Sztuczna inteligencja w Polsce – jak wypadamy na tle Europy? Nowy raport Fundacji Digital Poland

  • Raport „Sztuczna inteligencja w Polsce – kompetencje ekspertów AI” został opracowany przez Fundację Digital Poland we współpracy z firmami Accenture i Microsoft.
  • W opracowaniu przedstawiono informacje dotyczące rynku specjalistów z obszaru AI w Polsce. Sprawdzono, jakie kompetencje już są na rynku, a które są deficytowe.
  • Główny cel, który przyświecał autorom raportu to stworzenie korzystnego ekosystemu dla rozwoju obszaru AI w Polsce.
  • Raport przygotowano w oparciu o analizę ogłoszeń rekrutacyjnych i profilów specjalistów na LinkedIn. W opracowaniu przedstawiono także komentarze praktyków, którzy na co dzień wykorzystują rozwiązania AI.

Polska na tle Europy

Polska zajmuje 24. miejsce w zestawieniu nasycenia praktykami AI w Unii Europejskiej (udział specjalistów wśród ogółu pracujących). Biorąc pod uwagę kraje Europy Środkowo-Wschodniej jest w środku zestawienia. Liderem regionu jest Estonia. Najwięcej specjalistów AI w Polsce pracuje w Warszawie (30%), na drugim miejscu jest Kraków (17%), a na trzecim Wrocław (13%).

– W zestawieniu nasycenia praktykami AI w Unii Europejskiej, Polska traci aż 70% do Estonii, regionalnego cyfrowego lidera. Takie zestawienie obala mit dużej liczby programistów i ekspertów AI w Polsce. Już dzisiaj potrzebujemy dwa razy więcej specjalistów ICT w polskiej gospodarce. Warszawa jest stolicą AI, co potwierdza nasze poprzednie badanie „Map of Polish AI”. Jest to możliwe, dzięki zagranicznym korporacjom, które mają tutaj swoje centralne. Podobnie jest z największymi pracodawcami ekspertów AI, wśród których można znaleźć głównie zagraniczne firmy takie jak Intel, UBS, TomTom, Aptiv, Google czy Samsung. Przy braku inwestycji w AI ze strony rządowej, Polska powinna więc wspierać zagraniczny kapitał, by umieszczał w naszym kraju jeszcze więcej swoich jednostek B+R, co przełoży się na transfer know-how do polskiej gospodarki – mówi Piotr Mieczkowski, Dyrektor Zarządzający Fundacji Digital Poland.

Udział specjalistów w sektorze usług IT i tworzenia oprogramowania jest w Polsce znacząco większy (58%) niż średnio w Unii Europejskiej (40,6%). Z kolei w edukacji i przemyśle wypadamy nieco gorzej. W obszarze edukacji (przede wszystkim w podsektorach badań oraz uczelni wyższych) udział specjalistów wynosi 12,6% i jest blisko o połowę niższy niż w Europie (24,5%). W przemyśle udział ekspertów jest o prawie 1/3 niższy w Polsce niż w pozostałych europejskich krajach.

Jakie wykształcenie i umiejętności posiadają specjaliści AI?

Wszyscy specjaliści AI są absolwentami kierunków ścisłych. Ponad połowa z nich ukończyła: matematykę, informatykę, inżynierię elektryczną i elektroniczną, technologię informacyjną, mechatronikę lub robotykę i inżynierię automatyki.

Jak się okazuje, polscy eksperci AI analizowani są na rynku głównie przez pryzmat umiejętności twardych. Często brakuje im kompetencji miękkich takich jak transfer wiedzy, komunikacja czy umiejętność pracy w zespole. W przyszłości, kiedy AI będzie stawała się coraz bardziej powszechna we wszystkich branżach i konieczna będzie współpraca w zespołach, to może być barierą dla dalszego rozwoju.

Polscy eksperci AI, podobnie jak europejscy, są wszechstronni i programują w wielu językach. Do najpopularniejszych środowisk programistycznych należy: TensorFlow, OpenCv, Scikit-learn oraz Keras. Większość bibliotek wykorzystuje język Python.

Międzynarodowy rynek pracy dla specjalistów AI

Rynek pracy dla praktyków AI jest z natury międzynarodowy, potwierdzają to także dane: aż 42% specjalistów w Unii Europejskiej nie pracuje w kraju, w którym skończyło studia. W Polsce odsetek ten jest mniejszy – 67,2% polskich specjalistów AI pracuje w swoim kraju. Może to świadczyć m.in. o zapewnieniu atrakcyjnych możliwości zawodowych przez pracodawców, a także relatywnie wysokim zapotrzebowaniu na specjalistów AI w Polsce.

Wśród ekspertów AI pracujących w naszym kraju i posiadających dyplom uczelni wyższej, najwięcej jest osób, które uzyskały wykształcenie w Stanach Zjednoczonych (blisko 44%), Wielkiej Brytanii (7,4%) oraz Niemczech (4,2%). LinkedIn nie sprawdza narodowości użytkowników, dlatego mogą to być zarówno obcokrajowcy pracujący w Polsce, jak i Polacy, którzy wrócili po uzyskaniu dyplomów na uczelniach zagranicznych.

– Kompetencje w zakresie AI otwierają drzwi do cyfrowej Europy. Niestety udział polskich specjalistów ds. AI na tle Europy wyraźnie pokazuje, że jako gospodarka mamy na tym polu jeszcze sporo do zrobienia. Optymizmem napawa miejsce w czołówce państw regionu i to moim zdaniem powinniśmy potraktować jako czynnik motywacyjny. Na szczęście coraz bardziej śmiałe głosy z rynku potwierdzają również, że znaczenie kompetencji cyfrowych, także tych związanych z AI, będzie rosło. Aby mogło się to jednak stać już w niedalekiej przyszłości, konieczne są do spełnienia odpowiednie warunki. Z jednej strony gotowość biznesu do wykorzystania odpowiednich technologii, w tym chmury obliczeniowej. Z drugiej rozwój kompetencji cyfrowych. To ludzie i ich możliwości, a nie technologie, powinni być priorytetem jeżeli mówimy o transformacji biznesu w oparciu o technologie. Dlatego poza ogłoszeniem inwestycji w polskie Data Center i działań na rzecz uwolnienia potencjału chmury w Polsce, Microsoft wspólnie z Operatorem Chmury Krajowej zapowiedział rozwój programów edukacyjnych. Ich celem jest podniesienie kompetencji w zakresie technologii dla 150 tysięcy pracowników polskich przedsiębiorstw. Wierzymy, że inicjatywy tego typu pozwolą zwiększyć udział praktyków AI na naszym rynku i lepiej konkurować na tym polu z sąsiadami. – mówi Paweł Jakubik, Dyrektor ds. Transformacji Cyfrowej w Chmurze, Członek Zarządu Microsoft Polska

Młodzi specjaliści dominują w AI

Średnia długość kariery zawodowej w obszarze sztucznej inteligencji jest stosunkowo niska i wynosi 5,1 lat. 63,1% specjalistów posiada maksymalnie 5 lat doświadczenia zawodowego, 11,3% jeszcze studiuje. Tylko 15,5% praktyków ma ponad 10-letnie doświadczenie. Dane te są spójne z rozwojem rynku sztucznej inteligencji w Polsce i świadczą o tym, że wciąż jest on na wczesnym etapie.

Niedopasowanie kompetencji ekspertów do potrzeb rynku

W Polsce widoczne jest niedopasowanie dostępnych ekspertów AI do potrzeb rynku. Brakuje przede wszystkim ekspertów od widzenia komputerowego (ang. computer vision). Najbardziej poszukiwani i deficytowi są eksperci znający biblioteki czy środowiska programistyczne takie jak: PyTorch, CopenCv, Scikit-learn, Caffee oraz NLTK.

W Polsce brakuje także ekspertów posiadających wiedzę na temat bilbliotek i środowisk programistycznych Data Science. Dla najpopularniejszych z nich zapotrzebowanie przekracza nawet pięciokrotnie liczbę specjalistów dostępnych na rynku.

– Dane przedstawione w raporcie jasno pokazują, że niezwykle ważne jest dostosowanie edukacji akademickiej tak, aby uczyła ona praktycznych zastosowań dla nowoczesnych technologii, w tym sztucznej inteligencji oraz żeby wiedza, którą zdobywają studenci była dopasowana do aktualnych potrzeb rynku. Dotyczy to zarówno programistów, jak i analityków danych, gdyż dobre przygotowanie danych jest niezbędne do wykorzystania AI. Jest to możliwe do osiągnięcia dzięki współpracy biznesu ze środowiskiem akademickim. Jako Accenture prowadzimy Accenture Training Labs, cykl webinariów i warsztatów dla studentów m.in. z obszaru AI i analizy danych. Staramy się także rozwijać kompetencje data science pracowników biznesowych, dzięki temu, że narzędzia analityczne stają się coraz bardziej ‘user-friendly’. Dodatkowo prowadzimy szkolenia Technology Quotient, w których pracownicy mogą wybrać m.in. ścieżkę AI – mówi Karol Mazurek, Managing Director, Accenture Polska.

Kobiety w AI

Odsetek kobiet, będących specjalistkami AI w Polsce wynosi niecałe 13%. To mniej niż w Unii Europejskiej i w ujęciu globalnym, gdzie odsetek kobiet wśród wszystkich pracowników AI to odpowiednio 16% i 22%. Największy udział kobiet w AI jest na Łotwie, gdzie wynosi ponad 29%.

GPW przekaże dochód z obrotów akcjami Allegro na walkę z COVID-19

Zarząd GPW zdecydował o przekazaniu całego dochodu Giełdy z tytułu obrotu akcjami Allegro w dniu debiutu tej spółki (12 października br.) na walkę z koronawirusem. Wysokość darowizny wyniesie 680 tys. zł. Decyzję tę zatwierdziła Rada Giełdy.

„Poniedziałkowy debiut spółki Allegro przyniósł rekordowy poziom obrotów akcjami na Głównym Rynku – ponad 5,2 miliarda złotych. Cieszymy się, że w tym trudnym dla społeczeństwa okresie Zarząd i Rada Giełdy postanowiły wykazać się wyjątkową solidarnością z podmiotami zaangażowanymi w bezpośrednią walkę z koronawirusem i całkowity dochód z obrotu akcjami Allegro na tej wyjątkowej, poniedziałkowej sesji przeznaczyć właśnie na walkę z COVID-19” – powiedział wiceprezes Rady Ministrów, minister aktywów państwowych Jacek Sasin.

Wartość obrotu akcjami spółki Allegro na sesji 12 października wyniosła niemal 4 mld zł, czyli prawie tyle, ile przez pół roku wyniosły obroty na całym rynku New Connect (4,1 mld zł), zrzeszającym obecnie 376 mniejszych spółek.

„Zastanawialiśmy się w gronie Zarządu GPW, jak najlepiej uczcić ten sukces i doszliśmy do wniosku, że najlepiej świętuje się poprzez dzielenie tego sukcesu z innymi. W związku z tym postanowiliśmy całkowity zysk Giełdy z pierwszego dnia notowań akcji Allegro, 680 tysięcy złotych, przeznaczyć na wsparcie walki z koronawirusem” – powiedział prezes Zarządu GPW Marek Dietl.

Prezes GPW zauważył, że większą część przychodów z obrotu akcjami uzyskują biura i domy maklerskie, zaś na samą giełdę przypada między 10 a 30% przychodu. „Pragniemy zaapelować do pozostałych uczestników rynku, aby część dochodów z pierwszego dnia obrotu akcjami Allegro również przekazali na walkę z koronawirusem. Podzielmy się tym sukcesem polskiego rynku kapitałowego z całym społeczeństwem, a szczególnie z tymi, którzy zostali dotknięci pandemią” – powiedział Prezes Marek Dietl.

To już kolejna decyzja Zarządu i Rady Giełdy o wsparciu walki z COVID-19. W marcu GPW przekazała darowiznę w wysokości 1 mln zł dla Powiatowych Stacji Sanitarno-Epidemiologicznych w Siedlcach i Radomiu na zakup sprzętu umożliwiającego wykonywanie badań w kierunku wykrywania wirusa SARS-CoV-2. Na początku maja ruszyły pracownie diagnostyczne wykorzystujące zakupiony sprzęt.

Sektor prywatny będzie siłą napędową zielonej gospodarki

Środki publiczne na zieloną transformację polskiej gospodarki są coraz większe, ale żeby zostały dobrze wykorzystane, muszą płynnie i szybko trafiać do sektora prywatnego, który jest siłą napędową proklimatycznych zmian – uznali uczestnicy debaty podczas Europejskiego Kongresu Finansowego.

Jak podkreślił Jarosław Rot, dyrektor zarządzający BNP Paribas, Polska w ciągu najbliższych siedmiu lat będzie otrzymywała z unijnego budżetu rocznie ok. 30 mld zł na inwestycje w ochronę klimatu. Oznaczać to będzie co najmniej kilkukrotny wzrost nakładów, ponieważ łączne inwestycje w odnawialne źródła energii w Polsce w ciągu całych minionych siedmiu lat wyniosły 48 mld zł.

Według bankowców, ok. 60 proc. nakładów na inwestycje ekologiczne w Polsce pochodzi z finansowania bankowego. W 2019 roku, na 16 mld zł inwestycji w OZE, łączna kwota 10 mld zł pozyskana została z kredytów bankowych. „Jest to ok. 3-4 proc. wartości akcji kredytowej banków, wynoszącej 280 mld zł rocznie” – mówił Jarosław Rot podczas debaty o roli sektora bankowego w nowej strategii wzrostu gospodarczego.

Według niego, dla efektywności wydatkowania środków publicznych istotne jest, żeby szybko i płynnie trafiały one do prywatnych inwestorów. „Konserwatywne podejście strony publicznej i powolne przekazywania tych pieniędzy nie pozwala na masowy sukces realizowanych projektów” – powiedział Rot, wskazując na doświadczenia w realizacji ogólnopolskiego program wsparcia finansowego na wymianę źródeł ciepła „Czyste Powietrze”.

Jego zdaniem, strona publiczna powinna traktować sektor bankowy jako partnera przy tworzeniu tanich kredytów z elementem subwencji. „Projektowanie programów wsparcia finansowego inwestycji proklimatycznych, dokonywane przez instytucje rządowe w Polsce, powinno się odbywać z udziałem banków komercyjnych” – apelował dyrektor zarządzający w PNB Baribas.

Maciej H. Grabowski, prezes Centrum Myśli Strategicznych zwrócił uwagę, że „zazielenianie kojarzy się w Polsce z funduszami publicznymi np. Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska”. Wskazywał na współczynnik dźwigni, wynoszący 1:4, gdzie jedna złotówka z NFOŚ pociąga za sobą wydanie 4 zł przez samorządy i sektor prywatny.

Łukasz Kolano, dyrektor zarządzający ONZ-owskiej agencji Global Compact Network w Polsce wskazywał z kolei na wyzwanie, jakim jest zapraszanie sektora prywatnego w kraju do włączenia się w projekty w zakresie zrównoważonego rozwoju oraz do podejmowania inwestycji odpowiedzialnych społecznie.

Podkreślał w tym kontekście rolę działających w Polsce banków rozwojowych – Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOR) czy Banku Światowego. „Te instytucje mobilizują kapitał i pomagają wyznaczać standardy funkcjonowania rynków finansowych na rzecz zielonej gospodarki” – powiedział Łukasz Kolano, apelując o wzrost zainteresowania tematem i poszerzanie wiedzy w tym sektorze.

Według Grzegorza Zielińskiego, dyrektora regionalnego EBOR na Polskę i Kraje Bałtyckie, jednym z działań na rzecz edukacji rynku jest podjęta przez EBOR współpraca z Giełdą Papierów Wartościowych w Warszawie przy opracowaniu standardu raportowania niefinansowego przez spółki, czyli tzw. raportów ESG (environmental, social, and governance).

O tym, że warszawska Giełda analizuje tematykę „zazielenienia gospodarki i przepływów kapitałowych” zapewniała Aleksandra Bluj, wiceprezes GPW Benchmark. Giełda dąży m.in. do wzmacniania zdolności spółek do przekazywania inwestorom informacji o strategiach w zakresie zrównoważonego rozwoju.

„W ciągu ostatnich kilku miesięcy obserwujemy istotny wzrost zainteresowania tematem zielonych inwestycji ze strony spółek i inwestorów” – mówiła Aleksandra Bluj. Według niej, „zrównoważone finansowanie spółek oznacza teraz długoterminowe myślenie o strategii i wytworzonej stopie zwrotu pod kątem odziaływania na klimat, wodę, powietrze i gospodarkę obiegu zamkniętego”.

Jarosław Rot podkreślał, że wspólne standardy oceny inwestycji proekologicznych niezbędne są również dla banków. Wskazał, że 21 września 2020 roku, w wyniku prac zainicjowanych podczas COP 24 w Katowicach, pięć światowych grup bankowych ogłosiło metodologię działania dla banków w zakresie oceny projektów inwestycyjnych z uwzględnieniem światowych celów klimatycznych.

Grzegorz Zieliński przyznawał, że ani zielone inwestycje nie są tanie, ani też takie narzędzia jak zielone obligacje nie są bardziej opłacalne od innych. Jednak zdaniem dyskutantów, inwestycje w tym zakresie będą podejmowane przez sektor prywatny w Polsce – ze względu na presję społeczną, rosnącą świadomość ekologiczną młodych pokoleń, ale też dzięki działaniom globalnych koncernów.

„Polskie firmy, będące elementem łańcucha dostaw globalnych graczy, wiedzą, że bez zmian w zakresie niskoemisyjności wypadną z rynku, bo międzynarodowi liderzy z sektora produkcyjnego chcą raportować do swoich udziałowców, że są zieloni, i tego samego wymagają od swoich dostawców” – mówił Zieliński.

Polska gospodarka może też nadal liczyć na wsparcie instytucji międzynarodowych w zakresie inwestycji ekologicznych. Przykładem wspomnianym przez Marcusa Bernharda Heinza, przedstawiciela Banku Światowego na Polskę i Kraje Bałtyckie, jest udział banku w realizacji projektu ochrony przeciwpowodziowej w dorzeczu Odry i Wisły oraz programu „Czyste Powietrze”.

Przedstawiciel EBOR wskazywał natomiast na zawartą z Tauronem umowę na przygotowanie emisji obligacji, która ma wesprzeć finansowo proces odchodzenia spółki od uzależnienia od węgla.

„Sektor finansowy nie żyje w próżni, śledzimy informacje ze świata nauki. Zrównoważony rozwój jest absolutną koniecznością, na planecie ze skończonymi zasobami nie da się w nieskończoność rosnąć” – podsumowywał Jarosław Rot.

Zwracał też uwagę, że w Polsce wyzwania dotyczące zielonej gospodarki przedstawiane są głównie negatywnie – jako koszty. „Trzeba popracować nad ich pozytywnym postrzeganiem, ponieważ są to też innowacje, inwestycje i miejsca pracy, dające w konsekwencji wzrost zielonego PKB” – powiedział Rot.

Pracodawcy inwigilują pracowników? Koronawirus pomaga zdobywać im informacje o życiu prywatnym

Byłeś na weselu? Twoja żona jest lekarzem lub pielęgniarką? Pracujesz w innym miejscu?  Pracodawca chce to wiedzieć „bo koronawirus”.

Pandemia koronawirusa to czas trudny zarówno dla pracowników jak i pracodawców. Budowa wzajemnych relacji jest ważną sprawą. Jeżeli te przebiegają wzorowo, to efektywność pracy – nawet mimo trybu hybrydowego lub zdalnego – utrzymana zostaje na wysokim poziomie. Nie we wszystkich branżach jednak można sobie pozwolić na działanie na niższych obrotach lub pracę zdalną. Wówczas pracodawca zobowiązany jest do zapewnienia pracownikom komfortowych i bezpiecznych warunków. Czasem jednak pandemia staje się pretekstem do inwigilacji pracowników. Jakie informacje chcą uzyskać pracodawcy? – W ostatnim miesiącu zgłoszeń z pytaniami: czy muszę wypełniać ankiety, czy muszę odpowiadać na pytania, czy muszę meldować co robiłem jest całe mnóstwo. Od kilku miesięcy to były pytania np. o obecność na weselach, ślubach, pogrzebach czy koncertach. Teraz niektóre firmy idą krok dalej i dopytują jakich zawodów są małżonkowie oraz czy podejmujemy zatrudnienie poza firmą. Pracodawcy często wykazują się przesadną nadgorliwością lub celowo zbierają informacje, które potem mogą być przez nich wykorzystane – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

Idziesz do kina lub na koncert? Pracodawca chce to wiedzieć!

Pracodawcy wykorzystują często pandemię koronawirusa żeby dowiedzieć się więcej o swoich pracownikach. Często są to informacje, które nie mają znaczenia dla operacyjnej działalności firmy, stąd pracownik ma prawo odmówić udzielenia informacji: – Jeszcze w wakacje zdarzały się nagminne prośby o konsultacje czy pracodawca ma prawo odmówić nam urlopu jeżeli idziemy na ślub, pogrzeb, wesele czy np. imprezę, gdzie będzie wiele osób. W ostatnim czasie to już nie są pytania, a skargi od pracowników, którym powiedziano: idziesz na ślub? Zrób sobie test albo od razu wypisz dodatkowy urlop na czas kwarantanny. Przypominamy, że pracodawca nie ma prawa pytać nas o to, jak zamierzamy spędzać wolny czas, a każdy pracownik ma prawo do urlopu – wyjaśnia Prezes Małgorzata Marczulewska.

– Otrzymujemy zgłoszenia o tym, że pracownicy w fabrykach lub halach produkcyjnych muszą wypełniać codzienne ankiety. Oczywiste jest, że pracodawca może interesować się czy mieliśmy kontakt z kimś zakażonym, ale czasem pytania wykraczają poza standard. Wśród pytań było przykładowo pytanie: czy byłeś wczoraj w kinie lub w galerii handlowej? Czasem były to pytania zahaczające o sferę intymną: czy mąż / żona jest pielęgniarką, lekarzem lub osobą zatrudnioną w szpitalu?  Pojawiały się także pytania o dodatkowe zatrudnienia i miejsca pracy. Z informacji od skarżącego wynikało, że gdy padała odpowiedź twierdząca to brygadier miał prawo odesłać pracownika do domu – mówi Małgorzata Marczulewska.

Takie działanie jest  niezgodne z Prawem Pracy, jest weryfikacją, która nie ma prawa mieć miejsca. W kilku przypadkach sprawami zajęli się prawnicy stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

Ogólne przepisy furtką do zdobywania przez pracodawców informacji o pracownikach

Jak mówi mec. Mateusz Galikowski, prawnik stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom pracodawcy zadając takie pytania bronią się sformułowaniem, że działają na rzecz płynności pracy przedsiębiorstwa. W wielu przypadkach jednak „wyższa konieczność” jest tylko usprawiedliwieniem chęci gromadzenia informacji na temat pracowników. Jak mówi specjalista metoda „na koronawirusa” działa w wielu przypadkach.

– Mamy art. 207 Kodeksu pracy, w myśl którego „Pracodawca ponosi odpowiedzialność za stan bezpieczeństwa i higieny pracy w zakładzie pracy” i „jest obowiązany chronić zdrowie i życie pracowników przez zapewnienie bezpiecznych i higienicznych warunków pracy”. To ogólnikowe stwierdzenia, które w zestawieniu z przepisami art. 6 i 9 tzw. RODO pracodawcy często próbują wskazywać jako podstawę możliwości uzyskiwania danych wrażliwych od pracowników jako sposób ochrony pozostałych pracowników czy miejsca pracy przed zagrożeniem epidemiologicznym – mówi mec. Mateusz Galikowski.

–  Trudno jednoznacznie odpowiedzieć czy te przepisy są wystarczające do żądania od pracowników takich danych ale wydaje się to wątpliwe w mojej ocenie – pracodawca może w inny sposób próbować zorganizować system pracy czy zaopatrzyć pracowników w środki ochronne zmniejszające ryzyko zarażania się nawzajem wszelkimi chorobami. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie aby pracownik sam poinformował pracodawcę o ewentualnym zagrożeniu jakie niesie jego obecność, a pracodawca powinien takie informacje należycie zabezpieczyć i spróbować ustalić zasady pracy jakie zminimalizują ryzyko zarażenia innych pracowników – dodaje mec. Galikowski.

Gwarancje de minimis z pakietu pomocowego zabezpieczyły już ponad 20 mld zł kredytów

Już ponad 20 mld zł trafiło do gospodarki dzięki gwarancjom de minimis z pakietu pomocowego. Po gwarancje najchętniej sięgają przedsiębiorcy z sektorów: handlowego, budowlanego oraz produkcyjnego.

Mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa mogą do 31 grudnia 2020 roku skorzystać z gwarancji de minimis na nowych, korzystniejszych zasadach: zabezpieczenie 80 proc. kwoty kredytu, brak prowizji za udzielenie gwarancji oraz wydłużenie okresu kredytu obrotowego objętego gwarancją do 39 miesięcy. Gwarancje na nowych warunkach zabezpieczyły już akcję kredytową przekraczającą 20 mld zł.

„BGK od samego początku epidemii jest bardzo mocno zaangażowany w tworzenie tarczy antykryzysowej. Udostępniliśmy polskim przedsiębiorcom kilkanaście programów pomocowych. Z gwarancji de minimis na nowych zasadach firmy mogły skorzystać najszybciej, bo już w marcu – mówi Tomasz Robaczyński, członek zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego. – Dziś z satysfakcją mogę powiedzieć, że program działa, a dzięki wprowadzonym zmianom gospodarkę zasiliło dodatkowe 20 mld zł! To olbrzymi zastrzyk dla rynku i realna pomoc dla przedsiębiorców” – dodaje Robaczyński.

Do dziś z gwarancji na zmienionych warunkach skorzystało 37 tys. przedsiębiorców z sektora MŚP, najwięcej w województwach: mazowieckim (ponad 3,5 mld zł) oraz śląskim i wielkopolskim (po ok. 2,3 mld zł).

Gwarancje de minimis objęły najwięcej przedsiębiorstw działających w sektorach: handlowym (5,6 mld zł), budowlanym (2,9 mld zł) oraz produkcyjnym (2,6 mld zł).

Gwarancje de minimis w znacznym stopniu ułatwiają przedsiębiorcom dostęp do kredytu, wspomagają płynność finansową firm dzięki zabezpieczeniu kredytu obrotowego lub inwestycyjnego na wypadek, gdyby przedsiębiorca nie spłacił go w terminie. Dotyczą wszystkich przedsiębiorstw z sektora MŚP, niezależnie od branży.

Program gwarancji de minimis stanowi formę dopuszczalnej pomocy publicznej. Maksymalna kwota gwarancji wynosi 3,5 mln zł. Produkt jest dostępny w bankach kredytujących współpracujących z BGK, a są to:

Alior Bank S.A., Bank Handlowy w Warszawie S.A., Bank Millennium S.A., Bank Ochrony Środowiska S.A., Bank Pekao S.A., Bank Pocztowy S.A., Bank Polskiej Spółdzielczości S.A. i zrzeszone banki spółdzielcze, Bank Spółdzielczy Rzemiosła w Krakowie, Bank Spółdzielczy w Brodnicy, BNP Paribas Bank Polska S.A., ING Bank Śląski S.A., Krakowski Bank Spółdzielczy, mBank S.A., Nest Bank S.A., PKO Bank Polski S.A., Santander Bank Polska S.A., SGB-Bank S.A. i zrzeszone banki spółdzielcze oraz Warmińsko-Mazurski Bank Spółdzielczy.

GPW przyznała nagrodę w konkursie na Raport Społeczny Forum Odpowiedzialnego Biznesu

  • GPW już po raz piąty nagrodziła firmę za najlepszy raport społeczny w konkursie organizowanym przez Forum Odpowiedzialnego Biznesu
  • Laureatem nagrody przyznawanej przez GPW, w kategorii najlepszy raport zintegrowany spółki publicznej został BNP Paribas Bank Polska S.A.
  • Głównym celem konkursu „Raporty społeczne” jest promowanie organizacji publikujących informacje z zakresu zrównoważonego rozwoju, ochrony środowiska i zaangażowania społecznego
  • 30 spółek, które wzięły udział w konkursie jest notowanych na warszawskiej giełdzie

15 października br. odbyło się wręczenie nagród w konkursie „Raporty Społeczne”, wydarzenie miało charakter online. Pomysłodawcą i wieloletnim organizatorem inicjatywy jest Forum Odpowiedzialnego Biznesu (FOB).

Głównym celem konkursu jest promowanie organizacji, które dzielą się informacjami na temat swojej działalności w zakresie idei odpowiedzialnego biznesu, zrównoważonego rozwoju, ochrony środowiska i zaangażowania społecznego, wykorzystując do tego celu prezentację w ramach swoich raportów.

Nagrody są przyznawane przez Jury Konkursu, w skład którego wchodzą eksperci w zakresie ekonomii, praw człowieka, spraw społecznych i CSR reprezentujących świat nauki, organizacje społeczne, pozarządowe i administrację publiczną.

Giełda Papierów Wartościowych angażuje się w inicjatywę FOB już po raz ósmy, jednocześnie po raz piąty została fundatorem nagrody. W tegorocznej edycji konkursu „Raporty społeczne” wystartowało 56 firm. Wśród nich 30, to spółki notowane na GPW.

W tym roku GPW swoją nagrodę przyznała spółce BNP Paribas Bank Polska S.A. za raport „Bank Zielonych zmian”. Bank BNP Paribas jest od roku uczestnikiem indeksu mWIG40, na GPW zadebiutował w 2011r. Obecnie kapitalizacja spółki wynosi 5 616,66 mln zł.

– BNP Paribas Bank Polska jest uczestnikiem indeksu mWIG40 od września ubiegłego roku, a od września tego roku jest również uczestnikiem indeksu WIG-ESG. Spółka zaprezentowała swój trzeci raport w konkursie FOB, ale raport zgłoszony do tegorocznej edycji pt. „Bank zielonych zmian” jest pierwszym raportem o charakterze zintegrowanym. W raporcie widać zaangażowanie całej organizacji w prace związane z jego przygotowaniem. Gratuluję zarówno Zarządowi, jak i zespołowi BNP Paribas Bank Polska przygotowania tak profesjonalnego raportu – powiedziała Izabela Olszewska, Członek Zarządu GPW

GPW przyznaje nagrody spółkom publicznym, w szczególności uczestnikom indeksu WIG-ESG, które publikują raporty zintegrowane, sporządzone z wykorzystaniem międzynarodowych standardów raportowania. Nagradzane przez GPW raporty charakteryzuje się wysokim poziomem użyteczności informacyjnej z punktu widzenia inwestorów giełdowych i mogą być uznany za wzorcowe dla innych podmiotów, które dotychczas takich raportów nie sporządziły.

Analitycy XTB zwyciężają w rankingu prognoz Bloomberga

Zespół analityków XTB zwyciężył w rankingu prognoz głównych par walutowych
(13 Majors) oraz zajął drugie miejsce w rankingu G10
Bloomberga
w trzecim kwartale 2020 roku.

Ranking Bloomberga uwzględnia trafność prognoz publikowanych przez domy maklerskie i instytucje finansowe na całym świecie. Zespół analityków XTB, któremu przewodzi dr Przemysław Kwiecień odniósł podwójny sukces zaledwie niedługo po zwycięstwie w rankingu G10 w drugim kwartale 2020 roku. Wysokie pozycje w obydwu rankingach za trzeci kwartał br. potwierdzają znakomitą trafność prognoz analityków XTB wśród blisko 50 instytucji finansowych na całym świecie.Ranking Bloomberg Q3 2020 – G10 Ranking Bloomberg Q3 2020 – 13 Majors

– Rynki finansowe na całym świecie nadal doświadczają dużej zmienności. Niemniej jednak naszemu zespołowi analityków pod kierownictwem dr Przemysława Kwietnia, udało się odnieść duży sukces, wygrywając w kategorii 13 głównych par walutowych oraz zajmując drugie miejsce w kategorii G10, gdzie od zwycięstwa dzieliła nas tylko niewielka różnica punktowa. Wyniki w rankingach Bloomberga po raz kolejny potwierdzają ogromne doświadczenie analityków XTB i dogłębną znajomość rynków – powiedział Omar Arnaout, CEO XTB.

Rankingi trafności analiz przygotowane przez Bloomberga są uważane za najbardziej prestiżowe zestawienia tego typu w branży finansowej. Są aktualizowane kwartalnie i zawierają prognozy publikowane w ciągu ostatnich 12 miesięcy przez największe światowe instytucje finansowe, w tym Barclays, BNP Paribas, JP Morgan czy Westpac. Najnowsza edycja rankingów została przygotowana pod koniec trzeciego kwartału 2020 roku i podsumowuje najdokładniejsze prognozy opublikowane w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

Zespół analityków XTB przygotowuje codzienne analizy i komentarze dotyczące bieżących wydarzeń na lokalnych i światowych rynkach finansowych. Analizy obejmują waluty i indeksy giełdowe, towary i kryptowaluty. Codzienne prognozy i komentarze są dostępne pod adresem  https://www.xtb.com/pl/analizy-rynkowe/wiadomosci-rynkowe

„Kontrakty CFD są złożonymi instrumentami i wiążą się z dużym ryzykiem szybkiej utraty środków pieniężnych z powodu dźwigni finansowej.

79% rachunków inwestorów detalicznych odnotowuje straty pieniężne w wyniku handlu kontraktami CFD u niniejszego dostawcy CFD. 

Zastanów się, czy rozumiesz, jak działają kontrakty CFD, i czy możesz pozwolić sobie na wysokie ryzyko utraty pieniędzy.”

Zagraniczni specjaliści coraz chętniej wybierają polskie firmy

Obcokrajowcy wnoszą do polskich firm nie tylko wiedzę, umiejętności i bogate doświadczenie zawodowe, ale też różnorodność kulturową, która wpływa na zwiększoną kreatywność i świeże pomysły. Według krakowskiego wydawcy gier komputerowych All in! Games, polsko-zagraniczna mieszanka to klucz do sukcesu w nowoczesnej branży.

Branża growa należy do tych, w których coraz bardziej zacierają się granice. Nad różnymi projektami pracują osoby rozsiane po całym świecie, a sam produkt również nie jest ograniczony terytorialnie. Wyprodukowana i wydana w Polsce gra może zostać zakupiona praktycznie w dowolnym miejscu na Ziemi i dostarczona do klienta w sekundy dzięki dedykowanym platformom.

W naszej firmie mamy prawdziwą mieszankę kulturową. Częścią zespołu są osoby z Włoch, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, czy też USA, nie mówiąc o zewnętrznych partnerach mieszkających w różnych częściach globu. W przypadku osób z Unii Europejskiej formalności przy zatrudnieniu nie różnią się wiele od tych obowiązujących polskich pracowników. Sprawa jest bardziej skomplikowana, gdy ktoś posiada paszport kraju spoza Unii. Wtedy konieczne jest ubieganie się o pozwolenia na pracę, albo wizę, również dla partnera/partnerki, którzy relokują się z daną osobą – Paulina Mech, Head of HR w All in! Games.

Jak rekrutować zagranicznych kandydatów?

Najlepszym źródłem zagranicznych kandydatów są wewnętrzne polecenia pracowników. W tym przypadku ma się większą pewność, że dana osoba dobrze wpasuje się do danej kultury organizacyjnej. Inna opcja to publikowanie ogłoszeń na portalach w konkretnym kraju lub na portalach międzynarodowych, takich jak LinkedIn lub Xing.

W trakcie rozmowy kwalifikacyjnej musimy pamiętać o różnicy w stylach komunikacji. Angielski sprawia wrażenie bardziej nieformalnego języka niż polski, m.in. poprzez zwracanie się per „Ty” do każdego. Odpowiedzi kandydatów również trzeba filtrować przez zwyczaje kulturowe w danym kraju. Np. Japończyk może chwalić się tym, że zawsze wychodzi z pracy po swoim szefie. Chce on zasugerować, że jest pracowity, a my możemy zrozumieć to jako postawę braku asertywności przy otrzymywaniu kolejnych zadań lub wręcz słabej organizacji swojej pracy – dodaje Paulina Mech.

Podczas rekrutacji warto porozmawiać z kandydatem o kosztach życia w miejscu zatrudnienia. Ktoś może prezentować swoje oczekiwania finansowe bazując na bardzo powierzchownych informacjach, a to może skutkować nie otrzymaniem oferty z uwagi na oczekiwania przewyższające widełki dla danego stanowiska. Może się również okazać, że po przeprowadzce dana osoba nie będzie w stanie utrzymać takiego samego poziomu życia, jaki miała w swoim kraju, gdyż nie uwzględniła wyższych kosztów życia lub źle oszacowała realną wartość wynagrodzenia.

Prezentowanie oferty zagranicznemu pracownikowi wygląda inaczej niż w przypadku pracownika z Polski. Należy omówić czym jest kwota brutto, czym netto oraz jakie składki są pobierane z wynagrodzenia. Warto również wspomnieć o ewentualnym pakiecie relokacyjnym oraz zadbać o pracownika po przyjeździe do Polski – odebrać go z lotniska, pomóc w przeprowadzce, znalezieniu tymczasowego mieszkania, uzyskaniu numeru PESEL, rozliczeniu PIT, założeniu karty miejskiej, konta w banku, czy też ewentualnej działalności gospodarczej – tłumaczy Head of HR w All in! Games.

Bezpośredniość vs uprzejmość

Specjaliści, którzy przeprowadzają się do pracy w Polsce to zwykle osoby z bogatym, międzynarodowym doświadczeniem, dla których nie jest problemem dostosować się do nowej kultury.

W swojej karierze nigdy nie pracowałem w środowisku hiszpańskim, więc jestem przyzwyczajony do tego, że trzeba się odnaleźć kulturowo. Trzeba m.in. dostosować swoją komunikację i język do odbiorcy. W Polsce ludzie oczekują większej bezpośredniości, szybkich konkretów, co np. w Wielkiej Brytanii, czy USA mogłoby być uważane za nieuprzejme. Czasami wolę jednak komunikować się w sposób charakterystyczny dla Brytyjczyków, czy Amerykanów, z myślą o rozwoju moich polskich kolegów. W tej branży budowanie relacji na szczeblu międzynarodowym to codzienność. Nie możemy myśleć lokalnie, lecz globalnie, więc trzeba się dostosowywać do takiego sposobu komunikacji biznesowej. – Hiszpan, Cruz Segovia, Director of Production, QA & Internal Development, który otrzymał propozycję pracy w All in! Games poprzez LinkedIn.

Polski sektor game devu jest jednym z najbardziej rozwiniętych wśród krajów europejskich. W Krakowie, Warszawie, Wrocławiu, czy też na Śląsku funkcjonują rozpoznawalne studia i wydawnictwa, pracujące nad tytułami sprzedawanymi w milionach egzemplarzy na całym świecie. Kształci się tu również i pracuje wielu niezwykle zdolnych, utalentowanych i wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Do tego dochodzą niższe koszty utrzymania niż np. w sąsiednich Czechach, gdzie branża jest także mocno rozwinięta. Wszystko to składa się na to, że Polska jest atrakcyjnym miejscem do pracy i życia dla ekspertów w dziedzinie gier.

Dodanie międzynarodowego pierwiastka do mocnych, polskich fundamentów i kapitału ludzkiego sprawia, że środowisko jest bardziej różnorodne. To przekłada się na jeszcze większą kreatywność i świeże spojrzenie, co pozwoli branży jeszcze mocniej się rozwinąć – dodaje Cruz Segovia.

Polska – pozytywne zaskoczenie

W Hiszpanii, skąd pochodzę, i Wielkiej Brytanii, gdzie spędziłem sporą część mojej kariery zawodowej, Polska nie ma najlepszej prasy. Tamtejsze media skupiają się raczej na negatywnych aspektach kraju – polityce, kontrowersjach związanych z traktowaniem mniejszości społecznych i kulturowych, czy też braku działań związanych z ochroną klimatu. Gdy tu jednak przyjechałem, bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie otwartość i życzliwość ludzi. Jestem zachwycony Krakowem, tym, co on oferuje. Wcześniej przez 5 lat mieszkałem w Londynie i pod względem stylu życia, różnorodności restauracji, kawiarni oraz innych ciekawych miejsc, polskie miasto nie odbiega wiele od brytyjskiego. Jest bardzo czysto, budynki są nowoczesne i większość ludzi mówi po angielsku. Wszystkim znajomym polecam i rekomenduję życie oraz pracę w Polsce. Dzięki wsparciu firmy przeprowadzka była bardzo prosta pod względem formalnym. Nie mówię po polsku i początkowo miałem obawy, jak się odnajdę w tutejszym systemie. Osoba, która mi pomogła przejść przez cały ten proces spisała się jednak znakomicie. Z niczym nie miałem żadnych problemów i bardzo szybko mogłem skupić się wyłącznie na pracy. – opowiada dyrektor produkcji All in! Games.

To, na co zwykle zwracają uwagę zagraniczni pracownicy po przyjeździe nad Wisłę, to m.in. powszechność płatności bezgotówkowych (np. przy wykorzystaniu telefonu), nawet w niewielkich sklepach i kioskach. Życie ułatwiają też liczne i sprawnie działające aplikacje, które pomagają np. w zaplanowaniu przejazdu komunikacją miejską, czy też zamówieniu jedzenia na dowóz.

Wcześniej moja wiedza o Polsce ograniczała się tylko do kilku postaci, albo haseł, z którymi kraj jest kojarzony zagranicą: CD Projekt, Jan Paweł II, Lewandowski, wódka. Teraz wiem, że to spore uproszczenie i Polska ma do zaoferowania znacznie więcej – kończy Cruz Segovia.

Budowanie międzynarodowej kultury organizacyjnej

Zatrudniając osoby z zagranicy, firma nie tylko powinna ułatwić pracownikowi odnalezienie się w nowym środowisku, ale też dostosować własną organizację do międzynarodowych standardów.

Największym wyzwaniem w budowaniu międzynarodowej kultury organizacyjnej jest bariera w głowie tych polskich pracowników, którzy boją się mówić po angielsku. Ma na to wpływ m.in. nasz system edukacji, w którym zwraca się uwagę głównie na niepopełnianie błędów, a przecież totalnie nie o to chodzi. Chodzi o to, by mówić. W naszej firmie na szczęście ten problem nie występuje, gdyż na etapie rekrutacji zwykle wybieramy tylko tych kandydatów, którzy swobodnie posługuje się angielskim. Zdarza się, że musimy odrzucić świetnego kandydata, który nie spełnia tego punktu. W biurze rozmawiamy po angielsku zawsze wtedy, gdy przynajmniej jedna osoba w pomieszczeniu, czy na telekonferencji, nie mówi po polsku. Komunikacja do całej firmy również odbywa się w dwóch językach – podsumowuje Head of HR w All in! Games.

Badanie InnoEnergy: COVID nie zatrzyma zielonej transformacji energetycznej

Pomimo pandemii, aż trzy czwarte (75 proc.) podmiotów zajmujących się innowacjami w europejskiej energetyce pozytywnie ocenia perspektywę dla zielonej transformacji. Jak wynika z badań EIT InnoEnergy, jej sukces zależeć będzie od wysiłków we wdrażanie Europejskiego Zielonego Ładu, dostępności finansowania oraz gotowości odbiorców technologicznych innowacji do ich wykorzystywania. 

W badaniu EIT InnoEnergy, europejskiego funduszu inwestującego w rozwiązania z obszaru energii, cleantech, mobilności oraz szeroko pojętych technologii smart, wzięło udział 200 europejskich firm. Reprezentanci zarówno wielkich korporacji, jak i małych i średnich przedsiębiorstw pytani byli o ocenę zielonej transformacji w energetyce w kontekście kryzysu pandemicznego.

Uczestnicy badania zgodzili się, że perspektywy rozwoju technologii energetycznych są optymistyczne. Wskazali też najważniejsze obszary, na których należy się skupić, aby przyspieszyć ten proces. 78 proc. respondentów za taki obszar uznało dostępność finansowania i poziom inwestycji, podkreślając jednocześnie znaczenie, jakie ma dla nich wdrożenie Europejskiego Zielonego Ładu.

Dla powodzenia transformacji istotna będzie również gotowość odbiorców do wdrażania innowacyjnych rozwiązań. Jej brak – według blisko połowy badanych (49 proc.) – może stanowić istotną przeszkodę. Kolejnym obszarem wymagającym większego wsparcia jest współpraca w zakresie badań i rozwoju. Na związane z nim wyzwania wskazała ponad jedna trzecia (37 proc.) ankietowanych firm.

Badacze pytali również o pożądane kompetencje wśród osób zatrudnianych w sektorze zielonej transformacji. Na pierwszym miejscu znalazły się te dotyczące magazynowania energii, wydajności energetycznej i odnawialnych źródeł energii – odpowiednio 58, 46 i 45 proc. wskazań. Ponad jedna trzecia (36 proc.) badanych podmiotów dostrzega trudności z rekrutacją pracowników o odpowiednich kwalifikacjach. Jednocześnie blisko połowa (45 proc.) jest bardziej optymistyczna i zadowolona z dostępności właściwych pracowników.

Szczegółowe wyniki badania zostaną zaprezentowane w czasie wydarzenia TBB.Connect, tegorocznej edycji The Business Booster. Organizowane przez EIT InnoEnergy online’owe wydarzenie dedykowane sektorowi energii odbędzie się w dniach 4-5 listopada.

„Świadomość, że nasza branża pozytywnie ocenia perspektywę przejścia na zrównoważoną energię jest pocieszająca. Celem EIT InnoEnergy jest przyspieszenie zielonej transformacji energetycznej, ale mamy poczucie, że potrzeba nam więcej dyskusji na temat tego, jak to osiągnąć. Warto zadać sobie pytanie, jak będzie wyglądał nasz sektor po wdrożeniu Europejskiego Zielonego Ładu oraz jak skrócić do niego drogę. Właśnie dlatego organizujemy TBB.Connect, które ma być ważnym miejscem spotkań dla uczestników rynku energetycznego z całej Europy. Zależy nam, by to wirtualne wydarzenie ułatwiło nawiązywanie relacji i konkretnej współpracy biznesowej” – mówi Diego Pavia, CEO w EIT InnoEnergy.

„Cieszy duży optymizm, który widać szczególnie wśród polskich uczestników badania. Wszyscy (100 proc.) pozytywnie lub bardzo pozytywnie ocenili perspektywę wdrożenia technologii zrównoważonej energii przez krajowy przemysł w ciągu kolejnych kilkunastu miesięcy. To wynik wyraźnie wyższy niż w przypadku Francji czy państw Półwyspu Iberyjskiego, gdzie taki optymizm podziela odpowiednio 88 proc. i 76 proc. ankietowanych oraz znacznie wyższy niż w Niemczech, gdzie podobnych odpowiedzi było jedynie 53 proc.” – mówi Jakub Miler, CEO, EIT InnoEnergy Central Europe.

Badanie przeprowadzone przez EIT InnoEnergy miało na celu zrozumienie wpływu COVID-19 na branżę oraz przyszłość transformacji energetycznej w sektorze przemysłowym. Wyniki zostaną zaprezentowane i szczegółowo omówione na tegorocznej edycji The Business Booster, wydarzenia, które odbędzie się w dniach 4-5 listopada pod nazwą TBB.Connect – po raz pierwszy w trybie online. W gronie tegorocznych prelegentów znaleźli się m.in. Emmanuel Lagarrigue wiceprezes i dyrektor ds. Innowacji w Schneider Electric, Giles Dickson, prezes WindEurope i Michael E. Webber, Chief Science & Technology Officer w ENGIE.

Santander Bank Polska z nagrodą za najlepszy Raport Społeczny

W 14 edycji konkursu Raport Społeczny organizowanego przez Forum Odpowiedzialnego Biznesu i Deloitte, nagrodę główną za najlepszy raport niefinansowy otrzymał Santander Bank Polska. Jury w swoim uzasadnieniu podkreśliło, że bank od lat wyznacza wysokie standardy raportowania. Zwrócono także uwagę, że przedstawia więcej niż jest to wymagane, w szczególności w obszarze klimatu i środowiska naturalnego.

15 października zostały ogłoszone wyniki 14. konkursu „Raporty Społeczne” organizowanego przez Forum Odpowiedzialnego Biznesu i Deloitte. W konkursie nagrodzono najlepiej sporządzone raporty z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu. Santander Bank Polska otrzymał nagrodę główną w kategorii Raport Społeczny.

W Strategii Santander Bank Polska na lata 2020-2022 ważną rolę odgrywa odpowiedzialność społeczna, a Raport Odpowiedzialnego Biznesu jest dla nas jednym z najważniejszych sprawozdań. Kierunek naszych działań wyznaczają koncentracja na potrzebach klienta, a także wsparcie ludzi, biznesu oraz inwestycji minimalizujących pozostawiany ślad środowiskowy. Od lat realizujemy projekty m.in. z obszaru inkluzywnej i zielonej bankowości. W tegorocznej edycji raportu szczególny nacisk został położony na przedstawienie informacji najistotniejszych z punktu widzenia inwestorów, regulatorów czy też Unii Europejskiej. Są to min: wskaźniki ESG (Enviromental, Social, Governance), wytyczne Komisji Europejskiej dotyczące ujawniania informacji niefinansowych związanych z oddziaływaniem na klimat oraz zasady UNEP FI – Principles for Responsible Banking. Główna nagroda w konkursie Raporty Społeczne to dla nas ogromne wyróżnienie – mówi Michał Gajewski, CEO Santander Bank Polska.

Santander Bank Polska otrzymał nagrodę za najlepszy Raport Społeczny drugi rok z rzędu. Komisja doceniła publikację za pozytywne wyróżnianie się na tle innych, a także za utrzymanie wysokiego poziomu raportowania i wyznaczanie standardów w zakresie raportowania niefinansowego w Polsce. Zgodnie z uzasadnieniem jury, bank otrzymał nagrodę również za prezentowanie w swoich raportach znacznie szerszego zakresu działań, niż jest to wymagane,  w szczególności w obszarze klimatu i środowiska naturalnego.

Nagrody przyznano także w kategoriach: najlepszy Raport Zintegrowany, najlepszy Debiut, Nagroda Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, Nagroda Jury Dziennikarzy i Nagroda Internautów. W tegorocznej edycji udział wzięła rekordowa liczba 56 publikacji.

 

Odwrót od złotego

Mamy bardzo słaby tydzień dla polskiego złotego. 2% spadku wartości względem euro może wcale nie być końcem obecnych problemów, a to przecież aż 9 groszy droższe euro. Z drugiej strony eksporterzy już zacierają ręce.

Szczyt brexitowy

Dzisiaj odbywa się być może najważniejsze posiedzenie Unii Europejskiej w sprawie opuszczenia przez Wielką Brytanię struktur unijnych. Pomimo pewnych rozbieżności widać światełko w tunelu i część analityków podchodzi optymistycznie do możliwości zakończenia już dzisiaj negocjacji. Biorąc jednak pod uwagę interesy polityczne poszczególnych liderów państw bardziej prawdopodobna jest rychła dogrywka, by móc pokazać swoim wyborcom walkę do końca. Funt na razie jest stabilny, ale nie powinno być tak spokojnie, kiedy poznamy rezultaty rozmów.

Złoty w odwrocie

Od wtorku trwa na rynkach wyraźny odwrót od polskiej waluty. W tym czasie euro podrożało już o 9 groszy, a nie wiadomo, gdzie zakończy się ten ruch. Inwestorzy boją się kilku tematów. Z jednej strony są to ryzyka globalne związane z brexitem, czy wyborami prezydenckimi w USA. Widać wpływ tego czynniki np. na parze EURCHF, która jest swoistym barometrem nastrojów. Z drugiej strony sytuacja pandemiczna w Polsce sugeruje, że pewne optymistyczne założenia trzeba będzie zweryfikować.

Inflacja bez zmian

Pomimo nawrotu pandemii ceny w Polsce stabilnie rosną o 3,2% w skali roku. Są to, co prawda, dane za wrzesień zatem z czasów, gdzie dziennie chorowało niecałe 2000 osób, a nie jak dzisiaj ponad 8000. Patrząc jednak na szybkość przyrostu tych danych liczba ta się bardzo szybko zdezaktualizuje. Inflacja na poziomie 3,2% z jednej strony mieści się w celu inflacyjnym, ale nadal pozostawia wątpliwość, co stanie się z tym parametrem, kiedy ludzie wyjdą z domów i zaczną nadrabiać “stracony czas”.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
17:00 – USA – zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Po wyroku TSUE wciąż przybywa procesów frankowych. Zdecydowaną większość spraw w sądach wygrywają frankowicze

Ubiegłoroczny wyrok TSUE szerzej otworzył frankowiczom drogę do dochodzenia swoich praw przed sądem. – Sędziowie rzeczywiście zaczęli unieważniać umowy w całości albo klauzule niedozwolone. Robi to wielu sędziów, którzy jeszcze dwa lata temu nie byli do końca przychylni frankowiczom – mówi radca prawny Jędrzej Jachira. Jak dotąd 88 proc. spraw w sądach I instancji zakończyło się korzystnie dla kredytobiorców, a na wokandę trafia coraz więcej spraw, do czego przyczynia się też wzrost kursu szwajcarskiej waluty. – Im droższy frank, tym więcej decyzji frankowiczów o skierowaniu sprawy do sądu – mówi.

– Można śmiało powiedzieć, że po wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE nastąpiło prawdziwe tsunami, a właściwie TSUE-nami. Mieliśmy do czynienia z wyrokiem na najwyższym szczeblu, na poziomie UE, co wprawdzie nie oznacza, że takie sprawy są wygrywane automatycznie, jednak procesy, które prowadzimy, pokazują, że rzeczywiście w tej chwili prawdopodobieństwo wygranej jest dużo wyższe. Wygranych jest znacznie więcej. Zmiana dotyczy także percepcji sędziów, którzy takie sprawy prowadzą – mówi agencji Newseria Biznes Jędrzej Jachira, dyrektor pionu prawnego i partner zarządzający w Kancelarii Sobota.

Na początku października 2019 roku Trybunał Sprawiedliwości UE (jego orzeczenia mają wpływ na prawodawstwo we wszystkich krajach członkowskich Unii) wydał wyrok w sprawie Dziubak C-260/18, dotyczący stosowania tzw. klauzul niedozwolonych w kredytach frankowych. Zgodnie z nim nieuczciwe warunki umowy kredytowej dotyczące różnic kursowych nie mogą̨ zostać zastąpione przepisami ogólnymi prawa cywilnego, co oznacza, że takie zapisy muszą zostać usunięte z umowy. Według TSUE podstawowym kryterium oceny niezgodności takich zapisów z prawem jest interes kredytobiorcy.

Zdecydowana większość umów zawieranych przez kredytobiorców w Polsce ma klauzule niedozwolone. Na dodatek część z nich trafiła na listę klauzul niedozwolonych Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w Warszawie. To sprawiło, że opinia publiczna, a w ślad za nią sądy zaczęły w ogóle interesować się takimi sprawami. Tylko nieliczne banki w Polsce stosowały w umowach uczciwe postanowienia. Zdecydowana większość nadużywała prawa, formułowała obowiązki klientów w sposób niejednoznaczny i sprzeczny z dobrymi obyczajami, naruszając ich interesy – mówi partner zarządzający w Kancelarii Sobota.

Korzystny dla frankowiczów wyrok TSUE zapoczątkował zmianę orzecznictwa w polskich sądach. Te znacznie częściej wydają w tej chwili wyroki stwierdzające nieważność umów kredytowych indeksowanych lub denominowanych do franka szwajcarskiego bądź prowadzące do odfrankowienia kredytu, czyli wyeliminowania z umowy niedozwolonych klauzul. Jak wynika ze statystyk Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu, po wyroku TSUE w sprawie Dziubak vs. Bank Raiffeisen 88 proc. spraw w sądach I instancji zakończyło się korzystnie dla kredytobiorców. Przed orzeczeniem wskaźnik ten wynosił 67 proc. W II instancji wciąż znaczna część wyroków jest na korzyść banków.

– Te wyroki dały nadzieję frankowiczom i trzeba im wyraźnie powiedzieć: lepiej nie będzie. Mamy wyrok TSUE i pięć wyroków Sądu Najwyższego, które rozstrzygały te kwestie. Teraz z każdym miesiącem, kiedy frankowicze wstrzymują się z podjęciem decyzji o wystąpieniu do sądu, banki zacierają ręce, ponieważ liczą na przedawnienie – mówi Jędrzej Jachira.

Frankowiczów, którzy dochodzą swoich roszczeń, wspiera też UOKiK, który co roku wydaje kilkaset tzw. poglądów w sprawie. Są one istotną opinią dla sądów rozstrzygających spory między kredytobiorcami i bankami. W ciągu roku od wyroku TSUE urząd wydał ich ponad 500.

Sprawy frankowe trwają zwykle trzy lata, po postępowaniu w I i II instancji, chociaż zdarzają się wyjątki, niektóre są rozstrzygane znacznie szybciej. Niedawno wygraliśmy sprawę, w której pozew został złożony pod koniec stycznia tego roku – mówi partner zarządzający w Kancelarii Sobota. – Na wydłużenie procedowania spraw frankowych wpływ miała też pandemia COVID-19. Z drugiej strony dla wielu frankowiczów była ona impulsem do podjęcia decyzji, którą odwlekali w czasie.

Jak wskazuje, wyrok TSUE szerzej otworzył frankowiczom drogę do dochodzenia swoich praw przed sądem. Jednak do wzrostu liczby procesów frankowych przyczynił się też wzrost kursu szwajcarskiej waluty.

Rata coraz bardziej boli. Po ponad 10 czy 15 latach od uruchomienia kredytu okazuje się, że klienci często mają do oddania więcej, niż wzięli. Im droższy frank, tym więcej decyzji frankowiczów o skierowaniu sprawy do sądu – mówi Jędrzej Jachira.

Według wyliczeń „Rzeczpospolitej” w czerwcu br. przeciwko sześciu największym bankom z GPW toczyło się w sumie 18,8 tys. procesów frankowych, a kredytobiorcy lawinowo decydują się występować na drogę sądową. W II kwartale br. liczba spraw zwiększyła się o blisko 4,85 tys., czyli prawie 35 proc. Wciąż jednak tylko kilka procent czynnych kredytów frankowych jest objętych postępowaniami sądowymi.

Na koniec ubiegłego roku kredyty we frankach spłacało 786,6 tys. Polaków. To nieco ponad 5 proc. z ogółu kredytobiorców (15,3 mln osób). Jak wynika z danych Biura Informacji Kredytowej, w trakcie spłaty pozostawało 451,63 tys. czynnych kredytów frankowych, ale w ciągu ostatnich trzech lat ich liczba zmniejszyła się o 13.3 proc. Na koniec ubiegłego roku frankowicze mieli do spłaty w sumie 101,8 mld zł (spadek o 5 proc., czyli ok. 5,3 mld zł w stosunku do poprzedniego roku, pomimo umocnienia się w tym czasie kursu franka do złotego). Co istotne, kredyty mieszkaniowe we frankach – podobnie jak i te zaciągnięte w złotych – charakteryzuje niski poziom szkodowości. W ubiegłym roku raptem 1,30 proc. takich zobowiązań w portfelach banków było opóźnionych w spłacie powyżej 90 dni (wobec 1,22 dla kredytów w złotych).

Procesy frankowe mają duże przełożenie na wyniki finansowe banków i kondycję sektora. Na hipoteczne kredyty walutowe banki zawiązały już rezerwy w wysokości przekraczającej ok. 1,3 mld zł. NBP wymienia konieczność zawiązania rezerw na procesy frankowe jako jeden z głównych czynników, który będzie w najbliższym czasie istotnie obniżać rentowność sektora bankowego.

Zawiązanie rezerw nie oznacza, że banki tak łatwo sprzedadzą swoją skórę. W najbliższych trzech–czterech latach na pewno będą jeszcze oponować i kierować sprawy na wokandę Sądu Najwyższego – ocenia ekspert Kancelarii Sobota.

Pandemia napędza zielone inwestycje. Innowacyjne rozwiązania produkowane w Polsce pozwolą zaoszczędzić nawet 9 mln ton wody rocznie

0

W Polsce powstaną innowacyjne rozwiązania, które będą ograniczać marnotrawienie wody i żywności. Taki cel stawia sobie Danfoss, rozpoczynając budowę fabryki, w której produkowane będą rozwiązania dla systemów chłodniczych oraz elektromagnetyczne zawory odcinające dopływ wody. Wytworzone w Grodzisku Mazowieckim zawory pozwolą zaoszczędzić nawet 9 mln ton wody rocznie. – Pandemia to dobry moment, żeby zacząć myśleć o zielonej transformacji – podkreśla prezes Danfossu. Firma stawia też na rozwój lokalnych społeczności, a w rozbudowywanym zakładzie do końca 2021 roku znajdzie zatrudnienie ponad 400 osób.

Pandemia koronawirusa nie musi wstrzymywać nowych inwestycji, a te wspierające odbudowę gospodarki i dążące do neutralności klimatycznej mogą okazać się kluczowe.

Pandemia to punkt zwrotny, żeby myśleć o zielonej transformacji – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Adam Jędrzejczak, prezes Danfoss Poland. – Dla nas to dobry moment na inaugurowanie inwestycji, ponieważ konsekwentnie realizujemy strategię długofalową. Dzięki temu mamy możliwość zaplanowania wcześniej działań organicznych i akwizycyjnych. Mimo że otaczają nas różnego rodzaju kryzysy, klimatyczny i gospodarczy, jesteśmy na nie odporni, ponieważ myślimy w długiej perspektywie.

Danfoss rozbudowuje właśnie swoją fabrykę w Grodzisku Mazowieckim, co pozwoli na zatrudnienie do końca 2021 roku dodatkowych 400 osób.

– Będziemy dostarczali produkty w dużym stopniu przyczyniające się do tego, żeby działać w zgodzie z klimatem, oszczędzając wodę i zapobiegając marnowaniu żywności. Dzięki temu mamy pozytywny wkład w zieloną transformację – mówi prezes Danfossu.

W Grodzisku Mazowieckim będą produkowane rozwiązania, które zwiększą efektywność systemów chłodniczych w przemyśle spożywczym. To m.in. urządzenia do śledzenia temperatury produktów w czasie rzeczywistym podczas transportu czy cyfrowe rozwiązania dla rolników. To o tyle istotne, że problem marnowania żywności w ostatnich dekadach przybiera na sile, a dziś nawet 1/3 żywności na świecie ulega zniszczeniu. Jest to problem również dla środowiska. Zmarnotrawiona żywność zużywa ok. 1/4 całej wody wykorzystywanej przez rolnictwo i odpowiada za 8 proc. emisji spowodowanych działalnością człowieka. W samej UE blisko 40 proc. marnowanych produktów spożywczych jest traconych na etapie produkcji, transportu i przechowywania. Stosując odpowiednie technologie, można ten odsetek znacząco zredukować.

– W Grodzisku Mazowieckim będziemy też wytwarzać zawory elektromagnetyczne, które odcinają dopływ wody w instalacji wodnej wtedy, kiedy jest to potrzebne, dzięki czemu będziemy w stanie oszczędzić ogromne ilości wody – wyjaśnia Adam Jędrzejczak.

Produkowane w nowej hali zawory elektromagnetyczne pomogą ograniczać straty wody w budynkach, a dzięki odłączeniu dopływu wody zapobiegną jej marnotrawieniu, np. przez cieknące krany. Elektrozawory będą połączone z czujnikami ruchu – kilka minut po zarejestrowaniu ostatniego ruchu osoby w danym pomieszczeniu elektrozawór odetnie dopływ wody. Jeden kapiący kran może generować stratę rzędu nawet ok. 5 tys. litrów wody w skali roku. Szacuje się, że wszystkie zawory elektromagnetyczne wytworzone w nowo powstającej fabryce pozwolą zaoszczędzić nawet 9 mln ton wody rocznie.

– Sytuacja hydrologiczna Polski nie jest dobra. Eksperci mówią, że w ciągu kolejnych 10 lat problem dostępu do wody będzie największym problemem obecnej cywilizacji – ocenia prezes firmy Danfoss.

Jak podkreśla, również sama fabryka będzie efektywna energetycznie. W budynku zostanie zastosowany m.in. system odzysku ciepła z agregatów wody lodowej oraz ze sprężarek powietrza, aby w ekologiczny sposób ogrzewać hale i biura. Tego typu rozwiązania wpisują się w politykę firmy zakładającą dojście do neutralności klimatycznej do 2030 roku.

– Instalujemy takie technologie, które pozwolą pożytkować energię w sposób najbardziej efektywny, ale także wykorzystywać ciepło odpadowe czy odnawialne źródła energii. W nowym zakładzie zastosujemy fotowoltaikę, pompy ciepła, odzysk ciepła z instalacji wody lodowej, a także agregatów chłodniczych. To wszystko zbliży nas do neutralności klimatycznej – podkreśla Adam Jędrzejczak.

Jak wynika z raportu Danfoss Green Restart, poprawa efektywności energetycznej i usprawnienie procesów technologicznych w przemyśle może zwiększyć redukcję emisji o 40 proc. W ten sposób w 2040 roku przy wykorzystaniu tego samego wolumenu energii można będzie wyprodukować dwa razy więcej dóbr.

Firma zobowiązała się również do zmiany floty samochodów służbowych na elektryczne. Danfoss był też pierwszą globalną firmą technologiczną, która dołączyła do wszystkich trzech inicjatyw biznesowych w ramach The Climate Group – EP100, EV100 i RE100.

Ludzki mózg jest w stanie utrzymać wysoki poziom koncentracji przez 12 minut. To wyzwanie zwłaszcza podczas nauki zdalnej

0

Nauka zdalna to duże wyzwanie dla wszystkich zaangażowanych w proces kształcenia. Wykorzystanie najnowszych technologii nie gwarantuje utrzymania odpowiedniego poziomu koncentracji wśród uczniów. Z badań wynika, że ludzki mózg potrafi utrzymać wysoki poziom koncentracji jedynie przez 12 minut, podczas gdy zajęcia trwają o wiele dłużej. To wyzwanie zwłaszcza dla nauczycieli i wykładowców, którzy muszą na różne sposoby próbować angażować uczniów i studentów.

–  Zgodnie z badaniami Richarda Mayera jesteśmy w stanie utrzymać naszą koncentrację np. podczas słuchania wykładu przez zaledwie 12 minut. Nie 90, jak każdemu z nas by się wydawało, 12 minut to jest ten czas, kiedy nasza pamięć operacyjna ma możliwość przetwarzania informacji, które do niej docierają. Powyżej 12 minut niestety mózg zaczyna przechodzić w tryb stand by – mówi agencji Newseria Biznes Agnieszka Kozłowska, metodyk Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu.

Utrzymanie koncentracji jest trudne zwłaszcza podczas nauki zdalnej. Obecnie wiele szkoleń i zajęć na uczelniach wyższych odbywa się w tym trybie. Możliwy jest także powrót do nauki zdalnej w szkołach. Stąd ważne jest odpowiednie przygotowanie nauczycieli i wykładowców, które może zwiększyć efektywność uczenia się.

–  Zajęcia ławkowe i zajęcia zdalne to są dwa zupełnie różne obszary. Podnieść efektywność uczenia się zdalnego można m.in. poprzez wyłączenie komunikatorów, portali towarzyskich i skoncentrowanie się wyłącznie na tym, co się dzieje na zajęciach zdalnych. Warto także nie siedzieć biernie. Podczas półtoragodzinnego wykładu można np. na podstawie docierających informacji zacząć rysować mapę myśli w jednym z dostępnych programów – wskazuje Agnieszka Kozłowska.

Pandemia znacząco przyspieszyła cyfryzację polskich szkół i uczelni, a nauczyciele i wykładowcy musieli nauczyć się wykorzystywać nowe technologie w swojej pracy. Tymczasem nowoczesne narzędzia wymagają dodatkowych kompetencji zarówno od nauczycieli, jak i od uczniów czy studentów. Stwarzają jednak równocześnie szereg możliwości – odpowiednio dobrane rozwiązania mogą sprawić, że czas przeznaczony na naukę będzie wykorzystany bardziej efektywnie.

– Aby zwiększyć skuteczność uczenia się podczas nauki zdalnej, potrzeba kompetencji dydaktycznych e-wykładowcy czy e-nauczyciela. Nie jest tak prosto przenieść zajęcia z ławki, klasyczne w skali 1:1 do systemu zdalnego. Potrzebne są inne narzędzia, również nastawienie powinno być inne, inaczej trzeba projektować wydarzenie dydaktyczne, czyli potocznie mówiąc lekcję, i inaczej ją prowadzić – mówi metodyk Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu.

Z badania „Zdalne nauczanie a adaptacja do warunków społecznych w czasie pandemii koronawirusa” przeprowadzonego przez Polskie Towarzystwo Edukacji Medialnej i Fundację Dbam o Mój Zasięg przy współpracy z Fundacją Orange wynika, że ponad połowa nauczycieli częściej i bardziej kreatywnie wykorzystywała cyfrowe narzędzia, np. kręciła krótkie filmy czy robiła cyfrowe notatki. Ponad 80 proc. do przygotowania lekcji szukało dodatkowych informacji, także w internecie. Mimo tego tylko 14 proc. uczniów chętnie brało udział w zajęciach zdalnych.

–  W nauce zdalnej to po stronie wykładowcy powinno leżeć takie zorganizowanie środowiska uczenia się, żeby student odnalazł się w nim, ale z kolei od studenta można i trzeba oczekiwać minimalnego choćby zaangażowania – mówi Agnieszka Kozłowska. –  Motywacja rodzi się wtedy, kiedy człowiek ma poczucie, że to, co robi, ma dla niego głęboki sens, że jest w stanie to zrobić i że sprawia mu to radość.

Naukowcy i wykładowcy z Uniwersytetu Stanforda: Daniel Schwartz, Jessica Tsang i Kristen Blair zebrali dowody naukowe potwierdzające działanie najpopularniejszych mechanizmów uczenia się, na które wpływają m.in. ekscytacja, poczucie sukcesu czy przynależności. Są wśród nich m.in. stosowanie analogii, uczenie się w grupie, stawianie pytań, wizualizacja czy uczenie się poprzez obserwację.

–  Zdecydowanie łatwiej jest zapamiętać coś, jeżeli nowej porcji informacji nadamy osobiste znaczenie. Aby to zrobić, trzeba mieć możliwość połączenia jej z jakimś obrazem. Każdy z nas widział, doświadczał i zapoznał się z mnóstwem rzeczy w swoim życiu. Wykładowca śmiało może korzystać z tego zasobu, odwołując się chociażby do kodów kulturowych, filmów czy zdarzeń ze świata rzeczywistego, świata polityki, gospodarki, sztuki czy kultury – wymienia metodyk Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu.

Specjaliści IT coraz częściej zainteresowani stabilnymi formami zatrudnienia. Więcej osób szuka pracy, ale firmy skarżą się na niedobór kadr

Kryzys wywołany pandemią koronawirusa zmodyfikował układ sił na rynku pracy w branży IT. Wciąż poszukiwani są informatycy o wysokich kwalifikacjach, ale początkujący w zawodzie częściej mają trudności ze znalezieniem posady. – Pożądana staje się stabilizacja zatrudnienia. Wśród osób z doświadczeniem rośnie zainteresowanie pracą na etacie lub w innej stałej formie, a nie na krótkoterminowych kontraktach. Do niedawna było odwrotnie – mówi Wiesław Paluszyński z Polskiego Towarzystwa Informatycznego.

Zmiany na rynku pracy w sektorze IT zapoczątkował przestój gospodarczy, który nastąpił w marcu. Wtedy gwałtownie spadła liczba ogłoszeń o pracę dla specjalistów informatyków. Według danych Pracuj.pl w I półroczu w serwisie zamieszczono ponad 33 tys. ogłoszeń dla specjalistów od nowych technologii. To o jedną czwartą mniej niż rok wcześniej, wciąż jednak stanowiły one sporą grupę ogłoszeń na tym portalu (14 proc.). Jednocześnie widać było większą aktywność pracowników. Między marcem a czerwcem trzykrotnie częściej reagowali oni na oferty pracy w kategorii internet/e-commerce niż w tym samym okresie 2019 roku.

– Dane z portali z ogłoszeniami o pracę najlepiej oddają sytuację na rynku – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Wiesław Paluszyński, prezes Polskiego Towarzystwa Informatycznego oraz przewodniczący Sektorowej Rady ds. Kompetencji Cyberbezpieczeństwa i Telekomunikacji. – W marcu, jeśli w ogóle pojawiały się ogłoszenia, nie były to oferty dla wysokokwalifikowanych specjalistów, ale raczej głownie dla juniorów, czyli osób rozpoczynających karierę zawodową. Obecnie sytuacja jest trochę inna, ale to nie znaczy, że lepsza.

Znacznie częściej niż w poprzednich latach specjaliści informatycy zwracali uwagę na stabilność zatrudnienia i bezpieczeństwo miejsca pracy. Takie zachowania są obserwowane również w innych branżach, ale dla pracowników IT do tej pory nie był to kluczowy czynnik. Z raportu Pracuj.pl wynika, że dziś są oni ostrożniejsi w podejmowaniu współpracy na zasadach B2B.

– Wyraźnie widzimy zainteresowanie pracą na etacie bądź w innej stałej formie, a nie pracą na krótkoterminowych umowach. Do tej pory było odwrotnie. Bardzo chętnie informatycy w kilku źródłach pracowali na umowach-zleceniach czy innych formach działalności gospodarczej indywidualnej, a w tej chwili wyraźnie widać, że osoby z wyższymi kwalifikacjami interesują się pracą stabilną. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało w drugiej połowie tego roku – mówi Wiesław Paluszyński.

Mimo większej aktywności specjalistów IT na rynku pracy firmy wciąż zgłaszają problemy z pozyskaniem odpowiednio wykwalifikowanych pracowników. Dostępne na rynku kadry to przede wszystkim kandydaci na poziomie juniorskim, z niewielkim doświadczeniem lub dopiero startujący w branży.

– Coraz większe znaczenie ma kwestia zdobywania kwalifikacji i doświadczenia. Osoby, które nie mają się jeszcze czym pochwalić w zakresie swoich umiejętności i kariery zawodowej, będą miały większe problemy ze znalezieniem stabilnej pracy. Z drugiej strony specjaliści o wysokich kwalifikacjach, tacy jak architekci rozwiązań czy specjaliści od cyberbezpieczeństwa z certyfikatami dokumentującymi kwalifikacje, nie muszą się specjalnie obawiać o swoją przyszłość – zaznacza prezes PTI.

Przekonuje, że mimo zastoju gospodarczego niektóre dziedziny informatyki wciąż się rozwijają, np. w obszarze oprogramowania związanego ze zdalnym przekazywaniem wiedzy, telekonferencjami, czyli tym, co umożliwia ludziom kontakt w okresie pandemii. W dobrej kondycji jest także branża gier.

– Programiści, którzy funkcjonują w tym sektorze, mogą mieć całkiem niezłe perspektywy rozwoju – ocenia Wiesław Paluszyński.

Kolejnym perspektywicznym obszarem jest cyberbezpieczeństwo. Tu problemy potęguje jednak fakt, że jest to dziedzina słabo zdefiniowana, a nad stworzeniem ram kwalifikacji dopiero trwają prace.

– Ten rynek ma bardzo duże potrzeby w zakresie certyfikacji, aby można było określić stabilne kryteria zatrudniania. Jako Sektorowa Rada ds. Kompetencji Cyberbezpieczeństwa i Telekomunikacji tworzymy leksykon cyberbezpieczeństwa. Chodzi o to, aby wszyscy dobrze rozumieli pojęcia z tego zakresu, a następnie zastanowimy się, czy są eksperci, którzy są w stanie spełnić określone wymagania. Zajmujemy się również budowaniem systemu kwalifikacji w zakresie cyberbezpieczeństwa, których obecnie w zasadzie w Polsce nie ma. Polskie Towarzystwo Informatyczne przygotowuje trzy takie certyfikaty i rada będzie je opiniowała. Pozwolą one uzyskać potwierdzenie umiejętności uznawane powszechnie na rynku – informuje prezes PTI.

Polscy programiści należą do najlepszych na świecie. Odnoszą sukcesy na arenie międzynarodowej, szczególnie w programowaniu zespołowym. Wielu zdobywa uznanie jeszcze na etapie studiów. Przykładem mogą być studenci Uniwersytetu Warszawskiego, którzy od wielu lat plasują się w ścisłej czołówce światowej w zakresie programowania zespołowego.

– Mamy kadrę dobrze przygotowaną przez wyższe uczelnie, ale tych programistów jest wciąż za mało. Podobnie jest na całym świecie. Stąd w ramach prac rady usiłujemy określić, jakiego rodzaju specjalistów nam brakuje, jakie będą potrzeby rynku i jak ma wyglądać system certyfikacji – podsumowuje Wiesław Paluszyński.

Dziura ozonowa jest już wielkości Antarktydy. Ścisłe przestrzeganie zakazu emisji chemikaliów może zahamować zmiany klimatyczne

Z badań przeprowadzonych przez Europejskie Centrum Prognoz Średnioterminowych wynika, że w ostatnich miesiącach dziura ozonowa nad Antarktydą zaczęła gwałtownie rosnąć, przez co jej powierzchnia przekroczyła średnią wartość rejestrowaną na przestrzeni ostatniej dekady. Jej dalsze powiększanie się będzie miało katastrofalny wpływ na środowisko naturalne, dlatego naukowcy apelują o wdrożenie działań, które zapobiegną jej przyrostowi.

Z pomiarów przeprowadzonych w październiku 2020 roku wynika, że dziura ozonowa pokrywa obecnie niemal całą powierzchnię Antarktydy i osiągnęła rozmiar 23 mln km2. Za jej przyrost odpowiada m.in. silny, stabilny i chłodny wir polarny, który utrzymuje stałą, niską temperaturę warstwy ozonowej nad powierzchnią Antarktydy. Istotną rolę w chemicznym zubożaniu warstwy ozonowej odgrywają bowiem polarne chmury stratosferyczne, które formują się wyłącznie przy temperaturze poniżej -78°C.

– Każdego roku istnieje duża zmienność w zakresie rozwoju dziur ozonowych. Dziura ozonowa w 2020 roku przypomina tę z 2018 roku, która również była dość duża i zdecydowanie znajduje się w górnej części stawki ostatnich 15 lat – podkreśla Vincent-Henri Peuch, dyrektor Usługi Monitorowania Atmosfery Copernicus w Europejskim Centrum Prognoz Średnioterminowych.

Aby zapobiec zgubnym skutkom zanikania warstwy ozonowej, w 1987 roku zatwierdzono tzw. protokół montrealski, umowę międzynarodową opisującą niezbędne kroki na drodze do zapobieżenia gwałtownym zmianom klimatu wynikającym z powiększania się dziury ozonowej. Zgodnie z jego zapisami sygnatariusze zobowiązali się do zaprzestania emisji gazów cieplarnianych niszczących ozon w atmosferze.

Jeszcze w marcu 2020 roku wydawało się, że założenia protokołu montrealskiego realizowane są z należytą starannością. Wówczas naukowcom z Uniwersytetu Kolorado w Boulder udało się udowodnić na łamach magazynu „Nature”, iż rekordowo mała dziura ozonowa zaobserwowana pod koniec roku przez NASA jest bezpośrednio powiązana z postanowieniami tego dokumentu. Naukowcy dowiedli, że 10 lat po podpisaniu protokołu udało się zatrzymać migrację południowego prądu strumieniowego, który napędzał zubożanie warstwy ozonowej.

– Wraz z powrotem światła słonecznego na biegun południowy w ostatnich tygodniach obserwowaliśmy ciągłe zubożenie warstwy ozonowej na tym obszarze. Po niezwykle małej i krótkotrwałej dziurze ozonowej w 2019 roku, która była spowodowana specjalnymi warunkami meteorologicznymi, w tym roku ponownie rejestrujemy dość dużą dziurę ozonową, co potwierdza, że ​​musimy kontynuować egzekwowanie protokołu montrealskiego zakazującego emisji chemikaliów zmniejszających warstwę ozonową – podkreśla Vincent-Henri Peuch.

Z badań przeprowadzonych przez Światową Organizację Meteorologiczną wynika, że ścisłe stosowanie zapisów protokołu montrealskiego pozwoli do 2060 roku zmniejszyć powierzchnię dziury ozonowej do stanu z 1980 roku.

Drony to przyszłość wojskowości. Potrafią rozpoznawać teren i namierzać cele oraz komunikować się z żołnierzami w czasie rzeczywistym

Drony są bezpieczniejszą, tańszą i często bardziej wydajną alternatywą dla załogowych samolotów wojskowych. Używane jako wabiki docelowe, do misji bojowych czy nadzoru strefy operacji, są nieodłączną częścią sił zbrojnych. Obecnie szacuje się, że już 95 krajów na całym świecie posiada jakąś formę technologii wojskowych dronów. Zmienia się też rola bezzałogowych statków powietrznych. Wyposażone w sztuczną inteligencję kontaktują się z żołnierzami i umożliwiają podjęcie decyzji na podstawie obrazowania terenu w czasie rzeczywistym.

– Systemy bezzałogowych statków powietrznych mogą być bardzo przydatne dla żołnierza i obecnego pola walki z racji tego, że stanowią przedłużone oczy żołnierza w kontekście rozpoznania obrazowego. Wykorzystując taki system bezzałogowych statków powietrznych, jesteśmy w stanie w bardzo prosty sposób zapoznać się z sytuacją na teatrze działań, przekazać koordynaty do stanowiska dowodzenia, przeprowadzić analizę sił przeciwnika – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje ppłk dr inż. Mariusz Żokowski, kierownik Zakładu Kompozytowych Konstrukcji Lotniczych w Instytucie Technicznym Wojsk Lotniczych.

Departament Obrony USA używał dronów w prawie każdej operacji wojskowej od lat 50. XX wieku, aby zapewnić rozpoznanie, obserwację i wywiad sił wroga. Obecnie szacuje się, że z dronów wojskowych korzysta blisko 100 państw. Wyposażone w aparaty najnowszej generacji dostarczają dokładnej topografii terenu, używa się ich w misjach bojowych i ratowniczych. Te ze sztuczną inteligencją porozumiewają się z żołnierzami i na bieżąco przekazują im informację o ruchach wroga.

Począwszy od 2002 roku, kiedy drony Predator zostały po raz pierwszy uzbrojone, Stany Zjednoczone coraz bardziej kładły nacisk na ataki powietrzne na wrogów. Ian Show, wykładowca z uniwersytetu w Glasgow, wylicza zaś w swojej książce „The Rise of the Predator Empire”, że do 2016 roku Stany Zjednoczone zabiły szacunkowo 4 tys. osób za pomocą dronów poza tradycyjnymi polami bitew.

– Współczesne teatry działań jasno pokazują, że bezzałogowe statki powietrzne i robotyzacja armii stanowią przyszłość zastosowań – podkreśla Mariusz Żokowski.

Wiele dronów zostało zaprojektowanych wyłącznie do obserwacji, ale inne do operacji ofensywnych. Prox Dynamics oferuje jeden z wielu rozpoznawczych dronów używanych przez siły zbrojne na całym świecie, w tym US Marines, British Army czy Norweskie Siły Zbrojne.

Oprócz wykorzystania nowych technologii lotniczych siły zbrojne nadal stosują bezzałogowe pojazdy naziemne do prowadzenia inicjatyw taktycznych. Start-up Clearpath Robotics wśród klientów wymienia m.in. Departament Obrony USA i Marynarkę Wojenną USA.

Drony mogą transportować coraz cięższe ładunki. Wyposażone w zestawy kierowanych pocisków przeciwpancernych namierzają cele, pomagają też w opracowaniu taktyki wojennej.

– Z racji tego, że na pokładzie nie istnieje czynnik ludzki, tych zastosowań jest bardzo dużo, zaczynając od rozpoznania, kończąc na neutralizacji celów – wskazuje ekspert.

Także polskie wojsko używa dronów, a bezzałogowce są produkowane przez rodzime firmy. Większość dronów powstających w naszym kraju to te mniejsze – od nano, czyli miniaturowych, po Medium Altitude Long Endurance (MALE), czyli średniej wysokości, dużej długotrwałości lotu, o zasięgu powyżej 500 km i pułapie operacyjnym na poziomie ok. 13 tys. metrów.

– Polski potencjał, zarówno w spółkach skarbu państwa, jak i w instytutach naukowo-badawczych, politechnikach, jest na tyle duży, że jako kraj jesteśmy w stanie technologicznie odpowiedzieć na potrzeby użytkownika końcowego do kategorii MALE włącznie – ocenia Mariusz Żokowski.

Czy praca zdalna wejdzie na stałe do kodeksu pracy?

Sytuacja epidemiczna sprawiła, że ustawodawstwo musiało nadgonić realne potrzeby rynku pracy. W ramach “tarcz antykryzysowych” pojawiły się więc przepisy regulujące pracę zdalną. Teraz, gdy wiemy już, że koronawirus zostanie z nami na dłużej, praca zdalna ma na dobre zagościć w kodeksie pracy. Rząd zaproponował projekt ustawy, która miałaby regulować pracę w home-office. Głównym założeniem nowej legislacji jest zastąpienie przepisów dotyczących telepracy przepisami o pracy zdalnej. Komentatorzy zastanawiają się jednak, jakie kroki podejmie rząd, by przepisy regulujące pracę zdalną nie stały się martwymi zasadami – jak to miało miejsce w przypadku telepracy. Propozycja ma jednak dużo ciekawych zapisów. W większych zakładach zasady pracy zdalnej będą mogły być uregulowane w porozumieniu ze związkami zawodowymi i przedstawicielstwem pracowników. Zaproponowana jest również możliwość rezygnacji z pracy zdalnej przez pracownika i przez pracodawcę po okresie trzech miesięcy.

– Ze wstępnego projektu wynika kilka podstawowych regulacji. Zasady pracy zdalnej będzie ustalał pracodawca z pracownikiem. Wyjątkiem będzie jednostronne polecenie pracy zdalnej przez pracodawcę – co będzie dotyczyć sytuacji epidemii, gdy wymaga tego zapewnienie pracownikowi bezpiecznych warunków pracy – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Bocianowski, adwokat, mediator i specjalista z zakresu prawa pracy. – Tutaj pojawia się wiele głosów krytycznych – wskazujących na to, że te sytuacje mogą być niedookreślone. Jednak ustawodawca obiecuje to uwzględnić. W projekcie jest również określone to, że pracodawca będzie miał obowiązek zapewnienia pracownikowi technicznych warunków do wykonywania pracy zdalnej. Konieczne będzie także ustalenie dopłaty pracownikowi do korzystania ze swojego sprzętu w miejscu zamieszkania. Ustawodawca wciąż pracuje nad regulacją ochrony zdrowia pracownika w miejscu pracy i odpowiedzialności pracodawcy za wypadki w przypadku pracy z domu. Te regulacje uznajemy jako wstępne – ale w mojej opinii jest to działanie w dobrym kierunku. Nie wiemy jeszcze, jak ten projekt będzie finalnie wyglądał. Pojawi się pewnie dużo głosów ze strony związków zawodowych i ze strony pracodawców. Na razie obowiązują ustawy COVID-owe, a wejście w życie stałych regulacji jest najpewniej kwestią kilku miesięcy – przewiduje Bocianowski.

W jaki sposób wybory prezydenckie w USA wpłyną na rynek walutowy?

Listopadowe wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych niosą za sobą ryzyko większej zmienności na rynku walutowym, zwłaszcza jeśli sondaże w wahających się stanach nie będą wskazywały wyraźnego zwycięzcy. Analitycy Ebury przygotowali cztery najbardziej prawdopodobne scenariusze przebiegu nadchodzących wyborów w USA oraz ich potencjalne konsekwencje.

W przeciwieństwie do sytuacji sprzed czterech lat, tegoroczne wybory prezydenckie jak dotąd nie skupiły na sobie zbyt dużej uwagi globalnych agencji informacyjnych. Ma to związek z pandemią COVID-19, która pustoszy świat. Podobnie jak przed poprzednimi wyborami, Donald Trump w ostatnich sondażach pozostaje w tyle, tym razem jednak przewaga jego oponenta na tym etapie jest zdecydowanie większa. Demokrata Joe Biden obecnie utrzymuje przewagę nad Trumpem rzędu ok. 10 punktów procentowych (52% do 42%) według ostatniego poll of polls (sondażu na podstawie zbioru sondaży). Przewaga ta wzrosła z poziomu ok. 3 p.p. na początku pandemii w kwietniu.

Wykres 1: Wybory prezydenckie w USA (2020) – poll of polls (marzec ‘20 – październik ‘20)

Wybory prezydenckie w USA (2020) – poll of polls
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 13/10/2020

FiveThirtyEight, amerykański portal generujący prawdopodobieństwa wyniku wyborów w oparciu o symulację głosowania, pokazuje obecnie, że szanse na zwycięstwo Joe Bidena to 86%. Bazujące na wycenach bukmacherów prawdopodobieństwo zwycięstwa Demokraty jest nieco mniejsze – na poziomie ok. 70%. Nadal wskazuje to wyraźnie na przewagę Bidena, podobnie jak wyliczenia portalu PredictIt, który umożliwia prognozowanie wydarzeń politycznych.

Wykres 2: Implikowane prawdopodobieństwo zwycięstwa Bidena w wyborach prezydenckich w USA (PredictIt) (czerwiec ‘20 – październik ‘20)

Implikowane prawdopodobieństwo zwycięstwa Bidena w wyborach prezydenckich w USA
Źródło: PredictIt/Bloomberg Data: 13/10/2020

Przed pierwszą telewizyjną debatą 29 września dało się wyczuć oczekiwanie, że Trump wykorzysta okazję do zmniejszenia luki w sondażach – jak to często bywało w przypadku pierwszych debat prezydenckich w przeszłości. Zamiast tego dyskusja zamieniła się w raczej nieprofesjonalny festiwal wzajemnych obelg, zakłócany ciągłym wpadaniem sobie w słowo i wyzwiskami, przez co nastawienie Amerykanów względem prezydenta Trumpa pogorszyło się. Sytuację dodatkowo skomplikowały wieści z początku października dotyczące pozytywnego wyniku jego testu na COVID-19, i następujący później jego krótkotrwały pobyt w szpitalu. O ile Trump zdaje się wracać w pełni do zdrowia, wygląda na to, że jego wcześniejsza nieostrożność i przerwa w aktywnym prowadzeniu kampanii zmniejszyły jego szanse na reelekcję. Reakcją rynków bukmacherskich był wzrost szans na wygraną Bidena.

Chociaż Trump w sondażach nadal zajmuje drugie miejsce, warto pamiętać o badaniach opinii publicznej przeprowadzonych przed wyborami w 2016 r., które również pokazywały, że znajduje się daleko w tyle. Nawet jeśli Biden wygra w głosowaniu powszechnym (popular vote), nie gwarantuje to jego zwycięstwa w wyborach, biorąc pod uwagę, w jaki sposób działa system Kolegium Elektorów w USA. Cztery lata temu Hillary Clinton była kandydatką, która wygrała w głosowaniu powszechnym tylko po to, by ostatecznie przegrać wybory. Był to piąty taki przypadek w historii, drugi od 1888 roku.

Czym jest Kolegium Elektorów?

Prezydent Stanów Zjednoczonych nie jest wyznaczany bezpośrednio w głosowaniu powszechnym. Jego wybór następuje w ramach systemu Kolegium Elektorów, w którym 538 formalnych elektorów oddaje głos.

Każdy stan w USA ma przypisaną inną liczbę elektorów, bazującą na wielkości populacji w danym stanie. Stan o największej liczbie mieszkańców, Kalifornia, ma w związku z tym najwięcej głosów elektorskich (55), żaden ze stanów nie ma ich mniej niż 3. Kandydat na prezydenta, który uzyska największy odsetek głosów w danym stanie, otrzyma wszystkie tamtejsze głosy elektorskie. Potrzebuje on poparcia co najmniej 270 członków kolegium, aby zostać prezydentem. Problem z tym systemem polega na tym, że obywatele spoza USA, którzy nie mogą głosować, są brani pod uwagę przy przydzielaniu miejsc elektorskich. Podczas gdy w przeszłości system ten faworyzował bastiony Demokratów, takie jak Kalifornia i Nowy Jork, tak teraz przeważenie małych, rolniczych stanów i bardziej równomierny rozkład imigracji złagodziły ten efekt.

W przyszłym miesiącu Amerykanie będą wybierać również skład Kongresu. Pod głosowanie poddane zostaną wszystkie 435 miejsca w Izbie Reprezentantów oraz 35 ze 100 mandatów w Senacie. Wszystko wskazuje na to, że Demokraci utrzymają kontrolę nad niższą izbą, utrata kontroli Republikanów nad Senatem jest jednak całkiem realna.

Które ze swing states są kluczowe w tych wyborach?

Kluczowymi w tych wyborach „polami bitwy”, które zdecydują o zwycięstwie lub porażce kandydatów, będą swing states – wahające się stany, gdzie jest podobna liczba Demokratów i Republikanów. Stany te zwykle standardowo mają nieproporcjonalnie duży wpływ na wynik wyborów w porównaniu z tymi, które klasycznie są uznawane za Demokratyczne (generalnie bardziej zaludnione stany na wschodnim i zachodnim wybrzeżu) i Republikańskie (w większości bardziej oparte na rolnictwie stany południowe i centralne).

Biorąc pod uwagę najnowsze badania opinii publicznej i liczbę głosów elektorskich przypisanych do każdego stanu, kluczowymi swing states w tegorocznych wyborach będą prawdopodobnie Floryda (29 głosów), Ohio (18), Karolina Północna (15) i Arizona (11). Pensylwania (20), Michigan (16) i Wisconsin (10) również skupią na sobie uwagę, jednak – jeśli ufać ostatnim sondażom – w tych trzech stanach Biden zdaje się mieć dość sporą przewagę.

Wykres 3: Mapa poparcia w wyborach prezydenckich w 2020 roku*

Mapa poparcia w wyborach prezydenckich w 2020 roku
Źródło: Ebury Data: 13/10/2020
*na podstawie PredictIt.org

Stany takie jak Floryda czy Arizona zostały szczególnie mocno dotknięte pandemią. Podczas gdy średnia dla kraju wynosi 24 potwierdzone zakażenia na 1 000 osób, w przypadku Florydy są to 34 zakażenia, z kolei w przypadku Arizony – 31. Sposób postępowania administracji Trumpa w kontekście pandemii jest poddawany szerokiej krytyce, co też może sprzyjać Bidenowi.

Liczba osób zmarłych z powodu COVID-19 w USA odpowiada 20% wszystkich zgonów z tego tytułu na świecie, podczas gdy populacja Stanów Zjednoczonych to zaledwie 4% populacji świata. Względny brak polityki ochrony miejsc pracy doprowadził również w USA do znacznie silniejszego wzrostu bezrobocia w porównaniu z większością krajów rozwiniętych, co też może zaszkodzić urzędującemu prezydentowi. Początkowa reakcja władz w postaci istotnego zwiększenia zasiłków dla bezrobotnych pozwoliła na złagodzenie kryzysu gospodarczego, a dalsza pomoc może nadejść przed wyborami. Wydaje się jednak, że opinia publiczna wiąże te działania raczej z wysiłkami obu partii niż prezydenta.

Wykres 4: Nowe zakażenia koronawirusem na milion osób w kluczowych swing states (marzec ‘19 – październik ‘20)

Nowe zakażenia koronawirusem na milion osób w kluczowych swing states
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 13/10/2020

Zgodnie z sondażami Biden ma obecnie przewagę w sześciu z siedmiu stanów wspomnianych powyżej, jednak najbardziej aktualny sondaż zbiorczy wskazuje, że jego przewaga w trzech z nich wynosi 3,3% lub mniej. W przypadku poprzednich wyborów mieliśmy okazję zobaczyć, że ankiety przeprowadzane na poziomie stanowym są jednak niezbyt dokładne w przewidywaniu wyników i ich wyniki mogą się nagle zmieniać w tygodniach poprzedzających głosowanie. Rynki w najbliższych dniach będą zwracać na te sondaże coraz większą uwagę.

W jaki sposób do tej pory reagowały rynki finansowe?

Rynki finansowe dotychczas w znacznej mierze spokojnie podchodziły do kwestii wyborów. Rynek w ograniczonym zakresie reagował zarówno na ostatnie sondaże, jak i na pierwszą debatę prezydencką, jednak niedawne rozjechanie się prognoz wyników miało negatywny wpływ na dolara, wsparło za to aktywa ryzykowne, też euro (Wykres 5). Kontrastuje to nieco z sytuacją sprzed czterech lat. W tygodniach poprzedzających wybory kurs EUR/USD przez większą część czasu poruszał się w ograniczonym przedziale wahań, a inwestorzy czekali na dość łatwe zwycięstwo Clinton. Jak tylko zaczęły spływać wyniki sugerujące jej porażkę, zmienność na parze eksplodowała.

Wykres 5: Kurs EUR/USD (październik ‘19 – październik ‘20)

Kurs EURUSD
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 13/10/2020

Spodziewamy się, że w najbliższych tygodniach zmienność powróci wraz ze zbliżaniem się dnia głosowania, zwłaszcza jeśli sondaże w swing states nie będą wskazywały wyraźnego zwycięzcy. Co tyczy się reakcji rynku walutowego po wyborach, sądzimy, że zwycięstwo Bidena byłoby pozytywne dla aktywów ryzykownych, za to wygrana Trumpa prawdopodobnie wsparłaby waluty safe haven, w tym dolara amerykańskiego. Chociaż wydaje się, że nie ma wyraźnego konsensusu dotyczącego tego, która administracja byłaby lepsza z punktu widzenia amerykańskiej gospodarki, warto pamiętać, że możliwość forsowania nowych legislacji któregokolwiek z kandydatów będzie zależała od tego, czy jego partia będzie miała kontrolę nad Kongresem. Bardzo wysokie prawdopodobieństwo tego, że Demokraci będą kontrolować przynajmniej Izbę Reprezentantów, oznacza, że Biden prawdopodobnie będzie miał mniej problemów z przeforsowaniem dużego pakietu fiskalnego. Biden planuje prowadzić ekspansywną politykę fiskalną, finansowaną częściowo przez wzrost podatków dla firm, podczas gdy Trump utrzymałby status quo, unikając tego typu podwyżek. Jego prezydentura wiązałaby się jednak z wyższą niepewnością w kontekście handlu.

Poniżej przedstawiamy cztery najbardziej prawdopodobne scenariusze przebiegu nadchodzących wyborów oraz ich potencjalne konsekwencje. Każdemu z nich przypisaliśmy również szacowane przez nas prawdopodobieństwo realizacji* oraz reakcję rynku walutowego, jakiej oczekujemy w danym przypadku.

Prezydent Kontrola nad Kongresem Konsekwencje polityczne Oczekiwana reakcja rynku walutowego Prawdopodobieństwo Ebury*
 

Biden

IR: Demokraci Większa ekspansja fiskalna, mniejsza niepewność w handlu Słabszy USD, wzrost apetytu na ryzyko  

45%

S: Demokraci Wyższe podatki dla firm  
 

Biden

IR: Demokraci Lekkie rozluźnienie polityki fiskalnej, mniejsza niepewność w handlu Nieco słabszy USD, nieco silniejsze aktywa ryzykowne  

35%

S: Republikanie Wzrost podatków dla firm mało prawdopodobny  
 

Trump

IR: Demokraci Utrzymanie status quo w kontekście polityki fiskalnej, wyższa niepewność w handlu USD i aktywa ryzykowne bez zmian  

18%

S: Republikanie Brak wzrostu podatków dla firm  
 

Trump

IR: Republikanie Lekkie rozluźnienie polityki fiskalnej, wyższa niepewność w handlu Silniejszy USD, nieco słabsze aktywa ryzykowne  

2%

S: Republikanie Brak wzrostu podatków dla firm

 

*nie uwzględnia scenariuszy znikomej szansy:

  1. I) Demokraci tracą większość w Izbie Reprezentantów, jednocześnie uzyskując większość w Senacie.
  2. II) Trump wygrywa wybory prezydenckie, a Demokraci mają kontrolę nad obiema izbami.

IR: Izba Reprezentantów (United States House of Representatives)
S: Senat (United States Senate)

Co spór wyborczy oznaczałby dla rynku walutowego?

Naszym zdaniem ryzyko w kontekście nadchodzących wyborów niekoniecznie ma związek z tym, który kandydat zostanie prezydentem. Istotniejsze jest to, czy dojdzie do sporu wyborczego. Dodatkową komplikacją w porównaniu z poprzednimi wyborami jest to, że pandemia koronawirusa niemal na pewno doprowadzi do sytuacji, w której znacznie więcej Amerykanów zdecyduje się oddać głos nie pojawiając się przy urnach. Mniej więcej 2/5 uczestników badania przeprowadzonego niedawno przez Pew Research Center stwierdziło, że planuje głosować korespondencyjnie. W wyborach w 2016 roku w ten sposób głosowało około 1/5 wyborców. Ten wzrost naszym zdaniem znacznie zwiększa szansę na to, że wyniki wyborów nie będą dostępne natychmiast, zwłaszcza w kluczowych swing states, gdzie różnice w poparciu kandydatów mogą być bardzo niewielkie. Prezydent Trump głośno wyrażał niechęć do głosowania korespondencyjnego, ostatnio sprzeciwiając się przeznaczeniu dodatkowych środków na wsparcie usług pocztowych i wysuwając bezpodstawne oskarżenia, że „doszło do ogromnego oszustwa” w kontekście kart do głosowania. Tak się składa, że większość głosów oddanych za pośrednictwem poczty prawdopodobnie będzie pochodzić od Demokratów. Z pierwszych 2,1 mln Amerykanów, którzy zagłosowali korespondencyjnie w siedmiu stanach, w których odbyło się takie głosowanie, 55% to Demokraci, 24% to Republikanie, a 20% nie miało żadnej przynależności partyjnej.

Uważamy, że jest wysoce prawdopodobne, że – jeśli wybory te przegra Trump – odmówi on zaakceptowania porażki i prawdopodobnie zakwestionuje ich wynik w przypadku, gdy skala jego przegranej nie będzie porażająca. Wielokrotnie podkreślał, że w orzekaniu zwycięzcy mógłby mieć udział Sąd Najwyższy. Uważamy, że możliwość wystąpienia takiej sytuacji stanowi jeden z najistotniejszych czynników wywołujących niepewność w kontekście elekcji. Zakwestionowanie wyniku wyborów, które wydłużyłoby cały proces, stanowiłoby dla inwestorów powód do obaw i prowadziło do bardzo niespokojnego okresu handlu na rynku walutowym. Ostatni wzrost przewagi Bidena nad Trumpem w sondażach zmniejsza jednak szanse na to, że tak się stanie.

Sądzimy, że sytuacja, w której doszłoby do zakwestionowania wyniku wyborów byłaby w krótkim okresie pozytywna dla dolara, w związku ze wzrostem zainteresowania inwestorów walutami bezpiecznymi i pozbywaniem się przez nich aktywów, z którymi wiąże się większe ryzyko. W dłuższej perspektywie taka sytuacja naszym zdaniem byłaby jednak negatywna dla dolara, zwłaszcza jeśli kwestia wyborów nie zostałaby rozwiązana dość szybko. Wzbudziłoby to bowiem poważne obawy dotyczące jakości instytucjonalnej Stanów Zjednoczonych.

Czego można spodziewać się przed wyborami?

Jednym z najlepszych mierników rynkowej niepewności jest zachowanie japońskiego jena, kluczowej światowej waluty safe haven. 1-miesięczna oczekiwana zmienność pary USD/JPY wzrosła na miesiąc przed dniem wyborów sugerując, że rynek ostrożnie podchodzi do kwestii możliwej gwałtownej zmiany sentymentu do ryzyka po wyborach. Biorąc pod uwagę, że obecnie sondaże dają Bidenowi znaczną przewagę nad oponentem, wzrost tej miary był dość ograniczony – znalazła się ona na najwyższym poziomie od sierpnia. 

Wykres 6: 1-miesięczna implikowana zmienność kursu USD/JPY (lipiec ‘20 – październik ‘20)

1-miesięczna implikowana zmienność kursu USDJPY
Źródło: Refinitiv Data: 13/10/2020

Spodziewamy się, że przed wyborami dojdzie zarówno do wzrostu rynkowej zmienności, jak i do podwyższonej awersji do ryzyka. Będzie to miało związek z zachowywaniem przez inwestorów ostrożności tak w związku z ryzykiem wystąpienia spornego głosowania, jak i z możliwym opóźnionym wynikiem. Stąd też dostrzegamy możliwość krótkoterminowej aprecjacji walut safe haven (w tym USD) przed wyborami. Widzimy również możliwość osłabienia walut ryzykownych, szczególnie walut emerging markets.

Amerykanie udadzą się do urn we wtorek 3 listopada. Oczekuje się, że wyniki z poszczególnych stanów zaczną napływać ok. 2 w nocy czasu środkowoeuropejskiego.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Trendy silniejsze niż kiedykolwiek wcześniej

W wielu branżach ceny akcji są już mocno zawyżone, w porównaniu do wyników finansowych spółek. Jednak pomimo wysokiego poziomu ryzyka, inwestorów kusi szansa na pokaźną stopę zwrotu.

Niskie stopy procentowe wypychają kapitał na giełdy, przez co od kilku miesięcy wyceny akcji rosną, często niewspółmiernie do realnej wartości spółek. Mimo pewnego uspokojenia na amerykańskich spółkach technologicznych, ryzyko pojawienia się baniek spekulacyjnych jest nadal wysokie. Widać to też na GPW, choćby po debiucie Allegro.

– Patrząc na wskaźnik ceny akcji do zysku Allegro widać, że także na warszawskiej giełdzie inwestorzy są skłonni zapłacić wiele za akcje spółki wzrostowej, nawet jeżeli działa wyłącznie lokalnie, ma już ustabilizowany biznes i której rośnie konkurencja – komentuje w rozmowie z MarketNews24 Łukasz Wardyn, dyrektor CMC Markets na Europę Wschodnią.

Inwestorzy, którzy obawiają się niekontrolowanych zmian cen akcji, mogą korzystać z różnych sposobów na dywersyfikację ryzyka, na przykład poprzez zaangażowanie w indeksy giełdowe lub dostępne od niedawna w Polsce koszyki akcji, dające eskpozycję na konkretną branżę.

– Inwestowanie w zdywersyfikowany portfel, na przykład w koszyk akcji, jest z zasady bezpieczniejsze niż bezpośrednie zaangażowanie w akcje jednej spółki. Bezpieczniejsze, nie oznacza bezpieczne. Ryzyko nadal występuje – tłumaczy Wardyn.

Inwestowanie w koszyki akcji ułatwia wybór akcji do portfela, a także śledzenie zmian ich kursów. Obniża też koszty transakcyjne, w porównaniu do handlu pojedynczymi akcjami. Które zatem branże mogą rosnąć, a które spadać, w najbliższej przyszłości?

– Aktualnie modne wśród inwestorów są: branża farmaceutyczna, technologiczna, spółki umożliwiające ‘życie w sieci’ czy OZE. Ich wyceny ewidentnie pokazują, że w ostatnich miesiącach to tu właśnie płynął kapitał. Z drugiej strony mamy sektory tradycyjnej gospodarki, takie jak bankowość, lotnictwo, turystyka, rozrywka czy gastronomia, które są teraz w tarapatach. W szczególnie trudnej sytuacji są banki, ponieważ kłopoty innych sektorów to dla nich niespłacone kredyty – tłumaczy ekspert CMC Markets.

Niestety zwyżki cen akcji w poprzednich miesiącach nie dają gwarancji kontynuacji tego trendu. Zatem nawet „modne” branże są ryzykowne, ponieważ ich wyceny są oderwane od fundamentów.

Pozostaje liczyć, że w niedalekiej perspektywie czasowej spowolnienie gospodarcze związane z pandemią minie. A warto pamiętać, że giełda reaguje na koniunkturę gospodarczą z wyprzedzeniem 6-9 miesięcy. Inwestorzy będą więc wypatrywać tego momentu, którego przewidzenie jest dla nich niczym poszukiwanie „Świętego Graala”.

Rynek Pracy Specjalistów Q1-Q3. Kogo szukali pracodawcy?

Między styczniem i wrześniem pracodawcy zamieścili na Pracuj.pl 391 010 ofert pracy. Największą popularnością między I i III kwartałem 2020 cieszyli się handlowcy (33% ofert), specjaliści obsługi klienta (18%), eksperci IT (14%) i finansiści (13%). Choć pandemia koronawirusa wywołała rewolucję na rynku pracy, w ostatnich miesiącach firmy poszukiwały coraz więcej pracowników. Jak jednak zaznaczają eksperci Grupy Pracuj, w obliczu drugiej fali pandemii jesień może być ważnym testem dla pracodawców i specjalistów.

Najważniejsze informacje:

  • Między styczniem a wrześniem na Pracuj.pl zamieszczono 391 010 ofert.
  • Spadek liczby ofert pracy rok do roku wyniósł w tym czasie niecałe 10%.
  • Po odmrożeniu gospodarki liczba ogłoszeń systematycznie rosła.
  • Liczba nowych ofert pracy między sierpniem i wrześniem wzrosła o 19%.
  • Najczęściej szukani specjaliści: handel, obsługa klienta, IT i finanse.
  • Najbardziej aktywne branże: bankowość, handel, produkcja i IT.

Oferty pracy po III kwartałach

Za rynkiem pracy w Polsce trzy kwartały, które przyniosły niespotykane wcześniej zmiany. Pandemia koronawirusa od marca wprowadziła rewolucję w życiu zawodowym niemal wszystkich Polaków. COVID-19 doprowadził do błyskawicznego wprowadzenia pracy zdalnej w wielu firmach, zamrożenia wielu rekrutacji w okresie lockdownu oraz wymagał zarządzania zespołami w stale zmieniających się okolicznościach.Oferty pracy po III kwartałach 2020Jednocześnie jednak z każdym miesiącem pracodawcy i pracownicy coraz sprawniej radzili sobie z życiem zawodowym w nowej normalności. Wpływało to także pozytywnie na aktywność rekrutacyjną firm. Między styczniem i wrześniem 2020 na Pracuj.pl zamieszczono 391 010 ofert pracy, co stanowiło spadek o niecałe 10% w stosunku do analogicznego okresu przed rokiem. Jak zauważa Rafał Nachyna, Dyrektor Zarządzający Pracuj.pl, minione dziewięć miesięcy to lekcja pokory dla wszystkich ekspertów HR.

Na samym początku 2020 roku spodziewaliśmy się, że zakończy się dekada nieustannego wzrostu rynku pracy. Jednocześnie prognozowaliśmy, że aktywność rekrutacyjna firm ustabilizuje się na stałym, wysokim poziomie. Życie pisze jednak niespodziewane scenariusze. Wybuch pandemii przyniósł bezprecedensowe zamrożenie rekrutacji, odbijające się wyraźnie na liczbie publikowanych ogłoszeń. W tym początkowym okresie skupialiśmy się na dostarczaniu pracodawcom jak największej liczby nowych narzędzi, rozwiązań i usprawnień, wspierających rekrutację zdalną i działanie w nowych okolicznościach. To także dzięki temu począwszy od maja i stopniowego odmrażania gospodarki pracodawcy sukcesywnie zwiększali swoją aktywność na Pracuj.pl. W efekcie spadki liczby ogłoszeń w perspektywie trzech kwartałów są wyraźnie niższe, niż można by się spodziewać np. w okresie ścisłego lockdownu, gdy w najgorszym momencie potrafiły sięgać nawet 50% – komentuje Rafał Nachyna, Dyrektor Zarządzający Pracuj.pl.

III kwartał pod znakiem ożywienia

Tezy eksperta potwierdzają dane z ostatnich miesięcy. Między wrześniem i sierpniem 2020 liczba ogłoszeń na portalu wzrosła miesiąc do miesiąca aż o 19%. Cały trzeci kwartał przyniósł ożywienie na rynku pracy, a okres po lockdownie przynosił sukcesywną poprawę aktywności pracodawców w stosunku do początku pandemii. W efekcie zwiększającej się aktywności firm między lipcem i wrześniem pod koniec trzeciego kwartału na Pracuj.pl dostępnych było ponad 74 000 aktywnych ofert – czyli ogłoszeń, na które użytkownicy mogli w tym momencie aplikować. III kwartał pod znakiem ożywieniaCo ciekawe, tegoroczne tradycyjne miesiące letnie były dla rekruterów jednymi z bardziej intensywnych w całym roku. W minionych latach stanowiły one okres lekkiej stagnacji pod względem poszukiwań pracowników. Wynikać to mogło przede wszystkim z nadrabiania „zaległości” rekrutacyjnych, powstałych przez okres zamrożenia gospodarki oraz coraz lepszego dostosowania pracodawców do prowadzenia rekrutacji zdalnej. W pierwszych kilku tygodniach pandemii zarówno kandydaci, jak i rekruterzy przeszli przyspieszony kurs rekrutacji zdalnej, z którą poradzili sobie w wielu przypadkach bardzo dobrze – komentuje Łukasz Marciniak, Dyrektor Sprzedaży w eRecruiter.

Specjalizacje wciąż poszukiwane

Kogo najczęściej poszukiwali pracodawcy między I i III kwartałem 2020? Niezmiennie największym zainteresowaniem cieszyli się specjaliści od handlu i sprzedaży – kierowano do nich co trzecią ofertę na portalu (33%). Mimo trudności, z jakim musiały mierzyć się więc w obliczu pandemii np. sklepy wielkopowierzchniowe czy mniejsze firmy zatrudniające np. przedstawicieli handlowych, ta specjalizacja utrzymała bardzo duże znaczenie w obliczu całego rynku pracy.

Rynek Pracy Specjalistów Q1-Q3Drugą grupą najczęściej poszukiwanych specjalistów byli eksperci od obsługi klienta (18%) – ich udział w całej puli ogłoszeń zmniejszył się jednak nieznacznie w stosunku do poprzedniego roku. Na mniejsze zapotrzebowanie na specjalistów od obsługi klienta wpływ miał niewątpliwie COVID-19 i wielotygodniowe zamknięcie galerii handlowych czy stacjonarnych punktów obsługi klienta w okresie lockdownu.

Na trzecim miejscu pod względem popularności wśród pracodawców uplasowali się specjaliści IT (14%). To grupa o specyficznym charakterze w kontekście pandemii, bo to właśnie ona jeszcze przed pojawieniem się koronawirusa najczęściej brała udział w rekrutacjach zdalnych. Wielu rekruterów i specjalistów HR planując działania w pierwszych tygodniach walki z koronawirusem opierało się właśnie na doświadczeniach i obserwacjach branży IT.

Średni szczebel najbardziej popularny

Pandemia nie zmieniła znacząco preferencji pracodawców związanych z poszukiwanym poziomem zaawansowania kandydatów i oferowanych stanowisk. Do specjalistów średniego szczebla kierowanych było ponad 6 na 10 ogłoszeń na portalu (61%) opublikowanych między styczniem i wrześniem. Drugą najbardziej popularną grupą byli eksperci na stanowiska kierownicze (13%), a tuż za nimi uplasowali się pracownicy fizyczni (13%). Do asystentów i praktykantów kierowano łącznie ok. 5% ofert.

Średni szczebel najbardziej popularny
Dane te warto analizować w świetle deklaracji rekruterów, z którymi Pracuj.pl przeprowadził wywiady jakościowe pod koniec II kwartału 2020 (przeczytaj o tym więcej). Jak deklarowali wówczas respondenci, w obliczu pandemii firmy zaczęły od nich wymagać poszukiwania bardziej doświadczonych kandydatów, a sygnalizowały przesyt aplikacjami osób o kompetencjach juniorskich. Dotyczyło to szczególnie sektora IT, w którym pandemia zwiększyła zapotrzebowanie na ekspertów z przynajmniej kilkuletnim doświadczeniem, gwarantujących szybkie wdrożenie się do obecnie realizowanych projektów.

Najwięcej ofert z województwa mazowieckiego

Z największej liczby ofert pracy mogli wybierać mieszkańcy woj. mazowieckiego – między styczniem i wrześniem od działających w nim firm pochodziło więcej niż co piąte ogłoszenie na Pracuj.pl (22%). To podobny wynik co w minionych latach, choć udział stolicy w całej puli ogłoszeń w stosunku do analogicznego okresu w ubiegłym roku nieznacznie spadł – o 2%. Na drugim miejscu, podobnie do ubiegłego roku, uplasowało się Dolnośląskie (10%). Na trzecim – Śląskie, Wielkopolskie i Małopolskie (po 9%).

Najwięcej ofert z województwa mazowieckiego

Wyzwania jesieni

Jak podkreśla Rafał Nachyna, mimo pozytywnych sygnałów płynących z rynku ofert pracy w III kwartale 2020, pracodawcy powinni ze szczególną uwagą przyglądać się sytuacji jesienią i wczesną zimą. Zmieniająca się sytuacja pandemiczna i wynikające z niej komplikacje dla pracodawców mogą stanowić znaczące utrudnienie dla planów rekrutacyjnych firm. Wyzwań są świadomi także pracownicy i kandydaci, co potwierdzają niedawne badania Pracuj.pl. Aż 55% respondentów uważało pod koniec września, że jesienią sytuacja na rynku pracy może się pogorszyć, a tylko co trzeci twierdził, że gospodarka największy kryzys ma już za sobą.

Jako Pracuj.pl od początku pandemii staramy się konsekwentnie i otwarcie analizować sytuację na rynku ofert pracy. Choć minione dziewięć miesięcy przyniosło bardzo wiele wyzwań rekrutacyjnych dla pracodawców, a także ryzyko dla pracowników, rynek pracy zakończył III kwartał w całkiem dobrej kondycji. Jednak jesień wciąż stanowi zagadkę, bo sytuacja pandemiczna zmienia się w bardzo szybkim tempie. Dlatego cały rynek powinien kontynuować rozwój rozwiązań wspierających zdalną rekrutację, usprawnioną przez narzędzia online. Mogą się one okazać kluczowe w okresie czekających nas trudnych zmian równie mocno, jak w okresie lockdownu. Doświadczenia z pierwszych miesięcy pandemii będą w tym kontekście bezcenne – podsumowuje Rafał Nachyna.

Rynek poligraficzny w Polsce 2020

W co czwartym MŚP z branży poligraficznej wzrósł poziom automatyzacji procesów produkcji w stosunku do ubiegłego roku – wynika z badania Siemens Financial Services. 28 proc. ankietowanych firm zwiększyło także nakłady finansowe na nowoczesny park maszyn i urządzeń, który w znacznym stopniu finansowany jest leasingiem. W efekcie tych działań, 12 proc. przedsiębiorstw poligraficznych czuje się lepiej przygotowanych do konkurowania z zagranicznymi podmiotami, a 36 proc. ocenia te możliwości na tym samym poziomie.

Wyniki badania przeprowadzonego wśród polskich przedsiębiorców z branży poligraficznej, dotyczące aktywności inwestycyjnej w specjalistyczny sprzęt, są optymistyczne. 28 proc. firm zwiększyło nakłady na odnowienie parku maszyn i urządzeń w porównaniu do 2019 roku, 58 proc. z nich pozostawiło poziom inwestycji na tym samym poziomie, a tylko 8 proc. zmniejszyło takie wydatki.

Firmy z branży poligraficznej, podobnie jak pozostałe badane przedsiębiorstwa z sektora spożywczego, metalowego i przetwórstwa tworzyw sztucznych, mają świadomość, że rozwój parków maszynowych jest jednym z najważniejszych elementów budowania pozycji rynkowej. Chociaż przedstawiciele sektora poligraficznego wskazują, że koszt zakupu nowoczesnego sprzętu jest dużym wyzwaniem, to starają się podążać za trendami rynkowymi w tym obszarze. Najczęściej pomaga im w tym finansowanie zewnętrzne, a dokładnie leasing, z którego korzysta blisko dwie trzecie firm z tej branży – mówi Tomasz Kukulski, Prezes Zarządu Siemens Financial Services w Polsce. – Dzięki inwestycjom w park maszynowy prawie połowa przedsiębiorstw z branży czuje się tak samo lub lepiej przygotowana do konkurowania w stosunku do zagranicznych podmiotów – dodaje.

Firmy z sektora poligraficznego zwiększały także częstotliwość samych odnowień parków maszynowych. W porównaniu do ubiegłego roku, zrobiło to 12 proc. ankietowanych przedsiębiorców. 26 proc. zwiększyło także poziom automatyzacji procesów produkcji.

Firmy z sektora poligraficznego
Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Siemens Financial Services, marzec 2020.

Struktura parków maszynowych

Według danych z badania Siemens Financial Services, w zakładach produkcyjnych MŚP z branży poligraficznej najczęściej znajdują się maszyny introligatorskie – posiada je aż 83 proc. przedsiębiorstw. Następnie maszyny do druku cyfrowego (76 proc.) i drukujące offsetowe (70 proc.). Nieco mniejszy udział mają naświetlarki CTP (47 proc.). Odsetek pozostałych urządzeń nie jest już tak znaczący i stanowi nie więcej niż 10 proc. Wśród firm, które planują inwestycję w sprzęt, 38 proc. deklaruje, że chce nabyć nowe maszyny. Jedna piąta planuje kupić wyłącznie używane, a 17 proc. wybierze zarówno nowe urządzenia, jak i te z drugiej ręki.

– Inwestycje w nowy sprzęt są dobrą decyzją z punktu widzenia zwiększania efektywności biznesowej, tym bardziej gdy spełniają najwyższe standardy jakości i są zgodne z aktualnymi osiągnięciami inżynierów. W branży poligraficznej stawia się teraz na ekologiczne maszyny i materiały, innowacyjne metody produkcji, które redukują ilość odpadów, urządzenia niewymagające częstych konserwacji oraz automatyzację produkcji mówi Anita Grygorowicz, Szef Zespołu Vendorskiego w Siemens Financial Services.

Polskie firmy silne na tle międzynarodowym

Jak wynika z badania Siemens Financial Services, spośród wszystkich ankietowanych sektorów to właśnie przedstawiciele branży poligraficznej czują się najbardziej konkurencyjni w porównaniu do przedsiębiorstw zagranicznych. 12 proc. firm uważa, że ich możliwości sprzętowe zapewniają im większą konkurencyjność względem podmiotów zagranicznych (w przypadku branży spożywczej to 6 proc., obróbki metali 4 proc., tworzyw sztucznych 7 proc.). Z kolei 36 proc. przedsiębiorstw poligraficznych ocenia swoje przygotowanie do konkurowania na tym samym poziomie (lepiej tylko obróbka metali), a 22 proc. badanych na gorszym.

Firmy z sektora poligraficznego 2020
Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Siemens Financial Services, marzec 2020.

Firmy poligraficzne korzystają z leasingu i środków własnych

Przedsiębiorstwa poligraficzne chętnie wykorzystują leasing do finansowania parku maszyn. Z tej formy korzysta aż dwie trzecie firm – wynika z badania Siemens Financial Services. Co ważne, blisko co czwarty ankietowany finansuje leasingiem cały park maszyn i urządzeń – jest to najwyższy wynik spośród badanych sektorów. Polskie MŚP z branży poligraficznej korzystają często również ze środków własnych. Łącznie, zyskiem finansuje maszyny i urządzenia ponad 70 proc. ankietowanych, z czego połowa nabywa w tej formie cały park MiU.

Warto podkreślić, że przedsiębiorstwa z tej branży sporadycznie wykorzystują kredyty i dotacje – ponad 90 proc. badanych deklaruje, że w ogóle nie korzysta z takich form finansowania inwestując w sprzęt.

Firmy poligraficzne korzystają z leasingu i środków własnych
*Wykorzystywane do sfinansowania całości parku MiU lub jego części
Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Siemens Financial Services, marzec 2020.

Leasing jest jedną z najpopularniejszych form finansowania wśród firm przemysłowych z sektora MŚP. Widać to zwłaszcza na przykładzie polskiej poligrafii, gdzie ponad 20 proc. podmiotów wyłącznie w ten sposób finansuje inwestycje w nowoczesne parki maszynowe. Popularność leasingu dostrzegamy również w innych branżach, które badaliśmy – spożywczej, przetwórstwa tworzyw sztucznych i obróbki metali. Nie jest to zaskoczeniem, ponieważ dzięki swojej elastyczności, leasing pozwala zrealizować potrzebne inwestycje bez angażowania dużego kapitału własnego. Sama decyzja o przyznaniu finansowania jest wydawana w krótkim czasie, bez zbędnej biurokracji. Jest to bardzo ważne, zwłaszcza w obecnej sytuacji, gdy przedsiębiorcy muszą dostosowywać się do nagłych zmian rynkowych, które z kolei często wymagają pilnych inwestycji  – dodaje Tomasz Kukulski z Siemens Financial Services.

W porównaniu do ubiegłego roku, 4 proc. przedsiębiorstwa z sektora poligraficzne zwiększyło także udział finansowania zewnętrznego. U 79 proc. firm pozostał bez zmian, a tylko 3 proc. go zmniejszyła.

Nota metodologiczna:

Badanie zostało zrealizowane przez Instytut Keralla Research w marcu 2020 r. na podstawie wywiadów z 400 przedstawicielami małych i średnich przedsiębiorstw z branży poligraficznej, metalowej, tworzyw sztucznych i food and beverage z całej Polski oraz posiadających własny park maszyn i urządzań (MiU). Wykorzystano metodę telefonicznych standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych (CATI).

Komentarz ZPP ws. działań ratunkowych dla gastronomii

Od ponad tygodnia każdy dzień przynosi coraz bardziej niepokojące informacje o rozwoju epidemii koronawirusa w Polsce. Dzisiaj padł kolejny rekord liczby zakażeń – ponad 6500 przypadków w skali kraju, przekroczona została również granica 100 zgonów w trakcie doby. Sytuacja staje się krytyczna i potrzebne są szybkie działania. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców przedstawił swoje generalne rekomendacje strategiczne w osobnym opracowaniu. Konsekwentnie uważamy, że Polska nie może pozwolić sobie na ponowny lockdown – nie stać nas na to. W okresie od marca do maja ponieśliśmy gigantyczny koszt zamknięcia gospodarki, jest to sytuacja niemożliwa do powtórzenia. Niezależnie jednak od formalnych decyzji podejmowanych przez rząd, obserwujemy już pierwsze poważne konsekwencje decyzji spontanicznych reakcji społeczeństwa na rozwój epidemii. Ponownie jak w przypadku pierwszej fali, jednym z sektorów najsilniej narażonych na negatywne konsekwencje zagrożenia koronawirusem, jest gastronomia.

Druga fala epidemii to tak naprawdę trzeci cios dla branży gastronomicznej w tym roku. Pierwszym był bez wątpienia lockdown, w trakcie którego restauracje przestały funkcjonować. Drugim był okres po otwarciu gospodarki, gdy lokale mierzyły się ze znacznie obniżonym popytem. W tej chwili mamy do czynienia z radykalnym pogłębieniem tego zjawiska – w ciągu ostatnich dni sektor odnotowuje wielokrotnie obniżone przychody i odwoływane rezerwacje, mimo braku lockdownu wprowadzonego „de iure”. Oznacza to, że istnieje poważna groźba faktycznego zamykania restauracji, niezależnie od tego czy rząd formalnie o tym zdecyduje, czy też nie.

ZPP konsekwentnie proponował wprowadzenie jednolitej stawki 8% VAT na wszystkie usługi gastronomiczne. Wychodziliśmy z założenia, że może to być sposób na zwiększenie rentowności sektora i umożliwienie mu przetrwania trudnego okresu po lockdownie. W dalszym ciągu podtrzymujemy ten postulat. Niestety jednak, okno możliwości realnej poprawy sytuacji branży gastronomicznej dzięki takiemu (relatywnie taniemu w sensie budżetowym) posunięciu, właśnie się zamknęło. 8% VAT na wszystko w gastronomii to wciąż aktualny postulat na okres odbudowy branży. W tej chwili niestety mamy do czynienia z sytuacją kryzysową, bliską faktycznemu zamknięciu sektora.

Mając na uwadze powyższe, apelujemy o podjęcie, póki jest jeszcze na to czas, zdecydowanie odważniejszych działań, które mogłyby pozwolić restauracjom „utrzymać się na powierzchni” w trakcie drugiej fali pandemii. Można zakładać, że niezależnie od decyzji podjętych przez rząd, znaczna część ruchu w restauracjach będzie w najbliższym czasie generowana przez zamówienia na wynos oraz z dowozem. Proponujemy zatem wprowadzenie najniższej możliwej stawki 5% VAT na wszystkie usługi gastronomiczne, w tym te realizowane w powyższym trybie (wynosy i dowóz). Docelowo zasadne wydaje się być szybkie podjęcie dialogu na poziomie Unii Europejskiej, ws. wprowadzenia w ramach Wspólnoty możliwości przejściowego obniżenia stawki VAT na te usługi do jeszcze niższego poziomu. Uzupełniająco, powinniśmy rozszerzyć katalog usług możliwych do świadczenia przez restauracje na wynos i w dowozie, o usługę serwowania niskoprocentowych napojów alkoholowych (piwo, wino, cydry).

Uważamy, że nie istnieje racjonalny powód, by nie zrealizować naszej rekomendacji. Argumenty budżetowe nie znajdują żadnego uzasadnienia – lokale gastronomiczne siłą rzeczy nie będą rezerwuarem istotnych wpływów podatkowych w najbliższym czasie. W dłuższej perspektywie korzystniejsze z punktu widzenia finansów państwa jest podjęcie wszelkich działań umożliwiających im utrzymanie się, niż bierne obserwowanie fali bankructw, która bez wątpienia może nadejść, jeśli rząd nie zareaguje. Argumenty o charakterze zdrowotnym, odnoszące się do możliwości sprzedawania na odległość napojów alkoholowych, również nie znajdują racjonalnego uzasadnienia. Ten asortyment będzie w lokalach gastronomicznych droższy, niż w sprzedaży detalicznej, nawet mimo objęcia niską stawką podatku.

Reasumując, plan ZPP dla ratowania gastronomii zakłada trzy kluczowe rekomendacje:

  • wprowadzenie minimalnej możliwej stawki 5% VAT na wszystkie usługi gastronomiczne, w tym te realizowane na wynos bądź z dowozem, podjęcie dialogu na poziomie UE ws. możliwości wprowadzenia przejściowo niższej stawki na tę kategorię usług;
  • umożliwienie lokalom gastronomicznym sprzedaży na wynos i w dowozie napojów o niskiej zawartości alkoholu (piwo, wino, cydry);
  • w okresie odbudowy po epidemii COVID-19, wprowadzenie jednolitej stawki 8% VAT na wszystkie usługi gastronomiczne.

Zwolnienie z obowiązku świadczenia pracy poza okresem wypowiedzenia – trzy scenariusze

Aktualnie w Kodeksie pracy nie ma przepisu, który pozwalałby pracodawcy bezpiecznie (czyli bez ryzyka sporu z pracownikiem), zwolnić podwładnego z obowiązku świadczenia pracy bez związku z wypowiedzeniem umowy o pracę. Jakie zatem możliwości ma w takiej sytuacji pracodawca?

Kodeks pracy przewiduje, że zwolnienie z obowiązku świadczenia pracy jest dopuszczalne w związku z wypowiedzeniem umowy o pracę. Jest to jednostronna decyzja pracodawcy, niezależna od tego, która strona stosunku pracy złożyła oświadczenie o wypowiedzeniu umowy o pracę, i z jakiego stało się to powodu. Nie ma też znaczenia, czy wypowiadana jest umowa na okres próbny, na czas określony, czy nieokreślony. W okresie zwolnienia pracownik zachowuje prawo do wynagrodzenia, obliczanego jak wynagrodzenie za urlop[1].

Pracodawcy najczęściej korzystają z tej możliwości już po rozpoczęciu okresu wypowiedzenia. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że Kodeks pracy nie uzależnia możliwości zwolnienia z obowiązku świadczenia pracy od rozpoczęcia okresu wypowiedzenia, a od związku tej decyzji z wypowiedzeniem. Jeśli zatem na pracodawcy spoczywa obowiązek skonsultowania zamiaru wypowiedzenia z organizacją związkową, to należy zgodzić się z poglądem, że ma on prawo do zastosowania zwolnienia już od momentu poinformowania organizacji związkowej o zamiarze zwolnienia pracownika, w okresie oczekiwania na opinię związku. Zostanie bowiem zachowany związek między decyzją o odsunięciu pracownika od pracy, a wypowiedzeniem. Z dużym prawdopodobieństwem jednak pracodawcy nie będą korzystać z możliwości wcześniejszego zwolnienia pracownika z obowiązku świadczenia pracy z obawy przed „ucieczką” na zwolnienie lekarskie jeszcze przed wręczeniem wypowiedzenia.

Inne możliwości? Brak przepisów w Kodeksie pracy

O ile zwolnienie z obowiązku świadczenia pracy w związku z wypowiedzeniem umowy o pracę nie budzi już wielu kontrowersji, o tyle zastrzeżenie tego prawa jedynie na wypadek wypowiedzenia umowy o pracę jest niewystarczające. Pracodawcy mogą stanąć przed potrzebą odsunięcia pracownika od pracy także w innych sytuacjach – np. w sytuacji, gdy konieczne jest przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego w sprawie ciężkiego naruszenia podstawowych obowiązków pracowniczych. Nie ma aktualnie takiego przepisu, który pozwoliłby pracodawcy bezpiecznie (czyli bez ryzyka podniesienia przez pracownika roszczeń), zwolnić go z obowiązku świadczenia pracy poza sytuacjami związanymi z wypowiedzeniem umowy o pracę. W konkretnych okolicznościach w grę może wejść zastosowanie przestoju uregulowanego w art. 81 Kodeksu pracy. W takim przypadku konieczna będzie analiza, czy przyczyny decydujące o konieczności niedopuszczenia pracownika do pracy można nazwać „przyczynami dotyczącymi pracodawcy”, gdyż w większości sytuacji będą one dotyczyć zarówno pracownika, jak i pracodawcy. Jakie możliwości ma zatem pracodawca?

3 rozwiązania alternatywne

Po pierwsze, można zastanowić się nad powierzeniem pracownikowi innej pracy niż określona w umowie o pracę. W okresie nieprzekraczającym 3 miesięcy w roku kalendarzowym wydanie takiego polecenia jest możliwe bez stosowania wypowiedzenia dotychczasowych warunków pracy lub płacy. Musi być jednak spełniony warunek, aby powierzona praca odpowiadała kwalifikacjom pracownika i nie powodowała obniżenia wynagrodzenia. To rozwiązanie w praktyce oczywiście nie ma takiego samego efektu jak zwolnienie z obowiązku świadczenia pracy (pracownik jest nadal obecny w pracy), ale pozwala na zgodne z prawem powierzenie pracownikowi innych obowiązków niż te, przy wykonywaniu których powstał problem uzasadniający na przykład przeprowadzenie określonych czynności wyjaśniających.

Po drugie, pracodawca ma możliwość wydania pracownikowi polecenia wykorzystania urlopu zaległego. Urlopem zaległym jest urlop, do którego pracownik nabył prawo w poprzednich latach. Wprowadzenie przez ustawodawcę w tzw. Tarczy 4.0 możliwości wydania pracownikowi polecenia wykorzystania urlopu zaległego w wymiarze do 30 dni w roku kalendarzowym wprowadziło trochę zamieszania w dotychczas ustalonych przez orzecznictwo i praktykę zasadach polecania wykorzystania urlopu zaległego. Stoję jednak na stanowisku, że taka możliwość istniała przed wprowadzeniem tego przepisu i będzie aktualna także po zakończeniu stanu epidemii czy stanu zagrożenia epidemicznego.

Trzecią opcją jest porozumienie się z pracownikiem w sprawie czasowego zwolnienia go z obowiązku świadczenia pracy. W sytuacji konfliktu z pracownikiem jej faktyczne zastosowanie będzie jednak prawdopodobnie mocno ograniczone.

Karolina Kołakowska, adwokat w Kancelarii Brzezińska Narolski Adwokaci, ekspert z zakresu indywidualnego i zbiorowego prawa pracy oraz ochrony danych osobowych, trener i szkoleniowiec.

[1] § 5 rozporządzenia Ministra Pracy i Polityki Socjalnej z dnia 29 maja 1996 r. w sprawie sposobu ustalania wynagrodzenia w okresie niewykonywania pracy oraz wynagrodzenia stanowiącego podstawę obliczania odszkodowań, odpraw, dodatków wyrównawczych do wynagrodzenia oraz innych należności przewidzianych w Kodeksie pracy.

Skarbówka od 4 lat przetrzymuje należne spółce środki, bo wciąż weryfikuje jej kontrahentów

Fiskus przeprowadził trwającą 15 miesięcy kontrolę podatkową w spółce, podczas której firma przedstawiła wszelkie dowody na rzeczywiste dokonanie zakwestionowanych przez organ transakcji, a także że dochowała należytej staranności przy ich przeprowadzaniu. Mimo to spółka od 4 lat wciąż nie otrzymała wnioskowanych przez nią środków z należnego zwrotu VAT, bo organy wciąż weryfikują jej kontrahentów.

Weryfikacja przedsiębiorcy i nie tylko

W październiku 2015 r. działający w formie spółki z o.o. przedsiębiorca złożył w urzędzie skarbowym deklarację VAT-7 za miesiąc poprzedni, wraz z wnioskiem o zwrot wykazanej w niej nadwyżki VAT naliczonego nad należnym, w 25-dniowym terminie na rachunek bankowy. Na początku listopada 2015 r. naczelnik urzędu skarbowego wszczął wobec przedsiębiorcy kontrolę podatkową, a następnie postępowanie podatkowe, oraz wydał postanowienie o przedłużeniu terminu wnioskowanego zwrotu VAT.

Przedsiębiorca złożył zażalenie do dyrektora odpowiedniej izby skarbowej. Organ II instancji poinformował spółkę, że na etapie wydania takowego postanowienia o przedłużeniu, organ rozstrzyga jedynie o konieczności dalszej weryfikacji zasadności zwrotu, a nie o zasadności samego zwrotu. Zdaniem organu transakcje, w których spółka brała udział, mają charakter wątpliwy, a zatem i cechy charakterystyczne dla oszustw karuzelowych. Wbrew stanowisku spółki, dla zweryfikowania dokonanych przez nią rozliczeń nie są wystarczające deklaracje o rzetelności prowadzonej działalności ani przedłożony komplet dokumentacji. Organ w toczącym się obecnie postępowaniu podatkowym dąży do zgromadzenia pełnego materiału dowodowego, a przepis art. 87 ust. 2b ustawy o podatku od towarów i usług pozwala objąć tym „gromadzeniem” nie tylko wnioskującego o zwrot przedsiębiorcę, ale i współuczestniczących w łańcuchu dostaw jego kontrahentów.

Przedsiębiorca od 4 lat czeka na zwrot, bo organ czeka na weryfikację jego kontrahentów

Spółka wniosła skargę do sądu administracyjnego podnosząc, że organ podatkowy dokonując przedłużenia terminu zwrotu nadpłaconego podatku dopuszcza się bezczynności w jego weryfikacji i nie wykazuje żadnych nowych argumentów uzasadniających dalsze wstrzymywanie zwrotu, poza tymi, które przedstawił przy wydawaniu postanowienia o jego wstrzymaniu.

Przedsiębiorca skarżył się, że naczelnik urzędu skarbowego stale przedłuża termin zwrotu VAT, mimo iż w toku trwającej 15 miesięcy kontroli podatkowej dostarczył on wszelkich dowodów na rzeczywiste dokonanie zakwestionowanych przez naczelnika transakcji. Udowodnił także dochowanie przy tym wymaganej przepisami należytej staranności. Zatem już na etapie kontroli organ dysponował pełną dokumentacją niezbędną do dokonania zwrotu, a zamiast tego wszczął postępowanie podatkowe, podczas którego nie przeprowadza żadnych dowodów, nie zgłasza do spółki żadnych wezwań, czekając tylko na zakończenie działań podjętych przez inne organy. Organy tymczasem weryfikują wszystkie podmioty mające styczność z towarem nabytym przez spółkę, podczas gdy brak jest jakichkolwiek powiązań między spółką a tymi podmiotami.

Spółka podniosła, że niedopuszczalne jest stosowanie przez organy odpowiedzialności zbiorowej. Sprawa dotyczy zbadania zasadności zwrotu należnego jej, a nie wszystkim uczestnikom łańcucha dostaw. Skoro więc przedstawiła wszelkie dowody na jego zasadność, a organy nie przedstawiają żadnych dowodów przeciwnych, to jej zdaniem doszło „…do sytuacji, w której systematycznie, bez żadnego uzasadnienia, przetrzymuje się należne spółce środki przez okres 4 lat, co stanowi naruszenie zasady neutralności VAT” (uzasadnienie wyroku WSA w Lublinie z 27 maja 2020 r., sygn. akt I SA/Lub 752/19).

Niedopuszczalne działania organu

Sąd wyrokiem z 27 maja 2020 r. uchylił zaskarżone postanowienia dyrektora izby administracji skarbowej, jak i poprzedzające je postanowienie naczelnika urzędu skarbowego w przedmiocie przedłużenia spółce terminu zwrotu VAT. Wydane przez organ I instancji postanowienie z 5 listopada 2015 r. nie wskazywało bowiem konkretnej daty przedłużenia terminu zwrotu VAT, a jedynie, że zostaje on przedłużony „do czasu ostatecznej weryfikacji zasadności zwrotu”. Takie uzasadnienie postanowienia o przedłużeniu terminu zwrotu podatku stoi w sprzeczności z uchwałą Naczelnego Sądu Administracyjnego z 24 października 2016 r. (sygn. akt I FPS 2/16), wskazującą konieczność precyzyjnego określenia końcowego terminu przedłużenia. Organ w niniejszej sprawie co prawda sprecyzował wreszcie tę datę w piśmie z 22 grudnia 2016 r., ale uczynił to już po upływie terminu do zwrotu.

„…już na pierwszym etapie po złożeniu deklaracji VAT-7 nie doszło do skutecznego przedłużenia terminu zwrotu, a podjęte przez organ działania naprawcze wobec wadliwego formalnie postanowienia z dnia 5 listopada 2016 r. były niedopuszczalne i jako takie nie mogły wywołać skutków prawnych” (sygn. akt I SA/Lu752/19).

Organy lubią wstrzymywać należny przedsiębiorcom VAT latami

Choć przepis art. 87 ust. 2b ustawy o VAT pozwala organom dokonywać weryfikacji zasadności wnioskowanego przez przedsiębiorcę zwrotu podatku także poprzez weryfikację rozliczeń jego kontrahentów, to nie mogą tego robić w nieskończoność. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Białymstoku w wyroku z 5 października 2016 r. stwierdził: „Prowadzenie kontroli podatkowej przez ponad dwa lata, przy dalszym braku możliwości określenia terminu jej zakończenia, nie może być uznane za nieprzewlekłe niezależnie od przyczyn takiego stanu” (sygn. akt I SAB/Bk 4/16).

Z kolei jak orzekł WSA w Gliwicach w wyroku z 20 maja 2015 r.: „…weryfikacja zwrotu VAT umożliwiała organowi podjęcie w znacznym stopniu samodzielnych działań w celu weryfikacji transakcji u kontrahentów (…) organ może sam badać okoliczności, które są w jego mniemaniu istotne dla sprawy, szczególnie gdy korzystanie z pomocy prawnej innych organów było nieskuteczne bądź nieefektywne, a z całą pewnością długotrwałe. (…) organ występował do innych organów o przeprowadzenie weryfikacji kontrahentów skarżącej, w tym oczekując na zweryfikowanie ich dalszych kontrahentów. Tymczasem w przedmiotowej sprawie współdziałanie powinno dotyczyć przede wszystkim transakcji jakich podatnik dokonał z kontrahentami. Poza zakresem kontroli są ustalenia dotyczące innych podmiotów, których rzeczone transakcje nie dotyczą, a które w istocie stały się przyczyną przedłużania postępowania w przedmiotowej sprawie.” (sygn. akt III SAB/Gl 6/15).

Trafnie zauważył też WSA w Warszawie orzekając: „Organ nie może zatem decydować o przedłużeniu podatnikowi terminu zwrotu różnicy w podatku w sposób dowolny, nie poparty mocnymi argumentami” (wyrok z 19 września 2019 r., sygn. akt III SA/Wa 676/19). W sprawie o sygnaturze III SA/Wa 48/15 (wyrok WSA w Warszawie z 15 kwietnia 2015 r.) podatnik czekał na zwrot VAT ponad 16 lat.

W braku skonkretyzowania działań mających uzasadniać dalsze wstrzymywanie zwrotu VAT, jak i nieprzedstawienia zarzutów przedsiębiorcy, takie sprawdzanie kontrahentów może trwać latami, co zresztą miało miejsce w niniejszej sprawie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Skuteczne zarządzanie systemem CRM – o czym należy pamiętać?

Prace nad systemem CRM, który ma pomagać firmie realizować jej cele biznesowe, nie kończą się na wdrożeniu. Oprogramowanie musi być stale rozwijane, aby sprostać nowym wyzwaniom. O czym należy pamiętać, zarządzając systemem CRM w organizacji?

Niezwykle istotne opinie użytkowników

Na każdym etapie działania systemu CRM warto odwoływać się do opinii jego użytkowników, czyli pracowników, którzy na co dzień korzystają z dostępnych narzędzi. Nawet gruntownie przetestowane oprogramowanie może zawierać luki i wymagać poprawek. Pierwszy okres po implementacji narzędzia stanowi tak naprawdę kolejną fazę testów, tym razem odbywających się w naturalnych warunkach.

Dostosowanie platformy CRM do aktualnych celów biznesowych

Platforma CRM, którą wybiera przedsiębiorstwo powinna być skalowalna i elastyczna. Tylko w ten sposób istnieje możliwość dostosowywania jej do nowych wyzwań i zmieniających się celów biznesowych. Nowe funkcjonalności, przyjazny  interfejs i wszelkie usprawnienia potrafią zrobić naprawdę ogromną różnicę.

Stała opieka partnera odpowiedzialnego za wdrożenie i rozwój

Aby było to możliwe, niezbędna jest opieka partnera odpowiedzialnego nie tylko za wdrożenie oprogramowania, ale także jego utrzymanie i rozwój. Wśród dostępnych narzędzi wciąż pojawiają się nowinki, które mogą okazać się niezwykle użyteczne. Warto więc odwołać się do doświadczenia specjalistów, którzy są na bieżąco ze wszystkimi nowościami.

Managed Services, czyli maksimum potencjału systemu CRM

Obecnie najczęściej wybieranym na świecie systemem CRM jest Platforma Salesforce. Jej wdrożeniem, utrzymaniem i rozwojem zajmuje się w Polsce firma Craftware (https://craftware.pl/). Utrzymanie i rozwój są dostępne w ramach usługi Managed Services. Polega ona na stałym wsparciu ekspertów, których zadaniem jest rozwiązywanie bieżących problemów z oprogramowaniem, dzielenie się wiedzą z użytkownikami i szukanie najbardziej optymalnych rozwiązań. Więcej na temat tej ciekawej usługi można przeczytać pod adresem https://craftware.pl/dla-it/rozwiazania-dla-it/utrzymanie-i-rozwoj-salesforce/managed-services/.

Wybór i wdrożenie systemu CRM

Do wiodących producentów systemów CRM w skali światowej należą m.in. firmy Salesforce, SAP, Oracle i Microsoft. Mimo iż narzędzia te są bardzo zaawansowane, a ich twórcy dołożyli wszelkich starań, aby były przy tym ergonomiczne i intuicyjne dla użytkowników, to samo wdrożenie Salesforce, Microsoft Dynamics CRM czy innego rozwiązania wymaga praktycznej, eksperckiej wiedzy – najlepszym wyjściem jest zwykle skorzystanie z dedykowanej firmy zajmującej się implementacją. Z pomocy takich firm warto skorzystać także dlatego, że świadczą one przy tym szeroko rozumiane usługi doradcze.

Fakty, nie mity! Zakup elektryka to naprawdę dobra inwestycja

Elektryki nie są bardziej przyjazne środowisku niż samochody spalinowe. Ich użytkowanie jest drogie. Dodatkowo silniki elektryczne nie wydają specyficznego dźwięku i nie dorównują tym spalinowym. – To tylko niektóre z wielu mitów, jakie narosły wokół aut elektrycznych – ocenia Michał Baranowski, ekspert ds. elektromobilności. – Dlatego warto je rozwiać.

Elektromobilność nie jest tylko chwilowym trendem. Doskonale zdają sobie z tego sprawę największe koncerny motoryzacyjne. Mogą się one pochwalić coraz szerszą gamą modeli aut elektrycznych. Do wyścigu włączyła się także spółka ElectroMobility Poland, która zamierza produkować e-auta pod marką Izera.

– Jednocześnie wokół elektromobilności i aut elektrycznych narosło wiele mitów, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością – ocenia Michał Baranowski, ekspert ds. elektromobilności, który sam jeździ e-samochodem. – Użytkowanie takich pojazdów po prostu się opłaca, dodatkowo zmniejszamy dzięki temu swój negatywny wpływ na środowisko naturalne.

„Pojazdy elektryczne i ekologia? W Polsce to nie idzie w parze”

Czy rzeczywiście korzystanie z samochodów elektrycznych jest działaniem proekologicznym? Przecież w Polsce prąd powstaje w głównej mierze ze spalania węgla – argumentują elektromobilni sceptycy. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że udział energii pochodzącej z OZE sukcesywnie rośnie w strukturze wytwarzania każdej z polskich spółek energetycznych. Przykład? W przypadku Energi w pierwszym kwartale 2020 r. udział odnawialnych źródeł energii w produkcji brutto energii elektrycznej wyniósł aż 56,8 proc. To aż o 13 punktów procentowych więcej niż w ubiegłym roku oraz o 16,2 punktów procentowych więcej niż wyniosła produkcja brutto energii z węgla.

–  E-auta można ładować w nocy, kiedy zapotrzebowanie na prąd jest niewielkie. Wtedy jego produkcja się nie marnuje, sieć jest wykorzystywana efektywnie – zauważa Michał Baranowski – Trzeba także odnotować, że sprawność silnika elektrycznego (wynosi 90 proc.) bardzo mocni różni się od benzynowego (30 proc.) i diesla (40 proc). Ponadto samochody elektryczne są skonstruowane dużo prościej od spalinowych: nie mają skrzyni biegów, sprzęgła, turbiny, rozrządu układu wydechowego oraz oleju silnikowego.

W przypadku samochodów spalinowych wszystkie te elementy trzeba wyprodukować, konfekcjonować, przewieźć do punktów sprzedaży, potem wywieźć do miejsca utylizacji. Nie mówiąc już o wydobyciu potrzebnych do ich wytworzenia surowców, przetransportowaniu na miejsce produkcji. Wiąże się to oczywiście z emisją zanieczyszczeń, w tym CO2. Tymczasem baterię używaną w pojeździe elektrycznym można np. zamienić w domowy bank energii, a tym samym nadać jej ponowne życie. Z pożytkiem dla środowiska naturalnego

„Jeżdżenie elektrykiem jest za drogie”

Samochody elektryczne, co podkreślają elektromobilni sceptycy, rzeczywiście są droższe o 30-40 proc. od tych spalinowych.

Ale za to znacznie tańsze w eksploatacji – mówi Michał Baranowski. – Można to wszystko precyzyjnie przeliczyć i posłużyć się przykładem człowieka, który przesiadł się z dużego auta z silnikiem spalinowym do małego miejskiego samochodu elektrycznego.

Średnio przejeżdża on po dużym mieście 400-500 km tygodniowo. W przypadku samochodu spalinowego, benzyna kosztuje go 400-500 zł, elektrycznego – 10 zł – w momencie, gdy źródłem prądu jest zainstalowana na dachu jego domu instalacja fotowoltaiczna. Gdyby auto elektryczne ładował w domu, w II taryfie, koszt przejechania 100 km wyniósłby 3,5-5 zł. A co jeśli musiałby korzystać z ogólnodostępnych ładowarek? Tygodniowo zapłaciłby za prąd mniej niż 100 zł.

Dużo taniej kosztują także przeglądy samochodów elektrycznych – dodaje Baranowski. – Powód jest prosty. Wolniej zużywają się choćby tarcze i klocki hamulcowe. Nie wymieniamy oleju, rozrządu. Dodatkowo poruszanie się po mieście samochodem elektrycznym daje ważny i praktyczny przywilej. Nie płacimy za miejskie strefy płatnego parkowania. Jeśli musielibyśmy zostawić tam nasz samochód spalinowy na osiem godzin, dzienny koszt wyniesie ok. 25 zł, miesięczny – ok. 500 zł.

„Samochody elektryczne nie dorównują spalinowym”

Fani motoryzacji zarzucają elektrycznym samochodom brak „duszy”, tego, że z silnika nie wydobywają się tak lubiane przez nich i charakterystyczne dźwięki.

Prawda jest jednak taka, że można je usłyszeć tylko w przypadku naprawdę dużych, ośmiocylindrowych silników – ocenia Michał Baranowski. – Trzycylindrowe małe miejskie pojazdy zupełnie „nie śpiewają”, dodatkowo, w porównaniu z elektrykami, wolno przyspieszają. Co ciekawe, spalinowa motoryzacja, o czym nie wszyscy wiedzą, czerpie też z elektromobilności. Bolidy ścigające się w ramach Formuły 1 mają wmontowany napęd elektryczny, który wspiera jednostkę spalinową. Elektromobilność stała się po prostu integralną częścią naszego życia.

Zdrowie psychiczne, a efektywność pracowników. Dlaczego warto dbać o zespół?

31% pracowników odczuwa stres w pracy pare razy w tygodniu, a 14% nawet kilka razy w ciągu dnia[1], co przekłada się na ich efektywność i chęć wykonywania obowiązków. 10 października obchodziliśmy światowy dzień zdrowia psychicznego – temat zyskujący na coraz większym znaczeniu również w obszarze zawodowym. Sukces zaczyna się od głowy, dlatego chcąc mieć zgrany, sprawnie działający zespół lojalnych osób i dobrze prosperującą firmę warto zadbać także o kondycję psychiczną pracowników i zarządu.

Jak wynika z raportu „The Workforce View in Europe 2019” Polacy stanowią grupę jednych
z najbardziej zestresowanych pracowników w Unii Europejskiej. Pracujemy dużo, ale bywa,
że nieefektywnie. Jest to spowodowane często odczuwaniem zbyt wysokiego poziomu stresu, który negatywnie wpływa na naszą koncentrację, wydajność podczas wykonywania obowiązków zawodowych, a co za tym idzie – na jakość podejmowanych decyzji. Przenosimy  związane z pracą emocje i myśli do domu, przez co nie mamy chwili wytchnienia i relaksu, co prowadzi do chronicznego stresu, zmęczenia organizmu, a tym samym gorszych wyników w pracy.

Odporność psychiczna – czyli co?

Odporność psychiczna to cecha osobowości, która w dużym stopniu determinuje to, na ile skutecznie radzimy sobie z wyzwaniami i presją im towarzyszącą, niezależnie od okoliczności. To również umiejętność stałego dostosowywania się do zmian, a nawet ich przewidywania. Co więcej, osoby odporne psychicznie wychodzą z każdej zmiany czy wyzwania silniejsze i  bardziej zmotywowane do działania.

– Odporność psychiczna decyduje o tym, na czym skupi się nasza uwaga: na szukaniu rozwiązań i wykonywaniu kolejnych zadań, czy nasza cała energia zostanie pochłonięta na narzekanie, szukanie wymówek, obwinianie innych za nasze błędy – mówi Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista z obszaru HR i komunikacji międzykulturowej.

Jednak odporność ta nie zależy tylko od indywidualnych predyspozycji pracowników do radzenia sobie z emocjami i stresem. W dużym stopniu zależy od kultury organizacyjnej i działań podejmowanych przez kadrę zarządzającą firmy.

Szukać rozwiązań, nie wymówek

Przekładając odporność psychiczną na rzeczywistość biznesową,  jest to szereg umiejętności, które pozwalają nam na działanie i dążenie do wyznaczonych celów pomimo pojawiających się przeszkód. Do tych najbardziej przydatnych w obszarze zawodowym możemy zaliczyć: chęć do poszukiwania nowych rozwiązań mimo braku efektów, umiejętność skupienia się na aktualnym zadaniu bez rozpraszania się szukaniem wymówek, narzekania na nasz los, a co najważniejsze – trzymanie emocji na wodzy, co jest często bardzo trudne w sytuacjach stresowych czy konfliktowych. To także umiejętność spojrzenia na problem „na chłodno” z dystansem oraz utrzymania tej samej energii
i pozytywnego myślenia podczas wykonywania obowiązków zawodowych.

Rezyliencja sposobem na odporność psychiczną

– Dobrym początkiem budowania odporności psychicznej pracowników może być rezyliencja, czyli umiejętność radzenia sobie z pojawiającymi się przeciwnościami losu, powstającymi konfliktami, wzmożonym stresem. Ale co najważniejsze, pozwala ona na powrócenie do stanu równowagi psychicznej po okresie wzmożonego stresu – podkreśla Katarzyna Richter.

Świadomy lider wie, jak ważne jest dbanie o wellbeing (dobrostan) i wspieranie pracowników zmagających się z nadmiernym stresem w miejscu pracy. Dlatego jego działania powinny być skierowane na wsparcie zespołu i budowanie jego odporności psychicznej poprzez motywującą i przyjazną atmosferę w biurze. Potrzeba ta zyskała na szczególnym znaczeniu w ostatnich miesiącach – w czasie wzmożonej niepewności związanej z kwestią zatrudnienia, obniżenia wynagrodzenia czy szeroko rozumianej sytuacji w kraju.

– Coraz częściej firmy stwarzają swoim pracownikom również możliwość spotkania z psychologiem lub psychoterapeutą. Przepracowanie problemów i porażek pozwala na bardziej efektywne działanie, większe opanowanie swoich emocji w kontaktach biznesowych oraz lepsze radzenie sobie ze  stresem. W dzisiejszych czasach terapia to nie powód do wstydu, ale oznaka siły i chęci zadbania o siebie i swoją przyszłość, zarówno w obszarze zawodowym, ale także i osobistym – podsumowuje Katarzyna Richter.

[1] Raport HRK „Stres w pracy”, 2019.

„Oznaczenie ma znaczenie” Auchan we współpracy z Bankami Żywności edukuje i zachęca do niemarnowania żywności

Koncepcja kampanii „Oznaczenie ma znaczenie” powstała w odpowiedzi na potwierdzone badaniami fakty – aż 53% żywności marnuje się w gospodarstwach domowych, czego powodem często jest niewłaściwa interpretacja przez konsumentów oznaczeń przydatności do spożycia umieszczanych na produktach*. Auchan chce zwiększyć świadomość swoich klientów w tym zakresie, edukując, że produkt oznaczony symbolem najlepiej spożyć przed można bezpiecznie spożyć także po wskazanym terminie, po uprzednim sprawdzeniu jego jakości. Inaczej rzecz ma się w przypadku oznaczenia należy spożyć do – wskazana na opakowaniu data mówi o końcu przydatności produktu do spożycia.

Opracowane w ramach kampanii grafiki w intuicyjny sposób ilustrują różnice pomiędzy oznaczeniami – dla określenia najlepiej spożyć przed wybrany został symbol PLAY, natomiast należy spożyć do symbolizuje znak STOP. Do zobrazowania obu oznaczeń wykorzystane zostały zdjęcia produktów spożywczych, tak by dzięki skojarzeniom łatwiej zapadały w pamięć.

Auchan od lat działa na rzecz niemarnowania żywności i prowadzi wiele aktywności w duchu zero waste. Nasze działania wpisują się w strategię #Auchan2022, w której jednym z obszarów jest przeciwdziałanie marnowaniu żywności. W roku 2019 wprowadziliśmy na przykład promocję -50% na produkty z krótkim terminem ważności. Tylko w ciągu jednego roku obniżyliśmy straty w produktach spożywczych o 30%. Nasza najnowsza akcja „Oznaczenie ma znaczenie” to nasz kolejny krok mający na celu ograniczenie marnowania żywności. W ten sposób nie tylko edukujemy, ale przede wszystkim wspieramy w podejmowaniu świadomych decyzji zakupowych, które w sposób realny przyczynią się do realizacji tego celu. – mówi Dorota Patejko, dyrektor ds. Komunikacji i CSR w Auchan Retail Polska.

Naszą misją jest ratowanie żywności przed zmarnowaniem i przekazywanie jej najbardziej potrzebującym. Inicjatywa „Oznaczenie ma znaczenie”, którą realizujemy z Auchan Retail Polska jest dla nas szczególnie ważna. Mamy nadzieję, że trend less waste będzie w kolejnych latach wzrastał. Aby tak się stało niezbędna jest edukacja klientów. Liczymy, że podjęta wspólnie z siecią Auchan akcja ułatwi konsumentom interpretację oznaczeń i pozwoli uratować wiele produktów spożywczych przed zmarnowaniem. – mówi Marek Borowski, Prezes Federacji Polskich Banków Żywności.

Akcja „Oznaczenie ma znaczenie” potrwa od 15 do 31 października 2020 r. Komunikowana będzie za pomocą plakatów we wszystkich sklepach sieci, a także w gazetce dla konsumentów, na stronie www oraz w mediach społecznościowych Auchan Retail Polska.

PGS apeluje do władz o zrewidowanie obostrzeń dotyczących sklepów

W związku ze zwiększoną liczbą zakażeń koronawirusem i wprowadzaniem tzw. „czerwonych stref” w kolejnych aglomeracjach (wkrótce Warszawa, Kraków) Polska Grupa Supermarketów, powołując się na rekomendacje ekspertów WHO, postuluje do Rządu RP o racjonalne podejście w polityce obostrzeń.

Polska Grupa Supermarketów (PGS) docenia wysyłki Rządu w walce z epidemią COVID-19, lecz wyraża obawę o bardzo negatywne konsekwencje podjętych kroków dla działalności gospodarczej tysięcy małych przedsiębiorców branży handlowej. Z analiz PGS wynika, że nowe obostrzenia mogą zagrozić dalszej działalności ponad 30.000 sklepów w kraju.

Od czwartku 15 października ponownie zaczną obowiązywać tzw. „godziny dla seniorów”. Zdaniem przedstawicieli Grupy doświadczenia właścicieli sklepów wskazują, że seniorzy nie wykorzystywali tego czasu. W przypadku obostrzeń z marca i kwietnia br. duża grupa seniorów decydowała się na dokonywanie zakupów poza wyznaczonymi dla nich godzinami. Tymczasem, za sprawą nakazanych „godzin dla seniorów” oraz ograniczenia maksymalnej ilości kupujących w sklepach, znacząco spadły obroty w małych, lokalnych sklepach spożywczych, co wpłynęło na decyzję właścicieli o zamknięciu swoich działalności, niejednokrotnie będących jedynym źródłem utrzymania rodziny. Przedstawiciele PGS proponują wprowadzenie priorytetowej obsługi osób po 60 r.ż. w ciągu wszystkich godzin otwarcia sklepu.

Ekspert WHO: lockdown zbędną karą dla społeczeństwa

Stanowisko PGS jest zgodne z wytycznymi WHO. Zaledwie kilka dni temu Mike Ryan, jeden z ekspertów WHO ds. sytuacji kryzysowych, wskazał, że władze powinny starać się unikać lockdownów z powodu gwałtownych wzrostów zakażeń COVID-19. Ekspert Światowej Organizacji Zdrowia zaznaczył, że niektórych z wydarzeń (w kontekście wzrostu liczby zakażeń – przyp. red.) nie da się uniknąć.

Polska Grupa Supermarketów zwraca również uwagę na kwestie prawne obowiązku noszenia maseczek. Bieżąca sytuacja prawna nie gwarantuje bezpieczeństwa epidemiologicznego. Co więcej, przestrzeganie zaleceń GIS-u, dotyczących reagowania na nieprzestrzeganie zaleceń wśród klientów, naraża pracowników handlu na pozew na podstawie kodeksu wykroczeń, o czym przekonała się ekspedientka z województwa podlaskiego, która w pierwszej instancji została skazana na grzywnę za odmowę obsłużenia klientki bez maseczki.

PGS dużym uznaniem odnosi się do inicjatyw rządowych, niemniej uważa, że część metod egzekwowania ograniczeń jest niewłaściwa i może prowadzić do upadku wielu małych firm, które i tak ucierpiały w trakcie pierwszej fali pandemii COVID-19.

Prognozowane ożywienie na rynku elastycznych powierzchni biurowych w regionie EMEA

W pierwszej połowie 2020 r. rynki  w regionie EMEA o najniższym poziomie dostępności elastycznych przestrzeni biurowych zanotowały największe tempo ich wzrostu. Tu bowiem powstała większość nowych coworków – wynika z raportu „Flex Forward”, przygotowanego przez Colliers International, międzynarodową firmę doradczą z sektora  nieruchomości komercyjnych.

W pierwszej połowie 2020 r. w miastach takich, jak Hamburg, Wiedeń, Moskwa i Sankt Petersburg, znacząco wzrósł popyt na elastyczne przestrzenie biurowe – stanowił on nawet 30% łącznego zapotrzebowania na biura. Pomimo, że niektórzy z dotychczasowych najemców przestrzeni coworkingowych zrezygnowali z tego rodzaju wynajmu, na rynek trafiło 162 000 mkw. nowych elastycznych przestrzeni biurowych, dzięki czemu udział flexów w całkowitym wolumenie powierzchni biurowej w regionie EMEA osiągnął średni poziom bliski 2%.

– W dobie pandemii biuro znalazło się w centrum uwagi, ponieważ nagle okazało się, że pracownicy na całym świecie musieli pracować w nowych warunkach, zwykle przy kuchennym stole albo w wytyczonej w domu przestrzeni do pracy. O ile segment elastycznych przestrzeni biurowych nie uniknął konsekwencji pandemii, o tyle opinie o jego upadku są zdecydowanie przedwczesne. Najemcy szukają nowoczesnych, elastycznych rozwiązań, które umożliwią im stawienie czoła zarówno krótko-, jak i średnioterminowym wyzwaniom. Ponadto wynajmujący coraz częściej pytają, jak mogą rozszerzyć swoje portfele nieruchomości o ten segment rynku, co wskazuje na perspektywę dalszego jego wzrostu w najbliższym roku – mówi Tom Sleigh, szef działu doradztwa ds. elastycznych przestrzeni biurowych w Colliers International.

W ciągu ostatnich pięciu lat podaż elastycznych przestrzeni biurowych w regionie wzrosła trzykrotnie. Największymi graczami pozostają WeWork i IWG, jednak do walki o czołową pozycję na tym rynku włączyło się również wielu międzynarodowych operatorów i właścicieli nieruchomości, którzy stworzyli własne przestrzenie coworkingowe. Na 42 rynkach przeanalizowanych w raporcie działa ponad 1300 operatorów udostępniających przestrzenie biurowe w ponad 3300 lokalizacjach.

Trendy na rynku flex

– W ciągu przeanalizowanych przez nas ostatnich 18 miesięcy zaobserwowaliśmy dwa kluczowe trendy na rynku elastycznych powierzchni biurowych, które pokazują zdolność tego sektora do reagowania na zmieniające się warunki i okoliczności. Po pierwsze, operatorzy, którzy są w stanie zapewnić swoim klientom prywatne miejsce pracy, radzą sobie dobrze, natomiast ci, którzy udostępniają jedynie tradycyjną przestrzeń coworkingową, mają problemy z przekonaniem najemców, że przestrzeń ta jest bezpieczna w kontekście pandemii COVID-19. Po drugie, zmienia się struktura popytu na elastyczne przestrzenie biurowe. Następuje odwrót od ścisłego centrum w kierunku innych części miast, co może sugerować, że mamy do czynienia z wczesnym etapem decentralizacji. Wynika to z faktu, że miasta coraz częściej zmagają się problemami, takimi jak przeludnienie czy utrudnione dojazdy do pracy – mówi Istvan Toth, dyrektor i analityk danych w firmie Colliers International na region EMEA.

Dane za I poł. 2020 r. pokazują wzrost o 52% zapotrzebowania na elastyczną przestrzeń biurową w lokalizacjach poza ścisłym centrum miasta w porównaniu z 38% w latach 2018-2019. Analogicznie wzrósł popyt w obszarach podmiejskich – o 16% w porównaniu z 12% w latach ubiegłych.

Hybrydowy model najmu

Raport Flex Forward analizuje również rozmaite możliwości rozszerzenia strategii najmu firm o elastyczne przestrzenie biurowe.

– Zaletą tego rozwiązania jest jego elastyczność i zróżnicowanie w regionie EMEA, gdzie lokalni operatorzy dostosowują swoje oferty do potrzeb danego rynku. Co ciekawe, nasza analiza wykazała, że żadna transakcja czy zawierana umowa nie jest taka sama. Każda z nich ma swoją specyfikę i uwzględnia indywidualne potrzeby stron. Raport „Flex Forward” zapewnia przegląd niektórych spośród tych opcji oraz porady, jak można je wykorzystać w budowaniu nowoczesnej strategii nieruchomościowej – zaznacza Tom Sleigh.

– Cykl ekonomiczny jest w tej chwili trudny do przewidzenia, dlatego aspekty takie, jak elastyczność i zdolność adaptacji stają się podstawą strategii biznesowej firm. Z tego też względu należy spodziewać się, że coraz więcej firm będzie myślało o hybrydowym modelu najmu, łączącym najem tradycyjny z powierzchniami flex. Aby umożliwić naszym klientom sprawną zmianę strategii najmu, wprowadziliśmy na rynek wirtualną platformę Colliers Mobility Pass, dzięki której użytkownicy z poziomu telefonu otrzymują dostęp do 5000 lokalizacji coworkingowych na całym świecie, w tym do niemal 60 w Polsce, Rozwiązanie to nie tylko daje tak bardzo pożądaną dziś elastyczność, ale także daje możliwość zarządzania kosztami zależnie od bieżącej sytuacji firmy – mówi Renata Hartle, manager ds. strategii flex office i rozwiązań technologicznych w Colliers International.

Polwax: rynek świecarski ma się całkiem nieźle

Według najnowszego raportu Technavio Global scented candles market 2020–2024 wartość światowego rynku świec zapachowych wyniosła w 2019 r. 5,40 mld dolarów, a do 2024 r. ma wzrosnąć do 7,22 mld dolarów. Analiza zakłada więc coroczny blisko 6-procentowy wzrost sprzedaży tych produktów w najbliższych latach. To oznacza, że wzrośnie również popyt na parafiny i pozostałe specyfiki używane do produkcji świec.

– Kilka lat temu europejski rynek producentów świec znalazł się w bardzo trudnym położeniu ze względu na masowy import tanich świec z Azji. Produkty te były zdecydowanie gorsze jakościowo, istniało także sporo wątpliwości co do parametrów surowców, z których zostały wykonane. Oczywiście dobre i markowe artykuły nadal miały swoich nabywców. Problem polegał jednak na tym, że konsument, który raz czy drugi kupił wadliwy produkt, często nie dawał europejskim producentom szansy na udowodnienie, że na rynku są także dobre wyroby – podkreśla Roman Otto.

W efekcie w 2018 r. według danych międzynarodowej agencji badań rynkowych i konsumenckich Statista obywatele Unii Europejskiej zużyli średnio 1,44 kg świec na osobę. Dane te obejmują świece wyprodukowane zarówno w UE, jak i poza nią. Tak czy inaczej, w porównaniu z rokiem 2017 sprzedaż spadła z poziomu 790 tys. t do 738 tys. t.

55 technologii o dużym potencjale, które pomogą w walce ze zmianami klimatycznymi

Nowy raport identyfikuje 55 projektów o dużym wpływie w dziedzinie technologii klimatycznych, które mogą pomóc Europie osiągnąć cel zerowej emisji dwutlenku węgla netto do 2050 roku.

Jak ukierunkowane inwestycje pomogą w walce ze zmianami klimatycznymi, jak stworzyć 12,7 mln nowych miejsc pracy oraz jak wygenerować prawie 800 mld EUR oszczędności? Capgemini Invent, marka zajmująca się innowacjami cyfrowymi, doradztwem i transformacją Grupy Capgemini, opublikowała dziś nowy, pierwszy w swoim rodzaju raport: 55 zadań Europy do zerowej emisji netto: jak inwestycje w czyste technologie nowej generacji mogą przyspieszyć odbudowę i transformację gospodarczą. Publikacja opracowana na podstawie analizy ponad 200 projektów z 27 krajów UE, określa różne scenariusze inwestycji technologicznych, których celem jest wsparcie ekologicznej i cyfrowej naprawy gospodarczej Europy.

Badanie, zlecone przez Breakthrough Energy, służy jako przewodnik dla decydentów i inwestorów oraz oferuje praktyczne projekty wykorzystania funduszu naprawczego Komisji Europejskiej w wysokości 750 miliardów euro, aby pomóc przekształcić europejską gospodarkę i obrać kurs na pierwszy na świecie kontynent zero netto do 2050.

Raport bada i analizuje istniejące oraz nadchodzące technologie w pięciu wzajemnie powiązanych dziedzinach gospodarki: energia; nieruchomości i budownictwo; przemysł; transport; oraz żywność i rolnictwo. Capgemini Invent zaangażował wybitnych innowatorów, przedsiębiorców, strategów korporacyjnych i decydentów, aby pomóc zidentyfikować i zbadać ponad 200 potencjalnych projektów, każdy o różnym poziomie zaawansowania technologicznego, w celu oceny ich potencjału transformacyjnego i gotowości do wsparcia inwestycyjnego.

Na tej podstawie zidentyfikowano 55 technologii o dużym potencjale, które z największym prawdopodobieństwem przyniosą efekty transformacji w oczekiwanym tempie oraz na spodziewaną skalę. Składają się one z projektów i inwestycji rozmieszczonych w całym cyklu innowacji oraz według obszaru gospodarczego i dojrzałości rynku. W sumie mają one potencjał do stworzenia rynku towarów i usług o zerowej wartości emisji netto, a także o łącznej wartości dodanej brutto do 790 mld euro rocznie, redukcji emisji o 871 MtCO2 oraz stworzenia prawie 13 mln miejsc pracy do 2030 r. Co więcej, oczekuje się, że z biegiem czasu każde 1 euro zainwestowane w czyste technologie przyniesie 9 euro przyszłych obrotów na rynkach europejskich do 2050 r.  Projekty te mogą również przyczynić się do poprawy jakości powietrza, bezpieczeństwa żywności i większej niezależności energetycznej w Europie.

– Z badań tych jasno wynika: liderzy biznesowi ze wszystkich sektorów, decydenci w Brukseli i na poziomie państw członkowskich mają niesamowitą okazję, aby pomóc Europie stać się niekwestionowanym światowym liderem w rozwoju technologii niskoemisyjnych i mieć możliwość szybkiego wprowadzania ich na rynek. Im szybciej podejmiemy działania, tym szybciej będziemy mogli postawić naszą gospodarkę na solidniejszej pozycji, stworzyć miliony nowych miejsc pracy w sektorze prywatnym i wykonać ciężką pracę, która jest potrzebna do rozwiązania kryzysu klimatycznego komentuje Ann Mettler, Senior Director z Breakthrough Energy.

Efektem badania są wskazówki, które informują w jaki sposób bardziej zdecydowane polityki UE mogą przyspieszyć cykl innowacji i wdrażanie czystych technologii, w tym:

  • Bezproblemowe inwestycje w cyklu innowacji – pomoc firmom na późnym etapie rozwoju w radykalnym zwiększeniu skali wdrażania i wprowadzania na rynek technologii niskoemisyjnych i zeroemisyjnych. Ten element powinien stanowić uzupełnienie istniejącego finansowania zalążkowego i finansowania na wczesnym etapie, a co najważniejsze, musi mu towarzyszyć dążenie do zabezpieczenia rynków niskoemisyjnych, na których innowacje mogą się sprzedawać.
  • Zwiększone badania i rozwój poprzez analizę luk określającą, gdzie inwestycje publiczne i partnerstwa prywatne mogą pomóc nowo powstającym technologiom w zdobyciu pozycji i wejściu na nowe rynki.
    Walidacja i wczesne wdrożenie: Prowadzenie do redukcji kosztów technologii, szybszych cykli wersji, ewolucji modelu biznesowego, szybszych wdrożeń wsród konsumentów i zaangażowania w łańcuch dostaw.
  • Szybsze wdrażanie na dużą skalę: Wdrażanie zewnętrznych mechanizmów cenowych w celu zwiększenia konkurencyjności rynkowej technologii niskoemisyjnych i zachęcania do inwestycji w przełomowe technologie.

Nasza praca dla Breakthrough Energy potwierdza, że europejska rewolucja czystych technologii może być tak samo ważna jak rewolucja cyfrowa i odgrywa kluczową rolę w przemyśle i przywództwie Europy. Ten raport to coś więcej niż dogłębna analiza matematyczna i ekonomiczna; zwraca uwagę na niektóre już dostępne technologie, które są dobrze przygotowane do wywarcia realnego wpływu do 2030 r., a także obiecujące przełomowe i czyste technologie nowej generacji, które pomogą Europie osiągnąć ambitny cel zero netto do 2050 r.mówi Cyril Garcia, dyrektor generalny Capgemini Invent i członek zarządu Grupy.

Końcówka roku może być trudniejsza dla firm niż początek pandemii

Barometr EFL na IV kwartał tego roku pokazuje, że nastroje wśród mikro, małych i średnich firm w Polsce uspokoiły się. Poziom 48,5 pkt. jest tylko o 1,7 pkt. niższy niż w III kwartale br. i o 1,2 pkt. niższy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, ale zdecydowanie wyższy niż w II kwartale tuż po wybuchu pandemii (32,5 pkt.). Przedstawiciele EFL zwracają jednak uwagę, że „druga fala” epidemii może pokrzyżować plany przedsiębiorców, którzy odbudowują swoje biznesy po pierwszym „uderzeniu” koronawirusa. Kwarantanny rodzin i pracowników, zamknięcia szkół, a w ostateczności lockdownu, wiele polskich MŚP może nie przetrwać.

– Za nami już siedem miesięcy z COVID-19. Po bardzo ciężkich pierwszych tygodniach, od maja sytuacja powoli zaczęła się uspakajać. Przedsiębiorcy zaczęli wracać do normalności korzystając zarówno z rządowych pakietów pomocowych jak i wsparcia prywatnych instytucji, w tym finansowych. Również statystyki z rynku pracy wskazują na stabilizację – stopa bezrobocia od czterech miesięcy pozostaje na takim samym poziomie. Jednak ostatnie dni i tygodnie wyraźnie pokazują, że nie pożegnaliśmy pandemii, wręcz przeciwnie, może być jeszcze gorzej. A tego „gorzej” może nie przetrwać wiele polskich biznesów, szczególnie tych z sektora MŚP. Reżim sanitarny, który generuje dodatkowe koszty, braki kadrowe z uwagi na zwolnienia lekarskie czy kwarantannę, mniej klientów – to wszystko spowoduje, że tylko najlepiej przygotowane firmy, i to zarówno od strony organizacyjnej jak i finansowej, wyjdą cało z tego kryzysu – powiedział Radosław Woźniak, prezes zarządu EFL.

Przedsiębiorcy czekają na rozwój sytuacji

Próg OR to poziom ograniczonego rozwoju firm z sektora MŚP, który wynosi co najmniej 50 pkt. w Barometrze EFL. Stanowi algorytm stworzony na podstawie danych zgromadzonych w trakcie badania przedsiębiorców dotyczących 4 sfer: poziomu sprzedaży, planowanych inwestycji w środki trwałe, płynności finansowej i zapotrzebowania na zewnętrzne finansowanie. Przyjmuje wartości od 0 do 100, przy czym zagregowany wynik powyżej 50 pkt. oznacza, że występują sprzyjające warunki do rozwoju sektora MŚP, natomiast wynik niższy oznacza, że warunki te są niekorzystne. Poziom 48,5 pkt. osiągnięty w IV kwartale tego roku nie przekroczył progu OR, co oznacza, że warunki do rozwoju sektora MŚP są oceniane jako mniej korzystne w porównaniu z poprzednim pomiarem.

Większość wskaźników odnotowanych w IV kwartale br. jest zbliżona do tych z czerwcowego pomiaru. Nadal zdecydowana większość respondentów (80,3 proc., poprzednio 81,2 proc.) planuje zachować dotychczasowy poziom inwestycji i spodziewa się takiego samego zapotrzebowania na finansowanie zewnętrzne (81 proc., poprzednio 78,3 proc.). Nie zmieniły się też odsetki optymistów, jeśli chodzi o inwestycje czy zewnętrzne finansowanie (różnice wynoszą 0,5 pkt. proc.).

Drobne różnice, na niekorzyść, widać w obszarze sprzedaży i płynności finansowej. W porównaniu z poprzednim pomiarem nieznacznie spadł odsetek osób, które uważają, że sytuacja poprawi się w odniesieniu do sprzedaży (21 proc., poprzednio 25,8 proc.) i płynności finansowej (11,7 proc., poprzednio 16,7 proc.). Podobnie jednak jak kwartał wcześniej, większy jest odsetek osób, które nie oczekują zmian poziomu sprzedaży (48,3 proc.) i płynności finansowej (66,8 proc.) niż spodziewających się pogorszenia (odpowiednio 29,85 proc. i 21,3 proc.).

Polaryzacja nastrojów w MŚP

Wskaźniki dla firm mikro i małych firm ponownie powróciły do wartości poniżej granicy „pesymizm-optymizm” wynoszącej 50 pkt. (47,6 pkt. dla firm mikro i 46,8 pkt. dla firm małych). Więcej optymizmu można zaobserwować́ w przypadku największych firm w sektorze MŚP – wskaźnik dla średnich przedsiębiorstw wyniósł 54 pkt. i jest o 1,6 pkt. wyższy niż kwartał wcześniej. W szczególności więcej średnich firm liczy na wyższą sprzedaż – 25 proc., podczas gdy wśród mikro ten wskaźnik wyniósł 21,5 proc., a małych 18,9 proc. Niemal 17 proc. zarządzających średnimi biznesami planuje także większe inwestycje. W przypadku małych firm takich deklaracji jest trzy razy mniej (5,7 proc.), a mikro dwa razy mniej – 7,5 proc. Widać zatem rozbieżność w prognozowaniu przyszłości między mniejszymi i większymi firmami – różnica między najwyższą wartością Barometru a najniższą wynosi 7,2 pkt.

***

Barometr EFL jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności firm z sektora MŚP do wzrostu (tj. rozwoju rozumianego, jako stawianie sobie przez przedsiębiorstwa celów związanych ze wzrostem sprzedaży i produkcji, ekspansją na nowe rynki i maksymalizacją zysków, co jest związane z inwestycjami w środki trwałe). Prognozowana na dany kwartał kondycja finansowa firm MŚP daje punkt odniesienia do wnioskowania o zakładanym kierunku zmian, które sprzyjają wzrostowi lub działają hamująco na rozwój firm. Badanie przygotowywane jest przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego S.A., a jego wyniki są publikowane co kwartał. Jego uczestnicy to mikro, małe i średnie firmy terenu całej Polski. W badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa 600 mikro, małych i średnich firm. Aktualna edycja badania odbyła się w dniach 14-28 września 2020 roku.

Brak dostępu do odpowiednich technologii jednym z argumentów przemawiających za zmianą pracy

Ponad 25% badanych pracowników firm z sektora MŚP poważnie myśli o zmianie pracodawcy na takiego, który będzie w lepszym stopniu przygotowany do pracy zdalnej.

Pracownicy oczekują od swoich firmy zmiany podejścia do stylu pracy i stworzenia środowiska, które będzie dostosowane do wymogów nowej rzeczywistości i umożliwi sprawną pracę zdalną. Brak takich działań może okazać się jednym z czynników decydujących o chęci zmiany pracodawcy. Przy tym ten problem w większym zakresie dotyczy firm z sektora MŚP. Badania zrealizowane przez Ricoh pokazują, że osoby zatrudnione w małych i średnich firmach znacznie częściej mają problem z dostępem do odpowiedniej technologii, niż pracujący w dużych organizacjach.

Ponad jedna czwarta (27%) pracowników firm z sektora MŚP w Europie rozważa zmianę miejsca pracy na takie, które jest w lepszym stopniu przygotowane do pracy zdalnej. Dlaczego? 29% pracowników przyznaje, że problemy techniczne wpływają negatywnie na ich motywację i zaangażowanie podczas pracy w trybie home office. 22% ma wrażenie, że nie może pracować w pełni efektywnie w związku z brakiem dostępu do odpowiedniej technologii. Aż 48% podczas pracy zdalnej musi korzystać z własnego sprzętu, ponieważ pracodawca nie zapewnił im odpowiedniego wyposażenia.

Brak wsparcia odpowiedniej technologii będzie prowadziło nie tylko do utraty najlepszych specjalistów, ale odbije się również na jakości oferowanej klientom. 24% badanych przyznaje, że nie jest w stanie zapewnić dotychczasowego standardu świadczonych usług i efektywnie współpracować.

Duża część badanych przewiduje, że praca zdalna pozostanie stałym elementem ich rzeczywistości. 41% uznaje, że ich pracodawcy pozostawią opcję pracy w trybie home office po zakończeniu pandemii.  

Pracownicy mają skonkretyzowane oczekiwania wobec pracodawców. 66% przewiduje, że Ci utrzymają elastyczne podejście, a 55% wierzy, że ich firma zainwestuje w narzędzia, na bazie których będzie można zbudować innowacyjne środowisko pracy. Dotyczy to również rozwiązań zwiększających bezpieczeństwo pracy w biurze np. bezdotykowe rozwiązania, systemy do rezerwacji biurek czy mierzenia temperatury.

David Mills, CEO, Ricoh Europe, powiedział: “Wiele firm z sektora MŚP przed wybuchem pandemii było dopiero na początku lub na wstępnym etapie planowania cyfrowej transformacji swojej organizacji. W obecnej sytuacji tych decyzji nie można odkładać na później a  proces cyfryzacji musi zostać zdecydowanie przyśpieszony. Ci pracodawcy, którzy nie będą w stanie stworzyć optymalnego środowiska pracy dostosowanego do wymogów nowej rzeczywistości, muszą liczyć się z utratą najlepszych pracowników. To, jak dotychczas definiowaliśmy pracę przestaje być normą. Nowy styl pracy wymaga dostępu do odpowiednich technologii, na bazie których można działać w sposób elastyczny i efektywny.”

O badaniu

Badanie zrealizowano na próbie 1300 europejskich pracowników zatrudnionych w sektorze MŚP.

W IV kwartale br. Polacy planują więcej zakupów w promocjach. Niektórzy retailerzy tego nie wytrzymają

Prawie 60% Polaków deklaruje, że w IV kwartale br. będzie intensywniej szukać promocji niż wcześniej. Ponadto blisko połowa konsumentów jest teraz bardziej skora do tworzenia list zakupowych przed wyjściem do sklepu. Dla niespełna 60% osób wciąż głównym narzędziem do poszukiwania rabatów pozostaną gazetki handlowe. W tej grupie większość stawia na papierowe publikacje, a pozostali skorzystają z aplikacji i serwisów internetowych.

Ogólnopolskie badanie, wykonane przez UCE RESEARCH na zlecenie programu branżowego „BLIX AWARDS – Wybór Konsumentów”, wykazało, że w ostatnich miesiącach roku częściej niż w poprzednich kwartałach Polacy będą poszukiwać produktów w promocjach. Łącznie 57% konsumentów tak deklaruje. W sumie 19% respondentów jest odmiennego zdania. 9% nie ma opinii na ten temat, a dla 15% jest to bez znaczenia.

– Jak co roku IV kwartał będzie charakteryzować się większymi wydatkami konsumentów. Tę prawidłowość należy połączyć z ekonomiczną niepewnością, związaną z sytuacją epidemiologiczną w kraju. Deklaracje prawie 60% Polaków nie powinny więc nikogo zaskakiwać – komentuje Julita Pryzmont z Hiper-Com Poland.

Z kolei dr Krzysztof Łuczak z programu „BLIX AWARDS – Wybór Konsumentów” zauważa, że Polacy, wbrew występującym niepokojom, będą chcieli utrzymać konsumpcję na poziomie sprzed pandemii. Zamierzają ostrożnie planować swoje zakupy, aby tegoroczne święta i inne nadchodzące okazje upłynęły w podobnej atmosferze jak w minionych latach.

– Wyraźny niepokój konsumentów definiuje polityki sprzedażowe operatorów detalu, skierowane ku promowaniu i konkurowaniu promocjami. Nie jest to dobry znak dla słabszych uczestników rynku, których nie będzie stać na duże, oczekiwane rabaty – ostrzega dr Maria Andrzej Faliński, wieloletni obserwator rynku retailowego.

Wyniki badania pokazują też, że konsumenci częściej niż w poprzednich miesiącach chcą przygotowywać sobie listy zakupowe. Łącznie 48% ankietowanych tak deklaruje. Natomiast 25% osób nie zakłada takiej opcji. Z kolei 23% nie musi niczego zmieniać, bo zawsze planuje w ten sposób wydatki bez względu na okoliczności i porę roku.

– Większa aktywność ostatniego kwartału skłania konsumentów do podejmowania mniej spontanicznych decyzji zakupowych oraz tworzenia list z konkretnymi rzeczami. Polacy mają już określone na ten czas cele, jak chociażby świąteczne prezenty. Dodatkowo ludzie tłumaczą pandemią chęć bardziej racjonalnego i usystematyzowanego podejścia do zakupów – dodaje Julita Pryzmont.

Natomiast dr Faliński uważa, że listy zakupowe w pewien sposób zabezpieczają część ludzi przed nieplanowanymi wydatkami. Niektórzy nie mają nawyku ich tworzenia. Jedna czwarta Polaków może sobie pozwolić na niefrasobliwe zakupy. Ale niemal podobny odsetek stanowią ci, którzy zawsze poszukują najtańszych produktów.

– Wcześniej tego rodzaju zachowania były charakterystyczne głównie dla klientów centrów outlet. Dzisiaj obserwujemy je również w tradycyjnych galeriach. Konsumenci przyjeżdżają do nich z precyzyjnie określonymi celami, by zaopatrywać się kompleksowo. Starają się unikać konfrontacji z innymi osobami w związku z zagrożeniem epidemicznym, więc pojawiają się rzadziej. Poza tym niepewność wskaźników gospodarczych, zatrudnienia i zarobków skłania wielu Polaków do planowania wydatków. Myślę, że ta tendencja będzie się nasilać – mówi Bożena Gierszewska-Mroziewicz z Grupy NEINVER.

Najwięcej konsumentów, bo 32%, będzie szukało towarów w promocji w papierowych publikacjach. 26% ankietowanych wskazało aplikacje i serwisy z gazetkami. Z kolei 21% klientów zamierza rozglądać się za rabatami bezpośrednio w sklepach. 10% badanych będzie szukało obniżek w sposób mieszany, czyli we wszystkich ww. miejscach. Tylko 8% stawia na bezpośrednie strony internetowe sieci.

– Głównym narzędziem do poszukiwania promocji wciąż są gazetki. Konsumenci mają poczucie, że mogą w nich znaleźć najlepsze promocje i aktualny asortyment. Ci, którzy jeszcze z przyzwyczajenia wybierają papierowe publikacje, będą zmieniać swoje nawyki i przechodzić na elektroniczne wersje. Wpłynie na to m.in. łatwiejszy i szybszy dostęp do promocji, rosnące zainteresowanie ekologicznymi rozwiązaniami, a także postępująca cyfryzacja społeczeństwa – stwierdza Marcin Lenkiewicz z Grupy BLIX.

Trzeba pamiętać o tym, że w ostatnim czasie dostępność papierowych gazetek coraz bardziej się kurczy, m.in. ze względu na rosnące koszty produkcji i ograniczanie kolportażu. Dr Łuczak podkreśla, że udział e-gazetek już od kilku lat systematycznie rośnie względem drukowanych wydań. Pandemia tylko przyspieszyła to zjawisko. Ekspert przewiduje też, że w przyszłym roku wersja elektroniczna na dobre zdetronizuje papierową.

Badanie zostało wykonane przez UCE RESEARCH (platformę analityczno-badawczą, należącą do brytyjskiej spółki UCE GROUP LTD.). Ankieta odbywała się w okolicach placówek handlowych w dniach 1-3 października br. Działania były prowadzone na terenie 16 dużych wojewódzkich miast, a także 11 średnich i mniejszych miejscowości. Łącznie odbyło się 1016 wywiadów z losowo wybranymi osobami.

Piątka dla polskiego piwa – pomysły na wsparcie branż powiązanych z browarnictwem

Przemysł piwowarski wraz z handlem detalicznym, sektorem gastronomii oraz rolnictwem tworzą swoisty ekosystem. Zatrudniają łącznie ponad 150 tys. pracowników i dostawców zaangażowanych w produkcję, dostawę i sprzedaż piwa w Polsce. Gospodarczy lockdown, restrykcje sanitarne i pogorszenie nastrojów konsumenckich postawiły wiele z tych firm w bardzo trudnym położeniu, a niekiedy na skraju przepaści. W odpowiedzi na te wyzwania eksperci z branży piwowarskiej i sektorów z nią powiązanych przygotowali tzw. piątkę dla piwa – 5 postulatów dla rządzących, które pomogą przedsiębiorcom w przetrwaniu i szybkim powrocie na ścieżkę wzrostu gospodarczego.

Przedstawiciele sektorów browarniczego, handlowego, małych i średnich przedsiębiorstw oraz eksperci gospodarczy i podatkowi przeanalizowali swoją sytuację, a wnioski zawarli w upublicznionym właśnie raporcie Związku Pracodawców i Przedsiębiorców pt. „Branża piwowarska i sektory powiązane wobec pandemii COVID-19”. Autorzy Raportu uznali, że firmom w przetrwaniu pandemii i w powrocie na dawne tory pomoże:

  • powstrzymanie się przez rząd i Parlament od zmian legislacyjnych, które mogą wpłynąć negatywnie na sytuację przedsiębiorców,
  • utrzymanie bez zmian wysokości stawki oraz sposobu naliczania podatku akcyzowego od piwa,
  • wprowadzenie jednolitej 8% stawki VAT dla gastronomii,
  • przedłużenie możliwości odliczenia akcyzy od piw przeterminowanych,
  • umożliwienie sprzedaży piwa na odległość (przez Internet).

Jak podkreślają eksperci, żaden z wymienionych postulatów nie jest związany z uruchamianiem dodatkowych środków z budżetu państwa.

Spokój legislacyjny przede wszystkim

Powtarzany od lat przez piwowarów postulat, że warunkiem stabilizacji i dalszego rozwoju branży jest przewidywalność otoczenia prawno-podatkowego, w sytuacji pandemii nabrał szczególnego znaczenia. Branża piwowarska, pomimo destabilizacji na wielu płaszczyznach i utrzymującej się niepewności, zachowała miejsca pracy, cały system dostawców, często małych rodzinnych, firm, udzieliła istotnego wsparcia współpracującym z nią przedsiębiorcom i pozostała znaczącym płatnikiem podatków.

Przed pandemią koronawirusa polski rynek browarniczy istotnie kontrybuował do rozwoju gospodarczego kraju, tworząc miejsca pracy i wpływy do budżetu państwa na poziomie ponad 11 mld zł. Obecnie branża piwowarska i sektory powiązane znajdują się w najtrudniejszym momencie od ponad 30 lat. Ograniczenia dotyczące działania sklepów, odwołanie imprez masowych, dwumiesięczne zamknięcie lokali gastronomicznych, zmniejszenie ruchu turystycznego wpłynęły negatywnie na kondycję przedsiębiorców zajmujących się sprzedażą piwa. Polski przemysł piwowarski robi wiele, by sprostać wyzwaniom w sytuacji obniżonego popytu i wciąż obecnych restrykcji sanitarnych, jednak dla skutecznego wsparcia rozwoju przedsiębiorczości konieczne jest zapewnienie stabilności i spokoju ze strony państwa – mówi Bartłomiej Morzycki, dyrektor generalny Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie.

Rozprzestrzenianie się koronawirusa sprawiło, że wiele przedsiębiorców znalazło się w trudnej sytuacji. Kryzysem szczególnie dotknięte zostały branża gastronomiczna, sektor usług hotelowych i transportowych oraz handel detaliczny, który w kwietniu zaliczył spadek o 23 proc. To negatywne zmiany, przez które dalszy, stabilny rozwój sektora został zagrożony. Rządzący powinni mieć tego świadomość. Firmom do prowadzenia biznesu i odrobienia strat potrzebny jest teraz spokój, a nie dodatkowe obciążenia finansowe czy nowe wymogi administracyjne – dodaje Marcin Nowacki, wiceprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Bez zmian w akcyzie

Nieoczekiwana podwyżka akcyzy o 10% z początku 2020 r. to przykład niepewności regulacyjnej, z którą mierzy się branża. Wzrost podatku akcyzowego jest jednym z czynników, które składają się na tendencję wzrostową średniej ceny piwa. Przedstawiciele branży alarmują, że na rynku piwa od dłuższego czasu obecne jest zjawisko presji rosnących kosztów produkcji i surowców oraz większych wydatków na energię, opakowania, logistykę i transport. Skokowe podwyżki akcyzy oznaczają negatywne skutki zarówno dla przedsiębiorców, jak i dla konsumentów, którzy finalnie płacą więcej także w powodu wyższej akcyzy. Postulat powstrzymania się od podwyżek jest uzasadniony również sytuacją załamania optymizmu konsumenckiego. Poprzez zachowanie status quo w obszarze akcyzy browarnicy rozumieją brak zmian zarówno w sposobie jej naliczania, jak i w wysokości podatku.

Piwo potrzebne w restauracji i w dostawie

Z powodu pandemii browary wycofały z rynku HoReCa większość piwa rozlanego do tzw. kegów. Sezon letni nie pozwolił firmom z branży gastronomicznej czy turystycznej na pełne odrobienie strat. Ucierpiały na tym najmocniej browary małej i średniej wielkości, które sprzedawały piwo głównie do gastronomii.

Obecnie większość lokali osiąga przychody o ok. 50 proc. niższe niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Odbija się to na kondycji regionalnych browarów, dla których puby i restauracje są jednym z ważniejszych kanałów sprzedaży. Naszym zdaniem należy wspierać te sektory, które najmocniej odczuły skutki pandemii. Tu wymienię krajową turystykę i gastronomię – mówi Andrzej Olkowski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Browarów Regionalnych.

Silne powiązanie obu branż skłoniło ekspertów do sformułowania konkretnego postulatu do rządzących – zastosowania jednolitej, obniżonej stawki 8% VAT na usługi gastronomiczne, w tym na usługę serwowania piwa. Wprowadzenie takiej stawki służyłoby poprawie płynności finansowej restauratorów.

Dodatkowym pomysłem na wsparcie firm jest umożliwienie zwrotu akcyzy od piw przeterminowanych, przynajmniej do końca tego roku, choć niektóre państwa wprowadziły już takie rozwiązanie na stałe (w związku z pandemią polski fiskus wprowadził możliwość zwrotu akcyzy dla piwa wycofanego z rynku tylko do lipca tego roku). Takie piwo wraca do browarów, gdzie jest utylizowane – zatem nie ma powodu aby browary płaciły od niego akcyzę.

Sprzedaż piwa z dostawą

Browary rzemieślnicze rozwijają się w dużej mierze dzięki współpracy z lokalami gastronomicznymi. Pomaga im również turystyka i udział w imprezach i festiwalach piwnych. Okres lockdownu oznaczał dla nich likwidację kluczowego źródła przychodów, a spadki sprzedaży w niektórych przypadkach sięgnęły 80-90 proc. Tym, co mogłoby pomóc lokalom posiadającym zezwolenie na sprzedaż alkoholu oraz małym browarom, byłoby umożliwienie sprzedaży piwa na odległość. Uregulowanie tej kwestii wyeliminowałoby niepewność prawną w tym zakresie i zapobiegłoby upadkowi wielu biznesów. Takie rozwiązania istnieją z powodzeniem w innych krajach europejskich, Polska jest wyjątkiem pod tym względem – mówi Marek Kamiński, prezes Polskiego Stowarzyszenia Browarów Rzemieślniczych.

Browary stale pod presją

Mierzenie się ze skutkami lockdown’u oraz rosnące koszty produkcji to nie jedyne ciężary, które ma do udźwignięcia przemysł piwowarski. Na horyzoncie widnieją bowiem nowe obciążenia, wynikające z krajowych aktów prawnych lub wymogów unijnych, jak znowelizowana dyrektywa strukturalna, system rozszerzonej odpowiedzialności producentów (ROP), nowy podatek plastikowy czy tzw. opłata cukrowa, która uderzy w piwa bezalkoholowe.

Przez wiele lat w otoczeniu prawno-podatkowym branży nie było aż tylu zmian, jak te, z którymi mamy do czynienia obecnie. To potężne koszty, szacowane na setki milionów złotych, które branża będzie musiała ponieść i na które spogląda z niepokojem w sytuacji inwestowania w odbicie gospodarcze – podkreśla Bartłomiej Morzycki.

Ostatni kwartał na rynku energii przyniesie wiele zmian

Ostatni kwartał tego roku stoi w obliczu dwóch dużych zmian na rynku energii. Pierwszą jest ta na poziomie europejskim, druga dzieje się na rynku krajowym. Nowe cele klimatyczne UE znacząco wpłyną na ceny na rynku energii, zaś wielu uczestników wyczekuje informacji o zmianie obliga giełdowego.

Ostatni kwartał pod znakiem transformacji

We wrześniu Komisja Europejska ogłosiła nowy plan obniżenia emisji gazów cieplarnianych do 55 proc. do 2030 roku, zaś Parlament Europejski w październiku poparł jeszcze bardziej ambitny cel, wynoszący 60%. Unijny scenariusz wynika z faktu, że obecny poziom redukcji na poziomie 40% nie wystarczy do osiągnięcia neutralności klimatycznej do roku 2050. Realizacja propozycji wiąże się jednak z czynnikami, takimi, jak sytuacja społeczno-polityczna. Podjęcie decyzji dotyczącej redukcji emisji będzie poprzedzone długimi negocjacjami państw członkowskich i Parlamentu Europejskiego.

Drugą ważną zmianą może być całkowite lub częściowe zniesienie obliga giełdowego. We wrześniu, przy okazji porozumienia w sprawie transformacji górnictwa, Ministerstwo Aktywów Państwowych poinformowało o nowym projekcie ustawy, który ma je znosić. Ostateczny kształt legislacji w tym obszarze może znacząco wpłynąć na podaż na rynku energii, ceny dla odbiorców, a przede wszystkim transparentność transakcji na rynku.

Rynek krajowy rośnie

Na rynek energii elektrycznej, jak i gazu w ostatnich miesiącach duży wpływ miały czynniki pogodowe, decyzje w sprawie redukcji emisji oraz oczywiście pandemia. Mimo wzrostu generacji energii z OZE, która obniża ceny energii, ogólne zapotrzebowanie na energię we wrześniu było większe niż w sierpniu i tym samym, zwiększyło jej cenę na Rynku Dnia Następnego. Średnia cena indeksu TGeBase w porównaniu do poprzedniego miesiąca była wyższa o 2,4%. Rozpoczyna się również okres wzrostu generacji energii z farm wiatrowych, a jednocześnie spadku z farm fotowoltaicznych. Powinno się to przełożyć na bardziej równomierne obniżenie cen energii w poszczególnych godzinach.

Na Rynku Terminowym powrót zwiększonego wolumenu aukcyjnego uprawnień do emisji CO2 znalazł swoje odzwierciedlenie w wycenie EUA. W porównaniu z notowaniami z ostatnich dni sierpnia, kiedy wycena sięgała poziomu 29,5 EUR/t, z początkiem września nastąpił spadek poniżej 27 EUR/t.

Z kolei, na Rynku Terminowym gazu ziemnego obserwowaliśmy m.in. wyhamowanie wzrostu cen kontraktów. Sytuacja przez cały miesiąc była bardzo zmienna, a w końcówce okresu kontrakty zaczęły ponownie drożeć. Ceny były wspierane przez rosnące zapotrzebowanie na gaz na rynku azjatyckim, a także informacje o potencjalnych strajkach w Norwegii, mogących wpłynąć na ograniczenie podaży surowca. Stan napełnienia magazynów w Europie na koniec miesiąca wyniósł ok. 95 % (1052 TWh).

Okiem tradera

Ostatni kwartał 2020 roku zapowiada dynamiczną sytuację zarówno na rynku gazu, jak i energii. W przypadku energii elektrycznej na Rynku Dnia Następnego możemy obserwować FIX w okolicach 300 zł/MWh, w zależności od panującej w kraju temperatury oraz generacji OZE. Rynek terminowy uzależniać będzie swoje ceny od kosztów związanych z uprawnieniami do emisji CO2. Ceny surowca na rynku gazu będą mocno zależne od pogody, a także od czynników takich, jak np. strajk w Norwegii.

Miesięczny raport o stanie rynku energii elektrycznej, gazu ziemnego i praw majątkowych
Autorami raportu są traderzy i analitycy biznesowi innogy, którzy raz w miesiącu przygotowują dogłębną analizę sytuacji na rynku. Comiesięczny raport zawiera m.in.: notowania cen energii i gazu, informacje o zapotrzebowaniu na energię, a także o istotnych zmianach prawnych dotyczących rynku. Raport wskazuje również najważniejsze wydarzenia dla rynku w nadchodzącym miesiącu.

Więcej opinii, danych i prognoz można znaleźć w comiesięcznym Raporcie o rynku energii elektrycznej, gazu ziemnego i praw majątkowych w Polsce, dostępnym na stronie innogy.

ZUS idzie śladem Urzędów Skarbowych

W ciągu trzech lat ma powstać wirtualne biuro rachunkowe Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. ZUS tym samym chce wziąć na siebie większość rozliczeń i przygotowywać dokumenty, które przedsiębiorca będzie musiał tylko ostatecznie zatwierdzić. W założeniu takie działanie ma zredukować liczbę błędów i zmniejszyć liczbę kontroli. Trzeba jednak pamiętać, że to i tak przedsiębiorca będzie ponosił ostateczną odpowiedzialność za ewentualne błędy w deklaracjach, nawet popełnione przez ZUS.

ZUS idzie śladem Urzędów Skarbowych, które na podobnych zasadach rozliczają zeznania roczne podajników, tj. e-PIT. Chce wziąć na siebie ciężar przygotowania dokumentów rozliczeniowych dotyczących pracowników przedsiębiorcy. Takie rozwiązanie może się sprawdzić głównie w przypadku małych przedsiębiorstw, zatrudniających osoby ze stałym miesięcznym wynagrodzeniem.

Moim zdaniem komplikacje pojawią się w sytuacji, kiedy przedsiębiorca zatrudnia pracowników i przyznaje im np. akordowe wynagrodzenie lub prowadzi systemy premiowe, co sprawia, że wynagrodzenie jest zmienne. W takiej sytuacji trudno będzie ustalić jego podstawę. Jeżeli chodzi o kwestię zwolnień lekarskich, to ZUS pewnie poradzi sobie w przypadku pracowników mających stałe miesięczne wynagrodzenia.

Pamiętajmy, że to ostatecznie na płatniku składek będzie ciążyć obowiązek zatwierdzenia przygotowanych przez ZUS deklaracji. Jeśli zawierałyby one błędy, to przedsiębiorca może ponieść karę. Uważam, że w niektórych przypadkach będzie bezpieczniej samemu sporządzić sobie deklaracje od A do Z niż weryfikować, czy nie ma błędu w dokumentach przesłanych przez ZUS.

Pojawiają się także głosy o kolejnych danych przekazywanych organom państwa i w związku z tym pytania o zakres danych, do których mają dostęp. Pamiętajmy jednak, że tak jak Ministerstwo Finansów widzi wszystkie firmowe transakcje dzięki Jednolitemu Plikowi Kontrolnemu, tak ZUS już teraz otrzymuje bardzo dużo informacji. Nawet przy wyrejestrowaniu pracownika należy podać, z jakiej przyczyny ustał stosunek pracy. Przy odpowiedniej sile obliczeniowej Zakład byłby w stanie zobaczyć wszystkie zarejestrowane umowy i połączyć fakty tak, aby widzieć całościowy obraz rynku pracy.

Warto też pamiętać, że ZUS dostanie kolejne dane – od 1 stycznia 2021 na mocy tzw. „ustawy covidowej” przedsiębiorca będzie musiał informować ZUS o zawieranych umowach o dzieło. One nie podlegają ubezpieczeniom społecznym i na razie ZUS nie ma takich danych.

W związku z tym musimy mieć świadomość, że wraz ze wzrostem informatyzacji rośnie zakres danych, jakie są przekazywane przez przedsiębiorców do organów państwowych. Organy te z jednej strony mogą je wykorzystać w celu odciążenia firm z ich obowiązków, ale z drugiej strony dostają możliwość przeprowadzania czynności sprawdzających, które to czynności mogą być dokonane już na etapie przesyłania danych, a przedsiębiorca dostanie informacje o ewentualnych nieprawidłowościach. Czy to dobry kierunek? W mojej ocenie jest to nieuniknione, natomiast czas pokaże, jak te przekazywane dane będą wykorzystywane.

Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt

Kościński: pod koniec przyszłego roku polska gospodarka będzie na fali wznoszącej

Rekordowo niski koszt długu publicznego skłania ku temu, by nie konsolidować zbyt szybko finansów państwa, tylko – zadłużając się w rozsądnym zakresie – pompować te pieniądze w inwestycje, które rozkręcą polską gospodarkę – powiedział minister finansów Tadeusz Kościński podczas X Europejskiego Kongresu Finansowego.

Zdaniem ministra Kościńskiego, taka polityka finansowa zachęci prywatne firmy do inwestowania. Według niego, błędem byłoby obecnie podnoszenie podatków i cięcie kosztów.

„Nasz dług w przyszłym roku sięgnie 64,9 proc., ale średnia w Unii Europejskiej wynosi ok. 100 proc. Zbyt szybka konsolidacja finansów publicznych, może spowodować jeszcze większy kłopot” – zaznaczył szef resortu finansów w rozmowie z prezesem PAP Wojciechem Surmaczem.

„Trzeba wydawać środki finansowe, nie podnosić podatków i obcinać wyłącznie zbędne koszty, żeby obywatel miał jak najwięcej pieniędzy w kieszeni, żeby rozkręcał konsumpcję i w efekcie gospodarkę” – dodał Kościński.

Według niego, „ostrożnie prognozując” polska gospodarka w przyszłym roku odnotuje wzrost o ok. 4 proc., a nawet – jak przewiduje Bank Światowy – o ok. 5 proc. „Za rok więc nie tylko wyzerujemy recesję, ale na koniec 2021 r. będziemy 1-2 proc. do przodu” – podkreślił minister finansów.

„Będziemy gotowi, żeby atakować nowe okazje, jakie będą i jakie już są w globalnej gospodarce” – powiedział Tadeusz Kościński. Jego zdaniem, w najbliższym roku wiele przedsiębiorstw w Europie będzie się zastanawiać, jak skrócić ciąg dostawców. „A Polska jest w doskonałej sytuacji geograficznej i ekonomicznej, by wchodzić w te przetargi i wygrywać je, bo nasza gospodarka już będzie mocno rosła” – stwierdził Kościński.

Wyraził nadzieję, że Polska w przyszłym roku otrzyma bardzo dużo pieniędzy z UE na inwestycje. „Na niektóre koszty, które będziemy musieli ponieść w przyszłym roku, już stworzyliśmy rezerwy” – zadeklarował minister Kościński.

Zapowiedział też zmianę strategii działania Urzędów Skarbowych. „Podatnik nie jest petentem, jest naszym klientem, a my chcemy być klientocentryczni. My pracujemy dla społeczeństwa, nie społeczeństwo dla nas” – zaznaczył szef resortu finansów.

Jak deklarował, Urząd Skarbowy będzie miejscem, gdzie podatnik będzie witany uśmiechem, a przedsiębiorca otrzyma tam poradę, a nie będzie poddawany kontroli. Zapowiedział też, że podatnik będzie mógł załatwić sprawę w każdym urzędzie, gdyż rozważa się zniesienie rejonizacji.

„Ważne jednak też, aby społeczeństwo zrozumiało, że podatki to nie jest haracz, który nakłada ministerstwo finansów, ale że są to pieniądze, które społeczeństwo inwestuje” – powiedział minister Kościński.