Złoty zyskuje po świątecznej wyprzedaży

Polski złoty w środę doświadczył dość dużego osłabienia, w trakcie dnia tracąc ok. 1% w relacji do głównych walut. Kurs złotego podążył za innymi walutami rynków wschodzących, które kontynuowały spadki po ostatnim wzburzeniu związanym z sytuacją w Turcji. Złotemu dodatkowo nie sprzyjała kwestia obniżonej płynności w związku z niską aktywnością krajowych podmiotów w obliczu święta.

W środę polskiemu złotemu jedynie w pewnym stopniu pomogło umocnienie liry tureckiej, która na przestrzeni całego dnia zyskała ok. 7%. Tureckiej walucie sprzyjały informacje o planowanym przez Katar zainwestowaniu w kraju kwoty 15 mld USD. Lira nie doświadczyła również istotnych spadków po wcześniejszej informacji o podniesieniu przez Turcję ceł na wybrane amerykańskie produkty, ani deklaracja Stanów Zjednoczonych, iż nie zdejmą z Turcji sankcji na stal i aluminium nawet po uwolnieniu przetrzymywanego przez Turcję pastora Brunsona.

Dzisiejszy dzień rozpoczynamy od umocnienia złotego, które związane jest z poprawą nastrojów wokół rynków wschodzących. Walutom EM sprzyjają informacje o planowanym wznowieniu rozmów między Stanami Zjednoczonymi, a Chinami w kwestiach handlowych, co ma nastąpić pod koniec miesiąca.

W ciągu dzisiejszego dnia poznamy kilka istotnych danych makroekonomicznych z globalnych gospodarek (w tym krajowe wyliczenia inflacji bazowej za lipiec), szczególną uwagę warto jednak zwrócić na planowaną popołudniową wideokonferencję z inwestorami, którą będzie organizować tureckie Ministerstwo Finansów i stojący na jego czele Berat Albayrak.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w środę wzrósł 0,5%, wahając się w widełkach 4,30-4,34. Wspólna waluta zakończyła wczorajszy dzień na niemal niezmienionym poziomie w relacji do dolara amerykańskiego i ważonego koszyka walut, umocniła się natomiast w parze ze słabszym funtem brytyjskim.

GBP

Kurs GBP/PLN w środę wzrósł o 0,3%, wahając się w widełkach 4,80-4,86. Brytyjska waluta osłabiała się natomiast w relacji do głównych walut.

Funtowi nadal nie sprzyjają obawy dotyczące możliwości wyjścia z Unii Europejskiej bez osiągnięcia porozumienia (no-deal Brexit). Wczorajsze dane makroekonomiczne również nie pomogły walucie. Inflacja bazowa w lipcu wyniosła 1,9%, dynamika CPI z kolei przyspieszyła z poziomu 2,4% do 2,5% w ujęciu rocznym. Jest to pierwszy w tym roku wzrost wskaźnika inflacji konsumenckiej, jednak powodów przyspieszenia inflacji należy doszukiwać się przede wszystkim we wzroście cen w segmencie “kultura i rekreacja” pod czym kryje się m.in. znaczący wzrost cen gier komputerowych, które wprawdzie stanowią niewielki odsetek w całym koszyku, ale są również jednym z najbardziej wahających się komponentów. W związku z faktem, iż kluczowe odczyty były zbieżne z oczekiwaniami oraz z tym, że za wzrostem cen stoją czynniki, które prawdopodobnie są jednorazowe brytyjska waluta nie otrzymała wsparcia po publikacji.

Dzisiejszy poranek przynosi nieco więcej optymizmu – nowe dane o sprzedaży detalicznej zaskoczyły na plus, sugerując utrzymanie wyższego poziomu konsumpcji. Gdyby pominąć wysoki odczyt sprzed dwóch miesięcy, dynamika sprzedaży detalicznej znalazłaby się na najwyższym poziomie od kwietnia ubiegłego roku. Brytyjska waluta istotnie nie zyskuje po publikacji, jednak jej spadek w relacji do głównych walut został wyhamowany.

USD

Kurs USD/PLN w środę wzrósł o 0,5%, wahając się w widełkach 3,79-3,84. Umocnienie dolara w parze ze złotym było praktycznie w pełni związane ze słabością tego ostatniego. Amerykańska waluta zakończyła wczorajszy dzień na niemal niezmienionym poziomie w relacji do euro i ważonego koszyka walut.

Wśród wczorajszych danych z USA warto wyróżnić informacje o dynamice sprzedaży detalicznej w lipcu, które zaskoczyły na plus, sugerując utrzymanie wysokiego tempa konsumpcji na początku III kwartału. Nieco rozczarowała natomiast dynamika produkcji przemysłowej, która w ujęciu miesięcznym rosła wolniej od oczekiwań.

Dziś poznamy serię danych z amerykańskiego rynku nieruchomości w lipcu, bardziej istotny dla nas będzie jednak cotygodniowy odczyt o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych w USA. Serię publikacji zakończymy odczytem indeksu przemysłowego FED z Filadelfii w sierpniu.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:00 – inflacja bazowa w Polsce w lipcu
  • 14:30 – dane z amerykańskiego rynku nieruchomości w lipcu
  • 14:30 – cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych w USA
  • 14:30 – wskaźnik przemysłowy wg. FED z Filadelfii w sierpniu
  • 15:00 – Telekonferencja z inwestorami przeprowadzona przez ministra finansów Turcji, Berata Albayraka

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Magdalena Gołębiewska: Technologia blockchain zmieni system finansowy

Kryptowaluty rewolucjonizują świat finansów. Czy oparty na tradycyjnym pieniądzu, scentralizowany system płatniczy może przestać istnieć? Niewykluczone, że tak, ponieważ coraz więcej z nas ceni sobie możliwość dokonywania płatności bez nadzoru i udziału banków czy innych pośredników – za pomocą wykorzystywanej przy transakcjach kryptowalutowych technologii blockchain.

System płatniczy oparty na bitcoinie (lub innej kryptowalucie) od tradycyjnego systemu płatniczego w zasadniczy sposób odróżnia to, że nie jest on regulowany ani nadzorowany przez banki, jest zdecentralizowany. To sami użytkownicy decydują o jego ewentualnych zmianach. Druga istotna różnica polega na tym, że w systemie blockchainowym w procesie dokonywania transakcji nie uczestniczą żadni pośrednicy. Wszystko odbywa się między użytkownikami.

„Technologia blockchain na pewno zmieni zupełnie system finansowy, który znamy teraz […]. W moim mniemaniu będzie on zastąpiony przez kryptowaluty, przez technologię blockchain, chociażby dlatego, że jest ona tańsza i szybsza” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Magdalena Gołębiewska, country manager w firmie Luno. W powszechnym użyciu nie będzie wtedy prawdopodobnie bitcoina, który zapoczątkował rewolucję, ale będą inne kryptowaluty. Wynika to m.in. z opóźnienia w realizacji transakcji bitcoinowych w technologii blockchain – ich akceptacja trwa nawet kilka minut.

PPK – kto i ile zapłaci za Pracownicze Plany Kapitałowe?

Każdemu, kto zdecyduje się zwiększyć swoją emeryturę poprzez udział w Pracowniczych Planów Kapitałowych, państwo będzie dokładać składkę powitalną i coroczną składkę lojalnościową.

– Udział Skarbu Państwa w PPK będzie się sprowadzał do składki powitalnej w wysokości 250 zł dla każdego, kto zdecyduje się wziąć udział w PPK i składki lojalnościowej w postaci dopłaty corocznej 240 zł – mówi w rozmowie z MarketNews24 Anna Gwiazda, Partner, Szef Praktyki Prawa Pracy w Kochański Zięba i Partnerzy.

Pracodawca będzie ponosić koszty związane z PPK w wysokości 1,5 proc. wynagrodzenia, z możliwością dobrowolnego zwiększenia do 2,5 proc. (łącznie maksymalnie 4 proc.).

Natomiast pracownik będzie wpłacał 2 proc. (0,5 proc) wynagrodzenia brutto, z możliwością podwyższenia o kolejne 2 proc. (łącznie maksymalnie 4 proc.) Ponadto przewidziane są dodatkowe wpłaty finansowane z Funduszu Pracy, wpłata powitalna – 250 zł jednorazowo na start oraz dopłaty roczne – 240 zł za każdy rok oszczędzania.

Do końca roku w Polsce zostanie oddanych 450 kilometrów dróg krajowych

Dzisiaj kierowcy lepiej znoszą stanie w korkach, jeżeli widzą intensywne budowy i modernizację infrastruktury drogowej. Mają w perspektywie powstanie nowych tras, z których za kilka lub kilkanaście miesięcy będą mogli korzystać. Na szczęście większość realizowanych obecnie inwestycji nie ma opóźnienia. Na polskich drogach, za które odpowiada państwo, trwa właśnie realizacja ok. 110 zadań, czyli ponad 1430 kilometrów. Opóźnienia – które obejmują 300 kilometrów – są spowodowane różnymi, obiektywnymi czynnikami, jak m.in. odkryte podziemne jezioro w przypadku budowy obwodnicy Koszalina na trasie S6. Odcinek ten – ze względu na zmiany w projekcie i technologii – zostanie niestety oddany aż z 2-letnim poślizgiem. Jest też kilka przypadków, kiedy opóźnienia związane są z przyczynami zależnymi od firm. We wszystkich przypadkach są to przedsiębiorstwa włoskie. Jednym z nich jest Sallini – które zostało wyrzucone z niedokończonej, choć oddanej kierowcom, obwodnicy Marek.

– Dzisiaj wiemy już, że do końca roku oddanych zostanie ok. 450 kilometrów dróg krajowych łącznie z obwodnicami. To ok. 100 kilometrów więcej niż w poprzednim roku – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, wiceprezes ZDG TOR – Istnieją jednak odcinki, które byłyby bardzo potrzebne, zwłaszcza w okresie wakacyjnym, a niestety zostaną otwarte później. Należy do nich np. 40 kilometrów trasy S8 z Warszawy w kierunku Białegostoku. Droga do Ostrowi Mazowieckiej miała być otwarta już w tym roku, jednak nastąpi to pewnie dopiero późną jesienią. Podobnie jest z trasą S7 w okolicach Jędrzejowa oraz Chabówki. Choć na razie nie trzeba wszczynać alarmu, widać wyraźnie, że włoskie firmy nie mają w Polsce potencjału, szybko i po omacku szukają podwykonawców. Oprócz tego istnieje problem z waloryzacją cen.Koszty transportu, usług i pracy idą w górę. Chociaż zastosowany ma zostać nowy wskaźnik GUS-owski, który będzie przewidywać takie sytuacje, wciąż nie wiadomo co stanie się z kontraktami za lata 2015-2016. Ministerstwo sprawdza obecnie ile kosztowałaby waloryzacja i czy byłaby zgodna z prawem polskim oraz unijnym. Do tego czasu ciężko wyrokować w tej sprawie. Widać, że dyktowane dziś wyższe ceny zawierają straty z ubiegłych lat, które firmy chcą sobie zrekompensować. Póki co – choć z problemami w kilku miejscach – budowa dróg idzie do przodu. Niestety nie wszystkie odcinki będą gotowe na newralgiczny czas wakacji – ale przy takim froncie robót w żadnym kraju nie udałoby się uniknąć opóźnień – wskazał Furgalski.

Grupa AFORTI publikuje wyniki finansowe za I półrocze 2018

Rekordowe, skonsolidowane przychody netto ze sprzedaży – sięgające niemal
243,75 mln zł, przy zysku netto na poziomie 1,012 mln zł – wypracowała w I półroczu 2018 roku Grupa Aforti. Tym samym, wartość przychodów holdingu finansowego – świadczącego usługi pożyczkowe, windykacyjne i faktoringowe dla mikro, małych i średnich przedsiębiorstw oraz zarządzającego platformą wymiany walut online dla firm – wzrosła narastająco po dwóch kwartałach 2018 roku o ponad 224 proc. względem I półrocza 2017. Z kolei zysk netto Grupy zwiększył się o 26,9 proc. w porównaniu z wynikiem osiągniętym w analogicznym okresie roku poprzedniego, kiedy to spółki z Grupy wypracowały ponad 0,79 mln zł.

Jednocześnie, EBIT Grupy AFORTI wyniósł narastająco po dwóch kwartałach 2018 roku 8,08 mln zł w stosunku do 3,07 mln zł w I połowie 2017 roku, co daje wzrost o 163 proc. Natomiast EBITDA Grupy w ujęciu półrocznym została niemal podwojona, zwiększając się o 99,3 proc. – z 1,21 mln zł w okresie styczeń – czerwiec 2017 do 2,41 mln zł w I półroczu 2018.

Za dobrymi wynikami Grupy AFORTI stoi również wysoka kapitalizacja notowanej na NewConnect spółki Aforti Holding. W połowie sierpnia 2018 roku spółka zarządzana przez Klaudiusza Sytka wyceniana była na 42,44 mln zł w porównaniu do 24,88 mln zł na koniec grudnia 2017.

Grupa AFORTI publikuje wyniki finansowe za I półrocze 2018

Tylko w II kwartale 2018 roku spółki z Grupy AFORTI wypracowały ponad 143,82 mln zł przychodów netto ze sprzedaży względem niemal 41,87 mln zł, osiągniętych w okresie kwiecień – czerwiec 2017, dając wzrost o niemal 243,5 proc. Zysk netto za II kwartał 2018 wyniósł 0,29 mln zł.

W II kwartale 2018 roku wartość mikropożyczek sprzedanych przez Aforti Finance wzrosła o 90,09 proc. – z 9,3 mln zł w IIQ 2017 do 17,68 mln zł, spółka Aforti Exchange wypracowała na platformie wymiany walut online dla firm niemal 66 mln EUR obrotu względem 17,4 mln EUR w IIQ 2017, a Aforti Exchange Romania zanotowała 12,5 mln EUR względem 7,2 mln EUR obrotu w IQ 2018 roku. Z kolei wartość nominalna zleceń windykacyjnych pozyskanych w IIQ 2018 przez Aforti Collections wyniosła 1,94 mln zł. Jednocześnie wartość wierzytelności sfinansowanych przez Aforti Factor szacowana jest w IIQ 2018 na 5,83 mln zł w stosunku do 2,93 mln zł w IQ 2018.Grupa AFORTI przychody za I półrocze 2018

Pierwsza połowa 2018 roku potwierdziła rosnące zainteresowanie usługami oferowanymi przedsiębiorcom z sektora MSP przez spółki z Grupy AFORTI. Tym samym holding finansowy zarządzany przez Klaudiusza Sytka coraz dynamiczniej zaznacza swoją obecność na krajowym rynku usług pożyczkowych, windykacyjnych, faktoringowych oraz w branży wymiany walut online dla firm.

Klaudiusz Sytek, prezes zarządu Grupy AFORTI
Klaudiusz Sytek, prezes zarządu Grupy AFORTI

Tak doskonałe wyniki finansowe za I półrocze Grupa AFORTI osiągnęła dzięki umiejętnemu wykorzystaniu stale rosnącego popytu sektora MSP na zewnętrzne finansowanie oraz profesjonalne wsparcie w zarządzaniu procesami windykacyjnymi i faktoringowymi. Perspektywiczność branż, w których działają: Aforti Finance, Aforti Exchange, Aforti Collections i Aforti Factor dają Grupie wysoki potencjał wzrostu, a dynamika naszych przychodów w kolejnych latach – przy jednoczesnym obniżaniu kosztów operacyjnych – może dodatkowo wzrosnąć po połączeniu spółki Aforti Collections z firmą windykacyjną LifeBelt, które zostanie sfinalizowane jeszcze w IV kwartale 2018 roku – zapewnia Klaudiusz Sytek, prezes zarządu Aforti Holding.

W II kwartale 2018 roku:

  • Wartość mikropożyczek sprzedanych przez Aforti Finance wzrosła o niemal 90,09 proc. – z 9,3 mln zł w IIQ 2017 do 17,68 mln zł w IIQ 2018
    • Jednocześnie na koniec czerwca 2018 roku wartość złożonych wniosków pożyczkowych wyniosła prawie 244,04 mln zł i była wyższa o ponad 280 proc. w porównaniu do tego samego okresu poprzedniego roku
    • Aforti Finance kontynuowało rozwój przez:
      • Uruchomienie własnego call center
      • Rozbudowę działu sprzedaży oraz zespołu weryfikacji i windykacji w nowych lokalizacjach: Rzeszów i Wrocław
      • Zawarcie umowy na stworzenie dedykowanego, autorskiego systemu IT do obsługi klientów

AFORTI finance wyniki za I półrocze 2018

  • Na platformie wymiany walut online dla firm, spółka Aforti Exchange wypracowała niemal 66 mln EUR obrotu w IIQ 2018 względem 17,4 mln EUR w IIQ 2017
    • Dynamika wartości wymienionej waluty w IIQ 2018 względem IIQ 2017 wyniosła
      na polskiej platformie 279,08 proc.

AFORTI exchange wyniki za I półrocze 2018

  • Na rumuńskiej platformie spółka Aforti Exchange Romania zanotowała
    w IIQ 2018 roku 12,5 mln EUR obrotu względem 7,2 mln EUR w IQ 2018 roku

AFORTI exchange wyniki za I półrocze 2018 r

  • Wartość nominalna zleceń windykacyjnych pozyskanych przez Aforti Collections
    w IIQ 2018 roku wyniosła ponad 1,94 mln zł

    • Jednocześnie, na koniec czerwca 2018 roku wartość nominalna zleceń windykacyjnych sięgnęła poziomu 9,67 mln zł

AFORTI collections wyniki za I półrocze 2018

  • Wartość wierzytelności sfinansowanych przez Aforti Factor – spółkę, która rozpoczęła działalność operacyjną dopiero w IQ 2018 roku – wyniosła w IIQ 2018 aż 5,8 mln zł względem
    2,93 mln zł w IQ 2018

    • Na koniec I półrocza 2018 wartość sfinansowanych wierzytelności osiągnęła poziom niemal 8,76 mln zł
    • Spółka Aforti Factor rozpoczęła współpracę z litewską platformą pożyczkową peer-to-peer ViVentor. Tym samym, proces odzyskiwania środków ulokowanych przez Aforti Factor w wykupionych fakturach ulegnie skróceniu, a pozyskane w ten sposób fundusze – szacowane wstępnie na 50-75 proc. zainwestowanego kapitału – spółka będzie inwestować w dalszy rozwój biznesu faktoringowego.

AFORTI faktor wyniki za I półrocze 2018

– Wyniki II kwartału 2018 roku, a tym samym I półrocza są dla nas bardzo satysfakcjonujące, ale jednocześnie motywują nas do dalszych działań. Bieżące aktywności biznesowe – podejmowane przez Grupę AFORTI tak w Polsce, jak też na rynkach zagranicznych – pozwolą nam na dalszy dynamiczny rozwój. Nie bez znaczenia dla wzmocnienia kondycji finansowej Grupy AFORTI będzie w dalszej perspektywie ekspansja międzynarodowa jej spółek. Planujemy, że Aforti Exchange pojawi się w co najmniej 7 kolejnych krajach, wśród których możemy wymienić: Czechy, Węgry, Chorwację, Serbię, Bośnię i Hercegowinę, Albanię oraz Macedonię. Zgodnie ze strategią Grupy na lata 2018- 2020 zamierzamy także wdrożyć nowe, internetowe usługi i produkty pożyczkowe, windykacyjne i faktoringowe, w tym między innymi możliwość składania wniosków online w ramach oferty Aforti Finance oraz udostępnić usługi faktoringu online, nad którą pracuje aktualnie spółka Aforti Factor. Inwestycje te będą z pewnością kosztochłonne, ale zwrot z nakładów stosunkowo szybko zrekompensuje poniesione wydatki – dodaje Klaudiusz Sytek.

Znaczącemu rozszerzeniu portfolio produktów i usług oferowanych mikro, małym i średnim przedsiębiorcom przez spółki z Grupy AFORTI będzie towarzyszył rozwój nowych obszarów działalności, oparty m.in. na poszerzeniu portfela produktowego dla bankowości korporacyjnej i inwestycyjnej w zakresie leasingu. W tym celu AFORTI planuje powołać w ciągu najbliższych 3 lat nową spółkę, ale niewykluczona jest także akwizycja istniejącego już podmiotu.

Rynki nieco spokojniejsze

Mimo słabości widocznej zwłaszcza w pierwszej połowie poprzedniego dnia, polski złoty nie zakończył poniedziałku stratami w relacji do głównych walut. Dziś polska waluta radzi sobie dość dobrze. Po feralnej końcówce tygodnia i ciekawym poniedziałku na globalne rynki finansowe zaczyna wracać spokój.

W ostatnich dniach na waluty rynków wschodzących, jak również na główne pary w istotnym stopniu wpływały informacje z Turcji. Lira rozpoczęła tydzień od pogłębienia spadków – w poniedziałek w relacji do dolara amerykańskiego dobiła do psychologicznego poziomu 7. Centralny Bank Turcji (CBRT) próbował ratować sytuację dokonując technicznych zmian dotyczących depozytów walutowych, w efekcie dostarczając tureckim bankom dodatkową płynność o wartości 6 mld USD. Prezydent Erdogan podczas konferencji informował o tym, iż obecne spadki waluty nie są uzasadnione przez dobre fundamenty gospodarcze Turcji oraz iż bieżąca sytuacja jest atakiem na kraj, wyrażając pretensje względem zachowania USA. W trakcie dzisiejszego przemówienia stwierdził dodatkowo, że Turcja będzie bojkotować amerykańskie dobra konsumpcyjne dobitnie stwierdzając, iż “jeśli oni [USA] mają iPhone’y, to po drugiej stronie jest Samsung”. Inwestorom ton Erdogana raczej się nie spodobał, a umocnienie liry z pierwszej części dnia w trakcie trwania przemówienia “sułtana” wyraźnie wyhamowało.

Wraz z lirą turecką od początku dnia zyskały europejskie (w tym polska) giełdy. Umocniły się również waluty najbardziej poszkodowane przez ostatnią falę wyprzedaży, która przelała się po rynkach wschodzących, w tym m.in. rand południowoafrykański.

Mimo porannego umocnienia, sytuacja w Turcji nie uległa istotnej poprawie. Wczorajsze działania banku centralnego niemal na pewno nie wystarczą, aby sprawić, żeby waluta powróciła w okolice poziomów notowanych kilka tygodni wcześniej. Retoryka Erdogana, który znajduje się na kursie kolizyjnym z USA również nie sprzyja perspektywom tureckiej waluty. Stany Zjednoczone w poniedziałek poinformowały, że USA nie przystąpią do negocjacji, jeśli Turcja nie uwolni amerykańskiego pastora przetrzymywanego po nieudanym puczu z 2016 r, a na to, Erdogan prawdopodobnie nie będzie chciał przystać.

Oprócz informacji z Turcji warto dziś zwrócić uwagę na odczyty PKB z europejskich gospodarek. Ekspansja polskiej gospodarki w drugim kwartale okazała się być zgodna z oczekiwaniami konsensusu ekonomistów i wyniosła 5,1% w ujęciu rocznym, czyli niemal tyle samo co w pierwszym kwartale. Niestety obecnie nie znamy struktury wzrostu gospodarczego, na nią i na potwierdzenie dzisiejszego odczytu przyjdzie nam poczekać do 31 sierpnia.

Dzisiejszy dzień przyniósł również dane o krajowej inflacji. Finalny odczyt lipcowej dynamiki cen w Polsce w ujęciu rocznym był zgodny ze wstępnymi szacunkami, w ujęciu miesięcznym spadek inflacji był jednak głębszy niż oczekiwano – wyniósł bowiem 0,2%.

Kombinacji wysokiego wzrostu gospodarczego i niskiej inflacji mogą nam pozazdrościć sąsiedzi z regionu. Żaden najbliższy nam kraj nie może się pochwalić równie imponującym wzrostem, w większości z nich inflacja również znacząco przekracza poziomy notowane w Polsce. Dzisiejsze dane pokazały, że w kwestii wzrostu szczególnie słabo radzą sobie Czechy, gdzie dynamika ekspansji gospodarczej w drugim kwartale była ponad dwukrotnie słabsza niż w Polsce. W kwestii inflacji prym wiedzie Rumunia, gdzie – mimo ostatniego silnego spadku – dynamika cen pozostaje ponad dwukrotnie wyższa niż u nas.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w poniedziałek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,29-4,32. Wspólna europejska waluta zakończyła wczorajszy dzień lekkim umocnieniem w relacji do dolara amerykańskiego i funta brytyjskiego.

Dzisiejsza rewizja szacunków PKB dla strefy euro pokazała, że ekspansja gospodarcza była nieco wyższa niż pokazały wstępne dane. W ujęciu rocznym PKB w drugim kwartale wzrosło o 2,2%, w kwartalnym natomiast o 0,4% – tym samym odczyt był zgodny z oczekiwaniami konsensusu przed publikacją wstępnych szacunków.

Oprócz danych o wzroście gospodarczym, dzisiejszy dzień przyniósł dane o produkcji przemysłowej, której dynamika w czerwcu nieco rozczarowała. Na plus natomiast zaskoczyły sierpniowe odczyty indeksów nastrojów ekonomicznych ZEW dla Niemiec i strefy euro. Nadal są one negatywne, niemniej odczyty opisujące nastroje względem przyszłych warunków gospodarczych wzrosły do najwyższego poziomu od trzech miesięcy

GBP

Kurs GBP/PLN w poniedziałek spadł o 0,3%, wahając się w widełkach 4,79-4,84. Brytyjska waluta wczoraj nieznacznie osłabiła się w relacji do głównych walut.

Dzisiejsze dane z brytyjskiego rynku pracy były mieszane. Pozytywnie zaskoczyły informacje o niespodziewanym spadku stopy bezrobocia z poziomu 4,2% w maju do 4% w czerwcu – najniższego od 43 lat. Nieco rozczarowała dynamika wynagrodzeń z uwzględnieniem bonusów, która spowolniła z poziomu 2,5% w maju do 2,4% w czerwcu, nieco w górę zaktualizowano natomiast szacunki dynamiki płac bez bonusów za maj. Reakcja na dane jest umiarkowana. Po publikacji brytyjska waluta nieznacznie umocniła się w parze z euro i polskim złotym, osłabia się natomiast w parze z silniejszym dolarem amerykańskim.

USD

Kurs USD/PLN w poniedziałek spadł o 0,3%, wahając się w widełkach 3,75-3,79. Amerykańska waluta wczoraj nieco osłabiła się w relacji do euro, dolar zakończył dzień na lekkim plusie w relacji do funta brytyjskiego. Brak istotnych informacji z USA sprawił, że dolar reagował przede wszystkim na zmiany globalnego sentymentu związanego z sytuacją w Turcji, skala wahań, w szczególności w relacji do głównych walut była jednak ograniczona.

W drugiej części dnia nie poznamy zbyt wielu istotnych danych makroekonomicznych. Po południu opublikowane zostaną jedynie dane o dynamice cen eksportowych i importowych w USA w lipcu.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

14:30 – dane o dynamice cen eksportowych i importowych w USA w lipcu

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Działalność nierejestrowana – na czym polega i z czym się wiąże?

Anna Wakulik, ekspert wFirma.pl
Anna Wakulik, Ekspert wFirma.pl

W ramach wprowadzenia Konstytucji biznesu od 30 kwietnia 2018 r. funkcjonuje tzw. działalność nierejestrowana, zwana inaczej działalnością nierejestrową czy działalnością na próbę. Polega na tym, że osoba fizyczna nieprowadząca do tej pory działalności, ma możliwość jej prowadzenia bez większych formalności, do momentu gdy nie przekroczy określonej kwoty przychodów.

Czym jest działalność nierejestrowana?

Warunki, które należy spełnić, aby działalność nierejestrowana zaistniała, zostały wymienione w art. 5 ust. 1 ustawy Prawo przedsiębiorców, która wchodzi w skład Konstytucji biznesu. Zgodnie z ich brzmieniem działalność nierejestrowana to taka, której przychód należny w żadnym miesiącu nie przekracza 50% kwoty minimalnego wynagrodzenia za pracę, które obowiązuje w kraju. Drugim warunkiem możliwości prowadzenia działalności nierejestrowanej jest brak wykonywania działalności gospodarczej przez ostatnich 60 miesięcy.

W 2018 r. kwota minimalnego wynagrodzenia za pracę wynosi 2100 zł brutto, co oznacza, że działalność nierejestrowana może być prowadzona do limitu przychodów w wysokości 1050 zł.

Jeżeli w ciągu miesiąca przedsiębiorca przekroczy wskazaną kwotę limitu przychodów, to ma obowiązek dokonania czynności rejestracyjnych za pomocą wniosku CEIDG-1, czego należy dokonać w ciągu 7 dni od przekroczenia limitu przychodów. Wówczas działalność nierejestrowana staje się działalnością gospodarczą. Co ważne, działalność nierejestrowana nie może być wykonywana w formie spółki cywilnej.

Działalność nierejestrowana – ZUS, PIT, VAT

ZUS

Prowadzenie działalności nierejestrowanej nie wywołuje obowiązku opłacania żadnych składek ZUS, społecznych czy też zdrowotnych. Osoba prowadząca taką działalność nie dokonuje bowiem czynności rejestracyjnych do ZUS-u, ani nie składa deklaracji do tego organu.

PIT

Osoba prowadząca działalność nierejestrowaną nie jest jednak zwolniona z odprowadzania podatku dochodowego. Osiągane dochody są opodatkowane, jednak nie na tych samych zasadach co działalność gospodarcza, w której co miesiąc lub kwartał dokonuje się zapłaty zaliczek na podatek dochodowy. Przychody uzyskane z prowadzenia działalności nierejestrowanej są wykazywane dopiero w zeznaniu rocznym podatnika, które składane jest na formularzu PIT-36, w części “Inne źródła”, ponieważ przychody te są opodatkowane na zasadach ogólnych na podstawie skali podatkowej (18%, a od nadwyżki 85 525 zł – 32%).

VAT

Opodatkowanie VAT w działalności nierejestrowanej następuje w ten sam sposób, jak w działalności gospodarczej. Podmiotowe zwolnienie z VAT obowiązuje ze względu na nieprzekroczenie limitu obrotów ze sprzedaży osiąganych w skali roku, który wynosi 200 tys. zł w 2018 r.

Jeżeli specyfika wykonywanej działalności wymaga rejestracji do VAT, to osoba prowadząca działalność nierejestrowaną musi dokonać tego obowiązku. Przykładem mogą być usługi doradcze, prawnicze czy jubilerskie. Co ważne, podatnik VAT jest zobowiązany do prowadzenie rejestrów VAT sprzedaży i zakupów, a także do składania deklaracji VAT oraz JPK_VAT za każdy okres rozliczeniowy. Jeżeli jednak czynności wykonywane w ramach działalności nierejestrowanej nie podlegają obowiązkowi rejestracji do VAT, to podatnik może skorzystać ze zwolnienia z podatku VAT.

Wykaz czynności, do których nie stosuje się zwolnienia przedmiotowego z opodatkowania VAT, zawiera ustawa o VAT w art. 113 ust. 13.

Art. 113 ust. 13 Zwolnień, o których mowa w ust. 1 i 9, nie stosuje się do podatników:

1) dokonujących dostaw:

a) towarów wymienionych w załączniku nr 12 do ustawy,

b) towarów opodatkowanych podatkiem akcyzowym, w rozumieniu przepisów o podatku akcyzowym, z wyjątkiem:

– energii elektrycznej (PKWiU 35.11.10.0),

– wyrobów tytoniowych,

– samochodów osobowych, innych niż wymienione w lit. e, zaliczanych przez podatnika, na podstawie przepisów o podatku dochodowym, do środków trwałych podlegających amortyzacji,

c) budynków, budowli lub ich części, w przypadkach, o których mowa w art. 43 ust. 1 pkt 10 lit. a i b,

d) terenów budowlanych,

e) nowych środków transportu;

2) świadczących usługi:

a) prawnicze,

b) w zakresie doradztwa, z wyjątkiem doradztwa rolniczego związanego z uprawą i hodowlą roślin oraz chowem i hodowlą zwierząt, a także związanego ze sporządzaniem planu zagospodarowania i modernizacji gospodarstwa rolnego,

c) jubilerskie;

3) nieposiadających siedziby działalności gospodarczej na terytorium kraju.

 

Jak dokumentować sprzedaż w działalności nierejestrowanej?

W przypadku dokonywania sprzedaży na rzecz osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej lub rolników ryczałtowych należy ustalić, czy jest wymagana w tym zakresie kasa fiskalna, co reguluje rozporządzenie w sprawie zwolnień z obowiązku prowadzenia ewidencji przy zastosowaniu kas rejestrujących. Jeżeli sprzedaż podlega zwolnieniu z obowiązku rejestracji na kasie fiskalnej, to sprzedaż na rzecz wskazanej powyżej grupy osób powinna być udokumentowana w ewidencji sprzedaży bezrachunkowej.

W odniesieniu do sprzedaży dla innych firm, osiągane przychody należy zawsze udokumentować fakturą.

Osoba wykonująca działalność nierejestrowaną, która jest zwolniona z podatku VAT, dodatkowo powinna, zgodnie z art. 109 ust. 1 ustawy o VAT, prowadzić uproszczony rejestr sprzedaży. Jest on pomocny m.in. w pilnowaniu nieprzekroczenia limitu przychodów dla działalności nierejestrowanej (limit wynosi 1050 zł w 2018 r.).

Rejestr sprzedaży w działalności nierejestrowanej prowadzony przez podatnika zwolnionego z VAT powinien zawierać:

  • liczbę porządkową,
  • datę sprzedaży,
  • numer dokumentu sprzedaży,
  • wartość sprzedaży,
  • wartość sprzedaży narastająco.

Dodatkowo dla celów ewidencyjnych rejestr sprzedaży może zawierać dane nabywcy.

Natomiast podatnik VAT, aby prawidłowo dokonywać rozliczeń z tytułu podatku VAT, powinien posiadać NIP. W razie jego braku osoba prowadząca działalność nierejestrowaną powinna wystąpić o jego wydanie poprzez złożenie w urzędzie formularza NIP-2.

Zalety wykonywania działalności nierejestrowanej

Działalność nierejestrowana odejmuje wiele formalności oraz obowiązków, które posiada przedsiębiorca prowadzący działalność gospodarczą. Osoba prowadząca działalność nierejestrowaną jest zwolniona m.in. z:

  • rejestracji działalności do urzędu skarbowego, ZUS-u i GUS-u przez złożenie wniosku CEIDG-1,
  • wyliczania i opłacania zaliczek na podatek dochodowy,
  • sporządzenia deklaracji ZUS i opłacenie składek ZUS,
  • prowadzenia księgowości (prowadząc działalność nierejestrowaną, wystarczy sporządzać uproszczoną ewidencję sprzedaży).

Anna Wakulik, Ekspert wFirma.pl

Gdy czarne jest czarne, a czasem białe, czyli dzień z życia polskiego podatnika

Stara zasada głosi, że nieznajomość prawa szkodzi. Jego znajomość powinna zaś chronić. Niestety, reguła ta nie ma zastosowania, jeśli w grę wchodzą przepisy podatkowe. Nawet ich właściwe rozumienie nie obroni podatnika, jeśli fiskus interpretuje je inaczej.

Według zawartej w art. 102 Kodeksu spółek handlowych (dalej: „k.s.h.”; Dz.U. z 2000 r. nr 94, poz. 1037 ze zm.) definicji spółka komandytowa jest spółką osobową. Wyraźnie wskazuje na to także art. 4 § 1 pkt 1 tej ustawy oraz art. 1a pkt 1 Ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych (dalej: „u.p.c.c.”; Dz.U. z 2000 r. nr 86, poz. 959 ze zm.). Zgodnie zaś z prawem Unii Europejskiej spółka komandytowa bywa czasem… spółką kapitałową.

Umowa spółki przed notariuszem

W 2012 r. zawierający umowę spółki komandytowej wnieśli jednocześnie wkłady pieniężne, a będąca jednym z komandytariuszy spółka jawna – aport w postaci zorganizowanej części przedsiębiorstwa o wartości ponad 12 mln zł. Umowa zawierana była przed notariuszem, który jako płatnik podatku od czynności cywilnoprawnej (dalej: „PCC”) zobowiązany był do jego naliczenia i poboru, którego to obowiązku nie wykonał. Powołał się bowiem na art. 2 pkt 6 lit. c u.p.c.c. w związku z unijnymi dyrektywami dotyczącymi podatków pośrednich od gromadzenia kapitału 69/335/EWG z 1969 r. (Dz. Urz. UE L 249, 3.10.1969) oraz 2008/7/WE z 2008 r. (Dz. Urz. UE L 46/11, 21.2.2008).

Spółka komandytowa = kapitałowa

Wskazany przepis u.p.c.c. uwalnia spod obowiązku podatkowego czynności cywilnoprawne mające za przedmiot umowy spółki i ich zmiany związane z wniesieniem do spółki kapitałowej, w zamian za jej udziały lub akcje, przedsiębiorstwa spółki kapitałowej lub jego zorganizowanej części. Z kolei dyrektywa 2008/7/WE w art. 2 pkt 2 jako spółkę kapitałową definiuje każdą inną spółkę, przedsiębiorstwo, stowarzyszenie lub osobę prawną prowadzącą działalność skierowaną na zysk.

Urząd skarbowy kontra notariusz

Urząd skarbowy ustalił odpowiedzialność notariusza za niepobranie i niewpłacenie ponad 60 tys. zł PCC. Organ wywiódł z tej samej co notariusz dyrektywy, że jej art. 9 daje państwom członkowskim swobodę decydowania, na użytek nałożenia podatku kapitałowego, które z podmiotów wymienionych w art. 2 pkt 2 uznawać za spółki kapitałowe. Ponieważ polskie prawo za takie nie uważa spółek komandytowych, a jedynie spółki akcyjne i z o.o., zwolnienie z PCC nie jest wobec nich skuteczne.

Prymat prawa wspólnotowego

Bezskuteczne odwołanie do dyrektora izby skarbowej skutkowało wniesieniem przez notariusza skargi do sądu. WSA w Łodzi orzekł, że od dnia przystąpienia Polski do Unii Europejskiej w przypadku kolizji stanowionego przez UE prawa z prawem krajowym pierwszeństwo stosowania przysługuje prawu wspólnotowemu. Podstawę do tego daje art. 91 ust. 3 Konstytucji RP w związku z art. 2 traktatu akcesyjnego z 16 kwietnia 2003 r. Potwierdza to również wyrok TSUE w sprawie Simmenthal (sygn. C-106/77).

Sąd przytoczył linię orzeczniczą Naczelnego Sądu Administracyjnego (wyroki z 4 lipca 2014 r., sygn. akt II FSK 1915/12, z 16 grudnia 2014 r., sygn. akt II FSK 2796/12, z 25 lutego 2015 r., sygn. akt II FSK 126/13), zgodnie z którą PCC jest podatkiem kapitałowym w rozumieniu dyrektywy 69/335/EWG oraz dyrektywy 2008/7/WE. Jednocześnie, ponieważ zgodnie z art. 102 k.s.h. spółka komandytowa może mieć na celu prowadzenie przedsiębiorstwa, a zatem może być nastawiona na osiąganie zysku, w świetle unijnych dyrektyw można uznać ją za spółkę kapitałową (sygn. akt I SA/Łd 917/15).

Zasada stand still

WSA uznał zasadność zarzutu naruszenia przez organ art. 7 ust. 1 i ust. 2 Dyrektywy Rady 2008/7/WE. Zabrania on bowiem poboru podatku kapitałowego, jeśli została spełniona przesłanka przerwy w jego naliczaniu: „(…) państwo członkowskie, które w dniu 1 stycznia 2006 r. naliczało podatek od wkładów kapitałowych do spółek kapitałowych, zwany dalej «podatkiem kapitałowym», może go w dalszym ciągu naliczać (…) Jeżeli w jakimkolwiek momencie po dniu 1 stycznia 2006 r. państwo członkowskie przestanie naliczać podatek kapitałowy, nie może go ono ponownie wprowadzić”.

Obowiązująca od przystąpienia Polski do UE do 31 grudnia 2006 r. ustawa o podatku od czynności cywilnoprawnych nie nakładała PCC na czynności cywilnoprawne, których co najmniej jedna ze stron musiała w związku z tą czynnością odprowadzić podatek od towarów i usług lub była z niego zwolniona. Od 1 maja 2005 r. do 30 listopada 2008 r. funkcjonowało w obrocie prawnym Rozporządzenie Ministra Finansów z dnia 27 kwietnia 2004 r. w sprawie wykonania niektórych przepisów ustawy o podatku od towarów i usług (Dz.U. nr 97, poz. 970 ze zm.), które zwalniało od VAT wkłady niepieniężne (aporty) wnoszone do spółek prawa handlowego i cywilnego.

Konkludując, sąd stwierdził, że skoro po 1 stycznia 2006 r. wniesienie aportem zorganizowanej części przedsiębiorstwa do spółki komandytowej podlegało w Polsce zwolnieniu z VAT, a tym samym z PCC, to Polska nie mogła wprowadzić tego obciążenia ponownie. Stanowiłoby to bowiem naruszenie zasady stand still, zabraniającej wprowadzania przez państwo członkowskie obciążeń podatkowych pogarszających sytuację podatnika.

Zderzenie sprzeczności

Sprawa nie jest jednak zamknięta. Do konfliktów i rozbieżności interpretacyjnych dochodzi na tle jednego, polskiego systemu prawnego, a co dopiero, gdy w grę wchodzą dwa. Zasadniczo przepisy prawa unijnego mają rangę równą krajowym ustawom. Dopiero w momencie kolizji zyskują pierwszeństwo stosowania.

Organy podatkowe podważają „kapitałową” cechę spółki komandytowej nadawaną przez przepisy UE. Zarzucają przede wszystkim, że nie została ona wymieniona w art. 3 ust. 1 lit. a dyrektywy 69/335/EWG ani w załączniku I do art. 2 ust. 1 lit. a dyrektywy 2008/7/WE (interpretacja indywidualna z 23 listopada 2012 r., ILPB2/436-234/12-3/MK). Nie spełnia również pozostałych przesłanek uznania za spółkę kapitałową, jak choćby tej, że wspólnik takiej spółki jest odpowiedzialny za jej długi tylko do wysokości swoich udziałów – zgodnie wszak z art. 102 k.s.h. za zobowiązania spółki komandytowej komplementariusz odpowiada wobec wierzycieli bez ograniczeń.

Wątpliwość budzi również złamanie zasady stand still. Zgodnie z art. 6 pkt 1 ustawy o podatku od towarów i usług (Dz.U. 2004 nr 54, poz. 535 ze zm.) przepisy o VAT nie mają zastosowania wobec transakcji zbycia przedsiębiorstwa lub zorganizowanej części przedsiębiorstwa. Dlatego też wniesienie aportem zorganizowanej części przedsiębiorstwa do spółki komandytowej mogło zostać obciążone podatkiem od czynności cywilnoprawnych. Te wątpliwości potwierdził w omawianej sprawie NSA, uchylając w całości zaskarżony przez organ podatkowy wyrok i przekazując sprawę do ponownego rozpoznania wojewódzkiemu sądowi administracyjnemu (wyrok z 10 kwietnia 2018 r., sygn. akt II FSK 885/16).

Przed przystąpieniem do sporządzania umowy spółki czy dokonywania jakichkolwiek zmian, warto zatem zasięgnąć opinii doradcy podatkowego lub kancelarii prawnej specjalizującej się w prawie spółek, zwłaszcza pod kątem ewentualnych obowiązków podatkowych. Właściwe rozpoznanie sytuacji prawnej może przynieść korzyści w postaci zaoszczędzonych nie tylko pieniędzy, ale i czasu, jaki zabierze spór z fiskusem w postępowaniu podatkowym i sądowoadministracyjnym. Jeśli dla wspólnika wnoszącego wkład nie jest najważniejsza wysokość udziału, jaki będzie z tego tytułu posiadał, to kwestię nadmiernego opodatkowania może rozstrzygnąć już podczas jego wnoszenia – w umowie spółki. Dla potrzeb podatku PCC, obciążającego umowy spółki stawką 0,5%, podstawą opodatkowania jest bowiem wartość wnoszonego wkładu, a przepisy nie narzucają sposobu określenia jego wartości.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Polska gospodarka rośnie jak na drożdżach

Wzrost PKB w Polsce wynosi 5%. Inflacja wciąż w celu NBP. Po gwałtownych ruchach przyszło uspokojenie z delikatną korektą. Złoto oraz inne metale osiągają swoje długookresowe minima.

Dobre dane z Polski

Wzrost gospodarczy o 5% w skali roku to coś czego od niemal dekady nie oglądaliśmy. To co ważne tak wysoki wynik, nie jest spowodowany tylko jednym sektorowym wzrostem. Nie zmienia to faktu, że na szczególną uwagę zasługuje branża budowlana, która zanotowała wzrost wartości dodanej na poziomie 20%. Jak zachowuje się inflacja przy takim wzroście? Wciąż znajduje się celu ustanowionym przez NBP. Poziom 2% i brak tendencji wzrostowej powodują, że brak jest nacisku na zmianę polityki monetarnej przez RPP. Taka tendencja powodowałaby umocnienie złotego. Wiele państw naszego regionu powoli zaczyna się zmagać z problemem rosnących cen. Jednym z powodów, dla których w Polsce on jeszcze nie wystąpił jest bardziej zachowawcza polityka monetarna. Droższy kredyt zachęca bardziej do oszczędzania niż zadłużania się.

Stabilizacja na rynku

Inwestorzy spokojniej patrzą na swoje pozycje inwestycyjne. W efekcie wielu z nich skusiło się na powrót na rynki, które właśnie przeceniono. Dlatego właśnie lira od rana zyskała na wartości około 5%. Zyskuje również polski złoty. Jest to wynik nie tylko dobrych danych z kraju, ale również powrotu inwestorów do naszej części świata. Warto zwrócić uwagę, że po tak dużych spadkach korekta nie jest niczym nadzwyczajnym i wcale nie musi oznaczać, że będziemy od razu wracać na poziomy sprzed kilku tygodni.

Złoto szuka minimów

Pomimo wzrostu ryzyk na rynkach, inwestorzy nie zwracają się w stronę żółtego metalu. Jego dolarowa cena jest najniższa od ponad roku. Warto w tym miejscu przypomnieć, że przynajmniej ostatnie spadki na złocie równoważone są umacnianiem się dolara. W rezultacie cena wyrażona np. w euro wcale nie spadła tak mocno. W odwrocie ostatnio jest nie tylko złoto. Inne metale też notują wielomiesięczne minima. Najgorzej wygląda i tak platyna. Kontrakt na ten surowiec jest najtańszy od dekady.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 11:00 – Niemcy – indeks instytutu ZEW,
  • 14:30 – USA – ceny importu i eksportu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Awersja do ryzyka wywołana wyprzedażą w Turcji ciąży aktywom bardziej ryzykownym

Wzrost awersji do ryzyka przyczynia się do rozszerzenia spreadów polskich obligacji nad bazowymi. Dane o rachunku bieżącym minimalnie umacniają złotego.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Poniedziałek 13 sierpnia 2018 roku przyniósł stabilne notowania euro wobec dolara (ok. 1,14) oraz umocnienie złotego wobec euro (z ok. 4,30 do ok. 4,29).

Głównym wydarzeniem dnia na rynku krajowym była publikacja polskiego rachunku bieżącego za czerwiec. Dane okazały się co prawda gorsze od mediany oczekiwań rynkowych (-240mln EUR vs. oczekiwane – 217 mln) jednakże dane za czerwiec zostały zrewidowanie wyraźnie na plus (z 42 mln do 169 mln EUR) dzięki czemu złoty umocnił się wobec euro o jeden grosz względem poziomu otwarcia. Naszym zdaniem są jednak małe szanse, aby pozytywny efekt danych lokalnych w odniesieniu do kursu złotego utrzymał się na dłużej ze względu na negatywny wpływ czynników globalnych, wśród których w centrum uwagi pozostaje sytuacja na rynku tureckiej liry. W związku z jej silną deprecjacją, prezydent Erdogan wykluczył zwrócenie się o pomoc do MFW czy też podniesienie stóp procentowych, co utrudnia ewentualne umocnienie jej kursu. Turecki Bank Centralny zapowiedział co prawda działania ukierunkowane na dostarczanie płynności tureckim bankom oraz obniżył próg wymaganych rezerw przy zakupie tureckiej waluty jednak niewiele to pomogło. Turecka lira w dalszym ciągu pozostaje blisko rekordowych poziomów słabości (aktualny kursu to ok. 7 lir za 1 dolara), co negatywnie oddziałuje również na wartość złotego.

Na początku tego tygodnia kontynuowane były rozpoczęte w piątek wzrosty rentowności polskich obligacji. Przesunięcie się w górę krzywej, które dla papierów ze środka oraz dłuższego końca wynosi około 5pb co jest wywołane przede wszystkim wzrostem awersji do ryzyka (w wyniku wyprzedaż tureckiej liry). Inwestorzy w poszukiwaniu bezpiecznych aktywów zwracali swoją uwagę w stronę Bundów. W związku z tym zauważalnie odbił spread polskich papierów 10-letnich nad niemieckimi, który obecnie znajduje się powyżej 280pb i nie powinien w najbliższym czasie powrócić do tegorocznego minimum w okolicach 245pb.

Odwrót od aktywów ryzykownych przyczyniał się również do kolejnej wyprzedaży włoskich obligacji. Negatywnie na wyceny papierów z południa Europy działała dyskusja nad możliwym kształtem przyszłorocznego budżetu we Włoszech (możliwe poluzowanie dyscypliny fiskalnej), a także obawy EBC o wpływ wyprzedaży TRY na niektóre banki europejskie. Spread rentowności włoskich obligacji nad niemieckimi w sektorze 10-letnim powrócił w okolice tegorocznego szczytu w pobliżu 280pb, który został osiągnięty w maju w momencie tworzenia koalicji M5S z Ligą.

We wtorek uwaga rynku ponownie będzie skupiona na sytuacji na rynkach wschodzących, jednak tym razem do głosu mogą również dojść publikacje danych makroekonomicznych. GUS poda wstępny szacunek polskiego PKB za drugi kwartał oraz finalny odczyt inflacji za lipiec.

Wykres dnia: Słabszy złoty sprzyja poprawie salda rachunku bieżącego do PKB.

Słabszy złoty sprzyja poprawie salda rachunku bieżącego do PKB
Źródło: Thomson Reuters

Autorzy: Jarosław Kosaty, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Bank centralny Turcji przeznaczy 10,5 mld USD na pomoc bankom

Bank centralny Turcji zapowiedział, że przeznaczy równowartość 10,5 mld USD, aby zagwarantować wypłacalność banków. Skorygowano poziom wymaganych rezerw dewizowych dla banków oraz wprowadzono preferencyjne warunki zawierania przez nie transakcji repo. Władze tureckie (MSW) ogłosiły gotowość do podjęcia kroków prawnych wobec osób, które w mediach społecznościowych rozpowszechniają niekorzystne informacje co do tureckiej gospodarki. Chociaż kurs liry ustabilizował się wczoraj, uważamy że ww. działania nie zostaną uznane przez rynki za skuteczne. W naszej ocenie do ustabilizowania sytuacji konieczna byłaby większa (przynajmniej 5pp.) podwyżka stóp procentowych, podjęcie współpracy z MFW lub zapowiedzi reform mających na celu przywrócenie niezależności banku centralnego i organów nadzorujących rynek finansowy.

Isabel Ye / Jakub Makurat (Ebury): Coraz więcej chińskich firm chce inwestować w Polsce

Relacje handlowe polsko-chińskie są coraz lepsze. Nie tylko Chińczycy decydują się na inwestycje w Polsce, ale i polskie firmy chętnie szukają możliwości współpracy.

Coraz więcej chińskich firm decyduje się na przyjazd do Polski i inwestycje w naszym kraju. Wpływ na to ma wiele czynników. Przede wszystkim Polska ma świetne położenie geograficzne. Ta lokalizacja jest wykorzystywana jako baza, z której łatwo dotrzeć do innych państw Europy Środkowo-Wschodniej. Ponadto w Polsce są niskie koszty utrzymania w porównaniu do innych części Unii Europejskiej. Dodatkowo Polacy są bardzo wysoko wykwalifikowanymi pracownikami. Te wszystkie czynniki sprawiają, że Polska jest coraz bardziej atrakcyjna i przyciąga większe ilości chińskich inwestycji i firm.

Relacje polsko-chińskie mają już kilkudziesięcioletnią tradycję. Chiny są przede wszystkim ogromnym dostawcą dóbr powszechnego użytku. Dlatego to import ma duże znaczenie w chińskiej gospodarce. Jest duża różnica pomiędzy polskim importem z Chin a polskim eksportem z Chin. Mamy przyrosty na poziomie kilkunastu procent w imporcie, za to eksport urósł w ciągu ostatnich kilku lat o 50%.

Dużym wpływem na relacje polsko-chińskie ma inicjatywa „16+1”, czyli współpraca między 16 państwami z byłego bloku komunistycznego będącymi teraz w Unii Europejskiej a Chinami.

Isabel Ye, Corporate Development Menager Ebury, Jakub Makurat, Dyrektor Generalny Ebury na Polskę.

Państwo zabiera zlecenia na ochronę obiektów sektora publicznego. Polski Holding Ochrony interweniuje w Kancelarii Premiera

Warszawa, 14 sierpnia 2018. Polski Holding Ochrony, który w maju wyraził zaniepokojenie związane z pozbawianiem prywatnych firm możliwości realizacji usług ochrony zlecanych przez państwowych zleceniodawców i zadał w tej sprawie pytania premierowi Morawieckiemu, wyraża zdziwienie wyjaśnieniami otrzymanymi od jego Kancelarii – według których m.in. premier de facto „umywa ręce” od wyboru odpowiedniej formy usługi przez publicznych zleceniodawców. Holding ponownie wskazuje też, że usługa ochrony realizowana przez publiczne podmioty (spółki czy służby państwowe) jest ponad dwukrotnie droższa niż realizowana dotąd przez firmy prywatne, co stanowi większe obciążenie dla budżetu państwa.

Polski Holding Ochrony, w skierowanym w odpowiedzi na otrzymane wyjaśnienia z Kancelarii Premiera piśmie, przedstawia swoje wątpliwości, podtrzymując jednocześnie te, którymi podzieliła się w swojej korespondencji w maju.

Jako reprezentant branży ochrony, chcieliśmy wiedzieć „na czym stoimy” czyli: dlaczego sektor publiczny ogranicza de facto prywatnym firmom możliwość realizacji zleceń i powierza je ponad dwukrotnie droższym podmiotom państwowym – mówi Sławomir Wagner, z rady nadzorczej Polskiego Holdingu Ochrony, a jednocześnie były długoletni prezes Polskiej Izby Ochrony. Dodaje, jaki był cel uzyskania odpowiedzi od Kancelarii Premiera: – Dzięki klarownej informacji, wiele firm, które – w mniejszej lub większej części – wiąże swą strategię ze zleceniami dla sektora publicznego, mogłoby określić, jak wyglądać powinna teraz ich działalność. Czy od teraz mają raczej koncentrować się np. w większym stopniu na usługach dla sektora prywatnego?

Niepokój Holdingu budzi w szczególności wyjaśnienie, że „Prezes Rady Ministrów, działający jako walne zgromadzenie (mający przy tym większościowy pakiet akcji), nie może wydawać zarządowi wiążących poleceń dotyczących spraw spółki”. Zdaniem Polskiego Holdingu Ochrony jedną z ważniejszych funkcji osób będących członkami organów  nadzorczych w spółkach skarbu państwa – wskazanych przez niego i pozytywnie zaopiniowanych przez Radę do spraw spółek z udziałem Skarbu Państwa – to zwracanie uwagi zarządom tych spółek w przypadkach podejmowania między innymi błędnych decyzji wpływających na wzrost kosztów działalności przedsiębiorstw.

Dlatego też nie możemy się zgodzić z – znajdującym się w otrzymanym od KPRM wyjaśnieniu – stwierdzeniem, że „Prezes Rady Ministrów, działający jako walne zgromadzenie (mający przy tym większościowy pakiet akcji), nie może wydawać zarządowi wiążących poleceń dotyczących spraw spółki” – czytamy w skierowanym przez PHO w odpowiedzi na wyjaśnienie KPRM piśmie. Jego autorzy uważają, że tak jak w pozostałych spółkach działających w oparciu o kodeks spółek handlowych, gdzie nadrzędnym celem jest działanie zgodnie z zasadami rachunku ekonomicznego, tak też powinno odbywać się to w spółkach Skarbu Państwa będących w nadzorze rządu RP, tym bardziej, że wydatkowane są tam pieniądze z podatkowych obciążeń wszystkich obywateli RP.

Według naszej oceny należało by doprowadzić do rzetelnej analizy, pod kątem ekonomicznym, podejmowanych przez zarządy tych spółek decyzji o powoływaniu własnych spółek do ochrony i czy w takim przypadku nie marnotrawione są publiczne środki – dodają autorzy pisma Polskiego Holdingu Ochrony. Podkreślają jednocześnie, że koszty funkcjonowania takich państwowych podmiotów przeznaczonych do świadczenia usług ochrony są droższe niż firm prywatnych.

W dalszym ciągu podtrzymujemy swoje stanowisko zawarte w naszym piśnie z dnia 11 maja br., że tak konfigurowana ochrona obiektów spółek Skarbu Państwa będących w nadzorze Rządu RP (powoływanie własnych spółek do zapewnienia bezpieczeństwa z pełnym zapleczem administracyjnym) generuje ponad dwukrotnie wyższe koszty  – czytamy w piśmie. Polski Holding Ochrony zwraca tu uwagę na konkretną wysokość stawek.

W przypadku firm prywatnych (komercyjnych), które do niedawna głównie świadczyły usługi ochrony dla podmiotów publicznych, osiągały one poziom około 20 zł za jedną roboczogodzinę, natomiast, według posiadanej przez nas wiedzy, koszt jednej roboczo godziny ochrony realizowanej przez własne spółki powoływane do tego celu wynosi ponad 45 zł. Analogiczna wysokość dotyczy też usługi realizowanej przez firmy państwowe mające w swojej ofercie ochronę bądź służby państwowe, którym zadania ochronne i recepcyjne zostają teraz powierzone – mówi Sławomir Wagner, dodając jednocześnie, że pomimo tak dużych różnic kosztów (odpowiednio 20 i 45 zł. za roboczogodzinę), pracownicy ochrony de facto nie zarabiają więcej w firmach państwowych.

Polski Holding Ochrony, w  korespondencji do Kancelarii Premiera podkreśla też, że taki stan rzeczy wprost przekłada się na większe obciążenie dla budżetu Państwa, a zatem – dla wszystkich podatników, którzy go zasilają swoimi pieniędzmi. Sławomir Wagner dodaje jednocześnie, że pomimo tak dużych różnic w wysokości stawek (wspomniane wyżej 20 zł za roboczo godzinę w przypadku firm prywatnych, a 45 zł – w przypadku firm tworzonych przez sektor publiczny), zatrudnione w obu rodzajach firm osoby de facto zarabiają tyle samo.

Autorzy pisma przypominają też o sytuacji, jaka dominuje dziś na rynku kontraktów publicznych w ochronie:

Do niedawna jeszcze mieliśmy do czynienia z sytuacją, gdzie kontraktowano tego rodzaju usługi od komercyjnych firm ochrony, przy czym jedynym kryterium była najniższa cena, bo tak były kalkulowane budżety zamawiających – czytamy w piśmie, którego autorzy zgadzają się ze spostrzeżeniem premiera, że „ochrona obiektów ważnych dla bezpieczeństwa publicznego i innych ważnych interesów państwa nie może opierać się wyłącznie na kalkulacji cenowej…”. Dziwią się jednak tak radykalną zmianą w tym zakresie, gdyż wcześniej w kalkulacjach cenowych nie uwzględniano czynnika, jakim jest ochrona obiektów ważnych dla bezpieczeństwa publicznego i państwa, który (znacznie) podnosiłby koszt takiej ochrony.

W 2018 r. będzie ciężko o nadwyżkę w handlu zagranicznym

Najnowsze wyniki GUS dla obrotów towarowych handlu zagranicznego pokazały, że w pierwszej połowie 2018 r. wartość polskiego eksport wyniosła 107,6 mld euro i była wyższa o 5,7% w porównaniu z wynikiem zanotowanym rok temu. Import z obrotami rzędu 108,8 mld euro urósł mocniej, bo o 7,9% r/r. Utrzymało się tym samym ujemne saldo wymiany handlowej (-1,2 mld euro). Dalszy szybszy wzrost importu może oznaczać, że po 3 latach dodatniego bilansu, rok 2018 Polska może zakończyć na lekkim minusie, zapowiadają analitycy międzynarodowej instytucji płatniczej AKCENTA.

Radosław Jarema
Radosław Jarema

O tym, że w 2018 r. import może dogonić eksport i przeważyć szalę salda wymiany zagranicznej Polski mówiło się już pod koniec zeszłego roku. W I kwartale br. różnica między tempem wzrostu wartości eksportu (3,9% r/r) i importu (6,9% r/r) była spora, bo prawie dwukrotna. – Na wyniki polskiego handlu zagranicznego w pierwszych miesiącach 2018 r. duży wpływ miał mocny złoty. Przy silniejszej walucie krajowej eksportujące firmy, które zapłatę za swoje towary otrzymywały w walucie zagranicznej, tracą przy przewalutowaniu część swojej marży. Nawet jeśli dobrze sobie radzą, końcowy wynik jest obniżany przez różnicę kursową – wyjaśnia Radosław Jarema, dyrektor polskiego oddziału instytucji płatniczej AKCENTA, która zajmuje się obsługą transakcji walutowych firm z sektora MŚP.

Wahania kursów to odwieczny problem wszystkich przedsiębiorców prowadzących wymianę handlową. – Jeśli handlująca z zagranicą firma nie zabezpieczy odpowiednio swojego kontraktu przeznaczonymi do tego narzędziami, np. transakcją forward, to zdaje się na „walutową huśtawkę”. Jej marża będzie zależna od zmian na rynku walutowym i nastrojów na świecie. Niestety, z wysokim poziomem zmienności i ryzyka na rynkach przyjedzie nam się mierzyć prawdopodobnie przez dłuższy czas, szczególnie w związku z nieprzewidywalną prezydenturą Donalda Trumpa – dodaje ekspert AKCENTY. W I półroczu br. różnica między tempem eksportu i importu zmniejszyła się do 2,2%. Jednocześnie w stosunku do złotówki umacniały się także euro i dolar – główne waluty, w których zawierane są zagraniczne kontrakty firm z Polski.

W 2018 r. bilans handlowy pod kreską?

Dane GUS za pierwsze sześć miesięcy br. wykazały, że Polska notuje ujemny wynik salda wymiany handlowej. Rok wcześniej wartość polskiego bilansu obrotów towarowych handlu zagranicznego w I półroczu wynosiła prawie 1 mld euro. Cały rok 2017 także zamknęliśmy dodatnim bilansem (0,5 mld euro). Dla porównania, w roku 2016 nadwyżka wynosiła już 3,9 mld euro. – Polski handel zagraniczny 3 lata z rzędu notował dodatni bilans wymiany. Obecnie jednak, przy szybszym tempie wzrostu wartości importu niż eksportu możemy spodziewać się ujemnego wyniku salda na koniec roku – zauważa Radosław Jarema. Ekspert AKCENTY wskazuje jednocześnie, że ujemny bilans wcale nie musi być w naszym przypadku złą informacją. – Polska nadal utrzymuje wysokie tempo wzrostu eksportu, a to że import rośnie szybciej może pokazywać m.in., że polskie firmy się rozwijają, więcej produkują i potrzebują materiałów, komponentów. Wysoki import świadczy także o rosnącej konsumpcji w kraju. Dzięki coraz wyższym płacom i niskiemu bezrobociu rośnie siła nabywcza polskiego społeczeństwa. Dodatkowo, wyższa wartość importu jest także pochodną ostatnich podwyżek cen ropy, której jesteśmy importerem netto – tłumaczy przedstawiciel AKCENTY.

Kierunek unijny dominuje, ale…

W strukturze odbiorców polskiego eksportu towarów niezmiennie dominuje kierunek unijny, który z roku na rok zwiększa swój udział w polskim wywozie. W I połowie br. sięga już 80,3%, w analogicznym okresie rok wcześniej wynosił 80%. Dominacja UE wśród naszych rynków zbytu jest bezsprzeczna, ale eksperci AKCENTY zwracają też uwagę na dużą aktywność eksporterów na kierunkach pozaunijnych, jak USA i Rosja. – W 2017 r. obserwowaliśmy imponujący wzrost wartości sprzedaży na rynek amerykański. Jak bardzo imponujący? Wystarczy powiedzieć, że na koniec tego okresu, wg danych GUS, wartość polskiego eksportu do USA była wyższa niż rok wcześniej aż o ponad 1/4, czyli blisko 1,2 mld euro – wskazuje Radosław Jarema. Stany Zjednoczone zdążyły już awansować do pierwszej dziesiątki najważniejszych rynków zbytu dla polskiego eksportu i w I półroczu 2018 r. utrzymują 9. pozycję, z 8,6% wzrostem sprzedaży r/r. – Duże ożywienie w 2017 r. widać było także na rynku rosyjskim, obroty naszych eksporterów wzrosły na nim o 18,4% r/r. W roku obecnym, są one wyższe o 9,6% r/r, ale biorąc pod uwagę bardzo wysoki przyrost z poprzedniego roku i tym samym wysoką bazę, to nadal bardzo dobry wynik – dodaje ekspert AKCENTY.

ID Logistics podsumowuje II kwartał 2018 r.

Magazyn ID Logistics

ID Logistics, jeden z europejskich liderów w logistyce kontraktowej, podsumował działalność w 2. kwartale 2018 roku. W tym okresie przychody firmy wzrosły o 8,3 proc.* do poziomu 353 mln EUR. Grupa ID Logistics podpisała nowe kontrakty i uruchomiła kolejne centra dystrybucyjne, tym samym umacniając swoją pozycję na rynku logistyki kontraktowej. W 1. półroczu 2018 roku przychody osiągnęły poziom 680,4 mln EUR i wzrosły o 6,1 proc.*

Grupa ID Logistics odnotowała dobre wyniki w każdym z 17 krajów, w których prowadzi swoją działalność.  Największą dynamikę wzrostu osiągnięto we Francji, na macierzystym rynku Grupy. Dzięki pozyskaniu nowych kontraktów w 2. kwartale przychody wyniosły 175,8 mln EUR i wzrosły o 10,3 proc, podczas gdy w 1. kwartale było to 3,1 proc. Z kolei przychody z działalności na rynkach międzynarodowych (poza Francją) zwiększyły się o 6,4 proc.* do 177,5 mln EUR, mimo niekorzystnych wpływów kursów walut szczególnie odczuwanych w Argentynie i Brazylii.  Dla porównania, w 1. kwartale przychody Grupy z działalności międzynarodowej wzrosły o 4,5 proc.

ROZWÓJ BIZNESU

ID Logistics konsekwentnie bierze udział w konkurencyjnych przetargach i zwiększa udziały na rynku logistyki kontraktowej w każdym z krajów, gdzie prowadzi działalność. W 2. kwartale br. Grupa ID Logistics podpisała wiele nowych kontraktów, rozszerzyła zakres współpracy z dotychczasowymi klientami i uruchomiła kolejne centra dystrybucyjne.

We Francji Conforama powierzy ID Logistics zarządzanie nowym magazynem, który zostanie uruchomiony w Tournan en Brie w regionie paryskim. Obiekt o powierzchni 177 tys. mkw., obsługiwany przez około 400 pracowników, będzie jednym z największych tego typu magazynów w Europie. Operator będzie wspierać transformację wielokanałowej sprzedaży swojego klienta, odpowiadając za zorganizowanie wszystkich przepływów towarów w jednej lokalizacji, co z kolei umożliwi mu rozszerzenie portfolio produktów i skrócenie czasu dostawy. W Rosji ID Logistics zwiększył zakres współpracy z siecią handlową Auchan. W ciągu najbliższych tygodni operator uruchomi aż trzy krajowe magazyny o łącznej powierzchni 50 tys. mkw. Dwa z nich będą nowymi obiektami, natomiast trzeci to przejęcie już istniejącego magazynuW Holandii Grupa rozszerzyła współpracę z PPG Industries (światowy lider w produkcji farb, lakierów, materiałów chemicznych, wyrobów optycznych, szkła i włókien szklanych), przejmując obsługę centrum dystrybucyjnego PPG w Amsterdamie. Magazyn o powierzchni 16 tys. mkw. wyposażony jest w zautomatyzowany system przyjęcia, magazynowania i wydania oparty na przenośnikach i układnicach paletowych. To właśnie stąd artykuły oferowane przez jednostkę biznesową Architectural Coatings dostarczane są do sieci detalicznych i innych odbiorców w krajach Beneluksu, Niemczech, Austrii i Szwajcarii.

ID LOGISTICS W POLSCE

W 2. kwartale również w Polsce ID Logistics utrzymało dynamiczne tempo rozwoju, zgodnie z przyjętym planem.

W 2018 roku powinien nastąpić bardzo dynamiczny wzrost sprzedaży ID Logistics w Polsce, z oczekiwanym wzrostem na poziomie ponad 20 proc. Będzie to możliwe głównie dzięki 3 nowym magazynom, które uruchomiliśmy w 2017 roku (Gliwice dla Mieszko, Bydgoszcz dla Carrefour i Grodzisk Mazowiecki dla Pepsico), ale także dzięki wzrostowi wolumenów i rozszerzaniu zakresu usług we wszystkich naszych magazynach” mówi Yann Belgy, dyrektor generalny ID Logistics Polska. „W pierwszym półroczu 2018 roku skupiliśmy się przede wszystkim na pełnej stabilizacji nowych aktywności, i to jest już zakończone. Teraz pracujemy nad projektami, które mają być realizowane w drugim półroczu, w tym rozwijaniem współpracy z naszymi nowymi i obecnymi klientami, np. e-commerce dla Norauto, oraz w magazynach. W kontekście bardzo trudnego rynku pracy rozwój jest możliwy tylko dzięki ścisłej współpracy z klientem, strategii silnie ukierunkowanej na innowacyjność i dużego nacisku na zarządzanie zasobami ludzkimi”.

*przy stałych kursach wymiany walut.

Tylko 11% kandydatów do pracy jest zadowolonych z procesu rekrutacji

Dziś w rekrutacji nie ma miejsca na błędy. Jednak tylko 11 proc. kandydatów, którzy uczestniczyli w ciągu ostatniego roku w procesach rekrutacyjnych oceniło je jako prowadzone nienagannie. Najczęściej rozczarowanie specjalistów i menedżerów budzi długi czas oczekiwania na decyzję pracodawcy – z tym problemem spotkał się co drugi kandydat badany w raporcie Antal „Aktywność specjalistów i menedżerów”[i].

Nieco ponad 50% firm w Polsce ma obecnie problem ze znalezieniem odpowiednio wykwalifikowanych pracowników. Przede wszystkim dlatego, że w większości branż stale zwiększa się liczba ofert pracy przypadających na jednego kandydata. Jednocześnie aż 72 proc. specjalistów nie szuka aktywnie zatrudnienia. Bierny kandydat oczekuje zatem, że to pracodawca do niego dotrze, a on będzie mógł wybrać najbardziej atrakcyjną ofertę.

Tam gdzie deficyt i zapotrzebowanie na pracownika wzrasta, sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, ponieważ kandydaci coraz częściej rezygnują w trakcie trwania procesu rekrutacji. Jak wynika z naszych obserwacji, powodem nie jest wyłącznie propozycja lepszego stanowiska czy wyższe wynagrodzenie oferowane przez konkurencję, ale w dużym stopniu również błędy po stronie potencjalnego pracodawcy. Kandydat, który nie otrzyma informacji zwrotnej lub konkretnej oferty w określonym przez obie strony czasie, najczęściej rezygnuje z procesu lub decyduje się na inną propozycję. Kluczową rolę odgrywa przede wszystkim partnerskie podejście do kandydata, sprawne działanie w trakcie procesu rekrutacji i jasna komunikacja. To z kolei przekłada się na pozytywny wizerunek pracodawcy i zmniejsza liczbę rezygnacji potencjalnych pracowników – mówi Kamil Tomczyk, Senior Consultant w firmie rekrutacyjnej Antal. 

Błąd 1: Zbyt długi czas oczekiwania na decyzję pracodawcy

Z tym problemem spotkała się połowa badanych w raporcie Antal. Dla kandydata, który jest zaangażowany w proces rekrutacji, niezwykle ważne jest, by być w stałym kontakcie z działem HR. Komunikacja z kandydatem powinna przebiegać sprawnie i zrozumiale, tak, by nie generować na każdym etapie pytań czy zbędnie przedłużać procesu decyzji. To przekłada się na korzystny wizerunek organizacji i najbardziej efektywny sposób budowania marki pracodawcy. Z kolei niedotrzymanie terminu, nieprzekazanie informacji zwrotnej lub jej brak, spowodują, że kandydat podejmuje współpracę z innym pracodawcą, a sam proces oceni negatywnie.

Błąd 2: Brak informacji na temat planowanego przebiegu procesu rekrutacyjnego

Co trzeci kandydat, który brał udział w procesach rekrutacyjnych w ciągu ostatniego roku, nie otrzymał informacji na temat planowanego przebiegu rekrutacji – wynika z raportu Antal „Aktywność specjalistów i menedżerów”. Jak podkreśla Kamil Tomczyk, rekruter z Antal – aby uniknąć frustracji ze strony kandydata, pracodawca powinien jasno określić planowany przebieg procesu i formy poszczególnych etapów rekrutacji już na samym początku rozmów.

Jeżeli natomiast nie jest to możliwe, warto uczciwie przedstawić sytuację kandydatowi. Nawet jeśli rekrutacja nie zakończy się zatrudnieniem pracownika, to rzetelny i szczery pracodawca zostanie dobrze zapamiętany, a kandydat chętniej wróci do firmy przy okazji kolejnych procesów lub zarekomenduje go znajomym – dodaje Kamil Tomczyk.

Błąd 3: Brak dostarczenia informacji o firmie/zakresie obowiązków/dziale podczas spotkania rekrutacyjnego

Aż 28 proc. specjalistów i menedżerów przyznaje, że po zakończonej rozmowie kwalifikacyjnej posiada niewielką ilość informacji na temat danego stanowiska i zakresu obowiązków. Ponadto, duża liczba pytań do kandydata, w zamian za zdawkowy opis ze strony pracodawcy powoduje, że potencjalny pracownik może odebrać podejście firmy jako mało profesjonalne. Oczywiście, zdarza się, że specyfika danej rekrutacji nie pozwala na zdradzenie detali i precyzyjne omówienie tematu, więc warto na samym początku uprzedzić kandydata o takiej sytuacji i przekazać możliwie jak najwięcej danych na temat samej organizacji i stanowiska – tak, by miał poczucie, że wyszedł ze spotkania z wzajemną korzyścią.

[i] Pełna wersja raportu jest dostępna pod linkiem: https://antal.pl/trendy/raporty-rynku-pracy/244-aktywnosc-specjalistow-i-menedzerow-na-rynku-pracy

Badanie Antal ”Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy” przeprowadzone było metodą CAWI w terminie 14.03-7.05. 2018 roku. W badaniu wzięło udział 1125 respondentów z całej Polski, średnio mających 38 lat i 14 lat doświadczenia zawodowego.

BioMaxima S.A. poprawia wyniki i chce rosnąć dzięki programowi inwestycyjnemu

BioMaxima S.A., notowany na NewConnect polski producent podłoży mikrobiologicznych, a także szerokiej gamy odczynników i aparatury do diagnostyki in vitro, wypracowała w 2 kw. 2018 r. zysk netto na poziomie skonsolidowanym w wysokości 514 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży sięgających 8.175 tys. zł. Spółka osiągnęła znaczący wzrost wyników finansowych i to pomimo realizowanych obecnie wielu kapitałochłonnych projektów inwestycyjnych, które pozwolą na wzrost rentowności i umacnianie pozycji rynkowej.

Po dwóch kwartałach 2018 r. jednostkowy zysk netto Emitenta wyniósł 674 tys. zł, a przychody netto ze sprzedaży 15.019 tys. zł. Z kolei skonsolidowany zysk netto BioMaxima S.A. w pierwszym półroczu 2018 r. sięgnął 765 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży na poziomie 16.097 tys. zł. Osiągnięte przez Spółkę wyniki finansowe zarówno w ujęciu jednostkowym, jak i skonsolidowanym, wykazują wyraźny wzrost w ujęciu rdr. i to w najważniejszych pozycjach Rachunku Zysków i Strat. Zarząd BioMaxima S.A. jest zadowolony z zanotowanych wyników finansowych, tym bardziej, że skala prowadzonych projektów inwestycyjnych jest bardzo duża i mocno angażuje zasoby Spółki oraz generuje dodatkowe koszty.

„Wykonaliśmy sporo pracy w obszarze sprzedaży i produkcji w zeszłym i w pierwszej połowie tego roku, co teraz przynosi rezultaty. Poprawę wskaźników finansowych zawdzięczamy zwiększonemu w porównaniu do analogicznego okresu 2017 roku udziałowi wyrobów w przychodach ogółem, czyli dzięki realizowanej wyższej marży a także m.in.  innemu sposobowi rozliczania nakładów na prace badawczo-rozwojowe oraz niektórych pozycji towarów handlowych w 2017 roku w porównaniu do lat poprzednich, co ma odzwierciedlenie w wartości tegorocznej amortyzacji. Mamy również pozytywne wiadomości ze spółek rumuńskich, gdzie wbrew zwyczajnemu trendowi, udało się zrealizować znacznie wyższą sprzedaż w pierwszej połowie roku. Działamy oczywiście pod obciążeniem projektów inwestycyjnych, które znacznie angażują zasoby Spółki i pod tym względem najcięższy będzie trzeci kwartał, ale w ostatnim kwartale br. powinniśmy już zacząć odczuwać efekty nowych inwestycji.” – wyjaśnia Łukasz Urban, Prezes Zarządu Spółki BioMaxima S.A.

BioMaxima S.A. konsekwentnie zwiększa udział przychodów ze sprzedaży wyrobów w przychodach ogółem i zamierza przyśpieszyć ten trend dzięki zakończeniu budowy nowego Zakładu Produkcyjnego, który pozwoli wprowadzić nowe pozycje asortymentowe mające zastąpić aktualnie dystrybuowane produkty. Pozwoli to zwiększyć marżę uzyskiwaną ze sprzedaży wyrobów, co pozytywnie wpłynie na rentowność Spółki oraz na dalsze umacnianie jej pozycji rynkowej w najważniejszych kategoriach handlowych.

Produkowane przez Emitenta krążki antybiotykowe i gotowe podłoża na płytkach do badań lekowrażliwości (AST) oraz podłoża chromogenne otrzymały pozytywną opinię Krajowego Ośrodka Referencyjnego ds. Lekowrażliwości Drobnoustrojów (KORLD), który wydaje rekomendacje dla wszystkich laboratoriów mikrobiologicznych w Polsce. Obecnie w finalnej fazie znajduje się nowa innowacyjna technologicznie linia do produkcji krążków AST o znacznie wyższej wydajności, która zostanie zainstalowana w nowym Zakładzie Produkcyjnym. BioMaxima S.A. obserwuje bardzo wysokie międzynarodowe zainteresowanie swoją ofertą dla tej linii produktowej, a barierą rozwojową był dotychczas ograniczony potencjał wytwórczy Spółki. Zarząd BioMaxima S.A. oczekuje, że uzyskana rekomendacja KORLD wraz ze zwiększonymi mocami produkcyjnymi umożliwią wyraźny wzrost udziału w polskim rynku i dalszą ekspansję zagraniczną, zwiększając w ten sposób uzyskiwane marże.

„Pozytywna opinia KORLD to bardzo dobra wiadomość. Krążki dyfuzyjne to największy segment szybko rosnącego rynku badania lekowrażliwości, szacowanego w zeszłym roku na 2,71 miliarda USD. Jesteśmy monopolistą jeżeli chodzi o produkcję krążków w tej części Europy i jedną z niewielu na świecie firm je produkujących. Oczekujemy więc, że nowe moce produkcyjne związane z instalacją nowej linii bezpośrednio przełożą się na znaczącą poprawę rentowności wyrobów ogółem. Podobnie jak inwestycje w linie do produkcji suplementów, dip-slide, czy znaczna automatyzacja pozostałych procesów produkcyjnych w obrębie mikrobiologii tak i rozbudowa mocy w tym zakresie poprawi wskaźniki finansowe Spółki oraz wzmocni pozycję BioMaxima S.A. na rynku krajowym oraz za granicą.” – zakończył Prezes Urban.

Emitent rozpoczął już produkcję pierwszych egzemplarzy nowego analizatora biochemicznego BM200, które zostały sprzedane na rynkach zagranicznych (Rumunia, Egipt) oraz w Polsce. Budowa nowego Zakładu Produkcyjnego oraz Centrum Badawczo-Rozwojowego (CBR) weszła w fazę wykończenia. Zainstalowana została część nowych maszyn oraz urządzeń stanowiących wyposażenie linii produkcyjnych w nowym zakładzie, a także wyposażono niektóre laboratoria w CBR. Do końca września br. planowane jest zakończenie procesu migracji zakładów z Warszawy oraz z Gdańska.

Podczas czerwcowego ZWZA Akcjonariusze BioMaxima S.A. podjęli Uchwałę w sprawie warunkowego podwyższenia kapitału zakładowego związanego z Programem Opcji Menedżerskich. Poprzez przyjęcie Programu Motywacyjnego Spółka chce powiązać poziom wynagrodzeń Zarządu ze wzrostem jej wartości oraz umożliwić pozyskanie oraz utrzymanie osób zarządzających, dzięki którym Spółka będzie mogła nadal rozwijać się w wysokim tempie. Program Motywacyjny ma także pomóc spełnić kryteria kapitałowe związane ze zmianą rynku notowań na rynek regulowany GPW w Warszawie.

Do Chin ponownie trafi polski drób. KUKE chce ubezpieczać polskich producentów drobiarskich

Niedawno podpisany został bilateralny protokół o eksporcie polskiego mięsa drobiowego do Chin. To niezmiernie istotna umowa z punktu widzenia naszych producentów, która otwiera rynek o nieograniczonych możliwościach. Może być początkiem szerszej współpracy polsko-chińskiej, co umożliwi eksport innych produktów na tamtejszych rynek – jak choćby polskiej wołowiny. W 2017 r. wyeksportowano z Polski 1,4 mln ton drobiu. Eksport kierowano głównie do Unii Europejskiej, a największym pozaeuropejskim odbiorcą był Hongkong. Chiny mogą okazać się przyczółkiem do dalszego reeksportu polskich towarów na pozostałe rynki azjatyckie.

– Rynek chiński obejmuje blisko 1,5 mld konsumentów. Jest największym rynkiem restauracyjnym na świecie, wartym ponad 500 miliardów dolarów rocznie. Będzie w stanie wchłonąć bardzo dużą ilość polskiego drobiu, dla którego popyt w kraju stał się zdecydowanie za mały – powiedział serwisowi eNewsroom Janusz Władyczak, prezes KUKE SA –  KUKE jest w stanie ubezpieczać polskich producentów drobiarskich i ich dostawy do całej Azji. Warto zabezpieczać ryzyko nieotrzymania należności od tamtejszych kontrahentów. Sama cena ubezpieczenia to tylko ułamek kosztu, który potencjalnie należałoby wydać dochodząc swoich praw w sądach chińskich, czy polubownych – gdyby towar nie był ubezpieczony. Oprócz pieniędzy, rozwiązanie takiej sytuacji wymaga bardzo wiele czasu – średnio trwa to ponad 450 dni. Dodatkowo, wyrok sądu  nie zawsze jest później egzekwowalny. Biorąc pod uwagę te czynniki ubezpieczenie należności jest niezwykle istotne. To bardzo skuteczny instrument, który może zapewnić bezpieczeństwo polskiego eksportu drobiu do Chin. KUKE współpracuje obecnie z wieloma firmami, które dostarczają ten towar poza Unię Europejską. Przykładem jest CEDROB, jedno z największych polskich przedsiębiorstw, które nieustannie szuka nowych rynków zbytu dla sowich towarów. Współpraca układa się dobrze już od kilku lat, w trakcie których firma przeprowadziła znaczną ekspansję. Mamy nadzieję, że najnowsza umowa z Chinami da jeszcze większe możliwości i otworzy nowe rynki azjatyckie, gdzie będą trafiały polskie produkty – wskazał Władyczak.

Grupa AFORTI kupuje spółkę windykacyjną LifeBelt

Grupa AFORTI – holding finansowy świadczący usługi pożyczkowe, windykacyjne i faktoringowe dla mikro, małych i średnich przedsiębiorstw oraz zarządzający platformą wymiany walut online dla firm – inwestuje w rozwój usług windykacyjnych. Należąca do Grupy spółka Aforti Collections, zajmująca się zarządzaniem należnościami na rzecz firm z sektora MSP, nabyła 76,9 proc. udziałów w lubelskiej spółce LifeBelt, specjalizującej się m.in. w masowej windykacji na zlecenie banków, firm pożyczkowych, telekomów oraz innych windykatorów. Połączenie spółek – zakładające prowadzenie działalności pod wspólną marką Aforti Collections – pozwoli Grupie AFORTI przede wszystkim na sprawne przeniesienie rozwiązań stosowanych w windykacji wierzytelności masowych na obsługiwany przez Aforti Collections sektor MSP.

W ramach poszerzania wpływów Grupy AFORTI na krajowym rynku windykacyjnym, spółka Aforti Collections kupiła 300 udziałów LifeBelt o wartości nominalnej 1 tys. zł każdy. Wartość transakcji – z uwagi na tajemnicę handlową – nie została ujawniona. Fuzja prawna i operacyjna planowana jest na IV kwartał 2018 roku.

Po połączeniu spółek, to eksperci Aforti Collections odpowiadać będą za procesy sprzedażowe, jak też zapewnią obsługę projektów windykacyjnych przy wykorzystaniu potencjału centrum usług wspólnych Grupy AFORTI, gwarantującego wsparcie IT, usługi rachunkowo-kadrowe oraz obsługę prawną i marketingową. Aforti Collections opracuje także wspólną strategię handlową, która uwzględni know-how oraz doświadczenie obu podmiotów w branży windykacyjnej. Z kolei LifeBelt uzupełni struktury kadrowe Aforti Collections przez włączenie doświadczonego zespołu menadżerskiego, a także dostarczy innowacyjny, autorski system IT, który pozwoli na efektywną obsługę windykacyjną zarówno dużych firm, jak i małych oraz średnich przedsiębiorców, oferujących usługi B2B.

W perspektywie 2-3 lat Aforti Collections zakłada wzmocnienie swojego udziału w rynku windykacji, na którym według danych Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych wartość przeprowadzonych transakcji zakupu wierzytelności przekroczyła na koniec III kwartału 2017 roku 104,4 mld zł względem niemal 15 mld zł na koniec 2014 roku.

Klaudiusz Sytek, prezes zarządu Grupy AFORTI
Klaudiusz Sytek, prezes zarządu Grupy AFORTI

Według branżowych szacunków, z outsourcingu windykacyjnego korzysta w Polsce dopiero około 30 proc. firm, a więc nasycenie rynku nie jest jeszcze duże. Ponadto, coraz większe zadłużenie Polaków oraz rodzimych firm sprawia, że popularność usług windykacyjnych systematycznie rośnie. Jest to jednak nadal rynek rozwijający się, co daje mu duży potencjał wzrostu w kolejnych latach. Stąd strategia, by jeszcze mocniej wejść w ten rynek. Będzie to możliwe między innymi dzięki rozpoznawalnej marce, silnej sprzedaży i efektywnie działającemu centrum usług wspólnych Grupy AFORTI. Z kolei największą rynkową wartością LifeBelt jest know-how w zakresie masowej windykacji należności, co pozwoli nam rozszerzyć spektrum obsługiwanych portfeli windykacyjnych – podkreśla Klaudiusz Sytek, prezes zarządu AFORTI Holding.

Najważniejszym rynkowym celem jest dla nas osiągnięcie efektu synergii. Łącząc siły, obniżymy koszty prowadzenia działalności i przyspieszymy dynamikę wzrostu przychodów. Strategicznym rozwiązaniem będzie nie tylko połączenie i jednocześnie rozszerzenie portfolio naszych dotychczasowych klientów, ale przede wszsytkim wspólna obsługa portfeli wierzytelności. Mowa o nowych, jeszcze bardziej efektywnych rozwiązaniach, tak na poziomie samych usług windykacyjnych,  jak też czysto biznesowym. Dzięki połączeniu zyskujemy profesjonalny zespół sprzedażowy, dział prawny i marketingowy Grupy AFORTI, czyli zaplecze eksperckie w zakresie, w którym dotychczas LifeBelt outsourcował zadania. Tym samym, amortyzacja kosztów przy zwiększonym potencjale sprzedażowym już w pierwszym roku wspólnej działalności powinna przynieść zamierzone wzrosty na poziomie przychodów – dodaje Agnieszka Baran-Płomińska, prezes LifeBelt, która zachowa mniejszościowy pakiet udziałów w spółce.

Po połączeniu Aforti Collections z LifeBelt, centrala windykacyjnej spółki znajdować się będzie w Warszawie, a działalność operacyjna w dwóch ośrodkach, zlokalizowanych we Wrocławiu i Lublinie. Aktualnie obie spółki zatrudniają łącznie niemal 100 pracowników etatowych oraz inspektorów terenowych, przy czym Aforti Collections, zgodnie z przyjętą strategią Grupy, zamierza rozwijać się organicznie i tworzyć kolejne stanowiska pracy.

W 2017 roku LifeBelt obsłużyła portfel wierzytelności o wartości 789 mln zł, a w tym czasie nominalna wartość zleceń windykacyjnych pozyskanych przez Aforti Collections wyniosła 23,4 mln zł. Kapitał zakładowy Aforti Collections – pozyskany dzięki emisji akcji skierowanej do właścicielskiej spółki – wynosi 4 mln zł. Skonsolidowany zysk netto Grupy Aforti Holding wyniósł w 2017 roku niemal 1,22 mln zł.

Cisza po tureckiej burzy, nawałnica danych na horyzoncie

W poniedziałek, przy pustym kalendarzu makro wszystko kręciło się jeszcze wokół załamania kursu liry. We wtorek (i w kolejnych dniach tygodnia), gdy na rynki napłynie cała fala istotnych publikacji, uwaga w większym stopniu przeniesie się na fundamenty.

Dla eurodolara pojawienie się potencjalnych tarapatów w systemie bankowym Starego Kontynentu to kolejny balast, który kurs zepchnął do 200 – tygodniowej średniej ruchomej przebiegającej przy 1,1360. Ostrożnie i sceptycznie podchodzimy do scenariusza nowych silnych spadków po wybiciu majowych i czerwcowych minimów 1,1510. Kurs komfortowo czuł się w przedziale 1,1510 – 1,1850 (a tak naprawdę 1,1750) i spodziewamy się jego tymczasowego zejścia „pięterko niżej”, do nowego, konsolidacyjnego zakresu zmian. Jego granice wyznaczyć powinno 1,13 (szczyt z listopada 2016 roku) i 1,1510 (wybite ostatnio dołki z maja i czerwca tego roku). Widzimy za to przestrzeń do wzrostów kursu USD/CHF ponad parytet. USD/JPY szybko powrócił w kierunku 111,00 a złoto runęło na nowe długoterminowe minima pod 1200 USD. Pokazuje to (wraz z 0,5 proc. spadkiem indeksów na Wall Street podczas poniedziałkowej sesji), że awersja do ryzyka nie będzie się dalej rozlewać jeśli nie wybuchnie gwałtowny kryzys bankowy. Mimo to nie widzimy przed złotym przestrzeni do powrotu na ostatnie dołki i do pułapu 4,25.

W strefie euro dzisiejsza sesja to publikacje najważniejszych odczytów tego tygodnia. Są nimi wstępny szacunek PKB za II kw. oraz niemiecki ZEW, gdyż CPI (pt) jest tylko rewizją. Jednak odczyty mają zero szans na odmienienie stanowiska EBC. Bez tego trudno będzie znaleźć argument do kupna EUR. Ryzyko strat europejskiego sektora bankowego na tureckich aktywach, aspekty techniczne (przełamanie EUR/USD 1,15) i pozycjonowanie inwestorów (wyczekiwanie na wybicie z konsolacji) – wszytko wzmacnia stronę sprzedającą.

Dla funta jest mało prawdopodobne, aby dane makro wybiły się ponad obawy związane z Brexitem i generalny pesymizm inwestorów wobec waluty. Gospodarka rozwija się dobrze (potwierdziły to dane o PKB za II kw.), co skłoniło BoE do podwyżki stóp procentowych. Dobre odczyty wynagrodzeń (dziś o 10:30), CPI (w środę) i sprzedaży detalicznej (w czwartek) mogą przynieść przejściową ulgę, ale trudno będzie odwrócić falę wyprzedaży po przełamaniu istotnych poziomów technicznych na crossach z GBP.

W USA kalendarz zapełnia się w drugiej części tygodnia, ale jest bogaty pod kątem oceny aktywności w poprzednim miesiącu (sprzedaż detaliczna, produkcja przemysłowa, rozpoczęte budowy domów), jak i perspektyw na przyszłość (NY Empire State, Philly Fed, indeks Uniwersytetu Michigan). Przy wycenie wrześniowej podwyżki Fed na 90 proc. dane więcej mogą zaszkodzić USD niż pomóc. Z drugiej strony dolar wciąż pozostaje walutą pierwszego wyboru w obliczu perturbacji rynkowych (Chiny, Turcja), co powinno ustalać podstawowy trend na kolejne dni.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
Kierownik Departamentu Analiz
DM TMS Brokers S.A.

Lisiecki z PMPG Polskie Media przejmuje Inwestycje.pl

Spółka Inwestorzy.tv S.A. przejęła większościowy pakiet akcji (97,75%) notowanej na rynku NewConnect spółki Inwestycje.pl S.A. Połączenie obu podmiotów nastąpi do końca 2019 roku. 25% akcji Inwestorzy.tv S.A. należą do Grupy Kapitałowej PMPG Polskie Media – wydawcy m.in. tygodników Wprost oraz Do Rzeczy.

PMPG Polskie Media S.A. oraz prezes spółki Michał Lisiecki są strategicznymi inwestorami spółki Inwestorzy.tv od 2015 roku. Jak komentuje Michał M. Lisiecki, Prezes PMPG Polskie Media: Na naszych oczach powstaje właśnie silna internetowa grupa medialna działająca w obszarze publikacji treści gospodarczych.

Nowy podmiot skupi się na kilku głównych obszarach tematycznych : giełda, gospodarka, biznes, nieruchomości, waluty, nowe technologie. – Połączenie telewizji z serwisami internetowymi pozwoli dotrzeć z informacją do zdecydowanie szerszej grupy odbiorców niż inwestorzy giełdowi. Chcemy dostarczać kontent i informacje na najwyższym, światowym poziomie– podkreśla Artur Błasik, prezes Inwestorzy.tv.

Spółka Inwestorzy.tv uruchomiła tematyczną telewizję internetową przeznaczoną dla inwestorów giełdowych w maju 2015 roku. Autorską ramówkę tworzą wspólnie dziennikarze, analitycy, blogerzy oraz praktycy rynku finansowego. Serwisy należące do Grupy mediowej Inwestycje.pl odwiedza miesięcznie ponad 0,7 mln użytkowników generując blisko 4 mln odsłon. Flagowym serwisem Grupy są Inwestycje.pl, Waluty.com, Kantory.pl, Fundusze24.pl, Pasaz-finansowy.pl, Twojefinanse.pl, Twojbiznes.pl, Forum-prawne.pl i ForumGieldowe.pl.

8 na 10 rekrutujących menedżerów poszukuje specjalistów open source

Dariusz Świąder, prezes zarządu Linux Polska
Dariusz Świąder, prezes zarządu Linux Polska

Blisko połowa menedżerów przyznaje, że reprezentowana przez nich firma wspiera projekty bazujące na otwartych rozwiązaniach, chcąc w ten sposób pozyskać do współpracy talenty z tego obszaru. Zatrudnienie takich osób jest priorytetem dla przeszło 80 proc. przełożonych[1]. Eksperci przewidują, że zapotrzebowanie przedsiębiorstw na umiejętności z dziedziny open source w dalszych latach będzie jeszcze większe. Trendowi przyglądają się programiści i specjaliści IT, którzy chcą poszerzać swoją wiedzę na temat technologii otwarto źródłowych, szukając coraz częściej przydatnych informacji w Internecie, co nie zawsze kończy się sukcesem. Jak wynika z danych zebranych przez Linux Polska[2], w sieci brakuje m.in. opisów case studies, webinariów, czy specjalistycznych artykułów dotyczących rozwiązań open source.

Programistę do pracy przyjmę

Jak wskazują eksperci portalu Pracuj.pl, na szczycie listy najbardziej pożądanych obecnie specjalistów na rodzimym rynku pracy znajdują się programiści. Niektóre firmy szacują lukę w tym obszarze nawet na 150 tysięcy osób. Poszukiwani są również eksperci open source. Badanie 2018 Open Source Jobs Report wskazuje, jakie kompetencje muszą obecnie posiadać specjaliści w tej dziedzinie. Na pierwszym miejscu znajduje się znajomość systemu operacyjnego Linux, która jest niezbędna w pracy przy projektach wykorzystujących otwarte rozwiązania. W przypadku rekrutacji na konkretne stanowiska, 72 proc. menedżerów poszukuje programistów.

Również w Polsce zapotrzebowanie na specjalistów w tym obszarze nie zostało zaspokojone. Według różnych szacunków, tylko w naszym kraju brakuje od 50 do 150 tys. twórców oprogramowania. W związku z tym, że obecnie technologia open source jest jednym z kluczowych kierunków rozwoju informatyki i motorem napędowym innowacji w wielu gałęziach gospodarki, firmy poszukują również specjalistów IT, których kluczową kompetencją jest tworzenie oraz rozwijanie oprogramowania w oparciu o otwarte rozwiązania – zaznacza Dariusz Świąder, prezes zarządu Linux Polska.

Jak dodaje Dariusz Świąder, aby sprostać tej luce kadrowo-kompetencyjnej, z jednej strony istotne jest wdrożenie działań zachęcających do podejmowania kierunków studiów o profilach informatycznych. Z drugiej, wykształceni specjaliści IT powinni dbać o stały rozwój swoich kompetencji i zdobywanie nowych umiejętności. Świat technologii ciągle się zmienia, co widać, chociażby na przykładzie rozwiązań otwarto źródłowych, dlatego wydaje się, że jedynie ciągłe doszkalanie się, pozwala za nim nadążyć. Osoby najbardziej pożądane na rynku pracy, czyli programiści, inżynierowie inni eksperci z branży technologicznej doskonale rozumieją tę potrzebę.

Czego potrzebują twórcy oprogramowania open source

Wyniki badania Polski Rynek Open Source 2018 pokazują, że zdobywanie nowej wiedzy i szlifowanie kluczowych kompetencji wymaganych w branży, jest ważne dla specjalistów IT. Dla przykładu, łączne 60 proc. ankietowanych zgłosiła chęć uczestniczenia
w warsztatach z zakresu takich rozwiązań, jak: EDB/PostgreSQL, Red Hat RHEL, Red Hat OpenSfhift, Splunk czy Puppet
, organizowanych przez ekspertów z Linux Polska. Z kolei dane pochodzące z raportu 2018 Open Source Jobs Report wskazują, że blisko dla połowy twórców oprogramowania największym wyzwaniem w codziennej pracy, jest brak możliwości szkolenia swoich umiejętności.

Rozwiązaniem tego problemu byłoby zapewnienie programistom możliwości uczestniczenia w konferencjach i wydarzeniach branżowych – uważa w ten sposób aż 7 na 10 ankietowanych, wprowadzenie dodatkowego wynagrodzenia za udział w projektach open source, a także podnoszenie swoich kompetencji w trakcie profesjonalnych szkoleń (w obu przypadkach 60 proc. respondentów)[3]. Zresztą, ta ostatnia kwestia jest ważna nie tylko dla software deweloperów z obszaru open source, ale również dla programistów pracujących na co dzień z rozwiązaniami zamkniętymi. Według badania przeprowadzonego przez GodinGame, blisko 70 proc. programistów uważa, że w podejmowaniu decyzji o rozpoczęciu pracy w danym miejscu, możliwość nauczenia się nowych rzeczy jest ważniejsza niż wysokość wynagrodzenia[4].

Webinaria, czyli szkolenia all-inclusive

Konferencje, szkolenia, warsztaty, czyli bezpośredni kontakt ze specjalistami IT, którzy nie tylko dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem z uczestnikami, a także na bieżąco mogą odpowiadać na nurtujące ich pytania, są jednym z najefektywniejszych sposobów na zdobywanie nowych czy rozwijanie posiadanych umiejętności. Jednak nie można nie zauważać, że niemal standardem także wśród programistów, czy ogólnie specjalistów IT, jest szukanie cennych wskazówek w sieci – mówi Dariusz Świąder, Linux Polska.

Nie dziwi więc, że Internet jest ważnym źródłem wiedzy, ale czy specjaliści open source zawsze znajdują w sieci to, czego potrzebują? Okazuje się, że nie. Prawie 1/3 respondentów biorących udział w badaniu Polski Rynek Open Source 2018 zapytanych o to, jakich treści dotyczących rozwiązań otwartych brakuje w Internecie, odpowiedziało, że są nimi case studies. Chodzi np. o opisy poszczególnych rozwiązań czy przykłady wdrożeń narzędzi z obszaru open source.) Na drugim miejscu znalazły się webinaria (ponad 27 proc.), na których doświadczeni eksperci omawialiby techniczne aspekty poszczególnych produktów czy stosowanych metod. Ankietowani przyznali również, że chętnie sięgaliby po specjalistyczne artykuły przedstawiające te kwestie oraz wskazujące na zalety korzystania z technologii open source (odpowiednio blisko 23 i 19 proc.).

Osoby biorące udział w badaniu Linux Polska zostały również poproszone o wymienienie obszarów  związanych z rozwiązaniami otwartymi lub innymi nowoczesnymi technologiami, w których chciałyby pogłębić swoją wiedzę, ale spotykają się z brakiem odpowiednich treści w Internecie. W odpowiedziach pojawiły się takie zagadnienia, jak np.: big data i bazy danych, automatyzacja oraz bezpieczeństwo, środowiska chmurowe, kontenery czy metodologia DevOps.

Atrakcyjnym rozwiązaniem, z którego mogą skorzystać software deweloperzy i specjaliści IT chcący rozwijać swoje umiejętności, są webinaria. To internetowe kursy łączące wygodę zdobywania wiedzy przez Internet oraz uczestniczenia w „tradycyjnych”, profesjonalnych szkoleniach, których program został przygotowany na potrzeby konkretnej grupy uczestników. Webinaria w postaci wykładów czy praktycznych szkoleń transmitowanych w sieci, mogą jednocześnie śledzić miliony osób na całym świecie. Mogą przybierać również formę „zamkniętych”, płatnych szkoleń. Wtedy dostęp do takiej relacji posiadają wybrane osoby.

Z naszego doświadczenia wynika, że webinaria są chętnie wybieraną formą zdobywania nowych umiejętności, w dodatku traktowaną przez branżę IT jako wiarygodne źródło informacji i praktycznych wskazówek. W Linux Polska, oprócz tradycyjnych warsztatów, organizujemy również internetowe kursy w postaci wideo. Zespół naszych specjalistów dba o to, aby scenariusz każdego warsztatu online zawsze w pełni odpowiadał potrzebom i zainteresowaniom uczestników, którzy zgłosili w nich chęć swojego udziału – komentuje Dariusz Świąder, prezes zarządu Linux Polska.

Organizatorzy webinariów niejednokrotnie udostępniają zapis wideo prowadzonych szkoleń, dzięki czemu ich uczestnicy, mogą wracać do przekazanych informacji i korzystać z cennych wskazówek w codziennej pracy, np. podczas tworzenia nowego oprogramowania.

[1] Linux Foundation and Dice, 2018 Open Source Jobs Report.

[2] Linux Polska, Polski Rynek Open Source, maj 2018.

[3] Linux Foundation and Dice, 2018 Open Source Jobs Report.

[4] CodinGame, Developers at work. Survey 2018.

Wpływ Turcji na kurs dolara

Ostatnie wydarzenia w Turcji doprowadziły do wyprzedaży walut państw rozwijających się. Polski złoty również ucierpiał, tak samo jak giełda. Jedynym wygranym jest dolar amerykański, który umocnił się na szerokim rynku. Wyprzedaży nie uniknęło również euro, które w tym przypadku jest bardzo wrażliwe na wydarzenia związane z kursem liry tureckiej.

W bieżącym miesiącu kalendarzowym lira turecka w stosunku do dolara amerykańskiego osłabiła się o 40 procent! Mowa o jednym miesiącu, ponieważ od początku roku USD/TRY wzrosło o ponad 50 procent. Co to oznacza? Wszystkie zobowiązania zagraniczne podrożały o 50 procent. Dynamiczny wzrost gospodarczy Turcji kosztował coraz wyższym zadłużeniem państwa. Rząd Turcji z chęcią pożyczał tanio oprocentowanego dolara amerykańskiego. Dzisiejsze zadłużenie Turcji sięga ponad 50 proc. PKB, dlatego kraj ten potrzebuje sporej ilości walut obcych do spłaty bądź też rolowania swojego kredytu. Z tego powodu jakiekolwiek wzmianki o wyższych stopach procentowych w Stanach Zjednoczonych doprowadzały do dużych wahań liry tureckiej.

Kolejnym ciosem była inflacja, która znalazła się w okolicy 15 proc. R/R. Przy tak dużej inflacji bank centralny powinien zdecydować się na drastyczne podwyżki stóp procentowych, jednak tego nie zrobił. Kryzys został tylko napędzony, lira dalej wyprzedawana.

Tak drastyczne osłabienie liry doprowadziło do dużych wątpliwości wypłacalności tureckich instytucji oraz samego rządu. Jest to kluczowy czynnik dla banków europejskich. Bankructwo tamtejszych instytucji może doprowadzić do efektu domina. Dlaczego? Odpowiedź niesie za sobą poniższa grafika, która przedstawia zaangażowanie poszczególnych państw (banków) na Turcję.

Bloomberg

Źródło: Bloomberg

Hiszpania posiada ponad 80 miliardową ekspozycję na Turcję. Kolejnym państwem jest Francja, następnie Włochy. Warto przy tym wspomnieć, że sam system finansowych w Hiszpanii oraz Włoszech nie jest w najlepszej kondycji.

Niewypłacalność Turcji mogłaby doprowadzić do kłopotów w hiszpańskim systemie finansowym. Idąc dalej, problem Hiszpanii przełożyłby się na problemy niemieckich oraz pozostałych banków w Europie oraz na świecie. W ten sposób cały system może zostać zarażony. Z tego powodu powstała duża awersja do ryzyka, która wepchnęła USDPLN w okolicę górnej bandy ostatniej konsolidacji.

Notowania USDPLN, interwał dzienny

Notowania USDPLN, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Dalszy wzrost awersji do ryzyka oznaczałby przerwanie górnej bandy konsolidacji 3.77-3.80. W ten sposób strona kupująca otworzyłaby sobie drogę do poziomu 4.00. Rosnąca awersja do ryzyka może zostać zaobserwowana przez kurs walutowy USDTRY. Dalsza deprecjacja liry będzie oznaczać rozprzestrzenianie się problemów oraz większe ryzyko tamtejszych instytucji.

Natomiast spadek awersji do ryzyka oznaczałby umocnienie polskiej waluty. Sam spadek awersji do ryzyka można będzie zaobserwować po wyprzedaży USDTRY lub konsolidacji.

Ze strony technicznej notowania USDPLN z dużym prawdopodobieństwem znajdą się pod presją podaży. Po pierwsze znalazły się tuż pod górną bandą konsolidacji, po drugie oscylator stochastyczny informuje o dużym wykupieniu pary walutowej.

Dział Analiz Admiral Markets

Technologia wypiera sondaże. Polscy naukowcy dzięki zaawansowanej analizie danych mogą dokładniej prognozować wyniki wyborów

Technologia wypiera sondaże. Polscy naukowcy dzięki zaawansowanej analizie danych mogą dokładniej prognozować wyniki wyborów 1

Badacze z Uniwersytetu Warszawskiego wykorzystują zaawansowaną analizę danych do prognozowania wyników wyborów, nastrojów społecznych czy trendów gospodarczych. W tym celu wyszukują i przetwarzają ogólnodostępne artykuły, wpisy na blogach i forach, a dzięki dużo większej próbie badawczej uzyskiwane przez nich wyniki są dokładniejsze nawet od oficjalnych sondaży czy prognoz. Ta metoda może również znaleźć zastosowanie w biznesie, m.in. do prognozowania rozwoju trendów technologicznych czy branż, w które warto inwestować.

– Technologie informacyjne przebojem wdarły się do medioznawstwa i analizy mediów. Trudno przecenić ich rolę w kontekście użyteczności dla nadawców, ale i dla nas. Wyniki, które otrzymujemy, mogą być zastosowane wszędzie, poczynając od aspektów politycznych. Możemy dość dokładnie diagnozować nastroje, odpowiadać na pytanie o kierunek procesów gospodarczych, możemy powiedzieć, gdzie są pieniądze albo która z dyscyplin czy specjalności technologicznych rozwija się najszybciej. Takie wyniki uzyskiwaliśmy i one zgadzają się z rzeczywistością – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr hab. inż. Wiesław Cetera, adiunkt w Katedrze Technologii Informacyjnych Mediów.

Według danych Gemius w maju tego roku było w Polsce 27,4 mln internautów. Analiza ich aktywności, wpisów na forach i blogach oraz artykułów w mediach pozwala badaczom z Uniwersytetu Warszawskiego z dużą dokładnością prognozować nastroje społeczne, wyniki wyborów prezydenckich czy parlamentarnych, a nawet kierunki zmian gospodarczych. Sporządzona przez nich prognoza dotycząca wyborów parlamentarnych w 2011 roku i prezydenckich w 2015 roku była trafniejsza od oficjalnych sondaży. Jest to możliwe dzięki znacznie większej próbie badawczej.

 Metoda, którą stosujemy, różni się od badań ankietowych dokładnością i szerszym zakresem. Badania ankietowe dotyczą wybranej grupy, populacji liczącej przykładowo tysiąc osób. My jesteśmy w stanie zbadać nawet 10 mln wpisów. Z tej wielkości próby wyłania się zdecydowanie dokładniejszy wynik i to ma kapitalne znaczenie, rezygnujemy z badania sondażowego na rzecz prawie pełnego przeglądu – podkreśla dr hab. inż. Wiesław Cetera.

Badacze z Centrum Rafinacji Informacji na UW wykorzystują własny program, który wyszukuje w ogólnodostępnych źródłach konkretne słowa i frazy. Następnie analizuje czy padają w pozytywnym czy negatywnym kontekście. Wyniki takich badań mogą znaleźć zastosowanie również w biznesie, np. w celu prognozowania rozwoju trendów technologicznych czy branż, w które warto inwestować.

 Możemy powiedzieć na przykład, co najlepiej sprzyja wizerunkowi danej marki. O Polsce najlepiej w ostatnim czasie mówiono, kiedy Polacy ściągali Francuzkę z K2. Wtedy pozytywnych opinii było najwięcej. Możemy też zbadać, kiedy było ich najmniej. Krzywa nastrojów jest bardzo pulsująca i my możemy określić, z jakiego powodu. Gdyby odbiorcy częściej korzystali z takich danych, z pewnością wiele decyzji – również na poziomie firm i organizacji – byłoby innych – mówi dr hab. inż. Wiesław Cetera.

Zaawansowana analiza wykorzystywana przez naukowców z Uniwersytetu Warszawskiego może również posłużyć do identyfikacji zagrożeń terrorystycznych.

– Od tego zresztą zaczęła się analiza big data. Trzeba jednak mieć dostęp do innych danych, bo identyfikacja trendów gospodarczych może być łatwo wykonana za pomocą ogólnodostępnych danych – mówi dr hab. inż. Wiesław Cetera.

Polska drugim po Rosji zarobkowym krajem najchętniej wybieranym przez Ukraińców. Średnio spędzają u nas 3–4 miesiące

Polska drugim po Rosji zarobkowym krajem najchętniej wybieranym przez Ukraińców. Średnio spędzają u nas 3–4 miesiące 2

Obywatele Ukrainy pracują w Polsce średnio trzy, cztery miesiące, ale jest to bardzo intensywny czas. Jak wynika z badań Grupy Progres, w ubiegłym roku liczba godzin roboczych pracownika tymczasowego z Ukrainy wynosiła w tym okresie 533, czyli o 177 więcej niż w przypadku pracowników z Polski. Najbardziej aktywni zawodowo są Ukraińcy w wieku 31–40 lat. Polska jest drugim – po Rosji – krajem, w którym chcą pracować nasi wschodni sąsiedzi.

– Ukraińcy w Polsce pracują przeciętnie od trzech do czterech miesięcy. Wynika to z obowiązujących przepisów prawnych, z dokumentów, najczęściej przyjeżdżają do nas w oparciu o paszport biometryczny, który pozwala im pracować przez 90 dni, czyli wychodzi trzy miesiące – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Kołodziejczyk, dyrektor ds. rozwoju projektów międzynarodowych w Grupie Progres. – Drugą grupą Ukraińców, którzy przyjeżdżają do Polski, są osoby pracujące w oparciu o wizy. W tym przypadku długość zatrudnienia wynosi maksymalnie sześć miesięcy w ciągu roku. Tak więc średnio wychodzi między trzy a cztery miesiące.

Najwięcej pracują osoby z grupy wiekowej 31–40 lat, drugie miejsce zajmuje grupa 51–60-latków, a trzecie należy do 41–50-latków. Najmniej aktywni są młodzi, poniżej 21 roku życia. Z danych Grupy Progres wynika, że ok. 70 proc. obywateli Ukrainy pracuje w Polsce na umowę-zlecenie, a 30 proc. ma umowę o pracę.

Pracują też więcej niż Polacy: pracownicy tymczasowi z Ukrainy średnio przepracowali w ciągu trzech, czterech miesięcy aktywności zawodowej 533 godzin, czyli o 177 więcej niż w przypadku zatrudnionego tymczasowo Polaka. W ubiegłym roku ponad 9 tys. obywateli Ukrainy zatrudnionych przez Grupę Progres przepracowało prawie 5 mln godzin roboczych. Zaangażowanie widać zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet, choć panowie pracują o 9 roboczogodzin więcej niż panie.

Mamy u nas wszystkie grupy wiekowe. Dominują pracownicy w wieku 30–45 lat. Jeśli chodzi o płeć, jest mniej więcej pół na pół, z lekką przewagą mężczyzn – informuje Marcin Kołodziejczyk. – Większość Ukraińców zatrudnionych w Polsce pracuje legalnie, w tej chwili około 400 tys. ukraińskich pracowników jest zarejestrowanych w ZUS i płaci składki.

Wstępne dane za 2018 rok wskazują na kontynuację trendu rosnącego pod względem zatrudnienia Ukraińców, choć wzrost ten jest obecnie mniej dynamiczny niż w ubiegłym roku. W tej grupie znajdują się również Ukraińcy, dla których kluczowym argumentem skłaniającym do deklaracji dłuższego pobytu mogą być również zarobki. Przykładowo minimalna płaca na Ukrainie wynosi 3 723 hrywien, a w Polsce – równowartość 11 078,72 hrywien, do czego dochodzą benefity pozapłacowe, hojnie oferowane przez pracodawców w naszym kraju

Cudzoziemcy pracujący w firmie Progres zarabiają średnio 2,5 tys. zł netto. Natomiast bardzo często nie wykonują pracy zgodnej ze swoim wykształceniem. 95 proc. osób jest delegowanych jest do najprostszych czynności – podkreśla Kołodziejczyk.

Podkarpackie chce przyciągać kolejnych inwestorów. Region stawia na innowacyjne i dobrze płatne miejsca pracy

Podkarpackie chce przyciągać kolejnych inwestorów. Region stawia na innowacyjne i dobrze płatne miejsca pracy 3

Podkarpackie, które już w tej chwili plasuje się w gronie krajowych liderów innowacyjności, chce przyciągać kolejnych inwestorów i tworzyć dobrze płatne miejsca pracy. Jednymi z najbardziej perspektywicznych branż są motoryzacja oraz informatyka, w tym przyszłościowy sektor gamingowy. Obok lotnictwa i jakości życia należą one do inteligentnych specjalizacji regionu.

Jak podkreśla marszałek województwa, wyróżnikiem Podkarpacia na tle innych regionów Polski jest to, ile działające w regionie przedsiębiorstwa przeznaczają na innowacje i działalność badawczo-rozwojową.

– Jesteśmy na pierwszych miejscach pod względem wskaźników innowacji w skali naszego kraju. To nasza inwestycja w przyszłość. Jeżeli ten trend się nie zmieni, a dziś nic na to nie wskazuje, to będziemy mieli tego efekty w przyszłości. Będzie tu naprawdę nowoczesny przemysł, nowoczesne miejsca pracy, produkty, a także wysoka jakość jeżeli chodzi o miejsca do wypoczynku, rekreacji i uprawiania turystyki – mówi agencji Newseria Biznes Władysław Ortyl, Marszałek Województwa Podkarpackiego.

Podkarpacie może się również pochwalić wysokim odsetkiem studentów i absolwentów kierunków techniczno-przyrodniczych. W regionie istnieje słynna Dolina Lotnicza, a także Podkarpacki Park Naukowo-Techniczny Aeropolis, który między innymi stanowi inkubator dla start-upów. W tym roku zainaugurowana została również działalność Podkarpackiego Centrum Innowacji.

Działalność na Podkarpaciu prowadzi w tej chwili ok. 160 tys. przedsiębiorstw. Prężnie rozwija się m.in. motoryzacja, która w całej Polsce przeżywa prawdziwy boom.

 Branża motoryzacyjna na Podkarpaciu istnieje od wielu lat i przyczynia się do prężnego rozwoju gospodarczego regionu. Do tej pory nie była skonsolidowana, ale powstanie Wschodniego Sojuszu Motoryzacyjnego spowodowało, że zaczęliśmy ze sobą rozmawiać: firmy międzynarodowe i polskie, uczelnie, szkoły i samorządy, które często mają decydujący wpływ na to, gdzie nowe bądź rozwojowe inwestycje się lokalizują – mówi Ryszard Jania, prezes Wschodniego Sojuszu Motoryzacyjnego.

Lotnictwo i motoryzacja to dwie z czterech inteligentnych specjalizacji, które wspiera i promuje samorząd województwa. Pozostałe to jakość życia oraz informatyka i telekomunikacja. W ramach tej ostatniej szczególnie dynamicznie rozwija się sektor gamingowy.

 Rynek gier komputerowych rozwija się prężnie w całej Polsce i na świecie. Polska stała się hubem, w którym gry komputerowe fantastycznie sobie radzą. Jest dużo dobrych firm – zaczynając od CD Projektu, który wypromował Wiedźmina, aż do platformy, która sprzedaje wszystkie gry, czyli G2A.COM. Sam rynek gier komputerowych rośnie co roku od 8 do 14 proc. w zależności od kategorii. Niektóre z nich, jak np. gry na urządzenia mobilne albo gry free to play, rosną dużo szybciej. Cały rynek gier komputerowych wciąż będzie się rozwijał bardzo dobrze – mówi Bartosz Skwarczek, prezes G2A.COM.

Jak ocenia, w przyszłości Podkarpacie – ze swoim ekosystemem nakierowanym na wsparcie przedsiębiorców i rozwijanie innowacji – ma się szansę stać kolejną Doliną Krzemową, na wzór Kalifornii czy Tel-Awiwu.

– Rzeszów ma wszelkie argumenty, by stać się takim miejscem. Po pierwsze, są tu przedsiębiorcy, którzy każdego dnia ścierają się z innymi firmami z całego świata. Po drugie, są władze, które budują ten ekosystem, w którym my, przedsiębiorcy, możemy skutecznie działać. Po trzecie, są uczelnie, dzięki którym mamy kadry, które są niezbędne do budowania firmy i jej konkurencyjności – mówi prezes zarządu G2A.COM

„Podkarpackie. Wyższy poziom innowacji” – to hasło, które w najbliższych miesiącach będzie promować województwo. Nowa, zapoczątkowana właśnie kampania ma wzmocnić wizerunek Podkarpacia jako regionu atrakcyjnego nie tylko turystycznie, lecz także gospodarczo. Priorytetem są innowacyjne miejsca pracy, które zatrzymają w województwie młodych ludzi.

 Chcielibyśmy dotrzeć tą kampanią do inwestorów, którzy decydują o tym, gdzie lokować swoje firmy. Chcemy zachęcić do poszukiwania pracy w naszym regionie, a młodych ludzi, którzy wyjechali za granicę, zachęcić do powrotu. Tu będą dobrze płatne miejsca pracy, interesujące pod względem rozwoju osobistego, nakierowane na innowacje – mówi Władysław Ortyl.

– Pamiętajmy, że każdy chce pracować przy ambitnych, globalnych projektach, które można potem wpisać do życiorysu. Ten region umożliwia nam nie tylko konkurowanie na skalę globalną, lecz także sprowadzanie ludzi z całego świata. W G2A.COM mamy ludzi z prawie czterdziestu krajów, których zaprosiliśmy do Rzeszowa i powiedzieliśmy: tu jest dobry projekt, pracujmy przy nim – podsumowuje Bartosz Skwarczek.

Technologie do tworzenia fałszywych informacji są coraz bardziej zaawansowane. Hejt i trolling to jedne z największych zagrożeń dla demokratyzacji internetu

Technologie do tworzenia fałszywych informacji są coraz bardziej zaawansowane. Hejt i trolling to jedne z największych zagrożeń dla demokratyzacji internetu 4

Fałszywe informacje coraz częściej są tworzone już nie tylko przez szereg zatrudnionych w tym celu ludzi, a nawet proste boty internetowe, lecz także przez bardzo zaawansowane narzędzia. Najnowsze technologie pozwalają np. sfałszować przemówienie byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Walkę z fake newsami zapowiedziały największe firmy, ale na co dzień z wyzwaniem oddzielenia prawdziwych informacji od tych fałszywych zmagają się firmy monitorujące media.

– Czasami trudno rozpoznać, czy komentarz pochodzi z fejkowego konta, czy z konta użytkownika, który jest bardzo mocno przeświadczony o słusznej prawdzie tylko jednej strony. Narzędzia służące do śledzenia historii, obserwacji i analizy profili mogą nam dostarczyć wiele informacji, które są w stanie w dużym stopniu przybliżyć nas do oceny, czy to jest konto fejkowe, czy to jest konto rzeczywiste jakiegoś oponenta danej dyskusji – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Sebastian Bykowski, wiceprezes zarządu i dyrektor generalny PRESS-SERVICE Monitoring Mediów.

W dobie coraz powszechniejszych fake newsów, botów upubliczniających zmanipulowane informacje oraz trolli internetowych dotarcie do wiarygodnych i miarodajnych danych w internecie nie jest łatwe. Firmy profesjonalnie zajmujące się monitoringiem mediów, w tym także tych społecznościowych, dysponują nowoczesnymi narzędziami, dzięki którym są w stanie wychwytywać fałszywe konta i informacje. Chociaż zadaniem firm monitorujących media jest przede wszystkim znalezienie każdej możliwej informacji, jaka pojawia się w przestrzeni medialnej, coraz częściej klienci chcą wiedzieć, która informacja jest prawdziwa, a która może być fałszywa.

– Analitycy dokonują selekcji i badania historii przekazów na poszczególnych kontach. To jest stosunkowo skomplikowany proces, ponieważ należy zbadać historię danego konta, liczbę doniesień, wpisów, jakie prowadzi w określonym czasie, czy one są skierowane wyłącznie do jakiejś grupy odbiorców, czy charakteryzują się jakąś jedną linią przekazu. Kiedy się okazuje, że dany serwis produkuje szczególnej jakości treść, np. bardzo negatywną treść i agresywne przekazy, alarmujemy na ten temat naszego klienta, wskazując mu, że są określone media bardzo aktywne albo na tle innych o wiele bardziej aktywne – mówi Sebastian Bykowski.

Do fałszowania informacji coraz częściej wykorzystywana jest także sztuczna inteligencja. Istnieje już oprogramowanie, dzięki któremu można manipulować wystąpieniami publicznymi polityków. Po internecie krąży nagranie przemówienia Baracka Obamy, który wypowiada dokładnie te same słowa, będąc w różnym wieku – materiał zmontowano za pomocą specjalistycznego oprogramowania. To oznacza, że można już sfałszować publiczne wystąpienie każdego polityka.

Przykładem wykorzystania zasady działania fałszywych informacji na szeroką skalę jest afera Facebooka z początku 2018 roku. Firmie Cambidge Analytica udało się pozyskać dane przeszło 50 mln użytkowników Facebooka, które wykorzystała do stworzenia spersonalizowanych reklam zachęcających do podejmowania konkretnych decyzji wyborczych. Dzięki temu prawdopodobnie udało się wpłynąć na wyniki głosowania dotyczącego brexitu oraz ostatnich wyborów prezydenckich w USA.

– W polityce były i są wyspecjalizowane podmioty, które zajmują się tworzeniem określonych treści i jak najszerszym komentowaniem ich, ale jest pewnego rodzaju zmiana i widoczna tendencja, że pojawia się coraz więcej botów, różnego rodzaju automatycznych serwisów, których zadaniem jest rozpropagowywanie, kopiowanie treści negatywnych w jak najszybszym i najszerszym zasięgu. Jeśli dołożymy do tego różnego rodzaju narzędzia mikrotargetowania i reklamy ukierunkowanej na konkretne grupy odbiorców z określonym przekazem, to wszystko naprawdę potrafi się uzupełnić w nasilony negatywny przekaz – tłumaczy ekspert.

Szef Facebooka Mark Zuckerberg stanął przed komisjami senackimi USA, aby wyjaśnić, jak doszło do wykorzystania danych użytkowników serwisu, tłumaczył się również przed Parlamentem Europejskim. W wyniku wybuchu afery administratorzy Facebooka usunęli 583 mln fałszywych kont oraz miliardy wpisów łamiących standardy społeczności serwisu. Zuckerberg zapowiada kolejne etapy walki z botami oraz trollami internetowymi.

Boty coraz częściej są wykorzystywane także w Polsce, zwłaszcza w polityce. Na początku sierpnia zauważono, że kampanię Patryka Jakiego z PiS-u krytykowali użytkownicy Twittera m.in. z Pakistanu, Nepalu czy wysp Reunion. Z kolei już na przełomie października i listopada zeszłego roku zauważono, że konto Rafała Trzaskowskiego z PO zaczęło śledzić 10 tysięcy nieaktywnych kont twitterowych, które zidentyfikowano jako potencjalne boty, które mogą być wykorzystane podczas kampanii samorządowej.

– Wiele badań, które się w ostatnim czasie ukazuje, m.in. autorstwa profesorów z Oksfordu, pokazuje, że Polska zaczyna nie odbiegać od innych krajów, gdzie agresywny sposób negatywnej promocji określonych treści jest realizowany. To bez dwóch zdań bardzo negatywne zjawisko. Myślę, że patrząc na dzisiejszy świat komunikacji, to właśnie ten hejt, trolling, jest jednym z największych zagrożeń dla demokratyzacji internetu i przez to również życia publicznego – podsumowuje Sebastian Bykowski.

Według raportu Transparency Market Research rynek narzędzi do monitorowania mediów przekroczy w 2022 r. wartość 4,2 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 13,6 proc.

Co czwarty Polak kupuje ekologiczne kosmetyki. To efekt coraz silniejszego trendu slow life

Co czwarty Polak kupuje ekologiczne kosmetyki. To efekt coraz silniejszego trendu slow life 5

Brak parabenów, silikonów, detergentów, surowców z roślin genetycznie modyfikowanych i sztucznych barwników sprawia, że ekokosmetyki zyskują coraz większe uznanie konsumentów. Sięga po nie 25 proc. klientów, częściej kobiety – blisko 40 proc. Kosmetyki naturalne stanowią kilka procent rynku kosmetycznego w Polsce, jednak ze względu na silny trend slow life ich sprzedaż stale rośnie. Choć do Europy Zachodniej sporo nam jeszcze brakuje, to patrząc na ilość ekologicznych targów czy restauracji wege, szybko będziemy ją gonić – podkreślają eksperci.

 Rynek kosmetyków naturalnych ma bardzo duży potencjał. Widać to po innych krajach. To jeden z najszybciej rosnących segmentów rynku kosmetyków. Myślę, że w Polsce będzie rósł bardzo dynamicznie, bo jesteśmy trochę jeszcze z tyłu za innymi krajami europejskimi. Patrząc jednak na popularność targów z ekologicznym jedzeniem czy restauracji wege w Warszawie, ale pewnie też w innych miastach, to wydaje się, że bardzo szybko będziemy gonić zachodnią Europę – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Magda Hajduk, prezes Naturativ.

PMR podaje, że wartość sprzedaży kosmetyków w Polsce w 2016 roku sięgnęła ponad 22 mld zł. Z kolei Euromonitor, bazując na danych GUS, ocenia wartość sprzedaży na ok. 14 mld zł. Według Banku Zachodniego WBK branża kosmetyczna w Polsce do 2020 roku ma się rozwijać w tempie ok. 5 proc. Jesteśmy szóstym największym producentem kosmetyków w Europie. I choć w sprzedaży dominują te masowe, jednak coraz częściej sięgamy po kosmetyki naturalne, oparte na ekologicznych składnikach.

 Kosmetyki naturalne istnieją już w każdej kategorii. My mamy w swojej ofercie sto produktów. Są to kosmetyki do ciała, twarzy, włosów, dla dzieci i mężczyzn. Najbardziej popularne są kosmetyki damskie do twarzy i ciała, ale tak jest w każdym segmencie. Wiemy, że sprzedaż naszych męskich kosmetyków procentowo oscyluje wokół odsetka sprzedaży tego segmentu dla całego rynku kosmetyków – wskazuje Magda Hajduk.

Z raportu „Slow life w Polsce” firmy Naturativ wynika, że 38 proc. osób deklaruje zakup kosmetyków naturalnych. Dla Polaków przy zakupie liczą się efekty stosowania i wydajność, ale dla 16 proc. istotny jest naturalny skład. Ponad 40 proc. czyta skład kosmetyków przed zakupem, część korzysta też z aplikacji, które skanują kod produktu i wyświetlają informacje o składnikach.

– Nasi klienci poszukują kosmetyków ze składem, który im odpowiada, i dobrej jakości. Myślę, że są już totalnie przekonwertowani na kosmetyki naturalne i w tym segmencie poszukują takich produktów, które im odpowiadają np. pod względem działania, wchłanialności czy zapachu. To już nie jest sama naturalność, ale kolejny etap – mówi prezes Naturativ.

Najczęściej takie kosmetyki kupują osoby w wieku 35–44 lata, mieszkający w miastach od 20 do 50 tys. mieszkańców (39 proc.) i dużych miastach (34 proc.). Częściej klientami są kobiety niż mężczyźni.

– Dziwi, że osoby deklarujące, że żyją zgodnie z ideą slow life, zwracają uwagę na jedzenie, ruch i sposób spędzania czasu, a niekoniecznie na ekologię. Nasze klientki, czyli osoby, które kupują kosmetyki prawdziwie naturalne, zwracają uwagę nie tylko na to, co dotyczy ich osobiście, lecz także na to, co jest na zewnątrz, czyli na środowisko. Mają już pewne nawyki ekologiczne – ocenia Magda Hajduk.

Jak tłumaczy ekspertka, wzrost zainteresowania naturalnymi kosmetykami to efekt coraz silniejszego trendu slow life.

 Kosmetyki naturalne pojawiają się w masowej dystrybucji, powstaje wiele nowych marek. Na pewno podążamy za trendem slow life, czyli zdrowego jedzenia, ruszania się, dbania o własne zdrowie. Kosmetyki naturalne wpisują się w ten trend, więc będą się stawały coraz popularniejsze – przekonuje prezes Naturativ.

Klienci zwracają też uwagę na sposób powstawania produktu oraz fair trade. Przy wyborze kosmetyków naturalnych najczęściej kierujemy się troską o środowisko i zwierzęta oraz zgodnością z wyznawanymi zasadami i filozofią życia.

Niemal 100% wzrost sprzedaży Mitsubishi w Polsce

Rośnie liczba właścicieli samochodów Mitsubishi w Polsce – w samym lipcu zanotowano niemal 100% wzrost sprzedaży tej japońskiej marki a w ciągu pierwszych 7 miesięcy tego roku blisko 37% więcej klientów zdecydowało się na zakup samochodu spod znaku Trzech Diamentów. Tak dobre wyniki są efektem dużego zainteresowania nowym SUV-em coupe Mitsubishi Eclipse Cross a także cenionymi modelami ASX i Outlander.

98,9% więcej Mitsubishi w lipcu, Eclipse Cross bestsellerem

Na szczycie lipcowego rankingu sprzedaży Mitsubishi znalazł się nowoczesny SUV-a coupe Mitsubishi Eclipse Cross, który kusi sportową sylwetką, oferując znakomite osiągi, wysoki poziom bezpieczeństwa i komfortu oraz innowacyjne układy sterowania i łączności. Na drugim miejscu pod względem sprzedaży uplasował się znany crossover Mitsubishi ASX, na zakup którego zdecydowało się o blisko 17% więcej klientów. O niemal 5% wzrosła także sprzedaż pickupa Mitsubishi L200, niezwykle cenionego przez klientów za znakomity napęd na 4 koła i wygodę, jaką daje SUV.

Tempo rośnie z miesiąca na miesiąc

Podczas pierwszych siedmiu miesięcy tego roku do klientów trafiło 3128 aut Mitsubishi – w zestawieniu z ubiegłorocznym rezultatem sprzedaży (2292 auta) to aż o 37% więcej. Głównymi lokomotywami wzrostu były modele ASX, Outlander i Eclipse Cross a klienci ciepło przyjęli także przedwakacyjny debiut – miejskie Mitsubishi Space Star. Nie słabnie zainteresowanie terenową legendą – Mitsubishi Pajero, które zdobyło aż o 22% więcej klientów.

Ruszyła produkcja nowej ŠKODY FABII

Pierwsze egzemplarze nowej SKODY FABII właśnie opuściły linię produkcyjną i wkrótce trafią do klientów. Od 1999 roku ŠKODA FABIA jest jednym z najpopularniejszych modeli samochodów – nie tylko w Polsce, ale i na wielu europejskich rynkach.

skoda fabia– Produkcja ŠKODY FABII rozpoczęła się niemal 20 lat temu. Teraz najnowsza wersja najpopularniejszego modelu w naszej ofercie będzie korzystać z wysokich standardów jakości, jakie oferuje główna fabryka ŠKODY – Mladá Boleslav. FABIA z nowym designem i nowoczesnymi technologicznymi rozwiązaniami jest gotowa na nowe wyzwania – mówi Michael Oeljeklaus, Członek Zarządu ŠKODA ds. Produkcji i Logistyki.

Od 1999 roku ŠKODA FABIA jest jednym z najpopularniejszych modeli samochodów. Po ŠKODZIE OCTAVII to drugi najchętniej wybierany model producenta, oferowany w dwóch wariantach: FABIA hatchback i FABIA COMBI. Pierwsza generacja trafiła do 1 790 000 klientów, równie imponujący wynik osiągnął jej następca z wynikiem 1 710 000 dostaw. W czerwcu 2017 roku fabrykę producenta opuściło pół miliona aut z trzeciej generacji.

Największym rynkiem sprzedaży ŠKODY FABIA są Niemcy, gdzie od premiery pierwszej wersji w 1999 roku dostarczono 761 800 pojazdów. Na rynku czeskim osiągnięty wynik to 540 300 sprzedanych aut. Trzecie miejsce zajmuje Wielka Brytania, gdzie po ulicach jeździ 335 200 tych pojazdów, a tuż za nią znalazła się Polska z wynikiem 314 000 samochodów.

Perspektywy dalszych sukcesów modelu są szczególnie duże dzięki wdrożonym nowym rozwiązaniom. Nowa ŠKODA FABIA zyskała bogatsze wyposażenie standardowe i będzie teraz dostępna m.in. z nowymi reflektorami ze światłami do jazdy dziennej LED, systemem wspomagania ruszania pod wzniesienia Hill Hold Control oraz funkcją Easy Light Assist odpowiedzialną za automatyczne włączenie świateł mijania.

W pierwszej połowie 2018 roku o 4% więcej inwestycji na rynku nieruchomości w regionie CEE-6

Dynamika polskiego rynku inwestycyjnego w pierwszej połowie roku, była motorem napędowym całego regionu. Jak wynika z najnowszego raportu Colliers International pt. „2018 mid-year CEE Investment Scene” na temat prognoz inwestycyjnych dla rynków nieruchomości w regionie CEE, na rynku słowackim zaobserwowano wzrost liczby transakcji, natomiast na Węgrzech i w Czechach przepływy były znacznie słabsze niż w ubiegłym roku.

Napływ inwestycji do regionu CEE-6 był w pierwszej połowie 2018 roku o 4% wyższy rok do roku i nieznacznie przewyższał rekordowe tempo z 2017 roku.

Łącznie 26% środków finansowych w pierwszym półroczu pochodziło od źródeł lokalnych w krajach CEE-6 lub z przepływów transgranicznych w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. W analizowanym okresie fundusze USA, Wielkiej Brytanii i Europy Zachodniej były sprzedawcami netto nieruchomości komercyjnych w regionie CEE, co pokrywało się w ogólnym zarysie z wzorcami obserwowanymi w latach 2016 i 2017.Dynamika polskiego rynku inwestycyjnego

Wartość inwestycji na rynku polskim (58% łącznej kwoty w regionie CEE-6), związana z utrzymującymi się wysokimi wynikami gospodarki, dyktowała tempo w pierwszym półroczu bieżącego roku. Na rynku słowackim zaobserwowano wzrost liczby transakcji, natomiast na Węgrzech i w Czechach przepływy inwestycyjne były znacznie słabsze niż w ubiegłym roku. Wydaje się, że w przypadku tych dwóch rynków główny problem stanowiła stosunkowo niska podaż nieruchomości przeznaczonych do sprzedaży.

W ujęciu sektorowym przepływy w sektorze powierzchni biurowych (wzrost o 51%) prawie dorównały inwestycjom w sektorze powierzchni handlowych (wynik na niemal takim samym poziomie, jak w roku ubiegłym). Prawdopodobnie przyczynił się do tego wzrost liczby ukończonych budów, którego należało się spodziewać na tym etapie cyklu.

Mark Robinson, specjalista ds. badań w regionie CEE
Mark Robinson, specjalista ds. badań w regionie CEE

Mark Robinson, specjalista ds. badań rynku w regionie CEE, mówi: – Kompresja stóp kapitalizacji, jaką obserwowaliśmy w latach 2016-17, zmniejszyła się znacząco w pierwszej połowie 2018 roku. Nastąpił tylko nieznaczny spadek stóp kapitalizacji w sektorze powierzchni biurowych premium w Pradze i Warszawie. W ciągu kolejnych 12 miesięcy dalszej kompresji należy spodziewać się jedynie w Budapeszcie i Bukareszcie w sektorze powierzchni biurowych/przemysłowych. Biorąc pod uwagę czynniki fundamentalne, po kilku kwartałach spadków wskaźników pustostanów w całym regionie przewidujemy 6 wzrostów wskaźników pustostanów w 12 kluczowych stolicach w sektorze powierzchni biurowych i przemysłowych, które monitorujemy. Czynnikiem, który odgrywa w tym kontekście ważną rolę, jest rosnąca podaż. Dynamika wzrostu najmu wygląda najkorzystniej w sektorze powierzchni przemysłowych w regionie CEE oraz w Budapeszcie.

Rosyjskie embargo nie działa – mamy alternatywne rynki zbytu. Eksport żywności rośnie

Bilans handlowy Polski po wprowadzeniu rosyjskiego embarga systematycznie się poprawia. Struktura eksportu nie uległa szczególnej zmianie, jednak wolumen produktów żywnościowych wzrósł. Polakom udało się zatem skutecznie znaleźć alternatywne rynki zbytu.

Podstawowy wniosek z opublikowanego przez ZPP dokumentu jest następujący: polscy eksporterzy doskonale sobie radzą i, mimo embarga, sukcesywnie zwiększają wolumen eksportu, poszukując nowych rynków zbytu. Co istotne, również eksport produktów żywnościowych nie ucierpiał w szczególnym stopniu na embargu. Wydaje się natomiast, że głównymi poszkodowanymi w całej sytuacji są przede wszystkim Rosjanie.

Zaraz po wprowadzeniu embarga straszono nas, jakie straszne skutki przyniesie ono dla polskich producentów, w szczególności rolników miała czekać katastrofa – mówi prezes ZPP, Cezary Kaźmierczak. – Okazało się tymczasem, że Rosja nie jest dla naszych eksporterów niezbędnym rynkiem zbytu, a samo embargo najbardziej uderza w samych Rosjan, którzy muszą płacić za żywność dużo więcej, niż przed 2014 rokiem.

O tym, że embargo nie wpłynęło w istotnie negatywny sposób na wolumen polskiego eksportu, najlepiej świadczą twarde dane – w 2013 roku eksportowaliśmy towary o wartości ok. 648 miliardów złotych. W 2016 roku, po dwóch latach obowiązywania embarga, wartość eksportu wzrosła do 803 miliardów złotych, czyli o ok. 32 proc. w stosunku do roku 2013. Jednocześnie, nie zmieniła się istotnie struktura eksportu – co oznacza, że również wolumen sprzedaży za granicę polskich produktów żywnościowych zwiększył się.

Wyraźnie świadczy to o tym, że embargo nie doprowadziło do załamania eksportu polskiej żywności. Okazuje się ponadto, że Rosja wcale nie jest kluczowym rynkiem zbytu dla polskich eksporterów, już w 2013 roku więcej, niż tam, sprzedawaliśmy do malutkich Czech – mówi Jakub Bińkowski, sekretarz Departamentu Prawa i Legislacji ZPP.

Mimo faktu, że Polacy znakomicie poradzili sobie z wprowadzonym w 2014 roku ograniczeniem, a Rosjanie narzekają na rosnące ceny żywności, Władimir Putin twierdzi, że będzie chciał utrzymywać embargo tak długo, jak się da. Wydaje się, że nie ma ku temu żadnych racjonalnych przesłanek – nawet kondycja rosyjskiego sektora spożywczego, która teoretycznie mogłaby się wskutek tej sytuacji poprawić, z uwagi na jego zwiększony udział w zaspokajaniu wewnętrznego zapotrzebowania na żywność, nie uzasadnia podtrzymywania embarga. Wyraźną poprawę można odnotować w zasadzie tylko w sektorze drobiu i wieprzowiny.

Ostatecznie, wydaje się że Rosja, ze względu na niestabilność sytuacji gospodarczej, uzależnionej w ogromnym stopniu od cen na rynku surowcowym, a także relatywne ubóstwo większości społeczeństwa (zwłaszcza w okręgach oddalonych od Moskwy), nie stanowi bardzo atrakcyjnego rynku zbytu, dlatego też ewentualne utrzymywanie embarga nie powinno stanowić dla polskich producentów żadnej poważnej groźby. Argumentację zatem, jakoby embargo było wyjątkowo dotkliwą reperkusją politycznych i gospodarczych sankcji nałożonych na Rosję, przez co należałoby je – zdaniem niektórych – złagodzić, trzeba uznać za fałszywą.

***

Business Papers to nowy format dokumentów przygotowywanych przez ZPP – polega on na syntetycznym przedstawieniu najważniejszych faktów i danych dotyczących omawianego zagadnienia, w atrakcyjnej graficznie formie. Tym samym, odbiorcy mogą w krótkim czasie poznać kluczowe cyfry, statystyki i wiadomości z zakresu interesującego ich tematu.

Ochrona podwykonawców w zamówieniach publicznych

W trakcie procesu budowlanego, w szczególności przy dużych inwestycjach, to najwięksi gracze – inwestor i generalny wykonawca – rozdają karty. Podwykonawcy, mimo iż w praktyce często ponoszą odpowiedzialność za wybudowanie i oddanie poszczególnych zadań inwestycyjnych, mają problem z odzyskaniem przysługujących im należności. W najbardziej dramatycznych sytuacjach podwykonawcy w celu dochodzenia przysługujących im należności, zamiast poszukiwać ochrony na drodze prawnej, wybierali rozwiązania siłowe, takie jak np. blokowanie inwestycji bądź w skrajnych przypadkach – zabór mienia znajdującego się na placu budowy. Problem został dostrzeżony przez ustawodawcę, który wprowadził w życie szereg nowelizacji najważniejszych ustaw, w tym Kodeks cywilny oraz Prawo zamówień publicznych. Niemniej z perspektywy podwykonawcy, samo uchwalenie nowych przepisów może nie być wystarczające w celu uzyskania pełnej ochrony. Inną kwestią jest właściwe zastosowanie tychże przepisów już na etapie analizy umowy o roboty budowlane bądź w trakcie prowadzenia korespondencji z generalnym wykonawcą lub inwestorem.

Nieuczciwe praktyki generalnych wykonawców

W latach 90. XX w. przeszła ogromna fala upadłości małych przedsiębiorstw, w związku z brakiem wypłaty należnego wynagrodzenia po zakończeniu budowy obiektów. Konieczność odzyskiwania należności na drodze sądowej i wynikający z niej obowiązek uiszczenia wysokiej opłaty sądowej od pozwu, a następnie przedłużający się proces sądowy doprowadzały do „zamrożenia” środków i w konsekwencji bankructwa podwykonawców.

W ostatnich latach również dochodziło do licznych nadużyć ze strony generalnych wykonawców. Jedno z nich polegało na braku zgłaszania inwestorowi okoliczności wykonywania części prac przez podwykonawców, co automatycznie powodowało utratę możliwości powoływania się na powstanie solidarnej odpowiedzialności inwestora z generalnym wykonawcą za wynagrodzenie należne podwykonawcy. Wykorzystywano w ten sposób brak precyzyjności przepisów kodeksu cywilnego w brzmieniu do 31 maja 2017 r., które literalnie wskazywały generalnego wykonawcę, jako obowiązanego do zawiadomienia inwestora o wykonywaniu części prac przez inwestora oraz spory w interpretacji tychże norm prawnych co do zakresu udzielenia informacji.

Innym przykładem nieuczciwych praktyk, dobrze znanym podwykonawcom, jest wydłużanie terminów płatności wynagrodzenia podwykonawcy poprzez odmowę dokonania odbiorów poszczególnych etapów prac z uwagi na stwierdzenie rzekomych wad lub usterek.

Ochrona podwykonawców z ustawy o zamówieniach publicznych i kodeksu cywilnego

W przypadku realizacji inwestycji z udziałem środków publicznych wzięto pod uwagę doświadczenia z przebiegu prac budowlanych przy budowie dróg lub innych obiektów użyteczności publicznej w ramach przygotowania Polski do roli gospodarza Mistrzostw Europy w 2012 r. W lipcu 2016 r. weszła w życie nowelizacja przepisu art. 36b prawa zamówień publicznych, przewidująca obligatoryjne żądanie zamawiającego do wskazania przez wykonawcę, które części zamówienia publicznego zamierza wykonać z udziałem podwykonawcy. Do lipca 2016 r. żądanie było fakultatywne i dotyczyło wyłącznie tych podwykonawców, na których zasoby powoływał się generalny wykonawca w celu wykazania spełnienia kryteriów niezbędnych do udzielenia zamówienia, a o których mowa w art. 22 ust.1 ustawy Prawo zamówień publicznych.

Wcześniej, bo w 2013 r., wprowadzono do ustawy Prawo zamówień publicznych inny, bardzo ważny przepis – art. 143a. Zgodnie z przywołanym przepisem w przypadku umów, których termin wykonywania jest dłuższy niż 12 miesięcy, wypłata przez zamawiającego wynagrodzenia z tytułu drugiej i kolejnych transz uzależniona jest od przedstawienia dowodów zapłaty wymagalnego wynagrodzenia podwykonawcom i dalszym podwykonawcom.

W przypadku inwestycji budowlanych finansowanych ze środków publicznych istnieje szeroki zakres ochrony podwykonawców, gwarantowany przepisami prawa zamówień publicznych. Odnośnie do pozostałych inwestycji na rynku komercyjnym, podwykonawcy powinni baczniej przyglądać się podpisywanej umowie, ponieważ w tych relacjach istnieje większa swoboda umów i mniejszy zakres obowiązywania przepisów bezwzględnie obowiązujących. W dniu 1 czerwca 2017 r. weszła w życie bardzo ważna nowelizacja przepisu art. 6471 kodeksu cywilnego. Celem nowelizacji miało być rozwiązanie problemu braku zgłaszania inwestorowi wykonywania części zadań przez podwykonawców poprzez doprecyzowanie, iż inwestor odpowiada solidarnie z wykonawcą za zapłatę wynagrodzenia należnego podwykonawcy również po zgłoszeniu przez podwykonawcę szczegółowego zakresu robót. Inwestor odpowiada do wysokości wynagrodzenia umówionego przez generalnego wykonawcę z podwykonawcą. Natomiast w sytuacji, gdy zostało przewidziane wyższe wynagrodzenie, odpowiedzialność inwestora jest ograniczona do wysokości wynagrodzenia określonego w umowie o roboty budowlane pomiędzy inwestorem a wykonawcą.

Grunt to dobra umowa

Przed podpisaniem umowy na roboty budowlane warto wnikliwie przeanalizować poszczególne klauzule. Co prawda w praktyce często zdarza się, że generalni wykonawcy będący dużymi korporacjami od razu przedstawiają do podpisu wzory umów, bez możliwości ich negocjowania. Niemniej warto przynajmniej nawiązać kontakt z działem prawnym takiego przedsiębiorstwa i wystąpić z pytaniem o zakres poszczególnych postanowień. Z punktu widzenia podwykonawcy istotne jest uregulowanie kwestii dokonywania odbiorów poszczególnych etapów prac oraz odbioru końcowego, niezbędnych do rozpoczęcia procesu wypłaty wynagrodzenia. Podwykonawca powinien być uprawniony do dokonania wezwania wykonawcy do stawienia się celem dokonania odbioru pod rygorem dokonania jednostronnego odbioru przez podwykonawcę. Istotne jest także zamieszczanie w protokole odbioru rozbieżności, które w przypadku wyłącznie śladowej skali nie powinny determinować decyzji o braku wypłaty wynagrodzenia.

Inną kwestią pozostaje zachowanie prawidłowości przy realizacji uprawnień podwykonawcy w toku procesu inwestycyjno-budowlanego. Zgodnie z brzmieniem przepisu art. 6471 kodeksu cywilnego po nowelizacji, aby inwestor stał się odpowiedzialny solidarnie za wynagrodzenie podwykonawcy, wykonawca bądź ten, który jest najbardziej zainteresowany, czyli podwykonawca, powinien na piśmie – przed przystąpieniem do rozpoczęcia wykonywania robót – przesłać szczegółowy przedmiot tych robót. Inwestor, aby zwolnić się od odpowiedzialności solidarnej za wynagrodzenie podwykonawcy, powinien w terminie 30 dni na piśmie złożyć sprzeciw. Zgłoszenie pozostaje zbędne, jeżeli wcześniej w umowie o roboty budowlane inwestor i wykonawca na piśmie, pod rygorem nieważności określą zakres robót do wykonania przez podwykonawcę.

Podsumowując powyższe rozważania, przed „wbiciem pierwszej łopaty” należy zwrócić uwagę na postanowienia umowy, a także wykonać określone kroki prawne (które być może nie będą wprost wyartykułowane w umowie) celem zwiększenia ochrony prawnej w toku postępu prac związanych z procesem inwestycyjno-budowlanym.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Najniższe bezrobocie w historii Polski – 3,7 proc.

W Polsce notuje się jeden z najniższych poziomów bezrobocia w historii po przemianach w 1989 r. Według ostatnich danych Eurostatu wynosi ono 3,7 proc. To wskazanie o 1,3 pp. niższe niż jeszcze rok temu. Warto zwrócić uwagę, że obecnie w Europie jedynie 3 kraje mogą pochwalić się niższym bezrobociem niż Polska. Są to należące do regionu Czechy, Niemcy i Węgry. To pokazuje, że w Europie Środkowej bezrobocie jest dziś niskie i rosną problemy rekrutacyjne. Państwa, które są w klasyfikacji przed Polską, mają jednak dużo wyższy poziom aktywności zawodowej – co oznacza, że dużo lepiej wykorzystują lokalne zasoby kadrowe. Dzisiaj jednym z głównych rozwiązań tego problemu na lokalnych rynkach jest wykorzystanie procesów migracyjnych. Niemcy bardzo często zatrudniają pracowników z Polski, Czech czy innych krajów regionu. Oprócz tego stosuje się rozwiązania poprawiające aktywność zawodową obywateli. W Polsce ponad 5 mln osób w wieku produkcyjnym jest biernych zawodowo, bez zatrudnienia, niezarejestrowanych w urzędach pracy – choć zdolnych do jej podjęcia. To ogromny, niewykorzystany potencjał, z którego można byłoby przyciągać  dodatkowych pracowników.

– Dzisiaj poziom aktywności zawodowej w Polsce liczony metodologią Eurostatu wynosi ok. 70 proc., czyli poniżej średniej unijnej. Dla przykładu w Czechach jest to już 80 proc. Oznacza to, że przy niskim poziomie bezrobocia procentowo dużo więcej mieszkańców w wieku produkcyjnym świadczy pracę, niż ma to miejsce w naszym kraju – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Andrzej Kubisiak, szef biura prasowego Work Service – Ogromnym rynkiem pracy z niskim wskazaniem bezrobocia są Niemcy. Ich dzisiejszy wynik jest najlepszy od czasu zjednoczenia. Widoczna jest tam bardzo dobra koniunktura. Z danych tamtejszych instytucji badawczych wynika, że obecnie na rynku istnieje już 1,5 mln wolnych miejsc pracy. Problemy demograficzne, które dotykają również kraje naszego regionu, przekładają się na malejące zasoby kadrowe i rosnący brak rąk do pracy. Czesi czy Węgrzy mają odpowiednie narzędzia do tego, by w większym stopniu aktywizować zawodowo swoje lokalne zasoby kadrowe. Są to specjalne programy skierowane do bardzo młodych pracowników, jeszcze w czasie studiów lub tuż po zakończeniu edukacji – ale także przeznaczone dla osób w wieku 55+. Tam działania te przynoszą rzeczywiste efekty, dużo lepsze niż w polskich warunkach – ocenił Kubisiak.

Reguły polityki monetarnej wskazują na konieczność dalszego podnoszenia stóp procentowych w USA

Awersja do ryzyka rodzi popyt na aktywa bezpiecznej przystani. Słabnąca turecka lira i rosyjski rubel wywierają presję na dalsze osłabienie złotego.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Piątek 10 sierpnia przyniósł spadek wartości euro wobec dolara (EUR/USD spadł z ok. 1,1530 poniżej,14) oraz osłabienie złotego wobec tych obu par walutowych  (EUR/PLN wzrósł z ok. 4.,2750 powyżej 4,30 a USD/PLN wzrósł z ok. 3,71 do ok. 3,78).

Głównym wydarzeniem dnia była publikacja danych o amerykańskiej inflacji CPI w lipcu. Co prawda indeks CPI w skali rok do roku pozostał bez zmian w stosunku do poprzedniego miesiąca (2,9%) jednak bazowy CPI wzrósł z 2,3% do 2,4%, co świadczy o silnych podstawach tendencji inflacyjnych w USA. Nic więc dziwnego, że w ostatnim czasie nawet zadeklarowani gołębie z Fed-u stają się bardziej jastrzębi (Evans) sugerując konieczność podnoszenia stóp powyżej neutralnego poziomu. Jeżeli nałożyć na to jeszcze stopniowo eskalującą wojnę handlową na linii USA-Chiny wówczas waluty gospodarek rynków wschodzących o słabszych fundamentach zaczynają znajdować się pod wzmożoną presją deprecjacyjną. Taka sytuacja wydarzyła się właśnie w piątek w przypadku tureckiej liry i częściowo również rosyjskiego rubla (choć tu nie bez znaczenia była również czwartkowa zapowiedź nowych sankcji USA skierowanych na Rosję), które silnie osłabły wobec dolara, co pośrednio wpłynęło również na pogorszenie nastrojów inwestycyjnych wobec polskiego złotego. Naszym zdaniem korekta spadkowa kursu EUR/PLN oraz USD/PLN już się zakończyła i te kursy będą w najbliższych miesiącach stopniowo rosnąć.

Po bardzo spokojnej pierwszej części ostatniego tygodnia, jego końcówka przyniosła zdecydowanie większą zmienność. Rentowności polskich obligacji przesunęły się o blisko 5pb w górę, co jednak przy relatywnie pustym kalendarzu publikacji lokalnych wynikało głównie z zamieszania na innych rynkach wschodzących. Silna deprecjacja tureckiej liry oraz obawy ECB o wpływ stanu tureckiego rynku finansowego na sytuację banków europejskich rodził awersję do ryzyka wśród inwestorów. W takim otoczeniu obserwowaliśmy silne napływy w stronę bezpiecznych aktywów, gdzie niemiecka krzywa przesunęła się o ponad 5pb w dół na swoim dłuższym końcu. Przy takich ruchach doszło do zauważalnego rozszerzenia spreadu polskich papierów nad rynkami bazowymi, który w sektorze 10-letnim wynosi około 280pb wobec Niemiec oraz 30pb wobec USA.

W bieżącym tygodniu dla rynku dłużnego istotne powinny okazać się zbliżające się publikacje z naszej gospodarki. We wtorek opublikowany zostanie PKB za drugi kwartał, gdzie możliwy był wzrost przekraczający 5% r/r. Ponadto w dalszej części tygodnia ważne mogą być dane o inflacji bazowej oraz z rynku pracy (zatrudnienie i wynagrodzenia).

Wykres dnia: Reguły polityki monetarnej wskazują na konieczność dalszego podnoszenia stóp procentowych w USA.

Reguły polityki monetarnej wskazują na konieczność dalszego podnoszenia stóp procentowych w USA
Źródło: Thomson Reuters

Autorzy: Jarosław Kosaty, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Spadek inflacji może być mylący

Wszystko wskazuje na to, że inflacja osiągnęła w lipcu swój tegoroczny szczyt. W kolejnych miesiącach będzie coraz słabsza, być może spadając pod koniec roku nawet poniżej 1,5 proc. Ta tendencja nie powinna jednak zmylić czujności, bo wkrótce wzrost cen może odrodzić się ze zdwojoną siłą.

Pierwsze półrocze stało pod znakiem inflacyjnej huśtawki, a kolejne miesiące przyniosą jej kontynuację. Po części to efekt wahań z ubiegłego roku, w którym wskaźnik cen zmieniał się od 1,5 w czerwcu do 2,5 proc. w listopadzie, głównie pod wpływem cen żywności i paliw. Konsekwencją niskiego poziomu odniesienia z połowy 2017 r. był tegoroczny wzrost inflacji w czerwcu i lipcu, zaś z odwrotnym zjawiskiem będziemy mieli do czynienia już od sierpnia, gdy inflacja powinna wyraźnie się obniżać. Według prognoz części ekonomistów, może spaść pod koniec roku nawet poniżej 1,5 proc. Według ekspertów NBP, jej średnioroczny poziom powinien wynieść około 1,8 proc., wobec 2 proc. w 2017 r. Wiele wskazuje na to, że mimo suszy, na obniżenie wskaźnika inflacji wpływać będą niższe ceny żywności, które silnie rosły w drugiej połowie ubiegłego roku (w listopadzie 2017 r. ich dynamika sięgała aż 6 proc.). Ewentualne niespodzianki mogą wiązać się wahaniami notowań ropy naftowej oraz kursu dolara. Od lutego do maja ceny ropy poszły w górę z 62,5 do prawie 80 dolarów za baryłkę, a więc o ponad 27 proc., a efekt ten był dodatkowo wzmacniany osłabieniem się złotego wobec dolara. Obecnie notowania ropy zniżkują, jednak sytuacja na tym rynku, podobnie jak w przypadku amerykańskiej waluty, może charakteryzować się podwyższoną zmiennością. Te czynniki będą powodować sporą niepewność w kwestii kształtowania się poziomu inflacji w kolejnych miesiącach.

Szansa, że inflacja w tym roku będzie niższa niż w poprzednim, są jednak duże. Nie powinno to zbytnio uspakajać posiadaczy oszczędności, zastanawiających się, jak je ulokować. Rada Polityki Pieniężnej konsekwentnie trzyma się stanowiska, że stopy procentowe pozostaną na rekordowo niskim poziomie 1,5 proc. nawet do 2020 r., w związku z czym nie ma raczej co liczyć, że oprocentowanie lokat bankowych przez najbliższe dwa lata pójdzie w górę. Z kolei najnowsze prognozy NBP wskazują, że w przyszłym roku inflacja osiągnie średnio 2,2 proc, a w 2020 r. wzrośnie do 2,5 proc., przy czym górna granica tych przewidywań wynosi odpowiednio 2,8 oraz 3 proc. Przy tym drugim scenariuszu trzymanie gotówki w przysłowiowej skarpecie doprowadzi do sytuacji, w której wartość nabywcza odłożonego dziś 1000 zł w ciągu dwóch i pół roku obniży się do około 929 zł, czyli o ponad 7 proc. Korzystanie w tym czasie z lokaty bankowej ograniczy tę stratę mniej więcej o połowę, a ochronić przez inflacyjną deprecjacją może ją kupno czteroletnich obligacji skarbowych, indeksowanych wskaźnikiem inflacji.

Problem większości posiadaczy oszczędności wiąże się z jednej strony z niską przewidywalnością kształtowania się przyszłej inflacji, a z drugiej z wynikającego z tego faktu preferowania lokat o najkrótszych terminach, a więc także najniżej oprocentowanych. Racjonalne decyzje utrudnia także to, że na ogół nasze prognozy inflacji opieramy na bieżących, krótkoterminowych tendencjach. Dowodzą tego badania tak zwanych oczekiwań inflacyjnych, prowadzonych zarówno przez Europejski Bank Centralny, jak i publikowanych badaniach NBP. Wynika z nich, że jeśli w ostatnich miesiącach inflacja maleje, większość z nas sądzi, że będzie tak również w przyszłości. I analogicznie jest w przypadku tendencji wzrostowej. Takie rozumowanie często prowadzi do podejmowania niezbyt racjonalnych decyzji, dotyczących lokowania oszczędności.

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

Kryzys w Turcji uderza w waluty rynków wschodzących

Ubiegły tydzień nie był łaskawy dla walut rynków wschodzących. Jako grupa traciły one przede wszystkim z uwagi na sytuację w Turcji i związane z nią obawy. Prezydent Erdogan wraz z jego doradcami sprawiali wrażenie jakby zupełnie stracili kontrolę nad sytuacją.

Euro rozpoczęło ubiegły tydzień lekkim umocnieniem, jednak niepokój na rynku sprawił, że wspólna waluta w drugiej części tygodnia pozbyła się wszystkich zysków – na wyprzedaż euro wpływ miały informacje o tym, iż EBC obawia się wpływu pogarszającej się sytuacji w Turcji na europejskie banki zaangażowane w tym kraju. W obliczu rosnącej niepewności inwestorzy postawili na waluty uznawane za bezpieczne – dolara, franka szwajcarskiego oraz jena japońskiego. W konsekwencji sytuacji w Turcji wyraźnie osłabiły się waluty krajów latynoamerykańskich, rubel rosyjski, rand południowoafrykański oraz waluty CEE, takie jak polski złoty.

Najbliższy tydzień będzie testem dla wspomnianych walut. Obecnie największą niewiadomą pozostaje, czy kryzys w Turcji zostanie uznany przez rynki za wydarzenie związane z wewnętrzną specyficzną sytuacją kraju oraz chaotyczną polityką, czy też inwestorzy zaczną postrzegać bieżącą sytuację za symptomatyczną i zdecydują się na porzucenie innych walut gospodarek EM. Obecnie spodziewamy się, że będziemy mieli do czynienia z pierwszym scenariuszem.

W tym tygodniu nie poznamy wielu istotnych danych makroekonomicznych ze świata, w związku z czym inwestorzy będą skupieni na innych kwestiach – zwłaszcza na rozwoju wydarzeń w Turcji.

PLN

W ubiegłym tygodniu polski złoty osłabił się w relacji do głównych walut, najmocniej tracąc w relacji do dolara amerykańskiego. Złoty był słabszy przede wszystkim z uwagi na „efekt zarażania”, który przetoczył się po globalnych rynkach finansowych z uwagi na problemy Turcji. Istotne znaczenie dla słabości złotego miała również wyprzedaż wspólnej europejskiej waluty.

Ubiegły tydzień nie przyniósł zbyt wielu istotnych informacji z Polski. Kluczowymi danymi, które poznamy w tym tygodniu będzie wtorkowy odczyt dynamiki PKB Polski w drugim kwartale. Skala ekspansji gospodarczej ma być zbliżona do notowanej w pierwszym kwartale. Oprócz tego poznamy rewizję szacunku inflacji CPI w lipcu oraz dane o zatrudnieniu i dynamice płac.

GBP

Miniony tydzień przyniósł kontynuację wyprzedaży funta. Słabość waluty była związana z faktem, iż inwestorzy niepokoją się w związku z negocjacjami w kwestii Brexitu i mają wątpliwości, czy Wielkiej Brytanii uda się osiągnąć porozumienie z UE. Kryzys w Turcji pod koniec tygodnia dominował jednak nad informacjami z Zjednoczonego Królestwa, a sam szterling w związku z tym był w stanie umocnić się względem euro. Gospodarka Wielkiej Brytanii oraz brytyjskie banki nie powinny bowiem istotnie odczuć skutków sytuacji w Turcji.

Bieżący tydzień przyniesie kilka kluczowych dla UK publikacji ekonomicznych. Na kurs funta wpływ będą miały publikacje z rynku pracy oraz dane o inflacji i sprzedaży detalicznej. O ile oczywiście będą w stanie przebić się przez informacje z Turcji, na których obecnie skupiają się inwestorzy.

EUR

Na wieść o tym, że Europejski Bank Centralny z uwagą śledzi wpływ tureckiego kryzysu na sytuację konkretnych europejskich banków (przede wszystkim BBVA, Unicredit oraz BNP) wspólna europejska waluta doświadczyła wyprzedaży. Kurs euro względem dolara obniżył się poniżej poziomu 1,15, który w praktyce, od lata 2017 r. był dolną granicą przedziału wahań waluty. Uważamy, że taka reakcja rynku jest przesadzona. Eksport krajów Unii Europejskiej do Turcji stanowi około 0,5% łącznego PKB państw Wspólnoty. Jeżeli chodzi o europejskie instytucje finansowe, najgorszy scenariusz zakłada, że rezygnują one z wszelkich inwestycji w tureckie banki. Dla banku z największą ekspozycją, czyli BBVA, oznaczałoby to istotne straty, które jednak z łatwością mogą zostać pokryte przez kapitał z rezerwy obowiązkowej banku. Uważamy, że skala wyprzedaży wspólnej europejskiej waluty jest przesadna, jednocześnie jednak nie sądzimy, żeby był to odpowiedni czas na oczekiwanie wyraźnej aprecjacji euro względem dolara.

USD

Chaos związany z sytuacją w Turcji odwrócił uwagę od kluczowej publikacji ekonomicznej dla Stanów Zjednoczonych. Ostatni raport o dynamice cen był bowiem lepszy niż zakładał konsensus. Inflacja bazowa podskoczyła do najwyższego od 10 lat poziomu 2,4%, tym samym znalazła się wyraźnie powyżej celu inflacyjnego Rezerwy Federalnej. Obecnie nie widać również żadnych przesłanek, żeby obecny, łagodny trend zwyżkowy miał się zatrzymać. W konsekwencji publikacji, rentowności amerykańskich obligacji zaczęły rosnąć, jednak sytuacja uległa zmianie po tym, jak sytuacja w Turcji sprawiła, że inwestorzy zaczęli lokować kapitał w “bezpiecznych przystaniach”, m.in. w obligacjach rządu USA.

W najbliższym tygodniu nie poznamy zbyt wielu nowych danych gospodarczych dla Stanów Zjednoczonych. Wahania dolara będą zatem uzależnione od informacji o sytuacji w Turcji oraz konfliktu handlowego USA.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Polskie startupy z szansą na udział w pierwszym programie grantowym dla państw Grupy Wyszehradzkiej

Do 24 sierpnia polskie startupy mają szansę aplikować do programu V4 Startup Force – pierwszego projektu grantowego dla młodych firm z państw Grupy Wyszehradzkiej. Inicjatywa jest efektem współpracy jednego z największych polskich akceleratorów dla startupów technologicznych MIT Enterprise Forum Poland przy współpracy z węgierskim inkubatorem Design Terminal oraz partnerami regionalnymi z Czech i Słowacji. Jej celem jest budowanie relacji biznesowych pomiędzy startupami i dużymi korporacjami z regionu Europy Środkowej. Cztery zwycięskie startupy, po jednym z każdego kraju, wezmą udział w intensywnym programie mentorskim w Budapeszcie i specjalnym wyjeździe studyjnym po państwach Grupy Wyszehradzkiej.

V4 Startup Force to inicjatywa węgierskiego inkubatora Design Terminal tworzona przy udziale regionalnych partnerów z regionu Środkowej Europy. Celem przedsięwzięcia jest mobilizacja i wzmacnianie współpracy biznesowej pomiędzy państwami oraz wsparcie ekosystemu startupów i liderów rynku. Partnerem programu po stronie polskiej jest MIT Enterprise Forum Poland,  czeskiej – inkubator UP21, natomiast słowackiej –międzynarodowe biuro coworkingowe 0100 Campus. To pierwsze tego typu przedsięwzięcie w tej części kontynentu, a zarazem wyjątkowa okazja dla innowacyjnych technologii z Polski.

Możliwość współpracy z południowymi sąsiadami nad rozwojem regionalnego ekosystemu innowacji to duże wyróżnienie. Rola Grupy Wyszehradzkiej na scenie międzynarodowej staje się coraz bardziej wyraźna, a startupy z tego regionu mogą na tym wiele zyskać. Co więcej, coraz częściej startupy i partnerzy z rejonów rozwijających się, takich jak Afryka czy Brazylia chętnie decydują się na rozwijanie swoich technologii w Europie Środkowej, także i w Polsce – zauważa Magdalena Jabłońska, prezes Fundacji Przedsiębiorczości Technologicznej, operatora programu MIT Enterprise Forum w Poland.

Program V4 Startup Force będzie realizowany jesienią tego roku przy wsparciu Międzynarodowego Funduszu Wyszehradzkiego. Zakwalifikują się do niego cztery startupy – po jednym z każdego państwa zaangażowanego w inicjatywę. Szczęśliwcy wezmą udział w intensywnym dziesięciodniowym programie mentorskim w Budapeszcie, a także w ośmiodniowym wyjeździe studyjnym wokół krajów Grupy Wyszehradzkiej. Zgłoszenia można wysyłać do 24 sierpnia za pośrednictwem strony: http://v4startupforce.designterminal.org/

Węgierski Program Mentoringowy Design Terminal istnieje od 2014 rok i pomógł już ponad 800 przedsiębiorstwom wejść na rynek. W tym roku zgłosiło się do niego 215 kandydatów z 56 państw, jak Niemcy, Estonia, Wielka Brytania czy USA.

Sprawdź pozycjonowanie funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnienie. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku walutowy

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku walutowy

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających na rynku surowcowym

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających na rynku surowcowym

Źródło: Opracowanie własne

Strzałka zielona – na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Strzałka czerwona-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

Poprzedni tydzień przyniósł „rzeź niewiniątek” na euro. Tak duża presja podażowa wspólnej waluty została spowodowana przez powiązanie europejskich banków z tureckimi oraz aktualną sytuacją gospodarczą w tamtejszym kraju. Kryzys turecki oraz wyprzedaż euro przełożyła się na umocnienie USD na szerokim rynku oraz wyprzedaż walut pozostałych państw rozwijających.

EURUSD – coraz więcej pozycji krótkich

W poprzednim tygodniu fundusze lewarowane otworzyły ponad 16 000 pozycji krótkich, zatem w pełni skorzystali na piątkowej wyprzedaży. Oprócz tego wzrosła ilości pozycji długich, aczkolwiek tylko nieznacznie – o 1 475 kontraktów terminowych.

Wzrost pozycji krótkich względem długich przyczynił się do kolejnego spadku linii netto. Spadki po raz kolejny zostały potwierdzone.

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Źródło: Cme Group

Wzrost pozycji krótkich na rynku kontraktów terminowych wśród funduszy lewarowanych daje niedźwiedzi sygnał na EURUSD. Warto zauważyć, że obecny trend spadku linii netto jest kontynuowany od kilkunastu tygodni.

Na dzień dzisiejszy analiza techniczna na interwale tygodniowym potwierdza obecny trend spadkowy.

Notowania EURUSD, interwał tygodniowy

Notowania EURUSD, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Na interwale tygodniowym powstała bowiem formacja RGR. Po przerwaniu linii głowy trend spadkowy został potwierdzony. Celem dla sprzedających jest cel oddalony o ponad 900 pipsów. Gdyby jednak kupującym udało się powrócić ponad linię szyi, to wyprzedaż stałaby się nieaktualna.

GBPUSD – kontynuacja wyprzedaży

Sytuacja na funcie brytyjskim jest bardzo zbliżona do EURUSD. Fundusze lewarowane już od kilku miesięcy spekulują na zniżkę wartości GBP w stosunku do USD. Ostatni tydzień nie był wyjątkiem, pozycja netto po raz kolejny zmalała. Tym razem kapitał lewarowany na rynku kontraktów terminowych otworzył ponad 19 tysięcy pozycji krótkich. Oprócz tego pozycje długie wzrosły o 8 tysięcy pozycji.

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Źródło: Cme Group

Ostatnia wyprzedaż notowań GBPUSD przyspieszyła. Ucieczka pozycji długich na euro rozlała się także na GBPUSD. Notowania przerwały dolną bandę kanału spadkowego, w której kurs poruszał się od maja 2018 roku. Tym samym kupujący narazili siebie na większe prawdopodobieństwo korekty. Gdyby do niej doszło, to powinna zatrzymać się w okolicy poziomu oporu 1.2957. Opór został wyznaczony przez przebicie minimum notowań z 19 lipca.

Notowania GBPUSD, interwał dzienny

Notowania GBPUSD, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Po korekcie aktualny trend spadkowy na GBPUSD z dużym prawdopodobieństwem będzie kontynuowany.

Dział Analiz Admiral Markets

Konsumenci wybierają firmy działające na rzecz środowiska i lokalnych społeczności. To ważne szczególnie dla młodych

Konsumenci wybierają firmy działające na rzecz środowiska i lokalnych społeczności. To ważne szczególnie dla młodych 6

Coraz więcej firm przykłada wagę do działań związanych ze zrównoważonym rozwojem i społeczną odpowiedzialnością. W Polsce blisko 60 proc. największych przedsiębiorstw raportuje dane pozafinansowe, które odzwierciedlają wpływ, jaki firmy wywierają na otoczenie, oraz rezultaty ich działań na rzecz środowiska i społeczeństwa. Taka strategia ma wiele korzyści, przede wszystkim wyzwala innowacyjność, zwiększa efektywność biznesu i buduje zaufanie do firmy. Transparentna komunikacja firm w tym obszarze jest szczególnie ważna dla młodego pokolenia. Dlatego public relations odgrywa tu kluczową rolę.

– Public relations jest kluczową funkcją do tego, aby firma w skuteczny sposób realizowała działania związane ze zrównoważonym rozwojem i odpowiedzialnością społeczną. Bez dobrego dialogu z interesariuszami i dobrego zrozumienia wpływu firmy na otoczenie nie ma dobrej strategii zrównoważonego rozwoju, więc komunikacja ma tu kluczowe znaczenie – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Magdalena Brzezińska, kierownik działu spraw korporacyjnych Grupy Żywiec, juror konkursu Złote Spinacze 2018.

Coraz więcej konsumentów zwraca uwagę na działania społeczne podejmowane przez firmy. Liczy się nie tylko cena i jakość produktu, lecz także sposób w jaki firma prowadzi swój biznes i wpływ jaki wywiera. Z badań Uniwersytetu Południowej Kalifornii wynika, że 85 proc. dzisiejszych konsumentów (przy czym ponad 90 proc. millenialsów) wybiera te marki, które kojarzą im się z rozwiązywaniem problemów społecznych.

Prowadzenie działań uwzględniających interesy społeczne czy ekologiczne może się przyczynić do osiągnięcia wymiernych korzyści, w tym wzrostu wiarygodności przedsiębiorstwa dla konsumentów.

Komunikacja sustainability i działań CSR musi być przede wszystkim wiarygodna. Dzisiaj konsumenci, potencjalni pracownicy, pracownicy w firmach są coraz bardziej świadomi tego, jakie wyzwania środowiskowe czy społeczne stoją przed biznesem, i oczekują, że firma nie tylko będzie mówić o tym, że postępuje właściwie, lecz przede wszystkim będzie podejmować słuszne decyzje biznesowe – ocenia ekspertka.

Ponad 40 proc. firm ocenia, że prowadzenie biznesu w sposób odpowiedzialny skutecznie pomaga w zdobyciu zaufania i lojalności pracowników – tak wynika z badania „CSR w praktyce – barometr Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej (CCIFP)”.

– Prowadząc jasną, transparentną komunikację swoich aktywności w obszarze zrównoważonego rozwoju, firma buduje zaufanie do siebie. Przyciąga pracowników, dla których coraz większe znaczenie ma to, jak firma traktuje środowisko, jak buduje zaufanie wśród klientów poszukujących produktów, które pozwalają im pokazać, że ich styl życia też przekłada się w pozytywny sposób na środowisko. Skuteczna komunikacja tych działań pozwala firmie realizować cele biznesowe – przekonuje Magdalena Brzezińska

O rosnącym znaczeniu komunikacji zrównoważonego rozwoju i CSR może świadczyć fakt, że w tegorocznej, 16. edycji konkursu Złote Spinacze, który ma wyłonić najlepsze komunikacje public relations w Polsce, pojawiła się także kategoria Sustainability & CSR Communications. Jest ona przeznaczona dla firm i organizacji, które w sposób przejrzysty i spójny realizują działania na rzecz ograniczania negatywnego wpływu na środowisko i społeczności lokalne, a z drugiej strony przyczyniają się do budowania społecznego dobra.

Będziemy szukać takich projektów, w których public relations pełni istotną rolę, bo to przede wszystkim ta funkcja otwiera firmy na świat zewnętrzny, pokazuje im wyzwania i pomaga prowadzić te działania w taki sposób, żeby były wiarygodne i żeby przyciągały do firmy konsumentów, pracowników, klientów. Będziemy też patrzeć, jak działania komunikacyjne, które wspierają strategie zrównoważonego rozwoju, przekładają się na efekty biznesowe – podsumowuje Brzezińska.

W tej kategorii komisja konkursowa wybierze najlepsze projekty promujące ideę dialogu społecznego. Zgłoszenia przyjmowane są do 6 września 2018 roku. Regulamin konkursu i szczegóły dostępne są na stronie www.zlotespinacze.pl.