Gry komputerowe są ważnym narzędziem edukacyjnym: uczą logicznego myślenia, rozwijają wyobraźnię i usprawniają pracę mózgu

Maciej Szamotulski, marketing manager Squla
Maciej Szamotulski, marketing manager Squla

Gry komputerowe mają pozytywny wpływ na inteligencję i zdolności dzieci – podkreślają eksperci od edukacji. Rozwijają spostrzegawczość, uczą myślenia przestrzennego i strategicznego, a także wpływają na rozwój mózgu, sprawiając, że mały gracz potrafi wykonywać kilka zadań równocześnie. Z badań wynika, że 72 proc. dzieci w wieku od 3 do 16 lat regularnie gra w gry komputerowe.

Pedagodzy tłumaczą, że w trakcie grania mózg wbrew pozorom nie rozleniwia się, tylko jest pobudzony i działa na wysokich obrotach. U małych graczy następuje błyskawiczne usprawnienie koordynacji ruchowo-wzrokowej, rozwija się wyobraźnia przestrzenna i zdolność do nieszablonowego myślenia.

Dziś dzieci mają technologię we krwi, a ich placem zabaw jest internet. Badania pokazują, że korzystanie z najnowszych technologii może stymulować nowe połączenia nerwowe, co naukowcy w tej chwili utożsamiają z większą inteligencją i świadomością. Badacze potrafią wskazać bezpośredni związek przyczynowy pomiędzy korzystaniem ze zdobyczy technologii, również gier, a powierzchnią mózgu – mówi agencji informacyjnej Newseria Maciej Szamotulski, marketing manager Squla.pl.

Eksperci z platformy edukacyjnej Squla.pl podkreślają, że rodzice, którzy chcą odpowiednio zadbać o rozwój intelektualny dziecka, powinni zainwestować w nowoczesne pomoce naukowe. Maluchy niemal od urodzenia otoczone są nowymi technologiami, a nauka online wydaje im się bardziej atrakcyjna.

Jedną z największych zalet gier jest możliwość doświadczeń wirtualnych, czyli przeżywania sytuacji niedostępnych dzieciom na co dzień, co potęguje rozwój empatii, a także myślenia strategicznego i abstrakcyjnego. Gry mają też niesamowity urok i dzieci mu ulegają. Dzięki nim mogą budować statki kosmiczne i podbijać nimi kosmos czy zdobywać nowe lądy. Kto nie pragnie takich doznań? Dzięki temu nowe technologie i gry rozwijają zdolność rozwiązywania problemów czy twórczego i nieszablonowego myślenia – tłumaczy Maciej Szamotulski.

Wskazuje także na społeczny aspekt korzystania z gier komputerowych i nowych technologii.

Abstrahując od samych powiązań pomiędzy graczami, którzy muszą działać razem, aby odnieść sukces czy osiągnąć cel, wiemy, że dzieciaki swoje sukcesy później przeżywają społecznie w klasie czy na portalu społecznościowym. Całe to doświadczenie jest doświadczeniem społecznym – wyjaśnia Maciej Szamotulski.

Kluczowe jest stawianie kolejnych wyzwań, rywalizacja lub współpraca, a także częste nagradzanie uczestników za zdobywanie kolejnych poziomów.

W ostatnim czasie pojawiło się również pojęcie zwane gryfikacją, co oznacza mniej więcej wykorzystanie najlepszych schematów znanych z gier w procesie edukacji. Lepiej jest, gdy nauka będzie właśnie taką frajdą, jak gry i zabawy – mówi Maciej Szamotulski.

Wyróżnia się trzy filary gryfikacji: „fun”– zabawa i zadowolenie płynące z uczestnictwa w pewnym procesie, „friends” – możliwość zabawy w grupie, poczucie wspólnoty, dzielenie się wynikami i osiągnięciami oraz „feedback” – otrzymywanie szybkiej informacji zwrotnej o swoich błędach i postępach.

Popołudniowy komentarz walutowy z 05.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 05.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Rynek pierwotny – Poznań wyprzedził Gdańsk

Aktywność deweloperów nie rozkłada się równomiernie na poszczególnych rynkach. Czy nadąża ona za popytem zgłaszanym przez klientów? Jak wygląda podaż deweloperskich mieszkań w wybranych miastach po pierwszych miesiącach 2015 r?

Na najbardziej rozwiniętym warszawskim rynku pierwotnym mieliśmy do czynienia w I kw. br. ze spadkiem dostępnej oferty. Tutejsi klienci na koniec tego okresu mieli do dyspozycji o 1,8% mniej deweloperskich mieszkań niż w końcówce 2014 r. Oferta oscyluje w okolicach 15,5 tys. propozycji, co na tle ostatnich kilku lat można uznać za wartość przeciętną. Krzysztof Kołakowski z inwestycji ,,Bobrowiecka 10″ uważa, że jest to efekt większej ostrożności warszawskich deweloperów.

Deweloperzy nie skupiają się już na masowym budowaniu nowych inwestycji. Nowo budowane osiedla są coraz bardziej przemyślane i kierowane do bardziej wymagającego klienta – twierdzi Krzysztof Kołakowski.

Dostępna podaż uległa zmniejszeniu jeszcze w Gdańsku. Spadek liczby oferowanych mieszkań przez deweloperów w tym mieście był znacznie silniejszy, sięgając 4,8% kw/kw i w rezultacie schodząc poniżej pułapu 3,9 tys. lokali. W tym samym czasie miał miejsce bardzo silny wzrost oferty w Poznaniu. Przekroczył on 17% kw/kw, co skutkowało pokonaniem poziomu 4,1 tys. deweloperskich mieszkań znajdujących się w ofercie. Mieszkańcy stolicy Wielkopolski tak duży wybór mieli ostatnio w III kw. 2012 r. Za skokowy wzrost oferty odpowiada ponadprzeciętny strumień nowej podaży. W I kw. 2015 r. poznańscy deweloperzy rozpoczęli sprzedaż 13 inwestycji i niemal 1,5 tys. mieszkań. Obecna wielkość podaży oznacza także, iż Poznań przegonił pod tym względem Gdańsk.

Wzbogaceniu w pierwszych trzech miesiącach 2015 r. uległa również oferta w Krakowie i we Wrocławiu. W pierwszym z wymienionych miast kwartalny wzrost sięgnął 3,8%, natomiast w drugim wyniósł on 1,3%. Warto podkreślić, iż zarówno w jednym i drugim przypadku obecna wielkość oferty wyraźnie przekracza jej średni poziom z ostatnich kilku lat.

Oferta dostępnych mieszkań (tys.), rynek pierwotny, I kw. 2015 r.

Oferta dostępnych mieszkań (tys.), rynek pierwotny, I kw. 2015 r.
Źródło: Grupa Emmerson, Dział Badań i Analiz

Jarosław Mikołaj Skoczeń, Grupa Emmerson S.A.

Liczba klientów w bankach – I kw. 2015

Na koniec pierwszego kwartału 2015 roku PKO Bank Polski obsługiwał blisko 8,9 mln klientów z czego 8,4 mln to klienci detaliczni. Drugie miejsce pod względem liczby obsługiwanych klientów zajmuje Bank Pekao SA. Trzecie należy do mBanku.

Jak co kwartał poprosiliśmy banki o podanie informacji na temat tego, ilu obsługują klientów. Tu sytuacja nie ulega dynamicznym zmianom. Liderem pozostaje PKO Bank Polski, który na koniec marca obsługiwał blisko 8,9 mln klientów z czego 8,4 mln to klienci detaliczni.

Drugie miejsce pod względem liczby obsługiwanych klientów zajmuje Bank Pekao SA. Na koniec pierwszego kwartału miał ich 4,9 mln z czego 4,6 mln to detal. Ostatnie miejsce na podium należy do mBanku. Obsługuje ich 4,82 mln, w tym 4,8 mln klientów indywidualnych.

Liczba klientów na koniec I kwartału 2015 r.:

Kolejne miejsce zajmuje BZ WBK, który po raz pierwszy podał nam informacje na ten temat. Ma 4,3 mln klientów z czego 4 miliony to klienci indywidualni. W tym miejscu warto zauważyć, że podczas fuzji z Kredyt Bankiem mówiono, że połączony bank będzie obsługiwał 3,5 mln klientów. Dziś ma ich o 800 tys. więcej.

Liczba klientów detalicznych na koniec I kwartału 2015 r.:

Analizując powyższe informacje należy mieć na uwadze, że jedna osoba może być klientem nawet kilkunastu banków. Nie można więc zestawiać bezpośrednio powyższych danych na przykład z liczbą ludności Polski. Warto też pamiętać, że klientem obok osób fizycznych są także firmy, samorządy, organizacje pozarządowe, fundacje, gminy czy miasta.

autor: Wojciech Boczoń

Przychody europejskiego rynku futbolowego przekroczyły 20 mld euro

Piłka nożna niezmiennie przyciąga zarówno kibiców, jak i pieniądze. W sezonie 2013/2014 przychody europejskiego rynku futbolowego przekroczyły 20 mld euro. Na dobrą kondycję piłkarskiego biznesu wpływają przede wszystkim wyniki europejskich lig z „wielkiej piątki” (Bundesliga, La Liga, Ligue 1, Premier League i Serie A), w tym w szczególności angielskiej ligi. Wartość dwudziestu największych klubów Premier League wynosi prawie jedną piątą wartości całego europejskiego rynku piłki nożnej. To główne wnioski 24. edycji raportu „Annual Review of Football Finance 2015” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte.

Stadion Camp Nou to najczęściej odwiedzany przez turystów obiekt w Barcelonie
Stadion Camp Nou to najczęściej odwiedzany przez turystów obiekt w Barcelonie

Rok wcześniej wartość europejskiego rynku piłki nożnej wynosiła 19,9 mld euro. Obecnie jest to ponad 20 mld euro. Według wyliczeń ekspertów Deloitte w sezonie 2016/2017 będzie to już 25 mld euro.

W omawianym raporcie, w sezonie 2013/2014 nowe umowy w obszarze praw do transmisji telewizyjnych spowodowały wzrost przychodów „wielkiej piątki” europejskich lig piłkarskich o 15 proc. do wartości 11,3 mld euro. „Już trzeci rok z rzędu każda spośród lig europejskich z „wielkiej piątki” zanotowała rekordowe przychody, co ponownie dowodzi, że piłka nożna na najwyższym poziomie nadal stanowi „treść o największej wartości” dla nadawców oraz że partnerzy handlowi gotowi są sporo zapłacić za to, aby utożsamiano ich z najlepszymi klubami europejskimi” – mówi Dan Jones, Partner, Lider Sports Business Group, Deloitte UK.

Angielska Premier League umocniła się na pozycji lidera pod względem osiąganych przychodów

Manchester United Stadion Old Trafford
Manchester United Stadion Old Trafford

Wzrost przychodów o 29 proc. spowodował, że Premier League, której łączne przychody osiągnęły poziom 3,3 mld funtów (3,9 mld euro), jeszcze wyraźniej zaznaczyła swą dominującą pozycję wśród lig na świecie. Przychody z transmisji wzrosły o 48 proc. (569 mln funtów), przy czym trzy czwarte tego wzrostu jest zasługą nowych krajowych i międzynarodowych transakcji dotyczących praw do transmisji. „W sezonie 2013/2014 jedynie 5 klubów w Europie spoza Premier League zarobiło więcej na transmisjach telewizyjnych niż klub z najniższymi przychodami z tego źródła spośród drużyn najlepszej angielskiej ligi. Po serii najnowszych doniesień dotyczących transakcji handlowych zawieranych przez angielskie kluby, należy spodziewać się, że Premier League prześcignie Bundesligę pod względem przychodów komercyjnych i w sezonie 2014/15 stanie się światowym liderem we wszystkich trzech kluczowych kategoriach przychodów” – wyjaśnia Dan Jones.

W kolejnym, ósmym już roku stałych wzrostów, niemiecka Bundesliga umocniła się na pozycji numer dwa na liście europejskich lig generujących najwyższe wpływy, osiągając łączny wzrost przychodów o 13 proc. (257 mln euro) do poziomu 2,3 mld euro. Łączna wartość nowych kontraktów dotyczących praw do transmisji zawartych przez Bundesligę 1 i Bundesligę 2 przekroczyła wartość poprzednich umów o ponad 50 proc. Wciąż jednak wartość praw do meczów Bundesligi 1 jest nadal najniższa spośród całej „wielkiej piątki” lig europejskich.

Łączne przychody wszystkich klubów La Liga wzrosły o 3 proc. (65 mln euro) do poziomu 1,9 mld euro. Wzrost ten miał jednak miejsce wyłącznie dzięki dwóm klubom z Madrytu, natomiast łączne przychody pozostałych 18 klubów spadły w porównaniu z rokiem ubiegłym.

Na rynku krajowym pojedyncze kontrakty nadal zniekształcały całkowity obraz sytuacji finansowej hiszpańskiej ligi. W maju 2015 roku Ministerstwo Sportu Hiszpanii ogłosiło, że począwszy od sezonu 2016/17 prawa do transmisji krajowych meczów piłki nożnej w tym kraju będą sprzedawane łącznie w nadziei na stworzenie i zaoferowanie potencjalnym nabywcom praw do transmisji bardziej atrakcyjnego i przejrzystego produktu.

Niezłe osiągnięcia niektórych włoskich klubów w pucharach europejskich w bardzo niewielkim stopniu wpłynęły na wzrost łącznych przychodów klubów z Serie A. Te zwiększyły się zaledwie o 1 proc. do poziomu 1,9 mld euro Jest to kolejny dowód na to, że przychody klubów piłkarskich we Włoszech są silnie uzależnione od przychodów ze sprzedaży praw do transmisji, które stanowiły aż 59 proc. łącznych przychodów ligi. Jest to największy udział spośród wszystkich lig piłkarskich „wielkiej piątki”.

W sezonie 2013/14 łączne przychody Ligue 1 zwiększyły się o 201 mln euro (15 proc.) do poziomu blisko 1,5 mld euro. Spośród francuskich klubów liderem był klub Paris Saint-Germain ze wzrostem przychodów w wysokości 75 mln euro. Średnia oglądalność Ligue 1 wzrosła do najwyższego poziomu od sezonu 2008/09 i osiągnęła średni poziom ponad 21 tys. widzów na mecz, na co wpływ miała modernizacja stadionów wielu klubów przed nadchodzącymi mistrzostwami UEFA Euro 2016. Mimo to przychody ze sprzedaży biletów na mecze wzrosły zaledwie o 4 proc. (5 mln euro) do sumy 144 mln euro, z czego 44 proc. było zasługą PSG.

Po raz pierwszy od sezonu 2006/07 każda z lig „wielkiej piątki” osiągnęła współczynnik wartości wypłacanych wynagrodzeń w stosunku do przychodów na poziomie 70 proc. lub mniej. Oprócz La Liga pozostałe ligi „wielkiej piątki” w sezonie 2013/14 zanotowały poprawę tego współczynnika (Bundesliga: 49 proc., Premier League: 58 proc., Ligue 1: 64 proc., Serie A: 70 proc.). W La Liga współczynnik ten wzrósł z 57 do 60 proc. Łączny współczynnik wypłacanych wynagrodzeń do przychodów spadł do najniższego, od sezonu 1999/2000, poziomu 59 proc.

„Wprowadzone przez UEFA finansowe zasady fair play w połączeniu z kontrolą kosztów w ligach piłkarskich niektórych krajów zdają się mieć wpływ na decyzje klubów na to, na co przeznaczane są wzrosty ich przychodów. W dwóch ostatnich sezonach zaledwie 31 proc. wzrostu przychodów europejskiej „wielkiej piątki” przeznaczono bezpośrednio na wynagrodzenia, podczas gdy we wcześniejszych latach nawet ponad  60 proc. wzrostów przeznaczano na ten cel” – wyjaśnia Adam Bull, Senior Consultant, Sports Business Group, Deloitte UK.

Zysk operacyjny Premier League w wysokości 614 mln funtów uzyskany w sezonie 2013/14 prawie trzykrotnie przewyższył poprzedni rekord ustanowiony przez Bundesligę z sezonu 2012/13. Aż 19 z 20 klubów w Premier League zanotowało zysk operacyjny, a łączna marża operacyjna wzrosła do poziomu 19 proc. Po raz kolejny Bundesliga była drugą jedyną ligą wśród „wielkiej piątki” mogącą pochwalić się zyskiem operacyjnym, chociaż spadł on o 5 proc. (14 mln euro) do poziomu 250 mln euro.

Inne kluczowe wnioski z rocznego przeglądu finansów piłkarskich:

  • W wyniku nowych transakcji dotyczących praw do transmisji sportowych przychody z ich sprzedaży dwóch największych lig europejskich wzrosły o 18 proc. do wartości 5,4 mld euro, co przyczyniło się do wzrostu łącznych przychodów „wielkiej piątki” lig piłkarskich o 48 proc. Po ogłoszeniu przez każdą z nich szczegółów dotyczących lepszych warunków kontraktów sprzedaży praw do transmisji co najmniej do sezonu 2016/17, wydaje się, że źródło to nadal będzie stanowiło kluczowy element przychodów,
  • Przychody z umów sponsorskich i innych źródeł komercyjnych wzrosły o 18 proc. do poziomu 4 mld euro, co stanowi drugi pod względem wartości element łącznych przychodów (35 proc),
  • Przychody ze sprzedaży biletów na mecze całej „wielkiej piątki” lig w roku 2013/14 wzrosły o 4 proc. i wyniosły 1,9 mld euro,
  • Decyzja dotycząca łącznej sprzedaży praw do transmisji meczów La Liga począwszy od sezonu 2016/17 spowoduje bardziej równomierny podział przychodów z tego źródła pomiędzy klubami, dzięki czemu stosunek pomiędzy najwięcej i najmniej zarabiającymi klubami w La Liga spadnie z 7,4:1 w sezonie 2013/14 do prawie 4,5:1. Dla porównania w sezonie 2013/14 współczynnik ten w Serie A wyniósł 5,3:1, w Ligue 1: 3,4:1, w Bundeslidze 2:1 oraz 1,6:1 w Premier League,
  • Bundesliga odnotowała rekordową średnią liczbę widzów w Europie wynoszącą ponad 42,6 tys. na mecz oraz frekwencję ponad 90 proc. na stadion. Jednak nie była to frekwencja tak wysoka, jak na stadionach Premier League, gdzie wyniosła ona 96 proc. i gdzie padł krajowy rekord średniej frekwencji wynoszącej 36 691 widzów na mecz. W sezonie 2013/14 w Ligue 1 średnia frekwencja wzrosła do ponad 21 tys. widzów, w Serie A wzrost ten był ledwo zauważalny (23 011 widzów), natomiast w La Liga pozostał na niezmienionym poziomie 25 320 widzów na mecz
  • Różnica pomiędzy „wielką piątką” a pozostałymi ligami Europy w sezonie 2013/14 stale się powiększa. W celu wsparcia rozwoju konkurencji i zapewnienia większej stabilności finansowej klubom, wiele lig zawarło dłuższe kontrakty z partnerami w zakresie praw do transmisji, przede wszystkim w Holandii, Belgii i Danii,

Dzięki łącznym przychodom w wysokości 587 mln funtów w roku 2013/14 angielska Football League Championship zachowała pierwsze miejsce na świecie pod względem generowanych przychodów wśród lig na drugim poziomie rozgrywek piłkarskich.

Debata „Polska bezpieczna i silna finansowo: listy zastawne i REIT – instrumenty, które wesprą rozwój rynku kapitałowego i wzmocnią system bankowy”

15 czerwca na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie odbędzie się debata „Polska bezpieczna i silna finansowo: listy zastawne i REIT – instrumenty, które wesprą rozwój rynku kapitałowego i wzmocnią system bankowy”. Początek o godz. 11.30 w Sali Notowań (II piętro). Organizatorem debaty jest „Puls Biznesu”, a GPW jej partnerem strategicznym. Patronatem honorowym debatę objęły Ministerstwo Skarbu Państwa i Ministerstwo Finansów.

W debacie udział wezmą:

  1. Grzegorz Chłopek, prezes ING Powszechnego Towarzystwa Emerytalnego
  2. Janusz Cichoń, sekretarz stanu w Ministerstwie Finansów
  3. Zbigniew Jagiełło, prezes PKO Banku Polskiego
  4. Wojciech Kowalczyk, sekretarz stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa
  5. Andrzej Reich, dyrektor Departamentu Regulacji Bankowych, Instytucji Płatniczych i Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego
  6. Iwona Sroka, prezes Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych
  7. Paweł Tamborski, prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie

Tematy debaty:

  • Czy polski system bankowy potrzebuje zmian w strukturze finansowania kredytów hipotecznych?
  • Jakie korzyści klientom, instytucjom finansowym i gospodarce przyniosłaby taka zmiana i upowszechnienie listów zastawnych?
  • Czy i jakie zmiany prawne są konieczne do tego, by rynek nabrał dynamiki? Czy przygotowywane zmiany prawne są satysfakcjonujące z punktu widzenia celu?
  • Dwie pieczenie na jednym ogniu, czyli jak zachęcić Polaków do długoterminowego oszczędzania i jednocześnie aktywnego inwestowania nadwyżek finansowych, tak, aby miliardy złotych z depozytów wykorzystać do rozwoju polskiej gospodarki.
  • Jak pokazują liczne badania, Polacy najchętniej inwestowaliby w nieruchomości, ale tego nie robią, ponieważ możliwości pośrednich inwestycji są ograniczone – ledwie 1 proc. aktywów zarządzanych przez TFI to nieruchomości. Jak to zmienić?
  • Czy polskie nieruchomości w większym stopniu powinny być w polskich rękach?
      • Czy REIT może stanowić rozszerzenie/kontynuację idei akcjonariatu obywatelskiego?
      • Czy rząd jest rozważa/jest gotowy na ulgi podatkowe, wspierające rozwój rynku kapitałowego (także w kontekście zmian w systemie emerytalnym i wyzwań, jakie stoją w tym obszarze)
      • Co rynek kapitałowy zyska dzięki zwiększeniu wartości emisji listów zastawnych i pojawieniu się REIT?

Udział w debacie jest bezpłatny. Rejestracja na stronie http://patriotyzm.pb.pl/debata

GPW

Najdziwniejsze wpadki podczas rekrutacji

0

Napisanie CV bywa traktowane jako zło konieczne. Wielu kandydatów nie przykłada się do jego utworzenia, szuka wzorów, do których dopasowuje treść. I tu popełnia pierwszy, zasadniczy błąd. CV jest bowiem naszą wizytówką, pełniącą także funkcję przepustki do bram pracy, jakiej szukamy i na jakiej nam zależy. Staranność przygotowania tego dokumentu świadczy o autorze. Szablonowość nie jest w cenie u pracodawców. Oznacza to, że nie szuka się pomysłów i nie zabiega o wyróżnienie.

Rozmowę rekrutacyjną można również określić mianem kwalifikacyjnej. Na początku warto wspomnieć, że źle rokująca rozmowa to taka, kiedy kandydat nie jest świadomy, u jakiego pracodawcy jest. Wbrew pozorom, nie jest to odosobnione zjawisko. Jakie jeszcze błędy w czasie rozmowy rekrutacyjnej popełniają osoby szukające pracy? Wyjaśnia Marek Jurkiewicz, prezes infoPraca.

Wypowiedź: Marek Jurkiewicz, prezes infoPraca

Majowy BIK Indeks na Kredyty Mieszkaniowe i Konsumpcyjne

Wartość BIK Indeks – Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM), który  informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych, wyniosła +6,3% w maju 2015 r. Oznacza to, że w maju 2015 r., banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 6,3%, w przeliczeniu na dzień roboczy, w porównaniu z majem 2014 r. Od początku 2015 r. średnia wartość indeksu wyniosła 0,0%.

Analizując statystyki zapytań o raporty dla klientów wnioskujących o kredyty mieszkaniowe od początku roku, raporty pobrano dla prawie 6% mniej klientów (165,4 tys. względem 175,3 tys. w 2014 r.), natomiast łączna wartość wnioskowanych kwot kredytów była niemal identyczna jak rok wcześniej – mówi Sławomir Grzybek, z Biura Informacji Kredytowej.

Wartość BIK Indeks – Popytu na Kredyty Konsumpcyjne (BIK Indeks – PKK), który informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów konsumpcyjnych, wyniosła +9,0% w maju 2015 r. Oznacza to, że w maju 2015 r., banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty konsumpcyjne na kwotę wyższą o 9,0%, w przeliczeniu na dzień roboczy, w porównaniu z majem 2014 r. Od początku 2015 r. średnia wartość indeksu wyniosła 3,2%.

W maju udostępniliśmy raporty kredytowe dla łącznej wartości wnioskowanych kwot kredytów konsumpcyjnych wynoszącej 8,0 mld zł w porównaniu do 7,7 mld zł w maju 2014 r. Wynik majowy jest tym lepszy, że w maju tego roku mieliśmy w kalendarzu mniej dni roboczych niż rok wcześniej. Łącznie udostępniliśmy raporty kredytowe dla 957 tys. klientów w porównaniu do 1046 tys. klientów rok wcześniej – dodaje Sławomir Grzybek.

Rośnie liczba przestępstw internetowych

W 2014 r. w policyjnych statystykach zanotowano 22 tys. przestępstw internetowych. Szacuje się, że liczba ta będzie rosła. Z raportu Fundacji Bezpieczna Cyberprzestrzeń wynika, że najbardziej prawdopodobnym zagrożeniem zw. z siecią będzie phishing. W skali 1-5 prawdopodobność jego wystąpienia została ocenione na 4,67.Wyniki badania przeprowadzonego przez firmę Intel Security przeprowadzone na 19 tys. internautów z 144 krajów pokazują, że zaledwie 3% badanych było w stanie rozpoznać fałszywe maile.

Obszar usług bankowych to jeden z najbardziej dynamicznie rozwijających się sektorów w Internecie. Dlatego też na jego polu jest popełniana duża część przestępstw. Oszustwa, podczas których sprawca wykorzystując ogólnie dostępne usługi internetowe, wyłudza poufne dane, co w konsekwencji przyczynia się do przejęcia pieniędzy bądź tożsamości ofiary to phishing. Fałszywe powiadomienia od banków, systemów płatności elektronicznej, operatorów poczty e-mail itp. stanowią elementy wykorzystywane przez złodziei posługujących się tą metodą. Nazwa na ten rodzaj przestępstwa została podobno wymyślona przez samych jego sprawców.

Wypowiedź: Leszek Zięba, Menadżer ds. Kluczowych Partnerów

Pani Prezes czyli biznes w szpilkach

Jak kobiety radzą sobie w zarządzaniu firmą? Doskonale, zwłaszcza w Polsce. Z raportu Women in business: the path to leadership wynika, że w naszym kraju co trzeci manager to kobieta. Pod tym względem stanowimy światową czołówkę. Co sprawia, że Polki tak świetnie radzą sobie w biznesie?

Rozważna i wytrwała

Jednym z największych kobiecych atutów w zarządzaniu przedsiębiorstwem jest sposób myślenia. Panie nastawione są na budowanie trwałych relacji, współpracę i satysfakcję każdej ze stron. W momentach konfliktowych częściej kierują się własną intuicją i moralnością niż sztywnymi regułami czy strategiami. Jednocześnie chętniej korzystają z pomocy innych oraz łatwiej znoszą ewentualne porażki i sytuacje stresowe. – Podejmowanie decyzji, często trudnych, jest stałym elementem życia nie tylko dyrektorów, ale także każdej kobiety – mówi Anna Muras, prezes zarządu firmy UpMenu. – W takich działaniach nie pozostajemy jednak sami, o czym wielu panów zapomina. Czasem nawet krótka rozmowa z drugą osobą pozwala zmienić punkt widzenia i wybrać odpowiednie rozwiązania. Gotowość do kompromisów, elastyczność, ale również umiejętność tworzenia trwałych relacji i realizacji własnych celów, to kobiecy przepis na sukces.

Specjalistki od trudnych zadań

Według Grant Thornton, kobiety zasiadające na najwyższych stanowiskach managerskich najczęściej odpowiadają za dział HR (27%) lub finansowy (18%). W Polsce natomiast odsetek ten jest znacznie wyższy i wynosi kolejno 47 i 24%. – Kobiety doskonale sprawdzają się na tych funkcjach dzięki racjonalności podejmowanych decyzji i odpowiedzialności – stwierdza Anna Kochańska, wiceprezes i dyrektor sprzedaży Expander Advisors. – Dalekowzroczność oraz skrupulatność pozwalają im zawsze „trzymać rękę na pulsie” i reagować z odpowiednim wyprzedzeniem. Polki przed podjęciem ważnych decyzji finansowych częściej radzą się zewnętrznych ekspertów, co pozwala im ograniczyć ryzyko i zwiększyć racjonalność działania. Dzięki dużej empatii oraz skłonnościom do budowania pozytywnej i przyjaznej atmosfery, kobiety doskonale radzą sobie w kontaktach zarówno z pracownikami, jak i klientami lub kontrahentami. Sprawdzają się więc świetnie w roli managerów zarządzających nie tylko zasobami ludzkimi, ale również efektywną sprzedażą – dodaje ekspertka.

Wyboista droga na szczyt

Osiągnięcie sukcesu nie zawsze jest jednak proste. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni wskazują, że największym wyzwaniem na drodze do sukcesu są obowiązki macierzyńskie i inne zobowiązania rodzinne[1]. To właśnie kobieta częściej rezygnuje z pracy w celach wychowawczych. Wyjściem, które mogłoby zmienić taki stan rzeczy jest zmiana sposobu myślenia o opiece nad dziećmi oraz działania zmierzające do popularyzacji urlopów wychowawczych wśród mężczyzn.

Co ciekawe, co piąta kobieta pytana o przeszkody na drodze do kariery wskazała również brak ambicji zawodowych czy wiary we własne siły. – Kobiety często nie starają się o awans, nawet mimo posiadania odpowiednich kompetencji czy doświadczenia – mówi Anna Muras z UpMenu – Powodem może być ostrożność, która sprawia, że zanim podejmiemy się nowych zadań, najpierw chcemy być pewne swoich umiejętności. Tak ważne decyzje wolimy spokojnie przemyśleć, co sprawia, że nie walczymy o własny rozwój. Czasem jednak warto zaryzykować, może się bowiem okazać, że jesteśmy lepsze niż same sądziłyśmy.

Taka zapobiegawczość ma też korzystne strony. Wpływa bowiem na wzrost kompetencji przedstawicielek płci pięknej. Panie chętniej się dokształcają i rozwijają swoje umiejętności. Już teraz 64% osób z wyższym wykształceniem w Polsce to właśnie kobiety.


[1] Women in business: the path to leadership

 

Państwowa spółka zbuduje terminal kurierski dla DHL za 65 mln zł

LS Airport Services, spółka z większościowym udziałem Skarbu Państwa, podpisała umowę z DHL Express Poland na budowę najnowocześniejszego międzynarodowego lotniczego terminala kurierskiego w Polsce. Szacunkowa wartość inwestycji to 65 mln zł.

Umowa zawarta pomiędzy LS Airport Services S.A., największym dostawcą usług na rynku cargo w Polsce i globalną firmą logistyczną DHL, dotyczy budowy międzynarodowego lotniczego terminala kurierskiego wraz z całą infrastrukturą. Powierzchnia całkowita obiektu wyniesie blisko 7 tys. mkw., a koszt inwestycji szacowany jest na 65 mln zł. Planowana współpraca znacząco wpłynie na wzrost wartości aktywów spółki Skarbu Państwa oraz skutkować będzie powstaniem najnowocześniejszej jednostki operacyjnej wśród lotnisk w Polsce z największym wolumenem międzynarodowych przesyłek kurierskich. Umowa została zawarta przy wsparciu Agencji Rozwoju Przemysłu.

Wielomilionowa inwestycja - Państwowa spółka zbuduje terminal kurierski dla DHL
Inwestycja LS Airport Services jest dowodem na to, że Skarb Państwa działa jak duża i sprawnie funkcjonująca grupa kapitałowa, szukając synergii pomiędzy spółkami, których jest właścicielem. Budowany terminal z powodzeniem będzie mógł konkurować z wiodącymi portami lotniczymi cargo. Inwestycja jest odpowiedzią na zapotrzebowanie rynku lotniczego i logistycznego w Polsce i zwiększy wartość aktywów spółki – mówi Rafał Baniak, podsekretarz stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa.

Międzynarodowy lotniczy terminal kurierski powstanie w Warszawie, przy ul. Wirażowej, na terenie należącym do LS Airport Services, zlokalizowanym w bezpośrednim sąsiedztwie międzynarodowego Portu Lotniczego im. Fryderyka Chopina. Docelowa wydajność urządzeń sortujących oraz rozmiar powierzchni przeładunkowej są dwa razy większe niż w przypadku drugiej co do wielkości jednostki DHL Express w Regionie Europy Środkowej.

Nowy kompleks umocni pozycję stolicy na rynku cargo lotniczego. W przyszłości możliwe będzie rozszerzenie jego funkcjonalności o obsługę innych krajów, tak jak ma to już miejsce na lotniskach w Gdańsku oraz Katowicach. Inwestycja korzystnie wpłynie na wymianę handlową, ułatwiając pracę polskim importerom oraz eksporterom.

Zawarta przez LS Airport Services umowa jest krokiem w dywersyfikacji świadczonych usług. Do tej pory rdzeniem naszych działań było oferowanie usług handlingowych, zapewniając naziemną obsługę liniom lotniczym. Dzięki nowej inwestycji poszerzymy obszar naszych działań o możliwość oferowania powierzchni magazynowych, co w znaczny sposób przełoży się na dochody spółki. Budowa lotniczego terminala kurierskiego z pewnością przyciągnie kolejnych inwestorów, co pozwoli na wykorzystanie terenów około lotniskowych, którymi dysponujemy oraz będzie dodatkową szansą na dalszy rozwój – mówi Marcin Opaliński, Prezes Zarządu LS Airport Services.

Realizacja Projektu wpisuje się w program aktywizacji terenów około lotniskowych należących do spółki LS Airport Services. Na powodzenie przedsięwzięcia, wpłynęły takie czynniki jak: bardzo dobra znajomość specyfiki branży lotniczej, dostępność optymalnej lokalizacji, posiadane przez spółkę nieruchomości oraz finansowe i merytoryczne wsparcie udzielone przez Agencję Rozwoju Przemysłu.

Budowa obiektu przeznaczonego do obsługi międzynarodowych usług lotniczych w Warszawie jest częścią największego programu inwestycyjnego prowadzonego w ostatnich latach przez DHL w Europie. W ramach niego uruchomiono między innymi inwestycje na lotnisku Heathrow w Londynie, hubach przeładunkowych w Lipsku, Bratysławie, Pradze czy Stambule. Inwestycja w Warszawie jest kolejnym kluczowym etapem realizacji programu i największym jak dotąd przedsięwzięciem DHL Express w Europie Środkowej. Największym w wielu aspektach, zarówno pod względem nakładów finansowych, jak i możliwości operacyjnych.

Z perspektywy 24-letniej obecności DHL w Polsce, budowa największego i najnowocześniejszego do tej pory obiektu DHL Express jest kluczową inwestycją w skali krajowej i europejskiej. Korzystną, dla rozwoju działalności naszej firmy, ale przede wszystkim dającą większe możliwości dla wzrostu wymiany handlowej eksporterom i importerom w kraju. Inwestycja ta, stworzy nowe perspektywy rozwoju współpracy międzynarodowej naszym stałym i przyszłym Klientom, umożliwiając im obecność na ponad 220 rynkach – mówi Tomasz Buraś, Prezes Zarządu DHL Express (Poland).

Ile waluty kupują Polacy na wakacje?

Ile pieniędzy wziąć na tygodniowy wyjazd all inclusive do Grecji, a ile na dwa tygodnie do Tajlandii? Euro czy dolary? Gotówkę czy kartę? Wszystko oczywiście zależy od naszych planów, kierunku i charakteru wycieczki, jednak jak wynika z danych Internetowykantor.pl polski turysta kupuje na urlop walutę za średnio 3 tys. zł do europejskich krajów, a na dalsze wyprawy za 6,5-7 tys. zł.

InternetowyKantor.pl przeanalizował zakupy kilku tysięcy swoich klientów, którzy zdeklarowali, iż kupują walutę w celach turystycznych. Okazuje się, że w 2014 roku klienci-turyści nabywali online głównie euro. Stanowiło ono 70% wszystkich zakupów w kantorze na wyjazdy urlopowe. Nie jest to dziwne, kiedy przyjrzymy się kierunkom naszych urlopów. Najpopularniejsze kraje turystyczne wśród Polaków to wg portalu wakacje.pl: Grecja (29.8%), Egipt (19.9%), Turcja (17,5%), Hiszpania (15.7%). Najczęściej turyści nabywają europejską walutę w miesiącach wakacyjnych i tuż przed nimi, czyli w maju i czerwcu. Średnia kwota, jaką kupowali to 700 euro.

Wszystko w cenie?

Należy pamiętać, że gdy jedziemy na wakacje all inclusive i nie zamierzamy kupować na miejscu drogich wycieczek fakultatywnych, najczęściej zabieramy 100-200 euro, na pamiątki i rezerwę. Gdy nie mamy zamówionych posiłków, chcemy wynająć samochód na miejscu i aktywnie zwiedzać – tak kwota musi być odpowiednio wyższa i wynosi nawet ponad 1000 euro. 700 euro jest średnią ze wszystkich zakupów.

Dolary na egzotyki

Drugą co do popularności walutą kupowaną w celach turystycznych jest dolar amerykański (ok. 15%). Co ciekawe dolary kupujemy w innych miesiącach niż euro, głównie w okresie jesienno-zimowym. Szczyt zakupu dolarów przypada wg Internetowykantor.pl na luty. USD kupujemy nie tylko na podróże do Egiptu, czy Tunezji, ale przede wszystkim do egzotycznych krajów w Azji (Tajlandia), czy Ameryki Środkowej i Południowej (Meksyk, Karaiby, Brazylia). Wyjazdy tam popularne są właśnie w okresie polskiej zimy i wczesnej wiosny.

Roczny trend zainteresowania EUR względem USD wśród klientów deklarujących zakup waluty na wakacje. Dane za 2014 rok.
Roczny trend zainteresowania EUR względem USD wśród klientów deklarujących zakup waluty na wakacje. Dane za 2014 rok.

Źródło: Currency One

Średnia kwota zakupu dolarów przed wyjazdem to 1800 USD. Jest znacznie wyższa niż ta w euro. Wynikać to może właśnie z dalszych, i z reguły dłuższych, podróży urlopowych w egzotyczne kierunki. Z naszych analiz wynika, że na wakacyjny zakup dolarów wydajemy ok. 6800 zł, a na euro 2900 zł – mówi Łukasz Olek z zarządu InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl.

Te wysokie kwoty nie oznaczają jednak, że całą wymienioną w kantorze internetowym walutę wypłacamy z banku w gotówce. Z reguły bierzemy ze sobą tylko jej cześć do portfela, a resztę trzymamy na koncie walutowym z podpiętą do niego kartą walutową. Dzięki temu pieniądze są bezpieczniejsze, nienarażone na ryzyko kradzieży, a turyści mogą płacić kartą bezpośrednio w danej walucie, bez drogiego przewalutowania przez banki.

Polskie fabryki muszą produkować więcej i szybciej

0

Cena, jakość produktu, czas realizacji zlecenia – w dobie globalizacji rynku i zaostrzającej się rywalizacji w sektorze produkcyjnym to wartości, które determinują sukces przedsiębiorstwa. Tylko co zrobić, by było szybko, tanio i dobrze?

Polskie fabryki muszą produkować więcej i szybciejWspółczesna fabryka, aby utrzymać wymagany poziom dyktowany potrzebami płynącymi z rynku, produkuje coraz więcej w coraz szybszym tempie. Nierzadko od producenta wymaga się także krótkich serii w cenach produkcji wielkoseryjnej. Sprostanie tym wyzwaniom nie jest łatwe i obliguje do wdrożenia nowoczesnych rozwiązań, także technologicznych, usprawniających procesy produkcyjne. Kluczowa jest bowiem ich optymalizacja, choć jak przyznają właściciele fabryk – bez generowania potrzeby inwestowania w dodatkowe środki trwałe w parkach maszynowych. Czy jest zatem sposób na spełnienie tych oczekiwań? Tak. Automatyzacja produkcji za pomocą nowoczesnych narzędzi IT.

Automatyzacja, która się opłaca

Automatyzacja procesów produkcyjnych jako trend zatacza coraz szersze kręgi. Mając uniwersalne zastosowanie, wdrożenia obejmują praktycznie wszystkie gałęzie przemysłu. Skąd wynika tak duże powodzenie tego typu projektów? Z możliwych do osiągnięcia oszczędności, będących skutkiem zautomatyzowania produkcji. – Oprogramowanie, które wdrożyła nasza fabryka pozwoliło na usprawnienie pracy operatorów, doprowadziło także do zwiększenia wydajności procesów. Znacząco ograniczyliśmy poziom marnotrawstwa oraz poprawiliśmy jakość wyrobów. To z kolei umożliwiło skuteczne zaspokajanie zwiększających się potrzeb klientów w czasie krótszym niż do tej pory – tak wdrożenie e-Production, systemu służącego do opomiarowania wydajności pracy maszyn skomentowali właściciele Padma Art, fabryki produkującej elementy wyposażenia wnętrz dla IKEA. I rzeczywiście, bo jak dowodzi przykład tego przedsiębiorstwa, implementacja systemu do monitorowania procesów produkcji może być bardzo opłacalna. Już po kilku miesiącach od wdrożenia fabryka odnotowała pierwsze rezultaty w postaci zwiększenia produktywności o 20 proc. oraz redukcji poziomu odpadowości o 15 proc. Dodajmy, że wdrożenie systemu objęło ok. 100 maszyn, a wartość inwestycji szacowana była na 1 mln pln.

Silna koncentracja na eliminacji strat

Z danych GUS wynika, że zainteresowanie przedsiębiorców środkami automatyzacji produkcji systematycznie rośnie. Z jednej strony polski przemysł szuka sposobów na skuteczne obniżanie kosztów oraz zwiększanie elastyczności produkcji, z drugiej – na rynku pojawia się coraz więcej narzędzi, także IT, stanowiących odpowiedź na faktyczne zapotrzebowanie producentów. Jakie to potrzeby?

Dziś celem każdego prosperującego przedsiębiorstwa jest skuteczna eliminacja wszelkich przejawów braku efektywności oraz redukcja zbędnych kosztów. Priorytetem jest także zwiększanie wydajności produkcji i podwyższanie jakości wytwarzanych produktów. – Z doświadczenia wynika, że najlepiej na rynku radzą sobie te przedsiębiorstwa, które posiadają zaplecze technologiczne pozwalające na planowanie i harmonogramowanie produkcji oraz wprowadzanie stosownych zmian adaptacyjnych. Widać to w codziennym rytmie pracy, jak i momentach mniej oczekiwanych, jak np. przy konieczności wyprodukowania dużego zamówienia w krótkim czasie. Wtedy wiedza o wydajności parku maszynowego połączona z możliwością dokonania zmian w możliwościach produkcyjnych jest nieoceniona – tłumaczy Michał Soloch, dyrektor działu strategiczno-operacyjnego z firmy informatycznej QSG S.A. Jak dodaje ekspert, takie zapotrzebowanie ze strony fabryk to oczywiste wyzwanie także dla planistów tworzących i wdrażających systemy automatyzujące i monitorujące procesy produkcyjne. Konieczne jest bowiem, by oferowane wsparcie IT dokładnie pokrywało się z potrzebami współczesnych fabryk.

W idealnym czasie, w ściśle określonej jakości

Jakie nowe możliwości pojawiają się przed fabryką, która dokona automatyzacji produkcji? Mając do dyspozycji system do autonomicznych pomiarów wraz z odpowiednimi modułami, operator zyskuje dostęp do wszelkich informacji o produktywności, stratach i awaryjności w parku maszynowym. Jest w stanie na bieżąco weryfikować wydajność maszyn, kontrolować produkcję oraz dokonywać wymaganych zmian adaptacyjnych. Wszystkie te dane gromadzone i udostępniane są w czasie rzeczywistym, dzięki czujnikom instalowanym na maszynach. Ich analiza i wykorzystanie to realna możliwość zwiększania współczynnika OEE przy posiadanych środkach trwałych. Dzięki większej wiedzy o statusach bieżących procesów produkcyjnych i możliwości szybszego reagowania na zmieniające się okoliczności to także mniejsza liczba awarii, nieplanowanych przerw i przestojów, wewnętrznych problemów organizacyjnych oraz ograniczanie ryzyka nadprodukcji czy powstawania nadmiernych zapasów i odpadów. – Dzięki informacjom o wydajności parku maszynowego można produkować więcej, w krótszym czasie, przy zachowaniu właściwej jakości produktów. Zmniejsza się poziom marnotrawstwa oraz ogranicza ryzyko pojawienia się wadliwego towaru w obrocie handlowym – podsumowuje Michał Soloch.

Dzisiejsze przedsiębiorstwa oczekują zaawansowanych rozwiązań informatycznych wspierających produkcję i budujących przewagę konkurencyjną poprzez zdolność do obsługi większej liczby zamówień. Z całą pewnością współczesne systemy IT realizują te potrzeby, gwarantując osiąganie możliwie największego współczynnika całkowitej efektywności wyposażenia przy możliwie najniższych kosztach mierzonych zarówno czasem, jak i zasobami.

Źródło: www.qsg-company.com

Dodatek za wysługę lat (stażowy) dla pracującego emeryta

Współcześnie wielu emerytów podejmuje pracę, a ich zatrudnienie nierzadko odbywa się  na podstawie umowy o pracę. W związku z tym pojawiają się liczne pytania dotyczące konieczności ponoszenia kosztów zatrudnienia takiej osoby, odprowadzania odpowiednich składek i ich wysokości. Choć zgodnie z obowiązującymi przepisami sytuacja emeryta zasadniczo nie różni się od sytuacji pozostałych pracowników, wątpliwości niektórych pracodawców budzi również kwestia dodatku za wysługę lat. Rozwiewa je Adam Puchacz, adwokat w kancelarii JKP Adwokaci we Wrocławiu.

Adam Puchacz, adwokat w kancelarii JKP Adwokaci we Wrocławiu
Adam Puchacz, adwokat w kancelarii JKP Adwokaci we Wrocławiu

Na wstępie warto zaznaczyć, iż na pensję pracownika może składać się kilka elementów. Głównym jest oczywiście wynagrodzenie podstawowe (zasadnicze), ale  jego uzupełnieniem mogą być również dodatkowe składniki. Jednym z nich jest dodatek za wysługę lat, określany też mianem dodatku stażowego. Związany jest z długością przepracowanego okresu i przysługuje pracownikowi, który posiada określony staż pracy. Na jego wysokość wpływa liczba lat przepracowanych przez daną osobę. Pod uwagę może być brany ogólny staż pracy, czas pracy w danym zawodzie lub u jednego pracodawcy. Niekiedy zachodzi także konieczność spełnienia dalszych, wynikających z przepisów prawa przesłanek.

Czym jest dodatek za wysługę lat?

Jest to składnik wynagrodzenia dodawany do płacy zasadniczej. Możemy wyróżnić dwa przypadki, w których powstaje podstawa do jego przyznania: z mocy ustaw szczególnych (dodatek obligatoryjny, przysługujący z mocy prawa) i na podstawie przepisów wewnątrzzakładowych (co oznacza, że ma charakter fakultatywny). Z mocy prawa przysługuje on tylko wybranym grupom zawodowym, takim jak na przykład: nauczyciele, pracownicy samorządowi kolejarze, policjanci, żołnierze i inni.

Odpowiednie ustawy podobnie określają warunki, które uprawniają do otrzymania dodatku stażowego, jego wysokość i sposób naliczania.

W wypadku braku takich przepisów, o tym czy dodatek stażowy będzie doliczany decyduje wyłącznie pracodawca. W takim przypadku możliwość jego wypłaty może wynikać z przepisów wewnątrzzakładowych (zbiorowego układu pracy albo wewnętrznego regulaminu wynagradzania) lub samej umowy o pracę.

Zatem w sytuacji, gdy przepisy szczególne ani postanowienia pracodawcy nie przyznają uprawnienia do otrzymania dodatku stażowego, nie przysługuje on zatrudnionemu, bez względu na liczbę przepracowanych lat.

Emeryt – pracownik jak każdy inny

Warto zaznaczyć, że w kwestii dodatku za wysługę lat  zatrudnienie emeryta nie różni się  od sytuacji pracownika, który emerytury nie pobiera.

Dodatek stażowy liczony jest wszystkim pracownikom zatrudnionym na podstawie umowy o pracę, w wysokości określonej przez przepisy prawa pracy. Nie ma znaczenia, czy pracownikiem jest emeryt. Wysokość dodatku wynika z wyżej wymienionych przepisów prawa pracy (art. 9 § 1 Ustawy Kodeks pracy: Ilekroć w Kodeksie pracy jest mowa o prawie pracy, rozumie się przez to przepisy Kodeksu pracy oraz przepisy innych ustaw i aktów wykonawczych, określające prawa i obowiązki pracowników i pracodawców, a także postanowienia układów zbiorowych pracy i innych opartych na ustawie porozumień zbiorowych, regulaminów i statutów określających prawa i obowiązki stron stosunku pracy) i maksymalnie może wynieść 20% wynagrodzenia zasadniczego, ale tylko w odniesieniu do pracowników publicznej służby zatrudnienia. Nie ma natomiast przeszkód, aby akty prawa wewnętrznego regulowały tę kwestię korzystniej dla pracownika (np. możliwa jest sytuacja, w której dodatek stażowy wyniesie 30, 40 a nawet  50% podstawowej pensji). Podstawę jego naliczania stanowi wynagrodzenie zasadnicze osoby zatrudnionej.

Przeważnie do określenia stażu pracy, który uprawnia pracownika do otrzymania dodatku stażowego wlicza się wszystkie poprzednio zakończone okresy zatrudnienia oraz inne, jeżeli z mocy odrębnych przepisów podlegają one wliczeniu do okresu pracy, od którego zależą uprawnienia pracownicze. Do dodatku stażowego zalicza się okresy zatrudnienia, czyli świadczenia pracy w ramach stosunku pracy. Co ważne, nie dolicza się w związku z tym okresów wykonywania pracy w ramach umów cywilnoprawnych np. zlecenia, umowy o dzieło, czy okresu prowadzenia działalności gospodarczej.

Na poczet dodatku stażowego zalicza się natomiast wszystkie inne okresy, jeżeli z mocy przepisów odrębnych podlegają one wliczeniu do okresu pracy i mają wpływ na wymiar uprawnień pracowniczych. Przykładem mogą być urlop wychowawczy i okres pobierania zasiłku dla bezrobotnych. Emeryt otrzymuje w takim wypadku maksymalną stawkę dodatku, która wynika z aktów prawa pracy obowiązujących u pracodawcy.

Podsumowując, osobie, która pobiera świadczenie emerytalne,  na poczet dodatku stażowego zalicza się wszystkie poprzednie okresy, które uprawniają ją do pobierania emerytury. W sytuacji, gdy nie osiągnął on liczby lat, które uprawniają go do otrzymywania maksymalnej stawki dodatku stażowego, zatrudnienie na emeryturze wpłynie na podwyższenie tego okresu, co umożliwi mu osiągnięcie stawki maksymalnej. Przykładem może być pracownik samorządowy z 18 letnim stażem pracy, który zatrudniony na umowę o pracę, podczas gdy pobiera emeryturę, może osiągnąć maksymalną wysokość dodatku stażowego, pracując jeszcze 2 lata.

Urlop wypoczynkowy

Emeryt otrzymuje urlop na zasadach przewidzianych w art. 152 – 173 Kodeksu Pracy, a zatem jego sytuacja w tym zakresie również nie różni się od pozostałych pracowników. W przypadku ciągłości zatrudnienia przysługuje mu urlop w pełnym wymiarze 26 dni, zaś w razie  ponownego zatrudnienia u innego pracodawcy proporcjonalnie do okresu zatrudnienia w danym roku – tak jak pozostałym pracownikom.

Sprzedajesz wycieczki? Pamiętaj o formalnościach

W czerwcu rusza sezon urlopowy. Może warto dorobić na pośrednictwie turystycznym? Świadczenie takiej usługi wymaga jednak spełnienia pewnych formalności. Na początku trzeba założyć działalność gospodarczą. Kolejnym krokiem jest m.in. instalacja kasy fiskalnej. Pamiętajmy też, że firmę można zawiesić po sezonie. Wtedy zaoszczędzimy na ZUS-ie i podatkach. 

W ubiegłym roku liczba osób wyjeżdżających na urlop z biurami podróży wzrosła o jedną trzecią.[1] To dobry sygnał dla branży oraz tych, którzy planują zostanie pośrednikiem turystycznym, albo założenie własnej agencji turystycznej. O czym jednak trzeba pamiętać i jakie formalności należy dopełnić?

– Założenie samej agencji turystycznej nie jest ani skomplikowane, ani kosztowne.  W przeciwieństwie do biura podróży nie są wymagane zezwolenia oraz doświadczenie w branży. Za to konieczny jest wpis do ewidencji działalności gospodarczej, wynajęcie lub zakup lokalu, w którym będzie mieścić się biuro oraz instalacja kasy fiskalnej – tłumaczy Robert Smerkowski, Dyrektor Oddziału Tax Care w Warszawie. – Warto pamiętać, że mniej formalności wymaga samo pośrednictwo turystyczne, jednak i tutaj potrzebna jest kasa fiskalna i wpis do ewidencji działalności gospodarczej – dodaje ekspert.

Jaka forma działalności?

Wybór formy prawnej leży po stronie założyciela i zależy od skali działalności, na jaką się decyduje. Jeśli chcemy być pośrednikiem, a nie właścicielem agencji turystycznej to wystarczy założenie jednoosobowej działalności gospodarczej.

– Aby otworzyć jednoosobową działalność gospodarczą wystarczy wypełnić online tzw. formularz CEIDG-1. Trzeba jednak w tym przypadku dysponować podpisem elektronicznym lub mieć zaufany profil na ePUAP. Bez tego złożenie wniosku online nie kończy procedury rejestracyjnej i trzeba w urzędzie gminy stawić się niestety osobiście. Można także udać się po prostu do urzędu, pobrać właściwy formularz, wypełnić go i złożyć na ręce odpowiedniego urzędnika. Dopuszczalna jest również opcja przesłania wniosku listem poleconym. Jednak trzeba tu pamiętać, że wymaga to notarialnego potwierdzenia podpisu osoby mającej zamiar zarejestrować działalność gospodarczą – tłumaczy Robert Smerkowski, Dyrektor Oddziału Tax Care w Warszawie.

 

Kasa fiskalna bez wyjątku

Zgodnie z obowiązującymi przepisami pośrednicy turystyczni są zobowiązani do tego, by posiadać kasę fiskalną i wystawić paragony za usługę – np. za sprzedaż biletów lotniczych czy miejsc w hotelu.

– Należy pamiętać, że prowadzenie ewidencji sprzedaży przy pomocy kasy fiskalnej dotyczy wszystkich podatników, którzy dokonują sprzedaży na rzecz osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej oraz rolników ryczałtowych. Obowiązek ten dotyczy również agentów turystycznych, prowadzących księgę przychodów i rozchodów, którzy pośredniczą w procesie sprzedaży między wycieczkowiczami, a biurami turystycznymi, przewoźnikami czy hotelami – mówi Robert Smerkowski, Dyrektor Oddziału Tax Care w Warszawie.

Zdarzają się zwolnienia z obowiązku rejestrowania sprzedaży przy pomocy kasy. Chodzi tu o początkujących przedsiębiorców, startujących dopiero z własnym biznesem, u których sprzedaż nie przekroczyła kwoty 20 tys. zł rocznie. W przypadku agentów turystycznych będących podatnikami VAT, którzy pośredniczą w procesie sprzedaży na przykład pomiędzy biurem turystycznym a prywatnymi osobami kupującymi wycieczki wyłącznie w celach osobistych, nie ma opcji zwolnienia z „wbijania na kasę”.

Według Kodeksu Cywilnego, agent podpisujący z biurem podróży umowę agencyjną, zobowiązuje się w ramach własnej działalności gospodarczej do odpłatnego i stałego pośrednictwa w zawieraniu umów w imieniu biura z klientami końcowymi. Agent taki jest podatnikiem VAT, a sprzedaż realizowana przez zleceniobiorcę w imieniu zleceniodawcy (jak to ma miejsce w tym przypadku) powinna być ewidencjonowana.  A zatem, w przypadku pośredników usług turystycznych, którzy są podatnikami VAT istnieje konieczność, poza wprowadzaniem do kasy fiskalnej sprzedaży własnej, wystawiania także paragonów za sprzedaż prowadzoną na rzecz lub w imieniu innych podatników (np. przewoźników lub biura podróży).

[1] Za: http://www.rp.pl/artykul/940587,1175315.html

Czy Hiszpania podąży śladami Grecji?

Radosław Piotrowski, zarządzający funduszami Union Investment TFI
Radosław Piotrowski, zarządzający funduszami Union Investment TFI

W czerwcu Grecja musi spłacić kolejne transze pożyczki udzielonej przez „wielką trójkę”. Sporo osób zastanawia się, czy to realne. Wiele wskazuje na to, że aby bez kolejnej transzy pomocy uregulować wszystkie czerwcowe zobowiązania wobec MFW (w czerwcu łącznie 1,6 mld euro, płatne w 3 transzach), Grecja musiałaby wybierać pomiędzy ich uregulowaniem a wypłatą świadczeń dla własnych obywateli (emerytury, zasiłki, płace w sektorze publicznym). Jeżeli spojrzymy na tę kwestię z perspektywy greckich rządzących, wybór wydaje się dosyć oczywisty. Rosnącą niepewność w sprawie porozumienia Grecji z wierzycielami potwierdza nasilający się odpływ depozytów gospodarstw domowych i firm z greckich banków. Ich wartość w kwietniu spadła do 133,7 mld euro. Niestety dla rynków istotnie rzutuje to na sentyment do europejskich aktywów. Sytuacja jest o tyle trudna, że szacując ryzyko Grexitu lub Graccidentu, równie dobrze można by rzucić monetą – szanse pozytywnego i negatywnego zakończenia impasu wydają się wyrównane.

Choć jest to jedno z większych, to jednak nie jedyne zmartwienie europejskich inwestorów. Nie mniej ważny jest rozwój sytuacji w Hiszpanii. Interesująco prezentują się wyniki majowych wyborów regionalnych i samorządowych w tym kraju. Co prawda dominującą siłą polityczną pozostaje Partia Ludowa premiera Mariano Rajoya, ale wciąż rośnie poparcie dla ugrupowania Podemos, które można określić mianem hiszpańskiej Syrizy. Pokazuje to, że w Europie powraca fala oporu społecznego przed zaciskaniem pasa i trudnymi reformami gospodarczymi. Według negatywnego scenariusza, gdyby ta tendencja utrzymała się do wyborów parlamentarnych (ich konkretnej daty jeszcze nie znamy, ale nie mogą się one odbyć później niż 20 grudnia tego roku), mogłoby dojść do powtórki scenariusza greckiego – tyle że w znacznie większej skali, bo musimy pamiętać, że Hiszpania jest czwartą co do wielkości gospodarką w strefie euro.

Z kolei w USA nie doszło jeszcze do rozstrzygnięć, które wyznaczyłyby kierunek dla rynków, choć oczywiście to, co dzieje się za oceanem, przykuwa uwagę inwestorów. Po serii rozczarowujących danych z amerykańskiej gospodarki na początku tego roku koniunktura zaczęła się poprawiać. W II kwartale spodziewany jest wzrost PKB rzędu 2,5% lub więcej. Na to nakłada się wyższy od oczekiwań wzrost inflacji bazowej i spadek stopy bezrobocia (do 5,4% w kwietniu) w okolice poziomów, przy których powinna pojawić się coraz większa presja na wzrost płac ze strony amerykańskich pracowników (a to z kolei także powinno sprzyjać wzrostowi inflacji). Z tego powodu jest niemal pewne, że do podwyżek stóp procentowych w USA dojdzie jeszcze w tym roku. Inwestorzy w zasadzie zgadzają się co do tego, że Fed podejmie decyzję już na wrześniowym posiedzeniu. Jeśli sprawdzi się historyczna prawidłowość, że spadki indeksu S&P 500 następują zazwyczaj 3–4 miesiące przed podwyżką stóp, w czerwcu amerykańską giełdę może nawiedzić korekta.

Obligacje IPF o wartości 200 mln zł wyemitowane

0

IPF Investments Polska („IPF IP”) spółka zależna firmy International Personal Finance („IPF”, właściciela Provident Polska) zakończyła dziś emisję obligacji o wartości 200 mln zł, o pięcioletnim terminie wykupu przypadającym na rok 2020. Oprocentowanie obligacji jest zmienne i równe jest stawce 6 miesięcznego WIBORu powiększonego o marżę w wysokości 4,25%.

Pomyślne zakończenie tej transakcji jest częścią naszej strategii pozyskiwania długoterminowych funduszy, przy niższych kosztach i ze zróżnicowanych źródeł. Dzięki dostępowi do lokalnego rynku obligacji w Polsce, najbardziej znaczącego kraju dla biznesu IPF, mogliśmy zebrać fundusze w walucie lokalnej, od szerokiej bazy inwestorów krajowych – mówi Adrian Gardner Dyrektor Finansowy IPF.

Wpływy z nowej emisji zostały częściowo wykorzystane do odkupienia wyemitowanych w roku 2010 przez IPF IP obligacji o wartości 90,6 mln zł z dniem wykupu przypadającym na 30 czerwca 2015 roku, o zmiennym oprocentowaniu opartym o 6 miesięczny WIBOR powiększony o marżę w wysokości 7.50%. Pozostałe obligacje z tej transzy, o wartości 109,4 mln zł, zostaną spłacone w dacie ich wymagalności.

Transakcja została zorganizowana przez dwa polskie banki, które są częścią dużych, międzynarodowych grup bankowych. Pokazuje ona nasze stałe zaangażowanie na polskich rynkach finansowych – akcje IPF są równolegle notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie i w Londynie; a obligacje będą notowane w Warszawie w ramach alternatywnych systemów obrotu organizowanych przez GPW i BondSpot SA. Wpływy zostaną wykorzystane na inwestycje w przyszły wzrost naszego biznesu pożyczek domowych i internetowych w Polsce i na świecie – dodaje Adrian Gardner.

Prowadzącymi Księgę Popytu były: Bank Polska Kasa Opieki S.A oraz Bank Zachodni WBK S.A..

Jesteśmy bardzo zadowoleni z nowej emisji i zaufania, jakim obdarzyli nas inwestorzy lokujący środki na rynku instrumentów dłużnych w Polsce – podkreśla Piotr Cybulski Treasury Manager odpowiedzialny za transakcję.

 

NeedApp Poznań chce „zmobilizować” mieszkańców

Czy wirtualne rozwiązanie może przełożyć się na aktywność jego użytkowników w realnym świecie? Odpowiedź na to pytanie możemy poznać już wkrótce podczas NeedApp Poznań. W ramach wydarzenia tworzone będą aplikacje mobilne zachęcające poznaniaków do angażowania się w życie miasta. Wezmą w nim udział firmy programistyczne, przedstawiciele władz, aktywiści miejscy i inne osoby, którym bliskie są sprawy Poznania. Efekty ich prac poznamy już w czerwcu.

NeedApp Poznań odbędzie się w dniach 20-21 czerwca. Będzie to trzecia edycja wydarzenia zainicjowanego przez ECDF mKlaster – lokalną instytucję otoczenia biznesu dążącą do wzmocnienia pozycji wielkopolskich firm na rynku, rozwoju technologii mobilnych i pobudzania innowacyjności w regionie. NeedApp Poznań organizowany jest przy współpracy z Urzędem Miasta Poznania, które jako cel wydarzenia ustanowiło stworzenie aplikacji zachęcającej poznaniaków do dbania o wspólne dobro.  – Nawet najdrobniejsza aktywność mieszkańców na rzecz dokonywania pozytywnych zmian w bliższym i dalszym otoczeniu może przełożyć się na widoczne i niepodważalne efekty. Dlatego tak ważne jest dla nas wsparcie ich zaangażowania, jak również zaoferowanie nowoczesnych narzędzi do brania czynnego udziału w życiu miasta. Wierzymy, że zarówno formuła NeedAppa, zakładająca skupienie się na potrzebach odbiorców, jak i jego efekt w postaci aplikacji mobilnej, zapewnią rozwiązanie ułatwiające poznaniakom kształtowanie obrazu własnej okolicy.  – mówi Agnieszka Kępa z Wydziału Zdrowia i Spraw Społecznych Urzędu Miasta Poznania.

NeedApp Poznań chce „zmobilizować” mieszkańcówNeedApp opiera się na autorskiej formule składającej się z dwóch elementów. Pierwszym z nich są warsztaty kreatywne, które dzięki użyciu metody Design Thinking i energicznej pracy grupowej pozwalają na wypracowanie pomysłów na rozwiązania konkretnych problemów. W przypadku NeedApp Poznań osoby biorące udział w tej części będą tworzyły koncepcje dla mieszkańców – młodszych, starszych, z różnych branż i środowisk, również osób, którym grozi wykluczenie społeczne. Uczestnikami warsztatów będą przedstawiciele władz i świata nauki, miejscy aktywiści, społecznicy oraz przedstawiciele najróżniejszych branż. Rekrutacja jest otwarta i chęć udziału w mogą zgłaszać wszystkie osoby zainteresowane tworzeniem rozwiązań dla miasta oraz poznaniem innowacyjnej metody Design Thinking stosowanej przez największe światowe marki.

Koncepcje wypracowane w pierwszym etapie zostaną przekazywane firmom programistycznym uczestniczącym w hackathonie (maratonie kodowania), który stanowi drugi element NeedAppa. Przez następną dobę tworzą one prototypy aplikacji mobilnych rywalizując o zlecenie na realizację swojego projektu. W ten sposób w nieco ponad 30 godzin powstaną zaawansowane koncepcje odpowiadające na zadany temat. Zwycięski projekt zostanie wdrożony i oddany do użytku poznaniakom. – Sukces poprzednich edycji przekonuje, że nasza formuła sprawdza się w praktyce i może być stosowana do opracowywania rozwiązań najróżniejszych problemów. Cieszymy się, że Urząd Miasta Poznania zaufał naszej nietypowej, ale efektywnej metodzie i że może ona posłużyć do realizacji celów społecznych wpisując się przy okazji w trend „smart cities” mówi Marcin Paradowski, koordynator ECDF mKlaster.

Coraz łatwiej o pracę na wakacje, rosną również wynagrodzenia

Zapotrzebowanie na pracowników w czasie wakacyjnym co roku powiększa liczbę dostępnych na rynku ofert o kilka tysięcy miejsc pracy. Jak wynika z obserwacji ekspertów agencji zatrudnienia Manpower, w miesiącach poprzedzających sezon letni liczba ofert pracy tymczasowej, na zasadach której zatrudniani są często pracownicy w okresie wakacyjnym, wzrasta o ok. 10-12% w porównaniu do okresu poprzedniego. Rosną również wynagrodzenia. W większych aglomeracjach i ośrodkach miejskich stawki zwiększyły się nawet o ok. 15-20%  w ujęciu rocznym.

Jak wynika z obserwacji ekspertów agencji zatrudnienia Manpower, w miesiącach poprzedzających sezon letni liczba ofert pracy tymczasowej, na zasadach której zatrudniani są często pracownicy w okresie wakacyjnym, wzrasta o ok. 10-12% w porównaniu do okresu poprzedniego. Pierwsze rekrutacje pracowników zaczynają się już wczesną wiosną, a prawdziwy bum na prace sezonowe przypada na początek wakacji. Jest to związane ze wzmożoną potrzebą wsparcia pracowniczego podczas występujących okresowo pików produkcyjnych w branży spożywczej, przetwórstwa spożywczego czy kosmetycznej, ale również z potrzebą poszukiwania pracowników na zastępstwo podczas najbardziej urlopowego okresu w roku.

–  Popyt pracodawców na dodatkowe wsparcie podczas wakacji z roku na rok jest coraz większe, czego efektem jest zwiększenie liczby miejsc pracy, wyjaśnia Tomasz Walenczak, Dyrektor Operacyjny w agencji zatrudnienia Manpower. – Trudno w tym momencie oszacować całkowitą liczbę ofert, jakie będą czekały na nas do prac wakacyjnych w tym roku, bo jest to uzależnione od różnych czynników jak choćby aura pogodowa. Obserwując jednak rynek oraz decyzje pracodawców, możemy prognozować wzrost liczby miejsc pracy o ok. 12-15% w porównaniu do roku poprzedniego. Rosną też wynagrodzenia. W większych aglomeracjach i ośrodkach miejskich stawki w ujęciu rocznym zwiększyły się nawet  o ok. 15-20%. Dotyczy to takich regionów jak wielkopolskie, mazowieckie, pomorskie, śląskie, czy dolnośląskie. Z kolei w ośrodkach pozamiejskich, których struktura pracy często bazuje na działalności rolniczej lub okołorolniczej, ten skok jest mniejszy, utrzymując się na poziomie inflacyjnym, i wynosi ok. 1-4% – komentuje Tomasz Walenczak.

Firmy, które najczęściej zgłaszają zapotrzebowanie na wsparcie pracowników w okresie letnim
i przedwakacyjnym to zwykle przedsiębiorstwa prowadzące szeroko pojętą działalność handlową, usługową i dystrybucyjną, zajmujące się przetwórstwem warzyw i owoców, rolnicze oraz budowlane. Pracowników poszukują również firmy eventowe, administracyjne, a także centra usług dla biznesu. Pośród dostępnych ofert, znajdują się także stanowiska biurowe na zastępstwo, głównie recepcyjne oraz związane z prostymi pracami administracyjnymi, jak i fizyczne, czyli np. propozycje dla pakowaczy, magazynierów, roznosicieli ulotek, hostess.

Prócz możliwości dodatkowego zarobku, prace w miesiącach letnich mogą być okazją do zdobycia doświadczenia zawodowego i poszerzenia swoich kwalifikacji, co ułatwi dalsza drogę na rynku pracy.
To również szansa na objęcie stanowiska, o które czasem trudniej jest ubiegać się w pozostałych sezonach roku. Poszukiwani są m.in. pracownicy produkcji, magazynierzy, roznosiciele ulotek, hostessy, a także pracownicy biurowi.

Wyzwaniem, z którym borykają się pracodawcy jest nie tylko zrealizowanie rekrutacji w stosunkowo krótkim czasie, ale również pozyskanie osób, które będą wystarczająco zmotywowane do wykonywania pracy okresowej. Z tego powodu też coraz częściej decydują się na przekazanie całego procesu do agencji zatrudnienia, która gwarantuje im pozyskanie pracowników w wyznaczonym czasie. Przekazanie tego zadania doświadczonym konsultantom agencji zatrudnienia daje pracodawcy pewność dobrze przeprowadzonej selekcji zatrudnionych osób. Mający wiedze rynkowa rekruterzy dbają o to, by pozyskani pracownicy rzeczywiście posiadali kompetencje niezbędne do dobrego wykonywania powierzanych im zadań, a także by mieli wystarczającą motywację do działania, co ma później swoje przełożenie
na efekt.

Zwykle pracownicy sezonowi zatrudniani są na zasadach umów zlecenia lub też umów o pracę tymczasową. Zatrudnienie pracowników tymczasowych to często zbawienne rozwiązanie dla pracodawców. Gwarantuje nie tylko sprawniejszą obsługę zwiększonej ilości klientów oraz zamówień, jaka przypada dla przedsiębiorców w tym okresie, ale także pozwala zminimalizowanie dodatkowe koszta, które w innym wypadku związane by były z koniecznością samodzielnej rekrutacji potrzebnego w tym czasie pracodawcy personelu.

Ile Polskę kosztują długie weekendy?

Przed nami kolejny długi weekend. Boże Ciało wypada w czwartek, więc wystarczy wziąć urlop w piątek, by mieć cztery dni wolne. Bardzo wielu ludzi skorzysta z tej możliwości. Polacy pracują dużo i wolne nam się należy. Jednak nie ma nic za darmo. Każdy długi weekend kosztuje polską gospodarkę miliardy złotych.

W 2015 roku czekają nas 252 dni robocze i 113 dni wolnych, czyli o dwa mniej niż w 2014. Z 13 dni ustawowo wolnych od pracy, dwa przypadną w soboty, a cztery w niedzielę. Doliczając do tego co najmniej 20 dni płatnego urlopu w roku okazuje się, że ponad 1/3 roku jest wolna od pracy. Jednocześnie Polacy należą do jednego z najbardziej zapracowanych narodów na świecie – w pracy spędzamy średnio 1940 godzin rocznie. Dla porównania Niemcy pracują średnio 1388 godzin rocznie, a Francuzi – 1489 godzin rocznie.

– Niestety, co 10. Polak spędza w zakładzie pracy ponad 60 godzin tygodniowo. Jednocześnie zarabiamy mało. Przeciętne polskie wynagrodzenie stanowi ok. 40% średniej UE (23% niemieckiej), przy stosunkowo wysokiej wydajności pracy, która stanowi już blisko 70% unijnej przeciętnej. Innymi słowy, pracujemy dużo, zarabiamy mało, więc wolne nam się należy – stwierdza Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Nie zmienia to faktu, że każdy długi weekend to spory koszt dla gospodarki. Ma on duży wpływ na dane makroekonomiczne, np., liczba dni pracy ma duży wpływ na wyniki produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej. Z analizy Bankier.pl wynika, że jeden dodatkowy dzień wolny, z którego skorzysta ok. 50% wszystkich zatrudnionych kosztuje ok. 0,3% PKB. Oznacza to, że zwiększona liczba urlopów w trakcie długich weekendów powoduje stratę dla gospodarki w wysokości ok. 4,5-5 mld zł.

– Z drugiej strony, nie można dodatkowego dnia wolnego traktować jako bezwzględną stratę. Ludzie po wypoczynku pracują lepiej, bardziej efektywnie, mają lepsze pomysły, są bardziej innowacyjni. Innymi słowy, może być tak, że jeden dodatkowy dzień urlopu sprawi, że po powrocie do pracy będziemy efektywniej dokładać się do PKB. Jest to bardzo trudne do zmierzenia, ale nie jest tajemnicą, że w nowoczesnych gospodarkach skrócony czas pracy i dłuższe urlopy dla pracowników traktuje się jako inwestycję, a nie koszt – dodaje Łukasz Piechowiak.

 

Rynek Pracy Specjalistów w maju 2015

W maju opublikowano na portalu Pracuj.pl 35 974 ofert pracy, co oznacza 5% wzrostu w porównaniu z majem 2014 r. Miniony miesiąc był kolejnym potwierdzającym stałą tendencję wzrostową polskiego rynku pracy. Najwięcej ofert pracy opublikowano dla branż handel i sprzedaż, bankowość finanse i ubezpieczenia oraz dla przemysłu ciężkiego. Najdynamiczniej przyrasta liczba ofert pracy dedykowanych inżynierom oraz specjalistom obsługi klienta.

Jakie branże zatrudniały w maju?

 Niezmiennie najwięcej ofert pracy opublikowano z branży handel i sprzedaż, było to 7 140 ofert, co stanowiło jedną piątą wszystkich majowych ogłoszeń o pracę. Jednak w stosunku do maja 2014 roku odnotowano w tej branży niewielki, bo 2%, spadek liczby ofert. Branża bankowość, finanse i ubezpieczenia utrzymuje drugą po liderze pozycję z 15% udziałem w ogólnej liczbie opublikowanych w maju ogłoszeń.

Na trzecim miejscu uplasował się przemysł ciężki z 3 247 ogłoszeniami o pracę. W przypadku tej branży odnotowano znaczący, 13%, wzrost liczby ofert porównując dane rok do roku. Najwięcej ogłoszeń o pracę z branży przemysł ciężki skierowano do specjalistów handlu i sprzedaży, inżynierów oraz specjalistów produkcji, najbardziej w porównaniu z majem 2014 r., wzrosło zapotrzebowanie w tej branży na specjalistów obsługi klienta – o 34%.

Budownictwo nie traci impetu

W maju budownictwo i nieruchomości było branżą, która odnotowała, największy, bo 15%, wzrost ofert pracy w porównaniu z majem 2014 r. Najwięcej ogłoszeń o pracę z tej branży skierowano do osób odpowiedzialnych za handel i sprzedaż – 868 ofert, ekspertów budownictwa – 776 ofert oraz inżynierów 562 oferty. Najdynamiczniej natomiast przyrastała liczba ogłoszeń z tej branży skierowanych do osób odpowiedzialnych za obsługę klienta – aż 60% wzrostu rok do roku oraz za handel i sprzedaż, o 23% więcej ogłoszeń niż przed rokiem. Nie maleje także popyt na specjalistów budownictwa – ofert skierowanych do nich było o 10% więcej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego.

Dla jakich specjalistów maj był łaskawy?

 W maju najwięcej pracy było dla specjalistów handlu i sprzedaży – opublikowano dla nich 13 443 ogłoszeń, co stanowiło 37% wszystkich ogłoszeń. Poszukiwano także finansistów – 5 793 ogłoszeń o pracę, specjalistów IT – 4 855 ofert oraz inżynierów – 3 571 ofert.

Najdynamiczniej rok do roku przyrosło zapotrzebowanie na inżynierów – wzrost o 19% w porównaniu do maja 2014 r. oraz specjalistów obsługi klienta – wzrost o 7% rok do roku. Inżynierów poszukiwały przede wszystkim branże: przemysł ciężki,  budownictwo i nieruchomości, handel i sprzedaż, przemysł lekki oraz telekomunikacja i zaawansowane technologie. Najwięcej specjalistów obsługi klienta potrzebnych było firmom z branży handel i sprzedaż – 2212 ofert z tej branży oraz bankowości – 1324 ofert.

Gdzie było najłatwiej o pracę w maju?

 Najwięcej ofert pracy opublikowali pracodawcy z województwa mazowieckiego – 8 033, wzrost o 9%  rok do roku, dolnośląskiego 3637, wzrost o 8,5% rok do roku oraz województw małopolskiego i śląskiego.  W maju najchętniej zatrudniały firmy największe – powyżej 250 pracowników – opublikowane przez nie oferty stanowiły niemal jedną trzecią ogółu ogłoszeń. Z kolei największy przyrost zapotrzebowania na pracowników odnotowały, porównując z majem 2014r., przedsiębiorstwa średnie (51-250 pracowników) i wyniósł on w maju 2015 r. 21,5%.

Także po stronie pracowników widać utrzymujący się optymizm i wzmożoną aktywność w poszukiwaniu nowej pracy. W maju na portalu Pracuj.pl zarejestrowało się ponad 78 tysięcy nowych użytkowników co oznacza 21% wzrost w porównaniu z majem 2014 r. Znacząco, o 10,12%, zwiększyła się także liczba wysyłanych aplikacji na oferty pracy (porównując maj 2015 do maja 2014).

Rynek Pracy Specjalistów w maju 2015

 

200 mln zł na innowacje w rolnictwie i leśnictwie oraz rozwój technologii przyjaznych środowisku

Oszczędniejsze wykorzystanie zasobów wodnych, poprawa jakości powietrza poprzez innowacyjne rozwiązania dla rolnictwa niskoemisyjnego, nowe technologie przemiany biomasy na energię elektryczną i ciepło – to zaledwie kilka z projektów, które wspiera Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach strategicznego programu badań naukowych i prac rozwojowych „Środowisko naturalne, rolnictwo i leśnictwo” – BIOSTRATEG. 9 czerwca rusza nabór wniosków w drugim już konkursie. Do rozdysponowania jest 200 mln złotych.

Program, oprócz podniesienia międzynarodowej pozycji Polski w badaniach naukowych i pracach rozwojowych, ma na celu transfer do otoczenia społeczno-gospodarczego innowacyjnych rozwiązań opracowanych przez korzystających ze wsparcia NCBR naukowców. Realizacja programu daje też szansę na zwiększenie udziału polskich zespołów badawczych w projektach i inicjatywach w ramach unijnego programu Horyzont 2020.

Lena Kolarska-Bobińska Minister nauki i szkolnictwa wyższego
Lena Kolarska-Bobińska
Minister nauki i szkolnictwa wyższego

– Dynamicznie zmieniająca się rzeczywistość niesie wiele wyzwań, którym muszą sprostać naukowcy. Polska, podobnie jak inne kraje, musi działać na rzecz zapewnienia zrównoważonego rozwoju, odpowiedzialnego zarządzania zasobami naturalnymi oraz efektywnej produkcji rolnej. W programie BIOSTRATEG wspieramy najlepsze projekty, które wprowadzają nowatorskie rozwiązania, będące odpowiedzią na te wyzwania  –  mówi minister nauki i szkolnictwa wyższego prof. Lena Kolarska-Bobińska.
Program BIOSTRATEG obejmuje pięć obszarów badawczych , tj.:

  • bezpieczeństwo żywnościowe i bezpieczeństwo żywności;
  • racjonalne gospodarowanie zasobami naturalnymi ze szczególnym uwzględnieniem gospodarki wodnej;
  • przeciwdziałanie i adaptacja do zmian klimatu, ze szczególnym uwzględnieniem rolnictwa;
  • ochrona bioróżnorodności oraz zrównoważony rozwój rolniczej przestrzeni produkcyjnej;
  • leśnictwo i przemysł drzewny.

– Potencjał produkcyjny polskiego rolnictwa i leśnictwa oraz jakość środowiska naturalnego zależą od zdolności do wdrażania innowacyjnych technologii produkcji oraz racjonalnego gospodarowania zasobami naturalnymi. Efekty prac badawczych realizowanych w ramach programu BIOSTRATEG przełożą się na wzrost innowacyjności tych sektorów polskiej gospodarki, a co za tym idzie lepszą jakość życia Polaków – mówi dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju prof. Krzysztof Jan Kurzydłowski

Budżet II konkursu to 200 mln zł. Środki te będą przeznaczone na dofinansowanie projektów obejmujących badania naukowe, prace rozwojowe oraz działania związane z przygotowaniem do wdrożenia wyników projektów. O dofinansowanie mogą się ubiegać  konsorcja  złożone z co najmniej trzech podmiotów. Minimalna wartość dofinansowania projektu to 10 mln zł, a maksymalny czas realizacji projektu to 36 miesięcy. Nabór wniosków będzie trwał od 9 czerwca do 24 lipca.
Program BIOSTRATEG realizowany będzie do 2019 roku. Jego całkowity budżet wyniesie 500 mln zł. W pierwszym, rozstrzygniętym w grudniu zeszłego roku konkursie dofinansowanie w wysokości ponad 130 mln zł otrzymało 9 najlepszych spośród 67 ocenianych przez ekspertów projektów. W ramach projektów objętych wsparciem NCBR naukowcy pracują m.in. nad metodami innowacyjnego żywienia w zrównoważonej produkcji drobiarskiej, zwiększenia oszczędności zasobów wodnych i poprawy jakości powietrza dzięki wykorzystaniu retencyjnej wody opadowej, nową technologią bezpośredniej przemiany biomasy na energię elektryczną i ciepło oraz nowymi rozwiązaniami dla rolnictwa niskoemisyjnego, zdolnego do adaptacji do zmian klimatu.

Wciąż dużo niejasności wokół niemieckiej płacy minimalnej. Postępowanie KE nie kończy sprawy

Bartosz Najman, prezes Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców
Bartosz Najman, prezes Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców

Wciąż nie wiadomo, w jakim zakresie polscy kierowcy muszą otrzymywać niemiecką płacę minimalną. Komisja Europejska stwierdziła, że obowiązuje ona przy transporcie wewnątrz Niemiec, ale niejasne są warunki jej stosowanie przy przewozach między Niemcami i Polską. Bruksela uznała wprawdzie przepisy za naruszające unijne prawo, ale wyjaśnienie sprawy może potrwać nawet kilka lat.

Komisarze unijni sprawdzali zgodność uregulowań niemieckich z prawem unijnym i stwierdzili, że transport w części dotyczącej kabotażu [przewozów w całości wewnątrz Niemiec przez zagraniczne firmy – red.] podlega pod niemieckie rozporządzenie, natomiast tranzyt w całości nie podlega. Przewozy dwustronne, czyli takie jak np. z Polski do Niemiec i z Niemiec do Polski również podlegają, ale z pewnymi wyjątkami. Niestety, Komisja Europejska nie określiła, jakie to są wyjątki – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Bartosz Najman, prezes Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców.

W połowie maja Komisja Europejska poinformowała, że rozpocznie postępowanie w sprawie stosowania przepisów o niemieckiej płacy minimalnej w obszarze transportu. Bruksela uznała, że wymaganie, by zagraniczni przewoźnicy płacili kierowcom jedynie przejeżdżającym przez Niemcy co najmniej 8,50 euro za godzinę, jest naruszeniem unijnej zasady swobody świadczenia usług.

Decyzja Brukseli nie rozwiązuje jednak problemu m.in. polskich firm transportowych. Do tej pory przepisy były zawieszone, a kontrole praktycznie nie były prowadzone. Najman twierdzi, że niemieckie służby od początku roku sprawdziły polskich przewoźników tylko trzy razy. Wiele firm nie wywiązywało się z obowiązku raportowania czasu pracy kierowców na terenie Niemiec, wiedząc o braku kontroli. Teraz to się jednak zmieni.

Po tej negatywnej dla Polski decyzji Komisji Europejskiej większa część przewoźników zacznie zgłaszać swoich pracowników do strony niemieckiej i dostosowywać się do regulacji ustawy MiLoG, bojąc się ogromnych sankcji finansowych, jakie strona niemiecka może nałożyć – ocenia Najman. – Należy przypomnieć, że kary uregulowane w niemieckiej ustawie mogą sięgać nawet 0,5 mln euro.

Najman ocenia decyzję jako negatywną dla Polski, bo na pewno podniesie koszty działania przewoźników wykonujących kabotaż na terenie Niemiec. Niejasne są przepisy dotyczące przewozów z i do Niemiec. Jedynie w tranzycie na pewno niemiecka płaca minimalna nie ma zastosowania.

Wyjaśnienie pozostałych wątpliwości oraz zlikwidowanie uznanych za naruszające unijne prawo niemieckich regulacji może potrwać nawet kilka lat. Ekspert przypomina, że teraz Komisja Europejska będzie prowadziła postępowanie, które może skończyć się wnioskiem do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Dopiero unijny trybunał może wymusić na Niemcach zmianę prawa pod sankcją wysokich kar finansowych.

Możemy spodziewać się uszczegółowienia wyjątków dotyczących transportu dwustronnego, bo to bardzo ważna dla Polski kwestia. W późniejszym czasie musimy oczekiwać wyjaśnień strony niemieckiej, mają one przyjść do dwóch miesięcy od postanowień Komisji. Później będzie wymiana informacji między Komisją a Niemcami i dopiero po upływie określonego czasu Komisja Europejska może, choć nie musi, wszcząć postępowanie w ETS – tłumaczy Najman.

Według niego cała procedura potrwa co najmniej dwa lata, a przez ten czas polscy przewoźnicy będą musieli stosować się do niemieckich przepisów.

Najman zaznacza jednak, że medialne doniesienie o kosztach dla polskiej branży transportowej są nieco przesadzone. Niemiecka płaca minimalna będzie dla nich dużym obciążeniem, ale już teraz za dzień pracy kierowcy w tym kraju polskie firmy płacą ok. 55 euro. Najman podkreśla, że przy dostosowaniu polityki płacowej i wliczeniu w płacę części kosztów związanych m.in. z ryczałtem za nocleg czy dietą, podwyżka nie jest już tak wysoka.

2 czerwca w Brukseli odbyło się spotkanie Czechów, których również silnie dotyka ta regulacja, z przedstawicielami KE i PE. Na spotkaniu urzędnicy potwierdzili, że w związku z pojawiającymi się problemami w zakresie regulacji transportowych Komisja Europejska przygotuje Pakiet Mobilności, czyli propozycje przepisów w sektorze transportu. Ma on opierać się na trzech filarach: opłatach drogowych, aspektach społecznych i rynku wewnętrznym. Pakiet ma być gotowy w drugiej połowie przyszłego roku, ale już wkrótce mogą rozpocząć się konsultacje.

Zdjęcie z Polski procedury nadmiernego deficytu pozwoli zwiększyć wydatki budżetowe. Przynajmniej o 3 mld zł

Piotr Kuczyński, główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion
Piotr Kuczyński, główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion

Odmrożenie płac w budżetówce, obniżka VAT-u, pieniądze na pierwszą pracę dla młodych. Na takie dodatkowe wydatki budżetowe możemy liczyć, jeżeli UE ostatecznie zdecyduje się zdjąć z Polski procedurę nadmiernego deficytu. Rozmach przy zwiększaniu wydatków będzie jednak zależeć od rozwoju sytuacji gospodarczej. 

Polska została objęta procedurą nadmiernego deficytu przed sześciu laty. To rodzaj ostrzeżenia ze strony KE, informującym o tym, że zadłużenie jest zbyt duże i przekracza 3 proc. PKB. Przez ostatnie lata rząd wydawał więc pieniądze oszczędniej, a gospodarka przyspieszała. W tym roku deficyt ma spaść poniżej 3 proc., w związku z czym Komisja Europejska zarekomendowała zdjęcie z Polski procedury nadmiernego deficytu. Decyzję tę musi potwierdzić jeszcze Rada, ale sprawa wydaje się przesądzona.

W czerwcu procedura nadmiernego deficytu zostanie najpewniej zniesiona, bo rekomendacja Komisji Europejskiej jest jednoznaczna – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Kuczyński, główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion. – Jednak do tego, żeby procedura została znowu uruchomiona, brakuje 0,2 punktu procentowego, czyli około 3 mld zł.

Teraz polski budżet będzie mógł być tworzony z nieco większym rozmachem, ale rząd powinien zachować umiar.

Poszaleć możemy na 3 mld zł, a nie na 30, 50 czy 60 mld zł – mówi Kuczyński.

To zdecydowanie za mało, by spełnić niektóre obietnice, jakie padły w czasie kampanii prezydenckiej. Ich spełnienie wymaga dziesiątków miliardów, a na takie kwoty Polski nie stać. Jeżeli jednak gospodarka nadal będzie przyspieszać, to rząd będzie mógł dysponować nieco większymi środkami.

Jeżeli gospodarka będzie się rozwijała szybciej, to deficyt może spaść do 2,5 proc. czy nawet 2 proc. Jeden punkt procentowy to jest 16 mld zł, więc wtedy już można trochę poszaleć – ocenia Piotr Kuczyński, zwracając uwagę na to, że politycy mają już  sporo pomysłów, które chcą realizować. – W tej chwili już się mówi o odmrożeniu płac w budżetówce. To już się naprawdę należy. Niewykluczone, że jeżeli będzie naprawdę dobrze w gospodarce, to VAT wróci do 22 proc. nie w styczniu 2017, a już w 2016 roku. Mamy też 100 tys. osób zatrudnionych w pierwszej pracy, co ma kosztować rocznie 2,5 mld, choć według mnie niewiele to da.

Program „Pierwsza praca” proponowany przez Bronisława Komorowskiego w kampanii prezydenckiej został przejęty przez koalicję rządową. Projekt wpłynął do Sejmu. Dzięki dopłatom do wynagrodzenia osób młodych pracę ma znaleźć 100 tys. osób poniżej 30. roku życia.

Prognozy wzrostu polskiego PKB są optymistyczne. Rząd zakłada, że wzrośnie on o 3,4 proc. Międzynarodowy Fundusz Walutowy uznał ostatnio, że może to być nawet wzrost o 3,5 proc. Wyniki pierwszego kwartału wskazały na dynamikę rozwoju na poziomie 3,6 proc.

To, że rząd jest ostrożny w swoich ocenach wzrostu gospodarczego, oznacza, że działa według zasady najwyższego bezpieczeństwa całego budżetu. A kto ma rację w prognozach, to jak zwykle okaże się po fakcie, bo prognozy są tylko po to, żeby je zmieniać – uważa główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion

Jak przypomina Piotr Kuczyński, w gospodarce jest zbyt wiele niewiadomych, by precyzyjnie ocenić to, jak naprawdę będzie się rozwijała.

Gdyby na Ukrainie znów zaczęło coś się dziać, to pewnie lekko przyhamowałaby nasza gospodarka i wtedy sytuacja byłaby gorsza. Grecja też na chwilę może popsuć nastroje. Jest dużo niepewności, ale biorąc pod uwagę dzisiejsze warunki, można powiedzieć, że polska gospodarka jest skazana na wzrost – mówi analityk.

5 proc. substancji spalanych w polskich piecach jest zabronionych. Wymyślony w Polsce dron pomoże wykryć, kto zatruwa powietrze w miastach

Michał Kierul, prezes zarządu Softblue SA
Michał Kierul, prezes zarządu Softblue SA

Polacy zbyt często używają w piecach szkodliwych paliw. Nawet 5 proc. tego, co trafia na opał, mogą stanowić substancje zabronione. W rezultacie problem zanieczyszczonego powietrza jest coraz poważniejszy. Wiele miast jest więc zainteresowanych technologiami, które pozwoliłyby wykryć, co wydostaje się z kominów do atmosfery.

Około 5 proc. spalanych substancji w Polsce są to substancje zabronione – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Kierul, prezes zarządu Softblue SA. – Tysiące osób umiera z powodu ich spalania. Problem jest coraz bardziej odczuwalny przez mieszkańców. Są uzdrowiska, które za chwilę mogą przestać nimi być właśnie z racji zanieczyszczenia powietrza spowodowanego niską emisją.

Softblue, firma specjalizująca się w biznesowym wykorzystywaniu wynalazków inżynierów i naukowców, od początku 2014 roku pracuje nad stworzeniem dronów do badania poziomu zanieczyszczenia powietrza. AirDron może zbierać również informacje o tym, z czego składa się dym wydobywający się z komina, a tym samym dostarczać danych o gospodarstwach używających materiałów zabronionych w celach grzewczych.

Większość dużych miast w Polsce wyraziła chęć przystąpienia do uczestnictwa w tym projekcie, do zakupu takiego urządzenia bądź skorzystania z naszych usług. Wierzymy, że potencjał tego rynku jest potężny i że będziemy czołowym dostawcą takich rozwiązań zarówno w Polsce, jak i w Europie – mówi Michał Kierul.

Przekonuje, że wpływ projektów badawczo-rozwojowych na codzienne życie, w tym na bezpieczeństwo i zdrowie ludzi, będzie coraz większy. Nowe technologie znajdują coraz więcej zastosowań. Dla przykładu ForestDron firmy Softblue będzie monitorował obszary leśne pod kątem pożarów, składowania śmieci czy nielegalnej wycinki i kradzieży drewna. Spółka pracuje też nad rozwiązaniami, które pomogą w diagnostyce chorób serca. System SoftHeart umożliwia badania serca w widmach niesłyszalnych, a SoftGene wykrywanie modyfikacji genetycznych, np. w żywności, i badania pokrewieństwa.

Innowacje to podstawa gospodarki wielu krajów rozwiniętych, naszych zachodnich sąsiadów – zwraca uwagę prezes Softblue SA. – Tam bardzo dużo inwestuje się w sektor B+R, a to przekłada się na dużą stopę zwrotu. Polska jest na trudnym etapie, bo stopień innowacyjności polskiej gospodarki jest jednym z najniższych w Europie. Ale to jest właśnie nisza, którą trzeba wykorzystać i którą można przekuć w dobry biznes. Wierzymy, że to się uda.

Firma zaznacza, że jej model biznesowy jest unikalny na skalę europejską. Wyrosła z doradztwa w projektach europejskich i teleinformatyki, a obecnie stała się operatorem nowych technologii. Od 2012 roku w spółce funkcjonuje dział badań i rozwoju, który teraz skupia się na trzech obszarach: biotechnologii, teleinformatyce i programowaniu.

Wierzymy, że dzięki synergii tych działań możemy być liderem w Polsce i Europie w zakresie komercjalizacji wyników badań sekcji badawczo-rozwojowej w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw – zaznacza Michał Kierul.

Inwestorów do miast przyciąga długofalowa strategia rozwoju i silny kapitał ludzki

Valentino Castellani, były burmistrz Turynu
Valentino Castellani, były burmistrz Turynu

Wieloletnia strategia rozwoju miasta, dostępność dobrych ośrodków edukacyjnych, budujących kapitał ludzki, właściwe relacje między sektorem publicznym a prywatnym oraz dobre przywództwo. To najważniejsze elementy, które decydują o atrakcyjności inwestycyjnej miasta. Nawet najmniejsze ośrodki powinny nawiązywać dzisiaj relacje o zasięgu globalnym.

By miasto przyciągało inwestorów, musi przede wszystkim mieć bardzo wyraźnie lub przynajmniej dobrze zdefiniowaną, długofalową strategię rozwoju miasta, wspólną dla mieszkańców i władz, czyli najważniejszych partnerów – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Valentino Castellani, były burmistrz Turynu. – Wspólna, długofalowa wizja jest warunkiem wstępnym, jeśli miasto chce być atrakcyjne i wiarygodne dla inwestorów.

Polskie miasta wciąż stosunkowo słabo wypadają w rankingach atrakcyjności inwestycyjnej. Jak wynika z najnowszego raportu „Emerging Trends in Real Estate Europe 2015” opracowanego przez firmę doradczą PwC oraz Urban Land Institute (ULI), rośnie zainteresowanie rynkami najbardziej dotkniętymi przez kryzys finansowy oraz miastami spoza tzw. pierwszej ligi.

W tegorocznym zestawieniu pierwsze miejsca zajęły Berlin, Dublin oraz Madryt. Ale najwyższy wzrost odnotowały Ateny (o 23 pozycje), Amsterdam (o 17 pozycji), Lizbona (o 17 pozycji), Madryt (o 16 pozycji) i Birmingham (o 14 pozycji). Warszawa znalazła się na 14. miejscu (w 2014 roku była na jedenastym). Stolica Polski, tak jak rok temu, pozostaje najbardziej atrakcyjną lokalizacją w Europie Środkowo-Wschodniej dla nieruchomości komercyjnych.

Jest wiele czynników, które decydują o konkurencyjności miasta – zauważa Valentino Castellani. – Jednym z nich jest edukacja, czyli umiejętności mieszkańców i kapitał ludzki. Chodzi o uniwersytety oraz centra badawcze, które są ważnym atutem.

Pokazuje to przykład Berlina, lidera zestawienia PwC. Miasto, które wcześniej było skoncentrowane raczej na wspomaganiu przedsięwzięć krajowych, obecnie otwiera się na kapitał zagraniczny. Z uwagi na wysoki poziom wykształcenia mieszkańców stolica Niemiec wskazywana jest jako atrakcyjne miejsce inwestycyjne dla spółek technologicznych oraz medialnych, zaś młody wiek tamtejszej populacji skłania firmy do przedsięwzięć budowlanych i deweloperskich.

Jak podkreśla Castellani, poza edukacją potrzebne są dobre relacje pomiędzy sektorem publicznym a prywatnym.

Po trzecie, ważne jest systemowe podejście do problemów w tym sensie, że na przykład kwestie środowiskowe muszą być połączone z wydajnością inwestycji. I w końcu konieczne jest dobre przywództwo – uważa Valentino Castellani.

Szczególnie w przypadku największych ośrodków – zdaniem byłego burmistrza Turynu – istotny jest także stopień globalizacji.

Warszawa jest stolicą, więc o wiele ważniejsze niż w ośrodkach lokalnych jest dla niej dobre połączenie ze środowiskiem globalnym – precyzuje Valentino Castellani. – Mniejsze miasta nie są tak połączone, ale dla każdego z nich, nawet najmniejszego, prawdziwym wyzwaniem jest dzisiaj nawiązywanie tego rodzaju relacji.

Jego zdaniem dla miast najważniejsze są inwestycje, które tworzą miejsca pracy,

Inwestorzy powinni stawać się stopniowo partnerami władz i przyjmować odpowiedzialność, dzieląc cele razem z lokalną społecznością, do której takie przedsięwzięcia są adresowane – mówi ekspert.

Prof. Valentino Castellani był burmistrzem Turynu z ramienia centrolewicowej koalicji od 22 lipca 1993 do 31 maja 2001. Specjalizuje się w zagadnieniach związanych z transmisją danych.

Rośnie sprzedaż mięsa kosztem jego przetworów i wędlin

Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso
Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso

Polacy wzorem europejskich konsumentów spożywają coraz więcej mięsa kosztem jego przetworów i wędlin. Powoli przekonują się także do kupowania mięsa paczkowanego. Na rynku jest coraz więcej tego typu produktów funkcjonalnych, dopasowanych do potrzeb konsumenta, np. dania do szybkiego przygotowania czy w mniejszych porcjach.

Polacy wciąż jedzą najwięcej wędlin spośród wszystkich mieszkańców Europy. Z danych Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej spożycie wędlin wynosi ok. 40 proc. spożywanego mięsa, ale z roku na rok maleje. Obecnie preferencje kulinarne Polaków kierują się w stronę mięsa, a nie przetworów mięsnych. Podobne tendencje występują także w innych krajach europejskich.

Polska jeszcze do niedawna była pozytywnym przykładem kraju, gdzie konsumuje się bardzo dużo wędlin. Ale wynikało to m.in. z tradycji produkcji i dobrej jakości wędlin. Polacy byli przyzwyczajeni do konsumpcji dobrych, tradycyjnych i jakościowych wędlin, z czego Polska słynie w całej Europie. Ten trend się w tej chwili odwraca na korzyść mięsa – mówi agencji informacyjnej Newseria Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso.

Według GUS spożycie mięsa surowego w ubiegłym roku wzrosło o 1,4 proc. Ekspert podkreśla, że zmieniające się kulinarne preferencje Polaków odbiją się na obrotach firm z branży mięsnej. Segment wędlin jest bowiem segmentem droższych produktów niż segment samego mięsa.

Wymusza to też zmiany w kierunku rozwoju branży. Polacy coraz chętniej sięgają po mięso paczkowane, mimo że jeszcze do niedawna nie byli do niego przekonani. Z danych firmy Drosed wynika, że konsumenci bardzo często postrzegają bowiem zapakowane mięso jako produkt pełen konserwantów, a więc szkodzący zdrowiu. Eksperci przekonują jednak, że opakowanie daje większe możliwości prześledzenia drogi od hodowcy do sklepu, a co za tym idzie –większą kontrolę nad tym procesem. Najszybciej rośnie sprzedaż paczkowanego drobiu.

W tym też kierunku będzie pewnie inwestowała branża, czyli w kierunku innowacyjności, dopasowania produktu do potrzeb konsumenta, zarówno pod względem jakościowym czy smakowym, jak i pod względem samego opakowania produktu. Czyli produktu, który będzie można szybko przygotować jako danie główne, lub produktu, który będzie odpowiedniej wielkości – mówi Witold Choiński.

Zapakowane próżniowo mięso można przetrzymywać bez otwierania nawet do dwóch tygodni. Folia, w którą produkt jest zapakowany, nie wpływa na smak ani zapach mięsa.

Europejskie ligi piłkarskie z rekordowymi przychodami. Polska wciąż w tyle

Grzegorz Kita, prezes zarządu Sport Management
Grzegorz Kita, prezes zarządu Sport Management

Europejskie ligi piłkarskie zarabiają więcej niż kiedykolwiek w historii. Jak wynika z raportu Deloitte, w sezonie 2013/2014 ich przychody przekroczyły 20 mld euro. Wzrost napędza przede wszystkim pięć największych lig – angielska, niemiecka, hiszpańska, włoska i francuska. Polskie kluby są daleko w tyle, a powodem jest m.in. zbyt mały nacisk na kwestie sponsoringu i marketingu.

Piłka nożna w Europie jest silna jak nigdy. Pomimo ostatnich lat, które możemy określać w ekonomii mianem lat kryzysów o rozmaitych charakterze, które przetaczały się przez gospodarki, to właściwie każda wartość, którą generuje europejski rynek futbolowy, wzrasta – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Grzegorz Kita, prezes zarządu Sport Management.

Z raportu Deloitte wynika, że najwyższe przychody uzyskała angielska Premier League – w sezonie 2013/2014 było to 3,9 mld euro (wzrost o 29 proc. w stosunku do poprzedniego sezonu). 13-proc. wzrost do 2,3 mld euro zanotowała niemiecka Bundesliga, a 3-proc. wzrost do 1,9 mld hiszpańska La Liga. Wzrosły również przychody włoskiej Serie A oraz francuskiej Ligue 1. Razem tych pięć lig odpowiadało za ponad 60 proc. przychodów wszystkich europejskich rozgrywek piłkarskich na szczeblu krajowym.

Mniejsze ligi zarabiały jednak znacznie mniej, a polska jest wyraźnie w tyle. Jak tłumaczy Kita, powodem jest przede wszystkim wciąż zbyt mały nacisk na działania sponsoringowe i marketingowe nie w wymiarze czysto sportowym, ale jako element strategii klubu jako spółki.

Nasz start nastąpił rzeczywiście dopiero około 1990 roku i to, co kluby angielskie, hiszpańskie, włoskie czy niemieckie robiły przez cały właściwie XX wieku, my robimy dopiero dwudziesty któryś rok – zaznacza Kita. – Dzisiaj większym problemem w klubach piłkarskich staje się zarządzanie o charakterze marketingowym czy strategicznym, pomijając działkę sportową, niż same działania o charakterze marketingowo-promocyjno-sponsoringowym.

Jak wyjaśnia Kita, kluby i ligi piłkarskie czerpią przychody z trzech obszarów: praw do transmisji meczów, dni meczowych (czyli m.in. biletów oraz handlu na stadionie) oraz sponsoringu. Jak wynika z raportu Deloitte, dla lig najważniejsze są przychody od stacji telewizyjnych – w sezonie 2013/2014 wyniosły one dla pięciu głównych lig 5,4 mld euro. To właśnie ligi najbardziej korzystają na tego typu kontraktach. Najczęściej bowiem spółka zarządzająca rozgrywkami zawiera jedną umowę z nadawcą, a potem dzieli wpływy między kluby. Inaczej jest jedynie w Hiszpanii, gdzie każdy klub sam zawiera umowę, ale wkrótce się to zmieni.

Sponsoring przyniósł pięciu największym ligom w sezonie 2013/2014 4 mld euro, a wpływy z dni meczowych wyniosły 1,9 mld euro. To ostatnie źródło, choć najmniejsze z punktu widzenia całych lig, jest jednak kluczowe bezpośrednio dla klubów.

Kita dodaje, że kluby mogą jeszcze korzystać z czwartego źródła przychodów – sprzedaży zawodników.

Klub piłkarski jest bardzo specyficzną formą organizacji, specyficzną firmą, i to jest w pewnym sensie jego podstawowa działalność. Transfery także mają swoje znaczenie, natomiast na poziomie lig podstawowe są przychody z praw telewizyjnych, o wiele mniejsze, ale też znaczne przychody o charakterze sponsoringowym. Natomiast kluby generalnie konsumują to, co uda im się wytworzyć w ramach dnia meczowego – tłumaczy Kita.

Jak wyjaśnia Kita, o ile działania w obszarze sponsoringu i wpływów z dni meczowych są w polskich klubach prowadzone na dobrym, a często nawet ponadprzeciętnym poziomie, o tyle przez brak strategicznego podejścia przychody są wciąż znacznie niższe niż w Europie Zachodniej.

Sama pozycja działów marketingu, PR, promocji czy nawet funkcje rzecznika prasowego są zbyt słabe w poszczególnych klubach, są zbyt słabo dofinansowane, żeby prowadzić działania na większą skalę. W niektórych klubach piłkarskich widzę bardzo ciekawe akcje promocyjne czy marketingowe, ale ich cechą wspólną jest to, że one są pojedyncze, incydentalne – ocenia Kita.

Raport Deloitte wskazuje jednak, że mimo wielkich przychodów tylko dwie z pięciu największych lig (Bundesliga i Premier League) zanotowały zysk. Najbardziej rentowna była liga angielska, która łącznie zanotowała ponad 800 mln euro zysku operacyjnego, a wiodący klub (Manchester United) miał zysk na poziomie ok. 160 mln euro.

Eksperci Deloitte wyliczyli, że w sezonie 2016/2017 rynek europejskiej piłki nożnej będzie wart 25 mld euro.

Stopy procentowe bez zmian – co z kredytami i lokatami?

Rady Polityki Pieniężnej zdecydowała dzisiaj o utrzymaniu stóp procentowych na dotychczasowym poziomie, który od marca br. wynosi 1,50 proc. Niskie stopy mają bezpośredni wpływ na oprocentowanie kredytów i depozytów. Jak decyzja RPP przełoży się na sytuację kredytobiorców oraz osób oszczędzających?

Główna stopa procentowa Narodowego Banku Polskiego (stopa referencyjna) wynosi dziś 1,50 proc. Warto przypomnieć, że to najniższa wartość w całej historii polskiego rynku finansowego.

Niskie stopy procentowe sprawiają, że kredyty są tańsze. Kredytobiorcy płacą niższe odsetki od zaciągniętych zobowiązań. Wystarczy spojrzeć na średnie oprocentowanie nominalne 30-letniego kredytu hipotecznego na kwotę 200 tys. złotych zaciągniętego na zakup nieruchomości wartej 300 tys. zł. Jeszcze rok temu (czerwiec 2014 roku) wynosiło ono 4,80 proc., a obecnie przyjmuje wartość 3,68 proc.

Podobna zależność dotyczy także produktów oszczędnościowych. Bezpośrednim skutkiem obniżek stóp procentowych przeprowadzonych przez NBP jest niższe oprocentowanie kont i lokat oszczędnościowych. Średnie oprocentowanie rocznej lokaty na kwotę 5 tys. złotych wynosi dziś 1,59 proc., podczas gdy 12 miesięcy temu było to jeszcze 2,47 proc.

– Utrzymywanie niskich stóp procentowych przez Narodowy Bank Polski wcześniej czy później się skończy. Wynika to z faktu, że każda gospodarka (w tym Polski) porusza się w cyklach. W okresach spowolnienia obowiązują niskie stopy procentowe, ale w czasach dobrej koniunktury następuje wzrost tego parametru – tłumaczy Jacek Kasperczyk, główny analityk Comperia.pl.

Nie bez znaczenia są także odczyty inflacji, której poziom również jest „pilnowany” przez bank centralny. Co prawda, w ostatnim czasie mamy w Polsce do czynienia z deflacją (ujemna wartość inflacji), ale po ostatnim odczycie można się spodziewać, że dno deflacyjne jest już za nami.

To, że stopy procentowe na pewno zostaną podwyższone nie ulega najmniejszej wątpliwości. W ramach uspokojenia należy jednak dodać, że nie nastąpi to w najbliższych kilku-, czy nawet kilkunastu miesiącach. Dość umiarkowane tempo wzrostu PKB naszego kraju oraz brak presji inflacyjnej będą działały stabilizująco na decyzje podejmowane przez RPP – dodaje Jacek Kasperczyk z porównywarki finansowej Comperia.pl.

 

Wicepremier Piechociński podczas targów International Caspian Oil & Gas Exhibition w Baku

– Uzależnienie od zewnętrznych dostaw gazu ziemnego i ropy naftowej, jak również zobowiązania dotyczące ochrony klimatu, zmuszają nas do podjęcia zdecydowanych działań w zakresie bezpieczeństwa energetycznego i konkurencyjności gospodarki – powiedział wicepremier, minister gospodarki Janusz Piechociński podczas otwarcia targów „International Caspian Oil & Gas Exhibition”. Wydarzenie odbyło się 2 czerwca 2015 r. w Baku.

Wicepremier Piechociński podczas targów International Caspian Oil & Gas Exhibition w BakuWicepremier zwrócił uwagę na współczesne znaczenie Azerbejdżanu i Kaukazu Południowego dla globalnej energetyki. – Region ten jest dogodnym miejscem dla rozwoju projektów wydobywczych oraz przesyłu surowców energetycznych, a jego rola będzie stale rosnąć – powiedział. – Potencjał importowy Europy Środkowej jest bardzo duży i potrzebuje dywersyfikacji. W tym kontekście liczę, iż polskie firmy biorące udział w rozpoczynających się właśnie targach nawiążą lub pogłębią dotychczasowe relacje gospodarcze z firmami prowadzącymi inwestycje w regionie Kaukazu w formule różnorodnych projektów – dodał.

Minister gospodarki podkreślił, że targi „International Caspian Oil & Gas Exhibition” to jedno z najważniejszych wydarzeń branży energetycznej w regionie. – Mam nadzieję, że zaplanowane na najbliższe dni wydarzenia ugruntują pozycję Azerbejdżanu jako regionalnego centrum wymiany wiedzy i doświadczeń pomiędzy przedstawicielami administracji rządowej i biznesu energetycznego – powiedział. – Uznaję rozpoczynające się dziś wydarzenia za kolejny etap w kierunku poprawy bezpieczeństwa energetycznego w Europie – dodał.

Azerbejdżan i Polska są gospodarczymi liderami w swoich regionach i odgrywają kluczową rolę w utrzymaniu ich stabilności i zapewnieniu rozwoju – powiedział wicepremier, minister gospodarki Janusz Piechociński podczas spotkania z Prezydentem Republiki Azerbejdżanu Ilhamem Alijewem i ministrem energetyki Natikiem Alijewem.

Wicepremier Piechociński zaznaczył, że Polska chce budować stosunki z Azerbejdżanem na bazie partnerstwa o charakterze strategicznym, zarówno pod względem politycznym, jak i gospodarczym. – Stąd duża aktywność polskich władz i biznesu w Azerbejdżanie. Jesteśmy gotowi przekazać nasze doświadczenia w dziedzinie dywersyfikacji gospodarki, akcesji do WTO oraz dostępu do rynków UE – powiedział.

Uczestnicy spotkania omawiali również kwestię współpracy w dziedzinie ropy i gazu. – Wszystkie kraje Europy Środkowo–Wschodniej, w tym także Polska, potrzebują dywersyfikacji dróg oraz źródeł dostaw nośników energii. W opinii Polski gaz azerbejdżański mógłby stanowić bardzo wartościowe uzupełnienie dla obecnych dostaw gazu ziemnego do krajów UE – powiedział wicepremier Piechociński. – Polska jest gotowa wspierać Azerbejdżan w zakresie reform prawa energetycznego na przykład w formule projektów twinningowych – dodał.

Ministerstwo Gospodarki (MG)

Analiza WIG20, DAX i S&P500 – 03.06.2015

Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.

Inflacja wraca na Stary Kontynent

Jak wynika z danych opublikowanych we wtorek przez Eurostat, dynamika dóbr i usług konsumpcyjnych w strefie euro wzrosła w ostatnim miesiącu o 0.3% r/r, podczas gdy większość analityków spodziewała się wyniku na poziomie 0.2% r/r. Mimo iż do osiągnięcia celu inflacyjnego – wyznaczonego przez EBC na poziomie 2% – pozostaje jeszcze długa droga, wiele wskazuje na to, że informacje o zakończeniu trwającego pół roku okresu deflacji, będą dla Mario Draghiego istotnym argumentem przemawiającym za kontynuowaniem aktualnej polityki monetarnej. Wiadomości o poprawie sytuacji ekonomicznej w Eurostrefie w znaczący sposób wpłynęły także na wycenę wspólnej waluty – podczas wczorajszej sesji kurs EUR/USD wzrósł o 2.08%, sięgając poziomu 1.1187. Obok inflacji, czynnikiem, który istotnie przyczynił się do wczorajszego umocnienia euro, pozostawały również kiepskie dane płynące ze Stanów Zjednoczonych, gdzie wyraźnie spadła liczba zamówień fabryk z 2.2% do -0.4%. Nie ulega jednak wątpliwości, że optymizm towarzyszący inwestorom na Starym Kontynencie jest mocno przesadzony, biorąc pod uwagę mglistą niepewną Grecji. Zgodnie z zapowiedziami szefa Eurogrupy, Jeroean Dijsselbloema, nawet jeśli projekt reform przedstawiony przez premiera Aleksisa Tsiprasa zostanie zaakceptowany i dojdzie do podpisania porozumienia, jest już za późno, aby w tym tygodniu odblokować kolejną transzę pomocy finansowej dla Grecji.

Dzisiejsza sesja upłynie pod znakiem publikacji usługowych indeksów PMI. W ciągu dnia uwagę inwestorów z Europy przyciągną także informacje o dynamice sprzedaży detalicznej (prognoza 0.6% m/m) i wysokości stopy bezrobocia (prognoza 11.2%) w strefie euro. Popołudnie, decyzję w sprawie wysokości stóp procentowych podejmie EBC oraz RPP. Zza Oceanu napłyną natomiast wiadomości na temat aktualnej sytuacji na tamtejszym rynku pracy.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

saxo bank

RPP utrzymała stopy proc. bez zmian. Decyzja zgodna z oczekiwaniami

Rada Polityki Pieniężnej podczas posiedzenia w dniach 2-3 czerwca 2015 r. zdecydowała się nie zmieniać poziomu stóp procentowych – poinformował NBP w komunikacie. Decyzja jest zgodna z oczekiwaniami ekonomistów.

Rada postanowiła utrzymać stopy procentowe NBP na niezmienionym poziomie:

  • stopa referencyjna 1,50% w skali rocznej;
  • stopa lombardowa 2,50% w skali rocznej;
  • stopa depozytowa 0,50% w skali rocznej;
  • stopa redyskonta weksli 1,75% w skali rocznej;

 

W Polsce zaczyna upadać coraz więcej małych firm

  • Liczba upadłości była podobna jak przed rokiem, ale skala ich działalności była dużo mniejsza – upadały firmy z sektora MSP, o lokalnej lub co najwyżej regionalnej skali działalności
  • Nie były to firmy debiutujące na rynku, szukające na nim swojego miejsca a raczej te, które je utraciły – na skutek problemów swoich odbiorców w poprzednich kwartałach, zbyt małego popytu na swoje wyroby i usługi, a przede wszystkim – z powodu postępujących procesów koncentracji, występujących z różnym natężeniem we wszystkich branżach
  • W większości województw liczba upadłości była niższa niż przed rokiem, wzrosła natomiast w woj. mazowieckim, łódzkim i śląskim
  • Upadały firmy mniejsze, niż przed rokiem – zsumowany ostatni znany obrót firm, o których upadłości doniosły w marcu oficjalne źródła wyniósł ok. 200 mln złotych w skali roku, ale jeszcze trzy-cztery lata wcześniej te same firmy generowały obroty rzędu 450-500 milionów złotych zatrudniając przy tym ok. 2000 osób. Nie są to więc w większości przypadków firmy debiutujące na rynku i upadające po zakończeniu kroplówki wsparcia i ulg, ale takie, które stopniowo traciły na nim swoje miejsce.
Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes
Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes

– Koniunktura, zwłaszcza na rynku wewnętrznym w sektorze budowlanym oraz dóbr konsumenckich trwałego użytku przyszła dla nas zbyt późno – to opinia wielu przedsiębiorców z tych branż, którą tłumaczą swoje problemy – mówi Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes odpowiedzialny za ocenę ryzyka. Rzeczywiście, ale stagnacja popytu w minionych latach oraz ostra konkurencja cenowa (a nawet w efekcie deflacja od jakiegoś czasu) była tylko katalizatorem zmian, które już zachodziły – koncentracji na rynku i przestawienia większości branż na bardziej rygorystyczne pilnowanie kosztów, odejście od modelu rozwoju polegającego jedynie na zwiększaniu sprzedaży. Duże firmy najszybciej cięły koszty, łatwiej mogły przenieść niskie marże i ceny na swoich dostawców niż firmy mniejsze, nie łączące się w większe organizacje, mające więc wyższe koszty stałe. Bowiem nie tylko w dystrybucji, ale także w produkcji oraz w usługach duże oszczędności daje efekt większej skali działalności – przy zmiennej koniunkturze w ostatnich latach wiele firm się o tym przekonało i postanowiło skorzystać z bessy, a więc i niskiej wyceny wielu konkurentów do ich przejęcia. Obecne upadłości to właśnie efekt koncentracji – już nie tylko w handlu detalicznym czy hurtowym, ale także wśród producentów czy usługodawców (firmy transportowe czy np. drukarnie). Czy to oznacza, ze na rynku kurczy się już miejsce dla firm mniejszych, lokalnych? Nie, ale kończy się czas naśladowania, robienia tego co inni – małe firmy znaleźć swoje miejsce na rynku mogą dzięki innowacyjności swojej oferty, nie tylko klasycznie pojętej wynalazczości ale też w kwestii dystrybucji czy kreowania nowych potrzeb konsumentów (m.in. jakości obsługi).

Budownictwo – dobre wyniki sektora a mimo to…

– Liczba upadłości firm wykonawczych jest zbliżona do tej sprzed roku, chociaż są to firmy mniejsze niż w 2014 roku – mówi Michał Modrzejewski, dyrektor analiz Branżowych w Euler Hermes.  Ich obroty liczone w milionach i dziesiątkach milionów świadczyłyby o tym, iż są podwykonawcy, a nie główni wykonawcy dużych inwestycji. Wydaje się jednak, iż przyczyna ich problemów nie zawsze było jedynie wstrzymywanie zapłaty lub presja ze strony głównego wykonawcy… W ostatnich kwartałach mniej było spektakularnych, dużych inwestycji jak przed 2012 rokiem, dlatego sądzić należy, że duża wiele z tych firm działało samodzielnie na mniejszych, lokalnych – np. samorządowych placach budów. Przyczyną ich problemów nie były więc jak przed laty model działalności dużych zleceniodawców (przerzucających presje cenową w dół, na podwykonawców), ale niskie ceny na rynku, które zbyt śmiało aprobowały w celu zdobycia kontraktów (nie mając takiej możliwości ich zbijania jak koncerny budowlane, przerzucające sprzęt i ludzi między placami budów).
Co może bardziej zaskakiwać wobec jednak rosnącego popytu, to stosunkowo częste problemy także dystrybutorów oraz producentów materiałów budowlanych. Połowa bo osiem spośród 15 upadłości w sektorze produkcyjnym dotyczyła firm nastawionych głównie na rynek budowlany, podobnie w hurcie – 5 spośród 12 hurtowni, których upadłość znalazła się w publikacjach w maju zaopatrywała budownictwo. Michał Modrzejewski wyjaśnia: „Rynek produkcji, jak i dystrybucji budowlanej uległ w ostatnich latach dużej zmianie – nie polega on już często na „wypychaniu” ale na „ssaniu”, tzn. producenci i dystrybutorzy nie zarzucają placów towarem, ale dostarczają go w krótkim czasie na konkretne zamówienie wykonawcy. Podobnie jak w przemyśle samochodowym – zmniejsza się koszty przechodząc w sporym stopniu na system dostawy „na zamówienie” zamiast produkowania na duże place (one i tak występują, ale mogą być mniejsze – a w ślad za tym także niższe są koszty). Co więcej, dosyć często główne place składowania towarów umieszczane są u wybranych, największych hurtowników, co pozwala producentom ograniczyć swoje koszty logistyczne w zamian za dodatkowe bonusy dla tych dystrybutorów. Miejsce części dystrybutorów zajmują więc tak naprawdę firmy kurierskie… Pewną rolę w kłopotach części dystrybutorów oraz producentów ma też rozwój rynku elektronicznego – platform zakupowych umożliwiających porównywanie kosztów. Tutaj najlepiej widać efekt skali działalności – niskie ceny, jakie mogą zaoferować największe firmy.

Najwięcej upadłości – sektor usług, przede wszystkich świadczonych na rzecz biznesu

Mniej niż w latach ubiegłych upada firm związanych z rynkiem konsumenckim (m.in. gastronomią, turystyką i hotelarstwem czy ochroną zdrowia). Gros upadłości to firmy zapewniające obsługę procesów inwestycyjnych (projektowanie, nadzór nad inwestycjami, późniejsza ich obsługa), obsługujące rynek pracy (rekrutacja oraz pracownicy czasowi), wspierające działalność marketingowo-reklamową. Mimo pewnego poluzowania na rynku finansowym wciąż w statystykach upadłości pojawiają się firmy pośredniczące w kwestiach finansowych – kredytowych czy leasingowych.
Dosyć silny wzrost inwestycji przedsiębiorstw (za GUS: ponad 11% w r/r w I kwartale) pozwala sądzić, iż to nie ich brak jest przyczyną problemów firm obsługujących inwestycje czy pośredniczących w ich finansowaniu. Ich nabywcy pilnują jednak kosztów – stąd konkurencja wypycha z rynku firmy mniejsze, niekoniecznie droższe ale np. oferujące mniejszą paletę usług (finansowych czy związanych ze wspomnianymi inwestycjami). Rynek preferuje obecnie firmy większe, oferujące zintegrowaną obsługę.

Wzrost liczby upadłości w woj. mazowieckim, łódzkim i śląskim

Nie jest przypadkiem, iż wzrost upadłości nastąpił właśnie w tych województwach – najbardziej aktywnych gospodarczo (wkrótce zatem do tej grupy dołączyć mogą woj. wielkopolskie i dolnośląskie). To w nich najszybciej widać efekty wspomnianej koncentracji – można sądzić, iż z czasem może mieć miejsce także w pozostałych województwach, w których działa mniej przedsiębiorstw.

Wirtualna Polska Holding kupuje Grupę NextWeb Media

0

Wirtualna Polska Holding sfinalizowała zakup 100 proc. udziałów w Grupie NextWeb Media, wydawcy serwisów abcZdrowie.pl, Parenting.pl oraz twórcy platformy blogów Blomedia.pl. Tym samym pozyskała zarówno zespół specjalistów oraz unikatowy know-how, jak i znacząco rozwinęła swoją ofertę dla reklamodawców. Akwizycja istotnie wzmacnia pozycję Grupy WP w perspektywicznych kategoriach tematycznych „Zdrowie, medycyna” oraz „Dzieci, rodzina”.

NextWeb Media to jedna z dynamiczniej rozwijających się spółek mediowych w kraju, prowadząca działalność wydawniczą i reklamową opartą o autorskie rozwiązania content marketingowe, natywne formaty reklamowe oraz technologię Big Data.

Czołowymi produktami grupy są serwisy abcZdrowie.pl, jeden z najpopularniejszych portali zdrowotnych w Polsce oraz Parenting.pl, nowoczesny serwis przeznaczony dla rodziców.  W skład Grupy wchodzi spółka Blomedia.pl, która prowadzi platformę content marketingu, skupiającą niezależnych, opiniotwórczych autorów. Ta sieć zrzesza łącznie 600 blogów w takich kategoriach tematycznych jak moda, kulinaria, nowe technologie, motoryzacja, podróże i parenting. Media spółki docierają do 4,6 mln realnych użytkowników, a uwzględniając blogi zrzeszone w Blomedia.pl szacunkowy zasięg wynosi 5,5 mln realnych użytkowników miesięcznie (Megapanel PBI/Gemius za marzec 2015). Cena zakupu za 100 proc. udziałów NextWeb Media to 19,4 mln zł. Ponadto struktura transakcji przewiduje płatność warunkową w kwocie 3,5 mln zł płatną po roku od nabycia oraz dodatkowe płatności typu earn-out płatne na przestrzeni trzech lat od nabycia.

Nie zwalniamy tempa. Tym razem inwestujemy w silne marki z segmentu zdrowego stylu życia, skupione wokół Grupy NextWeb Media. Traktując rynki zachodnie jako referencyjne, zdrowie jest dla nas jednym z kluczowych obszarów rozwoju biznesu z racji między innymi intensywnej migracji budżetów farmaceutycznych do Internetu. Z tego powodu, korzystając ze środków pozyskanych z giełdy, konsekwentnie realizujemy strategię budowania partnera pierwszego wyboru w najważniejszych kategoriach tematycznych. Wierzymy w rozwój działalności e-commerce polegającej na umawianiu wizyt i świadczeniu porad lekarskich przez Internet – mówi Jacek Świderski, Prezes Zarządu Wirtualnej Polski Holding. – Cieszymy się również na nowe talenty w naszej organizacji. Doceniamy dorobek i przedsiębiorczość zespołu prowadzonego przez Jakuba Zielińskiego.

Grupa NextWeb Media od początku dynamicznie rozwijała swoje usługi, skupiając się głównie na obszarach zdrowia i rodziny. W ramach abcZdrowie.pl funkcjonuje unikatowa na polskim rynku usługa zadawania bezpłatnych pytań do lekarzy przez pacjentów. Obecnie w projekt zaangażowanych jest 1500 lekarzy i specjalistów, którzy odpowiedzieli na ponad 385 000 pytań pacjentów. W portalu działa również jedno z największych forów o tematyce zdrowia i medycyny oraz ranking lekarzy i placówek medycznych. Parenting.pl charakteryzuje się natomiast aktywną społecznością rodziców, rozbudowanym forum poświęconym tematyce rozwoju i wychowania dziecka, katalogiem produktów i usług oraz rankingiem szpitali i poradni położniczych.

Zdrowie i medycyna to jeden z najmniej zagospodarowanych obszarów Internetu o bardzo dużym potencjale wzrostu wspieranym megatrendami związanymi ze starzeniem się społeczeństwa. Wydatki reklamowe ponoszone przez firmy farmaceutyczne na media online wzrosły w ubiegłym roku o ponad 110 proc. AbcZdrowie.pl to niewątpliwie najbardziej innowacyjny polski serwis w tematyce zdrowia, czerpiący z najlepszych światowych wzorców – mówi Grzegorz Czapski, Wiceprezes ds. Rozwoju Grupy Wirtualna Polska. – Oferowane przez NextWeb Media autorskie rozwiązania Big Data pozwalają na precyzyjne dotarcie z komunikatem marketingowym do grupy docelowej, co w połączeniu z przestrzenią reklamową Grupy WP tworzy unikatowe narzędzie dla marketerów. – dodaje.

Grupa Wirtualna Polska to nie tylko lider polskiego Internetu, ale najlepszy partner jakiego mógłby sobie wymarzyć każdy przedsiębiorca, świetnie rozumiejący media internetowe, posiadający fantastyczny zespół doświadczonych specjalistów, zaplecze technologiczne, kulturę biznesową i styl zarządzania jak w start-upie. Dzięki integracji z Grupą WP otwierają się dla nas olbrzymie możliwości do dalszego, dynamicznego rozwoju – mówi Jakub Zieliński, CEO i założyciel Grupy NextWeb Media.

Wraz z akwizycją Grupa Wirtualna Polska pozyskuje zespół specjalistów posiadających wieloletnie doświadczenie w rozwoju autorskich rozwiązań reklamowych. Na przestrzeni kilku lat spółka stworzyła jeden z najpopularniejszych na polskim rynku formatów reklamy natywnej Power Content oraz zaawansowane technologie wykorzystujące Big Data. Dzięki wysokiej skuteczności produktów reklamowych spółka jest w stanie efektywnie monetyzować powierzchnię reklamową. Dodatkowo specjalizuje się w dobrym dopasowaniu komunikatu marketingowego do precyzyjnie targetowanej grupy użytkowników, co pozwoliło grupie NextWeb Media na osiągnięcie ponad 70 proc. obecnych przychodów z tytułu reklamy natywnej oraz rozwiązań content marketingowych.

Zakup Grupy NextWeb Media jest już trzecią akwizycją zrealizowaną przez Wirtualną Polskę Holding ze środków pozyskanych z majowej oferty publicznej. Dwie pierwsze dotyczyły zakupu niezależnych internetowych platform radiowych: OpenFM oraz PolskaStacja.pl. Grupa WP konsekwentnie wzmacnia swój wzrost organiczny m.in. przez inwestycje w spółki świadczące usługi komplementarne do usług Grupy oraz w produkty uzupełniające jej portfolio. W 2014 roku spółka zainwestowała łącznie ponad 66 mln zł w zakup takich podmiotów jak Grupa Money.pl, serwisy e-commerce Domodi i Homebook oraz portal SportoweFakty.pl, realizując strategię jakościowych akwizycji wspierających osiąganie przez nią pozycji partnera pierwszego wyboru, naturalnego i głównego medium informacyjno-kulturalno-rozrywkowego w Polsce.

 

Zapowiada się neutralne posiedzenie RPP

Dzisiejsze posiedzenie RPP nie powinno przynieść niespodzianek. Analitycy są właściwie zgodni co do tego, że nie dojdzie do żadnych zmian. Kolejny krok w negocjacjach z Grecją. Wierzyciele ustalili wspólne stanowisko, pytanie czy Ateny je zaakceptują.

 

Dzisiaj kończy się dwudniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Poznamy decyzję w sprawie stóp procentowych, jednakże niemal nikt nie spodziewa się innej niż utrzymanie stóp na poziomie 1,5%. W dalszym ciągu mamy do czynienia z deflacją w Polsce, zatem nie ma na razie mowy o pojawianiu się ryzyk inflacyjnych. Z drugiej strony gospodarka rozwija się prawidłowo, a bezrobocie spada. Stymulowanie jej, teraz jeszcze tańszym kredytem, może spowodować pojawianie się baniek spekulacyjnych. O ile sama decyzja jest w miarę pewna, to o 16:00 odbędzie się konferencja prasowa, na której nie raz już działo się znacznie więcej niż podczas ogłaszania decyzji. Analitycy uważnie słuchaj słów prezesa Marka Belki. Jeżeli będzie on malował optymistyczną wizję rozwoju i podnoszenia stóp na jesieni/zimą, złoty powinien się umacniać.

 

Doszło do porozumienia w sprawie Grecji. Jest tylko jeden problem, rząd w Atenach nie jest jego stroną. Porozumieli się już wierzyciele. Jest zgoda między Komisją Europejską, Europejskim Bankiem Centralnym i Międzynarodowym Funduszem Walutowym. Teraz porozumienie czeka na akceptację władz Grecji. Obserwatorzy liczą na to, że zostanie ono zaakceptowane do piątku, gdyż wtedy mija termin spłaty kolejnej raty. Warto również zwrócić uwagę, że wedle informatorów Financial Times porozumienie to ma obowiązywać tylko do końca czerwca. Taka formuła pozwala ponownie kupić więcej czasu na negocjacje. Rynki reagują na te informacje entuzjastycznie, doszło zarówno do umacniania się euro względem dolara jak i złotego wobec głównych walut.

 

Problemów gospodarczych w Australii ciąg dalszy. Gwałtowny wzrost bezrobocia spowodował tam już dwukrotne obniżki stóp procentowych w ostatnich miesiącach by pobudzić gospodarkę. Wczoraj poznaliśmy lepsze od oczekiwań dane o tamtejszym wzroście PKB. Niby jest to dobra wiadomość, problemem jest to, że za wzrost odpowiedzialne są czynniki, które nie pozwolą go długo utrzymać. Wzrost zapasów oczywiście podnosi wskaźnik, ale świadczy o problemach ze sprzedażą. Długotrwałe utrzymywanie się takiej tendencji nie jest niczym dobrym, tym bardziej że można spodziewać się spadku produkcji przemysłowej z tym związanej. Dolar australijski stracił w ciągu roku 20% na wartości względem dolara amerykańskiego.

 

Dzisiaj trwa seria publikacji indeksów PMI dla usług. Nie są one tak istotne jak te dla przemysłu, ale gdyby doszło do dużych niespodzianek rynki powinny reagować. Oprócz tego warto zwrócić uwagę na:

14:15 – USA  – raport o zatrudnieniu ADP,

14:30 – Strefa Euro – konferencja po posiedzeniu EBC.

Wykres kursu średniego

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 03.03.2015 do 03.06.2015

 

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700, utworzył trend wzrostowy. Oporem dla wzrostów jest ostatnie maksimum po wybiciu z kanału na 4,1550. Wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 4,0750, a następnie poziom 3,9700, czyli wspomniane ostatnie minima lokalne.

Wykres kursu średniego

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 03.03.2015 do 03.06.2015

 

Kurs CHF/PLN jeszcze niedawno poruszał się od ponad dwóch miesięcy w trendzie bocznym pomiędzy poziomami 3,8000 a 3,9400 po czym wyskoczył w górę. Dla ruchu w dół wsparciem jest obecnie minima na 3,9450. W przypadku kontynuacji ruchu w górę opór stanowić będzie ostatnie maksimum na poziomie 4,0150.

Wykres kursu średniego

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 03.03.2015 do 03.06.2015

 

Kurs USD/PLN wybił się z trendu spadkowego. Wsparciem są okolice 3,5210, gdzie znajdują się ostatnie minima lokalne. Oporem jest ostatnie maksimum lokalne na 3,8200.

Wykres kursu średniego

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 03.03.2015 do 03.06.2015

 

Po dotarciu do niemal 6,0000 w marcu, kurs zawrócił dotarł do 5,4300 i ponownie wraca ku górze. Oporem dla obecnej korekty jest ostatnie maksimum na 5,8800. Kurs utworzył kanał wzrostowy, jednakże doszło do wybicia z tej formacji w dół. Jeżeli ruch ten będzie kontynuowany najbliższym wsparciem jest minimum lokalne na 5,5400.

Maciej Przygórzewski – główny dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Big Data coraz popularniejsza

Big Data powoli zyskuje w Polsce na popularności. Sektor pożyczkowy, w którym technologia ta wykorzystywana jest w procesie scoringu, który w przeciągu kilku sekund analizuje dane z kilku tysięcy źródeł informacji, docenił ją już dawno. Unia Europejska rozważa, by nie wylać dziecka z kąpielą, czyli jak sprawić, aby użytkownicy mogli chronić się przed zbieraniem o nich wrażliwych danych, a jednocześnie nie ograniczać analizy digital finance. Czy przy pomocy Big Data ZUS skoreluje swoje dane z urzędem skarbowym?

Platforma doradcza Wikibon prognozuje, że do 2017 roku wartość globalna sektora Big Data osiągnie poziom 47 mld USD. To rynek, którego dynamika wzrostu przekracza 40% w skali roku. W Polsce zdaniem specjalistów to przyszłość i coś więcej niż tylko bankowość internetowa i rachunki online. Rozwiązania Big Data wykorzystują zwłaszcza firmy digital finance, np. mikropożyczkowe, do weryfikacji zdolności kredytowej klientów.

Od początku istnienia wykorzystujemy własne systemy Big Data do pozyskania wiedzy na temat zdolności kredytowej pożyczkobiorców. Informacje są analizowane wyłącznie za zgodą klienta –mówi Aleksander Rutkowski, dyrektor zarządzający w Kreditech Polska, spółki zarządzającej markami Flexinero, Kredito24, Pandamoney i Zaimo.

Poprzez model Big Data to nie indywidualne czynniki grają główną rolę w ocenie klienta, ale ich całościowy obraz cyfrowy. Pojedynczy piksel nie robi bowiem żadnego wrażenia, w przeciwieństwie do całego obrazu, składającego się z milionów pikseli. Dzięki informacjom pozyskanym np. z Facebooka czy Google + Kreditech potwierdza tożsamość, nazwisko, datę urodzenia czy miejsce zamieszkania wnioskodawcy. Na podstawie takich danych buduje jego model behawioralny, aby określić możliwości spłacania pożyczki. W praktyce oznacza to, że przy aplikowaniu o pożyczkę system Kredito24 lub Pandamoney prosi o chwilowy dostęp do profilu na Facebooku, aby sprawdzić czy nasza aktywność w tym portalu społecznościowym potwierdza informacje, które podaliśmy we wniosku. Co ciekawe nie są tu tak istotne – jak ma to miejsce w bankach – dane z BIK czy KRD.

Kreditech to odosobniony przypadek tak otwartego mówienia o temacie Big Data. W Polsce technologia ta jest wciąż zjawiskiem nowym i pozostaje na etapie rozwojowym, dlatego też tradycyjne banki komercyjne patrzą nań nadal z dużą dozą rezerwy, choć jej skuteczność znacznie przewyższa tradycyjne metody scoringowe, uniezależnienia od danych dostępnych w BIK i skraca proces scoringu do kilkudziesięciu sekund. Wykorzystywanie technik analizy Big Data w zachodnich firmach digital finance to standard, który pozwala bankom na zminimalizowanie nietrafionych pożyczek.

W administracji Big Data mogłyby wykorzystywać ZUS czy urzędy skarbowe. Korelacja danych z urzędów pomogłaby chronić interesy pracowników, którzy najczęściej dopiero w fazie upadłości przedsiębiorstwa dowiadują się, że nie były odprowadzane ich składki pracownicze. Big Data nie należy się bać, tylko stosować umiejętnie, z poszanowaniem prawa do prywatności.

Kreditech Polska

Do 2020 roku ilość subskrypcji smartfonów osiągnie 6,1 miliarda

Odkrycia opisane w najnowszej edycji Mobility Report 2015 opublikowanego dziś przez Ericsson pokazują, że do roku 2020 zaawansowane technologie mobilne będą powszechnie stosowane na całym świecie: ilość subskrypcji smartfonów zwiększy się ponad dwukrotnie, osiągając 6,1 miliarda, 70% populacji świata będzie korzystać ze smartfonów, a 90% będzie objętych zasięgiem mobilnych sieci szerokopasmowych.

Wyczerpujący raport na temat aktualnych trendów mobilnych pokazuje, że wzrost na rozwiniętych rynkach wynika ze zwiększenia liczby urządzeń przypadających na jednego użytkownika. W regionach rozwijających się wynika on natomiast z lawiny nowych subskrypcji możliwej dzięki coraz korzystniejszym cenom smartfonów; do końca 2020 roku niemal 80% subskrypcji smartfonów będzie pochodzić z rejonu Azji/Pacyfiku, Bliskiego Wschodu i Afryki.

70 procent osób będzie używać smartfonów

Wraz z ciągłym wzrostem ilości, ma miejsce gwałtowny wzrost zużycia danych: przewidywany jest dziesięciokrotny wzrost ilości danych wykorzystywanych przez smartfony do roku 2020, gdy 80 procent całego mobilnego ruchu danych będzie pochodzić ze smartfonów. Średnie miesięczne użycie danych na smartfon w Ameryce Północnej wzrośnie z 2,4 GB do 14 GB w 2020 r.

Gwałtowny wzrost liczby aplikacji i spadające koszty połączenia z internetem to kluczowe czynniki wpływające na wzrost liczby urządzeń podłączonych do internetu. Dodając do tego nowe, większe możliwości aplikacji, łatwo zauważyć że prowadzi to do jeszcze silniejszego wzrostu  liczby tych urządzeń. Prognoza Ericsson zawarta w raporcie, mówi że w 2020 roku do internetu podłączonych będzie 26 miliardów urządzeń – jesteśmy więc na dobrej drodze do osiągnięcia liczby 50 miliardów podłączonych urządzeń w perspektywie kilkunastu lat.

Każdego roku do 2020, mobilny ruch wideo będzie rósł aż o 55 procent rocznie i na koniec tego okresu będzie stanowił około 60 procent całego mobilnego ruchu danych. Wzrost napędzany jest głównie przez zmieniające się preferencje użytkowników dotyczące usług strumieniowego przesyłania treści wideo oraz rosnącą dominację treści wideo w Internecie, w tym wiadomości, reklam i mediów społecznościowych.

Gdy patrzymy na użycie danych na rozwiniętych mobilnych rynkach szerokopasmowych, widzimy że znacząca część ruchu generowana jest przez ograniczoną liczbę subskrybentów. Ci użytkownicy danych stanowią 10 procent wszystkich subskrybentów, ale generują 55 procent całego ruchu danych. Wśród danych zużywanych przez tych użytkowników dominują treści wideo. Oglądają oni około godzinę wideo dziennie, co stanowi 20-krotnie więcej w porównaniu do przeciętnych użytkowników.

Raport Ericsson na temat mobilności przedstawia dane prognostyczne, analizy i daje wgląd w ruch mobilny, subskrypcje i zachowania konsumenckie, dzięki czemu znamy obecne trendy dotyczące ruchu i rynków występujące w Społeczeństwie Sieciowym.

Ericsson regularnie dokonuje pomiarów ruchu w ponad 100 sieciach funkcjonujących w we wszystkich regionach zakątkach świata. Szczegółowe pomiary wykonywane są w wybranych komercyjnych sieciach WCDMA/HSPA i LTE, a ich celem jest zbadanie różnych wzorów ruchu danych.

źródło: Ericsson