Rząd przyjął projekt ustawy przywracającej uprawnienia emerytalne funkcjonariuszom Służby Celno-Skarbowej i byłym celnikom

14 października 2025 r. Rada Ministrów przyjęła projekt nowelizacji ustawy o zaopatrzeniu emerytalnym funkcjonariuszy służb mundurowych oraz ustawy o Krajowej Administracji Skarbowej (KAS). Propozycja ma na celu uregulowanie sytuacji emerytalnej funkcjonariuszy Służby Celno-Skarbowej (SCS) oraz byłych funkcjonariuszy Służby Celnej, których ścieżki zawodowe zostały przerwane lub zmodyfikowane w wyniku reorganizacji administracji podatkowej, celnej i skarbowej w ostatnich dwóch dekadach.

Kogo obejmą nowe przepisy?

Projekt dotyczy dwóch grup funkcjonariuszy:

  1. Funkcjonariuszy pełniących wcześniej zadania szczególnego nadzoru podatkowego jako pracownicy Służby Celnej.
    • Służba Celna przejęła te zadania 1 września 2003 r. po urzędach kontroli skarbowej, zgodnie z ustawą z 27 czerwca 2003 r. o utworzeniu Wojewódzkich Kolegiów Skarbowych.
    • Zakres obowiązków obejmował m.in. wymiar i pobór podatków (VAT, akcyza), kontrolę legalności pracy cudzoziemców oraz nadzór podatkowy.
    • Jak podkreśla uzasadnienie projektu, w tym czasie zarówno funkcjonariusze, jak i pracownicy cywilni wykonywali te same zadania, jednak nie wszyscy uzyskali możliwość zaliczenia tego okresu do wysługi emerytalnej.
  2. Funkcjonariuszy, którzy w 2017 r. w wyniku reformy KAS przyjęli propozycję zatrudnienia „etatowego”, ponieważ nie mogli kontynuować służby w dotychczasowej formie.
    • Osoby te, na mocy art. 171 ust. 1 pkt 2 ustawy wprowadzającej KAS, zostały pozbawione statusu funkcjonariusza.
    • Część z nich powróciła do służby w SCS w kolejnych latach, korzystając z procedury określonej w art. 150 ustawy o KAS.
    • Aby skorzystać z nowych przepisów, funkcjonariusz musi pozostawać w służbie nie później niż do 1 stycznia 2026 r.

Jakie uprawnienia przewiduje ustawa?

Projekt nowelizacji zakłada, że wskazanym grupom zostanie zaliczony okres pracy w administracji celnej lub podatkowej do stażu służbowego, który wpływa na prawo do emerytury mundurowej oraz wysokość świadczenia.

Potwierdzenie spełnienia warunków będzie odbywać się na podstawie zaświadczenia wydawanego przez kierownika jednostki organizacyjnej KAS.

  • Wniosek o wydanie zaświadczenia będzie mógł złożyć zarówno czynny funkcjonariusz, jak i emeryt.
  • Termin złożenia wniosku upływa 30 czerwca 2026 r.
  • Dokument należy złożyć do kierownika jednostki, w której funkcjonariusz obecnie pełni służbę lub pełnił ją przed odejściem.

Cel regulacji

Nowe przepisy mają charakter naprawczy i przywracają równe traktowanie funkcjonariuszy Służby Celno-Skarbowej wobec innych formacji mundurowych. Reforma ma zrekompensować negatywne skutki wcześniejszych zmian organizacyjnych, w szczególności przekształceń z 2003 i 2017 r., które doprowadziły do utraty uprawnień części funkcjonariuszy.

Rząd argumentuje, że ujednolicenie zasad zaliczania okresów służby zwiększy stabilność kadrową Służby Celno-Skarbowej i poprawi jej atrakcyjność jako pracodawcy w sektorze publicznym.

Nowelizacja ma wejść w życie 1 stycznia 2026 r., a proces wydawania zaświadczeń i aktualizacji dokumentacji emerytalnej w KAS ma potrwać do końca czerwca 2026 r.

Projekt nowelizacji ustawy o podatku od spadków i darowizn przyjęty przez Radę Ministrów

14 października 2025 r. Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy zmieniającej ustawę o podatku od spadków i darowizn. Nowelizacja ma na celu uproszczenie procedur, zwiększenie ochrony podatników oraz umożliwienie zachowania zwolnień podatkowych w przypadku niezawinionego przekroczenia terminów.

Przywrócenie terminu zgłoszenia spadku lub darowizny

Najważniejszym elementem reformy jest wprowadzenie możliwości przywrócenia terminu na złożenie zgłoszenia nabycia majątku, który decyduje o prawie do zwolnienia z podatku. Zmiana ta obejmie wszystkie tytuły nabycia majątku podlegające podatkowi od spadków i darowizn, w tym również:

  • zwolnienie dla najbliższej rodziny (tzw. grupa zerowa),
  • zwolnienie dotyczące nabycia przedsiębiorstwa po zmarłej osobie fizycznej.

Dzięki temu, jeśli spadkobierca lub obdarowany udowodni, że przekroczenie terminu na złożenie zgłoszenia nastąpiło bez jego winy, zachowa prawo do zwolnienia podatkowego.

Dotychczas przepisy nie przewidywały takiej możliwości – przekroczenie terminu automatycznie skutkowało utratą prawa do zwolnienia i obowiązkiem zapłaty podatku.

Skuteczniejsza ochrona podatników w postępowaniach

Projekt przewiduje również nowy mechanizm ochronny: w sytuacji, gdy urząd skarbowy odmówi przywrócenia terminu, a następnie sąd administracyjny przyzna rację podatnikowi, decyzja fiskusa będzie mogła zostać uchylona, a postępowanie umorzone. Obecnie nawet pozytywny wyrok sądu nie powoduje automatycznego przywrócenia prawa do zwolnienia.

Doprecyzowanie momentu powstania obowiązku podatkowego

Kolejną istotną zmianą jest jasne określenie momentu powstania obowiązku podatkowego przy nabyciu spadku. Po wejściu w życie nowelizacji obowiązek ten powstanie dopiero z chwilą:

  • uprawomocnienia się postanowienia sądu o stwierdzeniu nabycia spadku,
  • zarejestrowania aktu poświadczenia dziedziczenia,
  • wydania europejskiego poświadczenia spadkowego.

Dzięki temu podatnicy będą mieli więcej czasu na złożenie zeznania podatkowego – obecne przepisy w praktyce wymuszały szybkie działanie jeszcze przed formalnym potwierdzeniem praw do spadku.

Nowelizacja trafi w najbliższym czasie do Sejmu. Rząd planuje, by nowe przepisy weszły w życie w pierwszej połowie 2026 roku.

Deficyt budżetu państwa po 9 miesiącach 2025 r. wyniósł 201,4 mld zł

Deficyt budżetu państwa po dziewięciu miesiącach 2025 r. sięgnął 201,4 mld zł – dochody spadają nominalnie, ale reforma finansowania samorządów zmienia obraz statystyk.

Według najnowszych danych Ministerstwa Finansów, szacunkowe wykonanie budżetu państwa w okresie styczeń–wrzesień 2025 r. wskazuje na utrzymującą się presję fiskalną. Dochody wyniosły 415,6 mld zł, wydatki 617,0 mld zł, a deficyt – 201,4 mld zł, co oznacza realizację 69,8% rocznego planu. Choć liczby te mogą sugerować gwałtowne pogorszenie salda, analitycy podkreślają, że duża część spadku dochodów ma charakter statystyczny, wynikający z nowego systemu finansowania jednostek samorządu terytorialnego (JST).

Reforma finansowania samorządów zniekształca porównania

Od 2025 r. obowiązuje reforma udziałów JST w podatkach dochodowych PIT i CIT, która znacząco zmniejszyła część wpływów trafiających do budżetu państwa, a zwiększyła dochody samorządów. W warunkach porównywalnych – czyli bez reformy – dochody państwa w okresie dziewięciu miesięcy wyniosłyby 509,1 mld zł, czyli o 93,5 mld zł więcej niż w oficjalnym sprawozdaniu. W takim ujęciu wzrost rok do roku wyniósłby 10,6%, co świadczy o faktycznym umocnieniu bazy dochodowej, a nie jej spadku.

W obecnym ujęciu nominalnym dochody budżetu państwa spadły o 44,6 mld zł (–9,7% r/r), ale był to efekt przesunięcia środków między sektorem rządowym a samorządowym, a nie faktycznego załamania koniunktury podatkowej.

Dochody podatkowe: wzrost VAT i CIT, zaniżony PIT

Dochody podatkowe ogółem wyniosły 365,8 mld zł (–11,1% r/r). Struktura ich wykonania pokazuje jednak wyraźną poprawę wpływów z podatków pośrednich i stabilność podatków dochodowych od firm.

  • VAT: 240,3 mld zł (+10,6% r/r) – wzrost dzięki ożywieniu konsumpcji, poprawie ściągalności i ograniczeniu procederu wyłudzeń.
  • Akcyza: 67,9 mld zł (+3,2% r/r) – efekt podwyżki stawek o 5% na alkohol od stycznia i na wyroby tytoniowe od marca.
  • CIT: 48,1 mld zł (+6,4% r/r), a w warunkach porównywalnych 53,7 mld zł (+18,7% r/r) – dobra kondycja przedsiębiorstw, szczególnie w branży przemysłowej i budowlanej.
  • PIT: nominalnie –7,1 mld zł, czyli spadek o 75,5 mld zł, ale po korekcie o udziały JST byłoby to 77 mld zł (+12,6% r/r) – co oznacza faktyczny wzrost wpływów z podatku od osób fizycznych.

Z kolei dochody niepodatkowe wyniosły 48,4 mld zł, co stanowi wzrost o 2,0% r/r, głównie dzięki wyższym wpływom z dywidend i opłat administracyjnych.

Rekordowy transfer do samorządów

W związku z reformą, jednostki samorządu terytorialnego otrzymały z budżetu państwa 147,2 mld zł udziałów w PIT, podczas gdy rok wcześniej było to zaledwie 54,7 mld zł. Wzrost o 92,5 mld zł (169,2%) jest efektem nowego modelu udziałów, który ma wzmocnić stabilność dochodową JST. Łącznie wpływy całego sektora finansów publicznych z PIT wyniosły 140,2 mld zł, co oznacza wzrost o 13,9% r/r.

Wydatki: najwyższe w ZUS, obronie i zdrowiu

Po stronie wydatków wykonanie na poziomie 617 mld zł (66,9% planu) oznacza wzrost o 49,5 mld zł (8,7%) w stosunku do 2024 r. Największe pozycje stanowiły:

  • Zakład Ubezpieczeń Społecznych – 133,2 mld zł (67,1% planu),
  • Obrona narodowa – 70,6 mld zł (59,5%),
  • Obsługa długu Skarbu Państwa – 45,8 mld zł (60,6%),
  • Subwencje ogólne dla JST – 40,6 mld zł (80,6%),
  • Budżety wojewodów – 40,5 mld zł (70,5%),
  • Zdrowie – 35,3 mld zł (82,3%),
  • Sprawy wewnętrzne – 33,3 mld zł (67,5%),
  • Budżet i finanse publiczne – 28,0 mld zł (84,4%),
  • Środki własne UE – 26,3 mld zł (75,8%),
  • Szkolnictwo wyższe i nauka – 24,5 mld zł (73,9%).

Największy wpływ na wzrost wydatków miały:

  • spłaty zobowiązań z tarcz finansowych PFR (34,1 mld zł) oraz BGK (16 mld zł),
  • zwiększone wydatki na ochronę zdrowia (+18 mld zł) – dotacje do NFZ, staże medyczne, badania i dydaktykę,
  • rosnące koszty świadczeń społecznych w ZUS (+8,5 mld zł) – m.in. program Aktywny Rodzic, renta wdowia i świadczenia wspierające osoby z niepełnosprawnością,
  • większe wydatki na obronność (+4,4 mld zł) w związku z zakupami uzbrojenia,
  • wyższe nakłady na transport (+2,8 mld zł) i wpłaty do budżetu UE (+2,4 mld zł).

Zmiana modelu finansowania JST zmniejszyła subwencję ogólną

Wydatki z tytułu subwencji ogólnych dla samorządów były niższe o 55,5 mld zł niż rok wcześniej. Wynika to bezpośrednio z nowelizacji ustawy o dochodach JST, która od 2025 r. nadała subwencji charakter uzupełniający, ponieważ głównym źródłem dochodów samorządów stały się udziały w PIT i CIT.

Deficyt w tempie alarmującym

Po dziewięciu miesiącach 2025 r. wykonanie deficytu budżetowego sięgnęło 69,8% planu, co oznacza, że tempo zadłużania państwa jest wyższe niż planowany rozkład wydatków i dochodów. Eksperci zwracają uwagę, że realny deficyt fiskalny może przekroczyć 6% PKB, jeśli dynamika utrzyma się w IV kwartale, co wpisuje się w ostrzeżenia Instytutu Odpowiedzialnych Finansów o nadmiernym wzroście długu publicznego.

Perspektywy na IV kwartał 2025

W ostatnim kwartale roku rząd będzie musiał zmierzyć się z kumulacją wydatków socjalnych i kosztów obsługi długu. Kluczowe będzie również utrzymanie płynności w kontekście zwiększonych potrzeb pożyczkowych i rosnących kosztów finansowania. Wzrost dochodów z VAT i CIT pozwala zachować względny optymizm co do kondycji budżetu, jednak strukturalne ryzyka fiskalne – w tym wysokie transfery społeczne i niska efektywność wydatków – pozostają nierozwiązane.

Podsumowując, nominalne spadki dochodów budżetowych w 2025 r. są w dużej mierze efektem technicznym reformy samorządowej, a nie pogorszeniem sytuacji gospodarczej. Faktyczny obraz finansów publicznych pokazuje stabilny wzrost wpływów podatkowych, lecz przy utrzymującej się wysokiej dynamice wydatków – szczególnie społecznych i obronnych – deficyt budżetu państwa pozostaje na niepokojąco wysokim poziomie.

Dawne hale Rafako zmienią się w fabrykę komponentów dla polskiej armii

W Raciborzu rusza produkcja pojazdów wojskowych – projekt, który ma symboliczne i strategiczne znaczenie zarówno dla regionu, jak i dla polskiego przemysłu obronnego. W halach dawnej fabryki Rafako, obecnie Raciborskiej Fabryki Komponentów (RFK), powstawać będą podwozia dla Jelcza – producenta specjalistycznych ciężarówek wykorzystywanych przez Wojsko Polskie. Jak zapowiedział premier Donald Tusk, nowy zakład ma zatrudnić ponad 500 osób i stać się ważnym ogniwem krajowego łańcucha dostaw w sektorze zbrojeniowym.

Nowy etap w historii Rafako – przemysł obronny zamiast energetycznego

Raciborska Fabryka Komponentów (RFK) powstała z inicjatywy Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP), Towarzystwa Finansowego „Silesia” i Polimeksu Mostostal. Celem było przejęcie majątku upadającej spółki Rafako i nadanie mu nowej funkcji – tym razem w sektorze obronnym. W połowie kwietnia 2025 roku premier Donald Tusk ogłosił plan przekształcenia Rafako w zakład zbrojeniowy, a kilka tygodni później rząd przekazał 700 mln zł do ARP, by wesprzeć realizację tego celu.

„W 2012 roku ratowaliśmy zakłady Jelcza przed zniknięciem z mapy polskiego przemysłu. Dziś tutaj, w Raciborzu, wspólnym wysiłkiem dajemy szansę na rozpoczęcie wspólnej produkcji” – powiedział premier Donald Tusk podczas wizyty w RFK.

Decyzja o uruchomieniu produkcji w dawnych halach Rafako to nie tylko symboliczny gest odbudowy przemysłu, ale także realna inwestycja w przyszłość regionu. W zakładzie powstawać będą podwozia dla systemów rakietowych i radarowych wykorzystywanych m.in. w programie Narew, który ma kluczowe znaczenie dla modernizacji polskiej obrony przeciwlotniczej.

RFK i Jelcz – strategiczne partnerstwo w służbie obronności

Jelcz od lat jest filarem polskiego przemysłu motoryzacyjnego dla wojska. Firma produkuje pojazdy ciężarowe i specjalistyczne dla wszystkich rodzajów sił zbrojnych, odpowiadając na potrzeby nowoczesnych systemów uzbrojenia.

„Właściwie prawie wszystko, co jeździ w polskim wojsku to jest Jelcz. W jakimś sensie nie tylko Jelcz zaangażował się, żeby w Raciborzu ratować produkcję, ale to miejsce też w jakimś sensie ratuje Jelcza, który powinien produkować więcej niż jest w tej chwili w stanie” – podkreślił premier Tusk.

Przeniesienie części produkcji do Raciborza pozwoli Jelczowi zwiększyć moce wytwórcze, a jednocześnie włączy RFK w krajowy system dostaw dla przemysłu zbrojeniowego. Dzięki temu zarówno Jelcz, jak i nowo utworzona fabryka w Raciborzu staną się integralną częścią realizacji priorytetowych programów modernizacyjnych MON.

500 nowych miejsc pracy i gwarancja stabilności dla regionu

Oprócz znaczenia strategicznego, inwestycja w Raciborzu ma także wymiar społeczny i gospodarczy. W miejscu, gdzie przez dziesięciolecia działała jedna z największych w Polsce fabryk kotłów energetycznych, powstanie ponad 500 miejsc pracy.

„Fakt, że w Raciborzu będzie odbywać się produkcja zbrojeniowa, daje bardzo stabilną perspektywę. Losy ludzi tu pracujących nie będą zależały od kaprysów właścicieli czy wahań na rynku. Partnerami dla produkcji w Raciborzu będą MON i Wojsko Polskie – to gwarancja stabilności dla lokalnej społeczności” – zaznaczył premier Tusk.

Nowy zakład ma zapewnić długofalowe zatrudnienie dla inżynierów, techników, spawaczy i operatorów maszyn. Rząd liczy, że dzięki inwestycji RFK stanie się lokalnym centrum kompetencji przemysłowych i przyciągnie nowych poddostawców oraz kooperantów z regionu śląskiego.

Od przemysłu energetycznego do obronnego – symbol przemiany

Rafako, przez ponad 70 lat będące jednym z filarów polskiego przemysłu energetycznego, znalazło się w trudnej sytuacji finansowej w wyniku transformacji sektora energetycznego i malejących zamówień na tradycyjne kotły węglowe. Przejęcie aktywów przez RFK i przekształcenie profilu działalności w kierunku obronności jest przykładem nowego trendu – dywersyfikacji przemysłu i reindustrializacji opartej na bezpieczeństwie narodowym.

Dzięki wsparciu państwa i udziałowi Agencji Rozwoju Przemysłu, Racibórz może stać się jednym z regionalnych ośrodków produkcji sprzętu wojskowego, obok Stalowej Woli, Gliwic czy Jelcza-Laskowic.

Znaczenie gospodarcze i strategiczne projektu

Włączenie RFK do łańcucha dostaw krajowego przemysłu zbrojeniowego wpisuje się w szerszą strategię wzmacniania krajowych zdolności produkcyjnych w sektorze obronnym. To również krok w stronę zwiększenia samowystarczalności Polski w zakresie produkcji komponentów dla armii oraz ograniczenia zależności od dostaw z zagranicy.

Nowy zakład w Raciborzu będzie dostarczał kluczowe elementy do pojazdów wojskowych, które są wykorzystywane w systemach rakietowych i radarowych. Tym samym region śląski zyska strategiczne znaczenie w budowie infrastruktury bezpieczeństwa państwa.

Podsumowanie: inwestycja z potencjałem długofalowym

Projekt produkcji pojazdów Jelcza w Raciborzu to przykład inwestycji, która łączy cele gospodarcze, społeczne i strategiczne. Daje szansę na odbudowę lokalnego przemysłu, stworzenie stabilnych miejsc pracy i wzmocnienie krajowego potencjału obronnego.

Premier Tusk podczas wizyty w RFK podkreślał, że sukces projektu zawdzięcza determinacji lokalnej społeczności i konsekwentnej polityce przemysłowej państwa:

„Tu, w Raciborzu, ludziom tak bardzo zależało na tym, żeby to miejsce nie umarło, żeby tu była produkcja, żeby był biznes, żeby ludzie mieli robotę. Ta determinacja była głównym paliwem i cały czas mnie motywowała.”

Nowa produkcja w Raciborzu staje się więc nie tylko kolejnym etapem rozwoju Jelcza, ale i symbolem odrodzenia przemysłu w regionie, który jeszcze niedawno walczył o przetrwanie.

Polski handel zagraniczny w 2025 r. z lekkim deficytem – eksport stabilny, ale rośnie import i presja mocnego złotego

Według najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego, wartość obrotów towarowych handlu zagranicznego Polski w okresie styczeń–sierpień 2025 r. wyniosła 1 001,6 mld zł w eksporcie i 1 023,1 mld zł w imporcie, co oznacza ujemne saldo na poziomie 21,4 mld zł. Mimo utraty nadwyżki handlowej, dane pokazują, że polska gospodarka pozostaje silnie zakorzeniona w globalnych łańcuchach dostaw i utrzymuje wysoką aktywność eksportową.

Stabilny eksport, rosnący import

Z danych GUS wynika, że eksport w ujęciu rocznym spadł o 0,3%, podczas gdy import wzrósł o 2,7%. Jak komentuje Mariusz Zielonka, główny ekonomista Konfederacji Lewiatan, ta rozbieżność wynika z odbudowy popytu krajowego oraz rosnących kosztów surowców i komponentów na rynkach światowych.

Kupujemy drożej, szczególnie surowce i półprodukty, co przekłada się na wzrost nominalnej wartości importu. Jednocześnie mocniejszy złoty ogranicza wartość eksportu w ujęciu złotowym, choć w przeliczeniu na euro i dolary jego dynamika jest wyższa – wyjaśnia Zielonka.

Silna pozycja złotego w 2025 roku, choć korzystna dla importerów, zmniejsza konkurencyjność cenową polskich eksporterów, szczególnie wobec partnerów z Niemiec i Francji.

Europa wciąż kluczowym partnerem

Struktura geograficzna handlu zagranicznego pozostaje stabilna. Ponad 74% polskiego eksportu trafia do krajów Unii Europejskiej, z czego 59% do strefy euro. Największym odbiorcą polskich towarów niezmiennie pozostają Niemcy, które stanowią główny kierunek eksportowy dla sektorów motoryzacyjnego, maszynowego i AGD.

Z kolei import z krajów rozwijających się – zwłaszcza azjatyckich – rośnie szybciej niż eksport do tych regionów, co odzwierciedla globalny trend zwiększonej zależności Europy od dostaw komponentów z Azji, w tym elektroniki, baterii i sprzętu IT.

Silne branże przemysłowe nadal trzymają eksport

Pomimo spadku dynamiki, polski eksport utrzymuje wysoką wartość dzięki branżom o stabilnej pozycji na rynkach unijnych. Wśród nich dominują:

  • motoryzacja – napędzana inwestycjami w elektromobilność,
  • AGD i elektronika użytkowa,
  • sektor maszynowy i komponentów przemysłowych.

Według ekonomistów, to właśnie te sektory chronią bilans handlowy przed większym deficytem. Polska pozostaje ważnym ogniwem europejskiego łańcucha dostaw, zwłaszcza dla niemieckiego przemysłu.

Mocniejszy złoty – korzyść i ryzyko

Wartości eksportu i importu w walutach obcych są wyższe niż w złotych, co wskazuje na silny wpływ kursu walutowego. Umocnienie złotego w 2025 r. poprawiło opłacalność importu, ale ograniczyło przychody eksporterów przeliczane na złote.

Silny złoty zwiększa atrakcyjność zakupów z zagranicy, ale zmniejsza rentowność eksportu, co może w dłuższej perspektywie negatywnie wpłynąć na bilans handlowy – zauważa Mariusz Zielonka.

Potrzeba dywersyfikacji i wyższej wartości dodanej

Ekonomiści Konfederacji Lewiatan zwracają uwagę, że po okresie rekordowych lat 2021–2023, eksport wszedł w fazę stabilizacji. Polska gospodarka pozostaje jednak uzależniona od koniunktury w strefie euro, zwłaszcza w Niemczech. W obliczu spowolnienia u głównych partnerów handlowych, coraz pilniejsza staje się dywersyfikacja rynków zbytu oraz rozwój eksportu produktów o wyższej wartości dodanej – np. zaawansowanych technologicznie wyrobów przemysłowych, urządzeń medycznych czy usług cyfrowych.

Utrzymanie konkurencyjności wymaga inwestycji w innowacje, automatyzację i redukcję śladu węglowego produkcji, bo to one będą decydować o pozycji Polski na rynku unijnym – podsumowuje Zielonka.

Bilans: umiarkowany optymizm

Ogólny obraz obrotów handlowych w 2025 r. pozostaje umiarkowanie pozytywny. Polska utrzymuje wysoki poziom eksportu, ale rosnący import i mocny złoty ograniczają nadwyżkę handlową. W perspektywie kolejnych miesięcy kluczowe będzie utrzymanie równowagi pomiędzy silnym popytem krajowym a konkurencyjnością eksportu – szczególnie w kontekście spowalniającej gospodarki europejskiej i zmian w globalnych łańcuchach dostaw.

Transformacja energetyczna w Polsce wymaga dialogu i współpracy – apel Konfederacji Lewiatan

Transformacja energetyczna w Polsce wymaga szerokiego dialogu społecznego, efektywnego procesu legislacyjnego i wsparcia ze strony najwyższych władz państwowych – podkreślił Marek Górski, prezydent Konfederacji Lewiatan, podczas plenarnego posiedzenia Rady Dialogu Społecznego z udziałem prezydenta Karola Nawrockiego. Jak zaznaczył, bez społecznego konsensusu trudno będzie wypracować spójny, realistyczny i trwały model energetyki niskoemisyjnej.

Polska na rozdrożu transformacji energetycznej

Zdaniem Marka Górskiego, Polska stoi w obliczu konieczności głębokich przekształceń gospodarczych wynikających z rosnących kosztów emisji, zanieczyszczenia środowiska i postępujących zmian klimatycznych. Transformacja w kierunku gospodarki niskoemisyjnej i o obiegu zamkniętym nie jest już wyborem politycznym, lecz ekonomiczną koniecznością.

Polityka klimatyczno-energetyczna Unii Europejskiej stwarza Polsce szansę na zwiększenie konkurencyjności poprzez rozwój gospodarki niskoemisyjnej – zauważył prezydent Lewiatana. Dodał, że dochody budżetu państwa z systemu handlu emisjami (ETS) powinny w większym stopniu wspierać inwestycje w transformację energetyczną.

Energia z OZE coraz tańsza niż z węgla

Z najnowszych analiz wynika, że energia z odnawialnych źródeł (OZE) jest dziś od dwóch do trzech razy tańsza niż ta wytwarzana z węgla. W 2025 roku koszt energii z paliw kopalnych może sięgnąć nawet 740 zł za MWh, podczas gdy w przypadku OZE będzie to 270–340 zł za MWh. Nawet bez uwzględnienia opłat za emisję CO₂ oznacza to oszczędność rzędu 30%.

Ten trend ma ogromne znaczenie dla polskiego przemysłu, szczególnie energochłonnego. – W niektórych branżach koszty energii w ciągu pięciu lat wzrosły dwukrotnie i stanowią już blisko 10% kosztów produkcji. Tymczasem w innych krajach Unii Europejskiej energia jest tańsza, a ślad węglowy – niższy, co zwiększa ich przewagę konkurencyjną – podkreślił Górski.

Wysokie ceny energii uderzają szczególnie w sektory eksportowe – spożywczy, motoryzacyjny i materiałów budowlanych – które rywalizują z producentami z krajów o bardziej zaawansowanej transformacji.

Bariery inwestycyjne i rola państwa

Mimo korzystnych trendów kosztowych, tempo transformacji energetycznej w Polsce pozostaje zbyt wolne. Jedną z głównych przyczyn są bariery regulacyjne. Przykładem mogą być nawet siedmioletnie procedury administracyjne przy budowie lądowych farm wiatrowych czy przeciągające się procesy związane z rozwojem biogazu, biometanu i morskiej energetyki wiatrowej.

Prezydent Lewiatana zaznaczył, że konieczne jest usprawnienie procesu inwestycyjnego i zwiększenie możliwości przyłączania OZE do sieci, co dziś stanowi jedną z największych barier rozwoju sektora.

W jego opinii Polska powinna również stopniowo odchodzić od mechanizmu mrożenia cen energii, który zniekształca rynek i ogranicza konkurencję. – Rynek powinien sam regulować ceny. Interwencje państwa są uzasadnione jedynie w sytuacjach kryzysowych – stwierdził Górski.

Wsparcie dla najbardziej potrzebujących

W kontekście ochrony odbiorców energii prezydent Konfederacji Lewiatan zaproponował wprowadzenie systemu bonów energetycznych dla najbardziej potrzebujących gospodarstw domowych. Takie rozwiązanie, jego zdaniem, pozwoliłoby uniknąć nadmiernych obciążeń dla budżetu, a jednocześnie zapewnić ochronę socjalną osobom najbardziej narażonym na ubóstwo energetyczne.

Konsensus społeczny warunkiem sukcesu

Podczas posiedzenia Rady Dialogu Społecznego Marek Górski wezwał do budowy szerokiego porozumienia społecznego wokół celów transformacji energetycznej, które obejmowałoby nie tylko rząd i przedsiębiorców, ale również związki zawodowe, organizacje społeczne i samorządy.

Tylko wspólny, długofalowy plan – uzgodniony ponad politycznymi podziałami – może zagwarantować stabilność inwestycji, przewidywalność regulacyjną i utrzymanie konkurencyjności polskiej gospodarki w erze niskoemisyjnej energetyki.

– Transformacja energetyczna musi opierać się na dialogu społecznym i szerokim porozumieniu. Bez społecznego konsensusu, efektywnego procesu legislacyjnego i wsparcia prezydenta RP trudno będzie wypracować polski model energetyki niskoemisyjnej – podsumował Marek Górski.

Nowe regulacje AML zmienią sektor finansowy. 84% instytucji już rozpoczęło przygotowania

84 proc. instytucji finansowych w Europie rozpoczęło przygotowania do wdrożenia pakietu nowych regulacji AML. Nadchodzące przepisy mają wzmocnić sektor, ale firmy spodziewają się dużych przemian organizacyjnych i technologicznych.

Europejskie instytucje finansowe przygotowują się do wejścia w życie przepisów dotyczących przeciwdziałania praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu. Choć większość organizacji rozpoczęła już prace nad wdrożeniem zmian, wiele z nich wciąż pozostaje na wczesnym etapie planowania i analiz. Jak wynika z raportu „Navigating the EU AML/CFT Landscape” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte niemal trzy czwarte podmiotów obawia się, że regulacje znacząco wpłyną na ich działalność, a ponad połowa spodziewa się wyzwań w zakresie danych klientów i technologii. Nadchodzące lata będą więc czasem intensywnej transformacji dla całego sektora finansowego, która ma wzmocnić jego bezpieczeństwo i spójność.

Badanie objęło 121 przedstawicieli 103 instytucji finansowych z 20 krajów Europy, w tym z Polski. Najwięcej odpowiedzi pochodziło z sektora bankowego, w następnej kolejności z firm ubezpieczeniowych, a także od fintechów, asset managerów i przedsiębiorstw inwestycyjnych. Respondentami byli przede wszystkim eksperci i menedżerowie zajmujący się ryzykiem oraz zgodnością regulacyjną.

Wspólne europejskie przepisy w zakresie przeciwdziałania praniu pieniędzy, w tym Rozporządzenie (UE) 2024/1624, mają zapewnić jednolite standardy w całej Unii Europejskiej, a w konsekwencji prowadzić do większej przejrzystości, spójności i współpracy między krajowymi organami nadzoru a podmiotami z branży finansowej. Nowe regulacje zaczną obowiązywać od lipca 2027 roku i będą częścią szerokiej reformy systemu AML/CFT w Europie. Jednym z najważniejszych elementów zmian będzie utworzenie Urzędu ds. Przeciwdziałania Praniu Pieniędzy i Finansowaniu Terroryzmu (AMLA), który ma bezpośrednio nadzorować wybrane instytucje finansowe i koordynować ich działania.

Nowe regulacje AMLR i AMLD6 mają potencjał, by wzmocnić odporność sektora finansowego, ale ich wdrożenie będzie wymagało głębokiej transformacji organizacyjnej. W związku z tym instytucje muszą inwestować w kompetencje pracowników, usprawnianie procesów i rozwój technologii. Z naszego badania wynika, że świadomość nadchodzących zmian jest wysoka, ale wiele organizacji dopiero kształtuje swoje strategie działania – mówi Paweł Spławski, partner w zespole Risk, Regulatory and Forensic, Deloitte.

Różne perspektywy, wspólny cel

Branża finansowa zakłada, że nowe przepisy zwiększą odporność systemu finansowego oraz bezpieczeństwo pod kątem prania pieniędzy. Uważa tak 84 proc. przedstawicieli instytucji, które wzięły udział w badaniu. Równocześnie trzy czwarte obawia badanych się ich wpływu na bieżące procesy. Najbardziej pozytywne nastroje widać w Europie Południowej i Wschodniej – średnio dziewięciu na dziesięciu uczestników ankiety w tych regionach pozytywnie ocenia kierunek zmian. Z kolei w krajach Europy Północno-Zachodniej odsetek ten jest nieco niższy i wynosi 77 proc.

Wśród wszystkich uczestników ankiety dominuje przekonanie, że nowe przepisy będą wymagały nie tylko dostosowania procedur, ale również nowego podejścia do współpracy z organami nadzoru. Banki i ubezpieczyciele częściej spodziewają się dużych zmian operacyjnych i kosztów wdrożenia. Natomiast fintechy, dostawcy usług płatniczych i mniejsze instytucje wykazują większą elastyczność i otwartość na dostosowanie się do nowych wymogów.

Gotowość deklarowana, działania w toku

Na poziomie deklaracji sektor wydaje się dobrze przygotowany do nadchodzących zmian. 94 proc. instytucji finansowych ocenia, że dysponuje wystarczającymi zasobami, by przygotować się do wdrożenia przepisów, a 81 proc. twierdzi, że dobrze rozumie ich założenia. Większość firm dopiero rozpoczyna proces przygotowań: blisko jedna trzecia definiuje swoje podejście, 30 proc. ma wstępną strategię, a jedynie 9 proc. ma opracowane szczegółowe działania. Żadna z ankietowanych instytucji nie rozpoczęła jeszcze faktycznej implementacji. Widać przy tym wyraźne różnice w sposobie organizacji prac. Największe podmioty częściej opracowują konkretne plany, mniejsze z kolei bazują na istniejących systemach zarządzania zgodnością. W przygotowaniach najistotniejszą rolę odgrywa tzw. druga linia obrony, czyli zespoły odpowiedzialne za identyfikację, ocenę i monitorowanie ryzyka oraz nadzór nad zgodnością – odpowiadają one w tym zakresie w 68 proc. firm. Zaangażowanie pierwszej linii, zajmującej się zarządzaniem ryzykiem w codziennej działalności operacyjnej i wdrażaniem mechanizmów kontrolnych pozostaje ograniczone, choć w krajach Europy Północno-Zachodniej widać większą aktywność w tym obszarze.

Dane i technologia w centrum uwagi

Jako największe wyzwanie w perspektywie wdrożenia nowych przepisów instytucje wskazują gromadzenie i aktualizację danych o klientach. 56 proc. z nich przewiduje znaczące lub umiarkowane luki w tym zakresie, co może wpływać na konieczność dostosowania procesów KYC (Know Your Customer) i prowadzić do konieczności podjęcia dodatkowych działań w celu aktualizacji posiadanych informacji . Taki sam odsetek obawia się trudności w zakresie wdrażania innowacji, w tym wykorzystania narzędzi sztucznej inteligencji w monitorowaniu transakcji.

W dużych podmiotach finansowych, zwłaszcza w bankach, obawy dotyczą przede wszystkim złożonych procesów i ograniczeń technologicznych. Dla mniejszych organizacji, w tym fintechów, technologia jest częściej szansą na zwiększenie efektywności.

Banki najczęściej jako pierwsze dostrzegają wyzwania związane z wdrożeniem nowych regulacji, szczególnie w obszarze danych klientów, jakości informacji KYC i wykorzystania technologii. Jednocześnie to właśnie one, lepiej niż inne instytucje rozumieją skalę nadchodzących zmian i traktują je jako impuls do modernizacji oraz podniesienia efektywności operacyjnej. W krajach Europy Środkowo-Wschodniej, w tym w Polsce, podejście do tej transformacji ma bardziej pragmatyczny charakter, więc firmy koncentrują się na stopniowym dostosowaniu do nowych wymogów, postrzegając je jako element wzmacniania zaufania oraz długofalowej konkurencyjności na rynku finansowym
– mówi Piotr Jagodziński, dyrektor w zespole Risk, Regulatory and Forensic, Deloitte.

Nowy etap dla sektora finansowego

Harmonizacja przepisów AML/CFT w całej Unii Europejskiej ma pozwolić na lepszą wymianę informacji, bardziej spójne raportowanie i skuteczniejsze reagowanie na ryzyka związane z praniem pieniędzy. Zmiany obejmą zarówno obszary operacyjne, jak i strategiczne w obszarze danych i procesów, technologii oraz kultury organizacyjnej. Najbliższe dwa lata będą okresem intensywnych przygotowań, inwestycji i budowania kompetencji. Dla wielu przedsiębiorstw wdrożenie może stać się punktem zwrotnym – od podejścia opartego na obowiązku regulacyjnym do modelu, w którym zgodność i przejrzystość stanowią element przewagi konkurencyjnej i fundament zaufania na rynku finansowym.

O badaniu

Badanie objęło 121 przedstawicieli 103 instytucji finansowych z 20 krajów Europy, w tym z Polski. Dane zbierano między 22 kwietnia a 1 sierpnia 2025 roku. Analiza obejmowała zarówno statystyki opisowe, jak i porównanie odpowiedzi pomiędzy różnymi grupami respondentów – w zależności od kraju, branży, wielkości organizacji oraz pełnionych funkcji. Wyniki pozwoliły zidentyfikować różnice w poziomie przygotowania i podejściu do wdrożenia pakietu regulacji AML/CFT w Unii Europejskiej.

Profesor Juliszewski apeluje o rozsądek w ocenie zagrożeń związanych ze smogiem

Choć temat smogu i zanieczyszczeń budzi emocje, profesor Tadeusz Juliszewski z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie przekonuje, że nie każde zapylenie powietrza jest wynikiem działalności człowieka. „W powietrzu, którym oddychamy, zawsze będą pyły – na ulicy, w parku, w samochodzie, w mieszkaniu, biurze, a nawet w szpitalu” – podkreśla naukowiec.

Zanieczyszczenie powietrza to temat, który wciąż budzi silne emocje. W debacie publicznej często pojawia się przekaz, że każdy dym z komina oznacza zagrożenie dla zdrowia. Tymczasem, jak wyjaśnia prof. dr hab. inż. Tadeusz Juliszewski z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, obecność pyłów w atmosferze jest zjawiskiem naturalnym, a kluczem do zrozumienia problemu jest rozróżnienie pomiędzy pyłami naturalnymi i antropogenicznymi. Oczywistym postulatem jest, by powietrze było czyste, to znaczy nie zawierało żadnych pyłów. Postulat ten nie jest jednak możliwy do spełnienia. Ludzie wdychają powietrze zawierające różnego rodzaju pyły. Tak było w przeszłości, tak jest obecnie i tak będzie w przyszłości – mówi profesor.

Naturalne i antropogeniczne źródła pyłów

Według Juliszewskiego, w atmosferze unoszą się zarówno cząstki pochodzenia naturalnego, jak i te wytwarzane przez człowieka. Do pierwszej grupy zaliczają się między innymi pyłki roślin, drobiny gleby, szczątki roślin rozwiewane przez wiatr, czy nawet pył kosmiczny. Druga grupa to efekty działalności przemysłowej, transportowej czy grzewczej.

Profesor przypomina, że nawet przy dużych nakładach technologicznych nie da się całkowicie wyeliminować pyłów z powietrza. Nie potrafimy eliminować ani nawet redukować pyłów naturalnego pochodzenia, gdyż Natura jest od ludzi niezależna. Jedyne, co potrafimy, to redukować emisje powodowane przez nas samych – wyjaśnia.

Nie każda emisja to zagrożenie

Autor opracowania zwraca uwagę na częste pomyłki w interpretacji danych dotyczących zapylenia powietrza. Kluczowe jest rozróżnienie pojęć emisji i ekspozycji. Jak tłumaczy Juliszewski, emisja określa ilość pyłu wytwarzaną przez dane źródło, natomiast ekspozycja – faktyczną ilość pyłu, z którą człowiek ma kontakt. Wielkość zmierzonej emisji spalin znormalizowanymi metodami badawczymi nie jest nigdy równoznaczna z ekspozycją ludzi. Przecież nikt nie oddycha powietrzem tuż przy wylocie z komina czy rurze wydechowej samochodu! – zauważa naukowiec.

W jego opinii, duża emisja nie zawsze oznacza duże zagrożenie. Spaliny ulegają bowiem rozcieńczeniu w atmosferze, a stopień ich oddziaływania zależy od wielu czynników – m.in. składu chemicznego, czasu ekspozycji i stężenia pyłów w powietrzu.

Biomasa pod lupą

W ostatnich latach coraz częściej pojawiają się głosy krytyczne wobec ogrzewania drewnem czy biomasą. Profesor Juliszewski uważa, że takie opinie często wynikają z nieporozumień. Autor nie ma na celu bagatelizowanie skażenia powietrza pyłami pochodzenia antropogenicznego – przeciwnie: uważa, że emisje tego rodzaju pyłów należy redukować. Przedstawiając sprawdzone, naukowe fakty chce przekonać Czytelnika, by nie ulegał manipulacjom, gdy czyta, lub słyszy, że spalanie biomasy w nowoczesnych, certyfikowanych piecach lub kominkach stanowi zagrożenie dla niego, jego rodziny i naturalnego środowiska – zaznacza badacz.

Zauważa, że urządzenia grzewcze z atestem i spełniające normy Ekoprojektu (Ekodesign) są bezpieczne w użytkowaniu. Ich emisje są ściśle kontrolowane przez akredytowane instytuty badawcze, a wyniki pomiarów potwierdzają zgodność z europejskimi normami. Eksploatacja urządzenia grzewczego spełniającego wymagania norm EKOPROJEKTU, zgodna z zaleceniami producenta, nie powinna być kwestionowana – podkreśla profesor. Jego zdaniem, wiele zarzutów wobec spalania biomasy wynika nie z wad technologicznych, lecz z błędów użytkowników, np. palenia mokrym drewnem czy niewłaściwego rozpalania.

Nowoczesna technologia i rozsądek

Profesor wskazuje, że rozwój technologii grzewczych pozwala znacząco ograniczać emisje pyłów. Filtry, cyklony i płuczki skutecznie wychwytują cząstki stałe z dymu przemysłowego, a w nowoczesnych kominkach widoczny dym to najczęściej tylko para wodna. Widoczny dym z domu lub mieszkania, w którym spala się suche drewno lub atestowane pellety, to także prawie tylko para wodna. Po rozpaleniu kominka czy pieca nawet para wodna znika – nie dostrzega się z komina żadnych spalin – mówi Juliszewski.

Powietrze, którym oddychamy, zawiera zawsze pyły naturalnego i antropogenicznego pochodzenia. Zawsze ludzie będą eksponowani na działanie tych pyłów – przypomina profesor Juliszewski. Według niego, kluczem jest redukcja szkodliwych emisji, a nie walka z samym faktem obecności pyłu w atmosferze. Jak podkreśla – Pyły emitowane do atmosfery ze spalania biomasy spełniającej normatywne wymagania w atestowanych kominkach, kotłach i piecach nie stanowią zagrożenia dla ludzi i środowiska.

Prezentowane naukowe podejście Profesora Juliszewskiego poszerza horyzonty i skłania do refleksji na tematy publikowane w mediach głównego nurtu. Czytelnik tekstu powinien otrzymywać rzetelne i prawdziwe fakty. Niestety w zalewie i szumie informacyjnym łatwiej jest siać strach, chaos i dezinformację. Dlatego też w ramach kampanii społecznej Drewno Pozytywna Energia podejmujemy trud edukacji i informowania społeczeństwa o prawdzie właśnie we współpracy z Naukowcami – podsumowuje Aleksander Rybaczuk, ekspert  kampanii społecznej Drewno Pozytywna Energia.

Coal Energy planuje rozszerzyć działalność o złoża metali krytycznych i rzadkich w Albanii

Coal Energy S.A., spółka z branży górniczej, notowana na GPW podpisała memorandum o współpracy z dwoma albańskimi firmy, należącymi do rumuńskiego partnera. Porozumienie obejmuje rozwój projektów wydobywczych w Albanii na złożach z koncesją na wydobycie miedzi, złota i kobaltu. W trakcie wcześniejszych prac poszukiwawczych na złożach wykryto obecność również antymonu (wykorzystywanego m.in. w produkcji amunicji), selenu (półprzewodniki w fotokomórkach) oraz telluru (produkcja elektroniki, optyki i półprzewodników). Spółka wykona również prace poszukiwawcze w zakresie metali ziem rzadkich.

Porozumienie obejmuje już istniejącą licencję na eksploatację złoża antropogenicznego Kurbnesh (osadnika po byłej hucie miedzi „Kurbnesh”)  oraz licencji na złoże miedzi Gjegjan w północnej Albanii, zawierające cenne surowce: miedź, złoto, kobalt, antymon, selen, tellur, a także prawdopodobieństwo występowania pierwiastków ziem rzadkich. Współpraca jest efektem zapowiadanych w strategii działań Coal Energy na rynku rumuńskim, skąd pochodzi partner firmy.

Zgodnie z memorandum, Coal Energy uzyska dostęp do pełnej dokumentacji technicznej, geologicznej i środowiskowej obu złóż oraz przeprowadzi analizę potencjału inwestycyjnego i ekonomicznego ich zagospodarowania. Firma przeprowadzi również dodatkowe badania na osadniku Kurbnesh  w celu określenia występowania  pierwiastków ziem rzadkich. W dalszym etapie spółka może przeprowadzić akwizycję praw wydobywczych oraz rozpoczęcie wspólnych prac przygotowawczych i eksploatacyjnych.

W obecnych realiach gospodarczych metale krytyczne, takie jak antymon, selen, tellur czy metale ziem rzadkich, są fundamentem transformacji energetycznej i rozwoju nowych technologii – od elektromobilności po obronność. Włączenie się w projekty wydobywcze w Albanii stanowi dla Coal Energy strategiczny krok w kierunku dywersyfikacji działalności i zwiększenia wartości dla akcjonariuszy – powiedział Wiktor Wiśniowiecki, prezes i założyciel Coal Energy S.A.

Złoże antropogeniczne Kurbnesh jest jednym z największych w regionie złóż antropogenicznych miedziowo-złoto-kobaltowych. Wyniki wcześniejszych badań geologicznych wskazują także na znaczną obecność pierwiastków o rosnącym znaczeniu przemysłowym – antymonu, telluru i selenu, których zapotrzebowanie globalne dynamicznie rośnie w sektorach półprzewodników, technologii obronnych i fotowoltaiki. Praca na złożu polegałaby na wydobyciu surowca z osadnika po byłej hucie miedzi „Kurbnesh”. Obecne zasoby masy skalnej osadnika szacowane są na 1,4 mln ton.

Z kolei Gjegjan to złoże miedzi, którego zasoby mogą stanowić uzupełnienie surowcowej bazy projektu. W przypadku tego złoża docelowym planem byłaby budowa zakładu wzbogacania rudy i produkcji koncentratu.

Coal Energy zamierza wykorzystać swoje doświadczenie w zakresie przetwarzania hałd górniczych i osadników, reaktywacji i restrukturyzacji kopalń oraz opracowywania nowoczesnych metod wydobycia, by nadać projektom nową rentowną strukturę technologiczną i środowiskową. Spółka planuje przeprowadzenie dodatkowych prac eksploracyjnych w celu potwierdzenia zasobności złóż w pierwiastki rzadkie i strategiczne.

Surowce takie jak antymon, selen i tellur mają kluczowe znaczenie dla gospodarki niskoemisyjnej i sektorów o wysokiej wartości dodanej. Antymon jest niezbędny w produkcji półprzewodników, baterii i systemów ogniotrwałych; tellur i selen są wykorzystywane w panelach fotowoltaicznych, ogniwach termoelektrycznych i elektronice precyzyjnej. Dostęp do tych pierwiastków w Europie ma znaczenie strategiczne, ponieważ większość światowej podaży pochodzi dziś z Chin.

– Europa stoi wobec konieczności odbudowy własnych łańcuchów dostaw surowców krytycznych. Nasze działania w Albanii wpisują się w ten trend, oferując regionalne źródło dostaw metali niezbędnych dla przemysłu wysoko zaawansowanych technologii – podkreśla Wiktor Wiśniowiecki.

Memorandum stanowi element szerszej strategii Coal Energy zakładającej rozszerzenie portfela surowcowego poza węgiel, w kierunku metali strategicznych i przemysłowych. Równolegle spółka prowadzi prace przygotowawcze do reaktywacji wydobycia w Polsce oraz analizuje możliwości rozwoju projektów w Rumunii i Ukrainie.

Dolar traci po wystąpieniu Powella, a inflacja w Polsce pozostaje w celu NBP

Wtorkowe wystąpienie prezesa Rezerwy Federalnej rozpoczęło osłabienie dolara na forex. Ruch ten został wykorzystany przez krajową walutę, która na wykresach USD/PLN czy EUR/PLN wymazała straty z początku tygodnia. Dane makroekonomiczne tym razem nie uderzają w euro, a w Polsce inflacja pozostaje w celu NBP.

Inflacja bez zmian

W środę poznaliśmy finalny odczyt inflacji konsumenckiej w Polsce. Dane okazały się zgodne z szacunkami wstępnymi. W ujęciu miesięcznym dynamika cen nie uległa zmianie. W ujęciu rocznym był to wzrost o 2,9%. Za zwyżkę odpowiada głównie sektor usługowy, gdzie odnotowano skok o 5,8% r/r. Wśród nich wyróżniają się pozycje edukacja (6,8% r/r) oraz restauracje i hotele (5,4% r/r). Inflacja towarów to jedyne 1,9% r/r. Tutaj najszybsze tempo wzrostu odnotowano dla napoi alkoholowych i wyrobów tytoniowych (6,8% r/r). Ogólny poziom CPI mieści się w górnym przedziale celu NBP, czyli 2,5% r/r z możliwym odchyleniem o +/- 1 punkt procentowy. Publikacja zgodna z rynkowymi oczekiwaniami nie miała istotnego wpływu na notowania złotego, który w środę umacnia się na forex. Siła krajowej waluty to skutek czynników zewnętrznych, a dokładnie umocnienia EUR, z którym PLN jest dodatnio skorelowany. Unijna waluta po kilku słabych sesjach z rzędu w końcu postanowiła wyprowadzić kontratak na forex.

Uderzenie w dolara

Jeszcze wczoraj notowania głównej pary walutowej świata naruszyły poziom 1,157 USD, chwilami schodząc nawet do 1,15 USD. Ostatni raz w tym miejscu byliśmy w piątek, zatem w krótkim terminie utworzyła się formacja podwójnego dna. To przyniosło odbicie na wykresie EUR/USD, jednak hamulcem dla zwyżek może być miesięczna linia trendu spadkowego, która będzie ograniczać zwyżki w okolicach poziomu 1,166 USD. Wczorajszemu odbiciu pomogła wypowiedź prezesa Rezerwy Federalnej. Jerome Powell zauważa ryzyka na amerykańskim rynku pracy, z którego brakuje danych makroekonomicznych od momentu zamknięcia rządu. Pojawiła się także wzmianka o prawdopodobnym zakończeniu redukcji bilansu FED, co oznacza zakończenie ściągania pieniądza z rynku. To, w połączeniu z prawdopodobnym wycofaniem się prezydenta Trumpa z 100% ceł na Chiny i wizją kontynuowania luzowania monetarnego w USA do końca roku, spowodowało osłabienie dolara, na czym skorzystało chociażby euro. Kurs EUR/USD wzrósł dziś do 1,164 USD.

Dane ze strefy euro

Unijnej walucie w umocnieniu nie przeszkadzają dziś dane makroekonomiczne, jak to miało miejsce jeszcze tydzień temu. Produkcja przemysłowa w ujęciu rocznym wzrosła o 1,1%. Był to wynik lepszy od oczekiwanego spadku o 0,2% r/r. Mimo że w ujęciu miesięcznym odnotowano spadek o 1,2%, to był on płytszy od spodziewanego -1,6% m/m. Dodatkowo dowiedzieliśmy się o wzroście cen konsumenckich w Hiszpanii. Inflacja zwyżkowała z 2,7% r/r do 3% r/r. Było to więcej niż prognozowane 2,9 r/r. Obok danych z Półwyspu Iberyjskiego poznaliśmy także tempo wzrostu cen z Francji, gdzie wygasa polityczny chaos. Inflacja CPI w ujęciu rocznym wzrosła zgodnie z oczekiwaniami z 0,9% r/r do 1,1% r/r. Powyższe pomogło w umocnieniu euro, na czym skorzystał także złoty. W środowe południe kurs EUR/PLN schodzi poniżej 4,26 PLN, a kurs USD/PLN spadł z wczorajszego 3,70 PLN do 3,66 PLN.

Ropa na 5-miesięcznych minimach, złoto bije rekordy. Rynki w cieniu konfliktu USA–Chiny

Czarne złoto znów szuka dna, bojąc się konfrontacji USA i Chin. Dane z Niemiec dają chwilę oddechu na rynku. Złoto nie zwalnia tempa – coraz częściej pojawiają się pytania o zasięg tego ruchu.

Ropa na 5-miesięcznych minimach

Wymiana uprzejmości – lub jak uważają niektórzy ciosów – pomiędzy dwoma głównymi światowymi mocarstwami gospodarczymi nie pozostaje bez wpływu na rynki. Skoro Chiny straszą ograniczeniem eksportu metali ziem rzadkich, a USA zdecydowanym zwiększeniem stawek celnych, to niepokój na rynku wzrasta. Inwestorzy boją się, że wpłynie to druzgocąco na handel pomiędzy obydwoma potęgami. To z kolei spowoduje, że oczekiwania co do zapotrzebowania na ropę spadają. Gdy spada oczekiwanie popytu na ropę, OPEC może ograniczyć produkcję i utworzyć nowy poziom względnej równowagi. Może, ale kartel jest w trudnej sytuacji, w której to walczy o udział w rynku również z Amerykanami. Widać to wyraźnie w środku samej organizacji, gdzie członkowie o najniższych kosztach wydobycia prą do zwiększania produkcji i walki o rynek. W rezultacie już teraz mamy surowiec najtańszy od trochę ponad 5 miesięcy. Jeżeli cena baryłki spadnie jeszcze około 4 dolarów, zobaczymy najtańsze czarne złoto od pandemii.

Dane z Niemiec

Wczoraj poznaliśmy dwa ważne odczyty od naszego zachodniego sąsiada. Inflacja konsumencka nie zaskoczyła – rynek oczekiwał 2,4% i otrzymał 2,4%. Jest to z jednej strony najwyższy wynik od grudnia. Natomiast z drugiej strony dołek był na poziomie 2,0%, więc nie jest to poważna zmiana. Nie są to wartości, które zachęcają EBC do rozmów o podwyżkach stóp. Z drugiej strony jest to sygnał ostrzegawczy dla np. Francji, że nie powinna liczyć na dalsze spadki kosztów kredytowania. W obecnej sytuacji eksplodującego zadłużenia i rozpaczliwej próby uchwalenia budżetu jest to nieciekawa wiadomość. Drugi odczyt to indeks instytut ZEW. Niemcy mają dwa ważne własne indeksy koniunktury. Ten drugi IFO wydaje się ważniejszy, co nie znaczy, że należy ZEW ignorować. Szczególnie że pokazuje on wyraźny wzrost optymizmu.

Złoto nie zwalnia tempa

To, co się dzieje na rynku złota, powoli można nazwać szaleństwem. Gwałtownie brakuje tam sprzedających. Jakby tego było mało, temat staje się bardzo medialny, co powoduje, że na rynek wciąż trafiają nowi inwestorzy. Tydzień temu ekscytowaliśmy się poziomem 4000 USD, a jeden z dużych banków zapowiadał dotarcie do 4200 USD do końca roku. Poziom ten przebiliśmy dzisiaj w nocy podczas sesji azjatyckiej. Jak zawsze w takich sytuacjach pojawia się pytanie – gdzie jest meta? Z jednej strony mamy gigantyczne już wzrosty co otwiera perspektywę do bardzo głębokiej korekty. Z drugiej strony na rynek napływa dużo kapitału, np. z banków centralnych, które zwyczajowo nie sprzedają (aczkolwiek są wyjątki).

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Pracownicy chcą biur, które sprzyjają współpracy, ale też skupieniu

0

Pracownicy coraz chętniej wracają do biur, ale ich oczekiwania wobec przestrzeni pracy uległy zmianie. Z ankiety Savills wynika, że biuro to dziś nie tylko miejsce wykonywania zadań, lecz przede wszystkim przestrzeń integracji i współpracy, uzupełniona o strefy sprzyjające koncentracji i pracy w ciszy. Na znaczeniu zyskują także elementy codziennego komfortu, które decydują o satysfakcji z korzystania z biura.

Ankieta, w której wzięło udział blisko 100 (n=95) uczestników krakowskiego ABSL Summit 2025, odsłania kluczowe trendy, które będą kształtować przyszłość rynku biurowego. Pozytywna ocena lokalizacji (82%) i samych biur (80%) sugeruje, że podstawowe potrzeby użytkowników są w dużej mierze spełnione. Jednak rosnące oczekiwania wskazują na konieczność budowania bardziej kompleksowych doświadczeń biurowych – takich, które łączą komfort pracy, integrację i dostęp do usług w otoczeniu.

Wyniki ankiety pokazują, że na decyzje najemców dotyczących wyboru biura wpływa dziś coś więcej niż czynsz i metraż. Kluczowe są czynniki, które decydują o komforcie użytkowników: lokalizacja, dostęp do transportu, otoczenie usługowe, a także elastyczność powierzchni. To one tworzą przewagę konkurencyjną budynków, które będą wygrywać w walce o najemców – podkreśla Jarosław Pilch, Head of Tenant Representation w Savills.

Dzisiejsze biuro przestaje być wyłącznie miejscem wykonywania obowiązków zawodowych. W erze pracy hybrydowej, w której pracownicy mają możliwość realizowania wielu zadań z domu, największą wartością biura staje się kontakt z innymi ludźmi. Aż 79% ankietowanych deklaruje, że główną motywacją do przychodzenia do biura jest chęć spotkania się ze współpracownikami. Kolejne 46% wskazało poczucie wspólnoty, a 25% spontaniczne interakcje. To dowód na to, że biuro spełnia przede wszystkim rolę społecznego centrum organizacji – miejsca, w którym buduje się więzi, wymienia pomysłami, a także wzmacnia kulturę organizacyjną. Coraz częściej firmy dostrzegają, że integracja zespołu oraz możliwość nieformalnych rozmów stanowią klucz do utrzymania zaangażowania i kreatywności pracowników.

Wyzwania przestrzeni biurowej

Jednocześnie pracownicy jasno wskazują na mankamenty obecnych aranżacji. Ponad połowa badanych (54%) zwraca uwagę na brak cichych stref, które umożliwiałyby skupienie i indywidualną pracę wymagającą koncentracji. Problemy akustyczne (38%) – takie jak hałas z otwartej przestrzeni czy brak odpowiedniego wygłuszenia – dodatkowo pogłębiają dyskomfort. To czynniki, które realnie obniżają efektywność pracy i satysfakcję użytkowników. Istotnym ograniczeniem okazuje się także niewystarczająca liczba sal spotkań (33%), co utrudnia sprawną organizację pracy zespołów i prowadzenie spotkań online.

Lokalizacja i otoczenie jako czynniki budujące przewagę

Wybór biura to dziś nie tylko kwestia standardu wnętrz czy technologii budynku, ale także całego otoczenia, które wpływa na codzienne doświadczenie pracowników. Aż 68% respondentów podkreśla znaczenie dostępności parkingu, co pokazuje, że mimo rosnącej roli transportu publicznego, własny samochód wciąż pozostaje kluczowym środkiem komunikacji dla wielu osób. Jednocześnie ponad połowa ankietowanych (55%) wskazuje na wygodne połączenia komunikacją miejską – bliskość stacji metra, przystanków tramwajowych czy autobusowych decyduje o tym, jak szybko i sprawnie można dotrzeć do pracy. Nie bez znaczenia pozostaje również oferta gastronomiczna w pobliżu biura – 51% pracowników oczekuje łatwego dostępu do miejsc, w których można zjeść lunch czy spotkać się ze współpracownikami poza przestrzenią biurową. W efekcie biuro coraz częściej postrzegane jest jako element większego ekosystemu; miejsca, w którym codzienność zawodowa łączy się z otoczeniem usługowym i miejską infrastrukturą

Dla firm oznacza to, że atrakcyjność powierzchni biurowej zależy nie tylko od samego budynku, ale także od jakości całej lokalizacji. Projekty położone w dobrze skomunikowanych dzielnicach, z rozwiniętą ofertą usługową i zapleczem parkingowym, stają się naturalnym wyborem dla organizacji, które chcą przyciągnąć i zatrzymać talenty. W praktyce decyzja o wyborze biura coraz częściej przypomina wybór miejsca życia, a nie tylko pracy – bo to, co na zewnątrz budynku, w równym stopniu kształtuje satysfakcję i efektywność pracowników.

Jarosław Pilch dodaje: – Wnioski z ankiety wpisują się w szersze globalne trendy: rozwój pracy hybrydowej, rosnące znaczenie elastycznych aranżacji i przywiązywanie większej wagi do udogodnień pozabiurowych. Trendy te coraz mocniej wpływają na strategie zarówno najemców, jak i właścicieli budynków. I one w dużej mierze będą decydować, które biurowce najszybciej zapełnią się najemcami.

Wspólnoty i spółdzielnie wprowadzają minimalne opłaty za ogrzewanie pustych lokali

Koszty utrzymania mieszkań rosną. To sprawia, że posiadanie pustego lokalu staje się coraz droższe. Jednocześnie spada tolerancja wspólnot i spółdzielni wobec nieogrzewanych mieszkań.

Mieszkaniowa drożyzna – tak często jest podsumowywana obecna sytuacja. Nie musi chodzić wcale o koszty wynajmu, zakupu mieszkań lub budowy domów. Dla osób, które już posiadają swoje lokum i nie zamierzają go zmieniać w najbliższym czasie, bardzo ważną kwestią stają się koszty utrzymania lokalu lub domu. Wystarczy wspomnieć, że w latach 2022 – 2024 samo ciepło sieciowe podrożało o około dwie trzecie. Wraz ze wzrostem kosztów ogrzewania spada tolerancja wspólnot i spółdzielni dotycząca utrzymywania wyziębionych pustostanów. Wyższe koszty utrzymania lokali nie są podatkiem od pustostanów, ale w pewnym zakresie mogą działać właśnie jak taki podatek.

Artykuł w dużym skrócie:

  • Przez ostatnie lata znacząco wzrosły nie tylko koszty ogrzewania. Podrożał też chociażby prąd i wywóz odpadów. Pamiętajmy również o opłacie eksploatacyjnej na rzecz spółdzielni oraz zaliczkach płaconych wspólnocie mieszkaniowej.
  • Widzimy coraz mniejszą tolerancję w stosunku do nieogrzewanych mieszkań, które wyziębiają sąsiednie lokale. Wspólnoty mieszkaniowe i spółdzielnie wprowadzają między innymi minimalne opłaty za zużytą energię cieplną lub montują specjalne zawory i głowice termostatyczne.
  • Jeżeli chodzi o domy, to ich właściciele sami decydują o ogrzewaniu. Dłuższe utrzymywanie niskiej temperatury przyczynia się jednak do degradacji budynku, a z kolei doglądanie pustego domu bywa kłopotliwe.

Przez ostatnie lata mocno zdrożało nie tylko ogrzewanie

Już wcześniej pojawiła się wzmianka o tym, że przez trzy lata (2022 r. – 2024 r.) średni koszt ogrzewania lokalu mieszkalnego z miejskiej sieci wzrósł o około dwie trzecie. Warto dodać, że był to skumulowany efekt rocznych wzrostów cen ciepła sieciowego podawanych przez GUS:

  • 2022 r. – wzrost o 16,5%
  • 2023 r. – wzrost o 33,3%
  • 2024 r. – wzrost o 7,1%

Jeżeli chodzi o bieżący rok, to przez pierwsze trzy kwartały energia cieplna podrożała zaledwie o 0,7%. Pamiętajmy jednak, że system rządowych dopłat do cen ciepła przestał działać w połowie 2025 roku. Medialne doniesienia mówią o tym, że w najbliższym czasie około jedna czwarta odbiorców korzystających z lokalnych ciepłowni może doświadczyć podwyżek na poziomie do 20%. Rząd przewidział bon ciepłowniczy, ale z ograniczeniem dochodowym. „Podobny mechanizm kompensacyjny nie dotyczy np. opłat administracyjnych na rzecz wspólnoty lub spółdzielni oraz wpłat na fundusz remontowy, które są naliczane niezależnie od faktu użytkowania lokum” – przypomina Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Coraz trudniej jest posiadać nieogrzewane mieszkanie

Niekorzystna dla właścicieli mieszkaniowych pustostanów jest również polityka wspólnot mieszkaniowych i spółdzielni. Przez lata, wraz ze wzrostem cen ciepła spadała bowiem tolerancja dla sąsiadów, którzy ogrzewają się kosztem właścicieli innych lokali (utrzymując w swoim „M” niską temperaturę). W tym kontekście warto przypomnieć chociażby Orzeczenie Sądu Okręgowego w Łodzi z dnia 21 października 2014 r. (sygn. akt: II C 1386/13). „Łódzki sąd oddalił pozew jednej z mieszkanek bloku, która nie godziła się, że musi zapłacić za minimum 10 GJ w sezonie grzewczym, plus koszty stałe. Można przypuszczać, że przez lata wzrosła popularność tego typu rozwiązań, czyli minimalnych kosztów ogrzewania” – komentuje Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Trzeba zwrócić uwagę, że wspólnoty mieszkaniowe oraz spółdzielnie także w inny sposób walczą z problemem niedogrzania niektórych lokali (szczególnie pustostanów). Przykładem jest obowiązkowe montowanie w mieszkaniach zaworów termostatycznych, w przypadku których najniższa nastawa temperatury to 16°C. „Nawiasem mówiąc, jest to zgodne z paragrafem 134 ustęp 6 Rozporządzenia Ministra Infrastruktury z dnia 12 kwietnia 2002 r. w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie. Co ciekawe, wspomniany przepis obowiązuje już od 2002 roku, ale dopiero teraz w niektórych budynkach wymieniane/montowane są zawory i głowice termostatyczne” – mówi Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Są też inne rozwiązania. Mianowicie, nierzadko w regulaminach rozliczania kosztów ciepła pojawia się zobowiązanie właścicieli do utrzymywania w mieszkaniu minimalnej temperatury – zwykle 16 stopni Celsjusza. Pamiętajmy również, że Rozporządzenie Ministra Klimatu i Środowiska z dnia 7 grudnia 2021 r. (Dz.U. 2021 poz. 2273) przy rozliczeniu w oparciu o podzielniki kosztów nakazuje wyznaczenie minimalnego kosztu zmiennego zakupu ciepła z uwzględnieniem konieczności utrzymania minimalnej temperatury w mieszkaniu. „Wszystkie powyższe rozwiązania oczywiście nie mają nic wspólnego z typowym podatkiem od pustostanów, ale ich efektem jest zwiększanie kosztów, które ponosi właściciel pustego i niewynajętego lokalu” – zaznacza Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

W przypadku domów sytuacja może być nieco inna …

Jeżeli chodzi o puste domy jednorodzinne, które w Polsce nie stanowią rzadkości, to kwestia ogrzewania pustostanów wygląda nieco inaczej. Nie tylko dlatego, że wynajęcie domu w polskich warunkach bywa trudne, a rynek najmu takich budynków jest mały (zwłaszcza poza większymi miastami). W przypadku pustego domu, każdy właściciel oczywiście sam podejmuje decyzje o utrzymywanej w środku temperaturze. Jej utrzymanie wiąże się nie tylko z kosztami, ale również nierzadko z koniecznością stałego doglądania instalacji grzewczej. „Alternatywą może być niestety stopniowa degradacja i utrata wartości nieogrzewanego domu” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Dubai International Chamber otwiera biuro w Warszawie

Dubai International Chamber oficjalnie otworzyło pierwsze biuro w Europie Wschodniej i wybrało Warszawę na swoją siedzibę. Ta strategiczna decyzja ma wzmocnić relacje handlowe i inwestycyjne pomiędzy Dubajem a Polską i wspierać kolejne przedsiębiorstwa w ekspansji na dubajski rynek. Tylko w 2024 r. wartość wymiany handlowej towarów innych niż ropa naftowa między stronami wyniosła 7,2 mld dirhamów (w przybliżeniu 7,16 mld zł). Izba zrzesza dziś 453 polskie firmy.

Dubai International Chamber zostało utworzone, aby promować Dubaj jako globalne centrum biznesu, przyciągać międzynarodowe firmy i inwestorów oraz rozwijać więzi handlowe z priorytetowymi rynkami. Izba umożliwia firmom z Dubaju ekspansję na rynki światowe, jednocześnie dbając o wizerunek miasta jako miejsca dla inwestycji zagranicznych. Działania te są wspierane przez sieć międzynarodowych biur przedstawicielskich na pięciu kontynentach. Biura te odgrywają kluczową rolę: łączą firmy z interesariuszami, pomagają w dostępie do nowych rynków, a także prezentują przewagi konkurencyjne miasta, dzielą się informacjami inwestycyjnymi oraz wzmacniają współpracę dwustronną, co bezpośrednio przyczynia się do sprowadzania do Dubaju globalnych przedsiębiorstw oraz inwestorów.

W otwarciu polskiego biura wzięli udział Mohamed Ahmed Salem Farea Alharbi, ambasador Zjednoczonych Emiratów Arabskich w Polsce, oraz Michał Jaros, sekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii. W spotkaniu uczestniczyli także przedstawiciele świata biznesu.

Warszawski oddział to ważny element inicjatywy „Dubai Global”, której celem jest otwarcie łącznie 50 międzynarodowych przedstawicielstw do końca 2030 roku. Izba wzmacnia pozycję Dubaju jako światowego centrum biznesu dzięki dwutorowym działaniom: aktywnemu pozyskiwaniu bezpośrednich inwestycji zagranicznych oraz wsparciu firm z siedzibą w Dubaju w ekspansji na 30 strategicznych rynkach globalnych.

Biuro przedstawicielskie w Warszawie to ważny krok w kierunku wzmacniania partnerstwa między Dubajem a Polską oraz wsparcia rozwoju dwustronnych relacji gospodarczych. Pomoże nam zacieśnić współpracę między środowiskami biznesowymi obu rynków, pobudzi wzajemne inwestycje oraz wymianę handlową. Jednym z naszych priorytetów jest wspieranie polskich przedsiębiorstw w ich globalnej ekspansji dzięki pozycji Dubaju jako globalnego centrum biznesu – powiedział Mohammad Ali Rashed Lootah, prezes i CEO Dubai Chambers.

Otwarcie przedstawicielstwa odbywa się w czasie znacznego rozwoju relacji handlowych i gospodarczych między Polską a Dubajem. W 2024 roku wartość handlu, z wyłączeniem ropy naftowej, osiągnęła 7,2 mld dirhamów (w przybliżeniu 7,16 mld zł), co oznacza wzrost o 5% w skali roku. Do końca czerwca br. Dubai Chamber of Commerce zrzeszało 453 polskie firmy, z czego 86 z nich dołączyło w pierwszym półroczu 2025 roku. Te dane podkreślają siłę dwustronnych relacji i rosnące zainteresowanie polskiego biznesu możliwościami jakie oferuje Dubaj.

Otwarcie biura Dubai International Chamber w Warszawie to ważny krok w umacnianiu współpracy gospodarczej między Polską a Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Dubaj jako dynamicznie rozwijający się hub handlowy i inwestycyjny, stanowi naturalną bramę dla polskich przedsiębiorców na rynki Bliskiego Wschodu, Afryki i Azji – obszarów o ogromnym potencjale dla naszych przedsiębiorców. Coraz więcej polskich firm dostrzega potencjał tego regionu – eksportuje swoje produkty, inwestuje i rozwija projekty technologiczne. Jestem przekonany, że obecność Dubai International Chamber w Polsce przyczyni się do tworzenia jeszcze lepszych warunków dla współpracy biznesowej, wspierając innowacje, cyfryzację i ekspansję polskich przedsiębiorstw na rynki pozaeuropejskie, a Warszawa i Dubaj mogą stać się partnerami w dynamicznym rozwoju nowoczesnej gospodarki, opartej na wiedzy i współpracy. To strategiczny krok, który w dalszej perspektywie wzmocni pozycję polskiej gospodarki na arenie międzynarodowej – powiedział Michał Jaros, sekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii.

Nowe biuro wesprze firmy działające zarówno w Dubaju, jak i w Polsce. Jego zadaniem jest ścisła współpraca z polską społecznością biznesową, aby wzmocnić relacje z interesariuszami zarówno z sektora publicznego, jak i prywatnego oraz promować zalety Dubaju jako destynacji biznesowej. W biurze będzie można również zyskać cenne informacje o rynku w Dubaju, skorzystać z doradztwa dla polskich firm zainteresowanych działalnością w emiracie oraz wsparcia w ekspansji na rynki międzynarodowe.

Dodatkowo, warszawski oddział będzie wspierać firmy z Dubaju chcące rozszerzyć swoją działalność na polski rynek. Biuro zapewni im dostęp do analiz rynkowych, zidentyfikuje możliwości handlowe i inwestycyjne oraz połączy je z lokalnymi partnerami, co ułatwi wejście na rynek i rozwój działalności.

Startup z Poznania pozyskał 3 mln USD na rewolucję w przetargach publicznych

Minerva to innowacyjna platforma wykorzystująca sztuczną inteligencję, która digitalizuje rynek zamówień publicznych. Minerva pozyskała już 115 klientów i pomogła im wygrać przetargi o łącznej wartości ponad 250 mln zł. Wśród użytkowników Minervy są globalne marki, takie jak Lafrentz czy Iron Mountain. Spółka pozyskała 3 mln dolarów od fińskiego funduszu Open Ocean VC (inwestor m.in. Booksy), a jej obecna szacunkowa wartość to 100 mln zł. Ambitna wizja założycieli to osiągnięcie statusu europejskiego jednorożca do 2028 roku.

Kluczowe fakty

  • 3 mln USD inwestycji od funduszu Open Ocean VC (inwestor m.in. Booksy)
  • 115 klientów, w tym Iron Mountain, Lafrentz i Hebu Medical
  • 383 przetargi wygrane dzięki Minervie o łącznej wartości ponad 250 mln zł
  • Ponad 5000 analizowanych przetargów dziennie w całej Europie
  • Analiza przetargów 9x szybciej, optymalizacja procesów o 90%
  • Rynek docelowy: zamówienia publiczne stanowiące nawet 20% PKB UE
  • Ambicja: rozszerzyć rynek uczestników przetargów w UE z 3,5 mln do 15 mln firm
  • Nowy standard w przetargach publicznych

Minerva to jedna z pierwszych w Europie platforma, która z pomocą AI radykalnie przyspiesza i upraszcza udział firm w przetargach publicznych. Algorytmy analizują dane z ponad 1000 źródeł, wyszukują i profilują oferty, a także wspierają przygotowanie dokumentacji. Efekt: analiza jest nawet 9 razy szybsza, co przekłada się na 90% optymalizacji po stronie firm.

Dzięki Minervie przedsiębiorstwa zyskują superwspółpracownika, który przejmuje żmudne i powtarzalne zadania, uwalniając czas pracowników na strategię, negocjacje i rozwój biznesu.

Naszym celem od początku było stworzenie rozwiązania AI, które nie tylko analizuje dane, ale naprawdę rozumie potrzeby użytkowników. Minerva uczy się na historii każdego klienta i dopasowuje swoje rekomendacje do jego specyfiki – dzięki temu nawet konkurencyjne firmy zachowują swoje unikalne przewagi. W praktyce to technologia, która nie wyrównuje rynku, tylko wynosi każdego gracza na wyższy poziommówi Piotr Gerke, współzałożyciel i CTO Minervy.

Potwierdzenie rynkowe – rosnąca baza klientów i mierzalne efekty

Tylko w pierwszych sześciu miesiącach działania, firmy korzystające z Minervy wygrały 383 przetargi o łącznej wartości ponad 250 mln zł, a sama platforma codziennie analizuje ponad 5000 przetargów w całej Europie.

Co istotne – żaden z klientów, który rozpoczął współpracę z Minervą, nie zrezygnował z usługi, a spółka podpisuje średnio dwóch nowych klientów dziennie.

Różnica między startupami często nie polega na pomyśle, ale na tym, czy masz klientów, czy ich nie masz. My mamy – i to takich, którzy wygrywają realne kontrakty. To najlepszy dowód, że Minerva odpowiada na rzeczywiste potrzeby rynkupodkreśla Maciej Stoiński, współzałożyciel i COO Minervy.

Demokratyzacja rynku i nowe rozdanie

Rynek zamówień publicznych odpowiada za 20% PKB Unii Europejskiej, ale dotychczas był zdominowany przez duże podmioty. Minerva wprowadza nowe rozdanie – obniża barierę wejścia i pozwala mniejszym firmom startować w przetargach, które wcześniej były poza ich zasięgiem.

Ambicją startupu jest zwiększenie liczby firm aktywnie uczestniczących w przetargach z obecnych 3,5 mln do nawet 15 mln w całej UE. To nie tylko potencjał wzrostu gospodarczego, ale także większa transparentność, mniejsze ryzyko korupcji i efektywniejsze wykorzystanie środków publicznych.

Europejskie ambicje i ekspansja zagraniczna

Choć Minerva zrodziła się w Poznaniu, od początku myśli globalnie. Dziś z jej technologii korzystają klienci już w trzech krajach europejskich, a klienci zagraniczni stanowią 2% wszystkich użytkowników i generują 5% przychodów spółki.

Rozwijamy się razem z naszymi klientami, którzy coraz częściej zapraszają nas do wspólnych projektów w innych krajach Europy. To dla nas naturalny kierunek – pokazujemy, że polska technologia może skutecznie konkurować na międzynarodowym rynkudodaje Maciej Stoiński.

Wzrost potwierdzony przez inwestorów i klientów

Minerva w krótkim czasie zdobyła 115 klientów z wielu branż – od budownictwa, przez medycynę, po usługi cyfrowe:

  • Iron Mountain, globalna firma specjalizująca się w zarządzaniu informacją, archiwizacją i bezpieczeństwem danych, dzięki Minervie digitalizuje procesy ofertowania i zdobywa przetargi w Szwecji i Niemczech.
  • Lafrentz, firma specjalizująca się w infrastrukturze, budownictwie i projektach energetycznych, dzięki wsparciu Minervy zoptymalizowała analizę przetargów i znacząco zwiększyła liczbę ofert złożonych w ostatnich przetargach branżowych.
  • Hebu Medical, producent narzędzi chirurgicznych i sprzętu medycznego, dzięki Minervie zoptymalizował ofertowanie w przetargach publicznych, co pozwoliło mu wygrać kluczowe zamówienia i umocnić swoją pozycję na rynku wyposażenia placówek medycznych.

Startup przyciągnął także międzynarodowych inwestorów – fiński fundusz Open Ocean VC, znany z inwestycji w Booksy, zainwestował 3 mln USD. Wiarygodność spółki potwierdził również audyt KPMG.

Zespół z doświadczeniem i pasją

Za Minervą stoją trzej wspólnicy z Poznania:

  • Wiktor Gaweł – wizjoner i lider strategicznej misji, który stawia przed firmą cel Unicorna.
  • Piotr Gerke – architekt produktu i technologii AI-first.
  • Maciej Stoiński – doświadczony menedżer i wykładowca MBA, wcześniej związany z siecią supermarketów Piotr i Paweł, gdzie zdobywał praktyczne doświadczenie w skalowaniu biznesu i zarządzaniu dużymi strukturami operacyjnymi.

Wokół nich powstał zespół specjalistów z obszaru data science, AI i product designu – młody, ambitny i niezwykle skuteczny, łączący świeże spojrzenie z profesjonalnym podejściem do tworzenia technologii. Ich ambicją jest nie tylko zbudowanie startupu wartego miliard dolarów, ale także przebudzenie Europy – poprzez digitalizację i zwiększenie konkurencyjności gospodarki UE wobec USA i Chin.

Przetargi publiczne odpowiadają za ogromną część europejskiej gospodarki, a jednocześnie pozostają jednym z najbardziej niedigitalizowanych procesów. Minerva zmienia to podejście, czyniąc dostęp do kontraktów łatwiejszym i bardziej transparentnym. Wierzymy, że Europa może budować globalnych liderów technologii, a naszą ambicją jest dołączyć do tego grona jako pierwszy Unicorn w tej branżymówi Wiktor Gaweł, współzałożyciel i CEO Minervy.

Przetarg CEZ na system Asystenta SI (VoiceBot) dla Centralnej e-Rejestracji jest przedsięwzięciem o strategicznym znaczeniu

Przetarg CEZ na system Asystenta SI (VoiceBot) dla Centralnej e-Rejestracji jest przedsięwzięciem o strategicznym znaczeniu. W jego założeniach widać spójność z kierunkiem transformacji cyfrowej państwa, a zastosowane wymogi – choć ambitne – mieszczą się w logice projektów wysokiego ryzyka technologicznego. Z doświadczenia Healthcare Poland wynika, że CEZ jest instytucją posiadającą silne zaplecze analityczne i inżynierskie, a także funkcjonuje pod ścisłym nadzorem szeregu organów oceny rzetelności i zgodności: Ministerstwa Zdrowia, Najwyższej Izby Kontroli, Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Urzędu Zamówień Publicznych oraz Komisji Europejskiej (w kontekście KPO). Ten system nadzoru sprawia, że każdy projekt realizowany przez CEZ – w tym bieżący – jest szczegółowo weryfikowany pod kątem zasadności, zgodności z prawem i gospodarności.

– Z punktu widzenia systemowego warto podkreślić, że CEZ wie, co robi. Instytucja ta od lat prowadzi projekty o porównywalnej złożoności (e-Skierowanie, e-Recepta, P1) i dysponuje zarówno doświadczeniem, jak i zapleczem eksperckim, które minimalizuje ryzyka operacyjne. Bieżący przetarg nie jest więc „eksperymentem”, lecz kolejnym etapem w ewolucji centralnej infrastruktury e-zdrowia, realizowanej w ramach ścisłych procedur kontrolnych i audytowych. Jako Healthcare Poland Foundation – dziedzicząca doświadczenia Polskiej Federacji Szpitali – popieramy kierunek działań CEZ, przy jednoczesnym apelu o zachowanie standardów: transparentności, jakości i proporcjonalności wymagań rynkowych. Uważamy, że najlepszym rozwiązaniem będzie wzmocnienie dialogu technicznego z sektorem prywatnym, dopuszczenie do konsorcjów krajowych dostawców AI oraz publikacja metryk jakościowych i protokołów testowych przed odbiorem końcowym. Z mojego osobistego doświadczenia – jako osoby od lat uczestniczącej w projektach cyfrowych dla sektora szpitalnego – wiem, że pośpiech jest wrogiem jakości, a jakość jest fundamentem zaufania. W e-zdrowiu nie możemy sobie pozwolić na błędy, ale też nie powinniśmy karać ambicji. Jeśli ten projekt zostanie poprowadzony z tą samą starannością, z jaką CEZ realizował dotychczasowe zadania – może stać się wzorem dla całej administracji publicznej w zakresie zastosowania AI w usługach obywatelskich. W imieniu Healthcare Poland Foundation – kontynuatora misji Polskiej Federacji Szpitali – deklaruję gotowość do współpracy przy tworzeniu standardów jakości i audytu AI w ochronie zdrowia. Naszym wspólnym celem jest nowoczesny, odpowiedzialny i bezpieczny system, w którym technologia służy pacjentowi, a państwo inwestuje mądrze i z pełną rozliczalnością – mówi Michał Dybowski, Prezes Healthcare Poland Foundation, dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa i Zrównoważonego Rozwoju Polskiej Federacji Szpitali, Forum Ekspertów Ad Rem.

Nie można jednak pomijać realiów technicznych, które wyznaczają granice wykonalności. Analizy Departamentu Jakości, Audytu i Certyfikacji HCPL wskazują, że:

  • Jakość usług AI w e-zdrowiu musi być mierzona w sposób obiektywny i audytowalny. Dla systemów obsługujących pacjentów w języku naturalnym minimalny próg skuteczności (ASR/TTS/NLU) powinien wynosić 99,5–99,9%, a stabilność w obciążeniu – 1000 jednoczesnych połączeń – wymaga redundantnej architektury opartej na GPU klasy H200. CEZ, dysponując doświadczeniem z projektów P1 i e-Recepty, posiada odpowiednie zasoby, aby utrzymać ten poziom jakości, pod warunkiem wdrożenia etapowego i zewnętrznego monitoringu.
  • Wymagana dokumentacja techniczna i projektowa – zgodnie z SWZ – jest kompleksowa i przewiduje pełny opis architektury, harmonogramu, algorytmów i metryk jakościowych. Choć nie przewiduje obligatoryjnego przekazania pełnych kodów źródłowych, to gwarantuje CEZ operacyjną niezależność poprzez szczegółowe udokumentowanie interfejsów, logiki systemu i procesów audytu bezpieczeństwa. W tej konfiguracji ryzyko tzw. vendor lock-in można skutecznie ograniczyć mechanizmem depozytu kodów oraz otwartą strukturą dokumentacji.
  • Realność terminu 95 dni wymaga precyzyjnego planowania – nie jest to termin komfortowy, ale w projektach finansowanych z KPO stosowany bywa jako warunek wykorzystania środków w bieżącym okresie programowania. Dlatego kluczowe będzie, aby CEZ – jak już wielokrotnie robił w przeszłości – zarządził etapowanie wdrożenia i podział zakresu prac na fazy (analiza, integracja, testy, produkcja), utrzymując zgodność z reżimem trwałości projektu na pięć lat.

Sztuczna inteligencja? „Znam, ale jej nie używam” – deklaruje 41% Europejczyków

Aż 41% Europejczyków twierdzi, że rzadko lub wcale nie korzysta z AI. Pomimo niskiej postrzeganej częstotliwości użytkowania, zaufanie do tej technologii pozostaje wysokie.

Według najnowszych badań przeprowadzonych przez Equinix– Europejczycy korzystają z sztucznej inteligencji na co dzień, ale większość z nich nie zdaje sobie z tego sprawy.

Od codziennych zastosowań, takich jak wyszukiwanie w Google i monitorowanie stanu zdrowia, po mniej widoczne obszary, jak odkrywanie leków czy planowanie emerytalne –  sztuczna inteligencja jest już zintegrowana z codziennym życiem. Większość ludzi jest przekonana, że rozumie, jak działa AI (56%), ale tylko 33% zdaje sobie sprawę, że codziennie korzysta z opartych na niej usług lub aplikacji. 18% twierdzi natomiast, że nigdy z nich nie korzysta, co wskazuje na wyraźną lukę w zakresie publicznego zrozumienia tej rozwijającej się technologii.

„Sztuczna inteligencja jest już w Twojej kieszeni, na nadgarstku i w skrzynce mailowej, ale dane wskazują, że większość ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy. Jeśli chcemy wykorzystać prawdziwy potencjał AI, musimy lepiej zrozumieć, w jaki sposób już ją wykorzystujemy. Innowacje zaczynają się od edukacji” – podkreśla Bruce Owen, prezes Equinix w regionie EMEA.

Badanie przeprowadzone wśród 6000 respondentów z Finlandii, Niemiec, Hiszpanii, Szwecji, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii, wykazało, że aż 77% mieszkańców regionu nie obawia się rosnącej roli sztucznej inteligencji w społeczeństwie. W rzeczywistości ponad połowa osób już teraz ufa AI, co w porównaniu z wczesnymi wskaźnikami zaufania do poprzednich innowacji, takich jak internet czy telefony komórkowe, sugeruje, że sztuczna inteligencja będzie najszybciej przyjmowaną nową technologią w historii współczesnej.

Do czego Polacy wykorzystują narzędzia AI? Najnowszy raport Gemius pokazuje, że aż 53% respondentów korzysta z asystentów AI podczas zakupów online[1]. Polscy pracownicy również bardzo chętnie korzystają z AI podczas wykonywania obowiązków zawodowych. Badanie przeprowadzone przez Hays wskazuje, że dotyczy to aż 46% pracowników[2].

W przeszłości każda wielka innowacja spotykała się z niepewnością i niezrozumieniem – od pojawienia się internetu po telefony, które dziś nosimy wszędzie ze sobą. Jednak każda z tych technologii stała się nieodzowną częścią naszego życia i pracy. Zapoczątkowały one ogromne innowacje i wpłynęły na kluczowe obszary życia społecznego, takie jak komunikacja, opieka zdrowotna, rozrywka i wiele innych.

„Dziś, dzięki sztucznej inteligencji, rozwija się wiele sektorów gospodarki, w tym te, które mają kluczowe znaczenie dla społeczeństwa, takie jak przemysł farmaceutyczny. Bogactwo danych medycznych, badań i analiz, które zasilają algorytmy sztucznej inteligencji, umożliwia opracowywanie nowych leków i przełomowych terapii. Istotne postępy, które kiedyś zajmowały wiele lat, obecnie są osiągane w ciągu zaledwie kilku miesięcy” – wyjaśnia Sylwia Pyśkiewicz, dyrektor zarządzająca Equinix w Polsce.

Wczesne zaufanie konsumentów do sztucznej inteligencji, które już wyprzedza i przełamuje historyczne trendy, sugeruje możliwość nadejścia nowej ery innowacji. Aby wykorzystać ten potencjał, konieczne jest jak najlepsze zrozumienie, czym jest sztuczna inteligencja, jak działa i co już dla nas robi.

„Centra danych są niezbędne do budowania łączności, która wspiera rozwój sztucznej inteligencji, jednak sama technologia nie wystarczy, aby w pełni wykorzystać jej potencjał. Aby dalej rozwijać społeczeństwo i gospodarkę, infrastruktura cyfrowa musi iść w parze z edukacją i zrozumieniem wyzwań społecznych. Większy nacisk na edukowanie w zakresie AI zapewni szybszą adaptację innowacji i ich skuteczne wykorzystanie” – dodaje Pyśkiewicz.

Inne kluczowe wnioski z badania Equinix pokazują, że:

  • Ponad połowa respondentów z regionu EMEA (56%) jest przekonana, że rozumie, jak działa sztuczna inteligencja.
  • Poziom zaufania różni się znacznie w zależności od grupy wiekowej – 72% osób poniżej 35 roku życia czuje się pewnie, w porównaniu z zaledwie 41% osób w wieku 55 lat i starszych.
  • Istnieje również zauważalna różnica między płciami – 62% mężczyzn deklaruje zaufanie do sztucznej inteligencji, podczas gdy wśród kobiet odsetek ten wynosi zaledwie 50%.
  • 4 na 5 (77%) konsumentów z regionu EMEA nie odczuwa obaw ani niepokoju w związku z rosnącą rolą sztucznej inteligencji w społeczeństwie.
  • Jedna trzecia (33%) konsumentów w regionie EMEA twierdzi, że codziennie korzysta z usług lub aplikacji opartych na sztucznej inteligencji, a jedna czwarta (25%) korzysta z AI kilka razy w tygodniu.

Nadeszła era inteligencji, w której AI odgrywa kluczową rolę. Jednak sztuczna inteligencja nie funkcjonuje w odosobnieniu. Rozproszona AI już teraz zmienia oblicze branż, przyspiesza odkrycia i stwarza nieograniczone możliwości. Jednak innowacje nie mogą się rozwijać bez rosnącej świadomości społecznej, która zapewni dostępność, akceptację i efektywne wykorzystanie tej technologii na dużą skalę.

O badaniu

W ramach niezależnego badania zleconego przez Equinix przebadano 6000 konsumentów w wieku powyżej 16 lat na sześciu rynkach: w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Finlandii, Hiszpanii, Szwecji i Szwajcarii. Badanie zostało przeprowadzone przez Censuswide, uznaną na całym świecie firmę zajmującą się badaniami rynku, a dane zebrano w okresie od 28 sierpnia do 3 września 2025 r. Censuswide jest członkiem Market Research Society i przestrzega kodeksu postępowania MRS oraz zasad ESOMAR.

[1] RAPORT E-COMMERCE 2025.pdf, str. 260

[2] Sztuczna inteligencja w miejscu pracy w 2025 r. – Polska na tle innych krajów | Hays, str. 4

Od stycznia nowe zasady L4. Praca u drugiego pracodawcy w czasie zwolnienia lekarskiego będzie możliwa

Od 1 stycznia mają wejść w życie zmiany w zasadach wystawiania zwolnień lekarskich. Nowelizacja umożliwi pracownikom wykonywanie pracy u jednego pracodawcy w czasie przebywania na L4 u innego – jeśli charakter obowiązków na to pozwala. Mikołaj Zając, prezes Conperio, polskiej firmy doradczej specjalizującej się w problematyce absencji chorobowych podkreśla, że pomysł może brzmieć racjonalnie w teorii, ale w praktyce będzie niezwykle trudny do skontrolowania, generując miliardowe koszty.

– To zmiana, która może otworzyć jeszcze większą furtkę do nadużyć. Już dziś nadużywanie zwolnień chorobowych stanowi poważny problem społeczny. Zamiast uszczelniać system, ryzykujemy jego dalsze rozszczelnienie. Kto zdecyduje, że dana osoba może pracować u innego pracodawcy? Lekarz wystawiający L4, lekarz orzecznik ZUS, a może sam pracownik? Już dziś brakuje orzeczników, a system kontroli ledwo funkcjonuje – zwraca uwagę prezes Conperio.

Według danych Conperio, aż 34% zwolnień lekarskich w Polsce nosi znamiona nadużyć. W ubiegłym roku Polacy pobrali 27,4 mln zaświadczeń o czasowej niezdolności do pracy, co przełożyło się na 290 mln dni absencji – o 2,8 mln dni więcej niż rok wcześniej.

– Łatwość uzyskania L4, szczególnie dzięki teleporadom, budzi ogromne wątpliwości. Część lekarzy nadużywa przywileju wystawiania zwolnień bez badania pacjenta. Wprowadzenie kolejnego wyjątku, który pozwoli łączyć chorobowe z pracą, tylko pogłębi ten proceder – alarmuje Mikołaj Zając.

Przypomina również o zjawisku prezenteizmu, czyli obecności w pracy mimo choroby. Postawa taka może obniżać produktywność nawet o 50 proc., zwiększać liczbę błędów, wypadków i pogarszać atmosferę w zespołach. Te koszty są wielokrotnością kosztów absencji – podkreśla.

– Potrafię sobie wyobrazić sytuację, w której przykładowo informatycy miesiącami pobierają zasiłek na L4 u jednego pracodawcy, pracując równocześnie dla drugiego. Tylko czy naprawdę o to chodzi? Dla kogo w rzeczywistości jest ta zmiana i jaki odsetek pracowników realnie będzie mógł z niej skorzystać? – pyta retorycznie Mikołaj Zając.

Salesforce i OpenAI ogłaszają rozszerzenie partnerstwa strategicznego

0

Salesforce i OpenAI ogłosiły 14 października rozszerzenie partnerstwa strategicznego, które wprowadza nowy poziom doświadczeń pracowniczych i konsumenckich napędzanych platformą Salesforce Agentforce360 oraz pionierskimi modelami OpenAI.

To bezprecedensowe partnerstwo pozwoli firmom uzyskać dostęp do platformy Agentforce360 w środowisku ChataGPT – umożliwiając użytkownikom zapytania o słupki sprzedaży, przegląd rozmów z klientami czy tworzenie wizualizacji w Tableau za pomocą użycia standardowego promptu w ChatGPT. Firmy będą mogły również korzystać z najnowszych modeli OpenAI, w tym GPT‑5, do tworzenia agentów AI i zapytań w ramach platformy Salesforce. Dodatkowo, nowe doświadczenie handlowe umożliwi współdzielonym klientom działania sprzedażowe względem setek milionów użytkowników usługi ChatGPT, przy jednoczesnym zachowaniu pełnej kontroli nad procesami, danymi i relacjami z konsumentami.

Ekosystem SaaS się zmienia – dedykowane aplikacje typu „point‑and‑click” ustępują miejsca rozmowom prowadzonym przy użyciu agentów. Partnerstwo firm przyspiesza ten zwrot akcji, łącząc pionierskie modele od OpenAI z opartym na danych workflow od Salesforce w aplikacjach ChatGPT i Slack. Wspólnie funkcjonalności obsługują ponad 800 mln użytkowników i 5,2 mld wiadomości tygodniowo.

Dzięki temu, klienci Salesforce i OpenAI mogą w łatwy sposób korzystać z zaawansowanej sztucznej inteligencji – bezpośrednio w narzędziach i środowiskach, jakich używają w pracy.

Nasze partnerstwo z Salesforce polega na zintegrowaniu narzędzi, z których ludzie korzystają na co dzień, aby lepiej współdziałały, dzięki czemu praca staje się bardziej naturalna i spójna mówi Sam Altman, współzałożyciel i CEO OpenAI.

Jako konsumenci już teraz otrzymujemy rekomendacje i sugestie dzięki aplikacji ChatGPT  – dodaje Marc Benioff, CEO, Salesforce. — Teraz przedsiębiorstwa mogą korzystać z tego samego, natychmiastowego źródła wiedzy. Łącząc wiodącą sztuczną inteligencję  z najlepszym na świecie CRM opartym na AI, tworzymy zaufaną bazę, która przekształca firmy w przedsiębiorstwa napędzane zintegrowanymi możliwościami środowiska AI.

Dzisiejsze ogłoszenie przewiduje następujące integracje:

  • Aplikacje Agentforce360 w ChatGPT: aplikacje Salesforce będą dostępne poprzez program „Apps in ChatGPT”, wprowadzając informacje wewnętrzne firmy, dane CRM i wizualizacje Tableau bezpośrednio do rozmów w GPT.
  • Instant Checkout i Agentforce Commerce: Agentforce Commerce zostanie zintegrowany z Agentic Commerce Protocol (ACP) – standardem obsługującym funkcję Instant Checkout w ChatGPT, zaprojektowanym, by umożliwić sprzedawcom dotarcie do setek milionów potencjalnych klientów, przy pełnej kontroli nad zamówieniami, płatnościami, realizacją i relacjami z klientami.
  • ChatGPT w Slacku: aplikacja „ChatGPT dla Slack” wprowadza ChatGPT bezpośrednio do Slacka, umożliwiając zespołom generowanie wniosków, tworzenie treści i podsumowywanie rozmów w trakcie pracy. Integracja wzbogaca też wyszukiwanie w Slacku o dane wewnętrzne z narzędzi połączonych z ChatGPT.
  • Codex w Slacku: Codex, agent OpenAI piszący i edytujący kod na podstawie instrukcji w języku naturalnym, może być teraz oznaczany w kanale lub wątku Slacka – analizując kontekst rozmowy, wybierając właściwe środowisko i zwracając link do gotowego zadania w Codex Cloud.
  • OpenAI na platformie Agentforce360: Salesforce zamierza wprowadzić charakterystyczne dla OpenAI rozumowanie, sposób komunikacji oraz szeroki wachlarz kompetencji do platformy Agentforce 360, czyniąc kooperację z agentami AI jeszcze bardziej efektywną. OpenAI będzie również preferowanym modelem, dzięki czemu klienci Agentforce 360 będą mogli wybrać go jako domyślny LLM dla rozwiązań Atlas Reasoning Engine lub Prompt Builder. Aplikacje takie jak Agentforce Sales mogą teraz inkorporować pionierskie modele od OpenAI, zyskując bogatszy kontekst oraz bardziej dogłębną analizę.

Salesforce i OpenAI docierają do pracowników w ich naturalnym środowisku

To partnerstwo zasadniczo zmienia doświadczenie pracownika – inteligentna, oparta na danych praca odbywa się w obrębie rozmów, zapewniając bezpieczny, płynny dostęp do pełnego stacku korporacyjnego dokładnie tam, gdzie zespoły już współpracują. Zbudowano je również na istniejącym fundamencie partnerskim: OpenAI wybrało Slack jako pierwszą platformę dla przedsiębiorstw do wdrożenia aplikacji ChatGPT u „trzeciej strony”.

Rozpoczynając od Agentforce Sales, aplikacje Salesforce pozwolą upoważnionym pracownikom uzyskać natychmiastowy dostęp do danych CRM Salesforce i wizualizacji Tableau za pomocą języka naturalnego, korzystając jednocześnie z generatywnej sztucznej inteligencji modeli OpenAI – dla bogatszego kontekstu i szybszej analizy.

Integracja ChataGPT ze Slackiem daje zespołom możliwość podsumowania złożonych dyskusji lub szybkiego tworzenia wpisów i odpowiedzi bez konieczności wychodzenia ze środowiska pracy. Slack to miejsce, gdzie deweloperzy wymieniają pomysły, podejmują decyzje i zarządzają kluczowymi procesami. Używając Codex w Slacku zespoły mogą oznaczyć @Codex w kanale lub wątku, by przekazać zadania programistyczne, tak jakby współpracowali z żywym członkiem zespołu.

Dostępność i plany

  • Pionierskie modele OpenAI są już dostępne w Agentforce od wczoraj.
  • Więcej informacji na temat dostępności aplikacji Agentforce 360 oraz Agentforce Commerce w ChatGPT pojawi się na przestrzeni nadchodzących miesięcy.
  • ChatGPT & Codex są dostępne w Slacku już teraz.

Karsten Winther żegna się z Vertiv. Paul Ryan nowym prezesem regionu EMEA

0

Vertiv ogłosił dziś, że Karsten Winther, prezes firmy w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA), z dniem 31 grudnia 2025 roku przejdzie na emeryturę. Paul Ryan, obecny dyrektor ds. zaopatrzenia, został mianowany jego następcą i obejmie to stanowisko od 1 stycznia 2026 roku.

Karsten wniósł znaczący wkład w rozwój Vertiv podczas swojej kadencji, szczególnie wzmacniając naszą pozycję w regionie EMEA w czasie złożonej dynamiki rynkowej – powiedział Giordano Albertazzi, prezes zarządu Vertiv. – Jego silne przywództwo i zaangażowanie w rozwój naszego biznesu oraz  pracowników, w połączeniu z głęboką znajomością rynku i umiejętnością budowania trwałych relacji z klientami, miały kluczowe znaczenie dla naszego sukcesu.

Karsten Winther będzie pełnił obecną funkcję do końca 2025 r., wspierając proces przekazania obowiązków zarządzania regionem. W trakcie swojej pracy w Vertiv awansował od stanowiska kierującego regionalną sprzedażą do roli lidera wykonawczego, kształtując strategię biznesową, doskonaląc procesy operacyjne oraz rentowność w całym regionie EMEA.

Paul Ryan posiada ponad 20-letnie doświadczenie branżowe, w tym ponad osiem lat kierowania globalnym zaopatrzeniem i łańcuchem dostaw Vertiv jako dyrektor ds. zaopatrzenia oraz wiceprezes ds. globalnego zaopatrzenia i łańcucha dostaw. W tym czasie przeprowadził znaczącą transformację funkcji zaopatrzenia, wzmacniając odporność i ciągłość łańcucha dostaw, podnosząc poziom usług oraz budując kulturę ciągłego doskonalenia i innowacyjności. Przez ponad dziesięć lat pełnił funkcje kierownicze w Emerson Network Power (obecnie Vertiv) jako wiceprezes ds. operacyjnych w regionie EMEA, wiceprezes i dyrektor zarządzający w regionie Azji i Pacyfiku oraz wiceprezes ds. globalnych operacji i łańcucha dostaw w obszarze rozwiązań dla centrów danych.

Bogate doświadczenie Paula w naszej branży i technologiach, jego zmysł biznesowy, udokumentowane sukcesy w prowadzeniu inicjatyw regionalnych i globalnych oraz wiedza w zakresie rozwoju globalnych łańcuchów dostaw i zaopatrzenia czynią go idealnym liderem, który będzie kontynuował budowę silnych fundamentów w regionie EMEA – powiedział Albertazzi. – Wewnętrzny awans Paula na to stanowisko odzwierciedla jego imponujące osiągnięcia oraz dynamikę kultury wysokiej wydajności Vertiv. Jestem przekonany, że będzie on w stanie jeszcze bardziej przyspieszyć sukces regionu i napędzać dalszy wzrost.

Ryan ukończył studia licencjackie z zarządzania produkcją na Uniwersytecie w Limerick (Irlandia), a następnie uzyskał tytuł magistra nauk ścisłych na wydziale matematyki na tej samej uczelni. Ukończył również program rozwoju kadry menadżerskiej w Kellogg School of Management na Northwestern University (Stany Zjednoczone).

Z dniem ogłoszenia niniejszej zmiany, Patrick Grainey przejął obowiązki dyrektora ds. zaopatrzenia, podlegając bezpośrednio pod Giordano Albertazzi. Pozostanie on na tym stanowisku do momentu obsadzenia roli dyrektora ds. zaopatrzenia, na którą firma Vertiv właśnie rozpoczęła rekrutację.

dk Executive Search dołącza do globalnej sieci Amrop. Powstaje Amrop dk Polska

0

dk Executive Search, dołącza do globalnej sieci Amrop – jednej z największych organizacji executive search na świecie – stając się Amrop dk Polska. Integracja z międzynarodową strukturą oznacza dla polskiego rynku dostęp do globalnych zasobów, know-how i wspólnych standardów doradztwa przywódczego. Nowe partnerstwo wzmacnia pozycję warszawskiego biura jako kluczowego ośrodka Amrop w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

– Dołączenie do globalnej sieci Amrop to decyzja wynikająca z naturalnego rozwoju naszej firmy i rosnących oczekiwań klientów. Polscy przedsiębiorcy coraz częściej myślą globalnie, oczekując dostępu do kandydatów i wiedzy spoza lokalnego rynku. Dołączenie do Amrop pozwala nam zapewnić im ten międzynarodowy zasięg, przy jednoczesnym zachowaniu lokalnej niezależności i znajomości polskiego rynku – mówi Dorota Kołecka, Partnerka Zarządzająca Amrop dk Polska.

Globalna sieć, lokalna siła

Amrop to jedna z największych niezależnych sieci firm executive search i doradztwa w obszarze przywództwa  na świecie, na rynku obecna od ponad 45 lat. Działa w 70 biurach na 5 kontynentach, współpracując z firmami z sektorów technologii, przemysłu, finansów i usług profesjonalnych. Włączenie dk Executive Search do globalnej struktury Amrop oznacza połączenie lokalnej ekspertyzy z międzynarodową skalą działania i wspólnymi standardami doradztwa przywódczego.

Wchodzimy do międzynarodowej sieci o wspólnych standardach i narzędziach, pozostając niezależną firmą z własną strukturą w Polsce. Taki model partnerski pozwala nam działać pod globalną marką i jednocześnie samodzielnie rozwijać się na rynku – już jako Amrop dk Polska – wyjaśnia Dorota Kołecka.

Nasz nowy zespół w Polsce to kolejny strategiczny krok w realizacji wizji Amrop – bycia zaufanym doradcą liderów na kluczowych rynkach wzrostu na całym świecie – komentuje Oana Ciornei, Przewodnicząca Amrop CEE i Członkini Globalnego Zarządu. I dodaje – Dorota Kołecka i Marta Andrearczyk-Łakomy wnoszą ponad 25-letnie doświadczenie w doradztwie dla zarządów i rad nadzorczych, wzmacniając naszą pozycję w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Nowe możliwości dla klientów w Polsce

Integracja z Amrop otwiera przed polskim rynkiem executive search zupełnie nową skalę działania. Klienci zyskują dostęp do globalnej bazy kontaktów, międzynarodowych procesów i narzędzi, które wspierają rekrutacje w wielu krajach równolegle.

Polscy przedsiębiorcy coraz częściej działają na kilku rynkach jednocześnie i oczekują partnera, który rozumie lokalny kontekst, ale potrafi myśleć globalnie. Dzięki Amrop możemy realizować projekty w pełni zintegrowane z innymi biurami w Europie i na świecie – podkreśla Marta Andrearczyk-Łakomy, Partnerka Zarządzająca Amrop dk Polska.

Zespół w Polsce wnosi do sieci doświadczenie w pracy z klientami z sektorów technologicznego, przemysłowego i usług profesjonalnych, a także silne relacje z funduszami private equity.

Naszą ambicją jest, by w naszym regionie to właśnie Warszawa stała się centrum kompetencyjnym Amrop – dodaje Dorota Kołecka.

Rynek executive search w nowej erze: AI redefiniuje przywództwo

Dołączenie do globalnej sieci Amrop zbiega się z momentem głębokiej transformacji rynku executive search. Sztuczna inteligencja nie tylko zmienia sposób pracy organizacji, lecz także redefiniuje rolę liderów i oczekiwania wobec najwyższej kadry menedżerskiej.

Największym wyzwaniem jest dziś pozyskanie liderów, którzy potrafią zarządzać zmianą – czy to związaną z transformacją cyfrową, AI, czy zrównoważonym rozwojem – mówi Marta Andrearczyk-Łakomy.

Według raportu EY Polska 2024, 25% firm w kraju zakończyło już przynajmniej jedno wdrożenie AI, a kolejne 40% realizuje nowe projekty, co pokazuje, że kompetencje technologiczne stają się integralną częścią przywództwa.

Widzimy coraz więcej projektów, w których klienci poszukują liderów z doświadczeniem w integracji AI z biznesem. W Europie Zachodniej funkcja Chief AI Officer staje się już standardem – dodaje Dorota Kolecka.

Dane z raportu Power of AI III (BUZZcenter, 2025) pokazują, że aż 74,7% firm planuje zwiększyć inwestycje w AI w ciągu najbliższych trzech lat, a organizacje posiadające strategię AI osiągają średnio 23% wyższą produktywność i 17% lepsze wyniki finansowe niż konkurenci.

AI nie likwiduje przywództwa – redefiniuje je. Dla nas to sygnał, że rośnie zapotrzebowanie na liderów, którzy potrafią łączyć technologię, strategię i odpowiedzialność. Dzięki globalnemu zapleczu Amrop możemy jeszcze skuteczniej wspierać firmy w poszukiwaniu takich właśnie menedżerów – podsumowuje Dorota Kołecka.

Nowa marka, ta sama jakość

Zmieniona nazwa – Amrop dk Polska – łączy globalną markę z lokalną renomą.

To sygnał partnerstwa, a nie przejęcia. Z jednej strony dajemy klientom pewność współpracy z globalną siecią, z drugiej – kontynuujemy styl pracy, który od lat ceniony jest w Polsce – mówi Dorota Kołecka.

W najbliższych miesiącach firma skoncentruje się na integracji systemów i procesów, rozwoju współpracy w regionie CEE oraz rozszerzaniu oferty o elementy doradztwa w zakresie rozwoju przywództwa – diagnozy kompetencji liderów oraz Zarządów i Rad Nadzorczych.

To dla nas ważny moment – z jednej strony symbol kontynuacji tego, co zbudowałyśmy, a z drugiej – otwarcie nowego rozdziału z globalnym zapleczem. Chcemy, by klienci zobaczyli w tej zmianie stabilność, profesjonalizm i jeszcze większe możliwości rozwoju ich organizacjidzięki Amrop dk Polska – podsumowują Dorota Kołecka i Marta Andrearczyk-Łakomy.

Inflacja we wrześniu 2025 wyniosła 2,9%. Ceny stabilne trzeci miesiąc z rzędu

0

Finalny odczyt inflacji konsumenckiej za wrzesień wyniósł 2,9 proc. w ujęciu rocznym oraz 0,0 proc. w skali miesiąca, co było zgodne z wstępnym szacunkiem GUS.

Inflacja już trzeci miesiąc z rzędu utrzymuje się w paśmie dopuszczalnych odchyleń od celu NBP (2,5 proc. ± 1 p.p.). Jednocześnie oczekiwania rynkowe wskazują, że w najbliższych kwartałach inflacja pozostanie na zbliżonych poziomach.

Najwyższe wzrosty cen w ujęciu rocznym odnotowano w kategoriach: edukacja oraz napoje alkoholowe i wyroby tytoniowe (+6,8 proc) i łączność oraz restauracje i hotele (+5,4 proc.). Z kolei największe spadki cen zanotowano w kategorii transport (-3,8 proc.).

W kontekście wypowiedzi członków Rady Polityki Pieniężnej można oczekiwać dalszego łagodzenia polityki pieniężnej, pomimo utrzymujących się czynników ryzyka dla ścieżki inflacji, takich jak ciągle podwyższona dynamika płac, potencjalne odmrożenie cen energii czy znaczny deficyt sektora finansów publicznych. Rynek zakłada dalsze obniżki stóp procentowych w kierunku 4,0 proc., a w scenariuszu silniejszej dezinflacji — nawet w okolice 3,5 proc. w 2026 roku.

Euro Styl z nowym prezesem. Filip Nawratil zastąpił Sebastiana Barandziaka

Euro Styl, lider trójmiejskiego rynku mieszkaniowego, spółka należąca do Grupy Dom Development, ma nowego prezesa. Funkcję tę pod koniec września objął Filip Nawratil, menedżer związany z Euro Stylem od 18 lat.

Objęcie funkcji prezesa Euro Stylu to dla mnie szczególny zaszczyt, biorąc pod uwagę długą drogę, jaką pokonałem w organizacji przez 18 lat pracy, praktycznie od początku jej istnienia. Moim celem jest kontynuacja dynamicznego rozwoju spółki w oparciu o jej DNA, opierając się na naszych przewagach: bezkompromisowej jakości, przemyślanym projektowaniu, terminowości i wysokim standardzie obsługi. Dzięki świetnemu zespołowi fachowców będziemy nadal dostarczać inwestycje, które wzbogacają tkankę miejską i tworzą znakomite miejsca do życia, wzmacniając jednocześnie naszą pozycję lidera rynku trójmiejskiego – podkreśla Filip Nawratil, prezes Euro Stylu.

Filip Nawratil jest związany z Euro Stylem od początku swojej kariery zawodowej, czyli od 2007 roku. Doświadczenie zdobywał w różnych obszarach działalności firmy. Pracował jako inżynier budowy, kierownik robót, zastępca dyrektora ds. technicznych, a w ostatnich latach jako kierownik projektów w dziale zakupu nieruchomości i dziale inwestycji. Współpracował także przy realizacji projektów przemysłowych.

To doświadczenie pozwala mu doskonale rozumieć i kompleksowo zarządzać procesem inwestycyjnym – od zakupu gruntu, przez projektowanie i nadzór nad budową, aż po przekazanie mieszkań klientom. Filip Nawratil jest magistrem inżynierem budownictwa lądowego Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego.

Filip Nawratil zna Euro Styl dosłownie od podszewki i doskonale rozumie specyfikę naszej działalności. Jego ogromne doświadczenie, zaangażowanie i znajomość każdego etapu procesu deweloperskiego są gwarancją stabilnego i przemyślanego rozwoju firmy w kolejnych latach – mówi Mikołaj Konopka, prezes zarządu Dom Development, współtwórca Euro Stylu.

Na stanowiskach wiceprezesów pozostają: Magdalena Reńska i Jarosław Górski.

Euro Styl działa na trójmiejskim rynku mieszkaniowym od 2007 roku, a od 2017 roku należy do Grupy Kapitałowej Dom Development, największego dewelopera w Polsce. Firma cieszy się pozycją lidera oraz uznaniem klientów dzięki wieloletniemu doświadczeniu, wysokiej jakości realizacji oraz innowacyjnemu podejściu do projektów mieszkaniowych.

Federacja Pacjentów i branża farmaceutyczna apelują do Ministerstwa Zdrowia: import równoległy może obniżyć ceny leków

Kilkudziesięciu sygnatariuszy, w tym organizacje pacjenckie i branża farmaceutyczna podpisały list otwarty do Ministerstwa Zdrowia, apelując o tańsze i bardziej dostępne leki dla pacjentów. Sygnatariusze wezwali resort zdrowia do wykorzystania zbliżającej się nowelizacji ustawy refundacyjnej jako szansy na odblokowanie potencjału importu równoległego. List otwarty podpisano 14 października br. w Warszawie podczas XIII Forum Importu Równoległego.

Sygnatariusze listu otwartego postulują m.in.: o uproszczenie i skrócenie procedur administracyjnych w ustawie refundacyjnej, likwidację zbędnych barier legislacyjnych, które w praktyce blokują rozwój importu równoległego oraz stworzenie jasnych i przewidywalnych zasad dla rozwoju importu równoległego w Polsce. Wdrożenie tego mechanizmu pozwoli na obniżenie kosztów terapii i ułatwi dostęp do leków nie tylko w aptekach, ale i w zakresie programów lekowych i leków w chemioterapii.  Pod apelem podpisali się m.in. Federacja Pacjentów Polskich, Stowarzyszenie Importerów Równoległych Produktów Leczniczych,  Federacja Konsumentów oraz Związek Pracodawców Hurtowni Farmaceutycznych.

Apel do Ministerstwa Zdrowia

Organizacje zwracają w liście uwagę, że dziś system ochrony zdrowia stoi przed poważnym wyzwaniem finansowym. Aż 38 procent pacjentów nie wykupuje leków na receptę z uwagi na ich ograniczoną dostępność lub zbyt wysoką cenę. Z kolei w budżecie NFZ w 2025 roku brakuje 14 mld zł, a w przyszłym roku ma zabraknąć 23 mld zł. Zdaniem autorów listu, szersze wykorzystanie importu równoległego może pomóc w zmniejszeniu tej luki finansowej. Dzięki tańszym oryginalnym preparatom możliwe byłoby zapewnienie dostępu do terapii większej liczbie chorych.

Podczas Forum przypomniano, że Ministra Zdrowia Pani Jolanta Sobierańska-Grenda doskonale zna potencjał importu równoległego. Kierując szpitalami na Pomorzu, korzystała z tego mechanizmu w przetargach, generując istotne oszczędności, które pozwalały na rozwój placówek i inwestycje w kadry medyczne. To najlepszy dowód, że import równoległy jest bezpiecznym i skutecznym narzędziem optymalizacji kosztów. Gdyby było inaczej, nie byłby stosowany w nadzorowanych przez nią placówkach.

– Ministerstwo Zdrowia stoi dziś przed ogromnymi wyzwaniami finansowymi. Zaufanie w ochronie zdrowia buduje się nie deklaracjami, lecz konkretnymi działaniami. Ministra Jolanta Sobierańska-Grenda pokazała to w praktyce, wdrażając import równoległy jeszcze jako menedżer szpitali. Dziś pacjenci potrzebują równie odważnych decyzji. Polskiego systemu ochrony zdrowia nie stać na rezygnację z narzędzia, które już teraz przynosi setki milionów złotych oszczędności rocznie – podkreślił Tomasz Dzitko, prezes Stowarzyszenia Importerów Równoległych Produktów Leczniczych.

Przedstawiciele organizacji wyraziły chęć spotkania z Ministrą Zdrowia Panią Jolantą Sobierańską-Grendą, by wyrazić swoje stanowisko i przedstawić wyniki raportu, tak by wesprzeć trwający proces legislacyjny.

3,6 mld zł oszczędności w latach 2019 – 2024

Wydarzenie było miejscem prezentacji najnowszych danych dotyczących importu równoległego, w tym raportu Stowarzyszenia Importerów Równoległych Produktów Leczniczych przygotowanego przez firmę badawczą IQVIA. Jak wynika z raportu SIRPL, dzięki importowi równoległemu system ochrony zdrowia w Polsce zaoszczędził w latach 2019 – 2024 blisko 3,6 mld zł, a tylko w 2024 roku – 723 mln zł. To kwoty, które mogłyby sfinansować m.in. terapie genowe dla dzieci z SMA czy roczny program in vitro.

– Każda złotówka zaoszczędzona na lekach to złotówka, którą można przeznaczyć na nowe terapie, karetki czy inwestycje w infrastrukturę szpitalną. Import równoległy to proste i sprawdzone narzędzie, które działa w całej Europie i przynosi korzyści pacjentom oraz całemu systemowi zdrowia – dodała Jana Nowak-Blahova, wiceprezes Stowarzyszenia Importerów Równoległych Produktów Leczniczych.

Z badań opinii publicznej przeprowadzonych przez panel badawczy Ariadna wynika, że 23% pacjentów w Polsce nie wykupuje leków z powodu zbyt wysokiej ceny, a 15% z powodu braku dostępności w aptekach. Jednocześnie aż 73% ankietowanych popiera uproszczenie procedur dla importu równoległego, które zwiększy dostępność i obniży ceny leków.

MAZOP Group podwaja sprzedaż w Skandynawii. Rośnie popyt w Niemczech i krajach DACH

MAZOP Group S.A., notowany na NewConnect producent opakowań dla e-commerce, przemysłu i branży motoryzacyjnej, utrzymuje wysoką dynamikę rozwoju na kluczowych rynkach zagranicznych. Po trzecim kwartale 2025 roku spółka odnotowuje znaczący wzrost liczby zamówień w Niemczech, ponad dwukrotny wzrost sprzedaży w krajach skandynawskich oraz skokowy wzrost zapotrzebowania na produkty ochronne (przemysłowe) w regionie DACH. Jednocześnie rośnie średnia wartość sprzedawanych produktów, co wynika ze zmiany struktury asortymentu w kierunku bardziej zaawansowanych i marżowych rozwiązań.

Niemcy pozostają, obok Polski, największym rynkiem zbytu dla MAZOP Group, dlatego utrzymanie korzystnej dynamiki sprzedaży w tym regionie stanowi jeden z kluczowych priorytetów spółki. Jednocześnie rośnie znaczenie Skandynawii, gdzie coraz większy udział w strukturze sprzedaży mają Dania i Szwecja. Dynamiczny wzrost widoczny jest również na Węgrzech, które zaczynają odgrywać coraz istotniejszą rolę w działalności eksportowej firmy.

Po trzecim kwartale 2025 roku notujemy ponad dwukrotny wzrost sprzedaży w krajach skandynawskich, a Dania i Szwecja mają wciąż duży potencjał dalszego rozwoju. Podobnie jest z Węgrami, a mam nadzieję, że wkrótce wzmocnimy sprzedaż w Rumunii. To potwierdza, że przyjęta strategia rozwoju na rynkach zagranicznych przynosi efekty, a nasza oferta trafia w potrzeby odbiorców. Jednym z głównych motorów naszego wzrostu jest rosnąca sprzedaż opakowań ochronnych i przemysłowych w regionie DACH, które mają wyższą wartość jednostkową i przekładają się na poprawę marżowości – mówi Krzysztof Rusin, prezes zarządu MAZOP Group S.A.

Wzrost sprzedaży na rynkach zagranicznych idzie w parze ze zmianą struktury produktowej oraz rosnącym udziałem opakowań o wyższej wartości dodanej. MAZOP realizuje strategię zwiększania marżowości poprzez rozwój produktów oraz pełną kontrolę nad sprzedażą na kluczowych rynkach.

Po trzech kwartałach średnia wartość wytworzonego produktu wzrosła o ok. 17%, przy utrzymanym wolumenie sprzedaży. Co istotne, w samym trzecim kwartale udało nam się zwiększyć nie tylko średnią cenę, ale również ilość sprzedanych sztuk. Utrzymujemy stałą i lojalną bazę odbiorców, którzy systematycznie zwiększają wartość swoich zamówień. Odpowiednio zarządzamy naszym mixem produktowym. Wprowadziliśmy m.in. Rollbox Pro, który jest droższą i ulepszoną wersją Rollbox ECO oraz zwiększyliśmy sprzedaż Fixboxów, kontenerów i pianek. – dodaje Krzysztof Rusin.

Ważnym narzędziem budowania sprzedaży pozostaje udział w międzynarodowych eventach branżowych. W dniach 23–25 września MAZOP zaprezentował swoją ofertę podczas targów Fachpack w Norymberdze – jednego z najważniejszych wydarzeń sektora opakowań w Europie. Podczas poprzedniej edycji firma pozyskała ponad 150 kontaktów biznesowych, co przełożyło się na zdecydowany wzrost aktywności eksportowej. Tegoroczna obecność spółki na targach ponownie zaowocowała licznymi rozmowami z potencjalnymi partnerami handlowymi, które mogą przełożyć się na dalszy wzrost liczby klientów na rynkach DACH i Skandynawii.

MAZOP Group konsekwentnie realizuje strategię rozwoju ukierunkowaną na ekspansję międzynarodową oraz wzmacnianie pozycji w segmencie opakowań ochronnych i przemysłowych. Utrzymanie rosnącej sprzedaży zagranicznej oraz dalsze umacnianie pozycji w regionie DACH i Skandynawii pozostają jednym z kluczowych celów strategicznych spółki na kolejne kwartały.

Farada Group dołącza do ORBITEO. JRH ASI przejmuje 58% udziałów

JRH ASI S.A., notowana na GPW, ogłasza podpisanie umów, które doprowadzą do przejęcia kontroli nad Farada Group, jednym z liderów polskiej i europejskiej branży bezzałogowych systemów powietrznych. Jednocześnie Farada Group podpisuje list intencyjny w sprawie przystąpienia do ORBITEO – grupy podmiotów współpracujących w branżach: space, AI, defence, deeptech, telekomunikacja, energetyka, systemy bezzałogowe i autonomiczne.

Farada Group specjalizuje się w platformach VTOL (pionowego startu i lądowania) średniego i dalekiego zasięgu i ma doświadczenie w regularnych lotach BVLOS (poza zasięgiem wzroku operatora), w tym w logistyce medycznej i ochronie infrastruktury krytycznej. W wyniku objętych umowami transakcji JRH nabędzie udziały w Farada Group Sp. z o.o. i Farada Sp. z o.o. Docelowo Farada Sp. z o.o. stanie się spółką zależną Farada Group, a JRH osiągnie 58% udziałów w Farada Group.

Wartość transakcji objętych umowami wyniesie ponad 20 mln zł, natomiast wraz z planowanymi dalszymi inwestycjami JRH ma przekroczyć 33 mln zł. Będzie to druga  największa jak dotąd akwizycja w historii JRH. Spółki zawarły dwie umowy notarialne przeniesienia udziałów spółek wchodzących w skład Grupy Farada. Umowy są warunkowe, a jedynymi warunkami ich realizacji są pozytywny wynik uproszczonego badania due diligence oraz zapłata ceny. Strony ustaliły termin finalizacji transakcji na koniec października 2025 r. JRH obejmie docelowo kontrolny pakiet 58% w Farada Group.

Jednocześnie Farada Group podpisała list intencyjny wyrażając wolę rozpoczęcia negocjacji w celu dołączenia do ORBITEO – projektu organizowanego przez JRH.

Przejmiemy kontrolę nad unikalną spółką, która posiada niezwykle rozwinięte technologie i udowodnione kompetencje operacyjne. Dzięki kapitałowi, relacjom i zapleczu JRH oraz współpracy w ramach ORBITEO Farada Group wzmocni wielokrotnie pozycję na rynku technologii dronowych – zarówno cywilnych, jak i o podwójnym przeznaczeniu. Ta przełomowa dla nas akwizycja idealnie wpisuje się w strategię JRH: inwestujemy w najbardziej perspektywiczne branże, a do takich z pewnością należą technologie wypracowane przez Farada Group – mówi January Ciszewski, główny akcjonariusz i prezes JRH.

Celem transakcji oraz wejścia Farada Group do ORBITEO jest akceleracja rozwoju jednego z najbardziej obiecujących ośrodków technologii dronowych w Polsce i UE. Farada Group to, powstały w 2021 r. polski producent i integrator systemów UAV z trzema rodzinami platform (VTOL, wielowirnikowe i fixed-wing) o zasięgu nawet do 1000 km i 8 godzin lotu, z udźwigiem od 2 do 25 kg – z przeznaczeniem do zadań rozpoznawczych, transportowych i uderzeniowych. Technologie Farada są rozwijane i wdrażane w formule podwójnego zastosowania (dual-use) i – jak pokazują doświadczenia rynkowe – sprawdzają się także w realiach współczesnych konfliktów.

Dołączenie do ekosystemu JRH i projektu ORBITEO przyspieszy i spotęguje nasz rozwój. Wierzymy, że wsparcie kapitałowe i biznesowe JRH pozwoli na zwiększenie aktywności na rynkach, na których Farada Group jest już obecna, w tym – Afryce Wschodniej, Stanach Zjednoczonych i Europie, wykorzystanie synergii z innymi spółkami wchodzącymi w skład inicjatywy, w tym stworzenie nowych rozwiązań w zakresie pozyskiwania i przetwarzania danych na potrzeby cywilne i obronne. Przewidujemy też uruchomienie nowych inicjatyw R&D wspólnie w grupie ORBITEO, które będą wiodące w skali EU i globalnej – deklaruje Joanna Rutkowska, COO Farada Group.

Farada Group dysponuje własną fabryką i pełnym łańcuchem kompetencji – od projektowania i kompozytów, przez elektronikę, montaż i testy, po integrację sensorów, oprogramowanie oraz szkolenia. Firma sprzedaje drony i systemy bezpośrednio partnerom biznesowym oraz świadczy usługi w modelu „drone-as-a-service” (DAAS). Grupa buduje łańcuch dostaw zgodny m.in. z wymaganiami podmiotów publicznych w USA i rozwija obecność międzynarodową: ma spółkę zależną w stanie Nevada (USA), współpracuje z partnerami technologicznymi na Tajwanie, w Kalifornii i Teksasie, prowadzi projekty w Europie oraz w Afryce (monitoring parków narodowych). Firma posiada doświadczenie w ochronie infrastruktury krytycznej (szczególnie w sektorze energetycznym) lotach dla branży q-commerce (ultraszybka dostawa), food delivery i przesyłek kurierskich.

Już w 2022 roku spółka Labair  wchodząca w skład Grupy Farada, jako pierwsza firma w Polsce, otrzymała zezwolenie na wykonywanie komercyjnych lotów medycznych poza zasięgiem wzroku na dystansach do 80 km, łącząc wybrane szpitale w województwie mazowieckim z centralnym laboratorium w Warszawie. Farada Group przekroczyła 133 tys. km nalotu w 16 miesięcy komercyjnych operacji medycznych w Polsce oraz zrealizowała również stały „most powietrzny” Gdańsk–Hel skracający czas dostaw z kilku godzin do około 20 minut. oraz We wrześniu b.r. przeprowadziła też pierwszy w Mołdawii komercyjny lot BVLOS i zakończyła tam testy wdrożeniowe na potrzeby dostaw leków.

Dzięki planowanej współpracy mamy szansę wykładniczo skalować naszą działalność produkcyjną globalne i lokalnie. Przykładowo nasza fabryka w Lubartowie może skokowo zwiększyć możliwości produkcyjne. Ponadto nasze drony są technologiami podwójnego zastosowania, których skuteczność została już udowodniona w toczących się konfliktach, dlatego na bazie posiadanego już doświadczenia zaoferujemy szkolenie operatorów dronów, w tym dla służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo – dodaje Szymon Kupaj, prezes Farada Group.

Wejście Farada Group do ekosystemu JRH, w tym do projektu ORBITEO oprócz zwiększenia mocy produkcyjnych wzmocni również potencjał prowadzonej działalności usługowej DAAS oraz rozwoju oprogramowania i sensorów. Farada Group zamierza wykorzystać synergie z innymi spółkami zaangażowanymi w ORBITEO także w obszarach pozyskiwania i przetwarzania danych oraz łączności i automatyzacji, przyspieszając prace B+R i komercjalizację rozwiązań. W kontekście napiętej sytuacji geopolitycznej ważne jest rosnące znaczenie technologii o podwójnym zastosowaniu, które mogą wzmacniać bezpieczeństwo i odporność infrastruktury, a jednocześnie wspierać gospodarkę w obszarach logistyki, ratownictwa i ochrony środowiska.

PRCH: obroty centrów handlowych w górę o 3,2%, odwiedzalność lekko spadła

0

Polska Rada Centrów Handlowych (PRCH) opublikowała dane dotyczące obrotów i odwiedzalności centrów handlowych za sierpień 2025 roku. W porównaniu z tym samym miesiącem ubiegłego roku obroty wzrosły o 3,2%, przy jednoczesnym spadku odwiedzalności o 1,4%.

Od kwietnia br. obroty w centrach handlowych nieprzerwanie rosną w ujęciu miesiąc do miesiąca roku poprzedniego. Sierpień przyniósł kontynuację tego trendu. Obroty w centrach handlowych były większe o 3,2%, przy spadku footfallu o 1,4%. Najwyższe wzrosty obrotów odnotowały następujące kategorie: usługi (+10,7%), gastronomia (+9,3%), moda i akcesoria (+5,7%) oraz zdrowie i uroda (+5,0%).

W podziale na wielkość obiektów handlowych najwyższe wzrosty obrotów osiągnęły bardzo duże centra (powyżej 60 tys. m²): +3,9% oraz duże obiekty (40–60 tys. m²): +3,8%. W średnich centrach (20–40 tys. m²) obroty wzrosły o 1,9%, a w najmniejszych obiektach (5–20 tys. m²) o 3,6%. Odwiedzalność pozostała stabilna jedynie w największych galeriach (+0,1%), podczas gdy w pozostałych kategoriach odnotowano spadki: w dużych obiektach o 2,5%, w średnich o 1,7%, a w najmniejszych o 3,1%.

W ujęciu regionalnym największe wzrosty obrotów odnotowano w aglomeracjach: Białystok, Warszawa i Poznań, a w skali makroregionalnej w regionach centralnym, północno-zachodnim i południowym.

PRCH Turnover Density Index – istnieje od 2008 r. i jest największym w Polsce wskaźnikiem obrotów w centrach handlowych. Ustalany jest w oparciu o dane z obiektów o łącznej powierzchni powyżej 5 mln mkw., co stanowi 37% rynku. Indeks ten obejmuje dane pochodzące bezpośrednio od najemców. Dane te są następnie przekazywane przez zarządców w formie zanonimizowanej do systemu, za który całościowo odpowiada GfK – An NIQ Company.

PRCH Footfall Density Index – od 2008 r. jest największym w Polsce wskaźnikiem odwiedzalności centrów handlowych. Dane oparte są na zliczeniach ruchu klientów w obiektach handlowych za pomocą kamer 3D. Informacje są zbierane w centrach o łącznej powierzchni powyżej 5 mln mkw., co stanowi 37% rynku.

KPMG: brak nowych przejęć na GPW w 2024 roku. Premia za kontrolę najwyższa od lat

W latach 2020-2024 średnia premia za kontrolę w wezwaniach dotyczących akcji spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie wyniosła 17,1%. To najwyższy poziom odnotowany przez KPMG w ostatnich latach Jednocześnie rok 2024 okazał się wyjątkowy – po raz pierwszy od wielu lat nie odnotowano żadnego wezwania, którego celem byłoby przejęcie kontroli nad spółką.

Premia za kontrolę to dodatkowa kwota ponad wartość godziwą akcji, którą inwestorzy są skłonni zapłacić, by uzyskać możliwość decydowania o strategicznych kierunkach rozwoju spółki. Kontrolny pakiet akcji daje m.in. prawo powoływania i odwoływania członków zarządu, ustalania zasad ich wynagradzania, decydowania o wypłacie dywidendy, a także podejmowania decyzji o sprzedaży aktywów czy kierunkach inwestycji.

KPMG w Polsce cyklicznie dokonuje oszacowania poziomu premii związanej z przejęciem kontroli w oparciu o badanie rynku wezwań w Polsce w 5-letnim okresie czasowym. Podstawą analizy są udane wezwania dotyczące spółek notowanych na warszawskim parkiecie, które zakończyły się przejęciem ponad 50% akcji w spółce.

Analiza KPMG za lata 2020-2024 wskazuje, że średnia wartość udanego wezwania zakończonego przejęciem kontroli nad spółką sięgnęła 796 mln zł. Spośród 113 przeanalizowanych wezwań 103 zakończyło się sukcesem, w tym tylko 29 doprowadziło do uzyskania kontrolnego pakietu akcji. Premia za kontrolę została oszacowana na poziomie 17,1%. W stosunku do poprzedniej analizy obejmującej lata 2019-2023 premia za kontrolę wzrosła o 3,5 p.p., znajdując się tym samym na najwyższym poziomie w ostatnich latach, odnotowanym w Polsce.

Zaobserwowany wzrost wysokości premii za kontrolę w Polsce – i to pomimo braku w 2024 roku wezwań z zamiarem przejęcia – skłania do zastanowienia, na ile ta premia mogłaby być jeszcze większa, gdyby takie wezwania się jednak pojawiły. Rok 2025 jak na razie nie przynosi nowych wezwań, żeby potwierdzić tę hipotezę. Czas pokaże, co przyniosą kolejne miesiące – komentuje Tomasz Wiśniewski, Partner i Szef Zespołu Wycen w Europie Środkowo-Wschodniej, KPMG w Polsce.

Rynek wezwań w 2024 roku

W 2024 roku na warszawskim parkiecie ogłoszono 7 wezwań, jednak wszystkie pochodziły od akcjonariuszy posiadających już pakiety większościowe. Ich celem było głównie zwiększenie udziału do 100% i wycofanie spółek z obrotu publicznego.

Wnioski z porównania międzynarodowego

W analizie KPMG uwzględniono również porównanie premii za oferty przejęcia na głównych rynkach kapitałowych, w tym w USA, Wielkiej Brytanii, UE i Azji, w podziale na gospodarki rozwinięte i wschodzące. Długoterminowa średnia dla Polski wynosi 20,6%, co plasuje nasz rynek powyżej średnich dla gospodarek wschodzących, a jednocześnie potwierdza atrakcyjność polskich spółek dla inwestorów strategicznych.

Premie za kontrolę są najwyższe w USA i Azji (odpowiednio 37% i 32%), a tuż za nimi plasują się Wielka Brytania i rozwinięte rynki UE (29% i 28%). W Polsce, premie na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie były tylko nieznacznie wyższe niż na rynkach wschodzących, ale o prawie 10 punktów procentowych niższe niż w Europie Zachodniej. Chociaż GPW utraciła status rynku wschodzącego, nadal istnieje znaczny potencjał zwiększenia wartości dla akcjonariuszy mniejszościowych w scenariuszach przejęcia. Biorąc pod uwagę mnożniki wyceny, wielu inwestorów nadal postrzega polskie akcje jako atrakcyjnie wycenione – szczególnie w porównaniu z akcjami amerykańskimi i azjatyckimi. Jednak brak ofert przejęcia kontroli w 2024 r. może odzwierciedlać ograniczony apetyt inwestorów, na który wpływają dynamika cen akcji, warunki makroekonomiczne i czynniki geopolityczne – mówi Tomasz Regulski, Partner, Szef Zespołu Wycen w KPMG w Polsce.

Rynek najmu mieszkań wrzesień 2025: rekord liczby ofert i popytu, ceny bez zmian

Rekordowa liczba ofert, drugi najwyższy poziom popytu od 2018 roku i… niemal zerowe zmiany cen. Wrzesień 2025 przyniósł zaskoczenie na rynku najmu. Jak wskazują dane Otodom, liczba aktywnych ofert była o 15% wyższa niż miesiąc wcześniej, odpowiedzi na nie wzrosły o 40% rok do roku, podczas gdy zmiana cen sięgnęła symbolicznie 1%. Ten wyjątkowy miesiąc pokazuje, że polski rynek najmu dojrzewa, a jego kształt coraz mocniej współtworzą nie tylko studenci, ale także młodzi z pokolenia Z.

Powakacyjny boom ofertowy

Wrzesień 2025 zapisał się jako jeden z najbardziej intensywnych miesięcy na polskim rynku najmu. Jak wynika z danych Otodom, liczba aktywnych ogłoszeń mieszkań na wynajem przekroczyła 26 tys., co oznacza wzrost o niemal 15% w porównaniu z końcem sierpnia. Tylko we wrześniu właściciele dodali ponad 22 tys. nowych ofert, czyli o 20% więcej niż miesiąc wcześniej.

Wyraźny wzrost podaży odnotowano zarówno w największych aglomeracjach, takich jak Warszawa, Kraków, Gdańsk, Wrocław, Poznań, Katowice i Łódź (średnio +15% m/m), jak i w mniejszych ośrodkach, gdzie latem obserwowano spadki. W Kielcach liczba dostępnych mieszkań zwiększyła się aż o 28%, w Lublinie o 23%, a w Opolu o 20%.

Co stoi za tym wzrostem? Jak tłumaczą eksperci, to efekt zmiany strategii właścicieli mieszkań, którzy po wakacyjnym sezonie rezygnują z najmu krótkoterminowego na rzecz stabilniejszego modelu długoterminowego.

– Wielu właścicieli mieszkań, którzy w sezonie wakacyjnym testowali wynajem krótkoterminowy, zdecydowało się jesienią na powrót do modelu długoterminowego. Przyczyną może być rozczarowanie wynikami w segmencie najmu turystycznego, które okazały się słabsze niż rok wcześniej. Zjawisko to było szczególnie widoczne w Trójmieście, gdzie liczba nowych ofert we wrześniu wzrosła niemal o jedną trzecią w porównaniu z sierpniem. Coraz więcej właścicieli wybiera dziś długoterminowy wynajem jako stabilniejsze i bardziej przewidywalne źródło dochodu – tłumaczy Agata Stachowiak, ekspertka rynku mieszkaniowego Otodom.

Pokolenie Z zmienia zasady gry?

Wrześniowa fala podaży trafiła na równie silną falę popytu. Liczba odpowiedzi na ogłoszenia najmu na portalu Otodom sięgnęła 604 tys., co oznacza wzrost o 12% w porównaniu z sierpniem i aż o 40% względem ubiegłorocznego szczytu na rynku najmu. Co więcej, to drugi najwyższy wynik od 2018 roku.

Za ten boom w dużej mierze odpowiadają młodzi najemcy. Jak pokazuje raport „Szczęśliwy dom. Sens(y) zmian mieszkaniowych”, jedną z kluczowych grup byli tzw. edukacyjni nomadzi, czyli osoby w wieku 18–25 lat, głównie studenci i uczniowie, rozpoczynający nowy rok akademicki w dużych ośrodkach miejskich. Ich preferencje i ograniczenia budżetowe miały realny wpływ na rynek – np. w Warszawie wzrosło zainteresowanie mieszkaniami z przedziału cenowego do 3 tys. zł.

Co jednak ważne, nie tylko studenci napędzali popyt.

Wrzesień 2025 to moment, w którym na rynku najmu silnie zaznaczył swoją obecność najliczniejszy rocznik pokolenia Z. Osoby urodzone na przełomie wieków, wchodzące właśnie w dorosłość zawodową, coraz częściej decydują się na samodzielne zamieszkanie. W odróżnieniu od wcześniejszych generacji, które priorytetowo traktowały zakup własnej nieruchomości, ta grupa postrzega wynajem jako trwały i świadomy element stylu życia. Potwierdza to wzrost zainteresowania kawalerkami na wynajem we wrześniu. Równocześnie rosnąca popularność mieszkań dwupokojowych pokazuje, że najem staje się naturalnym wyborem także dla par i młodych rodzin, nie tylko studentów – zaznacza Agata Stachowiak.

Nowy rozdział na rynku najmu

Z jakim wydatkiem musieli liczyć się potencjalni najemcy? We wrześniu najwyższe stawki najmu tradycyjnie obowiązywały w Warszawie, gdzie średnia cena ofertowa wyniosła ponad 4,9 tys. zł miesięcznie. Pozycję najdroższych rynków utrzymały także inne ośrodki akademickie: Kraków (3,3 tys. zł), Trójmiasto (3,2 tys. zł) i Wrocław (3,1 tys. zł). Nieco taniej, bo od 2,5 do 2,8 tys. zł trzeba było zapłacić w Rzeszowie, Lublinie, Poznaniu i Szczecinie. Z kolei najniższe ceny obowiązywały we wschodniej i południowo-wschodniej Polsce, gdzie najemcy mogli liczyć na stawki od 2 do 2,2 tys. zł.

Co istotne, średnie ceny ofertowe pozostały stabilne mimo wysokiego popytu. W ujęciu rocznym czynsze wzrosły symbolicznie jedynie o 1%, a przeciętne miesięczne tempo wzrostu wyniosło zaledwie 0,09%.

Stabilność cen najmu, mimo wysokiego popytu, pokazuje, że klasyczne mechanizmy rynkowe nie zawsze działają wprost proporcjonalnie. Właściciele mieszkań coraz częściej stawiają na długoterminową relację z najemcą, rezygnując z podwyżek, które mogłyby skutkować utratą lokatorów. Dodatkowo, silna konkurencja na rynku najmu działa jako naturalny hamulec wzrostu stawek. Istotną rolę odgrywają też sami najemcy. Wiele osób funkcjonuje dziś w jasno określonych ramach budżetowych, a ich przekroczenie po prostu eliminuje daną ofertę wynajmu z ich pola zainteresowania – podkreśla Agata Stachowiak.

Jednak stabilność cen w zestawieniu z wzrostami po stronie popytu i podaży wskazuje na coś jeszcze. Być może obserwujemy początek fundamentalnej przemiany polskiego modelu mieszkaniowego – od własności w kierunku modelu zachodnioeuropejskiego, gdzie wynajem jest powszechną formą zamieszkania.

– Polski rynek najmu zdaje się wchodzić w fazę stabilnej, profesjonalnej i przewidywalnej dojrzałości. To korzystna zmiana zarówno dla najemców, jak i właścicieli nieruchomości. Wymaga jednak wsparcia ze strony państwa w postaci klarownych ram prawnych i instytucjonalnych. Kluczowe będzie znalezienie punktu równowagi pomiędzy skuteczną ochroną praw lokatorów a stworzeniem warunków sprzyjających inwestowaniu w najem długoterminowy – podsumowuje Agata Stachowiak.

Polski sektor handlowy z rekordową podażą. Parki handlowe dominują. Boom w mniejszych miastach

Międzynarodowa agencja doradcza Cushman & Wakefield podsumowała sytuację w sektorze nieruchomości handlowych w Polsce. W odróżnieniu od rynku biurowego i magazynowego, aktywność deweloperów w sektorze handlowym jest bardzo wysoka. Co więcej, powierzchnia parków handlowych w budowie jest najwyższa w historii, a deweloperzy prowadzą intensywną ekspansję w mniejszych miejscowościach. Oznacza to, że rynek powoli wysyca się formatem parków. Ponadto miesiące letnie przyniosły dalsze wzrosty sprzedaży detalicznej. W tym czasie rosły też obroty najemców centrów handlowych.

PODAŻ: PARKI HANDLOWE LIDEREM NOWEJ PODAŻY

Wyniki za trzeci kwartał wskazują na dość stabilną sytuację po stronie nowej podaży rynku handlowego – w tym czasie wprowadzono bowiem ok. 90 tys. mkw. nowej powierzchni, co jest niemal identycznym wynikiem jak w drugim kwartale, a nowe otwarcia obejmowały głównie parki handlowe. Tym samym całkowita nowoczesna powierzchnia handlowa w Polsce sięga obecnie nieco ponad 17 mln mkw., komentuje Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research Poland, Cushman & Wakefield.

Największym otwartym obiektem handlowym był S1 Włocławek dewelopera Saller o powierzchni 17 000 mkw., który powstał na terenie wyburzonego centrum z dawnym najemcą Tesco. Do obiektów powyżej 10 000 mkw. otwartych pomiędzy lipcem a wrześniem zaliczają się także M Park Ciechanów oraz Przystanek Karkonosze (zlokalizowany we wsi Miłków ok. 3 km od Karpacza). W sumie w trzecim kwartale rynek powiększył się o siedem nowych parków handlowych. Dodatkowo dwa istniejące obiekty w Iławie i Wrocławiu zostały rozbudowane. Ponadto klienci mogą już robić zakupy w dwóch nowo wybudowanych wolnostojących marketach budowlanych Leroy Merlin znajdujących się w Chojnicach i Dzierżoniowie. W trzecim kwartale nie odnotowano żadnego otwarcia ani zamknięcia centrum handlowego.

Wolumen realizowanych projektów stale rośnie, a z każdym kwartałem notowane są kolejne rekordy. Na koniec września w budowie znajdowało się aż 618 000 mkw. powierzchni handlowej i tym samym aktywność deweloperska była najwyższa od 2018 roku. Na rynku niezmiennie dominują parki handlowe – obecnie powstaje aż 480 000 mkw. tego typu powierzchni, najwięcej w historii. Około 50% z tej powierzchni znajduje się w miastach i miejscowościach o liczbie mieszkańców nieprzekraczającej 50 tys. osób, zlokalizowanych poza głównymi 30 aglomeracjami, co wskazuje na rosnącą rolę mniejszych rynków handlowych, dodaje Ewa Derlatka-Chilewicz.

POPYT: SIEDEM DEBIUTÓW NOWYCH MAREK HANDLOWYCH, W TYM TRZY W ZŁOTYCH TARASACH

Nowe sieci handlowe, do tej pory niedostępne na polskim rynku w formacie stacjonarnych sklepów, otwierają swoje pierwsze placówki i planują dalszą ekspansję. W trzecim kwartale odnotowano siedem debiutów: Carhartt WIP (amerykański brand modowy, pierwsza lokalizacja na Placu Zbawiciela w Warszawie), MiniSo (sklep z akcesoriami i zabawkami w Złotych Tarasach), DRM-LND (personalizowane dodatki i akcesoria w Złotych Tarasach), ZAG Bijoux (biżuteria, Złote Tarasy), dwie ukraińskie marki modowe Ocean (Marszałkowska w Warszawie) i One By One (Posnania) oraz zapachy Almarah Perfumes w Galerii Młociny.

SPRZEDAŻ DETALICZNA: KONSUMENCI KONCENTRUJĄ SIĘ NA ZAKUPIE DÓBR TRWAŁYCH, OGRANICZAJĄC WYDATKI PODSTAWOWE

Po bardzo mocnym drugim kwartale, trzeci kwartał przyniósł dalszy wzrost sprzedaży detalicznej, choć dynamika była niższa niż w szczytowym kwietniu.

W lipcu sprzedaż detaliczna w cenach stałych wzrosła o 4,8% r/r, a w sierpniu o 3,1% r/r. W sierpniu pozytywnie wyróżniły się kategorie szczególnie ważne dla centrów handlowych, takie jak „Tekstylia, odzież i obuwie” oraz „Meble, RTV, AGD”, które zanotowały wzrost o odpowiednio 18,9% r/r i 13,9% r/r. W segmencie mebli, RTV i AGD, po okresie spadków w latach 2023–2024, w ostatnich miesiącach również obserwujemy wyraźne odbicie sprzedaży detalicznej. Taka sytuacja może być rezultatem wyższego aniżeli w innych państwach Europy wskaźnika ufności konsumenckiej. Według badania Eurostat Polska wciąż pozostaje pod tym względem w czołówce na tle innych państw europejskich. Po tegorocznych przeskokach z czerwca (+2,8) oraz lipca (-2,5), we wrześniu wskaźnik ufności polskich konsumentów ustabilizował się wynosząc -1,0. Średnia w Unii Europejskiej wyniosła z kolei w tym czasie -14,3, komentuje Ewelina Staruch, Senior Analyst, Cushman & Wakefield.

Spadki sprzedaży detalicznej w sierpniu dotyczyły trzech kategorii: „Pozostałe”, „Żywność, napoje i wyroby tytoniowe” oraz „Prasa, książki, sprzedaż w wyspecjalizowanych sklepach”. W grupie o najwyższym udziale w sprzedaży detalicznej „ogółem” – „Żywność, napoje i wyroby tytoniowe” zaobserwowano spadek sprzedaży o 3,4% r/r. Utrzymanie korzystnych warunków makroekonomicznych, w tym stabilnego zatrudnienia i wyhamowania inflacji, może sprzyjać dalszym wzrostom konsumpcji prywatnej w czwartym kwartale.

ODWIEDZALNOŚĆ I OBROTY: WZROST TYLKO WE WRZEŚNIU, OBROTY PONAD 3% W GÓRĘ

Średnia odwiedzalność centrów handlowych w trzecim kwartale sięgnęła ok. 425 tys. klientów w przeliczeniu na jeden obiekt. Najlepszym miesiącem pod względem liczby odwiedzających okazał się sierpień, kiedy centra odwiedziło średnio ok. 440 tys. per jeden obiekt. Natomiast rok do roku koniec wakacji odnotował spadek o 1,4%, dodaje Ewa Derlatka-Chilewicz.

W lipcu zarejestrowano wynik ok. 435 tys. klientów, co stanowi wielkość niemal identyczną jak w lipcu 2024 roku. Z kolei wrzesień był jedynym miesiącem ze wzrostem 3,3% r/r, ale liczba klientów była mniejsza niż w lipcu i sierpniu, gdyż wyniosła ok. 400 tys. odwiedzających.

Analizując wpływy finansowe najemców centrów handlowych w trzecim kwartale można zauważyć, że po uśrednieniu wzrosły one o nieco ponad 3%. W lipcu średnie obroty sięgnęły ok. 1130 zł netto na mkw., co wskazuje na wzrost o 3,4% r/r. W sierpniu zarejestrowano obroty na poziomie 1145 zł/ mkw. – wzrost o 3,2% r/r, tłumaczy Ewelina Staruch.

Analizując poszczególne kategorie najemców można zaobserwować, że obroty w miesiącach styczeń-sierpień 2025 roku najbardziej wzrosły w usługach (>8%) oraz gastronomii i rozrywce (>6%). Należy jednak zaznaczyć, że branża gastronomiczna boryka się z dużym wzrostem kosztów działalności i dobre wyniki obrotowe nie przekładają się bezpośrednio na ich zyski.

CZYNSZE: OBIEKTY TYPU PRIME Z DALSZYM POTENCJAŁEM DO WZROSTÓW

Średnie czynsze w najlepszych obiektach tzw. “prime” wzrosły rokrocznie we wszystkich trzech formatach, czyli centrach, parkach i na ulicach handlowych. Wzrosty przewyższają wartości corocznej indeksacji o wskaźnik inflacji, co oznacza, że popyt na flagowe lokale jest wysoki, a dostępność najbardziej atrakcyjnych powierzchni ograniczona. Obiekty pozycjonowane na rynku średnio lub nisko mają zdecydowanie słabszy potencjał wzrostu czynszu, a najemcy lepszą pozycję negocjacyjną, mówi Paulina Bauer, Head of Retail Asset Services Poland, Cushman & Wakefield.

Czynsze w parkach handlowych odnotowały najwyższy wzrost rok do roku (12,5%), a także dalszy wzrost w ujęciu kwartalnym. W centrach i przy ulicach handlowych dynamika roczna utrzymała się na poziomie ok. 7–10%, przy stabilnych stawkach względem poprzedniego kwartału.

Płace w przemyśle 2025 – gdzie zarobisz najwięcej?

Poziom i tempo wzrostu płac w przemyśle znacząco się różnią, przede wszystkim w zależności od branży i specyfiki stanowiska. Najbardziej atrakcyjne wynagrodzenia i podwyżki oferują centra dystrybucyjne, firmy sektora farmaceutycznego, chemicznego oraz FMCG, wolniejsze tempo wzrostu płac jest widoczne w budownictwie i centrach badawczo-rozwojowych, wynika z „Raportu wynagrodzeń w sektorze przemysłowym” Grafton Recruitment. Dla zatrudnionych coraz większe znaczenie, obok wysokości wynagrodzenia, mają stabilność zatrudnienia, możliwości rozwoju i atmosfera w miejscu pracy.

Duże różnice płacowe w przemyśle – logistyka zyskuje, badania i rozwój spowalniają

Wynagrodzenia w przemyśle pozostają silnie zróżnicowane i odzwierciedlają kondycję poszczególnych branż, dynamikę popytu, a także dostępność wybranych grup pracowników oraz charakter stanowiska. Widoczne są także wyraźne różnice wynikające z lokalizacji przedsiębiorstw.

–  Nie bez znaczenia dla kształtowania wynagrodzeń jest rentowność i dyscyplina finansowa. Wysokie koszty działalności i utrzymujący się ujemy wskaźnik koniunktury dla przemysłu wymuszają na firmach ostrożne planowanie płac oraz wprowadzanie elastycznych systemów motywacyjnych – komentuje Danuta Protasewicz, Regional Manager w Grafton Recruitment.

Najszybsze tempo wzrostu wynagrodzeń w przemyśle zaobserwowano w centrach dystrybucyjnych – średnio o 10% rok do roku, co bezpośrednio wiąże się z popytem na pracowników fizycznych oraz specjalistów ds. logistyki i zarządzania łańcuchem dostaw. Wynagrodzenie dyrektora centrum dystrybucyjnego osiąga 30 000 zł brutto w województwie mazowieckim, 28 000 zł w śląskim i  wielkopolskim. Kierownicy logistyki zarabiają od 15 000 do 23 000 zł, przy czym najwyższe stawki odnotowano w województwie mazowieckim, niższe w dolnośląskim, a najniższe w łódzkim. Kierownicy ds. łańcucha dostaw zarabiają najlepiej – do 25 000 zł – w mazowieckim, śląskim oraz wielkopolskim. Niższe wynagrodzenie otrzymuje brygadzista, jego pensja wynosi do 10 000 zł (w województwie mazowieckim).

Znaczące wzrosty wynagrodzeń, na poziomie 9%, dotyczyły też branż farmaceutycznej, chemicznej oraz FMCG. Rosnące płace napędzają tam inwestycje w innowacje, automatyzację i produkty prozdrowotne. Atrakcyjne pensje notuje się w mazowieckim – tu kierownik działu produkcyjnego w branży chemicznej i farmaceutycznej może liczyć na pensję od 14 000 do 22 000 zł brutto, podczas gdy w województwie kujawsko-pomorskim to 10 000 – 15 000 zł. Różnice dotyczą też stanowisk takich jak kierownik utrzymania ruchu (w mazowieckim otrzymuje on 16 000 – 22 000 zł, a w łódzkim o 6 tys. mniej) czy kierownik laboratorium, którego pensja wynosi do 18 000 zł w województwie mazowieckim, a w kujawsko-pomorskim do 14 000 zł.

W branży FMCG różnice wynikające z umiejscowienia zakładu także mają wpływ na wysokość pensji. Dyrektor zakładu może liczyć na wynagrodzenie do 38 000 zł brutto w mazowieckim, mniej – do 29 000 zł w zachodniopomorskim. W przypadku wielu innych stanowisk województwo mazowieckie ustępuje miejsca innym regionom. Inżynierowie utrzymania ruchu otrzymują w mazowieckim do 12 000 zł, a do 13 000 zł w dolnośląskim i śląskim. Główny technolog najwięcej może zarobić w małopolskim od 11 500 do 19 000 zł, podczas gdy w województwie mazowieckim do 16 000 zł, a dolnośląskim, kujawsko-pomorskim czy wielkopolskim do 15 000 zł.

Sektor automotive i produkcji urządzeń odczuwa silną presję konkurencyjną oraz skutki globalnych zmian, w tym mocną pozycję Chin w obszarze elektromobilności. W efekcie część zakładów przenosi produkcję do krajów takich jak Turcja czy Rumunia, gdzie koszty są niższe. Mimo niestabilnej sytuacji pensje w motoryzacji zwiększyły się o 8% r./r. Dyrektor zakładu może liczyć na zarobki do 40 000 zł brutto w mazowieckim, do 38 000 zł w śląskim i wielkopolskim, a kierownik produkcji od 11 000 do 22 000 zł, przy czym maksymalne wynagrodzenie jest zbliżone we wszystkich województwach z wyjątkiem podkarpackiego. Uposażenia inżynierów utrzymania ruchu wahają się od 8 000 do 14 000 zł – najwyższe są w śląskim, a techników utrzymania ruchu 6 500 – 10 000 zł (najwyższe w pomorskim i mazowieckim). Specjaliści tacy jak spawacze czy elektrycy otrzymują do 10 000 zł – w województwie mazowieckim. Najniższe pensje otrzymują pracownicy niewykwalifikowani, zarabiający do 6 000 zł.

W obszarze Back Office odnotowano wzrosty wynagrodzeń na poziomie ok. 8%, co wynika z rosnącego znaczenia funkcji wspierających w strukturach firm oraz konieczności utrzymania doświadczonych specjalistów. Dyrektorzy finansowi otrzymują nawet 40 000 zł brutto w województwie śląskim, znacznie więcej niż w innych regionach. Kontrolerzy finansowi mogą liczyć na wynagrodzenie do 26 000 zł w śląskim. Zbliżone wynagrodzenia otrzymują główni księgowi, a specjaliści ds. controllingu od 7 500 do 15 000 zł. Pensje dyrektorów HR, Marketingu czy IT osiągają poziom 30 000 zł, w przypadku sprzedaży to wręcz 35 000 zł w województwie mazowieckim. Wynagrodzenia specjalistów ds. HR wynoszą do 10 000 zł, marketingu – do 12 000 zł, a programistów nawet do 23 000 zł.

Zdecydowanie niższa dynamika widoczna jest w budownictwie, gdzie płace zwiększyły się średnio o 4%. Najwyżej wyceniane są kompetencje menedżerskie i specjalistyczne w obszarze planowania. Dyrektorzy kontraktów zarabiają od 28 000 do 33 000 zł brutto, a kierownicy kontraktu lub projektu od 18 000 do 25 000 zł. Na wysokie uposażenia – do 20 000 zł mogą liczyć również kierownicy budowy oraz kierownicy robót elektrycznych. Wśród specjalistów atrakcyjne wynagrodzenia otrzymują koordynatorzy BIM, od 15 000 do 25 000 zł, a także planiści, których pensje mieszczą się w przedziale od 14 000 do 25 000 zł.

Mniejsze wzrosty wynagrodzeń odnotowano także w centrach badawczo-rozwojowych (R&D), gdzie płace zwiększyły się o 3%, co potwierdza stagnację tego segmentu, wynikającą ze zmniejszenia inwestycji w latach 2024–2025. Pensje dyrektorów R&D mieszczą się w szerokim przedziale 30 000 – 55 000 zł brutto. Inżynier mechanik zarabia od 12 000 do 18 000 zł, programista systemów wbudowanych C/C++ od 13 000 do 23 000 zł, a tester oprogramowania od 13 000 do 18 000 zł. Kierownicy działów projektowania zarabiają natomiast od 22 000 do 30 000 zł, team leaderzy w obszarze elektroniki od 18 000 do 25 000 zł, a liderzy działów testów 19 000–26 000 zł. Z kolei team leaderzy oprogramowania otrzymują 19 000–25 000 zł, a inżynierowie elektronicy 13 000 – 17 000 zł.

Wysokość wynagrodzeń odzwierciedla kondycję przedsiębiorstw mierzących się z niepewnością rynkową, zmiennością popytu oraz rosnącymi kosztami. Istotną rolę odgrywa również poziom specjalizacji pracowników, ich dostępność oraz bieżące zapotrzebowanie na kadry. Warto zwrócić uwagę na różnice między branżami tworzącymi szeroko pojęty przemysł – inaczej kształtują się wynagrodzenia i ich wzrosty w centrach dystrybucyjnych, a inaczej w branży motoryzacyjnej czy w obszarze badań i rozwoju – dodaje Monika Piądło, Regional Manager w Grafton Recruitment.

Oczekiwania a rzeczywistość

Według danych z raportu Grafton Recruitment, aż 67% badanych liczy na wzrost wynagrodzenia o ponad 15%, a kolejne 33% oczekuje podwyżki w przedziale 11–15%. Żaden z respondentów nie wskazał, że satysfakcjonowałby go wzrost płac na poziomie 5–10%, co pokazuje, że pracownicy postrzegają takie zmiany jako niewystarczające.

Jakie zmiany wynagrodzeń odnotowali pracujący w przemyśle? Z raportu Grafton Recruitment wynika, że pensje 29% ankietowanych pracowników średniego szczebla nie zmieniły się, u 5% zmniejszyły, a u 66% wzrosły. W tej grupie 27% zatrudnionych otrzymało podwyżkę w wysokości do 5% obecnego wynagrodzenia. Bardziej znaczące wzrosty, od 6 do 10%, wskazało 14% badanych, a 25% respondentów potwierdziło wzrost płac powyżej 10%.Czy-Twoje-wynagrodzenie-sie-zmienilo

Z raportu wynika także, że większość firm z sektora przemysłowego utrzymała dotychczasowe poziomy płac lub zdecydowała się na podwyżki sięgające maksymalnie 5% r/r. biorąc pod uwagę wszystkie stanowiska. Takie działania wpisują się w strategię kontroli kosztów, która jest odpowiedzią przedsiębiorstw na trudne realia rynkowe. Nieco wyższe wzrosty, w granicach 6–10%, zadeklarowało 20% firm z kapitałem polskim oraz 30% podmiotów z kapitałem zagranicznym. Podwyżki powyżej 10% należą natomiast do wyjątków i zostały odnotowane tylko w 4% przedsiębiorstw krajowych oraz w 2% zagranicznych. Dane te wyraźnie pokazują, że niezależnie od struktury właścicielskiej pracodawcy zachowują ostrożność w zwiększaniu wynagrodzeń stawiając przede wszystkim na ich stabilizację.Czy-w-Pana-firmie-byly-lub-beda-podwyzki-wynagrodzen

 Rozbieżność między oczekiwaniami pracowników a praktyką płacową firm jest czymś naturalnym, różnice były i będą znaczące. W tym kontekście warto jednak pamiętać, że polityka wynagrodzeń wpływa na postrzeganie atrakcyjności miejsca pracy, zadowolenie zatrudnionych, a tym samym skłonność do zmian zawodowych. Nie sposób jednocześnie nie brać pod uwagę perspektywy firm – konieczności optymalizacji kosztów i utrzymania stabilności finansowej – tłumaczy Danuta Protasewicz, Regional Manager w Grafton Recruitment.

Coraz więcej pracowników rozważa zmianę pracy

Analiza wyników ankiety przeprowadzonej przez Grafton Recruitment pokazuje, że pracownicy sektora przemysłowego są dziś znacznie bardziej aktywni na rynku pracy. W 2023 roku 38% respondentów deklarowało, że szuka nowego zatrudnienia, obecnie to już 48%, czyli prawie co druga osoba. Dla wielu jest to efekt chęci poprawy warunków pracy, ale rośnie również grupa osób, szukających pracy z konieczności – przede wszystkim wśród specjalistów i menedżerów.

W 2023 roku głównymi powodami zmiany pracy były kwestie finansowe, zła atmosfera czy brak możliwości awansu. Obecnie sytuacja jest bardziej złożona. Choć wynagrodzenie i perspektywa awansu pozostają najczęściej wskazywanymi motywacjami (odpowiednio 19% i 16%), coraz częściej pojawiają się inne czynniki. Wśród powodów poszukiwania nowego pracodawcy wskazywane są także obawy o stabilność zatrudnienia i ryzyko zwolnień (13%), brak pracy (12%) oraz wypalenie zawodowe (10%). To sygnał, że pracownicy sektora coraz częściej odczuwają wyczerpanie wynikające z napięcia i braku stabilności.

Najbardziej liczy się wynagrodzenie, ale czy tylko?

Raport Grafton Recruitment pokazuje, że najważniejszym czynnikiem wpływającym na satysfakcję pracowników pozostaje wynagrodzenie, na co wskazało 72% badanych. Coraz większe znaczenie mają jednak także inne aspekty. Dla niemal połowy pracujących w przemyśle kluczowa jest atmosfera w zespole i stabilność zatrudnienia (po 48%), a 44% respondentów podkreśla wagę możliwości rozwoju zawodowego. Co czwarty pracownik ceni interesujące zadania i projekty, a blisko co piąty sprawne i stabilne zarządzanie firmą. Mniejszą rolę odgrywają takie elementy jak możliwość pracy zdalnej (14%), styl zarządzania przełożonego (10%) czy pakiety benefitów (5%).Co-jest-dla-Ciebie-najwazniejsze-w-pracy

Pracownicy fizyczni czują się pewniej niż specjaliści i menedżerowie

Eksperci podkreślają, że w 2025 roku nastroje pracowników sektora przemysłowego są wyraźnie zróżnicowane i pokazują spadek optymizmu – odsetek obawiających się o swoją sytuację zawodową wzrósł z 19% w 2023 roku do 30% w 2025 roku.

Najbardziej stabilnie swoją sytuację postrzegają pracownicy fizyczni, aż 62% z nich deklaruje, że nie dostrzega zmian w swoim otoczeniu zawodowym, a kolejne 21% zauważa rozwój firmy. Jedynie 17% sygnalizuje brak stabilności i obawy o utratę pracy. Mniej optymistycznie sytuację oceniają menedżerowie i specjaliści. Wśród menedżerów 42% nie dostrzega zmian, 28% zauważa rozwój organizacji, a aż 30% obawia się zwolnienia. Podobne opinie mają specjaliści, stabilność deklaruje 41%, rozwój 23%, natomiast 36% odczuwa brak bezpieczeństwa zatrudnienia. Równocześnie znacząco zmalała liczba respondentów dostrzegających rozwój swojej firmy – obecnie to 24%, wobec niemal 41% w 2023 roku.

–  Poczucie stabilności zawodowej w sektorze przemysłowym rozkłada się nierównomiernie. Pracownicy fizyczni patrzą na swoją sytuację z większym spokojem niż specjaliści i menedżerowie. To zjawisko wskazuje, że ryzyko zawodowe coraz częściej koncentruje się w obszarach wymagających wyższych kompetencji technicznych i odpowiedzialności za procesy biznesowe. W praktyce oznacza to, że nie tylko niedobór kadr, ale także rosnąca presja wynikająca z globalnej konkurencji i cyfryzacji może w kolejnych latach wpływać na pogłębianie się różnic w nastrojach poszczególnych grup pracowników – podkreśla Agnieszka Żak, Dyrektor Regionalna w Gi Group.

Rosnące znaczenie stabilności zatrudnienia pokazuje, że pracownicy coraz uważniej oceniają ryzyko zawodowe. Oczekują od firm nie tylko atrakcyjnych warunków finansowych, ale też poczucia bezpieczeństwa i przewidywalności. To sygnał, że strategie zatrudnienia muszą być dziś oparte na zaufaniu i długofalowym budowaniu relacji z zespołem.

Wynagrodzenia-w-przemysle_Centra-Badan-i-Rozwoju Wynagrodzenia-w-przemysle_Automotive Wynagrodzenia-w-przemysle.-FMCG Wynagrodzenia-w-przemysle.-Chemia-i-Farmacja Co-jest-dla-Ciebie-najwazniejsze-w-pracy.-Raport-Grafton

Informacje o raporcie: „Raport wynagrodzeń w sektorze przemysłowym 2025” to już ósma edycja cyklicznego opracowania przygotowanego przez ekspertów Grafton Recruitment we współpracy z Gi Group. Badanie zostało przeprowadzone w II kwartale 2025 roku i objęło analizę 8228 rekordów z bazy kandydatów oraz dane dotyczące budżetów wynagrodzeń 154 firm z sektora przemysłowego. Raport zawiera zestawienia wynagrodzeń dla ponad 200 stanowisk – od pracowników fizycznych, przez specjalistów, aż po kadrę menedżerską – w różnych obszarach przemysłu, takich jak farmacja i chemia, motoryzacja i produkcja urządzeń, FMCG, badania i rozwój, centra inżynieryjne i dystrybucyjne oraz budownictwo. Uwzględnia także nowe role, związane m.in. z automatyką, robotyzacją i ESG. Publikacja została wzbogacona komentarzami ekspertów oraz wynikami ankiet przeprowadzonych wśród pracowników i pracodawców, które pokazują aktualne wyzwania i perspektywy rozwoju sektora.

Polska energia jądrowa coraz bliżej. Rząd kończy przygotowania do budowy

Polska planuje budowę pierwszej elektrowni jądrowej na Pomorzu, w lokalizacji Lubiatowo-Kopalino. Prace przygotowawcze, w tym wyrównanie terenu pod fundamenty, są już zaawansowane. Reaktory mają powstać do 2035 roku – a pierwszy z nich ma zacząć dostarczać energię już w 2036, z kolejnymi włączanymi corocznie. Obecnie trwa wybór lokalizacji kolejnej elektrowni, a informacje o partnerach są wstępnie znane – w tym amerykańskie firmy Westinghouse i Bechtel, które już są zaangażowane – oraz kanadyjskie. Budowa elektrowni wstępnie kosztować będzie 180–200 miliardów złotych, z czego 60 miliardów to wkład Polski, finansowany przez ustawę o wsparciu budowy, obowiązującą przez najbliższe 10 lat.

– Te środki są zagwarantowane i stanowią swoistą „zaporę”, która zapewni współfinansowanie z innych źródeł, również instytucji finansowych w kraju – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Wojciech Jakóbik, Ośrodek Bezpieczeństwa Energetycznego. – Wsparcie UE w formie pomocy publicznej jest na etapie negocjacji i – według deklaracji rządu – do końca roku ma otrzymać zielone światło. Ostateczna umowa z konsorcjum amerykańskim ma zostać podpisana do końca roku, choć negocjacje mogą się przedłużyć, a umowa może obejmować również alternatywną lokalizację – jeśli w przyszłym roku pojawią się nowe informacje o drugiej elektrowni. Podsumowując, Polska jest na finiszu przygotowań do realizacji projektu, choć sama budowa jeszcze się nie rozpoczęła – tłumaczy Wojciech Jakóbik.

Złoto i srebro biją rekordy. Deficyt podaży i napięcia geopolityczne windują ceny

Rynek metali szlachetnych przeżywa obecnie wyjątkowy okres, charakteryzujący się rekordowymi poziomami cen złota i srebra. Inwestorzy na całym świecie, zaniepokojeni sytuacją geopolityczną i kondycją gospodarki USA, intensyfikują swoje zaangażowanie w te tradycyjne aktywa ochronne. Cena spotowa złota osiągnęła rekordowy poziom 4 200 USD za uncję, notując wzrost o 1,5%. Za dynamicznym rajdem stoją przede wszystkim napięcia geopolityczne, zwłaszcza na linii USA–Chiny, gdzie pojawiają się groźby nowych taryf celnych oraz zakazu handlu niektórymi towarami, jak olej spożywczy. Do tego dochodzą rosnące oczekiwania co do dalszych cięć stóp procentowych przez Rezerwę Federalną – według prognoz możliwe są jeszcze dwa obniżenia w tym roku.

Spadająca rentowność obligacji USA, najniższa od 2022 roku, dodatkowo wzmacnia atrakcyjność złota jako aktywa niegenerującego odsetek, ale stabilnego w czasach niepewności. Na notowania wpływają również obawy o niezależność Fed, ryzyko przedłużającego się „shutdownu” w USA oraz pogłębiający się deficyt fiskalny, który zwiększa zainteresowanie strategią zabezpieczającą przed spadkiem wartości dolara. Popyt na złoto napędzają nie tylko inwestorzy indywidualni, ale także banki centralne, które kontynuują zakupy rezerw, oraz fundusze ETF, do których napływa coraz więcej kapitału.

Jeszcze silniejszy rajd cenowy obserwujemy na rynku srebra. Wczoraj cena przekroczyła poziom 53.62USD za uncję, co oznacza najwyższy wynik w historii. Od początku 2025 roku srebro podrożało o ponad 70%, podczas gdy złoto o około 55%. Szybszy wzrost wynika z głębokiego kryzysu podaży – zapasy w londyńskich magazynach spadły o jedną trzecią od 2021 roku, a globalna konsumpcja przewyższa wydobycie już czwarty rok z rzędu.

Spekulacyjny popyt dodatkowo wzmacniany jest obawami o potencjalne taryfy celne na srebro. Inwestorzy zwiększają zaangażowanie w fundusze ETF zabezpieczone fizycznym metalem, a popyt z Indii – związany z sezonem świątecznym Diwali – doprowadził do wzrostu importu i premii sięgających nawet 10% względem światowych cen referencyjnych. Srebro, mimo że jest dostępne w większych ilościach niż złoto, cechuje się mniejszą wartością rynkową i niższą płynnością. Dostawy fizycznych sztabek stają się coraz trudniejsze, a rosnące koszty transportu – często realizowanego drogą lotniczą – tylko pogłębiają problem. Niezwykła sytuacja rynkowa sprawiła, że ceny spot w Londynie przewyższają ceny kontraktów terminowych w Nowym Jorku – odwrotność tradycyjnego układu.

Oprócz funkcji inwestycyjnej, srebro odgrywa istotną rolę w przemyśle – od elektroniki, przez baterie i panele słoneczne, po medycynę i jubilerstwo. Tak gwałtowny wzrost cen może wpłynąć na rentowność firm z sektora odnawialnych źródeł energii i wymusić poszukiwanie alternatywnych materiałów. Najwięksi producenci srebra – Meksyk, Peru i Chiny – borykają się z coraz bardziej restrykcyjnymi regulacjami środowiskowymi, co utrudnia rozwój nowych projektów wydobywczych. Nowa podaż pozostaje ograniczona, a brak inwestycji w przyszłość może skutkować dalszym pogłębieniem strukturalnego deficytu. Choć krótkoterminowo możliwe jest przesunięcie zapasów z Nowego Jorku do Londynu, nie rozwiązuje to fundamentalnych problemów rynku.

Sytuacja na rynku metali szlachetnych odzwierciedla globalne napięcia i niepewność gospodarczą. Zarówno złoto, jak i srebro potwierdzają swoją rolę jako aktywa ochronne, ale rosnące ceny i ograniczenia podażowe rzucają cień na ich dostępność oraz potencjalne konsekwencje dla przemysłu.

Polacy coraz bogatsi: majątek przeciętnego dorosłego wzrósł siedmiokrotnie od 1989 roku

0

Statystycznie dorosły Polak posiada majątek o wartości 105 tys. dolarów – ponad siedem razy więcej niż w 1989 roku. Tym samym Polska znalazła się w gronie krajów, które w ciągu ostatnich trzech dekad osiągnęły wzrost zamożności, ustępując jedynie Chinom. Choć dystans do najbogatszych gospodarek Zachodu pozostaje znaczący, polskie gospodarstwa domowe przestały być ubogie w sensie majątkowym – Polacy zgromadzili realne aktywa, które stanowią ważne źródło odporności gospodarki na wstrząsy.

Po transformacji w 1989 roku przeciętny majątek dorosłego Polaka wzrósł z 15 tys. do ponad 105 tys. dolarów w 2024 r. To nadal znacznie mniej niż w krajach rozwiniętych – w Stanach Zjednoczonych przeciętny majątek wynosił ponad 550 tys. dolarów, czyli ponad pięciokrotnie więcej. Polska znajduje się jednak powyżej poziomu Ukrainy (ok. 21 tys. dolarów) i Rosji (ok. 61 tys. dolarów), i dodatkowo pod względem majątku prywatnego zbliża się już do średnich obserwowanych w niektórych krajach południowej Europy. Wzrost, jaki zanotowała Polska, należy do największych na świecie – wśród porównywanych krajów szybciej bogaciły się jedynie Chiny, gdzie majątek na osobę wzrósł z ok. 3,2 tys. do ponad 82 tys. dolarów.

Do bogatszej części Europy Polsce jeszcze brakuje

Osiągnięty poziom majątku prywatnego dorosłego Polaka nie jest jednak tak imponujący, jeśli spojrzeć na kraje europejskie. Mimo że wyprzedzamy większość państw regionu, w tym Węgry, Słowację, Rumunię i Bułgarię, a także zbliżamy się do poziomu Estonii (110 tys. USD) i Grecji (114 tys. USD). To jednak dzieli nas duży dystans do bogatszej części Europy. Majątek przeciętnego Niemca to ok. 358 tys. dolarów, a mieszkańca Luksemburga aż 683 tys. dolarów. Polska coraz wyraźniej przesuwa się z grupy krajów doganiających w stronę państw o ugruntowanej zamożności, ale należy wziąć po uwagę, że proces bogacenia może potrwać jeszcze kilka lat.

Polacy w tyle oszczędzających

W 2024 roku przeciętny Polak zgromadził w depozytach i inwestycjach finansowych średnio ok. 24 tys. dolarów. To daje nam przedostatnie miejsce w Europie, za nami znaleźli się jedynie Rumuni. Około 12,5 tys. dol. jest ulokowanych na depozytach i oszczędnościach walutowych. Korzystając z tych produktów, więcej od nas posiadają m.in. Chorwaci (15,6 tys. dol.) i Słowacy (12,6 tys. dol.). W porównaniu z państwami zachodniej Europy, różnice są ogromne – np. w Danii depozyty średnio wynoszą 41,6 tys. dol., a w Szwecji 32 tys. dol. na dorosłego mieszkańca.

W bardziej zdywersyfikowanych aktywach finansowych przeciętny Polak posiadał w 2024 roku ok. 11,4 tys. dol. To także plasuje nas na końcu stawki.  Wyraźnie wyższe poziomy obserwuje się w takich krajach jak Węgry (26,9 tys. dol.), Litwa (23 tys. dol.) czy Łotwa (17,7 tys. dol.). Najwięcej kapitału w inwestycjach finansowych zgromadzili mieszkańcy Danii (279 tys. dol.), Holandii (195 tys. dol.) i Szwecji (197 tys. dol.).

2,5 biliona zł w gotówce i funduszach

Z niemal 2,5 biliona złotych oszczędności finansowych, jakie zgromadzili Polacy, 1 348 miliardów znajduje się na lokatach i rachunkach bieżących. Do tego dochodzi jeszcze 399 miliardów złotych trzymanych w gotówce. Fundusze inwestycyjne detaliczne osiągnęły wartość 207 miliardów złotych, zaś obligacje detaliczne 149,1 miliardów zł.

Najszybciej rosły oszczędności zgromadzone w ramach PPK – program emerytalny w ciągu zaledwie kilku lat urósł o 39 procent i osiągnął wartość 30,3 miliardów złotych. OFE utrzymały wartość na poziomie 213 mld zł (+2,4%). Najmniejsze zmiany odnotowały UFK (38,7 mld zł), fundusze zagraniczne (7 mld zł) oraz akcje notowane (100 mld zł, -3,4%).

Jednak największy majątek Polaków kryje się w nieruchomościach. To w nich ulokowanych jest około 7 455 mld zł – to ponad 200% polskiego PKB.

Stabilny wzrost i wygasająca inflacja

W latach 2025 – 2026 gospodarka Polski pozostanie na ścieżce umiarkowanego, ale stabilnego wzrostu, którego tempo powinno oscylować w okolicach 3,5 proc. rok do roku. Po okresie spowolnienia inwestycji w pierwszej połowie 2025 r., głównym motorem ożywienia będzie konsumpcja prywatna, wspierana realnym wzrostem dochodów gospodarstw domowych, poprawą nastrojów konsumenckich oraz rosnącym popytem na dobra trwałego użytku i usługi. Wkład konsumpcji do dynamiki PKB ma wynieść ok. 2,2 pkt proc. w 2025 r. i 2 pkt proc. w 2026 r. Wzrost inwestycji, choć przesunięty w czasie, nabierze wyraźnego tempa w przyszłym roku. W 2026 roku inwestycje mogą dodać do wzrostu gospodarczego ok. 2 pkt proc., stając się równorzędnym filarem wzrostu obok konsumpcji.

Na tle stabilizującej się gospodarki inflacja CPI stopniowo zbliża się do celu inflacyjnego NBP i według prognoz wyniesie średnio 3,8 proc. w 2025 r. oraz 2,7 proc. w 2026 r. Kluczową rolę w procesie dezinflacji odgrywa hamowanie inflacji bazowej, która w 2026 r. ma spaść do ok. 2,6 proc. rok do roku. Wpływ będzie miał także umiarkowany wzrost kosztów pracy. Schłodzenie rynku pracy – przy stopniowo malejącej dynamice płac (z ok. 8-9 proc. w 2025 r. do 6-7 proc. w 2026 r.) – ograniczy presję kosztową w sektorze przedsiębiorstw. Utrzymanie zamrożonych cen energii do końca 2025 roku i korzystne notowania kontraktów na 2026 rok dodatkowo sprzyjają utrwaleniu niskiej inflacji. W rezultacie realne wynagrodzenia w gospodarce narodowej wzrosną o ok. 5-6 proc. w 2025 roku, co przełoży się na silne wsparcie dla popytu wewnętrznego.

NBP pozostanie ostrożny wobec zbyt szybkiego luzowania, mając na uwadze utrzymujący się wysoki deficyt fiskalny i ryzyka geopolityczne, ale spodziewamy się dalszych obniżek stóp procentowych osiągając poziom 3,5 proc. na koniec 2026 r.

Elektryczne BYD-y w polskiej flocie FREENOW – start w Warszawie

Europejska aplikacja taxi FREE NOW, należąca do koncernu Lyft, oraz BYD – producent pojazdów elektrycznych – ogłosili partnerstwo na polskim rynku. Od września 2025 roku do floty FREE NOW w Warszawie dołączyło już 50 elektrycznych samochodów marki BYD. W ciągu najbliższych sześciu miesięcy ich liczba ma wzrosnąć do kilkuset pojazdów, które będą obsługiwać klientów także w innych największych miastach Polski.

Do floty taksówek Freenow dołączają różne modele BYD z napędem super hybrydowym DM-i jak BYD Seal 5 czy BYD Seal U oraz w pełni elektrycznym jak BYD Seal. Samochody BYD będą dostępne w usługach Comfort, Premium oraz Green w aplikacji Freenow, co pozwoli na jeszcze lepsze dopasowanie oferty do potrzeb pasażerów.

Freenow odmładza i elektryfikuje flotę

Freenow by Lyft i BYD nawiązują strategiczne partnerstwo na polskim rynku taxiRynek pojazdów zelektryfikowanych w Polsce dynamicznie się rozwija, choć nadal mierzy się z wyzwaniami infrastrukturalnymi i kosztowymi.  Na tym tle Freenow wyróżnia się nowoczesnym podejściem – jak wynika z raportu Freenow “Sustainability Highlights 2024” w Warszawie już 66% kursów realizowanych przez platformę odbywa się hybrydowymi taksówkami. W 2024 roku udział hybryd we Freenow wynosił 53%, a dzięki nowemu partnerstwu liczba pojazdów niskoemisyjnych będzie systematycznie rosła. Modele BYD SEAL oferują nie tylko nowoczesny design i komfort, ale także realne oszczędności eksploatacyjne, co czyni je atrakcyjną alternatywą dla kierowców i pasażerów.

Dodatkowo, Freenow już dziś może pochwalić się flotą taksówek o średnim wieku poniżej 9 lat, podczas gdy średni wiek prywatnych aut w Polsce wynosi aż 16 lat. Dzięki współpracy z BYD, do floty dołączają fabrycznie nowe samochody z rocznika 2025, co pozwala jeszcze bardziej obniżyć średni wiek pojazdów wykorzystywanych w usługach przewozowych.

Freenow rozwija segment Comfort z BYD

Freenow stawia na rozwój segmentu Comfort, który jest najczęściej wybierany przez klientów Freenow for Business i podróżujących. Kursy lotniskowe, dworcowe oraz przejazdy biznesowe stanowią znaczną część zamówień – szczególnie w godzinach porannych i poza godzinami szczytu. Pasażerowie wybierający Comfort oczekują przejazdów w większych, bardziej wygodnych autach z przestrzenią na bagaż, a modele BYD idealnie wpisują się w te potrzeby.

Freenow zakłada, że dzięki tej współpracy samochody BYD będą stanowiły co najmniej 20% floty Comfort w Polsce w 2026 roku. To nie tylko krok w stronę ekologii, ale także odpowiedź na rosnące oczekiwania klientów względem jakości i wygody podróży.

Freenow poprzez partnerstwo z BYD nie tylko inwestuje w nowoczesną i bardziej ekologiczną flotę, ale także przyczynia się do urozmaicenia rynku taxi w Polsce, zdominowanego na przestrzeni ostatnich lat przez dwa-trzy modele popularnych producentów. Chcemy, by nasi kierowcy korzystali z najlepszych technologii, a pasażerowie podróżowali komfortowo i w sposób zrównoważony. Już teraz widzimy ogromne zainteresowanie zarówno ze strony kierowców, jak i zadowolenie pasażerów, co pokazuje, że jesteśmy na właściwej drodzemówi Krzysztof Urban, dyrektor zarządzający Freenow by Lyft w Polsce.

Program poleceń dla kierowców taxi

Wspólnie z partnerami flotowymi Freenow i BYD przygotowały konkurencyjną ofertę wynajmu pojazdów dla kierowców. Nowe auta z rocznika 2025, bogato wyposażone i ekonomiczne, są dostępne w cenie porównywalnej do standardowych pojazdów wykorzystywanych na taxi ze starszych roczników. Dodatkowo uruchomiono unikalny program poleceń – kierowcy stają się ambasadorami marki BYD, dzieląc się wiedzą o modelach z pasażerami. W zamian otrzymują premie za skuteczne rekomendacje zakończone zakupem przez pasażerów, którzy to mogą skorzystać z atrakcyjnych ofert zakupu pojazdów.

Dolar w górę, złoty słabnie. Korona norweska pod presją taniejącej ropy

Jeszcze we wrześniu, gdzie kurs dolara spadał poniżej 3,60 zł, wielu analityków zastanawiało się, gdzie jest dno. Obecnie, gdy kurs odbił się ponad 10 groszy, ten scenariusz jest rzadziej rozważany. W tle problemy korony norweskiej i szczęśliwy niski wzrost inflacji w Rumunii.

Dolar najdroższy od początku sierpnia

Na rynku mamy obecnie dwa bardzo istotne procesy. Z jednej strony euro wyraźnie oddaje pole dolarowi, gdzie ponownie testujemy poziom 1,1550 USD za 1 EUR. Z drugiej strony mamy lekkie osłabienie złotego względem euro. W rezultacie, jeżeli PLN osłabia się względem EUR, które osłabia się do USD, to reakcja na kursie amerykańskiej waluty musi być silniejsza – i taka jest. Obserwujemy dzisiaj od rana pierwsze od początku sierpnia podejście pod kurs dolara do złotego wynoszący 3,70 zł. Rynki patrzą ostatnio ostrożniej na złotego. Powodem negatywnego podejścia jest m.in. potencjalnie wymykające się spod kontroli zadłużenie. Biorąc pod uwagę skomplikowaną konstrukcję koalicji rządowej, liczenie na cięcia jest bardzo odważne. Brak ograniczeń niektórych wydatków szybciej lub później jednak odbije nam się czkawką.

Problemy korony norweskiej

Waluta Norwegii miała ostatnio kilka kolejnych słabszych dni. Jest to chyba najsilniej powiązany z ropą pieniądz w Europie. Gdy tylko ropa naftowa spada (a taką sytuację mieliśmy, chociażby w piątek, czy dzisiaj rano), to korona norweska niemal natychmiast traci na wartości. Uwzględniając obecną sytuację na rynku tego surowca, nie jest to dobry prognostyk dla osób zarabiających w NOK. Kurs korony norweskiej może być jeszcze pod presją w związku z polityką monetarną. Bank Norwegii spotyka się co prawda dwa razy na kwartał, a nie jak w Polsce co miesiąc (z przerwą w wakacje), co powoduje, że w październiku nie ma posiedzenia. Biorąc pod uwagę, że główna stopa procentowa w Norwegii wynosi 4%, co jest wartością o 1,85% wyższą niż w Unii Europejskiej, można oczekiwać, że czeka nas jeszcze kilka obniżek w nadchodzących kwartałach. Cięcia te potencjalnie powinny oznaczać osłabianie się norweskiej korony.

Inflacja w Rumunii wciąż jednocyfrowa

W sierpniu ostateczne dane o inflacji pokazały w Rumunii bardzo niepokojącą wartość – 9,85%. Było to wynikiem m.in. odmrożenia cen prądu. Wpływ tego elementu na ceny był jednak znacznie wyższy niż w Polsce. Wczoraj poznaliśmy dane za wrzesień i udało się utrzymać wzrost cen poniżej 10%, ale 9,9% wcale nie cieszy portfeli tamtejszych mieszkańców. Narodowy Bank Rumunii nie zapowiada na razie podwyżek stóp procentowych. Zwraca uwagę na fakt, że tak wysoka inflacja jest powodem jednorazowych decyzji politycznych. W rezultacie jej zwiększony poziom powinien utrzymać się rok, a następnie powinniśmy obserwować powrót do wartości sprzed decyzji. Przeważnie jak inflacja osiąga niższe poziomy, niż oczekiwano, waluta się osłabia, gdyż rosną szanse na obniżki stóp procentowych. Tutaj takich szans nie ma. Wczoraj doszło do delikatnego umocnienia rumuńskiej lei. Powodem było raczej przekonanie inwestorów, że sytuacja zmierza w lepszą stronę niż dotychczas.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Zbieżność kierunków działań Ministerstwa Zdrowia i Polskiej Federacji Szpitali

Od 2023 roku Polska Federacja Szpitali (PFSz) – pod przewodnictwem prof. Jarosława J. Fedorowskiego – wskazuje, że system wymaga odwrócenia logiki „zarządzania kryzysem” na rzecz zarządzania przewidywalnością. Federacja od lat promuje model finansowania oparty na wartości dla pacjenta (Value-Based Healthcare) oraz rozwój opieki koordynowanej. Wywiad Minister Zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy z „Rzeczpospolitej”[1] stanowi przełom w publicznej komunikacji resortu zdrowia. Po raz pierwszy od wielu lat, w sposób spójny i konkretny, zarysowano wizję rozwoju systemu, która odzwierciedla realne potrzeby szpitali i wieloletnie postulaty Polskiej Federacji Szpitali (PFSz). Minister wskazała na konieczność urealnienia finansowania ochrony zdrowia, przeglądu ustawy o minimalnych wynagrodzeniach, dobrowolnej konsolidacji szpitali oraz przygotowania systemu na wyzwania demograficzne. Są to dokładnie te same filary, które Federacja identyfikuje w swoich raportach, postulując ich wdrożenie w oparciu o fakty i analizę ekonomiczną.

Nie mniej istotny jest wątek dobrowolnej konsolidacji szpitali, który przez lata był jednym z filarów stanowiska PFSz. Federacja postrzega konsolidację nie jako proces administracyjny, lecz jako narzędzie współpracy między szpitalami, optymalizacji kosztów i poprawy jakości świadczeń, przy zachowaniu ich autonomii i lokalnego charakteru. Propozycja resortu, by wesprzeć takie procesy finansowo – m.in. z Funduszu Medycznego – stanowi realizację koncepcji opracowanych przez zespoły eksperckie PFSz i Healthcare Poland Foundation.

Podobnie w kwestii ustawy o minimalnych wynagrodzeniach – PFSz od dawna ostrzegała, że jej sztywna konstrukcja prowadzi do spirali kosztowej i erozji budżetów szpitalnych. W licznych komunikatach Federacja proponowała powiązanie dynamiki wzrostu płac z inflacją i kondycją finansową sektora, co dziś – w zapowiedziach ministerstwa – znajduje praktyczne odzwierciedlenie.

– Kierunek zaprezentowany w wywiadzie minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy dla „Rzeczpospolitej” to ważny moment dla polskiego systemu ochrony zdrowia – potwierdzenie, że głos środowiska szpitalnego, od lat artykułowany przez Polską Federację Szpitali, został realnie usłyszany. Od wielu miesięcy widzimy konsekwentne zbliżanie się strategii Ministerstwa Zdrowia i Polskiej Federacji Szpitali w kluczowych obszarach: finansowania, kadr, konsolidacji i odporności systemu. To sygnał dojrzewania polityki zdrowotnej państwa, opartej na faktach, nie emocjach. Jako Prezes Healthcare Poland Foundation i Dyrektor w Polskiej Federacji Szpitali widzę w tych zapowiedziach spójność z kierunkiem, który wspólnie z prof. Jarosławem J. Fedorowskim rozwijamy od wielu lat. To kierunek transformacji opartej na wiedzy, współpracy i systemowym planowaniu. Dziś nie potrzebujemy kolejnych rewolucji – potrzebujemy konsekwencji, koordynacji i odwagi, by wdrażać zmiany oparte na analizie i doświadczeniu praktyków. Healthcare Poland Foundation i PFSz będą w dalszym ciągu wspierać Ministerstwo Zdrowia w tworzeniu nowoczesnego, zrównoważonego systemu, w którym stabilność finansowa idzie w parze z odpornością organizacyjną, a troska o pacjenta z racjonalnym zarządzaniem – powiedział Michał Dybowski, Prezes Healthcare Poland Foundation, dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa i Zrównoważonego Rozwoju Polskiej Federacji Szpitali, Forum Ekspertów Ad Rem.

Równolegle, w obszarze zrównoważonego rozwoju, PFSz wraz z Healthcare Poland Foundation rozwijają projekty Green Hospitals, CyberC4HE i Centrum Akredytacji i Certyfikacji, które wyznaczają kierunek przyszłych regulacji i standardów. Zawarte w nich koncepcje ESG, efektywności energetycznej i bezpieczeństwa cyfrowego są bezpośrednim uzupełnieniem polityki zdrowotnej państwa, nadając jej wymiar praktyczny i operacyjny.

Dziś widać wyraźnie, że działania Ministerstwa Zdrowia i Federacji zaczynają tworzyć spójną oś współpracy, opartą na wspólnych celach: stabilności finansowej, przewidywalności, bezpieczeństwie pacjentów i efektywności zarządzania. To sygnał, że po latach rozproszenia Polska wchodzi w etap budowania zintegrowanego systemu ochrony zdrowia, w którym szpitale nie są petentami, lecz partnerami polityki publicznej.

Polska Federacja Szpitali reprezentuje dziś ponad 500 placówek publicznych i prywatnych – bezpośrednio i przez organizacje regionalne – co czyni ją największym partnerem instytucjonalnym sektora szpitalnictwa w kraju. Jej analizy, postulaty i raporty są wynikiem rozmów z dyrektorami, ekspertami i praktykami, którzy od lat apelują o racjonalne podejście do finansowania oraz reformy, które łączą interes pacjenta z ekonomiczną stabilnością.

————————————————————————————————————————

Źródła i opracowania:

  • Polska Federacja Szpitali – „Propozycje reform w polskim systemie ochrony zdrowia”, 27.11.2023
  • Polska Federacja Szpitali – „System finansowania ochrony zdrowia w Polsce – analiza PFSz”, 27.11.2023
  • Polska Federacja Szpitali – „Stanowisko ws. ustawy podwyżkowej”, 12.09.2025
  • Polska Federacja Szpitali – „Konsolidacja szpitali przez duże K”, 26.03.2025
  • Polska Federacja Szpitali – „Reforma szpitali 2025 – stanowisko”, 16.08.2025
  • Healthcare Poland Foundation – „Raport o luce finansowej systemu ochrony zdrowia”, 03.2024
  • Healthcare Poland Foundation – „Model wynagrodzeń w systemie ochrony zdrowia 2024–2030”, 06.2024
  • Polska Federacja Szpitali / Healthcare Poland Foundation – „GreenBook: ESG w praktyce szpitalnej”, 2024
  • Polska Federacja Szpitali / ZUS – „Raport końcowy CyberC4HE”, 28.11.2024

[1] https://www.rp.pl/ochrona-zdrowia/art43166451-nowa-minister-zdrowia-niemowienie-o-pieniadzach-w-ochronie-zdrowia-bylo-bledem

Na polskim rynku pracy wraca stabilizacja i ostrożność. Koniec dwucyfrowych podwyżek

Na polski rynek pracy wróciła stabilizacja, jednak wzrosła także ostrożność pracowników i przedsiębiorstw. Dwucyfrowe podwyżki przy zmianie pracodawcy stają się rzadkością, a wzrost wynagrodzeń zależy głównie od roli i sytuacji rynkowej. Z raportu Michael Page Talent Trends 2025 wynika, że aktywnie pracy szuka jedynie 34% specjalistów. W deficytowych specjalizacjach, takich jak finanse i IT, zwłaszcza w obszarach restrukturyzacji, optymalizacji procesów, cyberbezpieczeństwa i analityki big data, przewagę nadal mają kandydaci. W większości branż rynek wyraźnie sprzyja jednak pracodawcom.

Po okresie zmian i nieprzewidywalności polski rynek pracy wszedł w fazę swoistej stabilizacji. Firmy, działając w warunkach gospodarczej i geopolitycznej niepewności oraz niższej inflacji, ostrożniej kształtują politykę wynagrodzeń. Dlatego, zdaniem eskpertów Michael Page nie powinniśmy spodziewać się powrotu do dwucyfrowych podwyżek wynikających wyłącznie ze zmiany pracodawcy. Częstsze będą raczej korekty płac powiązane z daną rolą i realiami rynkowymi.  W deficytowych specjalizacjach nadal to kandydaci mają silniejszą pozycję, jednak w większości branż coraz częściej mamy do czynienia z rynkiem pracodawcy.

Zmiana ta wyraźnie widoczna jest w procesach rekrutacyjnych. Kandydaci, którzy w ostatnich latach przywykli do napędzanych inflacją podwyżek rzędu 20–30%, dziś rzadko zmieniają pracę tylko ze względu na niewielki, 5–10% wzrost wynagrodzenia. Podczas, gdy podwyżka na poziomie 30% nadal stanowi silną motywację. Ten trend potwierdzają także dane z raportu Michael Page Talent Trends 2025, według których jedynie 34% specjalistów aktywnie poszukuje nowej pracy. Z drugiej strony, procesy rekrutacyjne znacząco się wydłużyły, z około 50 dni do 80, a w niektórych przypadkach nawet 100 dni. Pracodawcy podejmują decyzje ostrożniej, wprowadzając dodatkowe etapy weryfikacji kandydatów.

Rynek wszedł obecnie w fazę, którą określam mianem „taktycznej cierpliwości”, ponieważ zarówno kandydaci, jak i pracodawcy są ostrożni. Obserwujemy pewien spadek dynamiki, który obajwia się wydłużeniem procesów rekrutacyjnych oraz ostrożniejszą polityką wynagrodzeń. W rolach deficytowych przewagę nadal mają kandydaci. Dotyczy to na przykład stanowisk związanych z cyberbezpieczeństwem, którego znaczenie zyskało na znaczeniu. W większości sektorów rynek coraz wyraźniej przesuwa się jednak w stronę pracodawcy. Jednocześnie, podejmując decyzję o zmianie miejsca zatrudnienia warto zwrócić też uwagę na perspektywy związane z nową rolą, które mogą napędzić naszą karierę w kolejnych latach – komentuje Radosław Szafrański, dyrektor zarządzający i członek zarządu Michael Page.

Najbardziej poszukiwani specjaliści – na jakie zarobki mogą liczyć?

Do najbardziej poszukiwanych specjalistów należą obecnie eksperci z obszaru finansów, zwłaszcza w dziedzinach związanych z restrukturyzacją, optymalizacją biznesu oraz digitalizacją procesów i sprzedaży. Księgowi mogą liczyć średnio na około 10 tys. zł brutto miesięcznie, a na stanowisku samodzielnego księgowego wynagrodzenie wzrasta do 11–14 tys. zł brutto. Dyrektor działu księgowości zarabia od 29 do 35 tys. zł brutto. W przypadku analityków finansowych najczęściej oferowane pensje mieszczą się w przedziale 11,5–14 tys. zł, a dyrektorzy finansowi mogą liczyć na około 35 tys. zł brutto.

Drugim sektorem oferującym znaczące możliwości jest IT, zwłaszcza w obszarach cyberbezpieczeństwa oraz analityki big data. Przy zatrudnieniu na umowie o pracę security analyst zarabia od 18 do 22 tys. zł brutto, IT security officer od 20 do 25 tys., a Chief Info Sec Officer (CISO) od 35 do 50 tys. zł brutto. W przypadku analityków big data, data analyst może liczyć na wynagrodzenie od 12 do 18 tys. zł brutto, a data architect od 20 do 30 tys. zł brutto.

Z drugiej strony branże takie jak automotive czy przemysł wysokoenergochłonny prowadzą rekrutacje bardziej ostrożnie. Ciekawy trend obserwujemy także w sektorze centrów usług wspólnych, w którym rośnie popyt na stanowiska o wyższej wartości biznesowej, takich jak: analitycy procesów, kontrolerzy finansowi oraz specjaliści ds. automatyzacji.

Obecnie największe zapotrzebowanie obserwujemy w sektorach finansów i IT, m.in. w obszarach cyberbezpieczeństwa, analityki big data czy restrukturyzacji procesów. Widać, że największą wartość dla biznesu generują specjaliści potrafiący usprawniać procesy i wprowadzać optymalizacje. Kluczową kompetencją przyszłości będą liderzy charakteryzujący się adaptacyjnością – zdolni szybko reagować na zmiany, elastycznie dostosowywać strategie i przewidywać trendy. To te cechy pozwalają utrzymać przewagę konkurencyjną w erze permanentnych zmian i rosnącego znaczenia sztucznej inteligencji – tłumaczy Szafrański.

Nowe oczekiwanie kandydatów i pracodawców

W dojrzałym i bardziej ostrożnym rynku pracy zmieniają się wzajemne oczekiwania pracodawców i kandydatów. Firmy coraz częściej poszukują osób, które mają mierzalny wpływ na wyniki organizacji, potrafią działać w złożonym otoczeniu i są odporne na zmiany. Kandydaci z kolei zwracają uwagę na transparentność wynagrodzeń, sensowny model pracy hybrydowej, możliwość rozwoju zawodowego oraz zaufanie w relacjach z przełożonymi. W tym kontekście, istotną zmianą jest wprowadzenie obowiązku publikowania widełek płacowych, który może wpłynąc na oczekiwania kandydatów. Z drugiej strony, będzie on także sprzyjać lepszemu dopasowaniu oraz ograniczyć ryzyko rozczarowań. Jak podkreśla ekspert Michael Page – Przewagę zyskają te firmy, które osiągną równowagę między strategią biznesową a ludzkim wymiarem pracy. W obliczu niżu demograficznego, w wyniku którego według danych danych Eurostatu rynek pracy opuszcza około 136 tysięcy osób, taki balans będzie w przyszłości kluczowy w konkurencji o najlepsze talenty.

EY: W 2028 r. auta elektryczne prześcigną spalinowe w Europie

  • W 2028 roku sprzedaż aut elektrycznych (EV) w Europie będzie większa niż z silnikami spalinowymi, a do 2032 roku osiągnie połowę sprzedaży wszystkich samochodów
  • Popularność hybryd plug-in w Chinach spowoduje wzrost udziału pojazdów napędzanych nowymi źródłami energii (NEV) do 50% w 2025 r.
  • Realizacja pierwotnych celów w USA opóźni się z powodu braku regulacji, wysokich kosztów i niewystarczającej infrastruktury ładowania

Najnowsza analiza EY Mobility Lens Forecaster wskazuje, że Chiny są liderem w przechodzeniu na pojazdy zeroemisyjne. Europa z kolei dostosowuje swoją strategię, a USA borykają się z trudnościami. Z prognozy wynika, że na tych trzech rynkach sprzedaż pojazdów całkowicie elektrycznych (BEV) ma przekroczyć 50% do 2034 roku. Natomiast auta hybrydowe i hybrydowe typu plug-in (PHEV) utrzymają udział w rynku na poziomie ponad 30% do 2036 roku.

Natomiast tempo zmian będzie zróżnicowane. EY zakłada, że do 2028 r. sprzedaż pojazdów elektrycznych w Europie przewyższy sprzedaż pojazdów benzynowych i diesla, a do 2032 r. przekroczy połowę. Wpływ na to będzie miało zaostrzenie przepisów dotyczących emisji. W Chinach natomiast jeszcze w tym roku udział pojazdów napędzanych nowymi źródłami energii (NEV) osiągnie 50%, zaś w USA udział EV osiągnie połowę do 2039 r., czyli 5 lat później niż wcześniej prognozowano.

Europa: odbicie sprzedaży po 2027 r.

Zgodnie z przewidywaniami EY presja gospodarcza w Europie, zmniejszenie zachęt i łagodniejsze kary za emisje spowolnią do 2027 r. wzrost popularności BEV. Ale rygorystyczne limity emisji CO₂ i przystępniejsze cenowo modele powinny przyczynić się do zmian na rynku. W efekcie udział BEV powinien przekroczyć 50% do 2032 roku. Wpływ na to będzie miał także europejski akt o surowcach krytycznych (CRMA). Pojazdy hybrydowe, w tym PHEV, nadal pozostaną opłacalną alternatywą i będą sprzedawać się lepiej niż BEV do 2030 r. utrzymując do tego czasu co najmniej 20% udział w rynku i osiągając szczyt w 2033 r. z 41% udziałem w sprzedaży nowych samochodów.

Przełomowe osiągnięcia w technologii akumulatorów, w tym półprzewodnikowych i sodowo-jonowych, postępy gospodarki obiegu zamkniętego oraz obniżenie całkowitego kosztu posiadania aut powinny przyczynić się do dominacji pojazdów BEV, których udział w europejskim rynku ma przekroczyć 95% do 2041 roku. EY przewiduje także, że import z Chin pojazdów hybrydowych i EREV (ang. extended-range electric vehicles) przyczyni się do wzrostu ich popularności.

Wg indeksu PEVO, przygotowywanego co miesiąc przez Polskie Stowarzyszenie Nowej Mobilności[1], liczba zarejestrowanych BEV w Polsce przekroczyła w sierpniu 2025 r. 107 tys., a ich udział w rynku nowych aut osiągnął 7,8%. Indeks zwrócił też uwagę na rosnącą liczbę aut wodorowych (FCEV). Na koniec sierpnia były to 502 samochody, co stanowi wzrost o 110% r/r.

– „Do tej pory sprzedaż samochodów elektrycznych była w znaczącym zakresie napędzana przez system ulg podatkowych. Ta sytuacja dotyczyła nie tylko Polski, ale również krajów Europy Zachodniej czy USA. Ten okres ulega powoli zakończeniu. Należy się jednak spodziewać, że wraz z dalszym zaostrzaniem się regulacji ekologicznych oraz rozwojem technologicznym łączne koszty zakupu auta spalinowego oraz zeroemisyjnego będą stopniowo przechylać się na rzecz tej drugiej kategorii ” – mówi Michał Lesiuk, Partner EY Polska, Lider Działu Doradztwa dla Sektora Produkcja Przemysłowa i Mobilność.

Chiny oraz USA

Zgodnie z przewidywaniami EY do 2033 r. pojazdy BEV będą stanowić ponad 50% sprzedaży aut w Chinach, dzięki niższym kosztom i sprzyjającej polityce. Oczekuje się, że już w tym roku udział pełnych elektryków i hybryd plug-in wyniesie połowę, a do 2034 r. przekroczy 90%.

Inaczej sytuacja wygląda w USA. Co prawda może jeszcze nastąpić wzrost sprzedaży, ale potem należy oczekiwać spowolnienia. Konsumenci chcieli bowiem skorzystać z ulg podatkowych, które przestały obowiązywać we wrześniu 2025 roku. Spowolnienie wywoła nie tylko cofnięcie ulg, ale także wprowadzenie nowych ceł i niepewność legislacyjna związana z „Wielką Piękną Ustawą”.

Prognoza EY zakłada, że eskalacja napięć handlowych i niedobór metali ziem rzadkich spowodują dalsze spowolnienie tempa adopcji pojazdów elektrycznych w Stanach Zjednoczonych. Ich udział spadnie z 7,3% w 2024 r. do poniżej 2% rocznie przez najbliższych 5 lat. EV będą więc stanowić jedynie 11% całej sprzedaży samochodów osobowych w USA do 2029 roku. W rezultacie przewiduje się, że osiągną 50% udziału pojazdów BEV do 2039 r., a samochody hybrydowe pozostaną kluczową opcją, osiągając 34% sprzedaży do 2034 roku.

O analizie
EY Mobility Lens Forecaster to oparty na sztucznej inteligencji model analizujący zmienne z ponad 30 źródeł, które mają wpływ na podaż i popyt w zakresie mobilności, czyli zachowania konsumentów, trendy regulacyjne, ewolucję technologii (pojazdów i ekosystemu) oraz strategie producentów. Model analizował cztery rodzaje układów napędowych: elektryczne z akumulatorem (BEV), hybrydowe typu plug-in (PHEV), silniki spalinowe (ICE) i hybrydowe.

Polski biznes patrzy na AI z nadzieją, ale pragmatycznie

Aż 75% badanych firm deklaruje pozytywne nastawienie do sztucznej inteligencji, choć jedynie 7% aktywnie z niej korzysta. Na rynku dominuje postawa wyczekiwania – 47% przedsiębiorstw wyłącznie obserwuje sytuację, co może wskazywać na potrzebę wsparcia w przejściu od deklaracji do praktyki. Takie dane prezentuje raport „(Nie)gotowi na AI – między hype’em a wdrożeniem, czyli co naprawdę robią polskie firmy” o stanie wdrożeń sztucznej inteligencji w polskich przedsiębiorstwach przeprowadzony przez OVHcloud, globalnego gracza na rynku chmury obliczeniowej i europejskiego lidera w tej dziedzinie. Wspólnie z firmą badawczą PMR by Hume’s przeanalizowano podejście średnich i dużych firm do AI, ujawniając wyraźną lukę między komunikowanym entuzjazmem a rzeczywistymi działaniami wdrożeniowymi.

AI na polskim rynku – między entuzjazmem a fazą „wait-and-see”

Według ostatniego raportu PMR by Hume’s, rynek sztucznej inteligencji w Polsce dynamicznie rośnie, jego wartość szacowana jest już na 1,8 mld zł, a roczna dynamika wynosi aż 40%[1]. To pokazuje, że AI przestaje być jedynie technologicznym trendem, a staje się realnym obszarem inwestycji i rozwoju dla biznesu.

Co ciekawe, postrzegane korzyści różnią się w zależności od rozmiaru przedsiębiorstwa.

Największe zbadane firmy (zatrudniające ponad 249 pracowników) najczęściej dostrzegają wartość sztucznej inteligencji tam, gdzie kluczową rolę odgrywają dane – w analizie danych i business intelligence (72%) – bowiem to właśnie one stają się fundamentem przewidywania trendów i podejmowania trafnych decyzji biznesowych. Segment największych dostrzega również wymierne korzyści w automatyzacji procesów biurowych (67%) oraz w obsłudze klienta z wykorzystaniem chatbotów (57%). Automatyzacja rutynowych zadań pozwala zwiększać efektywność i przesuwać zasoby na bardziej wymagające obszary, co przekłada się na realne oszczędności i lepsze wykorzystanie potencjału zespołów. Z kolei rosnące znaczenie chatbotów pokazuje, że relacje z klientami budowane są dziś na dostępności, szybkości reakcji i personalizacji doświadczeń, co czyni AI nie tylko narzędziem technologicznym, ale także strategicznym wsparciem
w budowaniu lojalności i przewagi konkurencyjnej. Sektor średnich graczy częściej dostrzega zastosowanie AI w logistyce i zarządzaniu łańcuchem dostaw (43%). Różnice te pokazują, że większe przedsiębiorstwa myślą o AI jako o wsparciu strategicznym, podczas gdy te średnie koncentrują się na poprawie efektywności operacyjnej.

Pragmatyczny stosunek polskiego biznesu wobec AI cechuje ostrożność, zwłaszcza
w kontekście bezpieczeństwa danych i czynnika ludzkiego. Świadczy to o dojrzałości polskiego rynku, ale też o punkcie krytycznym, w którym się znajdujemy, gdy komunikowany entuzjazm wyprzedza faktyczny poziom wdrożeń.To przypomina podejście wobec chmury, gdzie satysfakcja podobnie jak i optymalizacja procesów rosną
w efekcie udanego wdrożenia przeprowadzonego ze wsparciem doświadczonego partnera
– powiedział Tomasz Sobol, Deputy Marketing Director Central & Eastern Europe
w OVHcloud.

Lokalność jako gwarant bezpieczeństwa

Przy wyborze rozwiązań opartych o AI kluczowe znaczenie ma bezpieczeństwo danych – aż 67% firm uznaje je za najważniejsze kryterium, wyprzedzające elastyczność, integrację, a nawet koszty. W kontekście geopolitycznym i regulacyjnym raport OVHcloud wskazuje także na rosnące znaczenie suwerenności technologicznej. Aż 87% firm zadeklarowało, że w przypadku ograniczenia dostępu do technologii z USA rozważyłoby przejście do dostawcy z Polski lub innego kraju UE. Pochodzenie geograficzne dostawcy AI jest istotnym czynnikiem dla 42% firm, a wśród dużych organizacji odsetek ten wzrasta do 48%. Zaufanie do lokalnych oferentów, zgodność z europejskimi regulacjami oraz gwarancje przechowywania danych w kraju stają się kluczowymi przewagami konkurencyjnymi.

Ograniczone kompetencje i trudności integracyjne głównymi barierami wdrożeniowymi

Choć zainteresowanie AI rośnie, firmy wciąż napotykają konkretne bariery, które wyraźnie pokazują, z czym mierzy się polski biznes w obliczu transformacji technologicznej. Najczęściej wskazywane przeszkody to brak kompetencji w zespołach (43%), trudności
z integracją z istniejącymi systemami (42%) oraz ograniczenia budżetowe (42%). To sygnał, że wiele organizacji nie czuje się jeszcze gotowych ani operacyjnie, ani strategicznie na wdrożenie AI. Wskazywane bariery technologiczne (36%), problemy z jakością
i dostępnością danych (30%) oraz opór pracowników wobec zmian (28%) dodatkowo podkreślają, że sztuczna inteligencja postrzegana jest jako złożona zmiana systemowa,
a nie tylko narzędzie. Wnioski są jasne: firmy potrzebują nie tylko inwestycji
w infrastrukturę (61%) i cyberbezpieczeństwo (60%), ale przede wszystkim w rozwój kompetencji (59%) i zmianę kultury organizacyjnej.

W tym kontekście partnerzy technologiczni stają się strategicznym wsparciem – aż 57% firm korzysta z ich pomocy, co pozwala im szybciej i skuteczniej pokonywać bariery wdrożeniowe. Co istotne, 43% organizacji decyduje się na model „szyty na miarę”, współpracując z zewnętrznymi dostawcami, którzy nie tylko dostarczają rozwiązania, ale również wspierają proces transformacji organizacyjnej i edukacji zespołów. Dzięki temu firmy mogą lepiej integrować nowe technologie, minimalizować ryzyko wdrożeniowe
i zwiększać akceptację zmian wśród pracowników.

– Badanie „(Nie)gotowi na AI – między hype’em a wdrożeniem, czyli co naprawdę robią polskie firmy” pokazuje, jak polskie przedsiębiorstwa naprawdę podchodzą do sztucznej inteligencji. Czy rzeczywiście nie jesteśmy gotowi na AI, czy raczej wybieramy ostrożne, lecz skuteczne podejście? Ponad 85% przedsiębiorstw uznaje AI za istotną technologię, jednak tylko 12% znajduje się dziś w awangardzie zmian. Blisko połowa firm stosuje zasadę „poczekajmy, aż będzie bezpieczniej”. Można więc powiedzieć, że AI już pojawiło się
w biznesie, ale w wielu miejscach wciąż pozostaje „w poczekalni”–
podsumowuje Paweł Olszynka, Market Research Director PMR by Hume’s.

Sztuczna inteligencja przestaje być abstrakcyjną wizją przyszłości – staje się konkretnym narzędziem zmiany, które już dziś wpływa na strategie i decyzje biznesowe. Raport OVHcloud i PMR by Hume’s pokazuje, że polskie firmy nie ignorują AI, lecz podchodzą do niej z rozwagą, szukając równowagi między innowacją a bezpieczeństwem. W świecie,
w którym dane są walutą zaufania, a suwerenność technologiczna zyskuje na znaczeniu, wybór odpowiedniego partnera technologicznego staje się decyzją strategiczną. To nie tylko kwestia wdrożenia – to wybór kierunku, w którym podąży polski biznes. 

O badaniu

Raport powstał na podstawie badania ilościowego przeprowadzonego przez PMR by Hume’s na reprezentatywnej próbie 153 średnich (50–249 pracowników) i dużych (250+ pracowników) firm działających w Polsce. Badanie objęło cztery branże: produkcję przemysłową, logistykę i dystrybucję, handel detaliczny oraz usługi finansowe. Respondentami były osoby odpowiedzialne za cyfryzację i technologie w organizacjach — m.in. CTO, szefowie IT i członkowie zarządów. Wywiady zrealizowano metodą mieszaną (CATI i CAWI), a do analizy zakwalifikowano wyłącznie dane spełniające kryteria jakościowe. Badanie przeprowadzono w maju 2025 roku.

[1] https://pmrmarketexperts.com/my-w-mediach/czy-mamy-boom-na-ai-w-polsce/