Badanie przeprowadzone przez Dimensional Research rzuciło nowe światło na stan implementacji Big Data przez korporacje. Wynika z niego, że aż 76 proc. ankietowanych firm wdraża już samoobsługową analitykę dużych zbiorów cyfrowych informacji. Pozostałe dane nie są już tak optymistyczne. Okazuje się, że większość zespołów IT ma problem ze skuteczną implementacją narzędzi analitycznych. Zaskakuje to tym bardziej, że deklarują one pełną zdolność w tym zakresie.
76 proc. korporacji wdraża już analitykę Big Data – wynika z badania przeprowadzonego przez Dimensional Research dla Qubole. Prognozy w tym obszarze są równie optymistyczne, bo aż 20 proc. firm planuje implementację takiej analityki w niedalekiej przyszłości. Z pozytywnych informacji zawartych w raporcie warto przytoczyć jeszcze te, dotyczące zapotrzebowania na Big Data. 93 proc. respondentów jest zdania, że popyt biznesu na technologie, które okiełznają dane z całego przedsiębiorstwa i źródeł zewnętrznych wciąż rośnie.
Siły na zamiary
Z deklaracji szefów IT wynika, że z wdrożeniem analityki Big Data ankietowane korporacje w zasadzie nie powinny mieć większych problemów. 87 proc. respondentów było pewnych lub bardzo pewnych swoich możliwości oraz umiejętności w tym zakresie, jednak im dalej zagłębiamy się w lekturę raportu, tym większy dysonans rysuje się pomiędzy ich śmiałymi oświadczeniami, a stanem faktycznym. Ci sami respondenci uznali bowiem, że wdrażane przez nich rozwiązania znajdują się wciąż w początkowym stadium rozwoju, a jedynie 8 proc. uważa swoje systemy analityczne za w pełni dojrzałe. Z kolei 98 proc. ankietowanych przyznało, że mierzy się z kilkoma poważnymi wyzwaniami w kwestii implementacji rozwiązań Big Data, co więcej, aż 45 proc. z nich nie jest w stanie zaspokoić potrzeb i oczekiwań swojej firmy w zakresie analizy danych. Celem analizy danych jest ich umiejętne spieniężenie, skoro jak pokazuje raport firmy mają problemy z wdrożeniem analityki wielkich zbiorów danych, to ich monetyzacja we własnym zakresie jest praktycznie nie do osiągnięcia. Zdaniem Piotra Prajsnara z Cloud Technologies, spółki specjalizującej się między innymi w data consultingu, która od lat pomaga firmom w monetyzacji cyfrowych informacji, proces implementacji zaawansowanej analityki danych nie należy do najłatwiejszych.
– Dopiero, gdy połączymy w ramach jednego systemu wszystkie dane generowane wewnątrz przedsiębiorstwa z aktualnymi cyfrowymi informacjami pochodzącymi z zewnętrznych źródeł, możemy uzyskać pełny, 360 stopniowy obraz firmy oraz klienta. Tzw. data enrichment, a następnie analiza i zrozumienie wielkich zbiorów danych są kluczem do optymalizacji procesów biznesowych. Takie wdrożenia w przypadku dużych korporacji to żmudny i złożony proces wymagający z jednej strony dojrzałej technologii, z drugiej wiedzy i zasobów osobowych w postaci data minerów. Trzeba uporać się z danymi gromadzonymi w różnych silosach, różniących się od siebie strukturalnie i generowanych przez odmienne narzędzia. Jednak bez podjęcia tego typu działań firmy nie będą w stanie zmonetyzować informacji, które posiadają – tłumaczy Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies.
Usługi wciąż w cenie
Problemy z własnymi systemami IT nie skłoniły jednak firm do rezygnacji z korzyści, jakie niesie ze sobą zaawansowana analityka danych. Podczas gdy w ich wewnętrznych infrastrukturach informatycznych trwają prace nad cyfryzacją, 61 proc. korporacji sięga po zewnętrzne usługi analityczne. Rosnące zapotrzebowanie na takie usługi widać również w raporcie MarketsandMarkets. Wynika z niego, że rynek usług BDaaS (Big Data as a Service) ma rosnąć do 2020 r. aż o 31 % rocznie, co czyni go najszybciej rozwijającym się sektorem usług IT. Według Macieja Sawy z OnAudience.com, największej w Europie hurtowni danych o zachowaniach i zainteresowaniach internautów, usługi z kategorii BDaaS to najprostszy sposób na czerpanie pełnymi garściami z długiej listy błogosławieństw zaawansowanej analityki danych.
– Koszty związane z implementacją analityki Big Data można mocno zredukować, decydując się na rozwiązania działające w chmurze obliczeniowej. Przykładem może być obszar marketingu. Nowoczesne platformy DMP potrafią łączyć i analizować dane z wielu różnych źródeł. Mogą to być np. informacje na temat historii interakcji klienta z marką w różnych kanałach połączone z jego aktywnością w mediach społecznościowych i historią surfowania w Internecie. Zestawiając dane własne z danymi z kampanii oraz zasobami 3rd party data można zoptymalizować działania marketingowe i sprzedażowe generując kilkudziesięcioprocentowe zyski – przekonuje Maciej Sawa, Chief Commercial Office w OnAudience.com
Na rosnącą popularność usług BDaaS wpływają gwałtownie rosnąca liczba informacji w Internecie i coraz większa świadomość firm, które chcą zrobić z nich użytek. IDC prognozuje, że do 2025 roku globalna sieć liczyć będzie już 180 Zettabajtów danych. Już dziś jej rozwój szacuje się na 40 proc w skali roku. Za ten wzrost w dużej mierze odpowiadają zwyczajni użytkownicy. Doskonale ilustruje to raport „Data Never Sleeps 4.0”. Wynika z niego, że w ciągu jednej minuty internauci przeglądają ponad 159 tys. stron, publikują 400 godzin materiałów wideo w serwisie YouTube i udostępniają ponad 216 tys. zdjęć na Facebooku. Jeśli wierzyć prognozom ekspertów, do końca 2018 roku przepływ danych zewnętrznych w przedsiębiorstwach wzrośnie aż pięciokrotnie.
– By taki scenariusz mógł się ziścić, firmy muszą przyspieszyć pracę nad własną infrastrukturą, sięgając zarazem po dane zewnętrzne. Im więcej firm przejdzie cyfrową transformację, tym większe będzie zapotrzebowanie na usługi BDaaS. Nie są one alternatywą do własnych systemów BI, ale ich dopełnieniem – wyjaśnia Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies.


Toyota zainwestuje 1,33 miliarda dolarów w fabrykę samochodów w Kentucky. Jej celem jest przystosowanie fabryki do wdrożenia nowej architektury TNGA (Toyota New Global Architecture), która jest efektem wieloletnich badań nad rozwojem nowych platform, napędów i koncepcji produkcji części oraz samochodów w znacznie wydajniejszy, modułowy sposób.








Dolar po raz kolejny przetestował poziom 4 złotych. Pomimo ruchu w konsolidacji wybicie górą wydaje się być tylko kwestią czasu. Każda reakcja obronna podaży jest słabsza, co może sugerować, że popyt nawet na niedużej płynności na trwałe przebije strategiczny poziom. W przypadku ruchu w górę oporem pozostaje poziom 4,02, gdzie wypada równość korekt oraz mierzenie 61,8% FIBO ostatniego impulsu spadkowego. W przypadku powrotów do spadków wsparciem pozostaje strefa popytu na 3,96.









Pod koniec marca EUR/PLN osiągnął najniższy poziom od października 2015 roku. Od tego momentu, wraz z pogorszeniem się klimatu inwestycyjnego dla walut rynków wschodzących, złoty nieco stracił. Przebita została linia trendu spadkowego trwającego od początku marca, która sprowadziła kurs niemal 13 groszy niżej. Ale polska waluta znów pokazała moc w tym roku. Korekta była krótka i znów EUR/PLN podąża na południe. W ostatnich dniach byliśmy blisko ostatnich minimów. Wydaje się, że to jeszcze nie koniec aprecjacji złotówki. Jeśli nic niespodziewanego się nie wydarzy to powinniśmy przebić lokalne wsparcie w rejonach 4,21. Mimo niesprzyjających warunków geopolitycznych polska waluta radzi sobie bardzo dobrze. Konflikt w Syrii póki co większego strachu nie wywołał. W tym momencie na rynkach króluje dolar więc miejmy to na uwadze, że wcześniej w takiej sytuacji lekkiej zadyszki krajowa waluta dostawała. W razie takiego obrotu spraw oporem będzie 4,2420 czyli zniesienie Fibo.
Na CHF/PLN mamy podobną sytuację. Po osiągnięciu minimum w okolicach 3,9370 kurs ruszył w górę. Gdy wydawało się już, że sytuacja w najbliższych dniach będzie działać na niekorzyść kredytobiorców frankowych kurs dość niespodziewanie nie przekroczył 4,00. Mimo, że na świecie pojawił się nowy punkt zapalny, czyli konflikt w Syrii to wielkiej ucieczki do bezpiecznych przystani, jak frank, nie było widać. W efekcie polska waluta powróciła do trendu spadkowego. Wsparciem będzie ostatnie minimum, niewykluczone, że w najbliższych dniach ten poziom będziemy testować jeśli pozytywny klimat na rynkach się utrzyma. Ale trzeba pamiętać, że konflikt w Syrii może się zaostrzyć szczególnie, że zamieszane w niego są USA i Rosja. Do tego niedługo już wybory we Francji i inwestorzy będą lokować kapitał we franka w obawie przed niespodziewanym wynikiem.
Na USD/PLN sytuacja złotego nie jest już tak dobra. Możemy już zapomnieć o trendzie spadkowym, który sprowadził kurs w rejon 3,90. Od tego momentu kurs dość szybko podąża na północ łamiąc kolejne opory. Wszystko za sprawą mocnej waluty amerykańskiej na szerokim rynku. Piątkowe dane z rynku pracy może i nie były dobre ale spadek bezrobocia do poziomu 4,5% musiał wywrzeć wrażenie. A dokładając do tego słowa Dudleya siła waluty jeszcze wzrosła. Członek Fed mówił o planowanej redukcji bilansu, która również jest elementem zacieśniania monetarnego. Wraz z podwyżkami stóp takie głosy muszą zwiększać apetyt inwestorów na walutę takiego kraju. Sytuacja techniczna w tym momencie jest bardzo ciekawa. Gdyż pokonanie psychologicznej wartości 4,00 może skutkować ruchem w okolice 4,10. Wydaje się jednak, że siła dolara nie będzie trwać w nieskończoność. A prędzej czy później pojawi się ruch korekcyjny na EUR/USD. A to będzie miało odzwierciedlenie na USD/PLN i zatrzyma wzrosty. Czynnik ryzyka dla dolara w postaci spotkania prezydentów USA i Chin na tę chwilę minął. Owszem euforii nie ma ale też spotkanie wyglądało na przyjacielskie. Ewentualne spory handlowe tych największych gospodarek mogłyby spowodować problemy na całym świecie.
Również na GBP/PLN mamy odreagowanie ostatnich spadków. Po rozpoczęciu procedury wyjścia Wielkiej Brytanii z UE funt na szerokim rynku mocno tracił. Również kolejne dane pokazywały słabość i wzmagały nieufność inwestorów do brytyjskiej waluty. W skutek czego GBP/PLN znalazł się nawet na poziomie 4,8600. Chwilowa słabość złotówki poskutkowała ruchem korekcyjnym w okolice 5,00 ale ten opór okazał się w tym momencie skuteczny. Ten tydzień jest nieco krótszy zważywszy na Wielki Piątek, który jest dniem wolnym w wielu krajach. Ale pojawiają się w nim dane choćby o inflacji także z Wielkiej Brytanii. Warto zwrócić na to uwagę, gdyż może to być pretekst do odbicia na funcie. Tym bardziej jeśli poziom inflacji będzie wyższy od prognoz.






