IX Targi eHandlu – zarejestruj się bezpłatnie na największe spotkanie branży e-commerce

14 października 2015 roku na Stadionie Narodowym w Warszawie odbędzie się IX edycja Targów eHandlu, podczas których będzie można zapoznać się z ofertą blisko 150 wystawców z Polski i zagranicy.

Organizowane od 2011 roku przez Fundację Polak 2.0 Targi eHandlu to największe spotkania branży e-commerce w Polsce, podczas których wiosną i jesienią średnio 3,5 tys. przedstawicieli e-sklepów ma okazję poznać najnowsze oferty ponad 150 dostawców różnorodnych produktów i usług dla sklepów internetowych. Zgodnie z ideą Targów eHandlu zwiedzający mogą nie tylko porozmawiać z wystawcami, ale również wysłuchać prezentacji typu case study, o których wartość merytoryczną organizator szczególnie dba.

Wstęp wolny!

14 października 2015 roku na Stadionie Narodowym w Warszawie swoją ofertę przedstawi około 150 wystawców z Polski i zagranicy, oferujących usługi w zakresie logistyki, płatności, IT, marketingu, prawa czy m-commerce. Targi eHandlu to miejsce zarówno dla osób dopiero zastanawiających się nad rozpoczęciem sprzedaży on-line, jak i dla tych, którzy prowadzą e-biznes od lat, ale wciąż poszukują nowych i lepszych rozwiązań, które pomogą zwiększyć zyski e-sklepów.

Udział w Targach eHandlu i prezentacjach jest bezpłatny – wystarczy wcześniej zarejestrować się na stronie targiehandlu.pl. Warto zrobić to jak najszybciej, ponieważ liczba miejsc podczas prezentacji jest ograniczona. Lista prelegentów wciąż trzymana jest w tajemnicy, ale wnioskując po latach ubiegłych na pewno wśród nich znajdą się tematy dotyczące m-commerce, platform sklepowych, SEO i SEM czy kruczków prawnych.

Prawo, płatności, narzędzia analityki i zwiększania konwersji

Podczas IX edycji Targów eHandlu zwiedzający będą mogli zapoznać się m.in. z nowinkami w rozwiązaniach płatniczych, nad którymi pracują PayPal, Przelewy24, Elavon, Sofort, PayU, Transferuj.pl czy DotPay. O prawnych aspektach e-commerce będzie można porozmawiać z przedstawicielami Trusted Shops, Lubasz i Wspólnicy oraz LegalnyBiznes.pl. Temat e-mail marketingu przybliżą wystawiający się na targach specjaliści z Optivo, FreshMail, SalesManago, Sare czy GetResponse. Na targach nie zabraknie także przedstawicieli największych marek logistycznych InPost, DHL Parcel, DPD, Raben oraz agencji zajmujących się promocją e-sklepów czy sieciami afiliacyjnymi.

Networking

IX Targi eHandlu to nie tylko okazja do poznania oferty specjalistów wspomagających branżę e-commerce, ale również miejsce spotkań praktyków. W strefie networkingu można bezpośrednio porozmawiać np. z CEO platformy sprzedażowej o planach jej rozwoju i posłuchać jak znane wszystkim sklepy wdrażały i testowały nowe rozwiązania. Z takiej okazji trzeba skorzystać!

Bezpłatne wejściówki dostępne są na stronie: http://targiehandlu.pl/

Uwieńczeniem IX edycji Targów eHandlu  będzie gala wręczenia nagród w konkursie Ekomersy 2015, podczas której poznamy najlepsze produkty i usługi wspierające handel w internecie. Statuetki zostaną przyznane już po raz czwarty.

Spotkajmy się 14.10 na IX edycji Targów eHandlu na Stadionie Narodowym w Warszawie.

Popołudniowy komentarz walutowy z 18.09.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 18.09.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Jubileusz 40 lat tyskiego zakładu produkcji samochodów

Dokładnie 18 września 1975 roku z nowo zainstalowanych linii produkcyjnych tyskiego zakładu FCA Poland /wówczas noszącego nazwę Zakładu nr 2 FSM/ zjechały pierwsze samochody, były to oczywiście Fiaty 126p, model który szybko uzyskały przydomek „Malucha”, a obecnie aspiruje już do miana samochodu kultowego.

Fabryka Samochodów Małolitrażowych - Tychy
Skan archiwalnego zdjęcia-FSM-TYCHY
Fiat Auto Poland – Zakład Tychy – 2006r.

W Tychach i w Bielsku-Białej przez 27 lat (1973-2000) wyprodukowano w sumie 3 318 674 szt. tego popularnego samochodu, który zmotoryzował polskie społeczeństwo, a uzyskane od Koncernu Fiat know-how na produkcję komponentów umożliwiło unowocześnienie ówczesnego polskiego przemysłu,m.in. metalurgicznego, chemicznego, elektrotechnicznego.

Produkcja nowego Fiata 500 FCA Poland - Tychy
Produkcja nowego Fiata 500 FCA Poland – Tychy

W 1991 roku uruchomiono w Tychach produkcję Fiata Cinquecento, a w roku 2000 – kolejny nowy model pojawił się na taśmie produkcyjnej – nowy Fiat Seicento.
W trakcie, od roku 1996 w Tychach rozpoczęto montaż w systemie SKD modeli: Punto, Bravo/Brava, Marea, Ducato a nawet Iveco. Montaż tych modeli w systemie SKD zakończono w 2000 r. Warto przypomnieć, że w latach 2000-2004 w Tychach produkowano również Fiaty Uno, Siena i Palio Weekend.

Najbardziej dynamiczny rozwój zakładu związany jest z produkcją Fiata Pandy w latach 2003-2012. Samochód przypadł do gustu Klientom i od razu zdobył prestiżowy tytuł „Car of The Year 2004″. Tego popularnego i przebojowego modelu pracownicy tyskiego zakładu wyprodukowali w liczbie 2 168 491 sztuk. To rekordowa liczba w dotychczasowej historii Fabryki.

Produkcja nowego Fiata 500 FCA Poland - Tychy
Produkcja nowego Fiata 500 FCA Poland – Tychy

Ale to nie koniec…. Widząc z jaką pasją pracownicy i kierownictwo zakładu realizuje zadania produkcyjne, władze Koncernu postanawiają ulokować w 2007 roku w Tychach produkcję kolejnego nowego modelu… nowego Fiata 500. Dokładnie 50 lat po premierze bardzo popularnej 500 we Włoszech, która zmotoryzowała Włochów, w Tychach ruszyła seryjna produkcja tego jedynego w swoim rodzaju samochodu, po którego Klienci na wszystkich rynkach ustawili się w kolejkach, a dziennikarze po raz kolejny najwyżej ocenili właśnie nowego Fiata, przyznając „Pięćsetce” tytuł „Car of The Year 2008″. To jedyny przypadek w historii tego konkursu, aby dwa samochody z tego samego zakładu zdobyły ten zaszczytny tytuł.

W połowie tego roku, w Tychach uruchomiono produkcję kolejnej, odnowionej odsłony Fiata 500. Model ten nadal cieszy się wielkim powodzeniem na rynakch zagranicznych i jest europejskim liderem w swoim segmencie.

LANCIA YPSILON produkcja Poland - Tychy
LANCIA YPSILON produkcja Poland – Tychy

Także Koncern Ford postanowił w 2008 roku ulokować tutaj produkcję swojego nowego modelu KA i w tym samym roku rozpoczęto także w Tychach produkcję modelu Abarth 500, a od wiosny 2011 pracownicy tyskiego zakładu rozpoczęli produkcję kolejnego nowego modelu samochodu – nowej Lancii Ypsilon

FCA Poland jest największym producentem samochodów w Polsce, który w 2014 r.  wyprodukował 313 933 samochody i jest największym eksporterem w branży motoryzacyjnej w Polsce.

W tym roku miało także inne ważne wydarzenie w historii Fabryki związane ze zmianą nazwy Spółki na FCA Poland S.A. Zmiana nazwy Spółki nastąpiła w wyniku powstania koncernu Fiat Chrysler Automobiles (FCA) – siódmego na świecie producenta w branży motoryzacyjnej, który w 2014 roku wyprodukował 4,6 miliona samochodów. To kolejny krok wykonany w stronę wzmocnienia tożsamości firmy Fiat Chrysler Automobiles (FCA), którego celem jest podkreślenie, że wszystkie rozsiane po świecie spółki Grupy FCA są częścią jednego globalnego Koncernu.

Dziś mija 40 lat …  na powierzchni 2,3 mln metrów kwadratowych – to jedyny parametr charakteryzujący tę fabrykę, który od początku się nie zmienił  – funkcjonuje obecnie 56 firm, w których pracuje ok. 6,1 tys. pracowników, z czego w tyskiej fabryce ok. 3,4  tys. osób. W sumie w ciągu dnia na tym obszarze pracuje ok. 12,1 tys. pracowników.

Sukcesy fabryki są możliwe dzięki zastosowaniu nowoczesnych metod zarządzania procesami produkcyjnymi i wielu latom systematycznej pracy w obszarze jakości. Rezultatem tych działań było wdrożenie w spółce Zintegrowanego Systemu Zarządzania Jakością, Środowiskiem, Bezpieczeństwem i Higieną Pracy oraz Energią. To  osiągnięcie zakładu w Tychach zostało potwierdzone przez Jednostki Certyfikacyjne TŰV NORD oraz Polskie Centrum Badań i Certyfikacji, jako spełnienie przez zakład wymagań standardów zarządzania: ISO 9001, ISO 14001, PN 18001 oraz ISO 50001.

W 2004 r. zakład otrzymał Polską Nagrodę Jakości, a w 2006 r. był finalistą Europejskiej Nagrody Jakości – EFQM, jako pierwsze polskie przedsiębiorstwo w historii tego konkursu.
W 2006 roku w zakładzie rozpoczęto wdrażanie modelu organizacyjnego zwanego Word Class Manufacturing /WCM/, który jest kontynuacją działań zakładu w zakresie optymalizacji organizacji produkcji i który pozwała na ciągle doskonalenie obszarów takich jak: jakość, produktywność, bezpieczeństwo, logistyka, gospodarność.

Z całą odpowiedzialnością można stwierdzić, że zakład w Tychach należy do najlepszych w światowym przemyśle samochodowym /m.in. w grudniu 2014 r. zakład ponownie otrzymał prawo do prestiżowego tytułu przedsiębiorstw „Word Class Manufacturing”, tj. stosujących najlepsze i najskuteczniejsze metody zarządzania systemem produkcyjnym w skali światowej/. Osiągnięty poziom Gold Level wg WCM jest naturalnym następstwem podejmowanych działań dążenia do poprawy.

Liczba wyprodukowanych i zmontowanych w tyskim zakładzie samochodów w okresie 18.09.1975 – 31.08.2015:

Model                 Sztuki
Panda

2 168 491

126p

2 166 349

500/Fiat i Abarth

1 464 535

Seicento

1 328 973

Cinquecento

1 164 525

Ford KA

488 981

Lancia Ypsilon

248 882

Punto

57 026

Uno

28 590

Brava

19 122

Innocenti

14 774

Palio Weekend

12 365

Bravo

3 842

Siena

3 514

Ducato

2 893

Marea

2 846

Iveco

2 732

Razem:

   9 178 440

W latach 1971 – 31.08.2015  wyprodukowano w d. FSM/FAP + FCA Poland łącznie  (w Bielsku-Białej i Tychach):10 888 480 samochodów.

 

Strategiczne spółki pod ochroną

1 października wejdzie w życie Ustawa z dnia 24 lipca 2015 r. o kontroli niektórych inwestycji, której celem jest ochrona strategicznych polskich spółek przed wrogimi przejęciami, a tym samym zapewnienie bezpieczeństwa i ochrony porządku publicznego.

Nowa ustawa przewiduje kontrolę tych inwestycji, które mogą skutkować osiągnięciem istotnego uczestnictwa albo uzyskaniem dominacji nad spółką podlegającą ochronie. Pod nadzorem znajdą się podmioty prowadzące działalność w kluczowych branżach gospodarki, posiadające istotny udział w rynku, których przejęcie będzie rodziło poważne zagrożenie dla fundamentalnych interesów państwa oraz wobec których nie będzie można zastosować innego, mniej restrykcyjnego środka ochrony. Wykaz podmiotów objętych ochroną określi Rada Ministrów, niewątpliwie jednak na liście znajdą się przedsiębiorstwa z sektorów energetycznego, chemicznego i zbrojeniowego.

Przewidziana nową ustawą procedura kontroli wymagać będzie od inwestora, aby zawiadomił ministra skarbu państwa o planowanym zakupie udziałów w jednej ze strategicznych spółek. Obowiązek ten będzie dotyczył zarówno podmiotów z kapitałem polskim, jak i zagranicznym. Minister będzie mógł sprzeciwić się dokonaniu transakcji, jeśli uzna, że stanowi ona poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa i porządku publicznego. W ocenie planowanych transakcji ministra będzie wspierał powoływany w tym celu Komitet Konsultacyjny. Decyzję ministra inwestor będzie mógł zaskarżyć do sądu.

Ustawa o kontroli niektórych inwestycji rodzi wiele obaw wśród przedsiębiorców, którzy w konieczności przejścia postępowania kontrolnego upatrują istotne ograniczenia i utrudnienia dla działalności spółek. Zwolennicy nowych przepisów przekonują jednak, że współczesny obrót gospodarczy wymaga dodatkowych zabezpieczeń, a podobne regulacje od lat sprawdzają się już w innych państwach Unii Europejskiej.

Leasing już nie wystarczy – firmy szukają nowych form finansowania

Polska gospodarka ma się całkiem nieźle. W I kwartale 2015 r. GUS odnotował wzrost gospodarczy na poziomie 3,6%, według szacunków w całym 2015 r. będzie to 3,8%. Efekty to wzrost konsumpcji, więcej miejsc pracy i większe wydatki na inwestycje. Przedsiębiorstwa będą się rozwijać, będą też poszukiwać finansowania dla swoich projektów. Silna konkurencja i różnorodność rozwiązań dostępnych dla firm w tym zakresie sprawia jednak, że stają się coraz bardziej wybredne. „Zwykła” oferta leasingu czy pożyczki przestaje im wystarczać.

Według wstępnego szacunku GUS, w pierwszym kwartale 2015 r. odnotowano wzrost PKB o 3,6 % (w zeszłym roku było to jedynie 2,5%). Oznacza to, że po zeszłorocznym spowolnieniu, rynek wraca do dobrej formy. Wartość wydatków prorozwojowych była w ubiegłym półroczu o ponad 10 proc. wyższa niż przed rokiem. W niektórych sektorach zwyżki sięgnęły aż kilkudziesięciu procent.

W odpowiedzi na większe zainteresowanie przedsiębiorców inwestycjami i wzrost zapotrzebowana na instrumenty finansowe umożliwiające rozwój, rynek oferuje szeroką paletę rozwiązań w tym zakresie. Firmy mają do dyspozycji kredyty bankowe, programy finansowania z Unii Europejskiej, różne formy leasingu i pożyczek. Żeby zainteresować przedsiębiorcę, zwykła oferta kredytu czy leasingu przestaje jednak wystarczać. Instytucje finansowe szukają więc nowych kompleksowych rozwiązań, które zainteresują polskie firmy.

Do polskich przedsiębiorców ustawia się coraz dłuższa kolejka instytucji oferujących różnorodne formy finansowania – zauważa Marcin Brześciański, manager ds. produktów Raiffeisen Leasing. – Przedsiębiorcy stają się coraz bardziej świadomi możliwości, a tym samym coraz bardziej wymagający, co z kolei wymusza na instytucjach finansujących nowe podejście. Od jakiegoś czasu wojna cenowa przeradza się w  konkurencję w obszarze kompleksowości oferty i jej wielowymiarowości. Widać to bardzo dobrze na przykładzie rynku leasingu, który swój podstawowy produkt wzbogaca o kolejne rozwiązania ułatwiające przedsiębiorcy prowadzenie bieżącej działalności  – ocenia Marcin Brześciański.

Kompleksowość oferty oznacza w tym wypadku rozbudowanie jej o szereg usług dodatkowych, które ułatwiają przedsiębiorcy zachowanie efektywności finansowej firmy. Są to usługi związane z całościowym zarządzaniem flotą lub firmową wartością rezydualną, różne formy najmu maszyn, udogodnienia związane w wykupem (np. wartość końcowa opłacana w ratach), szeroka paleta dodatkowych ubezpieczeń czy wsparcie w zakresie assistance. Niektóre firmy proponują nawet mniej doświadczonym przedsiębiorcom doradztwo w zakresie finansowym. Wszystko to ma na celu przerzucenie jak największej odpowiedzialności z przedsiębiorcy na partnera biznesowego, od finansowania po wymianę opon.

Szerokie możliwości dużych firm leasingowych wynikają z naszej wiedzy o sprzęcie, z długofalowych relacji z dostawcami i umiejętności budowania łańcucha usług dla firm korzystających z dóbr inwestycyjnych – podkreśla Marcin Brześciański. – Obecny kierunek rozwoju skupia się na stworzeniu możliwości konkurowania ofertą finansową z dodatkowymi usługami, które firma leasingowa będzie potrafiła dołączyć do sprzętu.

Firma finansująca inwestycje przestaje być więc postrzegana jako podmiot jedynie dostarczający gotówkę, lecz coraz częściej jako długoterminowy partner w biznesie dla przedsiębiorców inwestujących w swój rozwój. Biorąc pod uwagę obserwowane ostatnio przyspieszenie gospodarcze i optymistyczne prognozy dalszego wzrostu, możemy spodziewać się coraz bogatszej oferty w dziedzinie finansowego wsparcia inwestycji.

Ponad 25 proc. instytucji finansowych objętych nadzorem KNF nadal nie wdrożyło nowych wytycznych dotyczących ładu korporacyjnego

73 proc. spółek sektora finansowego podległych KNF przyjęło „Zasady ładu korporacyjnego dla instytucji nadzorowanych” – wynika z badania przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte. Najwyższym poziomem wdrożenia mogą pochwalić się towarzystwa funduszy inwestycyjnych, banki i domy maklerskie, a najniższym firmy ubezpieczeniowe. Zdaniem ekspertów Deloitte zasady te wpłyną pozytywnie na kulturę korporacyjną w Polsce, ale nadal sprawiają one firmom wiele trudności, a ich wdrożenie może się okazać wieloetapowym i długotrwałym procesem.

Badanie Deloitte objęło 106 polskich instytucji nadzorowanych przez Komisję Nadzoru Finansowego. Wśród nich znalazły się banki, towarzystwa funduszy inwestycyjnych, powszechne towarzystwa emerytalne, domy maklerskie oraz firmy ubezpieczeniowe. Dokument „Zasady ładu korporacyjnego dla instytucji nadzorowanych” ogłoszony został przez KNF 22 lipca 2014 roku. Instytucje nadzorowane miały czas na implementację zasad do 1 stycznia br. Pierwsza ocena stosowania ZŁK przez spółkę powinna zostać dokonana przez jej radę nadzorczą w 2016 roku. „W odróżnieniu od innych obowiązujących polskie spółki kodeksów dobrych praktyk Zasady KNF nie są oddolną inicjatywą rynku, lecz zostały przyjęte przez instytucję nadzoru w formie uchwały. Tym samym znacznie bardziej przypominają regulację prawną niż typowy kodeks dobrych praktyk” – wyjaśnia Dorota Snarska-Kuman, Partner w Sektorze Instytucji Finansowych i Lider Programu Rozwoju Rad Nadzorczych w Deloitte.

O fakcie przyjęcia Zasad ładu korporacyjnego instytucje nadzorowane powinny poinformować na swoich stronach internetowych. Część z nich nie wywiązała się z tego obowiązku, mimo zapowiedzi KNF, że stosowanie zasad będzie brane pod uwagę przy wystawianiu oceny BION. Jej obniżenie może skutkować ograniczeniem możliwości wypłaty dywidendy oraz nasileniem i rozszerzeniem zakresu czynności kontrolnych ze strony Komisji.

Zasady ładu korporacyjnego dla spółek nadzorowanych przyjęło niemal trzy czwarte podmiotów (73 proc.) badanych przez Deloitte – 55 proc. z nich wywiązało się w pełni z obowiązku informacyjnego, a 18 proc. częściowo, zamieszczając na swoich stronach internetowych jedynie zdawkową informację lub przyjmując uchwały w tej sprawie, ale bez opublikowania odpowiedniej informacji na swojej stronie internetowej w łatwo dostępnym miejscu. „Choć wysoki poziom wdrożenia zasad ładu korporacyjnego wśród przebadanych spółek świadczy o tym, że rynek poważnie podchodzi do wytycznych Komisji Nadzoru Finansowego, nadal aż 27 proc. firm objętych badaniem nie zamieściło na swoich stronach internetowych informacji o ich przyjęciu. Powody tego stanu rzeczy mogą być różne. Przykładowo w niektórych firmach nadal nie wystarczająco dobrze działa polityka compliance. W innych przyczyną może być niewystarczający przepływ informacji dotyczących regulacji KNF, a także błędne zrozumienie terminu obowiązku upublicznienia szczegółowej informacji o stosowaniu ZŁK” – wylicza Dorota Snarska-Kuman.

Nowe zasady spotkały się z największym odzewem ze strony towarzystw funduszy inwestycyjnych – wdrożyło je 86 proc. z nich (81 proc. w pełni i 5 proc. częściowo). Z obowiązków implementacji wywiązują się także niemal trzy na cztery badane banki (58 proc. w pełni i 17 proc. częściowo) oraz niemal trzy na cztery domy maklerskie (55 proc. w pełni, a 17 proc. częściowo). Zdecydowanie najgorzej sytuacja wygląda wśród ubezpieczycieli, bowiem zaledwie 29 proc. z nich informuje o realizacji zasad, czyniąc to w sposób zgodny z regułą „comply or explain” i drugie tyle w postaci ogólnikowej deklaracji stosowania. Niestety ponad 42 proc. ubezpieczycieli nadal w żaden sposób nie odniosło się do reguł ustanowionych przez KNF.

Najwyższy poziom implementacji ZŁK wśród TFI, banków oraz domów maklerskich nie zaskakuje. Instytucje te, ze względu na ich strategiczne znaczenie dla rynku, od dłuższego czasu były objęte baczniejszym nadzorem niż inne podmioty rynku finansowego. Zapowiedziane konsekwencje za niestosowanie zasad w postaci obniżonej oceny BION stanowią większą motywację do przyjęcia dobrych praktyk dla banków, domów maklerskich i TFI niż dla ubezpieczycieli lub powszechnych towarzystw emerytalnych. „Warto zwrócić uwagę na fakt, że banki od lat podlegają wyższym rygorom nadzorczym niż pozostałe gałęzie sektora finansowego. Sektor ubezpieczeń lub towarzystwa emerytalne nie były dotąd obiektem aż tak intensywnej kontroli. Brak nawyków w zakresie wdrażania coraz to nowych rekomendacji i wytycznych może być jedną z przyczyn różnic w poziomie implementacji zasad” – wyjaśnia Wiesław Thor, doradca zarządu Deloitte, ekspert w dziedzinie bankowości.

Badanie Deloitte wykazało wyraźne różnice w stopniu implementacji zasad KNF ze względu na formę własności badanej instytucji. Najczęściej nowe wytyczne przyjmowały spółki, których głównym udziałowcem jest Skarb Państwa (92 proc.). Stosowanie zasad deklaruje też 72 proc. spółek należących do międzynarodowych grup kapitałowych i niewiele mniej (68 proc.) spółek w innej formie własności. Należy zaznaczyć, że firmy należące do międzynarodowych grup kapitałowych są w praktyce najczęściej zobowiązane w pierwszej kolejności do przestrzegania zasad ładu korporacyjnego obowiązującego
w krajach spółek-matek. Stopień implementacji zasad jest też o wiele wyższy wśród instytucji, które wywodzą się z sektora finansowego niż wśród spółek należących do koncernów z innych sektorów, dla których aktywność na rynku finansowym jest dodatkową działalnością. Przykładem mogą być małe banki związane z koncernami samochodowymi, których głównym obszarem działalności jest oferowanie finansowania na zakup aut.

Instytucje nadzorowane przez KNF nie muszą przyjmować ZŁK w całości. Jeśli jednak chcą pominąć jakieś zapisy, muszą podać racjonalne wyjaśnienie w myśl charakterystycznej dla kodeksów dobrych praktyk reguły „zastosuj lub wyjaśnij, dlaczego nie stosujesz” (ang. comply or explain). Zdecydowanie najwięcej instytucji rezygnowało ze stosowania §8 pkt. 4, który nakłada na spółki obowiązek zapewnienia możliwości aktywnego udziału akcjonariuszy w walnych zgromadzeniach poprzez kanały elektroniczne (35 proc.). Drugim najczęściej niestosowanym przepisem jest zasada, która dotyczy zapewnienia udziału w radzie nadzorczej odpowiedniej liczby niezależnych członków (29 proc.). Dla badanych instytucji problematyczne okazały się także zapisy dotyczące polityki wynagradzania kadry zarządzającej, członków rady nadzorczej i osób pełniących kluczowe funkcje w spółce, a także przepisy regulujące kwestię wykonywania uprawnień z aktywów nabytych na ryzyko klienta. Z kolei 16 proc. spółek wyłączyło również ze stosowania paragraf nakładający obowiązek prowadzenia posiedzeń rady nadzorczej spółki w języku polskim. „Kiedy skład rady nadzorczej jest mieszany pod względem narodowościowym, powszechne jest stosowanie języka angielskiego podczas posiedzeń. Problem jednak w tym, że często angielski nie jest pierwszym językiem żadnego z uczestników. Dlatego podczas dyskusji na trudne techniczne tematy pomoc tłumacza bywa rozsądnym rozwiązaniem. Poza tym posiedzenia zazwyczaj dotyczą funkcjonowania spółki w polskim otoczeniu prawnym i biznesowym, stąd racjonalne wydaje się prowadzenie dyskusji rady nadzorczej w języku polskim” – uważa Wiesław Thor.

Zdaniem ekspertów Deloitte dziś jest jeszcze za wcześnie, aby jednoznacznie powiedzieć, jaka będzie skuteczność przepisów wprowadzonych przez KNF. Nadrzędnym celem tych zmian jest stworzenie ram, które nakłonią graczy rynku do usprawniania wewnętrznego nadzoru oraz wpłyną na profesjonalizację organów nadzorczych w spółkach i podniesienie stosowanych standardów ładu korporacyjnego „Biorąc pod uwagę mnogość wprowadzonych rozwiązań i tempo ich wdrażania, należy spodziewać się, że dostosowanie się do wszystkich nowych regulacji nie okaże się dla spółek wcale proste. Zwłaszcza, że wprowadzenie niektórych z nich wymaga konsensusu i wewnętrznego przeorganizowania. Zjawisko to należy postrzegać więc jako długotrwały proces, który na dobre zmieni kulturę korporacyjną w Polsce” – podsumowuje Dorota Snarska-Kuman.

Ile firmy produkcyjne wydają na badania?

Innowacyjność coraz bardziej wyznacza poziom konkurencyjności firmy, dlatego do 2016 roku połowa przedsiębiorstw produkcyjnych planuje zwiększyć o jedną czwartą wydatki na pracę nad nowymi technologiami i produktami. Żeby je wdrożyć i pomnożyć swoje przychody, ponad 80 proc. z nich skorzysta z usług zewnętrznych dostawców.

Jak pokazują wyniki najnowszego globalnego badania KPMG, dla 50 proc. firm produkcyjnych strategicznym celem jest innowacyjność. Natomiast blisko jedna trzecia (32 proc.) priorytetowo traktuje wprowadzenie nowych produktów w najbliższych latach, a dla 30 proc. największym wyzwaniem jest poprawienie efektywności działań badawczo-rozwojowych. Ma im to zapewnić silną pozycję na rynku i bycie o krok przed konkurencją. Również w Polsce połowa średnich i dużych przedsiębiorstw przemysłowych uznaje innowacyjność za swój cel strategiczny.

Rośnie wartość B+R

Prawie trzy czwarte przedstawicieli firm produkcyjnych zadeklarowało, że w ciągu najbliższych dwóch lat planuje przeznaczyć co najmniej 4 proc. rocznych przychodów firmy na badania i rozwój oraz pracę nad innowacjami. To wzrost aż o 15 p.p. w porównaniu z ostatnimi dwoma latami.

Wzrost ten widać również w wydatkach polskich firm. Jak podaje PWC w porównaniu z zeszłym rokiem, niemal dwa razy więcej polskich firm przeznaczyło ponad 3 proc. obrotów na badania i rozwój (wzrost z 26,3 proc. do 47 proc.). Duzi przedsiębiorcy wydali w 2014 r. na B+R średnio 6 mln PLN. Połowa firm oczekuje zwiększenia tych wydatków o 25 proc.  już w perspektywie roku lub dwóch lat.

Tendencję tą należy odczytywać jako wynik konsekwentnego wdrażania  przez firmy produkcyjne strategii konkurencyjności, której wyznacznikiem jest teraz innowacyjność przedsiębiorstwa, oraz większej dostępności grantów dofinansujących prace badawczo-rozwojowe. Przykładowo w ramach krajowego programu Inteligentny Rozwój, w których największe szanse mają projekty z obszary B+R, do 2020 roku przedsiębiorcy zostaną zasileni 8,61 mld euro – mówi Łukasz Polak, wiceprezes Beyond.pl, polskiego centrum danych i dostawcy rozwiązań IT dla biznesu.

Dotacje są dostępne zarówno dla małych i średnich firm, jak i dużych przedsiębiorstw. Jednak jak wynika z badania firmy najbardziej liczą na uchwalenie ulgi podatkowej na B + R, które pozwolą im finansować badania wewnętrzne. Polska jest jednym z dwóch krajów UE, które nie wspiera działalności innowacyjnej ulgami podatkowymi.

Liczy się open innovation

Za główny cel działalności B+R firmy produkcyjne stawiają wdrożenie nowych produktów i technologii, które przełożą się bezpośrednio na ich przychody. Żeby ten proces przyspieszyć, coraz więcej przedsiębiorstw nawiązuje współpracę z firmami zewnętrznymi. Jak podaje KMPG ponad 80 proc. przedsiębiorców, zgodnie z zasadą open innovation, czyli otwartego podejścia do zaangażowania innych podmiotów w innowacyjne przedsięwzięcie firmy,  planuje pogłębić współpracę z dostawcami i klientami w zakresie rozwoju innowacji.

Główną motywacją dla przedsiębiorstw wybierających współpracę z inną firmą jest szybkość wdrożenia nowych rozwiązań (25 proc. firm), redukcja kosztów (25 proc.)i dostęp do nowych technologii, jakie daje im firma specjalizująca się w danych usługach (21 proc.).

Firmy produkcyjne, żeby nadążyć za rynkiem, muszą przyspieszyć proces wdrażania nowych technologii. Mogą to osiągnąć, a przy tym uniknąć zbędnych inwestycji np. w infrastrukturę IT, korzystając z know how i rozwiązań zewnętrznych dostawców. Korzyści wynikające z tego modelu – w ramach którego jest m.in. dostępność mocy obliczeniowej dzięki usługom cloud computing czy optymalizacja kosztów jakie zapewnia współpraca z zewnętrznym centrum danych –  docenia coraz więcej przedsiębiorstw. 43 proc. projektów realizowanych w Polsce przez duże firmy w ciągu ostatnich trzech lat była realizowana na zasadzie partnerstwa i dzięki wsparciu takich firm jak nasza – mówi  Łukasz Polak z Beyond.pl

Wyniki badań pokazują wysoką świadomość wśród polskich przedsiębiorców, co do ważności działalności badawczo-rozwojowej i wprowadzania nowych produktów na rynek. Jednak równocześnie aż 65 proc. Prezesów firm wskazuje, że ich obszar B+R nie jest gotowy na odpowiedź na aktualne trendy rynkowe. Szansą na przekucie deklaracji dotyczących rozwoju innowacji w konkretne działania, może być zachęta ze strony państwa w postaci ulgi podatkowej. Czy przedsiębiorcy doczekają się jej w najbliższym czasie?

Piotr Janiuk dołączył do grona partnerów kancelarii Galt

Piotr Janiuk jest radcą prawnym. Posiada licencję pośrednika w obrocie nieruchomościami. Jest absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Wrocławskiego. Był także słuchaczem studiów podyplomowych w zakresie fuzji i przejęć w Szkole Głównej Handlowej. Przed dołączeniem do zespołu Galt współpracował z kancelarią Siemiątkowski & Davies.
Piotr Janiuk jest radcą prawnym. Posiada licencję pośrednika w obrocie nieruchomościami. Jest absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Wrocławskiego. Był także słuchaczem studiów podyplomowych w zakresie fuzji i przejęć w Szkole Głównej Handlowej. Przed dołączeniem do zespołu Galt współpracował z kancelarią Siemiątkowski & Davies.

Z początkiem września br. Piotr Janiuk dołączył do grona partnerów kancelarii Galt. W zespole prawnym kancelarii pracuje od 2011 roku.

Piotr Janiuk specjalizuje się w kompleksowej obsłudze prawnej rynku nieruchomości, z którym związany jest od ponad 10 lat. Posiada doświadczenie w pracy na rzecz międzynarodowych inwestorów oraz deweloperów realizujących centra handlowe, budynki biurowe i centra logistyczne w Polsce. Brał udział w procesach due dilligence, przygotowaniu i negocjowaniu umów nabycia, sprzedaży i finansowania nieruchomości oraz sporządzaniu i negocjowaniu umów najmu oraz innych związanych z zarządzaniem i wynajmem nieruchomości komercyjnych.

W ostatnich latach uczestniczył m.in. w obsłudze prawnej komercjalizacji i sprzedaży budynku biurowego Le Palais, komercjalizacji centrów handlowych Poznań City Center, DH Supersam i DH Renoma. Obecnie zaangażowany jest m.in. w obsługę prawną komercjalizacji Centrum Handlowo-Biurowego „Koszyki” oraz biurowca Spektrum Tower.

BVT S.A. nabywa kolejne pakiety wierzytelności

BVT S.A., Spółka zajmująca się windykacją pakietów wierzytelności masowych, dokona zakupu pakietów wierzytelności polskiego operatora telekomunikacyjnego o łącznej wartości nominalnej sięgającej blisko 3,22 mln zł. Emitent przygotowuje się również do debiutu na rynku NewConnect.

Spółka otrzymała informację o przyjęciu złożonych przez nią ofert na zakup pakietów wierzytelności polskiego operatora telekomunikacyjnego. W ich skład wchodzi portfel spraw sądowych (usługi mobilne) o łącznej wartości nominalnej na poziomie 2.509.553,13 zł oraz portfel klientów biznesowych (usługi stacjonarne) o łącznej wartości nominalnej wynoszącej 709.889,68 zł. Będzie to tym samym pierwszy zakup pakietów wierzytelności w branży telekomunikacyjnej dokonany przez BVT S.A., co jest zgodne z przyjętą Strategią Rozwoju Emitenta na najbliższe lata, która zakłada nabywanie pakietów wierzytelności w nowych branżach.

Zakup pakietu wierzytelności z rynku telekomunikacyjnego jest jednym z kroków, które Zarząd Spółki miał w planach od samego początku tworzenia wizji jej rozwoju. Po ugruntowaniu schematu działań windykacji pakietów pochodzących z sektora transportu kolejowego nadszedł czas na dywersyfikację portfela posiadanych wierzytelności pod względem branżowym. Mamy ma na celu poszerzenie wolumenu posiadanych wierzytelności o kolejne branże usług masowych, takie jak usługi związane z obsługą ludności oraz wierzytelności gospodarcze i wreszcie, co jest nadrzędnym celem Spółki, wejście na rynek wierzytelności bankowych. Swego rodzaju „wielozadaniowość” pozwoli nam na uzyskanie pozycji konkurencyjnej na rynku należności jako takim. Oczekujemy, że ugruntowanie naszej pozycji na kilku obszarach branżowych przełoży się na wzrost przychodów przy optymalizacji kosztów, która już obecnie jest stosowana.” – komentuje Katarzyna Szuba, Prezes Zarządu Spółki BVT S.A.

W lipcu Spółka dokonała także zakupu pakietu 4.834 sztuk wierzytelności o łącznej wartości nominalnej sięgającej ponad 486 tys. zł. BVT S.A. posiada obecnie 245 tys. szt. wierzytelności, których łączna wartość nominalna przekracza 86 mln zł. Prowadzenie efektywnej windykacji tych pakietów pozwoli Emitentowi wypracowywać stabilne wyniki finansowe w kolejnych kwartałach.

„Nabyty portfel wierzytelności jest kolejnym pochodzącym z obszaru transportu masowego ludności. Posiadamy sprawdzone struktury organizacyjne oraz schemat działania, który pozwala nam już na etapie składania oferty przetargowej w sposób realny ocenić jakość pakietu oraz koszty i obciążenia związane z jego nabyciem, a także ze ściągalnością. Takie podejście sprawia, że każdy następny pakiet z tej branży jest swego rodzaju „buforem” pozwalającym Spółce na wzrost przychodów przy optymalnym  zaangażowaniu kosztowym, co tym samym minimalizuje ryzyko związane z rentownością nabywanych wierzytelności.” – podsumowuje Szuba.

BVT S.A. złożyło w sierpniu br. ponownie wniosek do GPW w Warszawie o wprowadzenie jej akcji do obrotu na rynku NewConnect, przeprowadzając miesiąc wcześniej split akcji w stosunku 1:50. Z oferty prywatnej akcji serii C Spółka pozyskała 800 tys. zł, które przeznaczyła m.in. na nabywanie kolejnych pakietów wierzytelności oraz obsługę już wcześniej zakupionych, co przełożyło się na istotną poprawę wyników finansowych. W 2 kw. br. Emitent osiągnął 608 tys. zł zysku netto przy przychodach wynoszących 1.674 tys. zł. Całe pierwsze półrocze 2015 r. Spółka zakończyła zyskiem netto wynoszącym 1.177 tys. zł oraz sprzedażą na poziomie 3.335 tys. zł.

BVT S.A. specjalizuje się w nabywaniu i obsłudze pakietów wierzytelności masowych o dużej dywersyfikacji dłużników, a ich zlokalizowanie obejmuje swoim zasięgiem teren całego kraju. Nabyte przez Spółkę pakiety wierzytelności zlecane są do windykacji firmie prowadzącej działalność w tym zakresie. Emitent specjalizuje się obecnie w obsłudze wierzytelności związanych z przedsiębiorstwami z branży transportu kolejowego.

Głównym akcjonariuszem BVT S.A. jest notowana na rynku NewConnect Spółka Kupiec S.A., która posiada akcje stanowiące 45,12% udziału w kapitale zakładowym oraz 46,12% udziału w ogólnej liczbie głosów na WZA. Rolę Autoryzowanego Doradcy dla BVT S.A. pełni Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A. Natomiast Doradcą Finansowym i jednym z akcjonariuszy Spółki jest ABS Investment S.A. BVT S.A. zakończyło 2014 r. zyskiem netto w wysokości 822 tys. zł oraz przychodami na poziomie 2.536 tys. zł. Akcjonariusze Spółki otrzymali również dywidendę z zysku wypracowanego w 2014 r. w łącznej kwocie 532 tys. zł, co stanowiło blisko 65% całego osiągniętego zysku.

Dlaczego Rezerwa Federalna w Stanach Zjednoczonych pozostawia stopy procentowe na niezmienionym poziomie?

Enrique Diaz - Dyrektor ds. Oceny Ryzyka Ebury
Enrique Diaz – Dyrektor ds. Oceny Ryzyka Ebury

Solidny wzrost gospodarczy, poprawiająca się sytuacja na amerykańskim rynku pracy oraz malejące bezrobocie sygnalizowały, że czas zakończyć łagodną, wprowadzoną w czasie kryzysu finansowego politykę pieniężną w Stanach. Fed jednak zadecydował inaczej.

Decyzja

Zdania analityków i ekonomistów były w większości podzielone co do prognozy decyzji Fed-u w kwestii pierwszej od dziewięciu lat podwyżki stóp procentowych. Ostatecznie, Rezerwa Federalna pozostawiła stopy na niezmienionym poziomie 0.25% i jedynie jeden członek Komisji ds. Otwartego Rynku zagłosował za podniesieniem głównej stopy w tym miesiącu.

Bez niespodzianek, dolar odnotował znaczny spadek tuż po ogłoszeniu decyzji przez Janet Yellen, tracąc 1% na wartości względem euro, oraz 0.7% względem brytyjskiego funta, powodując tym samym wzmocnienie walut gospodarek wschodzących w stosunku do amerykańskiego pieniądza.

Solidny wzrost gospodarczy to nie wszystko

Komentarz Janet Yellen uzasadniający decyzję Rezerwy Federalnej, był raczej ‘gołębi’. Yellen podkreśliła, iż amerykańska gospodarka odnotowuje spore ozdrowienie i osiąga zadowalające wyniki, jednak zagrożenia napływające z zagranicy wywołują obawy FED-u.
Uwaga Rezerwy jest teraz zwrócona ku kondycji giełd światowych (co historycznie nie miało większego wpływu na decyzję Komitetu) oraz kolejnych odczytów napływających z amerykańskiego rynku pracy, a także ku danym dotyczącym poziomu inflacji który nadal nie osiąga satysfakcjonującego wyniku.

Kiedy podwyżka?

Słynny wykres Rezerwy, pokazujący oczekiwania członków Komisji co do planowej podwyżki stóp, nadal wskazuje na to, iż większość amerykańskich decydentów przewiduje podwyżkę jeszcze w 2015 roku.

Biorąc pod uwagę powyższe dane, a także fakt iż Yellen dała do zrozumienia podczas wczorajszej konferencji że podwyżka jest nadal możliwa nawet w październiku, uważamy że istnieje 50% szans iż stopy procentowe zostaną podniesione w Stanach w najbliższym miesiącu lub w grudniu. Ta prognoza bazuje jednak na założeniach, iż w międzyczasie nie doświadczymy negatywnych niespodzianek na rynkach światowych.

Zarówno podwyżka w październiku lub grudniu umocni amerykańskiego pieniądza praktycznie do wszystkich pozostałych walut w 2016 roku.

Najpewniej nadal będziemy doświadczać rozbieżności pomiędzy polityką pieniężną w Stanach i strefie euro, co będzie powodować osłabienie euro w stosunku do dolara oraz umocnienie dolara względem brytyjskiego funta.

Globalne spowolnienie powoli staje się faktem

?ukasz Bugaj, analityk DM BO?
?ukasz Bugaj, analityk DM BO?

W ostatnim czasie inwestycyjne oczy świata zwrócone są na Chiny a słabnąca kondycja gospodarcza tego państwa obwiniana jest za potężne spadki oraz wzrost zmienność na rynkach finansowych. Wydaje się jednak, że to jedynie część prawdy, co dość dobrze zobrazował pierwszy dzień miesiąca, który tradycyjnie przyniósł serię publikacji przemysłowych wskaźników PMI dla głównych gospodarek świata. Owszem, najsłabiej wypadły Chiny, gdzie oficjalne wskazanie indeksu spadło do najniższego poziomu od trzech lat, a to podawane przez Caixin/Markit wypadło najniżej od pamiętnego marca 2009 roku. Nie było to jednak żadnym zaskoczeniem, gdyż już wcześniej dane wstępne pokazywały nawet gorszy obraz chińskiego przemysłu. Jedyne co mogło budzić większy niepokój, to zaskakująco słaba postawa usługowego indeksu, który w wersji podawanej przez Markit wyraźnie zniżkował z 53,8 pkt. do ledwo 51,5 pkt. To niekorzystana wiadomość, gdyż oczekiwana zmiana modelu chińskiego wzrostu z przemysłowego na usługowy może łapać zadyszkę, choć niektórzy próbują tłumaczyć słabszy odczyt czynnikami jednorazowymi, szczególnie że oficjalny indeks podobnego spowolnienia nie doświadczył. Odpowiedź na tę zagadkę poznamy dopiero po analizie kolejnych danych. Z cyklicznym spowolnieniem wzrostu w Chinach jednak nie można dyskutować i nie jest to twierdzenie szczególnie nowe, gdyż zadyszka Państwa Środka postępuje już mniej więcej od roku. Dotychczas jednak nie wywoływała ona większych perturbacji i najbardziej odczuwana była w azjatyckich krajach najsilniej powiązanych gospodarczo z Chinami. Teraz sytuacja nieco się zmieniła, gdyż spowolnienie zaczynamy obserwować również w dalszych geograficznie obszarach, takich jak Europa czy USA. Przeczy to nieco rynkowemu konsensusowi, który ten rok rozpoczynał z wizją przyspieszenia globalnego wzrostu w drugiej połowie roku. Teraz takie oczekiwania można uznać za nieaktualne i przyczynią się do tego nie tylko Chiny. Właśnie ta wizja „rozprzestrzeniającego się spowolnienia” najbardziej martwi inwestorów i dlatego rynki akcyjne pierwszego dnia września nie mogły zaliczyć do udanych.

Spójrzmy na konkretne dane zaczynając od Azji, która najbardziej dotknięta została chińskim spowolnieniem. Otóż w Indonezji indeks PMI jedenasty miesiąc z rzędu wypadł poniżej granicznego poziomu, a w Korei Południowej zrobił to po raz szósty. Zresztą bardzo słabe okazały się dane o koreańskim eksporcie, który w sierpniu zniżkował aż o 14,7% względem poprzedniego roku. W przypadku Tajwanu indeks PMI okazał się najsłabszy od prawie trzech lat, a w dotychczas odpornych Indiach też zanotowano spadek względem lipca. W Europie na poziomie przemysłowego indeksu PMI dla całej strefy euro na pierwszy rzut oka nic szczególnego się nie wydarzyło. Spadek z 52,4 pkt. do 52,3 pkt. był kosmetyką. Inaczej sytuacja wygląda po bliższym przyjrzeniu się tym danym. Otóż dobre zachowanie wspomnianego wskaźnika wynikało z zaskakująco silnego odczytu z Niemiec, co pozostaje jak na razie nierozwiązaną zagadką w kontekście znaczenia eksportu z tego kraju do Chin. Kondycja innych krajów już nie wypadła tak dobrze. Najsilniejszy dotychczas przemysł irlandzki osłabł ze spadkiem indeksu z 56,7 pkt. do półtorarocznego minimum na poziomie 53,6 pkt. Podobnie we Włoszech zaobserwowano spadek z 55,3 pkt. do 53,8 pkt. Trzeci miesiąc z rzędu zniżkował też indeks przemysłowy dla Hiszpanii (do prawie rocznego minimum na wysokości 53,2 pkt. z 53,6 pkt. poprzednio). Nieco słabiej od prognoz wypadła również publikacja z Wielkiej Brytanii, a amerykański indeks ISM zniżkował do ponad dwuletniego minimum. Zresztą dane z USA były jednym z większych negatywnych zaskoczeń, gdzie subkomponent nowych zamówień spadł aż o 4,8 pkt. do 51,7 pkt. Cały czas słabo prezentował się też eksport ze wskazaniem na poziomie 46,5 pkt.  

Z pewnością nie można mówić, że dane w większości były fatalne, ale ich wydźwięk dość dobrze wskazał, że globalny przemysł – mimo wciąż obserwowanego i dalej spodziewanego wzrostu – złapał pewną zadyszką. Z jednej strony sektor ten w rozwiniętym świecie stanowi niewielką część aktywności gospodarczej i niekoniecznie musi bezpośrednio przekładać się na dane o PKB. Z drugiej jednak strony, historycznie rzecz biorąc, przemysł reagował najszybciej na wszelkie oznaki spowolnienia, a sektor usług, mimo początkowej odporności, później w mniejszym lub większym stopniu szedł jego śladem. Sama odporność usług została na chwilę obecną potwierdzona publikacjami wskaźników PMI dla tego sektora, które generalnie pokazały się od dobrej strony, zarówno w Europie jak i USA. W przypadku całej strefy euro wskaźnik usługowy wypadł nawet nieco lepiej od odczytu wstępnego i z poziomem 54,4 pkt. wskazywał na przyspieszenie względem poprzedniego miesiąca i powrócił do czteroletniego maksimum z czerwca. Tego typu dane przeczą kasandrycznym wizjom, ale jednocześnie potwierdzają historyczną normę, że to nie w usługach widać pierwsze oznaki możliwych problemów.     

Co to wszystko oznacza? Po pierwsze, kwestia spowolnienia nie dotyczy już tylko Chin, ale poprzez powiązania handlowe rozlewa się na całym świat i właśnie dlatego rynki reagują w tak nerwowy sposób. Po prostu potwierdziły się obawy, że problem Państwa Środka nie pozostanie odizolowanym od reszty świata. Po drugie, o recesji ma miarę tej z 2008 roku jak na razie nie ma mowy. Świat musi się dostosować do cyklicznego spowolnienia w Chinach, które najprawdopodobniej trwać będzie nadal. Nie musi to jednak oznaczać strukturalnych problemów i definitywny koniec hossy rozpoczętej w 2009 roku. Chińczycy dalej będą chętnie kupowali europejskie samochody i towary z wyższej półki, tyle że w nieco mniejszych ilościach niż się tego spodziewano. W tym kontekście już rozpoczął się proces redukcji oczekiwań co do przyszłej dynamiki wzrostu. Przykładowo Morgan Stanley obniżył swoją prognozę przyszłorocznego wzrostu strefy euro z 2,2% do 1,9%. To samo uczynił Europejski Bank Centralny zarówno dla obecnego roku, jak i dwóch kolejnych. Wczoraj w odniesieniu do 2016 i 2017 roku podobnie zachowała się Rezerwa Federalna w przypadku do gospodarki USA. Nie pozostanie to bez wpływu na Polskę, gdzie wzrost PKB rzędu 4% wydaje się już poza zasięgiem krajowej gospodarki, szczególnie jeżeli spojrzymy na strukturę sierpniowych subindeksów krajowego wskaźnika PMI, który zaskoczył negatywnie zapewne nie tylko z powodu upałów i ograniczeń w dostawie prądu. O katastrofie nie ma jednak mowy, ale o powoli stającym się faktem globalnym spowolnieniu już tak. Wiele jednak wskazuje na to, że tym razem Europa lepiej sobie podczas niego poradzi niż w trakcie poprzedniej gospodarczej zawieruchy z 2012 roku, która nieszczęśliwie zbiegła się z europejskim kryzysem zadłużeniowym.  Teraz epicentrum problemów jest gdzie indziej i dotyczy głównie Azji z Chinami na czele. 

FED zgodnie z przewidywaniami podjął decyzję o utrzymaniu stóp procentowych

Krzysztof Pawlak - dealer walutowy Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Krzysztof Pawlak – dealer walutowy Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Rezerwa Federalna zgodnie z przewidywaniami utrzymała stopy procentowe na dotychczasowym poziomie w przedziale 0-0,25%. Inwestorzy oczekują podwyżki stóp w grudniu bądź dopiero w przyszłym roku. EUR/USD w okolicach 1,14. Polski złoty zyskał do dolara.

Ostatni raz Fed podniósł stopy w czerwcu 2006 roku, od tego czasu utrzymują się one na poziomach bliskich zeru. Przeciwko utrzymaniu na obecnym poziomie stóp procentowych głosował tylko jeden członek Fed, więc można powiedzieć, że decyzja została podjęta prawie jednomyślnie. Ekonomiści byli przed samą decyzją podzieleni, połowa oczekiwała zmiany polityki monetarnej USA. Jednak decyzja Rezerwy Federalnej była przesądzona, przy obecnych zawirowaniach na rynkach światowych szczególnie w Chinach, decyzja mogła być tylko jedna, czekać i zobaczyć co będzie dalej.

Oczywiście pojawiły się kluczowe zdania z lipcowego posiedzenia, między innymi to, że stopy procentowe ulegną zmianie, gdy poprawi się sytuacja na rynku pracy, a także inflacja wróci do 2% celu w średnim terminie. We wczorajszym komunikacie nie pojawiła się żadna przesłanka mówiąca o tym, że Fed ma zamiar wkrótce podnieść stopy procentowe. Amerykański bank centralny od lat prowadzi luźną politykę, a większość sądzi, że to główna, o ile nie jedyna droga tzw. pobudzania gospodarki, nie jest więc takie pewne czy Fed będzie chciał się tak szybko od tego oderwać.

A wręcz przeciwnie, Rezerwa Federalna obawia się ograniczenia aktywności ekonomicznej na świecie, a tym samym obawia się o kondycję światowej gospodarki, co z pewnością wywrze presję na spadek inflacji, w efekcie może oczekiwać zmiany polityki monetarnej dopiero w grudniu, a być może dopiero w przyszłym roku. Fed z pewnością nie musi się spieszyć z decyzją, a sam termin rozpoczęcia podwyżek nie jest tak ważny. Janet Yellen zwraca uwagę na ścieżkę wzrostu stóp procentowych.

Po samej decyzji, i późniejszym komunikacie, dolar tracił do głównych walut. Na głównej parze walutowej świata przekroczyliśmy poziom 1,14 i poziom ten utrzymuje się obecnie. W konsekwencji zyskał i polski złoty, który umocnił się do dolara o 4 grosze, kurs USD/PLN spadł poniżej 3,68. EUR/PLN pozostał stabilny i oscyluje w okolicach 4,20. Z jednej strony brak podwyżki stóp procentowych zachęca do inwestowania w złotówkę, czyli jedno z aktywów rynków wschodzących. Z drugiej strony jednak wzrost na parze EUR/USD oznacza wzrost wartości euro co hamuje umocnienie się polskiej waluty. Trudno więc spodziewać silnych ruchów w jedną bądź drugą stronę w najbliższych dniach.

Dzisiejszy kalendarz makroekonomiczny jest niemal pusty. W takiej sytuacji inwestorzy będą dyskontować jeszcze wczorajsze posiedzenie Fed. Gdyby ruch wzrostowy na parze EUR/USD był kontynuowany jest szansa na dalsze umocnienie polskiego złotego, szczególnie na USD/PLN i CHF/PLN.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Nowy Styl chce przejąć firmy z Europy Zachodniej. Ma to umożliwić spółce wejście na tamtejsze rynki

0

CEO Magazyn Polska

Na polskim rynku biurowym panuje spore ożywienie, które poprawia wyniki firm dostarczających towary i usługi dla tego segmentu. Grupa Nowy Styl oczekuje w tym roku dwucyfrowego wzrostu i zapowiada inwestycje. W planach ma m.in. kupno firm zagranicznych, które otworzą dla spółki nowe rynki europejskie.

Najważniejszym rynkiem dla polskiej spółki są dziś jednak rynki niemieckojęzyczne. Tam sprzedaż mebli biurowych jest największa, tam też Nowy Styl poczynił ostatnie inwestycje.

– Rynek niemiecki dla nas jest największym rynkiem, który reprezentuje trzydzieści parę procent naszej globalnej sprzedaży – podkreśla podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Adam Krzanowski, prezes zarządu grupy Nowy Styl. – W tym roku myślę, że około 90 mln euro przyniesie nam rynek niemiecki i to jest dla nas bardzo ważny, duży rynek. Do tego dochodzi przejęcie, którego dokonaliśmy dosłownie miesiąc temu w Szwajcarii, rynek szwajcarski stanie się dla nas kolejnym znaczącym rynkiem, w który będziemy chcieli inwestować. Tamta firma to jest poziom 30 mln euro sprzedaży, planujemy zrealizować duże wzrosty. Bardzo ważnymi rynkami dla nas są tak samo rynek francuski, krajów Beneluksu i rynek angielski. Na nich się głównie koncentrujemy.

Obecnie rynek polski nie jest już najważniejszym rynkiem dla spółki, aczkolwiek jest jednym z najbardziej znaczących rynków, gdzie firma realizuje około 19 proc. swej sprzedaży globalnej. Dodatkowo, o ile na Zachodzie sytuacja na rynku jest stabilna, o tyle rozwój rynku w kraju Grupa Nowy Styl obserwuje z optymizmem.  

– Jako firma, która wyposaża biura w meble i organizuje powierzchnię biurową, mamy bardzo dużo projektów mówi Adam Krzanowski. Wydaje się, że dużo firm inwestuje w Polsce, otwiera nowe powierzchnie, na razie patrzymy optymistycznie na rynek polski. W perspektywie Europy konsumpcja w naszej branży jest dość stabilna. Po wielkim kryzysie w 2004 roku i w latach 2008-2009 nastąpił powolny wzrost rynku, choć nadal jest dużo mniejszy niż był przed 2008 rokiem. Natomiast my, dlatego że sobie bardzo dobrze radzimy, jesteśmy jedną chyba z najlepszych firm dzisiaj na tym rynku, rośniemy dwucyfrowo. Nasze wzrosty są rzędu 20 proc., czyli zdobywamy rynek europejski.

Przed rokiem spółka uruchomiła w Warzycach koło Jasła swą najnowszą fabrykę produkującą meble biurowe. Projekt rozpoczęty w 2009 roku realizowany był w ramach programu operacyjnego Innowacyjna Gospodarka. Wartość inwestycji przekroczyła 109 mln zł, z czego 40 mln pochodziło z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. Obecnie Grupa Nowy Styl nie ma dużych planów inwestowania w produkcję. Zupełnie inną sprawą są akwizycje.

– Prowadzimy przez cały czas dużo rozmów, czyli raczej staramy się znać ze wszystkimi konkurencyjnymi firmami. Sytuacja jest dla nas dość korzystna, z tego powodu, że większość naszych konkurentów w Europie Zachodniej są to firmy rodzinne, nie są to wielkie firmy. To są przeważnie firmy o przychodach od kilkudziesięciu może do 100 mln euro – informuje prezes zarządu Grupy Nowy Styl. – W tych firmach rodzinnych w Europie Zachodniej dzisiaj bardzo często pierwsze pokolenie, które tworzyło te firmy w latach 50. i 60., to dziś ludzie, którzy mają po 70 lat. W bardzo wielu przypadkach rodzina nie przejęła zarządzania, w związku z tym im się kończy koncepcja na to, jak działać, i szukają jakichś firm, które mogą ich przejąć. To oznacza, że jest dobry klimat dla nas.

W sierpniu Grupa Nowy Styl przejęła Sitag AG, szwajcarskiego producenta krzeseł i mebli biurowych – firmę z własną siecią sprzedaży i fabryką. Była to już trzecia akwizycja polskiej spółki w ciągu ostatnich czterech lat i zapewne nie ostatnia.

– Dla nas teraz już tak naprawdę najważniejszymi obszarami inwestycji są akwizycje, czyli przejęcia – deklaruje prezes Adam Krzanowski z Grupy Nowy Styl. – Głównie w Europie Zachodniej, dlatego że oprócz tego, że rośniemy normalnie sami poprzez organiczną działalność, to jednak na niektóre z tych rynków nie jest tak łatwo wejść i żeby zdobyć pozycję jednego z większych graczy, trzeba po prostu kogoś przejąć. To są nasze największe wydatki, które planujemy w następnych latach. 

MAVIT wstrzymuje się z inwestycjami z powodu niestabilnych przepisów

CEO Magazyn Polska

Medyczna spółka MAVIT mimo wysokich zysków boi się inwestować. Powodem są niestabilne przepisy. Spółka, choć ocenia, że rynek rozwija się bardzo dynamicznie, to ostrożnie podchodzi do propozycji przejęcia kolejnych szpitali lub klinik. Nie wyklucza ich całkowicie, ale warunkiem zakupu musiałyby być aktualne i wysokie kontrakty z Narodowym Funduszem Zdrowia.

MAVIT działa w Warszawie i Katowicach. Na rynku funkcjonuje od ponad 15 lat. Szpitale i lecznice spółki mają doświadczenie w zakresie okulistyki, laryngologii oraz chirurgii szczękowo-twarzowej.

– Mamy dwa szpitale i specjalistyczny ośrodek okulistyczny, który rozwijamy w Warszawie, ale nie myślimy o żadnej ekspansji – podkreślał podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy-Zdroju w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Andrzej Mądrala, prezes zarządu Centrum Medycznego MAVIT. – Przychodzą do mnie koledzy z różnymi propozycjami, najczęściej pytają o to, czy nie jestem zainteresowany jakąś nieruchomością w mieście X, Y? Moja odpowiedź jest jednoznaczna: tylko wtedy, jeżeli ta jednostka szpitalna, ten ośrodek ma kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia i to dość pokaźny kontrakt, który może pozwalać na normalną egzystencję. W innym przypadku nie jesteśmy zainteresowani.

W Polsce mimo teoretycznie bezpłatnej służby zdrowia zainteresowanie pacjentów płatnym leczeniem jest spore. Jak podaje GUS, 40 proc. Polaków korzysta z płatnych konsultacji lub leczenia. Z badań firmy PMR wynika, że w 2013 roku pacjenci wydali na ten cel ponad 35 mld zł, a w przyszłym roku kwota ta może wzrosnąć do 40 mld zł. Z kolei z raportu „Diagnoza społeczna 2013”, przygotowanego przez MPiPS wynika, że ponad połowa społeczeństwa korzysta z prywatnej opieki, najczęściej równolegle z opieką finansowaną z NFZ. Mimo to firmy takie jak MAVIT boja się inwestycji.

– W Katowicach jest duży szpital, właśnie mieliśmy audyt Centrum Monitorowania Jakości z Krakowa, otrzymaliśmy bardzo wysokie oceny i wkrótce, mam nadzieję, otrzymamy odpowiedni certyfikat ministra zdrowia opowiada Andrzej Mądrala. – Jest to bardzo dobry szpital, mamy tam trzy zakresy działalności: laryngologię dzieci i dorosłych, okulistykę dzieci, dorosłych i chirurgię szczękowo-twarzową. Niestety, ten szpital jest już na granicy przyjmowania pacjentów, mamy ogromne zainteresowanie, również pacjentów komercyjnych. Ale też nie jesteśmy gotowi na to, by go rozbudowywać, chociaż mamy plany, bowiem boimy się, co przyniesie kolejny dzień, kolejny miesiąc.

Jak tłumaczy prezes zarządu Centrum Medycznego MAVIT, przepisy dotyczące służby zdrowia są w Polsce zbyt niestabilne, zmieniają się za często, by podejmować ryzyko dużych inwestycji.

– Nasza sytuacja jest dobra, stabilna, cały czas mamy dobrą sytuację finansową, przychody znacznie przewyższające nasze wydatki, ale kolejne inwestycje, które chcieliśmy popełnić, zostały zatrzymane, bowiem trudno przewidzieć, co będzie za 2-3 miesiące czy za pół roku. Czekamy na stabilizację, wtedy będą podejmowane kolejne decyzje.

Unijna reforma systemu handlu emisjami wyzwaniem dla Polski. Wymusi inwestycje w OZE

CEO Magazyn Polska

Zmniejszenie emisji dwutlenku węgla i zwiększenie udziału energii ze źródeł odnawialnych do ponad jednej czwartej – takie sugestie znajdują się w propozycji Komisji Europejskiej dotyczącej reformy unijnego Systemu Handlu Emisjami (ETS). Mimo pozornie dobrych rozwiązań plan jest dużym wyzwaniem dla Polski, bo ceny emisji będą rosły, a inwestycje są kosztowne. Propozycje po zmianach Parlamentu Europejskiego czekają na decyzje Rady UE.

Reguły są jasne. Europa dalej idzie w ograniczenia emisji dwutlenku węgla i nawet ostrzej niż w obecnej dekadzie. Mówi się wyraźnie, że w stosunku do 2005 roku nasza emisja dwutlenku węgla w energetyce ma spaść o 43 proc. – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor prof. Konrad Świrski, ekspert ds. energetyki i IT, prezes zarządu Transition Technologies.

Zmiany mają doprowadzić w całej UE do redukcji emisji do 2030 r. o 40 proc. (nawet 43 proc.) i realnie odnoszą się do poziomów emisji z 2005 roku, a nie jak Protokół z Kioto do 1990 roku (Polska 1988). Jak podkreśla prof. Świrski, tych kilka liczb pokazuje, jak bizantyjskie i skomplikowane są obecne regulacje. Zwraca też uwagę na to, że zmiany będą wprowadzane bardzo szybko. Jeśli cała propozycja zostanie szybko przyjęta przez kraje członkowskie, to już w 2021 r. mogą zacząć obowiązywać nowe zasady. Dodatkowo należy zwrócić uwagę na tzw. MSR – Market Stabilization Reserve, czyli mechanizm zwiększania cen pozwoleń. W energetyce nowe zasady zaczną obowiązywać tam, gdzie inwestycje są kosztowne i długotrwałe, nieco ponad 5 lat to bardzo krótki czas.

Prof. Świrski przyznaje jednak, że Polska nie ma wyboru. Z uwagi na nasz model produkcji energii, oparty w przeważającej większości o technologie węglowe, każde unijne prawo wymagające redukcji dwutlenku węgla w energetyce jest dla nas obciążeniem.

Niestety, trzeba się zmierzyć z samym problemem. Trudno powiedzieć, że jest jakaś optymalna strategia i można łatwo wszystkie cele osiągnąć. Może to być albo złe wyjście, albo jeszcze gorsze wyjście. Próbując w jakikolwiek sposób dopasować przyszły miks energetyczny w Polsce, czyli zmniejszyć emisję dwutlenku węgla, musimy mówić o ograniczeniu elektrowni węglowych – podkreśla prof. Świrski.

Teoretycznie zachowane są mechanizmy pomocowe dla niektórych krajów z największymi problemami. Najbiedniejsze kraje UE, w tym Polska, dostaną jeszcze więcej darmowych uprawnień. Służ temu specjalny mechanizm 40 proc. puli przydzielanej bez opłat, ale w obecnej formie systemu ETS niekoniecznie bezwarunkowo i dla wszystkich. Proponowane jest, aby te teoretycznie w pełni darmowe uprawnienia przydzielać na aukcjach – wygrają np. elektrownie, które będą dywersyfikowały miks energetyczny i wykazywały inwestycje niskoemisyjne o wartości odpowiadającej cenie tych pozwoleń.

Mówi się, że ta nowa dekada nie będzie tak groźna dla Polski, bo dostaniemy 40 proc. darmowych uprawnień. Ale tylko pod warunkiem, że wykażemy ekwiwalentnie taką samą wartość inwestycji w energetyce. To nie jest tak, że wybudujemy kolejną elektrownię węglową, tylko inwestycje w energetyce znowu muszą być zgodne z polityką Unii. Dostaniemy darmowe pozwolenia, ale musimy inwestować w energetykę odnawialną albo niskoemisyjną – tłumaczy ekspert.

Prof. Świrski zwraca uwagę na to, że trudno przewidzieć, jak dużym obciążeniem będzie reforma handlu emisjami, ale cena uprawnień na pewno będzie rosła.

Dzisiaj ceny są niskie. Kosztowały 6 do 7 euro za podstawowy certyfikat, potem wzrosły nieznacznie do poziomu 8 euro. Najbardziej niepokojące dla polskiej gospodarki jest to, co się stanie po 2020 roku. Prognozowana cena to minimum 25 euro za tonę, a może nawet 30 czy 50 euro, a więc co najmniej cztery razy wzrosną opłaty emisyjne – prognozuje prof. Świrski.

Dodaje, że na wzrost cen może też wpływać UE. Choć formalnie koszt uprawnień wyznacza rynek, to poprzez mechanizm MSR UE może wycofać z rynku część uprawnień. Redukcja podaży na pewno wpłynie na zwiększenie ceny pozostałych, a w samych założeniach MSR wcale nie kryje się tego celu. Mechanizm miał działać od 2021, ale już został, pomimo sprzeciwów Polski, przegłosowany do uruchomienia wcześniej, bo już w 2019 roku. Zdaniem profesora oznacza to duże zagrożenie dla cen pozwoleń na emisję dwutlenku węgla, które mogą być windowane bardzo wysoko.

2 proc. wpływów ze sprzedaży uprawnień ma trafiać do specjalnego Funduszu Modernizacyjnego, z którego można finansować inwestycje energetyczne. Trudno przewidzieć jego budżet, ale przy prognozowanym wzroście cen uprawnień mowa o miliardach złotych. Ponad 43 proc. tych środków trafi do Polski na inwestycje. Prof. Świrski przestrzega jednak przed nadmiernym entuzjazmem.

Tym funduszem zgodnie z zapisami będzie zarządzać Europejski Bank Inwestycyjny i on to on będzie wybierać projekty. Oznacza to, że nie dostaniemy tych pieniędzy bezpośrednio do kraju, by zdecydować, co z nimi zrobić, tylko przedstawiamy listę projektów, a Europejski Bank Inwestycyjny będzie je certyfikować. EBI ma w swoich zapisach, że nie będzie w żaden sposób wspierać żadnych projektów węglowych. Dokładnie jest to realizowane przez regułę wspierania inwestycji tylko z emisją poniżej 550 g CO2/kWh, co jest dziś i w najbliższym czasie będzie nieosiągalne dla elektrowni węglowych. Ta polityka jest jasna – dekarbonizacja, czyli węgiel musi znikać z miksu energetycznego, a to przełoży się na sytuację kopalń – ostrzega prof. Świrski.

PGNiG planuje przejęcia sieci ciepłowniczych oraz firm w sektorze wydobycia

CEO Magazyn Polska

Liberalizacja rynku gazu wymusza zmiany w Polskim Górnictwie Naftowym i Gazownictwie. Programy poprawy efektywności i rabaty oferowane klientom mają pomóc spółce wzmacniać pozycję na krajowym rynku. PGNiG chce także rozwijać sektor wytwarzania ciepła i rozważa przejęcia sieci ciepłowniczych. Motorem wzrostu ma być także segment wydobycia – także tu spółka nie wyklucza akwizycji. 

PGNiG uważa, że polski rynek jest gotowy na rezygnację z taryf gazowych. Pełna liberalizacja rynku wymusza jednak zmiany w spółce.

To oznacza bardzo radykalny i intensywny Program Poprawy Efektywności – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Mariusz Zawisza, prezes zarządu Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa. – Chcemy poprawiać efektywność, stawać się dużo bardziej sprawni operacyjnie. Będzie to możliwe dzięki niższym kosztom. A efektami chcemy się podzielić również z klientami, dając im upusty i rabaty tak, by nadal byli z nami.

Zużycie gazu w Polsce systematycznie rośnie. Resort gospodarki szacuje, że w tym roku zwiększy się ono z 15 do 15,4 mld m3, a za kilka lat zużycie wzrośnie do 20 mld m3 gazu. W kraju przybywa przemysłowych klientów, rośnie też liczba Polaków korzystających z tego surowca. GUS podaje, że przekracza ona 20 mln i w ciągu 10 lat zwiększyła się o blisko 400 tys. Na tym rynku największym graczem pozostaje PGNiG. Spółka będzie dążyć do pozostania liderem sprzedaży na rynku gazu oraz preferowanym dostawcą dla wszystkich segmentów klientów.

Jasno określiliśmy to w przyjętej w grudniu strategii – zaznacza Mariusz Zawisza. – Chcemy utrzymywać wartość w biznesie obrotu detalicznego i hurtowego, czyli dalej być graczem, który z sukcesem handluje gazem. Mówimy jasno o tym, że będziemy maksymalizować wartość w naszych aktywach infrastrukturalnych – mam tu na myśli Polską Spółkę Gazownictwa, czyli dystrybutora gazu, oraz PGNiG Termikę, czyli biznes, który wytwarza ciepło i prąd.

Zgodnie z przyjętą przez PGS strategią wolumen dystrybuowanego do odbiorców gazu ma wzrosnąć z 10 mld m3 do 12,4 mld m3 w 2022 roku. Co roku spółka chce przeznaczać ponad 1 mld zł na inwestycje w budowę i modernizację gazociągów.

Mamy apetyt na akwizycję sieci ciepłowniczych – zapowiada Zawisza. – Mówimy również o tym, że siłą napędową naszego wzrostu będzie upstream [wydobycie], szczególnie upstream międzynarodowy.

Spółka chce zwiększać wolumen produkcji ropy i gazu za granicą poprzez zakup aktywów poszukiwawczo-wydobywczych.

Zgodnie ze strategią w latach 2014-2022 nakłady inwestycyjne PGNiG sięgną 40-50 mld zł, a zysk EBITDA wzrośnie do ok. 7 mld zł.

Eksport polskiej wódki spada, a mógłby dorównać eksportowi whisky

CEO Magazyn Polska

Po whisky i koniaku to wódka jest trzecim produktem eksportowym europejskiego przemysłu spirytusowego. Jej sprzedaż na rynki pozaeuropejskie przekracza 1,1 mld euro. Niestety, to wciąż dużo mniej niż whisky (4,3 mld). Przedsiębiorcy mówią, że eksport wzrośnie, gdy podatki w kraju będą niższe i firmy zainwestują w promocję na zagranicznych rynkach. Na razie jednak spada. W 2014 roku, po podwyżce akcyzy, w świat wysłaliśmy 3 proc. mniej wódki. Przewagą polskiej wódki jest wysoka jakość i tradycja wytwarzania.

Jeśli spojrzymy na dane dotyczące eksportu, to zobaczymy, że są cztery grupy produktów, których sprzedaż przekracza miliard euro rocznie. Szkocka i irlandzka whisky to pierwsza i największa grupa. Koniak jest drugi, a wódka trzecia. To nieco ponad miliard euro z eksportu poza Europę rocznie – wylicza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paul Skehan, dyrektor generalny spiritsEUROPE, organizacji zrzeszającej europejskich producentów z branży spirytusowej.

Łączna wartość unijnego eksportu produktów spirytusowych poza granice Unii Europejskiej w 2013 roku przekroczyła 10 mld euro. To największa kategoria eksportowa spośród produktów spożywczych (32 proc.).

Największym odbiorcą są Stany Zjednoczone (ponad 33 proc. ogólnej sprzedaży). W ramach tej kategorii głównym produktem eksportowym jest whisky (44 proc. eksportu, 4,3 mld euro w 2013 roku). Na drugim miejscu jest koniak i brandy – ta podkategoria stanowi 25 proc. eksportu. Łączna jej sprzedaż wynosi 2,5 mld euro.

–  Pod względem wolumenów i wartości sprzedaży nie da się jeszcze porównać eksportu polskiej wódki i whisky, ale wiele się mówi o tym, jak to nadrobić. W porównaniu do wszystkich alkoholi w Europie, a nawet na świecie, szkocka whisky jest potęgą – wyjaśnia dyrektor spiritsEUROPE.

Udział wódki w eksporcie wynosi 11 proc. W ciągu ostatnich dziesięciu lat wartość jej eksportu wzrosła niemal dwukrotnie, przekraczając w 2013 roku 1 mld euro. Duża w tym zasługa Polski, która jest największym unijnym producentem.

Nasze produkty są cenione na całym świecie. Tendencja jest taka, żeby eksportować produkty wysokiej jakości. Myślę, że wśród polskich wódek są produkty wysokiej jakości, które powinny być wiodące na rynkach zagranicznych – ocenia ekspert.

Większy popyt na dobre jakościowo alkohole widać w statystykach. W latach 2003-2013 średnia wartość eksportowanej butelki wzrosła o 37 proc.

Dziś za granicę trafia ok. 20 proc. polskiej produkcji. To mniej niż w latach 80. Dla przykładu prawie cała produkcja francuskiego koniaku trafia na rynki zagraniczne. Polscy producenci chcą systematycznie zwiększać eksport. Skehan przyznaje, że do dalszego umacniania polskich marek na świecie potrzebne jest wsparcie ze strony administracji i dyplomacji.

To oni muszą ustanowić ramy, które pozwolą producentom polskiej wódki wyjść ze swoimi produktami na zewnątrz. Kiedy ten krok będzie za nami, reszta pozostaje w rękach producentów, zarówno tych dużych, jak i tych mniejszych, lokalnych – zaznacza Paul Skehan. – Moim zdaniem ten produkt jest idealny na eksport, szczególnie jeśli spojrzymy na rynek amerykański, gdzie mamy obecnie boom na wódkę i to w dodatku na wódkę najlepszej jakości.

W 2014 r. wolumen eksportu z Polski wyrobów spirytusowych ukształtował się na poziomie 50 mln litrów. Jego wartość wzrosła do 163 mln euro. Najważniejszymi kierunkami eksportu wyrobów spirytusowych są Francja i Stany Zjednoczone.

Polski rynek ubezpieczeń turystycznych szybko rośnie. Większość Polaków kupuje polisę na wakacje samodzielnie

CEO Magazyn Polska

Polacy mają coraz większą świadomość na temat ubezpieczeń turystycznych i coraz częściej kupują je na wyjazdy organizowane samodzielnie. Rynek jest dziś wart ok. 300 mln zł i rośnie co roku w tempie dwucyfrowym. Ubezpieczyciele zauważyli też, że przed wyjazdem na wakacje kupowane są coraz droższe polisy. Klienci szukają też różnych możliwości rozszerzenia ubezpieczeń.

Rynek ubezpieczeń turystycznych wycenia się na ok. 300 mln zł. Ta liczba rośnie co roku o kilkanaście procent – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Magdalena Oszczak, ekspertka towarzystwa ubezpieczeniowego AXA. – My również obserwujemy znaczny wzrost sprzedaży polis turystycznych. Najwięcej ubezpieczeń sprzedawaliśmy w okresie czerwiec-sierpień i styczeń-luty. Ale w tym roku mamy połowę września, a my już zaczynamy sprzedawać polisy zimowe.

To oznacza, że świadomość na temat ubezpieczeń turystycznych rośnie. Z badań Mondial Assistance wynika, że 67 proc. osób z 15 mln planujących tegoroczne wakacje deklarowało chęć zakupu polisy turystycznej. Co roku decyduje się na to coraz więcej podróżujących. Wpływ na to może mieć rosnąca popularność wyjazdów na własną rękę.

Obserwujemy zmianę na rynku ubezpieczeń turystycznych związaną z przekierowaniem ruchu z biur podróży na wyjazdy indywidualne – mówi ekspertka  AXA. – Coraz więcej Polaków wyjeżdża samodzielnie, przez różnego rodzaju portale rezerwuje sobie hotel, transfer, samolot i tak samo kupuje ubezpieczenie. Obserwujemy bardzo duży wzrost sprzedaży polis indywidualnych przez internet, nie za pośrednictwem biur podróży.

Jak podkreśla Oszczak, Polacy ubezpieczają się na coraz wyższe kwoty. Jeszcze kilka lat temu dominowała sprzedaż polis na 10-20 tys. euro.

Ponad 67 proc. polis w naszym portfelu to polisy na wyższe sumy ubezpieczenia, powyżej 30 tys. euro na koszty leczenia. 30 tys. zł to w tej chwili minimum, a są nawet na 100 czy 150 tys. euro. Wynika to głównie z tego, że jest coraz większa świadomość wysokich kosztów leczenia, jakie są w krajach pozaeuropejskich i w samej Europie – mówi Magdalena Oszczak.

Nawet niegroźne zdarzenie na stoku zakończone złamaniem ręki czy nogi oznacza wydatek na leczenie rzędu 3-4 tys. euro. Dobrze działające polisy muszą opiewać na przynajmniej 20-30 tys. euro, żeby objęły transport czy koszt poważniejszych zabiegów. Osoby, które podczas wyjazdów chcą uprawiać sporty ekstremalne, potrzebują jednak dodatkowego ubezpieczenia.

Ogólnie na polskim rynku jest jeden rodzaj ubezpieczenia, który zawiera pakiet ubezpieczeń, tj. koszty leczenia, następstwa nieszczęśliwych wypadków, bagaż podróżny i OC. Jest też wiele możliwości jego rozszerzenia, np. o aktywności sportowe, sporty wysokiego ryzyka, amatorskie uprawianie sportu, aktywności teambuildingowe czy survivalowe – mówi Oszczak.

Dla klientów możliwość wyboru i rozszerzania polisy jest jednak coraz istotniejsza, podobnie jak pakiet usług assistance, dlatego ubezpieczyciele rozbudowują swoje oferty.

Proponujemy nowy pakiet ubezpieczeń Multitravel z pełną ochroną, bardzo szerokim zakresem assistance, wysokimi sumami ubezpieczeń, nawet do 250 tys. euro na koszty leczenia, z włączeniem amatorskiego uprawiania sportu i – co najważniejsze – z włączeniem następstw chorób przewlekłych – mówi Oszczak.

Dodaje, że indywidualni klienci poszukują nowych rozwiązań, ochrony obejmującej nie tylko koszty leczenia czy ubezpieczenie bagażu, lecz także uwzględniającej bezpieczeństwo finansowe. To przyszłość tego rynku – przekonuje przedstawicielka AXA. Stąd popularność polis kupowanych na wypadek rezygnacji z wyjazdu.

Segmentem stale rosnącym są ubezpieczenia od kosztów rezygnacji, czy z biletu, czy z imprezy turystycznej czy z noclegu. To również wynika z tego, że częściej sami organizujemy sobie wakacje. Jeżeli kupujemy bilet na pół roku wcześniej, to chcielibyśmy go ubezpieczyć w przypadku, kiedy zachorujemy, zachoruje nam dziecko czy zdarzy się coś innego, coś nieprzewidzianego – mówi ekspertka AXA.

We Wrocławiu powstało laboratorium chemiczne dla dzieci. Skorzysta z niego 10 tysięcy uczniów rocznie

CEO Magazyn Polska

We Wrocławskim Centrum Badań EIT+ ruszyło nowe laboratorium chemiczne dla dzieci, którego wyłącznym partnerem jest firma BASF Polska. Po zakładzie produkcji katalizatorów w Środzie Śląskiej koło Wrocławia to kolejny przejaw zaangażowania koncernu chemicznego w regionie. BASF chce poprzez warsztaty i eksperymenty zachęcać młodych ludzi do nauk ścisłych, co w przyszłości może skutkować lepszym dostępem do wykwalifikowanej kadry. Na przyszły rok planowane jest otwarcie kolejnego laboratorium na Dolnym Śląsku.

W zeszłym roku otworzyliśmy fabrykę katalizatorów w Środzie Śląskiej i jesteśmy bardzo dużym pracodawcą na Dolnym Śląsku. W dalszym ciągu inwestujemy na tym terenie – mówi agencji Newseria Biznes Cezary Urban, dyrektor działu środków ochrony roślin w BASF Polska. – Stawiamy drugi krok na Dolnym Śląsku poprzez otwarcie naszej współpracy z EIT+ i Humanitarium.

BASF został wyłącznym partnerem laboratorium chemicznego dla dzieci w Humanitarium Wrocławskiego Centrum Badań EIT+. W tej placówce na terenie Kampusu Pracze uczniowie będą mogli pod okiem naukowców samodzielnie przeprowadzać eksperymenty. Koncern wyposażył laboratorium w najnowocześniejszy sprzęt, m.in. dygestorium chemiczne czy magnetyczne mieszadło.

Współpraca z Humanitarium jest dla nas o tyle istotna, że mówimy o kształceniu naprawdę młodych ludzi. Zależy nam na tym, żeby zaszczepić w nich chęć do nauki chemii i żeby przekonać ich, że jest to ciekawy przedmiot – mówi Marek Jagieła, dyrektor działu chemii przemysłowej i tworzyw sztucznych w BASF Polska.

Warsztaty skierowane są do dzieci i młodzieży w różnych grupach wiekowych – od 4 do 16 lat. Program zakłada dużą samodzielność i zaangażowanie uczniów. Jak podkreślają przedstawiciele BASF, nauka chemii ma dzięki zajęciom stać się fascynującą zabawą.

Dzieci lubią poznawać, jak coś działa w praktyce, dotknąć i zobaczyć, jak coś zmienia kolory i się  pieni. To jest najlepsza metoda nauki – mówi Marek Jagieła.

BASF liczy na to, że rocznie laboratorium będzie odwiedzać ok. 10 tys. uczniów. Przykład Centrum Nauki Kopernik, gdzie BASF współtworzył podobne miejsce, pokazuje, że zainteresowanie najmłodszych tą formą nauki jest ogromne.

Jako koncern chemiczny jesteśmy żywo zainteresowani tym, żeby właśnie tego typu miejsce wykorzystać do celów popularnonaukowych – przekonuje Urban.

Jak podkreśla, popularyzacja chemii wśród najmłodszych to jeden z najważniejszych obszarów zaangażowania społecznego BASF. Od 2010 roku koncern jest partnerem laboratorium chemicznego warszawskiego Centrum Nauki Kopernik. Firma współpracuje także z uznanymi uczelniami w Polsce i prowadzi na Facebooku profil edukacyjny Chemiatomy. Dzięki takim działaniom kształci swoją przyszłą kadrę pracowniczą. Dziś koncern zatrudnia w Polsce ok. 600 pracowników.

Założenie jest proste. Chcemy mieć za 10-15 czy 20 lat zdolnych pracowników, czyli w jakiś sposób trzeba dzisiejsze dzieciaki namówić do tego, żeby  zainteresowały się chemią, fizyką i matematyką, tj. naukami ścisłymi – wyjaśnia Krzysztof Sachs, wiceprezes zarządu Wrocławskiego Centrum Badań EIT+.

Laboratorium chemiczne w Humanitarium to początek szerszej współpracy między koncernem a Wrocławskim Centrum Badań EIT+, jednym z największych w Polsce centrów badawczo-rozwojowych w dziedzinie nanotechnologii i biotechnologii. W przyszłym roku BASF Polska zamierza bowiem otworzyć drugie laboratorium dla dzieci i młodzieży w regionie.

Dzisiaj ta współpraca dotyczy bardzo szczególnego obszaru naszej działalności, jakim jest Humanitarium. Mamy jednak nadzieję, że za kilka miesięcy zaczniemy z BASF-em współpracę w zakresie wspólnych projektów badawczych. Mogą to być na przykład poszukiwania nowoczesnych rozwiązań technologicznych dla fabryki, która powstała w Środzie Śląskiej – podkreśla Sachs.

Humanitarium koncentruje się nie tylko na edukacji dzieci. W ostatnim czasie naukowcy z EIT+, którzy współpracują razem z animatorami nad kształtem warsztatów dla dzieci oraz młodzieży szkolnej, realizowali także duży program dla nauczycieli.

Wielu nauczycieli nie może być na bieżąco z aktualnym stanem badań naukowych, ponieważ cały swój czas poświęcają pracy dydaktycznej. Współpracując z nami, mogą zobaczyć, nad czym pracują naukowcy, oraz poznać, jak w ciekawy sposób przekazać wiedzę uczniom – mówi dr inż. Magdalena Ćwikowska, zastępca dyrektora departamentu biotechnologii Wrocławskiego Centrum Badań EIT+. – Prawdziwa nauka wiąże się z pasją. Jeżeli pokażemy dzieciom, że nauki ścisłe są interesujące, to może w przyszłości będziemy mieli w naszych laboratoriach świetną kadrę. Jeżeli jedna z tych osób powie nam, że zaraziła się tą pasją w Humanitarium, to będzie to nasz największy sukces.

Nowotwory krwi można leczyć skuteczniej. Przełomowe terapie niedostępne dla polskich pacjentów

CEO Magazyn Polska

Polacy chorzy na nowotwory krwi czekają na refundację przełomowych terapii, które są dla nich szansą na poprawę stanu zdrowia. Minister Zdrowia i eksperci są zgodni – najbardziej potrzebne, efektywne i bezpieczne terapie powinni zostać udostępnione polskim pacjentom.

Pojęcie terapii przełomowych w hematoonkologii zostało wprowadzone w Stanach Zjednoczonych w 2012 roku. Terapie te znacznie wydłużają życie chorych oraz zmieniają biologiczny przebieg choroby. Jako pierwszy status leku przełomowego uzyskał w 2013 roku obinutuzumab – przeciwciało stosowane w przewlekłej białaczce limfocytowej. Lek ten o ponad rok przedłużył przeżycie wolne od progresji u pacjentów chorych na przewlekłą białaczkę limfocytową z chorobami współistniejącymi bądź uszkodzonymi nerkami. Jednocześnie przy zastosowaniu tego leku trzykrotnie więcej pacjentów niż w przypadku standardowych terapii uzyskuje całkowitą remisję. Znacząco zmniejsza się także tzw. głębokość remisji.

– Chorym, którzy byli leczeni obinutuzumabem, „zostaje” bardzo mało choroby w tzw. badaniu minimalnej choroby resztkowej. To prawdopodobnie sprawia, że choroba bardzo późno u nich wraca – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. dr hab. n.med. Piotr Rzepecki, kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych i Hematologii z Wojskowego Instytutu Medycznego. – Uważam, że terapie przełomowe są na tyle dobrze opracowane przez FDA [Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków – red.], a grupy pacjentów są tak dobrze dobrane, że można pokusić się o to, żeby na rynku polskim były również dostępne dla pacjentów, którymi się opiekujemy. 

Lekami przełomowymi, stosowanymi w leczeniu przewlekłej białaczki limfocytowej i szpikowej oraz niektórych chłoniaków, są także ibrutinib, idelalisib, blinatumomab oraz ofatumumab. W Stanach Zjednoczonych nadanie statusu leku przełomowego powoduje szybszą rejestrację leku, a tym samym krótszy czas oczekiwania pacjenta na terapię. W Polsce terapie te mimo pozytywnych ocen i danych klinicznych nie zawsze są finansowane, nawet jeśli leki zostały dopuszczone do obrotu.

Można założyć, że jest możliwość poluzowania tego bardzo ścisłego gorsetu pilnowania finansów właśnie o takie terapie – bardzo przełomowe, które dają dużą dodatkową wartość dla chorego i są dużo lepszym narzędziem dla lekarza do leczenia konkretnych stanów klinicznych – mówi Leszek Stabrawa, ekspert firmy HTA Audit.

Postęp medycyny i rozwój nowych terapii w hematoonkologii sprawiają, że na rynku dostępnych jest coraz więcej terapii dla pacjentów cierpiących na nowotwory krwi. Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że spośród dużej liczby leków sfinansowane mogą zostać jedynie te, które są najbardziej efektywne i bezpieczne.

Z tym wiąże się bardzo trudne zadanie instytucji państwowych, takich jak Agencja Technologii Medycznych i Taryfikacji czy Ministra Zdrowia, by przejrzeć ofertę, która jest na rynku, i wybrać dla polskich pacjentów leki, które są dla nich najbardziej potrzebne, najbardziej efektywne i najbardziej bezpieczne – mówi wiceminister zdrowia Igor Radziewicz-Winnicki.

Zdaniem ekspertów w systemie nie brakuje pieniędzy na finansowanie nowoczesnych terapii lekowych. W pierwszej kolejności nakłady finansowe powinny być przeznaczane na te leki, które dają największe korzyści pacjentom. O przełomach w medycynie i kierunkach rozwoju nowoczesnych terapii dyskutowano podczas XXV Forum Ekonomicznego w Krynicy-Zdroju.

Przedszkolaki będą się uczyć programowania. Rusza pilotaż innowacyjnego programu edukacyjnego

CEO Magazyn Polska

18 przedszkoli i tysiąc dzieci w całym kraju weźmie udział w pilotażu innowacyjnego programu „Mistrzowie Kodowania Junior”. To pierwszy tego typu projekt edukacyjny. Jego celem jest upowszechnianie wśród przedszkolaków nawyków cyfrowych i wiedzy na temat korzystania z nowoczesnych technologii. Inicjatorzy programu podkreślają, że ma on uczyć tych umiejętności poprzez zabawę.

Zapoczątkowany w warszawskim przedszkolu nr 180 pilotaż projektu „Mistrzowie Kodowania Junior” w sumie obejmie 1 tys. dzieci i 50 nauczycieli.

W „Mistrzach Kodowania Junior” ćwiczymy z dziećmi miękkie kompetencje, wprowadzamy myślenie analityczne, myślenie logiczne i pracę zespołową do pracy, zabawy i nauki – mówi Blanka Fijołek, CSR & Sponsorship Senior Manager w Samsung Electronics Polska, „Mistrzowie Kodowania Junior”. – Dzieci przedszkolne poznają podstawy programowania nie po to, żeby kształcić profesjonalne programistyczne kompetencje, lecz po to, by nabrać dobrych nawyków, m.in. by nauczyć się pracy w grupie, myślenia logicznego i zdobyć podstawy matematyki.

Program ma też kształtować u dzieci dobre nawyki cyfrowe i uczyć ich bezpiecznego korzystania z technologii. Raport „Mistrzowie Kodowania Junior. Przegląd literatury przedmiotu” wskazuje, że kontakt dzieci w wieku przedszkolnym z nowoczesnymi technologiami może pozytywnie wpływać na rozwój emocjonalny, społeczny, poznawczy i motoryczny małych dzieci.

Mamy taki cel i misję, żeby przedszkola wyprowadzać z zaklętego kręgu placówki skupionej bardziej na opiece i wprowadzać więcej treści merytorycznych, związanych z podstawą programową. Musimy myśleć bardziej realnie, przede wszystkim w kontekście zderzenia, kiedy to mały przedszkolak wędruje do szkoły podstawowej. To zderzenie dwóch różnych klimatów, zarówno emocjonalnych, jak i praktycznych – mówi Blanka Fijołek.

Inicjatorzy programu chcą uczyć przedszkolaków przez zabawę, a zajęcia w ramach projektu mają stać się naturalną częścią zajęć nauczycieli z dziećmi – obok rysowania, czytania, śpiewania czy tańczenia. Dlatego w tworzenie zawartości merytorycznej programu zaangażowani byli eksperci na co dzień pracujący z dziećmi.

Optymistycznie nastrajają wyniki programu „Mistrzowie Kodowania” prowadzonego w ostatnich dwóch latach w szkołach podstawowych i gimnazjach. Jak podkreśla Fijołek, w ciągu dwóch lat jego trwania widać, jak duże postępy zrobili uczniów, którzy poznawali kolejne języki programowania i poszerzali swoją wiedzę na ten temat.

We wrześniu rozpoczęła się trzecia edycja programu, która obejmie 100 tys. dzieci z 1,2 tys. szkół w Polsce. W dotychczasowych edycjach wzięło udział blisko 800 szkół i ponad 56 tys. uczniów.

Zauważyliśmy też oddolną tendencję do wprowadzania zajęć z programowania również w oddziałach dzieci młodszych, 6- i 7-letnich. Głęboko wierzymy w to, że można pracować już z młodszymi dziećmi, stąd pomysł na to, żeby właśnie przygotować ofertę edukacyjną również dla dzieci przedszkolnych – mówi Fijołek.

Jak podkreśla, oba programy są zupełnie inne, bo muszą uwzględniać możliwości poznawcze młodszych dzieci. Praca z nimi odbywa się raczej w kilku- lub kilkunastominutowych seriach, a nie podczas 45-minutowych zajęć, jak w przypadku dziesięciolatków i starszych dzieci.

To są raczej małe gry, zabawy logiczne, począwszy od sudoku, poprzez grę w statki i szereg różnych obudowanych dobrą narracją gier matematycznych, a po  programowanie, a programujemy w Scratchu Juniorze, czyli bardzo obrazkowym języku-skrypcie – wyjaśnia Fijołek.

Od efektów pilotażu będzie zależała kontynuacja programu. Samsung Electronics Polska nie wyklucza zwiększania liczby placówek, ale w dużej mierze zależy to od infrastruktury, jaką dysponuje dane przedszkole.

Bardzo liczymy na mocną informację zwrotną od ekspertów zajmujących się na co dzień edukacją i szerszą dyskusję na temat pożytecznych kompetencji i sposobu ich wprowadzania do nauki przedszkolnej – podkreśla Blanka Fijołek.

I dodaje, że inicjatorzy liczą także na wsparcie rodziców i ich zaangażowanie w naukę.

Uber świętuje rok w Polsce. Aplikacja zyskała wielu zwolenników, ale i wrogów

CEO Magazyn Polska

Uber, czyli aplikacja łącząca kierowców i klientów, oferująca tańsze przejazdy niż taksówki, obchodzi pierwszą rocznicę działalności w Polsce. Przez ten czas firma zdobyła grono zwolenników, którzy cenią zwłaszcza dostępność usług i ich atrakcyjną cenę, ale i wrogów, bo Uber jest poważną konkurencją dla korporacji taksówkarskich. Również internauci są podzieleni w opiniach.

Uber to kolejna inicjatywa z dziedziny sharing economy, czyli ekonomii współdzielenia, zgodnie z którą konsumenci wymieniają się dobrami i usługami, bez nastawienia na zysk. Wartość amerykańskiej aplikacji, która zdobywa dużą popularność na świecie, dynamicznie rośnie (w ciągu ostatnich siedmiu miesięcy o 10 mld dolarów).

Zgodnie z danymi IMM z automatycznego monitoringu internetu AMI na temat Ubera od 1 lipca do połowy września ukazało się ponad 2,5 tys. informacji, z czego najwięcej na portalu Facebook – tam ukazało się prawie tysiąc wzmianek. Dotyczyły one głównie wzrastającej popularności aplikacji Uber, która staje się coraz bardziej atrakcyjna dla klientów i wg m.in. Business Insider została najbardziej dochodowym start-upem na świecie o wartości ponad 50 mld dol. – mówi agencji Newseria Biznes Karolina Masalska, młodszy specjalista ds. PR w Instytucie Monitorowania Mediów.

Polscy internauci i chwalą, i krytykują. 59 proc. wzmianek zabarwionych emocjonalnie miało wydźwięk pozytywny, 41 proc. – negatywny. Klienci najczęściej chwalą niższe ceny, ale to też jest głównym powodem krytyki.

Przejazdy Uberem są nawet o 20 proc. tańsze niż standardowymi taksówkami, więc wzbudza to wiele kontrowersji wśród konkurencji, czyli wśród standardowych firm taksówkarskich oraz urzędników. Firma nie płaci za swoich kierowców, ponieważ nie odprowadza od nich podatków – mówi Karolina Masalska.

Liczne kontrowersje sprawiły, że Uber został zakazany m.in. we Francji, w Hiszpanii i w Niemczech. Za to w Londynie została zalegalizowana, ponieważ kierowcy współpracujący z Uberem muszą przejść takie same testy jak taksówkarze, m.in. zdać testy topograficzne. Ten punkt stanowi problem dla polskich internautów – kilku z nich w swoich wypowiedziach podkreślało, że z kierowcą Ubera zdarzało im się błądzić po mieście.

Klienci przede wszystkim chwalą sobie cenę, która – co warto podkreślić – jest jednak zmieniana w zależności od tego, czy jest jakieś wydarzenie kulturalne czy impreza masowa. Ale przede wszystkim też bardzo chwalą samych kierowców, ponieważ uważają, że właśnie rozmowy z nimi są bardzo inspirujące – mówi ekspertka IMM.

Zdaniem Masalskiej firma pozytywnie zaskakuje prowadzonymi kampaniami promocyjnymi. Przykładem był darmowy dojazd z kierowcą Ubera na wybory prezydenckie czy pod Muzeum Powstania Warszawskiego w rocznicę jego wybuchu.

Głównym strategiem do spraw kampanii światowej Ubera został  David Plouffe, były doradca kampanii prezydenckiej Baracka Obamy z 2008 roku – wyjaśnia Karolina Masalska. – Uber przede wszystkim skupia się na podejmowaniu współpracy z różnymi firmami, np. restauracjami czy firmami odzieżowymi. Współpracują też w ramach różnych wydarzeń, np. Warsaw Fashion Weekend. Uber umożliwia klientom darmowe przejazdy, więc jest to akcja, którą trudno będzie przebić konkurencji – dodaje.

Z okazji rocznicy istnienia Uber zaplanował specjalną akcję promocyjną. Media informują, że 18 września użytkownicy aplikacji będą mogli skorzystać z krótkiej przejażdżki superautem. Do ich dyspozycji będą m.in. Audi RS6 Sportmile, Ferrari 458 Italia, Bentley Continental GT, Ford Mustang GT 5 czy Porsche Cayenne GTS LIFT.

Popołudniowy komentarz walutowy z 17.09.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 17.09.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Elektrobudowa bada szanse wejścia w alternatywne źródła energii. W nadchodzących kwartałach oczekuje istotnego wzrostu w segmencie dystrybucji

CEO Magazyn Polska

Nadzieje na dobre wyniki w najbliższej przyszłości Elektrobudowa wiąże z tradycyjnymi inwestycjami energetycznymi i pieniędzmi z nowej unijnej perspektywy. W przyszłości jednak dochody spółki w coraz większym stopniu mają pochodzić z technologii innowacyjnych. Ich udział uzależniony jest od wyników badań trwających w firmie.

– Wiele zależy od szybkości czy tempa, w jakim będą wdrażane kolejne programy i będą spływały do Polski pieniądze unijne. To może w istotny sposób poprawić sytuację na tym rynku – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Jacek Faltynowicz, prezes Elektrobudowy.

Prognoza Grupy Kapitałowej Elektrobudowa na 2015 rok zakłada uzyskanie niemal 1,2 mld zł przychodów ze sprzedaży i 45 mln zł zysku netto. Spółka nie wyklucza przy tym, że ostateczny wynik może być jeszcze lepszy.

– Na pewno w istotny sposób swój wynik poprawi segment dystrybucji. Tam nie widać istotnych zagrożeń, oczywiście poza zagrożeniami wewnętrznymi. Na pewno utrzyma swoją pozycję segment wytwarzania, łącznie z przejętą częścią segmentu przemysłowego. Z części rynków i zamówień świadomie zrezygnowaliśmy – zaznacza Jacek Faltynowicz, pytany o perspektywę wzrostu w kolejnych kilku kwartałach.

Segment wytwarzania i segment przemysłowy powinny natomiast – zdaniem prezesa – utrzymać swoją pozycję.

– Będziemy startowali w przetargach ogłaszanych przez PSE, czyli przez Polskie Sieci Elektroenergetyczne, mamy również zamiar skutecznie wystąpić w przetargu o prace elektryczne w Elektrowni Opole.

Zgodnie z unijną dyrektywą z 2009 roku już za cztery lata w państwach członkowskich wspólnoty średnio 20 proc. zużywanej energii ma pochodzić ze źródeł odnawialnych. Polska, w której przebudowa energetyki przebiega wolniej niż bogatych krajach, musi w tym czasie zwiększyć udział energii z OZE do poziomu 15 proc. ogólnego zużycia. To i tak oznacza gigantyczne inwestycje. W programie operacyjnym związanym z poprawą efektywności energetycznej z budżetu na lata 2014-2020 Bruksela przyznała Polsce 24 mld euro.

– Powoli zaczynamy się zastanawiać nad alternatywnymi źródłami energii mówi Jacek Faltynowicz. – Na razie jest to raczej badanie i przygotowanie się d tego teoretycznie, jeszcze przed etapem przygotowania biznesplanu. Myślmy o tym, co to w ogóle jest, gdzie możemy znaleźć wartość dodaną, jakie są perspektywy rozwoju tego segmentu i czy nastąpi jakiś boom w postaci nagłego rozwiązania technicznego po stronie np. magazynów energii elektrycznej, po stronie fotowoltaiki.

Inwestycje w OZE to jednak nie wszystko. Świat dziś bardzo intensywnie poszukuje nowych technologii wytwarzania, przesyłu i magazynowania energii, a innowacyjne patenty potrafią przynosić krociowe zyski.

– Podchodzimy do tego systemowo podkreśla Faltynowicz. – Najpierw zobaczymy, co to jest, bo jeżeli np. z analiz będzie wynikało, że w perspektywie roku, dwóch czy trzech lat nastąpi istotna rewolucja techniczna, tak jak w komputerach czy smartfonach, to wchodzenie w tej chwili w ten biznes jest bez sensu. Dlatego takie decyzje podejmiemy, ale dopiero po szczegółowej analizie. Nie najpierw ludzie i struktura, organizacja, a potem zobaczymy, czy gdzieś się to sprzeda, ale odwrotnie, najpierw będziemy wiedzieli, co i gdzie sprzedawać, potem zbudujemy do tego strukturę, a o wynikach będziemy mówili na samym końcu.

Przychody Elektrobudowy ze sprzedaży sięgnęły w I półroczu 593 mln zł i były o  34 proc. wyższe niż rok wcześniej. Skonsolidowany zysk netto spółki, przypadający na jej akcjonariuszy był o ponad 25 mln wyższy niż w 2014 roku.

– Wyniki wyglądały bardzo przyzwoicie. To było chyba w ogóle najlepsze półrocze w historii spółki. Wyniku jednostkowego mamy 29 mln zł, to powinno również usatysfakcjonować akcjonariuszy – ocenia, dodając, że sądząc po wynikach I półrocza i prognozie II, perspektywy spółki wyglądają dobrze.

Katarski gaz przypłynie do gazoportu jeszcze w tym roku

CEO Magazyn Polska

Spółka Polskie LNG, która odpowiada za budowę i rozruch gazoportu w Świnoujściu, zakontraktowała pierwsze zamówienie na dostawę gazu. Kontrakt dotyczy 200 tys. metrów sześciennych surowca, a dostawa będzie miała miejsce w IV kwartale 2015 roku. Skroplony gaz ziemny dostarczy firma Qatargas, największy producent na świecie. Pośrednikiem w transakcji będzie Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo.

Zamówienie pierwszej dostawy LNG do celów technologicznych było możliwe po zakończonych z sukcesem negocjacjach z wykonawcą terminalu LNG w Świnoujściu.

Nie znamy warunków handlowych tej umowy, natomiast sam fakt wybrania Qatargasu, czyli dużej spółki, z którą mamy już relacje umowne, jest jak najbardziej dobrym rozwiązaniem, dlatego że pozwala na przetestowanie całego procesu zakupu gazu. Skoro mamy długofalowy kontrakt PGNiG z Qatargasem, to właściwe jest to, że testujemy na pewnych parametrach technicznych gazu LNG, który przede wszystkim będzie dostarczany do tego terminalu – komentuje w rozmowie z Newserią Biznes Robert Zajdler, ekspert rynku energetycznego z Instytutu Sobieskiego.

Qatargas to lider w produkcji LNG na świecie. Jego zdolności eksportowe wynoszą obecnie ok. 57 mld metrów sześciennych gazu rocznie, co zapewnia dużą wiarygodność. Zaopatruje największych odbiorców LNG w Europie, w tym Wielką Brytanię, Włochy, Hiszpanię, Belgię i Francję.

Podpisanie umowy na dostawę gazu do terminalu w Świnoujściu to kolejny etap na drodze do rynkowego uruchomienia tej infrastruktury. Umożliwi to techniczne przetestowanie tego, jak terminal będzie funkcjonował i jakie są jeszcze ewentualne kwestie, które będą wymagać poprawy ze strony wykonawcy – dodaje ekspert.

Dostawa gazu ziemnego odbędzie się za pośrednictwem spółki PGNiG, która zakontraktowała dostawę od firmy Qatargas, lidera w produkcji LNG i dysponenta największej na świecie floty metanowców, czyli statków służących do transportu skroplonego gazu. Zajdler podkreśla, że podpisanie kontraktu w praktyce oznacza rozpoczęcie współpracy między trzema podmiotami, czyli właścicielem terminalu, dostawcą i spółką pośredniczącą.

Jest to element szerszej współpracy z PGNiG jako podmiotem, który ma największy kontrakt na dostawy gazu LNG za pośrednictwem terminalu w Świnoujściu – wyjaśnia ekspert.

Dzięki zamówieniu możliwe będzie sprawdzenie tego, jak funkcjonuje cały łańcuch logistyczny, począwszy od transportu, poprzez testy instalacji samego terminala LNG, aż po odbiór gazu przez spółkę PGNiG. Jak podkreśla Zajdler, będzie to także test dla PGNiG, bo pierwsza dostawa skroplonego gazu pozwoli przetestować model współpracy z dostawcą.

Z kolei Polskie LNG sprawdzi w ten sposób, czy terminal działa prawidłowo. Zgodnie z podpisanym w ubiegłym tygodniu porozumieniem między spółką Polskie LNG a konsorcjum Saipem odpowiedzialność za nieodebranie dostawy oraz jakiekolwiek ewentualne wady terminalu weźmie na siebie wykonawca.

Testujemy terminal na małych ilościach, na jednorazowych dostawach. Później, w zależności od tego, gdzie gaz będzie najtańszy i jakie będą warunki zakupu, będzie można wybrać dostawcę, który jest najefektywniejszy i oferuje najlepszą cenę – mówi Robert Zajdler. – Wybór Qatargasu to jest rodzaj zacieśnienia współpracy i dobry prognostyk na przyszłość.

Drugi metanowiec przypłynie do terminalu prawdopodobnie w I kwartale przyszłego roku. Jeśli rozruch techniczny przebiegnie prawidłowo, to gazoport rozpocznie działalność komercyjną w II kwartale 2016 roku.

Terminal LNG w Świnoujściu będzie jedną z największych tego typu instalacji w całej Europie i jedyną w naszym regionie.

Z. Berdychowski: wybór J. Kaczyńskiego na Człowieka Roku to docenienie jego wpływu na zmiany w polskiej polityce

CEO Magazyn Polska

– Jesteśmy świadkami zasadniczej zmiany na polskiej scenie politycznej i w związku z tą zmianą Jarosław Kaczyński został wybrany na Człowieka Roku 2014 – tak decyzję Rady Programowej Forum Ekonomicznego w Krynicy komentuje jej przewodniczący Zygmunt Berdychowski. Jarosław Kaczyński zwyciężył, otrzymując dziewięć głosów i wyprzedzając m.in. premiera Ukrainy Arsenija Jaceniuka oraz reprezentację Polski w siatkówce.

Kiedy spojrzymy na to, co wydarzyło się w Polsce, to nikt chyba nie ma wątpliwości, że jesteśmy świadkami zasadniczej zmiany – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Zygmunt Berdychowski, przewodniczący Rady Programowej Forum Ekonomicznego w Krynicy.

Według Zygmunta Berdychowskiego wybór nie był trudny. Głównie z powodu takich czynników, jak wpływ Kaczyńskiego na przebieg kampanii prezydenckiej czy znaczący wzrost popularności Prawa i Sprawiedliwości w sondażach przed nadchodzącymi wyborami parlamentarnymi.

Jeszcze kilka miesięcy temu trudno było o inną perspektywę związaną z wyborami prezydenckimi niż reelekcja prezydenta Bronisława Komorowskiego – twierdzi Berdychowski. – Z drugiej strony ostatnie miesiące przyniosły zasadnicze przewartościowanie w sondażach wyborczych. To też jest jeden z elementów świadczący o zmianie, która była powodem przyznania tej nagrody.

Jak dodaje, tradycyjnie laureatami tej nagrody od lat są osoby, które swoją postawą i zaangażowaniem wywarły największy wpływ na sytuację nie tylko w Polsce, lecz także w całym regionie.

Jarosław Kaczyński został wybrany dziewięcioma z 29 oddanych głosów członków Rady Programowej Forum. W jej skład wchodzą głównie politycy, publicyści oraz przedsiębiorcy. Na drugim miejscu znalazł się premier Ukrainy Arsenij Jaceniuk, na którego zagłosowało siedem osób, zaś na trzecim miejscu z sześcioma głosami ex aequo reprezentacja Polski w siatkówce oraz Herbert Wirth, prezes KGHM.

W poprzednich latach wśród laureatów nagrody Człowiek Roku na krynickim Forum Ekonomicznym znaleźli się m.in.: Lech Wałęsa, Bronisław Komorowski, Donald Tusk, premier Słowacji Robert Fico, przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso, były prezydent Republiki Czeskiej Vaclav Havel czy prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili.

Produkcja prądu z kogeneracji ma wzrosnąć dwukrotnie. Polska ma największy potencjał w UE

CEO Magazyn Polska

Obecny system wsparcia kogeneracji, czyli produkcji prądu i energii cieplnej w jednym procesie technologicznym, obowiązywać będzie jedynie do 2018 roku. Prace nad przygotowaniem następnego dopiero startują, co oznacza, że nowe inwestycje rozpoczną się dopiero około 2020 roku. To hamuje rozwój sektora ze stratą dla polskiej energetyki – przekonuje prezes PGNiG Termika. Polska ma bowiem największy potencjał w zakresie kogeneracji w UE, ale go nie wykorzystuje.

Potrzebujemy długoterminowego systemu wsparcia kogeneracji – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marek Dec, prezes zarządu w spółce PGNiG Termika. – Nie chodzi już o wysokość takiej pomocy, ale o to, by każdy, kto zdecyduje się na inwestowanie w nią, wiedział, że system będzie obowiązywał przez przynajmniej dziesięć lat, tak żeby można było sobie ten biznes skalkulować.

W listopadzie 2009 roku Rada Ministrów przyjęła dokument „Polityka energetyczna Polski do 2030 roku”. Określono w nim, że jednym z istotnych działań na rzecz poprawy efektywności energetycznej w krajowym systemie będzie stymulowanie rozwoju kogeneracji.

Minęło pięć lat, więc możemy już podsumować ten okres. Moim zdaniem zrobiliśmy niewiele, nic nowego z dużych rzeczy nie powstało – zauważa Marek Dec.

Od kwietnia 2014 roku podmioty wytwarzające energię i ciepło w skojarzeniu w zależności od tego, czy spalają gaz, czy spalają węgiel mogą się starać o tzw. żółte lub czerwone certyfikaty, aby zakwalifikować się do systemu wsparcia. Od początku 2013 roku taka możliwość była wstrzymana, co nie tylko hamowało rozwój nowych instalacji, lecz także spowodowało zatrzymanie produkcji w wielu istniejących elektrociepłowniach gazowych. Niestety, obecny system będzie obowiązywał tylko do 2018 roku, dlatego pojawia się pytanie: „Co dalej?”.

Pracujemy nad nową polityką energetyczną, bo po pięciu latach okazało się, że dotychczasowa już się wyczerpała – informuje Marek Dec. – Jeżeli ktoś ma do zainwestowania setki milionów, jak nie miliardy złotych, z dwuletnią perspektywą wsparcia, to nie podejmie takiej decyzji, bo byłby szaleńcem.

Według prezesa zarządu PGNiG Termika czekanie z tworzeniem nowej legislacji do 2018 roku, aż obecny system zostanie zakończony, nie jest dobrym rozwiązaniem. Może sprawić, że nowe projekty będą mogły ruszyć dopiero po 2020 roku i potencjał wytwarzania energii elektrycznej w połączeniu z ciepłem, który uważany jest za skarb narodowy Polski, wciąż nie będzie wykorzystywany.

Nasz potencjał kogeneracyjny należy do największych w Unii Europejskiej, a obecnie nie jest w ogóle wykorzystywany – wskazuje Marek Dec. – W nowej polityce energetycznej zakłada się, że produkcja ma być podwojona. Jednym z głównych czynników, które mają to spowodować, będzie system wsparcia po 2018 roku. Ale na temat tego, jak on ma wyglądać i na jak długo jest przewidywany, strategia milczy.

Zdaniem Marka Deca bez zdecydowanej determinacji we wprowadzaniu i przygotowywaniu już dzisiaj systemów stymulowania rozwoju tej gałęzi energetyki, po 2018 roku instalacje wytwarzające energię i ciepło w skojarzeniu nadal będą powstawały bardzo powoli, jeśli w ogóle będą powstawały.

Będziemy mieć piękne projekty na papierze, a potencjał, który ma bezpośrednie przełożenie zarówno na nasze cele w zakresie emisji dwutlenku węgla, jak i na zdrowie obywateli, wciąż nie będzie wykorzystywany. To wszystko jest do zrobienia, trzeba tylko chcieć wprowadzić mechanizmy pobudzające rozwój sektora i zacząć je realizować – twierdzi Marek Dec.

Eksperci przekonują, że nowoczesne elektrociepłownie bardziej efektywnie wykorzystują węgiel. Poziom efektywności sięga tu 90 proc., podczas gdy w tradycyjnych elektrowniach jest on dwukrotnie niższy.

Fabryki Marsa zasilane energią odnawialną. Koncern uruchamia pod Sochaczewem nową oczyszczalnię

0

CEO Magazyn Polska

Mars Polska uruchomił przy zakładzie produkcyjnym w Janaszówku oczyszczalnię ścieków wartą 33 mln zł. Dzięki niej koncern chce ograniczyć o 10 proc. emisję dwutlenku węgla i zużycie wody. Dodatkowo z przetwarzanych odpadów będzie pozyskiwana energia odnawialna, dzięki której można wyprodukować 800 tys. snickersów na dobę.

Zainwestowaliśmy 33 mln zł w najnowocześniejszą technologię, która pozwala nam z ładunku odpadów prawie w 100 procentach odzyskać energię i wykorzystać ją ponownie w produkcji – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Krzysztof Dyner, dyrektor fabryki czekolady Mars Polska w Janaszówku, pod Sochaczewem. – Mamy możliwość wygenerowania 1 MW energii odnawialnej. Dzięki niej możemy wyprodukować około 800 tys. snickersów na dobę albo prawie 100 tys. półkilogramowych opakowań karmy marki Pedigree.

Nowa instalacja ma sprawić, że produkcja słodyczy i karmy będzie bardziej neutralna dla środowiska. Koncern chce w ten sposób o jedną dziesiątą zredukować emisję dwutlenku węgla oraz zużycie wody. Dyrektor fabryki wyjaśnia, że dziennie nowa oczyszczalnia mogłaby dostarczyć energię do około 15 tys. osób oraz wodę do około 1 tys.

Kontynuujemy naszą strategię środowiskową od 2007 roku. Od tego czasu nie wysyłamy żadnych odpadów na wysypiska w Polsce. Wszystkie odpady poddajemy recyklingowi albo przerabiamy je w naszej oczyszczalni. Generując energię, możemy obniżyć koszty – wyjaśnia Dyner.

Dzięki temu nakłady na oczyszczalnię mają się zwrócić w ciągu kilku najbliższych lat.

Jak podkreśla, działania środowiskowe polskiego oddziału Marsa wynikają z globalnie przyjętej strategii Zrównoważonego Rozwoju w Jednym Pokoleniu. Zgodnie z nią do 2040 roku koncern chce zupełnie wyeliminować emisję dwutlenku węgla z paliw kopalnych.

Dlatego w ostatnim czasie w Teksasie zainwestowaliśmy w farmę wiatrową, która w najbliższym czasie będzie zaopatrywała w energię odnawialną ponad 70 oddziałów Marsa, w tym 37 fabryk zlokalizowanych w Stanach Zjednoczonych. My w Polsce robimy mały krok w tym kierunku, instalując naszą nową oczyszczalnię – wyjaśnia Krzysztof Dyner.

Kompleks fabryczny Mars Polska pod Sochaczewem jest jedną z największych inwestycji kapitałowych firmy na świecie. W jego skład – oprócz nowej oczyszczalni – wchodzą również fabryka czekolady, dwa zakłady produkcji jedzenia dla zwierząt i fabryka mleka o statusie mleczarni.

Od 23 lat jesteśmy świadkami ciągłego rozwoju firmy Mars, budowy nowych zakładów, instalowania nowych technologii. Dla mieszkańców i gminy jest to wyjątkowo dobry okres rozwoju, bo firma daje pracę, płaci podatki, rozwija nowe technologie i przestrzeń gospodarczą – mówi Mirosław Orliński, wójt gminy Sochaczew.

Rozwijanie nowoczesnych instalacji to jeden z priorytetów władz województwa, tym bardziej że na ten cel w nowej perspektywie Unii Europejskiej przeznaczono znaczące środki.

Z rozwojem strefy badawczej wiążemy ogromne nadzieje, liczymy na to, że przedsiębiorcy będą się zwracać do naszych instytucji podległych po te środki, a my wspólnie z nimi będziemy tworzyć nowe miejsca pracy oraz centrum badań i rozwoju, jakie tworzymy także w wielkich strategicznych przedsiębiorstwach – mówi Mirosław Adam Orliński, radny sejmiku województwa mazowieckiego. – Oprócz tego dla firm istotna jest także cała infrastruktura, którą tworzymy wokół, czyli środki na inwestycje proekologiczne, prospołeczne i na infrastrukturę.

Mars Polska ma także oddziały w Małopolsce i Wielkopolsce. W sumie w kraju działa sześć fabryk.

9 mln dorosłych po pięćdziesiątce nie korzysta z internetu. Na ich edukację cyfrową w latach 2015-2020 potrzeba 40 mln zł

CEO Magazyn Polska

Ponad jedna czwarta społeczeństwa to osoby niekorzystające z internetu. Eksperci podkreślają, że to nie tylko problem tych ludzi, lecz także całej gospodarki. Dlatego inwestycje w tym obszarze są równie ważne, co inwestycje w poprawę dostępu do internetu. Zmniejszaniu skali problemu służy program Polska Cyfrowa Równych Szans, w ramach którego wolontariusze, czyli Latarnicy Polski Cyfrowej, wprowadzają osoby po 50 roku życia w świat cyfrowy. Na kontynuację projektu w kolejnych latach potrzeba ponad 40 mln zł. 

Dzięki wsparciu Unii Europejskiej w Polsce jest coraz mniej miejsc, w których nie można połączyć się z siecią. Jak podawał latem Urząd Komunikacji Elektronicznej, nawet w Polsce Wschodniej powstało już 95 proc. sieci szerokopasmowej.

Województwo lubelskie od lat jako jeden z liderów w kraju poważnie inwestuje w rozwiązywanie problemu wykluczenia cyfrowego – podkreślał w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Przemysław Litwiniuk, przewodniczący sejmiku województwa lubelskiego. – Inwestujemy w sieci światłowodowe, w szczególności docierające do miejsc, w których dostęp do internetu tradycyjnego jest ograniczony, odległe od dużych aglomeracji. Kupujemy także komputery dla rodzin, których nie stać na zakupienie tego rodzaju infrastruktury technicznej, niezbędnej do obsługi internetu. Kolejnym elementem walki z wykluczeniem są szkolenia dla osób 50+, które z racji wieku niekoniecznie miały okazję nauczyć się tego, w jaki sposób obsługiwać internet.

Integracja cyfrowa jest obok rozbudowy infrastruktury i tworzenia nowych e-usług jednym z priorytetów programu operacyjnego Polska Cyfrowa. Badania wskazują, że ok. 9 mln spośród 13 mln dorosłych Polaków nie korzysta z sieci. Problem jest szczególnie istotny w grupie 50+.

Po inwestycjach infrastrukturalnych, jakie przeprowadziliśmy w ostatnich latach, to dziś największy problem cywilizacyjny Polski, który musimy rozwiązać – zwraca uwagę Krzysztof Głomb, prezes Stowarzyszenia „Miasta w Internecie”. – Marzyłoby się nam, aby politycy niezależnie od opcji politycznej zrozumieli, że pozostawanie poza światem internetu, komunikacji elektronicznej, zdolności do wykonywania prostych czynności, jak bankowość elektroniczna, zakupy w internecie, edukacja czy korzystanie z informacji o zdrowiu ludzi w tak wielkiej liczbie, bo to jest przecież ponad 1/4 społeczeństwa, to nasza katastrofa cywilizacyjna.

To również straty ekonomiczne, bo wykluczenie cyfrowe oznacza 24 mld zł strat dla budżetu państwa i gospodarstw domowych.

Przez ostatnie cztery lata w ramach programu Polska Cyfrowa Równych Szans 3 tys. wolontariuszy, zwanych Latarnikami Polski Cyfrowej, wyedukowało blisko 270 tys. osób powyżej 50 roku życia. Był to jest największy tego typu program w Europie. Inicjatorzy programu myślą o jego kontynuacji.

– Potrzebny jest dzisiaj duży systemowy projekt edukacji cyfrowej pokolenia 50+, a nie duża liczba rozproszonych projektów realizowanych z wykorzystaniem niesprawdzonych metodyk szkoleniowych, potrzebna jest kontynuacja Polski Cyfrowej Równych Szans – mówi Krzysztof Głomb. – Jej podstawy zostały już sfinansowane, inicjatywa dobrze działa, jest sprawdzona, jest widoczna w środowiskach lokalnych i doceniana przez środowiska samorządowe. Potrzeba kilkudziesięciu milionów złotych na kolejne 6-7 lat, żeby następne pół miliona do miliona osób mogły wejść w cyfrowy świat w tym czasie.

W ramach inicjatywy Polska Cyfrowa Równych Szans stworzono solidne podstawy merytoryczne do działań edukacyjnych: bazę wiedzy, zasoby nowoczesnych, multimedialnych materiałów edukacyjnych i liczne materiały szkoleniowe. Jak podkreśla Głomb, szkoda byłoby zmarnować potencjał programu i działających przy nim wolontariuszy.

Latarnicy apelują, by nie ograniczać się do cyklu drobnych działań edukacyjnych, a skoncentrować się na kolejnym dużym programie, który pozwoli całościowo rozwiązać problem wykluczenia cyfrowego w Polsce.

Podczas IV Zjazdu Latarników Polski Cyfrowej zebrani zaapelowali do rządu o pilne podjęcie decyzji o stworzeniu warunków do kontynuacji PCRS w ramach projektu rządowego realizowanego od początku 2016 roku. Szczególne nadzieje pokładają w decyzjach ministra pracy i polityki społecznej oraz ministra administracji i cyfryzacji.

Zanieczyszczone powietrze drugą po papierosach najczęstszą przyczyną chorób układu oddechowego

CEO Magazyn Polska

Z powodu zanieczyszczeń powietrza w Polsce umiera blisko 45 tys. osób rocznie. Pyły obecne w powietrzu są drugim po paleniu tytoniu czynnikiem, który powoduje występowanie chorób układu oddechowego. W Polsce na obturacyjne choroby płuc cierpi 6 mln osób. W części winę za to ponosi właśnie powietrze, którym oddychamy, bo aż sześć polskich miast znajduje się w czołówce najbardziej zanieczyszczonych w Europie. Chorzy powinni jak najrzadziej przebywać w centrach miast i rzucić palenie.

Skala zanieczyszczeń w polskich miastach jest potężna. Z pierwszej dziesiątki najbardziej zanieczyszczonych miast europejskich sześć to miasta w Polsce. Na trzecim miejscu znalazł się Kraków z wysokimi stężeniami cząstek stałych, benzoalfapirenu i tego, co pojawi się wraz z sezonem grzewczym. To jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Tak naprawdę większość powierzchni Polski to miejsca, gdzie stężenie benzoalfapirenu przekracza dopuszczalne normy – mówi agencji Newseria Biznes dr n. med. Piotr Dąbrowiecki, przewodniczący Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POChP, ekspert Wojskowego Instytutu Medycznego.

Polska, obok Bułgarii, ma najbardziej zanieczyszczone powietrze w Unii Europejskiej. W dużej mierze to efekt palenia w piecach węglem, drewnem i odpadami. Poziom benzoalfapirenu jest zbyt wysoki w 90 proc. miast. Na południu Polski problemem jest wysokie stężenie pyłów zawieszonych. W 30 polskich miastach dopuszczalne średnie stężenie PM2,5 w powietrzu jest przekroczone. Nie pozostaje to bez wpływu na stan zdrowia. Szacunki Światowej Organizacji Zdrowia wskazują, że rocznie ok. 45 tys. osób w Polsce umiera przedwcześnie właśnie z powodu zanieczyszczonego powietrza, a na świecie nawet 7 mln.

Nie tylko zaostrzenia astmy, przewlekła obturacyjna choroba płuc czy rozwój częstych infekcji układu oddechowego mają związek z zanieczyszczonym powietrzem, lecz także np. udary i zawały. Istotne zaburzenia rytmu serca, które powodują, że pacjent trafia do szpitala, mają ewidentny związek z poziomem zanieczyszczenia powietrza w miejscowości, w której dana osoba żyje – tłumaczy ekspert WIM.

W Polsce już ok. 6,5 mln osób choruje na obturacyjne choroby płuc, z czego na astmę cierpi 4 mln, pozostali – na przewlekłą obturacyjną chorobę płuc. Rocznie na POChP umiera w Polsce 17 tys. osób, na świecie zaś 2,7 mln. To sprawia, że POChP jest piątą najczęstszą przyczyną zgonów, a do 2020 roku może znaleźć się na trzecim miejscu. Zanieczyszczenie powietrza jest drugim po paleniu czynnikiem, który wywołuje choroby układu oddechowego, raka płuc czy POChP.

Lawinowo narasta poziom alergii w społeczeństwie. Jednym z tropów diagnostycznych jest zanieczyszczona atmosfera. Pyłki, które docierają do układu oddechowego, wzbogacone o cząstki stałe to bomba immunologiczna, która wywołuje zdecydowanie bardziej intensywną reakcję w układzie oddechowym, oku czy na skórze pacjentów. Widzimy korelację między zanieczyszczonym powietrzem a rosnącą liczbą osób z alergią, a jeżeli z alergią, to i z astmą – wyjaśnia Dąbrowiecki.

Ekspert podkreśla, że chore osoby powinny unikać zanieczyszczonego powietrza i jak najrzadziej przebywać w centrach miast. Dlatego też trwające w tym tygodniu III Polskie Dni Spirometrii odbywają się pod hasłem „Oddychaj czystym powietrzem”. Do akcji dołączyło ok. 230 placówek w całej Polsce, gdzie można bezpłatnie wykonać badanie spirometrem i ocenić wydolność układu oddechowego. Najwięcej ośrodków zgłosiło się na Śląsku, w Małopolsce i na Podkarpaciu, czyli w regionach, które mają największy problem z pyłami zawieszonymi.

To bardzo ważne, by oddychać czystym powietrzem. Jest wówczas szansa, że nie zachorujemy na przewlekłe choroby układu oddechowego, a jeżeli zachorujemy, to będzie mniej zaostrzeń – przekonuje Dąbrowiecki. – Zanieczyszczenia powietrza indukują rozwój przewlekłego stanu zapalnego w układzie oddechowym. U osób, które mają astmę i są eksponowane na zanieczyszczenia powietrza, częściej dochodzi do zaostrzeń. Częściej się też przeziębiają, a może być to przyczynek do tego, żeby choroba przewlekła rozwijała się bardziej dynamicznie – wskazuje.

Podczas Dni Spirometrii popularyzowana jest wiedza o chorobach płuc, których świadomość w Polsce jest wciąż znikoma. Eksperci będą też zachęcać do zdrowego trybu życia, rzucenia palenia i unikania miejsc z największym stężeniem szkodliwych dla zdrowia pyłów.

Każda osoba zagrożona rozwojem astmy czy POChP powinna zaplanować swoje życie tak, żeby czynników drażniących układ oddechowy było jak najmniej, czyli rzucić palenie, nie przebywać w dymie tytoniowym i uciekać z zanieczyszczonych ośrodków na obrzeża miast. To nie musi oznaczać wyjazdu na drugi koniec Polski, wystarczy 10-15 km, żeby oddychać zupełnie innym powietrzem – podkreśla Piotr Dąbrowiecki.

Krakowskie Akademickie Inkubatory Przedsiebiorczości przyciagają coraz więcej młodych przedsiebiorców

Masz pomysł na biznes, ale boisz się go zrealizować? Chciałbyś prowadzić własną firmę praktycznie bez konsekwencji? Pod skrzydłami Akademickiego Inkubatora Przedsiębiorczości przekształcisz swoje marzenia w realny biznes.

Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości w Krakowie wspierają młodego przedsiębiorcę w trzech obszarach: firma, wiedza i społeczność. Przede wszystkim upraszczają wszystkie procedury formalne, administracyjne, dają osobowość prawną, księgowość, prawników, profesjonalną przestrzeń biurową, możliwość wystawiania faktur.

W tej chwili w AIP Kraków działa ponad 300 firm, a najbardziej przedsiębiorczy okres przed nami, w końcu przyjeżdżają studenci, którzy rozpoczynają studia z głową pełną pomysłów.

– W minionym roku akademickim na uczelniach wyższych w Krakowie uczyło się około 180 tysięcy studentów. Jest to ogromny potencjał młodych przedsiębiorczych ludzi, którzy tak naprawdę w przyszłości będą tworzyć PKB naszego kraju. Czas studiów jest idealną okazją aby spróbować swoich sił w biznesie. Nie na darmo mówi się, „czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci”. Dlatego jesteśmy przekonani, iż nasze działania związane z inicjowaniem rozpoczęcia działalności na początku studiów przyniosą realne efekty – mówi Sebastian Kolisz, Partner Zarządzający AIP.

Wiedza teoretyczna to jedno

Wacław Mostowski prowadzący w AIP Kraków firmę „Czysty Stolik”
Wacław Mostowski prowadzący w AIP Kraków firmę „Czysty Stolik”

Z drugiej strony oprócz suchej wiedzy zdobytej podczas studiów, niezwykle istotna jest także praktyka – dodaje Wacław Mostowski prowadzący w AIP Kraków firmę „Czysty Stolik” (www.czystystolik.pl). W ramach programu wsparcia w AIP Kraków, możemy korzystać z wiedzy mentorów i ekspertów, którzy udzielają cennych porad oraz dzielą się własnym doświadczeniem – zwraca uwagę Wacław Mostowski, który jest studentem Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Wprowadził on na rynek niezwykle prosty, lecz intrygujący produkt, a mianowicie spersonalizowany pojemniczek na odpadki. Służy on do zachowywania porządku na stołach w kawiarniach i domach. Dzięki możliwości graweru na pokrywce, „Czysty stolik” może stać się również świetnym gadżetem reklamowym. Są również zwycięzcami I edycji konkursu Kraków Business Starter przygotowanej przez Urząd Miasta Krakowa i UBS we współpracy z AIP Kraków.

Jednak kluczem do sukcesu jest społeczność. Młodzi przedsiębiorcy działający w inkubatorze, mogą poznawać inne osoby, wymieniać się doświadczeniami, przedstawiać swój pomysł na biznes również ekspertom, inwestorom. Często w ten sposób podrzucają sobie zlecenia – mówi Sebastian Kolisz.

Jak to działa?

AIP to idealne miejsce dla rozpoczynających działalność gospodarczą. Inkubator użycza im osobowości prawnej do prowadzenia działalności biznesowej, dzięki czemu nie trzeba od razu rejestrować własnej działalności lub spółki. Nie trzeba też od początku płacić składek na ZUS ani podatku dochodowego, a do umów i faktur wykorzystuje się dane rejestrowe AIP (NIP, REGON, KRS).

Pierwsze akademickie inkubatory powstały w 2004 roku. Obecnie jest to sieć, licząca 50 placówek w całej Polsce. Od 2004 roku dzięki AIP powstało ponad 7000 firm, m.in. PhotoBlog.pl, MISBHV, Key2Print. AIP to dziś wiodąca w Polsce organizacja startupowa licząca ponad 2000 start-upów. Więcej informacji możemy dowiedzieć się, że strony www.aipkrakow.pl lub ogólnopolskiej strony projektu www.inkubatory.pl.

Już za miesiąc trzecia edycja Targów Outsourcingu – Innowacje dla Twojego Biznesu

Business speed dating, śniadanie networkingowe, bezpłatna strefa doradztwa biznesowego i unikalna konferencja poświęcona korzyściom, jakie daje zlecanie części zadań na zewnątrz firmy – to tylko niektóre z propozycji czekających na gości III edycji Targów Outsourcingu – Innowacje dla Twojego Biznesu. Targi i towarzysząca im Konferencja „Zostań Superprzedsiębiorcą” odbędą się w dniach 14-15 października w najsłynniejszym Ośrodku Targowym w Warszawie – Centrum EXPO XXI. Polska jest liderem w zakresie rozwoju outsourcingu w Europie, stąd też ogromne zainteresowanie wydarzeniem nie tylko w kraju, ale również za granicą.

Outsourcing się opłaca

Podczas imprezy potencjał rynku usług zewnętrznych zaprezentują firmy z branży oustourcingowej z 12 sektorów i 150 podsektorów. Będą wśród nich firmy z obszarów: HR, wsparcie sprzedaży, IT, marketingu, TSL/usługi kurierskie, CFM, BPO, księgowość/rachunkowość, doradztwo/konsulting, call center, zarządzanie nieruchomościami, biuro. Wśród zwiedzających nie może zabraknąć przedstawicieli biznesu, w szczególności małych i średnich firm, dla których tak ważna jest optymalizacja kosztów.

Chcemy pokazać polskim przedsiębiorcom korzyści płynące z modelu outsourcingowego. Z własnego doświadczenia wiemy, jak niewielu z nich uświadamia sobie, że niektóre obszary tj. sprawy kadrowe, prawne, IT czy księgowe można zlecić firmom zewnętrznym i dzięki temu znacznie zredukować koszty – mówi Edyta Kołodziej, manager Targów Outsourcingu. Organizatorzy zapraszają także przedstawicieli placówek edukacyjnych, sportowych, medycznych, straży miejskiej, policji, wojska, ministerstw czy jednostek samorządu terytorialnego.

Formuła? Biznesowe spotkanie polskich przedsiębiorców. Zarówno wystawcy, jak
i odwiedzający z pewnością docenią fakt, iż tegoroczne Targi odbędą się w nowoczesnej
i dającej wiele biznesowych możliwości formule
 speed datingu tj. szybkich, kilkuminutowych spotkań jeden do jednego, podczas których obie strony – zwiedzający
i wystawca – w zwięzły sposób wymieniają się kontaktami, przedstawiają swoją działalność
i ustalają, w jaki sposób mogą współpracować biznesowo.
Warto w tym miejscu wspomnieć
o pierwszej w historii polskich targów innowacyjnej formie wystawienniczej. Wystawcy swoją ofertę prezentować będą na nowocześnie zaaranżowanych stoiskach klasy Premium, co znacznie ułatwi ich komunikację z odwiedzającymi. Z kolei dedykowana platforma do umawiania spotkań pomoże gościom w dotarciu do odpowiednich kontrahentów w sposób szybki i uporządkowany.

Jednak wydarzenie będzie mieć nie tylko charakter wystawienniczy, ale przede wszystkim networkingowy i edukacyjny. – Głównym celem Targów Outsourcingu, oprócz prezentacji innowacyjnej oferty usług outsourcingowych, jest pomoc polskim przedsiębiorcom
w efektywniejszym prowadzeniu biznesu poprzez dostarczanie im cennych kontaktów biznesowych oraz unikalnej wiedzy o korzyściach płynących z outsourcingu –
podkreśla Kołodziej.

Wydarzenia towarzyszące

Podczas, gdy nawiązywanie relacji biznesowych będzie się odbywać w specjalnie przeznaczonej do Business Speed Datingu strefie networkingowej,  unikalną wiedzę przedsiębiorcy zdobywać będą m. in. w trakcie dwudniowej Konferencji „Zostań Superprzedsiębiorcą!”. Uczestnictwo w konferencji zapowiedzieli czołowi przedstawiciele dynamicznie rozwijającej się branży outsourcingowej oraz uznani eksperci ze świata biznesu i gospodarki.

Nowym punktem w programie będzie również Bezpłatna Strefa Doradztwa Biznesowego, w której przedstawiciele firm outsourcingowych z różnych sektorów usług udzielać będą bezpłatnych porad w ramach swoich specjalizacji. Co równie ważne, indywidualny kontakt z potencjalnym zleceniobiorcą sprzyja nawiązaniu wartościowych relacji biznesowych. Przedsiębiorcy odwiedzający tegoroczną edycję biznesowych mogą zatem liczyć na nieodpłatną poradę, min. w dziedzinie prawa, rachunkowości, HR. Porad pro bono udzielać będą m.in. Joanna Jabłczyńska z Kancelarii Prawnej Clever One, Piotr Podgórski z Ogólnopolskiej Federacji Przedsiębiorców i Pracodawców Przesiebiorcy.pl, przedstawiciele międzynarodowej firma doradczej Grant Thornton oraz firm oferujących outsourcing usług HR – WeridaHR, Rekruter i HRO Personnel. Obecna tu będzie również firma Vabank specjalizująca się w outsourcingu księgowości, zaś porad z zakresu funduszy unijnych udzielać będzie Based.

W tegorocznej edycji targów odbędzie się również pierwsza w historii Gala Złotych Puzzli Outsourcingu. Mogą wziąć w niej udział wszystkie znaczące na rynku firmy z branży usług outsourcingowych, wyróżniające się w kategoriach: Innowacja Roku oraz Produkt/Usługa Roku.

Szczegółowe informacje o wydarzeniu są dostępne w stronie:  www.targioutsourcingu.pl

Grupa Wyszehradzka tworzy wspólny Instytut Patentowy

Już niedługo uzyskanie międzynarodowego patentu będzie łatwiejsze i tańsze. 8 września 2015 r. została opublikowana ustawa[1] zezwalającą na ratyfikację Umowy o Wyszehradzkim Instytucie Patentowym[2] (WIP). Umowa ta została podpisana przez przedstawicieli Polski, Słowacji, Węgier i Czech w celu wsparcia innowacyjności i wzrostu gospodarczego w regionie. WIP wzorowany jest na istniejącym już od 2008 r. Nordyckim Instytucie Patentowym wspomagającym innowacyjne interesy Danii, Islandii i Norwegii. Instytut ma rozpocząć działalność w 2016 r.

Dzięki Umowie osoby prywatne, firmy (zwłaszcza małe i średnie przedsiębiorstwa), a także uczelnie i organizacje non-profit z Grupy Wyszehradzkiej będą mogły już niedługo znacznie prościej i taniej uzyskiwać międzynarodową ochronę swoich wynalazków na terenie 148 państw[3] należących do Układu o współpracy patentowej. Wyszehradzki Instytut Patentowy ma zapewnić bardziej przyjazny niż dotychczas dostęp do systemu współpracy patentowej (PCT[4]). Będzie to organizacja międzyrządowa, posiadająca osobowość prawną, autonomię administracyjną i finansową. Siedziba WIP będzie znajdować się w Budapeszcie, natomiast oddziały Instytutu będą ulokowane we wszystkich państwach, które podpisały Umowę. WIP będzie otwarty także dla innych zainteresowanych państw europejskich, które zechcą przystąpić do inicjatywy.

„Dzisiejsze czasy wymagają globalnego spojrzenia na swój biznes. Innowacyjny przedsiębiorca musi budować perspektywę rozwoju w wymiarze szerszym niż tylko lokalny. Powinien on skupiać swoją aktywność nie tylko na polu zwiększania bilansu międzynarodowej sprzedaży, ale także ochronie innowacyjności, efektywnym wykorzystaniu światowych procedur patentowych. Najbardziej globalny wymiar ma procedura zgłoszeń PCT, jednak dostęp do niej jest stosunkowo kosztowny, a z perspektywy lokalnego przedsiębiorcy odległy. Wyszehradzki Instytut Patentowy to niewątpliwa szansa na przybliżenie tej międzynarodowej perspektywy polskiemu wynalazcy i przedsiębiorcy. To szansa na obniżenie kosztów uzyskania ochrony patentowej, a przez to również promocja takiej ochrony swojej innowacyjności i czerpania z niej wymiernych zysków”, mówi Bartłomiej Urbanek, adwokat w TGC Corporate Lawyers, ekspert w dziedzinie ochrony praw własności intelektualnej.

Utworzenie WIP będzie miało bardzo korzystne skutki dla polskich zgłaszających, gdyż opłata za przeprowadzenie międzynarodowego poszukiwania (wynosząca obecnie 1875 euro, ustalona przez Biuro Międzynarodowe Światowej Organizacji Własności Intelektualnej – WIPO), będzie zredukowana o 40%, w przypadku gdy zgłaszający posiada sprawozdanie z poszukiwania sporządzone przez Urząd Patentowy RP. Koszty związane z opłatami zgłoszeniowymi mają dzięki WIP zostać obniżone o 25%, w stosunku do takich samych usług oferowanych przez Europejski Urząd Patentowy (EPO), w przypadku przedsiębiorstw oraz o 37% w przypadku osób fizycznych. Ponadto wnioskodawca, chcący uzyskać patent w ramach Instytutu, będzie mógł w trakcie całej procedury porozumiewać się w języku ojczystym.

„Wyszehradzki Instytut Patentowy jest bardzo dobrym krokiem w kierunku zacieśniania współpracy między bliskimi nam krajami, mam nadzieję, że w efekcie wykraczającym poza państwa Grupy Wyszehradzkiej. Instytut najbardziej pomoże małym podmiotom, które będą chciały chronić swoje pomysły na międzynarodowym rynku. A, jak wskazuje najnowszy. raport PARP[5], w Polsce w zakresie innowacyjności dominują właśnie mikroprzedsiębiorstwa. Zapewnienie ochrony ich know-how, przy jednoczesnym ograniczaniu kosztów i procedur, zwiększa szanse na rozwój i ekspansję”, mówi Michał Rybicki, organizator Forum dla Wolności i Rozwoju Law4Growth. „Intensyfikacja współpracy regionalnej napawa optymizmem, zwłaszcza nas – organizatorów Forum, które ma za zadanie m.in. właśnie stworzenie mocnych podstaw prawnych do wspólnych działań na rzecz rozwoju gospodarczego”, dodaje Michał Rybicki.

Powołanie WIP może stać się podstawą do szerszej współpracy w zakresie innowacyjności i ochrony praw patentowych w tej części Europy. Zgodnie z przewidywaniami, WIP rozpocznie działalność już w 2016 r. po zatwierdzeniu przez Zgromadzenie Międzynarodowego Związku Współpracy Patentowej.

[1] http://dziennikustaw.gov.pl/du/2015/1325/1

[2] http://www.mg.gov.pl/node/23091

[3] Układ o współpracy patentowej (PCT) odgrywa kluczową rolę w ochronie patentowej poza granicami kraju, szczególnie gdy zgłaszający pragnie uzyskać taką ochronę jednocześnie w kilku państwach. W celu uzyskania prawa pierwszeństwa i możliwości ubiegania się o ochronę we wszystkich 148 państwach należących do Układu o współpracy patentowej wystarczy dokonać jednego zgłoszenia międzynarodowego zamiast wielu odrębnych zgłoszeń krajowych lub regionalnych.

[4] PCT – Patent Cooperation Treaty, The International Patent System

[5] PARP 2015, Innowacyjna przedsiębiorczość w Polsce Odkryty i ukryty potencjał polskiej innowacyjności

Rewolucja cyfrowa (nie)zakończona? Wnioski ze spotkania klubowego Executive Club o nowych technologiach w siedzibie Google Polska

15 września w warszawskiej siedzibie Google Polska w Warsaw Financial Center odbyło się Spotkanie Klubowe Executive Club pod hasłem ,,Innowacyjne zarządzanie. Nowe technologie siłą biznesu”, które poprowadził prof. dr hab. Piotr Płoszajski –  Kierownik Katedry Teorii Zarządzania w Szkole Głównej Handlowej. W debacie wzięli udział przedstawiciele firm o najwyższym poziomie utechnologicznienia w Polsce: Grupa Azoty ZAK S.A., Google Polska, PayU, Cisco Systems Poland, Xerox Polska.

Spotkanie otworzyła prezentacja „Cyfrowa Rewolucja –  czyli co dalej z moją firmą?” przedstawiona przez Magdalenę Dziewguć – Head of Google for Work CEE, w której naświetlone zostały aspekty związane z cyfryzacją oraz z rewolucją komunikacyjną zarówno w sferze zawodowej, jak i prywatnej. Magdalena Dziewguć próbowała znaleźć odpowiedź na pytanie, czy nadążamy za błyskawicznym postępem technicznym i czy faktycznie potrafimy korzystać z modelu home-business-society.

W przemówieniu otwierającym panel dyskusyjny z udziałem Sylwii Bilskiej – Członka Zarządu, Dyrektora Handlowego na Polskę i Europę Centralną, PayU; Łukasza Bromirskiego – Dyrektora Handlowego Cisco Systems Poland, Agnieszki Hryniewicz-Bieniek – Country Director Google Polska, Adama Leszkiewicza –  Prezesa Zarządu Grupy Azoty ZAK S.A., Macieja Nuckowskiego – Dyrektora Działu Usług Global Document Outsourcing w Xerox Polska, profesor Piotr Płoszajski postawił kontrowersyjną tezę o tym, że epoka cyfrowej rewolucji się skończyła. W swoich wystąpieniach prelegenci starali się udowodnić, że rewolucja trwa w najlepsze i dopiero za kilka lat będziemy mogli w pełni ocenić jej wpływ na rozwój firm na świecie. Przekonywali też, że w dalszym ciągu istotą rozwoju firmy jest otwartość na nowe technologie, a przede wszystkim umiejętność dostosowania się do zmieniających się potrzeb klienta. Odnosząc się do kolejnego pytania profesora Płoszajskiego – ,,co mogłoby zahamować i zniszczyć tak innowacyjne firmy?” – pokazywali, że tok rozwoju technologicznego obrany przez ich firmy jest jak najbardziej przemyślany i ,,przygotowany” na meandry gospodarcze.

Sylwia Bliska z PayU przekonywała, że istnieje wiele czynników które mogą „zdemolować” nawet najbardziej nowoczesną firmę. Według Bilskiej zapobiec takiej katastrofie można wprowadzając innowacje, także w modelu biznesowym realizowanym przez firmę. Łukasz Bromirski zaznaczył, że w Cisco Systems już na początku rewolucji technologicznej postawiono na oprogramowanie i rozwój komunikacji, co pozwoliło uniknąć zniszczenia firmy przez konkurencję. Natomiast Maciej Nuckowski z Xerox Polska stwierdził, że najlepszą obroną jest atak. Adam Leszkiewicz zaznaczył, że Grupa Azoty rozwija się na dwóch płaszczyznach. Pierwszym wymiarem innowacyjności jest dopasowywanie się do zmieniającego się świata, bo sukces osiągają te firmy, które rozwijają się wraz z klientem, a drugim – długofalowy plan rozwoju cyfryzacji w obszarze komunikacji z klientem. Według Agnieszki Hryniewicz – Bieniek z Google Polska świetną drogą do sukcesu na rynku przepełnionym przez innowacje jest postawienie na długofalowe trendy technologiczne.

Popołudniowy komentarz walutowy z 16.09.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 16.09.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Analiza ofert pracy w administracji biurowej

Jak wynika z danych Pracuj.pl, w II kwartale 2015 r. pracodawcy opublikowali 5 431 ofert pracy dedykowanych pracownikom administracji biurowej, co oznacza 9% wzrost w stosunku do analogicznego okresu 2014 r. Pracę w administracji biurowej znajdą zarówno osoby rozpoczynające pracę, jak i specjaliści z wysokimi kwalifikacjami i doświadczeniem.

Sekretariat/recepcja – wysokie wymagania, szeroki zakres kompetencji

Na rynku administracji biurowej poszukiwane są głównie osoby na stanowiska recepcyjne. Związane jest to z naturalnym zjawiskiem rotacji kadr w tym obszarze. Kariera młodych osób rozpoczyna się często od prac w recepcji czy sekretariacie. Prace administracyjne są bardzo popularne wśród młodych absolwentów. Do niedawna tego typu stanowiska były zdominowane przez kobiety. Coraz częściej zauważa się jednak, że panowie równie chętnie starają się o tego typu pracę – wyjaśnia Magdalena Żmijewska-Rydelek, Dyrektor Działu Zatrudnienia Zewnętrznego w firmie doradztwa personalnego PEOPLE.

W II kwartale 2015 r. ofert pracy na portalu Pracuj.pl dla osób odpowiedzialnych za sekretariat/recepcję było o 25% więcej niż w II kwartale 2014 roku. Jak wynika z analizy ogłoszeń opublikowanych na portalu, praca w sekretariacie wiąże się z bardzo szerokim zakresem obowiązków, a co za tym idzie, z wysokimi wymaganiami pracodawców. Od tych specjalistów oczekuje się nie tylko organizacji pracy biura, lecz także koordynacji obiegu dokumentów – w tym faktur, a także ich archiwizacji, przygotowywania dokumentacji, zestawień, raportów czy prezentacji. Osoby obsługujące sekretariat często odpowiedzialne są także za organizację i obsługę spotkań wewnętrznych, a także komunikację z klientami i partnerami biznesowymi. Pracodawcy wymagają od takich osób znajomości pakietu MS Office, obsługi urządzeń biurowych, języka angielskiego, przynajmniej podstawowej wiedzy rachunkowej czy księgowej oraz znajomości branży, w której działa firma. Dodatkowo pracownik sekretariatu musi posiadać wysoko rozwinięte umiejętności interpersonalne oraz charakteryzować się wysoką kulturą osobistą, a także umieć pracować pod presją czasu.

Asystent/ka do zadań specjalnych

Jedna trzecia ogłoszeń zamieszczonych obecnie na portalu Pracuj.pl, z tych adresowanych do specjalistów administracji biurowej, skierowana jest do asystentów, z czego dużą część stanowią ogłoszenia dedykowane osobom na stanowiska asystentów prezesa czy zarządu. Do obowiązków takich specjalistów należy przede wszystkim ścisła współpraca z zarządem, przekładająca się na szybki i sprawny przepływ informacji między zarządem a pracownikami firmy. Asystentka odpowiedzialna jest także za prowadzenie kalendarza spotkań, koordynowanie podróży służbowych (także zagranicznych), rozliczenia kosztów delegacji, komunikację z oddziałami, w tym zagranicznymi oraz z klientami i partnerami biznesowymi. W zakres obowiązków może wchodzić również, organizacja i nadzór konferencji czy spotkań biznesowych oraz prowadzenie dokumentacji wewnętrznej: protokołowanie, przygotowanie materiałów informacyjnych, prezentacji i podsumowań spotkań.

Od kandydatów na to stanowisko pracodawcy oczekują wykształcenia wyższego i doświadczenia, znajomość języka angielskiego jest często warunkiem koniecznym. Obsługa komputera, biegłość w poruszaniu się w środowisku Windows oraz obsługa urządzeń biurowych to na tym stanowisku podstawa. W przypadku kandydatów do tej pracy, ważne są też kompetencje miękkie, dlatego pracodawcy, charakteryzując idealnego kandydata, piszą o etyce i dojrzałości biznesowej czy umiejętności zachowania zimnej krwi w trudnych sytuacjach.

Specjaliści ds. wprowadzania danych

W II kwartale 2015 r. ofert pracy na Pracuj.pl dla osób odpowiedzialnych za wprowadzanie/przetwarzanie danych, było o 8% więcej niż w II kwartale 2014 roku. Jak wynika z analizy ogłoszeń opublikowanych na portalu, praca dla tych specjalistów polega na wprowadzaniu i przetwarzaniu danych w systemie komputerowym, ich analizie oraz weryfikacji. Osoby te odpowiedzialne są również za przygotowywanie raportów, baz danych, a także opracowywanie i przedstawianie rekomendacji i wniosków z przeprowadzonych analiz. Jednym z kluczowych oczekiwań pracodawców wobec tych specjalistów jest biegła znajomość MS Office, szczególnie programu Excel. Od osób odpowiedzialnych za wprowadzania/przetwarzania danych wymaga się również bardzo dobrej znajomości języka angielskiego, umiejętności analitycznych oraz dokładności i zorientowania na szczegóły.

Specjalista ds. administracyjnych – wszechstronność mile widziana

O 29%, w porównaniu z II kwartałem 2014 r., wzrosło zapotrzebowanie na pracowników odpowiedzialnych za zarządzania biurem i administracją. Do zadań specjalistów ds. administracji należy sprawne administrowanie biurem, w tym prowadzenie kalendarza spotkań oraz ich organizacja, zarządzanie zaopatrzeniem i wyposażeniem biura, a także dbanie o dobry wizerunek firmy. Osoby specjalizujące się w administracji są również odpowiedzialne za pracę przy dokumentach firmowych czyli archiwizację i koordynowanie ich obiegu po firmie, przygotowywanie raportów i analiz, a także wsparcie w przygotowywaniu oficjalnych pism i prezentacji. Od kandydatów na stanowisko specjalisty ds. administracji oczekuje się wyższego wykształcenia, bardzo dobrej znajomości języka angielskiego a także biegłej znajomości MS Office. Nie bez znaczenia jest także znajomość branży, w której działa potencjalny pracodawca.

Jak wynika z powyższej analizy, praca w administracji biurowej oferuje szereg możliwości i stanowisk zarówno dla początkujących pracowników, jak i dla osób z wieloletnim doświadczeniem i szerokimi kompetencjami.