Big Data ością w gardle korporacji. Mimo górnolotnych deklaracji, zaawansowana analityka danych wciąż w powijakach

Badanie przeprowadzone przez Dimensional Research rzuciło nowe światło na stan implementacji Big Data przez korporacje. Wynika z niego, że aż 76 proc. ankietowanych firm wdraża już samoobsługową analitykę dużych zbiorów cyfrowych informacji. Pozostałe dane nie są już tak optymistyczne. Okazuje się, że większość zespołów IT ma problem ze skuteczną implementacją narzędzi analitycznych. Zaskakuje to tym bardziej, że deklarują one pełną zdolność w tym zakresie.

76 proc. korporacji wdraża już analitykę Big Data – wynika z badania przeprowadzonego przez Dimensional Research dla Qubole. Prognozy w tym obszarze są równie optymistyczne, bo aż 20 proc. firm planuje implementację takiej analityki w niedalekiej przyszłości. Z pozytywnych informacji zawartych w raporcie warto przytoczyć jeszcze te, dotyczące zapotrzebowania na Big Data. 93 proc. respondentów jest zdania, że popyt biznesu na technologie, które okiełznają dane z całego przedsiębiorstwa i źródeł zewnętrznych wciąż rośnie.

Siły na zamiary

Z deklaracji szefów IT wynika, że z wdrożeniem analityki Big Data ankietowane korporacje w zasadzie nie powinny mieć większych problemów. 87 proc. respondentów było pewnych lub bardzo pewnych swoich możliwości oraz umiejętności w tym zakresie, jednak im dalej zagłębiamy się w lekturę raportu, tym większy dysonans rysuje się pomiędzy ich śmiałymi oświadczeniami, a stanem faktycznym. Ci sami respondenci uznali bowiem, że wdrażane przez nich rozwiązania znajdują się wciąż w początkowym stadium rozwoju, a jedynie 8 proc. uważa swoje systemy analityczne za w pełni dojrzałe. Z kolei 98 proc. ankietowanych przyznało, że mierzy się z kilkoma poważnymi wyzwaniami w kwestii implementacji rozwiązań Big Data, co więcej, aż 45 proc. z nich nie jest w stanie zaspokoić potrzeb i oczekiwań swojej firmy w zakresie analizy danych. Celem analizy danych jest ich umiejętne spieniężenie, skoro jak pokazuje raport firmy mają problemy z wdrożeniem analityki wielkich zbiorów danych, to ich monetyzacja we własnym zakresie jest praktycznie nie do osiągnięcia. Zdaniem Piotra Prajsnara z Cloud Technologies, spółki specjalizującej się między innymi w data consultingu, która od lat pomaga firmom w monetyzacji cyfrowych informacji, proces implementacji zaawansowanej analityki danych nie należy do najłatwiejszych.

 Dopiero, gdy połączymy w ramach jednego systemu wszystkie dane generowane wewnątrz przedsiębiorstwa z aktualnymi cyfrowymi informacjami pochodzącymi z zewnętrznych źródeł, możemy uzyskać pełny, 360 stopniowy obraz firmy oraz klienta. Tzw. data enrichment, a następnie analiza i zrozumienie wielkich zbiorów danych są kluczem do optymalizacji procesów biznesowych. Takie wdrożenia w przypadku dużych korporacji to żmudny i złożony proces wymagający z jednej strony dojrzałej technologii, z drugiej wiedzy i zasobów osobowych w postaci data minerów. Trzeba uporać się z danymi gromadzonymi w różnych silosach, różniących się od siebie strukturalnie i generowanych przez odmienne narzędzia. Jednak bez podjęcia tego typu działań firmy nie będą w stanie zmonetyzować informacji, które posiadają – tłumaczy Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies.

Usługi wciąż w cenie    

Problemy z własnymi systemami IT nie skłoniły jednak firm do rezygnacji z korzyści, jakie niesie ze sobą zaawansowana analityka danych. Podczas gdy w ich wewnętrznych infrastrukturach informatycznych trwają prace nad cyfryzacją, 61 proc. korporacji sięga po zewnętrzne usługi analityczne. Rosnące zapotrzebowanie na takie usługi widać również w raporcie MarketsandMarkets. Wynika z niego, że rynek usług BDaaS (Big Data as a Service) ma rosnąć do 2020 r. aż o 31 % rocznie, co czyni go najszybciej rozwijającym się sektorem usług IT. Według Macieja Sawy z OnAudience.com, największej w Europie hurtowni danych o zachowaniach i zainteresowaniach internautów, usługi z kategorii BDaaS to najprostszy sposób na czerpanie pełnymi garściami z długiej listy błogosławieństw zaawansowanej analityki danych.

Koszty związane z implementacją analityki Big Data można mocno zredukować, decydując się na rozwiązania działające w chmurze obliczeniowej. Przykładem może być obszar marketingu. Nowoczesne platformy DMP potrafią łączyć i analizować dane z wielu różnych źródeł. Mogą to być np. informacje na temat historii interakcji klienta z marką w różnych kanałach połączone z jego aktywnością w mediach społecznościowych i historią surfowania w Internecie. Zestawiając dane własne z danymi z kampanii oraz zasobami 3rd party data można zoptymalizować działania marketingowe i sprzedażowe generując kilkudziesięcioprocentowe zyski – przekonuje Maciej Sawa, Chief Commercial Office w OnAudience.com

Na rosnącą popularność usług BDaaS wpływają gwałtownie rosnąca liczba informacji w Internecie i coraz większa świadomość firm, które chcą zrobić z nich użytek. IDC prognozuje, że do 2025 roku globalna sieć liczyć będzie już 180 Zettabajtów danych. Już dziś jej rozwój szacuje się na 40 proc w skali roku. Za ten wzrost w dużej mierze odpowiadają zwyczajni użytkownicy. Doskonale ilustruje to raport „Data Never Sleeps 4.0”. Wynika z niego, że w ciągu jednej minuty internauci przeglądają ponad 159 tys. stron, publikują 400 godzin materiałów wideo w serwisie YouTube i udostępniają ponad 216 tys. zdjęć na Facebooku. Jeśli wierzyć prognozom ekspertów, do końca 2018 roku przepływ danych zewnętrznych w przedsiębiorstwach wzrośnie aż pięciokrotnie.

By taki scenariusz mógł się ziścić, firmy muszą przyspieszyć pracę nad własną infrastrukturą, sięgając zarazem po dane zewnętrzne. Im więcej firm przejdzie cyfrową transformację, tym większe będzie zapotrzebowanie na usługi BDaaS. Nie są one alternatywą do własnych systemów BI, ale ich dopełnieniem – wyjaśnia Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies.

Toyota zainwestuje 1,33 miliarda dolarów w reorganizację swojej największej fabryki w USA

fabryka Toyoty USAToyota zainwestuje 1,33 miliarda dolarów w fabrykę samochodów w Kentucky. Jej celem jest przystosowanie fabryki do wdrożenia nowej architektury TNGA (Toyota New Global Architecture), która jest efektem wieloletnich badań nad rozwojem nowych platform, napędów i koncepcji produkcji części oraz samochodów w znacznie wydajniejszy, modułowy sposób.

Nowa architektura zadebiutowała w 2015 roku wraz z 4. generacją Priusa. Obecnie w sprzedaży są dostępne także 2 inne modele zbudowane na platformie TNGA – crossover C-HR i Prius Plug-in Hybrid. W fabryce Toyoty w Kentucky będzie produkowany nowy model pełnowymiarowego sedana Camry – najpopularniejszego samochodu osobowego w USA od ostatnich 15 lat. Camry 2018 będzie pierwszym samochodem Toyoty produkowanym w Stanach Zjednoczonych, w którym filozofia TNGA znajdzie pełną realizację w konstrukcji auta i technologii produkcji.

„Reorganizacja fabryki w Kentucky to początek szerokiego planu inwestycji w nasze fabryki w USA na kwotę 10 miliardów dolarów w ciągu kilku najbliższych lat. Koncepcja Toyota New Global Architecture powstała po to, abyśmy produkowali coraz lepsze i bardziej ekscytujące samochody o lepszych osiągach, niższym zużyciu paliwa, przy tym precyzyjniej reagujące na działania kierowcy i zapewniające pewniejsze, bardziej komfortowe prowadzenie” – powiedział Jim Lentz, CEO Toyota Motor North America.

Rozwój największej fabryki Toyoty

Toyota Kentucky to największa fabryka Toyoty na świecie, zatrudniająca 8200 pracowników. Niedawno zakład przyjął 700 kolejnych specjalistów w związku z planowanym wdrożeniem produkcji nowej generacji Camry. W ubiegłym roku wyprodukowano tu 500 tys. samochodów, jedną czwartą całkowitej produkcji Toyoty w Ameryce Północnej. Od 1986 roku, tj. od otwarcia Toyota Kentucky, powstało w niej 11 milionów samochodów. Niedawne badanie Center for Automotive Research wykazało, że dzięki temu zakładowi mieszkańcy stanu Kentucky zyskali łącznie 30 tys. miejsc pracy w samej fabryce oraz firmach z nią współpracujących.

Toyota New Global Architecture

TNGA reprezentuje zupełnie nową, modułową strategię projektowania samochodów, ich produkcji oraz organizacji pracy w fabrykach. Na potrzeby produkcji samochodów opartych na nowych platformach zaprojektowano od nowa linie produkcyjne, których modułowe elementy pozwalają na szybką reorganizację, oszczędzając miejsce i ułatwiając wprowadzanie modyfikacji do samochodów. TNGA skraca czas opracowywania nowego modelu lub wprowadzenia modyfikacji. To największa zmiana w Systemie Produkcji Toyoty od czasu jego zdefiniowania w połowie XX wieku.

Złoty traci na wartości. Kurs dolara testuje poziom 4 zł

Od rana złoty traci na wartości. Dolar obecnie testuje poziom 4,00 zł, a euro próbuje się wybić z kilkudniowej konsolidacji. Wpływ na zachowanie naszej waluty mają przede wszystkim czynniki globalne. Wyraźnie widać, że inwestorzy wolą poczekać na rozwój wydarzeń w bezpiecznych przystaniach.

Złotemu z pomocą może przyjść krótszy tydzień ze względu na Wielki Piątek. Globalnemu nastrojowi szkodzi przede wszystkim aktywność amerykańskich wojsk. Trump w kampanii wyborczej obiecywał skupienie się na wewnętrznych problemach Ameryki, delikatnie sugerując odejście od roli “szeryfa świata”. Ostatnie wydarzenia jednak dość mocno temu przeczą. Najpierw był atak rakietowy na lotnisko w Syrii, spowodował wzrost napięcia na linii Moskwa – Waszyngton. Później wysłanie okrętów wojennych w kierunku Korei Północnej, która pozostaje pod nieformalnym parasolem ochronnym Chin.

Le pen jeszcze nie przegrała.

W Europie także nie brakuje niepewności. Kampania wyborcza we Francji wchodzi w decydującą fazę, a ostatnie sondaże nie wskazują żadnego zdecydowanego lidera. Co więcej, różnica między pierwszą czwórką jest niewielka, przez co nie wiadomo nawet, kto wejdzie do drugiej tury. Jeszcze niedawno oczywistym wydawało się, że jest ona zarezerwowana dla Le Pen oraz Macrona, jednak w ostatnim czasie lider skrajnej lewicy Melenchon dynamicznie zyskuje poparcie. Również skreślany przez wielu Fillon nie złożył jeszcze broni i także ma realne szanse na wejście do drugiej rundy. Największe obawy na rynku walutowym budzi jednak Marine Le Pen, która ostatnio złapała drugi oddech i  znowu nieznacznie przewodzi w sondażach.

Dynamika cen w Polsce.

Na naszym podwórku najważniejszym wydarzeniem dnia będzie popołudniowy odczyt inflacji. Wstępny odczyt okazał się niższy od oczekiwań i wyniósł równe 2%. Analitycy oczekiwali wyniku na poziomie 2,2% i niewykluczone, że dzisiejszy odczyt będzie bliższy tej wartości. RPP oczekuje stabilizacji tego wskaźnika w najbliższym czasie, przez co nie spieszy się ze zmianą parametrów polityki monetarnej. Wcześniej poznamy odczyt dotyczący produkcji przemysłowej w strefie euro oraz indeks instytutu Zew w Niemczech.

Krzysztof Adamczak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Liczba osób posiadających dodatkowe polisy zdrowotne zwiększyła się o prawie 30 proc. r/r

Dane za cały 2016 rok wskazują, że liczba osób posiadających dodatkowe polisy zdrowotne zwiększyła się o prawie 30 proc. w stosunku do ubiegłego roku i wyniosła 1,861.4 miliona ubezpieczonych. Składka przypisana brutto wyniosła 547,2 miliony zł (wzrost o ponad 13 proc.) –  wynika z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Ubezpieczenia grupowe, zazwyczaj kupowane przez pracodawców lub przez samych pracowników wciąż stanowią największą część rynku dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych i obejmują ponad 1,475 miliona osób. Mimo tego, to właśnie w grupie ubezpieczeń indywidualnych widoczny jest największy wzrost, aż o 42 proc. rok do roku.

– Rosnąca popularność tego typu ubezpieczeń sprawia, że nie jest to już domena wyłącznie dużych korporacji. Obecnie coraz więcej małych i średnich przedsiębiorstw oraz organów administracji publicznej decyduje się na zapewnienie swoim pracownikom dodatkowej ochrony – wyjaśnia Dorota M. Fal, ekspert ds. ubezpieczeń zdrowotnych, doradca zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń. – Takie polisy są uzupełnieniem publicznego systemu opieki zdrowotnej. Stanowią odpowiedź na jego niedoskonałości, czyli słabą dostępność do lekarzy specjalistów i części procedur szpitalnych, zwłaszcza procedur zabiegowych. Ubezpieczenia zdrowotne oferowane przez pracodawcę są bardzo cenionym „bonusem”, jednocześnie, poza podniesieniem atrakcyjności danego pracodawcy, przynoszą mu wymierne korzyści w postaci zmniejszenia absencji i ograniczaniem także zjawiska prezenteizmu pracowników.

ubezpieczenia dodatkowe raport

Wyniki Grupy ERGO Hestia za 2016 rok

W 2016 roku po raz kolejny ERGO Hestia z dużym zapasem pokonała poprzeczkę 5 miliardów złotych zebranej składki. Firma umocniła się na pierwszej pozycji pod względem jakości obsługi, a jubileusz 25-lecia istnienia uczciła premierą nowoczesnej platformy iHestia, która wprowadza klientów i pośredników do Nowego Świata Ubezpieczeń.

5,190 mld zł składki przypisanej brutto i powrót do rentowności biznesu, to efekt konsekwentnej realizacji strategii Najwyższego Standardu Ochrony. W ubiegłym roku, pomimo widocznych skutków kilkuletniej wojny cenowej, Grupa ERGO Hestia osiągnęła wyższy od oczekiwanego zysk netto na poziomie 93,92 mln zł poparty bardzo dobrym wynikiem technicznym w wysokości 64,45 mln zł.

W 25-lecie istnienia ERGO Hestia wprowadziła agentów i klientów w Nowy Świat Ubezpieczeń. iHestia, która miała swoją premierę w ERGO ARENIE na oczach 8 tysięcy agentów i pracowników firmy. To pierwsza w Polsce tak zaawansowana technologicznie, a jednocześnie intuicyjna w codziennym użyciu platforma sprzedaży i pełnej obsługi wszystkich procesów ubezpieczeń detalicznych. W ciągu 10 miesięcy firma przeprowadziła ponad 2500 godzin szkoleń i w efekcie dziś z iHestii korzysta 3000 agencji i 11 000 pośredników ubezpieczeniowych.

iHestia diametralnie uprościła sposób elastycznego korzystania z wielowariantowej palety produktów, likwidując jednocześnie wiele zbędnych formalności. Nowe rozwiązanie pozwoliło skrócić dystans pomiędzy klientem i doradcą, dzięki czemu pośrednik ma możliwość jeszcze lepszego wejścia w rolę opiekuna klienta. W kwietniu 2016 roku podczas VII Insurance Forum Piotr Maria Śliwicki, prezes Grupy ERGO Hestia odebrał nagrodę specjalną 25-lecia polskiego rynku za kreowanie rozwoju sektora ubezpieczeniowego. Jednocześnie członkowie kapituły podkreślili osobistą rolę prezesa ERGO Hestii w procesie wdrażania innowacji, które w krótkim czasie stawały się standardem dla całej branży.

Dane finansowe Grupy Ergo Hestia

Spółki Grupy ERGO Hestia: Dynamika sprzedaży w przypadku ubezpieczeń majątkowych i życiowych wyniosła: 96,8 proc. Spółka majątkowa razem z Sopockim Towarzystwem Ubezpieczeń na Życie ERGO Hestia osiągnęła wartość składki przypisanej brutto na poziomie 5,190 mld zł. W tym okresie Grupa wypłaciła swoim klientom 2,742 mld zł odszkodowań i świadczeń, o 22 proc. więcej niż w roku poprzednim. Zysk netto spółek sięgnął 93,92 mln zł, a wynik techniczny wyniósł 64,45 mln zł.

Sopockie Towarzystwo Ubezpieczeń ERGO Hestia SA, które oferuje ubezpieczenia majątkowe, w ciągu dwunastu miesięcy 2016 roku zebrało 4,285 mld zł składki przypisanej brutto, to o 15,1 proc. więcej niż w 2015 roku. Wyniki finansowy i techniczny za 2016 rok osiągnęły poziom odpowiednio 81,06 mln zł oraz 36,22 mln zł.

Sopockie Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie ERGO Hestia SA zebrało w całym 2016 roku 904,50 mln zł składki przypisanej brutto, co oznacza spadek o 44,9 proc. w porównaniu do roku poprzedniego. Zysk netto spółki wyniósł 12,86 mln zł (dynamika 53,7 proc.), a wynik techniczny zamknął się na poziomie 28,23 mln zł (dynamika 94,7 proc.).

Komentarz do wyników finansowych w 2016 roku

Grzegorz Szatkowski, wiceprezes STU ERGO Hestii ds. finansowych
Grzegorz Szatkowski, wiceprezes STU ERGO Hestii ds. finansowych

Cieszymy się, że kolejny rok z rzędu jako wicelider rynku potwierdziliśmy pozycję jakościowego lidera na rynku ubezpieczeń w Polsce – mówi o wynikach 2016 roku Grzegorz Szatkowski, wiceprezes STU ERGO Hestii ds. finansowych. Po okresie wojny cenowej udało się nam powrócić na ścieżkę rentowności, w czym duży udział miała dyscyplina kosztowa. Wyzwaniem dla ubezpieczycieli pozostają nadal szkody osobowe. ERGO Hestia od wielu lat korzysta w tym zakresie z Centrum Pomocy Osobom Poszkodowanym i obserwujemy, że właśnie kompleksowej opieki pozwalającej na szybki powrót do sprawności oczekuje coraz więcej poszkodowanych – dodaje Grzegorz Szatkowski.

Ubiegły rok stał dla ERGO Hestii również pod znakiem zrównoważonego rozwoju, czego konsekwencją było zakwalifikowanie aż 20 dobrych praktyk firmy do 15. edycji Raportu „Odpowiedzialny biznes w Polsce. Dobre praktyki 2016”. To najlepszy wynik wśród firm z branży ubezpieczeniowej w raporcie publikowanym przez Forum Odpowiedzialnego Biznesu. Nie zabrakło kolejnych inicjatyw ukierunkowanych na podnoszenie jakości obsługi. Świadczą o tym chociażby nagrody Flota Ekologiczna Roku 2016, czy przyznany po raz czwarty z rzędu tytuł Gwiazdy Jakości Obsługi. Raport opublikowany w 2016 roku przez Rzecznika Finansowego również jednoznacznie wskazał, że spośród największych towarzystw ubezpieczeń to właśnie klienci ERGO Hestii mogą najbardziej ufać swojemu ubezpieczycielowi.

– W 2016 roku kontynuowaliśmy prace nad innowacyjnymi rozwiązaniami technologicznymi, które nierzadko wyprzedzają oczekiwania naszych klientów i partnerów pod względem jakości i nowoczesności. Efektem tych prac było między innymi wdrożenie iHestii. Zaawansowanie technologiczne oraz wysoka jakość obsługi wyróżniające nieustannie ERGO Hestię, zostały docenione nie tylko przez naszych klientów, ale również na arenie międzynarodowej. ERGO Hestia została wybrana na centrum referencyjne dla pozostałych towarzystw Grupy ERGO w Europie Środkowo-Wschodniej, a prezes Piotr Śliwicki wszedł do zarządu ERGO Internationalpodsumowuje Grzegorz Szatkowski.

Komunikacja w czasie rzeczywistym – niezbędne narzędzie skutecznego biznesu

Zwiększająca się różnorodność narzędzi komunikacyjnych sprawia, że obecnie, chcąc porozumieć się z drugą osobą, bardzo istotny jest wybór kanału komunikacyjnego, czyli metody przekazywania informacji. Przed takim wyborem stają również przedsiębiorcy, którzy muszą zdecydować, jakie sposoby komunikacji będą funkcjonować w ich firmie. Jedną z najciekawszych możliwości, niosącą ze sobą wiele korzyści, jest technologia umożliwiająca pracownikom komunikację w czasie rzeczywistym.

Narzędzia komunikacyjne dostępne obecnie dla przedsiębiorstw mogą być hierarchizowane zarówno pod względem czasu otrzymania informacji zwrotnej, jak i zaangażowania w proces wymiany informacji. – Komunikacja w czasie rzeczywistym jest rozwiązaniem najbardziej angażującym uwagę pracownika, a także pozwala na niemal natychmiastową informację zwrotną. Dzięki temu sprawdza się w tych aspektach biznesu, w których priorytet mają szybkość i precyzja wymiany informacji. Do narzędzi komunikacji w czasie rzeczywistym należą rozmowy telefoniczne, połączenia w technologii VoIP i SIP oraz wideorozmowy – mówi Jarosław Pazgrat, Dyrektor Zarządzający firmy MCX Telecom.

Zastosowanie komunikacji w czasie rzeczywistym

W firmie pracodawca może, w zależności od swoich potrzeb, wyselekcjonować dowolne obszary, w których pracownicy będą wykorzystywać ten rodzaj komunikacji. Istnieje jednak szereg sytuacji, w których sprawdzi się ona nadzwyczaj skutecznie:

– kontakt wewnątrz grup projektowych – wyposażenie małych zespołów w technologie umożliwiającą komunikowanie się w czasie rzeczywistym pozwoli nie tylko na sprawniejszy przepływ informacji, ale przede wszystkim na ich doprecyzowanie. Dzięki temu grupa oszczędzi czas niezbędny na wyjaśnianie nieporozumień.

– firma o rozproszonej strukturze zatrudnienia – rozwój technologii sprawił, że obecnie pracownik będący w swoim domu może korzystać ze wszystkich udogodnień, jakie mógłby znaleźć w biurze. Współczesne urządzenia wideokonferencyjne pozwalają na kontakt z nawet dwustoma osobami jednocześnie, co znacznie podnosi efektywność wykonywanych zadań.

– komunikacja na linii firma-klient – przykładem na wykorzystanie komunikacji w czasie rzeczywistym do poprawienia obsługi klienta jest wprowadzenie usługi wideokonsultacji, dzięki którym konsultant mógłby nie tylko rozmawiać ze zgłaszającymi się osobami, ale też np. demonstrować rozwiązanie danego problemu.

Komunikacja dostępna dla każdego

Dzięki wykorzystaniu najnowszych rozwiązań z zakresu IT, narzędzia do komunikacji w czasie rzeczywistym są dostępne jako część większej całości – UC (Unified Comunication, komunikacja zintegrowana) i mogą być dystrybuowane jako usługa w systemie UCaaS. W skład UCaaS wchodzą także takie elementy, jak: komunikacja tekstowa, zarządzanie obecnością czy też narzędzia pracy grupowej, np. współdzielenie pulpitów. Ten model wdrożenia znacznie redukuje koszty implementacji i utrzymania takich rozwiązań (np. przez brak konieczności posiadania wewnętrznych firmowych serwerów), dzięki czemu na korzystanie z komunikacji w czasie rzeczywistym mogą pozwolić sobie także przedsiębiorstwa z sektora MŚP. – Na przystępność rozwiązań UCaaS znacznie wpływa fakt wyeliminowania kosztów inwestycyjnych i szybkość wdrożenia usługi. Ponadto technologia chmurowa zapewnia elastyczność, co oznacza, że firma rozliczana jest za tyle licencji, ile faktycznie jest potrzebnych, w każdej chwili mogąc płynnie regulować ich ilość. – mówi Jarosław Pazgrat. Ponadto, narzędzia komunikacyjne w systemie UCaaS prowadzą obliczenia w modelu Cloud Computing, a więc – w wirtualnej chmurze. Dzięki temu rozwiązania z tego zakresu są obecnie dostępne w każdym miejscu na ziemi.

We współczesnym przedsiębiorstwie coraz więcej zależy od skutecznego przepływu informacji. Jednak, oprócz rodzaju użytych narzędzi komunikacyjnych, równie ważne jest to, aby współpracowały one ze sobą oraz stanowiły odpowiedź na potrzeby firmy. Zwiększająca się ciągle dostępność tego typu rozwiązań pozwala nawet mniejszym graczom wykorzystać ich pełen potencjał i tym samym – skutecznie wspierać swój biznes.

Ekonomia dzielenia się – open source zmienia biznes

Według danych portalu Stackoverflow przeciętny programista spędza około siedmiu godzin tygodniowo pracując hobbystycznie nad rozwojem oprogramowania i uczestnicząc w projektach open source, czyli takich, które bazują na otwartym, dostępnym dla każdego kodzie. Na bezpłatne udostępnianie własnego know-how decydują się jednak nie tylko osoby prywatne, lecz także firmy z całego świata. Aż 65 proc. z nich wnosi swój wkład do projektów tego typu. Biznes zaczyna dostrzegać realne korzyści płynące z bezpłatnego dzielenia się własnym dorobkiem.

Branża nowoczesnych technologii należy do jednej z najbardziej otwartych na networking i wymianę wiedzy. Takie działania ułatwia z pewnością możliwość budowania społeczności online. Liczby mówią same za siebie. Z portalu Stackoverflow.com, stanowiącego forum dla osób zainteresowanych programowaniem, miesięcznie korzysta prawie 17 mln specjalistów IT. Z ankiety przeprowadzonej wśród użytkowników serwisu wynika, że 70 proc. z nich poświęca minimum dwie godzinny tygodniowo na programowanie hobbystyczne albo rozwój projektów open source. W przypadku co piątego badanego liczba ta wzrasta do ponad 10 godzin tygodniowo. Przeciętnie, badani poświęcają na projekty niezwiązane z pracą zawodową siedem godzin tygodniowo.

Ogromnym atutem ruchu open source jest efekt skali. Nad otwartym oprogramowaniem pracuje wielomilionowa społeczność specjalistów, która weryfikuje jakość kodu, wyłapuje błędy, sugeruje usprawnienia czy projektuje nowe funkcjonalności. Taka działalność to dla wielu z nich sposób na ciągłe doskonalenie umiejętności zawodowych, wzbogacanie portfolio czy budowanie relacji wewnątrz branży – mówi Dariusz Świąder, prezes zarządu Linux Polska, organizator Open Source Day, największego w Polsce wydarzenia dedykowanego otwartemu oprogramowaniu.

Jednak przykład ruchu open source pokazuje, że dzieleniem się wiedzą są zainteresowani nie tylko pojedynczy specjaliści, ale także całe organizacje. Z badania The Future of Open Source Survey 2016 wynika, że ok. 65 proc. organizacji kontrybuuje do projektów bazujących na otwartym kodzie, czyli takich, z których w przyszłości będzie mógł skorzystać każdy. W jednej na trzy firmy co najmniej połowa deweloperów pracuje nad otwartymi projektami. Rosnąca powszechność udostępniania kodu oprogramowania i korzyści płynące z tego typu praktyk sprawiają, że nawet technologiczni giganci kojarzeni przede wszystkim z rozwiązaniami zamkniętymi, jak Apple czy Microsoft, wykonują ukłon w stronę społeczności open source. Ten drugi w ubiegłym roku stał się członkiem Linux Foundation, organizacji non-profit wspierającej otwarte technologie. W 2014 r. firma udostępniła swoją platformę programistyczną .NET, co oznacza, że każdy kto chce rozwijać rozwiązania oparte o ten kod poza środowiskiem Windows ma w tej chwili taką możliwość. Z kolei w 2015 r. Apple udostępniło kod źródłowy opracowanego przez siebie języka programistycznego Swift.

Na tym zjawisku zyskują klienci dostawców oprogramowania. Otwartość kodu zmusza do ciągłego inwestowania w innowacje i rozwój produktu.  Dodatkową korzyścią jest fakt, że nie zachodzi tu tzw. zjawisko vendor lock-in, czyli uzależnienia od konkretnego dostawcy. Oznacza to, że użytkownik nie ponosi wielkich kosztów związanych z ewentualną zmianą dostawcy. Nie istnieje też ryzyko związane z zaniechaniem produkcji, bo w przypadku Open Source projekt może być kontynuowany czy to samodzielnie czy z innym dostawcą – dodaje Dariusz Świąder, Linux Polska.

Gospodarka oparta na dzieleniu się

Tego typu praktyki nie są jednak wyłącznie domeną branży IT. Jednym z głośniejszych przykładów udostępnienia dorobku intelektualnego przedsiębiorstwa było ujawnienie w 2014 r. przez Teslę patentów firmy. Rok później w jej ślady poszła Toyota ogłaszając, że udostępnia za darmo patenty związane z samochodami fuel cell. Ich nieodpłatne wykorzystanie będzie możliwe do roku 2020, kiedy jak przewiduje producent zakończy się proces wstępnego wprowadzenia tego rozwiązania na rynek. Pomimo, że działania obu firm wydają się być z pozoru sprzeczne z ich interesami, w rzeczywistości stanowią przemyślaną część strategii biznesowej. Komentując swoją decyzję CEO Tesli Elon Musk powiedział: Odczuwaliśmy potrzebę wystąpienia o patenty, ponieważ obawialiśmy się, że duże firmy motoryzacyjne skopiują naszą technologię, a później wykorzystają swoje zaplecze produkcyjne, sprzedażowe i marketingowe, by zdominować rynek. Nie mogliśmy się bardziej pomylić. (…) Pojazdy elektryczne nie stanowią nawet 1 proc. sprzedaży dużych koncernów samochodowych. Decyzja o uwolnieniu patentów ma szansę przyczynić się do rozwoju całego rynku, na czym skorzysta sama Tesla, np. sprzedając baterie do rozwiązań stworzonych przez konkurencję na bazie udostępnionych technologii. Przykład ten pokazuje, że tradycyjne podejście do ochrony firmowego know-how nie zawsze sprawdza się w sektorach opartych na innowacjach. Filozofia open source będzie więc w coraz większym stopniu przenikać do świata biznesu.

Zakupy przyszłości – wielokanałowa sprzedaż odmienia wnętrza sklepów

Internet i kanały mobilne oferują klientom nieskończoną ilość produktów kusząc niższymi cenami, wygodą i szybkością robienia zakupów. Czy oznacza to śmierć sklepów stacjonarnych? Wręcz przeciwnie. Aż 95% sprzedaży jest pochodną interakcji działań w tradycyjnych lokalach handlowych, e-commerce i na kanałach mobilnych. Stacjonarne punkty sprzedaży są istotnym elementem „omnichannelowej układanki”. Jak będą wyglądały sklepy przyszłości?

Zamiast wojny, wielokanałowa integracja

Nie od dziś wiadomo, że coraz szybszy rozwój technologii wpływa znacząco nasze nawyki zakupowe. Dotyczy to w szczególności pokolenia milenialsów, zdobywającego coraz większą siłę nabywczą. Potrzeby nowej generacji konsumentów najpełniej charakteryzują trzy kluczowe terminy: szybkość, wygoda i elastyczność. Oczekują oni ułatwień uwzgledniających ich tryb życia, które coraz częściej toczy się w wirtualnej rzeczywistości. Czy oznacza to wojnę sklepów e-commerce z tradycyjnymi punktami sprzedaży – z góry przegraną przez te drugie?

Absolutnie nie – mówi Anna Sulima–Gillow z firmy Forbis Group – Współczesna sprzedaż to równomierne rozwijanie wszystkich platform: stacjonarnych, internetowych oraz mobilnych. Wiedzą to od dawna wszystkie liczące się marki, których produkty dostępne są zarówno w sieci, jak i w tradycyjnych punktach sprzedaży. Omnichannel jest dziś najważniejszym trendem w branży handlowej. Sklepy stacjonarne będą istnieć zawsze, ale będzie zmieniała się ich rola, a co za tym idzie forma.

Przyszłość sklepów? „Sklepy przyszłości”

„Store of the future” to miejsce budujące spersonalizowane, wielokanałowe doświadczenie konsumenta, wychodzące poza standardowe zakupy. Współczesny konsument, oprócz możliwości dokonania zakupów szybko i wygodnie, potrzebuje ciągłych i silnych bodźców oraz stymulacji w momencie podejmowania decyzji. Mają mu je zapewnić rozwiązania technologiczne piątej generacji, integrujące świat rzeczywisty z wirtualnym. Umiejętne dostosowanie narzędzi z e-sklepu w połączeniu z tradycyjnymi zabiegami Visual Merchandisingu tworzy nowoczesną hybrydę w postaci sklepu przyszłości, który budować będzie spójne, pozytywne doświadczenie marki.

Aspektem decydującym o efektywności takich rozwiązań jest dobranie odpowiedniego narzędzia dla danej marki, trafiającego do określonej grupy konsumenckiej – podkreśla ekspert Forbis Group – Kluczowa jest tu ścisła współpraca pomiędzy działami: projektowym, marketingowym oraz odpowiedzialnym za nowe technologie.

Sklepowe „science fiction”

Nowe technologie stwarzają możliwości, o których jeszcze do niedawna właściciele sklepów nawet nie marzyli. Są nie tylko narzędziem wspierającym obsługę i budującym doświadczenie klienta, ale także pomagają markom badać, rozumieć i przewidywać zachowania konsumenckie. Beacony, czyli małe nadajniki komunikujące się z naszymi smartfonami to już nie nowość. Podobnie jak inteligentne oświetlenie, zbierające dane o sposobie poruszania się klientów na terenie sklepu, czy „smart mirrors” – interaktywne lustra wykorzystujące technologię rozszerzonej rzeczywistości – mówi Anna Sulima–Gillow. Istotą „sklepów przyszłości” jest całościowa zmiana myślenia o biznesie.

Businnes Inteligence polega na stworzeniu całego systemu informatycznego spinającego sprzedaż stacjonarną, internetową, technologie mobilne, centra obsługi klienta i digital marketing. W sklepach przyszłości świat wirtualny przenika się z rzeczywistym. Klient ma możliwość obejrzenia i dotknięcia produktu, a następnie, dzięki multimedialnym kioskom, samodzielnego sprawdzenia dostępności jego w innych lokalizacjach i zamówienia wybranego produktu do danego salonu albo bezpośrednio do domu. Sklep stacjonarny staje się coraz częściej rodzajem showroomu. Tradycyjne witryny i wnętrza sklepowe uzupełniane są o multimedialne ekrany, interaktywne folie, tablety czy efektowne screenwalle połączone w sterowaną zdalnie sieć. Technologia digital sinage umożliwia zmianę prezentowanych treści (przyciągających wzrok kompozycji, informacji na temat produktów czy promocji) w dowolnej chwili i elastyczne reagowanie na potrzeby klientów. Nowatorskim rozwiązaniem technologicznym wykorzystywanym w sklepach jest także technologia NFC, czyli tak zwana „komunikacja bliskiego pola”. Pozwala ona między innymi na ocenę czy produkt został podniesiony z półki. W momencie, gdy czujnik znika z zasięgu ekspozycji, klient otrzymuje na swój smartfon dodatkowe informacje na temat oglądanego produktu zachęcające do zakupu, czy dotyczące jego stosowania.

Nowe technologie to nie tylko udogodnienia zakupowe „tu i teraz”. Zbieranie i bieżąca analiza danych dotyczących zachowań w sklepach pozwala na lepszą aranżację przestrzeni handlowej i ciągłe dostosowanie się do potrzeb klientów – podsumowuje ekspert Forbis Group.

Liczba niewypłacalnych firm w Polsce w I kwartale 2017 r.

W pierwszym kwartale opublikowano informacje o niewypłacalności 224 polskich przedsiębiorstw, wobec 173 w I kwartale 2016 roku, czyli nastąpił wzrost ich liczby o +29% (niewypłacalność – czyli niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkująca upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego). W samym marcu opublikowano informacje o niewypłacalności 78 polskich przedsiębiorstw (wobec 68 takich przypadków w marcu ubiegłego roku).

  • Budownictwo – pierwszy kwartał oznaczał ponad 50% wzrost liczby niewypłacalności w stosunku do roku ubiegłego
  • Hurt – problemy mieli dystrybutorzy materiałów budowlanych, ale też artykułów konsumenckich (w tym żywności) oraz m.in. wyrobów motoryzacyjnych i paliw
  • Przemysł – niewypłacalni byli głównie wytwórcy materiałów budowlanych, ale też firmy z sektorów metalowo-maszynowego oraz spożywczego
  • Usługi – nie jest zaskoczeniem, iż także w tym sektorze duża część niewypłacalnych firm związana była z budownictwem i szerzej – rynkiem nieruchomości
  • Wzrost liczby niewypłacalności w województwach, gdzie przed rokiem ich skala była mniejsza, także w związku z obecną sektorową charakterystyką problemów przedsiębiorstw z płynnością finansową (m.in. regiony koncentracji produkcji metalowej i maszynowej, firm usługowych i handlowych).

Liczba przypadków niewypłacalnych przedsiębiorstw była w miesiącach pierwszego kwartału na poziomie porównywalnym ze średnią miesięczną z drugiej połowy ubiegłego roku. Nie mamy więc do czynienia ze zmianą, ale z kontynuacją trendu umiarkowanie podwyższonej liczby niewypłacalności. Ponieważ ze zwiększoną ich liczbą mieliśmy do czynienia ze zmiennym natężeniem nie w jednym, ale w trzech sektorach gospodarki: budownictwie, usługach i przemyśle trudno wskazać jedną, uniwersalną przyczynę tego stanu rzeczy… Jednego można za to być pewnym – nie ulegnie to zmianie w najbliższej przyszłości. Potwierdzenie zresztą przynosi sam marzec – mniejszej w tym miesiącu liczbie opublikowanych niewypłacalności w budownictwie towarzyszy ich wzrost w sektorze usług oraz wciąż zauważalna liczba w odniesieniu do firm produkcyjnych jak i dystrybutorów hurtowych.

liczba upadłości

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Budownictwo – wzrost rynku zbyt wolny i mały, by zrekompensować wszystkim firmom budowlanym brak zleceń i bieżących przychodów

Mniejsza w marcu liczba niewypłacalności firm budowlanych (9) cieszy, za wcześnie jednak aby wiązać to z trendem wzrostu wartości produkcji budowlanej, jaki miał miejsce w styczniu (pierwszy wzrost w tym względzie od listopada 2015 roku). O ile w poprzednich miesiącach I kwartału upadały firmy małe, podwykonawcy nie tyle głównych, co raczej lokalnych kontraktów, to w marcu ogłaszano upadłości firm relatywnie większych, o obrotach kilkudziesięciu milionów złotych (a w przeszłości – nawet stu kilkudziesięciu). Wracając do tradycyjnej terminologii – na „przednówku” najpierw nie radziły sobie firmy mniejsze i falę ich niewypłacalności mamy jak na razie już za sobą, natomiast firmy większe dłużej znajdowały finansowanie, ale do czasu… Ich problemy – mimo iż mniej częste niż w przypadku firm małych, to z racji większej skali działalności (i np. zaopatrzenia) będą wywierały nie mniejszy negatywny efekt niż w ubiegłych miesiącach. Obciążeniem finansowym, a zwłaszcza administracyjnym utrudnieniem dla podwykonawców w najbliższych miesiącach nadal będzie odwrócony VAT w budownictwie – pytanie, czy z czasem zostanie wypracowana w tym względzie jakaś praktyka, minimalizująca jego wpływ na finanse przedsiębiorstw (np. skróceniu ulegnie okres oczekiwania na zwrot nadpłaconego podatku).block_9

Budownictwo infrastrukturalne – problemem w nim jest brak gotowych projektów (już 2015 był zły pod względem liczby uzyskiwanych pozwoleń na prace infrastrukturalne – najgorszy od 2010r., a 2016r. był o około 30% gorszy – dane za GUNB), tak aby wyłonić wykonawcę i wejść na plac budowy. To jest jedna z przyczyn ubiegłorocznej zapaści w budownictwie infrastrukturalnym (oprócz zmiany perspektywy budżetowej UE – przerwy w wykorzystaniu środków finansowych). Z tego powodu około 80% rozpisywanych i rozstrzyganych w ostatnich kwartałach przetargów działa w systemie „projektuj i buduj”. To opóźni dopływ środków na place budowy – w końcu zaprojektowanie, konsultacje i niezbędne zgody zajmują trochę czasu, nierzadko minimum rok. Dopływ środków na place budów będzie stopniowy, i raczej bardziej wyraźnie widoczny dopiero w drugiej połowie roku – a najpewniej w kolejnych latach. Jest to decydujące dla wyniku całej branży budowlanej, gdyż budownictwo inżynieryjne nawet w ubiegłym roku, czyli roku swojej dekoniunktury odpowiadało za ponad 50% ogółu wartości rynku prac budowlanych.block_5

Hurt – skala problemu nie zmniejsza się (liczba niewypłacalności na poziomie roku ubiegłego)

Potwierdza to widoczny problem hurtowni budowlanych – mimo początku sezonu budowlanego i handlowego, większych obrotów dystrybutorów materiałów budowlanych, wskaźniki ich płynności finansowej nie poprawiły się wyraźnie i wciąż pojawiają się one w statystyce niewypłacalnych hurtowni. Najwięcej w niej jednak jest dystrybutorów artykułów spożywczych i innych dóbr konsumpcyjnych (obuwie, farmaceutyki) – wciąż tracących rynek wraz ze swoimi klientami, małymi detalistami na rzecz dużych dystrybutorów. Ryzykownym biznesem – przynajmniej w oparciu o opisywane ogłoszenia postanowień sądów w zakresie niewypłacalności, jest też handel częściami motoryzacyjnymi oraz paliwami i produktami ropopochodnymi. Może to zaskakiwać, zważywszy np. na skalę popytu na samochody nowe i używane – czyli rosnący rynek również na części do nich. Także w tym segmencie rynku postępuje koncentracja i wypieranie małych podmiotów przez duże platformy zakupowo-dystrybucyjne (to jest bardzo istotne – sprawna dystrybucja części bezpośrednio do klienta, warsztatów), oferujących także lepsze programy lojalnościowe. Handel paliwami zawsze zaś przyciągał szarą strefę, z racji łatwości przestępstw podatkowo-akcyzowych (m.in. olej opałowy – napędowy, karuzele VAT ułatwione z racji masowości, nieoznaczonego charakteru towaru), co obecnie oznacza liczniejsze kontrole skarbowe.

Postepowania restrukturyzacyjne – efekt domina

Nie można oczywiście wiązać problemów mniejszych dystrybutorów paliw jedynie z tym faktem. Trzeba jednak zauważyć, iż ostrzejsza polityka skarbowa mająca na celu poprawę ściągalności podatków, uszczelnienie systemu VAT oraz podatku dochodowego od przedsiębiorstw może wpływać na sytuację przedsiębiorstw (m.in. częste w ich trakcie prewencyjne zajmowanie przez US kont firmy na poczet ewentualnych kar).  Nie kwestionując oczywiście sensu całej akcji – skłania to niektóre przedsiębiorstwa do korzystania z parasola procedury naprawczej i jest dla nich argumentem wobec wierzycieli i sądów (m.in. z grona największych w marcowej statystyce niewypłacalności) jako rzeczywista przesłanka zachodzącej niewypłacalności przedsiębiorstwa. Nie jest to oczywiście podstawowa przyczyna tak dużego udziału postepowań restrukturyzacyjnych wśród przypadków niewypłacalności przedsiębiorstw (40% w pierwszym kwartale, 47% w samym marcu). Liczba ta nieźle rokuje na przyszłość – na rynku pozostają firmy i utrzymane są miejsca pracy… natomiast niewątpliwe na bieżąco jest to problem na rynku. Coraz większa grupa dostawców – wierzycieli nie otrzymuje swoich środków za już zrealizowane dostawy, musi czekać na nie latami dodatkowo nadal nie bieżąco kredytując niewypłacalnych dłużników, aby umożliwić powodzenie ich planu naprawczego. Nie wiadomo, jak w tej sytuacji kredytowej – przy takim portfelu trudnych długów poradziłyby sobie banki. Także nie wszyscy dostawcy sobie z tym radzą, stąd powoli nakręca się domino postępowań naprawczych…

Co więcej – pojawiają się opinie, iż prawo naprawcze powinno ulec nowelizacji, bowiem w obecnej formie utrudnia lub nawet blokuje zarządzanie majątkiem firmie w trakcie starania się o zatwierdzenie tego postępowania. Jest to problematyczna kwestia – z jednej strony ważne jest, aby proces naprawczy nie napotykał żadnych przeszkód, przebiegał jak najsprawniej, ale z drugiej strony logiczne i celowe jest pewne zablokowanie w interesie wierzycieli możliwości dysponowania majątkiem przez dłużnika będącego w trudnej sytuacji finansowej (mówiąc wprost – niewypłacalnego) do czasu zatwierdzenia postepowania naprawczego. Nie jest to zatem niedopatrzenie, ale intencja ustawodawcy, bowiem pod uwagę brane muszą być interesy obydwu stron: skoro wierzyciele godzić się mają na restrukturyzację swoich należności (czyli ich rozłożenie w czasie i zapewne częściowe umorzenie – czyli de facto straty), to niewypłacalny dłużnik powinien ze swojej strony zgodzić się, w celu ochrony wierzycieli, na ograniczenie swoich praw majątkowych do czasu zatwierdzenia wniosku. Swoją drogą – według wielu opinii to dłużnik jest wyraźnie faworyzowany przez obecne przepisy w imię hasła „dania drugiej szansy”, z pewną szkodą dla wierzycieli i zasady pewności (w tym pewności otrzymania należności) w obrocie gospodarczym. Na rynku wytwarza się przeświadczenie, iż ten, kto nie skorzysta z postepowania naprawczego do restrukturyzacji działalności kosztem wierzycieli, ten sam sobie winien. Stąd duża odpowiedzialność na barkach sądów, weryfikujących zasadność złożenia wniosku o restrukturyzację i realność szans na realizację planu naprawczego.

Firmy produkcyjne i usługowe – także w tej grupie niewypłacalnych firm dużo podmiotów związanych było z rynkiem budowlanym

Większość firm produkcyjnych, których kłopoty zakończyły się niewypłacalnością, wytwarzała na potrzeby budownictwa wyroby metalowe, z tworzyw sztucznych, drewniane, maszyny i urządzenia. Oprócz tego dekoniunkturę odczuli wytwórcy wyrobów z metali, konstrukcji, różnego rodzaju części a także producenci wyrobów spożywczych, gdzie w ślad za koncentracją w dystrybucji zachodzi również koncentracja produkcji i znikanie z rynku części mniejszych przedsiębiorstw. W gronie firm usługowych liczne były niewypłacalności firm obsługujących procesy inwestycyjne, a także firm inżyniersko-projektowych, wspierających inwestycje i zarządzających nieruchomościami. Jak zawsze w ogłoszeniach o niewypłacalnościach znalazły się też firmy z sektora gastronomiczno-turystycznego – mimo iż w ostatnich latach rosły w nim gwałtownie wydatki konsumenckie jest to rynek trudny, sezonowy i bardzo zmienny.

Województwa – nie ma generalnie regionów mniej lub bardziej dotkniętych problemem niewypłacalności, wyrównanie ubiegłorocznych trendów (wzrostów/spadków)

W chwili obecnej największy wzrost względem ubiegłego roku w liczbie niewypłacalności ma miejsce w województwach centralnych, południowych i południowo-wschodnich. Można oczywiście szukać uzasadnienia tego faktu w branżowej specjalizacji poszczególnych sektorów – np. wiązać niewypłacalności w nich z sektorem przemysłowym (Śląsk, Dolny Śląsk, Małopolska i Podkarpacie), usług i handlu (Mazowsze) etc. Warto również zwrócić uwagę, iż wpływ na takie rozłożenie wzrostów/spadków liczby niewypłacalności ma sytuacja sprzed roku – obecny wzrost liczby upadłości ma miejsce w województwach, gdzie przed rokiem ich liczba zmniejszała się lub pozostała na niezmienionym poziomie.block_11block_1

Komentarz walutowy. Kurs funta, dolara, euro 11.04.2017

Kurs dolara USDPLN

Kurs dolara USDPLN wykresDolar po raz kolejny przetestował poziom 4 złotych. Pomimo ruchu w konsolidacji wybicie górą wydaje się być tylko kwestią czasu. Każda reakcja obronna podaży jest słabsza, co może sugerować, że popyt nawet na niedużej płynności na trwałe przebije strategiczny poziom. W przypadku ruchu w górę oporem pozostaje poziom 4,02, gdzie wypada równość korekt oraz mierzenie 61,8% FIBO ostatniego impulsu spadkowego. W przypadku powrotów do spadków wsparciem pozostaje strefa popytu na 3,96.

Kurs euro EURPLN

Korekta na eurodolarze miała swoje odzwierciedlenie także na euro-złotym. Złoty osłabił się o kolejne 1,5 grosza i bliżej mu teraz do testu oporu niż wsparcia. Ogólnie możemy mówić o trendzie bocznym, który trwa już 2 tygodnie. Cena oscyluje pomiędzy 4,26 a 4,21 i ze względu na mniejszą zmienność, taki stan rzeczy może potrwać jeszcze 2 tygodnie. W przypadku ruchu w górę oporem będzie lokalny szczyt przy 4,26, a następnie poziom 4,2850, gdzie wypada mierzenie 50% Fibo z ostatniego impulsu spadkowego oraz górne ograniczenie formacji 1 do 1. W razie spadków wsparciem pozostaje poziom 4,21.Kurs euro EURPLN wykres

Kurs funta GBPPLN

Osłabienie się złotówki do głównych par miało przełożenie także w przypadku funta. W poniedziałek złoty stracił kolejne 2 grosze i za funta było trzeba zapłacić już 4,96. Realizuje się nasz scenariusz bazowy zakładający ruch w górę w kierunku 5,02, gdzie wypada mierzenie 61,8% Fibo impulsu spadkowego oraz równość korekt w trendzie.

Kurs funta GBPPLN wykres

Komentarz walutowy nie jest rekomendacją w rozumieniu Rozporządzenia MF z 19 października 2005 roku. Został sporządzony w celach informacyjnych i nie powinien stanowić podstawy do podejmowania decyzji inwestycyjnych. Goldem Sp. z o.o., właściciel marki ergokantor.pl i autor komentarza nie ponoszą odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie informacji zawartych w niniejszym komentarzu.

źródło: opracowanie własne ergokantor.pl

ERNE VENTURES rozważa sprzedaż spółek z Grupy Arrinera

ERNE VENTURES, fundusz kapitałowy notowany na NewConnect, podpisał list intencyjny dotyczący sprzedania całości lub części grupy Arrinera S.A. ERNE VENTURES jest większościowym akcjonariuszem tej spółki posiadając ponad 76% kapitału, a dzisiejsza kapitalizacja notowanej na NewConnect Arrinery wynosi około 54 mln zł.

W dniu 9 kwietnia 2017 r. podczas wyścigów na torze Hockenheim w Niemczech w których brał udział samochód wyścigowy Arrinera Hussarya GT, został podpisany trójstronny list intencyjny pomiędzy spółkami ERNE VENTURES, Arrinera S.A. oraz spółką prawa włoskiego dotyczący  sprzedaży przez ERNE VENTURES całości lub części akcji spółki Arrinera S.A. lub sprzedaży przez Arrinera S.A. całości lub zorganizowanej części przedsiębiorstw spółek Arrinera Racing Ltd. oraz Arrinera Technology S.A.

Ponadto został podpisany trójstronny list intencyjny pomiędzy spółkami Arrinera Racing Ltd., Arrinera Technology S.A. oraz spółką zarejestrowaną w Omanie dotyczący transferu technologii dotyczącej produkcji samochodów Arrinera.

Wyżej wymienione spółki z Włoch oraz z Omanu pozostają w bliskiej kooperacji, planując wspólnie inwestycje w dalszy rozwój oraz produkcję samochodów wyścigowych i supersamochodów drogowych pod marką Arrinera.

Obydwie umowy przewidują okres wyłączności na 90 dni podczas którego zostanie przeprowadzone zostanie pełne badanie spółek z grupy Arrinera S.A. oraz mają być uzgodnione szczegóły ewentualnych transakcji.

Anemiczny początek tygodnia

Ostatni tydzień przed świętami rozpoczynamy niewielkimi zmianami na rynkach finansowych. Eurodolar rozpoczął dzień na minusie, a zakończył z niewielkim zyskiem. Dużo większe wzrosty odnotowano na ropie.

Ceny ropy przez cały dzień stabilnie zyskiwały na sile. Przyczyniły się do tego wieści o wyłączeniu jednego z pól naftowych w Libii. Przypomnijmy-tego samego pola które dopiero niedawno udało się uruchomić po wcześniejszych problemach. Inwestorzy ciągle też byli pod wpływem wydarzeń w Syrii, gdzie USA ostrzelało bazę lotniczą, co przełożyło się na wzrost nerwowości w regionie. W Polsce natomiast indeks WIG20 przez cały dzień oscylował wokół poziomu otwarcia, kończąc dzień na niewielkim minusie.

Nie publikowano wczoraj znaczących danych makroekonomicznych. Prezes Fed, Janet Yellen, miała jednak wystąpienie publiczne. Stwierdziła na nim, iż Fed będzie stopniowo podwyższał wysokość stopy procentowej, pozwalając gospodarce swobodnie się rozwijać. Dzisiejszy kalendarz makroekonomiczny zdominowany będzie przez publikacje dotyczące wzrostu cen. Również i w Polsce opublikowana zostanie inflacja CPI. Danych tych możemy spodziewać się o 14:00.

eurjpy11042017r

Rynek EUR/PLN nieubłaganie zbliża się w kierunku istotnego wsparcia nad poziomem 115. To tutaj narodził się ubiegłoroczny impuls wzrostowy. Tutaj można spodziewać się akcji obronnej byków. Czy powiedzie się? Wskaźnik RSI daje znaczącą przewagę stronie podażowej więc na szybkie odbicie w górę nie ma co liczyć. Wsparcie mamy nad 115, a opór przy 120.

Sylwester Majewski

Sylwester Majewski
www.forex-desk.net

Nowe kierunki dla polskich eksporterów

Zgodnie z naszymi przewidywaniami, w tym roku globalna dynamika handlowa wzrośnie. Polskie przedsiębiorstwa będą mogły aktywniej korzystać z sytuacji międzynarodowej. W przypadku poszczególnych krajów posługujemy się ocenami ryzyka danych gospodarek W ramach tych ocen uwzględniamy czynniki społeczne, ekonomiczne i polityczne. Dodajemy także nasze doświadczenia płatnicze oraz ocenę klimatu biznesowego, czyli warunki do prowadzenia działalności, dostępność informacji o kontrahentach oraz sprawność odzyskiwania należności w przypadku upadłości firmy.

– Zgodnie z naszym modelem oceny krajów, najbardziej atrakcyjnymi – ze względu na poziom bezpieczeństwa – pozostają kraje rozwinięte – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Regionie Europy Centralnej. Kraje Europy Zachodniej są naszym głównym odbiorcą. Ponad połowa polskiego eksportu wysyłana jest do strefy Euro. Przewidujemy, że w tej kwestii ryzyko nie powinno ulec zwiększeniu. W zeszłym roku obniżyliśmy ocenę Wielkiej Brytanii do poziomu A3, czyli równego Polsce, ponieważ spodziewamy się, że już od drugiego kwartału b.r. wzrośnie liczba upadłości przedsiębiorstw. Drożejący funt będzie korzystny dla eksportu, ale nie dla popytu wewnętrznego na Wyspach. Możemy również określić rynki wyjątkowo perspektywiczne, które będą rosły w kolejnych latach w szybkim tempie, ale równocześnie generują ze sobą dosyć poziom ryzyka. Mowa o Indiach, Indonezji i Kenii. Tamtejszy wzrost gospodarczy do 2020 roku powinien przewyższać 5% rocznie. Będzie to dobre miejsce dla ekspansji polskich eksporterów. Wiele jednak zależy od ich produktów i usług. Eksport polskich traktorów do Etiopii czy Tanzanii nie gwarantuje dobrej sprzedaży innych przedmiotów, np. polskich mebli w tych krajach. W ocenie rynków eksportowych należy uwzględnić lokalny popyt oraz zapotrzebowanie na dane dobra i usługi – podsumował Sielewicz.

Raport Aon: Ryzyka polityczne i terrorystyczne w biznesie 2017

Mapa Ryzyk 2017 Aon przygotowana we współpracy z Roubini Global Economics oraz The Risk Advisory Group uwzględnia ryzyka polityczne, terrorystyczne oraz przemocy politycznej i może stanowić wskazówkę dla osób odpowiedzialnych za zarządzanie ryzykiem
w przedsiębiorstwie.

Infografika Mapy Ryzyk 2017Zagrożenie terrorystyczne nieustannie ewoluuje, wpływając na coraz więcej sektorów gospodarki w coraz większej liczbie krajów. Terroryzm może powodować utratę życia, zysku oraz prowadzić do zakłóceń w łańcuchu dostaw. Z kolei ryzyko związane ze wzrostem tendencji populistycznych i protekcjonistycznych w krajach rozwiniętych może prowadzić do wzrostu ryzyka politycznego w krajach wschodzących. Te okoliczności pokazują znaczenie zarządzania kryzysowego, które wykracza poza straty związane ze zniszczeniem mienia, zwłaszcza w sektorze paliwowym, transporcie oraz sprzedaży detalicznej, najbardziej dotkniętych przez powyższe ryzyka.

Główne wnioski: świat

  • Wzrost liczby ataków terrorystycznych

W 2016 roku o 14% wzrosła liczba ataków terrorystycznych na świecie z 3633 (2015) do 4151 (2016). W krajach zachodnich ten wzrost był istotnie wyższy i wyniósł 174 procent (wzrost z 35 ataków w 2015 roku do 96 w 2016 roku). Mimo iż zachodnie kraje odczuły istotny wzrost incydentów terrorystycznych, to jednak wciąż stanowią one mniej niż 3 procent wszystkich ataków terrorystycznych na świecie.

  • Kontynuacja ataków na koncerny paliwowe i gazowe

W 2016 roku najczęściej ofiarą ataków terrorystycznych o podłożu komercyjnym padały koncerny paliwowe i gazowe. Trend ten będzie miał swoją kontynuację w 2017 roku.

  • Nieznaczna poprawa w obszarze ryzyk politycznych

2017 to pierwszy rok w ciągu ostatnich czterech lat, kiedy taka sama liczba krajów odnotowała wzrost jak i spadek zagrożenia ryzykami politycznymi dla inwestorów, co sugeruje nieznaczną poprawę w stosunku do okresu poprzedniego.

  • Wzrost ryzyka w związku z potencjalnymi nieporozumieniami między USA i Unią Europejską

Potencjalne nieporozumienia między USA i Unią Europejską w zakresie sankcji gospodarczych mogą powodować wzrost ryzyka dla inwestorów w takich krajach jak Iran, Rosja, a nawet Kuba.

Główne wnioski: Europa                       

  • Wzrost liczby ataków terrorystycznych, szczególnie w Niemczech

Kilkukrotny wzrost liczby ataków terrorystycznych w Niemczech z 2 w 2015 roku do 17 w 2016 roku. Islamski ekstremizm jest główną przyczyną wzrostu poziomu ryzyka w tym kraju z niskiego do umiarkowanego, warto przy tym jednak wziąć też pod uwagę wzrost prawicowego ekstremizmu związanego z uchodźcami.

  • Wzrost ryzyk związanych z terroryzmem i przemocą polityczną w 7 krajach: Albanii, Niemczech, Szwajcarii, Turcji, Wielkiej Brytanii i Watykanie, spadek zaś w Bośni i Hercegowinie oraz na Słowacji.
  • Wysoki poziom ryzyka politycznego w Krajach Wspólnoty Niepodległych Państw i Zakaukazia

Prognozy słabego wzrostu gospodarczego  mogą oznaczać wysoki poziom ryzyka politycznego w Krajach Wspólnoty Niepodległych Państw i Zakaukazia, szczególnie że konflikt na Ukrainie wydaje się odżywać na nowo. Jednakże, jak w przypadku innych gospodarek opartych na surowcach, wyższe ceny ropy powinny osłabiać napięcia w gospodarce obecne w latach 2015/2016.

  • Ryzyka związane ze złagodzeniem polityki USA wobec Rosji

Potencjalne złagodzenie polityki USA wobec Rosji może spowodować ograniczenie dostępu do finansowania zagranicznego dla sektora surowcowego i dla niektórych banków. Szybkie zniesienie sankcji spowodowałoby gwałtowną reakcję kongresu i wywołało napięcia w relacjach z europejskimi sojusznikami. Rozbieżności w zakresie sankcji między USA a Unią Europejską spowodowałyby wzrost ryzyka dla prowadzenia biznesu i tym samym niepewności w działalności gospodarczej.

Terroryzm i przemoc polityczna

Dominika Kozakiewicz, CEO Aon Polska komentuje: „Terroryzm i przemoc polityczna, których nasilenie obserwowaliśmy w 2016 roku, to olbrzymie wyzwanie dla firm, niezależnie, czy działają one wyłącznie na rynku lokalnym czy na rynku międzynarodowym. Zagrożenia związane z terroryzmem i przemocą polityczną dotyczą wielu gałęzi gospodarki, chociaż w największym stopniu sektora paliwowego, turystycznego, detalicznego, logistycznego i lotnictwa. Przedsiębiorstwa muszą mieć  świadomość, że mogą doświadczyć wydarzeń, które będą miały wpływ na ich pracowników, operacje i aktywa. Posiadając wiedzę na temat tego, co może się wydarzyć, jesteśmy w stanie w dużo większym stopniu przygotować rozwiązania pomagające zarządzać ryzykiem. To duże wyzwanie dla przedsiębiorców polegające na konieczności wypracowania strategii, która pozwoli na stawienie czoła ryzykom zagrażającym rozwojowi biznesu.”

Ryzyka polityczne

Dominika Kozakiewicz, CEO Aon Polska komentuje: „W związku z rosnącym protekcjonizmem w obszarze handlu międzynarodowego, tendencjami populistycznymi, a także sankcjami gospodarczymi, zmienia się globalny krajobraz, co z kolei nie pozostaje bez wpływu na rynki wschodzące. Dlatego dużo istotniejsze niż kiedykolwiek dla globalnego biznesu jest zrozumienie i ograniczanie jego ekspozycji na ryzyko polityczne. Uwzględniając zmiany w polityce handlowej, walutowej oraz migracyjnej, można spodziewać się wzrostu ryzyka kontroli przepływu kapitału, zagrożeń dla łańcucha dostaw i interwencji rządów w gospodarce.”

Informacja o Mapach

Mapa Ryzyk Politycznych Aon pokazuje zmieniające się ryzyka dla biznesu oraz krajów i obejmuje rynki wschodzące (zaawansowane i drugorzędne, kraje nie będące członkami OECD). Mapa powstała we współpracy z Roubini Global Economics i w tym roku świętuje swoje 20-lecie. Mapa ryzyk terrorystycznych i przemocy politycznej Aon reprezentuje szczegółowy, empiryczny i oparty na  analizach związanych z ryzykami dotyczącymi zagrożeń terrorystycznych oraz przemocą polityczną. Od 2007 roku mapa jest przygotowywana we współpracy z The Risk Advisory Group.

Dolar najdroższy od prawie miesiąca. Kurs wrócił powyżej 4 zł

We wtorek złoty traci na wartości. W tym do dolara, który po prawie miesięcznej przerwie wrócił powyżej 4 zł. Nie jest wykluczone, że zagości tu na dłużej.

Wtorkowy poranek przynosi kontynuację wczorajszej przeceny złotego w relacji do głównych walut. O godzinie 09:33 kurs USD/PLN testował poziom 4,0080 zł i był najwyżej od 16 marca br., EUR/PLN wzrósł do 4,2420 zł, CHF/PLN do 3,9740 zł, a GBP/PLN do 4,9730 zł. We wszystkich 4. przypadkach wzrosty przekraczają 1 gr.

Obserwowane osłabienie złotego to z jednej strony kontynuacja tendencji obserwowanej już wczoraj, gdy razem z m.in. węgierskim forintem, rosyjskim rublem i brazylijskim realem, znalazł się on w grupie walut z rynków wschodzących, które wyraźnie straciły na wartości. Z drugiej, jest to efekt realizacji dużych zysków na złotym, którego silne umocnienie z ostatnich miesięcy kumulowało w końcówce marca br. I wreszcie, cieniem na notowaniach kładzie się pogorszenie nastrojów na rynkach finansowych (i związany z tym wzrost awersji do ryzyka), a także, wprawdzie niewielka, ale stale utrzymująca się presja spadkowa na EUR/USD.

We wtorek złoty pozostanie przede wszystkim pod wpływem rynków globalnych (w tym zachowania EUR/USD), tylko na chwilę zerkając na publikowane o godzinie 14:00 przez Główny Urząd Statystyczny (GUS) dane o inflacji w Polsce.

Zgodnie z odczytem flash inflacja w marcu wyhamuje do 2 proc. z poziomu 2,2 proc. w relacji rocznej w lutym. Taki jest też rynkowy konsensus. Niższa inflacja to przede wszystkim zasługa niższych cen żywności i paliw. Dane powinny utwierdzić rynek w przekonaniu, że w tym roku nie uda się osiągnąć celu inflacyjnego (2,5 proc.), a pod koniec roku inflacja będzie niższa niż obecnie. Stąd też RPP nie ma potrzeby spieszyć się z podwyżkami stóp procentowych, które prawdopodobnie będą mieć miejsce później niż to się obecnie przewiduje (później niż w I kwartale 2018).

Zanim inwestorzy poznają szczegóły raportu inflacyjnego, wcześniej poznają kwietniowy odczyt indeksu ZEW dla Niemiec (prognoza: 14 pkt.), lutowe dane o produkcji przemysłowej w Strefie Euro (prognoza: 1,9 proc. R/R) oraz dane o inflacji CPI (prognoza: 2,3 proc. R/R) i PPI (prognoza: 3,3 proc. R/R) w Wielkiej Brytanii. O ile dwie pierwsze publikacje prawdopodobnie przejdą bez echa, bo już od pewnego czasu nie budzą one większych emocji, to raporty z Wysp mają szanse sprowokować reakcję funta. Oczekuje się, że w marcu inflacja CPI pozostanie na poziomie 2,3 proc. R/R, a inflacja bazowa zmniejszy się do 1,9 proc. z 2 proc. R/R. Nie jest wykluczone, że wzorem innych państw europejskich, inflacja nieco mocniej odpuści. To zaś byłby impuls do osłabienia funta. Również w relacji do złotego. Tym samym z 4. głównych polskich par, GBP/PLN ma statystycznie najmniejsze szanse na „dowiezienie” porannych wzrostów do końca dnia.

Dzisiejszy powrót USD/PLN powyżej 4 zł jest kolejnym sygnałem, że na tej parze  doszło pod koniec marca do zmiany średnioterminowego trendu ze spadkowego na wzrostowy. Tak bowiem należy interpretować zwrot powyżej silnej strefy wsparcia 3,86-3,8777 zł, co korelowało z analogicznym zwrotem w dół na EUR/USD. A następnie powrót dolara powyżej lutowego dołka na 3,9733 zł i obecny wzrost ponad 4 zł. Ostatecznym sygnałem zmiany trendu będzie zaś wybicie powyżej 4,02 zł, gdzie opór tworzy 3-miesięczna linia trendu spadkowego.

Z podobną sytuacją jak na USD/PLN mamy do czynienia na wykresie GBP/PLN. Tu również pojawiły się symptomy zakończenia tendencji spadkowej i tylko trochę mniej wyraziste sygnały odwrócenia trendu. Takim definitywnym sygnałem będzie powrót powyżej bariery 5 zł, co powinno skutkować szybkim ruchem w górę o około 10 gr. Dopóki funt nie wróci powyżej 5 zł, scenariuszem bazowym dla niego są wahania w przedziale 4,90-5,00 zł.

Sytuacja na wykresach EUR/PLN i CHF/PLN nie jest już tak wyrazista. Wyznaczone w końcówce marca dołki na 4,2074 zł za euro i 3,93 zł za franka, w połączeniu z utrzymującym się silnym wyprzedaniem tych walut, wskazują jedynie na możliwość wygenerowania około pięciogroszowego ruchu korekcyjnego.

Reasumując, aktualny układ sił na wykresach polskich par, a także otoczenie rynkowe sugeruje, że zapoczątkowane w grudniu spadki polskich par, co nastąpiło w reakcji na przyspieszenie gospodarcze, skok inflacji, poprawę sentymentu do rynków wschodzących, a także obserwowane w marcu spadki w reakcji na napływ kapitałów do Polski,  już się zakończyły. Dlatego w tym przedświątecznym tygodniu złoty może tracić na wartości. Po świętach zaś ostatecznie się rozstrzygnie, czy osłabienie to zmiana średnioterminowego trendu, czy jednak tylko wzrostowa korekta.

Marcin Kiepas, główny analityk Fundacji FxCuffs

Advent International wraz ze współinwestorem podnoszą ceny w wezwaniach na akcje Integer.pl S.A. i InPost SA

AI Prime (Luxemburg) Bidco S.a r.l., („AIP”) spółka celowa należąca w całości do funduszy zarządzanych przez Advent International („Advent”), jednego z największych i najbardziej doświadczonych globalnych funduszy private equity, oraz pan Rafał Brzoska (wraz z AIP będący „Wzywającymi”), podnoszą cenę oferowaną w wezwaniu na akcje Integer.pl („Integer”) do 49,00 PLN za jedną akcję, a w wezwaniu na akcje InPost S.A. („InPost”) do 11,00 PLN za jedną akcję. W wyniku wezwania AIP zamierza nabyć 100% akcji spółek. 

Po podniesieniu ceny proponowana w wezwaniu na akcje Integer.pl cena oznacza:

  • premię w wysokości 19,2% w porównaniu do poprzedniej oferowanej ceny w wezwaniu,
  • premię w wysokości 8,9% w porównaniu do ceny akcji z ostatniego dnia notowań przed podwyższeniem,
  • premię w wysokości 26,3% w porównaniu do średniej arytmetycznej ze średnich dziennych cen ważonych wolumenem obrotu z okresu 3 miesięcy poprzedzających ogłoszenie wezwania,
  • premię w wysokości 44,5% w porównaniu do średniej arytmetycznej ze średnich dziennych cen ważonych wolumenem obrotu z okresu 6 miesięcy poprzedzających ogłoszenie wezwania,

Natomiast po podniesieniu proponowana w wezwaniu na akcje InPost cena oznacza:

  • premię w wysokości 15,8% w porównaniu do poprzedniej oferowanej ceny w wezwaniu,
  • premię w wysokości 10,8% w porównaniu do ceny akcji z ostatniego dnia notowań przed podwyższeniem,
  • premię w wysokości 16,6% w porównaniu do średniej arytmetycznej ze średnich dziennych cen ważonych wolumenem obrotu z okresu 3 miesięcy poprzedzających ogłoszenie wezwania.
  • premię w wysokości 28,5% w porównaniu do średniej arytmetycznej ze średnich dziennych cen ważonych wolumenem obrotu z okresu 6 miesięcy poprzedzających ogłoszenie wezwania,

Jednocześnie, Wzywający zdecydowali się przedłużyć okres przyjmowania zapisów, które w przypadku akcji Integer.pl, będą przyjmowane do 21 kwietnia 2017 r. (wcześniej do 19 kwietnia) włącznie, a w przypadku akcji InPost do 24 kwietnia 2017 r.(wcześniej do 20 kwietnia) włącznie.

Peter Nachtnebel, dyrektor w Advent International powiedział:

„Nasza ocena kondycji i potrzeb Integer nie zmieniła się – Grupa pilnie potrzebuje znacznych środków na spłatę zobowiązań i podtrzymanie bieżącej działalności, oraz dużych inwestycji w bliskiej przyszłości, aby przywrócić jej rentowność. Jednak po rozmowach z akcjonariuszami Integera i InPostu, zdecydowaliśmy się dokonać ostatecznego podwyższenia cen w wezwaniach na akcje spółek. Naszym zdaniem zaproponowana wyższa cena stanowi atrakcyjną ofertę dla obecnych akcjonariuszy. Jest to nasza ostateczna propozycja. Transakcja zostanie zamknięta jedynie jeżeli będzie możliwe wycofanie całej Grupy z giełdy i umożliwienie jej dalszego rozwoju na rynku prywatnym”.

Grupa Integer stanęła w obliczu znaczących problemów związanych z wysokim poziomem zapadającego w bliskim terminie zadłużenia, płynnością oraz zapotrzebowaniem na kapitał obrotowy. W ramach transakcji Advent zobowiązał się do spłaty zobowiązań Grupy wobec obligatariuszy i banków w kwocie około 170 mln zł. Advent zamierza też przeprowadzić restrukturyzację operacyjną Grupy oraz zbudować stabilną strukturę kapitałową, która zapewni firmie finansową zdolność do dalszej działalności.

Wzywający ustalili oferowane obecnie ceny za jedną akcję Integer.pl na poziomie 49,00 PLN, a za jedną akcję InPost 11,00 PLN, które traktują jako ostateczne i nie planują dalszych zmian. Oferowane ceny są wyższe od wymaganych ustawowo poziomów w odniesieniu do średniego kursu akcji z trzech i sześciu miesięcy, oraz uwzględniają obecną kondycję spółek, ich sytuację finansową oraz warunki i otoczenie rynkowe.

Zapisy na sprzedaż akcji obu spółek będą przyjmowane od klientów detalicznych w oddziałach Banku Zachodniego WBK S.A. i w placówkach Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska S.A. Inwestorzy mogą uzyskać wszelkie niezbędne informacje na stronie www.wezwanie-integer-inpost.pl

Przed łódzkimi startupami otwierają się nowe możliwości

W mieście, które do tej pory plasowało się poza czołówką miejsc kojarzonych ze środowiskiem startupowym[1], otwierają się nowe perspektywy dla przedsiębiorców chcących budować nowoczesne usługi i produkty. W styczniu b.r. ruszył Startup Spark, największy program akceleracyjny dla młodych biznesów w Łodzi. Przedsiębiorcy mogą też wymieniać się doświadczeniami i nawiązywać kontakty biznesowe na licznych spotkaniach branżowych i networkingowych, takich jak np. Startup Weekend.

Impuls do rozwoju

Według badania Deloitte, do 2023 r. startupy w Polsce będą generowały wartość dodaną w wysokości 2,2 mld zł[2]. Funkcjonowanie innowacyjnych przedsiębiorstw na polskim rynku może okazać się kluczowe dla rozwoju gospodarki opartej na wiedzy. Jednak większość startupów potrzebuje wsparcia na początku działalności, ponieważ jak wskazuje raport z badania „Diagnoza ekosystemu startupów w Polsce”, największą barierą w ich rozwoju jest mały dostęp do finansowania[3]. Ten problem dostrzegła także Łódzka Specjalna Strefa Ekonomiczna, która wychodzi naprzeciw środowisku rozwijającemu się w regionie. Obecnie jest ono jeszcze skromne. Zaledwie 2 proc. startupów biorących udział w badaniu „Polskie Startupy 2016 r.” zarejestrowanych jest w województwie łódzkim[4], ale wiele wskazuje na to, że ta sytuacja wkrótce ulegnie zmianie[5].

Na poczatku roku ruszył Startup Spark, największy program akceleracyjny w Łodzi, który ma pomóc młodym firmom w komercjalizacji. W puli programu znajduje się aż 5,5 mln zł: – W mieście mamy ogromne zaplecze w postaci kapitału ludzkiego o szerokim spektrum specjalizacji i możliwości, który jest niezbędny do tego, by stworzyć innowacyjny biznes. Jednocześnie brakuje infrastruktury i odpowiedniego wsparcia finansowego do przekształcenia pomysłów w sprawnie działające przedsiębiorstwa. Startup Spark powstał, aby wypełnić tę lukę i dać przedsiębiorcom możliwości do rozwoju skalowalnego biznesu, bez potrzeby wyjeżdżania z miasta. W programie weźmie udział 25 startupów, które otrzymają wsparcie finansowe, mentoringowe oraz pomoc w postaci partnerstwa doświadczonych firm i zespołów specjalistów – mówił Adrian Milnikiel, przedstawiciel Startup Spark.

Startupowcy mają gdzie się szkolić i gdzie pracować

Przewiduje się, że już wkrótce w mieście pojawi się więcej firm takich jak: Listonic, Prowly, Pizzaportal czy SuperHot. Łódzka mapa startupów i mikroprzedsiębiorstw na razie jest rozproszona, ale środowisko chętnie skupia się wokół wydarzeń branżowych i spotkań networkingowych, które organizują m.in. strefy coworkingowe. Już teraz w mieście działa ich kilkanaście[6]. W lutym tego roku w jednej z nich – Idea Hub, rozpoczął się cykl bezpłatnych szkoleń dla przedstawicieli startupów i mikrobiznesów. – Dajemy przedsiębiorcom możliwość spotkań z mentorami, którzy osiągnęli sukces w biznesie i mogą podzielić się dobrymi praktykami. Regularnie organizujemy warsztaty, a wkrótce również śniadania biznesowe, którym towarzyszy networking. Jest to doskonała okazja do nawiązania nowych kontaktów i wymienienia się doświadczeniami np. w kwestii pozyskiwania finansowania dla własnej firmy – mówi Marta Bloch, Project Manager Idea Hub. Szkolenia zostały objęte patronatem honorowym ekosystemu Startup Spark. Spotkania, warsztaty i panele dyskusyjne, które odbywają się mieście, mają za zadanie gromadzić nie tylko przedstawicieli innowacyjnych firm i inwestorów, ale także studentów. ŁSSE chce, by młodzi dostrzegli, że po studiach mogą rozpocząć karierę nie tylko w korporacjach, ale także realizować własne pomysły i zasilać szeregi innowacyjnych startupów.

Wsparcie dla młodych i początkujących przedsiębiorców

W Łodzi powstają również inicjatywy skierowane do studentów i osób, które w przyszłości chciałyby przekuć swój pomysł w biznes. Na początku roku w mieście odbył się Startup Weekend, czyli trzydniowe wydarzenie, podczas którego uczestnicy, korzystając z pomocy trenerów i inwestorów, tworzyli w zespołach projekty realnych biznesów. Spotkanie wsparli internetowi giganci, tacy jak Google, Microsoft czy Amazon[7]. 3 kwietnia rozpoczęła się również druga edycja Startup Spark Week – tygodnia, w którym wzajemnie poznają się startupy, mentorzy i duże firmy. Ponadto, co roku młodzi łodzianie mogą zgłaszać swoje biznes plany do konkursu Prezydenta Miasta: „Młodzi w Łodzi – Mam Pomysł na Biznes”[8]. W puli nagród konkursu znajduje się ponad 60 tys. zł, przeznaczone na sfinansowanie startu działalności. Na wsparcie mogą liczyć także początkujący przedsiębiorcy z sektora kreatywnego. Art_Inkubator mieszczący się w pofabrycznych przestrzeniach Fabryki Sztuki, oferuje biura i pracownie w konkursie dla rezydentów[9]. Przestrzenie do pracy dla startupowców i kreatywnych biznesów powstają także w Nowym Centrum Łodzi. Czy zatem jest szansa, by Łódź stała się bardziej przyjazna dla startupów i zatrzymała innowacyjne firmy w mieście?

– Przez wiele lat znane startupy z Łodzi można było zliczyć na palcach jednej ręki. Co prawda, ta scena nie jest tak aktywna jak w Warszawie czy Krakowie, jednak dostęp do zdolnych ludzi i kapitału nie wymaga już przenoszenia firmy do tych miast – wskazuje Łukasz Felsztukier, założyciel i Prezes Linteri – platformy umożliwiającej gromadzenie i analizę danych oraz ułatwiającej komunikację między systemami zbliżeniowymi o dowolnej wielkości. Pochodzący z Łodzi startupowiec, przekuł swoje pomysły w dobrze prosperujące biznesy – przykładami mogą być Digital One, Sendbox oraz iTaxi. –Wspieraniem młodych innowacyjnych przedsiębiorstw interesują się również władze miasta i regionu, animując to środowisko za pomocą inicjatyw podejmowanych m.in. przez Łódzką Specjalną Strefę Ekonomiczną, czy też poprzez Urząd Marszałkowski, który opracowuje koncepcję ekosystemu startupowego. W tyle nie pozostają uczelnie, aktywnie angażując się w badania, rozwój i wspieranie przedsiębiorczości wśród studentów. Również łódzkie firmy zrozumiały, że można w ramach etatu łączyć codzienne obowiązki z innowacyjnymi działaniami, powołując programy innowacji czy specjalne laby i fundusze. Robią tak m.in. mBank czy Hycom. Czas, gdy dla młodych i zdolnych łodzian jedyną opcją rozwoju była przeprowadzka do Warszawy, zdecydowanie minął. Najlepsze przed nami – podsumowuje Łukasz Felsztukier.

[1] http://startuppoland.org/wp-content/uploads/2016/09/Startup-Poland-Raport-2016-16.pdf

[2] https://www2.deloitte.com/pl/pl/pages/press-releases/articles/startup-ankieta2016–IP.html

[3] http://publicrelations.pl/rynek-startupow-w-polsce-raport-deloitte/

[4] http://startuppoland.org/wp-content/uploads/2016/09/Startup-Poland-Raport-2016-16.pdf

[5] http://startuppoland.org/wp-content/uploads/2016/09/Startup-Poland-Raport-2016-16.pdf

[6] http://kreatywna.lodz.pl/page/194,coworking.html

[7] http://www.web.gov.pl/aktualnosci/19_4424_kolejny-startup-weekend-lodz-juz-16-stycznia.html

[8] https://mlodziwlodzi.pl/inicjatywy/konkurs-na-biznesplan/

[9] http://lodz.naszemiasto.pl/artykul/art-inkubator-w-lodzi-kto-zostanie-rezydentem-zdjecia,2210904,artgal,t,id,tm.html

Pracownicy rzucają papierami, a 80% firm nie walczy, by ich zatrzymać

Umacniająca się pozycja kandydatów na rynku pracy powoduje, że pracodawcy muszą się liczyć odejściami często kluczowych osób z organizacji – według badania Antal, poziom rotacji dobrowolnej w 2016 roku wyniósł 10,8% dla całego rynku. Oznacza to, że co 10 pracownik rozstał się z firmą na własne życzenie. Jak zauważa Work Service, odejść byłoby mniej, gdyby pracodawcy walczyli o pracowników. Tymczasem poza dużymi firmami większość nie robi nic.

Z badań Work Service wynika, że co druga firma zapowiadająca w tym roku rekrutacje, jest zmuszona do ich realizacji ze względu na odejścia dobrowolne, czyli rozstania z inicjatywy osób zatrudnionych.

Przy rekordowo niskich poziomach bezrobocia uwidocznił się rosnący niedobór na rynku pracy. Pracownicy często nie muszą aktywnie poszukiwać nowych możliwości zawodowych, bo do odejścia są nakłaniani przez konkurencyjne firmy. Z naszych badań wynika, że 22% Polaków uzyskało w ubiegłym roku oferty pracy, o które sami nie zabiegali. To obrazuje klasyczny mechanizm walki o kandydatów, który dopadł firmy z wielu branż. Co istotne rywalizacja dotyka już nie tylko specjalistów, ale również pracowników niższego i średniego szczebla – komentuje Andrzej Kubisiak, Dyrektor Zespołu Analiz w Work Service S.A.

Rotacja to straty dla firmy

Pracodawcy cierpią najbardziej tracąc doświadczonych pracowników, którzy wypracowywali znakomite wyniki i mieli duży wpływ tak na produktywność, jak i na stabilność kultury organizacyjnej. Jednak nawet utrata pracownika z krótkim stażem (mniej niż 12 miesięcy) wiąże się z kosztami, ponieważ taka osoba nigdy nie zdołała osiągnąć pełnej efektywności i „zwrócić kosztów” poniesionych przez pracodawcę w toku rekrutacji i szkoleń.

Co ciekawe, mało która firma w Polsce próbuje walczyć o zatrzymanie pracowników. Z badania Work Service wynika, że 8 na 10 pracodawców w ogóle nie podejmuje działań ograniczających rotację. Jedynie 15% firm jest na to przygotowanych. Programy przeciwdziałające odejściom pracowników można spotkać głównie w dużych firmach (41,6%), zatrudniających powyżej 250 osób, a tylko sporadycznie istnieją one w małych przedsiębiorstwach (10%).

Ilu Polaków w ubiegłym roku zrezygnowało ze swojego miejsca pracy

Wyniki badań Antal potwierdzają, że wyzwanie rośnie wraz z liczebnością firmy. Spośród organizacji zatrudniających ponad 1000 pracowników, co czwarta doświadczyła w 2016 roku odpływu dobrowolnego na poziomie ponad 20%. Sytuacja odwrotna ma miejsce w małych organizacjach, w których pracuje do 50 osób. Niskim poziomem dobrowolnej rotacji, do 5%, wykazuje się co druga taka firma – wyjaśnia Agnieszka Wójcik, menedżer badań rynku w Antal.

Podwyżki to nie wszystko

Z badania Work Service wynika, że 2/3 firm chcąc zatrzymać pracowników oferowało im wyższe wynagrodzenie. Jedynie co piąta wskazywała możliwości awansu, a 1 na 10 stawiała na benefity pozapłacowe.

Pokutuje silne przekonanie, że najlepsze kadry w firmie można utrzymać jedynie dzięki zwiększaniu poziomów wynagrodzeń, a co za tym idzie wyższych kosztów. Większość pracodawców chcących zatrzymać pracowników w firmie oferowało im podwyżki, a przecież istnieją też inne elementy na które zwracają uwagę pracownicy. W ostatnich miesiącach zyskują na znaczeniu możliwości rozwoju i awansu, a te nie muszą łączyć się z wyższymi kosztami zatrudnienia – zauważa Andrzej Kubisiak.

Eksperci Antal przeanalizowali popularność narzędzi ograniczających rotację pracowniczą, takich jak: szkolenia, badania satysfakcji, ulepszanie komunikacji wewnętrznej, benefity pozapłacowe, programy employer brandingowe, elastyczne systemy pracy. Klasyczny zestaw, czyli podwyżki w parze ze szkoleniami, stosowany jest najczęściej w firmach z branży budowlanej i energetycznej. Sektory IT, handlowy oraz centra usług wspólnych także stawiają podwyżki na pierwszym miejscu, jednak szkolenia są w tych segmentach mniej popularne.

Jedynie sektory finansowy i farmaceutyczny częściej, niż dodatkowymi pieniędzmi, walczą z rotacją wybierając alternatywne narzędzia, jak badania satysfakcji.

 

Branża Najczęściej stosowane narzędzia ograniczania rotacji dobrowolnej
Bankowość i ubezpieczenia Badania satysfakcji pracowników (67%), szkolenia (58%), benefit pozapłacowe (50%)
Handel detaliczny i FMCG Podwyżki (63%), badania satysfakcji pracowników (54%), ulepszanie komunikacji wewnętrznej (46%)
IT i telekomunikacja Powyżki (68%), ulepszanie komunikacji wewnętrznej (54%), benefit pozapłacowe (50%)
SSC/BPO Podwyżki (52%), benefity pozapłacowe (43%)
Firmy farmaceutyczne Badania satysfakcji pracowników (62%), ulepszanie komunikacji wewnętrznej (54%), podwyżki (48%)
Budownictwo i energetyka Podwyżki (58%), szkolenia (50%),  ulepszanie komunikacji wewnętrznej (46%)
Źródło: Antal, „Odpływ pracowników z organizacji”

Wyniki badania wskazują jednak na niepokojące zjawisko – większość organizacji wykorzystuje jedynie jedno lub dwa narzędzia zatrzymywania pracowników w strukturach.

Brak zróżnicowanego i przemyślanego planu zarządzania odejściami to bezpośredni powód, dla którego jest to aż tak poważnym wyzwaniem – mówi Agnieszka Wójcik. Aby stworzyć efektywną strategię powstrzymywania tego zjawiska, należy każdorazowo analizować przyczyny odejść pracowników. Jeżeli nowy pracodawca skusił ich czymś, co i my mogliśmy zaoferować, należy zadać sobie pytanie: dlaczego pracując z kimś na co dzień nie poznaliśmy jego faktycznych potrzeb?

Zakupowe preferencje e-konsumenta

Najczęściej w sieci kupują mężczyźni w wieku 30-35 lat. Robią to głównie w dni powszednie, w godzinach, gdy większość Polaków przebywa w pracy (8-17). W przeważającej większości płacą przelewem elektronicznym – wynika z badania „Polski konsument w sieci”, przeprowadzonego przez home.pl z okazji 20. rocznicy powstania firmy na grupie 1 tys. polskich przedsiębiorców.

Badanie „Polski konsument w sieci” zostało przeprowadzone w kwietniu 2017 roku. Wzięło w nim udział tysiąc klientów firmy home.pl, zaliczających się do sektora MMŚP (-mikro, -małe i średnie firmy). Okazało się, że aż 42 proc. z nich prowadzi sprzedaż w Internecie. Posiadają własny e-sklep, konto w serwisach aukcyjnych (np. w Allegro) albo sprzedają swoje produkty lub usługi przez serwisy społecznościowe, np. Facebook. W jakich branżach najczęściej działają? Usługi IT (18 proc.), marketingowe i PR-owe (16 proc.), sprzedają sprzęt elektroniczny i komputerowy, odzież, dodatki (po 12 proc.), materiały budowlane i wykończeniowe (8 proc.), artykuły sportowe i turystyczne, sprzęt RTV/AGD  (po 6,5 proc.), książki, filmy, płyty (5 proc.).

– Kolejny raz potwierdziło się, że polscy przedsiębiorcy coraz śmielej wchodzą w e-commerce, bo to dla nich szansa na zwiększenie zysków, rozwój popularności marki – ocenia Marta Puczyńska, dyrektor działu sprzedaży i marketingu w home.pl. –  W Internecie mogą konkurować z dużymi korporacjami. Dla Polaków liczy się bliska relacja na linii klient – sprzedawca, a taką przecież często zapewniają mniejsze przedsiębiorstwa.

Profesjonalni przedsiębiorcy troszczą się o swoich klientów

Jednak w najnowszym badaniu home.pl obiektem dociekań nie był przedsiębiorca, tylko konsument sprzedawanych przez nich usług lub produktów. Kto to jest, jak się zachowuje jakie ma przyzwyczajenia – oto pytania, na które odpowiedzi można znaleźć analizując wyniki ankiety. Skąd właściciele firm to wiedzą?

– Przedsiębiorcy badają preferencje swoich klientów – mówi Puczyńska. – Korzystają z ogólnodostępnych bezpłatnych narzędzi analitycznych, posiłkują się także sprawdzonymi usługami, np. do wysyłania korespondencji seryjnej. Przywiązują dużą wagę do swojego profesjonalnego wizerunku jako sprzedawcy. Dbają, żeby ścieżka zakupowa była przyjazna dla użytkowników i kończyła się finalizacją wirtualnego koszyka. Nie zapominają o klientach również wtedy, gdy towar jest już w drodze. O wrażenia pytają ich nawet po wysłaniu produktu lub usługi.

W weekendy ruch jest mniejszy

Z badań wykonanych przez home.pl wynika, że najczęściej zakupy w sieci robią mężczyźni od 33 do 49 roku życia (42 proc. wskazań), oraz w przedziale 36-49 lat (37 proc.). Trochę rzadziej kobiety, ale zazwyczaj w tym samym wieku co wymienieni wcześniej mężczyźni (odpowiednio 35 i 33 proc. wskazań). A jaka grupowa wiekowa kupuje najrzadziej? Kobiety (11 proc. wskazań) i mężczyźni (16 proc.) po 50 roku życia.

Co ciekawe, okazuje się, że polski konsument robi zakupy w sieci zazwyczaj w dni robocze, w godzinach, gdy przeważająca część Polaków przebywa w pracy (8-17). Tak wskazało aż 57 proc. przedsiębiorców. Rzadziej zdarza się to po godz. 18 (37 proc. wskazań). A w weekendy? Ruch jest zdecydowanie mniejszy, szczególnie po godz. 18 (23 proc. wskazań).

W grudniu, przelewem elektronicznym

Najbardziej gorącą porą dla przedsiębiorców sprzedających w sieci jest okres od października do grudnia. Z czego największe zainteresowanie ich produktami jest obserwowane w ostatnim miesiącu roku (wskazało tak 57 proc. respondentów), trochę mniejsze w październiku (45 proc.), kwietniu (44 proc.)  i listopadzie (42 proc.) Najgorszy pod tym względem jest okres wakacyjny, czyli lipiec i sierpień (wskazało na nie odpowiednio 22 i 23 proc. ankietowanych).

Z kolei najbardziej preferowaną przez klientów formą płatności za usługi i produkty kupowane w sieci jest przelew elektroniczny. Odpowiedziało tak aż 63 proc. ankietowanych przedsiębiorców. Zdecydowanie mniej popularna jest płatność przy odbiorze (35 proc. wskazań), tradycyjny przelew (31 proc.) lub płatność kartą kredytową (24 proc.).

Zdecydowana większość internetowych klientów korzysta podczas zakupów w sieci z komputera lub laptopa (63 proc. wskazań). Mniej popularne są telefony komórkowe (25 proc.) oraz tablety (18 proc.).

ABS Investment S.A. pozyskuje 2 mln zł z emisji obligacji serii B

ABS Investment S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od lutego 2011 r., zajmująca się działalnością inwestycyjną oraz doradczą, pozyskała 2 mln zł z emisji obligacji serii B. Środki te zostaną przeznaczone na realizowanie nowych inwestycji oraz wspieranie spółek portfelowych.

Emitent dokonał przydziału 2.000 szt. obligacji serii B o wartości nominalnej każda, a więc o łącznej wartości nominalnej wynoszącej 2 mln zł. Wyemitowane 4-letnie obligacje są niezabezpieczone, ich oprocentowanie wynosi 7,5% w skali roku, a odsetki będą wypłacane kwartalnie. Papiery dłużne zostały objęte przez 27 osób fizycznych oraz prawnych. Emisja zakończyła się dużym sukcesem, bowiem objęte zostały wszystkie oferowane obligacje. ABS Investment S.A. nie poniosła także żadnych kosztów związanych z jej przygotowaniem. Spółka planuje wprowadzić obligacje serii B do obrotu na rynku Catalyst. Dzięki pozyskanym środkom Emitent będzie realizował kolejne projekty inwestycyjne, które powinny pozwolić na utrzymanie bardzo dobrych wyników finansowych.

„Emisja została przeprowadzona bardzo szybko i sprawnie. Uplasowana została maksymalna kwota, jaką chcieliśmy na ten moment pozyskać, czyli 2 mln zł.  Wydaje się, że ABS mógłby pozyskać z rynku wielokrotność tej kwoty i to pomimo braku zabezpieczeń i długiego okresu wykupu. Świadczy to o dużym zaufaniu inwestorów oraz pozytywnym postrzeganiu ABS przez rynek. Wszystkie czynności wykonała sama Spółka, dlatego nie ponieśliśmy żadnych dodatkowych kosztów związanych z emisją. Wkrótce obligacje serii B zostaną wprowadzone do obrotu na rynku Catalyst. Na wykup zapadających w lipcu tego roku obligacji serii A środki mieliśmy przygotowane już od kilku miesięcy. Saldo kredytów kształtuje się obecnie na poziomie 1% wartości aktywów, czyli w tym zakresie mamy ogromne rezerwy i możliwości zwiększania zadłużenia. Środki pozyskane z emisji zostaną przeznaczone na wsparcie kapitałowe i dłużne spółek portfelowych oraz na nowe inwestycje. Preferowane będą dojrzałe projekty z segmentu nowych technologii z perspektywą szybkiego wzrostu. Jednak w dalszym ciągu chciałbym utrzymać niski wskaźnik finansowania aktywów długiem, politykę corocznej wypłaty dywidendy oraz skup akcji własnych.” – podkreśla Sławomir Jarosz, Prezes Zarządu Spółki ABS Investment S.A.

Z poprzedniej emisji obligacji serii A Spółka pozyskała kapitał w wysokości 1 mln zł. ABS Investment S.A. terminowo wypłaca odsetki swoim obligatariuszom oraz posiada zabezpieczone środki na ich wykup, który przypada na lipiec br. Sukces emisji obligacji serii B był z pewnością związany z dobrą obsługą obligacji serii A. Zarząd Emitenta prowadzi obecnie analizy 10-12 nowych projektów inwestycyjnych, a większość spółek wchodzących w skład jego portfela inwestycyjnego notuje obecnie wysoką progresję wyników finansowych oraz umacnia swoje pozycje rynkowe.

„Sytuacja finansowa spółek portfelowych jest w mojej ocenie bardzo dobra. Spodziewam się wypłaty dywidendy w tym roku przez większość z nich oraz dalszego wzrostu ich wartości. Dlatego po zapoznaniu się z wynikami za 2016 r. oraz 1 kw. tego roku  zamierzam opublikować prognozę zysku oraz wartości aktywów na akcję na koniec 2017 r. Planujemy także kolejne debiuty na rynku NewConnect, ale to raczej już w przyszłym roku. Tradycyjnie, zamkniemy definitywnie kilka pozycji inwestycyjnych i otworzymy kilka nowych. Ostatnie dwa lata były rekordowe jeżeli chodzi o wypracowany zysk i wartość aktywów. Moim celem jest podtrzymanie tej passy również w tym roku.” – podsumowuje Prezes Jarosz.

ABS Investment S.A. zakończyła 2016 r. zyskiem netto na poziomie 3.216 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży w wysokości ponad 1 mln zł i zrealizowała tym samym swoje prognozy finansowe. Przewidywały one osiągnięcie zysku brutto na 1 akcję w przedziale 0,50 – 0,55 zł. Spółka zanotowała w minionym roku zysk brutto w łącznej kwocie 4.019 tys. zł, a więc w przeliczeniu na 1 akcję było to ponad 0,50 zł, czyli 100% dolnej granicy prognozy finansowej. Natomiast prognozowana wartość aktywów Emitenta (wraz z należnościami ze sprzedaży aktywów) na 1 akcję miała wynieść na koniec 2016 r. od 3,60 zł do 4,00 zł, co udało się zrealizować z sukcesem, bowiem sięgnęła ona poziomu 3,97 zł, a więc ponad 110% dolnej granicy prognozy.

Spółka wypłaciła w poprzednim roku dywidendę z zysku za 2015 r. w wysokości 0,06 zł na akcję. ABS Investment S.A. realizuje także dwa programy skupu akcji własnych – skup A prowadzony poprzez transakcje sesyjne na rynku NewConnect oraz skup B realizowany w ramach umów cywilnoprawnych poza rynkiem.

Konrad Białas: Komentarz walutowy 11.04.2017

Sentyment rynkowy pozostaje słaby przy uwadze skupionej wokół ryzyk geopolitycznych. Do Syrii i Francji dochodzi Korea Północna. Żaden z czynników nie wywołuje silniejszej reakcji, gdyż zmienność słabnie przed przerwą świąteczną, ale z drugiej strony brak impulsów ekonomicznych pozostawia pole do zagospodarowania przez kapitał spekulacyjny.

Na bezrybiu i rak ryba. Bardzo nie lubię przytaczać tego powiedzenia, to jednak często jestem zmuszony, patrząc na zachowanie rynków finansowych. Inwestorzy lubią śledzić dane makro i posunięcia banków centralnych. Tylko że piątkowy raport z rynku pracy jest już przeszłością, a wczoraj wystąpienie prezes Yellen nie zaoferowało świeżych impulsów do spekulacji o szybszym tempie normalizacji polityki Fed. Yellen chwaliła rozwój gospodarczy, powrót inflacji do celu i sapek stopy bezrobocia, ale nie otrzymaliśmy nic interesującego w temacie terminu kolejnej podwyżki. Zatem inwestorzy pozostali na głodzie, szukają nowego punktu zaczepienia, nawet jeśli brak im do tego przekonania.

Wybory we Francji są czynnikiem ryzyka znanym od miesięcy i służą trochę jako „zapychacz”, gdy nic się nie dzieje (tak, jak obecnie). Piątkowe naloty w Syrii przypominają o trudnej sytuacji w tamtym rejonie i podnoszą obawy o relacje między Białym Domem a Kremlem, ale od trzech dni nie słychać o eskalacji. Nowym tematem jest Korea Północna i zbliżające się obchody urodzin Kim Ir-Sena 15 kwietnia. Władze Korei Południowej obawiają się prowokacji, a rynki podchwycają nerwowość. Ostudzeniu emocji nie pomagają informacje o okrętach marynarki wojennej USA kierowanych w stronę Zatoki Koreańskiej oraz oddziałach armii chińskiej kierowanych na granicę z Koreą Płn. („na wszelki wypadek” gdyby USA miały zaatakować).

Ogólnie mamy do czynienia ze strzępami czynników ryzyka niż poważnymi zagrożeniami dla stabilności rynków finansowych, ale, jak wspomniałem na początku, przy braku innych impulsów inwestorzy chwytają się tego, co akurat jest dostępne. Awersja do ryzyka rozkręca się powoli, ale już pomaga złotu i uderza w rentowności obligacji skarbowych – głównie w USA. USD stracił animusz do aprecjacji wśród głównych walut, choć dalej trzyma się wobec walut rynków wschodzących. Rynek akcji w Azji dołuje dziś i może nadać ton dla handlu w Europie. Łacnie nie są to warunki, w których złoty może zyskiwać. EUR/PLN krystalizuje wsparcie na 4,22, a testem sentymentu będzie obrona ostatnich szczytów przy 4,25-4,26.
Wtorek przynosi kilka istotnych danych, które mogą odwrócić uwagę od geopolityki. Spadek cen ropy naftowej i efekty przesunięcia Świat Wielkanocy obniżają inflację w całej Europie i w Szwecji oczekuje się spadku do 1,5 proc. r/r z 1,8 proc. Istotniejsza będzie inflacja bazowa, gdyż odczyt poniżej konsensus (1,7 proc. r/r) byłby też poniżej szacunków Riksbanku i przygasi oczekiwania na jastrzębi zwrot. EUR/SEK w takim wypadku może być pchnięty do 9,65. W Wielkiej Brytanii marzec ma przynieść schłodzenie presji po stronie inflacji bazowej z 2 proc. r/r do 1,9 proc. Mocniejszy spadek uśmierci oczekiwania na zmianę polityki BoE, co otworzyłoby drogę nowej fali wyprzedaży GBP. Indeks ZEW z Niemiec raczej nie zmieni wiele na rynku EUR. W Polsce główna uwaga skupi się na finalnym odczycie CPI za marzec.

Wstępny szacunek wskazał na nieoczekiwane spowolnienie inflacji do 2 proc. z 2,2 proc. w lutym, ale teraz otrzymamy rozbicie na komponenty i interesujące będzie, czy słabość leży po stronie czynników bazowych czy podażowych. „Wina” tych pierwszych wzmocni argumenty gołębiego skrzydła w RPP i może dalej zniechęcać do kupowania złotego.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Raport PwC „IPO Watch Europe – I kwartał 2017”

Wartość ofert pierwotnych (Initial Public Offering – IPO) w Europie w pierwszym kwartale 2017 roku wyniosła 4,5 mld euro – to wzrost w porównaniu do analogicznego okresu 2016 r. (3,5 mld euro) – wynika z najnowszego raportu „IPO Watch Europe” przygotowanego przez firmę doradczą PwC. Nieznacznie wzrosła również liczba debiutów (53 spółki). Na giełdzie w Warszawie w minionym kwartale odnotowano zaledwie 2 oferty – obie na rynku NewConnect.

W pierwszym kwartale 2017 roku w Polsce miały miejsce tylko dwa giełdowe debiuty, oba na alternatywnym rynku giełdowym – NewConnect. Łączna wartość obu emisji wyniosła niespełna 6 mln zł – za większość tej kwoty odpowiadał debiut producenta maszyn Kofama Koźle, który wyniósł 5,8 mln zł. Drugą ofertą było IPO Money Makers TFI.  Liczba debiutujących spółek w pierwszym kwartale 2017 roku była niższa niż w porównywalnym okresie 2016 roku, w którym miało miejsce 5 IPO (4 na NewConnect, oraz 1 na GPW). Niska aktywność na rynku pierwotnym w Polsce w tym kwartale może wynikać z tego, że duża liczba przedsiębiorstw planuje debiuty w kolejnych kwartałach.

„Aktywność na rynku ofert pierwotnych w Warszawie była rekordowo niska, w pierwszym kwartale 2017 r. nie zaobserwowaliśmy żadnej oferty pierwotnej na rynku głównym, pomimo poprawiającej się koniunktury giełdowej. Wielu emitentów poświęciło pierwsze miesiące 2017 r. na przygotowanie prospektów emisyjnych oraz danych finansowych obejmujących rok 2016. Stąd też niezmiernie ważne dla warszawskiego rynku będą kolejne miesiące – przeprowadzone w ostatnich tygodniach oferty Griffin Premium RE oraz Dino stanowią dobry prognostyk dla kolejnych IPO w Warszawie. Popyt towarzyszący pierwszym tegorocznym ofertom na rynku głównym, a także zaobserwowany w I kwartale powrót na giełdę inwestorów indywidualnych świadczą o tym, że rynek niecierpliwie oczekuje kolejnych emitentów i dobrze przygotowanych IPO spółek z różnych sektorów” mówi Bartosz Margol, wicedyrektor w zespole ds. rynków kapitałowych PwC.

Podsumowanie europejskiego rynku IPO w 2016 r.

Zgodnie z danymi uzyskanymi przez PwC, łączna wartość pozyskanych środków wzrosła w minionym kwartale (względem pierwszego kwartału 2016 r.) o 1 mld euro – osiągając wartość 4,5 mld euro, natomiast liczba debiutów wyniosła 53. Największymi ofertami w 2016 roku okazały się IPO Prosegur  Cash w Hiszpanii (750 mln euro). Na drugim miejscu uplasowała się oferta spółki Neinor Homes SAU, również w Hiszpanii (709 mln euro). Trzecie miejsce pod względem wartości IPO zajęła spółka BioPharma Credit plc (705 mln euro, giełda w Londynie).

Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie) od 2013 roku

 Aktywność na europejskim rynku IPO

Podczas gdy pierwszemu kwartałowi 2016 r. towarzyszyła polityczna niepewność oraz niepokój związany z globalnym wzrostem ekonomicznym, warunki w tym roku były bardziej dogodne dla przeprowadzenia debiutu giełdowego. Mimo rozpoczęcia procedury Brexit przez Wielką Brytanię czy wyborów w Holandii, indeks zmienności rynkowej VSTOXX50 pozostawał na niskim poziomie przez pierwsze trzy miesiące bieżącego roku. W połączeniu z niskimi stopami procentowymi, zachęciło to inwestorów do selekcji i udziału w ofertach spółek z dobrze przygotowanym equity story. W rezultacie, w Europie można zaobserwować zdrowy napływ giełdowych debiutantów” – podsumowuje Tomasz Konieczny, partner w zespole ds. rynków kapitałowych PwC.

W liniach lotniczych Emirates rośnie zapotrzebowanie na pilotów i personel pokładowy. Przewoźnik rekrutuje w 14 europejskich miastach, w tym w Warszawie

W liniach lotniczych Emirates rośnie zapotrzebowanie na pilotów i personel pokładowy. Przewoźnik rekrutuje w 14 europejskich miastach, w tym w Warszawie 1

Do ponad 250 samolotów, którymi obecnie dysponują linie Emirates, w tym roku ma dołączyć kolejnych 200 maszyn koncernów Airbus i Boeing. Dodatkowo przewoźnik rozszerza siatkę połączeń do ponad 150, przez co dynamicznie rośnie zapotrzebowanie na personel pokładowy. Obecnie spośród ponad 20 tys. zatrudnionych ponad 700 stanowią Polacy. Przewoźnik chce przyciągnąć kolejnych przede wszystkim korzystnym pakietem zatrudnienia.

 Mamy w tej chwili 255 maszyn, co sprawia, że jesteśmy jedną z największych międzynarodowych linii na świecie. Od listopada ubiegłego roku jesteśmy jedynym operatorem floty składającej się wyłącznie z Airbusa A380, największego pasażerskiego dwupokładowego samolotu i Boeinga 777. W związku z tym niewątpliwie zapotrzebowanie na nowe załogi i na nowych pilotów jest ogromne – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Maciej Pyrka, country manager Emirates Polska.

Obecnie linie Emirates dysponują 255 szerokokadłubowymi samolotami, jednak w najbliższym czasie flota ma się powiększyć o kolejne 200 maszyn. Dynamiczny rozwój w połączeniu z rozbudowywaną siatką połączeń (154 kierunki w 83 krajach) sprawiają, że zatrudnienie rośnie.

– W strukturach Emirates pracuje obecnie ponad 700 Polaków. To przede wszystkim członkowie obsługi pokładowej. Są lubiani i cenieni przez zwierzchników, odnaleźli się w Dubaju i nie chcemy na tym poprzestać. Uważamy, że to jest bardzo właściwy kierunek, jeżeli chodzi o poszukiwanie naszych pracowników – przekonuje Pyrka.

Przewoźnik prowadzi rekrutacje w 14 europejskich miastach, w tym w Warszawie. Jak wskazuje country manager Emirates Polska, plany zatrudnienia są ambitne – w dużej mierze są one uzależnione od dostaw nowych samolotów i otwierania nowych połączeń.

Tylko w 2014 roku do linii Emirates napłynęło blisko 0,5 mln podań o pracę na ponad 2 tys. stanowisk. Każdego miesiąca portal rekrutacyjny odwiedza ok. 1 mln osób z całego świata. Kandydatów przyciąga pakiet zatrudnienia, m.in. zwolnienie z podatku do określonej kwoty i pakiet podróżniczy dla rodziny.

– Oferta dla pracowników jest atrakcyjna i konkurencyjna. Piloci będą mieli okazję cieszyć się nieopodatkowanym zarobkiem w Dubaju, a także ciekawym i bogatym pakietem socjalnym, m.in. połączonym pakietem medycznym, stomatologicznym, gwarantowane jest również miejsce zamieszkania proponowane przez linie i bogate diety dodatkowe – wymienia Maciej Pyrka.

Mniej papierologii i ułatwienia dla pacjentów. Cyfryzacja polskiej medycyny przyspiesza

Mniej papierologii i ułatwienia dla pacjentów. Cyfryzacja polskiej medycyny przyspiesza 2

Cyfrowa transformacja służby zdrowia w kolejnych latach przyspieszy – zapowiada Izba Gospodarki Elektronicznej. Pierwszym krokiem ma być ograniczenie liczby dokumentów, a kolejnym – usprawnienie kontaktu pacjentów z placówkami medycznymi. Wyzwaniem jest przygotowanie takich rozwiązań, które będą przyjazne dla obu stron oraz zapewnią bezpieczeństwo wrażliwych danych. Rekomendacjami ma zająć się grupa robocza ds. e-medycyny powołana w marcu przez e-Izbę.

Raport „Healthcare and Life Sciences Predictions 2020: A bold future?” firmy Deloitte z 2016 roku jasno wskazuje, że nowe technologie ingerują w nasze życie już na tyle mocno, że rewolucja cyfrowa nie ominie także medycyny i farmacji. Już niedługo tradycyjna wizyta u lekarza ustąpi wirtualnemu spotkaniu. A wszystko dzięki zarówno rozwojowi technologii i urządzeń mobilnych, jak i coraz większej popularności elektroniki ubieralnej tworzonej zarówno z myślą o chorych, jak i osobach aktywnych fizycznie.

W tej chwili e-medycyna w Polsce jest na bardzo wczesnym etapie. Dzięki działaniom podejmowanym przez Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia (CSIOZ) jest duża nadzieja, że ta sytuacja będzie się dynamicznie zmieniać w najbliższych latach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Patrycja Sass-Staniszewska, prezes zarządu Izby Gospodarki Elektronicznej.

e-Izba chce wspierać ten proces, dlatego w marcu powołała grupę roboczą e-medycyna, w ramach której eksperci z branży prawnej, technologicznej i medycznej będą rekomendowali sposoby na wdrażanie cyfryzacji na polskim rynku.

Grupa liczy kilkanaście firm, które są dobrze przygotowane merytorycznie i znają cały proces wdrażania rozwiązań cyfrowych w sektorze e-zdrowia od podszewki. Na polskim rynku mamy rewelacyjnych specjalistów, którzy doskonale łączą wiedzę medyczną z umiejętnościami cyfrowymi. W ramach grupy e-medycyna współpracujemy z CSIOZ – mówi Patrycja Sass-Staniszewska.

Połączenie medycyny ze światem nowych technologii wydaje się być w pełni uzasadnione. Specjaliści podkreślają, że to kolejny naturalny krok do poprawienia komfortu pacjentów i ułatwieniu pracy opiece medycznej. By osiągnąć sukces, musi zostać spełniony jednak jeden warunek: jedni i drudzy muszą zostać wdrożeni w cyfryzację.

Poza wprowadzeniem usług elektronicznych do szpitali będziemy również uruchamiali na uczelniach medycznych program i szkolenia z elementami cyfryzacji. Chodzi o to, żeby lekarze, którzy wchodzą do placówek medycznych po uczelni, już byli wdrażani w nowe rozwiązania technologiczne – mówi prezes Izby Gospodarki Elektronicznej. – E-medycyna powstaje po to, żeby przede wszystkim pacjentowi żyło się łatwiej w kontakcie z usługą medyczną.

Jak podkreśla, trzeba zacząć od ograniczenia papierowej dokumentacji w służbie zdrowia, a następnie przejść do usprawnienia kontaktów na linii pacjent – lekarz i placówka medyczna.

 Już od momentu pierwszego kontaktu, a więc zapisania się do lekarza, pacjent będzie mógł skorzystać z elektronicznej rejestracji. Podobnie sprawa ma się z pobytem w szpitalu. Nasze zadanie polega m.in. na wprowadzeniu e-logistyki, obiegu lekarstw i kart pacjentów. Chcemy, aby wszystko mogło odbywać się elektronicznie, łącznie z uzyskaniem zgody na wyjście pacjenta ze szpitala. Zależy nam na tym, aby chory mógł pozostawać pod stałą opieką lekarzy również bez wychodzenia z domu – wyjaśnia Patrycja Sass-Staniszewska.

Choć zmiany będą sukcesywnie wprowadzane, to polski pacjent musi się uzbroić w cierpliwość, bowiem cały proces potrwa kilka lat, m.in. ze względu na legislację cyfrową, która wciąż wymaga poprawy.

– Nowy system zagwarantuje przede wszystkim oszczędność czasu – zerkając w telefon, będzie można potwierdzić wizytę, a następnie sprawdzić ją w kalendarzu. Ponadto elektroniczna recepta znacząco ułatwi życie wszystkim tym, którzy lekarza odwiedzają tylko po to, by dostać nową receptę na te same lekarstwa. Jedno jest pewne: wszystkie elektroniczne udogodnienia będą przyjazne pacjentowi – podsumowuje Patrycja Sass-Staniszewska.

Proces cyfryzacji stawia przed sektorem wyzwania legislacyjne. Eksperci podkreślają, że chodzi m.in. o zapewnienia bezpieczeństwa danych pacjentów w obiegu elektronicznym.

Polscy programiści przez co najmniej 10 lat nie muszą martwić się o pracę

Polscy programiści przez co najmniej 10 lat nie muszą martwić się o pracę 3

Polscy programiści należą do najlepszych na świecie. Rosnące zapotrzebowanie sprawia, że przedstawiciele tego zawodu jeszcze przez co najmniej 10 lat nie będą mieli problemów ze znalezieniem zatrudnienia. Coraz częściej konkurują o nich największe globalne firmy. 

 Rynek pracy dla programistów wygląda w Polsce bardzo dobrze. Myślę, że możemy zatrudniać jeszcze przez 10 lat, bo i tak brakuje ludzi na rynku – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Markus Törnberg, dyrektor generalny Crossover.

Programiści są obecnie najczęściej poszukiwaną grupą na rynku pracy. W kraju deficyt kadry w tym zawodzie szacowany jest na kilkadziesiąt tysięcy, a w Unii – na kilkaset, a do 2020 roku może wzrosnąć do miliona. Dlatego firmy muszą konkurować o najlepszych.

– Na rynku pracy wyzwaniem jest znalezienie najlepszych pracowników. Jest dużo firm w Polsce, które szukają specjalistów, a ci najlepsi mają odpowiednie wynagrodzenie. Staramy się szukać najlepszych, nie studentów, którzy dopiero zaczynają, ale tych z kilkuletnim doświadczeniem – tłumaczy Markus Törnberg. – Szukamy najlepszych. Jeśli ktoś pracuje 3-5 lat w danej firmie, jest na tyle dobry, żeby do nas trafić.

Technologie, które powstają w Polsce, są eksportowane do największych światowych firm. Dobrą markę mają również nasi programiści. Według serwisu HackerRank, który opublikował wyniki badania dotyczącego jakości programistów, polscy specjaliści ustępują tylko chińskim i rosyjskim. W języku Java Polska znalazła się na pierwszym miejscu. Jak podkreśla dyrektor Crossover, firma widzi w Polsce duży potencjał, dlaczego w poszczególnych miastach szuka chętnych do pracy zdalnej dla firm technologicznych. Na pierwszy ogień poszedł Kraków, gdzie w lutym i w marcu odbyły się tzw. hackathony, podczas których wybiera najlepszych programistów.

– W Krakowie jest dobry rynek, znajduje się tam dużo firm informatycznych, dlatego skupiliśmy się właśnie na tym mieście. Będziemy obecni również w Warszawie, Poznaniu, Trójmieście, w Katowicach, we Wrocławiu – mówi Törnberg.

Crossover chce rozwijać model pracy zdalnej, gdzie specjaliści będą pracować dla firm technologicznych ze Stanów Zjednoczonych. Tym samym kusi potencjalnych kandydatów wyższymi zarobkami.

– Oferujemy zarobki o ok. 30 proc. wyższe niż inni pracodawcy, ok. 30 tys. zł, dlatego że dzięki pracy zdalnej nie trzeba ponosić dodatkowych kosztów, np. wynajmu biura – wskazuje dyrektor Crossover. – Praca zdalna dla finansistów i programistów jest czymś nowym w Polsce. W tym modelu od poniedziałku do piątku, a jak ktoś woli w sobotę i w niedzielę, może pracować, czy to w domu, czy w biurze, w Polsce czy w Tajlandii. Może po prostu pracować z jakiego miejsca chce.

Jak wynika z ubiegłorocznego badania Antal i SAS Institute, dla polskich specjalistów i menedżerów z sektora IT przy wyborze pracodawcy najważniejsza jest innowacyjność firmy (22 proc. wskazań). Warunki finansowe znalazły się na czwartej pozycji (10 proc. wskazań), wyprzedzone przez styl zarządzania i kulturę organizacyjną oraz wielkość i prestiż organizacji (odpowiednio 16 i 15 proc.).

W PKO BP ponad milion kont należy do młodych. Połowa nowych klientów to osoby przed 26 rokiem życia

W PKO BP ponad milion kont należy do młodych. Połowa nowych klientów to osoby przed 26 rokiem życia 4

Młode pokolenie docenia szybkość obsługi i jakość bankowości elektronicznej. O wyborze banku często decydują reklamy w internecie. Dlatego aby pozyskać klientów z tej grupy, banki inwestują w obecność w mediach społecznościowych czy na portalach typu YouTube. W PKO Banku Polskim ponad milion rachunków należy do osób poniżej 26 lat. Młodzi stanowią ponad połowę nowych klientów, którzy zakładają konto w tym banku.

 Rachunki młodych osób w naszym banku dzielą się na dwie grupy wiekowe. Pierwsza to osoby do 18 roku życia – decyzje o otwarciu rachunku podejmują za nich rodzice. Mamy już ponad pół miliona takich rachunków. Druga grupa to klienci już dorośli, ale wciąż młodzi, w grupie wiekowej 18–26 lat. W ciągu ostatnich kilku lat dokonaliśmy ogromnego przełomu i jesteśmy liderem pozyskania tego segmentu rynku – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paweł Placzke, dyrektor Departamentu Produktów Klienta Indywidualnego w PKO Banku Polskim.

Na koniec 2016 roku PKO Bank Polski prowadził ponad 9 mln rachunków, z czego 8,7 mln dla klientów indywidualnych. W tej grupie ok. 1,1 mln kont należy do osób do 26 roku życia. W ubiegłym roku bank zanotował 230-tysięczny przyrost rachunków dla klientów indywidualnych, a ponad połowa nowych ROR-ów została otwarta przez osoby z młodego pokolenia.

 Obecnie połowa klientów, którzy otwierają z nami relacje, to klienci przed 26 rokiem życia. Z naszych statystyk wynika, że klient z tej grupy wiekowej otwiera u nas konto średnio co 20 sekund – wskazuje Placzke.

Dla młodego pokolenia liczy się szybkość obsługi i dostęp do bankowości internetowej. Istotne, by wszystko można było załatwić online, bez konieczności wizyty w oddziale. Banki wskazują, że w 2020 roku ponad 40 proc. sprzedaży kluczowych produktów będzie się odbywać w kanałach cyfrowych.

– Dla młodych ludzi najważniejsza jest prostota i szybkość obsługi. Oni oczekują, że wszystko dostaną natychmiast, od ręki i nie będą musieli na nic czekać. Sam proces otwarcia konta, który może być zarówno z udziałem oddziału, jak i zdalny, z udziałem kuriera, to podstawowa kwestia. Taki klient nie ma w ogóle kontaktu z bankiem fizycznie, ale za to z aplikacją mobilną i z bankowością elektroniczną już tak – mówi przedstawiciel PKO BP.

Walka o młode pokolenie przeniosła się do internetu. To właśnie reklama w sieci najbardziej przemawia do młodych, bardziej niż tradycyjne reklamy telewizyjne. Istotny jest też sam sposób komunikacji.

– Jesteśmy w mediach społecznościowych, czyli tam, gdzie są też młodzi, i to właśnie w ten sposób próbujemy do nich docierać – przekonuje Paweł Placzke.

Kluczowa jest też walka o utrzymanie przy banku dotychczasowych klientów. PKO BP oferuje rachunki dla różnych grup wiekowych: od Szkolnych Kas Oszczędności tworzonych z myślą uczniach szkół podstawowych, PKO Junior dla dzieci do ukończenia 13 roku życia, przez PKO Konto Pierwsze młodzieży w wieku 13–18 lat, po PKO Konto dla Młodych dla osób do 26 roku życia. Większość zostaje w banku także później, a dotychczasowe konta przekształcają w kolejne, z oferty dla innej grupy wiekowej.

Duża konkurencja sprawia, że banki rywalizują o młodych klientów promocjami. PKO BP przeprowadził promocję Konta dla Młodych „Miłość Mamy za zero”, gdzie za założenie konta i wykonanie co najmniej jednej płatności kartą można było otrzymać pakiet biletów do kina.

 Walczymy, żeby nasza oferta była wśród najlepszych na rynku. Jesteśmy w pierwszej trójce banków, które walczą o tego typu klienta pod względem ceny za korzystanie z konta, produkty dodatkowe i utrzymanie tego konta. Właściwie wszystko można już mieć całkowicie za darmo – podkreśla Paweł Placzke.

15 proc. środków ochrony roślin może być podrobionych lub pochodzić z nielegalnego źródła. Za ich stosowanie rolnikom grożą surowe kary finansowe

15 proc. środków ochrony roślin może być podrobionych lub pochodzić z nielegalnego źródła. Za ich stosowanie rolnikom grożą surowe kary finansowe 5

Nawet 15 proc. polskiego rynku środków ochrony roślin mogą stanowić preparaty podrobione lub pochodzące z nielegalnego źródła – szacuje Polskie Stowarzyszenie Ochrony Roślin. Używający takich specyfików rolnicy narażają się nie tylko na straty w plonach, lecz także na sankcje finansowe w postaci kilkutysięcznej grzywny, utratę certyfikatów oraz dotacji unijnych. Wprowadzającym takie substancje na rynek grozi zaś kara pozbawienia wolności. 

 Wielkość szarej strefy na krajowym rynku bardzo trudno określić – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Aleksandra Mrowiec z Polskiego Stowarzyszenia Ochrony Roślin (PSOR). – Z uwagi na położenie geograficzne Polska jest miejscem wejścia podrobionych i nielegalnych produktów na rynek europejski. Dzieje się tak najczęściej zarówno poprzez wschodnią granicę lądową, jak i porty morskie. Dlatego w walce z tym nielegalnym procederem aktywnie uczestniczą organy celne, policja oraz Państwowa Inspekcja Ochrony Roślin i Nasiennictwa.

Według Aleksandry Mrowiec wartość rynku podrabianych i nielegalnych środków ochrony roślin bardzo trudno oszacować. Z przedstawionych danych Komisji Europejskiej wynika, że obrót takimi specyfikami odpowiada za około 10 proc. rynku w UE. Zgodnie z szacunkami Europejskiego Obserwatorium do Spraw Naruszeń Praw Własności Intelektualnej i Europolu jedna czwarta (25 proc.) wszystkich znajdujących się w obiegu w UE środków tego rodzaju może pochodzić z nielegalnego źródła. Proceder ten nasila się przy zewnętrznych granicach UE.

 Stosowanie przez rolnika podrabianych i nielegalnych środków ochrony roślin powoduje bardzo dotkliwe konsekwencje – mówi Aleksandra Mrowiec. – Najważniejsza jest utrata plonu lub gdy środek nie zadziała, straty w plonach. Kolejna kwestia to sankcje finansowe takie jak nałożenie grzywny.

Jak podkreśla, podrabiane są te środki, które są najczęściej wykorzystywane przez rolników i które mają najszersze spektrum stosowania.

Za stosowanie nielegalnych substancji przewidziane są konsekwencje finansowe, między innymi grzywna do wysokości 5 tys. zł nakładana przez Inspektora Ochrony Roślin i Nasiennictwa.

Gdy rolnik posiada podrobione produkty w celu dalszej sprzedaży, może wchodzić w grę odpowiedzialność karna [prawo przewiduje sankcję w postaci nawet trzech lat pozbawienia wolności – red.] – zauważa Aleksandra Mrowiec. – Warto dodać, że w takiej sytuacji rolnik musi się liczyć zarówno z możliwością odejścia odbiorców, jak i z utratą dotacji unijnych oraz certyfikatów.

Zdaniem Aleksandry Mrowiec wystarczy przestrzegać czterech zasad, by ustrzec się przed zakupem podrobionych lub nielegalnie sprowadzonych do kraju środków ochrony roślin. Po pierwsze, rolnik powinien się zaopatrywać tylko w produkty zarejestrowane, których wykaz prowadzi Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi (na stronach internetowych resortu dostępna jest wyszukiwarka takich wyrobów). Sklep, który prowadzi sprzedaż podrobionych środków, naraża się na utratę licencji.

 Po drugie, oryginalny produkt będzie mieć zawsze trwale przytwierdzoną do opakowania etykietę w języku polskim, a jego opakowanie nie będzie się odkształcać – wskazuje Aleksandra Mrowiec. – Trzecią zasadą jest kupowanie środków tylko w zarejestrowanych, kontrolowanych przez Wojewódzkich Inspektorów Ochrony Roślin i Nasiennictwa punktach sprzedaży. Po czwarte, przy zakupie środków rolnik powinien zażądać dowodu zakupu, przede wszystkim faktury, która jest podstawą ewentualnej reklamacji.

PSOR również angażuje się w walkę z szarą strefą na rynku. Pod koniec marca została uruchomiona strona internetowa www.bezpiecznauprawa.org, na której rolnicy znajdą informacje na temat odpowiedzialnego i zgodnego z prawem zakupu środków ochrony roślin.

Polacy coraz częściej korzystają z wielkanocnego cateringu. Dominują potrawy tradycyjne, przygotowane w innowacyjny sposób

Polacy coraz częściej korzystają z wielkanocnego cateringu. Dominują potrawy tradycyjne, przygotowane w innowacyjny sposób 6

Dynamicznie rośnie rynek cateringu świątecznego. Z pomocy profesjonalnych kucharzy korzystają przede wszystkim firmy, ale coraz chętniej także osoby prywatne, którym brakuje czasu lub chęci, by przygotować własne potrawy na wielkanocny stół. Polacy wolny czas wolą spędzać z rodziną niż w kuchni. Popularnością cieszą się potrawy tradycyjne, choć przygotowane w nieco bardziej innowacyjny sposób.

– Rynek cateringu świątecznego rok do roku rośnie w tempie 10–15 proc. Świadczy to o tym, że jesteśmy coraz lepiej sytuowani i doceniamy czas wolny przed świętami, którego nie musimy spędzać w kuchni – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Damian Wiatrak, dyrektor zarządzający Deli Catering.

Usługi cateringowe są jednym z najszybciej rozwijających się segmentów na rynku gastronomicznym. Ich wartość szacuje się na 4,5 mld zł, z czego coraz bardziej na wartości zyskuje catering świąteczny. Na tego typu usługi decydują się już nie tylko firmy.

– Catering dedykowany jest instytucjom, firmom, które organizują szereg wydarzeń dla swoich pracowników. Jeżeli chodzi o proporcje, to 90 proc. należy do instytucji i przedsiębiorców, natomiast 10 proc. to klient indywidualny – wskazuje Damian Wiatrak.

Dla większości Polaków Wielkanoc to przede wszystkim czas, który można spędzić z rodziną. Z badania CBOS z 2016 roku wynika, że dla 70 proc. Wielkanoc to święto rodzinne. Dlatego czas zaoszczędzony w kuchni mogą spędzić z bliskimi lub też na innych przedświątecznych obowiązkach.

– Także biorąc pod uwagę koszty, uważam, że zdecydowanie lepiej jest zamawiać catering na zewnątrz – mówi dyrektor Deli Catering.

Z badania Providenta wynika, że przeciętne polskie gospodarstwo domowe planuje przeznaczyć na zorganizowanie tegorocznych świąt wielkanocnych ok. 400 zł. Obejmuje to przede wszystkim wydatki na produkty spożywcze. Eksperci podkreślają, że jest to koszt porównywalny z zamówieniem gotowych produktów. Jak zauważa Wiatrak, można już mówić o trendach w cateringu świątecznym.

– Choć w dalszym ciągu bazujemy na elementach tradycyjnych, to funkcjonują już także trendy nowoczesne i innowacyjne. Tradycyjne produkty staramy się pokazać w nieco inny sposób. Dla przykładu, nasz makowiec przygotowywany jest z białej galaretki rolowanej z różnymi dodatkami, np. jadalnego srebra – mówi Damian Wiatrak.

Jak zauważa, pod względem kulinarnym Polacy coraz częściej lubią eksperymentować, w dużej mierze pozostają jednak tradycjonalistami.

– Szukamy nowości smakowych, nowych produktów, nowych odsłon produktów tradycyjnych, ale naszych tradycyjnych podniebień nie da się oszukać. Po pewnym okresie próbowania rzeczy nowych wracamy do elementów tradycyjnych – analizuje dyrektor Deli Catering.

Oferta restauracji i firm cateringowych może być dostosowana do indywidualnych wymagań i możliwości finansowych. Inna od potraw przygotowanych w domu może też być forma podania. Nowym trendem jest m.in. Finger Foods, czyli mini dania, które spożywa się bez sztućców, na jeden kęs.

Strona internetowa i konto użytkownika jako trwały nośnik? Istotny pogląd UOKiK

UOKiK wydał niedawno istotny pogląd w sprawie o sygn. akt III Ca 529/16, odnośnie kwalifikacji strony internetowej przedsiębiorcy i konta użytkownika jako „trwałego nośnika”, za pomocą którego spełniane są względem konsumenta stosowne obowiązki informacyjne.  Choć pogląd ten wydany został na tle stanu faktycznego regulowanego ustawą o kredycie konsumenckim, to z pewnością należy go mieć na uwadze również z perspektywy wszelkich innych przedsięwzięć e-commerce, nie tylko tych o charakterze finansowym.

W sprawie tej konsument zawarł przez Internet umowę pożyczki. Po zaakceptowaniu wniosku o pożyczkę, pożyczkodawca udostępnił konsumentowi ramową umowę pożyczki, indywidualne warunki umowy i formularz odstąpienia od umowy, które widoczne były po zalogowaniu się na stronie internetowej przedsiębiorcy.

Na tle powyższych okoliczności UOKiK uznał, że strona internetowa przedsiębiorcy jak i indywidualne konto klienta w serwisie nie stanowią trwałego nośnika. Naczelnymi argumentami, które legły u podstaw takiej oceny były argumenty, że środki te nie zapewniają pozostawania przekazywanej informacji w niezmienionej postaci, gdyż przedsiębiorca może ingerować w jej treść, w szczególności ją usunąć lub zmienić, oraz że środki te nie zapewniają trwałości w tym znaczeniu, że nie gwarantują konsumentowi dostępu do informacji przez odpowiednio długi czas, tj. nie krótszy niż okres wykonywania umowy wraz z okresem, w którym konsumentowi będą przysługiwać stosowne roszczenia.

Powyższą opinię UOKiK podparł orzecznictwem TSUE, z którego płyną podobne wnioski. Warto jednak zaznaczyć, że w praktyce orzeczniczej TSUE zauważa się również mniej kategoryczne podejście do omawianego zagadnienia. Dla przykładu, w orzeczeniu zapadłym w sprawie C-49/11 (Content Services Ltd), TSUE wydaje się dopuszczać możliwość uznania konta użytkownika w ramach strony internetowej przedsiębiorcy za trwały nośnik, jeśli tylko przedsiębiorca wystarczająco wykaże, że zapewnione są wyżej wspomniane warunki niezmienności i trwałości treści.

Czy powyższy pogląd UOKiK ostatecznie wyklucza możliwość stosowania strony internetowej i konta użytkownika jako narzędzi służących przekazywaniu konsumentom informacji, jakie muszą zostać utrwalone na trwałym nośniku? Jeśli nie, to z pewnością winien mobilizować przedsiębiorców do zapewnienia takich środków technicznych i organizacyjnych, które pozwalałyby przekonywująco uzasadnić niezmienność i trwałość przekazywanych w ten sposób treści.

Autor: Marcin Przybysz, adwokat, senior associate w Kancelarii Taylor Wessing w Warszawie

Polska waluta odzyskuje blask z pierwszego kwartału 2017. Dolar znów pierwszym wyborem

Dolar mocny na szerokim rynku. Słabość euro w obliczu głosów o niepodejmowaniu żadnych ruchów w polityce monetarnej aż do końca programu QE. Polska waluta silniejsza po korekcyjnym odbiciu. Sentyment na rynkach dobry ale w każdej chwili może się to zmienić. Złotówka nadal na czele walut krajów wschodzących. Niebawem pojawi się kolejny czynnik ryzyka, czyli wybory we Francji.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 01.03.2017-10.04.2017

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2090 3,9370 3,9000 4,8600
Maksimum 4,3470 4,0570 4,0960 5,1090

Kurs euro EUR/PLN

Kurs euro EUR/PLN wykresPod koniec marca EUR/PLN osiągnął najniższy poziom od października 2015 roku. Od tego momentu, wraz z pogorszeniem się klimatu inwestycyjnego dla walut rynków wschodzących, złoty nieco stracił. Przebita została linia trendu spadkowego trwającego od początku marca, która sprowadziła kurs niemal 13 groszy niżej. Ale polska waluta znów pokazała moc w tym roku. Korekta była krótka i znów EUR/PLN podąża na południe. W ostatnich dniach byliśmy blisko ostatnich minimów. Wydaje się, że to jeszcze nie koniec aprecjacji złotówki. Jeśli nic niespodziewanego się nie wydarzy to powinniśmy przebić lokalne wsparcie w rejonach 4,21. Mimo niesprzyjających warunków geopolitycznych polska waluta radzi sobie bardzo dobrze. Konflikt w Syrii póki co większego strachu nie wywołał. W tym momencie na rynkach króluje dolar więc miejmy to na uwadze, że wcześniej w takiej sytuacji lekkiej zadyszki krajowa waluta dostawała. W razie takiego obrotu spraw oporem będzie 4,2420 czyli zniesienie Fibo.

Kurs franka CHF/PLN

Kurs franka CHF/PLN wykresNa CHF/PLN mamy podobną sytuację. Po osiągnięciu minimum w okolicach 3,9370 kurs ruszył w górę. Gdy wydawało się już, że sytuacja w najbliższych dniach będzie działać na niekorzyść kredytobiorców frankowych kurs dość niespodziewanie nie przekroczył 4,00. Mimo, że na świecie pojawił się nowy punkt zapalny, czyli konflikt w Syrii to wielkiej ucieczki do bezpiecznych przystani, jak frank, nie było widać. W efekcie polska waluta powróciła do trendu spadkowego. Wsparciem będzie ostatnie minimum, niewykluczone, że w najbliższych dniach ten poziom będziemy testować jeśli pozytywny klimat na rynkach się utrzyma. Ale trzeba pamiętać, że konflikt w Syrii może się zaostrzyć szczególnie, że zamieszane w niego są USA i Rosja. Do tego niedługo już wybory we Francji i inwestorzy będą lokować kapitał we franka w obawie przed niespodziewanym wynikiem.

Kurs dolara USD/PLN

Kurs dolara USD/PLN wykresNa USD/PLN sytuacja złotego nie jest już tak dobra. Możemy już zapomnieć o trendzie spadkowym, który sprowadził kurs w rejon 3,90. Od tego momentu kurs dość szybko podąża na północ łamiąc kolejne opory. Wszystko za sprawą mocnej waluty amerykańskiej na szerokim rynku. Piątkowe dane z rynku pracy może i nie były dobre ale spadek bezrobocia do poziomu 4,5% musiał wywrzeć wrażenie. A dokładając do tego słowa Dudleya siła waluty jeszcze wzrosła. Członek Fed mówił o planowanej redukcji bilansu, która również jest elementem zacieśniania monetarnego. Wraz z podwyżkami stóp takie głosy muszą zwiększać apetyt inwestorów na walutę takiego kraju.  Sytuacja techniczna w tym momencie jest bardzo ciekawa. Gdyż pokonanie psychologicznej wartości 4,00 może skutkować ruchem w okolice 4,10. Wydaje się jednak, że siła dolara nie będzie trwać w nieskończoność. A prędzej czy później pojawi się ruch korekcyjny na EUR/USD. A to będzie miało odzwierciedlenie na USD/PLN i zatrzyma wzrosty. Czynnik ryzyka dla dolara w postaci spotkania prezydentów USA i Chin na tę chwilę minął. Owszem euforii nie ma ale też spotkanie wyglądało na przyjacielskie. Ewentualne spory handlowe tych największych gospodarek mogłyby spowodować problemy na całym świecie.

Kurs funta GBP/PLN

Kurs funta GBP/PLN wykresRównież na GBP/PLN mamy odreagowanie ostatnich spadków. Po rozpoczęciu procedury wyjścia Wielkiej Brytanii z UE funt na szerokim rynku mocno tracił. Również kolejne dane pokazywały słabość i wzmagały nieufność inwestorów do brytyjskiej waluty. W skutek czego GBP/PLN znalazł się nawet na poziomie 4,8600. Chwilowa słabość złotówki poskutkowała ruchem korekcyjnym w okolice 5,00 ale ten opór okazał się w tym momencie skuteczny. Ten tydzień jest nieco krótszy zważywszy na Wielki Piątek, który jest dniem wolnym w wielu krajach. Ale pojawiają się w nim dane choćby o inflacji także z Wielkiej Brytanii. Warto zwrócić na to uwagę, gdyż może to być pretekst do odbicia na funcie. Tym bardziej jeśli poziom inflacji będzie wyższy od prognoz.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Polska wypadła z czołówki najmniej podatnych na ceberataki państw świata

Wojciech Głażewski
Wojciech Głażewski, Country Manager w firmie Check Point

Polska spada w światowym rankingu bezpieczeństwa sieciowego i zagrożenia atakami hakerskimi. Obecnie znajduje się na 23 miejscu w Europie. To najgorsza pozycja Polski od kilku miesięcy! W Polsce najczęściej atakuje wirus ransomware Cryptowall, na świecie Kelihos. To wyniki najnowszego raportu firmy Check Point Software Technologies.  

Według raportu firmy Check Point, w lutym najbezpieczniejszym krajem pod względem cyberbezpieczeństwa był bezsprzecznie Lichtenstein.  Na kolejnych miejscach znalazła się Czarnogóra i Mołdawia. Poza europejskim podium znalazły się m.in. Estonia, Albania i Belgia.

Nasz kraj uplasował się tym razem na 23 lokacie, co oznacza spadek aż o 17 miejsc w stosunku do danych sprzed miesiąca! Przed Polską znalazły się m.in. Irlandia, Holandia i Niemcy, natomiast za naszymi plecami ulokowała się Bośnia, Węgry czy Norwegia. Spadek nie oznacza znaczącego obniżenia bezpieczeństwa w polskiej sieci. Aktywność hakerów wręcz spadła – wskaźnik zagrożenia dla naszego kraju, na poziomie 36 pkt. jest niższy niż w ostatnim zestawieniu (37,5).

Krajobraz zagrożeń jest bardzo dynamiczny, w związku z czym pozycja Polski może w pewnym stopniu ulegać fluktuacjom. Oczywiście niezbędna jest szersza ochrona sieci, w szczególności firmowych. Wydany przez Check Pointa Raport Bezpieczeństwa 2016 wykazał, że aż 971 nieznanych wariantów malware co godzinę było pobieranych do sieci korporacyjnych. – twierdzi Wojciech Głażewski, Country Manager w firmie Check Point.

Check Point wskazał również najpopularniejsze na świecie typy malware, które wykorzystywane były w lutym 2017 roku. Czołową pozycję zajął Kelihos, spotykany w 12% przebadanych organizacji. Kelihos jest obecnie jednym z najważniejszych dystrybutorów spamu na świecie, zarażając ponad 300 tys. maszyn, z których każda jest w stanie wysłać nawet 200 tys. e-maili dziennie!
Na drugim miejscu uplasował się HackerDefender z wpływający na 5% firm na rynku oraz Cryptowall, z niewiele niższym wynikiem. W przypadku polskiej sieci sprawa wygląda trochę inaczej – najpowszechniejszym lutowym malware był Cryptowall (znany ransomware), natomiast kolejne miejsca przypadły robakowi Pykspa oraz botnetowi Kelihos.

W świecie mobilnym czołowym typem malware jest Hiddad, który miesiąc wcześniej zajmował trzecią pozycję. Kolejne miejsca przypadły HummingBad i Triadzie. Każdy z czołowych „szkodników” działa pod systemem Android.

– Gwałtowny wzrost użycia pewnych wariantów malware w lutym, podkreśla wyzwania jakie stoją przed działami IT na całym świecie. Jednym z nadrzędnych celów firm i organizacji powinno być dostateczne przygotowanie się do radzenia sobie z rosnącą liczbą cyberzagrożeń, poprzez wdrożeni zaawansowanych systemów bezpieczeństwa sieci. – twierdzi Nathan Shuchami, wiceprezydent w Check Point Software Technologies.

Dane z amerykańskiego rynku pracy najgorsze od 2012 roku

Szczyt amerykańsko—chiński nie przyniósł żadnych przełomowych ustaleń. W trakcie rozmów prezydenci znaleźli wspólny język na wielu płaszczyznach. Xi Jinping zaprosił nawet Donalda Trumpa na rewizytę. Dziś rynki w azjatyckie odnotowują plusy, z wyjątkiem chińskich indeksów. Zarówno Nikkei225 jak australijski ASX200 zyskały o 0,7% natomiast FTSE China50 traci 0.2%.

ZŁOTO

Rynki wciąż odczuwają skutki piątkowych wydarzeń, kiedy to amerykańskie Biuro Statystki Pracy podało najgorsze dane dotyczące zatrudnienia od 2012 roku. Analitycy spodziewali się 170 tys. nowych miejsc pracy w marcu, natomiast ostateczna liczba wyniosła niecałe 100 tys. Pozytywnym czynnikiem może być fakt, iż bezrobocie odnotowało lekki spadek z 4,7% do 4,5%. Rynek zareagował na informację Biura Statystki Pracy z opóźnieniem. Dobitnie pokazuje to analiza ceny złota, które dopiero 40 minut po podaniu do wiadomości komunikatu zaczęło gwałtownie zwyżkować. Natomiast indeksy na wieści dotyczące zatrudnienia w USA zaczęły zniżkować. Sytuacja była jednak daleka od paniki – jeszcze tego samego dnia doszło do korekty, co świetnie obrazuje analiza notowań DJ30. W niektórych przypadkach jednak skończyło się na jeszcze większych zniżkach, srebro oberwało najmocniej. Ciekawie wygląda także sytuacja na rynku ropy naftowej. Jasno widać, iż reakcję na dane dotyczące rynku pracy wpłynęła pozytywnie na notowania surowca, który trzyma obecnie poziom 52 USD za baryłkę.

ROPA KURS WYKRES

Jeszcze dziś oczy inwestorów będą skierowane na przewodniczącą FED Janet Yellen, która będzie wygłaszać przemienienie na Uniwersytecie w Michigan i co ciekawe, odpowie na pytania studentów z sali. To wydarzenie będzie miało miejsce tuż po zamknięciu sesji na nowojorskim parkiecie, natomiast jeszcze przed otwarciem rynków w Australii. Co za szczęcie, że Rezerwa Federalna planuje rozładować bilans w wysokości 4,5 biliona USD i jeszcze w tym roku podnieść stopy procentowe. Jutro natomiast Mark Carney, Naczelnik Banku Anglii, będzie przemawiał podczas konferencji poświęconej branży finansowo-technologicznej w Londynie. Bank Anglii planuje zostać prekursorem w dziedzinie realizacji codziennych operacji finansowych w cyfrowych walutach. Może Carney powie kilka ciekawych słów na temat rynku kryptowalut, analitycy będą na pewno zaciekawieniem obserwować w tym czasie zachowania bitcoina i ethereum. Co ciekawe, pierwsza z nich wspięła się ponownie na poziom 1200 USD za monetę. Jutro natomiast Bank Kanady podejmie decyzję w sprawie stóp procentowych, co może mieć wpływ na pary walutowe z udziałem kanadyjskiego dolara.

 

Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Zastrzeżenie

Ta informacja służy jedynie celom informacyjnym i edukacyjnym. Nie powinna być traktowana jako porada albo rekomendacja inwestycyjna. Przeszłe wyniki nie dają gwarancji osiągnięcia rezultatów w przyszłości. Trading wiąże się z ryzykiem. Ryzykuj tylko kapitał, na którego stratę jesteś przygotowany.

Wszystkie dane, liczby i wykresy są aktualne na dzień 10 kwietnia.

Co trzecie auto używane w Niemczech ma fałszywy przebieg

Bardzo częstym argumentem stosowanym w imporcie aut używanych z Niemiec jest teoria, że w Niemczech sprzedawcy nie cofają liczników, ponieważ jest to karalne. Po dwunastu latach od wprowadzenia kary za manipulowanie stanem licznika, niemiecki klub samochodowy ADAC zdecydował się sprawdzić, czy ustawa pomogła. Wyniki badania są alarmujące: co trzecie używane auto sprzedane w Niemczech ma sfałszowany przebieg!

ADAC opierając się na statystykach niemieckiej policji informuje, że cofnięty licznik ma co trzecie sprzedane auto. Zmiana liczby przejechanych kilometrów w nielegalny sposób zwiększa wartość pojazdu średnio o 3.000 EUR. Oznacza to, że w samych Niemczech taka sytuacja powoduje roczne straty w wysokości niemal 6 miliardów EUR. Najwięcej dopłacają nabywcy, którzy kupują używany samochód od prywatnej osoby. Jak podaje ADAC, cofnięcie licznika trwa zwykle kilka sekund. Mimo że jest ono ustawowo zakazane, oferowane jest przez wielu usługodawców, a ceny zaczynają się od ok. 50 EUR za auto. Celem takiej praktyki jest zwiększenie wartości używanego auta przed sprzedażą lub uniknięcie ryczałtu w leasingu. W Niemczech cofanie liczników jest zakazane od 2005 roku. Sprawcom grożą wysokie grzywny lub kara pozbawienia wolności do 1 roku. Ustawa jednak nie zniechęciła „mafii przewijaczy” do oszukiwania kierowców.

Według dyrektora operacyjnego AAA AUTO, jednego z największych sprzedawców aut używanych w Europie Środkowo-Wschodniej, jest to kolejny argument przeciwko importowi używanych aut od naszych zachodnich sąsiadów:

„Często słyszymy, że z obawy przed manipulacją stanem licznika na rynku krajowym, kierowcy chcą importować auto z Niemiec. Uważają, że skoro cofanie liczników jest tam karalne, to do niego nie dochodzi. Nasze doświadczenie mówi jednak coś zupełnie innego, a teraz potwierdził to również niemiecki ADAC. Większość aut z „przewiniętymi” licznikami z Niemiec eksportuje się w kierunku wschodnim i zgodnie z naszymi szacunkami wśród aut importowanych do Polski stanowią aż 90%” – powiedział Dyrektor Operacyjny Grupy AAA AUTO, Petr Vaněček.

Według AAA AUTO istnieje konieczność wdrożenia rozwiązania, które uniemożliwi wprowadzanie zmian w licznikach.

„Należy pilnie stworzyć system uniemożliwiający cofanie liczników w używanych autach. Tylko wówczas będziemy w stanie zlikwidować to najczęstsze oszustwo, które towarzyszy międzynarodowemu handlowi używkami” – podkreślił Petr Vaněček.

ADAC jest także przekonany, że najskuteczniejszym środkiem zapobiegającym przewijaniu liczników jest bariera techniczna, którą powinni stworzyć producenci aut. Według automobilklubu jednak niewystarczająco bronią się oni przed manipulacjami w licznikach, a niektórzy nie robią tego w ogóle. Wszelkie bazy danych ADAC uważa za nieskuteczne. Zawarte w nich informacje mogą zawodzić, ponieważ auto mogło mieć cofnięty licznik zanim zostało włączone do bazy danych. W przypadku „zagrożenia” wpisaniem stanu licznika do jakiejś krajowej bazy danych, np. podczas przeglądu technicznego, kierowcy będą świadomie manipulować jego stanem tuż przed kontrolą, tj. cofną go, żeby wpisany do bazy przebieg auta był niższy. Narzędzia do tego są bardzo proste i dostępne; np. aplikacja w telefonie, która przed każdą kontrolą może ostrzec, aby przywrócić stan licznika.

Z badaniami ADAC w języku niemieckim można się zapoznać tutaj: https://www.adac.de/infotestrat/fahrzeugkauf-und-verkauf/gebrauchtfahrzeuge/tacho-manipulation/

Ekspansja P3 w 2017 roku rozpoczyna się od nabycia obiektów o wartości 243 milionów euro w Hiszpanii

P3, ogólnoeuropejski inwestor i deweloper nieruchomości logistycznych, rozpoczął swoją najnowszą fazę ekspansji poprzez nabycie 11 obiektów logistyczno-dystrybucyjnych o łącznej powierzchni 322.500 m2 w Hiszpanii od firmy Gore Spain Holdings SOCIMI I, S.A.U. Wartość transakcji została uzgodniona na kwotę 243 milionów euro. 

Są to obiekty położone w kluczowych, strategicznych lokalizacjach logistycznych w okolicach Madrytu, Saragossy, Toledo i Guadalajary, a także na wybrzeżu: w Walencji na wschodzie i Vizcaya (region Bilboa) na północy.

Ta transakcja, zrealizowana w niedługim czasie po ogłoszeniu rekordowych wyników P3 w Europie za 2016 rok, zwiększa bazę obiektów P3 w Hiszpanii z nieco ponad 70.000 m2 do prawie 400.000 m2. Jest to jedna z największych transakcji tego typu, przeprowadzonych w Hiszpanii w ostatnich latach.

David Marquina, Dyrektor Zarządzający P3 w Hiszpanii, powiedział:

„To dobra okazja, aby wzmocnić naszą obecność w hiszpańskim centralnym korytarzu logistycznym, łączącym Madryt, Saragossę i Barcelonę. Naszym kolejnym celem jest zwiększenie obecności w korytarzu śródziemnomorskim, wokół Barcelony i Walencji, oraz ekspansja do Malagi. Będziemy koncentrować się na pozyskiwaniu obiektów logistycznych o jakości instytucjonalnej i transakcjach pozarynkowych, w których długoterminowa działalność P3 w charakterze inwestora i dewelopera może mieć istotne znaczenie.

„Planowanych jest kilka projektów typu Build-to-Suit, jak również zakup pojedynczych obiektów, co pozwoli nam zwiększyć zasoby doskonale zlokalizowanych wysokiej jakości powierzchni logistycznych w Hiszpanii do 500.000 m2 przed końcem tego roku.”

Wielkość obiektów sięga od nieco ponad 7.500 m² w madryckim okręgu Getafe do ponad 80.000 m² w Saragossie. Obiekty te są w całości wynajęte przez renomowane firmy krajowe i międzynarodowe, w tym DHL, która jest już klientem P3 w siedmiu innych parkach zlokalizowanych w czterech krajach, a także Orangina Schweppes Espana oraz Staples – dostawca produktów biurowych.

Oprócz istniejących obiektów, przy dwóch magazynach dostępny jest grunt o wielkości ponad 26 000 m2 gotowy pod zabudowę dla P3.

Ian Worboys, CEO w P3
Ian Worboys, CEO w P3

Komentując tę transakcję, Ian Worboys, CEO firmy P3, powiedział:

„Gospodarka Hiszpanii rozwija się, a my uznaliśmy ten kraj za kluczowy cel dla P3 w 2017 roku. Bardzo nas cieszy pozyskanie tych obiektów, dzięki czemu staliśmy się jednym z wiodących graczy w Hiszpanii, co jest zgodne z naszą strategią rozwoju jako wiodącego inwestora i dewelopera nieruchomości w Europie.”

W transakcji zakupu P3 doradzała firma CBRE, natomiast konsultacje prawne zapewniła firma Herbert Smith Freehills (HSF).

Zagrożenie tkwi w szczegółach – o procesie windykacji leasingowej

Jedna z popularniejszych form pozyskiwania sprzętu firmowego – leasing – z perspektywy leasingodawcy niestety nie jest pozbawiona zagrożeń finansowych takich jak choćby niewypłacalni kontrahenci. Jeśli leasingobiorca okazuje się nierzetelny, firma udostępniająca sprzęt jest zmuszona zająć przekazane wyposażenie. O bezpieczeństwie i profesjonalizmie koniecznym przy tym procesie opowiada Mateusz Panek, ekspert i kierownik Działu Obsługi Zleceń Leasingowych Lindorff SA.

Przygotowanie

Jeśli jesteśmy zmuszeniu do odzyskania sprzętu, za który nasz kontrahent nie płaci, nie powinniśmy bać się skorzystania z zewnętrznej firmy zarządzającej wierzytelnościami, nawet jeśli w strukturach wewnętrznych naszej organizacji dysponujemy działem windykacyjnym. Działania terenowe mogą okazać się dużo bardziej wymagające niż standardowe czynności. Profesjonaliści, którzy na co dzień zajmują się windykacją terenową, pozwolą nam zaoszczędzić dużo czasu, a co za tym idzie – pieniędzy. Dzięki wypracowanemu na bazie swojego doświadczenia know-how potrafią szybko i skutecznie dotrzeć do niewypłacalnego kontrahenta, a to nie zawsze jest proste. Często brak wpłat jest związany z umyślnym działaniem, a leasingobiorca utrudnia skontaktowanie się z nim.

Wypracowane know-how pozwala zminimalizować czas całego procesu odbioru sprzętu w terenie. Do zadań windykatora należy nie tylko stricte odbiór, ale także (jeśli to konieczne do przemieszczenia) demontaż sprzętu, jego bezpieczny transport oraz magazynowanie. Profesjonaliści dokładnie wiedzą, do kogo zgłosić się, gdy do odbioru mamy np. dźwig lub sprzęt budowlany, aby na żadnym z etapów nie generować strat czasowych. To jednak podstawy, które powinniśmy traktować z góry jako standard. Problemy może też przynieść zaniechanie z pozoru mało istotnych działań, które mogą mieć olbrzymie następstwa prawne.

Bezpieczny odbiór

Większość „detali”, na które pracownik terenowy powinien zwrócić uwagę, jest związana z odpowiednim zaprotokołowaniem zlecenia oraz udokumentowaniem faktycznego stanu sprzętu. Gdy pracownik terenowy dotrze już do niewypłacalnego klienta i odnajdzie nieopłacany sprzęt, kluczem jest wyczerpujące zaraportowanie działań za pomocą protokołu zdania oraz dokumentacji zdjęciowej.

Aby cały proces przebiegł zgodnie z prawem i nie pozostawiał miejsca na późniejsze komplikacje i rozbieżności, powinien zawierać dwa elementy. Pierwszy i podstawowy to protokół zdania – komentuje Mateusz Panek, ekspert i kierownik Działu Obsługi Zleceń Leasingowych Lindorff SA. – Przede wszystkim znajdują się w nim podstawowe dane na temat zlecenia: nazwa miejscowości, w której faktycznie doszło do odbioru sprzętu, data odbioru, numer umowy czy dane klienta dłużnego. Należy również pamiętać, iż w protokole powinny znaleźć się wszelkie informacje dotyczące dodatkowego wyposażenia odbieranego sprzętu, np. o zainstalowanym odtwarzaczu audio, ilości kluczyków, książce gwarancyjnej, ubezpieczeniu OC, dowodzie rejestracyjnym oraz ocena stanu technicznego. Analogicznie, pracownik musi wyraźnie zaznaczyć także wszelkie braki standardowego wyposażenia lub ewidentne uszkodzenia sprzętu w chwili odbioru. Oczywiście istotne jest także zamieszczenie wszystkich niezbędnych podpisów, zarówno ze strony pracownika terenowego, jak i klienta dłużnego, bez których protokół byłby nieważny. Niekiedy pracownik terenowy musi również samodzielnie pozyskać niezbędne dokumenty, np. w przypadku braku możliwości odzyskania dowodu rejestracyjnego, oryginalnej tablicy rejestracyjnej lub zaświadczenia z policji o utracie dowodu rejestracyjnego – dodaje Mateusz Panek.

Najważniejsza dokumentacja zdjęciowa

Bardzo istotnym elementem odbioru i zabezpieczenia sprzętu jest określenie stanu, w jakim się go odbiera. Trzeba zachować przy tym maksymalną szczegółowość, gdyż nawet małe odstępstwa dokumentacji od stanu faktycznego mogą prowadzić do lawiny problemów prawnych. Jednym z zadań profesjonalnego pracownika terenowego jest wykonanie szczegółowej dokumentacji za pomocą fotografii.

W zależności od rodzaju odbieranego sprzętu różni się też schemat wykonania takiej dokumentacji – uzupełnia Mateusz Panek. – Najlepiej posłużyć się przykładem: jeśli odbieramy pojazd do 3,5 tony, koniecznie musimy zadbać o przynajmniej 3 zdjęcia widoku ogólnego wraz z widokiem tablicy rejestracyjnej; widok wnętrza – zarówno w kabinie, bagażniku, jak i pod maską. Ponadto szczegółowe zdjęcia deski rozdzielczej pozwolą na późniejszą dokładną ocenę przebiegu pojazdu i stanu zbiornika paliwa w chwili odbioru. Co więcej, każdy element wyposażenia dodatkowego, który opisaliśmy w protokole, musi mieć także swoje zdjęcie – bez znaczenia, czy jest to koło zapasowe, trójkąt ostrzegawczy czy cb-radio. Podobnie z każdym dokumentem dotyczącym pojazdu, jak dowód rejestracyjny czy polisa OC – powinien zostać sfotografowany. Oczywiście profesjonalista nie może także pominąć tzw. „ubytków”, czyli wszystkich elementów wskazujących na pogorszenie stanu technicznego pojazdu od momentu jego pozyskania przez leasingobiorcę, jak np. rysy, wgniecenia, pęknięcia itd.– reasumuje Mateusz Panek.

Transport i magazynowanie

Ostatnim elementem finalizującym proces powinno być przetransportowanie sprzętu w celu jego magazynowania. W przypadku przedmiotów, których przeniesienie nie jest możliwe, należy skompletować wszystkie elementy ruchome (m.in. kluczyki czy dokumenty) oraz unieruchomić przedmiot, o ile jest to możliwe, bez jego uszkadzania. Następnie ustalamy konieczność demontażu, załadunku, transportu i rozładunku z pomocą specjalistycznej firmy transportowej.

Gwarancją jakości firmy windykacyjnej jest jej portfolio oraz indywidualne podejście do zleceń. Dziś w Lindorff SA nasze zlecenia realizujemy na bazie doświadczenia z odbioru ponad 15 tys. samochodów osobowych, 5 tys. ciągników siodłowych i naczep, 8 tys. sprzętów rolniczych i przemysłowych czy ponad 1,5 tys. sprzętów budowlanych, takich jak dźwigi czy koparki – zaznacza Mateusz Panek.

System monitorowania oferowany przez Lindorff SA pozwala na monitorowanie przez klienta zleconego zadania przez 24h na dobę. Każdy klient zlecający ma także swojego indywidualnego opiekuna. Zapewnia to sprawną komunikację na każdym etapie działań, także w tradycyjny sposób, np. telefonicznie i eliminuje problemy komunikacyjne na linii klient-usługodawca.

Słabe dane nie osłabiają kursu dolara. Komentarz walutowy z dnia 10.04.2017

Piątkowe odczyty z rynku pracy rozczarowały, ale nie doprowadziły do deprecjacji dolara. W tygodniu ważne dane zza oceanu oraz z Wielkiej Brytanii. Złotówka słabo rozpoczyna tydzień.

Rozczarowujące NFP

Piątkowe odczyty z rynku pracy w Stanach Zjednoczonych można uznać za bardzo rozczarowujące rynki. Co prawda stopa bezrobocia w USA po raz kolejny obniżyła się, tym razem do 4,5%, to wynik 98 tys nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym był prawie dwukrotnie niższy od oczekiwań. Co dziwne odczyty te nie wpłynęły negatywnie na notowania amerykańskiej waluty. Tuż po publikacji na kursie EUR/USD było widać nieznaczny ruch w górę jednakże szybko zmienił on kierunek. Aktualnie notowania głównej pary walutowej znajdują się w okolicy poziomu 1,058.

Yellen i dane z wysp

W tym tygodniu będziemy świadkami wystąpień publicznych członków FED. Wydaje się jednak, że to najważniejsze będzie miało miejsce dziś wieczorem. Po godzinie 22:00 głos zabierze szefowa FED Janet Yellen.  Po publikacji ostatnich “minutek” inwestorzy prawdopodobnie po cichu liczą, że prezes odniesie się do nich i być może przedstawi bardziej szczegółowe informacje.

Chwili oddechu w nadchodzącym tygodniu nie będzie miał również funt. Sytuację brytyjskiej waluty, na której ciąży Brexit, mogą poprawić lub wręcz przeciwnie publikacje z rynku pracy oraz odczyty inflacyjne. Odczyt inflacji konsumenckiej zaplanowany jest na jutro, a odczyt stopy bezrobocia na środę. Możemy zatem spodziewać się większych ruchów na parach powiązanych z funtem

Złotówka na początku tygodnia

Od osłabienia naszej waluty rozpoczynamy nowy tydzień. Frank, euro oraz dolar podrożały o jednego grosza. Cena każdej z walut wynosi aktualnie 3,95 zł, 4,22 zł i 3,99 zł. Z kolei o dwa grosze podrożał funt do 4,95 zł. W tym tygodniu na notowania złotówki wpłynąć mogą odczyty inflacyjne, które będą miały miejsce we wtorek i środę.

Mateusz Wielewicki – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Ruszyła kolejna edycja spotkań lokalnych z cyklu „Firmowe Ewolucje”

Ruszyła kolejna edycja spotkań lokalnych dla firm z sektora MŚP. Bank Zachodni WBK zaprasza małych i średnich przedsiębiorców zainteresowanych tematyką sukcesji, eksportu czy rekrutacji, na odbywające się w całej Polsce warsztaty i konsultacje z ekspertami rynkowymi.

Program tegorocznych spotkań lokalnych został opracowany na podstawie wyników ankiet od uczestników poprzedniej edycji wydarzenia. Aż 92 procent z nich oceniło je pozytywnie, jako pożyteczne i merytoryczne źródło wiedzy. Wsłuchując się we wskazane przez przedsiębiorców problemy, tematyka lokalnych spotkań w ramach Firmowych Ewolucji została jeszcze bardziej sprofilowana i będzie dotyczyła między innymi takich zagadnień jak: skuteczne pokonywanie barier w handlu zagranicznym, optymalizacja podatkowa, pozyskiwanie funduszy europejskich, planowanie sukcesji w firmie, zarządzanie finansami oraz efektywna rekrutacja pracowników.

– Wśród głównych barier na drodze rozwoju firm z sektora MŚP wskazać można m.in. niedostateczne wykorzystanie możliwości marketingu internetowego, funduszy unijnych, eksportu oraz problemy z utrzymaniem płynności finansowej. To m.in. w odpowiedzi na te trudności, Bank Zachodni WBK opracował program Firmowych Ewolucji. Jest to projekt pozafinansowego wsparcia polskich przedsiębiorców, z którym w tym roku chcemy być jeszcze bliżej naszych klientów – mówi Wiesław Macherzyński, dyrektor Biura Rozwoju Relacji z Klientami MŚP, w Banku Zachodnim WBK.

Już po raz kolejny Firmowe Ewolucje wyruszają w Polskę. W ramach inicjatywy zaplanowano blisko 600 spotkań dla lokalnych przedsiębiorców z udziałem przedstawicieli banku, partnerów biznesowych programu i regionalnych ekspertów. Uczestnikom warsztatów specjaliści przekażą narzędzia, ale przede wszystkim wiedzę, która pomoże w rozwiązaniu konkretnych problemów biznesowych.

Z badań Banku Zachodniego WBK i PI Research wynika, że główne wyzwania przed jakimi stają firmy z sektora MŚP to m.in. zmiana pokoleniowa w firmach i decyzja o przekazaniu własności w inne ręce. Właściciele firm często nie wiedzą, w jaki sposób dobrze przeprowadzić proces przekazania biznesu następcom i jak się do niego poprawnie przygotować[1]. Wśród innych, głównych problemów, z jakimi muszą się mierzyć małe i średnie przedsiębiorstwa są też: rekrutacja, motywacja i rozwój pracowników[2].

Pełna lista wydarzeń i informacja o miastach, w których odbędą się spotkania znajduję się na portalu „Firmowe Ewolucje” na stronie firmoweewolucje.bzwbk.pl, w zakładce „Warsztaty i Szkolenia”. Tam również można zapisać się na wydarzenie. Liczba miejsc jest ograniczona.

[1] Raport: „Prognoza majątku – jak demografia zmieni aktywa Polaków” 2016, https://static3.bzwbk.pl/asset/P/r/o/Prognoza-majatku-_do_2040_66983.pdf?_ga=1.63861227.595448575.1483603546

[2]  Raport: „Małe i średnie firmy w Polsce – bariery i rozwój” 2016, https://static3.bzwbk.pl/asset/m/a/l/male-i-srednie-firmy-w-polsce2_-polityka-insight_61682.pdf?_ga=1.55487203.994838417.1465293557

Firmy mają coraz mniej czasu, żeby założyć pracowniczy program emerytalny

Paweł Suwała, dyrektor działu klienta instytucjonalnego w Union Investment TFI
Paweł Suwała, dyrektor działu klienta instytucjonalnego w Union Investment TFI

Polskim firmom pozostało niewiele czasu, żeby założyć pracowniczy program emerytalny na dotychczasowych zasadach. Pracodawcy, którzy nie utworzą PPE jeszcze w tym roku, najprawdopodobniej już w 2018 roku będą musieli założyć Pracowniczy Plan Kapitałowy. Według zapowiedzi rządu, obowiązek ten dotknie wszystkich przedsiębiorstw – także tych kilkuosobowych.

Pracownicze programy emerytalne (PPE) działają w Polsce od 1999 r. i stanowią część dobrowolnego, III filaru emerytalnego. PPE oferują oczywiste korzyści dla pracownika (dodatkowa, prywatna emerytura), ale ich konstrukcja jest atrakcyjna również dla pracodawców.

W przypadku PPE to pracodawca określa wysokość składki na rzecz pracowników. Od przekazanych środków nie płaci składek na ubezpieczenie społeczne i co ważniejsze – może je zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu. Firmy często decydują się na PPE, ponieważ są one najtańszą opcją podwyżki lub dodatkowym benefitem, który pracodawca może zaoferować, by przyciągnąć do siebie najbardziej utalentowanych pracowników – mówi Paweł Suwała, dyrektor działu klienta instytucjonalnego w Union Investment TFI.

Według najnowszych danych Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego, polskie firmy zarejestrowały 1494 pracownicze programy emerytalne, z czego obecnie aktywne są 1042 programy. Łączna wartość aktywów zgromadzonych w PPE wynosi 13,3 mld zł. To oznacza, że programy emerytalne prowadzone przez pracodawców stanowią najmocniejszą część III filaru emerytalnego. Dla porównania, na indywidualnych kontach emerytalnych (IKE) Polacy zgromadzili 6,6 mld zł, a na indywidualnych kontach zabezpieczenia emerytalnego (IKZE) ok. 1,1 mld zł.

Szykuje się wzmożony popyt na PPE

Paweł Suwała zwraca uwagę, że w przeszłości najwięcej nowych PPE powstawało bezpośrednio przy okazji zmian w systemie emerytalnym. – Przez pierwsze lata funkcjonowania PPE, w Polsce powstało zaledwie ok. 200 programów, które objęły ok. 80 tys. pracowników. Prawdziwy boom na PPE zaczął się w 2004 roku, kiedy ówczesny rząd znowelizował ustawę o PPE. Uproszczenie biurokratycznych procedur spowodowało, że w ciągu zaledwie półtora roku powstało ponad 700 nowych programów. Na koniec 2005 r. na rynku istniało już 906 programów, do których zapisało się ponad 260 tys. Polaków – przypomina ekspert Union Investment TFI.

Później, w latach 2006-2009 powstawało średnio 70 nowych programów rocznie. W latach 2010-2015 już tylko ok. 30. Zdaniem Pawła Suwały, planowana na najbliższe miesiące reforma emerytalna może zmobilizować wielu pracodawców do utworzenia PPE – zanim zaczną obowiązywać nowe reguły.

Nowymi pracowniczymi planami kapitałowymi przez pierwsze dwa lata ma zarządzać państwowy fundusz. A jeszcze w tym roku pracodawca ma możliwość założenia PPE w dowolnie wybranej, prywatnej instytucji finansowej. W kontekście doświadczeń ze środkami zgromadzonymi w OFE, dla wielu prezesów jest to wystarczająco przekonujący argument, by wziąć sprawy w swoje ręce – mówi Paweł Suwała.

Czy KNF zdąży zaakceptować wszystkie wnioski o rejestrację PPE?

Z obowiązku tworzenia PPK mają być zwolnione firmy, które już posiadają PPE – taki zapis znajduje się w Programie Budowy Kapitału przygotowanym przez Ministerstwo Rozwoju. To kolejny argument za tym, że w najbliższych miesiącach możliwy jest dynamiczny wzrost liczby wniosków o utworzenie pracowniczych programów emerytalnych na starych zasadach.

W całej tej sytuacji największe wyzwanie stoi przed… Komisją Nadzoru Finansowego. Obecnie każdy nowy program musi zostać zarejestrowany, tj. wpisany do rejestru pracowniczych programów emerytalnych prowadzonego przez KNF. Cała procedura trwa nawet kilka miesięcy.

Skoro już teraz zarejestrowanie pracowniczego programu emerytalnego trwa tyle czasu, to przy wzroście liczby składanych wniosków można się spodziewać, że będzie to jeszcze dłuższy proces – ocenia Paweł Suwała. – Dużym ułatwieniem, i dla przedsiębiorstw i dla nadzorcy, byłaby zmiana procedury rejestrowania PPE. Tak, by wystarczyło nowy program zgłosić, bez konieczności oczekiwania na akceptację KNF – dodaje.

Zagraniczny kapitał zainteresowany polskim rynkiem nieruchomości magazynowych

Dobra passa na europejskim rynku powierzchni logistycznych i magazynowych trwa i będzie trwać. O potencjale wzrostu w kolejnych miesiącach świadczą nie tylko rosnąca ilość powstających czy w pełni wynajętych obiektów, ale także bardzo stabilne fundamenty rozwoju tego sektora. Nie bez znaczenia jest również zaufanie, jakim tę branżę darzą inwestorzy. O tym i o wielu innych czynnikach wpływających na inwestycje w obiekty magazynowe rozmawiano podczas „Pan-European Logistics Breakfast” zorganizowanym przez BNP Paribas Real Estate w Londynie.

Eksperci BNP Paribas Real Estate reprezentujący m.in. Wielką Brytanię, Francję, Hiszpanię i Polskę, zauważyli, że w ubiegłym roku do zwiększenia popytu (od 40 do 60 %) na powierzchnie magazynowe i logistyczne przyczynił się w dużej części rozwijający się sektor e-commerce oraz tradycyjny handel. Deweloperzy powierzchni logistycznych oraz inwestorzy coraz częściej wykorzystują efekt synergii, który tworzy się między tymi sektorami. Szczególne znaczenie ma to w regionie Europy Środkowej, w tym na terenie Polski.

Zarówno deweloperzy, inwestorzy jak i najemcy z Europy Zachodniej, coraz częściej rozważają wejście lub przeniesienie swoich operacji właśnie do Polski. Jest to związane nie tylko z relatywnie niskimi kosztami siły roboczej, ale i wysokim poziomie kwalifikacji pracowników oraz zachowaniem najwyższych standardów technicznych obiektów. Dodatkowym atutem powierzchni magazynowych zlokalizowanych w Polsce są dobrze rozwinięta infrastruktura i sieć transportowa oraz duża dostępność gruntów pod nowe inwestycje.

Ponadto nowym trendem pojawiąjącym się na polskim rynku są tzw. rozwiązania przyjazne środowisku (sustainable solutions), o których opowiedziała Katarzyna Pyś-Fabiańczyk, Dyrektor działu powierzchni przemysłowych i logistycznych w BNP Paribas Real Estate, Europa Środkowo-Wschodnia, w czasie swojego wystąpienia w Londynie. Podczas gdy w Europie Zachodniej są już standardem, w Polsce dopiero teraz rozwiązania energooszczędne i przyjazne środowisku zaczynają odgrywać znaczącą rolę. Przynoszą one nie tylko dodatkowe oszczędności, ale i pozwalają na zakwalifikowanie firmy do grona organizacji społecznie odpowiedzialnej, co pozytywnie wpływa na wizerunek każdej firmy.

Podczas mojej ponad 16 lat obecności na rynku nieruchomości magazynowych mogłam zaobserwować znaczącą zmianę w postrzeganiu Polski – z lokalizacji o drugorzędnym znaczeniu staliśmy się jedną z najbardziej dynamicznie rozwijających się destynacji logistycznych w Europie. Wprowadzenie rozwiązań przyjaznych środowisku w obiektach magazynowych jest dowodem na to, że Polska przeistacza się z kierunku, który był atrakcyjny głównie pod względem kosztów, w miejsce, w którym obok wciąż relatywnie niskich kosztów operacyjnych, wysoki standard techniczny obiektów stawia się na pierwszym miejscu – podkreśla Katarzyna Pyś-Fabiańczyk.

Z uwagi na coraz większą dojrzałość i dywersyfikację polskiego rynku deweloperzy oferują powierzchnie magazynowe i przemysłowe o bardzo wysokim standardzie technicznym, pamiętając o stosowaniu materiałów wysokiej jakości oraz korzystając z rozwiązań energooszczędnych. Działania na rzecz zrównoważonego rozwoju powinny być jednym z kluczowych czynników rozwoju tego sektora w Polsce.

Inwestorzy wciąż widzą wartość na GPW

Robert Burdach
Robert Burdach

Po tym, jak w styczniu i lutym indeksy warszawskiej giełdy uformowały lokalny szczyt hossy, w marcu doszło do delikatnej korekty spadkowej. Jak interpretować to wydarzenie? To zależy, czy chcemy widzieć szklankę do połowy pełną, czy do połowy pustą. Według mnie, polski rynek akcji dowiódł swojej siły. Szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę ostatnie dane napływające z gospodarki.

Dla przypomnienia, w lutym produkcja przemysłowa w Polsce wyhamowała do 1,2% r/r, a sprzedaż detaliczna do 7,3 r/r. W marcu z kolei nieco spadła wartość indeksu PMI, który obrazuje kondycję polskiego sektora przemysłowego. Gdyby inwestorzy nie widzieli potencjału na GPW, takie dane mogłyby być impulsem do silniejszej wyprzedaży. Tymczasem na miejsce inwestorów, którzy ostatnio realizowali zyski, pojawili się kolejni, którzy wierzą w polskie akcje.

Dobrą formę warszawskiej giełdy potwierdzają pierwsze dni kwietnia. WIG20 jest wciąż jednym z najmocniejszych indeksów giełdowych w Europie w tym roku. I chociaż kolejne korekty są prawdopodobne, to wiele przemawia za tym, żeby wykorzystać je do zwiększania udziału w funduszach akcji. Oczywiście jeśli inwestor akceptuje naturalne dla inwestowania na giełdzie ryzyko.

Obecnie najważniejsze czynniki prowzrostowe to pozytywny globalny sentyment do akcji, napływ kapitału do funduszy akcyjnych i geopolityczny spokój. Wybiegając nieco w przyszłość, inwestorzy szacują już możliwy korzystny wpływ reformy emerytalnej na polski rynek akcji. Pracownicze plany kapitałowe, które od 2018 roku mają być obowiązkowe dla wszystkich pracodawców, mogą zapewnić stały dopływ gotówki nie tylko na rynek obligacji, ale również na warszawską giełdę.