T. Kaczor (BGK): Rynki nie doceniają możliwości podwyżki stóp za oceanem

T. Kaczor (BGK): Rynki nie doceniają możliwości podwyżki stóp za oceanem 1
Cztery tygodnie zostały do kolejnego posiedzenia Fed, na którym mogą wzrosnąć stopy procentowe za oceanem. Tymczasem po publikacji gołębich w wydźwięku minutek z ostatniego posiedzenia FOMC rynki są coraz bardziej przekonane, że Rezerwa Federalna w tym roku stóp już nie zmieni. Zdaniem głównego ekonomisty BGK choć we wrześniu podwyżki z dużym prawdopodobieństwem nie będzie, to zaskoczenie może przyjść w grudniu.

– Tak naprawdę w grę wchodzą dwa terminy: wrzesień dla tych, którzy naprawdę oczekują agresywnej polityki, i grudzień – przypomina w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Tomasz Kaczor, główny ekonomista BGK. – Wydaje mi się, że wrzesień ze względu na kalendarz wyborczy w Stanach i niepewność związaną z tym, kto zostanie wybrany na prezydenta, wykluczy podwyżkę we wrześniu i dopiero w grudniu zobaczymy wyższe stopy procentowe, których rynek nie docenia.

Do końca roku zostały jeszcze trzy posiedzenia Komitetu Otwartego Rynku: 20–21 września, 1–2 listopada i 13–14 grudnia. Środkowy termin na decyzję jest najmniej prawdopodobny, bo nie będzie mu towarzyszyła nowa prognoza makroekonomiczna.

Gdy w grudniu ubiegłego roku Rezerwa Federalna podniosła po raz pierwszy od niemal 10 lat stopy procentowe o 25 punktów bazowych do przedziału 0,25–0,50 proc., wydawało się, że w 2016 roku nastąpią cztery kolejne podwyżki, choć już wówczas pojawiały się głosy, z czasem coraz częstsze, że podwyżki mogą być tylko dwie. Za każdym razem, gdy rynek wyceniał, że Fed stopy podniesie, następowało wydarzenie odwracające to przekonanie, jak kiepskie dane z rynku pracy za maj w czerwcu. Stąd wielu ekonomistów i inwestorów nie ufa już pojawiającym się jastrzębim wypowiedziom członków FOMC.

– Rynki zdecydowanie nie doceniają perspektywy podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Oficjele Fedu próbują ją delikatnie sygnalizować, przyzwyczajać do niej, jak chociażby wypowiedź sprzed 2–3 dni Stanleya Fischera, wiceprezesa Fed, który wyraźnie mówi, że warunki do tego, by podnieść stopy, są już blisko, są na wyciągnięcie ręki – mówi Kaczor. – Pokazują, że chcą przyzwyczaić rynki do myśli o podwyżce stóp, natomiast rynki mają swój rozum i mówią: nie, stopy procentowe nie wzrosną w tym roku. Rynki mogą być zaskoczone.

Nastawienie rynku może zmienić oczekiwane wystąpienie Janet Yellen podczas dorocznego spotkania w Jackson Hole. Ma ono nastąpić 26 sierpnia. Weekendowe wystąpienie Stanleya Fischera, który powiedział, że tegoroczna podwyżka wciąż jest możliwa, spowodowało w poniedziałek rano umocnienie dolara. Do południa amerykańska waluta zdołała jednak wytracić wzrosty i do euro, i do złotego. Analogicznej reakcji można się spodziewać w przypadku samej podwyżki.

– Na pewno mocniejszy dolar, na pewno osłabienie złotego. Złoty pokazał już kilkakrotnie, że jest wrażliwy na ruchy stóp procentowych najważniejszych banków centralnych i w przypadku zacieśnienia polityki monetarnej za Atlantykiem pewnie ucierpi, ale moim zdaniem to będzie krótkookresowe – mówi o konsekwencjach podwyżki Tomasz Kaczor. – Krótkookresowa reakcja na giełdach, to prawdopodobnie pogorszenie sytuacji. Jednak rynki powoli zaczynają się przyzwyczajać do tego, że stopy kiedyś wzrosną i nie oczekiwałbym jakiegoś długotrwałego osłabienia.

Tomasz Kaczor prognozuje, że ewentualna podwyżka podniesie stopy o kolejne 25 punktów bazowych do poziomu 0,50–0,75 proc.

Pfleiderer do końca roku zainwestuje ponad 50 mln euro

Pfleiderer do końca roku zainwestuje ponad 50 mln euro 2
Producent płyt laminowanych, wiórowych i blatów zanotował dobre wyniki w I półroczu 2016 r. To pierwszy okres po skonsolidowaniu grupy ze spółkami z Niemiec, Holandii, Francji, Wielkiej Brytanii i Szwajcarii. Grupa jest w trakcie inwestycji w rozwój mocy produkcyjnych fabryk i pracuje nad nową kolekcją, która wejdzie na rynek w 2017 roku.

– Jesteśmy bardzo usatysfakcjonowani wynikami za pierwsze półrocze – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Michael Wolff, prezes Grupy  Pfleiderer. – Firma zrealizowała wszystkie założenia, a nawet je przekroczyła, np. w odniesieniu do zysku EBITDA. Zwiększyliśmy ten zysk o 9,2 procent i osiągnęliśmy marżę na poziomie 14,4 procent, co jest wynikiem lepszym od zakładanego.

Prezes Pfleiderera zapowiada utrzymanie dwucyfrowego wzrostu zysku EBITDA do końca roku. Wyniosła ona w I półroczu 50,76 mln euro, ale skorygowana o wydarzenia jednorazowe, których z racji integracji grupy było w tym okresie sporo, sięgnęła 70,4 mln euro.

– Wciąż koncentrujemy się na integracji grupy. Projekt, który rozpoczęliśmy w styczniu należy do największych w Polsce. Chodzi o zintegrowanej całej grupy w jeden organizm i to jest naszym priorytetem na ten rok –  mówi Wolff. – Mocno pracujemy też nad nową kolekcją, która powinna być gotowa na koniec roku, tak byśmy mogli zacząć ją oferować od początku 2017.

Przychody netto Grupy w pierwszym półroczu wyniosły 458,5 mln euro wobec 189,9 mln euro w zeszłym roku. Jednak ze względu na konsolidację ze spółkami zachodnimi, ubiegłoroczny wynik dotyczy tylko Polski, nie jest więc porównywalny. Jak napisano w raporcie, gdyby przejęcie spółek nastąpiło 1 stycznia 2016 roku, przychody wyniosłyby 489,3 mln euro, a zysk netto 4,1 mln euro.

– Kontynuujemy też inwestycje w nasze fabryki. W pierwszym półroczu przeznaczyliśmy na ten cel prawie 16 milionów euro, a na koniec roku będzie to ponad 50 milionów – mówi prezes Grupy Pfleiderer. – Oznacza to, że w nadchodzących miesiącach będą realizowane duże projekty.

Pod koniec lipca, cztery tygodnie przed zaplanowanym terminem, otwarto nową linię lakierniczą w zakładzie w Grajewie o wartości 5 mln euro.

Grupa liczy na dobrą koniunkturę zarówno na rynku polskim, jak i na Zachodzie. Z danych GUS wynika, że w ciągu pierwszych siedmiu miesięcy roku oddano do użytkowania 85,85 tys. mieszkań, czyli o niemal 12 proc. więcej niż rok wcześniej. Rozpoczęto budowę ponad 101 tys. mieszkań, o przeszło 6 proc. więcej niż rok temu, zaś pozwoleń oraz zgłoszeń zamiaru budowy odnotowano o 12,2 proc. więcej niż w analogicznym okresie ub.r. – niemal 116,5 tys.

– Perspektywy są pozytywne. Rynek budowlany w Polsce, w Niemczech, a także w Europie Środkowej jest w dobrej kondycji – uspokaja Michael Wolff. – Poszczególne rynki powinny rozwijać się w tempie od 2 do 10 procent. Dlatego też zwiększamy nasze wydatki kapitałowe i zatrudnienie. Nasze fabryki mają pełne obłożenie. Do rozwoju potrzebne jest więc nam zwiększenie wydatków kapitałowych.

Bezpłatne leki dla seniorów dostępne od 1 września. Instytut Jagielloński: ten system poprawi skuteczność leczenia

Bezpłatne leki dla seniorów dostępne od 1 września. Instytut Jagielloński: ten system poprawi skuteczność leczenia 3
Resort zdrowia opublikował listę leków, które od przyszłego czwartku będą bezpłatnie dostępne dla seniorów. Znalazło się na nim ponad 1100 preparatów. Eksperci Instytutu Jagiellońskiego chwalą fakt, że konstrukcja listy zapewnia seniorom równy dostęp do leków na najczęstsze schorzenia. Dzięki temu będą oni mogli kontynuować prowadzoną terapię, bez konieczności zmiany leków, co poprawi skuteczność ich leczenia. Szersza dostępność leków wpłynie również na obniżenie kosztów leczenia – ocenia prezes IJ. 

– Darmowe leki dla seniorów to bardzo dobry pomysł, po pierwsze to zrealizowanie postulatu wyborczego, ale tak naprawdę to rozłożenie akcentów i ulżenie seniorom, którzy mają – jak pokazują badania statystyczne – bardzo trudną sytuację – mówi agencji Newseria Biznes Marcin Roszkowski, prezes zarządu Instytutu Jagiellońskiego.

Nowa ustawa ma skończyć z niepokojącymi statystykami dotyczącymi nierealizowania przepisywanych recept. Z badania „PolSenior” przytaczanego przez IJ wynika, że co piąty pacjent nie kupował zalecanych leków lub kupował tylko część z nich. To miało wpływ na skuteczność leczenia, a co za tym idzie – na pogarszające się zdrowie tej grupy społeczeństwa.

– Tego typu pomoc powoduje, że osoby starsze mają równy dostęp do leków na najczęstsze schorzenia – mówi Roszkowski.

Wśród nich są m.in. niewydolność serca, nadciśnienie, miażdżyca, przewlekła obturacyjna choroba płuc, cukrzyca czy choroba Parkinsona.

To też powinno się przyczynić do obniżenia kosztów leczenia związanych z działaniami medycznymi, które podejmowane są na skutek nagłego pogorszenia stanu zdrowia pacjenta spowodowanego niestosowaniem leków. Takie incydenty często kończą się kosztowną hospitalizacją.

Wpisanie na listę 75+ wszystkich preparatów zawierających daną substancję leczniczą daje pewność, że seniorzy w każdej aptece w kraju będą mogli uzyskać stosowane obecnie przez siebie leki bez obaw o ich dostępność – podkreślono w komunikacie IJ. – Finansowanie tylko części leków mogłoby spowodować ich braki w aptekach. Wpłynęłoby to również na ograniczenie terapii lekowych przez lekarzy tylko do preparatów z listy 75+, co mogłoby mieć negatywny wpływ na ich skuteczność.

Możliwość kontynuowania farmakoterapii jest kluczowa dla ich skuteczności. W przypadku przewlekle chorych osób starszych nawet nieznaczna zmiana leczenia może zwiększyć ryzyko obniżenia jego skuteczności. Może też być powodem pomyłek czy innych problemów z dawkowaniem leków.

 Tutaj zawsze będzie spór, jak ta lista powinna być szeroka i jak szczegółowa, jeżeli chodzi o substancje, które występują np. tylko w jednym preparacie albo w kilku, ale tylko jeden jest dopuszczony. Ten spór będzie się tutaj toczył jeszcze pewnie przez cały sierpień, bo tak jak ministerstwo zapowiada, 1 września to rozporządzenie ma wejść w życie – mówi Marcin Roszkowski.

Jak podaje Instytut Jagielloński za GUS, z bezpłatnych leków będzie mogło skorzystać blisko 3 mln seniorów.

 Redystrybucja w ramach budżetu do grup mniej zamożnych w na tym etapie rozwoju państwa jest działaniem potrzebnym i sprawiedliwym społecznie – uważa Roszkowski.

Zdaniem Instytutu Jagiellońskiego ewentualne poszerzanie listy również powinno wykorzystywać tę prawidłowość, że trafiają na nią wszystkie leki zawierające daną substancję. Takie rozwiązanie nie zaburza konkurencji rynkowej i nie faworyzuje żadnych producentów. Instytut rekomenduje także, by na listę trafiały substancje na przypadłości dotykające najczęściej osoby starsze – w ten sposób rozwiązanie to będzie społecznie sprawiedliwe. Z drugiej strony preparaty raz wpisane na listę nie powinny być z niej skreślane, bo będzie na tym cierpieć część pacjentów.

Resort zdrowia szacuje, że darmowe leki pozwolą zaoszczędzić seniorom ponad 300 mln zł.

ZUS inwestuje w nowy serwis internetowy. Ma być bardziej intuicyjny, przejrzysty i dostosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych

ZUS inwestuje w nowy serwis internetowy. Ma być bardziej intuicyjny, przejrzysty i dostosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych 4
Nowa odsłona strony internetowej Zakładu Ubezpieczeń Społecznych ma umożliwić korzystanie z serwisu osobom z różnego rodzaju niepełnosprawnościami. Zachowanie kontrastów między linkami a tłem, odpowiednie formularze i dokumenty czy dostosowanie wyszukiwarki do osób, które korzystają tylko z klawiatury, pozwoli na łatwe poruszanie się po stronie niedowidzącym i starszym. Zmiana serwisu ZUS to duże wyzwanie logistyczne. Strona ZUS jest jedną z największych na rynku – składa się z 1,5 tys. podstron. Do końca roku planowane jest uruchomienie także wersji na urządzenia mobilne.

 Nowa strona internetowa ZUS to reakcja na oczekiwania naszych klientów, którym zależy na uporządkowanej, ujednoliconej i bardziej czytelnej treści. Użytkownicy naszej dotychczasowej strony mają czasami problem, bo jest ona przeładowana treścią, co wynika z szerokiego zakresu obowiązków, jakie ma ZUS. To także dostosowanie się do nowych technologii, które obowiązują na rynku stron internetowych – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Wojciech Andrusiewicz, rzecznik prasowy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Nowa strona ma być dostępna już wkrótce, początkowo będzie istnieć równoległe do dotychczasowego portalu. Jak zapowiada Andrusiewicz, to wyjście naprzeciw oczekiwaniom tych osób, które potrzebują trochę czasu na oswojenie się z nową wersją strony.

Nowa witryna to także odpowiedź na potrzeby wszystkich tych, którzy oczekują nieco bardziej intuicyjnego poruszania się po stronie. To zaś było możliwe dzięki wykorzystaniu nowinek technologicznych w zakresie tworzenia i budowania stron.

– Pierwsza duża zmiana jakościowa to nowe rodzaje przyporządkowania naszych klientów. Dziś wchodząc na stronę, mamy podział na świadczenia, ubezpieczenia i płatników składek, co nie dla wszystkich jest zrozumiałe. Na nowej stronie będziemy mieli jasno przyporządkowanych klientów. Będzie podział na świadczenia, emerytury i renty, pracowników, firmy oraz lekarzy – wskazuje rzecznik ZUS.

Podczas budowy portalu został wykorzystany standard User Experience (UX). To projektowanie produktów interaktywnych ze szczególnym zwróceniem uwagi na to, aby były one przyjazne dla użytkowników. Powinny one być nie tylko atrakcyjne dla oka, lecz także funkcjonalne, ergonomiczne i użyteczne. Szerokie wykorzystanie ikon, operowanie wyrazistymi kolorami ma ułatwić korzystanie z portalu i pomóc szybciej znaleźć potrzebne informacje.

– Nowy portal to także połączenie wszystkich zbiorów informacji ZUS na różnych podstronach, a także na stronie Platformy Usług Elektronicznych. Do tej pory obowiązywały dwie strony: zus.pl oraz pue.zus.pl. Od momentu wprowadzenia nowej strony internetowej wszystko jest zgromadzone na jednej witrynie – tłumaczy Andrusiewicz.

Portal jest także dostosowany do wymogów WCAG 2.0, czyli standardu umożliwiającego korzystanie z serwisu osobom z niepełnosprawnościami.

– Przy tworzeniu strony współpracowaliśmy z Fundacją Integracja, która zajmuje się m.in. dostosowaniem stron internetowych do standardów WCAG 2.0 dla osób z różnego rodzaju niepełnosprawnościami  – mówi Wojciech Andrusiewicz.

Informacje oraz komponenty interfejsu muszą być przedstawione użytkownikom w dostępny dla nich sposób, powinny być funkcjonalne, zrozumiałe i kompatybilne z technologiami asystującymi. Z metodologii WCAG 2.0 zostało wybranych 36 punktów, kluczowych w dostosowaniu cyfrowym dla niepełnosprawnych.

 To różne funkcjonalności, począwszy od wyszukiwarki, szczególnie dla osób, które korzystają wyłącznie z klawiatury. Fokus powinien być nastawiony tylko na wyszukiwarkę, mają być zachowane kontrasty pomiędzy tłem a linkami. Aby formularze były odpowiednio dostosowane do osób z niepełnosprawnościami, powinny mieć wypełnione odpowiednie pola, textboksy powinny być wypełnione na stronie internetowej, a dokumenty dostosowane do osób z niepełnosprawnościami, niezależnie od pliku – tłumaczy Emilia Wilczyńska-Wiaderny z Fundacji Integracja.

Choć strony internetowe podmiotów realizujących zadania publiczne muszą być dostosowane do potrzeb osób z niepełnosprawnościami tak, aby spełniać międzynarodowy standard dotyczący dostępności stron, a termin na to minął z końcem maja 2015 roku, to wciąż są z tym problemy. NIK sprawdziła wypełnianie 34 z 36 wymaganych zaleceń standardu WCAG 2.0 w 23 serwisach internetowych instytucji publicznych, z czego odpowiednio dostosowane były zaledwie dwa portale. Trzy strony zostały natomiast ocenione negatywnie, a stwierdzone błędy uniemożliwiały korzystanie z nich. Jak jednak podkreśla Wilczyńska-Wiaderny, sytuacja stopniowo się poprawia.

 Dostosowanie stron internetowych do osób z niepełnosprawnościami to bardzo długi proces. Co roku jest lepiej. Wiemy, że instytucje mocno nad tym pracują, korzystają z usług takich fundacji jak my, które doradzają im, pokazują i edukują, jak te strony powinny wyglądać – zaznacza przedstawicielka Fundacji Integracja.

Brak możliwości skorzystania z treści udostępnionych na stronach internetowych urzędów ogranicza dostęp części obywateli do informacji i do elektronicznych usług publicznych.

– To bardzo istotne, bo tak naprawdę wykluczamy 5 mln osób z różnymi niepełnosprawnościami. Również osoby starsze, które nie są w stanie przeczytać pewnych informacji i osoby lekko upośledzone – przekonuje Emilia Wilczyńska-Wiaderny.

Rząd chce wskrzesić transport rzeczny. Mechanizm inwestycyjny ma zapewnić miliardy finansowania

Rząd chce wskrzesić transport rzeczny. Mechanizm inwestycyjny ma zapewnić miliardy finansowania 5
Największe polskie rzeki – Wisła i Odra – kiedyś były integralną częścią transportowego krwiobiegu. Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej chce wskrzesić krajowy transport śródlądowy. Resort tworzy wehikuł do inwestycji w żeglowność. W wielki wielomiliardowy projekt chce zaangażować firmy energetyczne, banki, ubezpieczycieli, porty, a także środki unijne. 

– W oparciu o tzw. plan Junckera z Europejskiego Funduszu Inwestycji Strategicznych budujemy tzw. dźwignię. Powstanie spółka celowa, w skład której wejdą największe firmy energetyczne, banki, firmy ubezpieczeniowe, porty – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Jerzy Materna, wiceminister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej. – Chcemy zbudować duży kapitał, który będzie zasilany m.in. z przyszłych inwestycji w elektrownie na stopniach wodnych i ze sprzedaży prądu.

Wskazuje, że dodatkowe możliwości finansowania zapewni także procedowana nowelizacja prawa wodnego. Część opłat za wodę mogłaby trafiać na Fundusz Żeglugi Śródlądowej

– Dzięki noweli chcemy 30 proc. z Funduszu przeznaczać na zasilanie tej spółki – dodaje Materna. – Mając własne fundusze, będzie można zabiegać o finansowanie związane m.in. z realizacją planu Junckera. Odpowiednia konstrukcja finansowa pozwoli nam realizować strategię; przywrócić żeglowność rzek, zapewnić bezpieczeństwo przeciwpowodziowe, budować nowe mosty, stymulować rozwój turystyki i gospodarki.

Obecnie w Polsce tylko 0,4 proc. transportu odbywa się drogą wodną. Zdecydowanie dominujący jest transport drogowy, a pozostałe ponad 12 proc. stanowi kolej.

Szacunkowy koszt przystosowania szlaków na Wiśle na odcinku od Warszawy do Gdańska to 31,5 mld zł. Przedstawiciel resortu przywołuje badania prowadzone przez prof. Krystynę Wojewódzką-Król na zlecenie firmy Energa, z których wynika, że roczne przychody na zmodernizowanym odcinku mogłyby sięgać 18,5 mld zł. To oznacza, że inwestycja zwróciłaby się po dwóch latach.

 Fakt, że przez dziesięciolecia tego nie zrobiono, to wielki skandal – stwierdza wiceminister. – Potwierdzają to także badania prof. Leszka Bagińskiego. Wynika z nich, że nie robiąc nic, doprowadzamy do zniszczeń nieodwracalnych. Wystarczy poobserwować z lotu ptaka Wisłę czy Odrę. Zobaczymy, że one nie mają już normalnego koryta, widać degradację, niszczenie.

Według założeń ministerstwa Górna Odra zostanie dostosowana do parametrów IV klasy żeglowności do 2020 r. Koszt projektu Odrzańskiej Drogi Wodnej (ODW) jest szacowany na 2,9 mld zł. Przywrócenie pełnej żeglowności na tej rzece ma kosztować do 2030 roku ok. 30 mld zł. Z tego 11 mld zł ma zostać zainwestowane w Kanał Śląski, który połączy Odrę z Wisłą.

– Przy każdej inwestycji tego typu okres od planowania do wykonania to około 4–5 lat. Pierwsze 1,5–2 lata to praca w biurach, tworzenie planów. Dopiero po tym czasie pojawią się na brzegach koparki i rusza budowa – mówi Jerzy Materna. – Mam nadzieję, że nasz ambitny plan się powiedzie i będzie to dodatkowym kołem zamachowym dla gospodarki. Obserwujemy bardzo dobre przyjęcie ze strony społeczeństwa i przedsiębiorców.

W kwestii przywrócenia żeglowności głównych rzek resort gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej współpracuje z Ministerstwem Rozwoju, Ministerstwem Energii, Ministerstwem Infrastruktury i Budownictwa oraz Ministerstwem Środowiska.

– Chcemy wspólnie doprowadzić do tego, żeby przywrócić żeglowność zarówno na Odrze, jak i na Wiśle. Nie traktujemy żadnej z tych rzek priorytetowo. Efekty będzie oczywiście widać szybciej na Odrze. Na Wiśle też powstaną stopnie wodne i choć efekty przyjdą może trochę później, to po 10 latach będzie już widać pływające barki od Warszawy do Gdańska – mówi wiceminister.

Firmy kurierskie inwestują w roboty. DHL testuje drony, które mogą przyspieszyć czas dostawy

Firmy kurierskie inwestują w roboty. DHL testuje drony, które mogą przyspieszyć czas dostawy 6
W sortowniach i magazynach firm kurierskich roboty coraz częściej zastępują ludzi w pracach fizycznych. To zwiększa wydajność i szybkość pracy. DHL testuje takie urządzenia i zapowiada, że tego typu urządzenia mogą w ciągu najbliższych pięciu latach zrewolucjonizować branżę. Przyszłością mogą też być drony. DHL zakończyło w Niemczech testy Parcelcoptera, który przenosi paczki do trudno dostępnych miejsc.

– Nasz region intensywnie pracuje nad rozwojem technologicznym branży. Już dzisiaj zastępujemy pracę ludzką maszynami. Bardzo dużo inwestujemy w to, żeby wykorzystywać zasoby ludzkie tam, gdzie są one faktycznie niezbędne, a korzystać z możliwości technologii w miejscach, gdzie można łatwo i bezboleśnie to przesunąć. Mówię o sortowniach czy terminalach – mówi agencji Newseria Biznes Anna Kania, dyrektor marketingu w DHL Parcel Polska.

W Niemczech firma przeprowadziła pilotaż z wykorzystaniem robota EffiBOT, czyli w pełni zautomatyzowanego wózka transportowego, który wykonuje większość prac fizycznych za osoby kompletujące zamówienia. Trwają też prace z wykorzystaniem innych robotów mobilnych – Baxtera i Sawyera, które wspierają personel i mają za zadanie zwiększyć wydajność.

Według raportu „Logistics Trend Radar” firmy DHL sztuczna inteligencja i personalizacja odpowiadają za większość najbardziej istotnych trendów na kolejne lata. Technologie zastosowane w inteligentnych łańcuchach dostaw mogą zmienić praktycznie każdy jego etap – procesy wytwarzania, logistykę, przechowywanie oraz ostatni etap dostaw do odbiorcy, czyli tzw. ostatnią milę. W ciągu kolejnych pięciu lat zmieni to całkowicie branżę logistyczna i wyniki przez nią osiągane.

Bardzo wrażliwym tematem są drony i to, jak one zrewolucjonizują nasz rynek i dokąd go doprowadzą. Testy, które prowadzimy w Niemczech, są dosyć satysfakcjonujące, więc pewnie za jakiś czas będziemy wszyscy obserwować ruchy testowe na rynku i u nas w Polsce – mówi Kania.

Niedawno zakończyły się też testy autonomicznego drona Parcelcopter. Urządzenie jest w stanie przenosić paczki o wadze do 2 kg na dystansie kilkukilometrowym. Zarówno załadunek, jak i wyładunek odbywają się automatycznie, co znacznie skraca czas. Drony mogą się sprawdzić w przypadkach, gdy przesyłka będzie potrzebna pilnie lub kiedy miejsce odbioru będzie trudno dostępne, np. na terenach górskich.

Za wieloma trendami, które pojawiły się w branży kurierskiej i logistycznej, stoją także zmieniające się zachowania konsumentów i potrzeba personalizacji. Coraz popularniejsza staje się on-demand delivery, czyli dostawa na żądanie – polega ona na tym, że konsument ma możliwość wyboru czasu i miejsca dostawy zakupów oraz ich dowolnego zmieniania nawet w ostatniej chwili. Wymagania klientów wymuszają inwestycje w firmach kurierskich.

Dzisiaj pracujemy na warunkach klientów. Jeżeli mówimy o rozwoju naszej sieci, punktów dostępu, czyli Parcelshopów, oraz automatów do nadawania i odbioru paczek, czyli Parcelstation, to dostosowujemy się do potrzeb naszych odbiorców i rośniemy razem z nimi. Jednym wygodniej odebrać przesyłkę w domu, a innym wygodniej w punkcie odbioru, dlatego też powiększamy i poszerzamy cały czas tę sieć, dopasowując się do miejsc, do lokalizacji, ale też do samych form przesyłek wygodnych dla ludzi – wyjaśnia Anna Kania.

Obecnie działa ok. 1,4 tys. Parcelshopów – to stacje benzynowe, sklepy, salony prasowe. Obejmują zasięgiem 395 gmin w Polsce. DHL Parcel rozwija też sieć automatów Parcelstation, w których można odebrać paczki. Pilotaż w Warszawie został pozytywnie odebrany, dlatego firma rozszerzyła sieć o nowe miasta: Wrocław, Kraków i Poznań. Łącznie działa już 60 automatów. Odbiór można zlecić zarówno przy zakupie w e-sklepie, jak i po nadaniu przesyłki.

– Firmy kurierskie otwierają swoje punkty po to, żeby ludzie mogli wysyłać przesyłki o różnych gabarytach na bardzo dobrych warunkach, z dostawą, gwarancją dostarczenia na następny dzień, albo w określonym czasie zarówno w Polsce, jak i za granicą, oraz w atrakcyjnych cenach – przekonuje Kania.

Rozwój sieci sprawia, że firma wciąż rekrutuje nowych pracowników. W sezonie letnim, urlopowym, szuka osób przede wszystkim na zastępstwo, ale również tych, którzy zwiążą swoją przyszłość z firmą.

Coraz więcej rolników decyduje się na dobrowolne polisy. Popularne są dodatkowe ubezpieczenia budynków gospodarczych

Coraz więcej rolników decyduje się na dobrowolne polisy. Popularne są dodatkowe ubezpieczenia budynków gospodarczych 7
Rolnicy są coraz bardziej świadomi korzyści, jakie niosą polisy ubezpieczeniowe. – Odnotowujemy bardzo szybko rosnące zainteresowanie ubezpieczeniami dobrowolnymi – mówią przedstawiciele TUiR Warta. Najczęściej rolnicy wybierają poszerzenie zakresu obowiązkowego ubezpieczenia budynków w gospodarstwach rolnych, a także ochronę płodów rolnych czy zwierząt gospodarskich.

– Sprzedaż ubezpieczeń rolnych rośnie z roku na rok. Rolnicy są coraz bardziej świadomi korzyści, jakie przynosi polisa ubezpieczeniowa – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Beata Czajczyk, menadżer produktu w biurze małych i średnich przedsiębiorstw w Towarzystwie Ubezpieczeń i Reasekuracji Warta. – Odnotowujemy bardzo szybko rosnące zainteresowanie ubezpieczeniami dobrowolnymi, które są doskonałym uzupełnieniem polis obowiązkowych.

Nabycie polisy OC jest dla każdego rolnika obligatoryjne, podobnie jak ubezpieczenie budynków wchodzących w skład gospodarstwa rolnego. Ubezpieczony jest sam budynek (mury i stałe elementy) od ryzyk nazwanych, jak pożar, huragan, uderzenie pioruna, gradobicie czy osunięcie się ziemi.

Jak wynika ze sprawozdania KNF, po I kwartale tego roku liczba czynnych obowiązkowych polis ubezpieczenia budynków w gospodarstwach domowych przekroczyła 3,4 mln, natomiast obowiązkowego OC rolników – 1,36 mln.

– Z naszych danych wynika, że rolnicy najczęściej poszerzają zakres ochrony budynków rolniczych o dodatkowe ryzyka nieobjęte ustawą, np. zalanie, stłuczenie, przepięcie, dewastacje czy koszty poszukiwania przyczyny szkody – podkreśla przedstawicielka Warty.

Obowiązkowe ubezpieczenia obejmują jednak zaledwie część majątku. Podczas np. huraganu czy powodzi ubezpieczeniem nie są objęte sprzęty ruchome, np. sprzęt elektroniczny czy meble.

– Nadal mało osób zdaje sobie sprawę z tego, że dzięki polisie dobrowolnej rolnicy mogą ochronić to, co daje typowe ubezpieczenie domu czy mieszkania. Jeżeli przejdzie burza czy huragan, to zniszczeniu ulegają nie tylko okna czy dach, lecz także to, co mamy w środku – przypomina Czajczyk.

Zakres obowiązkowej polisy OC rolników zawiera odpowiedzialność cywilną rolnika i osób, które pozostają z nim we wspólnym gospodarstwie domowym lub które wyrządziły szkodę podczas pracy w gospodarstwie. OC rolników nie obejmuje natomiast szkód związanych z życiem prywatnym.

Popularne są również ubezpieczenia OC w życiu prywatnym, ubezpieczenie od kradzieży czy od następstw nieszczęśliwych wypadków – mówi ekspertka.

Właściciele gospodarstw, którym zależy na większej ochronie, mogą ubezpieczyć sprzęt rolniczy i niepodlegające rejestracji maszyny rolnicze. Ochroną można też objąć zwierzęta gospodarskie, ziemiopłody czy materiały, jak np. środki do uprawy roślin.

– Kupując polisę, warto w niej uwzględnić ubezpieczenie OC w życiu prywatnym, które można rozszerzyć o dodatkowe klauzule, np. świadczenie usług agroturystycznych czy posiadanie koni rekreacyjnych. Po drugie, ubezpieczenie NNW należy dopasować do potrzeb oraz liczby członków rodziny lub pracowników. Warto też zwrócić uwagę na ubezpieczenie assistance, czyli pomoc ubezpieczyciela w przypadku powstania szkody – tłumaczy Czajczyk.

Jak podkreśla, ceny polis w zależności od zakresu ubezpieczenia zaczynają się od kilkudziesięciu złotych rocznie.

– Biorąc pod uwagę to, że pęknięta rura może spowodować szkody na kilka tysięcy złotych, nie wydaje się to zbyt dużym wydatkiem – przekonuje Beata Czajczyk.

Połowa osób jedzących na mieście wybiera lokale typu street food. Coraz częściej przyciągają one dobrej jakości jedzeniem i egzotycznymi smakami

Połowa osób jedzących na mieście wybiera lokale typu street food. Coraz częściej przyciągają one dobrej jakości jedzeniem i egzotycznymi smakami 8
Street food to już nie tylko kebab, lecz także dobrej jakości jedzenie, często o egzotycznych smakach. Jeszcze kilka lat temu street food kojarzył się negatywnie, jednak jego wizerunek zaczął się zmieniać. Ponad połowa osób stołujących się poza domem korzysta z oferty ulicznej gastronomii. Rośnie też popularność food tracków, których obecnie w Polsce jest ok. 300, a ich oferta jest coraz bardziej różnorodna. Kluczem do sukcesu są produkty wysokiej jakości – przekonuje Katarzyna Czechowska, założycielka konceptu Kiełba w Gębie.

– W ostatnich latach widzimy wyraźny wzrost zainteresowania jedzeniem typowo streetfoodowym, czyli ulicznym – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Katarzyna Czechowska, jedna z założycielek sieci barów Kiełba w Gębie. – Dotychczas street food był kojarzony pejoratywnie z jedzeniem przyrządzanym na szybko ze słabej jakości półproduktów. Ten wizerunek zaczyna się zmieniać, świadomość konsumentów rośnie, a koncepty prześcigają się w bardziej wyszukanych formach podawania potraw.

Wartość całego rynku gastronomicznego stale rośnie. Jak wynika z raportu PMR „Rynek HoReCa w Polsce 2016. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2016–2021” w ubiegłym roku wartość rynku sięgnęła blisko 25 mld zł, w tym zaś powinna wzrosnąć powyżej 26 mld zł. Coraz więcej osób stołuje się poza domem, a połowa z nich wybiera lokale typu street food. Z ubiegłorocznego raportu „Polska na talerzu” wynika, że 8 proc. jada w nich regularnie, a ok. 45 proc. co najmniej raz na 2–3 miesiące.

– Street food wygrywa tym, że ludzie wybierają przede wszystkim produkty wysokiej jakości. To właśnie jest kluczem do sukcesu wielu konceptów. W tym momencie na ulicach nie rządzi już przysłowiowy kebab z budki, ale coraz częściej nowe koncepty, które stawiają pierwsze kroki w postaci food trucków, a coraz więcej z nich pojawia się też w punktach stacjonarnych – ocenia Czechowska.

Coraz większą popularność zdobywają mobilne punkty gastronomiczne, czyli food trucki. Ocenia się, że w Polsce jest ich obecnie ok. 300, a ich oferta jest bardzo różnorodna.

– To koncepty o bardzo wyszukanej kuchni, np. smaki Jamajki. My również zaczynaliśmy od takiej formy. Teraz z niej zrezygnowaliśmy, choćby ze względu na utrudnienia ze strony urzędu miasta, bo ograniczenia w prowadzeniu takiej sprzedaży są jednak dość poważne – podkreśla Czechowska.

Food trucki dzięki dużej mobilności pojawiają się przy skupiskach dużej liczby osób, pracują wtedy, gdy rzeczywiście jest taka potrzeba, w przeciwieństwie do punktów stacjonarnych. Jak przekonuje założycielka konceptu Kiełba w Gębie, również stałe punkty mogą przyciągnąć klientów, o ile znajdują się przy głównych szlakach komunikacyjnych miasta.

– W gastronomii lokalizacja jest jednym z kluczowych warunków sukcesu. My chcemy być blisko ludzi, kiedy są w podróży, w drodze do pracy czy spędzają wolny czas. Mamy i takie lokalizacje, również te typowo imprezowe, wypoczynkowe cieszą się dużym zainteresowaniem – zaznacza Czechowska.

Kiełba w Gębie rozpoczęła działalność w 2014 roku, wtedy na ulice Warszawy wyjechał pierwszy food truck. W maju 2015 roku został otwarty pierwszy punkt stacjonarny nad Wisłą w ramach działającego klubu plenerowego Temat Rzeka. W tym roku w lutym grill bar został otwarty na Dworcu Centralnym, a w maju w Cudzie nad Wisłą powstał trzeci punkt stacjonarny. Łącznie w ubiegłym roku sieć obsłużyła ok. 35 tys. klientów.

– Mamy coraz lepiej wyedukowanego konsumenta, który szuka bardziej egzotycznych smaków, ale stawia też na tradycję, z tym że powinna być ona poparta dobrą jakością. Nasze kiełbaski są robione według tradycyjnych metod, pracowaliśmy nad własną recepturą, są naturalne, w składzie jest wyłącznie mięso, zioła i odrobina wody z procesu produkcji. Nie ma natomiast żadnych barwników, sztucznych ulepszaczy czy soli peklowej – tłumaczy założycielka konceptu.

Jesienią Kiełba w Gębie planuje otwarcie kolejnego już punktu stacjonarnego w Warszawie, w planach ma również inne większe miasta w Polsce. Na dalszy rozwój sieci potrzebuje około 400 tys. zł. W osiągnięciu takiej kwoty ma pomóc equity crowdfunding prowadzony na platformie Beesfund, gdzie sieć sprzedaje blisko 27 tys. akcji.

– Dynamika rozwoju street food jest dynamiczna, perspektywy są bardzo optymistyczne. Dlatego uważam, że to interesujące pole dla inwestorów i w związku z tym sami oparliśmy się o pewne rozwiązania, które pomogłyby nam szybciej rozwijać działalność – mówi Katarzyna Czechowska.

Dalsze umocnienie złotego mało prawdopodobne. Kurs do euro powinien być bliższy 4,30 niż 4,20

Dalsze umocnienie złotego mało prawdopodobne. Kurs do euro powinien być bliższy 4,30 niż 4,20 9
Poziom niższy niż 4,20 za euro wydaje się mniej prawdopodobny niż wzrost powyżej 4,30 – ocenia Rafał Sadoch z Domu Maklerskiego mBanku. Jego zdaniem skokowe umocnienie złotego w połowie sierpnia było jedynie wynikiem zmiany koncepcji dotyczącej przewalutowania kredytów frankowych. Analityk zaznacza, że w 2017 roku będzie wiele czynników ryzyka, które mogą spowodować, że deficyt budżetowy przekroczy 3 proc. To zaś będzie mieć negatywny wpływ na notowania krajowej waluty.

– W dłuższej perspektywie nie oczekiwałbym dalszego umocnienia polskiej waluty. W pierwszej połowie sierpnia umocnienie złotego wynikało ze zmiany koncepcji przewalutowania kredytów frankowych. Wszyscy obawialiśmy się, że ta ustawa frankowa będzie w dużym stopniu obciążała banki, co mogłoby mieć negatywny wpływ na polską gospodarkę. Prezydencki zespół ekspertów zmienił zdanie i wobec tego mieliśmy do czynienia ze skokowym umocnieniem złotego – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Inwestor Rafał Sadoch, analityk Domu Maklerskiego mBanku.

Przedstawienie prezydenckiego projektu ustawy o pomocy frankowiczom pozytywnie wpłynęło na złotego, który umocnił się w stosunku do euro, czy dolara. Łagodniejsza od przewidywanej pomoc zadłużonym sprawiła, że kurs euro oscylował wokół 4,28 (najniższy kurs od 3 miesięcy), a dolara 3,84 (najniższy poziom od połowy czerwca). Zdaniem eksperta trudno się jednak spodziewać dalszego umacniania polskiej waluty.

– Spadki wobec poziomów euro poniżej 4,20 wydają mi się dość mało prawdopodobne. Już we wrześniu kolejne agencje ratingowe będą dokonywały rewizji oceny wiarygodności kredytowej Polski. Nie spodziewałbym się tutaj cięć czy pogorszenia, ale jest to pewnego rodzaju czynnik ryzyka – przekonuje Sadoch.

Gdy w połowie stycznia agencja S&P obniżyła rating Polski, kurs euro wzrósł do 4,50, wzrosła też rentowność polskich obligacji. Teraz rating Polski powinien zostać utrzymany, jednak niepewność może negatywnie wpłynąć na kurs złotego wobec najważniejszych walut.

– Agencje ratingowe będą raczej wyczekiwały rozwoju sytuacji. Mamy wiele znaków zapytania, co do stanu finansów publicznych w 2017 roku. W tym roku, mimo niższego niż oczekiwał rząd wzrostu gospodarczego, nic nieprzewidzianego nie powinno się wydarzyć. W przyszłym jednak dużo jest czynników ryzyka, które mogą doprowadzić do wzrostu deficytu budżetowego powyżej 3 proc. PKB – ocenia analityk.

Wstępny projekt budżetu państwa przekazany przez Ministerstwo Finansów Radzie Ministrów przewiduje, że dochody wyniosą w przyszłym roku 324,1 mld zł, zaś wydatki 383,4 mld zł. Deficyt ma być nie większy niż 59,3 mld zł, ok. 2,9 proc. PKB, którego wzrost przewidywany jest na poziomie 3,6 proc. Dużo będzie jednak zależało od ściągalności podatków i od spełnienia części obietnic wyborczych, które mogą spowodować większe zadłużenie.

Opublikowane przez GUS dane wskazują, że w II kw. tego roku PKB wzrósł realnie o 3,1 proc. (wobec spodziewanych 3,3 proc.). Słabsze dane gospodarcze sprawiają, że pojawiają się spekulacje na temat obniżki stóp procentowych, co nie wpływa pozytywnie na złotego.

– Dlatego poziomy euro niższe niż 4,20 wydają mi się obecnie mniej prawdopodobne niż wzrost powyżej 4,30, podobnie jak miało to miejsce w pierwszej połowie roku – wskazuje Rafał Sadoch.

Przemysł boi się nowych obowiązków informacyjnych

Orzeczenie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości zobowiązało przedsiębiorców do przekazywania informacji o substancjach wzbudzających duże obawy zawartych w poszczególnych składnikach produktu, np. samochodu, a nie tylko w produkcie jako całości, jak było dotychczas. Producenci aut nie wiedzą jak taki obowiązek zrealizować, w sytuacji gdy liczba samodzielnych wyrobów, np. w samochodzie może przekroczyć 100 tys. Konfederacja Lewiatan apeluje do rządu o wsparcie przemysłu, w tym branży motoryzacyjnej, w rozmowach na ten temat z Komisją Europejską.

W celu zapewnienia bezpiecznego użytkowania wyrobów, przedsiębiorcy są zobowiązani do przekazania odbiorcom wystarczającej informacji na temat tzw. substancji wzbudzających szczególnie duże obawy (określanych SVHC) zawartych w dostarczanych wyrobach. Wymóg informacyjny minimum to podanie nazwy substancji.

Jednocześnie przedsiębiorcy są zobligowani do zgłaszania do Europejskiej Agencji Chemikaliów (ECHA) wprowadzania na rynek Unii Europejskiej lub Europejskiego Obszaru Gospodarczego wyrobów zawierających SVHC.

Zgłoszenie substancji w wyrobach do Europejskiej Agencji Chemikaliów jest obowiązkiem wytwórców/importerów wyrobów określonym w art. 7, poz. 2 rozporządzenia REACH
Praktyka wykonania obowiązków zgłaszania i informowania odbiorców ukształtowana w latach 2006 – 2015 była taka, że produkty złożone takie jak np. samochody, laptopy czy telefony komórkowe, nie wymagały zgłoszenia, gdyż praktycznie żadna z substancji SVHC nie przekraczała progu 0,1% wag. Obowiązek ten ciążył natomiast na dostawcach wyrobów składowych, o ile spełniały one warunki rozporządzenia.

Jednakże, orzeczenie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (ETS) z 10 września 2015 roku , zobowiązało przedsiębiorców do przekazania odbiorcom informacji o substancjach wzbudzających szczególnie duże obawy zawartych w poszczególnych składnikach produktu złożonego, a nie tylko produktu jako całości.

– Nie chcemy uchylać się od zwiększonego zakresu obowiązków dotyczących zbierania danych i informowania o wzbudzających obawy substancjach. Niemniej jednak, w wyniku orzeczenia ETS, przedsiębiorcy znaleźli się w sytuacji prawnej niepewności, gdyż z jednej strony obowiązuje regulacja (czyli wyrok ETS), ale z drugiej strony, producenci samochodów nie wiedzą jak taki obowiązek zrealizować w sytuacji, gdy liczba samodzielnych wyrobów w wyrobie złożonym, jakim jest np. samochód może przekroczyć 100 tys. – mówi Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan.

Na przykładzie opony, będącej częścią składową samochodu, możemy prześledzić rozmiar wyzwania. W teorii, należy podać osobno listę substancji zawartych w kompletnych elementach samej opony, na przykład w osnowie czy opasaniu opony, które mogą być wykonane zarówno ze stopów metali, jak i poliamidu, poliestru, wiskozy czy włókna szklanego. Ten sam problem dotyczy tysięcy innych elementów samochodu np. opornika montowanego na płytce drukowanej wykorzystywanej w systemie nawigacji samochodowej, który to opornik sam składa się kilku części, które to części same spełniają definicję wyrobu – a takich oporników w samochodzie mogą być setki.

Tysiące tych „produktów” będą musiały być zgłaszane, choć obowiązek zgłaszania każdej substancji wzbudzającej szczególnie duże obawy (SVHC) dla każdego, nawet najmniejszego elementu składowego produktu końcowego z pewnością nie posłuży klientom i użytkownikom produktu ze względu na brak przejrzystości wynikającej z natłoku informacji, a co za tym idzie, braku pewności co do bezpiecznego korzystania z danego produktu złożonego.
Wszystkie kraje członkowskie Unii Europejskiej powinny zharmonizować wymagania wynikające z wyroku ETS i przyjąć rekomendacje, które mają być wypracowywane przez ECHA w drugiej połowie 2016 roku. Pracodawcy apelują do rządu o wsparcie przemysłu, w rozmowach na ten temat.

Producenci są przygotowani do zwiększonego zakresu raportowania, ale chcą uniknąć regulacji niemożliwej do realizacji, czyli raportowania dla każdego, nawet najmniejszego elementu składającego się na wyrób złożony.

Konfederacja Lewiatan

eStoreMedia wprowadza narzędzie do automatycznego audytu implementacji treści w e-commerce

eStoreMedia opracowało innowacyjne rozwiązanie przeznaczone do sprawdzania implementacji treści w e-commerce. Autorskie narzędzie umożliwia producentom szybką weryfikację zawartości karty produktowej w dowolnym sklepie internetowym w Polsce i na świecie.

– Usługę tę dedykujemy klientom korzystającym z platformy eStoreContent, służącej do kompleksowego zarządzania procesem tworzenia i dostarczania treści produktowych do sklepów internetowych – mówi Rafał Kochański z eStoreMedia, zarządzający produktem eStoreContent.com.

Dzięki nowemu narzędziu, producenci, sprzedający w e-commerce są w stanie zweryfikować czy i w jakim stopniu e-sklepy odwzorowują przygotowane przez nich treści produktowe. Pozwala to na szybkie odnalezienie nieprawidłowości i kontakt ze sklepem w celu wyjaśnienia braku implementacji odpowiednich treści. W efekcie kompletność i rzetelność opisów ulega poprawie w zdecydowanie krótszym czasie. – Nasza usługa ma na celu wsparcie procesu sprzedażowego. Konsument otrzymuje pełną informację o produkcie, co wspomaga podjęcie decyzji o zakupie – podkreśla Kochański.

Kluczowym elementem rozwiązania jest specjalnie opracowany algorytm. Program porównuje treści dostarczane przez producentów z tymi faktycznie publikowanymi w poszczególnych sklepach internetowych. Na podstawie zgromadzonych informacji ocenia stopień podobieństwa, a następnie przedstawia wyniki w formie raportu.

Działalność eStoreMedia skoncentrowana jest na wzmacnianiu widoczności i obecności marki w oparciu o komunikację w cyfrowym świecie. Firma świadczy w tym zakresie usługi audytorskie i konsultingowe. Spółka stworzyła platformę eStoreContent, służącą do przygotowania, hostingu i przekazywania treści produktowych do e-sklepów. Przeprowadzane przez eStoreMedia projekty badawcze owocują powstawaniem nowych rozwiązań wspomagających pracę podmiotów rynku e-commerce.

Głos Lewiatana jest słyszalny w Polsce i Europie

W liście wystosowanym do wicepremiera Mateusza Morawieckiego Konfederacja Lewiatan nie zgadza się z jego stwierdzeniem, które padło na spotkaniu z przedsiębiorcami w Opolu, że poprzez rozproszenie, głos polskich organizacji pracodawców jest zupełnie niesłyszalny w Brukseli i słabo słyszalny w Warszawie.

Taka opinia znalazła się w relacji ze spotkania wicepremiera Mateusza Morawieckiego w Opolu 5 sierpnia 2016 r. (Gazeta Wyborcza, za PAP).

Konfederacja Lewiatan od początku swojego istnienia stawia na profesjonalizm w działaniu, wysoką jakość merytoryczną i budowanie relacji międzynarodowych, tak istotnych w globalizującym się i dynamicznie zmieniającym się świecie. Podejście takie przynosi rezultaty. Lewiatan jako jedyna organizacja pracodawców z Polski ma swoje biuro w Brukseli oraz jest członkiem BussinesEurope – europejskiej organizacji biznesu i jest postrzegana jako najważniejszy wyraziciel interesów polskich firm w Unii Europejskiej. Brukselskie biuro Lewiatana powstało już w 2001 r. Wśród sukcesów Lewiatana wymienić można, istotne jeszcze przed akcesją do Unii Europejskiej – wydłużenie i wprowadzenie okresów dostosowawczych dla polskiego przemysłu do przepisów UE w okresie wchodzenia do Unii (np. dla firm farmaceutycznych), a z ostatnich działań – niedopuszczenie do przyjęcia przez Polskę zasad jednolitej ochrony patentowej, udział w europejskich negocjacjach dotyczących pakietu klimatycznego i energetycznego, czy doprowadzenie do zmian w rozporządzeniu o ochronie danych osobowych,. Obecnie kluczowe działania dotyczą pakietu mobilności i zmian w dyrektywie o delegowaniu pracowników.

Lewiatan jest postrzegany jako istotny partner Przedstawicielstwa RP przy UE i Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Współpracuje od lat przy organizacji wielu wydarzeń merytorycznych służących budowaniu relacji z urzędnikami Komisji Europejskiej i posłami do Parlamentu Europejskiego.

Także obecność Konfederacji Lewiatan w BusinessEurope stanowi istotny element działań na rzecz firm zrzeszonych w Lewiatanie. BE jest największą organizacją przedsiębiorców europejskich, zrzeszającą ponad 40 organizacji z różnych krajów, reprezentujących w sumie firmy zatrudniające ok. 120 mln pracowników. Lewiatan dba o to, by działania BE uwzględniały interesy przedsiębiorców działających w Polsce. Ma przedstawicieli w szeregu unijnych gremiach, jest obecny w kilkudziesięciu grupach roboczych w Brukseli. Dla wielu przedstawicieli brukselskiej administracji to Lewiatan jest głosem polskiego biznesu, a niejednokrotnie w ogóle głosem Polski.

To dla zwiększania naszego potencjału na arenie międzynarodowej Konfederacja Lewiatan organizuje od sześciu lat Europejskie Forum Nowych Idei w Sopocie – wielką, międzynarodową konferencję, z udziałem najwybitniejszych polityków i liderów opinii, w której co roku uczestniczy ponad 1000 osób.

Głos Lewiatana jest słyszalny w Polsce i w Europie. Co roku jego eksperci przygotowują ok. 300 – 350 opinii i stanowisk legislacyjnych. Lewiatan jest aktywnym członkiem Rady Dialogu Społecznego, bierze udział w konsultacjach i procesie legislacyjnym zarówno na etapie rządowym, jak i parlamentarnym.

Konfederacja Lewiatan

Brytyjski eksport dostaje kopa dzięki Brexit

Wtorek przynosi publikacje wstępnych odczytów indeksów PMI z Japonii, Europy oraz USA. Jak dotąd odczyty okazały się praktycznie zgodne z prognozami i nie wywołały żadnych emocji na rynku. Z kolei na uwagę zasługuje wskaźnik CBI (Confederation of British Industry – Konfederacja Brytyjskiego Przemysłu) dotyczący zamówień w brytyjskim eksporcie

Wskaźnik CBI dotyczący brytyjskiego eksportu
Źródło: Bloomberg

Brytyjski eksport wyraźnie zyskał na deprecjacji funta szterlinga, który ten w relacji do dolara amerykańskiego spadł do trzydziestoletniego dołka. Wskaźnik CBI dla eksportu wzrósł do -5 i był to najwyższy poziom od sierpnia 2014 roku. Jest to jeden z pozytywnych efektów Brexitu. Przecena brytyjskiej waluty spowodowała, że produkty z Wysp stały się bardziej atrakcyjne cenowo dla zagranicznych konsumentów. Można sparafrazować pewne powiedzenie, nie taki Brexit straszny, jak go malują.

Wtorek upływa bardzo spokojnie na rynku walutowym. EUR/USD kontynuuje ruch w górę po tym, jak wczoraj został obroniony poziom 1,13. Dolar pozostaje słaby i prawdopodobnie nie zmieni się to do piątku. W tym dniu swoje przemówienie na corocznym sympozjum w Jackson Hole ma Janet Yellen. Szefowa Rezerwy Federalnej może dać więcej wskazówek nt. tegorocznych podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Z kolei funt szterling pokazuje dzisiaj swoją siłę po dobrych danych dotyczących eksportu. Nasza rodzima waluta pozostaje pod presją sprzedających ze względu na bardzo słabe dane, które ukazały się w zeszłym tygodniu.

AUD/USD i ruda żelaza

AUD/USD i ruda żelaza 10

Dolar australijski walczy o dalsze wzrosty. Aktualnie para walutowa AUD/USD spadła do dziennej strefy popytu 0.759-0.764. Kontynuacja trendu wzrostowego wspierana jest przez rosnące ceny rudy żelaza, a także dolara amerykańskiego, który w ostatnim czasie jest wyprzedawany na szerokim rynku.

AUD/USD i ruda żelaza 11

Wzrost cen rudy żelaza za każdym razem przekłada się na umocnienie dolara amerykańskiego, ponieważ jest to główny surowiec eksportowy tejże gospodarki. Zatem dalsze wzrosty na rudzie powinny przełożyć się na kontynuację trendu wzrostowego na australijskiej walucie. Aktualnym celem kupującym są ostatnie maksima w okolicy 0.775.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Internet Rzeczy – nowe zagrożenia?

Rzeczywistość, w której żyjemy ewoluuje coraz szybciej, a najbardziej spektakularną zmianą, która ułatwia nam codzienne obowiązki jest Internet Rzeczy. Prawdopodobnie posiadasz przynajmniej jedno urządzenie, które samo łączy się z Internetem. Jednak czy taki sprzęt nie jest zaproszeniem dla hakerów, którzy tylko czekają na nasze poufne dane?

Zjawisko Internetu Rzeczy (ang. Internet of Things, IoT) nie jest nowe – pierwsze użycie tego terminu datuje się już na 1999 rok. Jednak dopiero od niedawna, dzięki rozwojowi Internetu, mamy możliwość korzystania na co dzień z pełnego dobrodziejstwa tej technologii. Ogólna koncepcja Internetu Rzeczy polega na tym, że dzięki wykorzystaniu połączeń bezprzewodowych, urządzenia codziennego użytku łączą się w sieć i bez ingerencji człowieka zbierają i wymieniają informacje nie tylko między sobą, ale i z globalną siecią. Ma to na celu większą personalizację wspomnianych urządzeń, ich lepsze dostosowanie do użytkownika, a także zwiększenie ich możliwości i optymalizację pracy.

Galopujący rozwój

W ostatnim czasie możemy mówić o boomie na urządzenia korzystające z IoT. W 2013 r. BuisnessWire przewidywał, iż do 2020 r. będziemy mieli do czynienia z 30 miliardami autonomicznych urządzeń podpiętych do globalnej sieci. Jednak już w 2015 r. wiele raportów zweryfikowało tę tezę, mówiąc o liczbie od 34 do nawet 50 miliardów. W tym momencie do sieci podłączone są produkty z praktycznie każdej dziedziny życia – rozruszniki serca, których praca może być korygowana zdalnie przez lekarza, latarnie miejskie i sygnalizatory świetlne dostosowujące się do aktualnego natężenia ruchu lub proponowany m.in. przez Google projekt samochodu sterowanego w całości przez sztuczną inteligencję. Plany producentów sprzętu i wizjonerów sięgają jednak dużo dalej. Pomysły takie jak cały „inteligentny” dom, „inteligentna” opieka zdrowotna, czy też w pełni zautomatyzowany przemysł określany jako „Industry 4.0” nie wydają się już dziś tak odległe jak jeszcze niedawno, a ich realizacja staje się nie tylko coraz bardziej możliwa, ale wygląda wręcz jak naturalna kolej rzeczy. Potencjał rozwoju IoT potwierdzają prognozy Buisness Insider Inteligence – wartość rynku IoT w 2016 r. ma sięgnąć 200 miliardów dolarów, a w 2019 r. aż 600 miliardów dolarów.

Korzystasz, a może nie masz pojęcia

Wobec tak dużej skali wartości oraz liczby urządzeń wykorzystujących tę technologię, dziwi fakt, jak mało osób zdaje sobie sprawę, czym tak naprawdę jest Internet Rzeczy, bądź w ogóle zetknęła się z tym określeniem. Według badania Samsung Electronics tylko 15 proc. mieszkańców Europy rozumie pojęcie Internet of Things.

Wielu Europejczyków używa urządzeń korzystających z sieci, nie wiedząc nawet, na jakiej zasadzie one działają. Polska na tym tle wypada jeszcze słabiej. Wedle raportu „Internet rzeczy w Polsce” zaledwie 11 proc. Polaków w ogóle spotkało się z tym terminem. Oznacza to, że wielu z nas nie wie o potencjalnych korzyściach, jakie oferuje ta technologia, ale również, że nie zna zagrożeń, jakie za sobą niesie, nie mówiąc już o tym, jak się przed nimi uchronić. Ci, którzy znają pojęcie IoT obawiają się głównie o wyciek danych swoich oraz swoich bliskich – zagrożenia te wskazuje prawie połowa osób korzystających z urządzeń podpiętych do sieci.

Ponad 40 proc. boi się z kolei utraty swojej prywatności, a 34 proc. martwi się o możliwość braku kontroli nad urządzeniem. Nie są to obawy nieuzasadnione, ponieważ lawinowo rosnąca liczba urządzeń połączonych w IoT sprawia, iż niektórzy producenci nie poświęcają wystarczającej uwagi kwestiom bezpieczeństwa, co może dla użytkowników być fatalne w skutkach. – Hakerzy mają wtedy po dwakroć ułatwione zadanie.

Po pierwsze dlatego, że korzystając z techniki 0-day (czyli wczesnych ataków) mogą wykorzystywać luki jeszcze niezałatane przez producenta, a po drugie – wielu producentów w ogóle nie stosuje technik zabezpieczających. Potwierdził to jeden z badaczy Kaspersky Lab, któremu udało się bez większego problemu włamać do systemu sterującego latarniami ulicznymi dzięki wykorzystaniu technologii Bluetooth, ponieważ nie użyto tam żadnych technologii uwierzytelniających — mówi Alan Pajek, pomysłodawca aplikacji MPS Satellite, której zadaniem jest zdalny monitoring i zapewnienie bezpieczeństwa internetowego drukarek.

Problem rosnącej integracji urządzeń w IoT i możliwość ich zdalnego sterowania stał się tak wyraźnym zjawiskiem społecznym, że zainspirował nawet twórców gier komputerowych. W grze Watch Dogs, wydanej w 2014 r. przez studio Ubisoft, możemy wcielić się w hakera, Alana Pierce’a, który, aby osiągnąć wyznaczone cele, używa swoich umiejętności hakerskich. Przy pomocy smartfona potrafi zablokować przejazd przez most, odciąć całą dzielnicę od prądu bądź nawet pozbawić kogoś życia rozregulowując jego rozrusznik serca.

Jak się zabezpieczyć?

Czy więc jest się czego bać? Czy jeżeli posiadamy w domu lub w firmie sprzęt, który sam łączy się z Internetem, to jesteśmy zdani na łaskę i niełaskę hakerów? Niekoniecznie. Podczas decydowania o wyborze sprzętu, na przykład do biura, należy sprawdzić, jak dużą uwagę producent przykłada do kwestii związanych z bezpieczeństwem danych. Jeżeli mówimy o rzeczach tak ważnych jak poufna, firmowa dokumentacja, która nie może trafić w niepowołane ręce, to kwestia bezpieczeństwa jest tu absolutnym priorytetem. O słabych zabezpieczeniach materiałów przechowywanych w „chmurach” mogliśmy się nie tak dawno przekonać, kiedy do Internetu wyciekły poufne zdjęcia gwiazd, przechowywane przez nie w serwisie iCloud. – Mamy świadomość, że niektóre elementy IoT nie gwarantują odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa, dlatego na etapie wybierania rozwiązań zabezpieczających firmy muszą monitorować obecną sytuację, szybko reagować na pojawiające się zagrożenia i przewidywać, jak dana technika może rozwinąć się w przyszłości. Nie można sobie pozwolić na pozostawanie w tyle – mówi Łukasz Laskowski z firmy Ediko, specjalizującej się w zarządzaniu obiegiem dokumentów i informacji w firmie.

Zasadnym wydaje się stwierdzenie, że tylko od stanu naszej wiedzy zależy to, jak bezpieczni jesteśmy. Dlatego podczas decyzji o zakupie tego typu urządzeń należy kierować się renomą firmy i zwrócić uwagę, jak duży nacisk kładzie ona na kwestie związane z bezpieczeństwem. Najczęściej najlepszym zabezpieczeniem jest nasz własny, zdrowy rozsądek.

Dolar nowozelandzki pozostaje atrakcyjną walutą dla inwestorów

Dolar nowozelandzki umocnił się o ponad 1 proc. i handluje obecnie powyżej 0,73 dolara amerykańskiego po tym jak gubernator Banku Rezerwy Nowej Zelandii stwierdził, iż pomimo intencji do dalszej obniżki stóp procentowych nie ma potrzeby na ich szybkie cięcie.

Dolar nowozelandzki pozostaje atrakcyjną walutą dla inwestorów „carry trade” gdyż stopy procentowe w Nowej Zelandii będące na poziomie 2 proc. są najwyższe wśród głównych walut z grupy G10.

Dolar amerykański konsoliduje się do głównych walut w oczekiwaniu na piątkowe wystąpienie prezes Fed-u Janet Yellen na sympozjum w Jackson Hole. Po zeszłotygodniowych jastrzębich wypowiedziach członków Fedu Wiliama Dudleya i Johna Wiliamsa szanse na podwyżkę stóp procentowych w tym roku wzrosły do 51 proc.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Analiza WIG20, DAX i S&P500 – 23.08.2016

Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.

JR HOLDING S.A. planuje wypłacić dywidendę za 2016 r.

JR HOLDING S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od listopada 2012 r., planuje wypłacić zaliczkę na poczet dywidendy z zysku za 2016 r. Podmioty wchodzące w skład Grupy Kapitałowej realizują przyjętą Strategię Rozwoju i notują stały wzrost osiąganych przychodów.

Podczas NWZA Spółki, które odbyło się w dniu 19.08.2016 r., Akcjonariusze podjęli Uchwałę w sprawie zmiany jej Statutu. Po zarejestrowaniu zmian przez Sąd, Zarząd JR HOLDING S.A. będzie tym samym upoważniony do wypłaty zaliczki na poczet przewidywanej dywidendy na koniec roku obrotowego. Wypłata dywidendy wymaga zgody Rady Nadzorczej. Zarząd Emitenta wystąpi na najbliższym posiedzeniu tego organu  o rekomendację na wypłatę dla Akcjonariuszy zaliczki na dywidendę za 2016 r. w wysokości od 0,04 zł do 0,15 zł na 1 akcję. Środki przeznaczone na ten cel będą pochodziły ze sprzedaży Galerii Handlowej RAMZES w Zielonej Górze.

„Podjęta przez Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Uchwała w sprawie zmiany Statutu Spółki i upoważnienia Zarządu do wypłaty zaliczki na poczet dywidendy pozwoli nam realizować założenia Strategii Rozwoju w zakresie polityki dywidendowej. Coroczne dzielenie się wypracowywanym zyskiem stanowi istotny element planu rozwoju Spółki i powinno pozwolić na wzmacnianie naszej pozycji na rynku kapitałowym. Środki finansowe przeznaczone na planowaną zaliczkę na poczet dywidendy za 2016 r. będą pochodziły ze sfinalizowanej już transakcji sprzedaży Galerii Handlowej RAMZES w Zielonej Górze.” – mówi January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki JR HOLDING S.A.

W lipcu 2016 r. przychody całej Grupy Kapitałowej JR HOLDING S.A. z wynajmu nieruchomości komercyjnych sięgnęły blisko 290 tys. zł. Po siedmiu miesiącach tego roku łączna wartość skonsolidowanych przychodów Emitenta z wynajmu powierzchni komercyjnych przekroczyła 2.817 tys. zł. Spółka StepCloser S.A., w której JR HOLDING S.A. posiada akcje stanowiące 40% udziału w kapitale zakładowym, konsekwentnie rozszerza swoją sieć handlową oraz uruchomiła mobilne biura (StepBox’y) w największych miastach w Polsce.

Emitent rozwija także segment deweloperski i realizuje prace koncepcyjno-projektowe w związku z planowaną budową osiedla mieszkaniowego, w ramach której ma powstać ok. 15 tys. m2 PUM. Całkowita wartość tego projektu szacowana jest na kwotę ok. 100 mln zł brutto. JR HOLDING S.A. założył również spółkę zależną Palabra Sp. z o.o., w której posiada 100% udziałów w kapitale zakładowym. Została ona powołana w celu nabycia nieruchomości w Sosnowcu przy ul. Mieroszewskich. Łączna wartość transakcji zrealizowanej w lipcu br. wyniosła 9,84 mln zł brutto.

„Segment nieruchomościowy pozostaje dla nas niezwykle istotny, dlatego też realizujemy kolejne projekty inwestycyjne w tym obszarze. Doświadczenie oraz unikalne know-how zdobyte przez wiele lat działalności na tym rynku pozwala nam odpowiednio selekcjonować przedsięwzięcia biznesowe i oceniać ich potencjał. Jestem także przekonany, że prowadzone obecnie działania rozwojowe przez StepCloser S.A. pozwolą na dynamiczną ekspansję programu kart StepCloser, co przełoży się na wzrost wartości tej spółki.” – dodaje Ciszewski.

JR HOLDING S.A. wypracował w 2 kw. 2016 r. na poziomie skonsolidowanym prawie 4,6 mln zł zysku netto. W całym pierwszym półroczu 2016 r. skonsolidowany zysk netto Spółki sięgnął w 16,33 mln zł, a jej przychody finansowe wyniosły 25,6 mln zł netto. Grupa Kapitałowa JR HOLDING S.A. zakończyła 2015 rok skonsolidowanym zyskiem netto w wysokości 5,64 mln zł przy przychodach netto ze sprzedaży wynoszących 4,58 mln zł. Emitent realizuje obecnie Program skupu akcji własnych, na który przeznaczone zostały środki w wysokości do 5 mln zł.

Wzrost rynku spożywczego w Polsce przyspieszy w 2016 r.

Rynek handlu detalicznego artykułami spożywczymi w Polsce w 2015 r. wzrósł o 2,6% r/r, i osiągnął wartość 244,5 mld zł. W 2016 r. spodziewany jest szybszy wzrost rynku, na poziomie 4,2%, wynika z prognoz zawartych w najnowszym raporcie PMR, „Handel detaliczny artykułami spożywczymi w Polsce 2016 – Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2016-2021”.

W ubiegłym roku wzrost rynku spożywczego w Polsce hamowany był przez deflację cen żywności. Choć trend spadku cen artykułów spożywczych utrzymał się także w pierwszej połowie 2016 r., to prognozy rozwoju rynku są znacznie bardziej optymistyczne i przewidywany jest wzrost na poziomie ponad 4% r/r. Jednym z czynników wspierających wzrost jest start wypłat z rządowego programu Rodzina 500+, który pozytywnie wpłynie na poziom dochodu rozporządzalnego polskich gospodarstw domowych. Przewidujemy, że znacząca część środków z programu przeznaczona zostanie na konsumpcję artykułów spożywczych, a także na zakupy artykułów nieżywnościowych w sklepach wielkopowierzchniowych (odzież, obuwie, zabawki, kosmetyki, sprzęt RTV i AGD).rynek pożywczy w Polsce 2016

Choć wprowadzenie programu Rodzina 500+ pozytywnie wpłynie na wyniki finansowe osiągane przez firmy zajmujące się handlem artykułami spożywczymi, to inne potencjalne zmiany w prawie mogą negatywnie odbić się na zyskach największych detalistów. Na początku lipca 2016 r. Sejm przegłosował wprowadzenie podatku od obrotów sieci handlowych, który ze względu na swoją konstrukcję (dwie stawki, wysoka kwota wolna od podatku, brak definicji franczyzy w ustawie) dotknie przede wszystkim sieci sklepów wielkopowierzchniowych. Ustawa czeka jeszcze na zatwierdzenie przez Senat oraz podpis Prezydenta RP. Z kolei związek zawodowy Solidarność zbiera podpisy pod projektem ustawy o zakazie handlu w niedzielę.

Od czasu zakończenia transakcji pomiędzy Auchan i grupą Metro dotyczącej sprzedaży sieci hipermarketów Real, w czołówce listy największych firm na rynku spożywczym nie doszło do większych przetasowań. W 2016 r. prawdopodobne jest wzmocnienie pozycji wicelidera rynku, grupy Eurocash, na skutek przejęcia grupy Eko Holding (transakcja oczekuje na zgodę na koncentrację ze strony Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów). Eurocash nie wyklucza także przejęcia firmy Żabka Polska, właściciela sieci Żabka i Freshmarket. Dotychczasowy właściciel Żabki, fundusz inwestycyjny Mid Europa Partners, jest zainteresowany sprzedażą sieci. Jednak nawet po ewentualnym przejęciu Eko Holdingu i Żabki, udział Eurocashu w rynku byłby niższy niż dotychczasowego lidera, Jeronimo Martins, właściciela sieci dyskontów Biedronka.

W najbliższych latach należy spodziewać się dalszej konsolidacji rynku i kolejne przejęcia są bardzo prawdopodobne. Nasze prognozy wskazują, że najszybciej będzie rosnąć sprzedaż w kanałach dyskontowym i convenience, zrzeszającym nowoczesne sklepy o małej powierzchni. Szybko rosnąć będzie także sprzedaż internetowa, w związku z otwieraniem kolejnych e-sklepów przez największych graczy na rynku, rosnącym zasięgiem sklepów, większą skłonnością konsumentów do dokonywania zakupów przez Internet oraz korzystnymi zmianami w prawie (sprzedaż internetowa będzie wyłączona spod ustawy o podatku od obrotów sieci handlowych).

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. Handel detaliczny artykułami spożywczymi w Polsce 2016.

Autor raportu: Bartosz Bolecki

Zawirowania gospodarcze i polityczne nie odstraszają inwestorów

Po rekordowym 2015 roku polski rynek inwestycyjny nadal utrzymuje dynamiczny rozwój. Całkowity wolumen inwestycji w nieruchomości komercyjne w 1 połowie 2016 roku wyniósł ponad 2 miliardy euro, co oznacza 2,5-krotny wzrost aktywności inwestorów w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. Aktywność na rynku inwestycyjnym w 1 połowie 2016 została zdominowana przez jedną transakcję korporacyjną, która stanowiła 44% całkowitego wolumenu i była największą pojedynczą transakcją na polskim rynku inwestycyjnym. Szczegółowa analiza rynku w pierwszej połowie 2016 oraz prognozy na nadchodzące miesiące prezentowane są w raporcie „Poland Investment MarketView H1 2016” przygotowanym przez ekspertów CBRE.

Zainteresowaniem inwestorów cieszą się niezmiennie wszystkie sektory rynku. Największy udział (48%) w całkowitym wolumenie inwestycyjnym odnotował sektor handlowy (1 miliard euro). Za nim uplasował się sektor biurowy, który z wynikiem na poziomie 0,8 miliarda euro zyskał 40% udziału w rynku. Najmniej transakcji dotyczyło obiektów magazynowych, łączna wartość transakcji odnotowana w tym sektorze wyniosła 0,25 miliarda euro, co daje 12% udział w wolumenie. Ze względu na ograniczoną ilość dostępnych najlepszych projektów na sprzedaż inwestorzy przekierowują swoją uwagę na mniej atrakcyjne projekty lub obiekty zlokalizowane w mniejszych miastach Polski. Prawie 60% transakcji w całkowitym wolumenie dotyczyło sektora biurowego na rynkach regionalnych.

Przemysław Felicki, Dyrektor, Dział Rynków Kapitałowych, CBRE, komentuje:

Przemysław Felicki, Dyrektor, Rynki Kapitałowe, CBRE
Przemysław Felicki, Dyrektor, Dział Rynków Kapitałowych, CBRE

„Nie zauważyliśmy dotychczas istotnego wpływu BREXIT’u czy też politycznej niepewności na polski rynek inwestycyjny. Tematy te są jednak często poruszane i używane jako powody w ewentualnych opóźnieniach w przeprowadzaniu transakcji. Warto też podkreślić, iż krótkoterminowe prognozy dotyczące rozwoju gospodarczego zostały zrewidowane w Europie, a to może mieć bezpośredni wpływ na rynek inwestycyjny. Niemniej jednak sytuacja powinna się poprawiać, a gospodarka powinna się dalej rozwijać, włączając w to Polskę. Z uwagi na to, iż toczy się obecnie wiele transakcji spodziewamy się bardzo aktywnej drugiej połowy roku.” 

Stopy kapitalizacji utrzymują tendencję zniżkową w praktycznie wszystkich sektorach. Stopy kapitalizacji dla najlepszych budynków biurowych w Warszawie są obecnie szacowane na poziomie 5,50%, podczas gdy w miastach regionalnych są wyceniane na poziomie 6,25%.

Ropa naftowa tanieje bo rośnie jej eksport z Iraku

Ceny ropy naftowej WTI spadły już poniżej 47 dolarów za baryłkę ze względu na możliwość wzrostu eksportu surowca z Iraku i Nigerii.

Ropa naftowa Brent handluje już poniżej poziomu 49 dolarów za baryłkę. Nigeryjskie paramilitarne bojówki zaproponowały zakończenie działań wojennych, co może wpłynąć na znaczny wzrost wydobycia ropy w kraju. Irak natomiast planuje zwiększyć eksport ropy o około 5 proc. Na korektę cen ropy, które od początku sierpnia wzrosły o ponad 20proc., wpływ miało również osiągnięcie psychologicznego poziomu 50 dolarów za baryłkę, co wywołało u inwestorów realizację zysków z zajętych wcześniej długich pozycji. Oczywiście rynek oczekuje na wrześniowe nieformalne rozmowy członków grupy OPEC, co może doprowadzić do częściowego ograniczenia produkcji. Od wyniku tych posiedzeń oraz stanu, utrzymujących się blisko historycznych maksimów, amerykańskich zapasów surowca zależeć będzie czy ceny ropy naftowej trwale wzrosną powyżej poziomu 50 dolarów za baryłkę, czy raczej powędrują w stronę tegorocznych minimów poniżej 30 dolarów za baryłkę. Cynk handluje blisko tegorocznych maksimów cenowych na poziomie 2300 dolarów za tonę i jest już droższy o ponad 40 proc. niż na początku tego roku. Analitycy banku inwestycyjnego Morgan Stanley uważają, iż popyt z chińskiego rynku stalowego będzie dalej wspierał ceny metalu.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

EUR/USD – przewaga kupujących

EUR/USD - przewaga kupujących 12

W piątek Janet Yellen będzie przemawiać na sympozjum ekonomicznym w Jackson hole, które będzie zorganizowane przez Fed w Kansas City. Jest to bardzo ważne wydarzenie dla rynków finansowych. Niektórzy spodziewają się bardzo jastrzębiej wypowiedzi, co mogłyby przełożyć się na wzrost wartości dolara amerykańskiego, który w ostatnim czasie jest wyprzedawany przez inwestorów. Natomiast drugim scenariuszem jest bardziej gołębia wypowiedź zapowiadająca kontynuację polityki „wait and see„.

Niemniej jednak należy mieć na uwadze, że piątkowa sesja może przynieść podwyższoną zmienność na parach walutowych z dolarem amerykańskim.

Spoglądając na dzienny wykres pary walutowej EUR/USD powoli zbliżamy się do poziomu 1.142. Powodem ostatnich wzrostów nie jest siła euro lecz słabość dolara amerykańskiego. Na dzień dzisiejszy bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja obecnych wzrostów w okolicę poziomu 1.14.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych