Jakość kapitału ludzkiego i właściwe nim gospodarowanie to jeden z najważniejszych elementów zrównoważonego rozwoju w przedsiębiorstwach. Kluczem do sukcesu może być koncepcja Frederica Laloux zalecająca tzw. turkusowe zarządzanie. Zgodnie z nią rola nakazów w firmie ograniczona jest do minimum, a dużo większe znaczenie ma rozwój pracownika w każdym obszarze jego aktywności.
– Musimy dbać o to, by zasoby, które zużywamy, czymś zastępować, żeby coś w ich miejsce światu zostawić. To jest właśnie zrównoważony rozwój. Wymierne korzyści z takiego podejścia są przede wszystkim długoterminowe – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Blikle, członek zarządu w organizacji Inicjatywa Firm Rodzinnych. – Na co dzień często przekłada się to na wyższe koszty, ale nie zawsze, bo czysta energia daje duże oszczędności. To także wprowadzanie procedur systematyzujących pracę w firmie, a także budowanie zespołów wspólnie wykonujących zadania. Takie struktury łatwo zniszczyć, zarządzając nimi w nieprawidłowy sposób. Trzeba myśleć, żeby się odbudowywały.
Jak wynika z raportuj PwC, kapitał ludzki, dbałość ze strony zarówno firm, jak i instytucji oraz administracji o pracowników to jeden z sześciu najważniejszych obszarów, które powinny być uwzględniane przez przedsiębiorstwa podczas realizacji wizji zrównoważonego rozwoju. Budowanie kapitału ludzkiego wysokiej jakości będzie miało coraz większe znaczenie dla biznesu. Kluczowe jest jednak odpowiednie zarządzanie pracownikami.
– Nowoczesne zarządzanie w firmie zostało przez Frederica Laloux w książce „Pracować inaczej” nazwane zarządzaniem turkusowym. To właściwie już nie jest zarządzanie, tylko samoorganizowanie się – mówi prof. Blikle.
Tradycyjna firma kojarzy się ze strukturą hierarchiczną, w której każdy ma swoje miejsce, swojego przełożonego, który wydaje mu polecenia i kontroluje, czy i w jaki sposób zostały one wykonane. Pracownicy mają ściśle określone zadania, wyznaczone cele, a także – uzależnione od ich spełnienia – nagrody czy premie.
– Tak naprawdę chodzi o to, żeby ten ktoś wykonał dane zadanie. Okazuje się, że znacznie skuteczniejszą drogą do tego jest pozostawienie mu swobody decyzji. Dany pracownik dowiaduje się, co ma zrobić, ale sam podejmuje decyzję, jak to zrobi i przekazuje z kolei zamówienia swoim dostawcom – mówi prof. Blikle.
Firma zarządzana w modelu turkusowym to firma bez budżetów rozumianych jako kontrakty, premii i prowizji, hierarchicznej struktury kierowniczej, współzawodnictwa czy okresowych rozmów oceniających.
Jak podkreśla, pozostawienie pracownikowi swobody decyzji pobudza jego kreatywność.
– Laloux pisze, że kiedy działamy w głębokiej uczciwości, zgodnie z naszym kodeksem wartości, kiedy mamy poczucie, że to, co robimy, jest ważne i potrzebne, a przy tym się rozwijamy, możemy się czuć dumni, z tego, co robimy, to mamy, statystycznie rzecz biorąc, zagwarantowany sukces. Stąd bierze się sukces organizacji turkusowych, również rynkowych – mówi prof. Andrzej Blikle.
Na swojej stronie internetowej profesor Blikle wyjaśnia, że zmiana firmy w turkusową to proces rozłożony na lata, ale pierwsze efekty przemian widać dużo wcześniej. Jak podkreśla, odkąd ten temat stał się mu bliski, spotyka coraz więcej przykładów takich firm na polskim rynku. Ich wyniki pokazują, że radzą sobie znacznie lepiej niż przedsiębiorstwa zarządzane w tradycyjny sposób.
22.10.2015 – WARSZAWA – ANDRZEJ GOŁAWSKI – MOSTOSTAL WARSZAWA SA FOT. BRUNO FIDRYCH
W dniu dzisiejszym Acciona SA oraz jej w 100% zależna spółka Acciona Infraestructuras SA dokonały przeniesienia akcji Mostostal Warszawa SA między stronami. Z chwilą przeniesienia bezpośrednim właścicielem 10.018.733 akcji Spółki, stanowiących 50,09% ogólnej liczby akcji i głosów na Walnym Zgromadzeniu jest Acciona Infraestructuras.
Jestem przekonany, że ta zmiana przełoży się na większą synergię między naszymi podmiotami, a w obliczu planowanych przedsięwzięć infrastrukturalnych w Polsce wzmocni i pozytywnie wpłynie na zdolności kontraktacyjne naszej spółki. W wyniku transakcji Mostostal Warszawa SA nie tylko biznesowo, ale także kapitałowo należy bezpośrednio do dywizji Infrastruktura Grupy Acciona, która swoją działalność koncentruje w sektorach budownictwa, przemysłu, inżynierii wodnej i usług.
L jak lawirować definicją przyszłości sektora energetycznego w Polsce? 3 października w hotelu Bristol w Warszawie odbyło się kolejne spotkanie klubowe Executive Club pod hasłem „Innowacyjna Energetyka”, podczas którego reprezentanci najważniejszych spółek sektora debatowali o innowacjach w energetyce, polityce węglowej i OZE.
Uczestnicy pierwszego panelu, który moderowała Dorota Dębińska-Pokorska – Partner Grupy Energetycznej PwC rozmawiali o perspektywach dla sektora energetycznego i innowacjach branży oraz sposobach implementacji i promocji nowoczesnych rozwiązań, takich jak współpraca nauki z biznesem. Sylwia Bilska, General Manager i Członek Zarządu PayU zauważyła, że postęp digitalizacji widzimy w każdej ze sfer, także w energetycznej, natomiast Mieczysław Koch, Prezes Zarządu, PGE Energia Odnawialna zwrócił uwagę na potrzebę zmiany podejścia w obliczu rosnącego znaczenia OZE. Prelegenci byli również zgodni co do konieczności wsparcia sektora państwowego przy rozwoju technologii, w szczególności w kontekście współpracy nauki z biznesem, do czego, jak zauważył Rafał Lipiński – Prezes Zarządu, SEEN Holding musi zaistnieć trójczłonowy układ sił – wynalazca, innowator i inwestor. PGE EO inwestuje w badania i rozwój, między innymi w prace nad fotowoltaikami czy inteligentnym zarządzaniem sieciowym. Jeżeli chodzi o przyszłość OZE w Polsce, to uczestnicy byli zgodni – potrzebna jest legislacja i stworzenie odpowiednich warunków do tworzenia nowych technologii, w szczególności tych wykorzystujących zieloną energię, gdyż to właśnie ona reprezentuje przyszłość wytwarzania energii w Polsce. Na pytanie o sieci, Roman Szwed, Prezes Zarządu ATENDE odpowiedział, iż jego zdaniem nadchodzi era sieci i sam rozum nakazuje wdrożenie ich w gospodarstwach domowych. Jeżeli chodzi o finałowe pytanie, czyli wyzwania, to dla Sylwii Bilskiej jest to szerokie wykorzystywanie e-boków, Mieczysław Koch
i Roman Szwed stawiają na legislację i stabilność w systemie prawnym, a Rafał Lipiński – na modernizację energetyki konwencjonalnej.
Dyskusja w drugim panelu pokazała w pigułce wszystkie kluczowe problemy związane
z długoterminowymi inwestycjami polskiej energetyki i zmianami biznesowego modelu sektora. Podjęte zostały takie problemy jak strategiczne kierunki rozwoju energetyki, zagadnienia dotyczące węgla i emisji CO2 oraz wyzwania czekających sektor energetyczny, zobowiązania klimatyczne Polski na 2030 rok, perspektywy na przełom i nowe modele biznesowe oraz czego najbardziej obawiają się reprezentanci branży. Budowa elektrowni jądrowej czy Energy mix?
Wśród podjętych tematów była sprzedaż aktywów ciepłowniczych EDF w Polsce oraz ceny ciepła i energii elektrycznej. Prezes Maciej Bando podkreślił, że Urząd Regulacji Energetyki nie ma całkowitego wpływu na ceny energii elektrycznej, o czym w dużej mierze decydują koncerny energetyczne. Prelegenci zgodzili się, że obszar przesyłu i dystrybucji jest w Polsce niedofinansowany, a w kraju brakuje nowoczesnych rozwiązań; Piotr Witczyński, Dyrektor Generalny Oracle Polska zwrócił uwagę na fakt, że 7 milionów w jednym z dużych koncernów przeznaczane jest na papier do xero i że podczas gdy proces przyłączeniowy w Niemczech trwa 60 minut, a w Polsce… 300 minut.
Dyskutowano także nad innowacjami w sektorze – Dariusz Jasak – Prezes Zarządu, VEOLIA WATER TECHNOLOGIES zwrócił uwagę na nowoczesne rozwiązania utylizacji ścieków, które stają się surowcem do wytwarzania energii, np. w mleczarniach.
Panel dyskusyjny był tym trudniejszy dla uczestników, że moderator, prof. Konrad Świrski, ekspert ds. energetyki Politechniki Warszawskiej, Prezes Transition Technologies, zadawał konkretne pytania oczekując jeszcze konkretniejszych odpowiedzi, między innymi o trudny wybór pomiędzy węglem, atomem, gazem i OZE, perspektywami dotyczącymi nowych inwestycji oraz budowy polskiej elektrowni jądrowej oraz zobowiązań klimatycznych 2030.
Od razu poruszono również kluczowe zagadnienie finansowania inwestycji – czy wymagane są działania wspomagające oraz czy należy liczyć się z wyższym poziomem cen dla końcowych odbiorców („klasyczne” starcie pomiędzy inwestorami koncernami i oczekiwaniem modeli wsparcia a wyważoną pozycją regulatora, który nadzoruje rynek, a nie chce integrować w rynkową cenę energii). Odpowiedzi na pytanie o węgiel według moderatora pokazały interesującą polaryzację odpowiedzi na NIE w koncernach, energetycznych polskich firmach i u regulatora wobec odpowiedzi na TAK z koncernów międzynarodowych. Paneliści uzupełnili swoje wypowiedzi o przewidywane, największe zmiany rynkowe – modeli biznesowych energetyki w przyszłości. Piotr Kołodziej – Dyrektor Wykonawczy ds. Zarządzania Majątkiem Tauron Polska Energia przekonywał, że nie ma po co rezygnować całkowicie z naszego aktywa – węgla poddając się dyktatowi UE, ale raczej gospodarować nim przy użyciu nowych technologii. Piotr Witczyński i Sławomir Żygowski – Dyrektor ds. sprzedaży GE Power podkreślali potrzebę digitalizacji i informatyzacji sektora energetycznego, a Maciej Bando przekonywał, by ze sztandarowym OZE połączyć energetykę rozproszoną i podstawową.
Uczestnicy podzielili się obawami na temat co negatywnego może się w przyszłości zdarzyć (wpływ ograniczeń emisyjnych, standardy BREF i koszty inwestycyjne, zamknięcie Polski na nowe innowacje wobec dominującej roli węgla, brak decyzji w energetyce konieczność ciągłego „lawirowania” pomiędzy niespełnialnymi wymaganiami klimatycznymi i aktualnym stanem sektora czy stracenia szansy Polski w branży informatycznej.
Patronat Honorowy Ministra Energii, Krzysztofa Tchórzewskiego
Patronat: Polskie Towarzystwo Certyfikacji Energii, Instytut Energii Odnawialnej
Partnerzy: ATENDE SA, ING Bank Śląski SA, GE, PayU, Oracle Polska, PwC Polska, Schneider Electric, Seen Holding
Patroni medialni: Dziennik Gazeta Prawna, PAP Biznes, Polish Market, CEO Magazyn, Rynek Inwestycji, Biznes Alert, Czysta Energia, eBiomasa.pl, Elektroinżyniera.pl, Energetyka Cieplna i Zawodowa, Energetyka Jutra, Energetyka Wodna, Energetyka, Energia i My, Fundacja REO, Gram w Zielone, Instytut Energii Odnawialnej, Investing.com, inżynieria.com, kierunekenergetyka.pl, kampaniespoleczne.eu, Law Business Quality, Newseria, OdnawialneZrodlaEnergii.pl, Paliwa i Energetyka, Teraz Środowisko, Warsaw Business Journal, wysokienapiecie.pl
Podczas uroczystego otwarcia DoubleTree by Hilton Wroclaw przedstawiciele Hilton Worldwide ogłosili najnowsze plany dotyczące Polski. Powstanie 9 nowych hoteli w różnych miastach. Najnowszy, wrocławski obiekt to pierwszy na Dolnym Śląsku, czwarty w Polsce i 73 hotel tej marki w Europie. Już notuje wysoki poziom rezerwacji.
Na oficjalne otwarcie wrocławskiego hotelu do Stolicy Dolnego Śląska przyjechali jedni z najważniejszych przedstawicieli firmy: Dianna Vaughan, wiceprezes i globalny dyrektor Doubletree by Hilton & Curio – A Collection by Hilton, a także Jochem-Jan Sleiffer, wiceprezes sieci Hilton Worldwide na region Europy Północnej, Centralnej i Wschodniej.
DoubleTree by Hilton to jedna z 13 wiodących marek należących do sieci Hilton Worldwide. W Europie są już 73 hotele tej marki, a na całym świecie 466 obiekty DoubleTree by Hilton.
Łącznie z wrocławskim hotelem Hilton WorldWide ma już 14 hoteli w Polsce (w tym cztery DoubleTree by Hilton).
– Wrocław to wspaniała lokalizacja. Miasto rozwija się niezwykle dynamicznie, przez co ma coraz mocniejszą pozycją na mapie Europy i jest coraz lepiej rozpoznawalne. Imponujący jest również rozwój całej Polski w ostatnich latach. To rynek z ogromnym potencjałem. W pierwszym rzędzie interesujemy się największymi metropoliami, ale również wiele mniejszych miast to doskonała lokalizacja na hotel jednej z naszych marek – powiedział Jochem-Jan Sleiffer.
W sierpniu Hilton WorldWide ogłosił, że w Gdańsku i Lublinie powstaną hotele marki Hampton by Hilton. W najbliższych latach firma ma planach otwarcie w naszym kraju 9 hoteli różnych swoich marek.
1 z 5
DoubleTree by Hilton Wroclaw, pierwszy na Dolnym Śląsku, działa od ponad miesiąca w futurystycznym, wielofunkcyjnym kompleksie OVO Wrocław, którego inwestorami są Asaf Gottesman (architekt koncepcyjny obiektu), Shuckie Ovadiah (CEO OVO Wrocław), a także Ron Ben Shahar (partner Angel Poland Group) oraz grupa Hoche Partners.
Od momentu otwarcia hotel notuje bardzo wysoki poziom rezerwacji.
– Wrocław przyciąga zarówno osoby podróżujące w interesach, jak i turystów. Dodatkowo rozpoznawalność miasta budują wydarzenia związane z Europejską Stolicą Kultury 2016. Atrakcyjność miasta podnosi również coraz większa liczba połączeń lotniczych. Istotnym atutem naszego hotelu jest wysoki standard obsługi, znany gościom na całym świecie,
a także nowoczesne i rozbudowane centrum konferencyjne – mówi Matthias Herd, dyrektor generalny DoubleTree by Hilton Wroclaw.
DoubleTree by Hilton Wroclaw oferuje 189 wysokiej klasy pokojów
i apartamentów, w tym apartament prezydencki z atrakcyjnym widokiem na park Słowackiego, a także nowoczesny Executive Lounge.
Działania mające na celu utrudnienie rejestracji podmiotów, które nie prowadzą rzeczywistej działalności, a powstają lub mają być wykorzystywane do wyłudzenia podatku VAT zasługują na aprobatę. Ważne jest jednak, aby jednocześnie nie stanowiły bariery dla podatników, którzy chcą legalnie prowadzić działalność gospodarczą – uważa Rada Podatkowa Konfederacji Lewiatan oceniając projekt zmian w ustawie o VAT.
– Wprowadzenie kaucji rejestracyjnej, wynoszącej od 20 000 zł do 200 000 zł, od której naczelnik urzędu skarbowego będzie mógł uzależnić rejestrację podmiotu, zawiera zbyt szeroki katalog sytuacji, kiedy kaucja będzie wymagalna – mówi Arkadiusz Łagowski, doradca podatkowy, członek Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan, manager w Grant Thornton.
Przewiduje się, że obowiązek zapłaty kaucji rejestracyjnej dotyczyć będzie podatników, u których zaległości podatkowe przekroczyły 20 000 zł. Projektowane ograniczenia mają w założeniu wyeliminować z obrotu podmioty powstałe nie w celu wykonywania działalności opodatkowanych, ale dokonywania nadużyć. Jednak w praktyce kaucja będzie najbardziej uciążliwa dla podmiotów faktycznie prowadzących działalność. Tzw. „słupy”, bardzo łatwo można utworzyć w taki sposób, aby nie wykazywały zaległości podatkowych – na rynku możliwe jest także nabycie podmiotów (np. spółek z o.o.) zarejestrowanych i wypełniających wszystkie obowiązki sprawozdawcze.
Ograniczenie obejmie także podatników, którzy weszli z organami skarbowymi w spór sądowy. Pomimo złożenia do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego skargi na decyzję określającą zobowiązanie podatkowe, decyzja taka jest prawomocna i jeżeli określa zobowiązanie podatkowe przekraczające 20 000 zł, to taki podatnik lub osoby nim zarządzające, chcąc zarejestrować inny podmiot, mogą zostać zobowiązane do złożenia kaucji rejestracyjnej.
Dolny próg kaucji (20 000 zł) jest zbyt wysoki, należy pamiętać, że dotyczy to także podmiotów nowych i może stanowić barierę w zakładaniu i prowadzeniu działalności gospodarczej.
Ponadto nie ma podstaw, by oprocentowanie przy zwrocie kaucji wynosiło jedynie 30% stopy depozytowej, ustalanej zgodnie z przepisami o Narodowym Banku Polskim. Kaucja zwracana ma być w całości podatnikom, którzy nie doprowadzili do powstania zaległości podatkowych, a więc podmiotom przestrzegającym prawa. Tymczasem wprowadzany przepis przewiduje, że zwrot obciążającej podatników kwoty nie będzie obejmował wypłaty odsetek nawet w wysokości równej oprocentowaniu jednodniowych depozytów w NBP. Nadaje to kaucji, której funkcją ma być zabezpieczenie należności, charakter sankcji. Podatnik przestrzegający przepisów prawa ponosił będzie obciążenie wynikające z konieczności zamrożenia środków przeznaczonych na kaucję pomimo braku uszczuplenia należności wobec budżetu państwa. Ciężar wynikający z zamrożenia środków nie zostanie podatnikowi zrekompensowany.
Zdaniem Rady Podatkowej Lewiatana zasadna jest zmiana brzmienia projektowanego przepisu, tak, aby zrównać oprocentowanie zwracanej podatnikom kaucji rejestracyjnej ze stopą referencyjną ustalaną zgodnie z przepisami o NBP (1,5%).
Ministerstwo Zdrowia zapowiadało wiele zmian, które mają wprowadzić polską ochronę zdrowia na nowe tory. Do konsultacji społecznych trafiły projekty dotyczące Narodowej Służby Zdrowia. Strategii zmian w systemie ochrony zdrowia w Polsce.
Dobrawa Biadun, ekspertka Konfederacji Lewiatan
Komentarz dr Dobrawy Biadun, ekspertki Konfederacji Lewiatan
Czytając założenia do projektu ustawy o podstawowej opiece zdrowotnej oraz zmiany wprowadzające system podstawowego szpitalnego zabezpieczenia świadczeń opieki zdrowotnej (tzw. „sieć szpitali”) pomyślałam, że mamy wreszcie ambitny plan walki z kolejkami do specjalistów.
W poprzednim rządzie próba likwidacji kolejek polegała na podzieleniu listy osób oczekujących przez trzy. Do Narodowego Funduszu Zdrowia przekazywana jest informacja o pacjentach, którzy pierwszy raz przyszli do lekarza oraz onkologicznych. Wewnętrzną listę stanowią wszyscy pacjenci zgłoszeni do specjalistów (łącznie z pacjentami będącymi w trakcie leczenia). Taki manewr miał matematycznie zmniejszyć kolejki. Pomysł się nie sprawdził, kolejki stale rosną.
Teraz idziemy w innym kierunku. Minister, który zapowiedział, że państwo przejmie odpowiedzialność za zdrowie obywateli, planuje przerzucenie problemu długich kolejek do specjalistów… na lekarzy. Jak? Pomysł polega na wprowadzeniu dwóch zakresów koordynacji.
Z jednej strony powstać ma Zespół Podstawowej Opieki Zdrowotnej, który w ramach środków publicznych otrzyma tzw. budżet powierzony, przeznaczony na badania u specjalistów. To lekarz w przychodni oceni (nie patrząc oczywiście przez pryzmat przyznanych środków) komu da skierowanie na badania. Drugi koniec tej układanki to koordynacja ze strony szpitali. Najpierw minister odgórnie wskaże, które placówki będą w sieci. Te, które się do niej dostaną w ramach otrzymywanych środków na leczenie (w formie kwoty ryczałtowej na dany rok) będą również realizowały zadania z zakresu opieki specjalistycznej. I tu również lekarz w szpitalu zdecyduje (też nie patrząc na przekazane środki finansowe) komu zleci dalsze leczenie u specjalisty.
W taki sposób powoli zniknie znana nam dzisiaj formuła funkcjonowania przychodni specjalistycznych i możliwości samodzielnego wyboru przez pacjenta gdzie i u kogo się leczyć. Spadnie również z rządu obowiązek tłumaczenia się dlaczego rosną kolejki do specjalistów.
Majstersztyk. Dzięki temu zabiegowi minister już w 2018 roku powie, że zupełnie zlikwidował kolejki do specjalistów.
Ale już nikt nie zwróci uwagi, że kolejki pacjentów, niewiedzących co się dzieje, będą ustawiać się do lekarzy rodzinnych oraz do lekarzy w szpitalu z pytaniem jak mogą się dostać do specjalistów. A jak kogoś będzie stać skorzysta z prywatnej opieki zdrowotnej, a jak nie… No cóż będzie się musiał ustawić w jeszcze większej kolejce, ale w innym miejscu.
Dolar umacnia się do większości walut, wsparty przez publikowane w tym tygodniu mocne dane z amerykańskiej gospodarki i rosnące szanse na podwyżkę stóp procentowych. Inwestorzy oczekują, że również jutrzejsze dane z amerykańskiego rynku pracy zaskoczą pozytywnie, co wzmocniłoby tylko szansę na podwyżkę stóp w grudniu. Już teraz kontrakty na stopy procentowe dają 62 proc. szans na taki ruch ze strony Fed-u. Natomiast wg ankiety agencji Bloomberg, we wrześniu przybyło 172 tys. nowych miejsc pracy, czyli o 21 tys. więcej niż w sierpniu. Wiceprezydent Fed-u Stanley Fisher stwierdził wczoraj w komentarzu, iż stopy procentowe nie powinny być zbyt długo na ultra niskim poziomie. Dolar umacnia się ósmy dzień z rzędu do amerykańskiego jena, handlując już w okolicy poziomu 103,90 jenów. W ciągu tego okresu zyskał ponad 3 proc. Para EURUSD traci około 0,3 proc. handlując w pobliżu poziomu 1,1180.
Funt brytyjski ponownie traci do głównych walut. Wczorajsze odbicie się od 31-letniego minimum do dolara i 5-letniego minimum do euro było jedynie krótkotrwałym przystankiem w przecenie. Obecnie para GBPUSD traci około 0,9 proc. handlując w pobliżu poziomu 1,2630 a para EURGBP zyskuje około 0,6 proc. handlując w pobliżu poziomu 0,8850. Natomiast para GBPPLN handluje już w okolicy poziomu 4,85, a złoty jest najsilniejszy do funta od 2013 roku.
Akcje Deutsce Banku są już 25 proc. powyżej piątkowych minimów, jednak wciąż jego problemy nie zostały rozwiązane. Oprócz sporu z amerykańskim Departamentem Sprawiedliwości, mamy jeszcze akt oskarżenia przeciwko zmowie Banku z włoskim Banca Monte dei Paschi di Siena Spa, w celu ukrycia strat włoskich instytucji kredytowych. Audyt wykonany przez niemieckiego regulatora rynków kapitałowych pokazuje, iż Deutsche Bank zaangażował podobne porozumienia z 30 innymi klientami na łączną sumę 11,8 mld dolarów. Pomimo, iż Bank tnie koszty poprzez cięcie miejsc pracy to koszty postępowań prawnych pozostają głównym powodem niepokojów inwestorów.
Akcje Twittera straciły wczoraj 11 proc. na wartości, po tym jak portal technologiczny Recode napisał, iż Google nie planuje obecnie złożyć oferty na akcję spółki. Reporterzy Recode uważają również, że Walt Disney Co. i Apple Inc. nie są również zainteresowani zakupem Twittera. EasyJet Plc traci 5,6 proc. wartości, po tym jak zaraportował pierwszą od 2009 roku stratę ze względu na taniego funta i wzrost zagrożeń atakami terrorystycznymi. Akcje Osram Licht AG zyskują 9,7 proc. po raporcie wskazującym, iż chińska spółka ma zamiar zainwestować w tego niemieckiego producenta żarówek.
Ropa naftowa WTI zyskuje dziś ponad 1 proc., handlując już powyżej psychologicznego poziomu 50 dolarów za baryłkę, po tym jak wczoraj zyskała ponad 2 proc., osiągając najwyższy poziom od lipca. Amerykańskie zapasy ropy po raz pierwszy od stycznia spadły poniżej poziomu 500 mln baryłek. Ropa Brent zyskuje natomiast 1,3 proc., handlując już powyżej poziomu 52 dolarów za baryłkę. Złoto traci ósmy dzień z rzędu przez rosnące szanse na podwyżkę amerykańskich stóp procentowych w grudniu. Obecnie uncja szlachetnego kruszcu kosztuje jedynie 1258 dolarów, najmniej od czerwca.
Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital
International Airlines Group (IAG) – korporacja linii Aer Lingus, British Airways, Iberia, Vueling i IAG Cargo, uruchamia dziś swój globalny program akceleracyjny – Hangar 51.
Startupy są zapraszane do udziału w programie Hangar 51 i tym samym do współpracy z jedną z największych grup lotniczych na świecie, kreującej nowatorskie rozwiązania w podróżach lotniczych oraz szukającej rozwiązań rzeczywistych problemów biznesowych dzięki trwałej współpracy partnerskiej.
Dzięki współpracy z L. Marks – podmiotem specjalizującym się w zakresie innowacyjnych przedsiębiorstw i inwestującym w projekty będące na wczesnym etapie rozwoju – inicjatywa będzie wspierać rozwój nowych przedsiębiorców, którzy poprzez wprowadzenie nowych technologii, produktów i usług będą przyczyniać się do przekształcania branży lotniczej i zrewolucjonizowania doświadczeń klientów.
10-tygodniowy program, prowadzony w siedzibie głównej IAG w Londynie, pozwoli startupom, chcącym zaistnieć w branży lotniczej, przetestować swoje produkty na całym świecie i uzyskać wsparcie mentorskie od wyższej kadry zarządzającej Grupy. Pomoże to znacznie przyspieszyć rozwój produktów oraz uzyskać dostęp do opinii klientów i ekspertów, a także do finansowania z IAG i L. Marks.
Program będzie koncentrować się na czterech obszarach działań:
Usprawnienie procedur lotniskowych: sprawienie, by podróżowanie klientów korzystających z lotnisk było łatwiejsze.
Digitalizacja procesów biznesowych: opracowanie nowych narzędzi i procedur w celu przyspieszenia i uproszczenia biznesu.
Zwiększenie wykorzystania danych do podejmowania decyzji: znalezienie nowych sposobów, dzięki którym dane umożliwią zwiększenie satysfakcji klientów oraz wykreowanie korzyści biznesowych.
Dzika karta: każdy pomysł, który według młodego przedsiębiorcy może poprawić jakość obsługi klientów.
Startupy z całego świata mogą zgłaszać swoje projekty do udziału w programie Hangar 51 na stronie http://www.hangar51.com/. Aplikacje można składać do północy 6 listopada 2016 roku.
Glenn Morgan, szef ds. transformacji cyfrowej w IAG, powiedział: „Ten nowy program wprowadzi innowacyjne startupy cyfrowe wprost do centrum naszego biznesu. Chcemy, by powiedzieli nam, czego nie wiemy. Jeśli ci młodzi przedsiębiorcy mają cokolwiek, co możemy wdrożyć w naszym biznesie, co pomoże naszym klientom, to chcielibyśmy o tym od nich usłyszeć. Inicjatywa ta jest doskonałą okazją dla firm na początkowym etapie rozwoju, mogącą przyspieszyć realizację innowacyjnych idei dzięki bliskiej współpracy z IAG. Wykorzystując mentorów i fundusze w pełni wesprzemy przełomowe i innowacyjne pomysły, pozwalające jeszcze bardziej poprawić komfort podróżowania.”
Stuart Marks, przedsiębiorca technologiczny oraz szef w L Marks dodał: „Hangar 51 oferuje startupom fantastyczną możliwość przetestowania swoich produktów i technologii z jedną z wiodących grup lotniczych na świecie oraz dostęp do najlepszych mentorów i otoczenia, w którym mogą rozwijać swoje pomysły. Jesteśmy podekscytowani współpracą z IAG nad tym projektem, który pomoże grupie wprowadzić innowacyjne rozwiązania do swojego biznesu i wzmocnić i tak doskonałą już ofertę.”
50% małych i średnich przedsiębiorstw dobrze zna narzędzia IT, służące optymalizacji ich biznesu i korzysta z nich. Pozostałym nadal brakuje tej wiedzy – wynika z ankiety przeprowadzonej przez Goyello, gdańską spółkę z branży IT.
Od lutego do kwietnia tego roku małe i średnie firmy z Pomorza brały udział w badaniu, którego celem było poznanie poziomu korzystania i wiedzy o narzędziach IT pomocnych w optymalizacji oraz prowadzeniu biznesu. Respondenci to w 77% firmy usługowe. Ponad połowa (63%) działa zarówno na rynku krajowym, jak i zagranicznym. Ankieta, przeprowadzona przez firmę Goyello, odbyła się przy wsparciu Pracodawców Pomorza, Invest in Pomerania, InvestGDA oraz Olivia Business Centre.
Narzędzia IT stosowane w pomorskich MŚP
Małe i średnie przedsiębiorstwa nie są liderami w korzystaniu z dostępnych, często darmowych, narzędzi usprawniających zarządzanie przedsiębiorstwem oraz kontaktami z klientami. Jedynie co drugi z badanych przedsiębiorców korzysta z wydawałoby się popularnych narzędzi, jakimi są telekonferencje i chaty. Z możliwości pracy grupowej na jednym dokumencie korzysta 42% badanych przedsiębiorców. Narzędzia do zarządzania zadaniami wykorzystuje co czwarty przedsiębiorca. CRM jest wdrożony w nieco ponad połowie przedsiębiorstw (58%). Narzędzi z tzw. business intelligence używa 30% przedstawicieli MŚP.
Z jednej strony mamy tradycjonalizm i przywiązanie do znanych od lat narzędzi, przy jednocześnie relatywnie małej otwartości czy potrzeby zmiany. Znam wiele mikro-firm, które bez możliwości grupowej pracy na jednym dokumencie nie byłyby w stanie realizować zleceń i poprawnie współpracować ze swoimi klientami. Wymienione w badaniu narzędzia bardzo ułatwiają prowadzenie biznesu, często w jednej chwili dają informację na temat klientów, stanu realizacji zleceń, itd. Ułatwiają delegację zadań oraz kontrolę ich realizacji. W dzisiejszych czasach zespoły projektowe są coraz bardziej rozproszone, a Internet umożliwia pozyskiwanie klientów z całego świata. Dlatego przedsiębiorcy powinni być świadomi, że prędzej czy później będą musieli poznać i wdrożyć przynajmniej najpopularniejsze narzędzia informatyczne – mówi Peter Horsten, dyrektor zarządzający Goyello.
Projekty IT w pomorskich przedsiębiorstwach
Przedsiębiorców zapytano również o projekty IT zrealizowane w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Wynik pokazuje, jak bardzo niehomogeniczny jest to rynek. Ponad połowa ankietowanych (58%) zainwestowała w nową stronę internetową, ale co czwarty badany nie widzi takiej potrzeby. Jedynie 15% ma to w planach w tym roku. Co czwarta firma wdrożyła aplikację biznesową, a co piąta planuje zrobić to w tym roku. Jednak ponad połowa badanych kompletnie ignoruje ten typ narzędzi. Aplikację mobilną zamówiło i wdrożyło 17% badanych podmiotów, a prawie co czwarty (23%) planuje to zrobić w ciągu najbliższego roku. Na poważną przebudowę lub realizację sklepu internetowego zdecydował się co dziesiąty przedsiębiorca woj. Pomorskiego, a 5% planuje zrobić to w tym roku.
Aby firmy mogły rozwijać się harmonijnie, powinna być zachowana równowaga między narzędziami IT stosowanymi wewnątrz firmy, jak i służącymi do obsługi i pozyskiwania klientów. Tymczasem z naszych badań wynika, że jest w tej kwestii spora dysproporcja. Firmy inwestują chętniej w rozwiązania informatyczne związane z zewnętrznym funkcjonowaniem biznesu, jak strona www, aplikacje do kontaktu z klientami, itp. Mniej środków przeznaczają na narzędzia, które wspomagają działania wewnętrzne. Moim zdaniem firmy, w których brak nowoczesnych technologii wewnętrznych, nie będą w stanie dostosować się do zmieniającej się rzeczywistości. Zostaną w tyle za trendami, za którymi podążają klienci i pracownicy. W rezultacie przestaną być konkurencyjne – przestrzega Peter Horsten.
Tłumacząc zachowanie polskiego rynku, zbyt często natrafić można na wzmianki dotyczące działania głównych banków centralnych, geopolitycznego koncertu mocarstw czy kondycji europejskiego systemu bankowego. Owszem, to wszystko są ważne czynniki, ale wydaje się, że to nie one dyktują zachowanie GPW, co zresztą jest pewną zmianą w relacji do lat wcześniejszych. Dlaczego tak się dzieje? Otóż inwestorzy zagraniczni wyraźnie ograniczyli ekspozycję na polskie akcje, a to oni są głównym pasem transmisyjnym globalnych nastrojów na zachowanie konkretnego parkietu. To właśnie dlatego krajowe blue chipy prezentują odmienną postawę niż spektrum rynków wschodzących, z którym przed laty byliśmy silnie skorelowani. Teraz dodatkowe napływy do funduszy rynków rozwijających się z automatu nie trafiają nad Wisłę, co ogranicza potencjał do wzrostu GPW. Z drugiej jednak strony wypłaty ze wspomnianych funduszy nie prowadzą do większego tąpnięcia, gdyż polskich akcji w portfelach zagranicznych funduszy nie jest dużo. Taka zmiana prowadzi do kilku dość istotnych wniosków. Jednym z ważniejszych jest fakt, że dla zagranicznych inwestorów polski rynek już nie jest traktowany jako całość, a raczej zbiór spółek o odmiennej charakterystyce. Nie jest to nowe myślenie, gdyż już na Wall Street ukuło się powiedzenie o „market of stocks” oraz „stock market”. Pierwsze tłumaczyć można jako rynek złożony z tworzących go spółek, gdzie to fundamenty poszczególnych podmiotów są najważniejsze i tym samym one dyktują jego sumaryczne zachowanie. Z kolei druga fraza oznacza „akcyjny rynek”, jako pewien monolit mierzący kondycję oraz atrakcyjność gospodarki jako całości. Aktualnie GPW jako całość trudno nazwać parkietem atrakcyjnym i stąd liczyć nie można na napływy wynikające z chęci zwiększenia ekspozycji na Polskę jako taką. Zupełnie inaczej wygląda jednak kondycja konkretnych spółek notowanych na parkiecie. Cześć z nich pozostaje bardzo atrakcyjna i dostrzegają to również inwestorzy zagraniczni, którzy zwiększyli swoje zainteresowanie spółkami średnimi, czyli tegorocznymi prymusami. Podobnie powinno przebiegać myślenie każdego innego inwestora, który winien porzucić myślenie według metody „top-down” na rzecz „bottom-up”. Ostatnie sesje dobitnie to pokazują, gdzie wzrosty nie wynikają z szerokich zakupów, ale raczej koncentracji na konkretnych podmiotach, których postrzeganie się poprawiło w wyniku informacji unikalnych dla danych firm.
Grupa Deutsche Bank, która ma swój bank także w Polsce, nadal negocjuje wysokość kary nałożonej przez rząd USA. I spodziewa się, że ugoda zostanie zawarta na znacznie korzystniejszych warunkach niż wyjściowy poziom kary, czyli 14 mld USD. Grupa DB już w swych finansach za 2015 r. stworzyła rezerwę nie tylko na karę wymierzoną w USA, pokazując stratę finansową. Największy bank w Europie wierzy, że już wyniki 2016 r. będą znacznie lepsze, a dalsza działalność w Polsce jest niezagrożona
-Wszystkie elementy niepewności są już znane, w tym także ugoda w USA, której wielkość jest nadal negocjowana, i zostały uwzględnione w wynikach za 2015 r.- mówi w rozmowie z MarkerNews24 Leszek Niemycki, wiceprezes Deutsche Bank Polska SA. – Dzięki temu nasze wskaźniki wypłacalności jako całej grupy są na poziomie powyżej europejskich norm regulacyjnych.
Jak wynika z „Barometru EFL”, zmieniły się prognozy dotyczące sprzedaży i inwestycji w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw. W porównaniu z drugim kwartałem, w trzecim pogorszyły się nastroje związane z dynamiką sprzedaży, ale za to przedsiębiorcy chętniej deklarowali chęć inwestycji w środki trwałe. Czy to rzeczywiście dobry czas na tego typu inwestycje?
500+ nie wpłynęło na wzrost sprzedaży
W drugim kwartale odsetek przedsiębiorców przewidujących wzrost dynamiki sprzedaży był aż o 22,3% wyższy niż w sierpniu. Taki optymizm mógł być wynikiem oczekiwanego przez wielu wpływu z środków z programu 500+. Okazało się jednak, że rodzice nie ruszyli od razu do sklepów, stąd też pogorszenie nastrojów przedsiębiorców w III kwartale roku. Jak przekonują twórcy „Barometru EFL”, koresponduje to z obiektywnymi wskaźnikami makroekonomicznymi, ponieważ w lipcu tego roku produkcja sprzedana była niższa o 3,4% w ujęciu rocznym wobec jej wzrostu o 6% w czerwcu, a wzrost sprzedaży detalicznej był poniżej oczekiwań analityków.
– Deklaracje dotyczące większych inwestycji w środki trwałe mogą być pochodną gorszych nastrojów dotyczących sprzedaży – tłumaczy Paweł Mazur z ANG Biznes. – Przedsiębiorcy widząc, że ich prognozy nie sprawdziły się, szukają możliwości wpłynięcia na wyniki sprzedaży inwestycjami. Pozostaje pytanie, czy deklaracje przełożą się na czyny i faktycznie ten wzrost realnie zauważymy oraz czy on z kolei rzeczywiście przełoży się na wzrost dynamiki sprzedaży.
Początek jesieni to czas na inwestycje
Inaczej wygląda sytuacja MSP, jeśli chodzi o inwestowanie w firmę. To jedyny pozytywny element spośród czterech badanych współczynników. W porównaniu z drugim kwartałem, o 5,8 proc. wzrósł odsetek przedsiębiorców wyrażających optymizm dotyczący poziomu inwestycji i wyniósł 28,7 proc. Jak przekonują eksperci, chęć inwestowania w firmę przy jednoczesnym spadku wpływów ze sprzedaży, zwiększy zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne.
– Rzeczywiście na rynku widać zwiększone zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne. Niestety, nie jest ono spowodowane dużą dynamiką sprzedaży, a koniecznością szukania nowych możliwości jej zwiększenia. Optymizm nie jest zatem rezultatem faktycznych sygnałów dochodzących z rynku, mających potwierdzenie w danych z gospodarki – wyjaśnia Paweł Mazur.
Finansowanie zewnętrzne – sytuacja na rynku kredytowym
Czy zatem jest to dobry moment na decyzję o wzięciu kredytu na firmę? Eksperci z ANG Biznes przekonują, że oferty kredytów nie zmieniły się znacznie w ciągu ostatnich miesięcy, ponieważ cena pieniądza w zasadzie jest na stałym poziomie od dłuższego czasu. Przy kredycie na 50 tys. zł, różnica odsetek po całym okresie kredytowania między najkorzystniejszą a najmniej korzystną obecnie opcją kredytu, to zaledwie 250 zł. Przy kredycie na 5 lat, miesięczna rata równa takiego kredytu wyniosłaby ok. 1171,94 zł.
– Przy kredycie w wysokości 100 tys. zł na 60 miesięcy, przy oprocentowaniu 6,29%, miesięczna rata równa wyniosłaby ok. 1947 zł. Suma odsetek po całym okresie kredytowania to natomiast ok. 16 813 zł. Należy jednak pamiętać, że przyznanie takiego kredytu zależy od indywidualnych zdolności przedsiębiorcy. Warto zatem skorzystać z pomocy doświadczonego doradcy, który pomoże przygotować wszystkie dokumenty i podpowie, gdzie szukać innych źródeł finansowania zewnętrznego firmy – dodaje Paweł Mazur.
Na tę wiadomość od dawna czekali miłośnicy kręcenia filmów telefonami z systemem Android. UnStock, rewolucyjna aplikacja umożliwiająca szybkie zarabianie na treściach video, jest już dostępna. To ukłon w kierunku Europejczyków, którzy najchętniej korzystają właśnie z systemu operacyjnego Google.
Do tej pory UnStock mogli używać wyłącznie użytkownicy systemu iOS. Teraz, po tygodniach testów, swoje materiały mogą też zamieszczać i, co najważniejsze, sprzedawać użytkownicy telefonów z Androidem.
UnStock jest nowoczesną giełdą ujęć filmowych z rosnącą lawinowo liczbą użytkowników. Do tej pory autorzy zamieścili na platformie dziesiątki tysięcy filmów z ponad 1800 miejsc na świecie.
Twórcy polskiego startupu, który został doceniony w Dolinie Krzemowej, podkreślają, że rynek kamer video w ostatnich latach diametralnie się zmienił. Dzięki nowym technologiom, takim jak lustrzanki cyfrowe, małe kamery sportowe oraz drony, praktycznie każdy ma dostęp do kamery i może kręcić oryginalne filmy wysokiej jakości. A takich ujęć coraz częściej szukają światowe marki czy twórcy profesjonalnych reklam. Ujęcia z UnStocka wykorzystywane są na dziesiątki sposobów: od ruchomego tła na firmowych stronach internetowych, przez sklepy internetowe, aż po produkcje reklamowe i filmy na Youtube. UnStock pozwala wgrywać ujęcia z komórki, ale również z kamer z WiFi (takie jak GoPro lub drony) i dysków w chmurze (Google Drive, Dropbox, itp.)
Platforma UnStock nie tylko pozwala w prosty sposób sprzedać ujęcia, ale też troszczy się o wszystkie sprawy formalne: od kwestii praw autorskich i licencji, po pośrednictwo między twórcami a markami kupującymi materiał.
Jak pokazują międzynarodowe badania, to autentycznym treściom najbardziej ufa młode pokolenie konsumentów. “Obserwując trendy internetowe, wiemy, że tzw. user generated content jest bardzo ważnym ogniwem w dzisiejszej komunikacji” – podkreślają twórcy aplikacji. Doceniły to także czołowe media – coraz więcej stacji telewizyjnych korzysta z materiałów stworzonych przez odbiorców.
Potencjał UnStocka dostrzegli najwięksi ludzie w branży video. Doradcą start-upu jest jeden z założycieli Netflixa, Mitch Lowe. Ostatnio do zespołu dołączyła też Byba Sepit, która pracowała dla takich gigantów jak Getty Images oraz Pond5.
Polski startup założony przed trzech kolegów: Jakuba Górajka, Kamila Goliszewskiego i Adama Cellary uznawany za wyjątkowo obiecujący, został doceniony także w Dolinie Krzemowej. UnStock dostał się do AngelPad – jednego z najlepszych akceleratorów na świecie. Obecnie twórcy platformy kończą kolejny etap rozmów z dużymi międzynarodowymi inwestorami.
Outdoorzy S.A., Spółka zajmująca się sprzedażą odzieży oraz sprzętu sportowego za pośrednictwem własnego sklepu internetowego, złożyła już wniosek o wprowadzenie jej akcji do obrotu na rynku NewConnect i planuje zadebiutować na nim w IV kwartale 2016 r. Spółka realizuje przyjęty plan rozwoju i pracuje obecnie nad uruchomieniem nowej wersji sklepu.
Emitent pozyskał w przeprowadzonej emisji akcji serii C środki w kwocie 625 tys. zł, które przeznaczył m.in. na zwiększenie zapasów magazynowych, co znalazło przełożenie we wzroście sprzedaży, który natomiast wynika bezpośrednio z większej dostępności produktów we własnym magazynie. Outdoorzy S.A. zmieniła w ostatnim czasie siedzibę na znacznie większą, która umożliwia jej dalszą rozbudowę magazynu produktów, dzięki czemu współczynnik zamówień odrzuconych ulega systematycznemu zmniejszeniu. Realny wpływ pozyskanych środków z emisji akcji serii C na wyniki finansowe Spółki będzie widoczny w 4 kw. roku obrotowego 2015/2016 oraz 1 kw. roku obrotowego 2016/2017, gdyż zamawiany towar to tzw. „Pre-ordery” na sezony Jesień/Zima 2016 oraz Wiosna/Lato 2017.
„Systematycznie powiększanie magazynu przynosi zamierzone efekty. Współczynnik zamówień odrzuconych lub niezrealizowanych uległ istotnemu zmniejszeniu, jednak nadal pozostaje dalekim od zamierzonego celu, więc mamy nad czym pracować w kolejnych miesiącach. Optymistycznie wygląda również średni czas realizacji zamówienia. Współczynnik ten zmniejszył się do takiego poziomu, że możemy powiedzieć, iż średnio wysyłamy zamówienie po ok. 3 dniach od momentu jego złożenia przez Klienta. Plan minimalny Spółki zakłada utrzymanie obrotów w 4 kw. roku obrotowego 2015/2016 na poziomie z poprzedniego roku. Z kolei jeśli uda nam się zakończyć w terminie wszystkie prace związane z modernizacją sklepu to mamy nadzieję zamknąć 1 kw. roku obrotowego 2016/2017 15%-20% wzrostem przychodów w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku obrotowego.” – komentuje Paweł Miśkiewicz, Członek Zarządu Spółki Outdoorzy S.A.
Głównym celem dla Emitenta pozostaje nadal zwiększanie generowanych obrotów w sklepie internetowym oraz dalsze budowanie zasięgu, nawet kosztem osiąganych marży. Outdoorzy S.A. prowadzi obecnie zaawansowane prace nad uruchomieniem nowej wersji sklepu, co planowane jest na przełom 4 kw. 2016 r. i 1 kw. 2017 r. Spółka zamierza efektywnie wykorzystać swoje doświadczenie w handlu e-commerce oraz posiadany kapitał ludzki, aby dzięki nowej platformie móc obsługiwać jeszcze większą liczbę zamówień. Aktualnie w ofercie sklepu internetowego outdoorzy.pl można znaleźć głównie takie produkty jak odzież, obuwie, akcesoria turystyczne i wspinaczkowe oraz artykuły związane ze sportami zimowymi. Dostępny asortyment to sprzęt uznanych marek o bardzo wysokiej jakości. Outdoorzy S.A. zapewnia także swoim klientom pomoc i doradztwo w zakresie doboru odpowiedniego sprzętu.
„Trwają obecnie intensywne prace nad uruchomieniem nowej wersji sklepu, która będzie bardziej intuicyjną w obsłudze. Klient szybciej znajdzie produkt, którego szuka, a nowe drzewko kategorii oraz nowoczesne filtrowanie pozwolą mu zawęzić przeszukiwany asortyment. Jesteśmy przekonani, że właśnie takie działania przełożą się na wzrost konwersji w sklepie. Nowa wersja sklepu będzie również responsywna, czyli zaprojektowana w taki sposób, aby dostosowywała się ona do rozmiaru wyświetlacza urządzenia mobilnego, na którym będzie wyświetlana. Gwarantuje to uniwersalność strony oraz jej łatwą i przejrzystą obsługę z punktu widzenia Klienta naszego sklepu. Dlatego też podczas projektowania nie możemy już tylko myśleć o użytkownikach komputerów stacjonarnych i przenośnych, bowiem użytkownicy urządzeń mobilnych stanowią coraz większy odsetek. Wierzymy, że inwestycje w technologie oraz profesjonalizm pozwolą nam uczynić w 2017 roku kolejny znaczący krok do przodu w drodze do umacniania pozycji rynkowej Spółki.” – zakończył Miśkiewicz.
Outdoorzy S.A. jest podmiotem, który powstał w 2013 r. z przekształcenia spółki cywilnej Outdoorzy Spółka Cywilna Paweł Miśkiewicz Łukasz Golonka. Głównymi Akcjonariuszami Spółki są ABS Investment S.A. oraz Robinson Europe S.A. Emitent działa w branży e-commerce i prowadzi działalność handlową obejmującą sprzedaż odzieży oraz sprzętu sportowo-turystycznego w formie sklepu internetowego outdoorzy.pl.
Niemal połowa gospodarstw domowych w Polsce posiada dwa samochody, 15% nawet trzy, a aż 77% Polaków kupiło swoje cztery kółka z rynku wtórnego – wynika z badania „AUTOwybory Polaków” zrealizowanego przez instytut Millward Brown na zlecenie Exact Systems S.A. Na nowe samochody decydują się najczęściej osoby po 34. roku życia, z wyższym wykształceniem i lepiej zarabiające. W opinii ekspertów Exact Systems, firmy kontrolującej części samochodowe, sprzedaż nowych samochodów w Polsce będzie wyższa, a liczba importowanych pojazdów z zagranicy zmniejszy się, jeśli zostaną uruchomione zachęty do zakupu nowych aut.
– Polski park samochodów osobowych liczy ponad 20 mln sztuk i od wielu lat konsekwentnie rośnie. W ciągu ostatnich pięciu lat wzrósł aż o 3 mln.[1] Niestety, jak wynika ze zrealizowanego badania, zdecydowana większość z nich to samochody używane. Na trzy zakupione auta z rynku wtórnego przypada tylko jedno nowe. Takiej sytuacji sprzyjają nasze krajowe regulacje prawne, czyli podatek akcyzowy zależny od wartości i pojemności pojazdu oraz brak ograniczeń dotyczących importu używanych samochodów po wejściu do Unii Europejskiej. Żeby zmienić decyzje zakupowe, zarówno polscy konsumenci jak i firmy, potrzebują wsparcia od rządu. Na przykład w postaci dopłat do zakupu nowego samochodu, jak to miało miejsce w Hiszpanii, czy poprzez rezygnację z obostrzeń w doliczeniu VAT, z czym mieliśmy do czynienia na Słowacji – mówi Jacek Opala, dyrektor rozwoju sprzedaży w Exact Systems i ekspert Polskiej Izby Motoryzacji.
Najmłodsi kierowcy, najmniej zarabiający i mieszkańcy wsi najczęściej kupują używane auta
Z badania „AUTOwybory Polaków” wynika, że aż 77% Polaków kupiło swoje wymarzone cztery kółka na rynku wtórnym, a tylko 23% wyjechało nimi z salonu samochodowego. Jeśli spojrzymy na wiek właścicieli lub użytkowników aut, zobaczymy, że zdecydowanie najczęściej samochody używane kupowały osoby najmłodsze – aż 90% kierowców w wieku 18-24 lata i 25-34 lata. Najrzadziej natomiast na taki zakup decydowali się Polacy od 35 do 44 roku (67% wskazań). Biorąc pod uwagę wykształcenie, auto z rynku pierwotnego częściej nabywały osoby, które ukończyły uczelnię wyższą (29%), oraz najzamożniejsi Polacy zarabiający powyżej 7 tys. zł (37,5%). W gospodarstwach, gdzie dochód nie przekraczał 2,5 tys. zł, ten odsetek wyniósł tylko 12%. Najwięcej właścicieli używanych aut mieszka na wsi – 80,5%.
Polacy wożą się samochodowymi staruszkami
Spośród badanych samochodów tylko 6% ma nie więcej niż 2 lata, a 15% to auta 2-5-letnie. Autami liczącymi więcej niż 10 lat jeździ aż 52% zapytanych. Najczęściej najstarszymi pojazdami poruszają się osoby z wykształcenie podstawowym – niemal połowa z nich posiada 16-letnie lub starsze modele. Im wyższe wykształcenie tym więcej osób, które posiadają samochody nowsze. Patrząc na miejsce zamieszkania, im większe miasto, tym więcej najmłodszych aut. Na wsi tylko co dwudzieste ma poniżej 2 lat, a w miastach pow. 500 tys. mieszkańców – co dziesiąte.
Ponad 60% samochodów kupionych jako nowe posiada silnik benzynowy. Samochody z rynku wtórnego najczęściej mają silnik diesla (45%). Co ciekawe, częściej niż pozostali na benzynowy silnik decydowały się osoby powyżej 60 roku życia (62% wskazań), posiadające wykształcenie podstawowe (65%) i mieszkające w największych miastach (65%).
– Tylko 0,2% zapytanych odpowiedziało, ze posiada auto z napędem hybrydowym. To kropla w morzu potrzeb. Ten rynek, podobnie jak rynek aut elektrycznych, w naszym kraju raczkuje i to z kilku powodów. Pierwszy to cena, która dla wielu osób jest zaporowa. Po drugie, podobnie jak w przypadku nowych samochodów, tak i tych z alternatywnym napędem, obecnie Polacy nie mogą liczyć na jakiekolwiek wsparcie finansowe od rządu. Trzeci czynnik to obawa przed nieznanym. I chodzi tutaj zarówno o wadliwość pojazdu jak i koszty jego użytkowania. Liczymy jednak, że ostatnie zapowiedzi rządu związane z planem elektromobilności będą kołem zamachowym tego obszaru – mówi Jacek Opala z Exact Systems.
Metodologia badania:
Wyniki badania „AUTOwybory Polaków” zostały przygotowane i opracowane na zlecenie Exact Systems S.A. przez instytut Millward Brown S.A. Badanie zostało zrealizowane na próbie osób potrafiących odpowiedzieć na pytania dotyczące zakupu, napraw i awarii posiadanego samochodu (N=600) dobranej z ogólnopolskiej reprezentatywnej próby dorosłych Polaków N=1000 (dobranych zgodnie ze strukturą populacji pod względem płci, wieku, wykształcenia oraz klasy wielkości i województwa miejsca zamieszkania), wyniki poddano procedurze ważenia. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby pracujących to +/-4,05%. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATI w sierpniu i wrześniu 2016 roku.
[1]Źródło: GUS/PZPM na podstawie danych CEP; dane za 2015 rok
Dolar pozostaje silny w czwartek, gdyż w tygodniu skupionym na danych te z USA zaskakują pozytywnie, choć w innych czołowych gospodarkach także nie wygląda to źle. Czwartek przynosi moment wytchnienia i czekanie na jutrzejszy raport z rynku pracy USA. To może zastopować wzrosty USD/JPY i spadki cen złota, ale posiadacze długich pozycji w jenie i kruszcu są przepełnieni strachem.
Trudno stać na przeciw pędzącej lokomotywy o nazwie USD, kiedy dane makro z USA dorzucają węgla do pieca. Indeks ISM dla usług we wrześniu skoczył do 57,1 z 51,4 w sierpniu, zaskakując rynek ustawiony na 53. Jest to najwyższy odczyt od października zeszłego roku, a szczegóły raportu były dobre w każdym elemencie. Odnotowano poprawę w aktywności biznesowej i nowych zamówieniach, a zatrudnienie skoczyło z 50,7 do 57,2, co jest najmocniejszym wzrostem od 1997 r. Ponieważ sektor usługowy odpowiada za sporą cześć miejsc pracy w gospodarce, przed jutrzejszym raportem z rynku pracy nieformalne oczekiwania dla wrześniowego wzrostu zatrudnienia poza rolnictwem są teraz kilka tysięcy wyżej niż wskazywane w konsensusie 172 tys.
Zatem dane z USA wskazują w dobrym kierunku i podwyżka stóp procentowych Fed przed końcem roku staje się coraz bardziej prawdopodobna. Tylko uznawany za niekorzystny wynik wyborów prezydenckich (czyt. wygrana Trumpa) może wywrócić wszytko do góry nogami i pewnie dlatego rynkowa wycena prawdopodobieństwa grudniowej podwyżki ruszyła się nieznacznie (o 1 pp. do 61 proc.). Za to rentowności 10-letnich obligacji skarbowych USA wybiły się ponad 1,70 proc., co jest alarmujące dla tych pozycji, które stanowią alternatywę dla amerykańskiego długu. Nie licząc biednego GBP, największe zmiany w tym tygodniu dotyczą USD/JPY i złota, gdzie konsensualne pozycje były nagromadzone w stronę aprecjacji jena i wzrostu ceny złota, a jedną z argumentacji za pozycją był sceptycyzm względem normalizacji polityki Fed. Jednak inwestorzy spekulacyjni czują, że tracą grunt pod nogami, szczególnie, że doniesienia z kampanii prezydenckiej w USA nie sugerują, aby Trump się zbliżał do Clinton. Wprawdzie wszystko może zmienić niedzielna debata, ale na razie kapitulacja wzięła górę. Dziś nie zanosi się na świeże impulsy do porzucania jena i złota, ale przy solidnym NFP jutro możemy wrócić do rajdu.
Poza tym EUR/USD pozostaje wiecznie nudny, twardy Brexit przygniata GBP i nawet lepsze dane z brytyjskiej gospodarki nie są w stanie pomóc mu powstać z ziemi. AUD i NZD przegrywają z USD z kwi w gorszej pozycji (lubimy długą pozycję w AUD/NZD), a CAD ratuje solidna postawa ropy naftowej.
Czwartkowy kalendarz jest ubogi. Cotygodniowy raport o wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych z USA traci na znaczeniu w tygodniu z raportem NFP. ECB opublikuje protokół z wrześniowego posiedzenia, ale nie oczekujemy interesujących niespodzianek, a na pewno nie w temacie wygaszania QE.
Eksperci prognozują, że utrzymujący się od dłuższego czasu spadek poziomu bezrobocia będzie kontynuowany, ale wyhamuje w przyszłym roku. Spodziewany jest dalszy wzrost płac realnych. W opinii Jakuba Borowskiego, głównego ekonomisty Crédit Agricole, przeszkodą do dalszej poprawy sytuacji na rynku pracy będzie przede wszystkim brak wykwalifikowanej kadry, która odpowiadałaby na zapotrzebowanie pracodawców.
– Spodziewam się, że poprawa na rynku pracy w perspektywie najbliższych kwartałów będzie kontynuowana, ale będzie ona coraz mniejsza. Stopa bezrobocia, po wyeliminowaniu wpływu czynników sezonowych, będzie dalej spadać i w grudniu osiągnie 8,4 proc. – prognozuje Jakub Borowski, główny ekonomista banku Crédit Agricole.
Według informacji Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej stopa bezrobocia rejestrowanego wyniosła w sierpniu 8,5 proc. Na koniec miesiąca w urzędach pracy zarejestrowanych było 1 348,2 tys. osób bezrobotnych. W porównaniu z lipcem wskaźnik spadł o 0,1 proc. i jest obecnie na poziomie najniższym od 25 lat. Resort pracy prognozuje, że na koniec roku bezrobocie nie powinno przekroczyć 8,6 proc. Zdaniem Jakuba Borowskiego spadek poziomu stopy bezrobocia wyhamuje jednak dopiero w przyszłym roku.
– Jeśli porównamy spodziewaną zmianę stopy bezrobocia w grudniu przyszłego roku w stosunku do grudnia tego roku, to tej zmiany nie będzie. Innymi słowy, uważam, że przyszły rok przyniesie koniec poprawy sytuacji na rynku pracy rozumianej jako spadek stopy bezrobocia – przewiduje Jakub Borowski.
Zaznacza, że w przyszłym roku nadal spodziewany jest solidny wzrost płac realnych, które według sierpniowych danych GUS wzrosły o 5,5 proc. w ujęciu rocznym. Możliwości dalszego zmniejszania poziomu bezrobocia są jednak – zdaniem ekspertów – ograniczone, ponieważ rynek pracy nie odpowiada na zapotrzebowanie pracodawców, a firmy i przedsiębiorstwa już teraz napotykają bardzo duże trudności w znalezieniu wykwalifikowanych pracowników.
– Można powiedzieć, że barierą dalszej poprawy na rynku pracy i w pewnym sensie barierą utrzymania wysokiego wzrostu gospodarczego w Polsce jest brak wykwalifikowanej siły roboczej – tłumaczy Borowski.
Zdaniem głównego ekonomisty Crédit Agricole, brak wykwalifikowanej kadry to przeszkoda, którą trudno będzie obejść bez odpowiedniej polityki imigracyjnej, która pozwoli znaleźć pracowników z odpowiednimi kompetencjami, najlepiej odpowiadającymi na zapotrzebowanie polskiego rynku pracy.
Continental, wiodący dostawca rozwiązań motoryzacyjnych, stawia na innowacje. W ciągu ostatnich lat na zwiększenie produktywności i tworzenie nowych placówek naukowych firma przeznaczyła 3 mld euro. Trwają prace nad uruchomieniem seryjnej produkcji opon z kauczuku z mniszka lekarskiego. Innowacyjne technologie Continentala opracowane dla firm transportowych pozwalają zmniejszyć zużycie paliwa i zwiększyć ładowności.
– Nasza innowacyjność wynika z filozofii koncernu. Jesteśmy jednym z trzech głównych globalnych dostawców do branży automotive. Musimy i chcemy być jednym z liderów technologicznych – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Jerzy Mendala, dyrektor ds. sprzedaży opon osobowych w Continental Opony Polska.
Firma opracowuje innowacyjne projekty badawczo–rozwojowe we współpracy z ośrodkami naukowymi. Tylko w ciągu ostatnich pięciu lat na zwiększanie produktywności zakładów oraz utworzenie nowych placówek naukowych Continental przeznaczył 3 mld euro. Firma zapowiada poszerzenie projektu badawczego „Taraxagum – opony z kauczuku z mniszka lekarskiego”. Ma powstać nowa placówka naukowa, która ma na celu rozwój przemysłowej uprawy roślin i przetwarzanie pozyskanego surowca na produkcję ogumienia.
– To projekt związany z przygotowywaniem infrastruktury badawczo-rozwojowej i produkcyjnej do uruchomienia produkcji seryjnej opon, dla których główny surowiec, jakim jest kauczuk naturalny, będzie pozyskiwany z mniszka lekarskiego. Oczywiście w innej wersji niż ten standardowy, z jego wersji gumodajnej, która zawiera dużo więcej składnika w postaci kauczuku. Technologię już mamy, brakuje jeszcze seryjnej produkcji – tłumaczy Mendala.
Pierwsze opony wyprodukowane przy użyciu mniszka lekarskiego przeszły już próby w warunkach letnich i zimowych. Nowy projekt pozwoli zaspokoić rosnący popyt na kauczuk naturalny, to także rozwiązanie korzystne nie tylko ekonomicznie, lecz także ekologiczne.
Continental rozwija też innowacyjne technologie dla branży transportowej.
– Nasza sieć Conti 360 sprawia, że zdejmujemy z głowy naszym partnerom biznes oponiarski, tak naprawdę przejmujemy go w całości – zaznacza Grzegorz Jeziak, dyrektor handlowy w dziale opon użytkowych w Continental Opony Polska.
To oferta Continental dla flot ciężarowych w całej Europie. Obejmuje pięć elementów usługowych, poczynając od doboru właściwego ogumienia, poprzez usługi sprzętowe ContiFitmentService, po sprawozdawczość ContiFleetReporting. System zarządzania ogumieniem zapewnia kontrolę stanu opon floty. W razie awarii ogumienia, Continental zapewnia oddziały serwisowe dla lokalnych i europejskich flot.
– Wiemy, że opony wpływają bezpośrednio lub pośrednio na znaczną część biznesu transportowego. Jeżeli pomagamy klientom w zarządzeniu kilkunastoma procentami ich kosztów, to dla nich duża ulga – podkreśla Grzegorz Jeziak.
Podczas tegorocznych Międzynarodowych Targów Pojazdów Użytkowych IAA w Hanowerze Continental zaprezentował również opony, które obniżają zużycie paliwa, resory pneumatyczne zmniejszające obciążenie i kompaktowy katalizator utleniający. Firma ocenia, że dzięki innowacyjnym technologiom opracowanym do wykorzystania w pojazdach użytkowych, oszczędności paliwa mogą sięgnąć 6 litrów na 100 kilometrów.
W sytuacji gdy trudno liczyć na zdecydowany wzrost indeksów, szansą dla inwestorów jest wybór perspektywicznych spółek do portfela. Zdaniem Sobiesława Kozłowskiego z Domu Maklerskiego Raiffeisen Bank Polska przykładem spółek, w które warto zainwestować, są producent felg Uniwheels oraz twórca aplikacji LiveChat. Ich zalety to transparentność i model biznesowy pozwalający zakładać dobre wyniki w przyszłości.
– Pozytywnie oceniam perspektywy spółki Uniwheels – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Sobiesław Kozłowski, koordynator ds. analiz giełdowych Domu Maklerskiego Raiffeisen Bank Polska. – Uniwheels to producent felg aluminiowych, korzysta na sentymencie, jeżeli chodzi o sektor automotive, czyli taki sektor związany z produkcją części do samochodów. I tu bardzo mocne wyniki, mocne zachowanie kursu.
Akcje Uniwheels od debiutu w maju 2015 roku zyskały 75 proc. Warto przy tym zauważyć, że dokładnie w dniu debiutu spółki przypadła ostatnia sesja przed I turą ubiegłorocznych wyborów prezydenckich, po których warszawskie indeksy rozpoczęły marsz w dół. Gros wzrostów Uniwheels przypadło jednak na ostatnie dwa miesiące, gdy akcje poszły w górę o jedną trzecią. W I półroczu grupa Uniwheels zanotowała 233 mln euro przychodów, co oznacza wzrost o 2,8 proc. wobec 2015 roku, który sama spółka określa jako najlepszy w historii. Zysk netto wzrósł w tym czasie o ponad połowę do 29 mln euro. W czerwcu ruszył otwarty przed terminem zakład produkcyjny w Stalowej Woli.
– Spółka ostatnio otworzyła nowy zakład w Stalowej Woli, co kwartał przedstawia prognozy wyników, co się rzadko zdarza. Widać, że spółka jest dobrze ułożona. Cena do zysku na 2016 rok to blisko 13, na 2017 blisko 11, to są przyzwoite poziomy, nawet powiedziałbym, że niskie dla spółki, która się mocno rozwija i jest taka transparentna – chwali Kozłowski.
W drugiej połowie września spółka ogłosiła strategię do 2022 roku. Chce rozwinąć swoje moce produkcyjne do 14 mln felg rocznie, a przychody zwiększyć do ponad 700 mln euro. W 2015 roku wyprodukowała 8 mln felg i sprzedała je za 436,5 mln euro.
– Druga spółka, która moim zdaniem w aktualnym środowisku może zyskiwać w perspektywie najbliższych kwartałów czy nawet lat, nawet by ją można trzymać pewnie do emerytury, to LiveChat, spółka, która sprzedaje aplikacje – ocenia analityk DM Raiffeisen Bank Polska. – Co miesiąc raportuje wzrost liczby klientów, uzyskuje przychody głównie w dolarze i gros zysków, blisko 100 proc. przeznacza na dywidendy. Można powiedzieć, że model biznesowy jest niezależny od zmiany sytuacji gospodarczej w Polsce, więc to taka ciekawa ekspozycja trochę właśnie na rynki zagraniczne.
1 października LiveChat miał 16 949 klientów korzystających z płatnej wersji produktu. To o 351 więcej niż miesiąc wcześniej (netto, czyli bilansując rezygnacje) i o blisko 4,7 tys. więcej niż rok wcześniej. W I kwartale roku obrotowego 2016/2017 (zakończonym 30 czerwca) LiveChat miał 16,6 mln zł skonsolidowanych przychodów (+47,5 proc. rdr) i ponad 9 mln zł zysku netto (wzrost o 54,3 proc.).
LiveChat notowany jest na GPW od kwietnia 2014 roku. Jego akcje podrożały w tym czasie o 160 proc. Od początku roku spółka dała zarobić inwestorom ponad 23 proc.
– Zarówno LiveChat, jak i Uniwheels to są takie spółki, których model biznesowy rośnie i tutaj oczekiwałbym ponadprzeciętnych stóp zwrotu – przekonuje Kozłowski. – Oczywiście te spółki trochę wzrosły już w tym roku czy w latach poprzednich, ale wydaje mi się, że mnożniki są nadal atrakcyjne, więc tutaj oczekiwałbym wyraźnie jednocyfrowych lub nawet dwucyfrowych stóp zwrotu w kolejnych latach.
Wrzesień pokazał, że media społecznościowe nie stoją w miejscu, tylko systematycznie rozwijają dostępne funkcje albo wprowadzają całkiem nowe rozwiązania – mówi Joanna Jałowiec, redaktor naczelna Proto.pl. Przykładowo, obowiązujący na Twitterze limit 140 znaków przestał obejmować np. cytaty czy zdjęcia. Z kolei Snapchat proponuje okulary Spectacles z wbudowaną kamerą. Zmiany wprowadzane przez media społecznościowe dają wiele nowych możliwości promocji usług i marek, dlatego branża marketingowa i PR powinny trzymać rękę na pulsie.
– W Polsce zazwyczaj obserwujemy te zmiany z oddali, ponieważ większość nowych rozwiązań jest wprowadzana w pierwszej kolejności w Stanach Zjednoczonych i dopiero po pewnym czasie, stopniowo przenosi się na pozostałe rynki. Tym razem mamy jednak do czynienia z małą rewolucją geograficzną, ponieważ po raz pierwszy w historii to właśnie tutaj, w Polsce, Facebook testuje pewne nowości – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Joanna Jałowiec, redaktor naczelna Proto.pl.
Od kilku dni polscy użytkownicy Facebooka testują nową funkcję popularnego komunikatora Messenger. Opcja Messenger Day pozwala zamieszczać zdjęcia, filmy i inne materiały multimedialne, które udostępniane są wszystkim znajomym, a treści znikają po upływie 24 godzin.
W ostatnich tygodniach zmiany wprowadził również YouTube, który zaczął bardzo restrykcyjnie przestrzegać swojego regulaminu i blokuje możliwość zarabiania na filmach wideo, które zostały uznane za wulgarne bądź propagujące niewłaściwe treści.
Zaostrzenie polityki serwisu wywołało dyskusję wśród youtuberów, którzy z jednej strony dostarczają platformie treści, a z drugiej – zarabiają na reklamach, które są w nich zamieszczane. O sprawie napisał „Washington Post”, który przestrzega, że youtuberzy z Wielkiej Brytanii, Kanady i Stanów Zjednoczonych mogą mieć problemy z zarabianiem na swoich filmach.
– Każda ze stron ma swoje racje: YouTube tłumaczy, że chce zapobiec skargom ze strony reklamodawców, a youtuberzy oburzają się, że serwis cenzuruje ich twórczość i stawia reklamodawców na pierwszym miejscu. Problem jak zwykle tkwi w detalach, ponieważ filmy ocenia automatyczny program, a ten jak wiadomo może się mylić. Jak sytuacja rozwinie się na polskim rynku? Przekonamy się za kilka miesięcy – komentuje Joanna Jałowiec.
W tyle nie pozostają także Instagram i Snapchat. Ten pierwszy wprowadził właśnie opcję powiększania zdjęć i filmów wideo. Funkcja zoom jest dostępna dla użytkowników smartfonów z systemem operacyjnym iOS, ale w ciągu kilku tygodni ma być również osiągalna w wersji na Androida.
– Snapchat, czyli medium uwielbiane przez nastolatki, wprowadza na rynek własny produkt. Są to okulary przeciwsłoneczne z wbudowaną bezprzewodową kamerą o nazwie Spectacles. Pomysł Snapchata, choć bardzo przypomina Google Glass, to jest od propozycji giganta prostszy i tańszy. Okulary Snapchata mają kosztować 100 funtów, a za Google Glass zapłacimy aż 1000 funtów – mówi Jałowiec.
Zgodnie z obietnicami Snapchata okulary mają działać w trybie pełnoekranowym na każdym urządzeniu, w dowolnej orientacji i będą oddawać ludzką perspektywę widzenia. Firma chwali się, że stworzyła jedną z najmniejszych bezprzewodowych kamer na świecie. Ponadto, okulary Spectacles mają być dziecinnie proste w obsłudze: aby rozpocząć nagrywanie wystarczy nacisnąć przycisk umieszczony w obudowie. Filmy będą bezprzewodowo synchronizowane z aplikacją, długość nagrania nie może jednak przekroczyć 30 sekund.
Od połowy września zmiany objęły także użytkowników Twittera. Dotychczas w serwisie obowiązywał limit 140 znaków wypowiedzi. Od 19 września do tej liczby nie są wliczane cytaty, zdjęcia, ankiety i gify.
– Twitter, czyli medium, które uczy nas zwięzłości wypowiedzi, przekształca swój słynny limit 140 znaków wypowiedzi. To oznacza, że my, jako użytkownicy, możemy sobie pozwolić na większą swobodę wypowiedzi. Nie musimy ważyć każdego słowa – komentuje Joanna Jałowiec.
Ceny mięsa stopniowo rosną, choć wciąż jeszcze są niższe niż przed rokiem. Niskie ceny rekompensuje większy eksport. Tylko w pierwszej połowie 2016 roku eksport drobiu wzrósł o 14 proc., podczas gdy wieprzowiny o 8 proc., a wołowiny o 2 proc. Sprzedajemy coraz więcej poza kraje Unii Europejskiej, duży potencjał mają zwłaszcza kraje afrykańskie.
– Sytuacja na rynku mięsa jest jeszcze trudna. W 2015 roku mieliśmy do czynienia ze spadkiem cen surowców. Dotyczyło to nie tylko ropy naftowej, bo ceny mięsa też gwałtownie spadły. Rynek podnosi się z tego upadku, wierzymy, że się podniesie i sytuacja się poprawi, choć trudno to przewidzieć – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Sébastien Guyon, dyrektor i prezes firmy Polska Meat.
Od stycznia światowe ceny mięsa rosną. Według wstępnego szacunku indeks cen mięsa FAO w sierpniu osiągnął wartość 162,2 pkt. Światowe ceny mięsa w sierpniu były o 12 proc. wyższe niż w styczniu. Najszybciej drożała wieprzowina (21 proc.), baranina (19 proc.) i mięso drobiowe (15 proc.). Mimo systematycznych wzrostów w sierpniu mięso było wciąż o 5 proc. tańsze niż w analogicznym okresie 2015 roku.
– Ceny zależą od sytuacji na rynkach, które to mięso odbierają. Przy mięsie z kurczaka bardziej liczy się sytuacja na rynku krajowym, przy kurzym ważniejsze są zagraniczne rynki zbytu. Biorąc pod uwagę spadek cen ropy naftowej, obawiam się, że ceny mogą przez jakiś czas ustabilizować się na obecnym poziomie – ocenia prezes Polska Meat.
Prognozy Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej Państwowego Instytutu Badawczego wskazują, że produkcja mięsa i podrobów drobiowych na koniec 2016 roku wzrośnie o 10 proc. do ok. 2,6 tys. ton. Wzrośnie również konsumpcja – o 1,8 proc. do poziomu 28,8 kg na mieszkańca. W całej UE też notowane są wzrosty, tu średnia wynosi 26,7 kg.
Niskie ceny mięsa drobiowego może zrekompensować większy eksport. Jak wynika z raportu Agencji Rynku Rolnego, I półroczu wyeksportowano 664 tys. ton żywca, mięsa i podrobów drobiowych, o 14 proc. więcej niż przed rokiem. Wartość eksportu wyniosła 1,1 mld euro (wzrost o 5 proc. mimo niższych cen). Wzrósł wolumen sprzedaży mięsa kurzego (o 15 proc.) i indyczego (o 12 proc.). W przypadku mięsa pozostałych gatunków drobiu odnotowano 6-proc. spadek.
– Największą popularnością mięso kurze z Polski cieszy się w Nigerii. To bardzo duży rynek, 200 mln mieszkańców. Poza tym Benin, Togo, Wybrzeże Kości Słoniowej i Kongo to kraje, które kupują bardzo duże ilości tego mięsa – wymienia Sébastien Guyon.
Najwięcej drobiu z UE w I półroczu trafiło właśnie do dwóch krajów afrykańskich: RPA (135 tys. ton za 110 mln euro) oraz do Beninu (72 tys. ton za 53 mln euro). Łączny eksport z UE wyniósł 783 tys. ton, o 10 proc. więcej niż w I połowie 2015 roku.
Polska Meat skupuje mięso od producentów i odsprzedaje je klientom w Polsce i za granicą, organizując cały łańcuch logistyczny (konfekcjonowanie, magazynowanie, transport). W przeważającej części mięso trafia na eksport, głównie do krajów Afryki (82 proc. przychodów). W 2015 roku przychody spółki przekroczyły 212 mln zł, podczas gdy rok wcześniej wynosiły nieco ponad 203 mln (wzrost o 4 proc.).
Jesienne miesiące to okres, w którym zawartość szafy urasta do jednego z większych problemów. Na przełomie września i października w mediach społecznościowych pojawiło się 850 wpisów i komentarzy z pytaniami „w co się ubrać” czy „co założyć” – wynika z badania IMM. Odzieżowa dyskusja tylko w ciągu 10 dni wywołała 72 tys. interakcji. Firmy odzieżowe nie wykorzystują jednak potencjału social media. Komentarze na prośby o pomoc w ustaleniu odpowiedniego stroju stanowią zaledwie 1 proc. interakcji.
– Na przełomie września i października social media wypełniły się zapytaniami o to, jak się ubrać, co ma związek z bieżącą zmianą pór roku. W tym okresie, zgodnie z danymi IMM, w mediach społecznościowych pojawiło się około 850 wzmianek na badany temat, jednak większość z nich została bez odpowiedzi, także ze strony marek odzieżowych – mówi agencji Newseria Biznes Monika Tomsia, PR Manager w Instytucie Monitorowania Mediów.
Odzieżowe dyskusje cieszą się dużym zainteresowaniem. Tylko w ciągu 10 dni temat wywołał 72 tys. interakcji, 80 proc. z nich stanowiły udostępnienia. Najbardziej przysłużyły się ku temu wpisy na Twitterze. „Sezon nie wiem, jak się ubrać, ogłaszam za rozpoczęty HASHFirstDayofFall” – napisała jedna z użytkowniczek. Z kolei tweet „Kiedy nie masz się w co ubrać, łapiesz doła na 10 min., zamiast się szykować” podany był dalej ponad 1,6 tys. razy.
– Dużą rolę w dyskusjach odzieżowych odegrał właśnie Twitter. To ten kanał społecznościowy zebrał najwięcej zapytań, w co się ubrać, co założyć. Facebook tym razem znalazł się na drugim miejscu – wskazuje Tomsia.
Z monitoringu IMM wynika, że wyjście do pracy, na wesele czy na imprezę wywołują najwięcej dylematów wśród modowych internautów. Powodem ubraniowych dylematów stają się jednak nie tylko ważne okazje, lecz także stan pogody. Nieco częściej to niskie temperatury sprawiają kłopot użytkownikom social mediów (56 proc. publikacji dotyczących warunków pogodowych). Internauci dyskutują także o ubraniach. W rozmowach najczęściej pojawia się „kurtka”, „sweter”, „żakiet”, „spodnie” i „sukienka”.
– Dylematy odzieżowe pojawiały się najczęściej w kontekście zmiany stanów pogody lub konkretnego wydarzenia. Okazjami, które sprawiały najwięcej trudności internautom w doborze odpowiedniej garderoby, były kolejno praca i rozmowa o pracę, wesela i śluby oraz imprezy – wskazuje przedstawicielka IMM.
Potencjału komunikacyjnego nie wykorzystują marki odzieżowe. Prośby o pomoc w ustaleniu odpowiedniego zestawu odzieżowego nie spotykają się z odpowiedziami ani ze strony innych użytkowników mediów społecznościowych, ani ze strony firm odzieżowych. Komentarze stanowią zaledwie 1 proc. wszystkich interakcji. Dyskusje odzieżowe to zaś dobra okazja do nawiązania interakcji, zwłaszcza że część internautów wprost pyta, gdzie znajdzie odpowiednie ubrania.
– To duży niewykorzystany potencjał komunikacyjny, który przy dobrym zagospodarowaniu może przynieść pozytywne efekty wizerunkowe i sprzedażowe markom modowym czy sklepom odzieżowym – przekonuje Monika Tomsia.
Rynek pracy otwiera się na młodych pracowników. Liczba ofert praktyk, staży i zatrudnienia na początkowym etapie kariery wzrosła w I półroczu o 25 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem. Studentów i absolwentów poszukują zwłaszcza branże IT, FMCG, finansowa, handlowa i obsługa klienta. Młodzi pracownicy, poza szansą na zdobycie kompetencji zawodowych, często mogą również liczyć na atrakcyjne zarobki. Prym wiedzie branża IT, w której wynagrodzenia dla rozpoczynających karierę przekraczają 3 tys. zł netto.
– Rośnie zapotrzebowanie na młode osoby na rynku pracy. Coraz więcej pracodawców dostrzega wartość młodych pracowników i to, że mogą ich rozwijać w ramach swojej organizacji, czerpać z ich energii i entuzjazmu – ocenia Izabela Bartnicka, ekspert Grupy Pracuj w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.
Liczba ofert praktyk, staży i stanowisk pracy, które stanowią pierwsze kroki na szczeblach kariery, wzrosła w I półroczu 2016 roku o 25 proc. w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej. Najwięcej ofert pracy dla studentów i absolwentów generują branże dóbr szybkozbywalnych, handel, sprzedaż i obsługa klienta. Młodych kandydatów poszukuje również branża finansowa.
– Największy wzrost, bo aż 100-proc., widzimy jednak w obszarze IT. Tutaj najbardziej dynamicznie rośnie zapotrzebowanie na studentów, absolwentów, stażystów, którzy jak najwcześniej rozpoczną pracę w danej firmie – mówi Izabela Bartnicka.
Dla młodych ludzi, którzy stawiają swoje pierwsze kroki na rynku pracy, staż lub praktyka to szansa na zdobycie kompetencji zawodowych, praktycznej wiedzy i rozpoznania potrzeb pracodawcy. Ekspertka Grupy Pracuj podkreśla, że jest to również etap, na którym młodzi pracownicy mogą liczyć na całkiem uczciwe wynagrodzenie.
– Największymi szczęściarzami są osoby z obszaru IT, bo ich pierwsze wynagrodzenie często sięga kwot powyżej 3 tys. zł netto. Na najwyższe zarobki mogą liczyć osoby zajmujące się pisaniem architektury, programowaniem. Również w innych obszarach związanych z branżą IT, jak e-commerce, projektowanie czy media internetowe, pierwsze zarobki kształtują się dość atrakcyjnie, powyżej 2,5 tys. zł na rękę – mówi Bartnicka.
Potwierdzają to dane Grupy Pracuj z kwietnia 2016 roku, z których wynika, że na najwyższe przeciętne wynagrodzenia studenci mogą liczyć w obszarach IT związanych z rozwojem oprogramowania (3070 zł netto), strategia/BI (2946 zł netto), w doradztwie i konsultingu (2843 zł netto), w branży e-commerce/ internet/ nowe media (2500 zł netto) oraz pracownicy IT w administracji (2500 zł netto).
Największe zarobki studenci osiągają w województwach mazowieckim (średnio 2496 zł netto), dolnośląskim (2200 zł netto), małopolskim (2200 zł netto), pomorskim (2145 zł netto) oraz wielkopolskim (2050 zł netto).
Mimo oferowania atrakcyjnego wynagrodzenia polscy pracodawcy często uskarżają się na problemy z pozyskaniem młodej i odpowiednio wykwalifikowanej kadry. Zdaniem Izabeli Bartnickiej tym, co może zachęcić młodych pracowników są nie tylko zarobki, lecz także stworzenie im możliwości rozwoju oraz zdobycia wymiernych kompetencji.
– Tym, co jest najważniejsze dla młodych osób na rynku pracy, jest możliwość zarobienia swoich pierwszych pieniędzy, ale też poczucie, że ich praca jest ważna, a staż lub praktyka nie opierają się wyłącznie o jakieś podstawowe prace biurowe, jak przysłowiowe parzenie kawy i kserowanie dokumentów. Ważne, aby miało to konkretną, wymierną wartość i stanowiło coś, co będą sobie mogli wpisać w CV bądź będą mogli się pochwalić zdobytą umiejętnością czy wyuczoną kompetencją w danym obszarze. To są benefity, które mogą zachęcić młode osoby do odbycia stażu czy praktyki w danej firmie – podkreśla Izabela Bartnicka.
Studenci i absolwenci zarobią najwięcej w dużych korporacjach, zatrudniających powyżej 250 osób. Mile widziani są jednak zwłaszcza w małych firmach (zatrudniających mniej niż 10 osób), gdzie procentowy udział studentów w kadrze jest najwyższy i wynosi 13,3 proc.
Eksperci PwC szacują, że średnioroczny wzrost produkcji aut wyniesie 3,6 proc. do 2021 roku. Oznacza to znaczący wzrost liczby samochodów na drogach. Z jednej strony rozwój branży oznacza wzrost zatrudnienia i mobilności społeczeństw, z drugiej – wiąże się z coraz większym wpływem na środowisko naturalne. Dlatego firmy z sektora podejmują wysiłki na rzecz zrównoważonego rozwoju. Dążą m.in. do zmniejszenia masy pojazdów oraz rozwijania alternatywnych źródeł napędu.
– Szacuje się, że branża motoryzacyjna będzie rosła w tempie 5 proc. każdego roku, co oznacza kolosalny wzrost liczby pojazdów na naszych drogach. Z drugiej strony daje ona zatrudnienie około 10 milionom osób na całym świecie. Jest to niebagatelny czynnik, który każe nam myśleć o motoryzacji w sposób zrównoważony – mówi agencji Newseria Biznes dr inż. Dominik Wawrzyniak, menadżer i pełnomocnik systemu zarządzania jakością w koncernie Faurecia.
Z danych PwC przytaczanych w raporcie PZPM „Branża motoryzacyjna 2016” wynika, że w latach 2015–2021 co roku spodziewany jest wzrost produkcji aut osobowych i lekkich dostawczych o 20,5 mln sztuk, czyli o 3,6 proc.
Rozwój motoryzacji niesie ze sobą dobrodziejstwa polegające przede wszystkim na możliwości szybkiego przemieszczania z miejsca na miejsce. Ale wiążą się z tym także problemy, takie jak zanieczyszczenie powietrza, wód, gleby, a także te wynikające z zatłoczenia miast i coraz większych korków na drogach. Dla przykładu Ministerstwo Energii podaje, że 60 proc. zanieczyszczeń powietrza w polskich miastach pochodzi z transportu. To wszystko wpływa też na stan zdrowia społeczeństw.
– Zrównoważony rozwój branży motoryzacyjnej będzie się skupiał wokół niwelowania niekorzystnych jej wpływów związanych z zanieczyszczeniami – mówi Wawrzyniak. – Jest to m.in. realizacja bardziej efektywnych energetycznie technologii, obniżanie masy pojazdów, odchudzanie konstrukcji, a z czasem także przechodzenie na alternatywne źródła napędu.
PwC ocenia, że udział pojazdów z alternatywnymi źródłami napędu wzrośnie dwukrotnie – z 3,7 proc. w 2015 roku do 7,3 proc. w 2022 roku.
Zmianie ulegać będą także wewnętrzne procesy w firmach.
– Na poziomie operacyjnym konieczna jest przede wszystkim edukacja i uświadomienie, jakie płyną konsekwencje z różnych decyzji biznesowych – przekonuje dr inż. Dominik Wawrzyniak. – Potrzebujemy prostych modeli pozwalających menadżerom na podejmowanie optymalnych decyzji z punktu widzenia interesów różnych zainteresowanych stron, nie tylko akcjonariuszy, właścicieli, klientów, lecz także społeczeństwa, społeczności, środowiska przyrodniczego.
Do oceny skuteczności takich działań w przedsiębiorstwach, jak zauważa dr inż. Dominik Wawrzyniak, służą globalne standardy promowane przez takie organizacje jak United Nations Global Compact (największa na świecie utworzona w 2000 roku inicjatywa prowadząca działania na rzecz społecznej odpowiedzialności biznesu i wspierania zrównoważonego rozwoju) czy Global Reporting Initiative oraz kryteria kwalifikacji dla notowań specjalistycznych indeksów giełdowych (m.in. FTSE4Good, Dow Jones Sustainability Indices). Do dyspozycji są również bardziej szczegółowe modele oceny organizacji, takie jak SMETA, GC-Mark czy EFQM Excellence Model.
– Niestety, żaden z nich nie jest doskonały, zwłaszcza w odniesieniu do motoryzacji. Jednakże nauka o zrównoważoności (sustainability science) stwarza rozległe pole dla poszukiwania bardziej adekwatnych metod oceny skuteczności działań na rzecz zrównoważonego rozwoju – wskazuje dr inż. Dominik Wawrzyniak.
Dzięki najnowszym rozwiązaniom informatycznym można istotnie usprawnić zarówno proces wytwarzania, jak i przesyłania energii, oraz obsługę klienta końcowego, który tę energię odbiera – przekonuje Piotr Witczyński, dyrektor generalny Oracle Polska. Spodziewa się, że w kolejnych latach firmy energetyczne będą przeznaczać do 2 proc. swoich przychodów na inwestycje w IT.
– Oczywiście to jest kwestia liczenia. Jeżeli mamy urządzenia do pomiaru, to można je wliczyć zarówno do inwestycji w obszarze informatyki, jak i automatyki. Myślę jednak, że to jest rząd wydatków od 0,5 do 2 proc. przychodów, którego należy oczekiwać na inwestycje w informatykę – powiedział agencji Newseria Biznes Piotr Witczyński, dyrektor generalny Oracle Polska, podczas debaty „Innowacyjna energetyka”.
Rozwiązania z zakresu IT mają pomóc firmom energetycznym m.in. w zwiększaniu efektywności wytwarzania energii oraz obniżaniu emitowanych zanieczyszczeń. Drugim obszarem jest przesył.
– To przekłada się na koszty. Wytwarzając energię bardziej efektywnie, możemy wyprodukować jej więcej z mniejszej ilości surowca. Jeżeli mamy na przesyle małe straty i umiemy proaktywnie zarządzać awariami sieci lub ich unikać, to też możemy oszczędzić koszty – wymienia Piotr Witczyński.
Monitorowanie procesów wytwarzania i przesyłania energii jest możliwe dzięki specjalnym sensorom, które przekazują do systemu wszystkie dane o zachodzących tam procesach.
– Dzięki temu można szybko, na bieżąco, podejmować odpowiednie decyzje. Informacje o awariach docierają błyskawicznie, dzięki temu można szybko wysłać ekipę naprawczą w konkretne miejsce – tłumaczy Witczyński.
Trzeci obszar, który również ma przełożenie na koszty działalności firmy, to obsługa klienta.
– Automatyzacja obsługi klienta to większa sprzedaż i tańsza jego obsługa – podkreśla dyrektor generalny Oracle Polska. – Mamy więc cały szereg elementów kosztowych, które można poprawić. Ale poprzez dobrą obsługę klienta czy nową ofertę można też zwiększyć przychody.
Wdrażanie nowoczesnych rozwiązań IT, które wesprą te obszary, wymaga zmian w różnych systemach firmy.
– Począwszy od systemów zarządzania, księgowości, systemów magazynowych czy remontowym, poprzez systemy sterowania, które pozwalają optymalizować wytwarzanie, przesyłanie, remonty sieci, kończąc na systemach najbardziej newralgicznych z mojego punktu widzenia, czyli systemy obsługi klienta. Tak naprawdę cały ten łańcuch – od wytwarzania do obsługi klienta – jest zależny od dobrych systemów informatycznych, bez których firma energetyczna nie jest dziś w stanie normalnie funkcjonować – podkreśla Witczyński.
Emerytury mogą być albo wyższe, albo wcześniejsze. Obniżenie wieku emerytalnego i jednocześnie podwyższenie gwarantowanych emerytur wymusi zwiększenie opodatkowania osób pracujących – ostrzega Konfederacja Lewiatan, oceniając projekt ustawy podwyższającej najniższe emerytury i renty.
Komentarz Jeremiego Mordasewicza, doradcy zarządu Konfederacji Lewiatan
Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu PKPP Lewiatan
Rząd popiera w Sejmie prezydencki projekt obniżenia wieku emerytalnego a jednocześnie przygotował i rozesłał do konsultacji własny projekt ustawy podwyższającej minimalne emerytury i renty z ZUS i KRUS. Podwyżka najniższych świadczeń jest uzasadniona, ale w połączeniu z obniżeniem wieku emerytalnego będzie prowadzić do pogłębienia deficytu w ZUS i KRUS, który już obecnie przekracza 60 mld zł rocznie.
Podwyższenie emerytury gwarantowanej i jednocześnie obniżenie wieku emerytalnego, które zmniejszy emerytury, znacząco zwiększy liczbę emerytur dotowanych.
Samo powstrzymanie stopniowego podwyższania wieku emerytalnego i wydłużania stażu pracy niezbędnego do uzyskania gwarantowanej emerytury, mimo wydłużania się życia, spowoduje, że odsetek dotowanych emerytur z FUS wzrośnie z 12% obecnie do 50% w 2050 r. Koszt takich dopłat stanowiący obecnie 2% całego kosztu emerytur wzrośnie do 16%.
Podwyższenie minimalnych emerytur i rent zarówno z ZUS, jak i KRUS jeszcze bardziej zwiększy dotacje do emerytur i rent. A to wymusi zwiększenie opodatkowania osób pracujących i ograniczy możliwość finansowania inwestycji niezbędnych do modernizacji gospodarki. Konsekwencją będzie spowolnienie wzrostu produktywności, wynagrodzeń i emerytur.
Jeżeli uznajemy, że najniższe emerytury nie zapewniają dostatecznych środków do życia, to powinniśmy kontynuować stopniowe podwyższanie wieku emerytalnego, w szczególności kobiet, w miarę wydłużania się życia. Jest to niezbędne, aby wydłużyć czas gromadzenia składek, a skrócić czas pobierania emerytury i dzięki temu zwiększyć wysokość świadczeń emerytalnych.
Bezterminowe wstrzymywanie zwrotów VAT jako narzędzie ochrony budżetu przed oszustwami podatkowymi oznacza, że to uczciwi przedsiębiorcy sfinansują uszczelnienie systemu podatkowego – ostrzega Rada Podatkowa Konfederacji Lewiatan oceniając projekt zmian w ustawie o VAT.
W myśl obecnie obowiązujących przepisów urząd skarbowy może przedłużyć zwrot podatku VAT do czasu zakończenia weryfikacji rozliczenia podatnika dokonywanej w ramach czynności sprawdzających, kontroli podatkowej, kontroli skarbowej, postępowania kontrolnego i podatkowego. Po zmianach fiskus sprawdzać będzie także rozliczenia innych podatników biorących udział w transakcji.
Przemysław Pruszyński
– W praktyce planowana regulacja pozwoli urzędnikom przedłużać terminy zwrotu na czas nieokreślony. Nowy zakres czynności weryfikacyjnych polegający m.in. na sprawdzeniu rozliczenia podatnika, rozliczeń innych podmiotów biorących udział w transakcjach z podatnikiem oraz sprawdzeniu zgodności tych rozliczeń z faktycznym ich przebiegiem oznacza, że te będą trwały bez końca, a ryzyko przewlekłego prowadzenia postępowania poniesie podatnik występujący o zwrot podatku – mówi Przemysław Pruszyński, doradca podatkowy, sekretarz Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.
Spowoduje to zwiększenie liczby przypadków, w których bezpośredni wpływ na upadek przedsiębiorcy miały działania organów podatkowych. Przypadki, w których zwrot VAT został zatrzymany nienależnie często prowadzą do utraty płynności finansowej przez przedsiębiorcę.
Tym samym wydłużanie terminu zwrotu VAT dla danego podatnika, w celu weryfikacji rozliczeń innych podmiotów, o których istnieniu i udziale w transakcji kontrolowany nawet nie wie, nie znajduje żadnego uzasadnienia. Tym bardziej niedopuszczalne jest pozbawienie podatników prawa do złożenia zażalenia na postanowienie, na podstawie którego następuje wstrzymanie zwrotu VAT. Jest to regulacja skrajnie profiskalna, stwarzająca możliwość ogromnych nadużyć, których negatywnym skutkom podatnik nie może zapobiec.
Rozszerzenie zakresu czynności na kontrahentów kontrolowanego grozi także naruszeniem przepisów o tajemnicy przedsiębiorstw, np. dotyczącej dostawców oraz stosowanych cen. Podatnik występujący o zwrot VAT odnajdzie w aktach sprawy dane wszystkich podmiotów biorących udział w dostawie danego towaru i będzie miał możliwość pominięcia części tych podmiotów przez zakup od podmiotów występujących na poprzednim etapie obrotu, co istotnie uderzy w podmioty działające jako handlowcy.
Paweł Makowski, dyrektor zarządzający Berkeley Funds
Start-upy zmieniają świat, podejście do biznesu, wprowadzają nowe technologie i są okazją do zainwestowania. Najciekawszymi projektami interesują się przedsiębiorcy, firmy a także gwiazdy. Jak wygląda inwestowanie w start-up i kiedy się opłaca?
– Warto inwestować w start-up dlatego, że młodzi ludzie na etapie start-upów mają najwięcej energii, pomysłów i chęci. Po drugie żyjemy w czasach gdzie wartość dodana np. technologii czy pomysłu może sprawić, że ktoś kto ma 21 lat zostanie milionerem. Po trzecie takim dowodem jest też Bono, który podobno najwięcej zarobił na inwestycji w Facebooka. Po czwarte dzisiaj możemy kawałek swoich oszczędności włożyć w start-up i uzyskać z nich nieprawdopodobny przychód – mówi newsrm.tv Paweł Makowski, dyrektor zarządzający Berkeley Funds i dodaje. – Nie możemy też tego traktować w kategorii pewne. Inwestycja w start-up to nie depozyt bankowy, ale to jest świetna zabawa, pomoc ludziom, którzy w coś wierzą.
Pierwsza zasada inwestowania w start-up zakłada, że jego pomysłodawca cały czas będzie obecny w firmie. Będzie rozwijał swój projekt i dlatego nie można próbować odkupić pomysłu. – Pomysłodawca musi w tym cały czas być, także jako wartość dodana. My mamy go podlewać, a nie zamieniać się z nim miejscami. Trzeba także zadać sobie pytanie: „Czy ja kupiłbym ten produkt?” – radzi Paweł Makowski.
Rozważając taką inwestycję warto także zastanowić się czy pomysł jest realny do wprowadzenia oraz w jakim czasie może przynieść zyski. Młodzi wizjonerzy często też potrzebują wsparcia w postaci porady: jak prowadzić biznes, gdzie go można dalej rozwijać. W zamian inwestor może uczestniczyć w rozwijaniu bardzo innowacyjnych projektów. Nawet takich, które kojarzą się z Doliną Krzemową.
– Oczywiście ja jestem zdania, że nie musimy mieć żadnych kompleksów związanych z Doliną Krzemową. Po spływających do nas propozycjach odnoszę wrażenie, że my mamy Dolinę Krzemową. Trzeba ją tylko zaktywizować – mówi Paweł Makowski i dodaje. – Takim przykładem jest grafen, czy niebieski Blu-Ray wymyślony przez studentów Wojskowej Akademii Technicznej. My chcemy być takim funduszem, który „podlewa” młode osoby, a później rozmawia z większymi w ich języku i pomaga młodym ludziom zdobyć ich pierwszą fakturę.
Zainteresowanie sektorem IT i technologicznych rozwiązań skłoniło kilka lat temu Makowskiego do inwestycji w Dron House – podmiot, którego inżynierowie zbudowali pierwszy polski dron Bielik. Firma ta opracowała również projekt Europejskiego Systemu Monitoringu Dronów. To odpowiedź na coraz większy chaos w przestrzeni lotniczej spowodowany rosnącą liczbą UAV. Kolejny projekt to aplikacja iMe, która jest zdalną pomocą dla firm lub osób fizycznych w poruszaniu się po świecie nowoczesnych technologii.
Obecnie fundusz koncentruje swoje działania na dwóch filarach: nowoczesnych technologiach IT oraz systemach bezzałogowych (UAV). Prognozy dla obu tych sektorów gospodarki są bardzo optymistyczne. Według analiz wartość rynku usług IT w Polsce w 2013 roku sięgnęła poziomu nieco ponad 3 miliardów USD. A branża infotechnologii w naszym kraju rośnie w zawrotnym tempie. Jeśli trend utrzyma tę dynamikę, Polska w ciągu najbliższych lat stanie się drugim pod względem wielkości rynkiem IT w Europie Środkowo-Wschodniej.
Zarówno kobiety, jak i mężczyźni coraz częściej dyskutują na portalach społecznościowych o finansach. Choć panowie nadal wyrażają więcej opinii o oszczędzaniu, zwiększa się liczba pań dyskutujących na ten temat. Ponadto jeszcze więcej jest kobiet piszących w mediach społecznościowych o wydawaniu pieniędzy. Obecnie panie nadal dominują w grupie hedonistów, jednak w grupie oszczędnych zaczęli przeważać mężczyźni.
Jak wynika z II edycji barometru społecznego „Hedoniści i oszczędni”, przeprowadzonego z inicjatywy Towarzystwa Ubezpieczeń na Życie Europa przez IRCenter, Polacy coraz częściej dyskutują na portalach społecznościowych na temat oszczędzania i wydawania pieniędzy. Zmienia się jednak nieco udział kobiet i mężczyzn w wymianie opinii na ten temat. Warto wziąć pod uwagę, że działania w social media są zbieżne z codziennymi zachowaniami. Serwisy te traktujemy bowiem jak swój dziennik i „okno na świat”.
Barometr składa się z trzech elementów: analizy dyskusji w mediach społecznościowych o wydawaniu i oszczędzaniu pieniędzy, zapytań w wyszukiwarce Google zawierających związane z tym frazy oraz odpowiedzi udzielonych przez respondentów w badaniu konsumenckim.
Jedna pani drugiej pani mówi o odkładaniu i wydawaniu
W stosunku do poprzedniego analizowanego roku zwiększył się udział kobiet poruszających w mediach społecznościowych temat oszczędzania. Panie częściej niż w 2015 roku wymieniają poglądy zarówno w kontekście odkładania pieniędzy w ogóle, zabezpieczenia na emeryturę, a także ubezpieczeń.
Ciągle jednak to mężczyźni dyskutują o tym częściej na portalach społecznościowych, mimo że udział ich dyskusji w każdym z trzech wymienionych wyżej aspektów zmalał. W tym roku panowie stanowili bowiem 55 proc. (w poprzednim to 58 proc.) osób wyrażających opinie o oszczędzaniu pieniędzy, 67 proc. dyskutujących o ubezpieczeniach (w ub.r. 71 proc.) i 73 proc. rozprawiających o zabezpieczeniu na jesień życia (wcześniej 76 proc.).
Co więcej, w stosunku do poprzedniego badanego roku jeszcze bardziej zwiększył się udział kobiet piszących w mediach społecznościowych o wydawaniu pieniędzy. W zeszłym roku panie opublikowały 58 proc. wpisów, a w tym roku już 62 proc.
Męska wstrzemięźliwość
Jak wynika z badania konsumenckiego Polaków, stanowiącego jeden z elementów barometru, obecnie kobiety nadal przeważają w grupie hedonistów (58 proc.), natomiast w grupie oszczędnych zaczęli dominować mężczyźni. Rok temu było 48 proc. oszczędzających panów i 52 proc. pań, natomiast w 2016 r. to już 56 proc. mężczyzn a 44 proc. kobiet. Oznacza to wzrost liczby oszczędnych mężczyzn aż o 8 punktów procentowych.
– Cieszy nas, że coraz więcej Polaków interesuje się tematami oszczędzania oraz wydawania pieniędzy. To ważne, żeby społeczeństwo było coraz bardziej świadome swoich finansów i gospodarowania domowym budżetem. Z jednej strony świadczy o tym rosnąca liczba kobiet dyskutujących o oszczędzaniu na portalach społecznościowych, a z drugiej coraz więcej mężczyzn deklarujących się jako osoby oszczędne – mówi Marat Nevretdinov, wiceprezes TU na Życie Europa.
Poniedziałek 3 października minął w całej Polsce pod hasłem #CzarnyProtest, któremu towarzyszyły dyskusje i wszechobecne społeczne poruszenie. NapoleonCat.com przeprowadził krótką analizę przebiegu protestu na Facebooku oraz Instagramie. Obejmuje ona okres na tydzień przed planowanym wydarzeniem, dzień strajku oraz kolejny – czyli od 26 września do 4 października.
Strony internetowe niektórych mediów wrzały, gorąco było również w mediach społecznościowych, które zostały wręcz zasypane czarno-białymi zdjęciami oraz grafikami – tak w skrócie można podsumować poniedziałkowy strajk. Oprócz fotorelacji z wydarzeń, które miały miejsce w wielu miastach w Polsce (i również poza jej granicami), w social media organizowane były liczne wydarzenia opatrzone hashtagiem #czarnyprotest.
Ogólnopolski strajk kobiet na Facebooku
Największą akcją w mediach społecznościowych była inicjatywa społeczna pod nazwą Ogólnopolski strajk kobiet! Polish women on strike. Utworzone na Facebooku wydarzenie przyciągnęło ponad 200 tys. użytkowników, z czego prawie 118 tys. wyraziła chęć wzięcia udziału w strajku, zaś 100 tys. wykazało zainteresowanie nim. Bez wątpienia jest to ogromny sukces organizatorów wydarzenia, ale również dowód na to, jaką moc mają działania w mediach społecznościowych.
Oficjalna strona organizacji społecznej Ogólnopolski Strajk Kobiet na Facebooku, utworzona 26 września, zdobyła nieco ponad 21 tys. użytkowników. Jest to zaledwie odsetek zainteresowanych eventem. Niemniej jednak, jak sami organizatorzy wyjaśniają, jako pierwsze zostało założone wydarzenie, którego popularność nota bene przerosła oczekiwania ich samych, i to właśnie tam publikowanych było najwięcej kluczowych informacji. Oficjalna strona powstała natomiast po to, by uniknąć podszywających się pod inicjatywą osób, stron, wydarzeń itp.
Najwięcej osób, które polubiły Ogólnopolski Strajk Kobiet pochodzi z Polski. Na kolejnych miejscach znalazły się: Wielka Brytania, Niemcy, Stany Zjednoczone, Holandia, Francja, Irlandia, Belgia, Norwegia i Szwecja. I choć najaktywniejsi byli użytkownicy z Polski, w działania fanpage’a angażowali się również ci pochodzący z Wielkiej Brytanii, Niemiec, Stanów Zjednoczonych, czy Holandii.
Użytkownicy strony byli na niej dużo mniej aktywni, niż na facebookowym wydarzeniu. Najwięcej interakcji fani strony wykonali 28. września oraz 3. października.
#CzarnyProtest na Instagramie
Nie zabrakło również aktywności na Instagramie. W analizowanym okresie pojawiło się prawie 25,5 tys. postów zawierających hashtag #czarnyprotest. Zostały one opublikowane przez ponad 22,5 tys. autorów i uzyskały łącznie ponad 1,5 miliona polubień oraz ponad 27,5 tys. komentarzy.
Od 26. września najwięcej postów z #czarnyprotestopublikowali: @januszwalczak, @czarnyprotest oraz @pogotowie_graficzne
Wśród najbardziej komentowanych i lubianych postów znalazły się wpisy autorów: @zuzeklobuzek, @nlyonne, @anja_rubik oraz @wyznajemy.
Mamy zaszczyt i przyjemność zaprosić Państwa do udziału w II edycjiOgólnopolskiego Szczytu Gospodarczego OSG 2016. Szczyt odbędzie się w dniu 5 grudnia 2016 r., w Warszawie w Hotelu Marriott. Temat przewodni Szczytu brzmi: „Państwo – Gospodarka – Bezpieczeństwo: Filary polskiej gospodarki przyszłości”. Organizatorami tego przedsięwzięcia są: Europejskie Centrum Biznesu oraz Główny Partner Merytoryczny Elżanowski Cherka & Wąsowski Kancelaria Prawna.
W ramach tegorocznej edycji Szczytu organizatorzy koncentrują się na filarach polskiej gospodarki przyszłości, czyli branżach, firmach i instytucjach, które swoją działalnością i determinacją przyczyniają się do rozwoju gospodarczego kraju. W ramach zaplanowanych debat prowadzone będą dyskusje ukierunkowane na zabezpieczenie polskiej gospodarki pod kątem ryzyk wynikających z niepewności inwestycyjnej, sytuacji międzynarodowej, bezpieczeństwa (gospodarczego, energetycznego, finansowego) jak również potencjału infrastrukturalnego i innowacyjnego.
Na zakończenie Szczytu odbędzie się uroczysta kolacja z Galą Bursztyn Polskiej Gospodarki podczas której zostaną przyznane tegoroczne statuetki Bursztyn Polskiej Gospodarki 2016 oraz wyróżnienie specjalne w postaci Honorowego Bursztynu Polskiej Gospodarki 2016.
Warszawska kancelaria prawna Galt wzmocniła swój zespół zajmujący się doradztwem dla podmiotów z branży nieruchomości komercyjnych.
Magdalena Wierzbicka
Nowym członkiem zespołu została Magdalena Wierzbicka – ekspert w zakresie sporządzania oraz negocjowania umów najmu powierzchni komercyjnych. W Galt będzie odpowiedzialna za bieżące doradztwo w kwestiach związanych z tym obszarem działalności Klientów. Przed dołączeniem do zespołu kancelarii, Magdalena Wierzbicka świadczyła kompleksową pomoc prawną na rzecz grupy Inditex w Polsce oraz Apsys.
Eksperci kancelarii Galt mają na swoim koncie realizację wielu projektów z zakresu przygotowania i negocjacji umów najmu, m. in dla wiodącego inwestora na rynku nieruchomości w Europie Środkowej i Wschodniej – firmy Griffin Real Estate. Zespół Galt wspierał także od strony prawnej komercjalizację takich obiektów jak Company House II, Spektrum Tower czy obecnie Halę Koszyki.
Z najnowszego raportu międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield dotyczącego trendów na europejskim rynku finansowania dłużnego European Lending Trends wynika, że rezultat brytyjskiego referendum w sprawie wyjścia z Unii Europejskiej nie wpłynie na gotowość instytucji finansujących do udzielania finansowania dłużnego na zakup nieruchomości komercyjnych w Wielkiej Brytanii.
W opublikowanym dziś czwartym wydaniu raportu firma Cushman & Wakefield przedstawia analizę odpowiedzi udzielonych przez 50 największych instytucji finansujących w Europie oraz opinie na temat bieżącej aktywności na rynku, a także prognozy na najbliższe sześć miesięcy.
Zdecydowana większość respondentów (95%) stwierdziła, że wynik głosowania w sprawie Brexitu nie powstrzyma ich przed udzielaniem finansowania dłużnego w Wielkiej Brytanii, mimo iż zmniejszył się wolumen nowych kredytów udzielonych w Europie w minionych sześciu miesiącach. Wynikało to częściowo zarówno z ostrożności związanej z Brexitem, jak i mniejszej aktywności transakcyjnej na całym kontynencie w pierwszej połowie bieżącego roku w porównaniu z drugim półroczem 2015 r.
Z raportu wynika również, że sytuacja na rynkach europejskich napawa optymizmem i ponad połowa instytucji finansujących wskazuje na wzrost aktywności w zakresie finansowania nowych inwestycji oraz refinansowania istniejących zobowiązań w najbliższych sześciu miesiącach. Ok. 80% instytucji przewiduje, że w porównaniu z minionym półroczem wolumen nowych kredytów utrzyma się na dotychczasowym poziomie lub wzrośnie, w przypadku refinansowania takiej odpowiedzi udzieliło ponad 90% respondentów.
Według danych przedstawionych w raporcie większość instytucji finansujących udziela przede wszystkim kredytów uprzywilejowanych, a także finansowania na całą wymaganą kwotę oraz kredytów uprzywilejowanych o wydłużonym terminie spłaty, co świadczy o preferencji rynku do zaciągania zobowiązań u pojedynczej instytucji.
– Z naszego badania wynika, że Brexit wpływa w niewielkim stopniu na nastroje rynkowe z perspektywy finansowania dłużnego, a najnowsze dane są zachęcające. Struktura geograficzna udzielanego finansowania dłużnego znacząco nie zmieniła się w ostatnich sześciu miesiącach, ale udział Wielkiej Brytanii w łącznym wolumenie nieznacznie się zmniejszył w następstwie referendum. Z kolei w Europie Środkowo-Wschodniej oraz we Włoszech odnotowujemy wzrost wartości udzielanego finansowania dłużnego, natomiast spadek głównie w krajach nordyckich – powiedział Edward Daubeney, dyrektor działu ds. finansowania strukturyzowanego firmy Cushman & Wakefield w regionie EMEA.
– Instytucje finansujące nadal preferują już istniejące obiekty zarówno na rynkach głównych, jak i wiodących rynkach lokalnych. Interesują się przede wszystkim nieruchomościami wysokiej jakości i o wysokim stopniu wynajęcia powierzchni, a także bardziej zwiększeniem finansowania inwestycji posiadających umowy pre-let na wiodących rynkach lokalnych niż aktywów niższego rzędu. W przypadku nowych inwestycji deweloperskich finansowanie jest udostępniane dla obiektów realizowanych przez renomowanych deweloperów posiadających umowy pre-let. Od czasu referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z UE instytucje praktycznie nie udzielają finansowania na projekty spekulacyjne – dodaje Edward Daubeney.
Średni wskaźnik LTV (loan to value) dla finansowania nieruchomości zmniejszył się od czasu przeprowadzenia poprzedniego badania w styczniu do poziomu poniżej 60% na wszystkich rynkach. Obecnie wskaźniki LTV wahają się w przedziale od 59% w Amsterdamie, Frankfurcie, Londynie i Paryżu do 53% w Mediolanie. Świadczy to o powściągliwości na rynku i braku perspektyw na powrót do trendów z lat 2006/2007.
– Od czasu opublikowania naszego poprzedniego raportu obserwujemy wzrost marż na największych rynkach europejskich. Jednocześnie pięcioletnia stopa swapowa w Europie zmniejszyła się o praktycznie taką samą wielkość, wskutek czego łączny koszt zaciągania finansowania dłużnego utrzymuje się efektywnie na podobnym poziomie. Pod tym względem Wielka Brytania nie różni się od reszty Europy, a marże w Londynie wzrosły w porównaniu z poprzednim raportem, niwelując zbliżony spadek stopy swapowej – powiedział Nigel Almond, autor raportu i dyrektor działu badań rynków kapitałowych w firmie Cushman & Wakefield. – Banki komercyjne i instytucje zazwyczaj oferują finansowanie dłużne na poziomie 50-60% LTV, a fundusze dłużne najchętniej w zakresie do 70-80%. Również marże są zwykle niższe w przypadku banków komercyjnych i instytucji niż u funduszy dłużnych, co oznacza, że fundusze dłużne są skłonne podejmować większe ryzyko.
Wydarzenia, takie jak szczyt NATO w Warszawie czy Światowe Dni Młodzieży w Krakowie sprawiły, że branża logistyczna w Polsce stanęła przed niemałym wyzwaniem. Jak dotrzeć do klientów, kiedy część z ulic zostaje wyłączona z ruchu, jak sprawić by przesyłka dotarła na czas? Czy można przygotować się na sytuacje kryzysowe, a jeśli tak to w jaki sposób?
Planowanie
Podstawą w branży logistycznej jest dobre planowanie. Wiedza o nadchodzących wydarzeniach powinna zmobilizować nas do natychmiastowego działania i rozpoczęcia przygotowań mogących zniwelować pojawiające się trudności. W tym celu należy zebrać możliwie wszystkie dostępne na ten temat informacje i dokładnie się z nimi zapoznać. Ile będzie trwało całe wydarzenie, jaki będzie miało charakter, jakie utrudnienia może spowodować? W każdym przypadku niezbędny będzie również kontakt z organizatorami eventu, od którego uzyskamy najbardziej szczegółowy plan przebiegu całej imprezy. Zakazy poruszania się pojazdów o określonej masie, strefy ograniczonego dostępu, strefy zamknięte dla wszelkiego typu pojazdów mechanicznych, chroniczne korki – powinniśmy być gotowi na wszystkie ze wspomnianych ewentualności.
Przygotowanie
Przygotowania warto zacząć dużo wcześniej, by dobrze przeanalizować rozwiązania, z których planujemy skorzystać. Warto przygotować listę zadań, jakie będziemy musieli zrealizować oraz wyznaczyć spośród nich te najważniejsze bądź wymagające największej uwagi. To na późniejszym etapie ułatwi nam także zaprezentowanie naszych planów i proponowanych działań, np. naszym przełożonym. Całemu przedsięwzięciu należy nadać również odpowiedni priorytet, co z kolei zagwarantuje wysokie zaangażowanie pracowników oraz szybki przebieg procesu decyzyjnego.
– Przygotowania do ŚDM zaczęliśmy już kilka miesięcy wcześniej – opowiada Michał Kozłowski, Kierownik Terminala Kraków DHL Parcel Polska – W tym celu powołaliśmy specjalny zespół, którego zadaniem było opracowanie dziesiątek scenariuszy i rozwiązań na okoliczności towarzyszące przyszłemu wydarzeniu. Wszystko po to, by zminimalizować ewentualne trudności z odbiorem lub doręczeniem przesyłek.
Doświadczony zespół
Podczas przygotowań nie możemy zapomnieć o odpowiednim doborze zespołu. Już od samego początku powinniśmy zadbać, by składał się z najlepszych specjalistów, dysponujących nie tylko wiedzą, ale i doświadczeniem, które w wielu przypadkach okazuje się decydujące. Zwłaszcza w sytuacjach, które pojawią się nagle i są zupełnie nieprzewidziane.
– Powołując zespół projektowy powinniśmy dobierać jego skład pod kątem zdefiniowanych wcześniej zadań – mówi Michał Kozłowski – To jeden z najtrudniejszych elementów przygotowań, bo do takiej grupy zawsze trafiają osoby z różnych działów, które nigdy wcześniej ze sobą nie współpracowały, a przecież muszą bardzo szybko się dogadać i zacząć działać.
Komunikacja
Podstawą zarówno w trakcie przygotowań, jak i w trakcie trwania zapowiadanego wydarzenia jest komunikacja. Nasi klienci powinni być stale informowani o sytuacji, która ma miejsce. Dobrze jeśli postaramy się ich uprzedzić dużo wcześniej jak wydarzenie może wpłynąć na odbiór czy doręczenie paczek. Najlepiej jeśli zdecydujemy się na korzystanie z różnych kanałów komunikacyjnych, jak np. maile, smsy czy informacje zamieszczone bezpośrednio na stronie www. Nie powinniśmy również zapominać o bezpośrednim kontakcie.
Dobra komunikacja jest bazą nie tylko w przypadku kontaktu z klientem. Jest ona równie ważna jeśli chodzi o uzyskanie informacji od władz miasta, organizatorów oraz w odniesieniu do komunikacji wewnętrznej. Przekazanie całej koncepcji zespołowi to dopiero początek. Później musimy zadbać o to, by dotrzymane zostały nie tylko terminy realizacji, ale by współpracownicy utrzymywali ze sobą stały kontakt, informując się o wszystkich niuansach. Warto wprowadzić regularnie odbywające się spotkania lub telekonferencje, podczas których opowiadamy o postępach i ewentualnych zmianach. To ułatwi także cykliczny monitoring realizacji działań.
Innowacyjność
Zawsze warto myśleć nieszablonowo. Zwłaszcza w sytuacji gdy musimy być gotowi na wszystko. Bądźmy otwarci i korzystajmy z niestandardowych rozwiązań, które często okazują się skuteczniejsze niż tradycyjne działania, a dzięki którym być może uda nam się uniknąć wielu problemów. Takim rozwiązaniem było np. zastosowanie przez DHL Parcel rowerów E-trike podczas Światowych Dni Młodzieży i Szczytu NATO, gdy część ulic była wyłączona z ruchu drogowego, a inne na skutek tego zostały zakorkowane. Wówczas to właśnie jednośladowce umożliwiły kurierom ominięcie szczególnie newralgicznych punktów miasta i tym samym dotarcie do najtrudniej dostępnych rejonów Krakowa i Warszawy.
Wykorzystanie rowerów nie było, jednak jedynym rozwiązaniem ułatwiającym nadanie oraz odbiór przesyłek. Kolejnym z nich były ruchome punkty przyjęć, tzw. „Mobilne Parcelshopy”, czyli miejsca gdzie kurier czekał na klientów w wyznaczonej, dogodnej dla nich lokalizacji.
Elastyczność
Często nawet najlepsze przygotowanie nie wystarczy. Podczas pracy zdarza się bowiem mnóstwo zupełnie nieprzewidzianych sytuacji, które wymagają szybkiej reakcji i logicznego myślenia. Elastyczni powinniśmy jednak być nie tylko w obliczu niespodziewanych zmian, ale także wobec naszych klientów. Jeśli wiemy, że miasto będzie zakorkowane, a ruch znacznie utrudniony dobrym pomysłem jest wydłużenie godzin pracy standardowych punktów przyjęć i odbioru przesyłek. Pamiętajmy także, by odpowiednio zmodyfikować przestrzeń magazynową pobliskiego terminala, tak by była ona przygotowana do przechowywania większej ilości paczek.
– Jesteśmy firmą działająca elastycznie, sprawnie reagującą na każdą sytuację. Potrafimy dostosować się do zmieniających się oczekiwań i potrzeb Klientów czego dowodem są nasze wyniki doręczeń podczas szczytu NATO oraz Światowych Dni Młodzieży – komentuje Agnieszka Świerszcz, Dyrektor ds. Operacji DHL Parcel.
Czujność
Przez cały czas trzymajmy rękę na pulsie. Każdego dnia prowadźmy telekonferencje z udziałem osób zaangażowanych w obsługę naszych klientów. Nad całym procesem niech stale czuwa także specjalnie powołany na tę okazję sztab kryzysowy, którego zadaniem będzie opracowywanie alternatywnych metod doręczeń i odbioru przesyłek, w razie jakichkolwiek trudności. Zróbmy wszystko, by klient otrzymał przesyłkę na czas. To zawsze powinno być dla nas najważniejsze.
W Stanach Zjednoczonych kampania wyborcza nabiera tempa. Po pierwszej debacie prezydenckiej nieznacznie wygranej przez Hillary Clinton, nadszedł czas na zaprezentowanie się potencjalnych wiceprezydentów.
Republikanin Mike Pence oraz demokrata Tim Kaine nie wiele jednak mówili o sobie, a skupili się na atakowaniu szefów przeciwnego obozu. W przeciwieństwie do swojej przełożonej Tim Kaine okazał się znacznie bardziej agresywny od swojego konkurenta. Mocno atakował Donalda Trumpa za jego wcześniejsze kontrowersyjne wypowiedzi, skrytykował jego postawę wobec Rosji oraz NATO. Przypomniał nawet słowa byłego prezydenta Ronalda Reagana, że głupiec lub szaleniec z dostępem do broni atomowej może doprowadzić do katastrofy. Aluzja do Trumpa była oczywista. Pence był znacznie ostrożniejszy w słowach, starał się skupić na argumentach merytorycznych, choć czasem wyraźnie brakowało mu siły przebicia. Debata pokazała, jak mocno różne charaktery będą mieli prezydent oraz jego vice i to niezależnie od tego, która opcja wygra.
Dzisiaj kończy się dwudniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Teoretycznie rynki powinny wyczekiwać na decyzję dotyczącą wysokości stóp procentowych, jednak jakakolwiek zmiana jest mało prawdopodobna. Ostatnia obniżka miała miejsce półtora roku temu. Najbardziej zainteresowany cięciem kosztu pieniądza jest zapewne rząd. Wzrost PKB cały czas jest poniżej założeń budżetowych, a tańszy kredyt na pewno by mu pomógł. Inflacja także jest poniżej oczekiwań i to zarówno rządu, jak i NBP. Z drugiej strony sytuacja na świecie powoduje, że większość banków centralnych wstrzymuje się z ważnymi decyzjami. Pomimo że dzisiejsze posiedzenie raczej nie będzie przełomowe, warto wsłuchać się w komunikat, który zostanie opublikowany o godzinie 16:00. Można spróbować z niego wywnioskować, do kiedy będzie obowiązywać status quo.
EBC chce wygaszać QE
Nie brakuje jednak głosów, że NBP powinien powoli myśleć o podnoszeniu stóp procentowych. Gospodarka się rozpędza, bezrobocie jest wyjątkowo niskie, a i inflacja powoli, ale rośnie. Zwłaszcza, że kwestią czasu jest podniesienie stóp procentowych w USA. EBC także przymierza się do zaostrzenia polityki pieniężnej. Oczywiście, Mario Draghi jest daleki od podnoszenia kosztu pieniądza, ale wczoraj na rynki trafiła plotka o możliwym wygaszaniu programu skupu obligacji. Mówi się o comiesięcznym zmniejszaniu o 10 miliardów euro kwoty przeznaczonej na ten program. Plotka ta spowodowała dynamiczne umocnienie się euro.
Krzysztof Adamczak Dealer walutowy w internetowykantor.pl
Wpływy z tytułu podatku od operatorów online stanowią w większości krajów europejskich znaczny zastrzyk gotówki dla budżetu państwa. W Polsce od lat są one dużo niższe niż w innych, nawet znacznie mniejszych krajach Unii Europejskiej. Propozycja nowelizacji ustawy hazardowej zakłada zmiany, które jeszcze wyraźniej pogłębią tę różnicę.
Na rynku obowiązują dwa systemy naliczania podatku od produktów hazardu online. Jest to system oparty na GGR (Gross Gaming Revenue), obliczany na podstawie sumy wpłaconych przez uczestników gier środków, pomniejszonych o wypłaty wygranych, oraz system oparty na stałym podatku od obrotu, który obowiązuje obecnie w Polsce. Stawka tego podatku
w naszym kraju to 12% i jest to jedna z najwyższych stawek w Unii Europejskiej. Jednocześnie wpływy z tytułu podatków od operatorów online w Polsce są dużo niższe niż
w pozostałych krajach Unii – w 2013 roku wyniosły one jedynie 21,2 mln złotych.
Biorąc pod uwagę wysokie stawki podatkowe obowiązujące w naszym kraju – wspomniane już 12% podatku od zakładów wzajemnych oraz dodatkowe 10% podatku od wygranych – należy zauważyć, że kwota ta jest bardzo niska dla kraju z ponad 38 milionową populacją. Według szacunków międzynarodowej firmy doradczej Deloitte zmiana podstawy opodatkowania pozwoliłaby w perspektywie czterech lat zwiększyć wpływy do budżetu państwa od 800 mln do 4,9 mld zł[1].
Wpływy do budżetu w innych krajach
Dania
W Danii, kraju z niespełna 6 milionami mieszkańców, w 2015 r. pobrany podatek
od operatorów online wyniósł ponad 389 mln PLN. Od 2012 r. w Danii obowiązuje system licencyjny oraz podatek oparty na GGR na poziomie 20% na wszystkie produkty hazardu online. Dzięki temu rozwiązaniu w bardzo krótkim czasie udało się zmniejszyć rynek offshore (rynek podmiotów nielicencjonowanych) o blisko 80%[2]. Dziś szara strefa w Danii szacowana jest na poziomie 5-10%.
Wielka Brytania
Kolejnym krajem, który bardzo dobrze poradził sobie z opodatkowaniem produktów hazardowych online jest Wielka Brytania. Podatek został tam ustalony na poziomie 15%
na wszystkie produkty. Zmiany w modelu brytyjskim zostały wprowadzone 1 listopada 2014 roku poprzez dostosowanie się do najlepszych praktyk w Europie i przyjęcie kluczowych elementów modelu duńskiego. Sukces legislacyjny Brytyjczyków pozwolił im
na wygenerowanie olbrzymich wpływów do budżetu państwa na poziomie 2,76 mld PLN
od gier i zakładów online[3].
Włochy
We Włoszech, jednym z największych rynków hazardu na świecie, gdzie gry losowe
oraz zakłady wzajemne stanowią aż 70% rynku, uregulowano rynek w 2006 roku
i umożliwiono zagranicznym operatorom otrzymanie licencji. Od tego czasu udało się praktycznie zlikwidować szarą strefę, która obecnie obejmuje około 10% rynku. Dodatkowo, 1 stycznia 2016, w celu jeszcze skuteczniejszej walki z operatorami działającymi w szarej strefie, weszły w życie nowe regulacje na mocy których wprowadzono podatek GGR
od zakładów online, który ustalony został na poziomie 22%. Już w pierwszym kwartale 2016 roku pozwoliło to na wzrost wpływów z tytułu podatków od zakładów online o ponad 40%
w porównaniu z analogicznym okresem w 2015 roku. W 2015 r. wpływy do budżetu z tytułu podatków generowanych przez operatorów online wyniosły 890 mln PLN[4].
Czechy
Zmiany w prawie hazardowym w Republice Czeskiej, które obowiązywać będą od 1 stycznia 2017 roku, zakładają wprowadzenie dwóch stawek podatkowych GGR: 23% dla zakładów sportowych online i gier karcianych oraz 35% dla gier online. Nowe prawo dopuszcza oferowanie wszystkich produktów hazardu online przez prywatnych operatorów, którzy posiadają licencję.
Holandia
Zmiany w prawie hazardowym planuje wprowadzić również Holandia. W Królestwie Niderlandów wprowadzenie nowych przepisów planowane jest przed końcem 2017 r. Zgodnie z projektem nowego prawa hazardowego, który został przyjęty przez izbę niższą tamtejszego parlamentu w lipcu bieżącego roku, wprowadzona ma zostać jednolita stawka podatkowa dla wszystkich produktów hazardu online, która w pierwszym okresie ma wynosić 29%, a po trzech latach ma zostać obniżona do 25%. Zmiany te mają spowodować, że 80% rynku gier hazardowych zagospodarowane będzie przez licencjonowanych operatorów i przyczynić się do zwiększenia rocznych wpływów do budżetu o 25 mln EUR (108,5 mln PLN), które mają być przeznaczone głównie na wsparcie holenderskiego sportu.
Przykłady wielu europejskich państw dowodzą, że najwyższe wpływy z podatków do budżetu państwa osiągane są przy zastosowaniu jednolitego podatku od przychodu od wszystkich produktów online tzw. GGR. Taki system opodatkowania przynosi największe korzyści finansowe zarówno dla budżetu państwa, jak i użytkowników, którzy w innym przypadku ponoszą ciężar podatku obrotowego bez względu na uzyskany wynik zakładu.
Wdrożenie odpowiednich mechanizmów regulacyjnych w Polsce w krótkim okresie doprowadziłoby do spadku liczby operatorów nieposiadających polskiej licencji, a tym samym przyczyniłoby się do znacznego zwiększenia wpływów do budżetu państwa z tytułu podatków generowanych przez operatorów online.
[1] Źródło: Raport Deloitte „Analiza uwarunkowań funkcjonowania rynku gier losowych online i sportowych zakładów wzajemnych w Polsce” strona 71
Michał Witkowski, dyrektor ds. sprzedaży w Skanska Residential Development Poland
Choć liczba mieszkań przeznaczonych na wynajem w Polsce jest nadal stosunkowo niska (niecałe 5 proc. wszystkich zasobów mieszkaniowych[1]), to warto zauważyć, że na przestrzeni ostatnich kilku lat zwiększyła się dwukrotnie[2]. Obecnie koszty najmu w Polsce są na tyle wysokie, że częściej decydujemy się na kupno własnego mieszkania, nawet jeśli oznacza to wieloletnie zobowiązanie wobec banku. Najbliższa dekada ma zmienić tę sytuację. Według danych Fundacji Habitat for Humanity, w ciągu nadchodzących 10 lat ponad 30 proc. mieszkań powinno być przeznaczonych na wynajem na warunkach korzystniejszych niż dotychczas[3].
Dla tych, którzy nie mogą pozwolić sobie na zakup własnego M lub dla osób, które nie lubią długo przebywać w jednym miejscu, najem mieszkania wydaje się najlepszą możliwością. Wiele wskazuje na to, że Polska podąży za nurtem europejskim i z roku na rok mieszkań udostępnianych najemcom będzie przybywać. Ceny mieszkań na polskim rynku nie zmieniają się radykalnie, czego nie można powiedzieć o cenach akcji czy obcych walut, jest to więc bezpieczna inwestycja.
Polski rynek przyciąga
Tę szansę dostrzegli także zagraniczni inwestorzy, którzy coraz częściej lokują kapitał w stolicy, wykupując pod wynajem całe kompleksy mieszkaniowe. Zagraniczni przedsiębiorcy w naszym kraju, to nie tylko dobry sygnał dla polskiej gospodarki, ale także dobra wróżba dla rodzimego rynku mieszkań przeznaczonych na wynajem. Do tej pory ten sektor był zdominowany przez prywatnych właścicieli, którzy pokrywają 75 proc. potrzeb rynku[4]. W przyszłości ma się to zmienić. Jak podkreślają eksperci firmy REAS, nieruchomości przeznaczone pod wynajem są postrzegane jako aktywa niskiego ryzyka, a dzięki stabilnej gospodarce i dobrym wynikom tego sektora rynku, Polska stała się interesującym punktem na mapie dla tego typu inwestorów[5]. W ciągu najbliższych lat w Polsce przybędzie takich projektów mieszkaniowych, które powstały wyłącznie z myślą o wynajmie.
Wynajem dla młodych
Na rozwoju rynku mieszkaniowego pod wynajem w naszym kraju skorzysta przede wszystkim najmłodsza generacja Polaków, która dorosła w przeświadczeniu, iż posiadanie własnego M nie jest wyznacznikiem pozycji społecznej. Wynajmowanie lokum bardziej odpowiada warunkom współczesnego życia młodych ludzi. W ten sposób nie obciążamy się na starcie kredytem hipotecznym, nie musimy martwić się o kondycję rodzimej gospodarki czy o koniunkturę na rynku pracy. Młodzi Polacy coraz częściej są mobilni i nie chcą deklarować, że w danym miejscu spędzą kilka następnych lat swojego życia. Oferta mieszkań pod wynajem, szczególnie tych z rynku pierwotnego, gotowych do zamieszkania od zaraz, to możliwość startu w dorosłe życie bez nadmiernej obawy o nadwyrężenie portfela.
Wtórny czy pierwotny?
Brak wizji rychłego remontu, nowoczesne wzornictwo i pomysłowe rozwiązania zwiększające komfort naszego życia – cechy nowego lokum, przekonują także wynajmujących. Z doświadczeń deweloperów wynika jasno: Polacy coraz rzadziej chcą mieszkać w budownictwie z wielkiej płyty, a równie ważna jak lokalizacja mieszkania, jest dla nas także infrastruktura osiedla, np. dostępność miejsc parkingowych dla rowerów czy zielone enklawy pozwalające na odpoczynek, przeznaczone dla mieszkańców. Są to wyraźne wskazówki dla osób chcących kupić mieszkanie z myślą o późniejszym wynajmie. W dalszym ciągu największym powodzeniem cieszą się mieszkania o metrażu do 50 mkw., ale warto rozejrzeć się także za kawalerkami, w które obecnie celują studenci lub mieszkaniami o charakterze studyjnym, które upodobali sobie artyści i osoby wykonujące wolne zawody, mieszkające w dużych miastach.
[1] Fundacja Habitat for Hummanity, Raport Mieszkalnictwo w Polsce. Analiza wybranych obszarów polityki mieszkaniowej, grudzień 2015
Lepiej oszczędzać, czy inwestować? Prawidłowa odpowiedź na tak zadane pytanie brzmi: „to zależy”. Aby na nie odpowiedzieć, musimy sobie wyjaśnić, czym jest inwestowanie, a czym oszczędzanie. O ich wadach i zaletach oraz różnicach między nimi opowiada Bartosz Grejner, analityk Cinkciarz.pl.
Bartosz Grejner, analityk Cinkciarz.pl
Oba terminy są, a z pewnością powinny być, istotną częścią naszego życia – a przynajmniej jego finansowej strony. O oszczędzaniu mówimy, kiedy odkładamy pieniądze, by ich nie wydawać. Naszym celem jest przede wszystkim maksymalna ochrona kapitału, zarówno przed możliwością straty, jak i przed chęcią ich wydawania, przy równoczesnym zachowaniu jak największej ich płynności, czyli bardzo szybkiej dostępności do nich.
Pokusa wydawania jest duża, biorąc pod uwagę, że mamy obecnie wiele możliwości ich wydawania. Oszczędzając nie spodziewajmy się dużych zysków np. z oprocentowania konta czy lokat. Traktujmy to jako swojego rodzaju cenę za maksymalne bezpieczeństwo naszych funduszy.
Dla kontrastu, inwestowanie oznacza lokowanie części kapitału z celem większego ich pomnażania. Dlatego też do inwestycji najczęściej wybieramy np. akcje, fundusze inwestycyjne czy nieruchomości, po których spodziewamy się, że wzrosną na wartości. Wybierając przedmiot inwestycji ważne jest określenie celu inwestowania oraz jeszcze jednego istotnego czynnika – czas jej trwania. W połączeniu determinują one przedmiot inwestycji. Czas jest też bardzo istotny z innego powodu, mianowicie ryzyka pomniejszenia zakładanych zysków z inwestycji. Generalnie nasze cele inwestycyjne nie powinny być krótkoterminowe, ale o tym za chwilę.
Po co oszczędzać i czy to bezpieczne?
Krótkoterminowe cele są domeną oszczędzania. Oszczędzamy na „czarną godzinę” lub by dokonać jakiegoś zakupu, mniejszego (np. pralki) czy większego (np. pierwsza wpłata na kredyt hipoteczny na mieszkanie). Wspólną cechą tych celów jest to, że nie powinniśmy akceptować ryzyka utraty nawet części tego kapitału.
Pojęcie ryzyka jest głównym aspektem zarówno oszczędzania, jak i inwestowania. Oszczędzając wybieramy przede wszystkim krótkoterminowe cele, w przeciwności do inwestycji, gdzie krótszy okres czasu najczęściej oznacza dla nas większe ryzyko. Choć ryzyko niewypłacalności banku, w którym trzymamy nasze pieniądze, jest bardzo małe, zawsze ono jednak istnieje. W tym miejscu możemy zidentyfikować kolejny plus oszczędzania, jakim jest gwarancja Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Nawet w tym bardzo mało prawdopodobnym scenariuszu, otrzymamy z BFG 100 proc. naszych środków w wysokości do 100 tys. euro.
Co w przypadku, gdy posiadamy większą kwotę? Wystarczy, że założymy rachunki w kilku bankach, których depozyty nie będą przekraczały powyższej kwoty i dalej mamy 100 proc. pewności co do bezpieczeństwa swojego kapitału. Należy tylko pamiętać, że gwarancją objęte są jedynie imienne rachunki bankowe, lokaty czy wierzytelności. Tymczasem w bankach znajdziemy również wiele produktów nieobjętych gwarancją BFG, jak np. jednostki funduszy inwestycyjnych.
Jak oszczędzać?
Kolejną kwestią jest to, jak oszczędzać. Pomocne tu okazuje się zrozumienie przynajmniej podstawy funkcjonowania oprocentowania na rachunku. Choć często widzimy oprocentowanie podawane w skali roku i to ono nas najbardziej interesuje, to najczęściej banki nie naliczają oprocentowania rocznie, ale w krótszych okresach np. miesięcznie. Taka konstrukcja oprocentowania na rachunku oznacza dla nas, że korzystnie jest wpłacać regularnie co miesiąc nawet mniejsze kwoty, gdyż wraz z każdym miesiącem „pracują” dla nas coraz większe kwoty.
Musimy sobie zdawać sprawę, że oszczędzając nie pomnażamy w istotny sposób swojego majątku, tylko trzymamy go oprocentowany na określony cel. Każda ze wspomnianych cech oszczędności, czyli bardzo wysokie bezpieczeństwo połączone z gwarancją kapitału, szybki dostęp do pieniędzy, oprocentowanie chroniące przed inflacją, (najczęściej) „kosztują” nas utratę możliwości znacznego pomnożenia naszego kapitału. Nie należy tego traktować jako minus, ale jako element naszej strategii ochrony kapitału.
Kiedy inwestowanie ma sens
W przeciwieństwie do oszczędzania, inwestowanie ma tę zaletę, że otrzymujemy wspomnianą możliwość pomnożenia naszego kapitału. Tak jak wcześniej zostało wspomniane, musimy znać swoje cele i horyzont czasowy naszej inwestycji. Ma to tym większe znaczenie, że inwestowanie charakteryzuje się większym ryzykiem, niż oszczędzanie. To możliwość utraty części, a w skrajnych przypadkach całości kapitału. Co zrobić, żeby je zminimalizować?
Horyzont czasowy nie powinien być krótki. Dlaczego? Nasze inwestycje najczęściej związane są z rynkiem kapitałowym czy gospodarką. Poruszają się one najczęściej w paroletnich cyklach, mając swoje wzloty i upadki. Ekonomistom trudno jest przewidzieć z wyprzedzeniem, kiedy nastąpi ich początek czy koniec, więc mądrze jest założyć, że nie będziemy w tym lepsi. Bezpiecznie możemy przyjąć, że cykle te mogą trwać ok. siedmiu lat i tyle też powinien wynosić nasz minimalny horyzont inwestycyjny. Minimalizujemy w ten sposób ryzyko inwestycji w złym momencie.
W kontekście dłuższego okresu wahania koniunktury czy na rynkach finansowych powinny mieć mniejsze znaczenie. Długi okres nie da nam jednak nigdy całkowitej pewności, że nie stracimy części naszego kapitału. Zastanawiając się w co zainwestować, optymalnie jest wybrać więcej niż jeden produkt czy rzecz. Postępując w ten sposób dywersyfikujemy nasz portfel inwestycyjny, czego efektem będzie zmniejszenie ryzyka. Musimy pamiętać tylko, aby obiekty naszych inwestycji nie były mocno zależne od siebie.
Możemy to łatwo zobrazować na funduszach inwestycyjnych. Należy pamiętać, że tymi funduszami zarządzają też ludzie. Każdy zespół zarządzających w danym funduszu będzie odrobinę inaczej reagował na to co się dzieje na rynku, popełniał różne błędy. Jeżeli więc dla przykładu chcemy koniecznie inwestować w fundusze akcji, zmniejszymy trochę ryzyko wybierając np. trzy fundusze o podobnej charakterystyce, ale zarządzane przez różnych ludzi. Pamiętajmy tylko, że wybór funduszu powinniśmy opierać na głębszej analizie ich wyników, szczególnie powtarzalności tych pozytywnych.
Złoty środek
Każdy ma inne potrzeby i trzeba sobie jasno powiedzieć, że strategia oszczędzania czy inwestowania powinna być dopasowana do indywidualnych potrzeb. Nasza strategia będzie różna w wieku 20 lat i w wieku 60. Możemy jednak zidentyfikować kilka podstaw, które mogą mieć zastosowanie do większości z nas.
Przede wszystkim, gdy już stwierdzimy, że jesteśmy w stanie cokolwiek cyklicznie odkładać, pierwszym takim racjonalnym etapem wydaje się być zapewnienie sobie oszczędności na poziomie co najmniej kilku miesięcznych wynagrodzeń – taki fundusz w razie nieoczekiwanych wydatków czy chwilowej utraty pracy.
W momencie, w którym już będziemy mieli to zapewnione, możemy zastanawiać się nad naszymi celami krótko- i długoterminowymi. Większość z nas ma i jedne i drugie, dlatego też nasza strategia najczęściej powinna zawierać elementy oszczędzania oraz inwestowania. Integrując jedno z drugim do naszych celów i potrzeb zapewniamy sobie szansę na stabilną budowę naszego majątku.
Polskie firmy z sektora małych i średnich przedsiębiorstw zamierzają wchodzić na zagraniczne rynki. Prawie połowa właścicieli firm uczestniczących w badaniu Ipsos MORI „Nowoczesne IT w MŚP 2016”[1] przyznaje, że w perspektywie roku będą oni szukać okazji na nowych rynkach, poza granicami kraju. Polscy przedsiębiorcy chętniej składają takie deklaracje, niż sąsiedzi z Niemiec czy Czech. Perspektywa ekspansji zagranicznej skłania firmy do inwestycji w kluczowe obszary, w tym w nowoczesne technologie. Statystyki Konfederacji Lewiatan wskazują, że przedsiębiorstwa korzystające z nowych technologii czterokrotnie częściej decydują się na ekspansję zagraniczną.
Polskie firmy reprezentujące segment MŚP stopniowo wchodzą na światowe rynki. 40% kierowników uczestniczących w badaniu Ipsos MORI potwierdza, że ich firmy szukają możliwości w nowych obszarach geograficznych. Wynik ten napawa optymizmem, tym bardziej, że jest to dwukrotnie wyższy odsetek niż w Niemczech czy we Francji. W sąsiadujących Czechach co trzeci decydent uważa, że w najbliższym roku będzie szukać zleceń poza rynkiem wewnętrznym.
Polscy przedsiębiorcy zwracają uwagę na rosnące znaczenie innowacji i technologii na drodze zdobywania nowych rynków. W świetle badań przeprowadzonych przez Konfederację Lewiatan 78% firm z segmentu MMŚP przyznaje, że inwestycje w innowacje są niezbędne, jeżeli firma chce skutecznie konkurować na rynku polskim, a prawie 2/3 jeśli firma chce sprostać wymaganiom klientów na rynkach zagranicznych.
Chmura pomaga w ekspansji
„Technologie informatyczne praktycznie znoszą bariery wejścia na nowe rynki w tym zagraniczne lub branżowe. Kiedyś rozpoczęcie sprzedaży produktów czy usług wymagało skomplikowanych technologii i kosztownych inwestycji. Dzisiaj dzięki usługom w chmurze takim jak O365, Azure czy CRM Online oraz rozwiązaniom partnerów Microsoft można wystartować z ofertą nawet w kilka dni. Już teraz mamy wiele polskich firm, których przychody nawet w 90% pochodzą z rynków zagranicznych i są realizowane dzięki usługom chmurowym, które działają skutecznie w każdym miejscu na świecie” – przekonuje Tomasz Dorf, z polskiego oddziału Microsoft, odpowiedzialny za segment MŚP.
Potwierdzeniem tego zjawiska jest firma LEDIN należąca do grona pionierów na rynku oświetlenia LED w Polsce. Prowadzi sprzedaż swoich produktów za pomocą sklepu internetowego oraz sieci hurtowni. Nieprzerwanie spółka rozwija swoją sieć kontaktów handlowych poza granicami Polski. Już teraz produkty firmy LEDIN dostępne są we Francji, Holandii, Niemczech oraz na Słowacji. Sprawna komunikacja z klientem, także zagranicznym, jest kluczowa w działalności firmy.
„Niezawodna poczta korporacyjna, komunikator Skype i OneDrive to podstawowe narzędzia w naszej codziennej pracy. Dzięki takim narzędziom jesteśmy gotowi na dalszy rozwój firmy i zapewnienie naszym klientom usług na jeszcze wyższym poziomie”- przyznaje Przemysław Kowalczyk, właściciel firmy LEDIN.
Cyfrowe chętniej wyruszają w podróż
Badania Konfederacji Lewiatan wskazują, że przedsiębiorstwa korzystające z nowych technologii czterokrotnie częściej decydują się na ekspansję zagraniczną niż te, które nie wprowadziły dotychczas żadnych nowoczesnych rozwiązań.
„Firmy inwestujące w ICT i umiejętnie wykorzystujące narzędzia informatyczne są obecne częściej na rynkach zagranicznych niż firmy analogowe, bo dzięki nowym technologiom mają łatwy i relatywnie tani dostęp do tych rynków. Co więcej, to często klienci i potencjalni partnerzy biznesowi sami ich znajdują – bo firma ma stronę internetową, bo strona ta jest w wersji angielskiej, bo firma jest obecna na portalach społecznościowych i skutecznie wykorzystuje technologie cyfrowe do swojego rozwoju. Wszystko wskazuje też na to, że firmy cyfrowe będą coraz częściej wychodzić poza rynek polski. Internet globalizuje biznes i sprawia, że dobra, należycie zaprezentowana i pozycjonowana oferta polskiej firmy może być atrakcyjna i łatwa do znalezienia dla klientów z rynków zagranicznych”- mówi dr Małgorzata Starczewska- Krzysztoszek, ekonomistka główna Lewiatana
Największą barierą pozostają finanse i biurokracja
Pracownicy MŚP uważają, że jednym z największych wyzwań, przed jakimi stoją ich firmy jest pozyskanie nowych klientów i konkurencja, wskazane odpowiednio przez 42% i 37% respondentów. Niestabilność ekonomiczna (30%), kontakt z obecnymi klientami (24%) i dostęp do kapitału (19%) pozostają jednymi z częściej identyfikowanych problemów, z jakimi mają do czynienia małe i średnie przedsiębiorstwa.
Według firmowych decydentów sytuacja finansowa i biurokracja to jedne z większych barier ograniczających wzrost sektora. Kierownicy uważają właśnie, że największym wyzwaniem w najbliższym roku jest niepewność finansowa, ten pogląd podziela prawie dwie trzecie decydentów (57%). Taki sam odsetek obawia się problemów związanych z regulacjami prawnymi. Finansowanie jest jednym z ważniejszych czynników wpływających na rozwój firm. Praktycznie co drugi menedżer (43%) przyznaje, że dostęp do kapitału inwestycyjnego jest wyzwaniem, przed jakim stoi ich firma w najbliższym roku. Taki sam odsetek (43%) uważa, że zadaniem dla firm jest zwiększenie konkurencyjności.
1 Badanie „Nowoczesne IT w MŚP 2016” przeprowadzone przez Ipsos MORI na zlecenie Microsoft objęło 6200 pracowników MŚP (w tym 500 pracowników w Polsce) w następujących krajach: Francja, Niemcy, Dania, Wielka Brytania, Włochy, Grecja, Węgry, Rumunia, Polska, Czechy, Ukraina, Hiszpania, Holandia, Belgia, Szwecja, Portugalia, Szwajcaria, Norwegia, Słowenia, Finlandia. Firmy biorące udział w badaniu zatrudniają do 250 pracowników. Badanie zostało przeprowadzone w styczniu 2016 r.