Wypłata – nie zawsze pewny punkt umowy

3/4 Polaków uważa, że nie ma takiej sytuacji, która usprawiedliwiałaby niewypłacenie pensji pracownikom – wynika z sondażu przeprowadzonego na zlecenie Krajowego Rejestru Długów przez TNS Polska. Jednak wciąż zdarza się, że polskie firmy nie płacą wynagrodzeń na czas. A pieniądze, o jakie dopominają się oszukani pracownicy nie są wcale małe. Średnia kwota niewypłaconej pensji, jaka trafiła do bazy danych Krajowego Rejestru Długów to 11,5 tys. złotych, czyli równowartość czterech uśrednionych pensji netto.

TNS Polska na zlecenie KRD zapytał Polaków o to, czy są w stanie znaleźć usprawiedliwienie dla pracodawcy, który nie płaci swoim pracownikom pensji. W naszym powszechnym przekonaniu pracodawcy powinni płacić swoim pracownikom za wykonaną pracę – niezależnie od okoliczności. Aż 73% ankietowanych odpowiedziało, że nie widzi żadnego powodu, który mogłoby stać się usprawiedliwieniem dla niewypłacenia wynagrodzenia pracownikom.

Wśród sytuacji, w których część z nas zaakceptowałaby opóźnienie lub nieotrzymanie pensji, znalazły się te, które wiązały się z trudną sytuacją finansową przedsiębiorstwa. Występowanie zatorów płatniczych, czyli brak zapłaty od kontrahentów, zostało wskazane jako usprawiedliwienie niewypłacenia pensji przez 14% ankietowanych. Z tłumaczeniem, że nie otrzymali wypłaty, ponieważ pieniądze te zostały przeznaczone na uratowanie przedsiębiorstwa przed upadłością, pogodziłoby się już tylko 8% pytanych Polaków. Spowolnienie gospodarcze, nakłady inwestycyjne i brak wolnej gotówki były zrozumiałym powodem dla niewielkiego odsetka pozostałych badanych.

Pracodawcy nie płacą na czas

Jak podaje Państwowa Inspekcja Pracy w samym tylko 2014 roku odnotowano opóźnienia w wypłacie pensji dla pracowników na łączną kwotę ponad 171 mln zł. Sytuacja zatrudnionych, których wypłaty nie trafiają na ich konta jest o tyle trudna, że często czują się bezradni wobec sytuacji, w jakiej się znaleźli. Nie znając przysługujących im praw, pozostają też bierni w swoich działaniach.

Jako pracownicy mamy określone obowiązki, ale ma je również nasz pracodawca. Terminowe przekazywanie wynagrodzenia pracownikom jest jednym z nich – wyjaśnia Konrad Siekierka z kancelarii prawnej VIA LEX. – Niepłacącego pracodawcę powinniśmy pisemnie wezwać do zapłaty zaległego wynagrodzenia. Gdy nie wywiąże się z tego zobowiązania we wskazanym terminie, radzę jak najszybciej złożyć pozew do sądu pracy. Im szybciej uzyskamy wyrok, tym większe mamy szanse na odzyskanie należnych nam pieniędzy. Nie każdy ma też świadomość, że za opóźnienie w wypłacie wynagrodzenia, pracownikowi przysługują odsetki ustawowe, które wynoszą obecnie 8% w skali roku – dodaje Siekierka.

Wytoczenie powództwa przeciwko pracodawcy nie jest związane z koniecznością złożenia przez którąkolwiek ze stron wypowiedzenia umowy o pracę lub też od jej rozwiązania. Dodatkowo – posiadając wyrok z sądu pracy, każdy oczekujący na zaległą wypłatę pracownik, może przekazać informacje o zadłużeniu swojego pracodawcy do Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

To dodatkowy argument i forma nacisku na niepłacącego pracodawcę. Wpis do Krajowego Rejestru Długów to sygnał nie tylko dla jego potencjalnych kontrahentów, że zdarza mu się mieć zaległości finansowe, ale także dla kolejnych pracowników, którzy będą szukali informacji przed rozpoczęciem pracy w danej firmie –podpowiada Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Z upominaniem się o swoje pieniądze nie warto czekać zbyt długo. Jeśli pracodawca uchyla się od obowiązku płacenia za wykonaną przez nas pracę, warto jak najszybciej podjąć działania zmierzające do odzyskania należnych nam pieniędzy.

Brak wypłaty wynagrodzeń może mieć kilka powodów. Jednak firmy, które nie płacą innym, również pensje pracowników ustawiają dość nisko w hierarchii płatności, przez co nieopłacone wynagrodzenia mogą urosnąć do wielkich kwot – mówi Radosław Koński, dyrektor Departamentu Windykacji w Kaczmarski Inkasso.

Potwierdzają to dane z Krajowego Rejestru Długów. Pracodawca – rekordzista, którego zadłużenie zostało przekazane do KRD ma do oddania tylko jednemu ze swoich pracowników aż 80 tysięcy złotych.

Pracodawca – pracowity. Czy terminowy? Nie zawsze

Polski rynek pracy przeszedł wyjątkowo długą drogę od czasów nastąpienia w kraju kapitalizmu. Właśnie dlatego polscy biznesmeni wciąż muszą mierzyć się z wizerunkiem wyzyskujących swoich pracowników prywaciarzy, jaki przylgnął do nich na początku przemian ustrojowych. Dużą pomocą przy zmianie tych opinii są tu coraz bardziej europeizujące się przepisy prawa pracy, a także przyjmowanie nowych, propracowniczych standardów. Jednak to w dużej mierze od samych pracodawców zależeć będzie, jaką ostatecznie cenzurkę wystawi im społeczeństwo.

Przed naszymi biznesmenami wciąż jeszcze bardzo długa i kręta droga. Patrząc na poziom wynagrodzeń w kraju, daleko nam jeszcze do reszty Europy. Jak wynika z przeprowadzonego przez nas badania, aż 81% Polaków uważa, że pensje w polskich firmach są zbyt niskie. Jednak gdy firma przestaje płacić wynagrodzenie swoim pracownikom, uderza bezpośrednio w ich prawa. Dlatego takie sytuacje nie powinny mieć w ogóle miejsca –podkreśla Waldemar Sokołowski, prezes Rzetelnej Firmy.

Branża IT w Polsce do 2020 roku osiągnie wartość 6,24 mld USD

Nowe technologie w Polsce trzymają się mocno. Badacze Future Market Insights prognozują, że polski rynek IT osiągnie do 2020 roku wartość 6,24 mld USD, rosnąc średnio o 6% rocznie.[i] Do kraju odważnie wkraczać będą także kolejne technologie, które mogą zmieniać oblicze firm. Tymczasem, według prognoz Gartnera, globalne IT urośnie w 2015 r. o 3,1%, a przy uwzględnieniu spadków kursu dolara… obniży się o 1,3%, do 3,66 bln USD.

Branża IT jako jedna z najdynamiczniej rozwijających się i przyszłościowych gałęzi polskiej gospodarki?

Tak oceniają badacze Future Market Insights. Już w 2013 r. wartość rynku IT w Polsce sięgnęła 4,1 mld USD i będzie nadal dynamicznie rosnąć. Co zastanawiające, według ośrodka Gartner globalna branża IT odnotowuje w tym samym czasie lekkie spowolnienie. Prognozowany wzrost w 2015 r. to 3,1% (0,6% mniej niż w poprzedniej prognozie). Przy uwzględnieniu malejącej wartości dolara wartość branży ma jednak spaść o 1,3%, do 3,66 bln USD. Kursy walut tworzą iluzję kryzysu, jednak prowadzą także m.in. do wzrostu realnych cen usług i produktów IT na Zachodzie.

Paradoksalnie, pozytywnym czynnikiem wpływającym na wartość sektora IT w Polsce może być rosnąca liczba wdrożeń rozwiązań dla biznesu, które na Zachodzie są już teraz szeroko rozpowszechnione. To m.in. systemy ERP i CRM, technologie chmurowe czy firmowe aplikacje mobilne. Przy jednoczesnej lekkiej zadyszce na rynkach zachodnich, w Polsce firmy z branży IT mają wciąż wiele obszarów do intensywnego rozwoju – komentuje Wojciech Mach, Dyrektor Zarządzający w Luxoft Poland.

Według analiz Future Market Insights, polski rynek IT jest napędzany przez m.in. zwiększające się zainteresowanie przedsiębiorstw technologiami – dającymi realną przewagę nad konkurencją.

Największe nakłady na usługi IT ponoszą sektory: finansowy, publiczny i produkcyjny. Widać zapotrzebowanie rynku na rozwiązania CRM, optymalizację procesów (BPM), narzędzia Business Intelligence (BI) oraz optymalizację zarządzania środkami trwałymi, w tym nieruchomościami – precyzuje Dariusz Mazurek, Członek Zarządu Capgemini Polska, CEO Application Services.

Technologiczna rewolucja i ewolucja

Obok rozwiązań najczęściej wymienianych w Polsce w kontekście IT dla biznesu, na świecie rozwijają się jednak także inne dziedziny. Przykładem takiej technologii jest Internet Rzeczy (IoT). Według Accenture doprowadzi on do istotnych przemian biznesowych – przeobrażając sektory, które łącznie odpowiadają za aż 2/3 produktu krajowego brutto w krajach G20. Technologia ta będzie się rozwijać także w Polsce. Potwierdzają to wyniki badań Cisco Forum 2015 w Zakopanem – 2/3 z uczestników stwierdziło, że w ciągu 3 lat Internet Rzeczy wpłynie na strategię biznesową polskich firm.

IoT może przynieść dużo większą rewolucję, niż inne cyfrowe przełomy – jego konsekwencją jest połączenie fizycznych i cyfrowych przedmiotów w wielu kanałach, a nie na ograniczonej liczbie urządzeń. To realny trend. Blisko 2/3 badanych przez Accenture konsumentów chce zakupić do 2019 r. urządzenia domowe podłączone do sieci[v] – mówi Witold Rogowski, Dyrektor Zarządzający Accenture Delivery Center Polska.

Ewoluuje także obszar coraz bardziej popularny w polskich firmach – czyli chmura obliczeniowa. Prognozy IHS Techology zakładają, że globalny rynek cloud osiągnie wartość 235 mld USD do 2017 r., a Polska będzie częścią tego trendu. Potwierdzają to badania Comarch, zgodnie z którymi 65% polskich przedsiębiorców korzysta z usług chmurowych.

Technologie cloud są coraz częściej wykorzystywane w wielu obszarach życia, jednak szczególną popularność zyskują wśród klientów biznesowych. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest dynamicznie zmieniające się środowisko pracy, które umożliwia coraz bardziej elastyczne formy zatrudnienia m.in. pracę mobilną. Dlatego wszystkie narzędzia ułatwiające pracę zdalną są coraz chętniej wdrażane do funkcjonującej infrastruktury IT przedsiębiorstw – opowiada Leszek Bareja, Product Manager w Xerox Polska.

Zmiany przeżywają technologie webowe czy pozycjonowanie haseł w wyszukiwarkach internetowych (SEO). W ostatnich latach rosnący wpływ na pozycjonowanie stron w Google, Yahoo i Bing ma mechanizm Schema.org, przyjęty przez wszystkie z tych firm i umożliwiający bardziej precyzyjne przygotowanie wyników związanych z poszukiwanymi przez użytkownika hasłami.

Witryny w których zastosowano znaczniki semantyczne schema.org mogą uzyskać znacznie lepszą widoczność w wynikach wyszukiwania. Odnotowują wtedy wzrost liczby kliknięć w link nawet o 30% w stosunku do tradycyjnych witryn. Zachodzi to dzięki wprowadzeniu specjalnych znaczników dla wybranych elementów witryny – dodaniu w jej kodzie etykiet rozpoznawanych przez algorytmy Google’a – tłumaczy Mirosław Sopek, Wiceprezes w MakoLab.

Polska w świecie IT

Rynek IT w Polsce czekają przeobrażenia. Według Future Market Insights, dominują na nim usługi, które odpowiadają za ponad 50% jego przychodów, jednak do 2020 roku stracą one swoją dominującą pozycję na rzecz segmentu oprogramowania. Rozwój usług i zaawansowanego oprogramowania IT, na przyszłościowym rodzimym rynku, powinien pomagać Polsce nadrabiać w najbliższej przyszłości dystans do zachodnich rynków, wciąż poszukujących dalszych możliwości rozwoju.

 

Chińczycy zainwestują w Fabryce Łożysk Tocznych z Kraśnika 130 mln zł. Chcą dołączyć do pierwszej dziesiątki producentów podzespołów samochodowych na świecie

0
Weiren Zhao, dyrektor generalny w spółce Tri-Ring International
Weiren Zhao, dyrektor generalny w spółce Tri-Ring International

130 mln zł zamierza zainwestować do przyszłego roku chiński koncern Tri Ring, który w 2013 roku kupił blisko 90 proc. udziałów w Fabryce Łożysk Tocznych z Kraśnika. Nakłady mają być przeznaczone na prace badawczo-rozwojowe oraz powiększenie sieci sprzedaży. Chińczycy chcą być wiodącym producentem podzespołów samochodowych na świecie, dlatego także w Polsce poszukują partnera do kolejnej inwestycji.

Cały czas inwestujemy w Kraśniku – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Weiren Zhao, dyrektor generalny w spółce Tri Ring International. – Od momentu przejęcia do 2016 roku mamy zaplanowany ciąg inwestycji o wartości ponad 130 mln zł.

Tri Ring Group Corporation został większościowym udziałowcem w Fabryce Łożysk Tocznych z Kraśnika pod koniec maja 2013 roku. Chińczycy kupili wtedy od Agencji Rozwoju Przemysłu blisko 90 proc. udziałów w zakładzie. Obecnie, jak twierdzi dyrektor Weiren Zhao, koncern skupia się na inwestycjach w postęp technologiczny, bo niektóre maszyny znajdujące się na wyposażeniu fabryki są już bardzo stare. Do zakładu trafiają też nowoczesne technologie, które mają podnieść jakość produktów, a sieć sprzedaży jest rozszerzana, głównie za pośrednictwem innych oddziałów grupy.

Baza w Polsce to pierwsze tego rodzaju zagraniczne przedsięwzięcie, ale w tej chwili zainwestujemy również w Stanach Zjednoczonych – informuje dyrektor Weiren Zhao. – Mamy także oddziały w Niemczech, Austrii oraz Indiach. Bardzo dobrze pracujemy również z różnymi fabrykami z branży automotive. W dalszym ciągu będziemy inwestować. Chcemy, aby Tri Ring zaistniał na rynku światowym jako zaufany partner biznesowy. Naszym długoterminowym celem jest wejście z zakładami, takimi jak Fabryka Łożysk Tocznych, do pierwszej dziesiątki producentów łożysk na świecie.

Zdaniem dyrektora generalnego Tri Ring International nakłady na fabrykę w Kraśniku należą do największych inwestycji grupy na świecie.

Teraz chodzi o to, żeby ta maszyna jeszcze lepiej pracowała, motywowała, aby siła produkcyjna dawała nam jeszcze poważniejszą pozycję na tle wszystkich konkurentów – wskazuje dyrektor Weiren Zhao. – Wyroby Kraśnika, według mojej wiedzy, są bardzo dobre. Musimy tylko popracować nad podniesieniem jakość, tak aby wszyscy producenci samochodów, maszyn przemysłowych czy innych urządzeń mieli do nas jeszcze więcej zaufania, a nasze produkty były bardziej konkurencyjne na światowym rynku.

Tri Ring nie zamierza jednak kończyć swojej aktywności inwestycyjnej w Polsce na fabryce z Kraśnika.

Szukamy nowych możliwości – zapewnia dyrektor. – W tej chwili, oczywiście, skupiamy się na produkcji ściśle w branży automotive. Nie mogę powiedzieć, że już mamy konkretny cel, ale cały czas go poszukujemy.

Tri Ring Group Corporation jest jedną z największych chińskich firm z branży okołosamochodowej i maszynowej. Fabryka Łożysk Tocznych powstała w 1938 r. jako zakład wytwarzający amunicję. Produkcję łożysk tocznych rozpoczęto w niej dziesięć lat później.

Rekordowe napływy do TFI ciągną w górę krajowe indeksy. Polskim akcjom sprzyja także hossa na światowych rynkach

Rafał Irzyński, główny analityk Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych
Rafał Irzyński, główny analityk Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych

Do krajowych funduszy akcji od początku roku napłynęło ponad 3,6 miliarda złotych. Szeroki strumień nowych środków wspiera krajowy parkiet giełdowy. Wysokie poziomy indeksów zawdzięczamy także dobrej koniunkturze na światowych rynkach. Istnieje jednak ryzyko, że wraz ze wzrostem stóp procentowych w USA nastąpi znaczy odpływ kapitału z Polski.

Mimo ostatnich spadków indeks szerokiego rynku WIG od początku roku zanotował już ponad 7,5-proc. wzrost. Jest to wynik znacznie lepszy od stopy zwrotu osiągniętej przez amerykańskie akcje. Wciąż mamy jednak sporo do nadrobienia w stosunku do giełd we Frankfurcie i Paryżu. Niemiecki DAX 30 urósł w ostatnich pięciu miesiącach o ponad 15 proc, a paryski wskaźnik CAC 40 jest jeszcze lepszy.

– II połowa roku na Giełdzie Papierów Wartościowych wciąż wygląda optymistycznie. Należy jednak cały czas mieć na uwadze to, że tutaj poziom wysokich poziomów giełd zagranicznych, które dalej mają się dobrze i utrzymują trendy wzrostowe, tak naprawdę wisi i nad polskim rynkiem. I kiedy można powiedzieć, że ten balon może pęknąć, to również z pewnością dotknie to i warszawską giełdę. Pytanie tylko kiedy – ocenia Rafał Irzyński, główny analityk Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych.

Inwestujący w Polsce na razie nie obawiają się jednak bessy. Raport Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami pokazuje, że saldo wpłat i umorzeń środków do funduszy inwestycyjnych na przestrzeni pierwszych czterech miesięcy bieżącego roku wyniosło plus 8,6 miliarda złotych. Największa część tego strumienia skierowana była do funduszy akcyjnych. Saldo dla tego segmentu wyniosło ponad 3,6 miliarda złotych.

– Napływy do funduszy są rekordowe, w końcu zaczęły korzystać fundusze akcyjne. To oczywiście nie jest bez znaczenia dla wycen polskich akcji. I na razie nie wygląda na to, żeby ta tendencja uległa zmianie, mamy niskie stopy procentowe, lokaty w bankach i rachunki oszczędnościowe są bardzo nisko oprocentowane, więc te napływy powinny się dalej utrzymać – mówi agencji Newseria Rafał Irzyński.

Perspektywy zagranicznych giełd papierów wartościowych mają wpływ także na krajowy rynek akcji. Obecnie inwestorzy zwracają uwagę na możliwość podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Choć ostatni protokół FOMC mówi, że w czerwcu zmiana poziomu stóp jest mało prawdopodobna, to jednak w dłuższym terminie działania Rezerwy Federalnej Stanów Zjednoczonych mogą wywołać odpływ kapitału znad Wisły.

– W krótkim terminie nie wydaje mi się, żeby był duży efekt pierwszej podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. To już jest po części efekt, który jest już wyceniany i brany pod uwagę przez inwestorów. W dłuższym terminie może, niestety, wystąpić – tłumaczy główny analityk SII.

Obecny konsensus rynkowy zakłada, że podwyżka stóp procentowych za oceanem nastąpi najwcześniej we wrześniu bieżącego roku. W opinii analityków możliwy jest także scenariusz, w którym zacieśnienie polityki monetarnej przez FED nastąpi dopiero w przyszłym roku.

Łączna suma aktywów w zarządzaniu krajowych funduszy inwestycyjnych na koniec kwietnia osiągnęła wartość 224,8 miliarda złotych, a saldo wpłat i umorzeń w każdym z ostatnich 25 miesięcy było dodatnie.

S.Masalski: Dwucyfrowe oprocentowanie obligacji korporacyjnych powinno być czerwonym światłem dla inwestorów

Seweryn Masalski, zarządzający w MM Prime TFI
Seweryn Masalski, zarządzający w MM Prime TFI

Wzrost polskiego PKB w I kwartale bieżącego roku wyniósł 3,6 proc. Odczyt sygnalizuje wyraźne ożywienie w krajowej gospodarce, a to stwarza dogodny moment do kupna obligacji korporacyjnych. Korzystna koniunktura zmniejsza bowiem poziom ryzyka transakcyjnego i zwiększa perspektywy firm. Zbyt wysoka rentowność długu powinna jednak być dla inwestorów wyraźnym sygnałem ostrzegawczy.

Teraz jest bardzo dobry moment na kupowanie obligacji korporacyjnych. Mamy wzrost gospodarczy, co oznacza także zyski firm, biznes prowadzi się dobrze. W związku z tym spółki emitujące obligacje korporacyjne są dobrą inwestycją. Możemy mieć pewność, że nasze pieniądze zostaną zwrócone z przyzwoitym procentem – mówi agencji Newseria Inwestor Seweryn Masalski, zarządzający w MM Prime TFI.

Według raportu Coface w 2014 roku znacząco zmalała w Polsce liczba zgłaszanych wniosków o upadłość oraz faktycznie ogłoszonych sądownie upadłości. Spadek o 7 proc. w stosunku do poprzedniego roku może świadczyć o wyraźnej poprawie sytuacji ekonomicznej wśród krajowych przedsiębiorstw.

I tu wybór możliwych inwestycji jest dosyć szeroki, zwłaszcza jeśli popatrzymy na większe spółki z większych branż, możemy odnaleźć bardzo dobre, pewne inwestycje, które dają przyzwoity dochód, wyższy np. niż lokata bankowa albo obligacje skarbowe. Radziłbym przyjrzeć się spółkom z sektora finansowego, nie tylko bankom, lecz także np. firmom windykacyjnym – sugeruje Masalski.

Zarządzający w MM Prime TFI wskazuje także na inne atrakcyjne branże. Według niego ciekawie wyglądają duże spółki deweloperskie oraz przedsiębiorstwa z sektora transportowego. Inwestycje na rynku długu korporacyjnego można realizować między innymi poprzez system obrotu Catalyst.

Tak naprawdę jest kilka prostych rad, które można zastosować, nawet jeśli nie mamy jakiegoś większego zaplecza analitycznego albo finansowego. Po pierwsze spójrzmy na oprocentowanie. Im wyższe, tym wyższe ryzyko, więc te najwyżej oprocentowane oferty lepiej traktować z dużą ostrożnością. Za to te niżej oprocentowane są w większości przypadków dobrą inwestycją – tłumaczy Seweryn Masalski.

W rozmowie z agencją Newseria Inwestor zarządzający w MM Prime TFI radzi przyjrzeć się ogólnej koniunkturze panującej w danej branży. Jako przykład podaje deweloperów, których perspektywy wyglądają obiecująco. Stabilny poziom cen nieruchomości nie budzi obaw o powstanie bańki, tak jak miało to miejsce w 2008 roku.

Mimo że przeciętne oprocentowanie obligacji korporacyjnych także maleje, to w obliczu poprawiającej się koniunktury, stanowią one dobrą alternatywę dla obligacji skarbowych i lokat. Nawet po ostatnim odbiciu polskie papiery dłużne o 10-letnim terminie zapadalności zapewniają inwestorom niecałe 3,0 proc. zwrotu rocznie. Jeszcze niższe są odsetki oferowane od depozytów bankowych. Tutaj najlepsze oferty dla lokat 12-miesięcznych ledwie przekraczają 2,0 proc. netto.

Oprocentowanie obligacji korporacyjnych – ogólnie rzecz biorąc – ostatnio spada. Właśnie w związku z tym, że mamy wzrost gospodarczy, sytuacja emitentów się poprawia, więc pozwalają sobie na wypuszczanie nowych obligacji z niższym oprocentowaniem, bo ryzyko spada i jest dużo chętnych na ten rodzaj aktywów – ocenia zarządzający w MM Prime TFI.

Ekspert zwraca jednak uwagę na to, że oferowana rentowność na poziomie przekraczającym 10 proc. powinna stanowić dla inwestorów pewien sygnał ostrzegawczy. Dwucyfrowe odsetki z obligacji korporacyjnych mogą świadczyć o tym, że inwestycja niesie ze sobą znaczne ryzyko.

Polska Agencja Kosmiczna jesienią zacznie działalność merytoryczną. Rocznie na projekty kosmiczne w kraju może trafiać 100 mln euro

Marek Banaszkiewicz, prezes Polskiej Agencji Kosmicznej
Marek Banaszkiewicz, prezes Polskiej Agencji Kosmicznej

Nawet 100 mln euro rocznie będzie trafiać na projekty polskiego przemysłu kosmicznego. Działania te może pomóc koordynować formująca się właśnie Polska Agencja Kosmiczna, która od jesieni zacznie działalność merytoryczną. Najważniejsze by efektywnie wykorzystać dostępne środki oraz działać na rzecz sektora obronnego.

Mamy budżet 30 mln euro rocznie w programach Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA), a także około 10 mln euro od przyszłego roku w programach EUMETSAT-u, czyli agencji meteorologicznej, i całkiem spory udział w projektach europejskich, czyli około 40 mln euro. Razem to jest 80 mln euro. Do tego dochodzą środki krajowe z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju i Narodowego Centrum Nauki – wymienia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marek Banaszkiewicz, prezes Polskiej Agencji Kosmicznej. – W sumie mówimy o kwocie rzędu 100 mln euro rocznie.

Polska Agencja będzie m.in. dbać o to, by te fundusze, które jako państwo członkowskie Unii inwestujemy w Europejskiej Agencji Kosmicznej i w programach europejskich, wróciły do kraju i pozwoliły finansować kosmiczne badania polskich naukowców.

Drugim wyzwaniem jest działanie na rzecz obronności i bezpieczeństwa, bo to jest wymóg chwili. Cały sektor, współpracując, może przynieść wartość dodaną dla polskiej obronności, polskiego bezpieczeństwa i agencja to też ma na uwadze – deklaruje  prof. Marek Banaszkiewicz. – Trzeci to jest zaopatrywanie administracji w produkty i usługi, które są im potrzebne, a które są oparte na technikach satelitarnych i technologiach kosmicznych.

Polska stała się członkiem Europejskiej Agencji Kosmicznej pod koniec 2012 roku. Od tego czasu, jak oceniono w podsumowującym ten okres raporcie, wzrosła konkurencyjność polskiego przemysłu (zwłaszcza w sektorze usług opartych na wykorzystywaniu technik satelitarnych) oraz jego zaangażowanie w rozwój nowoczesnych technologii kosmicznych. To oznacza, że udział Polski w europejskich programach komicznych będzie rósł, szczególnie gdy Polska Agencja Kosmiczna zacznie działać w pełnym zakresie. Istniejąca od pół roku instytucja koncentruje się na razie na działaniach organizacyjnych.

Agencja w tym roku musi się do końca zorganizować – informuje prezes PAK. – Ma już siedzibę w Gdańsku, będzie miała oddziały w Warszawie i Rzeszowie. Trwa faza rekrutacji pierwszych pracowników. Pierwszym zadaniem jest rozpoczęcie działalności merytorycznej jesienią.

Polska Agencja Kosmiczna potrzebuje specjalistów. Szuka pracowników, którzy zajmą się jej sprawami kosmicznymi: inżynierów i naukowców, a także fachowców od kwestii bardziej przyziemnych, jak ekonomistów i prawników.

Budżet agencji [10 mln zł – red.] w tej chwili pozwala na 35, może 50 pracowników, to zależy od tego, jakie to będą stanowiska i jakie formy zatrudnienia – zaznacza Marek Banaszkiewicz.

P.Bielski (BZ WBK): podwyżka stóp procentowych w USA możliwa we wrześniu, w Polsce powodów do zmian nie będzie przed końcem 2016 r.

Piotr Bielski, starszy ekonomista Banku Zachodniego WBK
Piotr Bielski, starszy ekonomista Banku Zachodniego WBK

Przez kilka kolejnych kwartałów nie będzie potrzeby zmian poziomu stóp procentowych – ocenia starszy ekonomista Banku Zachodniego WBK. Taki powód pojawi się nie wcześniej niż pod koniec przyszłego roku. Postępujące ożywienie w europejskiej gospodarce oraz program ilościowego łagodzenia polityki pieniężnej sprawiają, że w najbliższym czasie nie należy spodziewać się żadnych niespodzianek ze strony EBC. Z kolei w USA jest duża szansa na podwyżkę stóp procentowych we wrześniu.

Wskaźnik IFO oceniający perspektywy dla biznesu w Niemczech, największej gospodarki w UE, osiągnął w kwietniu poziom 108,50 punktów i był najwyższy od lipca ubiegłego roku. W maju zanotował jednak spadek, podobnie PMI, czyli wskaźnik aktywności w przemyśle, który był najniższy od trzech miesięcy. Wynik PMI dla całej strefy euro był nieznacznie wyższy niż w kwietniu (52,2 wobec 52 pkt), a w niektórych krajach, jak Hiszpania czy Włochy, był najwyższy od lat.

Moim zdaniem w gospodarce europejskiej mamy w tej chwili ożywienie. I wprawdzie mieliśmy ostatnio trochę rozczarowujących odczytów, ale myślę, że indeksy aktywności w usługach powinny pokazać lepszą aktywność przedsiębiorców i potwierdzić, że nie jest tak źle pod względem tempa wzrostu gospodarczego w II kwartale. Spodziewałbym się wyników, które nie pogłębią obaw o ożywienie gospodarki w Europie – mówi agencji Newseria Piotr Bielski, starszy ekonomista Banku Zachodniego WBK.

Jego zdaniem decyzje banków centralnych strefy euro i Polski nie powinny w najbliższym czasie zaskakiwać.

W strefie euro mamy zadeklarowany i wprowadzany już w życie program ilościowego łagodzenia polityki pieniężnej, który będzie realizowany przynajmniej do września 2016 roku. Nie spodziewam się, aby nadchodzące dane spowodowały, że bank centralny nagle zechce odejść od tej zaprogramowanej ścieżki – tłumaczy Piotr Bielski.

Ekonomista podobnie ocenia sytuację w polityce pieniężnej w naszym kraju. Przez najbliższych kilka kwartałów nie należy spodziewać się większych zmian. Dobre dane napływające z gospodarki zarówno odnośnie dynamiki PKB, jak i wartości inflacji sprawiają, że nie ma powodu do zmian poziomu stóp procentowych. Najnowszy odczyt dynamiki polskiego PKB za I kwartał 2015 roku mówi o wzroście na poziomie 3,6 proc. Według szacunków GUS ceny dóbr i usług konsumpcyjnych w kwietniu wzrosły o 0,4 proc. w porównaniu do marca, choć w ujęciu rocznym wciąż notowana jest deflacja (1,1 proc.).

Ani powodu do obniżki, ani do podwyżki w tej chwili nie widać i pewnie nie pojawi się on wcześniej niż pod koniec 2016 roku – mówi Bielski.

Dużo wcześniej mogą się zmienić stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych. Po publikacji ostatniego komunikatu FOMC, czyli Komitetu Otwartego Rynku regulującego politykę monetarną w USA, rynek uznaje za bardzo mało prawdopodobny scenariusz podwyżki stóp procentowych jeszcze w tym miesiącu. Dominuje pogląd, że nastąpi to najwcześniej we wrześniu, a nawet w grudniu, choć decyzja zależy głównie od danych płynących z największej gospodarki świata.

Następną decyzją amerykańskiego banku centralnego będzie podwyżka. W tej chwili pytanie jest tylko takie, jak szybko ona nastąpi. Myślę, że kolejne dane z USA pokażą, że jednak nie jest tak źle z amerykańską gospodarką, jak mogłoby się wydawać po danych z I kwartału – prognozuje starszy ekonomista w Banku Zachodnim WBK.

Ostatni odczyt kwartalnej dynamiki PKB Stanów Zjednoczonych w ujęciu zanualizowanym pokazał jednak niewielkie spowolnienie, na poziomie 0,7 proc. (wskaźnik ten pokazuje, o ile w całym roku urosłaby gospodarka, gdyby rozwijała się w takim tempie, jak w danym kwartale wobec kwartału poprzedzającego).

Lepiej wyglądają odczyty wskaźnika wyprzedzającego ISM dla usług. Wartość na poziomie 57,8 jest znacznie wyższa od granicznego poziomu 50 pkt. Pozwala to na wyciągnięcie wniosku, że Stany Zjednoczone radzą sobie ze spowolnieniem, a kolejne odczyty mogą być dla inwestorów pozytywnym zaskoczeniem.

Myślę, że kolejne publikacje z USA będą potwierdzały to, że rzeczywiście idziemy do przodu z aktywnością gospodarczą, trochę odbija inflacja, poprawia się rynek pracy i wrześniowa podwyżka stóp się uprawdopodabnia. To może być jednak dla rynku zaskoczenie, że dziś instrumenty finansowe wyceniają tę podwyżkę bardziej w grudniu niż we wrześniu – podkreśla Piotr Bielski.

Citroën zmienia strategię na polskim rynku. Od 1 czerwca niższe ceny i nowa oferta

Jacek Trojanowski, dyrektor generalny Citroën Polska
Jacek Trojanowski, dyrektor generalny Citroën Polska

1 czerwca Citroën wprowadzi nową politykę handlową. Pojawi się nowa oferta: human – simple – smart, która ma być lepiej dostosowana do zmieniających się potrzeb konsumentów, prostsza i bardziej przejrzysta. Ze 102 wersji modeli osobowych zostaną 63, a po znaczącej obniżce cenowej nowe modele Citroëna mają być jednymi z najtańszych na rynku.

To nie jest tylko nowa strategia. Śmiem nazwać to, co zrobiliśmy, mianem rewolucji handlowej. Od 1 czerwca diametralnie zmieniliśmy wszystko, co do tej pory istniało – mówi agencji Newseria Biznes Jacek Trojanowski, dyrektor generalny Citroën Polska. – Przede wszystkim bardzo mocno obniżyliśmy ceny wszystkich samochodów. Od tej chwili cena, którą klient znajdzie na portalu motoryzacyjnym, na stronie Citroën.pl czy przeczyta w prasie motoryzacyjnej będzie rzeczywistą ceną, którą zapłaci w salonie.

Citroën opiera swoją nową politykę handlową na trzech kluczowych wartościach: optimistic, human i smart. Przedstawiciele marki podkreślają, że to odpowiedź na zmieniające się nawyki klientów.

Oferta ma być przede wszystkim prostsza, dlatego marka redukuję gamę oferowanych wersji – z obecnych 102 wersji modeli osobowych w nowej strategii znajdą się 63. Poza tym schemat zakupowy w znacznej mierze przenosi się do internetu, wymaga więc szybkiej, prostej i precyzyjnej informacji. Dotyczy to również ceny.

Jeżeli na portalach internetowych klient znajduje cenę, jaką stosowaliśmy do tej pory, czyli wysoką cenę cennikową, to być może już z góry straciliśmy pewną grupę klientów, bo oni już nie chcieli wykonać kolejnego kroku, pójść do salonu i dowiedzieć się, jaka jest rzeczywista, finalna cena zakupu – mówi Trojanowski.

Nowością jest wprowadzenie na rynek serii specjalnej More Life, czyli aut z każdego modelu z takim wyposażeniem, jakiego najczęściej poszukują polscy klienci. Modele z tej serii wszystkie opcje będą miały wliczone w cenę, dzięki czemu ostateczny koszt zakupu będzie znany od razu.

Na nowej strategii zyska zarówno klient, jak i marka. Klient, bo ma pełną przejrzystość naszej oferty. My, bo jeżeli produkt i jego wartości oraz technologie będą w centrum uwagi, to w rozmowie handlowej pozwoli nam to sprzedawać więcej i w dodatku będą to samochody lepiej wyposażone. Obydwie strony wygrywają również dlatego, że dostępność tych samochodów staje się lepsza – wymienia Trojanowski.

Citroën podkreśla, że obniżenie cen nowych modeli – w sytuacji kiedy różne czynniki wymuszają na koncernach ich podwyżki – będzie korzystne dla ich wartości przy odsprzedaży za kilka lat. Marka zaproponuje również rozwiązania, która w Polsce nie są jeszcze bardzo popularne, związane z długoterminowym leasingiem aut.

Polski konsument niewiele różni się od klienta z rynku zachodniego. Oczekiwania i sposób wyboru samochodu są identyczne. Jedyną różnicą jest to, że klient zachodni bardzo często, zwłaszcza w niektórych krajach, korzysta z takiej formy zakupu, która powoduje, że nie on jest właścicielem samochodu, ale płaci miesięczną ratę wynajmu. My również wprowadzimy do naszej oferty wkrótce tego typu produkty – zapowiada Trojanowski.

Nowy rozdział w historii Citroëna otworzyło wprowadzenie na rynek modelu C4 Cactus. Ma on prezentować nową strategię produktową marki – samochodów o wyraźnym designie, wyposażonych w nowoczesne, użyteczne na drodze technologie, dla klientów, którzy lubią się wyróżniać.

Wartość inwestycji w Polsce rośnie o ponad 8 proc. rocznie. Nasz kraj jest regionalnym liderem

Katarzyna Rzentarzewska, starszy analityk Erste Group
Katarzyna Rzentarzewska, starszy analityk Erste Group

Porozumienie w sprawie planu Junckera zakłada realizację projektów inwestycyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej o wartości 40-60 miliardów euro. Największa część tej sumy przypadnie Polsce. Dynamika inwestycji na poziomie 8 proc. oraz prognozy mówiące o wzroście PKB o 3,5 proc. stawiają nasz kraj w gronie gospodarczych liderów regionu. Problem dla przedsiębiorców wciąż są jednak skomplikowane procedury legislacyjne.

W ubiegłym tygodniu przedstawicielom państw członkowskim oraz negocjatorom Unii Europejskiej udało się dojść do porozumienia w sprawie planu Junckera. Finansowanie projektów odbywać się będzie dzięki środkom zgromadzonym w Europejskim Funduszu Inwestycji Strategicznych. Zgodnie z założeniami do 2017 roku plan powinien pobudzić inwestycje w Unii Europejskiej na kwotę 315 miliardów euro.

Plan Junckera to dodatkowy zastrzyk środków poza funduszami europejskimi. W tej chwili kraje Europy Środkowo-Wschodniej złożyły już wszystkie projekty. Wartość polskich projektów to ponad 17 mld euro na najbliższe trzy lata (2015-2017). Są  one gotowe do realizacji i czekają jedynie na partnera strategicznego i dopływ funduszy – mówi agencji Newseria Katarzyna Rzentarzewska, starszy analityk Erste Group.

Jak oceniają analitycy Erste Group, państwa Europy Środkowo-Wschodniej mogą być największym beneficjentem planu Junckera. Szacują, że w naszym regionie zostaną zrealizowane projekty o wartości ok. 40-60 miliardów euro.

W najbliższych latach to oszczędności i fundusze europejskie będą odgrywały główną rolę w finansowaniu inwestycji. Sektor małych i średnich przedsiębiorstw w Europie Środkowo-Wschodniej jest o tyle ważny, że generuje 35 proc. wartości dodanej. Nie odbiega w niczym od innych krajów europejskich. Inwestycje, które będzie generował ten sektor, są również ważne dla wzrostu – wyjaśnia ekspertka Erste Group.

Analiza Erste Group pokazuje, że udział małych i średnich przedsiębiorstw w strukturze PKB państw Europy Środkowo-Wschodniej jest niemal taki sam, jak w Niemczech czy Austrii.

Pod względem dynamiki inwestycji Polska jest w gronie regionalnych liderów. W gospodarkach Europy Środkowo-Wschodniej średnia wynosi 6,3 proc., co przekłada się na przewidywany wzrost PKB na poziomie około 2,1 proc.

Wzrost inwestycji w najbliższych latach w Polsce powinien się utrzymać na podobnym poziomie. W zeszłym roku było to ponad 9 proc. W tym roku oczekujemy zbliżonej dynamiki inwestycji – ponad 8 proc. To wszystko przekłada się na ponad 3-proc. wzrost gospodarczy – prognozuje Rzentarzewska.

W kwietniu Międzynarodowy Fundusz Walutowy podwyższył prognozę zmian PKB dla naszego kraju do 3,5 proc. W uzasadnieniu można przeczytać, że spowodowane jest to głównie poprawą warunków ekonomicznych u głównych partnerów handlowych Polski. Ożywienie odznacza się także większym zainteresowaniem inwestycjami wśród rodzimych przedsiębiorstw.

Firmy decydują się na inwestycje przede wszystkim dlatego, że widzą większy popyt wewnętrzny. Prywatna konsumpcja rośnie, co przekłada się na większą liczbę zamówień, a w związku z tym firmy zaczynają inwestować w zwiększenie swojej produkcji. To jest istotny czynnik początkowy, który wyzwala ten potencjał – wyjaśnia Katarzyna Rzentarzewska.

Podkreśla jednak, że aby utrzymać wysoką dynamikę wzrostu inwestycji potrzebne są zmiany – poprawa w zakresie struktury otoczenia gospodarczego oraz ułatwienie dostępu do finansowania tych podmiotów. Przedstawicielka Erste Group zaznacza, że sektor małych i średnich przedsiębiorstw ma przed sobą poważne wyzwania. Najważniejszym problemem, z którym musi się zmierzyć, są niejasne przepisy prawne oraz skomplikowane procedury gospodarcze. Katarzyna Rzentarzewska dostrzega jednak pozytywne zmiany. Czas zakładania firmy został skrócony z 25 do 7 dni. Zmniejszył się także okres oczekiwania na niektóre pozwolenia budowlane.

Łódź będzie się zmieniać za unijne pieniądze. Rewitalizacja obejmie obszar 1,4 tys. hektarów

Marek Cieślak, wiceprezydent Łodzi
Marek Cieślak, wiceprezydent Łodzi

Władze Łodzi liczą na co najmniej 4 mld zł ze środków unijnych. Zamierzają wydać te pieniądze na poprawę jakości życia w mieście, m.in. sprawniejszą komunikację, potrzeby wspólnot mieszkaniowych oraz rewitalizację zaniedbanych kwartałów centrum. Dzięki inwestycjom mają wzrosnąć szanse Łodzi na organizację Małego Expo 2022.

4 mld zł z unijnego programu Zintegrowane Inwestycje Terytorialne oraz Regionalnego Programu Operacyjnego to znaczący zastrzyk finansowy dla miasta.

Będziemy także aplikować o pewne środki na poziomie rządowym do Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju. Ale 4 mld zł to kwota, która na razie w wieloletniej prognozie finansowej się mieści. To sporo, bo roczny budżet Łodzi wynosi 4 mld zł, więc jakby kolejny budżet miasta chcielibyśmy ze środków unijnych wykorzystać. Mam nadzieję, że nam się to uda – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Cieślak, wiceprezydent Łodzi.

W kolejnych latach prawdziwym wyzwaniem dla miasta będzie rewitalizacja najbardziej zaniedbanych części miasta. To kwestia, do której władze Łodzi przywiązują największą wagę, również w kontekście starań o organizację Małego Expo 2022.

– Myślę, że doszliśmy już do takiego etapu, że czas najwyższy doprowadzić do tego, żeby centrum miasta było przyjazne. Stąd duże projekty rewitalizacyjne, rewitalizacja obszarowa w sumie dotykająca 1,4 tys. ha. Mam nadzieję, że uda się wytworzyć mechanizmy nie tylko dla miasta, lecz także dla wspólnot mieszkaniowych i inwestorów prywatnych – mówi Marek Cieślak.

To duże wyzwanie, bo projekty rewitalizacyjne będą dotyczyć ok. 15-20 tys. mieszkańców. To również kwestia wrażliwa społecznie.

– To nie jest prosty remont, to także rewitalizacja społeczna, i myślę, że idea związana z włączeniem społeczności lokalnych w rewitalizację to wyzwanie, któremu miasto musi sprostać – podkreśla Cieślak.

Innym jest dokończenie największych inwestycji infrastrukturalnych.

Mam nadzieję, że w 2016 roku dokończymy największe inwestycje drogowe, oddamy dworzec razem z PKP i Nowe Centrum Łodzi, czyli projekt dotyczący zagospodarowania 90 ha w centrum miasta. To są nasze priorytety w najbliższej perspektywie finansowej – podkreśla wiceprezydent miasta.

Kluczowe projekty w ramach budowy NCŁ to m.in. budowa rynku Kobro, dworca Łódź Fabryczna i linii kolejowej między Łodzią a Widzewem, rewitalizacja EC1 czy przebudowa ulicy Moniuszki. Do 2015 roku realizacja kosztowała miasto ok. 350 mln zł, a inwestorów prywatnych – ok. 900 mln zł.

Dzięki realizowanym inwestycjom Łódź ma się stać smart city. Efekty w pierwszej kolejności będzie można zobaczyć w ruchu ulicznym oraz działaniach pomocy społecznej.

Mamy duży program związany ze skonsolidowaniem 240-250 skrzyżowań w mieście i próbą sterowania ruchem – zapowiada Marek Cieślak. – Drugi program w ramach smart city jest związany z integrowaniem służb pomocy społecznej i urzędów pracy. O tym kierunku rząd mówi od dłuższego czasu, my próbujemy to realizować. Nie da się oddzielić pomocy społecznej od wspierania rynku pracy. To są dwa programy, które wydaje się, że za chwilę się sfinalizują.

Centra handlowe inwestują w nowe technologie. Chcą w ten sposób zwiększyć sprzedaż

0
Lidia Deja, szef marketingu i PR w Apsys Polska
Lidia Deja, szef marketingu i PR w Apsys Polska

Zarządcy centrów handlowych stawiają na nowe technologie, które mają ułatwić zakupy i przyciągnąć klientów. Przykładem mogą być tzw. beacony, które pozwalają na dopasowanie oferty do konkretnej osoby. Wiedząc, że klienci nawet podczas zakupów nie rozstają się ze smartfonami, centra handlowe tworzą aplikacje, które informują o aktualnych promocjach, wskazują wolne miejsce na parkingu czy drogę do sklepu. Rola wielokanałowości w handlu staje coraz większa.

W ostatnim czasie preferencje zakupowe, upodobania i zachowania klientów bardzo się zmieniły. Ma to swoje źródło m.in. w upowszechnieniu nowych technologii. Dzisiaj klienci masowo korzystają z internetu, mediów społecznościowych, tabletów, smartfonów i to oczywiście nie pozostaje bez znaczenia dla kształtu rynku retail, w tym dla centrów handlowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Lidia Deja, szef marketingu i PR w Apsys Polska.

Polacy coraz częściej robią zakupy przez internet, przede wszystkim ze względu na szybkość i wygodę. Większość klientów nawet podczas zakupów nie rozstaje się ze smartfonami czy tabletami. Z raportu mShopper przeprowadzonego przez Mobile Institute wynika, że z urządzeń mobilnych korzysta 44 proc. Polaków. Do zmiany upodobań klientów przystosowują się centra handlowe, w których przybywa rozwiązań skierowanych do posiadaczy smartfonów czy tabletów.

W związku z upowszechnieniem nowych technologii wiemy, że dzisiaj najbardziej skuteczny model sprzedaży to omnichannel, czyli sprzedaż przez wiele kanałów. Wzajemnie się one uzupełniają i tworzą zintegrowany system. Centrum handlowe jest dziś przestrzenią zdigitalizowaną, bo żeby być skutecznym zarządcą i wspierać najemców, trzeba samemu korzystać z nowych technologii – tłumaczy Deja.

Dlatego nowoczesne centra handlowe wdrażają nowe technologie. Łódzka Manufaktura testuje system beaconów, czyli niewielkich nadajników odbierających sygnały ze smartfonów, które zbierają informacje o upodobaniach, zwyczajach i zachowaniach klientów. Dzięki temu najemcy mogą stworzyć spersonalizowaną ofertę, adekwatną do oczekiwań konkretnego klienta. Dzięki aplikacjom na smartfony, klienci mogą również otrzymywać informacje o aktualnych promocjach w sklepach, obok których właśnie przechodzą.

Prostota, przyjemność i skuteczność stanowią o jakości obsługi klienta. W tym zakresie technologie są kluczowe. Przykładem może być szybko rozwijająca się usługa „click and collect”, która jest najlepszym przykładem wielokanałowości – wskazuje ekspertka z Apsys Polska.

Dzięki aplikacji klient może zamówić produkt przez internet i poprosić o dostawę do domu albo przyjść do sklepu, przymierzyć i zdecydować, czy produkt zatrzymuje, czy zwraca. Możliwości i konfiguracji jest wiele, ale wszystkie mają sprawić, że zakupy w centrum handlowym będą szybkie i przyjemne. Podobnie jak zakupy w sieci, które cieszą się coraz większym zainteresowaniem.

Technologie warunkują nowoczesność i trudno sobie wyobrazić centrum handlowe najnowszej generacji bez ogólnie dostępnego internetu. Wi-Fi stało się standardem. Podobnie aplikacja mobilna, która ma np. funkcję geolokalizacji, czyli ułatwia znalezienie wolnego miejsca na parkingu, odszukanie samochodu, jeśli parking jest duży, czy znalezienie danego sklepu – przekonuje Lidia Deja.

Większość centrów handlowych nowszej generacji decyduje się na korzystanie z najnowszych technologii, co przy coraz większej liczbie użytkowników urządzeń mobilnych jest koniecznością. W ubiegłym roku smartfony generowały 12 proc. ruchu internetowego (badania Gemius), a ich udział rośnie. Na Zachodzie urządzenia przenośne generują blisko połowę ruchu. Dlatego centra handlowe cały czas się zmieniają. Walczą o klientów nie tylko różnorodnością oferty, lecz także nowinkami technologicznymi.

Jeżeli porównamy centra najnowszej generacji w Polsce i na Zachodzie, to będą one mniej więcej w tym samym stopniu odwoływały się do tych technologii. Tym bardziej że deweloperzy, właściciele i zarządcy centrów handlowych to bardzo często firmy międzynarodowe, a więc ich know-how, doświadczenie i dbałość o tzw. custom experience jest podobna, a właściwie taka sama – mówi ekspertka.

Kolejne 2-3 lata będą decydujące dla polskiego przemysłu spożywczego. Dla mniejszych firm może to być trudny okres

Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności (PFPŻ)
Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności (PFPŻ)

Rosnący eksport i utrzymujący się na stabilnym poziomie popyt wewnętrzny wpływają na dobrą sytuację rynku rolno-spożywczego w Polsce. 30-proc. nadwyżka mocy produkcyjnej sprawia, że producenci muszą coraz mocniej ze sobą konkurować, również cenami. Najbliższe 2-3 lata mogą mieć duże znaczenie dla kondycji i kształtu polskiego przemysłu żywnościowego, ale może to być trudny czas dla firm, szczególnie tych średnich.

Cechą wyróżniającą rynek rolno-spożywczy w Polsce na tle sąsiednich rynków, jak Czech czy kraje nadbałtyckie, jest bardzo stabilny popyt wewnętrzny. Mamy dosyć duży, bo prawie 60-proc., udział polskich producentów w rynku żywności w Polsce. Dodatkową cechą jest bardzo dynamicznie rozwijający się eksport. To nasze główne determinanty – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności (PFPŻ).

Dane resortu gospodarki wskazują, że mimo embarga nałożonego przez Rosję eksport polskiej żywności w ubiegłym roku wyniósł 21,5 mld euro i był 4,5 proc. większy niż w 2013 roku. Optymistycznie wyglądają również dane za I kwartał br.

Gantner wskazuje, że dziś ok. 30 proc. rodzimej produkcji trafia na eksport. Ale to jednak rynek wewnętrzny jest kluczowy dla producentów żywności. Jego wartość to ok. 170 mld zł, czyli prawie dwa razy więcej niż eksportu.

W tej chwili rynek jest praktycznie nasycony pod względem mocy przetwórczych. Szacuje się wręcz, że polscy producenci mają prawie 30-proc. nadwyżkę. Skutkuje to dużą konkurencją na rynku wewnętrznym, przede wszystkim konkurencją cenową. Skutki tego widzimy w utrzymującej się od kilku miesięcy deflacji, głównie spowodowanej przez zastój na rynku cen żywności – tłumaczy ekspert.

Z danych PFPŻ wynika, że obecnie za 80 proc. eksportu odpowiada 7 proc. firm spożywczych. Biorąc pod uwagę nadwyżkę produkcji, zwiększenie eksportu będzie największym wyzwaniem dla sektora MŚP. Z kolei silna konkurencja na rynku wewnętrznym powoduje, że najbliższe 2- 3 lata dla firm z tego sektora mogą okazać się kluczowe.

W tym okresie będzie formował się finalny kształt polskiego przemysłu żywnościowego, niestety, nie będzie to łatwy okres dla firm, szczególnie tych średnich – prognozuje Andrzej Gantner.

Pozytywnie ocenia jednak perspektywy całego rynku rolno-spożywczego i dodaje, że jest kilka segmentów, które będą rozwijać się szybciej. To m.in. sektor żywności ekologicznej, choć wciąż jest on na relatywnie niskim poziomie. Ogólnopolskie Stowarzyszenie Przetwórców i Producentów Produktów Ekologicznych „Polska Ekologia” szacuje, że rynek w Polsce wart jest 600-650 mln zł. Polacy coraz częściej są proekologiczni, a to oznacza, że ten segment rynku może notować wzrosty. Rośnie też popularność produktów regionalnych.

Widać pewien ruch w kierunku produktów funkcjonalnych, szczególnie kierowanych do specyficznych grup ludności, zarówno pod względem płci, jak i wieku. Jest też widoczny trend, nie tylko jest związany z ekologią i tradycyjnością, lecz także dotyczący dostępności produktów świeżych – komentuje Gantner.

Praktyki i staże szansą dla młodych. Pozytywnie ocenia je ponad 70 proc. studentów

Mariola Raudo, kierownik ds. rekrutacji i HR Biznes Partner w Nestlé Polska
Mariola Raudo, kierownik ds. rekrutacji i HR Biznes Partner w Nestlé Polska

Letnie miesiące to najlepszy czas na praktyki i staże, które pozwolą zadbać o swoją karierę i zdobyć nowe umiejętności, zwłaszcza że 70 proc. studentów ocenia, że uczelnie nie przygotowują ich wystarczająco dobrze do poszukiwania pracy. W Polsce praktyki związane z kierunkiem studiów odbywa trzy czwarte studiujących, a ponad 70 proc. z nich określa je jako bardzo przydatne. Dla najlepszych stażystów to okazja na pierwszą pracę. Korzystają na tym także pracodawcy, którzy w ten sposób zyskują już wykwalifikowaną kadrę.

Trzy miesiące wakacyjne są najczęściej wybierane przez praktykantów na odbywanie staży i praktyk. Jest to też czas, kiedy firmy dają młodym ludziom szansę zetknięcia się z realnym środowiskiem pracy. Nasza firma w tym roku otwiera 16. edycję programu praktyk letnich – mówi agencji Newseria Mariola Raudo, kierownik ds. rekrutacji i HR Biznes Partner w Nestlé Polska.

Dla studentów staże to możliwość nie tylko zdobycia doświadczenia i potrzebnych kwalifikacji, lecz także możliwość poznania potrzeb pracodawcy. To istotne, zwłaszcza że jak pokazują wyniki raportu Deloitte „Pierwsze kroki na rynku pracy. Ogólnopolskie badanie studentów i absolwentów”, aż 70 proc. studentów uważa, że polskie uczelnie źle przygotowują do poszukiwania pracy. Studia kładą nacisk na teorię, w efekcie na rynek pracy trafiają nieprzygotowani młodzi ludzie.

Wszystkie staże powinny być płatne. Nie chodzi tylko o zaangażowanie, bo młodzi ludzie, żeby zdobyć wiedzę, są w stanie przyjść na praktyki bezpłatne. Niejednokrotnie, tak jak w naszym przypadku, praktykanci są z całej Polski, oni muszą za te pieniądze się utrzymać, wynająć mieszkania. Jeśli praktyka jest dobrze skonstruowana, to oni wykonują konkretną pracę i powinni za nią otrzymać wynagrodzenie – przekonuje Raudo.

W Polsce pracodawcy coraz częściej oferują płatne praktyki, wciąż jednak zdarzają się przypadki, że to firma za możliwość odbycia stażu wymaga od młodych ludzi zapłaty. Atrakcyjna oferta praktyk to nie tylko szansa dla studentów, lecz także dla pracodawców. 80 proc. z nich ma problemy ze znalezieniem osób o odpowiednich kwalifikacjach, a w ten sposób mogą zdobyć nowych pracowników, już dopasowanych do wymagań na określonym stanowisku.

U nas ok. 40-50 proc. praktykantów pozostaje w firmie na dłużej. Stawiamy na ludzi wewnątrz organizacji, promujemy ich, mamy też sporo tzw. miejsc początkowych. Jeśli taka możliwość jest, proponujemy miejsca pracy tym praktykantom, którzy mogą i chcą w firmie zostać – wskazuje ekspertka z Nestlé.

Nawet jeśli bezpośrednio po zakończeniu praktyk w firmie nie ma wakatu, informacje zbierane od menadżerów wskazują, gdzie wkrótce będą potrzebni nowi pracownicy. Wówczas sięga się po praktykantów. Jak podkreśla Raudo, głównym celem staży jest jednak dzielenie się wiedzą i danie szansy studentom na uzyskanie nowych kompetencji.

Badanie Deloitte wskazują, że studenci doceniają praktyki i staże. 74 proc. badanych w swoim doświadczeniu ma praktyki w Polsce związane z kierunkiem studiów, 56 proc. wzięło udział w innych programach oferowanych przez pracodawcę. Wysoko oceniają również ich skuteczność – 71 proc. oceniło praktyki jako bardzo skuteczne.

Ekspertka przypomina, że do rozmowy w sprawie odbycia stażu należy się dobrze przygotować.

Przy składaniu aplikacji młody człowiek powinien być świadomy, dlaczego chce iść do danej firmy, co może dzięki temu uzyskać, jakie umiejętności i kompetencje. W naszej firmie droga do uzyskania praktykanta jest długa. Zależy nam na osobach, które są najbardziej zmotywowane, mają największy potencjał i są świadome, że akurat w tej firmie chciałyby te praktyki odbyć – wskazuje Raudo.

Mężczyźni coraz bardziej interesują się modą. Kupują świadomie i kierują się przede wszystkim jakością

Janusz Bielenia, właściciel Studia Szycia na Miarę
Janusz Bielenia, właściciel Studia Szycia na Miarę

Młodzi mężczyźni coraz więcej wydają na ubrania. 15 proc. z nich przyznaje, że interesuje się modą. Choć wciąż sektor odzieży damskiej globalnie sprzedaje więcej, to męski rośnie w szybszym tempie. Mężczyźni stawiają na jakość, choć nie zależy im na markach. Młodsze pokolenie lubi oryginalność, dlatego zamiast powielać modowe wzorce wybierają ubrania szyte na miarę. Dlatego sektor męskiej odzieży luksusowej rośnie w siłę, w przyszłym roku wzrost może sięgnąć nawet 15-20 proc.

– Mężczyzna do 35. roku życia bardzo się różni od choćby 10 lat starszego. W luksusowej branży modowej szukają oni jakości, są bardziej odważni pod względem kolorów. W ogóle mężczyźni są bardziej indywidualni i nie zależy im na konkretnej marce – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Janusz Bielenia, właściciel Studia Szycia na Miarę – Bielenia.

Raport „Gender Factor – męskie branże w kobiecych rękach” wskazuje, że mężczyźni, zwłaszcza ci młodsi, zwracają coraz większą uwagę na modę. Interesuje się nią 10 proc. mężczyzn, ale u tych do 35. roku życia wskaźnik ten wynosi 15 proc. Dlatego choć odzież damska jest więcej warta, to męski sektor rozwija się w szybszym tempie – globalnie o 4,1 proc. do poziomu ponad 100 mld dol. (kobieca moda osiągnęła wartość 150 mld dol., wzrost o 2,8 proc.).

– Zaskakuje mnie, jak bardzo zmieniło się podejście mężczyzn do mody na przestrzeni wieków. Teraz są bardziej odważni, potrafią szybciej wydawać pieniądze, ale traktują je jako inwestycję w swoją indywidualność, w to, co założą. Nie chcą kupować ubrania takich samych, jak inni. Szukają indywidualności, a nie marek – podkreśla Bielenia.

Jeszcze kilka lat temu eleganckie męskie ubrania wyglądały podobnie – szare lub granatowe marynarki, często w delikatne paski. Teraz mężczyźni szukają ubrań, które ich wyróżnią, wiedzą czego chcą i najczęściej nie korzystają z pomocy kobiet. Do zakupów podchodzą też znacznie bardziej racjonalnie niż panie. Stawiają na jakość, nie na ilość.

Raport „Gender Factor” wskazuje, że o ile kobiety kupują ubrania z domieszką sztucznych materiałów, o tyle w przypadku mężczyzn jest to nie do pomyślenia. Zakupy są też bardziej przemyślane: panowie porównują materiały, sprawdzają stan swojej garderoby i dopiero wówczas decydują się na zakup.

– Według mnie klient bardzo pozytywnie się zmienił ze względu na to, że poszukuje produktu wysokiej jakości nie tylko materiałowej, lecz także samego rzemiosła. Taki garnitur będzie dłużej noszony, będzie dłużej lepiej wyglądał i tego właśnie szuka mężczyzna – ocenia ekspert.

Wartość rynku luksusowej odzieży rośnie. Z raportu KPMG „Rynek dóbr luksusowych w Polsce 2014” wynika, że w ubiegłym roku był on wart nieco ponad 2 mld zł. Według prognoz w 2017 roku może to być ponad 2,3 mld zł. Bielenia ocenia, że w przypadku męskich ubrań szytych na miarę wzrost może być jeszcze większy, nawet do 20 proc.

– Składa się na to kilka elementów. Po pierwsze lepiej zarabiają, znaleźli też sposób na pokazanie swojej indywidualności. To już nie tylko samochód. Często mam klientów, którzy jeżdżą średniej klasy autem, a wydają duże pieniądze na garnitur, bo sprawia im to przyjemność – mówi właściciel Studia Szycia na Miarę – Bielenia.

Młodsze pokolenie czerpie inspiracje z internetu i dobrze ubranych gwiazd. Badacze wyróżniają dwa typy konsumentów: Henry (high earner, not rich yet) i Yummy (young, urban male). Łączy ich przywiązanie do jakości i wysokogatunkowych tkanin.

Mężczyzna, idąc na spotkanie, chce wyglądać dobrze, poza tym tego wymaga też od niego pracodawca. Dlatego myślę, że w tym segmencie będzie duży wzrost – ocenia Janusz Bielenia.

Popołudniowy komentarz walutowy z 02.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 02.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Nie tylko zatrudnieni na etacie mogą tworzyć związki

Ograniczenie udziału w związkach zawodowych do pracowników zatrudnionych na etacie jest niekonstytucyjne – orzekł Trybunał Konstytucyjny. Oznacza to, że zatrudnieni na umowach cywilnych mogą należeć do związków. Konfederacja Lewiatan uważa, że wszystkie osoby pracujące w szerokim tego słowa znaczeniu powinny mieć prawo do organizowania się i ochrony swoich praw.

– Następstwem wyroku Trybunału Konstytucyjnego będzie poważna zmiana przepisów prawa pracy. Wszystkie osoby wykonujące pracę zarobkową, powinny mieć prawo zrzeszania się w związkach zawodowych, co zresztą wynika z przepisów międzynarodowych. Niekoniecznie jednak muszą korzystać ze wszystkich uprawnień pracowniczych. Na pewno powinni być chronieni przed dyskryminacją ze względu na działalność w związkach zawodowych i mieć możliwość wyrażania wspólnego głosu – mówi dr Grażyna Spytek-Bandurska, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Lewiatan zwraca uwagę, że w praktyce z realizacją prawa do zrzeszania się mogą wiązać się liczne problemy. – Chodzi o wątpliwości dotyczące wskazania podmiotu, który będzie ponosił koszty funkcjonowania związku zawodowego, ochrony zatrudnienia w przypadku krótkotrwałej współpracy czy pracy równolegle u wielu przedsiębiorców. Ważne jest także w jakim zakresie osoby mające umowy cywilne będą objęte ochroną pracowniczą i czy struktury związkowe będą działać poza firmami na wzór organizacji branżowych lub regionalnych – dodaje Grażyna Spytek-Bandurska.

Zdaniem Lewiatana powinniśmy zwiększać poziom ochrony osób zatrudnionych na podstawie umów cywilnych i terminowych, ale równocześnie nie można zapominać o barierach zniechęcających pracodawców do zawierania umów na czas nieokreślony.

– Od lat postulujemy, aby złagodzić obowiązek pracodawcy podawania przyczyny wypowiedzenia umowy o pracę zawartej na czas nieokreślony, skrócić okresy wypowiedzenia, ograniczyć katalog grup pracowników korzystających ze szczególnej ochrony stosunku pracy, zmodyfikować zasady konsultacji zamiaru rozwiązania umowy na czas nieokreślony poprzez wprowadzenie kontroli równoległej, a nie uprzedniej – mówi Grażyna Spytek-Bandurska.

Konfederacja Lewiatan

7 czynników sukcesu firm rodzinnych

Udana sukcesja, dostęp kobiet do najwyższych stanowisk, ład korporacyjny, zrównoważony rozwój oraz cyberbezpieczeństwo – między innymi te kwestie decydują o sukcesie firm rodzinnych – tak wynika z raportu „Utrzymać władzę: Jak firmy rodzinne osiągają trwały sukces?”. Firma doradcza EY przebadała 2 400 największych na świecie przedsiębiorstw rodzinnych z 21 głównych, globalnych rynków.Wnioski płynące z badania potwierdzają na własnych przykładach przedstawiciele polskich firm, laureaci konkursu EY Przedsiębiorca Roku, którzy prowadzą biznes wspólnie z członkami swoich rodzin.

Firmy rodzinne stanowią ponad 2/3 przedsiębiorstw na świecie, zatrudniają w swoich krajach od 50 do 80% wszystkich pracowników. W Europie aż 85% przedsiębiorstw prywatnych to biznesy rodzinne, w sumie wypracowujące 70% PKB i zatrudniające 60% wszystkich Europejczyków. Wg raportu PARP z 2014 roku w Polsce stanowią one aż 68% wszystkich przedsiębiorstw, ale jedynie nieco ponad 7% z nich to duże podmioty. Polski biznes rodzinny to przede wszystkim małe i średnie przedsiębiorstwa, które generują 18% PKB. Biorąc pod uwagę rolę biznesu rodzinnego w globalnej gospodarce, firma doradcza EY wspólnie z Kennesaw State University Cox Family Enterprise Center zbadała największe przedsiębiorstwa z 21 głównych globalnych rynków pod kątem 7 czynników, które determinują sukces firm rodzinnych.

Sukcesja

Przekazanie firmy kolejnemu pokoleniu to największe wyzwanie, z jakim muszą się zmierzyć przedsiębiorstwa rodzinne. Dlatego większość z nich nie działa dłużej niż jedno pokolenie. Respondenci badania EY są jednak wyjątkowi, 53% to drugie lub nawet kolejne pokolenia właścicieli. – Skomplikowane relacje rodzinne oraz emocjonalny stosunek do firmy mogą spowodować, że sukcesja stanie się polem minowym. Jeśli właściciele chcą, żeby firma pozostała w rękach rodziny to muszą sukcesję potraktować jako proces, a nie jednorazowe wydarzenie – mówi Marek Jarocki, Dyrektor w Dziale Doradztwa Podatkowego EY. W Polsce aż 72% przedsiębiorców nie zamierza na razie rezygnować z prowadzenia firmy, 17% nie wie komu ją oddać, a tylko 4% rozpoczęło proces sukcesji i ma wybranego następcę – dodaje. – Znakomita większość polskich biznesów rodzinnych – w tym także część uczestników konkursu EY Przedsiębiorca Roku – powstała na początku lat 90-tych. Firmy rosły, zdobywały rynki i rozwijały skalę działalności. Teraz duża część z nich zadaje sobie pytanie, co dalej z ich biznesem – czy sprzedać firmę i korzystać z uzyskanego kapitału, czy przekazać ją kolejnemu pokoleniu bez gwarancji pomnożenia wypracowanych zysków. Sprawa sukcesji staje się najważniejszym wyzwaniem stojącym przed polską przedsiębiorczością – konkluduje Marek Jarocki.

87% światowych respondentów twierdzi, że rozpoczęła proces sukcesji i wyznaczyła osoby odpowiedzialne za jego przeprowadzenie. Jak podkreślają badani, edukacja następców jest wyjątkowo istotna. Przede wszystkim powinna obejmować cechy przywódcze i przedsiębiorczość (zdaniem 95%) oraz etykę prowadzenia biznesu (wg 97%).

Kobiety na wysokich stanowiskach

W firmach rodzinnych kobiety odgrywają większą rolę niż w pozostałych przedsiębiorstwach. Ponad połowa (55%) ma przynajmniej jedną kobietę wśród członków zarządu. Zdecydowana większość z nich bierze też pod uwagę wybranie kobiety na kolejnego prezesa. Taka zmiana miała miejsce w rodzinnym przedsiębiorstwie Suempol. Firma została założona w 1989 roku w Bielsku Podlaskim przez Urszulę i Edwarda Siecińskich. W 2002 roku stery jednego z największych producentów łososia wędzonego w Europie objęła córka. – Gdy stanęłam na czele grupy Suempol, która w tej chwili zatrudnia ponad 1200 pracowników w pięciu krajach Europy, zastanawiałam się na czym polegasekret dobrego, charyzmatycznego przywództwa, jakie przez tyle lat obserwowałam w wykonaniu mojego taty. Myślę, że najważniejsze są decyzje związane z budowaniem właściwego środowiska pracy oraz zadbanie o rodziny pracowników – bo szacunek i życzliwość to atrybuty, które powinny być efektem, a nie celem. Życzliwość, o którą wciąż zabiegam, jest rodzajem zapłaty za to, co robi się dla innych – i dzięki czemu można rozwijać swój biznes według twardych reguł – mówi Monika Siecińska-Jaworowska, Prezes Zarządu Suempol, laureatka nagrody specjalnej w konkursie EY Przedsiębiorca Roku 2014.

Ład korporacyjny

Prawie wszystkie badane firmy rodzinne (90%) mają rady nadzorcze. W niecałych 50% firm składają się wyłącznie z członków rodziny. Tylko w 28% połowa lub więcej członków nie jest spokrewniona z właścicielami. Rodzina odgrywa znaczącą rolę doradczą. Tę rolę pełnią przede wszystkim rodzice oraz współmałżonkowie. EY zbadał również relacje pomiędzy poszczególnymi członkami rodziny. 84% jest dumna z bycia częścią danej rodziny, 81% dba o siebie nawzajem, a 76% blisko współpracuje, by osiągnąć wspólne cele.

Komunikacja

Respondenci badania EY przyznają, że metodą rozwiązywania pojawiających się konfliktów jest komunikacja. 90% odbywa regularne spotkania, na których omawiane są kwestie biznesowe, a 70% ma dodatkowe narady poświęcone sprawom rodzinnym. Nadal głównym narzędziem komunikacji jest telefon, ale coraz częściej stają się nim także media społecznościowe czy rodzinny intranet. – Komunikacja wewnętrzna jest dla nas bardzo ważna – mówi Jerzy Krzanowski, Wiceprezes Grupy Nowy Styl. – Pomimo, że jesteśmy z bratem Adamem założycielami firmy i właścicielami, wszystkie decyzje strategiczne ustalamy razem z pozostałymi członkami zarządu podczas regularnych spotkań. Cały zarząd razem z nami liczy 5 osób. W Grupie Nowy Styl pracuje ponad 6000 pracowników mówiących w różnych językach, musimy dbać o komunikację w języku polskim i angielskim. Informację przekazujemy za pomocą wydawanego kwartalnie magazynu „Spinacz”, portalu wewnętrznego oraz mailowo. Ponadto wiele spraw rozwiązujemy poprzez regularne spotkania, telefony, wideokonferencje i maile. Razem z dyrektorami poszczególnych działów dyskutujemy kierunki rozwoju firmy, o których informacja jest  później przez szefów przekazywana pracownikom. Cykliczne spotkania i  dobra komunikacja między działami w różnych krajach, gwarantują nam działania na wysokim poziomie – dodaje. Zdolność rozwiązywania konfliktów oraz osiągania spójnego stanowiska przez wszystkich członków rodziny pozwala na długoterminowe planowanie rozwoju firmy oraz w efekcie osiąganie coraz lepszych wyników finansowych.

Branding

Firmy rodzinne są postrzegane jako bardziej godne zaufania niż pozostałe przedsiębiorstwa, dlatego często podkreślają fakt bycia rodzinnym biznesem. 64% respondentów twierdzi, że to ich wyróżnia i buduje pozytywny wizerunek wśród klientów. 68% silnie identyfikuje się z firmą, która jest częścią ich istnienia, a 76% nazywa siebie firmą rodzinną w kampaniach reklamowych, na stronach internetowych, portalach społecznościowych i w innych materiałach promocyjnych. – Firmy rodzinne postrzegane są przez klientów jako przyjazne i budzące zaufanie. Pozwala to na budowanie bliskich relacji z klientami i szybkie reagowanie na ich potrzeby a także wpływa na pozytywny wizerunek przedsiębiorstwa. Ziaja to firma rodzinna, oprócz mnie i mojej żony Aleksandry pracuje w niej również nasz syn Bartosz, synowa Lidia, oraz córka Barbara. Jesteśmy mocno zaangażowani w prowadzenie i rozwój firmy. Jednak rodzinny charakter przejawia się również w tym, że zatrudniamy całe rodziny, nawet wielopokoleniowe. Wiele z nich jest z nami od początku działalności. Moje życie od ponad 25 lat jest nierozerwalnie związane z firmą, której dałem swoje nazwisko. To wielka odpowiedzialność i jednocześnie satysfakcja. Nasze produkty nie są anonimowe, a z firmą można się identyfikować. To daje klientom poczucie bezpieczeństwa – mówi Zenon Ziaja, Prezes Ziaja, finalista 12. edycji konkursu EY Przedsiębiorca Roku. W podobnym tonie wypowiada się Krzysztof Biedrzycki, Prezes firmy Canpol. – W naszym przypadku zawsze podkreślaliśmy „rodzinność” naszego biznesu. Klienci chętniej wiążą się z firmą, za którą niezmiennie stoi to samo nazwisko. Dobre, przyjazne relacje osobowe zarządu i kadry menedżerskiej z dystrybutorami krajowymi i zagranicznymi stanowią o wzajemnym zaufaniu i bezpieczeństwu biznesu– W spółkach rodzinnych dużą wagę przywiązuje się do wartości firmowych. Są one osadzone w organizacji w sposób naturalny. To one integrują wszystkie działania przedsiębiorstwa i są kluczowe dla jego sprawnego funkcjonowania. Rodzinny system wartości jest fundamentem jednoczącym właściciela, klientów oraz pracowników. Właściwie określone wartości pozwalają na realizację zadań strategicznych i przyczyniają się do ciągłego rozwoju – podsumowuje Ewald Raben, Prezes Zarządu Grupy Raben, członek jury 15. międzynarodowego finału konkursu EY Przedsiębiorca Roku.

Zrównoważony rozwój

Ponad 50% największych firm rodzinnych jest zaangażowana w działania związane ze społeczną odpowiedzialnością biznesu. 81% aktywnie działa charytatywnie. – Co ciekawe, aż 85% firm rodzinnych wdrożyło kodeks zasad etycznych. W przypadku pozostałych przedsiębiorstw na świecie takie kodeksy ma tylko 57%. Zrównoważony rozwój oraz CSR są ważne nie tylko dla samego przedsiębiorstwa, ale dla wszystkich jego interesariuszy. Firmy rodzinne oparte na jasnym systemie wartości zdają się doskonale o tym wiedzieć – dodaje Marek Jarocki. – Wraz ze wzrostem organizacji położyliśmy w ostatnich 2 latach nacisk na prawidłowe relacje w zakresie etyki. Kadra menedżerska przeszła szkolenia w tym zakresie, a zasady zostały przekazane pracownikom. Przyniosło to efekt w postaci poprawy atmosfery pracy i uporządkowania relacji interpersonalnych w naszej firmie – tłumaczy Tomasz Biedrzycki – współwłaściciel, Wiceprezes zarządu firmy Canpol. – Zrównoważony rozwój oznacza, że wzrost gospodarczy to z jednej strony wyrównanie szans ludzi, przeciwdziałanie marginalizacji i dyskryminacji, a z drugiej podnoszenie jakości środowiska naturalnego i ograniczanie niekorzystnego oddziaływania produkcji na to środowisko.. Takie działanie jest dla nas bardzo ważne – mówi Adam Krzanowski, Prezes Grupy Nowy Styl i Przedsiębiorca Roku 2014, dlatego wydaliśmy raport Zrównoważonego Rozwoju wg europejskich wytycznych GRI 4.0.  W raporcie podsumowujemy nasze działania, ale również jasno stawiamy nasze zobowiązania z których w najbliższych latach będziemy się rozliczać – dodaje.

Cyberzagrożenia

Cyberbezpieczeństwo powinno być jednym z najważniejszych priorytetów wszystkich firm, w tym także rodzinnych. 75% badanych jest przekonana, że ich firmy dobrze zarządzają tym ryzykiem, ale aż ¼ wciąż nie ma świadomości, jak cyberzagrożenia mogą wpłynąć na ich biznes. – Większości cyberataków można uniknąć podejmując raczej proste, zdroworozsądkowe działania. Zarządzający firmami zawsze żałują, że nie potraktowali cyberzagrożeń poważnie, a tymczasem co roku dochodzi do tysięcy naruszeń bezpieczeństwa. To nowa rzeczywistość prowadzenia biznesu – mówi Michał Kurek, Dyrektor w Dziale Zarządzania Ryzykiem Informatycznym EY.

O badaniu

EY przebadał 2 400 największych na świecie firm rodzinnych w 21 największych, globalnych rynkach. Respondenci średnio zatrudniają 12 000 osób, działają w 15 krajach i mają przychody ze sprzedaży na poziomie 3,48 mld USD.

 

Analiza WIG20, DAX i S&P500 – 2.06.2015

Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.

E-faktury popularne w domach, ale nie w przedsiębiorstwach

O e-fakturach słyszał już niemal każdy Polak, a wskaźnik ich wykorzystania wśród klientów indywidualnych w ciągu ostatnich dwóch lat prawie się podwoił. Niestety pozytywne doświadczenia Polaków z e-fakturami nie przekładają się na ich popularność w polskich firmach – wynika z badania, które w lutym br. przeprowadziła koalicja „Wybieram e-faktury”, w skład której wchodzą Konfederacja Lewiatan, Orange Polska, UPC Polska oraz Poczta Polska Usługi Cyfrowe Sp. z o. o.

Badanie, miało odpowiedzieć na pytanie o popularność e-faktur w Polsce oraz zidentyfikować główne bariery dla dalszego rozwoju elektronicznego fakturowania. O e-faktury zapytano reprezentatywną grupę Polaków w wieku powyżej 25 lat oraz przedstawicieli 300 firm prowadzących działalność w Polsce .

Polacy nie tylko w zdecydowanej większości słyszeli o e-fakturach, ale też coraz chętniej z nich korzystają. W porównaniu do wyników badania z roku 2013, odsetek osób korzystających z e faktur wzrósł z 37% do 64%. Jednocześnie coraz więcej Polaków rezygnuje z papierowych wydruków – zgodnie z wynikami badania, popularność obu form fakturowania jest dziś bardzo zbliżona. Wzrost wskaźników wykorzystania e-faktur koresponduje z ich pozytywnym odbiorem, klienci po przejściu na fakturowanie elektroniczne bardzo rzadko decydują się na powrót do faktury papierowej.

Wyzwaniem dla dalszego rozwoju e-faktur mogą okazać się silne uprzedzenia 1/3 Polaków, czyli wszystkich tych, którzy nadal nie korzystają z elektronicznych dokumentów.

Doradca podatkowy i ekspert Lewiatana Przemysław Pruszyński zauważa, że uprzedzenia te są oparte w dużej mierze na stereotypach i przyzwyczajeniach. – Wielu Polaków obawia się przejścia na e-faktury ze względu na bezpieczeństwo i trwałość dokumentu. Wielu z nich ma poczucie, że papierowa faktura będzie dowodem transakcji, który można łatwo przechowywać i wrócić do niego np. w przypadku reklamacji. W rzeczywistości jednak papierowy dokument dosyć łatwo zniszczyć lub zgubić, a jego odtworzenie może kosztować nas sporo pracy – mówi.

Konieczność prowadzenia działań edukacyjnych widać jednak przede wszystkim wśród przedstawicieli polskich firm. Polacy nie przekładają swoich pozytywnych domowych doświadczeń na środowisko pracy. Firmy bardzo sceptycznie podchodzą do faktur elektronicznych – według szacunków respondentów, jedynie co dziesiąty podmiot wystawia takie faktury. Odbierających e-faktury zdaniem badanych jest więcej, bo około 30%. Co czwarta badana firma w ogóle nie ma do czynienia z fakturami elektronicznymi!

Jak zauważa dr hab. Agata Gąsiorowska, psycholog ekonomiczny ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej we Wrocławiu, firmy wydają się być jeszcze bardziej przyzwyczajone do faktur papierowych niż konsumenci, i także podnoszą bezpieczeństwo danych jako jeden z ważniejszych powodów pozostawania przy takiej formie. Ważnym czynnikiem, podobnie jak w przypadku konsumentów, wydaje się lęk i brak wiedzy, przy czym w przypadku firm jest to niewiedza odnośnie stanowiska organów skarbowych i najprawdopodobniej lęk wynikający z tej właśnie niewiedzy w kontekście ewentualnej kontroli.

Warto przypomnieć, że w rzeczywistości stanowisko urzędów skarbowych jest jasne. Obecnie faktura elektroniczna podobnie jak „zwykła” zdefiniowana jest w ustawie z 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (Dz.U. Nr 54, poz. 535). Ustawa określa również co rozumiemy przez zapewnienie autentyczności pochodzenia, integralności treści oraz czytelności faktury. Wskazuje na sposoby dochowania tych elementów oraz reguluje kwestie związane z wyrażeniem zgody na otrzymywanie faktów w formie elektronicznej.

 

***

Kampanię „Wybieram e-faktury” zainicjowała koalicja, w skład której weszły firmy i organizacje, których głównym celem jest edukowanie społeczeństwa na temat sposobów udostępniania i płatności e-faktur oraz obalanie mitów związanych z wykorzystaniem faktur elektronicznych. Koalicja została powołana po to, aby zwiększyć świadomość konsumentów w obszarze regulacji prawnych określających status e-faktur w Polsce oraz zwrócić uwagę Polaków na korzyści płynące z tego typu rozwiązania. W skład koalicji wchodzą: Konfederacja Lewiatan, Orange Polska, UPC Polska oraz Poczta Polska Usługi Cyfrowe Sp. z o. o. (Envelo).

Mieszkanie samo się (nie) sprzeda – jak niewiele potrzeba, żeby skutecznie odstraszyć potencjalnych nabywców

Myślisz, że sprzedaż mieszkania to pestka? Każdy to potrafi? Zobacz, jak niewiele potrzeba, żeby skutecznie odstraszyć potencjalnych nabywców.

Nie szczyp się. Daj wysoką cenę. Będzie z czego schodzić.

Cena nie przystaje do wartości mieszkań w okolicy? Nie szkodzi! Jak przyjdą, zobaczą, to będą się targować. O ile przyjdą. Bo cena odbiegająca od rynkowych realiów skutecznie zniechęca potencjalnych nabywców. Zarówno ta zbyt wysoka jak i podejrzanie niska. Cena idealna to wynik zimnej kalkulacji między wartością nieruchomości, tym za ile chcesz sprzedać a za ile w danym momencie klient będzie gotowy ją kupić.

Sesja dla domu? Przecież portal ogłoszeniowy to nie magazyn o wnętrzach.

Na pewno masz mnóstwo zdjęć w prywatnym archiwum. A że niewiele na nich widać poza rodziną i domowym rozgardiaszem? Żaden problem. Nadrobi się w opisach. Problem w tym, że nabywcy kupują oczami. Jeszcze zanim przekroczą próg sprzedawanego mieszkania. Przypadkowe, wątpliwej jakości zajęcia, zamiast chęci obejrzenia lokalu wywołają co najwyżej irytację. Nabywca chce zobaczyć przestronne, jasne wnętrza sfotografowane z różnych perspektyw. Pokazywanie jednego, w dodatku byle jak sfotografowanego, pomieszczenia to zwykła strata czasu.

Nie trać czasu na remonty. Nowy właściciel i tak wszystko naprawi.

Wiadomo, mieszkanie z czasem się zużywa. Nikogo wiec nie powinien dziwić cieknący kran, naderwany karnisz czy skrzypiące drzwi. A już tym bardziej przepalone żarówki czy poplamiona kanapa. Jak kupią, to sobie powymieniają. Niestety, pierwsze wrażenie zapada mocno w pamięć potencjalnego nabywcy. Zwykle na niekorzyść sprzedającego. Po co kupować towar z widocznymi usterkami, skoro w podobnej cenie można mieć lepszy?

Porządki owszem, ale bez przesady. Nie da się ogarnąć wszystkiego.

To normalne, że w domu, w którym ktoś mieszka, widać ślady jego obecności. Przecież nikomu nie powinno to przeszkadzać? Może. I to nawet bardzo. Przyszłego właściciela nie interesuje jakich kosmetyków używasz, co jadasz, lub nad czym aktualnie pracujesz. Ma jeden cel – przekonać się na własne oczy, czy w nowym lokalu będzie mógł wygodnie mieszkać. Chce ocenić dostępną przestrzeń nie skupiając się na zbędnych dodatkach. Dlatego na czas prezentacji z łazienki, kuchni i pokoi powinny zniknąć wszystkie prywatne drobiazgi. Najlepiej, jeśli wnętrza będą wyglądać neutralnie, jak w hotelu.

Każdy moment jest dobry na prezentację mieszkania

Jeśli przyszły właściciel dzwoni, znaczy że mu zależy. Nie ma co czekać. Najwyżej na chwile wciśnie się rodzinę do sypialni, a psa zamknie na balkonie. Przecież taka wizyta nie będzie trwać godzinami? Niekoniecznie. Osoby zainteresowane zakupem nieruchomości potrzebują czasu, żeby spokojnie się rozejrzeć. Kiedy widzą, że na stole stygnie obiad, poczują się niezręcznie, zaczną się spieszyć, co może mieć wpływ na ich decyzję. Sytuacja dodatkowo się komplikuje, kiedy na sprzedaż wystawiana jest nieruchomość aktualnie wynajmowana. Nie dosyć, że trudno zgrać terminy możliwe dla najemcy i ewentualnego nabywcy, to jeszcze właściciel nie ma żadnego wpływu na to, co zastanie na miejscu.

Konkluzja

Empatia, empatia i jeszcze raz empatia. Postawienie się na miejscu kupującego pozwoli uniknąć wpadek oraz pomoże rozwiać ewentualne dylematy związane ze sprzedażą mieszkania. Spojrzenie z perspektywy potencjalnego kupującego uzmysłowi nam atuty oraz niedoskonałości naszej oferty. Dzięki temu będziemy wiedzieli co uwypuklić, a co dopracować tak by mieszkanie szybko znalazło amatora.

Mateusz Sikorowicz
Home Broker

Grupa BEST kupuje portfel wierzytelności od Sygma Banku

Grupa BEST zawarła umowę nabycia portfela wierzytelności bankowych od Sygma Banque Societe Anonyme Oddział w Polsce o łącznej wartości nominalnej około 290 mln zł. Zapłaci za niego 45 mln zł.

Nabywane od Sygma Banku wierzytelności trafią do portfela funduszu BEST I NSFIZ, w którym Grupa BEST ma 100% udziałów. Pakiet obejmuje około 25 tysięcy wierzytelności, głównie nieregularnych kredytów gotówkowych.

 

Na zdj. Krzysztof Borusowski, prezes Best [fot: best.com.pl]
Na zdj. Krzysztof Borusowski, prezes Best [fot: best.com.pl]
Obserwujemy wzmożoną podaż wierzytelności bankowych. Rynek obrotu wierzytelnościami nieregularnymi znajduje się w wyraźnym trendzie wzrostowym, czemu sprzyjają: porządkowanie bilansów przez banki oraz procesy konsolidacyjne w sektorze bankowym. Do tego dochodzi podaż portfeli typowo hipotecznych. Wiele wskazuje na to, że po dotychczas rekordowym 2014 roku w tym roku może paść kolejny rekord pod względem wartości transakcji – powiedział Krzysztof Borusowski, prezes BEST.

Grupa BEST uczestniczy we wszystkich istotnych postępowaniach przetargowych. Jesteśmy przygotowani do tego, aby sfinansować zakup nawet największych portfeli wierzytelności wystawianych na sprzedaż. Zawsze licytujemy przy tym rozsądnie i angażujemy się tylko w te transakcje, w przypadku których cena za nabywane wierzytelności pozwala na osiągnięcie stopy zwrotu adekwatnej do ryzyka charakteryzującego inwestycje w naszej branży – podkreślił prezes BEST.

 

PZU chce stworzyć czwarty co do wielkości bank w Polsce złożyło ofertę na Raiffeisen Polbank

Rynek nie zdążył jeszcze dobrze ochłonąć po przejęciu akcji Aliora przez PZU, a na celowniku ubezpieczyciela znalazł się już kolejny bank. Jak donosi Reuters, PZU złożyło ofertę na udziały w Raiffeisen Polbank. 

Póki co nie są znane szczegóły. Ruch ten idealnie wpisuje się jednak w strategię, jaką rozrysował przed akcjonariuszami prezes ubezpieczyciela, Andrzej Klesyk. PZU chce stworzyć czwarty co do wielkości bank w Polsce poprzez połączenie trzech mniejszych. W sobotę spółka poinformowała o podpisaniu przedwstępnej umowy zakupu 25,25%. akcji Alior Banku za 1,63 mld.

Raiffeisen Bank International, właściciel Raiffeisen Polbanku, podjął decyzję o wystawieniu na sprzedaż swojej polskiej spółki-córki jeszcze w lutym. Austriaków zmusiły do tego kroku straty, jakie ponieśli w 2014 roku. Chcą oni w ten sposób uzupełnić swoje rezerwy kapitałowe. Innym polskim bankiem będącym obecnie na sprzedaż jest BPH.

HSBC zwolni tysiące pracowników

Jedna z największych grup bankowych świata – HSBC Holding – planuje w najbliższym czasie duże cięcia kadrowe w oddziałach z całego świata. Oficjalna informacja ma zostać podana przez firmę w przyszłym tygodniu.

9 czerwca ma odbyć się oficjalna konferencja dla inwestorów, na której dyrektor banku Stuart Gulliver ma doprecyzować plany dotyczące kilkunastotysięcznych zwolnień obejmujących wszystkie oddziały rozmieszczone na całym globie – podaje serwis Sky News, powołując się na nieoficjalne źródło.

Pierwsze sygnały o ewentualnych zwolnieniach pojawiły się już w lutym, kiedy Gulliver wskazał brazylijskie, tureckie, meksykańskie i amerykańskie filie jako te, które wymagają usprawnień lub sprzedaży.

Redukcja etatów jest szacowana na 10-20 tys. stanowisk. Szczegóły zostaną podane w przyszłym tygodniu – obecnie HSBC uchyla się od udzielania komentarzy. Zmiany kadrowe mają jednak nie wpłynąć na skalę operacji, jakie bank realizuje w Brazylii i Turcji.

Zawody przyszłości. Ile można na nich zarobić?

0

Tester gier, trendsetter, czyli osoba promująca i kreująca trendy, fundraiser, osoba specjalizująca się w pozyskiwaniu funduszy – to nowe zawody przyszłości. Jak to się opłaca i ile można na nich zarobić?

Trendsetter, który swoją obecnością kreuje trendy i promuje nowe miejsca zarabia w od 2,5 tys zł do 3,5 tys zł. Znacznie więcej dostaje employer branding, który buduje wizerunek firmy jako ciekawe miejsce do pracy. Na tym stanowisku można zarobić miedzy 4 a 7 tysięcy złotych.

– Nowe zawody to perspektywa ostatnich kilku lat. Ich kolebką są USA, bo tam właśnie powstają  – mówi  Krzysztof Inglot, rzecznik prasowy Work Service S.A. Nowe zawody pojawiają się także w Europie np. w Wielkiej Brytanii. W Polsce obecne są od kilku lat.

Wypowiedź: Krzysztof Inglot, rzecznik prasowy Work Service S.A.

Polnord rozpoczyna publiczną ofertę obligacji o wartości do 50 mln zł

0

Wiodący na polskim rynku deweloper mieszkaniowy Polnord SA („Spółka”) rozpoczyna ofertę obligacji o wartości do 50 mln zł, w ramach ustanowionego programu emisji obligacji do kwoty 100 mln zł.  We wtorek, 2 czerwca 2015 r., Spółka opublikowała prospekt emisyjny w związku z planowaną ofertą 3-letnich obligacji korporacyjnych skierowanych głównie do inwestorów detalicznych.

Obligacje Polnordu charakteryzują się atrakcyjnym oprocentowaniem opartym o trzymiesięczny WIBOR powiększony o 3,5-procentową marżę. Przy obecnym poziomie WIBOR oznacza to oprocentowanie obligacji powyżej 5 procent w skali roku, a więc zdecydowanie wyższe niż w przypadku najlepiej oprocentowanych tradycyjnych lokat bankowych. Odsetki od obligacji będą wypłacane w okresach kwartalnych.

Środki z emisji obligacji będą przeznaczone na dalszy rozwój Spółki, w szczególności na zmianę struktury finansowania Grupy oraz zakup nowych gruntów.  W najbliższym czasie Spółka zamierza zakupić nieruchomości położone głównie w Warszawie, pod realizację nowych projektów deweloperskich. Zapisy na obligacje w ramach prowadzonej oferty publicznej rozpoczną się 8 czerwca, a zakończą 19 czerwca 2015 r. Przydział papierów przewidziano na 22 czerwca 2015 r., a planowany dzień emisji to 2 lipca 2015 roku. Obligacje są niezabezpieczone i denominowane w złotych.

Piotr Wesołowski, Prezes Zarządu Polnord SA
Piotr Wesołowski, Prezes Zarządu Polnord SA

„Nasza strategia zakłada koncentrację na projektach mieszkaniowych. Tylko do końca 2015 roku planujemy rozpocząć 17 inwestycji,  z czego 10 to kolejne etapy projektów już prowadzonych, a 7 zupełnie nowe projekty w atrakcyjnych lokalizacjach w Warszawie, Trójmieście, Szczecinie, Olsztynie i Wrocławiu. Kapitał, który planujemy pozyskać od inwestorów zostanie więc dobrze spożytkowany” – powiedział Piotr Wesołowski, Prezes Zarządu Polnord SA.

„Mamy jasno zdefiniowany cel sprzedawania 1,5 tysiąca mieszkań rocznie, co daje nam pozycję w ścisłej czołówce wśród krajowych deweloperów. Naszym wyróżnikiem jest koncentracja na wysoko marżowych projektach oraz prawie 40 lat doświadczenia, a co za tym idzie dogłębna znajomość lokalnych rynków” – podkreślił Prezes Wesołowski.

W 2014 roku Polnord zawarł umowy sprzedaży 1.252 mieszkań. W I kwartale 2015 r. sprzedał 346 lokali.  Projekty planowane do uruchomienia do końca 2015 roku stwarzają potencjał do rozszerzenia oferty Polnordu o 2.197 lokali o łącznej powierzchni użytkowej mieszkań wynoszącej ponad 115 tys. m2. Polnord najwięcej projektów realizuje w obrębie aglomeracji warszawskiej i trójmiejskiej, czyli na bardzo chłonnych i dynamicznie rozwijających się rynkach.

Grupa Polnord skutecznie zmniejsza poziom zadłużenia. W 2014 roku wykonała plan zmniejszenia długu netto do poziomu 425 mln zł. Plan na 2015 rok to spadek zadłużenia o kolejne 50 mln zł.

Organizatorem i oferującym emisji obligacji jest Dom Maklerski mBanku S.A. i mBank S.A., doradcą prawnym Allen & Overy, A. Pędzich sp. k.

Komentarz walutowy DM BZ WBK – 2.06.2015

Obejrzyj nasz materiał wideo pt. „Komentarz walutowy”. Znajdziesz w nim komentarz Marcina Działka dotyczący bieżącej sytuacji na rynkach walutowych.

Inn(owacyjn)a Warszawa. Stolica Polski startupowym hubem

Warsaw Innovation DaysNa blisko miesiąc Warszawa stanie się światową stolicą innowacyjności. 8 czerwca rusza Warsaw Innovation Days. To międzynarodowy cykl spotkań i warsztatów adresowanych do przedsiębiorców, startupów, inwestorów oraz wszystkich tych, którym bliska jest tematyka innowacji. Niektóre z przedsięwzięć – takie jak np. Akademia Komercjalizacji – będą miały podczas #WinnDays swoją premierę.

Innowacyjność oraz komercjalizacja pomysłów to pięta achillesowa polskiego biznesu. Według badań Eurostatu jedynie 28 proc. polskich spółek można zaliczyć do grona innowacyjnych. Spośród państw należących do Unii Europejskiej z takim wskaźnikiem wyprzedzamy jedynie Bułgarię. W najnowszym rankingu Komisji Europejskiej Innovation Union Scoreboard (IUS) zajmujemy 24. miejsce pod względem innowacyjności gospodarki. Poprawiliśmy się wprawdzie o jedno oczko w porównaniu z poprzednim rankingiem KE, ale nadal wleczemy się w ogonie. Mało optymistyczne dane przynosi również raport autorstwa Deloitte, wedle którego to właśnie polska gospodarka jest jedną z najmniej innowacyjnych w całej Europie. Przedsiębiorcy znad Wisły z lekką nutką zazdrości patrzą na sytuację w państwach ościennych, ponieważ u siebie nie mogą liczyć na specjalne ulgi, a krajowe programy wsparcia pozostawiają wiele do życzenia.

Deficytowi innowacyjności próbuje zaradzić polski rząd, który zapowiada nowelizację ustawy o niektórych formach wspierania działalności innowacyjnej jeszcze przed wyborami parlamentarnymi, a minister Lena Kolarska-Bobińska mówi wręcz o konieczności zasypania „doliny śmierci”, jak określiła kłopoty z komercjalizacją innowacji.

Gruszek w popiele nie zasypują także ci bezpośrednio uwikłani w tematykę urynkowienia wiedzy i technologii. Uczestnicy Warsaw Innovation Days, które rozpoczną się 8 czerwca i potrwają do 30 czerwca, przedstawiają własne metody na zażegnanie kryzysu związanego z komercjalizacją innowacji i technologii.

– Polscy przedsiębiorcy mają głowy pełne innowacyjnych pomysłów. Niestety, często nie posiadają biznesowego know-how, które pozwoliłoby im te pomysły skomercjalizować, czyli przekuć w praktyczne, biznesowe rozwiązania. Wielu przedsiębiorców blokuje choćby „bankructwofobia”, czyli obawa przed finansowym fiaskiem innowacyjnego projektu, np. niemożliwością znalezienia stałego źródła jego finansowania, czyli z tzw. deal flow czy cash flow. Chcemy ich nauczyć, jak te bariery przezwyciężać – tłumaczy Piotr Koral,  Prezes Zarządu Grupy INVESTIN będącej organizatorem Akademii Komercjalizacji, która wypełni największą część Warsaw Innovation Days i potrwa aż do 6 lipca.

Dziś powinniśmy raczej mówić o deficycie wiedzy o komercjalizacji technologii, niż o deficycie innowacyjności jako takiej. To właśnie niedostateczną wiedzę z zakresu komercjalizacji pomysłów i technologii można uznać za „cichego zabójcę” polskiej innowacyjności. W ramach warsztatów i szkoleń w Akademii Komercjalizacji chcemy – opierając się na rzeczywistych case’ach – wypełnić rynkową lukę w obszarze wiedzy o sposobach urynkowienia pomysłów. Zarówno w sektorze biznesowym jak i świecie nauki – dodaje Katarzyna Michalska, Menedżer ds. Rozwoju i Komunikacji Grupy INVESTIN.

Akademia oferuje 8 ścieżek tematycznych, w ramach których eksperci rozwieją wątpliwości dotyczące m.in. finansowania rozwoju technologii i działalności badawczo-rozwojowej, oceny potencjału komercyjnego technologii, ekspansji zagranicznej czy kwestii prawnych i podatkowych związanych z komercjalizacją innowacji.

O tym co musi się stać, by innowacja nad którą pracuje startup została przyjęta przez korporację i odniosła sukces opowiedzą organizatorzy spotkania Startup Grind Warsaw „Przemysł kosmiczny i digital signage.”

W programie Warsaw Innovation Days nie zabraknie także dużych konferencji takich jak Globe Forum i Kongres Innowacyjnej Gospodarki w których swój udział zapowiedzieli m.in. prof. Krzysztof Jan Kurzydłowski, dyrektor NCBR, Mateusz Szczurek, Minister Finansów czy Bruno Duthoit, prezes Orange Polska. Obok paneli poświęconych własności intelektualnej, czy funduszom unijnym, konferencja będzie okazją do udziału w warsztatach w zakresie np. prototypowania pomysłów czy zapoznania się ze studiami przypadków dotyczącymi crowdfundingu czy crowdsourcingu.

Organizatorami #WinnDays są m.st. Warszawa oraz fundacja Globe Forum. Wśród partnerów wydarzenia znalazły się m.in.: Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, Facebook, UPC, Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, Deloitte.

AHK Polska realizuje projekt wspierający polskie start-upy w ekspansji na rynek bawarski

Wg badania koniunktury Niemieckiego Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, gospodarka Niemiec osiągnie w bieżącym roku najwyższy od 2011 r. poziom – w porównaniu do ub.r. oczeku-je się wzrostu PKB o 2,2%. Wynikać ma on przede wszystkim z dużego popytu na dobra konsumenckie, dobrej sytuacji na rynku pracy, niskich cen energii oraz słabego kursu euro.

Eksperci prognozują, że w 2015 r. powstanie ok. 300 tys. nowych miejsc pracy, w 2016 r. zostanie utworzonych kolejnych 200 tys. Dla polskich start- upów to bardzo dobra wiadomość. Wraz z rozwojem gospodarki pojawia się zwiększony popyt na innowacyjne produkty i usługi. A polskie firmy do-skonale konkurują na niemieckim rynku. Opinie o polskich dostawcach są coraz lepsze. Nie dość, że potrafimy dostarczać tańsze rozwiązania, mamy wykwalifikowaną kadrę to jeszcze jesteśmy innowacyjni i znajdujemy nowe rozwiązania starych problemów.

Właśnie dlatego Polsko-Niemiecka Izba Przemysłowo-Handlowa (AHK Polska) realizuje projekt wspierający polskie start-upy w ekspansji na rynek bawarski. Najbardziej innowacyjni młodzi przedsiębiorcy otrzymają pakiet szkoleń oraz udział w dedykowanych spotkaniach z bawarskimi przedsiębiorcami, inwestorami i aniołami biznesu.

Do wieloetapowego projektu ”Start to Bavaria” zaproszone są polskie start-upy ze skalowalnymi przedsięwzięciami. Aby wziąć udział w programie należcy do 15. czerwca przysłać formularz zgłoszeniowy poprzez stronę http://ahk.pl/pl/wydarzenia/start-to-bavaria/

Z nadesłanych zgłoszeń eksperci AHK Polska wybiorą 20 projektów, które zostaną zaprezentowane podczas Bavaria Demo Day w Warszawie. Prezentacje będą oceniać specjaliści bawarskiej sceny start upowej. Uczestnicy otrzymają wartościową informację zwrotną, która pomoże im w rozwoju i globalizacji ich przedsięwzięć. Kolejnym etapem projektu „Start to Bavaria” będzie wizyta w Monachium. Jej celem będzie nawiązanie kontak-tów biznesowych, które mają szanse zaowocować ciekawą współpracą.

Polskie startupy spotkają się z inwestorami, aniołami biznesu oraz przedstawicielami najwięk-szych niemieckich przedsiębiorstw. AHK Polska zorganizuje także indywidualne prezentacje przed bawarskimi inwestorami i użytkownikami przemysłowymi. W trakcie trzydniowego pobytu w Monachium młodzi polscy przedsiębiorcy otrzymają szanse poznanie bawarskiej sceny start-upowej.

„Rynek bawarski potrzebuje nowych inteligentnych rozwiązań i jest otwarty na innowacyjne pomysły biznesowe z Polski. Wieloletnie doświadczenia płynące ze współpracy polsko–bawarskiej pokazują, że otwiera się nowa płaszczyzna dla przedsiębiorstw w początkowej fazie tworzenia. Dlatego też AHK Polska rozpoczyna program dedykowany start-upom aspirującym do ekspansji na rynek bawarski”- mówi Anna Chojnacka, dyrektor doradz-twa rynkowego w AHK Polska.

Zgłoszenia i kontakt dla uczestników [email protected]

Rynek odzieży i obuwia w Polsce: sklepy w centrach handlowych tracą na popularności

Z badania konsumenckiego zawartego w najnowszym raporcie PMR pt.„Handel detaliczny odzieżą i obuwiem w Polsce 2015”, wynika, że sklepy w centrach handlowych tracą na popularności jako miejsca zakupu odzieży i obuwia. Zyskują sklepy outletowe oraz internet. 

Biorąc pod uwagę popularność poszczególnych kanałów dystrybucji zauważamy znaczące zmiany w preferencjach konsumenckich. Na przestrzeni ostatnich lat widać spadek popularności galerii handlowych jako miejsca zakupu odzieży – z 64% w 2013 r., 60% w 2014 r. do 54% w 2015 r.

Zmiany te jeszcze bardziej widoczne są w odpowiedziach na pytanie o główne miejsce zakupu ubrań. W tym przypadku galerie handlowe straciły w ciągu roku aż 9 p.p., a 8 p.p. zyskały sklepy markowe poza galeriami. Z 3% do 8% wzrósł również odsetek osób deklarujących, że kupują przede wszystkim przez internet. Z osobnego pytania wynika natomiast, że odsetek konsumentów, którzy w ciągu ostatniego roku odwiedzili centrum outletowe wzrósł z 17% w 2013 do 27% w roku 2014.

„Przesunięcia klientów między różnymi formatami związane są z dywersyfikacją kanałów sprzedaży odzieży w Polsce oraz świadczą o rosnącym znaczeniu zakupów w sklepach outletowych oraz zakupów online. W tej chwili większość dużych graczy umożliwia klientom zakupy w każdym z trzech kanałów: w tradycyjnym sklepie, w outlecie lub przez Internet. To jednak rodzi problemy dla właścicieli centrów handlowych, którzy muszą zmierzyć się z malejącym wskaźnikiem odwiedzalności oraz dodatkowo rosnącym nasyceniem powierzchnią handlową”, komentuje Patrycja Nalepa, Starszy analityk handlu detalicznego w PMR.

„Coraz większa popularność outletów oraz internetu świadczy o rosnącej liczbie Polaków, których można określić jako smart shoppers, czyli takich, którzy chcą kupować mądrze – dobrą jakościowo odzież, ale w korzystnej cenie, którzy poszukują jak najlepszej oferty i polują na okazje”, dodaje Patrycja Nalepa.

Handel detaliczny odzieżą i obuwiem w Polsce 2015.

Handel detaliczny odzieżą i obuwiem w Polsce 2015.


Na potrzeby raportu firma PMR przeprowadziła badanie na reprezentatywnej próbie 609 dorosłych mieszkańców Polski. Badanie zrealizowano techniką wywiadów telefonicznych CATI. Do rozmowy zostały zaproszone osoby, które zadeklarowały, iż w 2014 r. osobiście dokonały co najmniej jednokrotnie zakupu odzieży lub obuwia. W osobnym bloku pytań odpowiedzi udzieliły osoby, które w minionym roku przynajmniej raz odwiedziły centra outletowe Factory oraz Fashion House.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. Handel detaliczny odzieżą i obuwiem w Polsce 2015.

Autor: Patrycja Nalepa

Polska firma zadba o węgierską produkcję motoryzacyjną

Motoryzacja jest motorem węgierskiej gospodarki i stanowi aż jedną piątą eksportu tego kraju. Nie mogłoby zabraknąć tam Exact Systems, firmy kontrolującej części samochodowe. Węgry to dziewiąty kraj w Europie, w którym polski lider kontroli jakości oraz jedna z największych firm tego typu w Europie, otwiera swoją spółkę.

– Motoryzacja od kilku lat jest oczkiem w głowie węgierskich władz. Nic dziwnego, bo za sprawą licznych inwestycji, które zostały ściągnięte nad Dunaj, w dużym stopniu przyczynia się do wzrostu PKB oraz stanowi ponad 20% wartości eksportu w tym kraju. Można powiedzieć, że pod wieloma względami węgierska branża motoryzacyjna jest podobna do naszej – działają tam zakłady czterech producentów aut i ponad 600 dostawców części, branża zatrudnia ponad 120 tys. osób, niezła geolokalizacja i koszty pracy na poziomie podobnym do naszego. Jednak, jeśli przyjrzymy się bliżej temu rynkowi, zauważymy, że Polska może więcej zaoferować – mówi Paweł Gos, Prezes Zarządu Exact Systems i ekspert Polskiej Izby Motoryzacji. – Po pierwsze, zapewniamy większą stabilność polityczno-gospodarczą oraz przewidywalność ekonomiczną. Z powodzeniem działają u nas bardzo dobrze oceniane Specjalne Strefy Ekonomiczne. Po drugie, na plus działa także większy popyt wewnętrzny. Choć daleko nam jeszcze do zachodnich państw europejskich, rocznie sprzedajemy ponad 300 tys. nowych samochodów. Na Węgrzech w całym 2014 r. zostało sprzedanych niespełna 70 tys. – dodaje Gos.

Atrakcyjna baza firm produkujących samochody i części do nich skusiły Exact Systems, polskiego lidera w zakresie kontroli części samochodowych, do uruchomienia spółki na Węgrzech. Dziewiąte przedstawicielstwo w Europie rozpocznie działalność latem br. Jego model działania jest taki sam jak przy wejściu na inne rynki zagraniczne. Zgodnie z ideą wzrostu organicznego, Exact Systems nie przejął żadnej węgierskiej spółki, lecz tworzy ją sam zupełnie od podstaw. – Chcemy w możliwie jak największym procencie przenieść dobrze działający i efektywny model polski, a firmy motoryzacyjne działające nad Dunajem zyskają doświadczonego partnera w zakresie outsourcingu kontroli jakości – wyjaśnia Paweł Wieczorek, Dyrektor ds. Rozwoju Rynków Zagranicznych, odpowiedzialny m.in. za rynek węgierski, słowacki, czeski i rumuński.

Otwarcie nowej spółki na Węgrzech to nie początek współpracy z tamtejszymi podmiotami motoryzacyjnymi, lecz jej kontynuacja. Exact Systems w ostatnich latach realizował wiele zleceń kontroli jakości, które otrzymywał od spółek węgierskich. – Do tej pory usługi dla producentów z Węgier świadczyliśmy na terenie zakładów ich klientów w ośmiu krajach, w których mamy swoje przedstawicielstwa. Otrzymaliśmy jednak wiele sygnałów od naszych partnerów, że są zainteresowani kontynuacją współpracy z nami w zakresie kontroli jakości na ich lokalnym, węgierskim rynku.. Dodatkową motywacją do utworzenia firmy na Węgrzech były ostatnio podpisane umowy globalne z międzynarodowymi producentami, które jako umowy koncernowe autoryzują nas do współpracy z ich oddziałami w wielu państwach – mówi Paweł Wieczorek.

Węgry to dziewiąte państwo, w którym działa Exact Systems. Firma jest już obecna w Polsce, Niemczech, Czechach, Słowacji, Rosji, Turcji, Rumunii i Wielkiej Brytanii. W sumie zatrudnia ponad 3,5 tys. pracowników i obsługuje 400 zakładów motoryzacyjnych w całej Europie. Zarząd Exact Systems podkreśla, że ekspansja na rynki zagraniczne ma swoje pozytywne odbicie w wynikach finansowych. Połowę przychodów całej Grupy Kapitałowej Exact Systems generują właśnie nasze spółki zagraniczne – podkreśla Paweł Gos. I dodaje, że dynamiczny wzrost europejskiego biznesu skłania do wyjścia na inne kontynenty. – Prowadzimy rozmowy dotyczące kolejnych inwestycji na nowych rynkach, m.in. w USA, Meksyku i Brazylii. Widzimy, że to bardzo perspektywiczne rynki, a kontrola części motoryzacyjnych stanowi na nich wciąż atrakcyjną i niezagospodarowaną niszę – mówi Paweł Gos.

Wartość nominalna portfela Funduszu Sekurytyzacyjnego Pragma Inkaso osiągnęła kwotę 555 mln zł!

0

Dziś tj. 1 czerwca 2015 r. Fundusz Pragma 1 Fundusz Inwestycyjny Zamknięty Niestandaryzowany Fundusz Sekurytyzacyjny podpisał umowę z bankiem komercyjnym o łącznej wartości nominalnej 60.226 tys. zł.  Po dokonaniu transakcji wartość nominalna portfela Pragma 1 FIZ NFS osiągnęła kwotę 555 mln zł, z czego 325 mln zł – to zakupy w 2 kwartale br.

Tomasz Boduszek, Prezes Grupy Pragma
Tomasz Boduszek, Prezes Grupy Pragma

„Rozwój funduszu Pragma 1 jest kluczowym elementem strategii całej Grupy. Zgodnie z założeniami nabywamy wyłącznie portfele o charakterze biznesowym. Ten segment rynku w mojej ocenie ma ogromny potencjał rozwoju z uwagi na wciąż sporo niższy poziom sprzedaży przez banki portfeli gospodarczych niż to ma miejsce na bardziej dojrzałym rynku portfeli detalicznych oraz mniejszą konkurencję w stosunku do rynku detalicznego, przy stosunkowo dużych barierach wejścia.” – mówi Tomasz Boduszek, Prezes Grupy Pragma.

Kluczowym był 2 kwartał br., w którym Fundusz Pragma 1 podpisał umowy z bankami komercyjnymi na zakup bankowych portfeli gospodarczych na łączną kwotę nominalną 325 mln. zł.

W 2015 r. planujemy zainwestować w portfele bankowe kwotę do 30 mln zł i zwiększyć swój udział w rynku do poziomu przekraczającego 20% utrzymując jednocześnie wysoką dynamikę spłat z portfeli.”- zapowiada Tomasz Boduszek.

 

Polacy zapłacili 111 mln za brak OC

Nakładanie kar na osoby, które nie wykupiły obowiązkowych polis to jedno z licznych zadań Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego (UFG). Opłaty karne na rzecz UFG dotyczą głównie kierowców. W ostatnich latach bardzo szybko rośnie liczba ukaranych posiadaczy pojazdów. Ta zmiana wskazuje, że system kontroli stał się bardziej skuteczny.

W minionym roku UFG nałożył kary o wartości 111 mln zł

Na podstawie raportu Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego można sprawdzić wysokość kar dla kierowców, które od 2005 r. do 2014 r. nałożyła wspomniana instytucja (patrz poniższe zestawienie). „Warto zwrócić uwagę, że konsekwencje związane z brakiem obowiązkowych polis ponoszą również rolnicy. Suma kar nałożonych na takie osoby jest jednak bardzo niska w porównaniu z kwotami, które co roku płacą kierowcy” – mówi Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Informacje podane przez UFG wskazują, że w minionym roku łączna wysokość kar nałożonych za brak polisy wyniosła 111 185 533 zł (roczny wzrost o 28,60%). Opłaty karne dla kierowców stanowiły aż 99,99% tej kwoty. Nietrudno zauważyć, że suma kar związanych z brakiem ubezpieczenia bardzo wyraźnie zwiększyła się w 2013 r. Po części jest to efekt zmiany w zasadach rachunkowości UFG. „Przed 2013 rokiem Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny, po stronie przychodów księgował tylko faktycznie otrzymane kwoty. Obecnie UFG traktuje karę jako przychód już w momencie jej nałożenia” – wyjaśnia Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Według Niny Kuczyńskiej na uwagę zasługują również informacje dotyczące liczby kierowców nieposiadających aktualnego ubezpieczenia OC. W 2014 roku Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny zebrał informacje o 74 457 takich osobach. To oznacza roczny spadek o 4,52%. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że ubiegłoroczny wynik jest o 163% wyższy od wartości sprzed dziewięciu lat.

Bardzo duży wzrost liczby zgłoszeń dotyczących braku ubezpieczenia wynika z wprowadzonych zmian systemowych i nowych zasad pracy policji. Od kilku lat funkcjonariusze „drogówki” coraz częściej kontrolują ważność OC. Pomaga im w tym elektroniczny system e-Zawiadomienia. Nina Kuczyńska przypomina, że Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny dokonuje również automatycznych kontroli na podstawie informacji zgromadzonych w swojej bazie danych. Dzięki temu można wykryć przerwę w obowiązkowym ubezpieczeniu bez działań policji lub innych uprawnionych organów (np. Straży Granicznej lub Inspekcji Transportu Drogowego).

Warto nadmienić, że w ubiegłym roku UFG sam wykrył 26 775 przypadków związanych z brakiem polisy OC dla posiadaczy pojazdów mechanicznych. Ponad połowę kierowców bez polisy (13 910), UFG zidentyfikował przy pomocy systemu monitorującego daty ważności ubezpieczeń (zwanego potocznie wirtualnym policjantem). Prócz wprowadzenia funkcji wirtualnego policjanta (pod koniec 2011 r.), Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny w ostatnich latach znacznie usprawnił też procedury windykacyjne.

 

Wysokość kar za brak obowiązkowego ubezpieczenia, które nakładał

i otrzymywał Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny (lata 2005 – 2014)

Rok Wysokość kar nałożonych na kierowców Wysokość kar nałożonych na rolników Łączna wysokość kar, które nałożył UFG Liczba spraw dotyczących braku obowiązkowego OC dla kierowców
2014 r.  111 170 312,74 zł*  15 220,00 zł*  111 185 532,74 zł* 74 457
2013 r.  86 380 394,45 zł*  80 868,12 zł*  86 461 262,57 zł* 77 982
2012 r. 15 032 522,53 zł 77 082,83 zł 15 109 605,36 zł 66 200
2011 r. 13 759 383,43 zł 116 477,96 zł 13 875 861,39 zł 43 934
2010 r. 12 356 016,18 zł 135 433,04 zł 12 491 449,22 zł 55 060
2009 r. 10 720 685,75 zł 149 572,38 zł 10 870 258,13 zł 23 503
2008 r. 12 221 724,09 zł 158 821,75 zł 12 380 545,84 zł 24 404
2007 r. 15 831 083,91 zł 108 307,29 zł 15 939 391,20 zł 28 822
2006 r. 18 512 691,49 zł 119 935,87 zł 18 632 627,36 zł 23 371
2005 r. 22 314 988,72 zł 129 904,11 zł 22 444 892,83 zł 28 263

*- Uwaga: od 1 stycznia 2013 roku Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny uwzględnia również kary, które zostały nałożone w danym roku i niezapłacone. Do 2013 roku UFG jako przychód kwalifikował tylko kary faktycznie zapłacone.

Źródło: opracowanie własne na podstawie danych z raportów UFG

 

Obowiązujące stawki karne wzrastają co 12 miesięcy …

W kontekście opłat karnych dla kierowców warto wspomnieć, że na początku bieżącego roku znów wzrosła ich wysokość (patrz poniższa tabela). Ta zmiana wynika z przepisów ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych. Zgodnie ze wspomnianą ustawą, wysokość kary za brak OC jest ustalana jako odpowiednia część najniższego wynagrodzenia za pracę (w danym roku). Karna opłata dla kierowcy samochodu osobowego, który dłużej niż 14 dni nie posiadał ważnego OC, wynosi 200% minimalnej płacy brutto na etacie (200% x 1750 zł w 2015 r.). „Wysokość kary wymierzanej przez UFG będzie znacznie niższa, jeżeli długość przerwy w ubezpieczeniu nie przekroczyła 14 dni (patrz poniższe zestawienie). Ta zasada obowiązuje również wtedy, gdy nieubezpieczony pojazd należy do innej kategorii niż samochody osobowe” – wyjaśnia Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

 

Wysokość kar dla kierowców, którzy nie posiadają obowiązkowego ubezpieczenia komunikacyjnego (2015 r.)
Stawki obowiązujące od 1 stycznia do 31 grudnia 2015 r.
Rodzaj nieubezpieczonego pojazdu →

Przerwa w ciągłości ubezpieczenia

samochód osobowy samochód ciężarowy, autobus lub ciągnik samochodowy inny pojazd

(np. motocykl lub motorower)

powyżej 14 dni

(ukarany kierowca płaci 100% stawki)

3 500 zł  5 250 zł  580 zł
od 4 do 14 dni

(ukarany kierowca płaci 50% stawki)

1 750 zł  2 630 zł  290 zł
do 3 dni

(ukarany kierowca płaci 20% stawki)

700 zł    1 050 zł  120 zł

Źródło: opracowanie własne na danych ze strony UFG

 

Kierowcy, którzy nie posiadają aktualnego ubezpieczenia OC, powinni zdawać sobie sprawę, że kara od UFG nie będzie jedyną konsekwencją ich wykroczenia. W przypadku kontroli drogowej, brak ważnego dowodu ubezpieczenia skutkuje mandatem wynoszącym 50 zł.

„Znacznie poważniejsze konsekwencje dla kierowcy będzie miała sytuacja, w której spowoduje on kolizję. Wówczas Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny pokryje koszty związane z naprawą auta poszkodowanej osoby. W dalszej kolejności UFG wystąpi do nieubezpieczonego sprawcy wypadku z tzw. roszczeniem regresowym. To oznacza, że osoba nieposiadająca polisy OC będzie musiała zwrócić koszt likwidacji szkód wraz z ewentualnymi odsetkami” – ostrzega Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.  

Źródło: Andrzej Prajsnar, porównywarka ubezpieczeń Ubea.pl

Ile zarabialiśmy w pierwszym kwartale 2015 roku?

Jak wynika z obwieszczenia Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego, w pierwszym kwartale 2015 roku najwięcej zarabiali mieszkańcy woj. mazowieckiego – przeciętnie aż 5 156 PLN miesięcznie. To znacznie więcej niż w pozostałych regionach kraju.

Oprócz woj. mazowieckiego jedynie w woj. śląskim, dolnośląskim oraz pomorskim średnie płace przekraczały 4 000 PLN. Najmniej zarabiali mieszkańcy kujawsko-pomorskiego, lubuskiego, podkarpackiego i warmińsko-mazurskiego. Przeciętne zarobki nie przekraczały tam 3 500 PLN.

 

Tabela 1. Przeciętne miesięczne wynagrodzenia* w pierwszym kwartale 2015 roku

województwo przeciętnie miesięczne wynagrodzenie
(w PLN)
wzrost w stosunku do pierwszego kwartału ubiegłego roku
 mazowieckie 5 156 3,5%
 śląskie 4 167 3,2%
 pomorskie 4 139 4,3%
 dolnośląskie 4 093 5,0%
 małopolskie 3 888 5,4%
 łódzkie 3 749 4,3%
 zachodniopomorskie 3 722 3,7%
 wielkopolskie 3 716 3,9%
 opolskie 3 695 4,2%
 lubelskie 3 619 3,0%
 podlaskie 3 541 3,7%
 świętokrzyskie 3 530 4,5%
 kujawsko-pomorskie 3 498 4,3%
 lubuskie 3 487 4,6%
 podkarpackie 3 463 3,5%
 warmińsko-mazurskie 3 441 3,9%

Źródło: Obwieszczenie Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego
w sprawie przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w pierwszym kwartale 2015 r.

*bez wypłat z zysku lub nadwyżki bilansowej w spółdzielniach, z uwzględnieniem sfery budżetowej bez dodatkowych wynagrodzeń rocznych, bez Poczty Polskiej Spółki Akcyjnej i Telekomunikacja Polska – Spółka Akcyjna
Andrzej Kuczara
Sedlak & Sedlak

Ogólnopolskie Badanie Wynagrodzeń 2014

Ranking Money.pl. Najbogatsi i najbiedniejsi posłowie

Majątek parlamentarzystów w ciągu roku powiększył się do kwoty 639,3 mln zł. W 2014 roku w oświadczeniach majątkowych ujawnili majątek o ponad 11 mln zł mniejszy. Średnio na jednego posła przypada blisko 1,4 mln zł – wylicza portal Money.pl, który prześwietlił i oszacował majątki posłów na podstawie ich oświadczeń, złożonych w Kancelarii Sejmu.

Można powiedzieć, że posłowie mijającej kadencji nieźle się dorobili. Ich majątki wzrosły od 2011 roku o ponad 139 mln zł – wylicza Money.pl. Trzeba jednak pamiętać, że w międzyczasie doszło do wymiany kilkunastu posłów na nowych. „Starzy” przenieśli się na przykład do Parlamentu Europejskiego. Tylko w ciągu roku 2014 majątek posłów powiększył się o ponad 11 mln zł.

Lwia część majątku posłów to nieruchomości, ale też firmy, których niektórzy są właścicielami. W sumie blisko 579 mln zł. Gotówki na kontach w różnych walutach mają stosunkowo niewiele – blisko 61 mln zł. Cztery lata temu było jej o pięć milionów mniej. Jak obliczył Money.pl, majątek najbogatszego posła jest 4 tysiące razy większy od najbiedniejszego.

Na czele najzamożniejszych znalazł się Andrzej Gut-Mostowy, restaurator i hotelarz z Zakopanego, który po kilku latach zdetronizował Mirosława Koźlakiewicza, posiadacza ferm i zakładów drobiowych. Okazuje się, że w ciągu roku, poseł z Podhala powiększył swój majątek o ponad dwa miliony złotych. W tym czasie majątek „króla drobiu” nieznacznie się skurczył.

Gut Mostowy dorobił się na nieruchomościach i turystyce. Dochody ze spółki Sabała Gut-Mostowy, specjalizującej się w wynajmie lokali i turystyce (jest ona właścicielem luksusowego hotelu Sabała), w ubiegłym roku przekroczyły 2,1 mln zł. Wartość ziemi sięga blisko 30 mln zł, a domu 1,3 mln zł. Bogaty góral jeździ jednak… ponad dwudziestoletnim mercedesem.

Mirosław Koźlakiewicz, choć pochwalił się majątkiem przekraczającym 35 mln zł, to jednak dość sporo zabrakło mu, by utrzymać się na czele stawki. Jego majątek to niemal w całości kurze fermy, pola uprawne, zakłady drobiowe, maszyny, ale też trzy mieszkania. W gotówce ma niewiele, zaledwie 154 tys. zł. Jednak w przypadku Koźlakiewicza nie jest to wcale powód do zmartwień. Tylko w ubiegłym roku jego dochody sięgnęły blisko 2 mln zł. „Król drobiu” z Ciechanowa nie ukrywał nigdy swojej słabości do luksusowych aut, tym razem w oświadczeniu nie pochwalił się jednak żadnym samochodem.

Były minister finansów Jan Vincent-Rostowski. Co prawda w porównaniu z innymi najbogatszymi parlamentarzystami, gotówki ma niewiele, bo tylko równowartość niespełna 51 tys. zł (większość w euro), lecz nie musi martwić się o emeryturę. Ma trzy domy i pięć mieszkań, głównie w Wielkiej Brytanii. Ich wartość sięga w sumie 25 mln zł.

Dziesięciu najbogatszych posłów zgromadziło razem ponad 187 mln złotych, czyli prawie jedną trzecią majątku, jaki ujawnili łącznie wszyscy posłowie.

Dziesięcioro najbogatszych posłów
Źródło: Money.pl na podstawie oświadczeń majątkowych posłów na dzień 31 grudnia 2014 roku.

* złotówki i dewizy przeliczone po kursach NBP z 26 maja 2015
**cały majątek deklarowany przez posłów, także z uwzględnieniem akcji, obligacji, udziałów w firmach i innych papierów wartościowych, które ujęli w oświadczeniach

Posłanki i posłowie Partia Gotówka* Nieruchomości i ruchomości Cały majątek**
1. Andrzej
Gut-Mostowy
PO 5 300 000 zł 31 045 000 zł 36 345 000 zł
2. Mirosław
Koźlakiewicz
PO 154 000 zł 34 940 000 zł 35 094 000 zł
3. Jan
Vincent-Rostowski
PO 50 767 zł 25 000 000 zł 25 051 767 zł
4. Marek
Niedbała
SLD 357 500 zł 20 455 000 zł 20 952 000 zł
5. Cezary
Kucharski
PO 2 465 000 zł 12 790 000 zł 15 256 480 zł
6. Irena
Tomaszak-Zesiuk
PO 355 530 zł 14 405 000 zł 14 761 000 zł
7. Dorota
Arciszewska-Mielewiczyk
PiS 610 000 zł 12 590 000 zł 13 200 000 zł
8. Roman
Kosecki
PO 28 469 zł 11 770 000 zł 11 798 000 zł
9. Krzysztof
Borkowski
PSL 52 773 zł 11 181 000 zł 11 233 000 zł
10. Leszek
Korzeniowski
PO 566 307 zł 8 455 000 zł 9 021 307 zł

 

Nie ma posłów, którzy nie mieliby zupełnie nic, ale to, co mają, to tysiące razy mniej niż majątek najbogatszych. Najbiedniejszy (dwa lata wcześniej jego majątek przekraczał 600 tys. zł, a już przed rokiem 13 tys. zł) jest Mariusz Antoni Kamiński z PiS. Poseł zadeklarował majątek wart 9 tys. zł, na który składa się tylko gotówka na koncie – podaje Money.pl.

Bogatsza o jedynie trzy tysiące złotych jest jego partyjna koleżanka Małgorzata Gosiewska, a trzeci na tej liście – Zbigniew Rynasiewicz z PO zadeklarował jedynie działkę za 5 tys. zł, niewielką gotówkę i długi w wysokości 287 tys. zł.

 

Dziesięcioro posłów z najmniejszym majątkiem
Źródło: Money.pl na podstawie oświadczeń majątkowych posłów
Posłanki i posłowie Partia Wartość deklarowanego majątku
1. Mariusz Antoni
Kamiński
PiS 9 000 zł
2. Małgorzata
Gosiewska
PiS 12 000 zł
3. Zbigniew
Rynasiewicz
PO 13 774 zł
4.  Bożena
Henczyca
PO 20 000 zł
5. Elżbieta
Królikowska-Kińska
PO 34 000 zł
6. Paweł
Sajak
TR 39 000 zł
7. Ryszard
Terlecki
PiS 45 000 zł
8. Adam
Rybakowicz
TR 57 000 zł
9. Artur
Górczyński
SLD 60 000 zł
10. Łukasz
Tusk
PO 65 000 zł

Jak ustalił portal Money.pl, posłowie w swoich oświadczeniach wskazują często dość zaskakujące części majątku. Były minister infrastruktury Cezary Grabarczyk wymienia żaglówkę MAK. Tadeusz Woźniak ze Zjednoczonej Prawicy chwali się zbiorem znaczków, monet i banknotów. Podobnie Piotr Chmielowski z SLD. On swoje kolekcje złotych i srebrnych monet oraz znaczków wycenił na ponad 100 tys. zł. Andrzej Jaworski z PiS zadeklarował dzieła sztuki i bibliotekę na 60 tys. zł, a z kolei posłanka Maria Nowak z PiS biżuterię wartą 35 tys. zł.

Znana z wielu kontrowersyjnych wystąpień w Sejmie prof. Krystyna Pawłowicz z PiS wpisała w oświadczenie kolekcję… metali przemysłowych wartości 150 tys. zł. Ciekawie też wygląda ferma norek, wyceniona przez niezależnego posła Andrzeja Piątaka na ponad 2 mln zł i plantacja czarnej porzeczki, oszacowana na ponad 220 tys. zł., należąca do Genowefy Tokarskiej z PSL. Niewielu może jednak równać się z posłem Henrykiem Kmiecikiem z PSL. Pochwalił się on aparatem Microlysis za 25 tys. zł, który likwiduje owłosienie.

PZWLP tworzy Grupę Firm Rent a Car i powołuje nowego Członka Zarządu

Pod koniec maja 2015r. w Polskim Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP) utworzona została Grupa Firm Rent a Car, czyli odrębna struktura organizacyjna, skupiająca wypożyczalnie samochodów, będące członkami PZWLP. Grupa jest obecnie tworzona przez 5 firm Rent a  Car należących do organizacji. Wśród nich znajdują się zarówno światowi liderzy branży wynajmu krótko i średnioterminowego, jak i jedna z największych polskich wypożyczalni aut. To jednak nie jedyna zmiana w Polskim Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów w ostatnim czasie. Nowym Członkiem Zarządu PZWLP został Grzegorz Szymański, Prezes Arval Polska.

W ramach utworzonej pod koniec maja Grupy Firm Rent a Car w Polskim Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów funkcjonuje aktualnie 5 firm członkowskich PZWLP, potocznie zwanych wypożyczalniami samochodów (Rent a Car). Są wśród nich światowi liderzy branży Rent a Car, a więc polskie oddziały międzynarodowych firm Avis, Budget, Hertz i Sixt oraz duża polska firma wynajmu krótko i średnioterminowego aut, czyli Express. Budget, Hertz i Sixt przystąpiły do PZWLP w lutym 2015 roku, firma Avis jest członkiem organizacji od 2013r., natomiast Express należy do Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów od blisko 10 lat i jest jednym z założycieli organizacji. W najbliższej przyszłości planowany jest dalszy wzrost liczby wypożyczalni pojazdów skupionych w PZWLP, a przez to dynamiczny rozwój nowo utworzonej Grupy Firm Rent a Car oraz całej organizacji. Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów został utworzony w listopadzie 2005r. i w ciągu niespełna 10 lat działalności liczba należących do niego członków uległa niemalże podwojeniu. Aktualnie w PZWLP skupionych jest 19 firm.

Jednym z priorytetów dla PZWLP jest obecnie zwiększenie reprezentacji interesów branży Rent a Car w Polsce – mówi Marek Małachowski, Prezes Zarządu PZWLP, Dyrektor Zarządzający ALD Automotive Polska. – W środowisku wypożyczalni samochodów w naszym kraju już od dłuższego czasu narastała potrzeba skutecznego i wspólnego reprezentowania najważniejszych dla branży interesów. Wynikało to z coraz bardziej dynamicznego rozwoju usług wynajmu krótko i średnioterminowego samochodów w Polsce oraz bardzo dużego potencjału wzrostu tej branży. Utworzenie w PZWLP odrębnej struktury organizacyjnej, a więc Grupy Firm Rent a Car, jest odpowiedzią na takie zapotrzebowanie rynkowe. Grupa już dzisiaj, na początku swojej działalności, skupia zdecydowaną większość najważniejszych wypożyczalni samochodów funkcjonujących na polskim rynku, co daje solidną podstawę do jej dalszego planowanego wkrótce rozwoju.

Silna reprezentacja branży Rent a Car w Polsce w PZWLP

W celu efektywnej pracy Grupy Firm Rent a Car w Polskim Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów, którego działalność koncentrowała się do tej pory w znacznej mierze na branży wynajmu długoterminowego samochodów, zyskała ona dużą autonomię działania w ramach struktur organizacji. Grupa Firm Rent a Car, korzystając z potencjału i zasobów organizacyjnych istniejącego od 10 lat na polskim rynku PZWLP, posiada między innymi możliwość samodzielnego decydowania o zasadach swojego funkcjonowania, czy też kierunkach podejmowanych działań oraz ustalaniu priorytetów. Grupa ma również zagwarantowane stałe miejsce jednego swojego przedstawiciela w Zarządzie PZWLP, którym obecnie jest Radosław Lesiak, Członek Zarządu PZWLP, a na co dzień szef firmy Avis Polska. Do najważniejszych celów działającej w ramach struktur PZWLP Grupy Firm Rent a Car należy skuteczna reprezentacja interesów branży wynajmu krótko i średnioterminowego w Polsce, określenie i wyznaczenie jednolitych standardów działalności biznesowej w branży Rent a Car w Polsce, stworzenie zbioru najlepszych praktyk oraz wyznaczanie kierunków rozwoju branży w najbliższych latach.

Grzegorz Szymanski - Czlonek Zarzadu PZWLP
Grzegorz Szymanski – Czlonek Zarzadu PZWLP

Grzegorz Szymański nowym Członkiem Zarządu PZWLP

Pod koniec maja 2015r. zmiany zaszły także w Zarządzie PZWLP, do którego, jako Członek Zarządu, dołączył Grzegorz Szymański, na co dzień sprawujący funkcję Prezesa Arval Polska. Zarząd PZWLP zgodnie ze statutem organizacji może liczyć od 3 do 5 osób. Obok Grzegorza Szymańskiego, w jego skład wchodzą obecnie: Marek Małachowski, Prezes Zarządu, Dyrektor Zarządzający ALD Automotive Polska, Radosław Lesiak, Członek Zarządu, Wiceprezes i Country Manager Avis Polska oraz Daniel Trzaskowski, Dyrektor Sprzedaży Flotowej Volkswagen Leasing.

Statutowe organy PZWLP, w tym Zarząd organizacji, są wybierane przez Walne Zebranie Członków PZWLP na kadencję 2-letnią. Ostatnie wybory w tym zakresie zostały przeprowadzone w czerwcu 2014 roku. Grzegorz Szymański został wybrany na Członka Zarządu PZWLP
w wyborach uzupełniających. Nowy Członek Zarządu PZWLP ma 39 lat i posiada szerokie doświadczenie w branży CFM w Polsce. Grzegorz Szymański od połowy grudnia 2014 jest Prezesem Zarządu i Dyrektorem Generalnym firmy Arval Polska, jednej z największych i najdłużej działających firm wynajmu długoterminowego samochodów w Polsce, będącej jednym z założycieli PZWLP. Z firmą Arval Szymański jest związany od 9 lat, w której do roku 2011 zajmował stanowisko Dyrektora Finansowego i Członka Zarządu, a następnie w latach 2011 – 2014 był Dyrektorem Finansowym  (CFO) dla  Grupy Arval w Regionie Europy Środkowej i Krajów Śródziemnomorskich. Grzegorz Szymański rozpoczynał karierę w departamentach finansowych, m.in. w firmie FM Logistic (branża logistyczna). Ukończył Wydział Finansów i Bankowości w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Posiada również tytuł Executive MBA Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Illinois. Jest żonaty, ma dwójkę dzieci.

Firmy, których praca opiera się na kreatywnej współpracy zespołu wolą pracować w kameralnych biurowcach, niż parkach biurowych

Firmy, których praca opiera się na kreatywnej współpracy zespołu wolą pracować w kameralnych biurowcach, niż parkach biurowych.

Nie wszystkie firmy wybiorą szklaną wieżęPodstawowymi kryteriami wyboru biura jest lokalizacja i jakość powierzchni. Oferta musi oczywiście również mieścić się w ramach założonego budżetu, ale dla niektórych firm niezwykle ważny jest też rodzaj budynku, w którym ulokują swoją siedzibę. Wybór pomiędzy dużym obiektem biurowym, a kameralnym biurowcem wiąże się z profilem działalności firmy.

Firmy, którym zależy na poczuciu niezależności, które planują urządzić biuro w oryginalny sposób poszukują raczej powierzchni w mniejszych budynkach. Wnętrza kameralnych biurowców bardziej nadają się do niekonwencjonalnej aranżacji, niż standardowe moduły oferowane w dużych obiektach.

Centralnie położone, niewielkie budynki wybierają zwykle spółki działające w marketingu, reklamie, mediach, czy wykonujące kreatywną pracę dla biznesu, jak np. pracownie architektoniczne. Są to firmy, w których pracują ludzie zdecydowanie bardziej nastawieni na współpracę niż rywalizację. Takie firmy stawiają na kameralne budynki, które oferują ciekawe rozwiązania architektoniczne i przyjazne otoczenie. Z reguły omijają duże, typowe parki biurowe, w których pryncypialna jest anonimowość i procedury.

Ład korporacyjny kompatybilny z parkiem biurowym 

W mniej zestandaryzowanym wnętrzu łatwiej jest zaaranżować przestrzeń, która będzie wspierać kreatywną pracę zespołu. W biurowcu z elektroniczną kontrolą dostępu, oferującym klasyczne moduły trudniej jest stworzyć atmosferę sprzyjającą wzajemnej komunikacji i wymianie myśli. Mniejsze budynki zapewniają do tego lepsze warunki i często bardziej atrakcyjne środowisko pracy niż duże.

Do szklanych kompleksów biurowych, które wyrastają na ulicach dużych miast, wprowadzają się z kolei firmy funkcjonujące w strukturach korporacyjnych, centra obsługi biznesu, czy wielodziałowe przedsiębiorstwa, działające na rynkach międzynarodowych.

Wciąż niszową aktywnością deweloperów jest rewitalizacja kamienic, czy obiektów industrialnych i przystosowywanie ich do funkcji biurowych. A to właśnie takie budynki mogą zaoferować niekonwencjonalne wnętrza, w których najczęściej aranżowane są najbardziej niepowtarzalne biura.

Nietypowa przestrzeń sprzyja kreowaniu nowoczesnego środowiska pracy

Jacek Ochnik, prezes zarządu Ochnik Development, przyznaje że najemcy poszukują elastycznej powierzchni biurowej, która sprzyja kreowaniu środowiska pracy w nowoczesnym wydaniu. – W warszawskim kompleksie Dzielna 60 w zmodernizowanych budynkach fabrycznych oferujemy biura loftowe w formie gabinetowej, open space lub mieszanej w zależności od zgłaszanych przez firmy potrzeb. Industrialna przestrzeń z widocznymi elementami dawnych konstrukcji nośnych budynków otwiera większe możliwość aranżacyjne niż standardowa powierzchnia i pozwala na szybkie dokonywanie ewentualnych zmian. To ekskluzywna oferta rynkowa, która kusi najemców. – mówi Jacek Ochnik.

Prezes Ochnik Development zauważa, że firmy mają teraz znacznie większe oczekiwania niż wcześniej, kiedy wystarczył parking, winda i kantyna. – Najemcy poszukają wygodnych adresów. Biurowiec to dziś nie tylko miejsce pracy, ale także miejsce spotkań i miejsce, gdzie można odpocząć.

Nowoczesne obiekty budują swoją wartość dodaną poprzez tworzenie dodatkowych funkcjonalności. Należą do nich miejsca do odpoczynku i uprawiania sportu, usługi gastronomiczne, gabinety kosmetyczne i medyczne, punkty handlowe i usługowe, a nawet przedszkola. Dzięki temu budynek wyróżnia się na tle innych, co ma znaczenie w warunkach dużej konkurencji rynkowej. Takie działania to często składowa nakreślonej strategii marketingowej – dodaje Jacek Ochnik.

Więcej wiadomości   Dzielna60.pl

Już co piąty Polak robi zakupy za pośrednictwem urządzeń mobilnych

Zakupy za pośrednictwem smartfona robią najczęściej młodzi mężczyźni, studenci i uczniowie w wieku 15-24, którzy mieszkają w dużych miastach[1]. Eksperci prognozują, że liczba konsumentów zainteresowanych zakupami w wersji mobilnej w najbliższych latach będzie dynamicznie rosła. Blisko 30 proc. Polaków porównuje na smartfonach ceny podczas zakupów w sklepach stacjonarnych. Powyższe zjawiska są charakterystyczne dla tzw. smart konsumenta, który jest w pełni świadomy możliwości jakie oferują nowe technologie, ceni sobie wygodę i szybkość usługi. Z drugiej strony nowe pokolenie konsumentów jest nieprzewidywalne, nie lojalne i wybredne. Większość z nas, przy zakupach zwraca uwagę na rekomendację znajomych i opinie w mediach społecznościowych, a blisko 23 proc. konsumentów przed zakupem szuka informacji w wyszukiwarce Google[2]. Czy przedsiębiorcy są na to wszystko przygotowani? Kto śledzi trendy, a kto prześpi swoją szansę?

„Branża m-commerce rozwija się w ostatnich latach bardzo dynamicznie i według ekspertów w 2015 osiągnie wartość 2,5 miliarda złotych. Klienci raczej nie porzucą wygodnego, szybkiego i bezpiecznego sposobu robienia zakupów. M-commerce jest po prostu efektywnym przedłużeniem handlu internetowego, który już od jakiegoś czasu święci triumfy w biznesie. Zasady gry na rynku zmieniają się wraz z naszymi przyzwyczajeniami komunikacyjnymi. W 2015 roku, blisko 60 proc. Polaków będzie posiadało smartfona. Trudno się, więc dziwić, że nowoczesny konsument wymaga tego, aby marketerzy w pełni wykorzystywali potencjał narzędzi mobilnych. Znaczna część budżetów marketingowych jest przenoszona obecnie z tradycyjnych działań i mediów do sektora online. Nowoczesne przedsiębiorstwa wychodzą naprzeciw oczekiwaniom klientów i inwestują w rozwiązania takie jak, responsywna strona www, pozycjonowanie w sieci czy kampanie SMS” – komentuje Artur Sadowski, CEO platformy SerwerSMS.pl

Ponad 40 proc. przedsiębiorstw z sektora MŚP planuje wykorzystywanie nowych form promocji i reklam[3]. Coraz więcej mały i średnich przedsiębiorstw sięga po nowoczesne narzędzia marketingowe, które zarezerwowane były dotąd jedynie dla dużych graczy. Dzieję się tak, dzięki temu, że dostawcy usług opracowują rozwiązania dedykowane właśnie takim firmom. Kampanie SEO/SEM, kampanie MMS, masowa wysyłka SMS-ów czy aplikacje mobilne są już w zasięgu przeciętnego polskiego przedsiębiorcy czy start-up’owca.

Efektywność działań marketingowych determinowana jest przede wszystkich ich spójnością. Aktualnie dla wielu marketerów priorytetem jest optymalizacja działań w zakresie obsługi klienta, sprzedaży, asysty technicznej oraz lepsza komunikacja marki z konsumentem. Wszystkie kanały komunikacji powinno być spójne. Kampanie social media, kampanie SMS reklamy typu display i client service – to tylko kilka elementów tej układanki. Ponad 20 proc. specjalistów ds. marketingu wciąż nie wie, jak zdefiniować kompleksową obsługę klienta w firmie[4]. Osiągnąć można to dzięki wdrożeniu nowych technologii do przedsiębiorstwa. Powinniśmy zastanowić się czego oczekuje od nas nasz klient? Z jakich narzędzi korzysta najchętniej? Co budzi w nim pozytywne emocje? Dzięki temu będziemy w stanie przyjąć odpowiednią strategię działania i wykorzystać do tego właściwe narzędzia biznesowe. Z badań ekspertów wynika, że dziennie przed smartfonem spędzamy blisko 150 minut[5]. W tym roku już blisko 60 proc. Polaków będzie posiadało smartfona. Z kolei z badania – Komunikacja SMS w Polsce – wynika, że SMS z promocją zachęciłby blisko 90 proc. konsumentów do zapoznania się z ofertą sklepu. Czy warto kierować się tym co podpowiadają nam sami konsumenci? Zdecydowanie tak! – podsumowuje Daniel Zawiliński, CMO platformy SerwerSMS.pl

Z badań ekspertów wynika także, że blisko 25 proc. smartfonów nie wyobraża sobie życia bez tego nowoczesnego urządzenia mobilnego[6]. Największy odsetek posiadaczy smartfonów jest wśród ludzi w wieku 15-24 i wynosi on 78 proc. Nowe pokolenie konsumentów będzie stanowiło nie lada wyzwanie dla rzeszy marketerów z całego świata. Są to ludzie, którzy nie pamiętają czasów sprzed internetu oraz smartfonów.

[1] Mindshare Polska

[2] IRCenter

[3] Instytut Badań i Analiz OSB

[4] CMO Club i Oracle

[5] AdReaction

[6] MEC Mobile