Poznaj 5 korzyści jakie przynosi outsourcing marketingu

Prowadzić działania marketingowe samodzielnie, czy zlecać je zewnętrznie? To pytane zadaje sobie wielu przedsiębiorców, jednak duża część z nich wybiera drugie rozwiązanie z wielu różnych powodów. Dlaczego warto? Jakie są z tego korzyści? Czas dowiedzieć się, co to jest outsourcing marketingu i dlaczego staje się coraz bardziej popularny.

Co to jest outsourcing marketingu?

Outsourcing dotyczy zlecania na zewnątrz różnorodnych usług, począwszy od księgowości firmy a kończąc choćby na marketingu internetowym. Korzystanie z takiego rozwiązanie sprzyja obniżeniu kosztów, a także osiągnięciu bardzo dobrych efektów. W końcu często zleca się zadania, które niekoniecznie wpisują się w działalność danej firmy, lub przedsiębiorcom brakuje czasu, aby je wdrożyć. W przypadku wyboru odpowiedniej agencji, można mieć pewność, że działania te wykonywane są przez specjalistów w danym fachu, a co za tym idzie – zwiększa się ich skuteczność. Obecnie coraz więcej firm korzysta z takich rozwiązań, ale co dokładnie można zlecać zewnętrznie? Poniżej kilka przykładów działań, które często wpisują się w outsourcing:

  • obsługa prawna firmy,
  • obsługa księgowości,
  • działania marketingowe.

Jak widać są to różne obszary, jednak tak jak wspomnieliśmy zwykle zewnętrznie zleca się działania, którymi na co dzień nie zajmuje się dana firma. Załóżmy, że zajmujesz się sprzedażą narzędzi – bardzo możliwe, że będziesz potrzebował zlecenia zewnętrznie księgowości, co pozwoli Ci zaoszczędzić czas i skupić się choćby na rozwijaniu własnych usług, zamiast analizowania księgowości, o której nie wiesz zbyt dużo. Jeśli nie posiadasz wiedzy w zakresie marketingu – żaden problem. Istnieje wiele firm, które chętnie poprowadzą działania, abyś zwiększył swoją widoczność w internecie. Dzięki temu nie musisz zatrudniać wewnętrznie całego zespołu, który zajmie się np. pozycjonowaniem, wdroży linki sponsorowane, czy zadba o Twój dobry wizerunek.

Najpopularniejsze modele funkcjonowania firmy a outsourcing marketingu

Wyróżnia się trzy podstawowe modele funkcjonowania firmy pod kątem outsourcingu marketingu:

  • wewnętrzny zespół specjalistów. W tym przypadku firma koncentruje się na zatrudnieniu zespołu, który będzie odpowiedzialny za wybrany obszar działania. Ten model nie zakłada współpracy z innymi agencjami, czy zlecania pracy na zewnątrz. Plus masz wszystkich na miejscu, a prowadzone działania są pod kontrolą. Minus – zwiększasz koszty, musisz zająć się rekrutacją i stworzyć skuteczny zespół.
  • częściowe zlecanie pracy na zewnątrz. Czyli mamy model pośredni, który oznacza, że firma ma swoich pracowników zajmujących się marketingiem, ale część pracy zleca również na zewnątrz. Przykładowo, zespół na miejsce dba o realizowanie kampanii Google AdWords, a zewnętrznie zleca się pozycjonowanie strony.
  • Model oparty w pełni na outsourcingu – szereg działań zlecanych jest zewnętrznie, w pełni kompleksowo czyli np. cały marketing zlecany jest na zewnątrz.

Outsourcing marketingu przynosi korzyści

Wiesz już co to jest outsourcing marketingu i orientujesz się z czym się wiąże takie działanie. Nie byłoby w tym nic wyjątkowego, gdyby nie korzyści, które możesz uzyskać, dlatego ten akapit powinien Cie szczególnie zainteresować. Okazuje się, że korzystanie z outsourcingu marketingu przynosi wiele korzyści dla firm. Poznaj 5 najważniejszych:

  • niższe koszty dla firmy. Często zatrudnienie zespołu specjalistów oraz zakup specjalistycznego sprzętu jest droższe niż zatrudnienie firmy zewnętrznej,
  • możliwość skoncentrowania się na działalności firmy i realizacji swoich usług, podczas gdy marketing będzie przygotowywany przez specjalistów,
  • marketing w dobrych rękach – jeśli wybierzesz odpowiednią firmę możesz liczyć na prowadzenie marketingu przez specjalistów, którzy wykorzystają skuteczne techniki działania,
  • innowacyjne metody – specjaliści zwykle są na bieżąco z wszelkimi trendami marketingowymi dzięki czemu wykorzystują różne nowinki i narzędzia,
  • obiektywne spojrzenie, czyli zyskujesz nowe spojrzenie z zewnątrz, bo pomaga w realizacji zadań.

Outsourcing marketingu w praktyce

W przypadku marketingu zlecać można cały szereg działań. Od przygotowania reklam AdWords, prowadzenia profilu firmy w social media, po pozycjonowanie, content marketing, PR, czy usługi graficznie. Można wybrać jedną firmą specjalizującą się w interesujących nas obszarach, albo postawić na kilka różnych firm i/lub freelancerów. Wybór rozwiązania zależny jest od Twoich potrzeb i celów, jakie chcesz uzyskać. W sytuacji, gdy prowadzisz większy, konkurencyjny biznes agencja może być dobrym rozwiązaniem, jeśli zależy Ci na kompleksowym wdrożeniu działań.

Przyszłość w zarządzaniu należy do kobiet

W warunkach coraz większej niepewności i szybkich zmian współczesny biznes potrzebuje nowego modelu zarządzania. Stary, oparty na sztywnej hierarchicznej strukturze, polegał głównie na współzawodnictwie i dążeniu do indywidualnych sukcesów. Jednak wyzwania i problemy, przed którymi stają dzisiejsze firmy, ze względu na swoją złożoność wymagają nowego podejścia. W warunkach postępującej globalizacji liderzy firm muszą zanegować dotychczasowe wzorce i stworzyć nowe, oparte na trzech powiązanych ze sobą procesach:

  • świadomym utożsamieniu się z innymi i zbudowaniu poczucia wspólnoty.
  • zdefiniowaniu od nowa wartości ważnych dla rozwoju osobistego i zawodowego i zanegowanie modelu opartego na współzawodnictwie.
  • znalezieniu w sobie spokoju i równowagi wewnętrznej, jako antidotum na tempo i złożoność otaczającego świata.

Nowy, „kobiecy” model zarządzania

Z powyższych punktów wynika, że empatia, zdolności komunikacyjne, otwartość na innych i samoświadomość są kluczowymi elementami budowania pozycji lidera XXI wieku. To tak zwane „miękkie” kompetencje, postrzegane zazwyczaj jako „kobiece”. Nie znaczy to, rzecz jasna, że dysponują nimi wyłącznie kobiety, ale to one częściej niż mężczyźni kierują się instynktem i emocjami. Kiedyś zakładano, że dobry przywódca musi występować z pozycji siły i dominacji, ale coraz wyraźniej widać, że to właśnie „kobiece” umiejętności mają przyszłość w biznesie. Wielu mężczyzn na stanowiskach kierowniczych ma opory przed zaakceptowaniem tej zmiany i przyjęciem nowych wzorców. W tej sytuacji przed kobietami otwiera się szansa na zwiększenie ich udziału w zarządzaniu i rzeczywiście, analizy wskazują, że kobiety na stanowiskach zarządzających stopniowo zaczną wyprzedzać  mężczyzn, zwłaszcza że są bardziej otwarte na nową wiedzę i umiejętności.

Z moich badań wynika, że kobiety w roli liderów zazwyczaj znacznie lepiej radzą sobie z ekonomiczną i społeczną transformacją, przede wszystkim ze względu na chęć współpracy z innymi i umiejętności adaptacyjne. To ich kluczowa przewaga w dzisiejszym szybko zmieniającym się środowisku biznesowym. Dostrzegając zawczasu sygnały ostrzegawcze i problemy zagrażające zespołowi czy organizacji mogą zareagować na nie z wyprzedzeniem.  Kobiety cechuje też większa ostrożność, a w warunkach dużej presji i przeciążenia ich empatyczne, intuicyjne przywództwo jest bardziej korzystne dla zespołu i dla firmy.

Triumf „miękkich” kompetencji

Kobiety zarządzające firmą lub zespołem częściej i chętniej reagują na uwagi otoczenia i są skłonne do większych ustępstw. Ta otwartość i chęć współpracy jest częścią inteligencji emocjonalnej, którą panie mają zazwyczaj rozwiniętą w dużo większym zakresie niż mężczyźni.  Szereg badań wykazał, że wysoki poziom inteligencji emocjonalnej liderów przekłada się na efektywność biznesową przedsiębiorstw.

Te „miękkie” kompetencje wpływają więc bezpośrednio na twarde wyniki firmy, ale też znacząco usprawniają jej codzienne funkcjonowanie. Kobiety jako szefowe sprawniej komunikują się ze swoim zespołem i wyznaczają mu cele. Umiejętnie budują też relacje pomiędzy różnymi zespołami i oddziałami firmy i wspierają współpracę w grupie. Ponieważ zazwyczaj lepiej radzą sobie z analizowaniem i komunikowaniem problemów, są bardziej skuteczne w zarządzaniu projektami, a ze względu na lepsze zdolności komunikacyjne i umiejętności negocjacyjne świetnie sprawdzają się w kontaktach z klientami.

Dzięki lepiej rozwiniętej empatii kobiety na stanowiskach zarządzających potrafią też skutecznie wspierać innych w rozwoju, inspirować ich i motywować do działania.

Na cenzurowanym

Wyraźnie widać, jak wszechstronnym wsparciem dla organizacji mogą być kobiety na stanowiskach zarządzających. Dlatego tak trudno jest zrozumieć fakt, że w wielu społecznościach i kulturach nadal nie docenia się i nie wspiera kobiet w biznesie. Panie na wysokich stanowiskach często odczuwają dużą presję ze strony otoczenia. Muszą nieustannie udowadniać swoją wartość w organizacji i boją się popełnić błąd. Dlatego brakuje im poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji. W środowisku zdominowanym przez mężczyzn od kobiet wymaga się o wiele więcej, aby mogły zdobyć lub utrzymać analogiczne stanowisko, a ich wiedza i doświadczenie są nieustannie kwestionowane. Nie mogą spocząć na laurach i cieszyć się swoimi osiągnięciami, bo zawsze muszą przejmować inicjatywę.

W światowym biznesie i polityce potrzeba więcej kobiet na stanowiskach zarządzających, jednak tylko niewielki procent z nich otrzymuje wystarczające wsparcie i ochronę. To niepokojące i niezrozumiałe, zwłaszcza że nawet w dziedzinach tradycyjnie zdomiowanych przez mężczyzn wykazano większą efektywność kobiet w zarządzaniu,  przede wszystkim dlatego, że muszą one na swój sukces o wiele ciężej pracować, nieustannie udowadniając swoje kompetencje.

Kobiety liderami jutra

Większość ludzi nie ma wystarczającej samoświadomości i otwartego umysłu, aby całościowo zaanalizować trudną sytuację. Dlatego charakterystyczna dla współczesnego biznesu nieprzewidywalność i zmiana budzi w nich lęk i niepokój. Rolą przywódców jest wówczas wsparcie swoich pracowników w rozwiązaniu tych problemów. Kobiety lepiej sprawdzają się pod tym względem w roli liderów, bo troska o innych, empatia i intuicja przychodzą im naturalnie.

W bardziej tradycyjnych, patriarchalnych kulturach często nie docenia się nowoczesnego modelu zarządzania, opartego na takich „kobiecych” wartościach. To krótkowzroczna strategia, ponieważ stary wzorzec przestał się sprawdzać i coraz bardziej docenia się rolę miękkich kompetencji w zarządzaniu.

Pomimo, że nazywane „miękkimi”, te cechy zdecydowanie należą do mocnych stron kobiet na stanowiskach zarządzających i decydują o ich sukcesie. Raporty i analizy, a także feedback ze strony współpracowników i zarządu wykazują, że kobiety w roli liderów są oceniane wyżej niż mężczyźni, a im wyższe stanowisko, tym większa jest różnica na korzyść kobiet.

Co ciekawe, tego typu umiejętności przywódcze bezpośrednio wpływają też na sukces organizacji  w takich aspektach, jak zaangażowanie pracowników, zatrzymywanie talentów, satysfakcja klienta, czy rentowność firmy.

Dlatego członkowie zarządów i rad nadzorczych powinni zadać sobie pytanie, co powinni zrobić, aby stanowiska zarządzające w ich firmach stały się bardziej stabilne, bezpieczne i atrakcyjne dla kobiet. Większy udział kobiet w biznesie w pewnością będzie korzyścią zarówno dla zespołu i organizacji, jak i dla całej gospodarki.

Christian Kurmann, Inclusive Leadership Inspirer

Union Investment przejmuje dwa hotele Holiday Inn w Polsce: powstający w Gdańsku i nowo otwarty w Warszawie

Łączna wartość obu transakcji dokonanych przez fundusze z grupy Union Investment Real Estate wyniesie ok. 80 mln euro.

Union Investment, fundusz zarządzający inwestycjami na rynku nieruchomości z siedzibą w Hamburgu, zawarł przedwstępną umowę kupna typu forward hotelu Holiday Inn powstającego w centrum Gdańska. Budowany na Wyspie Spichrzów hotel będzie miał 240 pokoi.

Finalizacja umowy wraz z przekazaniem praw planowana jest na połowę 2019 r. Projekt stał się częścią jednego z funduszy instytucjonalnych Union Investment.

Do końca stycznia 2018 r. Union Investment sfinalizuje też przejęcie 256-pokojowego hotelu Holiday Inn przy ul. Twardej w samym centrum Warszawy. Transakcja ta realizowana jest na rzecz otwartego funduszu Unilmmo: Deutschland. Umowa przedwstępna określająca warunki zakupu została zawarta pod koniec 2015 r.

W obu przypadkach deweloperem, operatorem i sprzedającym jest spółka UBM. Zarządzaniem hotelami będzie się zajmować InterContinental Hotels Group (IGH), właściciel marki Holiday Inn.

Architektoniczna perła na Wyspie Spichrzów w Gdańsku

Holiday Inn Gdansk City CentreHotel Holiday Inn Gdańsk City Centre przy ul. Chmielnej powstaje przy samym nabrzeżu, na cyplu historycznej Wyspy Spichrzów. Ze względu na reprezentacyjne położenie budynku, ceglano-aluminiowa fasada, którą już dziś określić można jako architektoniczną perłę, będzie widoczna z oddali. Nowoczesna konstrukcja wpisuje się w planowaną koncepcję nowej Wyspy Spichrzów, która zakłada rewitalizację historycznych budynków i rozwój nowej przestrzeni urbanistycznej w tej dzielnicy. Dzięki kładce, która ma połączyć Wyspę Spichrzów z centrum miasta, można będzie szybko dostać się pieszo do centrum Gdańska.

Rewitalizacja historycznej Wyspy Spichrzów to obecnie jeden z najciekawszych projektów w Polsce, a nowy hotel Holiday Inn stanie się wizytówką przebudowanej wyspy – mówi Andreas Löcher, zarządzający inwestycjami w sektorze hotelarsko-gastronomicznym w Union Investment Real Estate GmbH.

Oprócz 240 pokoi, w hotelu zaplanowano także pięć sal konferencyjnych o powierzchni 480 m2 oraz parking podziemny z 44 miejscami. Budynek będzie się starał o złoty certyfikat LEED.

Najnowszy hotel w samym centrum Warszawy

Holiday Inn Warsaw City CentreHoliday Inn Warsaw City Centre został uroczyście otwarty 19 grudnia 2017 r. To jeden z ciekawszych architektonicznie budynków w Warszawie, inspirowany nowojorskim wieżowcem Flatiron Building.

W hotelu znajdują się liczne pomieszczenia konferencyjne i sale spotkań oraz studio fitness z panoramicznym widokiem na 16. piętrze budynku. Recepcja, lobby i centrum biznesowe, a także czynne 24 godziny na dobę restauracja i bar tworzą otwartą, spójną przestrzeń. Hotel znajduje się ok. 500 m od Pałacu Kultury i Nauki, a dojście do Dworca Centralnego zajmuje zaledwie 10 minut.

Wkrótce budynek otrzyma złoty certyfikat LEED, który świadczy o wykorzystaniu licznych rozwiązań przyjaznych dla środowiska.

Terminale płatnicze w radiowozach – za mandat zapłacimy kartą

Wyposażenie Policji w terminale POS to efekt współpracy Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii oraz Krajowej Izby Rozliczeniowej (KIR) w ramach ogólnopolskiego Programu upowszechniania płatności bezgotówkowych w administracji publicznej. Do obsługi płatności bezgotówkowych w terminalach POS w Policji wybrane zostało Centrum Elektronicznych Usług Płatniczych eService Sp. z o.o. Dzięki temu, za mandat np. za przekroczenie prędkości będziemy mogli zapłacić kartą lub BLIKIEM.

Jak pokazuje badanie zatytułowane „Postawy Polaków wobec form płatności”1, 55 proc. respondentów deklaruje, że chce mieć możliwość płacenia mandatów bezgotówkowo – mówi Renata Zielińska, Dyrektor Departamentu Sprzedaży i Relacji z Klientami eService. Możliwość regulowania mandatów kartą płatniczą ma duże znaczenie także dla obcokrajowców, którzy zgodnie z obowiązującymi przepisami, do tej pory byli zobligowani uiścić opłatę w polskiej walucie, w miejscu wykroczenia – dodaje.  

Zgodnie z przepisami prawa, standardowa procedura polegała dotychczas na wystawieniu mandatu karnego przez funkcjonariusza Policji, a następie uregulowaniu kary przelewem lub wpłatą gotówkową na poczcie. Obecnie, w efekcie nowelizacji ustawy Kodeks postępowania w sprawach o wykroczenia, po otrzymaniu mandatu za naruszenie przepisów drogowych będziemy mogli zdecydować o wyborze formy płatności – bezgotówkowo, z wykorzystaniem karty płatniczej lub BLIKA, którą przyjmą policjanci wyposażeni w terminale POS lub przyjmując mandat kredytowy. Od początku 2018 r. w Komendzie Miejskiej Policji w Opolu uruchomiono pilotażowo możliwość opłacania mandatów za pomocą kart płatniczych i płatności mobilnych. Pierwsze mandaty zostały już opłacone za pomocą kart.

– Celem Programu realizowanego przez Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii oraz KIR jest popularyzowanie płatności bezgotówkowych w urzędach administracji publicznej wszystkich szczebli, a także w Policji drogowej – mówi Piotr Wichowski, Dyrektor Linii biznesowej płatności kartowe w KIR. Jako podmiot infrastruktury okołobankowej i zaufana strona trzecia, strategicznie traktujemy uczestnictwo w szeroko pojętych działaniach na rzecz promowania obrotu bezgotówkowego i digitalizacji procesów w gospodarce – dodaje Piotr Wichowski.

Trwa proces wyposażania radiowozów w 2 tys. terminali płatniczych, a policjanci przechodzą szkolenia z ich obsługi. Od lutego 2018 r. każdy radiowóz patrolu drogowego Policji będzie wyposażony w terminal POS i za mandat będziemy mogli zapłacić kartą lub BLIKIEM.

Monetyzacja danych wiodącym trendem Internetu Rzeczy w 2018 roku

Według globalnej grupy ekspertów EY z Centrum Kompetencyjnego Internetu Rzeczy (IoT) w 2018 roku do wiodących trendów w obszarze IoT należy powstawanie nowych modeli biznesowych bazujących na cyfryzacji (monetyzacja danych IoT), integracja pojedynczych technologii (IoT, DLT[1], AI[2], RPA[3]) we wspólne rozwiązania oraz rozwój architektury przetwarzania peryferyjnego (network edge processing). Ostatnie lata to masowy wzrost zainteresowania i oczekiwań w stosunku do technologii Internetu Rzeczy. Dotychczas jednak większość rozwiązań stanowią zamknięte systemy o ograniczonych możliwościach współpracy pomiędzy sobą.

Monetyzacja IoT – przejście od „wysp automatyzacji” do „ekosystemów wartości”

Obecne sposoby wykorzystania możliwości technicznych IoT są wciąż bardzo tradycyjne i koncentrują się na poprawie efektywności procesów i wykorzystania środków trwałych. Skutkuje to tworzeniem „wysp automatyzacji” przypominających początkowe lata komputeryzacji przedsiębiorstw. Jednak coraz większa liczba decydentów zaczyna dostrzegać przełomowy charakter nowej technologii jako narzędzia do zasadniczej zmiany modeli biznesowych i operacyjnych przedsiębiorstw. IoT umożliwia bowiem kontrolę produktu nie tylko w procesie produkcyjnym i w fabryce, ale także po drodze do, jak również u użytkownika końcowego. „Ucyfrowienie” fizycznych produktów pozwoli na budowę nowych usług, bazujących na danych pochodzących z komponentów IoT zintegrowanych z ich fizycznymi odpowiednikami.

– Kiedy menedżerowie uświadomią sobie potencjał kreowania wartości jaki mają systemy IoT, poszukają nowych obszarów dostarczających nowej wartości klientom i zmieniających obecne procesy biznesowe. W 2018 roku oczekujemy wielu pilotażowych wdrożeń nowych rozwiązań oraz akwizycji start-up’ów, które w swoim portfolio mają już gotowe rozwiązania. Konsekwencją tego wzrostu aktywności będą prace nad transformacją obecnych modeli biznesowych i operacyjnych dla dostosowania ich do nowych możliwości oferowanych przez technologie IoT oraz rosnącą integrację tradycyjnych produktów z sensorami IoT – uważa Aleksander Poniewierski, Globalny Lider EY ds. IoT.

Renesans przetwarzania peryferyjnego (network edge processing)

Od wielu lat w świecie IoT ścierają się koncepcje dotyczące miejsca przekształcania gromadzonych danych w czujnikach, w użyteczne informacje. Pierwsza zakłada wysyłanie surowych danych do obróbki w chmurze, druga opiera się na tym, że czujniki (najczęściej powiązane) mają własny procesor i wysyłają już przetworzoną informację. Jest to tzw. przetwarzanie peryferyjne, albo „processing on the edge”. Czyli, np. zamiast wysyłać ciąg parametrów z samosterującego samochodu, wysyła się tylko odległość od najbliższego obiektu, albo położenie geograficzne.

Trend dążący do popularyzacji przetwarzania peryferyjnego i przesyłania jedynie użytecznej informacji był dotychczas skutecznie spowalniany przez spadające ceny komunikacji i wzrost przepustowości sieci. Jednak postępująca miniaturyzacja i spadek kosztów urządzeń końcowych wskazuje na wzrost popularności przetwarzania peryferyjnego w nowych rozwiązaniach.

– Różne wymagania dotyczące współpracy urządzeń końcowych z infrastrukturą transmisyjną (np. w zakresie przepustowości, opóźnień czy efektywności energetycznej), wymusiły odejście od filozofii „one-fits-for-all” na rzecz nowych specjalistycznych rozwiązań. Równolegle regulacje dotyczące ochrony prywatności, obowiązujące w szczególności w Europie, skutkują odejściem od przesyłania nieprzetworzonych, niezabezpieczonych danych do publicznych chmur. W efekcie oczekiwać możemy renesansu rozwiązań bazujących na przetwarzaniu peryferyjnym – mówi Poniewierski.

IoT, AI, RPA, DLT (blockchain) – dziś niezależne, jutro zintegrowane

Dotychczas rozwiązania bazujące na IoT, Blockchain, sztucznej inteligencji (AI) czy automatyzacji procesów biznesowych (RPA) wdrażane były niezależnie. Jednak obserwowane trendy zapewnienia ich pełnej konwergencji i interoperacyjności sprawiają, iż w najbliższej przyszłości będą traktowane po prostu jako transformacja cyfrowa. Eksperci EY oczekują, pojawienia się w 2018 roku w pełni zintegrowanych systemów wykorzystujących wymienione technologie, do budowy rozwiązań klasy, „Inteligentnej Automatyzacji Procesów” (IPA).

– Z biznesowego punktu widzenia przełomowe technologie uzupełniają już istniejące systemy i pełnią unikalną rolę w różnych obszarach organizacji. Na początku menedżerowie są zafascynowani możliwościami pojedynczych technologii. Z czasem oczekiwać będą zintegrowanego podejścia i optymalizacji zwrotu z inwestycji – dodaje Aleksander Poniewierski.

Standaryzacja transmisji – wojna o kontrolę nad łącznością IoT

Dotychczas głównym ograniczeniem dla interoperacyjności IoT jest niejednolita komunikacja. Poszczególni dostawcy promowali różne rozwiązania transmisyjne dla własnych rozwiązań. Efektem jest stan obecny. Wiele zamkniętych systemów o ograniczonych możliwościach współpracy i wymiany danych.

Eksperci EY uważają, że w 2018 roku znaczącą zmianę spowodują prace nad standardem sieci komórkowej 5G. W szczególności oczekuje się wirtualizacji sieci o różnych charakterystykach, dostosowanych do indywidualnych wymogów funkcjonalnych rozwiązań oraz możliwości transmisyjnych w różnych warunkach, przy wykorzystaniu szerokiego spektrum częstotliwości. O ile szerokie komercyjne wdrożenia sieci 5G nastąpią nie wcześniej niż w 2020 roku, to formalne standardy powinny pojawić się już w tym roku, podobnie jak pilotażowe wdrożenia w niektórych krajach azjatyckich. Z pewnością stanowić to będzie silny impuls w dalszych pracach rozwojowych nad nowymi rozwiązaniami IoT.

– IoT nie może się rozwijać bez efektywnej i rozsądnej kosztowo sieci bezprzewodowej, interoperacyjności oraz wspólnych standardów. Jesteśmy przekonani, że 5G może mieć przełomowy wpływ na sposób, w jaki przyszłe ekosystemy IoT będą projektowane, zwłaszcza, jeśli chodzi o ich skalowalność, opóźnienia, niezawodność, bezpieczeństwo oraz poziom indywidualnej kontroli parametrów przyłączeniowych – mówi Aleksander Poniewierski.

Od cyberbezpieczeństwa do cyberodporności

Eksperci EY z Centrum Kompetencyjnego IoT podkreślają, że zagrożenia cyberprzestrzeni i regulacje dotyczące m.in. ochrony prywatności, stanowią istotną barierę dla szerokiego wykorzystania rozwiązań IoT. Przedsiębiorstwa coraz częściej zdają sobie sprawę z tego, że metody skuteczne w zabezpieczeniu zcentralizowanych systemów IT są nieadekwatne dla rozproszonych systemów IoT. Dlatego w kolejnych latach oczekiwany jest raczej zwrot w kierunku podwyższania odporności rozproszonych systemów jako całości, a nie, jak dotychczas, koncentrowanie się na zabezpieczaniu indywidualnych komponentów.

– Rozwiązania IoT wymagają jednoczesnego spełnienia warunku bezpieczeństwa użytkowania, ochrony prywatności, niezawodności oraz odporności. Tego nie da się osiągnąć zabezpieczając poszczególne elementy środowiska mającego wiele celów. Konieczna jest zmiana podejścia. Zamiast ograniczać się do ochrony przed niepowołaną ingerencją, należy projektować całe systemy z nadrzędną myślą o zapewnieniu ich odporności (resilience-by-design) na różnego typu zagrożenia. Pozwoli to na zapewnienie ochrony gromadzonych, przetwarzanych i transmitowanych danych, adekwatnie do ich wykorzystania we wsparciu funkcjonowania istniejącej infrastruktury, procesów biznesowych oraz wymogów regulacyjnych – podsumowuje Poniewierski.

[1] DLT – distributed/replicated ledger technologies – technologie rozproszonych/powielonych rejestrów
[2] AI – artificial intelligence – systemy „sztucznej inteligencji”, algorytmy samouczące, itp
[3] RPA – robotic proces automation – automatyzacja procesów biurowych

Lista życzeń konsumentów w zakresie technologii 5G nakreśla plan działania dla operatorów

  • Konsumenci kierują do operatorów telekomunikacyjnych sześć wezwań do działania odnoszących się do ofert szerokopasmowej transmisji mobilnej teraz i w ramach przyszłej technologii 5G
  • Konsumenci przewidują, że większość usług wzbogaconych zastosowaniem technologii 5G wejdzie do powszechnego użytku w ciągu trzech do pięciu lat od wprowadzenia tej technologii
  • 44 procent użytkowników smartfonów na całym świecie chce płacić za usługi umożliwiane przez technologię 5G, jednakże przewidują również, że nie będzie istniała konieczność dokonywania opłat za każdy gigabajt wykorzystany w ramach tej technologii

Co muszą uczynić operatorzy, przygotowując się do uruchomienia przyszłościowych systemów 5G, aby zyskać zaufanie konsumentów?

Firma Ericsson (NASDAQ: ERIC) zaprezentowała dziś raport konsumencko-branżowy, zatytułowany „W kierunku przyszłości technologii 5G oferowanej konsumentom”. Raport ten omawia sześć skierowanych przez konsumentów wezwań do działania, które operatorzy muszą podjąć w celu zbudowania podstaw do wprowadzenia technologii 5G.

Raport ten, największe jak dotąd badanie oczekiwań konsumentów, odzwierciedla poglądy 800 milionów użytkowników smartfonów na całym świecie.

Jasmeet Sethi, Starszy Doradca, Ericsson Consumer & Industry Lab, stwierdził: „Nasze najnowsze badanie nie zajmuje się poglądami użytkowników technologii 5G w oderwaniu od rzeczywistości, lecz nakierowuje uwagę na niespełnione potrzeby konsumentów, które muszą zostać zaspokojone przez operatorów w procesie przygotowań do wprowadzenia 5G. Począwszy od zaoferowania niewymagającego wysiłku doświadczenia zakupowego, na skupieniu się na rzeczywistej wydajności sieci skończywszy, konsumenci domagają się zmian, których oczekują już teraz”.

Oto wspomniane sześć wezwań do działania sformułowanych przez konsumentów:

Zapewnijcie doświadczenie zakupowe, które nie wymaga wysiłku

Konsumenci postrzegają rynek telekomunikacyjny jako zbyt skomplikowany. Skoro sześciu na dziesięciu użytkowników smartfonów zmaga się ze zbyt złożonymi planami taryfowymi, obserwujemy więc wyraźną rozbieżność pomiędzy tym, co użytkownicy kupują, a tym, czego używają. Jedynie trzech na dziesięciu użytkowników smartfonów jest zadowolonych ze sposobu prezentowania planów taryfowych przez operatorów w internecie, tak więc doświadczenia z telefonią cyfrową nie są ogólnie lekkie, łatwe i przyjemne.

Zaoferujcie nam poczucie braku ograniczeń

Konsumenci nie liczą na niczym nieograniczoną transmisję danych, jednakże chcą mieć takie poczucie. Nie rzeczywiste korzystanie, a spokój jest głównym czynnikiem motywującym do kupna nieograniczonej transmisji danych, więc konsumenci wzywają operatorów do poszukiwania alternatywnych sposobów oferowania tego poczucia wolności.

Traktujcie gigabajty jako walutę

Przeciętny użytkownik smartfona dysponuje 31 gigabajtami niewykorzystanych danych mobilnych w roku, co wystarcza na 65 godzin rozmów wideo, 517 godzin transmisji strumieniowej muzyki lub obejrzenie na raz sześciu sezonów serialu telewizyjnego, takiego jak „Gra o tron”, co odpowiada 1,5 terabajtom w ciągu całego życia. Dwóch na pięciu użytkowników chciałoby korzystać z tego nadmiaru jak z waluty i oczekuje uzyskania możliwości oszczędzania, wymiany lub podarowania komuś niewykorzystanych danych w prezencie.

Oferujcie nam coś więcej, niż tylko pakiety danych

Wyższe prędkości połączeń szerokopasmowych oraz sprawiedliwe umowy transmisji bezprzewodowej są uznawane za ważniejsze od pakietów danych, które obecnie dominują w ofercie rynkowej. W sytuacji, gdy pakiety wideo oraz innowacyjne plany taryfowe odgrywają coraz ważniejszą rolę w wyborze operatora i pakietu usług, konsumenci oczekują od operatorów innowacji, ewolucji i personalizacji planów taryfowych.

Dajcie nam szerszą ofertę wraz z 5G

Wbrew opinii, że konsumenci nie są zainteresowani technologią 5G, w globalnym ujęciu idea usług 5G wydaje się atrakcyjna dla 76 procent użytkowników smartfonów; 44 procent użytkowników chce rzeczywiście płacić za usługi w technologii 5G. Konsumenci oczekują, że większość usług technologii 5G będzie oferowanych na rynku w ciągu 3-4 latach od wprowadzenia tej technologii na rynek, a ponad połowa oczekuje, że będzie mogła korzystać z usług wzbogaconych o ofertę 5G w ciągu dwóch lat od jej udostępnienia.

Ponad jedna trzecia oczekuje, że technologia 5G będzie oferowała coś więcej niż prędkość, zasięg i niższe ceny: usprawnienia takie jak dłuższy czas pracy baterii oraz możliwość podłączania nie tylko urządzeń, lecz również Internetu rzeczy do sieci. Konsumenci przewidują również, że nastąpi kres konieczności płacenia za wykorzystane gigabajty, a zamiast tego będą mogli uiszczać pojedynczą opłatę za każdą usługę 5G lub podłączone urządzenie.

Dodajcie autentyczności

Kierując się w stronę przyszłościowej technologii 5G, konsumenci wzywają operatorów do unikania nic nie znaczących sloganów marketingowych, a w zamian do skupienia się na rzeczywistym doświadczeniu z korzystania z sieci, wzmacniając uczciwość marketingu. Raport wskazuje na to, że jedynie cztery procent konsumentów wierzy w reklamy i statystyki dotyczące wydajności sieci przedstawiane przez operatorów.

Informacje zawarte w raporcie opierają się na prowadzonych od ponad 20 lat globalnych działaniach badawczych Ericsson ConsumerLab oraz na danych z ankiety przeprowadzonej wśród 14.000 użytkowników smartfonów iPhone i Android w wieku od 15 do 65 lat. Opinie wyrażone w tej ankiecie reprezentują 800 milionów użytkowników z Argentyny, Brazylii, Chin, Egiptu, Finlandii, Francji, Indonezji, Irlandii, Japonii, Korei Południowej, Meksyku, Niemiec, Stanów Zjednoczonych oraz Wielkiej Brytanii.

Boom w budownictwie obniża marże i powiększa ryzyko

Pomimo wyraźnej poprawy koniunktury w budownictwie sytuacja finansowa firm z tego sektora okazała się gorsza niż przed rokiem. Problemy ze spłatą zobowiązań ma 31 852 podmiotów – wynika z danych Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor oraz Biura Informacji Kredytowej. Łączne zadłużenie firm budowlanych sięga 4,27 mld zł – aż 470 mln zł więcej niż rok wcześniej. Polski Związek Pracodawców Budownictwa ostrzega, że boom w budownictwie może przynieść ofiary zarówno wśród firm budowlanych, jak i wśród inwestorów.

Skala zaległości firm budowlanych jest mocno zróżnicowana w zależności od wielkości przedsiębiorstwa. – Wśród dużych spółek prawa handlowego, problemy kontrahentom i bankom sprawia niemal co siódma oraz co 23 funkcjonująca jako działalność gospodarcza – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor we wspólnym raporcie BIG InfoMonitor oraz Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa „Sytuacja finansowa przedsiębiorstw budowlanych. Wzrost cen blokuje hossę”.

Najwięcej działających firm budowlanych w Polsce znajduje się na Mazowszu, w Małopolsce oraz w Wielkopolsce. Pod względem kwoty przeterminowanego zadłużenia i liczby niesolidnych dłużników dominuje Mazowsze. Firmy z województwa mazowieckiego zadłużone są w sumie na 654,1 mln zł, a ich średnie zadłużenie – 137,8 tys. zł – jest tylko trochę wyższe od średniego zadłużenia firm budowlanych w kraju – 134,1 tys. zł.

4,27 mld zł zaległości płatności branży budowlanej oraz wzrost tej kwoty w ciągu roku o blisko 0,5 mld zł nie zaskakują. W ostatnich latach, branży szczególnie dały się we znaki cykliczne zmiany związane z realizacją unijnych programów, powodujące bądź spiętrzenie prac wraz z jego negatywnymi konsekwencjami, bądź przy braku środków zastój skutkujący wstrzymaniem zamówień. Obecnie znów mamy do czynienia z ogromnym popytem na usługi firm budowlanych. Efekt? – Galopujący wzrost cen, a do tego brak rąk do pracy oraz problemy z transportem – mówi Rafał Bałdys-Rembowski, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. – Boom budowlany może przynieść ofiary. Mogą się nimi stać nie tylko przedsiębiorstwa budowlane, ale również inwestorzy, którzy zawarli swoje kontrakty w ciągu ostatnich dwóch lat. W wielu przypadkach zagrożona jest realizacja projektów. Przy dalszym wzroście cen uniknięcie dodatkowych kosztów może okazać się niemożliwe. Jeśli zamawiający będą odmawiać ich opłacenia, może to doprowadzić do poważnych kłopotów wykonawców, łącznie z koniecznością zejścia z budów. Zamawiający muszą zacząć kalkulować, że będą musieli ponieść część dodatkowych kosztów – ostrzega Rafał Bałdys-Rembowski.

Paradoksalnie dobrym wskaźnikom produkcji budowlano-montażowej towarzyszy spadek marż firm wykonawczych. Szczególnie dotyczy to dużych przedsiębiorstw związanych wieloletnimi kontraktami. Dla wielu takich firm kontrakty zawarte rok lub dwa lata temu przy obecnym poziomie cen produkcji budowalno-montażowej, które rosną znacznie wolniej niż koszty produkcji mogą okazać się nierentowne. Potwierdzają to dane GUS, wskaźnik zyskowności sprzedaży w budownictwie jest obecnie niższy niż dla ogółu podmiotów gospodarczych, po I półroczu 2017 r. wyniósł 2,5 proc., wobec 5,3 proc. dla pozostałych firm. Najwyższą zyskowność – 3,9 proc. osiągały firmy budowlane zatrudniające od 10 do 49 pracowników, zaś wraz ze wzrostem wielkości firmy wskaźnik zyskowności obniża się do 2,0 proc. w przypadku średnich i 1,9 proc. dla największych (powyżej 250 zatrudnionych).

W takich warunkach zabezpieczenie się przed konsekwencjami utraty płynności przez kontrahentów może być kluczowe dla przetrwania wielu firm zarówno budowlanych, jak i współpracujących z nimi. – Szczególnie ważne jest ograniczenie ryzyka powstawania zatorów płatniczych i systematyczne monitorowanie sytuacji finansowej, a także wiarygodności płatniczej i kredytowej kontrahentów. Pomoże to unikać problemów, a w razie ich pojawienia umożliwi podjęcie odpowiednich działań, które pozwolą zabezpieczyć płynność finansową firmy – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak.

Jak podkreślają przedstawiciele Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa branża budowlana potrzebuje stabilizacji rynku – przede wszystkim w zakresie unormowania tempa i racjonalnego rozłożenia w czasie realizacji inwestycji publicznych, większej partycypacji zamawiających w różnego rodzaju zagrożeniach i ryzykach związanych z procesem inwestycyjnym. Niezbędne jest także ciągłe podnoszenie produktywności.

Piotr Janiszewski prezes SKANSKA POLSKA

Trzy największe bariery dla rozwoju budownictwa w Polsce? Chwiejność rynku budowlanego, brak rąk do pracy oraz rosnące koszty produkcji. Potrzeba nam stabilizacji, ale to od firm zależy, jak poradzą sobie z tą sytuacją i zaprojektują własną przyszłość na rynku.

Dariusz Blocher – prezes BUDIMEX

Bez wątpienia mamy do czynienia z nową sytuacją na rynku pracy. Brakuje pracowników praktycznie wszystkich specjalności, czemu towarzyszy – co oczywiste – wzrost płac. Jeśli połączymy to ze wzrostem cen materiałów, surowców i kosztów transportu, to efektem będzie dalszy wzrost cen na rynku zamówień publicznych, ale też komercyjnych. Wielu inwestorów będzie musiało zweryfikować swoje założone budżety, bo nie znajdą się wykonawcy, którzy będą mogli zaoferować wykonanie robót za taką cenę.

Piotr Kledzik – prezes PORR Polska

W najbliższym czasie dla wykonawców inwestycji infrastrukturalnych dużym problemem będzie m.in. transport materiałów na place budów. Paradoksalnie niepowodzenie programu kolejowego w ubiegłej perspektywie pomogło uniknąć tego problemu. Teraz jednak mamy do czynienia z szeroko zakrojonym programem inwestycji kolejowych.

Budownictwo to jeden z najważniejszych sektorów gospodarki narodowej. Sytuacja w tej branży przekłada się na sytuację producentów materiałów budowlanych, hut, transportu, przedsiębiorstw zajmujących się urządzaniem wnętrz oraz ich wyposażeniem i wielu innych, stąd problemy finansowe firm z tego sektora mają ogromny wpływ na kondycję innych podmiotów.

Ochrona danych osobowych – czyli właściwie co?

Maciej Kaczmarski ODO 24
Maciej Kaczmarski, Prezes zarządu, ODO 24.

28 stycznia to wyjątkowy dzień dla każdego z nas. Tego dnia w Europie obchodzony jest Dzień Ochrony Danych Osobowych. Niemal w każdej sekundzie informacje o nas są zbierane i wykorzystywane przez różnego rodzaju podmioty, niekiedy nawet w celu popełnienia przestępstwa. Powinniśmy je odpowiednio chronić. Dane osobowe to nie tylko adres, telefon czy numer PESEL, ale również inne cenne informacje. Ekspert z Fundacji Wiedza To Bezpieczeństwo wyjaśnia czym właściwie są dane osobowe i na czym polega ich ochrona.

Vademecum ochrony danych osobowych

Nie bez powodu 28 stycznia wybrano na Dzień Ochrony Danych Osobowych. Tego dnia w 1981 r. przyjęto Konwencję Rady Europy Nr 108. Była to prawdziwa rewolucja w ochronie danych osobowych, bo przepisy w niej zawarte nałożyły na wszystkie kraje członkowskie zobowiązanie do stworzenia odpowiedniego ustawodawstwa w tym zakresie – mówi, Maciej Kaczmarski, Fundacja Wiedza To Bezpieczeństwo. Dzięki tej Konwencji, każdemu – niezależnie od obywatelstwa – przysługuje ochrona praw i wolności, tych związanych z danymi osobowymi  – dodaje.  Z czasem jednak rozbieżności w ustawodawstwach państw Unii spowodowały konieczność ich ujednolicenia. W 1990 r. rozpoczęto prace nad zmianami. Ich efektem było wydanie Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 24 października 1995 r. (95/46/WE), której zaś następcą zostało RODO, czyli  europejskie rozporządzenie o ochronie danych osobowych. Najważniejszym podmiotem w świetle nowych przepisów stał się obywatel, czyli osoba której dane dotyczą. Przyznaje mu się m.in. prawo do niepodlegania decyzji opierającej się wyłącznie na zautomatyzowanym przetwarzaniu czy do bycia zapomnianym. Ponadto wszelkie informacje powinny być do niego kierowane w sposób precyzyjny i zrozumiały.

Jak to wygląda w Polsce?

Pierwszym aktem prawnym w Polsce gwarantującym ochronę danych osobowych była Konstytucja z 1997 r., a dokładnie art. 47 i 51. Kolejnym, była ustawa z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych. Pozwoliły one na późniejsze wprowadzenie – w kwietniu – i ratyfikowanie w maju 2002 r. Konwencji Nr 108 Rady Europy oraz określenie prawnych norm obrotu danymi. Nowelizacja regulacji nastąpiła po dwóch latach, kiedy weszły w życie przepisy o zmianie ustawy o ochronie danych osobowych oraz ustawy o wynagrodzeniu osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe.

Czy wiemy czym są dane osobowe?

Wiele osób wiąże pojęcie danych osobowych jedynie z imieniem, nazwiskiem oraz numerem PESEL.  Są to spore uproszczenia, prawdopodobnie wynikające z tego, że w przepisach z 1997 r. za dane osobowe uważano informacje „pozwalające na określenie tożsamości tej osoby”, dopiero później termin ten rozszerzono na „wszelkie informacje dotyczące zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osoby fizycznej”. Aby uzmysłowić sobie, czym są te dane osobowe i jak wiele informacji nimi jest, wystarczy włączyć swój telefon i komputer. Znajdziemy na nich numery telefonów naszych znajomych, służbową korespondencję, zdjęcia, zapisy o naszej lokalizacji  – czyli inne dane niż pozwalające na „określenie tożsamości”, które także powinny podlegać ochronie.

Według art. 6 ust. 1 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r., za dane osobowe uważa się wszelkie informacje dotyczące zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osoby fizycznej. Co to oznacza? To, że możemy określić tożsamość osoby opierając się na wyglądzie, imieniu, nazwisku, numerze PESEL, numerze legitymacji, kolorze oczu, odciskach palców, nawykach ubiorowych, stanowisku służbowym, a nawet poprzez pozycję społeczną – wszystko to może zostać uznane za nasze dane osobowe. Warto jednak podkreślić, że nie jest to stały zestaw – wszystko zależy bowiem od podmiotu – wskazuje ekspert Fundacji Wiedza To Bezpieczeństwo. Dobrym przykładem może być nasze imię i nazwisko. Każdy z nas chciałby być wyjątkowy. Niestety może się zdarzyć, że Janów Kowalskich jest kilka, a nawet kilkanaście na całym świecie. W takim przypadku samo imię i nazwisko nie stanowi danych osobowych, jeśli nie jest powiązane z innymi informacjami – uzupełnia Maciej Kaczmarski, Fundacja Wiedza To Bezpieczeństwo.

Przed udostępnieniem jakiejkolwiek informacji, która w jakiś sposób nas dotyczy warto się dwa razy zastanowić. Bezmyślność może drogo kosztować i któregoś dnia możemy się dowiedzieć, że np. mamy bardzo duży kredyt, podpisaliśmy umowę na telefon lub nawet braliśmy udział w przestępstwie.

Krajowy rynek finansowy w oczekiwaniu na posiedzenia banków centralnych

Polskie dane makroekonomiczne lekko wzmacniają obligacje skarbowe. W tym tygodniu nadal eurodolar pozostawać będzie głównym motorem zmian kursu złotego.

Rynek walutowy i stopy procentowej

W piątek podczas sesji europejskiej złoty tracił na wartości, a kurs EURPLN powrócił w okolice 4,175. W ostatnich dniach pozostając głównie pod wpływem zmian na rynku głównej pary walutowej para zeszła poniżej wsparcia na 4,16. Złotego wspierała słabnąca pozycja dolara do euro po tym jak po jastrzębich minutes z grudniowego posiedzenia EBC wzrosło przekonanie inwestorów, że inne banki centralne na świecie wkrótce dołączą do Fed, który rozpoczął cykl podnoszenia stóp procentowych. W rezultacie kurs EURUSD wzrósł powyżej 1,23. Pod koniec tygodnia presję na spadki dolara dodatkowo wywierały obawy o brak nowego porozumienia w sprawie finansowania operacji rządowych. W amerykańskim Senacie w piątek nie doszło do porozumienia Republikanów oraz Demokratów w sprawie kolejnej tymczasowej umowy. Na razie problem dotyczący funkcjonowania amerykańskich administracji nie ma dużego wpływu na rynek, jednak fakt, że partie nie były w stanie ustalić wspólnego stanowiska krótkoterminowo działał w stronę przeceny dolara oraz amerykańskich obligacji.

W przyszłym tygodniu w centrum uwagi krajowych graczy pozostawać będzie decyzyjne posiedzenie EBC. Po werbalnych interwencjach będących reakcją na jastrzębie minutes EBC nie jest wykluczone, że bank centralny strefy euro będzie brzmiał łagodnie, obawiając się nasilenia aprecjacji euro. Inflacja w strefie euro nadal nie zmienia się w oczekiwanym tempie i wciąż znajduje się znacznie poniżej celu EBC, na co m.in. wpływa wysoki kurs EURUSD. Notowania euro są obecnie 4,5% powyżej grudniowej prognozy banku. Wraz ze spadkiem eurodolara oczekiwać można wzrostu eurozłotego.

Na krajowym rynku stopy procentowej podczas piątkowej sesji doszło do lekkiego spadku rentowności polskich obligacji skarbowych. Powodem umocnienia notowań była przede wszystkim publikacja danych makroekonomicznych w kraju, która przyniosła w przypadku sprzedaży detalicznej, indeksu PPI i produkcji przemysłowej zaskoczenie po stronie wyraźnie niższej dynamiki. Mimo krótkoterminowej reakcji rynku, w perspektywie średnioterminowej dane nie powinny mieć poważniejszego znaczenia, gdyż nie zmieniają perspektyw polityki pieniężnej.

W najbliższych dniach wpływ na rynek może mieć w kraju aukcja obligacji skarbowych. Ministerstwo Finansów zaoferuje 26 stycznia papiery o łącznej wartości 5-9 mld PLN. Tym razem w ofercie nie będzie papierów 10-letnich, dlatego może dojść do lekkiego wzrostu rentowności na krótkim końcu krzywej dochodowości. Trzeba jednak pamiętać, że na koniec miesiąca MF odkupować będzie też papiery WZ0118 i wypłacać odsetki (łącznie kwota 10 mld PLN), co powinno w dużej części złagodzić negatywny wpływ wysokiej podaży.

Poza czynnikami lokalnymi, za wzrostem rentowności przemawiać mogą też trendy globalne. W najbliższych dniach odbędą się dwa posiedzenia Banku Japonii i Europejskiego Banku Centralnego. Przedstawiciele obu banków pozytywnie odnosili się w ostatnim czasie do perspektyw gospodarek, a to niektórzy uczestnicy rynku odebrali jako zapowiedź szybszego wycofania się ze wsparcia monetarnego. Dlatego przed posiedzeniami banków centralnych inwestorzy mogą preferować krótkie pozycje determinując wzrost rentowności obligacji w Europie, co pośrednio ciążyć będzie też rynkowi lokalnemu. pobrane (1)

Autorzy: Joanna Bachert, Mirosław Budzicki – PKO Bank Polski

Poradnik Office Managera – jak zoptymalizować koszty dostaw wody w nowym roku?

Na początku roku Office Manager ma zawsze ręce pełne roboty. W styczniu należy bowiem przygotować strategię zaopatrzenia biura na nadchodzące miesiące. Ważnym czynnikiem, który każdy Office Manager powinien wziąć pod uwagę przy planowaniu zaopatrzenia, jest optymalizacja kosztów. A czy wiesz, że możesz zmniejszyć koszty działania firmy dzięki dostawom wody?

Czym właściwie jest optymalizacja kosztów w przedsiębiorstwie? Oznacza ona szereg działań dotyczących wielu aspektów funkcjonowania firmy, mających jeden cel. Jest nim obniżenie nakładów na działanie przedsiębiorstwa przy jednoczesnym zachowaniu jego dotychczasowej efektywności (lub jej poprawieniu). Poszukuje się zatem „optymalnych” kosztów, czyli takich, które są dostosowane do obecnej sytuacji firmy (liczby pracowników, ogólnej sytuacji finansowej itp.).

Dzięki poradom na stronie Eden Springs zobaczysz, że optymalizacja kosztów może dotyczyć nawet tak z pozoru drobnych wydatków, jak dostawy wody do biura.

Dostawy wody – jakie rozwiązania są nieekonomiczne?

Warto pamiętać, że w świetle polskiego prawa pracodawca jest zobowiązany do zapewnienia swoim pracownikom wody pitnej. Innymi słowy nie ma takiej możliwości, aby firma kazała im samodzielnie zaopatrywać się w wodę, gdyż jest to niezgodne z obowiązującymi przepisami.

Office Manager powinien wiedzieć, dlaczego niektóre sposoby zaopatrywania biura są nieefektywne, jeśli mają stanowić jedyne źródło wody pitnej:

  • Kupowanie zgrzewek wody w sklepie – to optymalne rozwiązanie w niewielkiej firmie zatrudniającej ok. 10 osób, jednak nawet tam nie sprawdza się w stu procentach. Jego minusem jest konieczność utylizacji plastikowych butelek oraz trudność w ustaleniu zużycia wody;
  • Korzystanie z wody kranowej – to również dobre rozwiązanie jedynie w małych firmach. Co prawda w większości polskich miast woda w wodociągach nadaje się do spożycia bez wcześniejszego przegotowania, jednak przy wyborze tej metody zaopatrzenia biura w wodę pitną najczęściej i tak jest konieczne zamontowanie odpowiedniego filtra oczyszczającego oraz jego okresowe wymienianie. Należy także liczyć się z kosztami montażu dodatkowych kranów, tak aby pracownicy mogli mieć wygodny dostęp do wody.

Niestety, w przeciwieństwie do wody źródlanej, woda kupowana w sklepach lub kranowa może nie zapewniać pracownikom firmy zbilansowanego zestawu składników mineralnych. Poznaj zalety naturalnych źródeł wody, z których korzysta Eden Springs!

Dystrybutory wody – dlaczego to dobry sposób na optymalizację kosztów?

Wspólną wadą kupowania zgrzewek wody czy korzystania z wody kranowej jest to, że obie metody są nieelastyczne, przez co trudno dostosować je do wymagań różnych firm. Z kolei oferta wynajmu dystrybutorów wody pozwala na optymalizację kosztów zaopatrzenia biur bardzo różnej wielkości. Do atutów tej metody należą:

  • Niskie koszty eksploatacji – dostarczaniem pełnych zbiorników i odbiorem pustych oraz konserwacją dystrybutora zajmuje się firma, z którą podpisujesz umowę;
  • Proste formalności – Office Manager nie musi tracić czasu na ustalanie szczegółów kolejnych dostaw zbiorników, gdyż odbywają się one regularnie, według planu ustalanego przy podpisywaniu umowy;
  • Zaoszczędzenie przestrzeni w biurze – dystrybutor wody nie zajmuje dużo miejsca, zaś puste zbiorniki można składować w pomieszczeniu gospodarczym;
  • Możliwość zmiany dostaw – wiesz, że w ciągu roku planowane jest zatrudnienie nowych osób w tym np. stażystów jedynie na kilka miesięcy? W wygodny sposób możesz zmniejszyć lub zwiększyć częstotliwość dostaw zbiorników do firmy.

Co ważne, w zależności od potrzeb w jednej firmie możesz skorzystać z różnych rodzajów dystrybutorów wody, np. w przestrzeni biurowej zamontować dystrybutor wody ze zbiorników, zaś w przestrzeni, w której wykonuje się pracę fizyczną (a zatem spożywa więcej płynów), umieścić dystrybutor zapewniający filtrowanie wody wodociągowej. Jak widać, elastyczność oraz minimalizacja formalności czynią z dystrybutorów wody bardzo dobry sposób na optymalizację kosztów zaopatrzenia biura.

Spokojnie, to tylko government shutdown

Paraliż prac administracji rządowej USA nie przynosi mocnego uderzenia w sentyment względem dolara. Jeszcze. Kilka tygodni przestoju będzie złą wiadomością dla gospodarki. Euro niewiele zarobiło na zwiększeniu szans na przerwanie impasu politycznego w Niemczech, gdyż rynek czeka na posiedzenie EBC w czwartek.

Kongres USA nie zdołał uchwalić przepisów o wydłużeniu finasowania dla administracji publicznej i od soboty pracownicy federalni nie mogą stawiać się do pracy (za co też nie otrzymają wynagrodzenia). Weekendowe rozmowy nie przyniosły rezultatu, ale Senat ma powrócić do debaty dziś o 18:00 polskiego czasu. Republikanie i Demokraci we wzajemnej walce chcą ugrać jak najwięcej dla swojej strony w kwestii wydatków budżetowych, ale ta dziecinada na rynku na razie nie robi wrażenia. Kilka dni paraliżu administracyjnego nie jest wielkim problemem – w 2013 r. urzędy nie działały 16 dni, co obniżyło wzrost gospodarczy w tym kwartale o 0,3 proc. Dopiero gdyby się zaniosło na dłużej, USD ma się czego obawiać. Doniesienia prasowe wskazują jednak, że obie strony nie są daleko od porozumienia. Dlatego po wstępnym osłabieniu dolara na otwarciu handlu w poniedziałek teraz już nie ma śladu. Mimo to pewien niesmak pozostaje, a to będzie blokować dolara i dopisuje się do generalnej niechęci inwestorów do waluty na początku 2018 r.

EUR/USD krótko przebywał przy 1,2270 i rano jest pod 1,2250. Na niedzielnym kongresie niemieckiej partii SPD socjaldemokraci opowiedzieli się za przystąpieniem do koalicji z CDU kanclerz Merkel. Szanse na tzw. Wielką Koalicję ponownie wzrosły, a oddala się widmo powtórzonych wyborów. Finalne rozmowy mają ruszyć na dniach. Jest to pozytywna informacja dla euro, choć nie widać większej reakcji rynku, gdyż w tym tygodniu przede wszystkim liczy się czwartkowe posiedzenie EBC. Wydaje się mało prawdopodobne, aby EBC zdecydował się na jastrzębi wydźwięk komunikatu po posiedzeniu Rady Prezesów, gdyż podsycanie aprecjacji EUR to ostatnia rzecz, jakiej bank centralny by sobie życzył. Pytaniem jest, czy prezes Draghi będzie potrafił podkreślić gołębi przekaz, by wystraszyć kupujących euro? Z jednej strony rynek spodziewa się gołębiego wydźwięku i dlatego wstrzymuje się z dalszym kupowaniem EUR, czekając na lepsze poziomy. Z drugiej strony do czwartku jeszcze dużo czasu, co krótkoterminowy kapitał spekulacyjny może wykorzystać na jeszcze jedną próbę ataku na 1,23.

W kalendarzu na poniedziałek nie ma nic ciekawego (poza posiedzeniem Senatu USA). W nocy mamy posiedzenie Banku Japonii, które zyskało na znaczeniu w związku z narastającymi spekulacjami o możliwym zacieśnianiu polityki pieniężnej po tym, jak bank zmniejszył pulę skupowanych obligacji. Sądzimy jednak, że BoJ pozostanie gołębi, a prezes Kuroda podkreśli, że głównym narzędziem polityki pozostaje kontrola krzywej dochodowości (utrzymywanie rentowności 10-letnich obligacji blisko 0 proc.). Jeśli przekaz zostanie wsparty przez brak podwyższenia prognoz inflacji bazowej (z powodu silnego JPY), może to odwrócić ostatnie spadki USD/JPY.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Jednolity Plik Kontrolny oczami księgowych

Obowiązek składania Jednolitego Pliku Kontrolnego to nie tylko nowe wyzwanie dla osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą, ale także dla obsługujących ich księgowych. Według badania przeprowadzonego przez inFakt ich postawy wobec JPK są mocno spolaryzowane: 44% ankietowanych księgowych ocenia ten obowiązek zdecydowanie pozytywnie, a 35% – zdecydowanie źle.

Jak księgowi oceniają obowiązek JPKWarto podkreślić, że księgowi są nastawieni do obowiązkowego składania JPK o wiele lepiej niż ankietowani przez inFakt przedsiębiorcy. Wśród księgowych jest też bardzo niewiele osób, które do tej pory nie miały styczności z tym tematem.

JAKIE KORZYŚCI WE WPROWADZENIU JPK WIDZĄ KSIĘGOWI?

Księgowi przepytani przez inFakt, firmę oferującą nowoczesne rozwiązania księgowe, którzy oceniali JPK zdecydowanie pozytywnie, najczęściej postrzegają nowy obowiązek jako „przydatne narzędzie do przeprowadzenia kontroli”. Wielu księgowych postrzega JPK jako narzędzie, które skłoni ich klientów do większej regularności w dostarczaniu im faktur.

“Rozumiem cel wprowadzenia JPK i doceniam założenia polepszenia komunikacji między podatnikiem a skarbówką, a także uszczelnienie systemu podatkowego.”

“Wysyłam już pliki dla dwóch firm, nie jest to uciążliwe  i jeśli ma to pomóc gospodarce, to jestem za.”

“Uważam, że jest to bardzo dobre narzędzie mające zapewnić prawidłowość w zakresie rozliczania podatku VAT oraz utrudnić procesy wyłudzania tego podatku.”

“JPK to przede wszystkim duże ułatwienie dla organów podatkowych. Szybsze, sprawniejsze kontrolowanie i wyłapywanie błędów. Dla księgowych i działów IT to co prawda więcej pracy, ale również można tu dostrzec korzyści. Kontrole powinny być mniej uciążliwe.”

„JPK JEST W PORZĄDKU, ALE…”

Spośród przebadanych przez inFakt księgowych 8% wskazało, że JPK to dobre rozwiązanie, ale jednak ma związane z nim pewne obawy, głównie z tempem wprowadzonych zmian. Stwierdzają też, że będzie to trudny obowiązek, ale pozwoli na obniżenie liczby kontroli w firmach. Podobnie 8% badanych ocenia nowe obowiązki neutralnie lub nie ma jeszcze o nich zdania:

“Dobre rozwiązanie, ale wprowadzone na szybko bez odpowiedniego przygotowania i uściślenia przepisów.”

Z kolei dla 5% badanych JPK to po prostu kolejny obowiązek, z którym nie ma co dyskutować – skoro jest, należy się z niego wywiązywać.

CZEGO OBAWIAJĄ SIĘ KSIĘGOWI?

Wśród księgowych, którzy oceniają obowiązek JPK zdecydowanie negatywnie, pojawiają się podobne głosy, jak wśród przedsiębiorców. Księgowi widzą JPK przede wszystkim jako dodatkowy obowiązek, który dotknie przede wszystkim ich samych. Podkreślają również, że ich zdaniem JPK nie jest potrzebne dla osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą:

“Dla firm rozliczających się kwartalnie jest to zły pomysł, ponieważ są przyzwyczajone do przynoszenia faktur do biura rachunkowego z opóźnieniem.”

“Myślę, że w przypadku małych firm jest to niepotrzebne. Dodatkowy obowiązek dla firm, które same prowadzą księgowość a korzystały tylko z porad biur.”

“Jest uciążliwy zwłaszcza dla działalności jednoosobowej, dla której księgowość prowadzą właściciele.”

Księgowi zwracają także uwagę na kwestie związane z kontrolą państwa i obawiają się inwigilacji, mają również wątpliwości, czy Urzędy Skarbowe są odpowiednio przygotowane do całej procedury. Podobnie jak przedsiębiorcy wyrażają obawy związane z procedurą wysyłki pliku.

Niepokój księgowych budzi też poziom przygotowania ich klientów do obowiązku JPK. Według nich mogą się tutaj pojawić pewne problemy związane z terminowością w dostarczaniu dokumentacji:

„Mikroprzedsiębiorca przeważnie sam opiekuje się swoimi dokumentami i nie ma czasu na systematyczne archiwizowanie i przekazywanie do księgowości na bieżąco.” 

“Obawiam się braku rzetelności ze strony klientów w dostarczanych danych ich odbiorców oraz dostawców, co może blokować prawidłowe i sprawne funkcjonowanie systemu JPK.“

Komentarz eksperta. Magda Sławińska-Rzemek, doradca podatkowy inFakt

Przychody Trans Polonii w 2017 r. wzrosły o 28 proc. do 226 mln zł

Trans Polonia S.A, wiodący operator oferujący przewozy cysternowe paliw, płynnych surowców chemicznych i spożywczych oraz mas bitumicznych, osiągnął w grudniu 2017 r. 16,6 mln zł przychodów ze sprzedaży (+ 6 proc. r/r). Jednocześnie Spółka zaprezentowała orientacyjne dane przychodowe za cały ubiegły rok: 225,5 mln zł oznacza roczną dynamikę na poziomie 28 proc.  Nawiązanie nowych relacji handlowych, start realizacji Programu Inwestycyjnego na lata 2018-20, zakończona sukcesem oferta publiczna akcji  i otwarcie Szkoły Kierowców to najważniejsze wydarzenia operacyjne ub. roku.

Osiągnięcie lepszych wyników było możliwe m.in dzięki rozwojowi sektora chemicznego w Europie – dane organizacji branżowej CEFIC (The European Chemical Industry Council) wskazują na wzrost produkcji (+3,7 proc. r/r) i zużycia chemikaliów (+7,9 proc r/r.). Analogicznie korzystne dane z krajowego rynku paliw prezentuje Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego (wzrost konsumpcji oleju napędowego 0 16,6 proc. i benzynyo 6,2 proc.). Trzecim sprzyjającym obszarem było silne odbicie w drogowych inwestycjach infrastrukturalnych.

– Trans Polonia S.A. ma za sobą dobry i udany rok: spółka zanotowała wzrost przychodów we wszystkich obszarach. Spodziewamy się, że trendy rynkowe w 2018 r., zarówno w Polsce jak i Europie będą nadal korzystne, co w połączeniu z jakością oferowanych usług i rosnącą pozycją konkurencyjną TPG może pozwolić nam na wypracowanie dalszych dwucyfrowych wzrostów. Tego życzymy spółce i naszym akcjonariuszom – powiedział Dariusz Cegielski, Prezes Zarządu Trans Polonia S.A.

Głównym projektem Grupy w 2018 r. będzie kontynuacja programu rozbudowy floty przewozowej – według pierwotnych założeń dysponowalna flota zwiększy się w 2020 r. o ponad 140 jednostek. Przedsięwzięcie jest odpowiedzią TPG na rosnące zapotrzebowanie Klientów na usługi transportowe. Program został ogłoszony w marcu 2017 r., a na przestrzeni II-IV kw. już zrealizowano harmonogram planowany na 2018 rok.

– W II połowie 2017 roku istotnie przyspieszyliśmy realizację ogłaszanych wiosną br. inwestycji flotowych. Nowo kupowane cysterny w bieżącym kwartale rozpoczynają prace. Widąc silne zapotrzebowanie na naszą ofertę przewozów, w dalszym ciągu będziemy nabywać kolejne jednostki – uzupełnił Dariusz Cegielski.

Co zmieni nowa ustawa o jawności życia publicznego?

W Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Włoszech czy Francji od lat istnieje prawo w kompleksowy sposób regulujące normy antykorupcyjne. W praktyce przepisy te funkcjonują bardzo dobrze. Niebawem w ślady wspomnianych państw może pójść Polska: już niedługo wejdzie w życie nowa ustawa o jawności życia publicznego.

„Nowa ustawa ma stanowić kompleks regulacji dotyczących transparentności życia publicznego oraz powiązanej z nią kwestii zwalczania korupcji, zarówno w ujęciu urzędniczym, jak i prywatnym, gdy pojawia się ona bezpośrednio w przedsiębiorstwach” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Bartłomiej Jankowski z kancelarii JSLegal. W zamyśle ustawa ma mieć zastosowanie przede wszystkim w stosunku do średnich przedsiębiorców – zatrudniających od 50 do 250 osób. Wydaje się jednak, że wpłynie na praktykę funkcjonowania właściwie wszystkich firm.

Ustawa spowoduje m.in. konieczność stosowania kodeksów etyki biznesowej w przedsiębiorstwach o określonej wielkości. Z kolei przedstawiciele władzy państwowej będą musieli składać oświadczenia majątkowe – zostanie wprowadzony ich nowy wzór. Kolejną konsekwencją przyjęcia ustawy będzie obowiązek prowadzenia przez przedsiębiorstwa państwowe i firmy mające udziały Skarbu Państwa rejestru umów cywilnoprawnych, do którego będą mieli dostęp wszyscy uczestnicy obrotu prawnego. Ponadto zostanie uregulowana kwestia lobbingu.

Jakie kary przewiduje się za nieprzestrzeganie przepisów nowej ustawy? Urzędnikom za podawanie fałszywych informacji w oświadczeniach majątkowych lub zatajanie w nich prawdy będzie groziło pięć lat pozbawienia wolności. Jeśli chodzi o przedsiębiorców, już samo wydanie przez prokuratora postanowienia o przedstawieniu zarzutów może skutkować poważnymi sankcjami finansowymi dla firmy. Poza tym w przypadku nałożenia kary na przedsiębiorstwo przez Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów jest możliwość, że zostanie ono na pięć lat wykluczone z uczestnictwa w procesach udzielania zamówień publicznych.

Nawet czterokrotnie niższy koszt podróży dzięki skuterom elektrycznym z wypożyczalni. Wystarczy smartfon i aplikacja mobilna

Nawet czterokrotnie niższy koszt podróży dzięki skuterom elektrycznym z wypożyczalni. Wystarczy smartfon i aplikacja mobilna 1

O połowę krótszy czas przejazdu i dwu- lub nawet czterokrotnie mniejszy koszt podróży obiecują właściciele wypożyczalni JedenŚlad swoim klientom, którzy przesiądą się z samochodów na skutery elektryczne. Do skorzystania wystarczy smartfon i ukończone 23 lata. Usługa dostępna jest już w Warszawie, a niebawem ma się pojawić również w innych miastach Polski. Trend współdzielenia środków transportu dynamicznie się rozwija.

Warszawa jest jednym z najbardziej zakorkowanych miast w Polsce, a nawet w Europie. Ze statystyk udostępnionych przez stołeczny Zarząd Dróg Miejskich wynika, że w godzinach porannego szczytu w kierunku centrum Alejami Jerozolimskimi przemieszcza się niemal 4 tys. aut. Na Wybrzeżu Gdyńskim jest to wynik sięgający nawet ponad 4,5 tys. Na obu tych arteriach ruch dobowy oscyluje wokół 100 tys. aut.

Proporcjonalnie do natężenia ruchu wzrasta także czas przejazdu przez miasto. Z raportu „Użytkownicy współdzielonego transportu w Polsce. Luty 2017”, wynika, że dojazd do pracy ok. 10 km samochodem zajmuje średnio 40 minut. JedenŚlad proponuje rozwiązanie, które aż o połowę ma ten czas skrócić.

– Operujemy jako sieć skuter-sharingu, czyli miejska sieć skuterów elektrycznych. Na razie na terenie Warszawy, ale niedługo również w innych miastach. Za pomocą smartfona można znaleźć nasz skuter stojący w różnych miejscach na terenie miasta, można wynająć go w pełni bezkluczykowo, jechać w dowolne miejsce, zaparkować i oddać – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Łukasz Banach, współzałożyciel firmy JedenŚlad.

Zasada działania wypożyczalni skuterów jest podobna do tej, z jaką mamy do czynienia w przypadku miejskich wypożyczalni rowerowych. Aby dotrzeć skuterem z punktu A do punktu B, potrzebujemy smartfona. Jednym z warunków skorzystania z usługi jest ukończenie 23 roku życia.

– Skuter elektryczny rozwija maksymalną prędkość 45 km/h. Jest to ograniczone wymogami ustawy. Dzięki temu osoby powyżej 23 lat nie muszą legitymować się prawem jazdy, tylko mogą jeździć na dowód osobisty – wyjaśnia Łukasz Banach.

Zdaniem przedstawicieli firmy JedenŚlad jest kilka powodów, dla których kierowcy poruszający się po polskich miastach powinni rozważyć korzystanie ze skuterów. Te najważniejsze to przede wszystkim oszczędność czasu i pieniędzy.

– Po pierwsze, dzięki nim można ominąć korki, a polskie miasta są jednymi z najbardziej zakorkowanych w Europie i na świecie. Po drugie, nie musimy się martwić o parkowanie, o to, czy znajdziemy miejsce. Nie interesuje nas również opłata parkingowa, bo nie dotyczy ona takich skuterów – twierdzi ekspert.

Użytkownicy indywidualni zapłacą 69 gr za minutę korzystania ze skutera JedenŚlad. Można też zdecydować się na jeden z planów abonenckich. W planie codziennym o wartości 89 zł miesięcznie jest pakiet 20 minut dziennie, po których przekroczeniu dopłacić należy 45 gr za minutę. Dla okazjonalnie korzystających jest plan miejski. Za 59 zł miesięcznie otrzymuje się pakiet 100 minut, po których przekroczeniu dopłacić trzeba 39 groszy za każdą kolejną. Wypożyczalnia działa przez cały rok.

Trend „sharingu” dynamicznie rośnie, zwłaszcza w dużych miastach. W wielu polskich miastach działają wypożyczalnie rowerów. Pod koniec 2017 roku we Wrocławiu rozpoczęła działalność pierwsza w Polsce wypożyczalnia samochodów elektrycznych.

W Unii Europejskiej powstanie najszybszy superkomputer świata. Skorzystają z niego europejscy naukowcy i przedsiębiorcy

W Unii Europejskiej powstanie najszybszy superkomputer świata. Skorzystają z niego europejscy naukowcy i przedsiębiorcy 2

Komisja Europejska wspólnie z państwami członkowskimi planuje przeznaczyć miliard euro na stworzenie infrastruktury superkomputerów najwyższej klasy w ramach programu EuroHPC. Maszyny mają powstać do 2023 roku i pomóc w rozpoznawaniu poważnych wyzwań naukowych i społecznych i zapobieganiu im. Wśród nich ma znaleźć się pierwszy superkomputer na świecie o mocy 1 exaflopsa. Obecnie blisko 70 proc. najszybszych superkomputerów na świecie znajduje się w Chinach i Stanach Zjednoczonych.

W ramach programu EuroHPC do 2023 roku zostaną zakupione dwa superkomputery o mocy obliczeniowej co najmniej 100 petaflopsów, które jednocześnie byłyby najszybszymi superkomputerami na świecie, oraz dwa superkomputery średniej klasy. W dalszej perspektywie jest przygotowanie superkomputera o mocy 1 exaflopsa, czyli 1000 petaflopsów. Maszyna byłaby więc dziesięciokrotnie szybsza od obecnie najszybszego superkomputera świata.

– W dzisiejszej gospodarce innowacyjnej w Europie brakuje superkomputerów. W pierwszej dziesiątce światowych superkomputerów nie ma żadnego komputera, który znajduje się w UE, a że chcemy rozwijać naszą gospodarkę, innowacje, prowadzić badania na najwyższym światowym poziomie, postanowiono wraz z państwami członkowskimi, aby takie superkomputery zbudować – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Piotr Świtalski z Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce.

Liderami rankingu najszybszych superkomputerów są chińskie Sunway TihuLoght z mocą 93 petaflopsów oraz Tianhe-2 (blisko 34 petaflopsy). W czołówce listy znajdują się też superkomputery ze Szwajcarii, USA i Japonii. Dopiero na 14. miejscu jest włoski Marconi Intel Xeon Phi. W 2018 roku ranking superkomputerów może zostać przewrócony do góry nogami przez dwie amerykańskie maszyny – Summit i Sierra. Obie mają oferować moc obliczeniową znacznie powyżej 100 petaflopsów, a koszt każdej z nich ma wynieść ok. 250 mln dol.

Unia Europejska oraz kraje członkowskie łącznie na budowę infrastruktury mają przeznaczyć miliard euro, z czego blisko połowę (486 mln) zainwestuje UE. Pozostałą część wpłacą kraje członkowskie, choć nie wiadomo w jakich proporcjach. Skorzystać z mocy obliczeniowej nowych superkomputerów będą mogli zarówno europejscy naukowcy, jak i przedsiębiorcy.

– Superkomputer to nie jedno pudełko, jak wyobrażamy sobie domowy komputer, ale infrastruktura, zarówno sprzętu, jak i oprogramowania, która będzie się mieścić w całej UE. Nie będzie to skondensowane i scentralizowane w jednym kraju, a korzystać z tego będą mogli wszyscy naukowcy, przedsiębiorcy czy projekty, które znajdują się w UE – tłumaczy Świtalski.

Superkomputery zwiększą konkurencyjność Unii w gospodarce opartej na danych. Dotychczas naukowcy i przedsiębiorcy korzystali z komputerów spoza Europy, bo tempo obliczeń maszyn unijnych było zbyt wolne. To zaś może oznaczać zagrożenie dla ochrony danych i prywatności. Nowe superkomputery mają pomóc we wdrażaniu różnych projektów, m.in. w walce ze zmianami klimatycznymi czy medycynie.

Wśród zastosowań superkomputerów można wymienić tematy społeczne, takie jak zmiany klimatyczne czy energia odnawialna. Maszyny mogą służyć do modelowania danych z całego globu. Superkomputery mogą nam pomóc rozwiązać także problem bezpieczeństwa, np. szlaków migracyjnych. Zastosowanie znajdą także w kosmologii i astrofizyce.

– Przy pomocy badań europejskich naukowców zostały odkryte pierwsze planety poza naszym systemem planetarnym czy fale grawitacyjne. Dzięki superkomputerom takie badania będzie można wrzucić w kolejny bieg i przyspieszyć – przekonuje Piotr Świtalski.

Kryptozłotówka ofiarą rekonstrukcji rządu? Polacy nie tak szybko doczekają się rewolucji

Polski startup właśnie kończy pracę nad prototypem kryptozłotówki. Projekt Digital PLN, czyli dPLN, nie zostanie wstrzymany po nieoczekiwanej burzy w mediach, czego wynikiem była utrata patronatu Ministerstwa Cyfryzacji. Zdaniem prof. Krzysztofa Piecha, kierownika PATB, decyzja resortu ma związek ze zmianami w rządzie. I dodaje, że najbardziej straci na tym wizerunek kraju, bo to pionierski projekt na skalę światową. Zapewne opóźni to też emisję kryptowaluty opartej na złotym. Tymczasem, wprowadzenie tego systemu doprowadziłoby do wzrostu konkurencji na rynku finansowym. Spadłyby ceny usług płatniczych. Polacy mogliby też zyskać wyższe oprocentowanie lokat. Sam pieniądz kryptograficzny jest także tańszy, niż elektroniczny, bo wymaga mniej zabezpieczeń. Jednak nad projektem zawisły czarne chmury, bo jak mówią eksperci, wciąż jest widoczny duży opór ze strony władzy i lobby finansowego, aby nie wdrażać tego typu aktywności, szczególnie związanej z cyfrowalutami.

Fakt pozbawienia projektu patronatu Ministerstwa Cyfryzacji szybko skomentowała w mediach społecznościowych była już minister Anna Streżyńska. Wyraziła swoje zaskoczenie, jednocześnie podkreślając, że produkty akceleratora to tzw. proof of concept, czyli badanie potwierdzające słuszność danej koncepcji, a nie pełne wdrożenie. Dodała także, że tego typu działania miały zwyczajnie sprawdzić zdolność do wytworzenia przydatnych rozwiązań i ich działanie w poszczególnych dziedzinach.

– Sam dowiedziałem się o utracie patronatu z mediów. Próbuję zrozumieć tę sytuację, niemniej wciąż trudno mi to skomentować, skoro nikt w Ministerstwie Cyfryzacji nie potrafił mi tego wyjaśnić. Zapewne to wzajemne niezrozumienie ma związek ze zmianami, wprowadzanymi w całym resorcie, włącznie ze stanowiskiem rzecznika prasowego. To bardzo przykre zakończenie intensywnej współpracy, która z mojej strony trwała przez półtora roku. Zakładam, że gdyby nie te zawirowania, to dPLN wciąż miałby poparcie – mówi prof. Krzysztof Piech, kierownik Polskiego Akceleratora Technologii Blockchain.

Ekspert zaznacza, że projekt jest w całości finansowany ze środków własnych, nie zaś z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Patronat miał głównie znaczenie wizerunkowe. Bez tego np. trudniej będzie twórcom rozmawiać z sektorem finansowym o wprowadzeniu kryptowaluty opartej na złotym. Za dwa tygodnie jej prototyp ma już wejść w fazę poważnych testów. Jednak zanim Polacy zaczną korzystać z kryptozłotówki, może minąć nawet kilkanaście lat, gdyż tak duży opór ze strony władzy dostrzega branża.

– Samo tworzenie narodowej kryptowaluty jest niezwykle pozytywnie odbierane za granicą, m.in. w Stanach Zjednoczonych czy w Wielkiej Brytanii. To jest pionierski projekt na skalę światową. Jesteśmy więc postrzegani jako kraj coraz bardziej postępowy, zaawansowany technologicznie i otwarty na innowacje. Dzięki temu np. nasi rodacy mogą zacząć myśleć o powrocie z emigracji. Z ekonomicznego punktu widzenia, na późniejszym wprowadzeniu kryptozłotówki stracą wszyscy Polacy – przewiduje prof. Piech.

Pieniądz elektroniczny jest bardzo drogi w utrzymaniu, bo wymaga olbrzymich nakładów finansowych ze strony banków centralnych i komercyjnych. Chroni go wiele systemów technologicznych i prawnych. Tysiące informatyków pracują nad jego zabezpieczeniem. Jednak zwolennicy kryptowalut twierdzą, że są one bardziej efektywne, ponieważ samo ich funkcjonowanie nie jest uzależnione od pracy tak wielu osób. A to wynika bezpośrednio z tego, że są lepiej zabezpieczone przed atakami hackerskimi, właśnie dzięki kryptografii. Jak dotąd jeszcze nikt na świecie nie złamał tego typu kodowania, a kradzieże z kont bankowych przecież się zdarzają i to bardzo często w skali całego globu.

– Dla przykładu, nie da się wysłać pieniędzy z Polski do Argentyny w nocy, z soboty na niedzielę, za 1 grosz. Takiej możliwości nie da nam żaden bank na świecie. Natomiast technologia i niski koszt utrzymania kryptowalut pozwala wręcz na ich darmowe przelewy. Oczywiście dla użytkowników oznacza to zarówno wygodę, jak i oszczędność. W szczególności mogłyby na tym zyskać firmy, które miesięcznie dokonują licznych międzynarodowych transakcji. I tak np. wysłanie 10 zł do Chin nie będzie już kosztowało 50 zł – wyjaśnia prof. Krzysztof Piech.

Tańszy pieniądz obniżyłby również koszty transakcji w skali całej gospodarki. W ocenie eksperta, kryptozłotówka, oprócz zysku dla firm wygenerowałby widoczne oszczędności także dla naszych domowych budżetów. Polacy mogliby zyskać wyższe oprocentowanie swoich lokat i wkładów w bankach, ponieważ obniżyłby się koszty funkcjonowania instytucji finansowych. Nie musiałyby one wydawać części swoich środków na prowizje, płacone zagranicznym systemom płatniczym. Można byłoby wprowadzić darmowe rozliczanie się banków między sobą. Tego typu rozwiązania są już testowane pomiędzy bankami w USA i w Azji, głównie w Japonii.

– Wiele razy zdarza się, że ktoś chce szybko przelać pieniądze na terenie samej Polski i musi sprawdzać, jaką sesją elixiru bank do banku wysłał pieniądze. To zwykle dość długo trwa. Dzięki kryptozłotówce można byłoby wprowadzić szybkie i tanie przelewy, dokonywane za pomocą aplikacji mobilnej. Wówczas użytkownicy oszczędzaliby nie tylko pieniądze, ale również czas – podkreśla ekspert z Polskiego Akceleratora Technologii Blockchain.

Z kolei, mając pieniądz programowalny, czyli bardziej zaawansowaną wersję kryptowaluty, już można zaprogramować w transakcji datę zwrotu pożyczki bądź opłaty za usługę. To szybko rozwiązałoby problemy wielu polskich firm z nieuczciwymi kontrahentami, ponieważ zapisane w kontrakcie środki automatycznie i punktualnie, co do sekundy trafiałyby do pożyczkodawcy czy usługodawcy. Jedyną przeszkodą mogłoby być wyzerowane konto partnera biznesowego, co faktycznie oznaczałoby jego niewypłacalność.

– W Polsce były już co najmniej 3 próby wprowadzenia kryptozłotówki. Natomiast żaden z pomysłów nie przyjął się i nie był na sztywno związany z polskim złotym. Obecnie polskie startupy muszą jeszcze pokonać pewne ograniczenia techniczne, związane z zagwarantowaniem stabilności kursu walutowego. Ale już pod koniec stycznia, kolejny eksperyment, prowadzony pod moim kierunkiem, powinien zakończyć się sukcesem. Wówczas pierwsze rozwiązanie będzie gotowe do testowania przez polskie banki. Obawiam się jednak, że w obecnej sytuacji nasze rozmowy mogą być dość trudne – informuje prof. Piech.

Utworzona wkrótce kryptozłotówka miałaby szansę na dość szybkie upowszechnienie, gdyby inicjatywę poparł np. Narodowy Bank Polski, odpowiedzialny za funkcjonowanie systemu bakowego w Polsce. Ale, jak zaznacza ekspert, ta instytucja wspiera gotówkę, a nie pieniądz elektroniczny, nie mówiąc już o kryptograficznym. Według prof. Piecha, w szeregach NBP brakuje zrozumienia dla skali korzyści, jakie wiążą się z zastosowaniem tego typu rozwiązań.

– Z moich obserwacji wynika, że wiele instytucji obawia się zbytniej niezależności nowego sektora. Podobnie jest w przypadku bardzo silnego lobby finansowego, choć ten sektor powoli zaczyna rozumieć, że proponowane rozwiązania przyniosą mu wiele korzyści oraz zwiększą bezpieczeństwo. Banki zrozumiały, że jeśli same się nie unowocześnią, to prędzej czy później odejdą do lamusa. Ze względu na przestarzałość ograniczą swoje znaczenie tak, jak np. papierowe gazety bez wydań internetowych. Poza tym, polski system bankowy jest coraz droższy, m.in. z uwagi na rosnące opodatkowanie. A dzięki kryptowalucie, instytucje finansowe odnotowałyby oszczędności, które pozwoliłyby im na zwiększenie skali działalności – przewiduje ekspert.

Poważnym hamulcem do upowszechniania się kryptozłotówki może być brak zaufania i wiedzy na temat nowego rozwiązania wśród samych obywateli. Strach spotęgują np. „ostrzegające” przed kryptowalutami kampanie informacyjne, prężnie prowadzone przez najważniejsze w państwie instytucje finansowe. Warto przypomnieć, że w lipcu ub. roku KNF i NBP wydały już wspólne oświadczenie na wskazany temat. Brzmiało ono zniechęcająco wobec nowego sektora, żeby nie powiedzieć odstraszająco. Wskazane instytucje z pewnością miały sporo racji, ostrzegając przed niepewnością w kwestiach inwestycyjnych. Ale kilku rzeczy nie wzięły pod uwagę, a te z kolei mogłyby nieco zmienić całą otoczkę wokół kryptowalut.

– Brak licznych zabezpieczeń bankowych i instytucji gwarantującej bezpieczeństwo transakcji opartych na kryptowalutach oczywiście buduje wśród ludzi uzasadniony lęk. Oficjalnie mówi się o wielu zagrożeniach, np. że jest to technologia dobra dla przestępców. Ale prywatnie bankowcy inwestują własne środki np. w Bitcoiny. Szybko i sporo na nich również zyskują. A trzeba zaznaczyć, że dla osób przyzwyczajonych do liczenia pieniędzy istotne są konkretne zyski o względnie niskim ryzyku – stwierdza pracownik jednego z banków, który zastrzega swoją anonimowość.

Zdaniem prof. Piecha, kryptografia sama w sobie jest najlepszym, technicznym zabezpieczeniem pieniądza. Ale potrzebne są jeszcze inne elementy zwiększające zaufanie społeczne. I nad tym pracuje się już na świecie. Stąd niedawno pojawił się pomysł Wenezueli, żeby stworzyć narodową kryptowalutę, która byłaby zabezpieczona ropą naftową i innymi surowcami naturalnymi. Jeszcze nie są znane szczegóły techniczne dotyczące tego projektu, które miały być ujawnione na początku roku. Nad podobnymi koncepcjami pracuje też kilka rządów na świecie.

– W tym roku należy się spodziewać wielu projektów z tej dziedziny w różnych krajach. Dla przykładu, Rosja próbuje wprowadzić kryptorubla w celu poprawy wyników gospodarczych i usprawnienia działania sektora finansowego. Warto to obserwować i wyciągać wnioski. Obecnie najbliżej wprowadzenia narodowej kryptowaluty jest Dubaj, ponieważ tamtejsza władza bardzo szybko podejmuje decyzje, sprawniej niż rosyjska. W krajach UE ten proces jest zdecydowanie dłuższy, szczególnie w Polsce – podsumowuje prof. Krzysztof Piech.

Kobiety zarabiają zbyt mało, by samodzielnie utrzymać rodzinę. Ich pensja jest o prawie 2 tys. zł za niska

Kobiety zarabiają zbyt mało, by samodzielnie utrzymać rodzinę. Ich pensja jest o prawie 2 tys. zł za niska 3

Prawie 60 proc. Polek nie poradziłoby sobie z utrzymaniem rodziny w razie utraty pensji partnera. Zdecydowana większość ankietowanych przez organizację „Kobieta i pieniądze” pań stwierdziła, że do sprostania kosztom utrzymania potrzebuje zarobków wyższych o 1–2 tys. zł. Dla co czwartej Polki gwarancję samodzielnego utrzymania bliskich stanowi pensja w wysokości 4–5 tys. zł.

W Polsce stale rośnie liczba rozwodów. Według danych demograficznych rocznie rozpada się 60–70 tys. małżeństw. Dotyczy to zwłaszcza dużych miast, gdzie rozwodzi się ok. 40 proc. par. Z obowiązku alimentacyjnego wywiązuje się wprawdzie coraz większa liczba ojców, liczba niepłaconych świadczeń na dzieci wciąż jednak utrzymuje się na wysokim poziomie. Oznacza to, że dla coraz większej liczby rodzin jedynym źródłem dochodu pozostaje pensja kobiety. Tymczasem jak wynika z badań organizacji „Kobieta i pieniądze”, Polki zarabiają zbyt mało, aby samodzielnie utrzymać rodzinę w przypadku nagłej utraty drugiego źródła dochodów.

– Pracujemy, zarabiamy, a okazuje się, że gdyby nie było tej drugiej pensji albo innych źródeł przychodów, to nie byłybyśmy w stanie samodzielnie utrzymać rodzin na tym samym poziomie, co dzieje się, jeżeli są np. dwie pensje lub różne źródła przychodu w domu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dominika Nawrocka, założycielka organizacji „Kobieta i pieniądze”.

Raport „Czy Polki zarabiają wystarczająco dużo, by samodzielnie utrzymać rodzinę?” pokazuje, że 58 proc. kobiet nie poradziłoby sobie finansowo z samodzielnym utrzymaniem rodziny w razie nagłej utraty dochodu przez męża lub partnera, jego odejścia lub śmierci. 20 proc. ankietowanych pań zadeklarowała, że gwarancję utrzymania bliskich zapewniłaby im pensja wyższa o 1–2 tys. zł. Taka kwota niezbędna jest 30 proc. kobiet zarabiających poniżej 2 tys. zł, 31 proc. pań o pensji w przedziale 2–3 tys. zł, ale także 27 proc. kobiet zarabiającym 5–6 tys. miesięcznie.

– Większość z pań wskazała dodatkowe 1–2 tys. zł, a bardzo dobrze czułyby się, gdyby te przychody były na poziomie 6 tys. miesięcznie, wtedy one utrzymałyby komfort życia na poziomie, który je satysfakcjonuje, i nie martwiłyby się o byt dnia codziennego – mówi Dominika Nawrocka.

Zdolność sprostania miesięcznym kosztom utrzymania rodziny przy zarobkach 4–5 tys. zł zadeklarowała co czwarta respondentka. Jednocześnie 18 proc. pań przyznało, że poczucie całkowitego bezpieczeństwa finansowego daje im dopiero dochód w kwocie 6 tys. zł.

– To, co nam przyświecało w tym badaniu, to żeby zbadać sytuację, po drugie zwrócić uwagę samych kobiet na to, żebyśmy jednak trochę przewidywały, żebyśmy patrzyły w przyszłość, nie myślały tylko o emeryturze, która jest oczywiście bardzo ważna, ale popatrzmy, sytuacja może się zmienić z dnia na dzień i co wtedy? – mówi Dominika Nawrocka.

Ponad 80 proc. ankietowanych pań chce zwiększyć swoje miesięczne dochody. 44 proc. z nich chce w tym celu podjąć naukę na kursach językowych lub szkoleniach podnoszących kwalifikacje zawodowe, 36 proc. szuka nowej pracy, 25 proc. jest gotowych na zmianę miejsca zatrudnienia, a 29 proc. stawia na własną działalność. Zdaniem Dominiki Nawrockiej deklaracje te nie zawsze pokrywają się jednak z rzeczywistością, dla wielu Polek charakterystyczna jest bowiem koncentracja na obecnej sytuacji, a nie ewentualnej przyszłości.

– Deklaracja jest, na pewno dzieje się trochę w tym zakresie, aczkolwiek powiedziałabym, że dużo jest w teorii, mało w czynach i praktyce, niestety jesteśmy trochę leniwe i liczymy na to, że zawsze będzie dobrze, takie hasło: „jakoś to będzie” jest nam kobietom bardzo bliskie – mówi ekspertka.

Raport jest częścią kampanii „Pieniądze się mnie trzymają!”, a jego celem jest wywołanie dyskusji nad świadomością finansową kobiet, kondycją ich zarobków oraz perspektyw finansowych. Odpowiedzialna za jego powstanie organizacja „Kobieta i pieniądze”, która od kilku lat prowadzi działania edukacyjne rozwijające kompetencje finansowe, biznesowe i marketingowe kobiet w Polsce.

Wyzwania dla rządu Morawieckiego

Wyzwania, jakie stoją przed nowym rządem premiera Mateusza Morawieckiego, są ogromne. Należy do nich zmiana akcentu i podejścia oraz intensyfikacja w zakresie przedsiębiorczości, inwestycji i mieszkalnictwa – w tym także rządowy program Mieszkanie Plus. To również zapewnienie Polakom bezpieczeństwa finansowego i ekonomicznego. W expose premiera padały też kwestie dotyczące służby zdrowia i narodowych programów zdrowotnych. Bardzo ważne są nowe regulacje w zakresie podatkowym. Prawdopodobnie zmienione zostaną pewne zapisy dotyczące podatku PiT i CiT. Nowa wizja rozwoju gospodarczego ma polegać na zwiększeniu nakładów na inwestycje, nie tylko państwowe, ale także prywatne i samorządowe.

 Jest cały szereg ważnych kwestii do rozwiązania. Ważne jest także dalsze uszczelnianie systemu podatkowego. Bez tego nie mogą być realizowane programy socjalne – powiedział serwisowi eNewsroom Janusz Szewczak, poseł na sejm RP  W tym roku zapowiadane są rekordowe dochody podatkowe – ponad 166 mld złotych z VAT-u. Przesuwamy nieco uwagę na sprawy związane z gospodarką, finansami, budżetem i inwestycjami. Kładziemy też nacisk na mieszkania i budownictwo. Rządowy program mieszkaniowy przechodzi pod bezpośrednie zwierzchnictwo premiera. To pokazuje jak wysoką rangę rząd przypisuje kwestiom społecznym. Wyzwań nie brakuje także w polityce zagranicznej. Chodzi przede wszystkim o relacje z Unią Europejską, niesprawiedliwe oskarżenia ze strony urzędników Komisji Europejskiej. To także sprawa reparacji będących istotnym problemem podnoszonym już w ubiegłym roku. Kolejną kwestią jest szansa na wprowadzenie w życie zmian w ramach Konstytucji BiznesuW 2018 roku budżet będzie stabilny i bezpieczny, tak jak dotychczas. Wskaźniki makroekonomiczne zapowiadają się bardzo dobrze. To, na czym skupi się rząd, to kwestie gospodarcze, inwestycyjne, sprawy przedsiębiorców oraz budownictwo i mieszkalnictwo – podsumował Szewczak.

Polacy coraz chętniej lokują oszczędności w nieruchomości. Częściej niż na Zachodzie inwestują w produkty ryzykowne

Polacy coraz chętniej lokują oszczędności w nieruchomości. Częściej niż na Zachodzie inwestują w produkty ryzykowne 4

Nieco połowa Polaków oszczędza, a 16 proc. robi to regularnie co miesiąc. Na tle innych krajów to niewiele. Jak wynika z danych Analiz Online, na koniec III kwartału 2017 roku łączna wartość oszczędności Polaków przekroczyła 1,35 bln zł. Najczęściej odkładamy pieniądze na depozytach w bankach i SKOK-ach, ale – co ciekawe – częściej niż inni Europejczycy inwestujemy je w produkty ryzykowne. Bardzo często lokujemy też oszczędności w nieruchomościach.

– Polacy przeznaczają zbyt mało pieniędzy na zabezpieczenie swojej przyszłości finansowej, ufamy bowiem, że państwo zrobi to za nas. Każdy powinien jednak samodzielnie pracować na to, żeby kolejne lata życia były spokojne i przebiegły w dostatku. Należy więc budować odpowiedzialną świadomość, że to w dużej mierze zależy od nas samych – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paweł Ziemba, prezes zarządu Vienna Life TU na Życie SA Vienna Insurance Group.

Badanie Fundacji Kronenberga „Postawy Polaków wobec finansów” wskazuje, że 47 proc. Polaków sporadycznie odkłada pieniądze, a tylko 16 proc. oszczędza co miesiąc. Raport BGŻ Optima („Polak oszczędny 2017”) wskazuje z kolei, że co piąta osoba oszczędzająca myśli o tym w horyzoncie długoterminowym (dłuższym niż 3 lata). 40 proc. respondentów w ogóle nie odkłada środków na emeryturę. Bierne podejście do tego tematu charakteryzuje każdą z badanych grup wiekowych.

Namawiam wszystkich do oszczędzania, do szukania metod, które pozwalają w sposób świadomy i dopasowany do własnych potrzeb zadbać o przyszłość. Musimy coraz więcej odkładać, bo pod względem zabezpieczenia naszego bytu przez państwo rysuje się ona szaro – ocenia Paweł Ziemba.

Obecnie relacja wysokości ostatniej wypłaty do wysokości emerytury wynosi niecałe 50 proc. W 2050 będzie to już 20–30 proc.

Choć regularnie odkłada pieniądze tylko połowa Polaków, to łącznie nasze oszczędności rosną. Raport Analiz Online „Struktura oszczędności Polaków” wskazuje, że na koniec III kwartału 2017 roku wartość oszczędności przekroczyła 1,3 bln zł. Jak wynika z sondażu Deutsche Banku, w tym roku 18 proc. Polaków zamierza samodzielnie oszczędzać na emeryturę np. w ramach planów regularnego oszczędzania. 16,2 proc. ankietowanych ulokuje odkładane pieniądze na lokatach terminowych. Połowa mniej wybierze inwestycje alternatywne. Jednostki funduszy inwestycyjnych chce w tym roku zakupić 7,1 proc. badanych, a akcje – 4,1 proc.

W 2017 roku sprzedało się bardzo dużo mieszkań, najwięcej za gotówkę, co pokazuje, że Polacy traktują rynek mieszkaniowy jako pewny i gwarantowany. Z drugiej strony nadal trzymamy bardzo dużo pieniędzy na depozytach w bankach. Wolimy coś mieć fizycznie niż lokować środki finansowe w produktach o dłuższym horyzoncie inwestycyjnym i wyczekiwać na hossę – mówi prezes Vienna Life TU na Życie SA Vienna Insurance Group.

Z szacunków Open Finance opartych o dane NBP wynika, że w 2017 roku w siedmiu największych miastach w Polsce za gotówkę kupiono 50 tys. mieszkań. Zakupy gotówkowe stanowiły dwie trzecie zawartych transakcji, pozostała to te zawarte z udziałem finansowania kredytowego. Podobnie było w 2016 roku, kiedy udział gotówki w wartości transakcji w największych miastach sięgnął 70 proc.

Największy udział w oszczędnościach mają depozyty. Według Analiz Online Polacy zgromadzili na nich 735 mld zł, mimo że nie mogą liczyć na żadne zyski z tego tytułu. Raport Fundacji Kronenberga wskazuje, że 8 proc. Polaków lokuje pieniądze z myślą o zysku w przyszłości. Takie statystyki znajdują odzwierciedlenie także w danych pokazujących naszą wiedzę o inwestowaniu. Blisko połowa respondentów w 2017 roku stwierdziła, że sukces w inwestowaniu to głównie kwestia przypadku lub szczęścia.

– Polacy, o dziwo, kupują też bardzo dużo produktów ryzykownych. Patrząc na naszą spółkę, 50 proc. aktywów jest zgromadzonych w produktach opartych o inwestycje na rynku akcji, co dziwi, bo rynek zachodni znacznie bezpieczniej podchodzi do tego obszaru. Polacy oczekują produktów pewnych, gwarantowanych, natomiast oferują one znacznie niższe stopy zwrotu. Chcąc osiągnąć wyższe zyski, częściej podejmujemy więc ryzyko, nawet przy braku świadomości – analizuje Paweł Ziemba.

Coraz częściej produkty inwestycyjne kupujemy przez internet. Dotyczy to jednak głównie tych prostszych produktów. Zdaniem prezesa Vienna Life w tym obszarze trudno oczekiwać, aby kanał internetowy całkowicie wyparł tradycyjne spotkanie z doradcą.

– Nowe technologie są potrzebne, ale byłbym zbytnim optymistą, gdybym powiedział, że wyeliminują zupełnie funkcjonowanie doradcy na rynku finansowym. Obserwujemy, że polski klient trochę odbiega od klienta zachodniego ze swoimi przyzwyczajeniami i nawykami. Ma potrzebę spotkania się i porozmawiania z doradcą. Potrzebujemy jeszcze wielu lat, żeby można było powiedzieć, że internet zastąpi doradcę i będziemy nabywali wszystkie produkty inwestycyjne tylko w sieci – przekonuje Paweł Ziemba.

W czasie ferii zimowych rośnie zainteresowanie polisami turystycznymi. Polacy wciąż jednak nie wiedzą, co robić w razie wypadku

W czasie ferii zimowych rośnie zainteresowanie polisami turystycznymi. Polacy wciąż jednak nie wiedzą, co robić w razie wypadku 5

Podczas ferii zimowych wzrasta zainteresowanie ubezpieczeniami. W tym czasie sprzedaje się nawet 2,5-krotnie więcej ubezpieczeń turystycznych niż latem – wynika z danych AXA Ubezpieczenia. Średnio suma ubezpieczenia wynosi 30–60 tys. euro, ale częściej decydujemy się na polisy z wyższymi kwotami, po 100–200 tys. euro, lub nawet na te bez limitu.

– W naszym towarzystwie obserwujemy teraz ponad 2,5-krotny wzrost sprzedaży polis. W okresie ferii popyt na ubezpieczenia turystyczne bardzo wzrasta, również w stosunku do polis letnich. Polacy kupują ubezpieczenia na zimę, ponieważ wypadków narciarskich jest dużo i każdy już zazwyczaj pamięta o ubezpieczeniu – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Magdalena Oszczak, menadżer ds. produktów i oceny ryzyka w  AXA Ubezpieczenia.

Polska Izba Ubezpieczeń podaje w raporcie „Jak ubezpieczenia zmieniają Polskę i Polaków” przygotowanym przez Deloitte, że w 2017 roku około 4,2 mln Polaków wyjechało na urlop za granicę. Mimo że większość wybrała kraje Unii Europejskiej, to na ich terenie nie wszystkie usługi zapewni publiczne ubezpieczenie zdrowotne. Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKZU) upoważnia do opieki wyłącznie w placówkach publicznych. Nie pokrywa też kosztów ewentualnego transportu do Polski. W niemal wszystkich krajach Europy trzeba samemu zapłacić za koszty ratownictwa górskiego. We Francji, jednym z najbardziej popularnych kierunków podróży narciarzy, występuje z kolei współudział w płatności za usługi medyczne.

– Ubezpieczenia podróżne są spakietowane i obejmują ubezpieczenie kosztów leczenia z assistance, NNW, ubezpieczenie bagażu podróżnego, odpowiedzialności cywilnej, kosztów ratownictwa na stoku w przypadku polis narciarskich, ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej, ubezpieczenie sprzętu sportowego, zwrot za niewykorzystany karnet, wynajęty sprzęt sportowy – mówi ekspertka AXA.

Przy wyborze polisy turystycznej trzeba jednak rozważyć różne ryzyka, na jakie będziemy narażeni podczas wyjazdu. Nie wszystkie ubezpieczenia obejmują sporty amatorskie, a najtańsza polisa może nie wystarczyć na pokrycie w całości leczenia ambulatoryjnego.

AXA policzyła koszty, z jakimi trzeba się liczyć, gdy ulegniemy lub spowodujemy wypadek na stoku narciarskim za granicą: koszty ratownictwa, ambulatorium, np. diagnostyka, RTG , rezonans, usztywnienie nogi kosztuje nawet do 2 tys. euro. Jeśli jest poważny uraz ortopedyczny, konieczny jest transport karetką do Polski (często osoby z usztywnionymi nogami nie są wpuszczane do samolotu) to kolejne 1 tys. euro. Ratownictwo ze stoku i przelot do szpitala helikopterem to koszt do 5 tys. euro. W przypadku poważnych urazów, kiedy lekarz zdecyduje, że niezbędna jest natychmiastowa operacja na miejscu, trzeba się liczyć z dodatkowymi kosztami rzędu nawet do 1 tys. euro za dzień pobytu w szpitalu.

Aby pokryć tego rodzaju koszty, według szacunków Polskiej Izby Ubezpieczeń i Deloitte, ubezpieczyciele wypłacili w 2016 roku świadczenia o wartości 170 mln zł.

– Obserwujemy zdecydowanie trend związany ze zwiększeniem sumy ubezpieczenia na koszty leczenia, Polacy są zainteresowani wyższą ochroną. Sumy ubezpieczenia w tej chwili wahają się między 50–60 a 100 tys. euro, są nawet polisy bezlimitowe. Jeszcze niedawno te kwoty były zdecydowanie niższe. Ubezpieczaliśmy Polaków na 10–20 tys. euro, w tej chwili te polisy są już w mniejszości – przekonuje Oszczak.

Choć rośnie świadomość Polaków, że trzeba mieć polisę na wyjazd zagraniczny, to wciąż nie wiedzą, co robić po wypadku. Jak przypomina ekspertka AXA, podczas wyjazdu należy przede wszystkim mieć przy sobie numer centrali alarmowej, który zapisany jest na polisie i w razie wypadku od razu skontaktować się z ubezpieczycielem.

– Kiedy zgłosimy szkodę, centrala alarmowa może przejąć koszty pokrycia wizyty lekarskiej, może tę wizytę zorganizować, np. w hotelu, gdzie przebywamy. Przejmuje też koszty leczenia szpitalnego, organizuje transport do placówki, transport powrotny, dolot i pobyt osoby towarzyszącej – wymienia Magdalena Oszczak. – Jest bardzo dużo takich czynności, które ułatwiają życie i funkcjonowanie w momencie, kiedy mamy nieprzyjemne zdarzenie w postaci nagłego zachorowania bądź nieszczęśliwego wypadku.

Ekspertka AXA radzi też, żeby w razie spowodowania wypadku na stoku podać poszkodowanemu numer swojej polisy, a jeśli samemu jest się poszkodowanym, należy spisać numer polisy oraz dane sprawcy, a następnie niezwłocznie powiadomić centralę alarmową (nie później niż w ciągu siedmiu dni od dnia zdarzenia). Gdy podróżujący sam pokryje koszty leczenia za granicą, musi uzyskać dokumentację medyczną i zachować faktury oraz rachunki za udzieloną pomoc czy zakup lekarstw, a następnie przesłać do ubezpieczyciela w ciągu siedmiu dni od powrotu do Polski wraz z wypełnionym formularzem zgłoszenia szkody.

Magdalena Oszczak sugeruje, aby pokrywać samodzielnie tylko drobne wydatki, aby nie narażać się na ryzyko, że koszt skomplikowanych usług medycznych przekroczy zakres ubezpieczenia. Wtedy rachunki za lekarstwa, wizytę u internisty i zalecenia lekarza należy po powrocie do Polski przesłać ubezpieczycielowi do refundacji. Niezwłocznie z kolei trzeba zgłosić zaginięcie lub zniszczenie bagażu, opóźnienie lotu albo rezygnację z podróży. W przypadku opóźnienia bagażu podróżnego lub opóźnienia lotu potrzebne będzie zaświadczenie z linii lotniczych o niedostarczeniu bagażu lub opóźnieniu lotu.

Javier Bardem: Młode innowacyjne firmy zmieniają świat na lepsze. Podziwiam to, że przekuwają marzenia w rzeczywistość

Javier Bardem: Młode innowacyjne firmy zmieniają świat na lepsze. Podziwiam to, że przekuwają marzenia w rzeczywistość 6

Dzięki start-upom świat staje się lepszy: jesteśmy zdrowsi i oddychamy czystszym powietrzem – ocenia Javier Bardem, aktor i globalny ambasador konkursu dla start-upów Chivas Venture, który wspiera młode innowacyjne firmy. Zdobywca Oscara podkreśla, że sam nie ma talentu do biznesu. Start-upowcy mają coś, czego ja nie mam – umiejętność przekuwania marzeń w rzeczywistość – podkreśla Bardem.

Jestem kiepski w biznesie. Jestem aktorem, a aktorzy zazwyczaj nie są dobrymi biznesmenami, ale za to jestem człowiekiem, który potrafi współodczuwać. Podziwiam to, co inni dla nas robią – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Javier Bardem, aktor i globalny ambasador Chivas Regal, marki whisky.

Aktor gościł w Polsce z okazji krajowego finału konkursu Chivas Venture dla start-upów. To już trzecia edycja programu, którego celem jest wspieranie i promowanie innowacyjnych start-upów proponujących rozwiązania istotnych problemów społecznych. Tym razem zwyciężyła firma Neuro Device, która pracuje nad pierwszym na świecie systemem do efektywnej rehabilitacji zaburzeń mowy (afazji).

– Start-upy sprawiają, że nasze życie staje się lepsze, jesteśmy zdrowsi, marnujemy mniej żywności, oddychamy czystszym powietrzem. Pomagają one normalnie funkcjonować ludziom z uszkodzeniami mózgu, dysleksją i zaburzeniami mowy. To naprawdę ważne kwestie. Fakt, że takie firmy dostają wsparcie finansowej i szansę rozwoju swoich projektów, jest bardzo pozytywny – mówi Javier Bardem.

W Polsce działa ponad 2,7 tys. start-upów. Większość finansuje swoje biznesy z własnych oszczędności. Problemem jest pozyskanie środków na dalszy rozwój i brak kontaktów, które mogą umożliwić międzynarodowy rozwój.

Taką możliwość daje konkurs Chivas Venture, globalna inicjatywa marki Chivas Regal, skierowana do przedsiębiorców, którzy stawiają dopiero pierwsze kroki w biznesie, oraz tych, którzy już działają na rynku, ale nie więcej niż trzy lata. Zwycięzca będzie rywalizował w globalnym finale wiosną 2018 roku o dofinansowanie z puli nagród, która wynosi milion dolarów.

W krajowym finale, oprócz Neuro Device, znaleźli się także Outlet spożywczy, czyli platforma internetowa, która automatyzuje dystrybucję produktów spożywczych, Andervision – firma opracowująca proekologiczne rozwiązania, Biolumo – zajmujący się precyzyjnym dopasowaniem antybiotyku, oraz AppiCare, który opracowuje dziennik choroby online dla pacjentów onkologicznych. Jak zapewniają przedstawiciele Chivas Regal, wszystkie start-upy mogą liczyć na dalsze wsparcie mentorskie.

W poprzednich dwóch edycjach laureatami zostały firma Migam (I edycja) z innowacyjnym systemem tłumaczącym dla osób głuchych oraz Nexbio, który zajmuje się tworzeniem przenośnego modułu analiz DNA roślin.

– W start-upach istotne jest przekuwanie marzeń w rzeczywistość i wiedza, jak to zrobić. Poruszanie się w świecie marzeń to mój zawód. Ale oni przekuwają marzenia w rzeczywistość, czego nie potrafię. Podziwiam ludzi, którzy mają takie zdolności – przyznaje Javier Bardem. – Nie sądzę, żebym sam inwestował w start-upy. Znam się tylko na robieniu filmów.

Resort edukacji wprowadza systemowe zmiany w szkołach przygotowujących do zawodu. Szkoły branżowe mają lepiej odpowiadać na potrzeby pracodawców

Resort edukacji wprowadza systemowe zmiany w szkołach przygotowujących do zawodu. Szkoły branżowe mają lepiej odpowiadać na potrzeby pracodawców 7

W edukację zawodową i branżową mają się w większym stopniu angażować przedsiębiorcy, którzy będą sami układać program i przygotowywać egzaminy. Większy nacisk ma być położony na zajęcia praktyczne, a młodzi pracownicy będą zarabiać znacznie więcej niż obecnie – to najważniejsze założenia reformy szkół zawodowych resortu edukacji narodowej. Zmiany mają zachęcić do uczniów do wybierania szkół zawodowych i techników. Dziś na ten rodzaj nauki decyduje się co drugi uczeń.

Szkoła musi być elastyczna i związana z pracodawcą. Jednocześnie uczniowie, którzy do niej uczęszczają i stają się młodocianymi pracownikami, muszą więcej zarabiać – obecnie jest to na poziomie 200 zł, w Niemczech – 840 euro. To jest zadanie moje i premiera Morawieckiego – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anna Zalewska, minister edukacji narodowej.

Młodociani pracownicy podczas nauki otrzymują wynagrodzenie wynoszące 4–6 proc. średniego wynagrodzenia w Polsce w kolejnych latach nauki. To oznacza, że średnio otrzymują ok. 200 zł. Słabe zarobki zniechęcają do podjęcia nauki w szkołach zawodowych, zwłaszcza że nawet po jej ukończeniu nie ma gwarancji dobrze płatnej pracy. Wypowiedzi minister edukacji wskazują, że nawet 40 proc. absolwentów dotychczasowych szkół zawodowych rejestrowało się jako bezrobotni. Dlatego resort edukacji pracuje nad zmianą w systemie edukacji branżowej, tak by szkoły rzeczywiście kształciły do zawodu w sposób, który będzie odpowiadał potrzebom pracodawców.

– Musimy być wiarygodni, a młody człowiek musi wiedzieć, że uzyska zawód, z którego będzie miał satysfakcję i pieniądze, ale oprócz tego będzie mieć do dyspozycji system, w którym będzie mógł się realizować i kontynuować naukę. Nowy system jest tak przygotowany. Mamy już gotowość pracodawców, by dołożyli się do tego systemu. Zdali sobie sprawę z tego, że tak to wygląda na całym świecie. Do tego dochodzi promocja – pokazywanie w pozytywnym świetle szkoły branżowej i technikum – wymienia Zalewska.

Przedstawiciele resortu edukacji spotykają się z przedsiębiorcami, którzy pomagają w pisaniu podstawy programowej tak, by odpowiadała ona potrzebom rynku pracy. Zmianie mają ulec egzaminy – w poszczególnych branżach będą miały w 90 proc. charakter praktyczny, a nie teoretyczny, jak dotychczas. Nowy system edukacji ma też kłaść większy nacisk na zdobywanie umiejętności praktycznych, m.in. poprzez staże czy zagraniczne wyjazdy, np. w programie Erasmus+. Już teraz w zakresie edukacji zawodowej w ramach programu wyjeżdża ponad 15 proc. młodych Polaków. Ministerstwo, przygotowując reformę, w dużej mierze czerpie z modelowych rozwiązań z innych krajów, m.in. Niemiec, Szwajcarii i Austrii, gdzie szkolnictwo zawodowe jest na wysokim poziomie.

Została stworzona już Rada Dyrektorów, która będzie kończyć zmiany przepisów. W marcu chcemy pokazać to na kongresie „Dobry zawód”, w którym spotkamy się z powiatami i pracodawcami. Niebawem także spotkanie ze spółkami i korporacjami, by zaangażowały się w promocję edukacji zawodowej i branżowej, by przypominały rodzicom – bo aż 80 proc. rodziców podejmuje za swoje dzieci decyzje, gdzie mają pójść do szkoły – że mamy rewolucję 4.0 i zakład przemysłowy czy miejsce pracy jest już zupełnie inne niż to sprzed 20 lat – przekonuje minister edukacji.

Zmiany mają przywrócić boom na szkoły zawodowe. W latach 70. ubiegłego wieku dwie trzecie uczniów szkół podstawowych decydowało się na tego rodzaju naukę. Odwrót nastąpił w latach 90., kiedy do szkół bezpośrednio przygotowujących do zawodu trafiało tylko czterech na dziesięciu uczniów. Trend powoli się odwraca, obecnie blisko połowa młodych ludzi decyduje się na szkoły zawodowe i technika. Do wzrostu zainteresowania kształceniem zawodowym przyczynił się program Erasmus+. Możliwość wyjazdu na zagraniczny staż często jest czynnikiem decydującym o wyborze szkoły.

Większość zmian została już dokonana. Obecnie najważniejsze jest przekonywanie rodziców – poprzez promocję i różne działania, jak te inicjowane przez Fundację Rozwoju Systemu Edukacji, że to dobra decyzja, by dziecko uczyło się w technikum – podkreśla Anna Zalewska.

Sprawdź pozycję funduszy lewarowanych na GOLD I AUDUSD

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

abela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Sprawdź pozycję funduszy lewarowanych na GOLD I AUDUSD 8– na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Sprawdź pozycję funduszy lewarowanych na GOLD I AUDUSD 9-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

Gold

Przez ostatnie pięć tygodni zarządzający powiększają pozycje długą na rynku złota, co jest zgodne z e zjawiskiem sezonowości. Przez ostatnie dziesięć lat notowania złota w styczniu oraz lutym charakteryzowały się mocnymi wzrostami, co przedstawia poniższa grafika.

sezonowosc na zlocie

Źródło: Bloomberg

Przerywana linia przedstawia 10 letnią średnią na rynku złota. Z kolei linia zielona odpowiada za obecny rok kalendarzowy. Jeżeli sezonowość się sprawdzi, to możemy liczyć na jeszcze kilkuprocentową aprecjację złota.

Pozycje zarządzających bar niebieski- pozycje długie, czerwony – pozycje krótkie , linia żółta – pozycje netto

Pozycje zarządzających bar niebieski- pozycje długie, czerwony - pozycje krótkie , linia żółta – pozycje netto

Źródło: Cmegroup

W poprzednim tygodniu zarządzający dodali do swojego portfela 11 tysięcy długich oraz 5 tysięcy krótkich pozycji. Ostatni wzrost długich pozycji potwierdza zjawisko sezonowości oraz daje większe prawdopodobieństwo kontynuacji obecnego trendu wzrostowego.

Notowania złota, interwał tygodniowy

Notowania złota, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Na interwale tygodniowy notowania złota znajdują się nad linią trendu wzrostowego. Zagrożeniem dla dalszych wzrostów może być strefa podaży 1355-1375. Jest to także szczyt z 2016 roku, zatem korekta w tym miejscu jest jak najbardziej możliwa.

AUDUSD

Przez ostatnie kilka tygodni dolar australijski znalazł się w bardzo silnym impulsie wzrostowym. Głównym czynnikiem odpowiedzialnym za rajd był napływ dużego kapitału na rynek metali przemysłowych.

AUDUSD i korelacje

Źródło: Bloomberg

Powyższa grafika przedstawia notowania AUDUSD na tle indeksu metali przemysłowych (linia żółta) oraz notowaniach rudy żelaza (linia zielona). Jak widać ruda żelaza nie podążyła za szerokim rynkiem i nie zdołała wybić się ponad swoje maksimum z 2017 roku.

Po tak mocnej aprecjacji AUD względem USD moglibyśmy spodziewać się dużego zaangażowania funduszy lewarowanych po długiej stronie rynku, aczkolwiek tak się nie stało.

Według ostatniego raportu COT w poprzednim tygodniu fundusze lewarowane uszczupliły swoje pozycje długie o 887 kontrakty terminowe, natomiast pozycji długich zostało zamknięte ponad 5 tysięcy.

Pozycje funduszy lewarowanych, linia niebieska- pozycje długie, czerwona – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje funduszy lewarowanych, linia niebieska- pozycje długie, czerwona - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: Cmegroup

Od trzech tygodni fundusze lewarowane zamykają pozycje krótkie, co było też odpowiedzialne za ostatnie wzrosty. Aczkolwiek najbardziej zaskakującym czynnikiem jest mała ilość nowo otwartych długich pozycji, zatem fundusze lewarowane nie zarobiły na ostatni wzroście AUDUSD.

Co dalej? Mała ilość pozycji długich sprzyja długoterminowej aprecjacji dolara australijskiego. Z drugiej strony może to też świadczyć o fałszywym ruchu wzrostowym, który na przestrzeni następnych tygodni zostanie zniwelowany. Niemniej jednak przy drugi scenariuszu fundusze lewarowane musiałyby zacząć powiększać krótką pozycję, będzie to czynnik, który warto obserwować w nadchodzących tygodniach. Oprócz tego warto obserwować notowania metali przemysłowych, w szczególności rudy żelaza.

Notowania AUDUSD, interwał tygodniowy

Notowania AUDUSD, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Po ostatniej aprecjacji dolara australijskiego notowania AUDUSD dotarły w okolicę mocnego oporu. Z jednej strony fundusze lewarowane posiadają w portfelu małą ilość długich pozycji, co zwiększa prawdopodobieństwo pokonania wsparcia. Z drugiej strony korekta na rynku surowców oraz brak chęci powiększenia długiej pozycji na rynku kontraktów terminowych przez fundusze lewarowane może doprowadzić do zniwelowania całych poprzednich wzrostów.

Reasumując, w nadchodzących tygodniach należy obserwować pozycjonowanie się funduszy lewarowanych na AUDUSD. Jeżeli zaczną skupywać AUDUSD, to pokonanie oporu będzie bardzo prawdopodobne.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

Nadchodzący tydzień będzie stopniowo dawkował emocje, które mogą przyczynić się do wyraźnego przetasowania sentymentu na rynku walutowym. Główna uwaga będzie na posiedzeniu EBC, gdzie można oczekiwać prób stonowania jastrzębich oczekiwań rynku. Podobne plany może też mieć Bank Japonii. Wśród danych największe zainteresowanie będzie dotyczyć indeksów PMI z Eurolandu i PKB z Wielkiej Brytanii i USA.

Przyszły tydzień: PKB/zamówienia na dobra trwałe z USA, EBC, PMI/Ifo, rynek pracy/PKB z Wlk. Brytanii, BoJ, CPI z Nowej Zelandii/Kanady

W USA główna uwaga będzie wstępnym szacunku PKB za IV kw. (pt), przy mniejszej uwadze na zamówieniach na dobra trwałe (pt) i danych o sprzedaży domów (śr, czw). Tempo wzrostu gospodarczego ma zwolnić do 2,9 proc. z 3,2 proc. Pomimo solidnych wyników sprzedaży detalicznej i inwestycji, nagromadzone w III kw. zapasy stanowią wysoki punkt odniesienia i źródło negatywnego wkładu do PKB. Dodatkowo w poprzednim kwartale odnotowano silny wzrost importu przewyższający dynamikę eksportu. Ogólnie dane powinny budować obraz kontynuowanego ożywienia. Wcześniej rynek USD będzie się musiał zmierzyć z konsekwencjami batalii w Kongresie USA o uniknięcie government shutdown. Na moment przygotowywania tego raportu nie jest jeszcze wiadomo, czy Senat zdąży przed północą 19 stycznia zatwierdzić dalsze finansowanie. Jeśli do poniedziałku się to nie uda, będzie to dodatkowy ciężar u szyi dolara.

Wydaje się mało prawdopodobne, aby EBC zdecydował się na jastrzębi wydźwięk komunikatu po posiedzeniu Rady Prezesów (czw), gdyż podsycanie aprecjacji EUR to ostatnia rzecz, jakiej bank centralny by sobie życzył. Pytaniem jest, czy prezes Draghi będzie potrafił podkreślić gołębi przekaz, by wystraszyć kupujących euro? Odroczenie zmiany języka odnośnie programu QE (sugestia zakończenia skupu we wrześniu) może się okazać niewystarczające. Mimo to Super Mario znany jest ze swojego talentu wpływania na oczekiwania rynkowe. Na tej podstawie ryzyka dla EUR wokół posiedzenia przeważają po negatywnej stronie. Dla kontraktu indeksy PMI i Ifo powinny potwierdzić solidne tempo ekspansji gospodarczej.

Kalendarz w Wielkiej Brytanii oferuje raport z rynku pracy (śr) i PKB (pt). Trendy na rynku pracy są pozytywne, co pomoże w utrzymaniu najniższej do lat 70. stopy bezrobocia. Efekty bazy w postaci skoku wynagrodzeń w listopadzie 2016 r. mogą zablokować poprawę w rocznej dynamice wynagrodzeń. Pierwszy szacunek dynamiki PKB w IV kw. ma wskazać podrzynanie wzrostu na poziomie 0,4 proc. k/k – dość słabe tempo, by uzasadniać zacieśnianie polityki przez Bank Anglii. Naszym zdaniem dane nie zaoferują impulsów do wzmocnienia GBP, ale waluta wciąż może być głównym beneficjentem przepływów przychodzących z wyprzedaży USD.

W Polsce zapowiada się mało emocjonujący tydzień z podażą pieniądza (wt) i stopą bezrobocia (śr). Sentyment globalny w dalszym ciągu odgrywa główną rolę, choć nie widać zmasowanego skoku popytu, który pozwoliłby na zejście EUR/PLN pod 4,16. W efekcie zapowiada się kontynuacja dryfu 4,16-4,19.

Posiedzenie Banku Japonii zyskało na znaczeniu w związku z narastającymi spekulacjami o możliwym zacieśnianiu polityki pieniężnej po tym, jak bank zmniejszył pulę skupowanych obligacji. Sądzimy jednak, że BoJ pozostanie gołębi, a prezes Kuroda podkreśli, że głównym narzędziem polityki pozostaje kontrola krzywej dochodowości (utrzymywanie rentowności 10-letnich obligacji blisko 0 proc.). Jeśli przekaz zostanie wsparty przez brak podwyższenia prognoz inflacji bazowej (z powodu silnego JPY), może to odwrócić ostatnie spadki USD/JPY.

W Nowej Zelandii mamy odczyt CPI za IV kw. (śr), a dotychczasowe dane z gospodarek rozwiniętych podnoszą prawdopodobieństwo silnego odczytu. Przy względnie łagodnych oczekiwaniach rynku wobec polityki RBNZ (podwyżka dopiero w listopadzie), dobre dane mogą obudzić spekulacje o wcześniejszej reakcji banku centralnego. Z Australii mamy jedynie indeks wskaźników wyprzedzających Westpac (śr), który ma drugorzędne znaczenie. Ogólnie AUD i NZD pozostają pod wpływem zmienności USD i globalnego apetytu na ryzyko, co utrzymuje te waluty wysoko, choć na rynku widać pierwsze oznaki wyczerpania i podstawy do korekty.

W Kanadzie mamy sprzedaż detaliczną (czw) oraz CPI (pt), choć w tygodniu po decyzji Banku Kanady o podwyżce możemy obserwować obniżoną wrażliwość rynku na dane. Jest mało realne, że BoC zdecyduje się kolejną podwyżkę na następnym posiedzeniu w marcu, a kwiecień wyceniony jest już na 81 proc. W efekcie poprzeczka ustawiona jest dość wysoko, aby pozytywne zaskoczenia w danych miały dać impuls do umocnienia CAD. We wtorek startuje szósta runda negocjacji NAFTA i sygnały sugerujące zerwanie porozumienia stanowią największe ryzyko dla CAD w najbliższych dniach.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Poszli Polacy na zakupy – nowe dane o sprzedaży detalicznej

Poprawiającą się kondycja polskiej gospodarki i zwiększające się wynagrodzenia powodują znaczny wzrost sprzedaży detalicznej w ostatnich miesiącach. W grudniu wzrosła ona 13. miesiąc z rzędu o więcej niż 6 proc. Polacy wydają coraz więcej pieniędzy na dobra, które najszybciej tracą na wartości – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

6 proc. – o tyle zwiększyła sprzedaż detaliczna w grudniu w porównaniu z grudniem ub.r., wg najnowszych danych GUS. Ekonomiści oczekiwali, że wzrost wykroczy nawet nieco ponad 8 proc. Do tego nie doszło, jednak trend utrzymuje się jednoznaczny – wzrost (w skali roku) od października 2016 r. nie spadł poniżej 6 proc., co nie dziwi o tyle, że konsumpcja w 2017 r. była głównym motorem napędowym polskiej gospodarki.

Zarabiamy coraz więcej i wydajemy coraz więcej. Przeciętne wynagrodzenie (w sektorze przedsiębiorstw) ostatni raz wzrosło o mniej niż 4 proc. w grudniu 2016 r. Z kolei wzrost sprzedaży detalicznej poniżej 4-procentowego poziomu ostatni raz odnotowaliśmy w październiku 2016 r.

Po raz kolejny silnie wzrosła sprzedaż odzieży i obuwia – o  18,6 proc. w skali roku, a także sprzętu RTV oraz AGD (i mebli) – o 7,6 proc. Wydatki na odzież rosły dwukrotnie szybciej niż te na żywność czy na na książki i prasę.

Wysoka konsumpcja prywatna może cieszyć, gdyż przyczynia się do ogólnej poprawy kondycji gospodarki. Należy jednak zauważyć, że rosną zakupy dóbr szybko tracących na wartości. W efekcie, wyższe dochody, wydawane przede wszystkim na tego typu produkty, przyczyniają się tylko w niewielkim stopniu do wzbogacenia majątku konsumentów.

Raczej nie wpłynie to jednak negatywnie na konsumentów w okresie wysokiego tempa podwyżek płac i rozwoju gospodarczego. Trend ten najprawdopodobniej utrzyma się również przez najbliższy rok – płace w 2018 r. mogą wzrosnąć o ok. 7 proc. W rezultacie, wydatki konsumpcyjne na najmniej trwałe dobra będą dalej notować wysokie tempo wzrostu.

82% firm w Polsce było celem cyberataku w 2017 roku

Cyberataki są zjawiskiem powszechnym wśród firm działających w Polsce. W 2017 roku 82% przedsiębiorstw, które wzięły udział w badaniu KPMG, odnotowało przynajmniej jeden cyberincydent. Firmy zaobserwowały wzrost liczby cyberataków w przeciągu ostatniego roku. Pomimo rosnącej skali cyberzagrożeń zaledwie tylko co 10 firma o rocznych przychodach przekraczających 50 mln zł zatrudnia dedykowanego eksperta ds. bezpieczeństwa informacji. Blisko połowa przedsiębiorstw sygnalizuje, że największym wyzwaniem w zapewnieniu bezpieczeństwa informacji jest zatrudnienie i utrzymanie wykwalifikowanych pracowników.

Firmy obawiają się zorganizowanych grup cyberprzestępczych

Blisko co czwarta firma, która wzięła udział w badaniu KPMG przyznała, że w 2017 roku zarejestrowała 10 lub więcej incydentów bezpieczeństwa. Badane organizacje zauważają rosnącą skalę cyberzagrożeń ¬– ponad 1/3 przedsiębiorstw, które wzięły udział w badaniu, odnotowało w zeszłym roku wzrost liczby cyberataków. Połowa ankietowanych uznała, że liczba cyberzagrożeń pozostała na podobnym poziomie w porównaniu z 2016 rokiem. Spadek cyberincydentów zauważyło zaledwie 5% firm.Firmy obawiają się zorganizowanych grup cyberprzestępczychZ badania, które przeprowadziliśmy wynika, że przedsiębiorstwa działające w Polsce najbardziej obawiają się zorganizowanej cyberprzestępczości. W szczególności trudnych do zidentyfikowania i odparcia ataków ukierunkowanych, cyberprzestępstw realizowanych za pośrednictwem złośliwego oprogramowania oraz wspieranych przez socjotechnikę. Własny pracownik, który historycznie stanowił dla firm najczęstsze źródło naruszeń bezpieczeństwa, zszedł na drugi plan – mówi Michał Kurek, partner w dziale usług doradczych, szef zespołu ds. cyberbezpieczeństwa w KPMG w Polsce.

Malware, czynnik ludzki oraz ataki na aplikacje są największymi cyberzagrożeniami

Osoby odpowiadające za bezpieczeństwo IT w firmach, które wzięły udział w badaniu KPMG najbardziej obawiają się złośliwego oprogramowania (malware), słabości czynnika ludzkiego oraz ataków na aplikacje. Złośliwe oprogramowanie najczęściej jest wykorzystywane przez cyberprzestępców do zaawansowanych ataków ukierunkowanych APT (ang. Advanced Persistent Threat), kradzieży danych lub wymuszenia okupu. Zagrożenia związane z czynnikiem ludzkim mogą doprowadzić do wyłudzenia danych uwierzytelniających (tzw. phishing) lub do kradzieży wrażliwych danych przez pracowników. W opinii respondentów ataki typu odmowa usługi (DoS/DDoS) czy kradzież danych na skutek naruszenia bezpieczeństwa stanowią stosunkowo najmniejsze ryzyko dla organizacji.Malware, czynnik ludzki oraz ataki na aplikacje są największymi cyberzagrożeniami

Firmy planują podnosić świadomość pracowników

Większość firm bardzo optymistycznie oceniło poziom swoich zabezpieczeń. Najbardziej rozwiniętymi obszarami w opinii przedsiębiorców są ochrona przed złośliwym oprogramowaniem (98% wskazań) oraz bezpieczeństwo styku z siecią internetową (95% wskazań). Klasyfikacja i kontrola aktywów, zarządzanie bezpieczeństwem partnerów biznesowych oraz bezpieczeństwo w procesach wytwarzania oprogramowania – to przykłady najmniej dojrzałych obszarów, które dodatkowo są zagrożone ryzykiem braku wymaganych inwestycji przez ankietowane firmy. Optymistycznym trendem, który przejawia się w odpowiedziach udzielonych przez ponad połowę firm, jest chęć do inwestycji w programy podnoszenia świadomości pracowników w zakresie bezpieczeństwa, reagowanie na incydenty bezpieczeństwa oraz samo monitorowanie bezpieczeństwa informacji w organizacji.

Ciekawym wynikiem badania jest wysoki optymizm polskich przedsiębiorstw w kwestii oceny dojrzałości wdrożonych zabezpieczeń. Z perspektywy realizowanych audytów bezpieczeństwa, wydaje się, że tak wysoka samoocena, może niestety po części wynikać z wciąż niedostatecznej świadomości polskich firm w zakresie skali i złożoności dzisiejszych cyberzagrożeń. Pozytywnym sygnałem jest natomiast fakt, że firmy inwestują dziś w mechanizmy bezpieczeństwa pozwalające na wczesną identyfikację i reakcję na cyberatak, co jest zgodne z globalnym podejściem w zakresie cyberbezpieczeństwa, zakładającym, że cyberatak jest dziś zjawiskiem nieuchronnym i należy się na niego przygotować – mówi Michał Kurek, partner w dziale usług doradczych, szef zespołu ds. cyberbezpieczeństwa w KPMG w Polsce.

Brak właściwego przypisania odpowiedzialności za bezpieczeństwo IT

Odpowiedzialność za obszar bezpieczeństwa informacji przypisana jest w blisko połowie badanych firm do dyrektora IT lub dedykowanego pracownika działu IT. Zaledwie co dziesiąta organizacja biorąca udział w badaniu przyznała, że funkcja ta spoczywa na dedykowanej osobie odpowiedzialnej za bezpieczeństwo informacji (CSO/CISO). W 7% przedsiębiorstw odpowiedzialność za kwestie bezpieczeństwa przypisana jest strukturom globalnym poza Polską. Niepokój budzą odpowiedzi udzielone przez 13% firm, które przyznały, że w ramach ich struktur organizacyjnych brak jest formalnego przypisania odpowiedzialności kwestii bezpieczeństwa informacji.Brak właściwego przypisania odpowiedzialności za bezpieczeństwo IT

 

Brak wykwalifikowanych pracowników i finanse barierami w zapewnieniu bezpieczeństwa IT

Najważniejszym problemem, który uniemożliwia budowę systemów cyberbezpieczeństwa w blisko połowie badanych firm, jest brak wykwalifikowanych pracowników. Czynnik ten był bardziej istotny niż brak wystarczających budżetów, na które wskazało 47% organizacji. Z kolei ponad połowa małych firm (55% wskazań), które zatrudniają mniej niż 50 osób, uważa, że główne ograniczenie w zakresie uzyskania oczekiwanego poziomu zabezpieczeń stanowi brak właściwego przypisania odpowiedzialności w zakresie bezpieczeństwa.

Odpowiedzią na tego typu wyzwania może być outsourcing usług utrzymania bezpieczeństwa IT. Z takiego rozwiązania korzysta 71% firm, które wzięły udział w badaniu. Częściej z usług zewnętrznego dostawcy korzystają organizacje posiadające zagraniczny kapitał (86%) niż polski (66%). Blisko połowa firm wykorzystuje outsourcing usług bezpieczeństwa w zakresie wsparcia w reakcji na wystąpienie cyberataku.Brak wykwalifikowanych pracowników i finanse barierami w zapewnieniu bezpieczeństwa IT

Tylko co czwarta firma deklaruje zgodność z wymogami RODO

Dla większości polskich firm (76%) istnieje potencjalne ryzyko wystąpienia braku pełnej zgodności z wymogami nałożonymi przez nowe unijne rozporządzenie dotyczące ochrony danych osobowych (RODO). Przepisy RODO zaczną obowiązywać 25 maja 2018 roku. Jedynie 9% firm, które wzięły udział w badaniu odpowiedziało, że osiągnęło pełną zgodność z wymogami RODO, która została potwierdzona niezależnym audytem. Całkowitą zgodność z wchodzącymi w życie przepisami rozporządzenia o ochronie danych osobowych na podstawie własnej oceny wewnętrznej potwierdziło 15% ankietowanych przedsiębiorców. Aż 12% organizacji biorących udział badaniu, potwierdziło, że nie prowadzi żadnych działań w celu stwierdzenia zgodności własnych procesów z przepisami nałożonymi wymogami RODO.Tylko co czwarta firma deklaruje zgodność z wymogami RODOPrzygotowanie się do zmian wynikających z rozporządzenia o ochronie danych osobowych (RODO) jest jednym z większych wyzwań regulacyjnych przed jakim stanęły firmy w 2017 roku. Jak wynika z badania, znaczna większość firm ciągle zmaga się z wdrożeniem rozwiązań wynikających z tej regulacji. Dominującą grupę przedsiębiorstw deklarujących pełną zgodność stanowią organizacje zatrudniające do 250 pracowników. Co nie powinno dziwić – wdrożenie wymagań wynikających z RODO jest wyzwaniem przede wszystkim dla przedsiębiorstw relatywnie bardziej złożonych, gdzie dane osobowe mogą być wykorzystywane w wielu obszarach ich działalności. Dziwić może, że aż 70% respondentów zadeklarowało wdrożenie rozwiązań ograniczających przetwarzanie danych osobowych wyłącznie do minimum wynikającego z celów do jakich zostały zgromadzone. Jest to ciekawe ze względu na fakt, że często wdrożenie akurat tego wymogu może powodować zamiany w procesach wewnętrznych firm lub oznaczać konieczność uzyskania zgody na przetwarzanie już zebranych danych w innych celach – mówi Krzysztof Radziwon, partner w dziale usług doradczych w KPMG w Polsce.

W Islandii luka płacowa jest przestępstwem. Odpowiednie regulacje czekają też Unię Europejską

Z danych Eurostatu wynika, że różnica w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn w krajach Unii Europejskiej wynosi aż 16,7%[1]. I choć na razie brakuje ogólnych regulacji w tym zakresie, niektóre kraje wprowadzają własne rozwiązania. Niemcy pracują nad prawem, które zobowiąże firmy do ujawniania różnic płacowych. Natomiast Islandia jako pierwszy kraj na świecie lukę w wynagrodzeniach uznaje za przestępstwo. Eksperci Personnel Service wskazują, że w Polsce wyrównywaniu wynagrodzeń kobiet i mężczyzn sprzyja deficyt kadrowy, a w dłuższej perspektywie automatyzacja i robotyzacja pracy.

Różnice w wynagradzaniu kobiet i mężczyzn to problem, na który Unia Europejska zwraca uwagę już od dłuższego czasu. Znane są wytyczne dotyczące niwelowania luki płacowej, ale nadal brakuje odpowiednich rozwiązań prawnych w tym zakresie. Można się jednak spodziewać, że niedługo się to zmieni. Islandia dała fantastyczny przykład tego, jak skutecznie poradzić sobie z luką płacową. Od początku roku obowiązuje tam prawo, które nierówne wynagradzanie kobiet i mężczyzn za analogiczną pracę, traktuje jak przestępstwo. Firmy, które stosują dyskryminację płacową narażają się na karę wynoszącą nawet do 500 dolarów dziennie – mówi Krzysztof Inglot, prezes zarządu Personnel Service.

Islandia przeciera szlaki do równości płacowej

Z danych Statistics Iceland wynika, że w Islandii w 2016 roku kobiety zarabiały średnio 16,1% mniej niż mężczyźni pracujący na analogicznych stanowiskach. Tak wysoki wskaźnik nierówności w wynagrodzeniach, który jest zbliżony do średniej w krajach Unii Europejskiej, zmobilizował lokalny rząd do wypracowania odpowiedniego rozwiązania systemowego, które ma rozwiązać problem. Od początku tego roku w Islandii obowiązuje prawo zobowiązujące firmy zatrudniające więcej niż 25 osób do uzyskania specjalnego certyfikatu, który potwierdza sprawiedliwą politykę płacową wśród kobiet i mężczyzn. Przedsiębiorstwa, które nie uzyskają takiego zaświadczenia, w świetle prawa popełnią przestępstwo i narażą się na kary finansowe.

Nad rozwiązaniem dotyczącym niwelowania luki płacowej pracują również Niemcy. Nie jest to zaskoczeniem biorąc pod uwagę, że z danych Federal Statistical Office (DeStatis) wynika, że luka płacowa w Niemczech w 2016 roku wyniosła aż 21% i była jedną z najwyższych w całej Unii Europejskiej. Zgodnie z nowym prawem, pracodawcy w Niemczech będą zmuszeni do ujawniania różnic płacowych w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn. Jednak inaczej niż w przypadku Islandii to prawo będzie obowiązywało tylko w firmach, które zatrudniają więcej niż 200 pracowników[2].

Rynek pracy w Polsce sprzyja kobietom

Nierówności w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn na polskim rynku pracy są stosunkowo niewielkie. Z ostatnich dostępnych danych Eurostatu wynika, że luka płacowa wynosi 7,7%[3], jest zatem zdecydowanie niższa niż średnia w Unii Europejskiej (16,7%). Jak wskazuje Krzysztof Inglot, obecnie kobietom na rynku pracy sprzyja deficyt kadrowy, z którym mamy do czynienia już od jakiegoś czasu.

Duże zapotrzebowanie na pracowników powoduje, że kobiety i mężczyźni mają zapewniony równy start. Dodatkowo, nasz rynek pracy pod względem równości płac jest dosyć dojrzały. Pracodawcy zdają sobie sprawę, że nie liczy się płeć pracownika, tylko jego kompetencje – mówi Krzysztof Inglot.

W dłuższej perspektywie na wyrównywanie płac kobiet i mężczyzn wpłynie również większa automatyzacja i robotyzacja pracy.

  • [1] Dane za 2014 rok
  • [2] https://www.ft.com/content/e9f618c0-f210-11e7-ac08-07c3086a2625
  • [3] Dane za 2014 rok

Herkules pozyskał kontrakt o wartości 0,3 mld zł na budowę systemu GSM-R

Konsorcjum Nokii, Herkulesa (notowanego na GPW lidera wynajmu żurawi) oraz Wasko i Pozbudu otrzymało ostateczną, pozytywną decyzję Krajowej Izby Odwoławczej, dotyczącą wyboru spółek w przetargu na budowę sieci GSM-R dla PKP PLK. Herkules planuje rozpoczęcie prac w drugim kwartale br. i oczekuje znaczącego wpływu na przychody i wyniki już w końcu 2018 r.

Konsorcjum z udziałem Herkules S.A. (pod przewodnictwem Nokia Solutions and Networks) złożyło jesienią ub. roku najkorzystniejszą ofertę (2,3 mld zł netto) w największym ówcześnie postępowaniu publicznym w projekcie budowy systemu bezprzewodowej łączności cyfrowej na 13,6 tys. km linii kolejowych. Rolą Herkulesa będzie produkcja oraz montaż słupów wraz z kontenerami telekomunikacyjnymi do rozlokowania infrastruktury IT. Montaż będzie realizowany przy zastosowaniu żurawi kołowych spółki.

– Z radością przyjmujemy wyrok korzystny dla naszego konsorcjum. Decyzja Krajowej Izby Odwoławczej potwierdza, iż posiada ono odpowiednie doświadczenia i kompetencje potrzebne do wykonania projektu o takiej skali, a nasza spółka dysponuje znacznym know how zdobytym m.in. przy budowie sieci telekomunikacyjnych. Dzięki nowoczesnym metodom produkcji, solidnym zasobom sprzętowym oraz fachowej kadrze jesteśmy przekonani o realizacji z sukcesem wszystkich zakładanych prac – powiedział Tomasz Kwieciński, Wiceprezes Zarządu Herkules S.A.

Decyzja zamawiającego z 22 września 2017 r. o przyjęciu oferty została zaskarżona przez konsorcjum firm Kapsch i Porr. Ofercie Nokii i współpracujących firm zarzucano „rażąco niską cenę”, błędy
w studium wykonalności oraz brak doświadczenia budowlanego. KIO nie podzieliła tej argumentacji.

– Realizacja największego kontraktu w historii Grupy Kapitałowej Herkules bez wątpienia istotnie wpłynie na naszą działalność, w tym wyniki, zapewne już pod koniec 2018 r. Umocni także nasze know how w potencjalnej realizacji mniejszych zamówień, ale o podobnym profilu w przyszłości – dodaje Tomasz Kwieciński.

Zarząd spółki planuje wyprodukowanie i montaż ok. 1,2 tys. słupów. Szacowane przychody z tego tytułu wyniosą ok. 300 mln zł netto przy orientacyjnej marży ok. 8-10 proc.

Zamówienie PKP PLK dotyczy wybudowania w okresie 5 lat infrastruktury GSM-R, jednego z dwóch kluczowych elementów wdrożenia Europejskiego Systemu Sterowania ruchem Kolejowym, a przede wszystkim zapewni on łączność głosową między pracownikami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo
i płynność ruchu.

1/3 Polaków rozważa zmianę pracy

Co piąty Polak w ostatnim półroczu zmienił pracę, co czwarty – zmienił stanowisko. Rotacji pracowników może być więcej, bo ponad 1/3 Polaków rozważa zmianę pracy w ciągu pół roku. Co ciekawe pracodawcę częściej zmieniały kobiety (24%), niż mężczyźni (17%). Zmiana stanowiska częściej obejmowała natomiast mężczyzn (26%) niż kobiety (24%).

Nowego pracodawcę i nowe stanowisko w ciągu ostatnich 6 miesięcy najczęściej mieli inżynierowie (odpowiednio: 38% i 49%). Firmy zmieniają też często robotnicy niewykwalifikowani (31%) i pracownicy administracyjni (22%). Najrzadziej na nowego pracodawcę decydowali się kierownicy (12%). Stanowisko w obecnej firmie najrzadziej zmieniali natomiast kasjerzy, sprzedawcy i pracownicy obsługi klienta (6%). Na pracę u nowego pracodawcy w ciągu ostatniego półrocza najczęściej decydowały się osoby zatrudnione na podstawie umów cywilno-prawnych.

Lepsze warunki pracy głównym motorem rotacji

Gdy pytamy pracowników o powody zmiany pracodawcy, to najczęściej wskazują oni na chęć rozwoju zawodowego (48%) oraz wyższe wynagrodzenie w nowym miejscu zatrudnienia (47%). Na ich decyzje wpływ ma także korzystniejsza forma umowy w nowej firmie (30%) oraz niezadowolenie z dotychczasowego pracodawcy (30%).

Wszystkie czynniki, które składają się na lepsze warunki pracy (wynagrodzenie, forma zatrudnienia, bonusy), są nadal najważniejszym powodem zmiany pracodawcy (64%). Udział tych aspektów w odpowiedziach respondentów od lat systematycznie rośnie. Dla porównania jeszcze 5 lat temu w 2013 roku te czynniki wskazywał co piąty ankietowany.

– Zauważalna jest także zmiana postaw pracowników, dla których coraz ważniejsza, obok wzrostu wynagrodzenia, jest poprawa warunków pracy, często związana z niezadowoleniem z obecnego pracodawcy. Jest to symptomatyczne dla rynku pracownika, na którym to firmy poddawane są presji sprostania rosnącym oczekiwaniom zatrudnianych. W tym kontekście powinna cieszyć oczekiwana przez pracowników możliwość rozwoju, której brak jest główną przyczyną zmiany pracy. Dlatego kluczowymi zadaniami dla zarządzających są: tworzenie warunków umożliwiających podnoszenie kwalifikacji oraz taka organizacja procesów, która umożliwi pracownikowi rozwój. To oznacza wyższą produktywność, za która powinien iść oczekiwany przez pracowników wzrost wynagrodzenia – zauważa Jakub Gontarek, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Co piąty ankietowany w obecnym miejscu pracuje krócej niż pół roku. To największa grupa wśród badanych, ale liczna jest również grupa pracowników, którzy ze swoim pracodawcą są związani od ponad 15 lat (16%).

Uczestnicy najnowszej edycji badania raczej nie obawiają się utraty pracy. Takie duże ryzyko dostrzega zaledwie 7% ankietowanych (podobnie jak w poprzedniej edycji). Zdaniem 21% to ryzyko nie jest ani duże, ani małe – podobny był poziom odpowiedzi w poprzednich kilku kwartałach.

Największe ryzyko utraty pracy odczuwają robotnicy niewykwalifikowani (15%), pracownicy handlu i obsługi klienta (14%) oraz wyższa kadra zarządzająca (12%). Częściej pojawia się ono wśród respondentów z grupy wiekowej 30-44 lata (9%).

Na optymizm badanych Polaków nakłada się także postrzeganie szansy na znalezienie nowej pracy. 84% respondentów uważa, że w ciągu pół roku jest w stanie znaleźć jakiekolwiek zajęcie (tylko raz w historii badania notowaliśmy wyższy wynik – w połowie zeszłego roku deklarowało tak o 2 p.p. więcej badanych). 2/3 uczestników najnowszej edycji badania uważa, że przez 6 miesięcy jest w stanie znaleźć pracę co najmniej tak samo dobrą, jak dotychczasowa.

– Może to sygnalizować, że w odczuciu Polaków pula lepszych ofert pracy powoli wyczerpuje się. – tłumaczy Monika Hryniszyn, Dyrektor Personalna i Członek Zarządu Randstad Polska. Dla pracodawców, którzy wciąż zmagają się z niedoborem pracowników, oznacza to konieczność podnoszenia atrakcyjności swoich ofert. Niewykluczone natomiast, że pracownicy w obliczu słabszych propozycji pracy będą skłonni do większej lojalności wobec aktualnego pracodawcy – dodaje Monika Hryniszyn.

Na tle tego optymizmu odstają nieco respondenci ze wschodnich województw – tam 80% ankietowanych uważa, że znajdzie szybko jakąkolwiek pracę. W regionie centralnym twierdzi tak 81% badanych. Dla porównania na południu, zachodzie i północy – od 87 do 88%. Z większym entuzjazmem na swoje szanse zawodowe spoglądają ankietowani ze wsi w obrębie aglomeracji (89%), najmniejszych miast (87%) oraz miast z przedziału od 50 do 200 tysięcy mieszkańców (87%).

Patrząc na pracowników pod kątem płci większymi optymistami są mężczyźni (88%) niż kobiety (80%), natomiast pod kątem wieku to zdecydowanie osoby młode (93%). Najlepiej swoje szanse postrzegają mistrzowie i brygadziści (93%), inżynierowie (90%) i kadra kierownicza średniego szczebla (90%).

Mieszane dane z USA dołują kurs dolara. Wzrosty na chińskiej giełdzie.

Pomimo dobrych danych z amerykańskiego rynku pracy, reszta odczytów ciągnie dolara w dół. Sprzedaż detaliczna w Wielkiej Brytanii poniżej oczekiwań. Po dobrych danych makro wzrosty na chińskim parkiecie.

Dane z USA

Wczoraj o 14:30 poznaliśmy pakiet danych z USA. Bardzo dobrze wypadły dane z rynku pracy. Nowo Zarejestrowanych bezrobotnych było w tym tygodniu zaledwie 220 tysięcy. To aż o 30 tysięcy mniej niż oczekiwano. Trochę gorzej przedstawiają się dane z rynku nieruchomości. Co prawda wydano mniej więcej tyle samo pozwoleń na budowę domów co oczekiwano to rozpoczęto budowę zaledwie 1,19 miliona zamiast oczekiwanych 1,28 miliona. Słabiej wypadł też indeks FED z Filadelfii. W rezultacie inwestorzy postanowili po raz kolejny sprzedawać dolara i przenosić się na inne waluty. W rezultacie dolar kolejny już raz w ostatnich dniach znalazł się w okolicach 3,40 zł.

Słabsze dane z Wielkiej Brytanii

Dzisiaj o 10:30 poznaliśmy dane z Wielkiej Brytanii. Sprzedaż detaliczna 1 ciągu roku rośnie o zaledwie 1,4% wobec oczekiwanych 3,1%. Dane te spowodowały wyprzedaż funta względem innych walut. Szczególnie widać to było względem euro. Ruch względem złotego był mniej widoczny, gdyż polska waluta od rana stopniowo traciła na wartości.

Wzrosty w Chinach

Po ostatnich dobrych danych z państwa środka w górę poszła również tamtejsza giełda. Osiągnęła ona najwyższy poziom od 2 lat. Warto zwrócić uwagę, że 3487 pkt to wciąż ponad 30% poniżej szczytów z połowy 2015 roku. Od tego czasu Chiny wprowadziły bardziej zdecydowaną kontrolę rynków a giełda powoli, aczkolwiek stabilnie odrabia straty.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Polska – produkcja przemysłowa,
  • 14:00 – Polska – sprzedaż detaliczna,
  • 16:00 – USA – raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Początek przyszłego tygodnia może przynieść zmiany na parze EUR/USD

Roman Ziruk - Ebury
Roman Ziruk, Ebury Polska

Pod koniec tygodnia uwagę inwestorów po obu stronach Atlantyku przyciąga przede wszystkim polityka. Inwestorzy czekają na decyzje z Waszyngonu i Bonn. Przyszły tydzień również przyniesie istotne informacje dotyczące polityki, tym razem jednak monetarnej.

Izba Reprezentantów w czwartek przegłosowała prowizorium pozwalające uniknąć tzw. government shutdown (zamknięcia rządu), czyli przerwy w działaniu większości instytucji rządowych. Dziś wieczorem odbędzie się głosowanie w Senacie, gdzie przyszłość ustawy jest dużo bardziej niepewna. Republikanie, którzy nie chcą dopuścić do zamknięcia rządu nie mają bowiem wystarczającej liczby głosów, tym samym muszą liczyć na to, że dołączy do nich część Demokratów, którzy są raczej przeciwni propozycji. To właśnie m.in. obawy o government shutdown osłabiały ostatnio USD. Ryzyko, że dojdzie do “zamknięcia” oceniane jest jako realne.

Przenieśmy się teraz na Stary Kontynent: niedzielne głosowanie delegatów partii SPD nad utworzeniem koalicji z CDU/CSU stanowi z kolei czynnik ryzyka dla EUR. Jeśli niekorzystny scenariusz ulegnie materializacji i nie będzie zgody na utworzenie Wielkiej Koalicji, euro w poniedziałek powinno zareagować osłabieniem, ciągnąc w dół również złotego. W obecnej chwili, pomimo tego, iż widać wyraźne podziały w partii SPD, rynek spodziewa się, że koalicja mimo wszystko zostanie utworzona. W związku z tym, iż jest to raczej oczekiwane, w przypadku korzystnego rozwoju wydarzeń w Niemczech, potencjalne, poniedziałkowe umocnienie euro powinno być ograniczone.

Przyszły tydzień przyniesie również spotkanie EBC, podczas którego (jak rozważają niektórzy obserwatorzy) może dojść do zmiany tonu banku centralnego. Zgodnie z ostatnimi „plotkami” z EBC jest jednak na to zbyt wcześnie. W kontekście czwartkowego spotkania oprócz samego tonu istotne będzie, czy Mario Draghi odniesie się do ostatniej siły euro. Wzrosty na wspólnej walucie nie sprzyjają bowiem zamierzeniom Banku, z uwagi na fakt, iż stanowią zagrożenie dla wzrostu dynamiki cen, a to właśnie jej niski poziom jest główną bolączką EBC i wstrzymuje Bank przed rychłą normalizacją polityki pieniężnej. Niewykluczone, że inwestorzy przed spotkaniem zaczną redukować pozycje, ograniczając ryzyko, co może przełożyć się na słabość wspólnej waluty w środku tygodnia.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

Kurs euro EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek osłabił się o 0,4%, wahając się w widełkach 4,16 – 4,17. Wspólna waluta w relacji do koszyka walut zyskiwała, na co pozwoliła m.in. słabość dolara amerykańskiego. Brak istotnych informacji ze strefy euro sprawił jednak, że aprecjacja waluty była bardzo ograniczona, a zmienność na EUR dużo niższa niż choćby w środę.

Kurs funta GBP

Kurs GBP/PLN w czwartek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,71 – 4,73.

Dzisiejsze dane z Wielkiej Brytanii dotyczące dynamiki sprzedaży detalicznej w grudniu mocno rozczarowały, potwierdzając, iż utrzymująca się ujemna dynamika płac realnych ma wyraźnie negatywny wpływ na zachowanie konsumentów. Wzrost sprzedaży w ujęciu rocznym wyniósł 1,4% wobec oczekiwanych 3% – jest to najgorszy grudniowy odczyt od 2010 r.  W dół zaktualizowano również szacunki z listopada. Reakcja waluty na dane była jednak ograniczona.

Kurs dolara USD

Kurs USD/PLN w czwartek osłabił się o 0,7%, wahając się w widełkach 3,39 – 3,42.

Kolejne przemówienia członków FOMC zdają się być dosyć zbieżne z grudniowym “dot plot” sugerującym, że w tym roku czekają nas prawdopodobnie trzy podwyżki stóp procentowych. We wczorajszej wypowiedzi, Loretta Mester z FOMC stwierdziła, iż jest zwolennikiem raczej trzech, niż czterech podwyżek kosztów pieniądza.

Wczorajsze dane z amerykańskiego rynku nieruchomości były mieszane, nie miały jednak przesądzającego wpływu na handel. Na uwagę zasługuje bardzo duży spadek tygodniowej liczby zadeklarowanych bezrobotnych (z 261 tys. do 220 tys. przy oczekiwaniach rzędu 250 tys.). Tygodniowy odczyt znalazł się tym samym na najniższym poziomie od lutego 1973 r, co potwierdza siłę amerykańskiego rynku pracy.

W dniu dzisiejszym poznamy odczyt indeksu Michigan w styczniu, opisujący nastroje konsumentów, uwaga inwestorów powinna skupić się jednak przede wszystkim na wspomnianym głosowaniu w Senacie.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:00 – produkcja przemysłowa, inflacja PPI, sprzedaż detaliczna w grudniu
  • 16:00 – indeks nastrojów konsumentów Michigan w USA w styczniu

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Polacy mistrzami w eksporcie usług

Sprzedaż polskich usług za granicę spektakularnie rośnie i przyczynia się do znacznej poprawy PKB. W kilku kategoriach bilansu handlu usługami opartymi o wiedzę wspięliśmy się na pierwsze miejsce w Unii Europejskiej – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Zagraniczny handel usługami jest zdecydowanie rzadziej analizowany niż wymiana towarowa pomiędzy krajami. Jednak szybki rozwój nowoczesnych technologii, otwarte granice czy coraz głębsza specjalizacja Polski w poszczególnych branżach pokazują, że właśnie ten sektor gospodarki zasługuje na szczególną uwagę.

Prawdziwy przełom

Opublikowane na początku roku dane NBP o wymianie handlowej Polski z resztą świata pokazują bardzo optymistyczne tendencje. Za minione 12 miesięcy (grudzień 2016 – listopad 2017 r.) Polska wyeksportowała usługi o wartości blisko 220 mld zł. To o połowę więcej niż wynosił import tego sektora, co oznacza, że mieliśmy ok. 75 mld zł nadwyżki w wymianie usług z pozostałymi krajami, czyli mniej więcej 4 proc. PKB.

Tylko w ciągu ostatnich trzech lat dodatnie saldo w handlu usługami wzrosło dwukrotnie, a od 2010 r. zwiększyło się sześciokrotnie. Warto także zauważyć, że nadwyżka w handlu usługami jest o ok. 10 razy większa niż w przypadku wymiany towarowej, chociaż ta druga również rozwija się w bardzo przyzwoitym tempie.

Coraz lepiej w transporcie i turystyce

Od lat bardzo dobrze radzimy sobie w branży transportowej. Odpowiada ona mniej więcej za 30 proc. nadwyżki w saldzie usług. Mamy także najwyższy w całej Unii zagraniczny bilans towarowego transportu samochodowego, który według danych Eurostatu za 2016 r. wynosił 4,2 mld euro.

Ważny jest jednak fakt, że usługi transportowe w 2010 r. stanowiły praktycznie całość nadwyżki. Teraz natomiast pozostałe 70 proc. to efekt coraz wyższej konkurencyjności Polski w innych branżach. Należy do nich np. turystyka, gdzie dodatnie saldo w ciągu ostatnich sześciu lat zwiększyło się czterokrotnie.

Wygrywamy w usługach opartych o wiedzę

Największa poprawa nastąpiła jednak w kategorii „usługi telekomunikacyjne, informatyczne i informacyjne”. W 2010 r. Polska miała deficyt w handlu tymi usługami na poziomie przekraczającym pół miliarda złotych. Według ostatnich szczegółowych danych NBP za 2016 r. teraz mamy nadwyżkę na poziomie 8,7 mld zł, do czego przyczyniły się przede wszystkim usługi informatyczne (8 mld zł). Daje nam to także piąte miejsce w Unii, podczas gdy w 2010 r. było to czwarte, ale… od końca.

Poza usługami informatycznymi nasza konkurencyjna pozycja poprawiła się zauważalnie w szeroko pojętych usługach biznesowych, a zwłaszcza księgowych, audytowych oraz konsultacji podatkowej. Nadwyżka na poziomie 5 mld zł daje nam unijne zwycięstwo w tej kategorii.

Inną branżą, gdzie liderujemy we Wspólnocie i osiągnęliśmy olbrzymi wzrost dodatniego salda, są usługi uszlachetniania, czyli zgodnie z definicją NBP „przetwarzania, montażu, etykietowania, pakowania”. Nasza nadwyżka za 2016 r. wynosiła ponad 13 mld zł, zwiększając się przy tym trzykrotnie w ciągu ostatnich sześciu lat. Zapewnia nam to także pierwsze miejsce w Unii w tej kategorii.

Same dobre skutki dla gospodarki

Spektakularny wzrost konkurencyjności polskich usług na świecie niesie same pozytywne następstwa. Przede wszystkim pokazuje, że zarówno krajowi przedsiębiorcy wygrywają kontrakty na światowym rynku, jak i rodzimi pracownicy w centrach usług wspólnych są bardziej produktywni niż zatrudnieni w branżach informatycznych czy biznesowych za granicą.

Ten sukces powinien być widoczny także w najważniejszej publikacji dotyczącej gospodarki, czyli PKB. Ponieważ do wzrostu gospodarczego wlicza się zmiana salda obrotów z zagranicą, to poprawa bilansu usług w okolicach 16 mld zł w porównaniu z 2016 r. podniosła prawdopodobnie wzrost gospodarczy o ok. 0,8 pkt proc. w ub.r.

Kurs dolara spada, na czym korzysta złoty. Kurs euro spadł poniżej 4,16

Czwartkową sesję na rynku walutowym cechowało umocnienie euro do dolara. Nominalnie kurs EURUSD po spadku do 1,216 wczoraj powrócił do 1,227. Złoty zaś podczas sesji europejskiej nadal stabilizował się w okolicach 4,16-4,17 wobec euro i dopiero podczas handlu w USA lekko zszedł poniżej dolnego ograniczenia tego przedziału. W czwartek podczas sesji europejskiej zmienność na rynku była więc niska, do czego dodatkowo skłaniało zapowiedziane na popołudnie wystąpienia członka zarządu ECB B. Coeuré i prezesa Bundesbanku J. Weidmann, po których spodziewano się komentarzy dot. wyjścia banku z ultraluźnej polityki pieniężnej. Po wyrażanych w ostatnich dniach, przez niektórych członków EBC, obawach o negatywny wpływ silnego euro na europejską inflację inwestorzy najprawdopodobniej już koncentrują się na przyszłotygodniowym posiedzeniu banku centralnego strefy euro. Mając na uwadze obecne notowania euro EBC powinien pozostać gołębi, aby dodatkowo nie nasilić wzrostowego trendu eurodolara. Wynik styczniowego posiedzenia EBC może być wręcz negatywny dla euro, co powinno znaleźć przełożenie w rosnących notowaniach kursu EURPLN. Piątkowa publikacja danych dot. produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej za grudzień powinna zostać przez złotego przyjęta neutralnie.

Patrząc na kurs EURUSD dopiero zejście euro poniżej 1,212 może oznaczać powrót do silniejszego dolara w dłuższym terminie. Z kolei ewentualne wzrosty pary wydają się już ograniczone. Opór na 1,23 powinien się wybronić, jeśli doszłoby do jego ataku, oczywiście przy założeniu, że EBC nic w styczniu nie zrobi i niczym jastrzębim nie zaskoczy inwestorów, zaś w USA dojdzie do porozumienia w sprawie finansowania operacji rządowych.

W czwartek, jeszcze przed otwarciem handlu w Europie inwestorzy poznali kluczowe dla chińskiej gospodarki odczyty, które jednak nie znalazły większego przełożenia na nastroje rynkowe. Po danych z ostatnich miesięcy 2017 roku wzrost gospodarczy w IV kw., który okazał się wyższy od oczekiwań i wyniósł tak jak kwartał wcześniej 6,8% r/r nie zrobił na inwestorach wrażenia. Brak dalszego hamowania chińskiej gospodarki to jednak dobry sygnał dla rynku EM.

Na rynku stopy procentowej w czwartek dominowały wzrosty rentowności papierów skarbowych, które na środku i dłuższym końcu polskiej krzywej dochodowości sięgały 4pb. Taki ruch przy stabilnych notowaniach obligacji krótkoterminowych przyniósł oczekiwane przez nas stromienie krzywej. Obecnie krótki koniec jest trzymany nisko przez gołębią RPP, a dłuższy koniec bardziej reaguje na wydarzenia zagraniczne. Wspomniane wystąpienia członków EBC, wskazywały na to, że strefa euro (wg. Coeure) znajduje się już nie na etapie odbicia gospodarczego, ale ekspansji w związku z czym nie jest potrzebny tak wysoki stopień akomodacji. Szef Bundesbanku J. Weidmann chciałby zaś wyznaczenia konkretnej daty końca skupu aktywów. W takim otoczeniu notowania 10-letnich bundów znajdowały się blisko ostatnich szczytów przy 0,60%.

W USA również obserwowane były wzrosty rentowności, gdzie papiery 10-letnie przebiły poziom 2,60%. W USA wciąż optymizmem napawają dane z rynku pracy, gdzie liczba wniosków o zasiłki dla bezrobotnych spadła bardziej niż oczekiwano (220 tys. vs 250 tys.), co również wpływa na pozytywne nastroje na amerykańskim rynku akcyjnym, gdzie indeks S&P 500 znajduje się powyżej 2800 pkt. Niskie ceny z kolei osiągają 2-letnie obligacje, których rentowności wzrosły do 2,05% na co oprócz perspektyw na dalsze podwyżki stóp w USA (marcowa podwyżka wyceniona w blisko 70%) może też mieć wygasający 19 stycznia termin tymczasowego podniesienia limitu zadłużenia. Kongres musi w piątek uchwalić przynajmniej tymczasowe przedłużenie finansowania, aby uniknąć paraliżu prac administracji USA (tzw. government shutdown).Kurs dolara spada, na czym korzysta złoty. Kurs euro spadł poniżej 4,16

Autorzy: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek – PKO Bank Polski

7 trendów technologicznych, czyli co nas czeka w 2018 roku w IT

Robert Strzelecki, wiceprezes spółki TenderHut S.A.
Robert Strzelecki, wiceprezes spółki TenderHut S.A.

Rozwój innowacyjnych technologii stał się potężną gałęzią gospodarki. Obecnie rynek IT rośnie w bardzo szybkim tempie, a jego wartość przekroczy w 2018 r. 3,65 miliarda dolarów, co stanowi wzrost rok do roku o ponad 4,3%.1 Jakie technologie będą rozwijane w najbliższych latach i co w 2018 roku będzie najbardziej znaczące na rynku? O najnowszych trendach w IT mówi ekspert branży – Robert Strzelecki, wiceprezes zarządu Grupy Kapitałowej TenderHut.

Internet Rzeczy

Rozwój elektroniki użytkowej w kierunku Internetu Rzeczy – IoT (z ang. Internet of Things) to wyraźny trend na ten rok i następne lata. Do 2020 roku 95% nowej elektroniki użytkowej będzie posiadało moduł umożliwiający wymianę danych.2 – Co ciekawe, nadchodzący rok może zaowocować rozwojem Internetu Rzeczy na wyższym poziomie, gdzie urządzenia nie tylko będą wysyłały dane, ale także komunikowały się ze sobą nawzajem. Wszystko to dzięki technologii Bluetooth 5.0 i wyższych oraz funkcji mesh pozwalającej właśnie na łączenie w sieci urządzeń posiadających taki moduł. W dodatku technologia oprócz elektroniki użytkowej będzie coraz częściej wykorzystywana w handlu detalicznym, opiece zdrowotnej czy logistyce. Jednym z przykładów wykorzystania inteligentnych urządzeń jest ich popularyzacja w marketingu, który do tej pory rozwijał się w sieci. Dziś już widzimy, jak z online’u marketing przenosi się na platformy mobilne. Firmy pracują nad najlepszą, komercyjną personalizacją rozwiązań, a IoT może być kluczem do wygranej – mówi Robert Strzelecki. IoT ponadto generuje bardzo duże ilości danych, więc stwarza nowe wyzwania dla analityków, którzy zastępowani są pomału rozwiązaniami z zakresu sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego, które są wstanie sprostać tak olbrzymim zbiorom informacji.

Sztuczna Inteligencja (SI)

Ubiegły rok był bardzo interesujący pod względem informacji na temat sztucznej inteligencji – dwa fronty przeciwników i zwolenników ścierały się w dyskursie publicznym. Sam rynek rozwiązań z zakresu SI będzie wart około 5,05 mld dolarów w 2020 roku.3 Na świecie pojawił się pierwszy cyfrowy obywatel, czyli Sophia – cyborg, któremu Arabia Saudyjska nadała obywatelstwo. – Rzeczywiście, coraz głośniej mówi się o zaletach, ale i zagrożeniach płynących z niekontrolowanego rozwoju sztucznej inteligencji. Jednak 2018 rok to jeszcze nie moment, w którym będziemy mogli się tego obawiać. To, co przyniesie nam ten rok w tym obszarze to coraz większa popularyzacja algorytmów SI w codziennym życiu. Dobrym przykładem jest chociażby oddanie w ręce programów wykorzystujących uczenie maszynowe zarządzania portfelami inwestycyjnymi, których obecnie 20% jest nadzorowanych właśnie przez sztuczną inteligencję. To tylko jeden z elementów wykorzystania w branży FinTech tego typu rozwiązań – tłumaczy Strzelecki.

Blockchain

Market Reports Hub donosi, że światowy rynek technologii blockchain wzrośnie do 2023 roku z obecnych 210,2 mln dolarów do 2,3 mld dolarów. Technologia ta, która powstała jako element łączący finanse i wirtualny świat doskonale się rozwija. – Blockchain to przykład rozwiązania, które de facto prześcignęło sam produkt na potrzeby, którego został stworzony czyli bitcoinów. Płatności w technologii blockchain są czymś w rodzaju certyfikacji zasad uczciwego handlu. Jest on wolny od nierzetelnych transakcji i przejrzysty. Rozwiązanie posiada imponujące osiągnięcia w bezpieczeństwie szyfrowania danych. To wciąż nowa technologia, co oznacza, że nie ma koniecznych regulacji prawnych. W 2018 roku pojawią się pierwsze próby rozwiązań legislacyjnych starające się poradzić sobie z tym zagadnieniem. Co ciekawe, Polska pracuje także nad swoją cyfrową walutą opartą o technologię Blockchain, czyli Digital PLN (dPLN) – mówi Robert Strzelecki.

Intelligent app

Od kilku lat można zaobserwować trend w tworzeniu aplikacji, który zakłada coraz większą personalizację rozwiązań, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom użytkownika. – W 2018 r. będzie tak samo, ale znane rozwiązania zostaną wzbogacone o algorytmy SI. Aplikacje staną się coraz bardziej inteligentne. Na rynku pojawią się aplikacje uczące się zachowań użytkownika, jego przyzwyczajeń czy sposobów spędzania wolnego czasu. Dzięki temu my, jako użytkownicy dostaniemy to, czego szukamy. Takie rozwiązania mają jednak swoją cenę. Tą wirtualną walutą są informacje o nas, które w postaci dużych zbiorów danych (nie personalnych) są wykorzystywane przez firmy, a te z kolei wykorzystują je do tworzenia nowych produktów czy usług. Dlatego tak ważne jest zadbanie przez twórców danych o bezpieczeństwo – mówi ekspert z TenderHut.

Cyberbezpieczeństwo

Otoczymy się technologią, która ma wiele zalet, ale także stawia przed nami zagrożenia dla naszego prywatnego bezpieczeństwa. Od 25 maja 2018 roku Unia Europejska wprowadziła ogólne rozporządzenie w sprawie ochrony danych (GDPR), które określa, w jaki sposób firmy powinny przechowywać, przetwarzać i zabezpieczać dane osobowe. – Tu, jak praktycznie we wszystkich dziedzinach, wykorzystywana będzie sztuczna inteligencja. Jej algorytmy będą przewidywać zagrożenia i identyfikować ataki. Co jeszcze będzie ważne w 2018 roku w kontekście cyberbezpieczeństwa? Nowe wyzwania, takie jak rozwój IoT i zabezpieczenie płynących z nich danych. Ochrona własnych sieci i udoskonalanie zabezpieczeń to z pewnością wyzwanie dla wielu organizacji, które będą musiały poradzić sobie z tym zagadnieniem – dodaje Strzelecki.

Boty – zawsze z pomocą

Chat-boty zyskują z roku na rok coraz większą popularność. Na podstawie ankiety Oracle ponad 80% marketerów planuje używać chat-botów w ciągu najbliższych 36 miesięcy. Obecnie deklarowany poziom wynosi około 36%. Starsze pokolenie nadal woli kontakt z człowiekiem, ale milenialsi czy wchodzące na rynek pokolenie Z, codziennie rozmawia z chat-botami w poszukiwaniu informacji czy rozrywki. – Dlatego w 2018 roku marki będą pracować nad tym, aby chat-boty stały się bardziej ludzkie. W jaki sposób? Ponownie używając algorytmów sztucznej inteligencji czy uczenia maszynowego. Aby boty były bardziej ludzkie ważnym elementem będzie doskonalenie syntezatorów mowy, takich jak chociażby polska Ivona z firmy Ivo Software, która przejęta została przez amerykańskiego giganta Amazon, wdrażającego do swoich usług rozwiązanie Text-to-Speech, czyli Amazon Polly. To pokazuje potencjał tego rynku oraz wyraźny trend w kierunku humanizacji botów. Nasze SoftwareHut opracowało TravelBota, który robi za podróżującego samolotem check-iny i komunikuje się z nim przez Skypa. Jest to aplikacja do automatycznej odprawy lotniczej w ramach projektu R&D dla podróży służbowych i wypoczynkowych, wykorzystująca usługi Machine Learning skierowane na komunikację z podróżującym – opowiada Robert Strzelecki.

Wirtualna i Rozszerzona Rzeczywistość

O przyszłości tej technologii mówią liczby. IDC wskazuje, że wartość rynku wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości wzrośnie do ponad 162 mld dolarów do 2020 roku. Nad rozwojem technologii pracują także Polacy. Jednym z przykładów jest firma Solution4Labs, która adaptuje HoloLens – gogle AR firmy Microsoft do wspomagania pracy w nowoczesnych laboratoriach. – Ta fantastyczna technologia jest nadal droga dla przeciętnego użytkownika, dlatego w 2018 roku rozpocznie się trend na wynajem urządzeń AR/VR. Dzięki temu coraz więcej osób będzie miało do niej dostęp. Jestem przekonany, że w tym roku pojawią się pierwsze kina czy sale, w których będziemy mogli doświadczyć tej technologii. Dane z takiego komercyjnego rozwiązania zostaną wykorzystane do rozwoju kolejnych usług. Obecnie Facebook, Samsung, Microsoft i HTC (Google i Apple są nieco z tyłu) posiadają zaawansowane projekty z tego zakresu, ale technologia staje się coraz bardziej popularna także wśród średnich firm z różnych branż. Co to znaczy? W 2018 roku poznamy nowe sposoby wykorzystania tego, co naprawdę może ułatwić nam życie. Może to być fantastyczna przyszłość dla AR/VR w branży silników, druku 3D i branży fitness czy w laboratoriach – mówi Strzelecki.

1 Źródło: Gartner

2 https://www.gartner.com/smarterwithgartner/gartner-top-strategic-predictions-for-2018-and-beyond/

3 Źródło: Gartner

Polityka miesza, znowu

Przed weekendem polityka odzywa się po obu stronach Atlantyku, mieszając na rynku walutowym. W USA trwa denna saga wokół „government shutdown”, a w Niemczech niepewna jest przyszłość „Wielkiej Koalicji”. W efekcie braku konkretów zmienność na EUR/USD może przygasnąć.

Dolar odczuwa ciężar sporu w Kongresie USA na kilkanaście godzin przed ostatecznym terminem, do którego musi zostać ustalone finansowanie dla działań administracji publicznej, w przeciwnym razie od jutra pracownicy publiczni mogą pozostać w domu. Izba Reprezentantów zatwierdziła wczoraj ustawę przedłużającą finansowanie do 16 lutego, jednak pozostało jeszcze głosowanie w Senacie, gdzie Demokraci straszą zablokowaniem przepisów. Ryzyko tzw. „government shutdown” wyraźnie wzrosło w ostatnich dniach, ale presja na dolarze nie jest duża. Jak pokazują poprzednie doświadczenia z zamrożeniem prac administracji, nie trwa to długo, a wpływ na gospodarkę jest umiarkowanie negatywny, zatem inwestorzy nie widzą powodu, by robić z tego większą sprawę. Generalnie sentyment wobec USD jest na rynku negatywny i kłótnia w Kongresie tylko dokłada argumentów, ale nic ponadto. Wyprzedaż USD nie jest też łatwa, kiedy rentowności długu USA szybują do góry – oprocentowanie 10-latek podchodzi pod 2,64 i tako wysoko nie było do 2016 r.

Ale czy ryzyko polityczne z USA wystarczy, by wreszcie wyrwać EUR/USD ponad 1,23? Niekoniecznie, gdyż EUR ma swoje zamieszanie polityczne. W niedzielę odbędzie się kongres niemieckiej partii SPD, na którym niezerowe są szanse na odrzucenie pomysłu zawiązania Wielkiej Koalicji z CDU Angeli Merkel. W takim wypadku Niemcy mogą czekać powtórzone wybory lub CDU zdecyduje się na rząd mniejszościowy, czego jednak Merkel bardzo nie chce. Dla EUR, tak samo jak dla USD, rezultat politycznych przepychanek może być pozytywny lub negatywny. Na ile jednak stabilność polityczna w Niemczech jest istotnym czynnikiem budującym siłę EUR? Na pewno przegrywa na znaczeniu z oczekiwaniami rynku wobec jastrzębiego zwrotu EBC, jednak w okresie martwego wyczekiwania na komunikat po posiedzeniu w najbliższy czwartek, odrzucenie koalicji przez SPD może łatwo przerodzić się w powód do zepchnięcia EUR. Na razie jednak pozostaje czekać do poniedziałku.

W kalendarzu niewiele jest pozycji mogących urozmaicić nam odliczanie czasu do weekendu. Grudniowa sprzedaż detaliczna z Wielkiej Brytanii może odczuć skutki silnego wzrostu w poprzednim miesiącu (1,1 proc. m/m). Badania handlu nie są jednoznaczne, ale podnoszą ryzyko, że przedświąteczne zakupy zostały dokonane z wyprzedzeniem, w rezultacie grudniowe wartości mogą rozczarować (prog. -1 proc.) i ostudzić popyt na funta. Po południu mamy paczkę danych z Polski, gdzie efekty sezonowe osłabią produkcję przemysłową, ale podbiją sprzedaż detaliczną. Dane nie powinny nadać świeżego kierunku dla złotego i zakładamy konsolidację EUR/PLN pod 4,17. Z USA otrzymamy indeks Uniwersytetu Michigan, który ostatnio nie cieszy się dużym zainteresowaniem rynku.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Cykl Kolba: 4 kroki do zdobycia wiedzy i nowych umiejętności

Zaproponowanie pracownikowi atrakcyjnej formy rozwoju to trudne wyzwanie dla menedżera. Osoba dorosła zachowuje skupienie zaledwie 20 minut, jeśli temat nie wzbudzi jej zainteresowania. Jak podaje portal Southtree, to o 12 minut mniej niż jeszcze dekadę temu. Aby zmierzyć się z tym problemem, warto znać cykl Kolba – metodę efektywnej nauki dla dorosłych, którą poleca Jarosław Pudełek, ekspert zarządzania doświadczeniem pracowników z firmy CzteryP.

„Nauka to proces, podczas którego wiedza tworzy się poprzez transformację doświadczenia” – twierdzi David Kolb, amerykański teoretyk rozwoju nauczania. Innymi słowy: najlepiej uczymy się, wykonując praktyczne zadania. Ilustruje to tzw. cykl Kolba, składający się z czterech elementów: doświadczenia, refleksji, generalizacji i zastosowania. Jeśli chcesz, żeby pracownik pozyskał nową wiedzę, powinien przejść przez wszystkie wspomniane fazy cyklu.

Doświadczenie: zrób to sam

Dorośli najlepiej uczą się przez doświadczenie. Podczas szkoleń można wykorzystać to na dwa sposoby. Jeśli temat spotkania dotyczy sytuacji znanych uczestnikom (np. doskonalenie kompetencji sprzedażowych dla zespołu odpowiedzialnego za ten obszar), odwołaj się do ich wcześniejszych doświadczeń. Możesz także poprosić ich o odegranie krótkich scenek, w których wczują się w sytuację rozmówcy – tak, by uświadomić sobie oczekiwania drugiej strony. Na tym etapie najbardziej efektywne będzie, gdy uczestnicy zmierzą się ze środowiskiem niezwiązanym bezpośrednio z ich środowiskiem biznesowym – np. będą sprzedawać inny produkt niż na co dzień. Dzięki temu skoncentrują się na umiejętnościach a nie na wiedzy produktowej.

Zdarza się również, że chcesz, by Twoi pracownicy doświadczyli czegoś nowego. Może to być na przykład trening negocjacyjny dla osób, które dopiero zaczynają pracę jako handlowcy. W tym przypadku zajęcia aktywizujące będą wręcz niezbędne. „Uczestnicy muszą doświadczyć na własnej skórze, z jakimi wyzwaniami będą się mierzyć – dzięki temu zyskają świadomość, czego oczekują od szkolenia i do jakich efektów chcą dążyć” – radzi Jarosław Pudełek z CzteryP.

Refleksja: myślenie jest złotem

Po części praktycznej nadchodzi czas na dyskusję. Tu istotną rolę pełni moderator – najlepiej, by był to doświadczony konsultant biznesowy, który odpowiednio poprowadzi rozmowę. Dzięki temu wsparciu grupa będzie mogła przeanalizować swoje doświadczenia i odpowiedzieć na pytanie, z czego wynikały zaistniałe trudności – na przykład negocjacyjna porażka podczas symulacji. Uczestnicy szkolenia powinni dostać szansę, by wyrazić wszystkie swoje przemyślenia i wątpliwości.

Na koniec tej części następuje czas na wypowiedź moderatora, który dzieli się swoimi przemyśleniami jako zewnętrzny obserwator. To czas na autorefleksję: uczestnicy szkolenia mogą ocenić swoje mocne i słabe strony na bazie wcześniejszych doświadczeń. Jak podkreśla Jarosław Pudełek, ważne jest także, by grupa podsumowała wnioski płynące z symulacji oraz ze wspólnej dyskusji.

Generalizacja: więcej niż teoria

Kiedy uczestnicy spotkania zaprezentują już swoje przemyślenia, nadchodzi czas, by poznali także teoretyczne podejście do omawianej kwestii. Przekazanie tej wiedzy leży w kompetencjach trenera, który pełnił wcześniej funkcję moderatora. W przypadku treningu negocjacyjnego powinien on zapoznać grupę z konkretnymi technikami, które mogą pomóc im w prowadzeniu rozmów biznesowych.

Ekspert z CzteryP podkreśla, że spotkanie nie może być jedynie suchym wykładem. Mimo że głos należy do trenera, powinien on dążyć do zaangażowania grupy poprzez zadawanie pytań czy wspólne zapisywanie najważniejszych punktów szkolenia. Istotne jest, by jego wypowiedź nawiązywała do praktycznych przykładów z pierwszej części spotkania.

Stosowanie: rozwój w praktyce

Jeśli dyskusje i podsumowania mają przynieść wymierny efekt, zdobyta wiedza musi być jak najszybciej zastosowana w praktyce. Może to być osiągnięte np. poprzez powtórzenie ćwiczeń z początku szkolenia w zmodyfikowanej formie. Podobny scenariusz zadania przyniesie odmienne efekty, kiedy uczestnicy będą wykorzystywać właśnie poznane techniki negocjacji. „Ostatni etap cyklu Kolba to także czas, by zauważyć ewentualne błędy i wprowadzić korekty. To przede wszystkim zadanie trenera, ale wspólne doskonalenie powinno być pracą zespołową” – opisuje Jarosław Pudełek z CzteryP.

Cykl Kolba można zastosować w wielu sytuacjach. Istotne jest jednak to, by żaden krok nie został pominięty. Jeśli szkolenie ma przynieść długofalowy efekt, podczas nauki nie należy wybierać drogi na skróty.

Ukraińcy na polskim rynku pracy

Jak wynika z raportu „Barometr Imigracji Zarobkowej – II półrocze 2017”, już co piąta firma w Polsce zatrudnia pracowników z Ukrainy. W większości przypadków uzupełniają oni luki, których nie da się wypełnić Polakami. Z drugiej strony trzeba zdawać sobie sprawę, że napływ Ukraińców spowodował wyhamowanie wzrostu wynagrodzeń w Polsce.

Głównie w dużych firmach

„Najwięcej pracowników z Ukrainy jest oczywiście w dużych firmach. Już nawet co druga z nich deklaruje, że zatrudnia Ukraińców. Nie ma się co dziwić, po prostu duże przedsiębiorstwa mają największe trudności, jeżeli chodzi o rekrutację pracowników. Najmniej Ukraińców znajdziemy w małych firmach. Zatrudnia ich tylko 13% tych firm” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Monika Banyś z biura prasowego firmy Personnel Service.

Pracownicy niewysokiego szczebla

Ukraińcy pracują w Polsce głównie na stanowiskach niskiego i średniego szczebla. W dużym stopniu wynika to z tego, że najczęściej są oni zatrudniani na podstawie uproszczonej procedury zatrudniania, co powoduje, że mogą pracować w naszym kraju jedynie przez sześć miesięcy w ciągu roku. To za krótko jak na pracę na wyższym stanowisku.

Tyle, ile Polacy

Wbrew pozorom w tej chwili Ukraińcy wcale nie zarabiają mniej niż Polacy. Jest to spowodowane tym, że polscy pracodawcy zaczęli konkurować o pracowników z Ukrainy, ponieważ jest na nich bardzo duże zapotrzebowanie. Żeby więc pozyskać Ukraińców, muszą im płacić tyle, ile Polakom.

Nie tylko pieniądze przekonują

Pracownicy z Ukrainy nie są jednak przyciągani wyłącznie wysokością wynagrodzenia. Pracodawcy czasami oferują im również różne świadczenia pozapłacowe. Zapewniają m.in. zakwaterowanie, wyżywienie, dojazd do miejsca pracy czy dostęp do internetu.

Z korzyścią dla pracodawców

Jak zauważa ekspertka: „Napływ Ukraińców na polski rynek pracy powstrzymał w pewnym stopniu presję płacową, z którą zmagali się pracodawcy w 2017 r. […]. Gdyby nie Ukraińcy, wzrosty płac prawdopodobnie byłyby wyższe. Ale z drugiej strony – pytanie, czy pracodawcy byliby w stanie sobie poradzić z tak dużymi wymaganiami finansowymi”.

Polak, Ukrainiec – dwa bratanki?

A jak podchodzą polscy pracownicy do swoich ukraińskich kolegów? 41% z nas ma do nich stosunek pozytywny. 52% – jest nastawionych neutralnie. Natomiast u 7% – Ukraińcy wzbudzają emocje negatywne, najczęściej dotyczy to tych Polaków, którzy mają najniższe wykształcenie i zarabiają najmniej. Obawiają się oni, że pracownicy z Ukrainy mogą ich pozbawić pracy.

BGK: Wzrost gospodarczy i tempo wzrostu inwestycji w 2018 r.

Wzrost gospodarczy w 2018 r. pozostanie stabilny, choć nieco niższy niż w 2017 roku, a tempo wzrostu inwestycji w 2018 roku powinno być szybsze – podał Narodowy Bank Polski w „Założeniach polityki pieniężnej na rok 2018”. Biorąc pod uwagę to, jak rozwiną się gospodarki głównych partnerów handlowych, jak rozwinie się konsumpcja prywatna w kraju oraz inne niż inwestycje elementy popytu krajowego – 2018 rok zapewne będzie dobry, niezależnie od tego, jak bardzo inwestycje odbiją się w górę. W obszarze inwestycji należy mówić o długookresowych perspektywach wzrostu gospodarczego. I to jest właściwy kontekst, w którym należy analizować inwestycje.

– Poważnym czynnikiem ograniczającym perspektywę wzrostu polskiej gospodarki jest demografia. Z roku na rok ubywa rąk do pracy, mimo napływu imigrantów – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Tomasz Kaczor, główny ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego – Oczywiście, poważnym czynnikiem może być również coraz mniejsza siła, z jaką ciągną nas gospodarki bardziej rozwiniętych partnerów – czy wreszcie mniejsze przyrosty efektywności, które nie jest tak łatwo dogonić. To one powodują, że musimy ten dystans nadrabiać innymi siłami. Inwestycje są potrzebne, by pozwolić rosnąć gospodarce szybciej niż 2-3% w kolejnych latach. W 2018 roku szybki wzrost inwestycji może nas pchnąć w kierunku wyniku dobrze powyżej 4% wzrostu PKB, bez inwestycji dynamika PKB na poziomie 4% też jest osiągalna. Nawet jeśli inwestycje pojawią się w tym roku, to efekt będzie widoczny za trzy, cztery lata, a nie w bieżącym roku. Sektor publiczny jest głównym czynnikiem kreującym wzrost, stanowi też ogromne źródło popytu i kładzie podwaliny pod zwiększenie inwestycji prywatnych. Badania i doświadczenia z poprzednich perspektyw – np. wydatkowania środków unijnych – wyraźnie wskazują, że w ślad za inwestycjami publicznymi, np. budową autostrad, dróg czy rewitalizacjami w miastach idą inwestycje prywatne. To są te inwestycje, które przekładają się długookresowo na wzrost gospodarczy. Następnym bardzo ważnym czynnikiem jest prawo, które zapewnia stabilność otoczenia instytucjonalnego, co pozwala inwestorom kierować się czysto ekonomicznymi przesłankami, a nie obawami o zmianę, obawami o niekorzystne regulacje, które mogą zniszczyć dowolny biznes. Rząd powinien inwestować i zachęcać do inwestycji sektor prywatny, natomiast w warstwie instytucjonalnej przede wszystkim nie powinien przeszkadzać – ocenił Tomasz Kaczor.

W Polsce powstaje specsłużba do odpierania cyberataków. Ma liczyć tysiąc osób i kosztować dwa miliardy złotych

W Polsce powstaje specsłużba do odpierania cyberataków. Ma liczyć tysiąc osób i kosztować dwa miliardy złotych 10

Jednostki powołane do działania w cyberprzestrzeni powstają na całym świecie. Takimi strukturami dysponują chociażby Stany Zjednoczone, Niemcy czy Rosja. Do grona tych państw chce dołączyć także Polska. W ramach Ministerstwa Obrony Narodowej powstaje komórka, która ma reagować na zagrożenia dla obronności kraju i cyberbezpieczeństwa, związane m.in. z cyberatakami. Eksperci podkreślają, że tworzenie tego typu jednostek jest kluczowe dla bezpieczeństwa kraju.

– Obecnie tworzone jednostki do spraw działalności w cyberprzestrzeni w Polsce mogą wyróżniać się tym, że jest tam zachowany komponent operacji informacyjnych, czyli infoopsowych, oprócz tego standardowego, który wyraża się w typowych zagrożeniach teleinformatycznych – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Kamil Gapiński z Fundacji Bezpieczna Cyberprzestrzeń.

W skład nowych wojsk cybernetycznych wchodzić będzie jednostka CYBEROPS, która zajmie się obroną przed cyberatakami, oraz jednostka INFOOPS, chroniąca państwo przed operacjami informacyjnymi. MON powołał także nową spółkę Qbit, która ma koordynować działania wszystkich spółek Polskiej Grupy Zbrojeniowej działających w cyberprzestrzeni.

– Takie jednostki są potrzebne ze względu na dzisiejsze wyzwania w cyberprzestrzeni. Cyberatak może np. doprowadzić do awarii infrastruktury krytycznej dla państwa. Tworzenie tego typu jednostek i rozwijanie ich zdolności, zarówno w tym znaczeniu defensywnym, jak i aktywnym, jest dziś kluczowe dla obronności państwa i cyberbezpieczeństwa – podkreśla Kamil Gapiński z Fundacji Bezpieczna Cyberprzestrzeń.

Pierwsza tego typu jednostka powstała w Stanach Zjednoczonych, gdzie działa w ramach nie tylko tamtejszego departamentu obrony, lecz także służb specjalnych, takich jak agencja wywiadowczych National Security Agency (NSA) czy Central Intelligence Agency (CIA). Polska struktura będzie działać w formie specjalnej jednostki wojskowej. Będzie docelowo liczyć tysiąc osób. W jej skład wejdą nie tylko żołnierze, lecz także cywilni eksperci, do tej pory związani np. z rynkiem komercyjnym. Organizacja nowej struktury ma zająć około dwóch lat.

– Zadania czy zdolności, które ma rozwijać taka jednostka ds. działania w cyberprzestrzeni, ze strony procesów ogniskują się wokół reagowania na incydenty komputerowe czy zarządzania ryzykiem, zaś ze strony technicznej wokół analizy zagrożeń, analizy złośliwego oprogramowania czy informatyki śledczej. Spektrum zadań i zdolności jest naprawdę szerokie, dotyka wielu dziedzin cyberbezpieczeństwa, również kryptologii – tłumaczy ekspert.

Na przestrzeni ostatnich lat obserwuje się wzrost świadomości, ale również wydatków na rozwiązania związane z cyberbezpieczeństwem, zarówno w sektorze prywatnym, jak i publicznym. W 2016 roku amerykański rząd przeznaczył na ten cel 28 mld dol., w kolejnych latach ta kwota ma być jeszcze wyższa. Polski rząd na powstanie armii cybernetycznej przeznaczy dwa mld zł.

Jak wynika z informacji firmy Zecurion, Rosja wydaje na funkcjonowanie swoich wojsk cybernetycznych 300 mln dol. rocznie. Jej cyberarmia składa się z ponad tysiąca osób, a ich wyszkolenie i poziom zaawansowania zaliczany jest do pierwszej piątki na świecie.

– Jednostki, które są powołane do działania w cyberprzestrzeni, czy to w strukturach cywilnych czy wojskowych, powstają na całym świecie. Takie jednostki są już zarówno w USA, Niemczech czy Rosji. W tych dwóch ostatnich krajach są również poszerzone komponenty informacji operacyjnych – mówi Kamil Gapiński.

Jednocześnie wzrasta liczba zagrożeń. Z danych firmy Symantec wynika, że w ubiegłym roku liczba ataków ransomware (blokowanie dostępu do komputera i wymuszenie okupu) wzrosła o 36 proc. Najbardziej narażone są małe firmy, które są celem 43 proc. cyberataków.