Agencja Rynku Rolnego chce otwierać polskim produktom dostęp do rynków zagranicznych. Największy potencjał ma Azja

Agencja Rynku Rolnego chce otwierać polskim produktom dostęp do rynków zagranicznych. Największy potencjał ma Azja 1

Agencja Rynku Rolnego spodziewa się w tym roku stabilizacji na rynkach produktów rolnych. Skupi się na dalszym wspieraniu polskich rolników z sektorów, które ponoszą straty spowodowane rosyjskim embargiem, oraz ustabilizowaniu sytuacji na rynku drobiu w związku z wykryciem nowych ognisk ptasiej grypy. Jednym z głównych zadań na ten rok będzie budowanie marki i aktywna promocja polskich produktów żywnościowych, zarówno na rynku lokalnym, jak i za granicą. 

– Rok 2017 będzie okresem dalszej stabilizacji na rynkach produktów rolnych. Z pewnością dużym wyzwaniem będzie rynek owocowo-warzywny, który został najbardziej dotknięty przez rosyjskie embargo – mówi agencji Newseria Biznes Łukasz Hołubowski, prezes zarządu Agencji Rynku Rolnego.

Rosyjskie embargo na produkty spożywcze wprowadzone 2014 roku znacząco wpłynęło na spadek eksportu. Pozycja Rosji wśród odbiorców polskiej żywności systematycznie spada. Po trzech kwartałach 2016 roku była na 17. miejscu, podczas gdy rok wcześniej zajmowała 15. pozycję. Wartość eksportu na rosyjski rynek spadła o 3,3 proc. w ciągu roku.

Notowane spadki odbijają się na kondycji polskich producentów, dlatego Agencja Rozwoju Rolnictwa uruchomiła system wsparcia dla rolników. Do listopada ubiegłego roku z rynku wycofano z rynku 313 tys. ton produktów, w tym większość, bo ponad 283 tys. ton, jabłek. ARR wypłaciła natomiast rolnikom wsparcie w łącznej wysokości 573 mln zł.

W tym roku Agencja zamierza aktywnie promować polskie produkty na rynkach trzecich. Przede wszystkim skupi się na rynkach o dużym potencjale eksportowym, na których polska żywność nie jest obecna lub nie wykorzystuje w pełni ich potencjału. Jak wynika z przedstawionych w grudniu przez resort rolnictwa priorytetów, będą to głównie rynki azjatyckie – Indie, Wietnam, Japonia, Iran czy Tajwan. Poza tym producenci w dalszym ciągu będą wspierani na dotychczasowych rynkach, czyli Chiny, Algieria, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Niemczy czy Białoruś.

Prezes Agencji Rynku Rolnego podkreśla, że największym sukcesem w ubiegłym roku było podpisanie umów z 23 państwami o otwarciu ich rynków dla polskich produktów.

W tym roku są kolejne kraje i kolejne rynki do otwarcia. Wyzwaniem będzie także przygotowanie się do pierwszych dostaw na rynki otworzone i dostarczenie produktów w takiej jakości, w jakiej wypływają z portu w Polsce – mówi Łukasz Hołubowski.

W tym roku Agencja Rynku Rolnego zamierza również położyć nacisk na rynek produkcji mięsa wieprzowego oraz wsparcie eksportu polskiego mięsa drobiowego w odpowiedzi na występowanie ognisk ptasiej grypy. Na początku tego tygodnia Główny Lekarz Weterynarii wydał komunikat dotyczący wykrycia trzech kolejnych ognisk tej choroby (w województwach opolskim, małopolskim i lubuskim). W Polsce jest ich już łącznie 28. Ponieważ Polska jest jednym z największych eksporterów drobiu w UE, krajowi hodowcy ponoszą straty w związku z embargiem na eksport drobiu ze zakażonych stref, które wprowadziły Unia Europejska, Rosja i Hongkong.

W planach Agencji na nadchodzący rok jest również intensywna promocja polskich produktów na krajowym rynku oraz wspieranie produkcji ekologicznej. Według Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi tegoroczna wartość polskiego ekorynku może przekroczyć nawet miliard złotych.

 Nie możemy zapomnieć o żywności ekologicznej, która jest produkowana w każdym sektorze. Jeżeli chodzi o zadania promocyjne, to z pewnością skupimy się na promowaniu polskiej marki i polskich produktów tak, aby konsumenci wewnętrzni wiedzieli, co kupują i docenili ich wysoką jakość – mówi prezes zarządu Agencji Rynku Rolnego.

Niższe rachunki za prąd i wyższa wartość mieszkania. Polacy coraz chętniej inwestują w rozwiązania obniżające zużycie energii

Niższe rachunki za prąd i wyższa wartość mieszkania. Polacy coraz chętniej inwestują w rozwiązania obniżające zużycie energii 2

Pod względem efektywności energetycznej Polska jest w Europie na szarym końcu. Zapotrzebowanie na rozwiązania, które pozwolą firmom i gospodarstwom zmniejszać zużycie energii, rośnie jednak w szybkim tempie i taka tendencja będzie się utrzymywać wraz z rosnącą świadomością Polaków. Jeszcze kilka lat temu, aby zachęcić do tego typu inwestycji, trzeba było zaoferować dużą zachętę w postaci grantów czy bezzwrotnych dotacji. Dziś taka „marchewka” jest coraz rzadziej potrzebna.

– Polski rynek efektywności energetycznej jest bardzo szeroki – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Grzegorz Zieliński, dyrektor regionalny na Polskę i kraje bałtyckie Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOiR). – Program EBOiR skierowany jest do odbiorców indywidualnych i sektora mieszkaniowego – przy czym PolREFF jest tylko jednym z elementów szeroko zakrojonego wsparcia efektywności energetycznej. Równocześnie współpracujemy także z przedstawicielami sztandarowych, dużych gałęzi przemysłu takich jak wytwarzanie energii elektrycznej czy transport, które bardzo często kojarzone są z dużą emisyjnością gazów cieplarnianych. 

Efektywność energetyczna jest ważnym elementem europejskiej polityki energetycznej i jednym z głównych celów strategii Europa 2020 na rzecz inteligentnego, zrównoważonego wzrostu sprzyjającego eliminacji wykluczenia społecznego. Celem strategii jest redukcja do 2020 roku zużycia energii pierwotnej o 20 proc. Emisje związane z energią stanowią blisko 80 proc. całkowitej emisji gazów cieplarnianych. Zwiększanie efektywności zużycia może więc znacząco przyczynić się do osiągnięcia celu w postaci gospodarki niskoemisyjnej i walki ze zmianami klimatycznymi.

 Niestety, mamy jeszcze bardzo dużo do nadgonienia w temacie efektywności energetycznej, a w rankingach Unii Europejskiej plasujemy się na szarym końcu – zauważa Grzegorz Zieliński. – Jest to związane m.in. z zaszłościami historycznymi. Zmiana mentalnościowa, która dokonuje się w społeczeństwie, powoduje, że efektywność wzrasta, a zużycie energii jest bardziej racjonalne.

Jak wynika ze strategii Europa 2020, budynki mieszkalne są odpowiedzialne za około 40 proc. finalnego zużycia energii. Inwestowanie w działania na rzecz poprawy efektywności energetycznej w tego rodzaju nieruchomościach może więc przynosić znaczne oszczędności energii, jednocześnie wspierając wzrost gospodarczy, zrównoważony rozwój i tworzenie miejsc pracy. Powszechniejsze zastosowanie efektywnych energetycznie urządzeń i technologii w połączeniu z korzystaniem z energii odnawialnej jest także opłacalnym kosztowo sposobem wzmacniania bezpieczeństwa dostaw.

– Dlatego też od lat mocno wspieramy rozwój energetyki odnawialnej – zapewnia Grzegorz Zieliński. – Również w systemach transportowych, zarówno miejskich, jak i regionalnych, wspieramy wymianę taboru na bardziej efektywny energetycznie oraz zmianę środków transportu na takie, które charakteryzują się mniejszym zużyciem energii i ograniczeniem emisyjności gazów cieplarnianych.

Zdaniem Grzegorza Zielińskiego w Polsce pod względem oceny i wdrażania zasad efektywności energetycznej przez użytkowników ma miejsce istotna zmiana. Jeszcze kilka lat temu, aby zachęcić do inwestycji w efektywność energetyczną, trzeba było zaoferować grant, pożyczkę czy bezzwrotną dotację. Dziś często wystarczy bezpłatne doradztwo, dostępność konsultanta, który jest nam w stanie wytłumaczyć, w jaki sposób, niekoniecznie wysokim kosztem, poprawić efektywność energetyczną.

 Widać, że dokonuje się swego rodzaju zmiana kulturowa – twierdzi Grzegorz Zieliński. – Dzisiaj niekoniecznie trzeba zaoferować dużą marchewkę w postaci grantu, żeby myśleć o efektywności energetycznej. Wystarczy, że takie działanie wpłynie na obniżkę kosztów zużywanej w mieszkaniach energii, poprawi komfort, i co bardzo istotne, pozytywnie odbije się na wartości nieruchomości.

PolREFF (Polski Program Finansowania Efektywności Energetycznej w Budynkach Mieszkalnych) zainicjowany i rozwijany przez  EBOiR wystartował 25 października 2016 roku. Jest to działanie skierowane zarówno do odbiorców indywidualnych, jak i spółdzielni i administratorów budynków oraz mieszkań. Na realizację programu EBOiR przeznaczył 200 mln euro.

– Środki od EBOiR przekazywane są przez kanały dystrybucyjne instytucji finansowych partycypujących w programie, a przeznaczone są na inwestycje związane z poprawą efektywności energetycznej w budynkach mieszkalnych – wyjaśnia Grzegorz Zieliński. – Obejmują takie działania jak wymiana okien, instalacji grzewczych, pomp ciepła, docieplanie mieszkań oraz inwestycje związane z pozyskiwaniem energii ze źródeł odnawialnych.

Ale istotne jest to, jak podkreśla Grzegorz Zieliński, że prócz finansowania beneficjent programu po raz pierwszy może skorzystać z darmowego doradztwa i wsparcia technicznego udzielanego przez inżynierów specjalistów. Realizujący projekty modernizacyjne budynków mieszkalnych mogą również skorzystać z praktycznych informacji i porad dostępnych na stronie internetowej programu PolREFF. Zainteresowani znajdą na niej również kalkulator oszczędności energii umożliwiający samodzielne wyliczenie, ile rocznych oszczędności dostarczyć może planowana inwestycja. Lista zakwalifikowanych materiałów i urządzeń dostępna na podstronie Wirtualny Doradca Technologiczny umożliwi natomiast wybór konkretnych materiałów i urządzeń, które zostały zweryfikowane i uznane przez inżynierów PolREFF jako energooszczędne. Program pozwala również na sfinansowanie wymiany pieców grzewczych, które uważane są za głównego sprawcę zanieczyszczenia powietrza nad Polską i smogu w polskich miastach.

– Doradztwo obejmuje pomoc w zakresie bardzo znaczącej poprawy efektywności energetycznej, odszukania na rynku najlepszej jakości produktów, jak również potencjalnych dostawców – wyjaśnia Grzegorz Zieliński. – Celem programu jest także zachęcenie do wykorzystania takich materiałów, które polepszają efektywność energetyczną o co najmniej 20 proc. w porównaniu do obecnego stanu.

Rzecznik Finansowy: przybywa skarg dotyczących inwestycji na rynku walutowym

Rzecznik Finansowy: przybywa skarg dotyczących inwestycji na rynku walutowym 3

Do Biura Rzecznika Finansowego, który wspiera klientów instytucji rynku finansowego, wpływa coraz więcej skarg dotyczących inwestycji na rynku walutowym. Forex traktowany jest jako alternatywa dla lokat bankowych, których oprocentowanie wciąż spada, ale klienci nie do końca wiedzą, jak ten rynek działa – mówi Agnieszka Wachnicka. Nieumiejętne inwestowanie może się zaś skończyć utratą środków.

– Na podstawie wniosków i informacji płynących od klientów widzimy, że w najbliższym czasie problematyczny może się okazać rynek forex, który coraz częściej staje się substytutem lokat bankowych. Klienci próbują inwestować i lokować pieniądze na tym rynku, często z negatywnym skutkiem – po prostu tracą środki. Z płynących do nas skarg wynika, że nie bardzo wiedzą, jak ten rynek działa. Dlatego będziemy podejmować inicjatywy, żeby klientów informować, edukować i uczulać na pewne aspekty związane z rynkiem Forex – mówi agencji Newseria Biznes Agnieszka Wachnicka, dyrektor Wydziału Klienta Rynku Bankowo-Kapitałowego z Biura Rzecznika Finansowego.

Rzecznik Finansowy, powołany ustawą w połowie 2015 roku, reprezentuje interesy klientów sektora finansowego. W ubiegłym roku była to jedna z pierwszych instytucji, która uznała kredyty walutowe we frankach za sprzeczne z obowiązującym prawem, co było istotnym argumentem dla frankowiczów dochodzących swoich roszczeń w sądach.

Rzecznik wsparł również kilka tysięcy konsumentów, którzy skorzystali tzw. polisolokat, za których zerwanie grozi kara umowna nawet do 100 proc. zainwestowanego kapitału. W odróżnieniu od Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów ta instytucja wspiera indywidualnych konsumentów w sporach z instytucjami branży finansowej.

O ile UOKiK obejmuje rynek całościowo, czyli ma globalne podejście z punktu widzenia zbiorowych interesów konsumentów, o tyle Rzecznik Finansowy działa z punktu widzenia klienta indywidualnego – mówi Agnieszka Wachnicka.

W przypadku sporu konsumenta z instytucją finansową rzecznik może wszcząć postępowanie interwencyjne, w którym postara się doprowadzić do uznania roszczenia klienta i rozstrzygnięcia sprawy na jego korzyść. Drugi tryb przewiduje, że klient może złożyć do Rzecznika Finansowego wniosek o mediację, czyli pomoc w pozasądowym rozstrzygnięciu sporu. Instytucja finansowa ma zaś w takim przypadku obowiązek przystąpić do mediacji.

– Obydwa tryby cieszą się dużą popularnością. Rzecznik Finansowy interweniuje w określonych sprawach, ale udziela również porad prawnych poprzez przygotowanych do tego ekspertów. Jest numer, pod który można telefonować w celu uzyskania porady prawnika. Taką prostą, krótką poradę można również uzyskać drogą mailową, wystarczy napisać e-maila do Rzecznika Finansowego i nasi prawnicy udzielą wskazówek na temat tego, jak postępować lub gdzie zgłosić się po pomoc – mówi Agnieszka Wachnicka.

Dzięki przepisom, które weszły w życie 10 stycznia, postępowanie polubowne przy Rzeczniku Finansowym będzie jeszcze szybsze i łatwiejsze. Dodatkowo, za kilka miesięcy będzie można rozwiązywać spory konsumenckie online, za pomocą platformy internetowej ODR. Będzie to dotyczyło zarówno sporów krajowych, jak i transgranicznych.

Rzecznik Finansowy wspiera również klientów, którzy w sporze z instytucją sektora finansowego dochodzą swoich roszczeń w sprawach sądowych. W takich przypadkach może on przedstawić sądowi tzw. „istotny pogląd w sprawie”, czyli swoje stanowisko dotyczące konkretnego sporu, poparte wnikliwą analizą dokumentów.

M. Dąbrowski: WIG20 może wzrosnąć w tym roku o 20 proc. W krótkim terminie możliwa jest jednak korekta

M. Dąbrowski: WIG20 może wzrosnąć w tym roku o 20 proc. W krótkim terminie możliwa jest jednak korekta 4

W skali roku indeks największych spółek na warszawskiej giełdzie może wzrosnąć o jedną piątą, czyli o około 400 punktów, przewiduje analityk X-Trade Brokers. Sektorem, który ma szansę powrócić do łask inwestorów, są banki. Rozwój sytuacji zależeć jednak będzie zarówno od rozwiązań prawnych stanowionych w Polsce, jak i sytuacji w Stanach Zjednoczonych oraz Chinach.

Gdy już doszło do wybicia ponad 2000 punktów, można się spodziewać, że indeks blue chipów, czyli WIG20, może jeszcze podejść ze 400 punktów w górę, jeśli czynniki fundamentalne będą temu sprzyjały – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Michał Dąbrowski, analityk rynków finansowych X-Trade Brokers Domu Maklerskiego. – Chodzi przede wszystkim o stabilną sytuację na globalnych rynkach finansowych, a także o kwestie krajowe. Bardzo ważne będzie to, jak będzie się dalej kształtować wzrost gospodarczy w Polsce. Pamiętajmy, że III kw. był dosyć słaby jak na polskie warunki, niemniej jednak już kolejne dane były lepsze, co daje nam optymizm przed kolejnymi miesiącami. Jeśli te dobre tendencje będą kontynuowane, to na pewno też polska giełda będzie rosła.

W III kwartale 2016 roku wzrost gospodarczy wyhamował do 2,5 proc., najwolniejszego tempa od trzech lat. I choć jeszcze w listopadzie wicepremier Mateusz Morawiecki zapowiadał, że w ostatnim kwartale roku spodziewa się wzrostu gospodarki na poziomie między 2 a 2,5 proc., to już pod koniec roku na skutek lepszych danych z gospodarki wiceminister rozwoju Jerzy Kwieciński stwierdził, że PKB w IV kwartale urosło mocniej niż w III, a co za tym idzie –całoroczny wskaźnik powinien przekroczyć 3 proc.

Od początku 2017 roku indeks WIG20 wzrósł o 4,25 proc. To niemal tyle, ile przez cały 2016 rok, zakończony na 4,77-proc. plusie, przy czym nad kreskę indeks blue chipów wybił się w grudniu, gdy zyskał 8,32 proc. Zdaniem Michała Dąbrowskiego tak szybkie tempo może zwiastować rychłą korektę, choć ogólny pozytywny trend powinien zostać zachowany.

Raczej byśmy się nastawiali na te wzrosty w perspektywie roku. Pamiętajmy, że w grudniu nastąpił duży rajd na polskiej giełdzie i patrząc na dynamikę tego odbicia, można mieć pewne obawy, czy te wzrosty nie postępują zbyt szybko – zastrzega. – To rodzi ryzyko korekty, czyli pewnego cofnięcia na tym indeksie, więc raczej takim scenariuszem bazowym byłby taki ruch w ujęciu rocznym. Też pamiętajmy, że co prawda teraz nastroje są dobre, niemniej jednak, jeśli popatrzymy sobie nawet na sytuację poza polską gospodarką, to tam też występują pewne czynniki ryzyka, chociażby w postaci wciąż dosyć niepewnej sytuacji w Chinach.

Przypomina, że w dwóch poprzednich latach niepokoje o chińską gospodarkę – pęknięcie bańki nieruchomościowej oraz obawy o tempo rozwoju gospodarczego, które spadło poniżej 7 proc. – doprowadziły do spadków na światowych giełdach. Ponadto grudniowe wzrosty są efektem oczekiwań na prowzrostową politykę Donalda Trumpa zapowiadaną w kampanii wyborczej, polegającą m.in. na obniżeniu podatków dla przedsiębiorców i chronieniu rodzimego rynku.

– On zostanie zaprzysiężony dopiero 20 stycznia, a więc na efekt jego reform należy poczekać przynajmniej kilka miesięcy i dopiero wtedy zobaczymy, czy faktycznie te oczekiwania zostaną zrealizowane. A pamiętajmy, że oczekiwania są dosyć wygórowane – zaznacza analityk XTB

Jego zdaniem czarnym koniem 2017 roku na warszawskiej giełdzie mogą się stać banki. Tylko w ciągu ośmiu pierwszych sesji roku indeks WIG-banki zyskał 6,4 proc. Z danych Narodowego Banku Polskiego wynika także, że pomimo wprowadzenia od lutego ub.r. podatku od aktywów bankowych sektor finansowy radził sobie w 2016 roku lepiej niż w słabym co prawda 2015 roku i już po listopadzie miał zysk netto wyższy niż w całym poprzednim roku (13,04 mld zł wobec 12,8 mld zł).

Banki były mocno dotknięte zmianami w polskim prawodawstwie w minionym roku. Chodzi tutaj przede wszystkim o kwestie nałożenia podatku bankowego. Ponadto warto też tutaj wspomnieć o tych zamieszaniach związanych z kwestią przewalutowania kredytów frankowych. Ostatecznie ustalenia Kancelarii Prezydenta skończyły się na takich raczej bardziej probankowych rozwiązaniach – ocenia Dąbrowski. – Rosną też oczekiwania podwyżki stóp procentowych, nawet w Polsce. W grudniu po 2,5-letniej przerwie pojawiła się inflacja, co od razu sprawiło, że rosną oczekiwania na podwyżki stóp w Polsce. To oczywiście jest kolejny czynnik, który może zachęcać do dalszych wzrostów w przypadku polskich banków.

Rząd rozważa jednak nałożenie na banki wyższego podatku od aktywów w walutach obcych, co miałoby je skłonić do bardziej aktywnego działania na rzecz przewalutowania kredytów we frankach. Czynnikiem ryzyka jest również stan sektora finansowego w strefie euro, a zwłaszcza we Włoszech, gdzie co piąty kredyt jest niespłacany, a rząd utworzył już rezerwę na ratowanie najbardziej zagrożonych instytucji finansowych. Przeznaczy na to 20 mld euro.

Innym niepewnym punktem jest sytuacja Deutsche Banku, który wprawdzie tuż przed świętami ogłosił, że porozumiał się z amerykańskim wymiarem sprawiedliwości i zapłaci nieco ponad 7 mld dol. zamiast dwukrotnie wyższej kwoty, jakiej początkowo żądali Amerykanie, jednak na razie jest to deklaracja jednostronna, a przeciw bankowi toczą się za oceanem trzy inne postępowania.

– Jeśli ten pożar nie zostanie ugaszony, to z pewnością może to się negatywnie odbić na sektorze bankowym w Polsce. Niemniej jednak perspektywy ogólnie są pozytywne, co oczywiście powinno wspierać warszawską giełdę – podsumowuje Michał Dąbrowski.

WIG20 o krok od hossy

Indeks naszych największych spółek wzrósł od dołka z pierwszych dni lipca ubiegłego roku o prawie 20 proc., a więc można już niemal mówić o jego wejściu w fazę hossy. Byczych sygnałów jest znacznie więcej.

Wraz z wyjściem powyżej 2000 punktów WIG20 powraca do obszaru kilkuletniej konsolidacji, z której wyłamał się w listopadzie 2015 r. Utrzymanie tego poziomu mogłoby więc w dłuższym terminie otwierać drogę do jej górnego ograniczenia, czyli 2550-2600 punktów. Takiemu scenariuszowi sprzyja niedawne utworzenie przez średnie 50 i 200 sesyjną układu zwanego złotym krzyżem. Z kolei z fundamentalnego punktu widzenia, wsparciem może być spodziewane w drugiej połowie roku przyspieszenie tempa wzrostu polskiej gospodarki. Argumentów, przemawiających za hossą więc nie brakuje, łącznie z tym, że na rynku nie widać wielkiego optymizmu i powszechnej wiary w zwyżkę.

O hossie nie mówi się nawet w przypadku wskaźnika średnich firm, który od lipca 2016 r. poszedł w górę o ponad 30 proc. i w odróżnieniu od WIG20 rośnie z niewielkimi korektami już od ponad pięciu lat. Oczywiście różnego rodzaju czynników ryzyka na rynku także jest sporo, ale nie brakowało ich też w ostatnim czasie. Nie zniweczyły one jednak szans na zarobek przez posiadaczy akcji, a ich odwaga została nagrodzona.

Michał Stanek
AgioFunds TFI S.A.

Niezbędnik start-upowy: mam pomysł na aplikację. Ile i za co zapłacę?

Start-upy w ciągu zaledwie kilku ostatnich lat zyskały na popularności tak bardzo, że gdyby dziś przeprowadzić ankietę wśród przechodniów na ulicy dowolnego miasta, trudno byłoby znaleźć osobę, która nigdy o nich nie słyszała. Sprawa wyglądałaby jednak zupełnie inaczej, jeśli tym samym ankietowanym zadano by pytanie „co to jest start-up mobilny?”.

Poradnik opracowany przy udziale właścicieli firmy itCraft – Bartosza Pieślaka i Karola Wegnera, którzy o start-upach mobilnych wiedzą niemal wszystko, bo zajmują się nimi na co dzień – to niezbędnik nie tylko dla osób planujących stworzyć swój własny projekt, lecz także dla tych, którzy ten etap mają już za sobą. Ciężko nie zauważyć, że tego typu przedsięwzięcia święcą obecnie triumfy na całym świecie, zwłaszcza w branży IT. Dlaczego? Odpowiedź na to i wszystkie inne ważne pytania znajdziecie poniżej.

Co to jest start-up mobilny i dlaczego jest tak popularny?

itCraft Bartosz PieślakZacznijmy od podstaw, które objaśnia Bartosz Pieślak. – Nowe technologie dają wiele możliwości tworzenia innowacyjnych modeli biznesowych. Jednym z nich są start-upy mobilne, czyli przedsięwzięcia opierające się na pomysłach, których kluczowym elementem realizacji jest aplikacja mobilna. Od standardowego biznesu to rozwiązanie odróżnia przede wszystkim wyższe ryzyko jego niepowodzenia, ale równocześnie możliwość nieporównywalnie większych zysków – tłumaczy.

To po części wyjaśnia popularność start-upów mobilnych, jednak równie duże znaczenie mają także inne motywacje, wśród których właściciele firmy itCraft wyróżniają 3 najbardziej kluczowe. – Pierwsza z nich to zasięg. Obecnie telefonów, które przez 90% doby mamy w zasięgu ręki, jest już 5 razy więcej niż komputerów, co sprawia, że nie istnieje lepsze narzędzie komunikacji, umożliwiające natychmiastową odpowiedź na zróżnicowane oczekiwania użytkowników i klientów. Drugą kwestią jest wysoka skalowalność biznesu opartego na rozwiązaniach mobilnych. Mając dobry produkt, bardzo szybko możemy podbić wszystkie kluczowe rynki na świecie, bo propagowanie biznesu mobilnego na nowe kraje jest relatywnie łatwe, choć stopień złożoności tego procesu zależy oczywiście od konkretnej aplikacji. Ostatnią z najistotniejszych motywacji są panujące obecnie trendy – kiedyś każdy z nas chciał mieć modną knajpę, teraz takim celem stała się popularna aplikacja społecznościowa – wyjaśniają.

Mam pomysł – ile i za co zapłacę oraz kiedy dostanę gotowe rozwiązanie?

itCraft Karol WegnerZałóżmy, że mamy już pomysł na biznes, który chcemy zacząć realizować jako start-up mobilny. Czego potrzebujemy? – Na starcie rezerwujemy odpowiednią ilość własnego czasu, który pozwoli na spójne, a zarazem szczegółowe opisanie całego rozwiązania, przedstawienie kluczowych scenariuszy użycia naszej aplikacji, wskazanie głównych konkurentów oraz atutów naszego pomysłu. Jeśli potrzebujesz pomocy do stworzenia projektu swojego start-upu mobilnego, poproś producenta aplikacji o profesjonalny wzór, tzw. brief. Przeprowadzi Cię on przez najważniejsze pytania związane z tym procesem, które jako start-upowiec musisz sobie zadać – radzi Karol Wegner.

– To ważne, by szkic Twojego projektu był konkretny i zawierał takie informacje, jak oczekiwane ramy czasowe realizacji oraz zakładany budżet, bo popularność rozwiązań mobilnych jest obecnie tak duża, że oferujące je firmy często są zmuszone ignorować niezbyt przemyślane czy nieczytelne zapytania i rezygnować ze współpracy z takimi partnerami – zaznacza współwłaściciel firmy itCraft.

Kiedy już to zrobimy, kolejnym krokiem w realizacji naszego pomysłu jest wybór solidnego dostawcy IT i zabezpieczenie finansowania całego przedsięwzięcia. – Zanim produkcja aplikacji ruszy na dobre, musimy widzieć, co kupujemy i jak to będzie działać – podkreśla Bartosz Pieślak. – Dlatego 20-30% całego budżetu powinno zostać poświęcone na stworzenie takich elementów, jak mapy UX-owe (dotyczące całości wrażeń doświadczanych przez użytkowników aplikacji), motywy graficzne oraz rozrysowanie i opisanie wszystkich ekranów apki – dodaje.

Połowę naszego budżetu pochłonie kolejny etap, czyli produkcja. – Na start-up mobilny, oprócz samej aplikacji składają się zazwyczaj panel administratora i strona internetowa pełniąca funkcję wizytówki, a czasem również pełnoprawna aplikacja www o funkcjach analogicznych do wersji mobilnej – wylicza jeden ze współwłaścicieli itCraft. – Niezbędnym elementem, wymagającym poświęcenia około 15 do 20 % środków, są również kompleksowe testy. Ostatni etap to wdrożenie aplikacji mobilnej, czyli umieszczenie jej na serwerach produkcyjnych w Google Play i App Store – dodaje Karol Wegner.

By sfinansować cały ten proces i stworzyć profesjonalną aplikację mobilną w wersji 1.0 musimy się przygotować na wydatek rzędu 150 – 200 tys. złotych netto. – Ta kwota przekłada się odpowiednio na 1,5 tys. do 2 tys. roboczogodzin kilkuosobowego zespołu o przekrojowych kompetencjach, który dostarczy nasze rozwiązanie w ciągu 3 miesięcy – uwzględniając w tym również czas na testy inwestora. To dobry kompromis pomiędzy wielkością rozwiązania, początkowym budżetem i tzw. time to market, czyli czasem potrzebnym do wejścia na rynek.

A jak zacząć z nieco mniejszym budżetem?

Co jednak zrobić w sytuacji, gdy nie dysponujemy tak dużym budżetem lub nie chcemy ponosić jednorazowo tak znaczącego wydatku? W wielu przypadkach uzasadnione jest ograniczenie liczby produkowanych narzędzi. Dobry przykład obrazujący to podejście stanowi nowa aplikacja do zlecania kursów dla kurierów. Oczywistym jest, że kurier pracując w samochodzie korzystać będzie jedynie z aplikacji mobilnej, więc w tym przypadku można zrezygnować z tworzenia wersji www, czyli do korzystania na komputerze. Dodatkowo, jeśli kuriera w sprzęt wyposaża firma, zazwyczaj będzie korzystał ze smartfona z systemem Android, co daje kolejną oszczędność – nie trzeba bowiem produkować aplikacji dedykowanej na iPhone’y. Jak widać, dzięki dokładnemu przeanalizowaniu grupy docelowej można oszczędzić kilkadziesiąt tysięcy złotych.

MVP, czyli bezpieczne inwestowanie

W kwestii oszczędności można pójść nawet jeszcze o krok dalej. Coraz bardziej popularnym podejściem jest stworzenie MVP (minimum viable product), co w przypadku rozwiązań mobilnych przekłada się na przygotowanie apki w sposób „minimalny”, czyli dający użytkownikowi wartość dodaną, ale bez dodatkowych „fajerwerków” czy mało istotnych dla głównego scenariusza użycia aplikacji modułów. – MVP można przygotować na 1 platformę mobilną i z prostą stroną-wizytówką. Chodzi o to, żeby dać klientowi namacalny produkt i zebrać o nim feedback, czyli informację zwrotną. Zazwyczaj wypuszczając MVP zależy nam głównie na pozyskaniu wiedzy o tym, czy produkt jest przydatny, w jakim kierunku go rozwijać (co jest najbardziej oczekiwane przez użytkowników) oraz na zainteresowaniu nim potencjalnych inwestorów w celu pozyskania środków na rozwój aplikacji. Taka wersja apki jest zazwyczaj możliwa do realizacji w 300 – 500 roboczogodzin i mieści się w budżecie 30 – 50 tys. zł netto. – podsumowuje Bartosz Pieślak.

Kobiety częściej niż mężczyźni decydują się na upadłość konsumencką

Na ogłoszenie niewypłacalności częściej decydują się kobiety. W 2016 r. na ogłoszenie upadłości konsumenckiej zdecydowało się 2416 kobiet, wobec 1872 mężczyzn.

W 2016 r. upadłość ogłosiło 2416 kobiet, w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego stanowi to wzrost o 82 proc. – w 2015 r. sądy ogłosiły upadłość wobec 1321 kobiet. W przypadku mężczyzn w 2016 roku na ogłoszenie bankructwa zdecydowało się 1872 panów, wobec 985 rok wcześniej, co stanowi wzrost o 90 proc. Jeżeli chodzi o wiek osób w stosunku, do których ogłoszono upadłość konsumencką w 2016 r. to najmłodsza osoba ma 15 lat, a najstarsza 93. Średnia wieku to 49 lat. Najwięcej upadłości dotyczy ludzi w wieku 40-49 lat 25,54% . Najwięcej upadłości ogłoszono w woj. mazowieckim 20,62%, śląskim 11,17% i wielkopolskim 9,29%.

– Kobiety częściej decydują się na ogłoszenie upadłości. To efekt cech kobiet, które dążą to szybszego rozwiązania własnych problemów. Nie unikają trudnych decyzji, i nie mają kłopotu z tym aby trudne decyzje podejmować. Nie chowają głowy w piasek. Częściej interesują się możliwością rozwiązania problemu – mówi w rozmowie z MarketNews24 Tomasz Starzyk z Bisnode Polska.

Lewiatan: Nie można zakazać waloryzowania kredytu kursem walut

W projekcie ustawy zmieniającym ustawę – Kodeks cywilny, grupa posłów domaga się uznania klauzul waloryzacyjnych/indeksacyjnych za abuzywne (niedozwolone). Zdaniem Konfederacji Lewiatan propozycja posłów jest nieuprawniona na gruncie prawa i narusza zasadę, że prawo nie działa wstecz.

W projekcie ustawy chodzi o dodanie do katalogu klauzul niedozwolonych klauzul określających w walucie obcej kredyt lub pożyczkę, które zostały wypłacone w walucie polskiej oraz tych, które indeksują lub waloryzują kursem waluty obcej kredyt lub pożyczkę określoną i wypłaconą w walucie polskiej. Przepisy miałyby znaleźć zastosowanie także do umów zawartych przed dniem ich wejścia w życie.

Anna Dużyńska-Pucha
Anna Dużyńska-Pucha

– Ten pomysł w istocie zmierza do uznania za niedozwolone klauzul, określających, że mamy do czynienia z kredytem indeksowanym lub denominowanym do waluty obcej. Działanie takie jest nieuprawnione na gruncie orzecznictwa i doktryny prawnej. Już samo uzasadnienie do projektu ustawy zawiera sprzeczności. Wynika z niego bowiem, że klauzule określające charakter kredytu indeksowanego i denominowanego są nieważne, podczas gdy klauzula nieważna nie może zostać uznana za klauzulę abuzywną – wyjaśnia Anna Dużyńska – Pucha, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Projektowana ustawa narusza też zasadę lex retro non agit (prawo nie działa wstecz), co należy uznać za niedopuszczalne. Zgodnie z tą powszechną zasadą, ustawodawca nie może ustanawiać przepisów prawa, które wiązałyby skutki prawne ze zdarzeniami prawnymi mającymi miejsce w przeszłości.

– Odnosząc się do tworzenia prawa w ogóle – prawo musi być, zgodnie z wyrażoną powyżej zasadą, przewidywalne oraz budzić zaufanie, a podmiot prawa musi mieć pewność, że w określonej sytuacji postępuje zgodnie lub niezgodnie z obowiązującym prawem – dodaje Anna Dużyńska-Pucha.

Konfederacja Lewiatan

Placówki medyczne będą oceniane pod kątem jakości usług i skuteczności leczenia

Resort zdrowia chce, aby każda placówka medyczna korzystająca z publicznych pieniędzy była oceniana pod kątem jakości usług i skuteczności leczenia. Takie propozycje znalazły się w założeniach do ustawy o jakości w ochronie zdrowia. Obecnie, zdaniem Konfederacji Lewiatan, mierników oceny jakości placówek medycznych w ogóle nie bierze się pod uwagę. Konieczne są zmiany.

Dobrawa Biadun
Dobrawa Biadun

– Wszystkie raporty porównujące systemy ochrony zdrowia na świecie wskazują, że Polska najgorsze wyniki osiąga w zakresie respektowania praw pacjenta. A jednym z podstawowych praw jest możliwość otrzymania opieki zgodnej z aktualną wiedzą medyczną w poszanowaniu godności pacjenta. Między innymi temu służą mierniki oceny jakości placówek medycznych, które u nas zupełnie nie są brane pod uwagę. Nie dość, że Narodowy Fundusz Zdrowia w swoich kryteriach elementy projakościowe ocenia w marginalnym stopniu, to dodatkowo akredytacja wydawana przez Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia jest u nas dobrowolna – mówi dr Dobrawa Biadun, radca prawny, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Prace nad stworzeniem jednolitych i obowiązkowych standardów powinny być pierwszym krokiem w tworzeniu ochrony zdrowia na miarę XXI wieku. Wszelkie inne działania (np. iluzoryczne sieciowanie czy wyrzucanie prywatnych placówek pod pozorem dbania o jakąś nikomu nieznaną wartość) to prowizorka, która w żaden sposób nie pomoże w usunięciu z rynku podmiotów, które nie powinny z różnych względów na nim funkcjonować.

– Ponadto pokutuje u nas przekonanie, że informowanie o zdarzeniach medycznych niepożądanych to donosicielstwo. A szkoda, w nowoczesnym zarządzaniu właśnie chodzi o analizę przypadków. Nie od dziś wiadomo, że najbardziej uczymy się na błędach i to one są motorem zmian. Tylko zgłaszanie nieprawidłowości różnego rodzaju i pochodzenia będzie uczyło nas, jak na drugi raz ominąć bądź zabezpieczyć się, podnieść jakość usług. Tylko w ten sposób będziemy mogli czuć się bezpieczni jako pacjenci – dodaje dr Dobrawa Biadun.

Konfederacja Lewiatan

Evan Lazar ponownie wybrany Przewodniczącym Rady Dentons Europe

Evan Lazar
Evan Lazar

Evan Z. Lazar został ponownie wybrany Przewodniczącym Rady Dentons Europe. Druga kadencja rozpoczęła się 1 stycznia 2017 r. do potrwa do 31 grudnia 2019 r.

„Reelekcja na drugą kadencją to wielki zaszczyt. W ciągu ostatnich trzech lat stworzyliśmy solidny fundament, na który składają się liczne grono utalentowanych prawników, silna pozycja firmy na kluczowych rynkach europejskich i nieporównywalny w stosunku do innych firm prawniczych globalny zasięg, na którym będziemy kontynuować rozwój Dentons jako jednej z wiodących kancelarii w Europie” – powiedział Evan Lazar.

W czasie trwania pierwszej kadencji Evana jako Przewodniczącego Rady, Dentons znacząco rozszerzył ofertę i zakres doradztwa w Europie. Wzmocniliśmy nasze kompetencje w zakresie praktyk i sektorów, a także naszą pozycję na kluczowych rynkach – we Włoszech, w Niemczech i Luksemburgu oraz w krajach Europy Środkowo-Wschodniej” – powiedział Elliott Portnoy, Globalny Partner Zarządzający Dentons.

Oprócz pełnienia funkcji Prezesa Rady Dentons Europe, Evan Lazar jest także członkiem Globalnej Rady Dentons, w ramach której zajmuje stanowisko Wiceprezesa Dentons, oraz Wiceprzewodniczącym Globalnej Grupy Nieruchomości. Jest jednym z wiodących prawników w dziedzinie inwestycji i finansowania nieruchomości w Europie. Wieloletnie doświadczenie w transgranicznych transakacjach obejmujących zarządzanie i finansowanie nieruchomości zdobywał w kluczowych projektach nieruchomościowych i finansowych.

Sposób w jaki Evan doradza klientom jest inspiracją i siłą napędową dla Europejskiej i Globanej Rady Dentons. Pod jego przywództwem Globalna Grupa Nieruchomości Dentons stała się jedym z najbardziej rozpoznawalnych i najlepiej postrzeganych zespołów nieruchomości na świecie” – powiedział Joe Andrew, Globalny Przewodniczący Dentons.

Jako jedna z osób, która stworzyła Dentons, Evan jest w 100 procentach zaangażowany w sukces firmy. Przyczynił się nie tylko do rozwoju Dentons w Europie, ale także na całym świecie” – powiedział Tomasz Dąbrowski, Partner Zarządzający Dentons Europe.

Zanim powstał Dentons, Evan Lazar był jednym z liderów Globalnej Grupy Nieruchomości w kancelarii Salans. Wcześniej związany był z Weil, Gotshal & Manges, gdzie stworzył Środkowo-Europejską Praktykę Nieruchomości, a następnie był Przewodniczącym Europejskiej Grupy Nieruchomości i Finansów. Zanim przeniósł się do Europy w 1993 r., Evan Lazar pracował jako prawnik nieruchomościowy w Wolf, Block, Schorr & Solis-Cohen w Filadelifii.

10 przykazań skutecznej wyprzedaży dla e-commerce

Aż 75% Polaków planuje zakupy podczas zimowych wyprzedaży. Coraz częściej decydują się jednak odwiedzić sklep internetowy, zamiast stacjonarnego. Co zrobić, by nowy rok rozpoczął się dla e-sklepu w możliwie najlepszy sposób? Specjaliści z Grupy Kwanko przedstawiają 10 przykazań dla e-commerce, jak podnieść swoją sprzedaż w okresie wyprzedaży.

Kwoty pozostawione przez konsumenta w e-sklepie podczas zimowych wyprzedaży wahają się między 250 a 500 złotych. Jest więc o co walczyć. Przed rozpoczęciem wyprzedaży należy jednak przygotować e-sklep pod kątem technicznym, by „złośliwość rzeczy martwych” nie zaszkodziła biznesowi.

Jak przygotować e-sklep do wyprzedaży od strony technicznej?

Rozpocznij przede wszystkim od sprawdzenia, jak działa Twój e-sklep. Ponad 3-sekundowy czas ładowania strony (bez względu na urządzenie) powoduje, że blisko 2/3 użytkowników opuszcza ją i nie poleci nikomu ze swoich znajomych. Na stronie głównej zadbaj o wyraźne pokazanie wyprzedaży, np. dodaj do menu głównego zakładkę „Promocje” – przyciągnie wzrok i zainteresowanie Twoich klientów.

Krytyczne podczas wyprzedaży są trzy elementy: dostępność produkty, wydłużony termin dostawy oraz aktualność katalogu produktów. Zanim stworzysz reklamę internetową na produkt, upewnij się, że jest w magazynie w wystarczających ilościach. 65% klientów nie wybacza braków towarowych, a połowa z nich od razu ucieka do konkurencji. Ogromnym wyzwaniem logistycznym są też dostawy. Czasami nie da się uniknąć opóźnień wynikających z pracy firm kurierskich. Ale to w jaki sposób i co zaoferujesz w ramach dostawy zależy wyłącznie od Ciebie. Czy wiesz, że nawet 66% klientów zmienia sklep w celu dopasowania opcji dostawy do swoich potrzeb? Pamiętaj, że ukrywanie kosztów dostawy (dokładna informacja o tym znajduje się np. na końcu procesu zamówienia) nie przysporzy Ci w żadnym razie klientów. W tym aspekcie postaw na transparentność od samego początku składania zamówienia.

Jak w niestandardowy sposób podnosić wartość koszyka?

Czy do przecenionych artykułów warto dorzucić jeszcze jakiś bonus? Oczywiście! – Warto pomyśleć o takich rozwiązaniach, jak happy hours, czyli zaoferować dodatkową zniżkę w wybranych godzinach na zamówienie lub przeprowadzić limitowane, ekskluzywne wyprzedaże na dany produkt, które będą obowiązywać przez krótką część dnia i będą dostępne tylko dla wybranych klientów. Innym rozwiązaniem są  konkursy, podczas których udostępnisz ekstra zniżki. Każdy dodatkowy pomysł wprowadzający elementy gry lub rywalizacji będzie zwiększał średnią wartość koszyka sprzedażowego, a jednocześnie pozwalał na spersonalizowanie oferty i zdobycie lojalności klienta.  – mówi Michał Sołtys, Regional Director Central Eastern Europe z Grupy Kwanko. – Prowadząc takie działania  nie zapomnij o zbieraniu danych w celu budowania bazy potencjalnych klientów i personalizowania Waszej relacji, tak aby każdy klient mógł poczuć się wyjątkowy. – dodaje.

Nie zapomnij o cross-sellingu, czyli propozycji uzupełnienia zamówienia o dodatkowe produkty. Możesz rozważyć również opcję dedykowanych prywatnych wyprzedaży, dzięki którym pozyskasz nowych klientów i zredukujesz zapasy w magazynie.

Na koniec pamiętaj o informowaniu o wyprzedażach i specjalnych ofertach za pomocą newslettera. W wiadomościach staraj się eksponować nowe produkty, ale również wskazówki i rekomendacje, które będą dobrym wyjściem do przejścia na stronę e-sklepu i zapoznania się z asortymentem. 55% kobiet i 40% mężczyzn otwiera newsletter, jeżeli poczują, że odpowiada na ich aktualne potrzeby.

Autor: Michał Sołtys, Regional Director Central Eastern Europe w Grupie Kwanko.

FED zarabia. Polska gospodarka zwalnia

Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat
Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat

Rezerwa Federalna przekazała do budżetu USA więcej niż wynosi budżet Polski. Bank Światowy pokazał prognozy wzrostu dla gospodarek, Polska rozwinie się nie o 3,4% a 3,1%. Produkcja przemysłowa w Wlk. Brytanii rośnie.

“Pozytywne” efekty kreacji pieniądza

Amerykańska Rezerwa Federalna poinformowała, że w ubiegłym roku “zarobiła” 92,7 miliarda dolarów. Zyski owe pochodzą ze skupionych z rynku papierów wartościowych. Podobnie jak to ma miejsce w przypadku innych państw zasilą one budżet centralny. Jest natomiast jedna ważna różnica. Przeważnie w posiadaniu banku centralnego są papiery innych państw i rezerwy walutowe. W tym wypadku FED głównie posiada obligacje rządu USA. W rezultacie najpierw zapłacono odsetki od zaciągniętego kredytu a teraz odbiera się je z powrotem w ramach zysku FED. W ten cudowny sposób powstała metoda na bez kosztowe zadłużanie się i to na sporą skalę. Dla porównania zysk ten stanowi mniej więcej wysokość budżetu Polski. Wpływy odsetkowe są tak duże, bo od początku kryzysu FED zwiększył swoje środki około 5-krotnie.

O ile wzrośnie polska gospodarka w 2017 roku?

Po tym jak w 2016 roku pomimo wielkich zapowiedzi nie tylko nie udało się osiągnąć okolic 3,5% wzrostu ale pod koniec roku walka trwała o 2,5% zapowiedzi na 2017 rok są wciąż optymistyczne. Tym razem jednak Bank Światowy szybciej koryguje swoje prognozy. Już teraz obniżono perspektywę wzrostu z 3,4% na 3,1%. W kolejnych latach ma to być 3,3% i 3,4%, czyli w dalszym ciągu będziemy rozwijać się szybciej niż średnia światowa. Głównym motorem wzrostu zdaniem analityków ma być konsumpcja prywatna. Wedle prognozy kraje rozwinięte mają rosnąć średnio o 1,8%, co powoduje, że powinniśmy doganiać zachód w tempie 1,5% rocznie. Wedle raportu wzrost w Chinach ma dalej spowalniać aż do 6,5% w skali roku. Jako główne zagrożenie dla światowego wzrostu wskazuje się niepewność, głównie polityczną, i ryzyka związane ze zmianą korzystnej obecnie polityki fiskalne USA. Po tych danych złotówka osłabiła się szybko o 1 grosz względem głównych walut, po czym szybko odrobiła te straty.

Dobre dane z Wielkiej Brytanii

Dzisiaj o 10:30 poznaliśmy wyniki produkcji przemysłowej w Wielkiej Brytanii. Pomimo negatywnych oczekiwań zaledwie 0,7% wynik wyniósł 2,1% wzrostu. Powodem poprawiających się wyników jest osłabiający się funt, który poprawia konkurencyjność brytyjskiego eksportu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów, za to ważne konferencje. O 15:15 szef Banku Anglii a o 17:00 Donald Trump.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Andrzej Kochman o liczbie upadłości w Polsce w 2016 r.

603 firmy zbankrutowały w ubiegłym roku w naszym kraju. To o 134 mniej niż w roku 2015. Wynik ten zawdzięczamy między innymi nowym przepisom upadłościowym i restrukturyzacyjnym. Łącznie podmiotów niewypłacalnych (wliczają się również te poddawane sanacji) było jednak więcej – 802.

W ostatnich 12 miesiącach najwięcej firm upadło w branżach związanych z budownictwem. O ile budownictwo mieszkaniowe miało się dobrze, o tyle infrastrukturalne zmagało się z problemami. Były one spowodowane głównie opóźnieniami w przetargach na budowę dróg, wskutek czego wiele podmiotów nie było w stanie przetrwać. Na szczęście w obecnym roku sytuacja w budownictwie raczej się poprawi – ruszają nowe przetargi na budowę dróg, a kontynuację dobrej koniunktury na rynku mieszkaniowym powinien zapewnić program Mieszkanie Plus. Przeszkodą może być natomiast zwiększenie wkładu własnego przy kredytach hipotecznych.

„Dobrą wiadomością jest to, że stosunkowo mało podmiotów upada w branżach związanych z transportem oraz magazynowaniem. Obydwie te branże zależą od koniunktury w handlu. Wszystko to, co zostaje wyprodukowane i sprzedane, trzeba zarówno zmagazynować, jak i przetransportować. Jeśli te branże przeżywają trudności, jest to pewnego rodzaju świadectwo, że dzieje się coś złego” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Andrzej Kochman, ekonomista z Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych.

Największa liczba firm upada w woj. mazowieckim i śląskim. Wynika to z tego, że w tych województwach jest ich najwięcej. Jeżeli weźmiemy jednak pod uwagę stosunek ogłoszonych upadłości do zarejestrowanych podmiotów, okaże się, że w Polsce bankrutują przede wszystkim przedsiębiorstwa z woj. małopolskiego oraz dolnośląskiego.

Sławomir Dębowski: w 2017 r. możemy zapłacić 6 zł za benzynę

Sławomir Dębowski, główny analityk portalu Globtrex
Sławomir Dębowski, główny analityk portalu Globtrex.com

Wypowiedź: Sławomir Dębowski, główny analityk portalu Globtrex.com.

Z długoterminowego dna z 2016 roku na poziomie 26 dolarów za baryłkę kurs ropy dotarł w czerwcu do szczytu na poziomie 51.6 USD, potem mieliśmy kilkumiesięczną korektę. Obecnie znajdujemy się w kolejnej fali wzrostowej, która może w ciągu kilku miesięcy dotrzeć do pułapu 70 dolarów za baryłkę – ocenia Sławomir Dębowski, główny analityk portalu Globtrex.com.

– Wydaje się, że w krótkim terminie możemy mieć przecenę na ropie. Możemy zejść do poziomów np. 50 dolarów za baryłkę. Natomiast wydaje się, że to będzie tylko lokalna korekta. W dłuższej perspektywie można spodziewać się, że kurs będzie rósł – mówi newsrm.tv Sławomir Dębowski.

Po obronie tego wsparcia, jak szacuje analityk, w dłuższej perspektywie możliwe są wzrosty. Przebicie styczniowego szczytu na poziomie 55.20 USD generuje sygnał do dalszych wzrostów. Silny techniczny opór znajduje się w okolicy 58-62 USD. Możliwe, że ta bariera zostanie przekroczona wtedy możliwe byłyby wzrosty w rejon 65-70 USD za baryłkę. W drugiej połowie 2017 roku może dojść do przesilenia i rozpocznie się dłuższy wielomiesięczny trend spadkowy.

Fundamentalne czynniki przemawiające za wzrostami, w ocenie Sławomira Dębowskiego, to porozumienie państw OPEC z grudnia 2016 roku o ograniczeniu wydobycia ropy. Zostało ono zawarte na okres 6 miesięcy. W przeszłości zdarzało się, że porozumienia dotyczące ograniczenia wydobycia ropy nie były przestrzegane. Zobaczymy jak będzie tym razem. Czynnikiem propodażowym mogą być próby zwiększenia wydobycia ropy przez kraje spoza OPEC takich jak Nigeria i Libia. Oczekuje się, że w drugiej połowie 2017 roku wydobycie zwiększą Stany Zjednoczone.

W 2017 roku musimy przygotować się na wzrost cen paliw na stacjach benzynowych. Obecnie cena benzyny Pb 98 kształtuje się w okolicach 5 zł za litr. Wzrost cen ropy oraz wzrost kursu dolara mogą doprowadzić do wzrostu cen benzyny i innych paliw nawet o 20%, co oznaczałoby wzrost cen benzyny Pb 98 nawet do 6 zł za litr.

Cięcia wydobycia ropy mocno wątpliwe

Ceny ropy spadły we wtorek o 2 proc., kontynuując ostrą wyprzedaż rozpoczętą w poniedziałek. Rynek ma spore wątpliwości co do realizacji globalnego porozumienia odnośnie cięcia wydobycia ropy naftowej.

Wczoraj, po sesji giełdowej na Wall Street, poznaliśmy odczyt zmiany zapasów ropy USA wg API (American Petroleum Institute). Przyrost zapasów był niemalże zgodny z oczekiwaniami rynkowymi i wyniósł 1,53 mln baryłek, wobec konsensusu na poziomie 1,5 mln baryłek.

Członkowie Organizacji Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC), tacy jak Arabia Saudyjska zmniejszają produkcję ropy w ramach globalnego porozumienia, aby powstrzymać nadpodaż, ale nie jest do końca jasne czy inni wielcy producenci, m.in. Irak, będą w pełni przestrzegali umowy.

Irak, drugi w kartelu OPEC co do wielkości producent ropy, poinformował, że już w lutym podniesie eksport ropy z głównego portu Basra do rekordowo wysokich poziomów. W południowej części kraju, w pierwszych dziewięciu dniach stycznia, eksport utrzymywał się blisko rekordowych poziomów, pomimo zawartego porozumienia, które powinno obowiązywać od 1 stycznia.

Najnowsze informacje o zmniejszeniu podaży ropy przez kraje spoza kartelu – Rosję i Kazachstan przyniosły niewielką zmianę cenową. Nieudany atak na nowe szczyty przy pozytywnych informacjach sugeruje, że rynek jest już wykupiony i szykuje się na dalsze korekty w dół.

Jeśli negatywny scenariusz dla ropy utrzyma się, to spadki mogą sięgnąć okolic 48,50 dolara za baryłkę ropy WTI, gdzie znajduje się zniesienie 61,8 proc. fali spadkowej z 2015 roku.

Dzisiaj o godzinie 16:30 poznamy odczyty raportu z agencji rządowej DoE. Prognozowany jest wzrost zapasów o 1,162 mln baryłek.

Maciej Boruc
Manager w KOI Capital

Praca w Czechach kusi Polaków

Najniższe bezrobocie w całej Unii Europejskiej, ponad dwukrotny wzrost liczby wakatów w gospodarce i ogromne trudności w znalezieniu rodzimych pracowników – to powody, dla których czescy pracodawcy sięgają po kadry zza granicy. Coraz częściej przyciągani są pracownicy z Polski. Obecnie na zlecenie czeskich partnerów agencja zatrudnienia Work Service rekrutuje nawet 100 kandydatów tygodniowo. Zdaniem ekspertów, dla wielu Polaków mieszkających w południowej części kraju, praca w Czechach może być dobrą alternatywą dla emigracji zarobkowej do Niemiec.

Z listopadowych danych Eurostatu wynika, że w Czechach występuje najniższa stopa bezrobocia w całej Unii Europejskiej. Wynosi obecnie 3,7% i jest to lepszy wynik niż np. w Niemczech, na Węgrzech czy w Wielkiej Brytanii.

wykres polacy pracują w czechach

Czescy pracodawcy już od kilku lat zmagają się z rosnącymi deficytami kadrowymi, ale  ubiegły rok okazał się przełomowy. Skalę problemu może oddawać liczba ponad 100 tysięcy nieobsadzonych miejsc pracy w gospodarce. Jest to wyższy poziom niż w Polsce, pomimo, że jako kraj mamy ponad 3-krotnie większą liczbę ludności – zaznacza Agata Zdybicka, International Customer Development Director w  Work Service S.A. Wobec tak dużych niedoborów pracowniczych na lokalnych rynkach pracy, w coraz większym stopniu czeskie firmy sięgają po pracowników z Polski. Jest to związane z jednej strony z niewielką bariera językową, a z drugiej możliwością konkurowania na poziomie zarobkowym. Obecne stawki wynagrodzeń np. na stanowiskach dla sektora produkcyjnego potrafią sięgać od poziomów 2500 do nawet 3700 zł na rękę. Oznacza to, że są to wyższe wynagrodzenia niż mediana płacowa obecna w Polsce – dodaje Zdybicka.

Poszukiwania w produkcji i motoryzacji

Z prognoz czeskiego ministerstwa finansów wynika, że w 2016 roku wzrost PKB wyniesie 2,4% a w 2017 roku ma przyspieszyć do poziomu 2,5%. Stabilny wzrost gospodarczy przekłada się na tworzenie nowych miejsc pracy. Widać to między innymi w sektorze automotive, co potwierdzają dane z raportu „MotoBarometr 2016” przygotowanego przez firmę Exact Systems. Wynika z niego, że 50% firm motoryzacyjnych obecnych w Czechach planuje zwiększanie poziomów zatrudnienia.

Obecnie mamy najwięcej ofert pracy skierowanych do pracowników sektora produkcyjnego. Tygodniowo rekrutujemy nawet 100 kandydatów z naszego kraju. Polacy mają na tyle dobrą markę na czeskim rynku, że w wielu przypadkach pracodawcy poza podstawowym wynagrodzeniem w ofertach rekrutacyjnych zapewniają dostęp do zakwaterowania, transportu do zakładu, jak i dofinansowanie do posiłków – podkreśla Agata Zdybicka.

Alternatywa dla Niemiec?

W ostatnich latach praca za granicą zyskiwała na popularności wśród Polaków. Obecnie najpopularniejszym kierunkiem wyjazdów zarobkowych Polaków są Niemcy. Z raportu Work Service wynika, że 17% potencjalnych emigrantów wybiera naszych zachodnich sąsiadów. Jednak w ostatnich miesiącach narastają obawy Polaków o bezpieczeństwo w Europie. Aż 2 na 5 naszych rodaków uważa, że zamachy terrorystyczne w Zachodniej Europie negatywnie wpływają na decyzje o emigracji.

Niepewność co do bezpieczeństwa w Niemczech powoduje, że Polacy mniej chętnie wybierają ten kraj, jako kierunek emigracji. Na tym trendzie mogą skorzystać Czechy, które podobnie jak nasz kraj nie są  kojarzone z zagrożeniem terrorystycznym. W szczególności będzie to miało znaczenie w przypadku mieszkańców Polski południowej. Te osoby często nie muszą zmieniać miejsca zamieszkania i dojeżdżają do pracy u naszych południowych sąsiadów – podsumowuje Andrzej Kubisiak z Work Service S.A.

Ropa może jeszcze zdrożeć. Zwłaszcza jeśli kraje OPEC dotrzymają umowy o cięciu dostaw

Ropa może jeszcze zdrożeć. Zwłaszcza jeśli kraje OPEC dotrzymają umowy o cięciu dostaw 5

Kraje zrzeszone w OPEC i inni producenci ropy, którzy w grudniu porozumieli się w sprawie ograniczenia dostaw na rynek, zapewniają, że zamierzają dotrzymać umów. W paradę może wejść im Libia, która zwiększa dostawy. Zdaniem Michała Stajniaka z domu maklerskiego X-Trade Brokers niepewna jest także postawa Iraku, który na porozumieniu może stracić podwójnie. Dla Polski wyższy koszt ropy przy słabym złotym oznacza przede wszystkim inflację.

– Ropa naftowa bardzo mocno odbija od początku tego roku, co jest tak naprawdę spowodowane tym, co zdecydował OPEC oraz inni producenci tego najważniejszego surowca na świecie, czyli ropy naftowej – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Michał Stajniak, analityk rynków surowcowych X-Trade Brokers. – Zdecydowali się oni na cięcie produkcji i w tym momencie cały rynek patrzy, czy te cięcia produkcji faktycznie wejdą w grę i czy będziemy mieli do czynienia z deficytem na rynku. Jeżeli będziemy mieli deficyt na rynku, to w takim wypadku ceny ropy naftowej mogą jeszcze dosyć wyraźnie wzrosnąć.

Kraje OPEC zgodziły się ograniczyć od stycznia produkcję ropy naftowej o 1,2 mln baryłek ropy dziennie, zaś państwa niezrzeszone w kartelu, w tym Rosja – o kolejne 600 tys. baryłek. Porozumienie osiągnięto po roku prób i zapowiedzi, gdy cena ropy naftowej gwałtownie spadała. W połowie 2014 roku za baryłkę ropy WTI płacono ponad 100 dolarów. W lutym 2016 roku – niespełna 30. W ciągu ostatnich kilku tygodni 2016 roku ropa podrożała o przeszło 12 dolarów na baryłce i obecnie jej cena przekracza 50 dolarów. W ostatnich dniach surowiec jednak znów potaniał. Z jednej strony cena odbiła się od poziomu 55 dolarów za baryłkę, z drugiej pojawiły się wątpliwości, czy porozumienie będzie przestrzegane przez wszystkie strony.

– Powinniśmy patrzeć również na czynniki ryzyka, którymi mogą być rosnąca produkcja ropy naftowej w Stanach Zjednoczonych, a także brak respektowania porozumienia ze strony OPEC – zastrzega Stajniak. – Przede wszystkim patrzyłbym tutaj na Irak, gdzie Kurdowie oszukują i już w tym momencie eksportują zdecydowanie więcej ropy, niż pozwala na to iracki budżet, a z drugiej strony w tym samym państwie mamy do czynienia z umowami z zachodnimi producentami, którzy będą stosowali pozwy sądowe ze względu na to, że będą musiały ograniczyć produkcję. Wydaje się, że Irak może tak naprawdę na porozumieniu stracić dwukrotnie. Wobec tego powinniśmy patrzeć, że takie porozumienie może nie dojść tak naprawdę do skutku i stłumić obecną cenę ropy naftowej.

Iracki minister ropy zapewnia, że jego kraj przystąpił do zaplanowanej redukcji wydobycia o 210 tys. baryłek dziennie. Wygląda jednak na to, że wydobycie zwiększyła Libia. Nie wiadomo też, jak wzrost cen ropy przełoży się na liczbę wiertni w USA, która rośnie od kilku miesięcy. Zgodnie z danymi firmy Baker & Hughes 6 stycznia było ich w USA 665, o siedem więcej niż tydzień wcześniej, zaś w Kanadzie 205, o 48 więcej niż pod koniec roku.

Dla Polski droższa ropa przy umacniającym się dolarze oznacza jeszcze szybszy wzrost cen paliw, transportu, a zatem wszelkich towarów. Już w grudniu po raz pierwszy od półtora roku ceny towarów i usług wzrosły rok do roku – średnio o 0,8 proc. Jeszcze w listopadzie ceny były na poziomie sprzed roku, a w październiku o pół proc. niższe niż rok wcześniej.

– Oczywiście wysokie ceny ropy naftowej mają dosyć wyraźny wpływ na to, co dzieje się na polskich rynkach, przede wszystkim na inflację, ale również to, co dzieje się na rynkach giełdowych. Wyższe ceny to lepsze nastroje, więc w tym momencie WIG20 dosyć wyraźnie rośnie – tłumaczy analityk X-Trade Brokers. – Natomiast z drugiej strony wysokie ceny ropy naftowej niekoniecznie są dobre dla takich spółek jak PKN Orlen czy Lotos ze względu na malejące marże, więc tak naprawdę wyższe ceny mogą skutkować tym, że te spółki będą po prostu zarabiać mniej.

Od początku roku WIG20 zyskał 3,9 proc., więcej niż cały WIG, który poszedł w górę o 3,2 proc. Akcje Lotosu podrożały o 4 proc., zaś Orlenu o 3,5 proc.

P. Szulec (Pioneer Pekao Investments): W roku 2017 dobrym wyborem inwestycyjnym mogą być akcje, zwłaszcza spółek dywidendowych. Obligacje raczej nie będą dobrą alternatywą

P. Szulec (Pioneer Pekao Investments): W roku 2017 dobrym wyborem inwestycyjnym mogą być akcje, zwłaszcza spółek dywidendowych. Obligacje raczej nie będą dobrą alternatywą 6

W tym roku inwestorom może się opłacać inwestycja w akcje polskich spółek. O ile jednak do tej pory dawały zarobić głównie średnie i małe podmioty, o tyle 2017 rok może być czasem dużych spółek dywidendowych. Eksperci podkreślają natomiast, że ze względu na powolne zacieśnianie polityki pieniężnej w Stanach Zjednoczonych i zmianę nastawienia rynku do stóp procentowych obligacje prawdopodobnie nie będą korzystnym wyborem.

– Jeżeli patrzymy na polski rynek akcji, to wydaje się, że wiele tych czynników ryzyka, które inwestorzy brali pod uwagę zostało już zdyskontowanych – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Szulec, dyrektor ds. komunikacji inwestycyjnej Pioneer Pekao Investments. – Jeżeli do tego przyłożymy oczekiwane poprawy polskiej gospodarki w II półroczu 2017 i to, że rynek giełdowy zazwyczaj wyprzedza tego typu zdarzenia w perspektywie 1–2 kwartałów, to wydaje się, że rok 2017 to może być dobry rok dla polskich akcji z wyraźnym przyspieszeniem właśnie w II półroczu.

Już 2016 rok mimo niepewności związanej ze zmianami prawnymi i podatkowymi przyniósł lepsze wyniki indeksów na warszawskiej giełdzie niż rok temu. O ile w 2015 roku najlepiej radziły sobie spółki indeksu sWIG80, który zyskał ponad 9 proc., o tyle zdecydowanym faworytem inwestorów w 2016 roku był indeks spółek średnich mWIG40. Od początku roku do świąt zyskał ponad 16 proc. Pozostałe indeksy, nawet WIG20, który przed rokiem zaliczył niemal 20-proc. spadek, także kończą rok na plusie.

– Patrząc również na analizy czy rekomendacje zachodnich banków inwestycyjnych, które dostrzegły potencjał w dużych spółkach polskich, szczególnie spółkach dywidendowych, to widać wyraźnie, że inwestorzy zagraniczni czy inwestorzy instytucjonalni będą się kierowali właśnie tym, jaki potencjał oferują duże polskie spółki dywidendowe – wskazuje potencjalnych liderów 2017 roku Piotr Szulec. – I w tym kontekście wydaje się, że właśnie ta część rynku może się zachować zdecydowanie lepiej niż spółki małe i średnie, które cieszyły się dotychczas dużym popytem, ale przede wszystkim inwestorów indywidualnych.

Spośród największych 20 spółek dokładnie połowa jest także uczestnikiem indeksu WIGdiv: Asseco Poland, KGHM, Orange, Eurocash, Energa, Pekao, PZU, PGE, LPP i CCC. Sam indeks, na który obecnie składa się 37 spółek, radzi sobie lepiej niż WIG20: w 2015 roku spadł o 3 pkt proc. mniej niż blue chipy, w 2016 o 3 pkt proc. więcej zyskał. Ale na giełdzie spółek wypłacających dywidendę jest znacznie więcej niż te zgrupowane w WIGdiv – w tym roku było ich ok. 200.

Natomiast zdaniem Piotra Szuleca nie należy zbyt wielu nadziei pokładać w rynku obligacji. Wszystko ze względu na zmieniający się klimat wobec stóp procentowych.

– Patrząc z punktu widzenia rynku długu, wydaje się, że to nie będzie dobry rok dla obligacji – mówi dyrektor ds. komunikacji inwestycyjnej Pioneer Pekao Investments. – Pamiętajmy o tym, że wiele banków centralnych na świecie już zaczyna powoli myśleć w kontekście rosnącej inflacji o podwyżkach. Nie mówimy oczywiście o tym, że te podwyżki będą miały miejsce konkretnie w 2017 roku, ale już sama zmiana nastawienia rynku do kwestii stóp procentowych może wpływać na to, że światowy rynek obligacji nie będzie się zachowywał dobrze.

Ostatni kwartał roku sprzyjał wzrostowi rentowności większości obligacji, a wydatnie przyczyniła się do tego wygrana Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA, zrealizowana później zapowiedź Janet Yellen, że Fed podniesie stopy oraz prawdopodobieństwo trzech, a nie dwóch podwyżek stóp za oceanem w 2017 roku. Polskie obligacje 10-letnie także potaniały: w sierpniu ich rentowność wynosiła mniej niż 2,63 proc., na przełomie listopada i grudnia – prawie 3,9 proc.

– I na tym tle również polski rynek obligacji, biorąc pod uwagę to, że stopy procentowe na razie nie będą pewnie obniżane ani nie będą podwyższane, nie jest najciekawszy wyborem na 2017 rok – ocenia Szulec. – Być może w kontekście tego, że ostatnio mieliśmy do czynienia z dosyć mocnym wzrostem rentowności, szczególnie tych obligacji długoterminowych, może się okazać, że najbliższe miesiące przyniosą jakieś pozytywne zaskoczenia, jeżeli chodzi o rynek długu, ale w ujęciu całorocznym wydaje się, że to nie jest na chwilę obecną najlepszy wybór.

W 2017 roku grupa TXM chce zainwestować do 6 mln zł w rozwój segmentu e-commerce. Planuje także otwarcie 40–50 sklepów stacjonarnych

W 2017 roku grupa TXM chce zainwestować do 6 mln zł w rozwój segmentu e-commerce. Planuje także otwarcie 40–50 sklepów stacjonarnych 7

Tegoroczne plany grupy TXM zakładają powstanie 40–50 nowych sklepów stacjonarnych oraz znaczne inwestycje w rozwój segmentu e-commerce. Na ten drugi cel według deklaracji prezesa może trafić nawet 6 mln zł. Zajmująca się handlem odzieżą i wyrobami tekstylnymi spółka liczy także na zdobycie dominującej roli na rynku rumuńskim.

– Nasza strategia zakłada, że z jednej strony chcemy budować sieć naziemną, a z drugiej strony chcemy bardzo mocno inwestować w kanał internetowy, który wydaje się być w najbliższym czasie tym kanałem, który będzie naszym głównym motorem wzrostu – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Lech Przemieniecki, prezes spółki TXM SA.

W tym roku grupa TXM SA planuje otwarcie około 40–50 sklepów stacjonarnych. Strategia biznesowa zakłada także, że na koniec 2018 roku cała sieć będzie liczyła przeszło 470 obiektów z czego 94 zlokalizowane będą za granicą. Aktualnie poza Polską spółka obecna jest także w Czechach, na Słowacji oraz w Rumunii.

Oprócz wydatków na rozbudowę tradycyjnej sieci sprzedaży TXM planuje spore inwestycje w segmencie e-commerce.

– Myślę, że mniej więcej 25–30 proc. środków pozyskanych z oferty publicznej może zostać przeznaczone na rozwój e-commerce’u. Będzie to zdecydowanie jeden z naszych głównych kierunków strategicznych. W planach jest również inwestycja w infrastrukturę logistyczną, ponieważ przy tak dużej sieci potrzebujemy nowoczesnych rozwiązań – informuje Przemieniecki.

Spółka TXM zadebiutowała na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie pod koniec grudnia 2016 roku, a łączna wartość przeprowadzonej oferty wyniosła 20 mln zł. Oznacza to, że na rozwój segment sprzedaży internetowej może zostać przeznaczone od 5 do 6 mln zł.

– Mamy tę wspaniałą okoliczność, że możemy integrować oba kanały, czyli wykorzystywać efekt synergii między kanałem internetowym a naziemnym.  – przekonuje Przemieniecki.

Utworzony w 2014 roku sklep internetowy TXM24.pl jest największym sklepem dyskontowym w Polsce. Oferta obejmuje przede wszystkim wyroby odzieżowe oraz tekstylne. Klienci sklepu mogą korzystać zarówno z opcji wysyłki z dostawą pod wskazany adres, jak i zamówić produkty z dostawą do paczkomatów lub odebrać je w wybranym sklepie stacjonarnym grupy TXM.

– Kiedy wprowadziliśmy odbiór naszych paczek w sklepach stacjonarnych oraz możliwość zamawiania produktów ze sklepów naziemnych przez internet bardzo szybko się okazało, że ponad 20 proc. zamówień jest realizowana właśnie w ten sposób – informuje prezes TXM SA.

Choć strategia biznesowa na lata 2016–2018 zakłada także ekspansję terytorialną, to jak wyjaśnia Przemieniecki, spółka TXM w najbliższych miesiącach skupi się na umacnianiu swojej obecnej pozycji niż na ekspansji na kolejne rynki.

– W najbliższym czasie nie wejdziemy raczej na nowy rynek. Chcielibyśmy się skupić na tym głównym naszym potencjalnym obszarze, jakim jest Rumunia, ponieważ tam w tej chwili rzeczywiście jest to moment, który chcemy złapać i spróbować zdobyć tam pozycję wiodącą. Ale oczywiście nie wykluczamy tego, że będziemy budować ekspansję dalej – kończy.

Według danych przed audytem w okresie I–III kwartał 2016 roku grupa TXM miała blisko 260 mln zł przychodów ze sprzedaży (wzrost o 19,8 proc. rdr.), natomiast zysk netto wyniósł ponad 4,68 mln zł (wobec 7,41 mln zł w tym samym okresie rok wcześniej). Po przeprowadzeniu IPO głównym akcjonariuszem posiadającym 68 proc. udziałów w spółce pozostała grupa Redan.

Inwestorzy zaczynają skłaniać się ku polskiej giełdzie

Na warszawskim parkiecie w końcu pojawiają się nastroje optymistyczne. WIG 20 notuje dawno niespotykane poziomy, ocena naszego kraju rośnie w ocenie inwestorów. Czy taka sytuacja może potrwać dłużej, jak wpłynąć na giełdę mogą piątkowe decyzje agencji ratingowych ws. Polski? Więcej w materiale wideo.

Adam Puchalski: dolar najdroższy od 14 lat. Co dalej?

Od 14 lat nie widzieliśmy tak silnego dolara. Zza oceanu napływają też bardzo pozytywne dane makroekonomiczne. Jednak ostatnie sesje przynoszą delikatne osłabienie amerykańskiej waluty, co za nimi stoi? Jak sytuacja na rynku walutowym wpłynąć może na naszego złotego i dlaczego warto zwrócić uwagę na jena? Więcej w materiale wideo.

Sadowski: Otoczenie biznesowe jest zanieczyszczone przez działania rządu

W 2016 roku nic się nie zmieniło w polskim życiu politycznym. Polski parlament nadal szczyci się uchwalonymi 30 tysiącami aktów prawnych, za sprawą których nie tylko zanieczyszczenie powietrza w Polsce jest bardzo wysokie, lecz przede wszystkim dochodzi do zanieczyszczenia otoczenia tzw. „biznesu”. Jest ono wysoce toksyczne, a rządowi przez cały rok nie udało się zmienić tego faktu. Jak było źle, tak nadal jest, a dodatkowo zostały dołożone kolejne toksyczne rozwiązania.

– Polscy przedsiębiorczy okazali mniejszą aktywność w tym zanieczyszczonym przepisami otoczeniu – powiedział agencji eNewsroom.pl Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha

– Fabryki polskich przedsiębiorców, które posiadają najnowocześniejsze linie technologiczne i mogłyby pracować na 3 zmiany, pracują zaledwie na 1 zmianę. Dzieje się tak ze względu na brak wiedzy, jakie będą przepisy odnośnie dalekosiężnych inwestycji, sięgających czasami na lata. Póki nie zmieni się podejście polityków do gospodarki, nie zostanie dokonany głęboki reset poprzedniego systemu. Jeśli dalej będą propozycje ułatwień, zamiast przywrócenia wolności gospodarczej

– nie będzie zmiany jakościowej w naszym kraju. Rządzący nie odniosą gigantycznego sukcesu, który jest im tak bardzo potrzebny i zapewniłby finansowanie różnym, ambitnym planom socjalnym – podkreśla Sadowski.

Źle wykonaną usługę kosmetyczną czy fryzjerską można reklamować. Można się nawet domagać odszkodowania

Źle wykonaną usługę kosmetyczną czy fryzjerską można reklamować. Można się nawet domagać odszkodowania 8

Klient może złożyć reklamację na źle wykonane usługi fryzjerskie czy kosmetyczne – przypomina Katarzyna Chwesiuk, prawnik z Federacji Konsumentów. Tak zawarte umowy to umowy o dzieło. Można się domagać obniżenia ceny, zwrotu pieniędzy, a przy poważnej wadzie także odszkodowania. Choć polskie prawo nie przewiduje zadośćuczynienia za szkody majątkowe, to istnieje możliwość ubiegania się o rekompensatę finansową za cierpienia psychiczne.

 Umowa zawarta z fryzjerem czy kosmetyczką jest klasyczną umową o dzieło uregulowaną w Kodeksie cywilnym. Jest to umowa rezultatu, gdyż liczy się efekt wykonania usługi. Dlatego bardzo istotne jest, zwłaszcza przy kwestiach reklamacyjnych, bardzo szczegółowe ustalenie efektu, jakiego oczekujemy. To będzie bardzo istotne dowodowo – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Katarzyna Chwesiuk, prawnik z Federacji Konsumentów.

Przed poważnymi zabiegami dobrze jest spisać umowę, w której zostaną zawarte dokładne ustalenia. To jednak rzadka praktyka, ale nawet bez umowy reklamacja jest możliwa. Przede wszystkim należy wziąć paragon – to dowód zawarcia umowy.

 Do odpowiedzialności za wady dzieła stosujemy odpowiednio przepisy o rękojmi przy sprzedaży. Zazwyczaj możemy się w tym wypadku powołać na art. 560 Kodeksu cywilnego i zażądać obniżenia ceny takiej usługi, zwrotu pieniędzy, ewentualnie usunięcia wady, jeżeli oczywiście jest to możliwe – zaznacza Katarzyna Chwesiuk.

W przypadku źle wykonanego zabiegu klient może się domagać usunięcia wady, odszkodowania, zwrotu gotówki lub jej części. Konieczne jest do tego złożenie reklamacji, najlepiej – jak przekonuje ekspertka – w formie pisemnej.

– Jeżeli sprawa skończy się w sądzie, to będzie to lepsze dowodowo. Zastosujmy formę pisemną i zadbajmy o to, żeby mieć dowód potwierdzenia przez przedsiębiorcę, w tym wypadku zakład fryzjerski czy kosmetyczny, dostarczenia takiej reklamacji – podkreśla prawnik Federacji Konsumentów.

Dodatkowym dowodem może być zdjęcie, które ukaże wadę usługi. Jeśli w efekcie źle wykonanego zabiegu konieczne było leczenie, dobrze jest poprosić lekarza, by dokładnie wypełnił dokumentację. Ta będzie mogła być wykorzystana w dochodzeniu odszkodowania. W reklamacji należy wskazać dokładnie uchybienia i swoje żądanie.

 Termin ustosunkowania się przez przedsiębiorcę do reklamacji będzie zależał od naszych żądań. Jeżeli zażądamy obniżenia ceny usługi albo usunięcia wady, to przedsiębiorca będzie miał 14 dni na ustosunkowanie się do naszego żądania. Jeżeli tego nie zrobi, będzie to skutkowało domniemaniem prawnym, że nasza reklamacja została uwzględniona – tłumaczy Chwesiuk.

Jeśli możliwe jest poprawienie usługi (np. farbowania, strzyżenia czy manicure), to można się domagać, by poprawek dokonał inny fryzjer czy kosmetyczka z danego salonu. Jeśli przedsiębiorca odmówi poprawki lub nie jest ona już możliwa, musi on zwrócić pieniądze. W przypadku, gdy usługa skutkowała koniecznością zakupu lekarstw czy kosmetyków, które miały usunąć wadę, albo wizyty u lekarza, klientowi może się ubiegać o odszkodowanie.

Jeżeli udokumentujemy stałą szkodę w związku ze źle wykonaną usługą fryzjerską czy kosmetyczną, to będziemy mogli takie odszkodowanie uzyskać. Naszą szkodą w tym przypadku może być np. konieczność skorzystania z usługi innego zakładu fryzjerskiego w celu usunięcia wady czy konieczność zakupu medykamentów czy kosmetyków do włosów. Zbierzmy wszystkie rachunki i przedstawmy przedsiębiorcy, jakie koszty ponieśliśmy – mówi Katarzyna Chwesiuk.

Jak podkreśla, pozostaje jeszcze kwestia zadośćuczynienia. Polskie prawo nie przewiduje wprawdzie zadośćuczynienia za szkody majątkowe (wyłącznie odszkodowanie), ale jest ono możliwe w przypadku szkód niemajątkowych, czyli w rozumieniu prawa cywilnego wszystkich negatywnych skutków dla cielesnej i psychicznej kondycji poszkodowanego.

 To cierpienia psychiczne, do których należy m.in. rozstrój zdrowia, w tym psychicznego, np. depresja wywołana oszpeceniem przez fryzjera czy przez kosmetyczkę. Możemy zażądać zadośćuczynienia na podstawie odpowiedzialności deliktowej, uregulowanej w Kodeksie cywilnym w art. 445. Kwoty, jakich można dochodzić, są trudne do określenia, każdy przypadek trzeba rozpatrywać precedensowo. W jednym przypadku sąd orzekł 500 zł tytułem zadośćuczynienia za szkody moralne, tzn. depresję wywołaną oszpeceniem prze zabieg fryzjerski – mówi Katarzyna Chwesiuk.

Liczba upadłości likwidacyjnych najniższa od 2009 roku. Firmy z problemami coraz częściej sięgają po narzędzia restrukturyzacji

Liczba upadłości likwidacyjnych najniższa od 2009 roku. Firmy z problemami coraz częściej sięgają po narzędzia restrukturyzacji 9

Rok temu weszło w życie nowe prawo restrukturyzacyjne, które umożliwiło przedsiębiorstwom borykającym się z problemami finansowymi skorzystanie z uproszczonych i przyspieszonych ścieżek oddłużenia i naprawy. Z drugiej strony ułatwiło też dochodzenie roszczeń wierzycielom. Zdaniem ekspertów nowe regulacje miały korzystny wpływ na rynek. Świadczy o tym liczba otwartych postępowań restrukturyzacyjnych, która zwiększyła się kilkukrotnie w minionym roku. Z kolei liczba upadłości likwidacyjnych wyraźnie spadła.

Nowe prawo restrukturyzacyjne pozwala przedsiębiorcom przetrwać na rynku nawet w trudnych warunkach mikro- i makroekonomicznych. Pozytywem jest duża liczba otwartych przyspieszonych postępowań układowych. To uproszczona procedura, która przy udziale sądu pozwala dłużnikowi osiągnąć porozumienie z wierzycielami i w sposób możliwie szybki powrócić na rynek – mówi agencji Newseria Biznes Bartosz Sierakowski, radca prawny z Kancelarii Zimmerman i Wspólnicy oraz doradca restrukturyzacyjny z firmy Zimmerman Filipiak Restrukturyzacja SA.

Nowe regulacje ustanowiły zasadę pierwszeństwa restrukturyzacji przed likwidacją, co oznacza m.in., że sądy rozpatrują wnioski restrukturyzacyjne przed tymi, które dotyczą ogłoszenia upadłości. Zmieniona została definicja niewypłacalności, a nowe prawo restrukturyzacyjne otworzyło przedsiębiorstwom szansę ubiegania się o pomoc publiczną w procesie naprawczym.

 Za nami rok funkcjonowania przepisów nowego prawa restrukturyzacyjnego oraz gruntownie znowelizowanego prawa upadłościowego. Wydaje się, że nowe regulacje zdały egzamin – mówi Bartosz Sierakowski.

Z raportu Coface wynika, że w 2016 roku (dane na 29 grudnia) liczba upadłości i restrukturyzacji wyniosła 760, czyli o 2,6 proc. więcej niż w 2015 roku. Wciąż 70 proc. postępowań to upadłość w celu likwidacji majątku, ale ich liczba jest najniższa od 2009 roku (wyniosła 530). Już pierwsze miesiące obowiązywania nowego prawa przyniosły znaczący wzrost zainteresowania nowymi narzędziami naprawczymi. W całym 2016 roku sądy zastosowały je 204 razy.

Wprowadzone rok temu regulacje umożliwiają przedsiębiorcom zawarcie układu z wierzycielami i skorzystanie z jednego z czterech trybów procedury restrukturyzacyjnej: postępowania o zatwierdzeniu układu, zwykłego i przyspieszonego postępowania układowego oraz postępowania sanacyjnego, w którym zarząd nad przedsiębiorstwem przejmuje zarządca wyznaczony przez sąd. Celem postępowania sanacyjnego jest naprawa i oddłużenie tych przedsiębiorstw, które wymagają długotrwałej i głębokiej restrukturyzacji i umożliwienie im powrotu na rynek.

– Dużą część otwartych procesów restrukturyzacyjnych stanowią postępowania sanacyjne, skierowane do przedsiębiorców z bardzo dużymi problemami finansowymi i majątkowymi. Niestety, okazało się, że niektóre z tych postępowań służyły wyłącznie ucieczce przed wierzycielami, ochronie przed egzekucją. Trzeba jednak pamiętać o tym, że jeżeli przedsiębiorca ma złe intencje, to można je bardzo szybko odczytać i wówczas sąd umorzy postępowania sanacyjne – mówi Bartosz Sierakowski.

Zdaniem doradcy restrukturyzacyjnego nowe przepisy są korzystne nie tylko z punktu widzenia przedsiębiorców, ale i wierzycieli. Poziom zaspokojenia roszczeń wierzycieli w postępowaniu restrukturyzacyjnym jest bowiem wyższy, niż ma to miejsce w przypadku upadłości.

– Co najistotniejsze, postępowanie restrukturyzacyjne jest formą zbiorowego, grupowego rozwiązywania sporów z niewypłacalnym dłużnikiem. A zatem wszystko w postępowaniach restrukturyzacyjnych zależy od woli wierzycieli. To oni są decydentami, to oni decydują o tym, czy układ ma być zawarty. Z kolei w postępowaniu upadłościowym decydował o tym dłużnik, ponieważ to od niego zależało, jaki będzie poziom zaspokojenia wierzycieli. Im później składał wniosek, tym poziom zaspokojenia był niższy – mówi Bartosz Sierakowski.

O efektywności nowych przepisów świadczy też wyższa pozycja Polski w październikowym rankingu „Doing Business” opracowywanym przez Bank Światowy. Awans o jedno miejsce w górę (na 24. pozycję) był efektem m.in. wprowadzenia nowego prawa restrukturyzacyjnego.

Sierakowski zwraca jednak uwagę na to, że wielu przedsiębiorców zgłasza chęć rozpoczęcia restrukturyzacji dopiero w momencie, w którym jest już na to za późno, ponieważ w trakcie są postępowania egzekucyjne, a zastawnicy dokonują przejęcia podmiotów zastawu.

W takich wypadkach na restrukturyzację jest już za późno i jedyną możliwą drogą jest postępowanie upadłościowe. Dlatego istotne jest podnoszenie świadomości przedsiębiorców w zakresie ryzyka związanego z niewypłacalnością. Rolą samorządów gospodarczych i izb handlowych jest edukowanie przedsiębiorców, jakie mogą być skutki roszczeń wierzycieli i problemów finansowych.

 Postępowania restrukturyzacyjne mają istotne znaczenie dla gospodarki również w ujęciu makroekonomicznym. Przede wszystkim, że z rynku nie znikają przedsiębiorstwa, jak miało to miejsce na gruncie starych przepisów postępowania upadłościowego. Wcześniej ogłoszenie upadłości, nawet w opcji układowej, zwykle kończyło się likwidacją przedsiębiorstwa – zauważa Bartosz Sierakowski.

Deficyt pracowników w IT szacuje się na ok. 50 tys. osób. Brakuje ich m.in. w obszarze cyberbezpieczeństwa

Deficyt pracowników w IT szacuje się na ok. 50 tys. osób. Brakuje ich m.in. w obszarze cyberbezpieczeństwa 10

Zapotrzebowanie na pracowników ze strony branży informatycznej wciąż rośnie. Jednym z powodów są kolejne inwestycje w centra badawczo-rozwojowe zarówno krajowych, jak i zagranicznych koncernów. Drugim – transformacja cyfrowa, przed którą stoją firmy w niemal każdej branży. Branża IT mogłaby z marszu przyjąć do pracy około 50 tys. specjalistów, a ten deficyt ma się pogłębiać.

 Branża IT w Polsce rozwija się wciąż bardzo dynamicznie, co powoduje, że rynek pracy dla specjalistów tego sektora tak naprawdę należy w tym momencie do pracownika. Większość specjalistów branży IT nie ma żadnych problemów ze znalezieniem zatrudnienia – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Jonak, dyrektor regionu Europy Środkowo-Wschodniej w firmie Intel.

Jak podkreśla, deficyt pracowników w branży IT szacuje się na ok. 50 tys. osób. Z raportu „Niedobór talentów” ManpowerGroup wynika, że informatycy są na ósmym miejscu wśród zawodów, których przedstawicieli pracodawcom najtrudniej jest znaleźć.

Skala zapotrzebowania na pracę w sektorze zdaniem Krzysztofa Jonaka jest w dużej mierze związana z dużą liczbą inwestycji w nowe centra badawczo-rozwojowe zarówno ze strony zagranicznych, jak i krajowych podmiotów. Dobrym przykładem może być Intel, który w Gdańsku zatrudnia około 1,8 tys. inżynierów i specjalistów.

– Wierzymy, że rynek ten będzie dalej dynamicznie się rozwijał. Jest kilka obszarów, w których ten rozwój będzie wyjątkowo szybki – mówi dyrektor Intela.

Jednym z tych obszarów jest rosnąca liczba urządzeń w sieci, a także liczba danych, które te urządzenia wytwarzają. Wymuszają one na firmach konieczność ich przechowywania i przetwarzania.

– Firmy mogą osiągnąć przewagę poprzez umiejętność przetwarzania takich informacji i wyciągania wniosków. Wszelkie zawody związane z analityką danych, big data, sztuczną inteligencją to obszary przyszłościowe. Tu też będą powstawały nowe profesje – zauważa Krzysztof Jonak.

Brak specjalistów odczuwa także obszar cyberbezpieczeństwa. Z badania Intel Security i Center for Strategic and International Studies wynika, że są oni najbardziej poszukiwanymi ekspertami w branży. Do 2020 roku ok. 15 proc. stanowisk w tym obszarze pozostanie nieobsadzonych.

Kolejny obszar to internet rzeczy.

– Pojawia się całe mnóstwo różnego rodzaju czujników i innych rozwiązań, które wykorzystują technologię, aby poprawić jakość naszego życia. Chodzi o to, abyśmy jadąc samochodem, mogli mierzyć, jakie jest stężenie zanieczyszczeń w danym miejscu, jak wygląda sytuacja z miejscami parkingowymi – wyjaśnia Krzysztof Jonak. – To także autonomiczne samochody. Konsumenci oczekują, że już za kilka lat będą mogli wygodnie usiąść za kierownicą bądź nawet jej nie mieć i przemieszczać się z miejsca na miejsce.

Zapotrzebowanie na specjalistów IT będzie rosło nie tylko wraz z pojawianiem się nowych technologii, lecz także postępującą cyfryzacją firm. Taka – według firmy analitycznej IDC – czeka przedsiębiorstwa z niemal każdej branży. Oznacza ona nowe podejście do biznesu, modeli biznesowych, tworzenia procesów, produktów czy usług. Opierać ma się ona na wykorzystaniu nowoczesnych rozwiązań technologicznych, takich jak aplikacje mobilne, chmura obliczeniowa, sieci społecznościowe czy analizy dużych zbiorów danych.

Do końca 2017 roku zdaniem IDC cyfrowa transformacja znajdzie się w centrum strategii biznesowej ponad dwóch trzecich największych przedsiębiorstw świata. W Polsce na razie uwzględnia ją 26 proc. firm. Przeszło połowa nie ma planów związanych z takim procesem, a 40 proc. nawet nie wie, czym on jest. Ale świadomość konieczności wprowadzenia tego rodzaju rozwiązań w przedsiębiorstwach powinna rosnąć.

 Przed programistami są nieograniczone możliwości rozwoju, bo jeżeli popatrzymy na rozwiązania pojawiające się na rynku, to opierają się one głównie na łączeniu dostępnych już technologii. Na takiej podstawie powstają konkretne rozwiązania w zależności od tego, jakie pojawiają się pomysły i jak są wdrażane. Wszystko zależy więc od kreatywności, zapotrzebowania i możliwości wdrożenia – ocenia Krzysztof Jonak

Zaskakujące wyniki branży motoryzacyjnej

Zaskakujące wyniki branży motoryzacyjnej 11

62 proc. dystrybutorów części motoryzacyjnych spodziewa się w tym roku wzrostów sprzedaży. Połowa z nich liczy, że będą to wzrosty ponad 10-proc. – wynika z ankiety przeprowadzonej podczas XI Kongresu Przemysłu i Rynku Motoryzacyjnego. Dobrą kondycję branży wspiera krajowy popyt, rosnący dzięki coraz większemu importowi aut używanych, oraz mocny eksport – głównie do krajów europejskich, a także do Afryki Północnej, gdzie polska marka jest bardzo dobrze kojarzona.

– Krajowi producenci części samochodowych radzą sobie całkiem nieźle, na pewno w bieżącym roku będą mieli wyniki nie gorsze niż cała gospodarka – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Adam Kopczyński, współwłaściciel firmy Kampol. – Mają też bardzo duży udział w eksporcie. Jeżeli politycy wyznaczający główne parametry działalności gospodarczej na poziomie rządu czegoś nie popsują, za mocno nie obciążą branży, to damy sobie radę.

Szczegółowa analiza bazy Centralnej Ewidencji Pojazdów przygotowana przez firmę badawczą MotoFocus pokazuje, że w blisko 20 proc. gospodarstwach domowych w Polsce są dwa samochody, a w nieco ponad 2 proc. – trzy. Polski park samochodów osobowych obecnie liczy ponad 16 mln sztuk i stale rośnie.

Jak wynika z raportu „Branża Motoryzacyjna w Polsce 2016” przygotowanego pod patronatem PAIiIZ w ostatnich latach zmieniła się struktura produkcji Przemysłu Motoryzacyjnego. Produkcja części motoryzacyjnych w 2015 roku była aż o 46 proc. większa niż produkcja samochodów. Układ sił się zmienił – części i akcesoria stanowią większość.

– Polska branża motoryzacyjna to głównie produkcja części, bo w Polsce rodzimej motoryzacji finalnie wytwarzającej samochód w zasadzie nie ma, za wyjątkiem produkcji autobusów – potwierdza Adam Kopczyński.

Produkcja, sprzedaż i eksport części samochodowych rokrocznie notują wzrosty. Jak wynika z danych Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych, na tym rynku działała około 900 firm, w których pracuje blisko 120 tysięcy osób, a przychody ze sprzedaży wynoszą ponad 70 mld zł. Dynamika wzrostu rok do roku przekracza 9 proc.

– Samochód, żeby działać, wymaga serwisu, wymaga, żeby co jakiś czas zająć się jego zawieszeniem i silnikiem. Producenci, których jest dużo w Polsce, wytwarzają części nie tylko na pierwsze wyposażenie, lecz także na aftermarket. Na to jest zapotrzebowanie – mówi Kopczyński.

Ten segment rynku motoryzacyjnego stał się polską specjalnością za granicą. Wartość eksportu w ciągu ostatniej dekady wzrosła dwukrotnie, by dwa lata temu osiągnąć wartość 30 mld zł. Największym odbiorcą zagranicznym produkowanych w kraju części samochodowych i zamiennych są rynki Starego Kontynentu, przede wszystkim Niemcy.

– Ciekawymi kierunkami, które już kilka lat temu zauważyli niektórzy producenci, są kraje Północnej Afryki, rynki bliskie, gdzie współpraca z Polską miała w przeszłości dobrą historię – wskazuje Adam Kopczyński. – Działają tam osoby, które wiele lat temu kończyły u nas studia, więc mamy na tych rynkach dobrą markę. Pamiętają także nasz kraj jeszcze sprzed 20–30 lat, kiedy polskie firmy budowały w Afryce infrastrukturę. To zostało bardzo dobrze zapamiętane, a obecnie tworzy dobry klimat do rozmów o dalszej kooperacji.

W ostatnich 24 miesiącach polski rynek części i napraw odnotował 8-proc. wzrost. W tym czasie inne europejskie rynki (np. Niemcy, Francja, Hiszpania, Wielka Brytania) wzrosły o 1–3 proc.

– Regulacje na poziomie europejskim, które dotyczą wymagań w zakresie certyfikacji i homologacji, dużo kosztują producentów, ale potem są bardzo pomocne przy zdobywaniu nowych rynków i nowych kontraktów, ponieważ poświadczają, że produkty są bezpieczne, zbadane i spełniają najwyższe normy – mówi Adam Kopczyński podczas Kongresu Przemysłu i Rynku Motoryzacyjnego zorganizowanego przez Stowarzyszenie Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych (SDCM).

Rośnie sprzedaż mieszkań od deweloperów. Zapowiada się kolejny rekordowy rok

Rośnie sprzedaż mieszkań od deweloperów. Zapowiada się kolejny rekordowy rok 12

Ubiegły rok był kolejnym, w którym sprzedaż mieszkań na rynku pierwotnym rosła. Był to także okres stabilnych cen – wahnięcia w ciągu nie przekraczały 2–3 proc. W 2017 roku te tendencje będą się utrzymywać – ocenia Polska Federacja Rynku Nieruchomości. Pośrednicy spodziewają się także dalszej ofensywy deweloperów. Wyniki kolejnych 12 miesięcy mogą się okazać rekordowe, choć dużo będzie zależeć od otoczenia gospodarczego. 

Rok 2016 to już trzeci z rzędu, w którym wzrasta liczba sprzedanych mieszkań na rynku pierwotnym. To najlepszy czas dla tego segmentu rynku nieruchomości. Na rynku wtórnym mamy stabilizację cen dotyczącą sprzedaży z lekkim wzrostem w III i IV kwartale. Moim zdaniem te wzrosty będą się utrzymywały – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jerzy Sobański, członek i rzecznik Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości.

Ponad połowa pośredników w obrocie nieruchomościami w najnowszym badaniu PFRN „Puls Rynku” wskazuje, że 2016 rok upłynął pod znakiem stabilnych cen na rynku pierwotnym i wtórnym. Blisko 48 proc. wskazało na dużą podaż, przede wszystkim na rynku pierwotnym. Pod względem liczby sprzedanych mieszkań ubiegły rok był rekordowy. Podobne wyniki rynek może zanotować również w tym roku, choć jak zaznacza Sobański, będzie to zależało od kilku czynników.

Gospodarka na pewno może mieć wpływ na to, co się będzie działo na rynku nieruchomości. Już po ostatnich miesiącach widzimy, co się dzieje ze złotym. Zmiana wartości złotego w stosunku do walut rozliczeniowych w Unii Europejskiej i USA to czynniki, które mogą mieć wpływ na zmiany cen, bo to napędza inflację – tłumaczy rzecznik PFRN.

Z danych GUS wynika, że od stycznia do końca listopada wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia na budowę ponad 190 tys. mieszkań, czyli o blisko 11 proc. więcej niż rok wcześniej. Jeszcze bardziej wzrosła liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto (o 11,8 proc.). To oznacza, że w 2017 roku coraz więcej mieszkań będzie oddawanych do użytku.

Warszawa, Wrocław, Trójmiasto, Kraków to rejony, w których na pewno warto jest inwestować w mieszkania. Tam mamy gwarantowany poziom dochodów, które tę inwestycję mogą czynić opłacalną – wskazuje Jerzy Sobański.

Duży popyt na mieszkania w 2016 roku nie wpłynął znacząco na ceny lokali, które utrzymywały się na stabilnym poziomie. Różnice nie przekraczały 2–3 proc. Jak podkreśla Sobański, w Warszawie wzrosty cen były widoczne głównie w III i IV kwartale. Na stabilnym poziomie, z lekką zwyżką, utrzymują się natomiast ceny najmu.

Program mieszkań na wynajem na razie nie wpłynął w żaden sposób na obniżkę cen najmu. Ceny w ramach programu są często nawet wyższe od cen klientów indywidualnych wynajmujących mieszkania. Może to wpłynąć na standard usług, na standard wynajmu, ale na ten moment na ceny większego wpływu nie ma – analizuje Sobański.

Zdaniem eksperta niewielki wpływ na rynek będzie mieć także program Mieszkanie Plus.

To efekt przede wszystkim małego wolumenu mieszkań, który może w ramach tego programu powstać. Mówi się o około 6 tys. mieszkań, to niewiele przy 60 tys. sprzedanych mieszkań. Poza tym sądzę, że będzie dotyczył raczej rejonów uboższych Polski. Sektor rynku, który będzie obsługiwany przez te mieszkania, też nie jest sektorem najwyższych cen, bo lokale będą powstawać z myślą o przede wszystkim osach niezamożnych i średniozamożnych – ocenia rzecznik PFRN.

Resort infrastruktury podaje, że w ciągu kilku lat można się spodziewać powstania 300 tys. lokali. Mieszkania będą powstawać we wskazanych przez gminy lokalizacjach, mają mieć umiarkowane czynsze, dzięki czemu będą dostępne również dla mniej zamożnych rodzin.

Ponad połowa pośredników w obrocie nieruchomościami nie jest w stanie jednoznacznie wskazać, czy nowy program wpłynie na rynek nieruchomości. Blisko 40 proc. zakłada, że nie zrewolucjonizuje rynku, a niewiele mniej uważa, że wpływ będzie dostrzegalny jedynie w mniejszych miastach, gdzie mało jest oferty deweloperskiej.

Kazachstan perspektywicznym rynkiem dla polskich inwestorów i eksporterów. Mogą oni liczyć na znaczne ulgi i ułatwienia

Kazachstan perspektywicznym rynkiem dla polskich inwestorów i eksporterów. Mogą oni liczyć na znaczne ulgi i ułatwienia 13

Ze względu na położenie geograficzne i bliskość dużych rynków konsumenckich Kazachstan może być atrakcyjnym miejscem inwestycji. Tym bardziej że stworzono tam dobry system zachęt, m.in. zwrot 30 proc. ulokowanych środków czy zwolnienie ze wszelkich podatków przez okres 10 lat. Starania władz Kazachstanu przynoszą efekty – blisko 80 proc. inwestycji w Azji Centralnej trafia do tego kraju. 

– Kazachsko-polska współpraca jest bardzo ważna dla Kazachstanu. Polska jako położony najbliżej Kazachstanu kraj unijny jest istotnym partnerem. Tu jest granica między Unią Europejską a Eurazjatycką Unią Gospodarczą, w skład której wchodzi Kazachstan, Białoruś, Rosja, Kirgistan i Armenia. W Polsce 67 proc. PKB jest produkowane przez małe i średnie przedsiębiorstwa, a każdy z sektorów gospodarki jest dla nas bardzo ciekawy – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Ałtaj Abibułłajew, ambasador Republiki Kazachstanu.

Polsko-kazachska wymiana handlowa w 2015 roku wyniosła 1,13 mld dol. W pierwszym półroczu 2016 roku obroty handlowe sięgnęły 383 mln dol., w tym polski eksport do Kazachstanu – 154 mln dol., a import – 229 mln dol. Zdecydowaną większość importu stanowią paliwa i oleje mineralne, natomiast struktura eksportu jest znacznie bardziej rozdrobniona – wśród popularnych kategorii są m.in. maszyny, urządzenia mechaniczne oraz ich części, owoce świeże i produkty farmaceutyczne.

– Sam rynek kazachski, z 18 mln ludności, nie jest aż taki wielki, ale istotne jest usytuowanie Kazachstanu, geografia, sąsiedztwo z Rosją, z Chinami, z Azją Środkową, z Iranem poprzez Morze Kaspijskie. Te wszystkie rynki stwarzają dużą szansę dla inwestorów i z Polski, i z innych krajów, którzy przy synergii państwa w promocji eksportu mogą rozszerzyć swoją obecność nie tylko w Kazachstanie, lecz także w całym regionie – tłumaczy ambasador Republiki Kazachstanu.

W Polsce już kilka lat temu Kazachstan został wskazany jako jeden z pięciu perspektywicznych rynków zagranicznych. Działa tam blisko 200 polskich firm, a łączna wartość polskich inwestycji w tym kraju na koniec 2015 roku sięgnęła 158 mln zł (dane NBP).

Współpraca zarówno w handlu, jak i inwestycjach ma szansę przyspieszyć dzięki porozumieniu podpisanym w sierpniu 2016 roku między Bankiem Gospodarstwa Krajowego a Bankiem Rozwoju Kazachstanu. Obie strony zobowiązały się wspierać dwustronny handel i wzajemne inwestycje, a także projekty z udziałem polskich i kazachskich firm w krajach trzecich. Potencjał współpracy został oszacowany na 300 mln euro.

Do Kazachstanu trafia ok. 80 proc. inwestycji lokowanych w regionie Azji Centralnej. Łącznie w ciągu 25 lat Kazachstan przyciągnął blisko 300 mld dol. inwestycji.

– Większość zagranicznych inwestorów w Kazachstanie jest ulokowanych w sektorze paliwowym i surowcowym. Rząd przyjął bardzo duży program 100 kroków, pięć instytucjonalnych reform, dzięki którym klimat inwestycyjny w Kazachstanie jest na bardzo dobrym poziomie. Chcemy przyciągać inwestorów również z innych sektorów gospodarki. Chodzi m.in. o promocję eksportu na wzór polskiej. Polska polityka promocji eksportu narodowego za granicą jest dla Kazachstanu przykładem – wskazuje Abibułłajew.

W ubiegłym roku prezydent Nursułtan Nazarbajew ogłosił przyjęcie programu „Plan Narodu. 100 konkretnych kroków”, ambitnego programu budowy nowoczesnego państwa z transparentną, sprywatyzowaną gospodarką, administracją i wymiarem sprawiedliwości. Jego celem jest wejście Kazachstanu do grona 30 najbardziej rozwiniętych krajów świata.

Aby przyciągnąć zagraniczne inwestycje, Kazachstan już kilka lat temu wprowadził ułatwienia dla inwestorów, m.in. zwrot części kosztów inwestycji, ulgi podatkowe, firmom łatwiej jest też zatrudniać obcokrajowców. W efekcie takiej polityki w ostatnim globalnym rankingu „Doing Business” Banku Światowego, który badał warunki prowadzenia biznesu i klimat dla inwestorów, Kazachstan awansował na 35. miejsce (wśród 190 krajów, Polska jest na 24. miejscu). Od stycznia tego roku wprowadzono także ruch bezwizowy dla obywateli krajów OECD i Unii Europejskiej.

 W ramach poprawy warunków dla inwestorów wprowadzono przede wszystkim cashflow, przy minimum inwestycji na poziomie 12 mln dol. rząd zwraca 30 proc. ulokowanych środków. Do 10 lat każdy inwestor jest zwolniony z wszelkich form podatków – VAT, CIT, PIT, cło – wymienia Ałtaj Abibułłajew.

Od stycznia umowy o dzieło i zlecenie z minimalną stawką godzinową

Od 1 stycznia 2017 r. wysokość minimalnego wynagrodzenia za pracę pracownika zatrudnionego w pełnym miesięcznym wymiarze czasu pracy nie może być niższa od kwoty 2000 zł (brutto). Istotną zmianą w prawie pracy jest ustalenie minimalnej stawki godzinowej, która obowiązuje również przy umowach zlecenie oraz umowach o świadczenie usług. Wynagrodzenie w przeliczeniu na stawkę godzinową nie może być niższe niż 13 zł, a kwota ta będzie waloryzowana. Nowelizacja ustawy dotyczy 2,5 mln osób pracujących na podstawie umów cywilno-prawnych.

Państwowa Inspekcja Pracy nabyła nowe prawa, które upoważniają ją do kontroli, czy przedsiębiorca wypłaca minimalną stawkę godzinową zleceniobiorcom. Przewidziano też sankcje za naruszenie przepisów o minimalnej stawce godzinowej. W przypadku wypłacania wynagrodzenia niższego niż wynikałoby z minimalnej stawki godzinowej dojdzie do popełnienia wykroczenia, za które grozi kara grzywny w wysokości od 1.000 zł do 30.000 zł. Kryterium minimalnej stawki godzinowej ma być również stosowane przy przetargach publicznych.

O skutkach prawnych i o tym, jaki będzie ich wpływ na wysokość wynagrodzeń mówi w rozmowie z MarketNews24 Anna Gwiazda, szefowa Departamentu Prawa Pracy w Kochański Zięba i Partnerzy, a także partner w tej kancelarii prawniczej.

WIG20 najwyżej od 14 miesięcy, funt broni 5 zł

Marcin Kiepas, główny analityk easyMarkets
Marcin Kiepas

Kolejna dobry dzień dla polskich aktywów. Zwyżką cen akcji zakończyła się sesja na giełdzie w Warszawie. Indeks WIG20 jest najwyżej od listopada 2015 roku. Umocnił się też złoty. W obu przypadkach tendencje te powinny być kontynuowane.

We wtorek indeks WIG20 wzrósł o 0,7% do 2023,6 pkt., kończąc dzień na najwyższym poziomie od listopada 2015 roku. Od początku roku indeks ten zyskał już 3,9%. Jest spora szansa na to, że w kolejnych tygodniach trend wzrostowy będzie kontynuowany. Po tym bowiem jak WIG20 przebił się w poniedziałek powyżej psychologicznej bariery 2000 pkt., co w sposób umowny wyrwało rynek z rocznego trendu bocznego, obecnie otwarta jest droga w okolice 2300 pkt.

Ten powyższy scenariusz znajduje pełne uzasadnienie. Sugestie kontynuacji wzrostów płyną nie tylko z wykresu WIG20, ale też przemawiają za tym utrzymujące się dobre nastroje na globalnych rynkach akcji, drożejące surowce, a przede wszystkim oczekiwane w tym roku przyspieszenie  wzrostu gospodarczego w Polsce, na co wskazują ostatnie odczyty przemysłowego indeksu PMI, czy rosnąca inflacja.

Dziś motorem napędzającym zwyżkę na warszawskiej giełdzie były mocno drożejące akcje KGHM. Ich notowania wzrosły aż o 4,4% do 100,20 zł, co oznacza nie tylko najwyższe zamknięcie od lipca 2015 roku, ale też przełamanie lokalnych szczytów z października 2015 roku (97,95 zł) i grudnia 2016 roku (98,77 zł), jak również udany atak na psychologiczną barierę 100 zł.

Skok akcji KGHM-u jest prostą reakcją na równie silny wzrost cen miedzi na świecie, co nastąpiło w odpowiedzi na pozytywne dane płynące z chińskiej gospodarki, która jest największym konsumentem tego metalu. KGHM-owi pomogło też drożejące srebro, czyli drugi wydobywany przez koncern surowiec.

Udany dzień za sobą ma również złoty, który umocnił się do głównych walut. O godzinie 17:27 kurs EUR/PLN testował poziom 4,3725 zł, USD/PLN 4,1330 zł, CHF/PLN 4,0720 zł, a GBP/PLN 5,0285 zł. W przypadku tej ostatniej pary wprawdzie przed południem za funta płacono już poniżej 5 zł (i najmniej od 2 miesięcy), ale ostatecznie ta psychologiczna bariera się obroniła. Zważywszy, że funt tanieje już 6. kolejny dzień, najbliższe dni mogą przynieść odreagowanie w górę. Niemniej jednak trwały spadek poniżej 5 zł wydaje się być tylko kwestią czasu. Obecny lepszy sentyment do polskiej waluty, spodziewany skok inflacji, poprawa wskaźników makroekonomicznych, a także odradzające się obawy przed BREXIT-em, przemawiają bowiem za spadkowym scenariuszem. Stąd też jeszcze w I kwartale realny jest zejście GBP/PLN do 4,80 zł. Jedyne co mogłoby pokrzyżować te plany to nieoczekiwane cięcie ratingu Polski. Decyzja w tej sprawie zapadnie w najbliższy piątek (13 stycznia). Jest jednak mało realne, żeby takie cięcie miało miejsce.

W środę w centrum uwagi rynków finansowych znajdzie się przede wszystkim zaplanowana na godzinę 17:00 polskiego czasu konferencja prasowa prezydenta Donalda Trumpa. Pierwsza od wyborów prezydenckich w USA. Będzie ona mieć miejsce 1,5 tygodnia przed oficjalnym zaprzysiężeniem Trumpa (20 stycznia) i może być okazją do szerszego poznania priorytetów jego prezydentury.

Nie będzie to jednak jedyne wydarzenie dnia. Warto zwrócić uwagę również na publikację listopadowego raportu o produkcji przemysłowej w Wielkiej Brytanii (godz. 10:30; prognoza: 0,6% R/R), wystąpienie prezesa Banku Anglii Marka Carneya w brytyjskim parlamencie (godz. 15:15) i tygodniowe dane nt. zapasów paliw w USA (godz. 16:30).

Uwaga rodzimych inwestorów, zwłaszcza działających na rynku walutowym i długu, skupi się natomiast na kończącym się w środę dwudniowym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej (RPP). Rada wprawdzie nie zmieni stóp procentowych, ani istotnie nie skoryguje treści komunikatu towarzyszącego tej decyzji, ale interesujące będą komentarze członków RPP do ostatnich, jednak dość mocno zaskakujących, polskich danych o inflacji i PMI dla sektora przemysłowego. Oczywiście jest mało prawdopodobne, żeby Rada wprost zasygnalizowała możliwą podwyżkę kosztu pieniądza jeszcze w tym roku, po tym jak nie tak dawno wskazywała na początek 2018 jako możliwy jej termin, ale jakieś sugestie odnośnie przesunięcia tej daty  mogą paść. To zaś miałoby wpływ na rynkowe oczekiwania, a więc i na notowania złotego i obligacji.

Marcin Kiepas, niezależny analityk

Nowelizacja Ustawy o kredycie konsumenckim a racjonalność ekonomiczna udzielania pożyczek

Andrzej Roter, Prezes Zarządu, Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce
Andrzej Roter, Prezes Zarządu, Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce

Propozycja Ministerstwa Sprawiedliwości, poza zasadnymi zmianami zwiększającymi skuteczność karania lichwiarzy, ma na celu wdrożenie restrykcyjnych regulacji odnośnie limitu kosztu kredytu konsumenckiego. Sprawią one jednak, że udzielanie pożyczek straci ekonomiczną racjonalność i będzie przynosić straty. W przypadku pożyczek na 500 zł i 1 tys. zł, udzielonych na okres od dwóch tygodni do trzech lat, przeciętna instytucja straci cały włożony kapitał – wynika z obliczeń ekspertów Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych. Nawet w przypadku pożyczek na 5 tys. zł należy spodziewać się straty na kapitale w każdym z analizowanych okresów.

Nowelizacja Ustawy o kredycie konsumenckim zakłada, że maksymalny koszt kredytu konsumenckiego, utrzymywanego rok, zostanie obniżony z obecnych 55% do 20%, zaś bez względu na długość okresu utrzymywania – z obecnych 100% do 75%. Według autorów proponowanych zmian ma to ograniczyć nadmiernie wysokie zyski instytucji pożyczkowych. Jednak analiza dostępnych danych o przeciętnych kosztach funkcjonowania instytucji pożyczkowej i banku prowadzi do jednoznacznego wniosku, że po drastycznym obniżeniu limitu kosztu zyskowność z jednorodnego portfela określonej kategorii kredytów konsumenckich, bez względu na okres ich udzielania, będzie ujemna.

Skutki wprowadzenia regulacji maksymalnych kosztów kredytu
Źródło: Raport „Skutki wprowadzenia regulacji maksymalnych kosztów kredytu”, dr hab. Piotr Białowolski

Wbrew intencjom wnioskodawców, nowe zasady udzielania pożyczek nie tyle ograniczą zyski instytucji pożyczkowych, ile sprawią, że tego rodzaju działalność nie będzie racjonalna ekonomicznie. Stanie się tak nawet przy zastosowaniu maksymalnych dopuszczalnych (według nowej regulacji) kosztów dla klienta. Po uwzględnieniu przeciętnych kosztów ponoszonych przez firmę pożyczkową związanych z udzieleniem pożyczki (tj. obsługą i marketingiem, pozyskaniem pieniądza na rynku, miesięcznym utrzymaniem klienta, ryzykiem niewypłacalności w pierwszym i każdym kolejnym miesiącu), okazuje się, że w przypadku pożyczek na kwoty 500 zł i 1 tys. zł, udzielanych na okres od dwóch tygodni do trzech lat, przeciętna instytucja pożyczkowa straciłaby cały włożony kapitał. Nawet w przypadku pożyczek na 5 tys. zł można oczekiwać straty na kapitale w każdym z analizowanych okresów.

– Autorzy projektu nie oszacowali poprawnie skutków regulacji dla firm pożyczkowych. Liczymy na to, że zostanie rozważone odstąpienie od propozycji ponownego obniżenia limitu kosztu kredytu, zwłaszcza że obowiązujące regulacje zostały wdrożone zaledwie dziewięć miesięcy temu i były uznane przez uczestników procesu legislacyjnego, także reprezentujących rząd i Parlament, za punkt równowagi dla zachowania racjonalnych interesów konsumentów i kredytodawców – stwierdza Andrzej Roter, Prezes Zarządu KPF.

Efektem planowanej zmiany będzie to, że zdecydowana liczba produktów, znajdujących się dziś w ofercie rzetelnie działających instytucji pożyczkowych, przestanie być dostępna dla konsumentów. Przeprowadzone przez ekspertów KPF analizy ujawniają, że z powodu braku możliwości dostosowania swojego popytu do podaży bardzo wąskiej grupy produktów, około 90% klientów instytucji pożyczkowych znajdzie się pod presją prawdziwych lichwiarzy. Zyska więc szara strefa.

– Należy rekomendować, by UOKiK podjął się zbadania wpływu nowego limitu na wzrost skali wykluczenia finansowego, związanego z likwidacją części potrzebnych i pożytecznych dla konsumentów produktów finansowych. Zgodnie z roboczymi szacunkami, z obecnych około 18% może ono powiększyć się do nawet 22–24%. Takie działanie byłoby potrzebne choćby do tego, by przewidzieć na pewno zdecydowanie wyższe niż obecnie nakłady, finansowane z budżetu, niezbędne do ujawniania, wykrywania i ścigania lichwiarzy, z usług których wykluczeni mogą być zmuszeni skorzystać w przyszłości. Z obawami należy myśleć o tym zagrożeniu w kontekście dotychczasowego braku skuteczności działań podejmowanych w tym obszarze przez prokuraturę i policję – dodaje Andrzej Roter.

Popularność i popyt na krótkoterminowe pożyczki, zarówno bankowe jak i te udzielane przez instytucje pożyczkowe, wskazuje, że jest to produkt potrzebny i pożyteczny. Klienci finansują pilne i bardzo przejściowe problemy z płynnością właśnie krótkoterminowymi produktami pożyczkowymi, które są dostosowane do ich potrzeb. Akceptują oni reguły pożyczania na krótkie okresy, także dzięki temu, że poziom kosztów jest im znany przed zawarciem umów.

– Jeśli zapowiadane zmiany wejdą w życie, to pożyczki na krótkie okresy i niskie kwoty będą trudno osiągalne lub niemożliwe do uzyskania w instytucjach, które dotąd je oferowały. Zapewne część klientów, którzy je zaciągali, będzie sięgać po kredyty lub pożyczki na większe kwoty i na dłuższe okresy. Oczywiście nie ze względu na taką potrzebę, ale po to, żeby zapewnić sobie jakąkolwiek możliwość finansowania. Część klientów przeniesie się zaś do szarej strefy, gdzie nie będzie objęta żadną ochroną – przewiduje dr hab. Piotr Białowolski z SGH, ekspert rynku kredytu dla gospodarstw domowych.

Cyberbezpieczeństwo jednym z głównych trendów w 2017 r.

Cyberbezpieczeństwo, ataki hakerskie czy też wycieki danych z firm – takie zwroty mogą być bardzo często używane w 2017 roku analizują eksperci i już przestrzegają. O swoje bezpieczeństwo i bezpieczeństwo danych klientów warto już zadbać.

– Firmy w Polce mają bardzo słabo rozwinięte części związane z bezpieczeństwem w świecie cyfrowym. To bezpieczeństwo zwykle odnosi się do dużych korporacji, które zatrudniają całe działy – mówi newsrm.tv Robert Strzelecki, prezes spółki SoftwareHut i dodaje. – Hakerzy dostają się do systemów w różny sposób np. znajdują błąd programisty i wykradają dane. Także pracownik firmy, który w sposób trywialny wybiera hasło czy nie dba o bezpieczeństwo swojego komputera może być taką osobą, która spowoduje wyciek danych.

Hasła, z których korzystamy na co dzień mają niebagatelne znaczenie dla bezpieczeństwa informacji w sieci. To one stoją na straży danych i numerów m.in. rachunków bankowych. – W codziennym życiu zamykamy za sobą drzwi wychodząc z domu. Gdy rzecz tyczy się Internetu, nie jest to już tak oczywiste – przestrzega Robert Strzelecki. Jak wynika z raportu przeprowadzonego przez Vansona Bourne’a aż 40% organizacji korzysta z dokumentów tekstowych Word lub arkuszy Excel do przechowywania haseł.

Ujawnienie loginów może prowadzić do przejęcia cudzej tożsamości przez cyberprzestępców. Nic nie stoi wtedy na przeszkodzie, aby brać kredyty czy zawierać transakcje na portalach aukcyjnych w naszym imieniu. – Poprzez wykorzystanie hasła, które wyciekło z dropbox można zalogować się do poczty elektronicznej. Z kolei kontrolując pocztę z łatwością zmienimy hasło do systemów medycznych, kolekcji zdjęć czy portali aukcyjnych, z których następnie zaczniemy prowadzić „podejrzaną” działalność – mówi Robert Strzelecki. W międzyczasie sprawny przestępca przejrzy korespondencję nieświadomego użytkownika, znajdując dane jego karty kredytowej. Może wykorzystać je do zakupu usługi ataku DDoS na konkurencyjną firmę, a nawet usługi chmurowej polegającej na ataku na serwery rządowe.

Nie każdy wie, że w przypadku znalezienia w mailach skanu dowodu osobistego można zamówić jego duplikat, który następnie posłuży do zaciągnięcia pożyczek gotówkowych. To oczywiście czarny scenariusz, jednak rozgrywa się każdego dnia w firmach i domach na całym świecie. Wszystko przez naszą nieuwagę. Ten sam mechanizm dotyczy przestępstw na skalę międzynarodową. Odnosi się do kradzieży pilnie strzeżonych tajemnic, takich jak projekty wojskowe lub rządowe. To m.in. przejęcia planów myśliwców, będących ścisłą tajemnicą rządu USA. – Cyberprzestępcy działają w sposób bezpośredni – uzyskują hasło, rozpoczynają przeszukiwanie danych, które następnie wykorzystują lub pośredni: posiadając hasło podszywają się pod właściciela i próbują przekonać jego współpracowników do przekazania interesujących informacji – kontynuuje Robert Strzelecki. Jak temu skutecznie zapobiegać?

Do najczęstszych błędów popełnianych przy wymyślaniu nowego hasła należy brak przygotowania. Tworząc hasło w pośpiechu skazujemy się na prostotę lub jego zapisanie. Jedno i drugie może doprowadzić do kłopotów z przejęciem tożsamości. Powinniśmy skończyć z karteczkami chowanymi po szufladach i zapełnianiem pamięci telefonu. W żadnym wypadku nie Ciekawym rozwiązaniem są też poświadczenia logowania, a do najpopularniejszych z nich należą: imię dziecka lub domowego zwierzaka, data urodzin czy też łatwy do zapamiętania ciąg liczb, jak na przykład cztery jedynki. Co ważne – hasła dobrze jest zmieniać co jakiś czas. Im bardziej skomplikowane hasło – tym bezpieczniejsze, jednak istotne jest by troska o bezpieczeństwo nie uniemożliwiała codziennej pracy. By uniknąć takich wyborów można skorzystać z menadżera haseł oraz tam gdzie to możliwe korzystać z dwuczynnikowego uwierzytelniania.

Ataki DDoS stają się z roku na rok coraz większą plagą Internetu

Wielu cyberprzestępców stara się za pomocą ataków DDoS zyskać rozgłos paraliżując poszczególne instytucje. – Jest to tym bardziej niebezpieczne, że DDoS może „wyłączyć” firmę z Internetu – nikt nie będzie mógł odwiedzić strony, kupić usługi czy złożyć zamówienia. Dodatkowo ważny jest aspekt wizerunkowy – komentuje Robert Strzelecki.

DDoS to nic innego jak atak na system komputerowy lub usługę sieciową w celu ograniczenia jej działania. – Umożliwienie dostępu do strony lub usługi może zostać wykorzystane w sposób niekoniecznie zgodny z naszymi oczekiwaniami. Zapytania generowane przez przestępców mogą uniemożliwić korzystanie z usług przez prawdziwych użytkowników – zauważa Robert Strzelecki. Atak DDoS odbywa się z wielu miejsc jednocześnie. Do jego przeprowadzenia służą zwykle komputery, nad którymi przejęto kontrolę przy użyciu „złośliwego” oprogramowania – tzw. boty i trojany. Wspomniane komputery zaczynają atakować system „ofiary”, zasypując go fałszywymi próbami skorzystania z usług, jakie oferuje. Dla każdego takiego wywołania, atakowany komputer wykorzystuje pamięć, czas procesora, a także pasmo sieciowe, co może prowadzić do przerwy w działaniu lub nawet zawieszenia systemu.

Groźba ataku DDoS bywa wykorzystywana do szantażowania firm, gdzie przerwa w działaniu systemu transakcyjnego przekłada się na bezpośrednie straty finansowe firmy i jej klientów. W takich przypadkach osoby stojące za atakiem żądają okupu za jego przerwanie. Zazwyczaj do przeprowadzania tego typu ataków wykorzystuje się w nielegalny sposób przejęte komputery niczego nie podejrzewających firm i osób prywatnych. Od jakiegoś czasu widać nową tendencję polegającą na wykorzystywaniu do ataków innych sprzętów podpiętych do Internetu, np. kamer internetowych czy innych urządzeń Internetu Rzeczy (IoT).

Przede wszystkim bezpieczeństwo

Gdy w grę wchodzi bezpieczeństwo, nie powinno być podziału na małe i duże firmy. – Dobrze, jeśli każde przedsiębiorstwo stosuje pewne zasady dopasowane zarówno do możliwości jak i do ryzyka.  Kilkuosobowy start-up pracujący nad nowym rodzajem broni, czy rewolucyjnym silnikiem rakietowym powinien się chronić bardziej od liczącego setki tysięcy członków zrzeszenia rolników indywidualnych – podsumowuje Robert Strzelecki.

Dług publiczny przekroczył 1 bilion złotych

Andrzej Rzońca
Andrzej Rzońca

Dług publiczny przekroczył bilion złotych. Jego relacja do PKB wynosi prawie 54% PKB. Tym samym praktycznie powróciła ona do poziomu z lat 2011-2013, czyli sprzed demontażu filara kapitałowego w systemie emerytalnym. Wcześniej tak wysoka relacja była na początku lat dziewięćdziesiątych, ale wtedy spadała – aż do 36% PKB w 2000 roku. Teraz zaś rośnie i to szybko, mimo że koniunktura poprawia stan finansów publicznych. Doskonała sytuacja na rynku pracy podnosi dochody państwa z PIT i składek socjalnych, a zmniejsza wydatki na zasiłki dla bezrobotnych.

Jej skutek, czyli szybki wzrost konsumpcji, podwyższa z kolei wpływy budżetu z VAT. Dodatkowo stan finansów publicznych poprawiają najniższe w historii stopy procentowe, dzięki którym pomimo niemal najwyższej relacji długu publicznego do PKB, koszty jego obsługi pochłaniają rekordowo niski odsetek PKB (wynosi on 1,7% i jest o ponad jedną trzecią niższy niż w 2012 roku). Paradoksalnie stan ten jest poprawiany też przez paraliż decyzyjny w urzędach, który skutkuje odwlekaniem wielu zakupów przez sektor publiczny.

Błędem jest twierdzić, że nie ma problemu długu publicznego w Polsce, bo jest on wciąż dużo niższy niż w większości krajów wysoko rozwiniętych, w tym w Niemczech (gdzie, choć spada, wciąż wynosi 68% PKB), które są uważane przez inwestorów za bezpieczną przystań. Takie twierdzenie nie uwzględnia faktu, że nasz kraj nie jest jeszcze krajem wysoko rozwiniętym i ma mniejsze możliwości pozyskania dodatkowych wpływów z podatków, gdyby okazały się one niezbędne do terminowej spłaty długów. Mniej zamożne społeczeństwo ma też bardziej ograniczone możliwości zwiększenia oszczędności, a w efekcie, pokrycia potrzeb pożyczkowych rządu, z jednej strony, bez zmniejszenia szans przedsiębiorstw na sfinansowanie inwestycji, a z drugiej strony, bez importu kapitału z zagranicy, który łatwiej może odpłynąć niż krajowe oszczędności. Z tych powodów dług publiczny w Polsce powinien być porównywany z zadłużeniem krajów naszego regionu, bo są one, generalnie, na podobnym poziomie rozwoju, a w efekcie, mają zbliżone możliwości regulowania swoich zobowiązań (z zastrzeżeniem, że w przypadku Polski poziom długu postrzegany przez inwestorów jako bezpieczny jest obniżany przez odmowę w latach osiemdziesiątych regulowania zobowiązań, zaciągniętych nieodpowiedzialnie w czasach Gierka). W takim porównaniu nie wypadamy dobrze. Wyższy dług publiczny mają Chorwacja (84% PKB), Słowenia (80% PKB) i Węgry (73% PKB). Reszta państw regionu jest od nas mniej zadłużona. Zarazem wymieniona trójka osiągnęła najsłabsze wyniki gospodarcze w regionie po rozszerzeniu UE na wschód. Podobnie wśród krajów wysoko rozwiniętych największe problemy ze wzrostem miały te z największym długiem publicznym: Grecja, Japonia i Włochy (na co zwraca uwagę Reinhart). Nie jest to przypadek.

Wysoki dług publiczny osłabia systematyczne siły wzrostu gospodarczego. Mimo że szeroko cytowane badanie empiryczne Reinhart i Rogoffa poświęcone temu zagadnieniu zostało poddane ostrej krytyce, to była ona niesłuszna. Po pierwsze, jak trafnie zauważają sami autorzy tych badań, ich krytycy otrzymali całkiem podobne rezultaty do tych, które krytykują. Przede wszystkim jednak, istnieje wiele innych badań niż praca Reinhart i Rogoffa, w tym stosujące dużo bardziej zaawansowane techniki ekonometryczne, w których potwierdzono szkodliwy wpływ długu publicznego na wzrost gospodarczy.

Autor: Andrzej Rzońca, główny doradca Rady i Zarządu FOR

Projekt ustawy o dystrybucji ubezpieczeń ryzykowny dla firm

Projekt ustawy o dystrybucji ubezpieczeń jest zbyt ogólny. Część zapisów w nim zawartych może spowodować szereg wątpliwości interpretacyjnych, a w konsekwencji rodzić ryzyka w działalności zakładów ubezpieczeń – ostrzega Konfederacja Lewiatan.

Zdaniem Lewiatana istnieje konieczność zmiany lub doprecyzowania zapisów odnoszących się w szczególności do:

  • nowych obowiązków informacyjnych wobec klienta (charakter otrzymywanego wynagrodzenia, możliwość złożenia reklamacji),
  • obowiązku przekazania przez dystrybutora wystandaryzowanego dokumentu, zawierającego informacje o umowie ubezpieczenia i dystrybutorze,
  • określania wymagań i potrzeb klienta przed zawarciem umowy ubezpieczenia,
  • zasad wynagradzania dystrybutora (zgodny z najlepiej pojętym interesem klienta, nie może mieć wpływu na oferowanie danego produktu),
  • szkoleń zawodowych (15 godzin rocznie),
  • sprzedaży pakietowej (koszt każdego produktu, możliwość odrębnego zakupu).
  • Projekt ustawy nie określa też form w jakich mają być spełniane postanowienia tej regulacji podczas wykonywania czynności agencyjnych w procesie dystrybucji ubezpieczeń. Proponujemy doszczegółowienie wielu przepisów lub zawarcie w ustawie postanowień delegujących doprecyzowanie w aktach wykonawczych – mówi Anna Dużyńska-Pucha, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Konfederacja Lewiatan

9 rekordowy dzień z rzędu na brytyjskim parkiecie giełdowym

Pobrexitowa hossa na brytyjskiej giełdzie trwa w najlepsze, a indeks największych spółek FTSE 100 osiąga nowy rekordowy poziom każdego dnia od sesji z 27 grudnia.

Dziś mamy więc 9 rekordową sesję z rzędu. Ostatnio tak nieprzerwanie ten indeks rósł w 1997 roku. W dniu dzisiejszym na razie zyskuje 0,5 proc., osiągając poziom 7208 punktów. Tak dobre zachowanie indeksu należy przypisywać głównie taniejącemu funtowi, dzięki czemu rosną zyski eksporterów, którzy stanowią gros reprezentowanych w tym indeksie spółek. Brytyjski funt traci obecnie około 0,2 proc. i handluje w pobliżu poziomu 1,2150, widzianego ostatnio na tej parze w październiku ubiegłego roku. Również cena funta wyrażonego w złotych zbliża się do bariery 5 zł, obecnie do osiągnięcia tego poziomu brakuje jedynie 2 grosze.

Amerykański dolar handluje w miarę stabilnie do koszyka walut, zyskując 0,2 proc. do euro i 0,3 proc. do japońskiego jena.

Część inwestorów wycofuje się z długich pozycji na dolarze w obawie o negatywną reakcję rynku na jutrzejszą konferencję prasową prezydenta elekta Donalda Trumpa. Znany z kontrowersyjnych poglądów polityk może zaskoczyć inwestorów jakimiś kontrowersyjnymi zapowiedziami, dotyczącymi pierwszych miesięcy nadchodzącej prezydentury. Kolejny dzień z rzędu traci natomiast turecka lira, która jest najsłabsza w historii do dolara. Za jednego dolara trzeba już zapłacić 3,78 liry, co jest 1,7 proc. spadkiem wartości tureckiej waluty w ciągu dnia.

Kontrakty na rudę żelaza zyskały dziś na chińskiej giełdzie towarowej Dalian Commodity Exchange aż 5,5 proc., co jest najmocniejszym wzrostem od połowy grudnia.

Również miedź zyskuje dziś 2,7 proc. a za funta czerwonego surowca należy już zapłacić 2,70 dolarów. Wzrosty cen metali przemysłowych są pochodną najsilniejszego od 5 lat wzrostu cen producenckich w Chinach w zeszłym miesiącu. Ropa naftowa nieśmiało próbuje odrobić dziś wczorajsze straty, kiedy to straciła prawie 4 proc. swojej wartości. Za baryłkę ropy WTI należy obecnie zapłacić 52,20 dolarów, a za baryłkę ropy Brent 55,20 dolarów.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Raport: Cyfrowe platformy zakupowe B2B w Polsce

Rynek e-commerce w obszarze B2B to szansa dla instytucji finansowych na tworzenie i oferowanie klientom innowacyjnych usług – wykraczających poza tradycyjną bankowość. Aleo, nasz autorski projekt nowoczesnej platformy zakupowej dla firm, jest częścią naszej strategii budowania nowoczesnej bankowości i oferowania rozwiązań finansowych ułatwiających prowadzenie biznesu. Dostępnych od ręki, w odpowiednim czasie i miejscu – dokładnie tam, gdzie nasi klienci robią biznes – dodał Michał Bolesławski, wiceprezes ING Banku Śląskiego, przewodniczący Rady Nadzorczej ING Usługi dla Biznesu, operatora platformy Aleo.

Jeszcze do niedawna systemy zakupowe były zarezerwowane jedynie dla dużych korporacji oraz stanowiły domenę wąskiej grupy profesjonalnych kupców. Platformy otwarte, dostępne w chmurze, takie jak Aleo, znoszą jednak wysokie bariery wejścia oraz sprzyjają upowszechnieniu digitalizacji procesów biznesowych w segmencie B2B, umożliwiając profesjonalizację zakupów coraz szerszemu gronu firm. Elektroniczne zapytania ofertowe oraz aukcje zakupowe usprawniają pracę, zwiększają przejrzystość zakupów oraz umożliwiają realizację wymiernych oszczędności, często znacząco przekraczających oczekiwania użytkowników. Trend digitalizacji procesów zakupowych jest już nie do zatrzymania – powiedział Bartosz Traczyk, prezes ING Usługi dla Biznesu, operatora platformy Aleo.

Polskie przedsiębiorstwa są coraz bardziej świadome korzyści, jakie daje stosowanie narzędzi w chmurze, w tym platform zakupowych. Z szacunków Deloitte oraz doświadczenia ekspertów Aleo wynika, że tylko dzięki agregacji zapotrzebowania i dotarciu do nowych dostawców, firmy mogą uzyskać oszczędności w przedziale 10 – 15 proc. Wyniki badania przeprowadzonego na zlecenie Aleo wskazują jednak, że tylko 35 proc. ankietowanych przedsiębiorstw korzysta z internetowych platform zakupowych.

Motywy robienia zakupów w Internecie zarówno przez osoby prywatne, jak i firmy są w większości zbieżne – istotne są wygoda, oszczędność czasu, większy wybór, lepsze ceny. Dodatkowo, dla segmentu B2B zakupy elektroniczne oznaczają większą standaryzację, skuteczniejsze negocjacje cenowe oraz możliwość agregacji dużej ilości danych: o klientach, dostawcach, rynku. To z kolei pozwala na budowanie dokładnych modeli zachowań potencjalnych partnerów biznesowych i umożliwia przewidywanie trendów i zmian cen.

Jak piszą autorzy raportu, procesy zakupowe stają się strategicznym obszarem wpływającym na wyniki finansowe firmy i jej konkurencyjność na rynku. W takim ujęciu korzystanie z rozwiązań e-sourcingu staje się uzasadnione. Wśród powodów wdrożenia takiego narzędzia respondenci w badaniu wymieniają również przejrzystość procesu zakupowego, oszczędności, automatyzację i raportowanie.

Cyfrowe zakupy są elementem szerszej rewolucji digitalowej, którą napędzają innowacje oraz ciągły spadek kosztów technologii i komunikacji. Powstają nowe modele biznesowe i nowe formy współpracy przedsiębiorstw z partnerami, oparte np. na dynamicznym prognozowaniu popytu z wykorzystaniem informacji ze świata online, monitoringu produktów i urządzeń, produkcji na miejscu np. dzięki drukowi 3D i głębokiej analityce. Łańcuch dostaw staje się cyfrową siecią, która służy zdobyciu przewagi konkurencyjnej w zakresie kosztu i jakości oraz – coraz ważniejszych – szybkości i elastyczności reakcji na zmiany rynku – mówi Dariusz Kraszewski, Partner, Deloitte Consulting.

344 mld zł rynku e-commerce B2B w 2020 roku

W Polsce od początku funkcjonowania handlu elektronicznego silną pozycję zajmuje sektor B2C. Jednak dane wskazują, że to klienci B2B wydają w sieci na zakupy prawie dziesięć razy więcej niż klienci indywidualni. W 2014 r. wartość transakcji online B2B szacowana była przez Polską Izbę Gospodarki Elektronicznej na 215 miliardów złotych, wobec 23-27 miliardów złotych w segmencie B2C. Polski rynek B2B e-commerce w latach 2011-2014 rósł w średniorocznym tempie (CAGR) 21,5 proc. Obecnie szacuje się, że jego dynamika zrównała się z rynkiem amerykańskim (nieco powyżej 8 proc.) oraz że wartość polskiego rynku e-commerce B2B może w 2020 r. wynieść ponad 344 miliardy złotych.

Dla porównania wartość całego rynku e-commerce B2B na świecie wyniesie 6,7 biliona dolarów w 2020 r. Pod względem wartości transakcji o pierwszą pozycję będą walczyć Chiny, z prognozowanymi obrotami sięgającymi 2,1 biliona dolarów oraz Europa, w przypadku której firma Ecommerce Europe, szacuje wartość branży e-commerce sektora B2B na 720 miliardów euro w 2016 r. oraz 2,16 biliona euro w 2020 r., co oznacza roczny wzrost o 32 proc. W tym czasie rynek amerykański będzie rósł wolniej niż Europa i Chiny. W 2016 r. wartość obrotów wyniesie 829 miliardów dolarów, co stanowić będzie ponad 9 proc. sprzedaży amerykańskiego sektora B2B ogółem. Forrester szacuje, że w 2020 r.osiągnie obroty w wysokości 1,1 biliona dolarów, czyli 12,1 proc. całości transakcji w sektorze B2B, co daje roczny wzrost w tempie wyżej wymienionego 8 proc.

Otwarte internetowe platformy trendem na rynku

Digitalizacja oraz Internet przyczyniają się do większej konkurencyjności jakościowej i cenowej w segmencie B2B. Dostęp do klientów oraz dostawców jest możliwy praktycznie w każdym czasie i w każdym miejscu na świecie – piszą eksperci Deloitte i Aleo.

Obecnie dostęp do nowoczesnej technologii nie jest ograniczony tylko do dużych firm, które mają zasoby finansowe na zakup narzędzi eSourcing. Technologia tanieje i przenosi się do chmury, co pozwala coraz mniejszym firmom korzystać z rozwiązań wspierających efektywność – wykorzystanie eSourcing w małych przedsiębiorstwach jest o 7pp wyższe niż w dużych, a cały rynek eSourcing rośnie w tempie 5 proc. rocznie. Otwarte cyfrowe platformy zakupowe dają możliwość znacznie szybszego i tańszego przeprowadzenia zarówno transakcji, jak i całego procesu do niej prowadzącego – w tym wyboru oferty i dostawcy, negocjacji.

Wielkość rynku i wynikająca z tego zwiększona liczba transakcji dostępnych dla poszczególnych firm powoduje, że dostawcy są w stanie zaoferować bardziej konkurencyjne ceny, obniżając marżę jednostkową oraz koszty sprzedaży, a kupujący mogą znacząco obniżyć koszty zakupu i nabyć taniej towar lub usługę. Potencjał oszczędności możliwych do uzyskania dzięki zastosowanie narzędzie eSourcing w polskich firmach sięgnie prawie 40 mld zł 2020 r.

Raport, przygotowany przez Deloitte oraz Aleo opisuje zmiany, jakie nastąpią w zakupach B2B w perspektywie 2020 r. Raport powstał w oparciu o badanie „Praktyki zakupowe firm oraz korzystanie z Internetu w tym zakresie” przeprowadzone przez GfK na zlecenie Aleo (wywiady telefoniczne CATI, próba N 251, firmy zatrudniające co najmniej 10 pracowników, sierpień 2016 r.) oraz „The Deloitte Global CPO Survey” z 2014 r. i 2016 r.

Klaudia Pingot gościem specjalnym styczniowego spotkania „Kobieta w biznesie”

17 stycznia przedsiębiorcze krakowianki po raz kolejny spotkają się w ramach wydarzenia „Kobieta w biznesie”. Gościem specjalnym będzie Klaudia Pingot znana jako SpecBabka.

Katarzyna Bienussa i Diana Drobniak z ContentHouse
Katarzyna Bienussa i Diana Drobniak z ContentHouse

„Kobieta w Biznesie” to połączenie rozwoju osobistego i biznesowego kobiet. W ramach najbliższego spotkania na scenie wystąpią Katarzyna Bienussa i Diana Drobniak z ContentHouse. Na bazie przewidywanych trendów w marketingu, podpowiedzą jakie działania powinni podjąć przedsiębiorcy, by o ich biznesie usłyszał Internet w 2017 roku.


Klaudia Pingot – SpecBabka
Klaudia Pingot – SpecBabka

Klaudia Pingot, gość specjalny wydarzenia, przez lata pracowała w służbach specjalnych, biorąc udział również w działaniach poza granicami kraju. Zdobytą wiedzę i umiejętności wykorzystuje obecnie w roli trenera biznesu. Z uczestniczkami spotkania podzieli się tajnikami treningu mentalnego, jaki pomaga budować silne przekonania niezbędne w biznesie oraz karierze zawodowej.


 

Raport: Stosunek polskich MŚP do inwestycji

Radosław Woźniak Wiceprezes Zarządu
Radosław Wożniak, wiceprezes zarządu EFL

Kim są polskie MŚP, gdy inwestują? Z raportu EFL „Inwestycje w MŚP. Pod lupą” wynika, że niemal połowa małych i średnich firm to racjonalizatorzy (46,4%). Z jednej strony traktują inwestycje jako narzędzie przewagi konkurencyjnej, z drugiej zaś charakteryzują się ogromną awersją do ryzyka. 15,4% przedstawicieli sektora MŚP to wizjonerzy, którzy lubią zaryzykować, żeby uciec konkurencji. Biorąc pod uwagę branże, najbardziej zachowawczo do inwestycji podchodzą rolnicy (76,9%), a z ryzykiem za pan brat jest HoReCa (29,6%). Co więcej, im większa firma, tym ma większy apetyt na ryzyko.

Aż 86% mikro, małych i średnich firm w Polsce deklaruje, że przynajmniej raz w czasie prowadzenia swojej działalności zainwestowało. Postanowiliśmy zbadać, kim są przedstawiciele naszego sektora MŚP, biorąc pod uwagę podejście do ryzyka oraz motywację towarzyszącą inwestycji. Z jednej strony mamy bowiem zarządzających firmami, którzy ostrożnie podejmują działania inwestycyjne. Wolą nawet mniejszy, ale pewny zysk niż większy – obarczony ryzykiem. Ponadto ich projekty inwestycyjne nie noszą znamion działań nastawionych na eliminowanie konkurencji, lecz są ukierunkowane na utrzymanie zajmowanej pozycji rynkowej. Przedstawicieli tej grupy nazywamy tropicielami. Po przeciwległej stronie odnajdujemy wizjonerów, którzy lubią rywalizację, chcą zajmować pozycję rynkowego lidera i w tym celu realizują niejednokrotnie bardzo ryzykowne projekty inwestycyjne. Wyniki naszego badania jednoznacznie wskazują, że większość MŚP traktuje inwestycje jako narzędzie zdobywania przewag konkurencyjnych. Jednocześnie jednak nasi przedsiębiorcy charakteryzują się dużą awersją do ryzyka wyjaśnia Radosław Wożniak, wiceprezes zarządu EFL.

Polskie MŚP z awersją do ryzyka

Z badania „Inwestycje w MŚP. Pod lupą” zrealizowanego na zlecenie EFL S.A. wynika, że najwięcej spośród badanych podmiotów – 46,4% – należy zaklasyfikować jako racjonalizatorów. W inwestycjach widzą mechanizm pozwalający przegonić konkurencję, jednak wybierają ich bezpieczne formy, obarczone relatywnie niskim ryzykiem. Drugą najbardziej liczebną grupą są wizjonerzy (15,4%), którzy podobnie jak racjonalizatorzy lubią rywalizować o miano lepszego, ale przy tym często podejmują bardzo ryzykowne projekty inwestycyjne. Co dziesiąty przedstawiciel MŚP to tropiciel, którego można nazwać przezornym zwolennikiem statusu quo. Co dwudziesty przedsiębiorca to natomiast pościgowiec. Co do zasady jest to firma reaktywna wobec tego, co dzieje się w ich branży. Obserwuje konkurencję, aby następnie wdrożyć podpatrzone u niej rozwiązania często podejmując działania obarczone wysokim ryzykiem.

Część spośród badanych podmiotów – blisko 24% – nie wpisuje się stricte w żaden z czterech wyróżnionych typów idealnych. Takie przedsiębiorstwa znajdują się na środku jednej bądź obydwu skali.

W branży HoReCa, kto nie ryzykuje ten nie ma, przeciwnie w rolnictwie

W każdej zbadanej branży dominują racjonalizatorzy. Najwięcej jest ich w rolnictwie – prawie 77%, a najmniej w transporcie i telekomunikacji – 44,7%. Na drugim miejscu są wizjonerzy. Ich najliczniejsza grupa znajduje się w branży hotelarskiej i gastronomicznej – 29,6%, a najmniejsza w rolnictwie – 7,7%. Tropiciele najlepiej widoczni są w produkcji -19,2%.

Warto podkreślić, że największe zamiłowanie do ryzykownych inwestycji w celu wyprzedzenia konkurencji jest w branży HoReCa. Niemal co trzeci jej przedstawiciel w poszukiwaniu zysku wprowadza ryzykowne innowacje i rozwiązania, którymi deklasuje konkurencję. Na drugim krańcu są zaś zachowawczy rolnicy. Ponad trzy czwarte z nich uważnie analizuje dostępne opcje, aby w efekcie wybrać taką, która pozwala osiągnąć najlepszy rezultat przy zakładanym, zwykle dość niskim, poziomie ryzyka.

Im większa firma tym większy apetyt na ryzyko

Wraz ze wzrostem obrotów zwiększa się odsetek wizjonerów i pościgowców, zmniejsza natomiast udział racjonalizatorów. Najbardziej widać to w przedsiębiorstwach z obrotami w przedziale 5-10 mln zł. Oznacza to, że firmy, wchodząc na coraz wyższy poziom obrotów, coraz chętniej ryzykują na etapie inwestycji. – Można postawić wniosek, że to wytrawni gracze rynkowi. Rośli stopniowo. Wiele inwestycji i podjętych decyzji jest już za nimi. Zdobyte doświadczenie wykorzystują bardziej śmiało, bo mają apetyt na przejście do innej ligi. Z drugiej strony są firmy mikro, których często po prostu nie stać na realizowanie inwestycji, a jak już inwestują, to po to, aby dorównać konkurencji w jakości dostarczanego produktu czy usługi. Kiedy firmy te z czasem się rozwijają i zwiększają swoje możliwości inwestycyjne, zaczynają postrzegać inwestycje jako sposób na zaoferowanie lepszego produktu i wygranie walki konkurencyjnejmówi Radosław Woźniak, wiceprezes zarządu EFL.

***

Metodologia badania:

Badanie „Innowacje w MŚP. Pod lupą” zostało zrealizowane przez Ecorys Polska na zlecenie EFL S.A. na reprezentatywnej grupie 500 firm dobranych w sposób losowo-kwotowy, wśród których były mikro-, małe i średnie firmy (zatrudniające do 250 osób). Ogólnopolska próba uwzględnia zróżnicowanie ze względu na zatrudnienie, działalność i liczbę firm przypadających na województwo. Błąd pomiaru wynosi 2, ufność – 0,95. Respondentami były osoby decyzyjne, odpowiedzialne za rozwój firmy (właściciel, wspólnik, prezes, dyrektor zarządzający, dyrektor finansowy, dyrektor ds. rozwoju, szef działu B+R, specjalista ds. inwestycji lub inne z wskazane jako odpowiedzialne za rozwój). Badanie wykonano metodą ilościową, techniką CATI (wywiad telefoniczny) w dniach 3-10 czerwca 2016 roku.

Redukcja wydobycia ropy pod znakiem zapytania. Wraca temat frankowy

Inwestorzy z dystansem podchodzą do redukcji wydobycia ropy. Temat frankowy znów wraca i ponownie nie widać pomysłu na jego rozwiązanie. ZUS szacuje koszty obniżki wieku emerytalnego.

Co z redukcją wydobycia ropy?

Wczoraj rynek zareagował znacznymi spadkami cen czarnego złota na pogłoski o problemach z redukcją wydobycia. Pierwszym problemem były doniesienia o wysokości eksportu irackiego przez port w Basrze. Skoro tą drogą kraj eksportował w grudniu 3,5 miliona baryłek dziennie to znaczy, że po redukcji port obsługuje 80% wydobycia. Drugim ważnym problemem jest wydobycie w USA. Amerykanie nie brali udziału w rozmowach o redukcji wydobycia. Ze względu na rosnące ceny ilość odwiertów cały czas wzrasta. Zeszły tydzień był 10 z rzędu wzrostowym. W rezultacie nie można się spodziewać, że miejsce na rynku po redukcji wydobycia przez OPEC zajmie amerykańska ropa. Przekonanie to jest tym silniejsze, że na obecnym poziomie cen wydobycie z łupków jest rentowne. Nie może zatem dziwić, że w obliczu tych danych ropa straciła na wartości niemal 4%. W dół poszedł również rosyjski rubel.

Wraca temat frankowy

Skoro nie udało się rozwiązać problemów kredytów frankowych poprzez ich ustawowe przewalutowanie nie znaczy to wcale, że temat umarł. Obecnie pojawia się pomysł by zachęcać banki do porozumień z klientami. Dlaczego bank miałby proponować klientom warunki po których dobrowolnie zgodzili by się na konwersje? Rząd planuje zachęcić je ku temu poprzez mniej korzystne uwzględnianie kredytów frankowych w bilansach lub zwiększenie opodatkowania takich aktywów. W rezultacie może się okazać, że taniej będzie dla banków konwertować część kredytów. Czy wreszcie mamy długo oczekiwane rozwiązanie problemu? Najprawdopodobniej nie. Skoro wiemy ile miliardów złotych banki traciły na obowiązkowym przewalutowaniu, które dalej wielu kredytobiorców uważało za mało korzystne. Teraz banki stracą na tym nie mniej, no chyba, że klienci dobrowolnie zgodzą się na gorsze warunki. Zmieni się tylko jedna rzecz, jeżeli wzrost opodatkowania nie będzie aż tak uciążliwy by wymusić przewalutowania to skorzysta budżet.

Ile kosztuje przywrócenie wieku emerytalnego?

Zus opublikował szacowane koszty obniżenia wieku emerytalnego. Do końca kadencji obecnego rządu kwota dodatkowej dotacji do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych 25 miliardów złotych. Warto zwrócić uwagę, że jest to wzrost deficytu tego funduszu. Po Zsumowaniu z obecnymi brakami okazuje się, że wkrótce deficyt Funduszu Ubezpieczeń Społecznych będzie przekraczał deficyt budżetowy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

4 porady dotyczące wyboru brokera Forex/CFD od ForexRev.pl

Każdy, kto kiedykolwiek szukał brokera Forex wie, jak trudne jest to zadanie. Szczególnie, że dostęp do rzetelnych informacji na temat działających podmiotów bywa utrudniony. Na co zwracać uwagę podczas wyboru swojego brokera? Postaramy się omówić kilka istotnych z punktu widzenia tradera indydiwudalnego aspektów.

  1. Zwróć uwagę na model działania brokera

Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na model, w którym działa dany broker. Mamy do wyboru dwa główne modele działania – Market Maker oraz ECN. Model Market Maker (MM) polega na symulowaniu rynku przez brokera. W rzeczywistości to on (lub inni klienci) jest drugą stroną transakcji. Taki model ma zarówno wady jak i zalety. Zaletą jest często oferowana przez tego typu brokerów ochrona przed ujemnym saldem rachunku, dzięki czemu w przypadku dużych luk cenowych, gdy na naszym rachunku może pojawić się ujemne saldo, broker anuluje nasz dług. Z drugiej jednak strony w modelu MM często mówi się, że strata klienta jest zyskiem dla brokera. Rodzi to tym samym obawy przed nieuczciwymi praktykami z jego strony.

Model ECN z kolei polega na przekazywaniu transakcji bezpośrednio na rynek przez brokera. W tym wypadku pobiera on jedynie prowizję od naszych transakcji. Z drugiej jednak strony wszelkiego typu nagłe wydarzenia na rynku mogą sprawić, że na naszym rachunku pojawi się ujemne saldo. W tym wypadku broker nie będzie mógł anulować naszego zadłużenia, gdyż nie on jest drugą stroną transakcji. Mimo wszystko w tym modelu nie występuje konflikt interesów.

  1. Sprawdź koszty, wszystkie koszty

Kolejnym elementem wartym przeanalizowania jest oferta danego brokera, a szczególnie koszty zawierania transakcji. Podstawowym z nich jest wartość spreadu, czyli różnicy między kursem kupna i sprzedaży. Najlepiej porównywać wysokość spreadu na instrumentach, na których zamierzamy handlować. Warto również zwrócić uwagę na to, czy spread jest stały czy zmienny. Wówczas w przypadku niskiej płynności na rynku lub w przypadku publikacji ważnych danych, wartość spreadu może znacznie wzrosnąć, o czym musisz pamiętać. Mimo wszystko zmienny spread potrafi być naprawdę niski w czasie głównych sesji rynkowych.

W przypadku brokerów ECN doliczana jest również prowizja procentowa od wartości transakcji. Warto zwrócić uwagę na jej wysokość. Kosztem, o którym często zapominamy są również opłaty za utrzymanie nieużywanego konta. Jeśli nie będziemy dokonywać transakcji przez długi czas (pół roku, rok), broker może naliczyć nam opłatę za utrzymanie konta. Nie wszyscy brokerzy to robią, jednak jeśli zamierzamy porzucić konto w przyszłości lub będzie ono jednym z wielu, warto zwrócić uwagę na te opłaty.

  1. Zasięgnij opinii innych traderów

Ostatnim, lecz nie najmniej istotnym punktem jest poznanie opinii innych traderów na temat danego brokera. Sama oferta oraz posiadane licencje niekoniecznie powiedzą nam, czy warto otworzyć konto o danego podmiotu. Może zdarzyć się, że handel u danego brokera jest utrudniony przez powolną egzekucję zleceń lub pojawiają się dziwne bad ticki lub niespodziewane zachowania ceny. Może okazać się również, że pracownicy brokera niekoniecznie działają na naszą korzyść podsyłając nam różne sygnały. W najgorszym przypadku może okazać się, że rejestrujemy się u brokera, który od jakiegoś czasu ma problemy z wypłacaniem depozytów.

Między innymi z tych powodów warto sprawdzić opinie na temat konkretnego brokera. Właśnie z myślą o opiniach powstał portal ForexRev.pl, gdzie każdy może podzielić się własnymi doświadczeniami u konkretnego brokera. Niestety wielu brokerów w ramach „działań marketingowych” również udziela się w sieci publikując opinie na temat swój oraz konkurencji. Wprowadziliśmy w tym celu zabezpieczenia, które wyłapują większość tego typu wpisów. W ten sposób zablokowaliśmy już ponad 80 fałszywych opinii.

Warto również szukać wyznań traderów na forach internetowych dot. rynku Forex. Ciekawym zestawieniem są również ankiety tworzone w grupie Trading Jam Session na Facebooku, gdzie członkowie wybierają najlepszego i najgorszego brokera roku.

Jeśli mamy znajomych, którzy również zajmują się tradingiem, warto zapytać ich o opinię na temat danego brokera.

  1. Myśli indywidualnie i dywersyfikuj

Na koniec pragniemy zaznaczyć, że nie zawsze broker, z którego korzysta i którego poleca konkretna osoba, będzie odpowiedni również dla nas. Dużo zależy od naszej indywidualnej strategii inwestycyjnej i horyzontu czasowego. Nie można jednoznacznie wykluczyć również problemów finansowych nawet największego i najstabilniejszego brokera na rynku. Nikt nie zna przyszłości, dlatego gdy dysponujemy dużym kapitałem, warto dywersyfikować ryzyko korzystając z kilku brokerów.

Mamy nadzieję, że powyższe porady pomogły Ci choć trochę przy wyborze brokera. Nie pozostaje nam nic innego jak zaprosić Cię do zapoznania się z bazą brokerów dostępną na ForexRev oraz do podzielenia się własną opinią na temat brokerów, których znasz.