Akcje rynków wschodzących zyskują na fali słabych danych z USA

Indeks MSCI Emerging Markets, śledzący koszyk akcji rynków rozwijających się, osiągnął najwyższy od ponad roku poziom powyżej 38 punktów. Akcje rynków rozwijających się zyskują, gdyż seria słabych danych ekonomicznych z USA praktycznie zniwelowała szansę na podwyżkę stóp procentowych w tym miesiącu. Szanse na podwyżkę stóp procentowych spadły dokładnie o 8 punktów procentowych do 24 proc., po tym jak wczorajszy raport ISM pokazał spadek indeksu usługowego do najniższego od 6 lat poziomu. Dane te tylko wzmacniają wcześniejsze dane ukazujące spowolnienie gospodarcze w największej gospodarce świata. WIG 20 poddaje się nastrojom panującym na giełdowych parkietach Europy Środkowo-Wschodniej, zyskując obecnie około 0,8 proc. i handlując już wyraźnie powyżej psychologicznego poziomu 1800 pkt.

Złoty zyskuje do większości walut wsparty pozytywnymi nastrojami panującymi na rynkach giełdowych w związku z taniejącym dolarem i odsuwającą się w czasie podwyżką amerykańskich stóp procentowych. Rada Polityki Pieniężnej zgodnie z oczekiwaniami pozostawiła stopy procentowe na niezmienionym poziomie 1,5 proc. Czekamy jeszcze na konferencję wynikową, natomiast nie należy spodziewać się zmiany dotychczasowego, przeciwnego zmianom nastawienia członków RPP. Para EURPLN traci obecnie około 0,3 proc., handlując poniżej poziomu 4,32, a para USDPLN traci około 0,3 proc., handlując poniżej poziomu 3,84. Para CHFPLN traci około 0,2 proc., handlując nieco powyżej poziomu 3,96. Natomiast para GBPLN traci około 0,7 proc., handlując nieco powyżej poziomu 5,13.

Japoński jen zyskuje dziś ponad 0,5 proc. do głównych walut, a od początku tygodnia już ponad 2 proc. Wynika to z faktu, że w Banku Japonii nie ma konsensusu odnośnie dodatkowych działań monetarnych. Część członków komitetu pieniężnego Banku opowiada się za ujemnymi stopami procentowymi, część za rozszerzeniem programu zakupu rządowych obligacji, a część jest przeciwna jakimkolwiek dodatkowym działaniom. Para USDJPY traci obecnie około 0,5 proc., handlując w pobliżu 101,50 jenów, para EURJPY traci obecnie około 0,5 proc., handlując w pobliżu poziomu 114 jenów, a para GBPJPY traci obecnie około 0,9 proc., handlując poniżej poziomu 136 jenów.

Funt brytyjski nieznacznie traci do innych walut, handlując blisko 2-miesięcznego szczytu do dolara, w oczekiwaniu na wystąpienie prezesa Banku Anglii. Mark Carney wystąpi przed Parlamentarną Komisją Skarbu i odpowie na pytania odnośnie ostatnich danych gospodarczych, które pozytywnie zaskoczyły rynki i ich wpływu na prowadzoną obecnie politykę monetarną. W sierpniu, gdy Bank Anglii ciął stopy to zasugerował on kolejną obniżkę, więc teraz rynek na pewno oczekuje bardziej wyważonego stanowiska ze strony prezesa Banku.

Cena ropy naftowej WTI zyskuje około 0,7 proc., handlując powyżej poziomu 45 dolarów za baryłkę, po tym jak prezydent Iranu powiedział, iż wspiera działania w celu stabilizacji cen surowca. Z drugiej strony zapowiedział on, że jego kraj musi odbudować produkcję straconą podczas lat sankcji. Dlatego też porozumienie odnośnie zamrożenia produkcji podczas spotkania państw OPEC w Algierze pod koniec września jest mało realne. Ceny ropy Brent zyskują około 0,6 proc. i handlują powyżej poziomu 47,50 dolarów za baryłkę. Ceny miedzi zyskują około 0,3 proc. po nieudanej próbie wybicia się ponad poziom 2,1 dolara za funta.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Grupa LOTOS szuka dostawcy ropy na rynkach Bliskiego Wschodu

Grupa LOTOS odebrała pierwszą od wielu lat dostawę ropy naftowej z Iranu – ponad 2 mln ton baryłek tego surowca. Był to zakup na rynku spot, a więc dostawa krótkoterminowa. Ważne jest, by zdywersyfikować źródła i kierunki importu ropy, zwiększając bezpieczeństwo i konkurencyjność na rynku.

– Zdaniem LOTOS-u jest to test – czy ropa, która dotarła z Iranu, będzie nadawała się do rafinerii gdańskiej spółki – powiedział agencji eNewsroom.pl Bartłomiej Sawicki, redaktor serwisu BiznesAlert.pl

– dopiero po jego zakończeniu spółka oceni jakość produktów i podejmie decyzję o ewentualnej długoterminowej umowie z irańskim dostawcą. Podobne działania związane z dywersyfikacją źródeł i kierunku dostaw podejmuje także PKN Orlen. Spółka pod koniec 2015 roku odbierała ropę na rynku spotowym z Arabii Saudyjskiej, a w maju tego roku podpisała pierwszą długoterminową umowę z tym dostawcą. W jej efekcie do płockiej spółki będzie trafiało 200 tys. baryłek ropy naftowej.

To ważne działania w zakresie dywersyfikacji źródeł i kierunków dostaw. Niestety, Polska cały czas jest uzależniona od importu ropy naftowej z Rosji. Około 97% tego surowca pochodzi z importu, a około 90% to ropa z Rosji.

W przypadku Grupy LOTOS już ponad 25% dostaw pochodzi z innych kierunków niż rosyjski. Oczywiście Rosja wciąż będzie jednym z głównych dostawców ropy, ale ważne jest, by zdywersyfikować źródła i kierunki, zwiększając bezpieczeństwo i konkurencyjność na rynku– dodał Sawicki.

Plany inwestycyjne polskich firm w III kwartale

Z najnowszego „Barometru EFL[1]” wynika, że w III kwartale 2016 roku 28,7% przedstawicieli sektora MŚP planuje więcej inwestycji i jest to wzrost o 5,8 p.p. kwartał do kwartału. Jednak biorąc pod uwagę wielkość firm, więcej optymistów inwestycyjnych w porównaniu do poprzedniego kwartału jest wśród mikro i małych podmiotów, natomiast mniej w średnich. Firmy zatrudniające od 50 do 249 pracowników najczęściej w całym sektorze MŚP zamierzają finansować swoją działalność leasingiem (66,7%).

Główny odczyt „Barometru EFL” na III kwartał 2016 roku wyniósł 55,6 pkt. (-1,2 pkt. proc. w porównaniu do II kwartału br.) i znajduje się ponad progiem OR[2]. Biorąc pod uwagę wielkość zatrudnienia, najwyższą wartość wskaźnika uzyskały mikro firmy – 57 pkt., o 0,1 punktu niższą małe (56,9 pkt.), a średnie przedsiębiorstwa 55,6 pkt.

Najwięcej inwestorów wśród małych firm

W III kwartale br. to średnie firmy podchodzą najbardziej pesymistycznie do inwestycji. Ich wzrostu oczekuje tylko co piąty przedsiębiorca (20,7%), co oznacza spadek o 8,1 p.p. w porównaniu do poprzedniego kwartału. Większy optymizm widać natomiast wśród mikro i małych podmiotów, wśród których więcej inwestycji planuje odpowiednio 28,1% i 33,5% zapytanych. W obu przypadkach mamy do czynienia ze wzrostem o ponad 11 p.p. kwartał do kwartału. Plany inwestycyjne pociągają za sobą większe zapotrzebowanie na finansowanie, które także największe jest wśród firm mikro i małych, a najmniejsze w średnich.

– Z najnowszych danych dotyczących PKB za II kwartał br. wynika, że inwestycje niemile zaskoczyły i spadły o blisko 5% r/r. Mam nadzieję, że nasz Barometr okaże się dobrym prognostykiem dla polskiej gospodarki. Bowiem, zapytani przez nas przedsiębiorcy, w szczególności ci najmniejsi, spodziewają się w III kwartale inwestować więcej – mówi Radosław Kuczyński, prezes EFL.

„Średniaki” najczęściej korzystają z leasingu

O i ile środki własne stanowią podstawowe źródło finansowania zarówno w mikro, małej jak i średniej firmie, o tyle w przypadku produktów finansowych widać wyraźną tendencję. Zgodnie z nią, im firma zatrudnia więcej pracowników, tym częściej korzysta z leasingu, kredytów bankowych czy ubezpieczenia majątku. Leasing wybiera aż dwóch na trzech średnich przedsiębiorców, najwięcej w całym sektorze MŚP. Co więcej, firmy zatrudniające od 50 do 249 pracowników korzystają w swojej działalności z leasingu częściej niż z kredytu bankowego. W mikro firmach natomiast dwa razy więcej przedsiębiorców decyduje się na kredyt bankowy niż leasing (44,2% vs. 21,6%).

– Takie wyniki mogą świadczyć o dwóch rzeczach. Po pierwsze, mniejszej skłonności do ryzyka najmniejszych firm, nastawionych w większej mierze na stabilność funkcjonowania. Po drugie, na wciąż jeszcze mniejszą świadomość zalet i korzyści, jakie przynosi leasing – mówi prezes EFL.

[1]„Barometr EFL” jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności firm z sektora MŚP do wzrostu (tj. rozwoju rozumianego, jako stawianie sobie przez przedsiębiorstwa celów związanych ze wzrostem sprzedaży i produkcji, ekspansją na nowe rynki i maksymalizacją zysków, co jest związane z inwestycjami w środki trwałe). Prognozowana na dany kwartał kondycja finansowa firm MŚP daje punkt odniesienia do wnioskowania o zakładanym kierunku zmian, które sprzyjają wzrostowi lub działają hamująco na rozwój firm. Badanie przygotowywane jest przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego SA., a jego wyniki są publikowane co kwartał. Jego uczestnicy to mikro, małe i średnie firmy terenu całej Polski. W badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa 600 mikro, małych i średnich firm. Aktualna edycja badania odbyła się w dniach 3 – 12.08.2016 r.

[2]Próg OR jest podstawową miarą analityczną zastosowaną do wyników badania, który stanowi algorytm stworzony na podstawie danych zgromadzonych w trakcie badania przedsiębiorców. Przyjmuje on wartości od 0 do 100, przy czym zagregowany wynik powyżej 50 pkt. oznacza, że występują sprzyjające warunki do rozwoju sektora MŚP, natomiast wynik niższy oznacza, że warunki te są niekorzystne. Zatem poziom 50 pkt. stanowi próg OR, czyli poziom ograniczonego rozwoju.

Cyfrowa rewolucja – placówki bankowe przetrwają, ale muszą się zmienić

Cyfryzacja bankowości sprawia, że instytucje na całym świecie redukują liczbę oddziałów. Ale czy sektor jest gotowy, aby całkowicie zrezygnować z placówek stacjonarnych? Badania pokazują, że na razie nie. Taki krok planuje obecnie jedynie 5 proc. banków, które wzięły udział w tegorocznym raporcie GFT Digital Banking Expert Survey. Placówkom nie grozi całkowite zniknięcie, ale ich rola i funkcjonalność muszą ulec zmianom. Banki powinny postawić na przekształcanie oddziałów w centra doradcze, w których sprzedawane są bardziej złożone produkty. Kluczowe będzie też wykorzystanie nowych technologii, takich jak internet rzeczy, aby spełnić oczekiwania pokolenia digital natives i móc lepiej poznać preferencje klientów.

Postępująca cyfryzacja stawia pod znakiem zapytania funkcjonowanie tradycyjnych placówek – użytkownicy najczęściej preferują wykonywanie prostych operacji bankowych online. Rośnie też grupa klientów korzystających z bankowości mobilnej – w tej chwili obejmuje ona już 12 milionów Polaków. Jak wynika z danych Komisji Nadzoru Finansowego, w czerwcu tego roku sieć oddziałów w Polsce zmniejszyła się o 95. Czy to oznacza koniec ery oddziałów? Niekoniecznie.

Wyniki ubiegłorocznego badania IAB Polska Consumer Journey Online pokazują, że klienci wykorzystują Internet głównie jako źródło informacji o usługach finansowych, a samego zakupu produktów wolą dokonywać już poza siecią. Jedynie 3 proc. ankietowanych przyznało, że kupuje produkty finansowe wyłącznie online. Dlatego jednym z biznesowych uzasadnień dla funkcjonowania fizycznych placówek będzie świadczenie usług doradczych dotyczących bardziej złożonych usług i produktów. Oddziały zamienią się więc w centra konsultingowe, wykorzystujące nowe technologie, aby zapewnić jak najwyższy poziom obsługi.

Dwie drogi

Analizując działania banków związane z dostosowaniem placówek bankowych do zmieniających się realiów technologicznych, możemy wyróżnić dwa typy strategii. Pierwsza z nich zakłada przesunięcie większej części komunikacji z klientem online. W tym wypadku oddziały pełnią rolę pomocniczą. Drugie podejście, stosowane przez większość tradycyjnych banków, ma charakter ewolucyjny, polegający na równoległym rozwoju zarówno kanałów tradycyjnych, jak i cyfrowych. Jak wynika z badania GFT Digital Banking Expert Survey, jedynie 5 proc. banków przewiduje, że w przyszłości oddziały całkowicie znikną. Wśród pozostałych respondentów, większość przyznaje, że   funkcjonalność placówek ulegnie zmianie.

Na pozostawienie oddziałów w takiej formie jak obecnie zdecyduje się jedynie 19 proc. instytucji. Pozostali rynkowi gracze będą je modyfikować przy wykorzystaniu nowych technologii. Ponad 23 proc. organizacji ankietowanych w badaniu GFT planuje skupić się na punktach niemal całkowicie samoobsługowych. Prawie tyle samo, czyli 26 proc., zamierza w przyszłości prowadzić oddziały mieszane, tzn. łączące tradycyjną palcówkę z funkcją samoobsługi. W tym wypadku cyfryzacja części prostszych procesów oznacza, że obsługa oddziału będzie mogła skupić się na usługach doradczych. Wyniki ankiety potwierdzają, że nie ma jednej uniwersalnej strategii dla wszystkich instytucji finansowych. Banki muszą dostosować kształt placówek do swoich celów biznesowych i potrzeb klientów – mówi Piotr Kania, Dyrektor Zarządzający GFT Polska.

Beacony i wearables w służbie oddziału bankowego

Dostosowanie placówki bankowej do zmieniających się realiów rynkowych wymaga wsparcia ze strony nowych technologii, w tym internetu rzeczy, co pozwoli oddziałom stać się ważnym źródłem wiedzy o oczekiwaniach klientów. Tego typu narzędzia dostarczą danych na temat ruchu w konkretnej lokalizacji i odsetka przechodniów, którzy wchodzą do placówki. Centralna analiza tych informacji pomoże np. zweryfikować skuteczność prowadzonych kampanii marketingowych.

Ta sama technologia pozwala także na wsparcie interakcji z klientami odwiedzającymi placówkę. Poprzez zastosowanie beaconów, możliwa jest identyfikacja klienta tuż po jego wejściu do oddziału, a następnie nawiązanie z nim interakcji za pośrednictwem smartfona. Korzystając z telefonu klient może wskazać cel swojej wizyty (np. założenie konta) i na bieżąco monitorować czas oczekiwania w kolejce. Z kolei obsługa od pierwszych chwil obecności konsumenta w oddziale może rozpocząć proces pobierania informacji o danym kliencie z systemu, co umożliwi antycypację jego potrzeb i zaproponowanie optymalnej oferty. To nie wszystko. Interakcja może się rozpocząć zanim jeszcze klient przekroczy drzwi placówki. Zastosowanie wearables (technologii noszonych), takich jak np. inteligentne zegarki pozwoli na przesłanie przypomnienia przed planowanym spotkaniem z doradcą bankowym. Inną ciekawą usługą jest wykorzystanie GPS do wskazania najkrótszej drogi do placówki.

Zastosowanie internetu rzeczy i technologii noszonych może być sposobem na wzmocnienie lojalności pokolenia, które określamy mianem digital natives. Jak wynika z ubiegłorocznego badania Business Insider, 62 proc. przedstawicieli pokolenia Y widzi wartość w korzystaniu z usług oddziałów bankowych, mimo, że robi to rzadziej niż inne grupy wiekowe. Wdrożenie rozwiązań cyfrowych, zwiększających wygodę klienta i skracających czas jego obsługi może okazać się sposobem na przyciągnięcie tej grupy klientów do placówek – wyjaśnia Piotr Kania, GFT.

Banki jak biura i kawiarnie?

Obserwując strategie banków przyjmowane w odpowiedzi na rosnącą cyfryzację, możemy także wyróżnić grupę instytucji, które szukają zupełnie nowej formuły funkcjonowania oddziału. Według tego podejścia może on służyć oferowaniu dodatkowych usług niezwiązanych bezpośrednio z produktami bankowymi i budowaniu wizerunku marki. Przykładem może być Idea Bank, który stworzył sieć oddziałów gdzie można skorzystać z przestrzeni coworkingowej i napić się świeżo parzonej, darmowej kawy. Idea Bank stawia przede wszystkim na klientów biznesowych z sektora mikro przedsiębiorstw, małych i średnich firm, a także freelancerów. Badania sugerują, że ta grupa odwiedza placówki częściej niż przeciętny klient detaliczny. Według ankiety PwC i Impactor, 66 proc. właścicieli przedsiębiorstw z sektora MŚP bywa w banku co najmniej raz w miesiącu.

 Większość naszych klientów to właściciele małych firm. Ponieważ mają oni potrzebę korzystania z placówek bankowych częściej niż przeciętni konsumenci, postanowiliśmy stworzyć dla nich przestrzeń, która nie tylko pozwoli na sprawne przeprowadzenie koniecznych operacji bankowych, ale także stanie się realnym wsparciem w prowadzeniu biznesu. W tym w celu stworzyliśmy sieć placówek Idea Hub łączących oddział z przestrzenią coworkingową, w której można popracować, skorzystać ze sprzętu biurowego, wynająć salę konferencyjną oraz wziąć udział w warsztatach biznesowych – mówi Marta Bloch, przedstawiciel projektu Idea Hub.

Niezależnie od tego jaką strategię wybiorą banki, nie ulega wątpliwości, że każdy z nich będzie musiał wprowadzić zmiany w modelu funkcjonowania placówek. Statystyki pokazują, że chociaż rozwój nowych technologii wymusza redukcję liczby oddziałów, instytucje finansowe mogą potraktować go też jako szansę na budowanie wizerunku marki i dotarcie do nowych grup klientów poprzez oferowanie dodatkowych usług oraz rozwijanie funkcji doradczej placówki.

O badaniu Digital Banking Expert Survey:

Badanie Digital Banking Expert Survey zostało przeprowadzone przez GFT Technologies SE w siedmiu krajach: Brazylii, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Meksyku, Włoszech, Szwajcarii I Hiszpanii. W 2016 r. liczba respondentów objętych badaniem wzrosła dwukrotnie w stosunku do ubiegłorocznej edycji i wyniosła 260 osób. Ponad polowa ankietowanych ekspertów należy do kadry zarządzającej średniego i wyższego szczebla

Lubi więc kupuje. Cała prawda o millennialsach

Millennials aby kupić, musi najpierw polubić dany produkt lub usługę – to główny wniosek z raportu NAJPIERW POKOCHAJĄ, POTEM KUPIĄ. Czy marki w Polsce są gotowe na emocjonalnych millennialsów? opracowanego przez firmę PAYBACK we współpracy z Bain & Company.

Infografika millennialsi Bain Payback raportMillennialsi, zwani inaczej pokoleniem Y, to osoby urodzone pomiędzy 1985 a 2000 rokiem. To grupa, która w Polsce liczy już ok. 8 mln osób. Ze względu na tak dużą liczebność (millennialsi stanowią już na przykład 30 proc. spośród wszystkich klientów banków) stali się oni dla wielu marek najważniejszą grupą docelową.

Od poprzednich pokoleń millennialsi różnią się diametralnie. Ich decyzje zakupowe napędzane są emocjami oraz przywiązaniem do marki. To pokolenie szukające znaczenia, głębszego sensu, który stoi za produktem czy usługą. Bardzo istotna jest też autentyczność reprezentowanych przez markę wartości – mówi Michał Pieprzny, CEO PAYBACK Polska. Zdolność millennialsów do natychmiastowej weryfikacji otrzymanych informacji online, zwłaszcza w mediach społecznościowych, pozwoli im szybko wyłapać każdą niespójność w działaniach firmy.

Online, online i jeszcze raz online

To właśnie digitalizacja jest jednym z głównych czynników wpływających na zmianę procesu zakupowego. Nowy typ konsumenta jakim jest millennials to osoba będąca non-stop online. Spędza on w Internecie dwa razy więcej czasu niż jego rodzice, a tylko 8 proc. z nich nie posiada aktywnego konta w kanałach social media.

Millennialsi to osoby ukształtowane przez nowe technologie, które stały się dla nich elementem koniecznym do funkcjonowania. Z naszych badań wynika na przykład, że zdecydowanie większa część młodych ludzi wolałaby zapomnieć z domu portfela, niż telefonu – mówi Kazimierz Stańczak, Senior Consultant w Bain & Company.

Zbadaj, potem działaj

Co więc zrobić, aby przekonać do siebie millenialsów i sprawić, aby polubili Twoją markę? Z raportu PAYBACK i Bain wynika, że podstawą powinna być budowa trwałej relacji i przywiązania do firmy, opartej na emocjonalnym przekazie. Aby tego dokonać marka powinna utożsamiać się z konsumentem oraz dostarczać towar jemu dedykowany.

Niestety, nie wszystkie marki rozumieją potrzeby nowego typu konsumentów. Ich zbadanie i określenie realnych problemów, zarówno wewnątrz organizacji jak i w bezpośrednim kontakcie z klientem, stanowi często nie lada wyzwanie. Rozwiązaniem jest implementacja skutecznych narzędzi, które pozwolą poznać i przekonać do siebie nawet najbardziej wymagającego klienta – dodaje Kazimierz Stańczak.

Wykorzystaj dostępne narzędzia

Właśnie w celu pomiaru zadowolenia klienta i analizy jego interakcji z marką powstały dwa autorskie narzędzia, umożliwiające udoskonalanie świadczonych usług i zwiększenie lojalności wobec marki – Net Promoter System® (NPS) oraz Customer Affinity Temperature (CAT).

NPS to system pomiaru umożliwiający zrozumienie powodów negatywnych odczuć konsumenta oraz wdrożenie rozwiązań eliminujących przyczyny niezadowolenia. CAT to natomiast miernik interakcji pomiędzy marką a konsumentem, dzięki któremu można skutecznie rozróżniać klientów bardziej i mniej przywiązanych do marki.

Przekonanie millennialsów do danej marki to wyzwanie dla wielu marketerów. Podstawą jest zrozumienie ich potrzeb oraz metod komunikacji czy zbierania informacji. Pozwoli to stworzyć właściwą ofertę, ale też odpowiednio ją zareklamować. Dzięki temu można zyskać przychylność konsumentów, a nawet osiągnąć trwałą przewagę konkurencyjną – podsumowuje Michał Pieprzny.

Analiza WIG20, DAX i S&P500 – 7.09.2016

Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.

Rynek produktów dla dzieci w Polsce 2016

Rynek produktów dla dzieci w Polsce osiągnął wartość 9,48 mld zł w 2015 roku, co stanowiło wzrost o 4,6% w porównaniu z rokiem poprzednim, wynika z analizy PMR, zawartej w raporcie „Rynek produktów dla dzieci w Polsce 2016. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2016-2021”.

Prognozy dalszego rozwoju rynku są pozytywne i zostały skorelowane z prognozą kondycji całej gospodarki. Zgodnie z prognozami PMR, w tym roku i w następnych latach rynek zwiększy swoją dynamikę i aż do 2021 roku będzie rósł w średnim tempie 4,5-5%%. Na sytuację rynkową w Polsce będzie pozytywnie wpływać ożywienie gospodarcze i wzrost wydatków konsumenckich. W 2016 r., silnie rosnąca konsumpcja (według prognoz o 4% r/r) będzie efektem korzystnej sytuacji na rynku pracy (nadal spadające bezrobocie oraz oczekiwane przyspieszenie tempa wzrostu płac), rosnącej siły nabywczej ze względu na utrzymującą się deflację oraz znaczącego wzrostu transferów socjalnych zorientowanych bezpośrednio na gospodarstwa domowe (m.in. program Rodzina 500 plus).

Z roku na rok rośnie świadomość rodziców, którzy wybierają dla swoich dzieci produkty wysokiej jakości, a unikają produktów niesprawdzonych. Polscy rodzice nie oszczędzają – jednocześnie chcą kupować mądrze – na wydatkach związanych z dziećmi, częściej niż w innych segmentach wybierają produkty z wyższej półki cenowej (cieszących się uznaniem marek, posiadających odpowiednie atesty, będących pochodzenia ekologicznego, itp.). Należy podkreślić, że nadal wydają oni mniej na produkty dla dzieci w porównaniu do krajów rozwiniętych.

Coraz większego znaczenia nabiera handel internetowy, który obecnie notuje wzrosty na poziomie kilkunastu procent, stanowiąc najbardziej dynamicznie rozwijający się kanał dystrybucji produktów dla dzieci. Nasze prognozy pokazują, że sklepy internetowe utrzymają ten trend i stopniowo będą one zwiększały udział w rynku, pozytywnie wpływając na kondycję całej branży.

Z drugiej zaś strony rozwój rynku będzie hamowany niską liczbą urodzeń dzieci, których – według najnowszych prognoz GUS – będzie przybywać coraz mniej. Liczba ludności stopniowo obniża się, obserwuje się niską liczbę urodzeń i malejący współczynnik dzietności. W 2015 r. zarejestrowano 369 tys. urodzeń żywych – o ok. 5,9 tys. mniej niż rok wcześniej. I chociaż warto wspomnieć, że rok 2014 był to pierwszy od 2010 rok, w którym nastąpił wzrost liczby urodzeń, to wciąż zanotowano wówczas ubytek rzeczywisty. Rok 2015 był czwartym z kolei, w którym zanotowano ubytek rzeczywisty.rynek produktów dla dzieci 2012-2016

Zgodnie z metodologią PMR, rynek produktów dla dzieci obejmuje łącznie pięć segmentów: odzież dla dzieci, obuwie dla dzieci, zabawki, kosmetyki dla dzieci, żywność dla dzieci. Największym segmentem rynku produktów dla dzieci jest obecnie odzież dziecięca, która w 2015 roku generowała około 35% sprzedaży całego rynku. Łącznie z obuwiem dla dzieci segmenty te szacujemy na blisko połowę sprzedaży produktów dla dzieci w Polsce. Jak wynika  badania PMR przeprowadzonego w maju 2016 r., połowa rodziców będących beneficjentami programu Rodzina 500 plus po otrzymaniu dodatkowych środków deklaruje wzrost wydatków związanych z zakupem odzieży i obuwia. Z deklaracji badanych wynika natomiast, że większość nie przewiduje znaczących zmian w poziomie wydatków na zabawki, żywność bądź kosmetyki dla dzieci.rynek produktów dla dzieci 2015

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. Handel detaliczny produktami dla dzieci w Polsce 2016.

Autor raportu: Magdalena Szot

Kolejny etap likwidacji MSP

Znacznie słabsze od oczekiwań dane na temat rynku usług w USA. Dobre dane z Brytyjskiego przemysłu nie pomogły funtowi. Słabszy odczyt z niemieckiej gospodarki. Na dniach poznamy plany przekształcenia MSP.

Wiadomością dnia był wczorajszy raport ISM dla usług w USA. Był on wyraźnie niższy od oczekiwań. Analitycy spodziewali się 55pkt, a odczyt wyniósł zaledwie 51,4pkt. Jest to wynik w dalszym ciągu powyżej 50pkt symbolicznie rozgraniczający rozwój od recesji w przypadku usług, ale różnica 3,6 punktu w tym parametrze to sporo. Najlepszym dowodem była reakcja rynków walutowych. Euro podskoczyło o jednego centa względem dolara. Efektem tego ruchu było umocnienie złotego względem dolara o 4 grosze ponieważ nasza waluta jest znacznie silniej powiązana z euro niż z dolarem.

Słabsze dane nadeszły dzisiaj rano z gospodarki niemieckiej. Produkcja przemysłowa spadła o 1,5% w ujęciu miesięcznym i o 1,2% w skali roku. Są to dane gorsze od oczekiwań analityków, którzy przewidywali stagnację w okolicach 0%. Reakcją było oczywiście osłabienie się euro wobec dolara, ale nie tak silne by przykryć wczorajszy ruch w drugą stronę.

Lepiej wypadły z kolei  dane z Wielkiej Brytanii. Produkcja przemysłowa rośnie w skali roku o 2,1% wobec oczekiwanych 1,9%. Reakcja rynków jest doskonałym dowodem na rozbieżności analityków i inwestorów. Dane są obiektywnie korzystne, jednak funt spada. Prawdopodobnie po ostatnich wzrostach apetyty inwestorów były znacznie wyższe i wykorzystują te dane by realizować zyski z pozycji na wzrost wartości funta.

Dzisiaj kończy się posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Teoretycznie zostanie opublikowana decyzja w sprawie stóp procentowych. Analitycy są zgodni, że w obecnej sytuacji na rynku nie należy spodziewać się jakichkolwiek zmian. Nie chodzi tutaj tylko o piątkową decyzję Moody’s w sprawie ratingu, ale przede wszystkim o nadchodzące wybory w USA. To to wydarzenie może namieszać w światowej równowadze, zatem zmienianie czegoś już przed nim może spowodować rychłe odwracanie zmian.

Trwają pracę nad likwidacją Ministerstwa Skarbu Państwa. Jego rolę ma zająć nowo stworzony w tym celu podmiot. Najprawdopodobniej będzie to holding w formie spółki akcyjnej. Rynki w napięciu czekają na detale tego projektu, gdyż w skład trafią takie spółki jak chociażby Orlen, PZU czy KGHM.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane:

  • 15:15 – Wielka Brytania -publiczne wystąpienie Marka Carneya,
  • 16:00 – Kanada – decyzja w sprawie stóp procentowych.
  • 20:00 – USA – tzw. “beżowa księga” – raport FED na temat gospodarki.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Podwyżka stóp procentowych w USA coraz mniej realna

Notowania na europejskich rynkach we wtorek z pewnością nie należały dla inwestorów do łatwych. Po jednodniowej nieobecności, wrócili Amerykanie, co już wzbudzało niepokój, a do tego sytuacji nie poprawiały napływające dane makroekonomiczne. W rezultacie, poziomy zamknięcia na parkietach Starego Kontynentu były mieszane. Niemiecki DAX zakończył dzień wzrostem o 0,14%, brytyjski FTSE100 stracił 0,78%, a francuski CAC40 spadł o 0,24%. Na warszawskim parkiecie, w przypadku indeksu największych spółek, po całodniowej batalii kupujących ze sprzedającymi notowania finalnie zakończyły się wzrostem o 0,16%, a obroty na rynku osiągnęły poziom 780 mln zł.  

Kalendarz makroekonomiczny nie był we wtorek nadwyraz rozbudowany, jednak warto zwrócić uwagę na kilka odczytów. Rano poznaliśmy decyzję Banku Rezerwy Australii o pozostawieniu stóp procentowych na dotychczasowym poziomie (1,5%), co było zgodne z zakładanymi prognozami. Zdaniem członków Banku, dotychczasowy poziom stóp sprzyja zrównoważonemu wzrostowi gospodarczemu, a to z kolei powrotowi inflacji do wyznaczonego celu. Jedną z istoniejszych publikacji był finalny odczyt PKB strefy euro za II kwartał bieżącego roku. Zgodnie z raportem instytucji Eurostat, wartość wskaźnika wzrosła sezonowo o 0,3% z 0,3% w poprzednim kwartale, co było zgodne z oczekiwaniami analityków. Poznaliśmy również wstępny odczyt dynamiki zamówień w niemieckim przemyśle, które wzrosły w lipcu o 0,2% w ujęciu miesięcznym, natomiast w ujęciu rocznym odnotowały spadek o 0,7%. Analitycy spodziewali się odpowiednio wzrostu 0,5% i spadku o 0,2%.

Po południu poznaliśmy natomiast fatalny odczyt indeksu ISM (Institute of Supply Management)  dla usług ze Stanów Zjednoczonych. Wartość wskaźnika spadła w sierpniu do 51,4 pkt. z 55,5 pkt. (prognoza 55 pkt.). Wniosek jest taki, że wzrost gospodarczy w USA zaczyna hamować i wydaje się nieprawdopodobne, aby w takich warunkach, dodatkowo przed wyborami prezydenckimi, Rezerwa Federalna miała podnosić koszt pieniądza za oceanem.

We wtorek rano złoty znów umocnił się do euro i dolara, ale zdaniem analityków polska waluta może jednak mieć kłopoty z kontynuowaniem aprecjacji – może w tym przeszkodzić niewykluczona obniżka ratingu przez agencję Moody’s. Ryzyko związane z Moody’s oraz podwyżkami stóp Fed może ciążyć również krajowym obligacjom. We wtorkowy poranek w notowaniach złotego nie było widać obaw o obniżkę ratingu, a kurs EUR/PLN spadł do 4,3340 i był to najniższy poziom od 30 sierpnia. Podobnie wyglądała sytuacja na parze USD/PLN, która była kwotowana po 3,8840.

W środę rozpocznie się dwudniowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego. Większość ekonomistów ocenia, że prezes EBC Mario Draghi zdecyduje się na przedłużenie QE w sytuacji utrzymywania się inflacji w strefie euro bliskiej zeru i możliwemu zagrożeniu dla gospodarki regionu po czerwcowym głosowaniu Brytyjczyków, którzy opuścili Unię Europejską. Dowiemy się również, jak kształtują się wyniki lipcowej produkcji przemysłowej w Niemczech i Wielkiej Brytanii. Rodzimi inwestorzy poznają decyzję Rady Polityki Pieniężnej w sprawie stóp procentowych w Polsce. Wieczorem zostanie natomiast opublikowany raport dotyczący bieżącej sytuacji gospodarczej Stanów Zjednoczonych, czyli Beżowa Księga.

Sesja w USA:

Rynek akcyjny w Stanach Zjednoczonych zamknął wtorkowy handel wzrostami. W momencie zamknięcia, na Giełdzie w Nowym Jorku, indeks Dow Jones Industrial Average zyskał 0,25%, S&P500 wzrósł o 0,30%, a Nasdaq Composite o 0,50%.

Waluty:

Wtorkowe notowania dla EURUSD zakończyły się wzrostem o 0,98% do poziomu 1,1256.

Kurs EURGBP zakończył dzień praktycznie bez zmian, tracąc 0,02% i docierając do poziomu  0,8375, natomiast EURJPY stracił 0,40 %, osiągając 114,83.

Polska waluta dziś rano wyceniana jest przez rynek następująco: 4,3287 PLN za euro, 3,8492 PLN za dolara amerykańskiego, 3,9718 PLN za franka szwajcarskiego oraz 5,1607 PLN za funta szterlinga.

Surowce:

Złoto zakończyło wtorkowe notowania wzrostem o 1,37% do poziomu 1349,40 USD za uncję. Srebro zyskało natomiast 2,57% i osiągnęło poziom 20,138 USD za uncję. W przypadku ropy naftowej, odmiana WTI zakończyła dzień na poziomie 44,83 USD za baryłkę, tracąc tym samym 0,53%, natomiast odmiana Brent spadła o  0,78% i była notowana po 47,26 USD za baryłkę.

Konrad Mikołajko, Head of Support, Patron FX

Wynagrodzenia członków rad nadzorczych- kto płaci najwięcej, a kto najmniej?

Większość publikacji, w których analizowane są stawki płac członków rad nadzorczych, koncentruje się na kwotach najwyższych wynagrodzeń. Często pomijane są osoby, które w ogóle nie pobierają wynagrodzenia za pełnienie funkcji w radach nadzorczych, lub zarabiają znacząco mniej niż płaci rynek. W poniższym artykule przyjrzymy się zarobkom właśnie tych osób.

Wykres 1. Rozkład rocznych wynagrodzeń członków rad nadzorczych w 2015 roku (osoby, które przepracowały cały rok)

Wykres 1. Rozkład rocznych wynagrodzeń członków rad nadzorczych w 2015 roku  (osoby, które przepracowały cały rok)
Źródło: Raport Sedlak & Sedlak „Wynagrodzenia członków rad nadzorczych w 2015 roku”

Kto płaci najmniej?

Mediana rocznych wynagrodzeń osób pełniących funkcje w radach nadzorczych w 2015 roku wśród osób, które przepracowały cały rok, wyniosła 45 000 PLN. My postanowiliśmy przyjrzeć się osobom, które pomimo przepracowania pełnego roku otrzymały wynagrodzenie nie większe niż 10 000 PLN. Osób takich było ponad 240 (co stanowi 16,4% próby).

Na podstawie bazy danych wynagrodzeń członków rad nadzorczych w 2015 roku ciężko przedstawić jednoznaczne wnioski, co decyduje o niskich wynagrodzeniach. Analizując wynagrodzenia na poziomie poszczególnych spółek wyróżnić można 77 firm (z 366 uwzględnionych w badaniu, czyli 21 % próby), w których pojawiły się osoby, które w 2015 roku zarobiły poniżej 10 000 PLN. Uzasadnienie takich wynagrodzeń, jakie nasuwa się w pierwszej kolejności, to wielkość przedsiębiorstw. Osoby nadzorujące otrzymujące niskie wynagrodzenia pracowały  w niewielkich spółkach. Średnia wartość przychodów za 2015 rok w omawianej grupie przedsiębiorstw wyniosła 236,4 mln PLN. W całości próby badania średnia ta wyniosła 1,6 mld PLN. Wynagrodzenia członków rad nadzorczych poniżej 10 000 PLN najczęściej dotyczyły takich branż jak: usługi (13 spółek), informatyka (9 spółek), czy finanse (6 spółek). Ponownie należy zaznaczyć, iż były to w większości niewielkie spółki. Odpowiednio średnia przychodów dla branży usług (po wyłączeniu spółki Work Service SA, gdzie tylko jedna osoba otrzymała wynagrodzenie poniżej 10 000 PLN) wyniosła 100,7 mln PLN, dla informatyki 81,9 mln PLN, a dla finansów 193,1 mln PLN.

Warto dodać, że w przypadku członków rad nadzorczych, branża usługowa i finansów, to dwie najgorzej opłacane branże na GPW. Trzecią najgorzej opłacaną branżą były media. Wśród spółek medialnych w pięciu z nich pojawili się członkowie rad nadzorczych, którzy otrzymali wynagrodzenia poniżej 10 000 PLN za cały 2015 rok. Średnia przychodów w omawianej branży wyniosła 49,5 mln PLN.

Wykres 2. Branże, które płaciły najmniej członkom rad nadzorczych (mediany rocznych wynagrodzeń członków rad nadzorczych w 2015 roku)

Wykres 2. Branże, które płaciły najmniej członkom rad nadzorczych  (mediany rocznych wynagrodzeń członków rad nadzorczych w 2015 roku)
Źródło: Raport Sedlak & Sedlak „Wynagrodzenia członków rad nadzorczych w 2015 roku”

Kto nie płaci za nadzór?

Na wykresie pierwszym nie uwzględniono osób, które w 2015 roku nie otrzymały wynagrodzenia za pełnienie nadzoru w spółkach. Osób takich było 128. Wśród nich sporą grupę stanowiły osoby pełniące funkcję w zagranicznych podmiotach kontrolujących, oddelegowane do sprawowania nadzoru nad polskimi podmiotami zależnymi. Osoby te zazwyczaj otrzymują wynagrodzenie w „spółkach-matkach”. Dobrymi przykładami takiej praktyki są takie firmy, jak np. Orange SA, GTC SA, czy bank PEKAO SA. Wśród osób nie pobierających wynagrodzenia za pełnienie funkcji w radach nadzorczych spotykamy także założycieli spółek, jak np. Józef Wojciechowski – założyciel J.W. Construction Holding SA., czy Leszek Czarnecki (który nie pobierał w 2015 roku wynagrodzenia w LC Corp SA, jednak ponad 1 mln PLN otrzymał w spółce Getin Holding SA). Często wynagrodzenia nie pobierają także osoby pełniące funkcje zarządzające lub zasiadające w radach nadzorczych innych spółek, należących do jednej grupy kapitałowej lub jednego właściciela.

W 2015 roku następujące 13 spółek w ogóle nie wypłacało wynagrodzeń członkom rady nadzorczej: Mostostal Płock SA, Fast Finance SA, B3System SA, Trans Polonia SA, IAlbatros Group SA, MNI SA, CFI Holding SA, Comperia.pl SA, Petrolinvest SA, IBSM SA, Regnon SA, Drewex SA, B.A.C.D. SA. Wymienione spółki niestety nie opisują w swoich sprawozdaniach dlaczego stosują taką praktykę. Należy jednak podkreślić, że były to przedsiębiorstwa w większości niewielkie – średnia przychodów w badanej grupie wyniosła 55,5 mln PLN.

Kto płaci najwięcej?

Powyżej 200 000 PLN zarobiło w ciągu całego 2015 roku 126 członków rad nadzorczych, czyli 8,6% badanych osób. Osoby otrzymujące wynagrodzenia powyżej wymienionej kwoty pojawiły w 65 spółkach (17,8%  próby badania). Najczęściej pracowały one w bankach, branży handlu hurtowego i przemysłu elektromaszynowego (dla każdej branży po 8 spółek). Należy jednak zaznaczyć, że o ile w bankach wysokie wynagrodzenia były normą wśród większości członków rady, o tyle w pozostałych wymienionych branżach były to pojedyncze przypadki. Co ciekawe, wśród osób, które zarobiły w 2015 roku więcej niż 200 000 PLN były aż 33 osoby, które posiadały powyżej 10% udziałów w kapitale akcyjnym (czyli 24,2% osób, które zarobiły powyżej 200 000 PLN w 2015 roku). W ogóle badanej próby były to 123 osoby, czyli 8,3%. Da się więc zauważyć znaczącą tendencję do wypłacania sobie wysokich wynagrodzeń przez osoby będące znaczącymi akcjonariuszami spółek.

Na koniec proponujemy przyjrzeć się wykresowi prezentującemu najwyższe średnie wynagrodzenia wśród członków rad nadzorczych w poszczególnych spółkach. W obliczeniach uwzględniliśmy tylko te spółki, które wypłaciły wynagrodzenia za cały 2015 rok przynajmniej trzem członkom rady. Pierwszą pozycję zajmuje spółka Rafako SA ze średnim wynagrodzeniem wśród członków rady nadzorczej, które wyniosło 460 200 PLN. Należy jednak zaznaczyć, że w wymienionej spółce duży wpływ na podaną wartość miało wynagrodzenie przewodniczącego rady nadzorczej, które wyniosło 1 387 000 PLN. Podobna sytuacja zachodzi w przypadku Getin Holding SA i PBG SA, gdzie wpływ na wysoką wartość średniego wynagrodzenia mają uposażenia pojedynczych osób. Z wysokimi wynagrodzeniami wśród wszystkich członków rady mamy do czynienia tylko w przypadku spółki Amica Wronki SA i BZWBK SA.

Wykres 3. Spółki z najwyższym średnim wynagrodzeniem w radach nadzorczych w 2015 roku (spółki, które wypłaciły wynagrodzenia za cały 2015 rok przynajmniej trzem członkom rady nadzorczej, dane w PLN)

Wykres 3. Spółki z najwyższym średnim wynagrodzeniem w radach nadzorczych  w 2015 roku (spółki, które wypłaciły wynagrodzenia za cały 2015 rok  przynajmniej trzem członkom rady nadzorczej, dane w PLN)
Źródło: Raport Sedlak & Sedlak „Wynagrodzenia członków rad nadzorczych w 2015 roku”

Podsumowanie

Większość uwagi, jaką poświęca się omawianiu wynagrodzeń w mediach dotyczy stawek wynagrodzeń osób najwięcej zarabiających. Przez to wynagrodzenia członków rad nadzorczych rzadko przykuwają uwagę. Jak widać w rozkładzie wynagrodzeń osób uwzględnionych w naszym badaniu, bardzo wysokie uposażenie otrzymuje stosunkowo niewielka cześć osób zasiadających w radach nadzorczych. Niestety sprawozdania finansowe spółek i sprawozdania zarządów z działalności nie pozwalają na jasną odpowiedź na pytanie, dlaczego część członków rad nadzorczych otrzymuje wielusettysięczne wynagrodzenia, podczas gdy z drugiej strony, wielu z nich otrzymuje uposażenia poniżej 10 000 PLN w ciągu całego roku.

Autor: Konrad Akowacz, Sedlak & Sedlak

Źródło: Ogólnopolskie Badania Wynagrodzeń

Rozwój cyfrowej gospodarki zmienia zasady gry na rynku pracy IT

Prestiż firmy, styl zarządzania, innowacyjność, możliwość rozwoju – to jedne z najważniejszych aspektów, których poszukują kandydaci u pracodawców z branży informatycznej. SAS Institute wspólnie z firmą Antal sprawdzili, jak zmieniają się oczekiwania kandydatów oraz jakie umiejętności i kwalifikacje są dzisiaj najbardziej poszukiwane przez pracodawców w tym sektorze rynku.

W erze Big Data firmy gromadzą tryliardy danych, ale nie są w stanie wykorzystać ich potencjału. Często przyczyną tego zjawiska jest brak wykwalifikowanych specjalistów posiadających kompetencje w obszarze zaawansowanej analizy danych (data science). Cyfrowa rewolucja dokonuje się z dnia na dzień, zmieniając zasady działania przedsiębiorstw oraz sposoby konkurowania na rynku. Kluczem do sukcesu jest dziś powszechna automatyzacja procesów, personalizacja obsługi klienta oraz umiejętność dynamicznego tworzenia innowacyjnej oferty produktów i usług dostosowanych do oczekiwań rynku. W centrum wszystkich tych procesów znajduje się zaawansowana analiza wielkich zbiorów danych.

Rozwój gospodarki cyfrowej w istotny sposób wpływa na zmiany na polskim rynku pracy. Już od wielu miesięcy w sektorze IT utrzymuje się rynek kandydata, czyli sytuacja w której ofert pracy jest więcej niż dostępnych kandydatów – wynika z raportu „Najbardziej pożądani pracodawcy w opinii specjalistów i menedżerów” firmy Antal, która zajmuje się rekrutacją specjalistów i menedżerów oraz doradztwem HR. Przedsiębiorcom coraz trudniej jest przyciągnąć najlepszych specjalistów – stąd częściej, poza oferowaniem atrakcyjnego wynagrodzenia, pracodawca musi spełnić dodatkowe kryteria. Innym zjawiskiem jest rosnące zapotrzebowanie na nowe kompetencje i specjalizacje.

Czym kierują się specjaliści i menedżerowie IT przy wyborze pracodawcy?

Polscy specjaliści i menedżerowie z sektora IT zdecydowanie większą uwagę przy wyborze pracodawcy przywiązują do innowacyjności firmy – taką odpowiedź wskazało 22 proc. respondentów badania przeprowadzonego przez Antal. Na kolejnych miejscach znajdują się styl zarządzania i kultura organizacyjna (16 proc. wskazań) oraz wielkość i prestiż organizacji (15 proc.). Warunki finansowe zostały wskazane jako ważne kryterium jedynie przez 10 proc. ankietowanych, co wskazuje, że dla wielu pracowników nie są dziś one decydującym kryterium przy wyborze pracodawcy w tym sektorze rynku.

Powszechna globalizacja i informatyzacja gospodarki powoduje ogromny wzrost zapotrzebowania na specjalistów IT z konkretnymi kompetencjami, również takimi, które jeszcze niedawno nie były znane. Jak choćby specjalizacja data scientist. Coraz więcej przedsiębiorstw widzi w wykorzystaniu zaawansowanej analityki i technologii Big Data ogromny potencjał dla swojego biznesu. Aby pozyskać najlepszych specjalistów do realizacji tego typu projektów, firmy muszą dziś zadbać o zapewnienie innowacyjnego i przyjaznego miejsca pracy  – mówi Aleksandra Korycka, Senior HR Business Partner w SAS Institute.

Dobra inwestycja w rozwój umiejętności pracownika, dbanie o atmosferę w firmie i Employer Branding to skuteczne narzędzia, dzięki którym firma może być łakomym kąskiem na rynku pracy i będzie przyciągnąć najlepszych specjalistów. Możliwość rozwoju to z jednej strony udział w nowatorskich wyzwaniach i projektach, ale również programy szkoleniowe, konferencje, warsztaty, których celem jest podniesienie kwalifikacji zarówno tych miękkich, jak i technicznych. Przyszli pracownicy w ramach ciekawego rozwojowego projektu są w stanie poświęcić nawet swój wolny czas.

Nasze doświadczenia pokazują, że coraz bardziej istotnym aspektem dla pracowników jest też to, aby praca dawała satysfakcję i miała wymierne znaczenie w kontekście biznesowym lub społecznym. Pracownicy czują się dumni i zmotywowani, uczestnicząc w ważnych projektach, które transformują biznes klientów lub realnie wpływają na usprawnienie działania instytucji publicznych. Duże znaczenie ma również budowanie kompetencji w zakresie technologii, które są innowacyjne i rozwojowe. W SAS możemy to zapewnić, ponieważ analityka biznesowa to dziś jedna z najbardziej innowacyjnych dziedzin IT, która dynamicznie się rozwija i jest postrzegana jako numer jeden na liście priorytetów technologicznych przedsiębiorstw – podkreśla Aleksandra Korycka.

Kto najbardziej poszukiwany?

Aktualnie najbardziej poszukiwani specjaliści to programiści wszystkich specjalizacji, ale dynamicznie zaczyna wzrastać również zapotrzebowanie na analityków. Wśród najbardziej poszukiwanych zawodów i kompetencji związanych z analityką oraz Big Data są developer oraz architekt. Inne stanowiska, które cieszą się dużą popularnością w tym obszarze, to: analityk, project manager oraz key account manager.

Od kandydatów wymagane są ukończone studia kierunkowe, albo przynajmniej solidne podstawy z wiedzy technicznej i systemowej. Alternatywą dla kierunków informatycznych są kierunki techniczne, szczególnie związane z matematyką i fizyką. Wśród oczekiwań na stanowiskach technicznych coraz częściej pojawia się też certyfikacja. Jednak wykształcenie i certyfikacja nie są w stanie przewyższyć kluczowego aspektu, którym jest doświadczenie, również to dedykowane do konkretnej branży. Dlatego w procesie rekrutacyjnym pracodawcy koncentrują się głównie na weryfikacji umiejętności kandydatów.

Najbardziej pożądaną specjalizacją, która będzie się rozwijać przez najbliższe lata, jest analityk Big Data. Realnym wyzwaniem dla przedsiębiorstw jest dziś efektywna analiza pozyskanych danych oraz podejmowanie na ich podstawie szybkich i trafnych decyzji. Popyt na kompetentnych ekspertów ds. analiz Big Data będzie w kolejnych latach dynamicznie wzrastał – prognozuje Aleksandra Kujawa, Business Unit Manager Antal IT Services z firmy Antal.

Technologie decydują o innowacyjności biznesu

Istotnym aspektem jest również zmiana roli specjalistów i całych działów informatyki w organizacjach. Jeszcze nie tak dawno działy IT jedynie wspierały biznes. Natomiast dzisiaj, gdy efektywne wykorzystanie technologii decyduje o innowacyjności i przewadze konkurencyjnej, specjaliści IT biorą aktywny udział w budowaniu strategii i oferty firmy. Najnowsze trendy technologiczne takie jak: Big Data, technologie mobilne, rozwiązania chmurowe, sieci społecznościowe otwierają nowe możliwości rozwoju biznesu, ale ich efektywne wykorzystanie jest możliwe dzięki aktywnej współpracy działu IT z pionami biznesowymi w firmie.

BIK: najnowsze dane o kredytach w CHF

Własne mieszkanie to wciąż dla Polaków synonim stabilizacji, bezpieczeństwa, statusu ekonomicznego i społecznego, dotyczy to także mieszkań zakupionych na kredyt. W Polsce w porównaniu do krajów zachodnich takich jak np. Niemcy mniej osób wynajmuje mieszkanie a 80% właścicieli nieruchomości w Polsce zamieszkuje w swoim mieszkaniu.  Biuro Informacji Kredytowej od lat odnotowuje bardzo dobrą jakość obsługi kredytów mieszkaniowych zarówno złotowych jak i walutowych. Dobra jakość portfela mieszkaniowego wynika z rzetelnej spłaty rat kredytowych. Na ponad 2,187 mln obecnie czynnych kredytów mieszkaniowych tylko w przypadku 1,4% występuje opóźnienie w spłacie powyżej 90 dni. Szczególnie wysoką jakością obsługi charakteryzują się kredyty mieszkaniowe zaciągnięte w CHF, nawet w przypadku kredytów zaciągniętych na wysokie kwoty.

Kredytobiorcy posiadający kredyty hipoteczne we frankach stanowią jedynie 5,95% całej populacji kredytobiorców w Polsce. Aktualnie 899 tys. Polaków spłaca 529 tys. kredytów mieszkaniowych w CHF. Łączna kwota do spłaty z tytułu kredytów mieszkaniowych w CHF to 140,12 mld zł a całkowite aktualne zadłużenie kredytobiorców frankowych z tytułu wszystkich posiadanych produktów kredytowych to 167,02 mld zł.

Mieszkania finansowane kredytami frankowymi – stan na 30.06.2016 r.

Struktura liczbowa, rocznikowa czynnych kredytów w CHF

Dla 80% wszystkich obecnie czynnych kredytów mieszkaniowych frankowych saldo zadłużenia do spłaty nie przekracza kwoty 400 tys. zł.

Struktura liczbowa, rocznikowa czynnych kredytów w CHF

30% spłacanych obecnie kredytów mieszkaniowych frankowych zostało udzielonych w 2008 roku w którym był najniższy kurs franka do złotówki  i jednocześnie najwyższe ceny mieszkań wyrażone w złotówkach. kurs franka

Kredyty udzielone w latach 2006-2008 stanowią łącznie prawie 70% czynnych kredytów mieszkaniowych frankowych.kredyty we frankach

Stosunek kredytów czynnych do wszystkich udzielonych w poszczególnych rocznikach.

Kredyt czynny to kredyt, który  pozostaje wciąż w procesie spłaty, kredyt zamknięty w przypadku kredytów we frankach może być kredytem spłaconym przed terminem określonym w umowie kredytowej, przewalutowanym dobrowolnie lub w procesie restrukturyzacji. Wśród kredytów udzielonych w okresie 2006-2009, na 30 czerwca 2016r. nadal czynnych było odpowiednio: 74%, 85% i 89%, 86% kredytów udzielonych w poszczególnych rocznikach.

raport BIK kredyty we frankach

Analizując obecne saldo do spłaty wyrażone w złotówkach (po kursie z 30 czerwca 2016r.) kredytów mieszkaniowych w CHF udzielonych w 2008r., które nadal są czynne, do pierwotnej kwoty tych kredytów w przeliczeniu na złotówki wg kursu z dnia udzielenia, relacja ta wynosi 124% i jest najwyższa ze wszystkich roczników.raport BIK kredyty we frankach 2016

Jakość obsługi kredytów mieszkaniowych  

Jakość obsługi kredytów mieszkaniowych w CHF jest bardzo dobra i porównywalna do jakości obsługi kredytów mieszkaniowych złotówkowych. Jakość zarówno w przypadku kredytów złotówkowych jak i frankowych pogarsza się wraz z wysokością zaciągniętego kredytu. W przypadku kredytów w CHF nawet w przypadku kredytów powyżej 700 tys. zł (wg kursu z dnia zaciągnięcia kredytu) szkodowość nie przekracza 4%. – Warto zauważyć, że jakość obsługi wszelkich kredytów w tym kredytów mieszkaniowych zależy bezpośrednio od terminowej spłaty. Kredyt może jednak szybko zmienić swój status z dobrze spłacanego kredytu na kredyt opóźniony – zauważa główny analityk kredytowy BIK prof. Waldemar Rogowski – wystarczą dwie, trzy niezapłacone miesięczne raty, aby historia takiego  kredytu zmieniła się z dobrej, pozytywnej na historię negatywną, czyli taką, którą BIK ma prawo prezentować przez 5 lat od czasu całkowitej spłaty kredytu i udostępniać na raportach kredytowych bankom w momencie, kiedy składane jest kolejne zapytanie kredytowe. Negatywna historia kredytowa nawet jednego kredytu bezpośrednio wpływa na pogorszenie wiarygodności kredytowej kredytobiorcy, co może utrudnić w przyszłości korzystanie z produktów kredytowych np. zakupów na raty, kart kredytowych czy kredytu w koncie.

raport BIK kredyty we frankach 2016 – szkodowość

Negatywna historia kredytowa i brak wiarygodności kredytowej znacząco może utrudnić również zakup nowego większego mieszkania lub mieszkania zlokalizowanego w innym mieście czy dzielnicy. Utrudniona może być również konsolidacja takiego kredytu.

Portret frankowicza

Prawie połowa frankowiczów mieszka w 8 głównych aglomeracjach. Najwięcej frankowiczów – 18 % wszystkich osób spłacających kredyt mieszkaniowy w CHF mieszka w aglomeracji warszawskiej.

miejsce zamieszkania frankowiczów

Najwięcej bo 22% frankowiczów mieszka w gminach o wielkości mieszkańców 10 – 25 tys. i w dużych miastach powyżej 500 tys. mieszkańców.miejsce zamieszkania frankowiczów czerwiec 2016

Ponad połowa osób spłacających kredyt mieszkaniowy we frankach na dzień 30 czerwca 2016r. znajduje się w grupie wiekowej 35-44 lata.wiek frankowiczów czerwiec 2016

Mieszkanie na kredyt – miejsce do życia czy inwestycja?

Wg danych BIK 95% frankowiczów posiada tylko jeden kredyt mieszkaniowy, 5% dwa kredyty. W przypadku kredytobiorców złotówkowych relacja ta wynosi 93% i 6%. – Dane te potwierdzają, że w większości przypadków kredyt frankowy był zaciągnięty w celu zaspokojenia własnych potrzeb mieszkaniowych a nie w celach inwestycyjnych związanych z uzyskiwaniem dochodów z najmu –  zauważa prof. Rogowski.

Comarch zapowiada rozwój działalności na zagranicznych rynkach. Dywersyfikacja pozwoli na uniezależnienie się od sytuacji na polskim rynku

Comarch zapowiada rozwój działalności na zagranicznych rynkach. Dywersyfikacja pozwoli na uniezależnienie się od sytuacji na polskim rynku 1
Opóźnienia sektora publicznego do finansowania projektów informatycznych ze środków unijnych wpływają negatywnie na branżę IT. Mimo to Comarch w pierwszym półroczu zanotował wzrost przychodów ze sprzedaży i zysk netto.  Dzięki działalności na rynkach zagranicznych, nie jesteśmy tak bardzo uzależnieni od sytuacji na polskim rynku, a w najbliższym czasie chcemy jeszcze zwiększyć naszą obecność na międzynarodowych rynkach –  zapowiada Konrad Tarański, wiceprezes i dyrektor finansowy grupy Comarch.

– W zakresie administracji publicznej, sektora publicznego w Polsce rok 2016 jest rokiem mniejszej aktywności, czy to przetargowej, co widać w przychodach ze sprzedaży firm informatycznych czy innych dostarczających produkty, usługi dla sektora publicznego – przyznaje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Konrad Tarański, wiceprezes zarządu i dyrektor finansowy Grupy Comarch.

Projekty współfinansowane ze starej perspektywy unijnej skończyły się, opóźniają się natomiast te z budżetu na lata 2014–2020. To sprawia, że 2016 rok jest ciężki dla wielu firm, m.in. tych z sektora IT. W Grupie Comarch przejściowe ograniczenia sektora publicznego w dostępie do finansowania projektów informatycznych ze środków unijnych przełożyły się w pierwszym półroczu na spadek przychodów z sektora publicznego o 21,6 mln zł (ponad 37 proc.).

– Sądzę, że już na przełomie roku 2016 i 2017 powinno wystąpić pewne ożywienie w kontraktowaniu, organizacji przetargów, rozstrzygania ich czy podpisania nowych umów. To powinno w kolejnych okresach skutkować zwiększeniem przychodów ze sprzedaży z sektora publicznego, nie tylko w naszej firmie – ocenia ekspert.

Choć sektor publiczny stanowi dużą część przychodów firm branży IT, zwłaszcza że nawet 90 proc. projektów publicznych jest finansowanych ze środków unijnych, wyniki finansowe Comarchu w pierwszym półroczu okazały się korzystne. Przychody ze sprzedaży wzrosły do poziomu 516,4 mln zł (o blisko 11 mln więcej niż w analogicznym okresie 2015 roku). Marża na sprzedaży wzrosła z 28,7 do 29,1 proc. Grupa wypracowała też 12,8 mln zł zysku netto, a zysk operacyjny przekroczył 35 mln zł.

– Inwestorów do spółki przyciąga nasza stabilna strategia rozwoju. Wytwarzamy produkty informatyczne w Polsce i sprzedajemy je na rynku globalnym, zwłaszcza produkty w obszarze lojalności, systemów elektronicznej wymiany dokumentów, systemy telekomunikacyjne. To obszar, gdzie klient zagraniczny bardzo chętnie i dużo kupuje – tłumaczy Tarański.

Dywersyfikacja działalności biznesowej oraz obecności na rynkach zagranicznych pozwoliła ukształtować na wysokim poziomie rentowność operacyjną Grupy. W I kw. 2016 roku ukształtowała się na poziomie 6,8 proc.

– Dzięki naszej działalności za granicą nie jesteśmy tak bardzo uzależnieni od sytuacji na rynku polskim. Sytuacja na rynku publicznym czy medycznym w Polsce w tym roku jest słabsza niż w latach poprzednich – zaznacza dyrektor finansowy Grupy.

Przez pierwsze 6 miesięcy tego roku sprzedaż do sektora publicznego spadła z blisko 11,5 do 7 proc. Jeszcze mocniej spadła sprzedaż w segmencie medycznym – o ponad 58 proc., do blisko 7,3 mln zł.

Tarański zapowiada, że Comarch w najbliższym czasie skupi się na dywersyfikacji zagranicznej i wzmocnieniu obecności na światowych rynkach.

– Mamy zamiar jeszcze bardziej eksplorować rynki Ameryki Południowej, Azji, także Europy Zachodniej, nie tylko w Niemczech. Dobrze idzie nam biznes w krajach Ameryki Północnej, Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. We wszystkich tych obszarach będziemy chcieli zwiększać naszą obecność – wskazuje wiceprezes.

Rozwój działalności, przede wszystkim na rynkach azjatyckich i Ameryce Południowej, przełożył się na wzrost sprzedaży eksportowej (o ponad 23 proc. w porównaniu do I półrocza 2015 roku), która stanowiła 61 proc. przychodów. Blisko 25 proc. przychodów generuje natomiast sprzedaż w regionie DACH (Niemcy z Austrią i Szwajcarią) – 113,4 mln zł.

– Rynek polski oczywiście też ma potencjał i będziemy tutaj obecni. Jednak z racji na mniejsze wartości ogółem, a szczególnie w niektórych segmentach biznesu tak jak telekomunikacja czy handel i usługi, siłą rzeczy będziemy głównie obecni na rynkach zagranicznych – podkreśla Konrad Tarański.

Dobre perspektywy na drugie półrocze dla spółek odzieżowych i obuwniczych

Dobre perspektywy na drugie półrocze dla spółek odzieżowych i obuwniczych 2
Spółki handlowe, zwłaszcza odzieżowe i obuwnicze, mogą skorzystać na trwającej renegocjacji czynszów w centrach handlowych i sprzedaży nowych kolekcji po pełnomarżowych cenach. Część mniejszych spółek pokazała po II kwartale wyniki dające nadzieję na lepszą passę. Dodatkowo pomóc powinien program 500 plus.

– Perspektywy spółek na II półrocze są silnie powiązane z wprowadzeniem nowych kolekcji. Teraz jesteśmy już we wrześniu, więc mamy początek sprzedaży pełnomarżowych kolekcji i odbiór tej kolekcji przez konsumentów oraz wpływ pogody niewątpliwie będą miały na wyniki spółek duże przełożenie – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Marcin Stebakow, dyrektor Departamentu Analiz Domu Maklerskiego BPS. – Najważniejszy będzie październik do połowy listopada, kiedy sprzedajemy w pierwszych marżach i pokazujemy jakość wyników. Myślę, że spółki handlowe są dobrym typem na II połowę roku.

Podkreśla, że spółki handlowe mają za sobą trudny okres kilku kwartałów słabego złotego i wyższych czynszów wyrażonych w euro, ale II kw. pokazał, że kilka z nich potrafiło zoptymalizować działalność i pokazać się inwestorom z dobrej strony w raportach finansowych za ostatni okres.

– Jeśli chodzi o pozytywne elementy, które można było zauważyć w II kw., to mniejsze spółki bardziej poprawiły wyniki, mówię tutaj o spółkach Solar albo Próchnik czy np. Prima Moda, której też należy uznać II kw. za udany po pewnych perturbacjach związanych z brakiem kolekcji, z brakiem środków na zakup tych kolekcji, które spółka miała – przypomina Stebakow. – Widać, że II kw. przyniósł ciekawe rozwiązania i wpłynął na wyniki dwóch czy trzech spółek i zostało to przez inwestorów zauważone po okresie posuchy, która była w tych spółkach.

Prima Moda w II kwartale zwiększyła przychody z niespełna 6 mln zł w I kw. do niemal 11 mln zł, uzyskała zysk operacyjny w wysokości 1,43 mln zł po stracie rzędu 2,39 mln zł. Na czysto zarobek wyniósł 1,15 mln zł wobec straty w I kw. 2,43 mln zł. Solar Company przy analogicznych jak przed rokiem przychodach zmniejszyła stratę w I półroczu do 1,4 mln zł z 2,4 mln zł. Próchnikowi udało się zwiększyć przychody netto z 19,8 mln zł do 27,8 mln zł i uzyskać zysk netto na poziomie 2,34 mln zł wobec straty 103 tys. zł rok temu.

– Spółki starają się renegocjować stawki czynszowe, gdyż kończą się umowy w galeriach handlowych, które były podpisywane 5-7 lat temu. Centra handlowe widzą też, że jest odwrót konsumentów od chodzenia po galeriach handlowych – mówi szef Departamentu Analiz DM BPS. – Część osób przenosi się do handlu internetowego, tak że wynajmujący są bardziej skorzy dokonywać tych obniżek i iść na ustępstwo w stosunku do najemców, jakimi są głównie sieci handlowe czy odzieżowe i obuwnicze.

Zauważa też, że spółki próbują renegocjować nie tylko czynsze, ale także koszty finansowe.

– W 2015 Vistula miała pozytywny wpływ na wyniki, jeśli chodzi o koszty finansowe jak również Gino Rossi, które znacząco obniżyło koszty finansowania zamieniając obligacje na tańszy kredyt. I to było już widoczne w poziomie zysku netto za II kw., który urósł ponad 30 proc. rok do roku – mówi Stebakow.

Nadzieję na wzrost obrotów daje według niego program 500+. Zgodnie z badaniami Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych i Instytutu Rozwoju Gospodarki SGH 42,6 proc. rodzin przeznaczy dodatkowe pieniądze na odzież i jedzenie. Co trzeci wydatkuje je na edukację potomstwa, zaś 16,8 proc. odkłada pieniądze na przyszłość pociechy.

Popyt na specjalistów z branży IT nadal rośnie. Modis Polska planuje rozwój swoich oddziałów i rozbudowę struktur

Popyt na specjalistów z branży IT nadal rośnie. Modis Polska planuje rozwój swoich oddziałów i rozbudowę struktur 3
Zapotrzebowanie na doświadczonych informatyków nadal rośnie. Z jednej strony ich podaż na rynku pracy jest ograniczona, z drugiej – zarobki są coraz wyższe. Modis Polska, czołowy dostawca pracowników na rzecz firm informatycznych, planuje w związku z tym rozwój swoich oddziałów w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu. Zamierza też zatrudnić kolejnych konsultantów.

W tej chwili chcemy rozwijać się głównie w kierunku outsourcingu usług IT – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Maciej Pustół, dyrektor ds. operacyjnych w firmie Modis Polska. – W związku z tym kładziemy duży nacisk na rozwój i zatrudnienie kolejnych konsultantów, którzy będą się zajmować rekrutacją tzw. kontraktorów IT (jedna z form zatrudnienia zewnętrznego – red.).

Od 2007 roku Modis specjalizuje się w poszukiwaniu i pośrednictwie pracy na rzecz firm z branży informatycznej. Spółka prowadzi działalność poprzez swoją sieć siedemdziesięciu oddziałów w Europie i Ameryce Północnej. Z usług przedsiębiorstwa korzysta co roku przeszło dwa tysiące prywatnych i państwowych podmiotów. W roku 2009 firma weszła w skład grupy Adecco – światowego lidera usług HR działającego w ponad 60 krajach na sześciu kontynentach.

– Rozwój Modis w Polsce wpisuje się w ogólną strategię rozwoju Grupy Adecco zarówno na terenie naszego kraju, jak i w ogóle – wyjaśnia Maciej Pustół. – W br. osiągamy już blisko 50 proc. wzrost obrotów. Pragniemy utrzymać ten trend poprzez rozwój kolejnych lokalizacji i rozwój nowych kierunków biznesu. Idziemy w stronę bardziej zaawansowanego outsourcingu specjalistów IT. Jeśli będzie to możliwe również za granicą.

Jak podkreślają eksperci informatycy w Polsce są znacznie lepiej dostępni niż w większości krajów Europy Zachodniej. To osoby z reguły dobrze wykształcone i kreatywne. Znajdują pracę nie tylko przy tworzeniu gier komputerowych, czy innego oprogramowania, ale także podczas wdrażania skomplikowanych rozwiązań informatycznych dla dużych przedsiębiorstw. Firmy IT są zadowolone z jakości pracy Polaków, chociaż coraz bardziej muszą zwracać uwagę na koszty takiego zatrudnienia. Płace krajowych informatyków szybko bowiem rosną.

– Dla nas najbardziej istotne jest, że cały czas utrzymuje się duży popyt na tego rodzaju specjalistów, co bardzo ułatwia nam działalność – precyzuje Maciej Pustół. – Z drugiej jednak strony podaż takich pracowników jest ograniczona. Taka sytuacja stanowi dla nas spore wyzwanie.

Obecnie Modis w Polsce posiada trzy oddziały: w Krakowie, Warszawie oraz we Wrocławiu. Rosnące zapotrzebowanie na usługi przedsiębiorstwa sprawia, jak informuje Maciej Pustół, że planowana jest ich rozbudowa.

Nowy bank na polskim rynku. Nest Bank chce mieć 350 oddziałów, również w mniejszych miastach

Nowy bank na polskim rynku. Nest Bank chce mieć 350 oddziałów, również w mniejszych miastach 4
Od listopada Bank SMART i BIZ Bank zostaną zastąpione przez markę Nest Bank. Nowy podmiot będzie mieć pełną ofertę dla klientów indywidualnych i mikroprzedsiębiorstw. W tej chwili działa 90 placówek, z czego 40 w ramach franczyzy. Docelowo ma być ich 350, także w mniejszych miastach. – Chcemy być bankiem, gdzie wszystko będzie się kręcić wokół rodziny – mówi wiceprezes nowego banku.

– Nest Bank został utworzony z myślą o rodzinie. Niezależnie od tego, co jest źródłem finansowania rodziny, czy jest to działalność gospodarcza, czy umowa o pracę, chcemy ją wspierać wtedy, kiedy potrzebne jest finansowanie, oraz pomagać w oszczędzaniu – mówi agencji Newseria Biznes Bartosz Chytła, wiceprezes zarządu Nest Banku.

Bank będzie mieć pełną ofertę dla mikroprzedsiębiorców, zarówno początkujących, jak i ustabilizowanych biznesów. Jak zapewnia Bartosz Chytła, Nest Bank będzie wygrywać szybkimi procedurami – decyzja o kredycie dla profesjonalistów ma być gotowa w ciągu 5 minut, a na przelew środków bank będzie potrzebować 24 godzin.

 Mamy taką zasadę, że nie badamy tylko papierów, lecz staramy się pochylić na każdym wnioskiem, zrozumieć biznes prowadzony przez klienta – mówi Bartosz Chytła. – Również dla klientów indywidualnych mamy ofertę kredytową, konto za zero złotych, bez żadnych opłat, bez żadnych dodatkowych warunków.

Do rodziny nawiązuje nazwa banku (nest to po angielsku gniazdo). 

– W rodzinie ważna jest każda złotówka, dlatego bezwarunkowo zostawiamy darmowe konto – wyjaśnia Maciej Pichlak, dyrektor marketingu Nest Banku. – Poza tym wszystko będzie się kręciło wokół rodziny. Nowe funkcjonalności w bankowości elektronicznej będą wspomagały rodzinę w zarządzaniu domowymi finansami, będzie lokata, która będzie rosła wraz z liczbą dzieci w rodzinie. Nasza oferta pozwoli tej rodzinie trzymać się z dala od niebezpiecznych modnych produktów finansowych.

Nest Bank stawia na tradycyjną bankowość. Dziś funkcjonuje 50 placówek odziedziczonych po dwóch dotychczas działających bankach. W ostatnich tygodniach działalność rozpoczęło 40 oddziałów franczyzowych, a do końca roku będzie ich 90. Placówki mają bardziej przypominać kawiarnie niż tradycyjny bank.

– Stawiamy na partnerstwo z naszymi franczyzobiorcami, zapraszamy ich do współpracy. W najbliższym czasie chcemy otworzyć o wiele więcej oddziałów – mówimy nawet o 350 placówkach partnerskich – mówi wiceprezes Nest Banku. – Bank obecnie obsługuje ponad 100 tys. klientów dawnego Banku SMART, to są depozytariusze i klienci mający rachunki bieżące oraz ponad 40 tys. rachunków klientów dawnego BIZ Banku. Będziemy w najbliższym czasie zwielokrotniać tę liczbę poprzez nasze nowe kanały, rozwój sieci franczyzowej i pośredników finansowych.

Równolegle trwają prace nad nowymi funkcjonalnościami w bankowości internetowej i mobilnej, która ma być narzędziem do zarządzania domowymi finansami.

– Bankowość internetowa i mobilna ruszy w I półroczu 2017 roku. Pracujemy w tej chwili nad nowymi rozwiązaniami – mówi Maciej Pichlak.

– Jesteśmy na samym początku naszej drogi budowania wartości naszego banku. To jest moment, kiedy dużo inwestujemy. Utworzyliśmy od zera nową linię biznesową consumer finance, a więc kredytowanie dla klientów indywidualnych, inwestujemy w systemy, w ludzi. Będziemy też dużo inwestować w markę – mówi Bartosz Chytła.

Właścicielem Nest Banku jest AnaCap, specjalistyczny fundusz private equity, działający wyłącznie w sektorze usług finansowych. W ubiegłym roku bank został dokapitalizowany przez niego kwotą 430 mln zł. Po kolejną transzę Nest Bank sięgnie prawdopodobnie za rok. W przyszłości właściciele nie wykluczają wejścia banku na rynek główny GPW.

– W tym momencie mamy bardzo stabilną sytuację. Nasz współczynnik wypłacalności przekracza znacznie wymagane normy – 36 proc. to jest jeden z najwyższych współczynników na rynku – mówi Bartosz Chytła.

Ministerstwo Zdrowia pracuje nad zmianami w refundacji chorób rzadkich. Grupa 2 mln chorych zyska dostęp do nowoczesnych leków i terapii

Ministerstwo Zdrowia pracuje nad zmianami w refundacji chorób rzadkich. Grupa 2 mln chorych zyska dostęp do nowoczesnych leków i terapii 5

Nawet 2 mln Polaków może żyć z rzadką chorobą. Obecnie leki sieroce wykorzystywane przy leczeniu chorób rzadkich konkurują z lekami stosowanymi przy powszechnych schorzeniach na takich samych warunkach. Szansą dla chorych jest nowelizacja ustawy refundacyjnej, która może zacząć obowiązywać od stycznia 2017 roku. 

– Choroby rzadkie to 5 przypadków na 10 tys. mieszkańców. Biorąc pod uwagę populację Polski, daje to liczbę ok. 19 tys. chorych. Natomiast choroby ultrarzadkie, to 1 przypadek na 50–100 tys., co daje 400–800 chorych – zaznacza w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr n. med. Jakub Gierczyński, wykładowca w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego.

Raport Uczelni Łazarskiego „Choroby rzadkie w Polsce” wskazuje, że liczba chorób rzadkich stale rośnie. Postęp w genetyce pozwala jednak zrozumieć mechanizmy chorób, które wcześniej pozostawały niewyjaśnione. Obecnie znanych jest ok. 8 tys. różnych rzadkich schorzeń. Wedle szacunków Komisji Europejskiej dotykają one 6–8 proc. populacji. Ponad 80 proc. chorób rzadkich ma podłoże genetyczne, a 50 proc. nowych rozpoznań dotyczy dzieci. Wśród rzadkich chorób znajdują się schorzenia o podłożu genetycznym, również rzadkie choroby onkologiczne czy nowotwory krwi.

– Przykładowo choroby rzadkie wieku dziecięcego, choroby spichrzeniowe dotykają zwykle maksymalnie kilkuset dzieci. W przypadku nowotworów krwi, jak np. mielofibroza, to jest chorobowość około tysiąca pacjentów, z czego leczonych powinno być 100–200 pacjentów – mówi Gierczyński.

Leki na rzadkie choroby najczęściej mają jednego producenta na świecie, tym samym koszt samych leków zazwyczaj jest dość wysoki. Obecnie leki sieroce, wykorzystywane przy leczeniu chorób rzadkich konkurują z lekami stosowanymi przy częstszych schorzeniach na tych samych zasadach, gdzie przy refundacji bierze się pod uwagę kryterium opłacalności.

– Dyskusja dotyczy przede wszystkim nowych technologii medycznych, nowych leków, które muszą być zgodnie z ustawą oceniane przez Agencję Oceny Technologii Medycznych. Zastosowany jest do nich próg opłacalności kosztowej na poziomie 126 tys. zł za koszt uzyskanego roku życia, tzw. QALY. Ponieważ te choroby dotykają niską liczbę chorych, to zwykle próg opłacalności kosztowej jest wyższy niż 126 tys. zł – tłumaczy dr n. med. Jakub Gierczyński i dodaje, że właśnie dlatego Ministerstwo Zdrowia wstrzymywało się z refundacją tych leków.

Nowa ustawa refundacyjna ma to zmienić. Obecnie ustalana jest ostateczna wersja uzgodnień resortowych. W październiku nowa ustawa powinna trafić do konsultacji społecznych, a już od listopada mogłaby trafić pod obrady Sejmu. Tym samym nowelizacja mogłaby wejść w życie z początkiem 2017 roku. Nowa ustawa zmieniłaby sytuację łącznie 2 mln osób, bo szacuje się, że tyle właśnie choruje na rzadkie i bardzo rzadkie choroby.

– Procedowana wewnątrz Ministerstwa Zdrowia nowelizacja ustawy refundacyjnej ma poprawić dostęp do nowoczesnych terapii poprzez ułatwienie zasad podejmowania decyzji refundacyjnych przez ministra zdrowia dla chorób rzadkich i ultrarzadkich. Z drugiej strony pracujemy nad lepszym wykorzystaniem i powiększeniem budżetu środków finansowych, jakie na programy refundacji ma Narodowy Fundusz Zdrowia – podkreśla Marek Tombarkiewicz, wiceminister zdrowia.

Instytut Jagielloński ocenia, że zastosowanie innego kryterium dostępności w przypadku leków na choroby rzadkie i ultrarzadkie jest krokiem w dobrym kierunkiem. Działania należy jednak podejmować z uwzględnieniem sytuacji budżetowej, bo globalna kwota środków przeznaczonych na refundację obejmuje 17 proc. środków NFZ.

– Powinniśmy się jednak zastanowić nad redystrybucja tych środków, które są w budżecie, i wydawać je mądrzej. Zastanowić się nad tym, jak wyglądają wydatki na świadczenia medyczne, czy wszystkie leki, które są na listach refundacyjnych, powinny być refundowane, czy może część leków powinna być współpłacona – zaznacza Agnieszka Durlik, ekspert Krajowej Izby Gospodarczej.

Obecnie w Polsce chorzy rzadko mają dostęp do nowoczesnych, innowacyjnych leków. W onkologii zaledwie 2 proc. rejestrowanych innowacyjnych cząsteczek trafia do polskich pacjentów. Całkowita zmiana systemu refundacji mogłaby to zmienić przy podobnym nakładzie wydatków.

– Dzięki kompleksowej analizie będziemy mieć możliwość sfinansowania również terapii dla chorób rzadkich. Przy odpowiednim ograniczeniu liczby usług medycznych na rzecz świadczenia lekowego czy nowych technologii medycznych może się okazać, że suma wydatków będzie podobna zarówno przy zastosowaniu nowych technologii, jak i bez ich stosowania – przekonuje ekspertka KIG.

Dostęp do najnowszych technologii jest konieczny, bo zwiększa szansę na poprawę życia czy całkowite wyleczenie.

– Pacjenci, którzy do nas docierają, są jednymi z pierwszych w świecie, którzy mają dostęp do najnowszych technologii. To jest ogromne osiągnięcie – wskazuje prof. Henryk Skarżyński, dyrektor Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu.

W Instytucie Fizjologii i Patologii Słuchu, największym ośrodku laryngologicznym w Polsce i uznanej palcówce na świecie, rocznie wykonuje się ok. 18 tys. różnych procedur chirurgicznych. Od kilkunastu lat w Instytucie wykonuje się najwięcej na świecie operacji poprawiających słuch. Dziennie lekarze placówki przeprowadzają kilkaset konsultacji. Pacjentom zostaje zaproponowana nie tylko diagnostyka, lecz także leczenie i rehabilitację, często nawet możliwość zamieszkania.

– Docelowo chcemy wykorzystać np. najnowsze osiągnięcia telemedycyny, tak żeby ten system trafił do domu pacjenta. Rzeczywiście w tym momencie możemy mówić o nowej erze myślenia i działania – podkreśla prof. Henryk Skarżyński.

Co czwarty Polak wskazuje, że 5 tys. zł oszczędności to minimum. Najczęściej odkładamy na ekstra wydatki

Co czwarty Polak wskazuje, że 5 tys. zł oszczędności to minimum. Najczęściej odkładamy na ekstra wydatki 6
Bezwzględne minimum oszczędności przeciętnej rodziny to 4 150 zł – wynika z badania Barometr Providenta. To o 900 zł więcej niż deklarowano w ubiegłym roku. 27 proc. badanych podkreśla, że dla nich niezbędne minimum to 5 tys. zł, a blisko połowa w ogóle nie potrafi wskazać bezpiecznego poziomu oszczędności. 60 proc. przyznaje, że odkłada na nieprzewidziane wydatki. Podobny odsetek badanych traktuje oszczędności jako zabezpieczenie na wypadek pogorszenia stanu zdrowia.

W ramach cyklicznego badania Barometr Providenta zapytaliśmy Polaków, jaką kwotę uważają za minimum oszczędności, które powinna mieć przeciętna rodzina. Okazało się, że 43 proc. badanych nie potrafi nawet oszacować takiego poziomu, co świadczy o tym, że Polacy nie mają naturalnej skłonności do oszczędzania – mówi agencji Newseria Biznes Przemysław Kasza z działu badań i analiz w Provident Polska.

Z odpowiedzi pozostałej grupy ankietowanych wynika, że statystyczna rodzina powinna mieć odłożone co najmniej 4 150 zł. Rok wcześniej deklarowali o ok. 900 zł mniejszą kwotę. Dla 13 proc. badanych wystarczy kwota niższa niż 2 tys. zł, a 17 proc. za niezbędne minimum uważa oszczędności między 2 a 5 tys. zł. Co czwarty uważa, że powinny one sięgać powyżej 5 tys. zł.

 Najwyższe kwoty minimalnych oszczędności deklarują rodzice w wieku 40 lat lub więcej. Dla nich średnia to ponad 5 tys. zł. Najniższe średnie zanotowaliśmy w grupie osób zamieszkujących miasta od 100 do 200 tys. mieszkańców – tam minimalna kwota wyniosła 3,7 tys. zł – mówi Przemysław Kasza.

Z badania wynika, że podobną kwotę deklarują ludzie młodzi, mający jednoosobowe gospodarstwa domowe. Wyższą kwotę (4,7 tys. zł) wskazują jako niezbędne zabezpieczenie mieszkańcy miast do 50 tys. mieszkańców.

Deklaracje nie do końca odzwierciedlają rzeczywistość – niecała połowa badanych stwierdziła, że ma oszczędności w kwocie podanej przez siebie jako minimalny poziom. Reszta albo nie ma żadnych odłożonych pieniędzy albo ta kwota jest niższa.

– Zdecydowana większość badanych deklaruje, że wskazaną przez siebie minimalną kwotę jest w stanie zaoszczędzić w ciągu roku. Około 28 proc. potrzebowałoby do tego czasu więcej. Niecałe 20 proc. nie potrafi oszacować, ile czasu zajęłoby zaoszczędzenie tej kwoty – mówi Przemysław Kasza.

Wysokość oszczędności wiążemy z planami ewentualnych wyższych wydatków.

– Tutaj też widzimy pewne rozróżnienie. Osoby gorzej uposażone, uboższe częściej kojarzą to z koniecznością podjęcia leczenia w nagłych przypadkach, natomiast osoby lepiej sytuowane wiążą to z wydatkami konsumpcyjnymi, czyli np. wyjazdami, zakupem usług czy dóbr – mówi ekspert Provident Polska.

41 proc. badanych potrzebuje oszczędności na wypadek utraty pracy. Rzadko odkładamy z myślą o emeryturze – deklaruje to zaledwie 9 proc. ankietowanych.

Polscy programiści marzą o pracy w USA i Wielkiej Brytanii. Nie planują jednak zostawać tam na stałe

Polscy programiści marzą o pracy w USA i Wielkiej Brytanii. Nie planują jednak zostawać tam na stałe 7
Polska jest jednym z najlepszych źródeł pozyskiwania informatyków dla pracodawców zagranicznych. Stany Zjednoczone, Szwajcaria i Wielka Brytania – to najpopularniejsze miejsca, gdzie programiści szukają pracy – wynika z badań firmy Modis Polska. Wysoko w rankingu są też bardziej egzotyczne miejsca, jak Zjednoczone Emiraty Arabskie czy Japonia. Większość osób deklaruje, że interesuje ich wyjazd na czas określony, a potem zamierzają wrócić do Polski. Na krajowym rynku pracy ofert dla nich nie zabraknie.

 Mimo że wynagrodzenia specjalistów z dziedziny IT w Polsce cały czas rosną, wciąż są na poziomie konkurencyjnym w stosunku do wynagrodzeń w krajach Europy Zachodniej czy w Stanach Zjednoczonych, czyli ciągle jesteśmy jeszcze krajem atrakcyjnym kosztowo. Nasi specjaliści oferują bardzo wysoką jakość pracy za rozsądne pieniądze – mówi agencji Newseria Biznes Maciej Pustół, dyrektor ds. operacyjnych Modis Polska, firmie specjalizującej się w zatrudnianiu pracowników w branży IT.

Zapotrzebowanie na programistów rośnie i to nie tylko w firmach IT. Jak wynika z obserwacji Modis Polska, w tej grupie zawodowej praktycznie nie istnieje bezrobocie. Problem ze znalezieniem pracy mają jedynie osoby bez znajomości języka angielskiego. Wciąż jednak specjalistów z branży jest zbyt mało. Niedobór szacowany jest w Polsce na ok. 50 tys. osób. Jednym z elementów, który na to wpływa, jest podejmowanie przez programistów pracy za granicą.

Motywacja do wyjazdu nie sprowadza się tylko do kwestii finansowych. Istnieją tu wprawdzie odczuwalne różnice w wysokości proponowanych wynagrodzeń, natomiast kandydaci, których rekrutowaliśmy, wskazywali przede wszystkim na możliwość rozwoju, poznania nowych technologii, nowego środowiska pracy, nauki nowych rzeczy – wyjaśnia Maciej Pustół.

Specjalistom sprzyja fakt, że na całym świecie otwartość na kandydatów międzynarodowych z roku na rok jest coraz większa, a polskie kadry cieszą się wyjątkowym uznaniem. Ich atutem jest przede wszystkim wysoki poziom wykształcenia – zarówno w zakresie IT, jak i języków obcych. Inną ważną dla pracodawców cechą jest umiejętność adaptacji w międzynarodowych środowiskach pracy.

Polscy programiści jako najbardziej pożądany kierunek wyjazdów wskazują Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię. Na dalszych miejscach wymieniają niegdyś bardzo popularne kraje skandynawskie, a także inne, bardziej egzotyczne kierunki, jak Zjednoczone Emiraty Arabskie czy Japonia – mówi dyrektor Modis Polska.

Jak wskazuje ekspert, po powrocie do kraju wartość pracownika, który przez kilka lat pracował przy dużych międzynarodowych projektach, jest zdecydowanie wyższa.

W większości przypadków osoby wyjeżdżające deklarują, że to praca na czas określony, może nie sześć miesięcy, ale 2–4 lata. Raczej nie planują przenosin na stałe, ponieważ wiedzą też, że pozyskane kompetencje, doświadczenia będą procentować i w każdej chwili mogą wrócić do Polski i również tutaj znaleźć ciekawą pracę – mówi Maciej Pustół.

Mało znana branża z obrotami sięgającymi 150 mld zł. Faktoring ma apetyt na znacznie więcej

Piotr Gąsiorowski
Dzięki długoletniemu, dynamicznemu rozwojowi obroty rynku faktoringu zbliżają się do poziomu 150 mld zł. Nadal jest to jednak mało popularna forma finansowania bieżącej działalności, z której korzysta zaledwie ponad 7 tys. krajowych firm. Branża liczy na to, że dwucyfrowa dynamika wzrostu biznesu zostanie podtrzymana. Wpływ na to może mieć upowszechnienie się faktoringu wśród małych i średnich przedsiębiorców.

– Faktoring jest najbardziej uniwersalnym sposobem finansowania, ale najmniej rozpowszechnionym na rynku. W różnego rodzaju badaniach ponad 40 proc. przedsiębiorców chwali się tym, że korzysta z kredytu czy z leasingu, ale jedynie 7 proc. przedsiębiorców wie, co to jest faktoring i jak z niego korzystać – mówi agencji informacyjnej Newseria Piotr Gąsiorowski, prezes zarządu eFaktor SA. – Na rynku czynnie działających jest ok. 1,8 mln przedsiębiorców, a w ubiegłym roku z faktoringu skorzystało niewiele ponad 7 tys. z nich. Widzimy więc skalę potencjalnego wzrostu tego rynku.

Mimo niskiej popularności tego produktu finansowego rynek faktoringu w Polsce od wielu lat rozwija się w tempie dwucyfrowym. Wartość obrotów 22 firm należących do Polskiego Związku Faktorów (PZF) wyniosła 134,34 mld zł w 2015 roku, co oznacza wzrost o 17,4 proc. w skali roku. W ubiegłym roku firmy faktoringowe skupiły 6,57 mln sztuk dokumentów, co oznacza wzrost o 20,5 proc. w skali roku. Średnia wartość faktury wyniosła 20,45 tys. zł. Jednocześnie w I półroczu 2016 r. obroty firm PZF wyniosły 73,5 mld zł, co oznacza wzrost o 21,1 proc. rdr.

– Nawet w kryzysowym okresie 2008–2009 nie było widać żadnego negatywnego wpływu na rozwój rynku faktoringu. W kolejnych latach ten wzrost na pewno będzie równie imponujący. Jeśli chodzi o liczbę przedsiębiorstw, które korzystają z faktoringu, wzrost jest dużo niższy. W poprzednich latach ograniczał się do liczbą niewiele ponad 6 tys. W ubiegłym roku zanotowaliśmy ponad 7 tys. klientów – wskazuje Gąsiorowski.

W I półroczu 2016 roku z faktoringu skorzystało 6 903 klientów wobec 6 393 po I półroczu ubiegłego roku, tj. więcej o 8 proc. w skali roku. Faktorzy sfinansowali ponad 3,4 mln faktur, co oznacza wzrost o 11,7 proc. rdr. W tym okresie z faktoringu najchętniej korzystali klienci z branży spożywczej, chemicznej i metalowej. 49 proc. obrotów wypracowali klienci z sektora produkcyjnego, podczas gdy klienci sektora handlu – 37 proc. Członkowie PZF oczekują w całym 2016 roku wzrostu cen faktoringu w związku z nowymi obciążeniami dla sektora bankowego. Jednocześnie liczą na to, że dwucyfrowa dynamika wzrostu obrotów zostanie zachowana.

– Miejmy nadzieję, że liczba przedsiębiorstw zainteresowanych faktoringiem będzie rosła i być może również liczba faktorów, którzy oferują produkty dla małych i średnich przedsiębiorstw. Właśnie w tym sektorze jest największy potencjał – przekonuje prezes eFaktor. – W Polsce ponad 98 proc. firm to małe i średnie przedsiębiorstwa. Jeżeli usługi faktoringu zostaną w większym stopniu przygotowane dla tego kręgu odbiorców, to również potencjał wzrostu liczby firm korzystających z tego rozwiązania będzie większy.

Gąsiorowski wskazuje, że zaletą finansowania faktoringowego jest o wiele większa dostępność od kredytu i brak ograniczeń jeśli chodzi o branżę.

– W faktoringu klasyczna analiza faktoringowa opiera się na kontrakcie, na kontrahencie, na biznesie. Tutaj nie jest tak istotna bieżąca kondycja finansowa faktoranta, bardziej istotna jest kondycja kontrahenta, od którego faktorantowi przysługuje wierzytelność, a wartością jest sam kontrakt – wyjaśnia Gąsiorowski. – Natomiast w sytuacji, kiedy mamy do czynienia z transakcjami jeden na jeden i faktoringiem niejawnym lub odwrotnym, to wracamy do analizy zdolności kredytowej, gdyż wtedy transakcja musi być oparta na faktorancie, więc analiza faktoranta jest niezbędna.

5 mln osób w Polsce ma kłopot z wykorzystaniem internetu ze względu na swoją niepełnosprawność. Konieczne dostosowanie stron www

5 mln osób w Polsce ma kłopot z wykorzystaniem internetu ze względu na swoją niepełnosprawność. Konieczne dostosowanie stron www 8
W Polsce jest około 5 mln osób z różnymi niepełnosprawnościami, które nie mogą skutecznie korzystać z internetu. Problemem jest to, że niewiele stron www jest dostosowanych do ich potrzeb. Dotyczy to również witryn urzędów i instytucji publicznych, mimo że takie udogodnienia powinny być wdrożone do czerwca 2015 roku. W UE trwają prace nad dyrektywą o dostępności, która za brak takich dostosowań wprowadzi sankcje.

 Instytucje publiczne dosyć mocno pracują nad dostosowaniem stron www do wymagań osób z niepełnosprawnością – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes ekspert Fundacji Integracja Emilia Wilczyńska-Wiaderny. – Korzystają z usług takich fundacji jak nasza, które im doradzają, pokazują, edukują. Ale rezultaty to cały czas kropla w morzu potrzeb. Chociaż wspólnie pracujemy nad tym, aby było lepiej.

Unijna dyrektywa o dostępności, nad którą pracują obecnie urzędnicy w Brukseli, precyzuje, że wszystkie strony internetowe administracji publicznej oraz innych podmiotów realizujących jej zadania, powinny być dostępne także dla osób z niepełnosprawnością. Dotyczy to stron zarówno instytucji (bez względu na formę prawną) korzystających ze środków unijnych (samorządowych, rządowych czy bezpośrednio z funduszy UE), jak i nawet osób fizycznych.

Projekt dyrektywy określa także zadania publiczne realizowane przez takie podmioty, są to m. in: usługi sieciowe (dostarczanie gazu, ciepła, energii elektrycznej i wody, usług pocztowych, komunikacji elektronicznej), transportowe, edukacyjne (na szczeblu podstawowym, średnim, wyższym oraz dla dorosłych), zabezpieczenia społeczne obejmujące podstawowe ryzyka (w tym związane ze zdrowiem, wypadkami przy pracy, bezrobociem, emeryturami i niepełnosprawnością), w zakresie ochrony zdrowia, opieki nad dziećmi, działalnością kulturalną i informacją turystyczną.

– Mimo że mamy rozporządzenie ministra mówiące, że do czerwca 2015 roku strony internetowe instytucji publicznych powinny być dostosowane do osób niepełnosprawnych, tak się nie dzieje – przyznaje Emilia Wilczyńska-Wiaderny. – Nie idą za tym również żadne sankcje. Może gdyby je wprowadzono, odsetek stron internetowych mógłby być nieco wyższy. Pracujemy nad tym i mamy nadzieję, że będzie lepiej.

Wszystkie strony www, nie tylko publiczne strony internetowe, jak informuje Emilia Wilczyńska-Wiaderny, powinny być user friendly (z ang. przyjazne użytkownikowi – red.). W odpowiednich miejscach musi się znaleźć nie tylko wyszukiwarka (zarówno prosta, jak i zaawansowana), textboksy, a strony kontentowe powinny być podzielone w odpowiedni sposób.

Tego rodzaju soft, zarówno w wersji internetowej, jak i mobilnej, powinien się dostosowywać do rozmiarów ekranu urządzenia służącego konsumpcji treści (tzw. zasada responsywności) i uwzględniać podstawową metodologię stron dostosowanych do wymagań osób niepełnosprawnych WCAG 2.0. (Web Content Accessibility Guidelines)

– Wybraliśmy z niego 36 kluczowych punktów dotyczących dostosowania cyfrowego dla osób z niepełnosprawnością – informuje Emilia Wilczyńska-Wiaderny. – Teraz sprawdzamy strony internetowe administracji publicznej i związanych z nimi podmiotów. Jeżeli któryś z punktów nie jest spełniony, wówczas cała strona nie jest przez nas uznawana za dostosowaną do wymagań osób z niepełnosprawnością. Mówimy o różnych funkcjonalnościach. Chodzi o to, aby fokus ustawiony był na wyszukiwarkę, żeby został zachowany kontrast pomiędzy tłem a linkami, formularze były odpowiednio dostosowane, miały wypełnione odpowiednie pola, a wszystkie dokumenty, czy to w PDF czy Word, zostały dostosowane do wymagań niepełnosprawnych.

Z kontroli NIK przeprowadzonej na początku tego roku wynika, że na 23 przebadane publiczne strony internetowe odpowiednio dostosowane były tylko dwie (Ministerstwa Zdrowia i PFRON-u). Na pozostałych Izba stwierdziła istotne błędy, które utrudniają lub wręcz uniemożliwiają osobom z niepełnosprawnością korzystanie z tych witryn. NIK przeanalizowała 34 z 36 kluczowych punktów.

Jak podkreśla ekspertka, brak tego rodzaju usprawnień powoduje, że z komunikacji cyfrowej wykluczonych jest około pięciu milionów Polek i Polaków.

– Mówię tutaj również o osobach starszych, które mają trudności z czytaniem, i ludziach lekko upośledzonych – precyzuje Emilia Wilczyńska-Wiaderny. –Wiele takich osób nic nie kupi np. w kanale e-commerce, bo nie będzie wiedzieć, jak ma się do tego zabrać. Przedsiębiorcy z tego tytułu stracą przychód. Z kolei dla niepełnosprawnych niedostępne bywają także informacje o wydarzeniach, miejscowościach, rozmaite ułatwiające codzienne życie funkcjonalności publiczne.

Rząd przyjął projekt zakładający m.in. jawność oświadczeń majątkowych sędziów

Rada Ministrów na poniedziałkowym posiedzeniu (5 września 2016 r.) przyjęła projekt ustawy o skardze na naruszenie prawa strony do rozpoznania sprawy w postępowaniu przygotowawczym prowadzonym lub nadzorowanym przez prokuratora i postępowaniu sądowym bez nieuzasadnionej zwłoki oraz niektórych innych ustaw, przygotowany w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Nowela zakłada jawność oświadczeń majątkowych sędziów – obowiązek ich publikowania w Biuletynie Informacji Publicznej. Projektowane wydłużenie terminu, w którym można wszcząć postępowanie dyscyplinarne oraz wydłużenie terminu przedawnienia spowoduje, że wymierzenie kary dyscyplinarnej wobec sędziego będzie możliwe aż do upływu terminu przedawnienia dyscyplinarnego, tj. w ciągu 8 lat od chwili popełnienia czynu. Zgodnie z przyjętymi przez rząd przepisami łatwiej będzie złożyć skargę na przewlekłość postępowania i uzyskać wysoką rekompensatę.

Zmiany w ustawie – Prawo o ustroju sądów powszechnych

Proponowane zmiany są wynikiem zaleceń opracowanych w ramach IV rundy ewaluacyjnej Grupy Państw przeciwko Korupcji Rady Europy (GRECO) i likwidują nieuzasadnione uprzywilejowanie sędziów wobec pozostałych funkcjonariuszy państwowych zobowiązanych do ujawniania oświadczeń majątkowych. Wprowadzono zatem przepisy, zgodnie z którymi:

1) informacje zawarte w oświadczeniu majątkowym sędziego mają być jawne (analogicznie do uregulowań dotyczących prokuratorów);

2) oświadczenia majątkowe sędziów będą publikowane w Biuletynie Informacji Publicznej, nie później niż do 30 czerwca każdego roku;

3) za umyślne podanie nieprawdy w oświadczeniu majątkowym składanym przez sędziów sądów powszechnych, sądów administracyjnych i Sądu Najwyższego będzie grozić odpowiedzialność karna za podanie nieprawdy lub zatajenie prawdy w oświadczeniu o stanie majątkowym. Dotychczas sędziemu groziła odpowiedzialność dyscyplinarna;

4) wydłużony zostaje okres, w którym można wszcząć postępowanie dyscyplinarne, z trzech do pięciu lat od chwili popełnienia czynu. Dłuższy będzie również okres przedawnienia dyscyplinarnego (wzrośnie z pięciu do ośmiu lat);

5) wprowadzona zostaje nowa kara dyscyplinarna w postaci obniżenia wynagrodzenia zasadniczego sędziego o 5%-15% na okres od sześciu miesięcy do dwóch lat;

6) orzeczenie każdej z kar dyscyplinarnych, poza upomnieniem, skutkować będzie pozbawieniem możliwości awansowania na wyższe stanowisko sędziowskie przez okres pięciu lat, niemożnością udziału w tym okresie w kolegium sądu, orzekania w sądzie dyscyplinarnym oraz objęcia w sądzie funkcji prezesa sądu, wiceprezesa sądu, kierownika ośrodka zamiejscowego sądu;

7) wprowadzono obowiązek wymierzania kary łącznej w przypadku jednoczesnego ukarania za kilka przewinień dyscyplinarnych. Przewidziano możliwość wymierzenia kary łącznej, na wniosek obwinionego, gdy popełnił on dwa lub więcej przewinień dyscyplinarnych – zanim zapadło pierwsze, nawet nieprawomocne orzeczenie co do któregokolwiek z nich.

Zmiany w ustawie – Prawo o prokuraturze

Założono, że Prokurator Generalny, Prokurator Krajowy lub inni upoważnieni przez nich prokuratorzy będą mogli przedstawiać organom władzy publicznej, a w szczególnie uzasadnionych przypadkach także innym osobom – informacje dotyczące działalności prokuratury, w tym informacje dotyczące konkretnych spraw, jeżeli mogą one mieć istotne znaczenie dla bezpieczeństwa państwa lub jego prawidłowego funkcjonowania.

Przyjęto także zapis, że w sprawach, w których Trybunał Konstytucyjny orzeka w pełnym składzie, uczestniczy osobiście Prokurator Generalny lub jeden z jego zastępców. Z kolei w sprawach, w których Trybunał orzeka w innych składach, przedstawicielem Prokuratora Generalnego może być prokurator Prokuratury Krajowej lub prokurator innej jednostki organizacyjnej prokuratury, delegowany do wykonywania czynności w Prokuraturze Krajowej i wyznaczony przez Prokuratora Generalnego lub jego zastępcę do udziału w tych sprawach.

Zmiany dotyczące skargi na przewlekłość

Europejski Trybunał Praw Człowieka wydał wyrok pilotażowy w sprawie Rutkowski i inni przeciwko Polsce. Trybunał uznał, że przewlekłość postępowania stanowi w Polsce problem systemowy, którego rozwiązanie wymaga podjęcia odpowiednich działań legislacyjnych. Chodzi o zagwarantowanie zgodności orzecznictwa polskich sądów (rozpoznających skargi na przewlekłość) ze standardami Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności.

Przyjęte przez polski rząd rozwiązania zakładają:

1) przyznawanie wysokich rekompensat za przewlekłość postepowania: od 2 tys. do 20 tys. zł, jednak nie mniej niż 1 tys. zł za każdy rok trwania przewlekłego postępowania. Jeśli postepowanie dotknięte przewlekłością będzie trwało np. 5 lat, sąd orzeknie rekompensatę od 5 do 20 tys. zł;

2) uwzględnianie przez sąd przy podejmowaniu decyzji o tym, czy doszło do przewlekłości, łącznego dotychczasowego czasu trwania postępowania, tj. od momentu wszczęcia postępowania do chwili rozpoznania skargi – niezależnie od tego, na jakim etapie skarga została wniesiona. Oznacza to, że przy badaniu przewlekłości postępowania ocenie sądowej podlegać będzie całość postępowania;

3) w zakresie skargi dotyczącej przewlekłości postępowania o przestępstwa skarbowe, wykroczenia skarbowe lub postępowania karnego, które toczy się przed sądem – sąd ten będzie właściwy do rozpoznania skargi w sprawie przewlekłości postępowania przygotowawczego;

4) złagodzenie wymagań formalnych dotyczących skargi przez rezygnację z wymogu przytoczenia okoliczności faktycznych uzasadniających żądanie (będzie to fakultatywne). Wprowadzono regułę, że jeżeli skarga nie zawiera żądania stwierdzenia przewlekłości postępowania, to skarżący jest wzywany do uzupełnienia braku skargi. Aktualnie skarga podlega odrzuceniu bez takiego wezwania.

Przepisy wejdą w życie po 14 dniach od daty ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.

Small Planet Airlines wzrost przychodów i spadek zysków

W pierwszej połowie 2016 r. przewoźnik turystyczny Small Planet Airlines odnotował przychody na poziomie 72,3 mln EUR, co stanowi wzrost o 9,9% w porównaniu z analogicznym okresem w roku 2015. Główną przyczyną wzrostu przychodów było wzmożenie działalności na Litwie, w Polsce, w Wielkiej Brytanii, a także uruchomienie lotów realizowanych na podstawie niemieckiego certyfikatu przewoźnika lotniczego AOC oraz powrót na rynek francuski. W okresie sześciu miesięcy linie Small Planet Group powiększyły swoją flotę o sześć nowych maszyn, przewożąc 660 tys. pasażerów, czyli o 26% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Obecnie Small Planet Group posiada 21 samolotów obsługiwanych w przewozach objętych certyfikatem AOC: 17 samolotów Airbus A320 z 180 miejscami w klasie ekonomicznej oraz 4 samoloty Airbus A321 z 220 miejscami w klasie ekonomicznej. Wnętrza wszystkich samolotów należących do linii Small Planet Airlines zostały w tym roku doposażone – zamontowano m.in. nowe fotele firmy Recaro, oświetlenie LED, fotele dla klasy ekonomicznej typu „premium”, systemu rozrywki pokładowej Air-Fi, oraz wiele innych udogodnień.

Dynamiczny wzrost oraz rekordowe inwestycje w rozbudowę floty oraz modernizację samolotów przyczyniły się do spadku zysków linii Small Planet Group – ich marża zysku brutto spadła z 9.8% do 1.0% w porównaniu z rokiem 2015.

„Niestety cztery z sześciu kupionych przez nas samolotów dostarczono nam z opóźnieniem, co było główną przyczyną zwiększonej liczby opóźnionych lotów oraz niezadowalającej rentowności. Opóźnienie to było wynikiem naszej pomyłki na etapie planowania, którą jeszcze spotęgowała nieprzewidziana konieczność wykonania prac konserwacyjnych w samolotach. Było to kosztowne, aczkolwiek cenne doświadczenie. Jesteśmy przekonani, że był to pojedynczy wypadek przy pracy, który nie powtórzy się w przyszłości. Zakładamy, że błędy te spowodują lekki spadek rentowności również w III kw., ale już w IV kw. powinniśmy wrócić do poziomu sprzed roku” – powiedział Jaroslaw Jeschke, prezes zarządu Small Planet Airlines Sp. z o. o.

Jego zdaniem jednym z największych problemów, z jakimi boryka się branża lotnicza w tym roku, jest niedobór kadr, zwłaszcza pilotów.

„W połączeniu z opóźnieniami, nieplanowanym przeglądem technicznym i pechowymi sytuacjami, jak np. zderzenie samolotu z ptakiem, spowodowało to dużo zawirowań w rozkładzie lotów w Polsce. Chcemy za to bardzo przeprosić zarówno naszych klientów, jak i pasażerów. Można odnieść wrażenie, że wszystkie te problemy skumulowały się w jednym momencie, ale jesteśmy znowu na dobrej drodze i po wnikliwych analizach wewnętrznych, wiemy już, co zawiodło, i wdrożyliśmy środki mające nie dopuścić do takich sytuacji w przyszłości” – stwierdził Jeschke.

Zapewnienie pasażerom wyższego poziomu usług na wszystkich rynkach i polach działalności pozostaje jednym z najważniejszych priorytetów Small Planet Airlines. W tym celu w 2016 roku zrealizowaliśmy rekordową liczbę inwestycji. Największe z nich obejmowały modernizację kabin w samolotach, opracowanie nowej strony internetowej i otworzenie działu obsługi klienta.

„Dział obsługi klienta okazał się mieć kluczowe znaczenie przed rozpoczęciem sezonu letniego, kiedy odwołano wiele lotów w takich kierunkach jak Egipt, Tunezja i Turcja. Ponieważ kierunki te należały do najczęściej uczęszczanych, musieliśmy bardzo szybko znaleźć dla nich zastępstwo. Współpracując z naszymi klientami – touroperatorami – udało nam się wzbogacić ofertę o nowe loty w innych kierunkach. Cieszę się, że Polska pozostaje jednym z największych rynków wyjazdowych. Jej udział w ogólnej działalności czarterowej Small Planet Airlines tego lata wyniósł ok. 50%” – podsumował Jeschke.

Jeżeli chodzi o sezon zimowy 2017, Small Planet Airlines planuje kontynuować obsługę lotów z Polski, Litwy, Niemiec i Wielkiej Brytanii, jak również zwiększyć swoją obecność w regionie azjatyckim w celu zniwelowania wahań sezonowych.

Afera i problemy Volkswagena cd.

Afera Volkswagena odbija się nie tylko na producencie, kłopoty zaczynają również dotykać właścicieli wadliwych samochodów. Między innymi tych, którzy zdecydowali się na wgranie poprawki oprogramowania w autoryzowanych serwisach. Okazuje się, że po tym zabiegu silniki gorzej pracują, hałasują i tracą moc.

Najnowsze raporty o niepokojących objawach pochodzą od właścicieli modelu Tiguan. Po wgraniu poprawki oprogramowania silniki zaczynają tracić moc pomiędzy 1500 a 2250 obrotów i wydają niepokojące odgłosy. Problem dotyczy jednostek napędowych z oznaczeniem EA189, montowanych w samochodach od 2008 do 2015 roku. Można się było tego spodziewać, uważa Ryszard Cydejko, rzeczoznawca motoryzacyjny i biegły sądowy:

„Obniżenie stężenia tlenków azotu, przy jednoczesnym zachowaniu parametrów trakcyjnych pojazdu oraz charakterystyki silnika czyli momentu, mocy i zużycia paliwa, wymaga zastosowania dodatkowych urządzeń takich jak katalizatory. Umieszcza się je poza silnikiem, w układzie wydechowym. Zmiana samego tylko oprogramowania, sterującego pracą jednostki napędowej, pozwala na niewielką korektę stężenia NOx, ale takie działanie pociąga za sobą zmianę charakterystyki. W efekcie silnik traci, tak cenioną u diesli, elastyczność, zmniejszeniu ulega również dynamika pojazdu. Dlatego korekta oprogramowania obniża walory użytkowe pojazdu objętych aferą Dieselgate”.

Tymczasem działające w Polsce Stowarzyszenie Osób Poszkodowanych Przez Spółki Grupy Volkswagen zapowiada złożenie pozwu zbiorowego. Zarzuca producentowi między innymi wprowadzenie klientów w błąd oraz żąda wypłaty odszkodowania: „Informacje o problemach, które przekazują właściciele aut z wgranym nowym fabrycznym oprogramowaniem, potwierdzają nasze obawy i utwierdzają w przekonaniu o słuszności żądań, zawartych w pozwie” – mówi Jacek Świeca, prezes stowarzyszenia StopVW.pl.

Pozew zbiorowy przeciwko Volkswagenowi zostanie złożony już we wrześniu. Osoby zainteresowanie przyłączeniem się do niego mogą składać wnioski na stronie stopvw.pl.

Przedstawiciele Stowarzyszenia zwracają również uwagę na aspekt ochrony środowiska: „Wadliwe silniki EA 189, montowane w Audi, SEATach, Skodach czy Volkswagenie, emitują do 40 razy więcej tlenków azotu, niż przewidują to normy. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że ich nadmiar w powietrzu może być przyczyną bardzo groźnych chorób układu oddechowego a nawet przedwczesnych zgonów, co jest dokumentowane przez Uniwersytet w Essex oraz Europejską Agencje Środowiska (EEA)” – dodaje Jacek Świeca.

Stowarzyszenie StopVW.pl stoi na stanowisku, że wadliwe samochody powinny zostać wycofane z polskich dróg.

„Zwracam uwagę, że to wszystko odbywa się kosztem klientów, którzy mają problemy ze swoimi samochodami, w tym z ich sprzedażą i rejestracją. Możemy spodziewać się również spadku wartości takich pojazdów. A przecież 100% odpowiedzialności leży po stronie Volkswagena. Stąd pozew zbiorowy” – dodaje Świeca.

Afera Volkswagena wybuchła jesienią 2015 roku a silniki niespełniające norm emisji spalin oraz wyposażone w nielegalne oprogramowanie, fałszujące pomiary, zamontowano w 11 milionach samochodów sprzedanych na całym świecie. Ocenia się, że w Polsce sprzedano około 140 tysięcy pojazdów z wadliwymi silnikami. Sprawą zajmuję się między innymi Komisja Europejska oraz Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Źródło informacji: stopvw.pl

Hubert Komorowski rezygnuje z funkcji członka Zarządu LPP SA

Zarząd LPP SA poinformował, że w dniu 6 września 2016 roku Pan Hubert Komorowski złożył rezygnację z pełnienia funkcji Wiceprezesa Zarządu LPP SA ze skutkiem na dzień dzisiejszy.

Rezygnacja jest podyktowana względami osobistymi. Pan Hubert Komorowski zamierza rozpocząć własną działalność gospodarczą poza branżą odzieżową.

Wiceprezes Hubert Komorowski pracował w LPP od 2000 roku, a od 2009 roku był członkiem Zarządu. Nadzorował w LPP SA pracę marek House, Mohito i Sinsay. Ustępujący wiceprezes do końca roku pozostaje do dyspozycji spółki w funkcji doradczej. Pozwoli to na zamknięcie prowadzonych projektów i płynne przekazanie obowiązków prezesowi zarządu Markowi Piechockiemu, który przejmie nadzór nad markami Mohito, House i Sinsay.

Rada Nadzorcza LPP SA nie planuje w najbliższym czasie powołania nowego członka Zarządu.

 

W Polsce coraz starsze kobiety rodzą coraz mniej dzieci, a na trzy małżeństwa przypada aż jeden rozwód

Średni wiek Polek rodzących dzieci od początku lat 90-tych konsekwentnie rośnie. W 1990 roku wynosił 26,7 lat, w 2008 – 28,2 lat, a w 2015 było to już 29,7 lat – wynika z danych GUS. W związku z tym spada także dzietność w Polsce – w ubiegłym roku jej współczynnik wyniósł zaledwie 1,3, podczas gdy w 1990 roku na jedną kobietę urodziło się 2 dzieci. Jeśli do tego dodamy malejącą liczbę małżeństw i rosnącą liczbę rozwodów, dane demograficzne w naszym kraju mogą niepokoić. Zdaniem ekspertów z Centrum Psychoterapii Vide, za taki stan rzeczy odpowiada przede wszystkim pięć czynników: tzw. wyścig szczurów, kultura instant, sytuacja gospodarcza, komunikacja internetowa i zdrady.

Jeśli spojrzymy na dane statystyczne dotyczące dzietności, małżeństw czy rozwodów zaczynając od początku lat 90-tych do końca ubiegłego roku, zobaczymy, że właściwie w każdym obszarze sytuacja demograficzna Polski się pogarsza. Co prawda dane za pierwsze półrocze tego roku są nieco bardziej optymistyczne, ponieważ wzrosła liczba urodzeń i małżeństw, jednak na obiektywną ocenę poczekajmy do końca roku. Wtedy zobaczymy, czy trend się utrzyma i czy będziemy mogli mówić m.in. o pozytywnym wpływie na statystyki rządowego programu „Rodzina 500 plus”. Niezależnie jednak od tego, warto zwrócić uwagę, co przez ostatnie i zakładam, że jeszcze przez najbliższe lata, wpływa na rozwój negatywnych trendów demograficznych w naszym kraju i jak temu przeciwdziałać – mówi psycholog i psychoterapeuta systemowy Jolanta Szczepaniak z Centrum Psychoterapii Vide.

Wyścig bez trofeum

Pośpiech, emocje, tzw. „wyścig szczurów” – od kilku lat nasila się w Polsce trend dawania wszystkiego z siebie w miejscu pracy. Dodatkowo, jest on wzmacniany wprowadzanymi przez pracodawców systemami mającymi na celu obliczanie czasu i rodzaju wykonanej pracy oraz określeniu efektywności pracownika. Następnie takie informacje są podawane do publicznej wiadomości współpracownikom. Takie podejście wpływa na obniżanie poczucia własnej wartości oraz utrzymywanie stałego lęku, a w konsekwencji nie służy, aby myśleć o życiu osobistym, zakładaniu rodziny czy wychowaniu potomstwa. – Osoby po wyjściu z pracy pozostałe role wypełniają na tzw. autopilocie. Są zmęczone, rozdrażnione i w związku z tym wykonują tylko te obowiązki, które są niezbędnym minimum jak przygotowanie posiłku czy ubrania na kolejny dzień roboczy. Nie ma w tym miejsca na budowanie więzi czy rytuałów, które scalają rodzinę – mówi Jolanta Szczepaniak z Centrum Psychoterapii Vide.

Tu i teraz

Dzisiejsze społeczeństwo w codziennym życiu największy nacisk kładzie na oszczędność czasu. I to zarówno w pracy – chodzi o to, żeby wykonywać jak najwięcej zadań w jak najkrótszym czasie. Jak i w życiu osobistym – szybkie robienie zakupów przez Internet, jedzenie odgrzewane w mikrofalówce czy rozmowa telefoniczna zamiast spotkania. Tzw. kultura instant odnosi się do charakterystycznego dla naszych czasów nawyku życia w biegu, w którym nie ma miejsca na rodzinę. Oznacza świat konsumpcji, głodu przyjemności, powierzchownych kontaktów miedzy ludźmi czy brak wzorców zachowań pozytywnych. W takim świecie człowiek nie jest przygotowany na długoterminową inwestycję, jaką jest małżeństwo i wychowanie potomstwa.

Gospodarka nie odpowiada na potrzeby demograficzne

Sytuacja gospodarcza bez wątpienia ma wpływ na demografię naszego kraju. W szczególności chodzi o sytuację na rynku pracy. Brak poczucia stabilności, niskie wynagrodzenia, słabe świadczenia socjalne to czynniki, które często oddalają decyzję o urodzeniu pierwszego czy kolejnego dziecka. Dla kobiet istotne jest także bezpieczeństwo zawodowe w ciąży i po urodzeniu dziecka – jeśli nie mają go zagwarantowanego, mimo że chcą mieć potomstwo, obawiają się, co czeka je w przyszłości. I choć większość wskaźników makroekonomicznych świadczy, że w Polsce mamy do czynienia z dobrą sytuacją gospodarczą, to jednak brak kompleksowych rozwiązań prorodzinnych rzutuje na oddalenie decyzji o potomstwie.

Życie online

Dzisiejsi 20- i 30-latkowie to pokolenie komunikacji internetowej, które nie potrafi budować relacji w codziennym życiu. A brak komunikacji bezpośredniej, wyrażanej w rozmowach czy wspólnych zajęciach to źródło rozpadu związków czy odwlekania decyzji o potomstwie. – Podczas terapii spotykam małżeństwa, które rozmawiają ze sobą w pracy korzystając z komunikatorów internetowych. Jednak po powrocie do domu są tak zmęczeni, że już nie mają sił na rozmowę i wspólne spędzanie czasu. A jeśli już dochodzi do konwersacji, to często jest to wybuch, aby rozładować emocje z dnia pracy – mówi Jolanta Szczepaniak z Centrum Psychoterapii Vide.

Zdrada niejedno ma imię

Z badań spekulujących Centrum Profilaktyki Społecznej wynika, że cztery na pięć par w naszym kraju doświadczy zdrady. To szokujące dane, bo wychodzi na to, że zdrada jest obecna w większości związków. Ale gdy spojrzymy na obiektywne liczby podane przez Główny Urząd Statystyczny dotyczące rozwodów i przyjmiemy, że jednym z ich głównych powodów jest właśnie zdrada, to zobaczymy, że coś w nich jest.  Od początku lat dziewięćdziesiątych liczba rozwodów w Polsce wzrosła o połowę – w 1990 roku wyniosła 42,4 tys., podczas gdy w 2015 roku – 67,3 tys. Co więcej, dwadzieścia sześć lat temu jeden rozwód przypadał na sześć zawartych małżeństw, w ubiegłym roku już na trzy.

Do niedawna zdrada była domeną głównie mężczyzn, jednak zdradzają i mężczyźni i kobiety. To, co wspólne i niezależne od płci, to brak od partnera lub partnerki uwagi, poczucia, że druga osoba jest ważna, oraz rutyna w związku. Małżonkowie będąc jakiś czas ze sobą nabierają fałszywego przekonania, że nie trzeba już tyle ze sobą rozmawiać. Zapominają, że nie trzeba się kłócić w związku, czasami wystarczy przestać ze sobą rozmawiać, aby go zniszczyć. Jeśli małżonek nie widzi swojej wartości w oczach drugiej osoby, zacznie szukać jej u kogoś innego – diagnozuje Jolanta Szczepaniak z Centrum Psychoterapii Vide.

Niekorzystny stan demograficzny z raportu GUS, w dużej mierze jest wynikiem tego, że pary nie potrafią same zdiagnozować problemu, jaki ich dotyczy, i rzadko zgłaszają się po pomoc do terapeuty. Fałszywe przekonania powodują, że praca nad związkiem z profesjonalistą jest postrzegana negatywnie lub podejmowana za późno. – Idea zawiązku polega na tym, że poznaje się dwoje ludzi niejako z różnych światów i próbuje zbudować swój własny. A to nie jest takie proste ani łatwe. Dlatego czasami potrzebny jest specjalista – psychoterapeuta. Psychoterapia to proces, który służy lepszemu zrozumieniu siebie i swoich potrzeb, pozwala przeformułować ograniczające nas przekonania i daje możliwość trwalszych zmian do stworzenia swojej drogi bez obciążeń wynikających z procesu wychowania. Oczywiście jedna czy dwie sesje na „uzdrowienie” relacji to za mało. Uratowanie związku czy poradzenie sobie z nową sytuacją wymaga czasu – mówi psycholog i psychoterapeuta systemowy Jolanta Szczepaniak z Centrum Psychoterapii Vide.

Obowiązkowe etaty w zamówieniach publicznych

Uchwalona nowelizacja Prawa zamówień publicznych, która zawiera wymóg stosowania umowy o pracę jeśli charakter świadczonej usługi tego wymaga , może w znacznej mierze przyczynić się do zmniejszenia liczby osób zatrudnionych na umowach cywilnoprawnych. Administracja państwowa musi jednak przygotować się na wyższe koszty usług – uważa Konfederacja Lewiatan.

Marek Kowalski
Marek Kowalski

Statystyki wskazują, że na umowach cywilnoprawnych jest zatrudnionych aż 1,5 mln osób (ok. 28,3% ). Jednocześnie wprowadzenie obligatoryjnych klauzul społecznych spowoduje poprawę jakości i profesjonalizacji usług oraz podwyższy jakość zleceń wykonywanych na rzecz zamawiających. Wdrożone reformy stanowią kolejny element złożonych mechanizmów zmierzających do naprawy rynku pracy w Polsce. Należy pamiętać, że każda z nich wiąże się także z ogromnymi wyzwaniami w sektorze zamówień publicznych – m.in. przez wyższe koszty pracy, wymóg renegocjacji kontraktów.

Przepisy ustawy Prawo zamówień publicznych obowiązujące od października 2014 roku zobowiązały zamawiających do rozstrzygania przetargów w oparciu o kryteria jakościowe – zniesiony został dyktat najniższej ceny. W wyniku podjętych działań liczba osób zatrudnionych na etatach wzrosła o 50 tysięcy. Jednocześnie o tyle samo spadła liczba pracowników pracujących w oparciu o umowy cywilnoprawne. Prawdopodobne jest, że podobną tendencję zmian w strukturze zatrudnienia będzie można zaobserwować po wprowadzeniu obligatoryjnych klauzul społecznych, które stawiają wymóg m.in. zatrudniania na etat, gdy charakter pracy tego wymaga oraz punktują potencjalnych wykonawców za stosowanie umów o pracę.

– Jestem przekonany, że systematycznie wdrażane reformy – zarówno w zakresie ustaw dotyczących minimalnego wynagrodzenia i stawki godzinowej, jak i bezpośrednio związane z Prawem zamówień publicznych – znacznie zwiększą bezpieczeństwo zatrudnienia oraz spowodują podniesienie jakości świadczonych usług. Warto pamiętać, że każde działanie mające na celu polepszenie sytuacji na rynku pracy wiąże się także ze zmianą kosztów realizacji kontraktów. Szczególnie widoczne jest to w sytuacji wprowadzenia obligatoryjnego zatrudnienia na podstawie umów o pracę. Należy pamiętać, że od 1 stycznia 2017 roku płaca minimalna wrośnie do 2 000 zł i kontrakty długoterminowe muszą być objęte waloryzacją. W związku z tym zamawiający i wykonawcy powinni jak najszybciej rozpocząć renegocjacje, by jeszcze przed wejściem w życie nowelizacji zwaloryzować dotychczasowe kontrakty. Pozwoli to na ograniczenie ryzyka dla obu stron kontraktu oraz zniweluje negatywne skutki braku przygotowania do zmieniającej się sytuacji w sektorze zamówień publicznych – m.in. ponownym rozpisaniem i przeprowadzeniem przetargu oraz opóźnieniami związanymi ze zmianą wykonawcy usługi – mówi Marek Kowalski, przewodniczący Zespołu ds. Zamówień Publicznych przy Radzie Dialogu Społecznego, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Wprowadzenie obligatoryjnych klauzul społecznych pozytywnie przełoży się na sytuację finansową i bezpieczeństwo zatrudnienia pracowników w Polsce i jednocześnie spowoduje podwyższenie jakości zleceń wykonywanych na rzecz zamawiających. W obliczu wdrożonych zmian istotne jest, by zamawiający pamiętali także o waloryzacji toczących się kontraktów oraz przewidywali wzrost kosztów pracy w nowo zawieranych umowach. Rekonstrukcja budżetów w administracji publicznej i samorządowej powinna zostać dokonana w oparciu o rzeczywiste koszty zatrudnienia pracowników – obejmujące także wprowadzenie stawki 13zł/godz. i wzrost minimalnego wynagrodzenia.

– Warto pamiętać, że kluczowe znaczenie w asymilowaniu dużej siły roboczej pozbawionej pracy miały nowelizacje przepisów dotyczących zamówień publicznych – dzięki waloryzacji oraz klauzulom społecznym więcej osób wyszło z szarej strefy. Obecnie 1,5 mln osób w Polsce pracuje w oparciu o umowę zlecenie. Wszystkie podejmowane przez nas wysiłki sprowadzają się do poprawy polskiego rynku pracy oraz utrzymania tysięcy miejsc pracy, szczególnie w sektorze zamówień publicznych – dodaje Marek Kowalski.

Konfederacja Lewiatan

Dolar indeks pod presją sprzedających

Dolar indeks pod presją sprzedających 9

Globalni inwestorzy czekają na publikacje amerykańskiego indeksu ISM dla sektora usług za sierpień. Jest to kluczowa publikacja dla członków Rezerwy Federalnej. Amerykańskie władze monetarne przed ewentualną podwyżką stóp procentowych muszą mieć pewność, że rynek pracy oraz wzrost gospodarczy jest solidny, a pozytywny odczyt wskaźnika ISM dla usług (powyżej 50) mógłby to potwierdzić. Niemniej jednak ostatnie publikacje, czy to z rynku pracy (mniejsza ilość miejsc pracy w sektorze pozarolniczym od prognozy, słaby wzrost płacy godzinowej), czy też wskaźnika ISM dla przemysłu (odczyt uplasował się na poziomie 49,4, prognozowano 52,0) wykluczają wrześniową podwyżkę.

Natomiast fundusze lewarowane już przystąpiły do działania, ilość pozycji netto na kontraktach terminowych na dolar indeksie w dalszym ciągu spada. Oznacza to, że fundusze wyprzedają dolara amerykańskiego.

Dolar indeks pod presją sprzedających 10

Jeżeli spojrzymy na wykres dolar indeksu, to analiza fundamentalna jest potwierdzona przez techniczną. Na interwale dziennym dolar indeks jest w strefie podaży 95.60-96.00. Na dzień dzisiejszy bazowym scenariuszem pozostanie spadek notowań w okolicę poziomu 93.00-93.50. Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

LPP SA rezygnuje z rozwoju marki Tallinder

Jak informuje LPP SA – osiągane wyniki finansowe tej marki były znacząco poniżej przyjętego budżetu. Obecny poziom sprzedaży okazał się być trzykrotnie niższy od początkowych planów i nawet po ich rewizji nie gwarantuje spółce LPP osiągnięcia rentowności marki Tallinder w najbliższych kilku latach. Szacunkowe straty marki Tallinder za cały 2016 rok mogą wynieść około 20 mln PLN, przy pierwotnie planowanej stracie w wysokości około 1 mln PLN.

Pracownicy zajmujący się produktem, marketingiem i handlem w marce Tallinder dostaną propozycję pozostania w firmie i wzmocnienia zespołów Reserved lub innych marek LPP. Natomiast sklepy marki Tallinder będą kontynuowały działalność do końca lutego 2017 – do zakończenia sprzedaży kolekcji jesień-zima 2016. Pracownicy sklepów Tallinder otrzymają propozycję dołączenia do zespołów sprzedażowych sklepów pozostałych marek LPP.

Spółka szacuje, że wysokość rezerwy w 2016 koniecznej do przeprowadzenia procesu zamknięcia marki Tallinder wyniesie ok. 26 mln PLN.

Rezerwowy Bank Australii rozpoczął sezon posiedzeń banków centralnych

Rezerwowy Bank Australii, zgodnie z oczekiwaniami, utrzymał dziś w nocy stopy procentowe na niezmienionym poziomie 1,5 proc. Było to zarazem ostatnie posiedzenie urzędującego od dziesięciu lat gubernatora banku centralnego Glenna Stevensa, więc nie należało się spodziewać żadnych radykalnych ruchów. Po decyzji banku dolar australijski nieznacznie umocnił się do dolara amerykańskiego i obecnie zyskuje około 0,5 proc., handlując w pobliżu poziomu 0,7630. Jutro (środa) mamy posiedzenia Banku Kanady oraz Rady Polityki Pieniężnej, podczas których nie będzie raczej żadnych zmian w dotychczasowej polityce pieniężnej. Natomiast w czwartek odbędzie się kluczowe w tym tygodniu posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego, podczas którego może zostać wydłużony obecny program skupu aktywów. Do takiej decyzji skłonić może bankierów centralnych kontynuacja niskiej inflacji oraz słabego wzrostu gospodarczego w strefie euro. Ne należy natomiast spodziewać się dalszej obniżki stopy referencyjnej pozostającej na 0 proc. poziomie czy też ujemnej stopy depozytowej.

 Funt brytyjski umacnia się do dolara piąty dzień z rzędu, handlując obecnie w pobliżu poziomu 1,3350, około 0,3 proc. powyżej wczorajszego zamknięcia rynku. Deutsche Bank AG oraz UniCredit SpA likwidują krótkie pozycje na funcie, ponieważ okazało się, że brytyjska ekonomia jest bardziej odporna na informację o Brexicie niż tego wcześniej oczekiwano. Inwestorzy oczekują na jutrzejsze wystąpienie gubernatora Banku Anglii Marka Carneya, na którym zaprezentuje on najświeższy raport Banku odnośnie inflacji.

Rand południowoafrykański rośnie już o 1,5 proc. w stosunku do dolara amerykańskiego, a para USDZAR handluje w pobliżu poziomu 14 randów po zaskakująco dobrych danych PKB za II kwartał. Zannualizowane PKB wyniosło aż 3,3 proc. znacznie powyżej oczekiwanego 2,3 proc. wzrostu.

 Ceny ropy naftowej WTI tracą ponad 1 proc., handlując już w pobliżu poziomu 44,5 dolarów za baryłkę. Podpisane wczoraj przez Rosję i Arabię Saudyjską porozumienie nie przyniosło żadnych szczególnych rozwiązań, mających na celu zmniejszenie globalnej nadprodukcji surowca. Ceny złota i srebra rosną czwarty dzień z rzędu osiągając odpowiednio poziomy 1333 dolarów i 19,60 dolarów za uncję, gdyż maleją szanse na podwyżkę amerykańskich stóp procentowych już w tym miesiącu. Po słabych, piątkowych danych z amerykańskiego rynku pracy szanse na podwyżkę stóp zmalały do 32 proc.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Synerise S.A z wyceną 50 mln złotych

Krakowska spółka (dawniej HG Intelligence S.A) będąca właścicielem platformy synerise.com, w drodze niepublicznej, otwartej emisji pozyskała kapitał na rozwój nowej klasy produktów i wprowadzenie platformy do segmentu małych I średnich przedsiębiorstw

Synerise.com to platforma klasy enterprise dla dużych organizacji umożliwiająca podejmowanie działań w zakresie zautomatyzowanego marketingu, systemów typu omnichannel i nowatorskich rozwiązań z zakresu przetwarzania danych. Narzędzie pozwala na integrację różnych kanałów wiedzy o organizacji, klientach oraz ich lojalności wobec marki co znacznie ułatwia podejmowanie strategicznych decyzji na temat działań marketingowych oraz predykcji sprzedaży.

Spółka powstała z inicjatywy Miłosza Balusia, Krzysztofa Kochmańskiego i Jarosława Królewskiego w lipcu 2013 roku i jest jedną z inwestycji wspieranych przez FZ KPT oraz Satus Venture. W drugim kwartale 2014 rozpoczęła prace nad unikalną technologią pozwalająca na łączenie danych I zastosowania mechanizmów uczenia maszynowego oraz sztucznej inteligencji do optymalizacji sprzedaży i pracy działów marketingu.

– Jesteśmy spółka technologiczną. Nasi klienci, głównie duże marki, oraz otoczenie biznesowe, a także liczne przetargi wygrywane na poziomie międzynarodowym są dowodem, że już dziś należymy do czołówki rozwiązań w swoim segmencie z uwagi na ambitne rozwiązania technologiczne, w które zainwestowaliśmy 2 lata temu – mówi  Jarosław Królewski, dyrektor zarządzający Synerise S.A. – Kilka milionów złotych pozyskanych w ramach emisji pozwoli skomercjonalizować nowe rozwiązania nad którymi pracujemy od dłuższego czasu, w szczególności te związane z takimi trendami jak marketing science i machine learning. (pl. uczenie maszynowe). Zainteresowanie emisją było spore, obecną zamknęliśmy na rynku polskim w bardzo krótkim czasie, niewykluczone że jeszcze w tym roku zyskamy poważnego partnera zagranicznego.  Big Data to specyficzny rodzaj segmentu, w którym projekty budowane w oparciu o metodykę lean startup (MVP) nie sprawdzają się. Potrzebny jest odpowiedni warsztat inżynierski, umiejętność prognozowania zużycia zasobów w przyszłości i wieczny pociąg do eksperymentowania. To wpływa na wartość aktywów i pozwala budować przewagi na rynku. Wierzymy tylko w skalowalne produkty, pozbawione rozbudowanych działów call center i client service, broniące się jakością i dbałością o szczegóły. Tego w Polsce często brakuje – dodaje Królewski.

Synerise S.A. zatrudnia obecnie niemal 40 specjalistów IT. Biura spółki znajdują się nowopowstałym Małopolskim Parku Technologii Informacyjnych, którego Synerise S.A. jednym z głównych rezydentów. Synerise jest Honorowym Patronem Polskiego Stowarzyszenia Sztucznej Inteligencji, stale współpracuje z uczelniami wyższymi w tym głównie z AGH w Krakowie.

Ile mieszkań kupowanych jest z myślą o wynajmie

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp S.A.

W zakresie udziału zakupów inwestycyjnych w transakcjach ogółem nie zauważamy większych zmian. Liczba osób kupujących na wynajem jest na podobnym poziomie, jak w 2015 roku. Jest to poziom relatywnie wysoki z uwagi na niskie stopy procentowe, co motywuje inwestorów do poszukiwania alternatyw dla lokowania wolnych środków. Często wybierają rynek nieruchomości mieszkaniowych. Udział zakupów inwestycyjnych w transakcjach ogółem zależy od lokalizacji i charakteru inwestycji. W przypadku inwestycji zlokalizowanych w centrach miast, blisko ważnych ośrodków akademickich i biurowych, udział zakupów inwestycyjnych przekracza 50 proc. Taki podział klientów notujemy w inwestycji Osiedla Bastion Wałowa w Gdańsku, Osiedle Krzemowe w Warszawie, czy 5 Dzielnica w Krakowie. Podobnego udziału inwestorów spodziewamy się również w nowym projekcie Nowa Tęczowa w centrum Wrocławia. Zdarza się, że w wymienionych lokalizacjach klienci zgłaszają chęć zakupu kilku mieszkań.

Wioletta Kleniewska, dyrektor marketingu i sprzedaży w Polnord S.A.

Nasi klienci często nie zdradzają swoich planów względem nabytego lokalu, a firma ze swojej strony nie gromadzi szczegółowych danych na temat liczby osób kupujących mieszkania na wynajem. Szacujemy, że udział klientów inwestycyjnych kształtuje się na poziomie ok. 20 proc. Są wśród nich zarówno osoby kupujące pakietowo, jak i nabywcy pojedynczych lokali.

Zuzanna Kordzi, dyrektor ds. handlowych w ECO Classic

Wciąż obserwujemy dużą aktywność osób kupujących mieszkania w celach inwestycyjnych, która utrzymuje się na stałym poziomie. Zakupy pakietowe były popularne w okresie przed kryzysem w 2008 roku. Ich powodem była możliwość uzyskania sporego zysku z odsprzedaży mieszkań w okresie dynamicznego wzrostu cen. Obecnie ceny są stabilne, w związku z tym bardziej opłacalny jest zakup pod wynajem.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Zauważamy, że z roku na rok rośnie liczba osób kupujących mieszkania z przeznaczeniem na wynajem. Wynika to z faktu, iż obecnie więcej można zarobić na wynajmie mieszkań, niż na lokatach bankowych. Największą popularnością wśród inwestorów cieszą się kawalerki oraz nieduże dwupokojowe mieszkania. Najwięcej kupujących w celach inwestycyjnych mamy w projekcie Na Sokratesa, który zlokalizowany jest na warszawskich Bielanach, w pobliżu stacji Metro Młociny.

Yael Rothschild, prezes firmy Mill-Yon Gdańsk

Odsetek inwestorów utrzymuje się na stałym poziomie. Obserwujemy dwa trendy. Inwestorzy coraz chętniej kupują lokale komercyjne pod wynajem na usługi. A kupując mieszkania na wynajem częściej biorą pod uwagę także inwestycje zlokalizowane poza Warszawą. W drugim etapie projektu gdańskiego Aura Gdańsk realizowanego na Wyspie Spichrzów, dominują, idealne na wynajem, małe lokale, a położenie osiedla gwarantuje obłożenie przez cały rok. Sporą część nabywców mieszkań w nowej fazie projektu stanowią inwestorzy, którzy od dawna czekali na start drugiego etapu.

W Aura Park Wilanów w Warszawie wśród nabywców są osoby kupujące w celu inwestycyjnym, planujące mieszkanie wykończyć i sprzedać z zyskiem. W tej inwestycji mamy także klientów poszukujących niewielkich mieszkań pod cichą działalność biznesową, wybierających lokale parterowe z dużymi panoramicznymi oknami. Ich cena jest znacząco niższa od ceny lokalu usługowego.

W Aura Sky, położonym przy ul. Ostrobramskiej (vis a vis CH Promenada) przyjmujemy obecnie wstępne rezerwacje na lokale usługowo-handlowe, które powstaną w drugim etapie projektu.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu oraz dyrektor pionu marketingu i sprzedaży J.W. Construction Holding S.A.

Obserwujemy wzrost zainteresowania inwestorów rynkiem nieruchomości. Stabilne ceny, obniżone stopy procentowe oraz duży wachlarz mieszkań w atrakcyjnych lokalizacjach zachęcają do lokowania kapitału właśnie w nieruchomościach. Transakcje dotyczą najczęściej mieszkań dwupokojowych, choć zauważyliśmy również wzrost popytu na większe lokale, o powierzchni ok. 60 mkw. Coraz więcej inwestorów przekonuje się, że inwestowanie kapitału w wysokiej klasy apartamenty z obsługą hotelową to dużo lepszy sposób na pomnożenie zaoszczędzonych pieniędzy niż lokaty bankowe i obligacje. W ramach oferty sieci aparthoteli Wola Invest oraz Jerozolimskie Invest w Warszawie sprzedana już została większość lokali z gwarancją rocznego zysku. Osoby zaciągające kredyt na zakup mieszkań przyspieszają decyzję, ponieważ tylko do końca roku mogą nabyć lokal z udziałem niższego wkładu własnego.

Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska

Mieszkania kupowane przez inwestorów stanowią znaczącą część naszej tegorocznej sprzedaży. Właśnie sfinalizowaliśmy pierwszą w Polsce transakcję sprzedaży całego budynku z blisko 200 mieszkaniami na rzecz zagranicznego funduszu inwestycyjnego. Niemniej jesteśmy również bardzo zadowoleni z poziomu zainteresowania zakupami inwestycyjnymi w naszych pozostałych projektach ze strony klientów indywidualnych. Biorąc pod uwagę transakcję zbycia Apartamentów Pereca na rzecz Bouwfonds IM możemy zakładać, że będzie to dla nas sprzedażowo kolejny rekordowy rok.

Ewa Skibińska, dyrektor marketingu Red Real Estate Development

Wśród klientów mamy również nabywców inwestycyjnych, poszukujących alternatywnych form lokowania pieniędzy oraz osoby, które do zaciągania tanich kredytów na zakup mieszkań skłaniają niskie stopy procentowe. Dużym zainteresowaniem inwestorów cieszą się lofty, soft lofty i apartamenty w osiedlu Nowa Papiernia Ultra Nova we Wrocławiu. Te oryginalne mieszkania o wysokim standardzie dają większą stopę zwrotu niż mieszkania tradycyjne. W przypadku loftów zysk może być nawet dwa razy wyższy.

Marcin Mielcarz, wiceprezes zarządu Grupy Inwest

Brak zdolności kredytowej uniemożliwia wielu osobom zaciągnięcie kredytu na zakup własnego M, co wymusza konieczność wynajmowania. Stąd inwestowanie w mieszkania na wynajem to przedsięwzięcie gwarantujące stabilne, comiesięczne przychody. Mieszkania o niewielkim metrażu, od 27 mkw. do 35 mkw., oferujemy w warszawskich inwestycjach, m.in. przy ul. Garibaldiego 5 w bezpośrednim sąsiedztwie Ronda Wiatraczna na Pradze Południe, przy ul. Kałuszyńskiej na warszawskim Kamionku oraz w inwestycji przy ul. Szklanych Domów na Grochowie. Wszystkie wymienione lokalizacje przyciągają indywidualnych inwestorów, których wśród naszych klientów jest około 15 proc.

Niewielka cena zakupu mieszkań (od 220 tys. zł) gwarantuje dobrą stopę zwrotu. W zakresie współpracy z klientami instytucjonalnymi możemy poszczycić się realizacją prestiżowej inwestycji przy ul. Terespolskiej na warszawskiej Pradze Południe, która w całości realizowana jest na potrzeby Funduszu Mieszkań na Wynajem, projektu Banku Gospodarstwa Krajowego.

Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.

Mamy grupę klientów nabywających mieszkania pod wynajem, traktujących zakup jak inwestycję. Dla zajętych nabywców przygotowaliśmy ofertę wykończenia lokalu pod klucz, w cenie od 495 zł za mkw. Daje się zauważyć, że rynek mieszkaniowy przyciąga coraz więcej inwestorów, którzy widzą w zakupie mieszkania korzystną lokatę kapitału. Stały poziom cen i duże zapotrzebowanie na rynku wynajmu mieszkań sprawia, że inwestycje w nieruchomości stanowią dochodową alternatywę dla lokat, funduszy inwestycyjnych, czy giełdy.

Łukasz Szumny, dyrektor sprzedaży w HSD Arrow

Spora ilość klientów kupuje mieszkania inwestycyjnie. Oceniam, że tego rodzaju zakup stanowi ok. 30 proc. wszystkich naszych transakcji. Dotąd nie prowadziliśmy rozmów z funduszami, ani firmami kupującymi większe pakiety mieszkań. Zdarza się, że dwa mieszkania kupują jednocześnie osoby prywatne.

Mirosław Łoziński, prezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Mieszkania w naszych projektach są chętnie nabywane przez klientów również w celach inwestycyjnych. Wiele osób traktuje zakup mieszkania, jako najlepszy i najbezpieczniejszy sposób lokowania kapitału. Sprzyja temu dynamicznego rozwój warszawskiej Woli, na terenie której prowadzimy projekty oraz specyfika i funkcjonalność realizowanych w tym rejonie projektów mieszkaniowych. Nie prowadzimy ewidencji celu zakupu mieszkań, nabywanych przez klientów, jednak szacujemy, iż znaczny odsetek lokali kupowanych jest właśnie z przeznaczeniem na wynajem.

Adrian Potoczek, dyrektor sprzedaży w Wawel Service

Bardzo duży odsetek osób w naszym kraju mieszka w wynajmowanych lokalach. Ponadto w Polsce jest silnie rozwinięta turystyka. Dzięki popularności sharing economy i takich rozwiązań jak np. Airbnb, podróżni coraz częściej sięgają po wynajem mieszkań, nawet na krótki pobyt, aniżeli po usługi branży hotelarskiej. Inwestorzy, zdając sobie sprawę z tego rosnącego potencjału, decydują się na kupno nie jednego, a kilku lokali przeznaczonych na wynajem. W naszych biurach sprzedaży coraz częściej pojawiają się osoby zainteresowane nabyciem pakietowym mieszkań. Typowi rentierzy decydują się najczęściej na zakup pakietu 5 mieszkań. Dzieje się tak również ze względu na naszą spersonalizowaną ofertę dla inwestorów oraz dedykowane im programy promocyjne. Z kalkulacji wynika, że z wynajmu można osiągnąć roczny zwrot z inwestycji na poziomie ok. 7 procent.

Opracowanie: Kamil Niedźwiedzki

Wideorewolucja w komunikacji

Rzeczywistość zmienia się na naszych oczach, a my z petentów szybko przeobrażamy się w wymagających klientów. Naturalne jest więc to, że firmy usługowe zaczynają korzystać z nowych sposobów komunikacji – kanałów wideo. By zrozumieć, dlaczego wykorzystanie formatu wideo do komunikacji z klientem jest kolejnym, naturalnym krokiem dla podmiotów z różnych branż, warto przyjrzeć się temu, jak na przestrzeni ostatnich lat ewoluowała komunikacja międzyludzka.

Skype’owa rewolucja

Od momentu debiutu Skype’a w Polsce minęło już ponad 10 lat. Istnieje wiele programów tego typu, ale to właśnie Skype najbardziej przyczynił się do spopularyzowania rozmów wideo na całym świecie. Obietnica darmowych połączeń telefonii internetowej została przyjęta przez użytkowników Internetu z wielkim entuzjazmem. Usługa ta przyniosła rewolucję w komunikacji międzyludzkiej – pozwoliła na częstsze, dłuższe rozmowy z rodziną i przyjaciółmi rozsianymi po całym świecie.

Szybko zaczęto wykorzystywać technologię wideo nie tylko do celów prywatnych, ale i biznesowych. W firmach, które mają swoje siedziby w różnych miastach czy krajach, często wybieraną formą kontaktu stały się wideokonferencje. Pozwoliły one na przyspieszenie przepływu informacji w przedsiębiorstwach, usprawnienie procesów decyzyjnych i załatwianie spraw na odległość. W ciągu kilku lat wideo stało się kolejnym, naturalnym dla nas sposobem porozumiewania się.

Rozrywka w kieszeni

Obecnie coraz większym hitem stają się aplikacje społecznościowe na smartfony, bazujące na nagrywaniu materiałów wideo. Można je nazwać internetową telewizją na żywo. Periscope, aplikacja autorstwa twórców Twittera, znalazła zastosowanie między innymi w transmitowaniu konferencji, spotkań branżowych, ciekawych zdarzeń życia codziennego. Teraz to zwykły przechodzień może zrobić live stream ze zdarzenia, które ekipy telewizyjne zdołają sfilmować dopiero za kilka godzin.

Początkowo niedoceniany Snapchat szturmem zdobywa rynek i rośnie w szybkim tempie. Służy głównie do komunikacji między znajomymi, ale jest już również wykorzystywany przez marki. Na razie co drugi użytkownik Snapchata ma mniej niż 17 lat, ale ci młodzi ludzie już za chwilę osiągną pełnoletniość i staną się potencjalnymi klientami wielu firm i instytucji. Eksperci szacują, że do roku 2020 ponad 90% firm włączy media społecznościowe do swojej obsługi klienta.

Gwiazdy internetowej telewizji

Mówiąc o wideo, nie sposób pominąć fenomenu platformy YouTube, która jest drugą po Google największą na świecie wyszukiwarką. Kiedyś kojarzący się głównie ze śmiesznymi filmikami stopniowo stał się miejscem pełnym wartościowych, autorskich materiałów wideo.

By zrozumieć siłę YouTube’a, wystarczy pójść na spotkanie autorskie z jednym z popularnych internetowych twórców. Są oni prawdziwymi gwiazdami, mimo że w telewizji występują jedynie w roli ciekawostki w programach śniadaniowych.

Najlepsi youtuberzy potrafią budować wokół siebie duże zaangażowane społeczności. Oprócz publikowania filmów dzielą się też swoim życiem na Instagramie, Snapchacie, publikują na Facebooku. Postrzegani są jako bliscy swoim odbiorcom, zdecydowanie bardziej autentyczni niż gwiazdy znane z telewizji, która tylko nadaje swoje treści. W Internecie przekaz jest dwukierunkowy, kontakt na linii twórca – odbiorca jest łatwy i dostępny, istnieje możliwość rozmowy, pozostawienia komentarza lub nagrania swojej odpowiedzi.

Marki na YouTube

Firmy już dawno zauważyły rosnącą popularność YouTube’a i też chcą docierać do swoich klientów za jego pośrednictwem. Aby dopasować publikowane tam treści do potrzeb odbiorców, należy przeanalizować, co najbardziej interesuje widzów i jakiego kontentu szukają.

Niezależni eksperci zgodnie twierdzą, że wyraźnym trendem w obsłudze klienta będzie teraz self-service support, co możemy przetłumaczyć jako wsparcie samoobsługi klienta. Co kryje się pod tym pojęciem? Chodzi o udzielenie wsparcia osobom, które chcą samodzielnie rozwiązać swój problem.

A więc dostarczenie konsumentom multimediów (film, audio-video), w których eksperci wyjaśnią, jak rozwiązać dany problem czy opiszą funkcjonalność. Coraz więcej marek zakłada swoje kanały, gdzie udostępnia filmy promocyjne, odpowiada na pytania oraz przekazuje treści edukacyjne, które często są produkowane we współpracy ze znanymi vlogerami.

Era komunikacji wideo

 Proces ewolucji nowoczesnych rozwiązań komunikacyjnych przebiega bardzo dynamicznie i dotyczy praktycznie każdej sfery życia i biznesu. Zmiany napędzane są oczekiwaniami w zakresie: wygody i potrzeb klientów, optymalizacji czasu na załatwianie spraw, ułatwiania dostępu do informacji, przeniesienia sfery komunikacji do oddziałów wirtualnych, ograniczenia dokumentacji papierowej i uproszczenia formalności. Jest to kolejny etap ewolucji kontaktu, który daje klientowi poczucie indywidualnej i spersonalizowanej obsługi – tłumaczy Janusz Tomiczek, prezes spółki Alfavox, producenta alfa Video Contact Center, oprogramowania umożliwiającego porozumiewanie się za pomocą  kanału wideo pomiędzy firmą lub instytucją a jej klientem.

O tym jak ważna jest bezpośrednia komunikacja przekonało się kilka globalnych korporacji, które w dobie kryzysu analizowały efektywność kanałów obsługi klienta. Okazało się, że w firmach,  których przedstawiciele bezpośrednio kontaktowali się z odbiorcami towarów czy usług następował znaczy przyrost klientów. W tym samym okresie spadały lub co najwyżej utrzymywały się na stałym poziomie liczby transakcji zawieranych w kanałach typu Self Service. Jest to dowód na to, że ludzie wolą rozmawiać z doradcami. Idąc dalej, jeśli firmy zaoferują swoim nabywcom możliwość bezpośredniego kontaktu lub w bardzo zbliżonej formie – jak za pomocą wirtualnego oddziału czy sesji video – będą pozyskiwały coraz więcej klientów, odbierając ich jednocześnie swojej konkurencji.

Oddział banku w domu

Odpowiedzią na oczekiwania rynku jest  platforma alfa Video Contact Center, która umożliwia rozmówcom praktycznie bezpośredni kontakt – w tym przekaz wizualny, wspólną pracę nad dokumentami oraz ich edycję, jak również prezentowanie wszelkich danych, włączanie do rozmowy innych specjalistów czy dodatkowe osoby zaangażowane w podpisanie umowy i ostatecznie sfinalizowanie danej sprawy. Dla klientów banków czy instytucji finansowych jest to duże ułatwienie, gdyż nie muszą tracić czasu na oczekiwanie w kolejce, poza tym mają zapewnioną prywatność i dyskrecję, na co nie zawsze można liczyć w placówce stacjonarnej.

–  Widzimy także zastosowanie platformy typu wideo w telemedycynie, gdzie pacjenci cierpiący na przykład na choroby przewlekłe nie potrzebują osobistej wizyty u specjalisty, a raczej konsultacji. W Polsce telemedycyna dopiero raczkuje, jej udział w rynku usług medycznych wynosi mniej niż 1%, jednak na świecie dziedzina ta rozwija się dynamicznie, rosnąc o 12% rocznie – dodaje Janusz Tomiczek.

Obserwując zmiany na rynku, rosnące oczekiwania klientów, jak również elastyczności i prokonsumencką postawę firm i instytucji, można się spodziewać, że bardzo szybko wideo kontakt stanie się czymś naturalnym. A co będzie potem? – Trudno określić, jaka jest granica w wykorzystywaniu i kreowaniu nowych urządzeń. To sprawa otwarta, którą może ograniczać jedynie wyobraźnia – przewiduje Janusz Tomiczek, prezes Alfavox.

Qumak wykona oświetlenie nawigacyjne na lotnisku Warszawa-Babice

Firma Qumak została generalnym wykonawcą nowoczesnego systemu oświetlenia nawigacyjnego drogi startowej na lotnisku Warszawa-Babice. Nowy system znacząco podniesie poziom bezpieczeństwa operacji startów i lądowań samolotów oraz pozwoli na spełnienie międzynarodowych wymogów dla portów lotniczych.

W ramach kontraktu Qumak zrealizuje całościowy, nowy system oświetlenia nawigacyjnego opierający się na energooszczędnej technologii LED. Zakres prac, które zostaną wykonane, obejmie dostawę i montaż świateł na drodze startowej, modernizację układu zasilania oświetlenia oraz wdrożenie systemu sterowania wraz z instalacją paneli sterujących w wieży kontroli ruchu lotniska.

System oświetlenia nawigacyjnego, który zostanie wykonany na bemowskim lotnisku spełniać będzie wymagania Organizacji Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego (ang. ICAO). Zastosowanie bardziej nowoczesnych technologii pozwoli na utrzymanie przez lotnisko kategorii 2B według standardów  ICAO, a tym samym na zachowanie dotychczasowej przepustowości ruchu lotniczego oraz zwiększenie jego bezpieczeństwa.

Mamy duże doświadczenie w realizacji projektów z zakresu infrastruktury lotniczej, a  kolejny kontrakt rozszerzy nasze portfolio projektów zrealizowanych w tym obszarze. Dodatkowo, szansę na realizację kolejnych projektów stwarzają dla nas unijne wytyczne dotyczące modernizacji systemów na lotniskach w Europie, w tym systemów EDS, służących do wykrywania materiałów wybuchowych – mówi Wojciech Strusiński , Wiceprezes Zarządu ds. Sprzedaży w  Qumak S.A.

Z lotniska Warszawa-Babice korzystają Służby Porządku Publicznego, ośrodki szkolenia lotniczego oraz samoloty prywatne. Obecnie używany system oświetlenia został wdrożony jeszcze w latach 80-tych i wymaga wymiany. Wartość kontraktu, obejmującego również 6-letni okres gwarancji, przekracza 0,9 mln zł brutto.

RPP nie zmieni stóp

RPP nie zmieni stóp 11

Dziś rozpoczyna się posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej, na którym prawdopodobnie nie dojdzie do zmiany kosztu pieniądza. Rynkowy konsensus zakłada ponownie. Decyzja zostanie opublikowana dnia jutrzejszego.

Początek tygodnia dla polskiej waluty jest bardzo owocny, umacnia się względem głównych walut światowych, a najwięcej względem słabego euro. Słabość wspólnej waluty wynika ze spekulacji, że Europejski Bank Centralny już w najbliższy czwartek będzie mógłby dokonać modyfikacji programu skupu obligacji (QE).

Główne waluty względem PLN-a od początku tygodniaRPP nie zmieni stóp 12Źródło: Bloomberg

Rodzimej walucie nie przeszkadza nawet przyszła decyzja Moody’s (piątek) w sprawie ratingu kredytowego. Na obecny moment obniżenie zdolności kredytowej przez powyższą agencję jest bardzo mało realne.

Powracając do RPP, po publikacji ostatnich danych makroekonomicznych możemy mówić o spadku formy polskiej gospodarki. Najbardziej niepokojące są spowalniające inwestycję, które spadają już piąty kwartał z rzędu. Jest to pierwszy czynnik, który może w bliskiej przyszłości doprowadzić do kolejnej obniżki stóp procentowych. Natomiast drugim jest inflacja, a raczej jej brak (w lipcu ceny spadły o 0,8% r/r). Celem NBP jest utrzymanie inflacji na poziomie 2,5%, na chwile obecną jest to niewykonalne. Jednakże są kontrargumenty przemawiające za kontynuacją obecnej polityki. Po pierwsze, gospodarstwa domowe mają do dyspozycji większy strumień gotówki (program 500 plus). Po drugie stopa bezrobocia spada w zadowalającym tempie (aktualna wartość 8,60%, spadek z 8,80%). Po trzecie kolejna obniżka stóp procentowych jeszcze bardziej negatywnie wpłynęłaby na sektor bankowy.

Podczas gdy polscy inwestorzy będą spoglądać na RPP, to globalni czekają na publikacje amerykańskiego indeksu ISM dla sektora usług za sierpień. Jest to kluczowa publikacja dla członków Rezerwy Federalnej. Amerykańskie władze monetarne przed ewentualną podwyżką stóp procentowych muszą mieć pewność, że rynek pracy oraz wzrost gospodarczy jest solidny, a pozytywny odczyt wskaźnika ISM dla usług (powyżej 50) mógłby to potwierdzić. Niemniej jednak ostatnie publikacje, czy to z rynku pracy (mniejsza ilość miejsc pracy w sektorze pozarolniczym od prognozy, słaby wzrost płacy godzinowej), czy też wskaźnika ISM dla przemysłu (odczyt uplasował się na poziomie 49,4, prognozowano 52,0) wykluczają wrześniową podwyżkę.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych