Małe firmy transportowe domagają się likwidacji dopłat przez państwo do autobusowych biletów ulgowych, szczególnie dotyczy to Polskiego Busa. Dla konkurencji rynkowej byłoby złe, gdyby ministrowie decydowali arbitralnie, która firma powinna takie dopłaty otrzymywać.
– Strategia przygotowana przez wicepremiera Morawieckiego mówi o poprawie dostępności transportowej kraju, a taki arbitraryzm byłby tego zaprzeczeniem – mówi Rafał Trzeciakowski z FOR.
Spór o dopłaty do autobusowych biletów ulgowych
Trójmiasto inwestuje w szybszą kolej
250 mln zł planuje zainwestować w w wymianę taboru PKP Szybka Kolej Miejska w Trójmieście. Projekt ma być zrealizowany do 2020 r. Więcej w materiale video.
Co wynika z decyzji Moody’s o ratingu dla Polski
Ratingi dla Polski są szczególnie niebezpieczne ze względu na decyzje inwestorów długoterminowych, którzy patrząc na mapę świata zastanawiają się gdzie lokować produkcję i tworzyć miejsca pracy.
– Przy każdej zmianie ratingu koncentrujemy się na skutkach dotyczących inwestorów portfelowych, bo przy obniżce będziemy musieli więcej płacić jako podatnicy za sfinansowanie polskiego długu, ale ważniejsze skutki dotyczą reakcji inwestorów długoterminowych – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Ogonek z XTB.
Metro w Sofii czeka na wagony z Polski
Do końca 2018 r. Newag z Nowego Sącza produkować będzie wagony dla metra w stolicy Bułgarii. Dostawa dotyczy 30 pojazdów, a przychody z tego kontraktu szacowane są na 59 mln euro. Są to takie same składy pociągów, jak te znane z warszawskiego metra.
Podobnie jak w Warszawie, kontrakt w Sofii realizowany jest w konsorcjum z Siemensem. Dla warszawskiego metra Newag jak dotąd wyprodukował 35 pojazdów.
W Polsce mamy dwóch znanych producentów bardzo nowoczesnego taboru transportowego. To nowosądecki Newag i bydgoska Pesa. O przewagach konkurencyjnych Newagu w rozmowie z MarketNews24 mówi Józef Michalik, wiceprezes Newag SA.
Po 1 000 000 000 000 euro QE! Jubileusz Europejskiego Banku Centralnego.
wrzesień 09, 2016 12:04
16 miesięcy temu został wprowadzony program luzowania ilościowego w Europe. Od jego startu Europejski Bank Centralny wpompował w obligacje rządowe oraz korporacyjne ponad 1 bilion euro. Jest to kwota, o której nikomu się nie śniło. Inaczej:
- 1 Bilion Euro to więcej niż PKB polskiej gospodarki
- 1 Bilion Euro to więcej niż wartość 18 państw wchodzących w skład Unii Europejskiej
- 1 Bilion Euro to ….
Podsumowując, jest to bardzo duża kwota.
Skutki 16 miesięcznego QE.
Głównym celem wprowadzenia programu QE było pobudzenie wzrostu gospodarczego oraz powrót inflacji w okolicę celu wynoszącego 2%. W II kwartale PKB strefy euro wzrosło o 1.6 procent r/r, natomiast inflacja w sierpniu wyniosła zaledwie 0,2 proc. r/r (prognozowano wzrost na poziomie 0,3 proc.) Jeżeli przyjrzymy się prognozie PKB na 2017 rok, to również nie wyglądają optymistycznie.
Źródło: Bloomberg
Podczas gdy bilans Europejskiego Banku Centralnego rośnie jak na drożdżach to, prognoza rozwoju Unii Europejskiej od samego początku 2016 roku jest obniżana. Spadła z poziomu 1.70 proc. do 1.20 proc.
Natomiast spoglądając na prognozę inflacji, która ma być w Unii Europejskiej za 5 lat możemy dojść do ostatecznego wniosku – program nie działa.
Na powyższym wykresie przedstawiono inflację jakiej inwestorzy spodziewają się za pięć lat. Warto zauważyć, że znajduje się poniżej 2% celu banku europejskiego.
W mojej opinii celem EBC nie jest inflacja oraz wzrost gospodarczy, ale uratowanie niektórych Państw Strefy Euro przed bankructwem. Nadmierny popyt na obligację doprowadził do sytuacji, gdzie bardzo zadłużone rządy mogą kontynuować swoją ekspansję bardzo niskim kosztem.
Świetnym przykładem może być tutaj Hiszpania oraz Portugalia. Rentowność 10 letnich obligacji tych państw jest najniższa w historii.
Gdyby Europejski Bank Centralny nie zwiększył podaży euro oraz nie rozpoczął skupu obligacji rządowych, to Strefy Euro już by nie było. Jeżeli założymy, że ECB zakończy skup obligacji, to po kilku latach niektóre państwa po raz kolejny wpadną w kłopoty i po raz kolejny będzie potrzebne nowe QE. Dlatego też uważam, że głównym powodem wprowadzenia QE było : PRZETRWANIE.
Skup obligacji rządowych doprowadził również do większego wypaczenia rynku niż myślimy, bowiem rentowność niektórych z nich jest ujemna. Oznacza to, że pożyczając komuś pieniądze należy do tego dopłacić. Najgorsze jest to, że również rentowność niektórych obligacji korporacyjnych spadała poniżej zera. Co to oznacza? Firmy emitujące nowy dług są za niego wynagradzane, otrzymują odsetki od zapożyczonego kapitału. Idąc dalej tym śladem, przedsiębiorstwa mogą zarabiać na zaciąganiu nowego długu, a nie na realnej działalności. Czy w takich warunkach praca ma jakikolwiek sens?
Kilka słów na koniec.
Obecny kształt polityki monetarnej ECB przypomina politykę pieniężną Państw III świata. Ostatecznym skutkiem takiego działania przeważnie była hiperinflacja oraz upadek waluty. Na dzień dzisiejszy upadek euro wydaje się bardzo odległym terminem, jednakże zbliża się o wiele szybciej niż myślimy.
Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych
Największy spadek zapasów ropy naftowej od 17 lat
Ceny ropy naftowej zyskały ponad 1 USD za baryłkę, po tym jak zapasy amerykańskiej ropy naftowej spadły aż o 14,5 mln baryłek. Był to największy spadek zapasów odnotowany przez rządową agencję EIA od stycznia 1999 roku. Kontrastował on znacznie z przewidywanym przez analityków wzrostem o 900 tys. baryłek. Przyczyną tak znacznych dysproporcji pomiędzy oczekiwaniami i faktycznymi wynikami był tropikalny huragan Hermine, który zdewastował pod koniec sierpnia Zatokę Meksykańską. Panujący przez kilka dni sztorm wstrzymał dostawy surowca do tamtejszych rafinerii. Import spadł w zeszłym tygodniu aż o 1,85 milionów baryłek dziennie, czyli prawie 13 milionów tygodniowo, a rafinerie musiały to nadrobić korzystając głownie z zapasów. Tym można tłumaczyć tak znaczny spadek zapasów, który najprawdopodobniej będzie zjawiskiem jednorazowym. Dlatego też ceny ropy naftowej WTI zyskały wczoraj jedynie około 2 proc., a dziś ropa tanieje handlując już poniżej 47 dolarów za baryłkę. Ropa Brent również zyskała wczoraj powyżej 2 proc., przebijając na chwilę psychologiczny poziom 50 dolarów za baryłkę, ale dziś już tanieje w kierunku 49 dolarów za baryłkę.
W dniu dzisiejszym złoty handluje stabilnie do głównych walut w oczekiwaniu na decyzję agencji Moody’s w sprawie ratingu polskiego długu. Można spodziewać się, iż agencja utrzyma jednak rating na trzymanym od ponad 10 lat inwestycyjnym poziomie A2, natomiast najprawdopodobniej podtrzyma jego negatywną perspektywę. W obniżkę ratingu nie wierzy też polski złoty, który w tym tygodniu umocnił się o kilka groszy do większości walut. W oczekiwaniu na rewizję ratingu para EURPLN handluje w pobliżu poziomu 4,33, para USDPLN w pobliżu poziomu 3,84, para CHFPLN w pobliżu 3,95, a para GBPPLN w pobliżu 5,11. Natomiast polskie indeksy giełdowe kontynuują wczorajsze spadki, a WIG 20 traci już ponad 1,3 proc. oddalając się znacznie od poziomu 1800 punktów. Na indeksie ciążą głównie akcje spółek energetycznych, banków i KGHM.
Indeks Hang Seng, giełdy z Hong Kongu, urósł dziś do najwyższego od roku poziomu powyżej 24 tys. punktów. Indeks ten rośnie już siódmy dzień z rzędu ze względu na możliwość dalszego napływu kapitału z Chin. Chiński regulator rynku ogłosił wczoraj wieczorem, iż chińscy ubezpieczyciele mogą kupować akcje spółek z Hong Kongu przy pomocy giełdy z Szanghaju. Spółka będąca właścicielem tutejszej giełdy, Hong Kong Exchanges & Clearing Ltd., zyskała dziś na tych informacjach aż 7,4 proc.
Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital
Analiza WIG20, DAX i S&P500 – 9.09.2016
Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.
EBC stawia na wait-and-see
wrzesień 09, 2016 09:45
Wczoraj odbyło się posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego. Bank nie zdecydował się na żadne zmiany w dotychczasowej polityce pieniężnej. Posiedzenie EBC przypominało środową decyzję NBP, czy ostanie posiedzenie Rezerwy Federalnej. Obecnie banki przyjęły taktykę wait-and-see, czyli obserwują skutki prowadzonej polityki.
Decyzja EBC była pewnym zaskoczeniem dla rynku, który spodziewał się zmian w programie QE. Jednak bank nie zdecydował się na taki ruch, ale pozostawił otwartą furtkę do zmiany prowadzonej polityki na grudniowym posiedzeniu. Euro początkowo zareagowało silnym umocnieniem, ale rynki szybko sobie przypomniały, że EBC szybko może wrócić do dalszego luzowania polityki pieniężnej i wspólna waluta oddała cześć wzrostów.
Prawdopodobieństwo zmian stóp procentowych w strefie euro
Źródło: Bloomberg
Sytuacja na PLN?
Wrzesień przyniósł pewne odreagowanie na parach z polskim złotym. Po słabych danych z amerykańskiej gospodarki szanse na podwyżkę stóp procentowych za oceanem spadły praktycznie do zera, co poprawia atmosferę na rynkach i również sprzyja naszej walucie. Niemniej jednak wydaje się, że Rezerwa Federalna nie zmieni swojej retoryki i do końca roku inwestorzy będą zapewniani o konieczności dalszych podwyżek stóp procentowych w USA. Ponadto przed nami wybory prezydenckie w tym kraju. Kontrowersyjny kandydat Republikanów Donald Trump wysuwa się na prowadzenie w najnowszych sondażach. Z pewnością rodzi to obawy inwestorów, gdyż jedynie wygrana Hilary Clinton jest gwarantem pozostania status quo, a rynki nie lubią być zaskakiwane.
Wyżej wymienione czynniki mogą spowodować mocniejszy ruch spadkowy na giełdach w Stanach Zjednoczonych, a to przełoży się na ucieczkę kapitału od pozostałych bardziej ryzykownych aktywów, czyli również polskiego złotego. Nasza waluta do końca roku powinna być nieco tańsza do euro i franka szwajcarskiego, a prawdopodobnie najwięcej straci do dolara amerykańskiego, który powinien wrócić do łask inwestorów przez perspektywę podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych.
Bartosz Zawadzki
Dyrektor
Dział Strategii Rynkowych i Analiz
Europejski Bank Centralny nie zaskoczył
Wczorajszego dnia ECB nie zdecydowało się na modyfikację programu QE. Co więcej, Mario Draghi stwierdził, że ECB w ogóle nie rozmawiał na ten temat. Takie stwierdzenie rozczarowało rynek, co przełożyło się na spadku niemieckiego indeksu DAX 30 oraz do umocnienia euro na szerokim rynku. Na wczorajszej konferencji Mario Draghi był bardzo mało rozmowny na temat przyszłej polityki monetarnej.
Wszystko to przełożyło się ostatecznie na umocnienie euro względem dolara amerykańskiego. Na wykresie dziennym strefa popytu 1.113-1.117 została obroniona, bazowym scenariuszem pozostanie zatem kontynuacja obecnych wzrostów w okocę 1.1350.
Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych
Enter Air zapowiada modernizację floty samolotów
Spółka lotnicza Enter Air podczas pierwszych sześciu miesięcy 2016 roku zarobiła na czysto 11,5 mln zł. O 16,5 proc. wzrósł zysk operacyjny, chociaż przychody spadły. Jak zapowiada Andrzej Kobielski, członek zarządu przewoźnika czarterowego, w przyszłym roku firma będzie kontynuować modernizację i rozwój floty.
– Pierwsze półrocze w dość istotnej części już za nami, podobnie jak dwa pierwsze miesiące drugiej połowy roku, które okazuje się jednym z najbardziej istotnych w pracy przewozowej naszej spółki – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Andrzej Kobielski, członek zarządu ds. handlowych w Enter Air. – Spodziewamy się, że drugie półrocze będzie równie dobre, jeśli chodzi o założenia budżetowe i ich realizację.
Działający od 2009 roku, notowany na warszawskiej giełdzie od grudnia ubiegłego roku Enter Air jest największą czarterową polską linią lotniczą. Przedsiębiorstwo obsługuje połączenia na rzecz polskich i zagranicznych biur podróży, latając do ponad trzydziestu krajów: od Islandii i Portugalii po Kenię i Tajlandię. W 2014 roku na pokładach Enter Air podróżowało 1,5 mln pasażerów, z czego 1,2 mln z i do Polski.
Spółka ma sześć baz operacyjnych: w Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu, Katowicach, Paryżu oraz Manchesterze. W pierwszym półroczu tego roku przychody firmy wyniosły 286 mln zł i były niższe o 7,9 proc. niż w tym samym okresie rok wcześniej. Zysk operacyjny przedsiębiorstwa wzrósł jednak o 16,5 proc. (2,6 mln zł) i wyniósł 18,481 mln zł wobec 15,8 mln zł w pierwszym półroczu 2015 roku. Spółka zarobiła na czysto 11,5 mln zł.
– Było więc trochę lepiej, niż zakładaliśmy, co bardzo nas cieszy – wskazuje Andrzej Kobielski. – Tym bardziej że początek sezonu był dość niespokojny, biorąc pod uwagę to, co wydarzyło się w Turcji i Afryce Północnej.
Flota przedsiębiorstwa obecnie składa się z dziewiętnastu samolotów i przed sezonem letnim, jak informuje Andrzej Kobielski, powiększyła się o dwie dodatkowe maszyny – Boeingi 737 i 800.
– To są największe samoloty, którymi dzisiaj dysponujemy – wyjaśnia Andrzej Kobielski. – W przyszłym roku będziemy starali się utrzymać zbliżoną liczbę foteli, które obecnie mamy w ofercie. Będziemy się jednak starali utrzymać nasze założenia. Pod koniec 2017 roku ma do nas dołączyć pierwszy z nowych Boeingów 737 i 800, które otrzymamy bezpośrednio od producenta.
W przyszłym roku, jak zapowiada Andrzej Kobielski, przedsiębiorstwo będzie przede wszystkim zbierać profity z wcześniejszych inwestycji.
– Przyszłoroczne zamówienia w tej chwili mamy zamknięte, jeszcze trwają drobne negocjacje z naszymi zagranicznymi partnerami – precyzuje Andrzej Kobielski. – Sądzimy, że w najbliższych tygodniach powinniśmy mieć pełen obraz tego, co będzie się działo w 2017 roku. Przy naszej bardzo prostej strukturze cena paliwa niezmiennie jest jednym z najbardziej istotnych czynników kształtujących obroty. Obecnie wydaje się ona stabilna i nie budzi naszych niepokojów.
Branża handlowa w zadyszce. Wyniki finansowe spółek za pierwsze półrocze były mieszane z przewagą rozczarowań
Obłożona nowym podatkiem branża handlowa notuje gorsze wyniki finansowe. Zysk spółki Eurocash spadł o ponad 15 proc., Emperia zarobiła mniej o prawie połowę. Zdaniem Michała Karczewskiego z Biura Maklerskiego banku BGŻ BNP Paribas przyczynił się do tego spadek wartości złotego wobec głównych walut, głównie dolara i euro.
– Ogłoszone ostatnio wyniki finansowe sektora handlowego były mieszane – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Michał Karczewski, analityk rynku papierów wartościowych Biura Maklerskiego banku BGŻ BNP Paribas. – Drugi kwartał dla spółek zajmujących się taką działalnością był raczej średni.
Inwestorów rozczarowały, jak zauważa Michał Karczewski, wyniki finansowe spółki Eurocash (właściciela takich marek jak Delikatesy Centrum czy Cash & Carry). W drugim kwartale przychody przedsiębiorstwa wyniosły 5 341 mln zł i były o 3,1 proc. wyższe niż rok wcześniej. Spółka jednak zarobiła na czysto (zysk netto) 52,5 mln zł, o 15,4 proc. mniej niż przed rokiem.
– Spółka w dalszym ciągu się restrukturyzuje, pracując przede wszystkim nad optymalizacją otwartych w ubiegłym roku hurtowni Cash & Carry – tłumaczy Michał Karczewski. – Stopień nasycenia rynku tymi placówkami jest dosyć znaczny, więc zdobywanie nowych klientów jest coraz trudniejsze i więcej czasu potrzeba, by nowo otwarta hurtownia doszła do poziomu break even czy rentowności. W pierwszym półroczu mamy także spowolnienie w Delikatesach Centrum. Zawirowania związane z podatkiem od sieci detalicznych, gdy nie było wiadomo, czy sieci także będą objęte taką daniną, wstrzymywała decyzje franczyzobiorców. To dwa główne czynniki wpływające negatywnie na wyniki. Zarząd podkreślał także silną konkurencyjność na rynku handlowym.
Na rynku detalicznym bardzo istotnym czynnikiem nierzadko decydującym o zysku są ceny żywności. Jak zauważa Michał Karczewski, od pewnego czasu można zaobserwować ich wzrost.
– Na rynku hurtowym proces ten jest wolniejszy, konkurencja także waży na wynikach Eurocashu – precyzuje Michał Karczewski. – Zarząd poinformował, że w trzecim kwartale nie spodziewa się poprawy sytuacji. Jest ona możliwa dopiero pod koniec roku. Kolejne przejęcia, na przykład przedsiębiorstwa EKO Holding, pozytywnie będą wpływać na wyniki. Oczekiwania i prognozy całorocznych wyników zostaną jednak zapewne obniżone.
Nieco lepiej w sektorze handlowym radzi sobie Emperia, której wyniki były zgodne z oczekiwaniami analityków. Przychody ze sprzedaży przedsiębiorstwa po pierwszym półroczu wyniosły 1,2 mld zł wobec 382 mln zł przed rokiem. Spółka jednak zarobiła tylko 18,37 mln zł, o prawie połowę mniej niż w pierwszym półroczu ubiegłego roku (29,07 mln zł).
– Widać, że zaczynają procentować poczynione w zeszłym roku działania, przede wszystkim przyspieszenie rozwoju sieci – wyjaśnia Michał Karczewski. – Mieliśmy ciekawe informacje dotyczące tego, że spółka poszukuje parterów do potencjalnej współpracy podczas ewentualnych większych przejęć. Zarząd widzi, że marka Stokrotka rozwija się bardzo dobrze i chciałby ten proces przyśpieszyć. Trzeba jednak pamiętać o tym, że jest pułap rozwoju organicznego. Na tym rynku liczy się przede wszystkim skala działalności, więc dokonanie dopiero większych przejęć przy współudziale partnerów albo emisji akcji, obligacji dałyby dopiero pozytywne efekty.
Wyniki finansowe spółek handlujących w detalu odzieżą oraz obuwiem także były mieszane. Niektóre przedsiębiorstwa jak na przykład LPP rozczarowały. W całym pierwszym półroczu br. grupa zanotowała 24,2 mln zł skonsolidowanego zysku netto wobec 99,3 mln zł rok wcześniej.
– Na tego detalistę bardzo negatywnie wpływa kurs dolara, który obniża marże, natomiast w br. widzimy także pewną presję na wzrost wynagrodzeń, przez co EBITDA podwójnie była pod presją i dość mocno spada rok do roku – tłumaczy Michał Karczewski. – Zresztą w przypadku większości spółek detalicznych w drugim kwartale widzieliśmy zarówno negatywny wpływ progresu pensji, jak i osłabienia złotego względem euro, które negatywnie wpływa na wysokość czynszów, które w centrach handlowych z reguły rozliczane są w tej walucie.
Pozytywnym zaskoczeniem okazały się z kolei, jak twierdzi Michał Karczewski, wyniki finansowe sieci CCC, która przeprowadziła optymalizację marży i obecnie nie zamawia dużo, rozliczając się w dolarze. Po sześciu miesiącach br. przychody tego przedsiębiorstwa wyniosły 1 394 mln zł i były o prawie jedną trzecią wyższe niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Zysk (netto) ukształtował się na poziomie 113 mln zł, podobnym jak przed rokiem (111,5 mln zł).
Trwa formowanie Wojsk Obrony Terytorialnej. Polski przemysł obronny przygotowuje ofertę dla nowych oddziałów
We wrześniu ruszył nabór ochotników do Wojsk Obrony Terytorialnej, które będą reagować w czasie klęsk żywiołowych, uczestniczyć w akcjach poszukiwawczych, a w przypadku konfliktu zbrojnego będą brać udział w działaniach militarnych. Firmy polskiego przemysłu obronnego przygotowują dla nowych oddziałów ofertę wyposażenia. Spółka Radmor z Grupy WB przygotowała nowoczesną technologię łączności, która umożliwi komunikację wewnątrz oddziałów OT oraz współpracę z wojskami operacyjnymi. Polska jest jednym z niewielu krajów, które nad tą technologią pracują.
– Elektronika może dać istotną przewagę na polu walki, dlatego nasza grupa zajmuje się przede wszystkim pracami nad elektroniką do celów militarnych. Szczególne znaczenie w naszych pracach ma łączność. W tym roku prezentujemy nowe rozwiązania w tym zakresie i to zarówno dla wojsk regularnych, jak i dla Obrony Terytorialnej – mówi agencji Newseria Biznes Andrzej Synowiecki, prezes firmy Radmor wchodzącej w skład WB Group.
WB Group dostarczy system łączności, transmisji danych i ostrzegania o wykryciu przez przeciwnika wojskom regularnym w ramach programu Tytan. Ma to być jeden z podstawowych elementów wyposażenia polskiego żołnierza przyszłości. Elementy systemu są wbudowane w mundur i elementy ochronne, np. hełm.
– Dla Obrony Terytorialnej proponujemy zupełnie nową technologię radiostacji software’owych Comp@n. Jej zaletą jest to, że jest całkowicie programowalna. Technologia radiostacji programowalnych jest technologią nową, rozwijaną tylko w kilku krajach na świecie, tych najważniejszych. Jesteśmy jako kraj aktywnym uczestnikiem rozwoju tej technologii – mówi Synowiecki.
Jak podkreśla, można zmieniać charakter radiostacji wojskowej poprzez zmianę oprogramowania. Synowiecki porównuje to do aplikacji na smartfony, które oferują użytkownikom różnego rodzaju funkcjonalności.
– Żeby to robić, trzeba dobrze znać technologię budowy radiostacji zdolnych do takich rzeczy, czyli hardware’u oraz pisania software’u zdolnego do zaimplementowania na tego typu radiostacjach. Jest to bardzo skomplikowany proces, dlatego że radiostacje stają się tak naprawdę komputerami z łączem radiowym – wyjaśnia Synowiecki. – Do radiostacji Comp@n oferujemy trzy tzw. waveformy. Na jednym z kanałów można się łączyć z radiostacją wojsk regularnych, a na innym ze służbami zabezpieczenia mienia, życia jak policja czy służby porządkowe.
Jak wskazuje, kolejna zaletą jest bezpieczeństwo – kody źródłowe i wszystkie rozwiązania związane z przesyłem danych są krajowe. Dodatkowo koszty tego rozwiązania są relatywnie niskie – mogą one być nawet o 30–40 proc. niższe niż w przypadku produktów importowanych.
Radmor WB Group eksportuje swoje radiostacje do 16 armii na świecie. W tej chwili realizuje trzy duże zagraniczne kontrakty. Jak podkreśla prezes spółki, zainteresowanie Comp@nem jest bardzo duże. Trwają rozmowy o zamówieniach na jeden z dalekowschodnich rynków.
– Doceniane jest to, że klient pewne specyficzne fragmenty, te najbardziej wrażliwe, może sobie sam opracować, zastosować w radiostacji. To jest bardzo istotne – mówi Andrzej Synowiecki.
Eksport staje się coraz ważniejszy dla Radmoru. Na rynki zagraniczne trafia 30–35 proc. produkcji. Do tego dochodzi eksport usług i myśli technologicznej, co zwiększa udział eksportu o kolejne 5–10 pkt proc. Cała WB Group generuje obecnie 35 proc. eksportu całego polskiego przemysłu obronnego.
– Nasze wyroby wzbudzają bardzo duże zainteresowanie na rynkach zagranicznych, co przekłada się na liczne kontrakty eksportowe. Jednakże jeśli chodzi o rynek krajowy, to stale deklarujemy pełną otwartość do szerokiej współpracy z wszystkimi podmiotami w kraju, aby dostarczać do polskiej armii, która od lat jest naszym najważniejszym partnerem, niezawodne i sprawdzone rozwiązania na światowym poziomie – zaznacza Piotr Wojciechowski, prezes WB Group.
Dynamiczny rozwój infrastruktury szerokopasmowej. Napędzają go pieniądze z UE i inwestycje prywatnych operatorów
Na rozbudowę sieci internetu szerokopasmowego trafi do 2020 roku 1,2 mld euro. Resort cyfryzacji zapowiada kolejne konkursy w ramach 1. osi priorytetowej programu Polska Cyfrowa. Tempo podkręcają także prywatni inwestorzy. UPC zamierza w ciągu 5 lat zwiększyć zasięg swojej infrastruktury z 3 mln do 6 mln gospodarstw. Przeznaczy na to ok. 4 mld zł. Rozbudowa sieci pociągnie za sobą wzrost popytu na usługi cyfrowe.
– Inwestycje w infrastrukturę w Polsce są w tym momencie bardzo intensywne i to wynika z kilku powodów. Po pierwsze, Polska jest beneficjentem środków unijnych, które są przeznaczone również na ten cel, a dodatkowo inwestorzy prywatni rozwijają zasięg swojej infrastruktury – mówi agencji Newseria Biznes Patrycja Gołos, vicepresident corporate affairs w Liberty Global CEE, które jest właścicielem UPC Polska.
Według niedawno ogłoszonego planu UPC chce podwoić zasięg swojej infrastruktury. Na koniec czerwca w jej zasięgu było 3 059 300 gospodarstw domowych, o 60 tys. więcej niż w I kwartale. W ciągu kolejnych 5 lat ma być ich 6 mln. Inwestycja ta pochłonie większość z zapowiadanych na ten okres nakładów w wysokości 4 mld zł. W realizacji planów zwiększenia zasięgu UPC chce się wspierać akwizycjami. To jeden ze strategicznych celów firmy. Sprzyja temu duże rozdrobnienia rynku operatorów kablowych.
– To są bardzo ambitne plany. Żeby je zrealizować, potrzebne są oczywiście środki finansowe. W tym obszarze wspiera nas skala inwestycji. Szczególnie w tych sektorach przemysłu, które wymagają dużych inwestycji, skala ma znaczenie. Z drugiej strony sprzyjają nam również wszystkie ułatwienia regulacyjne, znoszenie barier w procesie inwestycyjnym, ułatwianie dostępu do budynków i rozwój tej infrastruktury – wymienia przedstawicielka UPC Polska.
Likwidacji barier i obniżeniu kosztów inwestycji ma służyć tzw. megaustawa, która weszła w życie w lipcu br. (część przepisów zacznie obowiązywać od stycznia 2017 r.). Nowelizacja przepisów rozszerza krąg podmiotów dysponujących infrastrukturą techniczną, którzy są zobowiązani do jej udostępniania firmom telekomunikacyjnym przy budowie szybkiego internetu. Dotychczas obowiązek taki miały już przedsiębiorstwa energetyczne i wodno-kanalizacyjne, a teraz dołączyli do nich zarządzający terenami kolejowymi.
Resort cyfryzacji wprowadził też obowiązek wyposażania m.in. budynku mieszkalnego wielorodzinnego lub budynku użyteczności publicznej w instalację telekomunikacyjną w momencie, kiedy jest on przebudowywany czy rozbudowywany. W nowelizacji przewidziano również obowiązek koordynacji robót budowlanych. Przedsiębiorca telekomunikacyjny może budować szybką sieć telekomunikacyjną w tym samym czasie i miejscu, co inny podmiot realizujący własną inwestycję ze środków publicznych.
– Jesteśmy zwolennikiem konkurencji infrastrukturalnej. Już teraz widzimy, że tam, gdzie inwestujemy w naszą infrastrukturę szerokopasmową, pojawiają się również inni inwestorzy, inni operatorzy, którzy zaczynają działać w tym samym obszarze. Rośnie konkurencja, również w obszarze usług dla klientów. Dzisiaj cena nie jest jedynym wyróżnikiem, klienci często szukają przede wszystkim jakości i niezawodności – wyjaśnia Patrycja Gołos.
Jak wynika z raportu „Czas na przyspieszenie. Cyfryzacja Gospodarki Polski” przygotowanego przez Politykę Insight na zlecenie ThinkTankCyfrowy.pl, Polska plasuje się na 28. miejscu spośród 30 badanych krajów europejskich pod względem rozwoju usług cyfrowych w sektorze prywatnym, kompetencji pracowników i jakości e-administracji. Jednocześnie jest jedną z gospodarek, które w najszybszym tempie nadrabiają zaległości.
– Popyt na usługi cyfrowe stale rośnie i widzimy pozytywne trendy. Natomiast jest jeszcze dużo do zrobienia w tym obszarze. W momencie, kiedy będziemy dysponować infrastrukturą szerokopasmową i szerokim dostępem do internetu w skali całego kraju, będziemy musieli się zmierzyć z budowaniem tego popytu. Możemy go rozwijać na wiele różnych sposobów, m.in. edukując konsumentów na temat korzyści wynikających z korzystania z internetu i z usług cyfrowych – wyjaśnia Patrycja Gołos.
Do korzystania z internetu wiele osób może zachęcić rozbudowana oferta e-usług administracji. Na projekty tego typu z programu Polska Cyfrowa trafi blisko 1 mld euro. Trzecim obszarem, w który trzeba zainwestować, jest zwiększanie kompetencji cyfrowych w społeczeństwie. Jak dodaje Gołos, ważne jest także budowanie zaufania do usług cyfrowych i na to zadanie powinny zwracać uwagę wszystkie zaangażowane w ten proces strony, zarówno rząd, inwestorzy prywatni, jak i dostawcy usług.
Potencjalne kłopoty budżetowe mogą wpłynąć na obniżenie przez agencję Moody’s ratingu Polski. Negatywny wpływ na rynki powinien być jednak krótkotrwały
Powodów do obniżki ratingu Polski jest coraz więcej – ocenia Łukasz Wardyn, dyrektor CMC Markets. Decydujące znaczenie mogą mieć potencjalne kłopoty budżetowe – duże obciążenie w postaci kosztów programu 500+ w połączeniu z mniejszymi od spodziewanych wpływami podatkowymi i niższym od oczekiwanego wzrostem PKB. Obniżenie przez agencję Moody’s ratingu nie będzie dla rynków już takim szokiem, jak styczniowa decyzja S&P, dlatego negatywny wpływ może być krótkotrwały.
– Rynek zaczyna dyskontować tę sytuację, że Moody’s, czyli kolejna już agencja ratingowa, obniży rating dla Polski. Myślę jednak, że nie będzie to już taki szok jak wówczas, gdy Standard & Poor’s obniżał rating. Może wystąpić krótkoterminowa większa zmienność negatywna dla indeksów polskich czy dla złotego, ale z uwagi na to, że od dłuższego czasu już na to się przygotowujemy, to będzie to raczej krótkotrwałe – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Łukasz Wardyn, dyrektor CMC Markets.
W styczniu agencja Standard&Poor&HASH39;s, obniżyła rating naszego kraju z A- do BBB+ i zmieniła jego perspektywę na negatywną. Inne agencje były bardziej powściągliwe. W maju agencja Moody&HASH39;s utrzymała rating Polski na poziomie A2, została jednak obniżona perspektywa dla oceny kredytowej ze stabilnej do negatywnej. Agencja Fitch w lipcu utrzymała zaś rating Polski na poziomie A- dla zobowiązań w walutach obcych oraz A w walucie krajowej. Zdaniem Wardyna istnieje coraz więcej przesłanek do decyzji o obniżce. Wśród nich potencjalne kłopoty budżetowe.
– Dużym obciążeniem dla budżetu jest program 500+. Miało być to zbilansowane większymi wpływami podatkowymi, nie udaje się to jednak, wszystko związane jest z zasypaniem dziury ściągalności VAT-u. Niestety, będzie z tym problem na pewno w krótkim terminie, a gdy wzrost PKB będzie niższy, niż tego życzy sobie rząd, powstaje problem. To jest główna obawa i powód, dlaczego rating może zostać obniżony – tłumaczy dyrektor CMC Markets.
Program wsparcia dla rodzin będzie kosztować ok. 23 mld zł rocznie. Rosną wpływy do budżetu z podatków, są jednak niewystarczające, aby w całości sfinansować program. Ministerstwo Finansów podaje, że tylko w pierwszych pięciu miesiącach tego roku dochody budżetu państwa były wyższe o 11 proc. w porównaniu z tym samym okresem 2015 roku. Dochody podatkowe wzrosły zaś o 7,2 proc.
– Obniżenie ratingu powinno mieć krótkotrwały wpływ na złotego w stosunku do wszystkich walut i na główny indeks WIG20. Jednak od momentu wyników referendum w Wielkiej Brytanii mamy trend wzrostowy na WIG20, może nie tak dynamiczny jak byśmy chcieli, ale jest. Podobnie jest na złotym do większości walut. Jedynie w stosunku do funta, z uwagi na jego słabość, złoty jest bardzo wyraźnie mocniejszy. Generalne sytuacja dla WIG20 i dla złotego jest optymistyczna – ocenia Wardyn.
W stosunku do euro i dolara polska waluta jest najmocniejsza od połowy sierpnia (4,31 za euro i 3,82 za dolara). Rentowność polskich obligacji utrzymuje się na stabilnym poziomie, jednak w porównaniu do początków 2015 roku znacznie wzrosła – obecnie średnia rentowność na przetargu obligacji skarbowych 10-letnich wynosi 2,7. W kwietniu ubiegłego roku było to ok. 2,3.
Ewentualne obniżenie ratingu Polski nie powinno mieć znaczącego wpływu na wycenę polskich obligacji i długu zagranicznego, tym samym mniej odczują to przeciętni Polacy.
– Uważam, że średnioterminowy wpływ na kurs złotego do franka, dolara, czy euro będzie niewielki, raczej krótkotrwały, jako echa tej decyzji. W długim terminie to inne czynniki będą decydowały o sile czy słabości naszej waluty. Ze wszystkich par do złotego dużo może się dziać na parze funt-złoty, ale nie będzie to wynikało z naszych lokalnych zawirowań, ale bardziej z tego, co się będzie działo w stosunku funt-dolar amerykański, a może tam dziać się sporo – podkreśla Łukasz Wardyn.
Do firm rodzinnych wchodzi nowe pokolenie. Są bardziej niż ich poprzednicy otwarci na współpracę z zewnętrznymi inwestorami i ekspansję zagraniczną
Dwie trzecie młodych menadżerów przejmujących firmę od starszego pokolenia chce zachować jej rodzinny charakter – wynika z badania Deloitte. 37 proc. uważa, że jest to możliwe również przy udziale zewnętrznego inwestora. Żeby maksymalizować przychody firmy, sukcesorzy chcą wykorzystywać nowe technologie. 20 proc. z nich zamierza przekształcić firmę w podmiot międzynarodowy.
– Firmy rodzinne nie tylko w Polsce, lecz także w każdej ekonomii są filarem jej rozwoju, mają bezpośredni wpływ na przyrost PKB. Tak samo to działa w Polsce. Od przeszło 25 lat prywatne przedsiębiorstwa stanowią istotną część naszej gospodarki i w sposób znaczący wpływają na jej rozwój – mówi agencji Newseria Biznes Adam Chróścielewski, partner w Dziale Audytu, odpowiedzialny za praktykę firm rodzinnych Deloitte. – Większość tych firm przechodzi po raz pierwszy w swojej historii proces sukcesji.
Najczęściej jest to po prostu przekazanie sterów młodszemu pokoleniu. Z raportu Deloitte wynika, że w 64 proc. przypadków przebiegnie ono bez formalnego planu sukcesji. Tylko niewielki odsetek firm decyduje się na zaplanowanie sukcesji np. w formie spisanej konstytucji rodzinnej.
Zmiana pokoleniowa może oznaczać rewolucję w firmach rodzinnych. Ośmiu na dziesięciu badanych sukcesorów zapowiada, że ich styl przywództwa będzie inny niż poprzedników. Ponad połowa zamierza zmienić strategię biznesową.
– Cały czas wpisany jest w to aspekt rodzinności, determinujący wartości, którymi właściciel kierował się przy zakładaniu danego biznesu, albo zasady, którymi kieruje się dana rodzina – mówi Chróścielewski. – Czyli z jednej strony chcemy powiększać wartość firmy, budować jej przychody, zyskowność, zwiększać zatrudnienie, zdobywać nowe rynki, ale z drugiej strony cały czas kierujemy się zasadami przekazanymi w domu rodzinnym.
Młodzi sukcesorzy postrzegają wartości rodzinne jako bardzo istotny czynnik sukcesu w procesie przejmowaniu firmy. 63 proc. sukcesorów chce zachować jej rodzinny charakter – było to wskazywane jako najwyższy priorytet w pytaniu o niefinansowe cele młodych liderów biznesu.
Zdaniem ankietowanych największym wyzwaniem dla sukcesorów jest przekonanie pracowników i partnerów biznesowych, że nowe osoby we władzach firmy mają kompetencje do prowadzenia biznesu i będą potrafiły go rozwijać. W rodzinnej firmie porównań do poprzedników trudno jednak będzie uniknąć.
Kolejnym wyzwaniem wskazywanym przez ankietowanych jest zaangażowanie zewnętrznych specjalistów do prowadzenia biznesu.
– Czasem branża albo wielkość firmy, albo chęć rozpoczęcia ekspansji zagranicznej powodują konieczność zatrudnienia zewnętrznych ekspertów, którzy mają odpowiedni zasób wiedzy i doświadczenia konieczny do realizacji nowych celów firmy. Raczej nie pozwalamy takim ludziom budować strategii firmy, lecz powierzamy im bieżące zarządzanie operacyjne, pozostawiając sobie niezależność w budowaniu strategii. Drugim warunkiem jest przekonanie, że zewnętrzny ekspert będzie podzielał nasze zasady i naszą wizję budowania firmy – mówi partner w Deloitte. – Wielu prywatnych przedsiębiorców twierdzi, że bez pomocy zewnętrznych ekspertów nie byliby w stanie rozbudować firmy, ponieważ brakowało im eksperckiej wiedzy w danym obszarze, która to wiedza zagwarantowała firmie bardzo dynamiczny rozwój.
Wśród innych priorytetów młodzi sukcesorzy często wymieniali także badania, rozwój i innowacje (19 proc.) oraz wykorzystanie nowych technologii i cyfryzacja (17 proc.). 20 proc. stawia na ekspansję zagraniczną swojej firmy.
– Ludzie, którzy przejmują te przedsiębiorstwa, bardzo często mają doświadczenia zdobyte albo w globalnych korporacjach, albo podczas zagranicznych praktyk czy studiów. Nie mają więc najmniejszego kłopotu z tym, żeby swój biznes skutecznie promować poza Polską. Uważają, że jest to bardzo istotne i będzie stanowiło ważny czynnik w budowaniu wartości firmy w przyszłości – ocenia Adam Chróścielewski.
Dane w chmurze z gwarancją bezpieczeństwa. Dostawcy rozwiązań cloudowych pozyskują międzynarodowe certyfikaty
Zaufanie firm i instytucji do rozwiązań chmurowych rośnie, ale żeby przekonać do niej kolejne podmioty, dostawcy chmury inwestują w międzynarodowe certyfikaty bezpieczeństwa. Oktawave, pierwsza polska chmura obliczeniowa, otrzymała właśnie certyfikat ISO 27001.
– Zaufanie przedsiębiorstw do dostawców chmury rośnie. Potwierdza to badanie IDC z końca 2015 roku, z którego wynika, że tylko 40 proc. przedsiębiorców obawia się utraty fizycznej kontroli nad danymi w chmurze. To oznacza, że chmura podwyższa bezpieczeństwo zasobów informatycznych oraz informacji, a kluczem do tego jest zrozumienie, czym ta chmura jest i w jaki sposób gwarantuje bezpieczeństwo – mówi agencji informacyjnej Newseria Jan Lekszycki, wiceprezes i dyrektor ds. sprzedaży w chmurze obliczeniowej Oktawave.
Chmura obliczeniowa – obok big data i mediów społecznościowych – jest uważana za najważniejszy trend kolejnych lat na rynku IT. Rosnącej popularności tego modelu dostarczania usług sprzyjają wymierne korzyści biznesowe, informatyczne i rozwojowe. Inwestycja w chmurę zamiast w infrastrukturę przyspiesza dostarczenie produktu na rynek i pozwala na efektywne wykorzystywanie posiadanych zasobów.
Biznes ponadto szybko dostrzegł, że korzystanie z chmury jest nie tylko tańsze niż stawianie własnych serwerów, lecz także bezpieczniejsze.
– Ci klienci, którzy korzystają z chmury, uważają, że jest to bezpieczne. Potwierdzają to także badania, które przeprowadzamy co roku wśród naszych klientów. 86 proc. z nich wybrało naszą platformę właśnie ze względu na chęć podniesienia bezpieczeństwa danych – mówi Lekszycki.
87 proc. z nich wskazuje, że w chmurze ceni przede wszystkim elastyczność, czyli możliwość dysponowania zasobami cloudowymi w zależności od potrzeb. Dla 88 proc. klientów najważniejszym czynnikiem jest stabilność, czyli ciągłość i dostępność danych.
Profesjonalni dostawcy chmury, tacy jak Oktawave, realizują politykę bezpieczeństwa równolegle w kilku obszarach. To przede wszystkim odpowiednio zaprojektowana, wielopoziomowa architektura, właściwie zabezpieczone centrum danych, spełniające najwyższe parametry bezpieczeństwa oraz lokalizacja, która decyduje także o porządku prawnym dotyczącym przetwarzania danych.
Dopełnieniem systemu bezpieczeństwa jest też zgodność ze specjalistycznymi standardami w kwestii ochrony danych osobowych. W tym obszarze kluczowe są wytyczne GIODO, a także normy ISO 27001 porządkującej zarządzanie bezpieczeństwem informacji w środowiskach chmurowych – certyfikatu, który otrzymała polska publiczna chmura Oktawave.
– Norma 27001 dotyczy systemu zarządzania bezpieczeństwem informacji, zatem odnosi się do istoty świadczonych przez nas usług – przechowywania, przetwarzania oraz przesyłania danych. Jest to najbardziej rozpoznawalny certyfikat odnoszący się do przetwarzania danych w chmurze nie tylko w Polsce, lecz także na całym świecie – wyjaśnia Jan Lekszycki.
Podkreśla, że wprowadzenie normy ogranicza ryzyko związane z utratą kontroli nad bezpieczeństwem informacji w akredytowanym przedsiębiorstwie, minimalizując ryzyko stracenia lub przejęcia danych i umożliwiając szybką identyfikację ewentualnych błędów.
Certyfikat ten uwiarygadnia dostawcę, co – zdaniem przedstawicieli Oktawave – powinno zachęcić kolejne podmioty do inwestowania w chmurę.
– Uważamy, że certyfikat ISO 27001 będzie paszportem do adopcji chmury dla organizacji mających dane wrażliwe, m.in. w administracji publicznej, w branży medycznej oraz finansowej na terytorium Polski – mówi Jan Lekszycki.
Decyzja o przystąpieniu do ISO 27001 jest projektem wieloetapowym i zakłada systematyczne doskonalenie procesów zachodzących w firmie. Oktawave pracuje obecnie nad wdrożeniem kolejnych certyfikatów bezpieczeństwa.
Najnowsze technologie pozwalają znacząco ograniczyć zużycie energii w domach. Decydujące znacznie ma dobry projekt
W budynkach spędzamy ok. 90 proc. naszego czasu, dlatego wybór projektu domu powinien być dobrze przemyślany. Podstawą jest funkcjonalność budynku uwzględniająca liczbę mieszkańców, ich styl życia i potrzeby. Przy wyborze projektu duże znaczenie ma także wielkość działki i położenie budynku względem stron świata. Odpowiednie rozmieszczenie okien pozwoli ograniczyć koszty związane z ogrzewaniem i oświetleniem domu – radzą eksperci Velux Polska.
– Planując budowę domu, warto się zastanowić, czy wybierzemy projekt typowy z bardzo szerokiej oferty na rynku, czy zwrócimy się do architekta o opracowanie indywidualnego planu. Należy pamiętać o tym, że zarówno wybór projektu, jak i późniejsza budowa domu będą miały przez wiele lat wpływ na nasze warunki mieszkaniowe i na naszą jakość życia – mówi agencji Newseria Monika Kupska-Kupis z Velux Polska.
Oferta dostępna na rynku jest bardzo szeroka, zarówno pod względem stylu, jak i wielkości. Zdaniem architektów najważniejsze, by dom był funkcjonalny i wygodny, a jego utrzymanie nie generowało zbyt wysokich kosztów. Już na etapie wyboru projektu trzeba sobie odpowiedzieć na wiele pytań.
– Zachęcam, żeby nie patrzeć na dom tylko od strony stylu, typu architektury czy stylistyki, która nam odpowiada. Niezwykle ważne jest to, byśmy spojrzeli na ten dom od środka, czyli na jakość pomieszczeń, na ich liczbę, zorientowanie względem stron świata, na możliwość kontaktu z otoczeniem – tłumaczy Monika Kupska-Kupis.
Wiele zależy od wielkości rodziny i stylu życia, jaki ona prowadzi. Przeanalizowanie potrzeb jest bardzo istotne przede wszystkim ze względu na koszty, jakie wiążą się z budową i późniejszym utrzymaniem domu.
– Zastanówmy się, czy ważne jest dla nas to, żeby duża była przestrzeń wspólna, czy chcemy mieć specjalne miejsce przeznaczone na nasze hobby, czy planujemy powiększenie rodziny, czy trzeba przeznaczyć pewną przestrzeń na pokoje dla dzieci – radzi Monika Kupska-Kupis.
Projekt jest uwarunkowany także przez wielkość działki, jej położenie i plany zagospodarowania przestrzennego danej okolicy. Ze względu na ograniczenia finansowe, większość inwestorów dysponuje niewielkim terenami, często o niestandardowym kształcie.
– Na niewielkie działki idealne są domy z użytkowym poddaszem, które oprócz bardzo szerokiej możliwości aranżacji pozwalają nam również w naturalny sposób wydzielić strefę dzienną od strefy prywatnej. Na poddaszu najczęściej znajdują się sypialnie, pokoje dzieci, łazienki, a parter domu jest wtedy przestrzenią wspólną, gdzie przyjmujemy gości – podkreśla Monika Kupska-Kupis.
Planując poddasze mieszkalne, trzeba przede wszystkim wziąć pod uwagę kształt dachu. W przypadku małych domów najlepszym rozwiązaniem będzie klasyczny dach o prostym kształcie, który zapewni najwięcej przestrzeni użytkowej. Gdy dom jest nieco większy, lepiej zdecydować się na efektowny dach wielospadowy. Kluczowe znaczenie ma także usytuowanie budynku względem stron świata oraz wielkość i liczba okien. W salonie, w którym rodzina spędza wspólnie najwięcej czasu, najkorzystniejsza będzie ekspozycja na południowy zachód. Z kolei w sypialni komfort zapewni lokalizacja wschodnia lub północna.
– Bardzo ważne jest to, żeby okna otwierały nam dom na otoczenie. Na poddaszu okna dachowe muszą być umieszczone tak, żeby nie było poczucia zamknięcia czy klaustrofobii, ale żebyśmy mogli się cieszyć pełnią domu, ogrodem i otoczeniem – tłumaczy Monika Kupska-Kupis.
Eksperci radzą, by powierzchnia przeszklenia stanowiła co najmniej 10 proc. powierzchni podłogi pokoju. Dlatego warto wybierać okna z największą powierzchnią szyby.
– Nie należy się tutaj obawiać, że w ten sposób narażamy się na nadmierne straty ciepła. Okna są dla nas źródłem pasywnej energii cieplnej zimą, kiedy ciepłe promienie słoneczne dodatkowo dogrzewają nam pomieszczenia. Więc tak naprawdę mają one bardzo dobry wpływ na bilans energetyczny, a oprócz tego dostarczają nam powietrze, bo możemy wietrzyć pomieszczenia w naturalny sposób. Poza tym naturalne światło jest najzdrowsze, bo przez tę swoją zmienność w zależności od pór roku czy dnia najlepiej odpowiada na nasze potrzeby – wyjaśnia Monika Kupska-Kupis.
W przypadku okien zamontowanych od południa najlepiej zastosować standardowe energooszczędne szyby. Z kolei od północy, gdzie straty ciepła są większe, najodpowiedniejsze będą okna wyposażone w szybę energooszczędną dwukomorową.
Z inicjatywy firmy VELUX i pięciu pracowni powstała kolekcja nowoczesnych i energooszczędnych projektów domów, które są oparte o ideę domów aktywnych. Architekci zachęcają do zredukowania zużycia energii poprzez odpowiednią lokalizację budynku na działce, właściwe zaplanowanie okien względem stron świata, zastosowanie odpowiedniej izolacji cieplnej i nowoczesnych systemów instalacji przy wykorzystaniu odnawialnych źródeł energii.
– Idea domów aktywnych zakłada, że budujemy domy energooszczędne. Bardzo często te domy są zeroenergetyczne, ale niemniej ważne jest kryterium komfortu, zdrowia, czyli zapewnienie dobrego doświetlenia, dobrej jakości powietrza wewnętrznego. Patrzymy również na aspekt związany z ochroną środowiska, czyli budowanie z materiałów ekologicznych. To jest taka koncepcja holistycznego podejścia i spojrzenia na dom, co bardzo dobrze wpisuje się w nurt zrównoważonego budownictwa – mówi Monika Kupska-Kupis.
Polacy stworzyli najszybszy pociąg świata
Chińczycy budują 2 400 sztuk najszybszego pociągu świata, zaprojektowanego przez polskich ekspertów z zespołu prof. Tadeusza Uhla. Natomiast pociąg wyprodukowany przez Newag pobił krajowy rekord 226 km/h. Dlaczego w Polsce pociągi jeżdżą znacznie wolniej?
W Polsce powstała nowoczesna infrastruktura, projektowane są nowoczesne i szybkie składy kolejowych pociągów. Prędkość ograniczają przepisy, ale jest jeszcze jeden powód:
-Problemem są przejazdy drogowo-kolejowe, w których unowocześnienie należałoby zainwestować – mówi w rozmowie z MarketNews24 prof. dr hab. Tadeusz Uhl.
Euro zyskuje a indeksy tracą przez brak zapowiedzi przedłużenia programu skupu obligacji przez EBC
Euro zyskuje na wartości do głównych walut, po tym jak Mario Draghi powiedział na konferencji Europejskiego Banku Centralnego, iż nie było nawet dyskusji na temat rozszerzenia programu skupu obligacji. Program skupu aktywów będzie kontynuowany na niezmienionym poziomie, czyli 80 miliardów euro miesięcznie, do marca 2017 roku lub dłużej, jeśli okaże się to konieczne. EBC zgodnie z oczekiwaniami pozostawił również główne stopy procentowe na niezmienionym poziomie: refinansowa na 0 proc., pożyczkowa na 0,25 proc., a depozytowa na -0,4 proc. Mario Draghi nie tylko nie przedłużył programu QE, ale również nie zapowiedział takiego ruchu na nadchodzących w tym roku posiedzeniach EBC. Rynek oczekiwał, że wystąpienie prezesa EBC będzie bardziej gołębie, stąd umocnienie euro do innych walut. Euro obecnie zyskuje do dolara około 0,6 proc., handlując już powyżej poziomu 1,1300, a do funta zyskuje około 0,7 proc., handlując nieco poniżej poziomu 0,8500. Natomiast do złotego euro odrobiło poranne straty i obecnie handluje już powyżej poziomu 4,32.
Europejskie indeksy akcyjne tracą na wartości przez brak zapowiedzi przedłużenia lub zwiększenia skali programu skupu aktywów przez EBC. Niemiecki DAX, który zyskał najmocniej na wprowadzonym w 2015 roku programie QE, traci obecnie około 1,1 proc., handlując w pobliżu poziomu 10630 punktów. Francuski CAC40 traci około 0,8 proc., handlując w pobliżu poziomu 4520 punktów. WIG20 również handluje około 0,8 proc. niżej, tracąc po raz kolejny w ostatnich miesiącach psychologiczny poziom 1800 punktów. Na indeksie ciążą akcje banków oraz KGHM, który traci ponad 2 proc. pod wpływem taniejącej miedzi i srebra.
Ropa naftowa WTI handluje stabilnie nieco powyżej poziomu 46 dolarów za baryłkę, po tym jak zyskała wczoraj ponad 2 proc. Ropa naftowa Brent handluje powyżej poziomu 48 dolarów za baryłkę. Cenę czarnego kruszcu wspierają dane na temat amerykańskich zapasów surowca, które pokazały w końcu spadek zapasów. Zapasy wg API w zeszłym tygodniu spadły aż o 12,1 miliona baryłek. Jeśli znaczny spadek zapasów potwierdzą dziś oficjalne rządowe dane, ropa może jeszcze bardziej się umocnić.
Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital
Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Fatum WIG20
Zdecydowana większość osób patrzy na rynek przez pryzmat blue chipów i indeksu WIG20. Wydaje się to jednak nieuzasadnione, gdyż od dłuższego już czasu de facto możemy mówić o dwóch parkietach przy Książęcej. Pierwszy, odznaczający się większą kapitalizacją, pogrążony jest we własnych długoterminowych problemach. Drugi, związany z mniejszą wartością notowanych spółek, ale zdecydowanie większą ich liczbą, konsekwentnie rośnie. Mowa o małych i średnich spółkach, a w uproszczeniu o wszystkich podmiotach poza dwudziestoma największymi.
W samym indeksie WIG komponentów jest niemalże 400, które jako całość radzą sobie całkiem nieźle. Wystarczy spojrzeć na nieważony indeks cenowy całego rynku, który przez ostatnie trzy lata wzrósł o 60%, co jest wynikiem dwukrotnie lepszym od amerykańskiego indeksu S&P500. W tym roku schemat się powtarza, jako że Wall Street zyskała 6%, a szeroki rynek GPW ponad 16%.
Nie można więc mówić o słabości GPW, ale raczej nie najlepszej kondycji jej części w postaci blue chipów. Problem ma głębszą naturę, którą w skrócie nazywam „fatum WIG20”. Polega on na tym, że spółki dołączające do indeksu z reguły mu ciążą, a te z niego wypadające potrafią radzić sobie zdecydowanie lepiej. Warto prześledzić historię ostatnich trzech lat, kiedy ta kwestia była aż nadto widoczna. W marcu 2014 roku główny indeks zasiliły dwie spółki: Alior i LPP. Obie przed wejściem do indeksu radziły sobie nieźle lub bardzo dobrze, jak to miało miejsce w drugim przypadku.
W ramach WIG20 było już zdecydowanie gorzej i przyniosły one inwestorom straty odpowiednio 28% i aż 51%. Spółki, które indeks opuściły, radziły sobie lepiej, choć nie fenomenalnie. GTC dało zarobić 10%, a Bank Handlowy bez dywidend przyniósł stratę 30% (13% z uwzględnieniem dywidend). Rok później indeks zasiliły trzy spółki: Enea, Energa i Cyfrowy Polsat. Zgodnie z wspomnianym fatum wszystkie od tego czasu przyniosły negatywną stopę zwrotu, odpowiednio 38%, 66% i 1%. Zastąpiły one spółki: Kernel, JSW i Lotos. Ta ostatnia w szeregi blue chipów wróciła z początkiem 2016 roku i podczas swojej nieobecności zyskała 4%. Dwie pozostałe usunięto trwale i wsparły one indeks mWIG40 zwyżkami swoich akcji o odpowiednio 55% i spektakularne 144%. Ten sam schemat powtarza się z dwoma kolejnymi zmianami. Spółka CCC co prawda przełamała spadkową passę wchodzących podmiotów, ale dała zarobić 48 pkt. proc. mniej niż wypadająca Bogdanka. Powracający w tym roku Lotos również zyskał, ale odchodzący Synthos okazał się dla akcjonariuszy nieco łaskawszy. Wnioski nasuwają się same. Praktycznie wszystkie wspomniane zmiany działały na niekorzyść głównego indeksu i pogłębiały jego niezadowalające zachowanie.
Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.
EBC nie planował rozszerzenia QE
Europejski Bank Centralny nie wydłużył QE. Stopy procentowe pozostały bez zmian. Mario Draghi wzoruje się na Janet Yellen, czyli polityce „wait and see”.
W czwartkowe popołudnie o godzinie 13:45 Europejski Bank Centralny pokazał swoje karty, które są takie same jak ostatnio. Miesięczny skup aktywów pozostał na poziomie 80 miliardów euro, stopa depozytowa pozostała na poziomie -0,4%, refinansowa 0%, natomiast pożyczkowa na poziomie 2,25%. Nie został również przedłużony skup obligacji korporacyjnych oraz rządowych, który ma działać przynajmniej do marca 2017 roku.
Natomiast 45 minut po publikacji decyzji w sprawie stóp procentowych odbyła się konferencja oraz Q&A z udziałem Mario Draghiego. Najważniejszą informacją dla rynku było to, że ECB na swoim posiedzeniu nie poruszył tematu dodatkowej stymulacji monetarnej. Ponadto dodał, że stopy procentowe pozostaną na niskim poziomie przez bardzo długi okres czasu oraz, że obecny program QE jest efektywny. Pomimo tego jest światełko do dalszej ekspansji monetarnej. Draghi podczas jednego z pytań zaznaczył, że komitety mają pełen mandat co do zmiany programu QE.
Na chwile obecną większość inwestorów uważa, że obecna polityka monetarna ulegnie zmianie na grudniowym posiedzeniu. Najprawdopodobniej zostanie wydłużony oraz rozszerzony program luzowania ilościowego. Natomiast prawdopodobieństwo obniżenia stopy depozytowej na podstawie overnight index swap na grudniowym posiedzeniu wynosi 38%. Jeżeli jednak program QE zostałby wydłużony, to stopa depozytowa z dużym prawdopodobieństwem również zostanie obniżona. EBC w ramach tak wyglądającego programu QE nie może skupywać obligacji o niższej rentowności niż stopa depozytowa, czyli -0,4%. Według grupy Jefferies przy niezmienionych zasadach QE EBC będzie musiał zaprzestać skupu obligacji już pod koniec tego roku.
Efektywność programu QE.
Coraz więcej osób może powątpiewać w to, czy dalsze luzowanie ilościowe ma jakikolwiek sens. Mario Draghi wpompował w Strefę Euro już ponad 1 bilion euro, a efektów nie widać. Głównym celem wprowadzenia programu QE było pobudzenie wzrostu gospodarczego oraz powrót inflacji w okolicę celu wynoszącego 2%. W II kwartale PKB strefy euro wzrosło o 1.6 procent r/r, natomiast inflacja w sierpniu wyniosła zaledwie 0,2 proc. r/r (prognozowano wzrost na poziomie 0,3 proc.)
Z psychologicznego punktu widzenia skup obligacji korporacyjnych przez Europejski Bank Centralny też nie wygląda najlepiej. Od końca 2015 roku rentowność niektórych obligacji korporacyjnych spadała poniżej zera. Co to oznacza? Firmy emitujące nowy dług są za niego wynagradzane, otrzymują odsetki od zapożyczonego kapitału. Idąc dalej tym śladem, przedsiębiorstwa mogą zarabiać na zaciąganiu nowego długu, a nie na realnej działalności. Czy w takich warunkach praca ma jakikolwiek sens?
Przedsiębiorstwa, których rentowność obligacji w tym roku spadła poniżej 0
Źródło: The Wall Street Journal
Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych
Raport Edu-Tech 2016: Polscy uczniowie poniżej średniej unijnej
Raport Edu-Tech 2016 poświęcony nowoczesnej nauce i technologiom w świecie edukacji odsłania mało optymistyczny stan polskiego szkolnictwa. Mimo, że komputery znajdują się w ponad 72 proc. polskich domów, a najmłodsi spędzają w internecie przeciętnie 15 godz. w skali tygodnia, to ich kompetencje informatyczne pozostawiają wiele do życzenia. W nauce programowania wyprzedza nas większość Państw UE, w tym Litwa i Słowenia.
– Dostęp do komputerów w szkole, a także kompetencje nauczycieli przekładają się na poziom umiejętności cyfrowych młodzieży. Niestety, jak wskazują badania, nasz kraj plasuje się poniżej średniej wszystkich krajów OECD. Najlepsze wyniki w tej dziedzinie – powyżej 300 punktów – uzyskali Finowie, Szwedzi, Holendrzy i Japończycy. Według badania PIAAC przeciętny wynik polskiej młodzieży (w wieku 16-24 lat) w zakresie umiejętności rozwiązywania problemów w środowisku technologii cyfrowych wyniósł 287 punktów, podczas gdy średnia wynosi 295 punktów – podsumowuje Karolina Marzantowicz, architekt
i doradca dla klientów sektora bankowego w Europie w firmie IBM oraz członek Akademii Technologii IBM.
Raport Edu-Tech 2016 przedstawia również dane Eurostatu, z których wynika, że Polacy
w wieku 16-29 lat plasują się poniżej średniej unijnej (55 wobec 65 proc.) nawet w tak prozaicznej umiejętności, jak korzystanie ze źródeł wiedzy typu Wikipedia. Mało rozpowszechnione są także umiejętności programowania. W przypadku najbardziej zaawansowanych krajów, takich jak np. Finlandia, odsetek osób, które napisało w swoim życiu jakikolwiek program przy wykorzystaniu specjalistycznego języka wynosi 38 proc.
W Polsce jest on trzy razy mniejszy i kształtuje się na poziomie zaledwie 14 proc.
Zdaniem specjalistów, kompetencje cyfrowe mają bez wątpienia przełożenie na innowacyjność przedsiębiorstw. W tej dziedzinie Polska na tle innych krajów Unii Europejskiej prezentuje się dramatycznie, zajmując drugie miejsce od końca i wyprzedzając jedynie Rumunię. Z badań Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości wynika, że działania
w zakresie badań i rozwoju prowadzi w Polsce zaledwie 23 proc. przedsiębiorstw, podczas gdy w Niemczech jest to 67 proc. przy unijnej średniej wynoszącej 48,9 proc.
– Analizy sytuacji gospodarczej w państwach rozwiniętych wskazują na innowacyjność, jako na jeden z decydujących czynników rozwoju gospodarczego. Jednak jeśli chcemy, aby Polska poszybowała w światowych rankingach, powinniśmy zadbać nie tylko o zmiany prawne, które by ją wspierały, lecz także o nowoczesną edukację pobudzającą kreatywność
i przedsiębiorczość. Edukację kształtującą zarówno umiejętności korzystania z nowych technologii, jak również taką, która przyczynia się do ich powstawania – przekonuje Ignacy Bochiński, partner w agencji interaktywnej KERRIS.
O potrzebie edukacji świadczą również wyniki Międzynarodowego Badania Kompetencji Osób Dorosłych (PIAAC). Wynika z nich, że umiejętności dorosłych Polaków w zakresie korzystania z komputera i internetu w poszukiwaniach i analizach informacji oraz wykonywania praktycznych zadań wciąż pozostają niedostateczne. Tylko 19 proc. Polaków posiada wysokie umiejętności wykorzystywania technologii informacyjno-komunikacyjnych wobec średnio 34 proc. w OECD. Co więcej, pracujący Polacy rzadziej i mniej intensywnie niż w innych krajach korzystają z komputera w pracy (46 proc. nigdy nie korzysta wobec 30 proc. w krajach OECD).
Wyniki badania opublikowane na łamach raportu Edu-Tech 2016 dowodzą, że w Polsce 12 proc. populacji posiada umiejętności poniżej najniższego poziomu. 19 proc. respondentów znalazło się na pierwszym (najniższym) poziomie, 15,4 proc. na poziomie drugim, a 3,8 proc. na poziomie trzecim. Udział osób na dwóch najwyższych poziomach umiejętności (drugim i trzecim) jest w Polsce najniższy (19,2 proc.) w porównaniu do wyników innych krajów. Najlepsi w tej kategorii okazali się Szwedzi, Holendrzy, Norwegowie i Finowie, osiągając ponad 40 proc. Wyniki wskazują, że w Polsce osób o braku kompetencji do korzystania z możliwości nowych technologii może być więcej niż ¼ dorosłej populacji.
Edu-Tech 2016 otwiera cykl edukacyjnych raportów portalu Edutorial.pl. Publikacja poświęcona jest nowoczesnej nauce i technologiom w świecie edukacji. Zawiera analizy, komentarze ekspertów oraz rankingi i zestawienia najciekawszych startupów, platform
e-korepetycji i aplikacji do nauki języków obcych. Portal Edutorial.pl należy do KERRIS Group, która rozwija swoją działalność w obszarze edukacji, m.in. wspierając w ramach partnerstwa program przywództwa Leadership Academy for Poland, który jest realizowany przy współpracy z Uniwersytetem Harvarda i innymi czołowymi światowymi uczelniami.
Zapowiedź zmian w ochronie zdrowia budzi niepokój prywatnych placówek
Rok 2016 przynosi wiele zmian w różnych obszarach życia gospodarczego. Podczas sesji otwierającej VII Forum Ochrony Zdrowia w Krynicy, uczestnicy zastanawiali się, czego możemy i powinniśmy oczekiwać w organizacji zabezpieczenia medycznego w Polsce. Gościem specjalnym był unijny Komisarz ds. zdrowia i bezpieczeństwa żywienia, Vytenis Andriukaitis. W dyskusji udział wzięli decydenci, przedstawiciele sektora ochrony zdrowia, akademicy oraz eksperci EY.
Unijne priorytety
Promocja, zapobieganie i ochrona – na te trzy priorytetowe działania Komisji Europejskiej w obszarze ochrony zdrowia zwrócił uwagę komisarz Vytenis Andriukaitis. Z jednej strony konieczne jest szerzenie wiedzy o tym, jak ważne jest zdrowie każdego z obywateli. Z drugiej, należy zmniejszać czynniki ryzyka, takie jak złe odżywianie, brak ruchu a także używki. Po trzecie, trzeba również zadbać o stan zdrowia całego społeczeństwa. To, co negatywnie wpływa na zdrowie Europejczyków to papierosy, alkohol i otyłość. Co piąty mieszkaniec Starego Kontynentu pali nałogowo, a ponad połowa cierpi na otyłość. W krajach Europy Wschodniej w ostatnich dekadach znacznie zwiększyła się długość życia. Jednak nadal różnica między krajami w czołówce stawki a maruderami w Europie wynosi ponad 8 lat.
Komisarz zwrócił także uwagę, na inne wyzwania, jakie stoją przed decydentami i przedstawicielami ochrony zdrowia. Co roku na świecie notuje się 700 tys. zgonów spowodowanych antybiotykami, które przestały działać. Do 2050 roku liczba ta wzrośnie do 10 milionów – to więcej niż umiera z powodu raka. Dlatego bardzo ważne są inwestycje w badania i rozwój, a także współpraca na szczeblu organizacji międzynarodowych.
Różne modele ochrony zdrowia
Podczas prezentacji otwierającej panel Jakub Szulc, ekspert Sektora Ochrony Zdrowia w EY, przedstawił kluczowe rozwiązania w ochronie zdrowia w 5 państwach (Wielkiej Brytanii, Norwegii, Holandii, Czechach i Tajwanie) od organizacji systemu i płatnika, przez lecznictwo szpitalne, po rozwiązania w podstawowej opiece zdrowotnej. – Obserwacje pokazują, że w ochronie zdrowia nie ma jednego, najlepszego rozwiązania. Poszczególne kraje starają się zapewnić jak najlepszą opiekę różnymi metodami. Często reformy w zdrowiu związane są z historycznymi uwarunkowaniami a różnice pomiędzy sąsiadującymi państwami potrafią być bardzo istotne. W samej Europie mamy pełen przegląd rozwiązań: od finansowania budżetowego i wyłącznie publicznej ochrony zdrowia w Norwegii, przez system brytyjski (z którego Polska zaczerpnęła wiele rozwiązań), do w pełni konkurencyjnego rynku holenderskiego. Większość państw stawia lekarza POZ w roli gate-keepera, ale są takie, gdzie dostęp do specjalisty nie jest niczym ograniczony (Czechy, Tajwan) – mówił Jakub Szulc. – W Polsce dochody ochrony zdrowia są zależne od tego, ile zarabiamy. Do tej pory mieliśmy jednego płatnika – NFZ. Fundusz kupuje świadczenia u dostawców – raczej na poziomie centralnym niż regionalnym. W sumie mamy 26 tytułów do opieki zdrowotnej. Mimo to, 6-7% w Polsce nie posiada tytułu do świadczeń medycznych – dodał.
Zmiany w ochronie zdrowia
Nowelizacja ustawy o działalności leczniczej (tzw. ustawa dekomercjalizacyjna) i zapowiedzi Ministerstwa Zdrowia budują obraz całkowicie zmienionej ochrony zdrowia. Resort przewiduje wzrost nakładów publicznych do 6% PKB w 2024 r., nie wiadomo jednak, w jaki sposób zostaną sfinansowane. Likwidacja NFZ, stworzenie sieci i przejście na ryczałtowe finansowanie szpitali oraz inna rola lekarza POZ, to zmiany, które mogą być dla ochrony zdrowia zarówno szansą, jak bardzo dużym zagrożeniem. Dyskusję na temat kierunku zmian poprowadził Łukasz Zalicki, Partner w EY.
Piotr Gryza, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Zdrowia podkreślił, że obecnie najważniejsza jest kwestia kontraktowania świadczeń. Ministerstwo chce odejść od dotychczasowych praktyk i stworzyć sieć szpitali, w której będą funkcjonować zarówno jednostki publiczne jak i niepubliczne przez okres 4 lat. Warunkiem funkcjonowania będzie to, czy szpital jest czynny (ma oddział ratunkowy lub izbę przyjęć) i przez jakiś czas kontraktował hospitalizację. W tym systemie Ministerstwo chciałoby kontraktować 85% środków na lecznictwo szpitalne. Te placówki, które nie wejdą do sieci, będą podlegać procedurze konkursowej.
Jak podkreślił Adam Witkowski, Kierownik Kliniki Kardiologii i Angiologii Interwencyjnej, nawet przy najlepszej prewencji, leczeniu nadciśnienia, miażdżycy czy alkoholizmu – nie unikniemy tego, że takie osoby będą wymagały leczenia klinicznego. Z uwagi na starzejące się społeczeństwo, coraz większe nakłady będą kierowane na leczenie szpitalne.
Z kolei Anna Rulkiewicz, prezes LUX MED przyznała, że prywatna opieka medyczna obawia się systemu budżetowego. Jej zdaniem, nie zawsze w przypadku zmian pieniądze mogą być gwarantowane. Problemem jest brak wystarczających środków. Ważna jest deklaracja wzrostu nakładów publicznych do 6% PKB w 2024 r., ponieważ ciągle jesteśmy krajem na dorobku i potrzebne są środki ze strony państwa.
Jak podkreślił Łukasz Zalicki, ważna jest jakość i efektywność ochrony zdrowia. Podmioty powinny być odpowiednio motywowane, by je podnosić albo poprzez konkurencję, albo przez modele wynagradzania za świadczenia. Trzeba też pamiętać o tym, że wzrost finansowania ochrony zdrowia to jest inwestycja, a nie koszt.
– Nie mam oporów, być może będę likwidował NFZ – zadeklarował Andrzej Jacyna, p.o. prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia. Prezes powiedział, że na razie nie wiadomo, w jaki sposób ma być finansowana ochrona zdrowia. W Polsce mamy najmniej kadry w Europie. Jego zdaniem sieć szpitali to rozwiązanie, które pozwoli na dopasowanie liczby szpitali do zasobów kadrowych.
Łukasz Zalicki podkreślił, że w dzisiejszym modelu finansowania ochrony zdrowia składka nie jest widoczna bezpośrednio w budżecie państwa. Te pieniądze są poza budżetem i przepływają między ZUS, KRUS i NFZ.
Z kolei Marcin Kuta, Radny Sejmiku Województwa Małopolskiego zwrócił uwagę na zbyt duże środki, którymi dysponuje podstawowa opieka zdrowotna. Jego zdaniem zaczyna to stanowić zagrożenie dla szpitali pod względem nierównowagi świadczeń. Kwestia równowagi i konkurencji musi być też zachowana w przypadku podmiotów publicznych i prywatnych.
Dyskusję podsumowała Małgorzata Gałązka-Sobotka, Dyrektor Centrum Kształcenia Podyplomowego, Dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia, Uczelnia Łazarskiego. Jej zdaniem potrzebny jest bilans zamknięcia – co nie zadziałało w systemie. – Musimy wiedzieć, jakie są wyzwania – jest to nie tylko starzenie się społeczeństwa, ale też moda na zdrowie wśród młodych ludzi. Trzeba sobie odpowiedzieć na pytania: co będzie priorytetem na najbliższych 5 lat? czy system się przestawi na podmiotowość pacjenta? Sektor prywatny chce sprostać wymogom stawianym szpitalom. Rynek będzie tylko wtedy innowacyjny, kiedy będzie konkurencja – uważa Małgorzata Gałązka-Sobotka.
Innowacje w energetyce determinowane przez rynkowe trendy
Większa presja na efektywność operacyjną, rosnąca świadomość odbiorców oraz gwałtowny postęp cyfryzacji to główne trendy, które wpływają na sektor energetyczny. Rewolucyjne zmiany w tradycyjnych spółkach częściej niż rynkowi regulatorzy wymuszają dziś klienci i nowi gracze. O tych zagadnieniach dyskutowali eksperci podczas panelu Regulacje czy innowacje? Co tak naprawdę zmienia sektor energetyczny? w ramach XXVI Forum Ekonomicznego w Krynicy Zdroju.
Żyjemy w okresie dynamicznych zmian. Spółki takie jak Amazon w handlu, Ryanair w lotnictwie, Uber w transporcie czy Airbnb w branży hotelarskiej, zrewolucjonizowały obszary biznesowe, w których funkcjonują. Energetyka nie jest wyjątkiem – takich zmian jak obecne, sektor nie przeszedł od dziesięcioleci. Regulacje doprowadziły do liberalizacji rynku, rozdzielenia działalności monopolistycznej od konkurencyjnej i powstania nowych podmiotów. Świadome działania decydentów wpłynęły na uprzywilejowanie odnawialnych źródeł energii (OZE) w systemach krajowych, co przyciągnęło nowych inwestorów. Roczne, globalne, wydatki inwestycyjne w sektor czystych technologii już w 2011 roku przekroczyły 300 mld USD.
Presja na efektywność
Postępująca integracja rynków energii w Unii Europejskiej zwiększa konkurencję i promuje kraje z wysokim udziałem OZE. Polityka klimatyczna wpływa na wzrost kosztów wytwarzania energii elektrycznej pochodzącej z tradycyjnych źródeł przez zwiększanie się kosztów zakupu pozwoleń na emisję CO2 i znaczne nakłady na dostosowanie elektrowni do zaostrzonych wymagań emisyjnych. Tym samym regulacje na szczeblu unijnym i krajowym powodują wywieranie presji na spółki energetyczne w zakresie poprawy efektywności operacyjnej.
– Nowe technologie wytwarzania, takie jak elektrownie wiatrowe czy słoneczne, obniżyły koszty krańcowe produkcji energii elektrycznej praktycznie do zera. Jednostkowe koszty wytwarzania obniżają się wraz z rozwojem rynku. Od 2008 do 2013 roku koszty energii z turbin wiatrowych obniżyły się o ponad 30%, a ogniw paneli fotowoltaicznych o ponad 80%. Technologie rozproszone stały się na tyle masowe, że w wielu miejscach na świecie osiągnęły poziom tzw. „grid parity”. Oznacza to, że koszt dostarczenia zielonej energii stał się niższy niż tradycyjnej – mówi Jarosław Wajer, Partner w Dziale Doradztwa Biznesowego EY.
Oczekuje się, że przed rokiem 2020 koszt energii ze źródeł rozproszonych będzie niższy od energii z sieci w całych Stanach Zjednoczonych. Masowa instalacja inteligentnych liczników diametralnie zmienia podsektor dystrybucji oraz obrotu i staje się furtką dla nowych produktów. Świętym Graalem energetyki może się okazać jedna z technologii magazynowania energii, nad którymi pracują zarówno naukowe jak i korporacyjne ośrodki badawcze.
Świadomy odbiorca
Rozwój nowych technologii, szeroki dostęp do internetu oraz informacji spowodował większą świadomość odbiorców w zakresie możliwości pozyskiwania energii elektrycznej. Mogą obecnie bez problemu porównywać i zmieniać dostawców, czy nawet sami wytwarzać energię. Takie działania znajdują wsparcie u decydentów. Nowo powstałe Ministerstwo Energii promuje plany tworzenia klastrów energetycznych, zachęcając lokalne społeczności do aktywności w zakresie produkcji energii na potrzeby lokalne. Do stopniowej popularyzacji samodzielnego wytwarzania energii przyczynił się spadek cen małych, odnawialnych źródeł wytwórczych. Dał on indywidualnym odbiorcom możliwość uzyskania niezależności energetycznej i przyczynił się do decentralizacji całego procesu wytwórczego w sektorze energetycznym.
Gwałtowny rozwój cyfryzacji
Wprowadzenie inteligentnego opomiarowania oznacza lawinowy wzrost liczby odczytów (generujących dużą ilość danych). Oznacza to dostępność nowych informacji na temat zachowań klientów, co jest istotne w planowaniu strategii sprzedażowej w spółkach energetycznych. Postępująca cyfryzacja niesie też ze sobą istotne ryzyka, takie jak np. cyberprzestępczość. Rozwój cloud computingu oraz smart metering zwiększają zagrożenie bezpieczeństwa danych gromadzonych przez spółki energetyczne. Ponadto, możliwość kontrolowania elementów sieci energetycznej przy użyciu zdalnego dostępu tworzy realne zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego. Wyzwaniem stojącym przed spółkami jest także rosnąca liczba klientów oczekująca możliwości obsługi lub interakcji z przedsiębiorstwem energetycznym poprzez technologie mobilne. Wzrost liczby użytkowników mediów społecznościowych daje nowe możliwości marketingu oraz interakcji z klientami sektora energetycznego.
Utrudnienia dla tradycyjnych
Zmiany zachodzące na rynku oznaczają trudności dla tradycyjnych spółek energetycznych. Zmniejszająca się rezerwa mocy w krajach rozwiniętych, problemy ze zbilansowaniem w systemach przesyłowych i dystrybucyjnych czy coraz większe wahania cen energii na rynkach hurtowych (z ujemnymi cenami włącznie), to tylko niektóre z wyzwań, z którymi muszą się zmierzyć. Problemy jednych są jednocześnie okazjami dla tych, którzy są w stanie znaleźć na nie remedium. Niemcy zdecydowały, że nawet wysoki koszt polityki Energiewende nie przekracza korzyści, jakie przyniesie ona niemieckiej gospodarce. Tym bardziej, że jest ponoszony przez akcjonariuszy i klientów spółek energetycznych (a więc nie jest pokrywany z budżetu państwa), a korzyści odnoszą udziałowcy firm innowacyjnych, potrafiących wykorzystać nową szansę. Akcje niemieckich spółek energetycznych straciły około 70% wartości w ostatnich 5 latach. Co kilka miesięcy pojawiają się informacje o kolejnych programach restrukturyzacyjnych.
Na rynek wchodzą nowi gracze. Kto słyszał 10 lat temu o spółkach takich jak Gamesa, Vestas czy EnerNoc lub Opower? Dwie ostatnie nie dostarczają technologii wytwórczych, ale działają w obszarze bilansowania i obrotu energią elektryczną (w tym zarządzania popytem). Nie mamy jeszcze ich odpowiedników w Polsce. Presje na tradycyjne spółki energetyczne wywierają też gracze z innych branż – jak Google czy T-Mobile. Pierwszy z nich wkroczył silnym krokiem na rynek energetyczny w 2014 roku kupując za ponad 3 mld USD firmę NEST. Dodatkowo, Google jest obecny w podsektorze dystrybucji i przesyłu, poprzez zakup udziałów w projekcie budowy nowoczesnej infrastruktury przesyłowej dla turbin wiatrowych na Atlantyku. Inwestuje również w obszar nowych technologii. Z kolei T-Mobile współpracuje ze sprzedawcami energii, wprowadzając dodatkowe usługi i produkty, np. rozwiązania typu smart house. Pod strzechy wkracza też Tesla zmieniając nie tylko rynek samochodowy, ale i energetyczny, ze swoim akumulatorem Powerwall przeznaczonym do zasilania domów.
Zmień się albo zgiń?
Aby przetrwać, spółki energetyczne zmuszone są do całkowitej przemiany. Vattenfall czy EdF skupiają się na działalności podstawowej, opuszczając rynki, które nie są dla nich strategiczne, takie jak Polska. E.ON, GdF czy RWE rozdzielają działalność konwencjonalną od nowych, innowacyjnych biznesów i próbują „ucieczki do przodu”. Inni, jak ENEL, próbują partnerstwa ze spółkami z innych sektorów.
– Zmiany w sektorze energetycznym zachodzą na każdym etapie. Technologie jutra obejmą decentralizację wytwarzania i wzrost liczby prosumentów. Będziemy korzystać z nowych źródeł energii – OZE oraz technologii CCS opartych na wychwytywaniu i składowaniu dwutlenku węgla. Do tego niezbędne będą nowe mechanizmy finansowania i współpracy, a także innowacyjne rozwiązania. Inteligentne liczniki i sieci już teraz umożliwiają przepływ energii od i do odbiorców, czyli dają możliwość zarabiania konsumentom. Klienci mają większą kontrolę – liczy się nie tylko cena oraz niezawodność, ale także m.in. jakość i pochodzenie dostarczanej energii – podsumowuje Jarosław Wajer.
Walka z szarą strefą i wyłudzeniami podatkowymi – czy przestępcy są już w odwrocie?
Obniżenie progu płatności elektronicznych w transakcjach biznesowych, wprowadzenie jednolitego pliku kontrolnego, pakiet paliwowy czy nowelizacja ustawy o podatku VAT – to tylko część działań legislacyjnych mających na celu walkę z szarą strefą podjętych przez decydentów w ostatnich miesiącach. W kwietniu 2016 roku zespół UN Global Compact, EY i eksperci branżowi przygotowali raport „Przeciwdziałanie Szarej Strefie w Polsce”, w którym przedstawili propozycje zwalczania zjawisk związanych z szarą strefą i tzw. strefą wyłudzeń oraz wynikającej z nich luki podatkowej. Obejmowały one zagadnienia mające znaczenie zarówno dla wszystkich rodzajów działalności gospodarczej, jak i odnoszące się do problemów istniejących w poszczególnych branżach. Znaczna część rozwiązań znalazła się w już uchwalonych lub procedowanych ustawach. Działania w tym obszarze podsumowali także eksperci podczas panelu Walka z szarą strefą i wyłudzeniami podatkowymi – czy przestępcy są już w odwrocie?, który odbył się podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy.
Jak wynika z raportu „Przeciwdziałanie Szarej Strefie w Polsce”, w 2014 r. szara strefa wyniosła 12,4% PKB, czyli ok. 214 mld zł i – z tytułu samych podatków CIT i VAT. Tym samym odpowiadała ona za co najmniej 40,3 mld zł ubytku dochodów sektora finansów publicznych.
Najbardziej powszechnym procederem o charakterze ogólnym w ramach szarej strefy jest nierejestrowanie zawieranych transakcji, zarówno w obrocie między przedsiębiorcami, jak i w transakcjach z konsumentami. Często odbywa się to poprzez niewydawanie paragonu nieuważnemu klientowi (lub wydawanie rachunku udającego paragon fiskalny). W innych sytuacjach obie strony transakcji podejmują decyzję o uczestniczeniu w szarej strefie poprzez nierejestrowanie części lub całości wartości transakcji w zamian za niższą cenę.
Niższy próg płatności elektronicznych
Aby ograniczyć szarą strefę z tytułu nierejestrowanych transakcji, w ostatnim czasie zostało podjętych kilka istotnych działań. W kwietniu znowelizowano ustawę o swobodzie działalności gospodarczej oraz ustawy o podatkach dochodowych. W wyniku wprowadzonych zmian próg kwotowy transakcji, od którego przedsiębiorcy zobowiązani są realizować płatności za pośrednictwem rachunku bankowego, został obniżony z 15 tys. euro do 15 tys. zł. W ustawach podatkowych zostały natomiast przewidziane konsekwencje z tytułu dokonywania płatności bez pośrednictwa rachunku bankowego, z naruszeniem przepisów o limicie kwotowym: przedsiębiorca nie może zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów takich płatności. Takie rozwiązania mają przyczynić się do zmniejszenia obrotu nierejestrowanego i wynikającej z niego luki podatkowej.
Jednolity plik kontrolny
Jednym z nowych narzędzi mogących przyczynić się także do efektywnej walki ze strefą wyłudzeń jest jednolity plik kontrolny. Po pierwsze, w toku kontroli podatkowych organy podatkowe mogą żądać od podatników przekazania danych z ksiąg rachunkowych według określonej struktury logicznej. Po drugie, w wyniku tegorocznej nowelizacji Ordynacji podatkowej oraz ustawy o VAT, podatnicy zostali zobowiązani do comiesięcznego przekazywania w formie elektronicznej ewidencji VAT przygotowanej zgodnie ze strukturą logiczną jednolitego pliku kontrolnego. Od 1 lipca obowiązek ten dotyczy tylko dużych przedsiębiorców, natomiast od 1 stycznia 2018 r. obejmie on już wszystkich podatników.
Równolegle Minister Finansów utworzył spółkę celową Aplikacje Krytyczne, powołaną do celów informatyzacji służb skarbowych. Spółka ma za zadanie dostarczyć aplikacje teleinformatyczne, które zwiększą efektywność działania administracji skarbowej (szybką analizę ryzyka i wsparcie automatyzacji kontroli), głównie poprzez szybką identyfikację tzw. „znikających” podatników.
Ponadto, Minister Rozwoju przedstawił w sierpniu projekt rozporządzenia w sprawie kas rejestrujących. Przewiduje on wprowadzenie od 1 stycznia 2018 r. tzw. e-kas fiskalnych (których cele i zasady funkcjonowania zostały przedstawione w raporcie „Przeciwdziałanie Szarej Strefie w Polsce”). Dzięki e-kasom możliwa będzie transmisja online danych z kas fiskalnych (w formacie jednolitego pliku kontrolnego) do centralnej bazy danych prowadzonej przez Ministra Finansów, co umożliwi kontrolę nad transakcjami z konsumentami i przyczyni się do ograniczenia obrotu nierejestrowanego również w zakresie tych transakcji.
Dalsze uszczelnianie podatku VAT
Aktualnie w Ministerstwie Finansów toczą się prace nad dużą nowelizacją ustawy o VAT, która zgodnie z założeniami ma wejść w życie od 2017 r. Jej podstawowym celem jest ograniczenie nadużyć w VAT, a jego uzupełnieniem mają być projektowane zmiany zaostrzające przepisy karne dla oszustów podatkowych w kodeksie karnym i kodeksie karnym skarbowym, przygotowywane w Ministerstwie Sprawiedliwości. Kluczowe zmiany mają objąć: rozszerzenie katalogu towarów objętych odwrotnym obciążeniem VAT (procesory, niektóre towary z kategorii srebra i złota), ograniczenie możliwości rozliczeń kwartalnych, możliwość szybkiego wyrejestrowywania podatników VAT oraz odmowy rejestracji, wprowadzenie w określonych przypadkach kaucji rejestracyjnej oraz wprowadzenie sankcyjnej stawki VAT dotyczącej kwot zawyżonego podatku naliczonego (lub zaniżonego podatku należnego) w wysokości 30 procent.
Konsolidacja administracji skarbowej i celnej
W Sejmie został ponadto złożony projekt ustawy o Krajowej Administracji Skarbowej. Przewidziany sposób organizacji administracji skarbowej oznaczać będzie konsolidację w skali całego kraju Służby Celnej, Administracji Podatkowej oraz Urzędów Kontroli Skarbowej. Oczekiwanym skutkiem takiej konsolidacji ma być zwiększenie skuteczności poboru należności podatkowych i celnych z jednoczesnym spadkiem kosztów funkcjonowania administracji skarbowej w stosunku do uzyskiwanych dochodów budżetowych.
Pakiet paliwowy
Szereg sektorów, w tym m.in. opisane w raporcie: branża paliwowa, rynek zakładów bukmacherskich i automatów do gier, branża tytoniowa oraz branża spirytusowa są bardzo eksponowane na działania przestępców. Analiza funkcjonowania sektora paliwowego wykazała, że w tej branży szczególnie dostrzega się problem wyłudzeń VAT oraz oszustw akcyzowych wykorzystujących zasady konstrukcyjne tych podatków pośrednich, w szczególności dotyczące opodatkowania transakcji o charakterze transgranicznym między państwami członkowskimi Unii Europejskiej. Tworzeniu struktur podmiotów i procesów służących wyłudzaniu podatków w branży paliwowej sprzyjał dotychczas brak kompleksowych regulacji prawnych dotyczących obrotu tymi wyrobami oraz rozproszony system organów administracji kontrolujących zgodność obrotu paliwami z prawem.
Odpowiedzią na sygnalizowane przez branżę paliwową nieprawidłowości oraz konieczność podjęcia działań zapobiegających wyłudzaniu podatku od towarów i usług w obrocie paliwami są lipcowe nowelizacje obejmujące w szczególności prawo energetyczne, ustawę o VAT i ustawę o podatku akcyzowym. Proceder wyłudzania podatku od towarów i usług w obrocie paliwami związany jest przede wszystkim z ich wewnątrzwspólnotowym nabywaniem w procedurze zawieszonego poboru akcyzy i sprzedażą w kraju bez płacenia podatku VAT. Zgodnie z nową regulacją, koncesje na obrót paliwami z zagranicą będą przyznawane wyłącznie podmiotom mającym siedzibę w Polsce lub przedsiębiorstwom zagranicznym, które posiadają oddział w Polsce. Pozwoli to na powiązanie obowiązku koncesjonowania obrotu paliwami płynnymi ze statusem podatnika podatku VAT oraz w rezultacie – na zwiększenie efektywności nadzoru państwowego nad realizacją obowiązków podatkowych i administracyjnych związanych z obrotem paliwami. W związku z wprowadzonymi zmianami, ograniczenie strat budżetu wynikające z oszustw VAT ma wynieść blisko 28 mld zł w perspektywie dziesięcioletniej.
Z kolei reakcją na stosowane mechanizmy oszustw wykorzystujące aktualną konstrukcję opodatkowania obrotu wewnątrzwspólnotowego (WNT), w której nabycie paliwa jest neutralne podatkowo i do tej pory nie wiązało się z koniecznością faktycznej zapłaty, wprowadzono obowiązek zapłaty podatku z tytułu WNT paliw koncesjonowanych w momencie wprowadzenia paliwa do kraju. Zapłacony w ten sposób podatek pomniejsza podatek należny do zapłaty wynikający z deklaracji podatkowej.
Papierosy i alkohol
W raporcie opisano również mechanizmy działania podmiotów z szarej strefy charakterystyczne dla rynku wyrobów tytoniowych oraz alkoholi wysokoprocentowych. W przypadku wyrobów tytoniowych głównym kanałem wprowadzania ich na polski rynek nielegalnie (i bez podatku) jest przemyt. Z uwagi na swoje położenie geograficzne Polska jest rynkiem docelowym dla nielegalnych wyrobów tytoniowych przemycanych z położonych blisko państw o zupełnie innych reżimach podatkowych oraz wyraźnie niższych kosztach produkcji, takich jak Białoruś, Mołdawia, Rosja i Ukraina. Ponadto, Polska jest także miejscem nielegalnego tranzytu oraz produkcji wyrobów tytoniowych na rynki Europy Zachodniej. Z kolei na polski rynek trafia krajanka tytoniowa, czyli pocięty tytoń wykorzystywany do produkcji papierosów. Proceder ten jest najczęściej domeną zorganizowanych grup przestępczych. Warto zaznaczyć, że po wielu latach systematycznego wzrostu, w 2015 roku prawdopodobnie po raz pierwszy miał miejsce niewielki spadek szarej strefy na tym rynku.
W przypadku wyrobów spirytusowych główne mechanizmy nielegalnego wprowadzenia do obrotu tych wyrobów to przemyt (najczęściej z państw Europy Wschodniej, gdzie ceny alkoholu są znacząco niższe niż w Polsce), nielegalna produkcja oraz mechanizm szczególny dla tego rynku – odkażanie alkoholu technicznego. Temu ostatniemu zjawisku sprzyjają: faktyczny brak obciążeń akcyzowych dla alkoholu etylowego nieprzeznaczonego do celów spożywczych, niskie koszty jego oczyszczania oraz stosunkowo duża skuteczność procesu technologicznego mającego na celu pozbycie się wyczuwalnego w smaku i aromacie śladu substancji skażającej. Procederowi temu sprzyja także fakt, że regulacje Unii Europejskiej nie przewidują pełnej harmonizacji w zakresie stosowanych substancji skażających (w ramach podziału na skażalniki całkowite i częściowe).
W dużej mierze odpowiedzią na istniejący proceder odkażania alkoholu skażonego jest lipcowa zmiana rozporządzenia Ministra Finansów dotyczącego środków skażających alkohol etylowy. Zmiana rozporządzenia ograniczyła wykaz dopuszczalnych skażalników oraz przyporządkowała je do poszczególnych branż zużywających skażony alkohol (zwolniony od akcyzy) do produkcji produktów nieprzeznaczonych do spożycia przez ludzi. Zmiana rozporządzenia ma na celu zwiększenie kontroli faktycznego wykorzystania alkoholu (skażonego krajowymi skażalnikami) na cele zwolnione od akcyzy.
W przypadku obu tych rynków, w ostatnich miesiącach obserwuje się intensyfikację działań kontrolnych Służby Celnej i kontroli skarbowej działających we współpracy z innymi służbami – Strażą Graniczną, Policją, CBA i ABW.
Gra w otwarte karty
W raporcie przedstawione zostały również problemy specyficzne dla branży hazardowej, skutkujące powstaniem luki podatkowej. Po pierwsze, problemem tego sektora są nielegalne automaty do gier. W związku z wygaszeniem od 2010 roku legalnego rynku gier na automatach o niskich wygranych poza kasynami, w tym segmencie rynku, jak wskazują przedstawiciele branży, widoczny jest rozwój szarej strefy. Jednym z jej przejawów są nielegalne gry z wykorzystaniem automatów do gier organizowane przez podmioty działające bez stosownych zezwoleń i nieodprowadzające podatków. Po drugie, problemy związane z urządzaniem zakładów bukmacherskich w internecie przez podmioty nieposiadające zezwolenia udzielonego przez polskie organy (tzw. zakłady wzajemne offshore). Rezultatem takiej działalności jest przede wszystkim zmniejszenie wpływów z tytułu podatku od gier uzyskiwanego od legalnie działających w Polsce podmiotów.
Rząd przedstawił projekt dużej nowelizacji ustawy o grach hazardowych, mający na celu zmniejszenie skali występowania szarej strefy w zakresie gier na automatach oraz gier w Internecie. W projekcie znalazły się propozycje wprowadzenia narzędzi prawnych umożliwiających blokowanie stron internetowych nielegalnych operatorów, jak również utrudnienie dokonywania płatności na ich rzecz. W odniesieniu do automatów do gier, realizacji celów ma służyć objęcie urządzania tych gier poza kasynami monopolem państwa. Zaproponowany został również katalog kar pieniężnych, które mogą być nakładane na podmioty naruszające postanowienia przepisów ustawy o grach hazardowych. Według Ministerstwa Finansów, w perspektywie 10 lat wpływy do budżetu państwa z tytułu podatku od gier oraz dopłat przy urządzaniu gier na automatach poza kasynami gry oraz z tytułu zakładów online wyniosą ok. 23 mld zł.
Czy przestępcy są w odwrocie?
– Zbyt mało czasu minęło, żeby mówić, że przestępcy są w odwrocie, ale dane są zachęcające. Myślę, że obligatoryjne płatności bezgotówkowe, klauzula dotycząca unikania opodatkowania, pakiet paliwowy – to sprawdzone rozwiązania na świecie. Zbyt długo może czekaliśmy na to w Polsce. W 2017 roku oczekujemy, że efekty tych zmian będą największe – powiedział w czasie panelu Wiesław Jasiński, wiceminister finansów. – Najprawdopodobniej we wrześniu będzie ogłoszony duży pakiet uszczelniający podatek VAT. Znaleźć się w nim mają między innymi rozwiązania dotyczące rejestrowania i wyrejestrowania podatników. Ministerstwo planuje także rezygnację z części rozwiązań dotyczących kwartalnego podatku od towarów i usług. W nowym pakiecie odwróconym podatkiem VAT mają zostać objęte także procesory i dyski twarde.
– Bardzo pozytywnie oceniam zmiany w administracji, z których wynika większa możliwość koordynowania wszystkich służb, a przez to skupienie się na celu, jakim jest rozbicie przestępczości podatkowej. Widać sens działań, istnienie „master planu”, który zakłada dostosowywanie kolejnych przepisów nie tylko podatkowych, ale też branżowych (w branżach wrażliwych) tak, aby możliwe było wyeliminowanie procederu. Jako doradcy podatkowi pracujący dla uczciwych podatników, których biznes był zabierany przez przestępców postulowaliśmy o to od dawna – cieszę się, że się doczekaliśmy – powiedział Jarosław Koziński, Partner Zarządzający Działem Doradztwa Podatkowego EY. – Będziemy w dalszym ciągu wspierać zagrożone branże, naszymi możliwościami analitycznymi, umiejętnościami rozwiązywania problemów na styku prawa krajowego i europejskiego i formułowaniem wraz biznesem profesjonalnych postulatów zmian, które pomogą administracji ostatecznie rozprawić się z problemem wyłudzeń VAT, przemytu i nieuczciwej czarno-szarej strefy – podsumował.
Na światowych giełdach pora na korektę. Polskie indeksy czeka trend boczny
Ostatnie dwa miesiące, mimo że to czas następujący bezpośrednio po brytyjskim referendum, przyniosły wzrosty na światowych giełdach. Rosły też polskie indeksy, choć głównie te złożone z małych i średnich spółek. Zdaniem Michała Krajczewskiego, analityka BM BGŻ BNP Paribas, teraz na najważniejszych giełdach globu można się spodziewać korekty, zwłaszcza jeśli wesprą ją decyzje banków centralnych. GPW raczej czeka konsolidacja, ale jeśli indeksy mniejszych spółek przebiją poziomy oporu, droga do dalszych wzrostów się otworzy.
– Pomimo zrealizowania się ryzyka w postaci brexitu, który było już widać cenach, inwestorzy dyskontują teraz dalsze wydarzenia czy oczekiwaną interwencję banków centralnych – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Michał Krajczewski, analityk rynków papierów wartościowych Biura Maklerskiego BGŻ BNP Paribas. – Widzieliśmy, że Bank Anglii zwiększył skalę zakupu, oczekuje się teraz, że we wrześniu Europejski Bank Centralny czy Bank Japonii podejmą kolejne kroki, więc to rynki dyskontowały w ostatnich miesiącach.
Na początku sierpnia Bank Anglii obniżył stopę procentową do 0,25 proc. i była to pierwsza obniżka – i w ogóle zmiana – od marca 2009 r. Przywrócił też program skupu obligacji w wysokości 70 mld funtów. Nie brak też opinii, że nadejdą kolejne obniżki, a najbliższa decyzja brytyjskiego odpowiednika RPP ogłoszona zostanie już 15 września. Bank Japonii zbierze się na posiedzeniu 20–21 września. W tych samych dniach obradować będzie Fed. Tu jednak decyzja zmieniająca poziom stóp, o ile nastąpi, pociągnie je w przeciwnym kierunku – do góry, a indeksy w dół.
– Widać, że rynek nieco zaczął to wyceniać, te wzrosty w ostatnim tygodniu czy dwóch na przełomie sierpnia i września nieco spowolniły, więc we wrześniu ponownie informacje ze strony banków centralnych będą wpływać na zachowania indeksów światowych i krajowych – uzasadnia Krajczewski. – Wydaje się, że po dosyć silnych wzrostach w ostatnich dwóch miesiącach niepewność związana czy z działaniem Fedu, który może podnieść stopy procentowe, czy z działaniami banków centralnych, które skup swoich aktywów mogą powiększyć mniej niż rynki oczekują, de facto może być negatywnie przyjęte, może świadczyć o jakimś potencjale do korekty, szczególnie biorąc pod uwagę to, że dużo indeksów jest na historycznych szczytach.
Od 7 lipca amerykański S&P 500 wzrósł o niemal 10 proc., ale od miesiąca porusza się już w niewielkim przedziale wahań, choć wciąż są to poziomy historycznie rekordowe. WIG20 w tym czasie poszedł w górę o 7 proc., ale już indeks średnich spółek mWIG40 skoczył o ponad 22 proc. i jest najwyżej od grudnia 2007 roku, zaś sWIG80 – zwiększył wartość o 10 proc. i osiągnął poziom najwyższy od 2,5 roku. To może sprzyjać krótkoterminowej korekcie, natomiast w dłuższym terminie stabilna sytuacja gospodarcza i wciąż pewien dystans od rekordowych poziomów powinny się przełożyć na dalsze wzrosty, przynajmniej w wypadku wybranych spółek.
– Trudno ocenić jak długo może trwać i jak głęboka może być korekta. Niewykluczone są też silniejsze spadki, czyli np. miesiąc, dwa konsolidacji przy obecnych poziomach, bo i sWIG80, i mWIG40 znajdują się w okolicach oporów czy rocznych szczytów – zwraca uwagę analityk BM BGŻ BNP Paribas. – Natomiast wybicie tych poziomów oporu będzie czytelnym sygnałem do kontynuacji zwyżki. Bardzo dobrze na GPW prezentują się sektory spółek eksportowych i motoryzacyjnych, tutaj odbicie w tym sektorze w Europie Zachodniej jest widoczne, a nasi eksporterzy, producenci i poddostawcy do koncernów zachodnioeuropejskich korzystają zarówno na tym dobrym popycie, na słabym złotym w stosunku do euro, jak i na relatywnie niskich kosztach pracy względem spółek zachodnioeuropejskich.
Drugim ciekawym sektorem do inwestowania mogą być deweloperzy mieszkaniowi, którzy przeżywają najlepszy okres od czasu boomu z końca pierwszej dekady XXI wieku. Rynkowi sprzyja brak motywacji do oszczędzania i tanie kredyty. Od stycznia do lipca oddano do użytkowania 85 848 mieszkań, najwięcej od 2009 roku. Jak podaje GUS, deweloperzy w okresie siedmiu miesięcy 2016 roku oddali do użytkowania 40 591 mieszkań, o 40,8 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2015 roku. Inwestorzy budujący na sprzedaż lub wynajem uzyskali pozwolenia na budowę 57 675 mieszkań, o 12,4 proc. więcej niż przed rokiem, choć już wtedy wzrost był kilkunastoprocentowy. Natomiast deweloperzy rozpoczęli w tym czasie budowę 49 129 mieszkań, o 4,8 proc.
– Wydaje się, że pomimo negatywnych czynników demograficznych popyt w tym sektorze powinien być stabilny, co w połączeniu z dość niskimi wycenami, a także ciekawym potencjałem dywidendowym w większości spółek może stanowić o atrakcyjności tego sektora – mówi Michał Krajczewski. – W przypadku WIG20 po ostatniej lekkiej korekcie w sierpniu, o ile bliżej końca roku możemy się spodziewać lekkiego odbicia, to wydaje się przynajmniej, że w najbliższych miesiącach szeroki trend boczny, który obserwowaliśmy dotychczas, czyli tak mniej więcej 1700–1900 punktów, prawdopodobnie będzie utrzymany.
Qumak SA do końca roku zakończy prace nad nową strategią. Większą rolę w spółce będzie odgrywał outsourcing
Do końca roku spółka Qumak przedstawi założenia, a może i szczegóły nowej strategii. Jej powstawanie związane jest ze zmianami na rynku. Spółka zapowiada wzmocnienie obszaru outsourcingu i podkreśla, że optymistycznie patrzy w przyszłość.
– Zmienia się sytuacja rynkowa i każdy duży podmiot, który zajmuje się integracją systemów teleinformatycznych na różnych rynkach, musi się do tej sytuacji dostosować. Zmieniają się także technologie, skończyła się ostatnia perspektywa strategiczna, która obejmowała 12 obszarów kompetencyjnych. Staramy się jak najlepiej przygotować do nowych wyzwań i nowych możliwości – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Tomasz Laudy, prezes zarządu spółki Qumak.
Spółka opracowała już założenia nowej strategii, które zostały uzgodnione z radą nadzorczą i do końca roku chce zakończyć prace nad całym projektem. Kluczowym zagadnieniem jest zdefiniowanie rynku na obecnym etapie rozwoju oraz zidentyfikowanie potrzeb klientów tak, by być przygotowanym na ich zaspokojenie w zgodzie z poziomem technologicznego rozwoju rynku.
– Naszą ambicją jest przedstawienie na pewno założeń, a być może szczegółów strategii jeszcze pod koniec tego roku. Wydaje się to o tyle istotne, że odgrywamy w pewnych obszarach technologicznych kluczową rolę na rynku – mówi Laudy.
W czerwcu, jeszcze przed objęciem stanowiska przez Tomasza Laudy, spółka zapowiadała skoncentrowanie się na obszarach takich jak smart city i airport automation oraz rozwój data center. W przypadku lotnisk ogłaszała plany wyjścia poza granice Polski. Jak mówi prezes spółki, jednym z obszarów, który będzie intensywnie rozwijany, ma być także outsourcing.
– Przez ostatnie lata systematycznie spółka rozwijała obszar związany z outsourcingiem kompetencyjnym. Dostarczaliśmy coraz więcej wysoko kwalifikowanych służb na potrzeby różnych projektów teleinformatycznych, głównie w Polsce – mówi Tomasz Laudy. – Obecnie prawie 300 pracowników już jest zatrudnionych w tym obszarze, jednocześnie realizując pierwsze projekty z zakresu outsourcingu selektywnego. Nowa strategia na pewno zaakcentuje wzmocnienie tego obszaru.
Jak podkreśla, rynek przesuwa się w kierunku usług profesjonalnych, a najważniejsi klienci Qumaka coraz częściej decydują się na zlecenie firmom zewnętrznym konkretnych obszarów kompetencyjnych lub procesów. Ostatnio spółka pozyskała kontrakt z Energą-Operatorem na obsługę zgłoszeń telefonicznych oraz elektronicznych w obszarze awaryjnym pod numerem 991 oraz infolinii dystrybucyjnej 801-404-404. Na początku sierpnia Qumak uruchomił w Płocku centrum zajmujące się outsourcingiem usług IT. Pracę znajdzie tam docelowo ok. 200 pracowników.
– Optymistycznie patrzymy w przyszłość. Dzisiaj korzystamy z gigantycznej bazy klientów i projektów, które Qumak zrealizował przez ostatnie 30 lat – mówi Laudy. – Nie jesteśmy tak mocno jak inne podmioty, z inną historią i innym portfolio produktowo-usługowym narażeni na różnego rodzaju wstrzymanie procesów inwestycyjnych, ponieważ ta stała współpraca z setkami klientów w różnych sektorach powoduje, że bieżący biznes toczy się bez żadnych problemów. Bardzo optymistycznie patrzę już na perspektywę przełomu 2016/2017 roku.
Raport półroczny spółka opublikuje 28 września.
A. Krześniak: w najbliższych miesiącach stopy procentowe w Polsce pozostaną bez zmian

Wielomiesięczny okres spadających cen prawdopodobnie mamy za sobą. Rada Polityki Pieniężnej zakłada, że deflacja w tym roku ukształtuje się na poziomie 0,5 proc., ale w przyszłym wzrost cen wyniesie już 1,3 proc. Zdaniem Arkadiusza Krześniaka, głównego ekonomisty Deutsche Banku Polska, w najbliższym czasie stopy procentowe NBP pozostaną raczej na dotychczasowym poziomie.
– Prawdopodobnie w tym roku skończy się w Polsce deflacja – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Arkadiusz Krześniak, główny ekonomista Deutsche Bank Polska. – Jeżeli rzeczywiście tak się stanie, to będzie to świadczyło o pewnej normalizacji wskaźników makroekonomicznych.
Jak wynika z szybkiego szacunku Głównego Urzędu Statystycznego, ceny towarów i usług konsumpcyjnych w sierpniu tego roku spadły o 0,8 proc. w stosunku do tego samego okresu rok wcześniej. W porównaniu z lipcem spadły o 0,2 proc. Wtedy to w ujęciu rocznym ceny były niższe o 0,9 proc., a w porównaniu z czerwcem – spadły o 0,3 proc. Dokładne dane dotyczące poziomu sierpniowej deflacji zostaną podane 12 września.
– Jak dotąd w ocenie Rady Polityki Pieniężnej deflacja nie miała negatywnych skutków dla gospodarki – zauważa Arkadiusz Krześniak. – Patrząc jednak na dane szczegółowe, można się zastanawiać, czy nie zaczął się już proces polegający na tym, że niskie ceny paliw oraz energii powoli zaczynają przekładać się na wartość wybranych dóbr konsumenckich.
Jak wynika z opublikowanych przez Narodowy Bank Polski (NBP) tzw. minutes z ostatniego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej (RPP), jej członkowie oceniali, że pod koniec br. może nastąpić powrót do dodatniej dynamiki wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych. Przy założeniu utrzymania stóp procentowych na dotychczasowym poziomie deflacja w br. powinna wynieść 0,5 proc., ale w przyszłym wzrost cen ma osiągnąć poziom 1,3 proc., a w 2018 roku – 1,5 proc.
– Jeśli spojrzy się na ceny producentów dóbr konsumpcyjnych, to widać wyraźnie, że cykl deflacyjny ma się ku końcowi i jest to wskazówka, że w ciągu produkcyjnym może się powoli pojawiać lekki impuls inflacyjny – potwierdza Arkadiusz Krześniak. – W przyszłym roku inflacja prawdopodobnie osiągnie poziomi 1,3 proc. z ryzykiem jednak po stronie niewielkiego wzrostu cen.
Zdaniem Arkadiusza Krześniaka patrząc na obecną politykę pieniężną, widać wyraźnie, że RPP jest dosyć mocno przywiązana do swojego stanowiska, że stopy powinny pozostać bez zmian.
– I tak prawdopodobnie będzie – uważa Arkadiusz Krześniak. – Ostatnio pojawił się szereg słabszych sygnałów o aktywności gospodarczej z polskiej gospodarki, co może nieco złagodzić stanowisko poszczególnych członków Rady. Rozpoczyna się w związku z tym dyskusja nad obniżeniem celu inflacyjnego. Oczywiście, jeżeli taki pomysł zyskałby poparcie Rady, co nie wydaje mi się prawdopodobne, oznaczałoby to, że polityka RPP stałaby się jeszcze bardziej konserwatywna niż obecnie i Rada byłaby jeszcze mniej skłonna do używania stóp procentowych jako narzędzia pobudzania wzrostu gospodarczego.
Ponad 500 mln zł na sfinansowanie budowy ok. 3 tys. tanich mieszkań czynszowych. Nabór wniosków potrwa do końca września
Do końca września towarzystwa budownictwa społecznego, spółki gminne i spółdzielnie mieszkaniowe mogą składać wnioski o kredyty na budowę tanich mieszkań czynszowych. To druga edycja programu, w której na inwestorów czeka ponad 540 mln zł. Pozytywnie rozpatrzone wnioski z poprzedniej edycji zakładają inwestycje na podobną kwotę, co pozwoli na wybudowanie ponad 3 tys. mieszkań. BGK wspiera także budownictwo socjalne i komunalne. Jeszcze przez trzy tygodnie samorządy mogą się starać o 65 mln zł.
– Bank Gospodarstwa Krajowego wspiera mieszkalnictwo w Polsce od ponad 10 lat. Przeznaczyliśmy na ten cel blisko 7,5 mld zł. Dzięki tym środkom powstało ponad 100 tys. mieszkań – mówi agencji Newseria Biznes Włodzimierz Kocon, wiceprezes zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego, podczas XXVI Forum w Krynicy. – Dziś bank ma dwa programy wspierania budownictwa mieszkaniowego adresowane do różnych grup odbiorców, skonstruowane w różny sposób.
Pierwszy z nich to uruchomiony pod koniec 2015 roku program społecznego budownictwa czynszowego. Ma on pomóc osobom, których nie stać na zakup własnego M, nawet z dopłatą państwa, ani na wynajęcie go na zasadach rynkowych, ale jednocześnie niespełniających kryterium dochodowego, by ubiegać się o mieszkanie komunalne. O finansowanie w jego ramach mogą się ubiegać towarzystwa budownictwa społecznego, spółki gminne oraz spółdzielnie mieszkaniowe. W jesiennej edycji BGK ma do rozdysponowania przynajmniej 545 mln zł. W dziesięciu edycjach do beneficjentów trafi 4,5 mld zł.
– Na początku tego roku miała miejsce pierwsza sesja naborów wniosków w tym programie. Ponad 560 mln zł zostało przyznane w formie kredytów nisko oprocentowanych, które mogą sfinansować nawet do 75 proc. kosztów budowy. Wnioski, które zostały przyjęte w pierwszej edycji, dadzą ok. 3 tys. mieszkań – wyjaśnia Kocon.
W ramach drugiego programu budowy mieszkań socjalnych i komunalnych, noclegowni i domów dla bezdomnych samorządy mogą się ubiegać o 65 mln zł bezzwrotnego dofinansowania. Powstające dzięki tym środkom mieszkania są przeznaczone dla najuboższych grup.
– To jest program cykliczny adresowany do gmin, związków gminnych i organizacji pożytku publicznego. W ramach tego programu te instytucje mogą otrzymać dofinansowanie nawet do 55 proc. w formie bezzwrotnych dotacji – mówi Włodzimierz Kocon.
Wiosenna edycja cieszyła się dużym zainteresowaniem potencjalnych beneficjentów. Do BGK wpłynęło 111 wniosków na kwotę ponad 100 mln zł. Bank przydzielił blisko 74 mln zł dofinansowania na realizację 83 przedsięwzięć. W sumie na ten program zarezerwowano 600 mln zł.
– Czynsze w tym programie są na poziomie czynszów ustalanych przez gminę dla mieszkań komunalnych, a więc na relatywnie niskim. W programie społecznych mieszkań czynszowych wysokość czynszu wynika z kosztów odtworzeniowych kalkulowanych na poziomie 4–5 proc. wartości odtworzeniowej i 30-letnim okresie finansowania – wyjaśnia wiceprezes BGK.
W obu programach nabór wniosków zakończy się 30 września. Rozstrzygnięcia będą znane pod koniec roku.
BGK realizuje także program Mieszkanie dla Młodych, wspierający zakup mieszkań, oraz odpowiada za Fundusz Mieszkań na Wynajem. Również w przygotowywanym programie Mieszkanie Plus stworzona przez bank spółka BGK Nieruchomości odegra istotną rolę jako Narodowy Operator Mieszkaniowy.
Początek 2016 roku przyniósł spowolnienie przychodów największych firm Europy Środkowej. Dobre wyniki z 2015 roku ciężko będzie powtórzyć
W ubiegłym roku przychody 500 największych firm Europy Środkowej wzrosły o 3,5 proc., co oznacza, że rozwijały się one szybciej niż gospodarki regionu – wynika z badania Deloitte. Początek 2016 roku przyniósł jednak spowolnienie. Wzrost przychodów odnotowało niecałe 39 proc. firm, podczas gdy rok temu było ich ponad 55 proc. Dobry wynik z ubiegłego roku trudno będzie powtórzyć.
– W I kwartale widzimy dla wybranych spółek spadek przychodów. To negatywne zaskoczenie. W tym roku wzrost będzie jednak dużo ciężej osiągnąć niż rok wcześniej – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Tomasz Ochrymowicz, partner, lider działu doradztwa finansowego w Deloitte.
Przeciętna zmiana przychodów w euro dla firm z rankingu w I kwartale 2016 roku była ujemna i wyniosła -3,3 proc. (wzrost o 0,9 proc. w walutach lokalnych) w porównaniu do wzrostu na poziomie 1,7 proc. w analogicznym okresie w 2015 roku. Odsetek przedsiębiorstw, które odnotowały wzrost przychodów w porównaniu do I kwartału 2015 roku wyniósł 38,8 proc. (przed rokiem było to 55,2 proc.). W dużej mierze wynika to z deprecjacji części walut regionu. Wyniki firm spadają, jednak z wysokiego poziomu. 2015 rok był dla największych przedsiębiorstw Europy Środkowej niezwykle udany.
– W 2015 roku polska gospodarka odnotowała dobre wyniki tj. 3,6 proc. wzrost gospodarczy. Ponad 4 proc. wzrost zanotowały zaś Czechy. Dobry wzrost PKB miał bezpośrednie przełożenie na przychody największych firm w regionie. Polskie przedsiębiorstwa rosły w tempie 3,3 proc., mniej więcej tyle, co średnia dla Europy Środkowej – mówi Ochrymowicz podczas XXVI Forum w Krynicy.
Z analizy największych przedsiębiorstw w 18 krajach Europy Środkowej (500 firm, 50 banków oraz 50 ubezpieczycieli) przeprowadzonej przez Deloitte wynika, że przychody firm w regionie odnotowały w 2015 wzrost o 3,5 proc. (wobec symbolicznego 0,3 proc. rok wcześniej).
– Jeśli popatrzymy na listę 500 największych firm regionu w długim okresie, np. od 2008 roku, widzimy konsekwentny wzrost udziału polskich firm, zarówno pod względem wartościowym, jak i przychodów. Wzrósł on z 33 proc. do blisko 36 proc. Rośnie też udział rumuńskich przedsiębiorstw. Czeskie firmy, mimo że ubiegły rok miały bardzo dobry, w tym długim okresie znacząco nie zwiększyły udziału w liście – zaznacza ekspert Deloitte.
Wśród 500 firm 182 pochodzą z Polski (wzrost o 13), Czechy i Węgry reprezentowane są przez odpowiednio 74 i 67 przedsiębiorstw. Choć Polska wciąż jest liderem wśród czempionów regionu, to 2015 rok był zdecydowanie rokiem czeskich przedsiębiorstw.
– To wynik kilku czynników. Po pierwsze, w ubiegłych latach te firmy rosły bardzo wolno lub w ogóle. Po drugie, ważna jest struktura branżowa tych firm. Czeskie firmy to przede wszystkim branża wyrobów przemysłowych i motoryzacji, które w zeszłym roku bardzo dynamicznie rosły, motoryzacja o 19 proc. To pociągnęło za sobą cały wzrost przychodów firm – tłumaczy lider działu doradztwa finansowego w Deloitte.
W ubiegłym roku sektor wyrobów przemysłowych odnotował wzrost przychodów w euro na poziomie 7,4 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim, głównie za sprawą firm z branży motoryzacyjnej, której przychody zwiększyły się o 12,9 proc. Istotny udział miała w tym produkcja Czech, Węgier i Słowacji. Również polskie przedsiębiorstwa z branży motoryzacyjnej odnotowały znaczne wzrosty na średnim poziomie 8,5 proc.
– Wyroby konsumpcyjne rosną konsekwentnie od kilku lat, w ubiegłym roku o ok. 4 proc. Na drugim krańcu jest energetyka, która i tak poprzedni rok może zaliczyć do lepszych niż poprzednie, bo spadek przychodów został zahamowany. Wprawdzie elektroenergetyka odnotowała pewien wzrost przychodów, natomiast branża petrochemiczna i zasobów naturalnych pociągnęła całą branżę energetyczną w dół, więc wzrostu praktycznie nie było – wskazuje Ochrymowicz.
W 2015 roku również sektor bankowy kontynuował rozwój, czego efektem był wzrost sumy aktywów 50 największych banków regionu o 5,8 proc. (2,3 proc. w 2014 roku). Aż 38 spośród 50 analizowanych banków odnotowało wzrost aktywów wyrażonych w euro w 2015 roku, a mediana ich wzrostu wyniosła 5,9 proc. Podobnie jak rok wcześniej, najliczniejszą reprezentację wśród największych banków ma Polska, której udział w liście wynosi 30 proc. (drugie Czechy – 16 proc.).
– Banki mogą zaliczyć ubiegły rok do udanych. Wzrost aktywów zanotowały trzy czwarte podmiotów, wobec dwóch trzecich w 2014 roku. Nieznacznie pogorszyła się rentowność, ROE [rentowność kapitału własnego – red.] spadł z 8,9 do 8,5 proc. – zaznacza ekspert Deloitte.
W rankingu 50 ubezpieczycieli, 64 proc. spółek (32 instytucje) odnotowało wzrost składki przypisanej brutto (o 12 więcej niż przed rokiem). Ponad połowa ubezpieczycieli w rankingu pochodzi z Polski i Czech – odpowiadają oni za ok. 70 proc. wartości uzyskanej składki przypisanej brutto.
– Pod względem składki przypisanej brutto największych ubezpieczycieli, 2015 rok był rokiem przełomowym. Od kilku lat obserwowaliśmy spadek składki – 0,5–2 proc. W ostatnim roku największe firmy odnotowały wzrost o blisko 4,5 proc. To pozytywny trend na rynku ubezpieczycieli – podkreśla Tomasz Ochrymowicz.
Od października mniej biurokracji na uczelniach. To dopiero początek znaczących zmian w szkolnictwie wyższym
Od nowego roku akademickiego na uczelniach będzie zdecydowanie mniej biurokracji – zapowiada Jarosław Gowin. Podpisana w sierpniu przez prezydenta Andrzeja Dudę deregulacja odciąży uczelnie od nadmiaru obowiązków, szczególnie informacyjnych i sprawozdawczych, oraz zmniejszy częstotliwość oceniania pracowników. To dopiero początek zmian w szkolnictwie wyższym. Trwają prace nad ustawą 2.0. W piątek ministerstwo przedstawi założenia strategii i planowanych zmian.
– Ograniczyliśmy wymogi formalne związane z Krajowymi Ramami Kwalifikacji. Nową filozofią działania kierować będzie Polska Komisja Akredytacyjna – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Gowin, wicepremier i minister nauki i szkolnictwa wyższego. – Do tej pory PKA wymagała grubych tomów różnego rodzaju dokumentów. Teraz już nie będzie zwracać uwagę na to, czy wszystko się zgadza w papierach, tylko będzie oceniać jakość kształcenia.
Ustawa deregulacyjna wejdzie w życie od nowego roku akademickiego (poza przepisami dotyczącymi kwestii finansowych). Jej celem jest zapewnienie sprawniejszego działania uczelni i podniesienie jakości kształcenia.
Poza uproszczeniem rozwiązań dotyczących Krajowych Ram Kwalifikacji oraz zmiany kryteriów stosowanych przez PKA ustawa ograniczy częstotliwość ocen okresowych pracowników, m.in. nauczycieli akademickich, pracowników naukowych instytutów PAN i instytutów badawczych.
– Do tej pory pracownicy naukowi byli poddawani ocenie co dwa lata, co w przypadku dużych uczelni takich jak Uniwersytet Warszawski czy Uniwersytet Jagielloński oznaczało, że de facto proces kontroli trwał bezustannie. Zanim zdążono wyciągnąć jakiekolwiek wnioski z kontroli, która się skończyła, to trzeba było już rozpoczynać następną – podkreśla Jarosław Gowin.
Nowe przepisy wprowadzą także szereg zmian, które dotyczyć będą studentów. Eliminuje m.in. limity przyjęć na drugi kierunek studiów. Wybitni młodzi naukowcy nie będą mieli obowiązku rozliczania stypendiów naukowych. Istotną zmianą ma być również poprawa sytuacji doktorantów.
Wchodząca od października w życie ustawa ma być pierwszym etapem zmian w szkolnictwie wyższym przed zapowiadaną Ustawą 2.0. Prace nad nowymi przepisami potrwają do stycznia 2017 roku. Jak podkreśla Jarosław Gowin, od nich w dużej mierze zależeć będzie pozycja polskich uczelni w światowych rankingach. Według ostatniego rankingu szanghajskiego Uniwersytet Warszawski i Uniwersytet Jagielloński znajdują się w piątej setce najlepszych uczelni. Ich awans wymaga systemowych zmian.
W ocenie ministra nauki i szkolnictwa wyższego uczelnie prywatne znajdują się w trudnym położeniu, ale w kolejnych latach mają duże możliwości rozwoju.
– Wszyscy wiemy, że niż demograficzny uderza przede wszystkim w te uczelnie, ale one również mogą korzystać z funduszy unijnych – dodaje Gowin. – Funduszy na badania mamy naprawdę bardzo dużo. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju do 2020 roku ma do dyspozycji ponad 40 mld zł. W dostępie do tych środków uczelnie prywatne mają dokładnie takie same prawa jak uczelnie publiczne.
20–30 proc. transakcji na rynku nieruchomości jest obsługiwanych przez pośredników. Coraz więcej osób szuka pracy w tym zawodzie
W Kanadzie czy USA pośrednicy uczestniczą w ok. 80 proc. transakcji na rynku nieruchomości. W Polsce ten odsetek jest ponad trzykrotnie niższy, ale stopniowo rośnie, dlatego pośrednik to zawód z przyszłością – podkreślają przedstawiciele branży. Nowe osoby przyciągają przede wszystkim wysokie zarobki, nienormowany czas pracy oraz możliwość rozwoju.
– Zarobki w zawodzie pośrednika są zazwyczaj wysokie i wynikają głównie z systemu prowizyjnego. Prowizje agenta na rynku wynoszą od 30 do 50 proc. wynagrodzenia uzyskiwanego przez agencje od klienta – mówi agencji Newseria Biznes Agata Stradomska, menadżer ds. marketingu i szkoleń w RE/MAX Polska. – Oznacza to, że aby otrzymać wynagrodzenie, trzeba być skutecznym, bo dopiero po sfinalizowaniu transakcji przychodzi zapłata, ale dzięki temu najlepsi mogą zarabiać naprawdę bardzo dużo.
Według Ministerstwa Sprawiedliwości w 2014 roku podpisano ponad 1,8 mln aktów notarialnych, z czego ok. 456 tys. dotyczyło sprzedaży nieruchomości. Do grupy takich transakcji została zaliczona zarówno sprzedaż lokali, nieruchomości rolnych, działek zabudowanych budynkiem mieszkalnym lub o innym przeznaczeniu, gruntów niezabudowanych, jak i oddanie przez Skarb Państwa (SP) lub jednostki samorządu terytorialnego (JST) w użytkowanie wieczyste, sprzedaż nieruchomości na rzecz SP lub JST, transakcje dotyczące spółdzielczego, własnościowego prawa do lokalu oraz sprzedaż użytkowania wieczystego. Jak zauważa Agata Stradomska, do tego dochodzi rynek wynajmu.
– W kraju obserwujemy wzrost zapotrzebowania na pośredników, co wynika z tego, że mamy mniej czasu na zajmowanie się swoimi sprawami, a w czasie wolnym wolimy się zająć rodziną czy hobby – mówi Stradomska. – Poza tym sprzedaż nieruchomości to transakcja, która bardzo obciąża zarówno emocjonalnie, jak i finansowo, dlatego warto oddać ją w ręce specjalisty, który zajmie się pełną jej obsługą.
Do obowiązków takiej osoby należą najczęściej: pozyskiwanie klientów, promocja ofert, prowadzenie spraw związanych z finalizacją transakcji.
W wyniku wprowadzenia ustaw deregulacyjnych od 1 stycznia 2014 roku do pośrednictwa w obrocie nieruchomościami nie jest konieczna licencja wydawana wcześniej przez Ministerstwo Infrastruktury (do końca 2013 roku taki dokument otrzymało przeszło 20 tys. osób).
– Po zniesieniu tych wymogów zmiany w branży są widoczne – przekonuje Stradomska. – Do 2014 roku, aby zostać pośrednikiem, trzeba było ukończyć studia podyplomowe, odbyć praktyki zawodowe i zaliczyć postępowanie kwalifikacyjne, co trwało nawet około dwóch lat. Niewielu kandydatów decydowało się na tak długi proces. Z drugiej strony sporo osób pracowało u kogoś: pośrednik miał biuro, a agenci byli jego pracownikami bądź, jak ich określano, asystentami. Od momentu uwolnienia zawodu coraz więcej osób rozpoczyna działalność gospodarczą czy pracę w roli agenta nieruchomości. Powstały nowe sieci, a na rynek wchodzą kolejne osoby.
Jak podkreśla ekspertka, na jednym z najpopularniejszych portali ogłoszeniowych zarejestrowanych jest ponad 3600 agencji nieruchomości. Ich liczba na rynku jest jeszcze większa. Najwięcej biur nieruchomości działa w dużych miastach. Tu też jest dla nich najwięcej pracy. Z drugiej strony w mniejszych miejscowościach konkurencja jest mniejsza, dlatego łatwiej jest zbudować na nich silną pozycję.
Podczas wyboru takiej specjalizacji istotne jest także to, jak podkreśla Agata Stradomska, aby była ona zgodna z osobowością i charakterem kandydata. W zawodzie tym dobrze odnajdą się osoby mające cechy typowego sprzedawcy i lubiące kontakt z ludźmi. Trudniej natomiast mogą mieć ludzie ze słabą odpornością na stres, nie potrafiące pracować pod presją.
– To dobra praca dla osób, które chcą się rozwijać i lubią naukę, bo bez systemu edukacji i ciągłego dokształcania trudno utrzymać się w tym zawodzie – uważa Stradomska. – Na pewno też jest to zawód dla chcących dobrze zarabiać, na co pozwalają systemy prowizyjne, oraz dla ceniących nienormowany czas pracy.
Rośnie liczba poszkodowanych w wypadkach przy pracy. Małe i średnie firmy coraz częściej wykupują polisy OC
W pierwszej połowie tego roku blisko 40 tys. osób zostało poszkodowanych przy pracy, co oznacza, że średnio 215 osób dziennie ulega tego typu wypadkowi. To więcej niż przed rokiem, ale jednocześnie znacząco zmniejszyła się liczba najpoważniejszych urazów i wypadków śmiertelnych. Ponieważ w takiej sytuacji finansowe konsekwencje spadają głównie na pracodawcę, rośnie zainteresowanie firm polisami OC.
– Właściciel przedsiębiorstwa ponosi tak naprawdę pełną odpowiedzialność za swoich pracowników podczas wykonywania przez nich obowiązków służbowych – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Damian Andruszkiewicz, dyrektor Departamentu Ubezpieczeń Małych i Średnich Przedsiębiorstw w towarzystwie ubezpieczeń Compensa SA. – Ubezpieczyciel większość tego ryzyka może wziąć na siebie.
Jak wynika z danych GUS, w I połowie br. liczba osób poszkodowanych w wypadkach przy pracy wyniosła 39 233 i była o 5,7 proc. wyższa niż rok temu. Zdecydowana większość zdarzeń miała lekki skutek, 224 osoby uległy wypadkom z ciężkimi obrażeniami ciała (o 0,4 proc. mniej niż w I połowie 2015), a 82 osoby poniosły śmierć (o 32,2 proc. mniej)
– Oczywiście statystyki różnią się w zależności od branży. Są sektory gospodarki bardziej zagrożone, na przykład warsztaty, zakłady produkcyjne, przetwórcze, stacje naprawcze samochodów. Mówimy głównie o szkodach osobowych, w przypadku warsztatów samochodowych, budowlance i przetwórstwie, a także o szkodach rzeczowych, kiedy np. dochodzi do zaginięcia lub uszkodzenia mienia pracowników – precyzuje Andruszkiewicz.
Finansowe konsekwencje nieszczęśliwego wypadku przy pracy, jak podkreślają analitycy Compensy, w całości spadają na pracodawcę. Ciąży więc na nim spora odpowiedzialność, także finansowa. To po jego stronie leży tzw. likwidacja szkody, czyli naprawienie następstw tego rodzaju zdarzenia, najczęściej w formie wypłaty odszkodowania. Dlatego bez względu na wielkość i rodzaj prowadzonego przedsiębiorstwa, warto pomyśleć o dodatkowym zabezpieczeniu, czyli tzw. OC pracodawcy. Wówczas zobowiązania wobec poszkodowanego są przenoszona na towarzystwo ubezpieczeniowe.
– Ubezpieczenia OC przeżywają swój renesans – przekonuje Andruszkiewicz. – Z jednej strony wynika to z wzajemnych relacji pomiędzy przedsiębiorcami, z drugiej z wymogów prawnych dotyczących przetargów. Widać także, że rośnie świadomość wśród właścicieli firm, bo sprzedajemy coraz więcej rozszerzeń do tego rodzaju polis. Perspektywy są zatem obiecujące. Sądzimy, że ubezpieczenia OC cały czas będą zyskiwały na wadze w portfelach towarzystw, a z punktu widzenia klientów – cieszyły się rosnącym zainteresowaniem.
Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS), w całym ubiegłym roku poszkodowanych w wypadkach przy pracy było blisko 90 tys. Polek i Polaków, z czego 495 osób odniosło obrażenia określane jako ciężkie, a 303 osoby poniosły śmierć.
– Najlepszym zabezpieczeniem przedsiębiorcy przed tego rodzaju zdarzeniami jest scedowanie ryzyka z nimi związanego na ubezpieczyciela – radzi Andruszkiewicz. – Klient musi płacić odpowiednią składkę, ale po podpisaniu umowy ubezpieczyciel pokrywa koszty związane z roszczeniem pracownika, koszty odszkodowania i koszty rozprawy sądowej.
Z danych towarzystwa Compensa wynika, że krajowi przedsiębiorcy coraz częściej zdają sobie sprawę z tego rodzaju niebezpieczeństw i wykupują polisy od odpowiedzialności cywilnej pracodawcy. Najczęściej wykupywanym przez małych i średnich przedsiębiorców limitem odszkodowania jest kwota 200 tys. zł.
– Patrząc na ewentualne szkody i roszczenia pracowników, jest to suma jeszcze zdecydowanie za niska – uważa Andruszkiewicz. – W związku z tym trend zapewne będzie się zmieniał. Szacujemy, że optymalne rozwiązanie w takich przypadkach to ok. 1 mln zł. Na taką wartość powinny opiewać polisy od odpowiedzialności cywilnej pracodawcy wobec szkód poniesionych przez zatrudnionych.
Polska jest coraz popularniejszym kierunkiem turystycznym. Hotele notują rekordowe wyniki
Hotele w Polsce osiągnęły w tym sezonie rekordowe wyniki, zarówno duże międzynarodowe sieci, jak i indywidualne obiekty – przekonuje prezes Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego. Polska staje się coraz atrakcyjniejszym kierunkiem dla zagranicznych turystów, ale z roku na rok coraz większy odsetek gości stanowią krajowi turyści. Przyciąga ich przede wszystkim dobra infrastruktura. Wyzwaniem dla hotelarzy jest wykorzystanie nowych technologii, które pozwolą na jak najlepsze poznanie preferencji gości.
– W większości hoteli w Polsce szczyt sezonu przypada w okresie letnim. To bardzo dobry okres dla hotelarzy w tym roku. Mieliśmy rewelacyjne wyniki praktycznie we wszystkich hotelach, nie tylko w dużych międzynarodowych sieciach hotelowych, lecz także w wielu hotelach indywidualnych – mówi agencji Newseria Biznes Ireneusz Węgłowski, prezes Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego.
W tym sezonie największe obłożenie notowały hotele w miejscowościach nadmorskich. W Gdańsku czy Sopocie obłożenie przekraczało 90 proc., było większe niż np. w Barcelonie, Rzymie czy Paryżu. Polsce sprzyja sytuacja geopolityczna. Turyści chcą wypoczywać bezpiecznie, tymczasem do listy odradzanych kierunków zagranicznych wyjazdów ze względu na zagrożenie terrorystyczne co jakiś czas dołączają kolejne kraje. Dlatego polskie destynacje turystyczne w tym roku przeżywają prawdziwe oblężenie.
– Polska jest coraz atrakcyjniejszym punktem na mapie nie tylko Europy, lecz także świata. Zmieniają się destynacje turystyczne i Polska jest postrzegana w tej chwili jako kraj bezpieczny, dobrze rozwinięty, z dobrą infrastrukturą, dobrymi hotelami i obsługą, która komunikuje się w obcych językach. To wszystko sprawia, że polskie hotele stają się coraz bardziej atrakcyjne i notujemy coraz wyższe frekwencje – tłumaczy Węgłowski.
Polska weszła do pierwszej trzydziestki wartości marek turystycznych na świecie. W ciągu 2–3 lat zanotowaliśmy wzrost o blisko 20 miejsc w rankingu. Z danych Christie & Co wynika, że w ciągu dziewięciu lat, w latach 2006–2015, krajowa baza noclegowa zwiększyła się o 79 proc., a liczba korzystających z niej turystów o 86 proc. Na koniec ubiegłego roku działało w Polsce ponad 2,3 tys. hoteli. Większość z nich to obiekty trzygwiazdkowe.
– Branża hotelowa jest bardzo mocno związana ze wzrostem PKB. Im wyższy wzrost, tym lepiej rozwija się branża hotelowa. Obecnie ok. 60–70 proc. naszych klientów to goście krajowi. Pobudziliśmy ruch turystyczny, m.in. dzięki rozwojowi infrastruktury czy lepszemu zagospodarowaniu atrakcyjnej oferty miast. To wszystko napędza ruch turystyczny, hotelowy i coraz więcej osób decyduje się na otwieranie hoteli indywidualnych – podkreśla prezes IGHP.
Rośnie też liczba zagranicznych turystów – w 2015 roku przekroczyła 16,7 mln.
Polskie miasta zyskują na rozwoju branży MICE, czyli konferencji i organizacji wydarzeń. Spośród całego wolumenu wynajętych pokoi hotelowych 20 proc. stanowi wynajem pokoi na jedną dobę generowany głównie przez gości zza granicy, m.in. Niemiec, Wielkiej Brytanii, Ukrainy i Stanów Zjednoczonych. Rynek spotkań zapewnia obłożenie w tygodniu, w weekendy ruch gwarantują goście z kraju.
Branża hotelowa ma dobre perspektywy, z danych STR Global wynika też, że przychód na jeden dostępny pokój (RevPAR) osiągnął roczny wzrost na poziomie 2,2 proc. mimo nieznacznego spadku średniej ceny. Jak jednak zaznacza Węgłowski, zmieniają się oczekiwania klientów i hotele muszą nauczyć się do nich dostosowywać.
– Na rynek wchodzą goście z nowej generacji, którzy posługują się smartfonami i tabletami. Nowymi wyzwaniami dla hotelarzy, którzy muszą umieć sobie poradzić z przewidywaniami dotyczącymi potrzeb gości, jest digitalizacja, obsługa gościa na odległość, śledzenie potrzeb gościa od momentu, kiedy planuje podróż, aż do momentu, kiedy opowiada swoim znajomym, jak dobrze spędził w nim czas – tłumaczy Ireneusz Węgłowski.
Przyszłością hoteli jest rejestracja gości i ich obsługa za pomocą urządzeń mobilnych. Jak wskazuje raport „Hotel Sales & Marketing Trends 2016”, przygotowany przez ekspertów z firmy Profitroom we współpracy z firmą Deloitte, 70 proc. gości hotelowych oczekuje spersonalizowanej obsługi. Jak przekonuje prezes IGHP, taką możliwość daje wykorzystanie nowych technologii.
– Taka baza danych, która gromadzi się w urządzeniach mobilnych, jest potrzebna hotelarzom, żeby przewidywać preferencje i potrzeby gości, zanim przyjadą do hotelu. Dzięki temu pobytu w nim dostarcza im wielu pozytywnych wrażeń, a informacja o tym, że hotel daje poczucie komfortu, rozchodzić do jak największej liczby przyszłych gości – wskazuje Ireneusz Węgłowski.
Decyzja Moody’s będzie finansowo bolesna dla Polski
W piątek agencja Moody’s obniży rating Polski, taki jest najbardziej prawdopodobny scenariusz dla Polski. Osłabi się polska waluta. Wzrosną koszty obsługi długu publicznego.
Spośród trzech agencji ratingowych właśnie Moody’s szczególnie krytycznie oceniała polski rząd ze względu na konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego i pogarszanie się klimatu inwestycyjnego w Polsce.
-Naszym zdaniem sytuacja jest już niemal przesądzona, że rating Polski zostanie obniżony – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Ogonek, ekspert XTB.
Ranking Deloitte „CE TOP 500” – największe spółki Europy Środkowej
Mimo gorszych wyników, PKN Orlen kolejny rok z rzędu znalazł się na czele listy największych firm w Europie Środkowej. PKO BP pozostaje największym bankiem regionu, a PZU ubezpieczycielem. Te trzy spółki są niekwestionowanymi liderami w regionie. Polska zwiększyła także swoją reprezentację w zestawieniu o trzynaście firm i niezmiennie utrzymuje pozycję numer jeden pod względem liczby spółek (182 polskich firm wśród 500). To główne wnioski płynące z dziesiątej, jubileuszowej edycji rankingu „CE Top 500”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte.
500 największych firm – analiza 2015 r.
Firma Deloitte wraz z dziennikiem Rzeczpospolita przeprowadziła analizę największych firm w 18 krajach Europy Środkowej i na Ukrainie („CE Top 500” – 500 firm oraz dodatkowo 50 banków i 50 ubezpieczycieli). Wyniki pokazują, że w 2015 r. przychody 500 największych firm w regionie wyniosły ogółem 685 mld euro, co oznacza wzrost o 1,7 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. Mediana wzrostu przychodów to 3,5 proc. wyrażona w euro, a w walutach lokalnych jest to wzrost wynoszący 5,2 proc.
W rankingu podsumowującym 2015 r. aż 66,6 proc. przedsiębiorstw zanotowało lepsze wyniki niż rok wcześniej (w 2014 było to 52 proc.). Największą spółką Europy Środkowej pozostaje PKN Orlen, który pod względem przychodów dystansuje węgierski MOL o prawie 8 mld euro. Polski gigant zanotował jednak spadek przychodów o 17,2 proc., a jego konkurent o 15,6 proc. „Obserwowane od dwóch edycji rankingu spadki w branży zasobów naturalnych są wynikiem spadających cen ropy naftowej na światowych rynkach. W efekcie tych spadków oraz w połączeniu ze wzrostem w branży motoryzacyjnej zmniejsza się dystans pomiędzy MOL i Škoda Auto” – wyjaśnia Patryk Darowski, Wicedyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte. „W pierwszej dziesiątce pojawiły się dwa nowe podmioty: Volkswagen Slovakia i GE Infrastructure CEE z Węgier, które zastąpiły ukraiński Metinvest i polski Lotos” – dodaje. Tuż za pierwszą dziesiątką uplasował się natomiast chorwacki Agrokor, po znaczącym awansie z 22. pozycji, dzięki przejęciu grupy Mercator.
Największe spółki Europy Środkowej i Ukrainy w 2015 roku (edycja rankingu 2016):
| Miejsce w rankingu 2016 (dane fin. za 2015 r.) |
Miejsce w rankingu 2015 (dane fin. za 2014 r.) |
Nazwa firmy | Kraj | Sektor |
| 1 | 1 | PKN Orlen | Polska | Energetyka i zasoby naturalne |
| 2 | 2 | MOL | Węgry | Energetyka i zasoby naturalne |
| 3 | 3 | Škoda Auto | Czechy | Wyroby przemysłowe |
| 4 | 4 | Jeronimo Martins Polska
|
Polska | Dobra konsumpcyjne i transport |
| 5 | 5 | PGNiG | Polska | Energetyka i zasoby naturalne |
| 6 | 7 | Audi Hungaria Motor | Węgry | Wyroby przemysłowe |
| 7 | 8 | ČEZ | Czechy | Energetyka i zasoby naturalne |
| 8 | 11 | Volkswagen Slovakia | Słowacja | Wyroby przemysłowe |
| 9 | 16 | GE Infrastructure CEE | Węgry | Wyroby przemysłowe |
| 10 | 10 | PGE | Polska | Energetyka i zasoby naturalne |
Tak jak przed rokiem, wśród 500 największych firm regionu, najwięcej podmiotów pochodzi z Polski (182). To o 13 więcej niż w poprzedniej edycji zestawienia i jest to jednocześnie największy wzrost liczby podmiotów na liście wśród wszystkich badanych krajów. Na kolejnym miejscu znalazły się Czechy, reprezentowane przez 74 podmioty, a zaraz za nimi Węgry (67 spółek).
Na tle przeciętnej rocznej dynamiki przychodów w 2015 roku najlepiej wypadają Czechy (6,9 proc.). Na następnych pozycjach znalazły się Węgry i Rumunia (po ok. 6 proc.).
Duży wzrost przychodów w 2015 roku odnotował sektor wyrobów przemysłowych (o 7,4 proc.), którego reprezentacja wyniosła aż 126 spółek, co daje tej branży ponad 25-procentowy udział. Wzrost ten branża zawdzięcza przede wszystkich przedsiębiorstwom motoryzacyjnym, które poprawiły swoje przychody aż o 12,9 proc. Jednak największy udział ilościowy wciąż należy do spółek z branży dóbr konsumpcyjnych i transportu (183 firmy). Liczba przedsiębiorstw z sektora energetycznego zmalała z kolei w ciągu roku ze 139 do 133 firm.
500 największych firm – analiza IQ 2016 r.
„Rok 2015 był znacznie lepszy pod względem wyników największych firm w regionie w porównaniu do 2014 roku, ale pierwszy kwartał tego roku wskazuje na osłabienie tej tendencji. Przeciętna zmiana przychodów w euro była ujemna i wyniosła -3,3 proc. w porównaniu do wzrostu na poziomie 1,7 proc. w analogicznym okresie w 2015 r. Odsetek przedsiębiorstw, które w pierwszym kwartale 2016 roku odnotowały wzrost przychodów w porównaniu do pierwszego kwartału 2015 roku, wyniósł mniej niż 40 proc. (w ubiegłorocznej edycji rankingu odsetek spółek notujących wzrosty przychodów w pierwszym kwartale 2015 r. w porównaniu z pierwszym kwartałem 2014 r. wyniósł 55 proc.). Te wskaźniki nie muszą jednak decydować o kondycji firm w całym roku – mówi Tomasz Ochrymowicz, Partner Zarządzający Działem Doradztwa Finansowego Deloitte.
W przypadku polskich spółek wzrost o 3,3 proc. w 2015 roku zamienił się w I kwartale 2016 r. na spadek o 3,8 proc. (który częściowo wyjaśnia deprecjacja złotówki – zmiana mediany przychodów w PLN była dodatnia i wyniosła 1 proc.). Nie bez znaczenia mogą być w tym kontekście dane GUS pokazujące, że po raz pierwszy od ponad dwóch lat, w I kwartale 2016 r. nakłady brutto na środki trwałe miały ujemną dynamikę, czego przyczyn można upatrywać zarówno w oczekiwaniu na projekty inwestycyjne w ramach nowej puli funduszy unijnych, jak i w niepewności wobec kierunku polityki gospodarczej.
Ranking banków
Pierwsze miejsce wśród banków utrzymał PKO Bank Polski, a drugie Bank Pekao. Za nimi uplasował się czeski bank Česká spořitelna, zajmujący rok wcześniej 5. miejsce. Węgierski OTP Bank, który przed rokiem zajął 3. miejsce, spadł na piątą pozycję. W pierwszej dziesiątce znalazły się jeszcze trzy polskie banki: Bank Zachodni WBK (7), mBank (8) oraz ING Bank Śląski (9).
W 2015 r. banki kontynuowały stabilny rozwój, czego efektem jest wzrost sumy aktywów pięćdziesięciu największych banków regionu o 5,8 proc. (2,3 proc. w 2014 roku). Aż 76 proc. spośród 50 analizowanych banków odnotowało wzrost aktywów wyrażonych w euro w 2015 roku, natomiast mediana zwrotu na kapitale własnym spadła nieznacznie z 8,9 proc. w 2014 r. do 8,5 proc. Największą reprezentację banków w rankingu miała Polska (15 banków), za nią uplasowały się Czechy (8 banków), a następnie Węgry i Rumunia (po 6 banków).
Ranking ubezpieczycieli
Ranking ubezpieczycieli pozostawał zdominowany przez podmioty z Polski (16) oraz Czech (10), stanowiące łącznie 52 proc. całego zestawienia. Podium tegorocznej edycji rankingu zajęli polscy ubezpieczyciele. Pierwsze miejsce niezmiennie pozostaje zarezerwowane dla PZU (wzrost składki przypisanej brutto o 8,8 proc.), na drugiej pozycji utrzymała się Ergo Hestia (wzrost składki o 8,0 proc.), natomiast trzecie miejsce należy do Warty, która wyprzedziła czeską Česká pojišťovna spadającą na miejsce piąte, ustępując jednocześnie miejsca Kooperativa pojišťovna.
W 2015 roku firmom ubezpieczeniowym udało się odwrócić negatywny trend i odnotowały one wzrost składki przypisanej brutto. Dla 50 największych spółek wzrosła ona o 4,5 proc. Mediana zwrotu na kapitale własnym ubezpieczycieli zmniejszyła się z poziomu 15,1 proc. w 2014 r. do 12,4 proc. w 2015 r.
Metodologia/ Informacje o raporcie CE Top 500:
Dziesiąta edycja raportu „CE Top 500” została opublikowana 7 września br. i zawiera listę 500 największych firm w oparciu o ich przychody w podziale na 7 sektorów gospodarki (TMT/ Technologie-Media-Telekomunikacja, Sektor publiczny, Farmaceutyki i ochrona zdrowia, Dobra konsumpcyjne i transport, Energetyka i zasoby naturalne, Wyroby przemysłowe, Sektor budowlany). Dodatkowo raport zawiera ranking 50 największych firm ubezpieczeniowych oraz 50 największych banków.
Przy analizie uwzględniono przychody spółek za 2015 r. oraz I kwartał 2016 r. wyrażone w euro po kursie średnim z danego okresu, dla banków – sumę aktywów, dla firm ubezpieczeniowych – składkę przypisaną brutto.
Raport został wzbogacony o analizy i komentarze ekspertów Deloitte. Pełną listę firm zawiera raport firmy Deloitte „CE Top 500” oraz dodatek do dziennika Rzeczpospolita „Europa 500”.
Pracownicy zaczynają przebierać w ofertach zatrudnienia
Na koniec roku realne jest bezrobocie na poziomie 8,6%. Rynek pracy z rynku pracodawcy staje się rynkiem pracownika.

Komentarz prof. Jacka Męciny, doradcy zarządu Konfederacji Lewiatan i wykładowcy UW
Stopa bezrobocia rejestrowanego w sierpniu br. na podstawie szacunków Ministerstwa Rodziny Pracy i Polityki Społecznej wyniosła 8,5%., a według danych Eurostatu 6,1%. Była o 1,4 punktu procentowego niższa niż w sierpniu ub. roku. Ta trwała tendencja spadku bezrobocia oznacza dla rynku pracy, że według wskaźników Eurostatu zbliżamy się do naturalnej stopy bezrobocia. Rynek pracy z rynku pracodawcy staje się rynkiem pracownika. Ten stan oznacza w perspektywie kłopoty dla polskich firm z pozyskiwaniem pracowników. Już dziś problem ten dostrzega co trzeci pracodawca.
Ta sytuacja sprzyjać będzie wzrostowi presji płacowej, mocniejszej pozycji pracownika, wreszcie oznacza szanse sięgnięcia po dotychczas niewykorzystane osoby. Ze względu na brak rąk do pracy pracodawcy są bardziej skłonni do zatrudnienia osób długotrwale bezrobotnych, nawet z niepełnymi kwalifikacjami, są bardziej otwarci na zatrudnianie absolwentów, osób starszych, niepełnosprawnych. To szansa na aktywizacje tych grup, którą bezwzględnie trzeba wykorzystać. To nowe zadanie dla urzędów pracy, Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych i agencji zatrudnienia. Wydaje się, że PFRON już zrozumiał i podjął te wyzwania, nowe szanse chcą wykorzystać także agencje zatrudnienia.
Równowaga na rynku pracy wymaga większego zaangażowania w aktywizacje i motywowanie bezrobotnych i osób biernych zawodowo. Wtedy na koniec roku nie tylko jest szansa na bezrobocie 8,6%, ale i poziom zatrudnienia po raz pierwszy zbliżyć się może do 17 mln.
Konfederacja Lewiatan

































