Internet najczęstszym doradcą przy podejmowaniu decyzji finansowych. Rzadziej radzimy się rodziny i doradców

Internet najczęstszym doradcą przy podejmowaniu decyzji finansowych. Rzadziej radzimy się rodziny i doradców 1

Dla ponad 60 proc. Polaków internet to podstawowe źródło informacji o produktach i usługach finansowych. Dopiero na drugim miejscu znajdują się rekomendacje rodziny i znajomych oraz porady doradców finansowych. Polacy są dość ostrożni w swoich decyzjach. Większość trzyma oszczędności na bieżącym koncie bankowym, lokacie krótkoterminowej lub w gotówce. Na fundusze inwestycyjne decyduje się zaledwie 11 proc. mieszkańców Polski.

Jak pokazuje badanie przeprowadzone przez firmę GfK w sześciu wybranych krajach świata, internet staje się dla współczesnych społeczeństw pierwszym źródłem informacji o produktach i usługach finansowych. Na stronach konkretnych firm, forach lub w porównywarkach internetowych wiedzy z tej dziedziny, w tym najciekawszych ofert, szuka ponad 60 proc. Polaków. Podobne trendy zauważalne są w Czechach, Rumunii oraz na Węgrzech. 47 proc. mieszkańców Polski zasięga porady u rodziny, 41 proc. natomiast korzysta z usług profesjonalnych doradców finansowych. Najmniejsze znaczenie Polacy przywiązują do informacji telewizyjnych lub prasowych.

 Hiszpanie częściej rozmawiają o takich sprawach w domu. To jest ich główne źródło informacji. Mieszkańcy Meksyku, w którego kulturze nie ma rozmawiania o finansach w towarzystwie, najczęściej polegają na wiedzy doradców finansowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Anna Karasińska, ekspert ds. badań rynkowych Provident Polska.

Pomimo coraz większej popularności internetu jako źródła informacji na temat produktów i usług finansowych na polskim rynku wciąż bardzo widoczny jest trend określany mianem ROPO – Research Online, Purchase Offline.

 Decydujemy się na przejrzenie forów internetowych, rozmowy w grupach dyskusyjnych, sprawdzenie konkretnych produktów i usług w internecie, ale finalną decyzję w momencie, kiedy jesteśmy zdecydowani, wolimy podjąć, mając kontakt z człowiekiem – mówi Karolina Łuczak, kierownik biura prasowego i komunikacji wewnętrznej w Provident Polska.

W przypadku takich produktów finansowych jak kredyty i pożyczki widoczne są dwa podejścia. Mężczyźni częściej niż kobiety zwracają uwagę na RRSO, czyli ogólny koszt zaciągniętego zobowiązania. Panie natomiast, podobnie jak osoby z młodszych pokoleń, przywiązują wagę przede wszystkim do dopasowania pożyczanej kwoty do własnych możliwości finansowych. Podstawową kwestią jest w tym przypadku dostosowanie miesięcznej raty do dochodów.

– Z wiekiem ta dysproporcja się minimalizuje i zachowujemy równowagę, po 50. roku życia patrzymy i na całościowe koszty, i również na to, by nas było na ten kredyt stać – mówi Anna Karasińska.

Polaków cechuje rozsądne podejście do korzystania z usług finansowych, większość osób nie ogranicza się bowiem do jednego źródła informacji, ale weryfikuje uzyskaną wiedzę. Rozsądek idzie w parze z zachowawczością w zakresie decyzji finansowych. Oszczędności Polacy trzymają bowiem najczęściej na bieżącym koncie bankowym. W ten sposób wybiera 61 proc. Polaków, co stawia ich na równi z mieszkańcami Hiszpanii, gdzie nadwyżki budżetowe lokuje właśnie tak 69 proc. społeczeństwa – czytamy w badaniu GfK przeprowadzonym na zlecenie firmy International Personal Finance, właściciela Provident Polska. Drugim pod względem popularności sposobem oszczędzania w Polsce jest gromadzenie dodatkowych pieniędzy w gotówce.

W gotówce najczęściej odkładają swoje oszczędności osoby młode. 38 proc. osób w wieku do 34 lat oszczędza swoje dodatkowe środki właśnie w tej formie. Dla kontrastu dodam, że wśród osób powyżej 55 lat już tylko 10 proc. preferuje tę formę oszczędzania – mówi Anna Karasińska.

W gotówce oszczędza 23 proc. Polaków. Większymi entuzjastami gotówki okazali się tylko Rumunii (35 proc.) oraz Węgrzy (29 proc.). Na trzecim miejscu znajdują się lokaty krótkoterminowe, które wybiera  22 proc. Polaków. Pod tym względem mieszkańcy Polski wiodą prym pośród badanych krajów, w dużej mierze jest to jednak uwarunkowane wysokością odkładanych kwot. Według danych OECD Polacy mają do dyspozycji 0,11 proc. dochodu do odłożenia, Czesi natomiast 6–8 proc. i chętniej decydują się na lokaty długoterminowe. W Polsce taką formę gromadzenia nadwyżek wybiera tylko 15 proc. badanych. Rozwiązania wymagające większej wiedzy, np. fundusze inwestycyjne, preferuje zaledwie 11 proc. mieszkańców Polski.

– Badanie wykazuje, że niechętnie dzielimy się informacjami o produktach i usługach finansowych. Jedynie 23 proc. Polaków mówi o tym, że udziela informacji na ten temat i że chętnie wyraża swoje opinie i rekomendacje, natomiast 1/3 mówi o tym, że robi to tylko wtedy, gdy zostaną o to poproszeni – mówi Karolina Łuczak.

Awarie sieci po burzach będą szybciej usuwane. Przerwy w dostawach prądu staną się mniej dokuczliwe

Awarie sieci po burzach będą szybciej usuwane. Przerwy w dostawach prądu staną się mniej dokuczliwe 2

Kilka tysięcy gospodarstw domowych nie miało prądu po piątkowych burzach, które przeszły przez Polskę. Gwałtowne nawałnice i wichury, które miały miejsce dokładnie rok temu, w szczytowym momencie pozbawiły energii nawet kilkaset tysięcy domów. Dzięki podpisanemu przez operatorów systemów dystrybucyjnych porozumieniu usuwanie masowych awarii sieci elektroenergetycznych ma być sprawniejsze, a czas przerw w dostawach prądu może być znacznie krótszy.

Lokalne podtopienia, połamane drzewa, zerwane dachy i linie energetyczne – to efekt burzy, która w piątek przeszła przez Polskę. W sobotę rano bez prądu wciąż pozostawało ponad 4 tys. gospodarstw domowych. Tego typu zjawiska atmosferyczne mogą być jednak znacznie groźniejsze w skutkach. W sierpniu 2017 roku na skutek największych od lat nawałnic przerwy w dostawach energii odczuło 600 tys. klientów firm energetycznych. To właśnie w takich sytuacjach ma sprawdzić się bliższa współpraca operatorów systemów dystrybucyjnych, którzy w ubiegłym tygodniu podpisali w tej sprawie porozumienie.

 Dzięki temu porozumieniu dokładniej zinwentaryzujemy zapasy, które mają poszczególne spółki, przedsiębiorstwa prywatne energetyczne, żeby w każdej chwili wiedzieć, czego możemy użyć i w jaki sposób usunąć awarie. Już jest zauważalny spadek zarówno czasu, jak i liczby przerw w zasilaniu, ale chcemy to znacząco poprawić, ponieważ przy liczbie urządzeń, które mamy w domu i firmach, wielodniowe przerwy w zasilaniu są bardzo groźne w skutkach gospodarczych – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Krzysztof Tchórzewski, minister energii.

Co roku zdarzenia atmosferyczne powodują nieplanowane przerwy zasilaniu. Jednak z danych resortu wynika, że od 2011 roku najważniejsze wskaźniki jakościowe dostaw energii elektrycznej – SAIDI (czas trwania przerw) i SAIFI (liczba przerw) – spadły o ponad 50 proc. Jak podkreśla minister energii, trudno uśredniać czas potrzebny na usunięcie awarii, ponieważ inaczej wyglądają prace, gdy drzewo przewróciło się na linie energetyczne i je uszkodziło, inaczej, gdy linie zostały wyrwane i rozrzucone przez trąbę powietrzną, jednak stopniowo udaje się go skracać. Przykładowo w sierpniu 2017 roku do ok. 80 proc. z 600 tys. poszkodowanych gospodarstw domowych dostawy prądu przywrócono w dwie doby.

– Dzięki temu porozumieniu poprawiamy współpracę w skali kraju. Będziemy mieli szybciej dowiezione części zamienne, szybciej będziemy gospodarowali odpowiednią liczbą ludzi, którzy będą przerzucani z miejsca na miejsce – mówi Krzysztof Tchórzewski. – Zakładam, że w stosunku do efektów 2017 roku, które były ocenione dosyć pozytywnie, powinniśmy dzięki temu porozumieniu mieć co najmniej 30-proc. poprawę.

Operatorzy systemów przy usuwaniu awarii współpracują ze sobą od lat, teraz jednak ta współpraca ma być bardziej usystematyzowana. W przypadku wystąpienia awarii na swoim obszarze spółki będą mogły zgłaszać się do pozostałych operatorów o pomoc, m.in. o oddelegowanie wykwalifikowanych pracowników czy użyczenie sprzętu. Mają także wymieniać się informacjami o stanach magazynowych. Porozumienie określa także sposób wzajemnych rozliczeń po zakończeniu prac.

Dążymy także do tego, żeby zwiększać rezerwy. W Agencji Rezerw Materiałowych zwiększamy liczbę agregatów prądotwórczych. Chcemy doprowadzić do tego, żeby szpitale i większe sanatoryjne obiekty, gdzie w grę wchodzi ludzkie życie, ale też ważniejsze urzędy nie miały przerw w dostawach prądu, zabezpieczamy je rezerwowymi źródłami zasilania – mówi Krzysztof Tchórzewski. – Te wszystkie działania plus organizacja pracy mają zminimalizować skutki awarii dla społeczeństwa i funkcjonowania życia publicznego. To zaczyna zdawać egzamin.

TVP przygotowuje się do obchodów 100 lat niepodległości Polski. Planuje plebiscyt na sportowca stulecia, serial o młodym Piłsudskim oraz film „Kamerdyner”

TVP przygotowuje się do obchodów 100 lat niepodległości Polski. Planuje plebiscyt na sportowca stulecia, serial o młodym Piłsudskim oraz film „Kamerdyner” 3

Telewizja Publiczna aktywnie włączyła się w obchody setnej rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę. Na antenach TVP Historia i TVP Kultura już wkrótce będzie można obejrzeć cykle dokumentalne pokazujące także mniej znane wydarzenia z okresu walki o suwerenność. TVP Sport przygotowuje plebiscyt na sportowca stulecia. Główne anteny planują natomiast emisję kolejnych odcinków serialu „Droga do wolności” oraz pilot serialu „Młody Piłsudski”. Obie produkcje zostały nakręcone z rozmachem, za budżety, jakimi polscy filmowcy zazwyczaj nie dysponują.

Każdy z blisko trzydziestu kanałów, wchodzących w skład koncernu Telewizja Polska, przygotował z okazji obchodów setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości własne propozycje ekranowe, nawet skierowany dla najmłodszych widzów TVP ABC. Na jego antenie można oglądać spoty z piosenkami tematycznymi śpiewanymi przez dzieci. Kluczowym elementem rocznicowej oferty TVP są jednak realizacje TVP 1 i TVP 2. Jedną z nich jest serial „Droga do wolności” w reż. Macieja Migasa, z Anną Polony w jednej z głównych ról. Produkcja ta opowiada o ostatnich latach przed uzyskaniem niepodległości z kobiecej perspektywy.

  Kobiety są głównymi bohaterkami serialu, ale nie tylko. Jest tam cała krakowska rodzina zaangażowana w działalność niepodległościową już od roku 1914 roku. Twórcy dojdą tam jeszcze kilka dekad, wiele z tego, co się zdarzyło Polsce i przeciętnym Polakom w XX wieku zostanie tam opisane – mówi agencji informacyjnej Newseria Piotr Gursztyn, pełnomocnik zarządu TVP ds. obchodów setnej rocznicy odzyskania niepodległości.

Serial będzie liczył trzynaście odcinków i zostanie pokazany na początku września. W lipcu TVP pokazała odcinek pilotażowy, który zebrał prawie trzymilionową widownię i został dobrze przyjęty przez publiczność i krytykę. Jesienią Telewizja Polska pokaże również pierwszy odcinek serialu „Młody Piłsudski”, opowiadającego o wczesnych latach życia przyszłego Marszałka Polski. Akcja produkcji rozpoczyna się w momencie, gdy Józef Piłsudski, uczęszczający do gimnazjum w Wilnie, zostaje aresztowany i zesłany na Syberię. Oba seriale stanowią odpowiedź TVP na zapotrzebowanie na filmy i seriale biograficzne wśród polskich widzów.

 Te produkcje były dobrze robione, za bardzo duże pieniądze. Polscy producenci nie dysponują zazwyczaj aż tak dużymi pieniędzmi jak producenci tureccy, ale to zaczęło się poprawiać. Już te kilka produkcji jest robionych na poziomie europejskim i miejmy nadzieję, że to się będzie dobrze oglądało i będzie dobrze oceniane – mówi Piotr Gursztyn.

Zdjęcia do serialu ruszyły latem i są kręcone w Przemyślu. Całą produkcję widzowie TVP będą mogli zobaczyć dopiero w 2019 roku. Znacznie wcześniej, bo 21 września tego roku, odbędzie się premiera kinowego filmu „Kamerdyner”, którego produkcję wspiera Telewizja Polska. Obraz wyreżyserowany przez Filipa Bajona opowiada o czterech dekadach życia Niemców, Kaszubów i Polaków na ziemiach pomorskich. W obsadzie znalazły się takie gwiazdy jak Sebastian Fabijański, Borys Szyc, Janusz Gajos, Kamilla Baar, Adam Woronowicz i Marcel Sabat.

– Akcja się dzieje na Kaszubach. Pokazuje splątane losy polsko-kaszubsko-niemieckie i przedział czasowy od początku XX wieku po II wojnę światową. TVP ma tutaj udział finansowy, podobnie jak przy filmie „Wołyń”. Potem my mamy pierwszeństwo do emisji telewizyjnej, kiedy ten film zostanie pokazany w kinach – mówi Piotr Gursztyn.

Widzowie TVP będą mogli zobaczyć również wiele filmów dokumentalnych, emitowanych głównie na kanale TVP Historia. Będą to zarówno zakupione przez stację produkcje zewnętrzne, jak i własne. TVP Historia ogłosiła bowiem konkurs wśród regionalnych ośrodków narodowego nadawcy na najlepsze scenariusze filmów lub seriali dokumentalnych, z których wybrano 15. Na ich podstawie powstaną produkcje mówiące o mniej znanych wydarzeniach z okresu I wojny światowej, jak walka o Morskie Oko czy obrona Przemyśla przez tamtejszą młodzież w 1918 roku. Dokumenty przygotuje również redakcja TVP 1, na czele z cyklem „Marzyciele”, opowiadającym o naukowcach i odkrywcach z czasów walki o niepodległość.

– Ciekawa jest seria TVP Kultura pt. „Rzecz Polska”. Chodzi o polski design od początku XX wieku po nasze czasy. Takie rzeczy jak filiżanki, wieszaki i inne, które zostały uznane za sztandarowe produkty polskich projektantów, cieszą się do tej pory ogromnym powodzeniem wśród klientów, krytyków, koneserów, także powodzeniem finansowym, bo często te rzeczy są po prostu drogie – mówi Piotr Gursztyn.

TVP Kultura pokaże ponadto dokumentalny serial o polskiej architekturze tamtego okresu. Agencja Teatru przygotowuje kilka premier jesiennych, m.in. spektakl na podstawie „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego. TVP Sport natomiast organizuje plebiscyt sportowiec stulecia, którego inauguracja nastąpi w grudniu, a zakończenie, w postaci uroczystej gali, w styczniu 2019 roku.

Inteligentni asystenci trafiają do samochodów. Za pomocą komend głosowych porozumiemy się z autem bez pośrednictwa smartfona

Inteligentni asystenci trafiają do samochodów. Za pomocą komend głosowych porozumiemy się z autem bez pośrednictwa smartfona 4

Wirtualni asystenci głosowi to coraz popularniejszy sposób na komunikację człowieka z urządzeniami elektronicznymi. Siri, Asystent Google czy Alexa są już dostępne nie tylko w smartfonach, lecz także w specjalnych głośnikach. Powoli trafiają także do samochodów, pozwalając na bezdotykową obsługę większości funkcji auta, w tym wyznaczenie trasy, odebranie SMS-ów czy nawet włączenie i wyłączenie silnika. Jako pierwszy inteligentnego asystenta do swoich pojazdów wprowadził Ford, ale w ślad za nim idą następni producenci.

– Wirtualni asystenci pozwalają nam uzyskiwać informacje i wydawać polecenia samochodowi w taki sposób, jak byśmy rozmawiali z drugim człowiekiem, np. możemy poprosić nasz samochód żeby ustawił nawigację i poprowadził nas do najbliższej włoskiej restauracji, możemy też poprosić nasz samochód żeby sprawdził i poinformował nas, jaki jest aktualnie kurs dolara amerykańskiego, wreszcie możemy podyktować e-mail i poprosić, żeby samochód wysłał go do konkretnej osoby – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Patryk Matysiak, współzałożyciel firmy BimmerTech.

Asystenci głosowi to jeden z najnowszych trendów na rynku automotive. Wśród wielu technologicznych udogodnień mogą mieć jednak największy wpływ na poprawę komfortu jazdy i bezpieczeństwa na drodze. Potencjał drzemiący w asystentach dostrzegli przedstawiciele wszystkich największych koncernów motoryzacyjnych, a posiadacze fordów jako pierwsi mogli skorzystać z asystentki Amazonu zintegrowanej z komputerem pokładowym. Alexę wprowadzono do samochodów z systemem SYNC 3 już w maju 2017 roku, choć nie była to w pełni funkcjonalna wersja asystenta Amazonu.

Wprowadzenie asystenta głosowego Amazonu planują także inni producenci samochodów.

– W zeszłym roku BMW ogłosiło, że od tego roku zacznie wyposażać swoje samochody w Alexę. Prawdopodobnie wydarzy się to wraz z wypuszczeniem nowej wersji systemu iDrive, oznaczonej symbolem 7.0. System ten będzie dostępny w najnowszym modelu BMW X5, który z kolei trafi do sprzedaży w II połowie tego roku – mówi Patryk Matysiak.

Inżynierowie Forda planują, żeby w przyszłości Alexa w ich samochodach była połączona także z systemem zarządzającym inteligentnym domem. Amerykański producent chce, aby za pomocą asystenta w aucie można było np. włączać ogrzewanie w domu czy uruchamiać kamery bezpieczeństwa. Polscy kierowcy będą się jednak musieli prawdopodobnie porozumiewać z asystentem w języku angielskim.

– Jestem przekonany, że asystent głosowy w BMW będzie również dostępny w Polsce, natomiast nie liczyłbym na to, że będzie dostępny w języku polskim. Będziemy musieli się uzbroić w cierpliwość. Przy każdym nowym języku, który jest wprowadzany przez producentów asystentów głosowych, wymagane są bardzo duże inwestycje, a polski rynek nie jest jeszcze na tyle dojrzały, żeby zagwarantować tym producentom zwrot z takiej inwestycji – przekonuje ekspert.

Obecnie żaden z popularnych na świecie asystentów głosowych (Amazon Alexa, Apple Siri, Asystent Google) nie komunikuje się z użytkownikiem po polsku. Google od dawna oferuje użytkownikom Androida wyszukiwanie głosowe w języku polskim, ale z pomocą tego narzędzia nie możemy odbierać rozmów telefonicznych, sterować urządzeniami w ramach internetu rzeczy czy kontrolować aplikacji. Amerykański producent potwierdził jednak, że polska wersja językowa Asystenta zadebiutuje jeszcze w tym roku.

Firma LG z kolei już wprowadziła do swoich urządzeń możliwość komunikacji w języku polskim. W tegorocznej odsłonie telewizorów z linii ThinQ znajdziemy prostego asystenta głosowego, za pomocą którego można obsługiwać urządzenia. System dodatkowo uczy się naszego sposobu komunikacji – im dłużej z nim rozmawiamy, tym lepiej rozumie, czego od niego oczekujemy.

Według raportu Research and Markets wartość globalnego rynku inteligentnych asystentów głosowych wyniesie w 2023 roku nawet 9 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 32 proc.

Pożyczki dla firm z krótkim stażem

Pożyczki dla firm z krótkim stażemMłodzi przedsiębiorcy nie mają lekko, chyba że dysponują odpowiednią gotówką. Nawet świetny pomysł i dobry biznesplan mogą skończyć w teczce na dnie szuflady, czekając na lepszy czas, jeśli brakuje środków na rozpoczęcie bądź początkowe wydatki związane z działalnością. W ostatnich latach przybywa małych, jednoosobowych działalności, niestety wiążą się one z dużym ryzykiem i część nie dożywa drugich, a czasem i pierwszych urodzin. Dlatego banki niezbyt chętnie pożyczają pieniądze osobom, które prowadzą działalność od kilku tygodni czy miesięcy. Na szczęście obok pożyczek pozabankowych dla osób prywatnych dynamicznie rozwija się sektor pożyczek pozabankowych dla przedsiębiorców. Pożyczkę można otrzymać zaraz po zarejestrowaniu działalności. Gdzie?

Ograniczona oferta banków

Jaki musisz mieć staż, by dostać kredyt? To zależy od banku. Jedne są bardziej liberalne, a inne bardziej zachowawcze. Najczęściej jest to magiczne 12 bądź 24 miesiące. Magiczne, bo w tym czasie upada najwięcej firm. Więc, jeśli uda Ci się zaczarować rzeczywistość i przejść na plusie przez pierwsze dwa lata, to śmiało możesz iść do banku. Jedyne co może nieco utrudnić życie, to ilość papierów, które trzeba złożyć wraz z wnioskiem.

Pozabankowe pożyczki dla firm- formalności przez internet?

W przypadku pożyczek pozabankowych sytuacja wygląda nieco inaczej niż przy kredytach bankowych. Jest znacznie mniej formalności, choć to też zależy kwoty pożyczki. Są kredyty dla firm, które mają stanowić niewielki zastrzyk gotówki, w kwocie do 10-20 tys. zł, ale są i takie, które oferują do 150 tys. zł bez zabezpieczenia hipoteką. A przy hipotece nawet do 500 tys. zł. To, jakie dokumenty należy złożyć i jak długo trwa rozpatrzenie wniosku, a w końcu, ile to wszystko będzie kosztowało zależy od kwoty pożyczki, kondycji finansowej firmy, okresu spłaty. Kwoty rzędu kilkunastu tysięcy złotych można otrzymać bez wychodzenia z domu. Pozabankowe pożyczki dla firm działają na podobnych zasadach jak chwilówki, najczęściej wystarczy dowód osobisty i złożenie wniosku, ewentualnie wyciąg z rachunku firmowego.

Małe pożyczki dla firm od pierwszego dnia działalności

Samo założenie działalności nic nie kosztuje, można to zrobić również przez internet. Jenak początkowe, zaplanowane koszty często okazują się wyższe i pojawia się pytanie, skąd wziąć pożyczkę, gdy dopiero działalność została zarejestrowana? Takie firmy jak Aasa czy Boss Pożyczka są skłonne udzielić finansowania osobie, która dopiero co zarejestrowała działalność. W zasadzie wystarczy, by firma działała 1 dzień, by złożyć wniosek. Nie są wymagane dokumenty potwierdzające zarejestrowanie działalności, dokumenty księgowe, zabezpieczenie czy poręczenie. Maksymalna kwota pożyczki to 20 tys. zł, a okres spłaty trzy lata. Formalności załatwiane są online, nie musisz nawet wstawać z fotela. Kolejną marką, która oferuje pożyczki dla młodych przedsiębiorców jest Profi Credit. Maksymalna kwota pożyczki to 25 tys. zł, ale osoby, które prowadzą firmę od niedawna, mogą liczyć tylko na 6 tys. zł.

Do 150 tys dla firm z półrocznym stażem

Aforti Finance to firma, które oferuje znacznie wyższe kwoty, ale działalność musisz prowadzić minimum od sześciu miesięcy i konieczne są obroty na rachunku firmowym. Do wniosku konieczne jest dołączenie: zaświadczeń z ZUS-u i US. Firma oferuje pożyczki gotówkowe i hipoteczne. Te pierwsze w kwocie do 150 tys. zł, zaś te drugie do nawet pół miliona złotych. Okres spłaty pożyczki gotówkowej to 36 miesięcy, a hipotecznej do 60 miesięcy. Niestety formalności nie da się załatwić przez internet. Umowa podpisywana jest w miejscu prowadzenia działalności, po wcześniejszym umówieniu się z pracownikiem firmy.

Jak widać, niewielką kwotę pożyczki, przedsiębiorca otrzyma bez większych formalności. Schody zaczynają się, gdy jego potrzeby są znacznie większe nić kilkanaście tysięcy złotych. Więcej informacji w tematyce kredytów dla firm i pokrywania kosztów inwestycji znajdziesz na tej stronie.

Powołano nowych Członków Zarządu PKN ORLEN S.A.

Rada Nadzorcza PKN ORLEN S.A. na dzisiejszym posiedzeniu powołała do składu Zarządu: Michała Roga na stanowisko Członka Zarządu ds. Handlu Hurtowego i Międzynarodowego oraz Armena Konrada Artwich na stanowisko Członka Zarządu ds. Korporacyjnych. Nowi Członkowie Zarządu zaczną pełnić swoje obowiązki od 1 września 2018 roku.

Dzisiejsze decyzje Rady Nadzorczej oznaczają, że Zarząd PKN ORLEN S. A. będzie od 1 września pracował w 7-osobowym składzie:

– Daniel Obajtek – Prezes Zarządu, Dyrektor Generalny
– Patrycja Klarecka – Członek Zarządu ds. Sprzedaży Detalicznej
– Józef Węgrecki – Członek Zarządu ds. Operacyjnych
– Wiesław Protasewicz – Członek Zarządu ds. Finansowych
– Zbigniew Leszczyński – Członek Zarządu ds. Rozwoju
– Michał Róg – Członek Zarządu ds. Handlu Hurtowego i Międzynarodowego
– Armen Konrad Artwich – Członek Zarządu ds. Korporacyjnych.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

W następnym tygodniu dane makro mogą wyjść na pierwszy plan i powiedzą więcej o stanie globalnej gospodarki. Odczyty z przemysłu i handlu USA i Chin, PKB z Eurolandu i Polski, rynek pracy Wielkiej Brytanii i Australii, CPI z Kanady – wszystkie te wskaźniki pozwolą ustalić fundamentalne tło dla walut wraz z przemijaniem wakacyjnego marazmu.

Przyszły tydzień: produkcja/sprzedaż/indeks koniunktury z USA, PKB/ZEW z Eurolandu, rynek pracy/CPI/sprzedaż z Wlk. Brytanii, PKB z Polski, Norges Bank, dane z Chin, rynek pracy z Australii, CPI z Kanady

W USA kalendarz jest bogaty pod kątem oceny aktywności w poprzednim miesiącu (sprzedaż detaliczna, produkcja przemysłowa, rozpoczęte budowy domów), jak i perspektyw na przyszłość (NY Empire State, Philly Fed, indeks Uniwersytetu Michigan). Przy wycenie wrześniowej podwyżki Fed na 90 proc. dane więcej mogą zaszkodzić USD niż pomóc. Z drugiej strony dolar wciąż pozostaje walutą pierwszego wyboru w obliczu perturbacji rynkowych (Chiny, Turcja), co powinno ustalać podstawowy trend na kolejne dni.

W strefie euro wstępny szacunek PKB za II kw. (wt) oraz niemiecki ZEW (wt) są najważniejszymi publikacjami, gdyż CPI (pt) jest tylko rewizją. Jednak odczyty mają zero szans na odmienienie stanowiska EBC, bez czego trudno będzie znaleźć argument do kupna EUR. Ryzyko strat europejskiego sektora bankowego na tureckich aktywach, aspekty techniczne (przełamanie EUR/USD 1,15) i pozycjonowanie inwestorów (wyczekiwanie na wybicie z konsolacji) – wszytko wzmacnia stronę sprzedającą.

Dla funta jest mało prawdopodobne, aby dane makro wybiły się ponad obawy związane z Brexitem i generalny pesymizm inwestorów wobec waluty. Gospodarka rozwija się dobrze (co potwierdziły dane o PKB za II kw.), co skłoniło BoE do podwyżki stóp procentowych. Dobre odczyty wynagrodzeń (wt), CPI (śr) i sprzedaży detalicznej (czw) mogą przynieść przejściową ulgę, ale trudno będzie odwrócić falę wyprzedaży po przełamaniu istotnych poziomów technicznych na crossach z GBP.

Posiedzenie Norges Banku (czw) powinno przebiegać pod znakiem przygotowania rynków pod wrześniową podwyżkę stóp procentowych. Jest to posiedzenie bez nowych prognoz, które raczej przyniesie krótką analizę ostatnich danych. Silny skok inflacji w lipcu bez wątpienia wspiera jastrzębie plany banku, podczas gdy wycena NOK 1 proc. poniżej prognozy NB także nie wymusza ostrożnego tonu. Sądzimy, że w kolejnych dniach NOK ma potencjał do umoczeniami do EUR i SEK.

W Polsce w centrum uwagi będzie szybki szacunek PKB za II kw. (wt). Mocny czerwiec przełożył się na wyraźną rewizję w górę prognoz wzrostu gospodarczego i oczekujemy, że dynamika sięgnęła 5,1 proc. r/r po 5,2 proc. w pierwszych trzech miesiącach roku. Solidny odczyt będzie ważnym punktem obrony złotego przed negatywnym wpływem czynników zewnętrznych. Mimo to w krótkim terminie to nastroje zewnętrzne będą miały większą siłę oddziaływania i nie wykluczamy potencjalnego pchnięcia EUR/PLN ponad 4,30. Środowe święto stanowi ryzyko pod kątem spadku płynności po stronie lokalnych graczy.

Finalny odczyt produkcji przemysłowej z Japonii (wt) powinien przejść bez echa, podczas gdy dane o handlu zagranicznym (czw) będą analizowane pod kątem ewentualnego wpływu wojny celnej. Mimo że Japonia nie jest na pierwszej linii ognia, konflikty handlowe mogą ja dotknąć poprzez zakłócenia w łańcuchach produkcji, gdzie Japonia jest dostawcą komponentów. Dla JPY ważniejsze będą nastroje rynkowe, szczególnie zachowanie liry tureckiej, gdyż w ostatnim czasie popularną strategią wśród japońskich klientów detalicznych było kupno TRY/JPY. W panującym klimacie inwestycyjnym jen może zyskiwać na wartości.

W Azji pod lupą będą dane o lipcowej produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej z Chin (wt). Słabość indeksów PMI sugeruje, że w minionym miesiąc produkcja przemysłowa miała się gorzej. Czynniki sezonowe będą też negatywnie odbijać się na sprzedaży detalicznej. Dane mogą ciągnąć w górę USD/CNY, co będzie wysyłać negatywne wibracje dla aktywów ryzykownych.

W Australii raporty mogą być decydujące dla przyszłości AUD w obliczu niestabilnej sytuacji rynkowej, która ciągnie walutę w dół. Indeksy nastrojów biznesu (wt) i konsumentów (śr) będą analizowane pod kątem oceny ryzyk z tytułu wojen handlowych i spadku cen nieruchomości. Rynek pracy (czw) prawdopodobnie podtrzyma solidne tempo poprawy, ale dla nikogo nie jest to nowa informacja. Jesteśmy negatywnie nastawieni do Aussie w średnim terminie. Przed NZD stoi pusty kalendarz, ale w pokłosiu gołębiego wydźwięku decyzji RBNZ w tym tygodniu, kiwi pozostaje walutą preferowaną do sprzedaży.

Dla CAD w następnym tygodniu będzie się liczyć CPI (pt) oraz przecieki o postępach rozmów ws. NAFTA. W mijającym tygodniu informacje, że USA i Meksyk uzgodniły wymianę handlową w segmencie motoryzacyjnym wzmocniła oczekiwania na pomyślny tok dalszych negocjacji trójstronnych. Dodatkowo, jeśli miary inflacji bazowej podskoczą ponad 2 proc., razem stworzą się warunki do silniejszych spekulacji o kolejnej podwyżce stopy procentowej Banku Kanady we wrześniu. Obecnie rynek wycenia szanse poniżej 30 proc., zatem potencjał do wsparcia CAD jest duży.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zatrudnianie cudzoziemców w Polsce – co trzeba wiedzieć?

Czy można zatrudnić cudzoziemca bez dodatkowych formalności? Tak, ale tylko wtedy, gdy mówimy o obywatelu Unii Europejskiej, Europejskiego Obszaru Gospodarczego lub Szwajcarii. A jednak, formalności nie powstrzymują polskich pracodawców, przed zatrudnianiem rekordowej liczby cudzoziemców spoza UE.

W 2017 r. powiatowe urzędy pracy zarejestrowały ok. 1,8 mln oświadczeń o zamiarze powierzenia wykonywania pracy cudzoziemcom. Z kolei wojewodowie wydali ok. 250 tys. zezwoleń na pracę dla cudzoziemców ze wszystkich państw spoza Unii Europejskiej. Statystyki wskazują na wciąż rosnące zainteresowanie zatrudnianiem obcokrajowców i to pomimo, że wiąże się to z dodatkowymi formalnościami.

Pracownicy z UE mają łatwiej

Mieszkańcy Unii Europejskiej, Islandii, Norwegii, Liechtensteinu oraz Szwajcarii mogą dowolnie przemieszczać się i podejmować pracę w Polsce. Jedno z nielicznych ograniczeń tej swobody wiąże się z koniecznością zarejestrowania pobytu, jeśli okres zamieszkiwania w Polsce przekracza 3 miesiące. Nadal także istnieje obowiązek meldunkowy – podczas zameldowania obcokrajowiec „automatycznie” otrzymuje PESEL. Dużo więcej formalności dotyczy cudzoziemców spoza Unii, Europejskiego Obszaru Gospodarczego i Szwajcarii, a w szczególności pracodawców gotowych do ich zatrudnienia.

– Niestety, nasze krajowe przepisy nie ułatwiają pracodawcom życia – mówi Krzysztof Stucke, który w firmie Effect Group przeprowadza szkolenia w zakresie zatrudniania cudzoziemców. – Przede wszystkim należy dopełnić wielu formalności związanych z wyborem odpowiedniej ścieżki zatrudnienia, np. zezwolenie wojewody, zezwolenie starosty, oświadczenie lub uzyskać decyzję, że żadna z wymienionych procedur nie jest konieczna. Do tego w wielu przypadkach dochodzi obowiązek przejścia tzw. testu rynku pracy – dodaje.

Test rynku pracy to procedura sprawdzenia, czy na rynku naprawdę brakuje pracowników w danym zawodzie, co wymusza konieczność zatrudnienia cudzoziemców. Jeśli Urząd Pracy wykaże, że wśród bezrobotnych dostępne są osoby o wymaganych kwalifikacjach, wówczas zatrudnienie osoby spoza Unii nie będzie możliwe.

Pracownik spoza Unii

Każdy cudzoziemiec, który na mocy przepisów nie jest zwolniony z obowiązku posiadania zezwolenia na pracę w Polsce, musi je posiadać. Nie ubiega się jednak o nie osobiście, lecz robi to pracodawca, który chce go zatrudnić.

Wypełniony wniosek o wydanie zezwolenia na pracę cudzoziemca wraz z wymaganymi dokumentami powinien zostać złożony co najmniej na 30 dni przed planowanym terminem zatrudnienia bądź przedłużenia zatrudnienia cudzoziemca.

Zezwolenie na pracę jest wydawane na czas określony, nie dłuższy niż 3 lata i może zostać przedłużone. W przypadku, gdy cudzoziemiec pełni funkcję w zarządzie osoby prawnej, która na dzień złożenia wniosku zatrudnia powyżej 25 osób, wojewoda może wydać zezwolenie na pracę na okres nie dłuższy niż 5 lat. Zezwolenia wydawane są dla konkretnego pracodawcy, konkretnego cudzoziemca oraz w konkretnym miejscu i na konkretnym stanowisku, na okres oznaczony datami. A więc samo uzyskanie zezwolenia nie oznacza prawa do swobodnej zmiany pracy.

– Zezwolenie na pracę wydawane jest przez wojewodę właściwego ze względu na siedzibę lub miejsce zamieszkania pracodawcy – mówi Krzysztof Stucke. – Decyzja w sprawie zezwolenia na pracę jest wydawana nie później niż w ciągu miesiąca, a w przypadku sprawy szczególnie skomplikowanej, nie później niż w ciągu dwóch miesięcy od dnia wszczęcia postępowania.

Warto jednak mieć świadomość, że nie wlicza się tutaj terminów przewidzianych w przepisach prawa dla dokonania określonych czynności, okresów zawieszenia postępowania oraz okresów opóźnień spowodowanych z przyczyny pracodawcy lub „z przyczyn niezależnych od organu”.

Cudzoziemiec do pracy sezonowej

1 stycznia 2018 r. znowelizowana ustawa o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy wprowadziła nowe rozwiązanie umożliwiające zatrudnianie w Polsce cudzoziemców do pracy sezonowej – zezwolenie na pracę sezonową.

Praca sezonowa to praca wykonywana przez okres nie dłuższy niż 9 miesięcy w roku kalendarzowym rolnictwie, ogrodnictwie i turystyce (w ramach działalności uznanych za sezonowe w rozporządzeniu Ministra Rodziny Pracy i Polityki Społecznej w sprawie podklas działalności według klasyfikacji PKD, w których wydawane są zezwolenia na pracę sezonową cudzoziemca).

W przypadku pracy sezonowej przewidziano ułatwienia dla obywateli Armenii, Białorusi, Gruzji, Mołdawii, Rosji i Ukrainy. Mogą oni wykonywać pracę w okresie do 6 miesięcy w ciągu kolejnych 12 miesięcy bez obowiązku uzyskiwania zezwolenia na pracę.

Zezwolenie na pracę sezonową cudzoziemca jest wydawane na wniosek pracodawcy. W tym jednak przypadku decyzję wydaje nie wojewoda, a starosta właściwy ze względu na siedzibę lub miejsce zamieszkania podmiotu powierzającego wykonywanie pracy.

Delegowanie pracowników do Polski

Przedsiębiorca z zagranicy może delegować swoich pracowników do Polski w ramach świadczenia usług.  Pracodawca taki powinien wyznaczyć osobę upoważnioną do pośredniczenia w kontaktach z Państwową Inspekcją Pracy oraz do przesyłania dokumentów i zawiadomień. Co ważne, osoba ta powinna przebywać w Polsce.

Tu także nie obędzie się bez formalności. Najpóźniej w dniu rozpoczęcia świadczenia usługi w Polsce, pracodawca składa oświadczenie do Państwowej Inspekcji Pracy (PIP). Powinno ono zawierać informacje, które będą przydatne w przypadku ewentualnej kontroli PIP. Oświadczenie o delegowaniu pracownika na terytorium Polski można złożyć za pośrednictwem strony internetowej biznes.gov.pl.

Jeśli dane zawarte w oświadczeniu ulegną zmianie, wtedy obowiązkowo trzeba złożyć stosowne zawiadomienie.

Kontrola pracodawcy zatrudniającego cudzoziemców

Pracodawca, który zatrudnia obcokrajowców, musi liczyć się z ewentualnymi kontrolami. Legalność pracy cudzoziemców w Polsce może być sprawdzana przez PIP oraz Straż Graniczną (SG). Instytucje te mają prawo kontrolować, czy przebywanie cudzoziemców w naszym kraju i świadczenie przez nich pracy odbywa się zgodnie z prawem.

Kontroli podlega m.in. posiadanie ważnych dokumentów (np. wizy) uprawniających do wykonywania pracy w Polsce, posiadanie ważnego zezwolenia na pracę, zgodność wykonywanej pracy ze stanowiskiem wskazanym w zezwoleniu, umowa o pracę. Ważne jest także, aby pracownik posiadał ubezpieczenie ZUS, a także, by pracodawca przestrzegał wobec zatrudnionych minimalnych standardów zatrudnienia wymaganych przez polskie prawo (dotyczy to również pracodawców zagranicznych, zatrudniających w Polsce osoby z zagranicy).

– Pracodawca, który zatrudnia cudzoziemców (zarówno sezonowo, jak i na dłuższy okres), musi przestrzegać wszystkich obowiązków wynikających z powierzania pracy, takich samych jak w przypadku polskich pracowników – podkreśla trener Effect Group. – Do takich obowiązków należy np. zgłoszenie pracownika do ubezpieczeń społecznych w ciągu 7 dni, gdy dana umowa podlega ubezpieczeniom. Należy też pamiętać o obowiązkach wynikających z innych przepisów np. o przechowywaniu kopii dokumentu pobytowego cudzoziemca przez cały okres jego pracy.

Wśród najczęstszych błędów popełnianych przez pracodawców, Krzysztof Stucke wskazuje lekceważenie terminów ważności dokumentów pobytowych (takich jak paszport lub wiza), a nawet zatrudnianie pracowników bez wymaganych zezwoleń lub oświadczeń. Bardzo poważnym „niedopatrzeniem” jest także niezwracanie uwagi na rodzaj naklejki wizowej, podczas gdy to od podanego na niej kodu zależy, czy wykonywanie pracy na terenie Polski będzie w ogóle prawnie dopuszczalne. Błędem jest także prowadzenie dokumentacji pracowniczej w języku polskim w sytuacji, gdy jest to język niezrozumiały dla obcokrajowca.

Niestety, jeśli pracodawca chce zatrudniać pracowników z zagranicy w pełni legalnie, powinien dogłębnie poznać przepisy i wynikające z nich procedury dotyczące zatrudniania cudzoziemców. Inaczej ryzykuje błędami, które mogą przysporzyć problemów. Warto więc sięgnąć do ustaw, rozporządzeń i ich fachowych opracowań lub przejść odpowiednie szkolenie, które pozwoli poznać i zrozumieć zasady zatrudniania osób spoza Polski.

Szansa na odszkodowania za wywłaszczone nieruchomości. Organy nie potrafią udowodnić, że już je wypłaciły

Odszkodowanie za wywłaszczoną nieruchomość przysługuje zarówno wywłaszczonym, jak i ich następcom prawnym. Ustawa o gospodarce nieruchomościami daje możliwość dochodzenia odszkodowań także za nieruchomości wywłaszczone przed datą 1 stycznia 1998 r. Odmawiając ich wypłat, organy muszą mieć dowód, że zrobiono to wcześniej (wyrok WSA w Gdańsku z 04.07.2018 r., II SA/Gd 277/18).

Zgodnie z art. 233 ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 r. o gospodarce nieruchomościami (dalej u.g.n.): „Sprawy wszczęte, lecz niezakończone decyzją ostateczną przed dniem wejścia w życie niniejszej ustawy, prowadzi się na podstawie jej przepisów”. Z kolei na mocy art. 129. ust. 5 pkt 3 u.g.n.: „Starosta, wykonujący zadanie z zakresu administracji rządowej, wydaje odrębną decyzję o odszkodowaniu gdy nastąpiło pozbawienie praw do nieruchomości bez ustalenia odszkodowania, a obowiązujące przepisy przewidują jego ustalenie” (Dz.U. 1997, nr 115, poz. 741 z późn.zm.).

Nieruchomość wywłaszczono, a co z odszkodowaniem?

W grudniu 2017 r. starosta odmówił ustalenia na rzecz spadkobierców odszkodowania należnego z tytułu utraty wywłaszczonej w latach 1983-1984 działki. Nieruchomość stała się własnością Skarbu Państwa na mocy zarządzenia Naczelnika Miasta i Gminy z 3 listopada 1983 r. w sprawie ustalenia terenu budowlanego budownictwa jednorodzinnego i jego podziału na działki budowlane. Wnioskodawcy stali na stanowisku, że wypłata odszkodowania nigdy nie nastąpiła. Organ twierdził jednak inaczej (II SA/Gd 277/18).

Nie słyszał, aby komuś nie wypłacono

Starosta wskazał, że zarówno w § 5 powyższego zarządzenia, jak i w art. 10 ust. 1 ustawy z dnia 6 lipca 1972 r. o terenach budownictwa jednorodzinnego i zagrodowego oraz podziale nieruchomości w miastach i osiedlach (Dz.U. 1972, nr 27, poz. 192) zawarto, że: „za nieruchomości, które przeszły na własność państwa wypłaca się odszkodowanie na podstawie przepisów o wywłaszczeniu nieruchomości. To, zdaniem starosty, miało przesądzać o dokonanej obligatoryjnej wypłacie odszkodowań.

Hipotezę organu miały również potwierdzać zeznania świadków. W sytuacji braku jakichkolwiek dokumentów potwierdzających wypłaty odszkodowań za nieruchomości wywłaszczone w latach 1983-1984, starosta na poparcie swego stanowiska przyjął zeznania geodety miejskiego, pełniącego tę funkcję w tamtym czasie. Ten, powołując się na brak wiedzy w zakresie wypłaty tych odszkodowań, wyraził własne zdanie, że takowe musiały być ustalone, bo nigdy nie słyszał, aby komuś nie wypłacono.

„Twarde” dowody

Również biegły z zakresu rolnictwa, który w lutym 1984 r. sporządził elaborat szacunkowy dla przedmiotowej nieruchomości w zakresie wyceny gruntu, zasiewów oraz drzew i krzewów sadowniczych, będący podstawą do określenia wysokości i wypłaty odszkodowań, wyjaśnił, „że po sporządzeniu elaboratu wypłata odszkodowania była wyłącznie formalnością” (II SA/Gd 277/18).

Istnienie elaboratu oraz podpisana przez spadkodawcę, ówczesnego właściciela nieruchomości, notatka z marca 1982 r., w której wyraża zgodę na wywłaszczenie, w połączeniu z przywołanymi zeznaniami świadków wystarczyło organowi do odmowy ustalenia wnioskowanego przez spadkobierców odszkodowania.

Nie było prawnych podstaw do wydania decyzji

Wskutek wniesionego przez wnioskodawców odwołania wojewoda uchylił zaskarżoną decyzję starosty i umorzył postępowanie przed tym organem. Wojewoda podniósł, że wywłaszczanie nieruchomości, jak i wypłaty z tego tytułu odszkodowań pod rządami ustawy z 6 lipca 1972 r. nie następowały na podstawie decyzji administracyjnych, a właśnie w drodze ustawy. Organ odwoławczy wskazał równocześnie, że odszkodowania były wówczas wypłacane na podstawie „wykazów odszkodowań za grunty przejęte”. Elaborat szacunkowy z 1984 r. wraz ze sporządzonym do niego aneksem stanowią potwierdzenie, że kwota odszkodowania została ustalona. Nie może jednak znaleźć zastosowania przywołany przez spadkobierców art. 233 u.g.n., skoro ani wszczęcie procedury wywłaszczeniowej, ani wypłata wynikającego z niej odszkodowania nie mogły nastąpić w drodze decyzji administracyjnej wydanej przed dniem wejścia w życie ustawy o gospodarce nieruchomościami. Jednocześnie wojewoda pouczył spadkobierców, że jeśli nadal będą chcieli dochodzić zaspokojenia swojego roszczenia, to powinni wstąpić na drogę cywilnoprawną.

Haczyk wojewody

Dlaczego wojewodzie zależało na wzruszeniu podstawy prawnej, jaką stanowiły przepisy u.g.n. i pokusił się o udzielenie petentom rady wstąpienia na drogę cywilnoprawną? Zgodnie z art. 118 w zw. z art. 117 § 1 Kodeksu cywilnego roszczenia majątkowe ulegają przedawnieniu, a jego termin wynosi 10 lat (Dz.U. 1964, nr 16, poz. 93 z późn.zm.). Od 9 lipca 2018 r. zasadniczy termin przedawnienia jest nawet krótszy i wynosi 6 lat (Dz.U. 2018, poz. 1104). Skierowanie sprawy na drogę postępowania cywilnego zapędziłoby zatem spadkobierców w ślepą uliczkę. Nie mieliby szans na odzyskanie odszkodowania, gdyby organ administracji podniósł zarzut przedawnienia.

Taki zarzut nie groził im natomiast w przypadku dalszego dochodzenia roszczenia na drodze administracyjnej: „…wprawdzie przepis art. 128 u.g.n. nie określa, czy roszczenia odszkodowawcze ulegają przedawnieniu, ale powołana ustawa nie zawiera odesłania do odpowiedniego stosowania przepisów Kodeksu cywilnego. (…) w orzecznictwie sądowoadministarcyjnym generalnie przyjmuje się (…), że odszkodowanie ustalane na drodze administracyjnej (decyzją administracyjną) nie podlega przedawnieniu. W prawie administracyjnym z przedawnieniem roszczenia mamy bowiem do czynienia tylko wówczas, gdy przepis prawa wyraźnie tak stanowi” (wyrok NSA z 16.04.2015 r., I OSK 2035/13).

Rzetelne postępowanie dowodowe

Wyrokiem z 4 lipca 2018 r. WSA w Gdańsku uwzględnił skargę spadkobierców i uchylił decyzję wojewody, jednocześnie zwracając mu sprawę do ponownego rozpoznania. Sąd wyjaśnił, że niezastosowanie art. 129 ust. 5 pkt 3 ustawy o gospodarce nieruchomościami do stanów faktycznych zaistniałych przed 1 stycznia 1998 r., a więc przed datą jej wejścia w życie, stałoby w sprzeczności z konstytucyjną zasadą ochrony własności oraz gwarantującą prawo do odszkodowania w przypadku wywłaszczenia.

WSA pouczył wojewodę o konieczności przeprowadzenia rzetelnego postępowania dowodowego, przede wszystkim ustalenia tego, w jaki sposób dokumentowane były wypłaty odszkodowań innym wywłaszczonym na podstawie zarządzenia z 1983 r. W szczególności organ powinien skupić się na ustaleniu, czy wraz z zarządzeniem został sporządzony „wykaz odszkodowań za grunty przejęte” (II SA/Gd 277/18).

Przez brak pokwitowania będą wypłacać odszkodowania?

Organ kierujący spadkobierców na drogę cywilnoprawną chyba zapomniał o jednej z generalnych reguł, jaka funkcjonuje na jej gruncie. Zgodnie z art. 462 § 1 Kodeksu cywilnego: „Dłużnik, spełniając świadczenie, może żądać od wierzyciela pokwitowania” (Dz.U. 1964, nr 16, poz. 93 z późn.zm.). Co więcej, może go żądać w szczególnej formie, jeżeli ma w tym interes (§ 2). Natomiast jeśli „wierzyciel odmawia pokwitowania, dłużnik może powstrzymać się ze spełnieniem świadczenia albo złożyć przedmiot świadczenia do depozytu sądowego” (art. 463).

Brak dokumentu lub innego dowodu potwierdzającego wypłatę odszkodowania właścicielom wywłaszczonej nieruchomości stawia organ w sytuacji, w jakiej zazwyczaj stoi obywatel załatwiający sprawę administracyjną. Dokonując wykładni treści przepisu art. 463 k.c., brak pokwitowania wypłaty odszkodowania prowadzi do konkluzji, że jeśli nie zostało ono złożone do depozytu sądowego, to odpowiedzialny za jego wypłatę organ powstrzymał się od jego wypłaty. Jeżeli organ twierdzi inaczej, to na nim spoczywa ciężar udowodnienia tego.

„Należy podkreślić, że w postępowaniu administracyjnym nie znajduje zastosowania zasada, iż ciężar dowodu spoczywa na osobie, która z określonego faktu wywodzi skutki prawne (art. 6 kc). Zgodnie z art. 77 § 1 kpa to na organie administracji publicznej ciąży obowiązek zgromadzenia w sposób wyczerpujący całego materiału dowodowego” (wyrok WSA w Warszawie z 21.06.2007 r., I SA/Wa 34/07; zob. także: wyrok WSA w Lublinie z 20.02.2007 r., II SA/Lu 31/07).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Turcja tematem numer jeden na rynkach

Lira turecka przebija kolejne najsłabsze poziomy względem większości walut. Niestety problemy tak dużego kraju nie przechodzą bez echa. Dlatego też problemy dotykają również złotego. Japonia bez recesji.

Katastrofa na lirze

Turecka waluta gwałtownie traci. Tydzień temu pisaliśmy o przebiciu przez lirę psychologicznej bariery 5 lir za dolara. Dzisiejszego ranka przez moment należało płacić już 6. Warto przypomnieć, że na początku roku za dolara płacono 3,8 liry i cieszono się, że na koniec listopada udało się uniknąć przekroczenia bariery 4. Dlaczego pieniądze uciekają z Turcji? W kraju panuje 16% inflacja, a inwestorzy nie wierzą już w działania Banku Centralnego. Podobnie jak reszta gospodarki jest on silnie kontrolowany przez otoczenie prezydenta. W tym momencie warto zwrócić uwagę, że waluta na wartości straciła ponad dwukrotnie więcej niż wynosi inflacji.

Nie tylko turecki problem

Sytuacja w Turcji rzutuje szerzej na rynki. W rezultacie to nie tylko lira jest w odwrocie, ale również inne waluty naszego regionu. Jak to często bywa w sytuacji, kiedy rosną ryzyka w górę idzie frank szwajcarski uważany za bezpieczną przystań na trudne czasy. W górę idzie również dolar będący dla inwestorów alternatywą wobec euro. To właśnie dlatego najwięcej złotówka więcej traci względem franka i dolara niż względem euro czy funta. Dlaczego problemy Turcji rzutują na euro i złotego? Powodem wpływu na euro jest zaangażowanie banków europejskich na tamtejszym rynku. Zarówno jako kredytodawców jak i posiadaczy udziałów w tamtejszych bankach. Złoty cierpi z kolei, gdyż dla wielu instytucji wciąż jest w tym samym koszyku państw rozwijających się co i Turcja. Jeżeli zmniejszają zaangażowanie w lirę zmniejszają również w forinta i złotego.

Japonia znów bez recesji

Ekonomiści za recesje uważają dwa kolejne kwartały z rzędu kiedy to PKB danego kraju spada. Sytuacji tej właśnie uniknęła Japonia. Po symbolicznej stracie w pierwszym kwartale tego roku analitycy obawiali się, że również w drugim roku może być spadek. Na szczęście gospodarka wzrosła o 0,5%. To o 0,2% więcej od oczekiwań. W związku z tym nie można się dziwić, że jen umacniał się od rana.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA  – inflacja konsumencka,
  • 14:30 – Kanada – sytuacja na rynku pracy.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Mniejsza aktywność na rynkach akcji i rynkach walutowych

Wakacyjną domeną jest mniejsza aktywność na rynkach akcji i rynkach walutowych. Tym samym jest mniej transakcji, a działalność inwestorów spada.

Sezon wakacyjny zaczął się od obaw dotyczących wojny handlowej między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Zastanawiano się jak ta wojna się rozwinie i w jakim stopniu uderzy w chińską gospodarkę. Napięcia na giełdzie związane z juanem rozlewały się po rynku walutowym i finansowym. To odbiło się także na polskiej walucie – złoty, jako waluta rynku wschodzącego zaczął wówczas spadać.

Lipiec i sierpień to miesiące, kiedy jest mniejsza aktywność, a w konsekwencji jest też niższa płynność. Na obniżoną aktywność na rynku akcji miały wpływ także Mistrzostwa Świata.

Ruch wzmógł się za to na polskiej giełdzie, wzrósł WIG i WIG 20. Jest to związane z odreagowaniem wcześniejszego pesymizmu i gorszego traktowania Polski przez inwestorów. Jednocześnie inwestorzy coraz lepiej patrzą na polskie spółki. Pesymizm, który utrzymywał się do niedawna jest zastępowany bardziej przychylnym spojrzeniom ze względu na wzrost gospodarczy, który utrzymuje się bliżej 5 procent. To może ułatwić stronę przychodową.

Wojny handlowe są jednak wciąż sporym zagrożeniem, a obawa spowolnienia największej gospodarki rozwijającej się jest nadal realna. To może wpływać na osłabianie złotego w sierpniu o 5-7 groszy.

W sierpniu trzeba także patrzeć na poczynania Donalda Trumpa. To będzie wpływać nie tylko na relacje z Chinami, ale także ze strefą euro.

Konrad Białas, główny ekonomista Domu Maklerskiego TMS Brokers

Paniczna wyprzedaż tureckiej liry

Lira turecka w piątek wpadła w spiralę panicznej wyprzedaży, ciągnąc za sobą aktywa ryzykowne, ale też i euro. Rosną obawy, na ile kryzys zaufania wobec Turcji okaże się szkodliwy dla Europy i jej banków. Dziś turecki resort finansów ma przedstawić nowy model gospodarczy, który przy nierealnych założeniach tylko podsyci wyprzedaż. Inwestorzy uciekają w USD, a jeśli po południu mocno wypadnie CPI z USA, dolar będzie jeszcze bardziej przyciągał.

Dzień z silną przeceną liry tureckiej nie jest czymś nowym w 2018 roku, ale tym razem różnicą są poważne szoki wtórne dla innych aktywów. Przejęcie niemal autorytarnej władzy przez prezydenta Erdogana oraz spory dyplomatyczne z USA zdawały się być problemem zamkniętym w granicach Turcji. Sytuację zmienił dziś artykuł Financial Times, według którego europejski nadzór finansowy jest zaniepokojony ekspozycją europejskich banków na tureckie aktywa. Widać, że podobieństwa do Grecji nie ograniczają się do atrakcyjności śródziemnomorskich kurortów. Co więcej, lira cierpi z powodu wcześniejszej atrakcyjności dla japońskich klientów detalicznych kuszonych wysokim oprocentowaniem w TRY. Paniczny odwrót z tych inwestycji na niepłynnym wakacyjnym rynku i to jeszcze w godzinach, kiedy traderzy w europejskiej strefie czasowej nie zasiedli jeszcze do swoich komputerów, kończy się załamaniem kursu liry. USD/TRY rośnie dziś ponad 7 proc. (choć było już ponad 13 proc.), a od początku miesiąca uzbierało się 21 proc.

Czy najgorsze już minęło? Rozkręcenie handlu w Europie przynosi nieco stabilizacji, ale nerwowość nie znika. Prezydent Erdogan wydaje się nieugięty i dziś stwierdził, że „nawet jeśli oni mają dolary, my mamy naszych ludzi, naszego boga”. Osobiście wątpię, czy te dwa podmioty są w stanie stawić czoła inwestorom podchodzącym z coraz większym sceptycyzmem do tureckich aktywów. Ważnym testem będzie zaplanowana na 13:30 prezentacja nowego modelu gospodarczego przez Ministerstwo Finansów i Skarbu. Z przecieków wiemy, że cel dla wzrostu gospodarczego zostanie obniżony do 3-4 proc. z 5,5 proc., choć i to wydaje się ambitny plan. Gorzej sprawa ma się z inflacją, gdyż resort upiera się przy sprowadzeniu inflacji do jednocyfrowej wartości (w lipcu 15,9 proc.). Utrzymywanie tej iluzji będzie sugerować, że można zapomnieć o interwencji władz, w tym o koniecznych podwyżkach stóp procentowych. Niezależność banku centralnego już jest mocno kwestionowana i bierność teraz będzie dla TRY gwoździem do trumny.

Rynki finansowe weszły w tryb obaw o tzw. „efekt zarażenia”. Nie słyszeliśmy o tej frazie od czasu problemów zadłużenia krajów z południa Europy. Obawy są jednak rzeczywiste, za to płynność rynków – nieuchwytna. To może prowadzić do paskudnych reakcji, co z resztą było widać dziś wczesnym rankiem przy tąpnięciu EUR/USD pod 1,15. GBP i AUD są kolejnymi walutami w G10, które są wyraźnie wrażliwe na pogorszenie sentymentu. EUR/PLN podchodzący pod 4,30 potwierdza przykrą prawidłowość, że obecnie nie ma warunków dla utrzymania silnego złotego. Króluje USD (ale też JPY przez wracający kapitał z TRY/JPY). Dziś rynek będzie się musiał dodatkowo zmierzyć z danymi o inflacji z USA. Według konsensusu CPI pierwszy raz od 2011 r. ma sięgnąć 3 proc. r/r, choć wzrost miesięczny o 0,2 proc. sugeruje, że presja inflacyjna nie rozpędza się wyraźnie. Inflacja bazowa ma pozostać na 2,3 proc., czyli wystarczająco bezpiecznie powyżej celu Fed (2 proc.), aby wspierać strategię kolejnych podwyżek stóp procentowych w wrześniu i grudniu. A przypomnienie o jastrzębim nastawieniu Fed w obliczu problemów gospodarek emerging markets i na kilka godzin przed weekendową przerwą będzie wodą na młyn dla kupujących USD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Bezpieczeństwo energetyczne – z jakimi wyzwaniami musi się zmierzyć Polska?

Bezpieczeństwo energetyczne ma swoje problemy. Głównym jest bariera wejścia. Do stworzenia nowego kierunku dostaw danego surowca, np. gazu, trzeba wybudować infrastrukturę. To proces kosztowny i długotrwały. Przez lata Polska była skazana na import z terenów Federacji Rosyjskiej, ponieważ nie było otwarcia na morze, gazoportu, a dopiero w planach był Baltic Pipe. W przestrzeni bezpieczeństwa energetycznego trzeba mieć możliwość produkowania większości energii elektrycznej w kraju. Problem polskiej elektroenergetyki stanowi to, że w 80 proc. napędzana jest węglem kamiennym i brunatnym. W ciepłownictwie mają one jeszcze większy udział. Ze względu na wyzwania górnictwa, wydobycie krajowe od lat bardzo mocno spada. Brakujące wolumeny bardzo często sprowadzane są z zagranicy – głównie z Rosji, ale także z terenów objętych wojną, jak np. Donbas. Zarówno jeśli chodzi o gaz, jak i węgiel – w przypadku którego Polska słynęła z samowystarczalności – zmieniły się kierunki importu, co powoduje kolejne problemy.

– Bezpieczeństwo energetyczne to decyzja między ceną, stabilnością i bezpieczeństwem systemu. Ważne od kogo i co importujemy, jak wytwarzamy energię, ale też jaki jest tego koszt – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes zarządu Instytutu Jagiellońskiego – Nasze górnictwo zostało zintegrowane z dużą energetyką – z wielką czwórką wytwarzającą głównie energię elektryczną, ale i ciepło. Problemy zostały więc rozłożone na cały sektor, szczególnie jeśli chodzi o węgiel energetyczny. Nie zmienia to faktu, że część kopalń została zamknięta i jest bardzo mało nowych inwestycji. W efekcie, paradoksalnie – kiedy cena węgla na rynkach światowych jest tak wysoka, jak dzisiaj, Polska produkuje go coraz mniej. Dodatkowo, wytwarzanie dużej ilości energii z węgla powoduje, że przez regulacje EU ETS jej cena mocno rośnie. Nie ma impulsu, który mógłby ten wzrost zahamować. Warto zaznaczyć, że na wszystkie elementy dotyczące polskiego miksu energetycznego bardzo mocno wpływają porozumienia międzynarodowe, szczególnie paryskie, ale także polityka klimatyczna Unii Europejskiej. Połączenia transgraniczne są korzystne, bo obniżają cenę w Polsce. Jednak jeśli nie będziemy mogli wytwarzać energii elektrycznej sami – można wyobrazić sobie sytuację, że nasz sąsiad z zupełnie inaczej skonstruowanym miksem energetycznym może uzależnić nas od taniego prądu, a potem, podnieść ceny. Na różnych płaszczyznach – bezpieczeństwa, stabilności i ceny – mamy wyzwania, z którymi Polska musi się zmierzyć – podsumował Roszkowski.

Chińska odpowiedź na nowe amerykańskie cła osłabia kurs złotego wobec euro i dolara

Pojawienie się deficytu budżetowego może ograniczać pole do spadku rentowności obligacji. Chińska odpowiedź na nowe amerykańskie cła osłabia złotego wobec euro i dolara.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Czwartek 9 sierpnia 2018 roku przyniósł zauważalny spadek euro wobec dolara (EUR/USD zszedł do 1,1450) oraz osłabienie złotego wobec euro i dolara (EUR/PLN wzrósł z około 4,26 do ok. 4,28, USD/PLN wzrósł z ok. 3,67 do ok. 3,73). Umocnienie dolara wobec walut rynków wschodzących związane jest z obawami o negatywny wpływ zamieszania na tureckim rynku finansowym. Z tego powodu osłabiło się również euro, gdyż według doniesień Financial Times EBC obawia się o wpływ spadku wartości tureckiej liry (około 13% od początku sierpnia) na stan niektórych europejskich banków.

W czwartek Główne wydarzenia dnia na rynku walutowym były związane przede wszystkich z Chinami. Lepsze od oczekiwań dane CPI za lipiec (2,1% vs. 1,9% poprzednio) były kolejnym odczytem, który potwierdził, że lipcowa eskalacja wojny handlowej na linii USA-Chiny nie miała, póki co, negatywnego wpływu na główne wskaźniki gospodarcze Państwa Środka. Nie poprawiło to jednak globalnego sentymentu inwestycyjnego wobec walut rynków wschodzących, w tym wobec złotego, gdyż Chiny zdecydowały się odpowiedzieć podobnymi cłami na zapowiedzianą poprzedniego dnia przez USA kolejną transzę 25% ceł na chiński import o wartości 16 mld dolarów (wejdzie ona w życie 23 sierpnia).

Sierpień przynosił jak na razie niewielką zmienność rentowności obligacji skarbowych, jednak w czwartek zauważalnie w dół przesunęła się amerykańska krzywa dochodowości. 10-letnie US Treausries są około 10pb niżej od szczytu z tego miesiąca. Za popytem na amerykańskiej aktywa przemawiały wspomniane obawy o sytuację na rynkach wschodzących oraz doniesienia z EBC. W piątek wśród kluczowych danych dla rynku dłużnego będzie publikacja CPI z USA, które mogło wzrosnąć w lipcu do 3% r/r.

Notowania papierów w Polsce pozostały jednak stabilne, a ich dotychczas relatywnie wysokie wyceny były wspierane przez dobrą sytuację budżetową. Jednak w kolejnych miesiącach, taki pozytywny efekt może już wygasać, na co wskazują ostatnie komentarze ze strony Ministerstwa Finansów. Minister Teresa Czerwińska informowała niedawno, że wynik budżetu po lipcu nie będzie tak optymistyczny (po czerwcu nadwyżka wyniosła 9,5mld PLN), natomiast wiceminister Leszek Skiba stwierdził, że po lipcu pojawi się na rachunku deficyt. Zniknięcie nadwyżki budżetowej może wynikać z przyspieszenia wydatków inwestycyjnych, co nie powinno prowadzić do silnej wyprzedaży obligacji skarbowych, jednak powinno ograniczać pole do spadku ich rentowności.

Zgodnie z oczekiwaniami CPI w Czechach spadło do 2,3% r/r w lipcu, jednak nadal utrzymuje się powyżej 2% celu. Takie dane wpisują się w retorykę CNB, który jest gotowy do kolejnych podwyżek stóp. Dalszy spadek różnicy stóp procentowych między Polską a Czechami (obecnie jedynie 25pb) może skutkować kontynuacją zawężenia spreadu obligacji, który w sektorze 2-lentim może zbiegać do zera.

Wykres dnia: Po lipcu prawdopodobnie znikła nadwyżka w budżecie, co oznacza, że w lipcu mógł pojawić się deficyt w wysokości około 10mld PLN.

Po lipcu prawdopodobnie znikła nadwyżka w budżecie, co oznacza, że w lipcu mógł pojawić się deficyt w wysokości około 10mld PLN
Źródło: Thomson Reuters

Autorzy / Źródło: Jarosław Kosaty, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Sierpień może zapoczątkować ochłodzenie gospodarcze

Skutki wojen handlowych były dotąd nieodczuwalne dla wielu krajów, a przykładem także Polska. Jednak to sierpień może się zakończyć gospodarczym ochłodzeniem i pogorszeniem koniunktury w kolejnych miesiącach.

– Publikowane ostatnio wyniki badań koniunktury w różnych krajach, przeprowadzone w lipcu, zapowiadają ochłodzenie gospodarcze – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

W Polsce PMI dotyczy tylko sektora przemysłowego, ale także lipcowe badania pokazały pogorszenie nastrojów wśród menedżerów.

Płace rosną najszybciej od dekady. Deficyt budżetowy po lipcu 2018 r.

Przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej wzrosło w 2q18 o 7,1% r/r, najsilniej od 3q 2008, a tempo wzrostu wynagrodzeń w gospodarce nie odbiega od obserwowanego w sektorze przedsiębiorstw (7,4% r/r). Presja płacowa w sektorze przedsiębiorstw ustabilizowała się ostatnio (z wyjątkiem budownictwa), a płace w sektorze publicznym są pod kontrolą.

Płace rosną najszybciej od dekady
Źródło: PKO Bank Polski

Wiceminister finansów Leszek Skiba powiedział, że po lipcu budżet państwa prawdopodobnie wykazał deficyt, wobec 9,5 mld PLN nadwyżki po czerwcu. Deficyt w wysokości ok. 10 mld PLN w samym lipcu odbiega od typowego wykonania w tym miesiącu, prawdopodobnie miał więc miejsce jednorazowy transfer, np. dotacja do FUS. Wiceminister ocenił, że nadwyżka w 1h była wynikiem dobrych dochodów oraz przesuwania wydatków, m. in. jeśli chodzi o programy współfinansowane ze środków europejskich. W jego ocenie deficyt w dalszej części roku będzie się pogłębiał i nie należy oczekiwać prognozowanego przez niektórych analityków (w tym PKO BP) niższego o 20 mld PLN od planu (41,5 mld PLN) deficytu na koniec roku. Wyższy niż zakładamy deficyt centralny nie oznaczałby jednak pogorszenia sytuacji fiskalnej, lecz przesunięcia pomiędzy podmiotami sektora fin. publicznych.

Autor/Źródło:PKO Bank Polski

PKN ORLEN oraz PGNiG odkryły nowe złoże gazu w Wielkopolsce

​PKN ORLEN oraz PGNiG odkryły nowe złoże gazu w Wielkopolsce. Wyniki testu produkcyjnego potwierdzają bardzo dobrą wydajność odwiertu. Możliwości produkcyjne złoża oszacowano na 50 mln m3 gazu rocznie.

Złoże położone jest na terenie wspólnego obszaru projektowego Płotki w Wielkopolsce na koncesji Śrem-Jarocin. Zostało ono odkryte odwiertem Chwalęcin-1K, którego głębokość końcowa osiągnęła 3050 m MD*. Prace prowadzone były od końca kwietnia br.

Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN
Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN

– Obszar Wielkopolski należy do jednych z najbardziej perspektywicznych regionów Polski pod kątem poszukiwań złóż gazu ziemnego. Pozytywny wynik uzyskany w trakcie testu potwierdza, że założona przez nas strategia w obszarze wydobycia sprawdza się. Sukcesywnie zwiększamy bazę zasobów w kraju, co korzystnie wpływa na bezpieczeństwo energetyczne Polski – powiedział Daniel Obajtek – Prezes Zarządu PKN ORLEN.

W najbliższych tygodniach PGNiG oraz ORLEN Upstream, z Grupy ORLEN będą realizować wspólnie wiercenie otworu Komorze-3H/S1. Ponadto obie spółki przygotowują się do zagospodarowania złoża Miłosław, które zostało odkryte w maju 2017 roku. Zakończenie inwestycji i rozpoczęcie wydobycia planowane jest na przełomie II i III kwartału 2019 roku. PGNiG, który jest operatorem na obszarze projektowym Płotki, posiada 51% udziałów. ORLEN Upstream, z pozostałą częścią udziałów, pełni funkcję partnera.

* MD (measured depth) – rzeczywista długość otworu mierzona od powierzchni ziemi do dna otworu, uwzględniająca krzywiznę odwiertu.

PLNOG21 – najważniejsza konferencja telekomunikacyjna już 1-2 października

Najbardziej rozpoznawalna polska konferencja telekomunikacyjna znów zawita tej jesieni do Krakowa. Tym razem motywem przewodnim atrakcji towarzyszących będzie świat podwodny, a wśród nowości zobaczymy m.in. debatę oksfordzką dotyczącą cyberbezpieczeństwa w Polsce oraz międzynarodową ścieżkę anglojęzyczną. Zgarnij zniżkę i dołącz do rekinów biznesu!

plnog1-2 października zapraszamy do Krakowa na PLNOG21 – jedno z największych i najważniejszych wydarzeń dotyczących rynku telco w Polsce. Uczestnikami konferencji są zarówno dostawcy internetowi oraz telekomunikacyjni, jak również przedstawiciele międzynarodowych organizacji i korporacji, które korzystają z ich usług. PLNOG to forum wymiany informacji dla tych, którzy tworzą i rozwijają infrastrukturę telekomunikacyjną oraz analizują i nadzorują rozwój sieci w naszym kraju.

Podczas najbliższej edycji wystąpią m.in.:

  • Ron Broersma – Bezpieczeństwo US Navy, IPv6
  • Michał Sajdak – Rekonesans sieciowy – pokaz live
  • Doug Madory – Analyzing an Volatile Internet
  • Piotr Gruszczyński – WiFi calling – architektura i ograniczenia
  • David Barroso – Global Routing as a Service
  • Piotr Strzyżewski – RIPE – Co i jak?
  • Agata Kołodziejczyk – Sztuczny habitat księżycowy
  • Piotr Okupski – Filtrowanie DDoS za pomocą Wanguard

Więcej ciekawych wykładów znajdziecie na: https://plnog.pl/pl/agenda/

Nie zabraknie praktycznych tematów z zakresu SDN, IoT, routingu i BGP, jak również Community Cornera, w którym będziemy dyskutować na tematy polskiej teleinformatyki w luźnej atmosferze. Na specjalne życzenie publiczności powróci także niezapomniany duet Andrzej Gab i Robert Woźny, którzy będą kontynuować kontrowersyjną historię fuckupów w polskiej branży telekomunikacyjnej.

plnogDołącz do grona uczestników ze zniżką!

Jak co roku PLNOG zapowiada się nie tylko jako konferencja, ale jako wydarzenie branżowe, które firmy telekomunikacyjne mają na stałe wpisane w swój kalendarz. Specjalnie dla naszych czytelników organizator przygotował kod promocyjny, który uprawnia do 15% zniżki – wystarczy podczas rejestracji podać kod – CEO.

Przygotuj się na przyszły tydzień [10.08.2018]

W przyszłym tygodni możemy jasno powiedzieć: wakacje – ciąg dalszy. Nie poznamy żadnych ważniejszych informacji mogących zmienić konsolidację dolara amerykańskiego w trend wzrostowy lub spadkowy. Jedyną walutą, która nadmiernie się osłabia jest funt brytyjski i tylko tam znajdziemy mocniejsze trend. W okresie wakacyjnym wszystkie systemy podążające za trendem mają pod górkę.

Powracając do kalendarza makroekonomicznego, w poniedziałek nie czekają na nas żadne ważniejsze dane makroekonomiczne. Za to we wtorek poznamy kilka figur, aczkolwiek również nie będą niosły za sobą długoterminowych konsekwencji dla rynku walutowego. W nocy o 3:30 zostanie opublikowana koniunktura w australijskim przemyśle wg. NAB. O godzinie 8:00 poznamy dane z niemieckiej gospodarki – wstępny odczyt PKB K/K. Niecałe trzy godziny później zostanie podana do wiadomości publicznej brytyjska stopa bezrobocia oraz zmiana liczba bezrobotnych otrzymujących zasiłek.

W tym samym dniu o 11:00 poznamy wzrost PKB w Strefie Euro, a także niemiecki indeks nastroju ekonomicznego. Następnego dnia, w środę po raz kolejny zostanie opublikowany australijski optymizm konsumentów, aczkolwiek tym razem według Westpac. Z kolei najważniejszą figurą dnia będzie brytyjska inflacja oraz obroty w amerykańskim handlu detalicznym handlu detalicznym. Pierwszą zmienną poznamy o godzinie 10:30, natomiast drugą cztery godziny później.

W czwartek czekają na nas trzy figury. Jako pierwszy zostanie opublikowany japoński bilans handlowy. Z kolei o 3:30 w nocy poznamy australijską zmianę zatrudnienia oraz stopę bezrobocia. Natomiast na sesji londyńskiej oraz nowojorskiej nie czekają na nas żadne ważniejsze publikacje.

W ostatni dzień sesji najważniejszą informację będzie inflacja z gospodarki Kanadyjskiej. Prognoza zakłada publikację na poziomie 2.4 procenta, natomiast poprzedni odczyt był o 0.1 proc. wyższy. W dalszym ciągu inflacja jest jedną z ważniejszych figur na rynku, zatem odczyt powyżej lub poniżej prognozy przełoży się na pary walutowe z dolarem kanadyjskim. Półtorej godziny po publikacji danych z Kanady poznamy amerykański indeks nastrojów konsumentów Uniwersytetu Michigan.

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Markets

Instrument do obserwacji – AUDUSD

Po ostatnim wzroście rudy żelaza notowania dolar australijskiego prawdopodobnie wybiją się z górą z konsolidacji. Trend boczny na parze walutowej AUDUSD trwa już od połowy czerwca 2018 roku, najwyższa pora, aby zaszła zmiana. Wybicie góra mogłoby oznaczać długoterminowy wzrost notowań nawet w okolicę poziomu 0.768. Cel jest bardzo oddalony, ale po długiej konsolidacji przeważnie na rynek przychodził mocniejszy trend. Czy tym razem będzie tak samo?

Notowania AUDUSD, interwał dzienny

Przygotuj się na przyszły tydzień [10.08.2018] 5

Źródło: Admiral Markets

Przed pokonaniem górnej bandy konsolidacji strona kupująca musi się zmierzyć z linią trendu spadkowego. Jeżeli dojdzie do jej pokonania, to prawdopodobieństwo wybicia górą z konsolidacji będzie o wiele większe.

Niepokojącym sygnałem może być wczorajsza oraz dzisiejsza mocna wyprzedaż AUDUSD. Aczkolwiek wsparcie nie zostało jeszcze naruszone, zatem scenariusz wzrostowy jest jak najbardziej prawdopodobny.

Dział Analiz Admiral Markets

Kilkaset milionów złotych trafiło na powstanie międzynarodowych ośrodków badawczych. Trwa konkurs na kolejne

Kilkaset milionów złotych trafiło na powstanie międzynarodowych ośrodków badawczych. Trwa konkurs na kolejne 6

Już kilkaset milionów złotych przeznaczono na innowacyjne międzynarodowe badania w Polsce. Do tej pory finansowanie w programie Międzynarodowe Agendy Badawcze (MAB) Fundacji na rzecz Nauki Polskiej zyskało siedem projektów, a trwa właśnie konkurs na kolejne. W ten sposób w Polsce powstają nowoczesne jednostki badawcze, w których realizowane są nowatorskie programy badawczo-rozwojowe. Trwają już m.in. badania nad szczepionką na raka, nowymi lekami na choroby neurodegeneracyjne i nowotworowe. Wkrótce powstaną dwa centra, w których prowadzone będą badania nad plastycznością mózgu czy promieniowaniem elektromagnetycznym.

– Mamy nadzieję, że rola nowych instytutów dla polskiego środowiska naukowego będzie bardzo znacząca. Jednym z celów programu MAB jest zmiana standardów i sposobu, w jaki robimy naukę w Polsce – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Maria Pawłowska, koordynator programu MAB, Fundacja na rzecz Nauki Polskiej.

Program Międzynarodowe Agendy Badawcze ma umożliwić powstanie w Polsce wyspecjalizowanych ośrodków naukowych, prowadzących konkurencyjne w skali światowej badania naukowe. Program jest realizowany przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej już od 2015 roku, a łącznie na projekty ma trafić 530 mln zł.

– Chcemy dać możliwość, by najlepsi ludzie pracowali w świetnych warunkach, w międzynarodowym środowisku, w sposób, który promuje najlepszą naukę – mówi Maria Pawłowska. – Dochodzą już do nas sygnały na temat tego, jak te projekty zmieniają lokalne środowisko naukowe na lepsze, jak procedury wprowadzone w ramach MAB, międzynarodowe rekrutacje, wprowadzanie seminariów po angielsku i najlepszych standardów od zagranicznych partnerów pozwala zmieniać klimat.

Już wkrótce powstaną dwa nowe centra naukowe – w Instytucie Biologii Doświadczalnej im. Marcelego Nenckiego PAN prowadzone będą prace nad plastycznością mózgu, a w Instytucie Wysokich Ciśnień PAN nad promieniowaniem elektromagnetycznym. W ramach rozstrzygniętego czwartego ogólnopolskiego konkursu FNP na MAB na centra trafi 73 mln zł.

W poprzednich edycjach konkursu finansowanie w programie MAB zdobyło siedem projektów.

 Mamy bardzo ciekawy i szeroki przekrój. Wśród projektów są nauki biomedyczne, np. na UW w CENT prof. Chacińska i prof. Konarska mają instytut ReMedy, który zajmuje się neurodegeneracyjnymi i innymi degeneracyjnymi schorzeniami, ale na poziomie dużo bardziej molekularnym. Razem z Uniwersytetem w Getyndze, jako ich międzynarodowym partnerem, patrzą na komórkowe podstawy tego, co dzieje się w naszym organizmie, co może pójść źle i jak to leczyć – wskazuje ekspertka Fundacji.

W Centrum Nowych Technologii Uniwersytetu Warszawskiego zlokalizowany jest też projekt Centrum Optycznych Technologii Kwantowych prof. Konrada Banaszka. W Gdańsku działa Międzynarodowe Centrum Badań nad Szczepionkami Przeciwnowotworowymi czy ośrodek naukowy specjalizujący się w badaniach nad anomaliami genetycznymi nabytymi w ciągu życia jako czynnikami ryzyka nowotworów i innych chorób. Prowadzone są też dwa projekty kwantowe – w Międzynarodowym Centrum Teorii Technologii Kwantowych i na UW.

 Fizyka kwantowa i komputery kwantowe są tematem absolutnie topowym. UE wyznaczyła to jako jeden z najważniejszych tematów naukowych dla europejskiej grupy naukowców – wskazuje koordynator programu MAB. – Mamy nadzieję, że te dwa projekty pozwolą dokonać ważnych kroków w zastosowaniu fizyki kwantowej. To są odkrycia robione z dnia na dzień, jak możemy znaleźć zastosowania dla tego w gospodarce i dla nas jako zwykłych ludzi.

Do 14 września naukowcy mogą z kolei składać wnioski do kolejnego konkursu w MAB na projekty realizowane na terytorium Polski z wyłączeniem województwa mazowieckiego.

– Wyniki mamy nadzieję ogłosić jeszcze pod koniec tego roku bądź na początku przyszłego. Wtedy będziemy już znali wszystkich laureatów programu – zapowiada Maria Pawłowska.

Blockchain może zrewolucjonizować transakcje na rynku nieruchomości. Polska firma wykorzystuje tę technologię do zawierania umów najmu

Blockchain może zrewolucjonizować transakcje na rynku nieruchomości. Polska firma wykorzystuje tę technologię do zawierania umów najmu 7

Technologia blockchain znajduje coraz więcej zastosowań, również poza sektorem finansów. Polski start-up ShareSpace stworzył opartą na tej technologii platformę, za pośrednictwem której firmy i freelancerzy mogą szybko wyszukać i wynająć dla siebie biuro lub przestrzeń coworkingową. Cały proces jest w pełni zautomatyzowany, a blockchain gwarantuje jego bezpieczeństwo. Technologia rewolucjonizuje proces wynajmu powierzchni biurowych.

– Na rynku nieruchomości mamy już pierwsze zastosowania technologii blockchain. Jednym z nich jest narzędzie do uwiarygadniania transakcji oraz zawierania umów najmu online. Widzimy też inne możliwości, takie jak tokenizacja całych budynków czy umów najmu – mówi agencji Newseria Biznes Robert Chmielewski, współzałożyciel platformy ShareSpace. – Dzięki temu mogłyby się one stać swoistą walutą wymienialną pomiędzy użytkownikami. To dawałoby dostęp do rynku nieruchomości nie tylko inwestorom instytucjonalnym czy funduszom, lecz także osobom prywatnym, które mogłyby kupić odsetek takiego tokena i mieć swoją część, swoją własność w takiej nieruchomości – dodaje.

Start-up ShareSpace dostarcza najemcom i wynajmującym rozwiązania technologiczne z zakresu szybkiego dostępu i zarządzania wynajmem biur serwisowanych i coworkingowych w całym kraju. Użytkownikami platformy są zarówno freelancerzy, start-upy, małe i średnie przedsiębiorstwa, jak i duże korporacje oraz operatorzy przestrzeni coworkingowych i biur serwisowanych. Zaletą wykorzystania blockchain w procesie najmu jest nie tylko bezpieczeństwo transakcji. Cały proces jest zautomatyzowany, więc operator odciąża swój zespół od długotrwałych negocjacji, oszczędzając czas i pieniądze. Z kolei najemca jest w stanie znaleźć odpowiednią dla siebie przestrzeń i zawrzeć transakcję w ciągu kilkunastu minut.

W sierpniu ShareSpace – za pośrednictwem stworzonej przez siebie platformy marketplace&HASH39;owej – przeprowadził pierwszą w Polsce transakcję najmu na rynku biurowym opartą na technologii blockchain. Stronami transakcji były Business Link – największy w Polsce operator przestrzeni coworkingowych, oferujący dostęp do społeczności biznesowej start-upów i korporacji, oraz firma Ricoh, która za pośrednictwem platformy wyszukała dla siebie odpowiednie biuro i dokonała transakcji najmu w niespełna 10 minut.

– Większość umów najmu na rynku nieruchomości jest zawieranych w formie tradycyjnej, czyli papierowej. Do tej pory strony wymieniały się skanami podpisanych dokumentów, nie widząc siebie nawzajem i w żaden sposób się nie uwiarygadniając. To oznacza, że de facto umowa mogłaby się stać niezasadna w przypadku, gdyby któraś ze stron okazała się fałszywa. Natomiast my bardzo wierzymy w formę dokumentową, tym bardziej zabezpieczoną technologią blockchain, ponieważ pozwala ona na pełną weryfikację obu stron transakcji – mówi Robert Chmielewski.

Technologia blockchain pozwala skrócić proces wynajmu do absolutnego minimum, gwarantując przy tym integralność warunków prawnych i komercyjnych. Dostęp i weryfikacja dokumentów oraz ustaleń komercyjnych odbywa się za pośrednictwem zdecentralizowanej platformy. To znacznie skraca czas negocjacji, a jednocześnie zapewnia bezpieczeństwo całego procesu online – nawet przy zaangażowaniu wielu podmiotów. Wzór umowy pomiędzy stronami transakcji również powstał w oparciu o technologię blockchain.

 Wyzwaniem wszystkich marketplace’owych portali online jest brak zaufania, ponieważ żadna ze stron nie jest w stanie sobie do końca zaufać. Rozwiązujemy to, używając technologii blockchain. Dzięki niej możemy zagwarantować integralność danych i wszystkich plików wysyłanych za pośrednictwem platformy, ponieważ po dodaniu ich do łańcucha blockchain nie można ich już usunąć ani zmienić. Obydwie strony transakcji mogą się do danego dokumentu odnieść z wiedzą, że jest on oryginalny i nienaruszony – mówi Marcin Dyszyński, współzałożyciel platformy ShareSpace.

Blockchain to technologia służąca do przeprowadzania transakcji bezpośrednich (peer to peer) w internecie. To rozproszona baza danych oparta na algorytmach matematycznych i kryptografii. Podstawowym elementem blockchain jest blok danych, który zawiera pakiet zaszyfrowanych informacji o przeprowadzanych transakcjach. Poszczególne bloki danych są ze sobą chronologicznie połączone i tworzą nierozerwalny łańcuch. Informacje w blockchainie są zapisane nieodwracalnie i nie da się ich sfałszować ani usunąć bez autoryzacji, bo zamiast jednego bloku należałoby zmienić cały łańcuch.

Blockchain został stworzony w 2008 roku jako fundamentalny element kryptowaluty bitcoin. Obecnie prace nad zastosowaniem tej technologii prowadzi już większość banków i dużych instytucji finansowych. Ocenia się, że w przyszłości blockchain mógłby być fundamentem nowego, globalnego systemu finansowego. Trwają również prace nad znalezieniem zastosowań dla tej technologii w wielu innych branżach i gałęziach gospodarki.

Według analityków Research and Markets globalny rynek technologii blockchain w najbliższych latach będzie rósł w tempie blisko 60 proc. średniorocznie, by osiągnąć w 2024 roku wartość 8,7 mld dol.

Inteligentne specjalizacje to szansa dla regionów. Lotnictwo, informatyka, motoryzacja oraz jakość życia napędzają rozwój Podkarpacia

Inteligentne specjalizacje to szansa dla regionów. Lotnictwo, informatyka, motoryzacja oraz jakość życia napędzają rozwój Podkarpacia 8

Lotnictwo i kosmonautyka, informatyka oraz motoryzacja to trzy z czterech inteligentnych specjalizacji, które napędzają rozwój Podkarpacia. Wizytówką regionu jest przede wszystkim przemysł lotniczy. To właśnie tu znajduje się najważniejszy klaster lotniczy w Europie Środkowo-Wschodniej, który odpowiada nawet za 90 proc. krajowej produkcji w tej branży. Inteligentne specjalizacje to szansa dla regionów. Mogą zapewnić wzrost konkurencyjności, a w konsekwencji szybszy rozwój – przekonuje Adam Hamryszczak, podsekretarz stanu w Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju.

 Inteligentne specjalizacje przede wszystkim poprawiają konkurencyjność gospodarki danego regionu. Zwiększają przewagi konkurencyjne i powodują, że wiele aktorów życia społeczno-gospodarczego jest w to zaangażowanych. Mówię tutaj o administracji publicznej, uczelniach i przedsiębiorcach. W ten sposób nawiązuje się odpowiednia współpraca, która tworzy wartość dodaną – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Adam Hamryszczak, podsekretarz stanu w Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju.

Krajowe inteligentne specjalizacje (KIS) stanowią obszary badawczo-rozwojowe i innowacyjne o największym potencjale rozwojowym dla polskiej gospodarki i społeczeństwa. Rząd wyznaczył ich siedemnaście. Wśród nich są procesy i produkty sektora rolno-spożywczego i leśno-drzewnego, inteligentne i energooszczędne budownictwo, rozwiązania transportowe przyjazne środowisku czy innowacyjne technologie morskie. Wsparcie finansowe na ich rozwój przewidziane jest w głównej mierze z programu operacyjnego Inteligentny Rozwój. Dodatkowo każdy polski region zidentyfikował i rozwija w perspektywie do 2020 roku inteligentne specjalizacje dopasowane do lokalnej specyfiki. Część regionalnych inteligentnych specjalizacji jest tożsama z krajowymi i te mogą liczyć na finansowanie z poziomu krajowego.

– W 2019 roku będzie dokonywany przegląd przez Komisję Europejską poszczególnych regionalnych programów operacyjnych. Myślę, że to będzie czas, żeby zastanowić się nad tym, w jaki sposób inteligentne specjalizacje wybrane przez poszczególne władze samorządowe w konsultacjach społecznych już wpłynęły na rozwój gospodarki danego regionu – mówi Adam Hamryszczak.

Województwo podkarpackie w Regionalnej Strategii Innowacji stawia na lotnictwo i kosmonautykę, motoryzację, informatykę i telekomunikację oraz jakość życia. Jako jedyne w kraju określiło branżę lotniczą jako swoją inteligentną specjalizację.

– Podkarpacie słynie z lotnictwa. Wpisane jest ono w nasz kod genetyczny. Rozwój gospodarczy zależy od tego, ile środków zainwestujemy w innowacje, w postęp, nowoczesne rozwiązania technologiczne, ale także w ludzi – wskazuje Władysław Ortyl, marszałek województwa podkarpackiego.

To właśnie tutaj znajduje się Dolina Lotnicza. Na Podkarpaciu powstaje nawet 90 proc. krajowej produkcji przemysłu lotniczego.

– Przemysł lotniczy czy aerokosmiczny przez swoją definicję już jest innowacyjny. To najnowocześniejsze technologie, a także wiedza oraz koncentracja 30 tys. pracowników, bardzo dobrze wykształconych, dobrze zmotywowanych, z dostępem do najnowszych technologii – mówi Marek Darecki, prezes zarządu Pratt & Whitney Rzeszów i prezes klastra Dolina Lotnicza.

Coraz więcej zagranicznych inwestorów patrzy na Podkarpacie jako jeden z najważniejszych ośrodków dla przemysłu lotniczego w Europie. Region wyróżnia dostęp do najnowszych technologii i wysoko wykwalifikowana kadra.

 Ryzyka byłyby, gdyby wystąpiła jakaś niestabilność polityczna, bo ten biznes nie lubi niestabilności. Martwiliśmy się, że kiedy będziemy coraz więcej zarabiać, inwestorzy odejdą. Jednak w dobie czwartej rewolucji przemysłowej niskie koszty pracy w ogóle przestają się liczyć. Inwestorzy przychodzą do nas, bo tutaj są utalentowani ludzie, świetna infrastruktura i dobre środowisko biznesowe – podkreśla Darecki.

Analiza SWOT, przygotowana przez Wyższą Szkołę Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, jako silne strony klastra wskazuje dużą koncentrację firm branży lotniczej na relatywnie niewielkim obszarze, zaplecze naukowe i produkcyjne, bliską współpracę z sektorem naukowo-badawczym i wysoki poziom kadr. Obecnie Dolina Lotnicza to 160 przedsiębiorstw, które zatrudniają blisko 30 tys. osób, a sprzedaży sięga 3 mld dolarów. W ciągu 15 lat sprzedaż wzrosła jedenastokrotnie.

– Ważne, żebyśmy nie byli tylko fabryką dla innych. Musimy wyjść poza fabrykę, produkcję, potrzebne są biura konstrukcyjne, a także business development, marketing, zarządzanie projektami. To jest to, co nasz czeka. Wprawdzie to bardzo trudny krok do wykonania, ale za 15 lat będziemy na zupełnie innej pozycji – przekonuje Marek Darecki.

Województwo podkarpackie właśnie ruszyło z kampanią promującą gospodarczy potencjał regionu. Jej hasło to: „Podkarpackie. Wyższy poziom innowacji”, który będzie widoczny w największych mediach, na billboardach i w internecie. Kampania ma wzmocnić wizerunek Podkarpacia jako regionu nie tylko atrakcyjnego turystycznie, lecz także rozwijającego się pod względem gospodarczym, wdrażającego innowacje i rozwijającego nowoczesne technologie. Jej autorzy liczą na to, że przyciągnie ona zarówno krajowych, jak i zagranicznych inwestorów.

Nietolerancja glutenu i laktozy dotyka coraz większej liczby Polaków. Naukowcy opracowali urządzenie wykrywające obecność alergenów w żywności

Nietolerancja glutenu i laktozy dotyka coraz większej liczby Polaków. Naukowcy opracowali urządzenie wykrywające obecność alergenów w żywności 9

Żywienie poza domem, np. podczas wakacyjnego wyjazdu, to spory problem dla alergików i osób cierpiących na nietolerancje pokarmowe. Zjedzenie posiłku w nieznanym miejscu może wywołać poważne konsekwencje zdrowotne. Naukowcy opracowali przenośne urządzenie, które pozwala szybko i prosto wykryć obecność alergenów w posiłku. Wynik można otrzymać na telefon komórkowy w ciągu kilku minut. Producent przewiduje rozszerzenie zastosowania urządzenia na alergeny występujące w rybach.

– Nasza technologia pozwala wykrywać różnego rodzaju markery bardzo szybko i tanio, stąd też zaczęliśmy opracowywać testy dla ludzi, którzy niekoniecznie są chorzy, ale muszą zbadać otoczenie wokół siebie, w tym przypadku to, czy dana żywność zawiera alergeny – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Tomasz Gondek, prezes zarządu SensDX.

Nauka i nowoczesne technologie wychodzą na przeciw potrzebom alergików i osób cierpiących z powodu nietolerancji pokarmowych, tworząc rozwiązania ułatwiające im codzienne funkcjonowanie. Jednym z nich jest przenośne urządzenie do wykrywania obecności glutenu lub laktozy w żywności. Alergen SenseDX to urządzenie pozwalające szybko sprawdzić stopień bezpieczeństwa żywności, a także pomóc lekarzowi w zdiagnozowaniu problemu. Jego użycie jest szybkie i proste, a wynik badania otrzymuje się w ciągu kilku minut na telefon komórkowy.

– Siedzimy w restauracji, bierzemy kawałek posiłku, wkładamy w próbówkę, chwilę czekamy, aż się rozpuści, wtedy zakraplamy z tej próbówki elektrodę, która jest połączona z urządzeniem i na komórce wyświetla się, czy żywność jest bezpieczna czy nie, czy zawiera gluten, laktozę, ewentualnie alergeny związane z rybami. To powoduje, że możemy bezpiecznie zjeść posiłek – mówi Tomasz Gondek.

Obecnie za pomocą urządzenia Alergen SensDX możliwe jest zbadanie żywności pod kątem obecności laktozy i glutenu, firma pracuje już jednak nad rozszerzeniem jego zastosowania. W planach jest umożliwienie alergikom wykrywanie czynników uczulających obecnych w rybach oraz innego rodzaju patogenów występujących w środowisku, np. listerii. Bakteria ta może być obecna nie tylko w żywności, w tym mrożonej, lecz także w klimatyzacji.

– W tej chwili to już jest technologicznie gotowe do produkcji, powinniśmy wprowadzić ten produkt na koniec roku. Badanie może przeprowadzić każdy, koszt urządzenia wielorazowego użytku to około 200–300 zł, koszt jednorazowego testu będzie wynosił około 15–20 zł, oczywiście ten koszt będzie spadał w miarę użytkowania tego urządzenia i coraz większej produkcji – mówi Tomasz Gondek.

Na całym świecie, zarówno w krajach rozwiniętych, jak i rozwijających się, gwałtownie rośnie liczba osób borykających się z alergią. Według Światowej Organizacji Alergii co najmniej jedno schorzenie alergiczne występuje już u 30–40 proc. populacji. Coraz częściej dochodzi ponadto do rozwoju chorób złożonych z uczuleniem na kilka alergenów i zajęciem więcej niż jednego narządu. Jak pokazuje badanie Epidemiologia Chorób Alergicznych w Polsce, alergia występuje u co drugiego Polaka. Eksperci nie mają wątpliwości, że problem ten będzie narastać wraz z postępującym zanieczyszczeniem środowiska naturalnego i rozwojem konsumpcyjnego stylu życia.

– To, że coraz więcej ludzi cierpi na alergie, jest spowodowane cywilizacją, większym przetworzeniem żywności, coraz większym zanieczyszczeniem środowiska i naszym stylem życia. Trudno temu przeciwdziałać, trzeba umieć to zdefiniować i zdiagnozować – twierdzi ekspert.

Oprócz alergii wziewnych, kontaktowych i pokarmowych rosnącym problemem są także nietolerancje pokarmowe. Nieoficjalne statystyki mówią, że na nietolerancję laktozy cierpieć może nawet 70 proc. populacji świata oraz blisko 40 proc. Polaków. Niewiele mniejszy odsetek boryka się natomiast z problemem nietolerancji glutenu.

Alergie i nietolerancje pokarmowe nie tylko wpływają na stan zdrowia organizmu, lecz także destabilizują codzienne życie. Problemem jest nie tylko jedzenie posiłków poza domem, lecz także kupowanie niespożywanych wcześniej produktów.

– Z naszych wywiadów i badań osób, które mają alergie pokarmowe, wynika, że one bardzo często zjedzą coś na mieście i cierpią, puchną w sytuacjach, w których by się nie spodziewali. To zwykle moment, w którym są gdzieś i nie wiedzą, co zjeść. Nie wiedzą, czy zjedzą żywność, która jest przetworzona i generuje dla nich szereg ryzyk – konkluduje Tomasz Gondek.

Producent nie wyklucza wprowadzenia urządzenia na rynki krajów trzeciego świata, w których brakuje szybkiej i taniej diagnostyki w zakresie bezpieczeństwa żywności.

Według analityków MarketsandMarkets rynek systemów do diagnostyki żywności będzie wart w 2019 r. 10 mld dol.

W tym roku Chorwację odwiedzi ponad milion Polaków. Przyciąga ich nie tylko piękna pogoda i plaże, lecz także liczne zabytki i parki narodowe

W tym roku Chorwację odwiedzi ponad milion Polaków. Przyciąga ich nie tylko piękna pogoda i plaże, lecz także liczne zabytki i parki narodowe 10

W 2017 roku wakacje w Chorwacji spędziło blisko milion Polaków. W tym roku możemy przekroczyć tę liczbę. Chorwacja jest rogiem obfitości, jeśli chodzi o atrakcje turystyczne i ofertę noclegową – przekonuje Agnieszka Puszczewicz, dyrektor Przedstawicielstwa Chorwackiej Wspólnoty Turystycznej w Polsce. To nie tylko piękne plaże, dobra kuchnia i przyjaźni mieszkańcy, lecz także bogactwo historyczne, liczne zabytki i parki narodowe.

– Chorwacja od wielu lat jest absolutnym hitem wśród Polaków. Polacy kochają ją przede wszystkim za różnorodność i bogactwo oferty, która jest dostosowana do wymogów gości. Możemy się pochwalić tym, że w zeszłym roku zanotowaliśmy rekordowy sezon. Prawie milion Polaków odwiedziło Chorwację. Był to wzrost w stosunku do 2016 roku o ponad 23 proc. – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Agnieszka Puszczewicz, dyrektor Przedstawicielstwa Chorwackiej Wspólnoty Turystycznej w Polsce.

Z badania „Plany wakacyjne Polaków” zrealizowanego przez Ipsos Polska dla Mondial Assistance wynika, że Chorwacja jest jednym z najchętniej wybieranych przez nas kierunków. W tym roku wakacje chce tam spędzić 12 proc. Polaków i wszystko wskazuje też na to, że padnie rekord pod względem liczby turystów. Jesteśmy już czwartą narodowością odwiedzającą Chorwację, po Niemcach, Słoweńcach i Austriakach.

– Kochamy Chorwację przede wszystkim za przepiękne morze, pewną pogodę i bogactwo zieleni, ale również za kulturę, pyszne jedzenie i dobre wina. Staramy się bardzo mocno promować, żeby Polacy dostrzegli w Chorwacji to, co trochę bardziej ukryte, przede wszystkim bogactwo tradycji i historii tego kraju – mówi Agnieszka Puszczewicz.

Jak pokazuje raport Nocleg.pl, najchętniej wyjeżdżamy z rodziną lub grupą przyjaciół, przede wszystkim w okolice Splitu i na Riwierę Makarską, czyli region na wybrzeżu Morza Adriatyckiego. Coraz częściej jeździmy na własną rękę i chętniej zapuszczamy się w głąb Chorwacji – nie tylko do Dubrownika, lecz także do starożytnej Puli czy miast w Północnej Dalmacji.

– W Chorwacji można znaleźć i przepiękne pałace, i unikatowe stare wioski, w których jest jeszcze bardzo stara zabudowa drewniana. Także miejsca, które słyną z dużej liczby bocianów, źródła termalne, przepiękne jaskinie, piękne rzeki, a także całą moc bogactwa historycznego, w postaci chociażby pałacu cesarza Dioklecjana w Splicie – wymienia Puszczewicz.

Polacy lubią Chorwatów, cenią ich za życzliwość i spontaniczne gesty. Media społecznościowe szybko obiegła też opowieść o chorwackiej parze bocianów, które połączyła miłość. Malena, która nie może latać, co roku kilka miesięcy czeka na Klepetana. Już od kilku lat partner do niej przylatuje po ok. 215 dniach rozłąki.

– Polacy bardzo lubią podróżować do Chorwacji samochodem, ale coraz częściej doceniają również samolot. Dzięki otwartym nowym połączeniom linii lotniczych LOT można dotrzeć już nie tylko do Zagrzebia, lecz także do Puli, Zadaru, Splitu i Dubrownika. Linia do Zagrzebia i Dubrownika będzie utrzymana również przez cały sezon zimowy, także Chorwacja otworzyła się już nie tylko na lato, lecz także na całą zimę. Mamy nadzieję, że goście zechcą z tej oferty skorzystać – podkreśla Agnieszka Puszczewicz.

Centralnego rejestru domen na razie nie będzie. Ministerstwo Cyfryzacji nie wyklucza powrotu do pomysłu w przyszłości

Centralnego rejestru domen na razie nie będzie. Ministerstwo Cyfryzacji nie wyklucza powrotu do pomysłu w przyszłości 11

Ministerstwo Cyfryzacji wycofało się z pomysłu stworzenia centralnego rejestru domen zakazanych, w którym miałyby się znaleźć witryny naruszające prawo. W założeniach rejestr miał ułatwić operatorom blokowanie stron internetowych, których działalność nie była zgodna z prawem. Obecnie taki rejestr prowadzony jest wyłącznie dla witryn podlegających pod ustawę hazardową. Jak podkreśla minister cyfryzacji, powrót do pomysłu stworzenia centralnego narzędzia ułatwiającego blokowanie innych witryn jest w przyszłości możliwy.

– Nie miało być centralnego rejestru w tym sensie, że to będzie rejestr, który będzie blokował sam z siebie strony. To miało być rozwiązanie techniczne, które zapobiegłoby takiej sytuacji wtedy, kiedy były dyskusje, a były jeszcze do niedawna dyskusje, także w ramach rządu, czy w ramach ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii nie wprowadzić mechanizmu blokowania stron oferujących dopalacze i narkotyki – mówi w wywiadzie z agencją informacyjną Newseria Innowacje minister cyfryzacji Marek Zagórski.

Centralny rejestr domen zakazanych miał ułatwić przedsiębiorcom z branży telekomunikacyjnej blokowanie stron promujących nielegalne treści oraz usługi. W założeniu funkcjonowałby podobnie do Rejestru Domen Służących do Oferowania Gier Hazardowych Niezgodnie z Ustawą, czyli zawierałby listę witryn, które łamią polskie prawo. O stworzenie takiego narzędzia ubiegali się sami przedsiębiorcy, licząc na to, że w ten sposób będą mogli zminimalizować koszty operacyjne.

Ujednolicona lista domen zakazanych miała być oparta o przepisy ustawy hazardowej. Oznaczałoby to, że gromadziłaby w jednym miejscu adresy wszystkich stron oferujących dostęp m.in. do dopalaczy, narkotyków oraz nielegalnych gier hazardowych, które dostawcy internetu są zobowiązani blokować. Narzędzie nie byłoby wyposażone w system automatycznego blokowania wskazanych adresów, o to wciąż mieli się troszczyć sami dostawcy. Dzięki takiemu rozwiązaniu przedsiębiorcy nie musieliby korzystać z kilku rejestrów. Ministerstwo wycofuje się jednak z pomysłu.

– Zaproponowaliśmy rozwiązanie, w którym nie będzie kilku rejestrów, tylko będzie jeden. Dzisiaj mamy jeden rejestr prowadzony przez ministra finansów – w ramach ustawy hazardowej są wskazywane strony, które operatorzy telekomunikacyjni powinni blokować, dlatego że oferują usługi nielegalne. Ale na tym etapie tematu już nie ma, my się z tego wycofaliśmy – przekonuje minister.

Ministerstwo Cyfryzacji nie wyklucza jednak, że temat centralnego rejestru domen zakazanych w przyszłości nie powróci.

– Jeżeli znowu by się pojawiła propozycja, żeby ewentualnie jakieś inne strony blokować, to być może wrócimy do mechanizmu technicznego, czyli tylko takiego, który pozwoliłby ułatwić realizację tego obowiązku przez operatorów telekomunikacyjnych, ale na tym etapie zostajemy z rejestrem prowadzonym przez ministra finansów – twierdzi Marek Zagórski.

Według raportu opracowanego przez ekspertów z Global Compact szara strefa w branży hazardowej stanowi aż 90 proc. rynku. Przed wprowadzeniem ustawy hazardowej budżet państwa tracił każdego roku co najmniej 552 mln zł z tytułu nieodprowadzonych podatków.

Dermokosmetyki i kosmeceutyki to najszybciej rozwijający się segment rynku kosmetycznego. Przyczynia się do tego m.in. rosnąca liczba alergików

Dermokosmetyki i kosmeceutyki to najszybciej rozwijający się segment rynku kosmetycznego. Przyczynia się do tego m.in. rosnąca liczba alergików 12

Rośnie popularność kosmeceutyków, czyli produktów z pogranicza kosmetologii i farmakologii. Obecnie cała kategoria dermokosmetyków jest  najszybciej rozwijającym się segmentem rynku kosmetycznego z rocznym wzrostem na poziomie 6 proc. Popyt na innowacyjne kosmeceutyki rośnie, bo przybywa alergików, a ta grupa produktów stanowi istotny element profilaktyki alergii kontaktowych oraz związanych z nimi schorzeń, m.in. zapalenia skóry. Choroba ta – według danych ZUS – stanowi przyczynę nawet 200 tys. zwolnień lekarskich rocznie.

Kosmeceutyki to produkty z pogranicza kosmetologii i farmakologii. Termin ten stosowany jest powszechnie przez przemysł kosmetyczny na całym świecie, mimo że oficjalna definicja kosmeceutyków nie została jeszcze wypracowana. Federalna ustawa o żywności, lekach i kosmetykach całkowicie odrzuca ten termin, uznając istnienie jedynie leków lub kosmetyków. Najbliższym rzeczywistości określeniem może być słowo dermokosmetyki – te produkty w krajach Unii Europejskiej mają oficjalną kategorię, a warunki, jakie muszą spełnić, wymienione są w dyrektywie 76/768/WE. Mimo braku jednolitej definicji kosmeceutyki stanowią najszybciej rozwijający się segment światowego rynku kosmetycznego.

 Rozwój sektora dermokosmetyków to 6 proc. więcej sprzedaży i wzrostu rynku każdego roku. Ten wzrost zaczął się w 2017 roku. Szacuje się, że to będzie minimum 6 proc. rocznie aż do 2021 roku, kiedy rynek dermokosmetyków powinien osiągnąć ok. 1,9 mld zł – mówi agencji informacyjnej Newseria dr Izabela Zawisza, prezes zarządu KF Niccolum.

Kosmeceutyki to kosmetyki funkcyjne, które oprócz działania upiększającego, m.in. przeciwstarzeniowego i polepszającego wygląd skóry, zapewniają dodatkowe korzyści zdrowotne. Zgodnie z prawem europejskim nie mogą zostać uznane za leki, ponieważ nie leczą chorób ani nie zwalczają ich objawów. Produkty te zapobiegają wystąpieniu symptomów alergicznych, często poprzez tworzenie niewidocznej bariery między skórą a substancją uczulającą. Rosnąca popularność kosmeceutyków w Polsce to efekt stale wzrastającej liczby alergików. Jak pokazuje badanie „Epidemiologia Chorób Alergicznych w Polsce”, podatność na uczulenie występuje u co drugiego mieszkańca kraju.

– Coraz więcej Polaków ma objawy alergii, ale też większą świadomość na ten temat. Pragnąc chronić swoją skórę, stosują emolienty, kremy barierowe czy kosmetyki funkcyjne, które nie zawierają tylko pustej bariery, ale pełnią określoną funkcję, są aktywne, czyli kosmeceutyki – mówi dr Izabela Zawisza.

Rosnącym problemem w polskim społeczeństwie są nie tylko alergie wziewne i pokarmowe, lecz także kontaktowe. Spośród tych ostatnich najczęściej występuje uczulenie na nikiel – jak wynika z badań KF Niccolum, problem ten dotyka 15 proc. Polaków – oraz na chrom i kobalt. Alergia tego rodzaju może prowadzić do poważnych chorób skóry, które według danych Eurostatu stanowią drugie w kolejności choroby zawodowe – koszty przez nie powodowane wynoszą ok. 600 mln euro. W Polsce – według danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej – choroby zawodowe skóry plasują się na 6. miejscu wśród wszystkich zachorowań na schorzenia zawodowe.

– Istotna jest prawidłowa diagnoza i świadomość na temat tego, skąd się biorą objawy. Równie ważna jest jednak wiedza, że wielu chorobom można zapobiegać, stosując profilaktykę. Alergie na metale to schorzenie nabyte, spowodowane wzmożoną ekspozycją najczęściej na nikiel, chrom i kobalt. Stosując preparaty zabezpieczające skórę, możemy zapobiec przyszłemu uczuleniu – mówi dr Izabela Zawisza.

Na alergię niklową najbardziej narażeni są przedstawiciele takich grup zawodowych, jak fryzjerzy, kosmetyczki, kasjerzy, pracownicy opieki zdrowotnej oraz niektórzy muzycy. Objawy uczulenia mogą wystąpić po zetknięciu z przedmiotami codziennego użytku, m.in. monetami, sztućcami czy oprawkami okularów. Obecnie nie ma możliwości leczenia alergii na nikiel, możliwe jest jedynie zapobieganie wystąpieniu uczulenia, głównie poprzez unikanie alergenu lub stosowanie kosmeceutyków. Polscy naukowcy opracowali innowacyjną cząsteczkę, która zastosowana w kremach tworzy niewidzialną tarczę przeciwko alergizującym jonom niklu.

 Wspomniane metale są wszechobecne, są w obudowach telefonów, laptopów, tabletów. Również wśród dzieci odsetek uczulonych stale narasta, bo codzienna ekspozycja na te czynniki uczulające sprawia, że gromadzą się one w organizmie i w końcu dochodzi do nabycia alergii – mówi dr Izabela Zawisza.

Nowoczesne kosmeceutyki mogą być stosowane nawet kilkakrotnie w ciągu dnia, kolejne warstwy nie powodują bowiem uczucia dyskomfortu. Nadają się również jako baza pod makijaż. Dostosowane są do potrzeb skóry bardzo wrażliwej oraz atopowej – alergia niklowa bardzo często współwystępuje z atopowym zapaleniem skóry.

Skriware pozyskał 4,5 mln zł na doskonalenie ekosystemu uczącego dzieci robotyki, programowania i druku 3D

0

Skriware, polski startup dostarczający autorskie rozwiązania edukacyjne oparte o technologię druku 3D, pozyskał 4,5 mln zł dofinansowania od Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBR). Przyznane środki firma przeznaczy na udoskonalenie technologii druku 3D, rozbudowę Akademii Skriware, a także rozwój Skribotów – edukacyjnych robotów, które dzieci mogą samodzielnie budować i programować.

Grant przyznany przez NCBR w ramach tzw. “szybkiej ścieżki” Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój ma pomóc Skriware w rozbudowie systemu robotycznego opierającego się na autorskich modułach elektronicznych, a także umożliwić usprawnienie konstrukcji flagowego modelu drukarki 3D, wykorzystującego inteligentny system detekcji błędów wydruku. Obydwa produkty są częścią Akademii Skriware, opartego na STEAM[1] ekosystemu, którego treści edukacyjne powstały we współpracy z ekspertami z Dartmouth College, jednostki Astro Center z teksańskiego Uniwersytetu A&M oraz Harvard Graduate School of Education. Opracowana platforma pozwoli dzieciom zdobyć szerokie kompetencje, z naciskiem na wiedzę z dziedzin takich jak modelowanie 3D, programowanie czy robotyka.

– Rosnące zainteresowanie technologiami edukacyjnymi to jeden z najważniejszych motorów naszego wzrostu. Tylko w ostatnich 6 miesiącach podpisaliśmy kontrakty przekraczające 70 procent planu sprzedażowego na 2018 rok – komentuje Karol Górnowicz, prezes firmy Skriware. Naszą przewagą jest to, że oferujemy kompleksowe, oparte na STEAM usługi, które łączą świat online i offline. Dodatkowo współpracujemy z szeregiem instytucji edukacyjnych, a informacji zwrotnych na temat naszych produktów udzielają nam zarówno organizacje działające na terenie Polski, jak i zagranicą. To daje nam możliwość całościowego spojrzenia na to, jak pomóc młodym ludziom postawić pierwsze kroki w świecie nowych technologii i wyposażyć ich w umiejętności niezbędne na przyszłym rynku pracy – dodaje Górnowicz.

Technologia w edukacji zyskuje na popularności

Założona z końcem 2015 roku warszawska spółka Skriware konsekwentnie umacnia swoją pozycję na globalnym rynku technologii edukacyjnych. Jak pokazują dane z raportu Frost & Sullivan[2], w ubiegłym roku wartość branży EdTech[3] przekroczyła kwotę 17,7 mld amerykańskich dolarów, a estymacje pokazują, że do 2022 roku rynek ten będzie wart ponad 40 mld USD. Ten wzrostowy trend oznacza nowe perspektywy nie tylko dla sektora edukacji, ale także firm technologicznych, które coraz częściej tworzą dedykowane rozwiązania dopasowane do potrzeb współczesnych instytucji edukacyjnych.

Choć produkty Skriware dostępne są dla sektora edukacji od niespełna roku, startup może pochwalić się już wdrożeniami zarówno w Polsce jak i za granicą. Na terenie Polski rozwiązanie Skriware zostało zaimplementowane między innymi w American School of Warsaw, niepublicznym liceum Akademeia, Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych nr 5 w Krośnie, czy w 5 placówkach w województwie śląskim i pomorskim[4], które Jastrzębska Spółka Węglowa wyposażyła w produkty Skriware w ramach działań CSR. Poza tym, pracownie robotyczne Skriware można znaleźć w placówkach edukacyjnych z różnych zakątków świata, między innymi w indonezyjskim Koding Next czy dubajskim Repton School.

W biznesowym rekonesansie po Zjednoczonych Emiratach Arabskich firmę wsparło dubajskie biuro Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu, która ułatwia polskim przedsiębiorcom komercjalizację produktów na całym świecie – mówi Wojciech Fedko, wiceprezes PAIH. PAIH pomaga Skriware przecierać szlaki w Stanach Zjednoczonych. – Wyselekcjonowaliśmy Skriware jako jeden z najbardziej obiecujących polskich startupów technologicznych i zabraliśmy go tej wiosny na Select USA, gdzie zapadają najważniejsze decyzje inwestycyjne w Stanach Zjednoczonych – dodaje Fedko, który o potencjale polskich firm rozmawiał w trakcie wydarzenia z Wilburnem Rossem, Sekretarzem Handlu USA, i gospodarzem szczytu.

[1] Nazwa STEAM to akronim angielskich słów: Science, Technology, Engineering, the Arts and Mathematics.

[2] https://store.frost.com/growth-opportunities-in-the-education-technology-market-forecast-to-2022.html

[3] Technologie Edukacyjne

[4] Placówki w Knurowie, Ornontowicach, Gdańsku i Jastrzębiu-Zdroju.

Rubel rosyjski traci z powodu kolejnych sankcji

Rosyjska waluta w ostatnich dniach była jedną z najgorzej radzących sobie walut świata. W rubla uderzyły informacje o kolejnych amerykańskich sankcjach na Rosję.

Waluta Rosji doświadczyła wyprzedaży w środę. Miało to miejsce po tym jak rosyjski dziennik „Kommiersant” opublikował listę planowanych sankcji na Rosję – były to sankcje zaproponowane wcześniej przez amerykańskich senatorów, które dotyczyły m.in. ograniczeń dla rosyjskich banków.

Później wyprzedaż rosyjskiej waluty przyspieszyła w nocy po tym, jak Stany Zjednoczone poinformowały o nałożeniu na Rosję sankcji uniemożliwiających amerykańskim firmom uzyskiwania zezwoleń na eksport niektórych produktów istotnych z punktu widzenia bezpieczeństwa narodowego (m.in. elektroniki, niektórych sprzętów). Sankcje, które wejdą w życie w okolicy 22 sierpnia są odpowiedzią na próbę otrucia byłego rosyjskiego szpiega, Sergieja Skripala, do którego doszło na początku marca bieżącego roku na terenie Wielkiej Brytanii.

Jeśli Rosja w ciągu 90 dni nie zapewni Stanom Zjednoczonym „dowodów” potwierdzających, iż już nie korzysta z broni biologicznej i chemicznej oraz nie wpuści delegacji ONZ w celu oceny, czy jest to zgodne z prawdą, USA nałożą kolejne sankcje.

Stany Zjednoczone sugerują, że wprowadzone sankcje będą miały znaczące konsekwencje, jednak prawdopodobnie taki komunikat jest przesadzony – prezydent Obama już wcześniej zakazał eksportu do Rosji praktycznie czegokolwiek, co mogłoby zostać użyte w celach militarnych.

W konsekwencji ostatnich informacji z USA na przestrzeni dwóch dni rosyjska waluta osłabiła się o ok. 4-5% procent w relacji do euro, dolara amerykańskiego i polskiego złotego. W relacji do euro i złotego rubel jest obecnie najtańszy od kwietnia bieżącego roku, w parze z dolarem amerykańskim waluta jest najsłabsza od ponad półtorej roku.

Kurs RUB/USD i RUB/PLN (03/08/18-09/08/18)

Kurs RUBUSD i RUBPLN
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 09.08.18

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek wzrósł o 0,2%, wahając się w widełkach 4,25-4,26. Wspólna europejska waluta zyskiwała wczoraj w relacji do głównych walut, skala wahań głównej pary była jednak ograniczona.

GBP

Kurs GBP/PLN w czwartek spadł o 0,5%, wahając się w widełkach 4,73-4,75. Brytyjska waluta zakończyła wczorajszy dzień osłabiając się również w relacji do głównych walut. Funt brytyjski cały czas traci w związku z obawami o to, iż Wielkiej Brytanii nie uda się porozumieć z UE w kwestii Brexitu. Realizacja scenariusza wyjścia bez porozumienia (no-deal Brexit) zaczyna zawierać się w wycenie funta.

USD

Kurs USD/PLN w czwartek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 3,66-3,68. Indeks dolarowy zakończył dzień na lekkim plusie, amerykańska waluta nieznacznie osłabiła się jednak w parze z euro.

Zgodnie z oczekiwaniami, Chiny potwierdziły wczoraj, że odpowiedzą na nowe cła wprowadzone przez Stany Zjednoczone. Chińskie cła na amerykańskie towary o wartości 16 mld USD wejdą w życie 23 sierpnia – wtedy, kiedy obowiązywać zaczną amerykańskie cła na chińskie towary.

Czwartek nie przyniósł żadnych istotnych informacji makro z USA. We wczorajszym przemówieniu Thomas Barkin z FED stwierdził, iż w jego ocenie poprawa warunków gospodarczych w USA uzasadnia podwyżki stóp procentowych ze strony Rezerwy Federalnej.

W dniu dzisiejszym poznamy cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych w USA i dane o amerykańskiej inflacji PPI w lipcu. Nieco później przemawiać będzie Charles Evans z FOMC.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:30 – cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych w USA
  • 14:30 – inflacja PPI w USA w lipcu
  • 15:30 – przemawia Charles Evans z FOMC

Autor: Roman Ziruk, analityk Ebury Polska

Zapotrzebowanie na biura większe od podaży

W pierwszym półroczu tego roku na rynkach regionalnych wynajętych zostało tyle samo powierzchni biurowych, ile zostało oddanych. W Warszawie popyt znacznie przewyższył podaż.  

W pierwszych sześciu miesiącach bieżącego roku, jak podają analitycy Walter Herz, całkowity popyt na rynku biurowym w Polsce sięgnął 700 tys. mkw. Większość z tej powierzchni wynajęta została w Warszawie. Stolica przyciąga zdecydowanie najwięcej inwestorów, dystansując pod tym względem inne rynki biurowe razem wzięte. Pierwsza połowa br. z wynikiem niemal 440 tys. mkw. wynajętej powierzchni biurowej okazała się dla Warszawy najlepsza w historii.

Główne rynki regionalne, według obliczeń Walter Herz, miały w tym okresie prawie 40 procentowy, łączny udział w popycie, który przekroczył 260 tys. mkw. powierzchni. Największym wzięciem cieszyły się krakowskie biura, które wynajmowane są głównie przez firmy z sektora nowoczesnych usług dla biznesu, IT oraz instytucje finansowe.

Coraz mniej wolnej powierzchni w Warszawie

– W Warszawie zmniejsza się ilość gotowych, wolnych biur, co potwierdza najniższy od pięciu lat współczynnik powierzchni niewynajętej, a zainteresowanie najmem nie słabnie. Dlatego najemcy, którzy planują ekspansję coraz częściej zmuszeni są do zawierania umów dotyczących biur, które są jeszcze w budowie. W pierwszym półroczu tego roku tego rodzaju umowy obejmowały prawie jedną czwartą powierzchni zakontraktowanej na warszawskim rynku – przyznaje Bartłomiej Zagrodnik, Prezes Zarządu Walter Herz.

Bartłomiej Zagrodnik zauważa, że ze względu na niską tegoroczną, nową podaż Warszawa staje się w coraz większym stopniu rynkiem wynajmującego. – Co więcej, wysoki popyt na warszawskie biura, który utrzymuje się od dawna sprawia, że czynsze w niektórych lokalizacjach zaczęły rosnąć. Poza firmami działającymi w obszarze IT i nowych technologii, a także w sektorze bankowym, finansowym, ubezpieczeniowym i inwestycyjnym, popyt generują w Warszawie także operatorzy biur serwisowanych i centrów co-workingowych, którzy regularnie powiększają zajmowane powierzchnie. W pierwszych sześciu miesiącach br. firmy oferujące powierzchnie współdzielone wynajęły około jednej piątej zakontraktowanej powierzchni zlokalizowanej w centrum miasta – informuje ekspert.

Rynek biurowy w rozbudowie

W największych miastach w kraju w budowie pozostaje ponad 1,8 mln mkw. powierzchni biurowej, oblicza Walter Herz. Z tego na Warszawę przypada niespełna 740 tys. mkw., a na rynki regionalne około 1,06 mln mkw. biur. W Polsce regionalnej buduje się i jest oddawane więcej biur niż w stolicy. Zdecydowana większość nowej powierzchni powstaje we Wrocławiu, Krakowie i Trójmieście.

W aglomeracji warszawskiej deweloperzy również inicjują wiele nowych projektów. W pierwszej połowie 2018 roku rozpoczęto budowę prawie 160 tys. mkw. biur w dziewięciu  inwestycjach. Najwięcej nowej powierzchni wejdzie na stołeczny rynek za dwa lata, kiedy kończyć się będzie budowa prowadzonych projektów o dużej skali, jak np. Varso (100 tys. mkw.), Warsaw Hub (80 tys. mkw.), Mennica Legacy Tower (60 tys. mkw.), Generation Park (84 tys. mkw.), czy Skyliner I (43 tys. mkw.). Do końca 2020 roku tylko strefa biznesowa na bliskiej Woli zyska ponad 400 tys. mkw., szacują specjaliści Walter Herz.

Rosną rynki regionalne

Dzięki dużej aktywności inwestorów, szczególnie widocznej poza Warszawą,  polski rynek biurowy dysponuje aktualnie zasobami przekraczającymi 10 mln mkw. powierzchni. Wrocław został w tym roku trzecim ośrodkiem biurowym, po Warszawie (5,4 mln mkw.) i Krakowie (1,1 mln mkw.), w którym podaż powierzchni biurowej przekroczyła 1 mln mkw. Te trzy rynki goni Trójmiasto, na które przypada ponad 40 proc. powierzchni biurowych oddanych w pierwszym półroczu br. w regionach.

Od stycznia do końca czerwca tego roku w największych ośrodkach biurowych w kraju, jak podaje Walter Herz, oddane zostało łącznie 430 tys. mkw. powierzchni biurowych. Z tego około 255 tys. mkw. biur weszło na rynki poza stolicą, co jest rezultatem o ponad jedną trzecią lepszym od wyniku zanotowanego rok wcześniej. W tym czasie podaż w Warszawie wzrosła o niespełna 175 tys. mkw.

Ponad 10 proc. wolnych biur

Wśród największych oddanych w pierwszym półroczu br. obiektów znalazła się m.in. trójmiejska wieża biurowa Olivia Star z ponad 45 tys. mkw. powierzchni, wrocławski Sagittarius Business House z około 25 tys. mkw. biur i warszawskie Proximo II z 20 tys. mkw., a także krakowskie kompleksy: High 5ive, w którym ukończone zostały dwa budynki z ponad 20 tys. mkw. biur i O3 Business Campus III z przeszło 19 tys. mkw. powierzchni. We Wrocławiu oddany został także Retro Office House z ponad 18 tys. mkw. powierzchni, a w Warszawie Equator IV z ponad 19 tys. mkw. i Koneser H&O&P z przeszło 17 tys. mkw. powierzchni.

Jak informują specjaliści Walter Herz, ponad 10 proc. istniejących w Polsce zasobów biurowych czeka na najemców. W Warszawie poziom pustostanów zmniejszył się do 11 proc., a w regionach wolnych biur jest średnio ponad 9 proc. Najmniejszy wybór powierzchni notowany jest w Trójmieście, w którym tylko 6,6 proc. powierzchni biurowych jest niewynajętych.

W centrum Warszawy stawki najmu wynoszą 17 – 24 euro / mkw. / m-c, a w pozostałych rejonach miasta 11 – 16,5 euro / mkw. / m-c. W Krakowie, Wrocławiu i Poznaniu czynsze kształtują się w granicach 13,5 – 14,5 euro / mkw. / m-c.

Autor: Walter Herz

Raport Criteo: dlaczego marketerzy już powinni przygotowywać się do świąt Bożego Narodzenia?

Firma Criteo (NASDAQ: CRTO)  opublikowała raport, który pokazuje, jak ludzie robili świąteczne zakupy w 2017 r. i czego w związku z tym można się spodziewać w tym roku. Choć mówienie o świętach Bożego Narodzenia w środku sezonu wakacyjnego niektórym może wydawać się dziwne, z marketingowego punktu widzenia to najwyższy czas, aby sprzedawcy i marki przygotowali się na to, co się wydarzy. W ubiegłym roku w Stanach Zjednoczonych Czarny Piątek i Cyber Poniedziałek odnotowały rekordowe wyniki, stając się jedną z najbardziej dochodowych świątecznych pór roku w historii. Również w Europie, w tym w Polsce, konsumenci chętnie wydawali na zakupy, a sprzedawcy wykazali się ogromnym entuzjazmem. Criteo w swoim raporcie serwuje dawkę cennej wiedzy o zrachowaniach konsumentów i zwyczajach zakupowych, jakich możemy się spodziewać w nadchodzące święta.

Z roku na rok moment kupowania prezentu wymyka się z tradycyjnych ram czasowych, a atmosferę świąt w sklepach stacjonarnych można poczuć tuż po Halloween.  W ubiegłym roku statystyczny Polak wydał ponad 800 PLN więcej na prezenty niż rok wcześniej (2016), a około 23% z nich zostało kupionych w listopadzie, między innymi w Czarny piątek.[1] Criteo, w swoim raporcie „Festive Season” pokazuje globalne trendy zakupowe i zachowania konsumentów w 2017 roku i wskazuje, czego możemy się spodziewać w 2018 roku.

  1. Świąteczne przeglądanie stron zacznie się wcześniej niż kiedykolwiek

Media społecznościowe, pop kultura, a nawet dostęp do bieżących wiadomości, znacznie ułatwiły śledzenie trendów prezentowych i sprawiły, że świąteczne zakupy wykroczyły poza swoje tradycyjne i utarte ramy czasowe. W zeszłym roku w Wielkiej Brytanii John Lewis, Argos i wielu innych, zaczęli promować najlepsze oferty już na początku listopada zamiast poczekać na oficjalny Czarny Piątek. To spowodowało efekt kaskadowy, który z pewnością będzie kontynuowany w 2018 r. Kupujący będą szukać okazji już nie tylko w listopadzie, ale także w październiku.

  1. Telefon komórkowy staje się bezpośrednim kanałem zakupowym

W większości regionów świata, w przypadku sprzedawców oferujących aplikacje do robienia zakupów, ruch mobilny stanowi obecnie ponad 50% transakcji online, a sprzedaż w aplikacji jest najwyższa. Aplikacje zakupowe generują również wyższe współczynniki konwersji – w niektórych krajach od 3 do 5 razy wyższe niż w przypadku internetu mobilnego. Na całym świecie udział transakcji w aplikacji wzrósł z 31% w czwartym kwartale 2016 r. do 46% w czwartym kwartale 2017 r., co wskazuje na ogólny wzrost o 48% r / r.

Opierając się na bieżących trendach zaobserwowanych w 2018 roku, przewiduje się utrzymanie wzrostu udziału mobile, zwłaszcza transakcji dokonywanych z poziomu aplikacji.

W okresie od Cyber Tygodnia do Sylwestra handel mobilny osiąga szczyt w godzinach przed i po pracy. Kupujący mogą się budzić i przeglądać lub wracać do domu i kupować. W dzień pracy prym wiodą komputery stacjonarne. Mobilne zakupy nadal są domeną nocy i weekendów. 23 grudnia 2017 r. (tuż przed Wigilią i Bożym Narodzeniem) okazał się być historyczny dla handlu mobilnego w Stanach Zjednoczonych: 48% wszystkich zakupów online zrobiono z poziomu smartfonów.

  1. Dominują prezenty z listy TOP — i nie zawsze są to duzi gracze

W ubiegłym roku w okresie świątecznym zauważono trzy interesujące kategorie konsumenckie: oldschoolowe zabawki w nowej odsłonie, najnowsza elektronika użytkowa i produkty, które stały się znane dzięki YouTube. Czegoś podobnego można się spodziewać w tym roku. Formuła najgorętszych hitów prezentowych, które będą obowiązywać w tym sezonie, będzie najprawdopodobniej zbieżna z zeszłoroczną, inspirując do dawania więcej serduszek w mediach społecznościowych, dzielenia filmami pokazującymi radość i emocje związane z produktami typu cross-over.

  1. Czarny Piątek nadal będzie rósł w siłę i coraz więcej kupujących będzie korzystać z internetu, niż kiedykolwiek wcześniej

Czarny Piątek – wywodzący się z kultury amerykańskiej – na całym świecie stał się zjawiskiem, skalą przypominający Cyber Tydzień II (tydzień między Świętami Bożego Narodzenia a Sylwestrem), kiedy to kupujący są zobligowani do zakupów poprzez karty podarunkowe czy oferty trwające tylko do końca roku. Czarny Piątek będzie dalej rósł – zarówno w internecie, jak i poza nim – według danych z całej Europy w ubiegłym roku sprzedaż w tym dniu wzrosła o 371% . W Polsce, mimo że Czarny Piątek jest obecny od kilku lat, nie jest tak powszechny jak w innych krajach europejskich. Jednak jego popularność rośnie. W ubiegłym roku około 23% Polaków dokonało zakupów świątecznych dokładnie tego dnia, licząc na znaczną obniżkę cen.[2]

  1. Cyber Week II będzie najlepszą ukrytą szansą.

25 grudnia oznacza początek Cyber Week II, okresu w ciągu roku, kiedy to klienci zalewają rynek, aby skorzystać z ofert internetowych. Z kartą podarunkową w ręku, są gotowi by dogodzić sobie w okresie poprzedzającym Nowy Rok. W ubiegłym roku Wielka Brytania między 26 grudnia (Boxing Day) a 30 grudnia odnotowała wzrost AOV (średnia wartość zamówienia) na poziomie 28%. W Niemczech z kolei 29 grudnia odnotowano wzrost sprzedaży na poziomie 53%.

  1. Budowanie większej ilości danych oznacza silniejsze relacje z klientami

W zeszłym roku Criteo Shopper Story 2017 zwrócił uwagę, że w większości krajów kupujący cenią zarówno doświadczenia online, jak i detaliczne. 62% klientów przyznało się, że używa swoich telefonów, gdy są w sklepie. Ponieważ w sezonie świątecznym to mobile wiedzie prym, marketerzy muszą zastanowić się, jak lepiej dotrzeć i połączyć się z klientami, gdy przemieszczają się między urządzeniami i kanałami. Większość marketerów nie ma całkowitej pewności, że posiadają strategie poparte liczbami, które zapewnią wygraną pozycję – tylko 3 na 5 dyrektorów marketingu współpracuje przy udostępnianiu danych i jedynie 1,3% marketerów jest „bardzo pewnych siebie” w swoich strategiach dotyczących danych, dostarczonych przez analityków, pożądanych przez większość działów firm.

  1. Najlepsze strategie marketingowe będą oparte na chwilach

W trakcie świąt proces zakupu odbywa się błyskawicznie. Wszechogarniająca atmosfera obdarowywania i dzielenia się wspiera nas w myśleniu o innych. Ten szczególny czas jest tylko raz do roku, ale jego siła tkwi w najbardziej niezapomnianych chwilach. 5 sposobów na stworzenie najlepszych chwil dla klientów:

  • Opracuj stałą strategię dla handlu w dowolnym momencie
  • Optymalizuj pod kątem transakcji mobilnych i w aplikacji
  • Zachowaj silną strategię marketingową w trakcie Cyber Week II
  • Zdobadź dostęp do większej ilości danych
  • Stwórz więcej ważnych momentów

Niezależnie od tego, co sprzedawcy detaliczni planują na sezon świąteczny, to biorąc pod uwagę, że klienci zaczną szukać ofert świątecznych już na początku października, powinni oni przygotować strategie marketingowe i handlowe już teraz, w okresie wakacji, aby móc odpowiedzieć na  potrzeby swoich klientów i zarazem czerpać z tego maksymalne korzyści.

[1] Deloitte: Raport Zakupy Świąteczne 2017

[2] Deloitte: Świąteczny Barometr Cenowy

Samowola budowlana – cienka granica, która może kosztować krocie

  • Według danych Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego, z tytułu samowoli budowlanej w 2017 r. wydano 2 181 nakazów rozbiórki obiektów.
  • Oprócz nakazu rozbiórki, samowola budowlana może zakończyć się także grzywną w kwocie do 720 tys. zł, a nawet ograniczeniem lub pozbawieniem wolności do 2 lat.
  • Zalegalizowanie samowoli budowlanej jest możliwe, jeśli jest ona zgodna z przepisami techniczno-budowlanymi oraz o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, ale należy liczyć się z koniecznością wniesienia opłaty legalizacyjnej.

W Prawie budowlanym próżno szukać dokładnej definicji samowoli budowlanej. Przede wszystkim jednak z samowolą budowlaną mamy do czynienia, gdy roboty budowlane prowadzone są bez posiadania wymaganych zezwoleń, kiedy nie zostały one zgłoszone lub gdy są prowadzone pomimo sprzeciwu odpowiednich organów. Niewiedza na temat konieczności zgłoszenia budowy sprawia, że w 2017 r. z powodu stwierdzenia samowoli budowlanej wydano 2181 nakazów rozbiórki obiektów – to ponad połowa wszystkich tego typu nakazów wydanych w ubiegłym roku.

Co może być samowolą budowlaną – zmiany po 2017 r.

Roboty budowlane, które mogą zostać potraktowane jako samowola budowlana, to zarówno budowa nowego obiektu, jak i jego przebudowa, nadbudowa czy rozbudowa, czego wynikiem jest zmiana parametrów budynku. Granica jest dość cienka, dlatego może się zdarzyć, że do samowoli budowlanej dojdzie nawet pomimo dobrych zamiarów inwestora.

Roboty budowlane, które nie wymagają uzyskania zezwoleń oraz zgłoszenia, wyszczególnione są w art. 29, 30 i 31 Prawa budowlanego. Od 1 stycznia 2017 r. spis ten został poszerzony m.in. o wolno stojące altany o wielkości do 35m2, zjazdy z dróg krajowych i zatoki parkingowe na tych drogach czy tymczasowe obiekty budowlane, niepołączone trwale z gruntem i przewidziane do rozbiórki lub przeniesienia w inne miejsce. Przed rozpoczęciem każdej inwestycji należy więc zapoznać się z tym spisem i ustalić, czy planowane roboty budowlane nie wymagają pozwolenia lub zgłoszenia do odpowiedniego organu – mówi Jacek Kosiński z kancelarii Jacek Kosiński Adwokaci i Radcowie Prawni.

Rozbiórka, grzywna, a nawet ograniczenie lub pozbawienie wolności

Konsekwencje związane ze stwierdzeniem samowoli budowlanej reguluje art. 48 i nast. oraz 49b i nast. Prawa budowlanego. Organ nadzoru budowlanego może nakazać rozbiórkę obiektu lub jego nadbudowanej części na koszt inwestora lub gdy będzie on zwlekał z rozbiórką, zleci ją zewnętrznej firmie, obciążając kosztami inwestora. Kontynuowanie robót podlega grzywnie do 720 tys. zł, karze ograniczenia wolności od 1 do 12 miesięcy lub pozbawienia wolności do lat 2 – mówi o tym art. 90 Prawa budowlanego.

Rozbiórka może być bardziej opłacalna niż legalizacja

Jeżeli jednak budowa jest zgodna z przepisami o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym oraz nie narusza przepisów, w tym techniczno-budowlanych, w zakresie uniemożliwiającym doprowadzenie obiektu budowlanego lub jego części do stanu zgodnego z prawem, organ nadzoru budowlanego wstrzymuje postanowieniem prowadzenie robót budowlanych do czasu dostarczenia w wyznaczonym terminie dokumentów do odpowiednich organów i uzyskania niezbędnych zezwoleń. Organ nadzoru budowlanego na podstawie przepisów Prawa budowlanego ustali wysokość opłaty legalizacyjnej. Jeżeli przeprowadzone roboty budowlane wymagały jedynie zgłoszenia, bez konieczności uzyskania zezwolenia, opłata wynosi od 2,5 do 5 tys. zł. W przypadku, gdy wymagały one pozwolenia na budowę, koszty równają się iloczynowi pięćdziesięciokrotności stawki 500 zł, współczynnika kategorii obiektu i współczynnika wielkości obiektu. Koszty mogą więc wynieść od 25 do nawet 900 tys. zł, w przypadku domu jednorodzinnego będzie to 50 tys. zł.

Problemy z interpretacją przepisów Prawa budowlanego

Niedawno zakończyła się ciekawa sprawa sporu dotyczącego budowy na jednym z warszawskich osiedli domów jednorodzinnych. Deweloper – zdaniem organów nadzoru budowlanego oraz sądów administracyjnych – pod pozorem budowy dwóch domów jednorodzinnych faktycznie wzniósł bloki mieszkalne. Nadzór budowlany przyznał im rację, uznano, że nastąpiła zmiana sposobu użytkowania budynku mieszkalnego jednorodzinnego, dwulokalowego na wielorodzinny. Jednym z głównych argumentów świadczących przeciwko deweloperowi było uzyskanie przez niego zaświadczenia Prezydenta Miasta o spełnianiu przez lokale warunków, jakim powinny odpowiadać samodzielne lokale mieszkalne. Zdaniem dewelopera, w jednym lokalu może mieszkać nie tylko jedna rodzina – co miałoby oznaczać, że w budynku nie doszło do wyodrębnienia więcej niż dwóch lokali. Poza tym prace budowlane zostały zrealizowane zgodnie z pozwoleniem na budowę, a stosowne organy wydały zgodę na użytkowanie spornego budynku. Deweloper podniósł także, że lokale zostały wyodrębnione na podstawie prawomocnego postanowienia sądu cywilnego o zniesieniu współwłasności.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w wyroku z dnia 3 września 2016 roku, sygn. akt  VII SA/Wa 1087/15 stwierdził, że organy administracyjnie błędnie oceniły zmiany dokonane przez inwestora pomiędzy wydaniem pozwolenia na budowę a uzyskaniem pozwolenia na użytkowanie. Zdaniem sądu zmiany te w efekcie umożliwiły wyodrębnienie większej ilości lokali mieszkalnych, co w rzeczywistości spowodowało, że budynek stał się wielorodzinny. Warszawski WSA uznał, że organy administracji budowlanej nie dopełniły swoich obowiązków w zakresie oceny, czy zmiany te nie mają charakteru istotnego, a tym samym nie wymagają spełnienia dodatkowych warunków w zakresie zmiany pozwolenia na budowę – dodaje Jacek Kosiński.

Deweloper lokale wyodrębnione powyżej limitu będzie musiał zlikwidować, jednak problem w tym, że zdążył je już sprzedać. Stawia to w trudnej sytuacji zarówno jego, jak i właścicieli mieszkań. Co prawda deweloper odpowiada za wady prawne i fizyczne inwestycji, a więc ci którzy kupili mieszkania mogą domagać się np. odszkodowania czy dostarczenia innego lokalu, jednak tego typu sprawy pokazują przede wszystkim bardzo poważne problemy polskiego rynku budowlanego.

Spółka zapłaci VAT rozliczając się z udziałowcem – Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej rozstrzygnął sprawę

Spółki przez wiele lat toczyły dyskusje z fiskusem, czy przekazując odchodzącemu udziałowcowi nieruchomość w zamian za jego umorzone akcje muszą odprowadzić podatek VAT z tego tytułu. Spór zakończył w 2015 r. Naczelny Sąd Administracyjny uznając, że czynność ta podlega opodatkowaniu. Takie niekorzystne dla podatników stanowisko zajął również niedawno Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Temida ślepa, ale i niezdecydowana

Kwestia, czy przekazując akcjonariuszowi nieruchomość w zamian za jego umorzone akcje spółka akcyjna dokonuje transakcji podlegającej opodatkowaniu VAT była oceniana bardzo rozbieżnie, nie tylko – co akurat oczywiste – przez organy podatkowe, ale również przez Naczelny Sąd Administracyjny. Przez lata składy orzekające wypracowały dwa odmienne stanowiska. Jedno z nich wyrażone w orzeczeniu z 2011 r. zakładało, że takie przekazanie, przenoszące prawo do rozporządzania rzeczą, stanowi w istocie dostawę, zatem VAT się należy. Z kolei w 2012 r. Sąd uznał, iż przekazanie nieruchomości nie będzie w tym przypadku opodatkowane, gdyż związane jest nieodłącznie z czynnością, która VAT nie podlega. Rozbieżności w orzecznictwie zdecydował się w 2015 r. rozstrzygnąć skład siedmiu sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Problem rozwiązany – podatnicy niezadowoleni

Uchwałą podjętą w dniu 16 listopada 2015 r. sygn. I FPS 6/15 Sąd przychylił się do pierwszego poglądu i uznał, że transakcja będzie opodatkowana VAT. Zdaniem Sądu nabycie przez spółkę akcji, które mają określoną wartość, odbywa się na podstawie umowy sprzedaży, a w zamian za nie spółka przenosi na akcjonariusza prawo do rozporządzania nieruchomością, czyli dokonuje dostawy towaru. Jednocześnie Sąd zwrócił uwagę, że wniesienie do spółki wkładu niepieniężnego podlega opodatkowaniu VAT. Nie ma podstaw, aby sytuację odwrotną, w której to spółka przekazuje nieruchomość w zamian za udziały, traktować inaczej tylko dlatego, że przekazanie to odbywa się w celu ich umorzenia. Spór wydawał się więc definitywnie zakończony po myśli fiskusa. Wobec konieczności poniesienia ciężaru VAT w związku z dokonywanymi transakcjami na udziałach i akcjach, spółki znalazły się w dosyć niekorzystnym położeniu. Jednak już zaledwie dwa lata później, za sprawą Naczelnego Sądu Administracyjnego, podatnicy na nowo ujrzeli światło w tunelu.

Sytuacja przedsiębiorców ciągle niekorzystna

Rozpoznając skargę kasacyjną w podobnej do wyżej cytowanych sprawie, skład orzekający nabrał wątpliwości, czy kierunek zaproponowany w 2015 r. jest słuszny. Sąd zauważył, iż nabycie akcji odbywa się w celu ich umorzenia (unicestwienia). W rezultacie trudno mówić tu o transakcji gospodarczej, skoro spółka niczego nie zyska, a jedynym efektem całej operacji będzie obniżenie jej kapitału zakładowego. Uznanie, że podlega ona VAT, kłóciłoby się także z założeniem, iż koszt podatku ostatecznie ponosi konsument płacąc go w cenie towaru. Otrzymując nieruchomość za wydanie akcji, akcjonariusz w istocie nie płaci, a tym samym ciężar podatku obciążałby spółkę. Mając na uwadze powyższe wątpliwości, Naczelny Sąd Administracyjny postanowił skierować zagadnienie do rozstrzygnięcia przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w trybie tzw. pytania prejudycjalnego. Ten zaś rozstrzygnął, że transakcja będzie opodatkowana VAT, jeśli nieruchomość związana jest z działalnością gospodarczą spółki i w ramach takiej działalności się odbywa. Trybunał uznał, że przekazanie nieruchomości w zamian za umarzane akcje i udziały nie oznacza, iż taka transakcja wyłączona jest od opodatkowania, gdyż przekazujący i otrzymujący nieruchomość w dalszym ciągu działają jak dostawca i nabywca w rozumieniu przepisów o VAT. Powyższy wyrok z pewnością negatywnie wpłynie na ekonomiczną opłacalność planowanych transakcji. Definitywnie zamyka też drogę do ubiegania się przez podatników o zwrot nadpłaconego podatku z tytułu takich operacji.

Omawiana sprawa wyraźnie pokazuje, że orzecznictwo w obszarze podatku od towarów i usług zdecydowanie nie należy do stabilnych i przewidywalnych. Nieustanne zmiany przepisów oraz ich interpretacja wymagają ciągłego uaktualniania wiedzy, jak również umiejętnego przekładania jej na praktykę. Każda sprawa podatkowa ma indywidualny charakter i niejednokrotnie drobne niuanse mogą skutkować odmiennymi konsekwencjami, przechylając szalę na korzyść podatnika. Podejmując dyskusję z fiskusem warto skorzystać z pomocy doświadczonego doradcy, który w trudnej sytuacji nie tylko wskaże właściwe rozwiązania, ale również fachowo poprowadzi przez labirynt przepisów.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Nowe kompetencje szefa – zmiana modelu przywództwa w polskim biznesie

Bartosz Rusek – Trener i Członek Zarządu – Dyrektor Sprzedaży Brainstorm Group Sp. z o.o.
Bartosz Rusek – Trener i Członek Zarządu – Dyrektor Sprzedaży
Brainstorm Group Sp. z o.o.

Jak wiemy (ponieważ nagłaśniają to wszelkie media i mówią o tym wszyscy znajomi) firmy zmagają się obecnie z wieloma nowymi trudnościami do pokonania. Wyzwaniami są: niedobór pracowników, niskie kwalifikacje tych, których już znajdziemy, wysoka rotacja tych, których zatrudniliśmy, rosnące oczekiwania tych, którzy już pracowali.

Ta sytuacja wymaga od szefów nowego podejścia i nowych kompetencji. Firmy coraz częściej wymagają od swoich menedżerów nowego podejścia do swojej dotychczasowej roli: zmiany nawyków  i zdobycia nowych umiejętności pozwalających skuteczniej radzić sobie z powyższymi wyzwaniami. Sytuacja, w której menedżer skupiał się głównie na wyznaczaniu celów, ich egzekwowaniu, ewentualnie rozwiązywaniu problemów technicznych i doradztwie eksperckim przestaje być wystarczająca.

Kiedyś jeden z uczestników mojego szkolenia zdefiniował koncepcje kija i marchewki jako sytuację, w której „należy prać pracowników kijem do momentu kiedy się złamie, a wtedy zostaje jeszcze marchewka, którą też można walić po głowie…”. Jestem przekonany, że wtedy – a było to około 7 lat temu  – wyrażał on tym stwierdzeniem opinię większości menedżerów w firmach produkcyjnych.

Na szczęście obecnie coraz większa liczba uczestników szkoleń menedżerskich oraz studiów podyplomowych deklaruje, że „stare metody” (już nawet nie nazywają je „dobrymi metodami”) już nie działają. Firmy zaczęły mierzyć straty związane z niedoskonałym zarządzaniem ludźmi, w szczególności z tym, że menedżerowie źle postrzegają swoją funkcję. Niegdysiejsza obiekcja szefa: „To co? Ja mam być teraz jakimś psychologiem?” zamienia się obecnie na konkretne oczekiwanie: „nauczcie mnie, jak być tym psychologiem! – nauczcie mnie, jak być, jak skuteczniej docierać do ludzi!”

Ta nowa rola to mocniejsze niż do tej pory skupienie się na relacjach w zespole i poza nim, atmosferze pracy  i komunikacji z pracownikami. Szef ma być „łącznikiem” ludzi w zespole i zespołu z Zarządem.

Atmosfera pracy i komunikacja istotna jest zwłaszcza dla najmłodszych pracowników. To nowe pokolenie informacji zwrotnej (czyli komunikacji) potrzebuje jak powietrza i jednocześnie za nic ma autorytet „wielu lat doświadczenia w firmie”. To się zmieniło – teraz dla młodego pracownika szef, który nie potrafi prosto i skutecznie wytłumaczyć mu, co ma zrobić, i jak to zrobić bardzo szybko traci autorytet. I to niezależnie od swojego wieku i doświadczenia. Tak już po prostu jest. Warto dodać, że brak informacji zwrotnej dotyczącej wykonywanej pracy stanowi jeden z kluczowych czynników wskazywanych jako powód odejścia z firmy młodych pracowników.

Ludzie z którymi pracowaliśmy 10 lat temu byli zazwyczaj zmotywowani i nawet jeżeli nie mieli odpowiednich kompetencji, to bardzo dobrze to ukrywali, by zdobyć a następnie utrzymać zatrudnienie. Obecnie to co stanowi wyzwanie dla menadżera, to wejście w rolę nauczyciela zawodu a właściwie nauczyciela zadań, ponieważ zawód jako taki przestaje powoli istnieć. Coraz częściej od kierownika nie wymaga się wcale, aby był najlepszym ekspertem (co swoją drogą w teorii zarządzania jest dużym błędem), ale przede wszystkim wymaga się, aby potrafił zbudować zespół, w którym ludzie czują się dobrze i osiągają optymalną efektywność.

W czasach, w których motywacja staje się czymś tak ulotnym i zmiennym szef musi skupić się nie na rozwiązywaniu problemów technicznych, ale na ciągłej analizie zadań: ich trudności, złożoności, atrakcyjności i jednocześnie łączyć to z motywacją i kompetencjami  poszczególnych pracowników.

Ta zmiana wydaje się być czymś, co tak naprawdę powinno być oczywistością (gdyż tak piszą najlepsi eksperci od zarządzania), lecz jednak tak to już jest, że dopiero potrzeba i nieuchronność zmiany powoduje jej zaistnienie i dopiero teraz następuje ona w polskich firmach.

Zarządy firm zastanawiają się jak pomóc swoim menedżerom dostosować się do zmieniającego się otoczenia, aby nie wymarli jak dinozaury.

Kim jest szef? Czemu ludzie potrzebują szefa? Jak budować autorytet szefa? Co ma robić szef? –  to pytania, z którymi coraz częściej zmagamy się w naszej codziennej pracy jako trenerzy i konsultanci. Jednak to dobrze, że te pytania padają – bo kto pyta nie błądzi.

Bartosz Rusek – Trener i Członek Zarządu – Dyrektor Sprzedaży
Brainstorm Group Sp. z o.o.

Ekspert w dziedzinie zarządzania i sprzedaży. Jest praktykiem biznesu – wiedzę zdobywał pracując i szkoląc się w firmach w Polsce i za granicą. Posiada 16 lat doświadczenia zawodowego, w tym także 8 lat jako trener i konsultant, ma za sobą ponad 850 dni szkoleniowych. Prowadzi projekty szkoleniowo – doradcze.

www.brainstorm.biz.pl

Niezła kondycja polskich targowisk i bazarów

Zakaz handlu w niedzielę, wymierzony przede wszystkim w sklepy wielkopowierzchniowe i galerie handlowe, nie dotyczy targowisk, czy osiedlowych bazarków, które nadal mogą działać na bardzo liberalnych zasadach i skrajnie uproszczonych regułach. Zgodnie z prawem, właściciel stoiska handlowego na targowisku może bez przeszkód prowadzić działalność, także w niedzielę. Kupowanie na bazarze staje się trendem, nie tylko wśród osób starszych, kojarzonych do niedawna z tego typu zakupami, ale również wśród młodszych, „hipsterskich” klientów, którzy szukają tam zdrowej, nieprzetworzonej żywności. Jak wynika z danych BIG InfoMonitor i BIK sytuacja finansowa w tym segmencie handlu jest całkiem dobra – na czerwiec 2018 r. tylko co 50 firma targowa (2,3 proc.) ma zaległe zobowiązania kredytowe i pozakredytowe na kwotę powyżej 500 zł opóźnione o co najmniej 30 dni, a łączna wartość niespłaconych długów sięga 52,40 mln zł.

Przemiany w polskiej gospodarce i handlu wielu Polakom kojarzą się z bazarami, na których z łóżek polowych oraz tzw. „szczęk” można było kupić niemal wszystko. Dziś polskie targowiska i bazary wyglądają już inaczej, ale wciąż chętnie robimy tam zakupy. Z rozlicznych badań ankietowych wynika, że regularnie odwiedza je około 15 proc. konsumentów.

Zaległości ma co 50-ta firma targowa

Jak pokazują dane z Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazy BIK, przedsiębiorcy z targowisk są raczej solidnymi płatnikami. Na 122 319 aktywnych i wyrejestrowanych już firm zajmujących się detalicznym handlem straganowym (uwzględniamy tu wyłącznie jednoosobowe działalności gospodarcze, które są przede wszystkim obecne na targowiskach), jedynie 2 856 posiada opóźnione powyżej 30 dni i na kwotę powyżej 500 zł zobowiązania kredytowe i pozakredytowe. Jest to więc zaledwie 2,3 proc. tych firm. Zaległe zobowiązania kredytowe firm targowych wynoszą 24,4 mln zł, a pozakredytowe 28,0 mln zł. Średnie przeterminowane zadłużenie kredytowe przypadające na jedną firmę z tego typu zaległościami wynosi 49 473 zł, a średnie nieopłacone zobowiązania pozakredytowe to 11 854 zł.

Ta solidność targowych handlarzy nie oznacza jednak wcale, że handel ten jest obarczony znacząco niższym poziomem ryzyka, niż inne gałęzie handlu. Ogólnie dla całego handlu, opóźnione powyżej 500 zł i 30 dni zobowiązania pozakredytowe miało 3,5 proc. mikroprzedsiębiorstw, a kredytowe 1,5 proc.– mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

  Liczba firm w bazie Saldo zadłużenia Opóźnienia> 30 dni i kwotę 500 zł
  jednoosobowe działalności gospodarcze BIG InfoMonitor

Opóźnienia > 30 dni i kwotę 500 zł

BIK

Opóźnienia > 30 dni i kwotę 500 zł

BIG InfoMonitor BIK
4781Z Sprzedaż detaliczna żywności, napojów i wyrobów tytoniowych prowadzona na straganach i targowiskach 29 915 659 146 9 284 945 8 431 667
4782Z Sprzedaż detaliczna wyrobów tekstylnych, odzieży i obuwia prowadzona na straganach i targowiskach 60 419 1088 202 11 190 151 7 628 144
4789Z Sprzedaż detaliczna pozostałych wyrobów prowadzona na straganach i targowiskach 31 985 616 145 7 536 771 8 330 450
Ogółem 122 319 2 363 493 28 011 867 24 390 261

Źródło: CEIDG, BIK i BIG InfoMonitor

Mazowsze i Śląsk na czele pod kątem liczby niesolidnych dłużników

Najwięcej firm wpisanych do baz BIG InfoMonitor i BIK prowadzi swoją działalność w województwie mazowieckim (456) oraz w śląskim (440). Na trzecim miejscu plasuje się województwo dolnośląskie z liczbą 262 takich firm.

Liczba firm z przeterminowanym zadłużeniem Saldo przeterminowanego zadłużenia
  BIG InfoMonitor BIK BIG InfoMonitor BIK
DOLNOŚLĄSKIE 217 45 3 444 522,80 1 288 267,76
KUJAWSKO-POMORSKIE 119 26 1 375 286,36 2 908 481,87
LUBELSKIE 118 17 1 152 281,90 1 075 072,82
LUBUSKIE 72 22 515 447,56 1 371 860,09
ŁÓDZKIE 200 50 3 399 006,87 3 107 912,74
MAŁOPOLSKIE 190 45 2 349 623,04 1 304 923,22
MAZOWIECKIE 387 69 3 785 756,28 4 171 543,72
OPOLSKIE 44 10 368 547,39 360 358,16
PODKARPACKIE 62 18 574 297,10 481 696,71
PODLASKIE 37 8 582 430,63 642 107,50
POMORSKIE 126 23 2 328 634,65 1 436 536,61
ŚLĄSKIE 367 73 3 203 970,35 2 444 517,10
ŚWIĘTOKRZYSKIE 88 20 989 031,15 486 032,27
WARMIŃSKO-MAZURSKIE 49 9 277 278,04 148 409,49
WIELKOPOLSKIE 179 35 2 550 845,98 1 882 743,87
ZACHODNIOPOMORSKIE 108 23 1 114 906,72 1 279 796,58
Suma końcowa 2363 493 28 011 866,82 24 390 260,50

Źródło: BIK i BIG InfoMonitor

Problem przeterminowanych zaległości najrzadziej występuje w województwach: warmińsko-mazurskim, podkarpackim, opolskim oraz na Podlasiu, gdzie podmiotów wpisanych do bazy BIG InfoMonitor oraz takich, których zaległości kredytowe w bankach zostały odnotowane w bazie BIK jest najmniej. Również pod kątem wartości, najmniejsze zaległości w obu bazach odnotowano w woj. podlaskim.

Prawie 100 tys. punktów działa na targowiskach

Targowiska to wyodrębnione tereny i budowle (place, ulice, hale targowe) ze stałymi lub sezonowymi punktami sprzedaży drobnodetalicznej lub urządzeniami przeznaczonymi do prowadzenia handlu w wyznaczone dni tygodnia lub codziennie[1]. Z danych GUS wynika, że w 2016 r. zarejestrowanych było 2 199 stałych targowisk (w tym 2 112 targowisk z przewagą sprzedaży drobnodetalicznej). Na ich terenie działało ok. 96,5 tys. stałych punktów sprzedaży drobnodetalicznej, wśród których 56,3 tys. było otwartych codziennie. Uzupełnieniem stałej sieci targowiskowej były targowiska sezonowe, których w 2016 r. odnotowano 6 938. Roczne wpływy z opłaty targowej były niższe w ujęciu r/r o blisko 7,5 proc.[2]

Z badań przeprowadzonych w Katedrze Ekonomiki Rolnictwa i Międzynarodowych Stosunków Gospodarczych SGGW wynika, że udział handlu targowiskowego w detalicznym obrocie artykułami FMCG wynosi 5-7 proc. i dotyczy przede wszystkim produktów rolno-spożywczych, a w mniejszym stopniu także odzieży i obuwia. W handlu targowiskowym uczestniczą głównie małe, rodzinne gospodarstwa rolne. Należy jednak pamiętać, że znaczący, choć trudny do oszacowania udział w obrocie targowiskowym i bazarowym mają także osoby handlujące towarami przez siebie nie wyprodukowanymi lecz kupowanymi od kogoś innego.

Mimo, że targowiska mogą liczyć na lojalną grupę klientów, to ich powierzchnia z roku na rok zmniejsza się. Badania przeprowadzone w SGGW wskazują, że w latach 1999-2014 skurczyła się ona o około 9 proc. Badania SGGW wskazują też na prawidłowość polegającą na pozytywnym stymulującym wpływie koniunktury gospodarczej (dynamiki PKB) i inflacji na wzrost powierzchni bazarów i targowisk. We wszystkich opracowaniach zwraca się uwagę na zjawisko wypierania handlu targowiskowego przez rozwój sklepów wielkopowierzchniowych, choć handel targowiskowy traci wobec nich stosunkowo mniej niż na przykład sklepy lokalne, czy osiedlowe.

Handel bazarowy – schyłek czy rozkwit

Jeśli zakaz handlu w niedziele będzie utrzymany i wdrażany zgodnie z harmonogramem, oznacza to, że od 2020 r. w sklepach nie zrobimy zakupów już w żadną niedzielę. To szansa dla handlujących na bazarach i targowiskach na dodatkowy zarobek, skoro będą mogli nadal swobodnie handlować w ustawowe dni wolne. Dodatkowo, warto też pamiętać o pewnych trendach cywilizacyjnych, które w Polsce mają szansę na popularyzację. Polacy w coraz większym stopniu zwracają uwagę na pochodzenie i jakość produktów spożywczych. A to właśnie bazar staje się synonimem dobrej, nieprzetworzonej i zdrowej żywności. Zagrożeniem dla targowisk jest z kolei utrzymujący się wymóg płacenia gotówką, co będzie stanowiło problem dla rosnącej grupy klientów, którzy w coraz większym stopniu preferują płatności bezgotówkowe – czy to kartą, czy telefonem.

Handel na straganach w Polsce od strony formalnej

Stragan może być prowadzony w formie jednoosobowej działalności gospodarczej oraz w formie spółki osobowej lub kapitałowej. Sprzedaż na rzecz osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej wiąże się z obowiązkiem ewidencjonowania na kasie fiskalnej. Istnieje jednak możliwość zwolnienia przedsiębiorcy z konieczności prowadzenia kasy fiskalnej, jeżeli obrót na rzecz osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej nie przekroczy w proporcji okresu wykonywania tych czynności w danym roku, kwoty 20 tys. zł, a rodzaj sprzedawanych produktów nie jest wymieniony w katalogu towarów, które bezwzględnie powinny być ewidencjonowane na kasie. Zasada ta nie oznacza jednak, że właściciel sklepu jest całkowicie zwolniony z obowiązku dokumentowania sprzedaży. Konieczna jest wówczas ewidencja sprzedaży, w której każdorazowo należy zapisywać transakcje na rzecz osób prywatnych i rolników ryczałtowych. Należy jeszcze pamiętać o ponoszeniu opłaty targowej od sprzedaży prowadzonej poza budynkami na rzecz Gminy, na obszarze której prowadzony jest handel na straganach. Opłatę targową pobiera się niezależnie od należności za korzystanie z targowiska.

[1] [Rocznik Statystyczny Województw, 2015, s. 552].

[2]https://stat.gov.pl/files/gfx/portalinformacyjny/pl/defaultaktualnosci/5466/7/22/1/rynek_wewnetrzny_w_2016.pdf

Brak wykwalifikowanych pracowników i rosnące koszty działalności mogą doprowadzić do nowego kryzysu w branży budowlanej

W ciągu następnych czterech lat wzrost firm budowlanych w regionie północnej i południowej Europy wyniesie średnio 2,5 proc. rocznie. W przypadku firm z Europy Wschodniej i Środkowej będzie to 4,4 proc. Mimo tej dobrej sytuacji niewykluczone jest, że firmy budowlane czeka kolejny kryzys.

Jak wynika z raportu „European Construction Monitor 2017–2018: A looming new construction crisis?” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, może on wynikać z coraz większej presji na marże związane z rosnącymi kosztami działalności i brakiem pracowników. Zdaniem ekspertów w najbliższych latach firmy budowlane w Europie będą inwestować w digitalizację, a także koncentrować się na rynku fuzji i przejęć. Przewidywania te dotyczą także Polski.

Branża budowalna była jedną z tych, które najmocniej odczuły skutki kryzysu finansowego z 2008 roku. Jednak od kilku lat firmy budowlane w Europie cieszą się dobrą kondycją Stabilny i wysoki wzrost jest widoczny przede wszystkim w krajach Europy Zachodniej oraz Północnej. Podobnie będzie w kolejnych latach. W przypadku krajów z północy i południa Europy w latach 2018-2022 będzie to średnio 2,5 proc. rocznie. Dla krajów Europy Środkowej i Wschodniej wynik ten sięgnie nawet 4,4 proc. rocznie. – Wzrost większości rynków budowlanych w Unii Europejskiej w dużej mierze zależny jest od inwestycji publicznych w znaczące projekty infrastrukturalne. Tak jest również w Polsce. Bardziej zindywidualizowany jest wzrost w sektorze mieszkaniowym i komercyjnym, który uzależniony jest przede wszystkim od lokalnych warunków w danym kraju – mówi Maciej Krasoń, Partner w Dziale Audit & Assurance, Lider sektora nieruchomości i budownictwa w Deloitte.

Na horyzoncie kolejny kryzys

Pomimo dobrej kondycji, przed firmami budowlanymi jest wiele wyzwań. Rosnące koszty działalności związane z coraz wyższymi cenami materiałów i oczekiwaniami płacowymi pracowników powodują, że są one pod dużą presją, jeżeli chodzi o marżę zysku.

Maciej Krasoń
Maciej Krasoń

Zwiększających się kosztów pracy nie równoważy coraz większa liczba realizowanych projektów. Dlatego zdaniem ekspertów Deloitte powszechne braki wykwalifikowanej siły roboczej hamują wzrost firm budowlanych. – W okresie spowolnienia gospodarczego pracownicy bankrutujących przedsiębiorstw budowlanych przekwalifikowali się, stąd obecny brak rąk do pracy. Jak wiadomo, problem ten dotyczy również Polski. Ponadto sektor budowlany ma duże trudności w przyciąganiu i utrzymaniu milenialsów, którzy postrzegają go jako przestarzały i zbyt mało innowacyjny – wyjaśnia Maciej Krasoń.

Eksperci Deloitte przestrzegają, że duża presja na marże, kłopoty z podwykonawcami i braki pracowników mogą doprowadzić do tego, że większość realizowanych projektów stanie się dla firm budowlanych nierentowna, czego skutkiem będą ich bankructwa i niewypłacalność. Pierwsze przykłady już widać.

Szansą na rozwój fuzje i przejęcia

Firmy budowlane stają się coraz bardziej świadome możliwości wynikających ze wzrostu gospodarczego na lokalnych rynkach, co znajduje odzwierciedlenie we większej liczbie fuzji i przejęć. W 2017 roku w Europie odnotowano łącznie 194 transakcje w porównaniu do 149 w 2016 roku. Ich liczba stale rośnie od 2013 roku. Średnia wartość transakcji w 2017 roku wyniosła 327 mln euro, w porównaniu do 203 mln w 2016 roku. Jest to najlepszy wynik od czterech lat. Jak zauważają eksperci Deloitte firmy budowlane cieszą się zainteresowaniem przede wszystkim inwestorów strategicznych, co może świadczyć o tym, że spółki z tej branży koncentrują się głównie na swojej podstawowej działalności. W 2017 roku było ich 150, podczas gdy w 2013 roku jedynie 81.

Z kolei drugi rok z rzędu udział transakcji transgranicznych nieznacznie spadł do poziomu 47,9 proc. w 2017 roku, w porównaniu do 54,9 proc. w 2015 roku. Jednak bezwzględna liczba transakcji transgranicznych wzrosła z 76 w 2016 roku do 93 rok później.

Warto zaznaczyć, że strategie firm budowlanych w Polsce zakładają raczej wzrost organiczny niż fuzje i przejęcia. Eksperci Deloitte patrzą na polski rynek budowlany optymistycznie i oczekują dobrych wyników z powodu stałego wzrostu PKB i dużych inwestycji infrastrukturalnych, finansowanych ze środków unijnych. – Pozytywne prognozy rynkowe mogłaby potencjalnie wspierać działalność M&A na polskim rynku budowlanym, choć obecnie ta aktywność jest niska. Jednak w najbliższych latach małe i średnie firmy, specjalizujące się w jednym segmencie, mogą stać się przedmiotem zainteresowania dużych graczy – mówi Paweł Sadowski, Dyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego. – Do tego należy pamiętać, że część spółek budowlanych to firmy rodzinne, a ich właściciele zbliżają się do wieku emerytalnego, co może ich skłonić do poszukiwania inwestorów – dodaje.

Na agendzie cyfryzacja

Firmy budowlane, z racji specyfiki swojej podstawowej działalności, w powszechnej opinii nie kojarzą się z innowacyjnością i inwestycjami w nowoczesne technologie. Jednak zdaniem ekspertów Deloitte w najbliższych latach ulegnie to zmianie i przedsiębiorstwa będą dążyć do tego, by stać się liderami w tym zakresie. Technologie, które są już stosowane lub będą wykorzystywane, to przede wszystkim drony, druk 3D, Internet Rzeczy czy inteligentne materiały. Inwestycji na tym polu dokonują najwięksi gracze, tacy jak Skanska, ACS, Strabag czy Vinci. Ostatnia z wymienionych firm wyróżnia się również tym, że na skutek fuzji i przejęć, pozyskała już kilka podmiotów specjalizujących się w cyfrowych technologiach. Jak podkreślają autorzy raportu, nowoczesne technologie mogą być wykorzystywane na wszystkich etapach budowy, począwszy od projektu aż do jego finalizacji. Aby stać się cyfrowymi liderami firmy budowlane inwestują w wewnętrzne start-upy lub szukają partnerstwa z instytucjami, które mogą im umożliwić realizację tego celu. Autorzy raportu zauważają również odwrotne zjawisko, czyli zainteresowanie firm technologicznych rynkiem inwestycji budowlanych. Takie projekty mają na koncie m.in. Tesla i Google.

– Chcąc ustrzec się kolejnego kryzysu firmy budowlane muszą inwestować w swój rozwój, również technologiczny. Jest to dla nich niewątpliwie duże wyzwanie, bo wchodzą na nieznany sobie dotychczas teren. Jednak odwrotu nie ma. Cyfryzacja musi na dobre wpisać się w strategię firm budowalnych – mówi Maciej Krasoń.

Dariusz Zająkała nowym dyrektorem zarządzającym iSpot Apple Premium Reseller

Dariusz Zająkała
Dariusz Zająkała

Dariusz Zająkała objął stanowisko dyrektora zarządzającego w iSpot Apple Premium Reseller. Będzie zarządzał największą siecią salonów oferujących rozwiązania Apple w Polsce.

Dariusz Zająkała wnosi ponad 20 letnie doświadczenie w sprzedaży i budowaniu biznesów w branży retail. Przez ostatnie trzy lata rozwijał sieć Vision Express Polska, wcześniej zarządzał KappAhl Poland. Ma ogromne doświadczenie w pracy z zespołami, budowaniu marek, prowadzeniu firm w obszarze retail. Jest absolwentem Uniwersytetu Gdańskiego oraz programu MBA na Akademii im. Leona Koźmińskiego w Warszawie. Prywatnie jest fanem żużla, interesuje się również ekonomią.

„Dołączam do iSpot w niezwykle fascynującym momencie. Zarówno wewnętrznie – jesteśmy w okresie silnego wzmacniania organizacji i tworzenia nowej strategii; jak i zewnętrznie – całe otoczenie biznesowe, rola i postrzeganie centrów handlowych bardzo mocno się zmieniają. To moment, kiedy warto definiować priorytety i obszary rozwoju.” – mówi Dariusz Zająkała.

Dariusz Zająkała zastąpił na stanowisku dyrektora zarządzającego Eddy’ego Vermeir’a, który, po roku pracy w Polsce, przeszedł ponownie do korporacyjnych struktur Hili Ventures.

„Dziękuję Eddy’emu za bardzo intensywną pracę w budowaniu zarówno marki, jak i organizacji. Ogromnie cieszę się, że będę mógł kontynuować jego działania na rzecz dynamicznego rozwoju iSpot.” – dodaje Dariusz Zająkała.

Wpływy z opłaty paliwowej w 80% zasilają Krajowy Fundusz Drogowy

Opłata paliwowa obowiązywać będzie od stycznia. Kierowcy będą płacić więcej, ale zmieniają się wersje, kto dostanie więcej pieniędzy i na jaki cel?

– Kierowcy zapłacą o 10 gr więcej za litr paliwa, ale co ciekawe, nie wiadomo na co ostatecznie pieniądze od podatników będzie chciał przeznaczyć rząd – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapiecie.pl.

Zaskoczeniem było, że podwyżki cen paliw nie zostaną przeznaczine na elektromobilnosć, jak to początkowo zapowiadano. Pieniądze trafią do NFOŚiGW, ale nie ma pewności, na co zostaną wydane.

– Możliwe, że pieniądze rząd przeznaczy na walkę ze smogiem, czyli na wymianę pieców w gospodarstwach domowych – dodaje ekspert.

Joanna Kowalewska Dyrektorem Operacyjnym AXI IMMO

Z początkiem sierpnia na stanowisko Chief Operating Officer została nominowana Joanna Kowalewska związana z firmą niemal od jej początku. Joanna Kowalewska w firmie łączyła kompetencje prawne, transakcyjne i związane z zarządzeniem biurem, czego ukoronowaniem jest jej awans na Dyrektora Operacyjnego firmy AXI IMMO.

Joanna Kowalewska była jednym z pierwszych pracowników firmy AXI IMMO, która powstała w 2009 r. Joanna wspierała rozwój firmy świadcząc usługi prawne, ale też obsługując klientów korporacyjnych i zajmując się bieżącą obsługą biura. Na nowym stanowisku Dyrektor Operacyjnej będzie nadal brała udział w projektach dla kluczowych klientów firmy oraz odpowiadała za współpracę międzynarodową i przetargi, w którym bierze udział AXI IMMO. W zakresie kompetencji Joanny będzie również zarządzanie współpracą pomiędzy działami.

Joanna jest z nami od samego początku i stanowi ważny filar AXI IMMO. Jej wiedza, doświadczenie i zaangażowanie miały ogromny wpływ na sukces i dzisiejszą pozycję AXI IMMO na rynku. Nominacja na stanowisko Dyrektor Operacyjnej jest kolejnym krokiem w rozwoju kompetencji zespołu AXI IMMO – komentuje Renata Osiecka, założycielka i właścicielka AXI IMMO.

Joanna Kowalewska
Joanna Kowalewska

Awans na stanowisko Dyrektor Operacyjnej jest dla mnie wyróżnieniem i jednocześnie motywacją do dalszej pracy. Moim celem jest wzrost efektywności biznesowej poprzez usprawnienie mechanizmów organizacji i procesów operacyjnych w poszczególnych działach firmy – dodaje Joanna Kowalewska.

Nowa dyrektor z branżą nieruchomości związana jest blisko 12 lat. Przed dołączeniem do zespołu AXI IMMO pracowała w dziale finansowym firmy Panattoni Europe, gdzie odpowiadała za pozyskiwanie finansowania dla projektów deweloperskich. Joanna Kowalewska ukończyła wydział prawa na UKSW w Warszawie.

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Krzywa rentowności – nowy Święty Graal?

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

W ostatnich tygodniach najważniejszą kwestią zaprzątającą głowy inwestorów jest wojna handlowa USA z innymi państwami. Z punktu widzenia inwestora akcyjnego wciąż ważniejsze powinno jednak być poprawne ustalenie, w którym momencie cyklu gospodarczego się znajdujemy oraz na ile realne jest ryzyko spowolnienia gospodarczego bądź recesji. Tym samym warto na chwilę odstąpić od medialnego tematu napięć handlowych i skupić się na trendach gospodarczych. Spoglądając na nie uznać można, że na rynku panuje dość zaskakująca zgoda.

Otóż powszechnie przyjmuje się, że aktualnie znajdujemy się w późnym stadium cyklu gospodarczego, ale recesja w najbliższym czasie nam nie grozi. Oznacza to podwyższone ryzyko inwestycyjne, ale dopóki krzywa rentowości amerykańskich obligacji nie odwróci się, dla ryzykownych aktywów palić się będzie zielone światło.

Cofając się o ponad dekadę, można uznać, że taki pogląd jest niezwykle trafny. Przed kryzysem finansowym z 2008 roku, a przede wszystkim towarzyszącą mu recesją, skutecznie ostrzegła odwrócona wcześniej krzywa rentowności, ale czy w istocie jest to nowy inwestycyjny Święty Graal? Można mieć co do tego wątpliwości i to z kilku powodów.

Po pierwsze, nie od dziś wiadomo, że nie ma jednego wiarygodnego i 100-procentowo skutecznego wskaźnika ostrzegającego przez rynkową zawieruchą. Niejako więc z definicji nachylenie krzywej rentowości nie może być uznane za najważniejszy i jedyny parametr ostrzegający przed recesją i negatywnymi jej konsekwencjami. Może być on częścią szerszej analizy, która obejmować powinna również inne wskaźniki.

Po drugie, gdy spojrzymy na dane historyczne nieco szerzej, to okaże się, że krzywa rentowności nie była tak skutecznym wskaźnikiem, jak może nam się wydawać. Otóż odwróciła się ona zaledwie przed sześcioma z ostatnich 13 recesji w USA. Plasuje to jej skuteczność poniżej 50%. Jeżeli spojrzymy na szerszą listę krajów, która obejmuje także Wielką Brytanie, Japonię, Niemcy i Francję, to na postawie badania przeprowadzonego w 2005 roku można stwierdzić, że odwrócona krzywa ostrzegła przed recesją w 60% przypadków. Co ciekawe, zdarzały się przypadki, kiedy dawała ona błędne sygnały. Przykładowo w USA oraz Wielkiej Brytanii blisko 40% przypadków odwrócenia krzywej nie kończyło się recesją.

Ponadto stosowana w ostatnich latach ultrałagodna polityka monetarna może dodatkowo obniżać skuteczność tej metody. Przykładowo krzywa nie odwróciła się przy żadnej z ostatnich pięciu recesji w Japonii. Nie należy więc pokładać w nachyleniu krzywej rentowności zbyt wiele nadziei, gdyż wskaźnik ten może rozczarować swoją skutecznością. Warto o tym pamiętać szczególnie teraz, gdy tak wiele osób zaczęło się mu się bacznie przyglądać.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

Pracownicze Plany Kapitałowe czyli nowe obowiązki dla firm

Trwają prace nad rządowym projektem ustawy o pracowniczych planach kapitałowych (PPK). PPK mają być zachętą do systematycznego gromadzenia oszczędności, z przeznaczeniem na wypłatę po osiągnięciu 60 roku życia.

– Aktualny projekt Ustawy o PPK nakłada na wszystkie podmioty zatrudniające, w tym w szczególności na pracodawców i zleceniodawców, obowiązek wyboru instytucji finansowej zarządzającej PPK oraz zawarcia z nią odpowiednich umów o zarządzanie i prowadzenie PPK – mówi w rozmowie z MarketNews24 Anna Gwiazda, Partner, Szef Praktyki Prawa Pracy w Kochański Zięba i Partnerzy. – Na PPK mieliby się składać zarówno pracodawcy, pracownicy, jak i budżet państwa.

Minimalna składka podstawowa opłacana przez pracodawcę wynosić będzie 1,5% wynagrodzenia, a opłacana ze środków pracownika 2 % wynagrodzenia. Pracodawca mógłby też dobrowolnie podwyższyć część składki o 2,5%, a pracownik o 2% wynagrodzenia.

Skarb Państwa dołoży do PPK dla każdego uczestnika programu tzw. składkę powitalną w wysokości 250 złotych oraz lojalnościową dopłatę roczną w wysokości 240 złotych za każdy rok obowiązywania PPK.

Ustawa o PPK ma obowiązywać od 1 stycznia 2019 r. Obowiązki związane z PPK mają być wprowadzane etapami, w zależności od wielkości podmiotu zatrudniającego. W pierwszej kolejności, od 1 lipca 2019 r. obowiązkiem utworzenia PPK zostaną objęci zatrudniający co najmniej 250 osób.