Pracownik tymczasowy pod ochroną prawa. Obalamy mity

Przekonanie, że żaden pracownik tymczasowy nie ma prawa do urlopu, zwolnienia lekarskiego czy ubezpieczenia, to mit.  Okazuje się jednak, że przysługują mu podobne prawa jak osobie zatrudnionej na etacie. Od czerwca planowane są korzystne zmiany w przepisach, które dodatkowo poprawią jego sytuację.

Co różni pracownika tymczasowego od osoby zatrudnionej na podstawie umowy o pracę? Przede wszystkim pracownik etatowy jest zatrudniany bezpośrednio przez pracodawcę, natomiast tymczasowy – za pośrednictwem agencji pracy, której ta firma jest klientem. Osoba na etacie ma umowę o pracę, pracownik tymczasowy – nie zawsze. W zależności od charakteru wykonywanej pracy lub specyfiki działania agencji, mogą być stosowane również inne formy współpracy, takie jak umowy zlecenia lub o dzieło.

Kiedy umowa o pracę?

– Agencja pracy tymczasowej, tak samo jak każdy inny pracodawca, może zatrudniać na podstawie umowy o pracę lub umów cywilnoprawnych. Co do zasady z kandydatami zawierane są umowy o pracę. W przypadku prostych czynności, gdy charakter ich wykonywania na to pozwala, zdarza się, że personelowi proponowane są umowy zlecenia. Nie stosujemy natomiast umów o dzieło, co wynika z podnoszonych przez prawników wątpliwości, czy dopuszczalne jest zawierania przez agencje pracy tymczasowej umów o dzieło  – mówi Artur Kornatowski z wrocławskiej agencji pracy tymczasowej Sanpro, należącej do Grupy Impel.

Różnic między pracą tymczasową i stałą jest więcej, ale nie są one radykalne. W przypadku umowy o pracę pracownika tymczasowego skraca się okres jej wypowiedzenia. Wynosi on przeważnie tydzień, podczas gdy w przypadku etatu jest to co najmniej dwa tygodnie.

Rozbieżność dotyczy również wymiaru urlopu i sposobu jego odbierania. W zależności od stażu pracy, w który wlicza się też okres studiów, pracownikowi etatowemu przysługuje 20 lub 26 dni urlopu w skali roku. Natomiast pracownik tymczasowy za każdy miesiąc pracy dostaje dwa dni wolnego, ale może odbierać je wyłącznie po nabyciu do nich prawa – nie przysługuje mu prawo wykorzystania urlopu z góry.

Jeszcze więcej praw

Kolejna różnica dotyczy kobiet w ciąży. W przypadku etatowej pracownicy, której umowa na czas określony kończy się po trzecim miesiącu ciąży, stosunek pracy musi zostać przedłużony do dnia porodu. Taka ochrona nie obejmuje obecnie pracownic tymczasowych, ale ustawodawca planuje to zmienić od 1 czerwca.

Wśród planowanych od czerwca zmian jest także zniwelowanie zjawiska przenoszenia pracowników tymczasowych pomiędzy agencjami zatrudnienia. Dzięki nowym regulacjom pracownik tymczasowy będzie lepiej chroniony przez prawo.

– Zgodnie z obecnie obowiązującymi przepisami po tym półtorarocznym okresie pracownicy tymczasowi  mogą zostać zatrudnieni przez inną  agencję pracy i nadal pracować na rzecz tego samego pracodawcy użytkownika. Za dwa miesiące zmiana agencji nie będzie miała znaczenia, a kluczowym będzie okres pracy na rzecz danego pracodawcy użytkownika – wyjaśnia Artur Kornatowski z Sanpro.

Jak deweloperzy oceniają sprzedaż w I kwartale 2017 r.

Ile mieszkań sprzedało się w pierwszych trzech miesiącach tego roku? Czy w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku wyniki są lepsze? Jakimi mieszkaniami jest największe zainteresowanie? Sondę przeprowadził serwis nieruchomości Dompress.pl.

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp S.A.

Wyniki za pierwszy kwartał tego roku mogą zaskakiwać. Co prawda, zawsze sprzedaż w tym okresie była dobra, niemniej jeśli spojrzymy na dane w największych miastach sprzedano od 10 do 20 proc. mieszkań więcej niż średnio kwartalnie w 2016 roku. Z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia również na początku zeszłego roku, a spadek tempa sprzedaży notowaliśmy od połowy drugiego kwartału.

Spodziewamy się, że w tym roku będzie podobnie, co jest związane z efektem domykania umów, jakie przesunęły się z końca ubiegłego roku i kończącą się pulą środków w programie MdM. Nie zmienia to faktu, iż pierwszy kwartał br. był lepszy od naszych założeń, stąd też podjęliśmy decyzję o wprowadzeniu podwyżek cen w większości naszych inwestycji.

Wioletta Kleniewska, dyrektor marketingu i sprzedaży w Polnord S.A.

Według danych ważonych udziałami Polnord w poszczególnych spółkach Grupy,
w pierwszym kwartale 2017 roku odnotowaliśmy sprzedaż na poziomie 335 lokali netto. To najwyższy wynik w historii spółki i wzrost o 21 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Sprzedaż netto lokali w spółkach 100 proc. zależnych od Polnord wyniosła w pierwszych trzech miesiącach br. 278 sztuk, w porównaniu do 219 lokali sprzedanych w tym samym okresie 2016 roku.

Osiągnięty rekordowy wynik sprzedaży jest efektem realizacji strategii, przyjętej przez nas w marcu zeszłego roku. Intensyfikujemy działania w zakresie maksymalizacji zabudowy banku ziemi, uruchamiając sukcesywnie kolejne projekty. Dalsze, spokojne i konsekwentne realizowanie założeń strategii pozwoli nam na osiągnięcie założonych celów, wśród których jest m.in. sprzedaż na poziomie 1500 lokali rocznie najpóźniej w 2019 roku.

Na rynku nie zaobserwowaliśmy widocznych zmian. Podaż i popyt nadal utrzymują się na wysokim poziomie. Stale dużą popularnością cieszą się mieszkania kompaktowe oraz lokale trzypokojowe do 60 mkw.

Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.

Pierwszy kwartał tego roku był dla nas rekordowy. Na zakup lokalu w naszych inwestycjach zdecydowało się 366 klientów. To 70 proc. wzrost w porównaniu z pierwszym kwartałem minionego roku i o prawie 100 lokali lepszy wynik niż w rekordowym jak dotąd trzecim kwartale 2016 roku. Nasze inwestycje cieszą się rosnącym zainteresowaniem ze strony klientów.

Wśród najchętniej wybieranych inwestycji znajdują się nadal osiedla społeczne, tj. zlokalizowana nad Odrą Olimpia Port, osiedle Róży Wiatrów w samym sercu wrocławskich Krzyków i Księżno z własnym centrum rekreacji. W szybkim tempie nowych właścicieli znajdują też mieszkania w inwestycji Forma w północnej części Wrocławia. Od momentu wprowadzenia do na rynek pod koniec ubiegłego roku zostało sprzedanych w tym projekcie ponad 25 proc. lokali.

Zuzanna Kordzi, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

W gdańskiej inwestycji Wolne Miasto, pomimo rekordowej sprzedaży mieszkań w 2016 roku, w I kwartale tego roku odnotowaliśmy 40 procentowy wzrost sprzedaży w porównaniu z analogicznym okresem w ub. roku. W ciągu ostatniego roku wyraźnie widać wzrost zainteresowania większymi lokalami, trzypokojowymi o powierzchni 60-70 mkw. i czteropokojowymi o metrażu 80-90 mkw.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Pierwsze trzy miesiące tego roku okazały się dla nas bardzo dobre pod względem sprzedażowym. Udało nam się pobić rekord ilości zawartych umów. Odnotowaliśmy o 10 proc. więcej transakcji niż w tym samym okresie w roku ubiegłym, co jest dla nas satysfakcjonującym wynikiem. Jeśli chodzi o preferencje kupujących, nadal największym zainteresowaniem cieszą się nieduże mieszkania dwu i trzypokojowe. Odnotowaliśmy kilka transakcji, gdzie nabywcy kupowali więcej niż jeden lokal.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service

Trzy pierwsze miesiące tego roku były dla nas bardzo udane. Pomimo, że w tym okresie firma nie oddała do użytku nowych inwestycji, otrzymaliśmy całkiem niezły wynik sprzedażowy. To dobrze wróży na przyszłość, biorąc pod uwagę, że w naszej ofercie znajdzie się pięć debiutujących projektów.

Eryk Nalberczyński, dyrektor ds. sprzedaży w Lokum Deweloper

Pierwszy kwartał bieżącego roku był dla nas bardzo satysfakcjonujący. Odnotowaliśmy sprzedaż na poziomie 117 lokali. Jednocześnie na koniec kwartału rezerwacjami objętych było łącznie 261 mieszkań we Wrocławiu i Krakowie wobec 100 rezerwacji rok wcześniej.

Duża liczba umów rezerwacyjnych w I kw. tego roku związana jest m.in.

z toczącym się procesem otwarcia rachunku powierniczego dla projektu Lokum Victoria Va. Zakładamy, że rachunek będzie już w II kw. br. i większość ze 122 umów rezerwacyjnych w tym projekcie przekształci się w umowy deweloperskie.

W minionym kwartale skupiliśmy się na poszerzeniu oferty. Na koniec marca br. liczba lokali w ofercie i realizacji była najwyższa w historii Lokum Deweloper i wyniosła odpowiednio: 1164 lokale i 1470 lokali. Tempo sprzedaży naszych lokali nie zmniejszyło się w porównaniu do końcówki 2016 roku. Nadal odnotowujemy bardzo duże zainteresowanie naszymi inwestycjami, nie tylko we Wrocławiu, ale również w Krakowie.

Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska

Bieżące wyniki sprzedaży są bardzo zbliżone do tych osiągniętych rok temu, jeśli porównać projekty etapowane, które nadal mamy w ofercie tj. Kolska od Nowa i Apartamenty Marymont. W analogicznym okresie ubiegłego roku w sprzedaży mieliśmy dodatkowo trzy inne projekty z gotowymi mieszkaniami. Porównując więc wyniki w liczbach bezwzględnych różnica mogłaby wydawać się spora, jednak patrząc proporcjonalnie do wielkości oferty dynamika sprzedaży jest niemal identyczna. Aktualnie intensywnie rozbudowujemy portfolio nowych projektów.

Teresa Witkowska, dyrektor sprzedaży Red Real Estate Development

Sprzedaż naszych mieszkań i apartamentów w pierwszym kwartale tego roku oceniamy dobrze. Wszystkie nasze inwestycje, zarówno projekt w Warszawie, jak w Poznaniu – Red Park, jak i we Wrocławiu – Nowa Papiernia, cieszą się nieustającym zainteresowaniem kupujących. Wyniki sprzedaży osiągnięte w pierwszym kwartale br. pozostają na zbliżonym poziomie rdr.

Marcin Liberski, dyrektor marketingu i sprzedaży w Atlas Estates

Jesteśmy usatysfakcjonowani poziomem sprzedaży w pierwszym kwartale bieżącego roku.
W realizowanej przez nas inwestycji Apartamenty Krasińskiego II na warszawskim Żoliborzu sprzedaliśmy kolejne 23 mieszkania. Pokazuje to, że popyt na nieruchomości w dobrze skomunikowanych miejscach, które charakteryzują się wysokim standardem wykończenia, nadal nie słabnie. W związku z tym, że zakończenie budowy tej fazy inwestycji planowane jest w czwartym kwartale tego roku, spodziewamy się wysokiego zainteresowania zakupem mieszkań, które pozostały w ofercie.

Jerzy Kłeczek, specjalista ds. marketingu w Activ Investment

W tym roku mieszkania sprzedają się bardzo dobrze, zdecydowanie lepiej niż w analogicznym okresie zeszłego roku. Nadal najbardziej poszukiwane są małe mieszkania, zarówno przez inwestorów, jak i mieszkańców osiedli.

Opracowanie: Kamil Niedźwiedzki, analityk serwisu Dompress.pl

W supermarkecie najtaniej przed Wielkanocą. Dyskonty z tyłu za hipermarketami

Według analizy instytutu badawczego ABR SESTA, przed świętami klienci zrobią najtańsze zakupy w supermarketach Tesco, a następnie w hipermarketach tej firmy. Kolejne pozycje w rankingu należą do wielkopowierzchniowych sklepów E.Leclerc i Carrefour. Biedronka, która rok temu prowadziła w spisie, spadła na 5. miejsce.

W ramach badania analizowano produkty, które rok temu przed świętami były najczęściej promowane i wystąpiły we wszystkich analizowanych sklepach. W zestawieniu zwyciężył supermarket Tesco, gdzie wartość koszyka wielkanocnego wyniosła 199,08 zł. Co ciekawe, rok wcześniej był on dopiero na 15. pozycji (221,68 zł). Natomiast, tym razem na 2. miejscu znalazł się hipermarket Tesco z wynikiem 204,28 zł. W porównaniu z zeszłym rokiem sieć awansowała z 12. lokaty (219,48 zł).

– Wyraźnie widać, że Tesco przeanalizowało, jakie produkty były najczęściej w promocji przed zeszłymi świętami. Ma bowiem najwięcej rabatów na te artykuły. Dotyczy to obu formatów, które korzystają ze wspólnej siły zakupowej całej grupy. Sporym zaskoczeniem było dla nas to, że mniejszy sklep oferuje tańszy koszyk wielkanocny, niż wielkopowierzchniowe placówki. Biorąc pod uwagę ekonomię skali, supermarkety mają przecież wyższe koszty operacyjne w przeliczeniu na produkt, niż hipermarkety – zauważa Sebastian Starzyński, prezes instytutu badawczego ABR SESTA.

Supermarket w natarciu

Jak stwierdza Dawid Firkowski z Grupy AdRetail, wyraźnie widać, że Tesco przyjęło bardziej agresywną taktykę cenową na ten rok. Dwie pierwsze pozycje w rankingu na najtańszy koszyk wielkanocny gwarantują mu uwagę konsumentów. Wśród nich utrwalą się informacje o promocjach tej sieci. W jego ocenie, to może być przeważającym czynnikiem przy wyborze miejsca świątecznych zakupów. Pytanie tylko, czy wysoka pozycja w tym zestawieniu przełoży się na wyniki cenowe po zakończeniu tego gorącego sezonu.

– W przypadku hipermarketów można spodziewać się, że wysoka pozycja w rankingu nie wynika tylko ze wzmożonej akcji rabatowej przed świętami. Ale w mniejszym formacie trudno będzie utrzymać niskie ceny po Wielkanocny. Porównując cały asortyment, oba formaty reprezentują podobny poziom cenowy. Jednak w przypadku produktów świątecznych, sieć mogła podjąć decyzję o wyższej promocji w supermarketach, ze względu na ich większe zagrożenie ze strony dyskontów i sklepów convenience – analizuje Sebastian Starzyński.

Często sieci mają różne ceny na poziomie hali. Dlatego, trzeba wyraźnie podkreślić, że nie we wszystkich supermarketach Tesco jest najtaniej. Tym razem zwyciężyły, ponieważ jedna z placówek w Warszawie miała dużą przecenę na pomidory – 4,08 zł za 1 kg, podczas gdy w większości sieci handlowych kosztowały one ok. 6-9 zł. W przeciwnym razie 1. miejsce zająłby hipermarket Tesco.

Walka hipermarketów

– Tesco mocno awansowało w zakresie niskich cen. Hipermarket jako jeden z pierwszych podmiotów promował produkty wielkanocne za pomocą mediów, szczególnie telewizji. Święta to oczywiście dobra okazja do tego, aby z agresywnym marketingiem dotrzeć do dużej liczby klientów, gdyż w tym okresie przywiązują oni szczególną uwagę do zakupów. Dlatego, obniżki wraz z mocnym i wczesnym wsparciem medialnym to świetny pomysł, ponieważ sieć liczy na większe obroty przy niższej marży. Jednak ostateczne wyniki zależą od tego, co w tym samym czasie zrobi konkurencja – mówi Sebastian Starzyński.

Zdaniem obydwóch ekspertów, strategia niskich cen w Tesco była dobrze przemyślana. Jednak w przypadku E.Leclerca wynikała ona z decyzji danego sklepu franczyzowego i mogła być jedynie wspierana przez centralę, z góry założonymi promocjami. Sieć znalazła się na 3. pozycji z wynikiem 205,10 zł. Co ciekawe, różnica pomiędzy nią, a Biedronką (209,49 zł) to tylko 4,39 zł. Kolejny w rankingu hipermarket, Carrefour, w analizowanym okresie zaoferował produkty świąteczne za 208,82 zł i był tańszy od Biedronki już o zaledwie 0,67 zł.

– Warto zauważyć, że Kaufland z zeszłorocznej mocnej 3. pozycji spadł na 8 miejsce. Zaoferował koszyk wielkanocny za 217,05 zł. Taki wynik można przypisać raczej ofensywnej polityce kilku konkurentów, niż podwyższaniu cen. Trzeba stanowczo podkreślić, że ta sieć na tle innych hipermarketów nie ma wyjątkowo droższych produktów. Suma kilku drobnych różnic i być może nieuwaga sprawiła, że w tym roku Kaufland wypadł z czołówki – tłumaczy Dawid Firkowski.

Dyskonter utrzyma strategię?

Mocny spadek odnotował również Lidl, który w zeszłym roku zajmował 5. miejsce. Tym razem znalazł się na 12. pozycji. Zaoferował koszyk wielkanocny o wartości 221,16 zł i był droższy od lidera rynku dyskontowego o 11,67 zł. Jednak, jak przyznaje Sebastian Starzyński, Biedronka miała wyjątkowo korzystną cenę na szynkę wieprzową bez kości – 9,49 zł. Okazała się ona nawet niższa, niż w hipermarketach, które zwykle oferują najtańsze mięso, gdyż mają własny rozbiór. W pozostałych dyskontach szynka była prawie 2 razy droższa. Dlatego nie udało im się dogonić Biedronki, mimo że np. Netto miało jedną z najniższych cen na rynku na kiełbasę białą 1 kg. W konsekwencji sieć ta znalazła się na 9. miejscu z wynikiem 217,79 zł.

– Po Wielkanocy na pewno będziemy obserwować zmiany cen szynki w dyskontach. Jeszcze kilka lat temu normą było to, że w tym kanale mięsa okazywały się najdroższe na rynku. Jednak ostatnio można je kupić w podobnych cenach, jak w innych formatach. Jeśli Biedronka utrzyma wyżej wymienioną strategię po świętach, to da innym graczom w swoim segmencie impuls do zmiany polityki cenowej – podsumowuje Sebastian Starzyński.

W badaniu porównano 39 artykułów w 16 sieciach handlowych. Działania były prowadzone w dniach 31.03-04.04.2017 roku w Bydgoszczy, Gdańsku, Gorzowie Wielkopolskim, Jaworze, Krakowie, Pabianicach, Poznaniu, Warszawie, Wieluniu i we Wrocławiu. Dane zbierano w 2 lokalizacjach każdej z analizowanych sieci. Należy zaznaczyć, że w powyższym zestawieniu brakuje hipermarketu Auchan, który nie wyraził zgody na eksplorację w swoich sklepach. Pominięto też Aldi, która miała zbyt mało produktów do porównania.

Rynek funduszy venture capital czeka gwałtowny rozwój. Będą pieniądze na inwestycje w start-upy

Rynek funduszy venture capital czeka gwałtowny rozwój. Będą pieniądze na inwestycje w start-upy 1

Kończą się prace nad ustaleniami warunków naboru do pierwszego z funduszy venture capital tworzonych przez Polski Fundusz Rozwoju. Będą z niego zasilane przedsiębiorstwa na najwcześniejszym etapie rozwoju. Zdaniem zarządzającego inwestycjami menadżera Podlaskiego Funduszu Kapitałowego ten zastrzyk pieniędzy rozrusza rynek venture capital i spowoduje, że najbliższy okres będzie sprzyjał start-upom.

Rynek venture capital w Polsce jest w przededniu ogromnych zmian, bo z jednej strony w ciągu 20 lat transformacji rynkowej ukonstytuowało się dosyć dużo funduszy, które prężnie działają, natomiast teraz bardzo dużo środków publicznych będzie wstrzykiwanych w rynek venture – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Dardziński, menadżer inwestycyjny Podlaskiego Funduszu Kapitałowego. – Jeśli będzie bardzo duży popyt na sensowne pomysły i rozsądne przedsięwzięcia, to myślę, że jeśli komuś brakowało wcześniej impulsu do działania, to teraz jest na to najlepszy moment.

Polski Fundusz Rozwoju poinformował, że zakończył już konsultacje biznesowe z branżą VC i w ciągu kilku tygodni opublikuje warunki naboru pośredników finansowych w ramach Funduszu PFR Starter FIZ. Na inwestycje w jego ramach przeznaczono 782 mln zł. Wejścia kapitałowe zaczynają się już od 200 tys. do 3 mln zł i będą realizowane przez pośredników finansowych, czyli fundusze VC. Środki mają zostać przeznaczone na rozwój firm w fazach pre-seed i seed, czyli na początkowych etapach rozwoju.

Myślę, że gros z dotychczasowych funduszy będzie z tego korzystało, bo minimalna kapitalizacja takiego funduszu wyniesie 20 mln zł, a maksymalna 100 mln zł, więc podejrzewam, że pojawi się też dużo graczy branżowych. Na przykład Tomasz Domogała z Famuru w wywiadzie dla „Forbesa” nie ukrywał chęci założenia własnego funduszu – mówi Dardziński. – Przy użyciu takich środków publicznych, gdzie mamy dźwignię 20 proc. środków własnych, 80 proc. środków z BGK, to myślę, że można dosyć szybko zbudować fundusz o sensownej kapitalizacji.

Za pierwszym funduszem PFR Ventures mają pójść cztery kolejne: PFR Biznest FIZ skierowany do firm typu seed i start-up (258 mln zł), PFR Otwarte Innowacje FIZ dla firm na etapie „early stage” i w fazie wzrostu (421 mln zł), PFR KOFFI FIZ (324 mln zł) oraz BRIdge CVC (100 mln euro) – oba dla przedsiębiorstw w fazie wzrostu i ekspansji.

Zastrzyk dla najmłodszych, a więc najbardziej ryzykownych przedsięwzięć, może zmienić sytuację na rynku private equity i venture capital. Z raportu KPMG wynika, że wprawdzie w ostatnich latach widoczny był dynamiczny rozwój w sektorze VC, ale głównie ilościowy. Spółki portfelowe w inwestycjach tego typu miały w 2015 roku 61-proc. udział w całym rynku PE i VC, lecz pod względem wartości było to tylko 2 proc. Wartość inwestycji tego typu zwiększyła się jednak z 9,1 mln euro w 2012 roku do 19,6 mln euro w 2015 roku.

Natomiast zdaniem Macieja Dardzińskiego trudno na polskim rynku mówić o jednorożcach, czyli firmach technologicznych, które zaczynają swoją historię w garażu, a kończą z wielomiliardowymi obrotami, jak Microsoft czy Apple.

 Wydaje mi się, że pierwszym polskim jednorożcem będzie firma, która działa w skali globalnej. Biorąc nasze doświadczenie z rynku i wycenę – obecnie wielomiliardową – CD Projektu i „Wiedźmina”, który sprzedaje się głównie za granicą, widzimy, że opierając się tylko na rynku wewnętrznym, trudno wyhodować sobie takiego jednorożca – mówi Dardziński. – To może być branża gier, bo ona jest stosunkowo łatwa do rozprzestrzenienia się w świecie. Jeśli zrobimy produkt naprawdę wysokiej jakości na skalę światową, a mamy do tego ludzi, to mamy potencjał, żeby taką firmę stworzyć.

Podaje też przykład Białorusi, gdzie mimo trudnej sytuacji politycznej i mniejszego rynku, taki jednorożec się narodził. Mowa o firmie Wargaming, producencie „World of Tanks”. W Polsce zdaniem przedstawiciela Podlaskiego Funduszu Kapitałowego problemem jest duży wewnętrzny rynek, który nie motywuje firm do przekraczania granic ze swoim produktem.

– Wbrew pozorom to, że Polska jest 38-milionowym krajem, jest pewną barierą. Wszyscy skupiają się na tym, żeby zagospodarować wewnętrzny rynek i wtedy dopiero zastanowić się nad ekspansją globalną. Grupie Allegro udało się zbudować silną pozycję na rynku polskim i wysoką wycenę, co będzie trudne do powtórzenia, opierając się wyłącznie na rynku wewnętrznym – uzasadnia Maciej Dardziński. – Powinniśmy zacząć współpracować z pracownikami zagranicznymi, mieć kontakt z funduszami zagranicznymi. Oni będą wiedzieli, w jaki sposób wspomóc te przedsiębiorstwa, żebyśmy w końcu wyhodowali jednorożca z krwi i kości.

Siła konsumentów wciąż niewykorzystana. Ich świadome wybory mogą wymuszać etyczne zachowania firm

Siła konsumentów wciąż niewykorzystana. Ich świadome wybory mogą wymuszać etyczne zachowania firm 2

Konsumenci pełnią istotną rolę w kształtowaniu postępowania przedsiębiorców. To od ich codziennych wyborów w czasie zakupów zależy to, jakie firmy funkcjonują na rynku – przekonuje Paweł Łukasiak, prezes Akademii Rozwoju Filantropii. Siła sprawcza konsumentów nie jest jednak jeszcze w pełni wykorzystywana. Coraz częściej zwracają uwagę na aspekty związane z fair trade i ekologiczną produkcją, jednak nie są one czynnikiem decydującym przy wyborze. Eksperci podkreślają, że im częściej wybierane będą produkty i usługi firm odpowiedzialnych, tym większą motywację firmy będą miały, żeby się takimi stawać.

– Nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, że nasze wybory zakupowe mają wpływ na to, w jakim świecie żyjemy. Trzeba powiedzieć wprost, że mamy do czynienia z firmami odpowiedzialnymi i nieodpowiedzialnymi społecznie, np. niszczącymi środowisko lub łamiących prawa pracownicze. Jedną z dróg, żeby to zmienić, są świadome wybory zakupowe – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paweł Łukasiak, prezes Akademii Rozwoju Filantropii. – Wiele mówi się o zrównoważonej konsumpcji, która uwzględnia aspekty ekonomiczne, ekologiczne i społeczne, która nie szkodzi i jest w miarę sprawiedliwa społecznie. Chodzi o to, by produkty nie miały takiego waloru cenowego, który jest wynikiem nieetycznych zachowań.

Zachowanie odpowiedzialne społecznie nie jest już dla firm wyłącznie kwestią wizerunkową. Taką działalność oceniają też indeksy giełdowe. Kampanie CSR pomagają budować zaufanie do marki czy produktu, budują też przewagę konkurencyjną. Konsumenci coraz większą wagę przywiązują do produkcji z poszanowaniem ekologii i etyki, a cena nie jest już decydującym o wyborze czynnikiem.

 Konsumenci starają się dokonywać wyborów, które kierowane są postawą proekologiczną i odpowiedzialną. To choćby produkty fair trade’owe, gdzie jest jasne oznaczenie i wiadomo, na czym ta odpowiedzialność polega. Natomiast pytania dotyczące CSR jako polityki społecznego zaangażowania i społecznej odpowiedzialności firmy nie zawsze są motywacją do wyborów konsumenckich. Są popierane, ale nie są na tyle jasne i wyraziste, aby były źródłem wyborów konsumenckich – wskazuje Łukasiak.

Badanie „Barometr CSR” przeprowadzone przez CSR Consulting i Maison & Partners w 2016 roku wskazuje, że dla 72 proc. konsumentów działalność CSR wzbudza pozytywne emocje. 30 proc. postrzega to jako sposób na budowanie wizerunku firm. Takie podejście nie przekłada się jednak na większą sprzedaż, w przeciwieństwie np. do produktów oznaczonych certyfikatem zrównoważonej produkcji.

 Rola konsumentów w kształtowaniu postępowania przedsiębiorców jest nie do przecenienia. Chyba wszyscy czekamy na wielką rewolucję w postępowaniu konsumentów. Oczywiście mamy wiele akcji, które były fenomenalnie skuteczne, a zainicjowane przez konsumentów na skutek nieodpowiedzialnych działań firm. Natomiast niestety jest tak, że siła konsumentów jest ciągle siłą drzemiącą, niewykorzystywaną – ocenia Artur Nowak-Gocławski z ANG Spółdzielnia Doradców Kredytowych, członek Koalicji Prezesi-wolontariusze.

Konsumenci mają rolę sprawczą – to w dużej mierze od nich zależy, jakie firmy będą funkcjonować na rynku i odnosić sukcesy. W dużej mierze to właśnie dzięki podejściu konsumentów firmy odzieżowe coraz częściej inwestują w poprawę warunków pracy w fabrykach, gdzie produkowane są ubrania.

– Często zastanawiamy się nad tym, gdzie upatrywać szans na zmianę postępowania przedsiębiorców. Jedna to jest zmiana postawy liderów, a druga to regulacje. Największy potencjał jest jednak w postępowaniu konsumentów. Myślę, że to wszystko jest przed nami i wiąże się z kwestią edukacji. Konsumenci wciąż nie mają świadomości swojego potencjału. Ich decyzję będą jednak bardziej niezależne i odpowiedzialne, jeżeli będzie rosła nasza zamożność –przekonuje Nowak-Gocławski.

Coraz częściej także przy wyborze miejsca pracy Polacy zwracają uwagę na misję firmy, realizowane przez nią cele i wyznawane wartości. Dotyczy to przede wszystkim młodego pokolenia – millenialsi oczekują zaangażowania się biznesu w sprawy społeczne i środowiskowe. Dane Deloitte wskazują, że dla 77 proc. osób misja firmy byłaby jednym z ważniejszych kryteriów decydujących o zmianie pracodawcy.

– Z drugiej strony wiemy też, że dla wielu pracowników to, jaka firma jest w kategoriach etycznych, nie ma najmniejszego znaczenia. Na pewno chcielibyśmy, żeby pracownicy wybierali takie firmy. To byłby dla nas niezwykle skuteczny sposób na zmianę funkcjonowania biznesu. Jeżeli pracownicy nie chcieliby pracować w firmach, które są nieodpowiedzialne etycznie, mielibyśmy sposób na to, żeby ten świat się zmieniał – podkreśla Artur Nowak-Gocławski.

Dużą rolę w zwiększaniu świadomości konsumentów i przedsiębiorców odgrywają organizowane konkursy, jak np. Dobroczyńca Roku. Trwa właśnie 20. edycja konkursu – do 24 kwietnia można głosować na jednego z 15 finalistów wybranych spośród ponad 120 zgłoszonych wniosków, które pokazują dobre praktyki z obszaru CSR. Tegorocznym hasłem jest „Wybieraj dobro”.

 Dzięki takiemu konkursowi konsument może w świadomy sposób dokonać swoich wyborów. Dobre praktyki z różnych obszarów, od ekologii po społeczne zaangażowanie, pozwalają też na to, aby opowiedzieć ciekawą historię, aby nie mówić językiem naukowym, specjalistycznym, który nie dociera do przeciętnego konsumenta – wskazuje Paweł Łukasiak.

Volvo chce w tym roku sprzedać w Polsce 10 tys. samochodów. Klientów do salonów ma przyciągnąć m.in. nowy model XC60

Volvo chce w tym roku sprzedać w Polsce 10 tys. samochodów. Klientów do salonów ma przyciągnąć m.in. nowy model XC60 3

XC60 to najlepiej sprzedający się model Volvo, dlatego nowy, zbudowany od podstaw model ma trudne zadanie. Systemy zamówień dopiero ruszyły, ale koncern liczy, że to właśnie ta z tegorocznych premier będzie napędzać sprzedaż. Celem Volvo jest osiągnięcie liczby 10 tys. sprzedanych aut w kraju. Koncern liczy, że do nowego XC60 przyciągną klientów przede wszystkim zaawansowane systemy bezpieczeństwa i elektronika, która upodabnia auto do smartfona.

Systemy zamówień dopiero są otwarte, więc jeszcze jest za wcześnie, aby mówić o zainteresowaniu, ale wierzymy, że ten model powtórzy sukces swojego poprzednika. A żeby tak się stało, Volvo na szalę rzuciło absolutnie wszystkie technologie, jakie w tej chwili ma – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Stanisław Dojs, rzecznik prasowy Volvo Car Poland.

Poprzedni XC60 był najlepiej sprzedającym się modelem szwedzkiej marki i najchętniej kupowanym SUV-em średniej wielkości w Europie. Nowy model ma więc trudne zadanie, ale w ciągu miesiąca od premiery podczas Genewa Motor Show zebrał entuzjastyczne opinie.

Chcieliśmy, żeby ten samochód był nie tylko ładny, lecz także bardzo bezpieczny – podkreśla Dojs. – Chodzi tu nie tylko o grubą stal, lecz także szereg systemów bezpieczeństwa. W sytuacji kryzysu nie tylko zahamują, lecz także potrafią zmienić trajektorię jazdy auta tak, by unikać przeszkód.

Jak wynika ze szwedzkich statystyk, zastosowanie systemów automatycznego hamowania w samochodach doprowadziło do spadku liczby kolizji na drogach o blisko połowę. Wbudowany w XC60 system bezpieczeństwa w krytycznej sytuacji, kiedy odnotuje brak reakcji kierowcy, przejmie kontrolę nad pojazdem. Inżynierowie Volvo zapewniają, że dzięki temu model ten będzie jednym z najbezpieczniejszych aut na świecie.

Konstruktorzy Volvo poszli jeszcze dalej. W sytuacji, w której samochód widzi przeszkodę, komputer zabiera nam sterowanie. Nie wiem, jakbym się czuł, gdyby nagle kierownica zaczęła kierować sama. Ale w sytuacji krytycznej, kiedy możemy czegoś nie zauważyć, czy nie zareagujemy na czas, może to być bezcenny moment. To jest nowinka technologiczna, o której wszyscy będziemy mówić – podkreśla Krzysztof Hołowczyc, kierowca rajdowy.

– Tych kilka nowoczesnych systemów ma wspomagać najsłabszy element w samochodzie, jakim niestety jest człowiek. Ale to i tak nie zwalnia kierowców z odpowiedzialności – mówi Maciej Wisławski, pilot rajdowy. 

System City Safety pomoże uniknąć zderzeń z innymi autami, pieszymi oraz z dużymi zwierzętami. Wspomaganie kierowania będzie aktywne przy prędkościach w przedziale 50–100 km/h, natomiast system, który pomoże uniknąć zderzenia z autem jadącym w tę samą stronę, będzie aktywny przy prędkości 60-140 km/h. Takie systemy mają pomóc Volvo w realizacji celu, jakim jest ograniczenie do zera liczby ofiar wypadków w samochodach produkcji tego koncernu po 2020 roku.

Kolejna nowość to cały pakiet systemów technologicznych, które trafią do niego z większego modelu XC90. Mowa tu nie tylko o silnikach, hamulcu czy zawieszeniu, lecz także o tej całej elektronice, która jest skupiona poprzez system sterowania za pomocą ekranu dotykowego i szereg systemów upodabniających samochód do smartfona – mówi Stanisław Dojs.

Na pokładzie nowego modelu znajdą się wszystkie funkcjonalności multimedialne i connectivity, czyli zapewniające łączność z siecią. System samochodu będzie widoczny jako odrębne urządzenie mobilne, więc bezpośrednio do niego można wgrywać różne aplikacje, bez potrzeby parowania go z telefonem. Komputer automatycznie i bezpłatnie zaktualizuje mapy nawigacji.

XC60 zawsze było flagowym samochodem Volvo i z punktu widzenia sprzedaży myślę, że będzie to hit, i osoby, którzy zasmakują tego samochodu lub ci, którzy pokochali wcześniejsze XC60, będą szukali budżetu, żeby nowy model sprowadzić do garażu – mówi Krzysztof Hołowczyc.

Sądząc po ogromnym zainteresowaniu, jakie wywołało wprowadzenie tego modelu na rynek, z pewnością nie tylko powtórzy on sukces poprzednika, lecz także jeszcze znacznie przebije. Zadecyduje o tym przede wszystkim to, że auto jest bardzo futurystycznie zrobione, ma piękną linię i interesujący wygląd – mówi Maciej Wisławski.

Pierwsze egzemplarze trafią do Polski w trzecim kwartale tego roku w trzech wersjach: Momentum, Inscription i R-Design. Rzecznik Volvo zapewnia, że już standardowe wersje będą bogato wyposażone. Ceny nowych modeli będą się kształtować w przedziale 184 tys. – 293 tys. zł, w zależności od wersji i napędu silnika.

Ten samochód będzie miał swojego młodszego brata, który debiutuje późną jesienią, to będzie kolejny mniejszy SUV, więc będziemy mieli bardzo zróżnicowane SUV-y – wyjaśnia Stanisław Dojs. Chcemy, aby ten rok zakończył się rekordowym wynikiem sprzedażowym i wszystko wskazuje na to, że to się uda. Celem krótkoterminowym jest osiągnięcie poziomu sprzedaży 10 tys. samochodów Volvo w Polsce.

W ubiegłym roku Volvo sprzedało w Polsce blisko 8 tys. samochodów, o 13 proc. więcej niż w 2015 roku. Liderem sprzedaży był XC60 (ponad 3,2 tys. sztuk).

Duże zmiany w sprzedaży ubezpieczeń. Pośrednicy będą musieli ujawniać charakter swojego wynagrodzenia

Duże zmiany w sprzedaży ubezpieczeń. Pośrednicy będą musieli ujawniać charakter swojego wynagrodzenia 4

Polska ma niecały rok, aby dostosować krajowe przepisy do unijnych regulacji, które nakazują między innymi dokładne informowanie klientów o oferowanym produkcie ubezpieczeniowym oraz charakterze wynagrodzenia pobieranym przez pośrednika. Zdaniem branży to kompromisowe rozwiązanie – w odróżnieniu od propozycji zgłoszonej przez UOKiK, który chce całkowicie zakazać pośrednikom pobierania wynagrodzenia od ubezpieczycieli.

– W Unii Europejskiej ten sam pośrednik ubezpieczeniowy może występować w kilku rolach. Może być zarówno agentem, multiagentem, jak i brokerem. To powoduje, że klienci mogą być zdezorientowani. Poza tym nieprawidłowości związane z polisolokatami spowodowały, że Unia Europejska zadecydowała o zmianie przepisów dotyczących dystrybucji ubezpieczeń i nałożeniu nowych obowiązków – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Zoń, prezes Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych.

W styczniu ubiegłego roku Parlament Europejski uchwalił dyrektywę IDD (Insurance Distribution Directive), której celem jest zwiększenie ochrony konsumentów zawierających umowy ubezpieczeniowe i ujednolicenie przepisów dotyczących pośrednictwa ubezpieczeniowego. Wszystkie państwa członkowskie mają obowiązek wprowadzić ją do prawa krajowego. Mają na to czas do lutego 2018 roku.

– Dyrektywa o dystrybucji ubezpieczeń powstała, aby zapewnić klientom więcej informacji o produktach, które są oferowane przez rynek ubezpieczeniowy. Nasze obowiązki informacyjne zostaną rozbudowane, co ma spowodować, że klient będzie się czuł bardziej bezpiecznie i komfortowo, nabywając ubezpieczenie – mówi Łukasz Zoń.

Nowe przepisy, uchwalone na forum unijnym, szczegółowo precyzują, jakie informacje muszą zostać przekazane klientowi przed zawarciem umowy ubezpieczeniowej. Ponadto dyrektywa zabrania wynagradzania osób zajmujących się sprzedażą ubezpieczeń w taki sposób, który mógłby zachęcać ich do rekomendowania klientom konkretnych usług czy produktów. Prezes Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych zauważa, że polscy konsumenci i tak są obecnie w dobrej sytuacji, ponieważ na krajowym rynku obowiązuje ścisły i precyzyjny podział na agentów i multiagentów z jednej strony oraz brokerów z drugiej.

 W Polsce klient, który przychodzi do pośrednika ubezpieczeniowego, wie dokładnie do kogo przychodzi oraz w jakim układzie z zakładem ubezpieczeń funkcjonuje ten pośrednik. Dlatego ma mniej problemów ze zidentyfikowaniem pośrednictwa – mówi  Łukasz Zoń.

Unijna dyrektywa pozwala państwom członkowskim wprowadzić szczegółowe albo ostrzejsze przepisy krajowe dotyczące pośrednictwa ubezpieczeniowego. Polski projekt ustawy autorstwa Ministerstwa Finansów, który został przekazany do konsultacji w grudniu ubiegłego roku, a następnie poprawiony w marcu tego roku, zakłada, że pośrednicy będą mieli obowiązek ujawnić, czy pobierane przez nich wynagrodzenie ma charakter honorarium (płaconego przez klienta) czy prowizji (pobieranej od ubezpieczyciela). Ponadto ustawa zobowiązuje pośredników do dokładnego zbadania i określenia potrzeb klienta przez zaproponowaniem mu konkretnego produktu ubezpieczeniowego, co ma ograniczyć zjawisko missellingu (nietrafionej sprzedaży).

– W ramach prac nad ustawą o dystrybucji ubezpieczeń pojawiły się głosy zmierzające do tego, aby jeszcze bardziej zaostrzyć unijne przepisy. Komisja Nadzoru Finansowego proponuje, aby pośrednicy ujawniali wysokość wynagrodzenia. Pojawiła się też propozycja UOKiK-u, który chciał, aby w ogóle zakazać pośrednikom pobierania wynagrodzenia od ubezpieczycieli. Z taką samą propozycją mieliśmy już do czynienia w sytuacji pośredników kredytowych. Na szczęście wycofano się z nich, ponieważ takie pomysły de facto zabijają rynek pośrednictwa ubezpieczeniowego, co skutkuje tym, że klienci zostają pozbawieni fachowego doradztwa – uważa Łukasz Zoń.

Prezes Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych zaznacza, że rozwiązanie, które zobowiązuje pośredników do ujawniania charakteru swojego wynagrodzenia, jest kompromisem wypracowanym w toku długich dyskusji na forum UE.

– Szerokie gremium doszło do wspólnego wniosku, że najlepsze dla rynku będzie rozwiązanie zobowiązujące pośrednika, aby poinformował klienta o charakterze swojego wynagrodzenia. Tak naprawdę każdego, kto kupuje jakiekolwiek usługi, interesuje tylko to, aby dostać dobry produkt w akceptowalnej cenie. Należałoby skupiać się na tym, czy ubezpieczenie spełnia potrzeby i czy w sytuacji, w której wydarzy się szkoda, nastąpi prawidłowa wypłata odszkodowania. Wszystkie pozostałe informacje są dodatkowe, dlatego mogą tylko rozproszyć uwagę i odciągnąć ją od rzeczy najważniejszej, jaką jest zakres ubezpieczenia – mówi Łukasz Zoń.

Zgodnie z propozycją Ministerstwa Finansów osoby zajmujące się sprzedażą ubezpieczeń będą musiały ujawnić wszystkie składniki kosztów, w tym dystrybucji i prowizji, w przypadku ubezpieczeń na życie z Ubezpieczeniowym Funduszem Kapitałowym, tzw. polisolokat.

Resort Mateusza Morawieckiego zachęca duże firmy i urzędy do współpracy z małymi przedsiębiorstwami. Biznes przygotowuje kodeks dobrych praktyk

Resort Mateusza Morawieckiego zachęca duże firmy i urzędy do współpracy z małymi przedsiębiorstwami. Biznes przygotowuje kodeks dobrych praktyk 5

Współpraca małych i dużych firm mogłaby przysporzyć korzyści obu stronom. W rozwiniętych gospodarkach zarówno administracja, jak i korporacje uważają za swój obowiązek zlecanie zadań mniejszym podmiotom. W Polsce barierą jest jednak brak zaufania pomiędzy nimi i przekonanie o sprzeczności interesów. Dlatego Forum Współpracy Małego i Dużego Biznesu Związku Przedsiębiorców i Pracodawców przygotowuje kodeks dobrych praktyk, który pomoże przełamać wzajemną nieufność.

– Chcielibyśmy, aby mały biznes dzięki współpracy z dużym rósł szybciej. Jeśli popatrzymy, że ponad 60 proc. miejsc pracy w Polsce jest tworzonych przez małe i średnie firmy, a generują one 40 proc. PKB, to oznacza, że mamy do czynienia z dysproporcją. Widać, że stać je na więcej i mogą być znacznie bardziej produktywne  mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jadwiga Emilewicz, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju.  Produktywność mogą zwiększyć m.in. poprzez współpracę z dużymi podmiotami.

W wysokorozwiniętych krajach do dobrych zwyczajów należy zamawianie przez administrację publiczną przynajmniej części usług u małych i średnich firm. Także największe koncerny w ramach działań CSR zapisują w swoich zasadach ładu korporacyjnego zobowiązanie do realizowania pewnego procentu zamówień u mniejszych kontrahentów.

Emilewicz przypomina sytuację z 2011 roku, gdy na skutek tragicznego trzęsienia ziemi i tsunami w Japonii wiele amerykańskich firm z sektora ICT straciło nagle dostawców, bo byli to wyłącznie duzi podwykonawcy, którzy z dnia na dzień stracili możliwość wykonywania pracy. Dywersyfikacja dostawców mogłaby zapobiec takiej sytuacji.

„Rozczłonkowanie” łańcucha dostaw i dopuszczenie małych i średnich firm daje tym dużym gwarancję stabilizacji, a tym małym wzrasta produktywność i mogą się przekształcać z małych w średnie, a ze średnich w duże. To jest nasza ambicja, biorąc pod uwagę strukturę polskiej gospodarki. Zależy nam na tym, aby ci mali rośli szybko. Musi się to wydarzyć „w zderzeniu” tych małych z administracją publiczną i dużymi przedsiębiorstwami – podkreśla Jadwiga Emilewicz.

Taka współpraca mogłaby zachęcić małe podmioty do inwestowania. Jak wynika z badania przygotowanego dla Forum Współpracy Małego i Dużego Biznesu Związku Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP), dziś blisko połowa przedsiębiorców z sektora MŚP zastanawia się, czy w ciągu najbliższych 2–3 lat wprowadzi jakieś zmiany w swoich firmach. Często brakuje im stabilnego otoczenia, pomysłu i woli inwestowania.

Dlatego Ministerstwo Rozwoju chciałoby zachęcić do takiej współpracy polskich przedsiębiorców. Dziś barierą jest wzajemna nieufność. Z tego samego badania wynika, że 79 proc. firm z sektora MŚP jest przekonanych, że duże podmioty traktują ich z góry i nie rozumieją specyfiki małego biznesu.

 Duzi często nie mają zaufania do małych. Boją się nieterminowości i nierzetelności  wymienia wiceminister rozwoju. – Jeśli już do takiej współpracy dochodzi, to bardzo często mamy do czynienia z zatorami płatniczymi, z wykorzystywaniem nie tylko płynności finansowej tych małych, lecz także ich cierpliwości i niezdolności do wychodzenia na ścieżkę sądową w egzekucji swoich praw.

Zdaniem Cezarego Kaźmierczaka, prezesa ZPP, interesy obu stron są wspólne, natomiast brak zaufania powoduje, że współpraca, jeśli w ogóle istnieje, obwarowana jest wieloma zabezpieczeniami i warunkami, co nie sprzyja przełamywaniu barier. Duże firmy obawiają się nieterminowych dostaw i braku odpowiedniego poziomu wykonania przez małych kontrahentów. Z kolei mali przedsiębiorcy są przekonani, że duże firmy dbają wyłącznie o swój biznes i postarają się wykorzystać przewagę skali do narzucenia warunków i osiągnięcia korzyści ich kosztem. Z drugiej strony chcieliby poczucia stabilności i bezpieczeństwa, jaką daje współpraca z zamożnym, dającym możliwość oferowani dużych zleceń kontrahentem.

Pozytywne jest to, że z roku na rok sytuacja się poprawia. Wiele korporacji przestaje stosować agresywne strategie zakupowe, choć to zależy od sektora, ale w latach 90. takie praktyki były dosyć modne – przypomina Cezary Kaźmierczak. – Mały biznes, kiedy jest dobrze traktowany, dostarcza wyższej jakości usługi i na poziomie oczekiwanym przez zamawiających. Sprawy idą w dobrym kierunku, może trochę za wolno, ale w stronę większego zaufania, większej współpracy i lepszego postrzegania wzajemnych korzyści z dobrej współpracy pomiędzy małym i dużym biznesem.

Dlatego ZPP przygotuje kodeks dobrych praktyk, który – zaakceptowany przez obie strony – miałby podnieść poziom wzajemnego zaufania i współpracy, a także świadomość obopólnych korzyści. Zdaniem prezesa ZPP w kodeksie powinny się znaleźć m.in. zobowiązania dotyczące płatności, nie tyle sztywno określające terminy zapłaty za usługę, co np. obligujące do dotrzymywania wzajemnie ustalonych terminów. Jadwiga Emilewicz zapewnia, że resort włączy się w jego promocję.

– To są kwestie edukacji i informacji. Nasze działania mają temu służyć. Prowadzimy serwis internetowy, występujemy na konferencjach, mamy Forum Małego i Dużego Biznesu, gdzie staramy się wypracować różnego rodzaju rozwiązania i prowadzimy badania – informuje Kaźmierczak. – Teraz będziemy pracowali nad kodeksem dobrych praktyk, który będzie wypracowany w dialogu pomiędzy dużymi i małymi firmami. Chcielibyśmy, żeby stał się takim „miękkim prawem”, które obie strony będą szanowały w imię dobrze pojętego własnego interesu.

Toyota FT-4X Concept – crossover 4×4

Toyota właśnie pokazała na targach w Nowym Jorku nowego koncepcyjnego crossovera, zaprojektowanego z myślą o pokoleniu millenialsów. To auto z napędem 4×4 o modułowej konstrukcji nadwozia i wnętrza. Samochód zaprojektowało amerykańskie studio Toyoty Calty Design Research z Kalifornii.

Atutem nowego crossovera C-HR jest awangardowy styl, natomiast pomysł na kolejnego crossovera od Toyoty idzie w zupełnie innym kierunku – maksymalnej praktyczności, ułatwiającej spontaniczne, aktywne spędzanie czasu. Modułowa konstrukcja nadwozia i wnętrza, którą można z łatwością dostosowywać do aktualnych potrzeb, w zamyśle projektantów daje użytkownikom pełną swobodę korzystania z samochodu jako narzędzia do realizacji swoich pasji.

Hasłem przewodnim projektu jest „Rugged Charm”, czyli „nieugięty urok”. Projekt nadwozia wykorzystuje geometryczną prostotę, nawiązując do znaku X, który jest widoczny w wyglądzie przodu i boku auta. Klapa bagażnika o nazwie Multi-Hatch to inżynieryjny fenomen. Otwiera się w dwie strony – poziomo w trybie Urban Mode i pionowo w trybie Outdoor Mode. W układzie Urban Mode klapa bagażnika dzieli się na dwa skrzydła drzwi, które otwierają się na boki. Ułatwiają one korzystanie z bagażnika na ograniczonej przestrzeni, na przykład na zatłoczonym parkingu. Ustawienie Outdoor Mode scala oba skrzydła w jedną klapę, którą podnosi się do góry, tworząc dach chroniący przed deszczem lub słońcem. Do wyboru pożądanego trybu wystarczy ustawienie pod odpowiednim kątem obrotowej klamki. Co więcej, wszystkie klamki są na tyle duże, żeby można było je wygodnie chwycić nawet w rękawicach narciarskich. Na skrzydłach tylnych drzwi znajdują się dwa izotermiczne schowki do przechowywania gorących i zimnych produktów spożywczych.

Toyota FT-4X ConceptGłówny projektant wnętrza, Ben Chang, chciał się upewnić, że nowoczesność kabiny TF-4X nie będzie polegała tylko na zastosowaniu ekranów dotykowych i nowych technologii – ale że nowatorskie będzie także podejście do poszczególnych elementów wykończenia w taki sposób, aby pełniły niespotykane w innych samochodach, praktyczne funkcje. Inspiracją dla projektu wnętrza była skrzynka na narzędzia. Jego modułowa budowa zawiera wiele otwieranych, przesuwnych i obrotowych elementów, które maksymalnie zwiększają użyteczność wnętrza. Znalazło się w nim miejsce m.in. na należący do wyposażenia auta śpiwór i butelkę na wodę. Płaska podłoga bagażnika może być składana i otwierana na wiele sposobów, odsłaniając dodatkowe schowki.

Toyota zakłada, że nowy model będzie wykorzystywał 4-cylindrowy silnik benzynowy o niewielkiej pojemności. Auto zbudowane na platformie TNGA z przodu ma kolumny MacPhersona, zaś z tyłu zawieszenie wielowahaczowe. Dobrą przyczepność w różnych warunkach zapewniają 18-calowe koła z oponami 225/55R-18 Goodyear All-Season. Nie wiadomo, czy nowy koncept znajdzie kontynuację jako auto produkcyjne, ale nowy projekt pokazuje, że projektantów Toyoty stać na śmiałe eksperymenty z wyobraźnią.

W I kwartale 2017 r. ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły o 2,0 proc. r/r

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek
Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan

W I kwartale 2017 r. ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły o 2 proc. w stosunku do I kwartału 2016 r. W 2/3 na inflację wpływ miał wzrost cen żywności (w ciągu 3. miesięcy br. o 3,7 proc.) oraz paliwa do prywatnych środków transportu (o 18,6 proc.). Gdyby nie spadki cen odzieży i obuwia oraz opłat związanych z łącznością, wpływ ten byłby na poziomie blisko 80 proc. Podobnie zatem jak w okresie od lipca 2014 r., gdy to obniżające się ceny żywności i paliwa wprowadziły polską gospodarkę w okres deflacji, tak od grudnia 2016 r. ich wzrost jest przyczyną powrotu do inflacji.

Wzrost cen, w tym szczególnie wzrost cen żywności przekłada się bezpośrednio na wszystkie gospodarstwa domowe, ich realne dochody. W I kwartale 2017 r. wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw zatrudniających co najmniej 10 pracowników wzrosły prawdopodobnie o 4,1 proc. Inflacja ograniczyła ich realny wzrost do nieco ponad 2 proc. Jeżeli porównamy to z 2016 r., zobaczymy że to znacznie mniej niż rok wcześniej. W 2016 r. wynagrodzenia w firmach 10+ wzrosły co prawda w mniejszym stopniu, bo o 3,8 proc., ale dzięki deflacji ich siła nabywcza była wyższa. Realny wzrost wynagrodzeń wyniósł prawie 4,5 proc.

Jeśli pracownicy chcieliby utrzymać taki poziom realnego wzrostu dochodów z pracy (4,5 proc.), o czym mogą przecież myśleć, bo pracodawcy informują o coraz większym braku ludzi do pracy, to przy inflacji 2 proc. nominalny przeciętny wzrost wynagrodzeń powinien wynieść w 2017 r. co najmniej 6,5 proc. Można spodziewać się nawet takiego wzrostu wynagrodzeń – w ostatnim kwartale 2017 r., gdy z rynku pracy wycofa się dodatkowo ponad 300 tys. osób korzystając z obniżenia wieku emerytalnego. A tak silny wzrost wynagrodzeń w konsekwencji przełoży się na inflację. Wszystko zatem wskazuje, że w 2017 r. będzie ona bliższa celowi inflacyjnemu, niż założonemu w budżecie na ten rok poziomowi 1,3 proc.

W Rzeszowie wystartował Samsung Inkubator

Samsung InkubatorSamsung Inkubator to nowe miejsce na start-upowej mapie Polski. Samsung we współpracy z Politechniką Rzeszowską i Doliną Lotniczą uruchamia program wsparcia dla młodych innowacyjnych przedsiębiorstw zajmujących się budowaniem rozwiązań Internetu Rzeczy. To część szerszego zaangażowania firmy w cyfryzację polskiego biznesu.

Stworzenie inkubatora dla start-upów to kolejny krok firmy Samsung w kierunku zwiększenia swojego zaangażowania w cyfryzację Polski. Chcemy wspierać młode innowacyjne firmy dzieląc się naszymi doświadczeniami. Będąc czołową spółką technologiczną na rynku konsumenckim doskonale znamy potrzeby klientów. W Polsce działa również największe na świecie, zaraz po Korei, centrum badań i rozwoju firmy Samsung oraz nowoczesna fabryka AGD we Wronkach. Wiedza naszych inżynierów oraz doświadczenia biznesowe pomogą polskim innowatorom tworzyć doskonałe produkty i rozwiązaniaz globalnym potencjałem – mówi Hadrian Baumann, prezes polskiego oddziału Samsung Electronics.

Samsung Inkubator to działanie, które ma ułatwić nabywanie kompetencji cyfrowych i rozwijanie technologicznych projektów w Polsce. Kluczową częścią realizowanego programu dla start-upów IoT jest stałe wsparcie ekspertów firmy Samsung. Doświadczeni menedżerowie pomogą młodym firmom wypracować modele biznesowe oraz zweryfikować rynkowe zapotrzebowanie na tworzone rozwiązania. Inżynierowie z R&D Institute natomiast podzielą się swoją wiedzą na temat tworzenia globalnych produktów.

W otwarciu Samsung Inkubatora uczestniczył wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki. – Polska w perspektywie kilku lat ma ambicje stać się europejskim hubem nowych technologii. Mamy w Polsce fantastycznych absolwentów uczelni technicznych, mamy zorientowaną na wysokie technologie rządową strategię rozwoju, mamy wreszcie polskie start-upy coraz śmielej podbijające rynki zagraniczne. Niezwykle ważna jest przy tym współpraca dużych firm z małymi. Dobrze, że dostrzegają to tacy znaczący rynkowi gracze jak Samsung. Cieszę się, że inkubator powstaje w Rzeszowie. To szansa dla młodych firm z Polski wschodniej, by już wkrótce dorównali sukcesowi światowych marek – podkreśla wicepremier Mateusz Morawiecki.

Do Samsung Inkubatora mogą się zgłaszać osoby indywidualne lub zespoły, które mają już opracowaną koncepcję biznesu lub prototyp swojego produktu. W trakcie trwającego trzy miesiące programu inkubacyjnego Samsung zapewnia im kreatywną przestrzeń do pracy, najnowszej klasy sprzęt, ale także wsparcie mentorów i konsultacje ze specjalistami firmy Samsung. W ramach działania Inkubatora uczestnicy mogą korzystać również z intensywnych szkoleń oraz pomocy w poszukiwaniu partnerów biznesowych, technologicznych i pozyskania finansowania. To pierwszy tego typu projekt w tej części Polski.

Miejsce działania Samsung Inkubatora nie jest przypadkowe. Firma zdecydowała się wyjść poza centrum biznesowe, jakim jest Warszawa i zainwestować w ośrodek we wschodniej części kraju. W Rzeszowie do współpracy zaprosiła Politechnikę Rzeszowską oraz Dolinę Lotniczą. – Współpraca z firmą Samsung doskonale wpisuje się w naszą strategię rozwoju. Studenci Politechniki Rzeszowskiej to ambitni młodzi ludzie, którzy osiągają wiele sukcesów, także międzynarodowych. Projektują aplikacje mobilne, opracowują wynalazki ułatwiające funkcjonowanie osobom niepełnosprawnym czy biorą udział w zawodach łazików marsjańskich. Stworzenie Samsung Inkubator stwarza studentom wspaniałą możliwość rozwoju swoich umiejętności i zdobycia niezbędnej wiedzy do tworzenia rozwiązań z globalnym potencjałem – mówi prof. dr hab. inż. Tadeusz Markowski, rektor Politechniki Rzeszowskiej.

Korzyści ze współpracy dla rozwoju innowacyjności we wschodniej Polsce widzi także Marek Darecki, Prezes Zarządu Doliny Lotniczej. – Dolina Lotnicza wzrasta dynamicznie od 14 lat i dziś zrzesza ponad 100 innowacyjnych firm lotniczych. W tych latach przedsiębiorstwa zainwestowały ponad 6 mld zł w nowoczesne technologie, a sprzedaż eksportowa w 2016 przekroczyła 3 mld dol. Samsung Inkubator będzie znakomitym elementem nowego pejzażu Doliny Lotniczej, a szerzej Polski Wschodniej. Studenci i naukowcy będą mieli doskonałą platformę spotkań z młodymi inżynierami fabryk lotniczych. Razem będą pracować nad cyfrowymi rozwiązaniami dla przemysłu.

Oddana do dyspozycji młodych przedsiębiorców przestrzeń Samsung Inkubator znajduje się na terenie kampusu Politechniki Rzeszowskiej. Zakwalifikowani do programu przedsiębiorcy mogą korzystać z pracowni, w której znajdą najlepszej jakości sprzęt. Poza pełnym wyposażeniem stanowisk pracy, na które składają się monitory, tablety oraz smartfony z serii S, przedsiębiorcy mogą korzystać także z 75” elektronicznej tablicy interaktywnej, 55” zakrzywionego telewizora UHD, odkurzacza Powerbot lub inteligentnej lodówki Family Hub. Operatorem Samsung Inkubator jest firma HugeTech z Rzeszowa.

Firma Samsung od lat jest zaangażowana w proces cyfryzacji polskiego społeczeństwa. Od 2013 roku firma wspiera naukę programowania dla dzieci w polskich szkołach i przedszkolach. Dzięki inicjatywie Mistrzowie Kodowania w programie uczestniczy już 1700 placówek, prawie 4000 nauczycieli i 100 000 uczniów. Działaniem dla starszych uczniów jest natomiast Samsung LABO, czyli nowatorski program edukacyjny adresowany do studentów technicznych uczelni wyższych, techników oraz szkół zawodowych i ma ułatwić im stawianie pierwszych kroków w karierze zawodowej. Samsung zaangażowany jest także w działanie międzynarodowego centrum dla start-upów The Heart Warsaw, którego celem jest rozwijanie i stymulowanie współpracy start-upów z korporacjami.

Trendy na polskim rynku opon

Rok 2016 dla branży oponiarskiej był lepszy niż 2015. Użytkownicy samochodów kupili o około 8 proc. więcej opon niż w poprzednim roku, przy stabilnej średniej cenie kupowanej opony. Mówimy tu o oponach dla pojazdów o dopuszczalnej masie całkowitej do 3,5 tony.

Na uwagę zasługuje szybko rosnąca popularność opon wielosezonowych. Jeszcze w 2013 roku tego typu opony prawie nie istniały w statystykach, a dziś osiągnęły już 6 proc. całego rynku. Nawet jeśli to niezbyt dużo w porównaniu z oponami zimowymi czy letnimi, to biorąc pod uwagę kilkudziesięcioprocentową dynamikę sprzedaży opon wielosezonowych, można oczekiwać dalszego szybkiego wzrostu ich znaczenia. Warto zauważyć, że wzrost udziałów rynkowych opon wielosezonowych odbył się kosztem opon letnich, przy zachowanych udziałach opon zimowych. To spostrzeżenie może sugerować, że kierowcy kupują opony wielosezonowe zamiast opon letnich, podczas gdy opony zimowe kupowane są przez niezmienny odsetek nabywców opon. Uprawniona jest zatem teza, że opony wielosezonowe kupują przy wymianie opon ci, którzy dotąd jeździli zimą na oponach letnich. Byłaby to sytuacja mająca korzystny wpływ na bezpieczeństwo na naszych drogach.

Inną charakterystyczną tendencją jest przesuwanie się sprzedaży opon w kierunku większych średnic osadzenia. Trend ten jest wyznaczany przez producentów samochodów, którzy systematycznie zwiększają średnice obręczy kół w oferowanych modelach aut. W roku 2016 ta tendencja dotknęła także dwóch najpopularniejszych rozmiarów opon (205/55 R16 oraz 195/65 R15), które co prawda zachowały dominującą pozycje na rynku, ale ich udział w sprzedaży spadł z 40 na 35 proc. na rzecz opon o większych średnicach osadzenia.

Można oczekiwać, że w 2017 roku przedstawione powyżej trendy utrzymają się.

O badaniu
Powyższe analizy powstały w oparciu o dane pochodzące z prowadzonego od 25 lat przez GfK badania panelowego sklepów detalicznych, którego próbę stanowi około 6500 sklepów różnej wielkości, usytuowanych w całej Polsce, zarówno tradycyjnych jak i internetowych, specjalizujących się w różnych branżach (AGD, RTV, IT, optyce, książkach, motoryzacji i innych), a także hipermarkety i hipermarkety budowlane. Na podstawie raportowanych danych, instytut GfK opracowuje analizy strukturalne – zagregowane dla całych kanałów dystrybucji i rynków.

Kupić cyfrowo, dotknąć naprawdę. Wielokanałowość zmienia świat zakupów

Wrażenia towarzyszące zakupom to dziś kluczowy czynnik decydujący o wyniku sprzedaży. Według analiz Deloitte 6 na 10 konsumentów podejmuje dziś decyzje na podstawie opinii rodziny i przyjaciół, połowa – recenzji w internecie. Dla porównania, firmom ufa tylko 7% z nich. W tej sytuacji główną rolą marketingu staje się wzmacnianie pozytywnych emocji wokół marek. A te rodzą się dziś w ogromnej liczbie kanałów interakcji.

O tym, jak tzw. omnichannel marketing zmienia naturę relacji firm i konsumentów, dyskutowali eksperci zgromadzeni 12 kwietnia w Warszawie na SAP Hybris Day Poland. To konferencja gromadząca ekspertów świata marketingu, sprzedaży, e-handlu i technologii. Mieli o czym dyskutować – w świecie ich biznesu stale zachodzą istotne zmiany. Jak podaje Deloitte, w 2016 roku liczba osób, które zrobiły w Wielkiej Brytanii zakupy online (48%) po raz pierwszy w historii była wyższa, niż w stacjonarnych sklepach (45%). Z e-zakupów skorzystało choć raz aż 96% Amerykanów, a na tego typu transakcje decyduje się regularnie już ponad połowa Polaków (55%). I choć poszczególne rynki się między sobą różnią to nie ulega wątpliwości, że globalny świat sprzedaży ulega codziennie kolejnym nieodwracalnym zmianom.

Aby zobrazować możliwości, jakie daje to zjawisko, warto przyjrzeć się jednemu z przykładów rozwiązań z zakresu wielokanałowego marketingu. Wprowadzone zostało ono w ramach projektu „C&A Fashion like”. Narzędziem działania znanej sieci odzieżowej były interaktywne wieszaki, połączone z Facebookiem i ulokowane w stacjonarnych sklepach marki. Reagowały one w czasie rzeczywistym – poprzez integrację z platformą cyfrową SAP S/4 HANA – na polubienia wiszącego na nich modelu ubrania, angażując klientów we wspieranie ulubionych projektów. Efekt? Kampania dotarła do 8,8 mln osób, C&A przybywało co godzinę 1000 nowych fanów, a co najważniejsze – część kolekcji sprzedała się w jeden dzień.

Podróż klienta. Zawsze tam, gdzie ty

Jak podkreślali eksperci organizacji IAB oraz firm SAP, SPAR i Deloitte, zgromadzeni na konferencji SAP Hybris Day, nowe trendy w sprzedaży zyskują na znaczeniu niemal codziennie. W kontekście komunikacji marketingowej mówi się coraz częściej m.in. o przenikaniu się kanałów sprzedażowych, widoku konsumenta 360 stopni czy o kształtowaniu realnego zaangażowania konsumenta w dobrowolną promocję marki.

Tak kształtujący się krajobraz rynku dobrze podsumowuje pojęcie marketingu 1:1, czyli strategii budowy relacji z konsumentem opartej na spersonalizowanych interakcjach. Jak dowodzi Deloitte, udana „podróż klienta” wiąże się z elastycznym podejściem firmy do jego oczekiwań. W dobie wielokanałowości każda kategoria produktów i usług ma swoją specyfikę. Bilety kolejowe kupujemy szybko, na wybór sprzętu AGD poświęcamy natomiast więcej czasu. Im dłużej trwa zakup, z tym większej liczby kanałów sprzedaży chcemy w jego trakcie korzystać.

Zwyczaje konsumentów się zmieniają, a wraz z ogromną popularyzacją urządzeń mobilnych zakupy robimy niemal wszędzie. Zupełnie dosłownie. Jak wykazały badania BigCommerce, 43% Amerykanów robi zakupy w łóżku, co czwarty będąc w pracy, a co piąty – w łazience i w samochodzie.

Od analogu do technologii – i z powrotem

Innym ciekawym wyzwaniem dla marek jest rosnący związek między zakupami online, a ich fizycznymi sklepami. Wbrew pesymistycznym prognozom części specjalistów sprzed kilku lat, zakupy online i „analogowe” nie zwalczają się wzajemnie. Co więcej – coraz częściej ich ścisłe powiązanie ze sobą jest ważnym atutem dla kupujących. Przykład? Aż 75% amerykanów przegląda produkty online będąc w fizycznym sklepie. Jednocześnie konsumenci wciąż chcą jednak testować „żywe” produkty – brak takiej możliwości to kluczowy minus zakupów online dla 49% konsumentów badanych w Stanach Zjednoczonych.

Uczestnicy SAP Hybris Day mieli okazję zapoznania się z praktycznym przykładem połączenia technologii i analogowych sklepów na przykładzie case study austriackiej sieci supermarketów SPAR. Celem, który przed sobą postawiła, było dostosowanie się do zmian na rynku m.in. poprzez wykorzystanie analizy predykcyjnej, technologii mobilnych i rozwiązań social media. Jednym z projektów wdrażanych przez SPAR w związku z tą strategią jest system elektronicznych cen produktów na półkach. Choć są trudne do odróżnienia od klasycznych drukowanych cen, można zmieniać je w czasie rzeczywistym za pomocą interaktywnej platformy. Sieć zainstalowała także w swoich wybranych sklepach tzw. beacony – które mogą być wykorzystywane np. do wysyłania dedykowanych informacji do wybranych konsumentów na ich urządzenia mobilne.

SPAR zdecydował się wykorzystać do analizy zebranych w ten sposób danych rozwiązanie SAP Customer Activity Repository. Jest ono oparte na platformie SAP HANA. Zapewnia większą transparentność sprzedaży, szybszą analizę zasobów czy np. wyników w poszczególnych sklepach. Co szczególnie ważne, dzięki narzędziom SAP firma zyskała możliwość analizy efektywności wszystkich kanałów sprzedaży oraz dobrze wyselekcjonowane informacje dotyczące różnych grup konsumentów.

Konsument w sieci kanałów

Konsumenci coraz częściej chcą móc dokonywać transakcji oraz wyboru produktów, sięgając po kanały wykorzystywane na co dzień. Nie liczą więc tylko na fizyczne placówki, ale także np. sklepy online, interakcje z firmą za pomocą social media czy dostęp do bieżących informacji poprzez mobilne aplikacje. Trwająca rewolucja ma wpływ na funkcjonowanie nie tylko konsumenta na zupełnie zmienionym rynku, ale też praktyków sprzedaży czy firmy technologiczne. Jak podkreślali eksperci zebrani na SAP Hybris Day, rola marketingu w tym procesie jest wyjątkowa. Stał się on klamrą spinającą wszystkie działania firmy w celu zapewnienia konsumentom jak najlepszych doświadczeń.

TV i video – 2 różne rodzaje widowni

Internauci nadal bardzo lubią telewizję oglądaną przez telewizory, a tylko połowa z nich ogląda dłuższe video w internecie. Nie klika się pomiędzy różnymi serwisami video, tak, jak zmienia się kanały telewizyjne. Porównując widownie: telewizyjną i video z jednej strony mamy pokrywające się grupy widzów, a z drugiej – sfragmentaryzowanych użytkowników.

TV i video – 2 różne rodzaje widowni 6

W IRCenter przyjrzeliśmy się oglądaniu TV i video na telewizorach i komputerach – aby porównać widownie różnych kanałów i stacji telewizyjnych i internetowych serwisów z video. To, co zobaczyliśmy wśród internautów to – z jednej strony pokrywające się zbiory osób oglądających różne kanały telewizyjne, a z drugiej – niepokrywających się użytkowników internetowych serwisów video, HBO GO, Netflixa i WP.TV (tej offline i online), Zalukaj, Playera i VoD.pl. Można powiedzieć, że użytkownicy serwisów video albo dopiero się zmienią albo nie należy ich traktować jako telewidzów, tylko jak „browsujących” internautów.

Współoglądanie stacji TV i kanałów video w internecie
pajaczektv

Internauci rzadziej się przyznają do oglądania ogólnodostępnej telewizji tradycyjnej niż do korzystania z telewizji kablowych i bezpłatnych serwisów video w internecie. Trudno powiedzieć czy to efekt ostatnich zmian w TVP czy znak ważniejszej tendencji odpływania od telewizyjnego mainstreamu wśród internautów. Z drugiej strony wskazuje to na to, że warto, aby telewizja publiczna zintensyfikowała swoje działania interaktywne/digitalowe.

wjedentv

Youtube wg deklaracji korzystania z serwisów video (dane IRCenter) jest wykorzystywany przez 51% internautów; w tym samym czasie Megapanel PBI/Gemius podawał 72% zasięgu. Brakujące 21% użytkowników to osoby, które nie postrzegają tego serwisu miejsca do oglądania video (tylko, np. do muzyki).

Serwisem video, który przyciąga najwięcej faktycznych telewidzów jest CDA.pl – te osoby oglądają i kanały TVPTVN i Polsat. Z drugiej strony widownia Netflixa, HBO GO i WP.tv (tej offline i online) jest jeszcze ciągle bardzo sfragmentaryzowana.

TV i video – 2 różne rodzaje widowni 7

Warto zwrócić uwagę, że 50% internautów korzysta zarówno z płatnej telewizji kablowej i cyfrowej, jak i z internetowych bezpłatnych serwisów video – to tutaj widać największy potencjał do współpracy pomiędzy tymi rodzajami nadawców (lub ew. fuzji – to jedna z kilku możliwych dróg rozwoju nadawców telewizyjnych, którzy szukają dla siebie drogi).

Wśród internautów warto pamiętać, że to mężczyźni wyróżniają użytkowników poszczególnych rodzajów telewizji i video:

  • Panowie w wieku 16-24 i 35-44 wyróżniają się oglądaniem ogólnodostępnej telewizji tradycyjnej
  • Panowie w wieku 45-54 wyróżniają się oglądaniem płatnej telewizji kablowej i cyfrowej
  • Panowie w wieku 55-64 wyróżniają się oglądaniem bezpłatnych serwisów video w internecie
  • Kobiety w wieku 65-75 wyróżniają się oglądaniem płatnych serwisów video

Albert Hupa

Wprowadzenie REIT-ów pozytywnie wpłynie na polski rynek nieruchomości komercyjnych

Według raportu EY, nowe instrumenty przyczynią się z jednej strony do rozwoju rynku kapitałowego i zwiększenia stopy długoterminowych oszczędności gospodarstw domowych. Z drugiej, zwiększy się produkcja sektora budownictwa oraz zatrudnienie. Trwają prace nad projektem Ustawy dotyczącej polskiego odpowiednika REIT-ów. Propozycja REIT-ów na krajowym rynku została przyjęta pozytywnie przez przedstawicieli rynku nieruchomości, jednak niektóre zapisy wymagają jeszcze dopracowania. Przy tworzeniu krajowych przepisów warto wykorzystać rozwiązania, które z powodzeniem sprawdziły się już na innych rynkach.

Czym są REIT-y

REIT (ang. Real Estate Investment Trust) jest to spółka specjalnego przeznaczenia lub fundusz inwestycyjny, którego celem jest kupno, sprzedaż i zarządzanie nieruchomościami. Takie podmioty korzystają z preferencji podatkowych. Ich celem jest umożliwienie inwestorom – przede wszystkim indywidualnym – inwestowanie na rynku nieruchomości komercyjnych w biura, nieruchomości handlowe, magazyny, a w niektórych przypadkach także mieszkania na wynajem. Zwykle wypłacają coroczną dywidendę dla inwestorów w wysokości 80-85% łącznego zysku.

REIT-y na świecie

Pierwsze spółki rynku wynajmu nieruchomości postały w Stanach Zjednoczonych, w latach 60. Działają w 36 krajach na świecie, a wartość aktywów, którymi zarządzają, wynosi 1,7 bln dolarów. W Europie, jako pierwsza instytucję REIT wprowadziła w 1969 roku Holandia. Zgodnie z danymi Ministerstwa Finansów, tego typu spółki funkcjonują w 16 państwach Unii Europejskiej, w tym także sąsiadujących z Polską – w Niemczech, na Litwie oraz w Czechach.

Firma doradcza EY przeanalizowała funkcjonowanie REIT-ów w czterech europejskich krajach, będących na różnym etapie rozwoju tego instrumentu.

– We Francji, Irlandii i Hiszpanii przyjęcie regulacji REIT przełożyło się na sukces ekonomiczny tych krajów. Dlatego przyszła polska regulacja REIT powinna nawiązywać do sprawdzonych rozwiązań przyjętych w tych państwach. Natomiast w Niemczech, spółki REIT nie rozwinęły się w takim stopniu, jak na początku zakładano. Wynika to z tego, że w momencie ich wprowadzania, na tamtejszym rynku kapitałowym istniały już rozwinięte, alternatywne względem REIT, formy zbiorowego inwestowania w nieruchomości, a zachęty oferowane przez strukturę REIT okazały się zbyt mało atrakcyjne dla inwestorów – tłumaczy Anna Kicińska, Lider Grupy Doradztwa Nieruchomości EY w regionie CSE.

Polska największym rynkiem nieruchomości komercyjnych w Europy Środkowo-Wschodniej

W 2016 roku Polska po raz kolejny była liderem w regionie Europy Środkowo-Wschodniej pod względem wolumenu transakcji na rynku nieruchomości komercyjnych. Wartość transakcji wyniosła blisko 4,6 mld euro.

Polski rynek nieruchomości komercyjnych znajduje się w fazie wzrostu napędzanego stabilną sytuacją ekonomiczną, napływem bezpośrednich inwestycji zagranicznych oraz wzrostem wydatków konsumpcyjnych spowodowanych wzrostem płac oraz zatrudnienia – mówi Anna Kicińska, Lider Grupy Doradztwa Nieruchomości EY w regionie CSE. – Atrakcyjność polskiego rynku nieruchomości komercyjnych jest szczególnie widoczna w udziale zagranicznego kapitału w wartości transakcji, który w ostatnich latach przekracza 90% oraz niskich stopach kapitalizacji świadczących o wysokiej ocenie wiarygodności
i pewności inwestowania w polskie nieruchomości komercyjne
– dodaje.

REIT-y po polsku

Także w Polsce zaczęto dostrzegać potrzebę wprowadzenia regulacji dotyczącej spółek typu REIT. Pod koniec ubiegłego roku, Ministerstwo Finansów opublikowało projekt Ustawy w tej sprawie. W ocenie projektodawcy, wprowadzenie Ustawy o spółkach rynku wynajmu nieruchomości ma realizować dwa zasadnicze cele. Pierwszym z nich jest zwiększenie atrakcyjności podejmowania i prowadzenia działalności gospodarczej w sektorze rynku nieruchomości komercyjnych. Drugi zakłada zwiększenie zaangażowania krajowego kapitału prywatnego na tym rynku. Dodatkowym argumentem jest również możliwość rozwoju rynku kapitałowego, a w szczególności ożywienie Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie poprzez wprowadzenie obowiązku notowania akcji spółek REIT na rynku regulowanym. Wprowadzenie na polski grunt spółek typu REIT ma także wzmocnić krajowy rynek nieruchomości komercyjnych, którego główną bolączką – w ocenie projektodawców – jest dominacja na tym rynku inwestorów zagranicznych i marginalne zaangażowanie inwestorów krajowych.

– To, co będzie zachęcać inwestorów indywidualnych do REIT-ów, to przede wszystkim stosunkowo niskie ryzyko bazujące na wysokiej jakości nieruchomości oraz wypłacane systematycznie dywidendy, które na świecie są wyższe od zysków z lokat bankowych czy obligacji skarbowych – zauważa Anna Kicińska.

Ministerstwo Finansów przewiduje, że dochody REIT będą zwolnione z podatku CIT.  

– Udziałowcy REIT-ów będą podlegali opodatkowaniu od zrealizowanych przez nich zysków –PIT lub CIT, zależnie od formy prawnej inwestora. W przypadku inwestorów zagranicznych, po stronie REIT-u powstanie, co do zasady, obowiązek pobrania 19% podatku u źródła (WHT) w związku z wypłatą dywidendy. Ostateczne opodatkowanie dywidend i zysków kapitałowych realizowanych przez inwestorów z krajów, z którymi Polska zawarła umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania, będzie uwzględniać zapisy tych umów – tłumaczy Tomasz Ożdziński, doradca podatkowy, dyrektor w Grupie Doradztwa Nieruchomości EY w Polsce.

Projekt Ustawy krokiem w dobrą stronę

Propozycja wprowadzenia tego rozwiązania na krajowym rynku została przyjęta pozytywnie przez przedstawicieli rynku nieruchomości, jednak niektóre zapisy wymagają jeszcze dopracowania. W przeciwnym razie Ustawa nie przyczyni się w zakładanym stopniu do rozwoju sektora REIT w Polsce.

– Przeanalizowaliśmy rozwiązania prawne funkcjonujące z powodzeniem w innych krajach. Naszym zdaniem, istotnym ograniczeniem mogącym mieć negatywny wpływ na rozwój REIT w Polsce jest zawężenie możliwości inwestowania przez takie spółki wyłącznie do nieruchomości komercyjnych, przez co REIT-y nie będą mogły inwestować w nieruchomości mieszkaniowe na wynajem. Pozytywnie należy ocenić brak ograniczeń w zakresie koncentracji kapitału oraz specjalnych wymogów free float – pozostawienie tych kwestii ogólnym zasadom obrotu na rynku regulowanym jest jak najbardziej słusznym rozwiązaniem. Dopracowania wymagają również regulacje dotyczące formy prawnej spółek zależnych kontrolowanych przez REIT oraz możliwości weryfikacji kryteriów ustawowych na poziomie skonsolidowanym. Rynek nieruchomości komercyjnych funkcjonuje w oparciu o model spółek holdingowych oraz spółek celowych i ten model powinien zostać odzwierciedlony w Ustawie. W szczególności, w zakresie dopuszczenia spółek komandytowych do katalogu dozwolonych form prawnych, w jakich mogą działać spółki zależne od REIT jak i wspomnianej powyżej konsolidacji wyników w ramach danej struktury REIT. Nasza rekomendacja zmian w projekcie obejmuje zatem umożliwienie strukturom holdingowym otrzymanie statusu REIT – tłumaczy Agnieszka Tałasiewicz, Partner Zarządzający Kancelarią EY Law. – Według projektu Ustawy, spółka typu REIT powinna wypłacać 90% zysku w formie dywidendy. Natomiast według naszych analiz, poziom obowiązkowej dywidendy polskich spółek typu REIT powinien być zbliżony do państw, które rozwijają dopiero rynek spółek REIT takich jak Irlandia czy Hiszpania, tj. 80-85% zysku z wynajmu nieruchomości. Ponadto rekomendujemy wprowadzenie zasad dotyczących reinwestowania zysku poprzez nabycie nowej nieruchomości, w szczególności w zakresie określenia okresu, w którym do takiego nabycia powinno dojść bez ryzyka utraty preferencji podatkowych (np. w okresie 3 lat). Istotne będzie również wydłużenie okresu weryfikacji spełnienia przez spółkę REIT wymogów ustawowych, z proponowanych okresów kwartalnych do roku – dodaje.reit

– Analiza rozwiązań na innych rynkach europejskich pokazuje, że ustawodawca skupił się na stworzeniu odpowiednich zachęt dla inwestorów dostosowanych do charakterystyk tych rynków – tak, aby zmotywować ich do wejścia w formułę REIT i upublicznienia posiadanych wysokiej jakości portfeli nieruchomości. Podobne zachęty niewątpliwie mogą być kluczem do sukcesu REIT w Polsce i szybkiego, efektywnego zbudowania rynku wokół tego instrumentu – – dodaje Agnieszka Tałasiewicz, Partner Zarządzający Kancelarią EY Law.

Zyski dla Kowalskiego i dla budżetu

– Wprowadzenie nowego instrumentu, jakim są REIT-y, będzie oddziaływać dwutorowo na polską gospodarkę. Z jednej strony, zwiększy się stopa oszczędności gospodarstw domowych, zmieni struktura tych oszczędności, wzrośnie udział krajowych inwestorów w rynku nieruchomości komercyjnych i zwiększą się obroty na Giełdzie Papierów Wartościowych – uważa Piotr Pękała, Ekonomista w Zespole Analiz Ekonomicznych EY. – Z drugiej, zwiększą się nakłady inwestycyjne na sektor nieruchomości komercyjnych, a co za tym idzie, popyt na usługi sektora budownictwa w Polsce. To z kolei przełoży się na dodatkową wartość dodaną brutto, wzrost zatrudnienia oraz dochodów sektora finansów publicznych – dodaje Piotr Pękała.

Jak oszacowała firma doradcza EY, przy założeniu, że w wyniku wprowadzenia do polskiego porządku prawnego spółek REIT, produkcja sektora budownictwa wzrośnie o 700 mln zł rocznie, możliwe jest zwiększenie wartości dodanej wytworzonej w Polsce łącznie o ok. 479 mln zł. Efektem takiej zmiany byłoby również utworzenie łącznie ok. 4,3 tys. nowych miejsc pracy. Natomiast całkowity wzrost dochodów sektora finansów publicznych może wynieść ok. 127 mln zł.

Projekt Ustawy spółkach rynku wynajmu nieruchomości pierwotnie miał wejść w życie 1 stycznia 2017 roku. Zgodnie z zapowiedziami, nowe przepisy zaczną obowiązywać od początku 2018 roku.

Zapach zwiększonych obrotów

Aleksandra Potrykus-Wincza
Aleksandra Potrykus-Wincza

Około 75 proc. decyzji zakupowych podejmowanych jest pod wpływem emocji. Goście restauracji również dokonują wyboru menu zazwyczaj spontanicznie – dopiero w lokalu pod wpływem chwilowych doznań. Narzędziem które doskonale wpływa na ludzkie emocje i kreuje doznania, jest natomiast marketing sensoryczny. Za 80 proc. naszych wrażeń smakowych odpowiada z kolei zapach. Łącząc ze sobą te informacje można wywnioskować, że odpowiednio zaprojektowane doświadczenia aromamarketingu, mogą przynieść znaczący wzrost obrotów lokalu gastronomicznego. Jak zatem zwiększyć sprzedaż za pomocą zapachu?

Podobnie przygotowane danie może smakować wyśmienicie i wykwintnie, gdy jest podane w miejscu o eleganckim i gustownym wnętrzu, a inny smak tego samego posiłku zarejestrują np. klienci przydrożnego baru. Z czego to wynika? Otóż z tego, iż człowiek w dużej mierze podejmuje decyzje oraz wydaje subiektywne oceny pod wpływem emocji i percepcji zmysłowej otoczenia. Aspekty te, można umiejętnie kształtować i wpływać na nie za pomocą działań marketingu sensorycznego. W przypadku restauracji, obok oczywistych doznań smakowych warto zadbać o ich wsparcie za pomocą aspektów zapachowych.

Marketing zapachowy działa bezpośrednio na podświadomość człowieka. Odpowiednie dawkowanie aromatów to kierowanie emocjami i skojarzeniami. Goście lubią wracać do restauracji, gdzie zapach był przyjemny, przywoływał pozytywne wspomnienia i zabierał ich zmysły w ekscytującą podróż. Skutecznie dobrana kompozycja zapachowa pozytywnie wpływa na samopoczucie i kształtuje wybory podczas zamawiania jedzenia. W lokalu gastronomicznym powinna pomagać w tworzeniu atmosfery sprzyjającej relaksowi i odpoczynkowi, ale przede wszystkim musi podkreślać jakość i świeżość serwowanych dań i produktów zachęcając tym samym do ich smakowania.

Dobry projekt zapachowy w restauracji, może wpłynąć na kilka istotnych kwestii. Z jednej strony, może utrwalić wizerunek marki restauracji i umilić pobyt klientowi, z drugiej zaś strony będzie maskował zapachy niepożądane, które często nie są zbyt przyjemne. Zapach zwiększa komfort psychofizyczny zarówno pracowników jak i gości restauracji. Okazuje się, że umiejętnie dobrana mieszanka zapachowa może zniwelować stres oczekujących na zamówienie, zrelaksować ich i choć na moment pozwolić gościom zapomnieć o problemach związanych z codziennością.

Zapachy to kluczowy czynnik, który wpływa na ocenę wrażeń wyniesionych z danego miejsca. Aromat przywołuje przyjemne wspomnienia, kreuje miłe wyobrażenia. To dlatego klienci chętniej odwiedzają lokal, z którym kojarzą przyjemne doznania postrzegane za pomocą węchu.  Badania amerykańskiego Instytutu Zmysłu Węchu (Sense of Smell Institute) pokazują, że ludzie lepiej zapamiętują zapach niż obraz. Według przeprowadzonych badań, po roku aromat pamiętało 65 proc. badanych, podczas gdy zdjęcie zapomniane zostało przez 50 proc. ankietowanych zaledwie po sześciu miesiącach. Wybór zapachu zależy od efektu, jaki chce się osiągnąć – istnieje bowiem kilka typów aromatów. Do najpopularniejszych w gastronomii, należą zapachy wspierające sprzedaż, harmonizujące, przedłużające pobyt w lokalu oraz poprawiające samopoczucie gości i pracowników. Oczywiście wszelkie aromaty muszą być rozpylane w umiarkowanym stężeniu i w profesjonalny oraz przemyślany sposób.

Trudno jest się oprzeć zapachowi smacznego jedzenia, zwłaszcza kiedy jest się głodnym. To ten sam mechanizm, który powoduje ze głodny w sklepie wydaje więcej. Wracając jednak do restauracji… Dobra kuchnia to taka, z której zapachy przedostają się na salę, ale tylko te „pozytywne”. Zdecydowanie nie powinien być to zapach przypalonego oleju, bądź niekorzystnie pachnących półproduktów. Dlatego też przed zastosowaniem aromamarketingu ważną kwestią jest, aby zadbać o odpowiednią wentylację i umiejscowienie kuchni.

Czym powinna zatem pachnieć restauracja?

Pieczonym na miejscu chlebem, focaccią z rozmarynem dopiero wyjętą z pieca, świeżo zmieloną kawą, soczystym arbuzem z miętą, robioną na miejscu lemoniadą. Tego typu zapachy sygnalizują gościom, że posiłki są świeże, naturalne i bliskie zmysłom, a co za tym idzie – smaczne. Jeśli w restauracji piecze się własne pieczywo, trzeba dać gościom to poczuć. Najważniejszą kwestią jest bazowanie na naturalnych zapachach – w sali dla gości, aromamarketing powinien być jedynie wzmocnieniem aromatów serwowanego jedzenia. Dlatego też, decydując się na działania zapachowe, należy skorzystać z usług profesjonalistów.

Te restauracje które z jakiegoś powodu nie mogą się pochwalić zapachem jedzenia, który wydobywa się z kuchni, mogą postawić na urządzenia zapachowe wykorzystujące technologie zimnej dyfuzji, które równomiernie i delikatnie rozprzestrzeniają zapachy. Do najczęściej wybieranych zapachów należą tu: aromat świeżego słodkiego pieczywa, szarlotki, kawy z przyprawami, a w okresie świąt pierników, cynamonu i imbiru. Dlaczego prym wiodą zapachy słodkie? Ponieważ słodki zapach jeszcze bardziej pobudza uczucie głodu i nastraja pozytywnie zarówno do menu jak i samego lokalu oraz personelu.

Zapach kwiatów

Z jedzeniem pięknie komponują się kwiaty, zwłaszcza lilie, oczywiście pod warunkiem, że są świeże. Trzeba jednak pamiętać, że innego zapachu spodziewają się goście we francuskiej kawiarence, innego w irlandzkim whisky barze, jeszcze innego tam, gdzie podaje się argentyńskie steki. Kwiaty owszem, są dość uniwersalne, ale na pewno ich zapach nie sprawdzi się w każdym rodzaju lokalu czy też w danym pomieszczeniu.

Pomieszczenia

Zdecydowanie polecamy stosowanie profesjonalnych urządzeń do aromatyzowania oraz neutralizacji zapachów z podziałem na charakter danego pomieszczenia.

W sali restauracyjnej gdzie goście spożywają posiłki, powinniśmy kusić zapachem i zachęcać do delektowania się przygotowanymi dla gości potrawami, a po nich wprowadzać ich w stan relaksu i odprężenia. W tym pomieszczeniu sprawdzą się zatem delikatnie wyważone i nie dominujące nad aromatem potraw zapachy: czekolady, kakao, bazylii czy też landrynek.

Hol restauracyjny – to miejsce gdzie goście odnoszą swoje pierwsze wrażenia na temat lokalu. Zadbajmy zatem o odpowiedni klimat, przedsmak tego, czego można spodziewać się we wnętrzu i zastosujmy np. zapach ciasta jabłkowego lub migdałowego.

Toalety to niezwykle ważna wizytówka każdego lokalu. Przede wszystkim zadbajmy o ich czystość i dołóżmy do tego przyjemny zapach, np. świeżych kwiatów lub morskiej bryzy. Warto pokusić się także o neutralizatory nieprzyjemnych zapachów.

Dobrze wykreowana marka zapachowa restauracji pozwoli klientom kojarzyć lokal, jako miejsce szczególnych doznań dla ciała i ducha. Warto zatem zainwestować w jej profesjonalne stworzenie, aby później czerpać korzyści związane wizerunku lokalu i jego obrotów.
Autor: Aleksandra Potrykus-Wincza, Country Manager Mood Poland & Baltics

Sektor usług prawniczych a rynek nieruchomości komercyjnych w Warszawie

Rynek usług prawniczych w Polsce jest w fazie aktywnego rozwoju, a Warszawa jest najbardziej rozwiniętym rynkiem w kraju z największą liczbą prawników. Najnowszy raport CBRE „Legal Sector in Warsaw” (Sektor Usług Prawniczych w Warszawie) prezentuje kondycję sektora oraz analizuje czynniki, które mają wpływ na jego rozwój, a co za tym idzie – rynek nieruchomości komercyjnych w Warszawie.

Mikołaj Sznajder, Senior Associate Director, Dział Office, CBRE_media
Mikołaj Sznajder, Starszy Zastępca Dyrektora, Dział Wynajmu Powierzchni Biurowych, CBRE

„Ocenia się, iż globalnie nieustannie wzrasta zapotrzebowanie na usługi prawne, jak dotąd w wielu krajach cały sektor nie powrócił do poziomu sprzed recesji. Wpływ kryzysu ekonomicznego skłonił rynek usług prawnych do znacznego przeobrażenia, a zwłaszcza do zmiany struktury modelu biznesowego, czego skutkiem jest przenoszenie usług do lokalizacji bardziej atrakcyjnych kosztowo. Natomiast sytuacja branży prawnej w Polsce jest odwrotna niż ta, która jest na świecie. Warunki panujące na warszawskim rynku usług prawniczych są zdecydowanie korzystniejsze od sytuacji rynku prawnego w takich krajach jak Stany Zjednoczone czy Wielka Brytania. Warszawa ze względu na atrakcyjne warunki finansowe, duży zasób nowoczesnej powierzchni oraz świetnie wykształconych prawników, od kilku lat jest wybierana przez firmy prawnicze na lokalizację swojego biznesu. Aktywność najemców z tego sektora nie słabnie i nie spodziewam się, żeby w najbliższych kwartałach miało to ulec zmianie.” komentuje Mikołaj Sznajder, Starszy Zastępca Dyrektora, Dział Wynajmu Powierzchni Biurowych, CBRE

Ze względu na spadającą rentowność sektora w skali globalnej, międzynarodowe korporacje obniżają koszty działalności poprzez redukcję wynajmowanej powierzchni biurowej, bądź tzw. ‘off-shoring’, czyli przeniesienie swoich centrów usług wspólnych do lokalizacji o niższych kosztach utrzymania – głównym beneficjentem tego trendu w regionie CEE jest Polska. W Warszawie 75 największych kancelarii prawnych zajmuje obecnie ponad 105.000 mkw. powierzchni biurowej.

„Warszawa to globalnie rozpoznawalna i wiodąca lokalizacją dla sektora BPO/SSC w regionie Centralnej i Wschodniej Europy. Polską specjalnością jest obsługa firm w zakresie usług finansowych i księgowych oraz outsourcing IT. Outsourcingowy trend zyskuje na popularności również w sektorze prawnym. Przykładami międzynarodowych firm prawniczych, które zdecydowały się na ulokowanie swoich centrów usług wspólnych w Warszawie są m.in. DLA Piper, Linklaters oraz Dentons. W Warszawie międzynarodowe korporacje zwykle lokują swoje biura w najbardziej prestiżowych budynkach biurowych takich jak Rondo 1, Warsaw Financial Center oraz Q22 lub w reprezentatywnych kamienicach takich jak Jasna 26, Plac Małachowskiego czy Le Palais.” dodaje Piotr Pikiewicz, Starszy Konsultant, Dział Badań Rynku i Doradztwa, CBRE

Większość dużych firm prawniczych ceni sobie lokalizacje w centrum miast, aby być jak najbliżej swoich klientów. Wzrastająca konkurencja na rynku prawnym skutkuje dużym naciskiem na konkurencyjność cenową, dlatego też niezbędne jest przyjęcie rozsądnej polityki kosztowej. Wprowadzenie nowego środowiska pracy jest nie tylko sposobem na redukcję wynajmowanej powierzchni biurowej, ale również okazją do poprawy współpracy z klientami oraz współpracownikami, przyciągnięcia najlepszych absolwentów, a także zwiększenia elastyczności i wydajności pracowników.

Komentarz walutowy 12.04.2017

Inflacja w Polsce spadła z 2,2% do 2%. Chiny wspierają USA w wywieraniu presji na Koreę Północną. Kolejne wersje projektów pomocowych dla frankowiczów.

Inflacja w Polsce znów spada

Inflacja w Polsce znów spowalnia. Wczoraj poznaliśmy poziom wzrostu cen i zgodnie z oczekiwaniami spadł on z 2,2% do 2%. Co więcej w ujęciu miesięcznym zanotowaliśmy wręcz spadek. Dane te nie zaskoczyły analityków, którzy spodziewali się dokładnie takiego odczytu. Nie było zatem większych zmian na walutach. Spadająca inflacja ma jeszcze jedną konsekwencję. Wolniej rosnąca inflacja odkłada w czasie wzrost stóp procentowych w Polsce. Jest to sygnał, który w dłuższym terminie powinien powodować delikatne osłabienie złotego.

Ryzyka polityczne w Azji

Zawirowania polityczne w Azji w tym deklaracja ataku Korei Północnej na USA powodują wzrost napięcia na rynkach. Widać to chociażby po uniwersalnej lokacie na ciężkie czasy czyli złocie. Nie wiadomo dlaczego inwestorzy w takich momentach kupują ten kruszec. Wiadomo natomiast, że skoro robi to odpowiednio dużo osób na raz to reguła się sprawdza. Nie inaczej było teraz złoto podrożało po groźbie ataku o 1,5%. Teoretycznie państwa te są nawet w trakcie wojny i to już niemal 77 lat. Oliwy do ognia dolewa fakt, że USA rozpoczęło ścisłą współpracę z Chinami w ramach rozwiązania problemu Korei. Stawką jest nowa umowa handlowa pomiędzy mocarstwami. Co na to waluty? Jak niepewność rośnie to tracą waluty bardziej ryzykowne. W rezultacie złoty w ostatnich dniach stracił kilka groszy wobec głównych walut.

Projekty pomocy frankowiczom

Wczoraj odbyło się spotkanie jednej z organizacji wspierających interesy kredytobiorców frankowych z sekretarzem stanu w Kancelarii Prezydenta. Z ważnych ustaleń warto zwrócić uwagę na zgodę co do zmiany, która spowoduje, że skorzystanie z projektu prezydenckiego nie będzie unieważniać roszczeń sądowych. Dla przypomnienia jest to projekt nakazujący zwrot nadmiarowo pobranych spreadów przez banki, ale tylko do wprowadzenia ustawy antyspreadowej. Po tym czasie kredytobiorcy mieli już możliwość samodzielnego zakupu waluty chociażby w kantorach internetowych w związku z czym wyrównanie nie przysługuje.

Dzisiaj w ramach danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:00 – Polska – wskaźnik inflacji bazowej,
16:00 – Kanda – decyzja Banku Kanady w sprawie stóp procentowych

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Gazoport, korytarz norweski oraz własne wydobycie uwolnią nas od rosyjskiego gazu

W Europie trwa batalia o głównego dystrybutora gazu. Gaz jest surowcem, który wymaga bardzo rozbudowanej i rozwijanej latami infrastruktury. Niemcy bardzo mocno współpracują od lat w przestrzeni energetycznej i gazowej z Federacją Rosyjską i Gazpromem. Widać, że relacje te odbywają się kosztem solidarności europejskiej.

Większość państw Europy Środkowej i Wschodniej – mających doświadczenie z Federacją Rosyjską, która wykorzystuje surowce energetyczne do osiągania politycznych celów – wie, że rozwiązanie to nie jest dobre – również biznesowo. Niemcy na forum Unii Europejskiej prowadzą walkę o dotarcie kolejnych nitek Nordstream 2 do ich przyłączy. W ten sposób dodatkowe 55 miliardów metrów sześciennych gazu będzie mogło trafiać z terenów Federacji Rosyjskiej do naszego zachodniego sąsiada. Niemcy walczą o bycie hubem, punktem przeładunkowym i przepompownią gazu dla całej Europy. W Europie za kilka lub kilkanaście lat będzie dużo więcej gazu dlatego, że kraje Europy Środkowej i Wschodniej – i nie tylko – mają kilka wyjść z tego niebezpiecznego układu.

– Pierwszym rozwiązaniem jest otwarcie na morze, czyli budowa gazoportów – powiedział agencji eNewroom.pl Marcin Roszkowski, prezes zarządu Instytutu Jagiellońskiego – W zeszłym roku został otwarty gazoport w Świnoujściu, którego moc przeładunkowa będzie zwiększana. Polski rząd i spółki energetyczne przesyłowe planują budowę korytarza norweskiego – połączenie z Norwegią umożliwiające nam dywersyfikację źródeł gazu oraz pełną niezależność. W Polsce zużywamy ok. 15,5-16 miliardów metrów sześciennych gazu, co oznacza możliwość – po otwarciu gazoportu na ok. 7 miliardów metrów sześciennych gazu, korytarza norweskiego i przy własnym wydobyciu PGNiG-u – uniezależnić się od źródeł gazowych z terenu Federacji Rosyjskiej. Będziemy w stanie nawet reeksportować gaz przez tzw. rewersy. Umożliwi to reeksport gazu na południe i dostarczenie surowca z innych kierunków. Ze względu na kwestie techniczne i wydobycie, cena gazu jest bardzo mocno skorelowana z ceną ropy naftowej – dodatkowo gaz jest istotnie związany z kursem dolara. Obecnie obserwujemy dużą tendencję spadkową cen gazu i ropy. Mamy przestrzeń do większej dostępności surowca. Podaż się zwiększa – otwierają się źródła w Ameryce Północnej oraz na Bliskim Wschodzie. Głównie jest to gaz LNG, który możemy odbierać w gazoporcie – ocenił Roszkowski.

Aktualna analiza techniczna rynków finansowych 12.04.2017

OPEC dokonał tego, co zdawało się niemożliwe. 11 państw należących do kartelu wykonało plan cięcia produkcji. Powyższa informacja została podana przez Reutersa i pozytywnie odbiła się na notowaniach ropy naftowej. Niemniej jednak na tym nie koniec, Arabia Saudyjska w czerwcu ma zamiar przedłużyć porozumienie o kolejne 6 miesięcy.

Po ostatnich wiadomościach notowania ropy naftowej WTI pokonały strefę oporu 50.40-51.50. Wszystko wskazuje, że kupujący zmierzają w stronę ostatnich szczytów w okolicy 54 USD za baryłkę, ale czy uda im się je pokonać? Z jednej strony mamy postanowienie o cięciu produkcji, które zostało wykonane, ale…

Musimy pamiętać, że rośnie podaż ropy z amerykańskich oraz kanadyjskich łupków. Ponadto Amerykański Departament Energii podał, że w minionym tygodniu zapasy ropy USA po raz kolejny zawrturowały na nowe poziomy wynoszące 535,5 mln baryłek.

Notowania WTI, wykres dzienny

Notowania WTI, wykres dzienny

Źródło: Admiral Markets

Zwiększoną podaż ropy naftowej widzimy także ze strony innych państw jak Brazylia czy Chiny. Dzienny wydobycie ropy naftowej w Brazylii sięgnęło 2.676 miliona baryłek, jest to wzrost o 9.2 proc. R/R.

Produkcja ropy naftowej w Brazylii

Produkcja ropy naftowej w Brazylii

Źródło: Bloomberg

Czy zatem możemy liczyć na dalsze wzrosty? Tak, ale szału nie będzie. Po dojściu w okolicę 54 USD za baryłkę możemy wpaść w konsolidację.

Kolejnym ciekawym instrumentem jest para walutowa AUD/JPY. W ostatnim czasie doszło do mocnej wyprzedaży dolara australijskiego na rzecz jena japońskiego. Celem sprzedających może być strefa wsparcia 79.20-80.55.

Notowania AUD/JPY, interwał tygodniowy

Notowania AUD/JPY, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Powrót do wzrostów może być utrudniony z kilku powodów. Po pierwsze, wzrost awersji do ryzyka za każdym razem umacnia japońską walutę. Tym razem było tak samo. Wybory we Francji, zbombardowanie Syrii, Chiny oraz Korea Północna – tutaj należy dopatrywać się największego ryzyka ciążącego na rynku. Drugim powodem do spadku pary walutowej AUD/JPY jest wyprzedaż rudy żelaza, która została zapoczątkowana przez publikację rekordowych zapasów tegoż surowca w Chinach.

Reasumując, sytuacja może rozwinąć się w dwóch kierunkach. Wcześniej wspomniane wsparcie zostanie obronione i możemy zobaczyć powrót kursu w okolicę poziomu 88. Aby do tego doszło sytuacja na rynku musi się uspokoić, a ruda żelaza powinna zmienić kierunek ruchu. Drugim scenariuszem, bardziej pesymistycznym, jest wzrost awersji do ryzyka spychający indeksy na coraz niższe poziomy pociągając za sobą AUD/JPY w okolicę poziomu 75.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Cztery oznaki strachu na rynkach

  • Złoto drożeje
  • Jen spada
  • Indeks VIX już na poziomie 15 punktów
  • Rynki zniżkują

Analitycy i komentatorzy wahają się wypowiedzieć te słowa, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi świadczą o tym, iż rynki przejawiają objawy strachu.

Jen spada

Kurs dolara

Złoto drożeje

Pierwszym znakiem jest cena złota z uncję na poziomie 1270 USD. Jest to najwyższy pułap notowań od czasu listopadowych wyborów prezydenckich w USA. Drugim znakiem jest walczący jen. Waluta postrzegana jako bezpieczna przystań dla inwestorów osiągnęła krytyczny poziom 110 za dolara. Trzeci znak dostarcza indeks VIX, który od początku tygodnia utrzymuje się na pułapie 15 punktów i także osiągnął najwyższy poziom od czasu wyborów prezydenckich. Czwartym znakiem są zniżkujące indeksy. Niemiecki DAX spadł wczoraj o 1%, przed zamknięciem sesji we Frankfurcie doszło jednak do korekty i niemiecki indeks zakończył wczorajszy dzień z półprocentową stratą. Dziś natomiast Nikkei 225 zniżkuje o 1%.

Od czasu amerykańskiego ataku na Syrię cena ropy rośnie. Na taki stan rzeczy znaczący wpływ może mieć też ograniczenie wydobycia. Napięta sytuacja na Bliskim Wschodzie zmusza inwestorów do przejścia na stronę kupujących.

Kurs rubla i dolaraDziś w Moskwie z wizytą przebywa sekretarz stanu USA Rex Tillerson. Tradycyjnie pierwsze wizyty sekretarza stanu w USA zakładają spotkanie z głową Państwa. Nie do końca jest pewne czy dojdzie do spotkania z Władimirem Putinem. Jeśli tak się nie stanie, to może to oznaczać koniec romansu Trump-Putin. Jak na ten moment rosyjski rubel przybrał relatywnie silną pozycję, albowiem analitycy przewidują poluzowanie sankcji nałożonych na Kreml, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami administracji Trumpa. Jeśli jednak nastąpi zwrot w polityce, para walutowa USD/RUB może charakteryzować się wysoką zmiennością w ciągu następnych dni.

W tym tygodniu rynek będzie stał znowu pod znakiem Trumpa. Prezydent udzieli wywiadu swojej ulubionej stacji telewizyjnej, czyli FOX News. Spodziewane są wypowiedzi na temat reformy systemu opieki zdrowotnej oraz przyszłych podatków. Na pewno prezydent wspomni o sytuacji na Bliskim Wschodzie i półwyspie koreańskim.

Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Służebność osobista od A do Z

Małgorzata Rosińska, prawnik Funduszu Hipotecznego DOM
Małgorzata Rosińska, prawnik Funduszu Hipotecznego DOM

Gdy mowa o rencie dożywotniej, wypłacanej seniorowi w zamian za przekazanie prawa własności do nieruchomości, mowa również o służebności osobistej, która gwarantuje, że senior będzie mógł zamieszkiwać w swoim domu, aż do śmierci. Czym jest służebność osobista? W jaki sposób można ją ustanowić? Jak jest opodatkowana i czy można się jej zrzec? Na pytania odpowiada Małgorzata Rosińska, Kierownik Działu Prawnego Funduszu Hipotecznego DOM.

Co to jest służebność osobista mieszkania?

Służebność osobista to jedno z ograniczonych praw rzeczowych, wymienione enumeratywnie w Kodeksie cywilnym. Z reguły jej treść sprowadza się do zagwarantowania uprawnionemu dożywotniego korzystania z mieszkania lub domu. Cechą charakterystyczną służebności jest jej indywidualny charakter – ustanawiana jest na rzecz konkretnej osoby fizycznej i wygasa najpóźniej z chwilą jej śmierci. Przedmiotem służebności może być wyłącznie nieruchomość. Bezwzględny charakter służebności osobistej powoduje, że jest ona skuteczna względem każdoczesnego właściciela nieruchomości obciążonej, jak również względem wszystkich innych podmiotów, którym nie przysługuje prawo do korzystania z nieruchomości obciążonej skuteczne względem uprawnionego z tytułu tej służebności.

W jaki sposób mogę ustanowić służebność osobistą?

Służebność osobista mieszkania powstaje z reguły w drodze umowy zawartej między właścicielem nieruchomości a osobą, na rzecz której prawo to ma zostać ustanowione.

Jak opodatkowana jest służebność osobista?

Służebność osobista może mieć charakter nieodpłatny lub odpłatny. Ta pierwsza podlega opodatkowaniu podatkiem od spadków i darowizn, według stawek i zasad wskazanych w tej ustawie. Co istotne roczną wartość służebności ustala się jako 4 proc. wartości całej obciążonej nieruchomości. Jeżeli służebność została ustanowiona na czas nieokreślony lub na czas życia uprawnionego, wówczas roczną wartość należy pomnożyć przez 10. Jeżeli prawo to zostanie ustanowione na krótszy okres czasu – wartość służebności mnożymy przez odpowiednią liczbę lat lub ich części.

Odpłatna służebność osobista mieszkania podlega opodatkowaniu podatkiem od czynności cywilnoprawnych. W tym przypadku podstawę opodatkowania stanowi wartość świadczeń osoby, na rzecz której ustanowiono służebność, za okres, na jaki prawa te zostały ustanowione. Z zastrzeżeniami przewidzianymi w tej ustawie, stawka podatku wynosi 1 proc.

Czy można się zrzec służebności osobistej?

Uprawniony z tytułu służebności osobistej mieszkania w każdej chwili może ze swego prawa zrezygnować. Wystarczy, że złoży stosowne oświadczenie. Należy jednak pamiętać, że jeżeli prawo było ujawnione w księdze wieczystej, do jego wygaśnięcia potrzebne jest wykreślenie prawa z księgi wieczystej.

Kiedy ustanawia się służebność osobistą?

Z reguły służebność osobista mieszkania ustanawiana jest w ramach umowy o dożywocie lub renty odpłatnej stanowiąc bardzo ważny element tej umowy.

Kurs dolara do złotego z szansami na znaczne wzrosty

Po analizie kursu USDPLN można dojść do wniosku, iż końcem marca br. doszło do zmiany trendu w średnim terminie. Linia trendowa wyrysowana po dołkach z maja 2015, marca, sierpnia i września 2016, wyznaczyła na bardzo szerokim interwale tygodniowym, bardzo istotne wsparcie, które zostało przez cenę po raz kolejny zarespektowane. Silne uderzenie popytu, a następnie wybicie górą poziomu 3,9760 dało sygnał, iż mamy do czynienia z zakończeniem korekty ABC mierzonej od 12 grudnia 2016 roku i rozpoczęciem impulsu wzrostowego.

Analizując wydarzenia makroekonomiczne oraz sytuację polityczną mającą wpływ na kurs dolara należy przyjąć, iż nie jesteśmy w stanie przewidzieć jaki skutek przyniesie zaangażowanie się USA w konflikt w Syrii i Korei. Sytuacja jest bardzo dynamiczna i obecnie można budować wiele modeli obrazujących opcjonalne scenariusze polityczne. Jest to jednak bardziej wróżenie niż rzeczowa analiza. Wzięliśmy jednak pod uwagę politykę monetarną prowadzoną przez banki centralne i te dane i prognozy, na których bazują ekonomiści.

Marcowa publikacja minutek z posiedzenia FED wskazała na kilka ważnych kwestii związanych z bilansem i jego redukcją. Większość członków FED uznało, że uzasadnionym będzie obniżenie poziomu bilansu poprzez zaprzestanie reinwestowania środków zapadłych aktywów np. obligacji skarbowych. Ponadto FED obawia się, by inflacja nie przekroczyła założonego celu przy gospodarce w stanie prawie pełnego zatrudnienia. Zauważono także, iż ceny akcji na giełdzie stoją wysoko, co może potwierdzać poglądy FED-u o prowadzeniu polityki zacieśniania monetarnego poprzez podnoszenie stóp procentowych oraz kurczenia bilansu.

Zgoła odmienne zdanie na temat polityki monetarnej ma Rada Polityki Pieniężnej, która nie tylko pozostawiła stopy procentowe bez zmian, ale także wg komunikatu Prezesa Adama Glapińskiego nie widzi przesłanek do podnoszenia stóp procentowych w 2017 i 2018 roku.

Takie zróżnicowane podejście banków centralnych do realnej stopy procentowej będzie prowadzić do dywergencji w polityce monetarnej w USA i Polsce, co wpłynie korzystnie na dolara. Stopa procentowa w USA będzie coraz wyższa, co będzie przyciągać kapitał z całego świata kosztem gospodarek krajów rozwijających się.

Mając na uwadze rozbieżność polityki monetarnej przy wyłączeniu ryzyk politycznych oraz mając na uwadze, jaki wpływ mogą mieć reformy Prezydenta Trumpa (reforma służby zdrowia i podatków) dochodzimy do wniosku, iż w najbliższych miesiącach kurs USDPLN powinien oscylować dużo powyżej 4 złotych, a każde zejście w rejony tego poziomu, to będzie dobra okazja do kupna dolara.

Patrząc z technicznego punktu widzenia, na szerokim interwale tygodniowym możemy uznać, że zakończyliśmy korektę ABC i rozpoczęliśmy impuls wzrostowy. Jego rozmiar oraz kształt jest trudny do określenia w tym momencie, zakładamy jednak, że będzie do wzrostowa piątka. Idealną formacją potwierdzającą zmianę trendu byłby odwrócony RGR, jednak obecnie jest jeszcze za wcześnie by przesądzać, czy będziemy mogli ja zaksięgować. Zasięg fali 1 może być bardzo duży, gdyż oporem dla niej jest dopiero poziom szczytu z 27 lutego br. przy 4,10. W momencie jego zaksięgowania powinno dojść do głębszej korekty minimum do 3,97, po czym powinien nastąpić kolejny mocniejszy impuls wzrostowy. Zasięg całego dużego impulsu 5-cio falowego powinien wybić szczyty z grudnia 2016 roku. Siła tego impulsu jest zależna od ilości i wielkości podnoszonych stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych oraz ogólnego sentymentu do walut rynków wschodzących. Zanegowaniem całego wariantu pro wzrostowego będzie zejście ceny poniżej dołka z końca marca przy 3,89.

Kurs dolara do złotego wykres

Bardzo interesująco wygląda sytuacja na niższym interwale H4. Dolar się umacnia sukcesywnie od 2 tygodni z przerwą na minimalną korektę. Reakcja popytu, jego siła przy stosunkowo niskiej płynności może wskazywać, że fala 1 impulsu wzrostowego może mieć charakter trójfalowy z zasięgiem przy 4,02 lub 4,07. Opór przy 4,02 ma jednakże mniejsze znaczenie, gdyż przy 4,07 mamy głębokie zniesienie 88,6%, FIBO, a ponadto wewnętrzne mierzenie 100%, które powinno wypełnić zasięg tego impulsu. Niewykluczone jednak, że w przypadku wybicia oporu przy 4,02 struktura fali 1 przybierze strukturę pięciofalową, a poziom 4,02 będzie oporem dla podfali fali 4 w fali 1.

Kurs dolara do złotego wykres

Dodatkowe potwierdzenie impulsu wzrostowego na interwale H4 wskazuje nam wskaźnik Ischimoku, gdzie linia Tenkan-sen przecina Kijun-sen nad chmurą, a Chioku-span znajduje się wyraźnie nad ceną, co jest uważane za silny sygnał kupna. Na interwale tygodniowym świeca po raz kolejny zatrzymała się cieniem na chmurze, natomiast korpus zamknął się wyraźnie powyżej, po czym nastąpiło odbicie, co świadczy o sile popytu i powrocie do wzrostów. Wygenerowanie się silnego sygnału kupna na interwale tygodniowym powinno nastąpić w momencie zakończenia się korekty po fali 1. Należy pamiętać z teorii fal Eliota, iż idealnym miejscem do zakupu jest zakończenie się fali 2 (korekty) i rozpoczęcie najdłuższej fali 3 w przypadku struktury pięciofalowej. Idealną sytuacją by było, gdyby rozpoczęcie fali 3 potwierdzone było przez wskaźnik Ichimoku.

Komentarz walutowy nie jest rekomendacją w rozumieniu Rozporządzenia MF z 19 października 2005 roku. Został sporządzony w celach informacyjnych i nie powinien stanowić podstawy do podejmowania decyzji inwestycyjnych. Goldem Sp. z o.o., właściciel marki ergokantor.pl i autor komentarza nie ponoszą odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie informacji zawartych w niniejszym komentarzu.

źródło: opracowanie własne ergokantor.pl

Podwyższone ryzyko polityczne w Syrii i Korei Północnej głównym tematem rynków finansowych

Ryzyka geopolityczne pozostają głównym tematem dla rynków finansowych, nawet jeśli ostatnie kilkanaście godzin nie przyniosło przełomowych informacji świadczących, że sytuacja w Syrii lub Korei Północnej przybliża się do momentu wrzenia. Złoto, obligacje i jen japoński napędzają się wzajemnie; do układanki nie pasuje spokojny rynek akcji. Ogólnie jednak mamy risk-off, z którym trudno dyskutować.

Podwyższone ryzyka polityczne z dwóch (Syria, Korea Północna), jeśli nie z trzech (Francja) źródeł utrzymują inwestorów w napięciu. Do rozważenia jest, na ile brak nowych, przełomowych informacji łagodzi obawy, że świat nie zmierza w złym kierunku, czy jednak podnosi nerwowość według podstawowej zasady horrorów – widz najbardziej boi się tego, czego nie widzi. Bez wątpienia w ostatnich dniach rynek stracił zapał do kontynuowania rajdu ryzyka i przy braku świeżych punktów zaczepienia optymizmu zaczyna tracić pewność siebie. Byle pretekst wystarczy, by go wystraszyć.

USD/JPY z łatwością złamał 110, pierwszy raz od listopada. Spośród walut defensywnych jen pozostał jedyną rozsądną opcją, co nasila skale umocnienia. Zamieszanie USA w konflikty w Syrii i Korei Północnej wyklucza USD; CHF jest wyłączony przez aktywność SNB; EUR jest obciążone wyborami we Francji, gdzie wzrost poparcia w sondażach dla Melenchona podnosi obawy o finałowe rozstrzygniecie w wyborach między skrajną lewica i skrajną prawicą.

EUR/JPY pozostaje najlepszym wehikułem na obecne czasy, ale też klasyczne odzwierciedlenie ucieczki do bezpiecznych przystani widać na rynku długu (rentowności 10-letnich obligacji skarbowych USA zanurkowały do 2,28 proc.) i złocie (1280 USD/oz, najwyżej od listopada). Co nie pasuje do układanki to stabilność Wall Street, mimo że indeks zmienności VIX skoczył wczoraj o 17 proc. do najwyższego poziomu od czasu wyborów prezydenckich w USA. Nie widać też, aby awersja do ryzyka uderzała w waluty surowcowe (co może częściowo wynikać z „ochrony” w postaci rosnących cen ropy naftowej), a zmiany walut rynków wschodzących są umiarkowane. To przemawia za nieuleganiem jeszcze szerszej panice, ale jeśli sentyment prędko się nie poprawi, bardziej obawiałbym się, że spirala ucieczki do ryzyka rozleje się na więcej klas aktywów.

W dzisiejszym kalendarzu, w danych z rynku pracy z Wielkiej Brytanii główna uwaga skupi się na dynamice wynagrodzeń, gdyż zahamowanie wzrostu będzie źle rokować dla presji inflacyjnej w przyszłości i może wymazać siłę funta z ostatnich godzin. Po południu Bank Kanady powinien utrzymać główną stopę procentową na 0,5 proc., jednak w komunikacie i prognozach występuje asymetryczny rozkład ryzyk na rzecz bardziej optymistycznej oceny perspektyw gospodarczych. Jakkolwiek wątpimy w wyraźnie jastrzębi zwrot BoC, tak rynek może zostać zaskoczony nawet niewielkim wyprowadzeniem wydźwięku decyzji z ostrożnego wait-and-see w kierunku neutralnego przy podwyższeniu prognoz PKB. W takim wypadku CAD może dalej zyskiwać na crossach względem EUR i pozostałych walut surowcowych, o ile negatywny sentyment rynkowy nie zdominuje handlu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Geopolityka (póki co) bez wpływu na kurs złotego

Złoty lekko zyskuje po dwóch dniach przeceny. Póki co wzrost napięcia geopolitycznego na linii USA – Korea Północna nie wpływa na jego notowania. Gdyby było inaczej za główne waluty trzeba by zapłacić 5-7 gr drożej.

Dzisiejszy poranek upływa pod znakiem spokojnego handlu na krajowym rynku walutowym. O godzinie 09:25 za euro trzeba było zapłacić 4,2480 zł, dolar kosztował 3,9995 zł, szwajcarski frank 3,9730 zł, a brytyjski funt 4,9980 zł. Tym samym waluty te nieco tanieją, po tym jak w poniedziałek i we wtorek zauważalnie podrożały.

Specyfika przedświątecznego tygodnia sugeruje, że ten poranny spokój może przybrać całodziennych charakter, o ile tylko złotemu nie zacznie mocniej szkodzić wzrost napięcia geopolitycznego na świecie i związany z tym wzrost awersji do ryzyka. Bo póki co, nie znalazło to, ani odzwierciedlenia w notowaniach złotego, ani też innych walut krajów zaliczanych do rynków wschodzących. Wprawdzie złoty wczoraj i w poniedziałek tracił na wartości, ale była to przede wszystkim realizacja zysków z poprzednich miesięcy i efekt zmian na rynku EUR/USD.

Aktualnie głównym tematem na rynkach finansowych jest geopolityka. Zwłaszcza mocno zarysował się on wczoraj wieczorem. Miało to miejsce po tym, jak prezydent USA Donald Trump napisał na twitterze, że „Korea Północna szuka kłopotów”, dodając jednocześnie, że USA rozwiążą problem Korei z pomocą Chin lub też bez nich. W to wpisały się wcześniejsze informacje o wysłaniu w rejon Półwyspu Koreańskiego amerykańskiej floty, piątkowy atak USA na bazę lotniczą w Syrii, czy ostatnie pogorszenie relacji USA z Rosją oraz z Chinami.

Wzrost napięcia geopolitycznego wywołał wczoraj w godzinach popołudniowych silny skok cen złota, a także umocnienie japońskiego jena (uważany on jest za bezpieczną inwestycję w niepewnych czasach). Ale póki co nie spowodowało to większej ucieczki od ryzyka na pozostałych rynkach i aktywach. Amerykańskie indeksy wybroniły się we wtorek przed mocną przeceną. Dzisiejsze nastroje na azjatyckich giełdach były mieszane. Europejskie giełdy zaś na początku środowego handlu w większości rosną.

Na wzrost ryzyka geopolitycznego nie zareagowały również waluty rynków wschodzących, które w przeszłości były wyprzedawane w podobnych sytuacjach. Doskonale to ilustruje przykład chociażby koreańskiego wona. Wprawdzie od początku kwietnia tracił on m.in. do dolara i euro, ale to była zwykła realizacja zysków po jego dużym umocnieniu trwającym od początku roku. Dziś natomiast won umacnia się pomimo, że utrzymujące się ryzyko geopolityczne sugerowałby jego mocną wyprzedaż.

W tej sytuacji nie zaskakuje, że geopolityka nie odcisnęła silnego piętna na notowaniach złotego, którego osłabienie z początku tygodnia należy wiązać z realizacją zysków. Oczywiście, to w każdej chwili może się zmienić. Historycznie bowiem zawsze wzrost ryzyka geopolitycznego skutkował ucieczką inwestorów w kierunku bezpiecznych aktywów, a więc i przeceną złotego. Gdyby teraz ten wpływ się ujawnił, to należałoby się liczyć z wzrostem kursów głównych walut do złotego o 5-7 gr w krótkim czasie. Dopóki jednak tego wpływu nie ma, swe piętno odcisną zbliżające się Święta Wielkanocne (mniejsze obroty i zmienność), zachowanie EUR/USD i nastroje na rynkach globalnych. A wszystkie te czynniki na chwilę obecną zdają się przemawiać za tym, że w środę złoty może nieco się umocnić. Wyjątkiem może być tylko funt. Nie jest bowiem wykluczone, że publikowane o godzinie 10:30 dane z brytyjskiego rynku pracy zaskoczą in plus, co podniesie kurs GBP/PLN ponownie powyżej 5 zł.

Takim impulsem nie będą natomiast popołudniowe dane o  inflacji bazowej w Polsce. Oczekuje się, że w marcu przyspieszy ona do 0,5 proc. w relacji rocznej. Przyspieszenie to nie wpłynie jednakże na zmianę oczekiwań co do polityki RPP. Wciąż należy zakładać, że do pierwszej podwyżki stóp procentowych w Polsce dojdzie najwcześniej w I kwartale 2018 roku. A prawdopodobnie jeszcze później.

Aktualna sytuacja na wykresach EUR/PLN, USD/PLN, CHF/PLN i GBP/PLN wskazuje, że kursy tych par mogą dalej rosnąć. Jednak specyfika przedświątecznego tygodnia, połączona z dotychczasowym brakiem wpływu geopolityki na notowania sprawia, że na te wzrosty przyjdzie nam pewnie zaczekać do przyszłego tygodnia.

Marcin Kiepas, główny analityk Fundacji FxCuffs

Dziś decyduje Bank Kanady

Wtorek okazał się dniem dającym nieco większe szanse inwestorom niż spokojny poniedziałek. Na kilku parach walutowych doszło do ożywienia. Wyraźne spadki pojawiły się na giełdach-drożała ropa.

Kolejny dzień wzrostów cen ropy związany był tym razem z OPEC. Wedle informacji jakie się wczoraj pojawiały, Arabia Saudyjska jest chętna przedłużyć umowę o ograniczeniu wydobycia tego surowca o kolejne sześć miesięcy. Spotkanie w tej sprawie będzie miało miejsce już w maju. W Polsce tymczasem indeks WIG20 zakończył dzień dynamicznym spadkiem, choć przez cały dzień handel utrzymywany był blisko poziomu otwarcia. Podobnie zachowywał się niemiecki DAX. Ten jednak część spadków odrobił, co może sugerować lepsze otwarcie w Warszawie.

Spośród głównych walut najwięcej wczoraj zyskiwał funt brytyjski oraz jen japoński. Według wczorajszych publikacji produkcja przemysłowa w strefie euro wypadła w lutym nieco gorzej niż się tego spodziewano. Dziś czekają na inwestorów dane z brytyjskiego rynku pracy oraz przede wszystkim posiedzenie Banku Kanady. Według prognoz bank centralny pozostawi główną stopę procentową na niezmienionym poziomie 0.5%. Pół godziny później, o 16:30, opublikowany zostanie raport banku nt. polityki monetarnej.

eurcad12042017r

Dolar kanadyjski w ostatnich dniach jest dość mocny. Rynek EUR/CAD utrzymuje się już tylko na wysokości 1.41 oraz linii wzrostowej na wskaźniku RSI. Jeśli szybko nie nastąpi odbicie w górę, to rynek zejdzie na 1.40, a w perspektywie miesiąca być może jeszcze niżej. Natomiast odbicie w górę mogłoby wyprowadzić euro nawet na 1.45, po uporaniu się z 1.43.

Sylwester Majewski


Sylwester Majewski
www.forex-desk.net

Pozostajesz do dyspozycji pracodawcy w czasie wolnym? Należy ci się dodatkowe wynagrodzenie

Francuzi mają ustawowe prawo do tego, by po godzinach pracy odłączyć się od sieci informatycznej i telefonicznej. Adwokat Patrycja Szałas-Maciąga uważa, że w Polsce na chwilę obecną nie istnieje potrzeba wprowadzania podobnej regulacji. Świadczenie usług w czasie prywatnym zostało już określone jako tzw. nadgodziny.

Zmiany wprowadzone we Francji, związane z możliwością całkowitego odizolowania się od systemu informatycznego i komórkowego, poza godzinami pracy, podyktowane były masowością nadużyć. Z przeprowadzonego tam badania wynikało, że ponad 3/4 osób zatrudnionych na etacie musiało pozostawać do dyspozycji pracodawcy niemal przez całą dobę. Naruszano w ten sposób ich prawa do czasu wolnego i prywatności. W ocenie adwokat z Kancelarii JSLegal, w Polsce podobne zjawisko nie występuje na tak szeroką skalę. Ale jednak, w naszym kraju są zarówno pracodawcy, którzy nie przestrzegają przepisów, jak i nieświadomi swoich praw pracownicy.

– Francja jest nastawiona mocno prosocjalnie wobec zatrudnionych. Ponadto, bardzo dużą rolę odgrywają tam związki zawodowe. U nas nie mają one aż tak dużego znaczenia. W Polsce pracodawca, który zakłóca czas prywatny zatrudnionego, może ponieść odpowiedzialność cywilną za naruszenie jego dóbr osobistych. Co więcej, nierespektowanie prawa do odpoczynku stanowi wykroczenie przeciwko prawom pracownika, zagrożone grzywną do 30 tys. złotych – mówi adwokat Patrycja Szałas-Mąciąga.

Jak wyjaśnia ekspert, naruszanie prawa do wypoczynku pracownika może przejawiać się np. wielokrotnymi, powtarzającymi się w szerszym okresie czasu, niczym nieuzasadnionymi telefonami od pracodawcy, poza godzinami pracy. Pracownik, który zamierza dochodzić swoich praw przed sądem, powinien oczywiście zgromadzić odpowiednie dowody, potwierdzające jego zarzuty. Przykładowo, przy pomocy bilingów może wykazać częstotliwość odbieranych od szefa połączeń, w czasie prywatnym. Wówczas roszczenie pracownika może opiewać na kwoty, odpowiadające przepracowanym nadgodzinom.

– Państwowa Inspekcja Pracy słusznie wskazuje, że wszelkie dodatkowe godziny pracy zobowiązują pracodawcę do wypłaty świadczenia, adekwatnego do ich ilości. Za pozostawanie do dyspozycji szefa i wykonywanie jego poleceń, zatrudnionemu należy się pełna zapłata. Kwota uzyskana za godziny nadliczbowe powinna być dodawana do najbliższego wynagrodzenie zasadniczego. Powyższe wynika z art. 85 kodeksu pracy. Jeżeli pracodawca nie dopełni tego obowiązku, pracownik może skutecznie dochodzić swoich praw przed sądem – tłumaczy adwokat.

Według art. 1511 kodeksu pracy, za pracę w godzinach nadliczbowych, oprócz standardowego wynagrodzenia, przysługuje dodatek w wysokości 100% pensji, jeśli dodatkowe obowiązki pracownik wykonywał w nocy, niedzielę lub święta. Oczywiście dotyczy to dni niepracujących, zgodnie z obowiązującym zatrudnionego rozkładem czasu pracy. To samo obejmuje dzień wolny od pracy, udzielony pracownikowi w zamian za świadczenie usług np. w weekend. Natomiast 50% wynagrodzenia przysługuje za pracę w godzinach nadliczbowych, przypadających w każdym innym dniu, niż wyżej wymienione.

– Art. 1514 ust. 1 kodeksu pracy mówi z kolei o tym, że pracownicy zarządzający w imieniu pracodawcy zakładem pracy i kierownicy wyodrębnionych komórek organizacyjnych wykonują, w razie konieczności, pracę poza normalnymi godzinami pracy bez prawa do wynagrodzenia oraz dodatku z tytułu pracy w godzinach nadliczbowych. Wyjątek od wskazanej reguły przewiduje ust. 2 ww. przepisu. Kierownikom, za pracę w godzinach nadliczbowych w niedzielę i święto, przysługuje prawo do wynagrodzenia oraz dodatku. Oczywiście dotyczy to sytuacji, gdy nie otrzymali oni w zamian innego dnia wolnego od pracy – dodaje Patrycja Szałas-Mąciąga.

Jak potwierdza ekspert, w czasie wolnym od pracy polski pracownik nie musi odbierać telefonów i poczty służbowej. Ale ustawodawca przewiduje w tym zakresie dwa wyjątki. Pierwszy dotyczy odwołania pracownika z urlopu, z uzasadnionych przyczyn. Zgodnie z art. 167 kodeksu pracy, pracodawca ma do tego prawo, gdy obecności zatrudnionego wymagają nagłe i nieprzewidziane okoliczności, np. pilne zlecenie. W związku z tym, w trakcie swojego wypoczynku należy sprawdzać skrzynkę elektroniczną i komórkę. Druga sytuacja, wedle art. 1515 kodeksu pracy, dotyczy ustanowionego dyżuru, podczas którego zatrudniony powinien pozostawać w pełni dyspozycyjny.

– Nie ma reguł odnoszących się do tego, jak często należy sprawdzać telefon i e-maila na urlopie. Warto działać w zgodzie z własnym poczuciem obowiązku i polityką firmy. Natomiast, jeżeli pracownik nie sprawdza komórki i poczty elektronicznej, może stracić pracę. Ma prawo tłumaczyć się w dowolny sposób, np. brakiem zasięgu w miejscu, w którym przebywał. Jednak tylko od pracodawcy zależy, czy dalej będzie go zatrudniał. Jeśli osoba, której odwołano urlop lub przydzielono dyżur, nie podporządkuje się do decyzji pracodawcy, to może zostać zwolniona dyscyplinarnie – podsumowuje adwokat Patrycja Szałas-Mąciąga.

Ceny ropy naftowej ciągle rosną

Amerykańskie rafinerie wracają na rynek, a moment kiedy porozumienie dotyczące cięcia produkcji ze strony OPEC zbliża się do swojego końca. Jednak w ostatnim tygodniu duże znaczenie ma złoże w Libii. – Libia chciała zwiększyć produkcje ropy naftowej, jednak problemy polityczne stoją tu na przeszkodzie – mówił w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak z XTB. W jakich przedziałach cenowych możemy spodziewać się ropy Brent i WTI?

Reklamy marek odzieżowych pod ostrzałem krytyków. Źle dobrane kampanie bardziej szkodzą, niż pomagają

Reklamy marek odzieżowych pod ostrzałem krytyków. Źle dobrane kampanie bardziej szkodzą, niż pomagają 8

W ubiegłym miesiącu głośno było o kilku spektakularnych wpadkach reklamowych największych marek. Jedną z nich była kampania sieci Reserved. Neutralny film, w którym dziewczyna z USA szuka poznanego na koncercie Polaka, sprawił, że w akcję poszukiwawczą zaangażowało się wielu użytkowników mediów społecznościowych. Kiedy okazało się, że to część kampanii Reserved, internauci poczuli się oszukani, a o samej kampanii mówiono raczej neutralnie i negatywnie. Podobny wydźwięk miała wpadka sieci Zara, która zachęcała kobiety do pokochania kształtów, pokazując na zdjęciach bardzo szczupłe modelki.

– W marcu było głośno o akcji reklamowej marki Reserved „Polski chłopak”. Na początku ukazało się wideo z Amerykanką szukającą chłopaka o imieniu Wojtek, proszącą o pomoc w odnalezieniu swojej miłości, którą poznała na koncercie – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Małgorzata Baran, redaktorka portalu PRoto.pl. – Wideo stało się szybko viralem [filmem „wirusowym” przesyłanym dobrowolnie przez internautów  – red.]. Później wyszło, że była to tylko część kampanii marketingowej. Część odbiorców poczuła się oszukana.

W zamieszczonym 17 marca na YouTube filmie młoda, atrakcyjna dziewczyna Dee Dee opowiedziała swoją historię. Będąc na koncercie w okolicach Nowego Orleanu, poznała chłopaka. Przez całą imprezę rozmawiali ze sobą, ale w końcu pogubili się w tłumie. Kobieta nie miała żadnego numeru telefonu, adresu, e-maila, a zapamiętała tylko, że nazywa się Wojtek i pochodzi z Warszawy. Filmik kończył się apelem o pomoc w odnalezieniu chłopaka i prośbą o udostępnianie nagrania.

Na ten apel zareagowało wielu internautów, którzy poczuli się oszukani, gdy dowiedzieli się, że udostępniali reklamę. Przyniosło to odwrotny skutek do zamierzonego. Jak wynika z opracowania Instytutu Monitorowania Mediów, w dyskusji na temat kampanii wśród internautów przeważały komentarze o charakterze neutralnym (ok. 60 proc.), natomiast negatywne stanowiły 38 proc. wszystkich wzmianek.

– W ubiegłym miesiącu Reserved miało jeszcze jeden problem wizerunkowy. Musiało się zmierzyć z zarzutem o plagiat – przypomina Małgorzata Baran. –Polska marka Local Heroes oskarżyła sieciówkę o skopiowanie pomysłu i wprowadzenie do sprzedaży takich samych przypinek. Reserved odniosło się do zarzutu, odpowiadając, że skontaktowało się z projektantkami, zaplanuje z nimi dalsze działania, a potem usunie produkt ze sprzedaży.

Kłopoty wizerunkowe miała w marcu także hiszpańska sieć sklepów Zara w związku z kampanią, która zachęcała kobiety, by pokochały swoje kształty. Problem w tym, że wybrane przez sieć hasło zostało umieszczone na plakacie z wizerunkami kobiet znacznie szczuplejszych niż przeciętne.

– To bardzo oburzyło internautów – ocenia Małgorzata Baran. – Z kolei marka Calvin Klein musiała wycofać jeden z billboardów promujących bieliznę najnowszej kolekcji, bo modelka, mimo że miała ukończone 18 lat, wyglądała zbyt młodo.

Marzec to także miesiąc spektakularnego sukcesu polskiej marki Etui Bags, producenta torebek z naturalnej skóry.

– Podczas obchodów Dnia św. Patryka i w czasie spotkania z prezydentem Francji z torebką tej firmy pokazała się sama Kate Middleton – wyjaśnia Małgorzata Baran. – Od czasu, gdy media obiegły zdjęcia księżnej z tym produktem, firma otrzymuje od klientów bardzo dużo zapytań.

Z powodu wysokiej skuteczności media społecznościowe są coraz chętniej wykorzystywanym narzędziem marketingowym. Według ostatniego badania polskiego internetu prowadzonego cyklicznie przez Gemius/PBI liczba krajowych użytkowników sieci w lutym br. wyniosła 27,5 mln. Facebook ma ponad 22,6 mln użytkowników i 4,5 mln odsłon, a YouTube odpowiednio 19,8 mln oraz 1,2 mln.

Blisko połowa firm daje pracownikom prezenty z okazji świąt wielkanocnych

Blisko połowa firm daje pracownikom prezenty z okazji świąt wielkanocnych 9

Przy rekordowo niskim bezrobociu w firmach rośnie znaczenie działań motywacyjnych. Wcześniej pracodawcy dawali pracownikom prezenty niemal wyłącznie z okazji Bożego Narodzenia. Obecnie prawie połowa wykorzystuje do tego także Wielkanoc – wynika z badań Sodexo Benefits and Rewards Services. Korzystnym benefitem zarówno dla przedsiębiorstwa, jak i zatrudnionego mogą być bony zakupowe.

– W ciągu roku jest wiele okazji do obdarowywania pracowników, docenienia za ich zaangażowanie. Takim momentem są przede wszystkim święta Bożego Narodzenia, podczas których tradycja obdarowywania jest w Polsce powszechna – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marta Trzeciak, junior product manager w firmie Sodexo Benefits and Rewards Services Polska. – Ostatnio jednak także wielkanocny zajączek zyskuje na popularności.

Jak wynika z ostatniej edycji badania „Drogowskaz Motywacyjny” prowadzonego przez Sodexo Benefits and Rewards Services, 90 proc. firm w Polsce przekazuje swoim pracownikom prezenty przed świętami Bożego Narodzenia. Dynamicznie jednak rośnie odsetek firm wykorzystujących do tego także Wielkanoc. Obecnie już w ponad 44 proc. przedsiębiorstw stosowana jest taka praktyka.

 Przed świętami pracownicy oczekują od firmy docenienia i prezentu, a pracodawca powinien zapewnić taki podarunek, który zmotywuje kadrę do pracy, sprawi, że pracownik poczuje się doceniony i ważny dla firmy – precyzuje Marta Trzeciak. – Powinien być to jednak prezent umożliwiający swobodę wyboru konkretnej, najbardziej w danym momencie potrzebnej rzeczy lub usługi. Karty i kupony podarunkowe, które to umożliwiają, są dobrym rozwiązaniem.

Wiążące się z kartami i kuponami zniżki w placówkach handlowych i usługowych, jak wynika z informacji Sodexo, sięgają nawet 55 proc. Karty podarunkowe tej firmy akceptowane są w ponad 400 tys. punktów, a kupony rabatowe można wykorzystać w przeszło 50 tys. sklepów i punktów usługowych.

Z punktu widzenia firmy rozwiązanie to jest korzystniejsze niż kupno konkretnego produktu lub zamówienie konkretnej usługi. Jeżeli transakcja odbywa się w trakcie roku podatkowego z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych, to takie świadczenie pozapłacowe stanowi dla firmy koszt uzyskania przychodu (do kwoty 380 zł na zatrudnionego), co obniża wysokość podatku dochodowego. Ponadto opłaty związane z zakupem, zasileniem kart i obsługą są zwolnione z podatku VAT.

– Kupony i karty podarunkowe to nie tylko sprawdzone i korzystne rozwiązanie dla pracowników, lecz także dla przedsiębiorstw, których działy HR nie muszą się martwić o odpowiedni podarunek dla każdej osoby, bo każdy sam coś dla siebie wybierze – uważa Marta Trzeciak. – Ponadto karty i kupony podarunkowe nie wymagają konfekcjonowania, a sposób ich zamówienia jest intuicyjny. W dodatku zamówienie można złożyć nawet w ostatniej chwili, przed samymi świętami, i zostanie ono zrealizowane.

Polacy coraz częściej spędzają długie weekendy za granicą. Liczba rezerwacji na majówkę wzrosła o 30 proc. w skali roku

Polacy coraz częściej spędzają długie weekendy za granicą. Liczba rezerwacji na majówkę wzrosła o 30 proc. w skali roku 10

Korzystny układ kalendarza sprawił, że w tym roku podczas majówki relaksować się będzie 30 proc. więcej klientów biur podróży – wynika ze statystyk Neckermann Podróże. Dla tych, którzy nie zdążyli zarezerwować dni urlopowych lub wymarzonej wycieczki, pozostają inne terminy w maju i w czerwcu, które kuszą niższymi, bo pozasezonowymi, cenami. W biurach podróży dynamicznie rośnie także sprzedaż oferty letniej. Wśród topowych kierunków są Chorwacja, Grecja oraz wracająca powoli do łask turystów Turcja.

– W tym roku możemy mówić o prawdziwym boomie wyjazdowym na długi weekend majowy. W tym okresie na wakacje wyjedzie z nami o ponad 30 proc. więcej klientów w porównaniu do roku poprzedniego – mówi agencją informacyjną Newseria Biznes Magda Plutecka, rzeczniczka Neckermann Podróże. – Jeśli chcemy wyjechać na długi weekend majowy, jest to ostatni moment, aby dokonać rezerwacji. Pozostały tylko pojedyncze miejsca.

Najwięcej osób spędzi tegoroczny długi weekend majowy w zagranicznych kurortach na Wyspach Kanaryjskich, na wyspach greckich, ale także na plażach Egiptu i Maroka.

– Na majówkę Polacy często wybierają się również samochodem, głównie do Włoch i Chorwacji – wskazuje Magda Plutecka. – Wyjazdy zagraniczne trwają zazwyczaj tydzień, pobyty krajowe są z reguły krótsze i zamykają się w ramach weekendu. Wielu rodaków udaje się wówczas do hoteli nad Morzem Bałtyckim i na Mazurach.

Tegorocznej majówce wybitnie sprzyja układ kalendarza: wystarczy wziąć trzy dni wolnego w pracy, aby wypoczywać aż dziewięć (święto pracy 1 maja przypada w poniedziałek, a Konstytucji 3 maja – w środę). Częstsze wyjazdy na długie weekendy, jak twierdzi Magda Plutecka, wynikają również z większej dbałości Polaków o jakość spędzania czasu wolnego.

– Majowy weekend rozpoczyna w biurach podróży sezon letni, który potrwa do października – wyjaśnia Magda Plutecka. – Pamiętajmy, że maj to nie tylko długi weekend. Są dostępne terminy późniejsze, na które warto zwrócić uwagę ze względu na bardzo korzystne ceny. Już jest dostępna oferta last minute, w której cena wyjazdów od maja do połowy czerwca jest nawet o 40 proc. niższa niż w szczycie sezonu.

Tygodniowe wakacje w czterogwiazdkowym hotelu w Turcji czy w Bułgarii można poza sezonem spędzić za 1,1–1,2 tys. zł, a na greckich wyspach – za 1,3–1,4 tys. zł.

– Biura podróży już realizują w pełni swój letni program czarterowy, więc możemy skorzystać z bogatego wyboru kierunków, a jednocześnie wypocząć w czasie, kiedy w kurortach jest spokojnie i nie ma jeszcze uciążliwych upałów – podkreśla Plutecka.

W ostatnich tygodniach widać, że Polacy tłumnie ruszyli do biur podróży po ofertę na lato. W Neckermann Podróże liczba rezerwacji na lipiec i sierpień wzrosła o 20 proc. względem 2016 roku.

– Świadczy to o tym, że jesteśmy coraz bardziej zainteresowani wakacjami za granicą, a po drugie bardziej zapobiegliwi i wcześnie rezerwujemy wakacje – mówi Magda Plutecka. – W tym roku obok ceny duże znaczenie przy wyborze oferty ma również bezpieczeństwo. Kierunki postrzegane jako bezpieczne rezerwowane są też przez klientów z innych krajów europejskich, dlatego te najlepsze hotele, szczególnie w szczycie sezonu, sprzedają się bardzo szybko. Z całą pewnością nie mamy co liczyć na super last minute, jeśli planujemy wakacje w lipcu czy w sierpniu.

Najwięcej letnich rezerwacji dotyczy wysp greckich i Bułgarii. Na tych kierunkach Neckermann notuje także największe wzrosty.

– W dalszej kolejności jest to Hiszpania z Majorką, Sycylia, głównie południe, które wybieramy na rodzinne wakacje, a także Turcja, która powoli wraca na mapę najpopularniejszych miejsc wypoczynku – wymienia rzeczniczka Neckermann Podróże.

W tym roku większe jest zainteresowanie wyjazdami autem. Wakacje na czterech kółkach turyści zamierzają spędzić w Chorwacji, Bułgarii lub we Włoszech.

– Hitem sprzedaży jest Chorwacja – ponad 40 proc. więcej klientów spędzi tam z nami wakacje w porównaniu do roku poprzedniego. Bardzo dobry dojazd, piękne krajobrazy, dobra kuchnia, walory kulturowe, ale też coraz lepsza baza noclegowa sprawiają, że Chorwacja od wielu lat cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem Polaków. Co ciekawe, coraz więcej osób wybiera się do Chorwacji na wakacje all inclusive do hoteli cztero- i pięciogwiazdkowych – mówi Magda Plutecka.

Za tygodniowe wakacje w Chorwacji, z dojazdem własnym, z zakwaterowaniem w czterogwiazdkowym hotelu, z posiłkami, trzeba zapłacić ok. 600–700 zł od osoby. Jeśli wybierzemy apartamenty bez wyżywienia, cena spada do poziomu 100–150 zł od osoby.

Krakowska spółka technologiczna otrzyma 20 mln zł wsparcia od inwestorów. Chce szeroko współpracować z branżą motoryzacyjną

Krakowska spółka technologiczna otrzyma 20 mln zł wsparcia od inwestorów. Chce szeroko współpracować z branżą motoryzacyjną 11

Spółka Elmodis z Krakowa, start-up, który opracował innowacyjny system zbierania danych o pracy maszyn przemysłowych oraz analizowania ich w chmurze, pozyskał 20 milionową inwestycję od trzech funduszy: amerykańskiego Intel Capital, holenderskiego SET Ventures i polskiego Innovation Nest. Dzięki temu zamierza rozwinąć swoją technologię i pozyskać klientów także spoza granic Polski.

– Pozyskaliśmy dwóch nowych inwestorów. To Intel Capital i SET Ventures. Do tego Innovation Nest, czyli trzeci inwestor, którego mieliśmy do tej pory  mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Artur Hanc, prezes firmy Elmodis. – Cała inwestycja opiewa na prawie 5 mln dol., więc to dla spółki technologicznej na tym etapie duży zastrzyk pieniędzy na rozwój i na budowanie zespołu. Fundusze wnoszą również technologię i wsparcie w zakresie budowy tej technologii długoterminowo. Intel znany jest z tego, że jest to mocna firma technologiczna. To chcemy wykorzystać w budowaniu wartości naszej spółki.

Krakowska spółka technologiczna Elmodis to jeden z dziesięciu start-upów, które jesienią 2016 roku zostały wybrane przez fundację Startup Poland spośród przeszło 200 firm do zaprezentowania swoich projektów prezydentowi. Firma stworzyła system pozwalający zwiększyć efektywność maszyn przemysłowych: pomp, wentylatorów, kompresorów czy pasów transmisyjnych. Pomaga on zapobiegać awariom maszyn, obniżać koszty napraw oraz oszczędzać energię elektryczną. To zintegrowany system – zarówno urządzenia diagnostyczne, jak i oprogramowanie – dzięki któremu producenci silników elektrycznych i innych maszyn napędzanych energią elektryczną w czasie rzeczywistym mogą monitorować ich działanie.

Inwestorami spółki zostali Intel Capital – amerykański fundusz inwestycyjny, SET Ventures, holenderski fundusz venture capital, który inwestuje głównie w sektor energetyczny, oraz polski Innovation Nest. Łącznie zainwestują w Elmodis blisko 20 mln zł.

Jesteśmy w tej chwili zorientowani na to, żeby budować wartość spółki poprzez pozyskiwanie nowych klientów i nowych rynków, więc widzimy tutaj po pierwsze możliwość wsparcia rozwoju technologicznego, która pozwoli nam na szybsze skalowanie produktu, a po drugie zdobywanie nowych rynków, nie tylko europejskich, lecz także amerykańskiego rynku, w którym pomoże nam Intel – przewiduje Hanc.

Sektory przemysłu, w których może być wykorzystane rozwiązanie spółki, to produkcja, energetyka, górnictwo, a także przemysł petrochemiczny. Jednak największe szanse – zwłaszcza wśród klientów zagranicznych – Elmodis upatruje w branży automotive.

Branża automotive jest w zakresie liczby maszyn i możliwości skorzystania z naszych technologii bardzo chłonna. Zmieniający się rynek produkcji samochodów i wprowadzanie nowych technologii powodują, że jest tam dla nas bardzo dużo miejsca. Dodatkowo dziś klienci są nastawieni na wprowadzanie nowych technologii i analizę big data – informuje prezes Elmodis. – W tej chwili staramy się wykorzystać najbliższych sąsiadów, czyli Niemcy, Czechy, ale rynkiem, nad którym pracujemy i na który chcemy w następnym roku wejść, to Stany Zjednoczone ze względu na ilość przemysłu i miejsca, gdzie rzeczywiście możemy ten przemysł wspomóc.

Firma Elmodis powstała w 2015 roku. Obecnie zatrudnia ok. 30 pracowników, głównie inżynierów i specjalistów w zakresie monitorowania i optymalizacji pracy maszyn. Firma zapewnia, że zakład, w którym pracuje tysiąc maszyn na prąd, może dzięki zastosowaniu rozwiązania Elmodis zaoszczędzić nawet 40 mln zł rocznie na kosztach energii elektrycznej i naprawach.

Coraz wyższe wynagrodzenia w sieciach handlowych. W ciągu kilku lat mogą wzrosnąć nawet o jedną trzecią

Coraz wyższe wynagrodzenia w sieciach handlowych. W ciągu kilku lat mogą wzrosnąć nawet o jedną trzecią 12

Zdaniem ekspertów rosnące bezrobocie, presja płacowa i niedobory pracowników na rynku pracy spowodują, że zarobki w handlu detalicznym wzrosną w najbliższych latach nawet o jedną trzecią. Świadome tego sieci handlowe regularnie podnoszą wynagrodzenia i oferują coraz bogatsze pakiety świadczeń pozapłacowych. Mimo to związki zawodowe chcą, aby płace rosły szybciej i żądają kolejnych podwyżek.

2017 i 2018 rok będą okresem wyraźnego wzrostu wynagrodzeń. Przeciętna płaca wzrośnie o 5 proc., może nawet więcej. W niektórych sektorach ten wzrost będzie o wiele wyższy. Myślę, że w sieciach handlowych w ciągu najbliższych pięciu lat realne wynagrodzenia wzrosną przynajmniej o 30 proc. –prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marek Zuber, ekonomista.

Sieci handlowe regularnie podnoszą wynagrodzenia szeregowym pracownikom. Należąca do Jeronimo Martins Polska sieć handlowa Biedronka, największy w Polsce prywatny pracodawca, od kwietnia tego roku po raz kolejny podniosła minimalne wynagrodzenie. W następstwie podwyżki rozpoczynający pracę w Biedronce kasjer-sprzedawca, przy braku nieplanowanych nieobecności w miesiącu, zarobi obecnie 2450 zł brutto. Może on także liczyć na premię miesięczną w wysokości do 330 zł brutto.

Eksperci rynku pracy zwracają uwagę, że po serii podwyżek Biedronka ustanowiła precedens, zrównując pensje swoich pracowników z zarobkami w tych branżach, w których wymagane jest wyższe wykształcenie. Przykładowo, na podobnym poziomie kształtują się pensje pielęgniarek z wieloletnim stażem pracy, zbliżone są też płace w administracji i budżetówce.

W ciągu ostatnich miesięcy na podwyżki wynagrodzeń zdecydowały się również inne duże sieci handlowe. Ponadto pracownicy w większości z nich mogą liczyć też na dodatki socjalne. Najczęstsze są prywatne pakiety medyczne, ubezpieczenia na życie, dofinansowanie zajęć sportowych i bony lub paczki świąteczne.

W sieciach handlowych brakuje obecnie pracowników, w związku z tym walka o nich wymusza wyższe płace. Faktycznie, sieci regularnie w ostatnim czasie podwyższały wynagrodzenia dla szeregowych pracowników – potwierdza Katarzyna Lorenc, ekspert ds. rynku pracy oraz zarządzania i efektywności pracy w Business Centre Club.

– W tych największych sieciach handlowych mieliśmy już trzy podwyżki płac w ciągu ostatnich dwóch lat – dodaje Marek Zuber.

Wzrost wynagrodzeń w handlu jest powodowany presją płacową i niedoborem pracowników. Bezrobocie po wielu miesiącach spadków jest obecnie na historycznie niskim poziomie. Według danych resortu pracy w marcu wyniosło 8,2 proc. rdr. (spadek o 0,3 pkt proc. w ujęciu miesięcznym). Na polskim rynku pracy coraz wyraźniej kształtuje się era pracownika.

Presja płacowa związana jest z sytuacją na rynku. Od kilku lat mamy spadek bezrobocia, który nie jest co prawda związany z bardzo dużym wzrostem liczby miejsc pracy, ale tych oczywiście przybywa. Z kraju wyjechało około 2 mln Polaków, przez co rynek staje się coraz płytszy. W związku z tym nie ma wyjścia: jeśli pracodawca chce mieć ludzi do pracy, to pensje muszą rosnąć. I takie podwyżki mieliśmy ostatnio – wyjaśnia Marek Zuber.

Eksperci zgodnie zauważają, że dynamiczne podwyżki wynagrodzeń w sieciach handlowych będą miały przełożenie również na inne branże i sektory gospodarki.

Wzrost wynagrodzeń w sieciach handlowych może wpłynąć na ofertę innych firm i wymusić na nich podwyżki. Jednakże trzeba pamiętać, że dotyczy to raczej stanowisk, które wymagają niższych kwalifikacji – mówi Katarzyna Lorenc.

Ten proces rozłoży się na całą gospodarkę. Jeżeli mamy sektor, w którym wyraźnie rosną wynagrodzenia, to będzie się przenosiło również na inne branże. Taki sam efekt oddziaływania ma zresztą wzrost płacy minimalnej – dodaje Marek Zuber.

Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej, zauważa, że podwyżki płac w sieciach handlowych są również elementem employer brandingu (budowania marki pracodawcy) i budują lojalność oraz zaangażowanie pracowników. Poza wynagrodzeniem na dobre obustronne relacje wpływają również możliwości rozwoju, inwestycje w szkolenia, pakiety socjalne i dobre warunki pracy.

Im lepsza płaca, tym lepsi pracownicy – bardziej lojalni wobec firmy i utożsamiający się z nią. Dlatego dobry pracodawca, taki jak np. Biedronka, dba o to, żeby jego pracownicy byli odpowiednio wynagradzani, proporcjonalnie do zarobków w innych branżach i w innych działach gospodarki – mówi Andrzej Arendarski.

Zdaniem związków zawodowych ostatnie podwyżki płac w handlu były jednak niewystarczające.

– Związki zawodowe zawsze będą mówiły, że płace są za niskie, bo taka jest ich rola. Pytanie, na ile te roszczenia są racjonalne, bo przecież musimy brać pod uwagę i sytuację firmy, i zarobki w całej branży. Zawsze będziemy mieli do czynienia z wyścigiem: z jednej strony pracodawcy będą starali się ograniczać nadmierne wzrosty płac, z drugiej strony związki zawodowe albo pracownicy indywidualni będą naciskać, żeby płace były większe. Tak się dzieje na całym świecie i to jest zjawisko normalne – mówi Andrzej Arendarski.

Eksperci podkreślają zgodnie, że najlepszym rozwiązaniem jest w takich przypadkach dialog między pracodawcami a pracownikami dotyczący tego, jak lepiej organizować pracę, aby wzrost płac był ekonomicznie uzasadniony. Podstawowym czynnikiem warunkującym wzrost płac są jednak możliwości rynkowe i efektywność przedsiębiorstwa.

Do 18 kwietnia urzędy skarbowe wypełnią za podatników PIT. Z tej możliwości może skorzystać w tym roku nawet 13 mln podatników

Do 18 kwietnia urzędy skarbowe wypełnią za podatników PIT. Z tej możliwości może skorzystać w tym roku nawet 13 mln podatników 13

Jeszcze przez  tydzień podatnicy mogą skorzystać z pomocy urzędów skarbowych przy wypełnianiu deklaracji rocznych. W ubiegłym roku z takiej możliwości skorzystało ponad 300 tys. osób. W tym roku może być ich znacznie więcej, dzięki nowym funkcjonalnościom usługi PIT PFR. Usługa ta jest dostępna dla wszystkich rozliczających się poprzez PIT-37, czyli w skali kraju dla 13 mln osób.

– Polacy bardzo chętnie korzystają z możliwości elektronicznego rozliczania z urzędem skarbowym. To przede wszystkim wygodne. Po drugie, nie trzeba stać w kolejce do urzędu skarbowego ani w ogóle się tam udawać. Po wprowadzeniu przez Sygnity usługi PFR podatnik nie musi wypełniać deklaracji podatkowej, tylko może poprosić o jej wypełnienie wstępnie urząd skarbowy, a następnie, jeśli podatnik tę wersję zatwierdzi, sprawy toczą się automatycznie – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Roman Durka, wiceprezes zarządu Sygnity, firmy, która buduje dla Ministerstwa Finansów projekt e-Podatki.

W ubiegłym roku przez internet z fiskusem mogło się rozliczyć 45 proc. Polaków. Łącznie w 2016 roku w formie elektronicznej złożono 62 mln dokumentów. Od 2015 roku wprowadzono też rozwiązanie PFR, czyli deklaracji wstępnie wypełnionej (Pre-Filled Tax Return), która pozwala na rozliczenie podatnika przez urzędy skarbowe.

– Usługa PIT PFR została w tym roku rozszerzona funkcjonalnie. Wszyscy podatnicy, którzy rozliczają się na podstawie PIT-37, z uwzględnieniem rozliczenia się ze współmałżonkiem oraz z pewnymi ulgami, które podatnikom się należą, może o wstępnie wypełnioną deklarację podatkową wystąpić do urzędu skarbowego poprzez portal podatkowy – tłumaczy Roman Durka.

Z usługi mogą skorzystać osoby, które nie prowadzą działalności gospodarczej, zobowiązane do rozliczenia rocznego za 2016 rok na formularzu PIT-37, zarówno rozliczające się samodzielnie, jak i wraz z małżonkiem czy małoletnim dzieckiem. Można przy tym skorzystać m.in. z ulg na dzieci, ulgi rehabilitacyjnej i podwyższonych kosztów uzyskania przychodów. Można również przekazać 1 proc. podatku na wybraną organizację pożytku publicznego. Jak podkreśla wiceprezes Sygnity, to rozwiązanie stanowi duże ułatwienie dla podatnika. Wystarczy wypełnić wniosek o przygotowanie PIT-37: formularz PIT-WZ i w ciągu 5 dni przyjdzie wypełnione zeznanie podatkowe.

– Podatnik może tego zeznania nie zatwierdzić. Jeśli znajduje w tej deklaracji elementy, które są dla niego dyskusyjne lub nieprawdziwe, nie akceptuje jej i wówczas dalej ma możliwość elektronicznego rozliczenia się z urzędem podatkowym, tylko korzysta z opcji wypełnienia PIT-37. Może również wypełnić go w formie papierowej i złożyć w urzędzie skarbowym, ale jest to mniej wygodna droga – przekonuje prezes Sygnity.

W 2015 roku z rozwiązania PFR skorzystało 100 tys. osób, rok później ponad 300 tys. W tym roku może być ich znacznie więcej. Od połowy marca skorzystało z niej około 100 tys. podatników.

– Gdyby ten krótki okres, w którym około 100 tys. poprosiło o deklaracje podatkowe, przemnożyć przez dni, w których jeszcze ta usługa jest dostępna, będzie to zapewne większa liczba, idąca w setki tysięcy podatników – ocenia Durka.

Usługa dostępna jest na stronie Ministerstwa Finansów, a do jej wypełnienia potrzebne są jedynie nasze podstawowe dane, takie jak NIP lub PESEL. Podatnik identyfikowany jest poprzez Profil Zaufany, podobnie jak przy programie „Rodzina 500 plus”, jeśli go nie ma – poprzez podanie dochodów z lat poprzednich.

Dzięki upowszechnieniu systemów elektronicznych kontakty z państwowymi urzędami uległy znacznemu uproszczeniu. Droga online zyskuje na popularności w całej administracji.

– E-administracja w Polsce rozwija się bardzo szczególnie w ostatnim czasie. Dobrym przykładem jest program „Rodzina 500 plus”, gdzie Sygnity zbudowało moduł do obsługi wsparcia dla rodzin. W Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej prowadzimy od lat system, który wciąż jest rozwijany, gdzie oferowane są najróżniejsze wsparcia dla rodzin i osób indywidualnych – mówi Durka. – Ten rozwój jest bardzo dynamiczny, doszliśmy do europejskiego poziomu i cieszę się, że właśnie Sygnity mogło być firmą, która uczestniczy w tym procesie.

Złoty osłabił się przez niepewną sytuację we Francji

Ostatnie osłabienie złotego zawdzięczać zbliżającym się wyborom we Francji. Ostatnie sondaże nie dają tam jednoznacznego wyniku. – Do tej pory inwestorzy zastanawiali się, kto razem z Le Pen trafi do drugiej tury wyborów. Teraz na horyzoncie zaczyna się rysować scenariusz, gdy do drugiej tury trafić mogą dwa skrajne różne alternatywy, co widać po europejskich rynkach. To z kolei odciska swoje piętno na notowaniach euro – mówi w rozmowie z MarketNew24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Rosnąca awersja do ryzyka umacnia złoto, amerykańskie obligacje i japońskiego jena

Inwestorzy uciekają do bezpiecznych aktywów przez obawy  dotyczące globalnego bezpieczeństwa pod wpływem ostatnich wydarzeń w Syrii i Korei Północnej.

Atak rakietowy na lotnisko wojskowe w Syrii spowodował wzrost napięcia na linii USA – Rosja. Dlatego też amerykański sekretarz Stanu Rex Tillerson odwiedzi w tym tygodniu Moskwę w ceku nakłonienia Rosji do zerwania sojuszu z syryjskim prezydentem Basharem Al-Assadem. Jednak szanse na powodzenie tej wizyty są znikome. Dodatkowo Amerykanie wysłali okręty w kierunku Korei Północnej po kolejnych testach rakietowych przeprowadzonych przez reżim Kim Dzong Una. Złoto, które  umacnia się trzeci dzień z rzędu, zyskuje dziś już 1% handlując w pobliżu poziomu 1267 dolarów za uncję. Oprocentowanie 10 letnich obligacji amerykańskich (Treasury) spada o 3 punkty bazowe do poziomu 2,34%. Para USDJPY traci 0,6% handlując w pobliżu poziomu 110,25, a para EURJPY traci 0,4% handlując w pobliżu poziomu 117,00.

Finalny odczyt polskiej inflacji CPI za marzec pokazał iż wzrosła ona zgodnie z oczekiwaniami o 2% rok do roku i spadła o 0,1% miesiąc do miesiąca.

Jest to gorszy odczyt w porównaniu z lutowym, gdy inflacja wyniosła  2,2% rok do roku i 3,3% miesiąc do miesiąca. Dane, które oddalają termin pierwszej podwyżki stóp procentowych w Polsce, nie mają jednak większego wpływu na notowania złotego. Para EURPLN rośnie jedynie 0,1% handlując w pobliżu poziomu 4,24, para USDPLN handluje neutralnie w pobliżu poziomu 3,99, a para CHFPLN też neutralnie w pobliżu poziomu 3,96.

Ropa naftowa przyhamowała dziś 5 dniowe wzrosty w oczekiwaniu na jutrzejsze dane odnośnie stanu zapasów surowca w USA.

Analitycy przewidują iż w ubiegłym tygodniu zapasy skurczyły się o 1,5 mln baryłek. Za baryłkę ropy WTI należy obecnie płacić 52,90 dolarów, a za baryłkę ropy Brent 55,70 dolarów.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

W 2016 r. inwestycje firm spadły w 12 województwach, a w 4 wzrosły

W 2016 r. nakłady inwestycyjne przedsiębiorstw średnich i dużych wyniosły 120,8 mld zł i były niższe o 11,5 proc. (r/r; ceny bieżące). Spadek nakładów inwestycyjnych nie objął wszystkich województw – w podlaskim, podkarpackim, warmińsko-mazurskim oraz śląskim przedsiębiorstwa zainwestowały w 2016 r. więcej niż w 2015 r.- podał GUS.

W 2016 r. przedsiębiorstwa średnie i duże (50+) ograniczyły skalę inwestycji. Po 2015 r., gdy nakłady na inwestycje wzrosły o prawie 14 proc. (w cenach bieżących), w 2016 r. były one niższe o prawie 16 mld zł niż rok wcześniej. Przyczyny tkwiły przede wszystkim w niestabilności otoczenia regulacyjnego – dużej liczbie zmian w prawie, w tym m.in. wprowadzeniu podatków branżowych. A także w ciągłych publicznych dyskusjach przedstawicieli rządu, które podatki i w jaki sposób jeszcze zmienić, czym jeszcze zaskoczyć gospodarkę.

W 12 województwach nakłady inwestycyjne spadły w 2016 r., a w 4 – wzrosły. Wzrost odnotowały województwa podlaskie (o 8 proc.), podkarpackie (o 5,2 proc.), warmińsko-mazurskie (o 4,8 proc.) oraz śląskie (o 1,2 proc.). Jednak wzrost inwestycji w tych 4. województwach w 2016 r. wyniósł łącznie 550 mln zł (w stosunku do poziomu z 2015 r.), wobec spadku nakładów inwestycyjnych w pozostałych 12 województwach o 16,2 mld zł.

Wzrosty inwestycji zatem były, ale w stosunku do skali spadków w 12 województwach – bardzo małe. Ponadto należy pamiętać, że regiony: podlaskie, podkarpackie i warmińsko-mazurskie mają dostęp do dodatkowych pieniędzy z UE (w ramach PO Polska Wschodnia – 2 mld euro na 5 województw).

Największe spadki nakładów inwestycyjnych przedsiębiorstw nastąpiły natomiast w zachodniopomorskim – prawie o 30 proc. Równie silnie ograniczyli inwestycje w 2016 r. przedsiębiorcy w kujawsko-pomorskim (prawie o 27 proc.) oraz świętokrzyskim (o 25 proc.).

To bardzo niedobry sygnał. W tych województwach nakłady inwestycyjne na 1 zatrudnionego w firmach 50+ są bowiem od lat najniższe. W 2016 r. w świętokrzyskim było to 10 tys. zł na 1 zatrudnionego (w 2015 r. tu także inwestycje firm spadły), w kujawsko-pomorskim – 12 tys. zł, a w zachodniopomorskim – 12,5 tys. zł. Średnia dla Polski wyniosła w 2016 r. 21 tys. zł. Tak niskie nakłady inwestycyjne w stosunku do średniej dla firm 50+ w całej gospodarce wskazują, że regiony te mają i będą miały problemy rozwojowe. Trudno myśleć o przyszłości inwestując w maszyny i urządzenia, budynki i budowle oraz środki transportu 10-12 tys. zł rocznie na 1 zatrudnionego.

Województwem o silnym spadku nakładów inwestycyjnych w 2016 r. było także mazowieckie. Inwestycje przedsiębiorstw 50+ spadły tu o 21,2 proc. r/r. Wartościowo (ponad 10 mld zł) było to jednak ponad 60 proc. całkowitego spadku nakładów inwestycyjnych firm 50+ w 2016 r. To co dzieje się na Mazowszu jest, jak widać, bardzo ważne dla całej gospodarki. Tu zarejestrowanych jest ok. 19 proc. wszystkich firm średnich i dużych. Nakłady inwestycyjne tych firm to ok. 1/3 całkowitych nakładów inwestycyjnych firm 50+ w Polsce. Na 1 zatrudnionego inwestycje przedsiębiorstw wyniosły na Mazowszu w 2015 r. ponad 35 tys. zł, a w 2016 – już „tylko” 27 tys. zł.

Inwestycje są problemem w polskiej gospodarce – ich udział w PKB wynosi co roku ok. 20 proc. Na świecie nakłady inwestycyjne rosną – trwa proces cyfryzacji i robotyzacji gospodarek. Polska z naszymi 21 tys. zł nakładów inwestycyjnych na 1 zatrudnionego nie ma szans pozostać nawet w „pułapce średniego dochodu”. Jeśli większość polityków podejmujących decyzje tego nie dostrzega, ogranicza możliwości wprowadzania rozwiązań, które będą skłaniać firmy do realizacji inwestycji, to ciągle będziemy gospodarką taniej pracy, niskiej wydajności i niewykorzystanych szans. Szkoda.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

AAA AUTO chce otworzyć centra sprzedaży w Krakowie, Łodzi, Poznaniu oraz w północnej części Warszawy

Grupa AAA AUTO, poinformowała o zwiększeniu swojego zaangażowania na polskim rynku. Na decyzję o rozwoju sieci dilerskiej wpłynęły bardzo dobre wyniki firmy, rosnący popyt na auta używane oraz zmieniające się trendy rynkowe.

AAA AUTO w czterech oddziałach w Polsce, tj: w Piasecznie, Warszawie, Katowicach i Wrocławiu, sprzedała od 2015 roku 6.778 samochodów. Wzrost sprzedaży w latach 2015 –2016 wyniósł aż 145%! W samym pierwszym kwartale 2017 roku sprzedano już 1.383 samochody, co oznacza wzrost sprzedaży o 108% wobec tego samego okresu w 2016 roku. W marcu br. firma uzyskała najlepszy wynik od początku obecności na polskim rynku, sprzedając 571 aut. W pierwszej piątce najczęściej wybieranych aut przez Polaków znajdują się Opel Astra, Ford Focus, Skoda Octavia, Volkswagen Passat i Ford Mondeo. Obecnie firma oferuje w Polsce około 1.000 sprawdzonych aut, które w 80% pochodzą z rynku rodzimego. O klientów troszczy się 195 pracowników, a 30 operatorów call center AAA AUTO dostępnych jest siedem dni w tygodniu.

Karolína Topolová, Dyrektor Generalna Grupy AAA AUTO
Karolína Topolová, Dyrektor Generalna Grupy AAA AUTO

„W Grupie AAA AUTO, posiadającej oddziały w Polsce, Czechach, na Słowacji i Węgrzech, sprzedaliśmy w ubiegłym roku 69 000 samochodów używanych, aż o 6 000 więcej niż w 2015 roku. W Polsce AAA AUTO sprzedaje najkrócej, tj. od kwietnia 2015 roku, ale wyniki sprzedażowe firmy w czterech polskich oddziałach są imponujące. Dlatego, decyzja o kontynuacji naszej strategii rozwoju w Polsce jest oczywista zarówno dla zarządu Grupy AAA AUTO, jak i naszego inwestora, funduszu Abris Capital Partners. W 2017 roku chcielibyśmy otworzyć kolejne oddziały w Polsce, w Krakowie, Łodzi, Poznaniu oraz w północnej części Warszawy. Nasza stopniowa ekspansja będzie uzależniona od bieżącej sytuacji na rynku, aby w dłuższej perspektywie osiągnąć tę samą gęstość oddziałów, jaką obecnie dysponujemy w Czechach i na Słowacji. W krajach tych mamy oddział w każdym regionie, w przybliżeniu dla każdego 0,5 miliona mieszkańców. Taka strategia daje nam ogromną przestrzeń do ekspansji w Polsce” – powiedziała Karolína Topolová, Dyrektor Generalna Grupy AAA AUTO.

„AAA AUTO to nowoczesna, profesjonalna i innowacyjna firma, która specjalizuje się w handlu używanymi samochodami. Chcemy kontynuować przyjętą strategię i jesteśmy przekonani, że dzięki naszemu zaangażowaniu, AAA AUTO stanie się dominującym graczem w Europie Środkowej i Wschodniej. Jako Fundusz nadal będziemy wspierać AAA AUTO naszą wiedzą w obszarze przemysłu motoryzacyjnego, a także, wykorzystując potencjał firmy, w zakresie planowania jej stałego wzrostu w regionie” – powiedział Wojciech Łukawski, Partner w funduszu Abris Capital Partners.

W tym roku Grupa AAA AUTO planuje sprzedać 77.000 samochodów, z czego w Polsce ponad 7.000 aut. Mocny wzrost w pierwszym kwartale 2017 roku, potwierdza prawidłowość wcześniejszych projekcji. Grupa AAA AUTO sprzedała w tym okresie 17.715 aut, osiągając w marcu najlepszy miesięczny rezultat w ciągu ostatnich dziesięciu lat, tj. 6.947 sprzedanych aut. Także w tym roku zostanie ustanowiony kolejny rekord – Grupa AAA AUTO osiągnie pułap 2 milionów klientów.

Jednym z kluczowych problemów rynku aut używanych w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej są oszustwa, przede wszystkim cofanie liczników w samochodach sprowadzanych z Niemiec. Według policyjnych statystyk w Niemczech, cofnięty licznik ma co trzecie sprzedane auto. Jak obliczył ADAC, niemiecki klub samochodowy, zmiana liczby przejechanych kilometrów w nielegalny sposób zwiększa wartość pojazdu średnio o 3.000 EUR. Oznacza to, że w samych Niemczech taki proceder powoduje roczne straty w wysokości niemal 6 miliardów EUR! W Niemczech cofanie liczników jest prawnie zakazane od 2005 roku, oszustom grożą wysokie grzywny lub kara pozbawienia wolności do 1 roku. Niestety, obowiązująca Ustawa nie zlikwidowała przestępstw i nabywcy używanych samochodów wciąż są oszukiwani.

W Polsce podobna Ustawa nie istnieje. Posłowie w Parlamencie każdego roku starają się rozpocząć inicjatywę ustawodawczą, jednak bezskutecznie. Ostatnie formalne zapytanie poselskie zostało skierowane w tej sprawie do Ministerstwa Sprawiedliwości w grudniu 2016 roku. W ramach odpowiedzi, w styczniu tego roku przekazano informację, że obecne przepisy dotyczące oszustw finansowych są wystarczające, a problem polega na braku pewności momentu, w którym został cofnięty licznik kilometrów. Ministerstwo Sprawiedliwości obiecało jednak kontynuację wewnętrznych analiz.

„Uważam, że należy pilnie stworzyć system uniemożliwiający cofanie liczników w używanych autach. Tylko wówczas będziemy w stanie zlikwidować to najczęstsze oszustwo, które towarzyszy międzynarodowemu handlowi używkami. Obecnie dokładamy w AAA AUTO wszelkich starań, aby znaleźć wszystkie dostępne informacje dotyczące historii samochodu. Jednak, jeśli auto pochodzi z importu, jest to niemal niemożliwe. Dlatego koncentrujemy się na samochodach o krajowym pochodzeniu. Używamy kilku różnych baz danych, w tym własnych danych pochodzących z poprzednich transakcji sprzedaży lub z naszych analiz rynkowych“ – powiedziała Karolína Topolová, Dyrektor Generalna Grupy AAA AUTO.

Według rocznego raportu Grupy AAA AUTO ulubioną marką samochodów używanych wśród Polaków w 2016 roku był Ford (10,1%). W pozostałych trzech krajach Grupy prym wiodły: Škoda w Czechach i na Słowacji oraz Opel na Węgrzech. Najchętniej kupowanym modelem w polskich oddziałach firmy w ubiegłym roku był Ford Focus (4,1%), który zdetronizował zwycięzcę rankingu w roku 2015 – Opla Astrę.

Analitycy AAA AUTO zaobserwowali największy wzrost sprzedaży aut używanych w segmencie SUV i offroad. W 2016 roku segment ten wzrósł aż o 24% w stosunku do 2015 roku, z kolei tylko w pierwszym kwartale 2017 roku nastąpił wzrost o 17,5% wobec tego samego okresu w 2016 roku. Okazuje się, że największe zapotrzebowanie na tego typu auta jest w Polsce. Kolejna niespodzianka to rosnące zainteresowanie Polaków autami z silnikami benzynowymi. W 2015 roku auta z tymi silnikami stanowiły 53,6% udziału w sprzedaży, w 2016 roku – 62,6%, a w 2017 roku – 64,9%. W tym samym okresie w Czechach, na Słowacji i Węgrzech zanotowano spadek zainteresowania takimi samochodami.

Polacy, podobnie jak Czesi, Słowacy i Węgrzy, w przeważającej większości wybierali w minionym roku samochody z manualną skrzynią biegów (w Polsce stosunek sprzedanych aut z manualną przekładnią do samochodów z automatem wyniósł: 88,7% – 11,3%).

W 2016 roku w Polsce, podobnie jak w pozostałych krajach Grupy AAA AUTO, najchętniej były kupowane samochody używane z nadwoziem typu hatchback. Polacy wybrali ten typ nadwozia w 44,8% kupionych samochodów, Czesi w 33,7% modeli, Słowacy – w 41,0%, a Węgrzy – w 47,9%.

Jeśli chodzi o preferencje odnośnie koloru samochodów, według raportu AAA AUTO Polacy wyróżnili się na tle całej Grupy, w której najchętniej kupowano szare modele samochodów. W Polsce najpopularniejszy okazał się kolor srebrny. Srebrne samochody wybrało 22,4% kupujących; 20,2% kupiło samochody czarne; 14,3% – szare; 13,8% – niebieskie; 6,7% – czerwone.

AAA AUTO specjalizuje się w samochodach po pierwszym lub drugim właścicielu, z udokumentowaną historią serwisową. Samochody są szczegółowo badane w trakcie zakupu, co powoduje, że aż 65-70% z nich nie jest przyjmowane z powodu usterek technicznych lub prawnych. Firma proponuje klientom szeroką ofertę usług, od wykupu, przez zakup w rozliczeniu, aż do zakupu pojazdu na raty i z pakietem ubezpieczeń. Oferuje gwarancję legalnego pochodzenia pojazdu i możliwości jego wymiany na inny, w terminie do siedmiu dni, jak również gwarancję ubezpieczeniową Carlife na stan mechaniczny pojazdu do 12 miesięcy. Sprzedawane przez firmę samochody są jej własnością i posiadają dożywotnią gwarancję prawną. W 2016 roku firma wprowadziła unikalne na rynku aut używanych rozwiązanie, pozwalające na finansowanie zakupu auta używanego w kredycie z jednoczesną rekompensatą kosztów kredytu.

Spółka DSR planuje wejście na GPW

DSR, polska firma dostarczająca rozwiązania informatyczne dla przemysłu, chce pozyskać kapitał na dalszy rozwój i wejść na Giełdę Papierów Wartościowych. Ubiegły rok spółka zamknęła 13% wzrostem przychodów. W tym roku planuje utrzymanie dwucyfrowego wzrostu.   

ERP wciąż daje zarobić

Na rynku informatycznym od lat mówi się, że segment średnich i dużych ERP jest coraz bardziej nasycony. Rzeczywiście, według danych Głównego Urzędu Statystycznego, w 2015 r. co druga firma w Polsce zatrudniająca powyżej 50 pracowników posiadała system wspierający zarządzanie. Jeszcze większe jest nasycenie rozwiązaniami ERP w grupie firm zatrudniających powyżej 250 pracowników. Jeśli wierzyć statystykom, niemal 90% z nich wdrożyło już system wspierający zarządzanie przedsiębiorstwem. Wyniki wrocławskiej spółki DSR dostarczającej systemy informatyczne dla firm produkcyjnych pokazują jednak, że na systemach ERP wciąż można zarobić.

Nasycenie nie oznacza, że rynek nie kupuje tych rozwiązań. Klienci uważniej przypatrują się wartości swojego ERP i jakości jego wdrożenia. W Polsce często okazuje się, że w obszarze produkcji jest sporo do poprawy a koniunktura w gospodarce sprzyja inwestycjom. Nastroje w przemyśle jeszcze nigdy nie były tak dobre. To zachęca firmy do wydawania pieniędzy zarówno na systemy wspierające zarządzanie, jak i te uzupełniające ERP – APS do zaawansowanego planowania i harmonogramowania produkcji czy Shop Floor Control do rejestracji produkcji – przekonuje Piotr Rojek, prezes zarządu DSR.

APS napędza wzrost

Przychody spółki w 2016 r. wyniosły prawie 14,5 mln zł i wzrosły we wszystkich obszarach jej działania. W porównaniu do ubiegłego roku wzrosły zarówno przychody z wdrożeń systemu ERP QAD, jak i rozwiązań Business Intelligence czy systemów PLM wspierających zarządzanie cyklem życia produktów.

Największe projekty zrealizowaliśmy dla klientów, którzy zdecydowali się zoptymalizować obszar planowania produkcji za pomocą narzędzi APS. Sprzedaż tych rozwiązań stanowi obecnie już kilkanaście procent biznesu naszej spółki. Największą dynamikę sprzedaży odnotowaliśmy natomiast w obszarze narzędzi klasy Shop Floor Control – tłumaczy Piotr Rojek z DSR.

Wyższe przychody to nie tylko efekt projektów realizowanych m.in. w Korona Candles, Kelvion czy Panasonic Energy Poland, ale również inwestycji w rozwiązania chmurowe. DSR rozpoczął współpracę z Microsoft w obszarze Azure, która przyniosła znaczące zmiany w technologii. Spółka wprowadziła też zmiany w obszarze integracji systemów (Szyna Danych).

W drodze na GPW

W tym roku DSR planuje utrzymanie dwucyfrowego wzrostu. Przychody spółki mają wynieść 16 mln zł. – W branży motoryzacyjnej pojawiają się nowe regulacje, które wymuszą lepsze wdrożenia IT, a branża spożywcza rozwija się szybko i ma dobre prognozy wzrostu. Zapotrzebowanie na oprogramowanie wspierające zarządzanie produkcją będzie rosło, bo potrzeby firm w obszarze optymalizacji produkcji są znaczące – przekonuje Piotr Rojek z DSR.

Na razie DSR finansuje inwestycje ze środków własnych, ale docelowo chce na rozwój pozyskać fundusze od prywatnych inwestorów. – Planujemy IPO na 2021 lub 2022 r. To jeszcze dużo czasu, ale plany mamy bardzo ambitne. IPO pozwoli je potwierdzić ich słuszność lub je zweryfikować – przekonuje Piotr Rojek.  Obecnie DSR wdraża już program opcji na akcje dla swoich pracowników.

DSR to wrocławska spółka dostarczająca oprogramowanie wspierające zarządzanie firmami produkcyjnymi. Spółka świadczy także usługi konsultingowe oraz szkoleniowe. Najważniejsi klienci reprezentują branżę spożywczą, motoryzacyjną i meblową.

Aplikacje dla ABIch (Administratorów Bezpieczeństwa Informacji)

Konrad Gałaj-Emiliańczyk, ekspert ds. ochrony danych ODO 24
Konrad Gałaj-Emiliańczyk, ekspert ds. ochrony danych ODO 24

Pełnienie funkcji ABI wymaga zarówno dobrej organizacji czasu jak i odpowiednich narzędzi pracy. Obecnie na rynku dostępne są aplikację, które mają na celu odciążyć ABI oraz administratora danych w obowiązkach związanych z przestrzeganiem przez organizację przepisów prawa ochrony danych osobowych. Czym się różnią? W czym mogą pomóc? Podpowiadamy w przeglądzie eksperckim firmy ODO 24.

Przegląd aplikacji warto poprzedzić rozróżnieniem samych jej odbiorców. Większość dostępnych aplikacji, tak naprawę, jest dedykowana nie dla ABI, zgodnie z obecnym stanem prawnym, a dla administratora danych – zwraca uwagę Konrad Gałaj-Emiliańczyk, ekspert ds. ochrony danych ODO 24. Dostawcy aplikacji często błędnie zakładają, że do obowiązków ABI należą takie czynności jak nadawanie upoważnień do przetwarzania danych osobowych lub prowadzenie dokumentacji ochrony danych osobowych. Nieporozumienie wynika z faktu, że do stycznia 2015 r. wymienione czynności najczęściej były przydzielane ABI, jednak obecny stan prawny wymaga większego zaangażowania całej organizacji we wdrożenie oraz utrzymywanie systemu ochrony danych osobowych na bezpiecznym poziomie.

W zestawieniu brano pod uwagę funkcjonalność aplikacji, czyli sposób korzystania z narzędzia w praktyce, intuicyjność oraz dostępność informacji. Dodatkowymi czynnikami wpływającymi na ich ocenę była możliwość instalacji danej aplikacji lokalnie lub zdalny dostęp oraz możliwość generowania dokumentów lub zestawień z poziomu samej aplikacji.

ABI EKSPERT+

ABI EXPERT+- aplikacja dla Administratora Bezpieczeństwa InformacjiABI EKSPERT+ najdłużej funkcjonująca na rynku aplikacja jest dostępna online, bez możliwości pobrania i zainstalowania na lokalnym komputerze lub serwerze. Nawigacja prowadzona w formie ikon, co trochę może utrudniać pracę niedoświadczonemu ABI (nie jest jasne, który przycisk do czego służy, ani od czego powinien zacząć pracę w aplikacji). Zakładki podzielone są na obszary zaczynając od rejestru zbiorów danych osobowych, nośników elektronicznych i oprogramowania, podmioty zewnętrzne (procesorów danych), ewidencję osób upoważnionych. Bardzo przydatną funkcjonalnością jest możliwość wygenerowania rejestru zbiorów danych osobowych prowadzonego przez ABI oraz jego udostepnienie w formie odnośnika do strony internetowej. Aplikacja jest bardzo elastyczna, użytkownik ma możliwość edytowania treści generowanych dokumentów takich jak upoważnienia do przetwarzania danych osobowych oraz ich ewidencjonowania. Oprogramowanie posiada także możliwość przeprowadzania testów – edytowanych w samej aplikacji – wobec osób przetwarzających dane osobowe przed nadaniem im upoważnienia. Niedosytem może być brak szkoleń w formie e-learningu w samej aplikacji. Poszczególne zakładki są dość funkcjonalne jednak można odnieść wrażenie, że sama aplikacja była tworzona z uwzględnieniem poprzedniego stanu prawnego. Oczywiście posiada ona funkcjonalności wymagane nowelizacją z 2015 r. Jednak zastanawiająca jest funkcjonalność takich zakładek jak rejestr udostępnionych danych osobowych, gdyż nie ma żadnego prawnego obowiązku jego prowadzenia. Podobnie z zakładkami dotyczącymi kopii zapasowych oraz serwisów oprogramowania.

W ocenie eksperta: Aplikacja jest godna polecenia ze względu na swoją elastyczność, jednak ze względu na funkcjonalności pasuje bardziej do sektora publicznego niż prywatnego. Korzystając z aplikacji można odnieść wrażenie pewnego chaosu i braku intuicyjności poszczególnych elementów. Aplikacja z pewnością będzie dobrym wyborem dla doświadczonych ABI, a gorszym wyborem dla początkujących ABI, którzy na co dzień zajmują się innymi rzeczami niż pełnienie funkcji ABI – wskazuje Konrad Gałaj-Emiliańczyk, ekspert ds. ochrony danych ODO 24.

ABI Administrator

ABI Administrator - aplikacja dla Administratora Bezpieczeństwa InformacjiKolejna aplikacja ABI Administrator, powstała w 2016 r., bazuje na WordPress CMS, co jest ciekawym pomysłem, z uwagi na funkcjonalność WordPress-a jako narzędzia do tworzenia stron internetowych. Można jej przyznać wysokie noty za charakter wizualny. Podobnie jak w przypadku większości aplikacji dostępne są zakładki Dokumenty, Zbiory, Programy i zasoby, Osoby, Miejsca, Incydenty i Sprawdzenia. Niestety generowane z aplikacji dokumenty pozostawiają wiele do życzenia, np. upoważnienie w formacie pdf jest obarczone brakiem przejrzystości i zagmatwaniem, dodatkowo łatwo o błąd w generowaniu dokumentu, a możliwość edycji jest ograniczona do minimum. Poważną wadą systemu jest brak modułu sprawdzenia, który powinien być dostępny od stycznia 2015 r. Korzystając z poszczególnych funkcjonalności można odnieść wrażenie, że twórcy aplikacji nie orientują się w obowiązujących przepisach prawa, gdyż zakresy poszczególnych tabel nie odzwierciedlają tych informacji, które są wymagane, na rzecz promocji informacji nie potrzebnych.

W ocenie eksperta: Aplikacja ABI Administrator stanowi przykład bardzo dobrego pomysłu jednak miernego wykonania. Niestety przez braki w funkcjonalności trudno jest polecić ją komukolwiek jako narzędzie wspierające funkcjonowanie systemu ochrony danych osobowych – mówi Konrad Gałaj-Emiliańczyk z ODO 24.

ABIeye

ABIeye - aplikacja dla Administratora Bezpieczeństwa InformacjiAplikacja ABIeye stanowi pewne urozmaicenie spośród pozostałych narzędzi ze względu na znacznie rozszerzoną funkcjonalność. Nie jest to jedynie narzędzie wspomagające pracę ABI, ale również platforma e-learningowa, która umożliwia bez odchodzenia od biurka przeszkolenie wszystkich osób oraz nadanie im upoważnień do przetwarzania danych osobowych. Jest to jedno z niewielu narzędzi, które posiada funkcjonalność związaną z obsługą więcej niż jednego podmiotu przez jednego ABI. Dlatego sprawdzi się jako narzędzie do koordynacji nadzoru w ramach grup kapitałowych, gdzie bardzo często te same osoby są zatrudniane przez kilka podmiotów. Podobnie jak wskazane już aplikacje panel administracyjny jest opatrzony zakładkami, na które składają się: ewidencja dokumentów, ewidencja zbiorów, ewidencja osób, ewidencja miejsc, ewidencja powierzeń oraz ewidencja incydentów. Rdzeniem programu jest zakładka dotycząca osób, która posiada najwięcej funkcjonalności. Możliwe jest nadawanie upoważnień do poszczególnych zbiorów jak i tzw. upoważnień ogólnych tj. zgodnych z zakresem obowiązków służbowych i przydzielonych dostępów do systemów informatycznych. Minusem aplikacji jest odpłatność szkoleń w formie e-learningu, jednak w żaden sposób nie ogranicza to możliwości szkolenia osób w innej formie lub z wykorzystaniem innej platformy e-learningowej. Jest to jedna z niewielu aplikacji, które są dostępne w pełnej wersji bezpłatnie, co z pewnością stanowi duży atut. Jedną z wad aplikacji jest niedopracowany mechanizm generowania ewidencji do formatu pdf, gdy jest dodane zbyt dużo rekordów to ewidencja wygląda mało przejrzyście. Przechowywanie dokumentów rozwiązano bardzo sprawnie – niezależnie od stanu prawnego wszelkie dokumenty w każdej dostępnej wersji mogą być przechowywane w aplikacji ABIeye.

W ocenie eksperta: Głównym celem aplikacji jest zebranie wszystkich najważniejszych elementów w jednym miejscu i skuteczne zarządzanie nimi. Dodatkowym atutem aplikacji jest to, że jest ciągle rozwijana zgodnie z prośbami użytkowników. Aplikacja dedykowana jest przede wszystkim dużym podmiotom, gdzie przetwarzanie danych osobowych odbywa się w sposób rozproszony – mówi ekspert ODO 24.

ABI 3.0

ABI 3.0 - aplikacja dla Administratora Bezpieczeństwa InformacjiABI 3.0, w przeciwieństwie do pozostałych aplikacji, jest instalowana (dość intuicyjnie) na stacji roboczej jednak łączy się zdalnie z dostawcą w celu aktywacji. Deklarowana funkcjonalność aplikacji jest bardzo szeroka. Dostępne są wersje na lokalne serwery administratora danych jak i wersje dla wielu użytkowników. Aplikacja wykorzystuje przeglądarkę internetową do wyświetlania wszelkich treści. Aplikacja jako jedna z niewielu umożliwia pobranie szablonów dokumentacji ochrony danych osobowych oraz narzędzi pełnienia nadzoru i dostosowanie ich do stanu faktycznego konkretnego administratora danych.

W ocenie eksperta: Oprogramowanie jest jednym z najbardziej rozbudowanych i dedykowanych narzędzi do pełnienia nadzoru, jednak jego zasadniczą wadą jest okresowo płatna licencja, umożliwiająca korzystanie z tego narzędzia. Istnieje ryzyko, że niedoświadczony ABI stworzy cały system ochrony danych osobowych na bazie tej aplikacji, a później nie będzie w stanie się z niej wycofać i zostanie zmuszony do ponoszenia opłaty licencyjnej  – wskazuje Konrad Gałaj-Emiliańczyk z ODO 24.