Orion Investment S.A. notuje wysoki zysk po trzech kwartałach 2017 r.

Grupa Orion Investment S.A., Spółka notowana na GPW w Warszawie, zajmująca się realizacją projektów deweloperskich, zakończyła pierwsze trzy kwartały 2017 r. skonsolidowanym zyskiem netto w wysokości 5,56 mln zł przy przychodach netto ze sprzedaży w kwocie 22,68 mln zł. Spółka planuje również przeprowadzić split akcji w stosunku 1:10.

Osiągnięte przez Grupę Orion Investment S.A. wyniki finansowe po trzech kwartałach 2017 r. wykazują istotną poprawę w ujęciu rdr., bowiem w analogicznym okresie 2016 r. jej zysk netto wyniósł 2 mln zł, a przychody netto ze sprzedaży ukształtowały się na poziomie 9,67 mln zł. Grupa realizuje inwestycje deweloperskie zgodnie z przyjętymi harmonogramami i założonymi budżetami. Zaawansowanie sprzedaży lokali w budynkach przy ulicy Dębskiego w Krakowie oraz budynków w Zabierzowie znajduje się na poziomie satysfakcjonującym Zarząd Spółki, a nowy projekt inwestycyjny Grupy pod nazwą marketingową „Krakowskie Przedmieście” zlokalizowany w Skawinie odnotowuje równie wysokie zainteresowanie ze strony potencjalnych nabywców. Aktualnie podpisywane są umowy deweloperskie, a planowane zakończenie tej inwestycji ma nastąpić do końca I półrocza 2019 r.

„Ogromny wzrost przychodów i zysku netto ma związek z dobrą koniunkturą na rynku mieszkaniowym oraz realizacją strategii Spółki polegającej na stopniowym zwiększaniu ilości lokalizacji będących jednocześnie w sprzedaży. Zainteresowanie inwestycją w Skawinie jest bardzo duże, jednak wpływ tej inwestycji na wyniki finansowe będzie widoczny dopiero w 2019 roku.” – podkreśla Tadeusz Marszalik, Prezes Zarządu Spółki Grupa Orion Investment S.A.

Spółka Orion Investment S.A. zamierza przeprowadzić split akcji w stosunku 1:10. Decyzję w tym zakresie podejmą jej Akcjonariusze podczas NWZA zwołanego na dzień 14.12.2017 r.

„Split akcji ma na celu zwiększenie płynności ich obrotu na rynku. Wierzymy, że dzięki tej operacji uda nam się osiągnąć zaplanowany cel.” – dodaje Prezes Marszalik.

Grupa Orion Investment S.A. osiągnęła w 2016 r. zysk netto na poziomie skonsolidowanym w wysokości 5,07 mln zł przy przychodach netto ze sprzedaży wynoszących 25,66 mln zł. Spółka wypłaciła w tym roku dywidendę z zysku za 2016 r. w kwocie 1,55 zł na akcję, przeznaczając łącznie na ten cel blisko 1,68 mln zł, co stanowiło 33% osiągniętego zysku netto.

Grupa Orion Investment S.A. to powiązane kapitałowo firmy deweloperskie z siedzibą w Krakowie. Orion Investment S.A. zadebiutowała na rynku NewConnect w lutym 2009 r., a w grudniu 2015 r. zmieniła rynek notowań na rynek regulowany GPW w Warszawie. Do najważniejszych inwestycji Grupy Orion Investment S.A. należy zaliczyć budowę hali biurowo-produkcyjnej w Sosnowcu, 7-piętrowego apartamentowca „Przemysłowa 15” w Krakowie, realizację projektu „Trzy Ogrody” w Krakowie oraz osiedla domów jednorodzinnych w Zabierzowie o nazwie „Zacisze-Zabierzów”. Spółka prowadzi stabilną politykę dywidendową – dzieliła się z Akcjonariuszami zyskiem za ostatnie sześć lat.

W tym roku polska rodzina planuje przeznaczyć na Święta średnio 882 zł

Jak pokazuje dwudziesta edycja międzynarodowego badania „Zakupy świąteczne 2017” przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte, w tym roku wśród Polaków zwycięży rozsądek. Na prezenty, jedzenie oraz spotkania z najbliższymi zamierzamy wydać średnio 882 zł, czyli tylko o 2 proc. więcej niż wydaliśmy rok temu. Najbardziej spodziewanym prezentem są kosmetyki i perfumy, natomiast najchętniej obdarowywać bliskich będziemy książkami. Aż 42 proc. pieniędzy przeznaczonych na prezenty pozostawimy w sklepach internetowych. Z roku na rok rośnie również udział kupowanych prezentów w kanałach mobilnych.

Polacy deklarują, że na tegoroczne wydatki związane z Bożym Narodzeniem przeznaczą o 2 proc. więcej niż rok temu. W 2017 roku suma, którą planują wydać na bożonarodzeniowe prezenty, jedzenie oraz spotkania z najbliższymi wyniesie średnio 882 zł (209 euro). Jednocześnie jest to mniej niż deklarowali w 2016 roku, kiedy zamierzali wydać średnio 1 121 zł. – Spośród wszystkich ankietowanych krajów Polacy przewidują, że wydadzą najmniej. Oprócz nas równie oszczędni będą Holendrzy, którzy chcą wydać średnio niespełna 240 euro. Na drugim biegunie znajdują się Hiszpanie i Brytyjczycy, którzy zadeklarowali, że wydadzą odpowiednio 526 i 550 euro. W tym porównaniu trzeba brać jednak pod uwagę poziom PKB danego kraju, średnie dochody, siłę nabywczą, ale też tradycję świąteczną – mówi Magdalena Jończak, Lider Zespołu ds. Sektora Dóbr Konsumenckich, Partner w dziale Konsultingu Deloitte.

Średnia dla wszystkich ankietowanych krajów wyniosła 368 euro. W tym roku Polacy deklarują, że na prezenty przeznaczą więcej niż na jedzenie. Pierwsza kategoria pochłonie ok. 51 proc. bożonarodzeniowego budżetu (451 zł), a druga około 39 proc. (342 zł). Na spotkania towarzyskie planują natomiast wydać 89 zł.

Polacy, po raz pierwszy od dwóch lat, pozytywnie oceniają obecną sytuację gospodarczą. Odsetek zadowolonych z niej ankietowanych wzrósł z 15,6 proc. w 2016 r. do 32,7 proc. w 2017 r. Również mieszkańcy Europy wyrażają mniejszy pesymizm w porównaniu z rokiem poprzednim. Spośród nich obecną sytuację gospodarczą najbardziej pozytywnie postrzegają Niemcy i Portugalczycy. Polacy równie optymistycznie myślą o sytuacji gospodarczej w przyszłości.

Europejczycy nie chcą już pod choinką gotówki

Jaki prezent chcielibyśmy i spodziewamy się zobaczyć pod choinką? W tym roku, podobnie jak rok wcześniej, są to przede wszystkim kosmetyki i perfumy. Na podium znalazły się również książki i słodycze. Wśród mieszkańców badanych krajów nastąpiła zmiana oczekiwań, jeśli chodzi o wymarzone prezenty. Jako spełnienie marzeń coraz rzadziej wskazywane są pieniądze. W tym roku gotówka na pierwszym miejscu znalazła się tylko w Belgii, podczas gdy rok temu królowała w czterech z dziewięciu badanych krajów.

A jakimi prezentami zamierzamy obdarować naszych najbliższych? Przede wszystkim książkami, które powróciły na pozycję lidera. Tuż za nimi znalazły się kosmetyki i perfumy (ubiegłoroczny zwycięzca) oraz słodycze. Książki królują w sześciu z dziesięciu badanych krajów. W pierwszej dziesiątce prezentów, którymi zamierzamy obdarować najbliższych po raz pierwszy znalazły się suplementy diety. Wśród prezentów kupowanych nastolatkom dominują słodycze, gry komputerowe oraz książki. Z kolei najmłodszym w tym roku najchętniej kupimy zabawki kreatywne i artystyczne, które z pierwszego miejsca zepchnęły dotychczasowego lidera, czyli klocki. Na drugim miejscu znalazły się książki. – Z roku na rok Polacy coraz wcześniej zaczynają przygotowania do świąt. I tak 23 proc. badanych deklaruje, że prezenty kupi już w listopadzie, a 39 proc. wybierze się na zakupy w pierwszej połowie grudnia. To o kilka punktów procentowych więcej niż rok wcześniej. Do ostatnich dni przed świętami z zakupem prezentów zamierza czekać 21 proc. Polaków, czyli o 6 pp. mniej niż w 2016 roku. Jest to już stała tendencja, że z roku na rok liczba takich osób systematycznie spada – wyjaśnia Mariusz Chmurzyński, Dyrektor w dziale Konsultingu, członek Zespołu ds. Sektora Dóbr Konsumenckich Deloitte.

Prezentów szukamy w sieci

Prezenty Polacy w tym roku kupią przede wszystkim w tradycyjnych lokalnych sklepach. Gdy jednak rozważamy zakup multimediów, to stawiamy na sklepy internetowe. Z roku na rok udział e-commerce w handlu rośnie. Nie omija to również zakupów robionych z myślą o Bożym Narodzeniu. Analiza Deloitte pokazała, że aż 42 proc. budżetu przeznaczonego na prezenty zostawimy w tym roku w sklepach internetowych. – To o 5 p.p. więcej niż rok wcześniej. Jednocześnie Polska znajduje się w czołówce krajów, w których konsumenci będą kupować prezenty w Internecie. Wyższy odsetek uzyskały Holandia, Niemcy i Wielka Brytania. W tym ostatnim kraju klienci wydadzą ponad 50 proc. budżetu na prezenty w kanałach online – mówi Wojciech Górniak, Dyrektor w dziale Konsultingu, Lider obszaru Strategii i Transformacji Cyfrowych Deloitte.

Połowa Polaków deklaruje, że planuje robić bożonarodzeniowe podarunki za pośrednictwem kanałów cyfrowych, a 20 proc. chce je kupić przez smartfon. W ubiegłym roku odsetek ten wynosił 13 proc. W sklepach internetowych szukać będziemy przede wszystkim nowoczesnych technologii i multimediów. Z kolei w sklepach stacjonarnych, na które zdecyduje się 62 proc. ankietowanych, szukać będziemy prezentów w kategorii jedzenie i napoje oraz uroda i zdrowie.

E-commerce gwarantuje wygodę

Dzięki dynamice wzrostu wydatków w kanałach online o 8,6 proc., wzrost całkowitych wydatków na prezenty wyniesie 3,4 proc. Tym samym Polska jest jednym z badanych krajów, w których klienci przesuwają swoje wydatki z kanałów offline do online, powodując jednocześnie wzrost całkowitej wartości wydatków na prezenty. – Aż 52 proc. Polaków pytanych, co zrobią, jeśli prezentu nie znajdą w sklepie tradycyjnym, odpowiedziało, że poszuka go w Internecie. Pod tym względem Polska osiągnęła drugi wynik wśród analizowanych państw. Z kolei 35 proc. z nas będzie szukać w takiej sytuacji prezentu w innym sklepie stacjonarnym, co jest drugim najniższym wynikiem wśród przebadanych państw – mówi Mateusz Gordon, Lider Strategii Omnikanałowej Deloitte.

Do zakupów online najbardziej przekonuje nas dowolność pory dnia, w której możemy je robić (75 proc.), jak również dostawa do domu (70 proc.). Z kolei za największą zaletę zakupów tradycyjnych uważamy możliwość uzyskania fachowej porady od sprzedawcy (78 proc.), to że swoje zakupy otrzymujemy do ręki (77 proc.) oraz ochrona danych osobowych (71 proc.).

Sonda: Ponad połowa konsumentów traktuje gazetki sieci handlowych jako przydatne źródło informacji

52% uczestników sondy wskazuje gazetkę promocyjną jako przydatne narzędzie do poszukiwania promocji. Konsumenci wyjaśniają, że korzystają z publikacji, gdy chcą wybrać dla siebie odpowiednie produkty w najbardziej przystępnych cenach. Takie działanie zdecydowanie ułatwia im podejmowanie decyzji zakupowych.

Respondenci deklarują też swoje zaufanie do gazetek, oparte na wielokrotnej, pozytywnej weryfikacji promocji w placówkach handlowych. Natomiast, 24% osób, czyli o ponad połowę mniej, twierdzi, że zbytnio nie ufa gazetkom i z tego powodu ich nie czyta. W wielu przypadkach wynika to z rozczarowania brakiem promowanych produktów w sklepach. Z kolei 17% konsumentów zapewnia, że nie ma czasu na przeglądanie tego typu publikacji. Najmniej liczna grupa, bo tylko 7% respondentów, nie posiada własnego zdania na temat gazetek promocyjnych lub ma obojętny stosunek do ich treści.

Sonda została przeprowadzona w ramach Programu AdRetail Inspirio wśród 100 losowo wybranych osób. W materiale prezentujemy wybrane wypowiedzi konsumentów.

Optymistyczne otwarcie ostatniego kwartału 2017 r.

Październik 2017 r. był bardzo udanym miesiącem dla polskiego przemysłu, który w tym czasie rósł w najszybszym tempie od ponad 7 lat. Bardzo dobre wyniki napłynęły również z rynku pracy, a tempo wzrostu sprzedaży detalicznej i inflacji również wskazywało na duży wzrost polskiej gospodarki. W październiku nie zachwyciły jedynie dane dotyczące rynku mieszkaniowego, ale i tak 2017 r. powinien okazać się lepszy od rekordowego 2016 r. Dodatkowo, poznaliśmy odczyt PKB za trzeci kwartał, który wyniósł 4,7 proc. w skali roku. Zestaw ww. danych w naszym odczuciu może wywierać coraz wyższą presję na RPP w kontekście podwyżek stóp. Oczekujemy utrzymania się wysokich dynamik wzrostu polskiej gospodarki do końca 2017 r.

Produkcja przemysłowa (odczyt w cenach stałych niewyrównany sezonowo w przedsiębiorstwach o liczbie pracujących powyżej 9 osób) w październiku 2017 r. odnotowała najwyższy wzrost od sierpnia 2010 r. Dynamika roczna październikowego odczytu była równa 12,3 proc. i po raz drugi w tym roku osiągnęła dwucyfrową wartość (pierwszy raz taka sytuacja miała miejsce w marcu). Odczyt za październik był o 1,9 pkt. proc. powyżej – i tak wysokiego – konsensusu rynkowego. W ostatnim miesiącu odnotowano wzrost w 32 z 34 działów przemysłu, z czego największa dynamika widoczna była w produkcji maszyn i urządzeń (+23,8 proc. r/r), podczas gdy największy spadek ponownie miał miejsce w wydobywaniu węgla kamiennego i brunatnego (-13,2 proc. r/r). Po wyeliminowaniu wpływu czynników sezonowych produkcja w minionym miesiącu była o 9,7 proc. wyższa niż przed rokiem.

Kolejny miesiąc z rzędu zaobserwowano dynamiczny wzrost w produkcji budowlano-montażowej. Tempo produkcji (wyrażone w cenach stałych, niewyrównane sezonowo, w przedsiębiorstwach o liczbie pracujących powyżej 9 osób) wyniosło 20,3 proc. w skali roku, czyli o 3,7 pkt. proc. mniej od oczekiwań rynkowych. Po wyeliminowaniu wpływu czynników o charakterze sezonowym, tempo wzrostu produkcji budowlano-montażowej osiągnęło wartość +19,1 proc. w skali roku.

Październik nie był już tak dobry dla budownictwa mieszkaniowego, które i tak w tym roku powinno osiągnąć rekordowe wyniki. Oddanych zostało ogółem 15 555 mieszkań (-6,4 proc. r/r), co nie przeszkodziło w utrzymaniu dodatniej dynamiki przekazanych lokali od początku 2017 r. (+8,4 proc. r/r). W październiku rozpoczęto budowę 16 275 lokali mieszkalnych (+4,5 proc. r/r), a od początku roku liczba ta wyniosła 177 125 (+19,2 proc. r/r). W przypadku mieszkań, na których budowę wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym w październiku również odnotowano dodatnią dynamikę, która wyniosła 15,1 proc. r/r (22 689 pozwoleń/zgłoszeń). Narastająco od początku roku dynamika dotycząca tego obszaru względem roku 2016 wyniosła 22,5 proc.

Październikowe dynamiki wyłącznie dla deweloperów mieszkaniowych okazały się podobne do odczytów dotyczących całego rynku. Deweloperzy oddali w październiku br. 7 925 mieszkań (-4,5 proc. r/r), podczas gdy od początku roku przekazali 68 910 lokali (+11,8 proc. r/r). Liczba rozpoczętych budów przez deweloperów spadła o 1,7 proc. w skali roku, co przełożyło się na 7 755 nowych budów. Z kolei w okresie styczeń-październik br. deweloperzy rozpoczęli budowę 87 311 mieszkań, co oznacza 23,0 proc. poprawę r/r. Dynamika liczby wydanych pozwoleń lub dokonanych zgłoszeń w październiku wyniosła 9,3 proc. (11 499 pozwoleń/zgłoszeń), podczas gdy narastająco dynamika wyniosła +27,2 proc. r/r (109 715 pozwoleń/zgłoszeń).

Sytuacja na rynku pracy dynamicznie się rozwijała kolejny miesiąc z rzędu. W październiku 2017 r. przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw, w których liczba pracujących przekracza 9 osób wyniosło 6 035,8 tys. osób, co oznacza wzrost o 4,4 proc. w skali roku (o 0,1 pkt. proc. poniżej oczekiwań rynkowych). Natomiast przeciętne wynagrodzenie brutto wzrosło do 4 574,35 zł miesięcznie, tj. o 7,4 proc. r/r, podczas gdy konsensus rynkowy oczekiwał 6,6 proc. wzrostu.

Stopa inflacji CPI w październiku 2017 r. wyniosła 2,1 proc. w skali roku (0,5 proc. m/m) i była zgodna ze wstępnym odczytem oraz konsensusem rynkowym. Największy wzrost w skali roku zanotowały ceny żywności (+5,8 proc.), które w porównaniu z wrześniem 2017 r. wzrosły o 1,0 proc. Największy spadek w ujęciu r/r odnotowały ceny odzieży i obuwia (-4,6 proc.), które z kolei w skali miesiąca zanotowały największy wzrost (3,5 proc.). W porównaniu z wrześniem 2017 r. największy spadek cen zaobserwowano na rekreacji i kulturze – o 0,5 proc.

W październiku 2017 r. wysokie tempo wzrostu osiągnęła sprzedaż detaliczna. W cenach stałych dynamika wyniosła 7,1 proc. r/r. Sprzedaż rosła we wszystkich grupach, natomiast spośród kategorii o znaczącym udziale największy wzrost w skali roku odnotowano w podmiotach sprzedających pojazdy samochodowe, motocykle oraz części (+11,8 proc. r/r). Biorąc pod uwagę sprzedaż detaliczną wyrażoną w cenach bieżących, to roczna dynamika za październik wyniosła +8,0 proc. tj. o 0,1 pkt. proc. poniżej oczekiwań rynkowych.

Warto także zwrócić uwagę na wstępny odczyt PKB za trzeci kwartał. Niewyrównany sezonowo wzrost wyniósł 4,7 proc. w skali roku, podczas gdy oczekiwania rynkowe były o 0,2 pkt. proc. niższe. Dodatkowo, zrewidowane o 0,1 pkt. proc. w górę zostały odczyty za pierwszy i drugi kwartał tego roku do odpowiednio 4,1 proc. r/r oraz 4,0 proc. r/r. Z uwagi na relatywnie niską bazę produkcji przemysłowej w czwartym kwartale zeszłego roku oraz pozytywne sygnały płynące z odczytu PMI przemysłu spodziewamy się, że polska gospodarka w ostatnich trzech miesiącach roku będzie rozwijała się w podobnym tempie jak dotychczas w 2017 r.

Piotr Ludwiczak, Head of Research, Michael/Ström Dom Maklerski

Temat zastępczy

Najlepsza polityka jest taka, o której nic nie słychać. Problemy z utworzeniem koalicji w Niemczech dalej służą jako temat zastępczy, choć i tak z ograniczonym wpływem na rynki. Prawie pusty kalendarz oferuje niewiele powodów do emocji.

Trudno powiedzieć, czy EUR rzeczywiście źle znosi zawirowania polityczne w Niemczech, czy stanowi to tylko pretekst dla porzucania długich pozycji. EUR/USD stracił wczoraj ok. 0,5 proc., ale indeks giełdy we Frankfurcie zyskał 0,5 proc., natomiast obligacje niemieckie stały prawie nie ruszyły się z miejsca. Zatem trzymam się zdania z wczoraj, że polityka w Niemczech jest tematem, dopóki nie ma innego, ważniejszego. Wtorek niewiele odmieni w posusze ciekawszych wydarzeń, więc musimy polegać na tym, co mamy. Kanclerz Merkel w wywiadzie w poniedziałek stwierdziła, że odrzuca pomysł rządu mniejszościowego i lepszą opcją mogą być powtórzone wybory. Jednocześnie pozostaje otwarta na powrócenie do Wielkiej Koalicji (mimo że lider SPD Schultz odrzucił taki scenariusz). Prezydent Niemiec Steinmeier chce jeszcze ratować sytuację i być negocjatorem między partiami. Jako że w polityce nigdy nic nie jest do końca wykluczone, rynek wciąż traktuje wszystkie wymienione opcje jako dostępne, co w ograniczonym stopniu (jeśli w ogóle) będzie miało wpływ na EUR. Dopiero gdyby zapadła decyzja o powtórzonych wyborach, można spodziewać się wzrostu premii za ryzyko. Wybory mogą się odbyć dopiero na początku przyszłego roku, a to oznacza pozostawienie strefy euro bez opoki, jaką zwykł być stabilny rząd niemiecki.

Prezes Janet Yellen poinformowała wczoraj, że nie pozostanie w zarządzie Fed po oddaniu szefostwa na rzecz Jerome’a Powella. Decyzja o skróceniu kadencji w zarządzie (pierwotnie do 2024 r.) była do przewidzenia – trudno być numerem 2, jeśli było się numerem 1. Tym samym prezydent Trump ma kolejne miejsce w zarządzie od obsadzenia, podnosząc ich liczbę do czterech (z siedmiu). Nazwiska mają zostać podane przed końcem roku, a wśród potencjalnych kandydatów wciąż przewija się przegrany wyścigu o fotel prezesa – John Taylor. W rezultacie zarząd Fed może ostatecznie nabrać jastrzębiego zacięcia (gdyż Powell traktowany jest jako neutralny). Także rotacja prawa głosu na posiedzeniach FOMC wśród regionalnych prezesów w 2018 r. daje władze jastrzębiom. Jednak wątpliwe jest, była z tego tytułu USD miał szybko liczyć na pozytywny impuls. Rynek ma tendencję do rozgrywania polityki Fed od posiedzenia do posiedzenia. Prawie pewna podwyżka stóp procentowych w grudniu jest w pełni zdyskontowana. Kolejna fala umocnienia dolara pod wpływem polityki pieniężnej pojawi się dopiero, kiedy Fed da wyraźny sygnał, że kolejna podwyżka w marcu 2018 r. jest prawdopodobna. Do tego czasu wyżej w hierarchii czynników pozostaje polityka fiskalna i dane makro.

Kalendarz we wtorek jest prawie pusty, więc główne rynki będą śledzić świeże doniesienia z Niemiec. Poza tym AUD czeka na wystąpienie prezesa RBA Lowe’a. W nocy protokół z posiedzenie RBA miał lekko gołębie zabarwienie, jednak po prezesie można oczekiwać bardziej stanowczego języka, co może ciążyć na walucie. Rynek funta może być zainteresowany wystąpieniem członków Banku Anglii w parlamencie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Pierwszoplanowy truciciel to niska emisja

Ponad połowa Polaków uważa, że główną przyczyną zanieczyszczenia powietrza są spaliny samochodowe. Blisko jedna trzecia nie wie, które źródła ciepła emitują najwięcej zanieczyszczeń. Brakuje też wzajemnej kontroli społecznej – jedynie 23 proc. Polaków reaguje, gdy ktoś w ich pobliżu spala śmieci, z czego tylko 4 proc. zgłasza sprawę na policję lub do straży miejskiej – wynika z najnowszego badania przeprowadzonego przez Kantar Public na zlecenie Forum Rozwoju Efektywnej Energii (FREE).

Skąd te zanieczyszczenia?

Polacy zapytani o główne przyczyny zanieczyszczenia powietrza najczęściej wskazywali spaliny samochodowe (54 proc.); aż 38 proc. za główne źródło zanieczyszczeń uznało zakłady przemysłowe. Nieco ponad połowa Polaków (52 proc.) wskazała węgiel i pochodne środki grzewcze (koks, miał, flot) jako źródła ciepła emitujące najwięcej zanieczyszczeń. Chociaż można zauważyć wzrost świadomości w tym zakresie, mieszkania i domy wciąż są najczęściej ogrzewane właśnie w ten sposób – aż 45 proc. Polaków ogrzewa je węglem lub pochodnymi. Jedna piąta respondentów (19 proc.) do ogrzania domu używa drewna, 16 proc. – gazu ziemnego, a co dziesiąty Polak posiada ogrzewanie z sieci miejskiej. Tylko 2 proc. badanych używa przyjaznego środowisku gazu płynnego.

Panuje powszechne – i mylne – przekonanie, że główną przyczyną złej jakości powietrza w Polsce są spaliny samochodowe i emisja zanieczyszczeń z zakładów przemysłowych. Tymczasem pierwszoplanowym trucicielem w naszym kraju jest tzw. niska emisja, czyli indywidualne gospodarstwa domowe ogrzewane poprzez spalanie węgla, flotu, miału, ekogroszku, drewna i odpadów. Spalanie paliw stałych w ponad 5 mln pieców węglowych powoduje emisję do powietrza tysięcy ton toksycznych substancji. Co więcej, problem groźnego dla zdrowia zanieczyszczenia powietrza nie dotyczy tylko miast, występuje również na terenach wiejskich i nisko zurbanizowanych – mówi Natalia Rostkowska, rzecznik prasowy Gaspol SA, mecenasa Forum Rozwoju Efektywnej Energii (FREE).

Czym ogrzewamy?

Węgiel i pochodne środki grzewcze są wykorzystywane przede wszystkim przez właścicieli domów jednorodzinnych (67 proc.). Niepokojące statystyki dotyczą również mieszkańców wsi – aż 65 proc. z nich ogrzewa domy węglem lub pochodnymi, podczas gdy w mieście jest to co trzeci dom (32 proc.). W miastach powyżej 200 tys. wykorzystanie węgla do ogrzania budynków mieszkalnych spada do 14 proc. Wzrasta za to znaczenie sieci miejskiej – tę opcję wskazuje 31 proc. badanych, jednak co trzeci mieszkaniec tych miast nie wie, w jaki sposób dostarczane jest ciepło do jego budynku.

Jak przeciwdziałać zanieczyszczeniom powietrza?

Prawie połowa Polaków (49 proc.) jest zdania, że wymiana źródeł ciepła na niskoemisyjne wpłynęłaby na poprawę jakości powietrza i tym samym ograniczyłaby negatywne skutki zdrowotne, a 40 proc. badanych zdecydowałoby się na wymianę systemu ogrzewania, aby się do tego przyczynić. Chęć wymiany systemu ogrzewania na niskoemisyjny najchętniej deklarują mieszkańcy regionu północnego (50 proc.) oraz południowo-zachodniego (48 proc.). Nie są to jednak jeszcze deklaracje o powszechnym zasięgu – 30 proc. respondentów jest przeciwnych wymianie, a kolejne 30 proc. nie potrafi udzielić odpowiedzi. Innymi czynnikami, które miałyby pozytywnie wpłynąć na poziom zanieczyszczenia, są działania edukacyjne (27 proc.) oraz termomodernizacja budynków (24 proc.).

Smog a problemy zdrowotne

Co trzeci Polak (34 proc.) zauważa u siebie różne dolegliwości wywołane przez powietrze zanieczyszczone toksynami. Do najczęściej wymienianych należą: ataki kaszlu, duszności, swędzenie nosa i spojówek, złe samopoczucie, ból głowy. Średnio 45 proc. Polaków twierdzi, że nie odczuwa żadnych skutków zdrowotnych; w województwach południowych (małopolskie, śląskie) odsetek tych osób spada do 26 proc. Co piąty respondent (21 proc.) nie potrafi znaleźć powiązania pomiędzy zanieczyszczonym powietrzem a stanem zdrowia, co może świadczyć o niskiej świadomości wpływu jakości powietrza na zdrowie człowieka.

Co ty możesz zrobić?

Brakuje wzajemnej kontroli społecznej – tylko 23 proc. badanych reaguje, kiedy ktoś z otoczenia spala plastik, folię, gumę lub inne tego typu materiały, w tym 18 proc. respondentów zwraca uwagę danej osobie, a jedynie 4 proc. zgłasza sprawę straży miejskiej lub policji. Co trzecia osoba nie potrafi stwierdzić, w jaki sposób reaguje (29 proc.).

Działania i dostęp do informacji

Czy władze gmin i dzielnic prowadzą jakieś działania na rzecz poprawy jakości powietrza? Niezależnie od tego, jak faktycznie jest, większość mieszkańców nie dostrzega ich lub nic o nich nie wie. Aż 38 proc. respondentów nie potrafi powiedzieć, czy takie działania są prowadzone, a co trzeci twierdzi, że nie (29 proc.). Nie lepiej wygląda sytuacja, jeśli chodzi o dostępność informacji na temat jakości powietrza – jedynie 5 proc. Polaków jest zdecydowanie przekonanych, że informacje na temat jakości powietrza w ich okolicy są łatwo dostępne, a aż 29 proc. nie umie odpowiedzieć na to pytanie. Najchętniej wykorzystywanym źródłem informacji na temat zanieczyszczeń powietrza jest telewizja – pojawiła się w 55 proc. odpowiedzi. Internet wskazało 18 proc. respondentów, radio i prasę – odpowiednio 6 proc. i 4 proc. Warto podkreślić rolę działań informacyjnych, gdyż prawie co czwarty mieszkaniec naszego kraju (24 proc.) deklaruje, że nie interesuje się tematem jakości powietrza i nie poszukuje informacji na ten temat.

Zmiana świadomości społecznej, a w następstwie zmiana postaw to długotrwały proces, który wymaga działań na wielu płaszczyznach.


Badanie pn. Świadomość społeczna na temat zależności pomiędzy źródłem energii grzewczej a jakością powietrza i jego wpływem na zdrowie zostało przeprowadzone przez Kantar Public na zlecenie Forum Rozwoju Efektywnej Energii w dniach 13-18 października 2017 r. na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie 1064 Polaków w wieku 15 i więcej lat.
Udziały procentowe zaokrąglone są do liczb całkowitych. Oznacza to, że w niektórych przypadkach, tj. w pytaniach jednoodpowiedziowych, wyniki mogą nie sumować się do 100%.

Dobre dane z polskiej gospodarki

Złotówka minimalnie rośnie wobec większości głównych walut światowych, choć bardzo dobre dane płynące z polskiej gospodarki powinny generować wyższą jej aprecjację. Otóż wg poniedziałkowych informacji GUS, w październiku produkcja przemysłowa zwiększyła się o 12,3% (r/r) i 5,1% (m/m). To znacznie wyżej niż prognozy analityków – odpowiednio: 10,4% i 3,8%. Warto podkreślić, że to najwyższa dynamika od 7 lat. Natomiast produkcja budowlano-montażowa była o 12,9% większa niż przed rokiem, kiedy spadek wyniósł 15%. Z kolei wzrost sprzedaży detalicznej sięgnął w październiku 8% i był tylko minimalnie gorszy od oczekiwań (8,1%). To kolejne statystyki, które mogą wpłynąć na analizowanie przez członków RPP możliwości ewentualnej przyszłej podwyżki stóp procentowych.

Waluty: Podobnie jak dobę wcześniej w ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do brytyjskiego funta (-0,13%), a zyskuje do euro (+0,02%), dolara kanadyjskiego (+0,21%), dolara australijskiego (+0,21%) oraz japońskiego jena (+0,4%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,174, GBP/USD – 1,325, USD/CAD – 1,281, AUD/USD – 0,755 i USD/JPY – 112,5. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,36%) i kurs EUR/JPY wynosi 132,1, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,886. Z złotówka lekko traci do funta, a minimalnie umacnia się do euro, dolara i franka szwajcarskiego. We wtorek rano dolar kosztuje powyżej 3,6 zł, euro – powyżej 4,23 zł, funt – prawie 4,78 zł, a frank – ponad 3,63 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach zdecydowana przewaga koloru zielonego. W poniedziałek londyński indeks FTSE 100 zyskał 0,12%, frankfurcki indeks DAX – 0,5%, a paryski indeks CAC 40 – 0,4%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 podniósł się o 0,13%, a torontyjski indeks S&P/TSX – o 0,04%. We wtorek w Azji tokijski indeks Nikkei wzrósł o 0,7%, chiński indeks Shanghai Composite – o 0,53%, a hongkoński indeks Hang Seng – o 1,85%.

Ropa i złoto: Po wcześniejszych wzrostach ceny ropy naftowej zaliczają spadki. W poniedziałek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 62,22 USD (-0,8%), a ropy WTI – 56,09 USD (-0,82%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca spadła o 1 USD do 64 USD. Także cena złota po wcześniejszych wzrostach idzie w dół. We wtorek rano uncję metalu rynek wycenia na 1280 USD. To 11 USD mniej (-0,85%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 1:30 – Australia – Protokół z posiedzenia RBA, listopad
  • 10:05 – Australia – Wystąpienie publiczne szefa RBA
  • 14:00 – Węgry – Decyzja ws. stóp procentowych, listopad
  • 16:00 – USA – Sprzedaż domów na rynku wtórnym, październik (prognoza 5,43 mln)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets 

WIG 20 jako jeden z lepszą stopą zwrotu

Pod względem stopy zwrotu w 2017 roku indeks WIG 20 znalazł się w pierwszej dziesiątce indeksów na świecie. Na pierwszym miejscu jest indeks Borsa Instanbul 100 z wynikiem ok. 40 proc., na drugim Han Seng z wynikiem nieco ponad 30 proc., natomiast polski indeks WIG 20 dał zarobić prawie 25 procent, co również daje bardzo dobre miejsce na tle konkurencji.

top 10 indeksów

Źródło: Bloomberg

Oprócz tego, analitycy ankietowani przez agencję informacyjną Bloomberg spodziewają się jeszcze wyższej stopy zwrotu. Czy mamy zatem szanse na dalsze wzrosty? Spójrzmy na wykres WIG 20.

WIG 20 – analiza techniczna

Analizując wykres tygodniowy mamy kilka możliwych scenariuszy. Po pierwsze indeks WIG 20 porusza się w kanale wzrostowym, aktualnie notowania znalazły się na dolnej bandzie. Ponadto MACD jest dodatnie, zatem mamy większe prawdopodobieństwo kontynuacji dalszych wzrostów. Aczkolwiek na poziomie 2600 punktów znajduje się bardzo silny opór, które nie powinien zostać pokonany za jednym razem. Jest to także potwierdzone przez dywergencję na MACD (pomimo tego, że MACD jest wzrostowe, to mamy sygnał niedźwiedzi stworzony przez negatywną dywergencję wskaźnika). Gdyby doszło do mocniejszej korekty, to spadki mogą zatrzymać się na bardzo mocnym wsparciu 2200 punktów, aczkolwiek jest to bardzo odległy target.

Notowania WIG 20, interwał tygodniowy

Notowania WIG 20, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Spoglądając na sezonowość od 2000 do 2016 rok stopy zwrotu w miesiącu grudniu została osiągnięta w 9 przypadkach z 16. Zatem patrząc jedynie na tą zmienną prawdopodobieństwo wystąpienia efektu św. Mikołaja wynosi 56 procent – niewiele. Z kolei średnia stopa zwrotu z 16 okresów wynosi 1.65.

MT4 Supreme Edition

Wychodząc z założenia, że inwestorzy zaczną redukować swoją pozycję w styczniu, to po wzrostowym miesiącu grudzień w styczniu powinna nastąpić korekta spadkowa. Stało się tak w 6-ściu na 9-więć analizowanych przypadków (9 miesięcy grudzień wzrostowych). Zatem, prawdopodobieństwo korekty w miesiącu styczeń po wzrostowym grudniu wynosi 66 procent.

sezonowosc na wig20

Źródło: Bloomberg

Patrząc na WIG20 pod względem prostej wyceny na tle państw rozwijających mamy szanse na dalsze wzrosty. Po pierwsze EPS (Earnings Per Share) jest o wiele wyższy niż dla całego indeksu państw zaliczanych do Emergin Markets (158 vs 71). Po drugie P/E również mamy mniejsze.

wycena wig20

Źródło: Bloomberg

W pierwszym oknie przedstawiono indeks WIG 20, natomiast w drugim indeks reprezentujący szeroką grupę rynków rozwijających się.

Dział Analiz Admiral Markets

Biometria głosowa pozwala zidentyfikować rozmówcę, ale również jego intencje. To szansa na zwiększenie wykrywalności ataków terrorystycznych

Biometria głosowa pozwala zidentyfikować rozmówcę, ale również jego intencje. To szansa na zwiększenie wykrywalności ataków terrorystycznych 1

Rozwiązania biometryczne, jak rozpoznawanie głosu, skanowanie odcisków palców czy tęczówki oka, mają coraz więcej komercyjnych zastosowań. Można się z nimi zetknąć nie tylko w bankowości lub przy odprawie na lotnisku, ale też w najnowszych, domowych gadżetach. Zarówno hakerzy, jak i twórcy takich rozwiązań cały czas pracują nad ich bezpieczeństwem. Biometria głosowa może nie tylko identyfikować użytkownika, ale również rozpoznać jego intencje. To szansa na większą wykrywalność np. ataków terrorystycznych.

– Dane, które jesteśmy w stanie wyodrębnić z naszego głosu, mogą służyć również w celu przewidywania, co chce zrobić użytkownik, którego słyszymy. Możemy się dowiedzieć, że ma ochotę coś kupić, zanim on sam się na to zdecyduje. Z drugiej strony, możemy przewidzieć, że ktoś ma złe intencje i planuje na przykład atak terrorystyczny. To może być metoda uwierzytelnienia na rynku biometrycznym, ale też narzędzie, które umożliwia wykrycie terrorysty, planującego atak na biurowiec – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Lucyna Szaszkiewicz, dyrektor ds. sprzedaży w VoicePIN, start-upu, oferującego rozwiązania biometrii głosowej.

Biometria głosowa polega na analizie unikalnych cech głosu użytkownika i umożliwia rozpoznanie jego tożsamości. Już w tej chwili biometrię głosową – jako metodę uwierzytelniania klientów – testuje m.in. sektor bankowy. Kilkadziesiąt sekund rozmowy telefonicznej na infolinii wystarczy, żeby system zidentyfikował rozmówcę i potwierdził jego tożsamość. Rozwiązań biometrycznych na rynku jest już wiele.

– Najpopularniejsze są te najstarsze rozwiązania biometryczne, czyli odcisk palca czy skan twarzy. Natomiast analizy user experience użytkowników, którzy korzystają z tych rozwiązań, pokazują że nie jest to najwygodniejsze rozwiązanie. Pojawia się obawa, że odcisk palca wiąże się z kryminologią, z negatywnymi odczuciami, więc ten trend niekoniecznie się utrzyma. Bezpieczeństwo biometrii głosu i innych metod jest na porównywalnym poziomie, natomiast przyjemność i łatwość użycia są zmienne – mówi Lucyna Szaszkiewicz.

Systemy biometryczne są coraz powszechniejsze. Można się z nimi zetknąć nie tylko w banku, ale np. przy odprawie celnej na lotnisku. W rozwiązania oparte na biometrii coraz częściej wyposażone są też domowe gadżety. Głośniki Amazon Echo są wyposażone w inteligentnego asystenta głosowego. Funkcję rozpoznawania odcisków palców mają już niemal wszystkie nowe smartfony z wyższej półki. Otwartą kwestią pozostaje bezpieczeństwo tego typu rozwiązań.

– Rozwiązania biometryczne już teraz są funkcjonalne i w pełni bezpieczne. Branża bankowa zupełnie inaczej skonfiguruje bezpieczeństwo i usability systemu, niż dostawca taki jak Google czy rozwiązanie służące do komercyjnych celów dla użytkownika końcowego. Hakerzy cały czas pracują nad nowymi rozwiązaniami aby złamać zabezpieczenia, które powstają, ale my cały czas pracujemy nad tym, aby ta technologia była lepsza z każdym dniem – podkreśla Lucyna Szaszkiewicz.

Biometria, czyli technika dokonywania pomiarów funkcji organizmu, rozpoznawania głosu, skanowania odcisków palców czy tęczówki oka, znajduje coraz więcej komercyjnych zastosowań. Firma badawcza MarketsandMarkets szacuje, że w 2022 roku wartość tego rynku w skali globalnej przekroczy 32,7 mld dolarów (z 10,7 mld dolarów w 2015 roku).

Naukowcy z UW tworzą sztuczną fotosyntezę. Chcą wykorzystać energię słoneczną do produkcji „paliwa przyszłości”

Naukowcy z UW tworzą sztuczną fotosyntezę. Chcą wykorzystać energię słoneczną do produkcji „paliwa przyszłości” 2

Naukowcy z Centrum Nowych Technologii Uniwersytetu Warszawskiego prowadzą badania nad sztuczną fotosyntezą. Chcą dowiedzieć się, jak gospodarują energią organizmy poddawane działaniu ekstremalnych bodźców środowiskowych. W tym celu badają aparat fotosyntetyczny czerwonej mikroalgi, która potrafi przetrwać w warunkach podobnych do tych panujących na Ziemi kilka miliardów lat temu. Ich prace mogą pozwolić na sterowanie procesem fotosyntezy, co może przyczynić się np. do spopularyzowania paliwa wodorowego.

Laboratorium Fotosyntezy i Paliw Słonecznych w Centrum Nowych Technologii UW od dwóch lat pracuje nad sztuczną fotosyntezą. Naukowcy badają aparat fotosyntetyczny czerwonej mikroalgi – jednokomórkowego krasnorostu o nazwie Cyanidioschyzon merolae, który świetnie prosperuje nawet w wyjątkowo niekorzystnych warunkach – podobnych do tych, które panowały na Ziemi kilkaset milionów lat temu. Wówczas atmosfera nie zawierała w ogóle wolnego tlenu.

– Glon ten został wyizolowany z ekstremofilnych warunków, takich jak wysokozasiarczone kwaśne źródła wulkaniczne o wysokiej temperaturze. Żyje w bardzo niskim pH oraz w podwyższonej temperaturze. Podobne warunki panowały na początku życia na naszej planecie, dlatego bardzo nas interesuje, w jaki sposób ten glon sobie radzi pod względem metabolizmu i procesu fotosyntezy w warunkach tak nieprzyjaznych dla człowieka – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje prof. Joanna Kargul, kierownik Laboratorium Fotosyntezy i Paliw Słonecznych z Centrum Nowych Technologii UW.

Sztuczna fotosynteza polega na imitowaniu wczesnych procesów naturalnej fotosyntezy przy użyciu najprostszych substratów, takich jak woda i dwutlenek węgla. Cały proces jest napędzany energią słoneczną, podobnie jak w naturalnej fotosyntezie. W procesie naturalnej fotosyntezy pod wpływem absorbcji światła słonecznego następuje rozszczepienie cząsteczek wody do biologicznego „wodoru”, czyli protonów i elektronów. Innymi produktami tej reakcji jest tlen cząsteczkowy, który zapewnia atmosferę tlenową na naszej planecie, a także węglowodany (glukoza).

– Bez fotosyntezy nie byłoby życia na naszej planecie. Mówi się, że fotosynteza tlenowa, oksygeniczna – to Big Bang ewolucji, ponieważ po powstaniu atmosfery na naszej planecie, tempo ewolucji nabrało ogromnej prędkości. Rozwinęło się życie tlenowe, wielokomórkowe i biosfera, taka jaką ją w tej chwili znamy. To wszystko mogło zajść dzięki procesowi oksygenicznej fotosyntezy, którą zajmuje się moje laboratorium – tłumaczy prof. Joanna Kargul.

Naukowcy z CeNT Uniwersytetu Warszawskiego prowadzą badania na jednokomórkowych mikroalgach, ponieważ te – w odróżnieniu od roślin wyższych – są hodowane w kontrolowanych warunkach: w stałej temperaturze, wilgotności i przy stałym natężeniu światła. Dzięki temu naukowcy mogą ściśle kontrolować warunki eksperymentalne.

– Dodatkowym atutem pracy nad jednokomórkowymi glonami jest to, że możemy hodować bardzo duże objętości tych alg. W moim laboratorium mamy hodowlę do 20 litrów takich mikroorganizmów. W industrialnych aplikacjach algi hodowane są nawet w objętościach stulitrowych, zdarzają się również farmy alg w których objętości są naprawdę kolosalne. W naszym laboratorium hodujemy je w postaci dwudziestolitrowych zawiesin komórkowych – mówi prof. Joanna Kargul.

Celem badań naukowców z Uniwersytetu Warszawskiego jest poznanie mechanizmów fotoprotekcji i gospodarki energią u organizmów, które są poddawane działaniu ekstremalnych bodźców środowiskowych. Może to stworzyć nowe możliwości sterowania fotosyntezą i znaleźć zastosowanie np. w rolnictwie.

Poznanie mechanizmów działania fotosyntezy ma pozwolić na konstrukcję fotoogniw paliwowych zbudowanych z biologicznych katalizatorów do utleniania wody i wytwarzania tzw. paliw słonecznych (wodoru i odnawialnych paliw węglowych) pod wpływem absorpcji światła widzialnego. Te międzynarodowe, wysoko interdyscyplinarne badania, prowadzone są od 2011 r. – najpierw w ramach konsorcjum, które zrzeszało osiem najlepszych w Europie laboratoriów naturalnej i sztucznej fotosyntezy, a obecnie w formie bilateralnego projektu polsko-tureckiego GraphESol.

– Atrakcyjność naszego podejścia badawczego polega na połączeniu naturalnej fotosyntezy z nowoczesnymi materiałami o bardzo atrakcyjnych właściwościach. Mówię tu o grafenie, który z całą pewnością jest materiałem przyszłości, mówi się, że nadchodzi era grafenowa. Obecnie żyjemy w erze krzemowej, natomiast era grafenowa jest tuż za rogiem – mówi prof. Joanna Kargul.

Projekt dotyczący „charakterystyki struktury i funkcji aparatu fotosyntetycznego z ekstremofilnej czerwonej mikroalgi Cyanidioschyzon merolae” uzyskał z Narodowego Centrum Nauki finansowanie w wysokości niemal 1,7 mln zł w ramach konkursu Opus.

Turcja: oczekiwany silny wzrost gospodarczy w 2017 r.

  • PKB Turcji wzrośnie do 5,2% w 2017 r., a następnie spowolni do +3,5% w 2018 r.
  • Liczba niewypłacalności w Turcji nadal rośnie (+4%)
  • Dobre perspektywy eksportowe dla tureckich przedsiębiorstw

Oczekuje się, że wzrost PKB w Turcji podskoczy do +5,2% w 2017 roku, dzięki wysokim wydatkom publicznym i inwestycjom oraz odbiciu eksportu. W 2018 r. Euler Hermes spodziewa się stonowania tempa wzrostu PKB do +3,5%.

Zachowania płatnicze między przedsiębiorstwami nadal stale się pogarszają. W 2016 r. firmy tureckie regulowały należności średnio 15 dni później niż w 2007 r. i 16 dni później niż średnia światowa ( wynosząca 64 dni w 2016 r.). W sektorze budowlanym, nowoczesnych technologii, papierniczym, farmaceutycznym i maszynowym firmy oczekują na zapłatę ponad trzy miesiące. Ta negatywna tendencja znajduje odzwierciedlenie również w przypadku niewypłacalności tureckich przedsiębiorstw, których liczba w 2017 r. ma wzrosnąć o 4%, osiągając poziom 12 800 przypadków. Spadek liczby niewypłacalności spodziewany jest dopiero w 2018 r. (-4%), ale nadal będzie on o 30% wyższy niż 10 lat temu.

– Produkcja przemysłowa w dalszym ciągu wzrasta i zapewnia gospodarce solidne perspektywy. Niemniej jednak w najbliższym czasie nie przewiduje się dalszego przyspieszenia. Wzrost eksportu pozostanie na stabilnym poziomie, podczas gdy inflacja utrzyma się na poziomie dwucyfrowym do końca 2017 r., a następnie nieznacznie zmniejszy się do średnio 9% w 2018 roku – powiedział Özlem Özüner, Dyrektor Naczelny Euler Hermes Turcja.

Eksport będzie kontynuował ożywienie, jego wzrost w 2017 i 2018r. przełoży się na dodatkowe transakcje o wartości +16 mld USD. Największy potencjał w tym względzie mają sektory: włókienniczy, maszynowy, chemiczny, motoryzacyjny i rolno-spożywczy. Będą one czerpać korzyści z ożywienia na Bliskim Wschodzie, w Afryce Północnej i w Europie.

Deficyt na rachunku obrotów bieżących pozostanie piętą achillesową Turcji: wysokie deficyty na rachunku obrotów bieżących, w dużej mierze finansowane poprzez nowe krótkoterminowe zadłużenie zagraniczne są zagrożeniem już od dłuższego czasu. Powiększa się on coraz bardziej: z -3,8 % PKB w 2016 r. do prawie -5% w 2017 r., a w 2018 r. utrzyma się powyżej -4 % PKB.

– Perspektywy gospodarcze na rok 2018 są obiecujące jako efekt zmniejszenia niepewności politycznej, wzrostu zatrudnienia i optymistycznych perspektyw inwestycyjnych wynikających z rosnącego wykorzystania mocy produkcyjnych. Normalizacja polityki monetarnej najprawdopodobniej nie osłabi dynamiki wzrostu gospodarczego – powiedział Ludovic Subran, Kierownik Badań Makroekonomicznych w Allianz i Główny Ekonomista w Euler Hermes, podczas czwartego szczytu „Międzynarodowego Obserwatorium Handlu Euler Hermes” w Stambule.

Infografika: przyrost tureckiego eksportu w 2018 roku wg. krajów i sektorów

Fundacja Legii i grupa kibiców „Dobrzy Ludzie” zbierają pieniądze na nowy ambulans dla Centrum Zdrowia Dziecka. W akcji Wszyscy Do Wioseł wzięło udział 400 osób

Fundacja Legii i grupa kibiców „Dobrzy Ludzie” zbierają pieniądze na nowy ambulans dla Centrum Zdrowia Dziecka. W akcji Wszyscy Do Wioseł wzięło udział 400 osób 3

Kilkaset osób – w tym piłkarze oraz kibice Legia Warszawa  – wzięło udział w zbiórce funduszy na nowy ambulans dla Centrum Zdrowia Dziecka. Uczestnicy akcji pokonywali na specjalnych ergometrach 1047 kilometrów, czyli dystans o długości Wisły. Zawodnicy płynęli w dwóch sztafetach. Obie miały za zadanie spotkać się w Warszawie, czyli w połowie pełnego dystansu. To nie pierwszy raz, kiedy fani stołecznego klubu wspierają dziecięcą placówkę.

W medycynie sprzęt jest bardzo istotny. Leczymy w szpitalu, natomiast w transporcie jest nam potrzebny niezawodny ambulans. Ze względu na dziecięcy profil szpitala, najbardziej istotne jest dla nas wyposażenie karetki w sposób umożliwiający transport inkubatora. Ponadto musi być odpowiednia instalacja elektryczna, żeby w przypadku jakiejkolwiek awarii można było przełączyć zasilanie inkubatora na zasilanie z karetki. To dwa najważniejsze elementy w transporcie neonatologicznym – mówi Michał Jabłoński, kierownik działu logistyki CZD.

Instytut „Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka” to jeden z najbardziej wyspecjalizowanych w Polsce szpitali dziecięcych. Karetki na wyposażeniu instytutu to jeżdżące sale reanimacyjne, które muszą być również przystosowane do bezpiecznego transportu noworodków w inkubatorach.

Koszt takiego ambulansu wynosi około 350 tys. zł. W zbiórce pieniędzy na nową karetkę dla dziecięcego centrum pomogła akcja „Wszyscy do wioseł”, zainicjowana przez Fundację Legii Warszawa we współpracy ze Stowarzyszeniem Kibiców oraz grupą Dobrzy Ludzie.

Pomagamy uzbierać pieniądze na karetkę, która jest potrzebna dzieciom. Nigdy nie wiadomo, kiedy przytrafi nam się sytuacja, w której sami będziemy takiej karetki potrzebować. Dlatego tym bardziej trzeba się przyczyniać do takich akcji charytatywnych. Wiemy, jak trudny jest to kawałek chleba, żeby uzbierać pieniądze na taką karetkę, która w każdej chwili może pomóc jakiemuś dziecku. Niedawno urodził mi się syn i wiem, że na pewno takie inicjatywy są potrzebne i będę starał się, jak najczęściej brać w nich udział – mówi Michał Kucharczyk, piłkarz Legii Warszawa.

W piątek, niemal od samego rana, piłkarze i kibice Legii oraz uczestnicy akcji pokonywali kilometry na specjalnych ergometrach w obiekcie przy Łazienkowskiej. Celem było przepłynięcie dystansu 1047 kilometrów – tyle wynosi długość Wisły. Zawodnicy płynęli w dwóch sztafetach: jednej startującej od ujścia rzeki, drugiej zaś od jej źródeł. Sztafety miały za zadanie spotkać się w Warszawie, czyli w połowie pełnego dystansu.

Pokonywaniu kolejnych kilometrów towarzyszyła zbiórka pieniędzy na nowy ambulans dla CZD. W sumie w charytatywnej akcji wzięło udział około 400 osób.

To jest cykliczna impreza Fundacji Legii, którą zaczęliśmy dwa lata temu. Wtedy zbieraliśmy pieniądze na ergometry dla niepełnosprawnych sportowców. Ten format bardzo dobrze się sprawdził i uznaliśmy, że będziemy go powtarzać regularnie w celach charytatywnych. Naszą akcję można również wesprzeć, wpłacając fundusze na konto, którego numer można znaleźć na stronie Fundacji Legii fundacjalegii.pl albo gotowidopomocy.pl. Będziemy bardzo wdzięczni za każdą, nawet najmniejszą wpłatę, która przybliży nas do celu – podkreśla Anna Mioduska, prezes Fundacji Legii.

Równolegle na Allegro trwała licytacja przedmiotów, z których dochód zostanie w całości przeznaczony na zakup nowego ambulansu dla Centrum Zdrowia Dziecka. Kibice mogli licytować między innymi złoty medal za mistrzostwo Polski w sezonie 2016/2017, koszulkę Sebastiana Szymańskiego, oficjalny proporzec meczowy z meczu z Ajaksem w Lidze Europy UEFA i klubową kurtkę od prezesa Dariusza Mioduskiego.

To nie pierwszy raz, kiedy fani stołecznego klubu wspierają Centrum Zdrowia Dziecka. Grupa „Dobrzy Ludzie – kibice Legii dzieciom” na początku ubiegłego roku nawiązała współpracę z dziecięca placówką i od tego czasu cyklicznie, w ramach wolontariatu, kibice klubu odnawiają szpitalne wnętrza. Film pokazujący efekty ich pracy jest dostępny na oficjalnym kanale Legii Warszawa w serwisie YouTube.

Kibice Legii Warszawa bardzo często angażują się w różnego rodzaju akcje mające pomóc osobom, które bez takiej pomocy by sobie nie poradziły. Najlepszym przykładem są partnerzy naszej akcji, czyli Dobrzy Ludzie, którzy już od kilku lat współpracują z Centrum Zdrowia Dziecka. Systematycznie odnawiają sale i korytarze, żeby pacjentom milej spędzało się czas podczas pobytu w szpitalu – mówi Anna Mioduska, prezes Fundacji Legii.

Brytyjskie uczelnie przyciągają kilka tysięcy polskich studentów. Brexit tego na razie nie zmieni

Brytyjskie uczelnie przyciągają kilka tysięcy polskich studentów. Brexit tego na razie nie zmieni 4

Co roku na brytyjskie uczelnie aplikuje prawie 4 tys. polskich studentów. Niektóre szacunki mówią nawet o 10 tys. Informacje o brexicie nie zmniejszyły zainteresowania, wręcz przeciwnie. Na niektórych uczelniach liczba zagranicznych studentów się podwoiła. Wśród najbardziej obleganych kierunków są administracja, architektura, sztuka, medycyna i nauki społeczne. Po studiach tylko część absolwentów wraca do Polski. Większość rozjeżdża się po całym świecie, bo dyplom brytyjskich uczelni otwiera wiele drzwi.

– W Wielkiej Brytanii studiuje w tej chwili kilka tysięcy Polaków, co roku przybywa kilka tysięcy nowych studentów, ale zapisują się na studia również osoby, które mieszkają w Wielkiej Brytanii. Niektóre statystyki podają nawet 10 tys., natomiast oficjalne informacje z instytucji UCAS, która przyjmuje wszystkie podania studentów zagranicznych, wskazują, że rokrocznie z Polski aplikuje około 4 tys. polskich studentów – mówi agencji Newseria Biznes Dorota Kraśniewska z British Council.

Po wyniku referendum, w którym Brytyjczycy opowiedzieli się za opuszczeniem UE, pojawiły się głosy, że może to oznaczać znaczący wzrost czesnego dla studiujących obcokrajowców i odebranie możliwości korzystania z pożyczek na pokrycie czesnego. To mogłoby znacznie zmniejszyć zainteresowanie studiami na Wyspach Brytyjskich, bo np. w Anglii i Walii rok nauki kosztuje ok. 9 tys. funtów, a w Irlandii Północnej 3,5 tys. funtów.

– Nic nie wskazuje na to, aby zainteresowanie studiami w Wielkiej Brytanii zmniejszyło się w wyniku brexitu. Wręcz przeciwnie, mamy informacje, że na niektórych uczelniach liczba studentów się podwoiła. Zwiększyła się też liczba młodzieży i dzieci studiujących sam język w Wielkiej Brytanii. W tym roku nie zmieniają się żadne przepisy w stosunku do studentów z UE, także te związane z udzielaniem pożyczek na studia licencjackie i magisterskie. Może to więc być ostatni moment, żeby wyjechać na studia – przekonuje Dorota Kraśniewska.

Na brytyjskich uczelniach studenci zagraniczni stanowią średnio 15–20 proc., choć na niektórych jest ich blisko połowa. Polacy stanowią istotną grupę wśród studentów obcokrajowców.

– Co roku najbardziej obleganym kierunkiem jest biznes i administracja, poza tym również architektura, sztuka, medycyna i nauki społeczne – wymienia przedstawicielka British Council.

Polskich absolwentów szkół średnich do brytyjskich uczelni przyciągają nie tylko dobra jakość nauki i możliwość poprawienia znajomości języka angielskiego, lecz także dobre perspektywy na przyszłość. Tylko część studentów wraca do Polski – większość przebiera w ofertach w różnych częściach świata, bo dyplomy brytyjskich uczelni otwierają wiele różnych drzwi.

– Popularne kraje, do których wyjeżdża polska młodzież, to Niemcy i USA, a w kręgu anglojęzycznym to USA, Australia, Nowa Zelandia, ale tam znacznie wzrastają koszty, zarówno przelotu, jak i pobytu. Wielka Brytania wydaje się być w tej chwili najlepszą alternatywą, zarówno ze względu na bliskość Polski i tanie przeloty, jak i świetną jakość wszystkich uczelni – przekonuje Kraśniewska.

Z raportu na temat edukacji przygotowanego przez HSBC wynika, że blisko połowa rodziców (47 proc.) wybrałaby dla swoich dzieci studia w Stanach Zjednoczonych. Nieco mniej rodziców wskazało Australię (40 proc.) i Wielką Brytanię (38 proc.). Mniejszą popularnością cieszą się azjatyckie uczelnie – najczęściej wskazywane są japońskie (14 proc.).

– Nauka języka jest jedną z zalet studiowania w Wielkiej Brytanii, bo każdy student w sposób naturalny poprawia znajomość języka angielskiego. Wielu rodziców inwestuje w swoje dzieci i finansuje im kursy letnie w Wielkiej Brytanii. British Council pomaga w nawiązywaniu bezpośrednich kontaktów, sprowadzamy do Polski na targi językowe szkoły językowe i uniwersytety – mówi Dorota Kraśniewska.

Pod koniec listopada w Krakowie i Warszawie, odpowiednio 24 i 25 listopada, odbędą się Targi Study UK. Przedstawiciele czterdziestu brytyjskich uniwersytetów udzielą zainteresowanym najważniejszych informacji, pomogą w zrozumieniu procesu aplikacyjnego i w dokonaniu właściwego wyboru.

69 proc. leków sprzedawanych w Polsce to zamienniki. Dzięki wzrostowi ich udziału w rynku więcej pacjentów zyskuje dostęp do leczenia

69 proc. leków sprzedawanych w Polsce to zamienniki. Dzięki wzrostowi ich udziału w rynku więcej pacjentów zyskuje dostęp do leczenia 5

Zamienniki leków innowacyjnych stanowią w ujęciu ilościowym 69 proc. wszystkich sprzedawanych farmaceutyków. Leki generyczne to korzyści dla pacjentów i budżetu. Tylko w 2018 roku refundacja tych preparatów pozwoli zaoszczędzić 500 mln zł w budżecie NFZ. Generyki i leki biopodobne to rozwiązanie, które obniża koszty terapii, czyniąc je dostępnymi dla szerszej grupy pacjentów. Skuteczność zamienników jest identyczna co leków referencyjnych.

Leki generyczne stanowią ponad połowę całego rynku: w ujęciu wartościowym jest to ponad 60 proc., a w ujęciu ilościowym nawet około 70 proc. To prosty dowód na to, że te leki są tanie. Najczęściej są one przepisywane bardzo dużym grupom pacjentów – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Zdzisław Sabiłło, prezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego.

Polski rynek farmaceutyczny, biotechnologiczny i technologii medycznych w 2017 roku wyceniany jest na 38,5 mld zł (prognozy analityków QuintilesIMS). Tylko niewielki odsetek stanowią produkty innowacyjne, ponad dwie trzecie leków stosowanych w Polsce to tzw. generyki, które na rynku pojawiły się po wygaśnięciu ochrony patentowej na lek oryginalny (raport OECD Health at a Glance).

Wysoki udział w sprzedaży leków generycznych to nie tylko domena Polski. W Stanach Zjednoczonych stanowią 89 proc. rynku, a w Niemczech – 81 proc.

– W dużych krajach europejskich rynek generyczny jest jeszcze większy, zwłaszcza pod względem ilościowym. Te kraje doceniają, że leki generyczne muszą być szeroko przepisywane, bo dają bazę do leczenia dużych grup pacjentów – tłumaczy prezes PZPPF.

Jak przekonuje ekspert, leki generyczne to przede wszystkim duża oszczędność dla pacjentów i mniejsze obciążenie dla budżetu NFZ.

– W 2018 roku wprowadzenie leków generycznych spowoduje około 500 mln zł oszczędności w budżecie NFZ. Jeśli mowa o lekach biopodobnych, czyli generykach, do leków biologicznych, to ich wejście na rynek w Polsce może spowodować oszczędności rzędu 200 mln zł do 2020 roku – wskazuje Sabiłło.

Zamienniki leków mogą być produkowane przez inne firmy farmaceutyczne pod inną nazwą handlową po upływie ochrony patentowej leku referencyjnego. Niższe koszty farmakoterapii i większa konkurencja na rynku sprawiają, że cena leku może być nawet 80 proc. niższa niż oryginału. To zaś sprawia, że farmaceutyki te są dostępne dla szerszej grupy odbiorców.

– Stosowanie leków generycznych nie stanowi zagrożenia dla chorych. Są to leki, które odpowiadają standardom leków referencyjnych. Leki generyczne są to leki drobnocząsteczkowe, zatem łatwo jest te leki odtworzyć. Nie ma tutaj możliwości pomyłki – podkreśla prof. Paweł Hrycaj, kierownik Zakładu Reumatologii i Immunologii Klinicznej na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu.

Badania kliniczne udowadniają, że zamiana leku biologicznego na biopodobny nie wpływa w żaden sposób na efekt i bezpieczeństwo leczenia, nie wpływa też negatywnie na terapię. Badanie przeprowadzone przez norweski rząd na pacjentach chorych na reumatoidalne zapalenie stawów, zapalenie stawów kręgosłupa, łuszczycowe zapalenie stawów, wrzodziejące zapalenie jelita grubego, chorobę Crohna i przewlekłą łuszczycę potwierdziło brak różnicy w skuteczności i bezpieczeństwie leku oryginalnego i biopodobnego.

– Pacjenci są skutecznie straszeni przez naszych konkurentów, czyli firmy produkujące leki innowacyjne. Została stworzona atmosfera, że leki generyczne są gorsze. To absolutna nieprawda. Leki generyczne, żeby mogły być zarejestrowane, przechodzą identyczną ścieżkę jak leki innowacyjne. Musi być potwierdzone bezpieczeństwo, skuteczność i jakość, inaczej by po prostu nie trafiły na rynek – tłumaczy Zdzisław Sabiłło.

Oryginalny lek, aby zostać zarejestrowany, przechodzi przez procedurę weryfikacji w ramach badań klinicznych. Sprawdza się, czy dana substancja przynosi oczekiwane efekty terapeutyczne i jest bezpieczna. W przypadku każdego kolejnego leku zawierającego tę samą substancję podstawą rejestracji jest udowodnienie, że jego zażywanie gwarantuje takie samo działanie tej substancji w organizmie, co w przypadku oryginalnego leku.

Ocenia się głównie parametry farmakokinetyczne, czyli stosuje się ten lek u pacjentów, mierzy się jego stężenie w surowicy chorego, aktywnych metabolitów i bada się, czy profil farmakokinetyczny leku jest identyczny. Również prowadzi się badania kliniczne, które pozwalają na ocenę, czy skuteczność terapii jest podobna – podkreśla prof. Paweł Hrycaj.

Przedsiębiorcy coraz chętniej sięgają po leasing. Pozwala im to na finansowanie nowych inwestycji przy zachowaniu płynności finansowej

Przedsiębiorcy coraz chętniej sięgają po leasing. Pozwala im to na finansowanie nowych inwestycji przy zachowaniu płynności finansowej 6

W ciągu trzech kwartałów 2017 roku polskie firmy sfinansowały za pośrednictwem leasingu inwestycje na kwotę o niemal 13 proc. wyższą niż przed rokiem. Najczęściej wciąż nabywane w ten sposób są pojazdy, ale ich udział w ogólnej kwocie spada. Firmy leasingowe chętnie uczestniczą w finansowaniu nawet bardzo niecodziennych przedsięwzięć, takich jak np. parki trampolin. Ta forma pozwala przyspieszyć inwestycje przy zachowaniu płynności finansowej – podkreślają klienci.

– Klienci oczekują przede wszystkim kompleksowej oferty i szybkiego procesu decyzyjnego. To jest kluczowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Kulesza, dyrektor departamentu sprzedaży w PKO Leasing.

PKO Leasing po trzech kwartałach roku jest liderem polskiego rynku leasingu: od stycznia do września udzieliło finansowania na kwotę niemal 6 mld zł, podczas gdy na całym rynku wartość leasingu wyniosła 47,9 mld zł, o 12,9 proc. więcej niż rok wcześniej. W samym trzecim kwartale dynamika była jeszcze wyższa: 15,6 proc.

Polska jest aktualnie na szóstym miejscu na tle rynku europejskiego. Udział leasingu w sprzedaży to blisko 4 proc., może niewiele, ale wskaźnik, w jaki sposób polski leasing kontrybuuje do PKB, jest trzykrotnie wyższy od średniej europejskiej. To zwiastuje dobre prognozy dla sprzedaży w leasingu w najbliższych kilku latach – ocenia dyrektor departamentu sprzedaży w PKO Leasing.

Zdecydowaną większość klientów firm leasingowych stanowią mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa. Według danych Związku Polskiego Leasingu po trzech kwartałach 2017 roku firmy o obrotach do 5 mln zł stanowią 49 proc., a firmy o obrotach do 20 mln zł – 71 proc. biznesu leasingowego w Polsce. Zdaniem Tomasz Kuleszy rynek ma także przed sobą dobre perspektywy.

 – Podstawową zaletą jest tarcza podatkowa, która towarzyszy produktowi leasingowemu. Kolejny element to dosłownie kilkuminutowy proces decyzyjny, który bardzo mocno sprzyja zainteresowaniu naszych klientów. Ostatni element to konstrukcja samych produktów – staramy się je tworzyć tak, aby pozwalały się naszym klientom koncentrować na prowadzeniu swojej działalności. My zajmujemy się zarządzaniem flotą czy doradztwem w zakresie formy finansowania – mówi Tomasz Kulesza. – Finansujemy praktycznie wszystkie aktywa podlegające amortyzacji, począwszy od małego sprzętu IT czy telefonów komórkowych, ale nasz apetyt sięga dużo dalej. Finansujemy samochody osobowe, transport ciężki, maszyny i urządzenia, specjalistyczne linie technologiczne, także samoloty pasażerskie.

Wciąż 70 proc. wartości wszystkich umów leasingu przeznaczana jest na zakup pojazdów, ale udział ten spada na rzecz maszyn i urządzeń, których udział wzrósł rok do roku o 1,5 pkt proc. do 26,8 proc. Pozostałe 3 proc. służy finansowaniu sprzętu IT, samolotów, statków i kolei oraz innych przedsięwzięć.

Jednym z nietypowych biznesów, które skorzystały z możliwości finansowania leasingiem, jest Hangar 646, firma prowadząca – na razie dwa – parki trampolin w Warszawie: jeden na Gocławiu, uruchomiony w lipcu 2015 roku, i drugi, otwarty pod koniec tego samego roku, na Mokotowie, blisko zagłębia biurowego stolicy.

 Zdecydowaliśmy się na sfinansowanie inwestycji z leasingu przede wszystkim dlatego, że chcieliśmy zachować płynność finansową. Leasing dał nam taką możliwość – wyjaśnia Igor Konefał, współzałożyciel Hangaru 646. – Poza tym bardzo nam ułatwił wszystkie procedury. Uzyskaliśmy dużą pomoc ze strony banku jeżeli chodzi o wypełnienie wszystkich dokumentów. Drugą rzeczą jest łatwość uzyskania tej formy finansowania.

Jak podkreśla, negocjacje nie trwały długo, pomimo nietypowej formy biznesu. Hangar 646 to rodzinna firma, Igor Konefał prowadzi ją z młodszym bratem Marcinem oraz ojcem Tomaszem. Już niebawem, na początku 2018 roku, planowana jest inauguracja trzeciego obiektu, zlokalizowanego na Targówku. Również z pomocą leasingu.

– Gdyby nie leasing, pewnie nie pozyskalibyśmy pieniędzy tak łatwo, dało to nam możliwość szybszego rozwoju, bo to miejsce, w którym jesteśmy, to nasza druga placówka – mówi Konefał. – Na początku przyszłego roku otwieramy trzecie, również współfinansowane z leasingu. 

Polscy pacjenci od kilku lat czekają na refundację nowoczesnej terapii w leczeniu szpiczaka. Negocjacje z resortem zdrowia są już na finiszu

Polscy pacjenci od kilku lat czekają na refundację nowoczesnej terapii w leczeniu szpiczaka. Negocjacje z resortem zdrowia są już na finiszu 7

W Ministerstwie Zdrowia trwają rozmowy dotyczące wpisania na styczniową listę refundacyjną pomalidomidu – leku zarejestrowanego w leczeniu szpiczaka, rzadkiego nowotworu układu krwiotwórczego. Polscy pacjenci czekają na jego refundację od ponad czterech lat. Spośród sześciu nowoczesnych terapii w leczeniu szpiczaka, które zarejestrowano w Europie w ostatnich latach, wciąż żadna nie jest dostępna w Polsce – podkreślają onkolodzy.

 Sytuacja pacjentów z zaawansowanym i opornym szpiczakiem w Polsce przedstawia się różnie. Ci, którzy mają dostęp do najnowszych terapii, na przykład dzięki badaniom klinicznym, a jest to bardzo mała grupa, mają dość przyzwoite możliwości opanowania choroby. Natomiast bardzo duża grupa pacjentów nie ma dostępu do najnowszych terapii, które nie tylko są wygodne w stosowaniu, lecz przede wszystkim przedłużają życie. Są to tabletki, które przyjmuje się w domu, dzięki czemu chory funkcjonuje normalnie, zachowując aktywność – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Roman Sadżuga, prezes Polskiego Stowarzyszenia Pomocy Chorym na Szpiczaka.

Szpiczak mnogi jest rzadkim nowotworem złośliwym układu krwiotwórczego. Co roku w Polsce diagnozuje się go u około 1,5. tys. pacjentów, choć zdaniem lekarzy ta liczba może być mocno niedoszacowana. Fundacja Carita podaje, że w Polsce jest obecnie około 10 tys. pacjentów chorych na szpiczaka. W porównaniu z krajami Europy Zachodniej mają oni znacznie bardziej ograniczony dostęp do nowoczesnych terapii.

– Polscy pacjenci mają dostęp tylko do starszych leków. Natomiast w chorobie nawrotowej bądź bardzo opornej na leczenie dostęp do nowszych terapii ma niestety tylko wąska grupa, włączona do badań klinicznych. Duża grupa potrzebujących nie ma takich możliwości leczenia i czeka na szansę albo śmierć – jeżeli jej nie dostanie – mówi Roman Sadżuga.

W Polsce pacjenci z zaawansowanym szpiczakiem, czyli z chorobą nawrotową oporną, mają dostęp właściwie tylko do lenalidomidu. Jest to lek immunomodulujący drugiej generacji, stosowany stosunkowo powszechnie u pacjentów w ramach drugiej linii leczenia. U pacjentów, u których konieczne jest zastosowanie trzeciej, czwartej i dalszych linii, pojawiają się kłopoty, ponieważ w Polsce mimo rejestracji sześciu nowych cząsteczek żadna z nich nie jest refundowana. My tych chorych próbujemy leczyć innymi metodami – starszą chemioterapią, która jest jednak bardziej toksyczna i mniej skuteczna niż nowe leki – dodaje dr Dominik Dytfeld, hematolog z Katedry i Kliniki Hematologii Transplantologii Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.

Szpiczak jest nowotworem nieuleczalnym, ale przy odpowiedniej terapii może się stać chorobą przewlekłą, z którą pacjent będzie normalnie żyć. W pierwszej i drugiej linii leczenia stosuje się dostępne w Polsce leki, które odpowiadają europejskim standardom. W przypadku kolejnych nawrotów choroby polscy onkolodzy mają jednak ograniczony dostęp do skutecznych terapii. W ostatnich latach w Europie zarejestrowano sześć nowych cząsteczek, ale żadna z nich nie jest jeszcze refundowana w Polsce.

 Każdy z tych leków chciałbym mieć do dyspozycji. Środowisko lekarskie jest świadome ograniczeń finansowych. Nie ma co ukrywać, że nowe terapie są bardzo kosztowne. Natomiast idealną sytuacją byłaby ta, w której jako hematolog mam do dyspozycji wszystkie leki i wybieram ten, który dla danego pacjenta jest optymalny. Tak jak na przykład lekarze w Niemczech czy nawet w Czechach. Z tego, co wiem, w Niemczech wszystkie nowe leki są dostępne dla pacjentów, a w Czechach refundowane są pomalidomid i carfilzomib – zauważa dr Dominik Dytfeld.

Jak podkreślają hematolodzy, nowe terapie zarejestrowane w leczeniu szpiczaka mogą nie tylko znacznie wydłużyć życie chorych, lecz także poprawić jego jakość. Są mniej toksyczne niż starsza chemioterapia, a dwa z nich przyjmowane są doustnie, w domu – pozwala to pacjentom funkcjonować relatywnie normalnie, bez konieczności częstych hospitalizacji.

– Najbardziej zaawansowany w procesie uzyskania refundacji jest pomalidomid i bardzo czekamy na to, żeby tę refundację zdobył. Zapotrzebowanie pacjentów i lekarzy na te cząsteczki jest bardzo wysokie – podkreśla dr Dominik Dytfeld.

Pomalidomid jest nowym lekiem zarejestrowanym w leczeniu szpiczaka, który na refundację w Polsce czeka najdłużej – od czterech lat. W tej chwili w Ministerstwie Zdrowia trwają rozmowy dotyczące wpisania go na styczniową listę refundacyjną, dzięki czemu byłby dostępny dla polskich pacjentów, stanowiąc dla nich w tej chwili jedyną szansę na życie.

 W ostatnich dniach prowadziliśmy negocjacje z Ministerstwem Zdrowia, bardzo poważne i zaawansowane, dotyczące wprowadzenia do terapii pomalidomidu. To ten lek, który jest nam dziś najbardziej potrzebny, powodujący remisję u pacjentów z nawrotowym i opornym szpiczakiem. Jest prawdopodobieństwo, że ta terapia zostanie uruchomiona i wpisana na styczniową listę refundacyjną. Natomiast pewności do końca nie mamy, jest kilka kruczków, które trzeba dopiąć i wyjaśnić. Jest szansa, ale dopóki ten lek nie zostanie wpisany na listę, nie będziemy mieć pewności – mówi prezes Polskiego Stowarzyszenia Pomocy Chorym na Szpiczaka.

W branży transportowej jest 100 tys. wakatów. Brak zawodowych kierowców może zahamować rozwój polskich przedsiębiorstw

W branży transportowej jest 100 tys. wakatów. Brak zawodowych kierowców może zahamować rozwój polskich przedsiębiorstw 8

Branża transportowa boryka się z brakami kadrowymi, które sięgają nawet 100 tys. wakatów dla zawodowych kierowców. Eksperci alarmują, że jeśli problem będzie się zaostrzał, może zahamować rozwój polskich przedsiębiorstw, które są rosnącą potęgą na unijnym rynku. Dodatkową trudnością dla branży są unijne przepisy. Z drugiej strony pojawiają się nowe rozwiązania, takie jak telematyka, która może ułatwić pracę kierowców i pomóc przewoźnikom w dostosowaniu się do nowych regulacji prawnych.

 Niedobory kierowców są podstawową barierą rozwoju i funkcjonowania każdej firmy transportowej i logistycznej. Przewoźnicy ratują się wszelkimi sposobami: zatrudniają kierowców ze Wschodu, starają się stworzyć im jak najlepsze warunki pracy, prowadzą działania typu employer branding, które mają pokazywać, że firma jest przyjazna dla pracowników. To wszystko nie wystarcza i kierowców rzeczywiście brakuje – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Loos, redaktor naczelny magazynu „Transport Manager”.

Firma doradcza PwC i Związek Pracodawców „Transport i Logistyka Polska” oszacowali, że na polskim rynku jest obecnie ok. 600–650 tys. aktywnych zawodowo kierowców („Rynek pracy kierowców w Polsce 2016”). Co roku z zawodu odchodzi ok. 25 tys. osób, natomiast liczba kierowców uzyskujących kwalifikację to około 35 tys., co nie pozwala na uzupełnienie niedoborów.

Braki na rynku pracy przekraczają już 100 tys. wakatów dla kierowców, którzy od kilku lat plasują się w czołówce najbardziej poszukiwanych zawodów w Polsce. Mimo że w ubiegłym roku podwoiła się liczba ukraińskich i białoruskich pracowników zatrudnionych w polskich firmach transportowych, problem się nie zmniejszył – wynika z analiz PwC i TLP.

– Powodów można podać bardzo dużo. Podstawowym są długotrwałe rozstania z rodziną. Ludzie wolą pracować na kasie w sklepie, zarabiając mniej, ale są na stałe z rodziną. Pensje w zawodzie są wyśmienite, kierowcy zarabiają tyle, co profesorowie na uczelniach lub więcej – ok. 6–8 tys. netto, reasumując wszystkie elementy zarobków – mówi Marek Loos.

Analitycy wyliczyli, że do 2025 roku luka na rynku pracy może sięgnąć nawet 300 tys. wakatów dla zawodowych kierowców. Już średnio co piąty (20 proc.) rozważa odejście z zawodu.

W tej chwili dwie trzecie (60 proc.) polskich przewoźników skarży się na okresowe kłopoty z zaplanowaniem grafiku przewozów. Jeżeli braki kadrowe będą się powiększać, może to zahamować rozwój polskich firm transportowych, które mają 25-proc. udział w unijnym rynku. Polska jest na nim rosnącą potęgą.

Obok braku kierowców krajowe przedsiębiorstwa muszą jednak sprostać innym wyzwaniom, z których największym jest unijny pakiet drogowy i nowe regulacje dotyczące krajowych płac minimalnych i delegowania pracowników. Dla polskich przewoźników stanowią one realną groźbę wzrostu kosztów i nowych obciążeń administracyjnych, które mogą spowodować, że działalność stanie się po prostu nieopłacalna.

Z drugiej strony w branży pojawiają się nowe rozwiązania, jak oparte o GPS systemy telematyczne. Mogą one nie tylko ułatwić pracę kierowców, lecz także pomóc przewoźnikom w dostosowaniu się do nowych przepisów.

Wyzwania i trendy w branży transportowej i logistycznej były szeroko omawiane podczas zakończonych właśnie w Warszawie V Międzynarodowych Targów Transportu i Logistyki TransPoland Translogistica. Wystawcy to przede wszystkim firmy z branży transportu, spedycji, logistyki – w tym roku na targach prezentowało się blisko dwustu przedsiębiorstw z dwudziestu trzech krajów świata.

– Targi TransPoland Translogistica to platforma biznesowa skierowana z jednej strony do wszelkiego rodzaju właścicieli ładunków: firm produkcyjnych, dystrybucyjnych i handlowych, a z drugiej strony – do przedsiębiorców świadczących usługi transportowe i logistyczne. To największe i najbardziej międzynarodowe wydarzenie targowe tej branży w Polsce – udział wystawców międzynarodowych to około 45 proc. Są to targi dla profesjonalistów – halę, w której się znajdujemy, odwiedzają wyłącznie profesjonaliści z branży oraz przedstawiciele różnych gałęzi polskiego przemysłu korzystający i poszukujący usług transportowo-logistycznych – mówi Paweł Konowałek, dyrektor targów TransPoland Translogistica.

Coraz więcej inwestorów instytucjonalnych na rynku najmu

Wzrasta popyt na mieszkania inwestycyjne, a tym samym zwiększa się liczba podmiotów inwestujących w rynek mieszkań na wynajem. Towarzystwo Ubezpieczeniowe Compensa oraz Grupa Mzuri – pierwsza i obecnie największa firma zarządzająca ponad 3000 mieszkań na wynajem w całej Polsce, zawarły umowę, na mocy której Mzuri Investments zbuduje Compensie portfel mieszkań na wynajem.

Umowa będzie zrealizowana w bieżącym roku, a jej przedmiotem jest zbudowanie w głównych miastach Polski portfela mieszkań na wynajem, którymi zarządzać będzie Mzuri. Realizacja tej umowy to element długofalowego rozwoju Grupy Mzuri, który zakłada kompleksowe wsparcie swoich klientów w inwestowaniu w nieruchomości na wynajem, a także propagowanie najmu jako formy zapewniania sobie „dachu nad głową”. Dla Compensy współpraca z Mzuri otwiera możliwość dywersyfikacji portfolio o bezpieczne aktywa przynoszące stały, wysoki zwrot, jakimi są mieszkania na wynajem.

Inwestowanie w mieszkania na wynajem to jedna z najbezpieczniejszych i najzyskowniejszych form inwestowania na polskim rynku, która w skali roku może przynieść zwrot nawet do 7 proc. W Europie, według danych Eurostatu, prawie 20 proc. osób mieszka w lokalach wynajmowanych. W Polsce to zaledwie ok. 5 proc., przy czym między 2009 a 2014 rokiem odsetek Polaków wynajmujących mieszkania wzrósł dwukrotnie, a w samym 2017 roku liczba osób korzystających z tej formy mieszkania wzrośnie o kolejne ok. 200 tys. najemców. Eksperci z Grupy Mzuri podają, że szybkie tempo rozwoju rynku najmu w Polsce będzie się utrzymywać. Wpływ mają na to czynniki społeczne, prawne oraz makroekonomiczne. – Dostrzegając zmieniające się trendy i potencjał rynku najmu  zdecydowaliśmy się na zbudowanie portfela mieszkań na wynajem oraz współpracę z firmą Mzuri w tym zakresie – komentuje Ireneusz Arczewski, zastępca prezesa zarządu Compensy.

Portfel mieszkań Compensy zostanie zbudowany w takich miastach jak Warszawa, Gdańsk, Kraków i Łódź. Pierwsze mieszkania będą dostępne na wynajem już w listopadzie. Eksperci z Mzuri podają, że najlepsze zwroty, spośród miast które Grupa Mzuri obsługuje, przynoszą inwestycje w lokale na Śląsku i w Łodzi. Inwestorzy mogą liczyć nawet na 7 proc. Elementem znacząco wpływającym na atrakcyjność inwestycji na wynajem jest również niski poziom pustostanów (średni poziom pustostanów w Polsce na koniec sierpnia 2017 wyniósł wyłącznie 4,1 proc., co daje 2 tygodnie w skali roku) oraz sukcesywny wzrost cen najmu (średni koszt wynajmu mieszkania w Polsce w II kwartale 2017 wyniósł 1254 zł, w drugim kwartale zeszłego roku było to 1214 zł). Portfelem mieszkań Compensy zarządzać będzie Mzuri. – Pozyskanie tak dużego inwestora instytucjonalnego to ważny krok w rozwoju naszej działalności. Cieszymy się z rozpoczęcia współpracy z Compensą oraz z faktu, że coraz więcej podmiotów dostrzega potencjał rynku mieszkań na wynajem w Polsce – komentuje Artur Kaźmierczak, prezes zarządu Mzuri Investments.

Grupa Havas inwestuje w Octoly

Octoly, największa platforma komercyjna zrzeszająca influencerów modowych, lifestylowych i beauty, została dofinansowana kwotą 10 mln dolarów i uruchomiła serwis OctoPrime.co. Pozwoli on 10 000 influencerek na sprzedaż recenzowanych produktów w osobistym sklepie online.

Havas Group, Otium Venture, Twins Partners we współpracy z unijnym programem dla MŚP dedykowanym instrumentom konkurencyjności ogłosili, że zainwestowali łącznie 10 milionów dolarów w finansowanie Octoly, innowacyjnej platformy oferującej markom możliwość dotarcia do wyjątkowej społeczności dzięki influencerom w sumie z ponad 1 mld subskrybentów.

Octoly wystartowało we Francji dwa lata temu i od tego czasu zbudowało zespół składający się z ponad 60 osób w biurach w Paryżu i Nowym Jorku. Platforma działa jako prezentowy marketplace, który łączy silne i rozwijającą się społeczność ponad 10 000 kobiet mikro influencerek specjalizujących się w tematyce beauty z ponad 200 markami, takimi jak Dior, Sephora, Milk Makeup, OPI, Clarins i Urban Decay. Niedawno, pierwotny fokus na branży beauty poszerzył się o marki modowe i lifestylowe. Poprzez Octoly influencer może bezpłatnie testować wybrane produkty w pełnym rozmiarze, a w zamian tworzyć oryginalne treści i publikować recenzje dla swoich followersów na Instagramie lub YouTube. Influencerzy nie otrzymują wynagrodzenia. Społeczność Octoly tworzy w sumie ponad miliard followesów w pięciu krajach: Stanach Zjednoczonych, Francji, Hiszpanii, Włoszech i Niemczech. W ramach platformy już ponad 200 000 produktów zostało wysłanych do influencerów na całym świecie.

CEO Havas Group, Yannick Bollore powiedział: Postanowiliśmy wesprzeć Octoly, ponieważ dla naszych klientów media earned są coraz ważniejsze w marketing mixie. Mocno wierzymy w potencjał Octoly w dostarczaniu obiektywnych recenzji marek. Autentyczność to kamień węgielny influencer marketingu, który jest obecnie przemysłem wartym miliardy dolarów. Ich unikalna wizja wzniecania pasji i budowania niepowtarzalnego ekosystemu między markami, influencerami i ich fanami przekonały nas do tej inwestycji. Przekonał nas również talent Thomasa Owadenko i jakość jego fantastycznego zespołu.

Jesteśmy dumni, że w ciągu zaledwie dwóch lat dzięki niesamowitemu zespołowi staliśmy się największym marketplacem na świecie łączącym marki i influencerów w mediach społecznościowych z ponad 200 000 recenzjami produktów. Udało nam się wyjątkowo wypozycjonować w szybko zmieniającej się rzeczywistości i naprawdę postrzegam Octoly jako system, który zmienia reguły gry i  pozwoli na rozwój mikro-influencerów – dodaje Thomas Owadenko, założyciel i dyrektor generalny Octoly.

Start OctoPrime.co

Firma Octoly stawia na dalszy rozwój i rozbudowę społeczności fanów, dlatego uruchomiła nowy kanał sprzedaży dla marek i influencerów – OctoPrime. To nowa platforma, na której każdy influencer będzie mógł zbudować własny sklep internetowy i udostępniać swoim followersom produkty, które recenzuje na YouTube czy Instagram. W przeciwieństwie do projektu Amazon Influencer Program, który jest dostępny jedynie dla garstki wpływowych celebrytów, OctoPrime pozwala mikro influencerom i ich fanom na nowe doświadczenie – bezpośredni dostęp do produktów polecanych w kanałach społecznościowych. OctoPrime uruchomiło już 10 000 sklepów internetowych, każdy dla jednego influencera.

Dzięki Octoly udało nam się zmniejszyć przepaść między markami i influencerami, więc oczywistym jest, że to samo należało zrobić między influencerami a ich fanami – dodaje Owadenko.

OctoPrime pozwoli ambitnemu startupowi pozostać wiernym swojej wizji: wzmocnić pozycję społeczności influencerek, aby mogły odnieść sukces jako przedsiębiorcy i zarabiać na życie realizując swoją pasję.

W Otium widzimy przedsiębiorczość i kreatywność jako dwie główne umiejętności kluczowe w przyszłości pracy. Dzięki uruchomieniu OctoPrime, Octoly realizuje swoją misję pomocy influencerkom w uwolnieniu ich kreatywności i zarabianiu na tym, co kochają. Cieszymy się, że możemy uczestniczyć w realizacji tego nowego modelu finansowania i jednocześnie jesteśmy bardzo podekscytowani, żeby zobaczyć jak Octoly pomaga rozwijać się społeczności poprzez tworzenie autentycznego kontentu – powiedział Bruno Raillard, Otium Venture Partner.

Modzelewski: Split payment musi dawać przywileje uczciwym przedsiębiorcom

Split payment, czyli podzielona płatność to pomysł, który ma naprawić wspólnotową wersję VAT-u. Nabywca towaru lub usługi – który ma wątpliwości, czy jego dostawca jest rzetelnym kontrahentem i czy będzie mógł odliczyć podatek z faktury, którą od niego otrzymuje – będzie mógł zapłacić cenę towaru w części netto na jego rachunek rozliczeniowy, a część odpowiadającą podatkowi VAT na specjalny rachunek bankowy dostawcy. Ten będzie pod ścisłym nadzorem organów skarbowych. Jednak projekt niepotrzebnie narzuca to rozwiązanie wszystkim podatnikom. Będzie to dla nich ciężar, ponieważ kontrahent, który nie wątpi w ich partnera, nie będzie chciał wpłacać pieniędzy na ten rachunek. Posiadanie na nim pieniędzy jest utrudnieniem, bo mogą służyć wyłącznie do celów fiskalnych – zapłaty podatku, który ciąży na podatniku, jak i zapłaty owego podatku z faktur na podobny rachunek VAT dostawców. Projekt ten powinien zostać poprawiony w toku prac sejmowych.

– Jeżeli dostawca nie będzie uczciwy, spróbuje uniknąć opodatkowania lub będzie podmiotem fikcyjnym mającym maskować transakcje, to zapłata pieniędzy na jego rachunek bankowy pozwoli organom skarbowym wyegzekwować od niego podatek. Władza nie będzie wtedy szukała środków u nabywcy – powiedział serwisowi eNewsroom prof. Witold Modzelewski, profesor nauk prawnych, ekonomista i były wiceminister finansów – Połączy to interes publiczny – zdolność do wyegzekwowania należnych podatków – z interesem uczciwego podatnika. Dzięki temu będzie on wiedział, że zapłacone pieniądze są zagwarantowane dla budżetu i nie utraci z tego tytułu prawa do odliczenia. Pomysł ten ma już ponad siedem lat. Powstało wiele projektów tego rodzaju rozwiązania. To, co zostało skierowane do Sejmu jest jednym z możliwych wariantów, jednak nie najlepiej przemyślanym. Niewielkie przywileje będą przysługiwały wykorzystującym wspomniany mechanizm. Ten, kto zapłaci podatek VAT na rachunek swojego dostawcy otrzyma jedynie przywilej niezapłacenia sankcyjnych podatków z tego tytułu. Utraci jednak prawo do odliczenia i będzie podlegał odpowiedzialności karno-skarbowej. Skoro nie miał tego prawa, uszczuplił więc należność budżetową. W tej wersji nie będzie wielkiego zainteresowania tymi rachunkami. Być może nie będzie na nich w ogóle pieniędzy. Znaczenie tej ustawy będzie prawdopodobnie marginesowe. Jest to strata okazji rzeczywistej naprawy systemowej podatku VAT. Kolejna szansa nie pojawi się zbyt szybko.Pomysł ten zostanie skompromitowany. Jeśli kwoty wpłacone na rachunki VAT będą nieznaczne, wszyscy uznają, że koncepcja się nie sprawdziła. Byłaby jednak dobra, gdyby dawała większe przywileje płacącym faktury w części dotyczącej VAT-u na ów rachunek. Nie należy także zakładać go wszystkim podatnikom, bo to nie ta skala zagadnienia – podsumował Modzelewski.

Czas politycznych reperkusji

Brak istotnych wydarzeń w poniedziałkowym kalendarzu pozwolił wypłynąć przetasowaniom z niemieckiej sceny politycznej na pierwszy plan. Zerwanie rozmów pomiędzy CDU/CSU, FDP oraz Zielonymi wyraźnie zwiększyło szansę przeprowadzenia przyspieszonych wyborów, bowiem lider SPD Martin Schulz nie widzi szans na ponowne zawiązanie „Wielkiej Koalicji”. Ponownego pójścia do urn chce uniknąć Frank-Walter Steinmeier, prezydent Niemiec, aczkolwiek powyższe rozwiązanie nie przeszkadza chętnej pozyskania jeszcze bardziej ugruntowanej władzy Angeli Merkel.

Powyższe doniesienia delikatnie wpływały na poniedziałkową wycenę euro (-0,4 proc.). Większego wpływu na rynki nie miało dzisiejsze wystąpienie prezesa ECB Mario Draghiego, który występując przed europosłami zdecydował się na podtrzymanie doskonale znanej retoryki. Pod koniec dnia uwagę próbował zwrócić Donald Trump informujący o planach nałożenia przez Departament Skarbu USA daleko idących sankcji na Koreę Północną oraz zakwalifikowania reżimu Kim Dzong Una jako finansującego działalność terrorystyczną. Powyższy komunikat przeplatał się z oczekiwanymi przez rynek wzmiankami dotyczącymi reformy podatkowej, która powinna być dość szybko przeforsowana przez senat.

Na początku tygodnia swoje pięć minut miała również polska gospodarka. Fenomenalne wskazanie produkcji przemysłowej za październik (12,3 proc. r/r, konsensus: 9,9 proc.) to przede wszystkim efekt silniejszych czynników sezonowych oraz bezpośredniego przełożenia się większej ilości dni pracujących. Z punktu widzenia branż pozytywnie zaskoczyło górnictwo oraz wydobycie, podbijając tym samym subindeks sektorowy w ujęciu miesięcznym o kolejne 4,9 proc. Zgodnie z naszymi oczekiwaniami roczna inflacja PPI uplasowała się tuż powyżej mediany prognoz, tj. na poziomie 3,0 proc., a produkcja sektora budownictwa wzrosła rocznie o 20,3 proc. wobec 23,9 proc. wynikających z konsensusu (TMS Brokers: 19,8 proc.). Lekką dawkę rozczarowania zapewniła sprzedaż detaliczna, bowiem z miesiąca na miesiąc obroty w handlu wzrosły o 3,3 proc. (konsensus: 3,5 proc.). W oparciu o sporządzone modele nowcastowe stwierdzamy, że utrzymanie powyższych trendów będzie rzutowało na odnotowaniu tempa wzrostu gospodarczego w IV kwartale na poziomie 4,8 proc.

Poniedziałkowej sile dolara próbuje sprzeciwić się funt szterling, który zyskując 0,1 proc. wypycha parę GBP/USD w okolice poziomu 1,3230. Obecnie listę walut koszyka G10 zamykają szwedzka oraz norweska korona z deprecjacją rzędu 0,5 proc. W centrum uwagi znajduje się również japoński jen (-0,4 proc.) pozwalający na przeprowadzenie przez USD/JPY ataku na serię maksimów przy 112,60. Bardziej pokaźną przecenę notują komponenty koszyka Emerging Markets, gdzie o miano najbardziej przecenionej waluty walczą chilijskie peso (-1,6 proc.) oraz turecka lira (-1,3 proc.). W regionie obserwuje się niezbyt pozytywne nastroje. W cieniu przeceny węgierskiego forinta (-0,5 proc.) czy rosyjskiego rubla (-0,5 proc.) znajduje się polski złoty, który tracąc 0,3 proc. plasuje USD/PLN 40 pipsów powyżej 3,6000. Na koniec dnia EUR/PLN stabilizuje się w okolicach 4,2330, CHF/PLN pozostaje przy 3,6330, a GBP/PLN notuje ruch w okolice 4,7680.

Szereg politycznych doniesień istotnie wpływał na sentyment na niemieckiej giełdzie, gdzie miano lidera utrzymał Volkswagen (4,2 proc.) dzięki rewizji prognoz wynikowych w następujących latach fiskalnych. Nieco mniej pokaźny ruch ku wyższym poziomom ma za sobą ProSiebenSat.1 (3,2 proc.), który stał się beneficjentem dość optymistycznej noty analitycznej JPMorgan. Fiasko porozumienia z Zielonymi istotnie wpłynął na wycenę spółek z branży energetycznej – E.ON zakończył swoje dzisiejsze notowania ze zwyżką rzędu 2,8 proc., zamykając tym samym podium komponentów indeksu DAX (0,5 proc.).

Mniej optymistycznymi nastrojami mogli pochwalić się akcjonariusze spółek notowanych w Londynie, gdzie na czele indeksu FTSE 100 (0,1 proc.) znalazł się Barclays. Za jego 2,0 proc. zwyżką stoi analiza Bank of America Merrill Lynch, który podwyższył rekomendację do kupuj z ceną docelową na poziomie 2,20 GBp (obecnie: 188,75 GBp). W trakcie wtorkowych notowań swoją dzisiejszą zwyżkę może całkowicie wymazać Glencore (1,8 proc.) będące pod presją dochodzenia w sprawie oferowania korzyści materialnych przez przedstawicieli spółki w Demokratycznej Republice Kongo. W poniedziałek najsilniejszy ruch na południe odnotował Mediclinic (-3,1 proc.), co należy wiązać z rekomendacją „niedoważaj” wystawioną przez Macquarie.

Nieco silniejszą skalę przeceny mają za sobą walory Eurocashu, które ze zniżką rzędu 3,8 proc. zamknęły listę komponentów indeksu rodzimych gigantów. Za tak silnymi spadkami stoją wysoce rozczarowujące wyniki za III kwartał, co skłoniło fundusz Marshall Wace do zwiększenia ekspozycji na krótkich pozycji. Powyższy fakt nie pokrzyżował planów inwestorów, którym udało się wypchnąć indeks WIG 20 (1,0 proc.) nad tymczasową kotwicę przy 2 450 pkt. Najbardziej pokaźnymi wzrostami mogły pochwalić się PGNiG (3,4 proc.) oraz Energa (2,8 proc.) niesione coraz lepszą koniunkturą w branży.

Na rynku surowców uwagę zwraca potężna przecena metali szlachetnych. Powrót złota (-1,2 proc.) w okolice 1 278 USD za uncję wyraźnie przebija srebro (-2,3 proc.), które jest ponownie wyceniane po 16,91 USD za uncję. Uwagę zwraca również seria spadków na rynku ropy. Pod koniec dnia West Texas Intermediate osuwa się w okolice 55,90 USD, notując tym samym ruch rzędu 1,1 proc.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Nir Netzer prezesem Ronson Europe

Walne zgromadzenie akcjonariuszy Ronson Europe zatwierdziło proponowane zmiany w zarządzie Spółki. Jej nowym prezesem od dzisiaj jest Nir Netzer.

Nir Netzer zastąpił na stanowisku prezesa Tomasza Łapińskiego, który już we wrześniu zapowiedział rezygnację z pełnionej funkcji. Pozostał jednak na stanowisku do czasu walnego zgromadzenia, co zapewniło płynne przekazanie obowiązków jego następcy.

Nir Netzer– Chciałbym serdecznie podziękować Tomaszowi Łapińskiemu za jego pełne zaangażowanie do ostatniego dnia sprawowania przez niego funkcji w zarządzie. A także za nieoceniony wkład w rozwój Ronsona we wszystkich obszarach działalności w ostatnich dziesięciu latach i stworzenie tak rozpoznawalnej marki. Staję na czele firmy znajdującej się w bardzo dobrej sytuacji finansowej, z doskonałym, doświadczonym zespołem oraz dużym kapitałem zaufania ze strony kontrahentów i inwestorów. Obejmując funkcję prezesa przejmuję tym samym olbrzymią odpowiedzialność. Wspólnie z pracownikami i pozostałymi członkami zarządu dołożymy wszelkich starań, by spełnić pokładane w nas oczekiwania. Jestem przekonany, że Ronson ma wszelkie atuty, by umacniać się na pozycji jednego z czołowych deweloperów mieszkaniowych w Polsce. Chciałbym zapewnić, że w naszych działaniach będziemy kierować się interesem wszystkich akcjonariuszy – powiedział Nir Netzer, nowo powołany prezes Ronson Europe.

Nir Netzer ma szerokie doświadczenie w zarządzaniu i doradzaniu spółkom o zasięgu międzynarodowym. Od 2003 r. pełnił funkcje kierownicze w spółkach konsultingowych oraz z branży deweloperskiej. Poza rodzimym Izraelem, doświadczenie zdobywał również w Polsce, Rumunii, Bułgarii, Serbii, Czechach oraz na Węgrzech. W poprzednich firmach odpowiadał m.in. za relacje z inwestorami, pozyskiwanie finansowania, w tym na rynku kapitałowym, prowadzenie inwestycji oraz inne kwestie związane z finansami, podatkami, raportowaniem oraz księgowością. Posiada tytuł licencjonowanego biegłego księgowego (CPA, Izrael).

Obecnie w skład zarządu Ronson Europe wchodzą także: Andrzej Gutowski, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu, związany ze spółką od 2003 r., oraz Rami Geris, dyrektor finansowy (CFO), w spółce od 2007 r. Pełnią oni, podobnie jak Nir Netzer, funkcje dyrektorów zarządzających A i odpowiadają za bieżącą działalność Ronson Europe. Rolę dyrektorów zarządzających B pełnią natomiast Erez Tik i Alon Haver, przedstawiciele głównego akcjonariusza spółki, tj. Luzon Group.

Poza zatwierdzeniem zmian w zarządzie, walne zgromadzenie akcjonariuszy zdecydowało także o powołaniu Shmuela Rofe do rady nadzorczej Ronson Europe. Zastąpił on Mikhal Shapirę, która we wrześniu br. zrezygnowała z członkostwa w radzie nadzorczej ze względów osobistych.

Przemysł rośnie jak na drożdżach

Produkcja sprzedana przemysłu wzrosła w październiku 2017 r. o 12,3 proc. r/r (ceny stałe). Produkcja budowlano-montażowa wzrosła o 20,3 proc. – podał GUS.

Wzrost produkcji sprzedanej przemysłu w październiku o 12,3 proc. r/r to bardzo dobra zapowiedź 4. kwartału br. Szczególnie, że o 14 proc. wrosła produkcja sprzedana w przetwórstwie przemysłowym. Październikowy PMI na to nie wskazywał (53,4). Takiej dynamiki produkcji sprzedanej przemysłu nie było od sierpnia 2010 r. To też najlepszy wynik w 2017 r.

Na tak dobre wyniki przemysłu złożyły się wszystkie działy gospodarki (32 na 34), poza wydobywaniem węgla kamiennego i brunatnego, gdzie odnotowano ponad 13. proc. spadek r/r. W okresie styczeń-wrzesień 2017 r. produkcja sprzedana w tym sektorze gospodarki spadła o 14,2 proc. Przy takich spadkach niepokoją zapowiedzi górników dotyczące wypłaty 14 pensji w 2017 r. W okresie styczeń-wrzesień 2017 r. wynagrodzenia w sekcji wydobywanie węgla kamiennego i brunatnego wzrosły co prawda wolniej niż średnio w sektorze przedsiębiorstw, bo o 2,9 proc. wobec wzrostu o 5,3 proc. w sektorze firm. Jednak wzrost wynagrodzeń odbywał się mimo silnych spadków wydobycia i sprzedaży.

Domaganie się wypłaty 14. pensji przez górników oznacza, że kopalnie, które na to się zgodzą, będą miały jeszcze gorsze niż zakładano wyniki finansowe, a tym samym znowu będziemy je ratować z naszych podatków. I zamiast przeznaczać je na dekarbonizację naszej gospodarki, a także na budowanie nowych kompetencji pracowników górnictwa, pieniądze dalej będziemy wkładać w tą część gospodarki, która niestety nie ma przyszłości.

Dobrze, że inne branże radzą sobie świetnie. Produkcja sprzedana w większości branż przetwórstwa przemysłowego rosła w tempie dwucyfrowym: produkcja maszyn i urządzeń, produkcja metali i wyrobów z metali, wyrobów z gumy i tworzyw sztucznych, urządzeń elektrycznych, wyrobów farmaceutycznych. Są to branże eksportowe, a więc ciągle jeszcze mają potencjał do korzystania z szans jakie daje rosnący przemysł na rynkach krajów UE, czyli u naszych głównych partnerów handlowych. Pytanie jak długo, bowiem na wyczerpaniu jest zasób bez którego zwiększanie produkcji będzie trudne, a często niemożliwe – ludzie. Stopa bezrobocia we wrześniu wyniosła już 4,6 proc. Teraz zapewne jest jeszcze niższa.

Ratunkiem mogą być tylko inwestycje. Tu dobrym sygnałem jest wzrost produkcji maszyn i urządzeń o 23,8 proc. r/r. Część tego wzrostu to bez wątpienia inwestycje krajowe. Jeśli tak, to możemy trochę bardziej optymistycznie patrzeć na szanse polskiej gospodarki na rozwój w średnim okresie.

Jeśli przedsiębiorcy uznają, że znacznie większym zagrożeniem dla nich jest brak pracowników niż ryzyka związane z decyzjami inwestycyjnymi i ich realizacją, to inwestycje te będą też coraz bardziej związane z robotyzacją i cyfrową gospodarką. Oby.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Chmura: Europa ucieka. Polska na 28 miejscu w UE

Polskie przedsiębiorstwa wciąż rzadko korzystają z chmury obliczeniowej – wynika z danych Eurostatu. Nasz kraj został sklasyfikowany na 28 miejscu unijnego rankingu. W ciągu 2 lat awansowaliśmy zaledwie o jedno miejsce.

57% – tyle przedsiębiorstw korzysta w Finlandii, będącej liderem zestawienia Eurostatu, z chmury obliczeniowej. Na drugim biegunie sklasyfikowano Rumunię, Bułgarię oraz Macedonię, gdzie zaledwie 6% przedsiębiorstw przyznaje się do wykorzystywania chmury.

Mali ciągną w dół

Niestety Polska znajduje się zaraz przed nimi, z 8% odsetkiem firm korzystających z cloud computingu. Wyprzedzają nas nie tylko rozwinięte zachodnie kraje takie jak Dania (42%), Holandia czy Wielka Brytania (35%), ale także nasi południowi sąsiedzi: Czechy i Słowacja (po 18%). W ciągu dwóch lat (2014-2016), liczba przedsiębiorstw korzystających z chmury wzrosła w Polsce zaledwie o 1%.

– Te statystyki pokazują tylko wycinek rzeczywistości. Rynek chmury w Polsce, podobnie jak i na rozwiniętych rynkach rośnie bardzo szybko, bez większego problemu można zwiększać sprzedaż o kilkadziesiąt procent każdego roku. Statystyki zaniżają małe firmy, które do cloud computingu odnoszą się z większą rezerwą niż największe przedsiębiorstwa. Wynika to z wielu powodów: niewystarczającej świadomości potrzeb i korzyści, obaw, a także dużej rezerwy do relatywnie nowych rozwiązań – mówi Piotr Rojek, dyrektor zarządzający DSR, firmy dostarczającej zaawansowane rozwiązania dla produkcji.

Potwierdzają to dane Eurostatu. W segmencie największych firm, zatrudniających powyżej 250 pracowników wypadamy lepiej. Zajmujemy wciąż dalekie, bo 25 miejsce, ale z 31% firm korzystających z cloud computingu wyprzedzamy m.in. Czechy i Słowację (odpowiednio 30 oraz 28% wskazań). Liderem w segmencie dużych firm wciąż jest Finlandia, gdzie aż 87% firm używa chmury. Dla porównania w sektorze małych firm Polska znalazła się na końcu rankingu z zaledwie 6% wynikiem – ramię w ramię z Bułgarią i Macedonią.

Europa ucieka 

Niestety, mimo całkiem niezłych wyników w segmencie największych firm, systematycznie powiększa się dystans, jaki dzieli nas od dobrze zinformatyzowanych zachodnich krajów. Dla przykładu w Szwecji w ciągu 2 lat liczba firm korzystających z chmury zwiększyła się z 39% do 48%. W Wielkiej Brytanii z 24% do 35% a w bliskich nam geograficznie Czechach z 13 do 19%.  W Polsce w tym czasie odnotowaliśmy wzrost z 6 do 8%.

Jeszcze dobitniej widać różnice analizując sektor największych firm. W Finlandii liczba przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 250 pracowników i korzystających z chmury wzrosła z 69 do 87%, w Belgii z 44 do 64%, w Polsce w tym samym czasie z 19 do 31%. Dobrą informacją jest to, że rośniemy tutaj szybciej niż Czechy czy Słowacja.

W ciągu najbliższych kilku lat firmy będą przenosić się do chmury, bo nie mają innego wyjścia. Wiele nowych technologii oferowanych jest w tej chwili już tylko w modelu cloud. Stopniowo wszyscy dostawcy przenoszą ciężar projektów badawczo-rozwojowych na rozwiązania chmurowe więc jeśli ktoś nie będzie korzystał z cloud computingu, pozostanie w tyle technologicznie, a więc siłą rzeczy także biznesowo. Przykładem może być Przemysł 4.0. czyli idea cyfrowych, autonomicznych fabryk, która w dużym stopniu opiera się na przetwarzaniu chmurze – mówi Piotr Rojek z DSR.

Według firmy doradczej IDC, sprzedaż rozwiązań chmurowych w latach 2017 – 2021 będzie rosła w Polsce w tempie ponad 18%. W ubiegłym roku w Polsce firmy sprzedały usługi chmurowe za kwotę 175 mln dolarów. W tym roku wartość rynku przekroczy próg 200 mln dolarów, ale w 2019 r. zbliży się już do poziomu 300 mln dolarów. Globalnie IDC prognozuje, że sprzedaż chmury publicznej wygeneruje w 2020 r. 203 mld dolarów.

Rynek inwestycji w nieruchomości w Polsce po 3 kwartale 2017

Firma doradcza CBRE podsumowała sytuację na rynku inwestycyjnym w Polsce po trzecim kwartale bieżącego roku w raporcie „Poland Investment Marketview Q3 2017”. Raport dostępny jest na nowym portalu firmy – www.investmentproperties.cbre.pl – na której publikowane są informacje dotyczące bieżącej kondycji rynku oraz zawieranych transakcji, aktualne możliwości inwestowania w sektorze biurowym, handlowym i hotelowym oraz nowiny z branży.

Rynek inwestycyjny w Polsce podtrzymuje szybkie tempo rozwoju, a wolumen transakcji inwestycyjnych w 3 kwartale przekroczył 800 mln EUR. Inwestorzy znaleźli odpowiednie struktury do przeprowadzenia transakcji po zmianie podejścia władz skarbowych do kwestii VAT-u przy zakupach nieruchomości komercyjnych. Utrzymujące się dobre wyniki polskiej gospodarki oraz wysoki poziom aktywności na rynku najmu we wszystkich sektorach wpływają na wzrost zainteresowania polskim rynkiem nieruchomości i skutkują dużą liczbą zawieranych transakcji inwestycyjnych.

W 3 kwartale ożywienie odnotował rynek nieruchomości biurowych, gdzie wartość transakcji przekroczyła poziom 370 mln EUR, co stanowiło ponad 45% całkowitego wolumenu transakcji inwestycyjnych. Rosnący popyt, spadek poziomu pustostanów i stabilne czynsze zachęciły inwestorów, aby ponownie zwrócili swoje oczy w stronę tego sektora. Właścicieli zmieniły m.in. budynki biurowe Proximo I oraz Warsaw Spire B, w obydwu transakcjach uczestniczyła agencja doradcza CBRE.  Wysoka aktywność inwestorów w sektorze biurowym jest spodziewana w latach 2020-2021, kiedy to zaplanowano oddanie do użytku powstających obecnie dużych projektów tj. Varso, Warsaw Hub oraz Mennica Legacy Tower.

Jednym z najbardziej zauważalnych trendów jest wzrost udziału miast regionalnych w rynku inwestycyjnym. Pozycje liderów utrzymują miasta tj. Kraków, Wrocław oraz Trójmiasto, ale coraz większym zainteresowaniem inwestorów cieszą się mniejsze rynki takie jak Łódź, Poznań czy Katowice. Dostępność młodej i wykwalifikowanej kadry w miastach regionalnych przyciąga nowych najemców, czego rezultatem jest duża aktywność deweloperów. Stabilność oraz długofalowe perspektywy rozwoju rynków wschodzących są pozytywnie oceniane i wykorzystywane przez inwestorów.

Dużą aktywnością inwestycyjną cieszy się niezmiennie sektor handlowy, gdzie wolumen transakcji w 3 kwartale osiągnął poziom ponad 340 mln EUR. Największą transakcją zawartą w odniesieniu do aktywów handlowych w 3 kwartale była sprzedaż Galerii Słonecznej w Radomiu, w transakcji firmie White Star Real Estate doradzała agencja CBRE. Oczekuje się, że w 4 kwartale zostanie osiągnięty największy wolumen transakcji w sektorze handlowym z uwagi na zaplanowane finalizacje transakcji portfeli nieruchomości i dużych obiektów handlowych. CBRE przewiduje, że sektor handlowy będzie stanowił ok. 50% całkowitego wolumenu transakcji inwestycyjnych w 2017 roku.

Aktywny pozostaje rynek powierzchni przemysłowo-logistycznych z ponad 91 mln EUR wolumenu inwestycji i kilkoma zaplanowanymi dużymi transakcjami obejmującymi większe nieruchomości oraz portfele nieruchomości, których sfinalizowanie ma nastąpić pod koniec 2017 roku oraz w 1 kwartale 2018. Rynek powierzchni magazynowych jest w doskonałej kondycji i w pełni gotowy do pobicia kolejnego rekordu, rosnącego z roku na rok, poziomu najmu.

W oczach inwestorów na znaczeniu zyskują również aktywa hotelowe i mieszkaniowe, które są ciekawym sposobem na dywersyfikację portfeli inwestycyjnych. Największe transakcje, które miały miejsce w segmencie hotelowym w 2017 roku to m.in. sprzedaż portfela Warimpex, sprzedaż hotelu Sheraton Grand w Krakowie, przy której doradzał dział Investment Properties firmy CBRE, sprzedaż hotelu Radisson Blu w Warszawie, a także sprzedaż hotelu Westin w Warszawie.

Analitycy CBRE wskazują, że stopy kapitalizacji dla najlepszych nieruchomości pozostają na niezmiennym poziomie, dla najatrakcyjniejszych nieruchomości handlowych są szacowane na poziomie 5,15%, dla topowych obiektów biurowych są wyceniane na poziomie 5,20%, a dla nieruchomości przemysłowo-logistycznych sięgają 6,00%.

Sean Doyle, Dyrektor, Dział Rynków Kapitałowych, CBRE, komentuje:

„Rynek inwestycyjny w Polsce rozwija się dynamicznie i ma przed sobą dobre perspektywy. Mimo iż początek roku był dość spokojny, w 2 kwartale odnotowaliśmy znaczne ożywienie, a 3 kwartał podtrzymuje szybkie tempo rozwoju. Wartość bieżących transakcji czekających na sfinalizowanie w 4 kwartale jest dość wysoka, dlatego spodziewamy się, że ten rok może okazać się równie udany jak poprzedni, a całkowity wolumen może osiągnąć rekordowy poziom 5 mld EUR. Czujemy, że sytuacja się poprawia, a mocne fundamenty gospodarcze sprawią, że rynek inwestycyjny utrzyma tendencję wzrostową.”

Kanclerz Merkel ma spory problem

Święto Dziękczynienia w USA, a więc punktów zaczepienia dla dolara brak. A to dlatego, że inwestorzy i przede wszystkim kongresmeni wyjadą na Święta i zrobią sobie przerwę od handlu. Kalendarz makro w tym tygodniu ubogi pod względem ważnych danych. Świetne publikacje produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej z Polski. EUR/PLN w wąskiej konsolidacji. CHF/PLN może kierować się na północ wraz z ryzykiem politycznym w Niemczech. Angela Merkel stoi przed trudnym wyborem albo nowe wybory albo rząd mniejszościowy. Funt nieco mocniejszy po doniesieniach prasowych o możliwym przyspieszeniu negocjacji i zbliżeniu się do kompromisu w sprawie kwoty rachunku za Brexit.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 04.10.2017-20.11.2017

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2230 3,6160 3,5712 4,6945
Maksimum 4,3290 3,7620 3,6910 4,8420

 

Kurs euro

EUR 20.11.2017Końcówka zeszłego miesiąca była bardzo udana dla złotego w relacji do euro. Kurs potaniał o blisko 10 groszy. Od początku listopada kurs jednak zastygł w wąskim paśmie wahań. Kurs oscyluje między 4,22 a 4,25. Bez wątpienia krajowej walucie pomagają twarde dane makro. Również projekcje dotyczące przyszłych wskazań wzrostu gospodarczego są coraz bardziej optymistyczne. Choćby dzisiaj poznaliśmy bardzo dobre dane na temat produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej. Z drugiej strony trzeba jednak pamiętać, że powoli gospodarka dociera do ściany. Mowa tu szczególnie o rynku pracy, gdzie widać rosnącą skalę braku rąk do pracy. Może to spowodować wyhamowanie wzrostu gospodarczego w kolejnych miesiącach. Co gorsza widać rosnącą presję na wynagrodzenia, co w efekcie może spowodować wzrost cen w gospodarce. Wyższa inflacja przy niższym wzroście gospodarczym jest sytuacją problematyczną a z taką może się zderzyć RPP w 2018 roku. Doskonale widać, jakie ma z tym problemy Bank Anglii bo w takiej sytuacji się znalazł. Póki co wspólna waluta zachowuje się dość spokojnie po informacjach z Niemiec gdzie próba utworzenia koalicji zakończyła się fiaskiem. Nieco słabsze jest więc euro na szerokim rynku. Ale jeśli okaże się, że konieczne jest rozpisanie nowych wyborów to z pewnością zobaczymy ucieczkę od kapitału z rynków wschodzących. Póki co EUR/PLN kieruje się na południe i zbliża się do wsparcia w postaci dolnego ograniczenia kanału.

Kurs franka

CHF 20.11.2017Po przebiciu linii trendu spadkowego na CHF/PLN wydawało się, że to przynajmniej chwilowy koniec przeceny szwajcarskiej waluty. Nic bardziej mylnego, szybko kurs odreagował i powrócił do trendu spadkowego. Teoretycznie droga nawet do 3,50 byłaby otwarta. Jest jednak jedno poważne ale. Fiasko utworzenia nowego rządu przez Merkel może oznaczać wzrost ryzyka politycznego w Europie. Jest spora szansa, że zostaną rozpisane nowe wybory, a wtedy niepewność na rynkach musi wzrosnąć. Wtedy frank szwajcarski będzie pierwszym wyborem inwestorów. Oczywiście pozostaje opcja uformowania rządu mniejszościowego przez CDU. Co by nie mówić, póki co ucieczki do bezpiecznych przystani nie widać. Ale możliwe, że jeśli temat ten na dobre zagości w mediach CHF/PLN skieruje się na północ. Niemniej jednak kredytobiorcy frankowi i tak mają powody do zadowolenia gdyż frank pozostaje najtańszy od pamiętnego stycznia 2015. Linia trendu spadkowego pozostaje mocnym oporem.

Kurs dolara

USD 20.11.2017USD/PLN znów znajduje się poniżej 3,60. Zeszły tydzień nie należał do udanych dla amerykańskiej waluty. Widzieliśmy spory ruch w górę na EUR/USD. Taka sytuacja przełożyła się właśnie na spadki USD/PLN z okolic 3,66 na poziom nawet 3,58. Cały czas o kształcie głównej pary decydują kwestie reformy podatkowej. Początkowo jeszcze w zapowiedziach z kampanii prezydenta Trumpa budziła ona spore nadzieje na rozruszanie wzrostu gospodarczego. Od pewnego czasu jednak dominują już tylko rozczarowania związane z tym tematem. Reforma dla przedsiębiorców może zostać wprowadzona dopiero od 2019 roku i to najbardziej wpłynęło na załamanie notowań dolara. Czekamy na głosowanie w Senacie ale na tę chwilę w przypadku głosowania pakiet ustaw by przepadł. Republikanie mają tylko dwa głosy przewagi z tym, że trójka z nich będzie za odrzuceniem. Obecnie wraz ze wzrostem ryzyka politycznego w Europie widać delikatne spadki na EUR.USD. Jest to wynik słabości euro więc na USD/PLN wielkiego wpływu to póki co nie ma. W tym tygodniu mamy minutki z EBC i Fed, które mogą nieco większą zmienność wywołać. Oporem i wsparciem będą odpowiednio górne i dolne ograniczenie kanału. Kluczowymi poziomami będą 3,70 i 3,51.

Kurs funta

GBP 20.11.2017Nieco wyżej znajduje się dziś GBP/PLN. Pomogły brytyjskiej walucie doniesienia z BBC. Kanclerz skarbu powiedział, że Wielka Brytania jest bardzo bliska wyjścia z impasu w negocjacjach. Punktem spornym jest tzw rachunek za Brexit. UE domaga się 60 mld euro a rząd Theresy May oferuje “zaledwie” 20 mld. Nowe doniesienia mówią o chęci zwiększenia tej kwoty do 40 mld co mogłoby zbliżyć obie strony. Ustalenie tej kwoty jest krokiem milowym w przejściu do wydaje się najważniejszej kwestii a więc negocjacji handlowych. Jeśli tak się stanie to funt ma szansę zyskiwać.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Co jest kluczem do sukcesu akcjonariatów pracowniczych?

We Francji sukces akcjonariatów pracowniczych związany jest z istnieniem ram ustawowych. Zostały one wprowadzone jeszcze przez generała de Gaulle’a. Miały służyć stworzeniu mechanizmów umożliwiających pracownikom nabywanie akcji firmy. Dzisiaj 10 proc. kapitału Auchan jest zależne od 250 tys. pracowników na całym świecie.

– W Polsce mamy obecnie 20 tys. pracowników posiadających udziały przedsiębiorstw. Warunki są jednak zupełnie inne. Budowanie majątku jest trudniejsze, ponieważ otoczenie prawne nie pozwala skutecznie rozwijać idei akcjonariatów pracowniczych – powiedział serwisowi eNewsroom Françoise Colombie, Przewodniczący Rady Nadzorczej Auchan Polska i Ukraina – Coraz więcej ludzi chce brać udział w zarządzaniu firmą i budowaniu jej majątku. Kongres KIG przyczynił się do wskazywania metod, które pozwolą na wprowadzenie i skuteczne funkcjonowanie takiego systemu w Polsce. Są to przemiany na wielu poziomach. Jedną z nich jest mentalne podejście wśród pracodawców – wypracowanie przekonania o wartości posiadania szybciej rozwijającej się firmy kosztem utraty części udziałów na rzecz własności pracowników. Kolejną rzeczą jest zapewnienie odpowiedniego otoczenia prawnego. Potrzeba także wsparcia dla pracowników, aby ci mogli nabyć akcje.Niezbędne jest też szkolenie pracowników, którzy muszą zrozumieć rolę, obowiązki i prawa akcjonariusza – wskazał Colombie.

Grupa PROJPRZEM podwaja zysk netto w III kwartale

PROJPRZEM S.A., bydgoska spółka przemysłowa notowana na warszawskiej GPW, podsumowała III kwartał 2017 r. notując skonsolidowany zysk netto na poziomie 4,1 mln zł (ponad 2-krotny wzrost r/r), oraz wynik EBITDA w wysokości 6,8 mln zł (+94% r/r). Mija już prawie rok od wprowadzenia zmian reorganizacyjnych w spółce. Grupa rozwija wszystkie segmenty swojej działalności i widocznie poprawia wyniki.

W III kwartale 2017 r. Grupa PROJPRZEM kontynuowała wysoką dynamikę wzrostów wyników finansowych. Zysk netto ukształtował się na 4,1 mln zł co oznacza, że był ponad 2-krotnie wyższy niż w III kwartale 2016 r. Wynik EBITDA Grupy PROJPRZEM w III kwartale 2017 r. wyniósł 6,8 mln zł i był 94% wyższy niż w tym okresie ubiegłego roku. Przychody wyniosły 56,3 mln zł i wzrosły o 71% w porównaniu z III kwartałem 2016 r.

W trzech kwartałach 2017 r. zysk netto osiągnął poziom 3,9 mln zł i był ponad 2,5-krotnie wyższy niż tym okresie 2016 r. EBITDA w dziewięciu miesiącach br. ukształtowała się na poziomie 10,3 mln zł i była o 87% wyższa w porównaniu do trzech pierwszych kwartałów 2016 r. Przychody Grupy PROJPRZEM wyniosły 138,4 mln zł, co oznacza wzrost o 58% w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku.

 „Osiągnięte wyniki są dla nas potwierdzeniem, że obraliśmy dobrą drogę reorganizując model zarządzania i sprzedaży w Grupie PROJPRZEM. Koncentrujemy się na najbardziej rentownym produkcie – systemach przeładunkowych, których obecnie ok. 60% sprzedaży stanowi sprzedaż na rynki zagraniczne. Uzupełnieniem działalności Grupy pozostaje produkcja maszyn dla przemysłu wydobywczego, spożywczego, chemicznego i innych. Rozwijamy także segment budownictwa przemysłowego poprzez spółkę PROJPRZEM Budownictwo Sp. z o.o.” –  powiedział Piotr Szczeblewski, Prezes Zarządu PROJPRZEM S.A.

W trzech kwartałach 2017 r. Grupa zanotowała najwyższe przychody jak i wynik operacyjny w segmencie systemów przeładunkowych. Przychody tego segmentu wyniosły ponad 76 mln zł, a wynik operacyjny 6,8 mln zł.

„W ostatnim czasie, jednym z naszych głównych celów była reaktywacja budownictwa przemysłowego. Od początku 2017 r. działalność operacyjna sektora budowlanego realizowana jest w nowej spółce zależnej PROJPRZEM Budownictwo Sp. z o.o. Wyodrębnienie sektora budowlanego umożliwia nam rozwój tego segmentu w ramach Grupy poprzez skuteczniejszą kontrolę kosztów i przychodów sektora budowlanego” – dodał Prezes.

Spółka PROJPRZEM poinformowała 27 października br. o podpisaniu umowy ze spółką Luvena S.A. na budowę  hali magazynowej z zapleczem socjalno-biurowym w Luboniu o wartości  26,9 mln zł netto. Inwestycja będzie realizowana przez spółkę z Grupy PROJPRZEM, PROJPRZEM Budownictwo Sp. z o.o., w ramach konsorcjum, którego spółka zależna jest liderem. Luvena S.A. to polskie przedsiębiorstwo przemysłu chemicznego. Jest producentem nawozów i impregnatów do drewna.

Jest to kolejny duży kontrakt PROJPRZEM Budownictwo Sp. z o.o. – we wrześniu br. Spółka podpisała umowę ze Starion Poland Sp. z o.o. na generalne wykonawstwo hali produkcyjno-magazynowej za kwotę prawie 27,6 mln zł. Starion Poland Sp. z o.o. to producent plastikowych obudów do baterii pojazdów elektrycznych. Firma współpracuje m.in. z LG Chem.

Zarząd PROJPRZEM S.A. przeprowadził szereg analiz, z których jednoznacznie wynika, że przy zachowaniu aktualnego profilu produkcji zakładu konstrukcji stalowych w Sępólnie Krajeńskim, w obecnym otoczeniu rynkowym, uzyskanie trwałej rentowności w perspektywie najbliższych lat byłoby niemożliwe. Segment konstrukcji stalowych przynosił w ostatnich latach średnio 2,5 mln PLN strat rocznie. W związku z tym Zarząd Spółki podjął decyzję o sprzedaży nierentownej fabryki i 29 września br. podpisał umowę sprzedaży z Eggersmann Polska za kwotę ok. 16 mln zł. W kolejnych okresach miejsce zakładu z Sępólna zajmie produkcja konstrukcji maszyn w przejętej Spółce MAKRUM Project Management Sp. z o.o.

Zarząd PROJPRZEM wskazuje, że w działalności przemysłowej wyraźnie widoczne są synergie produktowe związane z jednej strony z produkcją systemów przeładunkowych PROM i parkingów automatycznych MODULO oraz produktów wytwarzanych przez PROJPRZEM S.A. i MAKRUM Project Management Sp. z o.o. W sierpniu br. Zarząd PROJPRZEM S.A. poinformował o zamiarze połączenia spółek, co zaaprobowało wrześniowe Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy.

Podstawowym celem połączenia jest uproszczenie organizacji Grupy Kapitałowej PROJPRZEM S.A. w kierunku budowy silnego przedsiębiorstwa produkcyjnego, oferującego szeroką gamę produktów własnych, uzupełnianą pomocniczo poprzez produkcję na indywidualne zlecenia klientów. Możliwości produkcyjne mają być wsparte silną siecią dystrybucji i serwisu na terenie Polski jak i zagranicą.

Kurs euro traci przez rozpad rozmów koalicyjnych w Niemczech

W tygodniu, w którym najważniejszym wydarzeniem jest Święto Dziękczynienia, tematem zastępczym może być wszystko. Niemiecka polityka dotychczas była tylko szumem na dalszym planie, ale dziś EUR traci przez rozpad rozmów koalicyjnych. Stan podwyższonej niepewności premiuje JPY i CHF. Złoty bez zmian.

Załamanie rozmów koalicyjnych w Niemczech (odejście do stołu partii FDP) zepchnęło EUR/USD pół figury do 1,1730, gdyż Niemcy stanęły przed wizją powtórzonych wyborów parlamentarnych. Jest to jednak mało atrakcyjna opcja dla niemal każdego, poza antyestablishmentową partią AfD, która w ostatnich wyborach zdobyła zaskakujące 13 proc. Dla mainstreamowych partii sondaże pokazują mniej więcej podobne poparcie.

Dodatkowo notowania kanclerz Merkel nie poprawiają się przy trwającym impasie, więc powtarzanie wyborów jest bardzo dużym ryzykiem. W grę wchodzi zatem rząd mniejszościowy CDU z FDP lub Zielonymi (który będzie stabilniejszy od szerokiej koalicji), choć podnosi to ryzyki, że niektóre legislacje mogą przegrać w parlamencie. Abstrakcyjnym na ten moment pomysłem jest powrót do Wielkiej Koalicji CDU z SPD. Choć SDP na razie jest na nie, to sojusz na poziomie regionalnym w Dolnej Saksonii sugeruje, że nigdy nie mów nigdy. Z perspektywy FX niska płynność tuż po starcie handlu w Azji mogła wyolbrzymić przecenę EUR, ale jeśli do startu handlu na Wall Street nie dojdzie do pełnego zneutralizowania spadków, Amerykanie mogą pociągnąć dalej odwracanie długich pozycji w EUR, które były gromadzone w ubiegłym tygodniu.

W tym tygodniu najważniejszym wydarzeniem jest czwartkowe Święto Dziękczynienia w USA, co niesie konsekwencje dla globalnego rynku. Skrócony tydzień oraz świąteczne wyjazdy traderów do domu (to też są ludzie!) oznaczają brak bodźców do rozgrywana długoterminowych tematów, a nawet krótkoterminowe spekulacje mogą być rzadkością. Szczególnie po stronie USD będzie brakować punktów zaczepienia. Kalendarz makro jest pozbawiony kluczowych pozycji, a postępy nad ustawą podatkową w Kongresie są wstrzymane, gdyż kongresmeni wyjeżdżają z Waszyngtonu na święta. Jedyną szansą dla dolara są ryzyka polityczne w Europie, choć w dość „pokręcony” sposób. Ponieważ EUR ma dominujący (58 proc.) udział w koszyku tworzącym indeks dolarowy DXY, przecena EUR/USD poprzez sygnał na DXY mogłaby ożywić umocnienie dolara na innych crossach. Bez tego zanosi się na tydzień pozbawiony świeżych impulsów mogących poprawić pozycję dolara.

Dziś w kalendarzu mamy wystąpienie ECB M. Draghiego i w takich sytuacjach zawsze istnieje szansa na wskazówki odnośnie przyszłej polityki monetarnej, nawet jeśli w omijającym tygodniu Draghi dwukrotnie przemawiał i niczego nie zdradził. Po południu dane z polskiego przemysłu i handlu powinny potwierdzić solidne tempo ożywienia gospodarczego na starcie czwartego kwartału. Dalej w tygodniu stopa bezrobocia (piątek) na 6,7 proc. poprawi wieloletni rekord. Minutki z posiedzenia RPP (czwartek) mogą być interesujące w odniesieniu do decyzji o obniżce stopy rezerw obowiązkowych. Wątpimy, aby krajowe publikacje zdołały wyrwać EUR/PLN z konsolidacji 4,23-4,25.
W nocy uwaga będzie na wystąpieniu prezesa RBA Phillipa Lowe’a poprzedzone publikacją protokołu z listopadowego posiedzenia banku. Pomimo gołębiego wydźwięku ostatniego komunikatu i rewizji w dół prognoz inflacji, rynek dalej wycenia ponad 80 proc. szans na podwyżkę stopy procentowej do końca przyszłego roku. Ryzyka wokół wystąpienia Lowe’a przeważają po gołębiej stronie i mogą być impulsem dla kolejnej fali wyprzedaży AUD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Pracownicy a ochrona danych osobowych

Za ochronę danych osobowych odpowiadają przede wszystkim administratorzy danych, czyli osoby zarządzające organizacjami. Warto jednak pamiętać, że do przestrzegania przepisów zobowiązane są także wszystkie osoby, które pracują lub współpracują z daną firmą i przetwarzają w jej imieniu dane osobowe. Według przeprowadzonego przez Fundację Wiedza To Bezpieczeństwo badania, 42% osób uważa, że w firmach, z którymi są związani, incydenty bezpieczeństwa danych osobowych nigdy się nie zdarzyły.

Stan wiedzy pracowników

Prawie połowa zatrudnionych (48%) wskazuje, ryzyko kradzieży jako średnie – wynika z raportu, a prawie jedna trzecia (30%) jako niskie. Dość optymistycznie brzmiące odpowiedzi respondentów wynikają z zaufania do pracodawców i stosowanych przez nich metod ochrony danych, lub z własnej znajomości zagrożeń.

Ankietowani w 42% stwierdzili, że incydenty związane z ochroną danych osobowych nigdy nie zdarzyły się w ich organizacjach, a 32% wskazało, że nie wie o takich sytuacjach. Wyniki mogą świadczyć o braku zdefiniowanej ścieżki obsługi incydentów bezpieczeństwa informacji w firmie, bądź też o niewielkiej wiedzy, czym te incydenty są – mówi Maciej Kaczmarski, Fundacja Wiedza To Bezpieczeństwo.Pracownicy a ochrona danych osobowych

Wyprzedzając incydenty

Świadomość aktywnych zawodowo jest różna. Wynika to głównie z polityki organizacji, która ich zatrudnia. Dlatego w każdym przedsiębiorstwie warto rozważyć wdrożenie procedur związanych z zarządzaniem incydentami i zobowiązać osoby pracujące do stosowania zasad bezpieczeństwa:

  1. Hasła do komputerów, kont czy poczty, na których przechowywane są dane osobowe powinny być szczególnie chronione. Nie chodzi tu tylko o przekazanie hasła, np. koledze w pracy, ale również o pozostawianie karteczek z hasłem, doczepianych do ekranu komputera czy schowanych pod klawiaturą. Hasło w takim wypadku nie pełni już funkcji zabezpieczającej.
  2. Komputery, po opuszczeniu stanowiska, muszą zostać odpowiednio zablokowane. Ogranicza to bowiem możliwość korzystania z niego przez osoby nieuprawnione.
  3. Należy przestrzegać tzw. zasady czystego biurka. Wszystkie niepotrzebne dokumenty powinny być niszczone w niszczarce, pozostałe chowane, np. w zamykanej szufladzie.
  4. Dane osobowe (np. dane kadrowe) powinny być przetrzymywane w zamykanych szafach i w zabezpieczonych pomieszczeniach.
  5. Każdy pracownik powinien zachować ostrożność ujawniając jakiekolwiek dane osobowe podczas rozmowy telefonicznej. Należy zawsze weryfikować tożsamość rozmówcy.

Zgodnie z art. 51 ustawy o ochronie danych osobowych, za niedopełnienie powyższych obowiązków, grozi kara grzywny, kara ograniczenia wolności lub w najgorszym przypadku kara pozbawienia wolności do dwóch lat. Sankcje za nieumyślne naruszenie obowiązków są niższe. Sprawcy grozi kara grzywny, kara ograniczenia wolności lub kara pozbawienia wolności do roku – dodaje Maciej Kaczmarski, Fundacja Wiedza To Bezpieczeństwo.

Polityczny pat w Niemczech

Wartość euro spada wobec głównych rywali po tym, jak w Niemczech załamały się prowadzone od prawie dwóch miesięcy rozmowy koalicyjne mające na celu wyłonienie nowego rządu. Wysiłki kanclerz Angeli Merkel spaliły na panewce, pozostawiając największą gospodarkę strefy euro i Unii Europejskiej w politycznym impasie, co niepokoi rynki. Z rozmów wycofała się probiznesowa Wolna Partia Demokratyczna. Teraz jedną z opcji pozostaje utworzenie rządu mniejszościowego. To może osłabić rolę Niemiec jako unijnego lidera. Mimo tych problemów jak do tej pory w tym roku euro trzyma się całkiem dobrze: do dolara zyskało prawie 12%, do japońskiego jena – niemal 7% i ponad 4% wobec brytyjskiego funta.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do brytyjskiego funta (-0,16%), a zyskuje do euro (+0,34%), dolara kanadyjskiego (+0,12%), dolara australijskiego (+0,12%) oraz japońskiego jena (+0,01%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,175, GBP/USD – 1,323, USD/CAD – 1,278, AUD/USD – 0,756 i USD/JPY – 112,1. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,37%) i kurs EUR/JPY wynosi 131,6, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,888. W porównaniu z sytuacją sprzed weekendu złotówka lekko umacnia się do euro, a traci do dolara, funta i franka szwajcarskiego. W poniedziałek rano dolar kosztuje poniżej 3,61 zł, euro – poniżej 4,24 zł, funt – 4,77 zł, a frank – ponad 3,64 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach mieszanka koloru zielonego i czerwonego. W piątek londyński indeks FTSE 100 stracił 0,08%, frankfurcki indeks DAX – 0,41%, a paryski indeks CAC 40 – 0,32%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 obniżył się o 0,26%, meksykański indeks Bolsa wzrósł o 0,23%, a brazylijski indeks Bovespa podniósł się o 1,28%. W poniedziałek w Azji tokijski indeks Nikkei stracił 0,6%, chiński indeks Shanghai Composite zyskał o 0,28%, a hongkoński indeks Hang Seng wzrósł o 0,18%.

Ropa i złoto: Po wcześniejszych spadkach ceny ropy naftowej idą w górę. W niedzielę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 62,72 USD (+2,17%), a ropy WTI – 56,55 USD (+2,49%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca wzrosła o 2 USD do 65 USD. Z kolei cena złota kontynuuje wzrosty. W poniedziałek rano uncję metalu rynek wycenia na 1291 USD. To 10 USD więcej (+0,78%) niż przed weekendem.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 0:50 – Japonia – Bilans handlu zagranicznego, październik – 285,4 mld JPY (prognoza 330 mld JPY)
  • 8:00 – Niemcy – Inflacja PPI (r/r), październik – 2,7% (prognoza 2,7%)
  • 9:00 – Polska – Wskaźnik Dobrobytu wg BIEC, listopad – 106,7 pkt.
  • 14:00 – Polska – Produkcja budowlano-montażowa (r/r), październik (prognoza 24%)
  • 14:00 – Polska – Sprzedaż detaliczna (r/r), październik (prognoza 8,1%)
  • 14:00 – Polska – Produkcja przemysłowa (r/r), październik (prognoza 9,3%)
  • 15:00 – Strefa euro – Wystąpienie szefa EBC
  • 16:00 – USA – Indeks wskaźników wyprzedzających – Conference Board, październik (prognoza 0,3%)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets 

Problemy Niemców. Rynek pracy w Polsce

Za naszą zachodnią granicą wciąż czekają na uformowanie się koalicji rządowej. Wynagrodzenia w Polsce wzrosły o 7,4% w ciągu roku. Dane z Japonii dobre, ale nie tak dobre jak sądzili analitycy.

Problemy polityczne w Niemczech

Przedłużające się rozmowy w sprawie trójstronnej koalicji za naszą zachodnią granicą coraz bardziej niepokoją inwestorów. Dla przypomnienia udział w nich biorą CDU/CSU, zieloni i liberałowie. Dominującą pozycję ma oczywiście blok partii chadeckich. W nocy z niedzieli na poniedziałek od rozmów odeszli liberałowie. Początkowo rozmowy miały zakończyć się o 18:00, ale w wyniku braku porozumienia kontynuowano. Jak się okazuje, problematycznymi obszarami były migracje, klimat, energetyka, rolnictwo, transport i oczywiście finanse. Otwartym jest oczywiście pytanie: “co dalej?” Matematycznie możliwe są wszakże jeszcze inne koalicje. Np. Powrót do rozmów z socjaldemokratami. Ci jednak nie są zainteresowani rządzeniem, po tym jak po ostatniej koalicji osiągnęli najgorszy wynik w historii. Koalicja ze skrajną lewicą i prawicą wydają się tym bardziej wykluczone. Pozostają zatem przedterminowe wybory. W tym wypadku warto zwrócić uwagę, że sondaże przewidują wzrost poparcia dla formacji skrajnych. W rezultacie przyspieszone wybory raczej pogłębią problem. W takim scenariuszu najprawdopodobniej dojdzie do porozumienia z SPD lub powrotu do liberałów i zielonych. Jak reagują rynki? Doniesienie o zerwaniu koalicji oczywiście doprowadziło do gwałtownej przeceny euro od rana. Co prawda kurs wrócił na poprzednie poziomy, ale na rynku widać niepokój. Gdyby miało dojść do przedterminowych wyborów, możemy spodziewać się kolejnych spadków, gdyż rynki nie lubią niepewności.

Polski rynek pracy

W piątek poznaliśmy pakiet danych z polskiego rynku pracy. Przeciętne wynagrodzenie wzrosło do 4574,35 zł. Oznacza to, że wynagrodzenia w ciągu roku rosły o imponujący wskaźnik 7,4%. Zatrudnienie z kolei rosło o 4,4%. Oznacza to, że wynagrodzenia wzrosły o 0,8% powyżej oczekiwań analityków, za to zatrudnienie wzrosło o 0,1% mniej od oczekiwań. Oznacza to to, że imponujący spadek bezrobocia ostatnich kilku lat powoli wyhamowuje. Pracownicy korzystając z braku rąk do pracy negocjują podwyżki.

Słabsze dane z Japonii

Dzisiaj w nocy poznaliśmy odczyty na temat handlu zagranicznego. Eksport w ciągu roku wzrósł o 14%, a import o 18,9%. Dlaczego zatem piszemy o słabszych danych? Powodem są oczekiwania analityków mówiące o odpowiednio 15,8% i 20,2% wzrostu. Taki przyrost nie jest oczywiście żadnym powodem do obaw. Tłumaczy natomiast wstrzymanie dzisiaj ruchu, który od kilku dni umacniał jena względem innych walut.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Polska – sprzedaż detaliczna,
  • 14:00 – Polska – produkcja przemysłowa,

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Niemiecka polityka osłabia złotego, polskie dane mogą go umocnić

Zerwane rozmowy koalicyjne w Niemczech i związany z tym spadek EUR/USD, osłabia w poniedziałkowy poranek złotego. W drugiej połowie dnia powinny go jednak wesprzeć oczekiwane świetne dane z polskiej gospodarki.

Nowy tydzień na rynku walutowym rozpoczął się od spadku notowań EUR/USD w następstwie wzrostu ryzyka politycznego w Niemczech po tym, jak liberalna FDP zerwała rozmowy ws. utworzenia tzw. jamajskiej koalicji z CDU/CSU i Zielonymi (pod przewodnictwem kanclerz Angeli Merkel). Oznacza to, że teraz Merkel spróbuje stworzyć rząd mniejszościowy lub nawet mogą zostać ogłoszone przedterminowe wybory parlamentarne w Niemczech. W obu przypadkach oznacza to wzrost ryzyka politycznego, co szkodzi wspólnej walucie, pośrednio również odciskając piętno na notowaniach złotego.

W nocy kurs EUR/USD spadł do 1,1723 dolara z 1,1794 w piątek na koniec dnia, co pociągnęło za sobą również osłabienie złotego, który traci nie tylko przez spadek notowań EUR/USD, ale również wobec pogorszenia klimatu inwestycyjnego na rynkach globalnych. O godzinie 08:49 EUR/USD testowało poziom 1,1751 zł. W tym samym czasie euro podrożało 0,4 gr w relacji do złotego i trzeba było za nie zapłacić 4,2375 zł, podczas gdy dolar podrożał o 1,6 gr i kosztował 3,6060 zł.

O ile poranek na krajowym rynku walutowym upływa pod znakiem niemieckiej polityki, to już druga część dnia zostanie zdeterminowana przez polskie dane makroekonomiczne. O godzinie 14:00 Główny Urząd Statystyczny (GUS) opublikuje dane o produkcji przemysłowej, sprzedaży detalicznej i cenach producentów (inflacji PPI) w październiku. Jak się oczekuje, będą to świetne dane. Zgodnie z rynkowymi prognozami produkcja ma wzrosnąć o 10,4 proc. R/R wobec wzrostu o 4,3 proc. we wrześniu, sprzedaż detaliczna ma się ukształtować na poziomie 8,1 proc. R/R, a ceny producentów na poziomie 2,9 proc. R/R. Tak dobre dane, przy jednoczesnym wyciszeniu negatywnych emocji wokół niemieckiej polityki, powinny wzmocnić złotego w kolejnych godzinach.

Poranne wahania złotego nie zmieniają układu sił na wykresach polskich par. Kurs EUR/PLN w dalszym ciągu pozostaje w miesięcznym trendzie bocznym, który od dołu zamyka poziom 4,22 zł, a od góry 4,2550 zł. Ewentualne lepsze od oczekiwań dane z polskiej gospodarki stwarzają szanse na tekst 4,22 zł, podczas gdy dalszy wzrost ryzyka politycznego w Niemczech (np. ogłoszenie przedterminowych wyborów) może wywindować notowania powyżej 4,25 zł.

Dzisiejsze wzrosty USD/PLN stanowią natomiast jedynie odreagowanie zeszłotygodniowych spadków, a para ta wciąż powinien kierować się ku październikowemu dołkowi na 3,5687 zł, a w dalszej perspektywie nawet w kierunku 3,50-3,51 zł.

Komentarz przygotował:

Marcin Kiepas, Główny Analityk WALUTEO

Spółka Intentio rozpoczęła prywatną emisję obligacji

Intentio, spółka specjalizująca się w zarządzaniu wierzytelnościami, chce pozyskać 5 mln zł w ramach prywatnej emisji obligacji. Wpływy zostaną przeznaczone na zakup portfeli wierzytelności.

Intentio Sp. z o.o. specjalizuje się w zarządzaniu wierzytelnościami małych i średnich firm, jednostek samorządu terytorialnego oraz zakładów opieki zdrowotnej. Dzisiaj zaoferowała inwestorom dwuletnie obligacje. Pozyskane pieniądze zostaną przeznaczone na zakup portfeli wierzytelności oraz środków obrotowych na bieżącą działalność operacyjną.

– Atutem naszego modelu biznesowego jest gwarancja stabilnych przychodów – mówi Kamila Markiewicz, prezes zarządu Intentio. – Co piąta faktura w polskich firmach jest nieopłacona w terminie. Obserwujemy rosnący udział przedsiębiorstw, które mają w swoich portfelach nawet połowę nieuregulowanych należności. To pokazuje, jak ogromny potencjał drzemie w rynku windykacyjnym w Polsce – dodaje.

Za pieniądze pozyskane z obligacji spółka zakupi portfele wierzytelności o wartości około 30 mln zł. W 2018 roku przewiduje uzyskanie przychodów z tytułu windykacji na poziomie 3-7 mln zł.

– Nawiązaliśmy już współpracę z przedsiębiorstwami prawno-windykacyjnymi i agencjami detektywistycznymi, celem zmaksymalizowania skuteczności dochodzenia wierzytelności w pierwszym okresie po uzyskaniu finansowania– mówi Edyta Zemła, wiceprezes zarządu Intentio. – Następnym krokiem jest stworzenie własnej kancelarii prawnej oraz zamiejscowych biur, które już w przyszłym roku przejmą wszystkie procesy prawno-windykacyjne spółki – dodaje.

W 2019 roku spółka zamierza zadebiutować na rynku NewConnect, w celu poprawy dostępu do kapitału dla podstawowej działalności. Celem, który sobie stawia, jest stworzenie sieci oddziałów w Polsce oraz Europie, a także zbudowanie marki mogącej w niektórych obszarach konkurować z największymi graczami na rynku.

– Siłą Intentio jest zrozumienie dynamiki zmieniającego się rynku windykacyjnego oraz bogate doświadczenie w zarządzaniu płynnością finansową – mówi Jacek Gwoździewicz, pomysłodawca i wiceprezes zarządu Intentio. – Jesteśmy wiarygodnym partnerem. Każdą transakcję będziemy poprzedzali szczegółową analizą struktury portfela – dodaje.

Intentio to młoda, wrocławska spółka, która oferuje usługi skoncentrowane na prawnej windykacji wierzytelności oraz ochronie przedsiębiorców przed nierzetelnymi praktykami windykacyjnymi. Świadczy również usługi w zakresie monitoringu płatności faktur, a w sprawach o większej wartości, proponuje wsparcie agencji detektywistycznych przy ujawnianiu majątków dłużników. Poza reprezentowaniem swoich klientów, będzie dochodziła własnych wierzytelności, skupując całe portfele – m.in. od banków.

Sprawdź pozycję funduszy lewarowanych na WTI i CAD

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje a kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Tabela przedstawia aktualne pozycje a kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Sprawdź pozycję funduszy lewarowanych na WTI i CAD 9– na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Sprawdź pozycję funduszy lewarowanych na WTI i CAD 10-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/US

Z punktu widzenia raportu COT najciekawiej przedstawia się EURUSD oraz CADUSD. Ponadto sytuacja na parze walutowej AUDUSD, która została opisana w poprzednim tygodniu cały czas jest aktualna. Dolar amerykański prawdopodobnie dalej będzie się umacniał na szerokim rynku.

WTI – dalsze wzrosty pod znakiem zapytania

Od czerwca bieżącego roku kalendarzowego ropa WTI podrożała o 16 USD i to praktycznie bez żadnej korekty. Tak mocny impuls wzrostowy i pokonanie szczytu 54 USD przełożył się na duży optymizm wśród Traderów. Każdy jest przekonany o kontynuacji ostatniego impulsu, w ostateczności „Trend is your friend”. Aczkolwiek analizując ostatni raport Commitment of Traders możemy dojść do innego wniosku, bowiem zarządzający posiadają w swoim portfelu bardzo zbyt dużo pozycji długich względem krótkich. W ramach przypomnienia, rekordowa ilość pozycji długich rzędu 448 tysięcy przypada na luty 2017 roku, aktualnie jest ich tylko o 16 tysięcy mniej. Zatem, „czarne złoto” może jeszcze podrożeć, ale wzrosty nie będą już tak imponujące.

Pozycje funduszy lewarowanych, linia niebieska – pozycje długie, linia czerwona – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje funduszy lewarowanych, linia niebieska - pozycje długie, linia czerwona - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: Cmegroup

Pozycje netto (długie odjąć krótkie) również znalazły się na bardzo optymistycznym poziomie, w którym notowania ropy naftowej przeważnie kończyły swój rajd na północ.

WTI – analiza techniczna

Spoglądając na wykres tygodniowy najbliższym wsparciem dla dalszych wzrostów jest poziom 54.66 USD za baryłkę, który został już przetestowany. Ostatni test zakończył się mocnym Pin Barem zapowiadającym kontynuację wzrostów. Aczkolwiek duże zaangażowanie zarządzających po długiej stronie rynku już tego nie potwierdza, bardziej prawdopodobne, że fundusze lewarowane zaczną wychodzić z pozycji long. Z tego względu bazowym scenariuszem pozostanie korekta w okolicę 52 USD za baryłkę. Scenariusz ten potwierdzony jest również przez oscylator stochastyczny, bowiem wskazuje na mocne wykupienie rynku.

Notowania WTI, interwał tygodniowy

Notowania WTI, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

CAD – zamykanie krótkich pozycji

Przez ostatnie kilka tygodni fundusze lewarowany zamykają długie pozycje w dolarze kanadyjskim, aczkolwiek tylko w małym stopniu powiększają swoją krótką pozycję. Ostatnie dane wskazują na zamknięcie ponad 3600 długich i 1000 krótkich pozycji.

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary – pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary - pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: Cmegroup

Pozycje netto (linia żółta) zaczęły delikatnie spadać, ale w dalszym ciągu są na bardzo wysokim poziomie. Ponadto gdyby doszło do korekty na ropie naftowej, to fundusze lewarowane zostałyby poniekąd zmuszone do pośpiesznego zamykania długich pozycji i otwierania krótkich. W takim otoczeniu rynkowym bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja ostatnich wzrostów na USDCAD.

Notowania USD/CAD, interwał dzienny

Notowania USD/CAD, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Korelacja ropy naftowej oraz WTI z 50 ostatnich dni wynosi 78 procent, można to sprawdzić za pomocą dodatku Supreme Edition. Notowania USDCAD od kilku tygodni poruszają się w kanale wzrostowym, aktualnie znalazły się na jego dolnej bandzie. Teoretycznie mamy prawdopodobieństwo kontynuacji obecnych wzrostów, ale ostatnia wyprzedaż USD może zakończyć się nawet w okolicy 1.26. Z kolei na przestrzeni kilku następnych tygodni kurs prawdopodobnie zawita w okolicę poziomu 1.30

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Kurs dolara pozostaje słaby do euro, jena, czy brytyjskiego funta

Ostatni tydzień przyniósł niewielką przecenę obligacji skarbowych. W najbliższych dniach presja ze strony danych makroekonomicznych będzie nadal rosła. Dane z rynku pracy zostały pozytywnie przyjęte przez złotego. W piątek kurs EURPLN spadł do 4,23.

Rynek stopy procentowej

Na krajowym rynku stopy procentowej ostatni tydzień przyniósł niewielką przecenę obligacji skarbowych. Doprowadziły do niej publikacja lepszych od oczekiwań danych makroekonomicznych w kraju (PKB za III kw. 2017 r. i wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw w październiku), a także kontynuacja przeceny na rynku US Treasuries. W efekcie rentowności papierów 2-letnich wzrosły w okolice 1,62%, a 10-letnich powyżej 3,40%. Skalę przeceny ograniczało natomiast złagodzenie tonu retoryki członków RPP.

W najbliższych dniach presja ze strony danych makroekonomicznych będzie nadal rosła. Za nami, zgodnie z oczekiwaniami, bardzo wysokie dynamiki wzrostu PKB i płac w sektorze przedsiębiorstw. Z kolei przed nami publikacje produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej w październiku. W przypadku dwóch ostatnich figur konsensus zakłada wzrost o odpowiednio 9,9% r/r oraz 8,3% (w ujęciu nominalnym). Przy tak wysokich odczytach utrzymywać się będzie ryzyko dalszego zaostrzenia retoryki przez przedstawicieli RPP, którzy coraz częściej wspominają o możliwych podwyżkach stóp procentowych w 2018 r. Póki co wyraźnie rynek pozostaje pod wpływem zapewnień NBP, że stopy procentowe pozostaną bez zmian w perspektywie najbliższego roku, a dodatkowo na rynku obligacji skarbowych na krótkim końcu krzywej pod wpływem małej podaży. Niemniej to się może szybko skończyć. Instrumenty pochodne znajdują się w lekkim trendzie wzrostowym wyceniając rosnące ryzyko zaostrzenia polityki pieniężnej w przyszłym roku. Z kolei w I kw. 2018 r. należy spodziewać się wzrostu podaży obligacji. Te dwa czynniki będą powodować nie tylko sam wzrost rentowności 2-letnich papierów (nawet w okolice 1,90%), ale również wzrost ASW (z obecnych minus 45 nawet w kierunku zera). W perspektywie najbliższych dni w kierunku urealnienia wycen krótkoterminowych obligacji oddziaływać będzie również zbliżająca się czwartkowa regularna aukcja, na której Ministerstwo Finansów zamierza wyemitować papiery o łącznej wartości 4-8 mld PLN.

Z drugiej strony bardzo korzystna koniunktura gospodarcza, jak również poprawa w zakresie stanu finansów publicznych będzie sprzyjała stabilizacji ASW 10Y. Co więcej, okazało się, że po trzech kwartałach 2017 r. jednostki samorządu terytorialnego odnotowały nadwyżkę w wysokości 14,74 mld PLN przy planowanym deficycie 16,72 mld PLN (odchylenie od planu wynosi 31 mld PLN, czyli ok. 1,8% w relacji do PKB). Niższy deficyt wpłynie na obniżenie deficytu sektora finansów publicznych. Niższa nierównowaga sektora publicznego będzie coraz mocniej tworzyć presję na agencję S&P, która w przyszłym roku może zdecydować się na rewizję oceny kredytowej Polski. Te pozytywne tendencje powinny poprawić ocenę kredytową Polski i przeciwdziałać wzrostowi premii za ryzyko na długim końcu krzywej (ASW) na skutek rosnących emisji papierów skarbowych w I kw. 2018 r.

Efektem wspomnianych zmian może być silne zawężenie różnicy pomiędzy ASW 10Y a ASW 2Y, która obecnie wzrosła do historycznie wysokich poziomów (powyżej 85 pb.). Skalę tego ruchu w najbliższych miesiącach szacować można nawet na 40 pb.

Solidne dane z rynku pracy zostały pozytywnie przyjęte przez złotego

Autor: Mirosław Budzicki, PKO Bank Polski

Rynek walutowy

Poniedziałkową sesję na EURUSD rozpoczynamy w okolicach 1,173 po tym jak podczas piątkowej sesji europejskiej na rynku głównej pary walutowej euro do dolara stabilizowało się wokół poziomu 1,18. Choć handel w USA zepchną euro do obecnych poziomów (w reakcji na wiadomość o fiasku rozmów koalicyjnych w Niemczech, które zerwała FDP, co grozić może koniecznością przeprowadzenia przedterminowych wyborów), to i tak są to dość niskie notowania dolara biorąc pod uwagę ilość pozytywnych impulsów napływających z USA. Wystarczy wspomnieć o rosnącej inflacji bazowej (w październiku wzrost o 1,8% praktycznie przypieczętowała grudniową podwyżkę Fed), solidnych dynamikach sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej (w obydwu przypadkach wyniki wyraźnie przerastały oczekiwania ekonomistów), czy czwartkowym przegłosowaniu ustawy podatkowej w Izbie Reprezentantów Kongresu USA.

Dolara nie wsparły nawet piątkowe, jastrzębie wypowiedzieć prezesa EBC, w których M. Draghi podkreślał, że gospodarka strefy euro pozostaje zależna od taniego kredytu, wskazując jednocześnie, że EBC wykorzystuje wydłużanie programu skupu aktywów do tłumienia oczekiwań na podwyżkę stóp procentowych. Draghi zwracał też uwagę, że choć wśród członków komitetu decyzyjnego rośnie wiara w odbicie gospodarcze w strefie euro, jednak niski wzrost płac zmusza do utrzymywania luźnej polityki pieniężnej. W październiku ECB zapowiedział, że od stycznia 2018 roku ograniczy wartość programu zakupu aktywów (QE) do 30 mld euro miesięcznie, ale czas jego trwania zostanie przedłużony o dziewięć miesięcy, czyli do września.  Bank zobowiązał się też do utrzymania stóp procentowych na obecnych poziomach „długo poza” okres obowiązywania programu.

Dolar pozostaje słaby nie tylko do euro, ale też w relacji do japońskiego jena, czy brytyjskiego funta. To pokazuje, że obecnie waluta amerykańska znajduje się pod wyraźnym wpływem polityki wewnętrznej. Przegłosowanie przez Republikanów ustawy reformującej system podatkowy w USA nie oznacza jeszcze końca batalii o jej realizację, a to zapowiada potencjalne dalsze problemy dla dolara.  Senat przygotowuje bowiem swoją wersję ustawy (różniącą się od tej przyjętej w czwartek) nad którą głosowanie zaplanowane jest na grudzień. W Senacie rządząca partia ma jedynie dwa głosy przewagi co zwiększa ryzyko fiaska głosowania. Nie brakuje w nim bowiem Republikanów, którzy chcą większych ustępstw dla rodzin i nie godzą się na dodatkowy wzrost zadłużenia.

Do tego prasa podła, że w ramach dochodzenia w sprawie możliwej ingerencji Rosjan w wybory prezydenckie w USA w 2016 wydano wezwania sądowe do udostępnienia dokumentów dotyczących kampanii Donalda Trumpa. Ta ostatnia informacja szczególnie zaważyła na notowaniach USDJPY, obniżając kurs do poziomu najniższego od czterech tygodni, poniżej 112,0.

Niemniej, wspomniana reforma podatkowa, jeśli zostanie wprowadzona zmusi prawdopodobnie Fed do podniesienia stóp procentowych, gdyż nakierowana jest na rozpędzenie amerykańskiej gospodarki. Większość inwestorów zakłada, że tak właśnie się stanie, stąd przy jednocześnie zapowiadanym przez EBC utrzymaniu łagodnej polityki monetarnej w strefie euro wzrosty kursu EURUSD nie są duże.

Wyższych stóp w USA obawiają się też rynki FXEM. Złoty, któremu dodatkowo ciąży gołębia RPP traci więc na wartości. W tym tygodniu EURPLN testował już opór na 4,25 pomimo solidnych lokalnych danych, w tym 4,7% wzrostu PKB w 3Q17. Dopiero po piątkowej publikacji danych z rynku pracy PLN częściowo zdołał odrobić straty.

Dane GUS pokazały 7,4% wzrost przeciętnego październikowego wynagrodzenia w przedsiębiorstwach i 4,4% wzrost przeciętnego zatrudnienia. Choć wyniki te potwierdziły, że rynek pracy w Polsce jest bardzo mocny i wsparły złotego (EURPLN spadł do 4,23), to fajerwerków nie było. Warto jednak zauważyć, że w gospodarce rośnie presja płacowa. W październiku realny fundusz płac wzrósł o 9,8% r/r wobec 8,4% r/r we wrześniu, co daje najwyższy wynik od 2008 roku. Umiarkowanie pozytywna reakcja rynku na tak mocne odczyty potwierdza więc obecną obojętność PLN na dane makro, który pozostaje głównie pod negatywnym wpływem gołębiej RPP i wysokiego prawdopodobieństwa podwyżki stóp w grudniu przez Fed.

Można więc oczekiwać, że również w tym tygodniu złoty będzie pozostawał pod wpływem czynników globalnych. Ostatnie posiedzenie FOMC potwierdziło, że bank jest nastawiony na kolejne podwyżki stóp w tym i w kolejnych latach, a dodatkowo spodziewamy się, że taki scenariusz potwierdzi opublikowane w tym tygodniu minutes FOMC. To, wraz z prognozowanymi, solidnymi danymi dot. zamówień na dobra trwałe i wskaźnikami PMI dla USA powinno negatywnie wpływać na złotego wobec dolara i euro.

Solidne dane z rynku pracy zostały pozytywnie przyjęte przez złotego 2

Autor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Kibice i piłkarze Legii zbierają pieniądze na nowy ambulans dla Centrum Zdrowia Dziecka. W akcji „Wszyscy do wioseł” wzięło udział 400 osób

Kibice i piłkarze Legii zbierają pieniądze na nowy ambulans dla Centrum Zdrowia Dziecka. W akcji „Wszyscy do wioseł” wzięło udział 400 osób 11

Kilkaset osób – w tym piłkarze oraz kibice Legii Warszawa – wzięło udział w zbiórce funduszy na nowy ambulans dla Centrum Zdrowia Dziecka. Uczestnicy akcji pokonywali na specjalnych ergometrach 1047 kilometrów, czyli dystans o długości Wisły. Zawodnicy płynęli w dwóch sztafetach. Obie miały za zadanie spotkać się w Warszawie, czyli w połowie pełnego dystansu. To nie pierwszy raz, kiedy fani stołecznego klubu wspierają dziecięcą placówkę.

W medycynie sprzęt jest bardzo istotny. Leczymy w szpitalu, natomiast w transporcie jest nam potrzebny niezawodny ambulans. Ze względu na dziecięcy profil szpitala, najbardziej istotne jest dla nas wyposażenie karetki w sposób umożliwiający transport inkubatora. Ponadto musi być odpowiednia instalacja elektryczna, żeby w przypadku jakiejkolwiek awarii można było przełączyć zasilanie inkubatora na zasilanie z karetki. To dwa najważniejsze elementy w transporcie neonatologicznym – mówi Michał Jabłoński, kierownik działu logistyki CZD.

Instytut „Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka” to jeden z najbardziej wyspecjalizowanych w Polsce szpitali dziecięcych. Karetki na wyposażeniu instytutu to jeżdżące sale reanimacyjne, które muszą być również przystosowane do bezpiecznego transportu noworodków w inkubatorach.

Koszt takiego ambulansu wynosi około 350 tys. zł. W zbiórce pieniędzy na nową karetkę dla dziecięcego centrum pomogła akcja „Wszyscy do wioseł”, zainicjowana przez Fundację Legii Warszawa we współpracy ze Stowarzyszeniem Kibiców oraz grupą Dobrzy Ludzie.

Pomagamy uzbierać pieniądze na karetkę, która jest potrzebna dzieciom. Nigdy nie wiadomo, kiedy przytrafi nam się sytuacja, w której sami będziemy takiej karetki potrzebować. Dlatego tym bardziej trzeba się przyczyniać do takich akcji charytatywnych. Wiemy, jak trudny jest to kawałek chleba, żeby uzbierać pieniądze na taką karetkę, która w każdej chwili może pomóc jakiemuś dziecku. Niedawno urodził mi się syn i wiem, że na pewno takie inicjatywy są potrzebne i będę starał się, jak najczęściej brać w nich udział – mówi Michał Kucharczyk, piłkarz Legii Warszawa.

W piątek, niemal od samego rana, piłkarze i kibice Legii oraz uczestnicy akcji pokonywali kilometry na specjalnych ergometrach w obiekcie przy Łazienkowskiej. Celem było przepłynięcie dystansu 1047 kilometrów – tyle wynosi długość Wisły. Zawodnicy płynęli w dwóch sztafetach: jednej startującej od ujścia rzeki, drugiej zaś od jej źródeł. Sztafety miały za zadanie spotkać się w Warszawie, czyli w połowie pełnego dystansu.

Pokonywaniu kolejnych kilometrów towarzyszyła zbiórka pieniędzy na nowy ambulans dla CZD. W sumie w charytatywnej akcji wzięło udział około 400 osób.

To jest cykliczna impreza Fundacji Legii, którą zaczęliśmy dwa lata temu. Wtedy zbieraliśmy pieniądze na ergometry dla niepełnosprawnych sportowców. Ten format bardzo dobrze się sprawdził i uznaliśmy, że będziemy go powtarzać regularnie w celach charytatywnych. Naszą akcję można również wesprzeć, wpłacając fundusze na konto, którego numer można znaleźć na stronie Fundacji Legii fundacjalegii.pl albo gotowidopomocy.pl. Będziemy bardzo wdzięczni za każdą, nawet najmniejszą wpłatę, która przybliży nas do celu – podkreśla Anna Mioduska, prezes Fundacji Legii.

Równolegle na Allegro trwała licytacja przedmiotów, z których dochód zostanie w całości przeznaczony na zakup nowego ambulansu dla Centrum Zdrowia Dziecka. Kibice mogli licytować między innymi złoty medal za mistrzostwo Polski w sezonie 2016/2017, koszulkę Sebastiana Szymańskiego, oficjalny proporzec meczowy z meczu z Ajaksem w Lidze Europy UEFA i klubową kurtkę od prezesa Dariusza Mioduskiego.

To nie pierwszy raz, kiedy fani stołecznego klubu wspierają Centrum Zdrowia Dziecka. Grupa „Dobrzy Ludzie – kibice Legii dzieciom” na początku ubiegłego roku nawiązała współpracę z dziecięca placówką i od tego czasu cyklicznie, w ramach wolontariatu, kibice klubu odnawiają szpitalne wnętrza. Film pokazujący efekty ich pracy jest dostępny na oficjalnym kanale Legii Warszawa w serwisie YouTube.

Kibice Legii Warszawa bardzo często angażują się w różnego rodzaju akcje mające pomóc osobom, które bez takiej pomocy by sobie nie poradziły. Najlepszym przykładem są partnerzy naszej akcji, czyli Dobrzy Ludzie, którzy już od kilku lat współpracują z Centrum Zdrowia Dziecka. Systematycznie odnawiają sale i korytarze, żeby pacjentom milej spędzało się czas podczas pobytu w szpitalu – mówi Anna Mioduska, prezes Fundacji Legii.

90 proc. wcześniaków atakuje wirus RS. Profilaktyka jednak tylko dla najwcześniej urodzonych

90 proc. wcześniaków atakuje wirus RS. Profilaktyka jednak tylko dla najwcześniej urodzonych 12

Wirus RS jest odpowiedzialny za 75 proc. hospitalizacji dzieci z zapaleniem oskrzelików. Szczególnie groźny jest dla wcześniaków, których niska odporność zwiększa podatność na rozwój choroby. Infekcja wirusem RS grozi zapaleniem płuc, oskrzeli, a nawet niewydolnością oddechową i astmą oskrzelową. Podanie przeciwciał niemal całkowicie chroni maluchy przed namnażaniem wirusa i jest to jedyna możliwa forma zapobiegania ciężkiej chorobie dolnych dróg oddechowych. W Polsce profilaktyka jest jednak dostępna wyłącznie dla dzieci urodzonych poniżej 28. tygodnia ciąży lub cierpiących z powodu dysplazji oskrzelowo-płucnej. Neonatolodzy od kilku lat walczą o to, by była ona dostępna także dla wcześniaków urodzonych między 28. a 32. tygodniem ciąży.

Wirus RS to najczęstsza przyczyna chorób układu oddechowego u małych dzieci – według statystyk choruje do 95 proc. maluchów w wieku do 2 roku życia. Wirus obecny jest w powietrzu i przenosi się drogą kropelkową, a do zakażeń dochodzi głównie w sezonie jesienno-zimowym. W przypadku górnych dróg oddechowych infekcja przebiega podobnie jak przeziębienie, przy zakażeniu dolnych dróg oddechowych może natomiast przybrać formę zapalenia płuc, oskrzelików lub oskrzeli. Zakażenie zazwyczaj przebiega łagodnie, z wyjątkiem osób z grup ryzyka, do których należą przede wszystkim niemowlęta urodzone przedwcześnie – jak podają badania, co roku wirus RS atakuje blisko 90 proc. wcześniaków.

– To tragedia, jeżeli dziecko po kilku tygodniach pobytu na oddziale intensywnej terapii po urodzeniu, trafia tam ponownie. To pogarsza wydolność układu oddechowego i wpływa na przyszły rozwój. Każda infekcja niekorzystnie odbija się na całym organizmie, na wszystkich narządach, a o mózg u wcześniaka szczególnie się troszczymy – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka, kierownik Kliniki Neonatologii i Intensywnej Terapii Noworodka WUM, prezes Polskiego Towarzystwa Neonatologicznego.

Dziecko urodzone przedwcześnie ma niewystarczająco wykształcony układ odpornościowy, nie jest więc w stanie skutecznie bronić się przed infekcją. Rozwinięte w zbyt małym stopniu płuca zwiększają natomiast podatność noworodka na zakażenia. Infekcja wirusem RS u wcześniaków wymaga leczenia szpitalnego. Grozi również poważnymi powikłaniami, m.in. odmą opłucnową, zapaleniem ucha środkowego, zapaleniem mięśnia sercowego, a także rozwojem astmy lub niewydolności oddechowej w wieku nastoletnim.

– Jeżeli dziecko będzie wymagało wentylacji, będzie mogło ulegać niedotlenieniu, to może się odbić na jego rozwoju psychicznym. Neurologiczne zaburzenia mogą być również następstwem tej ciężkiej infekcji. Przechorowanie zakażenia dróg oddechowych spowodowanego wirusem RS zwiększa czterokrotnie ryzyko zachorowania na astmę w wieku dojrzałym – mówi prof. Ryszard Lauterbach, kierownik Kliniki Neonatologii Collegium Medicum UJ.

Medycyna nie dysponuje obecnie szczepionką przeciwko wirusowi RS. Prace nad nią trwają. Profilaktyka jest jednak możliwa, od 1998 roku dostępne są bowiem gotowe przeciwciała monoklonalne, które bezpośrednio nie dopuszczają do namnażania się wirusa w organizmie. Badania pokazały, że ich zastosowanie zmniejsza u wcześniaków liczbę zachorowań spowodowanych wirusem RS o 80 proc. Ponad połowa dzieci, którym podano przeciwciała, nie rozwinęła objawów chorobowych, a proces rozwoju ich płuc nie został zahamowany.

– Najnowsze badania wykazują, że w grupie dzieci między 29. a 32. tygodniem ciąży podanie palivizumabu chroni te dzieci w 70 proc. przed infekcją. Jeżeli nie podamy im palivizumabu, to 70 proc. zachoruje, a prawie 50 proc. będzie wentylowane mechanicznie – mówi prof. Ryszard Lauterbach.

– Przeciwciała mają swoją aktywność w granicach miesiąca, musimy w związku z tym powtarzać profilaktykę. Powtarzamy ją w okresie, kiedy wirus szaleje wokół nas, od listopada do kwietnia. To jest pięć wstrzyknięć co miesiąc – dodaje prof. Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka.

Przeciwciała podawane są raz na cztery tygodnie w postaci zastrzyku domięśniowego. W Polsce profilaktyka wirusa RS dostępna jest jednak wyłącznie dla dzieci urodzonych poniżej 28. tygodnia ciąży oraz cierpiących z powodu dysplazji oskrzelowo-płucnej. W przypadku pozostałych noworodków możliwe jest podanie przeciwciał poza procesem refundacyjnym, co wiąże się z bardzo wysokimi kosztami.

– Dzieci urodzone na Słowacji, w Czechach, nie mówię już o Włoszech, Grecji czy Szwajcarii, mają o wiele większe możliwości, jeśli chodzi o zabezpieczanie przed zakażeniem wirusem RS. Na Węgrzech, do których tak często się porównujemy, profilaktyka jest również o wiele większa niż w naszym kraju, więc skorzystajmy z tych dobrych wzorców – mówi prof. Ryszard Lauterbach.

Zgodnie z zaleceniami lekarzy tzw. immunizacja bierna powinna być podawana dzieciom poniżej 6. miesiąca życia, o ile urodziły się przed 35. tygodniem ciąży, oraz maluchom poniżej 2. roku życia, które przyszły na świat z wadą serca lub cierpiały z powodu dysplazji oskrzelowo-płucnej. Zastosowanie przeciwciał niemal całkowicie zabezpiecza te dzieci przed rozwojem choroby wywołanej przez wirusa RS.

Rozszerzenie profilaktyki zakażeń wywołanych przez wirus RS o grupę dzieci urodzonych między 29. a 32. tygodniem ciąży dotyczy około 2 500 dzieci. Co oznacza, że łącznie profilaktyką objętych byłoby prawie 4 000 z 28 000 wcześniaków, które rodzą się każdego roku w Polsce.

Polacy chętnie inwestują w mieszkania, spółki technologiczne i bezpieczne fundusze. Niedocenione pozostają małe i średnie spółki giełdowe

Polacy chętnie inwestują w mieszkania, spółki technologiczne i bezpieczne fundusze. Niedocenione pozostają małe i średnie spółki giełdowe 13

Nisko oprocentowane lokaty bankowe powodują, że Polacy swoje oszczędności chętniej przeznaczają na inwestycje. Do ulubionych sposobów zabezpieczania kapitału należą mieszkania i bezpieczne fundusze gotówkowe, pieniężne lub obligacyjne. Nie brak też chętnych na zakup papierów innowacyjnych start-upów. Tymczasem niedocenione pozostają małe i średnie spółki z warszawskiej giełdy – uważa Piotr Żółkiewicz z Żółkiewicz & Partners.

– W Polsce bardzo atrakcyjnym sektorem jest sektor niewielkich, małych i średnich spółek, bo tym sektorem nie interesuje się teraz żadna grupa inwestorów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Żółkiewicz, przewodniczący Komitetu Inwestycyjnego Żółkiewicz & Partners. – Polscy drobni inwestorzy ani bezpośrednio, ani przez fundusze małych i średnich spółek nie inwestują na polskiej giełdzie. TFI mają odpływy kapitału z tej grupy funduszy. Natomiast fundusze zagraniczne w Polsce inwestują tylko w duże spółki wchodzące w skład indeksu WIG20, częściowo w skład indeksu WIG40, więc mamy do czynienia dychotomią, gdzie duże spółki rosną, małe tanieją i na razie nikt tej okazji rynkowej nie próbuje wykorzystać. To się zmieni.

Indeks sWIG80, grupujący małe spółki z warszawskiej giełdy, pozostaje praktycznie na poziomie z początku roku, a nawet minimalnie niżej. O ile do marca notowania rosły, to od maja zaczął się powolny, ale ciągły spadek. Tymczasem indeks największych dwudziestu spółek z GPW WIG20 urósł od początku roku o niemal 30 proc.

Z danych Analiz Online wynika też, że w październiku to właśnie fundusze małych i średnich polskich spółek były tymi, które wypadły najsłabiej – wartość ich jednostek spadła o 3,4 proc., podczas gdy pozostałe kategorie funduszy rosły lub spadły nie bardziej niż o 0,5 proc. W ciągu ostatnich trzech miesięcy spadek wyniósł 3,8 proc. i był drugim najmocniejszym. Patrząc od początku roku, ta grupa funduszy dała zarobić 8 proc. i była mniej więcej w środku stawki. To także pokazuje, że zainteresowanie nimi słabnie. Zdaniem Piotra Żółkiewicza niesłusznie.

 Historycznie małe i średnie spółki zawsze rozwijały i rozwijają się szybciej niż duże, mają więcej miejsca na wzrost. Są tanie głównie dlatego, że chwilowo nikt się nimi nie interesuje, więc kursy tych spółek się osuwają i z pewnością można wśród tej grupy znaleźć rodzynki, które są wyceniane za kilkukrotność zysków czy gotówki, które w ciągu roku są w stanie wygenerować – przekonuje Żółkiewicz. – Są to często biznesy bardzo dobrej jakości, z uczciwymi zarządami, które potrafią eksportować i mają dobre, innowacyjne produkty.

Ekspert dodaje, że polska giełda jest obecnie wyceniana bardziej atrakcyjnie niż np. amerykańska, gdzie cena, jaką trzeba zapłacić za spółkę o określonych zyskach, jest zdecydowanie wyższa niż w Polsce. Polacy wolą jednak swoje oszczędności lokować w bezpiecznych produktach, mając wciąż w pamięci kryzys finansowy sprzed dekady. Lokaty nie dają już zysku, odkąd inflacja pozostaje na poziomie 2,0–2,2 proc., czyli takim samym lub wyższym niż oprocentowanie depozytów. Na wzrost tych ostatnich nie pozwalają wciąż niskie stopy procentowe. W tej sytuacji zwracają się w stronę bezpiecznych funduszy. Według Analiz Online w III kwartale 2017 roku do funduszy gotówkowych napłynęło ponad 2,7 mld zł nowych środków, do dłużnych – 1,5 mld zł, a do mieszanych – 887 mln zł. Z funduszy akcyjnych zniknęło 81 mln zł. Popularnością cieszą się także inwestycje w nieruchomości.

– Kryzys z 2008 roku wciąż mocno tkwi w głowach wszystkich i pieniądze nie płyną na giełdę, ale w dwóch innych kierunkach. Jednym jest rynek nieruchomości – wszyscy giełdowi deweloperzy w tej chwili twierdzą, że nawet czterdzieści kilka procent mieszkań sprzedaje się za gotówkę bez kredytu bankowego. Są to wskaźniki wielokrotnie wyższe niż zawsze, bo zazwyczaj było to 10–20 proc. mieszkań bez kredytu bankowego – informuje przewodniczący Komitetu Inwestycyjnego Żółkiewicz & Partners. – Drugim kierunkiem, gdzie płyną oszczędności Polaków z lokat, są fundusze rynku dłużnego, fundusze gotówkowe i przede wszystkim fundusze obligacji korporacyjnych. Mamy kilkumiliardowe napływy do tej grupy funduszy od początku roku, natomiast w funduszach akcji mamy odpływy.

Inwestorzy znad Wisły szczególne przychylnym okiem patrzą na spółki, które postrzegają jako innowacyjne, np. producentów gier komputerowych czy oprogramowania, lub też podmioty z sektora med-tech. Zdaniem Piotra Żółkiewicza można wręcz mówić o bańce innowacji, zwłaszcza na alternatywnym rynku NewConnect. Tymczasem nie ma popytu na akcje solidnych biznesów, które zarabiają pieniądze i dzielą się zyskami z udziałowcami. Ten stan rzeczy ulegnie według niego zmianie.

– Jest to ciekawe zjawisko, że dojrzałe spółki, które zarabiają mnóstwo pieniędzy, wypłacają dywidendy, są bardzo atrakcyjnie wycenione – dziwi się Żółkiewicz. – Natomiast nawet 4–6-osobowe spółki z różnych zakątków Polski szturmują NewConnect i często żądają wycen rzędu kilkanaście-kilkadziesiąt milionów złotych za swoje przedsięwzięcia. Jest mnóstwo spółek, które robią bliżej nieokreślone rozwiązania technologiczne dla telekomunikacji, dla klientów biznesowych i z tego, co obserwuję, każdy taki pomysł, niezależnie od tego, jak niedopracowany, szalony czy drogo wyceniony, znajduje swoich nabywców. Nie widzę powodów, aby spółki, które jeszcze nie zarabiają pieniędzy i być może nigdy nie będą, natomiast obiecują jakąś innowacyjność, wyceniać na 50–100 razy więcej niż oczekiwane zyski w najbliższych 2–3 latach.

Międzynarodowy koncern farmaceutyczny zatrudnia w Poznaniu 700 specjalistów IT. To oni wspierają 100 tys. pracowników na całym świecie w pracy nad nowymi lekami

Międzynarodowy koncern farmaceutyczny zatrudnia w Poznaniu 700 specjalistów IT. To oni wspierają 100 tys. pracowników na całym świecie w pracy nad nowymi lekami 14

Poznań atrakcyjnym miejscem do rozwoju innowacyjności. Potwierdzają to kolejne inwestycje GSK, szczególnie w obszarze nowych technologii. Poznańskie Centrum Usług Biznesowych GSK IT, które w sumie zatrudnia 700 osób, tylko w ciągu ostatniego roku pozyskało 200 pracowników. Nowo zatrudnieni specjaliści z branży IT zapewniają m.in. wsparcie technologiczne dla 11 tys. naukowców prowadzących badania nad nowymi lekami. Farmacja to jeden z kluczowych sektorów dla innowacyjności polskiej gospodarki – podkreśla Tadeusz Kościński, wiceminister rozwoju.

Dlaczego właśnie Polska? Mamy tu stabilny wzrost PKB, fantastyczną lokalizację, kompetentnych i doświadczonych pracowników, wsparcie dla innowacyjności i chęć wykonywania większej liczby badań klinicznych. Cieszy również współpraca Ministerstwa Zdrowia i Ministerstwa Rozwoju w zakresie wspierania inwestycji – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jonathan Sweeting, dyrektor generalny GSK.

GSK jest jedną z największych firm globalnych działających w ochronie zdrowia i wiodącym inwestorem w polskim przemyśle farmaceutycznym. W Polsce firma zatrudnia około 1,7 tys. osób, z których większość pracuje w poznańskiej fabryce leków. Każdego dnia wytwarza ona 8,5 mln tabletek i 1,3 mln kapsułek. W tej chwili poznański zakład jest jednym z najnowocześniejszych i największych w sieci globalnych fabryk GSK. W ubiegłym roku w Poznaniu wyprodukowano ponad 100 mln opakowań leków – większość z nich trafiła na eksport na ponad 120 globalnych rynków.

Polskim pacjentom GSK dostarcza średnio trzysta różnych leków, szczepionek i produktów ochrony zdrowia. Koncern współpracuje też z blisko 2,5 tys. dostawcami całego kraju. Każdego roku ok. 14 mln szczepionek z Polski trafia do pacjentów w dwunastu krajach Europy. W Polsce w ubiegłym roku medyczny koncern dostarczył 5 mln szczepionek do 2,5 tys. punktów szczepień – w tym blisko 3,5 mln dawek do Programu Szczepień Ochronnych.

W Poznaniu już dokonaliśmy znaczących inwestycji. Obecnie zatrudniamy sześćset osób w pionie produkcyjnym i siedemset w dziale IT. Te liczby będą rosły. Tylko w tym roku liczba pracowników wielkość działu IT wzrosła z pięciuset do siedmiuset osób. Dalej planujemy zwiększać zatrudnienie, w przyszłym roku planujemy otworzyć w Poznaniu nową linię produkcyjną, która będzie skupiona na lekach innowacyjnych. Nadal postrzegamy Polskę – w szczególności Poznań – jako nasze główne centrum inwestowania w innowacyjność w GSK – mówi Jonathan Sweeting.

Centrum Usług Biznesowych GSK IT działa w Poznaniu od 2005 roku. Tylko w ciągu ostatniego roku zatrudniło dwustu specjalistów, aby zwiększyć wsparcie technologiczne dla naukowców GSK prowadzących badania nad nowymi lekami. W większości są to wysokospecjalistyczne, unikatowe na skalę europejską miejsca pracy – kluczowe dla budowania kompetencji przyszłości, np. w obszarze cyfryzacji. Poznańskie centrum dostarcza usługi IT dla 100 tys. pracowników firmy na całym świecie i na co dzień obsługuje ok. 20 tys. systemów informatycznych. Około siedmiuset zatrudnionych w nim osób na co dzień posługuje się językiem angielskim i – poza umiejętnościami technicznymi – musi się wykazać też wysokimi kompetencjami miękkimi oraz zdolnością do pracy w międzynarodowym środowisku.

Dział IT w Poznaniu wspiera obecnie nie tylko obszar badawczo-rozwojowy, gdzie rozwijamy aplikacje, które służą do badań i analizowania ich wyników. Nasz departament business intelligence, pomaga analizować informacje z różnych systemów, aby mieć pewność, że dostarczamy najlepsze jakościowo i bezpieczne lekarstwa, co jest niezmiernie ważne dla zdrowia pacjentów i misji naszej firmy – mówi Sebastian Drzewiecki, dyrektor zarządzający Centrum Usług Biznesowym GSK IT w Poznaniu.

– Mamy w Polsce dobry know-how i najniższe bezrobocie od 1990 roku. Ważne są dla nas miejsca pracy, ale miejsca pracy dobrej jakości. Wchodzimy w innowacje, mamy w Polsce bardzo utalentowanych studentów. Często są bardzo dobrze wykształceni, ale niekoniecznie w tych obszarach, których biznes potrzebuje. Ważne jest, aby zatrzymywać ich w Polsce. My, jako rząd, mocno zachęcamy kapitał zagraniczny do tego, aby u nas inwestował – zwłaszcza taki, który reprezentuje najwyższą technologie – dodaje Tadeusz Kościński, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju.

W Polsce GSK prowadzi w tej chwili prawie czterdzieści badań klinicznych dotyczących opracowania nowych terapii, w których uczestniczy około pięciuset pacjentów. Wartości tych badań sięga 9 mln zł.

Badania nad jednym lekiem kosztują od 1 mld do 2,5 mld dol. Jest to bardzo skomplikowany proces, ale jesteśmy zdeterminowani, by dalej inwestować w Polsce. Mamy pięć dużych centrów naukowo-badawczych rozsianych po całym świecie. Polska jest dla nas jednym z kluczowych krajów, prowadzimy tu około czterdziestu badań klinicznych rocznie. Mamy od pięciuset do ośmiuset polskich pacjentów, którzy biorą udział w tych badaniach i współpracują z nami, aby pomóc opracowaniu leków następnej generacji – mówi Jonathan Sweeting.

– Sektor farmaceutyczny bazuje na badaniach i rozwoju. Produkt trzeba badać i rozwijać około 12 lat, zanim wejdzie na rynek. To nie jest tylko sprzedaż leków – podstawą są badania i rozwój, a to z kolei oznacza współpracę z uniwersytetami. Uniwersytety też na tym skorzystają, bo będą uczyć studentów tak, żeby byli przydatni dla biznesu. Ten sektor również współpracuje z lokalną społecznością, z lokalnymi dostawcami, a dla nas bardzo ważny jest rozwój lokalny – dodaje Tadeusz Kościński.