Dane pochodzące z badań satysfakcji klientów przeprowadzonych przez NeedHelp

Twoja szansa na rozwój biznesu w czasach kryzysu. Dołącz do Franczyza Expo 2021!

Koronawirus mocno uderzył w biznes. Kryzys to jednak świetny moment na zmiany, na które wcześniej nie miało się odwagi. To też idealna okazja, by pokazać innym nowe drogi rozwoju. Zrób to dzięki Targom Franczyza Expo 2021! Lepiej się pospiesz – liczba miejsc jest ograniczona!

Targi Franczyza Expo 2021 to międzynarodowe spotkanie przedsiębiorców i osób poszukujących pomysłu na biznes.

6 powodów, dla których warto wziąć udział w Targach:

  1. Pozyskasz nowych franczyzobiorców – targi są platformą, na której spotkają się franczyzodawcy z potencjalnymi franczyzobiorcami. Ci drudzy uczestniczą we Franczyza Expo 2021 po to, by znaleźć idealny biznes dla siebie. Może to właśnie twój jest tym, którego szukają?
  2. Poznasz branżowe środowisko – będziesz blisko tych, którzy mogą zainwestować w twój biznes. Z doświadczenia już wiesz, że nic tak nie zmienia relacji jak ich bezpośredniość. W czasie eventu spotkasz się z ludźmi z Polski i zagranicy, którzy wiedzą jak lokować swój kapitał.
  3. Postawisz na promocję marki w czasach, kiedy wielu z niej rezygnuje – wykorzystasz czasową niszę, która pojawiła się na rynku przez pandemię. Mniejsza konkurencja – większe szanse na promocyjny sukces.
  4. Zbudujesz prestiż i wizerunek marki – pokażesz się z jak najlepszej strony. Podkreślisz, dlaczego to twoja franczyza jest tą, na którą warto postawić w czasach kryzysu.
  5. Zgromadzisz feedback, który pomoże ci wprowadzić pozytywne zmiany – jakie są największe zalety prowadzonej przez ciebie franczyzy? Co zrobić, by twoja oferta była atrakcyjniejsza? Tego wszystkiego dowiesz się od ludzi, którzy na Franczyza Expo 2021 przychodzą po to, by znaleźć idealne opcje dla siebie.
  6. Poznasz ekspertów – potrzebujesz rad od profesjonalistów? Chcesz się dowiedzieć, co jeszcze zrobić, by przekonać do siebie większą grupę franczyzobiorców? Targi to okazja do spotkania z ekspertami. Może proponowane warsztaty zmienią twoje podejście do biznesu? Przekonaj się sam – każdemu przyda się dawka inspiracji!

Co wyróżnia Targi Franczyza Expo 2021?

mamy doświadczenie – 24 kwietnia odbędzie się już trzecia edycja  Targów Franczyza Expo 2021. Z roku na rok wprowadzamy organizacyjne innowacje i robimy wszystko, by stworzyć platformę do rozwoju biznesu jeszcze bardziej dostosowaną do współczesnych potrzeb

mieścimy się w najlepszej lokalizacji – dbamy o prestiż eventu. Dlatego właśnie postawiliśmy na jedno z najważniejszych miejsc dla Warszawy – największą biznesową część PGE Narodowego

stwarzamy miejsce przyjazne biznesowi – widzisz siebie nie tylko w roli wystawcy, ale chcesz także prowadzić rozmowy biznesowe w kameralnej atmosferze? Na 1200 m2 na pewno znajdzie się na to miejsce!

otwieramy na franczyzobiorców – każdego roku Targi Franczyza Expo 2021 odwiedzają tysiące ludzi. To event, podczas którego spotykają się osoby, które mają potrzebę z tymi, którzy mają dla nich rozwiązania

dobieramy partnerów idealnych dla ciebie – wszystko dzięki  Business Matching, czyli dedykowanym 15-minutowym spotkaniom biznesowym pomiędzy franczyzodawcą a potencjalnym franczyzobiorcą. Jak wygląda selekcja? Odbywa się dzięki nowoczesnej aplikacji

oferujemy wiedzę – dzięki moderowanemu networkingowi, warsztatom oraz konsultacjom z ekspertami dajemy nie tylko możliwość nawiązania nowych kontaktów, ale także pozyskania wiedzy od najlepszych

wyróżniamy Franchising Awards to nasza metoda na docenienie twojego wkładu w rozwój naszych targów. Twoje stoisko się wyróżnia? Oferta jest ciekawa, a odwiedzający to zauważają? Oddajemy głos w ich ręce! Dla najlepszych franczyzodawców przygotujemy atrakcyjne nagrody

Do kogo skierowane są Targi Franczyza Expo 2021?

Do liderów biznesu, którzy chcą pójść o krok dalej i nie tylko pozyskać nowych franczyzobiorców, ale również zrobić wszystko, by dostosować się do zmieniających się realiów rynku. W dzisiejszych czasach nie możesz być bierny. Pokaż swoją markę!

Zaufali nam m.in.:

XTreme Fitness – Złoty Sponsor

ReMAX – Partner Strategiczny

ARSS – Partner Generalny

Trwa sprzedaż miejsc dla wystawców na Targi Franczyza Expo 2021. Ich liczba jest ograniczona! Im szybciej do nas dołączysz, tym lepiej przygotujemy się wspólnie do wydarzenia. Zdążymy się poznać, wybrać najlepszy model przedstawienia twojego biznesu podczas eventu i rozpoczniemy wielomiesięczną promocję, która pozwoli na pokazanie twojej marki potencjalnym  franczyzobiorcom jeszcze przed wydarzeniem!

Nie czekaj – to twoja szansa na rozwój biznesu!

Data wydarzenia: 24 kwietnia 2021 r.

Miejsce wydarzenia: PGE Narodowy

Więcej informacji o programie i biletach na https://franczyzaexpo.pl/

Sponsorzy i Partnerzy wydarzenia: Xtreme Fitness, Carrefour, Zdrowa Krowa, RE/MAX, Akademia Rozwoju Systemów Sieciowych, Franczyza INFO.

Patron Honorowy: Marszałek Województwa Mazowieckiego.

Facebook: https://www.facebook.com/franczyzaexpo/

Instagram: https://www.instagram.com/franczyza_expo/

Linkedin: https://www.linkedin.com/company/targi-franchise-expo/