Tzw. shutdowny nie są w amerykańskiej polityce i gospodarce niczym nowym. Obecny jest jednak o tyle wyjątkowy, że trwa rekordowo długo, gdyż piątek będzie 28. dniem funkcjonowania administracji na zwolnionych obrotach. Zdaniem głównego ekonomisty Banku Pekao SA Marcina Mrowca obecna sytuacja zostanie wkrótce zakończona, by gospodarka nie poniosła zbyt dużych strat. Ameryka i świat i tak wchodzą w okres wolniejszego wzrostu.
– Musimy pamiętać o tym, że amerykańskie władze mają plan B na takie sytuacje – uspokaja w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marcin Mrowiec, główny ekonomista Banku Pekao SA. – Tam, gdzie pracownicy mogą przez jakiś czas nie pracować i nie będzie to miało poważnych skutków, np. w parkach narodowych, większość pracowników jest na przymusowym urlopie, za który prawdopodobnie nie dostaną wynagrodzenia. Jeżeli chodzi np. o Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego czy Departament Sprawiedliwości, to tam zdecydowana większość pracowników jednak pracuje, na razie za darmo i nie mają pewności, czy będą za to wynagrodzeni. Natomiast funkcje państwowe są podtrzymywane, chociaż w ograniczonym zakresie.
Problem polega na tym, że amerykański Kongres, zdominowany przez demokratów, nie chce zabezpieczyć kwoty 5 mld dol. na uszczelnienie granicy z Meksykiem, głównie budowę muru i wzmocnienie ochrony, czego stanowczo domaga się Donald Trump. Amerykański prezydent zapowiedział wprawdzie, że nie ustąpi, jednak ekonomiści przypuszczają, że jakiś kompromis będzie musiał zostać wypracowany już wkrótce. Wysłanie na przymusowy urlop niemal połowy z 800 tys. pracowników administracji oznacza bowiem, że nie jest wypracowywane PKB. Z kolei brak wypłat nie tylko demotywuje pracowników, którzy pracują mniej efektywnie, lecz także pozbawia ich dochodu, który mogliby wydać i napędzić konsumpcję.
– Jedna z agencji ratingowych wyliczyła tygodniowe koszty zawieszenia funkcjonowania rządu to około 1,2 mld dol. niewyprodukowanego PKB – informuje Marcin Mrowiec. – Trudno powiedzieć, kiedy to niepełne funkcjonowanie przejdzie w pełne. Jednak nikt nie zakłada, żeby to miało trwać bardzo długo, bo szkody dla funkcjonowania amerykańskiego rządu byłyby zbyt duże. Prawdopodobnie makroekonomiczne skutki nie będą więc bardzo istotne i odczuwalne w odczytach makroekonomicznych, natomiast niewątpliwie podkopuje to zaufanie do dolara, amerykańskiego rządu i stabilności sytuacji politycznej.
W 2017 roku amerykański produkt krajowy brutto wyniósł niemal 20 bln dol. i rośnie nieprzerwanie od 2009 roku. Ekonomiści prognozują, że w 2018 roku gospodarka tego kraju urosła o 2,9 proc. rok do roku, a w 2019 roku tempo to spowolni do 2,4–2,5 proc. w ujęciu rocznym. W 2020 roku przewidywany jest dalszy spadek tempa. Natomiast dolar trzyma się stabilnie: w ostatnim miesiącu wzrósł w stosunku do euro o 0,33 proc, od początku roku natomiast minimalnie się osłabił (o 0,72 proc.).
– To, że część agend rządowych nie pracuje w pełni albo w ogóle nie pracuje, ma raczej stosunkowo niewielkie przełożenie na same notowania waluty. Inwestorzy bardziej zwracają uwagę na to, jakie sygnały będą płynęły ze strony amerykańskiego Zarządu Rezerwy Federalnej odnośnie do podwyżek bądź ich braku, bądź ewentualnie obniżek stóp procentowych – komentuje główny ekonomista Banku Pekao SA. – Inwestorzy nasłuchują danych makroekonomicznych. Oczekiwane jest spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego w Stanach w tym roku, ale pytanie: jak ono będzie głębokie.
Onkolodzy i pacjenci apelują do resortu zdrowia o rozszerzenie możliwości terapeutycznych w leczeniu szpiczaka plazmocytowego. Wystosowana w listopadzie petycja w sprawie refundacji kolejnego leku pozostaje na razie bez odpowiedzi ministerstwa. Szpiczak może się stać chorobą przewlekłą, ale do tego potrzebne są nowe terapie – podkreślają przedstawiciele Fundacji Carita – Żyć ze szpiczakiem.
– Petycja dotyczy nowych terapii lekowych, o które my – pacjenci i lekarze – w dalszym ciągu walczymy. Dostęp do nich jest w dalszym ciągu ograniczony w stosunku do innych europejskich krajów. Wspólnie z Polską Koalicją Pacjentów Onkologicznych i innymi organizacjami pacjenckimi wystosowaliśmy petycję, pod którą podpisało się kilkaset osób, z zapytaniem, kiedy możemy się spodziewać tych nowych terapii. Niestety, do dziś nie mamy żadnej odpowiedzi. Pomimo licznych prób, zapytań mailowych i telefonicznych, w dalszym ciągu nie wiemy, dlaczego to tak długo trwa – mówi agencji Newseria Biznes Łukasz Rokicki, prezes zarządu Fundacji Carita – Żyć ze szpiczakiem.
Jak podkreśla, mimo ostatnich postępów w leczeniu szpiczaka, chorzy w Polsce wciąż mają ograniczony dostęp do nowoczesnych metod leczenia.
– Pomimo dostępności leków w Europie i zarejestrowanych nowych cząsteczek lekarze w Polsce cały czas mają ograniczone możliwości podania czegoś ponad standardową terapię, która jest niewystarczająca. Tym samym pacjenci, którzy żyją od remisji do remisji, w pewnym momencie stają przed ścianą – mówi Łukasz Rokicki.
W Polsce pacjenci chorzy na szpiczaka mnogiego przez ponad cztery lata czekali na refundację pomalidomidu. To lek, który w Europie został zarejestrowany już w 2013 roku, natomiast w Polsce dopuszczono go dopiero w ubiegłym roku.
– Lek został dopuszczony, ale w trzeciej linii leczenia. W drugiej linii wciąż tak naprawdę nie mamy nic – poza jednym lekiem, który może zadziała, a może nie zadziała. Dlatego ważne jest, żebyśmy spróbowali wpisać kolejne leki, jakimi są daratumumab i karfilzomib, aby lekarze mieli możliwość wyboru. Daratumumab jest przeciwciałem monoklonalnym o nowatorskim mechanizmie działania, a karfilzomib to nowa generacja inhibitorów proteasomu. O to się staramy – mówi Łukasz Rokicki. – Ważne jest wprowadzenie w drugiej, trzeciej i czwartej linii leku daratumumab ze względu na to, że jest to lek celowany, innowacyjny.
Jak podkreśla, z perspektywy pacjentów ważna jest refundacja daratumumabu, ponieważ na to leczenie odpowiada nawet 90 proc. pacjentów. Jest to również szansa dla tych chorych, u których wykorzystano już wszelkie dostępne opcje terapeutyczne i wystąpiła oporność na leczenie. Lek ten ma niewiele efektów ubocznych, w przeciwieństwie do starszych terapii.
– Jest to lek, który można podać, a pacjent wraca do pełni sił i może w dalszym ciągu pracować i normalnie funkcjonować. Efekty są zdumiewające. Efektywność leku – według dostępnych badań klinicznych – jest na poziomie 90 proc. To bardzo duża skuteczność dla pacjentów z nawrotowym, opornym szpiczakiem. Poza tym, jest to nowy lek, którego lekarz nie ma w schemacie, jego zastosowanie jest całkowicie inne. Innowacje w leczeniu szpiczaka mnogiego są o tyle ważne, że pacjent po zastosowaniu odpowiednich terapii może żyć naprawdę kilkanaście lat albo dłużej, jak to ma miejsce w innych europejskich krajach – zaznacza Łukasz Rokicki.
Szpiczak plazmocytowy jest bardzo rzadkim nowotworem złośliwym. Szacuje się, że stanowi nie więcej niż 2 proc. ogółu chorób nowotworowych. W gronie nowotworów hematologicznych jest natomiast drugi pod względem częstotliwości występowania, odpowiadając za 12–15 proc. zachorowań.
– Szpiczak to nowotwór krwi, na który w Polsce cierpi około 6 tys. pacjentów. Kiedyś uważano, że szpiczak to choroba dotykająca osoby starsze, po 60. roku życia. Jednak z naszych obserwacji wynika, że ten wiek zaniża się coraz bardziej. Mamy coraz więcej pacjentów w wieku 30–40 lat – mówi prezes zarządu Fundacji Carita – Żyć ze szpiczakiem.
Szpiczak często wykrywany jest przypadkowo, ze względu na niecharakterystyczne objawy – takie jak osłabienie, zmęczenie, częste infekcje i bóle kręgosłupa, które łatwo pomylić z chorobami nerek, infekcjami czy schorzeniami reumatologicznymi. Opóźnienia w postawieniu właściwej diagnozy dotyczą około 20 proc. chorych, a o trafnej diagnozie często decyduje przypadek.
W ostatnich latach w leczeniu szpiczaka plazmocytowego zarejestrowano nowe cząsteczki, które mogą znacznie wydłużyć życie pacjentów i poprawić jego jakość.
– Szpiczak to nie wyrok. Przy odpowiednim trybie leczenia nawet zaawansowaną chorobę, gdzie zajęty jest szpik, mamy ognisko osteolityczne, możemy cofnąć do zera i jest wiele takich przypadków. Ważne, żeby zacząć leczenie jak najwcześniej. Walczymy o to, żeby szpiczak stał się chorobą przewlekłą. Pacjenci żyją od leku do leku, od terapii do terapii – po prostu w pewnym momencie następuje remisja i choroba może wrócić. W zależności od leczenia może to być od 2 do 5 lat, ale każdy przypadek jest inny. Dlatego ważne jest to, żeby dla każdego pacjenta stosować indywidualną terapię i żeby lekarz miał w czym wybierać – podkreśla Łukasz Rokicki.
Końcówka 2018 roku pokazała w pigułce, w którą stronę rozwijają się media społecznościowe. Widać było też, z jakimi problemami borykają się od dłuższego czasu – mówi Maciej Przybylski, redaktor PRoto.pl. Jak podkreśla, social media – zwłaszcza Facebook – w ostatnim roku mocno inwestowały w rozwój wideo i testowały nowe rozwiązania. Za to marki, które zamierzają podjąć współpracę z influencerami, powinny w tym roku uważać na oszustów, sztucznie kreujących popularność.
– W ostatnim roku Facebook dużo inwestował w rozwój wideo. Zaproponował dwie nowe platformy, czyli Facebook Watch, rodzaj internetowej telewizji, oraz Facebook Stories, czyli małe formaty znikające po 24 godzinach. To rozwiązanie znane też z Instagrama czy Snapchata. Eksperci twierdzą, że wideo jest bardzo popularne w mediach społecznościowych i będzie zyskiwało na popularności. Dlatego Facebook opublikował też sekcję z inspiracjami dla reklamodawców, w której promował swoje wideo – mówi agencji Newseria Biznes Maciej Przybylski, redaktor PRoto.pl.
Portal Zuckerberga testuje też nowości. Jeszcze w grudniu złożył wniosek o patent na technologię, która pozwoliłaby przewidywać lokalizację użytkowników na podstawie zgromadzonych danych. Natomiast w styczniu tego roku testowo umożliwił dodawanie do Facebook Stories naklejek „call to action”, które odsyłają do sklepów internetowych i mają zachęcać użytkowników do kupowania lub rezerwowania wybranych produktów.
– Facebook ma trochę problemów wizerunkowych, bo co i rusz pojawiają się nowe doniesienia o nadużyciach w wykorzystywaniu informacji o użytkownikach bądź wyciekach danych. Dziennik „The Guardian” opublikował też tekst na temat fact-checkerów, czyli osób, które miały weryfikować informacje dla Facebooka. Fact-checkerzy skarżyli się na współpracę z Facebookiem i wyrażali wątpliwości co do celowości i formy współpracy z portalem – mówi Maciej Przybylski.
Znacznie mniej wizerunkowych kłopotów ma Instagram, który wykorzystuje moment popularności i co rusz pokazuje nowe narzędzia dla użytkowników. Dla przykładu, pod koniec 2018 roku umożliwił użytkownikom wysyłanie do siebie wiadomości głosowych oraz testował konta dla twórców i influencerów, wzbogacone o narzędzia analityczne, które umożliwiają lepsze poznanie tego, jak inni odbierają publikowane treści.
– Instagram jest też coraz popularniejszy dla liderów opinii publicznej, bo – jak pokazało ostatnie badanie Twiplomacy – to politycy coraz chętniej korzystają z tego medium do kontaktów z wyborcami. Widać to np. w Ameryce na przykładzie ostatnich wyborów do Kongresu – mówi Maciej Przybylski.
Redaktor PRoto.pl zauważa, że media społecznościowe borykają się także z coraz poważniejszym problemem fake newsów. Niedawno w Stanach Zjednoczonych pojawiły się dwa raporty na temat wykorzystywania social mediów do rozpowszechniania propagandy. Badacze z Oxfordu i Columbia University przypomnieli w nich, że nie tylko Facebook, lecz także Instagram może być wykorzystywany do rozpowszechniania propagandy czy fałszywych informacji.
– Warto też zwrócić uwagę na influencer marketing, który jest ostatnio dość popularną formą promocji. Portal The Atlantic opublikował niedawno tekst o tym, że są osoby, które wykorzystują Instagram czy Facebook do zarabiania pieniędzy, ale oszukują przy tym, że mają płatne współprace z markami, aby wydawać się bardziej popularnymi i dzięki temu móc pozyskiwać lepsze kontrakty reklamowe. Jest to też przejaw szerszego zjawiska, bo zmienia się postrzeganie współpracy komercyjnej. O ile kiedyś wydawała się ona sprzedawaniem siebie i obciachem w sieci, o tyle teraz jest uważana za jakąś formę sukcesu, przynajmniej w niektórych kręgach – mówi Maciej Przybylski.
Jak podkreśla, oszukiwanie w influencer marketingu to szersze, znane już od pewnego czasu zjawisko – wiele osób chce być wpływowymi twórcami, by zarabiać w ten sposób pieniądze, ale decyduje się iść na skróty i kupować fanów, by poprawiać sobie zasięgi i kreować sztuczną popularność. Eksperci od influencer marketingu radzą więc, by w 2019 roku przywiązywać dużą wagę do weryfikacji osób, z którymi marki chcą podjąć współpracę.
Pierwszy tydzień ferii zimowych pokazał, że największym zainteresowaniem Polaków cieszą się Zakopane i Wisła. W tych miastach trudno o nocleg, ale w Karpaczu, Kościelisku, Białce Tatrzańskiej czy Świeradowie Zdroju wciąż są wolne miejsca, często w bardziej atrakcyjnych cenach. Za 4-dniowy pobyt rodzice z dwójką dzieci płacą za nocleg średnio 1 029 zł – wynika z analizy serwisu Noclegi.pl.
W tym tygodniu przerwę zimową zaczęły dzieci z województw: lubuskiego, kujawsko-pomorskiego, małopolskiego, świętokrzyskiego i wielkopolskiego. Od poniedziałku dołączą do nich uczniowie z Podlasia i woj. warmińsko-mazurskiego. Zimowy wypoczynek ostatnie województwa zakończą 24 lutego.
– Polacy bardzo chętnie wyjeżdżają zimą. Oprócz wyjazdów sylwestrowych i świątecznych, najczęściej wybierają ferie zimowe ze względu na to, że one długo trwają. Dominują kierunki górskie, ponieważ tam właśnie jest najwięcej atrakcji zimowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Agnieszka Wirkowska, marketing manager z Noclegi.pl. – Najczęściej Polacy szukają noclegu w miejscowościach takich jak Zakopane, Szklarska Poręba, Szczyrk czy Białka Tatrzańska.
Zimowa stolica Polski pęka w szwach. Tu z dnia na dzień coraz trudniej o nocleg. W Wiśle, która jest na drugim miejscu w TOP5 destynacji zimowych według Noclegi.pl, wciąż są jednak wolne miejsca. Podobnie jak w Kościelisku, Białce Tatrzańskiej, Świeradowie-Zdroju czy Karpaczu.
– Już kilka miesięcy temu turyści rozpoczęli rezerwacje na ferie zimowe, dlatego to jest już naprawdę ostatni dzwonek, żeby znaleźć jeszcze wolne miejsca noclegowe – mówi Agnieszka Wirkowska.
Najczęściej turyści wybierają obiekty blisko wyciągów narciarskich. Te jednak zwykle wyprzedają się jako pierwsze, i to mimo wysokich cen. W tym roku statystyczna rodzina zapłaci za 4-dniowy pobyt w górskich miejscowościach średnio blisko 1 030 zł.
– Zdarza się tak, że ceny noclegów na ferie zimowe rosną, czasem nawet o 100 proc. – podkreśla Agnieszka Wirkowska.
W tym roku noclegi w Zakopanem i Karpaczu kosztują minimum 62 zł za osobę. W Wiśle cena jest niższa o 10 zł. Tutaj w porównaniu z sezonem 2018 ceny spadły o 20 proc. Na tańsze noclegi można liczyć w Świeradowie-Zdroju, Korbielowie, Zawoi czy Gliczarowie Górnym (35 zł za noc).
– W Polsce możemy znaleźć różne obiekty noclegowe. Są to zarówno kwatery prywatne, gdzie można się spotkać z właścicielem przy obiedzie, ale też różne obiekty, pensjonaty czy miejsca, w których można zaznać różnych usług relaksacyjnych (np. hotele trzygwiazdkowe lub z wyższym standardem) – mówi Agnieszka Wirkowska. – W zeszłym roku ponad połowa Polaków, którzy zarezerwowali nocleg na naszym portalu, zdecydowała się na wyjazd do Polski.
Pierwszy na świecie skafander haptyczny może zrewolucjonizować rynek szkoleń i gier komputerowych. Odczuwane dzięki niemu przez całe ciało użytkownika bodźce, pozwolą zanurzyć się jeszcze głębiej w wirtualną rzeczywistość. Inne firmy także eksperymentują z technologią haptyczną, kierując swoje produkty głównie na rynek gier. Tymczasem możliwości zastosowania skafandra Teslasuit wykraczają poza obszar rozrywki. Urządzenie jest wykorzystywane m.in. podczas misji marsjańskiej, w sporcie i w wojsku.
– Teslasuit to urządzenie, które pomaga zwiększyć ludzkie możliwości na trzy różne sposoby. Możemy usprawnić psychikę, procesy poznawcze i sprawność fizyczną. Skafander ma wiele typów wbudowanych czujników, by to osiągnąć – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje podczas targów CES 2019 Dimitri Mikhalchuk, współzałożyciel Teslasuit.
Działanie skafandra oparte jest na wykorzystaniu technologii haptycznej, która wykorzystuje wibracje czy technologię wykrywania ruchu, by zapewnić użytkownikowi poczucie głębokiej immersji. Technologia wykorzystywana jest już m.in. w lotnictwie. Twórcy Skafandra Teslasuit postawili jednak na wykorzystanie haptyki w szkoleniach.
– Urządzenie może stymulować mięśnie i neurony, by poprawić sprawność fizyczną podczas treningu. Ponadto wykorzystujemy wirtualną rzeczywistość i technologię rejestrowania ruchu, dzięki czemu możemy śledzić ruchy użytkownika, pomóc mu np. złapać równowagę i zawsze utrzymać kontrolę ruchu. To może pomóc np. w orientacji w kosmosie – przekonuje Dimitri Mikhalchuk.
Oprócz tego skafander jest w stanie operować odczuwalną temperaturą czy imitować bodźce odbierane przez skórę przy dotknięciu, uderzeniu lub powiewach wiatru. Choć, gdy kilka lat temu szkocka spółka zapowiadała stworzenie takiego skafandra, jego potencjał kojarzony głównie z branżą gier, to spektrum jego możliwych zastosowań w połączeniu z technologią VR i AR jest zdecydowanie szersze, głównie dzięki zastosowanej technologii.
– Do poprawy psychiki użytkownika stosujemy natomiast pośrednią stymulację elektryczną mózgu metodą przezskórnej stymulacji nerwów (TENS), co poprawia krążenie krwi oraz zwiększa dotlenienie mózgu. W efekcie mózg użytkownika jest czujniejszy i wrażliwszy na wszystko to, co dzieje się wokół –wyjaśnia ekspert.
Osoby odwiedzające stoisko Teslasuit na targach w Las Vegas mieli okazję się przekonać, jak urządzenie sprawdza się np. w ćwiczeniu ewakuacji z platformy wiertniczej. Dzięki takiemu szkoleniu możliwa jest zdecydowana redukcja kosztów przeprowadzania treningu przy jednoczesnym wzroście jego wydajności, który bezpośrednio wiąże się z wiernym odwzorowaniem ewakuacji już nie tylko w sferze wizualnej i dźwiękowej, lecz przede wszystkim również sensorycznej.
Możliwość biometrycznego gromadzenia danych i ich późniejszej obróbki pomaga natomiast regulować liczbę potrzebnych konkretnemu pracownikowi sesji szkoleniowych. Ponieważ działania użytkownika osiągają po jakimś czasie pewien poziom automatyzmu, zmniejsza się stres związany z realnym zmierzeniem się ze stanem zagrożenia, co jest dodatkowym atutem tak prowadzonego szkolenia.
– Użytkownik skafandra uczy się dużo szybciej, trenuje dużo wydajniej. Teslasuit może być stosowany w branży sportowej, ochrony zdrowia czy w grach komputerowych. Pracujemy aktualnie z agencjami kosmicznymi, jesteśmy obecni w misji marsjańskiej. Współpracujemy z firmami z branży paliwowej. W zasadzie skafandra można użyć wszędzie, gdzie wymagane jest intensywne szkolenie, gdzie koszt szkoleń jest bardzo wysoki. Także w wojsku i sporcie, gdzie szybkość reakcji jest niezwykle istotna – przekonuje współzałożyciel przedsiębiorstwa.
Technologia haptyczna to przyszłość gier komputerowych. Na targach CES 2019 amerykańska firma Razer, specjalizująca się w produkcji akcesoriów dla graczy, zapowiedziała z kolei wykorzystanie znanej z zestawu słuchawkowego Nari Ultimate technologii HyperSense również w klawiaturach i myszkach. Wszystko po to, by zapewnić graczom jeszcze głębsze zanurzenie w wirtualnym świecie.
Teslasuit nie jest jeszcze produktem konsumenckim, ale w sprzedaży są zestawy dla deweloperów, którzy mogą dostosować skafander do różnego rodzaju zastosowań. Urządzenie będzie dostępne na rynku konsumenckim w 2022 roku, w tym również dla graczy.
Według analityków z MarketsandMarkets rynek technologii haptycznej osiągnie w 2022 r. wartość niemal 20 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu w najbliższych trzech latach na poziomie 16,2 proc.
Rozwój sztucznej inteligencji doprowadzi do likwidacji niektórych zawodów. Już dziś algorytmy są w stanie zastępować pracowników działów HR i doradców finansowych. Roboty są też w stanie opiekować się pacjentami szpitali. Wraz z zastępowaniem coraz większej liczby profesji sztuczną inteligencją na rynku pojawi się jednak popyt na nowe zawody. Znaczna część pracodawców planuje zaproponować swoim podwładnym przekwalifikowanie.
– Sztuczna inteligencja będzie usuwała wiele zawodów i wiele profesji, ale z całą pewnością rozwiązania sztucznej inteligencji przyczynią się do powstawania wielu nowych zajęć, nowych zawodów – przewiduje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Tomasz Klekowski, wiceprezes Związku Pracodawców Technologii Cyfrowych Lewiatan.
Już dziś sztuczna inteligencja jest w stanie wyręczać nas w zawodach, które do niedawna uznawane były za niemożliwe do zautomatyzowania. Przeznaczony do zadań związanych z opieką nad pacjentami geriatrycznymi robot NAO od niedawna sprawdza się też jako animator dla pacjentów oddziału pediatrycznego Szpitala Umberto I we włoskich Syrakuzach. Robot wykorzystywany jest jednak nie tylko do zapewniania rozrywki chorym dzieciom, lecz także może być wykorzystywany do dostarczania im leków. Algorytmy sztucznej inteligencji potrafią też wykonywać z coraz większą skutecznością m.in. pracę analityczną rekruterów działów HR czy doradców finansowych.
Firmy oczekują wdrożeń automatyzacji niektórych procesów, aby ograniczyć koszty pracownicze, które stanowią jedno z największych obciążeń obniżających wynik finansowy. Z raportu „2018 Future of Jobs” sporządzonego przez World Economic Forum wynika, że 50 proc. firm przewiduje do 2022 roku zmniejszenie zatrudnienia w pełnym wymiarze godzin dzięki automatyzacji. Dwie trzecie przedsiębiorców planuje jednak przekwalifikować pracowników z likwidowanych stanowisk. Rozwój sztucznej inteligencji nie oznacza więc wyłącznie likwidowania zawodów, ale też pobudzanie rynku pracy poprzez tworzenie nowych zawodów.
– Parę lat temu nikt nie słyszał o takich zawodach jak np. data scientist. Teraz data scientist w związku z rozwojem analityki i operowaniem na bardzo dużych zbiorach danych jest bardzo popularną profesją i bardzo poszukiwanym zawodem. Z całą pewnością sztuczna inteligencja wytworzy jeszcze kilka następnych zawodów, o których nawet dzisiaj jeszcze być może nie mamy pojęcia – twierdzi Tomasz Klekowski.
Amerykański Departament Pracy (DoLE) w raporcie JobsFit 2022 przewiduje, że postępująca automatyzacja stwarza konieczność wyposażenia pracowników w umiejętności związane z przetwarzaniem i analizą danych. Zgodnie ze wskazaniami raportu pracownicy dysponujący taką wiedzą będą mieli kompetencje, których automatyzacja łatwo nie zastąpi, a wręcz będą oni lepiej przygotowani do uwolnienia potencjału technologii z nią związanych.
Zdaniem specjalistów rozwój przedsiębiorstw tworzących lub wdrażających rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji może być dużą szansą dla polskiej gospodarki.
– Jeżeli nie będziemy mieli silnej branży, która tworzy i wdraża rozwiązania sztucznej inteligencji w Polsce i polskich firm, które będą wdrażały i tworzyły rozwiązania sztucznej inteligencji za granicą, będzie nam trudno konkurować i będzie nam trudno uzyskiwać z gospodarki taki sam poziom wartości, jak jest to obecnie – twierdzi ekspert.
Automatyzacja i robotyzacja procesów w oparciu o algorytmy sztucznej inteligencji jest w stanie podnieść wydajność i poprawić wyniki przedsiębiorstw nawet o kilkanaście procent.
– W światowej gospodarce zglobalizowanej, w świecie internetu, który jest internetem globalnym, tego typu rozwiązania będą się bardzo szybko konsolidować i firmy, które zajmą tam istotną pozycję, będą w stanie operować i konkurować na całym świecie, a firmy, które spóźnią się na ten pociąg związany ze sztuczną inteligencją, niestety będą funkcjonować na dużo gorszych pozycjach – przekonuje Tomasz Klekowski.
Zgodnie z przewidywaniami Grand View Research rynek zrobotyzowanej automatyzacji procesów osiągnie do 2025 roku wartość 3,11 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 31,1 proc. Dla porównania wycena rynku za 2017 rok to 357,5 mln dol.
Pracownikom w Polsce w coraz większym stopniu zależy na elastycznym czasie pracy (81%) i możliwości pracy zdalnej (76%) nawet kosztem braku stałego miejsca w biurze.
Wprawdzie z roku na rok firmy chętniej stawiają na ruchomy czas pracy, ale praca z domu nadal pozostaje dostępna głównie dla freelancerów – grafików, specjalistów i programistów IT czy copywriterów.
Firmy otwierają się na nowe rozwiązania i dają pracownikowi możliwość wyboru warunków zatrudnienia. Jak wynika z najnowszego raportu Antal i Sodexo „Cztery osobowości – jeden rynek pracy” – postawy Polaków wobec pracy ewoluują. Jednocześnie różnorodność pokoleniowa w organizacjach wymaga dywersyfikacji oferty i warunków pracy względem potrzeb danej grupy wiekowej. Czego oczekują pracownicy?
Work-life balance zamiast nadgodzin
Aż 81% pracowników zależy na możliwości elastycznego rozpoczynania i kończenia czasu pracy w zależności od natężenia obowiązków i prywatnych zobowiązań. Jednocześnie coraz większym powodzeniem cieszy się praca zdalna. 75% pracowników wybrałoby taki model, zamiast pracy biurowej. Z raportu Antal i Sodexo wynika również, że w dalszym ciągu work-life balance jest bardziej cenione niż work-life integration. Aż 41% pracowników uważa, że pracodawca powinien wprowadzić zasadę braku e-maili poza godzinami pracy. Tylko 32% pracowników chce móc zajmować się prywatnymi rzeczami w czasie pracy, ale jednocześnie jest gotowych wypełniać obowiązki służbowe poza biurem.
Większość polskich pracowników dobrze ocenia miniony rok na rynku pracy. Jak wynika z rocznego podsumowania badania „Confidence Index” przygotowanego przez Michael Page, w 2018 r. usatysfakcjonowanych swoją sytuacją zawodową i krajowym rynkiem pracy było 63 proc. badanych. Co ważne, zdaniem ankietowanych, w ciągu najbliższych miesięcy ich sytuacja zawodowa jeszcze się poprawi.
Dla polskich pracowników miniony rok na rynku pracy należy do udanych. Jak wynika z rocznego podsumowania badań „Confidence Index” przygotowywanego przez firmę rekrutacyjną Michael Page, w 2018 r. zadowolenie z ogólnych warunków zatrudnienia wyraziło ponad 59 proc. respondentów. Niemal 49 proc. przyznało również, że pozytywnie ocenia stabilność swojej pracy. Niewiele mniej, bo 45 proc. usatysfakcjonowanych było także wysokością swojej pensji. Polscy pracownicy mniej korzystnie za to opowiadali się o możliwościach awansu w swoich firmach – pomyślnie oceniło je tylko 16 proc. z nich.
Oczekiwania pracowników względem 2019 r.
Polscy pracownicy z dużym optymizmem patrzą również w przyszłość. 8 na 10 badanych spodziewa się, że w ciągu najbliższych 6 miesięcy sytuacja na rynku pracy jeszcze się polepszy. Co więcej, niemal 53 proc. ankietowanych przyznało, że liczy na otrzymanie podwyżki w ciągu najbliższych 12 miesięcy. 42 proc. respondentów w tym samym czasie oczekuje także awansu.
Piotr Dziedzic
– Przez cały rok 2018 stopa bezrobocia w Polsce systematycznie spadała. Wg danych GUS, w listopadzie wynosiła 5,7, co jest rekordowo niskim poziomem, który utrzymuje się już od września. Duże zapotrzebowanie na kandydatów w 2018 r. wzmocniło pozycję pracowników na rynku pracy i zwiększyło ich szansę na otrzymanie satysfakcjonującej oferty. Jak wynika z rocznego podsumowania naszego badania, w minionym roku ponad 58 proc. badanych było przekonanych, że nową pracę znajdzie w czasie krótszym niż 3 miesiące – mówi Piotr Dziedzic, dyrektor w Michael Page i członek zarządu Polskiego Forum HR.
****
O badaniu Confidence Index
Confidence Index to cykliczny sondaż przeprowadzany przez Michael Page, który bada nastroje wśród osób poszukujących pracy w wybranych krajach w Europie, Ameryce Północnej, Ameryce Południowej, Azji oraz Australii. Badanie mierzy poziom optymizmu kandydatów na stanowiskach specjalistycznych i managerskich w odniesieniu do szans na znalezienie nowej pracy, przewidywanego czasu trwania poszukiwań, oczekiwań wobec własnej sytuacji zawodowej i sytuacji gospodarczej kraju oraz powodów, które skłoniły ich do zmiany miejsca zatrudnienia. Badanie jest prowadzone online wśród kandydatów, którzy aplikowali na ofertę pracy za pośrednictwem strony Michael Page.
88 proc. respondentów badania Cisco wskazało inwestycje w operacje IT jako klucz do poprawy doświadczeń klienta oraz działań prewencyjnych pozwalających uniknąć problemów z infrastrukturą technologiczną.
San Jose, 17 stycznia 2019 r. – Cisco ogłosiło wdrożenie nowego Indeksu Gotowości Operacyjnej IT, ujawniającego, jak dane zmieniają sposób zarządzania działami IT przez firmy. Indeks stworzono na podstawie badania ankietowego obejmującego 1500 doświadczonych liderów IT z całego świata. Celem było zrozumienie, na jakim etapie drogi do cyfrowej transformacji znajdują się firmy. Badanie ujawniło czterostopniowy model dojrzałości operacyjnej IT, skupiając uwagę na zachowaniach firm w obliczu różnych wyzwań.
„Minęły czasy, kiedy liderzy IT, pracujący z coraz bardziej złożoną infrastrukturą, aby osiągnąć pożądane cele, musieli polegać na raportach z poprzednich miesięcy i wielogodzinnych operacjach wykonywanych ręcznie. Dziś system IT napędzany przez dane i automatyzację, może działać w czasie rzeczywistym, przewidywać trendy i polegać na dokładnych danych, zapewniając firmie i jej klientom rzeczywistą pozycję strategiczną i wartość” – mówi Joseph Bradley, Globalny wiceprezes ds. IoT, Blockchain, AI oraz Incubation Business w Cisco.
Indeks Gotowości IT
Obecnie około 78 proc. budżetów IT przeznaczane jest na bieżącą działalność biznesu. Te dane pokazują jak niewiele zasobów pozostaje na wdrażanie innowacji. Istnieje jednak sposób relokacji firmowych funduszy, kładący nacisk na działania związane z cyfrową transformacją, a niektóre firmy już teraz czynią postępy we wdrażaniu modelu dojrzałości operacyjnej IT.
Dla działów IT niezwykle istotne jest przede wszystkim zrozumienie, na którym poziomie dojrzałości operacyjnej znajduje się ich organizacja i gdzie chcieliby, aby się znalazła w ciągu dwóch najbliższych lat.
Badanie Cisco identyfikuje 4 poziomu dojrzałości operacyjnej firm:
REAKTYWNY: „Reagujemy na zdarzenia, w chwili, w której zachodzą”. Obecnie na tym poziomie znajduje się 26% badanych firm, za dwa lata chciałoby na nim być 7%.
PROAKTYWNY: „Uczymy się na minionych zdarzeniach, aby udoskonalić nasze procesy” – 38% firm obecnie vs. 27% za 2 lata.
PRZEWIDUJĄCY: „Wykorzystujemy dane aby przewidzieć i móc zareagować na nadchodzące wydarzenia” – 22% obecnie vs. 33% za 2 lata.
ZAPOBIEGAJĄCY: „Wykorzystujemy dane do ciągłego udoskonalania naszych wyników” – 14% obecnie vs. 33% za 2 lata.
Organizacje o wyższym poziomie dojrzałości charakteryzuje wykorzystanie bardziej zaawansowanych narzędzi analitycznych przetwarzających większą ilość danych pozyskiwanych z całej infrastruktury IT oraz bardziej powszechne korzystanie z automatyzacji procesów. Prowadzenie działań „prewencyjnych” wymaga analizy zebranych informacji, dzięki którym organizacje mogą przewidzieć niespodziewane sytuacje takie jak np. brak prądu. Niezbędna jest także automatyzacja, która pozwala na ciągłe wprowadzanie zmian i utrzymanie firmy w optymalnej kondycji.
„Organizacje działające zgodnie z takim modelem stale się rozwijają. Dogłębna analiza danych sprawia, że są gotowe na to, co przyniesie przyszłość” – mówi Joseph Beadley. „Dzięki analityce i automatyzacji, dyrektorzy ds. informatyki nie muszą działać na oślep np. w przypadku braku dostępu do usług. Zamiast tego mogą skupić się na monitorowaniu i optymalizacji infrastruktury w oparciu o informacje dotyczące przewidywanego zapotrzebowania. Przedsiębiorstwa są więc w stanie dostarczać strategiczne rozwiązania swoim partnerom biznesowym, co całkowicie eliminuje niespodziewane zagrożenia”.
Kluczowe wnioski na podstawie Indeksu Gotowości IT:
Działalność operacyjna to strategiczny punkt na drodze do sukcesu
28 proc.budżetów IT respondentów badania przeznaczane jest na korektę i optymalizacje działań IT. 68 proc. ankietowanych przewiduje wzrost wydatków w tym obszarze w przeciągu następnych 12 miesięcy.
40 proc. respondentów już teraz podejmuje ważne decyzje biznesowe w oparciu o dane operacyjne pozyskiwane dzięki infrastrukturze IT.
Inwestycja w operacje IT zwiększa korzyści dla klienta i buduje wartość firmy
88 proc. liderów IT potwierdza, że inwestycje w procesy IT w ciągu ostatnich 12-stu miesięcy, zwiększyły satysfakcję konsumentów. 89 proc. dostrzegło też znaczną poprawę w zakresie innowacji.
Opracowanie modelu umożliwiającego tworzenie prognoz biznesowych to zaledwie początek
Jedynie 14 proc. firm biorących udział w badaniu osiągnęło najwyższy poziom w zakresie procesów IT, włączając w to działania „prewencyjne”. 26 proc. nadal znajduje się na początkowym etapie – reaguje „po fakcie”. 33 proc. planuje wdrożyć działania „prewencyjne” w ciągu najbliższych dwóch lat.
Najbardziej zaawansowane firmy, prowadzące działania prewencyjne, są dwukrotnie bardziej skłonne, aby prowadzić ciągłą automatyzację (w porównaniu z organizacjami o najniższym zaawansowaniu). Natomiast 50 proc. respondentów częściej prowadzi stale aktualizowany zbiór danych pochodzących z całej firmy.
Zaledwie 25 proc. pozyskuje dane na bieżąco. 17 proc. wykorzystuje automatyzacje opartą na analizie w czasie rzeczywistym. Większość czynności nadal wykonywana jest okresowo.
Sztuczna Inteligencja + Talent = Sukces
42 proc. określiło sztuczną inteligencję jako technologię mającą największy wpływ na procesy automatyzacji. 51 proc. odpowiedziało, że korzysta z pewnych algorytmów AI (ang. Artificial Intelligence) w celu jej usprawnienia.
70 proc. przedsiębiorstw zatrudnia specjalistów na stanowisku „Chief Data Officer” (Specjalisty ds. zarządzania danymi), co ma kluczowe znaczenie dla zarządzania danymi w celu optymalizacji zarówno działań IT, jak i biznesowych. Korporacje zatrudniają średnio ok. 40 specjalistów w zakresie data science.
Zewnętrzni dostawcy to kluczowe źródła danych
84 proc. badanych przyznało, że dostęp do zewnętrznych zasobów danych jest niezbędny. Organizacje o najwyższym stopniu zaawansowania w większości korzystają ze źródeł zewnętrznych w celu wykonywania czynności operacyjnych (np. agregacji danych). Dostawcy niedługo staną się kluczowym źródłem pozyskiwania danych.
Cyberbezpieczeństwo polega na danych
82 proc. respondentów gromadzi dane operacyjne i wydajnościowe dotyczące ich infrastruktury cyberbezpieczeństwa. To więcej niż w jakimkolwiek innym sektorze IT. Sektor bezpieczeństwa ma największe zapotrzebowanie na wgląd w dane oraz kontrole w czasie rzeczywistym.
IoT to połączenie IT i biznesu
74 proc. organizacji będących na „zapobiegającym” poziomie dojrzałości pobiera dane z urządzeń składających się na ekosystem Internetu rzeczy – w porównaniu z 59 proc. organizacji „reaktywnych”. 77 proc. wszystkich firm przyznało, że Internet rzeczy ma kluczowe znaczenie w efektywnym prowadzeniu infrastruktury IT.
Gromadzenie odpowiednich operacyjnych danych IT, wyciąganie z nich właściwych wniosków oraz pełne wykorzystanie możliwości automatyzacji w całej infrastrukturze daje firmom szansę na wyróżnienie się spośród innych. Szefowie IT powinni teraz skupić się na innowacji.
„W przyszłości to właśnie jakość posiadanych danych, algorytmy umożliwiające ich analizę oraz fakt zatrudnienia specjalisty na stanowisku Chief Data Officer zadecydują o sukcesie firm” – tłumaczy Zeus Kerravala z firmy ZK Research.
Z analiz Polskiej Rady Centrów Handlowych (PRCH) i firmy doradczej EY wynika, że polskie sieci handlowe są jednymi z kluczowych najemców galerii i z powodzeniem konkurują z zagranicznymi markami.
Od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej polski przemysł odzieżowo-obuwniczy, znajdujący się wcześniej w głębokim kryzysie, przeszedł szereg pozytywnych zmian i jest obecnie jednym z najprężniejszych sektorów gospodarki.
Radosław Knap, Dyrektor Generalny Polskiej Rady Centrów Handlowych
„Dynamicznie rozwijające się polskie sieci handlowe stanowią bardzo ważne ogniwo funkcjonowania centrów handlowych i z powodzeniem konkurują o klientów z markami międzynarodowymi. Ponadto szereg z nich odnosi sukcesy na rynkach zagranicznych” mówi Radosław Knap, Dyrektor Generalny Polskiej Rady Centrów Handlowych.
Oprócz dużej ilości średnich i małych przedsiębiorstw działających w tej branży, 22 spółki notowane są na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Największym graczem sektora na giełdzie jest Grupa LPP S.A. (właściciel takich marek jak: Reserved, Cropp, House, Mohito, Sinsay i Tallinder), której wartość jednej akcji od momentu debiutu na giełdzie w 2001 roku wzrosła o 19 285%. Grupa posiada już niemal 1800 sklepów w 20 krajach, a zyski spółki systematycznie rosną.
Bardzo dynamicznie rozwija się także grupa OTCF. W swoim porftolio OTCF posiada marki 4F, 4F Junior, Outhorn oraz Everhill. Kolejną rodzimą spółką, która także z powodzeniem konkuruje z zagranicznymi markami i jest ważnym, a także pożądanym najemcą dla właścicieli centrów handlowych, jest CCC S.A. Spółka posiada prawie 100 salonów w 16 krajach.
„Pod względem liczby i wielkości sklepów w Polsce, najwięksi gracze tacy jak LPP czy CCC nie ustępują zagranicznym sieciom, takim jak H&M czy marki Grupy Inditex (np. Zara, Bershka, Stradivarius, Massimo Dutti). Oprócz tego są uważane za równie ważne „kotwice”, co inne znane marki zagraniczne. Jako Polska Rada Centrów Handlowych staramy się tworzyć przestrzeń do promocji rodzimych marek podczas takich wydarzeń jak Targi ReDI, gdzie spotykają się wynajmujący i najemcy powierzchni w galeriach” tłumaczy Radosław Knap.
Oprócz wymienionych firm, istnieje wiele polskich marek modowych, które stanowią podstawę doboru najemców dla małych i średnich lokali w centrach handlowych. Moda męska jest silnie reprezentowana przez Bytom, Wólczankę, Próchnik, Lancerto, Recman oraz Lavard, a sektor mody kobiecej to marki takie jak: Simple, Pretty One, Monnari, Solar, Green Point oraz Taranko. Big Star, Diverse, Tatuum czy Medicine to obecnie silne polskie marki mody młodzieżowej.
Wśród najemców sektora biżuterii, akcesoriów oraz wyrobów skórzanych wymienić można: W.Kruk, Apart, Ochnik, Wittchen. Oprócz marki CCC, która jest niezaprzeczalnym liderem w sektorze obuwniczym, na rynku funkcjonuje wiele podmiotów polskich, których obecność w centrach handlowych, pozwala na zapewnienie klientom zróżnicowanej oferty. Wśród nich wiodącymi najemcami są: Ryłko, Gino Rossi, Wojas, Prima Moda, Venezia, Badura czy Kazar.
Segment mebli i wyposażenia wnętrz ma również swoją polską reprezentację, do której należą sieci tj. Agata Meble, Black Red White, Abra Meble, Meble VOX, Home & You. Również w branży elektronicznej i AGD wcale nietrudno znaleźć polskiego sprzedawcę. Większość sieci handlowych należy do polskich właścicieli i inwestorów – m.in. RTV Euro AGD, Media Expert, Neonet czy wywodzący się z handlu sprzętem komputerowym Komputronik, dziś oferujący również sprzęt AGD.
W dzisiejszych czasach większość osób korzysta z Internetu głównie na urządzeniach mobilnych, a najchętniej eksplorowanym rodzajem treści jest wideo. To właśnie ono zrewolucjonizowało w ostatnich latach światowe rynki digital marketingu. Jak pośród natłoku informacji sprawić, aby to nasz przekaz zainteresował odbiorców? Jakie rozwiązania warto wykorzystać w swojej strategii w 2019 roku?
Andrzej Goleta, Digital Marketing Manager sieci reklamowej Adexon
Filmy to jedne z najbardziej angażujących treści online. Planując działania, należy jednak pamiętać, że trendy bardzo szybko się zmieniają, dlatego to co było popularne w danym roku, w kolejnym może być już tylko wspomnieniem. Aby prowadzić sprawne i przynoszące efekty działania, należy nieustannie obserwować zmieniające się środowisko i szybko reagować na pojawiające się nowości. Czas więc, aby dowiedzieć się, jakie trendy będą królowały w 2019 roku. Oto 3 rozwiązania, które na pewno pomogą markom osiągnąć sukces.
Vlogowanie dla biznesu
W ciągu ostatnich lat, vlogi zamieszczane w serwisie YouTube osiągnęły ogromny sukces. Większość z nich dotyczy codziennego życia czy też relacji z różnego rodzaju wydarzeń bądź podróży. Teraz także firmy zaczęły wykorzystywać ten rodzaj komunikacji z odbiorcami w swoich strategiach marketingowych. Przewiduje się, że w 2019 roku ta praktyka będzie zyskiwała coraz więcej zwolenników, a vlogi nie będą już tylko sposobem na dostarczanie rozrywki subskrybentom. Coraz więcej marek zaczyna zauważać, że vlogowanie jest szybkim i prostym sposobem na zwiększenie liczby odbiorców. Jest to także opcja niewymagająca zaawansowanej technologii. Wszystko co potrzebne jest do rozpoczęcia vlogowania to smartfon, odpowiednie oprogramowanie oraz profil w serwisie.
Wideo na żywo
Dzięki możliwościom prowadzenia transmisji na żywo na takich platformach jak Instagram, Facebook, YouTube czy Twitch, ten rodzaj komunikacji z klientem będzie jeszcze silniej rozwijać się w 2019 roku. Według raportu Facebooka, dzienny czas oglądania transmisji na żywo na tej platformie wzrósł aż czterokrotnie w ciągu ostatniego roku.
Live stream pozwala firmom na bezpośredni kontakt z klientem, przez co budowane jest wzajemne zaufanie. Daje również możliwość komentowania i zadawania pytań w czasie rzeczywistym. Natomiast wykorzystanie personalizacji w tego typu przekazie zachęca widzów do większego zaangażowania oraz pozostania z marką na dłużej. Firmy wykorzystują wideo na żywo w różnych celach: do promowania nowych produktów, prowadzenia seminariów online, przeprowadzania wywiadów, zdawania relacji z wydarzeń czy też organizowania Q&A. Jest to bardzo prosty i darmowy sposób na zwiększenie świadomości marki oraz budowanie relacji z odbiorcami.
Wideo 360°
Już od pierwszych chwil wprowadzenia na rynek wideo 360°, zarówno marki, jak i klienci dostrzegli bardzo duży potencjał tej formy przekazu. Wyjątkowe, interaktywne obrazy, dające możliwość ulepszania doświadczeń klientów sprawiły, że technologia 360° zaczęła zdobywać coraz większą popularność. Przyczyniły się do tego także możliwość umieszczania takich filmów na Facebooku czy YouTube oraz pojawianie się coraz to nowych technologii i oprogramowań do edycji i dystrybucji wideo 360°.
Zaletą tego rozwiązania jest też fakt, że tworzenie filmów VR nie jest tak trudne, jak mogłoby się wydawać. Wystarczy dobrej jakości aparat fotograficzny lub kamera GoPro oraz odpowiednie oprogramowanie do edycji. To wszystko czego potrzebujemy do tego, aby konsument mógł jeszcze dokładniej przyjrzeć się oferowanym przez nas produktom i usługom.
Kiedy już wiemy, po jakie narzędzia i formaty sięgać, wystarczy tylko dobrze przemyślana strategia, która dzięki możliwościom, jakie daje wideo na pewno pozwoli osiągnąć zakładane cele. Dzięki pojawiającym się stale nowym technologiom, wideo marketing stał się jeszcze lepiej dopasowany do potrzeb zarówno marketerów, jak i konsumentów. Możliwości wideo 360°, live stream czy vlogowania sprawiają, że nie może zabraknąć ich w strategii na 2019 rok.
Autor: Andrzej Goleta, Digital Marketing Manager sieci reklamowej Adexon
Ponad pół roku od rozpoczęcia stosowania RODO, czyli Ogólnego Rozporządzenia o Ochronie Danych, 58 proc. konsumentów przyznaje, że nowa regulacja wymogła na nich większą ostrożność w dzieleniu się danymi osobowymi z organizacjami. Z kolei prawie połowa firm deklaruje, że dokonała znaczących inwestycji związanych z dostosowywaniem działalności do wymogów RODO. Wyniki badania firmy doradczej Deloitte „A new era for privacy. GDPR six months on” pokazują także, że w zakresie ochrony danych osobowych istotne znaczenie miało zwiększenie zasięgu obowiązywania rozporządzenia. Kwestia bezpieczeństwa danych osobowych jest kluczowa zarówno dla konsumentów oraz firm z Unii Europejskiej, jak i spoza jej terytorium.
Deloitte przeprowadził badanie wśród konsumentów i firm z jedenastu krajów sprawdzając jak zmieniło się podejście do prywatności po 25 maja 2018 roku. Jedną z najistotniejszych zmian związanych z RODO jest zwiększenie terytorialnego zasięgu jego stosowania: RODO w większym stopniu objęło organizacje spoza Unii Europejskiej przetwarzające dane osób z UE. – W odniesieniu do przedsiębiorców spoza UE (czy nawet szerzej – spoza Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG)) wcześniejsze przepisy opierały się na kryterium lokalizacji urządzeń służących do przetwarzania danych osobowych. Oznacza to, że np. prawo polskie i przewidziana w nim ochrona miały zastosowanie dopiero w sytuacji, gdy spółka spoza EOG wykorzystywała do przetwarzania danych osobowych środki zlokalizowane w Polsce. Nowe przepisy wprowadziły w tym zakresie zmianę: kluczowe znaczenie ma to, czy przetwarzanie danych osobowych wiąże się z oferowaniem przez podmioty spoza EOG towarów lub usług osobom z Unii bądź z monitorowaniem zachowania tych osób (np. obserwowaniem ich aktywności w Internecie), a nie to gdzie znajdują się urządzenia do przetwarzania danych. Powyższe rozwiązanie to także wyjście naprzeciw wyzwaniom związanym z globalizacją i cyfryzacją procesów przetwarzania – mówi Ewelina Witek, adwokat, Senior Managing Associate, Deloitte Legal.
Po pierwsze zaufanie
Badanie Deloitte dowodzi, że podstawą zaufania konsumentów jest etyczne wykorzystywanie przez firmy informacji na ich temat. Przyznaje to aż 69 proc. respondentów. – Transparentność przetwarzania danych wpływa pozytywnie na chęć dzielenia się nimi przez osoby, których dane dotyczą. Są one także mniej skłonne do wystąpienia z roszczeniem lub do zmiany dostawcy produktów i usług, któremu ufają, nawet w przypadku, gdy doszło do naruszenia reguł określonych w RODO. Prawie połowa badanych uważa, że rozporządzenie pozytywnie wpłynęło na ochronę i etyczne wykorzystanie ich danych przez organizacje – mówi Jan Jarmul, radca prawny, Partner, Deloitte Legal. Podobne odczucia mają mieszkańcy zarówno Unii Europejskiej, jak i respondenci spoza jej terytorium, choć najwyższe wyniki uzyskali mieszkańcy Stanów Zjednoczonych (56 proc.) i Australii (54 proc.).
Konsumenci z Unii Europejskiej są zdecydowanie bardziej sceptycznie nastawieni do zamiarów organizacji w zakresie ochrony danych osobowych. 19 proc. z nich uważa, że firmy nie dbają o ich prywatność, podczas gdy podobnie na to pytanie odpowiedziało tylko 7 proc. respondentów spoza UE. Najbardziej krytyczni byli mieszkańcy Holandii, Francji i Niemiec. – Te różnice może tłumaczyć liczba kampanii dotyczących ochrony danych osobowych, które były prowadzone w Europie w ciągu ostatniego roku. Lepiej poinformowany konsument staje się bardziej sceptyczny – mówi Ewelina Witek.
Wiedza a działania i obawy
Wyniki badania przeprowadzonego przez Deloitte świadczą o wysokim poziomie wiedzy ankietowanych na temat ochrony danych osobowych. 78 proc. z nich jest świadomych kluczowych praw, większość to konsumenci z krajów UE, a ponad połowa uważa, że informacje dotyczące wykorzystywania ich danych stały się bardziej zrozumiałe.
Zwiększenie świadomości konsumentów nie do końca przełożyło się jeszcze na zmianę ich nawyków czy działań. W sumie 32 proc. respondentów Deloitte przyznało, że nadal nie czyta klauzul informacyjnych oraz polityk prywatności, przy czym wskaźnik ten jest wyższy w krajach UE niż poza nią (34 proc. do 28 proc.). Bez względu na różnice geograficzne 41 proc. respondentów przyznaje natomiast, że od maja ubiegłego roku więcej uwagi poświęca oświadczeniom dotyczącym prywatności. Z kolei 15 proc. zwraca większą uwagę na ich treść, gdy pochodzą od organizacji, których nie znają lub którym nie ufają. – Konsumenci zaczynają rozumieć wartość swoich danych i chętniej dzielą się nimi, jeśli otrzymują coś w zamian, np. zniżki. Z naszej ankiety wynika, że 60 proc. konsumentów chce udostępnić informacje o sobie dla wymiernych korzyści, takich jak np. rabaty. – mówi Rafał Żukowski, Starszy Menedżer, Dział Zarządzania Ryzykiem, Deloitte.
Większa świadomość to także większe obawy: 73 proc. ankietowanych niepokoi się o niewłaściwe wykorzystanie swoich danych. Kolejne 70 proc. przyznało, że nadmierne gromadzenie informacji wpływa na poziom ich zaufania do organizacji. Aż 68 proc. respondentów obawia się udostępnienia przez firmy ich danych innym podmiotom, co utrudnia kontrolę nad informacjami. Podobna grupa respondentów (65 proc.) skarży się na nadmierne wykorzystywanie tzw. ciasteczek (cookies) przez organizacje.
Wpływ RODO na organizacje
Prawie połowa badanych organizacji (48 proc.) zainwestowała znaczące środki w programy związane z zapewnianiem zgodności z RODO, zwłaszcza w obszarze nowych technologii. Zdecydowana większość ankietowanych dostrzega jednak potrzebę kolejnych inwestycji w celu utrzymania wprowadzonych zmian. Jedynie 15 proc. organizacji, które zainwestowały znaczne środki uważa, że były one wystarczające do zapewnienia zgodności z unijnym rozporządzeniem. – By spełnić wymogi, jakie nakłada unijna regulacja, 70 proc. zapytanych respondentów zwiększyło liczbę pracowników zaangażowanych w jej przestrzeganie, z czego aż 36 proc. odnotowało ich znaczący wzrost. Co ciekawe, 7 proc. firm zmniejszyło liczbę zatrudnionych. Interesujące jest to, że na żadną z tych statystyk nie miało wpływu położenie geograficzne. Obrazuje to globalny wpływ, jaki miało RODO – zauważa Jan Jarmul.
Najwięcej, bo aż 99 proc. indyjskich przedsiębiorstw wyznaczyło Inspektora Ochrony Danych (DPO – Data Protection Officer), najmniejszy wynik w tym zakresie osiągnęła Australia – 74 proc. Zważywszy na to, że powołanie DPO nie jest obowiązkowe dla wszystkich organizacji, jego zatrudnienie podkreśla wagę jaką organizacje przywiązują do ochrony prywatności.
Lista rzeczy do zrobienia
Aż 92 proc. badanych firm z obszaru UE i niemal tyle samo spoza niej twierdzi, że są w stanie sprostać wymogom RODO w dłuższej perspektywie, jednak już dziś muszą podołać wyzwaniom jakie stawia przed nimi unijne rozporządzenie. – Większa świadomość konsumentów w zakresie przysługujących im praw i sposobów wykorzystywania ich danych będzie dla organizacji szansą na wyróżnienie się w tym zakresie. 17 proc. respondentów twierdzi, że przestaliby korzystać z usług firmy w przypadku naruszenia ich prywatności. Aż dla 70 proc. stanowi to problem, który wpływa na poziom ich zaufania do organizacji. Należy się spodziewać, że firmy, które wykażą się skutecznością ochrony danych, zdobędą zaangażowanych i lojalnych konsumentów – dodaje Rafał Żukowski.
Inwestorzy ze Stanów Zjednoczonych zainwestowali aż 1,7 mld euro w polski rynek nieruchomości w 2018 r. Kapitał z USA stanowił jedną czwartą wszystkich funduszy ulokowanych w minionym roku. Zauważalna była także większa aktywność kapitału z RPA i Azji, które stanowiły odpowiednio 15% i 14% wszystkich kwot – wynika z najnowszego raportu CBRE „Market View: Polski rynek inwestycyjny w 2018”. Miniony rok zostawił po sobie rekordową wartość inwestycji na rynku nieruchomości komercyjnych w XXI w. – przekroczyła najwyższy dotąd wynik z 2006 roku i wyniosła około 7,2 mld euro.
– Na rynku jest dużo środków finansowych, rosną ceny i zmniejsza się podaż – na tym zyskuje Europa Środkowo-Wschodnia. W Polsce w minionym roku panowały warunki sprzyjające inwestycjom – wysoki wzrost gospodarczy, popyt konsumpcyjny, niskie stopy procentowe. Obserwowaliśmy także intensywny rozwój sektora BPO/SSC, e-commerce i hotelowego. To wszystko wpłynęło na zainteresowanie naszym rynkiem nieruchomości wśród inwestorów zza granicy i w znacznym stopniu przyczyniło się do rekordowo wysokiej wartości inwestycji w 2018 r. – mówi Sean Doyle Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych w CBRE.
Polska błyszczy na mapie
Ważnym elementem zeszłorocznego rekordu inwestycyjnego na polskim rynku nieruchomości był kapitał płynący ze Stanów Zjednoczonych, RPA i Azji. Inwestorzy z tych obszarów ulokowali w Polsce odpowiednio 1,7 mld, 1,1 mld i 1,0 mld euro. Wysokość kwot z USA potroiła się w porównaniu do 2017 r., a z RPA wzrosła o 14%. Mimo to na polskim rynku nieruchomości wciąż najbardziej aktywny pozostaje kapitał z Europy Zachodniej. Inwestorzy z tego regionu pozostawili 2,9 mld euro, co obejmuje aż 40% wszystkich wydanych kwot. To o około dwie trzecie więcej, niż rok wcześniej.
Kwota, która nawet nie śniła się ekspertom
Jak wskazuje raport CBRE „Market View: Polski rynek inwestycyjny w 2018” wartość wszystkich inwestycji w nieruchomości w minionym roku wyniosła aż 7,2 mld euro – to wzrost o 45% w stosunku do 2017 r. (5,0 mld euro). Tak duży wynik nie pojawiał się nawet w najbardziej śmiałych prognozach, a jego ostateczny kształt ważył się w ostatnich tygodniach roku – to wtedy finalizowano inwestycje, które znacząco wpłynęły na ostateczną kwotę.
Najwięcej zainwestowano w biura – 2,7 mld euro (38%). Tradycyjnie zainteresowaniem inwestorów cieszyła się Warszawa, w której miało miejsce 67% wszystkich transakcji. Na drugim miejscu znalazł się sektor handlowy 2,5 mld euro (35%), który dowiódł swojej atrakcyjności dla inwestorów pomimo dużego nasycenia. Ważną zmianą na rynku jest zaangażowanie w obiekty zlokalizowane na warszawskim „high streecie” – takie jak Wars Sawa Junior czy Cedet. Na podium jest także rynek magazynowy, którego wolumen zwiększył się o 100% w minionym roku – wartość inwestycji wyniosła 1,8 mld euro. Z kolei poza podium znalazł się rynek hotelowy, z zainwestowanymi 119 mln euro. Można jednak prognozować, że hotele nadrobią ten wynik w 2019 r. – powstało wiele nowych obiektów, które wkrótce będą przedmiotami transakcji.
A w 2019… kolejny rekord?
Eksperci CBRE prognozują, że w 2019 r. Polska pozostanie atrakcyjną alternatywą dla krajów Europy Zachodniej. Tam jest dużo drożej i wejście do naszego kraju bardziej opłaca się inwestorom. Nasz rynek oferuje produkty wysokiej jakości, o dobrej specyfikacji technicznej, a dużo niższej cenie, co jest gwarancją wyższego zysku niż na przykład w Berlinie, Dublinie czy Madrycie.
– Patrząc na ilość kapitału dostępnego na rynku, toczące się transakcje, globalny sentyment inwestycyjny i dobre prognozy gospodarcze dla Polski, 2019 może okazać się również mocny, z licznymi transakcjami. Jednak jest jeszcze za wcześnie, żeby mówić, czy padnie nowy rekord. Interesariusze powinni zachować czujność i cały czas zwiększać atrakcyjność produktów, gdyż inwestorzy coraz częściej pytają o Czechy, Węgry czy Chorwację – podsumowuje Sean Doyle.
Zgodnie z wydaną 22 listopada 2018 r. przez Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej interpretacją indywidualną wartość kuponów żywieniowych dla pracowników stanowi dla nich przychód. Pracodawca, który je wydaje, nie kontrolując, na jakie posiłki lub artykuły spożywcze są przez pracowników przeznaczane, nie może skorzystać z przewidzianego w art. 21 ust. 1 pkt 11b ustawy o PIT zwolnienia w podatku dochodowym od osób fizycznych (0115-KDIT2-2.4011.361.2018.2.HD).
Ustawowy obowiązek pracodawcy
Z wnioskiem o wydanie interpretacji prawa podatkowego wystąpiła do fiskusa spółka z o.o., która zatrudnia pracowników wykonujących pracę fizyczną. Na mocy art. 232 Kodeksu pracy (Dz.U. 1974 nr 24, poz. 141) jako pracodawca zobowiązana jest zapewnić takim pracownikom napoje i posiłki profilaktyczne. Wydane na podstawie tego przepisu rozporządzenie Rady Ministrów z 28 maja 1996 r. (Dz.U. 1996 nr 60 poz. 279) precyzuje wymagania, jakie te posiłki i napoje powinny spełniać, a także warunki ich wydawania.
Spółka z przyczyn organizacyjnych, m.in. braku stołówki, nie ma warunków do spełniania ciążącego na niej obowiązku. Zgodnie jednak ze wspomnianym rozporządzeniem może zapewnić w czasie pracy korzystanie z takich posiłków w punktach gastronomicznych lub zapewnić warunki do przyrządzania posiłków przez pracownika we własnym zakresie z otrzymanych produktów (§ 2 ust. 2 Rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie profilaktycznych posiłków i napojów).
Kupony żywieniowe dla pracowników
Występująca z zapytaniem spółka była przekonana, że czynienie zadość ustawowym obowiązkom poprzez zakup kuponów żywieniowych dla pracowników, uprawniających wyłącznie do zakupu gotowych posiłków, jak i artykułów spożywczych, z których pracownik będzie mógł taki posiłek przygotować, będzie korzystać z ustanowionego w art. 21 ust. 1 pkt 11b ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych zwolnienia: „Wolne od podatku dochodowego są: wartość otrzymanych przez pracownika od pracodawcy bonów, talonów, kuponów lub innych dowodów uprawniających do uzyskania na ich podstawie posiłków, artykułów spożywczych lub napojów bezalkoholowych, w przypadku gdy pracodawca, mimo ciążącego na nim obowiązku wynikającego z przepisów o bezpieczeństwie i higienie pracy, nie ma możliwości wydania pracownikom posiłków, artykułów spożywczych lub napojów bezalkoholowych” (Dz.U. 1991 nr 80 poz. 350 ze zm.).
Spółka zaznaczyła, że kuponów nie będzie można wymienić na gotówkę ani zakupić za nie takich produktów jak artykuły przemysłowe, odzież, papierosy, alkohol czy paliwo. Przyznała również, że nie będzie ingerować w to, czy jakość zakupionych przez pracowników na podstawie kuponów artykułów spożywczych spełnia normy posiłków profilaktycznych.
Pracodawca musi sprawdzać, co je pracownik
Fiskus odmówił spółce prawa do skorzystania ze zwolnienia podatkowego. W dokonanej interpretacji obowiązku wynikającego z art. 232 Kodeksu pracy Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej stwierdził, że dla skorzystania ze zwolnienia, o którym mowa w art. 21 ust. 1 pkt 11b ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, konieczny jest nadzór pracodawcy nad właściwą realizacją kuponów żywnościowych przez pracowników. Zdaniem organu interpretacyjnego nie bez znaczenia dla spełnienia określonych w rozporządzeniu wymogów, jakie powinny spełniać posiłki i napoje profilaktyczne, jest pora ich wydawania.
„(…) stwierdzić należy, że w sytuacji, gdy pracodawca nie ma kontroli nad tym, jakie posiłki lub produkty spożywcze są kupowane przez pracownika i czy produkty te istotnie mają służyć przygotowaniu przez niego właściwego posiłku spełniającego normy określone w powołanym wyżej rozporządzeniu w sprawie profilaktycznych posiłków i napojów – brak jest możliwości zastosowania przewidzianego w art. 21 ust. 1 pkt 11b ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych zwolnienia przedmiotowego” (0115-KDIT2-2.4011.361.2018.2.HD).
Niedozwolona wykładnia rozszerzająca
Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 13 grudnia 2017 r. podzielił stanowisko Trybunału wyrażone w wyroku z 18 lipca 2013 r. (sygn. akt SK 18/09), zgodnie z którym: „Tym bardziej za niedopuszczalne uznać trzeba (…) rozszerzające stosowanie jednoznacznych przepisów podatkowych, gdyby miało to na celu zwiększenie obowiązków podatkowych” (sygn. akt SK 48/15). A za takie uznać należy pozbawienie podatnika przyznanego mu w drodze ustawy prawa do zmniejszenia zobowiązania podatkowego.
W orzecznictwie brak jest akceptacji dla stosowania wykładni rozszerzającej w sytuacji, gdy brzmienie przepisu jest jasne. Niedozwolone jest również samowolne stosowanie przez organy podatkowe odesłania do innych przepisów w celu wyjaśnienia normy prawnej. Między innymi w wyroku z 13 marca 2018 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach zawarł pouczenie, że „… organ interpretacyjny w sposób nieuzasadniony pominął językowe brzmienie art. (…) i zastosował wykładnię systemową zewnętrzną, odwołując się do art. (…) pomimo braku takiego odesłania w ustawie podatkowej” (sygn. akt I SA/Gl 1267/17).
Poza kompetencjami fiskusa
Art. 21 ust. 1 pkt 11b ustawy o PIT nie uzależnia możliwości skorzystania ze zwolnienia od spełnienia wymogów rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie profilaktycznych posiłków i napojów. Legitymację do tego daje bowiem sam fakt poniesienia przez podatnika nakładów na realizację ciążącego na nim obowiązku, wynikającego z przepisów o bhp. Z brzmienia art. 21 ust. 1 pkt 11b wynika jednoznacznie, że w przypadku braku po stronie podatnika możliwości spełnienia tych obowiązków, poprzez bezpośrednie wydanie posiłków i napojów profilaktycznych, może spełnić je zastępczo, przyznając pracownikom kupony żywnościowe. Celem regulacji jest zatem zrekompensowanie pracodawcy, poprzez przyznanie mu zwolnienia podatkowego, koniecznych wydatków poniesionych na realizację wymogów bhp. Nie ma tam słowa o konieczności dopilnowania przez pracodawcę właściwego wykorzystania przez pracowników postawionych im do dyspozycji kuponów. Stanie na straży realizacji takich obowiązków nie leży z pewnością w kompetencjach organów podatkowych. Zgodnie z art. 1 ustawy z dnia 13 kwietnia 2007 r. o Państwowej Inspekcji Pracy to „Państwowa Inspekcja Pracy jest organem powołanym do sprawowania nadzoru i kontroli przestrzegania prawa pracy, w szczególności przepisów i zasad bezpieczeństwa i higieny pracy…” (Dz.U. 2007 nr 89 poz. 589).
17 lutego 2012 r. inny organ podatkowy wyraźnie zaznaczył granice kompetencji organów w zakresie dokonywania oceny spełnienia przez podatnika przesłanek przyznania mu uprawnienia do skorzystania z przedmiotowego zwolnienia podatkowego: „(…) art. 21 ust. 1 pkt 11b) ustawy zwalnia z opodatkowania wartość otrzymanych przez pracownika od pracodawcy bonów, talonów, kuponów lub innych dowodów uprawniających do uzyskania na ich podstawie posiłków, artykułów spożywczych lub napojów bezalkoholowych, w przypadku gdy pracodawca, mimo ciążącego na nim obowiązku wynikającego z przepisów o bezpieczeństwie i higienie pracy, nie ma możliwości wydania pracownikom posiłków, artykułów spożywczych lub napojów bezalkoholowych. Natomiast sytuacje, w których pracownikom przysługują ww. świadczenia, regulowane są przez wskazane rozporządzenie, co w konsekwencji skutkuje tym, iż ocenie przez tutejszy organ nie może podlegać kwestia czy w przedstawionej we wniosku sytuacji pracodawca jest obowiązany zapewnić dodatkowy posiłek profilaktyczny” (interpretacja indywidualna Dyrektora Izby Skarbowej w Bydgoszczy, działającego w imieniu Ministra Finansów, sygn. ITPB2/415-1003/11/ENB).
W powyższej interpretacji organ wśród przesłanek uprawniających do skorzystania z przedmiotowego zwolnienia wymienia tylko:
istnienie po stronie podatnika obowiązku zapewnienia pracownikowi posiłku profilaktycznego oraz
wystąpienie przeszkody w postaci braku możliwości realizacji tego obowiązku przez wydanie pracownikowi przez pracodawcę profilaktycznych posiłków lub artykułów spożywczych, zastępczo niwelowanej poprzez przyznanie temu pracownikowi dokumentu/dowodu uprawniającego do uzyskania na jego podstawie posiłku profilaktycznego.
Zapewnić, a nie zmusić
W art. 232 ustawy Kodeks pracy zostało użyte sformułowanie: „Pracodawca jest obowiązany zapewnić pracownikom (…) odpowiednie posiłki i napoje…”. Nie ma więc słowa o obowiązku przymuszenia do skorzystania przez pracownika z udzielonego mu posiłku. Podążając bowiem tokiem rozumowania organu interpretacyjnego w niniejszej sprawie, pracodawca zobowiązany byłby stać nad pracownikiem podczas spożywania przez niego posiłku i dopilnować pełnej jego konsumpcji. Wszak w tym samym rozporządzeniu Rady Ministrów, w § 2 ust. 1 zawarto, że: „Posiłki powinny zawierać około 50-55% węglowodanów, 30-35% tłuszczów, 15% białek oraz posiadać wartość kaloryczną około 1000 kcal” (Dz.U. 1996 nr 60 poz. 279).
W wyroku z 27 kwietnia 2010 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku stwierdził: „Niedopuszczalna jest zatem wykładnia rozszerzająca, powodująca poszerzenie zakresu stosowania danego przepisu prawa podatkowego, który jest podstawą ustanowienia przywileju podatkowego” (sygn. akt I SA/Gd 99/10). Można więc zadać pytanie, czy dopuszczalna jest wykładnia rozszerzająca, która ma na celu taki przywilej odebrać?
Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.
Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI
Bitcoin – po historycznych wzrostach i rekordowym popycie, znacząco przeważającym nad podażą na przestrzeni 2017/2018 roku, musiał odnotować spadki. Odrealniona wręcz wycena najstarszej z kryptowalut pozostawała bowiem w okresie diametralnych wzrostów niewspółmierna do rzeczywistej wartości BTC. To też właśnie przyczyniło się do znacznego spadku Bitcoina w 2018 roku. W tym okresie kurs BTC zanotował ponad 84 proc. zniżkę, z poziomu sięgającego niemal 19700 USD w okolice 3100 USD. Generalnie rok 2018 okazał się krytyczny dla całego rynku kryptowalut, na którym bez wątpienia dominuje Bitcoin.
Według ekspertów Aforti Exchange, BTC powtórzy w 2019 roku scenariusz
z poprzedniego roku. Tym samym, w perspektywie długookresowej BITCOIN:
będzie chylić się ku dalszym spadkom – nawet do poziomu 1779-2457 USD – utrzymując dotychczasowy trend
niska wycena wpłynie z kolei na wzrost popytu, odbijając okresowo wzrost wartości BTC
BITCOIN – w 2019 roku dominować będzie scenariusz spadkowy
Zgodnie z przewidywaniami analityków Aforti Exchange, kolejne miesiące przynoszą spadki BTC w kierunku 3000 USD. Biorąc pod uwagę układ techniczny, silnym oporem dla rynku jest poziom 5100 USD i dopóki nie dojdzie do trwałego powrotu powyżej tego poziomu, celem będzie strefa 1779 – 2457 USD.
Ponadto widać, że próby stabilizacji w okolicach 4000 USD nie przynoszą zdecydowanych prób wzrostowych, przez co scenariusz spadkowy pozostaje dominujący.
Dodatkowo, układ kolejnych fal korekcyjnych sprzyjać będzie ruchowi w kierunku poziomu 1779 USD, gdzie powinny znaleźć się pierwsze poważniejsze zlecenia kupna, mogące okresowo podbijać wartość jednej z najpopularniejszych kryptowalut.
Co istotne – inwestorzy posiadający Bitcoina co najmniej od sierpnia 2017 roku, w dalszym ciągu odnotowują znaczący wzrost posiadanych aktywów.
Źródło: Aforti Exchange – notowania BTC w układzie kwartalnym
Za nami cicha doba na rynkach finansowych, gdzie entuzjazm i apetyt na ryzyko odpuszczają przy braku świeżych impulsów. Zastrzykiem optymizmu mogłoby być zakończenie government shutdown w USA, a presja na politykach narasta. Premier Wielkiej Brytanii wygrała głosowanie nad wotum nieufności i ma czas do poniedziałku na przedstawienie planu B. Funt czeka.
Dziś z kalendarza publikacji danych makro znika kolejna pozycja w związku z trwającym government shutdown. Po wczorajszej dziurze pozostałe po raporcie o sprzedaży detalicznej dziś nie otrzymamy danych z rynku budowlanego. Dane o sprzedaży detalicznej były pierwszym kluczowym raportem, którego nie otrzymaliśmy, a który szczególnie teraz jest ważny dla oceny kondycji gospodarki USA. Czy to dla określenia kierunku dla Wall Street, czy dla dostarczenia informacji dla Fed. Mnożyć zaczynają się pytania, jak bardzo paraliż administracji będzie szkodliwy dla gospodarki? Doradca ekonomiczny Białego Domu szacuje, że każdy tydzień government shutdown obniża wzrost gospodarczy o 0,13 pkt. proc. Presja na zażegnanie sporu między prezydentem Trumpem i Demokratami narasta, szczególnie po tym, jak w zeszły piątek po raz pierwszy pracownikom publicznym nie wypłacono pensji, a poniedziałek wstrzymane zostały wypłaty subwencji dla rolników. Sprawa government shutdown przestała być tylko polem politycznej gry, ale zaczyna uderzać w zwykłych Amerykanów, co żadnej ze stron nie pomoże zyskać przychylności. Sądzę, że na dniach powinniśmy otrzymać jakąś formę porozumienia. Najprostsze wydaje się ogłoszenie stanu wyjątkowego, co przerzuci ciężar finansowania muru na granicy z Meksykiem na budżet Departamentu Obrony, choć prawdopodobnie Demokraci będą szukać w sądzie nielegalności tego działania. Jednak ważniejsze będzie, że przyniesie to szybkie zatwierdzenie finansowania rządowego. Prezydent Trump ostatnio odcinał się od pomysłu wprowadzenia stanu wyjątkowego, ale jego zdanie często się zmienia. Trump lubi szybkie rozwiązania i prezentowanie swoich sukcesów. Wielotygodniowa batalia polityczna nie jest w jego stylu, a w szczególności nie będzie mu się podobać, jeśli zacznie ciążyć na sentymencie na Wall Street. „Wielka wygrana” Trumpa (tak zapewne by ją określił) będzie też wygraną dla apetytu na ryzyko.
Premier Wielkiej Brytanii Theresa May przetrwała głosowanie nad wotum nieufności z poparciem 325 posłów Izby Gmin. Przeciw było 306. Wynik był zgodny z oczekiwaniami i po funcie nie było widać większej reakcji. Teraz May zamierza przeprowadzić międzypartyjne rozmowy, by poszukać rozwiązania, które zadowoli największą rzesze i będzie mieć szanse zatwierdzenia w parlamencie. Rezultaty tych rozmów mają być zaprezentowane w poniedziałek, więc do tego czasu rynek ma wolną rękę w kształtowaniu przewidywań, co dalej z brexitem? Szukanie kompromisu daje nadzieję, że rozwód UE bez uzgodnionego porozumienia staje się bardzo mało prawdopodobny i albo zmierzamy w stronę łagodnego brexitu w formie unii celnej, albo całkowitego porzucenia pomysłu (z poprzedzającym drugim referendum). W tym kontekście funt zdaje się niedowartościowany, a na rynku opcyjnym widać oznaki, że inwestorzy rezygnują z agresywnego zabezpieczania się przed wyprzedażą funta, a zaczynają przebierać w instrumentach nastawiony na dynamiczne wzrosty. Z kolei koszt zakupu opcji na wzrost GBP/USD w ciągu miesiąca jest najwyższy od siedmiu miesięcy. Rynek też zaczyna zakładać odsunięcie daty brexitu z pierwotnego terminu 29 marca. Trzymiesięczna (czyli obejmująca marcową datę brexitu) zmienność implikowana GBP/USD jest najniższa od dwóch miesięcy, co oznacza, że rynek spodziewa się mniejszych wahań kursu funta w tym okresie. Teraz jednak do poniedziałku mamy chwilę oddechu i wyczekiwania, co wcale nie musi być korzystne dla GBP. Pieniądz musi pracować a cisza skłania do realizacji zysków. Trzeba pozostawać czujnym.
Na ponad dwa miesiące przed datą wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej wciąż nieznany jest jego scenariusz – czy kraj ten czeka tzw. twardy brexit, czy uda się jednak wypracować konsensus, od którego brytyjscy parlamentarzyści wydają się być bardzo dalecy. Niepewność ta powoduje wahania funta i ogranicza eksport do tego ważnego dla Polski partnera handlowego. W razie braku umowy polskie firmy ucierpią jeszcze bardziej.
Przegrana rządu w głosowaniu nad politycznym zatwierdzeniem podpisanego w dniu 25 listopada porozumienia unijno-brytyjskiego na temat brexitu nie była zaskoczeniem, choć komentatorzy podkreślają, że skala tej porażki urzędującego premiera była największa w historii liczącego ponad dwa wieki brytyjskiego parlamentaryzmu. Ponad dwie trzecie posłów, w tym 118 z ugrupowania brytyjskiej premier, opowiedziało się przeciwko projektowi (432 versus 202 za). Jednak rząd w środę wieczorem zdołał przetrwać wotum nieufności, o które zawnioskował od razu po pierwszym głosowaniu lider Partii Pracy Jeremy Corbyn. Przewaga była jednak nieznaczna (19 głosów, 325 do 306).
– Trzeba uwzględnić to, że w mocy pozostaje ustawa przyjęta przez parlament brytyjski ostatecznie w czerwcu ub.r., która determinuje, że Wielka Brytania wychodzi z UE – z porozumieniem lub bez niego – 29 marca – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Przemysław Biskup, analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
Termin ten może ulec przesunięciu, ale konieczne są do tego określone warunki proceduralne, które – według eksperta PISM – będą trudne do spełnienia.
– Po pierwsze, po stronie brytyjskiej musi zostać uchwalona ustawa, która zmieni ustawowy termin wyjścia z UE, który obowiązuje od czerwca ub. r. Po drugie, rząd brytyjski musi postarać się o akceptację wniosku o przedłużenie negocjacji przez 27 państw UE – wyjaśnia dr Przemysław Biskup.
Jak wynika z wypowiedzi europejskich przywódców, taka zgoda jest możliwa, ale wyłącznie w celu realizacji konkretnego programu działań, czyli np. przeprowadzenia wyborów, referendum czy dokończenia procesu legislacyjnego. Na razie, mimo wiszącego nad głową i od dawna znanego terminu rozstania Unii i Wielkiej Brytanii, takiego programu nie udało się uzgodnić. A eksperci są zgodni co do tego, że brak porozumienia odbije się na wyspiarskim kraju mocniej niż na Wspólnocie.
– Myślę, że na razie wciąż istnieje szansa na uniknięcie brexitu bez porozumienia, czyli tzw. twardego brexitu, natomiast te szanse systematycznie maleją – ocenia dr Przemysław Biskup. – Pozostało nieco ponad 70 dni do daty zapadalności brexitu, w tym nieco ponad 40 dni roboczych, a to oznacza, że każde dowolne działanie, które trzeba w tym celu zrealizować, praktycznie wiąże się z koniecznością uchwalenia po stronie brytyjskiej ustaw. Jest to bardzo trudne do skoordynowania i wymaga maksymalnego skupienia woli po stronie brytyjskiej. Głosowanie nad porozumieniem w Izbie Gmin pokazało, że takiej wizji, która by jednoczyła wszystkich posłów, na razie nie ma.
Twardy brexit oznacza prawdopodobnie wprowadzenie ceł po obu stronach kanału La Manche, co sprawiłoby, że dla wielu firm eksport i import stałby się nieopłacalny. Jest to bardzo istotne dla polskich przedsiębiorców. Wielka Brytania jest bowiem trzecim (z bardzo niewielką stratą do Czech) partnerem eksportowym naszego kraju. Od stycznia do listopada 2018 roku wartość wysłanych tam towarów sięgnęła 12,7 mld euro, co odpowiadało 6,2 proc. całego eksportu. Import był ponad dwa razy niższy (5 mld euro, 2,4 proc., 10. miejsce). Przed decyzją o brexicie, w analogicznym okresie 2015 roku do Wielkiej Brytanii wysyłaliśmy 6,7 proc. eksportu, a kraj ten zajmował drugie miejsce na liście odbiorców polskich produktów. Nominalnie nastąpił wzrost, ale wolniejszy niż w wypadku innych krajów.
– Próbowaliśmy szacować skalę wpływu brexitu przez kanał handlowy, czyli przez to, ile eksportujemy do Wielkiej Brytanii – mówi Marcin Mrowiec, główny ekonomista Banku Pekao SA. – Nasze szacunki mówią, że to jest około 0,1-0,2 proc. całego naszego PKB, więc to są dosyć znaczące liczby, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że mówimy o dosyć odległym kraju i o wpływie tylko jednej sytuacji na cały wzrost gospodarczy.
Wymieniona przez ekonomistę suma oznacza przedział od 2 do 4 mld zł przy 54 mld zł eksportu i 21,4 mld zł importu (I-XI 2018).
Jak podkreśla Marcin Mrowiec, cała ta sytuacja polityczna przekłada się na dużą niepewność na rynkach finansowych.
– Prawdopodobnie czeka nas bardzo duża zmienność notowań funta. Natomiast wyjąwszy scenariusze najczarniejsze, czyli wyjście bez żadnej umowy, duża część tego, co się miało wydarzyć, prawdopodobnie już jest w cenach – mówi główny ekonomista Banku Pekao SA.
Podkreśla on jednak, że wciąż liczy na wypracowanie jakiegoś kompromisu, bo jego brak byłby gospodarczym ciosem dla brytyjskiej gospodarki.
– W kolejnych tygodniach czeka nas prawdopodobnie jakaś forma ucierania nowego kompromisu, porozumienia, dlatego że prawdopodobnie większość zdaje sobie sprawę, że wyjście Wielkiej Brytanii z UE bez porozumienia byłoby bardzo dużą katastrofą gospodarczą i prawdopodobnie nie będą chcieli do tego dopuścić – mówi Marcin Mrowiec.
Krótszy okres oczekiwania na zwrot nadpłaty podatku, możliwość wspólnego rozliczenia z małżonkiem nawet po terminie, wyższe kwoty wolne od podatku – to tylko niektóre zmiany w sposobie rozliczania podatku dochodowego za 2018 rok. Główną zmianą jest to, że osoby składające PIT-37 i PIT-38 będą mogły skorzystać z gotowego formularza, który wypełni za nich urzędnik skarbowy. Ułatwienia czekają także osoby, które prowadzą działalność gospodarczą, dorabiając niewielkie kwoty.
– Osoby, które dotychczas rozliczały się na formularzach PIT-37 i PIT-38, czyli w zasadzie pracownicy najemni oraz osoby żyjące z tzw. kapitałów pieniężnych, mogą zapomnieć o składaniu zeznania rocznego za 2018 rok. To administracja skarbowa przygotuje za nich ich rozliczenie roczne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Baran, wspólnik w Kancelarii Baran i Pluta. – Jest oczywiście możliwość dokonania korekty w zeznaniach, np. dodania odpowiednich ulg, o których fiskus może nie wiedzieć. Możemy również np. zmienić organizację pożytku publicznego, której chcemy przekazać 1 proc. podatku czy swój numer konta bankowego do zwrotu ewentualnej nadpłaty.
W 2018 roku 11,4 mln osób rozliczyło się z fiskusem przez internet. To zdecydowana większość pracujących Polaków. Zainspirowało to fiskusa do wypełniania za podatników PIT-ów rocznych poprzez e-deklaracje. Po 15. lutego będą one dostępne do akceptacji bądź korekty, gdyby podatnik chciał odpisać np. ulgę na IKZE czy nowo narodzone dziecko. Im wcześniej podatnik tego dokona, tym szybciej otrzyma zwrot z podatku. Od zeznań złożonych elektronicznie urząd skarbowy będzie miał na to połowę tego czasu, co dotychczas, czyli 45 dni. Zatem osoby, które zajmą się złożeniem zeznania już w drugiej połowie lutego, będą mogły liczyć na zwrot nadpłaconego podatku już na początku kwietnia.
– Drugą istotną zmianą jest kwota wolna od podatku. Za 2018 rok wynosi 8 tys. zł. Wszyscy podatnicy, których dochód nie przekracza tej kwoty, w zasadzie nie płacą podatku dochodowego – tłumaczy Grzegorz Baran. – W kolejnych progach podatkowych kwota wolna od podatku dochodowego jest malejąca i jest ona uzależniona od osiąganego dochodu, maleje od kwoty 8 tys. aż do zera dla osób, u których dochody przekraczają 127 tys. zł podatku dochodowego.
Oznacza to, że jeśli ktoś zarobił w 2018 roku 8 tys. zł, to jego podatek zostanie pomniejszony o 1140 zł, czyli 18 proc. od kwoty zwolnionej od podatku. W przypadku podatników, którzy zarobili miedzy 13 tys. zł a 85,5 tys. zł (próg podatkowy, powyżej którego dochody opodatkowane są 32-proc. podatkiem) kwota pomniejszająca podatek będzie o ponad połowę niższa i wyniesie 556,02 zł.
– Kolejna istotna zmiana dotyczy możliwości rozliczania się wspólnego z małżonkiem bądź też osoby samotnie wychowującej dziecko. W dotychczasowym stanie prawnym, żeby skorzystać z takiej możliwości, należało terminowo złożyć swoje zeznanie podatkowe – przypomina wspólnik Kancelarii Baran i Pluta. – Teraz także po 30 kwietnia takie osoby nie będą traciły możliwości wspólnego rozliczenia się.
Zmiany dotyczą także osób dorabiających w ramach samodzielnie wykonywanej działalności gospodarczej. Od kwietnia 2018 roku weszły nowe przepisy, które umożliwiają prowadzenie działalności nierejestrowanej. Jeśli miesięczny dochód takich osób nie przekracza połowy najniższego wynagrodzenia, czyli w ub.r. 1050 zł, podatnik taki nie musi rejestrować działalności gospodarczej, odprowadzać składek na ZUS ani zaliczek na poczet podatku dochodowego.
– Natomiast podatek dochodowy musimy rozliczyć, ale dopiero w zeznaniu rocznym, czyli jeżeli mówimy o osobach, które takie przychody osiągały w 2018 roku, będą musiały ten podatek rozliczyć w PIT-36 do 30 kwietnia 2019 roku – przypomina Grzegorz Baran. – W 2019 roku kwota najniższego wynagrodzenia nieco nam wzrosła i wynosi 2250 zł, więc ten próg przychodów zamyka się w granicy 1125 zł.
Sieć Ibis Styles, ekonomicznej marki Accor Hotels, obejmuje ponad 430 hoteli i 44 tys. pokoi w 45 krajach. Jej hotele są usytuowane w centrach miast lub w pobliżu stref aktywności biznesowej. W Warszawie do sieci dołączył właśnie kolejny obiekt, wybudowany zaledwie w 13 miesięcy Ibis Styles Warszawa Centrum. Gościom oferuje przemyślany design i 179 pokoi w centralnej lokalizacji, przy zachodnim brzegu Wisły. Wyróżnikiem ma być także unikalny koncept gastronomiczny Winestone.
– Ibis Styles Warszawa Centrum to przede wszystkim dobra lokalizacja i bliskość Wisły. To właśnie zainspirowało projektanta Jana Hamiltona, by użyć motywu rzeki w całym hotelu. W pokojach hotelowych zobaczymy szalone kolory i motywy inspirowane sportami wodnymi, nawiązania do wioślarstwa. Szczególnym wyróżnikiem Ibis Styles Warszawa Centrum jest restauracja Winestone. Pierwszy raz połączyliśmy koncepcję wina i lokalnego jedzenia z marką Ibis – mówi agencji Newseria Biznes Paweł Anders, dyrektor projektu Winestone.
Jak podkreśla, Ibis Styles Warszawa Centrum to nie tylko hotel, ale i nowe miejsce na kulinarnej mapie Warszawy. Autorzy konceptu postawili na prostotę i autentyczność, łącząc lokalną kuchnię z doborem win i designerskim wystrojem wnętrza.
– Szef kuchni Adam Majewski świetnie połączył motyw przewodni hotelu, czyli Wisły, z koncepcją Winestone – mówi Paweł Anders.
Nowy obiekt należący do sieci Ibis Styles jest usytuowany przy ul. Zagórnej, przy zachodnim brzegu Wisły. Podobnie jak we wszystkich obiektach tej marki, projektanci postanowili na unikalny design, który przejawia się m.in. w wystroju pokoi hotelowych. Te mają przypominać wnętrza kolorowych namiotów. Stąd wyraziste kolory, pasiaste tkaniny i detale kojarzące się z rzeką, jak zawieszone na ścianach koła ratunkowe czy mierniki poziomu wody.
– Według nas nowoczesny hotel jest przyjazny dla gości, dla środowiska, ale również tani w użytkowaniu. Ibis Styles Warszawa Centrum ma szereg rozwiązań proekologicznych. Na uwagę zasługuję system paneli fotowoltaicznych, które produkują energię elektryczną dla hotelu, niskoprzepływowa armatura wodna, która pozwala na znaczne oszczędności wody i wentylacja mechaniczna, wyposażona w system odzysku energii. Budynek spełnia też rygorystyczne normy akustyczne, co w praktyce oznacza, że chroni przed hałasem z zewnątrz i wewnątrz. System sterowania budynkiem BMS pozwala na monitorowanie zużycia energii i wody, ale przede wszystkim na wczesne wykrywanie wszelkich awarii – wylicza Dariusz Gul, dyrektor ds. inwestycji w Grupie Hotelowej Orbis.
Ibis Styles Warszawa Centrum został wybudowany w standardzie zrównoważonego budownictwa BREEAM. W obiekcie jest też wdrażana strategia zero waste, co oznacza ograniczenie zużycia plastiku i korzystanie z papierowych bądź wielorazowych opakowań. Jednym ze sposobów redukcji odpadów z tworzywa sztucznego jest też wykorzystanie urządzenia do filtrowania wody z licznikiem zaoszczędzonych butelek plastikowych.
Hotel posiada 179 pokoi i cztery sale konferencyjne. Jest przyjazny dla rodzin z dziećmi. Marta Hancock, dyrektor ds. zarządzania przychodami w Grupie Hotelowej Orbis i AccorHotels na Europę Wschodnią, podkreśla, że marka jeszcze w tym roku otworzy w Polsce kolejne obiekty.
– Marka Ibis Styles będzie rozwijała się dalej przede wszystkim dzięki kolejnym otwarciom naszych hoteli. Jeszcze w tym roku, w czerwcu zostanie otwarty Ibis Styles Lublin, Ibis Styles Tomaszów Lubelski oraz Ibis Styles Nowy Targ, a także – prawdopodobnie jeszcze pod koniec tego roku – Ibis Styles Warszawa w Ursusie – mówi Marta Hancock.
Polska od lat znajduje się na ostatnim miejscu w Unii Europejskiej pod względem liczby lekarzy przypadających na określoną liczbę mieszkańców. Powodem są płace, znacznie niższe niż w większości krajów Wspólnoty, ale też zakres kompetencji przypisanych wyłącznie medykom. Sposobem na rozwiązanie problemu może być wzrost płac, ale też większe zaangażowanie pomocników medycznych oraz dokształcanie pracowników szpitali przez całe życie. Ich średnia wieku bowiem wzrasta.
– Znaczenie kształcenia kadr jest absolutnie podstawowe. To, kogo wykształcimy i jak wykształcimy, będzie wpływać na jakość ochrony zdrowia. To dotyczy lekarzy, pielęgniarek, ale też wszystkich innych pracowników – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr hab. n. med. Tomasz Hryniewiecki, dyrektor Instytutu Kardiologii w Warszawie, członek Rady Społecznej Debaty „Wspólnie dla zdrowia”. – W tej chwili głównym problemem jest nie jakość kształcenia, tylko liczba pracowników, których nam brakuje w różnych obszarach.
Jak podkreśla, niedobór kadr jest odczuwalny w dwóch głównych grupach zawodowych, czyli wśród lekarzy i pielęgniarek. Na razie nie jest dotkliwy wśród np. pomocników medycznych czy sekretarek medycznych. Jednak zapotrzebowanie na wsparcie ze strony tych grup będzie wzrastać, a wraz z nim coraz bardziej odczuwalny będzie brak kadr. Wszelkie niedobory wynikają z edukacji.
– Mamy ogromne zaległości, od lat za mało kształcimy – za mało w stosunku do potrzeb, za mało w porównaniu z innymi krajami europejskimi. W ostatnich latach nabór jest większy, ale efekty są odroczone, co wynika z długotrwałego szkolenia w tych zawodach – podkreśla Tomasz Hryniewiecki.
Podstawą dobrego kształcenia przyszłych lekarzy i pielęgniarek jest dobra kadra pedagogów.
– Myślę, że najlepszym kierunkiem jest zwiększanie liczby miejsc na doświadczonych uczelniach, które mają dobre wyniki w kształceniu specjalistów medycznych. Wydaje mi się, że w tym kierunku idą zmiany wprowadzane przez Ministerstwo Zdrowia. Wprawdzie pojawiają się nowe wydziały kształcące zwłaszcza lekarzy w różnych nowych ośrodkach akademickich, ale na szczęście są to ośrodki doświadczone w innych obszarach, więc myślę, że również zagwarantują wysoki poziom kształcenia – uzasadnia Tomasz Hryniewiecki.
Polska od lat legitymuje się najmniejszą liczbą lekarzy przypadających na 1 tys. mieszkańców. Według danych Naczelnej Rady Lekarskiej ten wskaźnik wynosi 2,3. Druga od końca pod tym względem Rumunia może się pochwalić liczbą 2,7 lekarza na 1 tys. mieszkańców. W Niemczech wskaźnik ten przekracza 4, w Austrii – 5. Choć resort zdrowia polemizuje z tymi danymi, niedobór lekarzy i pielęgniarek widoczny jest gołym okiem przez każdego, kto ma kontakt ze służbą zdrowia. Problemem są tez wyjazdy młodych lekarzy za granicę, gdzie płace są wyższe. Dlatego też średni wiek medyków rośnie.
– Niesłychanie ważne jest kształcenie podyplomowe w zawodach medycznych. Ono powinno mieć charakter ciągły, powinno być prowadzone właściwie do końca życia zawodowego i w jakimś stopniu egzekwowane, bo z tym jest problem. Tutaj jest sporo rzeczy do zrobienia – podkreśla dyrektor warszawskiego Instytutu Kardiologii.
W ostatnich dwóch latach resort zdrowia podjął decyzję o zwiększeniu podstawowych wynagrodzeń lekarzy i pielęgniarek – po raz pierwszy od czasu ministra Zbigniewa Religi. Nowelizacja ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz niektórych innych ustaw wprowadziła zasadę, że wynagrodzenie lekarza specjalisty zatrudnionego na etacie wzrośnie do 6750 zł, ale pod warunkiem, że będzie pracował tylko u jednego pracodawcy, czyli w jednym szpitalu. Może on dodatkowo pracować jednak np. w poradniach, hospicjach, zakładach opiekuńczo-leczniczych i pielęgnacyjno-opiekuńczych czy zakładach rehabilitacji leczniczej i opieki długoterminowej. Do końca III kwartału ubiegłego roku deklarację taką podpisała około jedna trzecia lekarzy specjalistów.
– Pieniądze na to muszą się znaleźć i myślę, że się znajdą. Rząd podjął decyzję o zwiększaniu finansowania ochrony zdrowia. To jest rozpisane na lata, ale już w tym roku pieniądze na ten cel są większe. Duża część z nich musi pójść na wynagrodzenie i wszyscy muszą to zaakceptować – przekonuje Tomasz Hryniewiecki. – Bez odpowiedniego wynagradzania nie da się utrzymać sprawnie funkcjonującego systemu. Duże różnice w zarobkach w porównaniu z innymi krajami UE powodują i już spowodowały bardzo istotny drenaż najbardziej wykształconych pracowników.
Dodaje również, że dodatkową zachętą do pozostawania młodych medyków w kraju byłaby także poprawa warunków pracy, czyli inwestycje w budynki i sprzęt, ale także lepsza organizacja pracy, wprowadzanie systemów (np. informatycznych) wspomagających pracę pracowników medycznych.
Problemowi kadr w lecznictwie poświęcona będzie kolejna debata z cyklu „Wspólnie dla Zdrowia”, która odbędzie się 17 stycznia w Lublinie.
Prawie 12 mld zł – taką kwotę na promocję w telewizji, radiu i prasie przeznaczyły w ubiegłym roku branże finansowa, motoryzacyjna, telekomunikacja, farmaceutyczna i handlowa. Dwie ostatnie są zdecydowanymi liderami rankingu – obie wydały na reklamę w mediach tradycyjnych po 4,2 mld zł. Marki nadal najchętniej inwestują w reklamy telewizyjne. Z kolei najmniejsze budżety są przeznaczane na promocję w prasie i mediach drukowanych – wynika z analizy Instytutu Monitorowania Mediów.
– Liderem tego rankingu jest branża farmaceutyczna, która przeznaczyła na reklamę w mediach tradycyjnych ponad 4 mld zł. Najbardziej reklamowanym produktem był Ibuprom. Co ciekawe, największe wydatki zmonitorowaliśmy w I i II kwartale 2018 roku, co może wskazywać na większe zapotrzebowanie na tego typu środki w sezonie zachorowań na grypę lub przeziębienie – mówi agencji Newseria Biznes Joanna Górska, młodszy specjalista ds. content marketingu w IMM.
Według danych IMM, na drugim miejscu znalazła się branża handlowa, która na reklamę przeznaczyła tylko o 4 mln zł mniej niż firmy farmaceutyczne – 4 mld 211 mln zł. Różnica była na tyle niewielka, że nie wpłynęła na jej procentowy udział w ogóle wydatków (również 35 proc.).
– Zdecydowanym liderem jest w tym przypadku Lidl, który na reklamę w mediach tradycyjnych przeznaczył ponad 600 mln zł. Co ciekawe, największe wydatki w przypadku branży handlowej odnotowaliśmy w IV kwartale 2018 roku, co może wskazywać na reklamowanie produktów sugerowanych jako prezenty gwiazdkowe – mówi Joanna Górska.
Na trzecim miejscu zestawienia, z 10-proc. udziałem, znalazły się ex aequo branża finansowa, motoryzacyjna i telekomunikacja.
– W przypadku branży finansowej zdecydowanie dominowały reklamy bankowości. Santander Bank Polska wydał w II połowie ubiegłego roku ponad 70 mln zł na swoją kampanię rebrandingową. W branży motoryzacyjnej ponownie dominowały reklamy aut osobowych. Volkswagen wydał ponad 90 mln zł, a Opel niewiele mniej – 80 mln zł – na reklamę w mediach tradycyjnych – mówi Joanna Górska.
Jak wynika z danych IMM, branże finansowa i motoryzacyjna w 2018 roku wydały na promocję po 1,2 mld zł. Niewiele mniej – bo 1,1 mld zł – przeznaczył na ten cel sektor telekomunikacyjny. Tutaj dominował Plus, którego wydatki reklamowe sięgnęły prawie 300 mln zł.
Co ciekawe, te trzy branże przeznaczyły największe kwoty na płatną promocję w II i IV kwartale, a zmniejszały je w I i III. Może to wiązać się ze zwiększoną obecnością reklamową w mediach w sezonie przedświątecznym oraz zmniejszonymi nakładami na promocję w okresie okołowakacyjnym.
– Prezentowane wydatki są podawane według oficjalnych cenników netto poszczególnych mediów. Monitorujemy nie tylko dotychczasowe kampanie, ale analizujemy także już wyemitowane spoty reklamowe – precyzuje ekspertka IMM.
Z analizy IMM wynika, że marki nadal najchętniej inwestują w reklamy telewizyjne. W ubiegłym roku udział reklam telewizyjnych w budżetach reklamodawców wyniósł średnio 65 proc. Najwięcej na promocję w TV wydała branża telekomunikacyjna i finansowa (po 80 proc.). Natomiast branża handlowa miała najwyższy udział w reklamach radiowych. Najmniejsze budżety są z kolei przeznaczane na reklamę w prasie i mediach drukowanych.
Spośród 7,5 mld ludzi na Ziemi aż miliard nie ma dostępu do wody pitnej. Nie wszędzie da się zbudować systemy kanalizacyjne, które pozwolą rozwiązać ten problem. Kanalizacja potrafi także być zawodna, zwłaszcza w przypadku katastrof naturalnych, które mogą odciąć od wody pitnej miliony mieszkańców. Firmy technologiczne znalazły sposób na pozyskanie wody z powietrza, wykorzystując do tego zjawisko kondensacji. Powstają już pierwsze zminiaturyzowane atmosferyczne generatory wody, które sprawdzą się w warunkach domowych i biurowych.
– Oczyścić powietrze jest znacznie prościej, niż oczyścić wodę. Genny działa w taki sposób, że zbiera powietrze znajdujące się w pomieszczeniu, oczyszcza je, a następnie poddaje procesowi filtracji. Na koniec uzyskana woda zostaje poddana procesowi mineralizacji, żeby lepiej smakowała. Ostatecznym produktem jest czysta, pitna woda, ale produktem ubocznym jest także czyste powietrze wewnątrz pomieszczenia – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje podczas targów CES 2019 w Las Vegas Yehuda Kaploun z firmy Watergen.
Watergen od kilku lat zajmuje się produkcją urządzeń do pozyskiwania wody z powietrza w procesie kondensacji. Dotychczas specjalizowała się jednak w dużych systemach specjalistycznych. Sztandarowym projektem firmy jest Emergency Response Vehicle, czyli atmosferyczny generator wody (AWG) zamontowany na pick-upie, przeznaczony do pracy np. w miejscach katastrof naturalnych.
Na targach CES 2019, amerykańska firma pokazała znacznie mniejszą maszynę przystosowaną do pracy w pomieszczeniach – np. w domu czy w biurze.
– Genny jest maszyną, która wygrała nagrodę CES 2019 w kategorii najlepsza technologia dla świata. Wytwarza ona wodę zdatną do picia ze znajdującego się w pokoju powietrza. Może zastąpić biurowy dyspenser wody, dostarczając 27 litrów wody pitnej dziennie. Wystarczy jedynie podłączyć ją do prądu – tłumaczy Yehuda Kaploun.
Podobne rozwiązanie opracowała firma Skysource. Jej WEDEW pozwala wykorzystać odpady drzewne i żywnościowe do produkcji czystej wody w procesie kondensacji powietrza. System zamknięto w kontenerze dostawczym, charakteryzuje się niską emisją dwutlenku węgla do atmosfery i w ciągu jednego dnia potrafi wytworzyć do 2 tys. litrów wody pitnej.
Z kolei słoweński start-up MyWater postanowił wykorzystać technologię AWG, aby rozwiązać problem zaśmiecania oceanu plastikowymi odpadkami. Firma planuje produkować dystrybutory wody oparte na zjawisku kondensacji pary wodnej, które pozwoliłyby napełniać butelki czystą wodą wygenerowaną z powietrza. Pierwsze krany z wodą pozyskaną w tym procesie mają pojawić się w słoweńskich górach i nad jeziorem Bled, popularnymi destynacjami turystycznymi, w których dostęp do wody pitnej jest utrudniony.
– Możemy dostarczać wodę tam, gdzie faktycznie jej brakuje. Mamy maszyny o znacznie większej skali, które mogą dostarczać wodę podczas katastrof i klęsk żywiołowych. Jest to technologia, którą można zastosować wszędzie, która zmienia sposób, w jaki otrzymujemy wodę do picia. Nasze maszyny mogą dostarczyć wodę do picia w miejscach, gdzie woda jest niezdatna do picia lub zawiera toksyny – mówi ekspert.
Projekt Watergen trafi na rynek w połowie roku i pozwoli pozyskać wodę pitną tam, gdzie jej brak jest codziennym problemem. W pierwszej kolejności trafi m.in. do użytkowników w Afryce i Australii, rejonów najbardziej narażonych na susze.
– Według najnowszych prognoz, niemal 70 proc. ludzi na świecie w ciągu najbliższych 10 lat będzie miało problem z niedostatkiem wody pitnej. Chcemy rozwiązać ten problem, ponieważ na świecie jest wystarczająca ilość powietrza, które można przetworzyć na wodę – przekonuje Yehuda Kaploun.
Analitycy z firmy badawczej SBWire twierdzą, że w najbliższych latach branża atmosferycznych generatorów wody będzie rozwijać się w tempie 30 proc. w skali roku. Szacuje się, że do 2024 roku wartość tego rynku wzrośnie do 8,5 mld dol.
W dniach 14-15 stycznia 2019 r. w Warszawie, w Hotelu Sofitel Victoria odbyła się XIX edycja Ogólnopolskiego Kongresu Energetyczno-Ciepłowniczego POWERPOL, poświęcona omówieniu perspektyw rozwoju polskiej energetyki w odniesieniu do najbliższych lat, którego głównym organizatorem jest Europejskie Centrum Biznesu.
Podczas Kongresu odbyło się sześć paneli dyskusyjnych podejmujących tematykę zmian w polskim sektorze energetycznym z perspektywy Rządu i przedsiębiorstw, potencjału rynku ciepła i implikacji programu „Czyste powietrze”, polskiego rynku energii i gazu, innowacji w obszarze wytwarzania, sieci i dystrybucji, paliw alternatywnych oraz elektromobilności.
XIX edycja Ogólnopolskiego Kongresu Energetyczno-Ciepłowniczego POWERPOL została oficjalnie zainaugurowana przez Henryka Kowalczyka, Ministra Środowiska którzy przedstawili uczestnikom najważniejsze wyzwania, przed jakimi obecnie stoi Polski Rząd, jeżeli chodzi o sektor energetyczny, gazowy, ciepłowniczy oraz surowcowy oraz Piotra Naimskiego, Sekretarza Stanu KPRM, Pełnomocnika Rządu ds. Strategicznej Infrastruktury Energetycznej.
Po oficjalnym wystąpieniu odbyła się debata inauguracyjna zatytułowana „Co się wydarzy w energetyce w 2019 roku – perspektywa Rządu i przedsiębiorstw”. Panel poprowadzony został przez dr Pawła Grzejszczaka – Partnera w Kancelarii Domański Zakrzewski Palinka, zaś w dyskusji wzięli udział: Maciej Bando – Prezes Urzędu Regulacji Energetyki; Tomasz Dąbrowski – Podsekretarz Stanu, Ministerstwo Energii; Mateusz Aleksander Bonca – Prezes Zarządu, Grupa LOTOS S.A.; Dorota Dębińska-Pokorska – Partner (Leader of Energy sector in Poland), PwC Polska; Wojciech Drożdż – Wiceprezes Zarządu ds. Innowacji i Logistyki, ENEA Operator Sp. z o.o.; Kazimierz Kujda – Prezes Zarządu, NFOŚiGW; Marcin Lewandowski – Członek Zarządu, Grupa GPEC; Igor Wasilewski – Prezes Zarządu, PERN S.A. Dyskusja rozpoczęła się od rozważań nad problematyką polskiej racji stanu w kontekście globalnych trendów w energetyce. W szczególności było to istotne z punktu widzenia kształtu mixu energetycznego po 2020 roku i udziału w nim węgla, gazu, OZE i energii jądrowej. Następnie zaproszeni goście starali się zidentyfikować główne wyzwania, przed jakimi staną w 2019 roku przedsiębiorcy oraz Rząd, uwzględniając w tym kwestie cen energii, paliw i gazu mających niemały wpływ na konkurencyjność polskiej gospodarki. Kolejnym, równie ciekawym tematem, jaki został omówiony podczas dyskusji był program „Czyste powietrze” oraz jego wpływ na polską gospodarkę. Zastanawiano się także nad problematyką efektywności energetycznej dla samorządów i przedsiębiorstw w programach krajowych, NFOŚiGW i UE. Zaproszeni goście podjęli także temat dwóch projektów kluczowych dla bezpieczeństwa Europy tj. NordStream i Baltic Pipe. W dalszej części debaty rozważano miejsce elektromobilności i paliw alternatywnych w strategiach koncernów paliwowych oraz starano się odpowiedzieć na pytanie, czy firmy energetyczne stają się innowacyjne i jakie rozwiązania są obecnie wdrażane w sektorze przemysłu energochłonnego. Na koniec prelegenci podzielili się swoją opinią na temat pierwszego okresu funkcjonowania rynku mocy, zastanawiano się również, jak zapewnić akceptację społeczną dla nowego kształtu energetyki.
Po debacie inauguracyjnej dyskusja została podzielona na dwie równolegle trwające sesje. W ramach Sesji I odbyły się panele pt.: „Potencjał rynku ciepła i implikacje programu „Czyste powietrze” oraz „Polski rynek energii i gazu”, zaś w ramach Sesji II dyskusje odbyły się w ramach paneli: „Horyzont 2050: Innowacje w obszarze wytwarzania, sieci, dystrybucji”, „Paliwo alternatywne – pod jakimi warunkami? Wstęp do gospodarki w obiegu zamkniętym”, „Priorytet elektromobilność”.
I Panel w ramach Sesji I pt. „Potencjał rynku ciepła i implikacje programu „Czyste powietrze” moderowany był przez Jana Biernackiego – Wicedyrektora, PwC Polska, do dyskusji zaś zasiedli: Henryk Kowalczyk – Minister Środowiska; Wojciech Dąbrowski – Prezes Zarządu, PGE Energia Ciepła S.A.; Jarosław Głowacki – Prezes Zarządu, PGNiG Termika S.A.; Piotr Górnik – Prezes Zarządu, Fortum Power & Heat Polska; Przemysław Hofman – Dyrektor Departamentu Gospodarki Niskoemisyjnej, Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii; Anna Jakób – Członek Zarządu, Grupa GPEC; Artur Michalski – Zastępca Prezesa Zarządu NFOŚiGW; Jacek Szymczak – Prezes Zarządu, Izba Gospodarcza Ciepłownictwo Polskie; dr inż.Krzysztof Zborowski – Prezes Zarządu, Radomskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej RADPEC S.A. W pierwszej kolejności prelegenci zostali zapytani o konsekwencje wprowadzenia Ustawy o kogeneracji oraz funkcjonowania rynku mocy dla przedsiębiorstw ciepłowniczych. W szczególności analizowano system wsparcia dla kogeneracji w obliczu wprowadzenia rynku mocy. Następnie odniesiono się do programu „Czyste powietrze” i możliwości pozyskania finansowania. W drugiej części panelu zastanawiano się nad wyborem optymalnego paliwa dla nowych jednostek (węgiel czy jednak gaz), zwrócono także uwagę na kwestie rentowności inwestycji w cieple oraz czy inwestycje w ciepło gwarantują „godny” zwrot. Na koniec odniesiono się do zagadnienia odtwarzania infrastruktury ciepłowniczej i podłączania nowych odbiorców, jak i również wiodących technologii substytucyjnych dla ciepła sieciowego.
II panel zatytułowany „Polski rynek energii i gazu” moderowany był przez Macieja Chłodzińskiego – Wicedyrektora PwC Polska. W debacie wzięli udział: Piotr Kasprzak – Prezes Zarządu, Hermes Energy Group S.A.; Marek Kulesa – Dyrektor Biura, Towarzystwo Obrotu Energią; Sławomir Sieradzki – Dyrektor Pionu Rozwoju Rynku Gazu, GAZ-SYSTEM S.A.; Piotr Zawistowski – Prezes Zarządu, Towarowa Giełda Energii S.A. Zaproszeni goście na początku starali się nakreślić perspektywy rozwoju wydobycia gazu w Polsce, a także możliwości i kierunki zmian importu gazu do kraju. W tym kontekście zaprezentowano uczestnikom kluczowe projekty inwestycyjne dla polskiego rynku gazu, zarysowano także priorytety w rozbudowie sieci dystrybucyjnej. Następnie dyskutowano na temat obliga giełdowego i cen dla odbiorców prywatnych i przemysłu. Zastanawiano się także, jak rewolucja technologiczna zmieni sektor energetyczny i rynek usług dla klienta oraz czy możemy mówić o pojawieniu się nowego trendu w segmencie klientów indywidualnych, jakim jest efektywność energetyczna. Prelegenci odnieśli się także do nowych modeli biznesowych opartych o usługi (czy klient stał się centralnym elementem modelu rynku energii) oraz perspektyw zmian zużycia gazu w Polsce.
W panelu I Sesji II pt. „Horyzont 2050: Innowacje w obszarze wytwarzania, sieci, dystrybucji” odpowiedzialnym za moderację był Filip Opoka – Radca Prawny, Partner, NGL Wiater sp. k., zaś do debaty zasiedli: Adam Gawęda – Senator RP, Zastępca Przewodniczącego Komisji Gospodarki Narodowej i Innowacyjności; Norbert Grudzień – p.o. Prezesa Zarządu – Wiceprezes Zarządu ds. Inwestycji i Zarządzania Majątkiem, PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna S.A.; Andrzej Kojro – Prezes Zarządu, ENEA Operator Sp. z o.o.; Roman Masek – Dyrektor Techniczny, BELSE Sp. z o.o.; Andrzej J. Piotrowski – Wiceprezes Zarządu, PGE Systemy S.A.; dr inż. Andrzej Wiszniewski – Prezes Zarządu, Narodowa Agencja Poszanowania Energii S.A.; dr Przemysław Zaleski – Wiceprezes Zarządu ds. Rozwoju, ORLEN Centrum Serwisowe Sp. z o.o. Panel rozpoczął się od pytania o tradycyjne inwestycje w energetyce vs. inwestycje w innowacyjność – czy wyglądają one tak samo czy jednak inaczej. Stanowiło ono wstęp do dyskusji nad szeroko rozumianymi korzyściami z innowacyjności jako uzupełnienia tradycyjnego biznesu, bądź budowy nowej ścieżki biznesowej. Nie zabrakło również pytania o kluczowe wyzwania związane z innowacyjnością m.in. zasoby ludzkie i pozyskiwanie kapitału. Na koniec zaś odniesiono się do tematu do polityki Rządu i odpowiedzi przedsiębiorstw na nowe podejście do rozwoju energetyki oraz koncepcji smart city, nie tylko w odniesieniu do elektromobilności.
Panel II pt. „Paliwo alternatywne – pod jakimi warunkami? Wstęp do gospodarki w obiegu zamkniętym”, moderowany był przez Barbarę Koszułap z Rady Programowej ECB. W roli prelegentów wystąpili: Sławomir Mazurek – Podsekretarz Stanu, Ministerstwo Środowiska; Monika Byśkiniewicz – Członek Zarządu – Wiceprzewodnicząca, Związek Pracodawców Gospodarki Odpadami; Andrzej Kaźmierski – Dyrektor Departamentu Energii Odnawialnej, Ministerstwo Energii; dr inż. Jan Bondaruk – Zastępca Dyrektora ds. Inżynierii Środowiska, Główny Instytut Górnictwa; Adam Stępień – Dyrektor Generalny, Krajowa Izba Biopaliw; Maciej Stryjecki – Prezes Zarządu, Fundacja na Rzecz Energetyki Zrównoważonej; Leszek Wieciech – Prezes, Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego; Tomasz Wilczak – Członek Zarządu – Wiceprezes Zarządu ds. Technicznych, PGNiG Termika S.A. Na początku zaproszeni goście starali się określić, jak w obecnym stanie prawnym wygląda standaryzacja paliwa alternatywnego wykorzystywanego w energetyce, jak i również obowiązujące normy regulujące jakość i stosowanie paliw alternatywnych. Następnie zastanawiano się czy i pod jakimi warunkami paliwo alternatywne może być produktem. Zwrócono także uwagę na bariery formalne i techniczne stosowania paliw alternatywnych w energetyce oraz miejsce paliwa alternatywnego w bilansie surowcowym polskiej gospodarki. W dalszej części dyskusji odniesiono się do uwarunkowań i pespektyw rozwoju rynku paliw alternatywnych – gdzie i na jakich warunkach spotyka się popyt z podażą oraz dlaczego równowaga na tym rynku jest zjawiskiem rzadkim. Nie bez znaczenia było także pytanie o miejsce i rolę odpadów w odniesieniu do rynku paliw alternatywnych.
III panel został zatytułowany „Priorytet elektromobilność” – w roli moderatora wystąpił: Filip Opoka – Radca Prawny, Partner, NGL Wiater sp. k., zaś do dyskusji zostali zaproszeni: Rafał Czyżewski – Prezes Zarządu, GreenWay Polska; Wojciech Drożdż – Wiceprezes Zarządu ds. Innowacji i Logistyki, ENEA Operator Sp. z o.o.; Włodzimierz Ehrenhalt – Wiceprezes Zarządu, Stowarzyszenie Energii Odnawialnej; Artur Kalicki – Dyrektor Projektów Obszar Elektromobilości, Magenta Grupa TAURON; Sylwia Koch-Kopyszko – Prezes Zarządu, Polskie Stowarzyszenie Elektromobilności, Unia Producentów i Pracodawców Przemysłu Biogazowego; Krzysztof Kochanowski – Prezes, Polska Izba Magazynowania Energii; Arnold Rabiega – Prezes Zarządu, Krajowy Instytut Energetyki Rozproszonej; dr Grzegorz Tchorek – Uniwersytet Warszawski; Maciej Tomaszewski – Dyrektor ds. Rozwoju Biznesu, Ekoenergetyka – Polska Sp. z o.o. Uczestnicy debaty w pierwszej kolejności zastanawiali się, czy nowe technologie magazynowania energii stanowią brakujący element w zapewnieniu stabilnego zasilania systemu z OZE. Pytanie stanowiło wstęp do rozmowy na temat efektywności energetycznej w ogóle, a także strategii rozwoju infrastruktury ładowania z perspektywy aktualnych regulacji prawnych. Odniesiono się także do perspektyw rozwoju na polskim rynku dwóch rodzajów paliw alternatywnych, jakimi są wodór i gaz. Na koniec zastanawiano się, jak przyspieszyć rozwój elektromobilności w Polsce.
W drugim dniu Kongresu odbyła się wycieczka techniczna do Elektrociepłowni Siekierki – największej polskiej elektrociepłowni oraz drugiej co do wielkości w Europie. Podczas wycieczki technicznej uczestnicy mogli zobaczyć najważniejsze elementy procesu produkcyjnego ciepła i energii elektrycznej w procesie wysokosprawnej kogeneracji, a także centra dowodzenia elektrociepłowni i akumulatora ciepła.
Kongres objęty został Patronatem Honorowym przez Ministra Energii Krzysztofa Tchórzewskiego, Ministra Środowiska Henryka Kowalczyka, Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii, Komisję ds. Energii i Skarbu Państwa, Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki Macieja Bando, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu, Fundację na rzecz Energetyki Zrównoważonej, Główny Instytut Górnictwa, Górniczą Izbę Przemysłowo-Handlową, Izbę Gospodarczą Ciepłownictwo Polskie, Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy, Krajową Izbę Biopaliw, Krajową Izbę Gospodarczą, Krajowy Instytut Energetyki Rozproszonej, Lubuskiego Towarzystwa na rzecz Rozwoju Energetyki, Narodową Agencję Poszanowania Energii, Polską Izbę Ekologii, Polską Izbę Magazynowania Energii, Polską Organizację Przemysłu i Handlu Naftowego, Polskie Stowarzyszenie Elektromobilności, Polskie Stowarzyszenie Energetyki Słonecznej, Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych, Polskie Towarzystwo Elektrociepłowni Zawodowych, Polskie Towarzystwo Certyfikacji Energii, Polskie Towarzystwo Przesyłu i Rozdziału Energii Elektrycznej, Stowarzyszenie Energii Odnawialnej, Unię Producentów i Pracodawców Przemysłu Biogazowego, Związek Pracodawców Gospodarki Odpadami. Od strony merytorycznej Kongres wspierany był przez ekspertów z firmy PwC Polska.
XIX edycja Ogólnopolskiego Kongresu POWERPOL była wspierana przez liczne grono firm partnerskich oraz partnerów medialnych, które angażowały się w przygotowania wspomnianego przedsięwzięcia. Europejskie Centrum Biznesu główny organizator Kongresu pragnie szczególnie podziękować Partnerowi Strategicznemu firmie TAURON Polska Energia S.A., Partnerowi Merytorycznemu firmie PwC Polska, Partnerowi Technologicznemu oraz Gospodarzowi II dnia Kongresu firmie PGNiG Termika S.A., Partnerom: Belse Sp. z o.o., Bank Ochrony Środowiska S.A., ENEA S.A.,Fortum Power and Heat Polska Sp. z o.o., Grupa GPEC, Hermes Energy Group S.A., PERN S.A., Polskie Sieci Elektroenergetyczne S.A., Radomskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej „RADPEC” S.A., Towarowa Giełda Energii S.A., podziękowania należą się także Sponsorowi: Innsoft Sp. z o.o.
Europejskie Centrum Biznesu dziękuje również Patronom Medialnym: Portalowi BiznesAlert.pl; Centrum Informacji o Rynku Energii CIRE.PL; Magazynowi Nowa Energia; Wydawnictwu Inżynieria, właścicielowi Portalu inzynieria.com; Magazynowi Energetyka Cieplna i Zawodowa; Czasopismu Polski Przemysł; Czasopismu Smart Grids Polska; Portalowi Wysokienapiecie.pl; Magazynowi Rynek Inwestycji, Wiadomościom Naftowym i Gazowniczym; Portalowi Nuclear.pl; Portalowi Teraz-Srodowisko.pl; Portalowi elektroinzynieria.pl; Portalowi Energetykon.pl; Magazynowi Energetyka Wodna; Portalowi środowisko.pl; Magazynowi ESCO w Polsce; Portalowi energetykacieplna.pl; Magazynowi Biomasa; Magazynowi Nowoczesne Technologie w Przemyśle; Portalowi Investing.com; Portalowi CEO.com.pl; Portalowi Euractiv; Portalowi Warsaw Press; Warsaw Business Journal; Magazynowi Law Business Quality; Magazynowi Świat Elit.
Miniony rok wśród najlepszych lat sprzedażowych Daimler Trucks
w historii firmy
Już po jedenastu miesiącach sprzedaży o 11 procent większe niż
w roku poprzednim
Dwucyfrowy wzrost w Ameryce Północnej, Azji i Ameryce Łacińskiej
Pozycja lidera na kluczowych rynkach Ameryki Północnej, Europy
i Brazylii
Martin Daum: „Rok 2018 był jednym z najbardziej udanych w historii Daimler Trucks. Zgodnie z zapowiedziami nasza globalna sprzedaż jest dużo wyższa niż w roku poprzednim. Sprzedając znacznie ponad 500 tysięcy samochodów ciężarowych, osiągnęliśmy najwyższy poziom sprzedaży w ciągu ostatnich 10 lat. Ten sukces dowodzi, że oferujemy naszym klientom na całym świecie doskonałe produkty, za którymi stoi równie znakomity zespół. Dziękuję wszystkim koleżankom i kolegom za ich godne podziwu zaangażowanie w minionym roku. Także w roku 2019 będziemy dążyć do tego, aby nasi klienci ‒ a ostatecznie także i społeczeństwo ‒ dzięki innowacyjnym rozwiązaniom transportowym, odnosili sukcesy każdego dnia. Elementem tych dążeń są zmiany technologiczne w naszej branży, które zdecydowanie napędzamy, oferując zautomatyzowane, elektryczne i skomunikowane sieciowo ciężarówki”.
Dla Daimler Trucks, wiodącego na świecie producenta samochodów ciężarowych, rok 2018 był jednym z najlepszych lat sprzedażowych w jego historii. Bazując na pierwszych danych, należy założyć, że w roku 2018 sprzedaż marek Mercedes-Benz, FUSO, Freightliner, Western Star, Thomas Built Buses i BharatBenz wzrosła do poziomu ponad 500 tysięcy pojazdów (rok wcześniej było to 470 700 egzemplarzy). Dokładne dane sprzedażowe Daimler AG zaprezentuje na dorocznej konferencji prasowej. Już do końca listopada segment samochodów ciężarowych koncernu Daimler w ogólnie sprzyjającym środowisku biznesowym zwiększył sprzedaż o 11 procent, osiągając liczbę 466 900 sprzedanych egzemplarzy, czyli znacznie więcej niż w porównywalnym okresie poprzedniego roku (od stycznia do listopada 2017 sprzedano 422 500 egzemplarzy).
Martin Daum, członek zarządu Daimler AG odpowiedzialny za dział Trucks & Buses Martin Daum, Member of the Board of Management of Daimler AG, responsible for Trucks & Buses.
„Rok 2018 był jednym z najbardziej udanych w historii Daimler Trucks. Zgodnie z zapowiedziami nasza globalna sprzedaż jest dużo wyższa niż w roku poprzednim. Sprzedając znacznie ponad 500 tysięcy samochodów ciężarowych, osiągnęliśmy najwyższy poziom sprzedaży w ciągu ostatnich 10 lat. Ten sukces dowodzi, że oferujemy naszym klientom na całym świecie doskonałe produkty, za którymi stoi równie znakomity zespół. Dziękuję wszystkim koleżankom i kolegom za ich godne podziwu zaangażowanie w minionym roku. Także w roku 2019 będziemy dążyć do tego, aby nasi klienci ‒ a ostatecznie także i społeczeństwo ‒ dzięki innowacyjnym rozwiązaniom transportowym, odnosili sukcesy każdego dnia. Elementem tych dążeń są zmiany technologiczne w naszej branży, które zdecydowanie napędzamy, oferując zautomatyzowane, elektryczne i skomunikowane sieciowo ciężarówki” ‒ stwierdził Martin Daum, członek zarządu Daimler AG odpowiedzialny za dział Trucks & Buses.
Wyraźny wzrost sprzedaży w regionie NAFTA
Największe rynki zbytu Daimler Trucks rozwijały się w minionym roku w znacznej mierze pozytywnie. Największy wzrost zanotował Daimler Trucks w regionie NAFTA. W pierwszych jedenastu miesiącach sprzedaż koncernu w zakresie marek Freightliner, Western Star i Thomas Built Buses wzrosła tam o 15 procent i wyniosła ok. 172 700 egzemplarzy (w roku poprzedzającym 150 600 egzemplarzy). Z udziałem w rynku na poziomie 38,3 procent w klasach tonażowych 6-8 Daimler Trucks także w 2018 roku pozostawał zdecydowanym, niezagrożonym liderem sprzedaży w Ameryce Północnej, w segmencie średnio- i wysokotonażowych samochodów ciężarowych. Ważnym czynnikiem tego sukcesu rynkowego jest flagowy pojazd Freightliner New Cascadia: od rozpoczęcia produkcji pod koniec 2016 roku sprzedano ponad 76 500 egzemplarzy tego modelu.
W czerwcu 2018 roku Daimler Trucks zaprezentował pierwsze produkowane seryjnie w pełni elektryczne ciężarówki przeznaczone na rynek północnoamerykański: ciężkiego Freightlinera eCascadia i średniociężkiego Western Star eM2. Pierwszy pojazd, Freightliner eM2, został 20 grudnia 2018 r. przekazany do eksploatacji w warunkach rzeczywistych naszemu znaczącemu amerykańskiemu klientowi, firmie Penske Truck Leasing Corp. W najbliższych miesiącach do praktycznej eksploatacji wejdzie innowacyjna flota złożona łącznie z 30 w pełni elektrycznych samochodów ciężarowych marki Freightliner. Wliczając elektryczny autobus szkolny Saf-T-Liner C2 marki Thomas Built Buses oraz FUSO eCantera, Daimler Trucks oferuje na północnoamerykańskim rynku najszerszą paletę modeli elektrycznych pojazdów użytkowych.
W roku 2019 Daimler Trucks po raz pierwszy na Consumer Electronics Show (CES) ‒ prezentuje nowości z dziedziny zautomatyzowanej jazdy
Na 7 stycznia 2019 r. Daimler Trucks i Freightliner zapowiedziały prezentację strategicznych nowości z dziedziny zautomatyzowanej jazdy i łączności sieciowej pojazdów w ramach targów Consumer Electronics Show (CES) w Las Vegas. Tam Daimler Trucks po raz kolejny potwierdzi swoją pozycję lidera innowacyjności w branży samochodów ciężarowych. Koncern prezentuje też w Las Vegas swoje szerokie portfolio elektrycznych ciężarówek, z których wszystkie są już na drogach i w eksploatacji u klientów.
Dwucyfrowe stopy wzrostu w Azji pod wpływem Indonezji i Indii
W Azji sprzedaż wzrosła aż o 12 procent, osiągając 147 900 egzemplarzy (wobec 132 400 egzemplarzy w roku poprzednim). Przy czym w Japonii w pierwszych jedenastu miesiącach roku nabywców znalazło ok. 40 tysięcy samochodów ciężarowych, a więc sprzedaż utrzymała się na poziomie zbliżonym do poprzedniego roku, kiedy to sprzedano 40 700 egzemplarzy. Działająca w segmencie pojazdów użytkowych azjatycka spółka córka FUSO osiągnęła na swoim macierzystym rynku japońskim udział rynkowy 19,2 procent. Flagowa ciężka ciężarówka FUSO ‒ Super Great, podobnie jak najnowsze wysokotonażowe pojazdy ciężarowe Mercedes-Benz i Freightliner, zyskuje na strategii platformy globalnej. Oprócz standaryzowanej architektury elektryczno-elektronicznej wykorzystuje także wspólny układ napędowy i jeszcze w tym roku zostanie wyposażona w funkcje umożliwiające częściowo zautomatyzowaną jazdę (level 2). Na znaczącym rynku indonezyjskim do listopada 2018 r. nastąpił wyraźny wzrost sprzedaży o 52 procent, a więc do 57 400 egzemplarzy (wobec 37 600 egzemplarzy w analogicznym okresie poprzedniego roku). Klienci w Indonezji cenią ciężarówki lidera rynkowego FUSO od ponad 40 lat. Od połowy roku 2017 Daimler Trucks oferuje tam również modele samochodów ciężarowych marki Mercedes-Benz, które znajdują zastosowanie przede wszystkim na placach budów.
Sprzedaż w Indiach napędzało znaczące ożywienie popytu na średnio- i wysokotonażowe samochody ciężarowe. W pierwszych jedenastu miesiącach roku spółka Daimler India Commercial Vehicles (DICV) sprzedała znacznie więcej ciężarówek niż w analogicznym okresie roku poprzedniego – 20 500 egzemplarzy (wobec 15 200 rok wcześniej), co oznacza wzrost o 35 procent. Stutysięczny pojazd wyprodukowany w zakładzie Chennai we wrześniu 2018 roku stanowi przy tym istotny kamień milowy dla Daimler Trucks. Fabryka w Chennai, oprócz samochodów ciężarowych BharatBenz przeznaczonych na rynek lokalny, produkuje także modele na eksport, przeznaczone na ponad 40 rynków na całym świecie. Żaden inny zachodni producent oprócz Daimlera nie zbudował dotąd tak silnej pozycji w Indiach.
Na największym na świecie rynku pojazdów użytkowych, czyli w Chinach, koncern Daimler posiada 50 procent udziałów w spółce joint venture Beijing Foton Daimler Automotive Co. Ltd. (BFDA), produkującej średnio- i wysokotonażowe samochody ciężarowe marki Auman. W pierwszych jedenastu miesiącach roku sprzedaż marki Auman wyniosła 95 100 ciężarówek, co było zgodne z oczekiwaniami w obliczu wysokiej sprzedaży w poprzednim roku (104 600 egzemplarzy). Oprócz sprzyjającego rozwoju koniunktury w roku 2017 rynek zyskiwał przede wszystkim na działaniach regulacyjnych, mających na celu odnowienie zasobu pojazdów. W ramach dotychczasowej kooperacji spółka joint venture sprzedała łącznie ponad 580 000 ciężarówek Auman. Aby w przyszłości efektywniej uczestniczyć w dynamicznym rozwoju chińskiego rynku samochodów ciężarowych, Daimler Trucks zreorganizował swój skład personalny na potrzeby chińskiego biznesu w roku 2018. Od początku 2018 roku odpowiedzialność za wszystkie działania w segmencie samochodów ciężarowych w Chinach przejął w zarządzie Daimler Trucks Sven Ennerst. Ponadto w styczniu 2018 kierownictwo BFDA w Chinach przejęła doświadczona w segmencie pojazdów użytkowych managerka Kelley Platt.
Odczuwalne wyraźne ożywienie na rynku Ameryki Łacińskiej
W Ameryce Łacińskiej w pierwszych jedenastu miesiącach roku Daimler Trucks osiągnął wyraźny wzrost sprzedaży o 26 procent, co dało łącznie 34 400 egzemplarzy (wobec 27 300 pojazdów rok wcześniej). Istotny wkład w tym wyniku miał skokowy wzrost sprzedaży na największym rynku brazylijskim, gdzie sprzedano ok. 19 300 pojazdów, co oznacza wzrost o 59 procent (wobec 12 200 w roku poprzednim). Uzyskując udział w rynku średnio- i wysokotonażowych pojazdów na poziomie 27,7 procent, marka Mercedes-Benz znów zajęła pozycję lidera. Pomimo kryzysu gospodarczego w ciągu ostatnich dwóch lat Daimler Trucks konsekwentnie orientował swe działania na przyszłość – m.in. kompleksowo modernizując swoje fabryki. Przykładowo w zakładzie Sao Bernardo do Campo w 2018 roku Mercedes-Benz wdrożył wysoce nowoczesny tryb montażu samochodów ciężarowych zgodny ze standardami Przemysłu 4.0.
Wzrost sprzedaży i wiodąca pozycja na rynku również w Europie i Niemczech
W tak zwanym regionie UE30 (Unia Europejska, Szwajcaria i Norwegia) w roku 2018 Daimler Trucks osiągnął lekki wzrost sprzedaży na poziomie 4 procent. Od stycznia do listopada sprzedano ok. 76 200 egzemplarzy (wobec 73 600 roku poprzedniego). Marka Mercedes-Benz po raz kolejny utrzymała pozycję lidera w segmencie średnio- i wysokotonażowych samochodów ciężarowych, osiągając udział na poziomie 20,4 procent. Także w Niemczech Mercedes-Benz pozostaje liderem rynku ciężarówek z udziałem na poziomie 36,0 procent; do końca listopada dostarczono klientom 29 100 pojazdów (wobec 28 000 przed rokiem), co oznacza wzrost o 4 procent. Kolejnych impulsów Mercedes-Benz Trucks spodziewa się od połowy roku 2019 po nowym Actrosie, który został zaprezentowany we wrześniu na targach IAA i jest doskonale przyjmowany dzięki swym licznym innowacjom.
Lider innowacji w zautomatyzowanych, elektrycznych i skomunikowanych sieciowo ciężarówkach także w roku 2019
Jako najpopularniejszy producent pojazdów użytkowych na świecie, Daimler Trucks także w 2019 roku zamierza być innowatorem w branży pojazdów zautomatyzowanych, elektrycznych i skomunikowanych sieciowo. Na targach pojazdów użytkowych IAA 2018 Mercedes-Benz Trucks zaprezentował publicznie nowego Actrosa ‒ pojazd, którego techniczne innowacje osiągnęły nowy poziom w segmencie ciężkich samochodów ciężarowych. Nowy Mercedes-Benz Actros z systemem Active Drive Assist, jako pierwsza produkowana seryjnie ciężarówka, umożliwia częściowo zautomatyzowaną jazdę na drogach publicznych. Wyposażony w ten system nowy Actros samoczynnie kieruje jazdą i hamuje, a dzięki stałemu monitorowaniu swego otoczenia, znacznie zwiększa bezpieczeństwo ruchu drogowego na autostradzie. Także zoptymalizowany układ napędowy, oferowane po raz pierwszy na świecie standardowo kamery MirrorCam zamiast dużych lusterek bocznych oraz asystent układu hamulcowego nowej generacji Active Brake Assist 5 czynią nowego Actrosa jednym z najekonomiczniejszych i najbezpieczniejszych samochodów ciężarowych w segmencie.
W segmencie pojazdów elektrycznych od października 2018 roku Mercedes-Benz przekazał swoim klientom (Hermes, EDEKA, Meyer Logistik i TBS Transportbeton) pierwsze eActrosy w celu przetestowania ich codziennej użyteczności w regularnej eksploatacji transportowej. Już około stu z pierwszych w pełni elektrycznych, lekkich ciężarówek FUSO eCanter jest w praktycznej eksploatacji u klientów w Nowym Jorku, Tokio, Berlinie, Londynie, Amsterdamie i Lizbonie. W czerwcu 2018 roku Daimler Trucks połączył wszystkie swe działania w zakresie elektromobilności pod parasolem E-Mobility Group (EMG). E-Mobility Group (EMG) zdefiniuje strategię w zakresie podzespołów elektrycznych oraz kompletnych e-samochodów dla wszystkich marek i segmentów, a także opracuje globalną jednolitą architekturę, analogiczną do światowej strategii platformowej dla konwencjonalnych silników i podzespołów napędowych.
Prawie 10 tys. więcej Fiatów i Abartów 500 wyjechało z tyskiej fabryki w stosunku do 2017 roku.
Zakład w Tychach drugi wśród europejskich zakładów FCA pod względem ilości samochodów osobowych wyprodukowanych w 2018 roku.
99% procent aut wyprodukowanych w 2018 roku w tyskim zakładzie FCA trafiło na rynki zagraniczne.
FCA Poland to największa z 16 spółek Grupy Fiat Chrysler Automobiles (FCA) w Polsce, a jej tyski zakład należy do grona najlepszych w Grupie FCA zakładów produkcyjnych. Jako jeden z niewielu na świecie uzyskał Złoty Poziom w systemie World Class Manufacturing (zintergowana metodologia zarządzania przedsiębiorstwem, wg. najwyższych standardów światowych w zakresie bezpieczeństwa, ochrony środowiska naturalnego, utrzymania ruchu, logistyki i jakości).
W 2018 roku zakład FCA w Tychach wyprodukował łącznie 259 448sztuksamochodów marek Fiat, Abarth i Lancia, w tym: 184 759 szt. Fiata 500, 26 314 szt. Abartha 500 oraz 48 375 szt. Lancii Ypsilon.
Dzięki nieustającemu zainteresowaniu kultowym modelem 500 nabywców z całego świata, jego produkcja w 2018 wzrosła o prawie 10 tys. szt. w stosunku do 2017 roku. Aby zaspokoić oczekiwania wymagających i pragnących nowości klientów, FCA w ubiegłym roku wprowadził 14 nowych wersji Fiata 500, z których na szczególne zainteresowanie zasługują: Fiat 500 Collezione Spring, Fiat 500 Spiaggina oraz Fiat 500 Collezione Fall.
Rodzina Fiata 500 Collezione charakteryzuje się szeroką gamą oryginalnych opcji kolorystycznych, które można konfigurować w zależności od upodobań i, jak wskazują nazwy poszczególnych serii, także z uwzględnieniem zmienności pór roku: oferta utrzymana jest w tonacjach wiosennych, letnich i jesiennych. Będąc kreatorem trendów, Fiat 500 przykładowo na jesień 2018 r. oferował auta w dwóch oryginalnych kolorach: Opera Burgundy (bordowy) i Carrara Grey (szary). Linia nadwozia wzbogacona jest chromowanymi listwami na pokrywie silnika oraz paskiem okalającym nadwozie w kolorze miedzi, cechami wyróżniającymi serię Collezione.
Wszystkie auta dostępne są w wersji hatchback, ze szklanym dachem w standardzie lub cabrio, z otwieranym miękkim dachem.
Nowością technologiczną w 2018 roku okazała się rodzina fiata 500 Mirror prezentującaserię specjalną, przeznaczoną dla klientów ceniących nowoczesne rozwiązania i podążających za najnowszymi trendami z dziedziny multimediów i łączności.
Smartfon kierowcy, dostępny z poziomu samochodu, pozwala wykorzystywać wszystkie funkcje telefonu niezbędne podczas użytkowania auta i jest przykładem inteligentnego wykorzystania smartfona w samochodzie. Wyróżniający się Fiat 500 Mirror jest wyposażony w standardzie w system UconnectTM 7″HD LIVE z ekranem dotykowym kompatybilnym z Apple CarPlay i AndroidAuto.
W związku z nowymi normami Euro 6D, wprowadzonymi od 1 września 2018 roku, modernizacji zostałopoddanych 16 wersji silnikowych, przystosowując wszystkie jednostki do nowych limitów. Dzięki temu pełna gama samochodów produkowanych w Tychach jest wyposażona w ekologiczne silniki spełniające najnowsze wymagania związane z ograniczeniem emisji CO2.
10 maja 2018 r. z linii produkcyjnej zakładów Fiat Chrysler Automobiles w Tychach zjechał dwumilionowy samochód z rodziny 500. Był to Fiat 500 SS Spring Collezione, przeznaczony dla klienta na rynku włoskim. Od momentu rozpoczęcia produkcji modelu 500 w 2007 r., samochody z Tychów znalazły odbiorców w 100 krajach świata. Fiat 500 jest liderem w kategorii samochodów miejskich w Europie z ponad 2 milionami sprzedanych sztuk.
Ten rekordowy wynik pokazuje, że samochód cieszy się niezmienną popularnością i jest doceniany przez klientów. Sekretem światowego sukcesu Fiata 500 są między innymi serie specjalne, które wyróżniają model i dyktują trendy. Ogółem dotychczas zaprezentowano ich ponad 30.
Mimo wielu sukcesów FCA Poland nie osiada na laurach. Wyróżnienie otrzymane od WCM Association zobowiązuje i dlatego w tyskim zakładzie trwają nieustające prace nad ciągłym rozwojem, poszukiwaniem innowacyjnych rozwiązań i udoskonalaniem organizacji pracy. Jednym z elementów podnoszenia kwalifikacji oraz rozwoju jest projekt Plant Academy, który został pomyślany jako rodzaj środowiska edukacyjnego zorientowanego na rozwój praktycznych umiejętności technicznych oraz umiejętności przywódczych. Działania Plant Academy zaowocowały wdrożeniem wielu innowacyjnych rozwiązań technicznych. Przykładem opisanej ścieżki szkolenia jest rozwój automatycznych systemów kartezjańskich w obszarze załadunku detali na linie produkcyjne oraz system monitorowania strat energii. Kompetencje do obu tych projektów nabywane i rozszerzane były w Plant Academy na przygotowanych w laboratorium symulacjach.
Zakład w Tychach jest jednym z największych pracodawców w regionie, zatrudniał na koniec ubiegłego roku 2 627 osób.
Wiadomym jest, że dla gospodarki niezwykle istotnym i dochodowym elementem jest eksport, a kluczowe znaczenie w polskim eksporcie ma motoryzacja. 99% wyprodukowanych w 2018 roku samochodów marek: Fiat, Abarth, Lancia, (tj. 256 917 sztuk) wyeksportowano na 58 rynków świata.
W podziale na modele przedstawia się to następująco:
Fiat 500
182 334 szt.
Abarth 500
26 208 szt.
Lancia Ypsilon
48 375 szt.
Lista 10 największych zagranicznych odbiorców prezentuje się w następujący sposób:
Ceny energii, które rząd próbuje ustabilizować od dłuższego czasu, mogą być podwyższone przez to, że samorządy postanowiły zmienić opodatkowanie gruntów leśnych pod liniami energetycznymi przesyłającymi prąd na podatek od nieruchomości w stawce najwyższej.
– Podatek leśny jest bardzo niski, natomiast podatek od nieruchomości w stawce najwyżej jest ponad 200-krotnie większym obciążeniem finansowym – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Izabela Andrzejewska-Czernek, radca prawny w kancelarii Kochański i Partnerzy.
Cóż takiego się stało, że teraz samorządy zwiększają opodatkowanie wytwórców energii, co musi się przełożyć na wzrost cen, nawet jeśli ustawowo zostanie on przesunięty w czasie?
– Ta zmiana nie wynika z przepisów, a jedynie ze zmiany ich interpretacji. W prawie podatkowym takie działania są niedozwolone – wyjaśnia I.Andrzejewska-Czernek. Teraz wszystko jest w rękach sądów.
Dla firm energetycznych sytuacja jest szczególna, koszty wytwarzania energii bardzo wzrosły, a rząd ograniczył możliwości przeniesienia tego wzrostu na ceny. Kolejne zwiększenie obciążeń podatkowych sytuację tę jeszcze bardziej komplikuje, m.in. zwiększa ryzyko ograniczenia inwestycji przez firmy energetyczne.
10 stycznia 2019 r. w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach odbyła się III edycja Kongresu HR! Wydarzenie zorganizowała firma Brainstorm Group – wiodąca marka na polskim i ukraińskim rynku usług doradztwa biznesowego, strategicznego oraz szkoleń.
W tym roku tematem przewodnim konferencji był „HR dzisiaj i jutro”.
W czwartek o godzinie 8:00 rozpoczęła się rejestracja uczestników Kongresu. Ten czas był również wykorzystany na networking przy porannej kawie. W foyer sal balowych rozstawione były stoiska przedstawicieli firmy Brainstorm Group oraz partnerów kongresu: FUNK International Polska, Instytut Badań Edukacyjnych, Adviser Brokers, Miasteczko Twinpigs, Górnośląska Wyższa Szkoła Handlowa, Ekofruit, Filters International oraz Izar.
O godzinie 9:00 sala wypełniła się słuchaczami. Konferencję otworzyła Izabela Życzkowska – dziennikarka radiowa i telewizyjna, która wprowadziła gości w tematykę Konferencji , a następnie zapowiedziała pierwszą prelekcję.
O „Trendach w nauczaniu dorosłych” opowiedziała Paulina Gocała – Dyrektor Centrum Kształcenia Podyplomowego Akademia Humanistyczno-Ekonomiczna w Łodzi oraz Jacek Cymerman – trener i konsultant Brainstorm Group Sp Z o.o. Prelekcja dotyczyła wielu ważnych i aspektów- takich jak: aktualność cyklu Kolba, interesujące odkrycia neurobiologii a techniki uczenia dorosłych czy dostosowanie metody i techniki uczenia do preferencji pokoleniowych X, Y, Z.
Wystąpienie Jaśka Meli podróżnika, społecznika, prezesa Fundacji Poza Horyzonty dotyczyło między innymi tego, że „niemożliwe” tak naprawdę nie istnieje, a niepełnosprawność występuje tylko w naszych głowach. Co więcej prelekcja odnosiła się do balansu między życiem prywatnym i zawodowym oraz o realizowaniu swoich pasji.
Tematem kolejnej prelekcji było „Budowanie kultury organizacyjnej opartej na zaufaniu”, o którym opowiedzieli Joanna Morawiec – HR Manager AXA Assistance / AXA Partners CEE oraz Ireneusz Wolski – Członek Zarządu Brainstorm Group Sp. z o.o.
Prelegenci poruszyli istotne i bieżące aspekty dotyczące między innymi zaufania pracodawców do pracowników i odwrotnie.
Po krótkiej przerwie do dyskusji i refleksji skłonił interesujący oraz profesjonalny panel dyskusyjny „Zarządzanie talentami”, który poprowadziła MagdalenaOlechnowicz – trener i konsultant Brainstorm Group Sp. z o.o. Swoje opinie wygłosili: Radosław Toporek – HR Director TDJ S.A., Urszula Zając-Pałdyna – HR Project Manager, Lecturer, Blogger HRnaobcasach.pl, Anna Wyrwicz – HR Manager Kronospan OSB Sp. z o.o. Podczas panelu eksperci dyskutowali m.in.: o nowoczesnym zarządzaniu talentami w organizacji, planowaniu rozwoju i ścieżki karier w organizacji oraz o tym jak rozwijać ludzi, gdy nie mają już deficytów kompetencyjnych.
Po przerwie obiadowej o „Roli brokera w kształtowaniu polityki benefitowej przedsiębiorstwa” opowiedział Kamil Krukowski – Key Account Manager Funk International Polska Sp. z o.o.
Następnie na scenie pojawił się Marek Kuzaka – Prezes AMS SA oraz Bartosz Rusek – Członek Zarządu Brainstorm , którzy przeprowadzili prelekcję o przewodnim tytule – „Firma, w której każdy chce pracować.” Prelegenci zaprezentowani interesujący projekt, którego celem było przedstawienie m.in. czynników wpływających na satysfakcję pracownika. Co więcej eksperci zwrócili również uwagę na pozafinansowe elementy motywowania pracowników.
Z kolei Aleksandra Wojciechowska – Doradca regionalny i promotor Zintegrowanego Systemu Kwalifikacji, specjalista ds. badań i analiz w Instytucie Badań Edukacyjnych przybliżyła temat związany z „HRem, a Zintegrowanym Systemem Kwalifikacji”.
Po przerwie kawowej ostatnim punktem w programie była prelekcja prowadzona przez Rafała Rakoczego – youngmedia oraz Sebastiana Matyniaka – Prezesa Zarządu Brainstorm Group Sp. z o.o. dotycząca” Roli mobilnych aplikacji w motywowaniu pracowników”. Podczas tej konwersacji prelegenci skupili się na kilku ważnych i rozchwytywanych aspektach – programach lojalnościowych dla pracowników, microfeedbackach oraz aplikacjach motywacyjnych dla zagranicznych pracowników.
Po ostatniej prelekcji nadszedł czas na ostatnie pytania i zamknięcie III Kongresu HR, który obfitował w rzetelne informacje, najbardziej aktualne trendy oraz dobre praktyki zaprezentowane przez ekspertów i uczestników.
Zachęcamy do śledzenia na bieżąco aktualności na facebooku Kongresu HR oraz zapraszamy do udziału w kolejnej edycji konferencji!
We wtorek wieczorem funt brytyjski umocnił się o ponad 1% względem polskiego złotego, mimo że w wyniku głosowania nad wynegocjowaną przez Theresę May umową regulującą wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej projekt został odrzucony znaczną większością głosów.
432 parlamentarzystów zagłosowało przeciwko tzw. Withdrawal Agreement, zaledwie 202 opowiedziało się za umową proponowaną przez May. Kolosalna przewaga 230 głosów oznacza rekordową porażkę, która nie przydarzyła się jeszcze żadnemu rządowi w historii Wielkiej Brytanii. O ile samo odrzucenie umowy May przez Izbę Gmin było dość powszechnie oczekiwanym scenariuszem (mocno wycenionym przez rynki), skala przewagi opowiadających się przeciwko Withdrawal Agreement znacząco przekroczyła średnie oczekiwania.
Na kilka godzin przed głosowaniem funt brytyjski dość jednostajnie tracił – inwestorzy spodziewali się, że Theresa May przegra głosowanie sporą liczbą głosów. Niedługo po ogłoszeniu werdyktu w Izbie Gmin kurs GBP/PLN na krótko spadł poniżej poziomu 4,79. Funt osłabił się również w parze z dolarem amerykańskim i euro.
Kurs GBP/USD & GBP/EUR (15/01/2019)
Źródło: Thomson Reuters Data: 15/01/2019
Osłabienie szterlinga okazało się jednak tymczasowe. Chwilę później para wzrosła powyżej poziomu 4,80 i zbliżyła się do okolic 4,85, kończąc dzień na plusie. Jesteśmy zdania, że inwestorzy postanowili, dość paradoksalnie, potraktować skalę przegranej Theresy May za zjawisko korzystne dla funta w krótkim okresie. Znacznie węższa przewaga przeciw Withdrawal Agreement mogłaby oznaczać kontynuację bezowocnych dyskusji na linii Unia Europejska-Wielka Brytania, w wyniku czego po kilku tygodniach prawdopodobnie doszłoby do kolejnego głosowania, które również nie musiałoby zakończyć się sukcesem.
Nie widzimy w tym momencie zbyt dużych szans na to, żeby brytyjski parlament był w stanie zaakceptować umowę regulującą wyjście Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej przed wyznaczonym terminem 29 marca, kiedy ma rozpocząć się Brexit. Liderzy Partii Konserwatywnej, głowy państw UE oraz Partia Pracy są przeciwni tzw. Brexitowi bez umowy, stąd spodziewamy się, że z bardzo dużym prawdopodobieństwem dojdzie do przesunięcia realizacji Artykułu 50 o co najmniej trzy miesiące.
Dodatkowy czas może okazać się potrzebny nie tylko na przygotowanie ugodowego rozwiązania – w tym czasie rośnie również prawdopodobieństwo przeprowadzenia drugiego referendum, tzw. People’s vote. Jak już powtarzaliśmy wielokrotnie przy różnych okazjach taki scenariusz byłby niewątpliwie pozytywny dla funta – oznaczałby on szanse zbliżone do 50/50 na to, że Wielka Brytania pozostałaby w Unii Europejskiej.
Co dalej?
Wniosek przewodniczącego opozycyjnej Partii Pracy, Jeremy’ego Corbyna o wotum nieufności dla rządu May, złożony po wczorajszym głosowaniu, nie był zaskoczeniem. Będzie to jednocześnie pierwsze tego typu głosowanie od marca 1979 roku. W środę w Izbie Gmin odbędzie się debata poprzedzająca głosowanie nad wotum, po czym o 20:00 czasu polskiego posłowie zdecydują o dalszych losach obecnego rządu. Jeżeli izba poprze wotum, kolejne wybory parlamentarne powinny zostać przeprowadzone w przeciągu kilku tygodni. Zakładamy jednak, że obecny rząd przetrwa najbliższe głosowanie.
W wyniku przyjęcia tzw. poprawki Grieve’a i w konsekwencji głosowania w Izbie Gmin, Theresa May ma obecnie 3 dni robocze na przedstawienie parlamentowi planu dalszych działań. W poniedziałek May powinna przedstawić alternatywny plan, który najpewniej będzie zawierał propozycję przesunięcia terminu wyjścia z UE – mimo, że przed wtorkowym głosowaniem premier Wielkiej Brytanii kategorycznie odrzucała taką możliwość.
Wydłużenie okresu poprzedzającego Brexit byłoby naszym zdaniem dość pozytywne dla funta brytyjskiego. Zwiększyłoby szanse na to, że umowa regulująca wyjście z UE byłaby korzystna dla obu stron, jak również otworzyłoby możliwość przeprowadzenia kolejnego referendum. Podtrzymujemy zatem naszą prognozę, która zakłada umocnienie brytyjskiej waluty z obecnych poziomów w krótkim okresie. Jesteśmy również optymistami względem dłuższego okresu. Uważamy, że nawet przeprowadzone chaotycznie i opóźnione wyjście z Unii Europejskiej odsunęłoby na bok niepokój związany z tzw. Brexitem bez umowy. To z kolei naszym zdaniem sprawiłoby, że funt brytyjski stałby się jedną z najlepiej radzących sobie głównych walut w tym roku.
Autorzy: Analitycy Ebury – Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk
Veeam® Software, lider rozwiązań do tworzenia kopii zapasowych, które umożliwiają inteligentne zarządzanie danymi, poinformował, że fundusz venture capital Insight Venture Partners zainwestował 500 mln USD. Inwestycji dokonano we współpracy z kanadyjskim państwowym funduszem inwestycyjnym Canada Pension Plan Investment Board (CPPIB). Celem jest przyspieszenie kolejnej fazy rozwoju Veeam jako czołowego dostawcy rozwiązań do zarządzania danymi w chmurach prywatnych i publicznych. Firma Veeam wykorzysta kapitał i doświadczenie Insight Onsite, jednostki organizacyjnej Insight Venture Partners zajmującej się realizacją strategii biznesowych, w celu przyspieszenia rozwoju zarówno organicznego, jak i rozwoju przez fuzje i przejęcia.
Veeam to jedna z największych na świecie firm zajmujących się tworzeniem oprogramowania. Jej roczny obrót to około 1 mld USD. Organizacja ma ponad 325 000 klientów, a każdego roku zdobywa 50 000 nowych. W ostatnich 12 latach Veeam rozwijał się organicznie na rosnącym w zawrotnym tempie rynku rozwiązań do zarządzania danymi w chmurze, na które przedsiębiorstwa wydają rocznie około 30 mld USD[1]. Potwierdzeniem tego rozwoju jest fakt, że Veeam obsługuje więcej środowisk produkcyjnych niż jakakolwiek inna firma na rynku zajmująca się zarządzaniem systemami.
Ratmir Timashev, współzałożyciel i wiceprezes Veeam ds. sprzedaży i marketingu
„Z Jeffem Horingiem i Michaelem Triplettem z Insight Venture Partners współpracujemy od 2002 roku, kiedy to Insight zainwestował w naszą pierwszą spółkę, Aelita Software. Wówczas Insight zapewnił nam strategiczne doradztwo i wsparcie, a po sprzedaży tej spółki firmie Quest Software w 2004 kontynuowaliśmy naszą współpracę. Przez wszystkie te lata Insight był zaufanym doradcą Billa Largenta, Andreia Baronova oraz moim, a w 2013 r. nabył nawet mniejszościowy pakiet akcji Veeam. Obecnie Veeam jest liderem w obszarze zarządzania danymi. Mamy ponad 325 000 klientów i 60 000 partnerów, a z naszych rozwiązań korzysta 82 proc. firm z listy Fortune 500. Analitycy branżowi wskazują Veeam jako lidera we wszystkich sektorach. Dzięki inwestycji poczynionej przez Insight i CPPIB jestem przekonany, że uda nam się osiągnąć kolejny poziom” – powiedział Ratmir Timashev, współzałożyciel i wiceprezes Veeam ds. sprzedaży i marketingu.
„W ostatnich dziesięciu latach Veeam zdobył pozycję czołowego dostawcy oprogramowania do tworzenia kopii zapasowych i odzyskiwania danych w środowiskach fizycznych, a obecnie jest liderem rynku rozwiązań do zarządzania danymi w prywatnych i publicznych środowiskach przetwarzania w chmurze. Jedynie duże przedsiębiorstwa, takie jak Amazon czy Apple, są w stanie utrzymać czołowe pozycje na wielu rynkach jednocześnie, a Veeam właśnie dołączył do tego elitarnego grona. Veeam jest niekwestionowanym liderem pod względem technologii, wizji i strategii wprowadzania produktów na rynek. Wierzymy, że firma jeszcze bardziej umocni tę pozycję. Insight jest podekscytowany perspektywą kontynuowania tej współpracy wraz z kierownictwem Veeam” – powiedział Michael Triplett, dyrektor zarządzający Insight Venture Partners oraz członek Rady Dyrektorów Veeam.
Inwestycja Insight Venture Partners to dowód zaufania dla wizji i kierunku wyznaczonych przez kierownictwo Veeam, czyli bycia najbardziej zaufanym dostawcą rozwiązań do tworzenia kopii zapasowych, które – za pośrednictwem rozwiązania Veeam Availability Platform – umożliwiają inteligentne zarządzanie danymi oraz zapewniają klientom na całym świecie elastyczność, dostępność i przyspieszenie działalności. Dzięki specjalistycznej wiedzy Insight Venture Partners inwestycja umożliwi Veeam przyspieszenie rozwoju organicznego, tzn. wprowadzania innowacji w ofercie rozwiązań oraz zwiększania zasięgu geograficznego, jak również za pomocą fuzji i przejęć, które pomogą Veeam wejść na sąsiednie rynki.
Zgodnie z warunkami inwestycji Michael Triplett, dyrektor zarządzający Insight Venture Partners, wejdzie w skład Rady Dyrektorów Veeam.
Doradcą przy transakcji był Gordon R. Caplan, wiceprezes Willkie Farr & Gallagher LLP.
[1] Uwaga: Prognozowana wielkość rynków do 2021 r.; roczne składane stopy wzrostu (CAGR) w prognozowanym okresie trzech lat.
Źródła:
Prognoza Gartner: Enterprise Software Markets, Worldwide, 2014-2021, 2Q17 Update, Hai Swinehart, Chad Eschinger, Robert Anderson, Bianca Granetto, April Adams, Laurie Wurster, Federico de Silva, Colleen Graham, Fabrizio Biscotti, Chris Pang, Matthew Cheung, Nigel Montgomery, Craig Roth, Sid Deshpande, Michael Warrilow, Terilyn Palanca, Jim Hare, Alys Woodward, Julian Poulter, JP Corriveau, Yanna Dharmasthira, Alan Dayley, 27 czerwca 2017 r.
2 stycznia 2019 roku oficjalnie rozpoczął działalność Mercedes-Benz Trucks Polska, nowa spółka Daimler AG w Polsce. Jej utworzenie to kolejny krok drodze do coraz lepszego rozpoznawania i spełniania potrzeb tego sektora rynku. Decyzja koncernu o utworzeniu podmiotu dedykowanego wyłącznie klientom samochodów ciężarowych ma charakter globalny. W naszym kraju nowa spółka została wydzielona ze struktur dotychczasowej Mercedes-Benz Polska.
Celem strategicznym Mercedes-Benz Trucks Polska jest wyłączna koncentracja na realizacji potrzeb rynku pojazdów ciężarowych we wszystkich obszarach działalności – sprzedaży, serwisie, marketingu i PR oraz innych niezbędnych usług.
– Ta zmiana jest w istocie rzeczy efektem procesu, który rozpoczął kilka lat temu program Customer Dedication – wyjaśnia Przemysław Rajewski, Prezes Zarządu Mercedes-Benz Trucks Polska. – Dostrzegliśmy wówczas, że klienci samochodów osobowych i dostawczych oraz ciężarowych wymagają coraz dokładniejszego dostosowania pod kątem różnych potrzeb, a nie działań skoncentrowanych jedynie na wspólnej marce Mercedes-Benz. Oczywiście sprzedaż pojazdów zawsze była rozłączna, ale wiele innych obszarów – takich jak serwis, obsługa posprzedażna, PR, marketing oraz inne usługi – działało wspólnie.
Nowa spółka jest efektem zmian zachodzących również w koncernie Daimler AG, o których decyzja zapadła jeszcze w połowie 2018 roku: było nią wydzielenie trzech głównych sektorów działalności: samochody osobowe i dostawcze, usługi finansowe oraz właśnie pojazdy ciężarowe i autobusy.
– To naturalne i zdrowe rozwiązanie, jeśli przyjrzeć się takim zagadnieniom jak np. serwis – mówi Przemysław Rajewski. – W przypadku pojazdów osobowych i dostawczych klienci poruszają się głównie w mieście, łatwo też zapewnić samochód zastępczy lub taksówkę w razie awarii. Tymczasem w transporcie międzynarodowym stacje dealerskie i serwisowe powinny leżeć poza miastami, bo potrzebują więcej przestrzeni, żeby pomieścić wszystkie potrzebne usługi. Poza tym ciężarówka nie może stać, musi pracować, a ze względu na specyfikę branży – zezwolenia, ładunki, dane pojazdu – podstawienie zastępczego ciągnika nie jest rozwiązaniem.
W efekcie zmiany nowa spółka Mercedes-Benz Trucks Polska zyska większą samodzielność i elastyczność. Nowa spółka nie stawia sobie za cel rewolucyjnych zmian, jest to raczej potwierdzenie kontynuacji i deklaracja pogłębienia obranego kierunku działań na poziomie strukturalnym.
Na jakie nowości mogą liczyć klienci Mercedes-Benz Trucks Polska?
– Dzięki tej zmianie będziemy bliżej naszych klientów, a drogi decyzyjne wewnątrz firmy będą krótsze i bardziej efektywne – wyjaśnia Magdalena Konarska, Wiceprezes Zarządu Mercedes-Benz Trucks Polska. – Klienci otrzymają szybciej lepiej dopasowane do ich potrzeb produkty i usługi. Jest to również odpowiedź Daimler AG na trendy biznesowe, takie jak digitalizacja, usieciowienie: chcemy dostarczać nie tylko pojazd, ale kompleksowe usługi mobilne, finansowanie – wszystko dopasowane do potrzeb przedsiębiorcy transportowego. Polska jest obecnie czwartym rynkiem w Europie, jeśli chodzi o jego wielkość. Rośnie ilość zleceń transportowych – ale z drugiej strony narastają problemy z brakiem kierowców. Dlatego tak istotne jest, żeby producent samochodów ciężarowych był dla swoich klientów partnerem. Uważamy, że naszym zadaniem jako marki premium jest przygotowanie kompleksowej oferty skrojonej na miarę klienta, a do tego niezbędne jest pełne zrozumienie wszystkiego, co wiąże się z branżą, w której działa. Po to właśnie powstał Mercedes-Benz Trucks Polska – podsumowuje Magdalena Konarska.
Izba Gmin odrzuciła większością głosów plan Brexitu przygotowany przez Theresę May. Teraz brytyjska premier ma trzy dni, aby przygotować nową propozycję wyjścia z Unii Europejskiej. Co polityczny chaos znaczy dla osób planujących studia w Wielkiej Brytanii? Co dla już studiujących?
Przemysław Jeziorowski, Elab Education Laboratory
Polskie firmy, które ułatwiają studentom dostanie się na najlepsze brytyjskie uniwersytety, już od kilku miesięcy widzą rosnące zainteresowanie innymi kierunkami. 138 tys. osób z Unii Europejskiej studiuje w Wielkiej Brytanii, w tym ponad 6,5 tys. osób z Polski. Brytyjskie uczelnie należą do najczęściej wybieranych przez polskich studentów.
29 marca 2019 r. Wielka Brytania powinna opuścić Unię Europejską. Jednak narastająca polityczna burza wokół ostatecznych warunków Brexitu stawia w niejasnej sytuacji osoby, które studia na Wyspach dopiero planują. Liczący 600 stron plan wyjścia Wielkiej Brytanii z UE, odrzucony przez parlament 15 stycznia, dotyczył praw i warunków, które zapewniają sobie Brytyjczycy w Unii. Nie było w nim mowy o tym, co będzie czekać innych obywateli na terenie Wielkiej Brytanii.
Jeszcze wiosną 2018 roku brytyjskie uczelnie mówiły jednym głosem, zapraszając studentów i badaczy z całego świata. Ponad setka uczelni przyłączyła się do kampanii #WeAreInternational, zapewniając, że Brexit nie wpłynie negatywnie na międzynarodową wymianę. Warunki dla rozpoczynających studia w roku 2018/2019 lub 2019/2020 osób z UE miały pozostać takie same jak przed Brexitem. 20 grudnia 2018 roku brytyjski rząd zapewniał, że plan porozumienia gwarantuje ciągłość studiów uczestnikom programu Erasmus+ do grudnia 2020 roku. W przypadku scenariusza wyjścia bez umowy, rząd gwarantuje stypendia wydane w czasie, kiedy Wielka Brytania była członkiem Unii Europejskiej.
– Nikt nie lubi stanu przedłużającej się niepewności. W związku z niejasnością wokół Brexitu od jakiegoś czasu zauważyliśmy większe zainteresowanie krajami takimi jak Stany Zjednoczone, Holandia, czy Dania, gdzie studia są bezpłatne – mówi Przemysław Jeziorowski z warszawskiej firmy Elab Education Laboratory, która wspiera kandydatów w przygotowaniu się do aplikacji na zagraniczne uczelnie. – Z tego też względu więcej studentów zaczęło interesować się Szkocją, która potwierdziła utrzymanie darmowych studiów dla Polaków, którzy rozpoczną je w 2019, a także 2020 roku. Również Anglia i Walia potwierdziły przedłużenie obecnych warunków studiów jedynie dla osób rozpoczynających studia w nowym roku akademickim 2019/2020.
Niezależnie od warunków na jakich Wielka Brytania wyszłaby z Unii Europejskiej, studenci rozpoczynający studia w tym roku, jak i ci, którzy je kontynuują zachowują gwarancję takich samych warunków studiów jak przed Brexitem. Choć nie ma jeszcze żadnych ustaleń, trzeba się spodziewać wzrostu opłat dla studentów z Unii Europejskiej począwszy od roku 2020/2021.
Co można dziś poradzić Polakom planującym podjęcie studiów w przyszłym roku? – Znaleźliśmy się w sytuacji braku informacji. Wynika to z wciąż niejasnej sytuacji, na jakich warunkach Wielka Brytania rozstanie się z Unią. Tego dowiemy się w najbliższym czasie – mówi Przemysław Jeziorowski z Elab Education Laboratory. – Kto chce studiować za granicą i mieć pewność, że jego wysiłek aplikacyjny nie pójdzie na marne, powinien zainteresować się studiami w Danii, Holandii, Irlandii, Włoszech, a także Kanadzie, USA, a nawet w dalekiej Australii.
Głosowanie w Brytyjskiej Izbie Gmin zdecydowanie przegrane przez ekipę Theresy May. Wciąż jednak nie wiadomo co dalej, większość scenariuszy wciąż jest możliwych.
Brytyjczycy przeciwko tej wersji Brexitu
Głosowanie nad Brexitem pokazało, że sama idea już była chybiona. Przeciw zagłosowali zarówno przeciwnicy Brexitu jak również zwolennicy twardego opuszczenia struktur unijnych. W wyniku jednomyślności opozycji oraz rozłamu w partii rządzącej nie może dziwić, że doszło do rekordowej porażki premier w historii parlamentaryzmu. W wyniku głosowania zgodnie z przewidywaniami analityków funt zyskał odrobinę na wartości. Najsilniej zyskał względem dolara, gdzie było to nawet 1,5%. Mniejsze były umocnienia względem euro i złotego, chociaż tutaj nadal były to okolice 1% czyli około 5 groszy. W wyniku tego ruchu funt po raz kolejny zbliżył się do poziomu 4,85 zł.
Co dalej z Brexitem?
Wydawać by się mogło, że głosowanie przyniesie również rozwiązanie problemu. Nic bardziej mylnego. Obecnie w grze są wciąż niemal wszystkie rozwiązania. Wzrosły natomiast szanse na rozwiązania skrajne. Mowa w tym momencie zarówno o powtórnym referendum, którego domaga się chociażby Szkocka Partia Narodowa, jak i twardym opuszczeniu struktur Unii. Jak zareagują przedstawiciele Uni? Na razie ich stanowisko jest bardzo wyraźne – nie będzie kolejnych negocjacji. Spowodowane jest to strachem przed kolejnymi exitami. Jest też oczywiście szansa, że Wielka Brytania otrzyma dodatkowy czas. Taki scenariusz jest tym bardziej prawdopodobny jeżeli w środę Theresa May miałaby nie otrzymać wotum zaufania. Analitycy spodziewają się, że im dalej będziemy od twardego Brexitu tym lepiej dla funta. Wydaje się, że szczególnie pożądanym scenariuszem jest ponowne referendum, które daje duże nadzieje odrzucić Brexit.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
15 stycznia br. rozpoczęła się rekrutacja do pierwszej edycji akceleratora MIT Enterprise Forum CEE, adresowanego do startupów z Polski oraz czternastu krajów Europy Środkowo-Wschodniej, w tym m.in. z Węgier, Rumuni, Estonii i Ukrainy. Organizatorem programu jest Fundacja Przedsiębiorczości Technologicznej, która z sukcesem zrealizowała dotychczas pięć edycji programu MIT Enterprise Forum Poland. Projekt afiliowany z najlepszą uczelnią technologiczną na świecie Massachusetts Institute of Technology wspierają czołowe polskie przedsiębiorstwa oraz Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, która przyznała grant na realizację programu w wysokości 15 milionów złotych.
Celem programu jest wsparcie najbardziej innowacyjnych startupów naukowo-technologicznych z Polski i Europy Środkowo-Wschodniej poprzez połączenie ich potencjału z wiedzą i zasobami dużych przedsiębiorstw z branży finansowej, ubezpieczeniowej, energetycznej oraz life science, a także doświadczeniem mentorów, którzy osiągnęli spektakularne sukcesy w biznesie międzynarodowym. Startupom z krajów CEE zostanie dedykowany zespół, który pomoże im rozwinąć działalność w Polsce. Przez trzy miesiące młodzi przedsiębiorcy będą dopracowywali swoje modele biznesowe, uzyskają dostęp
do unikalnego know-how, zaplecza technicznego i technologicznego partnerów programu, a także dofinansowanie na rozwój działalności w kwocie nawet do 200 tysięcy złotych.
Startupy z CEE na topie
Program MIT Enterprise Forum CEE jest częścią globalnej sieci MIT Enterprise Forum, która posiada swoje oddziały w kilkunastu stanach USA, a także m.in. w Grecji, Hiszpanii, Izraelu, Turcji i Pakistanie. Do tej pory Polska była jedynym krajem w Europie Środkowo-Wschodniej, w którym realizowano akcelerację startupów pod marką MIT Enterprise Forum.
Od 15 stycznia do tego grona dołączy kolejnych czternaście państw: Czechy, Słowacja, Węgry, Austria, Rumunia, Słowenia, Chorwacja, Serbia, Bułgaria, Ukraina, Białoruś, Litwa, Łotwa oraz Estonia.
– Kraje Europy Środkowo-Wschodniej to obecnie jeden z najgorętszych rejonów, jeśli chodzi o rozwój startupów technologicznych i tworzenie innowacyjnych rozwiązań dla różnych gałęzi przemysłu. Ze względu m.in na uwarunkowania historyczne oraz duże zróżnicowanie społeczno-gospodarcze rozwój ekosystemu startupowego rozpoczął się tu później niż w innych częściach świata. Kraje CEE bardzo szybko nadrabiają jednak zaległości i obecnie możemy obserwować dynamiczny rozwój unikalnych projektów z ogromnym potencjałem do komercjalizacji na rynkach narodowych i międzynarodowych– mówi Antoinette Mathews, dyrektor MIT Enterprise Forum Global – Doskonałym tego przykładem jest chociażby ponad 100 startupów, które przeszły akcelerację w programie MIT Enterprise Forum Poland. To upewniło nas w przekonaniu, że warto otworzyć się z programem na kraje Europy Środkowo-Wschodniej – dodaje.
Przyciągnąć najlepsze technologie do Polski
Akceleracja MIT Enterprise Forum CEE będzie realizowana w ścieżce ogólnej oraz czterech ścieżkach tematycznych: Zdrowie, Industry 4.0, Energy & Smart Buildings oraz Fintech & Insurtech. Partnerami programu są rynkowi giganci m.in. Adamed, PZU, Nationale-Nederlanden. Startupy, które zakwalifikują się do projektu zyskują nie tylko szansę współpracy z nimi i przejście akceleracji zgodnie z modelem 24 kroków zdyscyplinowanej przedsiębiorczości rozwiniętym przez Williama Aulet’a, profesora Massachusetts Institute of Technology (MIT), ale również możliwość globalnego networkingu, konsultacji z prawnikami, rzecznikami patentowymi i coachami sprzedaży, a także nawiązania relacji biznesowych z potencjalnymi partnerami i inwestorami.
– Do programu zapraszamy startupy technologiczne z Polski i krajów CEE, które dysponują innowacyjnymi rozwiązaniami, najlepiej zarównojuż zweryfikowane przez rynek, ale również te na wczesnych etapach rozwoju. Naszym celem jest przyspieszenie rozwoju firm, które chcą się rozwijać na rynkach międzynarodowych, w tym przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych, gdzie MIT Enterprise Forum CEE ma gęstą sieć powiązań biznesowych. Jeśli chodzi o startupy z regionu CEE, zależy nam na zaangażowaniu ich do rozwijania biznesów w Polsce, tak aby z ich unikalnych technologii mogli korzystać rodzimi przedsiębiorcy – mówi Łukasz Owczarek, Head of Acceleration w Fundacji Przedsiębiorczości Technologicznej, która jest organizatorem programu MIT Enterprise Forum CEE.
Partnerami głównymi programu są Adamed – firma farmaceutyczno-biotechnologiczna, która powstała na bazie polskiej myśli naukowej i własnych patentów oraz MCX – trzon silnej grupy wyspecjalizowanych spółek, w skład której wchodzą m.in. spółki z obszaru rozwiązań teleinformatycznych oraz energii odnawialnej.
Partnerami wspierającymi są Elzab, Nationale-Nederlanden, MDI Energia SA, Sollers Consulting oraz PZU. Partnerami merytorycznymi – Autoryzowane Centrum Szkoleniowe Sandler Training – Twarowski & Posmyk, Crido, EU Patent, Extended Tools, Novismo, TaxLab oraz Hasik Rheims & Partners. Organizacjami wspierającymi akcelerację są CMS Law.Tax, Fundacja na rzecz Nauki Polskiej oraz Stowarzyszenie Organizatorów Ośrodków Innowacji i Przedsiębiorczości w Polsce (SOOIPP).
Realizacja programu wspierana jest grantem przyznanym Fundacji Przedsiębiorczości Technologicznej przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości w ramach Działania 2.5 POIR Programy Akceleracyjne.
Aż 81 proc. menadżerów IT na świecie uważa, że wytwarzanie oprogramowania metodyką DevOps w sposób znaczący ogranicza czas potrzebny na stworzenie systemu IT lub aplikacji, a wdrożenie DevOps we własnej organizacji jest jednym z najważniejszych wyzwań dla ich firmy – wynika z badań firmy GitLab. Jednocześnie jednak, jak pokazuje badanie firmy 2nd Watch, tylko 22 proc. firm połączyło zespoły zajmujące się produkcją i utrzymywaniem działającego oprogramowania, co jest podstawą DevOps.
Metodyka wytwarzania oprogramowania DevOps (nazwa pochodzi od skrótu słów „Development” i „Operations”) zakłada ścisłą współpracę pomiędzy deweloperami i operatorami już działającego systemu IT. DevOps idealnie sprawdza się w przypadku organizacji, które często wdrażają zmiany w swoich cyfrowych produktach a chciałyby to robić w jak najkrótszym czasie i z zachowaniem wysokiej jakości. Tymczasem, jak pokazują badania, większość firm, mimo świadomości płynących z tego korzyści, ciągle ma duże problemy z praktycznym zastosowaniem tej metodyki.
„Z badania GitLab wyłania się umiarkowanie optymistyczny obraz adaptacji DevOps przez organizacje na świecie. Wyniki pokazują, że 42 proc. programistów zatrudnionych w firmach rozumie w jaki sposób wprowadzane przez nich zmiany wpływają na działanie aplikacji, a 39 proc. ma dostęp do środowiska testowego, które umożliwia im przetestowanie wprowadzanych zmian na systemie tożsamym z produkcyjnym. 56 proc. przebadanych programistów ma także pełny wgląd w działania podejmowane przez inne zespoły pracujące nad stworzeniem i eksploatacją systemu IT” – mówi Artur Witek, wiceprezes zarządu firmy konsultingowej Grape Up, która uczy firmy, jak „być DevOps”.
Jak podkreśla przedstawiciel Grape Up, przedstawione powyżej dane dotyczą zespołów programistycznych zatrudnionych w biurach oraz określonych przez autorów badania jako „mniej wydajne”. W zespołach pracujących zdalnie i z większą wydajnością odsetek programistów rozumiejących wpływ ich pracy na działanie aplikacji jest znacznie większy (61 proc.), podobnie jak odsetek programistów mających dostęp do dobrego środowiska testowego (60 proc.) oraz z dobrym wglądem w pracę innych zespołów (62 proc.).
„Dostęp do odpowiednich narzędzi oraz kultura organizacji nastawiona na współpracę i komunikację pomiędzy różnymi zespołami pracującymi nad tym samym systemem IT, ale w różnych jego cyklach życia, to fundamenty metodyki DevOps. Jednocześnie jednak nie są to elementy wystarczające, bo ważna jest także automatyzacja we wszystkich obszarach produkcji oprogramowania oraz ścisła współpraca zespołów zajmujących się developmentem i eksploatacją systemu IT. A z tym jest już znacznie gorzej” – mówi Artur Witek.
W badaniu GitLab respondenci przyznali, że najwięcej opóźnień w produkcji oprogramowania w ich organizacjach zdarza się na etapie testów (52 proc.), planowania (47 proc.), wdrożenia produkcyjnego (31 proc.) oraz weryfikacji kodu (30 proc.). To bardzo czytelne wskaźniki, że proces automatyzacji nie jest pełny. Przebadani programiści i menadżerowie IT mają tego świadomość i sami wskazują, że proces wytwarzania oprogramowania w ich firmach to bardziej metodyka Agile (69 proc. wskazań) niż DevOps (23 proc).
Jeszcze wyraźniej na trudność w praktycznym wykorzystaniu potencjału DevOps w firmach wskazują wyniki niedawnego badania firmy 2nd Watch, które zostały przeprowadzone wśród przedsiębiorstw w USA. Aż 78 proc. respondentów przyznało w nich, że nie połączyło swoich zespołów zajmujących się produkcją i eksploatacją oprogramowania. Dodatkowo 38 proc. przebadanych organizacji zarządza swoją infrastrukturą IT w sposób manualny bez jakiejkolwiek automatyzacji w tym obszarze. Nieco lepiej jest w obszarze automatyzacji testów (75 proc. wskazań) oraz automatyzacji wdrożeń nowego kodu na platformę produkcyjną (70 proc.). Dodatkowo tylko 25 proc. firm amerykańskich ma jedno wspólne środowisko do produkcji, testów i wdrożeń oprogramowania, a 47 proc. w jakimś stopniu współdzieli ten kod, ale w oparciu o odrębne procesy.
„Oba te badania pozwalają stwierdzić, że tylko w około co piątej firmie na świecie można mówić o wdrożonej w pełni metodyce DevOps. W pozostałych firmach są tylko jakieś elementy tej metodyki, pomimo dużej świadomości korzyści z wdrożenia DevOps i dążenia firm do produkcji oprogramowania z wykorzystaniem tego podejścia” – komentuje Artur Witek.
Chociaż wyniki badań pokazują wciąż pewne problemy ze zrozumieniem w firmach czym jest DevOps i z praktycznym jego zastosowaniem, to jednak Artur Witek zwraca jeszcze uwagę na przykład firm konsultingowych pomagających we wdrożeniu DevOps, takich jak Grape Up, które zostało właśnie uhonorowane Gazelą Biznesu, a jej przychody w pierwszej połowie 2018 roku wzrosły o 60 proc. w porównaniu do roku poprzedniego.
„Liczba trafiających do nas zapytań o usługi konsultingowe związane z DevOps rośnie znacząco z roku na rok. To także pokazuje, jak duże jest zainteresowanie wśród firm wdrożeniem tej metodologii oraz rosnącą świadomość menadżerów IT, że jest to trudne zadanie, niejednokrotnie wymagające pomocy zewnętrznych ekspertów, ale jednocześnie warte związanego z tym wysiłku. Trend ten jest zdecydowanie na fali wzrostowej” – podsumowuje przedstawiciel Grape Up.
Badanie GitLab zostało przeprowadzone na próbie 5296 specjalistów IT z całego świata (w tym z Polski) pod koniec 2017 roku. Pełne wyniki tego badania są dostępne tutaj: https://about.gitlab.com/developer-survey/2018/. Badanie 2nd Watch zostało przeprowadzone na próbie 1000 specjalistów IT z firm amerykańskich w połowie 2018 roku. Pełne wyniki tego badania są dostępne tutaj: http://2ndwatch.com/wp-content/uploads/2018/06/DevOps-Survey-Infographic-2018.pdf.
Według opublikowanego dziś raportu World Economic Forum Global Risks Report 2019, obserwowana na poziomie globalnym zdolność podejmowania wspólnego działania w obliczu poważnych kryzysów osiągnęła krytycznie niski poziom. Pogarszające się stosunki międzynarodowe hamują przeciwdziałanie coraz bardziej zróżnicowanym ryzykom. Jednocześnie, rysująca się w ciemnych barwach perspektywa gospodarcza, częściowo spowodowana napięciami geopolitycznymi, może jeszcze bardziej zaszkodzić potencjalnej współpracy międzynarodowej w 2019 roku.
Global Risks Report, przygotowany w oparciu o wyniki badania ankietowego Global Risks Perception Survey, w którym wzięło udział około 1000 ekspertów i decydentów, wskazuje na pogorszenie warunków gospodarczych i geopolitycznych. W 2018 r. spory handlowe znacznie się zaostrzyły, a raport ostrzega, że w 2019 r. wzrost gospodarczy będzie hamowany przez utrzymujące się napięcia geoekonomiczne. Aż 88% respondentów spodziewa się nasilenia niekorzystnych tendencji w obszarze umów i norm regulujących wielostronne transakcje handlowe.
Negatywne uwarunkowania gospodarcze stanowią zagrożenie dla współpracy międzynarodowej – jak wynika z raportu w 2019 r. możemy spodziewać się dalszego jej osłabienia, wynikającego z rosnącego napięcia geopolitycznego pomiędzy głównymi potęgami. 85% respondentów tegorocznej wskazuje, że ryzyko „politycznej konfrontacji między głównymi potęgami” wzrośnie. Raport podkreśla także ryzyko związane z tym, co określamy jako „multikonceptualny” porządek świata – taki, w którym niestabilność geopolityczna stanowi odzwierciedlenie nie tylko chwiejnej równowagi sił, ale także rosnącego znaczenia różnic w zakresie podstawowych wartości.
„Zagrożenia dla wzrostu gospodarczego i globalnego handlu sprawiają, że w 2019 r. potrzeba ponownego ustrukturyzowania współpracy międzynarodowej stała się bardziej paląca niż kiedykolwiek. Po prostu nie mamy takiej ‘broni’, którą można by skutecznie walczyć z dynamiką spowolnienia. Skoordynowane współdziałanie jest obecnie kluczowe dla podtrzymania wzrostu i stawienia czoła poważnym zagrożeniom, przed jakimi staje dziś świat” – zauważa Břrge Brende, President of the World Economic Forum.
Perspektywa zyskana po dziesięciu latach przeprowadzania ankiety pozwala zauważyć, że chociaż ryzyka cybernetyczne dalej postrzegane są jako istotne, od kiedy gwałtownie zyskały na znaczeniu w 2018 r., to jednak ryzyka środowiskowe nadal stanowią główne obawy respondentów o bardziej długoterminowym charakterze. Wszystkie pięć ryzyk środowiskowych wskazanych w raporcie ponownie znalazło się w kategoriach ‘wysokiej dotkliwości’ i ‘wysokiego prawdopodobieństwa wystąpienia’: utrata bioróżnorodności, ekstremalne zjawiska pogodowe, słabe dostosowanie się do zmian klimatycznych, katastrofy spowodowane działalnością człowieka i katastrofy naturalne.
Alison Martin, Group Chief Risk Officer, Zurich Insurance Group: „2018 to rok historycznych pożarów terenów zielonych, kolejnych poważnych powodzi i wzrostu emisji gazów cieplarnianych. Nic dziwnego, że w 2019 r. zarówno zagrożenia środowiskowe, jak i rosnące prawdopodobieństwo niewydolności polityki środowiskowej czy braku terminowości w jej realizacji ponownie dominują na liście głównych problemów. Skuteczne reagowanie na zmiany klimatyczne wymaga znacznych usprawnień infrastrukturalnych mających na celu dostosowanie się do nowych warunków środowiskowych i reorientację na gospodarkę niskoemisyjną. Przewiduje się, że do 2040 r. luka inwestycyjna w zakresie globalnej infrastruktury sięgnie 18 bilionów USD, biorąc pod uwagę przewidywane zapotrzebowanie kształtujące się na poziomie 97 bilionów USD. Wobec takiego scenariusza przedsiębiorstwa powinny opracować strategię adaptacji do zmian klimatycznych i już teraz rozpocząć jej wdrażanie”.
Zagrożenia środowiskowe stanowią też źródło problemów dla infrastruktury miejskiej i jej rozwoju. Podnoszenie się poziomu mórz powoduje, że wiele miast musi zmierzyć się z niezwykle kosztownymi rozwiązaniami, takimi jak: zabezpieczenia przeciwsztormowe czy wydobycie niezanieczyszczonych wód gruntowych. Niedostateczne inwestycje w kluczową infrastrukturę (np. transport), mogą prowadzić do awarii systemowych, jak również do wzrostu związanych z nimi zagrożeń społecznych, środowiskowych i zdrowotnych.
John Drzik, President of Global Risk and Digital, Marsh, podkreśla: „Utrzymujące się niedofinansowanie kluczowej infrastruktury w skali globalnej nie tylko hamuje postęp gospodarczy, sprawiając, że przedsiębiorstwa i społeczeństwa są bardziej narażone na ataki cybernetyczne i katastrofy naturalne, ale także uniemożliwia pełne wykorzystanie innowacji technologicznych. Przeznaczanie zasobów na inwestycje w infrastrukturę, częściowo poprzez nowy system motywacji do współpracy podmiotów publicznych i prywatnych, ma kluczowe znaczenie dla budowania i umacniania materialnych fundamentów i sieci cyfrowych, które umożliwią społeczeństwom rozwój i dobre prosperowanie.”
Z kolei na poziomie indywidualnym spadek samopoczucia na płaszczyźnie psychicznej i emocjonalnej, jest zarówno przyczyną, jak i konsekwencją szerszego, globalnego krajobrazu ryzyka, który wpływa m.in. na spójność społeczną i współpracę polityczną. Raport Global Risks Report 2019 wyraźnie koncentruje się na ludzkim obliczu globalnych zagrożeń, w szczególności na roli, jaką odgrywają złożone globalne transformacje: społeczne, technologiczne i zawodowe. Powszechnie wiadomo, że stres wiąże się z poczuciem braku kontroli w obliczu niepewności.
Artur Grześkowiak – Prezes Marsh Polska podsumowuje: „Nowe ryzyka oraz tworzenie dopasowanych do potrzeb klientów produktów i usług to kluczowe wyzwania na najbliższą dekadę. Tempo zmian – politycznych, gospodarczych, społecznych, technologicznych i środowiskowych, zachodzących na niespotykaną dotąd skalę, oddziałuje również na prowadzenie biznesu. Wiele problemów poruszonych w Raporcie wpływa na funkcjonowanie firm, ich dostawców oraz klientów. Dlatego kluczowa jest odpowiednia identyfikacja i zarządzanie ryzykiem w sposób kompleksowy.
Tegoroczny raport skupia się na zagrożeniach związanych z napięciami geopolitycznymi i geoekonomicznymi – według badanych spośród dziesięciu największych zagrożeń, które prawdopodobnie nasilą się w 2019 r., siedem jest powiązanych ze środowiskiem politycznym.
Technologia wciąż odgrywa ważną rolę w kształtowaniu globalnego krajobrazu ryzyka – około dwie trzecie respondentów spodziewa się, że liczba oszustw i kradzieży tożsamości wzrośnie w 2019 roku, natomiast trzy piąte wskazuje na utratę prywatności na rzecz firm i rządów.
Z kolei ekstremalne zjawiska pogodowe i zmiany klimatyczne, które uznawane są przez ponad 50% respondentów raportu za czynniki najbardziej zakłócające rozwój w ciągu najbliższych 10 lat, wymagają od przedsiębiorców nie tylko lepszych środków zabezpieczających, ale również odważniejszych działań, które pozwolą wyprzedzić potencjalne zmiany regulacyjne czy też negatywne reakcje klientów – związane np. z wysoką emisją zanieczyszczeń środowiska.
Warto wspomnieć również o zmianach społecznych, w szczególności wspomnianym w Raporcie stresie – wywoływanym poczuciem braku kontroli w sytuacjach niepewnych. Spadek kondycji psychicznej i emocjonalnej wskazuje, że nie należy lekceważyć psychologicznego wpływu zmienności i niepewności – zarówno w odniesieniu do miejsca pracy, jak całego społeczeństwa.
Te wszystkie wyzwania kreują innowacyjność i napędzają rozwój przedsiębiorstw. Dlatego warto przeanalizować wskazywane przez respondentów zagrożenia pod kątem prowadzonej przez daną firmę działalności i wdrożyć nowe, czy usprawnić funkcjonujące rozwiązania – dodaje.
W tegorocznym raporcie sekcja „przyszłe trendy” (Future Shocks) wskazuje na rosnącą złożoność i wzajemne powiązania globalnych systemów, które mogą prowadzić do sprzężeń zwrotnych, efektów progowych i współzależnie narastających ryzyk. Scenariusze „co jeśli” skłaniają do przemyśleń, światowi liderzy przyglądają się potencjalnym, gwałtownym zmianom, które mogą powodować globalny zamęt. Tegoroczne nagłe i dramatyczne sytuacje kryzysowe dotyczą: wykorzystywania manipulacji pogodowych do podsycania napięć geopolitycznych, informatyki kwantowej i afektywnej oraz kosmicznych śmieci.
Raport Global Risks Report 2019 został opracowany dzięki wsparciu rady World Economic Forum’s Global Risks Advisory Board, a także stałej współpracy z partnerami strategicznymi: Marsh & McLennan Companies, Zurich Insurance Group i autorytetami akademickimi z Oxford Martin School (University of Oxford), the National University of Singapore, oraz Wharton Risk Management and Decision Processes Center (University of Pennsylvania).
TOP 5 ZAGROŻEŃ – PRAWDOPODOBIEŃSTWO WYSTĄPIENIA
Ekstremalne zjawiska pogodowe (np. powodzie, burze, etc.)
Słabe dostosowanie się do zmian klimatycznych
Katastrofy naturalne (np. trzęsienia ziemi, tsunami, erupcje wulkanów, burze geomagnetyczne)
Kradzieże danych
Cyberataki
TOP 5 ZAGROŻEŃ – DOTKLIWOŚĆ
Broń masowego rażenia
Słabe dostosowanie się do zmian klimatycznych
Ekstremalne zjawiska pogodowe (np. powodzie, burze, etc.)
Kryzys wodny
Katastrofy naturalne (np. trzęsienia ziemi, tsunami, erupcje wulkanów, burze geomagnetyczne)
TOP 5 ZAGROŻEŃ – WSPÓŁZALEŻNOŚĆ
Ekstremalne zjawiska pogodowe + słabe dostosowanie się do zmian klimatycznych
Cyberataki + zakłócenia działania krytycznej infrastruktury IT
Wysokie bezrobocie strukturalne lub niedozatrudnienie + dotkliwe konsekwencje postępu technologicznego
Wysokie bezrobocie strukturalne lub niedozatrudnienie + niestabilność społeczna
Kradzieże danych + cyberataki
Załamanie regionalnych lub globalnych systemów rządzenia + konflikt międzynarodowy o regionalnych konsekwencjach
TOP 5 TRENDÓW
Zmiany klimatyczne
Rosnąca zależność cyfrowa
Rosnąca polaryzacja społeczeństw
Rosnące kontrasty w przychodach i statusie materialnym
Trwają konsultacje dot. projektu interpretacji ogólnej ws. 50% kosztów uzyskania przychodów. Opublikowany projekt wyjaśnia wiele z istniejących wątpliwości, ale też rodzi kilka nowych w obszarze postanowień umów o pracę dot. przeniesienia praw autorskich.
3 stycznia 2019 r. Ministerstwo Finansów opublikowało na swojej stronie internetowej projekt interpretacji ogólnej dot. możliwości zastosowania 50% kosztów uzyskania przychodu do części wynagrodzenia uzyskanego w ramach stosunku pracy z tytułu rozporządzania prawami autorskimi. Konsultacje projektu potrwają do 18 stycznia 2019.
Jaki jest cel interpretacji ogólnej?
Interpretacje ogólne wydawane są przez Ministra Finansów na podstawie przepisu art. 14 a § 1 Ordynacji podatkowej.
Interpretacja taka ma służyć zapewnieniu jednolitego stosowania przepisów prawa podatkowego. Omawiany projekt wskazuje, że jego celem jest wskazanie warunków umożliwiających zastosowanie przez pracodawcę (płatnika podatku dochodowego) 50% kosztów uzyskania przychodów w odniesieniu do przychodów stanowiących honorarium autorskie, a więc części wynagrodzenia przysługującego pracownikom w ramach stosunku pracy jako wynagrodzenie za rozporządzenie majątkowymi prawami autorskimi do tworzonych przez nich utworów na rzecz pracodawców.
Oczekiwania pracodawców
Interpretacja ogólna w omawianym obszarze była długo wyczekiwana przez pracodawców, w szczególności z branży IT, w której stosowanie 50% kosztów uzyskania przychodów do części wynagrodzeń pracowników-programistów jest ugruntowaną już od lat praktyką rynkową.
Ostatnie dwa lata były stosunkowo burzliwe dla pracodawców stosujących takie rozwiązania. W tym okresie doszło do znacznych zmian legislacyjnych (od 1 stycznia 2018 r. ustawa o podatku dochodowym od osób fizycznych ograniczyła możliwość stosowania 50% kosztów uzyskania przychodów tylko do utworów powstających w wyniku wymienionych w ustawie typów działalności twórczych). Ponadto, niezależnie od zmiany przepisów prawa, doszło też do istotnych zmian w podejściu organów podatkowych do tego rodzaju struktur wynagradzania, które skutkowało wydawaniem licznych, a równocześnie niespójnych ze sobą, negatywnych interpretacji indywidualnych.
Interpretacja ogólna miała rozwiać wątpliwości i pozwolić na bezpieczne, jednolite stosowanie 50% kosztów uzyskania przychodów do części wynagrodzeń pracowników przez pracodawców prowadzących działalność, którą można kwalifikować przynajmniej do jednego z typów działalności twórczych wymienionych w przepisach ustawy o PIT, np. działalności twórczej w zakresie programów komputerowych.
Projekt interpretacji – wątpliwości w obszarze prawa autorskiego i dopuszczalnych postanowień umów o pracę
Projekt interpretacji ogólnej opublikowany przez Ministerstwo Finansów odpowiada na wiele problemów praktycznych zgłaszanych przez pracodawców, tym niemniej w obszarze prawa autorskiego może budzić pewne wątpliwości. Zawarte w projekcie interpretacji ogólnej wskazówki co do sposobu sformułowania postanowień umów o pracę zdają się nie w pełni uwzględniać treść przepisów ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
Zgodnie z art. 22 ust. 9 pkt 3 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych jednym z warunków stosowania 50% kosztów uzyskania przychodów jest rozporządzenie majątkowymi prawami autorskimi do utworów w rozumieniu odrębnych przepisów, za które to rozporządzenie przysługuje wynagrodzenie. Odrębne przepisy, do których odsyła ustawa podatkowa to – w przypadku tzw. utworów pracowniczych – art. 12, 13 i 74 ust. 3 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych (dalej: prawo autorskie). W projekcie ogólnej interpretacji Minister Finansów podkreśla, iż owo rozporządzenie, dokonane zgodnie z przepisami prawa autorskiego, jest podstawowym warunkiem stosowania 50% kosztów uzyskania przychodów. Wyżej powołany przepis ustawy podatkowej nie formułuje jednak dodatkowych wymogów co do tego, o jakiego rodzaju rozporządzenie prawami autorskimi chodzi. Zasadniczo więc każdy przypadek przeniesienia praw z pracownika na pracodawcę, w sposób zgodny z prawem autorskim, powinien spełniać przesłankę „rozporządzenia”.
Szczegółowa lektura projektu interpretacji ogólnej może prowadzić jednak do wniosku, że konkretne wskazówki dotyczące przenoszenia praw autorskich przez pracowników zostały zaprezentowane w sposób uproszczony. Mogą one rodzić wątpliwości, czy nie zawężają dopuszczalnych na gruncie prawa autorskiego możliwości uregulowania rozporządzenia prawami autorskimi w umowach o pracę. Należy mieć przy tym na względzie, że interpretacja ma docelowo służyć pracodawcom jako wskazówka praktyczna, w tym także co do tego jak – z perspektywy 50% kosztów uzyskania przychodów – sformułować umowę o pracę. Ewentualne ograniczenia wprowadzane w jej treści powinny więc być uzasadnione na gruncie przepisów, tak prawa podatkowego, jak i prawa autorskiego. – Agnieszka Oleszczuk-Sowa, Managing Associate, Deloitte Legal
Przepisy prawa autorskiego dają natomiast bardzo szeroki wachlarz możliwości co do tego, jak pracodawca i pracownik mogą ukształtować zasady przenoszenia majątkowych praw autorskich do tzw. utworów pracowniczych:
Możliwe jest przeniesienie takich praw przez pracownika na pracodawcę bezpośrednio na podstawie art. 12 prawa autorskiego.
Zastosowanie tego przepisu skutkuje przeniesieniem na pracodawcę majątkowych praw autorskich do utworów powstałych w związku z wykonywaniem obowiązków pracowniczych w zakresie wynikającym z celu umowy o pracę i zgodnego zamiaru stron.
Przeniesienie następuje co do zasady z chwilą przyjęcia utworu przez pracodawcę, a więc wymagana jest zasadniczo choćby dorozumiana akceptacja danego utworu (przepis zakłada przynajmniej możliwość zapoznania się z utworem przez pracodawcę i minimalną, choćby dorozumianą, aktywność z jego strony).
Nie jest w tym przypadku wymagane wprowadzanie postanowień dotyczących samego przeniesienia praw do umowy o pracę, gdyż następuje ono bezpośrednio na skutek działania art. 12 prawa autorskiego (nie oznacza to oczywiście, że inne kwestie, jak np. wynagrodzenie za przeniesienie takich praw, nie muszą być uregulowane w umowie o pracę w celu skorzystania z 50% kosztów uzyskania przychodów).
Możliwe jest także wprowadzenie całkowicie lub częściowo odmiennych uregulowań umownych.
Art. 12 prawa autorskiego jest przepisem dyspozytywnym, co oznacza, że strony umowy o pracę mają stosunkowo dużą swobodę co do tego, jak ukształtować przenoszenie majątkowych praw autorskich na pracodawcę.
Eksperci prawa autorskiego są zgodni co do tego, że w umowie można zmienić w zasadzie każdy z elementów wynikających z art. 12 prawa autorskiego tj. ustawowego trybu przeniesienia praw.
Strony mogą więc rozszerzyć lub zawęzić zakres przenoszonych praw czy też – co jest dokonywane najczęściej w praktyce – zmienić moment i sposób ich przeniesienia. W szczególności pracodawcy często rezygnują z przyjmowania utworów na rzecz nabywania praw już w chwili powstania utworu, jego zapisu, przekazania itp. Takie rozwiązania są bezpieczniejsze – zmniejszają ryzyko luk w zakresie nabywanych praw, pozwalają na łatwiejsze i jednoznaczne ustalenie chwili nabycia praw itp.
Odmiennie kształtuje się tematyka nabywania majątkowych praw autorskich do utworów pracowniczych będących programami komputerowymi. Tutaj obowiązuje szczególny przepis art. 74 ust. 3 prawa autorskiego, zgodnie z którym pracodawca nie nabywa praw do takich programów od pracownika, ale w sposób pierwotny (tj. od początku jest podmiotem całości praw autorskich do programu komputerowego stworzonego przez pracownika w wyniku wykonywania jego obowiązków pracowniczych). Prawo autorskie daje jednak również w tym przypadku bardzo dużą swobodę umownych modyfikacji.
W drodze stosownych postanowień umowy o pracę pracodawca i pracownik mogą odmiennie uregulować zasady przenoszenia praw autorskich do programów komputerowych (art. 74 ust. 3 prawa autorskiego ma także charakter dyspozytywny).
Strony mogą więc przykładowo wyłączyć zastosowanie zasady pierwotnego nabycia, w tym wprowadzić nabywanie takich praw przez pracownika i przeniesienie (wtórne) ich na pracodawcę bądź wprowadzić w to miejsce całkowicie odmienne uregulowanie np. licencję.
Wprowadzając mechanizm przeniesienia praw autorskich do programów komputerowych przez pracownika można także zmienić zakres przenoszonych przez pracownika praw (w szczególności zawęzić go) bądź inaczej uregulować moment ich przeniesienia (np. uzależniając go od przyjęcia utworu przez pracodawcę, zapisu utworu w infrastrukturze pracodawcy itp.).
Tych licznych możliwości zdaje się nie dostrzegać projekt interpretacji ogólnej. Formułując bowiem wymogi dla stosowania 50% kosztów uzyskania przychodów Minister Finansów wskazał na niejako bezwzględny wymóg przyjęcia utworów przez pracodawcę (także programów komputerowych w sytuacji, gdy strony umownie zrezygnują z pierwotnego nabycia praw przez pracodawcę i w miejsce to wprowadzą w umowie o pracę przeniesienie praw tj. tzw. nabycie wtórne tych praw przez pracodawcę).
Wydaje się, że intencją autorów interpretacji nie było wprawdzie zawężanie pracodawcom możliwości korzystania z instytucji przewidzianych w prawie autorskim, tym niemniej, przy tak sformułowanych wskazówkach pracodawcy mogą mieć uzasadnione wątpliwości, czy rezygnując w umowach z pracownikami z przenoszenia praw w chwili przyjęcia utworu i przenosząc je np. z chwilą powstania utworów (co jest dopuszczalne na gruncie prawa autorskiego) nie wyłączają możliwości stosowania 50% kosztów uzyskania przychodu. Byłoby to o tyle nieuzasadnione, iż taki przypadek byłby nadal rozporządzeniem prawami autorskimi przez pracownika na rzecz pracodawcy, a więc sam wymóg sformułowany bezpośrednio przez przepis podatkowy można uznać za spełniony.
Można więc oczywiście argumentować, że dopóki spełniony jest wskazany w interpretacji wymóg „rozporządzenia” prawami autorskimi, pracodawca nadal może czuć się bezpiecznie. Tym niemniej, wielu pracodawców i być może także organy podatkowe potraktują interpretację Ministra Finansów w sposób czysto literalny. – Agnieszka Oleszczuk-Sowa, Managing Associate, Deloitte Legal
Temat wydaje się szczególnie istotny dla pracodawców z branży IT. Nie modyfikując bowiem zapisów umów o pracę, ci pracodawcy nabywają w sposób pierwotny całość majątkowych praw autorskich do pracowniczych programów komputerowych z momentem ich powstania (ustalenia). Chcąc korzystać z 50% kosztów uzyskania przychodu muszą oczywiście zgodzić się na zmianę tej zasady, wprowadzając przeniesienie praw przez pracownika na rzecz pracodawcy. Czy jednak faktycznie muszą w związku z tym decydować się na to, że nabędą tylko takie prawa autorskie, które dotyczą utworów, które przyjęli (co najmniej w dorozumiany sposób)? Czy nie mogą uregulować sobie odmiennie momentu nabycia praw, aby jak najbardziej ograniczyć ryzyko luki w zakresie nabywanych praw i równocześnie korzystać z 50% kosztów uzyskania przychodu? Z perspektyw prawa autorskiego odpowiedź jest pozytywna. Nie stawia ono w tym zakresie ograniczeń. Przepis art. 74 ust. 3 prawa autorskiego można modyfikować, co nie oznacza od razu przejścia na zasady ogólne związane z potencjalnie węższym zakresem praw i nabywaniem ich dopiero w chwili przyjęcia utworu. Skoro ustawodawca w prawie autorskim pozwolił na różne możliwości, nie wydaje się uzasadnione wprowadzanie w tym zakresie ograniczeń w drodze interpretacji ogólnej dotyczącej 50% kosztów uzyskania przychodów, zwłaszcza, że przepisy prawa podatkowego takich ograniczeń nie wprowadzają.
Możliwość zmiany podejścia
Jak wskazano powyżej opublikowany przez Ministra Finansów dokument jest projektem interpretacji ogólnej. Do 18 stycznia można jeszcze zgłaszać uwagi do jego treści lub zakresu. Jest więc szansa i nadzieja, że Minister Finansów uwzględni zgłaszane uwagi i zastąpi wymóg przyjęcia utworów wymogiem rozporządzenia prawami autorskimi zgodnie z prawem autorskim tak, jak wymaga tego ustawa o PIT.
Z danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Pojazdów ACEA wynika, że Unia Europejska piąty rok z rzędu zanotowała wzrost sprzedaży nowych samochodów osobowych. Europejczycy kupili ponad 15,1 mln osobówek, czyli o symboliczne 0,1% więcej niż rok wcześniej. Natomiast z polskich salonów w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy wyjechało 531 889 aut osobowych, o 9,4% więcej niż w całym 2017. Był to szósty rok z rzędu zamknięty na plusie i najlepszy polski wynik w XXI wieku, ale do rekordu z 1999 r. – 640 tys. sztuk – nadal sporo brakuje. Zdaniem ekspertów Exact Systems, firmy kontrolującej części motoryzacyjne, 2019 rok powinien być jeszcze lepszy, ale może charakteryzować się niższą dynamiką wzrostu sprzedaży.
Paweł Gos, prezes Exact Systems
– Zgodnie z naszymi prognozami, w ubiegłym roku łączna liczba nowych osobówek, które wyjechały na polskie drogi przekroczyła próg 530 tys. Wzrost sprzedaży był napędzany głównie przez firmy, bowiem klienci indywidualni kupili dokładnie tyle samo nowych aut, co w 2017 roku. W związku ze zmianami w prawie leasingowym i wprowadzeniem limitu odliczania kosztów przychodu dla aut o wartości do 150 tys. złotych spodziewamy się, że w 2019 r. dynamika sprzedaży marek premium będzie niższa. Nadal widoczny powinien być trend odchodzenia od silników diesla, ale nie zanosi się na lawinowy wzrost liczby pojazdów ekologicznych w Polsce, na który bardzo liczy nasz rząd. Taktyka małych kroków, jak zniesienie 3,1% akcyzy na auta elektryczne, może okazać się niewystarczającą zachętą – mówi Paweł Gos, prezes zarządu Exact Systems.
Jak wynika z danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego[1], w ciągu dwunastu miesięcy ubiegłego roku Polacy zarejestrowali 531 889 nowych samochodów osobowych , co oznacza wzrost o +9,4% r/r. W 2018 r. odnotowaliśmy ponadrynkową dynamikę sprzedaży w segmencie premium (+14,1%), jednakże to nadal marki popularne wiodą prym i są najczęściej wybierane przez Polaków (86% udział w rynku). TOP3 najchętniej kupowanych marek samochodowych wśród firm w Polsce pozostało bez zmian. Pierwsza była Skoda, drugą pozycję zajął Volkswagen, a trzecią Toyota. Klienci indywidualni najchętniej wybierali Toyotę, Skodę i Opla.
Jeśli spojrzymy na strukturę kupujących nowe samochody osobowe w naszym kraju to zobaczymy, że aż 72,2% to firmy, a tylko 27,8% nabywców to klienci indywidualni. Ta druga grupa w 2018 r. zarejestrowała 147,4 tys. szt. nowych osobówek, czyli jedynie o 23 sztuki więcej niż w 2017 r. Klienci indywidualni w Polsce nadal chętniej sięgają po samochody używane niż te prosto z salonu.
CEE napędza rynek motoryzacyjny w UE
Wzrosty utrzymują się nie tylko w Polsce, ale w prawie wszystkich krajach Europy Centralnej, które napędzają koniunkturę na unijnym rynku motoryzacyjnym. W 2018 roku Europejczycy kupili ponad 15,1% mln nowych osobówek (+0,1% r/r)[2]. Ożywienie w europejskich salonach trwa już piąty rok z rzędu lecz wprowadzenie we wrześniu zaostrzonych norm emisji spalin WLTP spowodowało, że w ostatnim kwartale 2018 r. w Unii Europejskiej spadł popyt na nowe auta. W minionym roku na zielono możemy zaznaczyć tylko 2 spośród 5 najważniejszych rynków europejskich, czyli: Hiszpanię (1,32 mln, +7%) i Francję (2,17 mln, +3%). Spadki sprzedaży odnotowano natomiast w Niemczech (3,43 mln, -0,2%), Włoszech (1,91 mln, -3,2%) i Wielkiej Brytanii (2,37 mln, -6,8%).
W Unii Europejskiej najchętniej kupowanymi autami były marki z Grupy Volkswagen, która zanotowała delikatny wzrost (+0,9%). Za ich plecami uplasowały się samochody produkowane przez PSA Group (+32,8%) oraz Renault Group (+0,8%). W 2018 r. największy wzrost sprzedaży wśród marek popularnych zanotował Opel/Vauxhall aż +157,3%, a największy spadek Lancia/Chrysler – 19,8%.
Zdaniem ekspertów Exact Systems wiele wskazuje na to, że obecny rok dla unijnej motoryzacji będzie porównywalny do poprzedniego, bez znaczących zmian na plus lub na minus.
Optymistyczne prognozy na 2019 r.
Jacek Opala, dyrektor rozwoju sprzedaży w Exact Systems S.A.
– Spadek dynamiki wzrostu sprzedaży z +17% r/r, które odnotowaliśmy w 2016 i 2017 roku, do +9,4% w 2018 r. sprawia, że coraz więcej osób w Polsce zaczyna się zastanawiać czy minęliśmy już szczyt koniunktury na rynku motoryzacyjnym i należy wypatrywać na horyzoncie oznak zbliżającej się recesji. W 2019 r. nie ma powodów do pesymizmu, trend wzrostowy powinien być kontynuowany i chociaż będzie bardziej zrównoważony to nadal pozostanie wyższy niż średnia unijna. Dzięki temu stopniowo spada nam przeciętna wieku aut w Polsce i nadganiamy Zachód – podsumowuje Jacek Opala, członek zarządu Exact Systems.
Z szacunków Exact Systems wynika, że roczna sprzedaż nowych samochodów osobowych w 2019 r. przekroczy 550 tys. sztuk. Dynamika rzędu 5-10% r/r powinna dać wynik na poziomie 560-580 tys. sprzedanych aut.
Na koniec 2018 r. kredyt i pożyczkę posiadało łącznie 15,4 mln Polaków. W grupie tej znajduje się 2,88 mln osób w wieku powyżej 65 lat. Według danych BIK, współczesny senior posiada wszystkie rodzaje bankowych produktów kredytowych oraz pożyczki zaciągane w firmach pożyczkowych. Blisko 70% wartości zobowiązań seniorów zaciągniętych w bankach to kredyty konsumpcyjne, czyli gotówkowe i ratalne. Średnie łączne zadłużenie z tytułu aktualnej kwoty do spłaty posiadanych kredytów i pożyczek wynosi 10 614 zł na osobę.
Zgodnie z terminologią EUROSTAT-u (Europejskiego Urzędu Statystycznego) oraz OECD (Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju), osoby w wieku powyżej 65 lat określane są w raportach badawczych i statystykach standardowo jako starsze. Demografowie, prognozując postępujące globalne starzenie się ludności wielu społeczeństw, posługują się także innym, obrazowym określeniem – „srebrne tsunami”, pochodzącym od koloru włosów. Z perspektywy ekonomicznej „srebrne tsunami” ma coraz większe znaczenie dla rozwoju wielu sektorów gospodarki.
Aktywny senior – atrakcyjny klient
Nie tylko BIK portretuje seniora jako aktywnego uczestnika życia finansowego. Najwyraźniej zmienia się dotychczasowa bierna postawa seniorów. Wzrasta udział osób starszych, których świadomość praw konsumenckich, dzięki nieskrępowanemu dostępowi do informacji, rośnie a ich aktywność jest bardzo zbliżona do zachowań z czasów aktywności zawodowej.
Osoby wkraczające w wiek emerytalny pozostają czynnymi uczestnikami życia społecznego, dążą do zachowania sprawności fizycznej, dokształcają się i pragną rozwijać zainteresowania. Dzięki poprawie warunków bytowych oraz kondycji zdrowotnej, wydłuża się okres trwania życia, na co niewątpliwie wpływ mają uwarunkowania społeczno-kulturowe. To dlatego znaczenia nabiera pojęcie „srebrnej gospodarki”, czyli takiej, która uwzględnia trend demograficzny w planowaniu wzrostu gospodarczego i postępu.
Według „Prognozy ludności na lata 2014 – 2050” w Polsce, opracowanej przez GUS, występuje systematyczny wzrost populacji osób w wieku powyżej 60 lat. Udział seniorów w ogóle populacji zwiększy się z ok. 25% (w 2017 r.) do 40% w roku 2050 (13,7 mln).W konsekwencji coraz bardziej istotnego znaczenia nabiera rola tej grupy wiekowej, m.in. w podejmowaniu decyzji konsumenckich.
Niewątpliwie obraz polskiego seniora jest zróżnicowany ekonomicznie, podobnie jak osób w innych przedziałach wiekowych. Standard życia osoby wchodzącej w wiek senioralny lub w wiek emerytalny w dużym stopniu zależy od poprzedniej fazy jego życia, tj. sfery zawodowej, rodzaju wykonywanego zawodu, sytuacji rodzinnej oraz kondycji zdrowotnej.
Ekonomiczna rola Polaków w wieku 65 lat
W Polsce, na 6,6 mln osób w wieku powyżej 65 lat, ok 43% ma zaciągnięte zarówno kredyty, jak i pożyczki. Jest to grupa 2,88 mln osób, w której udział pań (57,3%) jest większy niż panów.
Według danych, zgromadzonych w Biurze Informacji Kredytowej (BIK), osoby powyżej 65 r.ż. spłacają kredyty mieszkaniowe (7,27 mld zł), konsumpcyjne (20,56 mld zł), karty kredytowe (1,19 mld zł) oraz limity debetowe (1 mld zł).Seniorzy mają zatem udział we wszystkich rodzajach kredytów, jednak należy zwrócić uwagę, żeaż 68,5% łącznego ich zadłużenia z tytułu kredytów bankowych stanowią kredyty konsumpcyjne.
Może to świadczyć o wyższej, wbrew powszechnym stereotypom, aktywności życiowej tej grupy wiekowej zarówno części osób o mniejszym portfelu, jak i tej z większymi możliwościami finansowymi.
– Wśród kredytobiorców seniorów przeważają kobiety (57,3%), co wynika z demografii, gdyż kobiety w wieku powyżej 65 lat stanowią 60,0% populacji seniorów. Jednak kwota do spłaty rozkłada się prawie po połowie – 51% kobiety, 49% mężczyźni, na co bez wątpienia wpływ ma czynnik dochodowy. Tendencja ta utrzymuje się już od kilku lat, bez względu na zmiany wieku emerytalnego – zauważa prof. Waldemar Rogowski, główny analityk kredytowy BIK.
Wydatki Babci i Dziadka
W przeddzień Święta Babć i Dziadków (21 i 22.01.) warto przemyśleć, czy to młodsi służą wsparciem starszym, czy odwrotnie. Jak wynika z badania, przeprowadzonego na zlecenie BIG InfoMonitor, jedną z przewodnich wartości dla osób starszych jest rodzina.
Starsi, zapytani w badaniach opinii o ich wartości w życiu wymieniają na pierwszym miejscu zdrowie (83%) a następnie rodzinę i szczęście rodzinne (77%). To z pewnością jeden z powodów, dzięki którym młodsze pokolenia wciąż mogą liczyć na Babcie i Dziadków.
– Potrzeba dzielenia się i wsparcia materialnego swojej rodziny, bliskich może wpływać na zapotrzebowanie „na gotówkę”, co widać w danych BIK. Grupę seniorów można scharakteryzować jako aktywnych konsumentów oraz kredytobiorców. Nie bez znaczenia jest stabilność ich dochodów oraz samodzielność mieszkaniowa, wynikająca z posiadania najczęściej własnościowej nieruchomości. Może to plasować seniorów w lepszej sytuacji niż w przypadku osób na dorobku rodzinnym czy zawodowym –mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk kredytowy BIK.
Przeciętna wysokość świadczenia emerytalnego wypłacana przez ZUS w marcu 2018 r, po obniżeniu wieku emerytalnego wynosiła 2 172,00 zł brutto. W wyniku różnicy wieku przechodzenia na emeryturę pomiędzy kobietami a mężczyznami, te pierwsze uzyskują uprawnienia w wieku 60 lat, podczas gdy mężczyźni po ukończeniu 65 lat. W efekcie dysproporcja w dochodach babć i dziadków jest znacząca – średnia dla mężczyzn była na poziomie 2 672,51 zł, a dla kobiet wynosiła 1 609,65 zł.
Pożyczki seniorów
Osoby w wieku powyżej 65 lat korzystają także z ofert firm pożyczkowych. Pożyczki, które stanowią 1,8% łącznego zadłużenia seniorów spłaca obecnie 59,02 tys. osób. Jest to liczbowo 109,55 tys. pożyczek, z tytułu których wartość do spłaty wynosi 549 mln zł.
Średnie zadłużenie w tej grupie wiekowej z tytułu aktualnej kwoty do spłaty posiadanych kredytów i pożyczek to 10 614 zł na osobę, biorąc pod uwagę łącznie kredyt konsumpcyjny, kartę kredytową, limit debetowy, pożyczkę oraz kredyt mieszkaniowy.
Dość niepokojącym zjawiskiem jest zadłużanie się osób o niskich dochodach na ogromne kwoty. Często przyczyną jest łatwowierność – blisko połowa ankietowanych seniorów pod wpływem namowy uległa prezentacji drogiego produktu a potem żałowała. Przyznało to aż 45% badanych.
Sytuacja zadłużania się, w przypadku seniorów, może wiązać się z kosztami leczenia, jednak badania opinii wskazują, że aż 40% starszych pomaga finansowo swojej rodzinie. Częste pożyczki na małe kwoty spowodowane są dobrodusznością osoby starszej i chęcią sprawienia przyjemność wnukowi, co bywa silniejsze niż rozsądek.
– Wartościowo, najwyższy udział z tytułu wszystkich posiadanych w bankach umów kredytowych seniorów to kredyty konsumpcyjne (68,9%), czyli gotówkowe i ratalne oraz kredyty mieszkaniowe (24,2%). Z kolei liczbowo, prawie połowa posiadanych produktów kredytowych seniorów to kredyty konsumpcyjne (49%). W drugiej kolejności są to linie debetowe (31%) – tu seniorzy wiodą prym nad pozostałą grupą wszystkich kredytobiorców, w przypadku których udział linii debetowych w łącznej liczbie czynnych produktów kredytowych wynosi 21% – dodaje prof. Rogowski.
3 porady od BIK dla seniora
Fakty są jednoznaczne: niemal co piąta osoba wśród wszystkich polskich kredytobiorców jest w wieku powyżej 65 lat. Seniorzy, a więc większości osoby korzystające ze świadczeń emerytalnych, mają największy udział w spłacie kredytów na cele konsumpcyjne pośród innych grup wiekowych.
Biorąc pod uwagę powyższe kwestie, BIK wskazuje 3 porady, które pomogą starszym zadbać o ich dobrą kondycję kredytową. Są to:
odpowiedzialne pożyczanie – sprawdzenie historii swoich zobowiązań, czy nie rosną odsetki na zapomnianym koncie albo zaległości na karcie kredytowej – Raport BIK;
bezpieczeństwo – bezcenna wiedzę o tym, jak dbać o swoje dane tożsamości, a w tym także jak zastrzec swój dowód osobisty w przypadku zgubienia bądź kradzieży – Zastrzeganie;
spokojny sen – narzędzie, które m.in. chroni przed wyłudzeniem kredytu czy pożyczki i czuwa 24 h/ 7 dni w tygodniu – powiadamia sms-em lub mailem – Alerty BIK.
Świętując Dni Babci i Dziadka, warto by młodzi odwdzięczali się za ciepło i troskę swoich dziadków, dbając o ich „pogodną jesień życia”, co może zapewnić aktywne pełne pozytywnych interakcji z rodziną i społeczeństwem życie Człowiek w każdym wieku, nie tylko starszy, który spędza swój czas aktywnie, będąc w najwyższym stopniu samodzielnym oraz świadomie podejmującym decyzje, zyskuje olbrzymie poczucie wartości i jest szczęśliwy. Tego w przeddzień Dnia Babci i Dziadka życzymy wszystkim seniorom – sto lat!
Źródła:
Tomasz Zalega, Uniwersytet Warszawski, handel wewnętrzny 2016 „Zachowania konsumenckie osób starszych w Polsce”.
Decyzje zakupowe osób starszych – kryteria wyboru i czynniki wpływu, dr Anna Rogala – Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu, dr Łukasz Fojutowski – Wyższa Szkoła Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa, 2014.
Badanie na temat sytuacji finansowej seniorów, listopad 2017, ARC Rynek i Opinia na zlecenie BIG InfoMonitor.
Niska cena, szybka realizacja usługi i wysoki poziom obsługi. Tego oczekują klienci niezależnie od tego, czy robią codzienne zakupy w sklepie, czy zakładają lokatę w banku. Do powyższych wymagań należy dodać jeszcze bezpieczeństwo danych osobowych. Ich ochrona to obecnie jedno z podstawowych praw klienta. Jak wynika z badania SAS Data Privacy: Are You Concerned?, konsumenci nie tylko chcą, aby o poufność ich informacji zadbały organy władzy, ale również 66% z nich podejmuje kroki, aby zabezpieczyć je samemu.
Obecnie prywatność stała się luksusem, na który niewielu może sobie pozwolić. Popularne powiedzenie: „Jeśli coś raz trafi do Internetu, to zostaje tam na zawsze” obrazuje, jak trudno jest pozostać anonimowym. Decyzja o założeniu profilu w mediach społecznościowych czy zakupach przez Internet jest równoznaczna z udostępnieniem informacji o nas, do których często mają dostęp wszyscy użytkownicy sieci oraz firmy, które wykorzystują tę wiedzę do realizacji swoich celów biznesowych. Lata niekontrolowanego przepływu informacji sprawiły, że zagadnieniem poufności zajęły się zarówno krajowe, jak i międzynarodowe organy administracji publicznej.
USA zazdrości Europie RODO
Jak wynika z badania SAS Data Privacy: Are You Concerned?, 67% amerykańskich konsumentów uważa, że rząd Stanów Zjednoczonych powinien podjąć dodatkowe działania, aby ochronić ich dane osobowe. Ma to związek z ogólnym wzrostem świadomości odnośnie prywatności. Aż 73% respondentów przyznało, że ich obawy związane z poufnością informacji wzrosły w ciągu ostatnich kilku lat.
Konsumenci z USA mają świadomość zmian legislacyjnych, które zachodzą w Europie. Wiedzą, czym jest General Data Protection Regulation i jakie prawa daje użytkownikom sieci. Oczekują takiego samego poziomu ochrony prawnej w swoim kraju. Wolność jest głęboko zakorzeniona w kulturze amerykańskiej, a możliwość kontroli tego, w jaki sposób firmy wykorzystują nasze dane osobowe jest jej najbardziej jaskrawym przejawem – mówi Łukasz Leszewski, Lider praktyki Data Management w SAS Polska.
Mimo że RODO (Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych, ang. GDPR) dotyczy krajów Unii Europejskiej, wiele amerykańskich firm również musiało zadbać o zgodność z rozporządzeniem, jeżeli prowadzona przez nie działalność dotyczy spółek i klientów z Europy. Jak podaje Compuware[1], aż 52% dużych amerykańskich przedsiębiorstw dysponuje danymi osobowymi europejskich klientów. Władze stanowe również podejmują kroki mające na celu ochronę prywatności konsumentów. Rozporządzenie podobne do RODO ma wejść w życie w Kalifornii już w 2020 roku, a decydenci z Vermont jako pierwsi zajęli się uregulowaniem działań organizacji zajmujących się kupowaniem i sprzedażą danych osobowych. We wrześniu 2018 roku miało miejsce pierwsze posiedzenie senatu USA dotyczące poufności danych klientów. Natomiast w listopadzie 2018 roku senator Ron Wyden zaproponował dokument Consumer Data Privacy Act, na mocy którego za naruszenie prywatności karana będzie nie tylko dana firma, ale również jej dyrektor generalny.
Konsumenci biorą sprawy w swoje ręce
Gwarantem bezpieczeństwa danych osobowych są nie tylko regulacje prawne, ale również właściwe postawy samych konsumentów. To, czy ważne dla nich informacje pozostaną poufne zależy w dużej mierze od tego, czy podejmą oni odpowiednie kroki. Część z tych działań oznacza rezygnację z niektórych możliwości, które daje świat wirtualny, np. 36% uczestników badania SAS z USA zdecydowało się na usunięcie profilu w mediach społecznościowych, a 38% korzysta z nich rzadziej. Co więcej, 56% respondentów usunęło aplikacje z urządzeń mobilnych. Mniej radykalne kroki zakładały zmianę ustawień prywatności (77%) oraz usunięcie lub nieakceptowanie w przeglądarkach plików cookies (67%), czyli popularnych ciasteczek.
Branże, którym ufają konsumenci
Ocena stopnia ochrony danych konsumentów w dużej mierze zależy od tego, jaką branżę reprezentuje dana firma. Największym zaufaniem cieszą się przedstawiciele służby zdrowia i bankowości. Najgorszy wynik uzyskały media społecznościowe, jedynie 14% uczestników badania wyraziło pewność, że ich administratorzy odpowiednio zabezpieczają dane osobowe. Ponadto respondenci mieli wątpliwości odnośnie poziomu ochrony informacji w firmach z branży: turystycznej (16%), retail (18%), telekomunikacyjnej (20%), energetycznej (21%), a także administracji publicznej (29%).
Konsumenci najgorzej oceniają stopień bezpieczeństwa danych w firmach, które kojarzą się z intensywnymi kampaniami marketingowymi. Wiadomości zawierające treści reklamowe najczęściej otrzymujemy od sklepów internetowych. Z kolei firmy z branży energetycznej zalewają nas informacjami o zmianach taryf. Taka mnogość wiadomości sprawia, że klienci mają wątpliwości, czy ich dane są bezpieczne – tłumaczy Łukasz Leszewski z SAS. Zadaniem biznesu jest zapewnienie konsumentów, że informacje na ich temat są odpowiednio chronione. W przypadku dużych, często rozproszonych zbiorów danych, którymi dysponują m.in. firmy z branż retail, energetycznej czy telekomunikacyjnej, niezbędne jest wykorzystanie odpowiednich narzędzi do przetwarzania i zarządzania danymi). Pozwalają one łączyć, identyfikować, a także prowadzić nadzór nad informacjami – w szczególności dotyczącymi klientów.
Metodologia badania
Badanie przeprowadzono metodą ankietową w lipcu 2018 roku, wśród 525 pełnoletnich konsumentów ze Stanów Zjednoczonych reprezentujących różne grupy społeczne. Respondenci odpowiadali na pytania dotyczące regulacji prawnych i zachowań w Internecie związanych z ochroną danych osobowych, a także poziomu bezpieczeństwa informacji, którymi dysponują firmy.
[1] Compuware, Unprepared for GDPR? A Research Report on the State of Enterprise Readiness for the EU’s New PII Mandates
Warsaw Enterprise Institute przestrzega przed planowaną podwyżką VATu na nektary i napoje owocowe. Analiza opracowana przez Fundację dowodzi, że zmiana stawki negatywnie wpłynie na polskie przetwórstwo owocowo-warzywne oraz skomplikuje system podatkowy.
Nowa matryca podatkowa zmienia stawki na soki, napoje i nektary owocowe i warzywne. Z dotychczasowej 5% stawki podatku skorzystać będą mogły jedynie 100 proc. soki. Wzrośnie opodatkowanie nektarów (zgodnie z nową propozycją Ministerstwa Finansów o 3 p. proc) oraz napojów (aż o 18 p. proc.). „Celem zmian w matrycy miało być uproszczenie systemu, czemu WEI od początku kibicował. Niestety, tam gdzie system był już prosty, rząd zdecydował się go skomplikować.” – mówi Tomasz Wróblewski, prezes WEI. W segmencie niegazowanych napojów, z jednej stawki podatkowej zrobiły się trzy.
Rząd zapewnia, że zmiana doprowadzi do zwiększenia konsumpcji naturalnych soków o największych walorach odżywczych. W praktyce jednak alternatywą dla napojów owocowych są zazwyczaj napoje gazowane, często zawierające dużą ilość cukru i to przede wszystkim ich sprzedaż wzrośnie po planowanej podwyżce. Obawiamy się również, że producenci napojów, żeby złagodzić nagłą podwyżkę, mogą oszczędzać na składnikach produkowanych przez siebie towarów, co może negatywnie odbić się może na ich jakości.
Regulacja szczególnie groźna jest dla rolników. Jesteśmy jednym z europejskich liderów, jeśli chodzi o przetwórstwo owoców i warzyw, w wielu jak np. w przypadku jabłek czy wiśni jesteśmy europejskim liderem. Ewentualny spadek zapotrzebowania na ich wyroby może skończyć się jednak dużym kryzysem w rolnictwie. „Już dziś mamy do czynienia ze sporą nadpodażą owoców na rynku. Co będzie, gdy ze względu na spadki w sprzedaży napojów zmniejszy się liczba zamówień dla polskich przetwórców, przez co wielu z nich może mieć problem z utrzymaniem płynności finansowej, koniecznej do prowadzenia działalności gospodarczej” – wspomniał Kamil Rybikowski, współautor raportu.
Postulujemy utrzymanie jednolitej 5% stawki podatku VAT na sok, nektary i napoje owocowe. Jak wskazuje nasza analiza podwyżka nie niesie ze sobą żadnych pozytywnych skutków a rodzi bardzo dużo potencjalnych niebezpieczeństw na kilku płaszczyznach. WEI z zadowoleniem przyjął zapowiedź Ministerstwa Finansów o wprowadzeniu niższej niż pierwotnie zakładano stawki na nektary, co pokazuje, że rząd dostrzega negatywne skutki proponowanych rozwiązań. Tym bardziej apelujemy o ponowne konsultacje z branżą producentów napojów i rolnikami i wycofanie się z obecnego projektu podwyżki stawek VAT.
Nowa matryca podatkowa ma zacząć funkcjonować od 1 stycznia 2020.