Grupa Alior Banku po I półroczu 2015

Skonsolidowany zysk netto Grupy Alior Banku w I połowie 2015 r. wyniósł blisko 179 mln zł i był o 18 proc. wyższy w porównaniu do analogicznego okresu w roku ubiegłym.

  • Po pierwszych sześciu miesiącach br. Grupa Alior Banku wypracowała 1,045 mld zł przychodów netto z działalności operacyjnej, w tym blisko 717 mln zł z tytułu odsetek oraz 163 mln zł z tytułu opłat i prowizji. Oznacza to wzrost przychodów w ujęciu rocznym o 18 proc.
  • Na koniec czerwca 2015 r. łączna wartość kredytów udzielonych klientom przez Grupę Alior Banku wyniosła 28,3 mld zł, a wartość zgromadzonych depozytów 29,8 mld zł. To odpowiednio
    30 proc. i 39 proc. więcej, niż w porównywalnym okresie rok wcześniej. Współczynnik kredytów do depozytów ukształtował się na bezpiecznym poziomie 95 proc.
  • Grupa Alior Banku systematycznie poprawia efektywność kosztową, jednocześnie zwiększając skalę prowadzonej działalności. Współczynnik kosztów do dochodów (C/I) w I połowie
    2015 r. wyniósł 49,8 proc. (50,8 proc. w analogicznym okresie rok wcześniej).
  • 30 czerwca br.nastąpiła fuzja prawna Alior Banku i Meritum Banku. Do połączenia banków doszło w zaledwie 5 miesięcy od sfinalizowania transakcji nabycia akcji Meritum Banku. Fuzja operacyjna nastąpi do końca 2015 r.
  • W sierpniu br. Alior Bank podpisał umowę z rumuńskim operatorem Telekom Romania Mobile Communications z Grupy Deutsche Telekom.Projekt ten jest efektem udanej kooperacji z T-Mobile Polska i stanowi pierwszy krok w kierunku ekspansji Banku na rynki zagraniczne.
Wojciech Sobieraj – Prezes Zarządu Alior Banku
Wojciech Sobieraj – Prezes Zarządu Alior Banku

Dobre wyniki finansowe wypracowane w pierwszej połowie 2015 r. odzwierciedlają rosnące znaczenie Alior Banku na polskim rynku bankowym. Systematyczny wzrost efektywności kosztowej, bezpieczna pozycja kapitałowa oraz nowe strategiczne inicjatywy stanowią solidną podstawę do dalszego rozwoju Banku pomimo utrzymujących się trudnych warunków rynkowych –mówi Wojciech Sobieraj, prezes Zarządu Alior Bank SA.

Przykład Alior Banku udowadnia, że można sprawnie realizować proces fuzji i jednocześnie utrzymywać wysoką dynamikę wzrostu kluczowych wskaźników działalności biznesowej –dodaje prezes Banku.

Całkowite przychody Grupy Alior Banku z działalności operacyjnej wyniosły na koniec czerwca 2015 r. 1,045 mld zł, tj. o 18 proc. więcej, niż w analogicznym okresie rok wcześniej. W wyniku systematycznie rosnącego wolumenu udzielonych kredytów i pożyczek, wynik odsetkowy zwiększył się o 23 proc. do blisko 717 mln zł. Wynik z tytułu opłat i prowizji obniżył się o 3 proc. i wyniósł 163 mln zł, a wynik z działalności handlowej i pozostałej wyniósł blisko 165 mln zł i był o 22 proc. wyższy niż w porównywalnym okresie w roku ubiegłym.

Przychody Grupy Alior Banku (mln zł)

Skonsolidowane wyniki finansowe GK Alior Banku 2015
Skonsolidowane wyniki finansowe GK Alior Banku 2015

Systematycznemu zwiększaniu skali działalności Grupy Alior Banku towarzyszy także utrzymanie efektywności kosztowej. W pierwszym półroczu 2015 r. współczynnik C/I ukształtował się na poziomie 49,8 proc. i w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej, zmniejszył się o 1 p.p. Tym samym Bank podtrzymuje plany obniżenia współczynnika C/I poniżej 48 proc. w 2015 r.

Wartość kredytów udzielonych klientom przez Grupę Alior Banku wzrosła o 30 proc. r/r osiągając poziom 28,3 mld zł na koniec czerwca 2015 r. W tym samym okresie saldo środków pozyskanych z depozytów klientów wyniosło 29,8 mld zł, czyli o 39 proc. więcej, niż rok wcześniej.

Kredyty (mld zł) Depozyty (mld zł)Skonsolidowane wyniki finansowe GK Alior Banku kredyty i depozyty 2015

W I połowie 2015 r. Alior Bank dynamicznie rozwijał współpracę z T-Mobile Polska. Od momentu uruchomienia marki T-Mobile Usługi Bankowe z jej usług skorzystało już 226 tys. nowych klientów (łącznie TMUB obsługuje ponad 0,5 mln klientów). Mogą oni otworzyć konto w sieci kilkuset punktów zlokalizowanych w całej Polsce oraz poprzez nowoczesne zdalne kanały sprzedaży. Do końca lipca br. Bank otworzył już 144 placówki typu store-in-store w salonach T-Mobile oferujących szerszy zakres obsługi, w tym produkty kredytowe. W trzecim kwartale liczba tych oddziałów wzrośnie do 165. Ponadto w czerwcu br.

T-Mobile Usługi Bankowe rozszerzył ofertę o rozwiązania dedykowane małym firmom.
Jednym z efektów udanej kooperacji z T-Mobile Polska jest rozszerzenie strategicznego aliansu z globalnym operatorem telekomunikacyjnym o kolejny rynek Europy Środkowej. W sierpniu br. Alior Bank podpisał umowę z rumuńskim operatorem Telekom Romania Mobile Communications z Grupy Deutsche Telekom. Celem inicjatywy jest utworzenie na terytorium Rumunii oddziału Banku, który będzie działał w modelu zbliżonym do obecnej współpracy Alior Banku i T-Mobile Polska. Zgodnie z przyjętymi założeniami klienci indywidualni zyskają możliwość skorzystania z usług bankowych już w pierwszym kwartale 2016 r.

Projekt ten ma strategiczne znaczenie dla Alior Banku, stanowi bowiem pierwszy krok w kierunku ekspansji Banku na rynki zagraniczne.

30 czerwca 2015 r. nastąpiła fuzja prawna Alior Banku i Meritum Banku. Do połączenia banków doszłow ciągu 5 miesięcy od momentu nabycia akcji Meritum Banku, co oznacza, że jest to jeden z najszybciej i najsprawniej realizowanych procesów integracji w polskim sektorze bankowym. Fuzja operacyjna, w ramach której dojdzie do pełnego ujednolicenia procesów, systemów i infrastruktury IT obu instytucji oraz wprowadzenia jednolitej oferty produktów i usług, nastąpi zgodnie z harmonogramem do końca 2015 r. Synergie kosztowe i przychodowe wynikające z integracji Alior Banku z Meritum Bankiem wyniosą 198 mln zł do 2017 r. (36 mln zł w 2015 r.), zaś szacowane koszty połączenia to 50 mln zł.

W wyniku fuzji prawnej z Meritum Bankiem i organicznemu rozwojowi działalności aktywa Alior Banku wzrosły o ponad 9,3 mld zł r/r i na koniec czerwca br. wynosiły 36,5 mld zł co plasuje go na 13. miejscu wśród największych banków w Polsce pod względem sumy bilansowej. Alior Bank zwiększył też udziały rynkowe do poziomu przekraczającego 3 proc. i obsługuje obecnie blisko 3 mln klientów. Optymalną obsługę klientów detalicznych i biznesowych Banku zapewnia czwarta co do wielkości bankowa sieć dystrybucji, która obejmuje blisko 1600 placówek (uwzględniając punkty T-Mobile).

Alior Bank kontynuuje projekt strategicznej współpracy z brytyjską siecią hipermarketów Tesco. Obecnie usługi finansowe pod marką Tesco Finanse są dostępne w 71 hipermarketach. Dotychczasowa kooperacja z partnerem przynosi bardzo dobre efekty – m.in. wzrost miesięcznych wolumenów sprzedaży pożyczki gotówkowej o 50% w porównaniu do 2014 r. Bank planuje wzmocnić tę współpracę rozbudowując sieć sprzedaży o kolejne lokalizacje w sklepach należących do partnera oraz stopniowo rozszerzając portfolio produktów i usług dostępnych dla klientów Tesco. Do 2018 r. planowane jest pozyskanie 250 tys. nowych klientów obsługiwanych przez Tesco Finanse.

Na początku sierpnia br. Alior Bank udostępnił klientom nowy portal internetowy https://www.aliorbank.pl, wykorzystujący najnowsze trendy i technologie projektowania stron WWW, takie jak: omnichannel, flat design, HTML5, CSS, RWD, smart suggest. Dzięki zastosowaniu nowatorskich rozwiązań serwis zapewnia bardziej intuicyjne, szybsze i łatwiejsze dotarcie do informacji, personalizację reklam oraz automatyzację komunikacji w czasie rzeczywistym. Portal Alior Banku odwiedza średnio ok. 1 mln 700 tys. użytkowników miesięcznie, z czego ponad 20 proc. stanowią osoby, odwiedzające serwis po raz pierwszy.

Ranking internetowych sklepów sportowych 2015

Zestawienie Rankingu Internetowych Sklepów Sportowych Opineo 2015 zawiera 30 najlepiej ocenianych przez konsumentów e-sklepów. Są wśród nich zarówno sportowe hipermarkety, jak i niszowe sklepy zorientowane na konkretnego klienta i określoną aktywność fizyczną.

Wystawiając opinię o sklepie internetowym, konsumenci oceniają szybkość realizacji zamówienia, poziom obsługi klienta, jakość zapakowania przesyłki oraz deklarują, czy poleciliby ten sklep sportowy swoim znajomym. Tegoroczny ranking to już drugie w historii Opineo.pl zestawienie internetowych sklepów sportowych stworzone na podstawie potransakcyjnych opinii konsumenckich. Na tle ubiegłego roku widoczny jest awans sklepów R-GOL.com, Fitnesstrening.pl, Sklep-luz.pl, Snowsport.pl, Bikestacja.pl, E-futbol.pl, Sklepbiegacza.pl oraz Sporti.pl.

Poniżej najlepiej oceniane przez konsumentów internetowe sklepy sportowe.

R-GOL.com, Hurtowniasportowa.net, Fitnesstrening.pl, Runnersclub.pl i Sportclub.com.pl to pierwsza piątka najlepiej ocenianych przez konsumentów internetowych sklepów sportowych w tegorocznym rankingu Opineo
R-GOL.com, Hurtowniasportowa.net, Fitnesstrening.pl, Runnersclub.pl i Sportclub.com.pl to pierwsza piątka najlepiej ocenianych przez konsumentów internetowych sklepów sportowych w tegorocznym rankingu Opineo

Jak pokazuje analiza opinii konsumenckich, wśród zalet e-sklepów sportowych często wymienia się szybkość wysyłki i możliwość śledzenia jej statusu. Klienci zwracają też uwagę na kulturę obsługi i pomoc przy wyborze odpowiednich produktów. Wśród negatywnych opinii pojawiają się sygnały o pomylonych lub uszkodzonych produktach. Konsumenci wytykają e-sklepom fakt, że oferują towar, którego fizycznie nie ma na magazynie.

Przykładowe opinie:

  • Błyskawiczna dostawa na następny dzień. Rakieta do squasha w 100% zgodna z opisem, razem z pokrowcem, o każdym etapie mojego zamówienia byłem informowany na bieżąco. Bezpiecznie i solidnie zapakowane. Polecam każdemu. (Marcin, czerwiec 2015)*
  • Nie mam żadnych zastrzeżeń, wysyłka błyskawiczna, ceny rozsądne i całkiem niezły wybór. Przydałoby się więcej części do rowerów DH, wtedy pewnie zamówienie by było większe 🙂 (djzatorze, kwiecień 2015)*
  • Na stronie produkty są a po zamówieniu okazuje się że nie ma. Dodzwonić się nie można bo nikt nie odbiera jednym słowem żenada. (Andi, luty 2015)*
  • W przypadku braku towaru na stanie, sprzedawca oddzwonił i poinformował mnie o zaistniałej sytuacji, zaproponował wyjście awaryjne. Bardzo duży plus 🙂 (Szymon, marzec 2015)*

Średni koszyk e-klienta

Według raportu CBOS „Aktywność fizyczna Polaków”, najchętniej uprawiane dyscypliny w Polsce to jazda na rowerze (51%) i pływanie (28%), w dalszej kolejności bieganie (18%), turystyka piesza (16%), piłka nożna (14%), siatkówka (14%), gimnastyka, fitness, aerobik (13%). Analitycy serwisu Skąpiec.pl przyjrzeli się zakupowym preferencjom klientów e-sklepów sportowych. Niezależnie od pory roku, najpopularniejszymi produktami w Internecie są właśnie rowery. W miesiącach wiosennych i letnich na pierwsze miejsca wskakują również pulsometry i komputery sportowe używane głównie przez amatorów joggingu. Średni koszyk zakupowy biegacza wynosi ok. 600 zł, rowerzysty — prawie dwa razy tyle.Średni koszyk e-klienta internetowych sklepów sportowych

Dla amatorów i wyczynowców   

Klientami internetowych sklepów sportowych bywają zarówno amatorzy danej dziedziny, którzy dopiero zaczynają przygodę ze sportem, jak i wyczynowcy, którzy doskonale wiedzą, co kupić i za jaką cenę. Jedni, i drudzy szukają w Internecie nie tylko atrakcyjnej ceny czy darmowej dostawy, ale również wartości dodanych.

Drobna różnica w cenie odgrywa już dzisiaj rolę drugoplanową. Znacznie ważniejsza jest jakość obsługi i rzetelność w realizacji zamówienia — wyjaśnia Grzegorz Sroka, product manager Opineo.pl. — Klienci, którzy poszukują fachowego doradztwa, preferują mniejsze, ale wyspecjalizowane sklepy, w których mają zapewnioną najlepszą obsługę. Często wielkim atutem takich sklepów jest to, że są zakładane i prowadzone przez pasjonatów danej dziedziny, a wtedy informacje, jakie przekazują klientom, są poparte nie tylko wiedzą teoretyczną, ale też ich własnym doświadczaniem treningowym — dodaje.

*wszystkie opinie pochodzą z serwisu www.opineo.pl

Metodologia:

Opracowując Ranking Internetowych Sklepów Sportowych 2015, wzięte zostały pod uwagę:

  • łączna ocena na dzień 01.07.2015 r.,
  • liczba recenzji zdobyta w ostatnich 12 miesiącach (od 01.07.2014 do 01.07.2015),
  • punkty za każde 100 opinii,
  • liczba opinii zdobyta w całej historii sklepu w Opineo.pl.

Do finału zakwalifikowało się 30 sklepów, które mogą poszczycić się:

  • najwyższą łączną oceną konsumencką (powyżej 9,70 punktu),
  • wysoką liczbą opinii w ostatnich 12 miesiącach (powyżej 300),
  • wysoką liczbą opinii w całej historii Opineo.pl (powyżej 500).

Dodatkowo, ogólna ocena sklepu na dzień 01.07.2015 r. nie powinna być niższa niż 9,0 pkt. Tylko spełnienie tych wszystkich wymogów było przepustką do finału w naszym branżowym rankingu.

Wystawiając opinię, konsumenci oceniają następujące parametry:

  • szybkość realizacji zamówienia,
  • poziom obsługi klienta,
  • jakość zapakowania przesyłki,
  • oraz deklarują, czy poleciliby ten sklep sportowy swoim znajomym.

Za internetowy sklep sportowy uznaliśmy taki, którego asortyment adresowany jest przede wszystkim do sportowców (profesjonalistów i amatorów) i którego głównym zakresem działalności jest sprzedaż sprzętu do ćwiczeń oraz akcesoriów sportowych (w tym odzież, obuwie, ochraniacze, odżywki).

Pragma Faktoring: Wyniki po I półroczu 2015 r.

Pragma Faktoring SA opublikowała wyniki finansowe za I półrocze 2015 r. Po raz kolejny możemy zaobserwować pozytywne efekty przyjętej strategii. W I półroczu 2015 roku Spółka osiągnęła 28% wzrost przychodów brutto w stosunku do analogicznego okresu 2014 r. Zdecydowanie wzrosły również: zysk brutto (o 26%) oraz zysk netto (o 23%). Warto zwrócić uwagę również na wzrost wartości wpłat otrzymanych na poczet portfela, które wyniosły w pierwszym półroczu 260 mln zł i były wyższe o 20% wobec otrzymanych rok wcześniej (217 mln zł).
WYBRANE DANE FINANSOWE I półrocze 2015
(w tys. zł)
I półrocze 2014

(w tys. zł)

r/r
Przychody brutto 235 784 183 615 128%
Przychody netto, w tym: 9 360 9 161 102%
Faktoring 7 183 6 835 105%
Pożyczki 2 107 2 196 96%
Wynik na sprzedaży 4 517 4 220 107%
Wynik operacyjny 3 900 4 221 92%
Wynik brutto 2 251 1 788 126%
Wynik netto 1 703 1 379 123%
Wpłaty z faktoringu 228 348 177 174 129%
Wpłaty z pożyczek 32 146 40 736 79%

„Kluczową w strategii naszej Spółki jest usługa faktoringu, która zgodnie z przyjętymi założeniami ma dominować w portfelu i przychodach nad transakcjami pożyczkowymi, mającymi charakter uzupełniający. Zgodnie z tym w I półroczu br. wartość portfela faktoringowego zwiększyła się o 16% r/r, natomiast portfel pożyczkowy uległ istotnemu zmniejszeniu. Należności faktoringowe stanowią 82% całości portfela.” – zaznacza Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu Pragma Faktoring SA

W I półroczu 2015 r. portfel Pragma Faktoring S A kształtował się następująco:

STRUKTURA PORTFELA PRAGMA FAKTORING S A W 2015 ROKU (W TYS.ZŁ)
Saldo 1.01.2015 Kontraktacja 2015 Wpływy 2015 Saldo 30.06.2015
Wartość faktoringu netto 64 130 233 012 228 348 68 794
Kaucje 13 552 40 169 14 436
Pożyczki 21 665 30 238 32 146 19 757
Suma brutto 99 346 303 420 260 493 102 988
Suma netto 85 795 263 251 260 493 88 552

W I półroczu 2015 roku łączna wartość kontraktacji Pragma Faktoring S A wyniosła 263,2 mln zł, co stanowi wzrost o 16% w stosunku do I półrocza 2014 roku. Spółka podpisała ponadto umowy z 100 nowymi Klientami.

Sytuację finansową Spółki określam jako bardzo dobrą. Wyróżnia nas wysoka płynność aktywów. Na koniec I półrocza wskaźnik aktywa obrotowe/aktywa ogółem był równy 94%. Poziom zobowiązań oprocentowanych netto (po pomniejszeniu o posiadaną gotówkę) Spółki, wynosi jedynie 135% wartości kapitałów własnych, co biorąc pod uwagę wysoką płynność i rotację aktywów należy ocenić jako bardzo bezpieczny poziom. Należy również podkreślić, iż większość (75%) zobowiązań finansowych ma charakter długoterminowy.” – komentuje Tomasz Boduszek.

Wysoka płynność aktywów Pragma Faktoring i niski wskaźnik jej zadłużenia pozwoliły 14 czerwca br. na wypłatę akcjonariuszom dywidendy o wartości 4.002.819,60 zł, co dało 1,56 zł na każdą akcję.

„Jesteśmy przekonani, że Pragma Faktoring będzie w kolejnych kwartałach regularnie zwiększać przychody i zyski, co w powiązaniu z bardzo dobrą sytuacją finansową Spółki, pozwoli na systematyczny wzrost jej wartości.”podkreśla Boduszek.

Doradcy finansowi o nowym MdM

Czy nowy MdM ożywi rynek mieszkań?

Artur Bekta - doradca finansowy Alex T. Great Doradcy Finansowi
Artur Bekta – doradca finansowy Alex T. Great Doradcy Finansowi

Lada dzień w życie wchodzą przepisy na nowo regulujące pomoc państwa w ramach rządowego programu Mieszkanie dla Młodych. Czy zmiany w ustawie pobudzą rynek mieszkaniowy? Pytamy o to specjalistów ds. finansowania nieruchomości.

Podstawową i najważniejszą zmianą w programie jest włączenie do niego puli mieszkań z rynku wtórnego. Dzięki temu na rządowe dopłaty będą mogli liczyć teraz także mieszkańcy małych miejscowości, w których dziś próżno szukać nowych inwestycji mieszkaniowych. Sporo zyskać mogą na zmianach także rodziny wielodzietne – w ich wypadku ustawa zakłada m.in. wzrost dofinansowania oraz zniesienie obowiązującego dotychczas limitu wieku (35 lat). Dodatkowo, wzrost metrażu, dla którego ustala się poziom dofinansowania z 50 do 65 m2 oznacza, że rodziny z trójką (i więcej) dzieci będą mogły liczyć teraz na wyższe wsparcie dla swoich zakupów.

A co o takich zmianach sądzą doradcy finansowi?

– Jest spora szansa, że nowe regulacje ożywią rynek mieszkaniowy – ocenia sytuację Artur Bekta, doświadczony specjalista hipoteczny firmy Alex T. Great Doradcy Finansowi. – Ważną zmianą, o której wciąż niewiele się mówi, jest choćby włączenie do programu całego budownictwa spółdzielczego. Pamiętajmy, że w niewielkich miejscowościach spółdzielnie stanowią często jedyny podmiot, który wprowadza na rynek nowe mieszkania, stąd błędem poprzedniej ustawy było wyłączanie ich z programu. Nowe zapisy wyrównują teraz ich szanse w rynkowej walce z deweloperami, co może znacznie zwiększyć ich aktywność.

Bekta zwraca też uwagę na podstawową zmianę w programie. – Rynek wtórny od dawna czekał na to, by wyrównać jego prawa, nie jest bowiem niczym gorszym od rynku pierwotnego, a często jest wręcz jedynym rozwiązaniem dla tysięcy rodzin mieszkających w małych miejscowościach. Dobrze zatem, że w końcu o pomoc państwa będą mogły się ubiegać osoby gotowe kupić używane mieszkanie. Niepokojące są jednak wskaźniki, które regulują tu prawo do rządowej pomocy. Niskie limity cenowe dla mieszkań z rynku wtórnego mogą sprawić, że wciąż ledwie garstka takich mieszkań będzie objęta rządową dopłatą. Wskaźnik dla rynku pierwotnego wynosi dziś 110 proc. i w porównaniu z 90-procentowym poziomem przyjętym dla rynku wtórnego jest wręcz niezrozumiałym przywilejem. Warto zatem, by na nowo poddać ocenie te wartości i dobrze je oszacować, przyjmując za podstawę do takich wyliczeń sytuację na lokalnych i regionalnych rynkach nieruchomości – tłumaczy specjalista z Alex T. Great.

Wysoką ocenę doradców finansowych zyskują za to zmiany dotyczące rodzin wielodzietnych. – Doskonale, że zniesiony został w końcu rygor nieposiadania pierwszego mieszkania przez takie rodziny – tłumaczy Monika Makowska, doradczyni bankowości hipotecznej z koszalińskiego oddziału Alexa. – Trudno sobie wyobrazić, by cztero- lub pięcioosobowa rodzina nie posiadała do tej pory żadnego mieszkania, to wręcz nielogiczne. Ustawodawca słusznie zatem dokonał zmiany, która włącza teraz do programu nie tyle rodziny wielodzietne nieposiadające własnego lokum, ile rodziny wielodzietne, które chętnie zamienią zbyt małe, ciasne, dotychczasowe mieszkanie na większe i wygodniejsze.

Fachowców cieszy także zwiększenie limitów dofinansowania oraz znacznie większy dopuszczalny metraż lokali objętych programem w przypadku rodzin wielodzietnych. – Zmiany oznaczają ożywienie nie tylko na rynku wtórnym, ale także pierwotnym. Jestem przekonana, że wzrost poziomu dofinansowania dla takich rodzin nawet do 30 procent sprawi, że już niebawem w ofertach deweloperów pojawią się ciekawe propozycje mieszkań 3- i 4-pokojowych o powierzchniach powyżej 50 m2 – zauważa Monika Makowska. – Można już teraz założyć, że nowe regulacje ożywią aktywność na rynku kredytowym rodzin wielodzietnych. Większy dopuszczalny metraż mieszkania oznacza przecież, że znacznie większa liczba rodzin będzie teraz gotowa nabyć większe mieszkanie, mając w pamięci, że część tego zakupu sfinansuje państwo.

O tym, czy zmiany w programie Mieszkania dla Młodych rzeczywiście okażą się korzystne, przekonamy się już w najbliższych miesiącach. Warto jednak dodać, że – niezależnie od wprowadzonych regulacji – rządowy program pozostaje wciąż jedynym skutecznym sposobem na pozyskanie niezbędnego wkładu własnego przez osoby nieposiadające własnych oszczędności.

Opracował: Tomasz Kulpa, Alex T. Great Doradcy Finansowi

Czy Polacy aby zaoszczędzić, będą teraz masowo wybierać „angliki”?

15 sierpnia weszło w życie rozporządzenie, które pozwala na rejestrację w Polsce samochodów mających kierownicę po prawej stronie. Czy na skutek zmiany prawa przekonamy się do anglików? Które z nich będą królować na polskich drogach?

Dotychczas, aby móc jeździć w naszym kraju autem sprowadzonym z Wielkiej Brytanii, konieczna była kosztowna przeróbka pojazdu. Obecnie wymagane są jedynie niewielkie modyfikacje. W myśl obowiązujących przepisów samochodem z kierownicą po prawej stronie można poruszać się w Polsce po przystosowaniu do ruchu prawostronnego świateł i lusterek. Oprócz tego prędkościomierz ma być wyskalowany w kilometrach na godzinę. Niezbędne jest również, oczywiście, przejście przeglądu technicznego.

„Najpopularniejszymi anglikami, których poszukujemy, są auta produkcji niemieckiej (takich marek, jak: Volkswagen, Opel, Audi czy też BMW). Warto podkreślić, że kosztują one 8–10 tys. zł mniej niż ich odpowiedniki z kierownicą po lewej stronie. Ta różnica w cenie jest bardzo korzystna” – mówi serwisowi infoWire.pl Aleksandra Kubicka z serwisu Otomoto. (W Polsce oferowane są głównie modele z silnikami benzynowymi. Najczęściej w sprzedaży pojawiają się pojazdy z rocznika 2004).

Czy to oznacza, że Polacy, aby zaoszczędzić, będą teraz masowo wybierać angliki? Raczej nie. „Chociaż jazda samochodem z kierownicą po prawej stronie została zalegalizowana, pozostaje sporną kwestią, czy jest to bezpieczne i wygodne. Nasza infrastruktura – np. bramki na autostradzie – nie jest jeszcze dostosowana do tych pojazdów. Tak więc argument cenowy może być niewystarczający, żeby kupić takie auto i nim jeździć” – zauważa ekspertka.

Beyond.pl oddaje do dyspozycji klientów największą w Polsce serwerownię

Beyond.pl oddaje do dyspozycji klientów największe w Polsce centrum przetwarzania danych o łącznej powierzchni ponad 12 000 mkw. Serwerownia jest odpowiedzią na rosnące potrzeby odbiorców biznesowych.

Centrum Badań Technologii Informatycznych
Centrum Badań Technologii Informatycznych

Centrum Badań Technologii Informatycznych to druga lokalizacja firmy Beyond.pl i największy tego typu obiekt w Polsce. Pierwszy etap serwerowni przekroczy 6 300 mkw powierzchni a całość wyniesie ponad 12 000 mkw. Nieosiągalny do tej pory w regionie współczynnik PUE 1,1 zapewnia nowej inwestycji miano green data center, bowiem niższy współczynnik PUE (bliższy 1) oznacza wyższą efektywność energetyczną i bardziej optymalne zużycie energii.

Jak szacują przedstawiciele firmy Beyond.pl popyt na usługi data center rośnie w Polsce bardzo szybko, w tempie 15-20 proc. rocznie. Powstanie inwestycji Centrum Badań to dowód na olbrzymie zainteresowanie odbiorców biznesowych bezpiecznymi i innowacyjnymi ośrodkami przechowywania i przetwarzania danych.

Ubezpieczenie Assistance komunikacyjne: mężczyźni kupują, kobiety korzystają

Mężczyźni zdecydowanie częściej (72%) niż kobiety (28%) decydują się na wykupienie ubezpieczenia Assistance komunikacyjnego – wynika z danych towarzystwa ubezpieczeniowego Gothaer i Mondial Assistance. Jednak to kobiety są bardziej skłonne do zgłaszania nawet drobnych awarii – częściej niż mężczyźni potrzebują pomocy z przebitą oponą i rozładowanym akumulatorem. Mężczyźni natomiast częściej zgłaszają problemy związane z nierównomierną pracą silnika. Z pomocy Assistance Polacy korzystają najczęściej w okresie wakacyjnym, czyli w lipcu i sierpniu.

– Korzyści wynikających z posiadania ubezpieczenia Assistance komunikacyjnego jest wiele. Główna to poczucie bezpieczeństwa, a co za tym idzie otrzymania pomocy w nieprzewidzianych sytuacjach 7 dni w tygodniu i 24 godziny na dobę. Co istotne, nie tylko w Polsce, ale także na terytorium całej Europy – wskazuje Piotr Nowakowski, Menedżer Produktu w Gothaer TU S.A. – Świadomość Polaków dotycząca tego typu ubezpieczenia stale rośnie. Z danych Mondial Assistance wynika, że w 2014 roku z usług Assistance różnego typu, skorzystało blisko 1,8 mln osób. To dużo, biorąc pod uwagę, że jeszcze w latach 2012 i 2013 z ubezpieczenia rocznie skorzystało nieco ponad milion osób – dodaje Piotr Nowakowski.

Assistance najbardziej potrzebne w wakacje

Kiedy Polacy korzystają z Assistance komunikacyjnego? Z danych Gothaer i Mondial Assistance wynika, że ubezpieczeni najczęściej po pomoc dzwonią podczas miesięcy wakacyjnych oraz we wrześniu. W lipcu zgłoszono 25% wszystkich spraw z 2014 roku, w sierpniu 15%, a we wrześniu 9%. Na te trzy miesiące przypada połowa wszystkich zgłoszonych awarii w ramach Assistance w całym roku. Powodem jest wzmożony ruch na drogach związany z wyjazdami wakacyjnymi i sezonem urlopowym. To właśnie w lipcu i sierpniu Polacy najczęściej decydują się na dłuższe i często dalekie wyjazdy własnymi czterema kółkami. A właśnie na takich dystansach prawdopodobieństwo nieprzewidzianego zdarzenia jak przebicie opony, awarii czy wypadku, zdecydowanie rośnie.

Assistance domeną mężczyzn, ale to kobiety czerpią z niego więcej korzyści

Statystki pokazują, że polisy Assistance komunikacyjne znacznie częściej wykupują mężczyźni. Jeśli spojrzymy na strukturę portfela według płci widzimy, że wśród 10 ubezpieczonych mamy 7 mężczyzn i 3 kobiety (odpowiednio 72% i 28%). Warto także zwrócić uwagę na rodzaje awarii, do których jest wzywana pomoc w ramach Assistance. Najczęstszymi przyczynami unieruchomienia pojazdów na drodze, i co się z tym wiąże, wezwania pomocy, są nierównomierna praca silnika (36%), kolizje z innym przedmiotem lub pojazdem (22%), problemy z zapłonem (15%), przebita opona (14%) oraz problemy z akumulatorem (12%). Ciekawie awarie rozkładają się w podziale na kobiety i mężczyzn. Panowie częściej niż kobiety są wyczuleni na pracę silnika i w przypadku jego awarii wzywają pomoc w ramach Assistance – 39%, w stosunku do 29% kobiet. Natomiast, gdy problemem jest przebita opona lub rozładowany akumulator proporcje się odwracają i to kobiety częściej niż mężczyźni korzystają z pomocy Assistance. W przypadku przebitej opony i rozładowania akumulatora, niemal co piąta kobieta prosi o pomoc (odpowiednio 19% i 18%), w stosunku do 13% mężczyzn w przypadku awarii opony i 10% w przypadku akumulatora.

– Mężczyźni korzystają z pomocy w ramach Assistance komunikacyjnego, kiedy samodzielne zdiagnozowanie i naprawienie problemu jest bardzo skomplikowane lub niemożliwe. Zdecydowanie rzadziej potrzebują pomocy w przypadku przebitej opony czy problemów z akumulatorem – wskazuje Piotr Nowakowski z Gothaer TU S.A. – Natomiast kobiety, nawet jeżeli znają procedurę działania w przypadku przebitej opony czy rozładowanego akumulatora, częściej decydują się na wezwanie pomocy. I bardzo dobrze, bo właśnie do tego służy ubezpieczenie Assistance – dodaje Piotr Nowakowski.
PORADA EKSPERTA

Radzi Piotr Nowakowski, Menedżer Produktu w Gothaer TU S.A.:

Ubezpieczenie Assistance to nie tylko holowanie. Korzyści jest znacznie więcej. W zależności od wybranego zakresu, ochrona może obejmować organizację i pokrycie kosztów pomocy w przypadku wypadku, awarii lub kradzieży pojazdu. Na miejscu zdarzenia możemy liczyć na pomoc w zakresie podstawowym, takim jak wymiana koła, odpalenie auta przy awarii akumulatora czy otwarcie zatrzaśniętych kluczyków. Innego typu naprawy zazwyczaj dokonywane są w serwisie samochodowym. Tutaj warto pamiętać, że w ramach tzw. pomocy w podróży, ubezpieczony może liczyć na organizację i pokrycie kosztów przejazdu do najbliższego hotelu lub warsztatu, kontynuację podróży lub powrót do miejsca zamieszkania lub zakwaterowania, wynajmu samochodu zastępczego, odbiór naprawionego pojazdu czy pomoc tłumacza przez telefon. Zatem zakres może być bardzo szeroki. Wszystko zależy od naszych indywidualnych potrzeb.

Feralny post producenta wódki Extra Żytnia przejdzie do historii social media

Wtorkowy post producenta wódki Extra Żytnia, wykorzystujący bezrefleksyjnie zdjęcie śmiertelnie postrzelonego demonstranta, przejdzie do historii social media. Dziennikarze i internauci głośno komentują całą sprawę, a marka Polmos Bielsko-Biała próbuje ugasić sytuację kryzysową. „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów” podsumował oddźwięk zdarzenia w mediach.

Grafiką z tym zdjęciem producent popularnej wódki Żytnia Ekstra skompromitował się na Facebooku
Grafiką z tym zdjęciem producent popularnej wódki Żytnia Ekstra skompromitował się na Facebooku

Jeszcze 17 sierpnia, czyli na dzień przed publikacją głośno komentowanego postu, na temat Żytniej w prasie, internecie, RTV i social media pojawiały się znikome publikacje. W dniu afery było ich 1282, a 19 sierpnia do godz. 16.00 już 1930. Ekwiwalent reklamowy doniesień medialnych wyniósł łącznie 363 tys. złotych.

Najintensywniej zareagowały media społecznościowe (2771 materiałów na Facebooku i Twitterze). Prawie równolegle z nimi internet – 393 doniesień medialnych. RTV opublikowało 10 materiałów, natomiast w prasie ukazały się zaledwie 2 informacje.

– W dziennikach ten incydent będzie omawiany najprawdopodobniej w dniu dzisiejszym. Post na fan page’u Żytnia Extra został zamieszczony 18 sierpnia w godzinach wieczornych, kiedy wydania gazet na następny dzień były już dopięte na ostatni guzik lub poszły do druku – tłumaczy Alicja Dahlke, specjalista ds. marketingu i PR z firmy „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów”.

Wykres 1.  Liczba publikacji na temat marki Żytnia w dniach 18-19.08.2015 r.
Wykres 1. Liczba publikacji na temat marki Żytnia w dniach 18-19.08.2015 r.

Ostre wpisy internautów

Najszybciej, co naturalne zareagowały media społecznościowe. We wpisach i komentarzach nie brakuje mocnych, a nawet drastycznych opinii. Na Facebooku informacje pojawiły się natychmiast. Jeszcze w dniu publikacji postu ukazało się 667 wypowiedzi, a 19 sierpnia do godz. 16.00 pojawiły się 603 materiały. Natomiast użytkownicy Twittera  częściej o sprawie pisali wczoraj – do 16.00 922 twitty – dla porównania – przedwczoraj 579.

Wykres 2.  Rozkład w czasie publikacji na temat marki Żytnia na Facebooku i Twitterze w dniach 17-19.08.2015 r. (do godz. 16.00)
Wykres 2. Rozkład w czasie publikacji na temat marki Żytnia na Facebooku i Twitterze w dniach 17-19.08.2015 r. (do godz. 16.00)

 

 

Podwyżka stóp w USA nie we wrześniu

Środa była dniem słabszych danych makroekonomicznych zarówno z Polski jak i USA. Zarówno sprzedaż detaliczna jak i produkcja przemysłowa wypadły gorzej od oczekiwań. Dane o inflacji w USA okazały się w miarę neutralne, ale posiedzenie FOMC wskazało niską inflację jako jeden z powodów dla których chcą poczekać z podwyżką stóp.

Wczorajsze dane z Polski nie mogły zachwycić: produkcja przemysłowa rośnie rok do roku o 3,8% ale w ujęciu miesięcznym spada. Są to rezultaty wyraźnie poniżej oczekiwań. Również sprzedaż detaliczna nie spełniła oczekiwań – spodziewano się spadku ale nie tak mocnego. Takie rezultaty tłumaczą dlaczego ostatni odczyt wzrostu gospodarczego spadł o 0,3% względem poprzednich oczekiwań. Dane te osłabiły złotego względem większości głównych walut o 1-2 grosze.

Inflacja konsumencka w USA bez zmian – wynosi ona zaledwie 0,2% i jest o krok od wejścia z powrotem w rejony deflacyjne. Brak wzrostu cen był kolejnym sygnałem, że w gospodarce nie jest wcale tak dobrze jak sądzono. Słabsze wskaźniki makroekonomiczne sugerują, że do obniżki stóp procentowych dojdzie później niż dotychczas sądzono. Z tego powodu rynki reagują tak silnie na te dane. W tym wypadku ruch był krótkotrwały, gdyż inwestorzy czekali na komunikat FOMC publikowany o 20:00.

Zgodnie z oczekiwaniami opublikowany komunikat FOMC, czyli amerykańskiego odpowiednika naszej Rady Polityki Pieniężnej, znacznie zmniejszył szansę na wrześniową podwyżkę stóp procentowych. Powodem jest niewystarczające przyspieszenie w gospodarce, by sobie pozwolić na taką decyzje. Zwrócono oczywiście uwagę, że poprawa jest wyraźna, ale nie wystarczająca. Jako główne miejsca do poprawy FOMC wskazał rynek pracy oraz powrót inflacji w okolice 2%. Jak wiemy z wcześniejszych danych wzrost cen jeszcze przez chwilę nie osiągnie tego pułapu. Reakcją rynków na te dane było umacnianie się innych walut względem dolara – euro umocniło się do dolara o pełnego centa.

Przychodzą pierwsze efekty zamknięcia banków w Grecji. Opublikowany właśnie wskaźnik bezrobocia mówi o poziomie 27%. Oznacza to, że tylko przez miesiąc wzrosło ono o ponad 2%. Jest to szczególnie duży problem, biorąc pod uwagę czynniki sezonowe. Kraj żyjący z turystyki letniej, mający w okresie wakacyjnym problemy z bezrobociem, nie ma dobrych perspektyw na sezon zimowy.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane makroekonomiczne:
10:30 -Wielka Brytania – sprzedaż detaliczna,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

EUR/PLN

Komentarz walutowy 20.08.2015
Komentarz walutowy 20.08.2015

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 20.05.2015 do 20.08.2015

Kurs EUR/PLN porusza w krótkoterminowej formacji wzrostowej wewnątrz szerszej formacji wzrostowej. Dolne ograniczenie przebiega w okolicach 4,1650, a kolejnego wsparcia należy teraz oczekiwać w okolicach 4,1250 – 4,1300, gdzie znajduje się dolne ograniczenie głównej formacji. Dla ruchu w górę oporem jest ostatnie maksimum na 4,2400.

CHF/PLN

Komentarz walutowy 20.08.2015
Komentarz walutowy 20.08.2015

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 20.05.2015 do 20.08.2015

Kurs CHF/PLN po osiągnięciu 4,0550 utworzył trend spadkowy. Po przebiciu ważnych minimów na 3,9000, kolejnym poziomem jest testowane obecnie 3,8350. Jeżeli przebicie poziomu 3,8700 się potwierdzi, to kolejnym ważnym oporem są maksima na 3,9350.

USD/PLN

Komentarz walutowy 20.08.2015
Komentarz walutowy 20.08.2015

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 20.05.2015 do 20.08.2015

Kurs USD/PLN porusza się w ramach szerokiej formacji wzrostowej. Opór stanowić będzie maksimum na poziomie 3,8500. Kolejnym wsparciem dolne ograniczenie trendu na 3,7450.

GBP/PLN

Komentarz walutowy 20.08.2015
Komentarz walutowy 20.08.2015

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 20.05.2015 do 20.08.2015

Kurs GBP/PLN podobnie jak USD/PLN porusza się w ramach szerszej formacji wzrostowej. Oporem dla ewentualnych wzrostów jest ostatnie maksimum na 5,9900. W przypadków spadków najbliższym wsparciem jest dolne ograniczenie formacji wzrostowej na 5,8300.

Audytel: Rynek telekomunikacyjny może rosnąć dzięki efektowi synergii z innymi branżami i wykorzystaniu usług w technologii chmury. Niezależnie od tego branżę czeka stopniowa konsolidacja

Grzegorz Bernatek

Przedsiębiorstwa z sektora telekomunikacyjnego szukają nowych źródeł przychodów. Według danych UKE tylko w ubiegłym roku polski rynek telekomunikacyjny skurczył się o 2,6 proc. Jego wartość wyniosła 39,2 mld zł. Według spółki Audytel wzrost może zapewnić współpraca z innymi branżami, np. bankowością, lub wykorzystanie usług w technologii chmury. Niezależnie od tego rynek czeka stopniowa konsolidacja. Dzięki niej możliwe jest obniżenie kosztów i utrzymanie konkurencyjności.

– Na rynku usług telekomunikacyjnych prawie nic się już nie dzieje. To znaczy wszystkie usługi dosyć dobrze znamy, wyklarowały się i operator w zasadzie trochę nie ma pola wyboru, żeby sprzedawać lepszą usługę telefonii mobilnej albo szybszy internet – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Grzegorz Bernatek, kierownik projektów analitycznych w spółce Audytel.

Ekspert zwraca uwagę na wysokie nasycenie rynku. Większość konsumentów już teraz korzysta z pełnej palety produktowej i firmom trudno jest znaleźć popyt na kolejne usługi. W ocenie Grzegorza Bernatka przedsiębiorstwa telekomunikacyjne mogą obrać dwie drogi dalszego rozwoju.

– Pierwsza to jest wielorakie łączenie usług, czy to finansowych, czy sprzedaży energii elektrycznej, czy może jakichś innych usług, dołączanie ich do usług telekomunikacyjnych – mówi.

Efekt synergii oraz zwiększenie skali może spowodować, że pakiet oferowanych usług okaże się lepiej postrzegany przez konsumentów niż oferta pojedynczych usług. Przykładem jest tutaj łącznie telefonii komórkowej z usługami bankowymi.

– Drugą szansą jest wykorzystanie nowego rynku, rynku usług w chmurze, i oferowanie usług informatycznych i dla gospodarstw domowych, czyli  użytkowników indywidualnych, i dla przedsiębiorstw – tłumaczy przedstawiciel Audytela.

Rozmówca wylicza tutaj szereg takich usług, jak przechowywanie danych, obróbka zdjęć czy wideo. Oferowane przez operatora aplikacje mogą zyskać zainteresowanie odbiorców oraz zapewnić takiej spółce dodatkowe przychody. Dużo większy potencjał usług oferowanych w chmurze ekspert widzi jednak w przypadku klientów biznesowych, głównie małych firm.

– Tam zapotrzebowanie na systemy do fakturowania, zarządzania projektami, systemy związane z obsługą firm, ich codzienną działalnością jest naprawdę duże i oferowanie takich aplikacji przez internet na pewno spotka się z dużym zainteresowaniem – ocenia Bernatek.

Prognozy Audytela zakładają, że rynek usług oferowanych w chmurze postrzegany jako całość będzie rósł w najbliższym czasie między 10 a 20 proc. Jeszcze wyższy będzie przyrost dotyczący sprzedaży aplikacji internetowych. Ten segment osiągnie ponad 20 proc. wzrostu rocznie.

– Cały sektor telekomunikacyjny stoi przed problemem zmniejszania kosztów swojej działalności. To, że rynek podstawowych usług telekomunikacyjnych spada od kilku lat, powoduje, że operatorzy szukają możliwości oferowania coraz bardziej konkurencyjnych usług – mówi analityk, pytany o perspektywy sektora w Polsce.

Według raportu UKE wartość rynku telekomunikacyjnego w Polsce w 2014 roku wyniosła 39,2 mld złotych. W stosunku do poprzedniego roku wielkość przychodów spadła o 2,6 proc. Tegoroczne prognozy zakładają skurczenie się rynku o kolejne 0,5 proc.

– Najlepszym sposobem na obniżenie kosztów jest konsolidacja. Nasz polski rynek telekomunikacyjny jest bardzo rozdrobniony, działa na nim kilkakrotnie więcej podmiotów niż na dojrzałych rynkach zachodnioeuropejskich – wskazuje kierownik projektów analitycznych Audytela.

Przykładem działań konsolidacyjnych na krajowym rynku jest przejęcie spółki TK Telekom przez Netię. Wartość przeprowadzonej w lipcu transakcji wyniosła 222 mln zł.

– Myślę, że co roku będzie pojawiało się kilka takich informacji, 2-3 podmioty różnej wielkości będą przejmowane przez większe spółki – prognozuje ekspert.

Analityk porusza również kwestię niskich wydatków na informatykę w polskich firmach. W stosunku do zachodnich krajów jest to nawet pięciokrotnie mniej. Braki nie muszą być jednak przeszkodą.

Czasami spółki, które do tej pory nie miały pieniędzy albo przegapiły jakiś moment na inwestycję, nie wchodzą dzięki temu w technologie, które są już w tej chwili uznawane za niewłaściwe albo które nie są perspektywiczne – mówi Grzegorz Bernatek.

Rynki odraczają podwyżkę stóp procentowych

Opublikowane w środę dane z amerykańskiej gospodarki nie dały jednoznacznych podpowiedzi co do terminu podwyżki stóp procentowych. Nie przyniosła ich wprost także publikacja protokołu z lipcowego posiedzenia Fed. Z zapisków wynika, że „ten” moment się zbliża, ale wszystko zależy od dalszej poprawy na rynku pracy, inflacji i dowodów na siłę gospodarki. Dziś znacznie mogą mieć dane o zasiłkach dla bezrobotnych oraz publikacja indeksu Fed z Filadelfii i indeksu wskaźników wyprzedzających Conference Board.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska
dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

Zdecydowane osłabienie dolara oraz dynamiczny spadek rentowności amerykańskich obligacji świadczą jednak o tym, że oczekiwania inwestorów przesuwają się na grudzień. Prawie 1 proc. zniżka indeksów na nowojorskim parkiecie częściowo może odzwierciedlać obawy o kondycję gospodarki, ale dużą rolę odegrała w niej przecena akcji firm wydobywczych.

O ile protokół Fed nie był jednoznaczny, to z pewnością jasna była informacja o nieoczekiwanym wzroście zapasów ropy w USA. Notowania amerykańskiego surowca typu WTI spadły o 4,5 proc., poniżej 41 dolarów za baryłkę, a ceny europejskiej ropy Brent zniżkowały o ponad 3 proc. Akcje koncernów Exxon i Chevron straciły po 2-3 proc., a wchodzących w skład S&P500 Marathon Oil i Denbury, po ponad 7 proc.

Gorsze niż się spodziewano informacje o dynamice produkcji polskiego przemysłu oraz sprzedaży detalicznej, nie wpłynęły wyraźniej na notowania złotego i obligacji, choć po ich publikacji pojawiły się opinie o możliwości obniżki stóp procentowych przez RPP.

Koszty transportu na fakturze

Przedsiębiorcy, działający w branży sprzedaży wysyłkowej, często obciążają nabywców kosztami transportu. To na nim spoczywa obowiązek odprowadzenia podatku i wystawienia dokumentu, który dokumentuje i samą sprzedaż, i koszty wysyłki. Jednak ujęcie na fakturze kosztów wysyłki sprzedanego towaru nie jest oczywistą kwestią.

Stawka VAT a koszt transportu

Wysokość stawki VAT, jaką stosuje się dla kosztów transportu, uzależniona jest od podstawy opodatkowania. Stanowi ją obrót, zdefiniowany jako kwota należna z tytułu sprzedaży, pomniejszona o kwotę należnego podatku, czyli wartość towaru netto. Obejmuje ona całość świadczenia, które osoba trzecie jest zobowiązana uiścić nabywcy. Dodaje się do niego wszystkie otrzymane dotacje, subwencje i inne dopłaty o podobnym charakterze, mające bezpośredni wpływ na cenę (kwotę należną) towarów dostarczanych lub usług świadczonych przez podatnika, pomniejszone o kwotę należnego podatku.

Art. 29a ust. 6 ustawy wskazuje, że podstawa opodatkowania dla celów VAT obejmuje:

  • podatki, cła, opłaty i inne należności o podobnym charakterze, z wyjątkiem kwoty podatku;
  • koszty dodatkowe, takie jak prowizje, koszty opakowania, transportu i ubezpieczenia, pobierane przez dokonującego dostawy lub usługodawcę od nabywcy lub usługobiorcy.
    Reasumując, koszt transportu jest elementem podstawy opodatkowania towaru i należy traktować je jako jedną całość. W konsekwencji koszty wysyłki należy objąć taką samą stawką VAT, co sprzedawany towar.

Jak ująć koszty transportu na fakturze sprzedaży?

Jeżeli sprzedawca zdecyduje się obciążyć kosztami transportu kupującego, ma dwie możliwości ujęcia tego faktu na fakturze. Może to zrobić:

  • wliczając w cenę towaru koszty przesyłki – na dokumencie figuruje wówczas jedna pozycja – nazwa towaru i jego wartość, której składowymi są cena towaru i koszty transportu,
  • ujmując cenę towaru i koszty przesyłki jako osobne pozycje faktury.
    Co ważne, stawka opodatkowania kosztów transportu jest taka sama, jak stawka opodatkowania VAT towaru bez względu na to, czy na fakturze jest on wliczony w końcową cenę produktu, czy figuruje jako odrębna pozycja.

Uwaga!
Usługi pocztowe na mocy ustawy są zwolnione z podatku VAT. Jednak dokonując ich odsprzedaży, podatnik nie może skorzystać ze zwolnienia w tym zakresie.

Podobnie sytuacja wygląda w przypadku podmiotów opodatkowanych ryczałtem, którzy koszty transportu powinni opodatkować stawką ryczałtu przewidzianą dla sprzedawanego towaru.

Przykład 1.

Przedsiębiorca dokonuje sprzedaży towaru Y opodatkowanego stawką 8% VAT. Nabywca zostanie obciążony kosztami wysyłki (kurier). Wykazując go w jednej pozycji (łącznie z towarem), przedsiębiorca powinien opodatkować sprzedaż stawką przewidzianą dla towaru, czyli 8% VAT. Analogicznie wygląda sytuacja, gdy koszty wysyłki zostaną wyszczególnione na fakturze jako oddzielna pozycja.

Przykład 2.

Przedsiębiorca dokonuje sprzedaży wysyłkowej towaru X opodatkowanego stawką 23% VAT. Wysyłka odbywa się za pośrednictwem Poczty Polskiej, która w zakresie tym korzysta ze zwolnienia z VAT. Sprzedawca w tej sytuacji opodatkowuje koszty transportu stawką 23% VAT przewidzianą dla towaru (zarówno w sytuacji, gdy wykazuje w jednej, jak i w dwóch oddzielnych pozycjach). Zastosowanie zwolnienia z VAT dla wysyłki w tym przypadku jest niemożliwe.

Przykład 3.

Przedsiębiorca opodatkowany ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych zwolniony z VAT dokonuje sprzedaży towarów opodatkowanych stawką 3% ryczałtu. Nabywca ma zostać obciążony kosztami transportu. W takiej sytuacji podatnik powinien opodatkować je stawką przewidzianą dla towaru, czyli 3% (bez względu na fakt czy zostaną wykazane na fakturze łącznie w jednej pozycji, czy oddzielnie).

Angelika Borowska, specjalista ds. księgowości wfirma.pl

Przewidywany wzrost PKB w strefie euro 1,2 proc.

Tempo wzrostu gospodarczego w Eurolandzie było niższe od spodziewanego w drugim kwartale 2015 r. (wzrost 1,2% r./r. oraz 0,3% kw./kw.). Nasz scenariusz bazowy, zakładający stopniowe ożywienie gospodarcze strefy euro, ze wzrostem PKB 1,2% w całym 2015 roku, pozostaje jednak niezmieniony. Pomimo czynników ryzyka, takich jak wysokie zadłużenie sektora prywatnego w strefie euro czy spowolnienie gospodarcze w Chinach, gospodarkę Eurolandu wspiera słabsze EUR, tania ropa oraz inicjatywy pobudzenia inwestycji w aktywa trwałe nieograniczające się jedynie do polityki zerowych stóp procentowych.

W ujęciu kwartalnym wzrost PKB w strefie euro wyhamował w II kwartale br. i wyniósł 0,3% (w porównaniu z 0,4% w I kw. 2015 r.), plasując się poniżej powszechnie oczekiwanego poziomu (+0,4% w sondażu Reutersa), lecz jednocześnie powyżej średniego kwartalnego tempa wzrostu za okres 2013–2014. Eksport netto i popyt wewnętrzny przyczyniły się do przyspieszenia wzrostu PKB w Niemczech (+0,4% w porównaniu z +0,3%) i w Hiszpanii (+1,0% w stosunku do 0,9%). We Francji natomiast pozytywny wpływ eksportu netto nie zdołał zrównoważyć negatywnych skutków zwiększenia poziomu zapasów, które doprowadziły do zdławienia wzrostu PKB (+0,0% wobec +0,7%). Również we Włoszech stymulujący efekt popytu wewnętrznego nie zdołał zwiększyć niskiej dynamiki wzrostu PKB (+0,2% w porównaniu z 0,3%). Zaskakująco dobre wyniki odnotowała natomiast Grecja (+0,8% wobec 0,0%), gdzie wzrostowi PKB sprzyja deflacja. Należy jednak zaznaczyć, że w przypadku Grecji podane wyniki nie uwzględniają wpływu środków kontroli kapitału, jakie nałożono pod koniec czerwca oraz blisko trzytygodniowego okresu zamknięcia banków, co w znaczącym stopniu spowolni wzrost w trzecim kwartale.

W drugim kwartale 2015 r. wzrost PKB Polski zwolnił do 3,3% r/r wobec 3,6% osiągniętego w poprzednim kwartale. Dokładna struktura zmian zostanie opublikowana w przyszłym tygodniu, jednak bez wątpienia można założyć, że popyt wewnętrzny pozostaje główną siłą napędową polskiej gospodarki. Jednocześnie stabilny i zrównoważony wzrost rodzimego rynku korzysta z działalności eksportowej polskich przedsiębiorstw. Umacniamy pozycję na rynkach strefy euro, które są odbiorcą 57% polskiego eksportu. – powiedział Grzegorz SIELEWICZ, główny ekonomista Coface w Europie Środkowo-Wschodniej

Przyczyny

Kondycję gospodarki strefy euro kształtują obecnie czynniki przejściowe. Po pierwsze, ponieważ kraje strefy euro są importerami ropy, niska cena tego surowca pozwala ograniczyć koszty energii, sprzyjając utrzymaniu niskiego poziomu inflacji (0,2% w lipcu, bez istotnych zmian w stosunku do czerwca). Po drugie, spadek wartości euro względem innych walut (w okresie od stycznia 2014 r. do lipca 2015 r. realny kurs wymiany zmniejszył się o 12%) zwiększa konkurencyjność eksportu ze strefy euro.

Gospodarce sprzyja także klimat polityczny. Na tle ubiegłych lat polityka fiskalna pozostaje neutralna, podczas gdy polityka monetarna ma charakter akomodacyjny, czemu towarzyszą niskie stopy procentowe EBC (0,05%) i luzowanie ilościowe. Warto również odnotować poprawę warunków finansowych oraz częściowe rozwiązanie problemu fragmentacji w strefie euro (zawężenie różnic rentowności między obligacjami rządowymi przy upodabnianiu się do siebie obligacji korporacyjnych i bankowych), co stymuluje popyt w segmencie usług kredytowych.

Utrzymujący się brak równowagi w niektórych obszarach uniemożliwia zwiększenie dynamiki wzrostu PKB. Rozpoczął się proces delewarowania, który jednak postępuje dość wolno. W pierwszym kwartale 2015 r. wskaźnik DTI (zadłużenie do dochodów) w strefie euro nadal wynosi 94% dla gospodarstw domowych i 135% dla niefinansowego segmentu korporacyjnego, przy czym wartości te są znacząco wyższe w Hiszpanii, Irlandii i w Portugalii. Ponadto, mimo pewnych oznak poprawy sytuacji, poważnym wyzwaniem dla wielu gospodarek jest ograniczenie poziomu bezrobocia. Dotyczy to zwłaszcza Hiszpanii, gdzie w czerwcu stopa bezrobocia wyniosła 22,5%.

Ryzyko?

Na kontynuacji pozytywnego trendu mogą jednak zaważyć pewne czynniki ryzyka i niepewności. Przede wszystkim nie można wykluczyć kolejnych napięć o charakterze finansowym. Ponowne zaostrzenie greckiego kryzysu mogłoby wiązać się z negatywnymi konsekwencjami, nawet jeśli w ostatnich tygodniach nie zaobserwowano żadnych szczególnie odczuwalnych skutków obecnej sytuacji.

Poważnymi skutkami ubocznymi grozi również wyhamowanie chińskiej gospodarki, przy czym ich charakter uzależniony będzie od przebiegu ewentualnego spowolnienia gospodarczego. Zgodnie z najnowszymi wskaźnikami makroekonomicznymi realizacja celu w postaci rocznego wzrostu PKB na poziomie 7% jest zagrożona, co może negatywnie odbić się na eksporcie strefy euro. Jednak jeśli spowolnieniu towarzyszyć będą próby zrównoważenia chińskiej gospodarki poprzez ukierunkowanie jej na popyt wewnętrzny, jego wpływ na strefę euro pozostanie neutralny lub pozytywny.

W ujęciu długookresowym władze powinny podjąć starania na rzecz likwidacji wciąż utrzymujących się destabilizujących czynników oraz intensyfikacji potencjalnych wzrostów. W celu zwiększenia aktywności ekonomicznej i rozszerzenia grona beneficjentów wzrostu konieczne jest podjęcie dalszych inicjatyw, zwłaszcza w formie dodatkowych inwestycji oraz ukończenia procesu tworzenia jednolitego rynku. Dyskusje dotyczące potencjalnego Grexitu oraz ewentualna możliwość opuszczenia strefy euro mogą zahamować proces budowy struktur europejskich, co z kolei może wpłynąć na spadek atrakcyjności strefy euro dla inwestorów. Z drugiej jednak strony, dalsze pogłębienie integracji, zwłaszcza w kontekście wspólnego budżetu, choć wydaje się obecnie trudne do realizacji, może przyczynić się do ustabilizowania strefy euro.

A. Stefaniak (DMK): Złoty do końca roku będzie się osłabiał. Nie będzie to jednak przecena tak mocna jak na rublu, realu czy lirze

Andrzej Stefaniak

Na skutek wyprzedaży walut rynków rozwijających się, do których należy Polska, oraz zbliżających się wyborów, złoty w najbliższych miesiącach będzie się osłabiał. Według Andrzeja Stefaniaka z firmy DMK dopiero przebicie granicy 4,235 zł za euro otwiera przestrzeń do dalszej dewaluacji. Jeżeli jednak sytuacja na świecie uległaby pogorszeniu, pod koniec roku możliwy do osiągnięcia jest nawet poziom 4,4.

Prawdopodobnie złoty będzie pod presją na większą zmienność, co już sugerują raporty wielu banków centralnych i komercyjnych – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Andrzej Stefaniak, główny dealer walutowy firmy DMK. – Jest to efekt po pierwsze zbliżających się wyborów, po drugie sytuacji międzynarodowej i bardzo dużej zmienności na wszystkich walutach krajów rozwijających się.

Wyprzedawane są takie waluty, jak rubel, brazylijski real czy turecka lira. Tymczasem złoty znajduje się w tym samym koszyku, dlatego jest pod wpływem takich samych tendencji, które w rezultacie osłabiają krajową walutę.

Oczekujemy, że kolejne tygodnie i miesiące przyniosą prawdopodobnie lekkie osłabienie się złotego – prognozuje Andrzej Stefaniak. – Ogólnie krajowa waluta jest dość mocna na tle pozostałych z koszyka, dlatego też zmienność i ruchy na niej nie powinny być zbyt dynamiczne.

Jak wynika z ostatniej ankiety makroekonomicznej przeprowadzonej wśród ekspertów instytucji finansowych, ośrodków analityczno-badawczych, organizacji pracodawców i pracowników przez Narodowy Bank Polski, w najbliższych miesiącach kurs walutowy pozostanie stabilny. W latach 2015-2016 euro kosztować ma około 4,1 zł, a w 2017 roku – 4 zł.

Bardzo ważne jest określenie poziomów odniesienia, których przełamanie będzie sugerowało kolejny impuls – precyzuje Andrzej Stefaniak. – Na parze euro/ złoty najważniejsza obecnie granica jest na poziomie 4,2350 zł. Jej pokonanie otwiera przestrzeń do dalszej przeceny krajowej waluty, nawet do 4,40 zł za euro. Jeżeli sytuacja na świecie uległaby pogorszeniu, np. doszło do kontynuacji wielkiej przeceny na chińskiej giełdzie, to myślę, że poziom 4,40 byłby do osiągnięcia nawet w końcówce tego roku.

Zdaniem Andrzeja Stefaniaka buforem powstrzymującym gwałtowniejsze spadki złotego są dobre dane makroekonomiczne z polskiej gospodarki. Eksperci ankietowani przez NBP spodziewają się, że w br. wzrost PKB Polski zamknie się w przedziale od 3,4 do 3,9 proc., a w latach 2015-2017 wyniesie średnio 3,7 proc.

Sytuacja gospodarcza Polski jest na tyle stabilna i relatywnie dobra, zwłaszcza w porównaniu z krajami takimi jak Brazylia, Chiny czy Turcja, że dane makro powodują wytłumienie impulsów osłabiających złotego – zauważa Andrzej Stefaniak. – Dlatego krajowa waluta jest stabilna i prawdopodobnie tak będzie się zachowywać w kolejnych miesiącach, chociaż jest spodziewana presja deprecjacyjna wynikająca z globalnego ruchu na walutach krajów rozwijających się.

Jak mówi ekspert, od kilku tygodni poziom konsolidacji na dolarze znajduje się w okolicach 3,80 zł. Jego zdaniem zostanie on utrzymany, z tendencją do wzrostu w kierunku 4 zł. Taka wycena może być osiągnięta jeszcze w tym roku. Wiele jednak zależy od tego, jakie decyzje makroekonomiczne zostaną podjęte w Stanach Zjednoczonych. Już od dłuższego czasu rynek oczekuje zapowiadanej przez Rezerwę Federalną podwyżki stóp procentowych.

Nie jesteśmy pewni, czy pierwsza będzie miała miejsce we wrześniu czy w grudniu – zastrzega Andrzej Stefaniak z DMK. – Jeżeli odbędzie się wcześniej, to prawdopodobnie dolar amerykański globalnie zacznie się bardzo silnie umacniać, co spowoduje ruchy na rynku walutowym, także względem innych walut. Najbardziej narażone na przecenę z dużych walut jest euro, później frank szwajcarski. Natomiast bardzo silnie skorelowany z dolarem powinien być funt brytyjski, który też raczej będzie zyskiwać.

Po dewaluacji chińskiej waluty, jaka miała miejsce 11 sierpnia, ciężar przewidywań ekonomistów co do pierwszej podwyżki w USA przesunął się z września na grudzień. To powinno opóźnić umocnienie amerykańskiej waluty.

UOKiK przyjrzy się konsolidacji polskiego rynku domen internetowych

0

Łukasz Gawior

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zdecydował się przedłużyć postępowanie w sprawie zakupu polskiego lidera na rynku domen internetowych Home.pl przez niemieckiego giganta 1&1 Internet. UOKiK potrzebuje jeszcze czasu, by dokładnie sprawdzić, jak fuzja może wpłynąć na branżę domen krajowych, usług hostingu i usług związanych z uruchamianiem sklepów internetowych. Eksperci z branży twierdzą, że w najbliższym czasie można się spodziewać dalszej konsolidacji rynku.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów potrzebuje jeszcze czterech miesięcy, by zakończyć postępowania w sprawie koncentracji polegającej na przejęciu przez niemiecką spółkę 1&1 Internet polskiego dostawcy domen internetowych Home.pl. Transakcja miała miejsce w zeszłym miesiącu. Polska spółka została kupiona za ponad 600 mln zł. To około dwa razy więcej niż pierwotnie szacowana wartość firmy.

– Wysoka cena wzięła się z tego, że Home.pl jest liderem – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Łukasz Gawior, dyrektor operacyjny Zenbox.pl. – Akwizycja wpłynie przede wszystkim na dofinansowanie Home.pl. Prawdopodobnie skończy się to tym, że firma będzie podejmowała jeszcze agresywniejsze działania marketingowe oraz sprzedażowe.

Według Łukasza Gawiora w najbliższym czasie dojdzie do przetasowań na rynku i kolejnych przejęć.

– Konsolidacja występuje już od jakiegoś czasu. Home.pl kilka lat temu przejął trzecią firmę na rynku AZ.pl – twierdzi Gawior. – Inne podmioty także były przejmowane i jak zapowiada Nazwa.pl, wicelider branży, konsolidacja będzie postępowała i będą na pewno kolejne zakupy w tym roku – dodaje.

Według danych Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej po pierwszym kwartale roku Home.pl pozostaje na pierwszym miejscu w Polsce w obsłudze domen o końcówce .pl, posiadając 23,97 proc. rynku. To jednak mniej w porównaniu z danymi z końca poprzedniego roku, kiedy to spółka obsługiwała 24,24 proc. Na drugim miejscu jest Nazwa.pl, która w porównaniu z danymi z końca 2014 roku po pierwszym kwartale odnotowała jednoprocentowy wzrost.

– W ostatnim czasie rejestracja domen internetowych znacznie przyspieszyła – twierdzi Łukasz Gawior. – W związku z tym wzrosty będą na pewno występowały i dostrzegamy to także w naszej firmie.

Obecnie zarejestrowanych jest już ponad 2,6 mln polskich domen. Według NASK w pierwszych czterech miesiącach roku zarejestrowanych zostało 284 806 nowych adresów o domenie .pl.

Na polskim rynku hostingu działa około kilkuset dostawców. Największych, obsługujących powyżej 10 tys. domen, jest w sumie 30. Według danych IDC polski rynek hostingu będzie rósł w dwucyfrowym tempie. Szczególnie usługi związane z aplikacjami oraz hostingiem infrastruktury.

Pracodawcy coraz częściej kontrolują zwolnienia lekarskie. W I kwartale cofnięto lub pomniejszono świadczenia warte 53 mln zł

Elżbieta Fijor

Nieuzasadnione zwolnienia to dodatkowe koszty dla pracodawców, dlatego firmy coraz częściej korzystają z możliwości kontroli zwolnień lekarskich przez ZUS. Pomaga ona ustalić, czy pracownik nie wykonuje w tym czasie pracy zarobkowej lub nie przedłuża sobie w ten sposób urlopu. Kontroli może podlegać każde zwolnienie, niezależnie od wskazań lekarza. W I kwartale tego roku kwota cofniętych lub pomniejszonych przez ZUS świadczeń sięgnęła 53 mln zł.

Przeprowadzanie kontroli prawidłowości wykorzystania zwolnień lekarskich jest ustawowym prawem i obowiązkiem Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. To Zakład jest dysponentem środków zgromadzonych w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, w tym funduszu chorobowego i wypadkowego. Z tych funduszy wypłacane są takie świadczenia, jak zasiłek chorobowy w przypadku krótkotrwałej niezdolności do pracy czy w przypadku dłuższej – świadczenie rehabilitacyjne – mówi agencji Newseria Biznes Elżbieta Fijor z Departamentu Zasiłków w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych.

Świadczenia stanowią rekompensatę utraconego wynagrodzenia dla osoby, która z powodu choroby nie jest w stanie wykonywać swoich obowiązków. Dlatego istotna jest kontrola tego, czy okres zwolnienia wykorzystywany jest zgodnie z przeznaczeniem. Może być wykonywana w miejscu świadczenia pracy, wykonywania działalności, ale również w domu czy miejscu pobytu. Ekspertka podkreśla, że kontroli może podlegać każde zwolnienie, niezależnie od wskazania lekarza, bez względu na to, czy chory musi leżeć, czy chory może chodzić.

To drugie wskazanie stwarza w praktyce dużo wątpliwości – wyjaśnia Fijor. – Pracownicy często nie do końca właściwie interpretują zapis, że ubezpieczony w trakcie orzeczonej niezdolności do pracy może chodzić. Oznacza to, że może samodzielnie udać się do przychodni, na rehabilitację czy na zakupy, jeżeli nie ma innego domownika, który mógłby za niego to zrobić. Najważniejsze jest to, że pomimo tego wskazania, nie wolno mu wykonywać pracy.

Każde zwolnienie powinno przyspieszyć powrót do zdrowia. Pracownik, który w czasie niezdolności do pracy orzeczonej zaświadczeniem lekarskim wystawionym na druku ZUS ZLA wykonuje pracę zarobkową lub wykorzystuje to zwolnienie niezgodnie z jego celem, musi liczyć się z tym, że straci prawo do zasiłku chorobowego. Tylko w I kwartale tego roku łączna kwota cofniętych bądź pomniejszonych świadczeń sięgnęła 53 mln zł. W całym ubiegłym roku było to 177 mln.

Zwolnienia lekarskie to również problem dla pracodawców, niekoniecznie nawet związany z wypłatą wynagrodzenia we wczesnej fazie choroby.

Największy problem mają małe firmy, ponieważ zorganizowanie pracy w takim przedsiębiorstwie jest niezwykle trudne. Kiedy pracownik idzie na zwolnienie lekarskie, istnieje spore ryzyko, że był on niezastąpiony i teraz poradzenie sobie z jego nieobecności może być trudne. W większych firmach jest to dużo łatwiejsze – ocenia Łukasz Kozłowski, ekspert Pracodawców RP.

Wynagrodzenia z tytułu niezdolności do pracy z powodu choroby wypłacane są przez pracodawcę z jego środków za okres 33 dni, a w przypadku pracowników po 50 roku życia za okres 14 dni niezdolności do pracy w roku kalendarzowym. Dopiero po tym okresie obowiązek płacenia spada na ZUS.

Jeśli pracodawca podejrzewa, że pracownik symuluje lub wykorzystuje okres zwolnienia do wykonywania innej pracy zarobkowej, to może przeprowadzić kontrolę prawidłowości także za ten okres, za który pracownikowi przysługuje wynagrodzenie wypłacane ze środków pracodawcy. Płatnicy, którzy zatrudniają powyżej 20 osób, przeprowadzają kontrole we własnym zakresie. Mniejsze firmy mogą zgłaszać się do ZUS-u.

Kontrola to dobry instrument, z którego korzysta się wtedy, kiedy faktycznie zachodzą okoliczności budzące zastrzeżenia. Pozwala to wyeliminować nie tyle bardzo długie urlopy lekarskie, kiedy kontrola ze strony ZUS-u jest praktycznie nieuchronna, ile krótkie zwolnienia lekarskie będące na przykład formą przedłużenia urlopu wypoczynkowego – tłumaczy Kozłowski.

Porr Polska Infrastructure wejdzie w nowe segmenty budownictwa i na nowe rynki. W polu zainteresowań Szwecja, Niemcy i Austria

0

Karl-Heinz Strauss

Spółka Porr Polska Infrastructure, dawna Bilfinger Infrastructure, po zmianie właściciela chce rozwijać się w nowych segmentach rynku budowlanego. Jest zainteresowana inwestycjami w infrastrukturę kolejową. Dzięki współpracy z koncernem Porr spółka liczy na nowe kontrakty w Norwegii, ale rozgląda się również za nowymi rynkami. Nie wyklucza też wejścia do Czech, Niemiec i Austrii.

Polska to trzeci największy rynek w naszym portfolio. Wierzymy w niego bardzo mocno. Jesteśmy przekonani, że dzięki naszym polskim spółkom będziemy w ciągu pięciu kolejnych lat silnie się na nim rozwijać – mówi Karl-Heinz Strauss, prezes i dyrektor zarządzający koncernu Porr AG.

W czerwcu br. spółki Porr AG i Bilfinger SE podpisały umowę dotycząca kupna Bilfinger Infrastructure SA. Oficjalne przejęcie miało miejsce 14 sierpnia, po uzyskaniu zgody UOKiK. Cena zakupu wyniosła 21,5 mln euro.

Przejęcie przez nowego właściciela to dla nas ogromna szansa. Porr podkreśla, że chce być koncernem budowlanym, a nasza działalność pasuje w stu procentach do jego portfolio. W przyszłości zamierza także na bazie naszej spółki realizować ambitne projekty infrastrukturalne w Polsce i na innych rynkach – mówi Piotr Kledzik, prezes Porr Polska Infrastructure.

Dotychczas koncern był obecny w Polsce przez spółkę Porr Polska – w niedalekiej przyszłości jako Porr Polska Construction, która działa w segmencie budownictwa kubaturowego i kolejowego. Przejęcie Bilfinger Infrastructure pozwoli koncernowi zaistnieć również w budownictwie inżynieryjnym, energetycznym, drogowym i mostowym.

Realizujemy niezmiernie ambitny plan na ten i przyszły rok. Zamierzamy pozyskać nowe projekty, zarówno na polskim rynku infrastrukturalnym,  jak i na rynku municypalnym i centralnym – zapowiada Kledzik. – Będziemy wraz z Porr Polska Construction realizować także projekty kolejowe. W połączeniu z naszą wiedzą i doświadczeniem możemy zaoferować w pełni kompletne wykonanie.

Perspektywiczne dla Porr są również trzy projekty realizowane przez Bilfingera w Norwegii. Z 800 osób pracujących w spółce około 100 przypada na rynek norweski. Kledzik podkreśla, że dzięki przynależności do koncernu oferta spółki będzie pełniejsza.

Byliśmy tam aktywni tylko w segmencie mostowym. Teraz możemy połączyć siły ze specjalistami tunelowymi, których pracują w Porr i którzy mogą współtworzyć większe projekty na rynku norweskim – wskazuje Kledzik.

Nowa spółka ma w planach wyjście na inne rynki zagraniczne.

Zamierzamy zatem rozwijać jej działalność na rynku polskim i norweskim, obok naszych czterech rodzimych rynków, czyli Austrii, Niemiec, Szwajcarii i Czech – zapowiada Strauss.

Z zainteresowaniem patrzymy także na rynek szwedzki. Staramy się dobrać projekty do naszych możliwości – podkreśla Kledzik.

Bilfinger Infrastructure zatrudnia 800 pracowników. W 2014 roku osiągnęła sprzedaż na poziomie 166 mln euro. Władze Porr liczą na to, że nowy podmiot w ciągu 2-3 lat przekroczy 1 mld zł przychodów.

Ceny polskiej żywności na rynkach wschodnich wzrosły o 25-30 proc. To większy problem niż embargo

Bartosz Urbaniak

Na spadek eksportu na wschodnie rynki największy wpływ miało nie samo embargo, ale spadek wartości tamtejszych walut. Dewaluacja hrywny i rubla sprawiła, że ceny polskiej żywności poszybowała w górę o 25-30 proc. Mimo zawirowań na Wschodzie wartość eksportu polskich artykułów rolno-spożywczych w I półroczu wzrosła o 6,4 proc., w całym roku dynamika wzrostu może być jeszcze wyższa, głównie dzięki nowym rynkom zbytu.

Embargo ma raczej symboliczny wpływ na eksport żywności. Dużo większy ma ubożenie społeczeństw w Rosji, na Ukrainie i innych rynkach wschodnich. Rubel i tamtejsze waluty zdewaluowały się już o ponad 25 proc., a to oznacza, że nasza żywność jest tam o 25-30 proc. droższa. To dużo większy problem niż bariery administracyjne, bo ludzi, którzy kiedyś kupowali polską żywność, teraz na nią po prostu nie stać – analizuje w rozmowie z agencją Newseria Bartosz Urbaniak, członek zarządu ds. agrobiznesu w BGŻ BNP Paribas.

Rosja w poprzednim roku była na piątym miejscu wśród największych odbiorców polskich produktów rolno-spożywczych, po 70-proc. spadku wartości sprzedaży znalazła się jednak na piętnastym.

W styczniu ubiegłego roku Rosja wprowadziła ograniczenia w imporcie wieprzowiny w związku z wystąpieniem przypadków afrykańskiego pomoru świń u dzików i świń. W sierpniu zakazem wjazdu zostały objęte warzywa i owoce, a od 7 sierpnia część produktów spożywczych. Zakaz importu mięsa wprowadziły również m.in. Białoruś i Kazachstan. Ministerstwo rolnictwa ocenia, że wartość eksportu do Wspólnoty Niepodległych Państw w I połowie roku spadła o 44 proc. w ujęciu rocznym (do 561 mln euro). Przed rokiem rynki te odpowiadały za 9,5 proc. polskiego eksportu żywności, dziś mają ok. 5-proc. udział. Sprzedaż na Ukrainę spadła o 18 proc. Dlatego konieczna stała się dywersyfikacja eksportu i poszukiwanie partnerów nawet na odległych rynkach. Zyskają na tym banki, które coraz mocniej wspierają polski eksport.

Spodziewamy się znacznego wzrostu eksportu na rynki trzecie, czyli nieunijne. Jest to również związane z tym, że po połączeniu z BNP Paribas bank BGŻ zyskał nową jakość wspierania polskich przedsiębiorców. Nasz partner strategiczny ma oddziały poza UE, a to daje zupełnie nowe możliwości – podkreśla Bartosz Urbaniak.

Pod względem obrotów największym partnerem gospodarczym Polski w Azji są Chiny. Rośnie eksport polskiej żywności na tamtejsze rynki. Resort gospodarki szacuje, że w 2014 roku wyniósł 163,4 mln euro i od 2007 roku wzrósł ośmiokrotnie (w I połowie 2015 roku spadł o 7 proc.).

Wśród innych ważnych partnerów handlowych największy wzrost wartości eksportu w porównaniu z I półroczem 2014 roku odnotowano w handlu z Egiptem. Sprzedaż do tego państwa wzrosła ponadtrzykrotnie (do 126 mln euro), głównie z powodu znaczącego eksportu pszenicy. Sprzedaż dużej partii pszenicy przyczyniła się również do dużego wzrostu eksportu m.in. do Kenii, Sudanu i Tanzanii.

Z kolei większa sprzedaż soku jabłkowego i mięsa wieprzowego przyczyniła się do wzrostu eksportu do Kanady (o 62 proc.) i USA (o 40 proc.). Znaczące wzrosty wartości eksportu żywności odnotowano również w przypadku Chorwacji (o 57 proc.), Wietnamu (o 57 proc.), Korei (o 45 proc.), Izraela (o 36 proc.) i Maroka (o 26 proc.).

Sprzedaż do państw UE wzrosła o 9,4 proc. Mają one już ponad 80-proc. udział w polskim eksporcie żywności. Największym odbiorcą są Niemcy, Wielka Brytania, Francja i Czechy.

Postępowanie spadkowe według nowych zasad. Zmiany dotyczą dziedziczenia po Polakach przebywających w UE

0

Katarzyna Ostaszewska

Przepisy spadkowe, które weszły w życie w tym tygodniu, dotyczą postępowań spadkowych po śmierci obywatela Polski, który na stałe lub przez dłuższy czas mieszkał w innym kraju UE. Jeśli w testamencie nie znajdzie się dokładny o zapis o wyborze prawa ojczystego, to zgodnie z nowelizacją sprawy spadkowe będą rozstrzygane według prawa kraju, w którym dana osoba przebywała. Powinno to ułatwić i ujednolicić postępowanie spadkowe, ale dla spadkobierców może oznaczać pewne utrudnienie.

W stosunku do osób, które zmarły po 17 sierpnia, będą miały zastosowanie inne rozwiązania dotyczące prawa właściwego. Dotyczy to obywateli, którzy na stałe bądź na dłuższy czas wyjechali za granicę. Jeśli umrą na terenie państw członkowskich Unii Europejskiej i nie sporządzą wcześniej żadnego testamentu, to właściwe dla sprawy będzie prawo spadkowe zwykłego miejsca pobytu, czyli kraju, w którym zmarli – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Katarzyna Ostaszewska z Kancelarii Radców Prawnych Baurska, Senkowska, Szczęsna i Partnerzy.

Sierpniowa nowelizacja kodeksu postępowania cywilnego wprowadza w życie rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 650/2012 z 4 lipca 2012 r. Wedle nowych przepisów jeśli spadkodawca nie wskazał wyraźnie w testamencie, jakiego kraju prawo spadkowe ma być stosowane, przyjmuje się, że prawem właściwym do spraw spadkowych będzie prawo miejsca stałego pobytu. Istotne tylko, by zmarły miał z danym krajem ścisły związek, np. od dłuższego czasu tam mieszkał, pracował czy przebywał na stażu. W takim przypadku będą obowiązywały zasady dziedziczenia innych krajów Unii.

Jedyną drogą, aby tego uniknąć, jest wcześniejsze sporządzenie testamentu, w którym dokona się wyboru prawa właściwego innego niż prawo państwa, w którym na stałe się mieszka. Można wybrać jedynie ojczyste prawo. Jeśli więc nasz obywatel mieszka w Niemczech, to w testamencie ma prawo wyboru jedynie prawa polskiego, a nie na przykład portugalskiego czy węgierskiego – wskazuje ekspertka.

Istotne jest również to, że status spadkowy nie podlega rozszczepieniu. Oznacza to, że każda część spadku podlega prawu jednego kraju, niezależnie od miejsca położenia. W sprawach spadkowych orzekać mają sądy właściwe dla miejsca stałego pobytu osoby zmarłej. Co więcej, przepisy pozwalają, by właściwy sąd zrezygnował z prowadzenia sprawy, jeśli sąd innego kraju, np. ze względu na położenie spadku, ma lepsze możliwości orzekania w danej sprawie.

Największy plus to ujednolicenie i ułatwienie kwestii dziedziczenia. Teraz funkcjonuje to na zasadzie: jeden spadek, jedno prawo, jeden sąd. Bez względu na to, czy dana osoba ma składniki mienia porozrzucane w różnych częściach Europy, to, czy jest to nieruchomość czy ruchomość, nie ma znaczenia. O tym będzie orzekać jeden sąd – mówi Ostaszewska.

W ten sposób uniknie się konieczności prowadzenia postępowań w kilku państwach i przy różnych reżimach prawnych, co pozwoli zaoszczędzić czas i obniży koszty postępowania.

Nowe przepisy mogą jednak oznaczać też spore problemy dla spadkobierców. Mogą oni w mniejszym stopniu niż przewiduje to polskie prawo odziedziczyć majątek zmarłego. Jeszcze w innym przypadku majątek będzie mógł dziedziczyć partner, z którym zmarły pozostawał w związku nieformalnym.

W przypadku, kiedy decydujące będzie prawo właściwe dla kraju zwykłego pobytu, w inny sposób mogą być regulowane pewne instytucje prawne niż te funkcjonujące w Polsce. Sąd nie tylko rozpoznaje sprawę, ale również wpływa na katalog osób uprawnionych do spadku, na wydziedziczenie czy prawo zachowku, które np. przez prawo niemieckie są w inny sposób regulowane niż w Polsce – wskazuje ekspertka.

Ostaszewska podkreśla również, że nowe przepisy mogą okazać się kosztowne dla spadkobierców. Postępowanie w innym kraju wymusza znalezienie prawnika, który zna nie tylko prawo obowiązujące w Polsce, lecz także w innym kraju.

Nowe przepisy wprowadziły również dokument Europejskie Poświadczenie Spadkowe, który będzie potwierdzać, że osoba w nim wymieniona ma określone w tym dokumencie prawa do spadku. W Polsce będzie można je uzyskać w postępowaniu prowadzonym przez sąd rejonowy albo u notariusza.

Nowe przepisy obowiązują we wszystkich krajach Unii Europejskiej, z wyłączeniem Wielkiej Brytanii, Danii i Irlandii.

Mikroprzedsiębiorcy chętnie wynajmują wspólną przestrzeń biurową. W Polsce jest 145 takich miejsc

Wiktor Doktór

W Polsce działa 145 biur coworkingowych. Ze wspólnych nowoczesnych przestrzeni biurowych, które oferują nie tylko dostęp do biurek, lecz także m.in. do sal konferencyjnych czy internetu, coraz chętniej korzystają start-upy i freelancerzy. Przewagą są niskie koszty wynajmu i możliwość współpracy z innymi mikroprzedsiębiorcami.

Największy rozwój biur coworkingowych, zarówno w kraju, jak i na świecie, miał miejsce w ciągu ostatnich dwóch lat – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Wiktor Doktór, prezes Fundacji Pro Progressio.

Jak wynika z zestawienia Best2Invest, w całej Polsce funkcjonuje obecnie 145 biur coworkingowych wynajmujących na godziny miejsca pracy. Największym ich skupiskiem jest Warszawa i województwo mazowieckie (34). Następne w kolejności są województwa wielkopolskie (17), małopolskie (14) oraz pomorskie (13). Biura coworkingowe powstają zarówno w dużych miastach, jak i w mniejszych, takich jak Radom, Piła czy Częstochowa.

Polska jest stosunkowo małym rynkiem dla sektora coworkingowego. W samym Berlinie jest zarejestrowanych ponad 200 takich biur – mówi Doktór.

To jednak będzie się zmieniać. Tym bardziej że liczba pracujących na własny rachunek z roku na rok rośnie. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w ubiegłym roku przybyło 63 tys osób. Ten model prowadzenia działalności preferowany jest przez blisko 20 proc. wszystkich osób aktywnych zawodowo.

Trudno określić, ile z nich korzysta wyłącznie z tego rodzaju przestrzeni – zastrzega Wiktor Doktór. – Musimy popatrzeć, jaki rodzaj pracy jest wykonywany. Jeżeli myślimy o freelancerach, to od kilkunastu do kilkudziesięciu osób miesięcznie korzysta z tego rodzaju usług w jednym biurze. Gdy mówimy o przedsiębiorcach tworzących, np. wirtualne adresy, czyli rejestrujących w tych biurach działalność gospodarczą, to idzie to już w dziesiątki i setki w każdej placówce.

Biura coworkingowe to nowoczesne powierzchnie biurowe, które umożliwiają wspólną pracę. Użytkownicy mają możliwość wynajęcia na godziny biurka czy mikrobiura.

Za wynajem biurka trzeba zapłacić od 3 zł za godzinę. Miesięczny koszt poszczególnych pakietów zaczyna się od około 350-400 zł. W ramach takiej opłaty przedsiębiorca może korzystać z biurka przez określoną liczbę godzin, ma dostęp do internetu, serwisu kawowego, sal konferencyjnych i innych tego rodzaju udogodnień niezbędnych do prowadzenia biznesu.

Niektórzy już w ciągu pierwszego roku działalności budują biznes, który potem sprzedają za miliony – zauważa Wiktor Doktór. – Taki przypadek mieliśmy w tym roku. W jednym z warszawskich biur coworkingowych powstał start-up, który zaraz potem został sprzedany za przeszło milion euro. Natomiast część przedsiębiorców pracuje w takim środowisku przez dwa, trzy, a nawet pięć lat.

Sprzyja temu atmosfera kreatywności budowana m.in. poprzez pomysłową aranżację, projekt, kolor, układ i funkcjonalność pomieszczeń. Jak zauważa ekspert z Fundacji Pro Progressio biura coworkingowe posiadają specjalne przestrzenie do tzw. burzy mózgów oraz strefy relaksu.

Żeby postawić biznes przede wszystkim usługowy, ważna jest otwarta, nowoczesna przestrzeń – przekonuje Wiktor Doktór. – W tej chwili nie wybiera się już powierzchni, które są w zamkniętych biurach mających po 30-40 mkw. Preferowane są raczej open space’y w dobrze umiejscowionych logistycznie lokalizacjach, czyli centrach miast, albo na obrzeżach, jeśli tylko mają dobrze rozwiniętą sieć komunikacji miejskiej.

Dopalacze i ciąg dalszy afery podsłuchowej zdominowały w lipcu polskie media

Monika Tomsia

W lipcu w polskich mediach dużo mówiło się o polityce. Najczęściej poruszano temat afery podsłuchowej, rozmów Aleksandra Kwaśniewskiego z Ryszardem Kaliszem, a także sprawę dopalaczy. Do najbardziej opiniotwórczych mediów należały „Gazeta Wyborcza”, „Rzeczpospolita”, oraz stacja TVN24.

Zgodnie z analizą Instytutu Monitorowania Mediów najczęściej w lipcu poruszano ponownie temat afery podsłuchowej, tym razem w kontekście osoby Marka Falenty oraz rozmów pomiędzy Aleksandrem Kwaśniewskim i Ryszardem Kaliszem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Monika Tomsia z Instytutu Monitorowania Mediów. – Szeroko komentowano także temat dopalaczy, w tym kampanię społeczną Głównego Inspektora Sanitarnego pod hasłem „Stop Dopalaczom”.

W lipcu na pierwszym miejscu rankingu najczęściej cytowanych mediów znalazła się „Gazeta Wyborcza”, na którą powołano się niemalże 600 razy, na drugim miejscu była „Rzeczpospolita” z blisko 500 cytowaniami, a na trzecim TVN24 z około 260 cytowaniami. Na kolejnych pozycjach były „Dziennik Gazeta Prawna” oraz tygodnik „Do Rzeczy”.

– „Do Rzeczy” tym samym zostało najbardziej opiniotwórczym tygodnikiem lipca właśnie ze względu na ujawnienie kolejnych informacji na temat afery podsłuchowej – wyjaśnia Monika Tomsia. – Na kolejnych miejscach tego rankingu znalazł się tygodnik „Polityka” oraz „Wprost”, który w tym miesiącu znalazł się na nieco niższej pozycji.

Tygodnik „Do Rzeczy” cytowany był w minionym miesiącu 238 razy i zdecydowanie wyprzedził inne tygodniki („Polityka” miała 152 cytowania, a „Wprost” 103).

Pozycję lidera w rankingu telewizyjnym utrzymała stacja TVN24, natomiast nastąpiła zmiana w rankingu radiowym. Na pierwszym miejscu w lipcu znalazła się stacja Radio ZET, która nieznacznie wyprzedziła dotychczasowego lidera RMF FM – twierdzi Monika Tomsia. – Radio ZET powoływało się przede wszystkim na bieżące tematy polityczne oraz komentowało sprawę dopalaczy.

Różnica między dwoma pierwszymi stacjami jest niewielka. Radio ZET w lipcu cytowane było 119 razy, a RMF FM 118. Trzecie miejsce wśród rozgłośni radiowych zajęło TOK FM.

Wśród mediów ekonomicznych najlepszy wynik uzyskał „Dziennik Gazeta Prawna” z 245 cytowaniami, następne były „Puls Biznesu” oraz „Forbes”. Wśród portali ekonomicznych najbardziej opiniotwórczy był Bankier.pl z 34 cytowaniami, który wyprzedził Money.pl.

Na pierwszym miejscu w rankingu najbardziej opiniotwórczych portali internetowych znalazły się SportoweFakty.pl. Jest to związane z licznymi artykułami tego portalu na temat żużlowych mistrzostw Europy SEC – twierdzi Monika Tomsia. – Wśród mediów regionalnych liderem zostało Radio Wrocław, które często informowało o wyjazdowych posiedzeniach rządu. Na drugim miejscu znalazło się Radio Kraków, a na trzecim gazeta „Polska Dziennik Zachodni”.

Popołudniowy komentarz walutowy z 19.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 19.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

5131 nowych osobowych Mercedesów zarejestrowano w Polsce w I półroczu 2015

5131 nowych osobowych Mercedesów zarejestrowano w Polsce od stycznia do lipca br. Oznacza to 21,5-procentowy wzrost względem analogicznego okresu poprzedniego roku – rekordowy wśród marek premium. Tylko w lipcu samochody spod znaku trójramiennej gwiazdy znalazły w naszym kraju 738 nabywców (+11,6%). Na całym świecie Mercedes-Benz dostarczył w tym roku już ponad 1 milion aut – dokładnie 1 048 178 sztuk (+14,7%). Nigdy wcześniej nie odnotowano tak wysokiego wyniku w takim okresie. Sprzedaż rośnie z miesiąca na miesiąc, co potwierdzają dane z lipca: 149 573 wydanych samochodów, o 15,2% więcej niż przed rokiem.

„Już w lipcu przekroczyliśmy granicę miliona sprzedanych aut. Nigdy wcześniej w ciągu 7 pierwszych miesięcy roku nie dostarczyliśmy klientom tylu samochodów. Około jedna czwarta tego wolumenu przypada na Klasę C w wersjach limuzyna i kombi” – powiedział Ola Källenius, Członek Zarządu Daimler AG odpowiedzialny za sprzedaż i marketing oddziału osobowych Mercedesów.

W Polsce Mercedes-Benz jest liderem wzrostu segmentu premium – od stycznia do lipca br. zarejestrowano w Polsce 5131 osobowych aut spod znaku gwiazdy, o 21,5% więcej niż w tym samym okresie 2014 roku. Równocześnie producent ze Stuttgartu pozostaje najchętniej wybieraną marką premium wśród klientów indywidualnych. Modele Mercedes-Benz zajmują czołowe miejsca w większości segmentów rynku. Na czołowych miejscach plasują się m.in.: Klasa B (355 egzemplarzy od początku roku), Klasa CLA (593 egz.), Klasa C (761 egz.), Klasa S (406 egz.), Klasa V (280 egz.), a także supersportowy Mercedes-AMG GT (25 egz.).

W Europie Mercedes-Benz zanotował kolejny rekord sprzedaży: od stycznia do lipca przekazano klientom 457 468 aut (+11,3%). Sprzedaż w Niemczech wzrosła w tym okresie o 6,0%, do 156 569 samochodów. W samym lipcu producent dostarczył tam 24 178 pojazdów (+7,8%) i obronił tym samym pozycję lidera marek premium na rodzimym rynku.

Wysoki popyt na nowe Mercedesy nie słabnie także w krajach NAFTA: w USA, Kanadzie i Meksyku sprzedaż w lipcu osiągnęła poziom 31 483 sztuk (+3,9%), z czego 27 526 w USA (+1,2%).

Nowy rekord liczby dostaw zanotowano w Azji – 332 377 aut sprzedanych od stycznia do lipca (+23,5%) i 47 838 tylko w lipcu, gdy wzrost był jeszcze wyższy (+30,8%). W Chinach w ubiegłym miesiącu zarejestrowano 29 540 nowych Mercedesów, o 41,5% więcej niż przed rokiem.

W lipcu po raz kolejny wzrosła sprzedaż samochodów kompaktowych – kluczyki do Klas A, B, CLA, CLA Shooting Brake i GLA łącznie trafiły w ręce 49 973 klientów (+33,0%).

Rekordowym wzięciem cieszyły się również limuzyny i kombi Klasy C (36 287 egzemplarzy, +83,1%). Od wiosny model dostępny jest w wersji 350 e, napędzanej zaawansowanym układem hybrydowym typu plug-in. Liczba jej nabywców systematycznie rośnie.

Limuzyna Klasy E zanotowała nowy rekord sprzedaży w Chinach – obecnie to największy rynek zbytu dla tego modelu.

Klasa S niezmiennie zajmuje czołowe miejsce w segmencie luksusowych limuzyn. Od stycznia do lipca na jej zakup na całym świecie zdecydowało się 58 478 klientów (+1,2%).

Popyt na SUV-y Mercedes-Benz w ubiegłym miesiącu wzrósł o 14,8%, do 39 197 sztuk. Nowe rekordy pobiły Klasy GLA oraz G, mimo wymiany generacji wysoki wynik osiągnął też model GLK.

Zdecydowanie większym wzięciem niż przed rokiem cieszą się również nowe odsłony smarta (71 451 aut od stycznia do lipca, +31,5%). Na głównych rynkach modelu, w Niemczech i we Włoszech, liczba jego dostaw wzrosła o ponad 50%. W sierpniu nowy smart debiutuje w Chinach, na trzecim co do wielkości rynku dla aut tej marki, a we wrześniu – w USA.

Sprzedaż Mercedes-Benz na poszczególnych rynkach

Lipiec 2015 r. Zmiana (%) Styczeń-lipiec 2015 r. Zmiana (%)
Mercedes-Benz 149 753 +15,2 1 048 178 +14,7
smart 9 287 +23,7 71 451 +31,5
Mercedes-Benz Cars 159 040 +15,7 1 119 629 +15,7
         
Mercedes-Benz – sprzedaż na poszcz. Rynkach        
Europa 64 940 +11,6 457 468 +11,3
– w tym: Niemcy 24 178 +7,8 156 569 +6,0
NAFTA 31 483 +3,9 220 858 +9,2
– w tym: USA 27 526 +1,2 192 496 +7,7
Azja 47 838 +30,8 332 377 +23,5
– w tym: Japonia 4 358 +13,5 36 947 +18,6
– w tym: Chiny 29 540 +41,5 194 861 +24,2

Analiza WIG20, DAX i S&P500 – 19.08.2015

Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.

Ponad 240 tys. osób trafiło do Krajowego Rejestru Długów za jazdę pociągiem na gapę

Przed laty popularna piosenka namawiała do tego, aby nie tylko wsiąść do byle jakiego pociągu, ale też nie dbać ani o bagaż, ani o bilet. Jak pokazują dane Krajowego Rejestru Długów, słowa te stały się inspiracją dla wielu Polaków – szczególnie, gdy chodzi o jazdę koleją bez ważnego biletu. Obecnie w bazie danych biura informacji gospodarczych KRD notowanych jest prawie 240 tysięcy osób, których łączny dług wobec kolei wynosi ponad 197 mln złotych.

Szacuje się, że pociągami w Polsce podróżuje około 300 mln osób rocznie. Nie są to wyniki powalające, ponieważ jeszcze dziesięć lat temu, liczby te były kilkakrotnie wyższe. Niestety, wraz z upływem czasu, tak popularny kiedyś środek transportu, traci na znaczeniu. Jednak – chociaż maleje liczba pasażerów – nie znikają ci, którzy z usług polskich kolei korzystają „na gapę”.

– Liczba dłużników kolejowych od lat pozostaje na podobnym poziomie. Oznacza to, że w naszym społeczeństwie przyjęło się przekonanie, że za podróże koleją nie trzeba płacić. Nie zapominajmy jednak, że jeżdżąc na gapę zamykamy się w kole bez wyjścia. Tłumacząc, że nie chcemy płacić za niską jakość usług, nie dajemy przewoźnikom szansy na to, aby coś poprawili czy zmodernizowali. Bo przecież na to wszystko potrzebne są pieniądze – zauważa Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Średnia kwota zadłużenia, jaką mają do odzyskania polskie koleje od swoich nieuczciwych pasażerów to 831 złotych. Za te pieniądze można by 4 razy przejechać w tę i z powrotem najdłuższą funkcjonującą w Polsce trasę Szczecin-Przemyśl podróżując do tego pierwszą klasą! I choć wydawać by się mogło, że najliczniejszą grupą wiekową, jaka podróżuje pociągami bez ważnego biletu, będą osoby bardzo młode, jazda na gapę jest głównie domeną osób w wieku 26-35 lat. Stanowią oni aż 40% wszystkich dłużników kolejowych. Co czwarty z podróżujących pociągami gapowiczów jest pomiędzy 36. a 45. rokiem życia. To właśnie oni mają najwyższe średnie zadłużenie notowane wśród wszystkich gapowiczów, 900 złotych. Co ciekawe, wśród wszystkich jeżdżących na gapę pociągami trudno będzie jednak znaleźć nieuczciwą pasażerkę – kobiety stanowią zaledwie 18% dłużników kolejowych. Jedynie w najmłodszej grupie wiekowej rozkład dłużników według płci przebiega dokładnie pośrodku. Jednak im starsza pasażerka, tym częściej kupuje bilet. Wśród 25-latek nie płaci jeszcze co czwarta pani, ale wśród 35-latek już tylko 17% „zapomina” o tym, aby kupić bilet.

Najwięcej dłużników kolejowych znajdziemy w woj. mazowieckim – stanowią oni ponad 16% całej grupy podróżujących pociągami bez biletu. Na kolejnych miejscach plasują się gapowicze ze Śląska i Dolnego Śląska. Najmniej osób jeżdżących pociągami na gapę znajdziemy w województwie podkarpackim.

Internet pełen jest porad, co zrobić, aby jeździć koleją bez płacenia za bilet i unikać kontroli. Jednak taki sposób podróżowania jest już swoistym wyborem – w pociągach, w przeciwieństwie do komunikacji miejskiej, kontrola jest prowadzona zawsze.

– O bilecie na pociąg, nie można zapomnieć. Konduktor jest zawsze obecny, a to oznacza nieuchronność kontroli. Koleje też coraz sprawniej radzą sobie niepłacącymi podróżnymi. Nie tylko korzystają z możliwości dopisania dłużnika do KRD, ale też aktywnie windykują tych, którzy „zapomnieli” kupić bilet. Kolejną możliwością, jaką wykorzystują jest sprzedaż długów gapowiczów firmom windykacyjnym. Musimy mieć więc świadomość, że kara za jazdę bez biletu może spotkać nas nawet po latach – ostrzega Radosław Koński, dyrektor Departamentu Windykacji z firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

O tym, że jazda pociągiem bez ważnego biletu doprowadzić może nie tylko do KRD, ale i kontaktu ze strony windykatora wie z pewnością rekordzista, który za swoje długi kolejowe mógłby bez większego problemy kupić samochód. Jest to 36-letni mężczyzna z województwa mazowieckiego, który oddania ma ponad 55 tysięcy złotych.

Płaca minimalna: polscy przewoźnicy mogą kupić spokój za 12 334 zł

Istnieje sposób, aby polskie przedsiębiorstwa transportowe były zwolnione z pełnego dokumentowania pracy kierowców na terenie Niemiec. Jednak, jeśli pracodawcy chcieliby z tej opcji skorzystać, przyszłoby im za to słono zapłacić.

Jak podaje portal 40ton.net, co najmniej 2000 euro brutto miesięcznie (ok. 8 340 zł) musiałby przez ostatni rok zarabiać kierowca, aby polscy przedsiębiorcy byli zwolnieni od przedstawienia pełnej dokumentacji pracy niemieckim służbom kontrolnym. Jak łatwo się domyślić, mało która firma może sobie na to rozwiązanie pozwolić. W przypadku kierowców pracujących krócej niż 12 miesięcy stała pensja wynosić powinna 2958 euro brutto (ok. 12 334 zł). – Nowe przepisy, które weszły w życie 1 sierpnia niestety nie rozwiązują problemu, ponieważ w gruncie rzeczy pomijają jego istotę. Wynagrodzenie takiej wielkości jest całkowicie oderwane od realnych warunków ekonomicznych, w których funkcjonują polskie przedsiębiorstwa transportowe i niewiele firm będzie mogło sobie na takie rozwiązanie pozwolić – uważa Łukasz Włoch, główny ekspert Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców.

Co zamiast?

W związku z przedłużającym się zamieszaniem wokół niemieckiej płacy minimalnej (MiLoG) polskim przedsiębiorcom pozostają dwie możliwości. Jedną z nich jest czekanie na stanowczą reakcję Komisji Europejskiej, która jest w stanie pod groźbą wysokich kar odwieść Berlin od stosowanego obecnie prawa. Drugim wyjściem jest odpowiednie rozliczanie pracy kierowców, które pozwoli zminimalizować obciążenia spowodowane niemieckim ustawodawstwem. – Oczywiście cała branża transportowa liczy na pomyślne dla polskiego sektora TSL rozstrzygnięcie kwestii niemieckiej płacy minimalnej. W tym momencie jednak, aby uniknąć niepotrzebnych kosztów i przygotować firmę na ewentualne utrzymanie w obecnym kształcie ustawy MiLoG, warto zadbać o to, aby prawidłowo rozliczać czas pracy kierowców. Pozwoli to z jednej strony uniknąć wysokich kar za niedopatrzenia w tej kwestii, z drugiej zapewni optymalizację ponoszonych przez firmę kosztów – dodaje Łukasz Włoch.

Przypomnijmy, że niemiecka ustawa MiLoG, która obowiązuje od stycznia 2015 roku, nadal budzi kontrowersje wśród europejskich państw takich jak Polska czy Węgry. Uderza bowiem w jedną z istotniejszych gałęzi gospodarki tych krajów – transport. MiLoG nakazuje stosowanie niemieckiej płacy minimalnej nawet wobec zagranicznych kierowców realizujących przejazdy do Niemiec, przejazdy kabotażowe oraz tranzytowe na terenie federacji. Udzielona w lipcu niemiecka odpowiedź na zarzuty Komisji Europejskiej w sprawie zakresu funkcjonowania przepisów płacy minimalnej jest niejawna, wobec czego ustawa zachowuje dotychczasowe status quo.

Grupa Banku Ochrony Środowiska po I półroczu 2015

W I półroczu 2015 r. Grupa Banku Ochrony Środowiska odnotowała wzrost portfela kredytowego o 5,7 proc., wartość depozytów zwiększyła się o 1,4 proc., a aktywów o 1,1 proc. Wynik netto Grupy to 2,7 mln zł, natomiast współczynnik wypłacalności znajduje się na bezpiecznym poziomie 12,7 proc.

Wartość bilansowa portfela kredytów i pożyczek udzielonych Klientom Grupy BOŚ, według stanu na koniec I półrocza 2015 r., sięgnęła 13,2 mld zł. Saldo wszystkich kredytów zwiększyło się o 5,7 proc. w porównaniu do stanu na koniec 2014 r. Największy wzrost odnotowano w obszarze kredytów udzielanych Klientom korporacyjnym – o 16,9 proc.

Z kolei zobowiązania Grupy wobec Klientów, w stosunku do stanu na koniec poprzedniego roku, zwiększyły się o 1,4 proc. i wyniosły 14,4 mld zł. Depozyty Klientów detalicznych wzrosły o 4,7 proc., a Klientów korporacyjnych o 6,9 proc.

Suma bilansowa Grupy na dzień 30 czerwca 2015 r. wynosiła 19,9 mld zł i była wyższa o 1,1 proc. w porównaniu do stanu na koniec 2014 r., natomiast zysk netto Grupy wyniósł 2,7 mln zł wobec 34 mln zł w analogicznym okresie 2014 r.

Grupa wykazała wzrost wyniku z tytułu prowizji oraz wyniku z wymiany. Odnotowała natomiast słabsze wyniki z tytułu: odsetek, działalności handlowej oraz odpisów. Wskaźniki Grupy pozostały na bezpiecznym poziomie: współczynnik wypłacalności wyniósł 12,70 proc. na koniec I półrocza 2015 r. wobec 14,03 proc. na koniec 2014 r., a współczynnik Tier 1 – 9,58 proc. na dzień 30 czerwca 2015 r. w porównaniu z 10,46 proc. na koniec 2014 r.

Saldo kredytów proekologicznych Grupy na koniec czerwca 2015 r. przekroczyło 4 mld zł i stanowi już blisko 30 proc. salda kredytów ogółem (na koniec 2014 r. było to odpowiednio 3,4 mld zł i 26,5 proc.). Sama sprzedaż kredytów „eko” wzrosła z 815 mln zł w I półroczu 2014 r. do 1,8 mld zł w I półroczu 2015 r. – czyli o 125 proc. Finansowanie udzielane przez BOŚ w tym obszarze wspierało projekty realizowane w większości (95,5 proc. kwoty) przez Klientów korporacyjnych.

Jak Polacy finansują zakup najdroższych apartamentów?

Zgodnie z danymi redNet Property Group łączny wolumen kredytów hipotecznych udzielonych w I kwartale 2015 roku wyniósł blisko 9 mld zł. Według analityków tej firmy oraz doradców finansowych Notus zainteresowanie tego rodzaju finansowaniem wśród nabywców apartamentów najwyższej klasy jest jednak marginalne. Wyraźny trend nabywania nieruchomości typu premium ze środków własnych potwierdzają przedstawiciele firmy Echo Investment, dewelopera m.in. luksusowego kompleksu Park Avenue Apartments w Krakowie.

Jak podaje redNet Property Group, jedna z największych polskich firm świadczących kompleksowe usługi dla rynku nieruchomości, od początku 2014 roku średnio kwartalnie podpisywanych jest około 42 – 43 tys. umów kredytowych. W I kwartale 2015 r. udział kredytów hipotecznych na kwotę powyżej 1 mln PLN w ich całkowitej liczbie wyniósł niespełna 0,5%.

„Wartość polskiego rynku nieruchomości luksusowych dynamicznie rośnie. Obserwujemy wzrost popytu na apartamenty najlepsze w swojej klasie związany ze zwiększającymi się możliwościami finansowymi potencjalnych nabywców. Inwestycje tego rodzaju są jednak przez nich realizowane w większości ze środków własnych.” – komentuje Tomasz Kołodziejczyk, Pełnomocnik Zarządu redNet Property Group.

Opinię o umiarkowanej popularności kredytów hipotecznych wśród najzamożniejszych klientów chcących zamieszkać w najbardziej prestiżowych lokalizacjach w Polsce podziela również Jolanta Półtoranos z biura sprzedaży Park Avenue Apartments. Kameralna inwestycja realizowana obecnie w Parku Dębnickim, oddalonym zaledwie o szerokość Wisły od ścisłego centrum Krakowa, bez wątpienia przeznaczona jest dla najbardziej wymagających klientów. Muszą liczyć się oni z wydatkiem min. 15 tys. zł za m kw.

„Wsparcie się kredytem hipotecznym przy zakupie nieruchomości to rozwiązanie, które na wielu rynkach poza Polską cieszy się zainteresowaniem również wśród osób, które dysponują odpowiednim kapitałem pozwalającym na transakcje z użyciem jedynie środków własnych. Dzieje się tak ze względu na to, że środki pieniężne nie są wtedy blokowane i mogą być wykorzystywane do pokrycia krótkoterminowych inwestycji. Póki co sytuacja w Polsce jest jednak zupełnie inna. Wszyscy klienci, którzy dotychczas zdecydowali się na zakup apartamentu w Park Avenue Apartments finansowali je z własnych oszczędności. Oczywiście mamy przygotowaną bardzo korzystną ofertę kredytowania, ale do tej pory nikt nawet o nią nie pytał.

Można przypuszczać, że większość naszych klientów dysponuje kapitałem znacząco przewyższającym wartość apartamentu, co determinuje ich wybór odnośnie metody finansowania” – wyjaśnia Jolanta Półtoranos z biura sprzedaży Park Avenue Apartments
Z kolei zgodnie z danymi firmy Notus, jednego z czołowych brokerów kredytów hipotecznych, liczba pożyczek na kwotę powyżej jednego miliona złotych utrzymuje się w ostatnim czasie na stałym poziomie. Rośnie jednak ich wolumen. W samej pierwszej połowie br. wartość tych kredytów wyniosła już ponad 20 milionów, co oznacza wzrost w porównaniu z 35 milionami, które udzielone zostały w przeciągu całego zeszłego roku.

„Rynek kredytów przeznaczanych na zakup nieruchomości powyżej jednego miliona zł na pewno będzie się dalej rozwijał. Wpływa na to rosnący rynek luksusowych nieruchomości, a także coraz większa liczba osób, które mają odpowiednią zdolność kredytową, by o taki kredyt się starać. Dla części nabywców zakup nieruchomości luksusowych przy wsparciu tego rodzaju instrumentu finansowego może być wart rozważenia, szczególnie w kontekście odnotowywanych niskich stóp procentowych” – mówi Robert Pepłoński, Prezes Zarządu, Dom Kredytowy Notus S.A.

Grupa Raiffeisen Bank Polska po I półroczu 2015

W I półroczu 2015 roku Grupa Kapitałowa Raiffeisen Bank Polska, radząc sobie z niekorzystnymi zdarzeniami rynkowymi i wpływem nowych regulacji, zanotowała w skali roku wzrost zysku przypadającego akcjonariuszom jednostki dominującej o 35,6% do 99,8 mln zł. Zysk brutto zwiększył się o 12,9% do 140,4 mln zł. W porównaniu z końcem czerwca 2014 r. wolumen udzielonych kredytów powiększył się o 3,8% do 40,8 mld zł. Dynamicznie wzrósł portfel depozytowy – o 14,1% do 35,2 mld zł. Suma bilansowa Grupy powiększyła się o 6,4% r/r do 58,9 mld zł.

Poprawa wyniku finansowego Grupy to w dużej mierze efekt trwających działań służących obniżaniu kosztów administracyjnych, które spadły w porównaniu z I półroczem 2014 r. o 10,2% do 628,3 mln zł. Wydatnie przyczynił się do tego projekt Transformacji Operacji, w ramach którego znaczna część funkcji operacyjnych została umieszczona w nowo otwartym Centrum Operacyjnym w Rudzie Śląskiej. Jednocześnie dzięki właściwemu zarządzaniu ryzykiem kredytowym możliwe było ograniczenie odpisów netto z tytułu utraty wartości aktywów w ujęciu rocznym o 25,2% do 120,2 mln zł.

Działanie w środowisku niskich stóp procentowych spowodowało spadek wyniku odsetkowego o 12,5% do 543,8 mln zł. Wynik z tytułu prowizji i opłat obniżył się o 5,6% do 287,1 mln zł. W efekcie dochody z działalności operacyjnej spadły w ujęciu rocznym o 12% do 853 mln zł. Grupa zanotowała jednak poprawę jeśli chodzi o wskaźniki efektywności: ROE netto wzrósł z 2,6% (czerwiec 2014 r.) do 3,4%, a relacja kosztów do dochodów spadła z 71,1% do 70,7%.

„Choć nasza gospodarka utrzymuje zdrowe tempo rozwoju, to jednak kolejne bariery działania i obciążenia finansowe wymagają od banków poszukiwania nowych źródeł przychodów oraz ustawicznego dbania o stronę kosztową. Rekordowo niskie stopy rynkowe odbijają się negatywnie na wyniku odsetkowym, natomiast wynik prowizyjny odczuwa skutki ostatnich regulacji np. w odniesieniu do kart płatniczych. Sytuację poprawia utrzymujący się popyt na kredyt tak ze strony firm jak i klientów indywidualnych. Dzięki modyfikacjom procesów, uproszczeniom proceduralnym i poszerzeniu sieci sprzedaży zanotowaliśmy bardzo wyraźne zwiększenie sprzedaży kredytów gotówkowych i hipotecznych. Nowe produkty ożywiły akcję kredytową wśród mikrofirm. Duże zainteresowanie środkami na rozwój zgłasza też sektor MSP. Zwiększaniu wolumenu kredytów towarzyszył jeszcze szybszy wzrost depozytów od klientów, dzięki czemu zachowujemy zdrową i bezpieczną strukturę finansowania Grupy. Utrzymaliśmy wysoką dynamikę pozyskiwania klientów w praktycznie wszystkich segmentach, ciągle wyróżniając się na rynku m.in. ofertą Wymarzonego Konta Osobistego” – powiedział Piotr Czarnecki, Prezes Zarządu Raiffeisen Polbank.

Fundusze własne Grupy na koniec I półrocza 2015 r. sięgały 6,2 mld złotych, a wysokość kapitału akcyjnego 2,3 mld zł. Raiffeisen Polbank systematycznie wzmacnia bazę kapitałową, kładąc nacisk na zachowanie wysokiego udziału kapitałów najwyższej jakości (CET1), który utrzymywał się na bardzo wysokim poziomie 96%. Na koniec czerwca 2015 r. Grupa spełniała wymogi regulacyjne dotyczące współczynnika adekwatności kapitałowej: współczynnik kapitału podstawowego Tier 1 (CET1) wyniósł 12,8%, natomiast łączny współczynnik kapitałowy (TCR) wyniósł 13,4% (dla samego Raiffeisen Polbank współczynnik wypłacalności wyniósł 14,3%).

Raiffeisen Polbank zanotował w I półroczu wzrost obrotów faktoringowych o 13% do 8,79 mld zł, zachowując 1. miejsce w zestawieniu największych faktorów. Liczba skupionych faktur przekroczyła 299 tys. Bank nie ustaje w pozyskiwaniu nowych klientów – w II kwartale, podobnie jak w pierwszych trzech miesiącach roku, 130 kolejnych firm zaczęło korzystać z jego rozwiązań faktoringowych. Obecnie obsługuje on 27% klientów faktoringowych na polskim rynku.

Spółka zależna Raiffeisen-Leasing Polska utrzymała się w ścisłej czołówce w swoim segmencie rynku, zamykając I półrocze 2015 r. wartością nowej sprzedaży w kwocie 1,88 mld zł, co oznacza wzrost na poziomie 14,6% r/r. W kategorii pojazdy osobowe zajęła 2. pozycję ze sprzedażą o wartości 982 mln zł.

Ustawa frankowa wymaga poprawek

Jeśli w tzw. ustawie frankowej Senat utrzyma obecny zapis mówiący, że banki ponoszą 90% kosztów przewalutowania, to powinien również uszczegółowić ustalenia mówiące o podziale kredytu na dwie części. Z wyliczeń Expandera wynika bowiem, że przy tak wysokim umorzeniu, w niektórych przypadkach dodatkowy (niezabezpieczony) kredyt może mieć wartość ujemną. Ustawa nie mówi jednak, co w takiej sytuacji należy zrobić. Ponadto w ustawie jest błędny zapis mówiący, że banki przeliczały raty po kursie kupna, a nie, jak było w rzeczywistości, po kursie sprzedaży.

Już niedługo Senat zajmie się uchwaloną przez Sejm tzw. ustawą frankową. To od senatorów będzie zależało, czy pozostanie w niej zapis mówiący, że aż 90% kosztów przewalutowania poniosą banki. Jeśli nie zostanie przywrócona poprzednia wersja ustawy, to w wyniku wprowadzenia korzystnych dla kredytobiorców zmian, w zapisach pojawi się luka wymagająca uregulowania. Ustawa mówi bowiem, że kredyt frankowy po przewalutowaniu zamieni się w dwa nowe kredyty. Nie stwierdza jednak, co należy zrobić jeśli jeden z nich (kredyt niezabezpieczony) okaże się kwotą ujemną. Nie zostało to określone prawdopodobnie dlatego, że w pierwotnym wariancie (umorzenie na poziomie 50%) taka sytuacja się nie zdarzała. Stała się jednak możliwa w momencie, gdy znacznie wzrósł parametr umorzenia (z 50% do 90%), a co za tym idzie, spadła kwota kosztów, które musi ponieść kredytobiorca.

Kredyt dodatkowy (niezabezpieczony) może stać się ujemny ponieważ jednym z jego składników jest różnica w wysokości zapłaconych rat. Ta kwota w poszczególnych może być mniejsza lub większa od zera. To jednak nie stanowi jeszcze problemu. Pojawia się on dopiero, gdy jest to wartość tak bardzo ujemna, że powoduje obniżkę łącznej sumy kredytu niezabezpieczonego poniżej zera. Do takiej sytuacji może dojść np. przy kredytach we frankach zaciągniętych po kursie zbliżonym do 2 zł z okresem kredytowania poniżej 25 lat.

W przypadku kredytu frankowego na kwotę 300 000 zł na 20 lat uruchomionego na początku sierpnia 2008 r. suma rat jest aż o 41 000 zł wyższa niż kredytu w złotych. Jednocześnie po umorzeniu 90% narosłego długu, jego wysokość spadnie do poziomu nieco ponad 18 000 zł. Po zsumowaniu tych dwóch wartości okazuje się, że kredyt niezabezpieczony wynosi -23 000 zł. Nie wiadomo jednak, czy kwota ta powinna zostać wypłacona kredytobiorcy czy pomniejszyć kredyt zabezpieczony. Możliwe jest też mniej korzystne dla kredytobiorców podejście – przyjęcie, że w takiej sytuacji kredyt niezabezpieczony jest równy zeru. Takie rozwiązanie byłoby jednak niesprawiedliwe. Cześć kredytobiorców odzyskiwałoby bowiem pieniądze w sytuacji, gdy ich raty były w sumie wyższe niż kredytu w złotych. Inni musieliby się natomiast pogodzić z utratą wpłaconych pieniędzy.

Niezależnie od tego, jaki będzie ostateczny parametr umorzenia, w ustawie pozostanie jeszcze jeden zapis wymagający zmiany. Mówi ona, że do przeliczania rat na walutę kredytu banki stosują kurs kupna. Tymczasem wszystkie banki wykorzystują do tego celu kurs sprzedaży. Pozostawienie obecnego sformułowania oznaczałoby, że wszystkie zapłacone dotychczas raty trzeba byłoby przeliczyć po kursie kupna NBP. To byłoby jednak niekorzystne dla osób korzystających z przewalutowania. Spowodowałoby bowiem, że w wyliczeniach uwzględnionoby, że ich raty były znacznie niższe niż w rzeczywistości.

Jarosław Sadowski
Główny analityk firmy Expander

Komentarz walutowy z 19.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl_prim

Komentarz walutowy z 19.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl_prim

Polscy eksporterzy i importerzy ryzykują z walutami

Jak wynika z najnowszego badania 4P research mix przeprowadzonego na zlecenie instytucji płatniczej AKCENTA, realizującej obsługę płatności walutowych eksporterów i importerów, prawie 80 proc. polskich firm zajmujących się handlem zagranicznym nie zabezpiecza się przed ryzykiem zmian kursów walut. To błąd – mówi szef AKCENTY Radosław Jarema.

Narzędzia zabezpieczania się przed ryzykiem kursowym są tak samo rzadko stasowane przez polskich eksporterów jak i importerów (22 proc. w obu grupach). – Wahania kursów walut są poważną bolączką właściwie wszystkich firm handlujących z zagranicą, bo mogą znacznie zmniejszyć planowane przychody z kontraktów. Jako firma oferująca forwardy, najprostsze narzędzie zabezpieczenia przed ryzykiem walutowym, zauważamy, że polskie MŚP nie korzystają z zabezpieczeń głównie dlatego, że nie wiedzą, że takie narzędzia są łatwo dostępne i że są bezpłatne – mówi Radosław Jarema, szef AKCENTY w Polsce.

Badanie „Ryzyko walutowe w polskich MŚP” przeprowadzono na grupie mikro, małych i średnich firm, w których eksport lub import są główną lub istotną częścią działalności. – Widać wyraźną zależność między wielkością firmy a odsetkiem zabezpieczających się przed ryzykiem kursowym – zwraca uwagę Radosław Jarema. W przypadku mikro firm zaledwie 14 proc. respondentów skorzystało z narzędzi eliminowania ryzyka kursowego w ciągu ostatniego roku. Wraz z wielkością firmy ten odsetek rósł – w przypadku małych firm wyniósł już 22 proc., a w przypadku średnich przedsiębiorstw osiągnął poziom 29 proc. – Małe firmy często nie wiedzą, że mają możliwość eliminowania ryzyka kursowego, ponieważ jest to rzadki element oferty banków dla tej grupy firm. Dodatkowo, nawet jeśli mają świadomość rozwiązań takich jak np. forwardy, to często sądzą, że ich obroty są zbyt niskie do zastosowania tych narzędzi. A to przecież zupełna nieprawda. Jest wręcz odwrotnie – właśnie mniejsze firmy powinny najbardziej chronić swoje finanse, gdyż są one dużo wrażliwsze na zachwianie równowagi w finansach niż korporacje czy duże firmy – mówi Jarema.

Z jakich zabezpieczeń przed ryzykiem kursowym korzysta firma

Tylko 15 proc. wszystkich zapytanych stosuje forwardy. – Obrazowo mówiąc forwardy to „umówienie się” na zakup lub sprzedaż waluty w przyszłości po konkretnym, dziś ustalonym kursie. To zdejmuje z firmy ryzyko niekorzystnych wahań i pomaga przewidywać wysokość marży na kontrakcie. Te zalety są dla wielu przekonywujące, dlatego w grupie, która stosuje zabezpieczenia, forwardy są najpopularniejsze – stosuje je 68 proc. – mówi Radosław Jarema. Inne główne sposoby eliminowania ryzyka kursowego wskazywane wśród zabezpieczających się firm mają nieustrukturyzowaną formę. Są to: uwzględnianie możliwych wahań w cenach (eksporterzy 18 proc., importerzy 50 proc.) oraz fakturowanie w walucie krajowej (14 proc. eksporterzy, 45 proc. importerzy). Zarówno wliczanie możliwych zmian kursów w ceny, jak również fakturowanie w walucie krajowej są bardzo krótkowzrocznymi i mają podstawową wadę – polegają na przerzuceniu kosztów ewentualnych strat na niekorzystnych wahaniach na klientów lub swoich partnerów. – Jeśli eksporter musi uwzględnić ryzyko niekorzystnej zmiany kursu w cenie produktu, to znaczy, że musi swój produkt zaoferować odbiorcy drożej i obniża swoją konkurencyjność. W skrajnych przypadkach to może doprowadzić do spadku zamówień lub wyparcia przez konkurencję – zaznacza przedstawiciel AKCENTY.

Innymi najczęściej wymienianymi przez respondentów stosujących zabezpieczenia rozwiązaniami były: opcje walutowe (18 proc. dla obu grup) oraz  ujmowanie kosztów i dochodów w tej samej walucie (5 proc. eksporterzy, 18 proc. importerzy). Mniej niż co dziesiąty zabezpieczający się przedsiębiorca stosował w zeszłym roku faktoring międzynarodowy, podobny odsetek (9 proc. dla obu grup) wybrał ubezpieczenie ryzyka walutowego (14 proc. eksporterzy, 5 proc. importerzy).Z jakich zabezpieczeń przed ryzykiem kursowym korzysta firma - odpowiedzi wśród zabezpieczających sie firm

* Badanie „Ryzyko walutowe w polskich MŚP” przeprowadziła firma 4P research mix na zlecenie instytucji płatniczej AKCENTA w dniach 04-10.08.2015 r. Dane zebrano metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI) na próbie 200 przedsiębiorstw z sektora MŚP, zajmujących się importem (N=100) lub eksportem (N=100).

Giganci na aukcyjnym rynku sztuki zwiększają sprzedaż

0

Pierwsze półrocze obecnego roku było bardzo udane dla czołowych domów aukcyjnych. Najszybciej rosła sprzedaż sztuki współczesnej.

Christie’s i Sotheby’s to dwie potęgi na aukcyjnym rynku sztuki. Razem odpowiadają aż za 50 proc. sprzedaży aukcyjnej na świecie i z tego powodu ich wyniki finansowe mówią sporo o kondycji całej branży. Niedawno opublikowane raporty półroczne są pełne entuzjazmu. Zarówno Christie’s, jak i Sotheby’s zanotowały wzrost sprzedaży względem pierwszych sześciu miesięcy roku ubiegłego, który – warto dodać – był rekordowy na aukcyjnym rynku sztuki. Pierwszy dom aukcyjny zanotował wzrost sprzedaży w wysokości 8 proc., a drugi o 5 proc. Łączna sprzedaż w obydwu instytucjach wyniosła 8,2 mld dolarów.

Zarówno Christie’s jak i Sotheby’s mogą się również pochwalić dużą liczbą nowych klientów. W przypadku pierwszego domu aukcyjnego osoby, które pierwszy raz skorzystały z jego usług, stanowiły aż 24 proc. wszystkich uczestników aukcji. To było także bardzo dobre półrocze dla sztuki współczesnej. W Sotheby’s była to najlepiej sprzedająca się grupa prac, a łączna wartość zlicytowanych dzieł w tym segmencie osiągnęła wartość 1,26 mld dolarów. Wynik ten jest aż o 18 proc. lepszy od rekordowego roku ubiegłego.

Jeżeli drugie półrocze 2015 r. będzie równie udane dla domów aukcyjnych, to będziemy mogli powiedzieć o utrzymaniu się pozytywnego trendu. Aukcyjny rynek sztuki rośnie z roku na rok. W 2011 r. sukcesem było osiągnięcie obrotów na poziomie 11,8 mld dolarów. Dwa lata później, pierwszy raz w historii przełamano granicę 12 mld dolarów. Rekordy te jednak bledną przy wyniku z roku ubiegłego. Według informacji portalu Artprice, największej bazy danych na temat rynku aukcyjnego, w 2014 r. na rynku wtórnym sprzedano 505 tys. dzieł sztuki o łącznej wartości 15,2 mld dolarów.

– Aukcyjny rynek sztuki wciąż się rozwija. Rośnie liczba kolekcjonerów oraz obroty. Rynek również nieustannie ewoluuje. Coraz większe znaczenie ma sztuka współczesna, a grono kupujących jest coraz bardziej różnorodne. W Polsce również obserwujemy te trendy, choć oczywiście na dużo mniejszą skalę. Warto dodać, że dane półroczne mogą być dobrym sygnałem przed sezonem jesiennym i być zapowiedzią ustanowienia nowych rekordów sprzedaży. – mówi Karolina Nowak, Zarządzająca Inwestycjami w Dzieła Sztuki w Wealth Solutions.

W Polsce największym graczem na aukcyjnym rynku sztuki jest DESA Unicum, która ostatnie półrocze również mogła zaliczyć do udanych. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy roku 2015 instytucja ta sprzedała prace o łącznej wartości ok. 25 mln zł. Warto w tym miejscu dodać, że w całym ubiegłym roku sprzedaż w DESIE zamknęła się kwotą 45 mln zł.

Raiffeisen Leasing: Wartość końcową leasingowanego sprzętu opłacisz w ratach

O ile regularnie spłacane raty leasingowe nie obciążają budżetu przedsiębiorstwa w znacznym stopniu, o tyle jednorazowa opłata za wykup sprzętu po zakończeniu umowy może stanowić dla firmy problem. Rozwiązanie Raiffeisen Leasing w tym zakresie otwiera przed leasingobiorcami nowe możliwości.

Raiffeisen Leasing wprowadził właśnie na rynek nową ofertę – możliwość opłacenia  wartości końcowej za leasingowany przedmiot w systemie ratalnym. Kwoty rat włączane są do okresowej opłaty leasingowej.

Oferta dotyczy leasingu operacyjnego, w którym po zakończeniu okresu płatności leasingobiorca nabywa użytkowany wcześniej sprzęt w ustalonej cenie. Do tej pory po zakończeniu umowy przedsiębiorca musiał opłacić jednorazowo kwotę za wykup sprzętu, z którego korzystał.

Od samych klientów wiemy, że taka usługa jest potrzebna. Oferowane przez nas rozwiązanie jest łatwiejsze do udźwignięcia niż jednorazowa płatność całej kwoty – mówi Marcin Brześciański z Departamentu Innowacji i Produktów Raiffeisen Leasing.
– Przedsiębiorcom zależy przede wszystkim na utrzymaniu płynności finansowej, a nasze rozwiązanie jest ulgą dla firmowych finansów. Jednocześnie pozwala pozyskać środki trwałe o wysokiej jakości – dodaje ekspert.

Zaletą rozwiązania jest rozbicie na raty końcowej kwoty wykupu. Dodatkowo Raiffeisen Leasing oferuje niższy koszt samego leasingu osobom, które zdecydują się na wykup produktu. Nowa opcja przeznaczona jest głównie dla firm planujących sfinansować leasingiem przedmioty o niskiej amortyzacji (maszyny, urządzenia, środki transportu).

Oferta „Wartość końcowa w ratach” jest dostępna na rynku od 10 sierpnia 2015 roku. W czasie trwania programu pilotażowego skorzystało z niej ponad 150 firm.

Nadszedł czas, aby uwierzytelnianie i monitorowanie aktywności użytkowników przenieść na kolejny poziom bezpieczeństwa IT

Stale rośnie liczba cyberprzestępstw w Polsce. Według danych Komendy Głównej Policji podanych przez Rzeczpospolitą, w pierwszym półroczu br. ich liczba wzrosła prawie o połowę do ponad 1,2 tysięcy, a to tylko te wykryte i oficjalnie znane. Coraz istotniejsze jest ulepszanie zabezpieczeń systemów firmowych przed atakiem i utratą danych. Eksperci firmy Balabit przedstawiają jak monitoring użytkowników zwiększa bezpieczeństwo systemów IT i godzi oczekiwania użytkowników i specjalistów ds. bezpieczeństwa IT.

W celu zwiększenia bezpieczeństwa sieci firmowej można wdrożyć wielopoziomowy sposób uwierzytelniania użytkowników, wzmocnić zabezpieczenia, tylko czy to jest przyjazne użytkownikom? Biznes potrzebuje szybkiego, elastycznego dostępu do danych oraz systemów, a to jest w zupełnej sprzeczności do oczekiwań specjalistów od bezpieczeństwa IT, którzy najchętniej odcięliby dostęp do sieci firmowej z zewnątrz.

Po co uwierzytelnianie?

Dlaczego w ogóle przeprowadzane jest uwierzytelnianie? System chce rozpoznać użytkownika i upewnić się, że robi tylko to do czego ma uprawnienia, wykonuje tylko ustalone wcześniej zadania lub ma dostęp do określonych wrażliwych danych. Większość obecnych sposobów uwierzytelniania jest skupionych na jednorazowym uwierzytelnianiu użytkowników, a potem pozwala się systemowi autoryzacji zrobić resztę. Podczas jednej sesji użytkownik przeważnie loguje się raz i potem ma dostęp do wszystkiego, do czego wcześniej administrator sieci mu udostępnił, w zależności od nadanych uprawnień dostępowych. Dla łatwości korzystania z systemu i użyteczności taki sposób jest ogólnie przyjęty, czasem uzupełniony o dodatkowe uwierzytelnienia, przy jakiś kluczowych działaniach czy danych.

Kontrola po zalogowaniu

Jednak w idealnym świecie powinny być kontrolowane nie tylko wejścia, ale wszystkie ruchy i działania użytkowników. W świecie fizycznym można eskortować gości w budynku i uważać na każdy ich krok. Bardzo podobnie jest w świecie IT. Bardzo istotne jest monitorowanie działań użytkowników, najlepiej z jak najmniejszą niedogodnością dla nich.

Nie chcemy kontrolować tylko logowania, ale także wszystkie następne działania podjęte po pomyślnym zalogowaniu do systemu.” – komentuje Márton Illés, Product Evangelist w firmie BalaBit.

Nie zatykaj następnych luk – zmień całe podejście

Pojedyncze logowanie w połączeniu z dodatkowymi metodami autoryzacji są tak naprawdę tylko drobnym lekarstwem na obecny główny problem – pełne bezpieczeństwo systemu i danych w świecie stale rozwijającej się cyberprzestępczości. Systemy zarządzania hasłami to także doraźne lekarstwo na pierwszej linii obrony. Należy przestać łatać kolejne luki w zabezpieczeniach organizacji i zmienić całą koncepcję ochrony systemu. Aktywne uwierzytelnianie jest właściwym krokiem w tym kierunku.

Po czynach można go poznać

Należy skupić się na rzeczywistych działaniach i używać technik, takich jak rozpoznawanie użytkownika po stałych indywidualnych czynnościach użytkowników, które są jego odciskami palców w systemie. Można też stosować inne metody behawioralne, które pozwalają rozpoznać i sprawdzić tożsamość użytkowników. Taki system pozwoli na ciągłe monitorowanie użytkowników, a nie tylko opierać się na pewnych ustalonych obostrzeniach, które mogą utrudniać działalność biznesową firmy. W ostatecznym rozliczeniu monitoring plus odpowiednio dobrane zabezpieczenia dają lepsze zadowolenie użytkowników i wyższy poziom bezpieczeństwa.

Istnieją również interesujące dodatkowe efekty. W wielu organizacjach użytkownicy końcowi mają tendencję do dzielenia się swoimi hasłami z innymi współpracownikami, aby łatwiej i szybciej zapewnić dostęp do określonych zasobów. Jest to prawdopodobnie najgorszy koszmar każdego specjalisty ds. bezpieczeństwa, którzy robią szkolenia o bezpieczeństwie IT i umieszczają odpowiednie zapisy w regulaminach firmy i innych dokumentach prawnych organizacji, aby zatrzymać tego typu zachowania. Mimo to ludzie biznesu wciąż to robią, aby wykonywać sprawniej swoją codzienną pracę.

Nieuczciwi pracownicy mogą wykorzystać tą niefrasobliwość współpracowników i uzyskać dostęp do firmowych danych wrażliwych. Przy czym taka działalność wewnątrz organizacji jest też często trudna do wykrycia. Dzięki poznaniu zwyczajów i przyzwyczajeń poszczególnych użytkowników, możliwe jest nie tylko w wykrycie i blokowanie takich przypadków, ale również ustalenie jakie złe zamiary mieli wewnętrzni przestępcy. To wszystko można wywnioskować w oparciu o ich zachowanie w stosunku do zapisanych profili behawioralnych użytkowników.

Nadszedł czas, aby uwierzytelnianie i monitorowanie aktywności użytkowników przenieść na kolejny poziom bezpieczeństwa IT. Niech urządzenia zabezpieczające rozpoznają użytkowników na podstawie ich zachowania, a nie tylko przez ich hasła!” – komentuje Márton Illés, Product Evangelist w firmie BalaBit.

 

Udogodnienia dla pracodawców zatrudniających pracowników po 50-tce

Osoby po 50. roku życia stanowią ponad 1/5 ogółu bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy i liczba ta systematycznie wzrasta – wynika z raportu opracowanego przez Najwyższą Izbę Kontroli. Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej (MPiPS) wdrożyło program, który ma obniżyć pracodawcom koszty zatrudniania pracowników zbliżających się do wieku emerytalnego.

Roczne zwolnienie z płacenia składek na Fundusz Pracy oraz Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych za osobę po 50. roku życia, która pozostawała ostatnio bez zatrudnienia – to jedno z rozwiązań wprowadzonych przez MPiPS. „Pracodawca jest na stałe zwolniony z opłacania tych dwóch składek, jeżeli jego pracownik (lub właśnie zatrudniany bezrobotny) przekroczył 55 lat w przypadku kobiet albo 60 lat w przypadku mężczyzn” – mówi serwisowi infoWire.pl Małgorzata Sarzalska, dyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych i Prognoz w MPiPS.

Kolejnym udogodnieniem jest zmniejszenie z 33 do 14 liczby dni w ciągu roku, za które pracodawca jest zobowiązany płacić chorobowe pracownikowi po 50. roku życia. Koszt pozostałych dni zwolnienia pokrywa Zakład Ubezpieczeń Społecznych.

Oprócz tego firma zatrudniająca osobę bezrobotną, która osiągnie niedługo wiek emerytalny, może ubiegać się o dotację do wynagrodzenia tego pracownika. Jej wysokość wynosi nie więcej niż połowa wynagrodzenia minimalnego w skali miesiąca. W przypadku osób ponadpięćdziesięcioletnich wsparcie finansowe przysługuje przez 12 miesięcy. Jeśli pracodawca zatrudnia zaś bezrobotnego, który ukończył 60 lat – przez 24 miesiące.

Ponadto „osoba po 50. roku życia zarejestrowana w powiatowym urzędzie pracy może liczyć na wsparcie doradcy zawodowego. Pomoże on stworzyć indywidualny plan działania, który jasno określi zobowiązania urzędu i bezrobotnego, tak aby zwiększyć szanse na znalezienie pracy” – stwierdza rozmówczyni. Mają to ułatwić także częstsze spotkania pracownika urzędu z osobą bezrobotną.

Oponeo odnotowuje 145 proc. wzrost zysku netto po I półroczu 2015

0

W okresie I półrocza 2015 roku Grupa OPONEO.PL wypracowała zysk netto wielkości 5,5 mln zł. Przychody ze sprzedaży, które po pierwszym półroczu 2015 roku ukształtowały się na poziomie 189 mln zł wzrosły o 32%. Wynik EBITDA wyniósł 7,6 mln zł i wzrósł o 46%.

Wyższe przychody to efekt 34% wzrostu zamówień, jakie Grupa OPONEO.PL odnotowała na wszystkich rynkach.

Przychody z zamówień krajowych, które stanowią 65% przychodów ogółem wzrosły o 13% r/r, natomiast przychody zagraniczne, których udział zwiększył się z poziomu 24% w I półroczu 2014 roku do 35%, wzrosły o 93%.

Ilość zamówień na wszystkich rynkach zagranicznych wzrosła w sumie o 84%, a największą dynamikę sprzedaży (ponad 200%) wśród zagranicznych rynków wykazały rynki; brytyjski (↑290%), czeski (↑268%), irlandzki (↑213%) i niemiecki (↑202%).

Dariusz Topolewski, Prezes Zarządu OPONEO.PL
Dariusz Topolewski, Prezes Zarządu OPONEO.PL

Wolumen sprzedaży opon do samochodów osobowych, stanowiących 96% sprzedaży w I półroczu br. wzrósł o 33% – dodaje Dariusz Topolewski, Prezes Zarządu OPONEO.PL .

Po pierwszych dwóch kwartałach br. Grupa OPONEO.PL wygenerowała wynik EBITDA rzędu 7,6 mln zł, co oznacza wzrost o 46%, zaś marża EBITDA wyniosła 4,04% wobec marży wielkości 3,65% z I półrocza 2014 roku.

Skonsolidowany zysk na działalności operacyjnej wzrósł o 3,3 mln zł r/r i wyniósł 5,2 mln zł.

Grupa OPONEO.PL uzyskała 5,5 mln zysku netto za I półrocze 2015 roku wobec zysku wielkości 2,2 mln zł odnotowanego po I półroczu 2014 roku.

Poprawie uległa również marża netto z 1,56% za I półrocze 2014 roku do 2,88% za I półrocze 2015 roku w związku z rozliczeniem bonusów posprzedażowych oraz wyższą marżą na produktach.

W sierpniu Zarząd Spółki podał również do wiadomości publicznej wstępne jednostkowe przychody uzyskane w lipcu 2015 roku, które wzrosły o 22% wobec przychodów z lipca 2014 roku i wyniosły 21 mln zł. Łączne przychody OPONEO.PL S.A. za okres od 01 stycznia do 31 lipca 2015 roku wzrosły o 31% i ukształtowały się na poziomie 207  mln zł.

Inteligentne miasta to rzeczywistość

Miasta, jako centra działalności społecznej i biznesowej coraz częściej muszą stawiać czoła wyzwaniom postępującej urbanizacji. Jak prognozuje ONZ*, do 2050 r. obszary miejskie będą zamieszkiwane przez 66% ludności, a między 2010 a 2025 r. 600 największych miast świata wygeneruje blisko 2/3 światowego PKB**. Oznacza to konieczność ciągłej modernizacji, szukania oszczędności i nowych sposobów poprawy warunków funkcjonowania w przestrzeni miejskiej. Wizja miejsca, w którym technologia wpływa na podniesienie jakości życia mieszkańców na wielu płaszczyznach, coraz częściej zyskuje wymiar praktyczny.

Technologia w służbie miast

Celem CityNext, inicjatywy realizowanej przez Microsoft wspólnie z ekosystemem partnerów, jest wsparcie władz miejskich w optymalnym wykorzystaniu dotychczasowych inwestycji, tak aby sprostać wyzwaniom dotyczącym rozwoju przestrzeni miejskiej.

Inteligentne miasta nie stanowią jedynie wizji przyszłości. Realne rozwiązania są wdrażane również w Polsce. Rekomendacje oraz środki przeznaczone przez Komisję Europejską oraz polskie Ministerstwo Infrastruktury na rozwój miast wyznaczają kierunki usprawnienia infrastruktury, zarządzania zasobami i kontaktami z obywatelami. Wszystko po to, by wzmocnić zdolność miast do kreowania polityki zrównoważonego rozwoju i poprawy jakości życia ich mieszkańców.

CityNext umożliwia miastom oraz ich obywatelom realizację celów z wykorzystaniem szerokiej oferty urządzeń, usług oraz znanego i bezpiecznego oprogramowania, przy jednoczesnym dostosowaniu skali rozwiązań tak, aby zapewnić nowe możliwości jak najmniejszym nakładem środków. Dzięki temu miasta są w stanie skuteczniej konkurować na rynku globalnym, aktywizować obywateli oraz sprzyjać zrównoważonemu rozwojowi.

Gotowe rozwiązania tu i teraz          

Podczas zbliżającej się drugiej edycji Smart City Forum przyjrzymy się, jak rozwinęły się przez ten rok polskie miasta w kierunku smart city. Rozwiązania wpisujące się w ten trend są już teraz wykorzystywane m.in. w obszarze edukacji, służby zdrowia, czy komunikacji z mieszkańcami. W ramach inicjatyw skierowanych do uczniów i nauczycieli Microsoft uruchomił trzy „Szkoły w chmurze”. Uczniowie obok klasycznych podręczników używają tabletów, usług w chmurze Office 365, interaktywnych tablic, czy pracowni mobilnych. Biorą również udział w lekcjach on-line.

W przypadku służby zdrowia, rozwiązania informatyczne zapewniają błyskawiczny dostęp do pełnej dokumentacji medycznej z zachowaniem odpowiedniej ochrony informacji o pacjencie. Przykładem takich możliwość jest szpital w Suwałkach, w którym usługi w chmurze i tablety z Windows 8.1 wspierają personel w jeszcze lepszej opiece nad pacjentami. W przypadku Śląskiego Centrum Chorób Serca, dostęp do nowoczesnej technologii daje szansę znacznego skrócenia czasu oczekiwania na wizytę oraz eliminuje czas upływający od rozpoznania do diagnozy i prawidłowego leczenia.

Technologia pozwala również na lepszą komunikację obywateli z władzami miasta. Działająca w technologii Azure platforma „Otwarta Warszawa” stworzona przez MillionYou wykorzystuje głosy mieszkańców w rozwiązywaniu konkretnych problemów. Dzięki aplikacji firmy Outbox, Wrocław uruchomił Centrum Kontaktu z Mieszkańcami, wielokanałowe narzędzie komunikacji pozwalające obywatelom współdecydować o rozwoju i przyszłości miasta.

Więcej informacji o inicjatywie Microsoft CityNext można uzyskać pod adresem: http://www.microsoft.com/citynext/

  1. * Raport UN World Urbanization Prospects, 2014
  2. ** Raport Przyszłość miast. Miasta przyszłości, 2013.

Autor: Wojciech Życzyński, dyrektor sprzedaży do sektora publicznego w polskim oddziale Microsoft.