Prezes Alstom: Są gigantyczne pieniądze na kolej. Brakuje jednak odważnych, wizjonerskich projektów zmieniających transport

Prezes Alstom: Są gigantyczne pieniądze na kolej. Brakuje jednak odważnych, wizjonerskich projektów zmieniających transport 1

Największy w historii program inwestycyjny na kolei ma sięgnąć 67 mld zł do 2023 roku. Projekty, które będą realizowane, mają głównie niwelować wieloletnie zaniedbania w infrastrukturze podstawowej. Eksperci sugerują jednak, by w budżecie obok bieżących potrzeb wygospodarować środki finansowe na wizjonerski w swoim rozmachu projekt, jak np. koleje dużych prędkości czy metro w kolejnych miastach.   

– Rynek kolejowy wymaga wielkich inwestycji i zmian. Są na to gigantyczne pieniądze. Pytanie, czy te pieniądze uda się spożytkować na rozwój infrastruktury w Polsce – mówi agencji informacyjnej Newseria Lesław Kuzaj, prezes Alstom w Polsce. – Moim zdaniem brakuje dalekowzrocznych projektów, wychodzących poza obszar tradycyjnej infrastruktury, którą należy rozwijać. Pieniądze można by wydać na przykład na koleje dużych prędkości czy metro we Wrocławiu lub w Krakowie, bo te dwa miasta zgłaszały takie plany.

Pierwsza planowana w Polsce trasa kolei dużych prędkości ma się rozpoczynać w Warszawie, biec przez Łódź i rozdzielać się na dwie odnogi – jedną do Poznania, drugą do Wrocławia. Pociągi dużych prędkości mogłyby się rozpędzać nawet powyżej 300 km/h. Z kolei Kraków jest jedynym miastem w Polsce, gdzie projekt budowy metra zapisano w oficjalnych dokumentach. W referendum przeprowadzonym w 2014 roku 55 proc. mieszkańców miasta opowiedziało się za tym pomysłem.

 Mam nadzieję, że takie cywilizacyjne, wizjonerskie projekty się pojawią. Oczywiście wymaga to pewnej odwagi politycznej. Jestem pełen nadziei, że wreszcie ktoś ogłosi takie projekty, które dramatycznie zmienią sposób, w jaki patrzymy w tej chwili na transport – stwierdza Kuzaj. – Takie rozwiązania wymagają pewnej wizji i mam nadzieję, że rządzącym w Polsce tej odwagi nie zabraknie.

W ramach Krajowego Programu Kolejowego do 2023 roku wydana zostanie kwota 67 mld zł. Właśnie zakończyły się konsultacje w sprawie zmian w projekcie. Efektem inwestycji ma być stworzenie spójnej i nowoczesnej sieci połączeń kolejowych przy znacznym wsparciu środków z Unii Europejskiej. Zakładane korzyści dla pasażerów to skrócenie czasów przejazdów, poprawa bezpieczeństwa oraz wzrost konkurencyjności transportu kolejowego.

Resort infrastruktury poinformował, że w toku są projekty o wartości ok. 10 mld zł, a dla zadań o wartości ok. 5 mld zł. przygotowywane jest dokumentacja przetargowa.

– To są naprawdę duże pieniądze. Pojawia się więc pewien problem, jak je rozdysponować. Na pewno kluczowe jest zwiększenie szybkości i przepustowości na polskich torach, czyli infrastruktura podstawowa – uważa prezes Alstom w Polsce.

Drugą kluczową kwestią jest inwestycja w nowoczesny tabor. Jak podkreśla Kuzaj, ułatwią to zmiany w Prawie zamówień publicznych. Nowe przepisy umożliwiają wprowadzenie m.in. wymogów środowiskowych do specyfikacji kryteriów zamówienia lub warunków jego realizacji. Zdaniem prezesa Alstom w Polsce w najbliższych latach ochrona środowiska będzie wyznaczać kierunek w inwestycjach na kolei.

 Myślę, że napęd dieslowski będzie powoli zanikał. W jego miejsce pojawią się rozwiązania hybrydowe czy wodorowe, podobnie jak w samochodach. Kolej również będzie się zmieniać i pójdzie w kierunku ochrony środowiska i dramatycznej zmiany w zakresie napędów – sugeruje Kuzaj.

Sztandarowym produktem Alstom w Polsce są pociągi dużych prędkości Pendolino, których właścicielem i użytkownikiem jest PKP Intercity. Od momentu oddania ich do eksploatacji w grudniu 2014 roku do czerwca 2016 roku pociągi te przejechały 10 mln km i przewiozły 5,7 mln pasażerów. Obecnie na polskich torach jest 20 pociągów tego typu.

– Projekt Pendolino ma się bardzo dobrze. Z mojej obserwacji wynika, że tych pociągów przydałoby się więcej, ponieważ są dochodowe i pasażerowie je polubili. Ten projekt będzie się zmieniał w tym sensie, że wraz z postępującą automatyzacją na torach pociągi te będą z każdym rokiem jeździć coraz szybciej, czyli czas podróży między miastami będzie się skracał – mówi Lesław Kuzaj.

Jak podkreśla, branża automatyki kolejowej jest dla spółki bardzo ciekawa.

– Tutaj chcielibyśmy odgrywać większą rolę niż do tej pory. Chcielibyśmy wprowadzić różne innowacyjne produkty na polski rynek. W Polsce są tysiące kilometrów torów, które wymagają w tej chwili przystosowania do nowoczesnych pociągów, które już się pojawiają – mówi prezes Alstom w Polsce.

Polacy wśród najczęściej odwiedzających Chorwację. Liczba turystów wzrosła w tym roku o prawie jedną piątą

Polacy wśród najczęściej odwiedzających Chorwację. Liczba turystów wzrosła w tym roku o prawie jedną piątą 2

Polscy turyści są w pierwszej piątce nacji, które najchętniej odwiedzają Chorwację. Ze statystyk Travelplanet wynika, że w lipcu 2016 r. była to szósta najpopularniejsza destynacja dla wyjeżdżających, a odsetek turystów wzrósł z 2,2 proc. do 3 proc. W czerwcu liczba Polaków wypoczywających w Chorwacji wzrosła o 17 proc. – Tak wysokich wzrostów nigdy nie notowaliśmy – podkreśla dyrektor Narodowego Ośrodka Informacji Turystycznej Republiki Chorwacji.

– Tegoroczne wyniki turystyczne są dla naszego kraju fantastyczne – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Bojan Baketa, dyrektor Narodowego Ośrodka Informacji Turystycznej Republiki Chorwacji. – Zaczęło się już wiosną. Polscy i brytyjscy turyści uratowali okres przedsezonowy. Odkąd pracuję w Polsce jeszcze się nie zdarzyło, aby pierwsze sześć miesięcy przyniosło dwucyfrowy wzrost liczby turystów.

W czerwcu 2016 r. w Chorwacji odnotowano blisko 1,73 mln przyjazdów zagranicznych turystów, którzy wykupili 8,36 mln noclegów. Dla porównania rok temu było to niecałe 1,72 mln turystów i 8,1 mln noclegów. Polacy są piątą nacją najchętniej odwiedzającą Chorwację po Niemcach, Słoweńcach, Austriakach i Czechach.

W czerwcu tego roku na chorwackich plażach wypoczywało przeszło 98,6 tys. Polaków, którzy wykupili łącznie 543,2 tys. noclegów. Rok temu było to odpowiednio 84,3 tys. oraz 428,7 tys. To wzrost o 17 proc. i 26 proc.

 98 proc. polskich turystów przyjeżdża na wybrzeże Adriatyku – zauważa Bojan Baketa. – Najczęściej odwiedzanym miejscem jest środkowa Dalmacja i regiony Zadar, Szybenik, Dubrownik oraz wyspy. Ale nie mniej popularna jest Istria, gdzie też notujemy dwucyfrowe wzrosty, a także Kvarner. Największy progres dotyczy jednak najmniej dotychczas odwiedzanego kierunku, czyli kontynentalnej Chorwacji.

Według szacunków Narodowego Ośrodka Informacji Turystycznej Republiki Chorwacji ponad 70 proc. polskich turystów kwateruje się w prywatnych kwaterach. Kolejna grupa wybiera tamtejszy camping, który w Polsce ma bardzo dobrą opinię (20 proc.). Pozostali nocują w hotelach.

– Co roku podnosimy standard zakwaterowania, coraz więcej budujemy, dopasowując się do struktury i wymagań gości, wśród których coraz więcej jest osób zamożnych – zapewnia Bojan Baketa. – Nadal jednak stosunkowo mało polskich turystów nocuje w hotelach, chociaż stopniowo się to zmienia i chcemy nad tym dalej pracować. Jeden z największych polskich touroperatorów będzie zwiększał liczbę turystów w Chorwacji. Liczymy, że tylko do jednego regionu przybędzie 800 osób więcej tygodniowo, cztery połączenia samolotami. Właśnie trwają negocjacje.

Liczba zatruć grzybami w Polsce z roku na rok spada. Błędy zdarzają się nawet doświadczenym grzybiarzom

Liczba zatruć grzybami w Polsce z roku na rok spada. Błędy zdarzają się nawet doświadczenym grzybiarzom 3
Jeszcze dwadzieścia lat temu dochodziło do kilkuset przypadków zatrucia grzybami. W ubiegłym roku odnotowano ich dziewięć – mówi rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Eksperci ostrzegają, że nawet niewielka ilość trującego grzyba może doprowadzić do śmierci. Przestrzegają przed kupowaniem grzybów z niepewnego źródła i zalecają ostrożność przy zbieraniu. Szkodliwe dla zdrowia mogą być także jadalne grzyby, które są przechowywane w zły sposób.

W Polsce na ok. 3,3 tys. gatunków grzybów wielkoowocnikowych występuje ok. 200 gatunków trujących, w tym kilka śmiertelnie.

Zatruć grzybami w Polsce z roku na rok jest, na szczęście, coraz mniej – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jan Bondar, rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Sanitarnego (GIS). – Myślę, że odpowiednia wiedza coraz bardziej trafia do Polaków.

Z danych Wojewódzkie Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Poznaniu wynika, że na początku lat 90. liczba przypadków zatruć przekraczała nawet 500 rocznie, od 2008 roku utrzymuje się znacznie poniżej 100.

– Stało się tak dzięki t, że media o tym mówią sprawia, że rośnie ostrożność Polaków – wyjaśnia Jan Bondar. – Tym bardziej że skórka nie jest warta przysłowiowej wyprawki. Dla kawałka grzyba ryzykowanie własnym życiem czy zdrowiem jest niepoważne.

Według rzecznika GIS do takich zdarzeń najczęściej dochodzi w grupie osób uważających, że świetnie się znają na grzybach, zbierają je bowiem i przyrządzają od lat. Bezpośrednim powodem jest rutyna, brak ostrożności, ale również błędy techniczne, takie jak zbieranie młodych owocników.

W przypadku muchomora sromotnikowego, gołąbka i zielonki istotny jest czas, który musi upłynąć do momentu, gdy wykształcą one swoje charakterystyczne cechy – tłumaczy Jan Bondar. – Wcześniej nawet doświadczony grzybiarz może mieć trudności z ich odróżnieniem.

Kolejnym, poważnym uchybieniem jest podawanie grzybów dzieciom. Eksperci podkreślają, że dzieci poniżej 7 roku życia w ogóle nie powinny ich spożywać.

Pamiętajmy, że nie jest to żywność szczególnie wartościowa – podkreśla rzecznik GIS. – Grzyby jedzone są przede wszystkim ze względu na swój zapach, walory smakowe, ale nie wartości odżywcze. Podawanie opartych na nich posiłków małym dzieciom jest bez sensu, a do tego niesie ryzyko zatrucia. W przypadku podobnej ilości toksyny dorosły może przeżyć. Jeśli natomiast dostaną się one do niewykształconego w pełni organizmu, skutki mogą być znacznie poważniejsze. Najbardziej zagrożona jest wtedy wątroba.

Innym rodzajem błędów są uchybienia ogólnospożywcze. Nieprawdą jest, że kilkukrotne obgotowanie grzybów czyni je bezpiecznymi do spożycia. Groźne dla zdrowia może być także spożycie źle przechowywanych zdrowych grzybów.

Grzyby to żywność psująca się bardzo szybko, nie można ich więc długo trzymać – tłumaczy rzecznik GIS. – Nawet gatunki jadalne, jeśli są źle przechowywane, mogą spowodować zaburzenia jelitowe w rezultacie prowadzące do zatrucia. Grzybów nie powinny również spożywać osoby w podeszłym wieku czy z chorobami układu pokarmowego.

Konsumenci uczący się polskiej sztuki grzybobrania, zdaniem Jana Bondara, muszą to robić pod okiem osób doświadczonych i zaczynać od grzybów gąbczastych, rurkowych, a unikać blaszkowatych. W tej ostatniej grupie jest bowiem największych trucicieli: na przykład dwie odmiany muchomora zawierające amanitynę, związek uważany za jedną z najsilniejszych trucizn. Niszczy ona wątrobę, uszkadza nerki oraz układ nerwowy.

Wystarczy niewielka ilość tego sromotnika, żeby zabić dorosłego człowieka – ostrzega Jan Bondar. – Natomiast w grupie grzybów rurkowych jest tylko jeden mogący wywołać ciężkie zatrucie: borowik szatański. Ale jest to grzyb bardzo rzadko występujący w Polsce. Najważniejsze jest jednak, żeby zbierać jedynie okazy, co do których nie ma cienia wątpliwości, że są jadalne. Jakakolwiek zmiana wyglądu, czy innego rodzaju podejrzenie powinno skłaniać do tego, by taki grzyb po prostu wyrzucić, czy zostawić w lesie.

Ostatnim głośny przypadek ciężkiego zatrucia odnotowano w połowie sierpnia br. w województwie bydgoskim. Matka i jej szesnastoletnia córka zjadły przypominającego kurkę zasłoniaka rudawego, po którym miały dolegliwości żołądkowe. Do szpitala zgłosiły się jednak dopiero po dwóch dniach. Obie kobiety przeżyły, a ich stan się poprawia.

W takim przypadku do placówki medycznej trzeba jechać natychmiast, bo płukanie żołądka i inne zabiegi medyczne mogą znacząco zmniejszyć skalę zatrucia – radzi Jan Bondar. – Ale muchomor sromotnikowy na przykład ma taki podstępny charakter, że objawy powoduje z dużym opóźnieniem. Toksyna działa podstępnie, więc wielką sztuką medyczną jest uratowanie zatrutego nią pacjenta. Jeśli pojawiają się jakiekolwiek zaburzenia, nawet łagodne, gastryczne, a dzień wcześniej spożywany był grzyb, najlepiej natychmiast udać się do szpitala. Czas gra bowiem ogromną rolę.

Unified Factory zapowiada rozszerzenie działalności na nowe rynki i podwojenie liczby patentów

Unified Factory zapowiada rozszerzenie działalności na nowe rynki i podwojenie liczby patentów 4

Specjalizująca się w zarządzaniu obsługą klienta, notowana na NewConnect spółka technologiczna Unified Factory zapowiada zgłoszenie do grudnia około 200 patentów, dwa razy więcej niż w pierwszej połowie tego roku. Zamierza także rozszerzyć działalność na nowe rynki, głównie w Ameryce Południowej. Jak twierdzi Maciej Okniński, prezes firmy, coraz więcej przedsiębiorstw, głównych odbiorców spółki, stawia na automatyzację procesów biznesowych.

– Regularnie obserwujemy to, co dzieje się na rynku, płynące do nas informacje są kluczowe, aby odpowiednio rozwijać nasze produkty – deklaruje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Maciej Okniński, prezes zarządu w spółce Unified Factory. – Widzimy wyraźnie, co potwierdzają praktycznie wszystkie spotkania z klientami, że coraz ważniejsza staje się szeroko pojęta automatyzacja.

Dotyczyć ona będzie, jak prognozuje Maciej Okniński, zarówno działań marketingowych, procesu obsługi mailowej, różnego rodzaju przepływu obiegu dokumentacji pomiędzy pracownikami wykonującymi pewien zalgorytmizowany zespół czynności oraz łączenia tych obszarów aktywności przedsiębiorstw.

– Nie jest to wymyślone przez dostawców, klienci rzeczywiście tego poszukują – zapewnia Maciej Okniński. – Interesujące jest też to, że na automatyzację stawiają wielcy dostawcy, tacy jak IBM, który bardzo wyraźnie mówi o tzw. uczeniu maszynowym, mechanizmach działających na złożonych zbiorach danych i ułatwiających wyszukiwanie odpowiednich informacji i przekazywanie użytkownikom, czego w danym momencie najbardziej potrzebują.

Zdaniem Macieja Oknińskiego przyszłość należy do rozwiązań łączących rozmaite elementy tzw. sell service&HASH39;owe (samoobsługi konsumentów). Ale nie tylko.

– Użytkownicy chcą wiele robić sami, ale oczekują też wsparcia od obsługującego ich konsultanta, żeby był bliżej, działał szybciej i bardziej precyzyjnie – precyzuje Maciej Okniński. – Rynek zarówno europejski, jak i amerykański, który, oczywiście, jest wiodący, pokazują, że takie trendy obecnie coraz wyraźniej się przenikają.

Z perspektywy przedsiębiorstwa i oferowanych przez nie produktów, jak wskazuje Maciej Okniński, bardzo istotne jest to, że wielcy dostawcy tacy jak chociażby koncern Alphabet (właściciel marki i firmy Google – red.) bardzo dużo mówi o tym, że automatyzacja w najbliższej przyszłości będzie odgrywać bardzo istotną rolę.

– Jeśli spojrzy się na tzw. krzywą Gartnera, która prezentuje najważniejsze trendy w obszarze technologii, to widać wyraźnie, że produkty, które oferujemy z naszymi partnerami i integratorami, są w tym najlepszym momencie rozwoju – zauważa Maciej Okniński. – Jeżeli połączymy ze sobą sensownie wszystkie te elementy, to okazuje się, że już niebawem będziemy mogli oferować naszym odbiorcom produkty z najwyższej półki.

Unified Factory, spółka notowana na rynku NewConnect od 21 marca br., specjalizuje się w zarządzeniu procesami obsługi klienta poprzez platformę Customer Service Automation (CSA). W drugim kwartale br. przychody przedsiębiorstwa wyniosły 7685 tys. zł i były wyższe o przeszło 300 tys. zł niż w tym samym okresie rok wcześniej. Spółka zarobiła (netto) 1155 tys. zł wobec 1133 tys. zł. dwanaście miesięcy temu.

– Możemy spokojnie powiedzieć, że ten rok zakończymy z dobrymi wynikami – przekonuje Maciej Okniński. – Do optymistycznego spojrzenia na przyszłość podstawy daje to, co uzyskaliśmy w pierwszej połowie roku, kiedy to zrealizowaliśmy około 100 wdrożeń. Widzimy, jaka jest dynamika, więc szacunki dotyczące drugiej połowy roku sięgają około 200 wdrożeń. Wygląda na to, że oba półrocza powinny być pod tym względem porównywalne.

Obecnie oprócz Polski spółka prowadzi działalność m.in. na rynkach w Szwajcarii, Niemczech, Czechach, na Słowacji, w Rumunii oraz w Iranie.

– Ważne, że rozszerzamy geograficzny zakres naszej aktywności – twierdzi Maciej Okniński. – Dochodzą nowe obszary aktywności, mocno intensyfikujemy działania w Rumunii, pojawiły się także nowe, ciekawe kierunki w Ameryce Południowej, chociażby Meksyk, który bierzemy pod uwagę razem z partnerem. Mamy jednak świadomość tego, że nie możemy od razu zrobić wszystkiego i musimy rozsądnie gospodarować naszymi zasobami. Dlatego dużą wagę na pewno będziemy przykładać do rynku amerykańskiego i perspektyw jego rozwoju w naszej organizacji.

Politycy chcą pomagać tylko wielkim przedsiębiorstwom z epoki socjalizmu

W strategii wicepremiera Morawieckiego zapisano pomysł aktywizacji przemysłu stoczniowego, ale ta branża ma się świetnie. W ciągu ostatniej dekady zwiększyła eksport o 90 proc., a jego wartość to 1,2 mld zł. O co więc chodzi?

– Politycy zauważają jedynie wielkie przedsiębiorstwa z epoki realnego socjalizmu – mówi w rozmowie z MarketNews24 ekspert Forum Obywatelskiego Rozwoju, Rafał Trzeciakowski. Chodzi więc o wielkie stocznie, które już kilka razy próbowano reanimować, bez dobrego skutku.

Duże ożywienie na rynku nadbałtyckich nieruchomości

Rekordowa liczba Polaków pojechała w tym roku na wakacje nad Morze Bałtyckie. Podobnie będzie w kolejnych latach. Stąd duże ożywienie na rynku nieruchomości w północnej Polsce. Powstaje mało dotąd znana oferta specyficznych hoteli.

Ze względu na sytuację geopolityczną nie tylko w Europie inwestorzy spodziewają się, że ta dobra koniunktura utrzyma się przez wiele lat. Nowością, która ma zyskać na popularności są condo hotele. Więcej w materiale video.

Pomimo rządowego programu nadal będzie brakowało mieszkań na wynajem

Budujemy rekordowe ilości mieszkań własnościowych, a najbardziej brakuje mieszkań na wynajem.

Przygotowany przez rząd Narodowy Program Mieszkaniowy tego problemu nie rozwiązuje, choć ma wspierać właśnie rozwój rynku mieszkań na wynajem. Dzieje się tak, ze względu na regulacje prawne chroniące lokatorów. Lokator może powiedzieć: od dziś nie będę płacił i nie wyprowadzę się z twojego mieszkania.

Istnieją też inne powody, ze względu na które brakuje mieszkań na wynajem. Koszt obsługi najmu okazuje się podobny do kosztu obsługi kredytu hipotecznego na mieszkanie własnościowe.

Różne rządowe programy wspierały przede wszystkim osoby zamożne, które stać na kredyt mieszkaniowy. Nowy program rządowy tego stanu nie zmienia. W rozmowie z MarketNews24 mówi o tym dr Jacek Furga, prezes AMRON.

Słabnie odporność polskiej gospodarki na zagrożenie kryzysem

Odporność polskiej gospodarki na kryzysowe sytuacje słabnie ze względu na zmienione prognozy zadłużenia kraju.

W ciągu ostatnich czterech miesięcy rząd w sposób bardzo istotny zweryfikował swoje przewidywania. Jakie mogą być tego skutki, o tym więcej w materiale video, przygotowanym przez MarketNews24 w rozmowie z Aleksanderem Łaszekiem, ekspertem z Forum Obywatelskiego Rozwoju.

Obietnice emerytalne: politykom najłatwiej ukryć dług w ZUS-ie

Ukryty dług publiczny w przeliczeniu na mieszkańca Polski to 85 tys. zł. Politycy dług ukrywają najchętniej w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych. Dlatego przyszłe emerytury są już bardzo zagrożone, a realizacja obietnic obniżenia wieku emerytalnego tylko ten stan pogłębi.

– Dług ukryty w Polsce, to przede wszystkim zobowiązania emerytalne dotyczące ZUS – mówi w rozmowie z MarketNews24 Rafał Trzeciakowski, ekspert Forum Obywatelskiego Rozwoju.

Politycy bardzo chętnie zwiększają dług ZUS. Dlaczego? – Bo zamiast dać podwyżki wynagrodzeń na przykład nauczycielom, wolą obiecać im dodatkowe przywileje emerytalne.

Za przywileje trzeba będzie płacić w przyszłości, za wzrost wynagrodzeń trzeba byłoby zapłacić obecnie, a skutki byłyby widoczne dla budżetu państwa. Łatwiej więc tworzyć dług ukryty, a z części obietnic będzie można się kiedyś wycofać.

500 największych firm z Europy Środkowo-Wschodniej

  • Dynamicznie rozwijająca się gospodarka Regionu: wzrost obrotów o 4,2 proc.
  • Polska znów na czele, Czechy awansują na drugą pozycję, za nimi Węgry
  • Aż 12 z 13 branż odnotowało wzrost obrotów – jedynie sektor ropy naftowej i gazu nadal zmaga się z trudnościami

Już po raz jedenasty Coface zbadał kondycję finansową 500 największych firm w Europie Środkowo-Wschodniej. Sklasyfikowanie rekinów biznesu w regionie pozwoliło na stworzenie wyjątkowego rankingu Coface TOP 500 CEE, który pokazuje przedsiębiorstwa liczące się na rodzimych rynkach, ale także wywierające wpływ na ościenne gospodarki. Analiza prezentuje klasyfikację 500 największych firm regionu pod względem osiągniętych obrotów z uwzględnieniem innych parametrów, takich jak poziom zatrudnienia oraz struktura branż i rynków.

Rok 2015 był dobry dla regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Średni wzrost PKB wyniósł 3,3 proc., dla porównania w 2014 r. był on na poziomie 2,6 proc. Zmniejszenie poziomu bezrobocia oraz podwyżki płac przyczyniły się do wzrostu konsumpcji prywatnej, a nwestycje uzyskały wsparcie z funduszy unijnych. Europa Środkowa-Wschodnia w pozytywny sposób odczuła szybki wzrost gospodarczy.

Zmiany, jakie zaszły w najnowszym rankingu 500 największych firm obrazują warunki ekonomiczne w minionym roku – a był on pomyślny – wyjaśnia Katarzyna Kompowska, zarządzająca Coface w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.  Gospodarki zyskały na wzroście popytu wewnętrznego, dzięki rosnącej konsumpcji prywatnej (przy udziale spadającego poziomu bezrobocia i podwyżek płac) oraz dzięki zwiększającym się poziomom inwestycji w większości gospodarek. Dzięki stopniowemu ożywieniu głównego rynku zbytu dla Europy Środkowo-Wschodniej (w której poziom PKB wzrósł o 1,6 proc.), w regionie odnotowano dodatnie wskaźniki eksportu. Całokształt tych czynników sprawił, iż 2015 był dla przedsiębiorstw rokiem solidnego wzrostu. Co za tym idzie, firmy które znalazły się na liście Top 500 CEE zamknęły rok 2015 odnotowując zwiększone obroty oraz stabilne wskaźniki zatrudnienia. 

500 wiodących graczy: wzrost obrotów, wiodący pracodawcy

Obrót przedsiębiorstw z listy 500 wiodących firm w regionie Europy Środkowo-Wschodniej wzrósł o 4,2 proc. sięgając sumy blisko 593 mld EUR. Przedsiębiorstwa odnotowały ogromny wzrost zysków netto rzędu 73,7 proc., sięgający kwoty EUR 26,9 mld. Największe przedsiębiorstwa Regionu pozostają bardzo ważnymi pracodawcami. Ogółem, 500 wiodących firm zatrudnia tu 4,3 proc. (+0,5 proc.) całkowitej siły roboczej w Regionie. Fakt ten ma pozytywny wpływ na wskaźniki zatrudnienia.

3 wiodące kraje: konsumpcja prywatna siłą napędową gospodarki

Polska, posiadająca zdecydowanie największą gospodarkę w Europie Środkowo-Wschodniej, jest krajem, w którym działa najwięcej czołowych przedsiębiorców z regionu. Silny popyt wewnętrzny sprawił, że kraj ten bardzo dobrze przetrwał kryzys finansowy. Ogółem, na liście TOP 500 CEE znalazło się 167 firm z Polski, czyli o dziewięć mniej w porównaniu do roku 2014. Od 2014 r. polska gospodarka odnotowuje bardzo wyraźny wzrost, przekraczający 3 proc.

Krajem o najwyższej stopie wzrostu (+4,5 proc.) w regionie są Czechy. Jest to jednocześnie państwo o najniższym poziomie bezrobocia w całej UE (5.1 proc.). Czechy uplasowały się na drugim miejscu w rankingu. Największy wpływ na rozwój gospodarki miały inwestycje publiczne oraz efektywne wykorzystanie funduszy z poprzedniego budżetu UE. Na liście 500 wiodących firm Europy Środkowo-Wschodniej znajduje się 71 przedsiębiorstw z Czech. W tym roku, po raz czwarty z rzędu kraj ten umacnia swą pozycję w rankingu. Całkowity wzrost obrotów wyniósł 3,1 proc., a wzrost zysków netto 16,9 proc., osiągając sumę 4,9 mld EUR.

Węgry zajęły najniższy stopień podium. Ogółem, kraj ten jest reprezentowany na liście przez 69 firm – o cztery mniej niż w 2014 r. Węgierscy potentaci odnotowali największy wzrost obrotów wśród wszystkich państw, na poziomie 13,8 proc. Począwszy od recesji w 2012 r. kraj ten utrzymuje solidny wzrost, którego stopa w 2015 r. wyniosła 2,9 proc.

Sektory: ujemne wskaźniki odnotowano jedynie w przemyśle wydobywczym, chemicznym, naftowym, tworzyw sztucznych i farmaceutycznym

Korzystne tendencje utrzymały się w większości sektorów listy TOP 500 CEE. 12 spośród 13 sektorów zwiększyło obroty w porównaniu z rokiem poprzednim. Wyraźny wzrost (+14,8 proc.) odnotowano w przemyśle tekstylnym, skórzanym i odzieżowym, natomiast w branży motoryzacyjnej i transportowej wzrost wyniósł 10,3 proc. Tradycyjnie już w Regionie dominują podmioty z sektora: wydobywczego, chemicznego, naftowego, tworzyw sztucznych i farmaceutycznego, stanowiąc 111 spośród 500 przedsiębiorstw. Jednakże jest to jedyny sektor, który odnotował spadek obrotów (-8,3 proc.), spowodowany negatywnymi skutkami kryzysu naftowego.

Grzegorz SIELEWICZ, główny ekonomista Coface w Europie Centralnej
Grzegorz SIELEWICZ, główny ekonomista Coface w Europie Centralnej

Sprzyjające warunki biznesowe utrzymują się w 2016 r. Prognoza dla Europy Śrokdow-Wschodniej w 2016 r. jest porównywalna do roku 2015 r. Przewiduje się, że średni wzrost wyniesie 3,0 proc. Dalsza poprawa na rynku pracy wraz z rosnącym optymizmem wzmocni konsumpcję w gospodarstwach domowych, stanowiącą główny czynnik napędzający gospodarki regionu Europy Środkowo-Wschodniej, dodaje Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Udział inwestycji nie będzie już tak wysoki jak w zeszłym roku z powodu powolnego uruchamiania nowych projektów współfinansowanych ze środków unijnych, co spowalnia rozwój branży budowlanej oraz sektorów z nią powiązanych. W kontekście zewnętrznym kraje Regionu nadal będą aktywnie eksportować, chociaż spowolnienie światowego handlu może przyhamować ich ambicje.

Sierpień dla średnich spółek GPW był najlepszym miesiącem od maja 2013 r.

Michał Stanek, Dyrektor ds. Komunikacji Inwestycyjnej AgioFunds TFI SA - źródło agiofunds.pl
Michał Stanek,
Dyrektor ds. Komunikacji
Inwestycyjnej AgioFunds TFI SA – źródło agiofunds.pl

Dla średnich spółek był to najlepszy miesiąc od maja 2013 r., w którym zyskał 10,5 proc. mWIG40 dotarł jednocześnie do szczytu z maja 2015 r. Można mieć do tych wyników drobne zastrzeżenia, bowiem zostały podciągnięte jazdą na koksie, ale giełda dyskwalifikacji za to nie przewiduje. Odrabiające wcześniejszą przecenę akcje JSW poszły w górę o 55 proc., a papiery PKP Cargo zyskały 30 proc., zostawiając nieco w tyle CD Projekt. Wśród liderów znalazły się też mające za sobą trudne chwile walory Millennium i Getin Noble. Z całej czterdziestki średniaków, spadki w sierpniu zanotowały akcje zaledwie siedmiu spółek, a jedynie nieliczne rozczarowały słabszymi wynikami finansowymi. Mocne fundamenty pozwalają z optymizmem patrzeć na ten segment rynku. Nawet jeśli przytrafi się na nim spadkowa korekta, powinna ona zachęcać spóźnialskich do kupna akcji.

Nieco podobnie wygląda sytuacja w przypadku małych firm. Sięgająca 3,9 proc. zwyżka sWIG80 nie była spektakularna, ale wystarczyła, by indeks znalazł się najwyżej od lutego 2014 r. Ten segment, niegdyś słynący z wysokiej zmienności, od pewnego czasu prezentuje się jako najbardziej stabilny, zarówno z punktu widzenia indeksu, jak i większości wchodzących w jego skład walorów. Liderzy zanotowali w sierpniu zwyżki o połowę mniejsze niż najlepsze firmy z mWIG40. Choć 70 proc. walorów dało zarobić inwestorom, to w przypadku rozczarowań, spadki bywały dotkliwe. Wśród największych spadkowiczów, oprócz Integera, do którego słabej kondycji rynek zdążył się przyzwyczaić, znalazły się XTB, Polenergia, czy ABC Data.

WIG20 utrzymywał korelację z grupą rynków wschodzących, jednak odrabianie dystansu do peletonu nie przebiegało zbyt dynamicznie. Niespełna 2 proc. zwyżką zdublował co prawda sierpniowy dorobek osiągnięty przez MSCI Emerging Markets, ale patrząc choćby jedynie z tegorocznej perspektywy, oba wskaźniki dzieli „przepaść”. Nasz indeks traci 3,5 proc., podczas gdy benchmark poszedł w górę o 14,5 proc. Udana dla WIG20 była pierwsza dekada sierpnia, w ciągu której zyskał prawie 6 proc., a wyjście powyżej 1850 punktów mogło stać się sygnałem do kontynuacji zwyżki, a nawet trwalszej poprawy sytuacji. Poziom ten kilkukrotnie bezskutecznie był atakowany w maju i czerwcu. Tym razem nadzieje rozwiały się bardzo szybko, gdy korekta przyjęła formę nie pozostawiającej wątpliwości serii dziesięciu kolejnych spadkowych sesji. Wątpliwości nie pozostawia też układ „tabeli”. Pierwszą piątkę sierpniowych liderów zdominowały akcje banków. Ostatnie miejsca podzieliły między siebie spółki energetyczne oraz zajmujące się handlem, czyli Eurocash i LPP. Podobny był układ sił w skali całego rynku. WIG Banki zyskał ponad 11 proc., a WIG Energetyka poszedł w dół o prawie 10 proc., zniżkując do poziomu najniższego w historii. Tuż za sektorem finansowym uplasował się WIG Informatyka, który osiągnął wartość najwyższą od sierpnia 2007 r. W jego przypadku to jednak głównie zasługa nie tyle spółek typowo informatycznych, lecz producentów gier. Honor tej pierwszej grupy ratował Comarch, którego akcje zwyżkowały o ponad 19 proc.

Mamy więc na warszawskim parkiecie nietypową sytuację, w której wypada liczyć na zakończenie spadkowej korekty w przypadku WIG20 i jej rozpoczęcie w segmencie małych i średnich firm. W najbliższych tygodniach trudno liczyć na warunki sprzyjające bykom. Do wrześniowego posiedzenia Fed pod presją znajdować się będą rynki wschodzące, a więc także WIG20. Niezależnie od decyzji w sprawie stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych, można się jednak spodziewać poprawy nastrojów. Podwyżka przerwie męczący okres oczekiwania i niepewności, a brak podwyżki może wywołać zwyżkę na giełdach, będącą wynikiem ulgi, że to jeszcze nie teraz. Spośród czynników krajowych, sytuację komplikuje nie tyle rozczarowująca dynamika wzrostu gospodarczego, ile zapaść w inwestycjach. Z tego punktu widzenia można by liczyć na próbę dyskontowania przez giełdę poprawy w tym zakresie, której należy się spodziewać w przyszłym roku, choćby w związku z uruchomieniem projektów współfinansowanych ze środków Unii Europejskiej. Jednocześnie jednak 2017 r. rok zapowiada trudne zmagania o utrzymanie w ryzach deficytu budżetowego, co także nie wróży spokojnych czasów dla giełdy.

Michał Stanek, Dyrektor ds. Komunikacji Inwestycyjnej AgioFunds TFI SA

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – sierpień 2016 r.

  • Spadek wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 12,8% rdr
  • Historycznie rekordowy wolumen obrotu kontraktami terminowymi na akcje – 128,0 tys. szt., czyli wzrost o 32,5% rdr
  • Wzrost wartości obrotu obligacjami na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń o 53,5% rdr
  • Wzrost wolumenu obrotu gazem na rynku spot o 97,0% rdr i wolumenu obrotu energią elektryczną na rynku spot o 14,0% rdr

Łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku wyniosła w sierpniu 2016 r. 15,6 mld zł, czyli o 15,4% mniej niż rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń spadła rok do roku o 12,8%, do poziomu 15,4 mld zł. Również na rynku NewConnect odnotowano spadek wartości obrotu akcjami rok do roku. Łącznie wartość obrotu w sierpniu 2016 r. wyniosła 105,8 mln zł, czyli o 19,3% mniej niż rok wcześniej.

W sierpniu 2016 r. wolumen obrotu kontraktami terminowymi na indeksy wyniósł 277,0 tys. szt., co oznacza spadek o 27,0% wobec sierpnia 2015 r. Jednocześnie, rok do roku, odnotowano 32,5-procentowy wzrost wolumenu obrotu kontraktami na akcje, który osiągnął historycznie rekordowy poziom 128,0 tys. szt.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec sierpnia 2016 r. 79,0 mld zł, co oznacza wzrost o 12,1% rok do roku. Łączna wartość obrotu na rynku Catalyst wzrosła rdr o 48,7%, do 232,8 mln zł.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym w sierpniu 2016 r. wyniósł 9,4 TWh, czyli 16,3% mniej niż rok wcześniej. Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym na rynkach spot i terminowym wyniósł w sierpniu 2016 r. 7,6 TWh, o 2,6% mniej niż rok wcześniej.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi w sierpniu 2016 r. wyniósł 2,9 TWh, co oznacza spadek o 10,1% w stosunku do sierpnia 2015 r.

Kapitalizacja 429 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku na koniec sierpnia 2016 r. wyniosła 526,0 mld zł. Łączna kapitalizacja 482 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na GR GPW na koniec sierpnia 2016 r. wyniosła 991,3 mld zł.

Na Głównym Rynku w sierpniu 2016 r. zadebiutowały dwie spółki: Mediacap i PGS Software. W obu przypadkach było to przejście z rynku NewConnect.

W sierpniu 2016 r. na GPW odbyły się 22 sesje giełdowe, o 1 więcej niż rok wcześniej.

W załączeniu dane o obrotach na rynkach prowadzonych przez Grupę GPW.

[1] Transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych.

[1] Transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych.

Szerokopasmowy internet dla szkół w ramach Polski Cyfrowej

Zbliża się drugi nabór na projekty budowy sieci szerokopasmowego internetu w ramach programu Polska Cyfrowa. Tak jak w pierwszym konkursie, wsparcie uzyskają projekty doprowadzające sieć nie tylko do gospodarstw domowych, ale również do publicznych szkół i szpitali. Przeprowadzenie tych inwestycji wymaga jednak zapewnienia realizującym je przedsiębiorstwom stabilnych podstaw prawnych – podkreśla Konfederacja Lewiatan.

Ministerstwo Cyfryzacji przygotowuje zmiany w rozporządzeniu pomocowym PO PC, które miałyby zwiększyć liczbę szkół kwalifikujących się do podłączenia.

Łukasz Dyba
Łukasz Dyba, ekspert Lewiatana

Na inwestycje w rozwój sieci umożliwiających dostęp do internetu o prędkości co najmniej 30 Mb/s w programie Polska Cyfrowa 2014-2020 przewidziano ponad 1 mld EUR. Środki mają stymulować budowę sieci w obszarach, na których inwestycje prowadzone wyłącznie z własnych środków przedsiębiorstw byłyby nieopłacalne. Oczekuje się, że wsparcie poprawi pozycję naszego kraju, zajmującego dzisiaj dalekie miejsca w unijnych rankingach dotyczących jakości sieci internetowej (24. miejsce pod względem dostępu gospodarstw domowych do szybkich stałych łącz szerokopasmowych) oraz ucyfrowienia gospodarki i społeczeństwa w ogóle (22. miejsce w rankingu DESI opracowanym przez Brukselę). Na zmiany czeka też sektor edukacji – wg resortu cyfryzacji dostępu do Internetu o szybkości przynajmniej 100 Mb/s brakuje dzisiaj w około 25 tys. polskich szkół i placówek oświatowych, a ok 40% szkół ma dostęp do sieci o przepływności poniżej 10 Mb/s.

Projekty złożone w pierwszym naborze działania 1.1, zakończonym w lutym br (trwa ocena wniosków), zakładają budowę sieci o przepustowościach co najmniej 30 Mb/s do gospodarstw domowych, a ponadto objęcie zasięgiem o prędkości min. 100 Mb/s szkół leżących w ich pobliżu.

W ramach drugiego naboru, planowanego na IV kwartał br., Ministerstwo Cyfryzacji chce zwiększyć zakres szkół, do których trafi sieć budowana w PO PC również o te będące już w zasięgu sieci o prędkościach od 30 do 100 Mb/s. To wymagałoby nowelizacji krajowego rozporządzenia pomocowego dla PO PC, gdyż dzisiaj przepisy pozwalają na wsparcie sieci tylko w lokalizacjach, które nie znajdują się i nie znajdą w ciągu 3 lat w zasięgu o prędkości co najmniej 30 Mb/s.

Na potrzebę zapewnienia jasności prawnej zmienianego rozporządzenia zwraca uwagę Konfederacja Lewiatan.

– Sama intencja stojąca za nowelizacją rozporządzenia jest słuszna, wiele szkół jest obecnie pozbawionych dostępu do możliwości jakie daje zastosowanie technologii informacyjno-komunikacyjnych w metodach nauczania – tłumaczy Łukasz Dyba, ekspert Lewiatana.

Przeprowadzenie tych inwestycji wymaga jednak zapewnienia realizującym je przedsiębiorstwom stabilnych podstaw prawnych. W tym kontekście oznacza to zgodność nowelizowanych przepisów z rozporządzeniem Komisji nr 651/2014 (tzw. GBER), na którym oparte jest wsparcie w programach operacyjnych.

Według Lewiatana unijne rozporządzenie GBER nie wskazuje wprost możliwości wspierania budowy sieci w obszarach znajdujących się w zasięgu internetu powyżej 30 Mb/s. Potrzebne jest zatem rozwianie wątpliwości i wyraźne pokazanie, że pomoc finansowa udzielana w oparciu o zmienione rozporządzenie nie będzie obarczona ryzykiem uznania jej przez Komisję Europejską za pomoc przyznaną bezprawnie. – Ważne by do tego nie dopuścić, bo w konsekwencji takiego orzeczenia Komisji realizacja rozpoczętych inwestycji mogłaby być poważnie zakłócona – dodaje ekspert.

Konfederacja Lewiatan

Zakaz handlu w niedzielę to zły pomysł

Związkowcy z „Solidarności” zebrali 350 tys. podpisów pod projektem ustawy zakazującej handlu w niedzielę. Dzisiaj trafi on do Sejmu.

Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu PKPP Lewiatan
Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu PKPP Lewiatan

Komentarz Jeremiego Mordasewicza, doradcy zarządu Konfederacji Lewiatan

Każde ograniczenie pracy w niedzielę skutkuje zmniejszeniem zatrudnienia i dochodów. Na przykład, gdyby ograniczyć prowadzenie w niedzielę zajęć ze studentami na studiach zaocznych to część pracowników naukowych straciłaby pracę, a wielu zarabiało mniej. Gdybyśmy zakazali pracy w niedzielę to centra obsługi korporacyjnej, które masowo przenoszą się do Polski, wybierałyby inne kraje.

Jesteśmy przeciwni wprowadzeniu zakazu handlu w niedzielę ze względu na skutki ekonomiczne. Spowoduje on, że centra handlowo-usługowe będą pracowały o 40 dni w roku krócej. Ograniczenie zatrudnienia dotknie nie tylko osoby pracujące w sklepach, ale również w kinach, restauracjach, czy w ochronie mienia i przy sprzątaniu.

Tylko część towarów zostanie sprzedana w pozostałe dni tygodnia. O ile sprzedaż artykułów pierwszej potrzeby, np. żywności przeniesie się na pozostałe dni tygodnia, o tyle właściciele sklepów, np. ze sprzętem sportowym, artykułami wyposażenia wnętrz, będą mieli problem. Trudno się spodziewać, żeby „odrobili” sprzedaż z niedzieli (przynosi 20 proc. dochodów) w inne dni tygodnia. Osoby intensywnie pracujące często robią zakupy właśnie w niedzielę. W wielu sklepach usytuowanych w galeriach handlowych sprzedaż w niedzielę jest wyższa niż w dni powszednie. Zmniejszy się więc zatrudnienie również w firmach produkcyjnych. Ogółem pracę może stracić kilkadziesiąt tysięcy osób w handlu i usługach z nim powiązanych.

Zakaz handlu w niedzielę naruszy zasady równej konkurencji albowiem np. stacje benzynowe będą mogły sprzedawać alkohol i papierosy, a konsumenci zapłacą za te produkty więcej niż w tradycyjnych sklepach.

Jeżeli związkowcy nie chcą, żeby zmuszano pracowników do pracy w niedzielę, to warto rozważyć pewien kompromis. Propozycji pracy w niedzielę nie otrzymywałyby na przykład osoby, które mają dzieci.

Konfederacja Lewiatan

Odczyt NFP i EUR/USD

Odczyt NFP i EUR/USD 5

Dzisiejszy odczyty z amerykańskiego rynku pracy rozczarowały. Konsensus ekonomistów zakładał wzrost ilości nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym na poziomie 180 tysięcy, natomiast w sierpniu zanotowano ich 151 tysięcy. Ponadto spadło również średnie wynagrodzenie godzinowe o 0.1% miesiąc do miesiąca.

Negatywne dane przełożyły się na wyprzedaż dolara amerykańskiego na szerokim rynku oraz na mniejsze prawdopodobieństwo podwyżki kosztu pieniądza na wrześniowym posiedzeniu. Aktualne prawdopodobieństwo na podwyżkę kosztu pieniądza wynosi 22%, przed danymi oscylowało w okolicy 40%. Jeden, zły odczyt nie powinien decydować o długoterminowej polityce monetarnej, a jednak tak się dzieje.

Odczyt NFP i EUR/USD 6

Spadek pewności co do kolejnej podwyżki stóp procentowych negatywnie wpływa na dolara amerykańskiego, zatem tendencja wzrostowa na parze EUR/USD powinna zostać utrzymana. Bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja obecnego trendu w okolicę ostatnich szczytów 1.136.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

NFP prawdę Ci powie

NFP prawdę Ci powie 7

Pierwszy piątek miesiąca jest prawdopodobnie najbardziej wyczekiwanym dniem handlu. Tego dnia ukazują się dane z amerykańskiego rynku pracy, a większość inwestorów w pierwszej kolejności zwraca uwagę na zmianę zatrudnienia w sektorze poza rolnictwem (non-farm payrolls). Duże zainteresowanie rynkiem pracy w USA wynika z faktu, że głównym celem Rezerwy Federalnej jest sprzyjanie osiągnięciu stanu pełnego zatrudnienia i od tego uzależnia swoje decyzje odnośnie prowadzonej polityki pieniężnej.

Rynek pracy w Stanach Zjednoczonych pozornie jest w doskonałej kondycji. Bezrobocie spadło poniżej 5%, czyli mamy do czynienia z pełnym zatrudnieniem. Każdy kto chce znaleźć pracę jest w stanie to zrobić.

Niestety pewne fakty przeczą tej idylli. Od 2010 roku sukcesywnie spada stopa bezrobocia w Stanach Zjednoczonych. W tym samym czasie spada również odsetek obywateli aktywnych zawodowo. Jak to możliwe, że jednocześnie spada bezrobocie oraz osoby aktywne zawodowo? Wszystko oczywiście zależy od tego jak liczymy stopę bezrobocia. Można przywołać słynne powiedzenie, nieważne kto kandyduje, ważne kto liczy głosy. Według rządu obecnie miliony długookresowych bezrobotnych nie zalicza się do siły roboczej. Według niektórych nieoficjalnych statystyk bezrobocie w USA wynosi ponad 20%, o czym również wspominał kontrowersyjny kandydat na prezydenta Donald Trump.

W ostatnim czasie powróciły spekulacje nt. podwyżki stopy funduszy federalnych już na wrześniowym posiedzeniu. Nadzieje rozbudził wiceszef Rezerwy Federalnej Stanley Fischer, który w wywiadzie powiedział, że wrzesień jest realnym terminem odnośnie podniesienia kosztu pieniądza w USA, a wszystko zależeć będzie od sierpniowych danych z rynku pracy, które ukażą się dzisiaj. Wydaje się to mało prawdopodobne, gdyż przed nami wybory prezydenckie, a jak pokazuje statystyka w ciągu ostatnich trzech dekad tylko dwa razy Fed zdecydował się na zmianę stopy procentowej przed wyborami, ale oczywiście to znowu tylko statystyka.

Jednak inwestorom to wystarczyło i w ostatnim tygodniu dolar amerykański wrócił do łask, nie licząc wczorajszej korekty po słabych odczytach indeksu PMI dla przemysłu w USA. Jednak gdyby dzisiejsze dane okazały się gorsze od prognoz szybko inwestorzy zaczęliby uciekać od amerykańskiej waluty, która zyskiwał tak naprawdę tylko dzięki jednej wypowiedzi członka Rezerwy Federalnej.

Na koniec nie mogło zabraknąć oczywiście statystyk. Od 1999 roku sierpniowe odczyty o zatrudnieniu w sektorze poza rolnictwem są zazwyczaj gorsze od prognoz. Gdyby ta regularność się powtórzyła możemy mieć silny odwrót na amerykańskiej walucie. I odwrotnie, bardzo dobre dane podtrzymają trend na dolarze mimo, że prawdopodobnie we wrześniu Fed nie podniesie stopy funduszy federalnych.

Sierpniowe dane o zatrudnieniu w sektorze poza rolnictwem vs. prognoza

NFP prawdę Ci powie 8

Źródło: Bloomberg

Bartosz Zawadzki
Dyrektor
Dział Strategii Rynkowych i Analiz

​Dzisiaj pierwszy piątek miesiąca, a to oznacza dane z amerykańskiego rynku pracy!

W każdy pierwszy piątek nowego miesiąca inwestorzy oczekują z niecierpliwością na godzinie 14:30. O tej godzinie odbywa się publikacja danych z amerykańskiego rynku pracy. Dzisiejszy odczyt jest bardzo ważny, ponieważ publikacja powyżej konsensusu ekonomistów doprowadzi do większego prawdopodobieństwa na wrześniową podwyżkę stóp procentowych.
Jednakże patrząc od strony statystycznej nie mamy czego się obawiać. Jak pokazano na wykresie powyżej większość odczytów publikowana w miesiącu wrzesień od 1999 roku była gorsza od prognoz. Tylko w 4 przypadkach na 17 odczyt uplasował się powyżej konsensusu.

Jeżeli popatrzymy na 25 letnią średnią z ilości nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym każdego miesiąca, to okazuje się, że we wrześniu średni odczyt wynosi 85 tysięcy. W ramach przypomnienia dzisiejszy konsensus zakłada publikacje na poziomie 180 tysięcy.

Podsumowując prawdopodobieństwo wskazuje, że odczyt będzie poniżej konsensusu, a tym samym dolar amerykański powinien znaleźć się pod presją sprzedających.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

​Władimir Putin dąży do zamrożenia produkcji ropy

​Władimir Putin dąży do zamrożenia produkcji ropy 9

Ropa naftowa od dłuższego czasu oscyluje w granicy 40-50 USD za baryłkę, co ma bardzo złe oddziaływanie na budżet Rosji. Według Bloomberga oraz Deutsche Banku do uniknięcia deficytu budżetowego w Rosji notowania ropy naftowej musiałyby się znajdować w okolicy 70 USD za baryłkę.

​Władimir Putin dąży do zamrożenia produkcji ropy 10

Dlatego Władimir Putin chce aby Rosja oraz OPEC wspólnie zamroziły wydobycie ropy naftowej. Niskie ceny ropy negatywne wpływają na wszystkie państwa należące do grupy OPEC – przychód z eksportu jest najniższy od 2004 roku.

Jeżeli ceny ropy w dalszym ciągu będą oscylować w okolicy 40-50 USD za baryłkę, to w dłuższym terminie powinno dojść do zmniejszenia nadpodaży „czarnego złota” na rynku. Wyeliminowanie głównego czynnika wpływającego za niskie ceny ropy naftowej doprowadziłoby do zwyżki jej notowań w okolicę 60-70 USD za baryłkę.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych