Spadki w Chinach i na funcie

Chińska giełda wyraźnie prze w dół od początku roku. Poziom 3000 pkt nie jest już przeszkodą. Po słabszych danych na temat produkcji przemysłowej spada również funt. Dzisiaj rynki czekają na zmiany w stanach zapasów paliw w USA.

Po wczorajszej lepszej sesji na giełdzie w Chinach dzisiaj kolejne spadki. Przebito w dół poziom 3000 pkt, zatrzymując się co prawda powyżej minimum z wakacyjnego kryzysu na giełdzie. Wtedy indeks od czerwca do sierpnia spadł o ponad 40%. Obecne spadki od początku roku wyniosły już 16,5% w niecałe dwa tygodnie. Co było powodem dzisiejszych spadków? Rano poznaliśmy wyniki handlu zagranicznego, które były … dużo lepsze od oczekiwań. Dlaczego zatem pomimo lepszych danych giełda spadała? Być może inwestorzy czekali z dobrym momentem na sprzedaż, licząc na to, że po lepszych danych uda się uciec z inwestycji trochę korzystniej. Kiedy po danych uznali, że to już koniec wzrostów – zaczęli sprzedawać. W rezultacie, by zrównoważyć podaż z popytem, ceny musiały spadać.

Wczorajsze dane na temat produkcji przemysłowej w Wielkiej Brytanii okazały się znacznie gorsze od oczekiwań. Wzrost w skali roku wynosi nie 1,7%, jak dotychczas sądzono, a zaledwie 0,9%. Dane te spowodowały nagłe osłabienie funta. Reakcja rynków nie mogła dziwić, gdyż różnica względem oczekiwań była istotna. Brytyjska waluta do złotego straciła w krótkim czasie aż 4 grosze, a ruch ten nie został wyrównany do końca dnia, a wręcz się pogłębiał, powiększając spadki do 6 groszy w szczytowym momencie. Nadzieją na odbicie było jeszcze wystąpienie prezesa Banku Anglii Marka Carneya, ale tylko pogłębiło ono spadek.

Poznaliśmy dane na temat produkcji przemysłowej z Węgier. Spadek w ujęciu miesięcznym o 1,4% wygląda bardzo źle, z drugiej strony w ciągu roku kraj ten notuje imponujący wzrost wynoszący 7%.

W Unii Europejskiej trwają obecnie pilne obserwacje sytuacji w Polsce. Jak nie trudno się domyślić, oprócz tematu zmian w Trybunale Konstytucyjnym, ważnym tematem jest podatek bankowy. W tym ostatnim na szczególną uwagę zasługuje komentarz EBC, który dotyczy nie tylko idei i zasadności, ale przede wszystkim metody wprowadzenia. W komunikacie podkreślane są zagrożenia, które mogą spowodować, że grupy kapitałowe będą w stanie transferować aktywa za granicę, a zatem optymalizować podatek.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych są dane, na które czeka rynek ropy. Tygodniowa zmiana zapasów w USA. Po wczorajszych spadkach dzisiaj do rana ropa trochę odbiła w górę, ale to te dane powinny determinować na jakim poziomie zakończy się dzisiejszy handel.

Kalendarz danych jest dość ubogi, aczkolwiek ważne dane poznamy w nocy, kiedy to opublikowane zostaną wyniki handlu zagranicznego w Chinach.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 13.10.2015 do 13.01.2016Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 13.10.2015 do 13.01.2016

Kurs EUR/PLN powraca do wzrostów. Dla ruchu w górę nowym oporem jest poziom 4,3650, gdzie znajduje się zarówno maksimum poprzedniego jak i tego ruchu. W przypadku spadków wsparcie stanowić będzie linia łącząca minima lokalne przebiegająca obecnie na 4,2300. Jest to również poziom, na którym kurs już trzykrotnie odbił się w górę w ciągu ostatniego kwartału.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 13.10.2015 do 13.01.2016Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 13.10.2015 do 13.01.2016

Kurs CHF/PLN przeszedł z trendu wzrostowego w boczny. Gdyby doszło do powrotu do wzrostów istotnym poziomem są wciąż okolice 4,0400, gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem są testowane obecnie okolice 3,9000-3,9100, na których to kurs wielokrotnie odbijał w górę.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 13.10.2015 do 13.01.2016Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 13.10.2015 do 13.01.2016

Kurs USD/PLN powrócił do trendu bocznego. Nowym oporem są maksima na 4,0450. Dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem minima lokalne na 3,8600, gdzie kurs odbijał się pod koniec grudnia.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 13.10.2015 do 13.01.2016Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 13.10.2015 do 13.01.2016

Kurs GBP/PLN od połowy października porusza się w silnym trendzie wzrostowym po czym zawrócił i przeszedł w trend spadkowy. Najbliższym oporem dla ruchu w górę jest krótkookresowa linia spadkowa na poziomie 5,8700. W przypadku kontynuacji spadków ważnym wsparciem jest dopiero minimum stanowiące punkt wyjścia do obecnego ruchu wzrostowego, czyli poziom 5,6600.

Dylematy rekrutera – psychometria czy grafologia?

Każdy pracodawca marzy o tym, by w jego firmie zatrudnieni byli najlepsi pracownicy, a każdy rekruter robi wszystko, by takie osoby znaleźć.

Co jednak w sytuacji, gdy na rozmowie kwalifikacyjnej wszyscy kandydaci mają duże doświadczenie, ukończone najlepsze uczelnie i płynnie posługują się kilkoma językami obcymi? Wtedy rekruter może sięgnąć po metody mogące ułatwić mu podjęcie decyzji – psychometrię i grafologię.

Odejście z firmy dobrego, doświadczonego pracownika jest niewątpliwie trudnym momentem w każdym przedsiębiorstwie. Tracimy wówczas świetnego fachowca i musimy szybko znaleźć kogoś, kto będzie potrafił go zastąpić. Co jednak ma zrobić rekruter, kiedy po rozmowach kwalifikacyjnych szczególnie zainteresowało go kilku kandydatów, którzy posiadają podobne doświadczenie i umiejętności? W takiej sytuacji rekruter może polegać na swojej intuicji lub sięgnąć po narzędzia mogące pomóc mu w podjęciu tej trudnej i ważnej decyzji.

Jednym z takich narzędzi jest psychometria. Pozwala ona na obiektywną ocenę tego, czy kandydat pasuje do konkretnego stanowiska oraz na poznanie jego mocnych stron i ograniczeń. Za pomocą psychometrii sprawdzimy, jak dany kandydat zachowuje się w określonych sytuacjach,jakie przyjmuje role w zespole, jak reaguje na stres itd. Dzięki temu dowiemy się, czy jego cechy osobowe będą odpowiadały zadaniom na stanowisku, na które aplikuje.

Testy te mogą z powodzeniem być przeprowadzane już na etapie rozmowy o pracę, ponieważ ich uzupełnienie zajmuje maksymalnie kilkanaście minut. Są one także dostępne online – można poprosić kandydata o wypełnienie ich w domowym zaciszu – podpowiada Weronika Sierant, HR Manager w Smart MBC.

Co ważne, narzędzie pokazuje, gdy analizowany próbuje zafałszować wynik. Doświadczenie pokazuje, że w momencie, gdy kandydaci zaczynają udzielać nieprawidłowych odpowiedzi lub kreują swój wizerunek chcąc lepiej wypaść – wynik testu jest nieważny.

Korzystając z narzędzi psychometrycznych, rekruter jest w stanie sprawdzić poziom motywacji pracownika, jego podejście do pracy, temperament i umiejętności przywódcze. Oba narzędzia, zarówno analiza grafologiczna, jak i psychometria, pozwalają sprawdzić stopień dopasowania pracownika do stanowiska pracy. Warto jest przemyśleć, które przyniesie nam większą korzyść i wówczas zdecydować się na jedno z nich. Nie ma potrzeby zastosowania jednocześnie tych dwóch narzędzi – każde z nich weryfikuje podobny obszar zainteresowań.

Odczytanie pisma kandydata pozwala na poznanie jego stylu funkcjonowania, sposobu komunikacji i współpracy z innymi, stopnia emocjonalności i motywacji oraz cech przywódczych. Test grafologicznypolega na poproszeniu kandydata o przepisanie krótkiego tekstu. Następnie próbka jego pisma jest szczegółowa analizowana przez specjalistę z dziedziny grafologii.  Na podstawie wyniku rekruter jest w stanie poznać nie tylko styl działania kandydata (np. jak reaguje na zmiany), ale także zdolność pracy pod presją czasu lub pracy w zespole.

Oczywiście, narzędzia takie jak psychometria lub grafologia są narzędziami pomocniczymi i nie powinny być traktowane jako jedyne źródło informacji o kandydacie. Wielu rekruterów uważa, że nic nie zastąpi rozmowy kwalifikacyjnej lub oceny typu assessement center. Są one jednak cennym uzupełnieniem tych tradycyjnych form poznawania kandydata i są w stanie udzielić na jego temat dodatkowych informacji dotyczących jego osobowości – mogących mieć duży wpływ na to, czy będzie potrafił odnaleźć się na konkretnym stanowisku.

 

Zmiana formy opodatkowania do 20 stycznia 2016!

Nowy rok to dla wielu czas zmian. Także przedsiębiorcy mogą zreorganizować funkcjonowanie swojej firmy między innymi poprzez zmianę formy opodatkowania, której mogą dokonać do 20 stycznia nowego roku. Nie jest to tak skomplikowane, jak by się mogło wydawać  jak się wydaje  – w artykule przedstawiamy możliwe formy opodatkowania i sposób, w jaki można zgłosić zmianę w urzędzie skarbowym.

Formy opodatkowania

Karta podatkowa 

Ta forma opodatkowania przeznaczona jest dla ściśle określonej grupy podatników. Kryteria, jakie należy spełnić, by z niej skorzystać, określa rozdział 3 ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne.

Z pewnością wielu przedsiębiorców chciałoby być opodatkowanym w ten właśnie sposób – karta podatkowa zwalnia podatnika z obowiązku prowadzenia ksiąg, składania zeznań podatkowych i wpłacania zaliczek na poczet podatku dochodowego. Do obowiązków podatnika należą natomiast:

  • wpłacanie co miesiąc stałej kwoty podatku (niezależnej od wysokości przychodów) – ustalonej przez naczelnika właściwego urzędu skarbowego na podstawie profilu prowadzonej działalności, wielkości miejscowości, w której działalność jest wykonywana, ilości zatrudnionych pracowników i innych określonych ustawowo czynników,
  • złożenie informacji do urzędu skarbowego na formularzu PIT-16A o zapłaconych i odliczonych od podatku wynikającego z karty podatkowej składkach na ubezpieczenie zdrowotne po zakończeniu roku podatkowego.

Opodatkowanie za pomocą karty podatkowej ma wiele zalet, ale nie jest idealne – przedsiębiorca, który rozlicza się z jej pomocą, nie może dokonać wspólnego rozliczenia z małżonkiem ani odliczyć ulg podatkowych, które przysługują innym podatnikom.  Jedyne ułatwienie, z jakiego może skorzystać, to  odliczenie składek na ubezpieczenie zdrowotne.

Innym warunkiem, który musi spełnić podatnik chcący rozliczać się kartą podatkową, są odpowiednie kwalifikacje firm zewnętrznych, którym zleca wykonanie usług na rzecz przedsiębiorstwa, a także forma umowy, na podstawie której zatrudnia pracowników. Te pierwsze muszą świadczyć usługi specjalistyczne i posiadać stosowne know-how w swojej dziedzinie. Natomiast pracownicy powinni świadczyć pracę wyłącznie na podstawie umowy o pracę – zastosowanie umowy zlecenia lub umowy o dzieło w regulowaniu stosunku pracy pozbawia przedsiębiorcę prawa do rozliczania się za pomocą karty podatkowej.

W ustawie można znaleźć dokładny katalog przedsiębiorców, którzy mogą rozliczać się za pomocą karty podatkowej. Może to być ktoś, kto prowadzi działalność:

  • usługową lub wytwórczo-usługową (wymienione w części I tabeli stanowiącej załącznik nr 3 do ustawy),
  • usługową w zakresie handlu detalicznego żywnością, napojami, wyrobami tytoniowymi oraz kwiatami, z wyjątkiem napojów o zawartości alkoholu powyżej 1,5%,
  • usługową w zakresie handlu detalicznego artykułami nieżywnościowymi, z wyjątkiem handlu paliwami silnikowymi, środkami transportu samochodowego, częściami i akcesoriami do pojazdów mechanicznych, ciągnikami rolniczymi i motocyklami oraz z wyjątkiem handlu artykułami nieżywnościowymi objętego koncesjonowaniem,
  • gastronomiczną – jeżeli nie jest prowadzona sprzedaż napojów o zawartości alkoholu powyżej 1,5%,
  • w zakresie usług transportowych wykonywanych przy użyciu jednego pojazdu,
  • w zakresie usług rozrywkowych,
  • w zakresie sprzedaży posiłków domowych w mieszkaniach, jeżeli nie jest prowadzona sprzedaż napojów o zawartości alkoholu powyżej 1,5%,
  • w wolnych zawodach, polegającą na świadczeniu usług w zakresie ochrony zdrowia ludzkiego,
  • w wolnych zawodach, polegającą na świadczeniu przez lekarzy weterynarii usług weterynaryjnych, w tym również sprzedaż preparatów weterynaryjnych (PKWiU ex 21.10.51.0, ex 21.20.13.0, ex 21.20.21.0 oraz ex 21.20.23.0), w związku ze świadczonymi usługami,
  • w zakresie opieki domowej nad dziećmi i osobami chorymi,
  • w zakresie usług edukacyjnych, polegającą na udzielaniu lekcji na godziny.

Podatek w formie karty podatkowej mogą uiszczać również osoby fizyczne i rolnicy, którzy jednocześnie prowadzą gospodarstwo rolne. Oprócz wymienionych już wyżej obszarów działalności ustawa za pomocą karty podatkowej mogą się rozliczać także przedsiębiorcy, wykonujący zawody wskazane w załącznikach do ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów.

Ryczałt  od przychodów ewidencjonowanych

Karta podatkowa nie jest jedyną uproszczoną formą opodatkowania, z jakiej mogą korzystać przedsiębiorcy. Opodatkowanie za pomocą ryczałtu wymaga jednak od podatnika znacznie większej ilości pracy i przygotowywania znacznie większej ilości dokumentów. Podatek dochodowy za pomocą tej formy oblicza się bowiem na podstawie przychodów podatnika, których nie pomniejszamy o poniesione koszty związane z prowadzeniem działalności. Podatnik ma zatem obowiązek zachować należytą staranności przy prowadzeniu ewidencji przychodów. Może ona zostać dokładnie sprawdzona w przypadku kontroli urzędu skarbowego, by mógł on ocenić, czy przychód ustalany jest prawidłowo, a w związku z tym czy wysokość płaconych podatków również jest odpowiednio obliczona.

Podobnie jak osoba rozliczająca się za pomocą karty podatkowej, ryczałtowiec nie może rozliczać się wspólnie z małżonkiem ani odliczyć od podatku ulgi na dzieci, jednak z innych przywilejów, takich jak odliczenie od przychodu zapłaconych składek na swoje ubezpieczenie społeczne oraz odliczenie od podatku opłaconych składek na ubezpieczenie zdrowotne (7,75% od podstawy wymiaru składek), może korzystać.

Stawek ryczałtu jest wiele – ustawodawca unormował tę kwestię w ten sposób, ponieważ  przy różnych profilach działalności podatnik ponosi koszty w innej wysokości, zaś od rodzaju wykonywanej przez niego działalności zależy wybór stawki podatku.

Stawki ryczałtu kształtują się obecnie następująco:

  • 3% – głównie dla działalności gastronomicznych i handlowych,
  • 5,5% – głównie dla działalności wytwórczej, usług budowlanych i transportu drogowego samochodami o ładowności powyżej 2 ton,
  • 8,5% – obejmuje większość usług,
  • 17% – dotyczy m.in. przetwarzania danych lub usług pośrednictwa,
  • 20% – dotyczy wolnych zawodów.

Dokładne oznaczenie wszystkich typów działalności objętych daną stawką ryczałtu zawiera art. 12 Ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez niektóre osoby fizyczne.

W załączniku numer 2 do wyżej wymienionej ustawy i  art. 8 znaleźć można szereg wyłączeń, jakie wprowadził ustawodawca w stosunku do podatnika, który chciałby rozliczać się na podstawie ryczałtu.

Ponadto z opodatkowania za pomocą ryczałtu nie mogą skorzystać podmioty, które świadczą usługi na rzecz byłych lub obecnych pracodawców w zakresie, w jakim świadczyli pracę oraz podatnicy, których przychód z działalności w poprzednim roku podatkowym przekroczył 150 000 euro  (po przeliczeniu limit ten wynosi 636 555 zł na rok 2016).

Ograniczenia nie dotyczą jedynie osoby podatnika, ale także jego działalności. Ryczałtem nie mogą rozliczać się podmioty, zajmujące się sprzedażą nieruchomości i praw majątkowych (takie rodzaje sprzedaży podlegają opodatkowaniu w wysokości 10%). Dużo zależy także od uznania organu podatkowego – jeżeli uzna on, że podatnik nie opodatkował wszystkich przychodów, może zastosować podatek pięciokrotnie wyższy od podstawowego (jednak nie wyższy niż 75%).

Każdy, kto rozlicza się za pomocą ryczałtu, ma obowiązek złożyć do urzędu skarbowego zeznanie roczne na formularzu PIT-28. Nie pozostało jednak wiele czasu – termin składania deklaracji upływa 31 stycznia. W przypadku, gdy jest to dzień wolny od pracy, termin ten ulega przesunięciu na najbliższy dzień roboczy.

Skala podatkowa i podatek liniowy

Innymi formami opodatkowania są skala podatkowa i podatek liniowy. Ich cechą wspólną jest taki sam sposób dokumentacji, jednak metody te różnią się dość znacznie – stawkami podatku i ulgami, które przysługują podatnikowi. Podstawą rozliczeń jest księga przychodów i rozchodów, a jeżeli obrót przedsiębiorstwa w poprzednim roku podatkowym przekroczył 1 200 000 euro (5 015 000 zł w roku 2015; 5 092 000 zł w roku 2016), mają obowiązek prowadzić księgi rachunkowe. Oprócz tego podatnicy, korzystający ze skali podatkowej lub podatku liniowego, powinni prowadzić ewidencję środków trwałych i wartości niematerialnych i prawnych (jest to szczególnie ważne w kontekście obliczania wysokości odpisów amortyzacyjnych), a także ewidencję wyposażenia.

Obie formy opodatkowania są dostępne dla każdego podatnika, niezależnie od wielkości przedsiębiorstwa, wysokości obrotów i rodzaju prowadzonej działalności. Ograniczenie jest właściwie tylko jedno – jeżeli przedsiębiorca świadczy w ramach działalności gospodarczej usługi na rzecz obecnego lub byłego pracodawcy, a usługi te pokrywają się z czynnościami wykonywanymi w ramach umowy o pracę, nie może wybrać podatku liniowego jako formy opodatkowania w roku, w którym wystąpiły oba zdarzenia.

W przypadku podatku liniowego i skali podatkowej podstawę opodatkowania oblicza się jednakowo – od uzyskanych przychodów odejmuje się koszty uzyskania przychodów. Suma, która zostanie, jest dochodem przedsiębiorstwa, a ten z kolei pomniejsza się o opłacone składki społeczne i straty z lat ubiegłych. W tym momencie kluczowe jest ustalenie, co może stanowić koszt podatkowy. Nie znajdziemy ich wyliczenia w ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych, za to art. 23 ustawy o PIT zawiera listę wydatków, które nie mogą zostać uznane za koszt podatkowy. Brak takich regulacji i obszerność ustawy o PIT powoduje, że niekiedy podatnik może mieć kłopoty z ustaleniem podstawy opodatkowania.

Stawką w przypadku podatku progresywnego wynosi odpowiednio 18% (przy dochodach poniżej 85 528 zł rocznie) i 32% (powyżej tej kwoty). Jeśli chodzi o podatek liniowy, niezależnie od wysokości dochodów ma on stałą stawkę – 19%.

Podatnik może obliczać zaliczki na podatek dochodowy co miesiąc i kwartał w zależności od tego, jaki sposób opłacania podatku wybrał. Należy jednak pamiętać, że z kwartalnego rozliczenia mogą korzystać jedynie mali podatnicy. Przedsiębiorstwa, działające na rynku kilka lat, mogą także korzystać z tak zwanych zaliczek uproszczonych, których wysokość ustala się na podstawie dochodów z poprzednich lat i których wysokość jest niezmienna przez cały rok. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że zaliczek uproszczonych nie można rozliczać kwartalnie.

Różnice między podatkiem liniowym a skalą podatkową są najbardziej widoczne na gruncie ulg możliwych do zastosowania przy rozliczeniach rocznych.

Podatnikom, którzy rozliczają się za pomocą skali podatkowej, przysługuje wiele ulg – mogą korzystać z rozliczenia wspólnego z małżonkiem lub jako osoba samotnie wychowująca dzieci, ulgi na dzieci, internet, rehabilitacyjnej, odliczenia strat z lat ubiegłych i wiele innych. Mogą również odliczyć od dochodu składki zapłacone na ubezpieczenie społeczne oraz od podatku składki na ubezpieczenie zdrowotne (7,75 % od podstawy wymiaru składki).

Osoby, które zdecydowały się na podatek liniowy, nie mają tyle możliwości. Mogą jedynie odliczyć od dochodu stratę z lat ubiegłych, składki na ubezpieczenie społeczne oraz  składki na ubezpieczenie zdrowotne od podatku w takiej samej wysokości, jak osoby rozliczające się według skali podatkowej. Mogą również dokonać odliczenia wpłat dokonanych na IKZE.

Obowiązek złożenia deklaracji rocznych obejmuje zarówno podatników rozliczających się według skali podatkowej, jak tych, którzy wybrali podatek liniowy. Mają na to zdecydowanie więcej czasu niż ci, którzy są opodatkowani na zasadach ryczałtu – ostateczną datą jest 30 kwietnia, a jeśli dzień ten przypadnie w dniu wolnym od pracy, termin ulega przesunięciu na najbliższy dzień roboczy. Różne są jedynie rodzaje dokumentów, które powinni złożyć – dla osoby rozliczającej się za pomocą skali podatkowej jest to PIT-36, natomiast osoby na podatku liniowym powinny dostarczyć do urzędu  PIT-36L

Zmiana formy opodatkowania

Terminem, na który muszą zwrócić szczególną uwagę przedsiębiorcy, którzy chcą zmienić formę opodatkowania, jest 20 stycznia 2016 r. – właśnie do wtedy mają obowiązek poinformować o swojej decyzji urząd skarbowy. Przedsiębiorca decydujący się rozliczać na podstawie ryczałtu, skali podatkowej lub podatku liniowego powinien złożyć pismo do naczelnika właściwego urzędu skarbowego. Nie znajdziemy wzoru takiego pisma w przepisach, więc możemy stworzyć je sami. Musimy jednak pamiętać, aby ująć w nim następujące dane:

  • dane podatnika,
  • NIP,
  • informację, do kogo adresowane jest to pismo (naczelnik urzędu skarbowego),
  • wskazanie formy opodatkowania, na którą decyduje się przedsiębiorca.

Jeżeli formę opodatkowania chce zmienić osoba, która rozlicza się na podstawie karty podatkowej, powinna zgłosić to na formularzu PIT-16.

Księga przychodów i rozchodów na przełomie roku – rozliczenie kosztów

Dla każdego przedsiębiorcy koniec roku podatkowego jest szczególnie ważny. To właśnie wtedy w każdej firmie zamyka się księgi i sporządza spisy z natury, dzięki którym można dokonać posumowania działalności przedsiębiorstwa na przestrzeni całego roku. Nie jest to jednak prosty proces i stanowi niekiedy źródło problemów. Najtrudniejsze są z pewnością takie kwestie jak rozliczenie kosztów, powstających na przełomie roku podatkowego, w księdze przychodów i rozchodów.

Moment ujęcia kosztów w księdze przychodów i rozchodów

Na wybór momentu ujęcia wydatku w kosztach w księdze rozchodów i przychodów wpływa głównie metoda, którą przyjął podmiot prowadzący KPiR. Może to być metoda uproszczona (zwana także kasową) lub memoriałowa. Każda z nich prezentuje inne ujęcie kosztu w KPiR na przełomie roku.

Koszty na przełomie roku a metoda uproszczona

Jeżeli podatnik wybierze metodę uproszczoną, powinien wziąć pod uwagę zwłaszcza treść art. 22 ust. 4 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych. Według niego koszty uzyskania przychodów potrąca się tylko w tym roku podatkowym, w którym zostały poniesione. Podatnik więc ujmuje je w dacie poniesienia, niezależnie od tego, jakiego okresu dotyczą.  Co ważne, za dzień poniesienia kosztu uznaje się dzień wystawienia dokumentu księgowego (np. faktury).

Koszty na przełomie roku metoda memoriałowa

Metoda memoriałowa, uregulowana art. 22 ust. 5-5c oraz ust. 6 ustawy, zaleca inne rozwiązanie – podatnik powinien zewidencjonować koszty w okresie, którego one dotyczą. Żeby jednak tego dokonać, powinien podzielić je na dwie grupy, a mianowicie:

  • koszty pośrednie, czyli takie, które są tylko pośrednio związane są z osiąganym przychodem i trudno przyporządkować je wprost do konkretnego przychodu (np. przychody z reklamy, najmu lub ubezpieczenia),
  • koszty bezpośrednie, czyli takie, które są bezpośrednio związane z osiąganymi przychodami (wynagrodzenia, zakup towarów handlowych lub zakup materiałów).

Koszty bezpośrednie, które podatnik poniósł w danym roku lub w roku następnym, ale jeszcze przed złożeniem zeznania podatkowego, powinny zostać wykazane w roku, w którym zostały osiągnięte odpowiadające im przychody.

Inaczej jest w przypadku kosztów pośrednich. Takie wydatki są zazwyczaj ujmowane w kosztach uzyskania przychodu w dniu wystawienia faktury. Warto jednak zwrócić uwagę na datę ich poniesienia – jeżeli dotyczą okresu przekraczającego rok podatkowy, czyli obejmują przełom roku, powinny zostać ujęte proporcjonalnie do roku podatkowego, którego dotyczą.

Zakup towarów i materiałów na przełomie roku

Jeżeli podatnik otrzyma towary handlowe lub materiały jeszcze przed końcem roku, ma obowiązek ująć je w księdze przychodów i rozchodów, niezależnie od tego, na którą metodę ewidencji kosztów się zdecydował. Taka konieczność wynika bezpośrednio z par. 17 ust. 1 rozporządzenia w sprawie prowadzenia księgi. Mówi on, że zakup materiałów podstawowych oraz towarów handlowych musi być wpisany do księgi niezwłocznie po ich otrzymaniu, najpóźniej przed przekazaniem do magazynu, przerobu lub sprzedaży.

Jeżeli jednak chodzi o pozostałe wydatki, podatnik musi określić moment ujęcia wydatku zgodnie z metodą ujmowania kosztów, którą wybrał.

Koszty na przełomie roku w praktyce

Przykład 1. Usługi telekomunikacyjne na przełomie roku

Przedsiębiorca prowadzący księgę przychodów i rozchodów otrzymał fakturę od operatora usług telefonicznych. Faktura została wystawiona 31 grudnia 2015 r. i obejmuje:

  • opłatę za usługi telekomunikacyjne za grudzień 2015 r.
  • abonament za styczeń 2016 r.

Jak zewidencjonować fakturę w KPiR stosując:

  1. metodę uproszczoną ujmowania kosztów,
  2. metodę memoriałową ujmowania kosztów.

Ad. a.

Przedsiębiorca stosujący metodę uproszczoną powinien wykazać tę fakturę w KPiR całości w dacie wystawienia faktury, czyli w dacie poniesienia kosztu.

Ad. b.

Przedsiębiorca stosujący metodę memoriałową jest zobligowany do podziału kosztów pod kątem okresów, których dotyczą, bowiem usługi telekomunikacyjne stanowią koszt pośredni. Podział kosztu powinien wyglądać następująco:

  • opłata za usługi telekomunikacyjne za grudzień 2015 r. powinna zostać wykazana w dacie wystawienia faktury (data poniesienia kosztu),
  • wartość abonamentu za styczeń 2016 r. należy wykazać w styczniu 2016 r., bowiem właśnie tego okresu dotyczy.

Przykład 2. Prenumerata czasopism na przełomie roku

Przedsiębiorca w grudniu 2015 roku otrzymał fakturę za roczną prenumeratę czasopisma branżowego na rok 2016. Data wystawienia faktury to 1 grudnia 2015 r. Jak zaksięgować fakturę w KPiR, stosując

  1. metodę uproszczoną ujmowania kosztów
  2. metodę memoriałową ujmowania kosztów

Ad. a.

Podatnik stosujący metodę uproszczoną ujmuje fakturę w KPiR w dacie wystawienia faktury, czyli w dacie poniesienia kosztu.

Ad. b.

Przedsiębiorca stosujący metodę memoriałową ujmuje w KPiR zakup prenumeraty w styczniu 2016 r.

Polska gospodarka ma dobre perspektywy na 2016 rok. Bezrobocie będzie spadać, a płace rosnąć

CEO Magazyn Polska

Obecny rok w polskiej gospodarce powinien być równie dobry jak ubiegły, uważa Ignacy Morawski, główny ekonomista BIZ Banku. Poprawę powinni odczuć pracujący, ponieważ przewidywany spadek bezrobocia do rekordowo niskich poziomów przyniesie wzrost płac. Po prawie dwóch latach deflacji pojawi się też niewielka inflacja, która poprawi wyniki finansowe przedsiębiorstw.

Wskaźniki makroekonomiczne polskiej gospodarki w 2015 roku były bliskie prognoz. Wzrost PKB wzrósł tak, jak oczekiwano, o około 3,5 proc. Jedynie poziom cen był niepokojący. Deflacja w grudniu ubiegłego roku wyniosła 0,5 proc. rdr. Był to osiemnasty z kolei odczyt, w którym dynamika wzrostu cen była ujemna.

 Inflacja zaskoczyła negatywnie, co wynika zarówno z głębszego spadku cen surowców, jak i niechęci do podnoszenia cen przez firmy. Powodem jest globalnie niska presja inflacyjnapodkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Ignacy Morawski, główny ekonomista BIZ Banku. – Jesteśmy mocno zależni pod względem inflacji od tego, co się dzieje na świecie. Widać zatem, że nasi producenci nie mają na razie mocy, żeby podnosić ceny.

Słabszy od oczekiwań był też złoty. Na początku ubiegłego roku wprawdzie na fali wyższego wzrostu gospodarczego polska waluta się umacniała i w kwietniu za euro płacono niespełna 4 zł. Później jednak jak tłumaczy Ignacy Morawski ze względu zarówno na krajowe czynniki polityczne, jak i globalną awersję do rynków wschodzących, złoty zaczął zaczął się osłabiać. Obecnie za wspólna walutę trzeba płacić około 4,36 zł.

– Wydaje mi się, że ten rok przyniesie kontynuację trendów, które widzieliśmy w roku 2015. Bez jakichś wstrząsów z zewnątrz. Zakładając zatem, że nie będzie na świecie recesji, sytuacja w polskiej gospodarce w 2016 roku powinna przypominać to, co działo się w 2015, czyli wzrost gospodarczy w okolicach 3–3,5 procent, spadek bezrobocia i wzrost zatrudnienia. Pewnie zobaczymy też lekkie odbicie inflacji.

Główny ekonomista BIZ Banku uważa bowiem, że ceny surowców już nie będą spadały tak mocno, jak do tej pory. Dodaje też, że coraz szybciej rosnące płace znajdą swoje odbicie w cenach.

 Inflacja średniorocznie nie powinna przekroczyć jednego procenta. Wydaje mi się, że nieco silniejszy powinien być złoty, ponieważ poziomy, które teraz obserwujemy na kursie euro, czyli okolice 4,30 zł, zwykle występowały w ostatnich latach w momentach jakichś silnych wstrząsów na rynkach finansowych. Jeśli więc sytuacja na rynkach finansowych się uspokoi, to i złoty powinien być mocniejszy.

Morawski zaznacza, że jasnym punktem polskiej gospodarki będzie z pewnością rynek pracy. Rośnie popyt na pracę i widać, że nastroje są coraz lepsze. Ekonomista tłumaczy, że Polacy tradycyjnie narzekają, ale sondaże pokazują, że nastroje konsumentów są dość dobre. Ekspert dodaje, że ludzie dobrze oceniają swoją sytuację finansową i perspektywy finansowe. W grudniu stopa bezrobocia rejestrowanego wyniosła 9,8 proc.(dane MRPiPS)

 Wyczerpują się już zasoby siły roboczej, która jest niezatrudniona, ale łatwa do zagospodarowania. Mam na myśli bezrobotnych, którzy poszukują pracy i są gotowi podjąć pracę w każdym momencie zwraca uwagę Ignacy Morawski z BIZ Banku. Takich osób jest już coraz mniej, więc o szybki spadek bezrobocia będzie trudno. Wydaje mi się jednak, że bezrobocie rejestrowane na koniec roku powinno wynosić od osiem do dziewięciu procent. 

Wolniejszy rozwój chińskiej gospodarki będzie odczuwalny w wielu krajach świata. Problemy dotkną eksporterów surowców

CEO Magazyn Polska

Chiny to dziś istotne ognisko zapalne światowej gospodarki – zauważa ekonomista Marek Wołos. Tąpniecie na tamtejszej giełdzie to zaledwie wierzchołek góry lodowej, bowiem chiński PKB rośnie coraz wolniej. Oznacza to spore problemy dla krajów, które handlują z Państwem Środka. Może się to także przełożyć na spore zmiany na rynku walutowym.

Ceny akcji na chińskiej giełdzie spadają od czerwca zeszłego roku, jednak po dwóch fazach szczególnie mocnych spadków – czerwcowym i sierpniowym –trzecie załamanie od świąt jest szczególnie widoczne. Główny indeks rynku w Szanghaju od tego czasu stracił ponad 17 proc. Od szczytu w czerwcu zeszłego roku obniżył się o ponad 42 proc. W Hongkongu w tym czasie spadki wyniosły odpowiednio 11 i 27 proc. Spadki w ocenie analityków wynikają z coraz gorszych odczytów tamtejszych wskaźników koniunktury. Chińskie PKB według wstępnych ocen wzrosło w zeszłym roku o mniej niż 7 proc. To najgorszy wynik od ponad dekady i jak się powszechnie uważa, może zaszkodzić gospodarkom wielu krajów.

 Chiny stanowią istotne ognisko zapalne światowej, a na pewno europejskiej gospodarki – podkreślił w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor ekonomista Marek Wołos.

Jak tłumaczy, problemem jest zwalniająca chińska gospodarka i wzrost gospodarczy na coraz niższym poziomie. Zaznacza, że problemy rynków finansowych, które widać od początku roku, są tego skutkiem. Z nimi jednak chińskie władze mogą sobie poradzić, wprowadzając programy stymulacyjne, obniżając stopy procentowe czy poziom rezerw lub wręcz tworząc możliwości budowania na tym rynku baniek spekulacyjnych. Wołos tłumaczy, że trudniej będzie sobie poradzić ze spadającym tempem wzrostu gospodarczego. Ten zaś może odczuć wiele państw także z naszego regionu.

Znaczna część, zwłaszcza zachodnich, niemieckich przedsiębiorstw współpracuje z Chinami. Tam sprzedają różnego rodzaju produkty czy technologie. To oznacza, że Chiny będą mniej kupowały. Oznacza to też, że w rezultacie w jakimś stopniu światowa koniunktura z tego powodu, że Chiny będą mniej kupowały, będzie zwalniała.

Skutki odczują m.in. rynki walutowe. Państwa handlujące z Chinami będą tracić, bo wraz z niższym wzrostem PKB spadać będą chińskie zakupy np. surowców. W rezultacie np. ropa naftowa potaniała od początku roku o ponad 17 proc. Miedź w tym czasie straciła na wartości przeszło 8 proc.

– Waluty, które są powiązane z rynkami surowców, ropy naftowej, z rynkami innego rodzaju surowców energetycznych, już traciły w zeszłym roku i nadal będą traciły ocenia Marek Wołos. – Rubel rosyjski czy nawet względnie stabilna norweska korona, będą pod presją. Niskie ceny ropy powodują, że budżety tych krajów, których główne dochody pochodzą z rynku surowców, niestety stają się coraz bardziej zadłużone.

W ocenie ekonomisty mniejszy będzie natomiast wpływ chińskich problemów na inne rynki wschodzące jak np. rynek polski. Co nie znaczy, że złoty będzie się umacniał.

– Widzimy presję i osłabienie złotego wynikające raczej z przyczyn politycznych niż gospodarczych. Wydaje mi się, że ten rok będzie dalej rokiem bardzo mocnego dolara, bo Rezerwa Federalna będzie podnosiła stopy procentowe. Za tym idzie rok słabych notowań walut rynków wschodzących, w tym głównie tych walut z Ameryki Środkowej i Południowej.

K. Stolarski (Haitong Bank): Inwestorzy na GPW szybko nie wrócą. Wciąż wiele niewiadomych w gospodarce

CEO Magazyn Polska

Większość czynników, które będą miały wpływ w 2016 roku na polską gospodarkę, jest jeszcze nieznana – uważa Kamil Stolarski z Haitong Bank. Jego zdaniem trudno jest przewidzieć, jakie konkrety przedstawi rząd PIS-u. Kluczowe informacje będą znane dopiero w lutym. Najistotniejsze dla kursu polskich spółek w tym roku będą jednak decyzje władz.

Kluczowe informacje dla polskiej gospodarki dotyczyć będą planu inwestycyjnego. Ten ma być ogłoszony pod koniec lutego, czyli na koniec 100 dni rządów pani premier Szydło zwraca uwagę w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Kamil Stolarski, analityk Haitong Bank. – Kluczowy wpływ na kurs złotego będzie miała ostateczna decyzja o tym, jak w tym programie będzie wykorzystany Narodowy Bank Polski.

Kamil Stolarski uważa, że jeśli sprawdzą się zapowiedzi wygłaszane w ramach kampanii wyborczej PiS-u, to w Polsce możemy być świadkami zjawiska od dawna niewidzianego, czyli wyraźnej inflacji. Analityk podkreśla, że taka sytuacja od razu przełoży się na bardzo mocne osłabienie polskiej waluty. Dodaje, że inwestorów zagranicznych może to powstrzymywać przed większym zaangażowaniem na polskim rynku akcji.

– Trudno jest oczekiwać w tym momencie pozytywnego obrotu spraw na giełdzie uważa  Kamil Stolarski. Wyniki polskich funduszy są raczej słabe. Bardzo trudno będzie bankowcom sprzedawać jednostki funduszy polskim klientom. Z drugiej strony ryzyko związane z systemem emerytalnym, zwłaszcza istotne dla giełdy ryzyko związane z funduszami OFE, cały czas będzie powstrzymywać inwestorów zagranicznych przed lokowaniem większej części swoich kapitałów na polskiej giełdzie.

Analityk Haitong Banku podkreśla, że najistotniejsze dla kursu polskich spółek w tym roku będą jednak decyzje władz. Jego zdaniem w otoczeniu makroekonomicznym nie należy oczekiwać większych zawirowań. Zaznacza, że zmiany, które będą wprowadzać politycy, mogą mieć bardzo istotny wpływ na całe sektory, a na pewno na pojedyncze spółki.

 Nowy rząd jest dopiero od kilku miesięcy i kluczowymi czynnikami dla kursów spółek będą zapowiedzi polityków mówi analityk Haitong Bank.  Cały czas języczkiem u wagi będą kolejne komentarze dotyczące podatku od hipermarketów, ustawy frankowej, programu rozwojowego, zaangażowania spółek Skarbu Państwa w konkretne inwestycje czy sposobu rozwiązania problemów spółek węglowych.

Na świeciew ocenie eksperta z Haitong Banku w najbliższym czasie ważne będą natomiast decyzje odnośnie do wysokości stóp procentowych. Jak zauważa Stolarski, rynek spodziewa się podwyżek stóp procentowych nie tylko w Stanach Zjednoczonych, lecz także np. w Londynie. Dodaje przy tym, że większe od nich znaczenie może mieć jednak to, czego inwestorzy się nie spodziewają.

Poprzedni rok był pełny czarnych łabędzi. Wydarzyło się bardzo dużo takich sytuacji, których rynek się nie spodziewał i one miały wpływ na kursy światowych indeksów. Ten wysoki poziom niepewności się cały czas utrzymuje i to nie będzie kolejny nudny rok, gdzie ludzie będą patrzyli w KPI [kluczowe wskaźniki efektywności], na wskaźniki wyprzedzające i na bardzo drobne dane z makro, które będą kierowały giełdą. 

Od marca klienci firm pożyczkowych zyskają dodatkową ochronę. Ustawa o nadzorze usunie z rynku nieuczciwe podmioty

CEO Magazyn Polska

Za dwa miesiące zacznie obowiązywać ustawa o nadzorze nad rynkiem finansowym. Nowe przepisy ograniczą możliwość pobierania przez firmy pożyczkowe nadmiernych opłat, prowizji i odsetek, co zagwarantuje ich klientom większą ochronę i oczyści rynek z nieuczciwych podmiotów. Branża pożyczkowa pracuje również nad samoregulacją w reklamie produktów finansowych.

Branża finansowa oraz administracja publiczna w ostatnim roku skupiały się przede wszystkim na podniesieniu bezpieczeństwa konsumentów na rynku finansowym. Głównym elementem była ustawa o nadzorze nad rynkiem finansowym podpisana przez prezydenta Andrzeja Dudę w sierpniu ubiegłego roku – mówi Agnieszka Kłos, członek zarządu i dyrektor ds. rozwoju biznesu w Provident Polska.

Z punktu widzenia bezpieczeństwa konsumentów najważniejsze będą trzy kwestie. Po pierwsze, jest to wprowadzenie limitów maksymalnych kosztów pozaodsetkowych w związku z zaciągnięciem pożyczki. Po drugie, ustawodawca wprowadził także maksymalny limit opłat za opóźnienie w spłatach.

To jest kluczowe z punktu widzenia klienta. Zaciągając zobowiązanie finansowe, będzie wiedział, że jeżeli mu się nie uda spłacić zobowiązania w terminie, to koszty nie będą nadmierne i nie wpędzą go w spiralę zadłużenia – wyjaśnia Agnieszka Kłos.

Trzecim głównym elementem jest ograniczenie ryzyka pętli zadłużenia poprzez wyeliminowanie z rynku pożyczek tzw. rolowanych. Zjawisko to polegało na tym, że klient zaciągał pożyczkę, żeby spłacić poprzednie zobowiązania.

Przedstawiciele Providenta oceniają, że prawdopodobnie będzie to skutkować także zniknięciem z rynku pożyczek za zero złotych, które przestaną być opłacalne dla firm chwilówkowych.

Te regulacje doprowadzą do sytuacji, kiedy nierzetelne firmy, niespełniające np. wymogów rejestracji czy wymogów limitów kapitałowych, zostaną wyeliminowane z rynku. Dodatkowo znacznie się poprawi bezpieczeństwo klientów poprzez wyeliminowanie nieetycznych praktyk, czyli naciągania klientów na dodatkowe koszty w związku z rolowaniem pożyczek – mówi Kłos.

Na większe bezpieczeństwo klientów wpływ będzie miała także samoregulacja w zakresie reklamy firm pożyczkowych. Pod koniec minionego roku prace rozpoczęła grupa robocza pod przewodnictwem Rady Reklamy. Ma ona opracować standardy reklamy produktów i usług finansowych w ramach Kodeksu Etyki Reklamy.

Aktywność firm pożyczkowych oraz pozostałych uczestników rynku finansowego znacznie wzrosła. Jesteśmy wprost zalewani reklamami, dlatego bardzo ważne jest, aby klient zrozumiał dokładnie, o czym jest reklama i jakie są warunki danego produktu czy usługi finansowej – mówi Piotr Podstawek, dyrektor Departamentu Zarządzania Klientem w Provident Polska. – Już w 2014 roku UOKiK zwrócił uwagę na ten aspekt. Staramy się w taki sposób realizować nasze reklamy, aby były one w pełni zrozumiałe i przedstawione bardzo przystępnym językiem.

Dzięki nowym regulacjom, które będą wdrażane w tym roku, ma poprawić się reputacja całej branży, choć – jak podkreślają przedstawiciele Providenta – już w ubiegłym roku miało miejsce wiele procesów na to ukierunkowanych. Ich efekty widać m.in. w ofercie banków.

W ostatnim czasie zauważyliśmy duże zainteresowanie ze strony sektora bankowego klientami, którzy do tej pory byli poza nim. Nasi koledzy z banków zaczęli ich traktować nie jako klientów bez zdolności kredytowej, ale jak zwykłych klientów, którzy mają po prostu inne potrzeby – mówi Piotr Podstawek. – Dało się to zauważyć w sposobie komunikowania się banków, które w widoczny sposób podążyły w stronę oferty firm z sektora pożyczek pozabankowych, mówiąc o niższych kwotach pożyczanych na krótszy czas.

Branża szacuje, że ubiegły rok przyniósł kilkunastoprocentowy wzrost rynku. To nieco niższe tempo niż w poprzednich latach. Wynika to z rosnącej konkurencji zarówno ze strony banków, jak i instytucji pozabankowych. W tym roku tempo wzrostu powinno się utrzymać.

Mamy przed sobą szereg innych wyzwań, czyli np. podatek bankowy, który wchodzi w najbliższym czasie. Spodziewamy się również dalszej obserwacji zachowań klientów i firm pożyczkowych na naszym rynku. Wiemy, że to są działania nieco bolesne dla przedsiębiorców, natomiast mają one bardzo pozytywny skutek dla konsumentów. Cała branża zdaje sobie sprawę z tego, że jej reputacja musi być poprawiona, szczególnie po aferach z lat ubiegłych, w tym głównie aferze Amber Gold – mówi Agnieszka Kłos.

Ponowne przeliczenie przyznanej emerytury może zwiększyć świadczenie

CEO Magazyn Polska

Każdą emeryturę można ponownie przeliczyć. Dodatkowy staż pracy czy zarobki uzyskiwane już po przyznaniu świadczenia mogą wpłynąć na wyższą emeryturę. Od 2015 roku w kapitale początkowym inaczej są też uwzględniane okresy ukończenia studiów czy opieki nad dzieckiem. Emerytura może być przeliczona wyłącznie na wniosek zainteresowanego, dlatego dobrze jest jak najwcześniej zadbać o dokumentację stażu pracy z zaświadczeniem o wysokości zarobków i przekazać ją do ZUS-u w celu wyliczenia kapitału początkowego.

Po przyznaniu emerytury możemy jeszcze przeliczać świadczenie, pod warunkiem że mamy ku temu podstawy. Może to być dodatkowy staż pracy i dodatkowe zarobki, które uzyskaliśmy przed lub po przyznaniu emerytury. Przeliczeniu mogą podlegać wszystkie emerytury, zarówno wcześniejsze, przyznane w wieku powszechnym, jak i emerytury częściowe bądź pomostowe – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Wiesława Lempska z Departamentu Świadczeń Emerytalno-Rentowych w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych.

Przy emeryturach przyznanych według starych zasad można uwzględnić staż pracy, a także przeliczać podstawę wymiaru. Jeśli już po przyznaniu świadczenia, emeryt znajdzie dokument, który nie był uwzględniony przy złożeniu pierwszego wniosku o emeryturę, warto zgłosić się do ZUS-u z wnioskiem o przeliczenie emerytury. Świadczenie może też być wyższe, jeśli dana osoba pracowała jeszcze już po przyznaniu świadczenia.

W emeryturach przyznanych na starych zasadach staż pracy można uwzględniać najczęściej po zakończeniu każdego kwartału kalendarzowego, natomiast zarobki po zakończeniu każdego nowo przepracowanego roku z uwzględnieniem nowych zarobków. Oczywiście pod warunkiem, że wskaźnik wysokości świadczenia, czyli nowe zarobki, są wyższe niż te uwzględniane wcześniej – tłumaczy ekspertka ZUS.

Od maja 2015 roku korzystne rozwiązania zostały również wprowadzone dla osób uprawnionych do emerytur przyznanych na starych zasadach, które w trakcie pracy zawodowej osiągały wysokie wynagrodzenia, ale nie mogły skorzystać z ponownego obliczenia świadczenia pomimo pracy już po jego przyznaniu.

Warto również przeliczyć emeryturę, jeżeli ktoś pracował przed 1999 rokiem i uzyskiwał wynagrodzenia wyższe niż dwuipółkrotność średniej krajowej. Została dokonana nowelizacja ustawy dotycząca wyliczania kapitału początkowego, więc dla części osób może być opłacalne dokonanie jego przeliczenia. Proszę się nie obawiać, że możemy na tym stracić. Jeżeli ktoś zwraca się do ZUS-u o przeliczenie, to może wybrać korzystniejszą wysokość – zaznacza Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Można również przeliczyć emerytury przyznane na nowych zasadach. Wprowadzone zmiany w zakresie ustalania kapitału początkowego oznaczają, że część osób może liczyć na wyższe emerytury – przede wszystkim kobiety przebywające na urlopach wychowawczych przed 1999 rokiem i absolwenci studiów wyższych.

Przeliczenie emerytury nie następuje z urzędu, ale dopiero na wniosek samego zainteresowanego. Powinno być w nim wyraźnie zaznaczone, o jakie dokładnie przeliczenie wnioskujemy, dodatkowo – jeśli trzeba – należy dołączyć odpowiednie dokumenty. Przy niekorzystnym przeliczeniu nie będzie przyznawana niższa emerytura. Tutaj zasada jest prosta – automatycznie będzie wypłacana ta korzystniejsza kwota.

Przy przeliczeniu ze względu na staż pracy, konieczne będą świadectwa pracy, zaświadczenie o kontynuowaniu zatrudnienia lub – jeśli zależy nam na przeliczeniu podstawy wymiaru – wysokość zarobku określoną na druku ZUS Rp-7. Łatwiej jest przy przeliczaniu nowych emerytur. Wówczas doliczamy tylko składki, dlatego wystarczy złożyć wniosek o przeliczenie składek bez żadnych dokumentów – wskazuje Wiesława Lempska.

ZUS ma 60 dni od wyjaśnienia ostatniej niezbędnej okoliczności do podjęcia decyzji. Może trwać to krócej, ale dużo zależy od liczby składanych wniosków do oddziałów ZUS-u. Cały proces przebiegnie sprawniej, jeśli wcześniej wnioskujący zadba o przygotowanie odpowiednich dokumentów, często również jeszcze w trakcie kariery zawodowej.

Nie zostawiajmy wyliczenia kapitału początkowego na ostatni moment. Pracodawcy mogą upaść, firmy zostać likwidowane, a dokumentacja przekazywana jest do archiwów, więc może nastąpić jej zniszczenie czy zgubienie. Teoretycznie nie powinno się to zdarzyć, ale takie jest życie. Dlatego powinniśmy jak najszybciej zgromadzić dokumentację historii pracy z wykazaniem wysokości zarobków w poszczególnych latach, a po drugie, powinniśmy te dokumenty przekazać do ZUS-u dla wyliczenia kapitału początkowego – podkreśla Jeremi Mordasewicz.

Logo „made in Poland” zachęca Polaków do kupowania. W promocji polskich marek pomaga godło Teraz Polska”

0

CEO Magazyn Polska

Ostatnie lata przyniosły rozkwit patriotyzmu konsumenckiego. Polacy coraz większą wagę przywiązują do pochodzenia produktu i chętnie sięgają po krajowe marki, w ten sposób wspierając polskie firmy i gospodarkę. Wzmacnianiu produktów „made in Poland” służy godło Teraz Polska, które rozpoznaje 70 proc. konsumentów. Firmy, instytucje badawcze i samorządy zainteresowane otrzymaniem godła mogą składać wnioski do 22 stycznia.

Budowanie świadomości marki w społeczeństwie jest wciąż niedostateczne. Ostatnie lata przyniosły wyraźny postęp. Widać zwiększone zainteresowania społeczne polskimi produktami, czyli zjawisko patriotyzmu konsumenckiego – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Przybył, prezes Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego Teraz Polska. – To może jest zbieżne z tym, że społeczeństwo się bogaci, zarówno w środki materialne, jak i w wiedzę.

Jak podkreśla, stwierdzenie, że Polacy są patriotami zakupowymi jest wciąż jeszcze zbyt daleko idące, ale widać postępy. Coraz częściej o zakupie danego produktu decyduje kraj pochodzenia. W badaniach przeprowadzonych przez dr. Tomasza Barana i prof. Dominikę Maison w ramach Ogólnopolskiego Panelu Badawczego „Ariadna” 84 proc. Polaków deklaruje, że często sięga po polskie produkty. 86 proc. społeczeństwa chce wspierać rodzime firmy poprzez kupowanie ich produktów.

Oczywiście, produkty te zawsze muszą być konkurencyjne cenowo, bo liczy się nie tylko najwyższa jakość, lecz także cena. Na szczęście jest ona w miarę przyzwoita, a i jakość od lat jest coraz lepsza – mówi Krzysztof Przybył.

Po rodzime produkty chętnie sięgają również najbogatsi Polacy. Raport KPMG „Rynek dóbr luksusowych w Polsce. Polskie marki premium i luksusowe. Edycja 2015” wskazuje, że dla 56 proc. najbogatszych osób metka „made in Poland” stanowi zachętę do zakupu. Dla blisko połowy pochodzenie marki ma duże znaczenie.

Jest jeszcze cała grupa społeczna – mówię o dojrzalszej części społeczeństwa – zachłyśnięta zachodnimi markami, które przez lata nie były dostępne i chociażby z tego powodu są poszukiwane przez konsumentów. Młodzi już zupełnie inaczej do tego podchodzą – patrzą na kwestie przydatności i jakości. Jeśli ich stać, to patrzą na element polskości – wyjaśnia prezes Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego Teraz Polska.

Budowaniu świadomości polskiej marki służy m.in. godło Teraz Polska. To odznaczenie dla najlepszych polskich produktów i usług, a także gmin i innowacyjnych przedsięwzięć. Do 22 stycznia zainteresowane uzyskaniem godła podmioty mogą składać wnioski do Fundacji.

Przez ostatnie 25 lat prowadzenia konkursu Teraz Polska dorobiliśmy się ponad 40 komisji eksperckich opartych o instytuty naukowe i wyższe uczelnie zapewniające nam bezstronność przy badaniu konkretnego produktu, usługi czy samorządu – wyjaśnia Krzysztof Przybył. – Po pierwszym etapie konkursu, czyli po badaniu eksperckim, każdy zainteresowany otrzymuje odpowiedni dokument, w którym jest opisane, na jakim poziomie i jak wygląda na tle pozostałych dany produkt czy usługa. Po działaniu komisji eksperckiej, czyli po nominacji, kapituła przechodzi do głosowania i wybiera najlepszych z najlepszych.

Laureaci konkursu mają prawo przez kolejne 12 miesięcy posługiwać się godłem Teraz Polska przy promocji swoich produktów, usług i przedsięwzięć. To daje pewną przewagę konkurencyjną. Badania opinii wskazują, że ponad 70 proc. konsumentów zna konkurs i jego godło, a także kojarzy go z potwierdzeniem wysokiej jakości produktu.

Do 2020 roku nawet 18 mld euro z UE może trafić na inteligentne miasta. To szansa dla firm działających w obszarze nowych technologii

CEO Magazyn Polska

Blisko 3/4 polskich miast planuje w najbliższym czasie rozwijać technologię smart city. To m.in. inwestycje w inteligentne systemy transportowe, nowoczesne oświetlenie czy systemy zarządzania energią. Pomogą w tym środki unijne. Z programów operacyjnych w perspektywie 2014–2020 na szeroko rozumianą ideę smart city trafi nawet 18 mld euro. To szansa dla firm, które specjalizują się w nowoczesnych technologiach.

Rozwój technologii inteligentnych miast daje ich włodarzom doskonałe narzędzie do tego, aby promować najnowocześniejsze rozwiązania technologiczne w swoich miastach. Dotyczy to także przedsiębiorców, którzy już działają na terenie danej metropolii – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jacek Łukaszewski, prezes zarządu Schneider Electric Polska.

Rozwój technologii smart city zależy od stworzenia zachęt do tego, aby firmy inwestowały w działalność badawczo-rozwojową. Dodaje, że równie istotne jest przy tym budowanie świadomości wśród klientów. Popyt na rozwiązania z zakresu nowoczesnych technologii to bowiem ogromny bodziec dla przedsiębiorców.

Technologia, w tym rozwiązania z zakresu smart city, pozwala zwiększyć efektywność i oferować cały szereg nowych usług czy nowych funkcji. Polska gospodarka, jeśli chce nadążać za światem, musi inwestować, również w wysokie technologie – stwierdza Jacek Łukaszewski.

Według raportu organizacji Polskie Miasto Przyszłości ok. 14 proc. polskich miast korzysta z elementów inteligentnego miasta. W najbliższym czasie ten odsetek powinien jednak znacząco wzrosnąć. Według danych Integrated Solutions 73 proc. samorządów deklaruje, że chce sięgnąć po środki unijne w celu wdrożenia rozwiązań smart city. Praktycznie wszystkie programy krajowe i regionalne w ramach perspektywy 2014–2020 tego typu wsparcie przewidują. W sumie może być to ok. 18 mld euro – wynika z informacji podanych w lipcu 2015 roku przez resort infrastruktury i rozwoju.

Inteligentne miasto wykorzystuje technologię do świadczenia usług swoim mieszkańcom. Mowa tu o dostarczaniu energii, usługach administracyjnych, zapewnieniu bezpieczeństwa publicznego i transportu. Wykorzystanie technologii do tego, aby to robić w sposób lepszy i bardziej efektywny, to jest właśnie smart city – podkreśla prezes zarządu Schneider Electric.

Dziś najczęściej wykorzystywane są elementy systemów monitorowania, które mają za zadanie zwiększyć bezpieczeństwo publiczne i wykrywalność przestępstw. Inne inwestycje dotyczą inteligentnych systemów transportowych, które mają usprawnić ruch w mieście i ułatwić życie mieszkańcom. Równie chętnie miasta korzystają także z rozwiązań z zakresu inteligentnego sterowania oświetleniem ulicznym czy pozwalających na bardziej efektywne zarządzanie infrastrukturą energetyczną oraz wodną. Tego typu elementy znalazły już zastosowanie m.in. w Warszawie, we Wrocławiu czy w Środzie Wielkopolskiej.

W zakresie zarządzania sieciami ciepłowniczymi, wodnymi czy gospodarką energetyczną widzimy bardzo duże wykorzystanie technologii, która z jednej strony podnosi efektywność gospodarowania, a z drugiej zwiększa niezawodność. Wiemy o tym, co się dzieje w danej sieci, gdzie są ewentualne awarie i jesteśmy w stanie im przeciwdziałać. Schneider Electric bardzo dużo tego typu rozwiązań dostarcz miejskim spółkom wodociągowym w większości miast naszego kraju – zauważa Jacek Łukaszewski.

Dla polskich miast idea smart city to także możliwość bardziej optymalnego gospodarowania posiadanymi zasobami. Obecnie 75 proc. światowego zużycia energii elektrycznej przypada na aglomeracje miejskie. Szacuje się, że w kolejnych latach popyt na energię może się podwoić.

Po pierwsze, coraz więcej osób przeprowadza się do miast. Po drugie, cyfryzacja, czyli coraz większe korzystanie z technologii cyfrowej, wymaga dodatkowej energii. Po trzecie – industrializacja. Społeczeństwa się bogacą, co powoduje, że coraz częściej korzystają z dóbr przemysłowych. Wszystko to powoduje, że zapotrzebowanie na energię rośnie, a produkcja energii ze źródeł kopalnych niesie za sobą szereg negatywnych skutków dla klimatu i gospodarki – wyjaśnia Łukaszewski.

Ekspert dodaje, że dzięki rozwiązaniom smart city możliwe będzie zmniejszenie presji środowiskowej. Elementy takie jak nadmierne zatrucie środowiska czy ujemny bilans energetyczny mogą zostać wyeliminowane właśnie dzięki zastosowaniu nowoczesnej technologii.

Polscy rolnicy wydają coraz więcej na nawozy. Duże gospodarstwa stosują podobne ilości co rolnicy w krajach Europy Zachodniej

CEO Magazyn Polska

Krajowy rynek środków ochrony roślin, nasion oraz nawozów w ostatnich latach rósł w dwucyfrowym tempie. Tendencja ta ma się utrzymywać również w przyszłości, mimo że roczne wahania mogą być znaczące ze względu na warunki pogodowe. W tym roku wyzwaniem dla rolników i firm agrotechnicznych będzie wdrażanie dyrektyw unijnych, które mają na celu ograniczenie wpływu nawozów na środowisko naturalne.

– W perspektywie ostatnich 10 lat rynek środków ochrony roślin rósł mniej więcej o około 10 proc. rocznie, w nawozach jest to jeszcze szybszy wzrost – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Ciszak, prezes firmy ProCam Polska, dostarczającej na rynek środki ochrony roślin, nawozy i nasiona oraz oferującej doradztwo agrotechniczne. – Rok 2014/2015 podlegał bardzo dużym wpływom pogodowym, mieliśmy dość mocną suszę w tym roku, bardzo ciepłe lato, jesień była bardzo kapryśna. Dlatego w tym roku rynek chemiczny, np. środków ochrony roślin, nie rósł tak gwałtownie. Rok wcześniej była to dwucyfrowa liczba. Dlatego trzeba patrzeć no to w ujęciu kilkuletnim.

Rynek nawozów, szczególnie najbardziej popularnych NPK (zawierających azot, fosfor, potas), podlega także wahaniom spowodowanym przez światowe czynniki kształtujące cenę środków do ich produkcji oraz ropy naftowej.

– Wprowadzane są coraz bardziej skomplikowane technologie, więc litr produktu kosztuje coraz więcej – przyznaje Michał Ciszak. – Jednak nowe technologie są na tyle precyzyjne, że w przeliczeniu na hektar de facto to się nie zmienia. Wiemy dzisiaj, że ceny płodów rolnych są na poziomie niższym niż pięć lat temu. Trzeba to wszystko brać pod uwagę i bardzo mocno dostosowywać środki do charakteru produkcji, żeby osiągnąć opłacalność.

Z danych GUS wynika, że zużycie nawozów mineralnych NPK w czystym składniku w przeliczeniu na 1 ha użytków rolnych wyniosło 123,2 kg i było o 7,3 proc. mniejsze niż w roku gospodarczym 2013/2014. W 2014 roku dostawy środków ochrony roślin na potrzeby rolnictwa były większe niż rok wcześniej o blisko 6 proc. (65 tys. ton). Z kolei sprzedaż kwalifikowanego materiału siewnego w roku 2014/2015 wzrosła o ok. 2 proc.

– Intensyfikacja produkcji rolnej w Polsce w porównaniu do krajów zachodnich jest nadal niska. To z kolei wynika ze struktury farm. Duże gospodarstwa stosują środki ochrony roślin, nawozy oraz nasiona mniej więcej na podobnym poziomie jak nasi zachodni koledzy, jednak mamy bardzo dużo średnich i mniejszych gospodarstw rolnych, gdzie produkcja jeszcze nie jest opłacalna, stąd potrzeba zwiększenia nawożenia – wyjaśnia Michał Ciszak.

Dlatego – jak zaznacza – polski rynek ma duży potencjał, co widać m.in. przez zainteresowanie podmiotów zagranicznych. Obecnie największym wyzwaniem dla rolników i rynku będzie wdrażane dyrektyw unijnych, które mają na celu ograniczenie wpływu nawozów na środowisko naturalne.

– Wyzwania dotyczące nawozów nie odnoszą się tylko do Polski, lecz są ogólnoeuropejskie – przekonuje Michał Ciszak, prezes firmy ProCam Polska. – W 2016 roku główną zmianą będą zasady wprowadzone dyrektywami unijnymi ograniczające zastosowanie tego rodzaju produktów ze względu na ich wpływ środowiskowy.

Zdaniem Komisji Europejskiej Polska w zbyt małym stopniu stosuje się do kluczowej dla ochrony środowiska i jednocześnie rynku nawozów tzw. dyrektywy azotowej. Zalecenia w niej zawarte służą ochronie jakości wód w Europie poprzez zapobieganie zanieczyszczeniom cieków gruntowych i powierzchniowych azotanami pochodzącymi z rolnictwa. Resort rolnictwa pracuje nad szczegółowymi przepisami w tym zakresie.

 Presja, by ograniczyć stosowanie nawozów, de facto zmusza takie firmy jak nasza, byśmy doradzali rolnikom tak, by zastosowane nawozy były w jak największym stopniu zaabsorbowane przez roślinę i na tym się będziemy skupiać – mówi Michał Ciszak. – Musimy dostosować podejście do wyzwań, przed którymi stoją rolnicy.

Jak podkreśla, tego typu doradztwo wymaga analizy już na konkretnej farmie, zarówno pod względem kwasowości lub zasadowości gleby, zawartości makroelementów, jak i struktury (mikroelementy).

– Obecnie skupiamy się na doradztwie personalnym – wyjaśnia Ciszak. – Mamy doradców agrotechnicznych podlegających bardzo rozbudowanej procedurze szkolenia, którzy są „lekarzem” dla rolnika i jego rośliny. Po dokładnym badaniu w terenie, nasz ekspert stara się przepisać jakiś lek, znaleźć receptę. Wiąże się to z dużym zaangażowaniem kapitału ludzkiego, bo takich osób w terenie mamy 120. Obsługę rynku mniejszego prowadzimy raczej poprzez sklepy – ich pracownicy starają się doradzać przy zakupie środków ochrony roślin czy nawozów.

Zgodnie z dyrektywą azotową państwa członkowskie powinny wyznaczyć obszary szczególnie narażone na tego rodzaju zanieczyszczenia oraz podejmować działania mające na celu ich ograniczanie (w Polsce wyznaczono 21 takich terenów zajmujących łącznie około 2 proc. użytków rolnych).

Z opublikowanego w grudniu raportu Najwyższej Izby Kontroli wynika, że zaledwie 8 proc. polskich rolników decydowało się na badania gleby, którą uprawia. Nawet wśród największych gospodarstw na krok taki decydowało się zaledwie co piąte. Zdecydowana większość stosowała nawozy intuicyjnie, ryzykując ich zbyt wysokie zużycie.

Turyści ruszyli do biur podróży. Na narty najczęściej wybierają kurorty włoskie i austriackie

CEO Magazyn Polska

Na kilka dni przed feriami ruch w biurach podróży się zwiększa. W Neckermannie sprzedaż wyjazdów zimowych wzrosła w ostatnim tygodniu o 50 proc., a turystów przyciągają m.in. nieco niższe niż przed rokiem ceny. Narciarze najczęściej wybierają kurorty we Włoszech i Austrii, z dojazdem własnym. Z kolei ci, którzy chcą wypocząć w ciepłym klimacie, najchętniej podróżują na Wyspy Kanaryjskie.

Jak tylko pojawił się śnieg, a w tym roku pojawił się z dużym opóźnieniem, Polacy przystąpili do rezerwacji wyjazdów. Ostatnie dni to bardzo duża dynamika sprzedaży wyjazdów narciarskich – notujemy nawet 50-proc. wzrosty sprzedaży. Jak tylko ten trend się utrzyma, to będziemy mogli mówić o kilkuprocentowym wzroście sprzedaży imprez narciarskich do roku poprzedniego – mówi Magda Plutecka, rzeczniczka Neckermann Polska.

Preferencje klientów na sezon zimowy nie zmieniają się znacząco. Królują Alpy. 80 proc. wyjeżdżających z Neckermannem wybiera stoki we Włoszech i w Austrii. Główny powód to gwarancja śniegu przy dobrej pogodzie, ale turyści doceniają też dobrą infrastrukturę, świetną kuchnię oraz wygodny dojazd.

To ważne, bo większość narciarzy udaje się do kurortów własnym środkiem transportu. Val di Sole, Val di Fiemme, Val Gardena i Livigno to najczęściej wybierane regiony wypoczynku we Włoszech. Do Austrii najchętniej udajemy się do regionu salzburskiego, aczkolwiek ci bardziej wymagający narciarze udają się do takich miejscowości, jak Ischgl, Saalbach-Hinterglemm czy Sölden – wymienia Plutecka.

W stosunku do ubiegłego sezonu ceny wyjazdów narciarskich są o kilka procent niższe. Jak wyjaśnia rzeczniczka Neckermann Polska, nie wpłynął na to kurs złotego do euro, ale warunki pogodowe.

Początkowy brak śniegu spowodował opóźnienia w rezerwacjach zimowych wyjazdów, a przez to wzrosła konkurencja i stopniały marże. Finalnie cena dla klienta jest atrakcyjniejsza niż w roku poprzednim – mówi Plutecka. – Planując wyjazd narciarski, warto zwrócić również uwagę na koszty dodatkowe, np. na cenę skipassów. W naszej ofercie klienci znajdą wiele obiektów ze skipassami w cenie. Umożliwiamy też ich rezerwację przed wyjazdem po preferencyjnych cenach.

Tygodniowy wyjazd na narty do Livigno we Włoszech, z pobytem w trzygwiazdkowym hotelu z dwoma posiłkami to koszt od 1,9 tys. zł na rodzinę, czyli dwie osoby dorosłe i dziecko. Rodzinny pobyt w Alpach austriackich kosztuje od 2,1 tys. zł, a tygodniowy wyjazd na narty do Wisły w Polsce to koszt od około 1,1 tys. zł na rodzinę.

Zima to dla wielu osób najlepszy czas na wypoczynek i regenerację na ciepłej plaży. W tym roku Egipt oddał palmę pierwszeństwa Wyspom Kanaryjskim, które cenimy ze względu na różnorodność krajobrazową, ale też bardzo dobry klimat. W tej chwili temperatury przekraczają tam 20 stopni Celsjusza – mówi Magda Plutecka.

To również dobry czas, żeby wybrać się w egzotyczną podróż. Zwolenników tego typu wyjazdów przybywa. Neckermann w tym roku notuje 20-proc. wzrost sprzedaży takich ofert.

Na pewno jest to związane z poszukiwaniem nowych miejsc wypoczynku, ale też z coraz większą siatką połączeń i atrakcyjniejszymi cenami pobytu na egzotycznych kierunkach. Kuba, Dominikana, Meksyk to najchętniej wybierane przez Polaków miejsca. W tym roku notujemy również wzrost zainteresowania Kenią, Jamajką i Malediwami – mówi Magda Plutecka.

W 2016 roku będą rosły zatrudnienie i płace

W 2016 roku na rynku pracy możemy mieć do czynienia z przejściem od rynku pracodawcy do rynku pracownika, co przełoży się na pozycję negocjacyjną stron. Pracodawcy będą się obawiać  utraty dobrych wykwalifikowanych pracowników, a także zaoferują więcej tym, których  będą chcieli zatrudnić. Z tego powodu w przyszłym roku możemy spodziewać się rosnącej presji płacowej i przyspieszającego wzrostu kosztów pracy na poziomie przekraczającym realnie 4% r/r, a przeciętne wynagrodzenie brutto w gospodarce narodowej wyraźnie przekroczy 4 tys. zł.

dr Grzegorz Baczewski, dyrektor departamentu dialogu społecznego i stosunków pracy Konfederacji Lewiatan
dr Grzegorz Baczewski, dyrektor departamentu dialogu społecznego i stosunków pracy Konfederacji Lewiatan

Należy się także spodziewać wzmożonej aktywności związków zawodowych, które zwykle wykorzystują okresy dobrej koniunktury do formułowania żądań płacowych i socjalnych oraz są bardziej skłonne do zaostrzania sporów z pracodawcami. Dlatego warto rozważyć wyprzedzającą zmianę zasad wynagradzania, np. wprowadzając motywacyjne systemy wynagrodzeń. Przełoży się to zapewne na wzrost wynagrodzeń, ale bardziej stabilny i rozłożony w czasie. Alternatywą są „szarpane”, gwałtowne skoki kosztów pracy wywołane wymuszonymi podwyżkami. Analogią dla  tego co może się zdarzyć w 2016 r. jest rok 2008, kiedy bezrobocie rekordowo spadło, a pensje rekordowo wzrosły.

Rok 2016 będzie rokiem przyspieszonego wzrostu płac, ale nie wyłącznie z powodów rynkowych. Na ten trend będą miały wpływ także czynniki regulacyjne, jak: przyspieszony wzrost płacy minimalnej (do poziomu 1850 zł brutto), oskładkowanie zbiegów umów zleceń. Te zmiany weszły w życie od 1 stycznia 2016 r. . Prawdopodobnie rok 2016 będzie rokiem wzmożonej aktywności w zakresie zmian w prawie pracy, co wynika z deklaracji rządu. Większość zapowiadanych hasłowo zmian, jak: wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej w umowach cywilnych na poziomie 12 zł/h, wzrost płacy minimalnej do 50% przeciętnego wynagrodzenia; pełne oskładkowanie wszystkich umów i samozatrudnienia; likwidacja umów cywilnych itp. może być niekorzystna dla rynku pracy. Niemniej, o ile zostanie zachowane tempo wzrostu gospodarczego nie powinno to doprowadzić do odwrócenia pozytywnego trendu. Na razie jednak nie są znane szczegóły propozycji rządowych, a zatem trudno realnie ocenić ich konsekwencje. Podstawowe oczekiwanie pracodawców wobec zmian regulacyjnych jest takie, żeby nie były one forsowane bez przeprowadzenia z nimi prawdziwych konsultacji, które pozwoliłyby wyłapać błędy i usunąć zagrożenia, niezauważone przez ustawodawcę. Inaczej jest duże ryzyko, że powstaną buble, które wszystkim przyniosą więcej złego niż dobrego.

Większe zagrożenia niż w sferze regulacyjnej pojawiają się raczej w otoczeniu gospodarki. Niepewna sytuacja gospodarki Chin i związane z tym możliwe negatywne konsekwencje dla gospodarek powiązanych z polską, jak np. niemieckiej oraz pogarszające się warunki sprzedaży węgla kamiennego na rynkach światowych mogą poważnie zaszkodzić naszej gospodarce a w konsekwencji rynkowi pracy.

Generalnie w 2016 r. należy się spodziewać wzrostu zatrudnienia na poziomie co najmniej 1%. Najszybciej zatrudnienie powinno rosnąć w sektorach produkcja przemysłowa i budownictwo. Wyraźną skłonność do zwiększania zatrudnienia widać także w handlu detalicznym i hurtowym. Umiarkowany optymizm dotyczy natomiast sektora transport, logistyka i komunikacja, branży restauracyjnej i hotelarskiej, a także w finansach, ubezpieczeniach i nieruchomościach. Wzrost zatrudnienia można oczekiwać także w usługach dla biznesu, zwłaszcza w outsourcingu oraz częściowo w usługach dla ludności. Najgorzej wypadają sektory energetyka, gazownictwo, wodociągi oraz kopalnie i przemysł wydobywczy. Przy spodziewanym wzroście zatrudnienia mielibyśmy szansę na zamknięcie 2016 r. ze wskaźnikiem bezrobocia rejestrowanego na poziomie ok. 9%, ale okresowo w ciągu roku stopa bezrobocia spadnie nawet poniżej 8%.

W branżach, które będą się wciąż rozwijać i utrzymają politykę zwiększania zatrudnienia odczuwane będą istotne trudności ze znalezieniem kompetentnych osób do pracy. W takiej sytuacji należałoby pilnie wdrażać działania przyciągające kandydatów, w tym pozapłacowe, jak employment branding; programy stażowe, zaangażowanie firm w sferze edukacji (zwłaszcza szkoły zawodowe)  i szkolnictwa wyższego, np. współpraca z akademickimi biurami karier.  Wydaje się jednak, że konkurencja o absolwentów może być coraz większa i sukces na rynku pracy odniosą przede wszystkim te firmy, które znajdą odpowiednią niszę na rynku pracy. W szczególności warto rozważyć politykę rekrutacyjną skierowaną do osób 45+, w tym kobiet. Ten trend już się zaczął. Na przykład, firmy przemysłowe, w dotąd męskich zawodach np. na taśmie montażowej, zaczęły z powodzeniem zatrudniać kobiety. Dla tej grupy praca na taśmie jest atrakcyjną alternatywą wobec niskopłatnej pracy w usługach (np. w sklepie), a produktywność na tej zmianie nie ucierpiała.

Wobec ograniczonego dostępu do kompetentnych pracowników i do talentów naturalne jest zwrócenie się pracodawców do poszukiwania kandydatów do pracy za granicą lub wśród imigrantów. Rok 2016 może być rekordowy pod tym względem. Wydaje się jednak, że podstawowym kierunkiem poszukiwań dla polskich pracodawców będą raczej imigranci z Ukrainy i Białorusi, a nie Syrii, czy Iraku. Kwoty imigrantów z Bliskiego Wschodu, których Polska ma przyjąć są nie do końca pewne i raczej będzie to nieliczna grupa, a więc ich obecność nie będzie miała istotnego wpływu na rynek pracy. Rok 2015 pokazał, że Polska może natomiast wchłonąć znaczną ilość imigrantów zza wschodniej granicy. O ile utrzyma się dobra koniunktura w przyszłym roku zapotrzebowanie na takich pracowników jeszcze wzrośnie.

Konfederacja Lewiatan

Przegrany proces będzie droższy. Rosną taksy

Z początkiem roku rosną opłaty za czynności adwokackie i radcowskie. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że od 1 stycznia 2016 r. wzrosły one dwukrotnie. Nowe regulacje dotyczą także kwot, które w razie przegrania procesu dłużnik będzie musiał zapłacić wierzycielowi tytułem zwrotu kosztów wynagrodzenia prawnika.

Michał Jurczak– To będzie miało w moim przekonaniu bardzo korzystne skutki dla klientów. Po pierwsze może to spowodować zmniejszenie zatorów płatniczych, bowiem w przypadku drobnych należności dłużnikom nie będzie się już opłacało czekanie aż sprawa trafi do sądu. Myślę, że chętniej będą zawierali ugody, płacili pieniądze. Po drugie opłacalne stanie się również występowanie o zapłatę drobnych kwot – mówi newsrm.tv Michał Jurczak adwokat z WFY Group LAW & TAX.

Dla przykładu dłużnik zalegający z zapłatą 1501 zł w razie przegrania procesu będzie musiał uregulować płatność za adwokata drugiej strony w wysokości 1200 zł. Do tego dochodzą jeszcze także opłaty sądowe, w tym przypadku 30 zł. Pamiętajmy jednak, że będą to jedynie podstawowe wydatki. Mogą one bowiem dodatkowo wzrosnąć o koszty stawiennictwa świadków lub opinii biegłych. W konsekwencji będzie oznaczać to powiększenie pierwotnego zadłużenia prawie o 100%. W przypadku sprawy o zapłatę 5000-10000 zł koszy adwokackie wyniosą 2400 zł, a przy kwocie 10000-50000 zł będzie to 4800 zł.

Nowi członkowie RPP

W Chinach obroniono poziom 3000 pkt, dzięki czemu nie było kontynuacji spadków. Ropa znów zbliża się do 30 dolarów za baryłkę. Dzisiaj zarówno w sejmie jak i w senacie w odpowiednich komisjach trwają przesłuchania kandydatów do RPP.

W Chinach kolejny nerwowy dzień. Indeks co prawda nie przełamał poziomu 3000 pkt, ale zdaniem sporej części analityków jest to wynikiem obrony tego poziomu. Interwencji miałyby dokonać największe państwowe przedsiębiorstwa zachęcane do tego przez władze. Finalnie sesja zakończyła się wzrostami, ale jeżeli podstawy są słabe na giełdzie, to obrona tych poziomów będzie coraz droższa. Nie zmienia to faktu, że spokojniejsza sesja dała chwilę oddechu inwestorom na świecie. Jutro w nocy zostaną opublikowane dane na temat handlu zagranicznego. Oczekiwania analityków są już na tyle słabe, że może tym razem giełda nie tąpnie w reakcji na dane.

Wczorajsze stwierdzenie: ropa jest najtańsza od 11 lat, nie jest w ostatnim czasach niczym nadzwyczajnym. Nie inaczej dzisiaj. W przeciągu 6 sesji ropa staniała o 15%. Co więcej, od psychologicznej bariery 30 dolarów za baryłkę, oddziela nas już mniej niż jeden dolar w przypadku obydwóch gatunków ropy. Ponadto zanika różnica cenowa między ropami brent i crude. Jutro poznamy zmiany zapasów ropy w USA. Biorąc pod uwagę poziom cen i problem, jaki stanowi on dla producentów, wątpliwe jest by te zapasy się kurczyły. Analitycy spodziewają się, że w ciągu tygodnia mogły one wzrosnąć aż o 2 miliony baryłek.

Rozpoczynają się przesłuchania kandydatów do RPP w sejmowej komisji finansów publicznych. Jeżeli nie będzie żadnych niespodzianek, to miejsce Andrzeja Bratkowskiego i Elżbiety Chojny-Duch zajmą Grażyna Ancyparowicz i Eryk Łon. Równolegle będą trwały również przesłuchania senackiej komisji budżetu i finansów publicznych. W senacie, podobnie jak w sejmie, większość posiada Prawo i Sprawiedliwość, zatem skoro zgłosili trzech kandydatów, to właściwie znamy listę nowych członków RPP. Miejsca Andrzeja Rzońcy, Jana Winieckiego oraz Jerzego Hausnera zajmą Eugeniusz Gatnar, Jerzy Kropiwnicki oraz Marek Chrzanowski. Czego można się spodziewać po nowym składzie RPP? Do końca nie wiadomo. Z jednej strony mówi się o możliwej liberalizacji polityki monetarnej. Z drugiej, kandydaci na razie wypowiadają się raczej o możliwościach obniżki stóp procentowych. Takie działanie z pewnością osłabiłoby złotego i w konsekwencji zwiększyło koszt spłaty zagranicznego zadłużenia. Przy obecnym, niedomkniętym budżecie, może to nie być pożądany scenariusz.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane:

10:30 – Wielka Brytania – produkcja przemysłowa,

Kalendarz danych jest dość ubogi, aczkolwiek ważne dane poznamy w nocy, kiedy to opublikowane zostaną wyniki handlu zagranicznego w Chinach.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 12.10.2015 do 12.01.2016Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 12.10.2015 do 12.01.2016

Kurs EUR/PLN po ostatnich spadkach przebił ostatnie maksimum lokalne i powrócił do wzrostów. Dla ruchu w górę nowym oporem jest poziom 4,3750, gdzie znajduje się nowe maksimum lokalne. W przypadku spadków wsparcie stanowić będzie linia łącząca minima lokalne przebiegająca obecnie na 4,2300. Jest to również poziom, na którym kurs już trzykrotnie odbił się w górę w ciągu ostatniego kwartału.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 12.10.2015 do 12.01.2016Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 12.10.2015 do 12.01.2016

Kurs CHF/PLN przeszedł z trendu wzrostowego w boczny. Gdyby doszło do powrotu do wzrostów istotnym poziomem są wciąż okolice 4,0400, gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem są testowane obecnie okolice 3,9000-3,9100, na których to kurs wielokrotnie odbijał w górę.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 12.10.2015 do 12.01.2016Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 12.10.2015 do 12.01.2016

Kurs USD/PLN powrócił do trendu bocznego. Nowym oporem są maksima na 4,0450. Dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem minima lokalne na 3,8600, gdzie kurs odbijał się pod koniec grudnia.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 12.10.2015 do 12.01.2016Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 12.10.2015 do 12.01.2016

Kurs GBP/PLN od połowy października porusza się w silnym trendzie wzrostowym po czym zawrócił i przeszedł w trend spadkowy. Najbliższym oporem dla ruchu w górę jest krótkookresowa linia spadkowa na poziomie 5,9500. W przypadku kontynuacji spadków ważnym wsparciem jest dopiero minimum stanowiące punkt wyjścia do obecnego ruchu wzrostowego, czyli poziom 5,6600.

Francja – czekamy na przepisy wykonawcze w sprawie płacy minimalnej (Loi Macron)

Ze źródeł urzędowych francuskiego Ministerstwa Pracy wynika, że etap opracowania przepisów wykonawczych ustawy o płacy minimalnej (Loi Macron) dobiega końca. Prawo uderzające w polską branżę transportową zacznie obowiązywać najprawdopodobniej latem tego roku.

CiężarówkaFrancuski parlament przyjął Loi Macron (od nazwiska ministra gospodarki Emmanuela Macrona) jako ustawę wykonawczą tzw. „wdrożeniowej” Dyrektywy 2014/67/UE, która ma na celu usystematyzowanie zasad delegowania pracowników na wspólnym europejskim rynku. Płacą minimalną na wzór niemieckiego MiLoGu zostali objęci zagraniczni kierowcy realizujący transport na terenie Republiki. Informacja o wprowadzeniu takiego rozwiązania pojawiła się w lutym, następnie francuski parlament rozpoczął pracę nad wdrożeniem ustawy, która została uznana za przyjętą 10 lipca 2015.

Francuskie ministerstwo gotowe było konsultować z polskim odpowiednikiem wprowadzane przepisy. Stąd spotkanie w październiku 2015 r. przedstawicieli polskiego ministerstwa z francuską minister pracy Myriam El Khomori. Na spotkaniu zadeklarowano wypracowanie wspólnej polityki obu państw w zakresie pracowników delegowanych. – Francja to kolejny europejski kraj wprowadzający rozwiązania prawne uderzające rykoszetem w polski sektor transportowy. Polskie firmy powinny być na te zmiany przygotowane. Obecnie nie ma konsensusu w sprawie płacy minimalnej na poziomie europejskim, liczyć się zatem trzeba z faktem egzekwowania przez francuskie służby kontrolne tych przepisów, tak jak ma to miejsce w przypadku Niemiec. OCRK prowadzi 23 kontrole przewoźników realizujących transporty na terenie RFN – mówi Bartosz Najman, prezes Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców. – Płaca minimalna we Francji wynosi 9,6 euro na godzinę. Po wejściu w życie przepisów należy sprawdzić, które ze składników wynagrodzenia kierowcy będzie można zaliczyć do płacy minimalnej. W przypadku Niemiec tamtejszy Urząd Celny potwierdził stanowisko OCRK, że ryczałt i diety mogą wchodzić w skład płacy minimalnej. Jeśli chodzi o Francję, do dnia dzisiejszego nie opublikowano aktów wykonawczych (dekretów), które miały rozwiać wątpliwości dotyczące zakresu oraz szczegółów obowiązywania przepisów w sektorze transportowym. Eksperci OCRK opracowują sposób rozliczania zgodny z tym, co wiadomo w tej chwili na temat Loi Macron, natomiast w dalszym ciągu pozostaje jeszcze wiele pytań i kwestii do wyjaśnienia. Należy również pracować nad instytucjonalnym rozwiązaniem tej kwestii na poziomie całej Unii Europejskiej, ponieważ cierpi na tym i polski sektor transportowy, i wspólny rynek usług – wyjaśnia Bartosz Najman.

Mood Polska laureatem rankingu Gazele Biznesu

Mood Polska specjalizująca się w sensorycznych rozwiązaniach marketingowych w miejscu sprzedaży oraz Experience Design, znalazła się wśród elitarnego grona laureatów ogólnopolskiego rankingu Gazele Biznesu 2015 – najdynamiczniej rozwijających się małych i średnich przedsiębiorstw.

Plebiscyt „Gazele Biznesu” organizowany jest od 2000 roku przez redakcję Pulsu Biznesu, a autorem rankingu jest wywiadownia gospodarcza Coface. Celem projektu jest wyróżnienie małych i średnich firm, które dzięki dynamicznemu rozwojowi prężnie działają na rynku, nierzadko skutecznie konkurując z większymi przedsiębiorstwami.

O miejscu firmy-laureata na liście rankingowej, decyduje wyrażony w procentach przyrost obrotów osiągnięty w ciągu trzech badanych lat (2014, 2013, 2012). Firma Mood Polska na przestrzeni tego czasu osiągnęła 107 % wzrostu przychodu i w żadnym z poszczególnych okresów finansowych nie odnotowała straty.

Ranking Gazele Biznesu to najbardziej prestiżowa i znana tego typu lista w Polsce. Ze względu na długą historię oraz jasne kryteria, zestawienie zapewnia uznanie wśród konsumentów i przedsiębiorstw, dla których tytuł „Gazela Biznesu” świadczy o ponadprzeciętnej kondycji i uczciwości wyróżnionych podmiotów.

Jesteśmy bardzo dumni z tego prestiżowego wyróżnienia. Pokazuje to, iż marka Mood jest wiarygodnym i rzetelnym kontrahentem. Dla nas osobiście, jest to także ważne potwierdzenie istotnych trendów – rozwiązania marketingu sensorycznego zdobywają coraz większą popularność na polskim rynku, dzięki czemu nasza sprzedaż stale rośnie – mówi Aleksandra Potrykus-Wincza, Country Manager Poland & Baltics w Mood.

Jak błyskawicznie znaleźć pracownika – 5 sposobów

Bywa tak, że czasem nowego pracownika potrzebuje się praktycznie „od ręki”. Choć firmy dwoją się i troją, aby ich poszukiwania dały oczekiwane i szybkie efekty, to obsadzenie wakatu z dnia na dzień idealnym kandydatem nie jest łatwe. Dlatego podsuwamy pięć sprawdzonych sposobów na to, aby przez proces rekrutacji przejść bez nerwów i nie marnując czasu.

  1. Nie zatrudniaj, awansuj

Czasami pracodawcy zbyt pochopnie podejmują decyzję o rozpoczęciu procesu rekrutacyjnego. Wydaje im się, że potrzebują nowych osób do pracy, a tak naprawdę zapominają o tych, które już mają w swoich strukturach. Dlatego zanim zamieścisz ogłoszenie zastanów się, bo może w obecnym zespole jest kandydat, którego warto docenić poprzez awans lub możliwe jest połączenie dwóch stanowisk w jedno i powiększenie zakresu obowiązków (a co za tym idzie także i wynagrodzenia) zatrudnianego pracownika. Możliwość rozwoju i nowe wyzwania związane z taką zmianą wywołują u pracowników pozytywny dreszczyk emocji, który dodatkowo motywuje ich do działania.

  1. Nie rekrutuj na własną rękę, zleć to profesjonalistom

Nie ma szybszego sposobu na uzupełnienie braków kadrowych niż zwrócenie się o pomoc do specjalistów. Dlatego też jeśli bardzo zależy ci na czasie, skieruj swoje kroki w stronę agencji pośrednictwa pracy, które potrafią działać naprawdę błyskawicznie, nie tylko dlatego, że mają na swoim koncie lata doświadczeń, ale także ponieważ mają dostęp do własnych, unikalnych i sprawdzonych baz kandydatów. – Bez względu na to, czy firma szuka jednego menadżera posiadającego specjalistyczne kompetencje czy kilku, a nawet kilkunastu pracowników fizycznych, to w momencie otrzymania zlecenia w naszej agencji całym procesem zajmuje się dedykowany rekruter lub zespół. To nie tylko zdecydowanie skraca czas poszukiwań, ale także pozwala pracodawcy powierzyć nam wszelkie formalności związane z selekcją, oceną kwalifikacji i umiejętności kandydatów, czy podpisywaniem niezbędnych dokumentów – tłumaczy Agnieszka Szczypińska z Agencji Pracy GP People.

  1. Dodaj kilka ogłoszeń z różną nazwą stanowiska

Podstawą znalezienia odpowiedniego pracownika jest oczywiście dobrze przygotowane ogłoszenie. Jednak zanim ktoś zainteresuje się nim i wczyta w jego treść, najpierw zwraca uwagę na nazwę stanowiska. Dzisiejsza nowomowa sprawiła, że często polskie nazewnictwo zastępują anglojęzyczne odpowiedniki lub tylko część nazwy jest spolszczana, a co więcej sama pisownia modyfikowana jest na wiele różnych sposobów. Dodatkowo podobne obszary kompetencji na różnego rodzaju stanowiskach sprawiają, że to samo zajęcie można nazwać na kilka sposobów. Jednocześnie możemy szukać na przykład: brand managera, opiekuna marki i specjalisty ds. promocji produktu. Różne określenia mogą przykuć uwagę osób o odmiennych umiejętnościach. Dlatego nawet jeśli potrzebujemy tylko jednego specjalisty, warto jednocześnie zamieścić kilka ogłoszeń różniących się lekko treścią oraz nazwą stanowiska. Z pewnością przełoży się to na większą liczbę oraz zróżnicowanie otrzymanych CV.

  1. Nie zatrudniaj na etat, zdecyduj się na leasing

Leasing pracowniczy daje możliwość błyskawicznego i elastycznego dostosowywania liczby osób pracujących w naszym przedsiębiorstwie do aktualnych potrzeb. Dzięki niemu za pośrednictwem agencji pracy możesz „wynająć” na ustalony okres dowolną liczbę pracowników tymczasowych. – Takie rozwiązanie pozwala oszczędzić czas poświęcany na rekrutację, ale też ogranicza konieczność załatwiania wszelkich formalności związanych z zatrudnieniem, ponieważ pracownik jest „wypożyczany” do firmy, a oficjalnie zatrudnia go agencja pracy. Skutkuje to chociażby tym, że w razie choroby pracownika to pośrednik, a nie przedsiębiorca, pokrywa koszt jego wynagrodzenia – mówi Rafał Dryla z GP People. Leasing to odpowiedni wariant dla firm potrzebujących pracowników fizycznych, ale nie tylko. To także doskonała alternatywa, gdy szuka się na przykład kogoś na zastępstwo.

  1. Wschodni sąsiedzi

Jeśli potrzebujesz pracownika w branży budowalnej, ogrodnictwie czy przy produkcji, to z odsieczą mogą przyjść coraz chętniej zatrudniani w Polsce emigranci zza wschodniej granicy. – Wbrew pozorom załatwienie wszystkich niezbędnych formalności związanych z pozwoleniem na pracę obcokrajowców w Polsce nie zajmuje dużo czasu – mówi Rafał Dryla. – Co prawda jest to proces, który wymaga zebrania dość dużej liczby dokumentów i wiąże się z kilkoma wizytami w różnych urzędach, ale pracodawca nie musi zajmować się tym osobiście. Takie działania można w stu procentach zlecić agencji pracy i za jej pośrednictwem załatwić wszelkie niezbędne formalności oraz zrekrutować odpowiednich kandydatów – radzi Rafał Dryla z GP People.

Zaprojektowano na Surface

Microsoft udowadnia, że Surface w rękach artystów potrafi zdziałać małe dzieła sztuki. Właśnie została uruchomiona platforma „Designed on Surface”, w ramach której prezentowane są prace stworzone przez artystów na Surface Pro 4. Udział w akcji wzięli twórcy i miłośnicy sztuki z 17 miast i 12 państw, którzy przez 5 tygodni tworzyli wyjątkowe murale, wykorzystując w swojej pracy właśnie urządzenia Microsoft. Prace lokalnych artystów można już oglądać pod adresem www.microsoft.com/surface/en-us/art oraz na nowym profilu Surface na Instagramie.

Dave_Persue_New_York_Designed_on_Surface

Melbourne, Sydney, Bruksela, Hong Kong, Paryż, Berlin, Monachium, Tokio, Shibuya, Lizbona, Kuala Lumpur, Singapur, Madryt, Taipei, Austin, Nowy Jork i Long Beach. To właśnie artyści z tych miast wzięli udział w akcji Microsoft i tchnęli nowy koloryt w życie swoich społeczności, upiększając jej otoczenie wyjątkowo estetycznymi muralami, które w zamyśle lokalnych artystów mają ucieleśniać ducha tych miejsc oraz stanowić inspirację dla miejscowych społeczności. Wszystko w myśl hasła „Do Great Things”, towarzyszącego kampanii Surface na całym świecie.

Wśród artystów znaleźli się tacy twórcy jak: Dave Persue, Odeith, Wonderlust, Frankie Cihi, Ink and Clog, Jasper Wong oraz wielu innych. Każda z grafik, które wspomniani artyści stworzyli korzystając z pióra Surface Pen, została następnie przeniesiona na ścianę za sprawą lokalnych artystów graffiti.

Poprzez tę akcję Microsoft udowadnia, że Surface Pro 4 to urządzenie dedykowane nie tylko do codziennych zadań biznesowych i pracy mobilnej. Z powodzeniem sprawdza się również w pracy twórczej, a zwłaszcza malowaniu cyfrowym, które obecnie jest jedną z ciekawszych dziedzin rozwijanych w ramach sztuki nowoczesnej. Prace powstałe na Surface naprawdę mogą cieszyć oko – mówi Dominik Sołtysik, Surface Category Lead w polskim oddziale Microsoft – Surface to sprzęt skonstruowany z myślą o twórcach, którzy mogą czerpać pełnymi garściami z możliwości, jakie oferują dzisiaj nowe technologie. Dzięki nim profesjonaliści mogą wykonywać swoją pracę w bardziej efektywny sposób. Pióro Surface Pen to następca narzędzi używanych dotąd przez grafików i ilustratorów, który otwiera przed nimi zupełnie nowe możliwości swobodnego przekształcania obrazów. Zapewnia też naturalne doświadczenie rysowania i pisania, a dzięki 1 024 poziomom nacisku umożliwia tworzenie projektów z największym stopniem precyzji spośród urządzeń dostępnych na rynku. Dodajmy do tego jeszcze wymienne końcówki do Surface Pen, a przekonamy się, że to narzędzie z powodzeniem może zastąpić klasyczny ołówek czy pędzel – dodaje Dominik Sołtysik.

Osoby odwiedzające stronę www.surface.com/art oraz profil Surface na Instagramie będą mogły również zajrzeć za kulisy całej akcji „Designed on Surface” oraz przekonać się, jak w ciągu 5 tygodni postępowały prace nad muralami. Na dedykowanej akcji witrynie oraz profilu znajdą się także ciekawe wywiady z twórcami i artystami.

Dekpol wybudował centrum logistyczne dla 7R Logistic

Dekpol SA zakończył budowę centrum logistycznego o powierzchni 13,2 tys. m2 w miejscowości Kokotów pod Krakowem. To trzecia inwestycja budowlana zrealizowana na zlecenie dewelopera 7R Logistic. W ramach usług generalnego wykonawstwa dla tego inwestora Dekpol rozpoczął już budowę centrum logistycznego Kowale IV w pobliżu Gdańska.

Dekpol

Dekpol wybudował na zlecenie spółki 7R Logistic Kraków-Kokotów centrum logistyczne w miejscowości Kokotów zlokalizowanej w okolicach Krakowa. Nowoczesny obiekt magazynowy liczy 13,2 tys. m2 powierzchni całkowitej. Z tego 12,5 tys. m2 przeznaczone jest na cele magazynowe, a pozostałe około 700 m2 na socjalno-biurowe. Centrum powstało w sąsiedztwie autostrady A4 oraz nowego węzła południowo- wschodniej części obwodnicy krakowskiej.

Nowy obiekt jest doskonałym miejscem dla najemców branży logistycznej, handlowej i przemysłowej. Spełnia najwyższe standardy stawiane dla nowoczesnych powierzchni magazynowych. Inwestor na realizację projektu otrzymał dofinansowanie z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego na wdrożenie innowacyjnej technologii STAR dla usługi autoidentyfikacji towarów. Pozwala ona na szybkie odszukiwanie towarów na półkach i tym samym sprawne zarządzanie magazynem.

Ciekawostką jest iż jednym z pierwszych klientów nowo wybudowanej hali jest organizator ŚDM, międzynarodowego wydarzenia, które będzie odbywać się w Krakowie w lipcu 2016 r. W magazynie będą przechowywane plecaki pielgrzyma. Znajdzie się tam łącznie ok. 4000 palet oraz woda, która będzie rozdawana pielgrzymom uczestniczących w tym wydarzeniu.

Centrum logistyczne wybudowane w miejscowości Kokotów jest trzecią inwestycją zrealizowaną przez Dekpol w ramach generalnego wykonawstwa dla wiodącego dewelopera powierzchni magazynowych 7R Logistic. W trakcie realizacji jest już kolejny projekt dotyczący budowy centrum logistycznego Kowale IV, które powstaje w pobliżu Gdańska. „Nasza współpraca z 7R Logistic układa się bardzo dobrze. Inwestor docenia profesjonalną realizację inwestycji zgodnie ze wszystkimi ustaleniami. Owocuje to podpisywaniem nowych kontraktów na realizację kolejnych inwestycji w ramach generalnego wykonawstwa” – podkreślił Mariusz Tuchlin, Prezes Dekpol S.A.

Poza inwestycją w Kokotowie firma Dekpol wybudowała dla  7R Logistic centrum logistyczno-biurowe w Sosnowcu o łącznej powierzchnia 10,6 tys. m2 oraz centrum magazynowo-logistyczne w Gdańsku Kowalach posiadające 20 tys. m2 powierzchni użytkowej.

AFiB Vistula w gronie członków EFMD

Akademia Finansów i Biznesu Vistula została członkiem European Foundation for Management Development. Do globalnego stowarzyszenia szkół biznesu dołączyła jako 13. instytucja edukacyjna z Polski. EFMD jest uznanym organem akredytującym jakość w edukacji zarządzania, przyznającym certyfikaty m.in. EQUIS i EPAS.

European Foundation for Management Development (EFMD) z siedzibą w Brukseli zrzesza ponad 850 instytucji oraz ponad 25 tysięcy ekspertów ze środowiska akademickiego, biznesu i administracji publicznej w 83 krajach na świecie. Wśród członków Fundacji są najlepsze uczelnie biznesowe w Europie i na świecie, takie jak: KU Leuven (Faculty of Economics and Business), Solvay Brussels School (Université Libre de Bruxelles), Copenhagen Business School, HEC Paris czy London Business School. EFMD stanowi forum do wymiany informacji i budowania sieci, debaty na temat innowacji, badań i najlepszych praktyk w zakresie zarządzania. Przyznaje akredytacje EQUIS, EPAS i EDAF dla szkół biznesu, programów nauczania i programów biznesowych.

Młodzi ludzie z tzw. generacji „Z” żyją w świecie globalnym. Ich sukces zawodowy zależy zarówno od poziomu wykształcenia, jak i mobilności, zdolności do poruszania się w międzynarodowym środowisku oraz networkingu. Dlatego priorytetem AFiB jest rozwijanie współpracy z biznesem i udział w światowych sieciach zrzeszających szkoły wyższe. Jestem przekonany, że nasi studenci skorzystają z wymiany studenckiej, programów edukacyjnych i wymiany wiedzy oraz wielu innych możliwości, które płyną z członkostwa AFiB w EFMD – powiedział Mehmet Orhun Eskici, Prezydent Akademii Finansów i Biznesu Vistula.

AFiB Vistula jest członkiem także innych międzynarodowych stowarzyszeń związanych z edukacją w dziedzinie zarządzania i biznesu. Uczelnia należy do globalnej sieci CEEMAN, przyznającej akredytacje IQA oraz organizacji WACE (World Council and Assembly on Cooperative Education), wspierającej programy, które łączą doświadczenie zawodowe z nauką. Jest również członkiem międzynarodowego stowarzyszenia instytucji szkolnictwa wyższego IAU. Jako jedyna uczelnia w Polsce AFiB oferuje studia w ramach University of London International Programmes, umożliwiając studentom zdobycie prestiżowego dyplomu jednej z najlepszych uczelni na świecie na 8 kierunkach o profilu biznesowym i ekonomicznym.

Vistula uplasowała się w piątce najlepszych uczelni niepublicznych w rankingu „Perspektywy 2015” i jest drugą uczelnią w Polsce o najwyższym poziomie umiędzynarodowienia. Posiada certyfikat „Uczelnia Liderów 2015″, a ponadto otrzymała od Fundacji Rozwoju Edukacji i Szkolnictwa Wyższego nadzwyczajne wyróżnienie „Magna Academia”. Grupa Uczelni VISTULA, do której należy AFiB, została uznana przez redakcję Home & Market w 2013 r. za „Najlepszego partnera w biznesie” spośród szkół wyższych w Polsce.

Aktualnie AFiB Vistula prowadzi zimową rekrutację na studia licencjackie i uzupełniające magisterskie na kierunkach Ekonomia, Finanse i Rachunkowość, Stosunki Międzynarodowe i Zarządzanie. Od semestru letniego uczelnia uruchomi również studia mobilne na kierunkach: Ekonomia, Finanse i Rachunkowość i Zarządzanie. Kandydaci mogą skorzystać ze zwolnienia z opłaty wpisowego w przypadku złożenia aplikacji do końca stycznia 2016 r., a w przypadku studiów II stopnia – aż do 10 lutego. Co więcej, uczelnia oferuje 10-25% obniżki w semestralnej lub rocznej opłacie czesnego, uzależnionej od kierunku, stopnia I i II oraz terminu złożenia aplikacji. Rekrutacja na semestr letni obejmuje także studia podyplomowe na specjalnościach: HR Manager, Dyplomowany Broker Ubezpieczeniowy i Broker Reasekuracyjny, Wycena nieruchomości, Audyt i kontrola wewnętrzna w administracji i gospodarce, Dyplomowany specjalista w zakresie zarządzania ryzykiem oraz Negocjacje i mediacje w sprawach cywilnych i gospodarczych.

afib_web

Komisja Europejska za wyższymi normami recyklingu odpadów opakowaniowych

Propozycje Komisji Europejskiej dotyczące realizacji gospodarki o obiegu zamkniętym przewidują zmiany w dyrektywie o opakowaniach i odpadach opakowaniowych. Jeśli wejdą w życie, pomocą dla przedsiębiorców w ich realizacji mogą być: optymalizacja produkcji, zarządzania odpadami czy dobór materiałów do produkcji pod względem możliwości ich dalszego recyklingu.

 Przedstawiony przez Komisję Europejską 2 grudnia 2015 r. pakiet dotyczący gospodarki cyrkularnej ma na celu zamknięcie obiegu produktów i doprowadzenie do sytuacji, w której odpady się nie marnują, a wykorzystywane są ponownie. Gospodarka o obiegu zamkniętym ma pozwolić na lepsze wykorzystanie odpadów, chronić środowisko naturalne i przynieść przedsiębiorcom określone korzyści ekonomiczne.

  – Zaprezentowany w grudniu pakiet jest drugą, bardziej kompleksową i przywiązującą większe znaczenie do całego cyklu życia produktów, propozycją Komisji Europejskiej. Poprzednia odrzucona została przez państwa członkowskie UE, m.in. ze względu na proponowane zbyt wysokie poziomy odzysku odpadów. Dla przedsiębiorców jednym z wielu ważniejszych elementów projektu, jest propozycja zmian w dyrektywie o opakowaniach i odpadach opakowaniowych. Przewiduje ona osiągnięcie 75 proc. poziomu recyklingu odpadów opakowaniowych do 2030 r., co oznacza 5 proc. mniej niż w poprzednim projekcie – mówi Błażej Walczak, Koordynator ds. tworzyw sztucznych w Stena Recycling.

 Według projektu do 2025 r. poziom ponownego użycia i recyklingu odpadów opakowaniowych miałby wynieść 65 proc., w tym zawartych w nich materiałów plastikowych – 55 proc., drewnianych – 60 proc., papierowych, kartonowych, szklanych, aluminiowych i żelaznych – 75 proc. Do 2030 r. poziomy te by wzrosły, w przypadku drewnianych odpadów opakowaniowych o kolejne 15 proc., papierowych, kartonowych, szklanych, aluminiowych  i żelaznych do 85 proc. Cele dot. materiałów plastikowych na 2030 r. miałyby zostać określone w przyszłości w oparciu o postęp we wdrażaniu regulacji, popyt i rozwój technologii.

 – Jeśli propozycje Komisji wejdą w życie, będą oznaczały dla państw członkowskich, a co za tym idzie również przedsiębiorców, konieczność spełnienia określonych wymagań. W osiągnięciu wysokich poziomów recyklingu mogą pomóc przede wszystkim analiza systemu gospodarowania odpadami w przedsiębiorstwie oraz optymalizacja tego procesu. Warto też przyjrzeć się możliwościom związanym z projektowaniem dla recyklingu, czyli doborze materiałów w produkcji, w taki sposób, aby ich odzysk był jak najwyższy – mówi ekspert Stena Recycling.

Propozycje Komisji Europejskiej, w ramach pakietu dotyczącego gospodarki o obiegu zamkniętym, zakładają osiągnięcie 75 proc. poziomu recyklingu odpadów opakowaniowych oraz 65 proc. odpadów komunalnych do 2030 r. dla całej UE. Przewidują również zakaz składowania segregowanych odpadów i ograniczenie składowania odpadów najwyżej do 10 proc do 2030 r. Promowane mają być również: ponowne użycie produktów, wykorzystanie produktów ubocznych z produkcji z jednej branży w surowiec w innej oraz wprowadzanie na rynek bardziej ekologicznych wyrobów. W realizacji gospodarki cyrkularnej pomóc mają unijne programy wsparcia finansowego. Jak szacuje Komisja Europejska dzięki jej wprowadzeniu przedsiębiorstwa europejskie zaoszczędzą 600 mld euro, powstanie 580 tys. miejsc pracy oraz zmniejszy się o 450 mln ton rocznie ilość dwutlenku węgla emitowanego do atmosfery przez UE.

Wyższe marże ciągną w górę raty kredytów

Już za niecały miesiąc wejdzie w życie uchwalony pod koniec grudnia podatek bankowy. W obawie przed nim banki podniosły marże kredytów. Jak odczuje to kredytobiorca?

Zgodnie z nową ustawą podatek bankowy ma zacząć obowiązywać od lutego 2016 r., a jego wysokość wyniesie 0,44 proc. wartości zgromadzonych przez banki aktywów. Wprowadzenie tego podatku już negatywnie wpłynęło na ceny produktów hipotecznych ofertowanych przez banki. Jeszcze przed uchwaleniem ustawy niektóre instytucje podniosły swoje marże kredytowe, m.in. mBank, Bank Pekao, Eurobank, Deutsche Bank czy Raiffeisen Polbank, co odbiło się na wzroście średniego odczytu tego parametru. – Przykładowo na początku grudnia ubiegłego roku średnia marża hipoteczna dla 30-letniego kredytu na kwotę 300 tys. zł z 20 proc. wkładem własnym wynosiła 1,98 proc. Aktualnie zmienna ta przyjmuje wartość o 0,13 pkt. proc. wyższą, czyli jest równa 2,11 proc. – mówi Jacek Kasperczyk, analityk porównywarki finansowej Comperia.pl.

Średnia marża kredytów hipotecznych

Skutki podatku bankowego

Wzrost marż kredytowych sprawił, że w analizowanym okresie podwyższeniu uległo średnie oprocentowanie rzeczywiste zobowiązań mieszkaniowych. Dla 30-letniego kredytu na kwotę 300 tys. zł z 20 proc. wkładem własnym ostatni odczyt RRSO wyniósł 4,07 proc., podczas gdy na początku grudnia oscylował on w granicach 3,96 proc. Podwyżki marż dotyczą wyłącznie nowych kredytów hipotecznych. Marże osób, które już spłacają swoje zobowiązania nie uległy zmianom.

Średnia RRSO kredytów hipotecznych

W grudniu ubiegłego roku stopa rynkowa WIBOR przyjmowała stałą wartość 1,72 proc. – aktualna do dziś. Zmianie uległy tylko poziomy marż. – Przykładowo osoba zainteresowana 30-letnim kredytem mieszkaniowym na kwotę 240 tys. złotych w ostatnim miesiącu 2015 r., kiedy to średnia marża hipoteczna wynosiła 1,98 proc., płaciłaby ratę w wysokości 1104 zł. Aktualnie, po podwyżkach przeprowadzonych przez banki (marża = 2,11 proc.), wysokość raty nowo zaciąganego zobowiązania na taką samą kwotę wynosić będzie o 18 zł więcej, czyli da kwotę 1122 zł. Z kolei podwyżka marży np. o 0,5 p.p. daje raty wyższe o ok. 70 zł. – mówi Jacek Kasperczyk, analityk Comperia.pl.

Podsumowanie

Wprowadzenie podatku od aktywów już zaczęło negatywnie wpływać na koszty związane z zaciąganiem kredytów hipotecznych – wyższe marże spowodowały obowiązek płacenia wyższych rat. Niestety na całościowe efekty tych zmian przyjdzie nam poczekać do końca pierwszego kwartału, kiedy to banki całościowo podsumują ile, tak naprawdę, kosztował je nowy podatek bankowy.

Wirus, phishing, spam? Można temu zaradzić!

Po ponad sześcioletnim okresie współpracy, firma home.pl ponownie potwierdza swoje zaufanie do rozwiązania oferowanego przez Vade Retro Technology, kolejny raz ją przedłużając. Wszystko po to, żeby chronić swoich klientów przed wirusami, phishingiem oraz spamem.

Około 90 proc. wysyłanych maili to niechciane wiadomości – tzw. spam. W przeszłości były one tylko mało groźną reklamą, źródłem nieprzyjemności i spadku wydajności skrzynki mailowej. Jednak dziś coraz częściej zastępują je niebezpieczne wirusy i próby phishingu, coraz bardziej intensywne i ciągle udoskonalane. Taką tendencję potwierdza również raport Gartnera, według którego 65 proc. aktów cyberkryminalnych przeprowadzanych jest drogą mailową. Równolegle do tej tendencji jesteśmy także świadkami ewolucji ataków spamów. Te nie są już tak skomasowane, ale bardziej precyzyjne. Może to być nawet pojedynczy e-mail.

Malware Dridex, czyli  jak zwykły spam może okazać się źródłem niebezpiecznej infekcji

Coraz częściej atakują nas wirusy w formie infekowanego załącznika, np. .zip lub dokumentu Microsoft Office (macro wirus). Dostosowują się one z coraz większą łatwością do środowisk, w które celują. Sektor bankowy lub oddziały finansowe otrzymują np. maile zachęcające do zapłacenia faktury w formie załącznika, podczas gdy działy kadrowe są celowane fałszywymi podaniami o prace zawierającymi zainfekowane CV.

Najbardziej znanym takim przypadkiem w ubiegłym roku  był malware bankowy o nazwie Dridex. Ten nieprzyjazny program rozsyłany zwykłym spamem, który ostatecznie zniszczono w październiku, spowodował ogromne straty finansowe w wielu firmach, liczone w dziesiątkach milionów dolarów, jednocześnie powodując powstanie nowych zagrożeń – np. malware Shifu.

Ochrona maili to obowiązek!

Firma home.pl, lider na rynku usług hostingowych, która obsługuje ponad 1,5 mln klientów jest bardzo wyczulona na zagrożenia związane z korzystaniem z usług mailowych. Dlatego zawiązała współpracę z firmą Vade Retro Technology.

– Nasz sukces oraz satysfakcja klientów są m.in. uzależnione od skuteczności i bezpieczeństwa świadczonych usług – mówi Grzegorz Barcicki, dyrektor IT home.pl.  – W walce z coraz częściej spotykanym złośliwym oprogramowaniem i phishingiem musimy być wyposażeni w odpowiednie narzędzia. Wszystko po to, żeby zagwarantować naszym klientom najlepszą ochronę przeciwko zagrożeniom pojawiającym się w poczcie e-mail, chroniąc jednocześnie ich reputację. Rozwiązanie oferowane przez Vade Retro Technology aktualizuje się co minutę, 24 godziny na dobę, gwarantując w ten sposób stałą i natychmiastową ochronę naszym klientom i użytkownikom skrzynek pocztowych.

Wykryć zagrożenia już od pierwszego maila

– Podczas gdy inne technologie potrzebują minimalnej ilości maili, żeby wykryć fale ataku, filtr heurystyczny analizuje zachowanie każdego jednego maila – wyjaśnia Adrien Gendre, VP Products. Pozwala to zidentyfikować ewentualne zagrożenie już na poziomie pierwszego podejrzanego maila. Jest to bardziej skuteczne w walce z małymi wycelowanymi falami ataków, coraz częściej wykorzystywanymi przez hakerów, którzy zrozumieli, że „chirurgiczny” i krótkotrwały atak jest trudniejszy do wykrycia i oferuje im lepszy  zwrot z inwestycji.

Opierając się na opatentowanej i unikalnej technologii, rozwiązanie Vade Retro wykorzystuje jednocześnie cztery metody filtrowania, w tym wysokowydajny heurystyczny filtr predyktywny, w całości stworzony przez  francuską firmę. Poza nim, rozwiązanie zawiera także silnik automatycznego przeglądania URLi oraz system reputacji, analizując w ten sposób każdą jedną cząstkę tworzącą maila. To w konsekwencji pozwala zbudować szczegółową reputację i/lub heurystyczne schematy właściwe dla Vade Retro.

Na podstawie analizy ponad 235 milionów skrzynek mailowych na świecie chronionych przez rozwiązanie Vade Retro, po raz pierwszy w historii w listopadzie 2015 roku liczba maili zawierających wirusy przekroczyła falę “zwykłych” wiadomości oznaczanych jako spam.

 Wirus, phishing, spam– Założona w 2004 r. firma Vade Retro Technology ma siedzibę we Francji oraz biura w San Francisco, Montrealu, Hongkongu i od niedawna w Tokio – podkreśla Marcin Romanowski, Sales Manager Europe w Vade Retro Technology. – Dzięki unikalnej i innowacyjnej opatentowanej technologii, oferowane rozwiązanie jasno wyróżnia się od konkurencji, zwalczając każdy typ zagrożenia, dodatkowo oferując funkcjonalność zarzadzania Graymailem – reklamy, notyfikacje. Chroniąc ponad 235 milionów skrzynek mailowych na świecie, rozwiązania Vade Retro Technology są m.in. wykorzystywane przez takie firmy jak home.pl w Polsce, OVH i Orange we Francji, XL Airways i Orange w Anglii, Cisco i DreamHost w USA, BBSec w Japoni, oraz wiele małych i średnich przedsiębiorstw, udowadniając  skuteczność naszego systemu niezależnie od kraju, alfabetu, oraz sektora ekonomicznego.

Licznik rynku InfoPraca – IV kwartał 2015 r.

Ofert pracy jest więcej niż kandydatów na rynku. Najwięcej pracowników poszukiwanych jest do sprzedaży, kandydaci w skali kraju najchętniej aplikują na stanowiska w branży produkcyjnej, mazowieckie liderem wśród województw. W nowym roku należy oczekiwać poprawy jakości ofert zatrudnienia – wynika z Licznika rynku InfoPraca.pl.

Obserwacje z czwartego kwartału

W czwartym kwartale roku, w październiku, stopa bezrobocia osiągnęła jednocyfrowy poziom i wg wstępnych danych utrzymała się do grudnia (listopad – 9,6 proc.). Malejącej stopie bezrobocia towarzyszył wzrost optymizmu pracodawców pod kątem perspektyw rozwoju i zatrudniania pracowników w nowym roku.

Najpopularniejsze branże

Trzy najpopularniejsze branże pod względem ilości ofert w IV kwartale to sprzedaż (4918), IT (4542) i produkcja (4356). Duże zapotrzebowanie na pracowników zgłaszają także obsługa klienta – 1631, budownictwo – 1472, branża instalacyjna/utrzymanie/serwis – 1176 inżynieria – 1033, logistyka – 1013, finanse – 1117, administracja – 984 i księgowość – 745.

Gdzie po pracę?

W województwie mazowieckim zanotowano największą ilość ofert – przeszło 10 tysięcy, a najmniej w podlaskim – 232. Niemal 4,8 tysiąca miało do zaoferowania śląskie, ponad 4,4 tysiąca dolnośląskie, zaś małopolskie 4 tysiące. Ponad 2,7 tysiąca ofert w wielkopolskim, niespełna 2 tysiące w łódzkim i pomorskim, a poziom 1,2 tysiąca przekroczyło kujawsko-pomorskim. W województwach zachodniopomorskim, lubelskim, podkarpackim, opolskim, lubuskim, świętokrzyskim i warmińsko-mazurskim pojawiło się mniej niż tysiąc ofert.  Znaczący odsetek ofert dotyczy zagranicy – 2482 to piąty wynik w zestawieniu.

Kto szuka pracy?

Mazowsze prowadzi w rankingu liczby aplikacji – przypada na nie 24,6 proc. całości. Za Mazowszem uplasowało się województwo śląskie – 17,9 proc., a następnie małopolskie – 13,9 proc., dolnośląskie – 10 proc., wielkopolskie – 7,3 proc., łódzkie – 4,6 proc., pomorskie – 2,4 proc., kujawsko-pomorskie – 2,3 proc., lubelskie – 1,7 proc., podkarpackie – 1,2 proc., zachodniopomorskie – 1,1 proc., lubuskie – 0,9 proc., świętokrzyskie – 0,8 proc., warmińsko-mazurskie – 0,8 proc., opolskie – 0,7 proc., podlaskie – 0,5 proc. Nie maleje zainteresowanie ofertami pracy z zagranicy – 9 proc.

Licznik_rynku_InfoPraca_IV_kw_2015Popyt a podaż

Utrzymuje się dysproporcja między popytem na programistów IT a podażą. Zgodnie z Licznikiem rynku InfoPraca.pl, w czwartym kwartale 2015 r. aż 81,4 proc. aplikacji pochodziło z Mazowsza, Śląska, Dolnego Śląska i Małopolski. Na Mazowszu kandydaci wybierają najchętniej stanowiska związane z administracją – 10 proc. ogółu aplikacji z tego województwa. Administracja powodzeniem cieszy się także w Małopolsce – 11,2 proc. W 11 województwach, a uwzględniając zagranicę – w 12 przypadkach, najwięcej aplikacji dotyczy branży produkcyjnej. W opolskim dzieje się tak w 18,5 proc., łódzkim w 17,1 proc., śląskim w 14,3 proc., świętokrzyskim w 14,2 proc., kujawsko-pomorskim w 14 proc., lubuskim w 12,4 proc., warmińsko-mazurskim w 10,8 proc, dolnośląskim w 10,5 proc.,  zachodniopomorskim w 10,2 proc., wielkopolskim w 8,3 proc., pomorskim w 7,3 proc. Przypada na nią aż 25,9 proc. wszystkich zagranicznych aplikacji. Kategorie sprzedażowe największą popularnością wśród kandydatów cieszą się w województwach: podlaskim – 32,3 proc. oraz lubelskim i podkarpackim (odpowiednio 27,4 proc. i 23,9 proc.). Śląskie odznacza się dużą liczbą aplikacji w branży logistycznej – 24,1 proc. wszystkich aplikacji w tej branży. Wyróżnia się także największą liczbą aplikacji w Inżynierii – 25,6 proc. ogółu.

Perspektywy

Utrzymanie systematycznego wzrostu gospodarczego w 2016 r. powinno korzystnie wpłynąć na kondycję dotychczasowych firm, a zapewne także na powstawanie nowych, a to oznacza, że miejsc pracy będzie przybywać. Przedsiębiorcy zdają sobie sprawę, że na skutek kurczących się zasobów ludzkich, kluczowe są inwestycje w zatrudnienie, rozumiane jako poprawa jego jakości. Ustabilizowanie się poziomu bezrobocia na jednocyfrowym poziomie oznacza, że pracodawcom coraz trudniej będzie przychodzić zapełnianie wakatów w firmach, szczególnie przez osoby z określonymi kwalifikacjami – mówi Marek Jurkiewicz, dyrektor InfoPraca.pl. Można spodziewać się wzrostu jakości ofert zatrudnienia, włączając w to wzrost płac. W bieżącym roku w dalszym ciągu struktura zatrudnienia będzie się zmieniać. Młodych wchodzących na rynek będzie mniej, zaś przybędzie osób 50+.  Produkcja, sprzedaż, IT powinny utrzymać się w czołówce branż o największym zapotrzebowaniu na pracowników. Wraz z nimi logistyka, budownictwo, centra usług wspólnych, motoryzacja – dodaje Marek Jurkiewicz.

Intel Security i AirWatch Mobile Security Alliance łączą siły

VMware rozszerza współpracę z Intel Security o wspólne rozwiązania dla klientów korzystających z oferowanej pod marką AirWatch® by VMware® platformy Enterprise Mobility Management™. Firmy działają razem w ramach dwóch inicjatyw, aby zapewnić integrację technologii oraz by pomóc klientom sprostać współczesnym złożonym wyzwaniom w obszarze bezpieczeństwa środowisk mobilnych w skuteczniejszy i wydajniejszy sposób.

VMware jest teraz członkiem Intel Security Innovation Alliance™ — ogólnoświatowego programu dla partnerów technologicznych, który usprawnia integrację i przyspiesza tworzenie zgodnych rozwiązań przez firmę Intel Security i firmy partnerskie. VMware i Intel Security zamierzają oferować opracowane razem rozwiązania swoim wspólnym klientom. Chcą m.in. udostępniać zaawansowane dane na temat środowiska mobilnego za pośrednictwem McAfee® Data Exchange Layer, kluczowego składnika otwartego, zintegrowanego systemu zabezpieczeń Intel Security. McAfee Data Exchange Layer to dwukierunkowa platforma komunikacyjna, która rozsyła analizy dotyczące bezpieczeństwa globalnego i lokalnego do rozwiązań zabezpieczających Intel Security i innych producentów. Uwzględnia przy tym urządzenia klientów mobilnych, technologie analizy zagrożeń Intel Security oraz platformę do zarządzania McAfee® ePolicy Orchestrator®. Integracja platformy AirWatch z technologiami Intel Security pomoże klientom maksymalnie wykorzystać ich dotychczasowe inwestycje w zabezpieczenia, szybciej eliminować zagrożenia środowisk mobilnych i obniżyć koszty operacyjne. Wspólna inicjatywa rozszerza aktualną ofertę rozwiązań VMware i Intel Security, obejmującą zaawansowane zabezpieczenia dla centrów danych zdefiniowanych programowo (SDDC).

Intel Security przystąpił też do programu AirWatch Mobile Security Alliance (MSA). Rozwiązania AirWatch pozwalają przedsiębiorstwom skupić się na rozwijaniu mobilnych aspektów ich działalności, a nie na zmaganiu się z dynamicznie ewoluującymi problemami w obszarze zarządzania urządzeniami mobilnymi i ich ochrony. W ramach zmniejszania złożoności zarządzania urządzeniami mobilnymi i procesem ich ochrony firma AirWatch zawiązała inicjatywę MSA, której celem jest udostępnianie klientom zaawansowanych, elastycznych i prostych opcji, dających im większą pewność, że ich mobilne aplikacje, urządzenia i sieci są wolne od zagrożeń typowych dla środowisk mobilnych. Dzięki temu przedsiębiorstwa mogą łatwo zniwelować ryzyko w oparciu o rozwiązania liderów w dziedzinie cyberbezpieczeństwa i najlepszą na rynku platformę EMM.

Sojusz Intel Security i VMware koncentruje się na trzech kluczowych obszarach bezpieczeństwa przedsiębiorstw: ochronie danych, wykrywaniu zagrożeń i zapobieganiu im oraz zarządzaniu zabezpieczeniami. Połączenie oferty AirWatch z licznymi technologiami Intel Security pozwoli klientom rozszerzyć zasięg zabezpieczeń na urządzenia mobilne, komputery PC, systemy operacyjne, sieć i chmurę. Rozwiązanie ułatwi przesyłanie danych urządzeń mobilnych, takich jak ich właściwości i lokalizacja, do narzędzi zarządzających zabezpieczeniami. Pomoże to wyeliminować „mobilne martwe punkty”, istniejące obecnie w wielu infrastrukturach zabezpieczeń korporacyjnych, i pozwoli zespołom ds. zabezpieczeń lepiej zarządzać zdarzeniami i incydentami na różnych urządzeniach i w różnych systemach operacyjnych. Rozwiązanie stworzono z myślą o ochronie danych niezależnie od tego, gdzie się znajdują — w chmurze, w środowisku lokalnym, na urządzeniu dostępowym czy na urządzeniu mobilnym. Użytkownicy będą więc w stanie w bezpieczniejszy sposób uzyskać dostęp do danych w dowolnej chwili. Korelacja informacji o incydentach pochodzących z urządzeń mobilnych, innych punktów dostępowych i sieci może też zaowocować zwiększeniem bezpieczeństwa i przyspieszeniem reagowania na takie zdarzenia.

„Aby przenieść biznes do środowiska mobilnego, przedsiębiorstwa muszą mieć pewność, że ich podstawowe zabezpieczenia, używane już dziś w obrębie całej organizacji, funkcjonują równie sprawnie w ich zasobach mobilnych” — powiedział Noah Wasmer, wiceprezes ds. inżynierii mobilnej i zarządzania produktami mobilnymi w dziale systemów komputerowych dla użytkowników, End-User Computing, w firmie VMware. „Współpraca z Intel Security pomoże nam stworzyć bardziej kompleksowe rozwiązanie chroniące środowisko mobilne. Partnerstwo to uwidacznia zarazem, jak bardzo zależy nam na bezproblemowym przejściu naszych klientów do ery mobilności i chmury. Za pośrednictwem platformy McAfee Data Exchange Layer firmy będą mogły przekazywać podstawowe informacje o zagrożeniach, które mogą pomóc w szybszym reagowaniu i niwelowaniu problemów”.

„Cieszymy się z przystąpienia firmy VMware do programu Intel Security Innovation Alliance oraz z naszego udziału w inicjatywie AirWatch Mobile Security Alliance” — powiedział D.J. Long, szef programu Intel Security Innovation Alliance. „W epoce mobilności nasi klienci muszą stawić czoła rosnącym zagrożeniom, które wymagają od nich nowego podejścia do bezpieczeństwa. Współpraca firm VMware i Intel Security to integralna część naszej strategii w obszarze zabezpieczeń środowisk mobilnych. Jest to zarazem ważny krok w kierunku udoskonalenia cyklu życia zabezpieczeń naszych wspólnych klientów i zapewnienia lepszej ochrony danych niezależnie od tego, gdzie się znajdują i jak są przesyłane”.

Światowi giganci tracą na fali taniejących surowców. Wartość giełdowa koncernu Alcoa, podobnie jak KGHM-u, stopniała w ciągu roku o prawie 50 procent

CEO Magazyn Polska

Spadek popytu w chińskiej gospodarce uderza w rynki surowcowe. W skali ostatniego roku aluminium straciło już 18 proc. na wartości, a miedź jest tańsza o ponad 27 procent. Spowolnienie w Państwie Środka jest odczuwalne także przez światowych producentów. Wartość rynkowa amerykańskiego giganta Alcoa jest dziś o połowę niższa niż w styczniu 2015 roku. Podobne straty notuje KGHM.

– Główny popyt na miedź, aluminium, cynk czy inne surowce związany jest m.in. z przemysłem aluminiowym, przemysłem budowy nowych mieszkań oraz przemysłem samochodowym. Największy popyt tworzą Stany Zjednoczone oraz Chiny – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Andrzej Kurnicki, ekspert ds. polityki monetarnej i kierownik Katedry Finansów i Bankowości Uczelni Łazarskiego.

Spowolnienie gospodarcze, z którym w ostatnim czasie zmaga się chińska gospodarka, negatywnie odbija się na kondycji całego światowego sektora miedziowego. Malejący popyt oraz rosnące zapasy spowodowały, że miedź w ciągu ostatnich 12 miesięcy straciła na wartości ponad 27 procent. Jej cena wynosi obecnie zaledwie 4,4 tys. dolarów za tonę. Podoba tendencja widoczna jest także w przypadku aluminium, które w ostatnim roku staniało aż o 18 procent.

Spowolnienie w branży widoczne jest m.in. w notowaniach spółki Alcoa, która jest największym producentem aluminium na świecie. Jej kapitalizacja giełdowa od stycznia 2015 roku skurczyła się niemal o połowę. W IV kwartale 2015 roku zysk netto na akcję spółki Alcoa wyniósł 4 centy wobec oczekiwanych 2 centów zysku na akcję. Rozczarowały jednak przychody spółki, które wyniosły 5,25 mld dolarów. Oczekiwano wyniku na poziomie 5,29 mld dolarów. Alcoa tradycyjnie rozpoczęła sezon prezentacji wyników kwartalnych przez amerykańskie spółki. Jak tłumaczy Kurnicki, cena akcji spółki Alcoa stanowi odzwierciedlenie tego, jak inwestorzy szacują przyszłe zyski i marże całego sektora.

Amerykański gigant przymierza się jednak do restrukturyzacji. Na początku stycznia spółka ogłosiła, że z końcem I kw. zamknie jedną ze swoich amerykańskich fabryk, będącą zarazem największą hutą aluminium w Stanach.

– Zamknięcie paru nierentownych zakładów w Stanach Zjednoczonych będzie nieźle odbierane przez sam rynek kapitałowy i inwestorów. Natomiast z punktu widzenia ponownego odtworzenia majątku i późniejszej ekspansji będzie to dla spółki dosyć spore ograniczenie – tłumaczy.

Zdaniem Andrzeja Kurnickiego obecna cena giełdowa Alcoa w stosunku do osiąganych zysków nie jest tak atrakcyjna, jak w przypadku liderów innych branży – Apple, General Electric czy firm z sektora bankowego. Zanim obecne działania zarządu przełożą się na poprawę uzyskiwanych wyników, spółka może zanotować kolejne minima. Ekspert szacuje skalę dalszych spadków na 20–25 procent i ocenia, że wtedy akcje koncernu mogą być atrakcyjną inwestycją w perspektywie 3–5 lat.

W opinii kierownika Katedry Finansów i Bankowości w Uczelni Łazarskiego rynek aluminium powinien odreagować w okolicach maja i czerwca 2016 roku, a trwała poprawa może nastąpić w 2017 roku. Kondycja światowego rynku będzie miała przy tym przełożenie także na polskie spółki.

– Mamy parę firm związanych z aluminium, m.in. Kęty, ale przede wszystkim nasz gigant – KGHM Polska Miedź. Przewiduję dalsze spadki notowań KGHM-u, wynikające nie tylko z koniunktury, lecz przede wszystkim z błędnych decyzji zarządu i rady nadzorczej co do zakupu pewnych aktywów – stwierdza.

Jak dodaje, ma na myśli przede wszystkim inwestycję w Chile. Wątpliwości do jej zasadności wyraziło też nowe kierownictwo Ministerstwa Skarbu Państwa. 18 stycznia ma zostać powołana nowa rada nadzorcza, która przeprowadzi audyt z działalności zarządu. Minister Jackiewicz zapowiedział też obniżenie lub zniesienie podatku miedziowego w przyszłym roku.

– Sytuacja KGHM-u jest fatalna. Ceny miedzi ciągle spadają. Wyraźnie widać, że rynek nie odreagował, a dane z chińskiej gospodarki są znacznie gorsze, niż podają oficjalne statystyki. Mamy załamanie w sektorze miedzi i przewiduję dalszy spadek ceny tego surowca oraz akcji KGHM-u – wyjaśnia kierownik Katedry Finansów i Bankowości Uczelni Łazarskiego.

W 2016 r. eksport wzrośnie o 9–10 proc. Znaczenia nabiera Ameryka Łacińska

CEO Magazyn Polska

W 2015 r. wartość polskiego eksportu była o 8,0 proc. wyższa niż w 2014 r. – wynika z prognoz Banku Zachodniego WBK. Przyszły rok ma być dla eksporterów jeszcze lepszy – ekonomiści banku oczekują wzrostu rzędu 9–10 proc. Polskie firmy coraz śmielej wchodzą na dalekie rynki. Szczególnie perspektywiczne są dla nich Bliski Wschód i Ameryka Łacińska.

Wzrost wartości eksportu od lat utrzymuje się na w miarę stabilnym poziomie. Sprzedaż zagraniczna odpowiada za prawię połowę PKB i nadaje gospodarce niezbędny impet.

Polski eksport w 2015 rok osiągnął wzrost rok do roku o ok. 8 proc. Nasi ekonomiści szacują, że na koniec roku wartość sięgnie 170 mld euro – mówi agencji Newseria Biznes Robert Antczak, dyrektor sprzedaży produktów bankowości korporacyjnej Banku Zachodniego WBK. – Sektory tradycyjnie najbardziej aktywne to branża motoryzacyjna, maszyny i urządzenia, branża transportowa oraz sektor rolno-spożywczy.

Jak podkreśla, pozytywnie zaskoczyły dynamicznymi wzrostami branże sprzętu fotograficznego, optycznego, zegarków czy towarów podróżnych (walizki, torby itp.).

Tegoroczny wzrost eksportu to wynik rosnących dostaw do Europy, w szczególności do Niemiec, Wielkiej Brytanii, Włoch, Francji oraz Czech. Równocześnie widać coraz większą dywersyfikację rynków zbytu. Dynamicznie rośnie eksport do krajów Ameryki Łacińskiej oraz Bliskiego Wschodu.

Wzrost eksportu do Ameryki Łacińskiej w tym roku sięga 40 proc. Ale są kraje typu Meksyk, gdzie jest to 80 proc. To są bardzo ciekawe kierunki, coraz popularniejsze wśród polskich eksporterów – mówi Antczak.

Jak podkreślają eksperci Banku Zachodniego WBK, w kolejnych miesiącach jeszcze bardziej widoczny będzie trend poszukiwania odbiorców na nowych rynkach. Firmy zmusza do tego rosnąca konkurencja na rynkach, gdzie już funkcjonują. Konieczność poszukiwania nowych kierunków powoduje, że firmy potrzebują zupełnie innego wsparcia od instytucji finansowych. Z taką ofertą wychodzi do nich Bank Zachodni WBK.

Są firmy, które bardzo dobrze sobie radzą w Ameryce Łacińskiej. Wśród naszych klientów są tacy, którzy odnoszą duże sukcesów w tych krajach. Niedawno wręczaliśmy Paszporty Santandera firmom, które na tych rynkach inwestują i chcą tam mocno zaistnieć – podkreśla Antczak.

Paszporty Santandera to wyróżnienie dla firm, które już są obecne za granicą, ale planują dalszą ekspansję. Firma mająca Paszport może liczyć na specjalną ofertę produktów i usług w poszczególnych krajach, w których działa Grupa Santander. To m.in. pomoc w uzyskaniu kredytu, otwarciu rachunku, opieka doradcy, dostęp do konferencji i misji gospodarczych.

Bardzo często się zdarza, że firmy, wychodząc na rynki zagraniczne, mają utrudniony kontakt z instytucjami finansowymi. Do rangi wyzwania urasta otwarcie prostego rachunku bankowego, nie mówiąc już o uzyskaniu finansowania dla lokalnego start-upu. Nie jest to dziwne, ponieważ banki na tych rynkach traktują te firmy rzeczywiście jak start-upy bez żadnej historii współpracy. W ramach Paszportu Santandera bazujemy na historii współpracy firmy na rynku macierzystym – wyjaśnia Robert Antczak.

Jedną z firm, która otrzymała to wyróżnienie, jest Vershold Holding Poland Sp. z o.o.

Wsparcie Grupy Santander jest dla nas bardzo ważne, ponieważ rozwijając biznes, bardzo trudno poradzić sobie bez dobrej instytucji finansowej – mówi Juan Giralt, prezes i dyrektor generalny Vershold. – Rozpoczęliśmy ekspansję w 2012 roku. Dziś jesteśmy obecni w kilku krajach na całym świecie. Mamy biuro w Brazylii, pracujemy na rynku rosyjskim, w Portugalii i w Kolumbii. Mamy też jednego klienta w USA. I nie zamierzamy na tym poprzestać. Głównym celem w naszej strategii są kraje Europy Środkowej i Wschodniej. Ale przyglądamy się także innym państwo, takim jak RPA, chcemy się także dalej rozwijać w USA.

Jak podkreśla Antczak, w tym roku Paszport Santandera trafi do 100 firm.

Analitycy Banku Zachodniego WBK przewidują, że wśród największych zagrożeń dla rosnącego eksportu są ewentualne konflikty społeczno-polityczne destabilizujące światową i europejską gospodarkę, a co za tym idzie – zmieniające dostęp do poszczególnych rynków czy kursy walut.

Dziś świat jest bardzo niestabilny. Relacje pomiędzy poszczególnymi państwami w tej części globu są skomplikowane, zmiany polityczne także stanowią wyzwanie. Widzimy to na kilku rynkach, na których jesteśmy obecni, między innymi w Portugalii, a ostatnio także w Polsce. Rosja jest dziś bardzo niestabilna. To jest więc zapewne najbardziej skomplikowany aspekt, który jest poza naszą kontrolą. Czynniki zewnętrzne także są bardzo ważne – potwierdza Juan Giralt.

Ofert pracy będzie przybywać, głównie w dużych miastach. Pozyskanie pracownika będzie coraz trudniejsze

CEO Magazyn Polska

2016 rok będzie pozytywny dla pracowników – liczba ofert pracy będzie rosnąć, szczególnie w sprzedaży, obsłudze klienta oraz finansach. W niektórych sektorach, jak IT, wyraźnie zaczyna brakować wykwalifikowanej kadry. To powoduje, że pracodawcy muszą szukać nowych sposobów na pozyskiwanie pracowników. Dla nich ten rok będzie pełny wyzwań również ze względu na zmiany w prawie.

Zarówno ostatni kwartał 2015 roku, jak i cały ten rok upłynęły pod znakiem rosnącej liczby ofert pracy i spadku bezrobocia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Filipkiewicz z portalu Praca.pl. – Ten trend utrzyma się także w tym roku. Będzie więcej ofert pracy w większości branż, najwięcej w sprzedaży i IT. Deficyt pracowników IT jeszcze się pogłębi.

Jak wynika z raportu Praca.pl, w ostatnim kwartale ubiegłego roku najwięcej ofert pracy pojawiło się w branżach IT, księgowość, finanse i bankowość, przemysł oraz inżynieria. Jednak ich dominacja się zmniejsza. Zapotrzebowanie na pracowników wyraźnie redukuje sektor bankowy. O ile w ostatnim kwartale 2014 roku ogłoszenia tej branży stanowiły 13,6 proc., to pod koniec 2015 roku było ich zaledwie 8 proc. Podobny spadek pojawił się w administracji i w ofertach dla kadry zarządzającej.

W ostatnim kwartale roku stosunkowo mały był udział ogłoszeń dotyczących sprzedaży i obsługi klienta. Stanowiły one wprawdzie 28 proc. wszystkich ofert, ale było to o 12 proc. mniej niż w analogicznym okresie 2014 roku.

Branże, które w 2016 roku będą zatrudniać najwięcej pracowników, to sprzedaż, obsługa klienta czy finanse. Tutaj zbyt wiele się nie zmieni. Zaobserwowaliśmy wzrost liczby ofert pracy w turystyce i hotelarstwie, budownictwie oraz medycynie i opiece zdrowotnej. Są to sektory, które dotąd rekrutowały niewiele, a teraz zaczynają zwiększać zapotrzebowanie na pracowników, co świadczy o coraz lepszej kondycji polskiej gospodarki mówi Filipkiewicz.

Coraz większy popyt na pracowników wymusi zmianę sposobu ich pozyskiwania. Pracodawcy, choć najczęściej szukają kadr przez internet, coraz chętniej stawiają na programy referencyjne. Z badania Praca.pl wynika, że 92,3 proc. osób gotowych jest zarekomendować znajomych do pracy.

To system poleceń pracowniczych, w ramach którego pracodawcy wypłacają wynagrodzenie pracownikom, którzy polecą do pracy swojego znajomego i ten znajomy zostanie zatrudniony – mówi ekspert Praca.pl. – Prognozowany niedobór pracowników w coraz większej liczbie branż w 2016 roku owocować będzie większym wysiłkiem ze strony pracodawców skierowanym na pozyskanie doświadczonych specjalistów. Nie będzie wystarczyło zaoferować dobrą pracę i płacę, firmy będą musiały starać się bardziej.

W tym roku pracy będzie przybywać przede wszystkim w dużych miastach i w stolicach województw.

Ponad trzy czwarte ofert pracy przypadających na województwo dotyczy jego stolicy – wskazuje Michał Filipkiewicz. – W przypadku niektórych regionów jest to nawet ponad 90 proc. Zatem jeżeli chcemy znaleźć dobrą i dobrze płatną pracę, najlepiej skupić się na największych ośrodkach miejskich.

Według Głównego Urzędu Statystycznego na koniec listopada 2015 roku w całym kraju było 1 mln 530 tys. zarejestrowanych osób bez zatrudnienia – stopa bezrobocia wyniosła 9,6 proc. Mimo pozytywnych tendencji na rynku pracy eksperci Praca.pl prognozują, że fala emigracji zarobkowej w tym roku jeszcze się pogłębi.

Liczba osób pracujących za granicą może wynieść w tym roku aż 3 mln. W dodatku dzisiejsza emigracja różni się od wyjazdów z poprzednich lat. Polacy częściej decydują się na wyjazd za granicę na stałe w przeciwieństwie do tej pierwszej fali, kiedy wyjeżdżaliśmy, żeby się dorobić i zarobione pieniądze pożytkowaliśmy w Polsce – mówi Michał Filipkiewicz.

Rok 2016 niesie ze sobą wiele zmian prawnych, które będą poważnym wyzwaniem dla pracodawców. 1 stycznia weszło w życie oskładkowanie na rzecz ZUS umów cywilno-prawnych, co z założenia ma „ucywilizować” sektor zatrudnienia.

Czy tak rzeczywiście się stanie, rynek zostanie ucywilizowany i pracodawcy rzeczywiście będą odprowadzać składki na ZUS, to się jednak okaże  – zauważa Filipkiewicz. – Może nastąpić fala zwolnień, bo pracodawcy nie będą w stanie udźwignąć kosztów. Oskładkowanie umów-zleceń dotyczy przede wszystkim firm ochroniarskich oraz sprzątających. Można przypuszczać, że związane z tym koszty przedsiębiorstwa będą próbowały przerzucić na klientów. Jeżeli ci ostatni zaakceptują wyższe ceny, wówczas stanowiska zostaną zachowane, jeśli nie – musimy liczyć się z falą zwolnień.

22 lutego br. wchodzi w życie nowelizacja Kodeksu pracy wprowadzająca regulacje dotyczące umów terminowych. Tego rodzaju porozumienia będą mogły być zawierane maksymalnie na 33 miesiące, a okresy wypowiedzenia zostają zrównane.

Dla pracowników oznacza to stabilizację zatrudnienia i większą łatwość, np. podczas ubiegania się o kredyt – ocenia Filipkiewicz. – W tym roku wystartował także program „Praca dla młodych”. Rząd będzie finansował wynagrodzenie osób do 30. roku życia przez pierwsze 12 miesięcy. Zatrudniając taką osobę, pracodawca może liczyć przez rok na zwrot minimalnego wynagrodzenia, przy czym musi się zobowiązać, że taką osobę będzie zatrudniać przez kolejne dwanaście miesięcy.

Spółki odzieżowe miały trudny rok. Dobre wyniki osiągnęli jedynie producenci garniturów

0

Miniony rok nie był dobry dla polskich spółek odzieżowych. Z jednej strony duża konkurencja i presja na cięcie kosztów, z drugiej drożejący dolar podnoszący koszty produkcji w azjatyckich szwalniach – to wszystko odbiło się na ich wynikach. Zaskakująco dobre wyniki wypracowali natomiast producenci garniturów.

Większość firm odzieżowych miała niezadowalające wyniki w ciągu trzech pierwszych kwartałów 2015 roku. Zysk netto LPP spadł w tym roku o 57 mln zł, przekraczając 179 mln zł. CCC zarobiło na czysto ponad 145 mln zł, więcej niż rok wcześniej, ale sam III kwartał przyniósł zysk netto o 6 mln zł mniejszy niż w analogicznym okresie 2014 roku. Monnari miało po trzech kwartałach jednostkowy zysk netto na poziomie 11,5 mln zł przy niemal 19 mln rok wcześniej. Także ostatnie trzy miesiące 2015 roku nie przyniosły odwrócenia negatywnych tendencji, odbijających się na wynikach spółek odzieżowych.

– Pogoda nie sprzyjała sprzedaży kolekcji zimowej i od pewnego czasu widać w branży presję na ceny – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Wojciech Juroszek, doradca inwestycyjny AgioFunds TFI. – Towaru jest zbyt dużo i firmy robią dużo promocji. Z tego powodu spadają marże. Nie sądzę zatem, aby ta tendencja, którą obserwowaliśmy w poprzednich kwartałach, zmieniła się w czwartym kwartale.

Wojciech Juroszek uważa, że w tych spółkach, które zlecają produkcję w Chinach i płacą za nią w dolarach, rentowność będzie w tym roku niższa niż rok temu. Złoty bowiem systematycznie słabnie i dziś dolar kosztuje ponad 4 zł, podczas gdy przed rokiem płacono za niego 3,5 zł.

– Nie dotyczy to wszystkich firm. Mamy szereg spółek na giełdzie, które są producentami we własnym zakresie. Mamy też branżę odzieżową, która zajmuje się wyłącznie garniturami. Jest to wyjątek. Z niewiadomych przyczyn wyniki tych spółek są bardzo dobre. Mamy dwóch reprezentantów na giełdzie: spółkę Bytom i spółkę Vistula. W ich przypadku wyniki powinny być w czwartym kwartale rewelacyjne – podkreśla Juroszek.

Analityk nie jest w stanie jednoznacznie określić, czemu właśnie sprzedaż garniturów jest taka dobra. Nie wyklucza większego popytu spowodowanego wyżem demograficznym z początku lat 80. Jak mówi Juroszek, dzisiejsi 30–35-latkowie kupują garnitury, ponieważ rozwijają swoje kariery zawodowe. Zyskują na tym dwaj najwięksi producenci garniturów Bytom i Vistula.

Vistula jest w nieco wyższej półce niż Bytom, natomiast nie zwiększa istotnie powierzchni handlowej – mówi doradca inwestycyjny AgioFunds TFI. –Natomiast Bytom zwiększa ją bardzo mocno, o kilkanaście procent rok do roku. Tym się te dwie spółki różnią. Wyniki sprzedażowe pokazywane przez obie spółki w poszczególnych miesiącach są jednak rewelacyjne, bo mówimy tu o dwucyfrowych liczbach.

Po listopadzie 2015 r. Vistula Group miała 435,5 mln zł skonsolidowanych przychodów, co jest wynikiem o 17,5 proc. lepszym od uzyskanego po 11 miesiącach 2014 roku. Bytom natomiast sprzedał produkty za 111,7 mln zł, co było wynikiem o 27 proc. wyższym od ubiegłorocznego. Marża brutto w przypadku tej spółki wzrosła o 30 proc.

Obecny rok nie będzie łatwy dla spółek odzieżowych. Deflacja nadal będzie wywierała na producentów presję i wymuszała obniżki cen, a umacniający się dolar będzie podnosił koszty produkcji. Mimo to, jak mówi Wojciech Juroszek, spółki nie poddają się i praktycznie wszystkie zwiększają powierzchnię handlową.

LPP bardzo zwiększa sprzedaż, mimo że teraz osiąga gorsze wyniki – wymienia Juroszek. – W CCC wzrost powierzchni to około 20 proc. rok do roku. Pozostałe spółki, takie jak Monnari, też zwiększają powierzchnię handlową. Miejsce na rozwój jest, natomiast pewne czynniki makroekonomiczne, czyli wysoki dolar, hamują bezpośredni wzrost.

Dobra koniunktura na rynku nieruchomości zabytkowych. Wartość transakcji w zeszłym roku wyniosła 80 mln zł

CEO Magazyn Polska

2015 rok był okresem wzrostu polskiego rynku nieruchomości zabytkowych. Zawartych zostało ponad 20 transakcji na łączną kwotę blisko 80 mln zł. Największa transakcja to sprzedaż pałacu Szaniawskich w Warszawie za ponad 20 mln zł. Popularnością wśród inwestorów cieszą się głównie pałace i dworki. Ceny, w zależności od stanu nieruchomości, wahają się od kilkuset złotych do kilku tysięcy za metr kwadratowy.

Na rynku nieruchomości zabytkowych od 2004 roku zawarte zostały 244 transakcje kupna i sprzedaży o całkowitej wartości 349 mln zł (według bazy Cenatorium). Średnia roczna wartość rynku to ok. 75 mln zł, choć zdarzają się wyjątki. Należy do nich 2013 rok, w którym zawarto transakcje na łączną sumę 90 mln zł. Sprzedany został wówczas pałac Branickich przy ul. Miodowej w Warszawie – za rekordową kwotę 40,5 mln zł.

2015 rok to kolejna transakcja – pałac Szaniawskich, również na ul. Miodowej. Transakcja była delikatnie powyżej 21 mln zł – mówi agencji informacyjnej Newseria Mariusz Kurzac, dyrektor generalny Cenatorium.

Jak podkreśla, 2015 rok będzie nieco lepszy niż 2014. Zawartych zostało ponad 20 transakcji, a rok wcześniej było ich 18. Całkowita kwota transakcji wyniesie 75–80 mln zł. Według analityków Cenatorium stabilny wzrost powinien mieć miejsce także w 2016 roku.

– Na rynku powinniśmy mieć średnio ponad 20 transakcji rocznie. Mamy też transakcje niedużej wartości – to są obiekty zaniedbane, zniszczone przez w okresie socrealizmu – mówi Mariusz Kurzac.

Największym zainteresowaniem inwestorów cieszą się pałace i dworki, zwłaszcza na Dolnym Śląsku i w okolicach Bydgoszczy. Słabiej sprzedają się natomiast zamki – od 2004 roku zanotowano jedenaście transakcji, których przedmiotem były zamki.

Widać tu jest większe ryzyko. Często zamki są pod ochroną konserwatora, z którym trzeba blisko współpracować, więc i wydatki są zdecydowanie wyższe – mówi ekspert. – Natomiast parki pałacowe z dobrym obiektem dają szansę na zwrot.

Wśród inwestorów znajdują się zarówno zamożne osoby prywatne, jak i firmy i instytucje, często wykorzystujące fundusze unijne.

Niektórzy kupują je z jednej strony dla przyjemności, a z drugiej strony pogodzenia tego z biznesem hotelowym czy SPA. Hotelarstwo jest dzisiaj w lepszym stanie niż jeszcze parę lat temu, mówi się, że to dobry biznes – mówi Mariusz Kurzac. – Mamy tego typu przykłady, chociażby duże SPA w Lidzbarku Warmińskim czy część pałaców na Dolnym Śląsku przejętych, żeby przekształcić je w hotel połączony z odnową biologiczną. 

W Polsce znajduje się obecnie ok. 10 tys. nieruchomości zabytkowych. Dominują wśród nich szlacheckie dworki. Ceny tego typu obiektów wahają się od kilkuset złotych za metr kwadratowy do nawet kilku tysięcy w zależności od ich kondycji.

Spada spożycie pieczywa. W ubiegłym roku Polacy zjedli o 2,5 kg pieczywa mniej niż w 2014

CEO Magazyn Polska

Polacy jedzą coraz mniej pieczywa. W 2015 roku spożycie wyniosło ponad 45 kg i było niższe o 2,5 kg niż w 2014 roku. Na malejąca konsumpcję wpływa przede wszystkim moda na zdrowe odżywianie i niska świadomość na temat zdrowych gatunków pieczywa. Problemem jest także niska jakość niektórych produktów.

Konsumpcja pieczywa w Polsce spada z roku na rok. GUS podał, że w 2014 roku spadek wyniósł 4,6 proc. Z danych Instytutu Polskie Pieczywo wynika, że w 2015 roku przeciętny Polak zjadł 45,3 kg pieczywa, czyli o 2,5 kg mniej niż rok wcześniej. Dla porównania w 1981 roku na jednego Polaka przypadało 100 kg konsumowanego rocznie pieczywa. Na wciąż malejącą sprzedaż wpływa przede wszystkim moda na zdrowe żywienie, która nakazuje eliminację węglowodanów pochodzących zwłaszcza z pieczywa białego z codziennej diety. Duże znaczenie ma także niska jakość produktów obecnych na rynku.

– Mamy pieczywo z wszelkiego rodzaju dodatkami, z chemią, z barwnikami. To nie wpływa dobrze na jakość i powinniśmy zrobić wszystko, żeby w Polsce konsumenci mieli do dyspozycji pieczywo z całego ziarna, zdrowe. Dzisiaj już prawie 60 proc. piekarni takie pieczywo przygotowuje – mówi agencji informacyjnej Newseria Stanisław Kacperczyk, prezes zarządu Polskiego Związku Producentów Roślin Zbożowych.

Dużym problemem jest także sprzedaż pieczywa produkowanego z głęboko zmrożonego ciasta. Ciasto to wyrabiane jest w fabrykach, mrożone w temperaturze -70°C, a następnie miesiącami przechowywane w oczekiwaniu na transport do supermarketu. Takie pieczywo zawiera wiele polepszaczy m.in. propionian wapnia i sorbianian potasu, które mogą powodować silne reakcje alergiczne. Obecnie co dziesiąty wyrób piekarniczy produkowany jest właśnie z ciasta głęboko mrożonego.

– To ciasto jest importowane z różnych części świata, można je przetrzymywać nawet przez dwa lata. Słyszałem, że Rumunia produkuje ponad 1,2 mln ton takiego ciasta, które jest eksportowane do Włoch czy Francji, a myślę, że poprzez sieć dystrybucji również trafia do Polski – mówi Stanisław Kacperczyk.

Zdaniem eksperta na zwiększenie sprzedaży pieczywa może wpłynąć wzrost podaży produktów na zakwasie, z mąki żytniej zamiast pszennej, bez sztucznych barwników i konserwantów. Konieczne jest także propagowanie spożycia ciemnego pieczywa w społeczeństwie. Dlatego Polski Związek Producentów Roślin Zbożowych angażuje się w akcje popularyzujące jedzenie zdrowego pieczywa m.in. akcję „Chleb Dobry” czy „Pan Kanapka”.

Chcemy zahamować spadek spożycia, a nawet liczymy na wzrost. Staramy się nie tylko oddziaływać na konsumentów, lecz także sami od siebie wymagamy produkcji dobrego jakościowo, zgodnego ze wszystkimi wymogami, zintegrowaną ochroną roślin, z najnowszymi technologiami ziarna konsumpcyjnego, które będzie potem przedmiotem wypieku pieczywa – mówi Stanisław Kacperczyk.

Akcja „Chleb Dobry” ma też przypomnieć Polakom, że ciemne pieczywo jest źródłem wielu składników odżywczych, m.in. glukozy dostarczającej organizmowi niezbędną dawkę energii. Całkowita eliminacja pełnoziarnistego chleba z diety może więc niekorzystnie odbić się na funkcjonowaniu organizmu.

Grudzień i styczeń to czas internetowej aktywności dietetyków, trenerów i klubów fitness. Internauci żywo dyskutują o odchudzaniu

CEO Magazyn Polska

Na przełomie roku w internecie jednym z dominujących tematów były postanowienia noworoczne dotyczące odchudzania. Gorącą debatę na ten temat przerwano tylko na kilka dni świątecznych, kiedy niewiele osób przestrzega diety. Grudzień i styczeń to okazja dla firm zajmujących się szeroko pojętym zdrowym trybem życia, trenerów, a także klubów fitness i sklepów sportowych. Najbardziej aktywni są jednak specjaliści od diet.

Według danych IMM od grudnia w internecie pojawiło się ponad 85 tys. wzmianek dotyczących odchudzania, z czego prawie połowa ukazała się na Facebooku. 65 tys. stanowiły wpisy unikalnych użytkowników dotyczące postanowień noworocznych.

Postanowienia noworoczne mają to do siebie, że często nie są realizowane. Zależy to głównie od naszej motywacji, która jednak w okresie świątecznym nieco spada. W święta użytkownicy nie za bardzo lubią się odchudzać, o czym świadczy fakt, że jednak informacji o odchudzaniu pojawiło się zdecydowanie mniej – zwraca uwagę w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Karolina Masalska specjalista ds. PR w Instytucie Monitorowania Mediów.

Internauci powrócili do tematu tuż przed sylwestrem. W dniach 28–31 grudnia pojawiło się 12 tys. wzmianek.

Wpisy były związane z tym, że każda z pań chciałaby założyć swoją wymarzoną, ulubioną sukienkę, a niekoniecznie zaszywać ją na sobie po obfitych świątecznych obiadach. Jest to związane z powiedzeniem: „nowy rok, nowa ja”. Na ten temat pojawiło się również dużo memów w sieci, które powstają w odniesieniu do postanowień noworocznych – mówi Masalska.

Dyskusja na temat odchudzania nie ucichła również na początku stycznia. W pierwszych siedmiu dniach nowego roku pojawiło się ponad 19,5 tys. informacji w internecie oraz social mediach.

Szacuje się, że ze wszystkich informacji, które ukazały się na temat odchudzania, około 20 proc. odnosiło się do różnego rodzaju ćwiczeń, treningów i fitnessu – mówi Masalska.

Dlatego czas poświąteczny to doskonały okres dla firm produkujących sprzęt sportowy bądź promujących zdrowy tryb życia.

Trenerzy personalni czy eksperci ds. fitnessu prześcigali się w internecie i social mediach, żeby zachęcić wszystkich internautów do pracy nad sobą. Radzili jak schudnąć w jak najszybszym czasie i zapewniali, że po plaży w przyszłym roku na pewno będziemy biegać z figurą modelki Victoria’s Secret – mówi Karolina Masalska.

Z analizy wpisów wynika, że planując odchudzanie, Polacy zdecydowanie wolą postawić na wyrzeczenia niż wysiłek. Od ofert sportowych większą uwagę internautów przykuły diety.

– Informacje na ten temat stanowiły ponad 80 proc. wszystkich informacji, które dotyczyły odchudzania. Najczęściej tego typu wpisy pojawiały się na Instagramie – ponad 3 tys. informacji. Były to głównie zdjęcia, przepisy, porady od innych internautów, jakie suplementy diety warto stosować i jakie się sprawdziły. Najczęściej stosowano hashtag HASHdieta albo HASHfitandhealthy – wyjaśnia specjalista ds. PR w IMM.