Krajowi producenci żywności rosną mimo utrzymującego się rosyjskiego embarga. Duża w tym zasługa coraz większych dostaw na rynek krajowy oraz do odbiorców unijnych, a także nowych rynków zbytu. Ubiegłoroczny eksport produktów spożywczych wyniesie prawdopodobnie ok. 25 mld euro i będzie o blisko jedną piątą wyższy niż rok wcześniej. Branży mogą jednak zagrozić nowe podatki, choć ich wpływ nie musi być znaczący.
– Polska dobrze sobie radzi z rosyjskim embargiem na produkty żywnościowe – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Arkadiusz Taraszkiewicz, dyrektor regionalny ds. oceny ryzyka w firmie Atradius Credit Insurance. – Embargo pewnie zostanie utrzymane przez następny rok, jeśli nie dłużej. Wbrew wstępnym założeniom i obawom krajowi producenci jednak dobrze sobie z nim poradzili.
Według ostatniego raportu Market Monitor firmy Atradius ubezpieczającej należności Polska poradziła sobie z rosyjskim embargiem, m.in. znajdując klientów na nowych rynkach.
Zdaniem Taraszkiewicza największe straty rosyjskie embargo przyniosło producentom wieprzowiny, którzy musieli znaleźć nowe rynki zbytu dla swoich wyrobów, a na kondycję branży dodatkowo negatywnie wpłynął afrykański pomór świń. Wytwórcy nabiału niedługo będą mieli otwarte nowe rynki w związku ze zniesieniem kwot produkcji. Producenci jabłek natomiast, o których analitycy martwili się najbardziej (Polska pokrywała większość zapotrzebowania Rosji), z największego producenta owoców stali się wiodącym wytwórcą soku jabłkowego.
– To pokazuje, jak innowacyjni są nasi przedsiębiorcy – ocenia Arkadiusz Taraszkiewicz. – Zagrożenia są zawsze i producenci powinni o nich pamiętać. Jeśli znajdziemy jakieś potencjalne niebezpieczeństwa, to możemy im przeciwdziałać, podejmując z wyprzedzeniem odpowiednie kroki.
Eksperci Atradiusa szacują, że krajowy eksport żywności w 2015 r. prawdopodobnie przekroczy próg 25 mld euro (w 2014 r. było to 21,3 mld euro), z czego największy będzie eksport do krajów UE, w szczególności Wielkiej Brytanii i Niemiec. Wzrost sprzedaży zanotowano także m.in. do krajów Azji i Afryki.
Obecnie jednak 70 proc. krajowej produkcji żywności trafia na rynek wewnętrzny.
– Jeżeli założymy wszystko constans, czyli brak rozwoju konfliktu na Wschodzie, brak innych zagrożeń wewnętrznych, to myślę, że większych zagrożeń na razie nie widać – uważa Arkadiusz Taraszkiewicz. – Eksport jest oczywiście ważny, musi rosnąć, ponieważ polska żywność ma coraz lepszą renomę na świecie. Natomiast ważny jest także popyt wewnętrzny.
Ogólna kondycja branży spożywczej jest dobra, a największymi zagrożeniami dla sektora są m.in. niestabilne ceny oraz potencjalne spowolnienie gospodarcze. Przeciętny okres płatności w sektorze utrzymuje się na poziomie 45 dni, co jest wynikiem bliskim średniej europejskiej. Nie wiadomo, jak gospodarka zareaguje na nowe podatki nakładane przez rząd na sektor bankowy i sklepy wielkopowierzchniowe.
– Doświadczenie jednak uczy, że z wielkich krzyków przeważnie pozostaje tylko wspomnienie, a producenci i konsumenci jakoś sobie radzą – twierdzi Taraszkiewicz. – Nie przeceniałbym więc tych wszystkich negatywnych komentarzy, że nowe regulacje spowodują duży wzrost cen produktów.
Polacy często kupują używane samochody. Systematycznie rośnie ich import, kupujemy także coraz więcej aut krajowego pochodzenia. Klienci indywidualni chętnie poszukują aut poleasingowych – wynika z obserwacji firm z branży. W Polsce hasło „samochód poleasingowy” wpisywane jest w wyszukiwarkę Google 26 tys. razy miesięcznie. Firmy liczą na to, że sprzedaż będzie dynamicznie rosła i przygotowują nowe oferty dla klientów indywidualnych.
Wraz z obserwowanymi w ostatnich latach wzrostem gospodarczym i rosnącą zamożnością Polaków, widać również ożywienie na rynku motoryzacyjnym. Jak podaje Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego, do końca listopada zarejestrowano w kraju ok. 318 tys. nowych pojazdów osobowych – o 6,6 proc. więcej niż rok wcześniej. Jednocześnie do końca września sprowadzono do Polski z zagranicy prawie 618 tys. używanych samochodów, co oznacza wzrost o 5,6 proc. Coraz większym zainteresowaniem wśród klientów indywidualnych cieszą się również auta poleasingowe.
– Współpracujemy z gronem ok. 400 partnerów, którzy hurtowo kupują u nas samochody na internetowych aukcjach. Sprzedajemy każdą liczbę aut po zakończeniu kontraktów. Czas od momentu wystawienia auta do jego sprzedaży to maksymalnie 10 dni, co tylko potwierdza duże zapotrzebowanie rynku hurtowego na takie auta. Ono przekłada się oczywiście na rynek detaliczny, na który właśnie wchodzimy. Będziemy zdobywać doświadczenie w sprzedaży bezpośredniej do konsumenta bądź do firmy, ale w kanale bezpośrednim. Dlatego stworzyliśmy takie miejsce jak Salon Aut Poleasingowych LeasePlan – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Sławomir Wontrucki, prezes zarządu LeasePlan Fleet Management Polska.
Spółka w połowie grudnia otworzyła w Warszawie przy ul. Malowniczej 29 swój pierwszy Salon Aut Poleasingowych. W ofercie znajdują się samochody z pełną historią użytkowania, z polskich sieci dealerskich i od pierwszego właściciela.
– Kupując auto w salonie, klient przede wszystkim ma zapewnione bezpieczeństwo transakcji i wiarygodną ofertę – zapewnia prezes LeasePlan. – Ceny są rynkowe, skalkulowane między innymi w oparciu o wyszukiwarki internetowe, porównujące wszystkie oferty zbliżonych marek i modeli oferowanych. w Polsce z podobnymi przebiegami i w podobnym wieku.
Częstotliwość wyszukiwania w internecie haseł „auto poleasingowe” lub „samochód poleasingowy” świadczy o tym, że Polacy dużą wagę przykładają do bezpiecznego zakupu samochodu używanego. Jak przekonuje prezes Wontrucki, to największa zaleta aut poleasingowych.
– Spodziewamy się, że pierwsze 3–6 miesięcy pokaże nam, które auta są poszukiwane i budzą największe zainteresowanie. Do tego będziemy dostosowywali ofertę LeasePlan dla klienta indywidualnego – mówi Wontrucki. – W 2016 roku chcemy sprzedać minimum 1 tys. samochodów. Docelowo powinno to być w granicach 1,2–1,5 tys. aut. Salon Aut Poleasingowych LeasePlan daje możliwość stałej ekspozycji ponad 300 samochodów.
LeasePlan Polska jest jednym z głównych graczy na rynku wynajmu długoterminowego. Zarządza flotą ponad 25 tys. aut dla blisko 1 tys. firm.
– Po trzecim kwartale rok do roku rynek wzrósł o 14 proc. – podkreśla Sławomir Wontrucki. – Zakładając, że wzrost gospodarczy utrzyma się na poziomie 3,5–3,8 proc. to wzrost na rynku wynajmu powinien oscylować w granicach 5–10 proc. Schematy funkcjonowania, które do tej pory obejmowały rynek leasingu operacyjnego czy wynajmu długoterminowego, mogą ulec zmianie na rzecz przede wszystkim uproszczenia umów, procedur związanych z ich podpisaniem, terminu przebiegu i wszystkich innych założeń, które leżą u podstawy kontraktów – mówi prezes.
Nie pierwszy, ale trzeci rok działalności jest kluczowy dla dalszego funkcjonowania firmy – wynika z badania przeprowadzonego przez wywiadownię gospodarczą Cribis.pl. Potwierdzają to również dane GUS – wskaźnik przeżywalności firm po pierwszym roku działalności wynosi ponad 70 proc., a po trzech latach – ok. 50 proc. Kluczowe znaczenie dla powodzenia biznesu ma plan działania, a nie ulgi podatkowe czy unijne dotacje.
– Przeanalizowaliśmy jako Cribis.pl dane z lat 2012–2014. Pokazały one, że przeżywalność firm w Polsce nieznacznie rośnie – mówi agencji informacyjnej Newseria Dominik Lewandowski, dyrektor rozwoju biznesu w Grupie CRIF, odpowiedzialny jest za wywiadownię gospodarczą dla MŚP Cribis.pl.
Jeszcze w 2006 roku zaledwie 66,5 proc. firm było w stanie przetrwać pierwszy rok działalności. W 2014 roku było już znaczenie lepiej – z badanych przez GUS nowych podmiotów powstałych w 2013 roku, aż 74 proc.było aktywnych w roku następnym.
Z danych Cribis.pl wynika, że przy bezwzględnym rocznym przyroście liczby firm na poziomie 350 tys. spadła jednocześnie liczba i odsetek zamykających się podmiotów w ogólnej liczbie przedsiębiorstw. Spadek jest widoczny nie tylko wśród najmłodszych firm.
– Hurraoptymizm na otwieranie firm powoli zaczyna mijać. Stajemy się coraz bardziej przedsiębiorczy, ale też bardziej pragmatyczni i realistyczni. Widać, że przedsiębiorcy z rozsądkiem podchodzą do prowadzenia własnych biznesów i otwierania kolejnych firm – mówi Dominik Lewandowski.
Podkreśla, że to nie pierwszy rok działalności firmy, ale trzeci jest kluczowy dla dalszego jej funkcjonowania. Badania Cribis.pl wskazują, że pomiędzy 25. a 36. miesiącem życia firmy najczęściej kończą działalność. W pierwszym roku firma zazwyczaj dysponuje środkami finansowymi niezbędnymi na jej funkcjonowanie i stopniowo zdobywa klientów. Firmy, które nie zadbają odpowiednio wcześnie o bazę klientów i portfolio produktów, zaczynają po pewnym czasie mieć problemy. Niestety, często jest już za późno, żeby zmienić strategię.
– To trzeci rok weryfikuje tak naprawdę naszą strategię biznesową, nasz pomysł na biznes. Rynek decyduje o tym, czy nasz biznes ma rację bytu – wyjaśnia Lewandowski.
Z raportu PARP wynika, że spośród firm założonych w Polsce w 2011 roku pierwsze 12 miesięcy działalności przetrwało prawie 86 proc. Dwa pierwsze lata przeżyło 70 proc. firm, trzy pierwsze – 54 proc. Wskaźnik przeżycia po czwartym i piątym roku wyniósł odpowiednio 47 i 44 proc.
– Dobry biznesplan i pomysł na biznes są najważniejsze. Co prawda, możemy powiedzieć o tym, że podatki albo dofinansowania mogą utrudniać lub ułatwiać działalność. Moim zdaniem najważniejszy jest jednak pomysł na biznes i to, żeby ta firma faktycznie dostarczała wartości, za którą ktoś potem na samym końcu będzie chciał zapłacić – wyjaśnia Dominik Lewandowski.
Statystyki wskazują, że firmy najdłużej żyją w województwie mazowieckim, wielkopolskim i małopolskim. Ranking województw zamykają kujawsko-pomorskie, warmińsko-mazurskie oraz świętokrzyskie.
Biuro Maklerskie Alior Banku udostępniło nową platformę edukacyjną dla inwestorów. Klienci banku znajdą na niej m.in. filmy szkoleniowe wyjaśniające zasady inwestowania na rynku Forex. Za pośrednictwem platformy inwestorzy mają również możliwość uczestnictwa w cyklicznych szkoleniach online z ekspertem.
Na platformie: https://madre-inwestycje.pl klienci Alior Banku znajdą ponad 30 godzin filmów edukacyjnych na temat rynku Forex, a także kurs korzystania z aplikacji Alior Trade, służącej do zawierania transakcji na rynku walutowym. W serwisie oferowane są poza tym szkolenia z zakresu analizy makroekonomicznej i technicznej.
Użytkownicy nowej platformy edukacyjnej Biura Maklerskiego Alior Banku mogą również wziąć udział w cyklicznych szkoleniach online z ekspertem, organizowanych w każdy poniedziałek i środę:
– poniedziałek, godz. 19.00 – zakres szkolenia: analiza wybranych instrumentów z rynku Forex oraz
indeksów giełdowych pod kątem makroekonomicznym, gospodarczym oraz technicznym;
– środa, godz. 20.00 – zakres szkolenia: wybrane zagadnienia pozwalające zrozumieć zasady działania rynku
Forex.
Ponadto klienci Biura Maklerskiego Alior Banku uzyskali dostęp do codziennych propozycji inwestycyjnych dla najpopularniejszych par walutowych i CFD przygotowywanych przez Trading Central – wiodącego dostawcę analizy technicznej dla rynków finansowych na świecie. Rozwiązanie to jest szczególnie przydatne dla inwestorów, którzy nie mają czasu na dokładne analizowanie danych z rynku.
Aby uzyskać pełny dostęp do serwisu edukacyjnego, profesjonalnych narzędzi analitycznych oraz codziennych informacji inwestycyjnych wystarczy posiadać rachunek Alior Trader w Biurze Maklerskim Alior Banku. Rachunek można założyć w zaledwie kilka minut bez wychodzenia z domu, wypełniając wniosek online.
Alior Bank jest pierwszym bankiem w Polsce, który udostępnił inwestorom model ECN, umożliwiający bezpośredni dostęp do rynku Forex. Biuro Maklerskie nie ingeruje w parametry transakcji, dokonuje jedynie jej rozliczenia pomiędzy stronami. W ramach Alior Trader można inwestować na rachunkach dostępnych w PLN, USD, EUR w ponad 80 instrumentów, w tym niemal 50 najpopularniejszych par walutowych.
Od 22 lutego 2016 r. wchodzą w życie istotne zmiany dotyczące umów na czas określony. Pracownikom mają przynieść większą stabilność zatrudnienia. Z punktu widzenia pracodawców nielubiących zawierać umów na czas nieokreślony będą natomiast niekorzystne.
„Po pierwsze zmienia się okres trwania umów na czas określony. Nie będą one mogły być zawierane na dłużej niż 33 miesiące. Po tym okresie pracownik będzie uważany za zatrudnionego na czas nieokreślony” – mówi serwisowi infoWire.pl Piotr Kister, aplikant radcowski z kancelarii prawnej Rachelski & Wspólnicy. Podobnie wygląda sytuacja w przypadku podpisywania czwartej kolejnej umowy z pracownikiem zatrudnionym do tej pory na czas określony – będzie ona musiała zostać zawarta na czas nieokreślony.
Inna ważna zmiana polega na tym, że obie strony będą mogły wypowiedzieć każdą umowę na czas określony, niezależnie na jak długo została zawarta. Okres wypowiedzenia będzie zależał od stażu pracy u danego pracodawcy i wynosił dwa tygodnie, miesiąc lub trzy miesiące. Niestety dla pracownika niekorzystne jest to, że pracodawca będzie mógł wypowiedzieć mu taką umowę bez konieczności podania przyczyny.
W dniu 12 stycznia Adam Miłosz, partner w kancelarii prawnej Galt, został powołany do Rady Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. Funkcję będzie pełnił przez 3 lata.
Adam Miłosz jest radcą prawnym z 14-letnim doświadczeniem w sektorze nieruchomości
i licencjonowanym doradcą restrukturyzacyjnym. Jest także współzałożycielem i partnerem
w Kancelarii Galt gdzie koordynuje prace w zakresie prawa spółek oraz restrukturyzacji
i upadłości. Pełni funkcję wiceprezesa Okręgowej Izby Doradców Restrukturyzacyjnych
w Warszawie. Jest członkiem INSOL Europe (międzynarodowej sieci dla specjalistów zajmujących się restrukturyzacjami i upadłościami) i Krajowej Izby Doradców Restrukturyzacyjnych (dawniej Krajowa Izba Syndyków). Wcześniej pracował w kancelariach Clifford Chance i CMS Cameron McKenna oraz dla niemieckiego dewelopera – ECE.
Ukończył prawo na Uniwersytecie im Adama Mickiewicza w Poznaniu, studia podyplomowe L.L.M. – Christian-Albrechts-Universitat zu Kiel (Niemcy) oraz studia podyplomowe z Prawa Własności Intelektualnej na UW.
Włada językiem angielskim i niemieckim oraz polskim.
Uprawia hokej na lodzie i strzelectwo sportowe.
Rada Giełdy nadzoruje działalność Giełdy Papierów Wartościowych S.A. Składa się z 5 do 7 członków, których kadencja jest wspólna i wynosi 3 lata.
Aż 84% polskich firm ma problemy z egzekwowaniem należności. Firmy windykacyjne mają pełne ręce roboty, ale ich działania są często nieskuteczne
i zbyt kosztowne. Dlatego coraz częściej sięgają po nowoczesne technologie teleinformatyczne.
Przy tzw. „ręcznej” windykacji na 10 wykonanych połączeń telefonicznych windykatorzy dodzwaniają się tylko do 2 osób. Dłużnicy unikają kontaktów, nie odbierają korespondencji i telefonów, zmieniają numery lub włączają pocztę głosową. W efekcie pracownicy firm windykacyjnych tracą do 60% swojego czasu oczekując na połączenia. A jeśli nawet uda się nawiązać rozmowę – dłużnicy składają niewiarygodne obietnice. Wszystko to powoduje, że windykacja ciągnie się tygodniami, co dla firm ściągających należności oznacza wysokie koszty.
– Firmy inwestują w szkolenia dla pracowników zajmujących się windykacją, podnoszą ich kompetencje w obszarach negocjacji czy poszukiwania informacji, a potem ci wyszkoleni specjaliści spędzają godziny wsłuchując się w sygnał oczekiwania na połączenie – mówi Tomasz Paprocki, ekspert Focus Telecom, spółki technologicznej oferującej m.in. narzędzia usprawniające windykację.
Technologia przeciw ukrywającym się dłużnikom
Dlatego coraz więcej firm windykacyjnych sięga po nowe technologie. Umożliwiają automatyzację prostych, rutynowych czynności, które przy tradycyjnych metodach pracy są bardzo czasochłonne. Jak to wygląda? Na przykład zamiast szperać w stosach dokumentów, windykator wszystkie informacje o dłużniku odczytuje z bazy danych. Nie czeka na połączenia telefoniczne, od platformy komunikacyjnej otrzymuje od razu tylko połączenia nawiązane, czyli bez tracenia czasu może przystąpić do negocjacji. Nie musi też prowadzić kalendarza z zadaniami – platforma przypomina mu, z którymi dłużnikami powinien skontaktować się danego dnia. W grę wchodzi również wiele innych usprawnień tego typu.
– Czas prowadzenia spraw windykacyjnych w firmach, które stosują nowoczesne rozwiązania, jest krótszy średnio o 40%. Dodatkowo windykatorzy, którzy nie są zmęczeni rutynowymi działaniami, mogą prowadzić konstruktywne rozmowy z dłużnikami. Z kolei w wypadku dłużników nieuczciwych, którzy unikają kontaktów, stosowane są narzędzia takie, jak automatyczna rotacja numerów telefonów. Dłużnik nie jest w stanie rozpoznać, kto do niego dzwoni – wyjaśnia Tomasz Paprocki.
Wartość przeterminowanych zobowiązań Polaków przestała rosnąć, ale wciąż jest bardzo wysoka. W przypadku osób fizycznych wynosi ponad 40 mld złotych. Według Rejestru Dłużników tego rodzaju długi ciążą na blisko 2 milionach Polaków. Efektywność staje się dla firm windykacyjnych tym ważniejsza, że coraz większą popularnością cieszy się w Polsce outsourcing windykacyjny. Korzystanie z nowoczesnych technologii, zwiększających skuteczność działań, zdecydowanie wzmacnia pozycję konkurencyjną. Eksperci przewidują także, że polski rynek windykacyjny czeka dalsza konsolidacja.
W 2016 roku na dopłaty w ramach programu MdM przewidziano w budżecie 730 mln złotych. Jednak ze względu na coraz większe zainteresowanie dofinansowaniem, część z tych pieniędzy jest już zarezerwowana. Podpowiadamy, jakie warunki należy spełnić, aby mimo wszystko skorzystać z dofinansowania i ile będzie wynosiła miesięczna rata kredytu dzięki dofinansowaniu.
Co prawda w tym roku pula pieniędzy na dofinansowania w ramach programu Mieszkanie dla Młodych jest większa niż w roku ubiegłym, to jednak może się okazać, że fundusze skończą się już na wiosnę. Dlaczego? W zeszłym roku Bank Gospodarstwa Krajowego, oprócz wykorzystania pieniędzy z puli 715 mln zł na 2015 r., podpisał umowy na 240 mln zł z tegorocznej puli. Jednak mimo wszystko warto starać się o dofinansowanie.
Sięgamy po rynek wtórny
Jeszcze w 2014 r. nic nie zapowiadało takiego bumu na dofinansowanie. Z dostępnych 600 mln zł wykorzystano bowiem tylko 35%, czyli przepadło prawie 400 mln zł środków. Na ogromne zainteresowanie programem z całą pewnością miało wpływ wprowadzenie w 2015 r. możliwości kupna mieszkania z rynku wtórnego. Dzięki temu zwiększyła się pula dostępnych mieszkań i ich dostępność.
– Duże zainteresowanie programem wcale nie dziwi, jeżeli spojrzymy na korzyści, jakie możemy dzięki niemu osiągnąć – tłumaczy Katarzyna Dmowska z ANG Spółdzielni Doradców Kredytowych – Kupując na rynku wtórnym kawalerkę w Warszawie, koszt kredytu z dofinansowaniem z MdM w całym okresie kredytowania może być aż o 23% mniejszy.To więcej niż wkład własny.
Co trzeba zatem zrobić, aby skorzystać z programu?
Przede wszystkim należy spełniać wszystkie warunki stawiane przez MdM, a są to między innymi:
przestrzeganie limitu powierzchni zakupionej nieruchomości- max. 75 m2 ( lokal mieszkalny) i 100 m2 (dom jednorodzinny). Odpowiednio – 85 m2 i 110 m2 – dla rodzin wychowujących co najmniej 3 dzieci.
przestrzeganie limitu cen za metr kwadratowy w danej lokalizacji dla rynku pierwotnego, oraz rynku wtórnego, przy czym cena mieszkania na rynku wtórnym nie może przekraczać kwoty otrzymanej po pomnożeniu współczynnika 0,9 przez metraż mieszkania i średni wskaźnik przeliczeniowy kosztu wybudowania 1 m2 mieszkania obowiązujący w danej gminie,
przestrzeganie limitu wieku – do 35 lat, chyba że wychowujemy co najmniej troje dzieci – wtedy limit wieku nie obowiązuje.
Warunkiem przystąpienia do programu nie jest natomiast konieczność pozostawania w związku małżeńskim, również osoby samotne mogą starać się o dofinansowanie.
Czy uda się skorzystać jeszcze w tym roku?
Oprócz konieczności przestrzegania warunków stawianych przez MdM, problemem może być także coraz mniejsza pula pieniędzy na ten rok. Natomiast, – Jeżeli nie śpieszymy się z wprowadzeniem do nowego mieszkania, warto znaleźć takie mieszkanie, którego budowa zakończy się w 2017 r. – wyjaśnia Katarzyna Dmowska – Dzięki temu skorzystamy z przyszłorocznej, nienaruszonej jeszcze puli pieniędzy.
O co walczymy?
Załóżmy, że chcemy kupić kawalerkę na rynku pierwotnym w Warszawie, o powierzchni 35m2. W województwie mazowieckim limit ceny za metr kwadratowy to 6 417,49 zł., dlatego koszt takiego lokalu to 224 tys. zł. Po zmianach w przepisach, minimalny wkład własny, jakim musimy dysponować od tego roku, to 33 600 zł – 15%. Jeżeli zrezygnujemy z uczestnictwa w programie MdM, pozostała kwota kredytu wyniesie 190 400 zł, co przy oprocentowaniu 3,95% da nam miesięczną ratę w wysokości 903,52 zł przez 30 lat. Decydując się jednak na wzięcie udziału w programie, możemy uzyskać 20 419,32 zł dofinansowania, co obniży miesięczną ratę do 801,74 zł. Jest to wyliczenie dla kawalerki, różnice mogą być jeszcze większe przy decyzji o kupnie domu.
W ramach linii wieloproduktowej Klienci firmowi Banku Zachodniego WBK mogą teraz korzystać także z faktoringu należności. Włączenie tej usługi do dotychczasowego pakietu produktów w Multilinii jest unikalne na rynku usług bankowych dla przedsiębiorstw.
Linie wieloproduktowe są standardowym elementem oferty banków dla firm, ale poszczególne banki bardzo różnią się między sobą w zakresie jakości oferowanego rozwiązania czy liczby produktów, które mogą zostać nim objęte. Już przed wdrożeniem faktoringu, linia wieloproduktowa Banku Zachodniego WBK (Multilinia) obejmowała bardzowiele produktów finansowania kapitału obrotowego, w tym kredyt w rachunku bieżącym, kredyt obrotowy i rewolwingowy, kredyt na akredytywy, kredyt na inkaso, limit na akredytywy oraz limit na gwarancje. – Ze względu na dostępność wszystkich głównych narzędzi finansowania handlu zagranicznego, Multilinia będzie szczególnie ciekawą opcją dla eksporterów i importerów.Dokładając faktoring zaoferowaliśmy jedną z najbardziej kompleksowych i elastycznych – jeśli nie najbardziej elastyczną – linię wieloproduktową na polskim rynku – mówi Andrzej Fürstenberg, dyrektor departamentu rozwoju produktów i wsparcia operacyjnego Pionu Bankowości Biznesowej i Korporacyjnej BZ WBK.
Elastyczność linii wieloproduktowej Banku Zachodniego WBK polega na tym, że może być ona wykorzystywana przez wszystkie lub wybrane podmioty z grupy kapitałowej, można w nią włączyć dowolną liczbę produktów i może być ona otwierana dla różnych walut. – Konfiguracja może być dowolna, uwzględniająca specyfikę biznesową klienta, a więc przykładowo grupa kapitałowa otwierając Multilinię może zadecydować, że dana spółka może wykorzystać określoną część całego limitu wyłącznie na konkretne produkty np. kredyt obrotowy i faktoring i tylko w EUR, podczas gdy druga spółka ma możliwość korzystania z limitów na gwarancje i akredytywy w PLN, USD, EUR i GBP, a trzecia ma do dyspozycji pozostałą część limitu Multilinii i może ją wykorzystać na dowolne produkty w USD – mówi Andrzej Fürstenberg.
Ekspert Banku Zachodniego WBK jest przekonany, że włączenie faktoringu do Multilinii jest rozwiązaniem, które przedsiębiorcy już zaczęli doceniać. Szczególnie sprawdza się ono w sytuacji, gdy firma przeprowadza dużo transakcji z bardzo różnymi kontrahentami. Wtedy można szybko podejmować decyzję o skorzystaniu z faktoringu w odniesieniu do wybranych faktur, co w przypadku odrębnych umów faktoringowych wiązałoby się za każdym razem z dodatkowymi formalnościami.
– W ramach Multilinii przyznajemy płynne sublimity na poszczególne produkty bankowe oraz wyodrębniony stały limit dla faktoringu z regresem lub bez regresu – dodaje Andrzej Fürstenberg. Multilinia dostępna jest przez rok, a po tym czasie można ją odnowić. Zabezpieczenia ustalane są indywidualnie w odniesieniu do wysokości limitu, przy czym limit jest odrębny dla produktów bankowych, a oddzielny dla faktoringu.
Drugi najlepszy wynik ostatniej dekady w zakresie wynajętych powierzchni
Całkowity wolumen wynajętych powierzchni biurowych w roku 2015 na ośmiu największych rynkach nieruchomości biurowych w Niemczech, tj. w Berlinie, Kolonii, Düsseldorfie, Essen, Frankfurcie, Hamburgu, Lipsku oraz Monachium, wyniósł około 3,49 mln metrów kwadratowych osiągając wartość wyższą o 20 procent od wyniku z roku poprzedniego. Dane te opublikowane zostały w wyniku badania rynku przeprowadzonego przez BNP Paribas Real Estate. Najważniejsze wyniki w skrócie:
Wolumen wynajętych powierzchni biurowych wyższy o ponad 20% od wyniku osiągniętego w roku poprzednim
Pozytywne zmiany na wszystkich rynkach biurowych
Nieznaczny spadek wskaźnika powierzchni niewynajętych
Podwyższone stawki czynszu dla najatrakcyjniejszych nieruchomości w kilku miastach
Prognozy na rok 2016 ogólnie pozytywne
„Osiągnięcie bardzo dobrych wyników było przede wszystkim rezultatem niezmiernie dynamicznego ostatniego kwartału, na przestrzeni którego doszło do wynajęcia 1,08 mln metrów kwadratowych. Lepsze wyniki kwartalne zostały odnotowane jedynie w okresie pomiędzy październikiem a grudniem 2006 roku. Zawarte duże umowy najmu dotyczące powierzchni o wielkości ponad 5 000 metrów kwadratowych, których w roku poprzednim było znacznie mniej, ponownie zbliżyły się do osiąganego w długim horyzoncie czasowym średniego poziomu i ich udział w wyniku całkowitym wyniósł trochę ponad 29%. Zmiana ta również przyczyniła się do ogólnego znacznego wzrostu wolumenu powierzchni wynajętych. Warto zauważyć, iż udział w wyniku ogólnym umów najmu na większe powierzchnie był podobny na wszystkich głównych rynkach nieruchomości biurowych, co wskazuje na to, iż na powrót mamy do czynienia ze zwiększoną aktywnością dużych firm na rynkach nieruchomości biurowych. Możemy uznać ten fakt za oznakę dobrej sytuacji gospodarczej i zapowiedź dobrych perspektyw rynkowych.” – komentuje Marcus Zorn, Zastępca Dyrektora Generalnego, BNP Paribas Real Estate Germany.
Ten pozytywny wzrost wolumenu powierzchni wynajętych nie był efektem pojedynczych transakcji w poszczególnych miastach, ale był wynikiem osiągniętym na wszystkich badanych rynkach, niemniej jednak w różnym zakresie. Na pierwszym miejscu znalazł się Berlin z wynikiem 814 000 metrów kwadratowych, co stanowiło rekordowo wysoką wartość w historii tego rynku, która znacznie przekroczyła wyniki osiągane do tej pory i stanowiła wzrost o blisko 34% w ujęciu rok do roku. Monachium zajęło drugą pozycję z wynikiem 741 000 metrów kwadratowych (+24%) i w związku z tym już drugi raz musiało oddać tytuł lidera stolicy Niemiec. Porównując pozostałe rynki z dwoma pierwszymi miejscami, wzrost na rynku w Hamburgu był stosunkowo skromny (+3), jednakże wynik na poziomie 529 000 metrów kwadratowych był nadal wynikiem dobrym w ujęciu długoterminowym.
Największy wzrost odnotowany został w Düsseldorfie i wyniósł ponad 39%, co stanowiło zwiększenie wolumenu powierzchni wynajętych do poziomu 453 000 metrów kwadratowych. Wyższy wynik w zakresie wolumenu wynajętych powierzchni biurowych został odnotowany przez tę nadreńską metropolię tylko raz, a mianowicie w roku 2007. Zaraz za Düsseldorfem uplasował się Frankfurt z wynikiem 438 000 metrów kwadratowych, co stanowiło wzrost o blisko 7%. Wynik osiągnięty przez Kolonię, tzn. 281 000 metrów kwadratowych (+17%), był również wynikiem ponadprzeciętnym w ujęciu wielorocznym. Rynek w Essen odnotował najlepszy wynik na przestrzeni ostatnich siedmiu lat, co stanowiło wzrost o blisko 29% do poziomu ponad 130 000 metrów kwadratowych w stosunku do wolumenu powierzchni wynajętych w roku poprzednim. Rynek w Lipsku zakończył ubiegły rok z wynikiem tylko nieznacznie wyższym niż ten osiągnięty w roku poprzednim (+1%), jednakże, biorąc pod uwagę ogólny wolumen powierzchni wynajętych na poziomie 103 000 metrów kwadratowych, należy uznać go za wynik dobry.
Dalszy spadek wskaźnika powierzchni niewynajętych
Wskaźnik powierzchni niewynajętych dla wszystkich ośmiu badanych rynków obniżył się o ponad 10% do poziomu 6,2 mln metrów kwadratowych. Oznacza to, iż na przestrzeni ostatnich dwunastu miesięcy doszło do przyśpieszenia tempa, w jakim wskaźnik powierzchni niewynajętych obniża się. Jednym z czynników był fakt, iż władze miast najęły lub zakupiły powierzchnie biurowe, na które – w niektórych przypadkach – wcześniej trudno było znaleźć chętnych, aby zapewnić zakwaterowanie uchodźcom. W miastach poddanych analizie, takie działanie przyczyniło się to do obniżenia poziomu powierzchni niewynajętych o ponad 200 000 metrów kwadratowych, co odpowiada blisko 30% całkowitego spadku. Największy spadek wskaźnika powierzchni niewynajętych – podobnie jak w przypadku całkowitej podaży powierzchni dostępnej na rynku – odnotowany został w Monachium (-27%) oraz Essen (-15,5%). Poziom pustostanów obniżył się znacznie również w Berlinie (-10%) oraz Lipsku (-8%), a we wszystkich pozostałych miastach odnotowany został spadek na poziomie pomiędzy 2 i 6%.
Podaż nowoczesnej powierzchni biurowej, która jest najczęściej poszukiwana, obniżyła się w szczególności w Berlinie oraz Monachium, gdzie wskaźnik powierzchni niewynajętych kształtuje się obecnie na poziomie nieco ponad 4% (gdzie na terenie samego Monachium utrzymuje się on na poziomie niewiele ponad 3%). A że wolumen powierzchni będących obecnie w przygotowaniu jest na skromnym poziomie, sytuacja ta nie zmieni się znacząco w nadchodzącym roku. Z jednej strony stwarza to niebezpieczeństwo, iż nie będzie możliwym zaspokojenie zapotrzebowania na powierzchnie biurowe, a w rezultacie przyczyni się to do zahamowania wzrostu wolumenu powierzchni wynajętych, a z drugiej strony otwiera to możliwość dalszego silnego wzrostu stawek czynszu.
Wzrost stawek czynszu dla najatrakcyjniejszych nieruchomości
Średnie stawki czynszu dla najatrakcyjniejszych nieruchomości w odniesieniu do wszystkich badanych rynków wzrosły w roku 2015 o nieco ponad 2%. W tych miastach, gdzie nie odnotowano takiego wzrostu, stawki czynszu utrzymały się na stabilnym poziomie, a w żadnym z miast nie odnotowano spadku. Dynamiczny rozwój rynku berlińskiego znalazł odzwierciedlenie we wzroście stawek czynszu dla najatrakcyjniejszych nieruchomości o blisko 9% do poziomu 25 €/m2, jednocześnie powodując wzrost średnich stawek czynszu. Wyższe stawki czynszu dla najatrakcyjniejszych nieruchomości odnotowane zostały też w Lipsku (+4%, 13 €/m²), Monachium (+3%, 35,50 €/m²) oraz Hamburgu (+2%, 25,50 €/m²). W pozostałych miastach stawki te utrzymały się na poziomie z roku poprzedniego: Düsseldorf 26 €/m², Kolonia 21 €/m² oraz Essen 14 €/m². Podobnie było też we Frankfurcie, który utrzymał swoją dominującą pozycję w skali całego kraju, a stawki czynszu dla najatrakcyjniejszych nieruchomości wyniosły 38 €/m².
Rynki nieruchomości biurowych 2016: stabilny rozwój z pozytywnym trendem
„Ogólne przewidywania dla niemieckich rynków nieruchomości biurowych są raczej korzystne. Przy prognozowanym wzroście PKB o około 2% i zwiększającym się poziomie zatrudnienia, perspektywy dla kluczowych źródeł popytu są pozytywne. Niewielki wzrost bezrobocia, którego należy się równocześnie spodziewać, jest w całości konsekwencją zwiększonej dostępności siły roboczej wynikającej z sytuacji z uchodźcami. Zwiększenie liczebności populacji będzie jednak prawdopodobnie miało stymulujący wpływ na gospodarkę, co z kolei będzie niosło pewne, drugoplanowe korzyści dla rynku powierzchni biurowych. Ważne wskaźniki trendów, takie jak wskaźnik Ifo czy ZEW, które w ostatnim kwartale roku 2015 ożywiły się, sugerują, iż firmy wchodzą w nowy rok z ogólnym pozytywnym nastawieniem. Dodatkowo gospodarka będzie też napędzana bardzo niskimi cenami ropy naftowej oraz obecnym osłabieniem euro. Z drugiej strony niezmiernie trudno jest oszacować zewnętrzne czynniki wpływające na ogólną sytuacje, a będące konsekwencją ognisk zapalnych na świecie czy rozwoju gospodarki światowej. Jeżeli jednak nie dojdzie do poważnych wstrząsów zewnętrznych, reperkusje odczuwane przez niemiecki biznes pozostawać będą pod kontrolą.” – podsumowuje Marcus Zorn. Na tle istniejącej sytuacji, prognozy na przyszłość najprawdopodobniej będą następujące:
Biorąc pod uwagę perspektywy dla gospodarki omówione powyżej, wszystkie znaki wskazują, iż sytuacja na rynkach nieruchomości biurowych w roku 2016 pozostanie stabilna, a nawet może dojść do jej nieznacznego polepszenia w porównaniu z rokiem 2015, co z kolei stwarza możliwość niewielkiego wzrostu wolumenu powierzchni wynajętych.
Pomimo zwiększonej aktywności na rynku budowlanym, wysoki poziom popytu powinien przyczynić się do dalszego spadku wskaźnika powierzchni niewynajętych. Czynnikiem mającym na to wpływ będzie dodatkowa powierzchnia poszukiwana przez władze miast na potrzeby zakwaterowania uchodźców; przynajmniej część tego zapotrzebowania zostanie zaspokojona poprzez kupno starszych powierzchni, na które wcześniej trudno było znaleźć chętnych.
W odniesieniu do części rynków przewidywany wysoki poziom popytu związany z ograniczonym wolumenem powierzchni będących w przygotowaniu spowoduje wzrost stawek czynszu dla najatrakcyjniejszych nieruchomości oraz stawek średnich. Dotyczy to w szczególności rynku berlińskiego, gdzie połączenie prężnego popytu, dalszego spadku wskaźnika powierzchni niewynajętych oraz ograniczonej liczby powierzchni w przygotowaniu przyspieszy dalszy wzrost stawek czynszu.
Czy samochód, którym steruje nie człowiek, ale komputer to niedaleka przyszłość, czy wciąż science-fiction? Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte, autorów raportu „The future of mobility”, świat motoryzacji czeka w najbliższych latach prawdziwa rewolucja. Przyszłość to autonomiczne auta, które będziemy dzielić z innymi podróżnymi. Wyliczono, że tylko w USA pojawienie się w szerszej skali pojazdów autonomicznych spowodowałoby spadek emisji spalin o 40-90 proc., a liczby śmiertelnych ofiar wypadków o 32 tys. rocznie.
W Stanach Zjednoczonych cała branża motoryzacyjna wygenerowała w 2014 roku przychody w wysokości 2 bilionów dolarów, czyli 11,5 proc. tamtejszego PKB. Na ten wynik złożyły się przychody, m.in. producentów samochodów, dostawców, dealerów, firm oferujących usługi finansowe, spółek naftowych, stacji paliw, ale też ubezpieczycieli czy właścicieli państwowych i prywatnych parkingów. Sumy te robią wrażenie, nic więc dziwnego, że przyszłość sektora motoryzacyjnego jest przedmiotem wielu badań i analiz.
Coraz częściej pojawiają się głosy, że samochody niepotrzebujące kierowcy wkrótce staną się naszą codziennością. Prace nad pojazdami autonomicznymi prowadzą nie tylko firmy motoryzacyjne, jak na przykład Ford, ale też potentaci z branży technologicznej i internetowej, jak Google. „Samochody autonomiczne będą wyposażone w systemy precyzyjnie informujące je o lokalizacji w stosunku do innych pojazdów oraz o potencjalnym niebezpieczeństwie. Dzięki temu same będą potrafiły unikać wypadków. Pozwoli to wyeliminować błąd ludzki, będący główną przyczyną kolizji drogowych” – mówi Marek Turczyński, Partner w Deloitte, Lider Grupy Motoryzacyjnej. Do zalet pojazdów autonomicznych należy zaliczyć również oszczędność energii i kosztów eksploatacji.
Oprócz wprowadzenia do użytku pojazdów autonomicznych, nie mniejszą rolę w motoryzacyjnej rewolucji odgrywają zmiany przyzwyczajeń kierowców i pasażerów, w tym popularyzacja tzw. „car sharingu”. Model przemieszczania się, oparty na opłatach za rzeczywiste korzystanie z samochodu, zamiast kupowania go na własność, jest szczególnie atrakcyjny dla młodych ludzi i mieszkańców miast. Stąd rosnąca popularność takich firm, jak Uber. Biorąc pod uwagę te dwa zjawiska, zdaniem ekspertów koszty podróży w przeliczeniu na jednego pasażera spadną do jednej trzeciej obecnych wydatków dzięki znacznie większemu wykorzystaniu pojazdów. Nie wspominając już o mniejszych korkach czy spadającym zapotrzebowaniu na parkingi.
Eksperci Deloitte doszli do wniosku, że zmiany w podejściu do przemieszczania się i poruszania będą przebiegać w sposób łagodny i systematyczny oraz w różnym czasie w różnych miejscach świata.
Deloitte prezentuje w raporcie cztery scenariusze możliwego rozwoju sytuacji w świecie motoryzacji:
Scenariusz 1: Stopniowa zmiana
Według tego scenariusza własność prywatna pozostanie normą, a konsumenci nadal będą cenić sobie prywatność, elastyczność, bezpieczeństwo i wygodę utożsamianą z posiadaniem samochodu na własność. Co ważne, choć wizja ta zakłada wykorzystanie technologii wspomagających prowadzenie pojazdów, nie wróży ona rychłej dostępności samochodów w pełni kierowanych przez komputery. Koszt przejechanej mili w tym scenariuszu wynosi 0,97 dolara (wyliczenia dokonane na podstawie średnich kosztów ponoszonych przez kierowców w USA).
Scenariusz 2: Wspólne korzystanie z samochodów
Wizja ta zakłada stały rozwój zjawiska wspólnego dostępu do samochodów. Zgodnie z nią efekt skali i zaostrzająca się konkurencja przyczynią się do rozwoju usług polegających na możliwości wspólnego korzystania z samochodów na nowych obszarach i w bardziej wyspecjalizowanych segmentach klienta. Scenariusz ten opiera się na założeniu, że pasażerowie będą cenili sobie przede wszystkim możliwość wygodnego przemieszczania się z jednego miejsca do drugiego, dzieląc się samochodami z innymi podróżnymi. Dzięki temu ominą ich problemy związane z czynnym uczestnictwem w ruchu drogowym i poszukiwaniem miejsc do parkowania. Koszt przejechanej mili w tym scenariuszu wynosi 0,63 dolara, czyli obniży się o 1/3 w stosunku do wersji bazowej.
Scenariusz 3: Bezzałogowa rewolucja
Trzecia wizja przyszłości przewiduje, że technologie związane z samokierującymi się samochodami będą realne, bezpieczne, wygodne i oszczędne, jednak nadal powszechne będzie posiadanie samochodu na własność. Do urzeczywistnienia tego scenariusza przyczyni się współpraca pomiędzy naukowcami, organami regulacyjnymi i biznesem. Większość kierowców nadal będzie zwolennikiem posiadania samochodu na własność, a pojedynczy użytkownicy wybiorą samochód niewymagający kierowcy ze względu na jego potencjalne zalety. Koszt przejechanej mili w tym scenariuszu wynosi 0,46 dolara, czyli spadnie o ponad 50 proc. w stosunku do wersji bazowej.
Scenariusz 4: Nowa era dostępu do niezależności
Czwarty scenariusz przewiduje przyszłość, w której nastąpi zbieżność trendów autonomicznego i wspólnego korzystania z samochodów. Według tego scenariusza firmy zajmujące się zarządzaniem usługami w dziedzinie poruszania się, będą oferowały szeroki wachlarz takich usług, aby spełniać oczekiwania jak najszerszej grupy klientów w zależności od zasobności ich portfela. Za koordynowanie podróży klienta z jednego miejsca do drugiego odpowiedzialne będą zaawansowane technologie łączności. Intuicyjne interfejsy pozwolą użytkownikom w ciągu kilku minut zamówić samochód w dowolne miejsce i dojechać z punktu A do B szybko, bezpiecznie i niedrogo. Koszt przejechanej mili w tym scenariuszu wynosi 0,31 dolara co oznacza spadek o 2/3 w stosunku do bazowej koncepcji.
„Jak widać różnica w kosztach pomiędzy najbardziej konserwatywnym i rewolucyjnym scenariuszem jest ponad trzykrotna.W USA wyliczono, że pojawienie się w szerszej skali pojazdów autonomicznych spowodowałoby spadek emisji spalin o 40-90 proc., ofiar wypadków śmiertelnych o 32 tys. rocznie, a w zamian zyskano by 100 mld godzin do produktywnego wykorzystania” – wyjaśnia Tomasz Pałka, Starszy Menedżer w Grupie Motoryzacyjnej Deloitte.
Mimo oczywistych korzyści, nie należy zapominać o czynnikach spowalniających proces wykorzystania w motoryzacji nowoczesnych technologii. Należą do nich, m.in.: przepisy prawne, które mogą blokować upowszechnianie samochodów autonomicznych, ale też postawy społeczne. Pozbawienie ludzi kontroli nad samochodem, a także zachęcenie ich do współużytkowania aut z innymi, wzbudzi zapewne spore zastrzeżenia w wielu grupach społecznych. Nie bez znaczenia jest także podejście szeroko pojętej branży motoryzacyjnej. „Konkurencja w nowym modelu podejścia do motoryzacji i przemieszczania się będzie na pewno zacięta. Jednak mimo nieufności pomiędzy obecnymi przedstawicielami sektora motoryzacyjnego a jego nowymi uczestnikami, rozbieżnych poglądów i perspektyw, zapewne będą oni musieli wspólnie stworzyć nowy ekosystem w znacznej mierze oparty na współzależności, wzajemności i symbiozie. Ostatecznie to sam rynek, który nieubłaganie wymusza wyższą wydajność za niższy koszt, zadecyduje o tym, kto wygra, a kto przegra” – podsumowuje Marek Turczyński.
15 stycznia to był zły dzień dla złotego. W rocznicę decyzji SNB o uwolnieniu kursu franka agencja S&P obniżyła rating Polsce. Dzisiaj zobaczymy na jakim poziomie ustabilizuje się złotówka.
Piątkowe wydarzenia na rynku pokazały, że sesja na rynkach walutowych wcale nie kończy się o standardowych porach pracy w Europie. Po godzinie 17:00 agencja ratingowa Standards and Poors w skrócie S&P ogłosiła obniżkę ratingu kredytowego Polski. Jednocześnie obniżyła perspektywę z pozytywnej na negatywną. To znacznie więcej niż spodziewali się analitycy. Oczekiwania mówiły zaledwie o pogorszeniu perspektywy co do dalszych zmian. W efekcie tych danych złotówka zaczęła gwałtownie tracić na wartości. W ciągu godziny było to około 8 groszy do wszystkich walut. Tak silny i szybki ruch był spowodowany małą liczbą inwestorów na rynkach o tej porze. Wielu traderów zaczęło już tego dnia weekend.
Pozostałe agencje ratingowe na razie podchodzą z większym spokojem do tematu Polski. Fitch już potwierdził, że utrzymuje poziom A- ze stabilną perspektywą, z kolei Moody’s wciąż wstrzymuje się z decyzją. Z jednej strony można uznać, że skoro jedna tylko agencja tak postąpiła mamy do czynienia z jakimś spiskiem. Jako naród lubiący teorie spiskowe oczywiście możemy tak sądzić aczkolwiek warto zwrócić uwagę na specyfikę tych agencji. To S&P uchodzi za tą, która stara się najszybciej reagować, z kolei dwie pozostałe starają się utrzymywać opinię zrównoważonych i spokojnych. Warto również zwrócić uwagę, że to S&P jest agencją, która lubi analizując rating zwrócić większą uwagę na ryzyka polityczne. Tak samo było w 2011 roku, kiedy to obniżyła ocenę Węgier. Tamta obniżka była bardziej bolesna. Działania gospodarcze naszych władz względem ówczesnych poczynań Orbana są jednak znacznie bardziej wyważone.
Z rządu płyną uspokajające komentarze, co potwierdza zresztą reakcje rynków, które od rana powoli poprawiają kurs złotego względem głównych walut. Z drugiej strony zapewnienie, że chcemy być w mniejszym zakresie zależni od finansowania długiem i chęć odbudowy źródeł dochodów podatkowych oznacza jedno – wzrost podatków. Swoją drogą obniżka ratingu jest wspaniałym momentem, by wycofać się z części socjalnych fanaberii i zacząć redukować deficyt, o ile faktycznie chce się zmniejszyć zależność od finansowania długiem.
Dzisiejsza sesja na rynkach światowych zapowiada się spokojniej przez Dzień Marcina Luthera Kinga w USA. Święto to jest dniem wolnym od pracy, Z jednej strony może spowodować to opóźnienia w przelewach dolarowych, z drugiej co zresztą ważniejsze przy mniejszej liczbie traderów na rynku, można spodziewać się mniejszej zmienności. Uwaga ta nie dotyczy złotego, który dzisiaj będzie testował jak bardzo wiarygodna jest piątkowa wycena. Podczas świąt w USA przeważnie kalendarz danych makroekonomicznych jest bardzo ubogi, aczkolwiek warto zwrócić uwagę dzisiaj o 14:00 na wskaźnik inflacji bazowej z Polski.
EUR/PLN
Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 18.10.2015 do 18.01.2016
Kurs EUR/PLN powraca do wzrostów. Dla ruchu w górę nowym oporem nie jest już poziom 4,3650, gdzie znajdowało się się zarówno maksimum poprzedniego jak i tego ruchu. Nowym oporem jest obecnie poziom 4,4900zł gdzie kurs dotarł po obniżce ratingu. W przypadku spadków wsparcie stanowić będzie linia łącząca minima lokalne przebiegająca obecnie na 4,3700.
CHF/PLN
Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 18.10.2015 do 18.01.2016
Kurs CHF/PLN również wybił się z trendu bocznego w górę. Najbliższym oporem są okolice 4,1050, gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem jest linia łącząca minima lokalne przebiegająca obecnie na poziomie 3,9900.
USD/PLN
Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 18.10.2015 do 18.01.2016
Kursowi USD/PLN równie udało się wybić z trendu bocznego. Nowym oporem są maksima na 4,1250. Dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 4,0300.
GBP/PLN
Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 18.10.2015 do 18.01.2016
Kurs GBP/PLN od połowy października porusza się w silnym trendzie wzrostowym po czym zawrócił i przeszedł w trend spadkowy. Najbliższym oporem dla ruchu w górę są ostanie maksima na poziomie 5,9100. W przypadku kontynuacji spadków ważnym wsparciem jest minimum obecnego ruchu, czyli poziom 5,7300.
Blink.pl podsumował wyniki audytów semantycznych polskich stron www, przeprowadzonych w grudniu 2015 r. Jak okazało się, na 16 204 wykonane analizy, zaledwie 18 proc. stron zachęcało odbiorców do dokonania konwersji. Pozostałe 82 proc. witryn wykazywało się istotnymi, marketingowymi brakami oraz błędami w treściach. Jednym z takich elementów był nadmiernie stosowany tryb przypuszczający.
Przypuszczalnie sprzedasz… tylko ile?
Komunikacja w trybie przypuszczającym jest jedną z większych, marketingowych bolączek polskich stron www. To forma przekazu, która wręcz rujnuje konwersję. Aby się przekonać jak bardzo, porównaj zdania:
1. Chcielibyśmy zaprosić Państwa do skorzystania z naszych usług kurierskich. Gdybyście wybrali Państwo naszą firmę – przekonalibyście się, skąd wzięło się aż tyle pozytywnych opinii na nasz temat.
2. Popraw terminowość dostaw jeszcze w tym miesiącu! Zyskaj gwarantowaną dostawę w 24 godziny i przekonaj się, co jeszcze sprawia, że 92% Klientów poleca nas swoim znajomym.
Forma którego z powyższych zdań wzbudza większe zaufanie do firmy? Oczywiście nr 2. Bo mimo że dobrze jest być uprzejmym, w sprzedaży nie chodzi o miłą, proszącą konwersację. W końcu trudno jest przekonać kogoś do zakupu, jeśli sprzedawca sam nie jest przekonany, prawda?
– Jak sama nazwa wskazuje, czasownik w trybie przypuszczającym sprawia, że nazwana nim czynność zostaje poddana „przypuszczeniu”. Zastosowanie tego trybu często budzi więc naturalną wątpliwość odbiorcy. Nie może być on bowiem pewny, czy do czynności faktycznie dojdzie, skoro autor wypowiedzi sygnalizuje brak pewności siebie – mówi dr inż. Artur Pajkert z Blink.pl.
W języku polskim, a także np. angielskim, tryb przypuszczający jest używany do wyrażenia czegoś w sposób wyjątkowo uprzejmy, grzeczny: „Czy zechciałbyś…?”, „Czy mógłbym…?”. Nie ma nic złego, gdy na stronie www tego rodzaju konstrukcja pojawi się raz. Niemniej nadużywanie trybu przypuszczającego to prosta droga, żeby „wdrukować” w odbiorcę wątpliwość.
Tymczasem to wiarygodność jest fundamentem budowania stabilnych relacji z użytkownikami i drogą do ich przekształcania w klientów. Tak samo jak w „realu”, i tu sprzedawca musi być przekonany do oferowanego towaru, a strona internetowa nie powinna pozostawiać miejsca na wahania i wątpliwości. W końcu sam najchętniej kupujesz od osób i firm, do których masz największe zaufanie. Dlatego strona, która zamiast w sposób konkretny informować o ofercie i korzyściach ze współpracy, budzi w odbiorcach wątpliwości, nie przekona do konwersji, a co za tym idzie, nie zarobi dla swojego właściciela.
Jak sprawdzić jakość treści na swojej stronie www?
Bezpłatne sprawdzanie jakości treści stron www w języku polskim jest możliwe pod adresem http://blink.pl/audyt. Możesz też przejrzeć swoją stronę bez dodatkowych narzędzi. Na początek przeanalizuj jej zawartość pod kątem występowania czasowników z partykułą, typu: „bym”, „byś”, „by”. Gdy wychwycisz niefortunne zwroty więcej niż 1-2 razy w ramach jednej podstrony, zmień je na tryb rozkazujący lub oznajmiający.
Dodatkowo sprawdź czy w treściach znajdują się przysłówki i przymiotniki, takie jak: „wielki”, „dużo”, „szybko” i pomyśl, jak zastąpić je wiarygodnymi liczbami (np. „15 lat na rynku”, „1 mln PLN przychodu”, „50 ekspertów”, „4000 zrealizowanych projektów”). Zwrot „Błyskawiczna przesyłka” wnosi niewiele, za to „Gwarancja wysyłki w 24h” w sposób zdecydowany skłania do zakupu.
– Pamiętajmy, że internauta przegląda zawartość strony www niecierpliwie szybko, a co za tym idzie, także wybiórczo. Czasem wystarczy więc kilka nieumiejętnych, zbyt długich czy niekonkretnych sformułowań, brak personalnego przekazu czy niepełny opis produktu, by stracić jego uwagę na zawsze. Dlatego tak ważna jest analiza treści umieszczanych w witrynach i eliminacja tych zwrotów, które mogę obniżać jej marketingową jakość – podsumowuje Jakub Dwernicki, prezes Blink.pl.
Aż 71 proc. europejskich konsumentów uważa rozwiązanie problemów z zagranicznym e-sklepem za trudniejsze niż w przypadku sporów z krajowym podmiotem. A trudności przy realizacji e-zakupów za granicą napotyka już co piąty konsument w UE. Czy i jak zmieni e-zakupy nowa unijna platforma ODR do rozstrzygania sporów konsumenckich, która zacznie funkcjonować już 15 lutego 2016 roku?
Konsumenci stają się coraz bardziej otwarci na realizację zakupów internetowych poza granicami swojego kraju, tzw. handel transgraniczny. Niestety zdarza się, że kupiony towar okazuje się wadliwy, a zgłoszona do sprzedawcy reklamacja została odrzucona. Nietrudno w takich sytuacjach o spór pomiędzy konsumentem a przedsiębiorcą. Od 9 stycznia 2016 r. wszystkie kraje członkowskie UE obowiązuje rozporządzenie w sprawie internetowego systemu rozstrzygania sporów konsumenckich. Internetowa platforma ODR (Online Dispute Resolution), umożliwiająca oraz ułatwiająca rozstrzygania sporów w tzw. handlu transgranicznym, zacznie jednak funkcjonować dopiero od 15 lutego 2016 roku. Pozasądowy, internetowy system rozstrzygania sporów (ODR) umożliwiły obowiązujące przepisy regulujące Alternative Dispute Resolution (ADR), czyli alternatywne systemy pozasądowego rozwiązywania sporów konsumenckich.
Czym właściwie jest ODR i kto może z niej skorzystać?
ODR jest internetową platformą rozstrzygania sporów, dotyczących zobowiązań umownych, wynikających z internetowych umów sprzedaży lub umów o świadczenie usług zawieranych między konsumentami mieszkającymi w UE a przedsiębiorcami mającymi siedzibę w Unii. ODR umożliwi konsumentom i sprzedawcom zgłaszanie sporów podmiotom oferującym usługi ADR online. Platforma pozwoli zgromadzić wszystkie krajowe podmioty oferujące usługi ADR w jednym punkcie dostępu. ODR ma stanowić interaktywną i przyjazną użytkownikom stronę internetową dostępną bezpłatnie we wszystkich językach urzędowych UE. E-sprzedawcy będą zamieszczać link do niej na swoich stronach internetowych i informować o niej konsumentów. – Platforma ODR będzie udostępniać elektroniczny formularz skargi, który w przypadku sporów musi wypełnić strona skarżąca tj. konsument lub przedsiębiorca – mówi Olga Szewczyk, ekspert z Rzetelnyregulamin.pl. – ODR poinformuje strony, przeciwko którym wniesiono skargę, a także wskaże właściwy podmiot ADR, któremu zostanie ona przekazana. Co więcej, platforma nieodpłatnieudostępni elektroniczne narzędzia rozpatrywania spraw, które umożliwiają stronom i podmiotowi ADR prowadzenie postępowań w zakresie internetowego rozstrzygania sporu za pośrednictwem platformy – dodaje ekspert Rzetelnyregulamin.pl. Na stronie internetowej konsumenci i sprzedawcy znajdą także przewodnik poświęcony temu, jak składać skargi za pośrednictwem platformy oraz dane kontaktowe dotyczące punktów kontaktowych ds. ODR wyznaczonych przez państwa członkowskie – mogą być to Sieci Europejskich Centrów Konsumenckich i organizacje konsumenckie.
Na czym polega rozpatrywanie sporu i jak można złożyć skargę?
W celu złożenia skargi na platformie ODR strona skarżąca (którą może być zarówno konsument jak i przedsiębiorca) wypełni elektroniczny formularz skargi. Formularz jest przyjazny dla użytkownika i łatwo dostępny na platformie ODR. – Informacje, które przedkłada strona skarżąca muszą być wystarczające do ustalenia właściwego podmiotu ADR – wyjaśnia Olga Szewczyk z Rzetelnyregulamin.pl. – Skargę złożoną za pośrednictwem platformy rozpatruje się w momencie, gdy wszystkie wymagane pola formularza skargi są wypełnione. Należy pamiętać, że jeśli formularz nie zostanie wypełniony w całości, stronę skarżącą informuje się, że dalsze rozpatrywanie skargi nie jest możliwe, o ile brakujące informacje nie zostaną dostarczone – dodaje ekspert. Po otrzymaniu w całości wypełnionego formularza skargi, platforma ODR niezwłocznie przekaże stronie informacje o wniesieniu przeciwko niej skargi. Strony będą musiały uzgodnić podmiot ADR, aby skarga mogła zostać przekazana. W przypadku braku porozumienia między stronami lub niewskazania właściwego podmiotu ADR, skarga nie będzie dalej rozpatrywana. Jeżeli strona, przeciwko której wniesiono skargę jest przedsiębiorcą, będzie mieć obowiązek w ciągu 10 dni kalendarzowych określić, czy jest zobowiązana do korzystania z konkretnego podmiotu ADR w celu rozstrzygania sporów z konsumentami, a jeśli nie, to czy jest skłonna skorzystać z jednego lub kilku podmiotów ADR.
Następnie platforma ODR automatycznie i niezwłocznie przekaże skargę podmiotowi ADR, z którego skorzystają strony, zgodnie z ich uzgodnieniem. Podmiot ADR, który zgodzi się rozpatrywać spór, również poinformuje strony o swoich przepisach proceduralnych oraz, w stosownych przypadkach, o kosztach danego postępowania w zakresie rozstrzygania sporu. Rozpatrywanie skargi przez ADR nie wymaga fizycznej obecności stron lub ich przedstawicieli, o ile przepisy proceduralne przewidują taką możliwość i strony wyrażą na to zgodę. ADR niezwłoczne przekaże platformie ODR informacje dotyczące wyników postępowania ADR.
Obowiązki informacyjne przedsiębiorcy względem konsumenta
Przedsiębiorca zobowiązany jest do informowania konsumentów na swoich stronach internetowych o platformie ODR (udostępnić link do platformy) oraz podmiocie lub podmiotach ADR, które są właściwe dla tego przedsiębiorcy (adres strony internetowej podmiotu). – Informacje te powinny zostać umieszczone w widocznym miejscu i zawierać łatwy do zrozumienia komunikat – mówi Olga Szewczyk z Rzetelnyregulamin.pl. – Rozporządzenie nie wskazuje na konkretne miejsce na stronie, w którym powinny być umieszczone takie informacje.Można je będzie zatem znaleźć np. w treści ogólnych warunków umów sprzedaży czy regulaminach określających świadczenie usług między przedsiębiorcą a konsumentem – dodaje ekspert. Ponadto, jeżeli oferta składana jest za pośrednictwem wiadomości elektronicznej, przedsiębiorca zobowiązany jest do przekazywania linku do platformy ODR w e-mailu.
Nowe przepisy umożliwią konsumentom i sprzedawcom rozwiązywanie sporów zarówno na poziomie lokalnym, jak i unijnym, za pośrednictwem podmiotów zajmujących się pozasądowym rozstrzyganiem sporów. Umożliwi to rozstrzyganie sporów w prosty, szybki i niekosztowny sposób, na drodze pozasądowej. Poza tym konsumenci i sprzedawcy będą mogli skorzystać z platformy ODR do rozstrzygania sporów online i złożyć skargę w dowolnym języku urzędowym UE. Pomoże to w rozwiązywaniu sporów transgranicznych, w przypadku których strony mieszkają w innych państwach członkowskich i mówią różnymi językami.
Nie każda decyzja o zakupie ubezpieczenia, jest bardzo dobrze przemyślana. Wiele osób po podpisaniu umowy dochodzi do wniosku, że ich decyzja była pochopna. Polisa staje się niepotrzebna również wtedy, gdy wygasa ryzyko ubezpieczeniowe (np. po sprzedaży ubezpieczonego mienia lub spłacie kredytu). Dlatego rezygnacja z ubezpieczenia jest bardzo istotną kwestią. Warto sprawdzić, jak ta czynność została uregulowana przez obowiązujące przepisy.
Kodeks cywilny określa tylko ogólne zasady rezygnacji z każdej polisy
Ogólne informacje na temat odstąpienia od umowy ubezpieczenia oraz jej rozwiązania, znajdziemy w ustawie kodeks cywilny (KC). Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że KC określa tylko ogólne zasady dotyczące stosunków między ubezpieczonym i ubezpieczycielem. W przypadku niektórych polis (np. ubezpieczeń OC dla kierowców), przepisy szczegółowe wprowadzają zupełnie inne rozwiązania.
Kluczowe uregulowanie w kodeksie cywilnym (patrz art. 812 KC) wskazuje, że klient ma prawo do odstąpienia od umowy w ciągu 30 dni, jeżeli ubezpieczenie dotyczy okresu dłuższego niż sześć miesięcy. Podany termin odstąpienia (30 dni) dotyczy konsumentów, czyli osób nabywających polisę do celów bezpośrednio niezwiązanych z działalnością gospodarczą lub zawodową. Przedsiębiorcy mogą odstąpić od umowy ubezpieczenia przez 7 dni po jej zawarciu (jeśli okres ochrony przekracza pół roku).
Artykuł 812 kodeksu cywilnego mówi również o tym, że ubezpieczyciel może wypowiedzieć umowę zawartą na czas określony, tylko po zajściu okoliczności wskazanych w ustawie. Takie wypowiedzenie jest dopuszczalne również wtedy, gdy ogólne warunki ubezpieczenia (tzw. OWU) albo zapisy umowy, przewidują ważny powód zakończenia ochrony.
Kolejny przepis (art. 816 KC) wskazuje, że po ujawnieniu okoliczności istotnie zmieniających ryzyko wypadku, każda ze stron umowy ubezpieczenia może domagać się korekty składki. W odpowiedzi, druga strona (tj. ubezpieczony lub ubezpieczyciel) ma 14 dni na wypowiedzenie umowy ze skutkiem natychmiastowym. Warto pamiętać, że artykułu 816 KC nie stosuje się do ubezpieczeń na życie.
Po niespodziewanej obniżce ratingu Polski przez agencję Standard & Poor&HASH39;s złoty osłabił się do niewidzianych od ponad czterech lat poziomów. Choć słabsza waluta wspiera eksporterów, to negatywne postrzeganie Polski przez inwestorów, których zaufanie do naszego kraju było nadszarpnięte już przed obniżką, może zaowocować wyższymi kosztami obsługi długu. A i tak zanosi się na przebicie poziomu 3 proc. deficytu finansów publicznych do PKB, jeśli nie w tym, to w przyszłym roku.
– Rating jest wskazówką dla inwestorów jak oceniać wiarygodność kredytową danego kraju – przypomina w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Plus Banku.– Już pogorszenie choćby perspektywy jednego ratingu mogłoby zmniejszyć zainteresowanie polskim długiem, a na pewno zwiększyć koszty zadłużania się, obsługi długu publicznego. Innymi słowy zwiększyłoby to obciążenia podatników z tytułu utrzymania długu publicznego.
W piątek po południu agencja Standard & Poor&HASH39;s, jedna z trzech liczących się agencji ratingowych, obniżyła niespodziewanie rating Polski do BBB+ z A-. Zmieniła też perspektywę ratingu z pozytywnej na negatywną, co oznacza, że dopuszcza możliwość kolejnych obniżek oceny Polski w ciągu najbliższych dwóch lat. Posunięcie to było zaskoczeniem, gdyż spodziewano się raczej zmiany tylko perspektywy i to nie na negatywną a stabilną. Zazwyczaj nie zdarza się, by kraj z pozytywną perspektywą (oczekiwanie podwyżki ratingu) miał ten rating obniżony.
I choć inna agencja, Fitch, podtrzymała rating na niezmienionym poziomie, to złoty po decyzji wyraźnie się osłabił, choć już wcześniej tracił do głównych walut. Euro podrożało do niemal 4,5 zł, co jest poziomem niewidzianym od 2011 roku. Dolar jest najdroższy od kilkunastu lat, a frank – najdroższy w historii, jeśli nie liczyć chwilowego „wystrzału” sprzed roku, gdy uwolniono jego kurs wobec euro.
Zdaniem Wiktora Wojciechowskiego słaby złoty niekoniecznie powinien martwić. Zaznacza, że wiele krajów specjalnie osłabia swoją walutę, by wzmocnić eksporterów. Tak przez lata robiły Stany Zjednoczone, tak czyni Japonia czy Europejski Bank Centralny w strefie euro.
– Krótkoterminowo można powiedzieć, że słabszy złoty będzie sprzyjał eksporterom i jednocześnie jest czynnikiem proinflacyjnym. To oznacza, że może przyspieszyć tempo wzrostu inflacji, pomóc wyjść z deflacji – wskazuje Wojciechowski.
W całym 2015 roku deflacja sięgnęła 0,9 proc. Polska gospodarka boryka się z nią od półtora roku, przewidywania jednak zakładają powrót do niewielkiego wzrostu cen w bieżącym roku. Główny ekonomista Plus Banku wskazuje jednak, że problemem polskiej gospodarki może być ponowne przekroczenie progu 3 proc. w relacji deficytu finansów publicznych do PKB. Obniżka ratingu oznacza podwyżkę rentowności obligacji, czyli wyższe koszty obsługi długu publicznego. A to i tak jedna z wyższych pozycji w budżecie po stronie kosztów. Z drugiej strony przekroczeniu progu sprzyjać będą zwiększone wydatki socjalne, które zapowiedział nowy rząd.
– Mamy podwyższoną niepewność związaną z polityką fiskalną nowego rządu. To może niepokoić inwestorów, ponieważ budżet na 2016 rok zakłada odejście od redukowania deficytu sektora finansów publicznych – przestrzega główny ekonomista Plus Banku. – Jeszcze w 2016 roku ten deficyt najprawdopodobniej zamknie się poniżej 3 proc.. Ale bez dodatkowych źródeł finansowania przy obecnym kształcie zaproponowanych ustaw zwiększających wydatki, w 2017 roku ten deficyt zostanie przebity. To jest bacznie obserwowane przez inwestorów i stąd mamy też takie osłabienie złotego.
Zdaniem Wiktora Wojciechowskiego Polska raczej nie powinna się natomiast obawiać nałożenia sankcji przez Unię Europejską. Wobec Polski został uruchomiony w ubiegłym tygodniu tzw. mechanizm kontroli praworządności. Komisja Europejska sięgnęła po to narzędzie po raz pierwszy w historii. Procedura składa się z czterech etapów: pierwszy to ocena zagrożeń, drugi to rekomendacje KE co do środków naprawczych z określeniem terminów wdrożenia zaleceń, proces samych wdrożeń i ich ocena.
– Nie sądzę, aby ta procedura zakończyła się sankcjami nakładanymi na Polskę. Natomiast cała atmosfera związana z tym, że Komisja Europejska po raz pierwszy uruchamia tę nową procedurę w stosunku do Polski myślę, że zwróciła uwagę inwestorów na nasz kraj. Obserwowane osłabienie złotego też jest w jakimś stopniu pokłosiem tej negatywnej atmosfery, która jest związana ze stabilnością, wiarygodnością naszego kraju.
Lider rynku długoterminowego wynajmu aut LeasePlan Polska planuje powiększyć swoją flotę o kolejne 2 tys. samochodów. Firma zarządzająca flotą ponad 25 tys. pojazdów właśnie otworzyła swój pierwszy Salon Aut Poleasingowych. Ponadto LeasePlan świadczący do tej pory głównie usługi dla biznesu teraz wychodzi z ofertą do klienta indywidualnego, wprowadzając tym samym nowe standardy i nową jakość na polskim rynku używanych aut.
Firmy leasingowe, podobnie jak cała branża motoryzacyjna, muszą się przygotować na rewolucyjne zmiany na rynku. Jak zauważa prezes zarządu LeasePlan Sławomir Wontrucki, tradycyjny model, w którym klienci indywidualni i firmy kupowali pojazdy na własność, przestaje być atrakcyjny. Wkrótce dominujący może się stać wynajem samochodów. Firmy, które zaproponują najlepsze rozwiązania, mogą na długo umocnić swą pozycję na rynku.
– Wchodzą na rynek nowe pokolenia. Mówimy o millenialsach, o generacji Y, która zdecydowanie jest bardziej zainteresowana użytkowaniem i mobilnością niż posiadaniem. Z jednej strony to rodzi dla nas olbrzymie możliwości, ale z drugiej strony jest to wchodzenie na rynki, które do tej pory zdominowane były przez koncepcje typu Uber, GoMore, BlaBlaCar – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Sławomir Wontrucki, prezes zarządu LeasePlan Polska.
Rozmówca podkreślił, że tradycyjne firmy muszą się nauczyć tworzyć nowe formuły współpracy z klientami i oferować takie produkty, które będą odpowiadały dominującej generacji ludzi na rynku. Zaznaczył, że dotyczy to nie tylko konsumentów indywidualnych, lecz także biznesowych. Zmienia się bowiem rynek pracy, który jest coraz bardziej dynamiczny. Wontrucki tłumaczy, że dla branży motoryzacyjnej oznacza to, że koncepcja samochodu służbowego, która funkcjonowała dziesięć lat temu, dziś jest zupełnie inna.
– To, co będzie w przyszłości, to ciągłe uczenie się rynku i nadążanie z jednej strony za potencjalnymi wyzwaniami, a z drugiej strony ich wyprzedzanie –mówi Sławomir Wontrucki. – Trzeba brać pod uwagę to, co się dzieje dzisiaj z koncepcjami auta autonomicznego, koncepcjami samochodów firmy Apple czy firmy Google i koncepcjami wszystkich rozwiązań telematycznych, czy informatycznych, które w przyszłości mogą zrobić z auta kolejny smartfony.
Jak podał Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów, w zeszłym roku flota samochodowa, którą zarządza LeasePlan Polska, przekroczyła 25 tys. pojazdów, co daje firmie pierwszą pozycję na polskim rynku leasingowym. Prezes firmy ocenia, że rynek zarówno po stronie klienta, jak i dostawców usług leasingowych z jednej strony się powiększa, a z drugiej strony nabiera dojrzałości. Klienci dokonują bardziej świadomych wyborów, którym trzeba sprostać.
– Nasze działania ukierunkowane są na optymalizację kosztów oraz procesów. Stąd wprowadzamy coraz więcej rozwiązań mobilnych, które ułatwiają funkcjonowanie w obszarze świadczonych usług. Jest to czas pewnego przełomu związanego z organizacją i wprowadzeniem kolejnych produktów.
W tym roku firma LeasePlan Polska liczy, że dołączy do niej kolejne dwa tysiące samochodów. Nadal zamierza się koncentrować na segmencie klientów korporacyjnych, planuje również wejść w segment małych i średnich przedsiębiorstw.
– Dziesięć lat temu, kiedy obejmowałem tę funkcję, byliśmy zaliczani do pierwszej piątki – podkreśla Prezes Zarządu LeasePlan Polska. – Po dziesięciu latach jesteśmy numerem jeden. Utrzymanie tej pozycji stwarza wiele wyzwań, na których się koncentrujemy. Stąd nowe pomysły i otwieranie się na klienta indywidualnego.
Koniunktura w europejskiej gospodarce się poprawia. Świadczą o tym m.in. ostatnie odczyty wskaźnika PMI dla sektora przemysłowego państw strefy euro. Dane za grudzień 2015 roku były najlepsze od blisko dwóch lat, a wskaźnik w przypadku wszystkich krajów znalazł się powyżej oznaczającej poprawę koniunktury granicy 50 pkt. Mimo to produkcja przemysłowa w Europie wciąż jest niższa niż w latach 2007–2008, a kontynent dopiero nadrabia dystans utracony w wyniku kryzysu.
– Gdy patrzy się na wskaźniki PMI, widać całkiem korzystny obraz europejskiej gospodarki, szczególnie strefy euro. Co ciekawe, jeżeli spojrzymy na sektor przemysłowy, to zobaczymy, że po raz pierwszy od początku 2014 roku przemysł wszystkich gospodarek strefy euro się rozwijał. PMI był powyżej newralgicznej granicy 50 punktów – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Łukasz Bugaj, analityk Domu Maklerskiego BOŚ.
Grudniowy odczyt indeksu PMI dla sektora przemysłowego dla wszystkich państw eurostrefy wyniósł 53,2 punktu. Najwyższą wartość odnotowano we Włoszech – 55,6 pkt, a najsłabiej wypadła gospodarka Grecji z wynikiem 50,2 punktu. W przypadku Aten był to jednak najlepszy wynik od kwietnia 2014 roku.
Dla krajów południa – w szczególności dla Włoch – wsparciem było słabe euro oraz niskie ceny surowców.
– Paradoks tej sytuacji jest taki, że zamieszanie wokół Chin i spowolnienie w Chinach wpływa na niskie ceny surowców, które wspierają znaczną część gospodarki europejskiej, w tym niektóre sektory przemysłowe, dlatego wskaźniki PMI pokazują całkiem niezłe odczyty – tłumaczy Łukasz Bugaj.
Choć w III kwartale 2015 roku w europejskim przemyśle widoczne było pewne spowolnienie, to ta słabość okazała się jedynie chwilowa. Dobrą kondycję poszczególnych państw Eurolandu potwierdzają m.in. dane z Niemiec – największego eksportera na kontynencie. Tamtejszy indeks Ifo w listopadzie i grudniu był najwyższy od przeszło półtora roku.
Pozytywne tendencje przekładają się także na nasz kraj. Wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu już od października 2014 roku utrzymuje się powyżej granicy 50 punktów.
– Inaczej wygląda to w przypadku Stanów Zjednoczonych. Tam kondycja sektora przemysłowego jest gorsza. Obserwujemy tam wyraźne zróżnicowanie. Sektor usługowy z rynkiem pracy prezentują niezłą kondycję, natomiast sektor przemysłowy jest w nie najlepszej sytuacji – zauważa analityk DM BOŚ.
Powodem słabszej kondycji amerykańskiego przemysłu jest silny dolar, który szkodzi eksporterom. Winne jest także spowolnienie w chińskiej gospodarce. Oba państwa łączą bowiem silne powiązania ekonomiczne i osłabienie koniunktury w Państwie Środka odczuwają także Stany Zjednoczone.
Łukasz Bugaj z DM BOŚ zauważa jednak, że mimo stosunkowo lepszej kondycji europejski przemysł wciąż ma bardzo wiele do nadrobienia. Pod względem wielkości produkcji Europa znajduje się prawie 10 proc. poniżej szczytu z lat 2007–2008.
– Miniony rok był dla strefy euro najlepszy od 3 lat. Możemy powiedzieć też, że dopóki euro będzie słabe, a ceny surowców niskie, to ta kondycja będzie powoli się poprawiała. Cały czas jednak jest to bardzo powolne tempo wzrostu – ocenia Bugaj.
Analityk odnosi się także do rosnącej dynamiki PKB państw strefy euro. Choć obecny wzrost na poziomie 1,6 proc. (rdr.) jest najszybszy do 2011 roku, to jednak europejskiej gospodarce wciąż daleko do tempa, w jakim rozwijała się w latach 2003–2007.
– W 2012 roku mieliśmy kryzys strefy euro i wówczas kondycja gospodarcza Europy była zdecydowanie gorsza niż jej partnerów handlowych. Teraz Europa nadgania ten stracony czas. Jednak nawet sektor przemysłowy nie odrobił jeszcze strat z wielkiej recesji, więc de facto wychodzimy cały czas z dołka – podsumowuje analityk DM BOŚ.
Większość Polaków przyznaje, że używa gotówki rzadziej niż jeszcze rok temu, a coraz popularniejsza staje się bankowość internetowa. Raport NetB@nk Związku Banków Polskich wskazuje, że w III kwartale 2015 roku aktywnych użytkowników było blisko 15 mln, czyli o prawie 16 proc. więcej niż rok wcześniej. Na znaczeniu w tym roku będzie zyskiwać technologia HCE, czyli zbliżeniowe płatności telefonem.
– Najnowszym trendem w płatnościach mobilnych w 2016 roku są płatności HCE – zbliżeniowe płatności telefonem oraz płatności wewnątrz aplikacji mobilnych, czyli takie, gdzie można kupić i zapłacić bezpośrednio z aplikacji, którą mamy na telefonie. Na pewno będziemy mocno rozwijać BLIK-a, czyli system płatności mobilnych oferowany przez PSP. Pod koniec 2015 roku widzieliśmy bardzo dynamiczny wzrost transakcji – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Grzechnik, dyrektor Centrum Bankowości Mobilnej i Internetowej w PKO Banku Polskim..
Polacy coraz chętniej korzystają też z płatności mobilnych. Choć obecnie robi to tylko kilka procent społeczeństwa, użytkowników powinno nieustannie przybywać.
– Chcemy w tym roku wprowadzić nowe rozwiązania, zarówno w bankowości mobilnej Blik, jak i w płatnościach zbliżeniowych z telefonu – zapowiada ekspert PKO Banku Polskiego. – HCE na pewno będzie rozwijać się dynamicznie, ale nie sądzę, by wyprzedził w krótkim okresie inne formy płatności. Pamiętajmy o ty, że trzeba mieć telefon, który jest do tego dostosowany.
Z systemu płatności mobilnych BLIK, uruchomionego w lutym 2015 roku, korzysta już 1,5 mln osób, które do tej pory dokonały około 2 mln transakcji. PSP, który jest operatorem BLIK, planuje też wprowadzenie rozwiązania zbliżeniowego. Polacy szybko przyjmują nowinki technologiczne, dlatego banki proponują coraz więcej nowych rozwiązań.
– Będą się rozwijać płatności wewnątrz aplikacji mobilnych. Na pewno jest miejsce na nowe innowacyjne sposoby płatności, np. na łączenie istniejących metod z jakąś nową usługą mobilną. Ważne jest również to, żeby dla klienta taka płatność była bezbolesna i niezauważalna – wskazuje Jakub Grzechnik.
Trendy w płatnościach mobilnych w najbliższym czasie w dużej mierze będą też zależeć od wejścia na rynek internetowych gigantów, jak Apple czy Samsung. Ich wpływ na rynek w krótkim terminie nie powinien być jednak znaczący, bo będzie dotyczył wyłącznie posiadaczy określonego typu urządzenia i systemów operacyjnych.
– Dla klientów ważniejsze będą te rozwiązania, które wprowadzają w Polsce banki, czyli BLIK, płatności HCE i płatności w aplikacji, które bezpośrednio z aplikacji potrafią dać nam dostęp do biletów czy parkingów, czyli codziennych prostych płatności – wskazuje Jakub Grzechnik.
Klienci zwracają uwagę na przyjazność serwisów i przydatność oferowanych rozwiązań. Wygodę przedkładają nad nowinki technologiczne. Najważniejsze, by móc jak najszybciej wykonać codzienne czynności bankowe – sprawdzić saldo, dokonać przelewów czy zapłacić za zakupy.
– Chcemyzwrócić większą uwagę na ergonomię użytkownika. Klient ma już wszystkie podstawowe rozwiązania, wszystkie produkty, które mógłby mieć w bankowości internetowej czy bankowości mobilnej, teraz będzie zwracał uwagę na to, czy ta bankowość i produkty są łatwe w aktywacji i czy interfejs jest przyjazny – zapowiada ekspert PKO Banku Polskiego.
Zdaniem Grzechnika, w najbliższych latach bankowość mobilna nie wyprzedzi elektronicznej, a klienci będą komplementarnie korzystać z obu możliwości.
– Mamy ponad 3,5 mln użytkowników bankowości internetowej i 450 tys. bankowości mobilnej, a klientów, którzy korzystają z interfejsu mobilnego jest ponad milion. Na razie proporcja jest na korzyść internetu i w tym roku to się nie zmieni, natomiast w przyszłości klienci będą korzystać z obu rozwiązań. Na co dzień – do sprawdzania salda czy robienia przelewów – będziemy korzystać z bankowości mobilnej, a do poszukiwania produktów czy sprawdzania historii rachunku będziemy korzystać z bankowości internetowej – przekonuje Jakub Grzechnik.
Rozwój bankowości elektronicznej i mobilnej jest związany w dużej mierze z rozwojem e-commerce i m-commerce. Raport „E-commerce 2015” przygotowany przez portal Interaktywnie.com wskazuje, że wartość branży w ubiegłym roku sięgnęła blisko 30 mld zł, a w tym roku może przekroczyć 38 mld. Znacznie mniejsza jest wartość m-commerce, jednak tempo wzrostu co roku przekracza 100 proc.
– Myślę, że e-commerce i m-commerce w Polsce pójdą w stronę łatwiejszego procesu zakupowego, czyli mniej klików, logowania się do różnych serwisów, numerów karty czy kodów. Szczególnie w m-commerce coraz ważniejsze będzie dobre doświadczenie użytkownika, łatwy proces zakupowy, kupowanie jednym kliknięciem – ocenia Grzechnik.
Giełda powinna być miejscem długoterminowych inwestycji oraz umożliwiać wypłatę wynagrodzenia w różnych formułach kapitałowych – uważa Jacek Męcina, doradca Konfederacji Lewiatan i członek Rady Dialogu Społecznego. Taki standard już od dawna obowiązuje m.in. w Stanach Zjednoczonych, gdzie duża część wynagrodzeń trafia do pracowników w formie opcji na akcje czy obligacji. Takie sposób wynagradzania zaczyna pojawiać się także w Polsce.
Małgorzata Zaleska, nowa prezes Giełdy Papierów Wartościowych zapowiedziała prace nad zwiększeniem roli długoterminowych inwestycji w papiery wartościowe. Taka deklaracja została dobrze przyjęta przez rynek.
– Myślę, że to jest bardzo ważne i dobrze, że na giełdzie pojawia się dobry klimat do tego, aby promować inwestycje długoterminowe. Głos nowej szefowej giełdy jest istotny także w kontekście rozmów prowadzonych z Ministerstwem Finansów – mówi agencji informacyjnej Newseria Jacek Męcina, doradca Konfederacji Lewiatan.
Ważną kwestię stanowi także wprowadzenie nowych instrumentów finansowych.
– Od lat mówię o idei wynagrodzeń odroczonych czy partycypacji pracowniczej, a więc możliwości wypłaty wynagrodzeń w różnych formułach kapitałowych. Czy to będą opcje na akcje, na obligacje – chodzi mi o wszelkie formy długoterminowe – wyjaśnia.
Męcina jest przekonany, że dobre intencje ze strony giełdy połączone z dialogiem przedsiębiorców oraz przedstawicieli związków zawodowych i rządu są w stanie przynieść wymierny efekt m.in. w postaci większej efektywności pracy, a także rosnącego poziomu zatrudnienia.
– Rok 2015 dla rynku pracy skończył się bardzo dobrze. Ten dobry punkt wyjścia w 2016 roku może być wykorzystany do tego, aby z tych 16 mln osób pracujących w polskiej gospodarce zrobić w najbliższym czasie 17 czy nawet 18 mln miejsc pracy – dodaje.
Członek Rady Dialogu Społecznego wyjaśnia, że wzrost zatrudnienia oznacza także większe wpływy do sektora finansów publicznych. Większa liczba pracujących to także lepsza równowaga Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, a także środki, które mogą posłużyć do realizacji rządowych inwestycji.
Toyota sprzedała w ubiegłym roku 36,5 tys. samochodów, w tym ponad 3,8 tys. aut hybrydowych. To rekordowa sprzedaż hybryd – o 50 proc. wyższa niż w roku poprzednim. Tegoroczny wynik ma być jeszcze lepszy. Koncern liczy na sprzedaż 8 tys. aut z tym napędem. W grudniu co drugi sprzedawany auris był hybrydą.
– 2015 rok to był doskonały okres dla Toyoty – podkreśla Jacek Pawlak, prezes zarządu Toyota Motor Poland. – Odnotowaliśmy niesłychanie duży wzrost hybryd. Pięć lat temu sprzedaliśmy zaledwie 100 takich aut, a w 2015 roku – 3,8 tys. W przyszłym roku chcemy ich sprzedać 8 tys. Więc nie jest to już nisza, a ogromna część naszej sprzedaży.
Najlepiej sprzedawał się hybrydowy model Auris. Nabywców znalazło blisko 2,7 tys. sztuk tego auta. Hybrydowy model Yarisa wybrało ponad 1,1 tys. klientów. To wyniki o ponad 50 proc. lepsze niż w 2014 roku. Na całym rynku europejskim sprzedaż hybryd przekroczyła 1 mln sztuk (200 tys. w ubiegłym roku).
– Kolejny rekord to sprzedaż do flot, szczególnie do dużych flot. Coraz większa liczba przedsiębiorstw wybiera Toyotę na auta służbowe. Udało nam się przekonać wiele firm, szczególnie kosztami posiadania samochodu, ponieważ te koszty są na bardzo konkurencyjnym poziomie – mówi Pawlak.
Rekordowa liczba sprzedanych aut to m.in. efekt liftingu dwóch popularnych modeli – Aurisa i Avensisa. Dzięki temu sprzedaż każdego z tych modeli wzrosła o ok. 1 tys. sztuk.
Wynik Toyoty daje jej drugą pozycję na rynku pod względem liczby zarejestrowanych samochodów osobowych. Udział koncernu przekroczył 10 proc. Polski oddział japońskiego koncernu rośnie czwarty rok z rzędu i pozytywnie wyróżnia się na tym tle wśród innych oddziałów europejskich. Świadczyć o tym może nominacja prezesa TMPL na prezydenta Toyota Central Europe. Od 1 stycznia br. Jacek Pawlak łączy obie te funkcje.
– Ta nominacja to również efekt wielu innowacji. Polska stała się inkubatorem nowych pomysłów. Wiele osób z innych central narodowych Toyoty przyjeżdża do nas, żeby poznać te innowacyjne projekty i nowe programy, dlatego także Polacy zostali zauważeni – podkreśla Jacek Pawlak.
Sektor motoryzacyjny coraz mocniej stawia na innowacje. Zdaniem Pawlaka kolejne lata przyniosą eksplozję nowych technologii. To przede wszystkim innowacje w napędach. Hitem jest obecnie samochód wodorowy. To nowa ekologiczna technologia, której produktem spalania nie są szkodliwe substancje, tylko woda destylowana.
– To auta, które są bardzo ciche, komfortowe i tanie w eksploatacji. Przejechanie 100 km na wodorze kosztuje dzisiaj tyle samo, co na benzynie, a przecież ta technologia na pewno będzie się rozwijała i to wszystko będzie dużo tańsze – mówi Pawlak.
Pierwszym samochodem seryjnym Toyoty wykorzystującym wodorowe ogniwa paliwowe jest model Mirai. We wrześniu 2015 roku samochód ten trafił do salonów w Europie, m.in. w Wielkiej Brytanii, Niemczech i Danii. Planowana sprzedaż na ten rok to 100 sztuk.
Rewolucyjnie zmieniają się także systemy bezpieczeństwa.
– Samochody same hamują, dużo wcześniej reagują niż my, ostrzegają nas przed zmianą pasa ruchu, reagują, kiedy mamy słabą widoczność, kiedy pada śnieg albo jest mgła. To bardzo pomaga. W autach wyposażonych w te systemy widzimy dużo niższą szkodowość, a więc dużo mniej wypadków niż w przypadku aut bez tych systemów – zapewnia prezes Toyota Motor Poland.
Systemy bezpieczeństwa będą w dalszym ciągu udoskonalane i rozbudowywane o kolejne elementy i funkcjonalności, np. w połączeniu z infrastrukturą miejską.
Koncerny pracują także nad systemami jazdy autonomicznej. Jak wynika z raportu opublikowanego przez Dział Nauki i Własności Intelektualnej koncernu medialnego Thompson Reuters, w latach 2010–2015 Toyota zarejestrowała ponad 1,4 tys. patentów dotyczących technologii z tego zakresu. To dwa razy więcej niż jakakolwiek inna firma. Utworzony w listopadzie 2015 roku w USA Toyota Research Institute w kolejnych latach zainwestuje miliard dolarów w rozwój sztucznej inteligencji i automatycznego prowadzenia.
W 2016 roku obroty firm zrzeszonych w Polskim Związku Faktorów mogą wynieść 140 mld zł. To 20 mld zł więcej niż w 2015 roku. Usługi faktoringowe, czyli sprzedaż faktur wyspecjalizowanym firmom, stają się coraz popularniejsze. W ten sposób przedsiębiorcy nie martwią się o terminowe zapłaty od klientów i mają środki na rozwój. Branża coraz szerzej otwiera się też na klientów z segmentu małych i średnich przedsiębiorstw.
– Rynek faktoringu w 2016 roku na pewno będzie się rozwijał. Od siedmiu lat systematycznie rośnie bez względu na to, czy mamy do czynienia ze wzrostem gospodarczym, czy z recesją. Jest to wzrost w okolicach 20 proc. rocznie – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Rodak, dyrektor handlowy Bibby Financial Services.
Po trzech kwartałach 2015 roku łączne obroty firm zrzeszonych w Polskim Związku Faktorów wyniosły 96,2 mld złotych. Jest to wynik o ponad 17,3 proc. lepszy niż w tym samym okresie rok wcześniej. W PZF zrzeszone są łącznie 24 firmy, które mają w sumie około 80 proc. udziału w polskim rynku usług faktoringowych.
– Faktoring działa w dwie strony. Kiedy mamy czas prosperity, firmy potrzebują kapitału i wtedy po faktoring sięgają ci, którzy potrzebują gotówki. Wtedy jest on motorem rozwojowym. Natomiast jeżeli mamy recesję, każdy przedsiębiorca obawia się, czy otrzyma płatność za towar, który wysłał. I tutaj też mamy do czynienia z popularnością faktoringu – wyjaśnia Rodak.
Tylko w III kwartale ubiegłego roku segment pełnego faktoringu eksportowego wzrósł rok do roku o ponad 47 proc. W tym samym czasie usługi związane z pełnym faktoringiem krajowym zanotowały dynamikę wzrostu na poziomie niespełna 20,7 proc. rdr. Mimo tego dominującym obszarem rynku w dalszym ciągu pozostaje faktoring krajowy (pełny i niepełny). Ten obszar stanowi ponad 75 proc. ogółu obrotów na polskim rynku faktoringowym.
– Pokazuje to wyraźnie, że firmy dostrzegły już, że faktoring jest nie tylko źródłem kapitału, lecz także oferuje usługi, które są związane z bezpieczeństwem, z czymś więcej niż tylko komfort posiadania gotówki po wystawieniu faktury, z pewnością, że w przyszłości nie poniosę konsekwencji, jeżeli mój kontrahent nie zapłaci za wystawione towary – wyjaśnia dyrektor handlowy Bibby Financial Services.
Usługami faktoringowymi zainteresowane są przede wszystkim firmy z branż, gdzie mamy do czynienia z długimi terminami płatności. Są to przede wszystkim branża meblarska, przemysł drzewny oraz przetwórstwo mięsne. W ocenie eksperta rynek faktoringu będzie rósł także wśród firm reprezentujących przemysł chemiczny czy obróbkę tworzyw sztucznych.
– Widać wyraźnie, że rynek dostosowuje się do potrzeb małych i średnich firm. Trzeba uelastycznić ofertę, trzeba sprawić, aby produkt był prosty, zrozumiały i dostarczony szybko. Każdy z graczy rynkowych na tym się koncentruje. Notujemy w tym obszarze wysokie wzrosty. Chodzi o to, aby faktoring przestał być trudną usługą, by stał się prostą zamianą faktury na gotówkę – wyjaśnia Rodak.
Według danych za 2014 roku firmy zrzeszone w PZF sfinansowały łącznie blisko 5,5 mln faktur, a liczba klientów korzystających z ich usług przekroczyła 6,3 tysiąca.
– Rok 2015 najprawdopodobniej zamknie się dla branży obrotami rzędu 120 mld zł. Natomiast w 2016 roku prognozujemy obroty na poziomie 140 mld złotych – prognozuje Rodak.
Jednocześnie dodaje, że wzrost obrotów będzie szybszy niż przyrost liczby klientów. Wynika to z faktu, że część przedsiębiorstw korzysta z faktoringu tylko w przypadku niewielkiej części swoich kontrahentów, a z czasem rozszerza to na resztę swojego portfel.
– Dzięki faktoringowi powiększają wolumen obrotu z już istniejącymi klientami – mówi dyrektor handlowy Bibby Financial Services.
Statystyczny Polak je ok. 1,7 kg mięsa wołowego rocznie. Spożycie w Polsce jest ponad dziesięć razy niższe niż średnia w Unii Europejskiej. Dlatego możliwości zbytu dla krajowych producentów stwarza sprzedaż zagraniczna. W ciągu trzech kwartałów 2015 roku eksport wołowiny wzrósł o 14 proc. rdr. Branża liczy na ożywienie handlu z rynkami azjatyckimi i arabskimi.
– Determinantami rozwoju produkcji wołowiny w Polsce jest popyt zewnętrzny, eksport do Unii Europejskiej oraz krajów trzecich – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jerzy Wierzbicki, prezes zarządu Polskiego Zrzeszenia Producentów Bydła Mięsnego (PZPBM).
Według Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej w 2015 roku spożycie wołowiny w Polsce powinno wynieść od 1,7 kg do 1,8 kg na osobę. Tymczasem unijna średnia wynosi 19 kg.
– Mamy bardzo niską konsumpcję wewnętrzną, najniższą w Europie, trochę mniejszą niż w Indiach – potwierdza Jerzy Wierzbicki. – Za nami dwa lata prosperity, kiedy otwarta była Turcja i mieliśmy do czynienia z dużym popytem na krajową wołowinę, a ceny utrzymywały się na bardzo wysokim poziomie. W tej chwili mamy rozwarstwienie średniej unijnej i polskiej ceny.
W ciągu trzech kwartałów ubiegłego roku na eksport trafiło 324 tys. ton żywca, mięsa oraz przetworów wołowych i cielęcych. To o 14 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2014 roku. W tym samym czasie eksport wieprzowiny zwiększył się o 4 proc., a drobiu – o 15 proc. Mięso wołowe to kategoria o jednej z wyższych wartości eksportu. Od stycznia do września 2015 roku jego wartość rosła najszybciej po pszenicy i rzepaku (o 26 proc.).
Obecnie 90 proc. wyprodukowanego w kraju surowca trafia na eksport. Liczy się przede wszystkim sprzedaż do Unii Europejskiej, a w jej ramach do Niemiec, Holandii, Hiszpanii i Włoch, obecnie głównych odbiorców. W ciągu trzech kwartałów eksport mięsa wołowego do zachodnich sąsiadów zwiększył się o 42 proc.
Jak podkreśla Wierzbicki, bardzo perspektywiczne dla polskich producentów są rynki arabskie i Chiny. Największym wyzwaniem są kwestie warunków sanitarnych.
– Są one domeną służb państwowych, które negocjują warunki dwustronnych porozumień – tłumaczy Jerzy Wierzbicki. – Komisja Europejska też jest aktywna, ale najczęściej są to umowy bilateralne dotyczące dwóch krajów. Emiraty Arabskie mamy już otwarte, podobnie jak Algierię. Gdy rynek jest już otwarty, nie ma barier, wtedy rusza biznes i zaczynają się negocjacje handlowe i dyskutowanie o dopasowaniu oferty do unikalnych wymagań konsumentów.
Przykładem takiego otwarcia może być Japonia, której rynek w 2014 roku został udostępniony zagranicznym producentom.
– Jest to bardzo wymagający rynek. dostęp do niego jest trudny, wymaga cierpliwości i pracy – wskazuje Jerzy Wierzbicki. – Trzeba przede wszystkim sprostać bardzo wysokim wymaganiom.
Azja jednak w światowym bilansie handlu jest rynkiem rosnącym. Konsumpcja wołowiny także ma w tym swój udział.
– Jest zatem potencjał – ocenia Wierzbicki. – Cała Unia zwiększa eksport wołowiny, a my jesteśmy jednym z tańszych i lepiej zorganizowanych przemysłów wołowych wspólnoty, mamy więc szansę, żeby w eksporcie do krajów trzecich zająć odpowiednie miejsce i także tutaj szukać szans na rozwój.
Innym kierunkiem rozwoju polskiego sektora produkcji mięsa wołowego – zdaniem Jerzego Wierzbickiego – jest wzmocnienie wizerunku branży na rynku krajowym. Chodzi o poprawę marketingu rolnego, lepsze dopasowanie produktu do oczekiwań poszczególnych odbiorców, a więc poprawa standaryzacji i współpracy w łańcuchu dostaw oraz bardziej innowacyjne podejście do produkcji.
– To rezerwy, które możemy i powinniśmy wykorzystać – przekonuje Wierzbicki.
20 proc. dostępnych na polskich rynku lamp LED jest nieprawidłowo oznakowane w zakresie ilości dostarczanego światła. Przejawia się to w postaci zawyżonych wartości w stosunku do zamiennej, tradycyjnej żarówki. Według prawa konsumenckiego jest to wada fizyczna, będąca podstawą do zwrócenia towaru do sklepu.
Kupując oświetlenie LED, należy zwrócić uwagę na jego moc, barwę światła, współczynnik oddawania barw, a przede wszystkim strumień świetlny. Ta ostatnia wartość, oznaczana w lumenach (lm) w praktyce jest równoznaczna z ilością dostarczanego światła. Producenci umieszczają ponadto na opakowaniach informację o mocy lampy w stosunku do tradycyjnej żarówki. Ułatwia to wybór osobom przyzwyczajonym do kupowania klasycznych żarówek.
– Szukamy na opakowaniu ekwiwalentności, czyli piktogramu, który pokazuje, jakim zamiennikiem jest to źródło LED-owe dla tradycyjnej żarówki. Jeżeli mamy napisane, że źródło LED-owe daje tyle światła, co źródło żarowe 60-watowe, to w tym przypadku mamy do czynienia ze świadomym wyborem – mówi agencji informacyjnej Newseria Bogdan Ślęk, przewodniczący Komitetu Rozwoju Związku Producentów Sprzętu Oświetleniowego „Pol-lighting”.
Poszukując lampy o mocy równoznacznej z żarówką 60-watową, należy wybrać lampę LED ze strumieniem świetlnym co najmniej 806 lumenów. Oznacza to, że zarówno żarówka, jak i lampa LED dają tyle samo światła, przy czym lampa LED zapewnia mniejszy pobór energii. Z badań przeprowadzonych przez GFK Polonia w ostatnim kwartale 2015 roku wynika jednak, że znaczna część lamp LED dostępnych na polskim rynku jest wadliwie oznakowana. Co piąta ma zawyżoną wartość faktycznej ilości dostarczanego światła w stosunku do zamiennej żarówki tradycyjnej.
– 20 proc. produktów, które znajdują się na półkach sklepowych, ma taką wadę fizyczną już na opakowaniu. Podawane są na nim informacje o parametrach, które są niezgodne z przepisami prawa o tej ekwiwalentności – mówi Bogdan Ślęk.
Zgodnie z ustawą o prawie konsumenckim zbyt mała ilość emitowanego światła w stosunku do ekwiwalentu (określonego na opakowaniu) stanowi wadę fizyczną produktu. To z kolei jest podstawą do złożenia reklamacji oraz odstąpienia od umowy.
– Praktycznie mamy 100-proc. gwarancję tego, że sklep musi oddać nam czy wymienić to źródło na produkt niemający takiej wady fizycznej – mówi Bogdan Ślęk.
Zasady odstąpienia od umowy wyglądają tak, jak w przypadku innych produktów. Wymiany lub zwrotu dokonuje się w sklepie, w którym dokonano zakupu, na podstawie paragonu.
Jakie inwestycje zamierzają rozpocząć deweloperzy? W których projektach w czasie przedsprzedaży będzie można kupić mieszkanie w korzystniejszej cenie? Portal nieruchomości Dompress.pl zapytał firmy o najbliższe plany.
Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp
W 2015 roku uruchomiliśmy 11 projektów. Część z nich to zupełnie nowe inwestycje, a część to rozbudowa już istniejących osiedli. W sumie, w tym czasie nasza oferta poszerzyła się o blisko 1700 mieszkań. Obecnie rozpoczynamy sprzedaż piątego etapu Osiedla Słoneczne Miasteczko oraz nowej inwestycji w Gdańsku, którą będzie Bastion Wałowa. Słoneczne Miasteczko to projekt realizowany w Krakowie od 2010 roku. W kolejnym etapie znajdzie się 108 mieszkań, wszystkie dostępne w programie MdM. Bastion Wałowa to inwestycja zlokalizowana w centrum Gdańska, w sąsiedztwie stoczni i Muzeum Solidarności. W obu tych projektach, a w szczególności w Gdańsku, wraz z rozpoczęciem sprzedaży przewidzieliśmy pulę promocyjnych mieszkań.
Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska
W najbliższym czasie zamierzamy uruchomić kolejne inwestycje w tym, warszawski projekt Apartamenty Marymont. Będzie to osiedle kameralnych willi miejskich inspirowane klimatem sąsiedniego, dziennikarskiego Żoliborza. Odnotowujemy bardzo duże zainteresowanie tym projektem już od kilku miesięcy. Jednak, tak jak w przypadku wszystkich naszych inwestycji, w tym projekcie także nie prowadzimy przedsprzedaży.
Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.
Aktualnie mamy w ofercie ponad 1000 mieszkań w 10 projektach. Zainteresowanie klientów jest duże, a mieszkania sprzedają się szybko, dlatego nieustannie pracujemy nad kolejnymi projektami i stopniowo wprowadzamy do sprzedaży nowe inwestycje lub kolejne etapy docenionych przez klientów osiedli. Niedawno uruchomiliśmy kolejną, dziesiątą już inwestycję we Wrocławiu – Siena w Śródmieściu. Nasz 30 ha bank ziemi pozwala na wybudowanie kolejnych 2700 mieszkań, co daje duży potencjał do planowania nowych projektów.
Zuzanna Kordzi, dyrektor ds. handlowych w ECO-Classic
W tej chwili kończymy realizację naszej, największej, warszawskiej inwestycji – Osiedla Hubertus. W ostatnim, szóstym etapie projektu dostępne są lokale od 44 do 173 m kw. W drugim kwartale 2016 roku rozpoczniemy realizację 3 etapu gdańskiej inwestycji Wolne Miasto, w którym zaprojektowano mieszkania od 30 do 89 m kw. Rozpoczęcie sprzedaży w nowej inwestycji zwykle związane jest z ograniczoną w czasie promocją, jednak nie jest to zasadą. Zależy to przede wszystkim od sytuacji na rynku lokalnym. Przy nadpodaży w danym rejonie takie akcje są konieczne do tego, żeby klienci „zauważyli” inwestycję. Jeżeli pojawia się unikalny projekt w danej lokalizacji mieszania, czy apartamenty praktycznie sprzedają się same.
Wioletta Kleniewska, dyrektor marketingu i sprzedaży w Polnord
W Ząbkach pod Warszawą na początku tego roku ruszymy z realizacją pierwszego etapu popularnego osiedla Neptun II, który obejmie 138 mieszkań o powierzchniach od 29 do 99 m kw., rozlokowanych w trzech budynkach. Lokale w ramach tego projektu znajdują się w przedsprzedaży. W trosce o zadowolenie naszych klientów zawsze oferujemy atrakcyjne warunki zakupu i promocje. Obecnie np. przestronne dwupokojowe mieszkanie z balkonem można nabyć w cenie 228 tys. zł.
W planach Polnordu są także m.in. kolejne budynki w osiedlu Brzozowy Zakątek w warszawskim Wilanowie, których realizację rozpoczniemy w tym roku oraz zupełnie nowy projekt zlokalizowany w Kowalach koło Gdańska, o szczegółach którego poinformujemy niebawem.
Katarzyna Pietrzak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Victoria Dom S.A.
W związku z dużym zainteresowaniem Osiedlem Classic położonym przy ulicy Przaśnej w warszawskiej Białołęce, planujemy realizację nowej inwestycji zlokalizowanej w tej dzielnicy przy ulicy Modlińskiej 73. Sprzedaż rozpoczęliśmy na począku grudnia z promocyjnymi cenami od 5600 zł/m kw., w związku z czym klienci ubiegający się o kredyt w ramach programu MdM mogą znaleźć w ofercie odpowiednie mieszkanie dla siebie. W Osiedlu Classic III znajdzie się m.in. plac zabaw wraz z terenem rekreacyjnym dla mieszkańców, duże ogródki, cichobieżne windy i podziemne parkingi.
Lidia Fedorczuk, kierownik sprzedaży w Atlas Estates
Zaczynamy sprzedaż mieszkań z drugiego etapu osiedla Apartamenty Krasińskiego, w którym ceny zaczynają się już od 7735 zł za m kw. Pierwsi klienci, którzy zdecydują się na podpisanie umowy mogą liczyć na dodatkowy rabat. W nowym budynku znajdą się 123 lokale, z których znaczną część będą stanowić mieszkania dwu i trzypokojowe dla rodzin. Wyróżnikiem nowego etapu inwestycji będą ogródki, tarasy i przestronne balkony, a także lokalizacja na zielonym Żoliborzu, blisko centrum oraz funkcjonalny i elegancki projekt architektoniczny autorstwa pracowni Kuryłowicz & Associates.
Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w firmie Home Invest
W 2016 roku Home Invest planuje kontynuację realizacji warszawskich inwestycji, tj. osiedla Na Sokratesa na Bielanach (dwa etapy), a także drugiego etapu osiedla Krasińskiego 58 na Żoliborzu. Planujemy również w Warszawie rozpoczęcie budowy osiedla Monte Verdi w dzielnicy Włochy oraz inwestycji na Mokotowie przy ulicy Woronicza. W ofercie znajdą się mieszkania od jedno do czteropokojowych. Oczywiście, przedsprzedaż mieszkań zawsze wiąże się z atrakcyjnymi ofertami cenowymi.
Małgorzata Ostrowska, członek zarządu oraz dyrektor pionu marketingu i sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.
Rozpoczynamy budowę oraz wprowadzamy do sprzedaży kolejną inwestycję Zielona Dolina III w warszawskiej Białołęce. Inwestycja liczy 54 mieszkania o metrażach od 20 do 60 m kw. Cena regularna proponowanych lokali rozpoczyna się od 4990 zł za m kw., natomiast w ramach przedsprzedaży przygotowaliśmy dla klientów ofertę specjalną – 6 mieszkań z 6-procentowym rabatem.
Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service
Planujemy kilka wznowień inwestycji. Szczegółowe informacje o projektach pojawią się wkrótce. Będą w nich oferowane wszystkie typy mieszkań. Podczas przedsprzedaży nabywcy mogą zawsze liczyć na zindywidualizowane oferty i spersonalizowane promocje.
Marcin Zaremba-Śmietański, członek zarządu operacyjnego w Grupie Deweloperskiej GEO
Rok 2016 zapowiada się w GEO bardzo pracowicie. Jesienią ruszymy z nowym osiedlem przy ulicy Mazowieckiej w Krakowie. Będzie to inwestycja z wyższej półki, zlokalizowana w samym centrum, bezpośrednio przy malowniczych terenach spacerowych – Alejkach Grottgera.
Rozpoczniemy także kolejne etapy w doskonale już znanych klientom inwestycjach. W marcu prace budowlane wystartują we wrocławskim Malinowym Zaciszu, natomiast w połowie roku w Kwiatowej Równinie i w Fabryce Czekolady w Krakowie. W czwartym kwartale planujemy też rozpoczęcie budowy ostatniego budynku w ramach osiedla Nowy Horyzont we Wrocławiu.
Tak jak dotychczas, planujemy specjalne warunki cenowe w czasie przedsprzedaży. Zauważyliśmy, że taka opcja spotyka się z dużym zainteresowaniem i mieszkania szybko znajdują nabywców.
Marta Ulbrych, dyrektor ds. marketingu i sprzedaży w Neocity Polska
Obecnie przygotowujemy drugi etap inwestycji NeoVillage w warszawskim Ursusie, którego rozpoczęcie przewidujemy w tym roku. Zaplanowaliśmy w tym projekcie szeroki przekrój metraży, od 29 do 90 m kw. w mieszkaniach od jedno do czteropokojowych. Oczywiście pierwszym klientom zaproponujemy promocyjne ceny.
Iwona Chmielewska, wicedyrektor ds. sprzedaży i marketingu w Monday Development
Przygotowujemy kilka nowych projektów, natomiast są one jeszcze w fazie przygotowania, stąd szczegóły dotyczące oferty pojawią się w ciągu najbliższych miesięcy.
Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp
W 2015 roku uruchomiliśmy 11 projektów. Część z nich to zupełnie nowe inwestycje, a część to rozbudowa już istniejących osiedli. W sumie, w tym czasie nasza oferta poszerzyła się o blisko 1700 mieszkań. Obecnie rozpoczynamy sprzedaż piątego etapu Osiedla Słoneczne Miasteczko oraz nowej inwestycji w Gdańsku, którą będzie Bastion Wałowa. Słoneczne Miasteczko to projekt realizowany w Krakowie od 2010 roku. W kolejnym etapie znajdzie się 108 mieszkań, wszystkie dostępne w programie MdM. Bastion Wałowa to inwestycja zlokalizowana w centrum Gdańska, w sąsiedztwie stoczni i Muzeum Solidarności. W obu tych projektach, a w szczególności w Gdańsku, wraz z rozpoczęciem sprzedaży przewidzieliśmy pulę promocyjnych mieszkań.
Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska
W najbliższym czasie zamierzamy uruchomić kolejne inwestycje w tym, warszawski projekt Apartamenty Marymont. Będzie to osiedle kameralnych willi miejskich inspirowane klimatem sąsiedniego, dziennikarskiego Żoliborza. Odnotowujemy bardzo duże zainteresowanie tym projektem już od kilku miesięcy. Jednak, tak jak w przypadku wszystkich naszych inwestycji, w tym projekcie także nie prowadzimy przedsprzedaży.
Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.
Aktualnie mamy w ofercie ponad 1000 mieszkań w 10 projektach. Zainteresowanie klientów jest duże, a mieszkania sprzedają się szybko, dlatego nieustannie pracujemy nad kolejnymi projektami i stopniowo wprowadzamy do sprzedaży nowe inwestycje lub kolejne etapy docenionych przez klientów osiedli. Niedawno uruchomiliśmy kolejną, dziesiątą już inwestycję we Wrocławiu – Siena w Śródmieściu. Nasz 30 ha bank ziemi pozwala na wybudowanie kolejnych 2700 mieszkań, co daje duży potencjał do planowania nowych projektów.
Zuzanna Kordzi, dyrektor ds. handlowych w ECO-Classic
W tej chwili kończymy realizację naszej, największej, warszawskiej inwestycji – Osiedla Hubertus. W ostatnim, szóstym etapie projektu dostępne są lokale od 44 do 173 m kw. W drugim kwartale 2016 roku rozpoczniemy realizację 3 etapu gdańskiej inwestycji Wolne Miasto, w którym zaprojektowano mieszkania od 30 do 89 m kw. Rozpoczęcie sprzedaży w nowej inwestycji zwykle związane jest z ograniczoną w czasie promocją, jednak nie jest to zasadą. Zależy to przede wszystkim od sytuacji na rynku lokalnym. Przy nadpodaży w danym rejonie takie akcje są konieczne do tego, żeby klienci „zauważyli” inwestycję. Jeżeli pojawia się unikalny projekt w danej lokalizacji mieszania, czy apartamenty praktycznie sprzedają się same.
Wioletta Kleniewska, dyrektor marketingu i sprzedaży w Polnord
W Ząbkach pod Warszawą na początku tego roku ruszymy z realizacją pierwszego etapu popularnego osiedla Neptun II, który obejmie 138 mieszkań o powierzchniach od 29 do 99 m kw., rozlokowanych w trzech budynkach. Lokale w ramach tego projektu znajdują się w przedsprzedaży. W trosce o zadowolenie naszych klientów zawsze oferujemy atrakcyjne warunki zakupu i promocje. Obecnie np. przestronne dwupokojowe mieszkanie z balkonem można nabyć w cenie 228 tys. zł.
W planach Polnordu są także m.in. kolejne budynki w osiedlu Brzozowy Zakątek w warszawskim Wilanowie, których realizację rozpoczniemy w tym roku oraz zupełnie nowy projekt zlokalizowany w Kowalach koło Gdańska, o szczegółach którego poinformujemy niebawem.
Katarzyna Pietrzak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Victoria Dom S.A.
W związku z dużym zainteresowaniem Osiedlem Classic położonym przy ulicy Przaśnej w warszawskiej Białołęce, planujemy realizację nowej inwestycji zlokalizowanej w tej dzielnicy przy ulicy Modlińskiej 73. Sprzedaż rozpoczęliśmy na począku grudnia z promocyjnymi cenami od 5600 zł/m kw., w związku z czym klienci ubiegający się o kredyt w ramach programu MdM mogą znaleźć w ofercie odpowiednie mieszkanie dla siebie. W Osiedlu Classic III znajdzie się m.in. plac zabaw wraz z terenem rekreacyjnym dla mieszkańców, duże ogródki, cichobieżne windy i podziemne parkingi.
Lidia Fedorczuk, kierownik sprzedaży w Atlas Estates
Zaczynamy sprzedaż mieszkań z drugiego etapu osiedla Apartamenty Krasińskiego, w którym ceny zaczynają się już od 7735 zł za m kw. Pierwsi klienci, którzy zdecydują się na podpisanie umowy mogą liczyć na dodatkowy rabat. W nowym budynku znajdą się 123 lokale, z których znaczną część będą stanowić mieszkania dwu i trzypokojowe dla rodzin. Wyróżnikiem nowego etapu inwestycji będą ogródki, tarasy i przestronne balkony, a także lokalizacja na zielonym Żoliborzu, blisko centrum oraz funkcjonalny i elegancki projekt architektoniczny autorstwa pracowni Kuryłowicz & Associates.
Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w firmie Home Invest
W 2016 roku Home Invest planuje kontynuację realizacji warszawskich inwestycji, tj. osiedla Na Sokratesa na Bielanach (dwa etapy), a także drugiego etapu osiedla Krasińskiego 58 na Żoliborzu. Planujemy również w Warszawie rozpoczęcie budowy osiedla Monte Verdi w dzielnicy Włochy oraz inwestycji na Mokotowie przy ulicy Woronicza. W ofercie znajdą się mieszkania od jedno do czteropokojowych. Oczywiście, przedsprzedaż mieszkań zawsze wiąże się z atrakcyjnymi ofertami cenowymi.
Małgorzata Ostrowska, członek zarządu oraz dyrektor pionu marketingu i sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.
Rozpoczynamy budowę oraz wprowadzamy do sprzedaży kolejną inwestycję Zielona Dolina III w warszawskiej Białołęce. Inwestycja liczy 54 mieszkania o metrażach od 20 do 60 m kw. Cena regularna proponowanych lokali rozpoczyna się od 4990 zł za m kw., natomiast w ramach przedsprzedaży przygotowaliśmy dla klientów ofertę specjalną – 6 mieszkań z 6-procentowym rabatem.
Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service
Planujemy kilka wznowień inwestycji. Szczegółowe informacje o projektach pojawią się wkrótce. Będą w nich oferowane wszystkie typy mieszkań. Podczas przedsprzedaży nabywcy mogą zawsze liczyć na zindywidualizowane oferty i spersonalizowane promocje.
Marcin Zaremba-Śmietański, członek zarządu operacyjnego w Grupie Deweloperskiej GEO
Rok 2016 zapowiada się w GEO bardzo pracowicie. Jesienią ruszymy z nowym osiedlem przy ulicy Mazowieckiej w Krakowie. Będzie to inwestycja z wyższej półki, zlokalizowana w samym centrum, bezpośrednio przy malowniczych terenach spacerowych – Alejkach Grottgera.
Rozpoczniemy także kolejne etapy w doskonale już znanych klientom inwestycjach. W marcu prace budowlane wystartują we wrocławskim Malinowym Zaciszu, natomiast w połowie roku w Kwiatowej Równinie i w Fabryce Czekolady w Krakowie. W czwartym kwartale planujemy też rozpoczęcie budowy ostatniego budynku w ramach osiedla Nowy Horyzont we Wrocławiu.
Tak jak dotychczas, planujemy specjalne warunki cenowe w czasie przedsprzedaży. Zauważyliśmy, że taka opcja spotyka się z dużym zainteresowaniem i mieszkania szybko znajdują nabywców.
Marta Ulbrych, dyrektor ds. marketingu i sprzedaży w Neocity Polska
Obecnie przygotowujemy drugi etap inwestycji NeoVillage w warszawskim Ursusie, którego rozpoczęcie przewidujemy w tym roku. Zaplanowaliśmy w tym projekcie szeroki przekrój metraży, od 29 do 90 m kw. w mieszkaniach od jedno do czteropokojowych. Oczywiście pierwszym klientom zaproponujemy promocyjne ceny.
Iwona Chmielewska, wicedyrektor ds. sprzedaży i marketingu w Monday Development
Przygotowujemy kilka nowych projektów, natomiast są one jeszcze w fazie przygotowania, stąd szczegóły dotyczące oferty pojawią się w ciągu najbliższych miesięcy.
Dziś mija rocznica gwałtownego wzrostu ceny franka. To pamiętna data nie tylko dla kredytobiorców, ale również analityków. Jak się okazuje, był to największy jednodniowy ruch waluty kraju rozwiniętego od czasu wprowadzenia płynnych kursów w latach 70. Chwilami rósł o 40 proc. Jak bardzo dziś przewartościowany jest frank? Odpowiada Marcin Lipka, analityk walutowy Cinkciarz.pl.
Od roku ekonomiści dyskutują na temat tego, o ile frank szwajcarski (CHF) może być przewartościowany. Podpowiedzią, która pomaga rozwiązać ten problem, jest ostatnie wystąpienie wiceprzewodniczącego Szwajcarskiego Banku Narodowego (SNB), Fritza Zurbrügga, . W ub. środę (13 stycznia) przedstawił on dokument o konkurencyjności szwajcarskiej gospodarki, publikując przy tym ważną ilustrację zmian. Pokazuje ona skalę przewartościowania franka.
Przez ostatnie 25 lat kurs franka w relacji do walut 27 największych partnerów handlowych Szwajcarii z uwzględnieniem inflacji (REER) kształtował się w granicach od 10 proc. niedowartościowania do 20 proc. przewartościowania. Niedowartościowanie zostało obliczone na podstawie odchylenia od średniego kursu REER z ostatniego ćwierćwiecza. To dobra metoda zastosowana przez wiceszefa SNB, gdyż pozwala w kursie walutowym ująć nie tylko zmiany nominalne oraz inflację w kraju i za granicą, ale także zmiany konkurencyjności danych obszarów walutowych. Ten ostatni element jest jednym z głównych czynników kształtujących wartość waluty w długim terminie.
Realny efektywny kurs franka szwajcarskiego:
Źródło: Szwajcarski Bank Narodowy. Linia niebieska: realny efektywny kurs CHF. Linia czerwona: średni kursu REER od 1990 roku. Obszar żółty pokazuje skalę oraz długość okresu przewartościowania lub niedowartościowania.
Odchylenie franka o 15 proc. od średniego kursu REER pokazuje, że szwajcarska waluta jest przewartościowana, biorąc pod uwagę zarówno niższą inflację w Szwajcarii niż poza jej granicami, a także fakt wyższej konkurencyjności helweckiej gospodarki. Jak szybko jednak możemy powrócić do poziomu równowagi?
To zależy przede wszystkim od dwóch czynników. Po pierwsze od tego, jak będzie wyglądać sytuacja światowej gospodarki oraz jak długo SNB będzie obniżać kurs walutowy stosując interwencje na rynku, a także utrzymując ujemne oprocentowanie depozytów w wysokości minus 0.75 proc. w stosunku rocznym. Gdyby w najbliższych kwartałach okazało się, że sytuacja na świecie się poprawia, wtedy można oczekiwać odpływu kapitału ze Szwajcarii i to zarówno jeżeli chodzi o inwestorów lokalnych, jak i zagranicznych. Będą oni po prostu szukali wyższych stóp zwrotu poza alpejskim krajem.
Odpływ kapitału wraz z działaniami SNB pozwoliłby na powrót franka do poziomu równowagi i spadek jego wartości o ok. 15 proc. w relacji do walut głównych partnerów handlowych. To także prawdopodobnie pozwoliłby na podobny procentowo spadek kursu franka. W takim scenariuszu można oczekiwać, że będzie kosztował ok. 3.4 zł.
12 stycznia 2016 b.r., w Warszawie odbyła się premiera najnowszej wersji oprogramowania ERP – Microsoft Dynamics NAV 2016. Spotkanie skierowane było do partnerów Microsoft Dynamics. Podczas wydarzenia wielokrotnie podkreślano, że sieć partnerska intensywnie się rozbudowuje, co jest konsekwencją coraz to większej popularności systemu Dynamics NAV.
Prezentację systemu NAV 2016 poprowadzili przedstawiciele Microsoft oraz IT.integro. Wśród prelegentów pojawili się Tomasz Kaczorowski, Partner Channel Development Manager SMB, Microsoft Corp., Witold Szal, Wiceprezes, IT.integro Sp. z o.o., Jacek Szczepański, Starszy konsultant NAV, IT.integro oraz Paweł Przybylski, Menadżer ds. rozwoju i zarządzania siecią partnerską, IT.integro.
„Wersja systemu NAV 2016 daje aktualnym klientom sporo nowych funkcjonalności wspierających ich codzienną pracę. To ma bezpośredni wpływ na projekty aktualizacyjne systemu Dynamics NAV, dlatego należy się spodziewać, iż tendencja wyprzedania u partnerów się utrzyma na dłużej. Efektem tego jest stały nabór nowych konsultantów przez wszystkich partnerów” – mówi Paweł Przybylski.
Co nowego w NAV 2016 ?
NAV 2016 rozwija się od 1987 roku. Każda kolejna wersja wprowadziła nowe funkcjonalności. Od kilku lat Microsoft obrał strategię częstych zmian oraz aktualizacji systemu. Wynika ona z szybkiego rozwoju rynku, a zarazem potrzeb firm z sektora małych i średnich firm. Najnowsze wydanie wprowadza liczne zmiany z zakresu możliwości, technologii oraz rozwiązań w obszarze Polskiej Funkcjonalności.
Jeszcze bogatsza funkcjonalność
Microsoft dba o najmniejsze szczegóły. Każda wersja zaskakuje kolejnymi ulepszeniami. Podobnie NAV 2016 otrzymał jeszcze bogatszy pakiet funkcjonalności, a tym samym stał się jeszcze bardziej uniwersalny.
Wśród nowości funkcjonalnych wersji Microsoft Dynamics NAV 2016 warto wymienić:
– Przepływy pracy
– Rozszerzenia w obszarze finansów
– Współpracę natywną z Microsoft Dynamics CRM
– Współpracę natywną z Power BI
– Zarządzanie dokumentami i OCR
– E-everything
– Aplikację na smartfon
– Integrację z Windows 10
– Rozbudowane funkcjonalności klienta sieci Web
NAV 2016 stał się znacznie bardziej mobilny i przyjazny użytkownikowi niż poprzednicy. Aplikacja na smartfon pozwala nie rozstawać się kluczowymi procesami biznesowymi oraz trzymać rękę na pulsie z dowolnego miejsca i w dowolnym czasie.
Integracja z Microsoft Dynamics CRM oraz Power BI pozwoliła stworzyć z NAV 2016 znacznie więcej, niż system ERP. NAV 2016 umożliwia na lepsze zarządzanie relacjami z klientem, dzięki czemu pozwala podnieść jakość świadczonych usług. Dodatkowo połączenie z usługą PowerBI wpływa na jeszcze wydajniejsze analizy i raporty. Klienci otrzymują bogaty zestaw narzędzi, który stanowi kompletne wsparcie dla ich biznesu.
NAV 2016 dopasowany do polskich wymogów prawnych
Jacek Szczepański, Starszy konsultant NAV z IT.integro, zaprezentował część polskich funkcjonalności, wprowadzonych do NAV 2016. Są one istotne, gdyż są stworzone z uwzględnieniem potrzeb polskiego przedsiębiorcy. Wśród najważniejszych funkcjonalności znajduje się Bankowość elektroniczna oraz możliwość importu kursów wymiany walut NBP.
Nowości technologiczne
Programiści NAV 2016 zadbali o to, by system ERP można było wdrażać szybciej. Możliwe jest to dzięki kilku rozwiązaniom, które w znaczącym stopniu przyśpieszają proces wdrożenia. Są to między innymi automatyczne testy wydajności, rozszerzenia oraz współpraca natywna z Microsoft Azure SQL.
Sieć partnerska Microsoft Dynamics
Zdaniem przedstawicieli Microsoft, sieć partnerska rośnie w siłę. Widoczne to było również podczas spotkania, których liczba z roku na rok wzrasta. „Warto podkreślić fakt rozwoju sieci partnerskiej IT.integro ERP Master League. Dzięki tej inicjatywie systemem Dynamics NAV w ostatnim czasie zajęło się kolejnych 7 partnerów z całej Polski – od Szczecina, przez Warmię i Mazury, aż po Wrocław, a skończywszy na Lublinie. Należy się spodziewać, że dzięki nim ilość klientów systemu Dynamics NAV 2016 jeszcze mocniej wzrośnie” – mówi Paweł Przybylski, IT.integro, Menadżer ds. rozwoju i zarządzania siecią partnerską. „Podsumowując mamy super produkt (NAV 2016), coraz więcej klientów, coraz więcej partnerów oraz bardzo dobrą ofertę – możliwość zakupu systemu w wersji lokalnej, jak i abonamentowej w Chmurze Microsoft Azure.” – dodaje.
Giełdy w Chinach w dół. Rocznica decyzji SNB, skutkującej gwałtownym wzrostem cen franka. Strajki w Grecji i Portugalii. Złoty cały czas słabnie.
Czytając doniesienia z chińskiej giełdy, która w niecałe dwa tygodnie spadła ponad 15%, można było właściwie tylko odliczać dni, aż przebijemy kolejne minima. Po dzisiejszych spadkach indeks jest niżej niż w całym 2015 roku. Od szczytu czerwcowego, od którego zaczęła się słabsza passa nie tylko chińskiej giełdy, spada już ponad 40%. Powodem dzisiejszych spadków mogły być dane makroekonomiczne, wskazujące na znaczny spadek zaciąganych kredytów. Mniejsza liczba kredytów spowoduje spadek konsumpcji i inwestycji, co z pewnością gospodarce nie pomoże.
Mamy dzisiaj rocznicę decyzji Szwajcarskiego Banku Narodowego. Dokładnie rok temu obniżono do ujemnych poziomów stopy procentowe i przestano bronić relacji wymiany euro do franka na poziomie 1,20000. Jak zareagowały rynki? Ruch z 3,60 zł na powyżej 5 zł i powrót na 4,30 zł to coś co powoduje, że dla kredytobiorców frankowych data 15 stycznia na długo pozostanie w pamięci. Z dnia na dzień raty ich kredytów wzrosły o niemal 20%. Z drugiej strony spadek stóp procentowych, gdy tylko po kilku miesiącach został uwzględniony, zniwelował sporą część tej zmiany. Po roku frank co prawda staniał o niemal 30 groszy od tamtych wydarzeń. Nie zmienia to faktu, że do dzisiaj trwa w Polsce dyskusja na temat pomocy osobom, które są zadłużone w szwajcarskiej walucie. Otwartym pozostaje wciąż pytanie, na czyj koszt mamy im pomagać. Przerzucenie kosztów na banki nie jest już tak oczywistym rozwiązaniem. Są one obecnie obciążone nie tylko oczekiwaniami wpłat z podatku bankowego, ale i zrzutkami na kolejne bankrutujące SKOK-i.
W Grecji trwają strajki wywołane przez reformę emerytalną. Protestujący wskazują na wiele mankamentów nowych przepisów. O tym, że problem jest szerszy najlepiej świadczy fakt, że strajkują jednocześnie kolejarze, prawnicy i rolnicy, a kolejne grupy społeczne przygotowują się do działań. Również w Portugalii atmosfera staje się coraz gorętsza. Powodem są roszczenia central związkowych. Doszły one do głosu, gdyż Centrolewicowa Partia Socjalistyczna, by uzyskać większość w parlamencie musiała wejść w koalicję z radykalnym Blokiem Lewicy. Problemy gospodarcze południa Europy z pewnością nie pomogą europejskiej walucie. Strajki to jedno, ale jeżeli przełoży się to na twarde dane, euro z pewnością nie pozostanie obojętne. Spadki na euro przeważnie ciągną za sobą złotego.
Wczoraj nie doszło do zmian stóp procentowych. Pojawiła się jednak na rynkach plotka o możliwej zmianie nastawienia agencji ratingowej S&P z pozytywnej na stabilną. W efekcie złoty zaczął tracić. Znów oglądaliśmy poziom 4,40 na EUR/PLN czy kolejne już w ostatnim czasie najwyższe poziomy od przeszło dekady na USD/PLN.
Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane:
14:00 – Polska – inflacja konsumencka,
14:30 – USA – sprzedaż detaliczna,
EUR/PLN
Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 15.10.2015 do 15.01.2016
Kurs EUR/PLN powraca do wzrostów. Dla ruchu w górę nowym oporem nie jest już poziom 4,3650, gdzie znajdowało się zarówno maksimum poprzedniego jak i tego ruchu. Nowym oporem jest obecnie poziom 4,4000zł ale biorąc pod uwagę dynamikę wzrostów możemy już w poniedziałek oglądać kolejny. W przypadku spadków wsparcie stanowić będzie linia łącząca minima lokalne przebiegająca obecnie na 4,2300. Jest to również poziom, na którym kurs już trzykrotnie odbił się w górę w ciągu ostatniego kwartału.
CHF/PLN
Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 15.10.2015 do 15.01.2016
Kurs CHF/PLN przeszedł z trendu wzrostowego w boczny. Gdyby doszło do powrotu do wzrostów istotnym poziomem są wciąż okolice 4,0400, gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem są testowane obecnie okolice 3,9000-3,9100, na których to kurs wielokrotnie odbijał w górę.
USD/PLN
Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 15.10.2015 do 15.01.2016
Kurs USD/PLN próbuje się wybić z trendu bocznego. Nowym oporem są maksima na 4,0450. Dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem minima lokalne na 3,8600, gdzie kurs odbijał się pod koniec grudnia.
GBP/PLN
Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 15.10.2015 do 15.01.2016
Kurs GBP/PLN od połowy października porusza się w silnym trendzie wzrostowym po czym zawrócił i przeszedł w trend spadkowy. Najbliższym oporem dla ruchu w górę jest krótkookresowa linia spadkowa na poziomie 5,8700. W przypadku kontynuacji spadków ważnym wsparciem jest dopiero minimum stanowiące punkt wyjścia do obecnego ruchu wzrostowego, czyli poziom 5,6600.
Dwie trzecie przedstawicieli pokolenia Y ma zamiar przed 2020 rokiem odejść z firmy, w której są dziś zatrudnieni. Podczas ruszającego 20 stycznia br. Światowego Forum Ekonomicznego w Davos eksperci firmy doradczej Deloitte pomogą światowym liderom biznesu nauczyć się, jak zaszczepić w tzw. Millennialsach lojalność wobec organizacji, w której pracują.
Hasłem przewodnim tegorocznego forum jest „Okiełznanie czwartej rewolucji przemysłowej” (Mastering the Fourth Industrial Revolution), a jednym z jego celów określenie zadań, które ma do spełnienia w społeczeństwie współczesny biznes. Za sprawą Deloitte ten temat po raz pierwszy pojawił się w Davos w 2012 roku. W tym roku dyskusja ma się koncentrować wokół współpracy biznesu z najważniejszymi interesariuszami w celu rozwiązania najbardziej palących problemów społecznych.
W Davos firma Deloitte po raz kolejny zaprezentuje wyniki międzynarodowego badania „Millennials Survey”, które pokaże, jak dużą rolę młode pokolenie odgrywa w rozwoju biznesu i społeczeństwa. Pozwoli ono również odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób pracodawcy mogą zaspokoić potrzeby pokolenia Y w zakresie ich rozwoju zawodowego.
W Davos będzie uczestniczył Punit Renjen, Dyrektor Generalny Deloitte Global. Oprócz niego obecni będą również : Catherine Engelbert (CEO Deloitte USA), Jim Moffatt (Chairman and CEO Deloitte Consulting w USA), Alain Pons (CEO Deloitte we Francji) oraz David Sproul (CEO Deloitte w Wielkiej Brytanii).
Eksperci Deloitte wezmą również udział w panelach i dyskusjach, które w dniach 20-23 stycznia odbędą się w Davos:
Erick Calvillo: Latin America Competitiveness Lab Phase II,
Gary Coleman: Mapping the Geo-economic Landscape,
Bob Contri: Disruptive Innovation in Financial Services,
Chip Cottrell: Partnering Against Corruption Initiative (PACI) Vanguard/Infrastructure,
Duane Dickson: Collaborative Innovation and Emerging Technologies,
Shay Eliaz: New Vision for Agriculture,
Pradeep Prabhala: Redesigning Development Finance.
Z danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Pojazdów ACEA wynika, że sprzedaż nowych samochodów osobowych powoli odbija się od dna i 2015 rok zamyka nad kreską. Europejczycy kupili ponad 13,7 mln osobówek, czyli o 9,3% więcej niż rok wcześniej. Natomiast z polskich salonów w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy wyjechało 354 975 osobówek, o 8,3% więcej niż w całym 2014. Był to trzeci rok wzrostów z rzędu i najlepszy polski wynik od przystąpienia do Unii Europejskiej. Zdaniem ekspertów Exact Systems, firmy kontrolującej części motoryzacyjne, 2016 rok może być jeszcze lepszy, ale wynik będzie zależeć od zmian zachodzących w otoczeniu prawno-politycznym.
– Zgodnie z naszymi prognozami, krajowy rynek sprzedaży nowych osobówek odbudowuje się i notuje wzrost trzeci rok z rzędu. To daje powody do optymizmu. Oczywiście o takim urodzaju jak w brytyjskich, niemieckich czy hiszpańskich salonach nie ma mowy. Jednak, jeśli spojrzymy na dynamikę rok do roku, na tle pozostałych członków UE, wypadamy bardzo przyzwoicie. Tego samego nie możemy niestety powiedzieć o wolumenie rejestracji nowych samochodów osobowych, który w porównaniu z Włochami, Hiszpanią czy Wielką Brytanią jest wciąż bardzo niski. U nas wciąż konsumenci decydują się zdecydowanie częściej na auta używane, które są kilkakrotnie tańsze, niż te z salonu – mówi Paweł Gos, prezes zarządu Exact Systems, ekspert Polskiej Izby Motoryzacji.
W ciągu dwunastu miesięcy ubiegłego roku, jak wynika z danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, Polacy zarejestrowali 354 975 nowych samochodów osobowych[1]. Wynik, zgodnie z prognozami Exact Systems, okazał się o ponad 8% lepszy niż w całym 2014 roku. Jeśli spojrzymy na strukturę kupujących nowe samochody osobowe w naszym kraju to zobaczymy, że aż 65,2% to firmy, a tylko 34,8% nabywców to klienci indywidualni. Na podjęcie decyzji o zakupie nowych czterech kółek z pewnością wpłynęły spadające ceny paliwa, możliwość odliczania VAT-u od paliwa wśród przedsiębiorców oraz trwające wyprzedaże roczników.
Najchętniej kupowaną marką samochodową w segmencie osobówek w minionym roku w Polsce była Skoda. Drugą pozycję zajęła Toyota, tylko o 99 sztuk wyprzedzając Volkswagena, który uplasował się na trzecim miejscu. W ogólnym rankingu modeli na pierwszym miejscu jest Skoda Octavia, na drugim Skoda Fabia, na trzecim zaś Volkswagen Golf.
Wzrost drugi rok z rzędu w Unii Europejskiej
Wzrosty utrzymują się nie tylko w Polsce, ale w prawie całej Europie. W 2015 roku Europejczycy kupili ponad 13,7 mln nowych osobówek (+9,3% r/r).[2] Ożywienie w europejskich salonach trwa już 28 miesięcy i wszystko wskazuje na to, że będzie kontynuowane także w tym roku. W minionym roku na zielono możemy zaznaczyć wszystkie najważniejsze rynki europejskie takie jak Niemcy (+5,6%), Wielka Brytania (+6,3%), Włochy (+15,8%) czy Francja (+6,8%).
W Unii Europejskiej najchętniej kupowaną marką w całym 2015 roku pozostał Volkswagen, który zanotował delikatny wzrost (+6,3%). – Volkswagen na pozycji lidera może dziwić, jednak należy wziąć pod uwagę, że po wybuchu afery minęło zaledwie kilka miesięcy, a wiele firm i osób planuje zakupy samochodowe z wyprzedzeniem. O skali kryzysu niemieckiego producenta „samochodów dla ludu” tak naprawdę przekonamy się przedstawiając wyniki za pierwszą część tego roku – twierdzi Jacek Opala, dyrektor ds. rozwoju sprzedaży w Exact Systems.
2016 rok: motoryzacja pod dużym wpływem otoczenia prawno-politycznego
Jak mówi Jacek Opala, na światową gospodarkę, w tym również na branżę motoryzacyjną w Polsce, duży wpływ, a będzie mieć coraz większy, ma otoczenie prawno-polityczne i zmiany w nim zachodzące.
– Trudno teraz ocenić, czy będą to zmiany pozytywne czy negatywne, ale z pewnością będą dotyczyć kilku obszarów. Po pierwsze, sprzedaży nowych samochodów osobowych w Polsce, która może okazać się wyższa niż w 2015 roku za sprawą programów rządowych wspierających zakup nowych aut lub embarga na sprowadzenie i rejestrację aut używanych. Po drugie, zmiany mogą dotyczyć dużo bardziej rygorystycznych wymagań dotyczących emisji spalin, a w związku z tym wymuszą na producentach produkcję nowych, kosztownych napędów, co przełoży się na cenę zakupu nowych samochodów. Po trzecie, branża motoryzacyjna w Polsce to duża część rynku pracy, który jest coraz bardziej pogłębiającym się rynkiem pracownika. Każda zatem zmiana, nie tylko dotycząca wzrostów produkcyjnych wynikających choćby z uruchomienia nowej produkcji silników czy spadków i zmniejszenia dotychczasowych zamówień przez koncerny, ale również zmiany w legislacji, które dotykają sfery zatrudnienia, może mieć wpływ na obecną kondycję i przyszłość polskiego przemysłu motoryzacyjnego – ocenia Jacek Opala z Exact Systems.
Paweł Gos dodaje, że choć w Polsce nadal dominują zakupy aut używanych, szczególnie w grupie klientów indywidualnych, to jednak wewnętrzny popyt na samochody rośnie. – Jeśli do tego utrzymają się spadające ceny paliwa, a dilerzy i importerzy nadal będą tak „agresywni” w swoich ofertach, uważam, że liczba 370-390 tys. nowych rejestracji w tym roku i ok. 10% wzrost r/r, jest całkiem realna – prognozuje Paweł Gos z Exact Systems.
Niskie ceny nośników energii mogą się utrzymać jeszcze przez co najmniej 10, a może nawet 15 lat – uważa prof. Stanisław Gomułka z Business Centre Club. Tani gaz oraz ropa naftowa mają niekorzystne przełożenie na kondycję największych eksporterów – głównie Rosji, ale sprzyjają krajom importującym surowce. Dla Unii Europejskiej jest to szczególnie korzystna sytuacja. Osłabiona gospodarka Federacji Rosyjskiej powinna ograniczyć jej potencjał militarny i sprzyjać normowaniu stosunków politycznych między Moskwą a Brukselą.
– Mieliśmy do czynienia z kryzysem w Europie Południowej. Tam sytuacja nadal nie jest jeszcze tak dobra, jak byśmy chcieli. W niektórych krajach, takich jak Hiszpania czy Grecja, stopa bezrobocia jest ciągle bardzo wysoka, ale nie ma już ryzyka totalnego kryzysu – mówi w rozmowie z agencją Newseria Inwestor prof. Stanisław Gomułka, główny analityk Business Centre Club.
Kryzys najbardziej odczuwalny był właśnie w Grecji. Bezrobocie wciąż jest tam najwyższe w Unii i przekracza 24 proc. Według danych Banku Światowego tamtejsza gospodarka w latach 2008–2013 skurczyła się łącznie o ponad 30 procent. Wydaje się jednak, że Ateny najgorsze mają już za sobą. Mimo niepewnej sytuacji prognozy Komisji Europejskiej mówią o wzroście PKB Grecji w przyszłym roku o 2,7 proc.
– Znaczne złagodzenie kryzysu mamy też w samej strefie euro. Już nie mówimy o możliwości rozpadu strefy euro czy jakiegoś wielkiego kryzysu. Zatem w tym sensie działania pomocowe podejmowane w ostatnich kilku latach zakończyły się sukcesem – stwierdza profesor Gomułka.
Obecnie największe problemy mają gospodarki opierające się w dużej mierze na eksporcie ropy naftowej oraz gazu ziemnego. Ekspert wymienia tu przede wszystkim Rosję oraz Wenezuelę, przy czym sytuacja panująca u naszych wschodnich sąsiadów jest najistotniejsza z punktu widzenia Polski i Europy.
– Silne obniżenie cen nośników energii jest czynnikiem sprzyjającym wzrostowi gospodarczemu w skali światowej, szczególnie w Europie, w tym w Polsce – dodaje.
Gomułka tłumaczy, że niskie ceny ropy naftowej oraz gazu wpływają na obniżenie poziomu inflacji, a tym samym podtrzymują niskie stopy procentowe. Ich wartość zarówno w Polsce, jak i w wielu innych krajach jest obecnie najniższa w historii – w naszym kraju stawka referencyjna wynosi zaledwie 1,50 procent. To z kolei pozytywnie wpływa na bilans płatniczy oraz pozwala na zmniejszenie kosztów finansowania przedsiębiorstw.
– To są dobre wiadomości dla nas i dla importerów ropy. Niedobre dla samej Rosji. W zeszłym roku mieliśmy tam znaczny spadek PKB. Te ostatnie oceny prezydenta Putina, że szczyt kryzysu jest za nami, są – moim zdaniem – zbyt optymistyczne – stwierdza główny analityk BCC.
W II i III kwartale 2015 roku PKB Rosji kurczyło się w tempie 4,1–4,6 proc. rocznie. Choć prognozy Banku Światowego mówią o powrocie rosyjskiej gospodarki na ścieżkę wzrostu już w tym roku, to jednak zdaniem profesora Gomułki jest to zbyt optymistyczne stwierdzenie. Ekonomista oczekuje kontynuacji negatywnych tendencji w postaci recesji na poziomie 3–4 proc. rocznie.
Ekonomista dodaje przy tym, że niskie stopy procentowe obowiązujące w większości rozwiniętych gospodarek świata zostaną utrzymane jeszcze przez dłuższy czas. Niskie pozostaną także ceny ropy i gazu.
– Mamy do czynienia z cyklicznością w skali globalnej. W gospodarce występują okresy 10–15 lat wysokich cen, a potem 10–15 lat niskich. My rozpoczęliśmy właśnie ten okres z niskimi cenami. On będzie trwał przez wiele lat, więc to też zmusi Federację Rosyjską do naprawdę głębokiej przebudowy swojej gospodarki – prognozuje.
Profesor uważa, że recesja panująca w Rosji ograniczy jej potencjał militarny, co będzie miało pozytywny wpływ na jej stosunki polityczne z innymi krajami. Niewielka poprawa już jest widoczna, a w przyszłości Federacja Rosyjska może trwale odejść od postawy konfrontacyjnej na rzecz większej współpracy międzynarodowej m.in. z Unią Europejską.