Zmiany w prawie, które wpłyną na realizację inwestycji w 2018 roku

W rozpoczynającym się roku zarówno inwestorzy, jak i wykonawcy będą musieli dostosować się do szeregu nowych obostrzeń przewidzianych w regulacjach prawnych, które weszły w życie w drugiej połowie 2017 roku oraz tych, które mają zastosowanie od 1 stycznia 2018 roku. Zmiany wprowadzone zostały m.in. w prawie wodnym, przepisach dotyczących zamówień publicznych oraz kodeksie cywilnym. W tym roku planowane jest także wdrożenie założeń projektu ustawy o jawności życia publicznego oraz nowelizacji kodeksu urbanistyczno-budowlanego. Na które zmiany warto zwrócić szczególną uwagę podpowiadają eksperci kancelarii Gotkowicz, Kosmus, Kuczyński i Partnerzy Adwokaci oraz Multiconsult Polska – firmy specjalizującej się w konsultingu inżynierskim.

  • Zmiany w Prawie wodnym

Z 1 stycznia tego roku ustawodawca powołał nowy organ odpowiedzialny za gospodarkę wodną – Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie, który sprawuje zarząd nad wodami. Zwiększona została także liczba Regionalnych Zarządów Gospodarki Wodnej – z 7 do 11 (ustanowiono nowe RZGW w Bydgoszczy, Białymstoku, Lublinie i Rzeszowie). Zlikwidowane zostały Wojewódzkie Zarządy Melioracji i Urządzeń Wodnych, a w ich miejsce powstało 49 Zarządów Zlewni. Do kompetencji Wód Polskich należy wydawanie zgód wodnoprawnych we wszystkich przewidzianych w ustawie trybach. Nowością w przepisach jest ponadto tzw. ocena wodnoprawna. Jej uzyskanie jest wymagane dla inwestycji lub działań, które mogą w znaczący sposób wpłynąć na środowisko.

Wraz z wejściem w życie ustawy wygasły wszystkie decyzje o lokalizacji inwestycji celu publicznego oraz o warunkach zabudowy dotyczących nieruchomości zagrożonych powodzią wydane na podstawie ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Co istotne nie dotyczą one zmian w istniejących już obiektach liniowych, jak również pozwoleń na budowę uzyskanych przed wejściem w życie nowych przepisów. Ponadto wygaśnięcie nie odnosi się do decyzji dotyczących zagospodarowania terenu niezwiązanego z wykonywaniem robót budowlanych lub polegających wyłącznie na budowie drogi rowerowej, urządzeń melioracji wodnych lub budowli przeciwpowodziowych.

Warto również zwrócić uwagę na włączenie – bez okresu przejściowego – nowego organu uzgadniającego (Wody Polskie) do procesów oceny oddziaływania na środowisko inwestycji. Oznacza to, że również w przypadku trwających już procedur administracyjnych, związanych z opiniowaniem i uzgadnianiem dokumentacji środowiskowej, a nawet np. zaskarżaniem już wydanych decyzji o uwarunkowaniach środowiskowych, nowy organ powinien zostać uwzględniony. Może to powodować szereg problemów natury proceduralnej i utrudniać realizację projektów inwestycyjnych – wskazuje Andrzej Krzyszczak, Multiconsult Polska.

  • Zmiany w prawie zamówień publicznych

Zamawiających i wykonawców czekają również zmiany w sposobie komunikacji. W określonych przypadkach obowiązkowo będą musieli porozumiewać się drogą elektroniczną. Zgodnie z nowymi przepisami składane przy użyciu środków komunikacji elektronicznej powinny być oferty lub wnioski o dopuszczenie do udziału w postępowaniu, jak również oświadczania, a także formularz jednolitego europejskiego dokumentu zamówienia, Każdy dokument powinien zostać opatrzony kwalifikowanym podpisem elektronicznym – mówi ekspert Wojciech Olobry z GKK Adwokaci.

Nowe zasady komunikacji, zakładające określoną formę kontaktu, mają na celu ułatwienie dostępu do zamówień potencjalnym wykonawcom. Choć właściwy w tym zakresie przepis art. 10a ustawy został wprowadzony na mocy nowelizacji z 2016 r., to w pełni wejdzie on w życie 18.10.2018 r.

  • Nowelizacja Kodeksu cywilnego w zakresie solidarnej odpowiedzialności inwestora wobec podwykonawców

Wśród zmian prawnych, które będą oddziaływać na rynek inwestycji w 2018 roku warto wskazać przepisy dotyczące powstania solidarnej odpowiedzialności inwestora i wykonawcy za zapłatę wynagrodzenia podwykonawcy. Zgodnie z nimi wykonawca lub bezpośrednio podwykonawca ma obowiązek zgłoszenia zakresu robót jeszcze przed ich rozpoczęciem. Inwestor może zgłosić pisemny sprzeciw w terminie 30 dni od doręczenia mu takiego zgłoszenia. Odpowiedzialność za zapłatę wynagrodzenia podwykonawcy ograniczona jest do kwoty uzgodnionej między inwestorem a wykonawcą za wykonanie określonego zakresu prac.

  • Aktualizacja projektu ustawy o jawności życia publicznego

Aktualnie trwają prace nad projektem ustawy o jawności życia publicznego. Jeśli zmiany zostaną przyjęte a ustawa zacznie już obowiązywać to inwestorzy staną w obliczu obowiązku wprowadzenia rejestru umów cywilnoprawnych.

Ponadto przedsiębiorcy będą zobligowani do stosowania wewnętrznych  procedur  antykorupcyjnych pod groźbą kary od 10 000 do 10 000 000 zł oraz możliwości wykluczenia z postępowań o udzielenie zamówienia publicznego.

  • Prace nad projektem ustawy Kodeks urbanistyczno-budowlany

W 2018 roku obszar gospodarowania przestrzenią zostanie objęty jednym aktem prawnym. Nowa ustawa zastąpi obecnie obowiązujące regulacje, takie jak ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym oraz Prawo budowlane.

Bardzo ważną zmianą dla uczestników procesu inwestycyjnego jest zastąpienie decyzji o warunkach zabudowy, decyzji o pozwoleniu na budowę, zgłoszenia budowy oraz zgłoszenia zmiany sposobu użytkowania obiektu budowlanego jedną decyzją – tzw. zgodą inwestycyjną – mówi Jarosław Wielopolski. Nowością jest także podział projektów budowlanych na sześć kategorii. O zakwalifikowaniu do jednej z nich decydować będzie spełnienie określonych wymogów formalnych – dodaje.

Otwarcie rządu w USA. Maksima na polskiej giełdzie

Zamknięcie rządu trwało zaledwie 3 dni. Republikanie i demokraci mają 2 tygodnie na ustalenie porozumienia. Polska giełda na historycznych maksimach. Stopy procentowe w Japonii nadal ujemne.

Koniec zamknięcia rządu w USA

Prezydent Donald Trump podpisał ustawę, która zakończyła tzw. shutdown. Warto zwrócić uwagę na bardzo krótki horyzont tego rozwiązania. Ustawa działa bowiem zaledwie do 8 lutego bieżącego roku. Warto zwrócić uwagę, że porozumienie jest tymczasowe, gdyż obydwie partie nie chciały brać odpowiedzialności za przedłużenie wstrzymania rządu, które trwało od piątkowego wieczora. Rynki podeszły do tej wiadomości z dystansem. 8 lutego jest za 16 dni i dopiero dłuższe porozumienie powinno wyjaśnić sytuacje. Obecnie widać pewną ulgę z powodu porozumienia, aczkolwiek wciąż widać presję na dolara.

Maksima na polskiej giełdzie

Ostatnie miesiące to dobra passa nie tylko zachodnich giełd. Zwyżki nie ominęły także Polski. Od początku roku WIG poszedł 5% w górę przebijając nawet maksima z 2007 roku. WIG20 nie ma aż takich osiągów, ale i tak jest na najwyższym poziomie od 2011 roku. Powód wzrostów zdaniem analityków jest prosty. Jest to bardzo duża ilość taniego kapitału na rynku i poszukiwanie wysokich stóp zwrotu. Lokaty i obligacje skarbowe ze względu na niskie stopy procentowe nie dają dobrze zarobić zatem inwestorzy poszukiwali alternatywnych inwestycji.

Stopy procentowe w Japonii bez zmian

Zgodnie z oczekiwaniami analityków Bank Japonii utrzymał ujemną stopę procentową na dzisiejszym posiedzeniu. Główna stawka znajduje się na poziomie -0,1% już drugi rok. Po tych danych jen przez moment tracił na wartości, po czym nie tylko odrobił straty, ale nawet umocnił się do głównych walut. Analitycy wskazują, że niskie stopy procentowe są elementem politykiem osłabienia jena. Słaba waluta ma podnosić konkurencyjność eksportu i tym samym przywracać wzrost gospodarczy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Ekskluzywne marki modowe w impasie? Bez transformacji mogą zniknąć z rynku

Luksusowe marki, w tym Gucci, Ralph Lauren aby stawić czoła rosnącej konkurencji zmieniają strategię i rezygnują z produkcji skupionej na działaniach sezonowych. Zasłużeni gracze na rynku mody czują na sobie oddech młodych firm, takich jak np. hiszpańska Zara, która wypuszcza nowe produkty do pięciu razy szybciej. By zachować konkurencyjność ekskluzywni producenci rozpoczęli proces dogłębnej cyfrowej transformacji, wdrażając technologie, mające przyspieszyć i zoptymalizować produkcję.

Ekskluzywne brandy odzieżowe, w których od lat największe gwiazdy show businessu dumnie paradują na salonach, zrozumiały, że nadszedł czas na zmianę. Jej katalizatorem są nie tylko badania rynkowe, lecz również – jeśli nie przede wszystkim – wyniki i prognozy finansowe. Na tyle młodych, dynamicznych firm odzieżowych, które nie tylko biją rekordy sprzedaży detalicznej za sprawą bogatej i dynamicznie zmieniającej się oferty w sklepach w lokalach handlowych, lecz również opanowały internet, gdzie czują się jak ryba w wodzie. Rynkowi seniorzy w bolesny sposób mieli się przekonać, że w cyfrowym świecie szybkich interakcji nie ma miejsca na zastój.  Dawny blask i splendor zdają się nie wystarczać. Według ekspertów we współczesnej gospodarce liczą się szybkość w reagowaniu na bieżące trendy i zaplecze produkcyjne, które takie reakcje umożliwia. Zdaniem Piotra Rojka z DSR, firmy specjalizującej się w rozwiązaniach IT dla przemysłu, aby nadążyć za młodą, dynamiczną konkurencją nie wystarczy uznana marka.

Utrzymanie rynkowej pozycji przez firmy z długą tradycją wymaga nieustannych reform i inwestycji. Doskonale widać to w dziedzinie produkcji. Dzięki technologiom informatycznym Przemysłu 4.0 firmy odzieżowe mogą płynnie realizować zróżnicowane harmonogramy produkcyjne i sprawnie reagować na zmiany. Technologia znacząco usprawnia również przepływ informacji od projektantów do zakładów produkcyjnych w różnych lokalizacjach. Pozwala im to wyjść poza sztywne ramy sezonowości i nieustane zaskakiwać klienta nowymi produktami – wyjaśnia Rojek.

Kurs na ucieczkę od sezonowości obrały Gucci, Ralph Lauren, Coach, Helmut Lang, Burberry and Rag & Bone, które do niedawna skupiały się przede wszystkim na trendach w obrębie cykli wiosna/lato, jesień/zima. Ich nowa strategia ma zapewnić większą elastyczność i szybsze okna produkcyjne.  –Szybkość to dziś wszystko – mówi Karin Tracy, szefowa działu mody i urody w Facebook. Jej zdaniem w przepadku marek luksusowych szybkość oznacza przewagę nad konkurencją, a skupianie się na perfekcyjności kosztem tempa wprowadzania nowych produktów na rynek może je słono kosztować.

Dynamiczne firmy odzieżowe, które według analityków z Alvanon wypuszczają nowe produkty do 5 razy szybciej niż ospała konkurencja oraz sprzedawcy działający na rynku e-commerce pokroju Zelando czy Boohoo, każdego dnia mogą uaktualniać swoją ofertą i stronę sklepu internatowego o najnowsze style, wiodą prym w wyścigu trendów i najlepiej odpowiadają na drzemiącą w konsumentach potrzebę nowości. Luksusowe marki modowe próbowały różnych półśrodków. Niektóre zdecydowały się na dodanie dodatkowych kolekcji w ciągu roku, inne próbują dostosować się do zyskującego na popularności trendu „see-now-buy-now” – czyli zobacz teraz i kup teraz. Zakłada on, że przedstawianie kolekcji kilka miesięcy wcześniej niż jest ona udostępniana klientom, to schemat nieadekwatny do współczesnych realiów. Zaprezentowane po raz pierwszy kreacje powinny być błyskawicznie dostępne w sprzedaży. Taki model działania przyjął niedawno szwedzki gigant H&M. Aby funkcjonować w ten sposób nie wystarczą dobre chęci. Firmy oferujące odzież ekskluzywną muszą liczyć się z totalną rewolucją, która w największym stopniu musi dotknąć samej produkcji.

Włosi internacjonalizacją

Pod koniec zeszłego roku grupa Kering, do której należy szereg luksusowych marek, ogłosiła plany uruchomienia „Gucci Art Lab” –35 000 stóp kwadratowych przestrzeni przemysłowej we Włoszech. W nowej fabryce wytwarzane będą dobra skórzane z własnych, zróżnicowanych materiałów. Wszystko po to, by łańcuch dostaw Gucci znalazł się bliżej domu. – To krok w kierunku internalizacji produkcji, szczególnie produktów skórzanych. Z czasem zyskamy lepszą kontrolę nad rozwojem produktów, materiałów i pobieraniem próbek – powiedział Jean-Marc Duplaix, CFO Kering. Większa kontrola nad procesami produkcyjnymi oznacza również większą kontrolę nad terminami i częstotliwością wypuszczania nowych produktów. W ten sposób takie marki jak Burberry czy Tommy Hilfiger miały zmienić swoje harmonogramy produkcji na bardziej dynamiczne w zaledwie kilka tygodni. Wertykalnie zintegrowany łańcuch dostaw daje poziom autonomii, którego nie mają mniejsze firmy polegające na zewnętrznych wytwórcach. Jednak nawet to nie wystarczy, jeśli celem jest przyspieszenie i zoptymalizowanie procesów produkcyjnych. Bez inwestycji w nowe technologie przemysłowe i automatyzację trudno nie sposób nawet dogonić konkurencji, a tym bardziej jej wyprzedzić. Firmy takiej jak PVH Corporation i Xcel Brands wykorzystują oprogramowanie do projektowania w 3D, co pozwala im wykraść cenne miesiące z procesu produkcji. –  Marki luksusowe powinny radzić sobie lepiej z wdrażaniem nowych technologii, by wspomóc procesy produkcyjne. Oprogramowanie do tworzenia produktów w 3D testowane jest przez różne firmy i niebawem zmieni to, w jaki sposób funkcjonowania detalistów – uważa Ed Gribbins z Alvanon.

W branży modowej, gdzie liczy się czas a każdy przestój opóźnia wyjście w produktu na rynek, niezwykle istotne jest utrzymaniu sprawnej linii produkcyjnej. Z pomocą przychodzi przemysłowy internet rzeczy – technologia, która zaoszczędziła firmom setki milionów dolarów.  – IIOT to nie tylko konserwacja predykcyjna, wykrywająca anomalie w pracy maszyn i ostrzegająca o potencjalnych awariach nim się one wydarzą. Analizując dane z sensorów można zoptymalizować linię produkcyjną tak, aby wszystkie maszyny pracowały z wydajnością oczekiwaną przez zarządzających. Nie dzieje się to jednak za pociągnięciem czarodziejskiej różdżki. To pewien proces, który wymaga zaangażowania doświadczonych specjalistów, jednak w ostatecznym rozrachunku taka optymalizacja to opłacalna inwestycja – zauważa Piotr Rojek.

Technologia przeciwko podziałom

W tradycyjnych, mocno rozbudowanych organizacjach zazwyczaj komunikacja pomiędzy departamentami i zagranicznymi oddziałami jest niewystarczająca, by nie powiedzieć znikoma. Gdy tempo wypuszczania nowych produktów na rynek może wpłynąć na pozycję organizacji, usprawnienie komunikacji staje się priorytetem. Zespoły projektantów, marketingu, produkcji i analityki danych muszą ze sobą rozmawiać, aby szybciej podejmować decyzje. Doskonale rozumie to firma Xcel Brands, która powołała specjalny task force w jednym celu: aby zidentyfikował nowe technologie, które mogą wpłynąć nie tylko na komunikację wewnątrz organizacji, lecz również na wszystkie sfery prowadzenia biznesu. – To, nad czym pracujemy będzie integrować przeróżne funkcje. Marketing, działy projektowania i planowania oraz nasi partnerzy detaliczni będą pracować wspólnie. Szybkość wejścia na rynek ma kluczowe znaczenie i musimy działać tak szybko, jak to możliwe – mówi Kate Twist, chief digital officer w Xcel Brands.

Projekty umożliwiają skuteczną komunikację na wielu płaszczyznach są niezwykle istotne dla sprawnego funkcjonowania organizacji, jednak zdaniem ekspertów, jeśli jej informatyczny fundament jest słaby i nie spełnia współczesnych wymogów, to pozostałe rozwiązania na niewiele się zdadzą.  Dlatego firmy coraz częściej decydują się na wymianę systemów ERP na takie, które obejmują większość obszarów ich funkcjonowania. – Nie możemy mówić o skutecznej komunikacji wewnątrz rozbudowanej organizacji bez rozbudowanego systemu do planowania zasobów przedsiębiorstwa. ERP jest sercem całego informatycznego ekosystemu, które gromadzi informacje z kluczowych działów. W ten sposób kadra zarządzająca może w czasie rzeczywistym obserwować aktualną sytuację w firmie i na tej podstawie szybko podejmować świadome decyzje – dodaje dyrektor zarządzający w DSR SA.

Polska giełda najwyżej w historii, złoty stabilny

Po prawie 11 latach inwestorzy doczekali się nowych historyczny rekordów na giełdzie w Warszawie. Nowy rekordowy poziom indeksu WIG to 67933,05 pkt. I zapewne nie ostatni. Od dołka z 2009 roku WIG urósł ponad 2-krotnie.

Inwestorzy prawie 11 lat czekali na powrót polskiego rynku akcji do szczytów z 2007 roku, gdy najpierw pęknięcie bańki na amerykańskim rynku kredytów subprime, a później upadłość banku Lehman Brothers, doprowadziła do największego kryzysu finansowego na świecie od czasów Wielkiego Kryzysu, powodując jednocześnie załamanie na światowych giełdach. W następstwie tego kryzysu indeks WIG stracił prawie 70 proc., spadając z poziomu 67772,9 pkt. w lipcu 2007 roku do 20370,3 pkt. w lutym 2009 roku, co wówczas było najniższym poziomem od 2003 roku. Prawdopodobnie wtedy mało kto przewidywał, że powrót do rekordów zajmie polskiej giełdzie ponad dekadę.

We wtorkowe południu (godz. 12:07) indeks WIG testował poziom 67509,1 pkt., rosnąc o 0,3 proc., po tym jak w pierwszej godzinie notowań pokonał szczyt z 2007 roku i wyznaczył nowy historyczny rekord na poziomie 67933,05 pkt. Indeks ten od początku roku zyskał już ponad 6 proc., a w rok wzrósł o 26,7 proc. W tym samym czasie WIG20 rósł o 0,58 proc. do 2636,06 pkt., testując dziś najwyższe poziomy od 2011 roku. Indeks mWIG40 miał wartość 5061 pkt., rosnąc o 0,33 pkt. i testując poziomy nieoglądane od 2007 roku.

Dzisiejsze dobre nastoje na warszawskiej giełdzie to przede wszystkim zasługa utrzymującego się relatywnie dobrego klimatu na globalnych parkietach. Zwłaszcza na Wall Street, gdzie poniedziałkowa sesji, w reakcji na zakończenie tzw. shutdownu, przyniosła mocne wzrosty i nowe historyczne rekordy.

Pomaga też mocne zachowania sektora bankowego. Zwłaszcza akcji BZ WBK (+2,75 proc.), Pekao SA (+2,1 proc.) i mBanku (+1,3 proc.). Jak również dobrze przyjęte wstępne wyniki Energii, która poinformowała, że w IV kwartale 2017 roku EBITDA wyniosła 525 mln zł, przekraczając rynkowe prognozy o 7,1 proc. i była o 5,4 proc. wyższa niż przed rokiem.

Największym zagrożeniem dla kontynuacji w wzrostów jest duże już krótkoterminowe wykupienie polskiego rynku akcji, co może wywoływać wśród graczy pokusę zrealizowania zysków z ostatnich tygodni blisko szczytów (pierwsze takie symptomy są widoczne nawet dziś). Niemniej jednak, gdyby nawet taki scenariusz zrealizował się w kolejnych dniach, to cofnięcie indeksów powinno być krótkie, a wzrosty szybko wrócić.

Dobre nastroje na globalnych rynkach akcji, trwający sezon publikacji wyników kwartalnych w USA, a także powoli zbliżający się sezon wyników na GPW (m.in. w czwartek raport kwartalny opublikuje PKN Orlen) sugerują, że indeks WIG20 w najbliższych tygodniach jeszcze wielokrotnie może poprawiać swój rekord. Większej korekty, być może nawet kilkutygodniowej, należy spodziewać się dopiero w połowie lutego.

Zupełnie inne nastroje niż na GPW panują dziś na krajowym rynku walutowym. Gdzie złoty wprawdzie lekko traci do głównych walut, w ślad za cofnięciem EUR/USD, ale wciąż pozostaje w konsolidacji czekając na nowe impulsy. Takim w tym tygodniu mogą przede wszystkim być czwartkowe wyniki posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego oraz piątkowe dane nt. dynamiki amerykańskiego PKB za IV kwartał 2017 roku. W południe za euro trzeba było zapłacić 4,1730 zł, dolar kosztował 3,4070 zł, a szwajcarski frank 3,5440 zł.

Komentarz przygotował: Marcin Kiepas, analityk niezależny

5 sposobów na to, by nieświadomie nie ulec perswazji

Choć nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę, perswazja towarzyszy nam na każdym kroku – zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym. Czasem stosujemy ją sami, jednak bywa i tak, że ze zdumieniem zastanawiamy się, dlaczego zgodziliśmy się spełnić czyjąś prośbę lub przystaliśmy na jakąś propozycję. Jak w porę rozpoznać techniki stosowane przez naszych rozmówców i podejmować decyzje świadomie?

  1. Wiedza to podstawa

Umiejętność skutecznego przekonywania jest kluczowa nie tylko dla handlowców czy telemarketerów. Każdy szef na co dzień, aby skutecznie zarządzać zespołem, skłania jego członków do określonych działań, współpracownicy za to chcą, by inni ich słuchali lub pomagali im. Każdy człowiek choć raz na jakiś czas stara się namówić kogoś do czegoś. Większość robi to odruchowo, nieświadomie korzystając z własnych i cudzych doświadczeń, a przecież umiejętność przekonywania innych osób do własnych racji i poglądów to esencja perswazji. Często wiąże się ona ze stosowaniem przez rozmówców określonych technik czy metod wywierania wpływu. Ich wykorzystywanie samo w sobie nie jest jeszcze czymś złym. Przeradza się jednak w manipulację, kiedy nie wiemy, jaki cel ma mówiąca do nas osoba. – Klienci wiedzą, że promocje w sklepach mają prowadzić do zwiększenia obrotów, jeśli jednak ktoś zaprosi na obiad wujka czy kolegę po to, by ten pożyczył mu pieniądze lub potencjalnego partnera biznesowego, przedstawiając mu pierwotnie zupełnie inny cel spotkania mowa już o manipulacji, a nie perswazji. Mając tę świadomość, a także znając podstawowe techniki wywierania wpływu, łatwiej będzie nie poddać mu się zbyt pochopnie – zauważa Artur Gryzik, trener biznesu z firmy szkoleniowo-doradczej Integra Consulting Poland.

  1. Bądź uważny

Równie ważne, jak znajomość samych technik, jest to, żebyśmy umieli je rozpoznać podczas rozmowy. Wymaga to uważności i skupienia na rozmówcy, aby w porę uświadomić sobie, że stosowana jest wobec nas dana metoda perswazji. Musimy jednak uważać na to, by doszukiwanie się w każdym zdaniu technik wywierania wpływu nie zdominowało naszego zaangażowania. Pamiętajmy o chęci poznania celu nadawcy, jego intencji. Warto zwracać uwagę nie tylko na słowa, ale i warstwę niewerbalną, co może pomóc nam w zauważeniu takich alarmujących niespójności jak np. nieadekwatny komplement, zaskakujący prezent czy przysługa. Kiedy mamy wątpliwości dotyczące wiarygodności przekazu i dostrzeżemy niespójności w komunikatach nadawcy, według zasady Alberta Mehrabiana aż 55% uwagi angażujemy w obserwację gestów i sygnałów niewerbalnych, 38% skupiamy na tonie i barwie głosu, a tylko w 7% przywiązujemy wagę do znaczenia słów. Uważność może być przydatna także przy unikaniu sytuacji, w których stajemy się wobec kogoś zobowiązani do grzeczności. W myśl zasady wzajemności nawet niechciany podarunek obliguje nas do rewanżu, czujemy się zobowiązani do wdzięczności, a co więcej – do odwdzięczenia się za otrzymane od kogoś prezenty czy wyświadczone przysługi. Bywa tak, że chcąc pozbyć się zobowiązania, możemy zgodzić się podarować czy oddać znacznie więcej, niż pierwotnie dostaliśmy, na przykład otrzymując od dostawcy atrakcyjne próbki, zdecydujemy się na złożenie zamówienia w tej konkretnej firmie, nie zapoznając się wcześniej z ofertą konkurencji, która mogłaby być korzystniejsza.

  1. Sprawdzaj i neutralizuj

O ile zadziałaniu reguły wzajemności możemy czasem zapobiegać, inne techniki, kiedy już je rozpoznamy, dobrze jest neutralizować. Jeśli na przykład podczas spotkania biznesowego potencjalny kontrahent, chcąc zyskać lepsze warunki współpracy, mówi nam, że zgodziłby się na naszą propozycję, ale jego szef bądź partner spółki ją odrzuci, najlepiej podjąć rozmowę bezpośrednio z tą osobą. – Gdy natomiast spotkamy się z taktyką opóźniania rozmów i usłyszymy przykładowo: „musimy poczekać do następnego tygodnia…”, wyjaśnijmy, czy ta zwłoka jest chwytem, czy ma uzasadnienie. Najlepiej wówczas uzgodnić termin końcowy, którym może być początek rozmów z innym kontrahentem. A kiedy za to druga strona próbuje wywrzeć na nas presję, stosując regułę niedostępności i strasząc, że jeśli nie podejmiemy decyzji niemalże natychmiastowo, propozycja przepadnie, najlepiej podejść do tego z dużym dystansem i wyjaśnić, że ona też poniesie straty, gdy nie dojdzie do porozumienia. Równocześnie starajmy się stworzyć adwersarzowi szansę na zmianę stanowiska bez utraty honoru – podpowiada Artur Gryzik z Integra Consulting Poland. Zdarza się też, że rozmówca stosuje inne taktyki, których celem jest wytworzenie napięcia i poczucia dyskomfortu, skłaniając w ten sposób często zupełnie niczego nieświadomą drugą stronę do szybszego zakończenia rozmów.

Kiedy zauważymy, że ktoś na przykład celowo powoduje sytuację stresującą czy niekomfortową, chociażby poprzez zbyt wysoką temperaturę pomieszczenia czy tworzenie atmosfery braku prywatności dobrze otwarcie omówić te niedogodności i poszukać możliwości ich usunięcia. Podobnie nazwanie sytuacji, a dokładniej zachowań i wskazanie na ich bezpodstawność zwykle sprawdza się, gdy rozmówca stosuje ataki osobiste, przejawia oznaki lekceważenia (na przykład zajmuje się czymś innym w trakcie rozmowy), unika kontaktu wzrokowego, nieuważnie słucha czy nierzeczowo krytykuje nasze poglądy – mówi Artur Gryzik. Szybko reagujmy także, gdy nasz adwersarz stosuje tzw. taktyki walki pozycyjnej, w wyniku których chce stworzyć sytuację zmuszającą nas do znaczących ustępstw. Kiedy na przykład ktoś prosi nas o 10 000 zł za rzecz wartą 2 500 zł, najlepiej wprost zapytać, co uzasadnia taką cenę i nazwać zastosowaną taktykę po imieniu – to „ekstremalne żądanie”. A gdy mamy do czynienia z tzw. eskalacją żądań i na przykład po naszym ustępstwie słyszymy kolejną prośbę lub powrót do wcześniej zgłoszonej, warto uświadomić nadawcy, że dostrzegliśmy tę technikę i jej nie akceptujemy. Można wówczas zrobić przerwę i zastanowić się, które z zagadnień zamierzamy kontynuować w dalszych negocjacjach.

  1. Nie przesadzaj ze stosowaniem technik negocjacyjnych

Znając określone techniki perswazji i umiejąc dostrzegać ich stosowanie przez innych, łatwiej będzie nam prowadzić rozmowę świadomie. Trzeba uważać jednak na to, by nie popaść w skrajność i chęć stosowania samemu za wszelką cenę wszystkich znanych technik wywierania wpływu, by osiągnąć to, na czym nam zależy. Jeśli uda nam się od tego powstrzymać, istnieje szansa na to, że i nasz rozmówca postąpi podobnie i skupi się przede wszystkim na porozumieniu.

Starajmy się też o to, żeby osoba, z którą rozmawiamy, czuła się w naszym towarzystwie dobrze. Wzbudzania sympatii nie traktujmy jednak tylko jako jednej z zasad perswazji, a jako chęć nawiązania autentycznego porozumienia. Kiedy bowiem sympatii zabraknie, a w jej miejsce pojawi się obojętność czy wręcz antypatia, osoba chcąca wywierać wpływ może spotkać się ze skutkiem dokładnie odwrotnym do zamierzonego – odbiorca zamiast zmienić postawę w kierunku zakładanym przez nadawcę, jeszcze bardziej utwierdzi się w słuszności dotychczasowego sposobu myślenia i postępowania – zauważa Artur Gryzik z Integra Consulting Poland. Miejmy świadomość tego, że w myśl prawa sympatii chętniej spełniamy prośby osób, które znamy i lubimy. Nie ma w tym nic dziwnego, dobrze jednak zdawać sobie sprawę z tego, za co lubimy innych – zdecydowanie wolimy przebywać w towarzystwie osób uznawanych przez nas za atrakcyjne fizycznie, równocześnie nieświadomie zakładamy, że są również mądre, dobre czy inteligentne, a także oceniamy je łagodniej w przypadku popełnionych błędów. Lubimy także osoby podobne do nas, te, z którymi często się kontaktujemy, a także tych ludzi, którzy prawią nam komplementy czy kojarzą nam się z czymś miłym (zdarzeniem, informacją czy nawet zapachem).

  1. Każdy wygrywa

Prowadząc negocjacje biznesowe lub prywatne rozmowy, podczas których ktoś chce nas do czegoś przekonać, pamiętajmy o modelu perswazji, w którym każdy wygrywa. W myśl tej zasady perswazja ma miejsce wtedy, gdy obie strony mają poczucie, że odniosły korzyść. Zakłada ona także, że osoba poddawana perswazji działa świadomie, bez strachu wywołanego naciskiem czy dezorientacji spowodowanej manipulacją lub oszustwem. – Żyjąc wśród ludzi, w naturalny sposób codziennie robimy coś dla kogoś albo chcemy, żeby ktoś zrobił coś dla nas. Naszymi największymi zasobami podczas negocjacji są czas i emocje, a w przypadku spotkań biznesowych – również pieniądze. Jeśli nasz rozmówca „wyda” ich zbyt wiele, może poczuć się wykorzystany, a my stracimy na wiarygodności. Równocześnie nie pozwólmy drugiej stronie na to, by spowodowała, że to my będziemy stratni – podsumowuje Artur Gryzik z Integra Consulting Poland.

Nowe prognozy dla kursu franka szwajcarskiego

Na przestrzeni ostatnich trzech kwartałów frank szwajcarski wyraźnie osłabił się w relacji do euro i pozostałych europejskich walut. Co dalej? Według aktualnych prognoz Ebury, na koniec 2018 roku kurs EUR/CHF powinien wynosić 1,14 a CHF/PLN 3,65.  

Ostra deprecjacja franka szwajcarskiego była wywołana odpływem kapitału, który był konsekwencją większego spokoju na światowych rynkach oraz utrzymywania gołębiego stanowiska przez Szwajcarski Bank Narodowy (SNB). Ostatecznie CHF zakończył rok jako jedna z najgorzej radzących sobie walut G10 (najważniejsze i najbardziej płynne waluty na świecie).

Wykres 1: Kurs EUR/CHF (styczeń ’17-styczeń ’18)

Wykres Kurs EUR CHF styczeń 17-styczeń 18źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 02/01/2018

Szwajcarski Bank Narodowy pozostaje jednym z najbardziej gołębich banków centralnych w grupie G10, nawet pomimo ogólnej poprawy warunków w światowej gospodarce. Podczas spotkania we wrześniu Szwajcarski Bank Narodowy porzucił dotychczas powtarzaną mantrę o tym, iż frank jest „znacząco przewartościowany”, zamiast tego poinformował, iż waluta jest „wysoko wyceniana”. Mimo to, Bank nie zasygnalizował odejścia od swojego ultra-luźnego stanowiska w kwestii polityki monetarnej i utrzymał stopy procentowe na niezmienionym poziomie, poniżej zera i powtórzył, że pozostaje gotowy do interwencji na rynku walutowym.

SNB był aktywnym graczem na rynku walutowym w pierwszej części roku, dokonując interwencji polegających na zakupie walut obcych w celu osłabienia franka szwajcarskiego. Interwencje walutowe pozostają istotnym narzędziem banku centralnego, jednak słabość CHF powinna sprawić, że potrzeba ich wykorzystania będzie ograniczona. Zmiany w metodologii wyliczania indeksów kursu wymiany franka szwajcarskiego, do których doszło w marcu (pokazały, że CHF jest słabszy niż oczekiwano) powinny również ograniczyć potrzebę interwencji. Warto dodać, że wiceprezes SNB, Fritz Zurbruegg w listopadzie udzielił wywiadu, w którym bronił wykorzystania ujemnych stóp procentowych i interwencji walutowych SNB.

Słabość waluty przełożyła się na wyższą inflację, co dodatkowo powinno ograniczyć potrzebę głębszych działań ze strony banku centralnych. Inflacja CPI w listopadzie wzrosła do poziomu 0,8% rok do roku i znalazła się najwyżej od 2011 r. (Wykres 2). Inflacja bazowa również wzrosła w analogicznym okresie do poziomu 0,6% rocznie, co można uznać za sukces, biorąc pod uwagę, iż przez niemal dwa lata, do lutego ubiegłego roku dynamika cen nie była wyższa od zera.

Wykres 2: Inflacja w Szwajcarii (2010-2017)

Inflacja w Szwajcariiźródło: Thomson Reuters Datastream Data: 02/01/2018

Dynamika PKB Szwajcarii w trzecim kwartale przyspieszyła do poziomu 1,2% rocznie (Wykres 3). Wzrost aktywności przemysłu pod koniec roku powinien wesprzeć ekspansję gospodarczą w ostatnim kwartale roku. W październiku indeks PMI dla sektora wzrósł do poziomu 62,0 i znalazł się najwyżej od sześciu lat, znacznie powyżej długoterminowej średniej 53,8. Dynamika płac na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy również rosła, osiągając poziom 0,7% w ujęciu rocznym, najwyższy od trzech lat. Wzrost dynamiki zarobków powinien pozytywnie wpływać na popyt konsumpcyjny.

Wykres 3: Wzrost PKB w Szwajcarii w ujęciu rocznym (2010-2017)

Wzrost PKB w Szwajcariiźródło: Thomson Reuters Datastream Data: 02/01/2018

Ton ostatniej komunikacji ze strony Narodowego Banku Szwajcarii sugeruje, że decydenci pozostają przeciwni silnej walucie. Jesteśmy zdania, że SNB będzie kontynuował interwencje, jeśli kurs CHF w zdecydowany sposób skieruje się na północ. Z drugiej strony, dalsze osłabienie CHF i większy optymizm ze strony EBC mogłyby ograniczyć potrzebę dodatkowej stymulacji monetarnej ze strony Szwajcarskiego Banku Narodowego. Aktualizujemy prognozę EUR/CHF w górę, aby odzwierciedlić ostatnie zmiany na rynku, obecnie spodziewamy się jedynie lekkiego umocnienia franka szwajcarskiego w relacji do przewartościowanego – naszym zdaniem – euro oraz stabilizacji kursu EUR/CHF w kolejnych kwartałach. Na koniec 2018 roku kurs EUR/CHF powinien wynosić 1,14 a CHF/PLN 3,65.

Autorzy: Analitycy Ebury (Matthew Ryan, Enrique Diaz-Alvarez, Roman Ziruk)

Jakie zmiany czeka SEO w 2018 roku?

Przełom roku to czas podsumowań i prognoz. Pojawiło się już wiele spekulacji na temat tego, co będzie ważne w SEO w 2018 roku. Wiele w zakresie pozycjonowania się nie zmieni, jednak w nowym roku możemy liczyć na pojawienie się kilku nowości, które być może będą przełomowe. Czego może spodziewać się branża? O tym w artykule Bartosza Michalaka, Marketing Managera Senuto.

Bartosz Michalak
Bartosz Michalak | Marketing Manager Senuto

Rewolucja czy ewolucja SEO

2018 nie przyniesie wielu zmian – nadal ważne będą kwestie techniczne, takie jak szybkość ładowania strony, dostępność dla robotów oraz czystość kodu. Wciąż istotny będzie także content, a właściwie jego optymalizacja pod odpowiednie słowa kluczowe, stosowanie nagłówków, tytułów, opisów (tutaj już widoczna jest pierwsza zmiana – wzrost liczby dopuszczalnych znaków z około 160 do około 230) i linkowania wewnętrznego. Pomimo wielu prognoz mówiących co innego, nadal znaczący będzie linkbuilding. Tak jak do tej kluczowe będzie to, aby pozyskiwane linki były wysokiej jakości.

Czeka nas raczej ewolucja tego, co już istnieje, a nie rewolucja i przewrócenie wszystkiego do góry nogami.

Trendy na 2018 rok

Na znaczeniu coraz bardziej zyskuje UX i to nie tylko pod kątem SEO. Sami użytkownicy zwracają większą uwagę na to, aby strony były czytelne, przejrzyste, żeby mogli się po nich łatwo poruszać i odnajdować informacje.

Kolejnym często pojawiającym się prognozowanym trendem SEO w 2018 roku jest voice search, czyli wyszukiwanie głosowe. Według statystyk Google, jedno na pięć zapytań przeprowadzane jest właśnie w ten sposób. Sceptyczne nastawienie niektórych osób do wyszukiwania głosowego może być spowodowane tym, że w języku polskim nie działa ono najlepiej. Powoduje to, że nie jest wygodniejsze i szybsze od tradycyjnego wyszukiwania. Jeżeli chodzi o znaczenie tej technologii dla SEO, to sposób zadawania pytań podczas wyszukiwania głosowego można podsumować dwoma słowami: kontekst i semantyka.

Prowadzi to do kolejnego trendu, który przybiera na sile, czyli Topical Authority – teorii, według której serwis szeroko pokrywający dany temat będzie osiągał wysokie pozycje na ten właśnie temat, nie tylko na pojedyncze słowa kluczowe. Dzięki RankBrain, czyli sztucznej inteligencji Google potrafi już rozpoznawać kontekst, synonimy oraz powiązania semantyczne pomiędzy frazami. Oznacza to, że Google wchodząc na stronę dotyczącą na przykład cukrzycy „spodziewa” się na niej znaleźć również takie frazy jak dieta dla diabetyka, indeks glikemiczny, glukometr itd. W tym przypadku popularne od lat stwierdzenie „Content is King” staje się coraz bardziej aktualne. Liczy się to, jak szeroko zostanie opisany temat i jak bardzo będzie on wartościowy dla użytkowników.

Filary SEO

W 2018 na pewno nie zmieni się to, na czym opiera się SEO, czyli wiedza, doświadczenie oraz systematyczna praca nad kwestiami technicznymi i contentowymi. Wbrew przewidywaniom niektórych osób o tym, że nie ma sensu realizować już działań SEO,  eksperci w tej dziedzinie nie mają się czym martwić. Wyszukiwarka była, jest i nadal pozostanie bardzo istotnym elementem w customer journey. Tak jak do tej pory, wciąż ważne jest, aby w wyszukiwarce być jak najlepiej widocznym.

Rekordowe przychody klubów piłkarskich

Piłka nożna znowu bije finansowy rekord – przychody klubów z czołowej dwudziestki wyniosły 7,9 mld euro. Manchester United drugi rok z rzędu na czele klubów o największych przychodach.

Manchester United ponownie jest klubem piłkarskim o największych przychodach na świecie. W sezonie 2016/2017 przychody angielskiego giganta wyniosły 676 mln euro. O jego zwycięstwie nad drugim w zestawieniu Realem Madryt zdecydował triumf w Lidze Europejskiej UEFA. Trzecie miejsce w rankingu zajęła FC Barcelona. Przychody dwudziestki największych futbolowych drużyn wyniosły 7,9 mld euro, o sześć procent więcej niż rok wcześniej. To najważniejsze wnioski z 21. edycji raportu „Football Money League”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte.

Aby znaleźć się w zestawieniu trzeba było przekroczyć poziom niemal 200 mln euro, czyli prawie dwa razy więcej niż w edycji w 2010 roku. Najwyższy udział w przychodach, sięgający 45 proc. mają przychody z transmisji telewizyjnych.

Manchester United wygrał z Real Madryt o włos

W 2018 r. Manchester United utrzymał pierwsze miejsce w zestawieniu, ale od drugiego w kolejności Realu Madryt dzieli go najmniejsza w historii różnica w wysokości 1,7 mln euro. Zwycięstwo Czerwonych Diabłów nad Ajaxem w finale Ligi Europejskiej UEFA było kluczowym czynnikiem, decydującym o utrzymaniu pozycji lidera, ponieważ wiązało się to z otrzymaniem od UEFA 44,5 miliona euro premii. To ponad czterokrotnie więcej niż Atletico Madryt otrzymało w sezonie 2011/12 za wygranie tego samego turnieju. Tym samym, wysiłki podejmowane w ostatnich latach przez UEFA na rzecz zwiększenia korzyści finansowych płynących z udziału w Lidze Europejskiej zaprocentowały w tym roku dla Manchester United.

– Europejska branża piłkarska nadal rozwija się finansowo, osiągając prawie pół miliarda euro wzrostu przychodów w dwudziestce czołowych klubów rankingu Deloitte. Europejski futbol nadal generuje duże obroty, czego potwierdzeniem jest zwiększenie przychodów pierwszej dwudziestki klubów Football Money League o kwotę niemal pół miliarda euro. W tym sezonie obserwowaliśmy najbardziej jak dotąd wyrównany pojedynek na szczycie. Ostatecznie Manchester United utrzymał pozycję najlepiej zarabiającego klubu piłkarskiego, pokonując o włos Real Madryt. W roku 2016/17 Manchester United osiągnął przychody w wysokości 581 mln funtów – mówi Dan Jones, Partner w Sports Business Group w Deloitte UK. – Utrzymanie pozycji lidera przez Manchester United wydaje się tym bardziej imponujące wobec osłabienia kursu funta w stosunku do euro. Biorąc pod uwagę, że zarówno Real Madryt, jak i FC Barcelona przewidują wzrost przychodów w sezonie 2017/18, w przyszłym roku prawdopodobnie walka o pierwsze miejsce znów będzie uzależniona od sukcesów na boisku. Po zakwalifikowaniu się przez wszystkie trzy kluby do grupy szesnastu najlepszych zespołów, które zagrają w Lidze Mistrzów UEFA, można oczekiwać, że drużyna, która awansuje najdalej, zdobędzie również najwyższą pozycję w rankingu Football Money League – dodaje.

Premier League nadal dominuje

Angielską Premier League reprezentuje w zestawieniu aż dziesięć drużyn w pierwszej dwudziestce, w tym debiutant na 18 miejscu Southampton (182,3 mln funtów przychodów). Manchester City umacnia swoją pozycję w pierwszej piątce, a Leicester City awansuje z 20 na 14 miejsce. Wszystkie kluby Premier League czerpały korzyści z lepszych umów na transmisje telewizyjne, a dodatkowo występy Southampton i Leicester w europejskich rozgrywkach sprawiły, że kluby te zdobyły najwyższe w historii pozycje. Tylko same przychody z transmisji w przypadku Southampton przewyższają całkowite przychody 26. drużyny w tegorocznej Money League (Crystal Palace, 140,9 miliona funtów).

Z kolei Arsenal okazał się lepszy od Paris Saint-Germain, a Tottenham Hotspur awansował o jedno miejsce na jedenastą pozycję. Chelsea i Liverpool pozostają odpowiednio na ósmym i dziewiątym miejscu, West Ham United na 17., a Everton na 20 pozycji. Cztery angielskie kluby znalazły się w trzeciej dziesiątce rankingu. W sezonie 2016/17 przychody 28. AFC Bournemouth wyniosły 136,8 miliona funtów i były o 135,7 miliona wyższe niż w pierwszym rankingu w 1996/97 roku. – W tym roku angielskie kluby zdominowały Deloitte Football Money League, co nie wydaje się zaskakujące, biorąc pod uwagę nową umowę sprzedaży praw do transmisji i rozgrywki UEFA, które zwiększyły przychody z transmisji klubów z pierwszej dwudziestki o ponad pół miliarda funtów – mówi Tim Bridge, Senior Manager w Sports Business Group w Deloitte UK. – Trwają właśnie procedury przetargowe na sprzedaż praw do transmisji meczy Premier League w kolejnym sezonie od 2019/20 roku. Ich wyniki na dłuższy czas ukształtują skład Money League – dodaje.

Kluby z Hiszpanii, Francji, Niemiec i Włoch to reszta futbolowych krezusów

Pierwszą piątkę uzupełnia Bayern Monachium, zajmując czwarte miejsce. Z kolei Paris Saint-Germain spadł na siódmą pozycję. Podczas gdy PSG jest jedynym francuskim klubem w Football Money League, Olympique Lyon odradza się, awansując w rankingu tuż poza pierwszą dwudziestką po tym, jak zwiększył przychody, będące skutkiem przeprowadzki na nowy stadion i awansu do półfinału Ligi Europy. Po raz pierwszy w rankingu nie znalazł się AC Milan. Tymczasem po przejęciu przez chińską firmę Suning i znacznej poprawie przychodów z reklam jego rywal z Mediolanu, Inter, awansował o cztery miejsca na pozycję piętnastą. Wyniki w rozgrywkach UEFA zagwarantowały Napoli 19 miejsce i spowodowały, że klub AS Roma po raz trzeci w ciągu ostatnich 21 lat, czyli od początku istnienia Money League, wypadł z rankingu. – Football Money League to nadal najskuteczniejsza i najbardziej wiarygodna metoda porównywania wyników finansowych klubów piłkarskich. Zmiany w rankingu w ciągu nadchodzących lat na pewno okażą się bardzo interesujące. Ponadto, po zmianie systemu kwalifikacji do Ligi Mistrzów należy spodziewać się dalszych przetasowań – mówi Tim Bridge. zarobki klubów piłkarskich

O rankingu:

Wartości przychodów uwzględnione w rankingu pochodzą z rocznych sprawozdań finansowych poszczególnych klubów lub z innych bezpośrednich źródeł dotyczących sezonu 2016/2017. Przychody nie uwzględniają wpływów z tytułu transferu zawodników, podatku VAT oraz podatku obrotowego. W niektórych przypadkach dokonano korekt wartości sumarycznych, które zdaniem Deloitte umożliwiły uzyskanie bardziej wiarygodnych wyników umożliwiających porównanie poszczególnych klubów pod względem działalności sportowej. Na przykład jeżeli istniały informacje dotyczące znaczącego zakresu działalności niezwiązanej z branżą piłkarską lub transakcji kapitałowych, wartości te zostały wyłączone z przychodów.

Przed dokonaniem analizy Deloitte nie przeprowadził weryfikacji ani audytu informacji dotyczących poszczególnych klubów zawartych w sprawozdaniach finansowych i innych źródłach stanowiących podstawę naszej publikacji. Aby umożliwić porównanie wyników, wszystkie dane za sezon 2015/2016 zostały przeliczone po kursie z dnia 30 czerwca 2017 r. (1 GBP = 1,1637 EUR). Dane porównawcze zaczerpnięto z poprzednich edycji naszego rankingu, z rocznych sprawozdań finansowych lub innych bezpośrednich źródeł.

Sprzedaż kredytów w Polsce – grudzień 2017 r.

Sprzedaż kredytów dla klientów indywidualnych

W grudniu 2017 r., w porównaniu z grudniem 2016 r. w ujęciu wartościowym, odmiennie jak w poprzednim miesiącu udzielono mniej kredytów w każdej z czterech grup produktowych. Najwyższy spadek odnotowano w przypadku kart kredytowych (-9,0%) oraz kredytów mieszkaniowych (-6,0%). W ujęciu liczbowym, jedyny wzrost w stosunku do grudnia 2016 r. odnotowała sprzedaż kredytów konsumpcyjnych (+9,2%). Pogłębia się negatywna tendencja w sprzedaży kart kredytowych – w porównaniu do grudnia 2016 r. spada zarówno liczba wydawanych kart kredytowych (-16,2%), jak i wartość przyznawanych limitów (-9,0%).

Dodatnie dynamiki w ujęciu wartościowym, a nie wolumenowym, w całym 2017 r. w porównaniu z 2016 r. dotyczyły wszystkich 4 produktów kredytowych. Najwyższa dodatnia dynamika (+ 11,1%) dotyczyła kredytów mieszkaniowych. W ujęciu liczbowym w 2017 r. banki i SKOKi udzieliły o 5,5% więcej limitów kredytowych oraz o 4,9% kredytów mieszkaniowych. W całym 2017 r. banki i SKOKi udzieliły łącznie 9,05 mln kredytów na wartość 133,2 mld zł.

Jakość Portfeli Kredytów dla klientów indywidualnych

W grudniu 2017 r., w porównaniu do listopada 2017 r. pozytywnie zmienił się poziom jakości portfela kredytów konsumpcyjnych (-0,05). Nieznaczne pogorszenie jakości (+0,13) odnotował tylko portfel kart kredytowych. W porównaniu do sytuacji sprzed roku, tylko w portfelu kart kredytowych nastąpiło pogorszenie jakości. Najwyższą poprawę odnotował indeks jakości portfela kredytów mieszkaniowych (pozytywna zmiana o -0,17). Wszystkie cztery indeksy nadal pokazują, pomimo rosnącej sprzedaży, niski, bezpieczny a nawet dla części portfeli obniżający się poziom ryzyka portfela kredytowego gospodarstw domowych

Istotne zmiany w rachunkowości dla części firm -materiał edukacyjny dla leasingobiorców

Nowy Międzynarodowy Standard Sprawozdawczości Finansowej nr 16 (MSSF16) dotyczący leasingu, zacznie obowiązywać spółki raportujące oraz sporządzające sprawozdania finansowe według międzynarodowych standardów (MSR/MSSF) 1 stycznia 2019 roku. Według szacunków, MSSF16 wpłynie na mniej niż 1 na 100 europejskich firm. Eksperci Związku Polskiego Leasingu, wspólnie z doradcą rachunkowym PWC, przygotowali materiał informacyjny dla klientów firm leasingowych.

Materiał przygotowany przez ZPL dla klientów firm leasingowych informuje m.in. o tym, że nowe wymagania eliminują pojęcie leasingu operacyjnego, a co za tym idzie pozabilansowe ujęcie użytkowanych na tej podstawie aktywów.

Edyta Witczak, ekspert ds. rachunkowości Związku Polskiego Leasingu
Edyta Witczak, ekspert ds. rachunkowości Związku Polskiego Leasingu

„Przedsiębiorcy coraz częściej spotykają się z twierdzeniem, że nowy standard rachunkowości MSSF16 wprowadza pojęcie jednego leasingu, a wszystkie użytkowane aktywa i zobowiązania do zapłaty czynszów będą musiały zostać ujęte w bilansie. Należy podkreślić, że wprowadzane zmiany wpłyną jedynie na spółki raportujące oraz sporządzające sprawozdania finansowe według międzynarodowych standardów rachunkowości. Leaseurope szacuje, że nowe zasady będą dotyczyć mniej niż 1 na 100 europejskich firm. Pozostałe podmioty będą korzystać z leasingu i ujmować te transakcje na dotychczasowych zasadach. Nowe regulacje nie wpłyną także na rozliczenia podatkowe – te pozostają bez zmian” – powiedziała Edyta Witczak, ekspert ds. rachunkowości Związku Polskiego Leasingu.

Wpływ MSSF 16 na leasingobiorców

Nowy standard wpłynie na zmianę podstawy kalkulacji powszechnie używanych wskaźników finansowych, takich jak wskaźniki zadłużenia czy EBITDA. Zastosowanie standardu może również oddziaływać na kowenanty w umowach kredytowych, ratingi kredytów, koszty finansowe oraz postrzeganie spółki przez interesariuszy.

Co istotne, zmiany w ujmowaniu leasingu będą miały znaczący wpływ na procesy biznesowe, systemy informatyczne oraz środowisko kontroli wewnętrznej leasingobiorców. Leasingobiorca, który zastosuje MSSF 16, będzie potrzebował zdecydowanie większej liczby danych na temat swoich umów leasingowych ze względu na wymóg ujęcia wszystkich tego typu umów w bilansie. Spółki będą zobligowane do kompleksowego podejścia do tematu wdrożenia nowego standardu, nie ograniczając się tylko do kwestii rachunkowych. Z tego względu przygotowania do wdrożenia należy rozpocząć z odpowiednim wyprzedzeniem.

Jednak nowy standard precyzuje także możliwe wyłączenia. MSSF16 umożliwia nieujmowanie w bilansie aktywów oraz zobowiązań leasingowych dla umów leasingu trwających 12 miesięcy lub krócej. W takim wypadku leasingobiorca może ujmować płatności leasingowe w rachunku zysków i strat metodą liniową w trakcie trwania umowy leasingu. Podobnie będzie w przypadku aktywów takich jak: tablety, komputery, telefony czy meble biurowe o niskiej wartości początkowej. Sugerowana przez RMSR maksymalna wartość aktywa kwalifikującego się do tego typu zwolnienia wyniesie ok. 5.000 dolarów amerykańskich.

Zakaz handlu w niedzielę – kto zyska, a kto straci najwięcej

Już od marca 2018 w życie wchodzi rozporządzenie Sejmu zakazujące handlu w niedziele. Na początku zakaz będzie obejmował pierwszą i ostatnią niedzielę w miesiącu. Nowe prawo będzie wyzwaniem zarówno dla konsumentów przyzwyczajonych do robienia zakupów tego dnia, jak i dla handlowców, którzy będą musieli szukać sposobu na zminimalizowanie strat spowodowanych zakazem. Kto najwięcej zyska, a kto straci na rządowych zmianach?

Niedziele wolne od handlu spowodują straty nie tylko dla właścicieli sklepów oraz najemców. Firmy, obsługujące galerie, w tym biura ochrony, firmy sprzątające czy utrzymania obiektów będą musiały renegocjować stawki oraz zmniejszyć zatrudnienie. Dodatkowo pracownicy, w tym studenci, którzy często pracowali w niedzielę, również poniosą straty. Jednak konsumenci oraz handlowcy będą szukali luk w prawie, które i tak pozwolą na handel w zakazane niedziele. Pierwsze pomysły już są.

Beneficjenci nowych przepisów

Na zakazie zyska przede wszystkim branża e-commerce oraz przemysł związany z logistyką i dystrybucją produktów. E-commerce stał się ważnym elementem branym pod uwagę przy opracowaniu strategii handlowej i stanowi składnik przewagi konkurencyjnej. Wywiera on największy wpływ na rynek centrów handlowych w Europie, ale również w Polsce. O ile duże i mniejsze centra dobrze radzą sobie z internetową konkurencją, o tyle sytuacja w przypadku średnich obiektów wygląda już nieco gorzej.

Bogdan Łukasik, Przewodniczący Rady Nadzorczej firmy Modern-Expo
Bogdan Łukasik, Przewodniczący Rady Nadzorczej firmy Modern-Expo

Do 2022 roku e-commerce będzie stanowić 25% wolumenu sprzedaży i będzie generować około 46% przyrostu sprzedaży. Dziś wartość rynku e-commerce w Polsce według różnych źródeł szacowana jest na 36-40 mld złotych i nikt nie ma wątpliwości, że będzie rosnąć – twierdzi Bogdan Łukasik, Przewodniczący Rady Nadzorczej firmy Modern-Expo.

Wyłączone z zakazu są m.in. piekarnie, lodziarnie oraz cukiernie. Jednak w ustawie nie zostało zaznaczone, jaki procent sprzedaży mają stanowić bułki i chleby wypiekane w sklepie, by miejsce uznać za piekarnię, która będzie mogła być otwarta w niedziele. Dzięki tej luce duże sklepy, oferujące na miejscu świeże wypieki najprawdopodobniej wciąż będą mogły handlować przez cały weekend.

Na zmianach w przepisach zyskają sklepy internetowe, oferujące swoim klientom ścieżkę dostawy omijającą sklepy stacjonarne, a opartą o sieć punktów odbioru. Dla przykładu artykuły spożywcze zamówione online będzie można odebrać z dowolnego miejsca z Fresh-Boxa, bez obawy o utratę świeżości i walorów odżywczych.

Piotr Kraśnicki, Dyrektor Sprzedaży Modern-Expo S.A.
Piotr Kraśnicki, Dyrektor Sprzedaży Modern-Expo S.A.

Terminale paczkowe, które oferujemy zawierają opcję chłodzenia oraz mrożenia towarów. Dzięki nim, konsument w niedzielny poranek będzie mógł odebrać świeżą wędlinę czy warzywa wprost z Fresh-Boxa, który będzie najbliżej jego miejsca zamieszkania. Wystarczy, że nieco wcześniej zakupi wszystkie produkty przez internet z konkretnego hipermarketu. Jest to dodatkowym atutem dla osób powracających w niedzielę po kilkudniowej podróży do domu, gdzie w lodówce nie ma nic – mówi Piotr Kraśnicki, Dyrektor Sprzedaży Modern-Expo S.A.

Zakaz handlu poza polską

Całkowity zakaz handlu w niedzielę obowiązuje już w Niemczech, Austrii oraz Szwajcarii. W tych krajach otwarte są tylko stacje benzynowe i sklepiki na dworcach kolejowych oraz sklepy położone w sąsiedztwie atrakcji turystycznych. Dla Niemców nie jest to problem, ponieważ traktują niedzielę jako dzień przeznaczony dla rodziny, wypoczynku oraz przygotowań do nadchodzącego tygodnia. Większe zakupy robią zawsze przed weekendem, natomiast ewentualne produkty mogą zakupić na stacjach benzynowych lub skorzystać z automatów oferujących papierosy, napoje czy słodycze. Kilka razy w roku władze lokalne organizują niedziele handlowe. Dotyczy to sytuacji, gdy w miastach odbywają się ważne wydarzenia, np. targi, koncerty lub przed świętami.

Natomiast w takich krajach jak Grecja oraz Hiszpania nie ma pełnego zakazu handlu w niedzielę. W Grecji ustanawianych jest siedem niedziel handlowych w roku. Tego dnia otwarte są wszystkie rodzaje sklepów, supermarkety i centra handlowe. Natomiast w pozostałe niedziele czynne są punkty handlowe jedynie w turystycznych rejonach. W Hiszpanii, oprócz Madrytu, w którym w niedziele są otwarte tylko centra handlowe, handel dozwolony jest w dziesięć świątecznych dni w roku.

Uwaga na e-składki. Oszuści podszywają się pod ZUS

Koniec z opłacaniem ubezpieczeń społecznych na cztery różne konta. Od stycznia 2018 roku przedsiębiorcy opłacają je w ramach e-składki na jedno konto. Robiąc wpłatę trzeba też uważać. Już pojawili się oszuści, którzy podszywając się pod ZUS rozsyłali listy z fałszywymi numerami kont.

Nowe rozwiązanie to udogodnienie dla osób prowadzących działalność gospodarczą. Trzeba jednak pamiętać, że wraz z końcem 2017 roku ważność straciły dotychczasowe numery kont, na które przelewane były środki przeznaczone na ubezpieczenie społeczne, ubezpieczenie zdrowotne, Fundusz Pracy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych oraz na Fundusz Emerytur Pomostowych. Jeśli przez nieuwagę ktoś będzie chciał dokonał płatności na dotychczasowe konta ZUS, to bank nie zezwoli na taką płatność, gdyż te rachunki obecnie nie istnieją.

Skąd wziąć numer konta do zapłaty e-składki?

Od października 2017 roku ZUS rozsyłał listy do przedsiębiorców, w których zawarty był dla każdego z nich indywidualny numer konta (NRS), na który należy kierować płatności. Jeśli z jakiegoś powodu list nie dotarł bądź nie został przeczytany, informacje o nowym numerze konta można otrzymać w każdej placówce ZUS lub na infolinii czy w serwisie PUE ZUS. Numer rachunku powinien natomiast zawierać stały dla wszystkich numer identyfikacyjny 60000002 i być skonstruowany według schematu, w którym pierwsze dwie cyfry to liczba kontrolna, a ostatnie 10 cyfr to NIP płatnika.

Niestety, ale pojawili się oszuści, którzy podszywając się pod ZUS rozsyłali listy z fałszywymi numerami kont. Dlatego bardzo ważne jest, aby dokładnie sprawdzić NRS – musi on zawierać numer NIP przedsiębiorcy opłacającego składki. Dodatkowo warto go jeszcze potwierdzić we własnym zakresie na stronie ZUS, korzystając z wyszukiwarki (e-skladka.pl).

Jeśli w przypadku danego przedsiębiorcy nie zmieniły się rodzaje składek oraz ich podział, to księgowanie również pozostaje bez zmian:

  • składki społeczne księgowane są do kosztów lub odliczane od dochodu
  • składki na FGŚP i FP są księgowane do kosztów
  • 7,75% podstawy wymiaru składki zdrowotnej jest odejmowane od podatku

Dotkliwe skutki płacenia e-składki po terminie

W przypadku spóźnionej płatności e-składki płatnik musi liczyć się z tym, e mogą wystąpić odsetki do zapłaty. Mogą wystąpić także inne konsekwencje czyli wyłączenie płatnika z ubezpieczenia chorobowego lub zasiłku macierzyńskiego. Jeśli to nastąpi, należy złożyć wniosek o przywrócenie terminu płatności. – Miejmy też na uwadze, że po otrzymaniu środków na konto ZUS będzie uznawał najpierw najstarsze zobowiązania – mówi Aneta Socha, ekspert kadrowo-podatkowy z firmy inFakt. – W ten sposób przelewy będą w pierwszej kolejności pokrywały najstarsze zadłużenie z odsetkami.

Warto mieć na uwadze, że ZUS nie będzie informował o przypadkach zaległości w opłacaniu e-składki. Przedsiębiorcy powinni kontrolować swoje płatności we własnym zakresie.

10% Polaków przyznaje się do „fake info” w rekrutacji

„Kłamstwo ma krótkie nogi”, ale mimo to kandydaci nadal po nie sięgają. Jak wynika z   najnowszych badań Work Service, niemal 1 na 10 Polaków podał nieprawdziwe informacji w CV lub podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Dlaczego tak się dzieje? Zdaniem eksperta serwisu Kariera.pl część osób aplikujących na wybrane stanowisko zawyża swoje kompetencje, aby spełnić wymagania wskazywane w tradycyjnych ogłoszeniach. Jednak, jak się okazuje, nowe metody rekrutacji mogą zniechęcić do koloryzowania w czasie rekrutacji.

Tylko w ciągu pierwszych 9 miesięcy 2017 roku w Polsce powstało ponad 551 tys. nowych miejsc pracy. Oznacza to, że pracodawcy prowadzili przynajmniej tyle procesów rekrutacyjnych, czyli weryfikowali kompetencje i umiejętności setek tysięcy kandydatów. Jednak w warunkach rekordowo niskiego bezrobocia i rosnących trudności z obsadzeniem stanowisk, pojawia się jeszcze jeden problem – wiarygodność kandydatów. Z badania Work Service wynika, że 9,8% aktywnych lub potencjalnych uczestników polskiego rynku pracy przyznaje się do kłamstwa w procesie rekrutacyjnym. 16,1% badanych raczej zaprzecza, aby podawało nieprawdę w CV lub podczas rozmowy o pracę, a ponad 70% zdecydowanie nie przyznaje się do podawania nieprawdziwych informacji.

Pomimo nadejścia nowego rynku pracy, wiele zjawisk z przeszłości nadal jest kontynuowana. Głównym problemem pozostaje zaburzona komunikacja na linii kandydat-pracodawca. W efekcie, niemal 10% Polaków przyznaje się do świadomego kłamstwa w procesie rekrutacyjnym. Jednak możemy przypuszczać, że skala tego zjawiska jest większa, bo część osób mogła zataić taką informację. Z drugiej strony, wiele firm nadal preferuje tradycyjne ogłoszenia o pracę opartych o listę wymagań wobec kandydatów. Z naszych analiz wynika, że to jest mechanizm zachęcający do koloryzowania w CV. Dzieje się tak, ponieważ spełnienie określonych, a często także wygórowanych kryteriów jest konieczne do przejścia do kolejnego etapu procesu rekrutacyjnego. Zamiast tego warto w ogłoszeniach skupiać się na roli potencjalnego pracownika w organizacji, a także wskazywać szerokie otoczenie, w jakim będzie wykonywać swoje obowiązki – komentuje Piotr Adamczyk, Prezes serwisu Kariera.pl.10% Polaków przyznaje się do „fake info” w rekrutacji

Kłamstwo nie popłaca

Z danych Work Service wynika, że najczęściej do podawania nieprawdziwych informacji w procesie rekrutacyjnym, przyznawały się osoby młode z wykształceniem podstawowym, a także osoby aktualnie pozostające bez pracy. Oznacza to, że do kłamstwa w CV lub podczas rozmowy o pracę, dochodzi najczęściej u osób o małym doświadczeniu zawodowym lub o nieaktualnych lub niskich kompetencjach.  Zdarzają się też sytuacje, w których kandydaci potrafią posługiwać się fałszywymi dokumentami, które mają świadczyć o ukończonych kursach czy edukacji. W takim przypadku mowa jest o przestępstwie za który grożą kary finansowe, a nawet pozbawienie wolności do lat pięciu. Jednak, także w przypadku drobnych korekt takich jak wyolbrzymianie doświadczenia, zakresu obowiązków etc., zła opinia może się za daną osoba ciągnąć.

Doświadczeni rekruterzy mają sposoby na sprawdzenie wiarygodności kandydata. Najczęściej weryfikują je w praktyce lub kontaktują się z wcześniejszymi pracodawcami wskazanymi w CV. Dlatego kłamstwo wcześniej czy później wychodzi na jaw, a konsekwencje ponosił kandydat. A te mogą być daleko idące, bo zła reputacja może ciągnąć się latami. Oczywiście najlepiej, aby osoby niespełniające wszystkich wskazanych oczekiwań w ogłoszeniu, nie zawyżały swoich kompetencji i aplikowały z prawdziwymi informacjami. Przekonać do takiego postępowania może fakt, że w dzisiejszych warunkach rynkowych, wiele zatrudnianych osób spełnia większość, a nie wszystkie wskazane pierwotnie oczekiwania na danym stanowisku – dodaje Piotr Adamczyk.

Firmy w Polsce mają rosnące trudności ze znalezieniem odpowiednich kandydatów do pracy. Tylko w pierwszych trzech kwartałach 2017 roku odnotowano w całej gospodarce ponad 131 tysięcy wakatów, co oznaczało wzrost o 37% r/r.

RAFAKO obejmuje udział w InnoEnergy

Z początkiem 2018 roku InnoEnergy i RAFAKO podpisały umowę, na mocy której wiodąca polska spółka branży energetycznej stała się udziałowcem InnoEnergy – europejskiej firmy inwestującej w innowacje w energetyce. Obie firmy współpracowały już wcześniej przy projektach innowacyjnych, a w ubiegłym roku podczas organizacji PowerUp! – największego konkursu dla start-upów energetycznych w Europie Środkowej.

Jakub Miler, dyrektor generalny InnoEnergy Central Europe
Jakub Miler, dyrektor generalny InnoEnergy Central Europe

Nasze partnerstwo jest najlepszym znakiem pozytywnych zmian, które zachodzą w polskich firmach. RAFAKO, dołączając do grona wiodących podmiotów, takich jak ABB, Schneider Electric czy EDF, potwierdza swoją ambicję nie tylko w zakresie podążania za trendami w światowej energetyce, ale również do ich aktywnego współtworzenia. InnoEnergy angażuje się we flagowe projekty europejskie, takie jak powstająca w Szwecji gigafabryka Northvolt Petera Carlssona, byłego wiceprezesa Tesli, czy uruchomiona w 2017 roku przez estońską firmę Skeleton fabryka superkondensatorów opartych na grafenie  – tłumaczy Jakub Miler, dyrektor generalny InnoEnergy Central Europe. Liczę, że dzięki naszej współpracy z Rafako będziemy mogli się wkrótce pochwalić podobnymi inwestycjami w Polsce.

Partnerstwo oznacza szereg korzyści. RAFAKO zyskuje możliwość współdecydowania o strategii dalszego rozwoju InnoEnergy, jak również uzyskuje pierwszeństwo dostępu do technologii rozwijanych w czołowych uniwersytetach oraz ośrodkach badawczych będących partnerami InnoEnergy oraz udziału w ich komercjalizacji. Firma staje się także aktywnym uczestnikiem społeczności InnoEnergy, zyskując możliwość współpracy z innowatorami jak również globalnymi koncernami energetycznymi. InnoEnergy zyskuje sprawdzonego partnera do wielkoskalowych komercjalizacji innowacyjnych rozwiązań. Doskonałym przykładem takiej współpracy jest wspólna inwestycja w rozpoczęty w 2016 roku projekt wysp poligeneracyjnych, w którym hiszpańscy i francuscy partnerzy InnoEnergy dostarczyli technologie, na bazie których Rafako zbuduje produkt oraz go skomercjalizuje.

Agnieszka Wasilewska-Semail, prezes i dyrektor generalny RAFAKO:

Agnieszka Wasilewska-Semail, prezes i dyrektor generalny RAFAKO
Agnieszka Wasilewska-Semail, prezes i dyrektor generalny RAFAKO

Misja InnoEnergy w zakresie nowatorskich rozwiązań w dziedzinie energii zrównoważonej jest zgodna z filozofią biznesową RAFAKO – nasza praca nie ogranicza się do projektowania i produkcji różnego rodzaju instalacji. Mamy ambitny cel, by doprowadzić do wytwarzania energii elektrycznej w jak najbardziej przyjazny dla środowiska sposób. Obecnie szukamy między innymi rozwiązań z zakresu energetyki rozproszonej i circular economy. Przyglądam się projektom wspieranym przez InnoEnergy i jestem pewna, że wiele z nich ma szansę na komercjalizację w niedalekiej przyszłości.

– InnoEnergy zarządza największym ekosystem innowacji na świecie, który liczy już ponad 320 członków. Wśród nich znajdują się wiodące przedsiębiorstwa energetyczne w Europie, ośrodki akademickie i badawcze, miasta oraz regiony. Mamy ofertę zarówno dla dużych przedsiębiorstw, jak również tych z sektora MŚP, dzięki czemu mogą do nas dołączyć firmy każdej wielkości. Warunkiem jest pomysł oraz ambicja tworzenia rozwiązań o zasięgu globalnym – dodaje Jakub Miler.

Bank Japonii uczy ekonomii

Bank Japonii naprostował rynek, uciszając plotki o prędkiej zmianie nastawienia. JPY traci, ale po nocy najbardziej wyróżnia się AUD, ściągany w dół przez spadki cen rudy żelaza. EUR drzemie w oczekiwaniu na czwartek i EBC, a uporanie się Kongresu USA z government shutdown ma zero wpływu na USD i nastroje.

Prezes Banku Japonii Kuroda wykonał swoją robotę. Bank musiał zmierzyć się z nabudowanymi w ostatnim czasie oczekiwaniami, że wkrótce podąży śladem instytucji z innych krajów i zacznie odchodzić od ekspansji monetarnej. I w jakiś dziwny sposób rynek kompletnie nie zwracał uwagi na makroekonomiczne argumenty stojące za kontynuowanie luźnej polityki. Dlatego BoJ przypomniał, że ryzyka dla inflacji przeważają po negatywnie stronie i nie należy się spieszyć z normalizacją tylko z tego powodu, że oczekiwania inflacyjne podskoczyły (ja z resztą wszędzie na świecie). BoJ nie jest jeszcze w sytuacji, kiedy może rozważać strategię wyjścia, bo cel inflacyjny pozostaje odległy. Na koniec Kuroda dodał, że luzowanie monetarne musi pozostać „silne”. Gołębi przekaz powinien zdławić presję na umocnienie JPY z większą wrażliwością waluty na apetyt na ryzyko. USD/JPY ma szanse nadgonić korelację z rynkiem długu, choć dostosowanie i wzrost do 113 raczej będzie powolnym procesem niż szybkim rajdem.

Przeszkadzającym elementem układanki pozostaje brak chęci inwestorów do kupowania USD. Rynku nie było stać nawet na odrobinę „radu ulgi” po ogłoszeniu końca government shutdown. W sumie, to nie ma się co dziwić. Całe zamieszanie w Kongresie tylko potwierdziło, że ta kadencja nie przyniesie imponujących sukcesów legislacyjnych, a batalia o budżet został doroczna tylko do 8 lutego. Dolara ratuje tylko to, że już sporo wycierpiał na przełomie roku i nie kopie się leżącego. Mimo to dla rozpędzenia USD/JPY może to nie wystarczyć. Do strategicznej sprzedaży jena lepszy może okazać się EUR/JPY, tylko najpierw trzeba przejść przez burzę, jaką w czwartek może zgotować prezes EBC Mario Draghi. Na razie rynek cierpliwe czeka, co dla EUR oznacza flautę w notowaniach.

Największy ruch dziś w nocy dobywa się na AUD, który traci 0,5 proc. Przyczyną są spadki cen rudy żelaza, który zalega w chińskich portach bez szans na szybkie znalezienie zastosowania. Zapasy surowca zwiększyły się 14 tydzień z rzędu, gdyż podaż surowca nie zwalnia, natomiast konsumpcja kuleje po tym, jak chińskie władze nałożyły ograniczenia na produkcję stali. AUD pozostaje w ścisłych relacjach z cenami rudy żelaza i negatywne sygnały z rynku towarowego mogą uderzyć w już dość wykupionego Aussie, który ewidentnie męczył się w ostatnich dniach z utrzymaniem ponad 0,80 USD. Większa korekta może być w grze.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

JAVA: Numer 1 na rynku pracy

W trendach rekrutacyjnych na rynku IT w 2018 roku silną pozycję zajmuje język oprogramowania Java, wynika z badania CodersTrust Polska. Dodatkowo raport wykazuje rosnącą otwartość pracodawców, rekrutujących na stanowiska programistyczne i pokrewne, do zatrudnienia osób bez wykształcenia technicznego oraz zmniejszone wymagania wobec praktyki zawodowej . Badanie pokazuje także otwartość pracodawców na pracę zdalną .

Na zlecenie szkoły oprogramowania online CodersTrust Polska Fundacja Instytut Innowacyjna Gospodarka przeprowadziła badanie* (jego treść w załączeniu) określające potrzeby kompetencyjne pracodawców z sektora ICT (m.in.: media, telekomunikacja, IT) oraz możliwości zastosowania pracy zdalnej i zatrudniania osób z niepełnosprawnościami. Najwięcej, bo aż 35% z ankietowanych firm – które wyraziły zamiar zwiększenia zatrudniania w działach IT w ciągu najbliższych 12 miesięcy – wskazało język programowania Java jako najbardziej pożądany w planowanych procesach rekrutacyjnych.

„Od początku uruchomienia szkoły kodowania CodersTrust Polska największe zainteresowanie obserwujemy w obszarze kursów z zakresu języka programowania JAVA. Dotyczy to zarówno kursantów jak i naszych partnerów, którzy zatrudniają absolwentów szkoleń CodersTrust Polska. Z pewnością trend ten będzie się utrzymywał przez kolejnych kilka lat” – mówi Joanna Pruszyńska, współzałożycielka CodersTrust Polska.

Trend wynikający z Badania CodersTrust Polska potwierdzają dane publikowane przez międzynarodowy portal pracy Indeed.com . Z danych dotyczących nowych ogłoszeń o pracę w IT opublikowanych w grudniu 2017 roku wynika, że wakatów na stanowiska wymagające znajomości Java i JavaScript jest ponad dwa razy więcej niż ofert pracy dla specjalisty każdego innego języka programowania.

„W kategorii backendowej najpopularniejszą technologią jest Java i w najbliższych latach ten trend z pewnością się nie zmieni. Jej maszyna wirtualna wciąż jest wykorzystywana w zdecydowanej większości aplikacji biznesowych, co sprawia, że zapotrzebowanie na specjalistów z tej branży jest bardzo duże. Ponadto, coraz więcej na wartości będą zyskiwać języki pochodne, takie jak Scala czy Kotlin” – mówi Tomasz Bujak, Współzałożyciel portalu pracy IT, No Fluff Jobs.

Badanie wykazało także, że aż 78% spośród ankietowanych firm z sektora ICT zamierza zatrudnić nowych pracowników w ciągu najbliższego roku, z tego 17% ma w planach zatrudnienie dużych zespołów od 35 do 100 osób .

Z kolei wiodącą pozycję wśród stanowisk technologicznych związanych z organizacją projektu zajął Project Manager . Blisko połowa respondentów wymieniła to stanowisko w planach rekrutacji na bieżący rok.

Większe szanse dla juniorów i samouków

Jak wynika z corocznego raportu zarobkowego Sedlak & Sedlak obecnie w Polsce brakuje aż 50 tys. specjalistów IT a luka ta stale się powiększa. Rosnący od kilku lat popyt na kompetencje programistyczne zmienia nastawienie firm do zatrudniania pracowników na poziomie początkującym. Firmy coraz chętniej deklarują chęć przyjęcia pracowników bez wcześniejszej praktyki w zawodzie. W ankiecie CodersTrust Polska aż połowa badanych firm deklaruje brak wymaganego doświadczenia przy zatrudnianiu nowych pracowników IT.

Szczegółowe dane z Raportu pokazują, że długość najbardziej pożądanego w procesach rekrutacji doświadczenia jest stosunkowo nieduża i wynosi 1-2 lata dla 59 % ankietowanych .

Tyle samo, bo około 20 procent firm będzie szukać pracowników z najkrótszą praktyką zawodową – 0-3 miesiące, jak i największym deklarowanym w badaniu doświadczeniem tj. 3-5 lat.

Firmy coraz przychylniej patrzą również na kandydatów do pracy w IT, którzy nie ukończyli technicznych kierunków studiów . W badaniu CodersTrust Polska 40% firm deklaruje chęć przyjęcia absolwenta kierunków nietechnicznych, podczas gdy niespełna 60% jest przeciwna przyjmowaniu do pracy osób bez wykształcenia programistycznego lub pokrewnego.

Analogiczne wyniki pokazał wywiad dotyczący rekrutacji osób nietechnicznych. Na pytanie o zatrudnienie pracowników bez wiedzy technicznej z możliwością przeszkolenia do pracy 40% firm wyraziło chęć do takiej formy zatrudnienia i wdrożenia pracownika działu IT a blisko 60% wypowiedziało się negatywnie.

Praca zdalna

77% firm, które wzięły udział w Badaniu stwierdziły, że pracownicy w ich firmie mogą pracować zdalnie . W 40% ww. firm praca zdalna dopuszczalna jest 1-2 dni w tygodniu, tylko w 27% przedsiębiorstw pracownicy mogą pracować zdalnie 5 dni w tygodniu.

Podsumowanie

„Rok 2017 obfitował w poszukiwania między innymi Java developerów, back-end / front-end, C#, C++, PHP i Ruby on Rails developerów czy architektów systemowych. – W 2018 wciąż na topie będą wyżej wymienione stanowiska, szczególnie Java wraz z popularnymi frameworkami, ponieważ projekty, które ruszyły będą kontynuowane. Zapotrzebowanie na specjalistów w tych dziedzinach na pewno nie spadnie. Dużą popularnością cieszą się także rekrutacje związane z web-design, czyli np. stanowisko: Front-end developer. Zapotrzebowanie jest tak duże, że firmy gotowe są do inwestowania w bootcampy tematyczne o różnych stopniach zaawansowania, przygotowujące ich przyszłych współpracowników do pracy” – komentuje Łukasz Mazek, Lider zespołu IT w firmie Bigram.

*Badanie przeprowadzono na grupie 27 firm z sektora ICT zatrudniające od 1 pracownika do 15 000. Firmy były zróżnicowane pod względem wielkości oraz świadczonych usług, zarówno dla klientów zewnętrznych, jak i wewnętrznych. Badanie powstało w ramach pozyskanego przez CodersTrust Polska grantu „Skrzydła dla innowacji przyszłością dojrzałej edukacji”, którego celem jest wspieranie innowacyjnych rozwiązań i pomysłów w zakresie kształcenia ustawicznego osób dorosłych realizowanego w ramach Programu Operacyjnego Wiedza, Edukacja, Rozwój, oś priorytetowa IV Innowacje społeczne i współpraca międzynarodowa.

W 2018 roku system opłat viaTOLL, inwestycje kolejowe i odbudowa zakładów PESA

System poboru opłat drogowych viaTOLL jest obecnie dużą niewiadomą. W 2018 roku zostanie on upaństwowiony. To bardzo ryzykowna decyzja podjęta przez rząd. Unieważniony zostanie przetarg na wybór nowego, prywatnego operatora, a odpowiedzialność przejmie Inspekcja Transportu Drogowego. Większość komentujących poddaje w wątpliwość jej przygotowanie do tego ze strony technicznej, personalnej i merytorycznej. W listopadzie 2018 roku mogą wystąpić problemy z systemem płatności za poruszanie się po polskich drogach.

– Póki co kierowcy nie mają żadnych informacji, jak będzie wyglądać system. Już kilka lat temu obiecywano likwidację bramek na autostradach i wprowadzenie nowoczesnego rozwiązania – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski wiceprezes ZDG TOR – Zdecydowanie więcej inwestycji w przyszłym roku czeka nas w transporcie kolejowym. Będzie też więcej zamknięć torowych. Oznacza to duże komplikacje dla ruchu pasażerskiego i towarowego, co może spowodować spadek lub zmniejszenie tempa przyrostu liczby pasażerów w skali całego kraju. Kolejne linie będą wyłączane z ruchu i część osób przejdzie do alternatywnych form transportu. W 2018 roku rząd powinien przyjąć program utrzymania infrastruktury kolejowej. Oznacza to, że pieniądze z budżetu co roku trafiałyby do polskich linii kolejowych. Po pewnym czasie możliwe byłoby zmniejszenie stawek za dostęp do infrastruktury. To ważna informacja dla przewoźników. W przyszłości mogliby obniżyć ceny, które obecnie dyktują klientom. W 2017 z zaangażowaniem państwa rozpoczęło się ratowanie zakładów produkujących tabor PESA. Do marca przyszłego roku ma zostać znaleziony inwestor. Nie jest też wykluczone, że aktywnym graczem stanie się państwo. Być może będzie starało się stworzyć z polskich firm działających na rynku jeden potężny podmiot, który zacznie liczyć się na rynku europejskim – dodał Furgalski.

Niemal połowa stad ryb na świecie zagrożona przełowieniem. Sytuację mogą uratować świadomi konsumenci

Niemal połowa stad ryb na świecie zagrożona przełowieniem. Sytuację mogą uratować świadomi konsumenci 1

Ponad 40 proc. stad ryb żyjących w morzach i oceanach jest zagrożonych wyginięciem z powodu nadmiernych połowów – szacują naukowcy. Oznacza to, że w perspektywie kilkunastu lat z oceanów mogą zniknąć przeławiane gatunki. Sytuację mogą poprawić odpowiednie regulacje międzynarodowe, a także codzienne decyzje konsumentów, którzy kupują produkty rybne. Pomocą w wyborze są międzynarodowe certyfikaty nadawane firmom poławiającym i hodującym ryby.

Według ostatnich szacunków naukowców, którzy badali zasoby ryb i owoców morza na zlecenie FAO, Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa, jedynie 58 proc. stad ryb na całym świecie jest poławianych w sposób zrównoważony, który gwarantuje ich naturalne odnawianie. Pozostałe stada są przeławiane, a więc zagrożone wyginięciem.

Jeśli nic z tym nie zrobimy, to tych ryb za parę lub paręnaście lat może zabraknąć. Jest to bardzo duży problem, z którym my – jako przeciętni konsumenci – możemy dużo zrobić, ponieważ jeśli będziemy wybierać produkty pochodzące ze zrównoważonych połowów i robić zakupy odpowiedzialnie, to będziemy wspierać tylko zrównoważone rybołówstwo – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Olga Sarna z Fundacji Mare.

W 2011 roku w sposób zrównoważony poławiane były ryby i owoce morza z 61 proc. stad. Za pogorszenie sytuacji w dużej mierze odpowiadają kraje Azji, które zajmują czołowe miejsce w światowym rankingu nielegalnych połowów ryb. W ten sposób poławiane są na przykład rekiny. Zupa z ich płetwy to znany przysmak w Chinach.

– Rekiny są wyławiane z wody, płetwy są im odcinane, a rekiny z powrotem trafiają do wody. Jest to absolutnie nielegalny sposób połowów, a ma miejsce na bardzo dużą skalę na świecie – mówi Olga Sarna.

Wyginięciem zagrożony jest także tuńczyk błękitnopłetwy. To dziś najdroższa ryba na świecie, używana choćby do przygotowania ekskluzywnego sushi.

– Taki tuńczyk – póki jeszcze jest łowiony – jest głęboko mrożony, żeby za 30 lat mógł być sprzedany za jeszcze większe kwoty. A ceny już dziś dochodzą nawet do miliona dolarów – tłumaczy Olga Sarna.

Międzynarodowe certyfikaty to najprostszy sposób, by w czasie zakupów wybrać produkty, które pozyskiwane są w sposób nieeksploatujący nadmiernie zasobów mórz i oceanów.

– To przede wszystkim certyfikat MSC, znak z niebieską rybką, który dotyczy połowów dzikich. Jeśli chodzi o ryby hodowlane, które są zupełnie oddzielną kwestią, to one mają certyfikat ASC, który świadczy o tym, że hodowle są zrównoważone – mówi przedstawicielka Fundacji Mare.

Konsumenci, którzy chcą świadomie robić zakupy, powinni zwracać uwagę także na pochodzenie ryb hodowlanych. To dynamicznie rosnący segment rynku spożywczego. W 1974 roku hodowle dostarczyły na rynek około 7 proc. ryb i owoców morza na cele konsumpcyjne. W 1994 było to już 26 proc., a w roku 2004 – 39 proc.

– Często ryby hodowlane są karmione mączką rybną robioną z ryb z niższego poziomu łańcucha pokarmowego i tak naprawdę jeszcze więcej ryb jest zużywanych do hodowli, niż byłoby w przypadku, gdybyśmy jedli ryby dzikie – wyjaśnia Olga Sarna.

Zdaniem organizacji pozarządowych niezbędne są również nowe przepisy, które będą chronić zasoby mórz i oceanów. Przykładem może być Wspólna Polityka Rybołówstwa UE, zakładająca odbudowę i utrzymanie stad na stabilnych poziomach najpóźniej do 2020 roku. Przepisy są jednak wdrażane zbyt wolno.

– W UE wchodzi coraz więcej takich przepisów, niestety spotykają się one z różnym odbiorem, ponieważ nie zawsze środowisko rybackie jest zadowolone z nowych regulacji, też chętnie chcą wspierać ochronę środowiska – podkreśla przedstawicielka Fundacji Mare.

Frank najtańszy od trzech lat. Przewalutowanie na złote może jednak podnieść ratę kredytu

Frank najtańszy od trzech lat. Przewalutowanie na złote może jednak podnieść ratę kredytu 2

Szwajcarska waluta jest najtańsza od trzech lat. Stosunkowo niski kurs franka do złotego może zachęcać osoby mające kredyty mieszkaniowe w tej walucie do przewalutowania ich na rodzimą walutę i zdjęcie sobie z barków ryzyka zmiany kursu. Jednak zdaniem przedstawiciela Związku Banków Polskich warto poważnie rozważyć, czy taki krok nie podniesie jednak rat kredytów.

Po trzech latach wszystko powróciło do normy, rata miesięczna kredytu branego w polskich złotych czy we frankach szwajcarskich jest na podobnym poziomie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Przemysław Barbrich ze Związku Banków Polskich. – Frankowicze, jeśli patrzymy na spłacone kapitały we frankach, spłacili znacząco więcej przez te lata niż ci, którzy mają kredyty w polskich złotych. Jeśli patrzymy na skumulowane raty, czyli to wszystko, co złotówkowicz i frankowicz zapłacili do banku, to np. w wypadku kredytu o wartości 300 tys. zł, jeśli był on denominowany do franków szwajcarskich, okazuje się, że złotówkowicz zapłacił do banku 44 tys. zł więcej niż osoba, która wzięła kredyt we frankach szwajcarskich.

W połowie stycznia 2015 roku Szwajcarski Bank Narodowy nieoczekiwanie uwolnił kurs franka do euro, wcześniej powiązany ze wspólną europejską walutą w proporcji 1 euro za minimum 1,20 franka. Ruch banku centralnego spowodował gwałtowne umocnienie szwajcarskiej waluty, która przez moment kosztowała nawet 5 zł. Choć potem fala nieco opadła, frank przez większość minionych trzech lat znajdował się raczej powyżej granicy 4 zł. Wyraźny marsz w dół rozpoczął się w ubiegłym roku: o ile w ciągu trzech lat frank stracił do złotego ponad 16 proc., o tyle niemal 13 pkt proc. to zasługa ostatnich dwunastu miesięcy. Obecnie za franka trzeba zapłacić niewiele ponad 3,5 zł.

Mimo że w ciągu trzech ostatnich lat obciążenie frankowiczów wzrosło, nie spowodowało to lawinowych kłopotów ze spłatami rat.

Kredyty frankowe są najzdrowsze spośród wszystkich kredytów, które mają polskie banki. Zaledwie około 2 proc. to kredyty trudne albo zagrożone. To kredyty, które nie są obsługiwane dłużej niż 30 dni albo dłużej niż 90 dni. Te osoby rzeczywiście mają problem, ale biorąc pod uwagę populację i to, że tych kredytów jest pół miliona, to te 10 tys. osób to jest naprawdę niewiele – mówi Przemysław Barbrich. – To są najczęściej sytuacje losowe, ktoś stracił pracę czy zachorował. Po to został utworzony przez banki specjalny fundusz pomocowy, żeby w tego typu przypadkach zwracać się do niego z prośbą o pomoc. Z tego funduszu udziela się wsparcia osobom, które znalazły się nie ze swojej winy w trudnej sytuacji.

W Polsce kredyty we frankach, których jest obecnie ponad pół miliona, a to ponad 80 proc. wszystkich kredytów walutowych, spłaca ponad 870 tys. osób. Łącznie pożyczki te mają wartość ok. 114 mld zł (dane BIK z grudnia 2017 roku). Opóźnienie w spłacie tych kredytów dotyczy 1,1 proc. mających je osób. Relatywnie niski kurs franka mógłby skłonić ich posiadaczy do przewalutowania kredytu – skoro frank jest tani, to kwota wyrażona w złotych będzie odpowiednio niższa, niż w momencie, gdy kosztował np. o złotówkę więcej.

Zaletą tego rozwiązania jest zlikwidowanie ryzyka kursowego. Ma ono jednak i wady: wyższe odsetki oraz ryzyko wzrostu stóp procentowych, których podniesienie przewidywane jest w przyszłym roku. Stopa WIBOR, która jest składnikiem kosztu kredytu, może ponadto wzrosnąć zanim RPP zdecyduje się na podniesienie stóp – wystarczy, że rynek będzie przekonany, że podwyżka nastąpi. Dlatego Przemysław Barbrich radzi dobrze przemyśleć decyzję w tej sprawie.

Jeśli mamy mieszkanie, które jest naszym docelowym lokum, nasza rata dzisiaj jest taka sama jak trzy lata temu, a zarobki na pewno są wyższe, bo z każdym rokiem zarabiamy więcej, to naprawdę trzeba się dobrze zastanowić. Szczególnie w kontekście tego, że coraz częściej w Polsce mówi się o podwyżce stóp procentowych, a to może oznaczać, że kredyty w polskich złotych będą znacząco droższe niż te, które są we frankach szwajcarskich – zauważa ekspert ZBP.

Dobre perspektywy dla branży logistycznej i transportowej w Polsce. Firmy planują w tym roku duże inwestycje i zwiększenie zatrudnienia

Dobre perspektywy dla branży logistycznej i transportowej w Polsce. Firmy planują w tym roku duże inwestycje i zwiększenie zatrudnienia 3

Polska jest potęgą na europejskim rynku transportowym. Wraz ze wzrostem wolumenu przewożonych towarów rośnie popyt na zasoby powierzchni magazynowej, a także nowych pracowników, z których pozyskaniem firmy mają coraz większe problemy. Dlatego konieczne są inwestycje w innowacyjne rozwiązania i automatyzację pracy. FM Logistic, lider na rynku logistycznym, zapowiada, że w najbliższych miesiącach ten obszar inwestycji będzie kluczowy. W tym roku spółka zamierza zatrudnić trzystu nowych pracowników.

– Rynek Polski i Europy Centralnej wciąż jest konkurencyjny. Staje się coraz bardziej konkurencyjny dla krajów Europy Zachodniej i wciąż wiele będzie się na nim działo przez najbliższe kilka lat – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Sukiennik, dyrektor zarządzający FM Logistic na Europę Centralną.

Polska staje się potęgą na rynku transportu i logistyki. Nasze firmy mają w przewozach europejskich około 25-proc. udział. Rośniemy w siłę od momentu wejścia do UE i otwarcia europejskich rynków. Według statystyk GUS bezpośredni udział sektora usług transportu i logistyki w polskim PKB zwiększył się o ponad jedną piątą od momentu wstąpienia Polski do UE (wzrost z 5,4 proc. w 2004 roku do poziomu 6,5 proc. w 2015 roku). Polska staje się też coraz częściej krajem pierwszego wyboru dla największych firm logistycznych.

– Dla FM Logistic polski rynek jest jednym z ważniejszych. Jesteśmy obecni w 14 krajach, a Polska to jeden z głównych filarów grupy – wskazuje Piotr Sukiennik. – W 2017 roku podjęliśmy decyzję o integracji kilku krajów w regionie Europy Centralnej: Polski, Czech, Słowacji, Węgier, krajów bałtyckich. Stworzyliśmy jeden wirtualny kraj, dzięki czemu Europa Centralna jest zarządzana w sposób zunifikowany.

Rok temu podjęto decyzję o tym, że Polska będzie ośrodkiem zarządzania regionem, w którym grupa FM Logistic ma 22 lokalizacje, 17 platform i 4,7 tys. pracowników.

– Mamy plany rozbudowy naszych lokalizacji i budowy kilku nowych w regionie Europy Centralnej. Te inwestycje, m.in. w cross-dock [pozwala odebrać przesyłki z wielu punktów i dostarczyć je do jednego odbiorcy – red.] czy infrastrukturę transportową, będą dokonywane w najbliższych miesiącach –zapowiada dyrektor zarządzający FM Logistic na Europę Centralną. – Chcemy wzmacniać swoją pozycję w usługach magazynowych, copackingowych, repackingowych, comanufacturingowych, a przede wszystkim dystrybucyjnych.

FM Logistic co roku notuje kilkuprocentowe wzrosty sprzedaży. Prawie połowę przychodów generują usługi transportowe, w tym transport drobnicowy, w którym notowane są kilkudziesięcioprocentowe wzrosty rok do roku. To napędza inwestycje – rozbudowę centrów logistycznych i hubów przeładunkowych. Dziś w Polsce znajduje się dziesięć platform logistycznych i piętnaście hubów. W ubiegłym toku otwarty został nowy magazyn w Robakowie pod Poznaniem, nowe obiekty w Odrzywołku, Mszczonowie i Będzinie na Śląsku, a także rozbudowano centrum dystrybucyjne w Błoniu. W sumie do dyspozycji klientów firmy jest 630 tys. mkw.

Nasza strategia opiera się na kompleksowości i synergii usług. Chcemy być proaktywnym ekspertem, innowacyjną firmą, co realizujemy poprzez rozwiązania i automatyzację, ale i innowacje w usługach. Trzecim filarem jest dostarczanie najwyższej możliwej jakości usług i budowanie kompleksowej usługi transportu drobnicowego w regionie – wymienia Piotr Sukiennik.

Wzrost zamówień powoduje także zwiększone zapotrzebowanie na kadry. W ubiegłym roku liczba zatrudnionych osób wzrosła o sto osiemdziesiąt osób – do poziomu trzech tysięcy, a w tym roku plany zakładają zatrudnienie kolejnych trzystu pracowników. Trwają rekrutacje do pracy w centrum logistycznym w Będzinie oraz w Centrum Dystrybucji do Klienta, prowadzonego dla IKEA, w okolicach Piotrkowa Trybunalskiego.

Logistyka coraz mocniej stawia też na innowacyjne rozwiązania, które pozwalają usprawnić prace w centrach logistycznych i przyspieszają czas dostawy towarów.

Mamy wiele nowych projektów, nad którymi pracujemy. Jednym z rozwiązań jest Inventory Viewer. Inne rozwiązanie, które opatentowaliśmy, to Dual Frame. Kolejne projekty będziemy chcieli wdrażać w najbliższych 2–3 latach – zapowiada Piotr Sukiennik.

Inventory viewer, czyli automatyzowany system inwentaryzacji, który nie wymaga korzystania z podnośników, sprawdza się przede wszystkim w centrach logistycznych. Został nagrodzony nagrodą główną w konkursie na najbardziej Innowacyjny Produkt dla Logistyki, Transportu i Produkcji.

Najbliższe miesiące to czas inwestycji w innowacyjność i automatyzację procesów, nie tylko magazynowych, lecz także tych, które pozwolą nam na zagwarantowanie stabilności serwisu usług i ich jakości. To nasze główne zadanie na najbliższe miesiące – zapowiada Piotr Sukiennik.

Przedstawiciele firmy FM Logistic podkreślają, że inwestycje w innowacje są nieuniknione ze względu na sytuację na rynku pracy.

W całym sektorze transportu brakuje kilkuset tysięcy kierowców. Brak pracowników w innych gałęziach gospodarki sprawia, że samochody przyjeżdżają i nie są rozładowywane na czas – ocenia Jacek Oraczewski, dyrektor ds. transportu międzynarodowego FM Logistic.

Już teraz na rynku jest ok. stu tysięcy wakatów dla zawodowych kierowców. Co roku z zawodu odchodzi ok. dwadzieścia pięć tysięcy osób, natomiast liczba kierowców uzyskujących kwalifikację to około trzydzieści pięć tys., co nie pozwala na uzupełnienie niedoborów. Mimo że w ubiegłym roku podwoiła się liczba ukraińskich i białoruskich pracowników zatrudnionych w polskich firmach transportowych, problem się nie zmniejszył – wynika z analiz PwC i TLP.

Dla właścicieli firm bolesne może się okazać wprowadzenie pakietu drogowego, czyli zmiany w unijnych przepisach dotyczących transportu drogowego. To m.in. stosowanie takich samych warunków zatrudniania kierowców na terenie danego kraju członkowskiego, zwiększenie liczby kontroli płacy minimalnej. Zmianie mają też ulec normy czasu odpoczynku kierowców, którzy będą musieli wykorzystać przynajmniej dwa regularne i dwa skrócone tygodniowe okresy odpoczynku w ciągu 4 tygodni zamiast minimum jednego regularnego i jednego skróconego w ciągu dwóch tygodni.

Są prowadzone rozmowy na szczeblu europejskim, ale na razie nie ma pozytywnych sygnałów, żeby poszło to w innym kierunku, niż to, co mieliśmy w ostatnich latach, czyli wprowadzanie ograniczeń co do odpoczynku kierowców i nowych regulacji dotyczących płacy minimalnej. Czekamy, co przyniosą nam regulatorzy rynku w najbliższym czasie – mówi Jacek Oraczewski.

Polska liderem w europejskim rankingu cyfryzacji. Dostęp do danych oraz możliwość ich wykorzystania coraz silniej wpływa na wzrost gospodarczy

Polska liderem w europejskim rankingu cyfryzacji. Dostęp do danych oraz możliwość ich wykorzystania coraz silniej wpływa na wzrost gospodarczy 4

Polski głos dotyczący cyfryzacji i Jednolitego Rynku Cyfrowego oraz swobody przepływu danych coraz mocniej wybrzmiewa na forum Unii Europejskiej. Polska szybko awansuje w rankingach poziomu cyfryzacji i buduje swoją pozycję w UE w oparciu o zagadnienia dotyczące gospodarki opartej na wykorzystaniu danych. Zastąpiła też Wielką Brytanię w fotelu lidera grupy państw Digital Like Minded, podobnie myślących w sprawach cyfrowych.

– W grupie Digital Like Minded, państw podobnie myślących w kwestiach cyfrowych, Polska już jest postrzegana jako lider, który zastąpi Wielką Brytanię po wyjściu z UE. Jeżeli będziemy z taką samą, a nawet wzmożoną siłą promować tematy cyfrowe na forum europejskim, mamy bardzo duże szanse przewodzić tej nieformalnej grupie, narzucać rytm prac, proponować tematy i zbierać koalicje, co miało już miejsce w minionych miesiącach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Szubert, sekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji, pełnomocnik rządu ds. Jednolitego Rynku Cyfrowego.

W grudniu 2016 czternaście państw z grupy Digital Like Minded przyjęło wspólne stanowisko dotyczące swobodnego przepływu danych, wzywając Komisję Europejską do podjęcia działań w tym kierunku. Do Polski, która zapoczątkowała tę inicjatywę, dołączyły również Belgia, Bułgaria, Czechy, Dania, Estonia, Irlandia, Łotwa, Litwa, Luksemburg, Holandia, Słowenia, Szwecja i Wielka Brytania. W odpowiedzi Komisja Europejska rozpoczęła w tej sprawie konsultacje z krajami członkowskimi.

Od tego czasu Polska odnosi na europejskim forum kolejne sukcesy w promowaniu zagadnień cyfrowych. W kwietniu 2017 po raz pierwszy w historii uczestniczyła w spotkaniu ministrów ds. cyfrowych G20 w Düsseldorfie. Z kolei we wrześniu 2017 w Tallinie odbył się – również pierwszy w historii – szczyt Rady Europejskiej poświęcony wyłącznie kwestiom cyfrowym, którego inicjatorem była Polska.

Na poziomie EU polski głos w sprawach dotyczących cyfryzacji jest bardzo wyraźny, a Polska jest już w tej chwili postrzegana jako lider nieoficjalnej grupy Digital Like Minded. Wcześniej przewodziła jej Wielka Brytania, która półtora roku temu zapoczątkowała jednak procedurę wystąpienia z Unii.

– My, jako kraj, zauważyliśmy, że dane będą najważniejszym elementem przyszłych zmian gospodarczych. Niezależnie od tego, jak będą się rozwijać w przyszłości i tak będą bazowały na coraz większej liczbie danych. Dane będą surowcem rozwoju gospodarek i będą wpływały na zmianę pozycji poszczególnych państw w gospodarkach światowych. Stąd nasza bardzo duża aktywność w promowaniu tego obszaru – podkreśla Krzysztof Szubert.

Według raportu „Data Utilization Intensity 2017”, opracowanego na zlecenie resortu cyfryzacji, dostęp, analiza i wykorzystanie danych już w tej chwili wpływają w 48 proc. na produktywność polskiej gospodarki i w 46 proc. na PKB UE. Znaczenie danych jako głównego surowca przyszłości podkreślają Komisja Europejska, ONZ czy OECD. Z kolei brytyjskie „The Economist” określa dane jako najważniejszy surowiec XXI wieku, który generuje już więcej pieniędzy niż ropa.

– W dawnym modelu gospodarki rozwijały się, a państwa zdobywały swoją pozycję w zależności od uwarunkowań geograficznych, zasobów naturalnych, złóż czy ropy. Natomiast to się powoli przesuwa w stronę budowania gospodarek opartych o wiedzę i dane. Stąd mamy trend Data Economy. W tym obszarze chcemy zaistnieć jak najbardziej, stąd nasza wzmożona aktywność – szczególnie w ostatnim roku – bardzo pozytywne postrzeganie w UE – mówi Krzysztof Szubert.

Pełnomocnik rządu ds. Jednolitego Rynku Cyfrowego zwraca uwagę na to, że Polska szybko awansuje w międzynarodowych rankingach dotyczących ucyfrowienia. Po awansie o jedną pozycję zajmuje w tej chwili 23. miejsce w europejskim rankingu DESI (Indeks Gospodarki Cyfrowej i Społeczeństwa Cyfrowego). Natomiast w opublikowanym niedawno wskaźniku dyplomacji cyfrowej OECD, w którym Polska awansowała o osiem oczek, zajmujemy 12. miejsce (na 209 pozycji).

– Procesy transformacji cyfrowej w Polsce przebiegają bardzo szybko. Od dwóch lat jesteśmy bardzo aktywnym graczem na forum europejskim, budujemy pozytywny przekaz i pozytywną agendę cyfrową. Na forum europejskim jesteśmy postrzegani jako liderzy zagadnień cyfrowych. Koronnym tematem jest swoboda przepływu danych – podkreśla Krzysztof Szubert.

Najnowsza analiza techniczna na NZD oraz EUR

NZD/JPY

Notowania dolara nowozelandzkiego względem jena japońskiego od kilku tygodni znajdują się w trendzie wzrostowym. Z kolei analiza w szerszej perspektywie wskazuje na szeroką konsolidację kursu walutowego, która trwa od końca 2016 roku. Obecny krótkoterminowy trend wzrostowy został zapoczątkowany przez odbicie notowań od strefy wsparcia 75.00-76.00. Kurs przetestował dany obszar dwa razy, w każdy z nich byki skutecznie odparły atak niedźwiedzi.

Na chwile obecną wszystko wskazuje, że notowania zmierzają w okolicę górnego ograniczenia szerokiej konsolidacji 83.00-84.00. Opór został wyznaczony przez styczniowy oraz lipcowy szczyt z 2017 roku, zatem nie należy go lekceważyć. Do wspomnianego poziomu pozostało 250 pipsów, obecny kierunek potwierdzają wskaźniki techniczne.

Kurs walutowy zarówno na interwale dziennym jak i tygodniowym znajduje się ponad krótkoterminową średnią kroczącą EMA 14 oraz średnioterminową SMA 55. Pozostałe wskaźniki obrazujące trend również wskazują na trend wzrostowy. Z kolei spoglądając na interwał niższego rzędu, jak czterogodzinowy możemy powiedzieć, że mamy do czynienia z korektą ostatnich wzrostów. Zmiana trendu na niższym interwale może zwiastować zakończenie korekty oraz kontynuację wzrostów do oporu.

Notowania NZDJPY, interwał tygodniowy

Notowania NZDJPY, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Zagrożeniem dla powyższego scenariusza jest dwutygodniowa konsolidacja oraz fakt, że poprzednie odbicie od strefy popytu było bardziej zdecydowane. Obecne niezdecydowanie może przerodzić się w ponowny retest strefy podaży.

EURCHF – trend wzrostowy

15 stycznia 2015 roku, data warta zapamiętania. Inaczej czarny czwartek, Szwajcarski Bank Narodowy przestał bronić poziomu 1.20 na EURCHF. Niemniej jednak SNB do końca nie zrezygnował ze swojej polityki monetarnej, ponieważ teraz broni kursu walutowego, ale nikt nie wie na jaki poziomie docelowym zależy SNB.

Notowania waluty EUFCHF od lutego 2017 roku znajdują się w silnym trendzie wzrostowym. Z kolei od kurs porusza się w wąskim kanale wzrostowym. Obecna zmienność oraz zachowanie notowań daje duże prawdopodobieństwo przetestowania poziomu z dnia załamania kursu walutowego – 1.20.

Notowania pary walutowej EURCHF na interwale tygodniowym, dziennym oraz czterogodzinowym znajdują się ponad krótkoterminową oraz długoterminową średnią kroczącą. Jedynym wskaźnikiem wskazującym korektę na czterogodzinowym interwale jest Awesome oscylator.

Notowania EURCHF, interwał dzienny

Najnowsza analiza techniczna na NZD oraz EUR 5

Źródło: Admiral Markets

Trend wzrostowy na wyższy interwale czasowym został potwierdzony przez wszystkie wskaźniki techniczne (tabela u góry po lewej stronie wykresu). W związku z tym jest większe prawdopodobieństwo kontynuacji trendu niż jego odwrócenie. Najbliższy wsparciem dla notowań EURCHF jest dolna banda kanału wzrostowego, natomiast oporem – górna banda kanału. Obecnym targetem dla kupujących może być poziom 1.20. Niemniej jednak należy pamiętać o SNB, który interweniuje na rynku walutowym.

Dział Analiz Admiral Markets

Wzrostów ciąg dalszy

Rok 2018 zaczął się bardzo dobrze dla rynków akcji. To już trzeci tydzień wzrostów na światowych giełdach z rzędu. W dalszym ciągu najlepiej radzą sobie giełdy w Stanach Zjednoczonych, nawet w obliczu problemów z finansowaniem części administracji federalnej. Po nieudanym głosowaniu w Senacie nastąpił tzw. „government shutdown”, czyli częściowe zawieszenie finansowania instytucji rządowych. Póki co to wydarzenie nie ma większego wpływu na rynki i w przeciągu całego tygodnia indeks S&P 500 wzrósł 0,86%, a DJIA 1,04% – tyle samo co indeks giełdy Nasdaq.

Rok 2018 zaczął się bardzo dobrze dla rynków akcji. To już trzeci tydzień wzrostów na światowych giełdach z rzędu. W dalszym ciągu najlepiej radzą sobie giełdy w Stanach Zjednoczonych, nawet w obliczu problemów z finansowaniem części administracji federalnej. Po nieudanym głosowaniu w Senacie nastąpił tzw. „government shutdown”, czyli częściowe zawieszenie finansowania instytucji rządowych. Póki co to wydarzenie nie ma większego wpływu na rynki i w przeciągu całego tygodnia indeks S&P 500 wzrósł 0,86%, a DJIA 1,04% – tyle samo co indeks giełdy Nasdaq.
Dla funduszy Superfund Managed Futures początek roku należy do wyjątkowo udanych. To już kolejny tydzień solidnych wzrostów. W minionym tygodniu fundusz Superfund Green zyskał 3,09%, Superfund Red 1,17%, a Superfund Goldfuture wzrósł aż o 4,13%. Warto zwrócić uwagę, że od początku roku wyniki są już na poziomie: Superfund Green 7,71%, Superfund Red 2,05%, a Superfund Goldfuture 11,04%.

Dobre nastroje panują także na naszym krajowym parkiecie. Indeks szerokiego rynku zyskał w przeciągu tygodnia 2,19%, indeks największych spółek WIG20 2,46%, a indeksy mniejszych i średnich spółek mWIG40 i sWIG80 zakończyły tydzień z wynikami odpowiednio 2,37% i -0,02%. Jest to pierwszy tydzień od dawna, w którym zachowanie indeksu sWIG80 było słabsze w porównaniu z resztą rynku. Istotne w minionym tygodniu były również odczyty makroekonomiczne. W środę opublikowane zostały bardzo dobre dane z rynku pracy – wynagrodzenie i zatrudnienie, a w piątek, tym razem gorzej od oczekiwań, wypadły dane sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej. Rozbieżności przypisuje się jednak różnicom w układzie kalendarza.

W tym tygodniu w Polsce nie czeka nas wiele istotnych danych. Warto jedynie przyjrzeć się odczytowi stopy bezrobocia w środę, który zostanie opublikowany przez GUS wraz z Biuletynem Statystycznym. W Europie zdecydowanie najważniejszym wydarzeniem będzie czwartkowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego. Jeśli chodzi o dane makroekonomiczne to tydzień upłynie pod znakiem koniunktury. We wtorek opublikowany zostanie indeks Zew dla gospodarki niemieckiej, w środę zobaczymy odczyty indeksów PMI w przemyśle i usługach dla krajów europejskich, a w czwartek czekamy na indeks Ifo dla Niemiec. W USA w środę opublikowane zostaną wartości indeksów PMI w przemyśle i usługach, a w piątek czekamy na pierwszy szacunek PKB za IV kwartał dla gospodarki amerykańskiej.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych SA

Rynek mieszkaniowy w Siedlcach

Siedlce to miasto na prawach powiatu, położone we wschodniej części województwa mazowieckiego. Miasto zajmuje czwarte miejsce w województwie mazowieckim pod względem liczby mieszkańców. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2016 roku Siedlce liczyły 77 020 osoby. Liczba ludności w mieście nieznacznie zwiększa się, co może wpływać na wzrost zapotrzebowania na nieruchomości mieszkaniowe. Liczba mieszkań oddawanych do użytkowania w Siedlcach w latach 2012, 2013, 2015 była rekordowo wysoka. Nieznaczny spadek notowany był w roku 2014, natomiast w roku 2016 odnotowano najniższą liczbę mieszkań w badanym okresie.

Wykres 1. Liczba mieszkań oddanych do użytkowania w latach 2012 – 2017

liczba mieszkań oddanych Siedlce
Źródło: Opracowanie własne na podstawie danych GUS

Liczba pozwoleń na budowę nowych budynków wielorodzinnych utrzymuje się na zbliżonym poziomie od kilku lat. Rynek pierwotny w Siedlcach jest umiarkowanie rozwinięty. W ciągu roku powstają pojedyncze inwestycje mieszkaniowe.

Tabela 1. Liczba pozwoleń na budowę w latach 2012 – 2017

Rok 2012 2013 2014 2015 2016 Q1-Q3 2017
Pozwolenia na budowę 10 5 9 7 7 7

Źródło: Opracowanie własne na podstawie danych GUS

Zmiany cen, zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym w Siedlcach są na zbliżonym poziomie. Na poniższym wykresie przedstawione zostały zmiany na rynku w ujęciu kwartalnym na przestrzeni sześciu ostatnich lat. Rynek mieszkaniowy w analizowanym okresie charakteryzował się stabilnością, średnie ceny ulegały nieznacznym zmianom, jednak były to wahania o znaczeniu fluktuacyjnym. Pod koniec badanego okresu nastąpił nieznaczny wzrost cen. Ceny na rynku pierwotnym są średnio o 400 zł wyższe w porównaniu do rynku wtórnego. Obecnie rynek siedlecki notuje najwyższe ceny lokali mieszkalnych na przestrzeni ostatnich sześciu lat.

Wykres 2. Średnie ceny mieszkań w Siedlcach na rynku pierwotnym i wtórnym w latach 2012 – 2017

ceny mieszkań Siedlce
Źródło: Opracowanie własne na podstawie danych AMRON

Analizując powierzchnię użytkową lokali mieszkalnych będących przedmiotem obrotu na rynku siedleckim w latach 2012 – 2017 można zaobserwować, że na przestrzeni tego okresu preferencje kupujących pozostawały na stabilnym poziomie. Najwięcej transakcji notowano w przedziale od 50 do 75 m kw. powierzchni użytkowej – stanowiły one średnio 48,02% mieszkań będących przedmiotem obrotu na badanym rynku. Drugie miejsce pod względem popularności powierzchni zajęły lokale w przedziale 35 – 50 m kw., co stanowiło średnio 38,43% odnotowanych transakcji. Rynek siedlecki nie różni się w tym zakresie od pozostałych regionów kraju, gdzie najczęściej przedmiotem transakcji są lokale 2 i 3 pokojowe. Mieszkania małe, czyli poniżej 35 m kw., oraz duże, powyżej 75 m kw., stanowiły mniejszy odsetek transakcji notowanych na rynku. Szczegółowe dane przedstawia poniższy wykres.

Wykres 3. Udział mieszkań o różnej powierzchni w całkowitej liczbie sprzedanych mieszkań w latach 2012 – 2017

mieszkania Siedlce
Źródło: Opracowanie własne na podstawie danych AMRON

Mariusz Gnys
Analityk, Specjalista ds. Obsługi Rynku Nieruchomości
Centrum AMRON

Kupujemy coraz większe mieszkania

Najnowszy raport Narodowego Banku Polskiego pokazuje, że Polacy coraz częściej decydują się na zakup większych mieszkań. Tendencja jest szczególnie widoczna w dużych miastach, a najlepszym przykładem jest Wrocław, gdzie udział w sprzedaży mieszkań do 40 mkw. w III kwartale 2017 roku spadł łącznie o niemal 11 punktów procentowych.

Raport NBP z grudnia ubiegłego roku[1] pokazuje, że największą popularnością na polskim rynku nieruchomości cieszą się nieruchomości o powierzchni 40-60 mkw. oraz 60-80 mkw. Odsetek sprzedaży tej wielkości mieszkań w III kwartale ubiegłego roku był największy zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym. Wzrost odbył się głównie kosztem najmniejszych lokali, które nie przekroczyły granicy 40 mkw. Oznacza to, że kupujemy coraz większe mieszkania.

Warszawa i Wrocław na czele

W Warszawie, gdzie sprzedaje się najwięcej mieszkań, największą popularnością cieszyły się lokale o powierzchni 40-60 mkw. Na rynku pierwotnym było to aż 48,35 proc. sprzedanych w tym czasie mieszkań, natomiast na wtórnym udział transakcji lokali o tym metrażu wyniósł 45,75 proc. Warto też dodać, że odsetek mieszkań mniejszych, do 40 mkw., spadł w porównaniu z analogicznym okresem w 2016 roku o około 2 p.p., a na rynku wtórnym o blisko 3 p.p. i wynosił odpowiednio 23,14 proc. i 29,48 proc.

Największą dynamikę spadku sprzedaży małych mieszkań można zauważyć we Wrocławiu. W stolicy województwa dolnośląskiego na rynku wtórnym udział sprzedanych mieszkań do 40 mkw. spadł o ponad 18,5 p.p., natomiast na rynku pierwotnym odsetek ten zmalał o ponad 6 p.p.

Polacy kupują coraz większe mieszkania. Jest to bardzo dobre zjawisko, ponieważ ostatnie dostępne dane Eurostatu pokazują, że na jednego Polaka średnio przypada 25 mkw., co jest jednym z najmniejszych wyników w Unii Europejskiej. Nasz kraj w tej klasyfikacji wyprzedza zaledwie Rumunię i Łotwę. Mam nadzieję, że obecne trendy rynkowe wpłyną na polepszenie tej statystyki, a co się z tym wiąże, na większą wygodę społeczeństwa – mówi Agata Stradomska z RE/MAX Polska, części globalnej sieci biurach nieruchomości RE/MAX.

Decydująca cena

W 2017 roku byliśmy świadkami rekordowego popytu na mieszkania i wszystko wskazywało, że spowoduje to ogólny wzrost cen nieruchomości. Jednak jak pokazuje raport NBP, rynek okazał się dosyć łaskawy dla konsumentów i w większości przypadków ceny mieszkań nie zmieniły się znacząco. Najbardziej podrożały lokale w Gdańsku (ok. 12 proc.). Znaczne wahania cen na rynku były zauważalne również w Łodzi, gdzie znacznie drożej trzeba dzisiaj zapłacić zarówno za najmniejsze, jak i największe mieszkania. Cena mieszkań do 40 mkw. na rynku wtórnym wzrosła o ponad 19 proc., natomiast za lokale powyżej 85 mkw. na rynku pierwotnym należy zapłacić ponad 13 proc. więcej, a na wtórnym ceny urosły niemal o 11,5 proc. Natomiast w pozostałych dużych aglomeracjach, m.in. Poznaniu i Warszawie, ceny niemal pozostały bez zmian.

Przy wyborze mieszkania warto jednak nie sugerować się wyłącznie średnimi cenami w wybranej lokalizacji. – Różnice w cenach metra kwadratowego pomiędzy najtańszą a najdroższą nieruchomością w obrębie tego samego miasta mogą być znaczące – mówi Agata Stradomska z RE/MAX Polska. – Koszt mieszkania zależy od wielu czynników. Pomijając lokalizację, która w dominujący sposób determinuje poziom cenowy, to nawet w tym samym budynku może być on zróżnicowany. W ramach jednej inwestycji deweloperskiej różnice w cenie mkw. mogą wynieść nawet 20 proc. W takim przypadku dysproporcje wynikają z atrakcyjności samego mieszkania, m.in. rozkładu pomieszczeń, piętra, strony świata, dodatkowej przestrzeni w postaci balkonu lub tarasu, czy wielkości lokalu. Warto zwrócić uwagę na ten ostatni czynnik, ponieważ często mniejsze mieszkania mają wyższą cenę za metr kwadratowy – dodaje Stradomska.

Wzrost zainteresowania Polaków mieszkaniami o większym metrażu to bezsprzecznie efekt rozkwitu, który nastąpił w ostatnich latach na polskim rynku nieruchomości. Wszystkie dane makroekonomiczne wskazują, że ten rozwój będzie dalej trwał, a Polska jako kraj rozwijający się będzie gonić w rankingach Europę Zachodnią.

[1] http://www.nbp.pl/publikacje/rynek_nieruchomosci/ceny_mieszkan_09_2017.pdf

ViDiS SA: Nowy wiceprezes od stycznia 2018 r. – Szymon Staruchowicz

Staruchowicz Szymon
Szymon Staruchowicz

Do zarządu ViDiS SA dołączył Szymon Staruchowicz, absolwent Informatyki na Uniwersytecie Wrocławskim. Od 2000 r. związany z branżą AV,  dzięki czemu legitymuje się znakomitą znajomością rynku prezentacyjnego. Absolwent licznych szkoleń z zakresu zarządzania i nowych technologii (Uniwerstytet Ekonomiczny, Brian Tracy International, InfoComm).

„ViDiS SA jest obecnie w najlepszym momencie na inwestycje. Już wkrótce, serce firmy, którym jest dział handlowy będzie wyposażone w nowoczesne narzędzia, które pozwolą jeszcze szybciej reagować na potrzeby rynku, nie tylko krajowego.” – informuje Szymon Staruchowicz.

Nowy wiceprezes wzmocni ViDiS SA ogromną wiedzą techniczną z zakresu zarządzania skomplikowanymi wdrożeniami w dużych firmach i korporacjach, a także doświadczeniem w zakresie projektowania, wdrożenia i obsługi serwisowej dużych podmiotów.

Szymon Staruchowicz przejął nadzór nad działami serwisu, IT, finansów i administracji, dzięki czemu będzie mógł skierować swoją uwagę na kompleksowe przygotowanie firmy VIDIS S.A. do nowych wyzwań na ciągle zmieniającym się rynku AV i IT.

W wolnym czasie nowy wiceprezes trenuje Crossfit, a także bierze udział w biegach przeszkodowych typu Runmageddon. Sport uprawa także z dwiema córkami i w wolnym czasie nie stroni od dobrej literatury (z dziedziny rozwoju osobistego i fantastyki)

Nowy Land Rover lub Jaguar z rabatem 10% w promocji PKO Leasing

• Samochody osobowe obu luksusowych marek są dostępne w ramach leasingu 100%.
• Oferta jest dedykowana do nowych oraz aktualnych klientów PKO Leasing

W połowie stycznia br. około dziewięciu tysięcy klientów PKO Leasing otrzymało maile z informacją o rozpoczętej kampanii promocyjnej. W jej ramach nowe samochody Land Rover i Jaguar dostępne są w leasingu 100%, a wybrane modele dodatkowo z dziesięcioprocentowym rabatem. Z oferty, aktualnej do 31 marca, mogą skorzystać również nowi klienci.

Leasing 100% to popularne określenie takiej formy finansowania, w której całkowity koszt ponoszony przez klienta, obejmujący raty leasingowe, opłatę wstępną i końcową, jest równy cenie nabywanego przedmiotu, na przykład samochodu. To bardzo korzystna sytuacja, analogiczna wobec popularnych w obrocie konsumenckim „rat 0%”. Od połowy stycznia klienci PKO Leasing mogą w ramach leasingu 100% z subwencją importera nabywać nowe samochody Land Rover i Jaguar.

Warunkiem skorzystania z oferty jest wybranie jednej ze wstępnie określonych struktur transakcji. Są one dostępne na stronie internetowej i dotyczą okresu finansowania (od 24 do 48 miesięcy) oraz wysokości opłaty wstępnej i końcowej. Promocja trwa do końca marca br. Jest dostępna również dla nowych klientów.

Dodatkowo, wybrane modele obu marek są dostępne z rabatem wynoszącym aż 10% ceny katalogowej. Chodzi o auta: Jaguar XE, Jaguar XF, Jaguar F-ACE, Land Rover Discovery, Land Rover Discovery Sport, Range Rover Evoque.


Złóż wniosek i sprawdź szczegóły oferty ↓



#BubelRoku dla ustawy o zakazie handlu w niedziele

W ustawie zakazującej handlu w niedziele wprowadzono ponad 30 wyjątków. Wyjątki te mogą prowadzić do absurdalnych sytuacji. Supermarkety będą powstawać przy stacjach benzynowych i na stadionach sportowych. Największe zamieszanie może spowodować olej rybny.

– Wiele stacji benzynowych prawdopodobnie przemyśli swój model biznesowy i powstaną tam supermarkety, które będą czynne w niedziele – mówi w rozmowie z MarketNews24 Marek Tatała, ekspert Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR).

Wśród wyjątków od zakazu handlu w niedziele wpisano także miejsca, które prowadzą odbiór i handel produktami pochodzenia rybnego.

– Olej rybny to produkt pochodzenia rybnego, czy pod tym pretekstem supermarket, który ma taki olej będzie mógł być czynny w niedziele? – dodaje ekspert i wymienia kolejne absurdy wynikające z ustawy.

Ustawa uznana została przez FOR za prawny bubel roku. Na Facebooku i Twitterze FOR trwa akcja #BubelRoku dotycząca ustawy. Poprzez 44 grafiki – publikowane codziennie w mediach społecznościowych – aż do 1 marca, czyli dnia, w którym ustawa o zakazie handlu wchodzi w życie, eksperci FOR będą pytać o to, co ustawodawca miał na myśli, formułując tak niezrozumiałe przepisy. Akcja określana jako #BubelRoku ma pokazać, że prawo powinno być stanowione z rozwagą.

Nudny jak government shutdown

Farsa związana z senacką przepychanką pomiędzy Demokratami oraz Republikanami dobiegła końca. Osiągnięcie konsensusu zostało wyraźnie zlekceważone przez rynek walutowy, który w dalszej mierze oczekuje na pojawienie się bardziej konkretnych sygnałów warunkujących obserwowane nastroje. Szansę na jeszcze bardziej nudny początek tygodnia skutecznie podbił dość skąpy kalendarz ekonomiczny. Uwagi inwestorów nie zdołała również zwrócić ropa naftowa, która za sobą ma zdecydowanie mniej pokaźny roller coaster. Obecnie za baryłkę West Texas Intermediate należy zapłacić 63,20 USD, tj. 0,3 proc. mniej względem piątkowego zamknięcia.

Miano najsilniejszej waluty koszyka G10 zgarnął funt szterling (0,6 proc.), który w dalszej mierze ma perspektywę wypchnięcia pary GBP/USD w okolice psychologicznego poziomu 1,4000. Względnie pozytywne nastroje na rynku metali przemysłowych wspierają Kiwi (0,4 proc.) oraz Aussie (0,1 proc.). Po drugiej stronie zestawienia wyraźnie króluje japoński jen (-0,4 proc.) oczekujący na nocną decyzję banku centralnego w sprawie ram prowadzonej polityki. W gronie walut Emerging Markets na samym szczycie znajduje się południowoafrykański rand (0,8 proc.), któremu po piętach depcze turecka lira (0,7 proc.). O miano lidera regionu w dalszej mierze biją się rosyjski rubel (0,2 proc.) oraz polski złoty (0,2 proc.). Na koniec dnia EUR/PLN schodzi do 4,1670, USD/PLN stabilizuje się przy 3,4030, GBP/PLN wraca do 4,7520, a CHF/PLN notuje 80-pipsowy ruch do 3,5340.

Początek tygodnia na europejskich parkietach stał pod znakiem wyjątkowo dobrych nastrojów. Ze wzrostowej euforii skutecznie wyłamali się inwestorzy w Londynie, którzy zepchnęli indeks FTSE 100 (-0,2 proc.) w okolicę poziomu 7 715 pkt. Wśród najsilniej tracących szczególną uwagę zwracał Rolls-Royce (-1,9 proc.) za sprawą pogłosek dotyczących wybudowania przez General Electric silników do Airbusów A380 zamówionych przez linie lotnicze Emirates. W gronie stu wyspiarskich komponentów silniejszy ruch w stronę południa odnotowały jedynie Rentokil (-3,0 proc.) oraz RELX (-2,6 proc.), który zyskał miano zakładnika noty analitycznej wydanej przez Morgan Stanley. Skalę dzisiejszych spadków skutecznie ograniczała słuszna zwyżka Barclaysa (4,3 proc.) z racji na zwiększenie ekspozycji przez Tiger Global do poziomu 1 mld USD. Dość wysoko znalazły się również spółki z sektora wydobywczego, którym przewodził Anglo American ze zwyżką rzędu 2,1 proc. Dość udaną sesję ma za sobą również NMC Health (2,4 proc.) za sprawą planowanych przejęć na terenie Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Arabii Saudyjskiej.

Na szczycie giełdy we Frankfurcie uplasowały się walory Deutsche Banku (2,9 proc.), którego władze zaprzeczyły pogłoskom związanym z przeprowadzaniem podejrzanych transakcji przez Jareda Kushnera, doradcę i zięcia prezydenta USA Donalda Trumpa. O dość dobrej sesji może mówić niemiecki sektor motoryzacyjny. W absolutnej czołówce indeksu DAX (0,2 proc.) znalazł się Volkswagen (2,6 proc.) zobowiązany do naprawy 127 tys. modeli sprzedawanych pod marką Audi. Po drugiej stronie zestawienia znalazła się Lufthansa (-1,9 proc.), która w dalszej mierze czeka na rozstrzygnięcie spraw związanych z wykupieniem części masy upadłościowej po Air Berlin. Na fali niezbyt przychylnej noty znalazła się Vonovia – w oczach analityków Deutsche Banku zasługuje ona jedynie na „trzymaj”.

Bardziej pokaźną zwyżkę indeksu obserwowano przy Książęcej, gdzie WIG 20 (0,7 proc.) uplasował się nad poziomem 2 620 pkt. Absolutnym liderem został Lotos (4,4 proc.), którego wzrosty podsyciły najnowsze oczekiwania w sprawie wyników PKN Orlen (2,9 proc.) za czwarty kwartał. Zgodnie z konsensusem należy się spodziewać, że spółka zaraportuje 1 691 mln PLN zysku netto (-5 proc. r/r) przy wyniku EBITDA na poziomie 2 668 mln PLN (-20 proc. r/r) oraz przychodach wynoszących 24 419 mln PLN (7 proc. r/r). Dość wysoko znalazły się również walory PZU (2,3 proc.), co należy utożsamiać z podniesieniem przez Pekao prognoz wyników za najbliższe cztery kwartały. Najsilniej tracącą spółką okazał się być Bank Zachodni WBK (-2,3 proc.), który zdołał wyraźnie odskoczyć rodzimym gigantom z szeroko definiowanej branży energetycznej – PGNiG (-1,2 proc.) oraz PGE (-0,8 proc.).

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Bitcoin – bańka, która może w każdej chwili pęknąć

Pieniądz… jego wartość uzależniona jest od wiarygodności emitenta, który za nim stoi. Wpływa na nią wiele czynników makro- i mikroekonomicznych. Dlaczego więc świat zaufał walucie, którą zna zaledwie od 8 lat, której nikt nie widział, za którą nie stoi żaden namacalny, wiarygodny emitent?

Choć ludzie często deklarują, że aby w coś uwierzyć, muszą to zobaczyć, zdarza im się składać deklaracje wiary bez żądania dowodu istnienia. Na tym zbudowane są największe religie tego świata. Dziś taką ufność miliony ludzi pokłada też w kryptowalucie, której nikt nigdy nie dotknął, nie widział i nigdy nie zobaczy.

Nikt nic nie wie

1 $ = 1 309 BTC – tyle wynosił pierwszy kurs bitcoina ustalony w październiku 2009 r. Osiem lat później, 11 grudnia 2017 r., jego cena osiągnęła blisko 17 000 $, czyli ok. 60 000 zł. Chyba nie tylko dla ekonomistów i maklerów jest szokujące, że ktoś podejmuje grę na giełdzie po tak wysokim kursie walutą, o której wie tak niewiele.

Bitmoneta to tworzony w oparciu o zasady matematyki i kryptografii kilkudziesięciocyfrowy kod, zawierający – na podobieństwo systemu księgowego – zapis wszystkich transakcji dokonanych między użytkownikami. Kryptowaluty powstają jako wynik mocy obliczeniowej połączonej pracy milionów komputerów z całego świata. Są więc wirtualnym, nienamacalnym tworem, funkcjonującym pomiędzy umawiającymi się na to użytkownikami w tzw. sieci P2P. Nie ma nadzoru nad tą siecią, za to każdy ma do niej dostęp.

To wszystko brzmi dość szokująco. Trochę jak z błyskotkami, którymi konkwistadorzy handlowali na odkrywanych lądach – dla tamtejszych mieszkańców zwykłe szkiełka miały wartość złota tylko dlatego, że wcześniej ich nie znali i że sami odkrywcy im tak powiedzieli. Idąc tym tropem, wartość pieniądza da się przypisać również banknotom używanym w grach planszowych. Przecież można było za nie kupić sieć hoteli, a nawet wykupić się z więzienia. Niepokojące jest, że tak jak większość ludzi na świecie dokładnie nie wie, skąd się bitcoin bierze, tak niewykluczone jest, że nie będzie wiedziało, gdy ten nagle zniknie.

Sztuczny twór

Do czego służy ta kryptowaluta? Wyjaśnienie znajdziemy w wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE z 22 października 2015 r. (C-264/14): „Waluta wirtualna «bitcoin» należy do systemu walut wirtualnych z tzw. «dwukierunkowym przepływem», za pomocą którego użytkownicy mogą kupować i sprzedawać pieniądze wirtualne zgodnie z kursami wymiany walut (…) pozwalają na zakup zarówno wirtualnych jak i rzeczywistych dóbr i usług”.

Przeniesienie wartości wirtualnych pieniędzy do rzeczywistego świata staje się powoli zjawiskiem niebezpiecznym. Z uwagi na to, że kryptowaluta gromadzi tylko historie transakcji, bez zapisywania informacji na temat osób ich dokonujących, jest ona wykorzystywana w hazardzie online, głównie w tych krajach, gdzie jest on zakazany. Uznaje się, że służy ona praniu brudnych pieniędzy czy też w ogóle do przeprowadzania nielegalnych transakcji.

A znaczenie tej kryptowaluty rośnie. Powstają wciąż nowe wydobywcze „kopalnie” bitmonet, a zwłaszcza giełdy, skupiające ogromne pieniądze coraz liczniejszej grupy ludzi. Ustawodawstwa państw starają się dotrzymać kroku nowej „walucie”, dostosowując do niej swoje prawo. Niektóre, tak jak Malta, wręcz promują bitcoina jako środek płatniczy w swoim kraju. Nie można jednak zapomnieć, że ugruntowaniu wartości klasycznych walut służyły wieki istnienia państw-emitentów, ich gospodarek i uwarunkowań polityczno-społecznych. Bitcoin zbudował swą ogromną wartość w zaledwie osiem lat, bez historii i stojących za nim nieanonimowych ludzi. A większość rzeczy na świecie, które urasta do tak znacznych rozmiarów w tak szybkim tempie, jest wynikiem sztucznych zabiegów.

Nie tylko bitcoin

Duża popularność, a przede wszystkim wartość bitcoina jest fenomenem, zwłaszcza że nie jest on jedyną ani pierwszą kryptowalutą na świecie. Wszystko zaczęło się od Davida Chauma w 1983 r. Amerykański kryptograf i informatyk opracował algorytm zapewniający bezpieczne przesyłanie danych DigiCash. W 1998 r. firma Chauma zbankrutowała. Los jego kryptowaluty dzieliły później wielkie giełdy tych wirtualnych monet, zwłaszcza skupionych wokół bitcoina. Pierwszy znaczący atak hakerski nastąpił w 2010 r. – po nim bitcoin sporo stracił na wartości. Cztery lata później wyparowała jedna z największych giełd bitcoina, Mt. Gox, która jeszcze w 2013 r. trzymała w rękach blisko 70% jego obrotu. W 2016 r. to samo stało się z polską giełdą bitmonety – Bitcurexem, a w grudniu 2017 r., po drugiej kradzieży hakerskiej, bankructwo ogłosiła południowokoreańska giełda Youbit.

Obecnie na rynku dostępnych jest już ponad 1 000 kryptowalut. Wśród najpopularniejszych są ethereum, dash i goldcoin. W 2014 r. własnej kryptowaluty, o nazwie polcoin, doczekała się Polska. Nieustannie trwają na całym świecie prace nad stworzeniem kolejnych kryptowalut. Może to właśnie rosnąca konkurencja będzie szpilką, która przekłuje bitcoinową bańkę.

Co można stracić

Bankructwo kryptowalutowych giełd to nie jedyne zagrożenie dla zaangażowanych w bitcoinowy rynek. Głównym czynnikiem, który powinien wzbudzić czujność, jest jego hossa. Tak niestabilnego kursu nie mają żadne dobra będące przedmiotem obrotu. Jako nowe, niepoznane dobrze zjawisko, kryptowaluty będą jeszcze długo ulegały silnym wahaniom wartości.

Istnieją również zagrożenia często określane mianem siły wyższej. Wojna i klęski żywiołowe potrafią doprowadzać rządy państw na skraj bankructwa, co skutkuje drastycznym spadkiem wartości emitowanych przez nie pieniędzy. Dla bitcoina wystarczy odcięcie od prądu, a ściślej rzecz ujmując – od internetu. Bez niego nie da się dokonać kryptowalutowej transakcji. Bez internetu bitcoin nie będzie nic warty. Nie będzie się dało nim zapłacić. Ogólnie w czasie kryzysu nie będzie miał on żadnej wartości – wówczas liczy się złoto, srebro lub po prostu twarda waluta.

No i jeszcze podatki. Definicja odnosząca się do bitcoina nie będzie zawarta w ustawie o NBP ani ustawie o usługach płatniczych, tylko o przeciwdziałaniu praniu brudnych pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu. Dokonujący nim obrotu mogą mieć więc uzasadnione obawy, że fiskus będzie chciał ten „niebezpieczny” obrót wziąć pod lupę, a już dziś dochody „uzyskane” z bitcoinów należy rozliczyć w rocznym zeznaniu PIT.

Spekulacja manipulacja

Ekonomii znane jest pojęcie rynku spekulacyjnego. Każdy zainteresowany inwestycją w bitcoina powinien się tylko głęboko zastanowić, czy w obliczu tak potężnego, błyskawicznego wzrostu jego wartości nie stanie się ofiarą manipulacji, pamiętając o tym, że ekonomii równie dobrze znane jest pojęcie spekulacyjnej bańki.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Demokraci z USA walczą o swoje, czyli amerykański shutdown

Shutdown w USA tym razem nie groźny dla rynków. Bardzo blisko zawiązania koalicji CDU Angeli Merkel z SPD. Martwi niski poziom poparcia dla takiego ruchu w samej Partii Martina Schulza. To może zwiastować kłopoty w późniejszych pracach nad ustawami. Tydzień pod znakiem posiedzenia EBC. Mario Draghi ma wszystkie karty w ręku by ostudzić zapał inwestorów. Mocne euro jest dużym problemem EBC by realizować swoje cele. Brak danych z Polski w tym tygodniu.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 22.11.2017-22.01.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,1418 3,5210 3,3930 4,6523
Maksimum 4,2230 3,6250 3,5913 4,8200

 

Kurs EUR/PLN

euro 22Bez wątpienia na EUR/PLN wkroczyliśmy w fazę konsolidacji. Przez ostatni tydzień nie zobaczyliśmy żadnych większych ruchów a szerokość wahań mieściła się raptem w dwóch groszach. Kurs ustabilizował się wokół granicy 4,17. A trzeba dodać, że na rynkach światowych się działo. Szczególnie na głównej parze inwestorzy nie mogli się zdecydować w którą stronę kurs może podążyć stąd chaotyczne ruchy po prawie 50 pipsów w jedną i drugą stronę. Co istotne dla złotego dolar amerykański nadal nie odzyskał mocy dla tego o większej przecenie na krajowej walucie nie mogło być mowy. Do tego mamy kolejny argument za tym by wstrzymać się w zajmowanie długiej pozycji na amerykańskiej walucie. Od wczoraj trwa blokada administracji rządowej czyli tzw shutdown w USA. Stało się tak po głosowaniu w Senacie, który nie przyjął tymczasowego budżetu. Można się tego było spodziewać skoro do wygrania głosowania Republikanom były potrzebne głosy Demokratów. A Ci z kolei mają szansę by coś ugrać. Dzisiaj na godzinę 18 zaplanowano kolejne głosowanie nad finansowaniem instytucji rządowych tymczasowo do 8 lutego. Można powiedzieć, że większej reakcji na rynkach nie było ale na pewno inwestorzy nie będą obecnie zainteresowani kupnem dolara. Tyle tylko, że w tym tygodniu mamy jeszcze posiedzenie EBC. Wysoki kurs euro mógł zaniepokoić Mario Draghiego. Jeśli więc zainterweniuje on słownie podczas konferencji w złotówkę może to uderzyć rykoszetem i kilka groszy stracić. Oporem póki co pozostaje linia trendu spadkowego.

Kurs CHF/PLN

frank 22Jeśli chodzi o CHF/PLn to również mamy do czynienia z konsolidacją. Na wykresie można się pokusić o wyrysowanie formacji trójkąta a więc w niedługim czasie może dojść do wybicia. Trudno wyrokować w, którą stronę może dojść do wybicia. Z jednej strony mamy doniesienia z Niemiec o przybliżeniu stanowisk CDU i SPD a co za tym idzie utworzeniu koalicji rządzącej. A więc odeszło by ryzyko ewentualnych ponownych wyborów. To z kolei mogłoby skutkować ruchem EUR/CHF w górę a w efekcie spadkiem CHF/PLN. Raczej nie groźny jest też government shutdown w USA. Obie strony od początku zakładają dogadanie się a tym samym czarny scenariusz z 2013 roku jest daleki. Jedynym zagrożeniem w tym tygodniu dla realizacji scenariusza spadkowego na CHF/PLN jest posiedzenie EBC. Jeśli Mario Draghi wskaże na zbyt silne euro i użyje gry słów by je osłabić możemy zobaczyć ruch spadkowy na parze EUR/CHF. Co za tym idzie mocniejszy frank przełoży się na wzrosty CHF/PLN. Oporem będzie linia trendu spadkowego.

Kurs USD/PLN

dolar 22Mimo sporych zawirowań na głównej parze walutowej świata USD/PLN zachowuje się bardzo stabilnie. Kurs jest blisko ostatnich minimów w okolicach 3,40. Podczas weekendu doszło do zatrzymania finansowania części administracji rządowych w USA. Teoretycznie powinno to osłabić dość mocno dolara gdyż wydarzenia te nie poprawiają sentymentu na rynkach. Tyle tylko, że tym razem zarówno Republikanie jak i Demokraci od początku mówili, że scenariusz z 2013 nie grozi i wyrazili chęć szybkiego porozumienia. Demokraci chcą ugrać swój postulat w sprawie uchodźców i jeśli tak się stanie to zagłosują za przedłużeniem finansowania. Tym razem więc rynki były dość spokojne na prowadzoną tzw grę polityczną. Jest spore ryzyko jednak, że USD/PLN podąży w tym tygodniu na północ. Kluczowa w tej kwestii będzie czwartkowa konferencja Mario Draghiego po posiedzeniu EBC. Prezes będzie chciał ostudzić nastroje inwestorów grających na zwyżki euro. Silna waluta poprzez ceny dóbr i usług importowanych, źle wpływa na presję cenową. A kwestie inflacyjne są w tej chwili najważniejsze dla EBC by w przyszłości wyjść z programu QE. Jeśli szef EBC osłabi euro, główna para podąży na południe. Dla USD/PLN będzie to skutkowało ruchem na północ w okolice pierwszego oporu w okolicach 3,43.  Trzeba również wspomnieć o rekordowych pozycjach spekulacyjnych inwestorów grających na wzrosty euro w relacji do dolara. Jeśli więc dojdzie do nagłego osłabienia wspólnej waluty pozycje te mogą być szybko redukowane i tym samym spadki na EUR/USD mogą być gwałtowne. W efekcie USD/PLN może szybko wrócić w okolice nawet 3,50.

Kurs GBP/PLN

funt 22GBP/PLN testuje obecnie linię trendu spadkowego. A więc można powiedzieć, że doszło do lekkiego odreagowania ostatnich spadków. Tym samym ostatnie minimum na poziomie 4,65 pozostaje kluczowym wsparciem. Póki co nic nie szkodzi brytyjskiej walucie tym samym może nieco mozolnie odrabiać straty. Nie ma żadnych informacji o Brexicie i kolejnej fazie negocjacji. Owszem mieliśmy bardzo słabe dane o sprzedaży detalicznej ale też rynek zbytnio się nimi nie przejął. A to dlatego, że poprzedni miesiąc wypadł bardzo dobrze więc również oczekiwania na grudzień nie były zbyt wygórowane. W tym tygodniu przy braku danych z rodzimej gospodarki wiele zależy od szerokiego rynku. Jeśli posiedzenie EBC faktycznie przyniesie osłabienie euro może to odbić się rykoszetem dla złotego. I wtedy złotówka straci nieco również do funta. Jeśli tak się stanie to kolejnym opór to dopiero 4,80 czyli ostatnie maksimum.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Szansa dla funta? Macron wyciąga rękę

Brexit cały czas ciąży brytyjskiej walucie – od referendum funt jest nadal o kilkanaście procent słabszy w relacji do euro czy złotego. Weekendowa wypowiedź prezydenta Francji dała nadzieję na korzystniejsze dla Wielkiej Brytanii warunki rozstania z UE, co byłoby dobre także dla funta. Tylko czy brytyjski rząd pójdzie na ustępstwa?

W niedzielnym wywiadzie dla BBC Emmanuel Macron, prezydent Francji, zasugerował możliwość osiągnięcia bardziej preferencyjnego porozumienia między Wielką Brytanią a UE w porównaniu z tym, co dotychczas oferowali negocjatorzy z Brukseli. W istocie prezydent Francji sugeruje coś pomiędzy pełnym dostępem do wspólnego rynku a porozumieniem handlowym.

– Wypowiedź Macrona jest tym ciekawsza, że jak dotąd Francja była jednym z państw w największym stopniu opierającym się żądaniom Wielkiej Brytanii. Prezydent Francji zaznaczył również, że ogromny brytyjski sektor usług finansowych mógłby zostać włączony do tego potencjalnego porozumienia – zauważa Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Wymagałoby to jednak znacznych ustępstw ze strony rządu Theresy May, premier Wielkiej Brytanii, najprawdopodobniej związanych ze swobodnym przepływem obywateli UE po Brexicie. Problematyczny pozostaje jednak fakt, że po ostatnich wyborach na Wyspach, pozycja May i konserwatywnej partii Torysów wewnątrz kraju ucierpiała. Nie wiadomo, na jakie ustępstwa partia pozwoli pójść pani premier.

Według opublikowanej dzisiaj ankiety “The UK in a Changing Europe”, aż 74 proc. członków ugrupowania jest przeciw wolnemu przepływowi obywateli UE do Wielkiej Brytanii, a 63 proc. nie chce, by europejski Trybunał Sprawiedliwości miał jakikolwiek wpływ na jurysdykcję w ich kraju po marcu 2019 r.

– Eurosceptycyzm wśród Torysów i brak chęci na bliższe relacje z UE po wyjściu ze wspólnoty prawdopodobnie w negatywny sposób wpłynąłby na całą gospodarkę Wielkiej Brytanii, w tym rozbudowany sektor finansowy, co odbiłoby się również na funcie – mówi Bartosz Grejner. Brytyjska waluta od referendum w połowie czerwca 2016 r. stracił do euro ok. 14 proc., a do złotego 17 proc.

Skłon w stronę “twardego” Brexitu mógłby w kolejnych miesiącach jeszcze tę przecenę pogłębiać. Jeżeli jednak zwycięży opcja utrzymania stosunkowo bliskich relacji Wielkiej Brytanii z UE, funt może stopniowo odrabiać straty poniesione po głosowaniu w połowie 2016 r., wspierany nadziejami poprawy sytuacji ekonomicznej w kraju. – komentuje analityk Cinkciarz.pl.

Chiny nie oddają pola. Modernizują swoje fabryki na potęgę

Przemysł wraca z Azji do Europy, ale Chiny nie poddają się bez walki. Jak wynika z danych IDC, globalne wydatki na Internet Rzeczy (IoT) w 2018 roku wyniosą 772,5 mld dolarów. Oznacza to, że będą one o 15% wyższe niż w 2017 roku. Co ciekawe, w najbliższych miesiącach najwięcej na Internet Rzeczy wydadzą przedsiębiorstwa produkcyjne i transportowe, a liderem wydatków będą Chiny.

Tysiące pracowników wykonujących powtarzalne czynności za głodowe stawki – do takich obrazów przyzwyczailiśmy się w kontekście dalekowschodniej produkcji. Wiele wskazuje na to, że niedługo o nich zapomnimy. Niski poziom automatyzacji i wyższe koszty płac w azjatyckich zakładach sprawiły, że przedsiębiorstwa produkcyjne zaczęły przenosić fabryki do Europy. Chiny jednak nie chcą poddać się bez walki – inwestują duże pieniądze w informatyzację i modernizują fabryki.

Chiny liderem inwestycji

W styczniu chiński rząd ogłosił budowę wartego 2 mld dolarów parku naukowo-badawczego, w którym rozwijane będą technologie dedykowane sztucznej inteligencji. I jak oceniają eksperci IDC, to Państwo Środka w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy przeznaczy najwięcej na technologie IoT. Będzie to kwota równa 209 mld dolarów. To więcej niż wyniosą skumulowane wydatki Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (171 mld dolarów). Na dalszych miejscach znalazły się Stany Zjednoczone (194 mld dolarów), Japonia (68 mld dolarów) i Korea Południowa (29 mld dolarów). Środki, jakie te cztery kraje przeznaczą na Internet Rzeczy w całym roku, stanowić będą aż 65% wszystkich szacowanych wydatków na IoT w 2018.

Reindustrializacji Europy nic już nie zatrzyma, z pewnością jednak automatyzacja chińskich fabryk może skłonić niektórych producentów do pozostawienia części swoich fabryk w Państwie Środka. Na pewno dane IDC powinny skłonić polskich menedżerów do refleksji na temat poziomu informatyzacji swoich firm. Widać, że cały świat przeznacza coraz więcej środków na technologie. Analizując to, co dzieje się na rozwiniętych rynkach, widać, że cyfrowa transformacja jest faktem a nie marketingowym sloganem. Jeśli chcemy zachować konkurencyjność, musimy digitalizować kluczowe sektory gospodarki, takie jak przemysł – przekonuje Sławomir Kuźniak z firmy BPSC, producenta systemu ERP wspierające zarządzanie.

IoT to nie tylko czujniki

IDC podaje, że globalne wydatki na Internet Rzeczy (IoT) w ubiegłym roku wyniosły 674 mld dolarów. W 2018 r. mają być one wyższe o 15%, na koniec roku osiągając wartość 772,5 mld dolarów. Najszybciej będą rosły wydatki na oprogramowanie. Do 2020 roku skumulowany roczny wskaźnik wzrostu sprzedaży systemów ma wynieść 16%. Do 2021 roku mają one wynosić ponad połowę wszystkich nakładów na projekty Internetu Rzeczy.

Koszty elektroniki znacznie zmalały na przestrzeni ostatnich lat. Z punktu widzenia firm, można dziś opomiarować w zasadzie dowolny proces bez potrzeby wydawania dużych pieniędzy. Jednak czujniki bez oprogramowania są mało użyteczne. Dopiero systemy takie jak ERP i MES pozwalają zebrać, przetworzyć i przełożyć informacje pozyskiwane z czujników i maszyn na wartość biznesową. Dzięki temu można np. zmniejszyć przestoje i wykorzystanie maszyn, w praktyce produkować taniej i szybciej – komentuje Sławomir Kuźniak, dyrektor ds. zarządzania produktem w firmie BPSC specjalizującej się w informatyzacji firm produkcyjnych.

Przemysł liderem w inwestycjach w IoT

W zaawansowane technologie inwestować będą w szczególności firmy z sektora produkcyjnego oraz transportowego. W 2018 roku na rozwiązania IoT przedsiębiorstwa działające tylko w tych dwóch branżach przeznaczą łącznie 274 mld dolarów, co będzie stanowić 35% globalnych wydatków na Internet Rzeczy.

W tych branżach wykorzystanie Internetu Rzeczy daje bardzo szybko namacalne korzyści. Poza tym, mimo znaczących w ostatnich latach inwestycji, pozostają one wciąż w znacznym stopniu analogowe. Z badań, które przeprowadziliśmy wynika, że w zdecydowanej większości dane z maszyn spisuje się dzisiaj ręcznie. Trudno więc mówić w takiej sytuacji o automatyzacji i gotowości na wyzwania jakie stawia przed firmami rynek i Przemysł 4.0., który w Niemczech wchodzi już w fazę dojrzałości – komentuje Sławomir Kuźniak z BPSC

IDC prognozuje, że na Internet Rzeczy przedsiębiorstwa produkcyjne przeznaczą 189 mld dolarów, a transportowe 85 mld dolarów. Wydatki w przypadku tych pierwszych skoncentrowane będą głównie na narzędziach wspierających procesy produkcyjne i zarządzanie aktywami produkcyjnymi. Natomiast firmy transportowe dwie trzecie planowanych wydatków przeznaczą na rozwiązania wspierające monitoring transportu ciężarowego i zarządzania flotą.

Jak uniknąć nadodpowiedzialności i mądrze zarządzać zespołem?

Robert Zych
Robert Zych

Na początku muszę Cię uspokoić – prędzej czy później każdy szef wpada w pułapkę nadopowiedzialności  za swój zespół. Dziś mamy takie czasy, że większość członków zespołu, z którymi pracujesz oczekuje od Ciebie relacji partnerskiej, a nie podległej: szef – pracownicy. Jest to mile widziane szczególnie w branżach nastawionych na innowacje, w projektach związanych z IT czy technologiami, a także wtedy, gdy zarządzasz pokoleniem pracowników, których średnia wieku wynosi 20-30 lat. Ludzie Ci chcę czuć się traktowani po partnersku. Mają do swoich szefów dystans, jeżeli Ci obnoszą się ze swoją władzą oraz wiedzą. Moim zdaniem w mądrze rozumianym biznesie ważna jest dziś relacja oparta o partnerstwo pomiędzy szefami a pracownikami. Jeszcze kilkanaście lat temu można było znaleźć menadżerów, którzy swój autorytet budowali na tzw. „folwarcznym poddaństwie”, którego główną cechą było podporządkowanie sobie zespołu. Jeszcze spotykam się z takimi relacjami w firmach, dla których prowadzę projekty szkoleniowe. Występuje tam: szef czyli pan oraz zespół – poddani. Trudno jest w takich firmach uzyskać maksimum zaangażowania od członków zespołu. Ludzi po prostu wykonują polecenia i robią to, co każe im szef. Jednak kiedy nie widzi, komentują jego decyzje oraz działania, a także są wyjątkowo oporni na jakiekolwiek zmiany. Zatem uważam, że dziś warto budować bardziej partnerską relację w biznesie, bo sprzyja to większemu zaangażowaniu zespołu. Oczywiście w strukturze firmy pracownicy są niżej umiejscowieni, ale większość szefów nie okazuje podwładnym wyższości i buduje biznesowe partnerskie relacje. To się naprawdę opłaca!

Oczywiście – taka formuła współpracy może czasem skutkować tym, że zespół nieświadomie będzie chciał wykorzystać partnerską relację do uzyskania swoich celów oraz przeforsowania pomysłów. Wprawdzie w większości Twoje cele są celami zespołu, jednak mogą się zdarzać sytuacje, gdy Tobie będzie zależało na wdrożeniu zmian, a Twój zespół będzie chciał utrzymać status quo. Warto wtedy włożyć jak najwięcej wysiłku, aby wyjaśnić ludziom sens tych zmian, choć czasem to i tak może się okazać bezskuteczne. Wtedy będziesz musiał podjąć trudną szefowską decyzję. Zrozumiesz wtedy, że w zawodzie, na który się zdecydowałeś, można się poczuć naprawdę samotnym. Radzę jednak, abyś nie ulegał presji. Daj sobie czas na przemyślenie i wyciszenie emocji. Pamiętaj, że jako szef możesz mieć skłonność do brania nadmiernej odpowiedzialności za swój zespół. Jestem zwolennikiem podejścia, zgodnie z którym warto pomagać zespołowi, ale nie należy go wyręczać. Nie warto brać na siebie zbyt dużej ilości pracy i zostawać po godzinach, byle tylko zespół był zadowolony. Zadaniem menadżera jest tworzenie strategii oraz wdrażanie jej krok po kroku przy udziale swojego zespołu.

Czy w związku z tym możliwa jest przyjaźń z pracownikami bez wpływu na relacje oraz efektywność pracy?

Uważam, że jest to jak najbardziej możliwe, ale wymaga zarówno od szefa, jak i od pracowników wielkiej dojrzałości. Kiedyś jako członek kierownictwa pokłóciłem się na posiedzeniu zarządu naszej firmy z innymi szefami, po czym — co niekoniecznie było dobrym pomysłem — pożaliłem się pracownikom w moim zespole, jak duże mamy problemy. Takie zachowanie było nieprzemyślane i nie powinno mieć miejsca, ponieważ za chwilę miałem motywować mój zespół do działania. Moim zdaniem warto budować mądre partnerskie relacje, ale nie oczekiwać od siebie i zespołu zażyłej przyjaźni, bo przecież w biznesie różnie bywa. Szef to zawód skazujący na samotność: zdarzą Ci się sytuacje, kiedy nikt Cię nie zrozumie ani nie wyręczy, nie weźmie na siebie podjęcia trudnych decyzji. Bycie skutecznym szefem wiąże się zatem z pewnym dystansem wobec podwładnych, co oczywiście nie wyklucza przyjaznej atmosfery, wsparcia oraz pomocy innym w wykonywaniu obowiązków, czego oczywiście nie można pomylić z wyręczaniem zespołu.

Głęboko wierzę, że warto budować zespół w odniesieniu do takich wartości jak odpowiedzialność, samodzielność, zaradność. Jednak w kryzysowych sytuacjach to zespół się spodziewa, że weźmiesz odpowiedzialność i zakomunikujesz czasem trudną decyzję. Nie powinieneś też zamiatać problemów pod dywan oraz komunikować zarówno swoje oczekiwania, jak i motywacje do działania. Oczywiście, czasem musisz podjąć ważne, czasem trudne decyzje. Jeżeli jednak będzie grał w otwarte karty, docenisz swój zespół, a także zrozumiesz interesy całego zespołu, jak i poszczególnych pracowników, na pewno uda Wam się odnieść wspólny sukces. Warto też skłonić zespół do rozwoju poprzez uczestnictwo w studiach czy szkoleniach. Jeżeli masz wśród swoich pracowników malkontentów, którzy wiecznie narzekają, warto postawić wyraźne granice. Na pewno wpłynie to na dobre relacje w zespole, a Ciebie uchroni przed nadodpowiedzialnością.

Robert Zych – współwłaściciel firmy szkoleniowej Kontrakt OSH. Autor książek: „Lider sprzedaży”, „Gen Sprzedawcy”, „Szef w roli coacha” „Klient w centrum uwagi”,  „Szef w relacji z zespołem” oraz najnowszej, wydanej w grudniu 2017 roku – „Szefie, angażuj zespół” .

Koniec tygodnia powinien przynieść istotne informacje

Miniony tydzień charakteryzował się ograniczoną zmiennością na głównych parach walutowych. W bieżącym, istotnych informacji będzie dużo więcej, co może zaowocować większymi ruchami na rynku.

Krótszy tydzień handlu w USA oraz ograniczona liczba publikacji makroekonomicznych z gospodarek G4 sprawiła, że rynki w ubiegłym tygodniu skupiły się na polityce. Dolar na tym nie skorzystał: inwestorzy wyprzedawali amerykańską walutę spodziewając się, iż Senat nie osiągnie porozumienia w sprawie prowizorium budżetowego, co zaowocuje tzw. zamknięciem rządu, czyli zatrzymaniem finansowania owocującym przerwami w pracy instytucji rządowych, które nie są kluczowe z punktu widzenia bezpieczeństwa narodowego. Tak też się stało. Warto w tym momencie wspomnieć, iż euro raczej nie skorzystało na słabości dolara: sam indeks EUR zakończył tydzień na niemal niezmienionym poziomie.

Główną walutą, która wykazała się siłą w ubiegłym tygodniu był funt brytyjski, który zyskiwał w relacji do każdej waluty G10 za wyjątkiem dolara australijskiego. Waluta zyskiwała przede wszystkim z uwagi na wzrost optymizmu w kwestii negocjacji dotyczących Brexitu.

Siłą wśród walut EM wykazało się z kolei meksykańskie peso, które umocniło się z uwagi na wzrost cen ropy naftowej oraz poczucie, iż administracja Donalda Trumpa jest daleka od zakończenia układu NAFTA.

Bieżący tydzień rozpoczniemy wtorkowym spotkaniem Banku Japonii, po którym nastąpi czwartkowe posiedzenie EBC. Oprócz tego w międzyczasie poznamy wstępne szacunki indeksów aktywności biznesu w strefie euro w styczniu oraz szacunki dynamiki PKB w USA i Wielkiej Brytanii w czwartym kwartale. W związku z ostatnimi informacjami, zainteresowanie inwestorów po obu stronach Atlantyku powinna budzić również polityka.

PLN

Polski złoty w relacji do euro zakończył ubiegły tydzień na niemal niezmienionym poziomie. PLN nieco zyskał w relacji do dolara amerykańskiego, osłabił się natomiast w parze z funtem brytyjskim. Ruchy na parach z PLN są odpowiedzią na zmiany układu sił głównych walut. Jak wspominaliśmy, USD miniony tydzień zakończył na minusie, indeks EUR pozostał praktycznie niezmieniony, GBP z kolei istotnie zyskał.

Brak informacji z gospodarek G4 nie oznacza, że kalendarz makroekonomiczny był zupełnie pusty – na przestrzeni ostatnich dni opublikowanych zostało kilka interesujących odczytów z Polski. Inflacja CPI w grudniu wyniosła 2,1% w ujęciu rocznym, bazowy odczyt z kolei utrzymuje się na poziomie 0,9% rocznie. Dane w pełni potwierdzają nasze oczekiwania wobec braku działań RPP na przestrzeni kilku kolejnych kwartałów. Inflacja rozczarowuje, pozytywnie zaskoczyły natomiast dane z rynku pracy – dynamika płac wzrosła do poziomu 7,3% w ujęciu rocznym, z kolei wyższy od grudniowego wzrost zatrudnienia notowaliśmy w 2008 r.

Bieżący tydzień nie będzie równie obfity w informacje krajowe, co ubiegły. W środę poznamy jedynie odczyt stopy bezrobocia, która zgodnie z szacunkami konsensusu powinna wzrosnąć z poziomu 6,5% notowanych w listopadzie do 6,6% w grudniu.

GBP

Niedźwiedzi konsensus, który w ubiegłym roku wytworzył się przeciwko brytyjskiej walucie zaczyna słabnąć. Rynki są coraz bardziej przekonane, że najgorszy scenariusz Brexitu, który był wyceniany przez inwestorów nie jest wcale taki prawdopodobny. Ostatnie komentarze prezydenta Francji, Emmanuela Macrona, który sugerował, że porozumienie Wielkiej Brytanii i UE powinno być “szyte na miarę” potwierdzają optymizm w tej kwestii.

Pod koniec ubiegłego tygodnia słabe, grudniowe dane o sprzedaży detalicznej ostudziły nieco optymistyczne nastroje i wyhamowały umocnienie brytyjskiej waluty. W tym tygodniu wyczekujemy na dane z rynku pracy i wstępne szacunki PKB w czwartym kwartale, które mogą – podobnie jak wspomniane dane o sprzedaży – albo potwierdzić słabszą kondycję brytyjskiej gospodarki albo wzmocnić funta.

EUR

Ubiegły tydzień nie był obfity w informacje ze strefy euro. Para EUR/USD poruszała się w bardzo wąskim korytarzu zmienności. Niekorzystne dla dolara informacje o wyczekiwanym “zamknięciu rządu” mieszały się z informacjami o (początkowym) braku postępów przy tworzeniu “Wielkiej koalicji” partii CDU/CSU i SPD w Niemczech.

Bieżący tydzień będzie dla wspólnej waluty kluczowy. Rada EBC w czwartek po raz pierwszy w 2018 r. będzie mogła po raz pierwszy odnieść się publicznie do kwestii ostatniej aprecjacji euro. Publikacja wstępnych szacunków indeksów aktywności biznesu (PMI) w styczniu powinna potwierdzić siłę gospodarek strefy euro.

Umocnienie waluty jednak nie sprzyja wzrostowi inflacji. Grudniowe dane inflacyjne ponownie rozczarowały: bazowa dynamika cen uparcie utrzymuje się poniżej poziomu 1% rocznie, nie wykazując trendu wzrostowego. Niezależnie od tego, co wydarzy się w czwartek po południu, spodziewamy się wzrostu zmienności w okolicy spotkania EBC.

USD

Kluczową publikacją makroekonomiczną z USA w tym tygodniu jest wstępny szacunek dynamiki amerykańskiej gospodarki w czwartym kwartale ubiegłego roku, który zostanie opublikowany w piątek. W związku z tym, uwaga inwestorów na przestrzeni tygodnia skupi się na kwestii zażegnaniu kryzysu politycznego związanego ze wspomnianym “zamknięciem rządu”. Dane PKB powinny pozytywnie zaskoczyć, a sama dynamika wzrostu gospodarczego w związku z silnym popytem konsumpcyjnym oraz dobrym klimatem inwestycyjnym może wzbić się ponad poziom 3%. W naszej opinii, biorąc pod uwagę kwestię bieżącego pozycjonowania się inwestorów (którzy mocno stawiają na euro), pozytywne informacje oraz rozwiązanie politycznego impasu w USA powinny przynajmniej w krótkim terminie umocnić amerykańską walutę.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Słabsze dane z Polski. Problemy USA

Poznaliśmy ważne dane z Polski. Zarówno sprzedaż detaliczna, jak i produkcja przemysłowa okazały się słabsze od oczekiwań. W USA, oprócz słabych danych makroekonomicznych wraca problem zamknięcia rządu.

Słabsze dane z Polski

W piątek poznaliśmy dwa ważne odczyty z polskiej gospodarki. Sprzedaż detaliczna rośnie o 6% w skali roku. Jest to przyzwoity wynik, ale oczekiwania mówiły o 8,7%, zatem odczyt był niemiłym zaskoczeniem dla rynków. Podobnie sprawa miała się z produkcją przemysłową. Tutaj również rezultat był poniżej oczekiwań analityków, różnica były jednak znacznie niższa i wyniosła 0,2%. Tego dnia złoty od rana i tak tracił do euro w ramach realizacji zysków przez inwestorów. Dane po prostu utrzymały ten ruch.

Brak porozumienia w sprawie budżetu w USA

Minął czas, do którego w USA obowiązywało prowizorium budżetowe. Brak porozumienia oznacza tzw. shutdown. Termin ten oznacza wysłanie wszystkich pracowników państwowych, którzy nie odpowiadają za bezpieczeństwo, na przymusowy urlop. Takie zamknięcie rządu nie byłoby niczym nadzwyczajnym. W 2013 roku, za prezydentury Baracka Obamy, trwało ono aż 16 dni. Dzisiaj głosowana ma być ustawa odsuwająca problem do 8 lutego. Jeżeli nie dojdzie do porozumienia, można spodziewać się dalszych spadków na dolarze. Ostatnie osłabienia amerykańskiej waluty są zresztą tłumaczące zbliżającym się czasem, po którym nastąpi shutdown. Powodem całego zamieszania są nadchodzące w listopadzie wybory. Obie partie chcą obarczyć przeciwnika za obecny impas.

Słabsze dane z USA

Słabość dolara to nie tylko problemy z uchwaleniem budżetu w USA. Dodatkowym problemem są dane makroekonomiczne. Po słabszych danych w czwartek, gdzie pomimo dobrych danych z rynku pracy, pojawiły się słabe dane chociażby z rynku nieruchomości. W piątek pojawił się kolejny problem. Indeks Uniwersytetu Michigan również okazał się słabszy od oczekiwań.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Polska – koniunktura gospodarcza,

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

W 2018 roku magazyny będą biły rekordy

Rynek magazynów jest w rozkwicie. Pokazują to wyraźnie wyższe wskaźniki wzrostów niż w sektorze biurowym czy handlowym. Dobre prognozy markoekonomiczne sygnalizują, że 2018 będzie kolejnym rokiem, który sektor zaliczy na duży plus.

Branża logistyczno-magazynowa w Polsce ma się doskonale i nic nie wskazuje na to, żeby sytuacja w 2018 roku miała się zmienić. W skali roku podaż nowych magazynów potrafi urosnąć o kilkanaście procent, a mimo to współczynnik pustostanów utrzymuje się na niskim poziomie – Katarzyna Pyś-Fabiańczyk.

W ostatnich 12 miesiącach agencja odnotowała 16-proc. wzrost łącznego wolumenu wynajętej powierzchni. Dzięki 27 transakcjom, przeprowadzonym przez konsultantów BNP Paribas Real Estate Poland, nowych najemców znalazło 220 tys. m kw. Co istotne, ponad 23 proc. transakcji dotyczyło branży handlu internetowego.

To właśnie m.in. dzięki dynamicznemu rozwojowi sektora e-commerce nowe projekty nie czekają zbyt długo na najemców. Co więcej, wzrost znaczenia handlu elektronicznego przekłada się na rosnącą popularność inwestycji realizowanych w formule built-to-suit. Najemcy i deweloperzy w kontekście handlu elektronicznego zgodnie podkreślają, że istotnym elementem tworzącym układankę są obiekty zlokalizowane w najbliższym sąsiedztwie, a często nawet w samych granicach aglomeracji i dużych ośrodków miejskich.

Minęły czasy, kiedy sklepy internetowe przyciągały jedynie ofertą czy ładnym designem. Katarzyna Pyś-Fabiańczyk podkreśla, że obecnie klienci dużą wagę przykładają do jakości serwisu, o których niejednokrotnie decyduje czas dostawy albo sprawność w realizacji zwrotów i wymian. Rokrocznie prawdziwym testem dla sklepów internetowych są święta i setki tysięcy zamówień realizowanych na ostatnią chwilę. Warto podkreślić, że rozwój rynku e-commerce w 2018 i kolejnych latach nie będzie opierał się wyłącznie na dużych graczach. Coraz sprawniej poruszać będą się średnie i małe firmy, inwestujące w ten kanał.

Eksperci z Działu Powierzchni Magazynowych i Logistycznych BNP Paribas Real Estate Poland – do którego w minionym roku dołączyło 5 nowych konsultantów – podkreślają, że 2018 będzie stał także pod znakiem zwiększonego zainteresowania krajowym rynkiem firm z Dalekiego Wschodu. Ogromna rola Chin w globalnej gospodarce powoduje, że idea i projekt Nowego Jedwabnego Szlaku – łączącego korytarzami transportowymi Chiny i Europę – z miesiąca na miesiąc zyskuje kolejnych zwolenników.

Katarzyna Pyś-Fabiańczyk, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, Europa Środkowo-Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland
Katarzyna Pyś-Fabiańczyk, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, Europa Środkowo-Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland

Zdaniem wielu ekspertów, Polska – dzięki swojemu strategicznemu położeniu – może okazać się dla wielu eksporterów z państwa środka przewodnikiem w dalszym rozwoju na kontynencie. To ważny projekt, na który warto patrzeć z perspektywy ekonomicznej, gospodarczej i politycznej. Odwołująca się do tradycji handlowych idea Nowego Jedwabnego Szlaku, promowana mocno przez stronę chińską, pokazuje różne możliwości łączenia obu kontynentów nowymi szlakami morskimi i lotniczymi, ale przede wszystkim pokazuje potencjał drogi lądowej

Eksperci BNP Paribas Real Estate Poland prognozuje dalszy wzrost znaczenia ekologicznej certyfikacji nowo budowanych obiektów magazynowych. Zielony profil inwestycji, niższe zużycie energii, większe współczynniki doświetlenia światłem naturalnym i zmiana oświetlenia na LEDowe to nie tylko jedne ze sposobów wzmacniania konkurencyjności obiektów, ale także na obniżanie kosztów ich utrzymania.
Jednym z hamulców, który może mieć wpływ na obniżenie dynamiki rozwoju sektora magazynowego mogą być m.in. dostępność siły roboczej, rosnące oczekiwania płacowe i stopniowe otwieranie się zachodnich rynków na pracowników ze Wschodu.

Agata Lauko na stanowisku Prezesa Zarządu Netsprint S.A.

Od marca br. stanowisko Prezesa Zarządu Netsprint S.A. obejmie Agata Lauko, ekspert z ponad 12. letnim doświadczeniem w branży digitalowej, była General Manager Zenith, członek Zarządu Publicis Media. Agata Lauko zastąpi na tym stanowisku Jarosława Dmowskiego, który z dniem 31 stycznia rozstaje się ze Spółką.

Netsprint S.A. to lider marketingu technologicznego napędzanego danymi, który od lat wyznacza trendy w rozwoju rynku reklamy online w Polsce i jest jednym z najważniejszych podmiotów tworzących ten ekosystem. Zmiana na stanowisku prezesa jest kolejnym elementem strategii rozwoju Spółki, która umacnia swoją pozycję, budując zespół skoncentrowany wokół kompetencji z obszarów data analytics, performance content marketing  i reklamy natywnej.

– Agata jest liderem posiadającym kluczowe kompetencje w szeroko rozumianym ekosystemie digital, ze szczególnym uwzględnieniem obszaru danych, programmatic, performance marketingu i contentu. Doskonała znajomość rynku, technologii, metod monetyzacji powierzchni reklamowych oraz narzędzi analitycznych w połączeniu z kompetencjami managerskimi Agaty tworzy z niej mocnego gracza, który idealnie wpisuje się w strategię Netsprint S.A. Objęcie przez Agatę funkcji Prezesa stwarza Spółce ogromne możliwości rozwoju oferty napędzanej danymi i analityką – komentuje Monika Bronowska, CEO Grupy Netsprint.

Agata Lauko ma ponad 12. letnie doświadczenie w rozwijaniu rynku digital w Polsce i w regionie CEE. Przed dołączeniem do Netsprint S.A, przez 8 lat pracowała w Zenith, zaczynając jako Interactive Media Manager i Interactive Media Director. Przez kolejne 5 lat zajmowała stanowiska Managing Director Performics & Newcast, by w 2015 roku objąć funkcję Chief Digital Officer, a w lipcu 2016 roku finalnie awansować na stanowisko General Managera. Przez ostatnie lata w Zenith Agata Lauko odpowiadała za powstanie spójnej strategii sprzedaży usług online, a także rozwój i umocnienie agencji w obszarach digital, performance marketingu i contentu. W ZenithOptimedia Group Agata Lauko pełniła również rolę lidera CEE Digital Center of Excellence, koncentrując się na wymianie wiedzy z zakresu digital i umacnianiu kompetencji w tym obszarze w innych biurach agencji w regionie CEE.

Agata Lauko funkcję Prezesa Zarządu Netsprint S.A. obejmie od 5 marca br. Do jej głównych zadań będzie należało zbudowanie i implementacja strategicznego planu rozwoju Spółki oraz umocnienie pozycji lidera w kategorii marketingu napędzanego danymi. Co więcej, nowa Prezes skoncentruje się na rozszerzeniu kompetencji programatycznych w zespole. Dodatkowo Agata Lauko, wspólnie z CEO Grupy Netsprint i kluczowymi menadżerami, będzie odpowiedzialna za stworzenie zintegrowanej oferty produktowej Grupy.

Agata Lauko
Agata Lauko – Prezes Zarządu Netsprint S.A.

– Od wielu lat jestem zaangażowana w rozwój rynku digital nie tylko w Polsce, ale i w całym regionie CEE. Marketing napędzany danymi jest podstawą do dalszego, dynamicznego rozwoju świata programatycznego, natomiast od jakości tych danych zależy skuteczność realizowanych strategii i w konsekwencji konkurencyjność oferty produktowej. Cieszę się, że dołączam do zdolnego i doświadczonego zespołu Netsprint, dla którego data driven marketing stanowi bazę do rozwoju usług i produktów digital – mówi Agata Lauko, nowa Prezes Zarządu Netsprint S.A. i dodaje – liczę na to, że będę wsparciem w tworzeniu zintegrowanych strategii data management również dla naszych partnerów biznesowych.

Właściciele małych firm przygotowują się do obowiązku przesyłania plików JPK

Od 1 stycznia 2018 roku właściciele małych firm muszą przesyłać do Urzędów Skarbowych informacje o transakcjach VAT w ramach jednolitego pliku kontrolnego. Ekspert z firmy ForTax wyjaśnia podstawowe kwestie, o których muszą pamiętać przedsiębiorcy, dotyczące nowych procedur, tego jak uniknąć błędów  oraz poprawnie raportować organom skarbowym pliki JPK. Do 25. lutego mikroprzedsiębiorcy po raz pierwszy prześlą pliki JPK.

Księgowość dla firmOd stycznia br. mikroprzedsiębiorcy mają obowiązek wysyłania plików JPK VAT czyli ewidencję sprzedaży i zakupu VAT. Dodatkowo firmy te od lipca 2018 r. będą musiały udostępniać na żądanie organów podatkowych pliki JPK w zakresie ksiąg rachunkowych, wyciągów bankowych magazynów, faktur, jak również podatkową księgę przychodów i rozchodów oraz ewidencję przychodów. Wiele z małych przedsiębiorstw nie posiada odpowiednich systemów informatycznych, który pozwoliłby na poprawne wysyłanie plików JPK do Urzędów Skarbowych, a zarówno ewidencja VAT jak i inne pliki muszą być przesyłane drogą elektroniczną..

Przedsiębiorcy mają również obawy związane z tym, że wysyłane dane ukazują kondycję finansową firmy oraz dane o dostawcach i odbiorcach, które dotyczą źródeł ich przychodów. Mikroprzedsiębiorcy obawiają się wysyłania istotnych informacji o swojej działalności w wirtualną przestrzeń, mimo tego, że każda przesyłana informacja  do urzędników podlega tajemnicy skarbowej oraz przepisom prawa o ochronie danych osobowych oraz jest zabezpieczona technicznie.

Mimo tego, że firmy mogą korzystać z aplikacji Ministerstwa Finansów do wysyłania plików JPK to jednak w związku ze zmianami przedsiębiorcy poszukują biur rachunkowych, które zagwarantują bezpieczeństwo i poprawność wysyłanych danych. -Wielu przedsiębiorców zdecydowało się od stycznia korzystać z usług naszego biura w tym zakresie, jako powód najczęściej wymieniali kwestię bezpieczeństwa, rzetelności oraz ilość nakładu pracy jaką musieliby ponieść, aby samemu przygotować pliki. Samodzielne przygotowywanie  i wyłanie pliku JPK to problem zwłaszcza dla osób starszych – wyjaśnia Marcin Czaja, prezes firmy ForTax.  Jak zaznacza, wielu przedsiębiorców twierdzi, że są to procedury, które utrudniają prowadzenie dzialalności w Polsce i traktują je jako uciążliwy obowiązek, którego comiesięczne dopełnienie będzie dla nich kłopotliwe.

Do wysyłania JPK konieczne jest zastosowanie bezpiecznego podpisu elektronicznego albo wykorzystanie profilu zaufanego w ePUAP. Dlatego dla większość małych przedsiębiorców jest to zbyt skomplikowane.

-W biurze rachunkowym ForTax korzystamy z nowoczesnego oprogramowania i stosujemy najnowsze rozwiązania techniczne i organizacyjne. Nasza firma z założenia skupiona jest na e-administracji i w tym kierunku cały czas się rozwijamy – podkreśla Marcin Czaja. -Pliki JPK są dokładnie zabezpieczone i wychodzą bezpośrednio z programu księgowego. Każdy wysyłany plik jest opatrzony certyfikatem, który potwierdza dane podatnika i ich autentyczność, co oznacza, że nikt nie może się podszyć pod podatnika i złożyć fałszywego pliku – podkreśla.

Jego zdaniem, jednym z problemów, z którym borykają się podatnicy jest konieczność przygotowania pliku. Polega ono na przepisaniu danych, które prowadzone są przez przedsiębiorców często w formie zbroszurowanego papierowego rejestru, do pliku z tabelą w formacie CSV, a później podpisanie i wysłanie. Te czynności mogą okazać się nie tylko czasochłonne, ale także powodować błędy podczas przenoszneia danych z wersji papierowej do pliku CSV. Dlatego też przedsiębiorcy nie decydują się na samodzielne przygotowywanie plików. -W praktyce wygląda to tak, że jeśli klient chce skorzystać z z usług biura rachunkowego w tym zakresie to pracownicy biura zgłaszają do właściwego dla podatnika Urzędu Skarbowego informację o osobie upoważnionej do składania w imieniu podatnika deklaracji VAT i plików JPK za pomocą środków komunikacji elektronicznej – tłumaczy prezes ForTax.

Podatnicy, którzy rozliczają się kwartalnie nadal mogą składać deklarację co trzy miesiące, jednak JPK_VAT muszą przesyłać co miesiąc. -JPK_VAT za każdy miesiąc danego kwartału powinien zawierać transakcje tylko z jednego miesiąca. Suma trzech JPK_VAT ma odpowiadać kwotom wykazanym w deklaracji za dany kwartał. Te wymagania mogą zaskoczyć przedsiębiorców, którzy rozliczają się kwartalnie, bo zmuszają ich często do większej dyscypliny w prowadzeniu rejestrów VAT – zwraca uwagę Marcin Czaja.

Jak zaznacza, wielu przedsiębiorców dostrzega również zalety nowego obowiązku. Właściciele małych firm pozytywnie oceniają możliwość wcześniejszego otrzymania zwrotu VAT, pewnego uporządkowania danych, a także zmniejszenie możliwości i częstotliwości ewentualnej kontroli, które były zapowiadane przez urzędy.

W sytuacji gdy podatnik nie prześle plików JPK do 25. dnia kolejnego miesiąca lub zrobi to błędnie to zaniedbanie nowych obowiązków firm wiąże się z sankcjami karno-skarbowymi.

Moc personalizacji w wideo marketingu

Anna Kacprzyk
Anna Kacprzyk, Digital Team Leader. Z agencją Adexon związana od 2015 roku. Odpowiada za dział realizacji kampanii, planowanie mediów oraz utrzymywanie relacji z klientami

Z raportu przeprowadzonego przez Wave9 wynika, że aż 89% użytkowników Internetu ogląda głównie wideo. Z kolei według HubSpot, spersonalizowane wideo generuje o 42% więcej zysków, niż niespersonalizowane treści. Dzieje się tak, ponieważ taki przekaz generuje dwukrotnie więcej zaangażowania i reakcji. Jakie korzyści płyną z tworzenia spersonalizowanego wideo i na jakie trendy warto postawić w 2018 roku?

Spersonalizowane wideo – korzyści

Personalizacja, czyli dostosowywanie się do potrzeb konsumentów, jest coraz ważniejszym czynnikiem podczas tworzenia treści. W nadchodzącym roku szczególnie ważną rolę odegra spersonalizowane wideo, ponieważ ludzie chętniej sięgają po dynamiczny i krótki przekaz w takiej  formie. Według Jamesa McQuivey, eksperta od marketingu cyfrowego, „minuta wideo jest odpowiednikiem 1,8 miliona słów”. Jakie więc korzyści z tego płyną? Film może zwiększyć konwersje nawet o 80%. Przekłada się to również na lepszą sprzedaż, gdyż ludzie chętniej kupują produkty, które są przedstawione w ciekawy sposób. Wideo marketing buduje także zaufanie między marką a klientem, ponieważ dużo bardziej, niż inne formy przekazu wpływa na emocje i wywołuje zaangażowanie odbiorców. Kolejną korzyścią jest generowanie przez wideo bardzo dobrego wskaźnika ROI. Mimo, że tworzenie tego typu treści wciąż jest dość drogą inwestycją, to na pewno się opłaca. Na rynku jest też coraz więcej dostępnych narzędzi, pozwalających tworzyć filmy w lepszej niż dotychczas jakości. Pamiętajmy jednak, że ważniejsza od jakości jest treść, a w szczególności treść spersonalizowana.

Trendy wideo na 2018

Obecnie już 90 % konsumentów ogląda filmy na smartfonach. Od 2013 roku liczba wyświetleń filmów na urządzeniach mobilnych wzrosła o ponad 233%. Zdaniem ekspertów, w kolejnych latach wykorzystanie urządzeń mobilnych do oglądania filmów wzrośnie o 25%. Ważne jest zatem, aby optymalizować filmy do rozdzielczości urządzeń mobilnych. Pamiętajmy również, by do filmu dołączać napisy, ponieważ nie każdy użytkownik będzie go odtwarzał z dźwiękiem.

Portale społecznościowe, wdrażając wiele nowych funkcji, również zachęcają do oglądania treści wideo. Facebook już jakiś czas temu wprowadził livestream oraz wideo 360. Takie rozwiązania to dobry sposób na kontakt z klientem i pokazanie marki z bardziej dostępnej strony. Wideo na żywo jest atrakcyjne nie tylko ze względu na unikalny rodzaj treści. Generuje ono także duże zaangażowanie odbiorców, co przekłada się na zwiększenie konwersji. Przewiduje się, że w nadchodzącym roku trend ten będzie jeszcze chętniej wykorzystywany i bardziej interaktywny.

Wideo mailing rozwija się także w dynamicznym tempie. IIBR na zlecenie Wirtualnej Polski przeprowadził badania, z których wnika, że 97% internautów korzysta z poczty, a 69% sprawdza swoją skrzynkę codziennie. Biorąc pod uwagę tak duży odsetek osób korzystających z poczty, należy zadbać o to, by treści reklamowe były dla odbiorców interesujące i skierowane do nich personalnie. Stąd rosnąca popularność spersonalizowanego wideo mailingu. Jedna minuta oglądania wideo przekazuje dużo więcej treści niż minuta czytania. Ponadto, człowiek szybciej przypomina sobie wiadomość obejrzaną na filmie, niż przeczytany tekst.

Dlaczego warto tworzyć spersonalizowane wideo

Przewiduje się, że do 2019 roku wideo będzie stanowić 80% całego ruchu internetowego na świecie. Stanie się więc głównym medium, z którego użytkownicy będą czerpali informacje. W czasach gdy szum informacyjny jest bardzo duży, trzeba tworzyć treści, które zainteresują nawet najbardziej wymagających konsumentów. Takimi konsumentami są chociażby Millenialsi, pokolenie ludzi, którzy chcą przekazu wnoszącego jakąś wartość, skierowanego tylko do nich. Dlatego istotną kwestią stał się marketing spersonalizowany, szczególnie spersonalizowane treści wideo. Dla marketerów najważniejszą kwestią musi być poznanie swoich odbiorców i dopasowywanie contentu do wieku, płci, wykształcenia, dochodów czy miejsca zamieszkania.

Spersonalizowane treści wideo budują silną relację z klientem, pozwalają poczuć się odbiorcy wyjątkowo. Każdy chce być postrzegany i  traktowani jako jednostki – nie jako kolejna osoba w tłumie. Personalizowane wideo pomaga budować silniejsze, indywidualne relacje z klientami. Pamiętajmy, by przekaz był skrojony na miarę każdego z osobna, dopasowany indywidualnie oraz wpływał na emocje. Wtedy jest on najlepszym bodźcem do decyzji o zakupie naszego produktu.

Autor: Anna Kacprzyk, Digital Team Leader. Z agencją Adexon związana od 2015 roku. Odpowiada za dział realizacji kampanii, planowanie mediów oraz utrzymywanie relacji z klientami.