II Forum Nowoczesnej Produkcji

Jednym z kluczowych filarów, które mają silny wpływ na gospodarkę, jej rozwój i konkurencyjność jest produkcja przemysłowa. Na temat wyzwań i problemów, z jakimi na co dzień spotyka się branża będą mogli podjąć dyskusję uczestnicy II Forum Nowoczesnej Produkcji, które odbędzie się 9 10 listopada 2016 roku w Hotelu Radisson Blu w Warszawie.

Wydarzenie to stanowi miejsce spotkań reprezentantów zarządów decyzyjnych dla branży spółek przemysłowych, przedstawicieli administracji centralnej oraz ekspertów w zakresie produkcji i nowych technologii, którzy otrzymują możliwość wymiany opinii, wiedzy i doświadczeń. Celem tego spotkania jest wspólne dążenie do wypracowania rozwiązań, które skutecznie będą wspierać rozwój innowacyjnego przemysłu w Polsce już w najbliższej przyszłości.

Udział w tym wydarzeniu stwarza możliwość spotkania się w gronie kluczowych dla branży osób oraz rozmowy o przyszłości polskich przedsiębiorstw produkcyjnych czy o nowoczesnych technologiach. Takie fora dyskusyjne pozwalają zrozumieć istotę wszelkich innowacji i ich ważną rolę w rozwoju przedsiębiorstw a tym samym polskiej gospodarki. – mówi Mariusz Golec, Prezes Zarządu, Wielton S.A.

Obszary tematyczne wydarzenia określone zostały przez Radę Programową pod przewodnictwem Dariusza Piotrowskiego – Członka Zarządu Microsoft Polska, Joanny Makowieckiej-Gaca – Prezes Zarządu Polimex-Mostostal w latach 2015-2016 oraz Prof. zw. dr hab. Krzysztofa Obłója Katedra Strategii Organizacji, Akademia L. Koźmińskiego; Wydział Zarządzania, Uniwersytet Warszawski. W Radzie zasiadają również m.in.:

  • Peter Baudrexl – CEO, Siemens Polska
  • Marcelo Catala – Prezes Zarządu, Cemex Polska
  • Krystyna Boczkowska Prezes Zarządu, Robert Bosch
  • Paweł Kaczalski Członek Zarządu, Solaris Bus & Coach
  • Marcin Bilik Pierwszy Wiceprezes Zarządu ds. Operacyjnych, Amica Wronki
  • Andrzej Korpak Dyrektor Zarządzający, General Motors Manufacturing Poland
  • Mariusz Golec Prezes Zarządu, Wielton S.A.
  • Krzysztof Fiegler Członek Zarządu, IPO System

Tymczasem zachęcamy do zapoznania się z fotorelacją z Rady Programowej oraz foto- i wideorelacją z poprzedniej edycji.

Więcej informacji na temat projektu znajdą Państwo na stronie www.forumprodukcji.pl. Zapraszamy do śledzenia mediów społecznościowych wydarzenia: Facebook i Twitter.

Organizatorem wydarzenia jest MM Conferences S.A., która jest wiodącym organizatorem spotkań biznesowych, w szczególności szkoleniowo-konferencyjnych m. in. dla branży telekomunikacyjnej, energetycznej, finansowej oraz technologicznej.

24. Konferencja Energetyczna EuroPOWER

W dniach 9 – 10 listopada 2016 roku w Hotelu Radisson Blu w Warszawie przedstawiciele sektora energetycznego po raz dwudziesty czwarty będą mieli okazję spotkać się podczas Konferencji Energetycznej EuroPOWER. Wydarzenie to stanowi unikalną platformę do podjęcia debaty na temat aktualnych problemów i wyzwań, z którymi boryka się sektor energetyczny. Kluczowi reprezentanci branży będą mieli okazję do wymiany wiedzy, doświadczeń, opinii i koncepcji realizacji projektów energetycznych wspólnie z reprezentantami władz regionalnych, organami rządowymi i samorządowymi, administracją publiczną, przedstawicielami sektorów: dystrybucji energii, elektrociepłowni, produkcji, paliwowego i gazowego oraz sektorów współpracujących.

Jak widać z zatłoczonych korytarzy Konferencja EuroPOWER cieszy się rosnącym zainteresowaniem, co ważne nie tylko w Polsce, ale i za granicą. Cieszę się, że możemy w Warszawie gościć tylu znamienitych dla branży przedstawicieli, którzy na co dzień zajmują się problemami energii i wyzwaniami, które przed nią stoją. Dzięki wymianie wiedzy i doświadczeń możemy wspólnie wypracować narzędzia, które wspomogą dynamiczny rozwój sektora energetycznego już w najbliższej przyszłości. – mówi Michał Kurtyka, Podsekretarz Stanu, Ministerstwo Energii.

Wśród kluczowych zagadnień, które zostaną poruszone podczas Konferencji znajdują się m.in.: polska energetyka w procesie unowocześniania, miks energetyczny, elektromobilność, miejsce kapitału prywatnego w polskiej energetyce, rynek mocy, rynek gazu i paliw.

Obszary tematyczne wydarzenia określone zostały przez Radę Programową pod przewodnictwem dr Leszka Juchniewicza. W skład Rady wchodzą m.in.:

  • Andrzej J. Piotrowski – Podsekretarz Stanu, Ministerstwo Energii
  • Maciej Bando – Prezes Urzędu Regulacji Energetyki
  • Tomasz Żuchowski – Podsekretarz Stanu, Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa
  • Dariusz Kaśków – Prezes Zarządu, Energa S.A.
  • Eryk Kłossowski – Prezes Zarządu, PSE Polskie Sieci Elektroenergetyczne
  • Piotr Woźniak – Prezes Zarządu, Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo

Tymczasem zachęcamy do zapoznania się z fotorelacją z Rady Programowej oraz foto- i wideorelacją z poprzedniej edycji.

Więcej informacji na temat projektu znajdą Państwo na stronie www.konferencjaeuropower.pl. Zapraszamy do śledzenia mediów społecznościowych wydarzenia: Facebook i Twitter.

Organizatorem wydarzenia jest MM Conferences S.A., która jest wiodącym organizatorem spotkań biznesowych, w szczególności szkoleniowo-konferencyjnych m. in. dla branży telekomunikacyjnej, energetycznej, finansowej oraz technologicznej.

Eksperci radzą jak zwiększyć lojalność Klienta biznesowego

Jak wynika z analiz przeprowadzonych przez Instytut Gallupa na grupie ponad 100 tys. respondentów[1], klienci branż B2B są dziś znacznie mniej lojalni niż jeszcze kilka lat temu. Aż 71 proc. z nich jest gotowych zmienić dostawcę w każdej chwili. Podobnie sytuacja wygląda w segmencie B2C i tzw. produktów szybkozbywalnych[2]. Wierność klienta określa się nową walutą globalnego biznesu. Jak o nią zawalczyć?

Dziewięć osób – do takiej liczby ludzi z wiadomością o produkcie lub usłudze dotrze… niezadowolony klient. Dla porównania, ten usatysfakcjonowany poleci dostawcę pięciu znajomym. Tylko 4% decyduje się złożyć reklamację[3] lub podzielić się z firmą powodami swojego niezadowolenia. Według badań przeprowadzonych przez firmę Accenture, aż 68% klientów, którzy raz z czegoś zrezygnowali, nigdy nie wróci do korzystania z danego produktu lub usługi[4]. Lojalność klienta jest wyzwaniem dla wszystkich gałęzi biznesu. Coraz częściej jest ona tematem analiz m.in. w branżach B2B. Oto 5 czynników wskazanych przez ekspertów z branż B2B, które owocują długotrwałymi relacjami z klientami.

  1. Przede wszystkim – wywiąż się ze złożonej obietnicy

Z badań Customer Contact Council opisywanych na łamach Harvard Business Review[5] wynika, że lojalności klientów nie buduje wcale „zauroczenie” firmą, wynikające z realizacji usługi na wyższym poziomie niż deklarowany czy dostarczenia produktu, który jest lepszy niż w ofercie. Badania wskazują stosunkowo niewielką zależność pomiędzy wysoką satysfakcją klienta a jego lojalnością. Łatwo jednak stracić konsumenta czy partnera, jeśli ten zawiedzie się na usłudze. Co to oznacza w praktyce? Zamiast spalać energię na wymyślaniu nowych, zaskakujących propozycji, skup wysiłki na dostarczeniu klientowi tego, czego ten naprawdę oczekuje. Wymaga to uwagi, ponieważ oczekiwania odbiorców nie zawsze są oczywiste, należy je dobrze rozpoznać. Przykładowo, w branży real estate satysfakcja najemcy budynku biurowego w dużej mierze zależy od detali, które – z perspektywy całej, wielomilionowej inwestycji – mogą nie wydawać się priorytetowe.

– Tzw. customer experience, czyli subiektywne odczucie klienta dotyczące usługi, buduje się często przez drobne, ale bliskie człowiekowi sprawy. W przypadku budynku biurowego mogą to być serwisy lub udogodnienia, które zaoszczędzają czas pracowników i ułatwiają codzienne korzystanie z budynku. Z naszych badań i obserwacji wynika, że większość pracowników doceniłaby biurowiec, w którym miałaby możliwość skorzystania z usług pralni, szewca, bankomatu, kwiaciarni, cukierni, fryzjera, klubu fitness, sklepu spożywczego czy przedszkola. Osoby przyjeżdzające do pracy rowerem mogłyby skorzystać z prysznica i szatni dedykowanych dla siebie, aplikacje mobilne pomogłyby zarezerwować miejsce parkingowe, stolik w restauracji czy wypożyczyć rower lub elektryczny samochód budynkowy. Nasze miejsce pracy nie ograniczałoby się do samego biura, ale również do przyjaznego otoczenia budynku, które byłoby integralną częścią miejsca pracy. Co więcej, zanim wprowadzilibyśmy się do nowego biura, otrzymalibyśmy wsparcie w procesie przeprowadzki z jednego biura do drugiego. W Skanska działa nawet specjalny zespół koordynatorów ds. zarządzania wartością budynków RAC (ang. Regional Asset Coordinator), których rolą jest stały kontakt z najemcami i badanie ich potrzeb w trakcie przygotowania, przekazania i użytkowania biura. Zadaniem RAC jest także kontakt z najemcami i zarządcami nieruchomości, nawet tych, które już sprzedaliśmy. Zależy nam na tym, żeby najemcy czuli się w naszych budynkach po prostu komfortowo, nawet w przypadku inwestycji, które już do nas nie należą. Tylko w taki sposób jesteśmy w stanie zbudować długoterminowe zaufanie i satysfakcję naszych najemców – mówi Ewelina Kałużna, dyrektor ds. wynajmu i zarządzania wartością budynków w Skanska Property Poland.

Taka strategia spółki Skanska przynosi efekty w postaci powracających najemców np. firma ABB, globalny lider w zakresie technologii energetyki i automatyki, niedawno rozszerzyła umowę najmu w budynku biurowym Axis w Krakowie o kolejne 10,000 mkw., zajmując tym samym cały obiekt, PwC spółka, świadcząca usługi doradcze wynajęła powierzchnię biurową w kompleksie Green Horizon w Łodzi, a nieco później w Silesia Business Park w Katowicach. Dobre doświadczenia z jednego kraju często wpływają na działania podejmowane w innych lokalizacjach. Firma Capgemini, najemca wspomnianego katowickiego kompleksu Skanska, podpisała niedawno umowę najmu również w innym budynku Skanska w Bukareszcie.

  1. Dobrze poznaj środowisko działania klienta

Każda firma działa w dynamicznie zmieniającym się ekosystemie, na który wpływ mają przeróżne, często pozornie nieistotne uwarunkowania. Dobre zrozumienie tych zależności może być determinantą dalszej ściślejszej współpracy.

– Mamy trwałe dowody na to, że nasi kontrahenci doceniają fakt, iż jesteśmy ich dodatkową parą uszu i oczu na rynku. Klientowi patrzącemu z perspektywy swojego przedsiębiorstwa ciężko jest śledzić i patrzeć „z zewnątrz” na wszystkie zachodzące na rynku zmiany. Dzięki takiemu podejściu jesteśmy często o krok przed pytaniami naszych biznesowych partnerów, podpowiadamy, co można zrobić, żeby uzyskać jeszcze lepsze wyniki i tworzyć biznesową wartość dodaną. W ten sposób budujemy największy walor – wzajemne zaufanie. Nie do przecenienia jest też zrozumienie jak funkcjonuje organizacja klienta, jak wygląda przepływ informacji i zarządzanie projektami. Dzięki temu łatwiej odczytujemy jego potrzeby, właściwie interpretujemy skrótowo i hasłowo podane wytyczne. Zyskujemy czas i poczucie, że rozumiemy jego biznes – podkreśla Michał Hertel, Dyrektor Marketingu w MakoLab, agencji marketingowo-technologicznej oferującej dedykowane systemy informatyczne oraz rozwiązania webowe dla międzynarodowych klientów.

  1. Myśl o kliencie tak, jak on myśli o sobie i mów tym samym językiem, co on

Zdaniem Edyty Gałaszewskiej-Bogusz, Dyrektor w Accenture Operations Polska, podstawą utrzymania klienta jest jakość dostarczanego produktu lub usługi, ale tuż za nią wymienia umiejętność zrozumienia jego kultury biznesowej.

– Osoby zatrudnione przy danym projekcie muszą bardzo dobrze rozumieć kulturę organizacji klienta, co w naszej firmie określa się mianem „extension of a team” tłumaczy Edyta Gałaszewska-Bogusz. Chodzi o umiejętność przeniknięcia do obsługiwanego biznesu, aby klient nie miał poczucia, że usługi świadczy mu zewnętrzna firma. Równie ważnym aspektem, jest traktowanie jego wymagań w sposób partnerski i bez wyznaczania sztywnych ram wokół wykonywanych obowiązków – podkreśla Edyta Gałaszewska-Bogusz.

Taka strategia sprawdza się w Accenture. W skali globalnej wszyscy spośród stu kluczowych klientów firmy współpracują z nią od ponad 5 lat, a aż dziewięćdziesięciu siedmiu z nich od ponad 10. Zrozumienie klienta często oznacza dopasowanie się do jego stylu komunikacji i działania. Wbrew powszechnemu przekonaniu, budowanie bliskich interpersonalnych więzi może zostać docenione tylko przez niektórych klientów. Wielu z nich nie oczekuje tego wcale od swoich dostawców.  Tomasz Podolak, założyciel i prezes firmy doradztwa marketingowego i komunikacyjnego Linkleaders, świadczącej usługi dla firm m.in. z sektora IT, Real Estate i nowoczesnych usług biznesowych przekonuje, że bardzo ważne jest dopasowanie stylu pracy z danym klientem do jego osobowości i upodobań.

– Mamy klientów, dla których kluczowe jest to, byśmy mogli się spotkać, omówić aktualne trendy, zainspirować się wzajemnie i to jest dla nich ważniejsze niż tysiąc świetnie przygotowanych informacji prasowych. Inni zamiast spotkań wolą telefony i maile, a efekty pracy agencji mierzą na podstawie skomplikowanych algorytmów dotyczących np. liczby i jakości publikacji. Jeszcze inni doceniają to, że wszystkie procesy przebiegają płynnie, a liczba błędów nie przekracza ustalonych ram. Rozpoznanie tego, co dla danej osoby jest kluczowe w pracy z zewnętrznym dostawcą, okazuje się istotniejsze niż dostarczanie wszystkim tej samej usługi na najwyższym możliwym poziomie. Odkrywamy, że lepiej być dobrym w tym, co dla klienta ważne, niż spalać się na wszystkich frontach – mówi Tomasz Podolak.

  1. Ułatw życie sobie i klientowi korzystając z nowoczesnych narzędzi

Istnieje coraz więcej dedykowanych platform usprawniających relację firma-klient. Przykładem może być program Salesforce, który oferuje szereg rozwiązań sprzedażowych, związanych z obsługą klientów, działaniami marketingowymi czy setki aplikacji mobilnych, wspierających biznes klientów. Rozmaite systemy IT mają swoje zastosowanie także w budownictwie mieszkaniowym. W ramach swoich inwestycji spółka mieszkaniowa Skanska Residential Development Poland uruchomiła niedawno elektroniczną platformę dla mieszkańców do zgłaszania wszelkich ewentualnych uwag.  Dzięki temu klienci za pomocą intuicyjnego formularza na stronie www mogą kontaktować się z deweloperem właściwie o dowolnej porze dnia i nocy. Sprawne narzędzia nie muszą być jednak elektroniczne. Może być to również dobra procedura, dzięki której klient uniknie dodatkowej pracy, utrudnień czy opóźnień. Przykładem jest proces nazywany wewnętrznie przez firmę „pre-due diligence”, przeprowadzany przez zewnętrznych ekspertów przed sprzedażą inwestorowi budynków biurowych. To wnikliwa ocena obiektu, jego przygotowania, kompletności dokumentacji i statusu prawnego.

– W Skanska czerpiemy doświadczenie ze zrealizowanych, a następnie sprzedanych z sukcesem inwestycji. Wiemy, na jakie elementy w procesie trzeba zwrócić szczególną uwagę oraz jakie wymagania ma nasz inwestor. Jednymi z kluczowych czynników są parametry techniczne, takie jak izolacja kondygnacji podziemnych i jakość wykonania pokrycia dachowego. Warto również zainwestować w lepsze niż standardowe na rynku windy i wentylację o wysokiej sprawności, nawet kosztem miejsca, które mogłoby być wykorzystane na powierzchnię biurową. Znaczenie dla inwestora ma także sprawnie i szybko przeprowadzony proces transakcyjny, możliwy dzięki starannie przygotowanej dokumentacji, pozwoleń oraz dopełnieniu przez dewelopera wszelkich formalności -komentuje Adrian Karczewicz, dyrektor ds. transakcji CEE w Skanska CDE.

  1. Doceń

Ponad połowa osób rezygnujących z usług danej firmy, decyduje się na taki krok, ponieważ nie czuje, że firmie zależy na ich obecności. W marketingu mówi się o nieodpasowaniu wyobrażeń klientów i specjalistów od sprzedaży. Z badań firmy Kitewheel, specjalizującej się w doradztwie marketingowym[6] wynika, że 2/3 marketerów uważa, że programy lojalnościowe mają na celu pokazanie i wzmocnić przywiązania klientów do marki. Tymczasem 3 na 4 konsumentów uważa, że programy mają być nagrodą za dotychczasową lojalność. Jak zadbać o to, by klient biznesowy poczuł, że jest dla firmy istotny? Wypracować dobrą relację. W zajmującej się generalnym wykonawstwem obiektów dla klientów prywatnych i publicznych Skanska S.A. klient, który powraca, staje się automatycznie Klientem Kluczowym. Wówczas przydzielony zostaje mu specjalny opiekun. Jest to dedykowana osoba, będąca z nim w stałym kontakcie i pozostająca do jego dyspozycji. Może odpowiedzieć na wszystkie pytania, rozwiać wątpliwości czy udostępnić potrzebną dokumentację. W firmie wdrożono także specjalną Strategię wobec Klienta, której głównym punktem jest właśnie koncentracja na klientach powracających. Efektem takich działań jest po prostu lepsza współpraca. To ważne, zwłaszcza w skomplikowanym procesie budowlanym, przy którym klient oczekuje fachowego i profesjonalnego wsparcia.

Dla każdego klienta ważne są pewne czynniki wspólne, takie jak jakość i cena, czy choćby terminowość. Każdy oczekuje jednak indywidualnego traktowania i profesjonalnego podejścia. Ważne jest odnalezienie równowagi – spełnienie oczekiwań klientów, dobre rozpoznanie i wejście w środowisko ich działania, a także zaoferowanie pewnych technicznych usprawnień. Z perspektywy biznesu to klient jest najważniejszy i powinniśmy dać mu to odczuć. Prawdziwy profesjonalizm polega na identyfikacji potencjalnych ograniczeń i wspólnym znajdowaniu rozwiązań i nowych możliwości. Tylko w ten sposób możemy osiągnąć długofalowy sukces. A po zakończonych projektach, myśleć o kolejnych wspólnych działaniach.

[1] Raport Instytutu Gallupa nt. lojalności klientów B2B objęły 23 badania w dwóch krajach na próbie 108 tys. respondentów; www.cxm.co.uk

[2] Badanie Deloitte, „2015 American Pantry”; próba: ponad 4 tys. konsumentów; http://www2.deloitte.com/us/en/pages/about-deloitte/articles/press-releases/deloitte-survey-american-pantry-study-2015.html

[3] Na podstawie danych Skanska

[4] www.accenture.com

[5] https://hbr.org/2010/07/stop-trying-to-delight-your-customers

[6] https://kitewheel.com/consumers-advice-2015-brands-loyalty-program-wrong-way-round/

Dobra sytuacja w branży hotelarskiej. Rośnie liczba inwestycji w hotele

Dobra sytuacja w branży hotelarskiej. Rośnie liczba inwestycji w hotele 1
Dobra sytuacja w branży hotelarskiej sprzyja decyzjom inwestycyjnym. Hotele są traktowane jako potencjalne dobre źródło dochodów. Krajowa baza noclegowa w ciągu dekady zwiększyła się o 79 proc., a liczba korzystających z niej turystów o 86 proc. Bolączką hotelarstwa jest cykliczność i szara strefa. Stosunkowo niskie obłożenie na tle Europy sprawia, że branża hotelarska ma duży potencjał rozwoju – podkreśla Ireneusz Węgłowski, prezes Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego.

– Inwestycja w hotel jest inwestycją długoterminową. To budynek budowany na kilkadziesiąt lat, silnie związany z funkcją hotelową, trudno przestawić to na inną działalność, a cykle koniunkturalne zdarzają się co kilka, kilkanaście lat. Dlatego hotel, który dzisiaj działa na rynku, notuje bardzo dobre wyniki i bardzo duży popyt ze strony gości, jutro może pracować na 30 proc. i również musi się obronić – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Ireneusz Węgłowski, prezes Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego.

Obecnie hotele w Polsce notują rekordowe wyniki. Coraz lepsza infrastruktura sprawia, że z hoteli korzystają nie tylko zagraniczni turyści, lecz także goście z kraju, nie tylko w weekendy. Przekłada się to na coraz większą liczbę hoteli i miejsc noclegowych. Jak jednak wskazuje ekspert, zdarzają się gorsze miesiące.

– Budowa hotelu musi być zaplanowana w taki sposób, żeby dał on sobie radę nie tylko w sezonie turystycznym i koniunkturze na rynku, lecz także wtedy, gdy koniunktura spada – wskazuje Węgłowski.

Na koniec 2015 roku działało w naszym kraju ponad 2,5 tys. hoteli oferujących ok. 125 tys. pokoi oraz 250 tys. miejsc noclegowych. Z danych Christie & Co wynika, że w ciągu dziewięciu lat, w latach 2006–2015, krajowa baza noclegowa zwiększyła się o 79 proc., a liczba korzystających z niej turystów o 86 proc.

– Od kilku lat notujemy wzrost wyników, a to się przekłada oczywiście na decyzje inwestycyjne. Coraz więcej mamy hoteli, które są zarządzane nie przez właściciela, ale przez firmy wyspecjalizowane w zarządzaniu. To również stwarza poczucie, że jest to branża bezpieczna, zarządzana przez profesjonalnych ludzi. Profesjonalizacja w branży sprawia, że coraz więcej inwestorów patrzy na branżę hotelową jako na potencjalne źródło dobrego dochodu – ocenia prezes IGHP.

Raport Knight Frank „Polska. Rynek komercyjny 2015–2016” wskazuje, że największe obłożenie hotele notują od maja do października, 52–57 proc. W zimie spada ono nawet do 36 proc. Mimo to rośnie nie tylko liczba hoteli, lecz także turystycznych obiektów noclegowych (ponad 10 tys.), w tym schronisk, pensjonatów czy domów wycieczkowych.

– Największą bolączką jest bolączka naturalna, czyli cykliczność w branży hotelarskiej. Ta cykliczność jest i w skali roku, i w skali tygodnia, i w skali dnia, bo intensywność pracy w hotelu zmienia w zależności od pory dnia czy pory roku – zaznacza Węgłowski.

Branża traci również przez szarą strefę. Szacunki wskazują, że w hotelarstwie może ona sięgać od 20 do nawet 30 proc. Część właścicieli nie zgłasza jednak nigdzie działalności, często przy tym oferując niższe ceny.

– Pojawiają się hotele, które są nieskategoryzowane, a udają hotele, które mają kategorie, nazywają się hotelami, a nie są. Hotelarstwo jest licencjonowane w Polsce i trzeba mieć licencję, która wynika z nadanej kategorii. To są przypadki, które próbujemy tropić – mówi prezes IGHP.

Według danych STR Global Polska jest piątym rynkiem w Europie pod względem liczby markowych projektów hotelowych planowanych i będących w realizacji. Raport Colliers International „Polska. Market Insights” wskazuje, że udział hoteli działających pod międzynarodową marką w ogólnej podaży hoteli w Polsce utrzymuje się na 6-proc. poziomie. Przy uwzględnieniu operatorów krajowych wskaźnik ten wynosi 8,7 proc. Choć pojawia się coraz więcej hoteli, to zdaniem eksperta Polska jest rynkiem o dużym potencjale.

– Gdyby patrzeć czystymi wskaźnikami nasycenia ze względu na liczbę mieszkańców, to jesteśmy na szarym końcu, na 33. miejscu w Unii Europejskiej, z bardzo niskim wskaźnikiem nasycenia – zaznacza Węgłowski.

Średnie obłożenie hoteli w Polsce stopniowo rośnie. Jeszcze w 2010 roku nieznacznie przekraczało 40 proc., w 2015 roku było to już ponad 49 proc. (dane Knight Frank). Jak twierdz Węgłowski dopiero jednak przy wskaźnikach sięgających 65–70 proc. można byłoby stwierdzić, że branża nie nadąża z miejscami dla wszystkich gości.

– Zdarzają się okresy w miastach czy w atrakcyjnych turystycznie regionach, gdzie goście nie mogą znaleźć odpowiedniego zakwaterowania. Obecnie wskaźnik nasycenia pokojami hotelowymi w kraju jest jeszcze nieobiektywny, ale patrząc na frekwencję, mamy w skali roku duży zapas, żeby budować hotele w większym tempie – ocenia Ireneusz Węgłowski.

Profi Credit zapowiada zwiększenie liczby doradców finansowych i biur terenowych. Stawia też na rozwój alternatywnych kanałów dystrybucji

Profi Credit zapowiada zwiększenie liczby doradców finansowych i biur terenowych. Stawia też na rozwój alternatywnych kanałów dystrybucji 2
Zmiany prawne na rynku firm pożyczkowych nie wpłynęły negatywnie na wyniki finansowe Profi Credit Polska. Wicelider polskiego rynku pożyczkowego w I półroczu tego roku osiągnął 16-proc. wzrost wartości sprzedanych pożyczek netto. Rozbudowana została też baza klientów. Firma zapowiada zwiększenie liczby doradców finansowych i biur terenowych. Będziemy intensyfikować dystrybucję pożyczek kanałem telefonicznym, ale zamierzamy też inwestować w alternatywne kanały sprzedaży – zapowiada Jarosław Czulak z Profi Credit Polska.

– Nasze wyniki, ale też i plany są zależne w dużej mierze od sytuacji makroekonomicznej. Pierwsze półrocze 2016 roku było czasem dużych zmian na rynku pożyczkowym. Weszła w życie ustawa o zmianie prawa bankowego i niektórych innych ustaw, która wymusiła duże zmiany na rynku pożyczkowym –tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Jarosław Czulak, dyrektor działu marketingu w Profi Credit Polska.

Zmiany legislacyjne, które zaczęły obowiązywać 11 marca tego roku, wymusiły zmianę działania wielu firm pożyczkowych. Główną zmianą, którą przyniosła ustawa, było ograniczenie maksymalnego poziomu pozaodsetkowych kosztów kredytu konsumenckiego do sumy 25 proc. całkowitej kwoty kredytu w ujęciu bazowym i 30 proc. całkowitej kwoty kredytu wyrażonej w ujęciu rocznym. Łącznie wszystkie koszty pozaodsetkowe nie mogą przekroczyć równowartości pożyczonej kwoty.

Firmy pożyczkowe mają też obowiązek posiadania odpowiedniego kapitału zakładowego (200 tys. zł). Wprowadzenie wyższych wymagań dla firm pożyczkowych wpłynęło na kondycję rynku. W II kw. tego roku, po 3 miesiącach obowiązywania nowej ustawy, zniknęło 21 firm pożyczkowych, czyli 17 proc. istniejących w Rejestrze Firm Pożyczkowych.

– Nie wszystkie instytucje pożyczkowe, które na rynku istniały przed 11 marca, istnieją również po tym terminie. Jest wiele firm, które zmian na rynku nie przetrwały. Pomimo zawirowań na rynku spółka Profi Credit była dobrze przygotowana i świadczą o tym wyniki – zaznacza Czulak.

Polska dywizja międzynarodowej grupy finansowej Profireal Group przez I półrocze umocniła pozycję wicelidera rynku pożyczek pozabankowych. Ich  łączna wartość netto wyniosła 139 mln zł (przy 120  mln w tym samym okresie rok wcześniej). Zawarto ponad 34 tys. nowych umów (3 proc. wzrost w skali roku). O ponad połowę (54 proc.) wzrósł też kapitał własny spółki (288 mln zł). Jak wskazuje Jarosław Czulak, cały 2016 rok powinien się okazać korzystny dla firmy. Spółka zwiększyła udział w rynku, przejmując portfel klientów konkurencji, która nie udźwignęła nowych obowiązków legislacyjnych i fiskalnych nałożonych na branżę w I kwartale br.

– Rok 2016 na pewno będzie dobrym czasem dla Profi Credit. Planujemy zwiększenie liczby doradców finansowych do poziomu 4 tys., a liczby biur terenowych do poziomu 180 – zapowiada przedstawiciel Profi Credit Polska.

W  I półroczu firma skupiła się na modyfikacji oferty i rozbudowie sieci sprzedaży. Zaowocowało to przyrostem bazy klientów (o 10 proc.). Średnia wysokość pożyczki wynosi ok. 10 tys. zł, a średni okres kredytowania ok. 30 miesięcy.

Profi Credit Polska zamierza też zwiększać efektywność dostępnych kanałów dystrybucji zgodnie z przyjętą strategią. Spółka przewiduje rozwój sieci placówek terenowych (do poziomu 180) i zwiększenie liczby doradców finansowych (do ok. 4 tys.).

– Planujemy też rozwój naszych kanałów dystrybucji. Na pewno będziemy intensyfikować sprzedaż pożyczek kanałem telefonicznym, ale zamierzamy też inwestować w inne kanały, jak np. kanał sprzedaży internetowej – zapowiada Jarosław Czulak.

ZUS i PAN łączą siły w pracach badawczo-naukowych. Chcą też wspólnie kształcić w zakresie ubezpieczeń społecznych

ZUS i PAN łączą siły w pracach badawczo-naukowych. Chcą też wspólnie kształcić w zakresie ubezpieczeń społecznych 3
Zakład Ubezpieczeń Społecznych rozpoczyna współpracę z Polską Akademią Nauk. W ramach wspólnych działań mają szerzyć wiedzę w zakresie ubezpieczeń społecznych i prowadzić prace naukowo-badawcze. PAN dysponuje ogromnym potencjałem naukowym, ZUS zaś umożliwia badaczom dostęp do bazy danych. To dobry przykład na to, w jaki sposób możemy się wymieniać kapitałem – podkreśla prof. Gertruda Uścińska, prezes ZUS.

– Zawarta umowa będzie polegać na wymianie dwustronnego kapitału, dorobku, jego uaktualnianiu i pomnażaniu. Polska Akademia Nauk dysponuje ogromnym potencjałem naukowym i badawczym, Zakład Ubezpieczeń Społecznych jest instytucją stosującą prawo, ale ma dla badaczy bardzo dobrą ofertę, dostęp do bazy danych, doświadczenia z praktyki stosowania przepisów z zakresu ubezpieczeń społecznych – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes prof. dr hab. Gertruda Uścińska, prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Umowa o współpracy w zakresie działalności naukowo-badawczej, doradczej i edukacyjnej została przez instytucje podpisana 5 września. Jej istotnym celem jest szerzenie wiedzy z zakresu zabezpieczenia społecznego, ponieważ – jak podkreśla prezes ZUS – wciąż jest ona niewystarczająca. Obie instytucje mają wpływ na kreowanie rzeczywistości, mogą postulować zmiany przepisów, dlatego ważne jest porozumienie i wzajemne wspieranie w zmianach społecznych.

– Pierwszy komponent to prace naukowo-badawcze, wykorzystanie naszej bazy danych i badań prowadzonych w Polskiej Akademii Nauk. Drugie zadanie, wpisane w kontekst naszych zadań ustawowych, to popularyzatorstwo szeroko rozumianej wiedzy o ubezpieczeniach społecznych. Rozumiemy to nie tylko literalnie, lecz także poprzez wspólne organizowanie konferencji czy seminariów – podkreśla prof. Uścińska.

Obie instytucje zamierzają również organizować wspólne konferencje z zakresu polityki społecznej. Komitet Nauk o Pracy i Polityce Społecznej PAN będzie przygotowywał analizy i ekspertyzy na rzecz ZUS-u. Zakład ma się zaś włączyć w prace komitetu, który przygotowuje rekomendacje dla prezesa PAN w przedmiocie przyznawania Medalu im. Wacława Szuberta za wybitne osiągnięcia w zakresie nauk o pracy i polityce społecznej. Jak podkreśla prezes Zakładu, to osoba o kluczowym znaczeniu dla polskiego prawa pracy i ubezpieczeń społecznych, związana również z ZUS.

 Umowa z PAN została zawarta na czas nieokreślony. Strony zawsze mogą uaktualnić, zmienić niektóre postanowienia w zależności od aktualnej sytuacji i potrzeb. To dobra perspektywa – ocenia prof. Gertruda Uścińska.

ZUS i PAN mają współdziałać na polu naukowo-badawczym. Kompleksowe postrzeganie ubezpieczeń społecznych determinuje prowadzenie badań naukowych z uwzględnieniem innych dyscyplin i perspektyw badawczych (socjologia rodziny, psychologia społeczna czy ekonomia behawioralna). Efektem współpracy obu instytucji będzie konkurs na najlepsze prace o charakterze naukowym, badawczym i podręcznikowym ze specjalności polityka społeczna, rynek pracy i zarządzanie zasobami ludzkimi.

– Polska Akademia Nauk da swój prestiż, powagę i niewątpliwą pozycję merytoryczną. Współpraca uczonych zarówno z PAN, jak i ZUS, to niewątpliwie korzyść dla obu stron – przekonuje prof. Jerzy Duszyński, prezes Polskiej Akademii Nauk.

Istotne jest nie tylko podejmowanie działań dla rozwoju nauki, lecz także tworzenie warunków, które będą stymulowały naukowe zaangażowanie w dyscypliny związane z polityką społeczną i rynkiem pracy.

–  Każde studia na każdym z etapów, jeżeli będą na wysokim poziomie i będą dotyczyć spraw, które są później dostrzegane przez pracodawców, będą się na pewno cieszyły powodzeniem – przekonuje prof. Duszyński.

Przedstawiciele ZUS prowadzą już wykłady na Uniwersytecie Warszawskim, uczestniczą w konferencjach i seminariach. Organizowane są również szkolenia z zakresu ubezpieczeń społecznych dla wykładowców i pracowników administracji uczelni. Konkurs na najlepsze prace naukowe może również pomóc w uatrakcyjnieniu kierunków studiów związanych z ubezpieczeniem społecznym i przyciągnąć studentów.

– Studia muszą stać na bardzo wysokim poziomie, musimy wysyłać ludzi na staże zagraniczne, jednym słowem: uczynić je bardziej atrakcyjnymi i budować autorytet – zaznacza prezes PAN.

Duszyński przekonuje, że dzięki współpracy z ZUS i konkursowi prowadzonemu przez Komitet ZUS możliwe będzie ufundowanie nagrody prezesa PAN.

– Będziemy mogli premiować wybijających się licencjatów. To ważne, bo sięgniemy do kształcenia na poziomie licencjackim i będziemy promować te niezwykle ważną dziedzinę – ocenia prof. Jerzy Duszyński.

Rośnie liczba pożarów w budynkach mieszkalnych. Polacy rzadko decydują się na poprawę odporności pożarowej budynków

Rośnie liczba pożarów w budynkach mieszkalnych. Polacy rzadko decydują się na poprawę odporności pożarowej budynków 4
W ubiegłym roku doszło do blisko 185 tys. pożarów, z czego prawie 30 tys. w obiektach mieszkalnych – wynika ze statystyk Państwowej Straży Pożarnej. Domów jednorodzinnych dotyczy ok. 12 proc. pożarów, ale to w nich jest najwięcej poszkodowanych osób. Mimo że Polacy obawiają się pożarów, wciąż rzadko inwestują w rozwiązania, które mogłyby ich przed tym uchronić.

Najwięcej ofiar pochłaniają pożary budynków mieszkalnych jedno- i wielorodzinnych. Około 80 procent osób cierpiących w pożarach to są właśnie zdarzenia tego typu – mówi agencji Newseria Biznes Konrad Witczak, specjalista ds. norm i standardów firmy Rockwool, produkującej m. in. izolacje budowlane.

W 2015 roku w pożarach zginęło 512 osób. Z tego 393 osoby zginęły podczas pożarów obiektów mieszkalnych. W 2014 roku ofiar było odpowiednio 494 i 381. Liczba pożarów obiektów mieszkalnych wzrosła o 8 proc. – wynika z Biuletynu Informacyjnego Państwowej Straży Pożarnej.

Przyczynami pożarów jest najczęściej przeciążenie instalacji elektrycznej, ale także pozbawione opieki urządzenia grzewcze i sprzęt AGD, nieumiejętne posługiwanie się substancjami i materiałami łatwopalnymi oraz nieostrożne obchodzenie się z niedopałkami papierosów.

Przyczyną pożaru może być też nieuwaga użytkowników budynków, np. rozpalanie grilli zbyt blisko ścian budynków, albo niedopałki po papierosach wyrzucone do śmieci – mówi Witczak.

Według raportu CBOS „Postawy Polaków wobec niecodziennych zdarzeń losowych” 61 proc. Polaków obawia się pożaru. Mimo to – zdaniem eksperta Rockwool – rzadko podejmujemy działania i inwestujemy w rozwiązania, które mogłyby podnieść nasze bezpieczeństwo w tym zakresie.

Zabezpieczenia przed pożarem dzielimy ogólnie na tzw. aktywne oraz pasywne techniki zabezpieczeń pożarów. Techniki aktywne to są wszelkiego rodzaju czujniki, alarmujące np. o wydobywającym się dymie czy informujące o wzroście temperatury. Techniki pasywne to m.in. stosowanie niepalnych materiałów budowlanych czy regularne przeglądy instalacji gazowych i elektrycznych – wymienia Konrad Witczak.

Dla bezpieczeństwa przeciwpożarowego istotna są także odpowiednie warunki ewakuacji.

Ekspert podkreśla, że już na etapie projektu domu trzeba pomyśleć o tych zabezpieczeniach. W znacznym stopniu mogą one ograniczyć ryzyko wystąpienia pożaru lub jego rozprzestrzenienia się na cały budynek. Specjaliści przypominają jednak, że nie ma możliwości 100 procentowego zabezpieczenia się przed zagrożeniem pożarem.

Należy podejść do tego z rozsądkiem, również od strony ekonomicznej. De facto dysponując nie zbyt wielkim nakładem finansowym i dokładając niewiele środków, możemy znacznie poprawić swoje bezpieczeństwo pożarowe czy odporność pożarową budynków, chociażby wybierając niepalne materiały budowlane lub zlecając raz na jakiś czas przegląd instalacji na przykład gazowej odpowiedniemu fachowcy – dodaje Witczak.

Trzykrotny wzrost obywateli Ukrainy z prawem pobytu w ciągu ostatnich trzech lat. Mają oni największy potencjał imigracyjny

Trzykrotny wzrost obywateli Ukrainy z prawem pobytu w ciągu ostatnich trzech lat. Mają oni największy potencjał imigracyjny 5
Polskie placówki konsularne i dyplomatyczne wydały w ubiegłym roku Ukrainkom i Ukraińcom ponad 900 tys. wiz. Tylko w pierwszym półroczu br. było ich już blisko 700 tys. Urząd ds. Cudzoziemców szacuje, że w posiadaniu obywateli tego kraju jest obecnie 85 tys. dokumentów uprawniających do dłuższych, trwających ponad dwanaście miesięcy, pobytów. Do końca roku powinno ich być około 100 tys.

 Wśród obywateli Ukrainy dominują osoby, które zalegalizowały swój pobyt na dłuższy czas, a więc najczęściej posiadają pozwolenie na pracę – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jakub Dudziak, rzecznik prasowy Urzędu ds. Cudzoziemców (UDSC).

Jak wynika z danych UDSC, uwzględniając kryterium obywatelstwa wnioskujących o zezwolenie na pobyt w tym roku, najczęściej wnioski takie składali obywatele Ukrainy (67 proc.). Rok wcześniej odsetek ten był nieco niższy (60 proc.).

Wzrósł nie tylko odsetek, ale także liczba ukraińskich wnioskodawców (+45 proc.). Za ten przyrost odpowiedzialna jest rosnąca liczba wniosków o zezwolenie na pobyt czasowy (+57 proc., do 44,7 tys.). Spadło nieco zainteresowanie pobytem stałym (o 20 proc., do 4 tys.).

 Mniejszą grupę stanowią obywatele tego kraju przyjeżdżający do Polski na podstawie wiz, a więc na krótszy  okres, maksymalnie do roku. Przyjeżdżają do Polski np. na pół roku, pracują, wracają na Ukrainę i ewentualnie przyjeżdżają po raz kolejny, ewentualnie migrują również do innych krajów Europy – mówi Dudziak.

W ubiegłym roku polskie placówki konsularne i dyplomatyczne wydały ponad 900 tys. wiz obywatelom tego kraju. Tylko w pierwszym półroczu br. było ich blisko 700 tys.

 – To dużo większa grupa niż osoby posiadające tylko ważne dokumenty pobytowe – precyzuje Jakub Dudziak. – Jeśli jest to pobyt na podstawie wizy, trwa on zwykle kilka miesięcy, jeżeli na podstawie zezwolenia na pobyt czasowy – raczej kilka lat.

Jak wynika z najnowszych danych UDSC już przeszło 234 tys. obywateli innych krajów, o około 60 proc. więcej niż trzy lata temu, posiada obecnie ważne dokumenty uprawniające do pobytu w Polsce dłużej niż określa to wiza. Podobnie jak w 2013 roku najczęściej przyjeżdżają do Polski w ten sposób obywatele Ukrainy, w których posiadaniu znajduje się obecnie 85 tys. ważnych dokumentów pobytowych, o 50 tys. więcej niż trzy lata temu. Na drugim miejscu plasują się Niemcy (20 tys.), a kolejne pozycje zajmują Rosjanie, Białorusini oraz Wietnamczycy. UDSC szacuje, że do końca br. na terenie Polski będzie przebywać około 100 tys. obywateli Ukrainy posiadających takie dokumenty.

 Ukrainki i Ukraińcy niewątpliwie mają największy potencjał imigracyjny w związku z sytuacją polityczną i militarną w ich ojczyźnie – ocenia Jakub Dudziak. – Ale też bardzo chętnie przyjeżdżają do Polski, gdzie mogą pracować, mają dużo ofert, stanowią dobre uzupełnienie krajowego rynku zatrudnienia i zarabiają na pewno więcej niż na Ukrainie, co dla nich jest bardzo motywujące. 100 tys. to cała grupa, łącznie z osobami przebywającymi obecnie. Sądzimy więc, że przybędzie do Polski w tym roku jeszcze kilkanaście tysięcy osób. W grupie tej znajdą się również takie, które do tego czasu zalegalizują swój pobyt.

Ukraińcy są również drugą najliczniejszą nacją spośród osób ubiegających się o nadanie statusu uchodźcy. Ich wnioski stanowią 10 proc. ogółu, podczas gdy w 2015 roku było to 19 proc. Według stanu na 4 września szef Urzędu do Spraw Cudzoziemców prowadzi 480 postępowań w sprawie o udzielenie ochrony wobec obywateli Ukrainy. Pomocą socjalną objętych jest 1,5 tys. obywateli tego kraju.

W Polsce jest miejsce na nawet 1 mln terminali płatniczych. Sporą część rynku chcą zająć firmy oferujące mobilne urządzenia

W Polsce jest miejsce na nawet 1 mln terminali płatniczych. Sporą część rynku chcą zająć firmy oferujące mobilne urządzenia 6
Na polskim rynku jest niemal pół miliona terminali płatniczych. Szacunki mówią o potencjale podwojenia tej liczby. Swoje miejsce na mapie polskich płatności elektronicznych chcą zaznaczyć również urządzenia mobilne do rozliczania transakcji, czyli mPOS-y. Dziś ich liczba na rynku to zaledwie kilka tysięcy.

– Jeżeli popatrzymy na rynek polski to szanse rozwoju płatności bezgotówkowych w Polsce są ciągle bardzo duże. Dane NBP po I kwartale mówią, że w tej chwili na polskim rynku mamy 478 tys. urządzeń do akceptacji. Są to głównie terminale. Liczba mPOS-ów jest bardzo mała – zaledwie parę tysięcy – mówi agencji informacyjnej Newseria Katarzyna Zubrzycka, prezes zarządu Paymax, firmy, która wdraża rozwiązanie mPOS Paymax. – Estymacje rynkowe mówią, że jest miejsce na około 1 mln urządzeń płatniczych, więc de facto mówimy o potencjale podwojenia tego rynku.

mPOS to czytnik kart współpracujący z mobilną aplikacją. Niewielkie urządzenie łączy się ze smartfonem lub tabletem bezprzewodowo poprzez bluetooth. Umożliwia przyjmowanie płatności bezgotówkowych oraz ich autoryzację. Światowy rynek tego typu urządzeń dynamicznie się rozwija.

– Historia mPOS-ów rozpoczęła się w 2009 roku w Stanach Zjednoczonych w momencie, kiedy Square wszedł na rynek. W Europie dla odmiany w 2010 w Szwecji dzięki firmie iZettle – mówi Katarzyna Zubrzycka. – W 2011 roku było na świecie około 4,5 mln mPOS-ów, w 2013 około 9 mln, a na 2017 estymacje pokazują, że to będzie około 38 mln urządzeń. Z kolei w 2019 ich liczba ma zbliżyć się do 51 mln.

W I kwartale liczba terminali POS wzrosła o 15 tys., czyli o 3 proc. Przybyło także punktów handlowo-usługowych, które są przystosowane do akceptacji kart płatniczych. Po pierwszych trzech miesiącach roku było ich 375 tys., czyli o 10 tys. więcej niż w grudniu 2015.

Terminal typu mPOS jest urządzeniem, które kupuje się na własność, czyli nie ma miesięcznej opłaty dzierżawy. To daje większą elastyczność, zwłaszcza jeżeli ktoś prowadzi sprzedaż sezonową lub zamyka swój biznes na jakiś czas albo ma przestoje. Dzierżawa może być obciążeniem, więc mobilne urządzeni może być ciekawym rozwiązaniem – wskazuje prezes Paymax.

W jego ocenie obecnie konkurencja na rynku mPOS-ów w Polsce nie jest duża. Spodziewa się jednak jej zwiększenia, gdyż sporo dostawców urządzeń do przeprowadzania transakcji POS już uzupełnia swoją ofertę lub rozważa oferowanie mPOS-ów.

Nadprodukcja hamuje wzrost cen zbóż. Rolnicy nie muszą się jednak obawiać o zbyt niskie wpływy

Nadprodukcja hamuje wzrost cen zbóż. Rolnicy nie muszą się jednak obawiać o zbyt niskie wpływy 7
Spodziewane wysokie zbiory na świecie i ambicje największych światowych producentów, którzy celują w rekordowe poziomy, nie sprzyjają podwyżkom cen zbóż w Polsce i na świecie. Poważnych spadków jednak również nie należy się spodziewać. Popyt rośnie – obok tradycyjnego sektora hodowlanego i pasz, dodatkowym elementem popytowym są biopaliwa.

 W tym sezonie będziemy mieli kontynuację nadpodaży na rynkach zbóż i to w zasadzie wszystkich gatunków. Może trochę delikatnie słabiej na rynku kukurydzy, ale raczej będzie to kontynuacja – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Kalicki, kierownik Zespołu Monitoringu Zagranicznych Rynków Rolnych FAMMU/FAPA. – Według ostatnich prognoz światowe zbiory zbóż będą znowu rekordowe.

Międzynarodowa Rada Zbożowa (IGC), w związku z kończącymi się żniwami zbóż podstawowych na półkuli północnej, uaktualniła w sierpniu prognozy zbiorów zbóż na świecie. Globalne zbiory zbóż bez ryżu w sezonie 2016/17 wyniosą 2068,9 mln ton, czyli o 22,9 mln  ton więcej niż szacowano w lipcu.

Światowe zbiory pszenicy w sezonie 2016/17 spodziewane są na poziomie 743,2 mln ton, czyli o 6,8 mln t więcej w stosunku do szacunków dla sezonu 2015/16. Z kolei globalne zbiory kukurydzy mają ukształtować się na poziomie 1029,9 mln ton, czyli o 61,4 mln ton więcej niż w poprzednim sezonie.

Utrzymująca się nadpodaż to efekt wzrostu produkcji, jaki nastąpił kilka lat temu. Jedną z przyczyn jest skok cen zbóż z lat 2007-2009, związany z załamaniem na rynkach finansowych. Ceny nie wróciły do poziomu sprzed tej hossy, chociaż i tak są niższe niż w okresie najwyższych cen. To rozkręca opłacalność rynku – mówi Andrzej Kalicki.

Drugim elementem nakręcającym produkcję jest zwiększony popyt ze strony sektora biopaliw.

Ten segment nie rozwija się tak szybko jak niektórzy przewidywali, ale jest bardzo mocny, zwłaszcza na rynku amerykańskim, gdzie bardzo duża część produkcji kukurydzy jest przeznaczana na biopaliwa – wyjaśnia ekspert.

Dobre zbiory prognozowane są u większości głównych eksporterów zbóż. Rekordowo dobrego sezonu spodziewają się Rosjanie. Lipcowe prognozy, jak informował FAMMU/FAPA, mówiły o produkcji na poziomie 113-116 ton, w tym 70-71 ton pszenicy miękkiej. Wysoka podaż może nakręcać konkurencję na rynku, co oznacza presję na spadek cen.

Ceny zbóż w Polsce i na świecie powinny być raczej zbliżone do obecnych poziomów, być może z niewielką tendencją spadkową. Podaż będzie sprzyjała tendencji spadkowej, natomiast hamująco będzie na nią wpływało to, że po kilku latach systematycznego spadku cen i tendencji zniżkowych na światowym rynku żywności, czyli podstawowych surowców rolnych i żywnościowych, widzimy już w tym roku tendencję do odbijania się od dna – mówi Andrzej Kalicki.

Globalne ceny żywności – zgodnie z indeksem FAO – w ubiegłym roku spadły o 19 proc. Był to kolejny z rzędu rok spadków. W styczniu osiągnęły poziom najniższy od siedmiu lat. W tym roku zaczyna się to zmieniać – dla przykładu w czerwcu światowe ceny żywności odnotowały największy miesięczny wzrost od 4 lat. Organizacja NZ ds. Wyżywienia i Rolnictwa prognozuje raczej stabilizację na rynku niż dalsze spadki.

A. Łaszek (FOR): Rosnący dług publiczny zniechęca zagranicznych inwestorów i osłabia złotego

A. Łaszek (FOR): Rosnący dług publiczny zniechęca zagranicznych inwestorów i osłabia złotego 8
Pod koniec czerwca br. szacunkowa wartość długu publicznego wyniosła 975 mld zł, co daje 25,5 tys. zł. na każdego mieszkańca Polski. Do tego dochodzą jeszcze zobowiązania emerytalne państwa, których wartość tylko ze strony Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynosi 3235 mld zł, czyli 85,2 tys. zł na przeciętnego Polaka. Według Forum Obywatelskiego Rozwoju obietnice ograniczenia przez rząd wydatków publicznych w latach wyborczych 2018 i 2019 są mało wiarygodne, a rosnący dług publiczny zniechęca zagraniczny kapitał do inwestowania i tym samym osłabia złotego. 

– W tym roku większość potrzeb pożyczkowych państwa była realizowana w pierwszej połowie roku, czyli Ministerstwo Finansów zadłużało się trochę na zapas – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Aleksander Łaszek, główny ekonomista fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR). – Poza tym osłabił się złoty. Droższa waluta zwiększa wartość długu zagranicznego.

Z szacunków FOR wynika, że dług publiczny na koniec czerwca 2016 roku wyniósł ponad 975 mld zł, co daje ponad 25,5 tys. zł na jednego mieszkańca Polski. Za szybkim wzrostem długu publicznego stały rosnące wydatki. W ciągu zaledwie sześciu miesięcy br. dług wzrósł o 64,4 mld zł, z 834,6 mld zł do 899 mld zł, dokładając tym samym do długu każdego Polaka 1 697 zł. Zdaniem Aleksandra Łaszka na tak szybkie tempo wzrostu zadłużenia miały wpływ dwa podstawowe czynniki. Pierwszym były potrzeby pożyczkowe Skarbu Państwa, drugim – osłabienie krajowej waluty.

– Część polskiego długu publicznego została zaciągnięta w euro, dolarach i innych walutach, co oznacza, że jeżeli złoty się osłabia, to dług publiczny rośnie – wyjaśnia Aleksander Łaszek. – Niemniej głównym źródłem zwiększającego się długu publicznego jest utrzymujący się deficyt sektora finansów publicznych. W tym roku, tak jak w poprzednich latach, rząd i w ogóle cały sektor finansów publicznych zamierzają wydać znacznie więcej, niż wynoszą ich dochody. Ta różnica przyczynia się do wzrostu deficytu.

Spadek wartości krajowej waluty, jak podkreśla główny ekonomista FOR, został spowodowany polityką rządu i, jak podkreśla ekspert, otwarciem przysłowiowego worka z obietnicami socjalnymi bez realnego pokrycia w finansach.

– Chodzi o populistyczne propozycje obniżenia wieku emerytalnego czy ryzyko przewalutowania kredytów frankowych na koszt banków – precyzuje Aleksander Łaszek. – Tego rodzaju zapowiedzi podważają zaufanie do polskiej gospodarki, podobnie jak gorszący spór o Trybunał Konstytucyjny. Inwestorzy zagraniczni to widzą, mniej chętnie inwestują w Polsce, przez co osłabia się złoty. Odczuwa to zarówno przeciętny Kowalski, jak i budżet państwa.

Wprowadzony przez obecny rząd podatek od kredytów, jak wskazują analitycy FOR, spowodował, że instytucje finansowe zamiast udzielać kredytów na inwestycje przedsiębiorstw, wolą kupować obligacje rządowe. W pierwszej połowie br. banki nabyły zwolnione z podatku państwowe papiery wartościowe za ponad 57 mld zł. W tym samym czasie udzieliły tylko 5,7 mld zł kredytów inwestycyjnych, od których muszą płacić daninę fiskusowi. Konstruując taki podatek, rząd – według FOR – ułatwia sobie zadłużanie kosztem inwestycji i rozwoju całej gospodarki w przyszłości.

– Znacznie jednak istotniejsza od nominalnej wartości długu publicznego jest jego relacja do PKB – twierdzi Aleksander Łaszek. – W tej chwili jawne zadłużenie przekracza już 50 proc. PKB, co w kraju takim jak Polska jest już niebezpieczną wartością. Nie ma sztywnego progu, po przekroczeniu którego dług zaczyna być niebezpieczny dla gospodarki, jego wysokość różni się w czasie i zależy od kraju. Jeżeli jest bardzo bogaty, ma rozwiniętą gospodarkę, dużo krajowych oszczędności, tak jak na przykład Japonia, to może się zadłużać do bardzo wysokich nominałów. Natomiast w przypadku stosunkowo ubogiego kraju, mniej wiarygodnego jak Polska poziom bezpiecznego zadłużenia jest dużo niższy.

Jak przypomina Aleksander Łaszek w porównywalnych pod względem rozwoju gospodarczego i sytuacji politycznej Węgrzech kryzys finansów publicznych wybuchł, gdy zadłużenie przekraczało 65 proc. PKB. W przypadku krajów bałtyckich poziom ten był jeszcze niższy. Tam jednak decydującym czynnikiem nie był stan finansów publicznych, ale raczej kryzys bankowy i obawy inwestorów związane z sytuacją tamtejszych instytucji finansowych.

– Przykłady Węgier czy Słowenii pokazują, że w kraju na naszym poziomie bogactwa relacja długu do PKB rzędu 50 proc. nie daje wystarczającego buforu bezpieczeństwa – ocenia Aleksander Łaszek.

Jego zdaniem najbardziej jednak niepokojąca jest zapowiedź zwiększenia przez rząd wydatków publicznych i wzrost deficytu. W tym i następnym roku ma on rosnąć, a w związku z tym także dług publiczny będzie się zwiększał. Oszczędności są przewidziane dopiero w latach 2018 i 2019.

– Jest to o tyle mało wiarygodne, że są to lata wyborcze, kiedy to rządy bardzo niechętnie ograniczają wydatki – wskazuje Aleksander Łaszek. – Niestety, dopóki polska gospodarka rozwija się relatywnie dobrze, sytuacja na świecie jest w miarę stabilna, dopóty wzrost długu publicznego nie stanowi niebezpieczeństwa dla krajowej gospodarki. Ceną jest wolniejszy wzrost PKB, który w razie silnego spowolnienia w Polsce albo wstrząsów na świecie, które cały czas są możliwe, postawi nas w bardzo trudnej sytuacji.

Poza obsługą jawnego długu publicznego ze swoich podatków, jak przypomina FOR, Polacy muszą też finansować ukryty dług publiczny, czyli zobowiązania emerytalne państwa. Obecna wartość należności ze strony samego Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynosi ponad 3235 mld zł, co daje 85,2 tys. zł na każdego mieszkańca Polski.

W sklepach internetowych różnice w cenach produktów mogą sięgać kilkuset procent. Występują znacznie częściej niż w tradycyjnym handlu

W sklepach internetowych różnice w cenach produktów mogą sięgać kilkuset procent. Występują znacznie częściej niż w tradycyjnym handlu 9
Ten sam produkt w różnych e-sklepach może mieć różną cenę. Największe różnice występują w kategorii artykułów elektronicznych oraz farmaceutyków – wynika z obserwacji Dealavo. Co ciekawe, zdarza się, że dystrybutorzy proponują znacznie niższe ceny niż producenci. Ponieważ wciąż cena jest głównym czynnikiem decydującym o wyborze kupującego, a w internecie klient może je łatwo i szybko porównać, właściwa polityka cenowa to często być albo nie być danego sklepu.

– W internecie różnice w cenach produktów są znacznie większe niż w przypadku sprzedaży offline – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Kot, prezes zarządu Dealavo, spółki dostarczającej narzędzia do analizy cen online i konkurencji. – Oczywiście zależą one od kategorii, w niektórych różnice są bardzo znaczące, w innych są mniejsze. Do tych najczęściej się zmieniających zaliczamy np. elektronikę użytkową czy produkty farmaceutyczne.

Największe różnice cenowe, które mogą sięgać nawet kilkuset procent, występują w przypadku produktów najtańszych. Zdaniem Jakuba Kota takie zjawisko nie dziwi, biorąc pod uwagę skalę konkurencji. W tym roku liczba sklepów internetowych prawdopodobnie przekroczy 23 tys.

 Rynek będzie się rozwijał dynamicznie, dlatego coraz większe znaczenie będą miały w Polsce automatyczne narzędzi do ustalania polityki cenowej – przekonuje Jakub Kot. – Cena przede wszystkim powinna być kształtowana świadomie i na podstawie rzetelnych danych. Obecnie wielu sprzedawców ufa przeczuciu i zasadzie życzeniowego myślenia. Niestety, wpływa to negatywnie na sprzedaż, bo klient szybko może zweryfikować cenę. Kształtując politykę cenową, bez oparcia się na danych i bez analizy działań konkurencji, firmy same skazują się na gorszą pozycję.

Jak wynika z badania „E-commerce w Polsce 2016. Gemius dla e-Commerce Polska”, 50 proc. klientów wskazało atrakcyjną cenę jako czynnik motywujący do wyboru danego sklepu. W dalszej kolejności znalazły się niskie koszty dostawy (42 proc.) oraz pozytywne doświadczenia z poprzednich zakupów (39 proc.).

 Klienci biorą pod uwagę również poziom obsługi i doradztwa, jaki zapewnia sprzedawca. Natomiast cena nadal jest decydująca i firma musi świadomie decydować o tym, które produkty może oferować drożej, a w których obszarach polityka cenowa musi być bardziej konkurencyjna – precyzuje Kot. – Często słyszymy od znajomych, że są oni w stanie zapłacić kilkanaście złotych więcej za produkt z zaufanego sklepu. Nie spotykamy się raczej z opinią, że mogą zapłacić kilka tysięcy więcej, co np. może się zdarzyć przy zakupie samochodu. W różnych progach cenowych wrażliwość cenowa jest bowiem inna.

Według Jakuba Kota znaczące różnice w cenach to zwykle nie jest efekt przemyślanej strategii, ale przypadku. Wciąż wiele e-sklepów nie radzi sobie ze strategią cenową. Obranie polityki cenowej powinno jednak być poprzedzone rzetelną analizą.

– Polityka cenowa to bardzo silna broń w walce o klienta, nie wymagająca żadnych dodatkowych środków, np. na reklamę – chwali Kot. – To potężne narzędzie, które może mieć każda firma i które może wykorzystać do zwiększania przychodów.

Niektóre e-sklepy oferują produkty nawet taniej niż producenci na swoich stronach www. Dystrybutorzy ograniczają swoją marżę proponowaną przez producenta. Jak podkreśla Kot, czasem wynika to z martwego sezonu i jest próbą okresowego pobudzenia sprzedaży, ale czasem może to świadczyć o wojnie cenowej, co może przynieść straty całej marce.

– Taka sytuacja oznacza, że rynek zweryfikował cenę. Sprzedawcy oferują produkt taniej, bo nie mogli sprzedać go w wyższej cenie. Producenci powinni również świadomie kształtować swoją politykę cenową i na bieżąco monitorować popyt – tłumaczy Kot.

W kształtowaniu polityki cenowej pomagają inteligentne narzędzia. Specjalistyczne algorytmy mogą znaleźć w przestrzeni internetowej odpowiedniki oferowanych produktów pomimo różnic w nazwach produktowych oraz wskazać od razu, czy dana wartość jest za niska, czy za wysoka. Biorą także pod uwagę sytuację rynkową.

– Dzięki temu procesy monitoringu i tworzenia polityki cenowej mogą być zautomatyzowane – podsumowuje Kot. – Tego rodzaju narzędzia są w stanie dostarczyć rzetelne dane z rynku w czasie rzeczywistym, oszczędzając w ten sposób mnóstwo czasu przedsiębiorcy.

Powrót do dużej zmienności na ropie

Ceny ropy naftowej wzrosły dziś o ponad 5 proc. przez spekulacje, iż Rosja i Arabia Saudyjska dojdą do porozumienia mającego na celu ustalenie maksymalnego poziomu produkcji.

Porozumienie energetyczne pomiędzy tymi krajami zostało podpisane, natomiast nie ustalono w nim żadnego limitu produkcji, gdyż minister energii Arabii Saudyjskiej Pan Khalid Al-Falih stwierdził, iż nie ma na razie potrzeby zamrożenia produkcji. Według niego jest to opcja, która nie jest obecnie potrzebna, ponieważ sytuacja rynkowa poprawia się z dnia na dzień.  Oznacza to, iż do żadnego zamrożenia produkcji najprawdopodobniej nie dojdzie – tym bardziej, że przeciwne są takie kraje jak planujący zwiększenie produkcji do 4 milionów baryłek dziennie Iran czy Irak. Dlatego też początkowy entuzjazm na ropie został powstrzymany i ropa WTI zyskuje obecnie jedynie około 2 proc., handlując nieco powyżej poziomu 45 dolarów za baryłkę. Ropa Brent z początkowego ponad 5 proc. wzrostu oddała już ponad 3 proc. i handluje obecnie nieco powyżej poziomu 47,5 dolarów za baryłkę.

Funt brytyjski umocnił się do najwyższego poziomu do dolara od 15 lipca, po tym jak opublikowany dziś rano usługowy indeks PMI urósł w sierpniu do poziomu 52,9 punktów. Jest to najwyższy miesięczny wzrost indeksu publikowanego przez IHS Markit w jego 20-letniej historii. Przypomnijmy, iż lipcowy odczyt był na poziomie jedynie 47,4 punktów. Funt obecnie zyskuje 0,25 proc. do dolara, handlując w pobliżu poziomu 1,3330. Do euro funt zyskuje około 0,2 proc., a para RURGBP handluje w pobliżu 0,8370.

Polski złoty rozpoczyna tydzień umacniając się nieznacznie do głównych walut. Złoty zyskuje około 0,2 proc. do euro, dolara i franka szwajcarskiego, a do funta brytyjskiego pozostaje stabilny. Złoty może jednak pozostać pod presją w dalszej części tygodnia w oczekiwaniu na przegląd ratingów agencji Moody’s. Ewentualna kolejna obniżka ratingu polskiego długu mogłaby spowodować wyprzedaż złotego i polskich akcji przez zagranicznych inwestorów.

W obecnym tygodniu uwaga inwestorów skupi się na posiedzeniach banków centralnych.  Już dziś w nocy swoje posiedzenie będzie miał Bank Rezerwowy Australii, w środę natomiast decyzję odnośnie stóp przedstawi Bank Kanady oraz nasza Rada Polityki Pieniężnej, a w czwartek Europejski Bank Centralny. Chociaż żaden z wymienionych banków nie planuje dalszej obniżki stóp na obecnych posiedzeniach, to inwestorzy będą bacznie się wsłuchiwali się w informacje odnośnie planów bankierów centralnych na końcówkę roku. W środę przemawiać będzie także szef Banku Anglii Mark Carney, a w piątek poznamy kluczowy dla naszej złotówki przegląd ratingów agencji Moodys’.

Ropa WTI – góra czy dół?

Ropa WTI - góra czy dół? 10

Dzisiejszego dnia odbyła się konferencja z udziałem Arabii Saudyjskiej oraz Rosji na szczycie G20 w Chinach. Początkowo, na wieść o możliwym porozumienia ws. zamrożenia poziomów wydobycia cena ropy naftowej eksplodowała w przeciągu kilku minut. Rynek szacował szanse na takie porozumienie, jednak jak zawsze do żadnego przełomu nie doszło. Na konferencji dowiedzieliśmy się, że Arabia Saudyjska będzie współpracowała z Rosją w sprawie zamrożenia produkcji, jednak taki obrót spraw był do przewidzenia. Jednakże na koniec konferencji saudyjski minister ds. ropy dodał, że obecnie nie ma potrzeby wprowadzenia ograniczeń w produkcji ropy naftowej. W krótkiej perspektywie notowania „czarnego złota” będą w większej mierze zależały od napływających informacji o możliwym porozumieniu krajów OPEC.

Powyższe wydarzenia nie zmieniły sytuacji na wykresie tygodniowym ropy WTI. Na dzień dzisiejszy ropa powinna oscylować w przedziale wahań 40-50 USD za baryłkę. Jednakże długoterminowa sytuacja na rynku ropy naftowej daje większe prawdopodobieństwo wybicia się górą.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Alibaba – kontynuacja trendu wzrostowego

Alibaba - kontynuacja trendu wzrostowego 11

Notowania Alibaby wyskoczyły po publikacji wyniku finansowego za II kwartał 2016 roku. Wyniki spółki zaskoczyły nawet najbardziej optymistycznych analityków. Przychody firmy w porównaniu z II kwartałem poprzedniego roku wzrosły o 59%!

Alibaba - kontynuacja trendu wzrostowego 12

Źródło: seekingalpha

Ponadto opublikowany zysk na akcje w II kwartale wyniósł 0,74 USD, natomiast spodziewano się wyniku o 0,11 USD mniejszego. Nic dziwnego, że od tamtego czasu notowania akcji poszybowały o ponad 10% do góry.

Na interwale dziennym notowania w poprzednim tygodniu wybiły się ponad ostatnie wsparcie 97.00-98.70. Po tak mocnym wystrzale korekta w okolicę poziomu wsparcia 93.00-94.00 byłaby wskazana. Bynajmniej po zakończeniu korekty możemy spodziewać się kontynuacji wzrostów.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Indeks dolara – obroniony opór

Indeks dolara - obroniony opór 13

Piątkowy odczyt zmiany zatrudnienia w amerykańskim sektorze pozarolniczym miał rzucić więcej światła na wrześniową podwyżkę stóp procentowych przez Rezerwę Federalną. Członkowie FED sami wskazywali na ten odczyt jako decydujący o najbliższej podwyżce kosztu pieniądzu w Stanach Zjednoczonych.

Powyższe dane zostały opublikowane w piątek o godzinie 14:30. W sierpniu przybyło 151 tysięcy nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym, czyli o 29 tysięcy mniej od prognozy. Stopa bezrobocia miała spaść do poziomu 4,8%, natomiast utrzymała się na niezmienionym poziomie 4,9%. Jednak to nie koniec negatywnych wiadomości, płace godzinowe w poprzednim miesiącu rosły w tempie 0,1%, w ramach przypomnienia konsensus rynkowy zakładał odczyt na poziomie 0,2%.

Rozczarowujące dane przełożyły się niemal natychmiastowo na spadek prawdopodobieństwa podwyżki stóp procentowych przez Rezerwę Federalną. Na podstawie kontraktów terminowych szansa na podwyżkę stóp procentowych na najbliższym posiedzeniu spadło do 32% z 42%

Indeks dolara - obroniony opór 14

Źródło: Bloomberg

Sprzedającym na dolar indeksie udało się obronić opór 95.60-96.00, zatem bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja osłabiania się dolara amerykańskiego na szerokim rynku. Natomiast indeks dolara może spaść po raz kolejny w okolicę 93 punktów.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych