Warszawskie biura atrakcyjne nie tylko dla międzynarodowych firm

Dobrą pozycję negocjacyjną, jaką obecnie mają najemcy warszawskich biur, wykorzystują nie tylko globalne firmy i polskie przedsiębiorstwa, ale także coraz liczniej instytucje państwowe       

Warszawa
Źródło fot. Walter Herz

Na warszawskim rynku biurowym warunki dyktują dziś najemcy. Duży wybór wolnej powierzchni biurowej i wciąż rosnąca podaż stawia firmy poszukujące biur w dogodnej sytuacji, sprzyjającej negocjacjom. Walkę o najemców toczą właściciele budowanych, modernizowanych i istniejących obiektów biurowych.

Małgorzata Brawura-Biskupska z firmy doradczej Walter Herz zauważa lekką tendencję zniżkową, jaka notują obecnie w Warszawie stawki czynszowe za wynajem powierzchni biurowej. – Właściciele biurowców, którzy oferują konkurencyjne ceny nie mogą jednak narzekać na brak chętnych, ponieważ popyt na stołeczne biura utrzymuje się wysokim poziomie. W ostatnich miesiącach wynajęta została w Warszawie rekordowo duża ilość powierzchni, co biorąc pod uwagę konkurencyjność rynku, najlepiej świadczy o tym, jak dużą skłonność do ustępstw mają obecnie właściciele budynków biurowych – mówi Małgorzata Brawura-Biskupska.

Rekordowe umowy najmu

Warszawa ze względu na swój potencjał ekonomiczny, kapitał ludzki, jakim dysponuje i coraz większą dostępność wysokiej klasy powierzchni biurowej to atrakcyjny rynek dla zachodnich firm i światowych korporacji. Zagraniczne firmy chętnie lokują w stolicy Polski swoje biura regionalne i centra usług dla biznesu. Stąd nienotowane dotychczas wyniki wynajmu powierzchni biurowej. Sytuację na rynku dobrze ilustruje umowa podpisana w pierwszej połowie bieżącego roku przez firmę Samsung na wynajem aż 21 tys. m kw. powierzchni w kompleksie Warsaw Spire.

Wpływ na popyt ma nie tylko zapotrzebowanie na powierzchnię zgłaszane przez wchodzące do naszego kraju zagraniczne firmy. Także rodzime przedsiębiorstwa lokują swoje siedziby w komfortowych biurach. Coraz aktywniejsze na warszawskim rynku biurowym są również instytucje administracji państwowej, które jak podaje firma Walter Herz, stają się silną grupą najemców.

Największe rabaty w realizowanych obiektach

Małgorzata Brawura-Biskupska przyznaje, że na konkurencyjnym warszawskim rynku na największe rabaty mogą liczyć firmy, które decydują się na wynajęcie powierzchni biurowej w obiektach będących w trakcie budowy. – W takich przypadkach efektywne stawki najmu, po rozliczeniu wakacji czynszowych, mogą okazać się niezwykle korzystne. Najemcy, którzy są skłonni podpisać umowę w trakcie budowy obiektu mogą liczyć na stawki na poziomie tych, które obowiązują w niższej klasy budynkach, czy inwestycjach gorzej zlokalizowanych, przyznaje reprezentantka Walter Herz.

– Firmy które podpisują umowy przednajmu, poza atrakcyjnym czynszem, mogą liczyć także na takie bonusy, logotyp umieszczony na elewacji budynku, czy zyskać niestandardową aranżację biura. Wynajmujący oferują również dodatkowe pakiety zachęt na aranżacje, relokacje, czy umeblowanie i przystają na elastyczniejsze zapisy w umowach. Dotyczą one na przykład możliwości ekspansji powierzchni wraz z rozwojem firmy, czy wyłączności na prowadzenie określonej działalności w budynku. Najwięksi najemcy mogą mieć też wpływ na wybór dostawców usług w budynku, np. operatora kantyny, dodaje Małgorzata Brawura-Biskupska.

Zdaniem Małgorzaty Brawury-Biskupskiej rozkład budynku ma szczególnie duże znaczenie dla instytucji państwowych, od których firma Walter Herz dostaje w ostatnim czasie coraz więcej zapytań ofertowych. – Urzędy zwykle poszukują powierzchni biurowej w układzie gabinetowym. Szczególne wymagania co do lokalizacji i samych budynków zależą od poszczególnych instytucji państwowych. Biurowiec nie musi być usytuowany w centrum, ale jego położenie powinno zapewniać dobrą infrastrukturę i dostęp do środków transportu publicznego. Układ wewnętrzny budynku musi być też dostosowany do potrzeb danej instytucji. Warunkiem podpisania umowy przez najemców instytucjonalnych jest wyrażenie czynszu w złotych, a często także spełnienie różnego rodzaju wymagań indywidualnych związanych z procedurami obowiązującymi w danej instytucji – przyznaje.

Budynki dla administracji państwowej

Ze względów proceduralnych niektóre jednostki administracji państwowej poszukują do wynajęcia całych budynków biurowych. Także inwestorzy starają się zainteresować swoimi projektami instytucje państwowe. Jednym z obiektów biurowych, jaki komercjalizuje firma Walter Harz jest inwestycja przy ul. Ciołka 12A na warszawskiej Woli. To kolejny projekt w tej lokalizacji inwestora, w którego ośmiu innych biurowcach ulokowało już swoje siedziby wiele instytucji publicznych. Przedstawicielka Walter Herz przyznaje, że plan budowy kolejnego biurowca powstał z myślą o najemcy instytucjonalnym.

Małgorzata Brawura-Biskupska informuje, że jednostki administracyjne najczęściej przenoszą się ze starszych budynków do nowych chcąc zoptymalizować koszty związane z utrzymaniem biur. Jakość powierzchni biurowej i stan techniczny obiektów, jakie zajmują urzędy często odbiega od przyjętych obecnie standardów. Przy czym, instytucje państwowe rzadko podejmują się teraz samodzielnej budowy i zarządzania własnymi budynkami, chcąc skoncentrować się wyłącznie na realizacji zadań statutowych.

Aktywność podmiotów instytucjonalnych

W tym roku największą umową najmu, podpisaną przez publicznego najemcę był kontrakt zawarty przez Powszechny Zakład Ubezpieczeń na wynajem 17,5 tys. m kw. powierzchni w budynku Konstruktorska Business Center. Małgorzata Brawura-Biskupska przypomina również, że Centrum Unijnych Projektów Transportowych wynajęło 6 200 m kw. biur w powstającym przy rondzie Daszyńskiego kompleksie Warsaw Spire, a dodatkowe 5 000 m kw. zajęły spółki z grupy Poczty Polskiej w budynku Domaniewska Office HUB na Mokotowie. – Ponadto, Ministerstwo Spraw Zagranicznych wynajęło centralnie zlokalizowany budynek Foksal City, a Urząd Komunikacji Elektronicznej wszedł do biurowca przy ul. Kasprzaka. Niedawno także Polskie Sieci Elektroenergetyczne ulokowały się przy al. Jerozolimskich w inwestycji Delta Eurocentrum Office Complex na powierzchni 6 300 m kw., wylicza przedstawicielka Walter Herz.

Nowe warszawskie biurowce budują swoją przewagę konkurencyjną, oferując dodatkowe funkcjonalności na terenie kompleksów i w samych budynkach. Najemcy wysokiej klasy obiektów mają do dyspozycji na miejscu różnego rodzaju placówki usługowe, punkty handlowe, restauracje, kawiarnie, atrakcyjnie zaaranżowane miejsca do odpoczynku i rekreacji, a nawet fitness cluby i przedszkola. Tego typu udogodnieniami skutecznie przyciągają najemców. Chcąc dotrzymać kroku konkurencji, coraz więcej podobnych wygód oferują również budynki klasy B i modernizowane obiekty biurowe.

Autor: Walter Herz

30 tys. zamówień jeszcze przed uruchomieniem sprzedaży. W Gliwicach ruszyła regularna produkcja nowego Opla Astry

CEO Magazyn Polska

Nowy Opel Astra trafi do sprzedaży w listopadzie, a już cieszy się dużym zainteresowaniem. Opel otrzymał ponad 30 tys. zamówień na nowy model. Koncern właśnie uruchomił regularną produkcję piątej generacji Astry w fabryce Gliwicach. Takie zlecenie dla zakładu jest ważne zarówno dla regionu, jak i dla całej branży motoryzacyjnej.

W tym roku idziemy na wynik 640-650 tys. sztuk wyprodukowanych w Polsce po 584 tys. w zeszłym roku. Cały wzrost bierze się z podwojenia produkcji Opla w Gliwicach, co pokazuje, że ten koncern dokonał głębokiej restrukturyzacji, wzmocnił potencjał wytwórczy w Polsce. Tu w Gliwicach Opel trafił na bardzo dobre warunki, świetną kadrę, dobre zaplecze instytutów Politechniki Śląskiej i kapitalną załogę, która ściga się ze światem w jakości produkowanych samochodów – mówi agencji Newseria Biznes wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński.

Jak podkreśla, decyzja o produkcji w Gliwicach kolejnego nowego i technicznie zaawansowanego modelu marki Opel potwierdza wszechstronność i doświadczenie polskiego zespołu.

To potwierdza walory Polski w wymiarze globalnym, a jednocześnie buduje dodatkowe zapotrzebowanie na części, akcesoria i podzespoły. Jesteśmy szóstą montownią nowych samochodów osobowych w Europie, ale największym producentem i eksportem części, akcesoriów i podzespołów samochodowych. Na tym budujemy nasze przewagi – mówi Piechociński.

Astra jest jednym z najchętniej wybieranych samochodów w Polsce w okresie ostatnich 20 lat. Jak wynika z danych Instytutu Samar, w ubiegłym roku była czwartym najchętniej wybieranym przez klientów modelem. Uwzględniając statystyki dotyczące wszystkich generacji Astry od 1991 roku w Polsce, model ten zajmuje trzecie miejsce.

Koncern liczy, że nowa wersja powtórzy rynkowy sukces poprzedników. Przesłanki do takiego scenariusza już są – jeszcze przed premierą klienci złożyli zamówienia na 30 tys. sztuk nowego modelu.

Jesteśmy bardzo ucieszeni informacją, że jest 30 tys. zamówień złożonych zanim zaczęliśmy sprzedaż. Entuzjazm klientów powoduje, że nasze plany będą musiały być zweryfikowane w górę – mówi Andrzej Korpak, dyrektor General Motors Manufacturing Poland.

Astra jest najlepszym spośród produkowanych do tej pory modeli Opla. Gliwicka fabryka zwiększyła zatrudnienie o 450 osób. Dodatkowo przy produkcji Astry przez następne dwa lata pracować będą pracownicy zakładu w Tychach, który teraz jest przebudowywany. Dostosowanie fabryki do nowej produkcji kosztowało ok. 150 mln euro – za tę kwotę m.in. wybudowano trzy dodatkowe hale, zainstalowano nowe matryce w tłoczniach i unowocześniono spawalnie.

Zwiększyliśmy automatyzację spawalni. Jak otwieraliśmy ten zakład 17 lat temu, to automatyzowana linia stanowiła 20 proc. była, a manualna – 80 proc. Teraz proporcje są odwrotne. To jest duża inwestycja w roboty najnowszej generacji. To kosztuje, ale zwraca się w jakości – wyjaśnia Andrzej Korpak.

Wyróżnikami nowej generacji jest m.in. nowoczesny design i rozwiązania technologiczne na najwyższym poziomie. Auto posiada innowacyjny system wsparcia kierowcy OnStar, który może automatycznie wzywać pomoc w razie wypadku, zlokalizować auto i przeprowadzić zdalną diagnostykę.

W aucie zastosowano także wiele innowacyjnych rozwiązań, m.in. nieoślepiające matrycowe reflektory Intellilux LED. Samochód jest lżejszy od poprzedniej wersji o 200 kg, jest ponadto bardziej przestronny i ma bardziej aerodynamiczną sylwetkę. Jest napędzany nowo opracowanymi oszczędnymi silnikami.

1 października Międzynarodowym Dniem Osób Starszych

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego osoby po 65 roku życia stanowią w Polsce około 16 proc. W 2050 roku będzie to już 32,7 proc. Z danych Komisji Europejskiej wynika, że stosunek osób niepracujących (w wieku 65+) do ogółu zatrudnionych wzrośnie w Polsce w 2060 r. z obecnych 33 proc. do ponad 80 proc. Problem wykluczenia osób starszych jest jednak nie tylko zagadnieniem ekonomicznym, ale także społecznym. Dlatego firma doradcza Deloitte zaangażowała się w pomoc seniorom. W najbliższą niedzielę pracownicy Deloitte włączą się w obchody Międzynarodowego Dnia Osób Starszych, obchodzonego m.in. w warszawskim Parku Saskim. Współorganizatorem imprezy jest Ogólnopolskie Stowarzyszenie „mali bracia Ubogich”.

Międzynarodowy Dzień Osób Starszych został ustanowiony przez Organizację Narodów Zjednoczonych 25 lat temu. Obchodzony jest 1 października. Święto zostało ustanowione po to, aby zwrócić uwagę na problemy osób starszych, wzmocnić obraz starzenia się jako naturalnego procesu oraz zachęcić do dyskusji na temat problemów ludzi dojrzałych. W tym roku warszawskie obchody tego święta odbędą się 4 października w Parku Saskim. Jednym z wystawców podczas niedzielnego pikniku będzie Ogólnopolskie Stowarzyszenie „mali bracia Ubogich”. Tego dnia będzie można bezpłatnie porozmawiać z prawnikiem, psychologiem, a także zapoznać się z ofertą zajęć dla seniorów. Dostępne będą też informacje o „Telefonie Zaufania dla osób starszych”, a osoby, którym bliskie są problemy najstarszego pokolenia zyskają możliwość podpisania „Apelu o poszanowanie godności osób bez względu na wiek”. Apel ten jest także dostępny na stronie Stowarzyszenia. W Parku Saskim będą również obecni pracownicy Deloitte, którzy tego dnia wcielą się w rolę wolontariuszy.

Współpraca pomiędzy Deloitte a Stowarzyszeniem „mali bracia Ubogich” nie ograniczy się jedynie do wsparcia polskich obchodów Międzynarodowego Dnia Osób Starszych. Pracownicy Deloitte zaangażują się także w organizację spotkań wigilijnych dla członków Stowarzyszenia, jak również w inicjatywy z okazji Dnia Babci i Dziadka. „Poprzez nasze działania chcemy dotrzeć nie tylko do potrzebujących, samotnych seniorów, ale także uświadomić opinii publicznej, jak ważne są potrzeby osób starszych, a jednocześnie jak niepokojące jest zjawisko ich wykluczenia. W Deloitte bliska jest nam idea, że godność się nie starzeje, a seniorzy zasługują na więcej uwagi” – mówi Ewa Suszek, Koordynator projektu ze strony Deloitte.

Od strony ekonomicznej, o potencjale usług dla tej grupy społecznej będzie mowa podczas tegorocznej edycji Kongresu Senioralnego, który odbędzie się w 6 października. Eksperci Deloitte Renata Onisk i Michał Turczyk będą tam mówić o rozwoju nowej w Polsce gałęzi gospodarki skierowanej właśnie do osób starszych, tzw. gospodarki srebrnej.

Polskie firmy przyczyniają się do realizacji Celów Zrównoważonego Rozwoju ONZ

17 celów, 169 zadań i 304 wskaźniki – rządy krajów na świecie przyjęły założenia, dzięki którym do 2030 r. ludziom ma się żyć lepiej, zdrowiej i bezpieczniej. Cele ONZ to nie tylko sprawa rządów. Światowe i polskie firmy udowadniają, że mogą realnie przyczynić się do ich realizacji. Niektóre robią to zresztą każdego dnia – prowadząc odpowiedzialny biznes. I tak od wielu lat.

Dla wielu firm nowe wytyczne to coś więcej niż uniwersalne cele, pobożne życzenia czy plany na bliżej nieokreśloną przyszłość. To ważne elementy ich strategii biznesowej.

17 celów ONZ w praktyce

Przykład Kompanii Piwowarskiej (KP), największej firmy piwowarskiej w Polsce pokazuje, że prowadzenie biznesu w sposób odpowiedzialny i zrównoważony przynosi rozwój i dobrobyt społecznościom wokół nas.

Zrównoważony rozwój leży u podstawy naszego biznesu. Zdajemy sobie sprawę, że jego trwałość zależy od kondycji ekonomicznej i społecznej naszego otoczenia oraz odpowiedzialnego gospodarowania zasobami naturalnymi. Dlatego zintegrowaliśmy te zagadnienia w podejściu „Postaw na piwo”. Każdego dnia warząc piwo, współpracując z dostawcami czy klientami wiemy, że przyczyniamy się do realizacji wspólnej wizji Narodów Zjednoczonych. To wspaniałe uczucie! – skomentował Paweł Kwiatkowski, rzecznik prasowy Kompanii Piwowarskiej.

Globalne cele ONZRozwój biznesu i społeczności, odpowiedzialne spożycie alkoholu, oszczędzanie wody, czyste środowisko i wydajne i przyjazne uprawy to 5 źródeł wzrostu uznanych przez KP za kluczowe dla prowadzenia odpowiedzialnego biznesu piwowarskiego. Jak w praktyce browary za ich pośrednictwem przyczyniają się do realizacji celów ONZ?

Wsparcie małych przedsiębiorstw

Jednym z celów firmy do 2020 r. jest wsparcie 13,5 tysiąca małych i średnich firm w Polsce i ponad 500 tysięcy biznesów na świecie, w ramach grupy SABMiller, do której należy Kompania. Współpracującym z browarami właścicielom małych sklepów czy pubów firma dostarcza nie tylko ulubione piwa Polaków, ale także wiedzę i rozwiązania służące dalszemu rozwojowi tych biznesów. W grę wchodzą szkolenia z zakresu zarządzania kategorią piwa i budowania kultury piwnej oraz rekomendacje dotyczące asortymentu pozwalającego przyciągać kolejnych konsumentów. Dzięki takiemu podejściu, przedsiębiorcy zwiększają swoją konkurencyjność na rynku i uzyskują realne korzyści w postaci wzrostu sprzedaży. A to już pierwszy krok do poprawy dobrobytu ich rodzin i najbliższych. W ubiegłym roku KP objęła takim programem prawie 4 tysiące firm. Podobny projekt SABMiller w Ameryce Łacińskiej pozwoli wesprzeć do 2020 r. 190 tysięcy właścicieli sklepów, z których 70 procent stanowią kobiety. Szacuje się, że w ten sposób pośrednio uda się pomóc ponad 750 tysiącom ludzi w tym obszarze.

– Do roku 2020 chcemy w Europie realizować ambitny cel zakładający poprawę źródeł utrzymania 77 500 drobnych przedsiębiorców działających w tym regionie. Jesteśmy przekonani, że możemy też zadbać o podniesienie dobrobytu społeczności, wśród których działamy, wspierając tworzenie miejsc pracy i zapewniając dodatkowe możliwości lokalnym przedsiębiorcom. – podsumowała Sue Clark, dyrektor generalny SABMiller w Europie.

Woda na wagę złota

Woda to źródło życia i największe dobro, dlatego ochrona tego źródła dotyczy każdego z nas. Kompania Piwowarska należy do czołówki browarów na świecie pod względem oszczędzania wody, zużywając jedynie 2,85 hl wody na hl piwa, podczas gdy średnio w polskich browarach zużywa się około 4-6 hl, a w niektórych – nawet 10 hl. Grupa SABMiller wprowadza dobre praktyki na wszystkich rynkach, na których jest obecna. W mieście Neemrana, w Rajasthanie (Indie) działania na rzecz oszczędzania wody i poprawy infrastruktury upraw doprowadziły do podniesienia poziomu wody na tym obszarze o 23%, średnia produktywność na hektarze upraw zwiększyła się o 235,5 procenta, a średni dochód netto – wzrósł o 21%.

Dbałość o czyste środowisko

Kompania Piwowarska prowadzi także działania mające na celu obniżanie emisji dwutlenku węgla i zmniejszanie poziomu odpadów we własnych browarach, pomagając przy tym dostawcom, klientom i lokalnym środowiskom realizować ten cel. Na najbliższe lata zaplanowano zmniejszenie poziomu emisji dwutlenku węgla w przeliczeniu na 1 litr piwa o 25% w całym łańcuchu wartości (w stosunku do poziomu z roku 2010). Cel ten realizowany jest poprzez zakup wyłącznie przyjaznych dla środowiska lodówek, wykorzystanie odnawialnych źródeł energii, redukcję gramatury opakowań, modernizację floty ciężarowej czy programy szkoleniowe dla kierowców z zakresu ekologicznej jazdy.

Zgodnie z polityką ONZ, kluczem do sukcesu wszystkich ambitnych celów ma być tworzenie partnerstw i szeroka współpraca firm, instytucji i rządów na rzecz zrównoważonego rozwoju. Firmy, jak SABMiller i należąca do niej Kompania Piwowarska już wyraziły swoją otwartość na takie rozwiązanie. Czas pokaże jak wiele jeszcze można zdziałać prowadząc „biznes jak co dzień”.

Jesteśmy gotowi do tego by, poprzez działania naszej firmy i w ramach partnerskiej współpracy, pokazywać innym jak biznes może wspierać rozwiązywanie największych światowych wyzwań. – skomentował Alan Clark, prezes SABMiller.

Z założenia, nowe cele ONZ zastępują 8 celów milenijnych z roku 2000, które przyczyniły się m.in. do wyprowadzenia ze skrajnego ubóstwa ponad miliarda osób, eliminacji nierówności między kobietami i mężczyznami w dostępie do edukacji oraz zapewnienia 91 procentom mieszkańców świata dostępu do źródła wody pitnej.

Toyota i Park24 rozbudowują testowy system zintegrowanego transportu miejskiego w Tokio

Do użytkowanych obecnie pięciu i-ROAD-ów dołączy 25 elektrycznych mikrosamochodów COMS, czterokołowych pojazdów produkowanych przez Toyota Auto Body. Pozwoli to użytkownikom dobrać środek transportu do ich potrzeb i upodobań.

Na podstawie zebranych dotąd opinii wybrano 30 nowych lokalizacji dla stacji ładowania i odbioru pojazdów. Nowe stacje znalazły się m.in. przy głównych dworcach kolejowych Tokio. Wynajęty pojazd można oddać w dowolnym punkcie należącym do systemu, zatem opłaty pokrywają rzeczywisty czas podróży. Przez następne 6 miesięcy Toyota i Park24 będą prowadziły badania trafności wyboru lokalizacji stacji ładowania.

Pierwsza faza programu była adresowana do wąskiej grupy klientów biznesowych i wybranych użytkowników indywidualnych. Od października będą mogli w nim uczestniczyć wszyscy chętni.

Program jest oparty na Ha:mo, systemie niskoemisyjnego transportu publicznego. Toyota i Park24 wypracowały dzięki zebranym dotąd doświadczeniom nowe rozwiązania, obejmujące m.in. udoskonaloną wersję systemu zarządzania pojazdami. Zamiast karty magnetycznej, użytkownicy będą się posługiwali smartfonami do odblokowywania pojazdów oraz ich zdawania po zakończeniu podróży. Ha:mo umożliwia korzystanie z samochodów o każdej porze dnia i nocy.

Zebrane dotąd dane pozwoliły udoskonalić system od strony komfortu użytkownika oraz dopracować szczegółowe zagadnienia, np. procedurę wypożyczania i uruchamiania samochodu. Celem dalszych prac jest rozwój programu w takich dziedzinach jak ułatwianie korzystania z serwisu, zaspokajanie możliwie wszystkich potrzeb klientów indywidualnych i biznesowych, rozbudowa sieci punktów odbioru pojazdów o kolejne strategiczne lokalizacje oraz integrowanie systemu z siecią transportu publicznego.

Pilotażowy program Car Plus & Ha:mo ma doprowadzić do komercjalizacji nowego systemu transportu miejskiego, uwzględniającego pełną integrację z programem wynajmu krótkoterminowego. Nowy system da mieszkańcom miast więcej swobody oraz przyczyni się do stworzenia społeczeństwa niskoemisyjnego, w pełni korzystającego z wygód miejskiego życia.

Podobne systemy oparte na Ha:mo działają już w Grenoble we Francji i w Toyota City w Japonii. Trzyletni program testowy w Grenoble wystartował w październiku 2014 roku. W jego ramach Toyota nie tylko dostarcza 35 i-ROAD-ów i 35 COMS-ów, ale jest także odpowiedzialna za system zarządzania car-sharingiem.

Toyota i-ROAD to niewielki pojazd elektryczny, przypominający w pełni zabudowany motocykl. Łączy te zalety samochodów i motocykli, które mają największy wpływ na efektywne poruszanie się w mieście. Jest wąski i zwrotny jak jednoślad, ale zapewnia stabilność, bezpieczeństwo i izolację od deszczu, spalin i hałasu, pozwalając cieszyć się spokojną rozmową lub muzyką. Nowatorskie trzykołowe podwozie dostarcza wyjątkowych wrażeń z jazdy oraz doskonale amortyzuje nierówności nawierzchni. Co szczególnie istotne, na jednym miejscu parkingowym mieszczą się cztery i-ROAD-y.

Pojazd ważący 300 kg napędzają dwa silniki elektryczne o mocy 2kW, które dzięki energii zgromadzonej w bateriach litowo-jonowych zapewniają zasięg 50 km. Dodatkowo, nowatorski system Active Lean pozwala kierowcy w łatwy sposób kontrolować wychylenie pojazdu i gwarantuje stabilną jazdę. Dzięki niemu wrażenia z jazdy i-ROAD-em są jedyne w swoim rodzaju.

Druga faza programu pilotażowego Car Plus & Ha:mo
Okres Od 20 października 2015 do 31 marca 2016
Lokalizacje 30 stacji w 5 okręgach Tokio: Chiyoda, Chuo, Koto, Minato i Bunkyo
Liczba pojazdów i-Road: 5 pojazdów
COMS: 25 pojazdów
Ceny i-Road: 412 jenów za 15 min. (z podatkiem)
COMS: 206 jenów za 15 min. (z podatkiem)

 

Toyota i-Road
Długość 2345 mm
Szerokość 870 mm
Wysokość 1455 mm
Maks. prędkość 60 km/h
Liczba miejsc 1
Napęd Elektryczny

 

 

Toyota Auto Body COMS
Długość 2395 mm
Szerokość 1095 mm
Wysokość 1500 mm
Maks. prędkość 60 km/h
Liczba miejsc 1
Napęd Elektryczny

 

Rekrutacja w IT: firmy tracą kandydatów przez długi czas i stereotypy

Sprawna rekrutacja kandydatów z branży IT to duże wyzwanie dla firm. Na tym rynku to często pracownik, a nie pracodawca, dyktuje warunki. Z uwagi na specyfikę sektora szczególnie istotna jest dbałość o candidate experience, niestandardowe podejście i krótki czas procesu rekrutacyjnego. Eksperci eRecruiter wspólnie ze specjalistami HR z branży IT przygotowali kilka wskazówek, których warto się trzymać w poszukiwaniach specjalisty ds. IT. Zwłaszcza, że zapotrzebowanie na tego typu kandydatów stale rośnie. Jak wynika z danych Pracuj.pl, w I półroczu 2015 roku na rynku pojawiło się ponad 30 tys. ofert z branży IT – aż o 10 proc. więcej w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku.

Wspieramy wielu pracodawców, którzy poszukują pracowników z sektora IT, w zarządzaniu projektami rekrutacyjnymi i widzimy, jak duża jest specyfika tego procesu. To bardzo wymagający rynek, na którym w związku z globalizacją i informatyzacją usług, specjaliści są na wagę złota. Dlatego rekrutacje muszą być profesjonalne i w większym stopniu nastawione na kandydata. Chodzi m.in. o stały kontakt czy rzetelną informację zwrotną na każdym etapie procesu. Są jednak również elementy specyficzne, o których warto pamiętać, bo to często one decydują o powodzeniu procesu rekrutacyjnego – mówi Izabela Bartnicka, ekspert eRecruiter.

Po pierwsze, zadbaj o szybki czas realizacji procesu rekrutacji

Każdy specjalista ds. rekrutacji wie, że prowadząc rekrutację w branży IT powinien się sprężać. Przedłużanie procesu może skłonić kandydata do przyjęcia konkurencyjnej oferty pracy. Dlatego trzeba zadbać o to, by zachowując wszystkie standardy związane z rekrutacją, utrzymać wysoką jakość przy równie wysokim tempie pracy. Jak wskazuje Agnieszka Knoll z Concare IT, w ich firmie praktyką jest podejmowanie decyzji o przyjęciu danego pracownika w trakcie pierwszego spotkania. – Nasze rekrutacje są kilkuetapowe i na tle innych branż ekspresowe. To pozwala nam uniknąć zagrożenia, że konkurencja nas ubiegnie i przed nami zatrudni wartościowego pracownika. Na początku kandydaci wypełniają formularz, który jest szczegółowy, miarodajny i zbiera informacje związane z kompetencjami kandydata, co daje nam pełniejsze wyobrażenie, że dana osoba będzie odpowiadała naszym wymaganiom. Następnie z wybranymi kandydatami prowadzimy telefoniczne rozmowy rekrutacyjne. Zapraszając wybrane osoby na spotkanie z udziałem osoby decyzyjnej (przyszły lider, manager bądź dyrektor), które jest ostatnim etapem, zakładamy, że to potencjalnie nowy członek naszego zespołu. Jeżeli rozmowa przebiegnie pomyślnie bardzo często od razu informujemy go o pozytywnej decyzji składając ofertę pracy – mówi Agnieszka Knoll.

Po drugie, postaw na candidate experience

Specjaliści od rekrutacji w branży IT muszą zdobyć mistrzostwo w dziedzinie kontaktu z kandydatami na każdym etapie procesu – od udzielania im profesjonalnej informacji zwrotnej po podtrzymywanie relacji już po zakończeniu rekrutacji. Wszystko po to, aby nie utracić potencjalnych perełek, których możemy potrzebować w przyszłości. Jednak informowanie o tych podstawowych rzeczach pozostaje dla wielu firm wyzwaniem. – Ciągle słyszę od nowych współpracowników i przyjaciół, że w przypadku wielu procesów rekrutacyjnych nie otrzymywali żadnej odpowiedzi od przedstawicieli firmy, w której starali się o pracę. Jest to niedopuszczalne, bo dla kandydata proces szukania pracy to często stresujący czas, a brak kontaktu ze strony pracodawcy tylko ten stres potęguje – mówi Karolina Wąsala z Ganymede.

Po trzecie, nie ufaj stereotypom

Wielu specjalistów zajmujących się rekrutacją zakłada, że osoba, która często zmienia pracę, nie jest najlepszym kandydatem na pracownika. Przyjmuje się, że taki kandydat będzie miał raczej luźny stosunek do swoich obowiązków i nie przywiąże się do nowego pracodawcy. Jednak w przypadku pracowników z branży IT, takie założenie często nie ma żadnego uzasadnienia. Specyfiką sektora jest praca projektowa, która zazwyczaj ma z góry narzucone ramy czasowe i dlatego niektórzy po zakończonym projekcie, decydują się na zmianę pracodawcy. W związku z tym założenie, że pracownik będzie nielojalny ze względu na częstotliwość zmiany pracy traci na znaczeniu.

Po czwarte, pamiętaj, że liczy się nie tylko wiedza, ale i chęć rozwoju

Rekrutacja w IT najczęściej wymaga włączenia do procesu ekspertów merytorycznych, którzy znają się na specyfice branży. Udział osób znających chociażby specyficzny język IT w rekrutacji to dodatkowa wartość, która pozwala w szybki i wyczerpujący sposób przekazać informacje, które interesują kandydata, oraz zweryfikować jego wiedzę. Jednak najbardziej wartościowy pracownik to nie tylko ten, który ma dużą wiedzę techniczną czy zna różne języki programowania. Równie istotna jest motywacja do zdobywania nowej wiedzy i chęć rozwoju. To często dużo istotniejsze niż zgromadzona wiedza. Warto być na to wyczulonym, bo najgorsze, co może zrobić rekruter, to odrzucić talent ze względów biurokratycznych.

Po piąte, przykładaj wagę do employer branding

„Pracodawca z wyboru” to nie tylko chwytliwy termin, ale również realny cel, do którego powinni dążyć przedsiębiorcy. Dzięki temu kandydaci będą mieli pewność, że starają się o posadę w firmie, która może zapewnić im stabilny rozwój. – Według mnie najwięcej można dziś zyskać, dzięki przemyślanej strategii employer brandingu. W naszej firmie najważniejszym przedsięwzięciem w tym obszarze jest Akademia Ganymede, którą z powodzeniem prowadziliśmy cały ubiegły rok akademicki. Chcemy dać się poznać kandydatowi jako pracodawca otwarty na inicjatywy i nowe możliwości, taki, który pomaga w rozwijaniu własnych umiejętności – mówi Karolina Wąsala z Ganymede.

Główna zasada selekcji i zatrudnienia pracownika z branży IT to umiejętność łączenia profesjonalizmu i złotych zasad procesu rekrutacji z nieszablonowym podejściem. Dzięki temu firma już podczas pierwszego kontaktu z kandydatem zapozna go z obowiązującą kulturą organizacyjną i z pewnością zwiększy szanse na przyciągnięcie do siebie najlepszych. Prawdziwe talenty potrzebują odpowiedniej kombinacji dobrych warunków pracy z możliwością rozwoju w firmie o ugruntowanej pozycji. Warto udowodnić, że jest się takim pracodawcą, zaczynając od profesjonalnego procesu rekrutacji.

Problemy w Azji to nie tylko Chiny – Japonia znów zwalnia

Problemy w Azji to nie tylko Chiny. Japonia, pomimo olbrzymich środków pompowanych przez Bank Japonii w gospodarkę, w dalszym ciągu nie wraca na ścieżkę wzrostu. Polski rząd przyjął budżet na 2016 rok.

Chiny, pomimo spowolnienia w gospodarce, w dalszym ciągu inwestują w złoto. W dalszym ciągu, gdyż zdaniem analityków robiły to cały czas, teraz po prostu się do tego przyznają. Tym razem poinformowały o wzroście rezerw o “zaledwie” 1%. “Zaledwie”, gdyż w lipcu niespodziewanie poinformowano o wzroście o 60%. Była to wtedy pierwsza oficjalna informacja od ponad 6 lat. Obecnie kraj ten wyraźnie stara się przejść na znacznie wyższy poziom transparentności. Nie wiadomo czy jest to efektem zwalniającej gospodarki, czy chęci spełnienia oczekiwań Międzynarodowego Funduszu Walutowego i dołączenia juana do grona walut światowych. Taki ruch mógłby osłabić dolara, który to obecnie jest w tamtym rejonie świata główną walutą.

Rząd Polski przyjął projekt budżetu na 2016 rok. Zakłada on deficyt budżetowy na poziomie 54,6 mld zł, co jak na rok wyborczy jest podejrzanie niskim wynikiem. Wynosi on co prawda 2,8% PKB, co sugeruje, że przy kilku niedoszacowaniach, które w latach wyborczych mogą się zdarzyć może szybko przekroczyć 3% i wrócimy do procedury nadmiernego deficytu. Nie muszą to być zresztą niedoszacowania. Jeżeli wierzyć badaniom opinii publicznej w nowym sejmie będzie inna koalicja rządowa i jeżeli będzie ona chciała zrealizować swoje zapowiedzi ciężko będzie się zmieścić poniżej progu 3%. Tym bardziej, że partie te nie stawiają sobie za główny cel przestrzegania tego typu ograniczeń. Powrót do procedury nadmiernego deficytu powinien powodować osłabianie się złotego względem głównych walut.

Wczoraj poznaliśmy dobre dane z Wielkiej Brytanii. Wnioski o kredyt hipoteczny nieznacznie wzrosły, natomiast pozytywnym zaskoczeniem okazała się sprzedaż detaliczna. Indeks wzrósł z oczekiwanych 28 pkt do 49 pkt. W Niemczech wstępne dane na temat wzrostu cen mówią o minimalnej deflacji. -0,2% zamiast -0,1% to z jednej strony nie duża różnica, ale wystarczyło by na rynkach akcenty przesunęły się na drugą stronę oceanu. Tym bardziej, że opublikowany wczoraj indeks zaufania konsumentów, pomimo oczekiwanych spadków, wzrósł.

W nocy poznaliśmy dane z Japonii. Kraj ten po pierwszych sukcesach nowej polityki gospodarczej znów przeżywa gorszy moment. Gorzej od oczekiwań wypadły zarówno produkcja przemysłowa, jak i sprzedaż detaliczna. To ważne parametry do prognozowania zmian PKB.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane:

  • 10:30 – Wielka Brytania – PKB,
  • 14:00 – Polska – Inflacja konsumencka – wstępne dane,
  • 14:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Konferencja Fabryka Przyszłości w drodze do Przemysłu 4.0 Wrocław 21-22 października 2015 r.

Eksperci twierdzą, że za 10-20 lat będziemy świadkami czwartej rewolucji przemysłowej, która polegać będzie na wykorzystaniu technik informacyjnych w klasycznych gałęziach przemysłu. W ślad za ideą „Przemysłu 4.0”, 21-22 października 2015 r. we Wrocławiu, odbędzie się już druga edycja Konferencji Fabryka Przyszłości, której celem jest propagowanie wiedzy o istniejących i tworzonych technologiach, realizujących tę ideę.Konferencja 4.0

Program Konferencji

Podczas konferencji przedstawione zostaną inicjatywy świata nauki i przemysłu służące wykreowaniu inteligentnego przedsiębiorstwa zdolnego maksymalnie optymalizować proces produkcji. Będzie to okazja do spotkania i wymiany poglądów z krajowymi i zagranicznymi ekspertami z zakresu automatyki przemysłowej oraz przedstawicielami przodujących uczelni technicznych w Polsce. Konferencję reprezentują wyższe uczelnie techniczne oraz nowoczesne przedsiębiorstwa (Lapp Group, Wago, Balluff, Fanuc), tworzące projekty do przyszłych rozwiązań, elementy automatyki, systemy sterowania i niezawodne połączenia sieciowe komponentów całego systemu.

Więcej informacji:

Data: 21-22 października 2015 r.

Miejsce Konferencji: Wrocławskie Centrum Kongresowe Przy Hali Stulecia ul. Wystawowa 1 51-618 Wrocław

Zgłoszenia: http://przemysl40.pl/

Po nowej RPP nie oczekuję cięcia stóp

Krzysztof Izdebski, Zarządzający Funduszami Obligacji Union Investment TFI
Krzysztof Izdebski, Zarządzający Funduszami Obligacji Union Investment TFI

O popycie na polskie obligacje i możliwych decyzjach nowej Rady Polityki Pieniężnej rozmawiamy z Krzysztofem Izdebskim, zarządzającym funduszami obligacji Union Investment TFI.

Fed nie podniósł stóp procentowych. Jak ta decyzja przekłada się na rynki obligacji?

Reakcja rynków na tę decyzję była podręcznikowa – brak podwyżek został zinterpretowany jako obawa amerykańskiego banku centralnego o koniunkturę gospodarczą w USA. To zaś skierowało inwestorów ku bezpiecznym aktywom, m.in. obligacjom amerykańskim i niemieckim. Na tym trendzie skorzystał także polski rynek papierów dłużnych. Żeby przypomnieć, jeszcze dwa tygodnie temu Ministerstwo Finansów sprzedawało papiery 10-letnie z rentownością 3,05%. Na fali globalnego popytu na obligacje papiery te spadły do ok. 2,85%. Także obligacje o krótszym terminie zapadalności znajdują wielu chętnych – takiego szału zakupów nie obserwowaliśmy od kilku miesięcy. Ministerstwo Finansów na zeszłotygodniowej aukcji sprzedało 5-letnie obligacje po 2,3%, podczas gdy dwa tygodnie temu ich oprocentowanie wynosiło 2,5%. Pomimo braku oczekiwań ostatni okres okazał się pozytywny dla obligacji.

Największe światowe banki prognozują, że w 2016 r. globalny wzrost gospodarczy nieco spowolni, co może przełożyć się również na polskie PKB. Jednocześnie w przyszłym roku zmieni się skład Rady Polityki Pieniężnej. Czy w takich okolicznościach można liczyć na złagodzenie polityki monetarnej w Polsce?

Moim zdaniem to pobożne życzenie. Jest mało prawdopodobne, aby nowa Rada Polityki Pieniężnej zainaugurowała swoją kadencję od obniżki stóp procentowych. Szczególnie jeśli spojrzymy na skalę cięć dokonanych w ostatnim cyklu. Weźmy pod uwagę, że prognozy wzrostu gospodarczego w Polsce na 2016 r. przekraczają 3%, a inflacja rośnie i najprawdopodobniej w przyszłym roku wejdzie w przedział celu inflacyjnego NBP.

Pierwsza edycja Poland IT Meeting już za nami

Wrocław na dwa dni stał się polską stolicą branży informatycznej. W dniach 24 oraz 25 września ponad 100 specjalistów branży IT z całej Europy spotkało się na w stolicy Dolnego Śląska na pierwszej edycji wydarzenia Poland IT Meeting. Pionierska forma wydarzenia, skupiająca się wokół idei networkingu i budowania relacji, okazała się prawdziwym sukcesem. Pozwoli to, by Poland IT Meeting na stałe wpisało się w kalendarz imprez IT w Europie i Polsce.

Organizator Rafał Wójcicki (po prawej), fot. Poland IT Meeting
Organizator Rafał Wójcicki (po prawej), fot. Poland IT Meeting

Pierwsza edycja spotkania miała miejsce w największym centrum biznesowo-konferencyjnym, hotelu Haston we Wrocławiu. Wydarzenie zgromadziło ponad 100 przedstawicieli największych firm informatycznych z całej Europy. Uczestnicy wydarzenia odbyli kilkanaście indywidualnych spotkań biznesowych z dotychczasowymi oraz potencjalnymi Partnerami Biznesowymi. Przy pomocy spersonalizowanej aplikacji, mogli oni sami zaplanować kalendarz spotkań, zdecydować, z którymi przedstawicielami firm chcą przeprowadzić rozmowy, a jednocześnie zmaksymalizować efektywność spędzonego czasu.

Poland IT Meeting 2015Po zakończeniu części formalnej spotkania, uczestnicy mieli okazję spotkać się na uroczystej kolacji uświetnionej występem grupy Multivisual, która zaprezentowała spektakularne show przy użyciu laserów oraz innych rekwizytów multimedialnych. Uczestnicy odwiedzili też wrocławski klub muzyczny oraz odbyli spacer po historycznej części Wrocławia.

Rafał Wójcicki, organizator wydarzenia komentuje:Po blisko rocznych przygotowaniach, wydarzenie okazało się niebywałym sukcesem. Otrzymaliśmy mnóstwo pozytywnych opinii od Partnerów, zarówno z Polski, jak i zagranicy. Jestem przekonany, że uczestnicy wydarzenia nawiązali mnóstwo owocnych relacji, które przełożą się realnie na ich sytuację biznesową. Już teraz rozpoczynamy przygotowania do przyszłorocznej edycji, na której spodziewamy się co najmniej 200 uczestników. Naszym celem jest, aby Poland IT Meeting stało się największą imprezą tego typu w regionie Europy Środkowo – Wschodniej. Pierwsza edycja była dla nas wyzwaniem, by zbudować zaufanie pośród naszych odbiorców i przekonać ich do samej idei. Teraz musimy sprostać oczekiwaniom na kolejne edycje, wyciągnąć wnioski i ulepszyć formułę.”

Poland IT Meeting 2015Więcej informacji o tegorocznej edycji wydarzenia można znaleźć na stronie internetowej: www.polanditmeeting.com. Tam również pojawiać się będą aktualizacje odnośnie edycji przyszłorocznej.

Organizatorem Poland IT Meeting jest agencja GutPR.

MM Prime TFI: Rozstrzygnięcie wyborów, także na korzyść PiS-u, może przynieść wzrosty na giełdzie. Najbardziej zyskać mogą spółki energetyczne, banki, spółki handlowe i producenci gier

Adrian Apanel z MM Prime TFI

Koniec niepewności związanej z huśtawką nastrojów wyborczych może przysłużyć się polskiej giełdzie. Zdaniem Adriana Apanela, zarządzającego z MM Prime TFI, dzisiejsze niskie ceny akcji uwzględniają już ewentualne zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości w wyborach parlamentarnych. Po głosowaniu najbardziej przecenione akcje mogą podrożeć, ponieważ prawdopodobnie nie wszystkie obietnice będące postrachem rynku zostaną wprowadzone w życie.

W ocenie zarządzającego można liczyć na to, że po wyborach górę weźmie pragmatyzm i zwycięska partia zrezygnuje ze swych najbardziej niepokojących pomysłów z kampanii lub przynajmniej je złagodzi. To może nie tylko uspokoić nastroje na rynku, lecz nawet wywołać optymizm. Dotyczy to szczególnie takich sektorów, jak mocno w tym roku przecenione energetyka czy bankowość. Można też oczekiwać zupełnie nowych rozwiązań dla górnictwa.

Inaczej takie rozwiązanie się formułuje w okresie przedwyborczym, gdzie trzeba dużo obiecywać – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Adrian Apanel, zarządzający funduszami akcji i depozytowym MM Prime TFI. Natomiast po wygraniu wyborów możliwe, że ta presja ze strony wyborców będzie już mniejsza i partia, która wygra, bardziej pragmatycznie będzie podchodziła do kwestii rozwiązania tego problemu.

Jedna z zapowiedzi PiS dotyczy wprowadzenia podatku bankowego.

– Miałby on finansować te bardzo kosztowne obietnice socjalne PiS dla osób o skromniejszym dochodzie. Natomiast wcale te wszystkie obietnice nie muszą zostać spełnione i bardzo możliwe, że banki nie zostaną obłożone tak wielkimi obciążeniami, jak było to obiecane wcześniej – mówi ekspert.

Dlatego w opinii Adriana Apanela rynki przyjmą wygraną PiS-u spokojnie, bo najważniejszy dla inwestorów jest brak ryzyka, brak niepewności. Po jesiennych wyborach takie ryzyko powinno zostać wyeliminowane i większość inwestorów, którzy wstrzymywali się z decyzjami inwestycyjnymi, powróci na warszawską giełdę.

– Wydaje się, że bardzo dużo jest w cenach i te decyzje, te obietnice przedwyborcze, jeżeli nawet zostaną spełnione, to nie będą już miały na wyceny tych spółek dużego wpływu. Natomiast warto zauważyć, że PiS w przeszłości podchodził bardzo pragmatycznie do kwestii gospodarki. Przypomnę, że Platforma również obiecywała i 15-proc. podatek liniowy i obniżenie VAT-u na wiele produktów, a skończyło się to wiadomo, jak. Spokojnie podchodziłbym do tych obietnic i nie przejmował się aż tak mocno tymi ryzykami, które mogą pojawić się po wygraniu wyborów przez PiS.

Od początku roku najmocniej przecenione zostały subindeksy WIG-surowce (spadek o ponad 28 proc. z przyczyn niskich cen surowców na światowych rynkach) oraz WIG-energia (-23 proc.) i WIG-banki (-18,5 proc.). Według Apanela te dwa ostatnie mają szanse na odbicie po uspokojeniu wyborczych nastrojów.

Jestem przekonany, że sektory, które zostały bardzo mocno przecenione, czyli banki i energetyka, w przypadku stabilizacji i wyeliminowania ryzyka politycznego i pierwszych decyzji istotnych dla tych sektorów, powinny odbić i powrócić do wzrostów, które były zapoczątkowane kilka lat temu mówi zarządzający funduszami akcji i depozytowym MM Prime TFI. Wydaje się, że te sektory bardzo mocno przecenione są ciekawą inwestycją. Natomiast jeszcze do wyborów należy bardzo uważać na obietnice wyborcze, które do tej pory powodowały wahania kursów spółek energetycznych i banków.

Pomijając kwestie polityczne, trzeba zaznaczyć, że są sektory, które powinny korzystać z polepszającej się kondycji polskiej gospodarki, wzrostu tempa PKB.

To są spółki, które są związane ze sprzedażą detaliczną, spółki obuwnicze, spółki, które korzystają z tego, że osoby mają większy dochód rozporządzalny, więcej wydają np. na wyjścia do restauracji, spędzanie czasu poza domem, spółki restauracyjne, do tego na pewno bardzo ciekawie wyglądają spółki, które zajmują się produkcją gier, czy jest to CD Red, czy 11 bit studios, czy Vivid Games, Polacy pokazali, że potrafią robić bardzo dobre gry, które osiągają bardzo dobre wyniki nie tylko w Polsce, lecz także na całym świecie ocenia Adrian Apanel z MM Prime TFI.

Niemiecki HSM woli budować niszczarki do dokumentów w Europie. Korzyści z inwestycji w Chinach coraz mniejsze

Marcin Sobaniec z HSM Polska

Chiny przestają być atrakcyjnym miejscem do budowy fabryk. HSM, producent urządzeń do niszczenia dokumentów i nośników danych, stara się utrzymać swój potencjał w Europie, na czym korzystają także polscy dostawcy podzespołów do niszczarek tej firmy.

HMS posiada trzy zakłady produkcyjne w Niemczech oraz spółkę joint venture w Chinach. Z biegiem lat w strukturze firmy wykształciły się dwa ośrodki produkcji urządzeń do niszczenia dokumentów: w Niemczech, gdzie znajduje się największa liczba producentów tego typu urządzeń, oraz właśnie w Chinach.

Z biegiem lat korzyści płynące z produkcji w Chinach zniknęły – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marcin Sobaniec, ekspert HSM Polska. Koszty pracy wzrosły znacząco, Chińczycy podnieśli też wyraźnie jakość, w związku z tym dzisiaj korzyści wynikające z produkcji w Chinach nie są tak jasne i klarowne, jak były jeszcze 5 czy 10 lat temu. Dlatego dziś producenci niemieccy skupiają się na tym, żeby utrzymać produkcję w Europie przy jednoczesnym wykorzystaniu pewnych korzyści, które są w produkcji w Chinach, a dotyczy to głównie produkcji małych urządzeń o niewielkich wydajnościach. Nie planujemy rozbudowy czy budowy produkcji w Polsce, natomiast już dziś możemy powiedzieć, że polscy producenci dostarczają podzespoły do firm w Niemczech.

Marcin Sobaniec mówi, że trudno oszacować potencjał sprzedaży niszczarek w Polsce, ponieważ żaden z producentów urządzeń do niszczenia dokumentów nie publikuje danych o swoich obrotach w tej kategorii urządzeń. Dodaje jednak, że pobieżne szacunki mówią, że jest to rynek wart kilkadziesiąt milionów złotych.

– Każdy, kto produkuje dokumentację papierową, powinien być zainteresowany urządzeniem do niszczenia dokumentów. Każde przedsiębiorstwo, które przetwarza swoje dane, które wytwarza dokumenty, powinno mieć takie urządzenie. Popyt na rynku w ostatnich latach jest mniej więcej taki sam, natomiast udział w rynku poszczególnych producentów zmienia się z roku na rok.

Branża urządzeń do niszczenia dokumentów nie jest sektorem, w którym szybko następują modyfikacje sprzedawanych urządzeń. Wprawdzie producenci starają się oferować użytkownikom nowe funkcjonalności czy urządzenia o wyższych parametrach technicznych, jednak z uwagi na oczekiwania rynku nowe serie produktowe są wprowadzane co 5 czy 10 lat.

Urządzenia do niszczenia dokumentów sprzedajemy pośrednio, czyli poprzez sieć dilerską zwraca uwagę ekspert HSM Polska. Natomiast nasze szacunki wskazują, że 50-70 proc. odbiorców to klienci sektora publicznego. Pozostałą część stanowią firmy prywatne, zupełnie marginalną stanowią klienci indywidualni. W zakresie urządzeń do przetwarzania odpadów głównym odbiorcą są sieci handlowe, a jest to związane z ich dynamicznym wzrostem w ostatnich latach. I kolejnym dużym klientem są oczywiście regionalne instalacje przetwarzania odpadów komunalnych, gdzie instalowane są największe urządzenia do zagęszczania i prasowania odpadów.

Zarówno HSM Polska, jak i cała firma spodziewa się w tym roku jednocyfrowego wzrostu przychodów. Spółka HSM Polska odpowiada za około 10 proc. przychodów całej firmy.

Inwestujemy zarówno w procesy, które usprawniają produkcję, jak i w nowy park maszynowy. W zeszłym roku przeznaczyliśmy 4 proc. przychodów na inwestycje deklaruje Marcin Sobaniec z HSM Polska.

Przyznaje, że trudno jest powiedzieć, ile firma wydaje na innowacje, badania i rozwój, ponieważ w każdej z fabryk wygląda to trochę inaczej. Regularnie inwestuje natomiast w kadrę pracowniczą.

 Firma zatrudnia około 800 osób, a fabryka współpracuje ze szkołą zawodową, która po każdym z trzech lat nauki przysyła praktykantów na szkolenia, które trwają 2 czy 3 miesiące. Podczas tej nauki praktykanci uczą się pracy w fabryce, a po skończeniu szkoły mają możliwość zatrudnienia się w przedsiębiorstwie. Praktykanci oczywiście otrzymują wynagrodzenie za czas przepracowany w firmie.

Veeam Software chce upowszechnić przechowywanie zasobów przedsiębiorstw w chmurze danych. Współpraca z Integrated Solutions ma ułatwić dotarcie z ofertą do mniejszych firm

0

Krzysztof Rachwalski

Firma Veeam Software uruchomiła usługi, umożliwiające małym i średnim firmom bezpieczne przechowywanie zapasowych kopii danych w chmurze. Podejmując współpracę z rodzimą spółką, chce zagwarantować, że dane pozostaną kraju.

Utrata danych może oznaczać dla firm ogromne straty i paraliż działalności. Fachowcy radzą, by przechowywać je przynajmniej w trzech kopiach, na dwóch różnych nośnikach i poza siedzibą firmy. Równie ważne jest, by awaryjny system mógł niemal natychmiast podjąć działanie, umożliwiając funkcjonowanie przedsiębiorstwa bez zakłóceń.

Szwajcarska spółka Veeam Software oraz należąca do Orange firma Integrated Solutions chcą upowszechnić w Polsce bezpieczne przechowywanie informacji w chmurze. Dzięki współpracy obu firm klienci mają zyskać możliwość łatwiejszego zabezpieczania swoich zasobów. Oferta ma być dostępna nie tylko dla największych i bogatych przedsiębiorstw, lecz także dla mniejszych firm. Veeam Software planuje w najbliższych miesiącach uruchomić nową wersję swojego sztandarowego produktu, czyli Backup & Replication Availability Suite, i stworzyć swoiste centrum zapasowe w formie usługi.

 Razem z firmą Integrated Solutions sprawimy, że przechowywać dane w chmurze będą mogły także mniejsze organizacje, średnie i małe, czyli te, których nie stać na budowę specjalnej infrastruktury, a które także jej potrzebują po to, by odpowiadać na potrzeby nowoczesnego rynku i by świadczyć klientom usługi w sposób dostępny i ciągły – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Krzysztof Rachwalski, dyrektor regionalny na obszar Europy Środkowo-Wschodniej Veeam Software.

Jak mówi, tworzenie kopii danych i przechowywanie ich w bezpiecznych miejscach to jedyna gwarancja, że będą one bezpieczne.

– Powinniśmy nasze backupy przechowywać w trzech kopiach, na dwóch różnych nośnikach, przy czym jeden z tych nośników powinien być dla bezpieczeństwa przechowywany w innej lokalizacji niż nasza firma. Dotychczas odbywało się to na takiej zasadzie, że firmy zapisywały dane na najtańszych dostępnych nośnikach, czyli na taśmach, i gdzieś je wywoziły. Było to dość kosztowne, wadliwe i co najważniejsze – czasochłonne. Koszt i czas odtworzenia takich środowisk z tej znanej lokalizacji był bardzo długi. Poza tym to było rozwiązanie dostępne tylko dla dużych organizacji.

Współpraca Veeam Software i Integrated Solutions ma pozwolić upowszechnić usługę przechowywania danych w chmurze i umożliwić skorzystanie z niej wszystkim chętnym.

Realizujemy strategię, którą sobie wyznaczyliśmy, że dostępność powinna być możliwa dla wszystkich, nie tylko dla najbardziej zasobnych, największych organizacji, że powinna również być domeną tych najmniejszych, które też tego potrzebują –  informuje Krzysztof Rachwalski. – W zasadzie mniejsze, średnie organizacje nie mają możliwości budowania specjalnej infrastruktury czy centrum zapasowego w innej lokalizacji, również kupienie takiej tradycyjnej usługi nierzadko jest ogromnym wyzwaniem, w związku z tym na bazie naszej infrastruktury czy na bazie infrastruktury Orange, a naszych produktów możemy tworzyć replikację całego data center produkcyjnego czy grupy do chmury.

Dzięki temu w przypadku awarii całego ośrodka podstawowego firma, która umieściła swe dane w bezpiecznej chmurze, może z nich w każdej chwili zacząć korzystać. Veeam Software na podstawie zdefiniowanej procedury Disaster Recovery może spowodować, że te środowiska zostaną uruchomione w infrastrukturze zapasowej, a w momencie, kiedy klient poradzi sobie z awarią, bez problemu wrócą do korzystania z lokalizacji podstawowej. Jak mówi Krzysztof Rachwalski, dodatkową zaletą tego rozwiązania jest fakt, że cała operacja odbędzie się w Polsce.

Są platformy chmurowe udostępniane przez bardzo duże organizacje międzynarodowe, takie jak Microsoft, natomiast bardzo często klienci z pewną nieufnością podchodzą do tego, że te centra przetwarzania danych są zlokalizowane poza terenem Polski – tłumaczy Krzysztof Rachwalski z Veeam Software. – I to był też jeden z głównych elementów, dla którego chcieliśmy i uruchomiliśmy taką usługę razem z firmą lokalną. Była to odpowiedź na potrzeby klientów, że chcemy jednak, aby te dane były przechowywane na terenie naszego kraju.

Produkt ma trafić nie tylko do mniejszych firm, lecz także do mniejszych miejscowości. Od 29 września trwa roadshow Integrated Solutions, podczas którego firma ma zaprezentować rozwiązanie ponad tysiącowi firm w 14 miastach.

Trwają prace nad ustawą o zdrowiu publicznym. Ustawa ta stwarza możliwość powołania międzyresortowej instytucji dbającą o finanse ochrony zdrowia

Dorota Hryniewiecka-Firlej, prezes zarządu Pfizer Polska

W sektorze zdrowia jest za mało środków, a i te, które są, wydatkowane są nieefektywnie. Opracowywana ustawa o zdrowiu publicznym ma być szansą na stworzenie międzyresortowej instytucji, która zajmie się ochroną zdrowia Polaków. Przedstawiciele branży medycznej w Polsce podkreślają, że służba zdrowia to tak złożona kwestia, że powinno być za nie odpowiedzialne nie tylko Ministerstwo Zdrowia, lecz także inne resorty i instytucje.

Takie obszary sektora zdrowia jak opieka zdrowotna, zdrowie publiczne i opieka społeczna zostały „zlokalizowane” w Ministerstwie Zdrowia. Czym innym jednak jest zajmowanie się chorymi, czyli medycyna naprawcza, a czym innym dbałość o zdrowie w ogóle, o zdrowie całego społeczeństwa, a czym innym jest opieka społeczna – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dorota Hryniewiecka-Firlej, prezes zarządu Pfizer Polska.

Jak podkreśla, instytucjonalne połączenie tych obszarów przekracza możliwości efektywnego zarządzania. Dlatego, żeby poprawić efektywność wydawanych na służbę zdrowia środków, trzeba odciążyć Ministerstwo Zdrowia.

Trzeba ograniczyć jego działalność wyłącznie do ochrony zdrowia, a zdrowie publiczne i opiekę społeczną powierzyć specjalnie w tym celu powołanej międzyresortowej platformie, która będzie odpowiedzialna za jak najskuteczniejszą alokację i wykorzystanie środków przeznaczonych na zdrowie publiczne i opiekę społeczną – proponuje prezes Pfizer Polska. – Można postawić pytanie: które ministerstwo ma większy wpływ na stan zdrowia publicznego, czy Ministerstwo Zdrowia, czy resort rolnictwa (np. antybiotyki w kurczakach), czy może Ministerstwo Sportu i Turystyki (poziom WF w szkołach) itd. Można uszeregować wszystkie ministerstwa według wielkość ich wpływu na poziom zdrowia publicznego.

Według niej szansą na rozpoczęcie takiej międzyresortowej współpracy w zakresie zdrowia jest opracowywana właśnie ustawa o zdrowiu publicznym.

Jeżeli uda nam się przeforsować ustawę o zdrowiu publicznym, która właśnie mówi o zbliżeniu tych silosów, w których aktualnie żyjemy, to byłaby szansa na urzeczywistnienie takiego myślenia już w przyszłym roku – wyjaśnia Hryniewiecka-Firlej.

Wśród założeń ustawy o zdrowiu publicznym jest wprowadzenie zmian legislacyjnych tworzących ramy dla systemu zdrowia publicznego w Polsce. Nowe przepisy mają określić kompetencje wszystkich podmiotów odpowiedzialnych za zdrowie Polaków, w tym administracji publicznej, rządowej, samorządowej oraz podległych im instytucji zdrowia publicznego. Ustawa zakłada utworzenie Rady ds. Zdrowia Publicznego – organu opiniodawczo-doradczego ministra zdrowia. Jest też możliwość powołania pełnomocnika rządu ds. zdrowia publicznego. Dokumentem strategicznym dla zdrowia publicznego ma być Narodowy Program Zdrowia, pierwszy obejmie okres 2016-2020. Ustawę 11 września przyjął Sejm. Nad dokumentem pracują właśnie senatorowie.

Dokument określa kierunek walki z chorobami przewlekłymi niezakaźnymi trapiącymi znaczną część populacji, jak na przykład choroby cywilizacyjne, nałogi, niezdrowy tryb życia czy czynniki pośrednio wpływające na zdrowie, w tym środowisko fizyczne i społeczne życia, pracy i nauki, oraz czynniki społeczno-ekonomiczne.

Według pani Doroty Hryniewieckiej-Firlej oprócz zmian systemowych w ochronie zdrowia warto też skoncentrować się na lepszym wykorzystaniu dysponowanych środków.

Próbujemy od lat radzić sobie z dylematem, czy mamy za mało pieniędzy w systemie, czy nie najlepiej wydajemy te, które mamy? Według mnie jest to koniunkcja. Nauczmy się mądrze wydawać te pieniądze, które są w systemie, i jednocześnie pracujmy nad tym, żeby było ich w systemie więcej – podkreśla prezes Pfizer Polska.

Polska światowym liderem w produkcji biżuterii z bursztynem. Rośnie nie tylko eksport, lecz także sprzedaż w kraju

Agata Całka

Polska jest potęgą w produkcji biżuterii z bursztynem. Jej udział w światowym rynku szacuje się na blisko 70 proc. Wartość produkcji biżuterii w naszym kraju wynosi ok. 200 mln euro, większość trafia na eksport – do Azji, krajów Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych. Powoli rośnie też zainteresowanie bursztynem w Polsce. Łączony z innymi kamieniami, oprawiany w złoto czy srebro przyciąga miłośniczki eleganckiej biżuterii.

Zainteresowanie bursztynem na świecie jest duże – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Agata Całka z firmy Amber-Ring. – W przypadku naszej firmy 80-90 proc. produkcji trafia na eksport, do Europy, Stanów Zjednoczonych, Kanady i przede wszystkim do Chin. Chiny całkowicie zdominowały ten rynek: do Państwa Środka trafia 80 proc. całej produkcji – wskazuje.

Z danych Ministerstwa Gospodarki wynika, że eksport polskiej biżuterii wyniósł w ubiegłym roku 46 mln dolarów. Największym zainteresowaniem cieszyły się ozdoby z bursztynem. Polska jest potęgą w produkcji biżuterii z wykorzystaniem bursztynu. Dane resortu wskazują, że udział Polski w światowym rynku sięga 70 proc.

Europa wciąż lubi bursztyn, podoba jej się, ale wzrost cen kamienia sprawił, że eksport na rynki Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych zmalał – podkreśla ekspertka. – Ceny bursztynu kształtują się różnie, od bardzo tanich, drobnych przedmiotów, do bardzo drogich, które ceną przewyższają złoto i sięgają nawet do 30 euro za gram w wyrobie.

Ceny surowca poszły znacznie w górę, m.in. przez embargo Rosji na eksport bursztynu wprowadzone pod koniec 2013 roku. Wiosną ubiegłego roku za kilogram wysokiej jakości bursztynu trzeba było zapłacić nawet 14 tys. zł. W ostatnim czasie obserwować można bardzo duże zainteresowanie surowcem ze strony Chin. W dużej mierze to efekt przekonania, że jest to jeden ze świętych kamieni Buddy.

Chińczycy uważają, że to kamień nie tylko piękny, lecz także przynoszący szczęście i zdrowie. Najbardziej cenią kulkę, która jest najdroższym wyrobem z bursztynu. To święty i zdrowy kamień, dlatego jest dla nich tak ważny – ocenia Całka.

Dopiero teraz bogacący się Chińczycy mogą sobie pozwolić na zakup bursztynu. Dla nich jest to również inwestycja finansowa, z tym że podchodzą do niej inaczej – im coś jest droższe, tym bardziej atrakcyjne inwestycyjnie.

Choć większość produkcji bursztynu trafia na eksport, rośnie też zainteresowanie tym kamieniem w Polsce. Zdaniem ekspertki to w dużej mierze efekt nowego wzornictwa – bursztyn nie kojarzy się z biżuterią dostępną w każdym nadmorskim sklepie z pamiątkami, ale z ekskluzywną, nowoczesną.

Pracuję w tej branży około 20 lat i w tym czasie wiele się zmieniło. Zaczynałam, tak jak moi rodzice, od naszyjników z korali, tzw. hawajki. Obecnie robimy całkiem inną biżuterię, łączymy bursztyn z kolorowymi kamieniami, z perłami i złotem. Teraz najbardziej pożądane są duże kamienie w złotych oprawach, z filigranem, łączone z diamentami. Wzornictwo bardzo się poprawiło – mówi ekspertka Amber-Ring.

Jak podkreśla Całka, nie ma dwóch takich samych kamieni, można w nim znaleźć zatopione miliony lat wcześniej owady, zamknięte pęcherzyki powietrza czy krople wody.

Dobre lata dla branży były w latach 90., kiedy pojawił się film „Park Jurajski”. Teraz byłoby dobrze, gdyby polskie celebrytki i kobiety związane z biznesem dostrzegły piękno bursztynu i zaczęły go nosić. Byłaby to najlepsza reklama dla naszej branży, bo rynek bursztynu opiera się na modzie i trendach, podobnie jak cała biżuteria i gospodarka – podkreśla Agata Całka.

Okazją do podziwiania biżuterii z bursztynami będą 16. Międzynarodowe Targi Biżuterii i Zegarków Złoto Srebro Czas. Weźmie w nich udział 30 firm bursztynniczych, głównie z Pomorza. Targi odbędą się w dniach 1-3 października w Warszawie, w Centrum Targowo-Kongresowym MT Polska, przy ul. Marsa 56 C w Warszawie.

Od stycznia większe uprawnienia rady wierzycieli. Będą mieli realny wpływ na postępowanie restrukturyzacyjne

Adam Miłosz

Nowe prawo restrukturyzacyjne, które wejdzie w życie w styczniu 2016 roku, zwiększy uprawnienia rady wierzycieli, czyli organu reprezentującego wszystkich wierzycieli dłużnika. Rada będzie powoływana na wniosek trzech niewielkich wierzycieli lub jednego większego (ponad 20 proc. wierzytelności), a nie jak dotąd tylko sędzia-komisarz. W ten sposób wierzyciele zyskają realny wpływ na postępowanie restrukturyzacyjne.

Od przyszłego roku zacznie obowiązywać ustawa Prawo restrukturyzacyjne. Zostaną wprowadzone cztery nowe postępowania restrukturyzacyjne w dużej mierze oparte na praktykach międzynarodowych, które mogą pomóc dłużnikowi uniknąć upadłości. Więcej uprawnień będą mieć również wierzyciele, którzy zyskają realny wpływ na tok spraw.

Jedną ze zmian jest na nowo ukształtowana pozycja rady wierzycieli, która po pierwsze będzie musiała być powołana przez sędziego-komisarza na wniosek dłużnika, trzech wierzycieli lub wierzycieli mających odpowiednią sumę wierzytelności. Po drugie, żeby działalność rady nie była sparaliżowana, zostanie wprowadzona instytucja zastępcy członka rady, który będzie mógł głosować w jego zastępstwie – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Adam Miłosz, radca prawny i partner w kancelarii Galt.

Dotychczas rada była powoływana na wniosek sędziego-komisarza, który miał też prawo wskazywać i odwoływać jej członków. Od przyszłego roku to wierzyciele będą mieli wpływ na jej działanie, a tym samym na tok prowadzenia spraw. Będą też wyrażać zgodę na część działań dłużnika, a wierzyciele niezadowoleni z działań rady będą mogli zaskarżać podejmowane uchwały.

To wentyl bezpieczeństwa, który pozwala wierzycielom kontrolować działania rady – podkreśla ekspert. – Innym bardzo istotnym uprawnieniem rady jest wpływ na to, kto będzie nadzorcą albo zarządcą w postępowaniu restrukturyzacyjnym. Rada wierzycieli będzie mogła podjąć uchwałę zobowiązującą sąd do zmiany osoby nadzorcy sądowego lub zarządcy.

Jak przekonuje Adam Miłosz, obecnie wierzyciele często nie uczestniczyli w radzie wierzycieli, ponieważ nie widzieli w tym sensu albo po prostu nie były one powoływane.

Rada powinna na pierwszym posiedzeniu przyjąć regulamin działania, który określi tryb posiedzeń, sposób zbierania głosów i zasady współpracy rady z nadzorcą sądowym albo zarządcą oraz dłużnikiem. Istotne jest również to, że decyzje będą mogły być podejmowane przez radę nie tylko na posiedzeniach, lecz także np. mailowo.

Aby zasiadać w radzie, trzeba mieć umocowanie udzielone przez wierzyciela, aczkolwiek warto, żeby taka osoba znała się na prawie upadłościowym i restrukturyzacyjnym, a po drugie, żeby miała uprawnienie do efektywnego podejmowania decyzji – mówi ekspert kancelarii Galt.

Jeśli reprezentant uczestniczący w posiedzeniach rady będzie mógł podejmować decyzje na miejscu i nie będzie od nikogo zależny, jest szansa, że postępowanie będzie się toczyć sprawnie. Dotychczas często zdarzało się, że w radzie zasiadały osoby niedecyzyjne, których jednym zadaniem było przekazywanie informacje do centrali, co znacznie spowalniało proces decyzyjny.

– Jeśli będą to osoby kompetentne, które będą umiały ocenić działania restrukturyzacyjne, dokumenty finansowe i plany biznesowe, to jest szansa, że to instrumentarium, które daje ustawa, się sprawdzi – ocenia Adam Miłosz.

Na rynku nieruchomości biurowych rządzą najemcy. Współczynnik powierzchni niewynajętej wynosi 15 proc.

Grzegorz Strutyński

Rynek powierzchni biurowych dzisiaj zdecydowanie należy do najemców. I choć w II kwartale wykazywali oni rekordową aktywność – podpisano umowy najmu na ponad 220 tys. mkw., to współczynnik pustostanów w kraju kształtuje się w okolicach 15 proc., a w przyszłym roku, jak oceniają deweloperzy, może dojść do 16 proc. Za 2-3 lat powinien być jednak znacząco niższy.

Rynek powierzchni biurowej stał się rynkiem najemcy. To on jest dziś panem sytuacji, a my, jako ten, który dostarcza usługę w postaci biur, musimy się mocno nagimnastykować, żeby go zainteresować – mówi agencji Newseria Biznes Grzegorz Strutyński, dyrektor handlowy w grupie deweloperskiej HB Reavis.

Jak wynika z ostatniego raportu MarketView firmy doradczej i inwestycyjnej CBRE, w samej tylko stolicy znajduje się obecnie 4,5 mln mkw. powierzchni biurowej. W budowie jest prawie 40 obiektów biurowych o łącznej powierzchni ponad 630 tys. mkw.

W II kwartale roku aktywność najemców była rekordowo wysoka. Ponad 220 tys. mkw. nowo wynajętej powierzchni świadczy o tym, że firmy chcą lokować swoje siedziby w bardziej nowoczesnych budynkach. Poza tym dobra sytuacja gospodarcza w kraju powoduje, że firmy się rozwijają i potrzebują dodatkowej powierzchni, podobnie jak nowe przedsiębiorstwa zagraniczne wchodzące na polski rynek.

Deweloperzy także są aktywni. Z danych JLL wynika, że w I półroczu na rynku przybyło 345 tys. mkw. nowej powierzchni, z czego na Warszawę przypadło blisko 147 tys. W całym kraju w budowie jest blisko 1,4 mln mkw. nowych biur.

Wzrósł poziom pustostanów, który obecnie wynosi już około 15 proc. z tendencją wzrostową. Pod koniec 2016 roku może to być nawet 16 proc. – mówi Strutyński.

CBRE przewiduje, że w przyszłym roku wskaźnik ten w stolicy może sięgnąć 19 proc. Po 2016 roku sytuacja powinna jednak zacząć się stabilizować.

W Warszawie widać spadek liczby nowych inwestycji budowanych spekulacyjnie [bez wcześniejszych umów najmu – red.], co pewnie spowoduje, że strona podażowa trochę wyhamuje przy rosnącym popycie albo przy dosyć dużej absorpcji netto – prognozuje Grzegorz Strutyński. – Za dwa, trzy lata może to doprowadzić do sytuacji, w której poziom równowagi na rynku zbliży się do około 10 proc., ale to jest optymistyczny scenariusz.

Obecnie – zdaniem Grzegorza Strutyńskiego – najemcy szukają nowoczesnych budynków i powierzchni, które są o wiele bardziej elastyczne i mogą nawet pomóc im zatrzymać pracowników.

To jest bardzo wyraźny trend nie tylko w Warszawie i w Polsce, lecz w ogóle w całym regionie – zauważa dyrektor handlowy HB Reavis.

Podkreśla, że na tle innych miast regionu Warszawa jest zdecydowanym liderem.

Coraz więcej zagrożeń dla systemów IT w firmach. Największe ryzyko stwarzają jednak pracownicy

Paula Januszkiewicz

Nie brak zabezpieczeń i wadliwy system, lecz działania pracowników są największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa IT w firmie. Zatrudnieni używają niedostatecznie złożonych haseł i to tych samych do różnych aplikacji. Nie zdają sobie sprawy z tego, że ściąganie plików czy klikanie w linki z niepewnego źródła może skutkować cyberatakiem na zasoby firmy. Odpowiednie szkolenia pomagają jednak ograniczyć ryzyko. 

– Można by przypuszczać, że technologia IT w firmach działa nie do końca dobrze, ale w dzisiejszych czasach największe ryzyko stwarzają jednak pracownicy, którzy otwierają różnego rodzaju załączniki, nie mając świadomości, jakie zagrożenia mogą nieść – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paula Januszkiewicz, ekspert Hexcode i Cqure w zakresie bezpieczeństwa IT.

Użytkownikcy są najsłabszym ogniwem w systemie ochrony przed cyberatakami. Według ubiegłorocznego badania PwC aż 70 proc. nadużyć wynikało z błędów obecnych lub byłych pracowników firmy, często popełnianych nieświadomie.

Problem w tym, że pracownicy nie są świadomi zagrożeń. Hexcode ma status wyłącznego partnera CQURE Academy, realizującej program edukacyjny Security Expert 2.0. Tego rodzaju przedsięwzięcia szkoleniowe w firmach – zdaniem Januszkiewicz – są istotne i powinny być pierwszym kokiem mającym na celu podniesienie stopnia bezpieczeństwa infrastruktury informatycznej.

– To szkolenia, które nazywamy security awareness, czyli budowanie świadomości bezpieczeństwa wśród pracowników – tłumaczy Paula Januszkiewicz. –Uczą się oni, jak zapobiegać pewnym sytuacjom, jak w ogóle do nich nie dopuszczać. Do tego dochodzi wdrożenie pewnych rozwiązań IT, które mimo wszystko, gdy użytkownik jednak coś kliknie, zrobi coś niewłaściwego, będą w stanie infrastrukturę przed skutkami takich działań zabezpieczyć.

Firmy świadczące usługi bezpieczeństwa informatycznego czekają dobre lata. Jak wynika z raportu firmy PMR, ich przychody w ostatnich latach rosną o blisko 10 proc. rocznie. W 2010 roku rynek rozwiązań z zakresu bezpieczeństwa IT wart był ponad 659 mln zł, a trzy lata później został wyceniony na blisko 871 mln zł. Analitycy przypuszczają, że w tym roku jego wartość przekroczy 1 mld zł. Oznacza to, że przychody dostawców takich rozwiązań w Polsce rosną mniej więcej dwa razy szybciej niż cała branża IT.

 Jedną z ważniejszych rzeczy, które powinniśmy wdrożyć, jest rozwiązanie, które zapobiega wykonywaniu złośliwego kodu – twierdzi Paula Januszkiewicz. – Po jego implementacji, gdy użytkownik kliknie w złośliwy link i otworzy załącznik, to kod po prostu się nie wykona. Z naszego doświadczenia wynika, że praktycznie żaden klient nie ma wdrożonego takiego rozwiązania, a tego typu ataków jest coraz więcej.

Podkreśla, że sporym problemem jest także brak najprostszych zabezpieczeń w działaniach pracowników, np. związanych z hasłami. Rzadko hasła te są wystarczająco złożone. Zdarza się też, że pracownicy używają tego samego szyfru podczas logowania do rozmaitych kont osobistych i firmowych, a dodatkowo zapisują je w przeglądarce. Problemem nawet nie jest sama siła takiego szyfru, ale jego powtarzalność.

– Firmy i użytkownicy nadal używają haseł w celu uwierzytelniania dostępu. Ale można skorzystać także z innych sposobów, np. smartcard czy uwierzytelnianie odciskiem palca. W najnowszych technologiach Microsoftu, na przykład aplikacji Windows Hello, odbywa się to poprzez przeskanowanie biometrii twarzy. Jest kilka rozwiązań, które niekoniecznie polegają na hasłach, ale oczywiście są one i nadal będą ważne – zauważa Paula Januszkiewicz.

Jak wynika z opracowania firmy Check Point Software Technologies w ciągu każdej godziny przeprowadzanych jest na świecie 106 różnego rodzaju działań wymierzonych w firmę lub organizację. W stosunku do 2013 roku ich liczba wzrosła 48-krotnie.

Popołudniowy komentarz walutowy z 29.09.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 29.09.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Kredyt czy czynsz – co lepsze?

W Szwajcarii mieszkanie wynajmuje ponad połowa społeczeństwa. W Polsce? Tylko 8%! Powód jest prosty – lokal własnościowy kojarzy nam się ze stabilizacją i bezpieczeństwem. Zachęcające są również ceny oferowane przez deweloperów.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w nieruchomościach własnościowych mieszka zdecydowana większość Polaków – 73%. Na wynajem decyduje się niewielki ułamek społeczeństwa – około 8%. Pozostałą część stanowią lokale własnościowe obciążone kredytem (9%), a także kwatery komunalne, socjalne lub służbowe (8%).

Kredyt idealny

Większość spośród badanych (84%) podczas zakupu skorzystała z kredytu. Decydując się na pomoc banku należy zwrócić uwagę na kilka czynników. Dwa podstawowe to oprocentowanie i wysokość marży. Do całkowitego kosztu kredytu często dolicza się ubezpieczenie pomostowe oraz polisę na życie lub ubezpieczenie wkładu własnego. Na jakie warunki kredytowe może liczyć trzyosobowa rodzina (2+1), która zamierza kupić mieszkanie za 350 tys. zł na rynku pierwotnym?

Według Rankingu kredytów hipotecznych serwisu Money.pl, przy obecnie obowiązującym 10% wkładzie własnym (w tym przypadku 35 tys. zł), kredytobiorca może liczyć na ofertę z prowizją od 0% do nawet 5% i z marżą od 1,55% do 3,6%. W rezultacie – w zależności od oferty banku – miesięczna rata 30-letniego kredytu wynosi od 1370 zł do 1820 zł.

Warto pamiętać, że od 2017 roku zacznie obowiązywać wyższy, 20-procentowy wkład własny. Wówczas raty będą mniejsze, ale trudniej będzie „uzbierać” na obowiązkową wpłatę, która w przypadku mieszkania za 350 tys. zł wyniesie 70 tys. zł. To sprawia, że z decyzją o zakupie mieszkania warto się pośpieszyć – mówi Teresa Witkowska, dyrektor sprzedaży Alpha Park, inwestycji w warszawskim Ursusie.

Wybór jest prosty?

Jak na tym tle przedstawiają się opłaty za wynajem dwupokojowego mieszkania? Wśród dużych miast najtańsze lokale można wynająć w Łodzi (od 1100 zł do 1500 zł miesięcznie), Katowicach (o 1200 zł do 1700 zł) i Gdańsku (od 1250 zł -1850 zł). Najdroższy jest rynek warszawski – średnia cena za wynajem dwupokojowego mieszkania wynosi około 2000 zł. W poszczególnych dzielnicach stawki są jednak bardzo zróżnicowane – wahają się od 1500 w Wesołej, do około 2600 w Śródmieściu.

Świadomość klientów rośnie, dlatego wiele osób woli spłacać raty kredytu, niż finansować komuś mieszkanie. Przy miesięcznym czynszu w wysokości 2000 zł ma to miejsce już po 14 latach. Dodatkowo w Polsce istnieje bardzo silna potrzeba posiadania własnej nieruchomości. To całkowicie inaczej niż na przykład w Szwajcarii, gdzie wynajmujący stanowią ponad połowę społeczeństwa. U nas mieszkania są jednak zdecydowanie tańsze, dlatego chętniej się na nie decydujemy – mówi Teresa Witkowska.

Wysoka jakość rośnie w siłę

Ekspert dodaje, że w ostatnim czasie oczekiwania na rynku deweloperskim bardzo się zmieniły – zarówno pod kątem podejścia do nieruchomości, jak również obsługi. – Klienci nadal zwracają uwagę na cenę i lokalizację, ale bardzo ważna stała się jakość. Kupując mieszkanie własnościowe mamy większy wybór, wykańczamy je tak jak chcemy, a w rezultacie czujemy się w nim lepiej i bezpieczniej – mówi.

Przeglądając oferty mieszkaniowe warto zwracać uwagę na szczegóły, między innymi na to, czy mieszkanie obejmuje rządowa dopłata Mieszkanie dla Młodych, czy deweloper oferuje wykończenie „pod klucz”, a także czy nieruchomość ma dodatkowe zalety, jak  na przykład modne w ostatnim czasie rozwiązana ekologiczne.

– Niektórzy deweloperzy oferują więcej niż inni. Na przykład na osiedlu Alpha Park mieszkańcy mogą liczyć na wykończenie mieszkania w cenie. To bardzo wygodne
i oszczędne rozwiązanie, dzięki któremu oszczędzamy czas i pieniądze, a przy okazji otrzymujemy materiały wysokiej jakości, które służą mieszkańcom przez lata
– mówi Teresa Witkowska.

Polski startup celuje w rynek światowy

Spółka Softgem wprowadziła na rynek Proces.io – rozwiązanie skierowane do firm średniej wielkości, które w nowatorski sposób zwiększa efektywność pracy. Polsko-hindusko-niemiecki zespół chce swój pomysł sprzedawać na całym świecie. Rynek aplikacji tego typu szybko rośnie. Amerykański instytut MarketsandMarkets wskazuje, że w 2019 r. ma osiągnąć wartość ponad 5,5 miliarda dolarów.

Proces.ioProces.io pozwala w innowacyjny sposób rozrysować dowolny proces zachodzący w firmie na ciąg etapów i zlecić go pracownikom do wykonania w świecie wirtualnym. System pozwala obrazować procesy biznesowe wielokrotnie szybciej w porównaniu do rozwiązań konkurencyjnych. Umożliwia również modyfikowanie kolejnych kroków procesu w trakcie pracy. Dostępne obecnie systemy mają w tej mierze mocno ograniczone możliwości. Firma dostrzegła też inny słaby punkt konkurencji i od startu dysponuje dużym zasobem gotowych szablonów procesów biznesowych.

Zastosowanie Proces.io jest bardzo szerokie. Z aplikacji mogą korzystać praktycznie wszystkie działy firmy, począwszy od księgowości, poprzez dział personalny, prawny, obsługę klientów, działy zakupów, sprzedaży oraz wiele innych. Żeby skorzystać z Proces.io wystarczy założyć konto w systemie i zaprosić współpracowników lub podwykonawców. Ze względu na elastyczność, szybkość wdrożenia i niski koszt, aplikacja stanowi doskonałą alternatywę dla oprogramowania pisanego na zamówienie.

– Skalę naszej innowacyjności pokazał test na Tajwanie, gdzie spotkaliśmy się z entuzjastycznym przyjęciem – mówi Marcin Dudek, pomysłodawca Proces.io i prezes Softgem. – W systemie wiodącej firmy zachodniej skomplikowany proces obsługi klienta powstawał tam zwykle kilka dni. Proces.io pozwoliło zredukować ten czas do zaledwie pół godziny – zaznacza Marcin Dudek.

Proces.ioProces.io umożliwia szybsze i dokładniejsze wykonywanie powtarzalnych czynności biznesowych, które każdego dnia są udziałem osób zatrudnionych w tysiącach firm. Przykładowo: akceptowanie faktur w przedsiębiorstwie z oddziałami terenowymi odbywa się w Proces.io na podstawie zeskanowanych dokumentów. Od chwili zarejestrowania faktury w systemie, poszczególni pracownicy mają wgląd w proces sprawdzania i akceptacji dokumentu. Menadżer może zlecić wypłatę środków podwykonawcy, np. podczas podróży służbowej, korzystając z Proces.io na telefonie komórkowym.

Proces.io - procesy w komputerze i tablecieSystem Proces.io jest dostępny w wersji internetowej oraz na tablety i komórki działające pod kontrolą systemu Android (w przygotowaniu jest wersja na iOS). Firmy zatrudniające do pięciu pracowników mogą korzystać z rozwiązania za darmo. Większe podmioty płacą 7, 12 lub 22 dolary za użytkownika w skali miesiąca. Abonamenty różnią się zakresem funkcjonalności i rodzajem wsparcia udzielanego przez zespół Proces.io. Szkolenie z tworzenia procesów biznesowych zajmuje ok. 2 godzin.

Proces.io w pigułce:

  • motywuje pracowników, ponieważ umożliwia podgląd poszczególnych etapów działania oraz dostęp do informacji i poleceń
  • redukuje do zera zadania niewykonane
  • eliminuje obieg papierowych dokumentów i minimalizuje wymianę e-maili
  • ułatwia koordynowanie pracy zespołu dzięki automatycznemu przydzielaniu zadań i kompetencji
  • zapewnia kontrolę funkcjonowania firmy poprzez monitoring realizacji powierzonych zadań
  • pozwala na monitorowanie działań dotychczas niedostępnych kadrze kierowniczej
  • zwiększa efektywność poszczególnych pracowników, zespołów i całej firmy.

Proces.io - jak powstaje proces biznesowyProces.io to aplikacja, która zwiększa efektywność i dokładność pracy, a także stanowi doskonałą alternatywę dla oprogramowania pisanego na zamówienie. Rozwiązanie umożliwia rozrysowanie dowolnego procesu, który zachodzi w firmie, na ciąg czynności realizowanych przez pracowników w świecie wirtualnym. Dzięki temu możliwe jest wyeliminowanie papierowych dokumentów, zmniejszeniu ulega także wymiana e-maili. Aplikacja została przygotowana przez specjalistów z zakresu zarządzania, ekonomii i inżynierii, pochodzących z Polski, Niemiec i Indii.

Instytut badawczy MarketsandMarkets, w raporcie opublikowanym w maju 2015 r., prognozuje, że globalny rynek systemów zarządzania przepływem pracy będzie rozwijał się bardzo dynamicznie w najbliższych kilku latach. Według ekspertów jego wartość wzrośnie z obecnego poziomu 1,5 miliarda dolarów do ponad 5,5 w roku 2019.

Więcej: www.proces.io

Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka 8.1. Wspieranie działalności gospodarczej w dziedzinie gospodarki elektronicznej.

Alior Bank finansuje budowę elektrowni wiatrowych

Alior Bank S.A., vortex energy oraz Max Bögl International SE podpisały umowę w sprawie finansowania budowy parku wiatrowego Jóźwin.  Jest to kolejny, znaczący projekt w sektorze odnawialnych źródeł energii, w którego realizację zaangażował się Alior Bank.

Na mocy podpisanej umowy Alior Bank udzielił kredytu w wysokości 112 mln złotych na budowę parku wiatrowego Jóźwin, składającego się z dziewięciu elektrowni wiatrowych firmy GE o łącznej mocy 25,3 MW.

Bank pozytywnie ocenił projekt z uwagi na potencjał wietrzności terenu, na którym powstaje park wiatrowy i doświadczenie inwestorów w budowie i eksploatacji farm wiatrowych w Polsce i na świecie.

Alior Bank, jako bank uniwersalny, aktywnie rozwija działalność kredytową również w ramach project finance i uczestniczy w finansowaniu znaczących projektów infrastrukturalnych. Bank posiada w swoim zespole specjalistów o unikalnych kompetencjach i doświadczeniu w tym zakresie – powiedział Maciej Rudziński, Dyrektor Departamentu Dużych Firm w Alior Banku.

– Jesteśmy szczególnie dumni z sukcesów Banku w zakresie finansowania farm wiatrowych. W ostatnich 18 miesiącach sfinansowaliśmy elektrownie o łącznej mocy 265 MW i to na trudnym rynku cechującym się niepewnością legislacyjną w okresie poprzedzającym uchwalenie ustawy o OZE i spadającymi w ostatnich miesiącach cenami zielonych certyfikatów – dodał Bartłomiej Hofman, Dyrektor Zespołu Kredytów Strukturyzowanych w Alior Banku.

Zespół Kredytów Strukturyzowanych Alior Banku specjalizuje się w finansowaniu inwestycji w takich dziedzinach jak:

  • energetyka, szczególnie OZE,
  • media i telekomunikacja,
  • nieruchomości komercyjne i mieszkaniowe.

Zespół jest też aktywnym uczestnikiem rynku kredytów konsorcjalnych, dla średnich i dużych klientów.

Park wiatrowy Jóźwin jest zlokalizowany na terenie gmin Kleczew oraz Ślesin, a wytworzona w nim energia odnawialna pozwoli na zasilenie blisko 20.000 gospodarstw domowych. Uruchomienie turbin wiatrowych planowane jest na koniec 2015 r., natomiast przewidywana roczna produkcja energii wytworzonej z siły wiatru wynieść ma 66 GWh. Pozwoli to na uniknięcie emisji do atmosfery 22.000 ton CO2 w porównaniu do energii wytworzonej ze źródeł konwencjonalnych.

DocData Fulfilment Solutions sp. z o.o wykorzystuje potencjał najszybciej rozwijającego się na kontynencie rynku handlu internetowego i wzmacnia swoją obecność w Polsce

Firma właśnie podpisała umowę na najem 4 315 mkw powierzchni
 magazynowej oraz 400 mkw powierzchni biurowej z Prologis Park Błonie i we wrześniu 2015 wprowadzi się do nowej siedziby. Najemcę w procesie poszukiwań odpowiedniego obiektu oraz negocjacji umowy reprezentowała międzynarodowa firma doradcza BNP Paribas Real Estate Poland.Prologis Błonie

„Celem strategicznym było wyselekcjonowanie lokalizacji, która spełniałaby wieloaspektowe wymagania i długoterminowe plany naszego klienta. Ponieważ jest to pierwszy magazyn klasy A Docdaty w Polsce, specjalnie na potrzeby tej transakcji przeprowadziliśmy nie tylko szczegółową analizę obiektów, ale również ich mikroekonomicznego otoczenia. Wśród parametrów wyboru znalazły się m.in.: dostępność siły roboczej, kosztów pracy, poziom bezrobocia, bliskość głównych rynków i możliwość ekspansji.” – komentuje Katarzyna Pyś-Fabiańczyk, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Docdata Fulfilment Solutions Sp. z o.o. to polski oddział holenderskiej firmy DOCDATA N.V., wiodącego w Europie dostawcy usług dla sprzedawców internetowych, oferującego  kompleksową obsługę procesów logistycznych. Potrzeba powiększenia struktur w Polsce pojawiła się wraz z rozpoczęciem współpracy z z najbardziej wpływowym graczem krajowego rynku, Grupą Allegro. W ramach uzgodnionego partnerstwa od 1 października 2015 Docdata będzie zajmować się kompleksową obsługą procesów logistycznych Grupy Allegro, w tym po raz pierwszy na terenie Polski świadczeniem usługi fulfilment.  Kontrakt z Allegro to kolejny krok milowy na drodze rozwoju firmy w Polsce. Ponieważ przesięwzięcie będzie realizowane w okolicach Warszawy, oznacza to także, że firma rozszerza swoje usługi dla e-commerce jeszcze dalej na rynek Europy Środkowo-Wschodniej. Obecnie do klientów Docdaty należą m. in. Zalando, brands4friends czy ASOS, na zlecenie których wysyłanych jest ponad 250 tys. artykułów dziennie na terenie Europy.

W zarządzaniu naszymi jakościowymi procesami zależy nam na świadczeniu najwyższego standardu usług i doborze partnerów o najlepszych kwalifikacjach. Doceniamy ogrom pracy wykonany przez naszego doradcę BNP Paribas Real Estate Poland, dzięki której otrzymaliśmy przekrojową, wieloaspektową analizę rynku. Umożliwiła nam ona podjęcie najtrafnijszej decyzji na drodze realizacji dynamicznej ekspansji w Polsce i zawarcie umowy z Prologis.” – mówi  Stefan Van Hoof, Managing Director, DocData Fulfilment Solutions sp. z o.o.

Prologis Park Błonie to obiekt lokalizowany w centralnej Polsce, nieopodal stolicy Polski, umożliwiający szybkie połączenie ze wszystkimi polskimi oraz paneuropejskimi trasami transportowymi. Położony jest w odległości 25 kilometrów na zachód od centrum Warszawy, co umożliwia dystrybucję towarów w samej Warszawie, jak i w całej aglomeracji. Centrum leży przy drodze E30/DK92, łączącej Europę Zachodnią i Wschodnią, zaledwie 8 kilometrów od nowo otwartej autostrady A2 łączącej Warszawę z Berlinem, 40 kilometrów od międzynarodowego lotniska Okęcie i 38 kilometrów od lotniska Modlin.

Prologis Park Błonie to centrum dystrybucyjne składające się z siedmiu budynków o łącznej powierzchni 152 000 metrów kwadratowych powierzchni magazynowej i biurowej. Oprócz wyposażonych w nowoczesne rozwiązania techniczne magazynów na terenie parku znajdują się liczne miejsca parkingowe i przestronne place manewrowe dla pojazdów ciężarowych, a całość jest strzeżona całodobowo. Centrum spełnia wszystkie wymagania współczesnych użytkowników obiektów dystrybucyjnych.

„Wysokiej jakości obiekty dystrybucyjne, profesjonalne usługi zarządzania oraz proaktywne podejście do budowania relacji z klientami to standardy Prologis obowiązujące na każdym rynku. Cieszymy się, że DocData Fulfilment Solutions, z którą współpracujemy na rynku holenderskim, doceniła nasze wartości i zdecydowała się na wynajem naszej powierzchni także w Polsce. Doskonała lokalizacja oraz możliwość dalszego rozwoju na terenie Prologis Park Błonie zdecydowały o wyborze tego kompleksu” – powiedziała Kamila Pruk, Leasing Manager Prologis w Polsce.

Prologis jest wiodącym dostawcą i zarządcą powierzchni magazynowych w Polsce, Czechach, na Słowacji, Węgrzech i w Rumunii oferującym ponad 4,3 miliona metrów kwadratowych zlokalizowanych w 43 parkach w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Jako lider wśród deweloperów nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce obsługuje zarówno lokalnych, jak i globalnych klientów, udostępniając im ponad 2.2 miliona metrów kwadratowych powierzchni w całym kraju.

Analiza WIG20, DAX i S&P500 – 29.09.2015

Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.

Jaki wpływ miał kryzys na zatrudnienie w UE?

Dane Eurostatu wskazują, że od 2008 do 2014 roku w Polsce wskaźnik zatrudnienia osób w wieku 20-64 lata zmienił się nieznacznie – z poziomu 65% urósł do 66,5%. Mogło by się wydawać, że jak na sześcioletni okres to niewiele. Jednak na tle pozostałych 28 państw unijnych znaleźliśmy się w gronie dziewięciu gospodarek, w których w czasie kryzysu odnotowano wzrost wskaźnika zatrudnienia. Mimo tego, w zestawieniu wszystkich członków UE, Polska w 2014 roku znalazła się dopiero na 20. miejscu.

Największy wzrost w omawianym okresie odnotowano na Malcie (o 7,1 p.p.), na Węgrzech (o 5,2 p.p.) i w Niemczech (o 3,7 p.p.). Oprócz tego wskaźnik wzrósł w Rumunii, Austrii, Wielkiej Brytanii, Czechach oraz Luksemburgu.

W pozostałych 19 krajach członkowskich wskaźnik obniżył się. W największym stopniu w Grecji (-13 p.p.) na Cyprze (-8,9 p.p.) i w Hiszpanii (-8,6 p.p.).

Wskaźniki zatrudnienia osób w wieku 20-64 lata w krajach Unii Europejskiej* w 2008, 2011 i 2014 roku (w %)

Wskaźniki zatrudnienia osób w wieku 20-64 lata w krajach Unii Europejskiej* w 2008, 2011 i 2014 roku (w %)
*Chorwacja jest członkiem UE od 2013 roku
Opracowanie Sedlak & Sedlak na podstawie Eurostatu

Marta Kowalówka
Sedlak & Sedlak

 

Regionalny optymizm na rynku pracy

W ciągu kilku nadchodzących miesięcy liczba ofert pracy będzie wzrastać. Sprzyja temu obecna sytuacja gospodarcza, a także zapotrzebowanie na pracę, powiązane z okresem około bożonarodzeniowym, do którego część rekrutacji rusza już teraz.

Wzmożone poszukiwania pracowników rozpoczną takie branże jak usługowa, produkcyjna oraz handlowa. Większej liczby ofert możemy spodziewać się również w transporcie, logistyce i komunikacji, a także centrach usług wspólnych. Jak wynika z raportu Barometr Manpower Perspektyw Zatrudnienia, opublikowanego przez ManpowerGroup, firmę doradztwa personalnego, prognoza netto zatrudnienia na IV kwartał br. jest najwyższa w regionie Centralnym, w skład którego wchodzą województwa mazowieckie i łódzkie. Uzyskany wynik wynosi tu +11%, co oznacza poprawę sytuacji zarówno w ujęciu kwartalnym jak i rocznym, odpowiednio o 9 i o 7 punktów procentowych.2 Podobnie wysoki wynik odnotowano dla regionu Północno-Zachodniego. Również we wszystkich pozostałych terenach kraju prognozy zatrudnienia są dodatnie, wskazując na trend w kierunku zwiększania liczby miejsc pracy. Uzyskane w raporcie Barometr Manpower prognozy pokrywają się z obserwacjami konsultantów agencji zatrudnienia Manpower.

Prognozy zatrudnienia w regionach Polska-Barometr Manpower
Wykres 1. Prognoza netto zatrudnienia dla regionów Polski na Q4 2015 r. Źródło: Raport Barometr Manpower Perspektyw Zatrudnienia.

Poprawę na regionalnym rynku pracy obserwujemy już od dłuższego czasu, – komentuje Karolina Rząsa, ekspert agencji zatrudnienia Manpower. – Tylko w chwili bieżącej mamy do zaoferowania około 1500 miejsc pracy u naszych klientów na terenie regionu Centralnego, a spodziewamy się, że ilość ta będzie wzrastać. Podobnie wygląda sytuacja w pozostałych regionach Polski. To rekrutacje do różnych branż i na różne stanowiska. Pośród nich pracę znajdą zatem pracownicy produkcji, magazynierzy, pakowacze, spedytorzy, kierowcy, przedstawiciele handlowi czy też pracownicy centrów usług wspólnych, a także wielu innych. Wzrost obserwujemy nie tylko w ilości dostępnych ofert, ale również w wynagrodzeniach, które uległy poprawie w porównaniu do adekwatnego okresu sprzed roku. Proponowane stawki, w zależności od stanowiska, wahają się w granicach od 11 zł do 15 zł  zł brutto za godzinę w przypadku stanowisk niższego szczebla i w granicach od 12 zł do 20 zł brutto za godzinę w przypadku stanowisk średniego szczebla, – dodaje Karolina Rząsa.

Z perspektywy kandydatów sytuacja staje się więc powoli coraz lepsza. Jednocześnie pracodawcy coraz bardziej odczuwają nasilający się niedobór talentów. Borykając się z narastającymi problemami w pozyskaniu pracowników, częściej są skłonni obniżać swoje dotychczasowe wymagania. Zwiększa to szansę na pracę również dla tych, którzy do niedawna mieli problem z jej znalezieniem z racji zbyt małego doświadczenia lub też zbyt długiego czasu przebywania na bezrobociu.

– Firmy mają coraz większe kłopoty w pozyskaniu kandydatów. Skłania je to do rewizji dotychczasowej polityki personalnej i sięgnięcia po niewykorzystywane metody działania, – analizuje sytuację Karolina Rząsa z Manpower. – Pracodawcy przychylniejszym okiem patrzą na osoby długotrwale bezrobotne oraz bez doświadczenia. Zmieniają także podejście do benefitów pozapłacowych. Jeszcze do niedawna były to dodatki przyznawane na stanowiskach specjalistycznych oraz wyższych. Obecnie oferuje się je również pracownikom niższego szczebla, a także tym zatrudnionym na zasadach umowy o pracę tymczasową. Jesteśmy więc świadkami ciekawej zmiany na rynku, bo dotyczącej mentalności pracodawców. Uświadamiają sobie, że pracownik jest cenną wartością. A im o niego będzie trudniej, tym bardziej będą skłonni w niego inwestować. Jesteśmy u początku tej drogi, ale wszystko wskazuje na to, że idziemy we właściwym kierunku. W aktualnej sytuacji rynkowej umiejętność pozyskania pracowników to często być albo nie być dla firmy na rynku, – dodaje przedstawiciel Manpower.

Rozwój małych firm w II połowie 2015: innowacyjność popłaca

Mali przedsiębiorcy wkroczyli w drugą połowę 2015 roku z bardzo umiarkowanym optymizmem. Nadal spodziewają się silnej presji na obniżenie cen produktów i usług, ale coraz rzadziej będą się jej poddawać. Szansę na rozwój widzą w konsekwentnym inwestowaniu w rozbudowę oferty, bardziej innowacyjne sposoby działania i coraz częściej w inwestowanie w nowych pracowników. To wnioski z badania Instytutu Badań i Analiz OSB oraz portalu Firmy.net.

Firmy.net zaprezentował wnioski z piątego badania polskich mikro- i małych firm w raporcie „Jak w Polsce prowadzi się własny biznes”. Oprócz prognoz na drugą połowę 2015 roku, zawiera on także m.in. ocenę minionego półrocza przez przedsiębiorców.

Z ostrożnym optymizmem na II połowę 2015 roku

Jako że minione półrocze było dużym rozczarowaniem dla przedsiębiorców, na obecne patrzą oni z jeszcze większą ostrożnością niż wcześniej. Dokładnie połowa z nich (50 proc.) przewiduje, że sytuacja ogólna ich firm pozostanie bez zmian, wśród pozostałych przedsiębiorców nieznacznie częściej oczekiwana jest poprawa sytuacji niż pogorszenie.

Wykres nr 1 – Prognozowana zmiana sytuacji ogólnej firm w drugiej połowie 2015 roku

Wykres 1 Prognozowana zmiana sytuacji ogólnej firm w II połowie 2015
Wykres 1 Prognozowana zmiana sytuacji ogólnej firm w II połowie 2015

Najwięcej optymizmu mają firmy z sektorów przemysłu, handlu, usług i budownictwa. Firmy działające w sektorze rolnictwa (w tym leśnictwa, łowiectwa i rybactwa) nie spodziewają w trwającym półroczu zmian ani na lepsze, ani na gorsze.

Małe firmy wciąż z nadzieją wyczekują poprawy swojej sytuacji, pomimo tego, że prognozowany poziom sprzedaży w kraju wciąż jest niski, co nie daje również szans na poprawę sytuacji finansowej. Dodatkowo obawy o wzrost gospodarczy kraju, który według Polaków zależy głównie od decyzji rządowych, są spotęgowane zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi. „Koncerty” obietnic wyborczych, zarówno partii rządzącej, jak i głównej partii opozycyjnej, są bardzo kontrowersyjne i tak naprawdę przedsiębiorcy nie bardzo wiedzą, czego mogą spodziewać się w najbliższym czasie. Stąd przede wszystkich wynika ich ostrożny optymizm – tłumaczy dr Dariusz Śledź z Instytutu Badań i Analiz, Grupa OSB.

Presja na obniżenie cen nadal silna

Ponad połowa przedsiębiorców (62,9 proc.) oczekuje, że w nadchodzącym półroczu utrzyma taki sam poziom cen. W grupie pozostałych przedsiębiorców częściej przewiduje się jednak ich obniżenie (22,4 proc.) niż wzrost (14,7 proc.). Firmy spodziewają się silnej presji na obniżenie cen przede wszystkim na rynku krajowym. Ci, którzy działają za granicą, w większości oczekują, że ceny ich produktów i usług się nie zmienią.

Wykres nr 2 – Prognozowana zmiana poziomu sprzedaży na rynku krajowym w II połowie 2015 r.

Wykres 2 Prognozowana zmiana poziomu sprzedaży na rynku krajowym
Wykres 2 Prognozowana zmiana poziomu sprzedaży na rynku krajowym

Wykres nr 3 – Prognozowana zmiana poziomu sprzedaży na rynku zagranicznym w II połowie 2015 r.

Wykres 3 Prognozowana zmiana poziomu sprzedaży na rynku zagranicznym
Wykres 3 Prognozowana zmiana poziomu sprzedaży na rynku zagranicznym

Rozwój przez innowacje…

Strategia walki ceną nie jest jednak dominującą wśród przedsiębiorców. Większość z nich uważa, że najlepiej poprawie ich pozycji konkurencyjnej przysłuży się postawienie na innowacyjność, co obejmuje wprowadzanie nowych usług/produktów do oferty lub udoskonalenie obecnych (27,3 proc.), wykorzystanie nowych form promocji i reklamy (19,6 proc.) oraz zakup nowych maszyn/sprzętu (13 proc.). Są to metody budowania konkurencyjności, na które większość małych firm postawiła już w minionym półroczu.

Wykres nr 4 – Działania, jakie planują wdrożyć przedsiębiorcy, mające największy wpływ na poprawę pozycji konkurencyjnej w przedsiębiorstwach w okresie nadchodzących 6 miesięcy

Wykres 4  Działania na poprawę pozycji konkurencyjnej w II połowie 2015
Wykres 4 Działania na poprawę pozycji konkurencyjnej w II połowie 2015

„Innowacyjność popłaca. W przypadku najmniejszych firm mówimy o poszerzaniu oferty czy nowych formach reklamy, które to działania przyniosły przedsiębiorcom najlepsze efekty oraz są nadzieją na przyszłość. Jak pokazują wyniki naszych badań, długookresowe wysiłki małych firm włożone w budowanie marki zaprocentowały wzrostem ich rozpoznawalności na rynku. Optymistyczne jest też to, że nie brakuje przedsiębiorców, którzy mimo niezadowalających przychodów oraz rosnących kosztów prowadzenia firmy wciąż inwestują w działania, które pomagają im zdobywać nowych klientów – opiniuje Michał Kurczycki z portalu Firmy.net.

..i (coraz częściej) wzrost zatrudnienia

Na uwagę zasługuje także coraz bardziej popularna strategia budowania pozycji konkurencyjnej przez wzrost zatrudnienia. Wprawdzie najliczniejsza grupa przedsiębiorców, bo aż 3/4 badanych, planuje utrzymać poziom zatrudnienia na obecnym poziomie, to jednak w grupie pozostałych częściej planowane jest zwiększenie liczby zatrudnionych (16,1 proc.) niż jej zmniejszenie (9,2 proc.). Dodatkowo aż 11,2 proc. przedsiębiorców zaczęło postrzegać zatrudnianie dobrych specjalistów, jako skuteczny sposób na zbudowanie swojej pozycji konkurencyjnej na rynku.

Sytuacja ogólna firm jednak bez szans na poprawę w II półroczu

Pomimo wyraźnej mobilizacji małych firm i ich planowanej aktywności w zakresie budowania swojej pozycji na rynku, nie spodziewają się one w II połowie 2015 roku przełomu, jeśli idzie o poprawę swojej sytuacji finansowej. Najliczniejsza grupa przedsiębiorców (47,9 proc.) oczekuje, że ich sytuacja finansowa pozostanie bez zmian, natomiast wśród pozostałych częściej przewiduje się jej pogorszenie (29,1%) niż poprawę (23%).

Wykres nr 5 – Prognozowana zmiana sytuacji finansowej w II połowie 2015 r.

Wykres 5 Prognozowana zmiana sytuacji finansowej w II połowie 2015
Wykres 5 Prognozowana zmiana sytuacji finansowej w II połowie 2015

Informacje o badaniu
Badanie nastrojów gospodarczych zostało przeprowadzone po raz piąty w czerwcu 2015 r. z zastosowaniem techniki CAWI przez Instytut Badań i Analiz OSB. W badaniu wzięło udział 1419 przedstawicieli małych firm (50,3 proc. firm jednoosobowych, 43,2 proc. mikro firm, zatrudniających od 1 do 9 pracowników, oraz 6,5 proc. małych firm, zatrudniających od 10 do 49 osób), które są zarejestrowane w wyszukiwarce firm Firmy.net. Wśród ankietowanych większość zajmuje się działalnością usługową (68,1 proc.), 19,6 proc. – handlową, 6,8 proc. – budowlaną, 5 proc. – przemysłowo-produkcyjną, a około 0,5 proc. działa w branży rolnej. Z uwagi na liczbę i strukturę respondentów wyniki badania mają charakter reprezentatywny.

Raport z pełnymi wynikami badań można pobrać pod adresem: http://www.firmy.net/raporty/nastroje-gospodarcze-wsrod-malych-firm-w-czerwcu-2015-r.html.

Ile kosztuje wykształcenie dziecka na amerykańskim uniwersytecie?

Zgodnie z rankingiem The 2015 Academic Ranking of World Universities, 17 z 20 najlepszych uczelni na świecie to uniwersytety z USA. Badania potwierdzają, że studia za oceanem to nie tylko prestiż, ale także szansa na lepszą pracę i wyższe zarobki. Sprawdziliśmy, z jakimi kosztami powinien liczyć się rodzic absolwenta szkoły średniej, chcącego zdobywać wiedzę na amerykańskim uniwersytecie.

Już teraz ponad 4,3 mln studentów uczy się poza granicami swojego kraju, z czego ok. 48 tys. to Polacy (dane OECD). Prognozuje się, że w ciągu najbliższych 5 lat liczba ta podwoi się. Rosnące zainteresowane międzynarodowymi uczelniami, szczególne tymi za oceanem, nie dziwi. Według raportu Komisji Europejskiej, absolwenci zagranicznych studiów zdecydowanie lepiej radzą sobie na rynku pracy, uzyskując wyższe i lepiej płatne stanowiska. Aż 64 proc. ankietowanych pracodawców przyznaje, że osobom z międzynarodowym doświadczeniem chętniej powierza bardziej odpowiedzialne zadania.

Pokutuje opinia „drogie i niedostępne”

Według badań Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, w trzech ostatnich latach odsetek Polaków, którzy wyjechali na zagraniczne studia wzrósł o 20 proc. USA to, obok Wielkiej Brytanii i krajów Unii Europejskiej, jeden z chętniej wybieranych kierunków. Jego atrakcyjność wynika zarówno z globalnego charakteru nauki, jak i szerokiej dostępności innowacyjnych programów, sprzętów i badań naukowych możliwych do prowadzenia na tamtejszych uczelniach.

Mimo zainteresowania studiami w USA, liczba Polaków kształcących się na amerykańskich uczelniach nadal nie jest satysfakcjonująco wysoka. Pokutuje dość powszechne przekonanie, że studiowanie za granicą jest zbyt drogie na polską kieszeń. Sprawdziliśmy, jak wyglądają przybliżone ceny za rok nauki na topowych amerykańskich uczelniach na poziomie undergraduate (odpowiednik naszego licencjata). W kosztach uwzględniono opłaty za czesne (tzw. tuition), choć należy jeszcze pamiętać o opłatach za akademik, wyżywienie, ubezpieczenie, książki czy wydatki osobiste:

  • Columbia University – $ 49 138
  • NYU / New York University – $ 44 848
  • Yale University – $ 44 000
  • Stanford University – $ 43 683
  • MIT / Massachusetts Institute of Technology – $ 43 498
  • Harvard University – $ 42 292
  • Princeton University – $ 40 170
  • Purdue University – $ 28 794

1 200 zł/m-c za naukę na Harvardzie?

Jak się okazuje, istnieje kilka furtek oferowanych przez amerykańskie uczelnie, dzięki którym na studiowanie za oceanem pozwoli sobie nawet mniej zamożny, za to ambitny kandydat. Anna Korzeniewska, pierwsza Polka, która ukończyła studia podyplomowe Professional Certificate in Fundraising na New York University (NYU), a teraz z ramienia firmy GlobalEdu pomaga młodym ludziom wyjeżdżać na studia w USA, tłumaczy: – Amerykański system oświaty jest otwarty na ludzi wyróżniających się, nawet gdy nie posiadają odpowiednich funduszy wymaganych do podjęcia nauki. Osiem prestiżowych uczelni, m.in. Harvard, MIT, Columbia czy Stanford, przyznają stypendia w systemie need-blind. Oznacza to, że uczelnia, decydując się na przyjęcie kandydata, składa jednocześnie deklarację przyznania mu stypendium w takiej wysokości, żeby jego rodzina była w stanie podołać finansowo temu wyzwaniu (zarobki rodziców podawane są na etapie aplikacji). Także stypendia naukowe oferowane przez renomowane uniwersytety prywatne to potężne środki finansowe powodujące, że studiowanie tam może okazać się nawet tańsze niż edukacja np. w Wielkiej Brytanii.

Innymi sposobami na obniżenie kosztów nauki w USA jest podział nauki na dwa etapy – ukończenie dwuletnich studiów na Community College i uzyskanie tytułu Associate, a następnie kontynuacja nauki na uniwersytecie i zdobycie po dwóch latach tytułu Bachelor. Kolejną furtką – podjęcie pracy na kampusie w wymiarze do 20 godzin tygodniowo. Wiele uczelni redukuje koszt studiów o przepracowaną wartość. Jeszcze inną – obniżenie kosztów ubezpieczenia i zakwaterowania, np. poprzez przeniesienie się z pokoju 1-osobowego do 3-osobowego. Warto też pamiętać o stypendiach naukowych, socjalnych i sportowych.

Korzystając z dostępnych furtek, student może obniżyć łączny koszt edukacji w Stanach z przykładowych 40 000, do np. 4 000 dolarów rocznie. To w przeliczeniu ok. 14 000 zł, zatem 1 200 zł/m-c za rok nauki np. na Harvardzie. Trzeba też pamiętać, że USA to nie tylko wyniki w nauce, ale też osobowość, osiągnięcia sportowe i pasje. To też indywidualne podejście do każdego ucznia, choć także indywidualne wymogi każdej uczelni.

Uczelnie zza oceanu na wyciągnięcie ręki

Studiowanie w Stanach jest na wyciągnięcie ręki, a sama procedura aplikacyjna do przejścia. – Proces zawsze rozpoczyna się od poznania kandydata, jego możliwości i preferencji. Na tej podstawie pomagamy wybrać uczelnie i rozpoczynamy proces aplikacyjny, m.in. przygotowanie do SAT. Na koniec zostają już tylko sprawy wizowe – tłumaczy procedurę Anna Korzeniewska, i dodaje: – Im uczeń i jego rodzic prędzej podejmą decyzję o chęci studiowania w USA, tym większa szansa przyjęcia na wymarzony uniwersytet. Ambasada USA sugeruje rozpoczęcie tego procesu nawet 1,5 roku przed planowanym terminem rozpoczęcia studiów w USA.

Jaką edukację zapewnić dziecku? Możliwie najlepszą, szczególnie że dziś młodzi ludzie mają nieporównywanie większe możliwości niż kiedyś. Warto z nich korzystać, by dać sobie i pokoleniom nie tylko satysfakcjonującą teraźniejszość, ale i przyszłość.

Źródło: http://www.GlobalEduWeb.com

Dla kogo praca od ręki? – raport

W jakich branżach i w którym województwie znajdziesz najszybciej zatrudnienie? Kogo i z jakimi kwalifikacjami szukają pracodawcy? Kto nie ma problemu ze znalezieniem pracy – dowiedz się więcej z najnowszej analizy rynku przygotowanej przez GoldenLine.

Wyszukiwanie pracowników w serwisach rekrutacyjnych i dotarcie bezpośrednio do nich z ofertą pracy jest coraz chętniej stosowaną przez rekruterów metodą na znalezienie dobrego specjalisty czy managera. Ograniczając czas i koszty rekrutacji, rekruterzy sięgają po narzędzia pozwalające prosto i szybko znaleźć kandydatów z odpowiednimi kwalifikacjami i szybko skontaktować się z nimi. Z analiz Wyszukiwarki Kandydatów GoldeLine jasno wynika kogo w pierwszej kolejności szukają pracodawcy i jaki poziom znajomości języka obcego wymagają od tych kandydatów rekruterzy.

Handlowcy do wszystkich branż

Od początku roku pracowników szukano najczęściej w pięciu branżach: TI, Handlu, Marketingu, Finansach i HR. W każdej z tych branż w pierwszej kolejności szukano przedstawicieli handlowych. Co ciekawe, w branży marketingowej handlowców szukano aż w 47% przypadków spośród wszystkich szukanych stanowisk. Najrzadziej, choć także często, w branży finansowej 15%. Najbardziej aktywne pod kątem szukania pracowników były województwa: mazowieckie, śląskie, wielkopolskie, małopolskie, dolnośląskie, łódzkie i pomorskie. Wśród nich handlowców najczęściej szukano w śląskim 22% wszystkich szukanych specjalności, a najrzadziej w łódzkim 12%. Od przedstawicieli handlowych oczekuje się znajomości języków obcych. Aż 44% rekruterów szukało na to stanowiska osób z dobra znajomością języka angielskiego oraz 16% ze znajomością biegłą i 10% z podstawową. Handlowców z biegłym językiem niemieckim z kolei szukało 10% rekruterów, a 6% z dobrym.

Kierownikiem być

We wszystkich branżach szukano też managerów średniego szczebla. Najwięcej kierowników szukano w branży finansowej 18% a najmniej w marketingowej 4%. Wśród województw dominowały małopolskie i łódzkie – po 8%, w mazowieckim 5%, a w pozostałych po 4%. Od managerów pracodawcy oczekują znajomości języka angielskiego w większości przypadków na poziomie dobrym 44%, biegłym w 28%, podstawowym tylko 3%. Pracownika na stanowisko kierownicze z dobrą znajomością języka niemieckiego szukało 9%, a 5% z biegłą.

Zdolności analityczne

Pracowników działów analiz także szukały wszystkie wymienione wyżej branże. W tym zakresie dominowały: finansowa 7% i IT 5%. Analityków najczęściej szukano w województwie mazowieckim 7%. Od analityków oczekuje się znajomości języka angielskiego na poziomie dobrym w 47% przypadków, biegłego w 32%, podstawowego w 6%. Dodatkowo rekruterzy szukali na to stanowisko osób z dobrym niemieckim 6% oraz dobrym francuskim 4%.

Total planuje do 2017 roku otworzyć w Polsce 100 stacji paliw. Spółka chce umocnić swoją pozycję na polskim rynku

Magdalena Myszczyszyn

Total do 2017 roku planuje otworzyć w Polsce 100 stacji paliw. Inwestycje będą realizowane głównie w południowej i zachodniej Polsce. Celem spółki jest zdobycie silnej pozycji na krajowym rynku.

– Naszym celem jest posiadanie do 2017 roku 100 stacji paliw w Polsce, chcemy być marką rozpoznawalną i najczęściej wybieraną przez klientów – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Magdalena Myszczyszyn, dyrektor stacji i hurtu paliw Total Polska.

Jak zapewnia, spółkę interesują przede wszystkim lokalizacje z dobrym potencjałem rozwojowym, niezależnie od tego, czy znajdują się w niewielkich miastach, czy przy drogach krajowych. Na razie w Polsce działa sześć stacji francuskiego koncernu.

– Aktualnie skupiamy się na terenie zachodniej i południowej Polski i tam szukamy partnerów, którzy tak jak my dzielą pasję do biznesu detalicznego – wyjaśnia Magdalena Myszczyszyn.

Spółka stawia sobie za cel zdobycie silnej pozycji na polskim rynku oraz sprawienie, by marka Total była rozpoznawalna i doceniana głównie ze względu na dostępność usług i dobrą obsługę klientów.

Na koncernie, jak na wielu innych firmach petrochemicznych, odbijają się niskie ceny ropy. Surowiec w ciągu roku potaniał o połowę. Total ma plan sprzedaży aktywów o wartości 10 mln dolarów w okresie 2015-2017.

– Sytuacja rynkowa dla każdego biznesu, w którym cena spada praktycznie o połowę, jest wyzwaniem, tym bardziej w przypadku koncernów paliwowych – mówi dyrektor stacji i hurtu paliw Total Polska pytana o wpływ cen ropy na kondycję biznesu petrochemicznego.

Reakcją koncernu na zmieniające się otoczenie rynkowe jest przede wszystkim bardziej selektywny dobór projektów inwestycyjnych oraz wprowadzenie działań zmierzających do optymalizacji zarządzania i ograniczenia kosztów.

– Pomimo bardzo trudnej sytuacji na rynku grupa Total w I połowie 2015 roku osiągnęła zysk 5,7 mld dol. Jest to tylko 12-proc. spadek w porównaniu do tego samego okresu w 2014 roku. Jest to świetny wynik tylko dzięki temu, że jesteśmy zintegrowaną organizacją, która prowadzi różnorodne działania – zwraca uwagę przedstawicielka paliwowej spółki.

Zdaniem Magdaleny Myszczyszyn obecnie trudno określić jednolity profil klienta stacji benzynowych. Pewna grupa korzysta z nich jedynie w celu zatankowania paliwa, inna oczekuje także usług towarzyszących, jak dostęp do ciepłych przekąsek czy napojów.

– Zauważamy, że zarówno większość spółek petrochemicznych, jak i duże koncerny paliwowe optymalizują obecnie swoje działania i starają się uporać z tą trudną dla wszystkich sytuacją – mówi dyrektor stacji i hurtu paliw Total Polska.

Zdaniem Magdaleny Myszczyszyn polscy kierowcy chętniej niż zachodni kupują paliwa premium. Przykładowo w Niemczech wskaźnik ten wynosi jedynie 5 proc., a we Francji 12 proc.

– Jeżeli skupimy się na samych paliwach, to bardzo popularne w naszym kraju i ciągle cieszące się bardzo dużym powodzeniem są paliwa premium. Średni udział paliw premium w zależności od lokalizacji w całości sprzedaży paliw wynosi około 20 proc. informuje.

Widoczna jest także tendencja do tankowania pełnego banku lub jednorazowych wydatków na poziomie minimum 100 zł. W przypadku standardowych paliw są to przeciętnie znacznie niższe kwoty.

Total Polska jest częścią koncernu Total, jednej z największych na świecie firm energetycznych. Total zatrudnia na całym świecie ponad 100 tys. osób, a roczne przychody ze sprzedaży kształtują się na poziomie 212 mld dol.

Inwestycja w szkolenia i studia dla pracowników to sposób na pozyskanie i utrzymanie wysoko wykwalifikowanej kadry

CEO Magazyn Polska

Wobec  spadającego bezrobocia pracodawcom coraz trudniej zapełnić wakaty w swoich firmach. Szczególnie poszukiwani są specjaliści, ale tych na rynku pracy brakuje już od dawna. Alternatywą może być wsparcie podnoszenia kwalifikacji zawodowych przez osoby już pracujące w firmie bądź kuszenie nowych pracowników szkoleniami i studiami.

Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, w sierpniu bez pracy było 10 proc. Polaków. To najlepszy wynik od grudnia 2008 roku, oznacza jednak również, że na krajowym rynku coraz trudniej znaleźć chętnych do pracy. O ile jeszcze przy takim poziomie bezrobocia zajęcia mogą poszukiwać ludzie mniej wykwalifikowani, o tyle specjalistów zaczyna brakować. Coraz częściej pracodawcy zaczynają się więc przymierzać do przeszkolenia osób, które już u nich pracują, czyli podnoszenia kwalifikacji zawodowych.

– Oznacza to nabywanie i uzupełnianie wiedzy oraz umiejętności przez pracownika za zgodą pracodawcy bądź z inicjatywy pracodawcy – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Alicja Biernat, adwokat w Kancelarii EIR Legal. – Najczęściej mówimy tutaj o różnego rodzaju studiach, czy to studiach magisterskich, czy licencjackich, bardzo popularnymi formami podnoszenia kwalifikacji zawodowych są również studia podyplomowe. Do tego dochodzą wszelkiego rodzaju kursy językowe, również kursy uznawane za granicą, jak ACCA bądź MBA, a także szereg kursów specjalistycznych, które służą np. awansowaniu pracownika.

Kodeks pracy w artykule 94. mówi m.in. o tym, że pracodawca jest zobowiązany do umożliwienia pracownikom podnoszenia kwalifikacji zawodowych. W praktyce nie jest to, jak twierdzą specjaliści od prawa pracy, bezwarunkowy obowiązek, ale możliwość, z której obie strony mogą skorzystać.

– Wiadomo, że jeśli pracodawca uważa, że na danym stanowisku konieczne są pewne dodatkowe kwalifikacje czy dodatkowe umiejętności bądź że na takim stanowisku przydadzą się te dodatkowe kwalifikacje, wówczas często decyduje się sfinansować pracownikowi takie studia czy kurs – mówi mec. Alicja Biernat. – Pracownik również może liczyć na szereg udogodnień. Te wzajemne prawa i obowiązki pracodawca i pracownik uzgadniają w umowie szkoleniowej zwanej potocznie „lojalką”. Jeśli chodzi o uprawnienia pracownika, to tutaj najważniejsze są urlopy szkoleniowe. Bo warto zauważyć, że pracodawca, jeśli zgodzi się już na podnoszenie kwalifikacji zawodowych przez pracownika, musi później temu pracownikowi udzielić urlopów szkoleniowych.

Do przygotowania się na egzamin uznający kwalifikacje zawodowe pracownik może otrzymać 6 dni urlopu, a jeśli będzie to egzamin dyplomowy – nawet 21 dni. Dodatkowo pracodawca musi zwalniać pracownika na czas konieczny na dojazd na zajęcia oraz na uczestnictwo w tych zajęciach. Trzeba też pamiętać, że wszystkie te zwolnienia od pracy są traktowane jako nieobecność usprawiedliwiona. Pracownik zachowuje w tym czasie normalne wynagrodzenie. Te uprawnienia zapisane są w kodeksie pracy (art. 1031 – 1035 ), a potwierdza je umowa szkoleniowa, jaką zawierają pracodawca i pracownik. Ten ostatni ma też jednak pewne zobowiązania.

– Jeśli pracodawca zdecydował się sfinansować te szkolenia czy studia, to wiadomo, że chciałby, aby nabyte przez tego pracownika kwalifikacje były wykorzystywane u tego pracodawcy, a nie w innej firmie – zwraca uwagę adwokat z Kancelarii EIR Legal. – Dlatego też w takiej umowie zazwyczaj pracodawcy zobowiązują pracownika do pozostania w zatrudnieniu właśnie u tego pracodawcy przez określony czas i maksymalnie jest to okres 3 lat. Oczywiście pracownik ma możliwość odejścia z pracy wcześniej, ale wówczas będzie ponosił negatywne konsekwencje finansowe, ponieważ będzie musiał zwrócić część kosztów tych szkoleń czy studiów.

Przy tym, jeśli pracownik odejdzie, ponieważ pracodawca notorycznie łamie swoje obowiązki wobec pracownika, a przyczyny okażą się uzasadnione, to tych kosztów nie będzie musiał zwracać. Pracownik zaoszczędzi także, gdy to pracodawca wypowie umowę o pracę. Będzie musiał natomiast zrekompensować koszty opłaconych przez pracodawcę kursów, szkoleń lub studiów, jeśli sam złoży wypowiedzenie bądź jeśli zostanie zwolniony bez wypowiedzenia, czyli dyscyplinarnie. Musi też zwrócić koszty szkoleń, jeśli nie podejmie studiów, przerwie je lub nie będzie zaliczał egzaminów. Ogólnie pracownik nie musi zwracać całości kosztów, przepisy mówią, że jest to zwrot proporcjonalny.

– Jeśli chcemy podpisać dobrą umowę szkoleniową, to przede wszystkim musimy wziąć pod uwagę to, jaki jest to rodzaj studiów – tłumaczy mec. Alicja Biernat z Kancelarii EIR Legal. – Łatwiej będzie nam to zrobić, jeśli są to studia np. podyplomowe, ponieważ z góry wiemy, ile one trwają. Wówczas możemy łatwo określić proporcje, że np. po danym okresie czasu pracownik, jeśli zrezygnuje z pracy, zwraca jakiś procent kosztów. Natomiast trudniej jest w przypadku np. kursu ACCA, który składa się z modułów i tutaj nie możemy przewidzieć okresu trwania kursu. Dlatego też za każdym razem trzeba wszystko bardzo  indywidualnie rozważyć. Aby uniknąć niepotrzebnych spięć, warto dobrze określić prawa i obowiązki stron umowy, a w szczególności to, kiedy i w jakich proporcjach pracownik powinien zwracać pracodawcy koszty szkoleń.  

Awaria informatyczna może zniszczyć najlepszą firmę. Warto nie tylko zabezpieczyć dane, lecz także zagwarantować, że awaryjny system szybko zastąpi uszkodzony

Krzysztof Rachwalski

Dobre zabezpieczenie zasobów przedsiębiorstwa może być warunkiem jego przetrwanie podczas kryzysu informatycznego. Nie wystarczy kopia danych, potrzebny jest system awaryjny, który błyskawicznie zastąpi uszkodzoną sieć – przekonuje specjalizująca się w przechowywaniu danych szwajcarska spółka Veeam Software.

Specjaliści radzą, by firmowe zasoby przechowywać w trzech kopiach, w tym jedną poza siedzibą przedsiębiorstwa. Na dodatek przechowywać je należy w taki sposób, by awaryjny system mógł natychmiast podjąć pracę i zastąpić uszkodzony. Problem leży jednak w kosztach. Na takie rozwiązanie decydują się głównie duże i bogate spółki. Tymczasem im i tak łatwiej radzić sobie z ewentualnymi problemami.

Są duże, więc łatwiej sobie radzą z różnego rodzaju awariami, które zdarzają się zawsze i zdarzać się będą – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Krzysztof Rachwalski, dyrektor regionalny na obszar Europy Środkowo-Wschodniej w Veeam Software. –  Różnego rodzaju przestoje i awarie są szczególnie niebezpieczne dla małych i średnich przedsiębiorstw, bo mogą skutkować tym, że takie organizacje po prostu znikną z rynku. Co ważne, duże organizacje mogą stracić trochę na wizerunku, ale z reguły sobie radzą, choć jak pokazuje przeszłość, również bardzo duże firmy, które nie podążały za tendencjami rynkowymi, po prostu znikały z rynku.

Veeam Software specjalizuje się w dostarczaniu narzędzi do zabezpieczenia i zabezpieczeniach wysokiej dostępności dla infrastruktury informatycznej, która jest podstawą ciągłości biznesowej. Firma z ostrożnością ocenia zabezpieczenia stosowane przez mniej przewidujące firmy.

Mniejsze organizacje korzystają z różnego rodzaju systemów do backupu i zabezpieczania danych – mówi Krzysztof Rachwalski. – To jest trochę staroświeckie podejście, oparte na przekonaniu, że jeżeli mamy backup, to mamy już zabezpieczenie i możemy spać spokojnie. W momencie sytuacji awaryjnej, kiedy pilnie potrzebujemy odzyskać nasze środowiska i przywrócić ciągłość działania naszego biznesu, okazuje się jednak, że np. nie da się środowisk odzyskać i nie możemy przywrócić dostępności dla naszego biznesu. Większe organizacje mogą wykorzystywać narzędzia bardziej złożone czy też lokalizacje zastępcze, ale to jest kosztowne. Natomiast my wychodzimy z założenia, że należy dostarczyć zarówno dużym organizacjom, jak i mniejszym, średnim, małym przedsiębiorstwom narzędzia, które będą dla nich dostępne, a zrealizują tę podstawową potrzebę naszej rzeczywistości, czyli niezachwianą ciągłość działania firmy.

Korzystanie z zabezpieczeń stosowane jest w większości firm na rynku. Niektóre branże zmusza do tego obowiązujące prawo, inne robią to z rozsądku.  

– W zasadzie większość organizacji w tej chwili korzysta z tego typu narzędzi, tylko z różnych – zwraca uwagę dyrektor regionalny na obszar Europy Środkowo-Wschodniej w Veeam Software.  Przykładowo w sektorze finansowym firmy muszą w interesie klientów posiadać centra zapasowe, monitorować dostępność własnych usług, w związku z tym sektor finansowy, bankowy i ubezpieczeniowy takie narzędzia musi posiadać. Natomiast, jeżeli chodzi o inne sektory, to jest to raczej spowodowane pewnymi tendencjami rynkowymi i wymaganiami klientów. Bo jeżeli firmy nie spełniają tych wymagań, to po prostu tracą klientów i przewagę konkurencyjną.

Polacy nie mają dostępu do nowych technologii zwalczania nowotworów. Rozwiązaniem będzie stworzenie Funduszu Walki z Rakiem

dr Krzysztof Łanda, lekarz, prezes Fundacji Watch Health Care

Rocznie na choroby nowotworowe zapada w Polsce ponad 140 tys. osób. Wydatki na onkologię sięgają ok. 6,5 mld zł, co odpowiada 6 proc. całkowitych wydatków na zdrowie, ale pieniędzy wciąż brakuje. Przez to chorzy nie tylko długo czekają na leczenie, lecz także nie mają dostępu do nowoczesnych technologii. Poza koszykiem świadczeń gwarantowanych pozostaje ponad 250 innowacyjnych technologii lekowych oraz tysiąc nielekowych. Sytuację może poprawić Fundusz Walki z Rakiem (FWR), który byłby finansowany z nadwyżki środków pochodzących z działalności komplementarnych ubezpieczeń zdrowotnych.

Chcemy udostępnić wszystkim Polakom innowacyjne technologie medyczne, które znajdują się poza koszykiem świadczeń gwarantowanych w Polsce. To często najnowocześniejsze metody leczenia i diagnostyki, jakie medycyna zna, ale których nie finansuje Narodowy Fundusz Zdrowia, czyli nie są finansowane ze środków publicznych. To projekt podobny do brytyjskiego Cancer Drugs Fund, z tym że chcemy uniknąć błędów, które oni popełnili – mówi agencji Newseria Biznes dr Krzysztof Łanda, lekarz, prezes Fundacji Watch Health Care, jeden z autorów raportu „Fundusz Walki z Rakiem”.

Raport dotyczący FWR stanowi propozycję zmian systemowych w Polsce. Mają one na celu zapewnienie dostępu do innowacyjnych metod leczenia i diagnostyki chorób nowotworowych. Co istotne, Fundusz ma gwarantować zarówno dostęp do leków, jak i do technologii nielekowych. Obecnie wśród gwarantowanych świadczeń brakuje tych innowacyjnych, ratujących życie, które są w większości dostępne w innych krajach UE. Z danych Fundacji Watch Health Care wynika, że ponad 250 technologii lekowych i ok. 1 tys. nielekowych pozostaje w Polsce poza koszykiem świadczeń gwarantowanych.

Chcielibyśmy, żeby funkcjonowała reguła priorytetu, a więc żeby każdy Polak uzyskiwał taki sam dostęp do świadczeń, które fundusz będzie finansował – podkreśla dr Łanda i przekonuje, że zyskają wszyscy pacjenci onkologiczni. – Nie trzeba będzie, jak dzisiaj, czekać często latami, zanim Minister Zdrowia podejmie decyzję o włączeniu jakiejś technologii do koszyka świadczeń gwarantowanych. Dzięki funduszowi Polacy mieliby natychmiastowy dostęp. Co więcej, planujemy tzw. early access, czyli z funduszu mogłyby być finansowane takie cząsteczki lekowe czy technologie, które są w końcowych fazach badań klinicznych.

Fundusz Walki z Rakiem pozwala na zapewnienie dostępności do innowacyjnych metod leczenia i diagnostyki chorób nowotworowych bez sięgania po środki publiczne. Opiera się na zasadach solidaryzmu – finansowanie FWR miałoby pochodzić z nadwyżki środków pochodzących z działalności komplementarnych ubezpieczeń zdrowotnych. Dzisiaj na rynku można kupić jedynie ubezpieczenia suplementarne, czyli abonamentowe. Im więcej Polaków nie ma dostępu do świadczeń finansowanych przez NFZ, tym większy jest popyt na tego typu usługi. Niestety, one nie gwarantują dostępu do innowacyjnego leczenia.

Fundusz powinien obejmować wszystkie osoby, które z racji swoich możliwości finansowych powinny płacić składkę, natomiast w ramach solidaryzmu wszyscy będą z niego korzystać. Polacy nie mają dostępu do wielu skutecznych technologii zwalczania nowotworów. Próbujemy podjąć pierwszy krok, którym jest fundusz do walki z nowotworami, od czegoś trzeba zacząć – mówi dr Leszek Borkowski, farmakolog kliniczny w Szpitalu Wolskim, prezes Fundacji Razem w Chorobie.

Autorzy raportu oceniają, że na dodatkowe ubezpieczenie komplementarne zdecydowałoby się 20 proc. społeczeństwa, składka mogłaby wynieść od 50 do 90 zł. Podkreślają, że ubezpieczenia komplementarne mają potencjał nawet 30 mld zł rocznie, a skumulowana nadwyżka środków finansowych przez 5 lat może wynieść blisko 19 mld zł.

Dr Borkowski wskazuje, że aby system się sprawdził, konieczne jest jednak wprowadzenie zmian.

Ubezpieczenia komplementarne powinny być powiązane z podatkami. Jeżeli ktoś wykupuje ubezpieczenia, powinien mieć ulgę w podatkach. Jeżeli nie, musi płacić większy podatek. Per saldo państwo i tak będzie miało pieniądze, ale ludzie będą mogli dokonać wyboru. Nie można po prostu sięgać do portfeli, tylko stworzyć system zabezpieczający ich godność i leczenie w czasie choroby – tłumaczy Leszek Borkowski.

Rak po chorobach sercach jest najczęstszą przyczyną śmierci. W Polsce co roku diagnozuje się chorobę onkologiczną u ponad 140 tys. osób, z czego ok. 90 tys. umiera. W dużej mierze odpowiada za to długi czas oczekiwania na leczenie. OnkoBarometr WHC wskazuje, że obecnie czas oczekiwania na świadczenia zdrowotne z zakresu onkologii odbiega od standardów europejskich. W Wielkiej Brytanii od momentu zgłoszenia się pacjenta do rozpoczęcia leczenia nie powinno minąć więcej czasu niż dwa miesiące. W Polsce trwa to nawet pół roku. Często leczenie jest nieefektywne, ale pomóc mógłby dostęp do nowych technologii ratujących życie.

– To nie jest problem złej kadry, bo tę mamy bardzo dobrą, ale możliwości kadr są ograniczone przez finanse państwa, które nie refunduje wszystkich leków i wszystkich technologii medycznych – przyznaje Leszek Borkowski.

Utrzymanie wzrostu gospodarczego na poziomie 3,5–4 proc. może obniżyć bezrobocie do 9 proc.

Ignacy Morawski

Stopa bezrobocia w Polsce w sierpniu wyniosła 10 proc. Zejście do jednocyfrowej wartości jest kwestią najbliższych miesięcy – oceniają ekonomiści. Warunkiem jest jednak utrzymanie tempa wzrostu gospodarczego na poziomie 3,5–4 proc. Ewentualnym zagrożeniem jest sytuacja na rynkach zagranicznych.

Sytuacja na rynku pracy jest ewidentnie lepsza. Widać to po rosnącym zatrudnieniu, po spadającym bezrobociu, po wysokiej liczbie nowych ofert pracy i po rosnących płacach realnych – mówi agencji Newseria Ignacy Morawski, główny ekonomista BIZ Banku..

W sierpniu przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw było o 1 proc. wyższe niż przed rokiem. Z kolei przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto wzrosło o 3,4 proc. – do poziomu 4024,95 zł. Poprawę sytuacji widać także w nastrojach konsumentów. Wprawdzie we wrześniu zarówno bieżący, jak i wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej były niższe niż w sierpniu, ale i tak były zdecydowanie wyższe niż rok temu. W sierpniu nastroje konsumentów były najlepsze od 2007 roku, kiedy dynamika PKB była rzędu 6-7 proc. rocznie.

 Ludzie odczuwają tę poprawę. Pozostaje jednak pytanie, czy odczuwając tę poprawę, są z tego powodu usatysfakcjonowani. Pojęcie satysfakcji wymyka się ocenie ekonomicznej, więc trudno mi odpowiedzieć na pytanie – wyjaśnia Morawski.

Dobrą sytuację na rynku pracy zapewnia wzrost gospodarczy. Przy dynamice na poziomie 3,5–4 proc. rośnie popyt na pracę i powstają nowe miejsca pracy. Ekspert zaznacza jedna, że w kolejnych latach tempo wzrostu zatrudnienia ulegnie zmniejszeniu. Powodem jest wejście w okres recesji demograficznej i idący za tym spadek osób w wieku produkcyjnym.

Jednocześnie więcej osób będzie przechodzić na emeryturę i będzie coraz mniej ludzi w wieku 1525 lat, czyli ludzi, wśród których stopa bezrobocia jest najwyższa. Ta grupa dopiero wchodzi na rynek pracy i w naturalny sposób nie cieszy się wielkim popytem ze strony pracodawców. Takich ludzi będzie coraz mniej – przewiduje Ignacy Morawski. – Te dwa czynniki sprawią, że w Polsce malało będzie bezrobocie strukturalne, czyli takie, które nie powoduje żadnych napięć inflacyjnych i płacowych.

Główny ekonomista BIZ Banku oczekuje, że przy dotychczasowym tempie wzrostu naszej gospodarki, bezrobocie podawane przez GUS zejdzie w okolice 9 proc.

Jeżeli na świecie nie stanie się nic bardzo złego, nie dojdzie do wielkiej recesji w Chinach czy kolejnego epizodu kryzysu finansowego, nowej wojny z Rosją, to bezrobocie powinno być w kolejnych latach wyraźnie niższe, niż jest teraz – prognozuje Morawski.

Profile na Platformie Usług Elektronicznych ZUS założyło już ponad 1,3 mln osób. Pozwala im to na kontakt z Zakładem online

Marta Juśko

Platforma Usług Elektronicznych została uruchomiona, by usprawnić komunikację z Zakładem Ubezpieczeń Społecznym. Mogą z niej korzystać ubezpieczeni, płatnicy składek i świadczeniobiorcy. Za jej pośrednictwem można wysyłać wnioski elektronicznie i tą samą drogą otrzymać odpowiedź. Na platformie już zarejestrowało się 1,3 mln użytkowników. Trwają prace nad udostępnieniem PUE na urządzeniach mobilnych.

Platforma Usług Elektronicznych to przede wszystkim całodobowy dostęp do informacji zapisanych na naszym koncie w ZUS. Dla poszczególnych grup klientów przygotowany został specjalny panel, który ułatwia załatwianie spraw specyficznych dla danej grupy, dlatego niektóre usługi czy dane zgromadzone na koncie różnią się w zależności od tego, w jakiej roli występujemy – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marta Juśko z Departamentu Obsługi Klientów w Centrali ZUS.

Osoby ubezpieczone, czyli pracownicy, mogą sprawdzić bieżące informację o składkach na koncie, ubezpieczeniach, do których zostali zgłoszeni, i zobaczyć, czy przedsiębiorca zgłosił do ubezpieczenia także pozostałych członków rodziny pracownika. Na PUE można również obliczyć wysokość prognozowanej emerytury, dzięki kalkulatorowi emerytalnemu. Narzędzie to przydaje się również pracodawcom, którzy w ten sposób mogą opłacić i rozliczyć składki czy uzyskać informację o zaksięgowanych płatnościach. Co więcej, PUE daje też możliwość uzyskania zaświadczenia o niezaleganiu ze składkami. Zyskują też emeryci i renciści.

Świadczeniobiorcy mogą przede wszystkim śledzić stan swoich świadczeń, mają dostęp do swoich formularzy PIT. Mogą również złożyć dyspozycję zmiany sposobu wypłaty świadczenia – podkreśla Juśko.

Ekspertka podkreśla, że PUE to nie tylko możliwość całodobowego dostępu do informacji, lecz także możliwość kontaktu z ZUS-em bez wychodzenia z domu. Można także umówić się na wizytę w wybranym urzędzie w dowolnym czasie, co pozwala uniknąć kolejek i oszczędzić czas.

Dzięki profilowi PUE można wysyłać do ZUS-u elektronicznie wnioski i otrzymywać na nie również elektronicznie odpowiedzi. Wnioski są na profilu automatycznie wypełniane na podstawie danych dostępnych na koncie, następnie trzeba je podpisać elektronicznie. W tym celu trzeba dysponować podpisem elektronicznym, czyli profilem zaufanym ePUAP, całkowicie bezpłatnym, lub certyfikatem kwalifikowanym – wyjaśnia Juśko.

Profil zaufany ePUAP to bezpieczeństwo dla korzystających z usług PUE. Wyrobienie takiego podpisu elektronicznego to krótki proces. Aby go uzyskać, wystarczy wypełnić wniosek elektronicznie i potwierdzić tożsamość w punktach potwierdzających, m.in. w placówkach ZUS. Innym rodzajem podpisu elektronicznego jest certyfikat kwalifikowany, ten jednak jest już usługą płatną i korzystają z niego większe firmy.

Aby założyć profil PUE, należy zarejestrować się na portalu Pue.zus.pl. Podczas rejestracji uzyskuje się login, trzeba wybrać hasło i w ciągu 7 dni od rejestracji udać się osobiście z dokumentem tożsamości do dowolnej placówki ZUS, by potwierdzić swoją tożsamość. Zakładając profil PUE, uzyskujemy dostęp do danych wrażliwych. Nie muszą tego natomiast robić te osoby, które posiadają certyfikat kwalifikowany bądź profil zaufany ePUAP – mówi ekspertka ZUS.

Możliwe jest również uzyskanie upoważnienia do PUE poprzez wypełnienie pełnomocnictwa. To korzyść przede wszystkim dla przedsiębiorców, którzy w ten sposób mogą nadać uprawnienia konkretnemu pracownikowi, który w ich imieniu wypełni dokumenty i prześle je do ZUS-u.

Platforma Usług Elektronicznych to pierwsze tego typu rozwiązanie w Polsce. Profile założyło już ok. 1,3 mln osób. Wkrótce PUE ma być dostępne na urządzeniach mobilnych.

Polisy OC zdrożały średnio o 15 proc. Jednym z powodów jest wprowadzenie bezpośredniej likwidacji szkód

Agnieszka Burzyńska-Janiec

Pojawienie się na rynku polis OC z usługą bezpośredniej likwidacji szkody spowodowało wzrost cen polis przeciętnie o 15 proc. – wynika z obserwacji CUK Ubezpieczenia. Opcja ta umożliwia kierowcom likwidację szkody w firmie, w której są ubezpieczeni, a nie u ubezpieczyciela sprawcy. Średni koszt najtańszego OC we wrześniu był o 48 zł większy niż pół roku temu. Na podwyżkę cen mogła mieć wpływ także grudniowa rekomendacja Komisji Nadzoru Finansowego.

Sześć miesięcy po wprowadzeniu usługi bezpośredniej likwidacji szkód ceny komunikacyjnych polis od odpowiedzialności cywilnej wzrosły średnio o 15 proc. – mówi agencji Newseria Agnieszka Burzyńska-Janiec, regionalny kierownik sprzedaży w multiagencji ubezpieczeniowej CUK Ubezpieczenia. – Prognozowane zwyżki w wysokości 100-200 proc. nie miały więc miejsca i raczej nie należy się ich spodziewać.

W kwietniu br. pierwszych osiem firm ubezpieczeniowych, pod nadzorem Polskiej Izby Ubezpieczeń, przystąpiło do systemu Bezpośredniej Likwidacji Szkód. Dzięki temu, że za likwidację szkody i wypłatę odszkodowania odpowiedzialny jest ubezpieczyciel poszkodowanego, który następnie rozlicza się z ubezpieczycielem sprawcy, dla poszkodowanego cały proces przebiega szybciej i sprawniej niż w klasycznym wariancie.

Średni koszt najtańszego OC we wrześniu br. wyniósł 389 zł – to 48 zł więcej niż 6 miesięcy temu. W porównaniu ze średnią cen z lipca wakacyjny wzrost wyniósł 2 proc., co oznacza, że ceny się stabilizują. Analizę przeprowadzono dla tego samego profilu kierowcy: osoba w wieku 33 lat, prowadząca samochód bezszkodowo od 10 lat i 60 proc. zniżki w OC, właściciel Opla Astry z 2007 roku o pojemności silnika 1,4 i mocy 90 KM.

Najwyższe wzrosty odnotowali mieszkańcy Szczecina, Olsztyna i Poznania, a najmniejsze – kierowcy z Wrocławia, Torunia i Lublina. W rankingu miast wojewódzkich najwięcej za OC płacą mieszkańcy Wrocławia, Warszawy, Gdańska i Poznania – co najmniej 466-476 zł.

Zwyżka cen jest oczywiście zauważalna – przyznaje Agnieszka Burzyńska-Janiec. – Ale ceny polis OC są uwarunkowane różnymi czynnikami. Może to być spowodowane wprowadzeniem BLS, ale również wydaniem nowych wytycznych przez Komisję Nadzoru Finansowego.

Wytyczne Komisji z 16 grudnia 2014 roku dotyczą likwidacji szkód z ubezpieczeń komunikacyjnych i związanego z tym ryzyka. Zostały wydane ze względu na rosnącą liczbę skarg ze strony konsumentów dotyczących m.in. terminowej wypłaty odszkodowań, ich wysokości, procesu likwidacji szkód oraz niejasnych i niepełnych procedur.

Głównym celem wydanych pod koniec grudnia ubiegłego roku wytycznych KNF było wprowadzenie jednakowych standardów dla towarzystw ubezpieczeniowych podczas likwidacji szkód z OC. Analitycy rynku i przedstawiciele zakładów ostrzegali, że mogą one doprowadzić do znaczących podwyżek cen polis. Zdaniem ekspertki zmiany te na pewno zmusiły ubezpieczycieli do tego, by większą wagę przykładali do jakości oferowanych usług.

To wiąże się z kosztami – tłumaczy Agnieszka Burzyńska-Janiec. – Wiadomo, że ubezpieczyciele stosują w swoich ofertach różne ceny, dlatego każdorazowo przed zakupem polisy warto porównywać składki. Można bowiem znaleźć tańszą polisę o takim samym zakresie i sumie ubezpieczenia. Ubezpieczyciele bacznie obserwują rynek, siebie nawzajem i rosnącą świadomość klientów.

Jak wynika z obserwacji CUK Ubezpieczenia, dla klientów przy wyborze polisy najważniejsza jest cena. W dalszej kolejności uwzględniają poprzednie doświadczenia z danym ubezpieczycielem oraz renomę czy rozpoznawalność marki.