Rozdzielczość 4K nie robi już wrażenia na konsumentach. Producenci telewizorów stawiają na odwzorowanie barw, część współpracuje z Hollywood i Netfliksem

Coraz wyższa rozdzielczość w telewizorach nie wystarczy by zapewnić w domowych warunkach kinową jakość. Producenci eksperymentują więc z różnymi technologiami, by zapewnić jak najwierniejsze odwzorowanie barw. Podczas gdy większość telewizorów w sklepach oferuje już matryce 4K, to właśnie kolory stają się obecnie największym wabikiem na klientów. LG stawia na technologie OLED i Nano Cell, Samsung wprowadza na rynek kropki kwantowe. Panasonic z kolei współpracuje z hollywoodzkimi studiami i zaprezentował technologię dwuwarstwowego panelu LCD, który oferuje kontrast i kolory na poziomie OLED-ów, ale zachowuje wysoką jasność jak telewizory LED.

– Panasonic od lat współpracuje ze studiami i producentami z Hollywood. Pracujący tam koloryści po stworzeniu filmu dodają swoje kolory po to, żeby ludzie mogli zobaczyć filmy zgodnie z ich intencjami. Używają naszych monitorów jako referencji do stworzenia filmu i potem ta sama technologia jest kaskadowana do użytkowników. I to jest nasza strategia – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Sebastian Węgielski z Panasonic Europe.

Producenci telewizorów, oprócz wyższej rozdzielczości obrazu, coraz częściej stawiają na jak najwierniejsze odwzorowanie barw. Jedną z najpopularniejszych technologii poprawy jakości obrazu w telewizorach klasy premium jest HDR, czyli system reprodukcji szerokiej palety kolorów. Telewizory obsługujące ten format pozwalają poprawić kontrast, wierniej odwzorowywać barwy i wyświetlać ich znacznie więcej niż odbiorniki pozbawione tej funkcji. Najbardziej zaawansowane systemy tego typu, HDR10+ oraz Dolby Vision, pozwalają korygować barwy dynamicznie, czyli niezależnie dla każdej klatki obrazu.

Panasonic zaprezentował niedawno swoją nową technologię Megacon, złożoną z dwóch paneli LCD. Zastosowana w prototypowym, 55-calowym telewizorze technologia, zapewnia kontrast porównywalny do technologii OLED, co z kolei ma zapewnić równie głęboką czerń i reprodukcję kolorów. Jednocześnie ma oferować jasność 1000 nitów, którą dysponują najlepsze telewizory LED. Jeszcze nie wiadomo, czy urządzenie trafi na rynek konsumencki. Będzie jednak wykorzystywany w hollywoodzkich studiach.

– MegaCon jest najnowszym monitorem, na którym pracują koloryści w Stanach Zjednoczonych, w studiach Hollywood. One zastępują dotychczasowe małe monitory, oferując jeszcze więcej kolorów w jeszcze większej jakości – zapewnia Sebastian Węgielski.

Inni producenci chcą uzyskać perfekcyjne kolory stosując technologię OLED, która bazuje na diodach organicznych z systemem niezależnego podświetlenia. Na rynku telewizorów matryce tego typu produkuje i dostarcza firma LG, która opatentowała i upowszechniła panele WOLED. W matrycach tego typu każdy piksel jest kontrolowany i rozświetlany niezależnie, co przekłada się na zapewnienie perfekcyjnego kontrastu. Panele OLED pozwalają bowiem rozświetlić piksel czystą bielą tuż obok nieaktywnego, czarnego piksela, co jest niemożliwe w matrycach LED bazujących na podświetleniu strefowym bądź krawędziowym.

Samsung z kolei zaprojektował matryce QLED, czyli panele LED wyposażone w warstwę kropek kwantowych. Choć nie oferują one tak wysokiego kontrastu jak OLED-y, mają nad nimi pewną przewagę – świecą znacznie jaśniej, co ułatwia reprodukcję jaskrawych barw. Z kolei powłoka quantum dot poprawia reprodukcję kolorów i ma być gwarantem tego, że filmy wyświetlane na domowych telewizory będą wyglądały dokładnie tak, jak życzył sobie tego producent. Firma zainwestowała także 11 mld dol. w stworzenie nowej linii produkcyjnej, która umożliwi Samsungowi tworzenie autorskich paneli OLED wyposażonych w warstwę kropek kwantowych.

Producenci telewizorów nawiązują również współpracę z dostawcami treści, by mogły być one jak najwierniej odtwarzane na ich sprzęcie. Coraz częściej wyposażają go w układy automatycznej kalibracji obrazu w oparciu o dane przechwycone przez czujniki światła.

– Mamy kalibrację Netflixa w naszych telewizorach. Dla Panasonica zawsze najważniejszy był konsument, dlatego user experience i Netflix to jest to, nad czym pracujemy cały czas – przekonuje ekspert.

Według raportu Grand View Research w najbliższych latach rynek telewizorów 4K będzie rozwijał się w średniorocznym tempie na poziomie 21,2 proc., a do 2025 roku osiągnie wartość blisko 381 mld dol.

Sztuczna inteligencja wyręczy człowieka w segregowaniu śmieci. Innowacyjne kompostowniki zredukują ilość bioodpadów nawet o 90 proc.

Tylko dwie trzecie Polaków deklaruje, że segreguje odpady, a zaledwie 15 proc. jest pewnych, że robi to w odpowiedni sposób. Dzięki inteligentnym urządzeniom przeznaczonym do segregowania i recyklingu będzie można poprawić te statystyki. Sztuczna inteligencja sama posegreguje śmieci do odpowiednich pojemników, dzięki technologii rozpoznawania obrazu. Niektóre miasta na świecie już dziś korzystają z inteligentnych koszy na śmieci w komunalnych systemach zbiórki odpadów.

– Innowacyjne, inteligentne urządzenia takie jak Oklin są świetnym wsparciem w segregowaniu i zagospodarowaniu odpadów, sprawdzają się w biurach, w dużych fabrykach czy instytucjach szkolnych. Oklin to urządzenie pomagające kompostować bioodpady, a także opakowania, które już w tej chwili w dużej mierze są kompostowalne. Z związku z tym zdecydowanie zmniejsza ilość tych odpadów, których musimy się pozbyć – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Agata Szczotka-Sarna z Interseroh Organizacja Odzysku Opakowań.

Wrzucone do maszyny bioodpady poddawane są działaniu temperatury i specjalnych mikroorganizmów Acidulo oraz wprawiane w ruch poprzez mieszanie. Pozwala to na przetworzenie resztek w pre-kompost. Do maszyny można włożyć wszelkiego rodzaju resztki żywności, m.in. mięso, a także produkty niezdatne do spożycia, np.: zgniłą żywność, drobne miękkie kości (np. z kurczaka), owoce, warzywa, produkty mięsne, ości, skorupy, żywność płynną czy pieczywo, makaron lub nabiał. Urządzenie pozwala zredukować masę odpadów nawet o 90 proc w ciągu 24 godzin.

– Maszyny kompostujące takie jak Oklin mogą być zastosowane w przeróżnych miejscach. Najmniejsze z nich, o rozmiarach małej zmywarki, można umieścić nawet w biurze albo w domu w kuchni. Natomiast większe – w kantynach czy sklepach wielkopowierzchniowych, czyli wszędzie tam, gdzie powstaje bardzo dużo bioodpadów i trzeba je dosyć szybko przetworzyć – wskazuje Agata Szczotka-Sarna.

Oklin jest urządzeniem przeznaczonym do używania w przypadku już posegregowanych odpadów. Na rynku dostępne są już jednak nawet inteligentne kosze na śmieci, które wyręczają ich użytkowników już na etapie segregacji śmieci. Przykładem takiego urządzenia jest Bin-e.

– Użytkownik wrzuca odpad do środka, natomiast na bazie rozpoznawania obrazu i sztucznej inteligencji urządzenie samo rozpoznaje, co to jest za odpad i do którego pojemnika go przypisać. Zdejmuje z nas obciążenie decydowania, czy aby na pewno do właściwego pojemnika wrzucamy nasze śmieci – wyjaśnia przedstawicielka Intersoroh.

Bin-e jest urządzeniem przeznaczonym przede wszystkim do stosowania w biurach, sklepach wielkopowierzchniowych czy innych miejscach o charakterze publicznym. Tymczasem z badania ARC Rynek i Opinia oraz Forum Odpowiedzialnego Biznesu wynika, że tylko 15 proc. respondentów radzi sobie z właściwą segregacją odpadów. Jednocześnie 66 proc. Polaków deklaruje natomiast, że śmieci segreguje, lecz tylko jedna trzecia badanych wierzy w sens takiego działania.

– Wytwarzamy bardzo dużo bioodpadów. Jemy codziennie, tych odpadów jest więc bardzo dużo. Jednocześnie mamy coraz wyższe wymagane poziomy odzysku i recyklingu odpadów. Aby należycie je posegregować, potrzebujemy wsparcia i myślę, że takie wsparcie w postaci urządzenia takiego jak Bin-e bardzo się przydaje, żeby faktycznie te cele osiągnąć – uważa Agata Szczotka-Sarna.

Problem braku segregacji odpadów i niewydolny system ich zbiórki jest szczególnie widoczny w krajach takich jak Indie. Start-up Antariksh Waste Ventures przekształcił więc zwykły komunalny kosz na śmieci w inteligentny, który wie, gdy się całkowicie zapełnia i informuje o tym za pomocą aplikacji mobilnej zarówno mieszkańców, jak i władze miejskie.

Według analityków z Pioneer Reports światowy rynek inteligentnych koszy na śmieci osiągnie do 2022 roku wartość 247 mln dol.

Odchylenia od planu sprzedażowego – sprawdź, jak je wizualizować

Przygotowując zestawienia o sprzedaży, przeważnie odchylenia od planu sprzedażowego prezentujemy tak, by było widać ich kierunek. Często wykorzystujemy do tego procenty, formatowanie niestandardowe czy formatowanie warunkowe w postaci strzałek lub kolorów odpowiadających światłom ulicznym. To dobre i skuteczne podejście, które pozwoli nam zorientować się o ogólnej sytuacji firmy. Wiemy jednak tylko, czy sprzedaż jest lepsza, czy gorsza.

Możemy to także zaprezentować w inny, bardziej wnikliwy sposób, na przykład za pomocą pasków danych. Pozwalają one nam bowiem nie tylko zobaczyć ogólny obraz naszych danych, ale także dodatkowe informacje, na przykład, wykonanie planu przez handlowców. Co najważniejsze, żeby otrzymać taki efekt, nie trzeba wykorzystywać skomplikowanych rozwiązań. Jak stworzyć takie zestawienie?

Jak stworzyć paski danych?

Przyjmijmy, że nasz plan sprzedażowy dotyczy ostatniego roku i kilku z naszych przedstawicieli. Nasz zestaw danych prezentuje się więc w następujący sposób:

odchylenie-sprzedazy-1

By móc skorzystać ze wbudowanej funkcjonalności, jaką są paski danych, musimy do naszych danych dodać formułę, która badać będzie odchylenie wyników poszczególnych handlowców od planu sprzedażowego. Mogą to być procenty lub zwykłe odejmowanie – wybór jest zależny od naszych danych, ponieważ formatowanie warunkowe nie widzi różnicy między tymi działaniami – wyniki będą  identyczne. W naszym przykładzie wykorzystamy odejmowanie. Do komórki D2 wprowadzamy więc następującą formułę:

=B2-C2

odchylenie-sprzedazy-2

Jeśli jednak chcielibyśmy wykorzystać odchylenie procentowe, nasza formuła będzie prezentować się w następujący sposób:

=B2/C2-1

Kolumna, którą właśnie utworzyliśmy, posłuży nam jako źródło dla pasków danych. Musimy ją teraz zaznaczyć i wybrać narzędzie Paski danych. Znajduje się ono w menu formatowania warunkowego.

odchylenie-sprzedazy-3

Do wyboru będziemy mieć kilka różnych opcji. Jeśli chcemy mieć tradycyjne kolory, czyli czerwony i zielony zalecamy wykorzystanie zielonego paska danych bez gradientu. Efekt tego działania będzie prezentować się następująco:

odchylenie-sprzedazy-4

W tym momencie mamy zaprezentowane różnice pomiędzy planem sprzedażowym, a jego wykonaniem. Moglibyśmy zostawić to już w tej formie, ale liczby, które znajdują się w komórkach, delikatnie przesłaniają prezentacje danych. Warto się więc ich pozbyć. W tym celu musimy edytować regułę formatowania. By to zrobić, należy w menu Formatowania warunkowego wybrać opcje Zarządzaj regułami, a następnie kliknąć Edytuj regułę.  Pojawi się takie menu:

odchylenie-sprzedazy-5

Możemy tutaj zmieniać różne opcje naszej prezentacji, ale nas aktualnie interesuje tylko checkbox „Pokaż tylko pasek”. Klikamy go i zatwierdzamy wybór przyciskiem OK. Gdy to zrobimy, nasze paski danych będą wyglądać następująco:

odchylenie-sprzedazy-6

Warto jeszcze dodać, że zarówno szerokość, jak i wysokość pasków zależą od wysokości wierszy i szerokości kolumn, w których te się znajdują.

To oczywiście tylko podstawowe możliwości pasków danych i formatowania warunkowego. Za jego pomocą można stworzyć znacznie bardziej rozbudowane prezentacje. Jeśli chcielibyśmy umieć je wykonywać, warto zdecydować się na szkolenie Excel, które pozwoli poznać zarówno to narzędzie, jak i wiele innych.

Co tu się odjaniepawla? Językoznawca i psycholog wyjaśniają o co chodzi z młodzieżowym slangiem

Według niektórych, szkolna młodzież używa slangu wyłącznie w celach rozrywkowych. Jednak slang to coś więcej niż tylko rozrywka – pozwala na integrowanie się z rówieśnikami i daje poczucie niezależności. Czy slang niesie ze sobą jeszcze jakieś korzyści? A może zagrożenia? Razem z ekspertami przyglądamy się temu zjawisku.

Język nieustannie się zmienia – internet, social media, wydarzenia społeczne oraz, jak nigdy wcześniej, gry i popkultura mają ogromny wpływ na to jak ewoluuje mowa. Nauczycielom, ale i rodzicom, często trudno jest zrozumieć slang panujący wśród młodzieży.

  • Bo kiedyś było tak: Franek psocił na lekcji, klasa wyśmiała panią od muzyki, a Krzysiek to kujon.
  • A dziś jest tak: Franek prankował na lekcji w szkole, klasa dissowała panią od muzyki, a Krzysiek jest lamusem.

Skąd te zmiany? Czym są spowodowane? Co oznaczają te tajemnicze zwroty? Zapraszamy na lekcję szkolnego slangu.

Slang szkolny w teorii

Mówiąc o slangu mamy na myśli zespół elementów językowych używanych przez grupę ludzi, która posługuje się nim w określonym kontekście. Różni się on od mowy potocznej tym, że ma ograniczony zasięg społeczny, co oznacza, że może być zrozumiany jedynie w określonym środowisku. Do najbardziej popularnych środków językowych, którymi posługuje się slang, należą: nadawanie nowych znaczeń słowom powszechnie używanym, deformacja istniejących wyrazów (najczęściej przez ich skracanie), tworzenie nowych połączeń wyrazowych oraz zapożyczenia z języków obcych.

Obecnie na funkcjonowanie i brzmienie slangu młodzieżowego największy wpływ ma internet. Nowe środki przekazu, z których w głównej mierze korzystają uczniowie szkół podstawowych i średnich, są naturalnym środowiskiem do powstawania i stosowania nowych zwrotów. Facebook, Instagram, Youtube, Twitch, Tik Tok to platformy, na których młodzież spędza większość swojego wolnego czasu. Z kolei powszechność komunikatorów sprzyja tworzeniu się specyficznego języka, zrozumiałego tylko dla użytkowników. Warto wspomnieć, że wymyślone przez internautów zwroty zyskują na popularności głównie dzięki udostępnianiu ich w formie memów. Komunikat podany w takiej formie jest niezwykle atrakcyjny i chętnie przekazywany dalej, dlatego młodzież nawet z różnych zakątków kraju doskonale rozumie jego znaczenie.

Slang okiem psychologa

Dlaczego w ogóle młodzież używa slangu? Czy młode osoby czerpią z tego jakieś korzyści? – Używanie slangu jest trochę jak moda, która pojawia się i mija wraz z kolejnymi dekadami. Jest formą wpuszczanego świeżego powietrza w język dorosłych, łamaniem schematów, wyrazem kreatywności, niezależności i wolności młodych oraz sposobem na komunikowanie się w gronie rówieśników. Większość nastolatków używa slangu tworząc w ten sposób swoją tożsamość, wyrażając swoją identyfikację z wybranymi grupami społecznymi oraz w celach zaznaczenia własnej granicy od świata dorosłych. Dla niektórych slang jest bezpieczną formą ochrony przed wścibskością dorosłych, wrotami do świata nastolatków, którego dorośli nie rozumieją – mówi Marta Żysko-Pałuba, psycholożka i psychoterapeutka, założycielka Pracowni psychologicznej NINTU.

Nie należy jednak uważać slangu za coś złego oraz zagrażającego dzieciom i młodzieży. To niezbędny i niegroźny objaw dojrzewania, który podkreśla ich własną wyjątkowość i zarazem przynależność wśród młodzieży. Stanowi przede wszystkim element identyfikacji z rówieśnikami. Często jest formą aprobaty i akceptacji przez innych, niezbędną dla prawidłowego rozwoju psychicznego – dodaje Marta Żysko-Pałuba.

Slang z perspektywy językoznawcy

Rodzice i nauczyciele słysząc język jakim komunikują się między sobą dzieci, mogą być chwilami zaniepokojeni. Wiele obaw dotyczy tego, czy używanie potocznego, zmodyfikowanego języka nie odbija się negatywnie na umiejętności formułowania poprawnych językowo wypowiedzi. Z drugiej strony, można się zastanawiać, czy popularność obcojęzycznych zwrotów w młodzieżowym slangu może być dobrą okazją do nauki nowego języka. Z jakiego powodu angielski jest najchętniej wykorzystywanym językiem w młodzieżowej komunikacji? – Język angielski jest najbardziej popularnym językiem obcym w Polsce, a także dominuje w mediach, z których młodzież często czerpie inspiracje. Pozwala to młodym osobom komunikować się w taki sposób, żeby wyróżnić się w środowisku, które nie jest w stanie zrozumieć ich języka. Co więcej, polskie zapożyczenia pochodzą często z angielskiego slangu na przykład „dissować” czy „prankować” mówi Katarzyna Grabiec-Clark, ekspert językowy z Babbel, aplikacji do nauki języków obcych.

Popularność tego języka w młodzieżowym slangu może pozytywnie wpłynąć na naukę angielskiego. – Pomimo tego, że zapożyczenia z języka angielskiego są mocno spolszczone i na pierwszy rzut oka nie zawsze można rozpoznać od jakiego słowa w języku angielskim pochodzą, na pewno pomaga to w jego nauce – dodaje Katarzyna Grabiec-Clark. Przecież im częściej powtarzamy jakieś słowo, tym lepiej je zapamiętujemy.

Slang w praktyce – TOP słowa ze szkolnych korytarzy

Po teoretycznych rozważaniach przyszedł czas na poznanie slangu młodzieżowego w praktyce. Przedstawiamy Wam listę najbardziej popularnych zwrotów, zarówno w języku polskim jak i zaczerpniętych z języka angielskiego.

  • Masno – świetnie, doskonale, tłusto!
  • Dzban – zabawne określenie na kogoś, kto zrobił/powiedział coś głupiego.
  • Co tu się odjaniepawla? – co tu się dzieje, co tu się wyrabia
  • Potas-węgiel – wracamy myślami na lekcję chemii, potas oznacza się literą K, węgiel zaś literą C. Z tego połączenia wychodzi nam KC czyli skrót od Kocham Cię.
  • Dymkować – palić papierosy.

Wśród określeń pochodzących z języka angielskiego możemy znaleźć takie zwroty jak:

  • Diss/dissować – to tak zwana cięta riposta, trafna, ostra wypowiedź.
  • Prank/prankować – słowo z języka angielskiego oznaczające psikus, wybryk.
  • Daję aprówkę – w języku angielskim słowo approve oznacza zatwierdzać, akceptować. Daję aprówkę – zgadzam się!
  • Skill/mieć skille – mieć umiejętności.
  • Najsik – od angielskiego słowa nice, które oznacza miły, sympatyczny, fajny.

Mamy nadzieję, że ta krótka lekcja wyjaśniła dlaczego młodzież tak chętnie komunikuje się przy jego użyciu. Od teraz wiesz co oznaczają najbardziej popularne słowa i możesz zaskoczyć swoje dzieci zwrotem „co tu się odjaniepawla?!”.

Sitodruk, czy druk cyfrowy na odzieży? Sprawdź, jaka jest różnica

Sitodruk, czy metoda cyfrowa? Który sposób zdobienia odzieży napisami lub obrazkami daje lepsze efekty wizualne oraz który pozwala uzyskać napis o dłuższej trwałości? W jakie maszyny zainwestować, gdy chcemy zacząć oferować usługi drukowania napisów na koszulkach, a jaką, gdy chcemy jednorazowo wydrukować sobie zdjęcie na ulubionym t-Shircie? Sprawdź!

Metoda sitodurku

Sitodruk pozwala na otrzymanie bardzo trwałego obrazka na odzieży: kolory pozostają na długo żywe, a struktura materiału pozostaje plastyczna. Jak koloruje się koszulki metodą sitodruku? Potrzebna jest specjalna maszyna, która przepuszcza farbę bezpośrednio na materiał przez system bardzo drobnych sit, zgodnie z tym, jak została zaprogramowana. Dzięki metodzie sitodruku, możliwe jest uzyskanie napisu wypukłego. Każdy kolor jest przepuszczany przez sito oddzielnie, przez co kolory są czyste, ale jednak trudno w przypadku tej metody o uzyskanie efektu przenikania się barw (tonowania). Tutaj możemy zobaczyć, jakie efekty daje sitodruk z hurt.koszulkowo.com. Niestety jednak, w ostatnich czasach sitodruk cieszy się coraz mniejszą popularnością, bo ustępuje miejsca znacznie bardziej wydajnemu systemowi drukowania na odzieży, czyli systemowi drukowania cyfrowo.

Druk cyfrowy: czym różni się od sitodruku?

Druk cyfrowy znajduje zastosowanie wszędzie tam, gdzie istnieje potrzeba pokrycia odzieży napisami lub obrazkami na masową skalę. Cyfrowa metoda nakładania farby na odzież jest tutaj znacznie bardziej ekonomiczna. Niestety jednak, oznakowanie odzieży metodą cyfrową nie pozwala na uzyskanie tak wytrzymałych na działanie czynników zewnętrznych ubrań, jak w przypadku sitodruku. Cyfrowa metoda nakładania farby pozwala na uzyskanie bardziej precyzyjnych obrazów. Jeśli chcemy wydrukować zdjęcie na koszulce i uzyskać realistyczne odwzorowanie, powinniśmy zdecydować się raczej na druk cyfrowy niż na sitodruk. Warto popatrzeć na druk cyfrowy dtg w Koszulkowo – jest to oferta jednego ze sklepów realizujących napisy cyfrowe na odzieży, na zamówienie. Bardzo szybko zauważymy, jaka jest różnica pomiędzy dwiema metodami.

Jakie są wady druku cyfrowego?

Zwykle problem pojawia się, gdy chcemy uzyskać bardzo dużą ilość tych samych sztuk odzieży w serii. W tym przypadku może okazać się, że kolejne egzemplarze różnią się od siebie kolorami. Dodatkowo, jeśli użyjemy kilku rodzajów materiałów do zadrukowania, również mogą ojawic sie między nimi różnice w odcieniach.

Czy zrezygnować z korzystania z sitodruku?

Sitodruk, mimo że nie daje sobie rady z uskakiwaniem bardzo precyzyjnych wzorów na wielu sztukach odzieży, nadal może być z powodzeniem wykorzystywany, na przykład do drukowania elementów na odzieży roboczej. Nadal nadruki wykonane metodą sitodruku są odporne na działanie wysokich temperatur, wilgoć oraz odbarwienia pod wpływem działania czynników chemicznych. Wyjątkiem jest tutaj odzież polarowa – metoda sitodruku nie ma tutaj zastosowania (dlatego producenci chętniej korzystają ze zwykłych naszywek). Druk cyfrowy jest zdecydowanie bardziej wydajny. Drukując obrazy i napisy na koszulkach metodą sitodruku, za każdym razem musimy ręcznie ustawiać maszynę, wkładać odpowiednie farby w odpowiednie miejsca. Przy każdym zamówienia trzeba też oddzielnie wytwarzać sito. Jest to kosztowne i pracochłonne. Dlatego, przy zamówieniu na jedną koszulkę, zdecydowanie lepiej jest używać metod cyfrowych. W tym drugim przypadku, maszyna drukarska jest obsługiwana przez dedykowany program graficzny.

Senior i junior – najmniej pożądani współpracownicy w 2020

Osoby bez doświadczenia w danym zawodzie i obcokrajowcy to dwie grupy pracowników, z którymi najchętniej są gotowi współpracować Polacy. Nasi rodacy mają świadomość ewolucji zachodzącej na rynku pracy, wiedzą też, że przełożeni coraz częściej oczekują od nich otwartości na zmiany. Nie ze wszystkimi jednak są gotowi równie chętnie realizować obowiązki służbowe.

Dla samych pracodawców zatrudnienie osób dobrze czujących się w zespole jest rzeczą niezwykle istotną, zwłaszcza dziś. Obecna sytuacja na rynku pracy sprawia, że w wielu firmach powstają bardzo zróżnicowane zespoły, składające się z osób młodych, seniorów, Polaków czy obcokrajowców. W tych grupach są takie, z którymi chcemy i jesteśmy gotowi współpracować chętniej niż z innymi.

Obcokrajowcy i osoby bez doświadczenia mile widziane

7 na 10 Polaków (71 proc.) pytanych z kim są gotowi współpracować w przyszłości odpowiada, że z osobami bez doświadczenia w danym zawodzie – wynika z najnowszego raportu Rynek Pracy 360° Grupy Progres. Na kolejnych miejscach znajdują się obcokrajowcy, z którymi chce pracować 65 proc. badanych, osoby mające długą przerwę w zatrudnieniu – 55 proc. Polaków jest gotowych realizować z nimi obowiązki zawodowe i niepełnosprawni wskazywani przez 54 proc. ankietowanych.

Wyniki badania przedstawione w raporcie potwierdzają, że nasi rodacy obserwują zachodzące zmiany i mają pełną świadomość wymagań związanych z umiejętnością oraz chęcią współpracy z zespołem, mimo występujących różnic. Dlatego też nie widzą przeszkód by współpracować z osobami bez doświadczenia, obcokrajowcami, ludźmi mającymi długą przerwę w zatrudnieniu i niepełnosprawnymi.

Mniej chętnie z seniorem i juniorem

Z badania Grupy Progres wynika, że wiek potencjalnych kolegów z pracy wpływa na chęć przyjęcia ich do zespołu. Wśród osób, z którymi większość Polaków nie jest gotowa współpracować znaleźli się seniorzy i osoby młode. 48 proc. ankietowanych odpowiada, że może współpracować z osobami w wieku senioralnym, a jedynie 32 proc. taką gotowość wyraża w przypadku osób niepełnoletnich.

Aktywność zawodowa i zmieniające się środowisko pracy pozwala wykształcić otwartość na różnorodność kadry zatrudnionej w danej firmie. Im szybciej będziemy w stanie odnaleźć się w takim środowisku, tym łatwiej będzie nam osiągnąć sukces zawodowy. Dla pracowników możliwość pracy w różnorodnym otoczeniu ma wiele zalet. Siłą jest tu bowiem szansa uczenia się i wzajemnego uzupełniania. Tworząc i funkcjonując w takim zespole, trzeba pamiętać, że nauka związana z działaniem w zróżnicowanej grupie jest ciągłym procesem wzajemnego rozumienia się, wymagającym stałego komunikowania się i szacunku wobec drugiej osoby.

******************************

Raport Rynek Pracy 360 ° – to najnowszy projekt Grupy Progres, który pokazuje perspektywy zarówno pracodawców, pracowników jak i bezrobotnych. W badaniu uczestniczyło w sumie 1 000 respondentów – osób aktywnych zawodowo i tych szukających zatrudnienia z całej Polski. Celem było zgłębienie zależnych od siebie obszarów jakim są rekrutacja, rozwój, a także utrzymanie pracowników (obecnych i potencjalnych). Autorom zależało także na poznaniu doświadczeń, postaw, motywacji i planów każdej ze stron – pracodawców, osób aktywnych zawodowo oraz bezrobotnych.

Partnerami badania zostały osoby, organizacje i instytucje, którym sektor rynku pracy jest bardzo bliski – Gdański Urząd Pracy, Konfederacja Lewiatan, Pomorska Specjalna Strefa Ekonomiczna, Strateg Biznesowy Anna Stachniuk oraz Stowarzyszenie Agencji Zatrudnienia.

Zaniedbania procesowe organu nie mogą być prostowane przez inny organ w trybie nadzwyczajnym

Organ podatkowy wydał korzystną dla przedsiębiorcy decyzję zwalniającą go na pewien okres z podatku od nieruchomości. Po upływie tego okresu przedsiębiorca nadal korzystał z nadanego mu zwolnienia, aż do zamknięcia działalności gospodarczej. Gdy organ się zorientował, próbował „naprawić” swój błąd, występując do organu wyższej instancji o stwierdzenie nieważności wydanej przez siebie decyzji. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Lublinie uchylił jednak decyzję samorządowego kolegium odwoławczego stwierdzającą nieważność decyzji organu pierwszej instancji, orzekając, że: „…zaniedbania procesowe organu nie mogą być prostowane poprzez stosowanie trybów nadzwyczajnych” (wyrok z 6 listopada 2019 r., sygn. akt I SA/Lu 306/19).

Zgodnie z art. 128 Ordynacji podatkowej (Dz.U. 2019 poz. 900) decyzje, od których nie służy odwołanie w postępowaniu podatkowym, są ostateczne. Organ podatkowy może jednak wyeliminować z obrotu prawnego decyzję ostateczną wydaną przez inny organ, jeśli stwierdzi nieważność tej decyzji. Skutkuje to uznaniem, że decyzja nie wywołuje ani nie wywołała żadnych skutków prawnych od czasu jej wydania. Jak stanowi przepis art. 247 § 1 pkt 3 Ordynacji podatkowej, organ podatkowy stwierdza nieważność decyzji ostatecznej wydanej z rażącym naruszeniem prawa. Na ten właśnie przepis powołał się organ drugiej instancji, stwierdzając nieważność wydanej przez organ niższego stopnia decyzji. O unieważnienie wystąpił wójt gminy, który ustalił przedsiębiorcy posiadającemu na terenie tej gminy budynek oraz grunty zobowiązanie w podatku od tych nieruchomości.

Ulga inwestycyjna

Z uwagi na realizację nowych inwestycji należący do przedsiębiorcy budynek został uchwałą rady gminy zwolniony z podatku od nieruchomości na okres 18 miesięcy. Opodatkowaniu podlegały tylko należące do przedsiębiorcy grunty. Po upływie 18 miesięcy przedsiębiorca nadal korzystał z przedmiotowego zwolnienia, aż do dnia zaprzestania działalności gospodarczej. Wójt zwrócił się do samorządowego kolegium odwoławczego o stwierdzenie nieważności swojej decyzji jako wydanej z rażącym naruszeniem prawa, bo stojącej w sprzeczności z przepisami prawa i uchwałą rady gminy. Organ drugiej instancji przychylił się do jego wniosku.

Przedsiębiorca wiedział, w jakim okresie obowiązuje zwolnienie

Przedsiębiorca odwołał się od rozstrzygnięcia SKO. Jak podniósł, przepisy nie zezwalają na to, aby w postępowaniu o stwierdzenie nieważności decyzji dokonywać ponownej merytorycznej kontroli istoty sprawy. SKO utrzymało w mocy swoją decyzję. Zdaniem organu drugiej instancji wójt błędnie ustalił wymiar podatku od nieruchomości, kontynuując zwolnienie po upływie 18 miesięcy stanowiących wyłączny okres, w jakim udzielone uchwałą rady gminy zwolnienie mogło obowiązywać. Decyzja wójta, jako stojąca w sprzeczności z tą uchwałą, stanowiła zdaniem SKO oczywiste i rażące naruszenie prawa, spełniając przesłanki do orzeczenia jej nieważności. Dodatkowo przedsiębiorca wiedział, że z ulgi inwestycyjnej może korzystać jedynie we wskazanym 18-miesięcznym okresie, bowiem występował o nią na podstawie stanowiącej o tym uchwały.

Niedopuszczalne stosowanie wykładni rozszerzającej

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Lublinie zaznaczył na wstępie swego rozstrzygnięcia, że stwierdzenie nieważności decyzji stanowi nadzwyczajny tryb wzruszania decyzji i jest odstępstwem od reguły trwałości decyzji (zgodnie z wyrokiem NSA z 7 grudnia 2011 r., sygn. akt II FSK 1051/10). Dlatego też może nastąpić jedynie w przypadkach wskazanych w ustawach podatkowych. Niedopuszczalne jest zatem stosowanie wykładni rozszerzającej w celu użycia tego środka nadzwyczajnego. Postępowanie o stwierdzenie nieważności decyzji nie może również prowadzić do ponownego merytorycznego rozpoznania sprawy co do jej istoty, bowiem jego celem jest wyłącznie zbadanie, czy decyzja ostateczna jest dotknięta jedną z wad kwalifikowanych, wyraźnie wskazanych w art. 247 § 1 O.p.

Zaniedbania procesowe organu

W przedmiotowej sprawie SKO stwierdziło nieważność decyzji ostatecznej organu pierwszej instancji, powołując się na wystąpienie przesłanki z pkt. 3 art. 247 § 1 O.p., czyli rażącego naruszenia prawa poprzez zastosowanie zwolnienia z podatku od nieruchomości po okresie, w jakim było to dopuszczalne zgodnie z uchwałą rady gminy. Sąd zauważył, że podatkiem od nieruchomości objęto grunty związane z działalnością gospodarczą przedsiębiorcy, za to wśród przedmiotów opodatkowania wójt nie wskazał należącego do tego przedsiębiorcy budynku. Nie wymienił go także jako objętego ulgą. Co więcej, w podstawie prawnej decyzji wymierzającej podatek nie powołał nawet uchwały rady gminy, a jej uzasadnienie nie wskazuje, że sporny budynek we wspomnianym 18-miesięcznym okresie podlegał opodatkowaniu, ale został objęty ulgą.

WSA w Lublinie uchylił decyzje organów podatkowych obu instancji. Jak orzekł: „Rację ma zatem skarżący, podnosząc, że w niniejszej sprawie doszło raczej do błędu organu w ramach ustalenia stanu faktycznego sprawy, a nie w zastosowaniu przepisu prawa miejscowego. Organ pominął bowiem w podstawie opodatkowania wskazany budynek, nie zaś zastosował w sposób nieuprawniony – jak to wskazuje organ – ulgę podatkową, przez co błędnie ustalił wysokość podatku. Nie wskazuje na to treść decyzji, zaś zaniedbania procesowe organu nie mogą być prostowane poprzez stosowanie trybów nadzwyczajnych” (sygn. akt I SA/Lu 306/19).

Przedsiębiorcy muszą szukać ochrony prawnej w sądzie

Niedozwolone jest ponowne merytoryczne rozstrzyganie istoty sprawy w postępowaniu o stwierdzenie nieważności decyzji ostatecznej. Takie działanie prowadzi bowiem do naruszenia fundamentalnej zasady dwuinstancyjności postępowania podatkowego. Ale być może są to celowe działania organów pozwalające na rozciąganie nadanego prawem, a tym samym prawem ograniczonego, uprawnienia do dochodzenia należności publicznoprawnych. Jak się okazuje, to także sposób fiskusa na tuszowanie własnych błędów.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Fundusz EEC Magenta inwestuje 3,2 mln zł w ChallengeRocket

Fundusz EEC Magenta dokonał kolejnej inwestycji. Kwota 3,2 mln zł zasiliła wrocławski start-up ChallengeRocket.com – platformę, która łączy specjalistów m.in. z branży IT z pracodawcami. To już trzecia inwestycja funduszu w ostatnich pięciu miesiącach.

W skali globalnej rośnie zapotrzebowanie na programistów. O specjalistów IT walczą już światowe gospodarki. Rosnący deficyt wykwalifikowanej kadry to efekt tworzenia całkowicie nowych infrastruktur, związanych na przykład z przemysłowym internetem rzeczy lub integracją energetyki rozproszonej. Wyzwanie stanowi także zarządzanie osadzonymi w nich danymi. W efekcie przed koniecznością cyfryzacji stają również te przedsiębiorstwa, które nie były dotychczas kojarzone z rozbudowanymi działami IT. Pozyskanie talentów z tej branży jest trudnym i kosztownym procesem, który stanowi poważną barierę w rozwoju organizacji. Żeby zwrócić uwagę kandydatów, firmy mocno stawiają na budowanie wizerunku pracodawcy pierwszego wyboru. To szczególnie ważne wśród specjalistów branży IT, ponieważ aż 68% z nich stanowią kandydaci pasywni, czyli osoby, które nie przeglądają ofert, ale są otwarte na ciekawe propozycje wyzwań oraz oferty przekazywane przez portale networkingowo-rekrutacyjne.

Platforma buduje społeczność i ułatwia rekrutację

Platforma ChallengeRocket.com jest narzędziem skierowanym zarówno do studentów i absolwentów, jak i pracowników działów HR i rekrutacji dużych przedsiębiorstw. Jej celem jest zbudowanie internetowej społeczności talentów na bieżąco rozwijających swoje umiejętności techniczne. ChallengeRocket.com organizuje cykliczne wyzwania-konkursy dla użytkowników platformy. Na podstawie zaproponowanych rozwiązań identyfikowane są ich umiejętności. Trzonem innowacji jest moduł AI talent analytics automatycznie budujący profil kompetencyjny osób korzystających z narzędzia. W ten sposób tworzona jest baza zweryfikowanych specjalistów, z której mogą bezpośrednio rekrutować departamenty HR.

Na platformie organizowane są także wyzwania, nad którymi patronat obejmują konkretne firmy prowadzące rekrutacje. Prezentowane zadania są dostosowywane do specyficznych potrzeb kadrowych tych organizacji. Atutem ChallengeRocket.com jest zastosowanie sztucznej inteligencji, dzięki czemu rozwiązania proponowane przez użytkowników nie muszą być ręcznie weryfikowane przez ekspertów z firm zatrudniających.

Pracodawcy w Polsce i za granicą wykorzystują naszą platformę zarówno do bezpośredniego pozyskiwania najlepszych kandydatów, jak i budowania wizerunku atrakcyjnego pracodawcy. Wszystko odbywa się z wykorzystaniem formuły „wyzwań online”, sprawdzających kompetencje w różnych dziedzinach wiedzy – obecnie głównie w obszarze związanym z nowymi technologiami, analizą danych, naukami inżynieryjnymi i programowaniem – komentuje Tomasz Florczak Co-founder & CTO, ChallengeRocket.com.

Narzędzie zwiększa też efektywność rekruterów.

 – To nowa technika pozwalająca istotnie ulepszyć kluczowe wskaźniki działów HR jak liczba i jakość pozyskiwanych kandydatów, a także średni koszt i czas na zamknięcie otwartej pozycji – dodaje Paweł Kwiatkowski Co-founder & CEO, ChallengeRocket.com.

ChallengeRocket.com jest już obecne na rynkach europejskich. Środki pozyskane od Funduszu EEC Magenta zostaną przeznaczone na dalszy komercyjny rozwój platformy, wsparcie sprzedaży, wejście na rynek brytyjski i amerykański, a także na dalsze prace R&D. Klientami ChallengeRocket.com są korporacje, m.in. amerykański gigant technologiczny nVidia, banki jak ING i Santander, PZU, Asseco, ale także uniwersytety i firmy z sektora publicznego.

ChallengeRocket.com, pomimo stosunkowo krótkiej obecności na rynku, odznacza się efektywną strukturą organizacyjną, pozwalającą skupić się założycielom firmy na kwestiach strategicznych. To start-up, który trafnie zdiagnozował problem występującej na rynku luki kompetencyjnej i zaproponował rozwiązanie, które sprawdziło się w praktyce biznesowej. Organizacja posiada już doświadczenie w pracy z korporacjami, również na rynkach międzynarodowych. Z tego powodu Fundusz EEC Magenta zdecydował się na dokonanie inwestycji w kwocie 3,2 mln zł właśnie w ChallengeRocket.com – komentuje Rafał Małecki, Partner w EEC Ventures. ChallengeRocket.com ma już w swoim dorobku wiele znaczących nagród, przyznawanych m.in. podczas gali ABSL, European Start-up Days czy wyróżnienie w kategorii Startup Session Elite na Forum Ekonomicznym w Krynicy. Firma wygrała też międzynarodowy konkurs Facebook Global Challenge, co niewątpliwie jest argumentem przemawiającym za słusznością poczynionej przez nas inwestycji – dodaje.

Inwestycja w ChallengeRocket.com jest finansowana z dwóch funduszy wchodzących w skład EEC Magenta: Funduszu Starter, inwestującego w projekty na wczesnym etapie rozwoju, a także największego w Polsce funduszu typu Corporate Venture Capital, służącego finansowaniu bardziej dojrzałych firm.

Kolejna inwestycja EEC Magenta

Fundusz EEC Magenta posiadał w swoim portfolio dotychczas dwa start-upy: platformę zarządzającą procesami firmowymi TakeTask, która została wsparta kwotą ok. 2 mln zł, a także firmę Reliability Solutions, zajmującą się tworzeniem systemów diagnostyki predykcyjnej w nowoczesnym przemyśle, którą z kolei wsparto kwotą 13 mln zł. Platforma ChallengeRocket.com jest trzecią spółką, w którą zainwestował EEC Magenta. Wszystkie dotychczasowe inwestycje wpisują się w strategię Funduszu, która opiera się na finansowaniu rozwiązań z zakresu automatyzacji i robotyzacji oraz zwiększania wydajności przedsiębiorstw.

Najszczęśliwsi pracownicy są w Stanach Zjednoczonych – Polska plasuje się w środku rankingu

Kto jest szczęśliwy w pracy i z jakiego powodu? Aby się tego dowiedzieć, Mindspace przeprowadził badanie wśród 5000 pracowników biurowych na całym świecie.

Stwierdzono, że odczuwanie szczęścia w pracy ma pozytywny związek ze zwiększoną produktywnością i kreatywnością. Z drugiej strony, gdy ludzie są nieszczęśliwi, ich stan wpływa niekorzystnie nie tylko na ich codzienne życie, ale także na wyniki firmy. Właśnie dlatego odczuwanie szczęścia przez pracowników powinno stanowić priorytet dla pracodawców, jeśli chcą, by ich firma osiągnęła sukces. W celu zgłębienia zagadnienia Mindspace, globalny operator butikowych przestrzeni coworkingowych, przeprowadził w kwietniu 2019 r. ankietę wśród 5000 pracowników biurowych w 7 krajach (Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Niemcy, Holandia, Izrael, Polska i Rumunia), aby dowiedzieć się, co myślą o pracy.

Najszczęśliwsi pracownicy są w Stanach Zjednoczonych – Polska plasuje się w środku rankingu

Dobrą wiadomością jest to, że 30% pracowników biurowych jest bardzo szczęśliwych, a 54% – umiarkowanie. W globalnym porównaniu 7 krajów amerykańscy pracownicy najbardziej cieszą się z wyjścia do pracy, przy czym 54% z nich twierdzi, że są bardzo szczęśliwi, a 39% jest zazwyczaj szczęśliwych. Oznacza to, że najszczęśliwszych pracowników biurowych znajdziemy w Stanach Zjednoczonych. Polscy pracownicy biurowi plasują się w środku rankingu – 25% z nich jest bardzo szczęśliwych, a 58% – zazwyczaj szczęśliwych. W przeciwieństwie do innych krajów, w Polsce to kobiety odczuwają wyższy poziom szczęścia w pracy niż mężczyźni.

Najmniej zadowoleni są pracownicy brytyjskich biur, ogółem prawie jedna czwarta z nich nie jest szczęśliwa w ogóle lub nie jest bardzo szczęśliwa w pracy.

Niezwykle ważne jest również zrozumienie, co leży u podstaw prawdziwego, długotrwałego zaangażowania pracowników. Należy się zastanowić, dlaczego ludzie nie czują się zaangażowani. Według badania, 34% osób nie było zaangażowanych w pracę, ponieważ uważały one, że nie zarabiają wystarczająco. Jednak niemal tyle samo pracowników – 35% – stwierdziło, że brak zaangażowania wynika z nieinspirującego środowiska pracy, w którym na co dzień pracują.

W skali świata zaangażowanie pracowników jest najwyższe w Stanach Zjednoczonych i w Polsce (3,5 na 4 w każdym z tych krajów), a najniższe w Wielkiej Brytanii (2,7 na 4). Zazwyczaj, ludzie chcą mieć poczucie celu oraz osiągać wyznaczone założenia i wyniki.
W Polsce i Izraelu 22% pracowników poszukuje w pracy możliwości rozwoju osobistego, natomiast w USA i Europie Zachodniej tylko 12%.

– Poczucie szczęścia w miejscu pracy jest ważne nie tylko dla stworzenia panującej w nim atmosfery – ma też znaczenie dla biznesu – mówi Dan Zakai, dyrektor generalny i współzałożyciel Mindspace. – Staramy się analizować, co sprawia, że pracownicy są zadowoleni, ponieważ wiemy, że szczęśliwy zespół to osoby bardziej zaangażowane, produktywne, kreatywne, o wyższej wytrzymałości i odporności. Tacy pracownicy mają również pozytywny wpływ na swoich kolegów i dłużej pozostają w firmie. Czego chcieć więcej?

Badanie zaangażowania pracowników jest kluczowe, jednak w wielu krajach nadal nie jest powszechne

Aby poziom szczęścia i zaangażowania wzrósł, firmy muszą słuchać swoich pracowników. Około jedna piąta firm (21%) nie przeprowadza oceny zaangażowania pracowników. Wygląda to jednak różnie w poszczególnych krajach. Na przykład w Stanach Zjednoczonych 18% firm nie przeprowadza oceny zaangażowania pracowników, natomiast w Izraelu nie robi tego aż 31%.

W Polsce tylko 16% pracodawców nie bada zaangażowania pracowników, przez co nigdy nie dowiedzą się, co mogliby poprawić i ulepszyć w swojej firmie. Wśród tej grupy, prawie jedna trzecia małych przedsiębiorstw (2-20 pracowników) nie przeprowadza takiej oceny, ale aż 90% dużych korporacji robi to regularnie. Liczby te jednak oznaczają, że setki pracodawców na polskim rynku nie wykonują pierwszego i najważniejszego kroku w kierunku zwiększenia poziomu szczęścia i zaangażowania pracowników, a w konsekwencji nie wykorzystują narzędzia służącego poprawie wyników firmy, nie pytając bezpośrednio pracowników o ich ocenę miejsca pracy i samopoczucie w nim.

Sukces jubileuszowej 10 edycji Targów RetailShow

Zakończyło się największe wydarzenie targowe branży handlowej. Przez dwa dni targi RetailShow były miejscem, gdzie ponad 200 wystawców prezentowało najnowsze rozwiązania dla sieci handlowych i sklepów. Odwiedzający wzięli udział w szeregu prelekcji i warsztatów, które inspirowały do działania, poszerzały wiedzę i dostarczały odpowiedzi na nurtujące branżę pytania.

RetailShow_wejscie

Międzynarodowe Targi Wyposażenia Sklepów RetailShow 2019 zakończyły się sukcesem, o czym świadczy ponad 5000 przedstawicieli sieci handlowych, którzy poświęcili swój czas, by zapoznać się z propozycjami wystawców, wziąć udział w konferencji Retail Congress czy w wykładach w Retail Innovations Theatre. Kolejna edycja Targów RetailShow odbędzie się 25-26 listopada 2020.

Stoiska_2019c Stoiska_2019b Stoiska_2019a Stoiska_2019

Znaczenie technologii

Wielowymiarowe podejście do handlu przyszłości stanowiło temat przewodni konferencji Retail Congress. Zdaniem prelegentów, to technologia w dużej mierze decyduje o sukcesie sieci handlowych i sklepów, ma także spore znaczenie w łańcuchu dostaw i logistyce magazynowej. Jak się okazuje, wpływa też na motywację i zaangażowanie pracowników.

Zgodnie z wynikami 12. dorocznego badania Global Shopper Study firmy Zebra, inwestycje technologiczne sprzedawców detalicznych będą nadal rosły wraz ze stale rozwijającą się gospodarką. Zapewnienie lepszej obsługi klienta, zarówno cyfrowej, jak i w sklepach, będzie miało kluczowe znaczenie w realizacji celu, jakim jest powrót kupującego. Zaprezentowany przez Tomasza Dzideczka z Zebra Technologies, EC30 Enterprise Companion z 3-calowym ekranem i zintegrowanym skanerem jest rozwiązaniem, które usprawnia działania detalistów od sklepu do magazynu. Dodatkowo współprowadzący prezentację, Artur Chrapek, wymienił całą gamę produktów, które rozwiązują problemy sieci handlowych: od drukowania cenówek za pomocą mobilnych lub stacjonarnych drukarek, poprzez nowoczesne, odporne na upadki terminale i tablety oparte na najnowocześniejszych systemach operacyjnych, aż po urządzenia typu customer concierge, ze skanerem do cen i dużym wyświetlaczem do prezentowania multimedialnych treści.

O tym, z jakimi wyzwaniami mierzy się dziś sektor retail, mówił też Artur Stachowski z Orange Polska, deklarując gotowość wspomagania branży retail w dostarczaniu najnowocześniejszych rozwiązań technologicznych, które usprawniają cały proces organizacji sklepów, od komunikacji z klientem po zarządzanie placówką.

Bez wątpienia oczekiwania klientów i konieczność nieustannej pracy nad poprawą jakości obsługi, wymuszają na zarządzających wprowadzanie coraz efektywniejszych rozwiązań technologicznych. Jakub Kownacki z firmy ISS RFID, opowiedział o technologiach, które pozwalają unowocześnić sklep, tj. identyfikacja drogą radiową (RFID), beacony (Bluetooth) i digitalizacja przestrzeni sklepowych, np. inteligentne przymierzalnie i lustra czy cyfrowe witryny. – Wszystkie te technologie uzupełniają się. Warto wdrażać jej już dziś, mając świadomość, że służą one poprawie jakości obsługi klienta i optymalizacji procesów – dodał.

Aranżacja sklepów

O znaczeniu odpowiedniej aranżacji mówiła architekt wnętrz, Ewa Gawroniak-Olejniczak z Ego-Studio Shop Design, projektantka Modelowego Sklepu. Opowiadała o zmianach wyglądu sklepu w zależności od formatu, lokalizacji i profilu klienta. Prezentowała ciekawe przykłady, m.in. osiedlowego sklepu w nadmorskiej miejscowości, w których zaproponowała udogodnienia dedykowane konkretnym grupom klientów, takie jak ławeczki dla seniorów, czy umywalki, gdzie od razu można umyć owoce, rozwiązanie skierowane do turysty, a więc klienta sezonowego, który od razu po zrobieniu zakupów, chce iść na plażę.

Sklep_modelowy_2019 Sklep_modelowy_2019aO roli właściwego umeblowania można było przekonać się w Modelowym Sklepie. Michał Mitek, Design Project Manager z firmy Wanzl, która zadbała o wyposażenie części tego centralnego punktu targów, był zadowolony, że udało się pokazać, iż można stworzyć zupełnie nowe aranżacje na bazie dotychczasowych, wielofunkcjonalnych mebli. Przykładem tych rozwiązań było nowe stoisko owocowo-warzywne, nowy design regałów suchych czy stoiska impulsowe. – Nasze druciane meble można wykorzystywać i przebudowywać wielokrotnie, za każdym razem uzyskując inny efekt wizualny. Kluczowy jest tu biznes klienta, meble są tylko narzędziem, środkiem do osiągnięcia celu. Biznes musi być elastyczny, ponieważ rynek jest bardzo zmienny, tak więc narzędzia również muszą być łatwo adaptowalne i ekonomiczne – podsumował.

Nowym wydarzeniem podczas RetailShow 2019 były polskie eliminacje do europejskiego finału Gelato Festival Challenge we Włoszech. Obecność konkursu i specjalistycznych prezentacji cukierniczo-lodziarskich rozszerzyły zakres targów i przyciągnęły właścicieli lodziarni i cukierni. Konkurs organizowany przez firmę Primulator inspirował także innych gości targów do poszerzania zakresu biznesu.

Nagrody rozdane

Targi RetailShow to też okazja, by wyłonić najlepsze produkty i koncepty sklepowe. Jury pod przewodnictwem dra Marka Borowińskiego wyłoniło laureatów branżowych konkursów Best Shop Concept 2019 oraz Innowacje Handlu 2019.

Zwycięzcami konkursu Best Shop Concept 2019 okazały się następujące firmy:

E.LECLERC
Kategoria: Hipermarket
Firma: Wanzl Sp. z o.o.

STESKAL

Kategoria: Supermarket

Firma: Baero Polska Sp. z o.o.

DELI4YOU

Kategoria: Sklep typu convenience
Firma: MAGO PARTNER Wyposażenie Sklepów i Magazynów

4F

Kategoria: Sklep odzieżowy
Firma: lsd.studio

PICKY PICA

Kategoria: Sklep specjalistyczny

Firma: Zamek Design Sp. z o.o.

GOOD LOOD
Kategoria: Punkt gastronomiczny

Firma: lsd.studio

Tytuły Innowacje Handlu 2019 trafiły do poniższych firm:

Produkt: Kasa samoobsługowa Supersmart S1

Kategoria: Kasy fiskalne i wagi

Firma: Bizerba Polska Sp. z o.o.

Produkt: Lada chłodnicza Tucana 03

Kategoria: Projekty i wyposażenie wnętrz sklepowych

Firma: ES System K Sp. z o.o.

Produkt: SmartPos

Kategoria: Systemy i technologie IT

Firma: IteCom Sp. z o.o.

Produkt: Automatyczny ekspres do kawy Thermoplan Black&White 4

Kategoria: Urządzenia gastronomiczne

Firma: Koree Sp. z o.o.

Produkt: Biurkowa drukarka etykiet Brother TD-4550DNWB

Kategoria: Drukarki, skanery, kolektory, POS

Firma: Koncept-L S.A.

Produkt: Imager Zebra DS4600

Kategoria: Drukarki, skanery, kolektory, POS

Firma: Koncept-L S.A.

Produkt: Komputer mobilny Zebra EC30

Kategoria: Systemy i technologie IT

Firma: Koncept-L S.A.

Produkt: PubliTool

Kategoria: Systemy i technologie IT

Firma: pronet.pl sp. z o.o.

Produkt: SelfBox

Kategoria: Systemy i technologie IT

Firma: Selfmaker Technology Sp. z o.o.

Produkt: Terminal POS Sharp RZ-E3L0EBK 13,3”

Kategoria: Systemy marketingowe, POS i Digital Signage

Firma: Sharp Electronics (Europe) GMBH Sp. z o.o. Oddział w Polsce

Produkt: Pospay ONLINE

Kategoria: Kasy fiskalne i wagi

Firma: Posnet Polska S.A.

Produkt: Drukarka OKI C844dnW

Kategoria: Drukarki, skanery, kolektory, POS

Firma: OKI Europe (Polska)

Sponsorami Głównymi RetailShow 2019 i Retail Congress były firmy: Orange, Koncept-L i Zebra Technologies oraz Invent Analytics. Firma ISS RFID miała status Sponsora Retail Congress.

Siedem kroków, aby w Święta podwoić nie tylko radość, ale i zyski

  • Na chwilę przed rozpoczęciem świątecznej gorączki zakupowej, PayPal dzieli się najważniejszymi trendami dla sprzedawców, którzy chcą zwiększyć zyski przed końcem roku.
  • Globalnie najpopularniejsze są zakupy mobilne – w tym roku już co trzeci prezent zostanie kupiony za pomocą smartfona lub tabletu[1].
  • Wśród pozostałych trendów króluje wygoda i odpowiedzialność – coraz więcej e-kupujących stawia na szybkie zakupy w mediach społecznościowych i firmy, które np. dbają o środowisko.
  1. Smartfony na ratunek przed stresem

Zakupy świąteczne robione w ostatniej chwili to jeden z powodów niepotrzebnego stresu w okresie przedświątecznym. Część konsumentów przeniosła się już do Internetu i w ten sposób unika kolejek. Jednak zakupy w sieci ciągle wiążą się z obawami. Według badania przeprowadzonego przez Ipsos na zlecenie PayPal, 22 proc. globalnych konsumentów nie czuje się wystarczająco bezpiecznie robiąc zakupy w mediach społecznościowych, a 51 proc. nadal ma obawy związane z bezpieczeństwem podczas robienia zakupów przez telefon.

Już nawet 95 proc. konsumentów na świecie kupuje online, a niemal trzy czwarte (71 proc.) wykorzystuje do tego telefon komórkowy. Równocześnie tylko 60 proc. firm jest na to gotowych – to ogromne wyzwanie. Wyjście naprzeciw klientom kupującym za pośrednictwem telefonu czy tabletu może doprowadzić do zmniejszenia liczby porzuconych koszyków i wzrostu sprzedaży nawet o 15 procent – zauważa Marcin Glogowski, Dyrektor Zarządzający PayPal w Europie Środkowo-Wschodniej.

  1. Świąteczne płatności w biegu

Wybierając płatności mobilnie przede wszystkim kierując się wygodą. Niemal połowa konsumentów na świecie (44 proc.) uważa, że zakupy smartfonem nie sprawiają im problemów, a 43 proc. wręcz uznaje to za oszczędność czasu. Jak wynika z badania PayPal, globalnie najczęściej kupujemy w czasie wolnym z domu (65 proc.) i leżąc w łóżku (34 proc.). Mobilna rewolucja zmieniła nie tylko nawyki klientów w sieci, ale także ich zachowania w sklepach stacjonarnych – w ciągu ostatnich 6 miesięcy już połowa konsumentów na świecie zapłaciła zbliżeniowo.

  1. Social media – galerie handlowe przyszłości

Dzisiejsi konsumenci są otwarci na innowacje i szybko przyzwyczają się do nowinek, takich jak handel za pośrednictwem platform społecznościowych. W ciągu ostatnich 6 miesięcy już 30 proc. konsumentów na świecie kupiło coś w ten sposób. Wśród Polaków regularnie odwiedzających media społecznościowe aż 38 proc. często korzysta z przycisku „Kup”. Najczęściej robią to osoby młode w wieku 18-34 lat.

  1. Prezent last minute? Sprawdź produkty cyfrowe

Zmieniające się oczekiwania konsumentów i rosnąca popularność usług umożliwiających dostęp do filmów czy muzyki online sprawiają, że klienci nie chcą czekać na dostawę wybranego DVD czy CD. Już 43 proc. Polaków ma wykupioną subskrypcję serwisów VOD, a trzy czwarte płaci w ten sposób za usługi telekomunikacyjne i telewizyjne[2]. Jak wynika z danych PayPal, 23 proc. klientów płaci mobilnie za produkty cyfrowe (np. abonament Spotify lub HBO GO), e-booki czy gry komputerowe, które mogą być doskonałymi prezentami na święta.

  1. Ekotrendy wkraczają do świata e-commerce

Powoli, ale systematycznie wchodzimy w świat etycznych zakupów: na świecie w ciągu ostatniego roku, już co dziesiąty klient kupił produkt dlatego, że powstał w zgodzie z zasadami zrównoważonego rozwoju. Jest to szczególnie ważne dla kobiet i osób w wieku 18-34 lat – 14 proc. osób z pokolenia Z (18-24 lat) i 11 proc. reprezentantów pokolenia Y (19-39 lat) twierdzi, że zrezygnowało z zakupu ze względu na kwestie etyczne.

  1. Za granicą taniej, w Polsce oryginalniej

Już 55 proc. globalnych e-kupujących robi zakupy w zagranicznych sklepach – szukają tam lepszych cen (53 proc.) i produktów niedostępnych lokalnie (33 proc.). Z drugiej strony, 66 proc. kupujących w sieci deklaruje, że woli wspierać lokalne firmy – szczególnie w okresie świątecznym. W okresie przedświątecznym coraz więcej konsumentów szuka oryginalnych, ręcznie wykonanych prezentów, co powinno wpłynąć na wzrost popularności zakupów u lokalnych dostawców.

  1. Święta to czas dzielenia się – nie tylko z najbliższymi

Darowizny to niezwykły sposób na zastąpienie tradycyjnych zakupów pomocą dla innych. Ponad 80 proc. dorosłych Polaków przekazuje pieniądze na cele charytatywne i pomoc potrzebującym, przy czym 71 proc. przekazuje darowiznę gotówką podczas tradycyjnych zbiórek „do puszki”[3].

 

Coraz więcej osób na całym świecie zdaje sobie sprawę, że okres świąteczny to nie tylko okazja do zakupów, ale także szansa wsparcia wybranej organizacji charytatywnej. Dlatego jako PayPal od ośmiu lat wspieramy inicjatywę Giving Tuesday. W tym roku do każdej darowizny dokonanej przez stronę PayPal Giving Fund dla zarejestrowanych organizacji charytatywnych dodajemy 10%, a wpłaty zwolnione są z dodatkowych prowizji i opłat. To wyjątkowa możliwość, dla wszystkich, którzy w grudniu chcą podzielić się dobrem[4].

– zachęca Marcin Glogowski.

[1] Wszystkie dane wymienione w informacji prasowej pochodzą z badania PayPal mCommerce Index Trends Report by IPSOS 2019, chyba że zaznaczono inaczej.

[2] ATKearney, październik 2018

[3] Badanie Fundacji Instytut Ochrony Praw Konsumentów, lipiec 2017

[4] Obowiązują warunki: https://www.paypal.com/pl/webapps/mpp/fund-raiser/tnc

Pierwszy duży przetarg kolejowy CPK rozstrzygnięty

Spółka Centralny Port Komunikacyjny wybrała sześciu wykonawców w przetargu na wykonanie inwentaryzacji przyrodniczych dla nowych linii kolejowych prowadzących do Portu Lotniczego Solidarność. Szacowana wartość zamówienia to ponad 26 mln zł. Pierwsze umowy będą zlecane w przyszłym roku. 

Zamówienie dotyczy wykonania inwentaryzacji przyrodniczych, czyli identyfikacji chronionych, rzadkich lub zagrożonych elementów środowiska na terenach przeznaczonych pod przyszłe inwestycje kolejowe CPK. Jest to jeden z elementów niezbędnych w ramach procedury środowiskowej, która poprzedza wydanie pozwolenia na budowę.

W ramach postępowania do spółki CPK wpłynęło siedem ofert. Zaproponowane przez wykonawców ceny wahały się od 90zł/ha do 586 zł/ha netto (podane stawki to maksymalne ceny w przeliczeniu na hektar). W postępowaniu wybrano firmy: Multiconsult (90 zł), WYG (95 zł), Daniel Maranda, Asanga, Idom (95 zł), FFP Enviro (99 zł), Mosty Gdańsk (530 zł) i BBF (586 zł).

Za nami rozstrzygnięcie pierwszego dużego przetargu kolejowego CPK. Spółka podpisze z wykonawcami umowę ramową na pięć lat. Wyselekcjonowane firmy będą każdorazowo brały udział w organizowanych przez CPK zamówieniach cząstkowych. O konkretnym zleceniu na inwentaryzację przyrodniczą w ramach Programu Kolejowego CPK będzie decydowała zaproponowana przez firmę cena – wyjaśnia Marcin Horała, pełnomocnik rządu ds. CPK.

Jako jedna z pierwszych inwentaryzacja przyrodnicza zostanie przeprowadzona na terenie, na którym powstanie 140 – kilometrowy odcinek linii dużych prędkości Warszawa–CPK–Łódź. Kolejne inwentaryzacje będą wykonywane w zależności od bieżących potrzeb inwestycyjnych, w miarę postępu prac związanych z przygotowaniami do budowy kolejnych odcinków – mówi Mikołaj Wild, p.o. prezesa CPK.

Jak podkreśla Piotr Malepszak, członek Zarządu CPK odpowiedzialny za część kolejową CPK, łączny maksymalny obszar inwentaryzacji przyrodniczych objęty umową szacujemy na 220 tys. ha. Zadania mogą być zlokalizowane na terenie całego kraju. Podczas pierwszego etapu badań wykonawcy przeprowadzą prace studialne, a następnie badania terenowe i ekspertyzę przyrodniczą.

Powierzchnia badań zlecana w ramach jednego zamówienia cząstkowego nie będzie mniejsza niż 900 ha. Wynik każdej z przeprowadzonych inwentaryzacji przyrodniczych zostanie załączony do raportu o oddziaływaniu na środowisko. Następnie razem z wnioskiem o wydanie decyzji środowiskowej zostanie przedłożony odpowiedniemu Regionalnemu Dyrektorowi Ochrony Środowiska (RDOŚ). Kolejne etapy w ramach przygotowań do inwestycji to: uzyskanie decyzji lokalizacyjnej, a później pozwolenia na budowę.

Łącznie w ramach Programu Kolejowego CPK ma powstać 1600 km nowych linii prowadzących z 10 kierunków do Portu Lotniczego Solidarność i Warszawy. Każda z kolejowych „szprych”, prowadzących do CPK składać się będzie z nowych odcinków sieci, które wybuduje spółka CPK, oraz z wyremontowanych lub zmodernizowanych fragmentów istniejącej infrastruktury, które znajdują się w gestii PKP PLK. 29 kwietnia br. rząd przyjął rozporządzenie, na mocy którego każdy z nowych odcinków torów, którymi pociągi dojadą do CPK i Warszawy, został włączony do wykazu linii kolejowych o znaczeniu państwowym.

Łączna długość linii kolejowych w Polsce wynosi dziś ponad 19 tys. km. Od początku lat 90. zostało zlikwidowanych ponad 5 tys. km linii. Nowe inwestycje są potrzebne, ponieważ od lat 80., kiedy zakończono realizację Linii Hutniczej Szerokotorowej, a wcześniej Centralnej Magistrali Kolejowej, nie budowano w Polsce na dużą skalę szlaków kolejowych. Program CPK to pierwszy całościowy plan budowy nowej infrastruktury kolejowej od tego czasu.

W lipcu decyzją Premiera RP Mateusza Morawieckiego spółka CPK została dofinansowana kwotą 300 mln zł, co jest efektem objęcia nowych udziałów przez Skarb Państwa. Rząd uznał CPK nie tylko za projekt strategiczny dla rozwoju Polski, ale także za opłacalną inwestycję. Według raportu PwC z kwietnia br., polski rynek lotniczy ma jeden z największych potencjałów wzrostu w całej Europie, a budowa hubu pod Warszawą jest uzasadniona m.in. prognozami ruchu i zakładaną stopą zwrotu. Według opracowania Baker McKenzie i Polityki Insight z maja br., powstanie CPK może przynieść Polsce od 4 do 7 proc. wzrostu PKB.

Kurs euro poniżej 4,30

Po wielu dniach powolnego umacniania się ceny euro jeden dzień spadków obniżył kurs bardziej niż półtora tygodnia wzrostów. Najbliższe dni pokażą nam, jak zachowa się złoty po tak silnej korekcie.

Złoty rośnie bez wyraźnego powodu

Czasem jest tak, że waluta umacnia się bez wyraźnego wpływu danych makroekonomicznych. Lepsze o 0,1 punktu wyniki indeksu PMI nie uzasadniają siły wczorajszego ruchu. Zobaczymy, jak zachowają się kolejne dni, ale może się to okazać gwałtowną realizacją zysków z ruchu osłabiającego złotego trwającego od początku miesiąca. W tym czasie złoty spadł względem euro z okolic 4,24 na 4,32 po czym wczoraj spadł na 4,29. Jest to zatem niewiele powyżej ⅓ poprzedniego ruchu. Podobnie zachował się dolar, który po szczytach na 3,93 zł teraz kosztuje 3,87 zł. Frank z kolei spadł w okolice 3,90 zł, a funt wczoraj otarł się nawet o poziom 5 złotych, szybko jednak powrócił powyżej tej bariery.

Dane z USA

Wczoraj poznaliśmy dwa ważne odczyty dotyczące koniunktury w przemyśle. Raport PMI dla przemysłu wypadł o 0,4 punktu powyżej oczekiwań. Z kolei opublikowany kwadrans później raport ISM okazał się aż 1,1 punktu słabszy. Warto zwrócić uwagę na sporą rozbieżność pomiędzy indeksami. Pierwszy sugeruje wyraźny wzrost, a ISM z kolei problemy gospodarcze. Inwestorzy wyraźnie woleli podejść zachowawczo. W rezultacie byliśmy świadkami przeceny dolara względem głównych walut. Szczególnie ważny dla polskiego złotego był ruch względem euro. Dolar stracił niemal 1% na wartości. To właśnie dlatego, co wspominaliśmy w poprzednim paragrafie, złoty więcej zyskał względem dolara.

W Australii stopy procentowe bez zmian

Królewski Bank Australii pozostawił stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Główna stopa w dalszym ciągu wynosi 0,75%. Rynki spodziewały się, że może dojść do obniżek lub chociażby dania sygnału o nadchodzących ruchach. To się jednak nie stało i inwestorzy zaczęli dokupywać dolara australijskiego.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Coca-Cola otwiera się na startupy

  • Coca-Cola dołącza do 3. edycji programu MIT Enterprise Forum CEE, skupiającego najlepsze startupowe technologie z regionu Europy Środkowo-Wschodniej
  • Spółki systemu Coca-Cola w Polsce chcą wesprzeć w rozwoju młode firmy, które tworzą unikatowe rozwiązania w obszarze marketingu, nowych technologii oraz zrównoważonego rozwoju
  • Startupy otrzymają pomoc w rozwoju biznesu w Polsce, a także będą miały szansę na pilotażowe wdrożenie ich projektu w kwocie do 200 tysięcy złotych
  • 13 grudnia firma zaprasza na wydarzenie specjalne – Coca-Cola Open Doors Day x MIT EF CEE

Coca-Cola i MIT Enterprise Forum CEE będą przyciągać do Polski najlepsze startupowe technologie z regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Dla firm systemu Coca-Cola to szansa na dotarcie do innowacyjnych rozwiązań, zaś dla startupów to możliwość współpracy z firmą, której produkty docierają do blisko 590 milionów konsumentów w ponad 200 krajach.

Świat stoi dziś przed ogromnymi wyzwaniami – takimi jak problem z gospodarką opakowaniową, zasobami wodnymi czy zmianami klimatycznymi. Świadomi tego, jaką rolę odgrywają w gospodarce i społeczeństwie tak duże firmy jak nasza, chcemy być częścią rozwiązań odpowiadających na obecne wyzwania. Ale żeby tego dokonać musimy działać razem – z zaangażowanymi partnerami, którzy swoją kreatywność i przedsiębiorczość wykorzystują do tworzenia lepszej przyszłości – mówi Jaak Mikkel, General Manager w Coca-Cola HBC Polska i Kraje Bałtyckie.

Dołączenie globalnej marki, jaką jest Coca-Cola do grona partnerów programu MIT Enterprise Forum CEE to ogromna wartość dodana, przede wszystkim dla startupów uczestniczących w programie. Od dziś przedsiębiorcy-innowatorzy będą mogli, ręka w rękę współpracować z liderem światowego rynku – mówi Łukasz Owczarek, Head of Acceleration w MIT Enterprise Forum CEE. Współpraca z tak dobrze rozpoznawalną marką nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie, daje nam możliwość wzmocnienia globalnego zasięgu działania akceleratora i przyciągnięcia do programu najbardziej interesujących startupów z regionu CEE. Wspólnie chcemy stawić czoła wyzwaniom, przed którymi świadomie stoi obecnie nie tylko Coca-Cola, ale przede wszystkim  cały świat – dodaje Owczarek.

Współpraca z Coca-Cola

W ramach realizowanego programu akceleracji, Coca-Cola poszukuje startupów, które nie tylko chcą odnosić sukcesy i osiągać zyski, ale również wykorzystują swoją działalność do rozwiązywania największych problemów, z którymi mierzy się świat. Firma wskazuje kluczowe obszary, w ramach których poszukuje innowacyjnych rozwiązań – marketing i nowe technologie (MarTech), a także zrównoważony rozwój (Sustainability). Nieustannie pracujemy nad tym, aby zmniejszać ślad węglowy przy produkcji, a także jeszcze efektywniej realizować ideę Świata Bez Odpadów. Jednocześnie wciąż usprawniamy nasze procesy obsługi, sprzedaży i promocji, aby odpowiadać na potrzeby naszych konsumentów 24 godziny, 7 dni w tygodniu – mówi Jakub Radzikowski, Experiencial Marketing Manager.

Wierzymy, że dzięki współpracy z MIT EF CEE dotrzemy do najbardziej kreatywnych przedsiębiorców w tej części Europy, którzy będą mieli szansę zrealizować swoją wizję i razem z nami dokonać realnych zmian, wdrażając najnowocześniejsze rozwiązania na rzecz środowiska, zrównoważonej produkcji czy handlu przyszłości. – mówi Izabela Głodek, Dyrektor Marketingu w Coca-Cola Poland Services na Polskę i Kraje Bałtyckie. Jesteśmy również otwarci na projekty spoza tej listy, jeżeli tylko będą wpisywały się w specyfikę naszej działalności i będą miały potencjał realizacji na dużą skalę – przyznaje.

Startupy, które zakwalifikują się do 3. edycji programu MIT Enterprise Forum CEE, uzyskają dostęp do specjalnego zespołu ekspertów, unikalnego know-how, a także zaplecza technicznego i technologicznego firmy. Uczestnicy akceleratora otrzymają pomoc w rozwoju ich biznesu w Polsce, a najlepsze pomysły będą mogły zostać zrealizowane na rynku globalnym.

Coca-Cola Open Doors Day x MIT EF CEE

Choć oficjalnie rekrutacja do 3. edycji programu MIT Enterprise Forum CEE wystartuje dopiero w styczniu 2020, przedstawiciele firmy już dziś zapraszają do rozmów. W tym celu 13 grudnia 2019 w Warszawie, w siedzibie Coca-Cola HBC Polska, zostanie zorganizowane wydarzenie specjalne pod nazwą Coca-Cola Open Doors Day x MIT EF CEE. W trakcie dnia otwartego przedstawiciele startupów z Polski i z zagranicy będą mogli osobiście poznać ekspertów ds. innowacji, zaprezentować im swoje pomysły oraz porozmawiać
o możliwościach współpracy, a także uzyskać informacje na temat startującej z początkiem nadchodzącego roku rekrutacji do programu akceleracji MIT Enterprise Forum CEE. Warunkiem uczestnictwa w wydarzeniu jest złożenie aplikacji poprzez stronę internetową: https://www.eventbrite.com/e/coca-cola-open-doors-day-x-mit-ef-cee-tickets-84588764271

Małe i średnie firmy inwestują niewiele. Wzrost gospodarczy oparty na konsumpcji jest krótkoterminowy

Polską gospodarkę nadal napędza konsumpcja. Natomiast coraz większym zagrożeniem są niewielkie inwestycje małych i średnich przedsiębiorstw.

– Konsumpcja gospodarstw domowych będzie nadal główną siłą polskiego wzrostu gospodarczego, ale nie będzie już rosła tak dynamicznie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Regionie Europy Środkowej. – Natomiast inwestycje przedsiębiorstw nie są na takim poziomie, jakiego byśmy oczekiwali.

Największe inwestycje są realizowane przez sektor publiczny. Jednak ich skala będzie wygasać ze względu na kalendarz wyborczy, który jest już za nami. Kumulacja tych inwestycji była związana z wyborami samorządowymi. Budżety samorządowe są już „odchudzone”.

Natomiast w sektorze prywatnym wzrost inwestycji dotyczy dużych przedsiębiorstw, zwłaszcza tych z kapitałem zagranicznym.

– Największą bolączką polskiej gospodarki są niewielkie inwestycje małych i średnich firm – ocenia G.Sielewicz. – W związku z sytuacją na rynku pracy te firmy powinny więcej wydawać na automatyzację i robotyzację produkcji, a według ostatnich danych poziom właśnie tych inwestycji obniża się.

Aktualna prognoza wzrostu gospodarczego Coface w Polsce zakłada w 2019 r. 4,4 proc. dynamikę PKB oraz 3,6 proc. w 2020 r.

Działania proekologiczne ważne dla MŚP

Ponad połowa małych i średnich przedsiębiorstw (59%) uważa, że podejmowanie działań proekologicznych jest ważne w kontekście budowanego biznesu – wynika z badania IBRiS, przeprowadzonego na zlecenie Banku Ochrony Środowiska. Co więcej, według firm postawa prośrodowiskowa to istotna kwestia również dla otoczenia. W ocenie prawie połowy przedstawicieli MŚP (49%) walor ekologiczny ich przedsięwzięć jest ważny dla kontrahentów. Eksperci wskazują, że społeczna odpowiedzialność biznesu, której częścią są działania z zakresu poprawy stanu środowiska, będzie miała coraz większe znaczenie dla konsumentów.

Przedstawiciele małych i średnich przedsiębiorstw dostrzegają znaczenie ekologii w biznesie. Niemal sześciu na dziesięciu z nich uważa działania prośrodowiskowe za ważne. Zdaniem ponad jednej trzeciej (36%) tego typu aktywność ma neutralny wpływ na prowadzenie biznesu. Tylko 5% badanych uznaje, że takie inicjatywy nie są istotne dla ich funkcjonowania. Jak zauważa Adam Błażowski z Fundacji FOTA4Climate, działania związane z postawą proekologiczną mają konkretny walor ekonomiczny. – Wzrost cen energii jest i będzie ważnym czynnikiem, podnoszącym opłacalność inwestycji przedsiębiorstw w odnawialne źródła energii elektrycznej. Już dziś są to działania o atrakcyjnej stopie zwrotu, jeżeli całość wyprodukowanej energii może zostać zużyta na miejscu, a warunki lokalizacyjne są sprzyjające – podkreśla Adam Błażowski.

Ekologia ważna dla otoczenia biznesowego

W ocenie prawie połowy firm z sektora MŚP (49%), postawa prośrodowiskowa ich biznesu jest ważna dla kontrahentów. Dla czterech na dziesięciu badanych (39%) to sprawa neutralna, a zdaniem 12% inwestycje proekologiczne nie są istotne dla ich klientów. – Społeczna odpowiedzialność biznesu, której częścią są działania z zakresu poprawy stanu środowiska, będzie miała coraz większe znaczenie dla konsumentów. Już dziś przedsiębiorstwa, wychodząc naprzeciw społecznym oczekiwaniom, rezygnują z plastiku, segregują odpady i informują, jak wdrożone procedury pozwalają redukować emisję dwutlenku węgla – zaznacza Bogusław Białowąs, prezes Banku Ochrony Środowiska.

O jakich inwestycjach marzą przedsiębiorcy?

Najwięcej firm, w przypadku posiadania środków na dowolną inwestycję proekologiczną, zdecydowałoby się na instalację fotowoltaiczną (20%). Z kolei 18% przedsiębiorstw wybrałoby wymianę źródła energii lub ogrzewania, a 14% taboru na nowszy bądź bardziej ekologiczny. Mniejszą popularnością cieszyłaby się wymiana oświetlenia na energooszczędne (9%), termomodernizacja (8%) oraz działania pozwalające na ograniczenie zużycia materiałów i surowców (7%). 19% ankietowanych nie wskazało konkretnego rozwiązania.

Dane PIU – rynek ubezpieczeń zdrowotnych po III kwartale 2019

Według opublikowanych przez Polską Izbę Ubezpieczeń danych liczba osób objętych ochroną oferowaną przez dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne na koniec września 2019 roku wynosiła ponad 2,8 mln. To o 15% więcej niż rok wcześniej. Wydaliśmy na nie w tym roku łącznie 640 mln zł, czyli o 9% więcej niż w 2018. W przyszłym roku liczba ubezpieczonych zapewne przekroczy 3 mln.

Najwięcej osób objętych jest ochroną w ramach grupowych ubezpieczeń zdrowotnych i to w nich dostrzegam największy potencjał na dalszy rozwój sektora. Trzeba pamiętać, że grupowa polisa zapewniająca pracownikom dostęp do prywatnej opieki zdrowotnej, to nie tylko benefit pracowniczy, ale ważne narzędzie, które pozwala pracodawcom zwiększyć efektywność przedsiębiorstwa. Pracownicy to najcenniejszy kapitał każdej firmy i należy o nich odpowiednio dbać.

Ubezpieczenie może być też znaczącym wsparciem w realizacji obowiązków wynikających z przepisów o medycynie pracy. Zmieniające się potrzeby pracodawców w kwestii ochrony pracowników są stale monitorowane przez rynek ubezpieczeń. Zarówno pod kątem badań okresowych i kontrolnych, jak i skutecznej profilaktyki zapobiegającej chorobom zawodowym oraz problemom „cywilizacyjnym” wynikającym ze współczesnego trybu życia i charakteru pracy.

Na czym skupi się rynek ubezpieczeń zdrowotnych w 2020 r.

Uważam, że w nadchodzącym roku głównym wyzwaniem, z jakim będą się musieli zmierzyć pracodawcy i rynek ubezpieczeń, będzie zapewnienie zatrudnionym odpowiedniej profilaktyki dostosowanej do charakteru pracy, najczęściej występujących problemów zdrowotnych oraz struktury demograficznej przedsiębiorstwa. Już coraz więcej firm zatrudnia równocześnie przedstawicieli aż trzech pokoleń – X, Y i Z. Każde z nich boryka się z problemami zdrowotnymi charakterystycznymi nie tylko dla określonego wieku, ale również samego pokolenia.

Najważniejszym zadaniem będzie zapewnienie skutecznej opieki dla najmłodszego pokolenia. Z jednej strony są to osoby młode, które nie zawsze wiedzą, jak prawidłowo dbać o zdrowie oraz jak ważne jest regularne sprawdzanie stanu zdrowia. Często też lekceważą niektóre problemy zdrowotne, odkładając ich leczenie „na później”. Z drugiej, borykają się z większą liczbą problemów niż przedstawiciele starszych pokoleń, gdy byli w ich wieku. Jednymi z głównych problemów, które zauważamy, jest rosnące zagrożenie nabawienia się wad postawy oraz pogorszenia wzroku przez osoby młode. Pracodawcy powinni zatem przywiązywać szczególną uwagę do odpowiedniej edukacji pracowników w obszarze profilaktyki zdrowotnej, w czym może pomóc odpowiednio dobrany program świadczeń medycyny pracy. Coraz więcej towarzystw ubezpieczeniowych oferuje zatem pakiety profilaktycznych badań pracowniczych, jako uzupełnienie do podstawowego zakresu świadczeń medycznych oferowanego przez ubezpieczenie grupowe. Naszym zdaniem ten trend, czyli wzmocnienie profilaktyki zdrowotnej, będzie kluczową płaszczyzną rozwoju ubezpieczeń zdrowotnych w najbliższych latach.

Robert Łoś, Prezes SALTUS Ubezpieczenia

Wpływ platform do zamawiania jedzenia na sektor restauracyjny

  • Według danych z najnowszego raportu firmy Deloitte, platformy do zamawiania posiłków z dowozem umożliwiają restauracjom w Londynie, Madrycie, Paryżu i Warszawie dodatkową sprzedaż 1,6 mln[1] posiłków tygodniowo.
  • Platformy te zwiększyły zyski firm z sektora restauracyjnego o 285 mln EUR[2], a przychody o 500 mln[3]
  • Według danych zawartych w raporcie Deloitte, nowe technologie pomagają restauracjom w reagowaniu na zmiany preferencji konsumentów, lepsze wykorzystywanie zasobów, stymulują rozwój i wprowadzanie innowacji.

Według raportu pt. “Dostarczanie Rozwoju. Wpływ platform do zamawiania jedzenia na sektor restauracyjny”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte na zlecenie Uber Eats, platformy do zamawiania posiłków, umożliwiają restauracjom w Londynie, Madrycie, Paryżu oraz w Warszawie zwiększanie sprzedaży, obrotów i zysków.

Platformy do zamawiania posiłków, pozwoliły zwiększyć liczbę zamówień z restauracji w Paryżu i Londynie o ponad 4 proc. oraz o około 1,5-2 proc. w Madrycie i Warszawie. Łącznie to ponad 1,6 mln dodatkowych posiłków sprzedanych w ciągu tygodnia. Na rozwoju platform do zamawiania jedzenia skorzystały szczególnie niezależne restauracje. Wybierane w nich posiłki na wynos stanowiły około połowę, czyli 729 tys. zrealizowanych dodatkowych zamówień.Grafika_Deloitte

Platformy do zamawiania posiłków napędzają wzrost przychodów restauracji oraz wzrost gospodarczy całego sektora. Według danych Deloitte, największy wzrost przychodów i zysków zanotowały restauracje w Londynie. Odnotowały one odpowiednio 323 mln funtów przychodu (wzrost o 1,4 proc) oraz 189 mln funtów zysku. W Paryżu obroty wzrosły o 1,1 proc., osiągając 94 mln euro, natomiast zyski wzrosły o 18 mln euro. W Warszawie restauracje zanotowały bardzo zbliżony wzrost przychodów (1 proc.), który osiągnął 110 mln złotych, i wypracowały zysk rzędu 46 mln złotych. Madryt jest dla odmiany jedynym spośród badanych miast, którego restauracje odnotowały większy wzrost zysku (36 mln euro), niż przychodów (23 mln euro). Spowodowane jest to wyższymi marżami zamówień pochodzących z platform, względem tych pochodzących z zamówień bezpośrednich.

Odpowiedź na zmieniające się preferencje konsumentów

Nowoczesne technologie umożliwiają restauracjom reagowanie na istotne zmiany preferencji konsumentów. Znaczący wzrost zainteresowania usługą zamawiania jedzenia z dowozem wynika przede wszystkim z ich funkcjonalności i wygody. Według badań, w ciągu ostatniego tygodnia około 3/4 (71-80 proc.) dorosłych w wieku 18-39 lat zamówiło przynajmniej raz jedzenie z dowozem. Ma to niewątpliwie związek z prostotą zamawiania i realizowania płatności, a także z szybkim tempem życia w dużych miastach i brakiem czasu.

Mimo że od wielu lat część restauracji oferuje dostawy dań przy wykorzystaniu własnych zasobów, to pojawienie się na rynku nowych aplikacji typu Uber Eats pomogło w rozwoju tego typu usług wielu nowym lokalom. Według ankiety, tylko 1/3 restauracji w Londynie, Paryżu i Warszawie oferowała opcję dostawy przed nawiązaniem współpracy z platformą Uber Eats. W Madrycie co druga (52 proc.) restauracja miała możliwość dowozu.

Rozwój sektora restauracyjnego

Platformy do zamawiania posiłków z dowozem przyczyniają się jednoznacznie do rozwoju sektora restauracyjnego. Przy przewidywanym rocznym wzroście rynku dostaw jedzenia na poziomie 10 proc., do 2023 roku rynek w Europie będzie wart 25 mld dolarów.

Mimo tego, że według raportu, dostawy stanowią od 2 do 5 proc wszystkich zamówień restauracji, wzrost tych składanych za pośrednictwem aplikacji jest bardzo dynamiczny i kształtuje się na poziomie 20 proc w Londynie, Paryżu i Warszawie. Dla Madrytu wskaźnik ten jest nieznacznie niższy i wynosi 12 proc.

Firma doradcza Deloitte prognozuje, że rola platform realizujących dostawy znacznie wzrośnie i będą one miały jeszcze większy wpływ na rozwój sektora. Już teraz restauracje, które współpracują z Uber Eats w Londynie, Paryżu, Warszawie i Madrycie raportują wzrost sprzedaży na poziomie 59-74 proc., od momentu dołączenia do platformy.

Pluralizm korzyści

Raport firmy Deloitte wykazał również, że platformy do zamawiania posiłków zapewniają restauracjom szereg dodatkowych korzyści, które pomagają im zarówno dostosowywać się do zmian, w tym tych w zakresie zmieniających się preferencji kulinarnych klientów, jak i rozwijać działalność. Wśród benefitów wymienić można m.in.:

  • Dodatkowy wzrost, polegający na zwiększeniu liczby posiłków zakupionych w restauracjach, które zostałyby potencjalnie przygotowane w domu.
  • Lepsze wykorzystanie zasobów, które w przeciwnym razie pozostałyby niewykorzystane (np. w spokojniejszych okresach, w środku tygodnia czy po południu). Możliwości, które oferują platformy, wpływają na zwiększenie szansy złożenia zamówienia w tych okresach.
  • Dostęp do nowych klientów. Współpraca z platformami, które inwestują w marketing zapewnia dostęp do dużej sieci potencjalnych klientów, którzy prawdopodobnie nie zamówiliby posiłków, gdyby nie platformy do zamawiania jedzenia.
  • Dostęp do innowacji, które stymulują rozwój. Dzięki dostępowi do technologii i szerokiego zbioru danych restauracje mogą zidentyfikować możliwości rozwoju napędzane tymi danymi, takie jak np. rozwijający się trend wirtualnych restauracji. Według Uber Eats, operatorzy prowadzący wirtualne restauracje we Francji i Wielkiej Brytanii odnotowali wzrost sprzedaży o ponad 50 proc.

„Jako dostawca najpopularniejszej aplikacji do dostarczania jedzenia w Europie, naszym priorytetem jest pomaganie restauracjom w rozwijaniu ich biznesu i adaptacji na rozwijającym się rynku, dostaw jedzenia. Niezależnie od wielkości biznesu, dokładamy wszelkich starań, aby zapewnić restauracjom dostęp do technologii i specjalistycznej wiedzy rynkowej potrzebnej do rozwoju usługi dostawy” – komentuje wyniki raportu Stephane Ficaja, Head of Europe w Uber Eats.

„Nowe technologie pomagają restauracjom reagować na znaczące zmiany w preferencjach konsumentów – na czele ze wzrostem zapotrzebowania na wygodniejsze formy zamawiania i spożywania posiłków. Oferując restauracjom dodatkową usługę dostawy, platformy do zamawiania jedzenia pomogły znacząco zwiększyć całkowite przychody i zyski firm z sektora restauracyjnego” – mówi Sam Blackie, Partner w Deloitte.

O raporcie Deloitte

Badanie pt. „Dostarczanie Rozwoju. Wpływ platform do zamawiania jedzenia na sektor restauracyjny” zostało wykonane przez Deloitte na zlecenie firmy Uber. Ma na celu ocenę wpływu platform do zamawiania jedzenia (m.in. Uber Eats) na rynek restauracyjny w czterech europejskich miastach: Londynie, Paryżu, Madrycie oraz Warszawie.

Celem raportu jest ustalenie wpływu platform tego typu na sektor, który jest znany z dużego poziomu konkurencyjności i znaczącej stopy nieudanych przedsięwzięć. W szczególności dotyczy on wpływu platform na całość rynku restauracyjnego, które przyczyniły się do całościowego rozwoju tego sektora (tzn. zamiana dań przygotowanych w domu na dania restauracyjne).

Aby dokonać takiej oceny, w czterech kluczowych miastach Europy została przeprowadzona ankieta, mająca na celu uzyskanie głębszego zrozumienia zachowań konsumentów i stworzenie modelu teoretycznego sytuacji, w której platformy do zamawiania jedzenia nie istniałyby na rynku. Zaangażowanie klientów zostało ocenione także na podstawie dochodu oraz cen poszczególnych dań.

[1] Analiza Deloitte, na podstawie skumulowanej łącznej liczby dodatkowych posiłków sprzedawanych przez restauracje w każdym analizowanym mieście.

[2]Analiza Deloitte, na podstawie skumulowanego całkowitego wzrostu zysku w całym sektorze restauracyjnym w każdym analizowanym mieście.

[3]Analiza Deloitte, na podstawie skumulowanego całkowitego wzrostu przychodów w sektorze restauracyjnym w każdym analizowanym mieście.

Koniec roku trudniejszy dla firm budowlanych, produkcyjnych i handlowych, lepiej ma być w transporcie i usługach

W IV kwartale br. nastroje przedsiębiorców w poszczególnych branżach są zróżnicowane i odwrotne do tych z poprzedniego kwartału. Podczas gdy trzy miesiące wcześniej w przypadku budownictwa i produkcji został odnotowany wzrost wartości subindeksów Barometru EFL, teraz widoczny jest ich spadek. Odczyt dla budownictwa wyniósł 55,1 pkt. (-2,2 pkt.), odczyt dla produkcji wyniósł 51,5 pkt. (-5,1 pkt.). Natomiast lepiej swoją sytuację oceniają firmy transportowe i usługowe, podczas gdy w III kwartale było odwrotnie. Ich subindeksy wyniosły odpowiednio 51 pkt. (+3,7 pkt.) oraz 50,6 pkt. (+1,1 pkt.). Najtrudniej swoją sytuację oceniają jednak firmy handlowe – odczyt na poziomie 47 pkt. jest najniższym wynikiem dla tej branży od stycznia 2015.

Główny indeks Barometru EFL na IV kwartał 2019 roku wyniósł 49,7 pkt., czyli był o 2,5 pkt. proc. niższy niż w III kwartale br. Jest to drugi pomiar w historii, w którym wartość Barometru spadła poniżej 50 pkt. (pierwsza taka sytuacja miała miejsce w I kwartale tego roku – 49,9 pkt.). Oznacza to, że warunki do rozwoju firm w Polsce są obecnie niekorzystne.

Mniej inwestycji w handlu

Firmy handlowe oceniły swoją sytuacją najsłabiej wśród 5 badanych branż. Ich subindeks wyniósł tylko 47 pkt., czyli o 1,9 pkt. mniej niż w poprzednim kwartale. Jest to nie tylko najsłabszy wynik dla handlu w historii pomiaru (czyli od stycznia 2015 roku), ale również drugi najniższy biorąc pod uwagę wszystkie badane branże. Na taki rezultat zapracowały przede wszystkim prognozy dotyczące inwestycji. Tylko 10 proc. firm transportowych liczy na ich wzrost (w III kwartale br. prawie 18 proc.) – najniższy (razem z HoReCa) wynik wśród branż, podczas gdy ich spadku spodziewa się blisko 4 na 10 przedsiębiorców. Nieco mniej niż w poprzednim pomiarze jest również sprzedażowych optymistów – niecałe 26 proc., podczas gdy w trzecim kwartale było ich ponad 29 proc.

Mroźna zima dla budowlanki

W IV kwartale br. subindeks „Barometru EFL” dla budownictwa wyniósł 55,1 pkt. i był o 2,2 pkt. niższy niż w III kwartale br. Był to najwyższy wynik wśród badanych branż. Na odczyt wpłynęły głównie słabsze prognozy dotyczące inwestycji i sprzedaży. Po pierwsze, prawie 17 proc. firm budowlanych spodziewa się więcej inwestować. Odsetek inwestycyjnych optymistów jest więc o prawie 12 p.p. niższy niż kwartał wcześniej. Co więcej, po dosyć wysokim odsetku optymistów sprzedażowych w III kwartale, w tym pomiarze nie ma już śladu. Na wzrost zamówień liczy 29 proc. respondentów, kwartał wcześniej było to ponad 41 proc. Biorąc jednak pod uwagę wszystkie branże, ten wynik jest najwyższym uzyskanym w tym kwartale w obszarze sprzedaży.

Huśtawka nastrojów w produkcji

W IV kwartale br. subindeks „Barometru EFL” dla produkcji wyniósł 51,5 pkt. Jest to wynik słabszy niż w poprzednim kwartale (-5,1 pkt.). Widać jednak, że w całym 2019 roku w produkcji panują zróżnicowane nastroje – po bardzo słabym początku roku (wynik poniżej progu ograniczanego rozwoju), nieco lepszy drugi kwartał, jeszcze lepszy trzeci, aby znowu nastroje pogorszyły się na koniec roku. Zaważyły na nich, podobnie jak przy pozostałych branżach, słabsze niż kwartał wcześniej prognozy dotyczące inwestycji i sprzedaży. Po pierwsze, tylko 22 proc. firm produkcyjnych spodziewa się więcej inwestować (kwartał wcześniej prawie 36 proc.). Po drugie, przedstawiciele branży sygnalizują spadek zamówień. Więcej spodziewa się sprzedawać tylko 26 proc. firm, co oznacza spadek o 10 p.p. w porównaniu do III kwartału tego roku.

Inwestycje ciągną transport

W IV kwartale br. subindeks dla branży transportowej wyniósł 51 pkt., o prawie 4 p.p. więcej niż kwartał wcześniej. Jest to jednak nadal jeden z najsłabszych wyników tej branży w całym 2019 roku. Na lekki wzrost wyniku, wpływ miał głównie inwestycyjny optymizm wśród firm transportowych. Ponad dwa razy więcej ankietowanych niż w poprzednim kwartale planuje więcej inwestować (18 proc. vs. 8 proc.). W przypadku sprzedaży, większych zamówień spodziewa się taka sama grupa jak w III kwartale (prawie 19 proc. respondentów).

Firmy usługowe stoją w miejscu

Subindeks Barometru EFL dla usług wyniósł 50,5 pkt. i był o 1,1 pkt. wyższy niż kwartał wcześniej. Jest to jednak nadal jeden z najsłabszych wyników tej branży, choć już powyżej progu OR. Podobnie jak w większości badanych branż, na odczyt wpłynęły przede wszystkim prognozy dotyczące inwestycji. Więcej inwestować planuje 19 proc. firm usługowych, podczas gdy kwartał wcześniej tylko 10,5 proc.

Marek Sprengel: 2020 – rok prawdy o branży budowlanej

O zbliżającym się kryzysie w branży budowlanej mówi się od dawna – nadchodzące spadki i wyhamowanie rynku staja się niepokojącą rzeczywistością. Marek Sprengel, Prezes Zarządu firmy Awilux, opowiada o szansach i zagrożeniach wynikających z prognoz społeczno-gospodarczych, a także podsumowuje rok w branży stolarki otworowej.

Kończący się rok 2019 stanowił kontynuację dobrej passy i wzrostów w segmencie stolarki okiennej. Z najświeższych danych wynika, że produkcja okien i drzwi wartościowo i ilościowo wzrosła, co ma związek z wysokimi wynikami i dotychczasowym rozwojem budownictwa mieszkaniowego. Z danych zgromadzonych przez firmę Awilux wynika, że na terenie Polski odnotowano wzrost ilościowy budowanych i oddawanych do użytku mieszkań aż o ok. 3% przy 15% wzroście ich wartości. Jakie wzrosty odnotowała w tym okresie firma Awilux?

Rok 2019 kończy się dla firmy Awilux kolejnym wzrostem. Jest to dla nas rok przełomowy, ponieważ od kilku lat zwiększamy rokrocznie produkcję o minimum 20%, a na koniec 2019 roku możemy zbliżyć się nawet do 30%.Możemy więc powiedzieć, że kończący się rok należy do udanych, jeśli chodzi o wolumen ilościowy i wartości sprzedaży. – mówi Marek Sprengel, Prezes Zarządu Awilux.

Rok 2019 a rynek stolarki otworowej

Marek Sprengel
Marek Sprengel, Prezes Zarządu Awilux

Polski rynek inwestycyjny jest duży i coraz bogatszy – stąd Polacy coraz częściej decydują się na ekskluzywne, wysokojakościowe rozwiązania w zakresie okien i drzwi. Według danych firmy Awilux w ostatnim roku skokowe wzrosty odnotował segment stolarki i ślusarki aluminiowej. Jest to silny trend, który świadczy o tym, że Polacy coraz świadomiej podchodzą do wyboru okien i drzwi. Coraz częściej zamawiają także systemy podnoszono-przesuwne, oparte zarówno na systemie ALU, jak i PCV. Dobre wyniki sprzedażowe nie oznaczają jednak braku problemów, z którymi na co dzień muszą mierzyć się przedsiębiorstwa.

W tym roku można było odczuć wzrost kosztów produkcji. Wzrosły między innymi ceny prądu, ale przede wszystkim wzrosły koszty wynagrodzeń – przy jednoczesnym wzroście deficytu kadrowego.  Duże problemy z pozyskaniem nowych pracowników sprawiają, że wielu przedsiębiorców inwestuje w automatyzację wybranych procesów. Sporym utrudnieniem są też zmiany legislacyjne – czyli stale pojawiające się nowe przepisy, które nie zawsze są jasne i klarowne, które sprawiają, że coraz trudniej jest prowadzić dochodowe przedsiębiorstwo. – komentuje Prezes Zarządu Awilux i dodaje – Rok 2019 w branży stolarki otworowej był dobrym rokiem, jednak z już pojawiającymi się symptomami spowolnienia i wzrostem potencjalnych problemów z prowadzeniem działalności. Firmy, które źle wyceniły swoje produkty, które nie potrafiły dokładnie i dobrze kontrolować swoich kosztów, zaczynają odczuwać problemy z kondycją finansową. Będzie to szczególnie odczuwalne na przełomie 2019 i 2020 roku, czyli w okresie zimowym, kiedy naturalnie zamówień jest zdecydowanie mniej.

2020 rok – jaka będzie prawda o rynku budowlanym?

Branża stolarki otworowej jest nierozerwalnie związana z całą branżą budowlaną. Jakiekolwiek załamanie w tym segmencie gospodarki wpływa jednocześnie na wiele rynków i branż.

Nadchodzący rok 2020 jest przez wielu zapowiadany jako rok prawdy o rynku budowlanym i o rzeczywistej kondycji poszczególnych firm. W Niemczech i w Polsce wydaje się coraz mniej pozwoleń na budowy, szczególnie w tak interesującej nas grupie jak i budownictwo jednorodzinnie. O ile w planach jest jeszcze wiele inwestycji wielorodzinnych, o tyle deweloperzy rzadko decydują się na rozwiązania markowe, a kierują się wyłącznie ceną. To sprawia, że nasze wysokojakościowe rozwiązania nie zawsze są wybierane do tego typu obiektów. Spada również ilość pozwoleń na budowę i ilość obiektów komercyjnych, więc również i w tym przypadku możliwe będą spadki. Warto wiedzieć, że złe wieści nie dotyczą tylko polskiego, ale również zagranicznych rynków. Stąd niewątpliwym sukcesem będzie utrzymanie tegorocznych wartości i wielkości sprzedaży. Oznacza to, że z pewnością rozpocznie się zaostrzona walka o każdego klienta. – prognozuje Marek Sprengel z firmy Awilux.

Rynek polski jest dla firmy Awilux priorytetem. W nadchodzącym roku możemy spodziewać się intensyfikacji obecności firmy w przestrzeni publicznej i mediach. Zaplanowane działania mają na celu sprawić, że w roku 2020 na terenie Polski firma Awilux stanie się nie tylko firmą rozpoznawalną wśród klientów indywidualnych, ale przede wszystkim – marką braną pod uwagę jako tak zwany pierwszy wybór – zaraz po podjęciu decyzji o rozpoczęciu nowej inwestycji. Jak mówi Marek Sprengel: – W nowym roku będziemy zaskakiwać nowościami produktowymi i całkowicie nową stylistyką okien, które odpowiadają na potrzeby rynku oraz zmieniające się trendy.

Nadchodzący rok pokaże, jak – do zapowiadanych wyhamowań i spadków – przygotowały się polskie przedsiębiorstwa. W trudnych czasach walki z rosnącymi kosztami produkcji, problemami na rynku pracy oraz zmieniającymi się ustawami i przepisami, tylko firmy dobrze zarządzane mają szansę na utrzymanie dotychczasowych wyników.

W polowaniu na okazję

Inwestorzy wzięli sobie do serca ideę Cyber Monday i zza klawiatur swoich komputerów przeszli do wzmożonego udziału w polowaniu na okazję. Przedmiotem pożądania stały się m.in. EUR, NZD, HUF, PLN i inne waluty rynków wschodzących, a za wszystkie zakupy płacono przy użyciu USD. Rozczarowanie odczytem ISM dla przemysłu USA było wygodnym pretekstem, ale nie wszystko do siebie tak idealnie pasuje.

Dolar nie zaliczył dobrego rozpoczęcia grudnia po mocnym listopadzie, kiedy zyskał do wszystkich walut G10 i większości walut rynków wschodzących. Wczoraj indeks dolarowy stracił prawie 0,5 proc., a wśród głównych walut tylko CAD był delikatnie słabszy do USD. Część za winnego wskazuje indeks ISM dla przemysłu USA, który w listopadzie spadł do 48,1 (z 48,3, prog. 49,2). Rynek liczył na oznaki kontynuacji odbicia od dna po silnym tąpnięciu we wrześniu (47,8), ale dane na nic takiego nie wskazują. Poza tym presja na wyprzedaż USD pojawiła się na kilka godzin przed publikacją danych z USA. Oczywiście wtedy odchodzenie od dolara było tłumaczone lepszymi odczytami PMI z Chin i wzrostem apetytu na ryzykowne aktywa kosztem bezpiecznych przystani. Tylko że w takim wypadku jak potknięcie w danych z największej gospodarki świata ma się wpisywać w poprawę perspektyw globalnego ożywienia? Zapewne znajdą się zwolennicy tłumaczenia, że gorsze dane z USA to zachęta dla Fed do kontynuowania obniżek stóp procentowych, co w ujęciu globalnym jest zielonym światłem dla apetytu na ryzyko. Problem jednak w tym, że wczoraj indeksy na Wall Street jedną sesją wymazały całe zwyżki z ubiegłego tygodnia. Czyżby inwestorzy rynku FX czytali dane inaczej niż ich koledzy z rynku akcji? A jakbyś jeszcze Czytelniku nie miał wystarczającego mętliku w głowie, to dodam, że po stronie negatywnych informacji uderzyły nowe cła importowe USA na towary z Argentyny, Brazylii i Francji. Impas w rozmowach z Chinami pcha Trumpa do prężenia handlowych muskułów na innych frontach. Od prezydenta USA oberwało się też szefowi Fed Powellowi, który od początku objęcia urzędu ma rzekomo prowadzić politykę szkodliwą amerykańskim przedsiębiorcom.

Co chcę powiedzieć, to że jest łatwiej wybrać jeden powód, by podczepić pod zachowanie jednego rynku, niż wiarygodnie wytłumaczyć niespójne wahania wszystkich aktywów jako wypadkową całego zestawu czynników, które pojawiły się wczoraj. Mamy nowy miesiąc, po świątecznej przerwie (dla inwestorów z USA). To wystarczający powód np. dla USD, by odreagował zeszłomiesięczną siłę. Realizacja zysków na krótkich pozycjach w walutach emerging markets? – Czemu nie. Wyrwanie EUR/USD z marazmu na 1,10, kiedy nie chce iść niżej? – Oczywiście. Staram się nie wyciągać pochopnych wniosków z wczorajszym ruchów, gdyż w niektórych miejscach są niewytłumaczalne pod kątem zaistniałych zdarzeń fundamentalnych lub – jeśli ktoś nie wierzy w fundamentalne tłumaczenia – niespójne z reakcjami, jakie podobne informacje generowały w niedalekiej przeszłości.

Prędzej uwierzę, że po martwym tygodniu uczestnicy rynków byli głodni zmienności. Wczoraj mogli przebierać w pretekstach do handlu, czasami niezależnie od zachowania innych rynków dookoła. Dziś rano kurz opada i zobaczymy, ile z tych mocnych ruchów znajdzie kontynuację. Osobiście wątpię w podtrzymanie presji na dolara lub dalsze umocnienie złotego. W obliczu przeciągającego się impasu w negocjacjach handlowych USA-Chiny i zbliżaniu się terminu wprowadzenia nowych ceł (15 grudnia), apetyt na ryzyko ma więcej do stracenia niż zyskania. Nie zapominajmy, co w ostatnich miesiącach było i jest tematem przewodnim dla rynków.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Otwartość, kreatywność i odwaga – kompetencje miękkie to przyszłość na rynku pracy

Choć sytuacja na rynku ogólnie sprzyja pracownikom, to jednak część z nich ma spore problemy ze zmianą pracy. Doświadczają tego m.in. menedżerowie, dla których jest mniej stanowisk niż np. dla specjalistów. Z trudnościami muszą też zmierzyć się absolwenci najbardziej obleganych kierunków studiów, w tym ekonomiści. Łatwo też nie mają przedstawiciele zawodów tradycyjnych, m.in. szewcy, kaletnicy oraz introligatorzy. Szybko za to zmienić miejsce pracy mogą pracownicy produkcyjni i magazynierzy. Niemniej w przyszłości to właśnie oni znajdą się w najgorszym położeniu, ponieważ będą wypierani przez maszyny. Proces automatyzacji i robotyzacji oznacza również trudności dla telemarketerów, kasjerów, kierowców, księgowych oraz osób z wąskimi specjalizacjami.

Praca z przeszkodami

Zdaniem HR-owców, w Polsce w dalszym ciągu mamy do czynienia z rynkiem pracownika. Ponadto z raportów branżowych wynika, że pracodawcy zamierzają zwiększać zatrudnienie. To jednak nie oznacza, że każdy chętny szybko i łatwo może zmienić pracę. Decydują o tym różne czynniki.

– Najtrudniej jest zmienić obecnie pracę przedstawicielom kadry menedżerskiej czy specjalistom w dość powszechnych zawodach, takich jak finanse, księgowość czy prawo. Procesy rekrutacyjne na stanowiska średniego i wyższego szczebla trwają zdecydowanie dłużej niż w przypadku niższego pułapu. A pracownicy produkcyjni czy magazynierzy są w stanie znaleźć zatrudnienie w ciągu kilku dni – komentuje Joanna Przemyślańska-Włosek z Work Service.

Jak podkreśla Agnieszka Put, ekspert z Hays Poland, stanowisk menedżerskich na rynku jest zdecydowanie mniej niż dla specjalistów. Firmy często decydują się także na wybór menedżerów i dyrektorów w ramach wewnętrznych awansów. Przekłada się to na mniejszą szansę otrzymania pracy przez kandydatów spoza danego przedsiębiorstwa. Łatwo też nie ma specjalista zajmujący się niszową technologią. On musi liczyć się z tym, że nowa praca może czekać w innym województwie albo na drugim końcu świata. Poszukiwania mogą w związku z tym trwać sporo dłużej.

– W skali ogólnopolskiej jedynie ekonomiści będą mieli problemy ze znalezieniem czy zmianą pracy w swojej profesji. Wynika to z niesłabnącego zainteresowania tym kierunkiem kształcenia, co przekłada się na dużą liczbę konkurentów o podobnych kwalifikacjach. W 2018 roku tego typu problemy mieli również filozofowie, historycy, politolodzy i kulturoznawcy – mówi Maria Hajec z firmy Sedlak & Sedlak.

Część absolwentów najbardziej obleganych kierunków studiów musi się przekwalifikować, co podkreśla Iwo Paliszewski z firmy Antal. W ostatnich latach było to widoczne m.in. wśród filologów czy psychologów, którzy postawili na pracę w korporacjach m.in. w obszarze HR-u. Ekspert zaznacza, że trudności związane ze zmianą pracy dotyczą również kadry naukowej. Pracodawcy, którzy poszukują np. nauczycieli, zazwyczaj nie korzystają z agencji rekrutacyjnych, ponieważ podaż takich kandydatów jest duża. Tym samym oferty są dostępne w ograniczonym kręgu i wielu potencjalnych kandydatów nie wie o możliwości zatrudnienia lub zmaga się z dużą konkurencją.

– Dywersyfikacja i wąskie specjalizacje utrudniają pracownikom zmianę pracodawcy, czasami nawet uniemożliwiają jego znalezienie. Miejsc pracy wymagających danej umiejętności jest po prostu o wiele mniej. Kłopoty mogą mieć także przedstawiciele zawodów tradycyjnych, jak szewcy, kaletnicy, introligatorzy. Problem ten dotyczy również osób z bardzo wąską specjalnością naukową jak badania laboratoryjne lub literatura – wyjaśnia Agnieszka Adamiec, ekspert z agencji rekrutacyjnej Manpower.

Trudna bywa zmiana pracy w wybranych obszarach sprzedaży i marketingu. Jak informuje Iwo Paliszewski, Antal otrzymuje nawet do tysiąca aplikacji na dane stanowiska. Pracodawcy mają spośród kogo wybierać, zwłaszcza że sporo chętnych zaniża swoje oczekiwania finansowe, aby tylko zdobyć zatrudnienie. To psuje rynek, a dobry kandydat może nie otrzymać więc takiego wynagrodzenia, jakiego by sobie życzył. Automatycznie więc jego szanse maleją, a rosną osób z nieco gorszymi kwalifikacjami zawodowymi, ale podających mniejsze stawki. Oczywiście wszystko zależy od regionu, pracodawcy i sektora.

Trudności w przyszłości

– Automatyzacja jest czynnikiem, który w największym stopniu wpłynie na określenie zawodów, w których najtrudniej będzie zmienić pracę. Znawcy tematu zgodnie podkreślają, że za 10 lat ważne będą umiejętności interpersonalne, społeczne, systemowe oraz poznawcze. Ciągła nauka stanie się naturalną potrzebą towarzyszącą przez całe życie. Najtrudniej będzie więc zmienić pracę osobom, które nie rozwijają kompetencji miękkich i są ściśle związane z jednym rodzajem pracy w określonych warunkach – przekonuje Agnieszka Put.

Natomiast Maria Hajec zaznacza, że rozwój technologii informacyjno-komunikacyjnych powoduje mniejsze zapotrzebowanie na niektóre zawody. Wydaje się, że najtrudniej będzie zmienić pracę w tych profesjach, które obecnie są najbardziej zagrożone automatyzacją. Ekspert przywołuje badania naukowców z Uniwersytetu Oxford. Wynika z nich, że do tej grupy należą m.in. telemarketerzy, sekretarki prawne, osoby sporządzające sprawozdania finansowe oraz pracownicy taśmy produkcyjnej.

– Trudności napotkają kandydaci, których zadania charakteryzują się dużą powtarzalnością czynności i niewielką kreatywnością. To m.in. pracownicy produkcji, osoby pracujące w obsłudze klienta, księgowi, bibliotekarze, agenci ubezpieczeniowi oraz urzędnicy. Duże zmiany czekają też rynek biurowy, finansowy oraz niektóre zajęcia związane z logistyką, transportem i handlem. Już dziś sztuczna inteligencja zastępuje kasjerów. W wielu sklepach wielkoformatowych dostępne są samoobsługowe kasy płatnicze – wylicza ekspert z Hays Poland.

Jak stwierdza Joanna Przemyślańska-Włosek, w niedalekiej przyszłości będziemy obserwować powszechne zastępowanie kierowców przez autonomiczne pojazdy, a kasjerów – automatycznymi kasami. Te procesy również spowodują coraz mniejszy popyt na najpopularniejszą obecnie grupę zawodową, tj. pracowników produkcyjnych i magazynowych.

– Ponadto zawody, takie jak np. księgowy, będą – tam, gdzie jest taka potrzeba – zastępowane przez roboty. To już się dzieje, a jeszcze przybierze na sile. Przykładowo, jeden robot jest w stanie sam wykonać zadania 10 pracowników z językami, przez 24 godziny na dobę i 7 dni w tygodniu. Oczywiście bez świadczeń i urlopu, a pracodawca poniesie mniejsze koszty – mówi Iwo Paliszewski.

Według Agnieszki Adamiec, rynek pracy w przyszłości nie będzie sprzyjał wąskim specjalizacjom, również tym, w których dzisiaj bardzo trudno o pracownika. Ma to związek z automatyzacją i robotyzacją wybranych procesów. Dla przykładu, specjalista mikrobiolog nie będzie miał łatwo ze znalezieniem nowej pracy. Z dużym prawdopodobieństwem jego zadania może w przyszłości zastąpić system. Dlatego ważne stanie się posiadanie szerokiej wiedzy z wielu dziedzin i kompetencji różnych obszarów.

– Poczucie, że zmiana pracy jest niemal nierealna, może również wynikać z naszego nastawienia, braku otwartości i odwagi. Niezwykle ważne jest obserwowanie rynku pracy, ciągłe poszukiwanie możliwości rozwoju – w swojej specjalizacji i co ważne – poza nią. Istotna będzie koncentracja na uniwersalnych kompetencjach miękkich. Pozwoli nam to na łatwiejsze przebranżowienie się, jeżeli będzie tego wymagała sytuacja rynkowa – podsumowuje ekspert z Hays Poland.

Liczba osób z prywatnym ubezpieczeniem zdrowotnym wkrótce przekroczy 3 miliony

Na koniec września br., prywatną polisę zdrowotną miało ponad 2,8 mln Polaków – wynika z najnowszych danych Polskiej Izby Ubezpieczeń. Liczba ubezpieczonych zwiększyła się rok do roku o ponad 15 proc. Najpopularniejsze ubezpieczenie to wciąż takie, które zapewnia szybki dostęp do lekarzy specjalistów oraz szerokiego zakresu badań diagnostycznych.

Na prywatne ubezpieczenia zdrowotne wydaliśmy w ciągu trzech kwartałów 2019 r. prawie 640 mln zł. To o niemal 9 proc. więcej niż rok wcześniej. – Przy tej dynamice wzrostu, już w przyszłym roku liczba ubezpieczonych przekroczy 3 mln. Tempo to może się jeszcze zwiększyć. Wszystko zależy od kierunku zmian w systemie opieki zdrowotnej – mówi Dorota M. Fal, doradca zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Całkowite wydatki na zdrowie należą w Polsce do najniższych wśród krajów rozwiniętych. – Wydajemy na nie łącznie z kieszeni publicznej i prywatnej 6,3 proc. PKB, podczas gdy średnia dla państw OECD to 8,8 proc. – komentuje Dorota M. Fal. Niski poziom finansowania opieki zdrowotnej jest główną przyczyną większości problemów polskiego systemu. Wprowadzenie dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych na masową skalę może poprawić efektywność wydawania środków prywatnych i poprawić sytuację zdrowotną Polaków – dodaje.

Największy udział w rynku mają niezmiennie ubezpieczenia grupowe, finansowane lub współfinansowane przez pracodawców. Dla pracowników prywatna opieka medyczna to najbardziej pożądany benefit pozapłacowy1. Z kolei pracodawcy są coraz bardziej świadomi tego, jak ważne jest zdrowie pracowników. Według danych GUS z 2018 r., średni wiek pracowników rośnie. Wraz z nim zwiększa się prawdopodobieństwo zachorowania na chorobę przewlekłą.

Coraz większą popularnością cieszą się też dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne o wąskim zakresie, oferowane jako umowa dodatkowa do innej polisy, np. na życie. W takich przypadkach składka jest niska, stąd liczba ubezpieczonych w Polsce rośnie szybciej niż składka.

Ruszyły zapisy na akcje Starward Industries

Do 12 grudnia potrwają zapisy na akcje w pierwszej ofercie publicznej Starward Industries, krakowskiego producenta gier, który pracuje nad pierwszą w historii grą opartą na twórczości Stanisława Lema. Cena emisyjna została ustalona na 41 zł za akcje.

Krakowski developer zaoferował inwestorom 73 005 akcji serii H, stanowiących 4% w obecnym kapitale akcyjnym. Oferta koordynowana jest przez firmę inwestycyjną DM Navigator. Papiery oferowane są po 41 zł za sztukę, co oznacza, że w przypadku uplasowania całej emisji do spółki trafi niespełna 3 mln zł. – Sądzimy, że wycena bardzo celnie oddaje sumę wszystkich zaangażowanych w spółkę zasobów. Oprócz dotychczas zainwestowanej gotówki przekraczającej 6 mln zł, wartość buduje szereg składników niematerialnych, których nie ma w bilansie spółki. Są to przede wszystkim: licencja na powieść Stanisława Lema, koncepcja i biznes plan, wkład merytoryczny członków władz oraz kluczowych inwestorów, którzy pracowali przeszło ponad rok bez wynagrodzenia, a także know-how i kapitał intelektualny wszystkich osób zaangażowanych w projekt. Jest to w związku z tym olbrzymi goodwill, który jest swoją drogą charakterystyczny dla spółek technologicznych tworzących produkty dla klienta końcowego, oparte o własność intelektualną. Dodatkowo, patrząc na poziomy wycen i transakcji z udziałem funduszy venture capital w Europie, niecałe 16 mln euro jest raczej skromne i zdroworozsądkowe.

,,Oczywiście, sukces nie jest nigdy gwarantowany. Jesteśmy świadomi ryzyka związanego z branżą gier wideo i zależy nam, żeby wszyscy byli też tego świadomi.- podkreśla Kamil Klinowski, przewodniczący rady nadzorczej Starward Industries’’

Sprzedawane do 12 grudnia nowo emitowane akcje będą jedynymi dostępnymi papierami w obrocie giełdowym w dniu debiutu, który planowany jest na drugi kwartał 2020 roku. Na dzień publikacji Dokumentu Ofertowego liczba akcji objętych umowami lock-up wynosiła 97,26% wszystkich wyemitowanych przed ofertą publiczną akcji. Wczoraj spółka poinformowała, że poziom ten wzrósł do 99,58%. – Zamierzamy doprowadzić do objęcia lock-upem wszystkie dotychczas wyemitowane akcje. Podobnie jak w przypadku pozostałych, będą objęte od 6 do 18 miesięcznym lock-upem począwszy od pierwszego notowania spółki na NewConnect lub od daty premiery gry w przypadku akcji pracowniczych (seria B oraz seria F). – podkreśla prezes.

Przypomnijmy, że już od prawie roku zespół Starward Industries tworzy debiutancki i zarazem kluczowy dla spółki produkt, grę fabularną na licencji jednej z powieści Stanisława Lema. Jest to pierwsza w historii adaptacja twórczości tego autora w formie gry wideo. – Starward Industries jest dla nas wszystkich projektem życia. Na dzień dzisiejszy mówimy o pierwszej grze i małym parkiecie GPW, ale to dopiero początek drogi. Chcemy realizować kolejne projekty w tej samej logice: łączenia ambitnej tematyki z szerokim dotarciem przy najwyższej jakości oprawie wizualnej, budując wokół nas społeczność graczy i fanów. Nasz model to tworzenie światów, tak zwanych franszyz w przestrzeni produktów cyfrowych. W oparciu o raz stworzony, szeroki wirtualny świat, będą tworzone kolejne gry, wykorzystujące wykreowaną markę studia i zbudowane zasięgi wśród graczy. W ten sposób będziemy amortyzować koszty koncepcji i marketingu, rozkładając je na serię gier, a nie na pojedyncze produkty.

Od strony korporacyjnej, naszym najbliższym celem po zakończeniu emisji publicznej, jest wejście w drugim kwartale przyszłego roku na NewConnect. Kolejne plany, w tym perspektywę na główny parkiet, będziemy komunikować w miarę rozwoju studia i osiągania celów biznesowych. – podkreśla Marek Markuszewski, prezes Starward Industries.  

Co wiemy o cenach prądu 2020

Prawdopodobny wzrost cen energii dla klientów indywidualnych oraz firm to wiodący temat ostatnich kilkunastu dni. O tym ile zapłacimy za prąd dowiemy się zapewne pod koniec roku. Do 31 grudnia obowiązuje tzw. ustawa zamrażająca ceny prądu, dodatkowo sprzedawcy z urzędu czyli spółki: Tauron, Enea, Energa i PGE złożyły wnioski o zatwierdzenie taryf na rok 2020 do Prezesa URE. Obecnie trwa dialog pomiędzy sprzedawcami prądu a URE, którego finałem będzie ustalenie czy i ew. ile zmieni się cena prądu w 2020 roku.

Co na dzień dzisiejszy wiemy na temat ceny prądu w 2020 roku? Jakie są możliwości ich utrzymania?

Zacznijmy jednak od faktów. Potwierdzone jest bowiem utrzymanie na niższym poziomie akcyzy i opłaty przejściowej. Pierwsza z wymienionych opłat dalej będzie wynosić 5 zł (zamiast 20zł) za MWh, ta druga kolejny rok będzie niższa o 95%. Cała reszta opłat, które finalnie składają się na nasz rachunek za prąd zostanie ustalona pomiędzy Prezesem Urzędu Regulacji Energetyki, a sprzedawcami prądu oraz Prezesem URE i dystrybutorami energii. Przypomnijmy, że stawki za dystrybucję czyli transport energii na obecnym poziomie obowiązują również do końca roku i mogą ulec zmianie.

Wiemy także, że dzisiejsze ceny prądu były zatwierdzane w grudniu 2017 roku. Obowiązywały one w 2018 roku i na mocy wspomnianej tzw. ustawy zamrażającej ceny prądu zostały utrzymane w 2019 roku. Problem polega na tym, że jednym z głównych czynników które wpływają na określenie wysokości obecnych stawek za 1 kWh prądu dla klientów indywidualnych jest cena zakupu prądu na Towarowej Giełdzie Energii. Ta pod koniec 2017 wynosiła ok. 16 groszy netto, a obecnie cena na giełdzie energii na rok 2020 wynosi ok. 26 złotych groszy netto. W tym samym czasie koszt zakupu praw do emisji CO2 wzrósł ponad 4-krotnie.

Widzimy, że z rynkowego punktu widzenia utrzymanie cen prądu na tym samym poziomie będzie oznaczać konieczność stworzenia mechanizmu zewnętrznego finansowania, które będzie wyrównywać straty jakie ponoszą sprzedawcy prądu.

Innym wyjściem z tej sytuacji są dalsze obniżenia pozostałych składowych rachunku za prąd, tak aby ew. wzrost kosztu zakupu prądu został zrekompensowany niższymi tzw. kosztami stałymi. Najłatwiej jednak byłoby obniżyć VAT. Obecnie doliczany jest on na standardowym poziomie 23%.

Wzrost ceny prądu nie musi spowodować wzrostu wysokości rachunku

Warte podkreślenia jest to, że ew. wzrost cen prądu, o którym tak szeroko obecnie się dyskutuje wcale nie musi oznaczać wyższych rachunków za energię. Informacje na temat ceny prądu dotyczą tylko i wyłącznie części związanej z jej sprzedażą, a ta stanowi ok. 47% całego rachunku. Pozostałem 53% to koszty związane z transportem (dystrybucją) energii. W przestrzeni publicznej te dwa pojęcia są jednak mylone i stosowane często zamiennie. Projekcja Narodowego Banku Polskiego zakłada wzrost rachunków za prąd na poziomie 8%. Zakładając, że koszty dystrybucji zostaną utrzymane na tym samym poziomie, to część związana ze sprzedażą energii czyli nasza cena prądu może być wyższa nawet o 20%.

Ile za prąd płaciliśmy w przeszłości?

Analizując historyczne dane widać wyraźnie, że od 2012 roku ceny prądu praktycznie nie wzrastają. Warte podkreślenia jest to, że ubiegłoroczne działania rządu związane z wcześniej wspomnianą ustawą zamrażającą ceny prądu oraz obniżeniem akcyzy i opłaty przejściowej spowodowały, że nasze ceny za prąd były o ok. 6% niższe niż w roku 2018.

Ile za prąd płaci się w Europie?

Przedstawiciele rządu powtarzają, że mamy jedna z najniższych cen prądu w Unii Europejskiej – to prawda. Mniej od nas za prąd płacą tylko mieszkańcy Chorwacji, Malty, Litwy, Węgier i Bułgarii. Jeśli jednak cenę prądu zestawimy ze średnimi zarobkami w danym kraju okazuje się, że w Polsce za przeciętne wynagrodzenie kupimy prawie najmniej kWh energii elektrycznej.INFOGRAFIKA_ceny_praduŁukasz Czekała
Porównywarka cen prądu i gazu optimalenergy.pl

Badanie Cisco: Ile kosztuje cyberbezpieczeństwo?

Jak wynika z najnowszego raportu Cisco „The Security Bottom Line: How much security is enough?”, 46% dużych firm zatrudniających do 1000 pracowników wydaje do 250 tys. USD rocznie na cyberbezpieczeństwo. Z kolei 50% korporacji zatrudniających ponad 10 000 osób przeznacza na ten cel co najmniej milion USD. Mimo to ponad 80% wszystkich firm niezależnie od wielkości twierdzi, że wystarcza to jedynie na zapewnienie części, a nie całości, minimalnego poziomu bezpieczeństwa, jakiego potrzebują.

Specjaliści IT zwracają uwagę na fakt, że skutki cyberataków są coraz większe. 45% respondentów badania 2019 CISO Benchmark Study wskazało, że koszt pojedynczego cyberataku na ich organziację wyniósł ponad pół miliona USD. W ponad 50% przypadków koszt ten był mniejszy niż 500 tys. USD. 8% badanych twierdzi, że najbardziej znaczący cyberatak, który miał miejsce w zeszłym roku, spowodował straty wynoszące ponad 5 mln USD.

Bezpieczeństwo w cenie małej kawy lub biletu do kina

Według badania Cisco „The Security Bottom Line: How much security is enough?”, 46% dużych firm zatrudniających od 250 do 999 pracowników wydaje na cyberbezpieczeństwo do 250 tys. USD rocznie. Czy to dużo? Jeżeli przyjmiemy najwyższy deklarowany poziom wydatków w organizacji o najniżym zatrudnieniu w tej grupie, oznacza to, że koszt bezpieczeństwa wynosi 2,7 USD na pracownika dziennie. To mniej więcej tyle, ile kosztuje mała kawa. Gdy organizacja tej samej wielkości przeznaczy na cyberbezpieczeństwo maksymalną deklarowaną przez uczestników badania kwotę – 1 mln USD rocznie, koszt w przeliczeniu na jednego pracownika wyniesie ok. 11 USD dziennie. To niewiele więcej niż musielibyśmy zapłacić w weekend za bilet w sieciowym kinie.

„Na polskim rynku wydatek rzędu 250 tysięcy USD rocznie robi ogromne wrażenie, w szczególności wśród mniejszych firm. Coraz częściej jednak mogą one dokonać zakupu rozwiązań bezpieczeństwa w modelu subskrypcyjnym, zamiast ponoszenia jednorazowego wydatku. Wówczas kwota ta nie powinna wydawać się już tak ogromna” – mówi Mateusz Pastewski, Cybersecurity Sales Manager w Cisco. „Podejmując decyzję o inwestycji w rozwiązania z zakresu bezpieczeństwa, należy obliczyć, jakie mogą być skutki cyberataku. Dla wielu małych firm brak ciągłości działania, np. przez tydzień, może oznaczać bankructwo” – dodaje Mateusz Pastewski.

Chcąc ocienić ile organizacje powinny wydać na cyberbezpieczeństwo, należy wziąć pod uwagę więcej czynników niż jedynie ich wielkość, m.in. branżę, w której działają czy potencjalne skutki ataku, które będą o wiele poważniejsze w przypadku np. instytucji finansowych czy sektora energetycznego.

Pieniądze to nie wszystko

Czy zwiększenie wydatków daje gwarancję bezpieczeństwa infrastruktury IT? Respondenci badania Cisco zostali zapytani, czy ich organizacja jest w stanie zapewnić minimalny poziom bezpieczeństwa. Jedynie 19% przestawicieli firm zatrudniających od 250 do 999 osób odpowiedziało twierdząco. Co ciekawe jest to problem również w dużych korporacjach zatrudniających ponad 10 000 osób, które wydają na cyberbezpieczeństwo znacznie wyższe kwoty. Tylko 18% respondentów z największych organizacji zgadza się ze stwierdzeniem, że ich firma zapewnia minimalny poziom bezpieczeństwa. Największy problem z zagwarantowaniem niezbędnego minimum mają organizacje zatrudniające od 1 000 do 9 999 pracowników – zaledwie 7% z nich uważa, że dysponuje odpowiednimi środkami, aby je zapewnić.

Zdaniem ekspertów Cisco poziom ochrony organizacji przed atakami zależy od poziomu kompetencji zespołów IT. Dla biznesu oznacza to duży problem, gdyż według badania „Cybersecurity Workforce Study 2019” na całym świecie brakuje 3 milionów specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa. Dlatego przedsiębiorstwa korzystają z usług firm zewnętrznych, co znalazło odzwierciedlenie w badaniu Cisco. Już 28% respondentów polega w kwestiach cyberbezpieczeństwa głównie na wiedzy i doświadczeniu specjalistów zewnętrznych, podczas gdy niewiele więcej (37%) wykorzystuje głównie zasoby wewnętrzne.

„Rozwiązywanie problemów z zakresu cyberbezpieczeństwa często wymaga wiedzy na temat procesów zachodzących w organizacji. Tak więc nawet jeżeli biznes korzysta z usług specjalistów z firm zewnętrznych i tak muszą oni współpracować z lokalnym zespołem IT” – tłumaczy Mateusz Pastewski.

O tym, jak ważne jest ciągłe poszerzanie wiedzy z zakresu cyberbezpieczeństwa świadczy fakt, że 34% uczestników badania „The Security Bottom Line: How much security is enough?” dowiaduje się o atakach, które mają wpływ na ich organizację z mediów. Oznacza to, że rola blogerów i dziennikarzy specjalizujących się w tematyce cyberbezpieczeństwa będzie rosła, gdyż przygotowywane przez nich materiały stanowią istotne źródło wiedzy.

Wydatki dużych firm (250 – 999 os.) na cyberbezpieczeństwo:

  • 46% dużych firm wskazało, że przeznacza na cyberbezpieczeństwo do 250 tys. USD rocznie.
  • 43% dużych firm wskazało, że przeznacza na cyberbezpieczeństwo między 250 a 999 tys. USD rocznie.
  • Jedynie 11% dużych firm wydaje na cyberbezpieczeństwo więcej niż milion USD rocznie.

Wydatki bardzo dużych firm (1000 – 9 999 os.) na cyberbezpieczeństwo:

  • 23% bardzo dużych firm wskazało, że przeznacza na cyberbezpieczeństwo do 250 tys. USD rocznie.
  • 57% bardzo dużych firm wskazało, że przeznacza na cyberbezpieczeństwo między 250 a 999 tys. USD rocznie.
  • 20% bardzo dużych firm wydaje na cyberbezpieczeństwo więcej niż milion USD rocznie.

Wydatki korporacji (10 000+ os.) na cyberbezpieczeństwo:

  • Jedynie 7% korporacji wskazało, że przeznacza na cyberbezpieczeństwo do 250 USD rocznie.
  • 43% korporacji wskazało, że przeznacza na cyberbezpieczeństwo między 250 a 999 tys. USD rocznie.
  • 50% dużych firm wydaje na cyberbezpieczeństwo więcej niż milion USD rocznie.

Technologia 5G w bankowości i finansach

Dzięki technologii 5G konsumenci będą ekspresowo pobierać pliki, korzystać z milionów urządzeń internetu rzeczy czy też prowadzić rozmowy wideo w jakości 4K bez opóźnień. Jednak nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że 5G mocno zmieni również nasze dotychczasowe doświadczenia w sferze usług bankowych.

Technologia 5G w bankowości i finansach będzie ukierunkowana głównie na poprawę jakości obsługi klienta. „Sektor finansowy jest w trakcie głębokiej transformacji cyfrowej. Towarzyszy temu dynamiczny wzrost transferów danych, wykorzystanie analizy Big Data i sztucznej inteligencji oraz rozszerzanie usług na przykład o płatności person-to-person w czasie rzeczywistym. 5G jest tylko częścią tego procesu. Jednak to od tej technologii zależny będzie rozwój wielu nowych usług cyfrowych, bo 5G leży u podstaw digitalizacji” – tłumaczy Marcin Sugak, ekspert firmy Ericsson.

Prognozowane zmiany nie są odległą perspektywą. Według szacunków Ericsson Mobility Report z listopada 2019 roku, sieci 5G do końca 2025 roku obejmą swoim zasięgiem 65% światowej populacji oraz będą obsługiwały 45% globalnego, mobilnego transferu danych.

Papierkowa robota w rękach sztucznej inteligencji

Wyróżnikiem technologii 5G jest kilkudziesięciokrotnie wyższa szybkość transmisji danych w porównaniu do LTE oraz praktycznie brak opóźnień (0,1 ms). Dzięki temu banki inwestując w narzędzia łączące sztuczną inteligencję, analizę danych i 5G, będą w stanie realizować równolegle wiele procesów w czasie rzeczywistym. Wpłynie to na szybkość podejmowania decyzji kredytowych oraz wspomoże optymalizację indywidualnych stóp procentowych. – „Przykładowo, w sytuacji gdy będziemy chcieli kupić samochód, weryfikacja naszej zdolności kredytowej będzie kwestią chwili, szybciej otrzymamy indywidualną ofertę finansowania, a po zaakceptowaniu warunków środki finansowe będą w krótkim czasie dostępne na koncie” – mówi Marcin Sugak.

Zwiększone bezpieczeństwo mobilnych płatności

Wraz z rozwojem internetu rzeczy, płatności mobilne przeniosą się na tzw. wearables, czyli inteligentne urządzenia ubieralne. Obecnie mamy do czynienia z wieloma urządzeniami, które łączą się przy użyciu różnych technologii, w tym Bluetooth, RFID i innych standardów komunikacji bliskiego zasięgu. 5G ujednolici sposób transmisji i w rezultacie połączy wszystkie urządzenia ze sobą. Smartfony, smartwatche, słuchawki, opaski monitorujące aktywność, urządzenia rzeczywistości wirtualnej czy nawet elastyczne czujniki na inteligentnych ubraniach będą się ze sobą komunikować i wymieniać dane. Umożliwi to dokonywanie płatności z każdego rodzaju urządzenia, które będziemy w danym momencie nosić. Ponieważ wiele z takich urządzeń przechwytuje dane biometryczne, współdzielenie tego typu informacji pomiędzy wearables i chmurą danych otworzy nowe możliwości dla rozwoju metod silnego uwierzytelniania zleceń płatniczych. Potwierdzenie transakcji dokona się bez angażowania użytkownika, właśnie dzięki przetwarzaniu danych biometrycznych klienta banku.

5G przewagą konkurencyjną

Technologia 5G w świecie finansów poprawi również standardy bezpieczeństwa. „Dzięki natychmiastowej geolokalizacji i analizie danych w czasie rzeczywistym zwiększy się wykrywalność oszustw i kradzieży. Możliwe będzie wprowadzanie nowych usług opartych o technologię blockchain. Uproszczone zostaną cykle handlowe i przyspieszone płatności transgraniczne. Instytucje finansowe, które lepiej przygotują się na start komercyjny 5G, szybko zdobędą przewagę konkurencyjną” – podsumowuje Marcin Sugak.

Polska u progu 5G

Sama technologia 5G jest już w Polsce dostępna, ale konieczne jest jeszcze przydzielenie odpowiednich pasm i częstotliwości. Komisja Europejska oczekuje, że do 2025 r. kraje członkowskie będą posiadać szerokie pokrycie siecią 5G. Testy sieci 5G w Polsce już trwają. W sytuacji gdy plany wprowadzenia nowej technologii będą realizowane bez przeszkód, Ericsson jest gotów do budowy sieci już w przyszłym roku.

Od 2015 r. Ericsson zainstalował już ponad 3 mln stacji bazowych gotowych obsłużyć 5G, które czekają na zdalne uruchomienie. Spora część z tych stacji znajduje się w Polsce, a gotowa technologia nie została jeszcze wprowadzona ze względu na uwarunkowania prawne.

Stopa bezrobocia w Polsce osiągnęła nowe historyczne minimum

Stopa bezrobocia w Polsce obliczona według metodologii BAEL wyniosła 3,1% w trzecim kwartale 2019, wobec 3,2% w kwartale poprzedzającym, osiągając nowe historyczne minimum. Liczba bezrobotnych wyniosła 532 tysięcy i była o 19,6% niższa niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. W tym samym czasie liczba pracujących była zbliżona do poziomu sprzed roku, podczas gdy w drugim kwartale była niższa o 0,5% (w ujęciu zanualizowanym). Wciąż niższy niż przed rokiem pozostaje wskaźnik aktywności zawodowej, który wyniósł 56,7%. Liczba aktywnych zawodowo obniżyła się o 0,7% r/r, co potwierdza kurczenie się podaży pracy. Opublikowane dane wpisują się w obraz rynku pracy widoczny już w poprzednich kwartałach. Narastanie popytu na pracę stopniowo wygasa, co związane jest z pogarszającą się koniunkturą gospodarczą. Jednocześnie czynniki demograficzne wpływają na spadek podaży pracy. Staje się to źródłem napięć na rynku pracy, szczególnie w zakresie dostępu do pracowników wykwalifikowanych.

Na koniec ubiegłego tygodnia GPW w Warszawie zanotowała osłabienie. Indeks szerokiego rynku WIG stracił na wartości w ciągu tygodnia 0,62%. Notowania największych spółek (tworzących indeks WIG20) zaliczyły nieco mocniejszy spadek o 1,34%. Najbardziej straciły banki – WIG-Banki obniżył się o 3,61%. Natomiast indeksy małych i średnich spółek zakończyły tydzień ze wzrostem: sWIG80 zyskał na wartości 1,08%, z kolei mWIG40 wzmocnił się o 1,39%.

W tym tygodniu uwaga inwestorów będzie skupiona na danych z USA. W środę (4.12.2019) będziemy mieli okazje zapoznać się z raportem ADP, indeksami PMI oraz ISM dla usług oraz indeksem aktywności biznesowej. W czwartek (05.12.2019) poznamy bilans handlu zagranicznego oraz dane dotyczące zamówień na dobra trwałe. Z kolei w piątek (06.12.2019) czeka nas cały wysyp wrażliwych danych z runku pracy USA. W ostatnim dniu roboczym nadchodzącego tygodnia poznamy dane o zatrudnieniu w sektorze pozarolniczym, stopę bezrobocia oraz długość tygodnia pracy. W Polsce nadchodzący tydzień zapowiada się nieco spokojniejszy, jednak w środę (04.12.2019) z komunikatu po zakończeniu dwudniowego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej dowiemy się czy będą zmienione stopy procentowe.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Branża budowlana przechodzi cyfrową rewolucję. Robotyzacja i systemy modelowania 3D to mniej błędów w projektach i niższe koszty inwestycji

Mimo wzrostu produkcji budowlano-montażowej, kondycja finansowa polskich spółek z tej branży uległa pogorszeniu. Przyczynił się do tego m.in. wzrost cen materiałów budowlanych oraz kosztów pracy i podwykonawstwa – wynika z analiz Deloitte. Z tego typu wyzwaniami branża radzi sobie poprzez digitalizację. Coraz chętniej sięga się po robotyzację czy prefabrykację w budownictwie. Szansą są także systemy modelowania informacji. Jak wynika z badań Autodesk, korzysta z nich o 70 proc. więcej firm architektonicznych i budowlanych niż jeszcze 4 lata temu. Dzięki temu mniej jest błędów w projektach, a koszty inwestycji spadają.

– Branża budowlana boryka się z wieloma wyzwaniami i problemami. Jednym z głównych jest kwestia rentowności w projektach budowlanych i bardzo duże ryzyko. Tutaj rozwiązaniem jest digitalizacja i BIM, ponieważ poprawa procesów to większa efektywność i rentowność – mówi agencji Newseria Biznes Przemysław Nogaj, manager ds. rozwiązań AEC w Autodesk. – Polskie przedsiębiorstwa nie są już w stanie znaleźć tańszych materiałów budowlanych czy tańszej siły roboczej, więc upatrują przewagi konkurencyjnej we wdrażaniu nowych technologii, robotyzacji, modularyzacji czy prefabrykacji w budownictwie. To są w tej chwili kierunki szeroko omawiane przez branżę budowlaną.

Z październikowego raportu Deloitte „Polskie Spółki Budowlane 2019” wynika, że w ostatnim roku, pomimo wzrostu produkcji budowalno-montażowej, sytuacja finansowa piętnastu największych pod względem uzyskiwanych przychodów spółek budowlanych uległa pogorszeniu. Przyczyniły się do tego m.in. wzrost cen materiałów budowlanych oraz kosztów pracy i podwykonawstwa. Firmy mierzą się z niską rentownością, a budownictwo jest jednym z tych sektorów, który najmocniej odczuwa braki kadrowe związane z historycznie niskim bezrobociem.

Jak ocenia ekspert Autodesk, pełne wykorzystanie BIM, czyli systemów modelowania informacji o obiekcie w fazie projektowej, stwarza firmom budowlanym olbrzymie pole do optymalizacji – od wyceny, poprzez harmonogram, identyfikację kolizji, logistykę dostaw, całą realizację aż po eksploatację obiektu.

– Jeszcze ponad dekadę temu BIM był mocno kojarzony z projektowaniem trójwymiarowym, co już w tej chwili dzieje się na rynku. Wiele firm przeszło z projektowania dwuwymiarowego na trójwymiarowe. Obecnie możemy zdefiniować BIM jako dogłębną digitalizację procesów w przedsiębiorstwie – mówi Przemysław Nogaj.

Jak podkreśla, głównym problemem branży budowlanej jest niska efektywność – jedna z najniższych w porównaniu z innymi sektorami gospodarki, chociażby motoryzacyjnym. Digitalizacja i BIM są czynnikami, które pozwalają tę efektywność zwiększać.

– BIM to technologie, które adresują wszystkie wyzwania w budownictwie, skracają czas realizacji inwestycji, pomagają w budżetowaniu, logistyce budowy i odbiorach, w zarządzaniu podwykonawcami. To są aspekty, które do tej pory nie były zdigitalizowane, gdzie królował papier i ołówek. W tej chwili systemy informatyczne wspierają lepsze podejmowanie decyzji i ograniczenie ryzyka biznesowego – mówi Przemysław Nogaj.

Z nowego raportu Autodesk („BIM, współpraca, chmura w polskim budownictwie”) wynika, że BIM staje się coraz popularniejszy na polskim rynku architektonicznym i budowlanym. W badaniu przeprowadzonym przez Kantar kontakt z metodyką BIM na szeroko pojętym rynku architektoniczno-budowlanym zadeklarowało blisko 40 proc. respondentów.

– BIM na dobre zagościł już w branży budowlanej. To nie tylko świadomość branży odnośnie do takich technologii, lecz także ich pełne wykorzystanie. Wyniki pokazują, że wśród architektów i projektantów wykorzystanie BIM-u wzrosło o 70 proc. w ciągu ostatnich 4 lat. Więc nie mówimy już o modzie, a o dobrej praktyce i pewnym zjawisku, które jest nieodwracalne – mówi Przemysław Nogaj.

Korzyści związane z BIM to przede wszystkim tworzenie projektów lepszej jakości i redukcja liczby błędów na etapie realizacji inwestycji. Wysoko oceniana jest lepsza komunikacja treści projektu oraz lepsze zrozumienie projektu przez wszystkie strony zaangażowane w proces inwestycyjny. W ocenie ponad połowy badanych zastosowanie BIM obniża koszty w całym procesie powstawania i życia budynku.

– Na uwagę zasługuje wyraźny wzrost świadomości BIM oraz wykorzystania go w pracy zawodowej. W pierwszym przypadku odnotowaliśmy wzrost o 65 proc., w drugim – aż o 72. Najwyższy poziom świadomości nadal mają architekci i projektanci, choć także wśród inwestorów i wykonawców jest on już wyższy o połowę. To dowód na to, jak duże zmiany zaszły i nadal zachodzą w podejściu do realizacji inwestycji w Polsce i dostrzeganiu korzyści z wykorzystywania BIM – mówi Grażyna Kołodziejek, country marketing manager w firmie Autodesk.

Z raportu wynika, że odsetek architektów, którzy wykorzystują BIM w swojej pracy, wzrósł z 25 proc. w 2015 roku do 43 proc. obecnie. Świadomość BIM jest jednak wciąż znacząco niższa w grupie firm budowlanych (19,6 proc.) oraz wśród inwestorów (16 proc.). To istotne o tyle, że brak wiedzy jest wymieniany jako jedna z głównych barier związanych z wykorzystaniem BIM w Polsce, obok czynników takich jak brak wspólnych standardów działania i wykwalifikowanych w obszarze BIM kadr oraz niska świadomość korzyści wśród inwestorów.

– Wśród działań, które są potrzebne do zwiększania wykorzystania i świadomości BIM, najczęściej wymieniane jest właśnie budowanie świadomości wśród inwestorów, przede wszystkim na temat możliwości wykorzystywania danych gromadzonych w całym procesie zgodnym z BIM, a także opracowywanie polskich standardów jego zastosowania – mówi Grażyna Kołodziejek.

prof. E. Mączyńska: Trzeba tworzyć nowe rozwiązania prawne dla biznesu. Mają służyć rozwojowi gospodarki, a nie bogaceniu się jednej korporacji

Gwałtownie zmieniające się otoczenie technologiczne stawia przed rządzącymi i społeczeństwami nowe wyzwania, zarówno pod względem ekonomicznym, jak i klimatycznym oraz społecznym. Nowe modele biznesowe gigantycznych firm i globalizacja powodują, że stare systemy prawne stają się nieskuteczne, a konieczne jest zastosowanie rozwiązań na poziomie ponadnarodowym. Choć Komisja Europejska zapowiedziała prace nad jednolitym podatkiem cyfrowym, to zdaniem prof. Elżbiety Mączyńskiej, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, postępują one zbyt powoli.

– Za naszego życia pojawiły się zupełnie nowe modele biznesowe i to jest wyzwanie. Nowe technologie dają wielkie możliwości przekształcenia świata w świat rogu obfitości, bo wydajność rośnie, możemy produkować dowolną liczbę produktów różnego rodzaju – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. – Jednak problemem staje się popyt. Mamy do czynienia z marnotrawną gospodarką nadmiaru w krajach wysoko rozwiniętych. W tej chwili świat zaczyna się nad tym zastanawiać, co oznacza konieczność innego spojrzenia na nauki ekonomiczne, na rzeczywistość gospodarczą i na problemy społeczne. Jeżeli nasze podejście się nie zmieni, klimatyczne także, to sami sobie ograniczymy możliwości rozwojowe. Coraz częściej się mówi o rosnącym ryzyku sekularnej stagnacji, czyli takiej stagnacji na wieki.

Postęp technologiczny, którego doświadcza ludzkość, a wraz z nią całe jej otoczenie, także gospodarcze, przyspieszył w ostatnich kilkunastu latach w sposób zawrotny. Pojawienie się Facebooka, Twittera, Skype’a, Google’a, wszechobecny i dostępny bardzo tanio internet, smartfony czy ekonomia współdzielenia, której przykładem jest Uber, powodują, że dotychczasowe modele biznesowe stają się nieopłacalne albo zbyt kosztowne.

Dla nowych modeli nie ma dostatecznie skutecznych przepisów prawnych. To jest taki efekt zamknięcia. Dlatego we wszystkich krajach, kiedy pojawił się Uber, pierwszą reakcją było: „zakazać!”. Nie da się zakazać, trzeba tworzyć nowe rozwiązania, które ukierunkowują te nowe formy biznesu w taki sposób, żeby to sprzyjało harmonijnemu, trwałemu rozwojowi społeczno-gospodarczemu, a nie tylko bogaceniu się jednej korporacji – mówi prof. Elżbieta Mączyńska.

Zdaniem prof. Mączyńskiej zamiast zakazu prowadzenia takiej działalności poszczególne kraje powinny się umówić na taki model opodatkowania nowych gigantów, by nie miały one możliwości jego unikania. Jednym ze sposobów miałby być podatek cyfrowy ustanowiony na poziomie ogólnoeuropejskim.

– Możliwości optymalizacji podatkowej jest tym więcej, im bardziej zglobalizowane jest przedsiębiorstwo, bo zawsze może przesunąć koszty tam, gdzie są wyższe podatki, a zyski przesunąć tam, gdzie te podatki są niższe. To się nazywa transfer zysków i kosztów – wskazuje prezes PTE. – Jeżeli taka firma cyfrowa nie miałaby gdzie uciec z podatkiem albo nawet miałaby, ale tych miejsc byłoby niewiele, to wtedy musiałaby się poddać tym regułom podatkowym, bo inaczej groziłoby to marginalizacją jej działalności. Unia Europejska robi w tym obszarze zbyt mało, żeby zapobiec różnego rodzaju defraudacjom podatkowym.

Jak zapowiedział w Sejmie premier Mateusz Morawiecki, rząd otrzymał z Brukseli sygnał, że w ciągu kilku miesięcy Komisja Europejska zaproponuje projekt wspólnego podatku cyfrowego dla wszystkich państw Wspólnoty. Gdyby to nie nastąpiło, Polska ma wprowadzić własne przepisy w tym zakresie, niektóre kraje UE już to zresztą zrobiły. Na przykład Czechy zapisały w budżecie na 2020 rok 7-proc. stawkę podatku cyfrowego, a Francja już od br. nalicza 3-proc. stawkę. To zresztą stało się przyczyną jej sporu z USA, gdyż większość firm dotkniętych tą opłatą wywodzi się zza oceanu. Po wrześniowej wizycie wiceprezydenta Mike’a Pence’a rząd PiS wycofał się z pomysłu wprowadzenia daniny w Polsce, jednak po wyborach znów zaczął zapowiadać prace nad nią, zwłaszcza że zaniechanie starań wytknęła mu Lewica.

Z kolei OECD proponuje wspólny globalny podatek na poziomie 15 proc., który byłby dzielony na poziomie rządowym w zależności od zysków uzyskiwanych przez poszczególne firmy w różnych krajach.

 Świat nie znalazł dla tych organizacji rozwiązań, które by je zmuszały nie tylko do dbałości o zyski, lecz także do odpowiedzialności społecznej i ekologicznej. Tygrys wymknął się z klatki i teraz świat ma problem z zapędzeniem go do klatki, on się oczywiście broni – wyjaśnia prof. Elżbieta Mączyńska. – To jest problem występujący we wszystkich krajach i wymaga ponadnarodowych działań. Tu pojedynczy kraj nie wystarczy, dlatego że technologie cyfrowe nie mają granic i w związku z globalizacją, otwieraniem się granic, pieniądz też nie ma granic, kapitał wędruje, jak chce.

Eksport produktów mlecznych z Polski rośnie. Coraz częściej kupują je kraje azjatycki i afrykańskie

Niemal jedna trzecia wyprodukowanego nad Wisłą mleka i jego przetworów trafia poza granice Polski. W większości do Unii Europejskiej, zwłaszcza do Niemiec, jednak producenci poszukują nowych rynków zbytu w Azji, Afryce i Ameryce Południowej. O ile w ubiegłym roku wysokie ceny masła spowodowały wzrost eksportu tego tłuszczu, o tyle w 2019 r. korzystne dla przetwórców okazują się ceny odtłuszczonego mleka w proszku. Jednak nawet duże zakłady potrzebują rządowego wsparcia promocyjnego na rynkach eksportowych.

– Polska jest jednym z pięciu największych producentów mleka w Europie, a około 30 proc. produkcji eksportujemy poza granice Polski. Głównym naszym odbiorcą jest Wspólnota Europejska, natomiast bardzo szeroko docieramy też do innych krajów świata – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Małgorzata Cebelińska, dyrektor handlu Spółdzielni Mleczarskiej Mlekpol w Grajewie. – To jest bardzo szeroki przekrój krajów azjatyckich: Chin, Indonezji, Malezji, Filipin, Pakistan, Wietnam, kraje Bliskiego Wschodu – Zjednoczone Emiraty Arabskie, Irak, Jordanię. Ze względu na rosnącą populację popularność naszych produktów mleczarskich rozprzestrzenia się również na cały kontynent afrykański.

Najbardziej perspektywiczne są rynki Azji, Azji Południowo-Wschodniej, również Afryki, ze względu na rosnącą populację i jej siłę nabywczą, a w związku z tym rosnącą konsumpcję produktów mlecznych. W ubiegłym roku Polska odpowiadała m.in. za 38 proc. unijnego eksportu odtłuszczonego mleka w proszku do Algierii, a także do Wietnamu, Kolumbii i Meksyku. Wzrosła też sprzedaż mleka płynnego oraz serów i twarogów do Libanu, a także serów i twarogów na Ukrainę i do Iraku. Kierunkami, w których odnotowano zdecydowany wzrost, były też Senegal i Kambodża.

– Hitami eksportowymi są przede wszystkim produkty, które pozwalają na utrzymanie trwałości przez minimum pół roku, więc są to sery, masło, produkty proszkowe, ale też szeroka gama produktów UHT jak mleko, mleka smakowe, śmietanki – podkreśla Małgorzata Cebelińska.

Jednak branża mleczarska oczekuje od rządzących działań wspierających promocję polskich przetworów mlecznych w krajach trzecich.

– Chcemy, żeby wszystkie kraje kojarzyły Polskę z bardzo dobrym naturalnym produktem mlecznym. Do tego potrzebujemy wsparcia i długoterminowych strategii wspólnie z naszym rządem, żeby wsparł naszą działalność poza granicami. Jako pojedynczy zakład, nawet duży, nie mamy takiej siły przebicia, niż w sytuacji, kiedy wypowiadamy się jako cały sektor – wyjaśnia przedstawicielka Mlekpolu. – To, co w tej chwili robi polski rząd, jest niewystarczające. Potrzebujemy większego zaangażowania i konsekwencji w prowadzeniu tych programów. To są wyzwania, nad którymi nasi zagraniczni partnerzy pracowali przez kilkadziesiąt lat. My zaczęliśmy to robić niedawn i musimy zintensyfikować te działania.

Jak informuje Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, wyniki handlu zagranicznego branży mleczarskiej w okresie ośmiu miesięcy 2019 roku były lepsze niż w takim samym okresie 2018 roku Nadwyżka eksportu nad importem przetworów mlecznych zwiększyła się o 2,4 proc. do 1,85 mld l w przeliczeniu na mleko surowe, w wyniku głębszego spadku importu (o 6,6 proc. do 1,23 mld l) niż eksportu (o 1,4 proc. do 3,08 mld l). O zmniejszeniu eksportu zadecydował przede wszystkim znaczny spadek wywozu masła (o 17,9 proc.), z uwagi na niższe niż przed rokiem ceny eksportowe (o ok. 12 proc.) oraz wzrost krajowego spożycia o 8 proc. w pierwszym półroczu pod wpływem niższych cen detalicznych. Skurczył się eksport serwatki (o 10,8 proc.) oraz serów i twarogów – o 1,8 proc. Wywóz pozostałych przetworów zwiększył się od 5,0 proc. w przypadku mleka w proszku do 20,9 proc. (mleko płynne i śmietana). Mimo spadku wolumenów, wartość eksportu i importu wzrosła, odpowiednio o 2,8 proc. i 5,2 proc., a dodatnie saldo obrotów w ujęciu wartościowym zwiększyło się o 0,9 proc. do 0,88 mld euro.

– Mocna pozycja polskich produktów mleczarskich wynika z wyjątkowego położenia geograficznego i walorów przyrodniczych naszego kraju. Mamy wiele użytków zielonych, łąki, pastwiska, gdzie możemy w sposób zrównoważony i możliwie naturalny prowadzić hodowlę zwierząt i pozyskiwać najlepszej jakości surowce – tłumaczy Małgorzata Cebelińska.

Marek Kamiński wyrusza w podróż w towarzystwie robota. Chce promować zdobycze nowoczesnej techniki oraz lokalną kryptowalutę

Podróżnik zabierze w wyprawę dookoła świata robota-asystenta, który pomoże przybliżyć człowiekowi sztuczną inteligencję. Społeczny eksperyment będzie naszpikowany nowymi technologiami. Oprócz elektrycznego auta z czujnikami do mierzenia jakości powietrza i humanoidalnego robota, potrafiącego m.in. zawiadomić służby ratownicze o wypadku, Marek Kamiński w trakcie wyprawy przetestuje społeczną kryptowalutę Power of Change. To kolejne, innowacyjne wykorzystanie technologii blockchain.

– Wyzwania, przed którymi stoi w zasadzie cała ludzkość, to sustainability, singularity i social empowerment, czyli zrównoważony rozwój, sztuczna inteligencja czy osobliwość i upodmiotowienie społeczne. Mój projekt polega na tym, że przygotowuję podróż dookoła świata z robotem NOA oraz samochodem elektrycznym i podczas tej podróży będę zbierał deklaracje, które w jakimś sensie zmienią świat – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje podróżnik Marek Kamiński.

Swoją podróż dookoła świata Marek Kamiński rozpocznie w maju 2020 r. Przemieszczać będzie się autem elektrycznym, a towarzyszyć mu będzie robot NOA. Celem wyprawy jest przybliżenie najnowszych technologii krajom, które podróżnik będzie odwiedzał. Trasa poprowadzi m.in. przez Londyn, Turcję, Iran, Indie, Chiny, Koreę Południową, Japonię, Stany Zjednoczone i Kanadę. Jednym z elementów wyprawy Marka Kamińskiego będzie uruchomienie nowej, społecznej kryptowaluty.

– Mamy zamiar wprowadzić kryptowalutę Power for Change, która będzie kryptowalutą społeczną. Będzie ona używana podczas wyprawy do tego, żeby finansować różne wydarzenia w krajach, które odwiedzimy. Idea wprowadzenia tej kryptowaluty jest taka, że będzie taką platformą, która będzie finansować ciekawe inicjatywy lokalne, związane z trzema wymiarami, czyli singularity, sustainability i social empowerment. Ta wyprawa jest takim eksperymentem, który się dzieje tu i teraz, ale mówi nam o tym, jak będzie wyglądać przyszłość – mówi Marek Kamiński.

Równie istotną rolę w wyprawie Kamińskiego odegra inteligentny robot NOA, którego zadaniem będzie motywowanie podróżnika do dalszej pracy. Docelowo maszyny tego typu miałyby się sprawdzać w roli inteligentnych asystentów dla osób zmagających się m.in. z wypaleniem zawodowym czy depresją, zastępowałyby także człowieka w wykonywaniu prostych czynności.

– Doświadczenia z tej wyprawy mogą posłużyć do tego, żeby zbudować robota, którego będzie można wprowadzić na rynek. Ten robot to asystent człowieka, asystent starszych ludzi, w sensie opieki, będzie też trenerem mentalnym, będzie motywował do życia. Takie choroby jak depresja, wypalenie zawodowe, choroba bipolarna to są choroby, które dotykają setki milionów ludzi na całym świecie – wskazuje podróżnik. – Robot będzie asystentem podróży, będzie zbierał deklaracje dotyczące zmiany nawyków, będzie przeprowadzał wywiady z ludźmi dotyczące samych robotów i stosunku ludzi do robotów.

Eksperymenty z przetwarzaniem rozproszonych danych prowadzi również firma SingularityNET, która współpracowała przy tworzeniu inteligentnego robota Sophia. Wykorzystują oni zagadnienia z dziedziny blockchain do programowania zdecentralizowanych systemów sztucznej inteligencji, które w przyszłości mogą się przyczynić do powstania maszyn pełniących rolę asystentów dnia codziennego.

– NOA będzie też pełnił funkcję tzw. Robot for Life. Gdyby moje życie uległo zagrożeniu, to będzie mógł poinformować odpowiednie służby ratownicze, które będą gdzieś w pobliżu. Będziemy chcieli przeprowadzić duży test tego projektu – wyjaśnia Marek Kamiński.

Odczulanie to jedyna metoda na pozbycie się alergicznego nieżytu nosa. Dzięki dostępowi do podjęzykowej immunoterapii alergenowej pacjenci mogliby odczulać się samodzielnie w domu

Na choroby alergiczne cierpi ok. 40 proc. Polaków. Są wśród nich zarówno dorośli, jak i dzieci, które stanowią ok. 25-30 proc. pacjentów z alergicznym nieżytem nosa. Jedyną formą leczenia alergii, która polega na zwalczaniu przyczyny, a nie objawów choroby, jest immunoterapia alergenowa, czyli tzw. odczulanie. Można je rozpocząć już u dzieci po 5. roku życia. Odczulanie zapobiega rozwojowi astmy oskrzelowej i ciężkich postaci innych chorób alergicznych. Najwygodniejszą dla pacjentów formą jest immunoterapia podjęzykowa, podawana tabletkach. Lekarze podkreślają, że jej refundacja mogłaby skrócić kolejki do alergologów, przynieść realne korzyści finansowe w systemie ochrony zdrowia i skłonić więcej pacjentów do poddania leczeniu.

– W świetle badań prowadzonych przez naszych alergologów i ECAP (Epidemiologia Chorób Alergicznych w Polsce – przyp. red.) okazuje się, że od 25 do 30 proc. pacjentów z alergicznym nieżytem nosa jest w grupie dzieci szkolnych – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. dr n. med. Ewa Cichocka-Jarosz, alergolog z Kliniki Chorób Dzieci w Katedrze Pediatrii Uniwersytetu Jagiellońskiego, Collegium Medicum w Krakowie.

Alergie stanowią epidemię cywilizacyjną. Według Światowej Organizacji Zdrowia zajmują dziś trzecią pozycję na liście najczęstszych chorób przewlekłych. Z badania ECAP wynika, że objawy alergii wykazuje około 40 proc. Polaków – ok. 9 mln cierpi na katar alergiczny, natomiast 5,5 mln ma już objawy astmy. Polskie Towarzystwo Alergologiczne podaje, że średnio co kilkanaście lat następuje podwojenie liczby chorych, wśród których są zarówno dorośli, jak i dzieci. Skłonność do chorób alergicznych jest w dużym stopniu dziedziczna, ale wzrost liczby zachorowań wiąże się też z czynnikami cywilizacyjnym i zanieczyszczeniem powietrza (smog, dym papierosowy, etc.).

Objawami alergii są m.in. świąd, łzawienie i pieczenie oczu, zaczerwienienie spojówek, katar, niedrożność nosa, kichanie, duszność, kaszel, świszczący oddech, pokrzywka, wyprysk czy obrzęk jamy ustnej i gardła. Wywołują je alergeny – najczęściej są to pyłki traw, drzew, roztocza kurzu domowego, naskórek zwierząt czy pleśnie.

 Najważniejszym alergenem są roztocza kurzu domowego. Jest to alergen o specjalnych właściwościach, ponieważ ma właściwości proteazy, czyli enzymu, który niszczy połączenia międzykomórkowe, przez co ma lepszą penetrację w obręb naszych błon śluzowych. Dlatego stanowi najważniejszy alergen wśród tych, które mogą wywoływać objawy alergicznego nieżytu nosa, a w mniejszym stopniu również zapalenia spojówek, astmy atopowej i atopowego zapalenia skóry – wskazuje prof. Ewa Cichocka-Jarosz.

W celu rozpoznania alergii przeprowadza się testy skórne lub śródskórne oraz badanie krwi, w którym określa się wysokości stężenia przeciwciał typu E (IgE). Alergolodzy mają do dyspozycji szeroki wachlarz farmaceutyków, ale leczenie farmakologiczne polega tylko na redukcji nasilenia stanu zapalnego i zwalczaniu objawów. Jedyną aktywną metodą leczenia jest immunoterapia alergenowa, czyli tzw. odczulanie. Polega ono na podawaniu alergenów, na które organizm ma uzyskać tolerancję.

– Stosując immunoterapię, przywracamy naturalną tolerancję substancji alergenowych, która występuje u osób zdrowych – wyjaśnia prof. Marek Jutel z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, prezydent Europejskiej Akademii Alergologii i Immunologii Klinicznej.

– Dzieci są znakomitą grupą pacjentów, do których możemy adresować immunoterapię. Przede wszystkim dlatego, że proces zapalny w przebiegu alergicznego nieżytu nosa czy astmy atopowej trwa u nich stosunkowo niedługo – mówi prof. Ewa Cichocka-Jarosz. – Zaczynamy immunoterapię z reguły u dzieci powyżej 5. roku życia. Wyjątek stanowi immunoterapia na jad owadów – tu grupę wiekową można obniżyć w przypadku ryzyka ciężkiej reakcji po użądleniu, ale dotyczy to marginalnej grupy pacjentów.

Jak podkreśla prof. Marek Jutel, immunoterapia alergenowa to bezpieczna i stosowana od lat forma leczenia, promowana przez Europejską Akademię Alergologii i Immunologii Klinicznej, która dąży do objęcia nią jak najszerszej grupy pacjentów.

– Jest to z pewnością jeden z głównych priorytetów tej organizacji, aby zwiększyć dostępność immunoterapii w krajach europejskich, w tym także w Polsce, oraz ustalić szersze niż dotychczas wskazania do stosowania tego leczenia, szczególnie wśród dzieci – mówi prof. Marek Jutel.

Immunoterapia zapobiega rozwojowi astmy oskrzelowej i ciężkich postaci innych chorób alergicznych. Zwykle stosuje się ją od 3 do 5 lat, czyli stosunkowo krótko w porównaniu z leczeniem farmakologicznym, które wielu pacjentów musi kontynuować stale, przez całe życie. Odczulanie może być podawane w dwóch formach: w zastrzykach bądź podjęzykowo (w kroplach lub tabletkach). Efektywność tych metod jest prawie taka sama, ale zaletą doustnej terapii jest to, że można stosować ją samodzielnie w domu.

– Immunoterapia podjęzykowa jest znacznie bezpieczniejsza. Nie wymaga systematycznych wizyt w gabinecie alergologa, tylko pierwsza dawka jest podawana pod kontrolą lekarza, natomiast kolejne pacjent stosuje już sam. To zmniejsza częstotliwość wizyt, dzięki czemu również kolejki mogłyby ulec zmniejszeniu – mówi prof. Marek Jutel.

W Polsce immunoterapia podjęzykowa w tabletkach nie jest jeszcze refundowana, więc pacjenci mają trudniejszy dostęp do tej formy terapii. Jednak lekarze podkreślają, że jej dostępność mogłaby nie tylko skłonić większą liczbę pacjentów do poddania się takiemu leczeniu, lecz także przynieść realne korzyści finansowe w systemie ochrony zdrowia.

– Korzyść ze stosowania immunoterapii podjęzykowej to mniejsze koszty związane z wizytami w gabinecie alergologa oraz mniejsze koszty społeczne. Wizyta pacjenta w gabinecie alergologa w celu podania iniekcji wiąże się czasem z utratą całego dnia pracy. To są duże koszty. Refundowana immunoterapia podjęzykowa przyniosłaby duże korzyści zarówno dla pacjentów, jak i dla systemu opieki zdrowotnej – ocenia prezydent Europejskiej Akademii Alergologii i Immunologii Klinicznej. – Są kraje w Europie, gdzie ponad 90 proc. odczulań u pacjentów odbywa się za pomocą tabletki podjęzykowej. Są i takie, w których jeszcze przeważa immunoterapia podskórna i Polska rzeczywiście wypada tutaj bardzo źle.


Materiał powstał w ramach kampanii edukacyjne. Więcej informacji na stronie Facebooka: Zerwij z alergią – wybierz zdrowie.

Zerwij z alergią, wybierz zdrowie.

Co piąta firma planuje w ciągu trzech lat zakup aut elektrycznych. Na razie rynek napędzają głównie zamówienia z sektora publicznego

19 proc. przedsiębiorstw chce w najbliższych trzech latach kupić samochody elektryczne lub hybrydy typu plug-in – wynika z danych Arval Mobility Observatory. Jak pokazują najnowsze statystyki PSPA i PZPM, po polskich drogach jeździ już blisko 8 tys. elektryków, ale w porównaniu do blisko 18 mln samochodów osobowych ogółem wciąż jest to jednak marginalny odsetek. Rozwój rynku w kolejnych latach uzależniony jest przede wszystkim od rządowego programu dopłat, w tej chwili napędza go również sektor publiczny, który ma ustawowy obowiązek wprowadzenia takich pojazdów do swoich flot.

Polskie firmy wykazują coraz większe zainteresowanie samochodami z napędem alternatywnym. Hybrydy dość mocno zaistniały we flotach, natomiast jeśli chodzi o samochody elektryczne – jak na razie wciąż jest to etap testowania. Przedsiębiorstwa są zainteresowane, chcą wprowadzić do floty 12 takie pojazdy i zobaczyć, jak to działa, ale zakupów na dużą skalę jeszcze nie ma – mówi agencji Newseria Biznes Grzegorz Szymański, dyrektor generalny Arval Polska.

Z badań think tanku Arval Mobility Observatory wynika, że blisko co piąta firma w Polsce (19 proc.) włączyła lub zamierza w ciągu najbliższych trzech lat włączyć do swojej floty pojazdy elektryczne bądź hybrydy typu plug-in. Napędy alternatywne cieszą się popularnością zwłaszcza wśród przedsiębiorstw dużych, zatrudniających minimum 500 pracowników. Popyt ze strony klientów indywidualnych jest wciąż znikomy. Rynek samochodów elektrycznych w Polsce napędza w tej chwili sektor publiczny. Zgodnie z ustawą o elektromobilności, od początku 2020 roku floty w sektorze publicznym powinny mieć co najmniej 10 proc. samochodów z napędem elektrycznym.

Jak pokazuje „Licznik elektromobilności” PSPA i PZPM, na koniec października br. po polskich drogach jeździły już 7 884 samochody osobowe z napędem elektrycznym, z których blisko 2/3 stanowiły pojazdy w pełni elektryczne (4 701), a pozostałą część hybrydy typu plug-in (3 183). Od stycznia liczba rejestracji samochodów całkowicie elektrycznych oraz hybryd typu plug-in osiągnęła poziom 3 250 sztuk, czyli o 100 proc. więcej niż w tym samym okresie roku ubiegłego.

Jak podkreśla dyrektor generalny Arval Polska, to głównie wsparcie ze strony państwa, np. w postaci dopłat, i uwarunkowania prawne w największym stopniu napędzają rozwój rynku pojazdów elektrycznych.

Powolny rozwój elektromobilności w Polsce wynika dzisiaj z dwóch elementów. Po pierwsze, Polska jest największym rynkiem samochodów używanych w Europie. To, że rejestrujemy milion średnio 10-letnich samochodów importowanych z Europy Zachodniej samo w sobie powoduje, że jest mało samochodów elektrycznych. Po prostu nie ma samochodów elektrycznych, które mają 10 lat. Natomiast jeśli chodzi o nowe samochody, barierą jest brak zachęt, brak dopłat do samochodów elektrycznych, co też powoduje, że ich udział jest bardzo niski – mówi Grzegorz Szymański.

Na ten argument wskazywało 60 proc. organizacji w badaniu KPMG i PSPA przeprowadzonym wiosną tego roku. Od listopada zaczął jednak obowiązywać rządowy program dopłat do zakupu elektryków. W pierwszym etapie zostały nim objęte osoby fizyczne (klienci indywidualni), które mogą uzyskać dofinansowanie w wysokości 30 proc. (ale nie więcej niż 37,5 tys. zł) do zakupu elektrycznego samochodu, którego cena nie przekracza 125 tys. zł. W przyszłym roku program ma objąć również nabywców flotowych. Z badania KPMG i PSPA wynika, że z nowych rozwiązań – ujętych w rozporządzeniu dotyczącym Funduszu Niskoemisyjnego Transportu – zamierza skorzystać połowa badanych podmiotów. Barierą dla rozwoju rynku wciąż pozostaje wysoka cena samochodów elektrycznych i ograniczona infrastruktura do ich ładowania.

Rozwój elektromobilności w Polsce w przyszłym roku zależy głównie od dwóch czynników. Jeden to czynnik zewnętrzny – w Europie powstają nowe fabryki baterii do samochodów elektrycznych i moce produkcyjne oraz podaż samochodów elektrycznych wzrosną. Elektryki będzie łatwiej kupić i będą tańsze. Drugi czynnik, to ostateczny kształt przepisów o dopłatach do samochodów elektrycznych w Polsce. To, jak zostaną wprowadzone i jakie będą zasady rozstrzygania konkursów na dopłaty, przełoży się na konkretne cyfry i wyniki sprzedaży – mówi dyrektor generalny Arval Polska.

Branżę cyfrowej rozrywki zmieniają serwisy streamingowe. Przyszłością gier jest zupełnie nowe podejście do VR

Rozwój technologii mobilnych sprawił, że gry komputerowe przestały być medium niszowym, skierowanym do wąskiego grona posiadaczy komputerów oraz konsol. Dzięki upowszechnieniu się smartfonów i tabletów stały się wszechobecne, a branża nieustannie eksperymentuje z nowymi formami wyrazu, które pozwolą wznieść branżę cyfrowej rozrywki na wyższy poziom. Na popularności zyskują platformy VR, a w najbliższych latach o uwagę odbiorcy zawalczą usługi strumieniowania gier.

– Gry dojrzały jako medium równoprawne takim formom opowiadania jak kino, telewizja czy teatr. Nadejdzie na pewno zmiana technologiczna w postaci streamowania gier, dostępności na telefonach, tabletach i tym podobnych urządzeniach. Gry będą się przeplatać z systemami łączności. Będą wchodzić w nową rewolucję przemysłową i to ona zdefiniuje, w którą stronę pójdą – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Paweł Miechowski, partnership manager z 11 bit studios.

Gry od dawna były postrzegane przez twórców jako usługi, a nie produkty, o czym świadczą m.in. ich zapisy licencyjne. Ale dotychczas klient końcowy nie był w stanie odczuć ich usługowego charakteru. Dopiero pojawienie się i upowszechnienie subskrypcji zmieniło oblicze tej branży. Na taki model dystrybucji zdecydował się m.in. serwis Humble Bundle, wprowadzając miesięczną subskrypcję gier-niespodzianek. Usługa cieszyła się na tyle dużym zainteresowaniem, że firma postanowiła przeprowadzić jej rebranding, aby uczynić ją jeszcze bardziej atrakcyjną. Od grudnia 2019 roku Humble Monthly zmieni się w Humble Choice i zaoferuje kilka planów subskrypcyjnych, w ramach których każdy będzie mógł własnoręcznie skompletować paczkę interesujących go produkcji.

Podobną usługę wprowadzili także najwięksi dystrybutorzy na rynku – Origin uruchomił Access, Microsoft Xbox Game Pass Ultimate zaś Sony PlayStation Now. Swoją wersję platformy tego typu ma nawet HTC, które w ramach Viveport udostępnia subskrybentom pełną bibliotekę gier przeznaczonych na gogle VR. Na tym jednak nie koniec, gdyż przyszłością branży mogą się okazać usługi streamingowe, które uniezależnią graczy od jakiejkolwiek platformy.

– Dużo się teraz mówi o streamingu. Google Stadia jest jedną z takich raczkujących platform. Ta dostępna od jakiegoś czasu technologia jest bardzo zależna od dostępności szerokopasmowego internetu. Obserwujmy, co się będzie działo, bo to chyba nie jest takie łatwe postawić infrastrukturę, która pozwoli na streaming gier wszędzie, przynajmniej w państwach pierwszego świata – twierdzi ekspert.

Inżynierowie Google chcą zmienić sposób, w jaki podchodzimy do grania i zakończyć erę rywalizujących ze sobą platform. Usługa, która właśnie zadebiutowała w Stanach, pozwoli przesyłać gry strumieniowo na niemal dowolne urządzenie. Wystarczy się zalogować do niej za pośrednictwem aplikacji na smartfony, tablety lub komputery bądź uruchomić za pośrednictwem strony internetowej, aby otrzymać natychmiastowy dostęp do mocy obliczeniowej serwerów Google. Gry, które uruchomimy za pośrednictwem Stadii, będą renderowane na komputerach korporacji, a obraz z nich przekazywany w czasie rzeczywistym na urządzenie gracza.

Podobny serwis testuje także Microsoft, który w ramach Project xCloud uruchomił streamingową platformę gamingową oferującą dostęp do kilkudziesięciu gier z Xboksa, które za pośrednictwem chmury możemy uruchomić na urządzeniach mobilnych.

Z technologiami tego typu eksperymentuje również firma Valve, twórcy platformy Steam. Korporacja ma w swoim portfolio kilka rozwiązań chmurowych, m.in. aplikacje Steam Link, która pozwala przesyłać obraz z domowego komputera na smartfony i tablety czy Steam Remote Play Together do zdalnego grania w tytuły kooperacyjne. A w jednej z ostatnich wersji kodu źródłowego udało się odnaleźć wpis sugerujący, że Valve również może planować uruchomienie serwisu pokroju Google Stadia – deweloperzy umieścili w nim wzmiankę o nieznanej dotąd usłudze nazywanej Steam Cloud Gaming.

– Następnym krokiem będzie wirtualna rzeczywistość. Natomiast nie sądzę, że będzie to wirtualna rzeczywistość, jaką znamy, czyli zakładane na głowę okulary, tylko interfejs bezpośredni pomiędzy mózgiem ludzkim a maszyną – prognozuje Paweł Miechowski.

Według analityków z firmy IMARC Group wartość globalnego rynku gamingowych serwisów streamingowych w 2018 roku wyniosła 802 mln dol. Przewiduje się, że do 2024 roku wzrośnie do 2,57 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 22 proc.

Ograniczenia mobilności osób starszych oraz z niepełnosprawnościami w miejscach publicznych

3 grudnia to Międzynarodowy Dzień Osób Niepełnosprawnych – dobry moment, aby zwrócić uwagę na codzienne problemy tej grupy: osób z niepełnosprawnością ruchową, niedowidzących, niesłyszących czy starszej części społeczeństwa cierpiącej na choroby neurologiczne. Jednym z ich codziennych wyzwań jest nadal utrudnione poruszanie się w przestrzeni miejskiej, bariery architektoniczne, niedostosowane obiekty użyteczności publicznej, a także mieszkania prywatne. W sierpniu br. Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej podpisało umowę na nowy projekt: usługę transportową door-to-door oraz likwidację barier architektonicznych[1]. Kilka dni temu poinformowano o przyznaniu prawie 9 mln zł na realizację programu „Asystent osobisty osoby niepełnosprawnej”, z którego w 2020 r. skorzystają 32 samorządy na Mazowszu[2]. Zmiany w planach, a jak obecnie odnajdują się w przestrzeni miejskiej osoby niepełnosprawne, starsze i ich opiekunowie?

Ograniczenie mobilności dotyczy bardzo dużej grupy osób: poruszających się o wózkach, kulach czy balkonikach – z tzw. niepełnosprawnością ruchową, ale także często kontuzjowanych, poruszających się z dziećmi, kobiet w ciąży, otyłych, ze zbyt niskim wzrostem czy po prostu osób starszych. Zaplanowany na 2020 rok program osobistego asystenta ma ułatwić wykonywanie codziennych czynności, zapewnić uczestnictwo w życiu lokalnej społeczności, a także przeciwdziałać wykluczeniu. Bezpłatne korzystanie z tej inicjatywy będzie możliwe dla osób mających orzeczenie o znacznym lub  umiarkowanym stopniu niepełnosprawności albo orzeczenie równoważne. Natomiast usługa door-to-door ma za zadanie wspomóc mobilność dzięki indywidualnemu transportowi do placówek zdrowia lub rehabilitacyjnych. Oprócz tego wyznaczono środki, które poprawią dostępność dla osób o specjalnych potrzebach w zakresie budynków wielorodzinnych, osiedlowych i publicznych. Zmiany obejmą budowę podjazdów oraz modernizację wind – pojawią się systemy dźwiękowe z napisami alfabetem Braile’a, systemy dotykowe i wizualne.

Dostępność nie dla wszystkich

Ostatnia kontrola NIK-u, dotycząca obiektów użyteczności publicznej, wykazała, że żaden z 94 budynków nie spełniał warunków miejsca wolnego od barier, pozwalającego korzystać z niego osobom niepełnosprawnym na zasadach równości ze sprawnymi użytkownikami[3]. Pod lupę wzięto m.in. urzędy oraz poradnie zdrowia – miejsca, które w pierwszej kolejności powinny być dostępne dla każdego.  Przykładów utrudnień jest wiele, to m.in. oddalenie tzw. „koperty” parkingowej od windy w odległości 20 m oraz wlot monet w parkomacie, który uniemożliwia skorzystanie z niego osobie na wózku inwalidzkim. Inne bariery to m.in. za wysokie progi, źle zamontowane klamki okienne, zbyt mała powierzchnia możliwego manewru w łazience czy domofon przy budynku, bez opisu alfabetem Braille’a. Niewłaściwe zaprojektowanie budynków utrudnia codzienne realizowanie różnych aktywności nie tylko osobom niepełnosprawnym, ale także ich opiekunom.

– Problem pojawia się wtedy, gdy opiekunowie muszą przetransportować się z podopiecznym z miejsca A do miejsca B. Czasami trzeba sprowadzić chorego z piętrowego mieszkania bez windy, podjechać wózkiem do specjalnie przygotowanego samochodu, mając na drodze mnóstwo krawężników. Następnie czekają schody przy wejściach do budynków, zbyt małe przejścia, nieprzystosowane dla osób z niepełnosprawnościami toalety. Zazwyczaj nasi opiekunowie pracują ze starszymi, schorowanymi osobami, które potrzebują wsparcia w codzienności. Jednak biorąc pod uwagę ilość niedostosowań architektonicznych w całej sferze publicznej, to ciężko mi wyobrazić sobie poruszanie się osoby, która korzysta samodzielnie z wózka inwalidzkiego, bez niczyjego wsparcia – mówi Iwona Przybyło, dyplomowana pielęgniarka pracująca w Akademii Opiekunów.

To nie jest tylko łatwość poruszania, to kwestia bezpieczeństwa

Żaden z kontrolowanych przez NIK obiektów nie posiadał specjalistycznego wyposażenia do ewakuowania osób niepełnosprawnych, a 60% z nich nie opracowało nawet szczegółowych procedur na wypadek zagrożenia lub metod ewakuacji. O ile wyjścia ewakuacyjne, specjalne oznaczenia i alarmy są widoczne, słyszalne oraz znane osobom pełnosprawnym, to inaczej jest w przypadku chorych posiadających różne ograniczenia percepcyjne i komunikacyjne. W obiektach użyteczności publicznej powinny istnieć sygnalizacje naprowadzające do konkretnych wyjść ewakuacyjnych, w sytuacji zagrożenia życia, w której dodatkowo odczuwa się duży stres – tym większy dla osoby słabowidzącej czy słabosłyszącej. Wprowadzone od dawna obowiązkowe próbne ewakuacje miały rozwiać wątpliwości użytkowników budynków publicznych, m.in. uczniów szkół. Okazuje się, że przeprowadzane podejścia do ewakuowania obiektu mają niewiele wspólnego z rzeczywistymi warunkami zagrożenia:

– Zostaliśmy poinformowani o tym, że odbędzie się próbna ewakuacja wszystkich studentów. Na co dzień jestem osobą sprawną fizycznie, ale akurat wtedy złamałam nogę. Myślałam, że procedura zostanie przeprowadzona tak jak powinna, a mnie po prostu poproszono o to, żebym wyszła kilka minut przed wszystkimi, ponieważ „i tak nie dam rady iść ich tempem” – tym bardziej, że przede mną kilka dużych schodków do pokonania. Obawiam się, że jeśli przykładowo wybuchnie pożar, osoba niepełnosprawna będzie miała duży problem z opuszczeniem budynku – mówi jedna ze studentek łódzkiej szkoły policealnej. Oddzielną kwestią jest natomiast brak przeszkolonego personelu, który w wypadku zagrożenia może okazać się jedynym ratunkiem dla osób ze specjalnymi potrzebami.

Można lepiej – tylko jak?

Na szczęście przykłady dobrych praktyk również można mnożyć. W bibliotece w Sieradzu na czytelników czekają udogodnienia dla osób niedowidzących: lupy, urządzenia biurowe wyposażone w alfabet Braille’a, audiobooki w wersji cyfrowej czy urządzenia lektorskie, które czytają na głos. Natomiast do potrzeb osób z różnymi niepełnosprawnościami dostosowano nawierzchnię rynku we Wrocławiu. Inwestycję poprzedzono konsultacjami z lokalnymi instytucjami, działającymi na rzecz osób niepełnosprawnych, które wiedziały, co jest najbardziej potrzebne tej grupie obywateli. Niestety, w wielu gminach w projektach ważnych dla miasta, takich jak stadiony, pływalnie lub węzły komunikacyjne, nie skorzystano ze wsparcia w postaci porad od osób starszych i niepełnosprawnych.
– Myślę, że bardzo ważna jest identyfikacja potrzeb i oczekiwań osób, które nie są sprawne fizycznie. Konsultacje powinny być pierwszym z etapów projektowania nowych budynków czy przestrzeni miejskich. Inne problemy dotyczą osób mających problemy ze swobodnym poruszaniem się, a inne na przykład osób słabowidzących. Osoba starsza zazwyczaj porusza się o lasce lub balkoniku, często niedowidzi i słabo słyszy. W wielu miejscach brakuje nadal odpowiednich komunikatów głosowych, map dotykowych, automatycznych drzwi czy chociażby miejsc do odpoczynku z ławkami – zaznacza Tomasz Piłat, dyrektor Akademii Opiekunów. Aby odpowiednio zaprojektować wejście do budynku ratusza w Kaliszu, zatrudniono inspektora do spraw osób niepełnosprawnych. Zmiany poczynione przy wejściu do gmachu znacznie ułatwiły poruszanie się osobom z ograniczoną sprawnością. Rozpoznanie potrzeb, opiniowanie oraz konsultowanie z przedstawicielami zainteresowanych środowisk powinno być kluczowe w realizacji każdej inwestycji: przebudowie, remoncie czy budowaniu od podstaw.

Dostępność przestrzeni publicznej, zarówno dla dzieci, seniorów jak i osób niedowidzących, niedosłyszących, z niepełnosprawnością umysłową czy ruchową to założenie, które powinno być respektowane z największą dbałością. Uniwersalne projektowanie pomoże zapobiec społecznemu wykluczeniu oraz poprawi jakość życia każdej grupie społecznej. Inicjatywy związane z nowymi inwestycjami czy remontami istniejących już obiektów oraz kwestie wpływające na ich dostępność powinny być konsultowane z najbardziej doświadczonymi w tym temacie. Szczególną uwagę warto zwrócić na osoby starsze, ponieważ społeczeństwo w Polsce starzeje się z roku na rok. Problemy tych obywateli mogą stać się niebawem dużym utrudnieniem dla prawie 30% wszystkich mieszkańców naszego kraju.

1 https://www.pfron.org.pl/aktualnosci/szczegoly-aktualnosci/news/nowy-projekt-door-to-door-i-likwidacja-barier-architektonicznych/

[2] http://niepelnosprawni.pl/ledge/x/861708;jsessionid=352B82D1C0DCFA4E9C057E94E6CAA8F5

[3] https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/miejsca-powszechnie-dostepne-wciaz-niedostepne.html

W 2020 r. Niemcy otworzą rynek dla Ukraińców, ale niemiecki rynek pozostanie dla nich trudno dostępny

Polski rynek pracy jest mocno zasilany przez emigrantów zza wschodniej granicy. Obecnie około półtora miliona obywateli Ukrainy przebywa w Polsce, funkcjonując na naszym rynku pracy. Zaspokajają oni głównie potrzeby kadrowe przemysłu, sektora budowlanego i usługowego – gdyż są to rynki niewymagające dużych kwalifikacji i dobrej znajomości języka. Cudzoziemcy odgrywają w tych obszarach bardzo istotną rolę – polski rynek pracy boryka się bowiem ze spadającą pulą pracowników, co jest związane z kryzysem demograficznym. Duży napływ pracowników z Ukrainy wspiera działanie naszych firm i dobrze wpływa na polską gospodarkę. Taka sytuacja może się jednak długo nie utrzymać. Chociaż Polska już wcześniej została określona jako kraj tranzytowy, skąd obywatele krajów spoza Unii Europejskiej migrują dalej na Zachód, to w najbliższych latach odpływ cudzoziemców z Polski może się zwiększyć. Nasi sąsiedzi coraz bardziej łagodzą bowiem regulacje związane z prawem emigracyjnym,

–  Nowe regulacje migracyjne wdrażają Czesi i Węgrzy. Na pracowników spoza Unii starają się otwierać również Niemcy. To budzi duże obawy odpływu Ukraińców z Polski. Szczególnie z Niemcami będzie nam bardzo ciężko konkurować pod względem płacowym – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Kubisiak, ekspert Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Na nasze szczęście nowe regulacje w Niemczech są wciąż dosyć restrykcyjne. Pozwolą one na uzyskanie pozwolenia na pracę osobom wykwalifikowanym, o wysokich zdolnościach językowych. W przypadku Czech mamy do czynienia z powiększeniem ustawowej liczby osób, które mogą napłynąć na czeski rynek pracy. Te liczby faktycznie wzrosną dwukrotnie, ale tylko z poziomu 20 tysięcy do 40 tysięcy. To mała skala – w porównaniu z ponad milionem osób przebywających w Polsce. Nie powinna ona zaburzyć polskiego rynku pracy. To, czego powinniśmy się najbardziej obawiać, to wciąż kwestia nielegalnego odpływu migrantów do krajów Zachodniej Europy. Zmagamy się z tym już od wielu lat – przypomina Kubisiak.

CPK planuje działania ze spółkami Skarbu Państwa

Centralny Port Komunikacyjny rozpoczął ustalenia z gronem firm i instytucji, z którymi od połowy przyszłego roku będzie ściśle współpracował podczas prac nad master planem nowego lotniska

W dzisiejszym spotkaniu w Ministerstwie Infrastruktury, zorganizowanym przez spółkę Centralny Port Komunikacyjny, wzięli udział przedstawiciele 13 firm i instytucji: Urzędu Lotnictwa Cywilnego (ULC), Orlenu, Lotosu Air BP, PERN-u, Polskiej Grupy Energetycznej (PGE), Polskich Sieci Elektroenergetycznych (PSE), Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa (PGNiG), Gaz-Systemu, Polskiej Spółki Gazownictwa (PSG), SIME Polska, Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA), Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie i Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMGW).

W połowie przyszłego roku przystąpimy do prac nad master planem: zarówno dla lotniska, jak też dla zintegrowanej z nim stacji kolejowej. Tym samym wkraczamy w kluczowy etap przygotowań, który będzie wymagał wzmożonej współpracy m.in. z gestorami mediów, regulatorami i zarządcami infrastruktury – mówi Marcin Horała, pełnomocnik rządu ds. CPK.

Przedmiotem rozmów były m.in. planowana na przyszły rok inwentaryzacja terenu inwestycji, zakres prac przy układaniu niezbędnej infrastruktury paliwowej, energetycznej, wodociągowej itp. oraz utworzenie zespołów roboczych do realizacji zadań podczas przygotowań master planu.

Dla właściwego zaplanowania CPK potrzebujemy danych dotyczących istniejącej infrastruktury, informacji o parametrach sieci przesyłowych i ewentualnych planach inwestycyjnych spółek w tym obszarze. Dzięki temu właściwie zaplanujemy działania na etapie przygotowywania master planu. Dlatego już teraz musimy być w bliskim kontakcie ze spółkami, które dostarczą na potrzeby lotniska m.in. niezbędne zasoby, paliwa i energię – wyjaśnia Mikołaj Wild, p.o. prezesa CPK.

Spółka CPK planuje swoje lotnisko na terenie gmin Baranów, Teresin i Wiskitki – między Warszawą i Łodzią, czyli pierwszym i trzecim miastem w Polsce pod względem liczby mieszkańców. Jest to teren w większości rolniczy, w dużym stopniu niezabudowany. – Ponieważ będzie to lotnisko budowane jako tzw. greenfield, pozwoli nam to od podstaw zaplanować infrastrukturę CPK, zapewniając rezerwę dla przyszłych rozwiązań – mówi Marek Litwin, dyrektor Biura Strategii i Planowania Lotniska CPK. – Spotkaliśmy się z kluczowymi dla tego etapu partnerami, żeby przedstawić plan i metodykę współpracy, omówić nasze oczekiwania oraz dowiedzieć się, jakich informacji potrzebują od nas interesariusze – tłumaczy.

Master plan CPK przedstawi m.in. koncepcję rozwoju portu lotniczego w perspektywie 20 lat (na podstawie szczegółowych prognoz ruchu lotniczego) i  etapowanie budowy. Jak wyjaśnia Małgorzata Popławska, menadżer ds. planowania i przepustowości CPK, ma on nie tylko określić infrastrukturę dostosowaną do realizacji celów inwestycji, ale być też odpowiedzią na potrzeby przyszłych użytkowników lotniska.

Zakładany czas dojazdu do centrum Warszawy pociągiem to ok. 15 minut, a do Łodzi – ok. 25 minut. Według wyliczeń spółki CPK, ok. 7 mln mieszkańców znajdzie się w zasięgu dojazdu do CPK w czasie nie dłuższym niż półtorej godziny. W pierwszym etapie CPK zakłada przepustowość lotniska i węzła transferowego na poziomie 45 mln pasażerów rocznie, czyli ok. 400 tys. operacji lotniczych (startów i lądowań) w ciągu roku na dwóch drogach startowych.

Uzgodnienia założeń infrastrukturalnych CPK trwają od połowy kwietnia br. To wtedy spółka po raz pierwszy pokazała 125 głównych elementów infrastruktury m.in. zakładany układ dróg startowych, dróg kołowania, płyt postojowych, terminali (pasażerskich, cargo i general aviation), stacji kolejowej zintegrowanej z terminalem pasażerskim, parkingów i dróg wewnętrznych. W ciągu kolejnych tygodni wpłynęło ponad tysiąc uwag i propozycji dotyczących infrastruktury planowanego lotniska, m.in. obsługi samolotów, pasażerskiej, bagażowej, cargo, zaplecza technicznego itd. Od tego czasu spółka we współpracy z partnerami branżowymi stworzyła 350-stronicowy tzw. brief strategiczny portu lotniczego, który został następnie skonsultowany z ponad 140 firmami i instytucjami.

Jednocześnie przewoźnicy lotniczy opiniują wygląd lotniska w ramach Komitetu Konsultacyjnego (Airport Consultative Committee – ACC), który został powołany pod koniec maja przez Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA) we współpracy z CPK. Dotychczas w ramach ACC odbyły się dwa spotkania w Warszawie: 18 lipca i 18 października.

Spółka jest na końcowym etapie przygotowywania Programu Wieloletniego, który określi planowane wydatki na CPK w kolejnych latach. Oprócz tego w planach na najbliższe miesiące są m.in. wybór doradcy strategicznego spośród największych i najlepszych pod względem operacyjnym lotnisk świata.

DHL Supply Chain przedstawia Strategię 2025

  • W Inteligentnym Magazynie w Beringe w Holandii, DHL zaprezentowało jak innowacyjne rozwiązania branży logistycznej tworzą natychmiastową wartość dla klientów i pracowników.
  • Oscar de Bok, Dyrektor Generalny DHL Supply Chain, przedstawił założenia Strategii 2025, a także wyjaśnił w jaki sposób automatyzacja i cyfryzacja zmienią oblicze branży logistycznej.

2 grudnia 2019 r. – Oscar de Bok, Dyrektor Generalny DHL Supply Chain, wybrał Kampus Technologiczny w Beringe w Holandii, jedną ze sztandarowych operacji  DHL Supply Chain, na miejsce przedstawienia Strategii 2025. Właśnie w Beringe znajduje się jeden z Inteligentnych Magazynów DHL Supply Chain, globalnego lidera logistyki kontraktowej. Magazyn służy klientom w całej Europie, obsługując w ich przy pomocy zautomatyzowanych i najnowocześniejszych technologicznie rozwiązań logistyki kontraktowej.

Oscar de Bok, Dyrektor Generalny DHL Supply Chain: ”DHL Supply Chain nie jest jedynie światowym liderem w zakresie usług logistyki kontraktowej, nasza spółka jest także liderem cyfryzacji i innowacji. Nieustannie rozwijamy się, a nasze podejście, które nastawione jest na klienta, pozwala zmieniać innowacyjne pomysły w skalowalne i komercyjnie opłacalne produkty, które możemy wprowadzić we wszystkich regionach. Inteligentny Magazyn, znajdujący się w Kampusie Technologicznym w Beringe, jest doskonałym przykładem, ilustrującym w jaki sposób wdrażamy inteligentne rozwiązania, by tworzyć natychmiastową wartość zarówno dla naszych klientów, jak i pracowników.

Nowa strategia obejmuje przede wszystkim cztery obszary: w zakresie pracowników i talentów, DHL skupia się na pokonaniu problemu niedostatku siły roboczej oraz przyciągnięciu utalentowanych ludzi, a także na przygotowaniu i przeszkoleniu obecnych pracowników oraz uzyskaniu przez nich certyfikatów w świetle nadchodzących wraz z cyfryzacją zmian. Jeżeli chodzi o operacje,  standaryzacja oraz stale ulepszane procedury doprowadzą do bardziej rentownego rozwoju, zaś doświadczenia klientów, w szczególności cyfrowe, staną się tak ważne, jak nigdy dotąd.

„DHL Supply Chain w Polsce rozwija się w imponującym tempie – w ciągu dwóch lat do grona naszych pracowników dołączyło ponad 2 tysiące osób i liczba ta ciągle rośnie.  Innowacje i cyfryzacja to jeden z czynników, który umożliwi nam przyciągnięcie do firmy utalentowanych pracowników. Nasi ludzie to najlepsi eksperci na rynku, a sposób w jaki ich szkolimy i nimi zarządzamy, sprawia,  że osiągamy  przewagę konkurencyjną. W dzisiejszych czasach nasi klienci oczekują wdrażania innowacji i cyfryzacji – a my , jako lider logistyki kontraktowej w świecie, jesteśmy w stanie i chcemy te wymagania realizować.” Mówi Piotr Okurowski, Dyrektor Zarządzający DHL Supply Chain w Polsce. 

DHL Supply Chain, Robot-Picking Cell – Beringe
DHL Supply Chain, Robot-Picking Cell – Beringe

Kampus Technologiczny w Beringe posiada powierzchnię magazynową sięgającą 128 000 m2 i jest wyposażony w 100 obszarów przeładunkowych. Kampus służy globalnym liderom technologicznym jako ogólnoeuropejski węzeł dystrybucji, w którym światowy łańcuch dostaw klientów DHL jest koordynowany przez lokalny zespół. a jego działanie opiera się na wielu innowacyjnych specjalistycznych narzędziach, m.in., maszynach przetwarzających i sortujących, technologii rozszerzonej rzeczywistości, , robotach do transportu wewnętrznego oraz mobilnych urządzeniach skanujących najnowszej generacji.

Przewaga torysów w sondażach sprzyja funtowi

Za nami kolejny tydzień na rynku walutowym. Zobaczmy, które waluty ostatnio radziły sobie lepiej od innych, a które odstawały od reszty.

W grupie walut G10 wyjątkowo dobrze radził sobie m.in. funt brytyjski. Szterling umacniał się w relacji do większości najważniejszych walut świata. Jednoznacznie wskazuje to, że rynki finansowe liczą na wygraną Partii Konserwatywnej w nadchodzących wyborach parlamentarnych w Wielkiej Brytanii. Dobre nastroje panujące wśród inwestorów oznaczały również, że gorzej radziły sobie waluty tradycyjnie uznawane za bezpieczne, czyli tak zwane waluty “safe haven”, szczególnie jen japoński. W minionym tygodniu w wyjątkowo wąskim korytarzu poruszała się para EUR/USD. Ograniczonej zmienności bez wątpienia sprzyjał okres świąteczny w Stanach Zjednoczonych.

Warto też wspomnieć o utrzymującej się słabości walut Ameryki Łacińskiej. Przez ostatnie kilka miesięcy region ten cierpiał ze względu na liczne protesty polityczne, które dotykają jeden kraj po drugim. W minionym tygodniu peso kolumbijskie było z tego względu najgorzej radzącą sobie z istotniejszych walut świata.

W tym tygodniu najważniejszą publikacją ekonomiczną będzie raport z amerykańskiego rynku pracy, który nadejdzie w piątek. Oprócz niego, na zachowanie głównej pary mogą wpłynąć przemówienia przewodniczącej EBC, Christine Lagarde i Benoita Coeure. Funt z kolei powinien reagować przede wszystkim na nowe sondaże przed nadchodzącymi wyborami parlamentarnymi.

PLN

Polski złoty w minionym tygodniu tracił w relacji do głównych walut. Informacje z Polski trudno jednak określić mianem negatywnych. Nie są to najważniejsze dane, jednak warto wspomnieć o tym, że stopa bezrobocia w Polsce w listopadzie spadła do poziomu 5%. Ostatni raz poziom ten notowano we wrześniu 1990 roku. Dane wskazują na siłę polskiego rynku pracy, która powinna wspierać wzrost gospodarczy w nadchodzących kwartałach.

Dla złotego kluczowym punktem tego tygodnia będzie jego środek. W środę bowiem czeka nas decyzja ws. stóp procentowych i konferencja prasowa Rady Polityki Pieniężnej. Nie oczekujemy, żeby w grudniu miało dojść do zmiany stóp procentowych w Polsce, niemniej w kontekście ostatnich dość zróżnicowanych komunikatów ze strony członków RPP naszym zdaniem nadchodzące spotkania decyzyjne polskiego banku centralnego powinny zyskać na znaczeniu.

GBP

Od pewnego czasu zachowanie szterlinga zależy przede wszystkim od wieści związanych z nadciągającymi wyborami parlamentarnymi. W ostatnich tygodniach przed wyborami ryzyko powtórki scenariusza sprzed dwóch lat, kiedy to laburzyści nadgonili przewagę Partii Konserwatywnej w ostatnich dniach kampanii, zdaje się zmniejszać. W ostatnich sondażach prowadzenie torysów nad laburzystami wynosi kilkanaście punktów, a bukmacherzy szacują, że prawdopodobieństwo tego, że nowym premierem zostanie Jeremy Corbyn to około 2%. Mimo, że w ostatnim czasie nie miały zbyt dużego znaczenia, w tym tygodniu dane makroekonomiczne mogą w końcu przedrzeć się przez szum polityki – w pierwszych trzech dniach tygodnia poznamy bowiem najnowsze odczyty kluczowych indeksów PMI dla Wielkiej Brytanii.

EUR

Zadziwiające, jak mało uwagi rynki finansowe poświęciły publikacji wstępnych odczytów inflacji w strefie euro, które poznaliśmy w ubiegłym tygodniu. Kluczowy wskaźnik inflacji bazowej w bloku walutowym, czyli indeks, który wyklucza z koszyka konsumpcyjnego najbardziej zmienne komponenty (ceny żywności i energii) wzrósł o 0,2 p.p. W listopadzie inflacja bazowa w strefie euro znalazła się na poziomie 1,3% w ujęciu rocznym, tym samym dochodząc do górnej granicy korytarza (w którym utrzymywała się przez ostatnie trzy lata). Z punktu widzenia polityki Europejskiego Banku Centralnego jest to istotna informacja – wzrost inflacji bazowej do tego poziomu zdaje się odsuwać na bok perspektywy głębszego luzowania polityki monetarnej przez EBC.

W tym tygodniu będziemy obserwować przede wszystkim najnowsze publikacje danych o sprzedaży detalicznej oraz wskaźników zatrudnienia w strefie euro. Powyższe odczyty poznamy w czwartek. Jeśli będą one stanowić kontynuację ostatniego ciągu optymistycznych informacji ze strefy euro, powinniśmy zaobserwować umocnienie wspólnej europejskiej waluty w parze z dolarem amerykańskim.

USD

Odczyty danych ekonomicznych, które poznaliśmy przed okresem świątecznym w USA  w większości przypadków były lepsze od oczekiwań konsensusu, ale jednocześnie nie na tyle istotne, żeby w wyraźny sposób wpłynąć na rynek walutowy. Niemniej, warta uwagi jest rewizja szacunku dynamiki PKB w USA. W ujęciu zanualizowanym wzrost w trzecim kwartale wyniósł 2,1%, a nie 1,9% jak szacowano wcześniej, co wskazuje na utrzymującą się dobrą kondycję gospodarki USA.

Co tyczy się informacji z USA, w pierwszej części tygodnia nasza uwaga skupi się na odczytach indeksów aktywności biznesowej ISM, w piątek natomiast czeka nas publikacja jeszcze istotniejszego listopadowego raportu z amerykańskiego rynku pracy. Koniec strajku w General Motors najpewniej przełoży się na wzrost wskaźnika kreacji nowych miejsc pracy, co powinno przyczynić się do poprawy nastrojów na rynkach finansowych.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury