Najlepsze pół roku w historii rynku nieruchomości magazynowych. Najemców przyciągają jedne z najniższych w Europie czynsze

Najlepsze pół roku w historii rynku nieruchomości magazynowych. Najemców przyciągają jedne z najniższych w Europie czynsze 1
Od stycznia do czerwca firmy wynajęły 1,3 mln mkw. magazynów. To najlepsze półrocze w historii tego rynku. Druga połowa roku też zapowiada się dobrze. W budowie jest kolejne 742 tys. mkw. Niewynajętych pozostaje tylko 6,1 proc. powierzchni, co jest rekordowo niskim wskaźnikiem. Najemców przyciągają również stawki czynszów, które od dłuższego czasu utrzymują się na niskim poziomie i są jednymi z najbardziej atrakcyjnych na tle pozostałych krajów europejskich.

– Rynek powierzchni magazynowych w Polsce w I połowie 2016 roku osiągnął absolutne rekordy. Zostało wynajętych ponad 1,3 mln mkw. powierzchni magazynowej, co jest najwyższym wynikiem w ciągu ostatnich lat – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Olszewski, dyrektor Działu Powierzchni Magazynowych JLL.

Jak podkreśla, popyt od kilku kwartałów sukcesywnie rośnie. Najemcy zgłaszają zapotrzebowanie zarówno na powierzchnie magazynowe, jak i pod prowadzenie działalności produkcyjnej.

Najwięcej magazynów zostało wynajętych w okolicach Warszawy – prawie 346 tys. mkw. Na kolejnych miejscach znalazły się Poznań (223 tys. mkw.) i Wrocław (181 tys. mkw.). Na atrakcyjności zyskują także mniejsze regiony.

W całości wynajętej powierzchni 876 tys. mkw. stanowiły nowe umowy najmu i ekspansje, co w opinii analityków JLL daje szanse na rekordowy wynik w całym 2016 roku.

Jeżeli aktualnie obowiązujący trend i zainteresowanie najemców zostaną utrzymane, łączna liczba wynajętych powierzchni na koniec tego roku może przekroczyć 2 mln mkw. – wyjaśnia Tomasz Olszewski.

Największy popyt zgłaszają operatorzy logistyczni oraz sieci handlowe. Najemcy z tych sektorów odpowiadają za 728 tys. mkw. powierzchni, z czego 525 tys. to nowe umowy i ekspansje.

– Trendem, który wzmaga zainteresowanie firm, jest silny rozwój e-commerce. Wraz z rozwojem handlu w internecie rośnie również zapotrzebowanie na powierzchnie magazynowe – wyjaśnia Olszewski.

W I połowie 2016 roku deweloperzy oddali do użytku 615 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni. Wśród najbardziej aktywnych regionów znalazły się Polska Centralna (w tym głównie okolice Strykowa), okolice Warszawy oraz Poznań. W budowie jest kolejne 742 tys. mkw., z czego połowa to inwestycje spekulacyjne, czyli bez wiążących umów najmu.

 Współczynnik powierzchni niewynajętych w Polsce średnio wynosi 6,1 proc. Na rynku warszawskim jest on tradycyjnie jednym z najwyższych, tj. nieznacznie powyżej 10 proc. Inne główne regiony, takie jak np. Wrocław czy Poznań notują wskaźniki pustostanów poniżej 5 proc., co stanowi bardzo niską wartość – wyjaśnia dyrektor JLL.

Zasoby powierzchni magazynowo-przemysłowej w Polsce na koniec czerwca przekroczyły 10,5 mln mkw. Biorąc pod uwagę aktywność deweloperów na koniec grudnia, może to być już ponad 11 mln.

Jak podkreślają analitycy JLL, najemców przyciągają atrakcyjne stawki czynszów, które pozostają na stabilnym poziomie. W przypadku projektów SBU, charakterystycznych dla miast i łączących funkcje biurowe z magazynowymi lub produkcyjnymi, czynsze w Warszawie wynoszą ok. 4,8 euro za mkw. miesięcznie, a w Łodzi czy Wrocławiu są o ok. 1 euro niższe. Znacznie tańsze są większe magazyny, tzw. big boksy, zlokalizowane głównie poza miastami. W okolicach Warszawy wynoszą one 2–2,8 euro za mkw. miesięcznie, podobnie jak w Polsce Centralnej. W rejonie Górnego Śląska wahają się od 1,9 do 3,1 euro za mkw.

 Czynsze za magazyny w naszym kraju są aktualnie jednymi z najniższych w Europie, co w połączeniu z takimi atutami jak m.in. wykwalifikowani pracownicy oraz rozwijająca się infrastruktura transportowa stanowi o atrakcyjności Polski w oczach najemców – podkreśla Olszewski.

Inwestorzy zagraniczni wciąż aktywni na krajowym rynku kapitałowym. Ich udział w obrocie polskimi akcjami wynosi ponad 50 proc.

Inwestorzy zagraniczni wciąż aktywni na krajowym rynku kapitałowym. Ich udział w obrocie polskimi akcjami wynosi ponad 50 proc. 2
Udział zagranicznych inwestorów w rynku krajowego długu pod koniec czerwca wyniósł 35,5 proc. i był wyższy o 0,5 proc. niż w maju. Na rynku akcji odpowiadali oni natomiast za przeszło połowę obrotów. Zdaniem Bartosza Krzesiaka z Navigator Capital Group  rynkowi najbardziej szkodzi obecnie niepewność dotycząca zarówno krajowego, jak i międzynarodowego otoczenia politycznego, prawnego oraz finansowego. Czynnikami ryzyka pozostają brexit, Turcja oraz sytuacja w Polsce.

– Mamy bardzo ciekawą sytuację na krajowym rynku długu, z którego kapitał zagraniczny dość mocno odpływa – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Bartosz Krzesiak, dyrektor Departamentu Emisji Akcji w spółce Navigator Capital Group. – Jest to związane ze zmianami strukturalnymi, regulacyjnymi i prawnymi oraz z niepewnością, która jest szczególnie uciążliwa. Niezależnie od tego, czy zmiany są oceniane dobrze czy źle, rynek potrafi się do nich dostosować. Najgorsza natomiast jest niepewność, której pokłosiem jest zazwyczaj odpływ kapitału. Obecnie mamy do czynienia właśnie z takim zjawiskiem.

Jak podaje Ministerstwo Finansów, portfel złotowych obligacji skarbowych w posiadaniu inwestorów zagranicznych w czerwcu br. zwiększył się jednak o 4 mld zł i osiągnął wartość 196,5 mld zł. Oznacza to, że udział tej grupy w całym rynku emitowanych przez polski rząd obligacji skarbowych urósł do 35,5 proc. wobec 35 proc. pod koniec poprzedniego miesiąca. Łączna wartość długu ukształtowała się natomiast na poziomie 564,7 mld zł.

Nieco bardziej stabilna sytuacja panuje na akcyjnym rynku kapitałowym. Według warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych w 2015 roku, podobnie jak w poprzednich latach, inwestorzy zagraniczni mieli największy udział w obrotach rynku głównego. Wygenerowali łącznie 52 proc. jego wartości, o 3 proc. więcej niż rok wcześniej. Krajowe instytucje natomiast odpowiadały za 36 proc. obrotów (spadek o 2 proc.), a udział inwestorów indywidualnych wyniósł 12 proc. i był o 1 proc. mniejszy niż podczas poprzednich dwunastu miesięcy.

Transakcje o największej wartości w drugim półroczu ubiegłego roku wśród polskich instytucji zawierały Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych (35 proc.), podmioty świadczące usługi animatorów (33 proc.) oraz Otwarte Fundusze Emerytalne (15 proc.).

– Udział polskich inwestorów instytucjonalnych, głównie TFI oraz OFE, sukcesywnie spada – potwierdza Bartosz Krzesiak. – Ma to związek z tym, co dotychczas obserwowaliśmy w polityce i znakiem zapytania dotyczącym przyszłości. Można natomiast powiedzieć, że w przypadku obrotu akcjami status quo zachowują inwestorzy zagraniczni. Obserwujemy nawet delikatny napływ kapitału zagranicznego, ale bliski zera.

Największym czynnikiem ryzyka oddziałującym na rynek kapitałowy – zdaniem Bartosza Krzesiaka – jest wciąż brexit oraz zakres jego konsekwencji.

– Ważne jest przede wszystkim to, w jaki sposób wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej zostanie zrealizowane – precyzuje Bartosz Krzesiak. – To olbrzymiej wagi zdarzenie stanie się zapewne bodźcem do przetasowania relacji chociażby gospodarczych, więc na pewno brexit jeszcze przez dłuższy czas będzie oddziaływał na rynki. Pytanie, w jaki sposób zostanie przeprowadzony pozostaje otwarte.

Ważnymi zewnętrznymi czynnikami ryzyka są także, jak twierdzi Bartosz Krzesiak, sytuacja w Turcji po nieudanym wojskowym zamachu stanu oraz kondycja zagrożonych niewypłacalnością włoskich banków.

– Ostatnie stress testy pokazały, że mogłoby być lepiej – wskazuje Bartosz Krzesiak. – Jeżeli chodzi o rynek wewnętrzny, to jak zawsze niezależnie od frakcji podnoszone są kwestie ryzyka politycznego, a co za tym idzie – szeregu zmian w regulacjach prawnych. Nie dotyczą one jedynie budżetu i sposobu finansowania projektów, lecz także środowiska regulacyjnego, w którym polskie przedsiębiorstwa muszą działać. W tym zakresie dużo się dzieje i w zasadzie na każdej płaszczyźnie.

Niskie ceny benzyny mogą się utrzymać do przyszłych wakacji. Dużo będzie jednak zależeć od decyzji politycznych i zimy

Niskie ceny benzyny mogą się utrzymać do przyszłych wakacji. Dużo będzie jednak zależeć od decyzji politycznych i zimy 3
Nadprodukcja ropy naftowej, jej rekordowe zapasy i niski popyt sprawiły, że tegoroczne wakacje były udane dla kierowców. Ceny benzyny spadły o 20–30 proc. w porównaniu do czerwca. Zapowiedzi o możliwym zamrożeniu produkcji nieco podniosły ceny. Jeżeli jednak kraje zrzeszone w OPEC i Rosja nie dojdą do porozumienia, a zima będzie łagodna, to jest szansa, że do wiosny 2017 roku będziemy tankować podstawowe paliwa w granicach do maksymalnie 4,50 zł – ocenia Marcin Lipka z Cinkciarz.pl.

– Tradycyjnie paliwa rosną w sezonie wakacyjnym, czyli wtedy, kiedy jest wyższy popyt. W tym roku mieliśmy natomiast ich spadek, co można porównać, patrząc na ceny na stacjach w lipcu i sierpniu – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Inwestor Marcin Lipka, analityk rynkowy z Cinkciarz.pl.

Średni koszt litra benzyny bezołowiowej pod koniec lipca, według danych Komisji Europejskiej, wynosił 4,38 zł. Za diesla trzeba było płacić 4,13 zł. Podobnie kształtują się obecne ceny. Jeszcze na początku lipca litr Pb 95 był jednak droższy o 19 gr, a litr diesla o 18 gr. Jeszcze większe są różnice w porównaniu do cen sprzed roku. Za litr Pb 95 trzeba było zapłacić w szczycie zeszłorocznych wakacji 5,03 zł, a diesel kosztował 4,61 zł.

– Te ceny znacznie spadły w porównaniu do notowań z czerwca, nawet w granicach 20–30 proc. To przełożyło się na spadki na stacjach w granicach 20–30 groszy na podstawowych paliwach – wskazuje Lipka.

Obecnie ceny stopniowo rosną. Spowodowane jest to przede wszystkim rozmowami w gronie OPEC na temat zamrożenia produkcji ropy, do czego przede wszystkim dążyła Wenezuela. W efekcie baryłka ropy Brent, która jeszcze na początku sierpnia kosztowała niewiele ponad 40 dol., teraz sięga 50 dolarów.

– Może to przełożyć się na wzrost na rynku ceny paliw o ok. 20 groszy, czyli wrócimy do poziomów z początku wakacji. Na tę chwilę szanse na głębsze spadki są raczej mało prawdopodobne – ocenia analityk.

W dłuższej perspektywie cena nie powinna jednak dynamicznie rosnąć, choć dużo zależy od sytuacji na świecie. Zdarzają się jednak sytuacje, których nie sposób przewidzieć, jak np. strajk pracowników sektora wydobywczego w Kuwejcie, pożary w roponośnych regionach Kanady czy niestabilna sytuacja w Nigerii. To wszystko może wpłynąć na mniejsze wydobycie ropy i tym samym wyższe ceny. Zdaniem eksperta mało prawdopodobne jest jednak zamrożenie produkcji, na co wskazują poprzednie próby zakończone niepowodzeniem.

– Te kraje starają się jednak utrzymać udział w rynku, zwłaszcza że konkurencja nie śpi, przede wszystkim konkurencja ze Stanów Zjednoczonych i ze strony producentów ropy łupkowej – przekonuje Lipka.

W Stanach Zjednoczonych rośnie liczba wież wiertniczych. Jest prawdopodobne, że postęp technologiczny sprawi, że wydobycie ropy łupkowej stanie się rentowne nawet przy cenach poniżej 50 dol. za baryłkę.

Niewykluczone, że jeśli sytuacja polityczna się ustabilizuje, to powoli zacznie się odbudowywać produkcja ropy w Libii. Pod koniec tego roku wydobycie może wzrosnąć z 300 do 900 tys. baryłek.

– Drugim ważnym elementem będzie zima na półkuli północnej. Jeśli będzie w miarę łagodna, podobnie jak poprzednia, to popyt na paliwa, a zwłaszcza na olej opałowy, który jest używany m.in. w Stanach Zjednoczonych przez wiele gospodarstw domowych, będzie spadał. To będzie oznaczało, że paliwa na świecie będą tańsze właśnie ze względu na mniejszy popyt – analizuje ekspert Cinkciarz.pl.

Obecnie na świecie zmniejsza się nadpodaż ropy naftowej, choć wciąż wzrost popytu na paliwa nie nadąża za możliwościami przerobowymi rafinerii. Według danych Departamentu Energii USA (EIA) zapasy benzyny w Stanach znajdują się na poziomie 241,5 mln baryłek, czyli blisko 12 proc. wyższym niż w 2015 roku. Jednocześnie to najwyższe wartości o tej porze roku od 25 lat. Mniejszy popyt na benzynę jest również w Chinach, co w rezultacie doprowadziło do sprzedaży paliwa przez Państwo Środka do 1 mln ton w czerwcu, najwięcej w historii.

– Jeżeli będziemy mieli łagodną zimę, a kraje zrzeszone w OPEC i Rosja nie dojdą do porozumienia, to jest szansa, że będziemy tankować podstawowe paliwa do wiosny przyszłego roku w granicach od 4 do maksymalnie 4,50 zł – wskazuje Marcin Lipka.

Branża e-commerce przyspieszy. Podatek od handlu detalicznego spowoduje wejście większej liczby sklepów do internetu

Branża e-commerce przyspieszy. Podatek od handlu detalicznego spowoduje wejście większej liczby sklepów do internetu 4
Podatek od handlu detalicznego przyspieszy debiut części sklepów w internecie – ocenia Jakub Kot, prezes Dealavo. E-sklepy pomogą zrekompensować koszty związane z nowym obciążeniem podatkowym. Szczególnie duże sieci FMCG, gdzie marże są niskie, będą starały się zwiększać sprzedaż w kanale online. Skorzystają na tym klienci, bo duża konkurencja w tym kanale powstrzyma sklepy przed podwyższaniem cen.

– Wprowadzenie nowego podatku od sprzedaży detalicznej w kanale offline prawdopodobnie zaowocuje próbą przeniesienia dużej części sprzedaży do kanału online, którego nowy podatek nie obejmie. Dodatkowa presja podatkowa w kanale offline, gdzie marże i tak są dosyć niskie, zwłaszcza w branży FMCG, spowoduje, że duże sieci, chcąc zarobić więcej, będą starały się przenosić dużą część swojej sprzedaży do kanału online – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jakub Kot, prezes Dealavo, spółki dostarczającej narzędzia do analizy cen online i konkurencji.

Podatek od sprzedaży detalicznej wejdzie w życie od 1 września tego roku. Zgodnie z ustawą podatek zapłacą wyłącznie sprzedawcy detaliczni sklepów stacjonarnych w zależności od osiąganych przychodów. Wprowadzone zostaną dwie stawki – 0,8 proc. od przychodu między 17–170 mln zł miesięcznie oraz 1,4 proc. od nadwyżki podstawy opodatkowania ponad kwotę 170 mln zł miesięcznie. Według ekspertów Konfederacji Lewiatan podatek zapłaci około 200 spośród 288,6 tys. firm prowadzących sprzedaż detaliczną. Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji szacuje, że 80 proc. podatku przypadnie 10 zagranicznym sieciom handlowym.

– Prawdopodobnie podatek nie spowoduje dramatycznego wzrostu liczby sklepów internetowych, bo nie będzie dotyczył małych sklepów czy małych sprzedawców. Natomiast wszystko wskazuje na to, że w najbliższym czasie będziemy obserwować na rynku próbę wejścia do kanału online dużych sieci handlowych, które w nim jeszcze nie działają – ocenia Kot.

Zdaniem eksperta choć wprowadzenie nowego podatku może stanowić pokusę do podniesienia cen produktów, by w jakiś sposób próbować zrekompensować związane z nim koszty, to ze względu na presję cenową i konkurencję między dużymi sieciami ceny nie powinny pójść w górę.

 W kanale online konsument bardzo patrzy na cenę. Ma też do tego bardzo łatwe narzędzia. Cenę może sprawdzić praktycznie natychmiastowo – zaznacza ekspert. – Myślę, że w kanale online będą wygrywały te sieci, które bardziej skoncentrują się na analityce. Monitorowanie cen w kanale offline jest dużo trudniejsze, ponieważ musimy wysłać ludzi, którzy spiszą nam ceny z półek, w kanale online jest to praktycznie automatyczne. Są do tego gotowe narzędzia, które wykonują tę pracę za nas.

W kanale e-commerce trwa walka o klienta. Baymard Institute wskazuje, że nawet 68 proc. koszyków w e-sklepach jest porzucanych przez klientów. Aby zmniejszyć ten odsetek, konieczne jest jak najlepsze poznanie upodobań internautów. Pomaga w tym big data marketing, czyli analiza danych, które zawierają informacje o zainteresowaniach anonimowych użytkowników sieci i następnie są wykorzystywane w kampaniach reklamowych e-sklepu.

– Odbiór takiej spersonalizowanej oferty jest dużo bardziej pozytywny, ponieważ dostajemy reklamy tylko tych produktów, które nas faktycznie interesują, co jest niemożliwe w kanale offline. Wrzucanie gazetek dużych sieci do wszystkich skrzynek pocztowych jest negatywnie odbierane. Jeśli w kanale online ta oferta będzie faktycznie dobrze spersonalizowana, to odbiór będzie dużo bardziej pozytywny niż przy tradycyjnych metod marketingowych – ocenia prezes Dealavo.

Debiut na rynku e-commerce sieci sprawi, że przyspieszy handel w internecie. „Barometr e-commerce 2016” przygotowany przez Sociomantic Labs wskazuje, że w tym roku rynek e-commerce w Polsce sięgnie 35,8 mld zł, a w 2020 osiągnie wartość 63 mld zł. Polacy coraz częściej robią zakupy w sieci, stosunkowo jeszcze rzadko kupują w ten sposób produkty spożywcze. PMR prognozuje jednak, że dynamika internetowej sprzedaży żywności będzie przyspieszać. W ubiegłym roku wzrost wyniósł 20 proc., w tym może sięgnąć 30 proc. W perspektywie kolejnych lat obroty mogą się co roku podwajać.

– Na pewno możemy się spodziewać dynamicznego wzrostu, zarówno całego rynku, jak i marek, które będą wchodzić w kanał online. W ten sposób będą próbowały zabrać dla siebie kawałek tego tortu, jakim jest rynek sprzedaży FMCG online – podkreśla Jakub Kot.

Inwestycje w IT mogą przynosić oszczędności i przyspieszać rozwój biznesu. Bez nowoczesnych technologii firmy przegrają z konkurencją

Inwestycje w IT mogą przynosić oszczędności i przyspieszać rozwój biznesu. Bez nowoczesnych technologii firmy przegrają z konkurencją 5
– W przyszłości dane i informacje staną się kluczem do wszelkich decyzji i procesów biznesowych – prognozują przedstawiciele firmy Dell. Do właściwego operowania danymi niezbędne są jednak nowoczesne technologie. I mimo że wydatki firm na IT rosną, to wiele przedsiębiorstw z dystansem podchodzi do tematu inwestycji w rozwiązania nowej generacji, obawiając się wysokich kosztów. Nowoczesne technologie nie muszą być jednak drogie, a ich wdrożenie bezpośrednio przekłada się na poprawę efektywności organizacji i zapewnia oszczędności.

– Świat kręci się wokół danych. Wszystkie współczesne trendy technologiczne skupiają się na tym, by klienci, konsumenci, przedsiębiorcy i ich firmy otrzymywali coraz więcej informacji. Chodzi o to, by szybciej przekazać większą ilość danych większej liczbie osób – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Claire Vyvyan, wiceprezes w firmie Dell Enterprise Systems w Europie, krajach Bliskiego Wschodu oraz Afryce (EMEA).

Firmy zbierają i analizują coraz więcej danych. Mimo tego, jak wskazuje IBM, 80 proc. informacji nadal pozostaje poza zasięgiem tradycyjnych metod przetwarzania danych.

 Big data to jeden z najgorętszych trendów technologicznych. Firmy mają do dyspozycji masę danych, teoretycznie powinny więc wiedzieć wszystko o swoich klientach. Problem w tym, że rzadko kiedy dysponują odpowiednimi narzędziami pozwalającymi przekształcić te dane w wartościowe informacje. Nie wyciągają więc z tego żadnych wniosków, które pomogłyby w prowadzeniu biznesu i spełnianiu oczekiwań klientów. A nowoczesne technologie zdecydowanie ułatwiłyby im to zadanie – mówi Jacek Traczyński, Commercial Marketing Manager w firmie Dell.

Duży wpływ na rozwój tego segmentu będą miały rozwiązania chmurowe. Z badań IDC wynika, że do 2020 roku wydatki przedsiębiorstw na oprogramowanie, sprzęt, wdrożenia, serwis oraz zarządzanie usługami w chmurze wyniosą ponad 500 mld dol. To ponad trzy razy więcej niż obecnie.

– Dla Della stanowi to wyzwanie, polegające na konieczności zaprojektowania takiej infrastruktury i takich centrów przetwarzania danych, które będą gwarantowały, że wszystkie informacje w firmie oraz wszystkie ważne dane z otoczenia biznesowego będą natychmiastowo i sprawnie wykorzystywane przez pracowników – mówi Claire Vyvyan.

Jak podkreśla Jacek Traczyński to, że firmy z reguły wykorzystują tylko niewielki odsetek gromadzonych danych, może wynikać z niskiej świadomości nowoczesnych rozwiązań analitycznych.

– Dla każdej potrzeby z obszaru IT jesteśmy w stanie znaleźć wyspecjalizowane rozwiązanie, które nie tylko bardzo ułatwi pracę, lecz także obniży koszty zarządzania infrastrukturą – mówi ekspert.

Dla wielu firm barierą hamującą wdrażanie nowoczesnych rozwiązań jest niesłuszna obawa o wysokie koszty. Jak przekonuje Jacek Traczyński, inwestycja tego typu nie musi wymagać wysokiego budżetu, a w dłuższej perspektywie czasowej przyniesie odczuwalne oszczędności.

To może być od 10 do nawet 50 proc. oszczędności cyklicznie przez wiele lat. Często korzystając z rozwiązania, które ma 5 czy 8 lat, przepłacamy – zarówno w zakresie utrzymania samej technologii, jak i np. poprzez zwiększone zużycie prądu. Serwerownie stale ewoluują i dziś ich zapotrzebowanie na energię jest znacznie skromniejsze niż dawniej. To pole do ogromnych oszczędności – wyjaśnia przedstawiciel firmy Dell.

Możliwość ograniczenia wydatków jest jednym z głównych czynników skłaniających przedsiębiorców do rozpoczęcia korzystania z rozwiązań chmurowych. Innym ważnym czynnikiem jest bezpieczeństwo. Według badania e24cloud 19 proc. firm wybiera chmurę właśnie ze względu na nie.

– Wdrożenie rozwiązań chmurowych zawsze budzi pytania: co będzie, jeśli zaatakują hakerzy lub gdy nieuczciwy pracownik wyprowadzi ważne dane? – wskazuje Traczyński. – Mamy już gotowe odpowiedzi. Wszystko jest kwestią dopasowania rozwiązania i jego zabezpieczeń do potrzeb danego użytkownika.

Jak wskazują ostatnie dane PMR, 25 proc. dużych firm w Polsce (zatrudniających co najmniej 250 osób) korzysta z usług przetwarzania danych w chmurze. To 8 pkt proc. więcej niż w poprzedniej edycji badania. Wśród mikro-, małych i średnich firm rozwiązanie to jest mniej rozpowszechnione. Eksperci PMR wskazują, że choć krajowy rynek usług chmurowych bardzo dynamicznie się rozwija, a dynamiką wzrostu przewyższa inne segmenty branży ICT, to popularność cloud computingu jest w Polsce wciąż relatywnie niska. Udział chmury w całkowitej wartości rynku IT w naszym kraju nieznacznie przekracza 1 proc., to ponaddwukrotnie mniej niż wskaźnik globalny.

– Zainteresowanie chmurą ze strony polskich klientów rośnie z roku na rok. Trend pracy mobilnej sprawia, że coraz więcej pracowników potrzebuje dostępu do firmowych danych, znajdując się poza biurem. Powszechne wykorzystanie chmury przez polskie przedsiębiorstwa jest więc tylko kwestią czasu – mówi Jacek Traczyński.

Stres powakacyjny dotyka większość pracujących. Receptą stopniowe wdrażanie się w obowiązki i przygotowanie planu zadań

Stres powakacyjny dotyka większość pracujących. Receptą stopniowe wdrażanie się w obowiązki i przygotowanie planu zadań 6
Większość pracujących odczuwa stres związany z powrotem do pracy po urlopie. Może się on objawiać bólami głowy, nudnościami, apatią i trudnością z koncentracją. By szybko zwalczyć negatywne skutki stresu, psychologowie radzą, stopniowo się wdrażać w nowe obowiązki, nie próbować błyskawicznie nadrobić zaległości w pracy i opracować plan zadań. Pomóc może także regularna aktywność fizyczna i dbałość o codzienną porcję relaksu po pracy.

Stres pourlopowy, w psychologii określany mianem Zespołu Napięcia Powakacyjnego, to częsta przypadłość u osób wracających do pracy po dłuższym wypoczynku. Z badań TripAdvisor wynika, że problem ten dotyka 70 proc. pracujących Europejczyków. Objawia się on m.in. bólami głowy, problemami z koncentracją, bezsennością, obniżeniem nastroju, brakiem zainteresowania obowiązkami zawodowymi, dolegliwościami ze strony układu pokarmowego. Objawy te najczęściej ustępują po kilku dniach, gdy organizm przystosuje się do nowych warunków, mogą się jednak przerodzić w depresję. Zdaniem psychologów stres pourlopowy nie jest zjawiskiem wyłącznie negatywnym.

Reakcje z ciała, które odczuwamy, czyli motylki w brzuchu, pocące się dłonie, mocniej bijące serce, przygotowują nas do powrotu, przygotowują nas do sprostania wyzwaniom, które mamy przed sobą. Jeśli nasze emocje nie są bardzo negatywne i nie dezorganizują naszego działania, to bardzo dobrze, że takie objawy się pojawiają – mówi agencji informacyjnej Newseria Marzena Jankowska, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej.

W walce ze stresem powakacyjnym pomóc może odpowiednie przygotowanie się do powrotu do pracy. Psychologowie radzą, by z wyjazdu nie wracać w ostatniej chwili. Warto zostawić sobie kilka dni na adaptację do nowego rozkładu dnia, a może nawet klimatu i diety. Czas ten warto przeznaczyć również na sporządzenie planu zadań i ustalenie tych priorytetowych, które nie będą jednak wymagały pełnego zaangażowania intelektualnego. Warto zaakceptować istnienie stresu pourlopowego i nie wymagać od siebie zbyt wiele w pierwszych dniach pracy.

Istotne jest zarządzanie sobą w czasie, czyli określenie sobie swoich priorytetów, zrobienie dobrego planu i zwrócenie uwagi na to, co możemy komu wydelegować, i na to, żebyśmy byli asertywni i nie brali na siebie za dużo – mówi Marzena Jankowska.

Psychologowie radzą, by nie rzucać się gwałtownie w wir pracy już pierwszego dnia, lecz stopniowo zwiększać liczbę wykonywanych zadań. Nie należy też obawiać się proszenia o wsparcie współpracowników. Pomóc może także uporządkowanie miejsca pracy oraz pozytywne nastawienie.

Warto stanąć rano przed lustrem i zamiast zastanawiać się nad tym, co mnie dzisiaj może spotkać złego, zastanowić się, za co jesteśmy wdzięczni, jakie są nasze mocne strony i jak po pierwszym tygodniu pracy nagrodzimy się za dobrze wykonane obowiązki – mówi Marzena Jankowska.

Zdaniem psychologów idealny czas trwania urlopu to trzy tygodnie. Warto jednak pamiętać o tym, że urlop to nie wszystko. Aby uniknąć stresu powakacyjnego i w pełni cieszyć się urlopem, należy zadbać o codzienną dawkę relaksu w okresie między wakacyjnymi wyjazdami. Warto uprawiać aktywność fizyczną, chodzić do kina, spotykać się ze znajomymi i bliskimi, oddawać się hobby, nie tylko koncentrować się na pracy.

Producenci farb i klejów spodziewają się w tym roku 5 proc. wzrostu. Branży sprzyja dobra koniunktura w budownictwie i motoryzacji

Producenci farb i klejów spodziewają się w tym roku 5 proc. wzrostu. Branży sprzyja dobra koniunktura w budownictwie i motoryzacji 7
Prawie 200 przedsiębiorstw i 6,5 mld zł obrotu – tak wygląda rynek farb i klejów. W tym roku producenci spodziewają się  wzrostu sprzedaży między 3 a 5 proc. – szacuje dyrektor Polskiego Związku Producentów Farb i Klejów. Szczególnie dobrze radzi sobie segment farb dekoracyjnych – ze względu na boom w budownictwie, oraz samochodowych – ze względu na rosnący rynek motoryzacyjny.

Co najmniej od dwóch lat branża notuje przynajmniej 4-proc. wzrosty. Wynika to z tego, że w obszarze budowlanym i mieszkaniowym dzieje się dużo dobrego. Kleje i farby w przemyśle budowlanym notują kilkuprocentowy wzrost. Konsument też coraz chętniej kupuje, bo popyt konsumencki rośnie o około 5 proc., co też rzutuje na naszą branżę – mówi agencji Newseria Janusz Naglik, dyrektor zarządzający Polskiego Związku Producentów Farb i Klejów.

Ze wstępnych danych GUS wynika, że w ciągu siedmiu miesięcy tego roku liczba mieszkań, na realizację których wydano pozwolenia wyniosła prawie 116,5 tys., czyli o ponad 12 proc. więcej niż rok temu. Podobny wzrost w tym okresie odnotowano w przypadku oddanych do użytkowania lokali (85,8 tys.). Wzrosła również liczba rozpoczętych budów (o 6,1 proc.).

W segmencie farb lakierniczych używanych w przemyśle samochodowym mamy dwucyfrowy wzrost sprzedaży samochodów, ale także, co ważne, też import samochodów używanych rośnie. Duża liczba samochodów przekłada się na większe zapotrzebowanie na usługi zakładów lakierniczych czy serwisowych. Ten przemysł też notuje w tej chwili bardzo duże wzrosty – mówi Naglik.

Z danych Instytutu Samar wynika, że od początku roku import używanych samochodów osobowych wzrósł o 13,4 proc. Z kolei w obszarze rejestracji nowych aut wzrost sięgnął 17 proc.

Segment farb drukarskich to rynek bardziej stabilny. Wynika to z tego, że mniej drukujemy, bo mamy więcej nośników elektronicznych. To są nowe nawyki konsumenckie. Ale te farby są stosowane w nadrukach na produktach, na opakowaniach, a tych z kolei sprzedaje się coraz więcej – wyjaśnia Janusz Naglik.

Jego zdaniem w krótkiej perspektywie nie widać czynników, które mogłyby zahamować rozwój rynku. W tym toku branża spodziewa się wzrostu sprzedaży na poziomie 3-5 proc. Jeśli nie pojawią się żadne niespodziewane okoliczności, taki trend powinien utrzymywać się jeszcze przez kolejne 2-3 lata.

Wskaźnik wyprzedzający koniunkturę jest pozytywny, jest sporo zamówień w przemyśle. Paradoksalnie nawet program Rodzina 500 plus może mieć wpływ na nasz rozwój. Wielu konsumentów opóźniało remonty ze względu na finanse, więc oceniamy, że dodatkowy zastrzyk finansowy może skłonić ich do tego kroku – mówi Janusz Naglik.

Polski Związek Producentów Farb i Klejów jest organizacją zrzeszającą firmy z branży budowlanej. Członkowie Związku to producenci farb, klejów, pian i silikonów, a także dostawcy surowców w tym obszarze.

Ministerstwo Finansów pracuje nad statusem prawnym funduszy typu REIT. Dzięki nim każdy będzie mógł zostać współwłaścicielem nieruchomości komercyjnej i czerpać z tego zyski

Ministerstwo Finansów pracuje nad statusem prawnym funduszy typu REIT. Dzięki nim każdy będzie mógł zostać współwłaścicielem nieruchomości komercyjnej i czerpać z tego zyski 8
W resorcie finansów trwają prace nad statusem prawnym podmiotów typu REIT. Kupują one nieruchomość, komercjalizują i dzielą się zyskami z rzeszą mniejszych lub większych udziałowców. Problemem jest uniknięcie podwójnego opodatkowania dochodów i przychodów związanych z najmem. Na świecie REIT zwalniane są z podatku, gdy oddają akcjonariuszom nie mniej niż 85–90 proc. zysku.

Stowarzyszenie REIT Polska powstało w maju br. i ma na celu wspieranie ustawodawcy w rozwiązaniach systemowych nad problemem tego rodzaju wehikułów inwestycyjnych – informuje agencję Newseria Inwestor Mirosława Walecka-Agria z tego stowarzyszenia. – Wyznaczyło sobie także zadanie edukacyjne zarówno dla inwestorów, jak i dla rynku kapitałowego oraz nieruchomości, które chciałyby korzystać z instrumentów, które dają spółki i fundusze typu REIT.

Jak wyjaśnia Mirosława Walecka-Agria REIT (skrót od ang. Real Estate Investment Trusts, czyli organizacje lokujące środki w nieruchomości), to spółki lub fundusze inwestycyjne mające bardzo zawężony zakres działalności. Mogą nabyć nieruchomość, skomercjalizować ją, ale ciąży na nich coroczny obowiązek dystrybucji zysków do akcjonariuszy (ewentualnie właścicieli certyfikatów).

Według szacunków agencji badających rynek w drugim kwartale br. na nieruchomości komercyjne wydano w Polsce ok. 1 mld euro, o połowę więcej niż w trakcie pierwszych trzech miesiącach roku. Ale większość kupujących stanowili inwestorzy z zagranicy, bo aktywność krajowych podmiotów spadła. Według danych agencji Colliers International w pierwszym kwartale polski kapitał miał 13,3 proc. udziałów w tego rodzaju transakcjach. Była to jednak zasługa głównie notowanego na giełdzie Polskiego Holdingu Nieruchomości, który w tym czasie za 60 mln euro nabył biurowiec na terenie Trójmiasta.

Jest szansa, że udział polskich podmiotów w tego rodzaju transakcjach zwiększy się za sprawą REIT. Na początku czerwca w Ministerstwie Finansów ruszyły prace nad przepisami, które pozwolą na rozwój spółek specjalizujących się w wynajmie, tzw. REIT. Kluczowe w nowych regulacjach jest wyeliminowane podwójnego opodatkowania dochodów i przychodów związanych z najmem. Resort na razie nie podaje, pod jakimi warunkami byłoby to możliwe. Na świecie REIT jest jednak zwalniany z podatku od najmu i sprzedaży, o ile co roku oddaje akcjonariuszom nie mniej niż 85–90 proc. zysku (netto).

Przeciętny inwestor, który ma nadpłynność finansową, a nie jest skłonny do ryzyka, śmiało może zainwestować w dowolnie wybrany REIT, który wyda mu się dobrze rokującym, z dobrą kadrą zarządzającą i obiecujący zwrot kuponu w postaci corocznej, mniejszej lub większej, uzależnionej od danego okresu, dywidendy – tłumaczy Mirosława Walecka-Agria. – W negatywnym scenariuszu, jeżeli zarządzająca spółka lub zarząd nie będzie w stanie np. skomercjalizować w sposób udany obiektu, czyli wypracować zysków, zawsze zostanie w rękach inwestora akcja spółki mającej nieruchomość, którą dalej będzie można zarządzać, sprzedać czy zrestrukturyzować. REIT nie jest to tak ryzykownym instrumentem inwestycyjnym jak akcje spółek, które z reguły takich nieruchomości nie posiadają.

O wprowadzenie REIT także od pewnego czasu zabiega m.in. warszawska Giełda Papierów Wartościowych. Pojawienie się tego rodzaju papierów na parkiecie wzmocniłoby bowiem prawdopodobnie kulejący ostatnio rynek kapitałowy. Propozycje przekazane przez GPW do MF zakładają, że spółki byłyby zobowiązane do wypłacania dywidendy o wartości nie mniejszej niż 80 proc. zysku.

Jeśli chodzi o inwestorów indywidualnych, spółki i fundusze typu REIT są dla nich atrakcyjną formą inwestowania, gdyż dają większą gwarancję tego, że kapitał będzie chroniony, a spółka typu REIT wyśle kilkuprocentową dywidendę, ale w miarę pewną – przekonuje Mirosława Walecka-Agria. – Oczywiście REIT jak każde rozwiązanie podlega prawom wolnego rynku i dywidenda może się nie pojawić, ale w takiej sytuacji akcjonariusz zawsze ma udział spółce, która zazwyczaj posiada nieruchomość o dużej wartości.

Tego rodzaju przedsięwzięcia są już stosunkowo popularne za granicą. Na świecie działa obecnie ponad 400 REIT, z czego większość, przeszło 230, w Stanach Zjednoczonych. Wartość kapitalizacji tamtejszych podmiotów inwestujących w nieruchomości i dzielących się zyskiem wynosi około biliona dolarów.

Fitch Polska: rynek obligacji korporacyjnych w Polsce będzie rósł dynamicznie

Fitch Polska: rynek obligacji korporacyjnych w Polsce będzie rósł dynamicznie 9
Po II kwartale roku wartość polskiego rynku papierów nieskarbowych sięgnęła niemal 154 mld zł. Najmocniej w II kwartale wrosła wartość obligacji firm, banków i wreszcie samorządów. Według Fitch Polska wiele czynników powoduje, że rynek tych instrumentów nadal będzie rósł w szybkim tempie.

– Jestem konsekwentnie optymistą co do tego rynku. Uważam, że nadal będzie się dynamicznie rozwijał z kilku tych samych powodów – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Mirosław Dudziński, dyrektor regionalny Fitch Polska. – Mamy rekordowo niskie stopy procentowe, które zachęcają zarówno osoby fizyczne, jak i przedsiębiorstwa do alokowania pieniędzy w inne instrumenty lokacyjne niż tylko depozyty bankowe, które są coraz niżej oprocentowane. Dlatego czy to bezpośrednio poprzez rynek Catalyst, czy pośrednio poprzez fundusze inwestycyjne zwiększa się pula tego typu instrumentów.

Nawet na najlepszych lokatach półrocznych i rocznych można zarobić 2,53,0 proc. w skali rocznej, a i to po spełnieniu dodatkowych warunków, jak posiadanie lub założenie konta. Tymczasem obligacje korporacyjne oferują po 48 proc. w skali roku i więcej. Dlatego choć przedsiębiorstwa, banki i samorządy emitują na potęgę, chętnych na dług nieskarbowy nie brakuje.

– Z tego, co widzę, nadal mamy do czynienia z nadwyżką popytu tego typu instrumentów, co powoduje, że rentowności tych papierów są niższe niż wynikałoby to z ich wiarygodności kredytowej czy ratingu, jeżeli wszystkie papiery takie ratingi by posiadały – zauważa Dudziński.

Z obliczeń Fitch Polska wynika, że tylko w I półroczu firmy uplasowały obligacje o terminie wykupu dłuższym niż rok o wartości ponad 10,7 mld zł, z czego 5,76 mld zł w II kwartale. Banki wprowadziły na rynek papiery o wartości 5,5 mld zł (z tego 4,2 mld w II kw.). Łącznie na rynku w połowie roku znajdowały się obligacje nieskarbowe o wartości 153,9 mld zł, z czego ponad 90 proc. stanowiły papiery dłużne o ponadrocznym terminie wykupu. Za połowę ich wartości odpowiadają firmy, za ponad jedną trzecią – banki, zaś reszta to dług komunalny.

– Z drugiej strony podatek bankowy w pewnym sensie też wpływa i będzie wpływał na rozwój tego rynku, ponieważ wydaje się, że banki wolą organizować takie instrumenty niż zwiększać swoje aktywa, od czego taki podatek jest im naliczany – przekonuje dyrektor regionalny Fitch Polska.

Banki od lutego bieżącego roku począwszy muszą odprowadzać podatek od aktywów w wysokości 0,0366 proc. miesięcznie. Szacuje się, że tylko w tym roku zapłacą jego tytułem ok. 4 mld zł, a to i tak o 1,5 mld mniej, niż pierwotnie planowano. To połowa kwoty, którą sektor finansowy zarobił do połowy roku. Wartość aktywów sektora bankowego przekroczyła na przełomie czerwca i lipca 1,66 bln zł. To niemal tyle, ile wynosi polski PKB.

– Kolejnym powodem dalszego rozwoju tego rynku są perspektywy co do wysokości stóp procentowych – mówi Mirosław Dudziński. – Na tę chwilę nic nie wskazuje na to, żeby rosły. Wzrasta również świadomość inwestorów w zakresie innych instrumentów. W mojej ocenie będzie się to zwiększało i w dalszym stopniu pieniądze będą płynęły na ten rynek.

Miasta, w których nikt nigdy nie będzie mieszkał

W Szwedzkim mieście, które powstało całkiem niedawno, nigdy nikt nie zamieszka na stałe. Większość miast na świecie boryka się z licznymi problemami, takimi jak korki na ulicach, zanieczyszczenie powietrza, przestępczość. Ale istnieje też druga strona medalu, można znaleźć przykłady miast, w których trudno spotkać człowieka.

Powody, dla których powstają miasta-widma są bardzo różne. Poczynając od katastrof uniemożliwiających dalsze przebywanie w nich ludzi, po nieracjonalne decyzje polityczne, administracyjne, czy ekonomiczne. Co więcej będą powstawać kolejne miasta z założenia mające funkcjonować bez ludzi po to by móc lepiej testować nowe technologie. Jednak miasta bez ludzi nawet doskonale rozplanowane wyglądają smutno, jeśli nie przerażająco, w rozmowie z MarketNews24 mówi o tym Jarosław M.Skoczeń z Grupy Emmerson.

Lewiatan popiera propozycje ułatwienia dochodzenia wierzytelności

Minister rozwoju przedłożył do konsultacji publicznych projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu ułatwienia dochodzenia wierzytelności. Konfederacja Lewiatan pozytywnie ocenia ten projekt, ale proponuje też pewne poprawki.

– Pozytywnie oceniamy kierunek zmian zaproponowany w projekcie ustawy. Rozwiązania zmierzają do ułatwienia dochodzenia wierzytelności, a to jest niezwykle istotne dla przedsiębiorców. Jak słusznie wskazało ministerstwo w uzasadnieniu, jednym z istotnych czynników wpływających na kondycję finansową przedsiębiorstwa jest bowiem poziom wypłacalności, który w dużej mierze zależy od regulowania w terminie zobowiązań kontrahentów. Nieterminowe płatności dłużników są jedną z głównych barier rozwoju i stanowią znaczące utrudnienie w prowadzeniu działalności gospodarczej. Konsekwencją jest popadanie przez przedsiębiorców w „spiralę długów” wobec innych kontrahentów, pracowników, a co istotne – również Skarbu Państwa. Dlatego z satysfakcją przyjmujemy fakt, że ministerstwo zaczyna dostrzegać zależności pomiędzy problemami przedsiębiorstw w dochodzeniu roszczeń a kondycją gospodarczą kraju. Na konieczność poprawy sytuacji wierzycieli wskazywaliśmy bowiem wielokrotnie – mówi Anna Dużyńska-Pucha, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

W stanowisku skierowanym do resoru rozwoju Lewiatan przedstawił jednak obszerną listę uwag do projektu i zagadnień, które powinny stać się również przedmiotem regulacji, mającej z założenia ułatwiać wierzycielom dochodzenie roszczeń, a które w tym projekcie zostały pominięte.

– Zwróciliśmy między innymi uwagę na nieprzystający do wykorzystywanych obecnie technologii obowiązek zawierania umów o udostępnienie informacji gospodarczej w formie pisemnej czy wymóg formy listu poleconego dla wezwań do zapłaty. Za konieczne i potrzebne wydaje się bowiem zwiększanie zaufania do usług elektronicznych i środowiska online (na co wskazuje już w preambule europejskie rozporządzenie w sprawie identyfikacji elektronicznej i usług zaufania w odniesieniu do transakcji elektronicznych na rynku wewnętrznym). Wskazaliśmy także m.in. na konieczność obniżenia kosztów dochodzenia roszczeń czy rozszerzenia kompetencji komorników – dodaje Anna Dużyńska-Pucha.

Konfederacja Lewiatan ma nadzieję, że jej postulaty zostaną wzięte pod uwagę, a dyskusja, która będzie miała miejsce podczas konsultacji publicznych, pozwoli na wypracowanie takich rozwiązań, które będą ułatwiały dochodzenie wierzytelności, ograniczając tym samym popadanie przez przedsiębiorców w długi.

Konfederacja Lewiatan

Grzegorz Sielewicz: niskie ceny ropy ograniczą inflację

Pomimo rosnącej konsumpcji prywatnej i wyższym wydatkom gospodarstw domowych, inflacja pozostaje niska. Jest to wynikiem niskich cen surowców na świecie.

– Polska gospodarka pozostaje w deflacji już od dwóch lat – powiedział agencji eNewsroom.pl Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Regionie Europy Centralnej – przewidujemy, że dopiero ostatnie miesiące tego roku ujawnią dodatnie odczyty wskaźnika poziomu cen. Nadal duży wpływ na inflację mają ceny surowców na rynkach światowych – nie tylko w Polsce, ale także w innych krajach. Zgodnie z naszymi przewidywaniami ceny ropy pozostaną na niskich poziomach. Mamy w tej chwili do czynienia z nadpodażą ropy na rynkach światowych i ograniczonym popytem. Bez wątpienia będzie to czynnik ograniczający inflację – ocenia Sielewicz.

Bezrobocie najniższe od 25 lat

Bezrobocie w lipcu br. wyniosło 8,6 proc. – podał Główny Urząd Statystyczny. To najniższy od 25 lat poziom bezrobocia. W stosunku do poprzedniego miesiąca stopa bezrobocia spadła o 0,2 pkt proc.

dr Grzegorz Baczewski, dyrektor departamentu dialogu społecznego i stosunków pracy Konfederacji Lewiatan
dr Grzegorz Baczewski, dyrektor departamentu dialogu społecznego i stosunków pracy Konfederacji Lewiatan

Komentarz dr Grzegorza Baczewskiego, dyrektora departamentu pracy, dialogu i spraw społecznych Konfederacji Lewiatan

Od początku 2016 r. stopa bezrobocia spadła o niemal 2 pkt. proc. (z 10,3% do 8,6%). To znaczący spadek, biorąc pod uwagę, że rok zaczynaliśmy już i tak z relatywnie niskim poziomem bezrobocia. To zasługa dobrej sytuacji gospodarczej, która sprzyjała tworzeniu nowych miejsc pracy. Dodatkowo w okresie letnim działają czynniki sezonowe: zwiększona aktywność i popyt na pracowników w budownictwie, rolnictwie i sadownictwie, turystyce oraz gastronomii.
Warto zwrócić uwagę, że pracodawcy coraz częściej mają kłopot ze znalezieniem chętnych do pracy, zwłaszcza przy pracach prostych i sezonowych. Gospodarka zaczyna cierpieć już nie tylko na brak fachowców, ale także po prostu rąk do pracy. Wkrótce może się to okazać istotną barierą hamującą rozwój. Bez możliwości zwiększenia zatrudnienia trudno będzie realizować wzrost gospodarczy.

Konfederacja Lewiatan

 

W Polsce sprzedano już 10 egzemplarzy Lexusa LC 500

Lexus LC 500 (10)Już 10 egzemplarzy modelu LC 500, najnowszego coupé Lexusa, znalazło nabywców w Polsce. Aż pięć samochodów trafi do klientów w Krakowie, jedno auto zostanie przekazane w ręce nabywcy z Gdańska. To dowód ogromnego zaufania klientów do japońskiej marki, którzy zdecydowali się kupić samochód jeszcze przed jego rynkową premierą. Dopiero w ostatnich dniach sierpnia auto pojawiło się na specjalnych pokazach w salonach Lexusa w Polsce. Po kraju krąży bowiem pierwszy egzemplarz tego wyjątkowego, sportowego samochodu.

Pierwszy, demonstracyjny egzemplarz Lexusa LC 500, który trafił do naszego kraju zaprezentowano 19 sierpnia w salonie tej marki w Krakowie. Dzień później trafił do Warszawy, gdzie był prezentowany u trzech dilerów marki: Lexus Warszawa-Wola, Lexus Warszawa-Puławska i Lexus Warszawa-Żerań. Następnie 23 sierpnia samochód pokazano w salonie Lexus Trójmiasto i właśnie stamtąd pochodzą nasze zdjęcia. To jeden z pierwszych salonów w Polsce, w których sprzedano ten model.

– Za kilka miesięcy na ulicach Gdańska będzie można zobaczyć Lexusa LC 500 w kolorze niebieskim. Z wolnossącym, benzynowym silnikiem V8 o mocy 477 KM i w najbogatszej wersji wyposażenia – mówi Krzysztof Walder, dyrektor salonu Lexus Trójmiasto.

Zakupione w Gdańsku auto to kompletnie wyposażona wersja Suerturismo. Na jej pokładzie znalazły się m. in. 13-głośnikowy system audio Mark Levinson, dyferencjał o ograniczonym poślizgu (LSD) oraz układ skrętnych kół tylnej osi (DRS). Samochód zostanie wydany najprawdopodobniej w czerwcu 2017 roku.

– Do końca roku w Trójmieście planujemy sprzedać około 5 egzemplarzy Lexusa LC. Ten samochód ma potencjał, by stać się popularniejszym, niż model RC. Wyróżnia się też na tle propozycji konkurencyjnych marek premium – dodał Krzysztof Walder.

Pierwszy w Polsce, demonstracyjny egzemplarz Lexusa LC 500 prosto z Trójmiasta pojechał do Szczecina, gdzie można go było oglądać w środę (24.08). Auto pojawi się jeszcze w salonach Lexus Poznań (czwartek 25.08), Lexus Wrocław (piątek 26.08), Lexus Katowice (sobota 27.08) i Lexus Łódź (niedziela 28.08).

Lexus LC to flagowy model firmy, którego zadaniem jest budowanie silnego obrazu marki jako dostawcy samochodów, które zapewniają maksimum komfortu, niezawodności i bezpieczeństwa, a przy tym oferują niezrównaną przyjemność jazdy i imponują wyjątkowym stylem.

Model LC powstał jako urzeczywistnienie idei wyrażonej w zaprezentowanym cztery lata temu w Detroit samochodzie koncepcyjnym LF-LC (Lexus Future Luxury Coupe). Firma nie planowała jego komercyjnej kontynuacji, jednak pozytywne przyjęcie przez prasę, klientów i entuzjastów było tak silne, że już po sześciu miesiącach od pokazu podjęto decyzję o rozpoczęciu prac nad modelem seryjnym. W ciągu trzech i pół roku od tej decyzji inżynierowie i projektanci Lexusa stworzyli zupełnie nową platformę, wyposażoną w nowy zespół napędowy.

Szereg elementów zaprojektowano od podstaw, by zachować założenia projektowe. Przykładem może być pokrywa silnika, osadzona tuż nad krawędzią przednich kół, co wymagało skonstruowania całkowicie nowego przedniego zawieszenia. Aby zminimalizować masę samochodu, zewnętrzną część drzwi wykonano z aluminium, a wewnętrzną z kompozytów, zbrojonych włóknem węglowym.

Pod maską może się znaleźć sprawdzony w większych, sportowych Lexusach RC F i GS F 5-litrowy, wolnossący silnik V8 o mocy 477 KM i maksymalnym momencie obrotowym 389 Nm, zapewniającym przyspieszenie do 100 km/h w czasie poniżej 4,5 s. Napęd przenoszony jest na tylne koła za pośrednictwem nowej, 10-biegowej przekładni automatycznej – pierwszej tego rodzaju w luksusowym aucie sportowym, której sprzęgło hydrokinetyczne jest najmniejszym z zastosowanych dotąd w samochodach Lexusa. Mniejsze wymiary oznaczają mniejszą masę i mniejsze opory.

Konstrukcję samochodu dopracowano w najdrobniejszych szczegółach, by uzyskać doskonałe własności jezdne, maksymalne osiągi, ergonomię, wrażenia z jazdy i optymalny rozkład mas między przodem i tyłem (52 do 48 proc.). Charakterystyczne, przednie i boczne wloty powietrza poprawiają aerodynamikę – ich obecność zmniejsza zawirowania powietrza i pomaga ustabilizować koła przy dużych prędkościach. Silnik zaopatrzono w aktywny wydech, dzięki któremu LC 500 zyskał agresywne brzmienie. Reflektory LED wyposażono w najmniejsze stosowane w motoryzacji, a przy tym bardzo skuteczne diody.

Lexus LC trafi do salonów sprzedaży wiosną przyszłego roku. Oprócz modelu LC 500, wyposażonego w tradycyjny silnik V8, oferowany będzie również Lexus LC 500h, napędzany nową, hybrydową jednostką Multi Stage Hybrid System, dysponującą 3,5-litrowym silnikiem V6, sprzężonym z jednostką elektryczną o mocy 360 KM i maksymalnym momencie 348 Nm.

Najnowszy Lexus przyjechał do Polski w ramach sześciomiesięcznego tournée po ponad 25 krajach całej Europy. Samochód był już prezentowany na wystawie motoryzacyjnej w stolicy Hiszpanii, odwiedził Amsterdam, uczestniczył w prologu 24-godzinnego wyścigu na niemieckim torze Nürburgring i wziął udział w kultowym brytyjskim Festiwalu Prędkości w Goodwood.

Prezentowany model jest egzemplarzem przedprodukcyjnym. Produkcja seryjna rozpocznie się w marcu 2017 roku, a oficjalna sprzedaż – dwa miesiące później.

USD/NOK – walczy o dalsze wzrosty

USD/NOK - walczy o dalsze wzrosty 10
Para walutowa USD/NOK walczy o dalsze wzrosty. Na wykresie miesięcznym notowania zatrzymały się w strefie wsparcia 8.04-8.20. To, czy wsparcie zostanie obronione zależy od ropy naftowej, ponieważ jest to główny produkt eksportowy Norwegii.

Aktualna korelacja między tymi dwoma instrumentami wynosi ponad 67%. Oznacza to, że każdy wzrost ceny ropy naftowej przekłada się na wzrost wartości waluty norweskiej przez 67% czasu.
USD/NOK - walczy o dalsze wzrosty 11

Zatem analizując kurs waluty USD/NOK za każdym razem musimy spojrzeć na rynek ropy naftowej, która aktualnie znajduje się w trendzie wzrostowym. Zatem możemy spodziewać się przerwania danego wsparcia w dłuższym terminie i umocnienie korony norweskiej względem dolara amerykańskiego.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Eksperci Antal przygotowali zestawienie słów i sformułowań, które utrudniają nam zdobycie nowej pracy

Pisanie własnego CV to dla wielu konkurs piękności. Bardziej niż o zdobyciu nowej pracy, chcemy trafić w gust rekrutera, w myśl zasady „jak nie odpadnę na etapie czytania CV, to na rozmowie się wybronię”. Faszerujemy więc życiorys ładnymi, okrągłymi słowami, które kojarzą nam się z sukcesem i pożądanymi kompetencjami. Z tak przygotowanym CV aplikujemy o pracę i… telefon milczy. Dlaczego? Właśnie wpadliśmy w pułapkę opisywania swoich modnych, a nie mocnych stron.

Według badań Antal, najliczniejszą grupę aktywnie szukających pracy stanowią osoby między 31 a 40 rokiem życia (48%), czyli pracownicy mający średnio 12-letni staż pracy. Są to zatem osoby ze sporym bagażem różnorodnych doświadczeń, którymi warto pochwalić się w swoim zawodowym życiorysie. Tymczasem podczas pisania CV jak jeden mąż ulegamy złudzeniu, że warto jest iść za trendami i na siłę próbujemy napisać to, co – naszym zdaniem – rekruter chce przeczytać. Prawda jest jednak taka, że rekruterzy nie marzą o kandydacie idealnym. Świętym Graalem jest kandydat odpowiadający oczekiwaniom na konkretne stanowisko, a nie na każde możliwe, które pojawi się w branży. Eksperci Antal radzą, jakie słowa należy natychmiast wyrzucić z CV i czym je zastąpić, aby faktycznie wyróżnić się z zalewu aplikacji.

  1. Zarządzanie. Informacja o tym, że kandydat zarządzał np. projektem bądź zespołem wygląda tak, jakby sam robił niewiele, poza mówieniem innym, co jest do wykonania. Z kolei zarządzanie konfliktem bądź zarządzanie kryzysem brzmi, jakby najpierw dopuściło się do tego, aby rzeczony konflikt lub kryzys powstał, a następnie angażowało się innych do rozwiązania sytuacji – komentuje Karolina Korzeniewska, ekspert Antal ds. rekrutacji w branży ubezpieczeń.

Ogólną informację o „zarządzaniu” warto zastąpić konkretnym przykładem – co kandydat zaplanował, jakie zasoby zaangażował, jaki był rezultat wdrożonego pomysłu, a w efekcie – jakie korzyści dla macierzystej organizacji to przyniosło. Dobrym pomysłem (o ile nie stoi to w sprzeczności z zasadami poufności firmy) jest podzielenie się liczbami – na przykład procentem wzrostu sprzedaży.

  1. Rozwój. Według badania Antal Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy chęć rozwinięcia nowych kompetencji była w 2015 roku najczęstszym powodem zmiany miejsca pracy – kierowało się nią 59% respondentów. To chwalebna motywacja, jednak umieszczenie w CV informacji o samej chęci rozwoju to połowa sukcesu.

Sedno tkwi w określeniu kierunku rozwoju, który obraliśmy. Opisanie kompetencji, które chce się wzmocnić lub zdobyć albo nakreślenie planowanej ścieżki zawodowej to dla rekrutera wyraźny sygnał, że kandydat jest świadomy zdobytego już doświadczenia i wie, co chce osiągnąć aplikując na nowe stanowisko.

  1. Komunikatywność. Słowo – parasol, pod którym w najlepszym wypadku może się kryć umiejętność prowadzenia skutecznych rozmów biznesowych, a w najgorszym… gadatliwość. Ocena, w którym punkcie kontinuum jesteśmy, wyłącznie na podstawie CV, jest z definicji niemożliwa. Aplikując na stanowisko wymagające częstych kontaktów bezpośrednich z innymi pracownikami bądź partnerami biznesowymi możemy bez uszczerbku na własnych szansach rekrutacyjnych pozostawić nasz poziom komunikatywności do oceny rekrutera podczas spotkania lub rozmowy telefonicznej.

Jeśli jednak potrzeba wyeksponowania tej cechy jest silna, można zastąpić lakoniczną komunikatywność innymi określeniami. Jakimi? – Komunikatywność w aspekcie różnych stanowisk dotyczy różnych kompetencji miękkich. Kandydat na stanowisko menedżerskie powinien mieć umiejętność jasnego precyzowania swoich oczekiwań i formułowania celów, osoba pracująca na stanowisku handlowym lub analitycznym powinna z kolei podkreślić, że potrafi wypowiadać się profesjonalnie i dostosować swój przekaz do odbiorcy. Programista z kolei może podkreślić, że posiada umiejętności przełożenia technicznych informacji na język zrozumiały dla przedstawicieli innych departamentów firmy – wyjaśnia Ewa Paprocka, menedżer zespołu w Antal IT Services.

  1. Word. Wielu z nas ma na sumieniu pochwalenie się w życiorysie znajomością pakietu Office, a w szczególności programu do tworzenia i edycji tekstu. Wartość dodana płynąca z tej informacji jest porównywalna z istotą informowaniem rekrutera o posiadaniu umiejętności pisania odręcznie. Najwyższa pora wykorzystać kompetencje edycji tekstu i… usunąć informację o nich z życiorysu. Powstałą przestrzeń warto wykorzystać na pogłębienie treści, które faktycznie nas wyróżniają.
  1. Kreatywność. Popularność tego określenia nie słabnie, chociaż w szranki o tytuł cechy, którą każdy pragnie mieć, staje innowacyjny. Po raz kolejny sprawdzi się tutaj zasada „czyny, nie słowa”. Jeżeli charakter pożądanego stanowiska pracy wymaga nieszablonowego myślenia i łatwości w wyszukiwaniu alternatywnych dróg, opisanie swoich dotychczasowych osiągnięć w tym zakresie będzie zdecydowanie bardziej skuteczną metodą, niż określenie samego siebie mianem osoby kreatywnej. Jeśli jednak ścieżka kariery pracownika wiedzie np. przez dział księgowości, należy poważnie przemyśleć, czy kreatywność jest aby na pewno tą cechą, którą pragniemy uwypuklić.
  1. Podstawowy. Znajomość więcej niż jednego języka obcego jest obecnie w cenie, tym bardziej, że według danych Antal w branży najmocniej nastawionej na językowców – w sektorze usług wspólnych i usług dla biznesu – co roku pojawia się ok. 40 000 nowych ogłoszeń o pracę. Błędem jest jednak umieszczanie w CV informacji o znajomości kilku języków, jeżeli opanowaliśmy je na poziomie niższym, niż średnio zaawansowany, który umożliwia swobodne przeprowadzenie rozmowy biznesowej.

Co zrobić, jeżeli po usunięciu z dokumentu powyższych słów dopada nas silna chęć zastąpienia ich kilkoma nowymi sformułowaniami? Najlepszym wyjściem jest powtórzenie sobie podstawowej dewizy pisania dokumentów aplikacyjnych – mniej znaczy więcej. Unikaj treści niepotrzebnych, ale nie wyrzucaj niczego, co jest istotne i zwiększa Twoje szanse na sukces. CV powinno być kompletne i konkretne, ale jednocześnie przejrzyste. Ułatwi to rekruterowi oraz potencjalnemu nowemu pracodawcy wyłuskanie kluczowych elementów i pozostawi też przestrzeń do pogłębienia interesującej tematyki podczas rozmowy.

Ceny mieszkań w państwach europejskich stale rosną

Ceny mieszkań w państwach europejskich stale rosną. Według ostatniego raportu RE/MAX Europe Housing Report, sytuacja na poszczególnych rynkach nieruchomości jest jednak zróżnicowana. Jednym z najważniejszych wspólnych mianowników są historycznie niskie stopy procentowe, które wpływają na stopniowy wzrost popytu oraz cen na rynku mieszkaniowym w państwach Europy – także w Polsce.

Według danych z RE/MAX Europe Housing Report, wiele krajów w Europie nadal odczuwa skutki kryzysu gospodarczego, ale ceny nieruchomości już zaczynają rosnąć.

Wartość nieruchomości na rynkach europejskich

We Włoszech i Finlandii nastąpił nieznaczny wzrost cen na poziomie 0,5-1,8 proc. – zarówno w przypadku sprzedaży, jak i wynajmu nieruchomości mieszkaniowych. We Francji i Austrii ceny w ostatnim roku były stabilne i zdaniem ekspertów RE/MAX nie należy spodziewać się zmiany tej sytuacji. W przypadku Czech i Rumunii stabilizacja widoczna jest w obszarze wynajmu nieruchomości mieszkaniowych. Z kolei ceny sprzedaży w tych państwach od ubiegłego roku wzrosły o około 5 proc. Podobnie było w Hiszpanii, gdzie stawki sprzedaży są wyższe aż o 6,6 proc., natomiast koszty wynajmu podniosły się o 1,4 proc.

Natomiast sytuacja w Portugalii, Niemczech i Turcji wygląda inaczej. Koszt zakupu nieruchomości w tych krajach wzrósł o ponad 10 proc., co jest związane z ogólnym wzrostem cen. Bliższa analiza pokazuje znaczące różnice pomiędzy obszarami zurbanizowanymi i terenami wiejskimi. Wpływ na wyższe ceny ma także zwiększająca się liczba ludności, kryzys związany z napływem uchodźców, a w niektórych obszarach niewielka liczba dostępnych ofert. W przypadku Grecji, Słowacji i Szwajcarii trudno jest generalizować, ponieważ ceny albo pozostają stabilne, albo zmieniają się naprzemiennie – cały czas nieznacznie wzrastając lub malejąc.

Niskie stopy procentowe także w Polsce

Niskie stopy procentowe w Polsce z jednej strony zachęcają do zaciągania kredytów hipotecznych, z drugiej sprzyjają poszukiwaniu alternatywnych inwestycji (zakup mieszkań za gotówkę). Rok 2015 był rekordowym pod względem sprzedaży mieszkań na rynku pierwotnym, co było wynikiem m.in. programu MdM. Do zakupów zachęcały również stabilne ceny nieruchomości mieszkaniowych. – Od początku tego roku obserwujemy wzrosty cen ofertowych, w zależności od lokalizacji i wielkości mieszkania. Większe zwyżki wartości występują na rynku pierwotnym – najczęściej do około 6 proc. – mniejsze na rynku wtórnym, najczęściej do około 3 proc.  Zapotrzebowanie na lokale mieszkalne jest wciąż duże, dlatego perspektywy rozwoju rynku nieruchomości na najbliższe miesiące są bardzo dobre – informuje Agata Stradomska z RE/MAX Polska.

Polityka a rynek nieruchomości

Dla wielu regionów europejskich zarówno polityka lokalna, jak i wydarzenia międzynarodowe (np. Brexit) istotnie wpływają na rynek nieruchomości. – Na gospodarkę, a zwłaszcza na branżę nieruchomości mieszkaniowych, zawsze silny wpływ ma sytuacja polityczna w kraju oraz w sąsiadujących państwach. Inne ważne czynniki oddziałujące na ten rynek to wchodzące w życie i planowane zmiany w przepisach prawnych, a także oprocentowanie i warunki udzielania kredytów hipotecznych – komentuje Michael Polzler, dyrektor generalny RE/MAX Europe.

Eksperci RE/MAX prognozują, że w ciągu najbliższych sześciu miesięcy na rynku europejskim nastąpi większy wzrost cen przy sprzedaży nieruchomości mieszkaniowych niż w przypadku ich najmu. Należy jednak zaznaczyć, że w zależności od kraju sytuacja na rynku nieruchomości jest zróżnicowana. Jednym z najistotniejszych wspólnych czynników w państwach europejskich jest niski poziom stóp procentowych. Osoby, które w najbliższym czasie planują zakup mieszkania powinny szczególnie uważnie obserwować tendencje rynkowe.

W oczekiwaniu na Janet Yellen

W oczekiwaniu na Janet Yellen 12

Inwestorzy oczekują na piątkowe wystąpienie szefowej FED, które odbędzie się o godzinie 16:00. Rynek oczekuje gołębiej wypowiedzi Janet Yellen, czyli takiego, w którym szefowa Rezerwy Federalnej nie wypowie się w sprawie stóp procentowych, czy też wskaże na brak odpowiednich danych makroekonomicznych do podjęcia decyzji.

Inwestorzy na rynku kontraktów terminowych zakładają z 82% prawdopodobieństwem, że stopy procentowe na wrześniowym posiedzeniu pozostaną bez zmian.

Gdyby jednak wypowiedź szefowej FED brzmiałaby jastrzębio, to bylibyśmy świadkami dużego umocnienia dolara amerykańskiego na rynku. Na wykresie tygodniowym dolar indeks walczy o utrzymanie się ponad wsparciem 93.23-94.15. Dalsze losy dolara poznamy w piątek.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Po wdrożeniu kas fiskalnych online wpływy z podatku VAT mogą wzrosnąć rocznie o 2,8 mld zł

Każdego roku budżet państwa polskiego traci ok. 12-14% PKB w wyniku funkcjonowania tzw. szafej strefy. Sposobem na uszczelnienie systemu i zwiększenie transparentności gospodarki, bez wprowadzania nowych lub zwiększania istniejących obciążeń podatkowych, może być wdrożenie systemu kas fiskalnych online. Jak pokazują przykłady innych krajów, rozwiązanie to może prowadzić do zwiększenia dochodów podatkowych skarbu państwa w skali nawet kilkuset milionów euro rocznie. Według szacunków KPMG, już wdrożenie 100 tys. kas online może zapewnić pełny zwrot poniesionych nakładów w ciągu kilku miesięcy od uruchomienia systemu. Objęcie takim systemem wszystkich kas w kraju może potencjalnie przynieść dodatkowe dochody podatkowe w wysokości ponad 2,8 mld zł rocznie.

Kasy fiskalne online szansą na trwałe uszczelnienie systemu podatkowego

Ograniczanie szarej strefy i luki podatkowej, a także rozwiązanie problemu ściągalności podatku VAT jest niezwykle istotną kwestią z perspektywy kondycji finansów publicznych. Liczne inicjatywy mające na celu uszczelnienie systemu, które były podejmowane na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat, przyniosły pewne korzyści, jednak nie dały długofalowego i trwałego efektu.

Narzędziem zmniejszającym szarą strefę i lukę podatkową oraz generującym wzrost wpływów z podatku VAT jest system kas fiskalnych online. Rozwiązanie to jest oparte na stałej komunikacji kas rejestrujących z centralnym systemem administracji podatkowej.

Doświadczenia innych krajów pokazują, że wdrożenie systemu kas online trwale zwiększa dochody podatkowe z tytułu VAT, zmniejszając skalę luki podatkowej. Skala wzrostu dochodów jest zmienna w czasie – największy przyrost następuje tuż przed objęciem danej grupy przedsiębiorców systemem kas online (efekt ujawniania przychodów), a także zaraz po tym działaniu. W kolejnych okresach dynamika jest już niższa, dochody podatkowe utrzymują się jednak na poziomie wyższym, niż miało to miejsce przed wdrożeniem systemu kas online – mówi Mirosław Proppé, partner, szef zespołu doradczego dla administracji publicznej i infrastruktury w KPMG w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej.

Nawet 2,5 mld zł dodatniego bilansu budżetu państwa

Jak wynika ze studium przypadku opracowanego przez KPMG, wdrożenie systemu kas online w Polsce powinno zagwarantować istotny wzrost dochodów podatkowych oraz szybki zwrot poniesionych z tego tytułu nakładów. Szacunki wskazują, że w przypadku pełnego wdrożenia systemu kas fiskalnych online (założono ok. 1 mln kas), po roku do budżetu państwa może trafić dodatkowo ponad 2,8 mld zł z tytułu podatku VAT. Przy uwzględnieniu nakładów niezbędnych dla wdrożenia systemu (głównie koszt rozwiązań IT oraz subsydiów związanych z wymianą kas) dałoby to dodatni bilans budżetu państwa na poziomie ok. 2,5 mld zł.

Kalkulacja spodziewanych kosztów i korzyści pokazuje, że już wdrożenie 100 tys. kas online może zapewnić pełny zwrot poniesionych nakładów w ciągu kilku miesięcy od uruchomienia systemu na taką skalę. Szacowane dodatkowe wpływy podatkowe w skali roku, przy objęciu systemem ok. 1 mln kas fiskalnych w kraju, mogą wynieść ponad 2,8 mld zł. Te wartości mogą być jeszcze większe, jeśli uwzględnimy dodatkowe wpływy do budżetu z tytułu podatków dochodowych (CIT, PIT) oraz zwiększenie efektywności działania kontroli skarbowej, które też powinno się przełożyć na dodatkowe wpływy do budżetu – mówi Paweł Darski, starszy menedżer w zespole doradczym dla administracji publicznej i infrastruktury w KPMG w Polsce.

Koszty nowego rozwiązania

Wdrożenie nowego systemu w rozważanym modelu wymagać będzie pewnych zmian w obszarze infrastruktury oraz uruchomienia samego systemu centralnego wraz z odpowiednimi narzędziami analitycznymi. Wiąże się to z niezbędnymi nakładami finsowymi. Dotychczasowe kasy fiskalne, które nie umożliwiają bezpiecznej łączności online, musiałyby zostać wymienione na urządzenia nowego typu, uwzględniające odpowiednio zabezpieczone moduły komunikacyjne. Analizując skalę potencjalnych korzyści dla budżetu państwa, wymiana urządzeń mogłaby zostać w istotnym stopniu dofinansowana przez skarb państwa w postaci subsydiów dla przedsiębiorców.

Szacowane koszty wdrożenia systemu kas fiskalnych online, uwzględniające dotacje dla przedsiębiorców do zakupu urządzeń nowej generacji, stanowiłyby tylko ułamek dodatkowych przychodów podatkowych – niespełna 370 mln zł.

Główny koszt nowego rozwiązania dla budżetu państwa stanowiłyby dotacje dla przedsiębiorców wymieniających dotychczasowe kasy fiskalne na nowe modele oraz nakłady związane z pozyskaniem i wdrożeniem samego systemu centralnego oraz towarzyszących mu narzędzi analitycznych. Wykorzystując nowe kasy do świadczenia także innych usług wymagających komunikacji online (np. doładowania telefonów), można potencjalnie osiągnąć niższe ceny tych urządzeń dla użytkowników końcowych. Projektując system, w tym definiując system zachęt dla przedsiębiorców, można w znaczący sposób obniżyć koszty, które ta grupa musiałaby ponieść w związku z wymianą kas – mówi Paweł Darski, starszy menedżer w zespole doradczym dla administracji publicznej i infrastruktury w KPMG w Polsce.

Kasy fiskalne online w innych krajach

Ograniczanie szarej strefy i luki podatkowej z wykorzystaniem systemów kas fiskalnych online (lub paragonów online) jest rozwiązaniem z powodzeniem stosowanym m.in. w takich krajach jak Węgry, Chorwacja, Turcja czy Bułgaria. Wdrożenie rozpoczynają też Czesi.

W efekcie wprowadzenia systemu kas nowej generacji na Węgrzech znacznie wzrosła wydajność egzekucji podatku VAT. Dane rządu węgierskiego wskazują na wzrost wpływów z podatku VAT o 8% w 2014 r. oraz o 7% w 2015 r. System kas fiskalnych online miał swój znaczący udział w wygenerowaniu tych dodatkowych dochodów podatkowych – w roku 2015 zapewnił dodatkowe wpływy z tytułu VAT na poziomie ok. 190 mln euro (na początku roku 2016 w systemie funkcjonowało ok. 220 tys. kas).

Węgry nie są jedynym przykładem udanego przejścia na wyższy poziom fiskalizacji poprzez wdrożenie kas fiskalnych online. Według danych chorwackiego ministerstwa finansów po pierwszym pełnym roku funkcjonowania podobnego rozwiązania przedsiębiorcy z Chorwacji ujawnili o blisko 18% większe obroty niż rok wcześniej, co stanowiło równowartość 1 mld euro przychodów. Z kolei w Bułgarii w pierwszym roku działania nowego systemu odnotowano wzrost deklarowanych obrotów podatników aż o 20%.

Rozwiązania wdrażane w poszczególnych krajach nie są jednorodne. Niewykluczone, że docelowy model dla Polski będzie swoistą hybrydą tych rozwiązań. W każdym jednak przypadku osiągane są wymierne korzyści finansowe. W przeprowadzonej analizie został zaproponowany model w największym stopniu czerpiący z rozwiązań węgierskich, jako potencjalnie bardziej stabilny, uwzględniający skalę wdrożenia przewidywaną dla Polski. Nie stwarza on też wyzwań w zakresie przetwarzaina danych osobowych, które nie są w tym modelu w ogóle pozyskiwane – mówi Paweł Darski, starszy menedżer w zespole doradczym dla administracji publicznej i infrastruktury w KPMG w Polsce.

Nowy wymiar wykrywania nieujawnionych przychodów i sprawniejsze zarządzanie systemem podatkowym

System kas fiskalnych online umożliwia dokonywanie różnorodnych analiz statystycznych z uwzględnieniem położenia geograficznego i charakterystyki biznesu analizowanego podmiotu. Umożliwia również monitorowanie działań w zakresie fiskalizacji obrotu w trybie rzeczywistym. Jest to zatem wartościowe narzędzie w rękach administracji podatkowej. Efektem jego stosowania może być znaczny wzrost efektywności działania organów kontrolnych, co z kolei przełoży się na dalszy wzrost dochodów podatkowych.

Nowe rozwiązanie technologiczne daje możliwość zbierania szerokiego zakresu informacji, dostępnych w czasie rzeczywistym, które pozwalają na wszechstronną analizę i ocenę funkcjonowania poszczególnych rozwiązań w systemie podatkowym. Dzięki zdalnemu zarządzaniu oprogramowaniem kas fiskalnych, w szczególności stawkami VAT stosowanymi w kasach, bardzo sprawnie mogą być wprowadzane ewentualne zmiany (także okresowe) w zakresie tego podatku.

kasy fiskalne online a podatek VAT

Wprowadzenie kas fiskalnych online byłoby milowym krokiem w kierunku e-administracji. Rozwiązanie to doprowadziłoby również do zwiększenia zaufania obywateli w stosunku do administracji podatkowej. Ciężar kontroli zostanie skierowany na właściwe tory – podmioty do kontroli będą dobierane z większą trafnością, zminiejszając tym samym uciążliwości dla uczciwych podatników. Digitalizacja fiskalna to także większa konkurencyjność gospodarki i równe szanse dla wszystkich przedsiębiorców – mówi Mirosław Proppé, partner, szef zespołu doradczego dla administracji publicznej i infrastruktury w KPMG w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej.

O RAPORCIE: Raport KPMG w Polsce pt. „Studium przypadku – system kas fiskalnych online w Polsce” powstał na podstawie analizy doświadczeń wybranych krajów, które wdrożyły lub wdrażają system kas (lub paragonów) online. W wyniku tych analiz zaproponowano ramowy model rozwiązania dla Polski, który w dużej mierze opiera się na modelu węgierskim, czerpie też jednak z innych rozwiązań. Zarówno dla modelu węgierskiego, jak i proponowanego modelu dla Polski opisano m.in. główne koszty i korzyści z wdrożenia rozwiązań.

Spadek dywidend spółek z indeksu WIG20

Już niemal 40% polskich spółek z GPW dzieli się zyskiem z akcjonariuszami, a wartość dywidend wypłacanych przez małe i średnie przedsiębiorstwa regularnie rośnie. Jak wynika z analizy KPMG w Polsce, 166 krajowych spółek z GPW wypłaci swoim akcjonariuszom w sumie 16,8 mld zł. Stopa dywidendy dla krajowego parkietu ustabilizowała się w przedziale 2,5% – 4,0%, czyli zbliżonym do poziomów obserwowanych na zachodzie Europy.

Spadek dywidend spółek z indeksu WIG20

Do 30 czerwca 2016 roku odbyła się większość walnych zgromadzeń akcjonariuszy spółek giełdowych, na których zapadły ostateczne decyzje o podziale zysków za 2015 rok. Zgodnie z wyliczeniami KPMG w Polsce, 166 krajowych spółek z GPW wypłaci w sumie 16,8 mld zł, co w odniesieniu do ich kapitalizacji na koniec 2015 roku przekłada się na stopę dywidendy w wysokości 3,3%. Pomimo wzrostu liczby przedsiębiorstw dzielących się zyskiem, łączna wartość zadeklarowanych dywidend jest podobna jak przed rokiem (również 16,8 mld zł) oraz niższa niż w latach 2011-2013 (17,5 mld zł – 20,8 mld zł). Przyczyną spadku są cięcia dywidend wśród spółek należących do indeksu WIG20, które wypłacą z zysku za 2015 rok w sumie 10,4 mld zł, tj. o 11% mniej niż w ubiegłym roku i 21% poniżej poziomu z 2013 roku.

– Decyzje o cięciach dywidend wynikają głównie z niekorzystnych czynników rynkowych. Największa redukcja dywidend ma obecnie miejsce w przypadku spółek z sektora energetycznego, które tłumaczą się koniecznością dokonania znacznych odpisów z tytułu utraty wartości aktywów oraz zwiększonym zaangażowaniem w plany inwestycyjne branży energetycznej i restrukturyzacyjne polskiego górnictwa, co zmusiło niektóre spółki do całkowitej rezygnacji z wypłaty zysku akcjonariuszom za rok 2015 – mówi Tomasz Wiśniewski, partner i szef zespołu wycen w grupie Deal Advisory w KPMG w Polsce.

dywidendy wig20

Rekordowa dywidenda wyniesie 2,3 mld zł

Rekordziści pod względem zadeklarowanych kwot dywidend za 2015 rok zdecydowali o wypłacie ponad 2 mld złotych akcjonariuszom, a najwyższa z nich sięgnie poziomu 2,3 mld złotych. Cztery spółki na rynku zadeklarowały ponad 1 mld złotych dywidendy za poprzedni rok. Jak co roku nie zabrakło przykładów rekordowo wysokich stóp dywidend – najwyższa z nich wyniosła 76%.

Stały wzrost odsetek polskich firm wypłacających dywidendę

W 2002 roku zaledwie 19% polskich spółek giełdowych zdecydowało się na podział zysku między akcjonariuszy. Od lat współczynnik ten konsekwentnie rośnie i wynosi obecnie około 39%. Analizując ten trend można zauważyć, iż polska giełda zbliża się do rynków kapitałowych we Francji i w Niemczech, gdzie na wypłatę dywidendy decyduje się od dawna blisko 60% spółek. Współczynnik ten jest jeszcze wyższy dla giełdy w Londynie – wynosi około 85%.

– Rosnący odsetek polskich spółek wypłacających dywidendę świadczy przede wszystkim o coraz większej liczbie przedsiębiorstw giełdowych wchodzących w fazę dojrzałości operacyjnej, mniejszych możliwościach dynamicznego wzrostu, większym doświadczeniu zarządów tych spółek w zakresie finansowania działalności oraz rekorodowo niskim koszcie finansowania dłużnego – mówi Jacek Komór, specjalista w zespole wycen w grupie Deal Advisory w KPMG w Polsce.

W przypadku polskich spółek giełdowych wypłata dywidend jest wciąż sporadycznie zastępowana poprzez skup akcji własnych. Rozwiązanie to gwarantuje zarządzającym większą elastyczność w stosunku do wypłaty dywidend, gdyż pozwala na bieżąco reagować na sytuację rynkową, podczas gdy raz zadeklarowana dywidenda musi zostać wypłacona w ustalonej kwocie. Mimo to, jednak skup akcji własnych nie zyskał w Polsce większej popularności, podobnie jak w przypadku większości giełd Europy Zachodniej.

– Z naszej analizy wynika, że na skup akcji własnych w ciągu ostatnich czterech lat decydowało się mniej niż 10% wszystkich polskich spółek notowanych na GPW. Odsetek ten jest zbliżony w przypadku giełdy we Francji (ok. 6%) oraz w Niemczech (ok. 9%) i znacznie niższy niż na giełdach w Wielkiej Brytanii i USA, gdzie sięga on blisko 40% – mówi Jakub Matusiak, analityk w zespole wycen w grupie Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Średnia stopa dywidendy za 2015 r. wynosi 3,3%

Pod względem poziomu i stabilności stopy dywidendy polska giełda na przestrzeni ostatnich lat nie odstaje do zachodnich giełd europejskich. W ostatnich latach stopa dywidendy mieściła się w przedziale 2,5% – 4,0%, czyli na poziomie zbliżonym do rentowności 10-letnich polskich obligacji skarbowych. Stopa za 2015 rok w wysokości 3,3% jest zbliżona do poziomu obserwowanego na giełdzie w Paryżu (3,2%), Londynie (3,5%) oraz nieco wyższa niż na giełdzie we Frankfurcie (2,4%).
dywidendy

Perspektywy na 2016 rok

Wśród spółek spoza indeksu WIG20 obserwujemy trend regularnego wzrostu wypłacanych dywidend. Łączna wartość zysku wypłaconego akcjonariuszom za 2011 rok wyniosła w ich przypadku blisko 1,5 mld zł, podczas gdy w 2015 roku ich wartość wzrosła do blisko 6,5 mld zł. Ze względu na fakt, że znaczna część polskich spółek giełdowych znajduje się nadal w fazie wzrostu, można oczekiwać, że w najbliższych latach do spółek dywidendowych będą regularnie dołączać kolejne podmioty, co pozwoli na utrzymanie trendu wzrostowego.

– W przypadku największych polskich spółek trudno o jednoznaczną prognozę na kolejny rok. Biorąc pod uwagę, że połowa spółek z indeksu WIG20 znajduje się pod znaczącym wpływem Skarbu Państwa można stwierdzić, że przyszłoroczna dywidenda będzie w dużej mierze uzależniona od decyzji związanych ze strategią gospodarczą Skarbu Państwa. Wydatki budżetu państwa związane m.in. z polityką prorodzinną czy plany obniżenia wieku emerytalnego mogą wywołać presję na wypłatę wyższej dywidendy przez spółki będące pod znaczącym wpływem Skarbu Państwa. Z drugiej jednak strony, plany repolonizacji banków czy konsolidacja polskich kopalń w ramach grup energetycznych mogą oznaczać konieczność zatrzymania zysków w spółkach na realizację tych planów – mówi Tomasz Wiśniewski, partner i szef zespołu wycen w grupie Deal Advisory w KPMG w Polsce.

W oczekiwaniu na Jackson Hole

W oczekiwaniu na Jackson Hole 13

W najbliższy piątek odbędzie coroczne sympozjum w Jackson Hole, na którym pojawią się przedstawiciele czołowych banków centralnych. Rynki głównie czekają na wystąpienie szefowej Rezerwy Federalnej Janet Yellen, która może dać trochę wskazówek odnośnie tegorocznych podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych.

Po podwyżce w grudniu 2015 roku Fed zapowiedział, że w 2016 roku dojdzie jeszcze do trzech, a może nawet czterech kolejnych. Jak dotąd Federalny Komitet ds. Operacji Otwartego Rynku (odpowiednik Rady Polityki Pieniężnej) nie zdecydował się na jakikolwiek ruch. Dziewięciu członków FOMC oczekiwało stopy procentowej na poziomie 1% w br. Obecnie znajduje się w przedziale 0,25 – 0,5%, a prawdopodobieństwo podwyższenia na najbliższym posiedzeniu wynosi poniżej 30%. Może ponownie Fed zdecyduje się na ruch w grudniu. Rynek wycenia szanse takiego scenariusza na 50%. Sugestie Janet Yellen dotyczące tegorocznych podwyżek wsparłyby dolara amerykańskiego i na odwrót.

Oczekiwania członków FOMC ws. poziomu stopy funduszy federalnych w latach 2016 – 2018

W oczekiwaniu na Jackson Hole 14

Źródło: Bloomberg

Dzisiaj kolejny dzień z dosyć ubogim kalendarzem makroekonomicznym. Polski złoty stabilnie zachowuje się do głównych walut nie reagując na dane z rynku pracy. W lipcu stopa bezrobocia w Polsce spadła do 8,6%; co jest najlepszym wynikiem od 1991 roku. Należy jednak pamiętać, że w okresach letnich rynek pracy jest dodatkowo stymulowany przez prace sezonowe. Funt szterling kontynuuje ruch w górę po dobrych danych o brytyjskim eksporcie, który nota bene zyskał na przecenie brytyjskiej waluty.

Z publikowanych dzisiaj „figur” warto zwrócić uwagę na cotygodniowe dane o zapasach ropy w Stanach Zjednoczonych. Wczorajszy odczyt według API (American Petroleum Institute) wskazał na wzrost o 4,5 mln baryłek. Prognoza dotycząca rządowych danych mówi o spadku zapasów o 0,5 mln baryłek. Gdyby dane według API potwierdziły się w oficjalnych statystykach byłby to silny impuls spadkowy dla cen ropy, która obecnie zatrzymała się nieco poniżej 47 USD po ostatnich spadkach.

Bartosz Zawadzki
Dyrektor
Dział Strategii Rynkowych i Analiz