Jeśli inwestorzy znów zaczną zwracać uwagę na fundamenty, to rynek giełdowy powinien wrócić do wzrostów

CEO Magazyn Polska

Choć polskie PKB wzrosło w III kwartale 2015 roku o 3,5 proc. rdr., to rynek giełdowy wciąż zachowuje się słabo. Powodem są obawy inwestorów związane ze zmianami zapowiadanymi przez rząd. Jeśli jednak rynek znów zacznie zwracać uwagę na fundamenty, to akcje powinny zyskiwać na wartości – uważa Adam Dakowicz z AgioFunds TFI. W skali globalnej warto natomiast obserwować działania banków centralnych oraz tempo, w jakim rozwija się światowa gospodarka.

– W ostatnim okresie pozostawaliśmy pod wpływem lokalnych czynników kształtujących rynek giełdowy. Wydaje mi się, że dla inwestorów w Polsce istotniejsze niż globalna koniunktura będą właśnie zmiany zapowiadane przez rząd. Jeśli tylko na świecie nic drastycznego się nie wydarzy, to mamy sporo do nadrabiania – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Adam Dakowicz, prezes zarządu AgioFunds TFI.

W ostatnich miesiącach rynek giełdowy w Polsce zachowywał się słabo i nawet ostatnie dni wzrostów nie są w stanie zmienić tego obrazu. Indeks szerokiego rynku WIG od czasu szczytów ustanowionych w maju 2015 roku zdążył stracić przeszło 22 procent. Jeszcze gorzej radzi sobie WIG20, który jest 30 proc. pod kreską.

Inwestorzy obawiają się, że postulowane przez obecny rząd zmiany w systemie emerytalnym, a także wprowadzenie podatków bankowego i od supermarketów będą miały negatywny wpływ na gospodarkę.

– Zakładam, że jeśli inwestorzy przetrawią zmianę polityczną, korektę polityki gospodarczej, która się dokonuje, to będzie to czynnik in plus. Wtedy powinniśmy się skupić na spoglądaniu na polską gospodarkę. Jeśli ona potwierdzi to delikatne przyspieszenie, które obserwujemy w II połowie roku, to powinno to bardzo sprzyjać zwyżce notowań – stwierdza.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego PKB Polski niewyrównywane sezonowo wzrosło w III kwartale 2015 roku o 3,5 proc. rdr. Silny pozostawał także rynek pracy, a stopa bezrobocia w listopadzie według metodologii Eurostatu wyniosła 7,2 proc., co jest wynikiem lepszym od unijnej średniej (9,1 proc.).

– Biorąc pod uwagę notowania na świecie, będziemy spoglądali na kierunek polityki monetarnej. Sam Fed to tylko jeden z wektorów. Istotna jest tutaj też polityka prowadzona przez EBC. Na razie wydaje mi się, że polityka monetarna pozostanie bardzo łagodna – tłumaczy Adam Dakowicz.

Podczas grudniowego posiedzenia Fed podwyższył stopy procentowe o 25 punktów bazowych. Jest to pierwsza od 2006 roku podwyżka dokonana przez amerykański bank centralny. Z drugiej strony europejskie władze monetarne wciąż utrzymują gołębie nastawienie, a program luzowania ilościowego został przedłużony do marca 2017 roku.

Prezes zarządu AgioFunds TFI ocenia, że światowa gospodarka w dalszym ciągu jest słaba i banki centralne muszą bardzo ostrożnie kształtować swoją politykę monetarną. Zbyt szybkie podwyższenie stóp procentowych mogłoby bowiem zaszkodzić globalnej koniunkturze.

– Koniunktura jest na tyle niepewna, że banki bardzo długo będą się powstrzymywały od poważnych ruchów stopami procentowymi, dlatego  nie zobaczymy ich w 2016 roku. Jest to czynnik, który trzeba obserwować, ale nie sądzę, żeby w 2016 roku coś nas poważnie zaskoczenie – przewiduje.

Ekspert liczy na przyspieszenie wzrostu globalnego PKB. Jeśli w tym roku świat będzie się rozwijał w tempie 3,5 proc., to powinno mieć to pozytywny wpływ na zachowanie rynków akcji.

Prezes PKO BP: Polacy mają w genach przedsiębiorczość. Teraz musi się ona przełożyć na naszą gospodarkę

0

CEO Magazyn Polska

W rozwoju biznesu najważniejszy jest innowacyjny pomysł i umiejętność przekucia go w zyski. Jak podkreśla Zbigniew Jagiełło, prezes PKO BP, Polacy są przedsiębiorczy i pomysłów im nie brakuje. Świadczy o tym chociażby stale rosnąca liczba powstających start-upów. Do pełni sukcesu potrzeba im tylko nieco instytucjonalnej pomocy. Takim wsparciem ma być inicjatywa MIT Enterprise Forum Poland, która ma ułatwić start-upowcom rozwój w Polsce i wdrażanie ich innowacji do gospodarki.

Polacy mają w genach przedsiębiorczość, ona się w różny sposób pokazywała w naszej historii. Teraz jest czas, aby przełożyła się na gospodarkę. W tej chwili szukamy modelu innowacji, który byłby dobry dla Polski, dla całej polskiej gospodarki – mówi agencji Newseria Biznes Zbigniew Jagiełło, prezes zarządu PKO BP, który jest głównym partnerem MIT Enterprise Forum Poland.

Polaków wyróżnia także upór w dążeniu do celu oraz indywidualizm, który czasem – jak podkreśla Jagiełło – mógłby być zastąpiony większą kulturą współpracy. Te cechy sprawiają, że w Polsce dynamicznie przybywa start-upów. Dziś na rynku funkcjonuje ok. 2,4 tys. takich firm. Co więcej, charakteryzuje je szybkie tempo rozwoju. Przychody co trzeciego polskiego start-upu rosną w tempie 50 proc. rocznie, a kolejne 20 proc. notuje dynamikę wzrostu na poziomie 100 proc. Co drugi badany spodziewa się co najmniej pięciokrotnego wzrostu wyceny przedsięwzięcia w kolejnych dwóch latach – wynika z badania „Polskie startupy. Raport 2015”.

Każda wielka firma kiedyś była mała. My mówimy o tym, co we współczesnym świecie jest niezwykle ważne, czyli szybkiej transformacji małej firmy w firmę średnią i dużą. Mówimy o promocji przedsiębiorczości – podkreśla Jagiełło.

Wsparciu start-upów ze szczególnym naciskiem na komercjalizację wypracowanych przez nie technologii służyć na program MIT Enterprise Forum Poland. Inicjatorom chodzi o rozwój takiego otoczenia rynkowego, dzięki któremu start-upy przy współpracy z naukowcami będą mogły sprawnie przekształcać się w większe firmy, a wdrażane przez nie produkty będą wpływać na poprawę jakości życia społeczeństwa, a tym samym – na rozwój gospodarczy kraju.

Program MIT, który potrwa do 23 stycznia 2016 roku, skierowany jest do młodych naukowców z branży technologicznej i przedsiębiorców technologicznych we wczesnej fazie rozwoju. Prowadzony jest w dwóch ścieżkach. Pierwsza dotyczy zespołów badawczych złożonych minimum z dwóch osób, które dopiero planują założenie start-upu. Natomiast druga ścieżka dotyczy firm, które już funkcjonują na rynku, ale ich staż działalności nie jest dłuższy niż 3 lata i nie pozyskały finansowania kapitałowego w wysokości powyżej 1 mln zł. Zespoły te będą mogły liczyć m.in. na wsparcie międzynarodowych mentorów i ekspertów oraz pomoc w pozyskiwaniu kontaktów.

Najważniejszą rzeczą jest pomysł, przekucie go w działanie, pieniądze i rynek. Przez program współpracy z amerykańskim instytutem MIT w zakresie promocji start-upów i innowacji wkraczamy na nową, ciekawą ścieżkę. Mam nadzieję, że ona się przekuje w nowe firmy, w idee, które będą miały wielu klientów i miliardy złotych obrotu – podkreśla prezes PKO BP.

Jak podkreśla, nad innowacjami muszą pracować nie tylko start-upy, lecz także duże firmy. PKO BP angażuje się w wiele tego typu inicjatyw. Jedną z wdrażanych innowacji jest standard płatności mobilnych BLIK, z którego korzysta ponad 1 mln użytkowników urządzeń mobilnych. Bank pracuje także z polskimi naukowcami nad rozwiązaniami biometrycznymi.

Eksperci podkreślają, że bez innowacji trudno mówić o uruchomieniu potencjału polskiej gospodarki. Jak podkreśla Paweł Bochniarz, prezes Fundacji Przedsiębiorczości Technologicznej MIT Enterprise Forum Poland, Polska jest bardzo wysoko w europejskich rankingach pod względem potencjału intelektualnego i twórczego, natomiast w zakresie komercjalizacji technologii zajmujemy – według Eurostatu – trzecią lokatę od końca.

Trwają prace nad wprowadzeniem godzinowej stawki minimalnej przy zleceniach. Ma zacząć obowiązywać w II półroczu

CEO Magazyn Polska

9,8 proc. – tyle według resortu pracy wyniosło bezrobocie na koniec 2015 roku. Kolejne 12 miesięcy powinny przynieść dalszą poprawę sytuacji na rynku. Będzie to też rok dużych zmian. Obok ozusowania umów-zleceń i ograniczenia możliwości zawierania umów na czas określony w drugiej połowie roku ma zostać wprowadzana minimalna stawka godzinowa od umów-zleceń.

Sytuacja na rynku pracy poprawiała się przez cały 2015 rok, w grudniu bezrobocie wyniosło 9,8 proc., zresztą zgodnie z przewidywaniami. To efekt dobrej koniunktury, która szybciej i lepiej reaguje również ze względu na reformy instytucjonalne na rynku pracy, które udało się zrealizować – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jacek Męcina, doradca Konfederacji Lewiatan i członek Rady Dialogu Społecznego.

Ostatni raz jednocyfrowe bezrobocie na koniec roku zanotowano w 2008 roku (9,5 proc.). Z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wynika, że w całym 2015 roku liczba osób bez pracy spadła o 14,3 proc. (261 tys. osób), a pracodawcy zgłosili do urzędów pracy o blisko 17 proc. więcej miejsc pracy i aktywizacji zawodowej. Dobra passa powinna się utrzymać również w tym roku. W niektórych branżach 2016 rok powinien być korzystny dla pracownika.

Możemy liczyć, że aktywność związków zawodowych będzie przyspieszać presję płacową. Rok 2016 będzie okresem dalszej poprawy sytuacji na rynku pracy, oczywiście pod warunkiem że nie wystraszymy przedsiębiorców działaniami i decyzjami, które zamiast pomagać rynkowi pracy, mogą mu szkodzić – wskazuje Męcina.

Obecny rok oznacza duże zmiany dla rynku pracy. Od stycznia ozusowane zostały umowy-zlecenia do wysokości minimalnego wynagrodzenia (1850 zł). Wyrównuje to koszty zatrudnienia, co ma zachęcić pracodawców do zawierania umów o pracę kosztem umów cywilno-prawnych.

Pod koniec lutego wejdą w życie przepisy, które ograniczają możliwość zawierania umów na czas określony poprzez wprowadzenie limitów w ich stosowaniu. Pracodawca będzie mógł zawrzeć z danym pracownikiem maksymalnie trzy takie umowy, a łączny czas ich obowiązywania nie będzie mógł przekroczyć 33 miesięcy (z okresem próbnym – 36 miesięcy). Każda kolejna umowa, która przekracza okres 33 miesięcy, zostanie automatycznie uznana za zawartą na czas nieokreślony.

Jeśli będziemy kontynuować zmiany, należy postępować ostrożnie i obserwować, jak rynek pracy będzie na nie reagował. W tym kontekście zapowiedzi wdrożenia minimalnej stawki godzinowej w połowie roku to dobry czas. Mocno bym przy tym upodmiotowił Radę Dialogu Społecznego, pozwolił się zetrzeć dwóm punktom widzenia, pracownikom i pracodawców, tak aby rząd podjął optymalną decyzję – ocenia doradca Konfederacji Lewiatan.

Resort podtrzymuje pomysł ustalenia minimalnej stawki godzinowej, który postulowali jeszcze przed wyborami posłowie PiS. Z badania CBOS przeprowadzonego jeszcze pod koniec 2014 roku wynika, że większość Polaków popiera projekt wprowadzenia minimalnej stawki godzinowej (74 proc.), która dotyczyłaby także umów-zleceń.

Zdaniem Męciny, dobrym pomysłem byłoby powiązanie stawki godzinowej z płacą minimalną. Pozwoli to ujednolicić przepisy dotyczące umów cywilno-prawnych i etatów, co zmniejszy ryzyko obchodzenia przepisów.

Łatwo sobie wyobrazić, że część zleceń, dziś realizowanych w ramach stawki godzinowej, będzie realizowana w formie ryczałtu czy zlecenia z określoną kwotą wynagrodzenia, a wtedy trudno będzie zastosować tę stawkę godzinową. Zintegrowanie stawki godzinowej z płacą minimalną i dojście do standardu 12 zł w określonej perspektywie czasowej, byłoby najlepszym rozwiązaniem. Myślę, że w Radzie Dialogu Społecznego pracodawcy, związki zawodowe i rząd wypracują wspólnie taki kompromis – mówi Jacek Męcina.

Ewentualny kryzys w Chinach dużym zagrożeniem nie tylko dla Eurolandu, lecz także dla Polski

CEO Magazyn Polska

Europejska gospodarka znajduje się w coraz lepszej kondycji, a poprawa powinna się utrzymać także przez cały najbliższy rok – uważa Mateusz Adamkiewicz z HFT Brokers. Obok wyższych od oczekiwań odczytów na temat nastrojów konsumentów i producentów widać także poprawę na rynku pracy, gdzie stopa bezrobocia jest najniższa od października 2011 roku. Zagrożenie stanowi natomiast sytuacja w Chinach. Ewentualny kryzys w Państwie Środka odczują nie tylko państwa strefy euro, lecz także Polska.

– Dane ze strefy euro są potwierdzeniem dobrego trendu, który panuje w gospodarce europejskiej, co przekłada się również na gospodarkę polską. Poprawiają się nastroje wśród konsumentów, producentów, a także wskaźniki dla biznesu i gospodarki – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Mateusz Adamkiewicz, analityk HFT Brokers.

Zaufanie konsumentów w największej europejskiej gospodarce rośnie. Grudniowy odczyt indeksu GFK w Niemczech wyniósł 9,4 pkt i był wyższy o 0,1 pkt od tego, który zanotowano miesiąc wcześniej, a także lepszy, niż zakładał konsensus rynkowy. Pozytywne tendencje obserwuje się również w całej strefie euro, gdzie wskaźnik obrazujący nastroje konsumentów wykazał w grudniu poprawę względem listopada i października 2015 roku. Jego wartość wciąż jednak pozostaje ujemna i wynosi -5,7 pkt.

– To niewątpliwie dobry trend, który został rozpoczęty już w zeszłym roku. Najprawdopodobniej będzie trwał, więc to dobra wiadomość zarówno dla gospodarki europejskiej, jak i polskiej. Dane, które poznaliśmy w ostatnim okresie, są potwierdzeniem tego, co tak naprawdę widzimy od roku – komentuje Mateusz Adamkiewicz.

Analityk przypomina przy tym, że grudniowe odczyty indeksów PMI również w większości przypadków okazały się być lepsze od oczekiwań. Dla sektora usług państw Eurolandu było to 54,2 pkt (oczekiwano 53,9 pkt), a wskaźnik PMI dla przemysłu osiągnął 53,2 pkt i był to wynik najlepszy od kwietnia 2014 roku.

Jednocześnie sytuacja na europejskim rynku pracy jest coraz lepsza. Stopa bezrobocia obniżyła się w strefie euro do 10,5 proc., czyli najniższego poziomu od 2012 roku. Przedstawiciel HFT Brokers jest zdania, że poprawa koniunktury w europejskiej gospodarce będzie trwała, a pod koniec 2016 roku odsetek osób pozostających bez pracy może spaść do jednocyfrowego poziomu.

– Dane o sprzedaży detalicznej wypadły nieco gorzej od oczekiwań, ale rozpatrywałbym to raczej w kategorii chwilowego zawahania – stwierdza Adamkiewicz.

Europejczycy kupują też coraz więcej. Ostatnie listopadowe dane o sprzedaży detalicznej w strefie euro, wyrównane sezonowo i skorygowane o liczbę dni roboczych, pokazały wzrost o 1,4 proc. (rdr.). W stosunku do października był to jednak znacznie niższy wynik. Wówczas mieliśmy do czynienia ze wzrostem rok do roku na poziomie 2,4 proc.

– Przyglądając się zamówieniom w przemyśle Niemiec, widzę pewne powody do niepokoju. Wystarczy spojrzeć na to, co dzieje się w Chinach. Tam koniunktura się pogarsza, a nie jest wielką tajemnicą to, że właśnie Chiny stały się kluczowym rynkiem dla Niemców – zauważa ekspert.

Zamówienia w niemieckim przemyśle rosną. Ich wielkość u naszych zachodnich sąsiadów wzrosła w listopadzie o 1,5 proc. wobec października, podczas gdy spodziewano się wzrostu jedynie o 0,1 proc. Miesiąc wcześniej miesięczny wzrost wyniósł 1,7 proc. Jak zaznacza analityk, pojawiają się pewne obawy co do tego odczytu w przyszłości ze względu na pogłębiające się problemy Chin.

– Jeżeli będzie kontynuacja pogorszenia danych z Chin, to bardzo możliwe, że niemieccy przedsiębiorcy również zobaczą niższy popyt na swoje produkty. To jest potencjalnie negatywny czynnik. Natomiast mimo wszystko powinniśmy być raczej spokojni o ten parametr – przewiduje Mateusz Adamkiewicz.

Rozmówca podkreśla, że dane płynące z Niemiec są bardzo istotne także dla polskich przedsiębiorców. Powodem są mocne powiązania handlowe, które łączą obie gospodarki. Jak pokazały ostatnie dane Głównego Urzędu Statystycznego, wymiana handlowa Polski i Niemiec rośnie: między styczniem a listopadem ubiegłego roku liczony w euro eksport za Odrę wzrósł o 11 proc, zaś import o 7,4 proc. Tym samym udział niemieckiej gospodarki w polskim eksporcie wzrósł do 27,2 proc., zaś w imporcie do 22,8 proc.

1 lutego mija termin rozliczenia się z fiskusem z przychodów z najmu nieruchomości

CEO Magazyn Polska

Do 20 stycznia można zgłaszać formę opodatkowania przychodów z najmu nieruchomości lub jej zmiany. Ci, którzy opłacają ryczałt od przychodów ewidencjonowanych, czyli stawkę 8,5 proc., muszą się rozliczyć z fiskusem do końca stycznia. W tym roku ostatni dzień na składanie rozliczeń wypada 1 lutego. W PIT-28 można uwzględnić ulgę rehabilitacyjną czy darowiznę na cele kultu religijnego, a także przekazać 1 proc. podatku na organizację pożytku publicznego.

Wybór przez podatnika formy opodatkowania najmu zależy od wysokości osiąganych przychodów oraz od ponoszonych kosztów uzyskania przychodu – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dominika Dragan-Berestecka, doradca podatkowy w firmie Kancelaria Chmieliński & Żemantowski. – Jeżeli podatnik chce zmienić formę opodatkowania, czyli np. ryczałt na zasady ogólne, to powinien taką informację złożyć w urzędzie skarbowym do 20 stycznia tego roku, od którego chce rozpocząć zmianę formy opodatkowania.

Jeżeli podatnik kontynuuje rozliczenie, nie ma obowiązku składania takiej informacji do urzędu. Raz wybrana forma obowiązuje na kolejne lata. Podatnicy mają do wyboru trzy opcje. Jedną z nich jest ryczałt od przychodów ewidencjonowanych.

Stawka wynosi 8,5 proc., więc jest stosunkowo niska, ale musimy pamiętać o tym, że wybór ryczałtu i takiej formy opodatkowania pozbawia podatnika prawa do rozliczenia kosztów uzyskania przychodu – wyjaśnia Dominika Dragan Berestecka.

Drugą możliwością jest opodatkowanie według skali podatkowej, czyli stawką 18 proc. lub 32 proc., w zależności od wysokości osiąganych dochodów. Ten sposób umożliwia właścicielowi odliczenie poniesionych wydatków na wynajmowany lokal, np. kosztów remontu. Inna opcją jest rozliczenie w ramach działalności gospodarczej – stawka podatku wynosi 19 proc.

Sposób rozliczenia dochodów z wynajmu tak naprawdę trzeba ocenić przed rozpoczęciem wynajmu, mając na uwadze osiągane przychody z najmu czy poniesione z tego tytułu koszty. Można spróbować sobie zrobić kalkulację i sprawdzić, co się bardziej opłaca. Czy 8,5-proc. podatek od przychodu, czy opodatkowanie według skali i 18-proc. podatek, ale z uwzględnieniem kosztów uzyskania przychodu – wyjaśnia doradca podatkowy.

W przypadku ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych obowiązuje wcześniejszy niż przy podatku od dochodów osobistych termin rozliczenia rocznego dochodów, który wypada 31 stycznia. Jak podkreśla Dragan-Berestecka, w tym roku jest to niedziela, więc ostatni dzień na rozliczenie przypada 1 lutego.

Obowiązuje specjalny formularz do rozliczenia takich dochodów, czyli PIT-28 – wskazuje Dominika Dragan-Berestecka. – Pozwala on podatnikowi na uwzględnienie niektórych ulg i odliczeń od podatku. Wprawdzie ryczałt nie zezwala na rozliczenie kosztów, ale podatnik może rozliczyć składki na ubezpieczenia społeczne, zdrowotne, a także darowizny, ulgę rehabilitacyjną oraz poniesione koszty z tytułu ulgi internetowej. Warunkiem ich uwzględnienia jest nierozliczanie odliczeń i ulg w ramach innych, osiąganych dochodów. Czyli jeżeli uwzględniamy składki w ramach działalności gospodarczej, to nie możemy ich brać pod uwagę w PIT-28.

Podkreśla, że w PIT-28 nie można także rozliczyć ulgi na dziecko. Nie oznacza to jednak, że podatnicy płacący ryczałt w ogóle są pozbawieni takiej możliwości. Ulgę taką mogą rozliczyć, ale z dochodami opodatkowanymi według skali podatkowej, czyli np. osiąganymi z tytułu umowy o pracę. Ryczałtowcy nie mogą się również rozliczyć wspólnie z małżonkiem czy jako rodzic samotnie wychowujący dziecko.

– W PIT-28 podatnicy mogą wskazać organizację pożytku publicznego, na rzecz której chcą przekazać 1 proc. podatku – zauważa Dominika Dragan-Berestecka. – Tutaj obowiązują takie same zasady co w przypadku rozliczenia dochodów według skali podatkowej. Organizację można także wskazać w korekcie do PIT-28.

Rynek inteligentnych domów wart jest 100 mln zł. Za pięć lat może być to nawet sześć razy więcej

CEO Magazyn Polska

Polski rynek rozwiązań wchodzących w skład tzw. inteligentnego domu jest obecnie wyceniany na 100 mln zł. Polacy najbardziej zainteresowani są sterowaniem systemami bezpieczeństwa poprzez urządzenia mobilne oraz rozwiązaniami oszczędzającymi energię i zwiększającymi komfort. Doświadczenia krajów Europy Zachodniej wskazują, że za pięć lat rynek ten może wzrosnąć nawet sześciokrotnie.

Są trzy obszary, które najbardziej interesują Polaków. Po pierwsze, bezpieczeństwo, czyli wszystko, co jest związane z alarmami. Po drugie, konsumpcja energii, a po trzecie, komfort, który oznacza zarządzanie przez telefon światłem, bramami czy naturalną wentylacją – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Radosław Borkowski, dyrektor zarządzający w polskim oddziale francuskiej firmy Somfy. – Smartfon jest głównym elementem spinającym cały system. Dzięki niemu cały czas mamy niejako swój dom w kieszeni.

Rynek inteligentnych domów w Polsce jest wart obecnie ok. 100 mln zł. Obserwując dane z rynków zachodnich – zdaniem Borkowskiego – można przypuszczać, że w najbliższych latach będzie podwajał swoją wartość w ciągu roku. Francuska firma Somfy szacuje, że za pięć lat rynek inteligentnych domów w Polsce osiągnie wartość 600–700 mln zł.

Jest to więc wzrost rzędu 600 proc. – wskazuje Radosław Borkowski. – Prędzej czy później rynek ulegnie nasyceniu. Inwestycja w inteligentny dom jest długoterminowa. Wiele zależy więc od koniunktury budowlanej.

Jak wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie polskiego oddziału Somfy, dziś prawie dwie trzecie Polaków deklaruje zainteresowanie inteligentnymi rozwiązaniami do zarządzania swoją nieruchomością. Ponad 20 proc. przyznaje, że mieszka już w takich domach lub mieszkaniach. Więcej niż połowa jest zdania, że w ciągu najbliższych pięciu lat każdy będzie mógł sterować domowymi urządzeniami za pomocą smartfona lub tabletu.

Funkcją telefonu dzisiaj jest nie tylko komunikacja z innymi osobami. To również e-mail, zarządzanie domem, opłacanie rachunków, a z drugiej strony – media społecznościowe. Urządzenie mobilne staje się nieodzownym element codziennego życia i korzysta z niego każdy – mówi Borkowski.

Według badania firmy Somfy o pojęciem „dom inteligentny” słyszało aż 84 proc. ankietowanych. Takie nieruchomości są postrzegane jako nowoczesne, zdalnie sterowane, funkcjonalne, oszczędne oraz bezpieczne.

Technologia cały czas się rozwija – uważa Radosław Borkowski. – Wczoraj dostarczaliśmy pilota do bramy, dzisiaj mamy rozwiązanie geolokalizacji, czyli telefon komunikujący się z satelitą. Niebawem będziemy budować inteligentne okno, czego dzisiaj nikt nie ma na rynku. To łącznik między otoczeniem zewnętrznym a życiem prywatnym. Chcemy, by także ono stało się inteligentne. To jeden z kierunków, które Somfy wyznacza sobie na najbliższe lata.

Badanie przeprowadzone przez Somfy dotyczyło także oczekiwań, jakie mamy wobec inteligentnych domów. Ankietowani najczęściej wskazywali zarządzanie za pomocą smartfonu oświetleniem (87 proc.), klimatyzacją, ogrzewaniem oraz alarmem (po 83 proc.), bramą wjazdową (ok. 81 proc.) i kamerą domowego monitoringu (80 proc.). Krajowych konsumentów mniej interesują takie funkcjonalności, jak inteligentne lodówki same zamawiające brakujące produkty (42 proc.), sterowanie pralką za pomocą smartfona (55 proc.) czy zintegrowanym z siecią WWW telewizorem (66 proc.).

Dzisiaj budujemy przede wszystkim świadomość klientów – twierdzi Radosław Borkowski. – Właśnie wchodzi na rynek grupa młodych, dynamicznych ludzi, dla których użycie smartfonów i nowe technologie są codziennością. To głównie oni zainteresowani są takimi rozwiązaniami i tutaj widzimy największy potencjał.

Personalizowanie, ręcznie wykonywane narty z Polski robią furorę wśród narciarzy na całym świecie

0

CEO Magazyn Polska

Narty, jak garnitury i sukienki, mogą być szyte na miarę. Dzięki temu są dobrze dopasowane nie tylko do wagi i wzrostu narciarza, lecz także do jego umiejętności i stylu jazdy. Na spersonalizowany sprzęt postawiła polska firma Monck Custom. Narty są wykonywane ręcznie, a proces produkcji jednej pary trwa kilkadziesiąt godzin. Staranność wykonania przyniosła efekty – model FR CRUISE zdobył pierwsze miejsce w prestiżowym teście NTN Snow & More, pokonując światowych producentów.

Testy NTN Snow & More odbywają się raz w roku na austriackim lodowcu Kaunertaler Gletscher. Funkcję testerów pełnią zarówno zawodowi narciarze, jak i doświadczeni amatorzy. W 2015 roku było ich prawie 70, a testom poddano 102 pary nart z kilku kategorii.

Udało nam się w grupie nart freeride small, czyli do 110 mm pod butem, uzyskać pierwsze miejsce z modelem FR CRUISE, który bardzo się spodobał testerom. Kilka innych par w innych grupach miało bardzo dobre wyniki, w wielu grupach wyprzedzając wielkich światowych producentów – mówi agencji informacyjnej Newseria Szymon Girtler, właściciel Monck Custom.

Szymon Girtler założył firmę Monck Custom w 2009 roku. Kilka miesięcy później na stok wyjechał prototyp poddany następnie licznym testom. W ciągu minionych lat Girtler wyprodukował kilkadziesiąt par nart, które kupili zarówno polscy, jak i zagraniczni narciarze. Narty produkowane są według tych samych technologii, które wykorzystują duże firmy, wykonywane są jednak ręcznie. Produkcja jednej pary zajmuje ok. 50 godzin – miesięcznie w firmie Monck Custom powstają 3–4 pary.

Wielkie firmy wmawiają nam, że to są skomplikowane technologie, których się nie da w małych warunkach wprowadzić. A tak naprawdę, stosując najlepsze materiały, najlepsze drewno, najlepsze ślizgi i najlepsze włókna węglowe, można taki właśnie efekt osiągnąć, nie oszczędzając na żadnym z tych etapów – mówi Szymon Girtler.

Narty Monck Custom charakteryzują się unikatowym designem. Wykonywane są z drewna przy zachowaniu jego naturalnego koloru. Rdzeń narty produkowany jest ze świerku i jesionu, a boki z bambusa. Wytwarzane są na zamówienie, a średni czas oczekiwania wynosi ok. trzech tygodni. Klient może w tym czasie śledzić postępy w pracach. Narty te są spersonalizowane, a więc idealnie dostosowane nie tylko do potrzeb narciarza, lecz także do jego sylwetki.

Produkujemy narty dla konkretnej osoby – uwzględniamy jej wzrost, wagę, umiejętności i preferencje co do stylu jazdy. Jest to po prostu garnitur szyty na miarę, w dodatku z absolutnie najlepszych materiałów – mówi Szymon Girtler.

W 2014 roku najlepiej sprzedawał się model SL RIPPER, przeznaczony do jazdy po trasach, oparty na technologii nart wykorzystywanych w Pucharze Świata. Ostatnio jednak świetne wyniki osiągnięte w Niezależnym Teście Narciarskim Snow & More zwiększyły sprzedaż zwycięskiego modelu FR CRUISE. Ceny nart Monck Custom plasują się w przedziale od 2,9 do 4,5 tys. zł.

Różne modele są w różnej cenie. Niektóre modele są sprzedawane od razu z wiązaniami, niektóre można dokupić dodatkowo – mówi Girtler. – Nie robimy nart ze średniej i niskiej półki. Wszystkie nasze narty są z najwyższej półki pod względem jakości i technologii. Skupiliśmy się również na tym, żeby te narty były ładne. One są drewniane, utrzymane w zupełnie innej estetyce.

PiS bezkonkurencyjny w mediach

Z najnowszego, poszerzonego raportu „Scena Polityczna”, który zawiera wszystkie ugrupowania wchodzące w skład sejmu, wynika, że niekwestionowanym liderem w mediach została partia Prawo i Sprawiedliwość. W grudniu na jej temat opublikowano 72,5 tys. materiałów.

Prawo i Sprawiedliwość cieszyło się trzykrotnie większym zainteresowaniem w mediach niż partia, która zajęła 2. miejsce w zestawieniu najbardziej medialnych ugrupowań – wynika z raportu „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów”. Za nią uplasowała się Platforma Obywatelska, której wynik wyniósł zaledwie 24,3 tys. informacji. Na podium znalazło się także Polskie Stronnictwo Ludowe z wynikiem 16,6 tys. doniesień. Na kolejnych miejscach ulokowały się: Nowoczesna (12,9 tys.), Kukiz’15 (8,2 tys.) i Mniejszość Niemiecka (0,2 tys.).

Liczba publikacjiWykres 1.  Liczba publikacji, w których wystąpiły partie polityczne w podziale na media – grudzień 2015 r.

 62 proc. materiałów nawiązujących do partii politycznych pochodziło z internetu. Drugim najaktywniejszym medium okazała się telewizja – 18 proc. przekazu, a następnie prasa – 11 proc. i radio – 10 proc.

Prawo i Sprawiedliwość zdecydowanym liderem

W przypadku lidera zestawienia największy odsetek informacji także pochodził z sieci – aż 64 proc. Najczęściej o ugrupowaniu pisali dziennikarze z redakcji TVN24 (2 tys. materiałów), Polsat News (2 tys.), TVP Info (1,6 tys.) i Radio TOK FM (1,3 tys.).

Partia Prawo i Sprawiedliwość wygrała także pod względem wyceny ekwiwalentu reklamowego. AVE wyniosło 732 mln złotych. Dla porównania – PO zyskało w grudniu promocję wartą 339 mln złotych.

zmiany w czasie

Wykres 2.  Zmiany w czasie ukazywania się publikacji, w których wystąpiły partie polityczne – grudzień 2015 r. (internet, prasa, RTV)

 

Największa aktywność medialna dotyczyła partii rządzącej i przypadła na 9 grudnia – dzień ogłoszenia orzeczenia sędziów Trybunału Konstytucyjnego w sprawie najważniejszych przepisów wprowadzonych przez nowelizację ustawy o TK autorstwa PiS.  Na wykresie zaobserwować można wyraźnie spadek zainteresowania tematem polityki, który był związany ze Świętami Bożego Narodzenia.

Petru goni Kaczyńskiego

Do zmian doszło w zestawieniu medialności liderów partii politycznych. Numerem 1 ponownie i  bezsprzecznie pozostał Jarosław Kaczyński – w grudniu z wynikiem 12,7 tys. publikacji. Jednak na drugim miejscu tym razem uplasował się Ryszard Petru (7,3 tys.), a za nim Ewa Kopacz (3,6 tys.). Kolejne miejsca należały do Pawła Kukiza (3,1 tys.), Władysława Kosiniaka-Kamysza (2,8 tys.) i Ryszarda Galli (0,05 tys.).

Liczba publikacji 1

Wykres 3.  Liczba publikacji, w których wystąpili liderzy partii politycznych – grudzień 2015 r. (internet, prasa, RTV)

 Petru i Kukiz w social media

 Kolejność najczęściej występujących polityków w mediach społecznościowych różni się od klasyfikacji medialności liderów w prasie, internecie i RTV. W przypadku social media pierwsze miejsce zajął Jarosław Kaczyński, ale na kolejne miejsca wysunęli się Ryszard Petru i Paweł Kukiz. O liderze Prawa i Sprawiedliwości internauci napisali aż 161,2 tys. wzmianek.

Wykres 4.  Liczba wzmianek w social media, w których wystąpili liderzy partii politycznych – grudzień 2015 r.

Wykres 4.  Liczba wzmianek w social media, w których wystąpili liderzy partii politycznych – grudzień 2015 r.

 

Koniec roku z jednocyfrowym bezrobociem

W grudniu 2015 roku stopa bezrobocia rejestrowanego wyniosła 9,8 proc. Tak dobrego wyniku na koniec roku nie było od 2008 roku.

201512bezrobocie_grudzien_1Z danych resortu wynika, że na koniec 2015 roku w urzędach pracy zarejestrowanych było 1 564,2 tys. osób. Liczba wolnych miejsc pracy i miejsc aktywizacji zawodowej zgłoszonych przez pracodawców do urzędów pracy w grudniu 2015 roku wyniosła 77,6 tys. To o 22,7 tys. czyli o 41,4 proc. więcej od liczby miejsc zgłoszonych do urzędów w grudniu 2014 r.

Końcówka 2015 roku nastraja nas optymistycznie. Sytuacja na rynku pracy poprawia się i wszystko wskazuje na to, że w roku 2016 dobra passa będzie utrzymana – mówi Elżbieta Rafalska, minister rodziny, pracy i polityki społecznej.

Najniższe bezrobocie odnotowano na koniec 2015 roku w województwach: wielkopolskim (6,2 proc.), śląskim (8,2 proc.) oraz małopolskim i mazowieckim (po 8,4 proc.).

W porównaniu z listopadem ub. roku stopa bezrobocia wzrosła z 9,6 do 9,8 proc. Co było powodem? Przede wszystkim zakończenie prac sezonowych i powroty do ewidencji po zakończeniu umów na czas określony. W grudniu 2014 roku bezrobocie wyniosło 11,4 proc. Jednocyfrowe bezrobocie na koniec roku ostatnio odnotowano w grudniu 2008 roku – wyniosło ono wtedy 9,5 proc.

W całym 2015 roku liczba bezrobotnych spadła o  261 tys. osób (o 14,3 proc.). Wskaźnik bezrobocia w grudniu 2015 roku osiągnął poziom niższy niż w końcu 2014 roku o  1,6 punktu procentowego.

W całym 2015 roku pracodawcy zgłosili do urzędów pracy 1 278,0 tys. wolnych miejsc pracy i miejsc aktywizacji zawodowej, tj. o 183,1 tys. (o 16,7 proc.) więcej niż w 2014 roku  (1 094,9 tys.).

Internetowe kantory rosną w siłę

W sieci wymieniamy już około 1/5 tego co w kantorach stacjonarnych. Currency One szacuje, że obroty kantorów internetowych w następnym roku będą nadal rosnąć i zwiększą się o około 20 proc. Tym samym branża ta w 2016 r. może być warta około 38 mld zł.

Zeszły rok był dość trudny dla kantorów internetowych. Najpierw zawirowania na franku w styczniu 2015 r., potem obniżenie spreadów na tej walucie przez banki, następnie uruchamianie przez kilka banków platform wymiany walut –  to wszystko wpłynęło na branżę.  Kantory internetowe nie pozostały jednak bierne wobec tych działań.

– Zaufanie do nas jest podstawą, więc rozpoczęliśmy starania o licencję instytucji płatniczej KNF i otrzymaliśmy ją w lipcu zeszłego roku. Postawiliśmy także na nowe wersje serwisów, aplikacje mobilne, szersze funkcjonalności – wylicza Łukasz Olek z zarządu Currency One, odpowiedzialny za rozwój serwisów. – Co jednak najistotniejsze dla klientów, spready w sieci są nadal bardzo konkurencyjne wobec bankowych i kantorowych.

38 miliardów w sieci

Currency One SA, operator InternetowyKantor.pl i Walutomatu, szacuje, że kantory internetowe wciąż będą się rozwijać, ale tempo tego wzrostu może być nieco mniejsze niż w poprzednich 2-3 latach. Nie znaczy to jednak, że będzie małe.

Rynek kantorów internetowych ma już prawie 7 lat. Obserwujemy dokładnie coroczne wyniki branży i szacujemy, że obroty w 2016 roku mogą wynieść ok 38 mld zł, co stanowi wzrost o ok 20 proc. w stosunku do tego roku. Większość obrotów generują jednak największe firmy na rynku, z pierwszej piątki – mówi Ł. Olek.

Stacjonarne wciąż silne

Wg danych NBP obroty stacjonarnych kantorów internetowych w 2014 r. osiągnęły 158,1 mld zł. Rynek, który zagarnęły rok temu internetowe serwisy (ok. 33 mld w 2014r.) to więc około 20 proc. Szacunki Currency One pokazują, że liczba ta może się zwiększać z roku na rok.

Przykładowo w 2015 r. w serwisie Internetowykantor.pl liczba klientów wzrosła o 24 proc. i osiągnęła ponad 200 tys. W Walutomacie w 2015 r. przybyło aż 34 proc. wymieniających (obecnie 177 tys.). Roczne obroty obu serwisów były rekordowe i wyniosły 13 mld zł. Tym samym wzrosły o 25 proc. w stosunku do 2014 r.

Jaki będzie ten rok?

Nadchodzący rok nie powinien przynieść większych przełomów w branży, mówią eksperci. Mogą pojawić się kolejne platformy bankowe. Serwisy będą stawiały na rozwój funkcjonalności i atrakcyjność dla klienta, nie tylko cenową. Biznes ten będzie też na większą skalę wykraczał poza granice Polski. – My zdecydowaliśmy się już w zeszłym roku na rozwój międzynarodowy i uruchomiliśmy platformę Valuto.com, która umożliwia błyskawiczne i natychmiastowe płatności międzynarodowe. Wiemy, że inne czołowe kantory także chcą iść w tę stronę – mówi Ł. Olek.

Obecnie na rynku funkcjonuje ok 50 kantorów internetowych. Z roku na rok notują wzrost obrotów. Pojawili się też nowi gracze, ale nie zdołali się przebić do ścisłej czołówki, która już od lat jest taka sama. Wiodące firmy w minionym roku tylko umocniły swoją pozycję. Zapowiada się więc stabilizacja w branży.

Pierwsze decyzje RPP bez zaskoczenia

Rada Polityki Pieniężnej na swoim pierwszym posiedzeniu w tym roku utrzymała poziom stóp procentowych na dotychczasowym poziomie. Tym samym stopa referencyjna przyjmuje wartość 1,50 proc., stopa lombardowa 2,50 proc., stopa depozytowa 0,50 proc., a stopa redyskontowa 1,75 proc.

Od poziomu stóp procentowych zależy nie tylko oprocentowanie lokat i kredytów, ale też przyszły rozwój całej gospodarki. W celu pobudzania wzrostu gospodarczego banki centralne stosują luźną politykę pieniężną (niskie stopy procentowe), a gdy koniunktura się przegrzewa przechodzą do bardziej restrykcyjnych założeń, czyli podnoszą stopy.
– Obecnie polska gospodarka rozwija się w umiarkowanym tempie, więc stopy procentowe ogłaszane przez RPP są na niskim poziomie. Przyczyną takiej operacji jest także panująca już od półtora roku deflacja. Tymczasem, jednym z podstawowych celów NBP jest dbanie o to aby roczny wzrost cen wynosił 2,50 proc. z dopuszczalnym odchyleniem +/- 1 pkt. procentowy – komentuje Jacek Kasperczyk, analityk porównywarki finansowej Comperia.pl. – Utrzymanie przez NBP stóp procentowych na obecnym poziomie sprawia, że oprocentowanie produktów oszczędnościowych dostępnych w bankach znajduje się na bardzo niskich poziomach. Dla kont oszczędnościowych średni odczyt tego parametru to zaledwie 1,45 proc. Niewiele lepiej jest w lokatach. W przypadku kwartalnych depozytów na kwotę 5 tys. złotych zmienna ta przyjmuje wartość 1,48 proc. – dodaje.

Średnie oprocentowanie lokat

Niskie stopy procentowe wpływają korzystnie na wysokość rat płaconych przez kredytobiorców, bowiem ogłaszane przez NBP stopy stanowią benchmark dla rynkowych stóp procentowych WIBOR 3M będących istotną częścią składową oprocentowania hipotek.
Za przykład Jacek Kasperczyk podaje ratę 30-letniego kredytu hipotecznego na kwotę 300 tys. zł, zaciągniętego w styczniu 2009 r., które dziś wynosi 1488 zł, podczas gdy w styczniu 2014 r., czyli zaledwie dwa lata temu, wynosiła 1640 zł. Jeszcze więcej wynosiła w 2012 roku, kiedy to oscylowała ona w granicach 2045 złotych. Należy jednak zwrócić uwagę na fakt, że w tamtym okresie stopa referencyjna Narodowego Banku Polskiego wynosiła 4,50 proc.
– Najbliższe miesiące nie powinny przynieść podwyżek oprocentowania kredytów i produktów oszczędnościowych oferowanych przez banki. Niewiele wskazuje na to, by nasz rodzimy bank centralny zamierzał zaostrzać stosowaną przez siebie politykę pieniężną. Co więcej, w mediach pojawiają się głosy o możliwych dalszych obniżkach stóp procentowych. – puentuje Jacek Kasperczyk, Comperia.pl.

Popołudniowy komentarz walutowy z 14.01.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 14.01.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Prognoza walutowa dla chińskiego juana (CNY)

O sytuacji na rynkach walutowych w dalszym ciągu decydują luki, które pojawiły się w kluczowych dla gospodarki obszarach. W 2016 r. Rezerwa Federalna prawdopodobnie będzie podnosić stopy procentowe niemal co kwartał w ślad za podwyżką grudniową. Bank Anglii najpewniej również ogłosi podwyżkę w drugiej połowie 2016 r. Natomiast większość pozostałych banków centralnych grupy G10 – zwłaszcza EBC – pozostanie przy polityce luzowania.

Juan (CNY) jest objęty rygorystycznie sterowanym systemem kursu pełzającego wobec dolara. Ludowy Bank Chin (PBOC) pozwala na codzienne wzrosty i spadki kursu w stosunku do USD nieprzekraczające dwóch punktów procentowych oficjalnego kursu dnia.

W ciągu ostatnich dwóch lat PBOC pozwolił na stopniową deprecjację CNY, ale w sierpniu Ludowy Bank Chin zaskoczył rynki walutowe serią dewaluacji chińskiego pieniądza, które w ciągu zaledwie tygodnia obniżyły stały kurs o około 3% w stosunku do dolara. Szereg rozczarowujących komunikatów ogłoszonych przez Chiny zaważył na sytuacji CNY, który w styczniu osiągnął najniższy od pięciu lat poziom (wykres. 1).

Wykres 1: Indeks kursu USD/CNY (2011-2016)

indeks kursuŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 01.11.2016

W 2015 r. wzrost gospodarczy wciąż się obniżał. W trzecim kwartale roku osiągnął najniższy od sześciu lat poziom 6,9% (wykres 2). Chińska gospodarka została wyprzedzona przez indyjską, która jest teraz najszybciej rozwijającą się dużą gospodarką świata. Obecnie, według OECD, przewidywana stopa wzrostu w Chinach wyniesie 6,5% w przyszłym roku, a w 2017 r. tylko 6,2%, czyli znacznie poniżej planowanych 7%.

Wykres 2: Roczny wzrost PKB Chin (2011-2015)

roczny wzrost pkbŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 01.11.2016

Aby ożywić słabnącą chińską gospodarkę, bank centralny musiał dokonać szeregu cięć stóp procentowych. W październiku stopa referencyjna została obniżona o 25 punktów bazowych do 4,35%. Była to szósta w tym kraju obniżka stóp w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Jednocześnie wymagane rezerwy bankowe zostały obniżone o kolejne 0,5%.

Chińskie rynki finansowe ucierpiały w ciągu kilku ostatnich miesięcy. Indeks Shanghai Composite spadł od połowy grudnia o prawie 20%, co jeszcze bardziej zintensyfikowało wyprzedaż juana. Uważamy jednak, że znaczenie przywiązywane do ostatnich wyników rynku akcji w Chinach jest zbyt duże. Nie sądzimy, że spowoduje to dalszą istotną dewaluację chińskiej waluty. Udział akcji w ogólnej wartości chińskich aktywów jest niski – wynosi tylko 20%, podczas gdy w USA jest to ponad 60%. Majątek chińskich gospodarstw domowych jest zazwyczaj lokowany w nieruchomościach, których ceny ustabilizowały się, a ostatnio nawet ponownie wzrosły.

Ponadto wartość środków na inwestycje pozyskiwanych za pośrednictwem rynków akcji jest w Chinach stosunkowo niewielka. System bankowy i władze państwa odgrywają ważniejszą rolę w alokacji kapitału i podejmowaniu decyzji inwestycyjnych.

Martwi natomiast redukcja chińskich rezerw walutowych, której dokonano w ciągu ostatnich osiemnastu miesięcy w celu ochrony waluty (wykres 3). Ich ogólna wartość jest jednak wciąż bardzo wysoka – Chiny posiadają największe na świecie rezerwy walutowe.

Wykres: Rezerwy walutowe Chin (2012-2015)

rezerwy walutoweŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 01.11.2016

Jednym z kluczowych długoterminowych celów Chin jest internacjonalizacja juana jako środka wymiany i tezauryzacji. Gwałtowna dewaluacja zachwiałaby zaufaniem do chińskiej waluty i w ostatecznym rozrachunku odniosłaby skutek odwrotny do zamierzonego. Ponadto osłabiony CNY utrudniłby realizację celu, którym jest zrównoważenie chińskiej gospodarki w oparciu o krajową konsumpcję, a nie o inwestycje.

Biorąc powyższe dane pod uwagę, w dalszym ciągu jesteśmy zdania, że chińskie władze wciąż będą dążyć do celu, którym jest utrzymanie stabilności juana wobec ważonego obrotami koszyka walut, który według naszych szacunków składa się w 45% z dolara, w 30% z euro i w 20% z jena. Do tego czasu ucieczka kapitału będzie powstrzymywana raczej środkami administracyjnymi i kontrolnymi, a nie dewaluacją waluty.

Z uwagi na rozbieżność realizowanej przez Bank Japonii, Europejski Bank Centralny i Rezerwę Federalną polityki pieniężnej, która prawdopodobnie spowoduje spadek kursu jena i euro wobec juana, przewidujemy, że CNY będzie stopniowo tracić na wartości wobec dolara w porównaniu z obecnym poziomem.

  USD/CNY EUR/CNY PLN/CNY
1 kw. 2016 6,60 6,75 1,65
2 kw. 2016 6,65 6,60 1,65
3 kw. 2016 6,70 6,60 1,65
Koniec 2016 6,75 6,55 1,64
Koniec 2017 6,80 6,45 1,61

Ropa przebiła 30 dolarów

Granica 30 dolarów za baryłkę wydawała się dla ropy nieprzekraczalna, ale jak widać na rynkach nic nie jest pewne. Dobra recenzja polskiej gospodarki w wykonaniu MFW. Giełda w Chinach po sporych emocjach idzie w górę. Dzisiaj decyzja RPP w sprawie stóp procentowych.

Dzisiaj wynik chińskiej giełdy uspokaja rynki niemal 2-procentowym wzrostem głównego indeksu. Po drodze było co prawda gorąco, gdy to indeks był już tylko 0,5% powyżej minimów z sierpnia, kiedy to miał miejsce dołek w wakacyjnym krachu na giełdzie. W ramach przepisów mających chronić giełdę przed spadkami pojawił się przepis ułatwiający inwestorom dochodzenie swoich roszczeń od banków inwestycyjnych, jeżeli podczas debitu spółki udzielały one nieprawdziwych informacji o niej.

Pomimo lepszej sytuacji na giełdach w Chinach spadki na ropie trwają. Ropa Brent w dostawie na luty spadła na giełdzie w Londynie poniżej 30 dolarów. To najniższy poziom nominalny od 12 lat. Podobnie wygląda sytuacja z ropą WTI. Co wpływa obecnie na ceny ropy? Po pierwsze wczorajsze dane pokazały, że zapasy ropy w USA nie rosną jednak tak szybko jak się spodziewaliśmy. Z drugiej strony docierają informacje, że Iran przymierza się do zwiększenia eksportu surowca. Okazją do tego jest zapowiedziane zniesienie sankcji ekonomicznych. Biorąc pod uwagę, że już teraz produkcja przekracza konsumpcję, można spodziewać się dalszej presji na spadek cen w krótkim okresie. W długim okresie, w miejscach gdzie wydobycie ropy jest drogie, powinna spadać produkcja i ceny powinny się stabilizować. Wszyscy analitycy mówią o stabilizacji cen, a ceny ciągle spadają, przesuwając perspektywę gdzie ukształtuje się dołek w tym ruchu.

Dobre wieści nadeszły z MFW. Odbył się przegląd sytuacji polskiej gospodarki w ramach elastycznej linii kredytowej, która przyznana jest Polsce. Analitycy funduszu potwierdzili solidne fundamenty naszej ekonomii. Ponadto na wniosek Ministerstwa Finansów zmniejszyliśmy wysokość dostępnych pożyczek. Ponieważ za gotowość do pożyczenia rodaków płacimy, zredukowanie potencjalnych pożyczek oznacza oszczędności dla budżetu. Kwota 42 milionów złotych to nie ten rząd wielkości co podatek bankowy, ale to krok w dobrym kierunku dla budżetu. Dodatkowym potwierdzeniem siły polskiej gospodarki jest podniesienie prognozy wzrostu gospodarczego na 2016 rok z 3,6% na 3,7%.

Dzisiaj poznamy decyzję RPP w sprawie stóp procentowych. Ponieważ zanosi się na wymianę większości członków tego gremium w tym kwartale wątpliwe jest by stary skład czynił na odejściu jakieś decyzje. Gdyby sytuacja tego wymagała decyzja oczywiście by zapadła, ale obecnie ciężko mówić o takim zjawisku, co potwierdzają właściwie wszyscy analitycy.

Oprócz tego warto zwrócić uwagę na:

13:00 – Wielka Brytania – decyzja w sprawie stóp procentowych,

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 14.10.2015 do 14.01.2016Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 14.10.2015 do 14.01.2016

Kurs EUR/PLN powraca do wzrostów. Dla ruchu w górę nowym oporem jest poziom 4,3650, gdzie znajduje się zarówno maksimum poprzedniego jak i tego ruchu. W przypadku spadków wsparcie stanowić będzie linia łącząca minima lokalne przebiegająca obecnie na 4,2300. Jest to również poziom, na którym kurs już trzykrotnie odbił się w górę w ciągu ostatniego kwartału.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 14.10.2015 do 14.01.2016Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 14.10.2015 do 14.01.2016

Kurs CHF/PLN przeszedł z trendu wzrostowego w boczny. Gdyby doszło do powrotu do wzrostów istotnym poziomem są wciąż okolice 4,0400, gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem są testowane obecnie okolice 3,9000-3,9100, na których to kurs wielokrotnie odbijał w górę.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 14.10.2015 do 14.01.2016Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 14.10.2015 do 14.01.2016

Kurs USD/PLN powrócił do trendu bocznego. Nowym oporem są maksima na 4,0450. Dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem minima lokalne na 3,8600, gdzie kurs odbijał się pod koniec grudnia.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 14.10.2015 do 14.01.2016Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 14.10.2015 do 14.01.2016Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 14.10.2015 do 14.01.2016

Kurs GBP/PLN od połowy października porusza się w silnym trendzie wzrostowym po czym zawrócił i przeszedł w trend spadkowy. Najbliższym oporem dla ruchu w górę jest krótkookresowa linia spadkowa na poziomie 5,8700. W przypadku kontynuacji spadków ważnym wsparciem jest dopiero minimum stanowiące punkt wyjścia do obecnego ruchu wzrostowego, czyli poziom 5,6600.

Ile jest sieci franczyzowych w Polsce?

Akademia Rozwoju Systemów Sieciowych przeprowadziła  badanie dotyczące rzeczywistej liczby systemów franczyzowych działających w naszym kraju. Znamy już odpowiedź na pytanie kto w Polsce nie tylko oferuje franczyzę lub chce rozwijać się w ten sposób, ale zbudował rzeczywiście działającą sieć partnerską.

Franczyza w Polsce

W dotychczasowych analizach pojawiają się różne liczby, na ogół mocno przeszacowujące rynek franczyzy. ARSS dogłębnie zbadała wszystkie segmenty rynku. Na podstawie informacji zebranych podczas rozmów zarówno z firmami, które dopiero zaczynają budować swoje sieci partnerskie, jak i z tymi, którzy franczyzę mają od lat udało się oszacować, że obecnie w naszym kraju działa blisko 500 sieci franczyzowych.

Badając rynek pod kątem działających systemów franczyzowych wyłoniliśmy te firmy, które nie tylko przygotowały ofertę franczyzy i poinformowały o tym rynek (np. za pomocą firmowej strony internetowej, reklamy w wydawnictwach branżowych czy poprzez uczestnictwo w targach), ale rzeczywiście pozyskały franczyzobiorców.

franczyza

Niestety częstą praktyką jest próba znalezienia licencjobiorcy… zanim jeszcze oferta franczyzy zostanie przygotowana i wdrożona. Jest to swoista próba badania rynku przez przedsiębiorców, którzy myślą o rozwoju firmy poprzez franczyzę. Próbują sprawdzić tym samym czy ktoś będzie nią zainteresowany. To w dużej mierze tłumaczy rozbieżność podanej na początku tego raportu liczby sieci franczyzowych z liczbami, które funkcjonują w przestrzeni medialnej (niektóre źródła podają nawet dwukrotnie większą liczbę sieci franczyzowych). My pod uwagę wzięliśmy firmy, które rzeczywiście zbudowały stabilną sieć, opartą na sprawdzonym know-how, a nie jedynie podjęły taką próbę.

Jest też grupa firm, które informują, że mają w swojej ofercie franczyzę, ale nie mają choćby jednego działającego oddziału partnerskiego. Deklarują natomiast, że prowadzą, mniej lub bardziej  zaawansowane, rozmowy z potencjalnymi franczyzobiorcami, które mają zaowocować podpisaniem umowy franczyzy. Ze względu na metodologię nie włączyliśmy tych firm do przedstawionej liczby działających systemów franczyzowych. Poczekamy, aż rynek zweryfikuje ich plany.

O stałych dochodach ze sprzedaży licencji franczyzowej myśli wielu przedsiębiorców. Paradoksalnie, taki zamiar miewają nawet ci, którzy zamiast wypracowanego know-how mają do zaoferowania jedynie niczym nie sprawdzony „wyjątkowy” pomysł na biznes. Znamy przykłady marek dobrze rokujących pod względem potencjału rozwoju franczyzy, którym nie udało się jednak pozyskać ani jednego franczyzobiorcy.

W tych branżach popularność franczyzy wzrośnie

Według specjalistów Akademii Rozwoju Systemów Sieciowych w 2016 roku na rynku franczyzy będzie panować trend konsolidacji. Tendencja przyłączania się do sieci o silnej pozycji rynkowej będzie dominować w sektorze sieci handlowych (na rynku aptek, sklepów spożywczych i odzieżowych), w niektórych kategoriach z segmentu edukacji (szkoły językowe), usługach (rosną tu m.in. sieci kurierskie) oraz w sektorze finansowo-ubezpieczeniowym i pośrednictwie usług turystycznych. Konsolidacja w tych segmentach jest wynikiem oczekiwań przedsiębiorców poszukujących gotowych i sprawdzonych rozwiązań biznesowych, możliwości negocjacji korzystnych cen i współpracy z rozpoznawalną marką.

Na leki wydajemy coraz więcej

  • Wydatki Polaków na leki rosły w ostatnich 10 latach średnio o 4,4 proc. rocznie, dziś na farmaceutyki wydajemy średnio 139 euro rocznie
  • Choć w ujęciu nominalnym wydajemy znacznie mniej niż mieszkańcy większości krajów europejskich, to biorąc pod uwagę poziom zamożności polskiego społeczeństwa – wydajemy dużo
  • Wydatki na leki stanowią w Polsce 21 proc. ogółu wydatków na ochronę zdrowia – więcej niż w rozwiniętych krajach europejskich
  • W 2016 roku sprzedaż leków w Polsce nadal będzie rosnąć, ale nieco wolniej niż w 2015 roku
  • Jednocześnie wzrośnie dynamika sprzedaży farmaceutyków dostępnych bez recepty (OTC)

Jak wynika z raportu DNB Bank Polska i firmy Deloitte „Sektor farmaceutyczny i med-tech”, Polacy wydają rocznie na farmaceutyki średnio 139 euro na osobę. I choć wydatki te w przeliczeniu na jednego mieszkańca w ciągu ostatnich dziesięciu lat rosły dość dynamicznie (średnio o 4,4 proc. rocz­nie) – to i tak jest to znacznie mniej niż w przypadku mieszkańców większości krajów europejskich. Dla porównania – Niemcy wydają średniorocznie 510 euro, Hiszpanie 336 euro, Francuzi 549 euro, Węgrzy 247 euro, a Czesi – 232 euro. Mniej od Polaków wydają jedynie Łotysze i Rumuni.

Wydatki na wyroby farmaceutyczne na osobę – Polska na tle innych krajów Europy (EUR)

wydatki na osobe– Paradoksalnie, mimo że nominalny poziom wydatków na leki na osobę jest w Polsce znacznie niższy niż w większości państw europejskich, to – biorąc pod uwagę fakt, że jesteśmy społeczeństwem wciąż stosunkowo mało zamożnym – na leki wydajemy dużo, co widać chociażby po udziale tych wydatków w PKB (1,4 proc. w 2012 r.) – twierdzi Rafał Antczak, Członek Zarządu Deloitte Consulting.

Wśród czynników mających wpływ na wysokość wydatków na leki autorzy raportu wymieniają z jednej strony popyt, który uzależniony jest z kolei od czynników demograficznych, epidemiologicznych i behawioralnych społeczeństwa czy też rozwiązań systemowych i panujących wzorców leczenia, a z drugiej – ceny leków. W Polsce średnia cena producenta netto w 2010 r. wyniosła 3,6 EUR, co oznacza, że była drugą najniższą ceną w całej Unii Europejskiej.

– Na wysokość wydatków wpływ ma też niewątpliwie wysoki, wynoszący ok. 85 proc., udział w sprzedaży ogółem leków generycznych, które są tańsze od leków oryginalnych. W rezultacie wartościowy udział generyków w rynku aptecznym również należy w Polsce do najwyższych i wynosi niemal 70 proc. mówi Rafał Antczak.

Zdaniem autorów raportu wydatki na leki stanowią w Polsce niemal 21 proc. ogółu wydatków na ochronę zdrowia – więcej niż w rozwiniętych krajach europejskich (od 6,7 proc. w Norwegii do 16,7 proc. w Belgii), są jednak niższe niż np. na Węgrzech (ponad 31 proc.). Jak zauważają autorzy raportu – główną przyczyną takiej sytuacji jest „sztywność kosztowa” leków związana z relatywnie mniejszymi wydatkami na ochronę zdrowia mniej zamożnych krajów EU13, a z drugiej – dostępem do leków oryginalnych, po cenach europejskich lub do nich zbliżonych.

Wydatki na farmaceutyki w relacji do wydatków na ochronę zdrowia (proc.)

wydatki na farmaceutykiAutorzy raportu prognozują, że w 2016 r. rynek czeka spowolnienie dynamiki wzrostu sprzedaży leków do 1,1 proc. (z ok. 4 proc. w roku 2015), zarówno na rynku aptecznym, jak i szpitalnym.

Spowolnienie to będzie wynikało w głównej mierze z braku wzrostu sprzedaży leków na receptę (Rx), co spowodowane będzie wolniejszym wzrostem rent i emerytur. Z drugiej strony, możemy się spodziewać przyspieszenia sprzedaży leków OTC (do 3,4 proc.). Tendencja ta będzie pochodną spodziewanego wzrostu średniego wynagro­dzenia i zatrudnienia mówi Szymon Adamczyk, dyrektor Biura Przemysłu Farmaceutycznego i TMT w DNB Bank Polska SA.

Autorzy raportu zastrzegają przy tym, że sytuacja w 2016 r. może podlegać zmianom wynikającym z deklaracji nowego premiera rządu RP złożonych w expose o darmowym dostępie do leków dla osób powyżej 75 roku życia.

Analogiczna zmiana strukturalna, choć działająca w odwrotną stronę, miała miejsce w 2012 r. po wejściu nowej ustawy refundacyjnej, która spowodowała spadek dynamiki sprzedaży leków na receptę o ponad 14 punktów procentowych w porównaniu z rokiem poprzednim mówi Szymon Adamczyk.

Frank i euro powinny potanieć. W drugiej połowie 2016 r. szwajcarska waluta może spaść do poziomu 3,70 zł

CEO Magazyn Polska

Na koniec 2016 roku zarówno za dolara amerykańskiego, jak i za euro płacić będziemy około 4,15 zł. Frank może kosztować 3,70 zł – prognozuje Marcin Kiepas, dyrektor działu analiz Admiral Markets. Na notowania polskiej waluty w największym stopniu wpływać będzie polityka prowadzona przez władze monetarne poszczególnych państw. Analityk oczekuje także, że nowa RPP obniży stopy procentowe o 25 pkt bazowych, a stopa referencyjna na poziomie 1,25 proc. utrzyma się nawet do końca 2017 roku.

– Rok 2015 nie był dobrym okresem dla polskiego złotego. Złoty osłabił się o 11 proc. zarówno w stosunku do amerykańskiego dolara, jak i do franka szwajcarskiego, natomiast pozostał bez zmian w relacji do euro. Wynika to z faktu, że w grudniu 2014 roku wspólna waluta istotnie umocniła się w stosunku do złotego – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Marcin Kiepas z Admiral Markets.

Złoty jest coraz słabszy i traci względem najważniejszych walut. Za euro płacimy już grubo ponad 4,30 zł. Tylko w ciągu ostatnich dwóch tygodni polska waluta osłabiła się do europejskiej o blisko 10 gr. Zdaniem Marcina Kiepasa największymi czynnikami ryzyka, w obliczu których stoi złoty, są decyzje władz monetarnych oraz rosnące obawy o chińską gospodarkę.

– Ryzyka, które teraz ciążą złotemu, są związane z rozpoczętym cyklem podwyższenia stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych oraz z obawami o kondycję chińskiej gospodarki. Te będą się utrzymywać w tym roku, szczególnie w pierwszej jego połowie – tłumaczy Marcin Kiepas.

Rozmówca zauważa, że oprócz czynników zewnętrznych duży wpływ na kondycję polskiego złotego w najbliższym czasie będzie miało także ryzyko krajowe – przede wszystkim o charakterze politycznym. Kiepas dodaje, że wobec oczekiwanych dalszych obniżek stóp procentowych oraz widma nadmiernego deficytu budżetowego sentyment inwestorów do naszej waluty pozostanie słaby.

– Te zagrożenia będą ciążyły złotemu w pierwszym okresie nowego roku. W ciągu 2016 roku rynek wyraźnie się jednak podzieli. Należy zakładać, że złoty będzie słabszy w stosunku do dolara. Natomiast po drugiej stronie barykady, czyli wśród walut, które mają szansę trochę potanieć, znajdują się euro i frank szwajcarski – prognozuje analityk Admiral Markets.

Ekspert tłumaczy, że istotny wpływ na zachowanie poszczególnych par walutowych w najbliższych miesiącach będzie miała głównie polityka prowadzona przez poszczególne Banki Centralne. W przypadku amerykańskiego Fedu już ma miejsce stopniowe zacieśnianie polityki pieniężnej. Natomiast nastawienie polskich i europejskich władz monetarnych w dalszym ciągu pozostaje gołębie.

– Zakładam, że dolar na stałe zagości powyżej poziomu 4 zł i na koniec 2016 roku będzie oscylował w okolicach 4,15 zł. W przypadku euro na koniec roku spodziewam się poziomu w okolicach 4,15 zł. Frank szwajcarski ma szanse znacznie mocniej stracić na wartości. Możliwe, że na koniec 2016 roku zapłacimy za niego 3,70 zł – przewiduje Kiepas.

Dyrektor działu analiz Admiral Markets jako scenariusz bazowy przyjmuje, że nowa Rada Polityki Pieniężnej dokona w tym roku jednorazowej obniżki stóp procentowych na poziomie 25 pkt bazowych, może nawet jeszcze w I kw. Oznaczałoby to, że stopa referencyjna w naszym kraju będzie wynosić zaledwie 1,25 proc. i taki poziom – zdaniem rozmówcy – utrzyma się nawet do końca 2017 roku.

Rosnący popyt na złoto inwestycyjne podbija wyniki Mennicy Skarbowej. W 2015 roku spółka mogła zarobić ponad dwa razy więcej niż rok wcześniej

CEO Magazyn Polska

Tylko w ciągu pierwszych trzech kwartałów 2015 r. Mennica Skarbowa zarobiła na czysto blisko 0,6 mln zł i był to wynik o ponad 45 proc. lepszy niż w tym samym okresie rok wcześniej. Dynamika wzrostu w skali całego roku mogła natomiast przekroczyć ponad 100 procent. Powodem tak dobrych wyników jest przede wszystkim rosnący popyt na złoto inwestycyjne wśród Polaków. W zeszłym roku wzrost rynku był dwucyfrowy, a łączna wielkość sprzedaży mogła przekroczyć 6 ton. 

– Nasza spółka w ostatnim roku rozwijała się bardzo dynamicznie. Wzrost przychodów w stosunku do 2014 roku był mniej więcej na poziomie 60–70 proc., a zysk netto osiągnął ponad 100 procent wzrostu – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Bartłomiej Knichnicki, doradca zarządu w Mennicy Skarbowej SA.

Spółka w okresie I–III kwartał 2015 roku osiągnęła narastająco 75,1 mln złotych przychodów ze sprzedaży (wzrost o 84,3 proc. rdr) oraz zysk netto na poziomie 0,59 mln złotych. To wynik o 45,3 proc. lepszy niż w tym samym okresie rok wcześniej.

Poprawa osiąganych wyników była możliwa głównie dzięki dynamicznie rosnącemu popytowi na złoto inwestycyjne. Według danych Mennicy Polskiej tylko w III kwartale ubiegłego roku Polacy kupili aż o 33 proc. więcej kruszcu niż w tym samym okresie rok wcześniej. Prognoza na cały 2015 rok mówi natomiast o około 20–30 procentowym wzroście rynku. Według danych za 2014 rok łączna sprzedaż złota inwestycyjnego w sztabkach i monetach w naszym kraju wyniosła około 5 ton.

– Sprzedajemy sztabki oraz monety z najbardziej renomowanych mennic z całego świata. Między innymi z Royal Canadian Mint, United States Mint czy Perth Mint z Australii. Dużo sztabek mamy też z mennic szwajcarskich. Polacy chcą kupować produkt, o którym wiedzą, że będą go mogli w przypadku jakiejś ewentualności sprzedać także za granicą – tłumaczy Bartłomiej Knichnicki.

Przez wielu Polaków złoto jest postrzegane jako bezpieczna przystań i atrakcyjna forma zabezpieczenia na wypadek ewentualnego kryzysu gospodarczego. Wzrost popytu na cenny kruszec w ostatnim czasie tłumaczony jest także napiętą sytuacją na wschodzie Ukrainy.

Oprócz sprzedaży złota Mennica Skarbowa oferuje także usługi związane z doradztwem inwestycyjnym. Spółka proponuje swoim klientom rozwiązania oferowane na rynkach metali szlachetnych, głównie złota, ale także srebra oraz diamentów. Celem jest tu także podniesienie ogólnej świadomości Polaków na temat tego typu inwestycji.

– Kiedy trafia do nas klient, staramy się mu uświadomić, co warto kupić. Jakie sztabki i czy w ogóle sztabki, czy może monety. Często bywa też tak, że mówimy mu – to jeszcze nie jest najlepszy moment na zakup. Skontaktujemy się, jak uznamy, że są sprzyjające warunki rynkowe do dokonania transakcji – wyjaśnia były prezes, a obecnie doradca zarządu Mennicy Skarbowej.

Aktualnie spółka ma 6 oddziałów położonych w największych miastach w Polsce, w tym jeden oddział partnerski zlokalizowany w Kielcach. W najbliższych miesiącach firma ma w planach otworzyć kolejną placówkę w Gdańsku.

– W tym roku będziemy kontynuować rozwój, który zaczęliśmy ponad rok temu, czyli ekspansję zarówno terytorialną, jak i marketingową. Oprócz tego prowadzić będziemy także działania edukacyjne wśród Polaków dotyczące inwestowania w złoto – dodaje ekspert.

Rozmówca zaznacza, że Gdańsk to jedna z ostatnich dużych lokalizacji w Polsce, w której spółka nie jest jeszcze obecna. Wraz z otwarciem nowego oddziału ta luka zostanie wypełniona. Oprócz popytu zgłaszanego przez Polaków Mennica Polska liczy ponadto na odwiedzających Trójmiasto zamożnych Rosjan.

Od maja 2012 roku Mennica Skarbowa jest notowana na warszawskiej giełdzie, na rynku NewConnect. W ciągu roku jej kurs wzrósł o 58 proc.

Olsztyn chce przyciągnąć nowych inwestorów. Modernizuje infrastrukturę miejską i wspiera projekty z zakresu transportu publicznego

CEO Magazyn Polska

Południowa obwodnica miasta to największa inwestycja infrastrukturalna, która realizowana będzie w najbliższych latach w Olsztynie. Budowa prawie 25-kilometrowego odcinka drogi kosztować będzie ponad 1,3 mld złotych. Oprócz tego stolica Warmii i Mazur realizuje liczne projekty w zakresie transportu miejskiego, gospodarki niskoemisyjnej oraz edukacji. Celem jest stworzenie optymalnego klimatu dla rozwoju biznesu i przyciągnięcie do miasta kolejnych inwestorów.

– W tej chwili trwają rozmowy przede wszystkim z branżami wywodzącymi się z rolnictwa, przetwórstwa rolnego i przetwórstwa spożywczego. Firmy, które dziś już funkcjonują na naszym lokalnym rynku, to są bardzo duże firmy ogólnopolskie i międzynarodowe – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Grzymowicz, prezydent Olsztyna.

Dodaje, że wiele firm z regionu Warmii i Mazur specjalizuje się także w meblarstwie. Jak tłumaczy, spora cześć z nich planuje dalszy rozwój i jest na etapie przygotowania inwestycji na terenie Olsztyna. Oprócz wymienionych na lokalnym rynku rośnie także liczba firm z obszaru BPO (outsourcing procesów biznesowych), outsourcingu oraz usług wspólnych. Prezydent Grzymowicz liczy przy tym, że warunki oferowane dostawcom tego typu usług przyciągną kolejnych pracodawców.

– Biorąc pod uwagę nasze plany inwestycyjne, to wchodzimy obecnie w nowy okres programowania. Przygotowujemy programy wspólnie z naszymi partnerami z Miejskiego Obszaru Funkcjonalnego w ramach zintegrowanych inwestycji terytorialnych – tłumaczy Grzymowicz.

Największą inwestycją infrastrukturalną w najbliższych latach będzie budowa południowej obwodnicy miasta. Jej łączna długość wyniesie 24,7 kilometra i pozwoli na wyprowadzenie ruchu tranzytowego z ulic Olsztyna. Koszt inwestycji to ponad 1,3 miliarda złotych. Według planów obwodnica ma być przejezdna w 2018 roku.

– Przygotowujemy olbrzymi program rewitalizacji naszego miasta zarówno w działaniach społecznych, jak i w elementach infrastrukturalnych. Przygotowujemy się także do rozwoju naszego parku naukowo-technologicznego. Chcemy stworzyć coś na wzór Centrum Nauki Kopernik funkcjonującego w Warszawie – informuje prezydent.

Miasto Olsztyn przygotowuje się po za tym do wprowadzenia rozwiązań związanych z gospodarką niskoemisyjną. Plany inwestycyjne obejmują także projekty w zakresie termomodernizacji oraz wymiany instalacji klimatyzacyjnych, wentylacyjnych oraz oświetleniowych.

– Przygotowujemy modernizację w ramach Programu Gospodarki Niskoemisyjnej naszej hali widowiskowo-sportowej Urania, która została oddana do użytku w 1978 roku. Hala gości przede wszystkim naszą drużynę siatkarzy AZS Olsztyn, która gra w Ekstraklasie – dodaje Piotr Grzymowicz.

Prezydent miasta dodaje, że Olsztyn realizuje także działania w zakresie edukacji oraz transportu publicznego. W ubiegłym roku ukończono inwestycję w sieć tramwajową, dzięki której na ulice Olsztyna po 50 latach znów wyjechały tramwaje. Zainwestowano także w zakup nowoczesnych autobusów i modernizację infrastruktury.

W stolicy Warmii i Mazur znajdują się także liczne obiekty kulturalne. Do najważniejszych należą przedwojenny Teatr Jaracza, Filharmonia Warmińsko-Mazurska, a także Planetarium i Obserwatorium Astronomiczne. Największą atrakcję, głównie dla najmłodszych mieszkańców, stanowi natomiast Olsztyński Teatr Lalek.

– Naszym sztandarowym wydarzeniem kulturalnym jest festiwal, który przygotowywany jest przez Miejski Ośrodek Kultury. Festiwal Olsztyńskie Lato Artystyczne trwa od maja do końca września. Tych wydarzeń w ciągu roku jest więcej. Przykładem jest chociażby sierpniowy Green Festival, który w tym roku odbędzie się już po raz trzeci  – podsumowuje prezydent.

J. Gowin: Do 2020 r. na innowacje trafi ponad 16 mld euro. Wprowadzone będą też ulgi podatkowe dla przedsiębiorców i naukowców

CEO Magazyn Polska

Ulgi podatkowe dla przedsiębiorców, zachęty dla naukowców czy obowiązek oceny wprowadzanych przepisów pod kątem innowacyjności – tego typu rozwiązania mają się przyczynić do zwiększenia innowacyjności polskiej gospodarki. Minister nauki i szkolnictwa wyższego zapowiada, że do końca roku zostanie przedstawiony projekt nowej ustawy o innowacyjności. Do 2020 roku na innowacje trafi ponad 16 mld euro z krajowych i regionalnych programów operacyjnych.

Tylko w tym roku mój resort poprzez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ma do wydania 8 mld zł na wzrost innowacyjności polskiej gospodarki. Chcielibyśmy, żeby ten wzrost dokonywał się w jak największym stopniu w oparciu o zasoby polskiej nauki, żeby środki trafiały do polskich uczonych, a polskie firmy korzystały z ich dorobku – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jarosław Gowin, wicepremier i minister nauki i szkolnictwa wyższego. – Powinno nam zależeć na tym, żebyśmy eksportowali już nie towary, tylko nowoczesne technologie bądź produkty oparte o nowoczesne technologie wytwarzane w kraju. Polska gospodarka nie może mieć charakteru imitacyjnego, powinna mieć charakter innowacyjny.

Jak podkreśla minister, dziś pozycja Polski w rankingu innowacyjności państw UE nie jest najlepsza. Obecnie na badania i rozwój Polska przeznacza 0,9 proc. PKB, przy średniej europejskiej na poziomie 2 proc. Nasz kraj został pominięty w raporcie Komisji Europejskiej, który podsumowuje wydatki poszczególnych państw na ten cel. Ma się to zmienić – do 2020 roku wydatki na rozwój technologii mają sięgnąć 16,5 mld euro, a poziom wydatków w relacji do PKB ma wynieść 1,7 proc.

Trzeba precyzyjnie zdiagnozować przyczyny, dla których te 30 mld zł w poprzednich latach zostało, niestety, w dużej mierze zmarnowanych. Stąd inicjatywa białej księgi. Będziemy po kolei diagnozować bariery i je usuwać – mówi Jarosław Gowin. – Na 100 dni rządu przedstawimy projekt założeń nowelizacji ustawy o innowacyjności, a potem w oparciu o białą księgę na koniec roku przedstawimy projekt nowej ustawy o innowacyjności.

Ustawa ma znieść bariery prawne, które ograniczają rozwój innowacji. MNiSW zapowiada, że będzie ona miała charakter horyzontalny, czyli zmieni przepisy w wielu innych ustawach. Najpierw przedstawiony zostanie projekt nowelizacji ustawy o wspieraniu innowacyjności. Ma ona uwzględniać system zachęt podatkowych dla przedsiębiorców.

Chcemy wprowadzić przede wszystkim nowe rozwiązania podatkowe, dlatego że projekt przyjęty w poprzedniej kadencji ma wybite zęby – nie ma w nim żadnych ulg ani rozwiązań podatkowych, które zachęcałyby przedsiębiorców do zwiększenia innowacyjności swoich produktów – mówi minister nauki.

Rozwiązania podatkowe mają też stworzyć zachęty dla samych badaczy, tak by praca nad innowacjami była opłacalna również dla naukowców.

Drugim elementem, który chcemy szybko wprowadzić do znowelizowanej ustawy o innowacyjności, jest obowiązek przedstawiania w ramach oceny skutków regulacji konsekwencji danego przepisu z punktu widzenia innowacyjności gospodarki – mówi Jarosław Gowin.

Wspieraniu rozwoju innowacyjności ma służyć także nowo powołane gremium, czyli Rada ds. Innowacyjności, w której skład wejdzie trzech wicepremierów: Mateusz Morawiecki, Piotr Gliński i Jarosław Gowin, a także minister cyfryzacji Anna Streżyńska oraz Dawid Jackiewicz, minister skarbu państwa. Rada będzie koordynować politykę innowacyjności realizowaną przez rząd. Posłuży do tego ponad 16 mld euro przeznaczonych na innowacje w krajowych i regionalnych programach operacyjnych.

Amerykańskie banki są w dużo lepszej kondycji niż europejskie. W 2016 roku zarobią jednak mniej niż w dwóch poprzednich i mogą szukać tańszej kadry m.in. w Polsce

CEO Magazyn Polska

Sektor bankowo-finansowy w USA jest w dobrej kondycji i mimo że po oczekiwanych podwyżkach stóp procentowych jego wyniki się pogorszą, pozostanie atrakcyjny. Coraz silniejszy dolar sprawia również, że będzie szukał w tym roku ciekawych miejsc do inwestowania. Jednym z nich może być Polska – uważa Andrzej Kurnicki, kierownik Katedry Finansów i Bankowości Uczelni Łazarskiego. To może oznaczać szanse dla absolwentów polskich uczelni na dobrą pracę dla korporacji z USA.

Analitycy oczekują, że Fed podniesie w tym roku stopy procentowe w USA co najmniej dwa razy. Wyniki tamtejszych banków mogą się więc pogorszyć. Udzieliły one bowiem sporo długoterminowych kredytów na zakup domów o niskim oprocentowaniu na poziomie 3,5–3,75 proc. Podwyżka stóp w 2016  roku obniży więc marże i zyski sektora bankowego za oceanem.

– Widać, że w ostatnim kwartale 2015 roku i w pierwszych kwartałach 2016 roku prawdopodobnie dynamika przyrostu zysku na jedną akcję będzie negatywna – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Andrzej Kurnicki, ekspert polityki monetarnej, kierownik Katedry Finansów i Bankowości Uczelni Łazarskiego. – Widać to wyraźnie na giełdzie, że są pewne korekty. Natomiast sektor bankowy w Stanach Zjednoczonych, patrząc na te największe firmy i nawet na małe i średnie stanowe banki, wygląda nie tylko atrakcyjnie, lecz także jest w o wiele lepszej kondycji niż banki europejskie.

Przez ostatnie osiem lat amerykańskie stopy procentowe były utrzymywane na symbolicznym poziomie 0–0,25 proc. To oznacza, że nawet po podwojeniu należą one do niskich. Kurnicki podkreśla, że w obliczu bardzo dobrych odczytów wskaźnika cena/ zysk, akcje banków komercyjnych w USA powinny pozostać atrakcyjne. Zdaniem eksperta w obszarach bankowości inwestycyjnej, zarządzania aktywami i w prywatnej bankowości spodziewać się można wręcz poprawy wyników. Dodaje, że banki będą się rozglądały za ciekawymi inwestycjami zagranicznymi.

Może wzrosnąć zainteresowanie banków amerykańskich transferem usług, w których możemy wykorzystać nasze zasoby kadrowe, przede wszystkim studentów przygotowanych do tego, aby wykonywać działalność usługową na rzecz instytucji finansowo-bankowych. W Stanach Zjednoczonych koszty te są niewspółmierne – mówi Kurnicki.

W związku z tym amerykański sektor finansowy może szukać w Polsce przede wszystkim zaplecza kadrowego. Szczególnie, że na amerykańskim rynku pracy bezrobocie spada tak szybko, że zdaniem ekspertów kraj ten wkrótce osiągnie stan pełnego zatrudnienia.

Absolwent amerykańskiej średniej uczelni zarabia na start w bankowości 5–8 tys. dol. W Polsce student zarabia w granicach 4-6 tys., ale złotych – zwraca uwagę kierownik Katedry Finansów i Bankowości Uczelni Łazarskiego. – W związku z tym jesteśmy czterokrotnie bardziej konkurencyjni w stosunku do rynku amerykańskiego. Wystarczy więc skierować trochę uwagę ze strony środowisk akademickich i rządzących, aby to zaplecze naukowo-badawcze przygotować do obsługi dużych amerykańskich korporacji.

Rozmówca podkreśla, że świadczenie usług na rzecz firm finansowo-bankowych z USA to szansa dla polskiej gospodarka. Dodaje, że na razie nie ma co liczyć na spektakularne przejęcia, bo polski rynek jest za mały dla Amerykanów.

To jeden z kilku sektorów, którymi powinniśmy być zainteresowani i w tym kierunku się rozwijać – podkreśla Andrzej Kurnicki. – Polski rynek jest zbyt płytki do tego, żeby amerykańskie duże firmy bankowe były zainteresowane przejęciami. Mogą być tym zainteresowane fundusze typu private equity, bo ciągle pod tym względem polski rynek jest dla nich w miarę interesujący.

Zaostrzenie kar za przekroczenie prędkości sprawiło, że kierowcy jeżdżą wolniej

0

CEO Magazyn Polska

Zmiany w przepisach wprowadzające wyższe kary za przekroczenie dopuszczalnej prędkości zdały egzamin. Sama świadomość możliwości utraty prawa jazdy przy przekroczeniu prędkości o 50 km/h powoduje, że kierowcy zdejmują nogę z gazu. Nadal jednak wielu z nich przekracza prędkość.

Zmiany wprowadzone w 2015 roku w przepisach ruchu drogowego były bardzo istotne – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Adam Jasiński z Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego (GITD). – Ustawa, która w żargonie specjalistów była określana mianem bestii, wprowadziła bardzo restrykcyjną odpowiedzialność. Kierujący, który przekroczy prędkość o 50 km/h dopuszczalną wartość w obszarze zabudowanym, automatycznie w trybie administracyjnym traci prawo jazdy.

W obecnym stanie prawnym, jak precyzuje Jasiński, czasowa utrata prawa jazdy nie jest powiązana z karą. Sprawa sądowa w sprawie za wykroczenie jest procedowana swoją drogą, a w tym samym czasie, nie czekając na wyrok czy mandat, starosta zatrzymuje na trzy miesiące dokument.

– To jest najważniejsza zmiana, która spowolniła zapędy miejskich piratów drogowych – zauważa Adam Jasiński. – Owszem, kierowcy nadal powszechnie przekraczają prędkość. Ale obecnie jest to wartość 10-15, do 20 km/h. Powyżej 20 zdarza się raczej rzadko. Natomiast generalnie dzisiaj jest o wiele mniej takich przypadków niż wcześniej.

Zmiany w przepisach komunikacyjnych w ustawie o ruchu drogowym oraz Kodeksie Karnym uchwalono na początku 2015 roku. Zgodnie z nimi jeśli ukarana za nadmierną prędkość osoba zostanie przyłapana na tym po raz drugi, to utrata prawa jazdy zostanie wydłużona do sześciu miesięcy. Za trzecim razem starosta wyda decyzję o definitywnym cofnięciu uprawnień, a ukarany kierowca będzie musiał ponownie zdawać egzamin.

Zaostrzenie kary, czy to wysokości grzywny czy innych środków pozbawienia lub ograniczenia wolności, nie zawsze przynosi efekty – przekonuje Adam Jasiński. – Zmiana dotycząca zatrzymania prawa jazdy wydaje się najbardziej istotna. Tak naprawdę sama świadomość, która dotarła do potencjalnych sprawców, utraty uprawnień w razie przekroczenia prędkości o 50 km/h powoduje, że człowiek zaczyna myśleć i nie szaleje na drodze.

Z policyjnych statystyk wynika, że nadmierna prędkość jest główną przyczyną wypadków. Jak wynika z danych Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego za 2014 rok, 22 proc. z ponad 34 tys. wypadków spowodowane było nadmierną prędkością. Z powodu zbyt szybkiej jazdy kierowców zginęło blisko 900 osób. Badania prędkości pojazdów w 94 punktach pomiarowych rozmieszczonych na drogach różnej kategorii w całej Polsce wykazały, że kierowcy przekraczali dopuszczalne limity prędkości w 57 proc. przypadków.

Trzeba byłoby się zastanowić, czy nie przenieść odpowiedzialności wynikającej z pracy urządzeń rejestrujących, czyli fotoradarów i innych urządzeń tego typu, w reżim odpowiedzialności administracyjnej. Postępowanie karne ma to do siebie, że się toczy zupełnie inaczej, trzeba szukać sprawcy, trzeba wykonać określone przesłuchania, natomiast postępowanie administracyjne jest dużo prostsze – mówi Jasiński. – Trzeba byłoby niektóre czyny, które dzisiaj są wykroczeniami, przenieść do odpowiedzialności administracyjnej tak, żeby to były kary pieniężne.

Jak podkreśla, to nie wysokość kary, ale jej nieuchronność i szybkość represji są bardziej skuteczne w prewencji.

Niecałe 5 proc. Polaków wynajmuje mieszkania. Najem w Polsce jest znacznie mniej atrakcyjny niż na Zachodzie

CEO Magazyn Polska

Pod względem zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych Polska znajduje się w ogonie Europy. W krajach Europy Zachodniej ponad połowa mieszkań przeznaczona jest na wynajem. W Polsce to zaledwie kilka procent. Ponadto 80 proc. mieszkań znajduje się w rękach prywatnych, a ceny wynajmu przekraczają możliwości finansowe Polaków. Rozwiązaniem sytuacji może być społeczny program budowy mieszkań, które byłyby przeznaczone na wynajem na korzystnych warunkach czynszowych.

W Niemczech mieszkalnictwo na wynajem stanowi ok. 60 proc., w Szwajcarii to jeszcze więcej, w krajach skandynawskich 30–40 proc. To kraje zamożne, a mimo to ludzie decydują się wynajmować, a nie mieszkać we własnym mieszkaniu. Jest to na pewno kwestia mentalności, kwestia kulturowa – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Małgorzata Salamon, dyrektor Fundacji Habitat for Humanity, która przygotowała raport „Mieszkalnictwo w Polsce”.

W Polsce dominuje przekonanie, że mieszkanie powinno być kupione na własność. Wiele osób, które są właścicielami mieszkań, nie jest w stanie ich utrzymać, przez co obniża się standard warunków, w jakich żyją. Jak jednak podkreśla ekspertka, wynika to w dużej mierze z braku alternatywy. Rynek mieszkań na wynajem praktycznie nie istnieje – to ok. 5 proc. zasobów mieszkaniowych. Co więcej, 80 proc. takich lokali znajduje się w rękach właścicieli prywatnych, którzy windują ceny wynajmu. Dla porównania, na Zachodzie 60 proc. mieszkań można wynająć na korzystnych warunkach czynszowych, bo znajdują się w rękach państwa.

Z danych Lion’s Banku wynika, że w Niemczech stawki czynszu są znacznie atrakcyjniejsze w relacji do cen zakupu mieszkania niż w Polsce. Średnio w Europie kwota potrzebna do zakupu nieruchomości wystarczyłaby na 26 lat wynajmowania. W Polsce wystarcza na zaledwie 15 lat.

Nie ma opcji wynajęcia w systemie społecznym, czyli nieco taniej, w dobrym standardzie, z opcją, że kiedy zmieni się sytuacja życiowa, można zmienić miejsce zamieszkania i wynająć coś większego. Często oczekujemy, że ktoś po zakończeniu studiów zaraz wprowadzi się do własnego mieszkania, natomiast na Zachodzie istnieje kariera mieszkaniowa. Jest akceptowane to, że młodzi ludzie wyprowadzają się i mieszkają w zasobach wynajmowanych, a dopiero później kupują pierwsze mieszkanie – tłumaczy Salamon.

Na Zachodzie zakup mieszkania jest kolejnym etapem życia – po uporządkowaniu życia prywatnego, znalezieniu dobrej pracy i podjęciu decyzji o pozostaniu w danym miejscu. W Polsce młodzi ludzie mają do wyboru albo zaciągnięcie kredytu, albo pozostanie z rodzicami. W efekcie, jak wynika z danych Eurostatu, 43 proc. osób w wieku 25–34 lata mieszka w domu rodzinnym. Dlatego potrzebne są zmiany w polskim systemie mieszkaniowym.

Bezwzględnie potrzebne jest inwestowanie w mieszkania społeczne i mieszkania na wynajem, żeby młodym ludziom umożliwić start w dorosłe życie. Z naszego raportu wynika, że 50 proc. mężczyzn pomiędzy 25 a 34 rokiem życia dzieli mieszkanie z rodzicami lub innymi ludźmi. To osoby, które powinny się usamodzielniać, a wciąż zamieszkują z kimś, bo nie mają alternatywy – przekonuje Małgorzata Salamon.

Z raportu „Mieszkalnictwo w Polsce. Analiza wybranych obszarów polityki mieszkaniowej” przygotowanego przez Fundację Habitat for Humanity wynika, że w ciągu najbliższych 10 lat ponad 30 proc. mieszkań powinno być przeznaczonych na wynajem na korzystnych warunkach czynszowych. Nowe lokale nie muszą być budowane z budżetu państwa. Przyjęty projekt nowelizacji ustawy o niektórych formach popierania budownictwa mieszkaniowego przewiduje rządowy program finansowania społecznego budownictwa czynszowego. Czynsze mają być przeciętnie ok. 40 proc. niższe niż stawki czynszów na rynku komercyjnym. W perspektywie 10 lat ma powstać co najmniej 30 tys. takich mieszkań.

Zmiana sprzedawcy energii może przynieść oszczędności. Konsumenci wciąż są nieufni

CEO Magazyn Polska

Od 2007 roku odbiorcy energii mają możliwość zmiany jej sprzedawcy. Do tej pory na taki krok zdecydowało się ok. 370 tys. gospodarstw domowych. Konsumenci najczęściej obawiają się oszustwa ze strony akwizytorów oraz długotrwałych i skomplikowanych procedur. Rzadko też wiedzą, na jakie korzyści mogą liczyć. Federacja Konsumentów chce to zmienić poprzez akcję grupowej zmiany sprzedawcy energii.

Dla około 40 proc. konsumentów barierą jest obawa przed nieuczciwą akwizycją i ukrytymi opłatami. Wielu z nich przyznaje też, że nie wierzy w znaczące oszczędności.

Rynek energii nie wygląda tak, jak powinien – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Kamil Pluskwa-Dąbrowski, prezes Rady Krajowej Federacji Konsumentów. – Od blisko ośmiu lat mamy możliwość zmiany sprzedawcy energii. Natomiast konsumenci nie są specjalnie skłonni do tego, obawiają się takiej decyzji.

Do Federacji Konsumentów zwraca się wiele osób, które padły ofiarą nieuczciwych praktyk rynkowych przy zmianie sprzedawcy energii. Skargi dotyczą m.in. pakietowej sprzedaży usług, czyli obowiązku zakupu dodatkowych usług, często niepotrzebnych konsumentowi, wraz z energią elektryczną, a także wprowadzania w błąd przez akwizytorów.

Również bardzo niepokojące jest wiązanie konsumentów karami umownymi i umowami terminowymi – wskazuje Pluskwa-Dąbrowski. – Kary bardzo często mają na celu tylko przywiązanie klienta, przez co uniemożliwiany jest mu wybór lepszej oferty w nieodległej przyszłości. Chcemy ten trend odwrócić, zależy nam na tym, aby konsument był podmiotem na rynku.

Według Urzędu Regulacji Energetyki (URE) już ponad 370 tys. gospodarstw domowych zmieniło dostawcę energii elektrycznej. Miesięcznie odbywa się kilka tysięcy takich migracji.

Nieuczciwe praktyki blokują konsumentów przed zmienianiem sprzedawcy, blokują ich przed możliwością zaoszczędzania paru złotych. My te warunki będziemy wychwytywać i je usuwać. Zbieramy dużą grupę zakupową i będziemy szukać atrakcyjnej oferty. Pozyskanie dużej grupy klientów przez danego przedsiębiorcę powinno go zmotywować do tego, żeby ta cena była rzeczywiście atrakcyjna – wyjaśnia przedstawiciel Federacji Konsumentów.

Jak wynika z ankiety Federacji, blisko 60 proc. respondentów zadeklarowało chęć uczestniczenia w grupowej zmianie sprzedawcy energii. 96 proc. ankietowanych chciałoby, aby to właśnie Federacja Konsumentów weryfikowała warunki umów. Zainteresowane zmianą gospodarstwa domowe mogą zgłosić się do akcji do 27 stycznia. Federacja czeka również na zgłoszenia sprzedawców. 28 stycznia nastąpi odwrócona aukcja.

Federacja określa minimalny zestaw warunków, które musi spełnić każdy sprzedawca, który chce do tej aukcji przystąpić. To są po prostu warunki fair play: żadnych kar umownych, usług dodatkowych, żadnych opłat typu abonament czy opłata handlowa. Tylko jedno proste kryterium – kilowatogodzina i jej cena będzie decydowała o tym, kto ma najkorzystniejszą dla konsumentów ofertę – wyjaśnia Kamil Pluskwa-Dąbrowski.

Duża grupa konsumentów ma zdecydowanie silniejszą pozycję w negocjacjach z dużym sprzedawcą, dzięki czemu możliwe jest obniżenie stawek. Choć nie należy się spodziewać, że spadek cen będzie trwałą tendencją. Krajowy sektor energetyczny jest bowiem związany m.in. wymogami polityki klimatycznej Unii Europejskiej.

Natomiast jestem przekonany, że dynamika wzrostu cen zostanie powstrzymana – prognozuje Pluskwa-Dąbrowski. – Testujemy, jaką cenę można uzyskać na uczciwych warunkach, gdzie przedsiębiorca nie zarabia na usługach dodatkowych, tylko sprzedaje energię elektryczną i kalkuluje jej cenę w oparciu o realia rynkowe.

Jak wynika z danych Federacji, w Unii Europejskiej od 2011 roku za pośrednictwem organizacji konsumenckich z Holandii, Danii, Belgii, Austrii, Słowenii, Włoch, Portugalii, Hiszpanii, Francji i Wielkiej Brytanii ponad 4 mln osób uczestniczyło w tego typu akcjach. W ich wyniku ponad 800 tys. konsumentów zmieniło sprzedawcę energii, co w przeliczeniu przyniosło im łącznie 730 mln zł oszczędności.

To niebagatelne kwoty. Pamiętajmy, że w dużej mierze krajowy rynek jest jeszcze regulowany, konsumenci korzystają z cen zatwierdzanych w taryfach. Mając możliwość zmiany sprzedawcy, kierują się głównie tym, by dostać niższą cenę, ale na uczciwych warunkach. Sprawdzamy, czy na takim rynku można uzyskać obniżkę – ocenia Pluskwa-Dąbrowski

Kamil Pluskwa-Dąbrowski zapowiada, że Federacja będzie robić indywidualne kalkulacje kosztów energii elektrycznej, w oparciu o dotyczące zużycia w poprzednim roku.

W Polsce stanęło już 20 gotówkomatów. Oferują szybką pożyczkę do 1600 zł

0

CEO Magazyn Polska

Gotówkomat to nowa, stacjonarna usługa na polskim rynku finansów. Pozwala w ciągu kwadransa zaciągnąć pożyczkę w gotówce na kwotę maksymalnie 1600 zł. Usługa ta skierowana jest do osób, które nie mają konta bankowego lub operujących głównie gotówką. W okresie pilotażowym w Polsce stanęło 20 gotówkomatów, w przyszłości ma ich być kilkaset. Nie tylko będzie można wziąć za ich pomocą pożyczkę, lecz także doładować telefon, kupić ubezpieczenie czy bilet. Niebawem pojawia się w nich usługa konsolidacji kredytów.

Gotówkomaty są skierowane do osób przywiązanych do gotówki, które często nie mają kont bankowych. To bardzo duży rynek – 50 proc. wszystkich transakcji w Polsce wykonywanych jest wciąż gotówką – mówi agencji informacyjnej Newseria Sylwia Witoszyńska, prezes zarządu Gotówkomat Polskie Płatności.

Według Narodowego Banku Polskiego aż 20 proc. dorosłych Polaków wciąż nie ma konta w banku.

Gotówkomaty wyglądem przypominają bankomaty. Na razie oferują szybką mikropożyczkę gotówkową – minimalna kwota to 300 zł, maksymalna – 1600 zł. Cała procedura zajmuje ok. 15 minut, a jedynym niezbędnym dokumentem jest dowód osobisty. Wszystkie transakcje są podwójnie zabezpieczone: najpierw maszyna sprawdza wiarygodność dokumentów, a następnie pracownik firmy partnerskiej, w czasie bieżącym, sprawdza osobę klienta. Nie ma więc obaw, że ktoś zaciągnie pożyczkę na ukradziony dowód osobisty. Każdy klient jest weryfikowany na podstawie numeru PESEL oraz danych w Biurze Informacji Kredytowej, bazach dłużników: ERIF, KRD i BIG oraz w wewnętrznych zbiorach Związku Banków Polskich.

Pierwszym etapem weryfikacji jest maszyna, w której wykonujemy skan dowodu osobistego i zdjęcie klienta. Nagrywamy cały proces składania wniosku na wideo, a później wniosek przesyłany jest bezpośrednio do dostawcy usługi. Pracownik firmy, która dostarcza usługę, weryfikuje ten wniosek jeszcze raz i finalnie decyduje, czy gotówka zostanie przyznana, czy nie – mówi Sylwia Witoszyńska.

Podczas procesu ubiegania się o pożyczkę klient otrzymuje wydruk potwierdzający warunki transakcji i jej całkowity koszt. W przypadku pozytywnej decyzji kredytowej pożyczkobiorca dostaje też na e-mail lub pocztą umowę zawartą z firmą udzielającą pożyczkę.

Urządzenie podobne do naszych polskich gotówkomatów funkcjonują w Gruzji, Rosji i Hiszpanii. W Polsce firma Gotówkomat Polskie Płatności zakończyła niedawno program pilotażowy. W jego ramach w największych miastach – głównie w centrach handlowych – stanęło 20 tego typu maszyn. W 2016 roku firma planuje postawienie kolejnych gotówkomatów oraz poszerzenie zakresu oferowanych przez nie usług.

– Obecnie oferujemy pożyczki jednej firmy. Docelowo będą to usługi różnych firm pożyczkowych. Będzie także możliwość opłacenia rachunków, doładowania telefonu, zakupu ubezpieczenia czy konsolidacji swoich obciążeń finansowych – mówi Sylwia Witoszyńska. – Mamy już kilku kolejnych partnerów, z którymi umowy są finalizowane.

Firma Gotówkomat Polskie Płatności nie wyklucza także wejścia na rynki innych krajów europejskich.

Popołudniowy komentarz walutowy z 13.01.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 13.01.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Ferie na stoku z polisą

18 stycznia rozpoczynają się ferie, czas zimowego szaleństwa i odpoczynku. Europ Assistance radzi jak dobrze przygotować się do tego okresu i w co wyposażyć dziecko, aby było bezpieczne na stoku.

nartyPodczas ferii zimowych nastąpi prawdziwe oblężenie stoków narciarskich. Dzieci i młodzież wyjadą na obozy narciarskie albo wspólnie z rodzicami wybiorą się do zimowych kurortów. Aby wyjazd był udany warto zadbać o bezpieczeństwo swoje, dzieci i innych narciarzy.

Ekwipunek narciarza

Dobór odpowiedniego sprzętu narciarskiego to podstawa bezpieczeństwa na stoku. Zasadą jest, aby dostosować sprzęt do poziomu umiejętności narciarskich. Osoby początkujące lub średniozaawansowane powinny wybrać narty, które ułatwią im poruszanie się na stoku i nie będą wymagały profesjonalnego przygotowania. Jeśli chodzi o długość nart, to powszechnie przyjęta zasada mówi, że dla osób rozpoczynających swoja przygodę ze stokiem, lub tych, którzy mają jeszcze niewielkie doświadczenie wybieramy sprzęt 5-15cm niższy od wzrostu narciarza.

Z kolei buty narciarskie powinny być tak dobrane, aby jednocześnie były wygodne i stabilnie trzymały stopę, co pozwoli zminimalizować ryzyko kontuzji. Nie powinny być ani za ciasne, ani za luźne. Zdarza się, że rodzice kupują swoim pociechom nieco większe buty, tak aby dziecko mogło nich skorzystać przez parę sezonów – to błąd, który może doprowadzić do urazu.

Kolejnym krokiem jest dobranie wygodnego kombinezonu i bielizny termoaktywnej,  która poprawi komfort cieplny, zapewniając odpowiednią wentylację. Często pomijanym elementem wyposażenia są gogle. Okulary nie są niezbędne, ale warto pamiętać, że  w wyższych partiach gór promienie UV jest bardzo mocne, a dodatkowo odbijają się od śniegu. Wszystko to może negatywnie wpłynąć na wzrok, dlatego zaleca się, aby jeździć w okularach z dobrym filtrem UV.

Nie możemy w żadnym wypadku zapomnieć o kasku. Zgodnie z prawem, narciarze poniżej 16 roku życia obowiązkowo powinni używać kasku na stoku. Głowa jest najdelikatniejszą częścią ciała, a podczas uprawiania sportów narażona jest na urazy. Kask zdecydowanie poprawia bezpieczeństwo narciarzy dlatego powinni go używać wszyscy, niezależnie od wieku i umiejętności. Przed zakupem kasku warto sprawdzić, czy posiada on symbol CE, który oznacza unijne wymogi dot. bezpieczeństwa użytkowania.

Polisa na stoku

Przygotowując dziecko się do zimowych aktywności warto również rozważyć zakup odpowiedniej polisy ubezpieczenia gwarantującej pomoc i odszkodowanie w nieprzewidzianych sytuacjach.

Wybierając wyjazdy zimowe w Polsce, warto wyposażyć pociechę w ubezpieczenie NNW z bogatym assistance medycznym i świadczeniami rehabilitacji. Takie ubezpieczenie zapewnia nie tylko odszkodowanie na wypadek uszczerbku na zdrowiu, ale także niezbędną pomoc tuż po zdarzeniu: wizytę lekarza, opiekę pielęgniarską, dostarczenie leków czy korepetycje z lekcji opuszczonych w związku z dłuższą hospitalizacją. Bardzo ważna jest również pomoc w organizacji i prowadzeniu rehabilitacji – często wypłata świadczenia pieniężnego nie do końca jest pomocna, ponieważ i tak nie wiemy, do którego ośrodka rehabilitacyjnego się udać lub czy ułożony plan rehabilitacji jest dla dziecka na pewno odpowiedni. Opieka i pomoc dedykowanego opiekuna rehabilitacji zdejmuje z nas ciężar samodzielnych poszukiwań ośrodka, umawiania się na wizyty, a w pełnej wersji również pokryje koszty rehabilitacji.

Za granicą natomiast przyda się dziecku ubezpieczenie turystyczne. W zależności od tego, jaki charakter ma wyjazd, należy taką polisę rozszerzyć, np. o ryzyko amatorskiego uprawiania sportów bądź uprawiania sportów ekstremalnych. Spokój rodzicom może również zapewnić rozszerzenie polisy o ubezpieczenie OC, gwarantujące pokrycie ewentualnych szkód wyrządzonych przez dzieci na mieniu bądź osobach trzecich.

Jeśli dziecko choruje przewlekle, warto rozszerzyć również polisę o taką odpowiedzialność ubezpieczyciela. Rozszerzenie to zapewni pomoc w razie pogorszenia się stanu zdrowia ubezpieczonego. Polisy ubezpieczenia turystycznego zapewniają kontakt z polskim koordynatorem pomocy, zdejmując z ubezpieczonych ciężar samodzielnej organizacji pomocy w obcym kraju. Co więcej, dobre polisy ubezpieczenia turystycznego zapewniają organizację i pokrycie kosztów transportu opiekuna (np. rodzica) do poszkodowanego.

ISO 9001 i 14001 – czas na zmiany

We wrześniu 2015 r. wydane zostały nowe normy ISO 9001 oraz ISO 14001. Od tego momentu obowiązuje trzyletni okres przejściowy, do końca którego organizacje zainteresowane certyfikacją powinny dostosować się do nowych wymagań. Nie warto zostawiać tego na ostatnią chwilę, lecz już teraz przeanalizować najważniejsze zmiany, jakie wnoszą obie nowelizacje.

 ISO-9001-i-14001-czas-na-zmianyCykl Deminga, znany też jako cykl PDCA, stanowi podstawę budowy wszystkich norm dla systemów zarządzania, publikowanych przez ISO. Nowelizacje przynoszą jednak nową, wspólną, podstawową strukturę norm – jednakowe tytuły rozdziałów, wspólne terminy czy podstawowe definicje. Obie znowelizowane normy składają się teraz z 10 rozdziałów.

– To bardzo dobry krok – ocenia Andrzej Kwocz, konsultant EcoMS Consulting i trener z Akademii EcoMS, która organizuje szkolenia m.in. z zakresu znowelizowanych norm. – Coraz powszechniejsze wdrażanie w organizacjach różnych systemów zarządzania i związanych z nimi norm wymusiło stworzenie wspólnych ram, co ułatwi implementację poszczególnych systemów oraz ich integrację. W przyszłości wszystkie normy dla systemów zarządzania będą zbudowane z wykorzystaniem tej samej struktury – dodaje Andrzej Kwocz.

 Nowe podejścia

W znowelizowanych normach od najwyższego kierownictwa jeszcze mocniej wymaga się przywództwa i szczególnego zaangażowania w zapewnienie, że wymagania systemu zarządzania wpisują się w strategię i procesy biznesowe organizacji.

Kadra kierownicza powinna także uwzględniać i rozumieć potrzeby szeroko pojętego otoczenia biznesowego, szczególnie w kontekście jego wpływu na działalność organizacji i osiąganie przez nią wytyczonych celów. Właściwie przeprowadzona identyfikacja zainteresowanych stron oraz ich wymagań pozwala poznać także źródła potencjalnych mocnych i słabych stron organizacji.

Nadzór nad procesami zleconymi na zewnątrz i nad dostawcami

Zarówno norma ISO 9001:2015, jak i ISO 14001:2015 zwiększyły nacisk na nadzór nad procesami realizowanymi na rzecz organizacji przed podmioty zewnętrzne. Jest to odpowiedź na coraz powszechniejszy model biznesu, który zakłada skoncentrowanie się na podstawowej działalności i zlecanie na zewnątrz pozostałych procesów (np. kadry, zakupy, audyty, transport). Nadzór może mieć różne formy, np. samoocena dostawcy, okresowe audyty drugiej strony, coaching.

Dokumentacja

Wielu ucieszy nowe, bardziej elastyczne podejście do kwestii dokumentacji, kiedyś traktowanej jako zasadniczy element systemu zarządzania. – W efekcie często stawała się ona niemal celem samym w sobie, tymczasem powinna stanowić narzędzie do osiągnięcia rzeczywistego celu w zakresie jakości czy środowiska – zauważa Andrzej Kwocz z Akademii EcoMS. W nowych normach zrezygnowano z obowiązku dokumentowania procedur, a zakres dokumentacji powinien być dostosowany do specyfiki organizacji i może zostać przez nią uproszczony.

ISO 9001:2015, czyli podejście oparte na ryzyku

Jedną z istotniejszych zmian, jakie wprowadzają nowe normy, jest pojawienie się sformułowania „ryzyka i szanse”. Wyrazy te są rozumiane odpowiednio jako problemy i niepewności w osiąganiu celów oraz wychodzenie poza oczekiwania i ustalone cele. Znowelizowana norma ISO 9001 nie traktuje ryzyka jako pojedynczego elementu systemu zarządzania, lecz przyjmuje podejście systematyczne. Organizacja powinna zatem, analizując swoje otoczenie, rozważyć ryzyka i szanse. W tym kontekście należy też sprawić, by system zarządzania jakością mógł osiągnąć zamierzone wyniki, a także zapobiec lub ograniczyć niepożądane skutki oraz dążyć do ciągłego doskonalenia.

ISO 14001:2015 – rzeczywiste doskonalenie efektów działalności środowiskowej

W znowelizowanej normie ISO 14001 podkreślono, że system zarządzania środowiskowego musi być elementem planowania strategicznego organizacji. Chodzi o powiązanie go z codziennym funkcjonowaniem organizacji w kontekście szans, rozumianych jako korzyści zarówno dla środowiska, jak i samej organizacji.

Aby właściwie zidentyfikować szanse, niezbędne jest odpowiednie rozpoznanie potrzeb i oczekiwań interesariuszy, przepisów prawnych oraz warunków środowiskowych. Nie mniej ważne są także aspekty kulturowe, społeczne, polityczne, ekonomiczne czy technologiczne, na które organizacja może wpływać i vice versa.

ISO 14001:2015 rozszerza wymagania dotyczące zarządzania aspektami środowiskowymi. Dotyczą one już nie tylko produkowanych wyrobów czy oferowanych usług, ale i kwestii użytkowania wyrobów czy efektów (także długofalowych) świadczonych usług. W zakres wymagań wchodzi także postępowanie z produktami na końcu cyklu ich życia lub podczas likwidacji.

Czas płynie

Nowe normy ISO 9001 i ISO 14001 wydano odpowiednio 23 i 14 września 2015 r. Tym samym swój bieg rozpoczął trzyletni okres przejściowy, w którym stary i nowy standard obowiązują równolegle.

Certyfikaty potwierdzające zgodność z wcześniejszymi wersjami obu norm, wydane przez akredytowane jednostki certyfikacyjne, stracą ważność w podanych na nich terminach ważności, jednak nie później niż z końcem okresu przejściowego. – Te trzy lata to dla organizacji czas na zapoznanie się z zapisami nowych norm i zdecydowanie, czy kolejny audyt przeprowadzić jeszcze w oparciu o wymagania starej normy, czy może lepiej od razu starać się o certyfikat zgodności z nową normą – zauważa Andrzej Kwocz z Akademii EcoMS.

Jeszcze tańsze paliwo? Zapomnijcie

Cena diesla spadła w ciągu dwóch miesięcy o 35 proc., a przez pół roku prawie o połowę. Olej napędowy jest najtańszy od prawie 12 lat i kosztuje 99 gr za litr. Jeszcze tańsza jest benzyna bezołowiowa 95. Kosztuje 90 gr za litr. Może być taniej?

Dużo uwagi poświęca się obecnie sytuacji na rynku ropy naftowej, której cena oscyluje w granicach 30 USD za baryłkę (79 gr/litr). Warto jednak zauważyć, że dla kierowców ważniejsze są doniesienia z rynku paliw. A te, przynajmniej teoretycznie, powinny być znakomite. W związku z ciepłą zimą na półkuli północnej, diesel w Europie oraz w USA jest najtańszy od 12 lat.

Cena oleju napędowego (ON) na rynku ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia), który jest wyznacznikiem cen dla europejskich rafinerii, jest również rekordowo niska. Kosztuje 99 gr/litr, czyli najmniej od kwietnia 2004 r. Jeszcze na początku listopada było to 1.55 zł/litr, a pół roku temu 1.9 zł/litr.

Podobną sytuację obserwujemy na ryku benzyny 95. W połowie lipca 2015 r. była ona wyceniania na rynku ARA na 2.05-2.10 zł/litr. Teraz jest to jedynie 90 gr/litr. Powstaje więc pytanie: dlaczego cały czas paliwa w Polsce kosztują w granicach 4 zł/litr?

Marcin_LipkaZa co płacimy? Analityk liczy

Teoretycznie sprawa powinna być prosta. Mamy popularną bezołowiówkę w cenie 90 gr/litr. Dodając do niej akcyzę (1.54 zł), opłatę paliwową (0.13zł) oraz ostatnio wprowadzoną opłatę zapasową (ok. 0.04 zł/litr), otrzymujemy 2.61 zł/litr netto. Do tego dodajemy średnią marżę detaliczną (według POPiHN 16 gr/litr w 2014 r.) i otrzymujemy 2.77 zł/litr. Na koniec jeszcze podatek VAT w wysokości 23 proc. i końcowa cena detaliczna powinna być na średnim poziomie 3.41 zł/litr.

Celowo jednak pominięte zostały dwa czynniki, a mianowicie marża hurtowa oraz kwestia dodatku bioetanolu. Biokomponenty są prawie trzy razy droższe niż gotowe paliwo. Litr kosztuje około 2.5 zł. W „bezołowiówce” jest go 5 proc., co oznacza, że podnosi cenę gotowego do sprzedaży paliwa o około 8 gr. Litr takiej mieszaniny kosztuje 2.85 zł bez VAT i 3.50 zł. z VAT. Jednak i tak jest to wciąż dużo mniej, niż wynosi średnia cena Eurosuper 95 na stacjach paliw. Ta według danych Komisji Europejskiej kształtowała się 4 stycznia ub. r. na poziomie 4.15 zł/litr.

Podobna sytuacja dotyczy diesla. Do litra ON w cenie 99 gr dodajemy 1.17 zł akcyzy, 28 gr opłaty paliwowej, 4 gr opłaty zapasowej, a także średnią marżę detaliczną w wysokości 16 gr (według POPiHN w 2014 r). Sumując wszystkie czynniki otrzymujemy 2.67 zł netto, czyli 3.28 zł brutto.

Dodatek biokomponentów do gotowego oleju napędowego jest większy (7 proc.) niż w przypadku benzyny, a same estry tłuszczowe droższe (około 2.70 zł/litr). Z tego wynika, że gotowe paliwo kosztuje o 12 gr drożej niż czysty diesel i zwiększa koszty netto z 2.67 zł. do 2.79 zł., a brutto z 3.28 zł. do 3.43 zł. Ogólnopolska średnia jest jednak wciąż znacznie wyższa i wynosi według styczniowego raportu Komisji Europejskiej 3.99 zł.

W 12 stycznia br. średnia cena paliwa bezołowiowego 95 bez podatków wynosiła u wiodących polskich hurtowników 1.57 zł za litr. Przypomnijmy, że na rynku ARA jest to 90 gr. Różnica ta sięga więc 67 gr, przy czym przez ostatnie pięć lat, do marca 2015 r., wynosiła ona ok. 25-30 gr. Ze względu na wzrost cen biopaliw różnica hurt/ARA może być kilka groszy większa niż w poprzednich latach, ale utrzymywanie jej powyżej 40 gr jest trudne do wytłumaczenia. Warto zauważyć, że wyższy koszt „bezołowiówki” w hurcie w granicach 25-35 gr przekłada się na wyższą cenę detaliczną o ok. 30-40 gr., ze względu na konieczność dodatnia podatku VAT.

Podobnie przedstawia się sytuacja na rynku diesla, choć akurat tutaj skala zaburzenia jest mniejsza. Średnia cena w hurcie za litr bez podatków to 1.5 zł, a ARA kształtuje się na poziomie 99 gr. W ciągu ostatnich pięciu lat różnica między ARA a ON, oscylowała w granicach 25-30 gr. Zaczęła jednak rosnąć już pod koniec 2014 r. Teraz miesięczna średnia waha się w ok. 45-50 gr. Część tego wzrostu można wytłumaczyć 7 proc. udziałem biopaliwa, które jest aktualnie prawie trzy razy droższe od diesla bez dodatków. Należy więc stwierdzić, że ON jest wyceniony znacznie bliżej warunków rynkowych ARA, niż ma to miejsce w przypadku paliwa 95, choć i tak przepłacamy ok. 10 gr netto w porównaniu do wieloletnich średnich.

Ceny na stacjach paliw kierowców nie zaskoczą

Biorąc pod uwagę, że powyższe zależności nie ulegną zamianie, praktycznie nie ma szans na płacenie wyraźnie poniżej 4 zł za litr “bezołowiówki”. W optymistycznym scenariuszu będzie ona kosztować w okolicach 3.80-4.00 zł/litr na większości stacji, zakładając że jej cena na rynku ARA utrzyma się na poziomie 90 gr. Możemy więc zapomnieć o cenach poniżej 3.50 zł/litr, chyba że ktoś spodziewa się spadku kosztu ropy Brent poniżej 15 USD za baryłkę (około 38 gr/litr) i paliwa na rynku ARA do 50 gr/litr.

Niewiele bardziej optymistyczni możemy być w kwestii diesla. Jeżeli ON na rynku ARA utrzyma się poniżej 1 zł za litr, wtedy możemy płacić na stacjach średnio około 3.60-3.80 zł. Podobnie jednak jak w przypadku benzyny, przy zachowaniu wcześniej wymienionych zależności, jest skrajnie mało prawdopodobne, by średnia cena oleju napędowego w Polsce kiedykolwiek spadła poniżej granicy 3.30 zł/litr.

Popołudniowy komentarz walutowy z 12.01.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 12.01.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Eksperymentalna wersja Toyoty Mirai z funkcją łączności satelitarnej

Toyota zaprezentowała na targach NAIAS 2016 w Detroit przełomowe rozwiązanie telekomunikacyjne stworzone we współpracy z firmą Kymeta. Samochód koncepcyjny oparty na wodorowym modelu Mirai jest wyposażony w eksperymentalne systemy łączności satelitarnej.

Podczas targów North American International Auto Show 2016 Toyota zaprezentowała zbudowany na bazie zasilanego wodorowymi ogniwami paliwowymi samochodu Mirai eksperymentalny pojazd koncepcyjny. Samochód jest wyposażony w urządzenia łączności satelitarnej opracowane przez amerykańską firmę Kymeta, światowego lidera w dziedzinie technologii płaskich anten.

Toyota prowadzi prace nad rozwojem technologii wykorzystujących sieciową transmisję danych, obejmujące plan wyposażenia szerokiej gamy modeli samochodów w moduł DCM (Data Communication Module). Firma rozważa również przyszłe wykorzystanie łączności satelitarnej, w tym łączy o przepustowości znacznie przekraczającej możliwości współczesnych rozwiązań.

„Toyota od lat współpracuje z firmami, badając możliwości wykorzystania nowych technologii – powiedział Shigeki Tomoyama, starszy dyrektor zarządzający Toyota Motor Corporation. – Badania firmy Kymeta ogromnie nas zainteresowały, ponieważ stworzone przez nią płaskie anteny pozwalają rozwiązać najważniejsze problemy łączności satelitarnej w pojazdach”.

Łączność satelitarna wymagała do tej pory wykorzystania dużych i niewygodnych w użyciu, precyzyjnie ustawianych anten talerzowych. Rozwiązanie firmy Kymeta eliminuje konieczność mechanicznego ustawiania anteny, dzięki zastosowaniu oprogramowania i odpowiedniej elektroniki, umożliwiającej wirtualne „skierowanie” nieruchomej anteny w stronę satelity. Niewielkie rozmiary płaskiej i lekkiej anteny pozwalają również bez problemu wmontować ją w nadwozie pojazdu podczas produkcji lub zainstalować ją na istniejącym samochodzie.

Łączność satelitarna ma z punktu widzenia motoryzacji wiele istotnych zalet, do których należą: 1) możliwość transmisji dużych ilości danych, 2) nieograniczony zasięg oraz możliwość globalnego stosowania tych samych standardów bez względu na granice krajów, 3) stabilność i bezpieczeństwo komunikacji, zwłaszcza w sytuacjach wyjątkowych, np. podczas klęsk żywiołowych.

„Jesteśmy zachwyceni perspektywą współpracy z Toyotą nad nową generacją rozwiązań łączności w pojazdach – zapewnił dr Nathan Kundtz, dyrektor firmy Kymeta. – Kymeta jako pierwsza zaprezentowała tę technologię w działaniu, weryfikując jej skuteczność podczas ponad 8000 mil testów drogowych”.

Toyota i Kymeta od września 2013 r. prowadzą wspólne badania nad instalowanymi na samochodach płaskimi antenami, umożliwiającymi satelitarną transmisję dużych ilości danych. Toyota udostępniła do prób drogowych swoje pojazdy badawcze, uzyskując wyłączne prawo rozwijania i testów anten samochodowych. Przedstawiona na targach w Detroit Toyota Mirai prezentuje wyniki tych prac.

Mirai Creation Investment Limited Partnership – fundusz, którego Toyota jest inwestorem –  zasilił w tym miesiącu firmę Kymeta kwotą 5 milionów dolarów, która pozwoli zintensyfikować wspólne prace badawczo-rozwojowe nad nową technologią. To jedno z wielu działań Toyoty służących przyspieszeniu rozwoju i wprowadzeniu na rynek samochodów wykorzystujących transmisję danych, w tym łączność satelitarną, które zapewnią użytkownikom nowe możliwości.

Liderzy światowego outsourcingu w Warszawie Wielka Gala Outsourcing Stars 2015

Polski rynek nowoczesnych usług dla biznesu jest jednym z największych na świecie, a jego wzrost to 15-18% rocznie. 28 stycznia w Warszawie nastąpi branżowe podsumowanie minionego roku, w którym udział wezmą między innymi przedstawiciele Ministerstwa Rozwoju, prezydenci polskich miast, liderzy międzynarodowych organizacji branżowych i eksperci z 15 krajów.

 Outsourcing_StarsWydarzenie służy pogłębianiu wiedzy o branży outsourcingowej, nowoczesnych usługach dla biznesu, centrach usług wspólnych i innych dziedzinach gospodarki powiązanych z tematyką BPO/SSC, a także promocji Polski jako atrakcyjnej lokalizacji biznesowej. Partnerami honorowymi trzeciej edycji Gali Outsorcing Stars jest Ministerstwo Gospodarki, Polska Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych oraz Związek Banków Polskich. W wydarzeniu udział weźmie 300 gości z 15 krajów w tym przedstawiciele świata nauki i biznesu oraz zagranicznych organizacji branżowych (m.in. amerykańskiego IAOP, niemieckiego Outsourcing Verband, ukraińskiego Lviv IT Cluster, Skandynawsko – Polskiej Izby Gospodarczej, Indyjsko – Polskiej Izby Gospodarczej). Organizatorem gali jest Fundacja Pro Progressio.

Celem Gali Outsourcing Stars jest nie tylko branżowe podsumowanie roku, ale także nagrodzenie najlepszych i najdynamiczniej rozwijających się dostawców usług outsourcingowych oraz instytucji z ich bezpośredniego otoczenia biznesowego. Podczas wydarzenia przyznane zostaną nagrody Outsourcing Stars 2015 w 12 kategoriach: Archiwizacja Dokumentów, BPO, Call/Contact Center, Car Fleet Management, Deweloper, HR / Leasing Pracowniczy, HR / Rekrutacja, IT Contracting, Księgowość / Kadry / Płace, Miasto, Outsourcing Sił Sprzedaży, Real Estate – Konsulting dot. Rynku Nieruchomości.

Podczas gali głos zabiorą między innymi: Sławomir Majman – Prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych, Stepan Veselovskyi – Prezes Lviv IT Cluster, wybitny ekspert branży IT na Ukrainie oraz organizator jednej z największych europejskich konferencji o tematyce IT – Lviv IT Arena, Marko Kovacevic – Członek Zarządu IAOP – największej outsourcingowej organizacji na świecie zrzeszającej ponad 120 tysięcy członków, D. K. Sareen – Dyrektor Zarządzający ESC – wiodącej wspieranej przez rząd Indii organizacji promującej eksport usług IT i zrzeszającej ponad 2300 firm informatycznych, dr Wojciech Piotrowicz – Wykładowca i badacz Uniwersytetu w Oxfordzie.

Branża outsourcingowa to najdynamiczniej rozwijająca się gałąź polskiej gospodarki. Gala Outsourcing Stars służy zwiększaniu świadomości ogromnego potencjału inwestycyjnego naszego kraju. Udział członków najważniejszych międzynarodowych organizacji branżowych świadczy o tym, że Polska jest bardzo silnym graczem na światowej arenie outsourcingu, a gala wpisała się na stałe w kalendarz istotnych branżowych wydarzeń  – mówi Wiktor Doktór, prezes Fundacji Pro Progressio, organizatora wydarzenia.

2016 rokiem bezpieczeństwa informacji

Stale rosnące zagrożenia i coraz częściej nagłaśniane przypadki cyfrowych przestępstw, także na rynku lokalnym, pociągnęły za sobą dynamiczny wzrost wydatków w budżetach przeznaczonych na kwestie ochrony. Wyniki badania Security Trends. Bezpieczeństwo w erze cyfrowej[1] przeprowadzonych przez Microsoft we współpracy z EY wskazują, że aż 36 proc. dużych przedsiębiorstw i instytucji publicznych planuje w 2016 roku zwiększyć budżet przeznaczony na bezpieczeństwo. Utrzymanie wydatków na poziomie zbliżonym do roku 2015 deklaruje 39 proc. organizacji.

Główne trendy w obszarze bezpieczeństwa w 2016 roku:

  • Priorytety bezpieczeństwa: 63 proc. wskazuje na konieczność usprawnienia zarządzania dostępem do danych. 46 proc. deklaruje wzrost inwestycji w obszarze przeciwdziałania wyciekom danych.
  • Bezpieczeństwo środowisk mobilnych: 43 proc. CSO przyznało, że ich organizacje mają wdrożone rozwiązania umożliwiające zarządzanie bezpieczeństwem urządzeń mobilnych. Kolejne 25 procent planuje wdrożenie technologii tego typu.
  • Edukacja w zakresie bezpieczeństwa chmury: 43 proc. ankietowanych menedżerów bezpieczeństwa przyznaje, że nie posiadają oni odpowiedniej wiedzy, aby samemu ocenić bezpieczeństwo chmury.

„Kluczowy jest fakt, że coraz częściej firmy zdają sobie sprawę z potrzeby inwestycji w cyberbezpieczeństwo, co stanowi element długoterminowej strategii rozwoju. Dla przykładu, sektorem deklarującym najwyższy wzrost wydatków na bezpieczeństwo pozostają finanse. Aż 62 proc. przedstawicieli tego sektora potwierdziło wzrost inwestycji na podniesienie świadomości użytkowników i poprawę zabezpieczeń po stronie użytkowników końcowych korzystających z ich oprogramowania” – podkreśla Dariusz Piotrowski, dyrektor ds. sprzedaży do klientów Enterprise w polskim oddziale Microsoft.

Dla porównania, tylko 19 proc. menedżerów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo sektora przemysłowego potwierdziło zwiększenie środków finansowych na kwestie zachowania bezpieczeństwa, akcentując jednocześnie konieczność poprawy ochrony kwestii związanych z rosnącą popularnością Internetu Rzeczy (IoT).

Najważniejsze obszary inwestycji w bezpieczeństwo w 2016 roku

Skala nakładów finansowych na kwestie związane z bezpieczeństwem, które wskazali przebadani CSO, jest tożsama z wyzwaniami, które stanowią dla nich podstawę działań w nadchodzącym roku. Wśród wymienionych potrzeb, najwięcej wskazań padło na konieczność usprawnienia zarządzania dostępem, na którą wskazało aż 63 procent ankietowanych. Na drugim miejscu znalazła się kwestia przeciwdziałania wyciekom, którą deklaruje 46 procent osób biorących udział w badaniu. Ochrona przed wyciekami danych (DLP – Data Loss Prevention) jest priorytetem zwłaszcza dla przedstawicieli sektora publicznego. 30 procent firm biorących udział w badaniu posiada już wdrożone narzędzia DLP, natomiast 35 proc. planuje inwestycje w tym obszarze. Na czele listy priorytetów znalazła się także stale zyskująca na znaczeniu, szczególnie w kontekście migracji do środowiska zwirtualizowanego, kwestia sprawnego odzyskiwania danych (Disaster Recovery), którą wskazało 45 proc. uczestników raportu.

„Nowe technologie pomagają rozwijać się firmom, ale jednocześnie stwarzają większe możliwości potencjalnych zagrożeń, w tym wycieków informacji, ataków DDoS, ataków hakerskich. W szczególności są pożywką dla nieetycznych hakerów, którzy rozwijają swoje umiejętności w pokonywaniu coraz to nowych i bardziej zaawansowanych zabezpieczeń” – przekonuje Ewa Piłat, CSO, T-Mobile Polska.

Zwiększenie nakładów na bezpieczeństwo mobilności biznesu

Wzrost popularności urządzeń mobilnych powoduje, że coraz więcej ruchu w Internecie, także polskim, jest generowane z poziomu tabletów i smartfonów. Według ostatnich statystyk dostarczonych przez agencję badawczą Gemius[2], już 25 procent połączeń do polskich witryn internetowych zostało wygenerowanych właśnie przez smartony i tablety.

Większość przedstawicieli firm, którzy wzięli udział w badaniu Security Trends. Bezpieczeństwo w erze cyfrowej zdaje sobie sprawę z ryzyka związanego z poziomem obecności i wykorzystania urządzeń mobilnych nie tylko przez ich pracowników, ale także użytkowników końcowych pracujących z dostarczanych przez nich oprogramowaniem. Wiedzą także oni doskonale, że jest to typ ryzyka, którym mogą i chcą aktywnie zarządzać. 43 proc. specjalistów biorących udział w badaniu przyznało, że ich organizacje mają wdrożone rozwiązania umożliwiające zarządzanie bezpieczeństwem urządzeń mobilnych, natomiast kolejne 25 procent planuje wdrożenie technologii tego typu. Ponadto w 21 proc. ankietowani CSO deklarują potrzebę wdrożenia w 2016 roku narzędzi automatyzujących zarządzanie flotą urządzeń mobilnych w środowisku firmowym. Wiąże się to także ze stale wzrastającym trendem BYOD (Bring Your Own Device), który umożliwia pracownikom wykorzystanie prywatnych urządzeń do realizacji obowiązków służbowych. Aż 49 proc. przedstawicieli firm przyznaje, że ich organizacje posiadają politykę lub regulamin regulujące te kwestie, w 24 proc. przypadków pracownikom nie można korzystać z ich prywatnych narzędzi – co ich zdaniem wystarcza aby wyeliminować zagrożenia z tym związane, natomiast 3 proc. firm i instytucji zamierza wprowadzić taką politykę w nadchodzącym roku.

Edukacja w zakresie bezpieczeństwa chmury

Postępująca mobilność oraz zmiany w strukturze inwestycji organizacji, wynikające często z poszukiwania oszczędności, powodują także coraz większy ukłon w kierunku usług opartych na modelu chmury obliczeniowej. Firmy oraz instytucje coraz częściej wyrażają zainteresowanie modelem cloud, jednak jednocześnie ich przedstawiciele przyznają, że nie posiadają dostatecznej wiedzy w tym zakresie, szczególnie w kontekście bezpieczeństwa stosowanych rozwiązań. O ile postęp, jaki dokonuje się na polu technologii rozwiewa część obaw, które gromadziły się przez ostatnie lata, o tyle pojawiają się jednocześnie nowe, wymagające stałej edukacji w zakresie możliwości oraz bezpieczeństwa, jakie niesie ze sobą oparcie infrastruktury na chmurze.

Jak sami przyznają, wiedza polskich CSO na temat bezpieczeństwa danych i systemów chmurowych jest nadal niewystarczająca. 43 proc. ankietowanych menedżerów bezpieczeństwa przyznaje, że nie posiadają oni odpowiedniej wiedzy, aby samemu ocenić bezpieczeństwo chmury. Oznacza to, że osoby odpowiedzialne w organizacjach za kwestie bezpieczeństwa potrzebują szczegółowych informacji, wytycznych oraz przede wszystkim rekomendacji ze strony właściwych agend rządowych.

[1] Badania „Security Trends. Bezpieczeństwo w erze cyfrowej” było przeprowadzone w październiku 2015 r. wśród członków zarządu odpowiedzialnych za zarządzanie obszarem informatyki, technologii i bezpieczeństwa reprezentujących sektor dużych przedsiębiorstw i instytucji publicznych.

[2] Wyniki badania Megapanel PBI/Gemius za październik 2015

Rok 2016 będzie przełomowy dla rozwoju „myślących” komputerów

W ciągu najbliższych dwunastu miesięcy o jedną czwartą wzrośnie liczba producentów oprogramowania dla przedsiębiorców, którzy będą wykorzystywać w swych produktach techniki kognitywne, w tym komputerowe rozpoznawanie obrazu, techniki przetwarzania języka naturalnego albo techniki uczące się. Na podstawie dostępnych danych pozwalają one komputerom wnioskować, jak również uczyć się i planować. Jak przewiduje piętnasta edycja raportu Global TMT Predictions, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, zawierającego prognozy dotyczące sektora technologii, mediów i telekomunikacji, prędkość Internetu liczona w gigabitach na sekundę (Gbit/s) do końca 2016 roku wzrośnie aż dziesięciokrotnie do dziesięciu milionów. Około 70 proc. tego transferu będą stanowić połączenia realizowane z domów.

Raport „Global TMT Predictions” prezentuje perspektywy na najbliższe 12 – 18 miesięcy w dziedzinie technologii, mediów i telekomunikacji na świecie. „Wcześniejsze edycje pokazały, jak trafnie raport ten przewiduje rozwój obszaru TMT. Tegoroczne prognozy w dużym stopniu dotyczą także rynku polskiego, który rozwija się równie dynamicznie jak rynki krajów rozwiniętych. Co więcej jeden z trendów dotyczących przyszłości grafenu ma swoje źródło także w Polsce. Trzeba przypomnieć, że duży wkład nad badaniem tego nowatorskiego materiału, z którym ogromne nadzieje wiąże cała branża technologiczna, mają naukowcy z polskich uczelni” – mówi Jakub Bojanowski, Partner w Deloitte, Lider Grupy TMT.

Techniki kognitywne, czyli poznawcze, z powodzeniem stosowane są od kilku lat w informatyce. Należy do nich komputerowe rozpoznawanie obrazu, techniki przetwarzania języka naturalnego albo techniki uczące się, pozwalające na wnioskowanie i planowanie. Jedną z pierwszych firm na świecie, która zaczęła je wykorzystywać był Netflix, który od niedawna jest obecny również w Polsce. Serwis używa oprogramowania, które na podstawie wcześniejszych doświadczeń klienta, potrafi mu zasugerować, jakie filmy i seriale mogą mu się spodobać. Techniki kognitywne są również wykorzystywane w oprogramowaniu używanym przez agencję Associated Press, pozwalającym przygotowywać komputerom samodzielnie proste depesze prasowe.

Deloitte przewiduje, że w 2016 roku techniki kognitywne wzbogacą oprogramowanie dla przedsiębiorstw. Aż 80 na 100 największych światowych producentów oprogramowania dla biznesu deklaruje wykorzystanie ich w swych produktach. To o jedną czwartą więcej, niż w roku 2015. Wzrost ten przyczyni się do uwolnienia potencjału Internetu Rzeczy, a z czasem może nawet całkowicie odmienić oblicze znanych technik komputerowych. Chociaż początkowo techniki kognitywne mogą cieszyć się mniejszym zainteresowaniem, w dłuższej perspektywie zyskają one na znaczeniu, zarówno dla firm, jak i dla klientów indywidualnych.

Eksperci Deloitte w tegorocznym raporcie zapowiadają również nadejście ery Gigabit Internet. Prędkość Internetu liczona w gigabitach na sekundę (Gbit/s) do końca roku wzrośnie do dziesięciu milionów, czyli dziesięciokrotnie, przy czym ok. 70 proc. z nich będą stanowić połączenia realizowane z domów. Wzrost ten będzie skutkiem coraz powszechniejszej dostępności i spadających cen. Do 2020 roku około 600 mln abonentów, czyli większość domostw podłączonych do sieci na całym świecie, będzie korzystało z sieci oferujących usługi Gigabit.

Eksperci Deloitte przyjrzeli się również rynkowi smartfonów, a konkretnie ich drugiemu obiegowi, czyli rynkowi używanych aparatów. Według szacunków Deloitte w 2016 roku użytkownicy sprzedadzą bezpośrednio lub wymienią na nowe 120 mln smartfonów, zarabiając na tym ponad 17 mld dolarów. Stanowi to wyraźny wzrost w stosunku do liczby 80 mln smartfonów o wartości 11 mld dolarów, wymienionych na nowe w 2015 roku. Jak ocenia Deloitte, 10 proc. nowych smartfonów z segmentu premium (wartych 500 dolarów lub więcej) kupionych w 2016 roku, najprawdopodobniej trafi do trzech lub więcej kolejnych właścicieli zanim zakończy swój żywot.

Jak pokazują dane analizowane przez Deloitte, zmienia się też sposób, w jaki korzystamy ze smartfonów. Według ekspertów Deloitte na rynkach rozwiniętych w 2016 roku już około 26 proc. użytkowników smartfonów, którzy będą wykorzystywali wyłącznie transmisję danych, nie wykonując tradycyjnych połączeń telefonicznych – czyli tzw. data exclusives. Nie oznacza to jednak, że rezygnują oni z komunikacji. Tradycyjne rozmowy zastąpili wiadomościami (w tym SMS), jednocześnie wykorzystują usługi umożliwiających transmisję głosu i obrazu przez Internet.

Użytkownicy smartfonów masowo dzielą się swoimi przeżyciami i wspomnieniami w Internecie. Według przewidywań Deloitte w tym roku w sieci zamieszczonych zostanie 2,5 biliona zdjęć, czyli o 15 proc. więcej w stosunku do roku ubiegłego. Ponad 90 proc. tych zdjęć będzie zrobionych smartfonami, a pozostałe 10 proc. lustrzankami cyfrowymi, aparatami kompaktowymi, tabletami i laptopami. Warto zaznaczyć, że mowa jedynie o nowo zrobionych fotografiach. Szacunki Deloitte nie uwzględniają bilionów zdjęć przechowywanych w pamięci tych urządzeń.

Pozostałe wnioski i szczegóły tegorocznego raportu TMT Predictions oraz wpływu sektora TMT na rynek w 2016 roku:

 TechnologiaTechnologia:           

  • Kobiety na stanowiskach informatycznych: chodzi o coś więcej niż tylko edukację. Do końca 2016 roku w krajach rozwiniętych kobiety będą zajmowały mniej niż 25 proc. stanowisk związanych z informatyką. Liczba ta jest taka sama, a może nawet mniejsza niż w roku 2015.
  • Rozwój handlu z wykorzystaniem urządzeń mobilnych – Liczba osób płacących za produkty i usługi w e-commerce przy użyciu urządzeń mobilnych (smartfonów i tabletów) prawdopodobnie sięgnie w 2016 roku 50 mln stałych użytkowników (wzrost o 150 proc. r/r). Do tej pory mobilne strony sprzedawców notowały niewielką liczbę transakcji z powodu skomplikowanych systemów płatności.
  • Grafen: dziś czas na badania, na zyski przyjdzie za rok. Chociaż wartość rynku materiałów z grafenu w 2016 roku wyniesie zaledwie dziesiątki milionów dolarów, to wydatki na badania w tej dziedzinie w tym roku na pewno będą liczone w setkach milionów dolarów. W perspektywie średnioterminowej grafen może być wykorzystywany w produktach wartych miliardy dolarów rocznie. Na realizację tego potencjału musimy jednak poczekać jeszcze parę dziesięcioleci.
  • Pokolenie Y niekoniecznie będzie pokoleniem post-komputerowym. O ile pokolenie Y to pokolenie użytkowników smartfonów, o tyle jego najmłodsi przedstawiciele (w wieku od 18 do 24 lat) będą w 2016 najprawdopodobniej grupą najbardziej skłonną do używania komputerów ze wszystkich grup wiekowych. W ub. roku średnio 85 proc. najmłodszych przedstawicieli pokolenia Y w 13 rozwiniętych krajach na całym świecie posiadało dostęp do laptopa. Dane te sugerują, że osoby w przedziale wieku od 18 do 24 lat postrzegają smartfony i komputery jako urządzenia wzajemnie się uzupełniające, a nie zastępujące, co po części może wynikać ze spadku cen laptopów (na rynku dostępnych jest wiele laptopów poniżej 500 dolarów).

Media:

  • Czas rzeczywistości wirtualnej (VR). W 2016 roku wartość rynku rzeczywistości wirtualnej (VR) po raz pierwszy osiągnie miliard dolarów, przy czym przychody ze sprzedaży sprzętu wyniosą 700 mld dolarów. Pozostała część będzie pochodzić ze sprzedaży treści. Liczba sprzedanych zestawów nagłownych do rzeczywistości wirtualnej osiągnie 2,5 miliona sztuk, a gier 10 milionów kopii.
  • Blokady reklam na urządzenia mobilne – Do końca 2016 roku z filtrów blokujących reklamy skorzysta zaledwie 0,3 proc. wszystkich użytkowników urządzeń mobilnych. W związku z tym ryzyko nie dotarcia z reklamą do tej części rynku Deloitte szacuje na mniej niż 100 mln dolarów (0,1 proc.).
  • Gry na urządzenia mobilne: wiodące, jednak mniej dochodowe. W 2016 roku urządzenia mobilne (smartfony i tablety) staną się wiodącą platformą do gier pod względem przychodów. Wyniosą one 35 mld dolarów, czyli o 20 proc. więcej w stosunku do 2015 roku. Jest to wielkość zbliżona do przychodów w wysokości 32 mld dolarów z gier komputerowych i 28 mld dolarów z gier na konsole (przy wzroście odpowiednio o zaledwie pięć i sześć procent w stosunku do ubiegłego roku). Zaobserwujemy jednak duże zróżnicowanie średnich przychodów z gier na poszczególne platformy.
  • Sport elektroniczny: więcej, a zarazem mniej, niż myślimy. W 2016 roku sektor eSportu wygeneruje na całym świecie przychody w wysokości 500 mln dolarów, czyli o 25 proc. więcej w stosunku do kwoty 400 mln dolarów uzyskanej w ubiegłym roku. Natomiast liczba stałych i sporadycznych widzów wyniesie około 150 mln. Przychody te stanowią zaledwie niewielki ułamek przychodów z największych dyscyplin sportowych, takich jak europejskie ligi piłki nożnej, amerykańska liga piłkarska, liga koszykówki czy hokeja na lodzie, wahających się od 4 mld do 30 mld dolarów.
  • Europejskie ligi piłkarskie warte 30 mld dolarów. Wartość rynku piłki nożnej w Europie w sezonie 2016/2017 z perspektywy sektora TMT po raz pierwszy osiągnie poziom 30 mld dolarów, co stanowi wzrost o 8 mld dolarów w stosunku do sezonu 2011/2012 przy skumulowanym rocznym wskaźniku wzrostu w wysokości 7 proc.
  • Nagrodę za stabilne przychody ze sprzedaży biletów pomimo rozwoju mediów cyfrowych przyznano… – W 2016 roku wartość 1,3 mld sztuk biletów sprzedanych w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie do kin spadnie o około 3 proc. r/r do poziomu około 10,6 mld dolarów.
  • Telewizja w Stanach Zjednoczonych: erozja, nie implozja – Amerykański rynek telewizyjny jest największy na świecie. Jego wartość wynosi 170 mld dolarów. Rok 2016 przyniesie kilka zmian na tradycyjnym rynku telewizji w Stanach Zjednoczonych. Eksperci Deloitte prognozują, że nastąpi erozja w pięciu obszarach: liczbie abonentów telewizji płatnej, stopniu penetracji telewizji płatnej liczonym jako procent całej populacji, przechodzeniu odbiorców na TV naziemną i oglądaniu telewizji na żywo oraz pauzowaniu i cofaniu audycji telewizyjnych podczas ich nadawania. Będzie to widoczne szczególnie wśród najmłodszych przedstawicieli pokolenia Y w wieku od 18 do 24 lat.

Telekomunikacja:

  • VoLTE / VoWiFi: wydajność, zasięg i możliwości – Do końca 2016 roku 100 operatorów komórkowych na całym świecie będzie oferowało co najmniej jedną usługę pakietową, czyli dwa razy więcej w ujęciu rok do roku oraz sześć razy więcej niż na początku 2015 roku. Deloitte szacuje, że z usług przesyłania głosu przez WiFi (VoWiFi) oraz/ lub przez LTE (VoLTE) będzie korzystało około 300 milionów klientów. Liczba ta podwoi się na początku roku (co oznacza pięciokrotny wzrost w porównaniu z początkiem 2015 roku).

Usługi, ekologia i wzrosty mimo zawirowań – rok 2015 w logistyce

Ze względu na sytuację w naszym regionie, 2015 r. był pełen zdarzeń mogących rzutować na stan branży TSL – szczególnie zaś spedycji międzynarodowej. Pomimo to, wydaje się że reprezentanci tego sektora skończyli rok w optymistycznych nastrojach.

StillWprowadzone jeszcze w 2014 rosyjskie embargo na produkty z Unii Europejskiej oraz spadek kursu rubla spowodowały znaczące obniżenie eksportu do kraju naszych wschodnich sąsiadów. Duże obawy wiązały się również ze zmianami przepisów dotyczących płacy minimalnej w Niemczech, mogących skutkować utratą cenowej przewagi konkurencyjnej polskich przewoźników. Pomimo tych zdarzeń, wskaźniki koniunktury na koniec 2015 r. sugerują, że kończyliśmy go z pozytywnym nastawieniem. Jakie zmiany dokonały się w ciągu ostatnich 12 miesięcy w zakresie struktury popytu, rozwiązań technologicznych i nastrojów firm działających na tym rynku?

Flota jako usługa

Dane rynkowe pokazują, że zainteresowanie wynajmem długoterminowym (nazywanym także Full Service Leasing, czyli FSL) floty samochodowej wśród przedsiębiorców systematycznie rośnie. Dziś niemal 79 procent mikro, małych i średnich przedsiębiorstw zna usługę wynajmu długoterminowego, podczas gdy sześć lat temu jej znajomość potwierdzało jedynie 56 proc. badanych.

Według prognoz Związku Polskiego Leasingu, na koniec 2015 roku możemy spodziewać się, że łączna wartość transakcji przeprowadzonych w oparciu o tego typu finansowanie przekroczy 50 mld zł. Oznaczałoby to wzrost rynku na poziomie 15,5%. Dodatkowo, wyniki badania koniunktury branży leasingowej pokazują, że firmy tego sektora oczekują wzrostów w zakresie liczby i wartości zawieranych kontraktów, przy stabilizacji jakości portfela leasingowego oraz stabilizacji poziomu zatrudnienia. – Wzrost popularności leasingu dotyczy nie tylko flot samochodowych, pojazdów transportu ciężkiego i innych maszyn. Obserwujemy rosnące zainteresowanie tego typu usługami oraz wynajmem długoterminowym także w przypadku wózków widłowych i urządzeń techniki magazynowej – mówi Tomasz Sobczak, regionalny dyrektor handlowy STILL Polska. – Według naszych analiz, jest to część większego trendu. Firmy coraz chętniej delegują poza swoje struktury całościową odpowiedzialność za funkcjonowanie parku maszynowego. Znajduje to odzwierciedlenie nie tylko w dynamice rynku usług finansowych, ale także upowszechnieniu modelu, w którym zewnętrzny partner odpowiada za planowanie i realizację wszystkich procesów intralogistycznych – dodaje.

Rosnąca rola ekologicznych rozwiązań

Model, w którym za inwestycje i utrzymanie floty odpowiada wyspecjalizowany podmiot, sprzyja również postępowi technologicznemu. Wraz z zastąpieniem kosztów inwestycji i serwisu jedną, przewidywalną ratą, zniknęła najważniejsza bariera dla kupna zaawansowanych technologicznie – nieco droższych, ale bardziej wydajnych i ekologicznych pojazdów. W krajach Europy Zachodniej już od kilku lat dominują wózki elektryczne. Dynamika ich sprzedaży rośnie także w Polsce. Szacuje się, że udział maszyn akumulatorowych w całkowitej sprzedaży wózków widłowych w Polsce przekracza już 40 procent. Nie bez wpływu na zainteresowanie tego typu pojazdami pozostaje rozwój technologiczny w zakresie ich parametrów efektywnościowych. – Można uznać, że tegoroczny werdykt jurorów prestiżowego konkursu IFOY przypieczętował koniec ery dominacji wózków spalinowych w zadaniach wymagających szczególnie dużego udźwigu. Zwycięski wózek – RX60-80 – to elektryczny pojazd pozwalający na wydajną obsługę ładunków o masie sięgającej 8 ton – mówi Paweł Włuka ze STILL Polska. – Przykład laureata IFOY 2015 dobitnie pokazuje, że wykonywanie zadań intralogistycznych nie musi wiązać się z emisją CO2, niezależnie od branży, w której funkcjonuje dane przedsiębiorstwo i zadań stawianych przed maszynami – uzupełnia.

Branza_TSL_2015_w_liczbach_Fot._STILLTransport i logistyka liderem prognoz zatrudnienia

Patrzenie w przyszłość z optymizmem, pomimo pozornie niesprzyjających warunków, odzwierciedlają również perspektywy zatrudnienia w transporcie, komunikacji i logistyce. Według barometru Manpower, w drugim półroczu 2015 roku, pracodawcy z podmiotów reprezentujących tę branżę deklarowali najwyższą spośród wszystkich sektorów polskiej gospodarki chęć zwiększenia liczby pracowników. Wzrost zatrudnienia netto w okresie od czerwca do grudnia oszacowano na podstawie odpowiedzi respondentów na 14% – o 5-6 pp. więcej niż średnia dla kraju. Pomimo wahań w ciągu ostatnich 12 miesięcy, pozytywny bilans w zestawieniu rok do roku wykazuje również indeks PMI, często wykorzystywany jako prognoza koniunktury w przemyśle. Wiele wskazuje więc na to, że przedstawiciele tych obszarów polskiej gospodarki weszli w 2016 rok w dobrych nastrojach.

Proces rekrutacji: co odstrasza, a co przyciąga kandydatów?

Brak nazwy firmy w ogłoszeniu i niejasny opis stanowiska to elementy, które najczęściej zniechęcają kandydatów do aplikowania na ofertę pracy (odpowiednio 67% i 50%) – wynika z 3. edycji badania „Candidate Experience” przeprowadzonego z inicjatywy eRecruiter i Koalicji na rzecz Przyjaznej Rekrutacji. Wyniki te nie zmieniają się od początku prowadzenia badania. Z drugiej strony, o wartościowego pracownika łatwiej pracodawcom, którzy przygotowują ciekawe i dopasowane do stanowiska ogłoszenia o pracę (84% wskazań kandydatów) oraz dbają o rozpoznawalność swojej marki (65% wskazań).

Jak wskazują eksperci eRecruiter, wiedza pracodawców na temat zasad dobrze prowadzonej rekrutacji oraz dbałości o candidate experience z roku na rok jest coraz większa. Jednak jest jeszcze kilka obszarów, nad którymi muszą popracować. – Rekrutacja to złożony proces, który trzeba odpowiednio wcześniej zaplanować, żeby przyciągnąć najbardziej pożądanych kandydatów. Pracodawcy powinni zwrócić uwagę na przykład na to, że potencjalnych pracowników odstrasza rekrutacja ukryta. Jeżeli nie ma takiej konieczności żeby pomijać w ogłoszeniu nazwę firmy, warto z tej praktyki zrezygnować. Jednak lista elementów i zasad, o które trzeba zadbać w procesie rekrutacji, jest znacznie dłuższa. Ich zastosowanie z pewnością pozytywnie przełoży się na końcowe efekty, czyli zatrudnienie wartościowych pracowników – mówi Izabela Bartnicka, ekspert eRecruiter.

Jakich ogłoszeń unikają kandydaci?

co odstrasza kandydataZ najnowszej edycji badania „Candidate Experience” przeprowadzonego przez eRecruiter i Koalicję na rzecz Przyjaznej Rekrutacji wynika, że kandydaci unikają ogłoszeń, które nie zawierają nazwy firmy (67% wskazań), niejasno przedstawiają stanowisko pracy (50%) oraz posiadają lakoniczne informacje na temat tego, co firma oferuje kandydatom (47%). W ofercie o pracę rekruterzy powinni również uwzględnić wysokość wynagrodzenia. Takiej informacji oczekuje aż 43% kandydatów. – Publikacja ogłoszenia o pracę to jeden z pierwszych elementów procesu rekrutacji. Dla pracodawcy istotna jest nie tylko jego treść, ale także łatwość zamieszczenia ogłoszenia, dotarcia do określonej grupy kandydatów czy możliwość modyfikacji treści, o ile będzie taka potrzeba. W celu ułatwienia tego procesu, platformy takie jak eRecruiter, proponują pracodawcom moduł publikacji ogłoszeń, dzięki któremu rekruterzy mogą samodzielnie i szybko zamieszczać oferty pracy na stronie Pracuj.pl, w zakładce „Kariera” czy w Intranecie bez konieczności kontaktu z konsultantem lub działem IT – mówi Izabela Bartnicka. W ogłoszeniach o pracę, pracodawcy powinni również zrezygnować z wymogu pisania listu motywacyjnego, aż 39% kandydatów porzuca wtedy pomysł ubiegania się o dane stanowisko.

A jakie oferty pracy przyciągają kandydatów?

Aż 84% starających się o pracę deklaruje, że na decyzję o wzięciu udziału w procesie rekrutacyjnym do konkretnej firmy, najbardziej wpływa ciekawa i dopasowana oferta pracy. Jeżeli zatem w publikowanych ogłoszeniach przedstawiciel firmy jasno opisze stanowisko i potencjalne benefity, uwzględni wynagrodzenie oraz zrezygnuje z wymogu przygotowania listu motywacyjnego, szansa na przyciągnięcie wartościowych kandydatów, bardzo wzrasta. Dla więcej niż połowy kandydatów (58%) kluczowy jest łatwy dostęp do informacji o pracodawcy i procesach rekrutacyjnych. Co drugi respondent deklaruje, że na decyzję o wzięciu udziału w procesie rekrutacyjnym do konkretnej firmy, wpływa także dobra opinia o niej wśród znajomych.

Czy pracodawcy wchodzą w buty kandydatów?

Pracodawcy, którzy chcą wyeliminować błędy w prowadzonych procesach rekrutacyjnych, często wcielają się w rolę ich potencjalnego kandydata. Najwięcej, bo 62% firm, weryfikuje opublikowane ogłoszenia. Prawie co drugi zapytany przedstawiciel działu HR (47%) monitoruje czas trwania procesu. 39% pracodawców natomiast weryfikuje informacje opublikowane w zakładce „Kariera”. W co piątej firmie, jeden z pracowników próbuje zaaplikować na daną ofertę pracy. – Próba przejścia przez proces rekrutacji we własnej firmie to dobry pomysł, który pozwala wyeliminować większość błędów. Warto mieć świadomość, że to, co nam utrudnia aplikowanie jako rekruterowi, z dużym prawdopodobieństwem będzie stanowiło trudność również dla potencjalnego pracownika – mówi Izabela Bartnicka, ekspert eRecruiter.

Wyniki tegorocznej edycji badania „Candidate Experience” pokazują także, że zaledwie 7% pracodawców  nie widzi potrzeby weryfikacji poszczególnych elementów prowadzonych procesów rekrutacyjnych – to o 10 p.p. mniej niż w 2014 roku. Jednak nadal przed przedsiębiorcami, a w szczególności specjalistami ds. HR, jest jeszcze sporo pracy w zakresie dopracowania poszczególnych elementów procesu rekrutacyjnego.