Popołudniowy komentarz walutowy z 02.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 02.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Nie tylko zatrudnieni na etacie mogą tworzyć związki

Ograniczenie udziału w związkach zawodowych do pracowników zatrudnionych na etacie jest niekonstytucyjne – orzekł Trybunał Konstytucyjny. Oznacza to, że zatrudnieni na umowach cywilnych mogą należeć do związków. Konfederacja Lewiatan uważa, że wszystkie osoby pracujące w szerokim tego słowa znaczeniu powinny mieć prawo do organizowania się i ochrony swoich praw.

– Następstwem wyroku Trybunału Konstytucyjnego będzie poważna zmiana przepisów prawa pracy. Wszystkie osoby wykonujące pracę zarobkową, powinny mieć prawo zrzeszania się w związkach zawodowych, co zresztą wynika z przepisów międzynarodowych. Niekoniecznie jednak muszą korzystać ze wszystkich uprawnień pracowniczych. Na pewno powinni być chronieni przed dyskryminacją ze względu na działalność w związkach zawodowych i mieć możliwość wyrażania wspólnego głosu – mówi dr Grażyna Spytek-Bandurska, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Lewiatan zwraca uwagę, że w praktyce z realizacją prawa do zrzeszania się mogą wiązać się liczne problemy. – Chodzi o wątpliwości dotyczące wskazania podmiotu, który będzie ponosił koszty funkcjonowania związku zawodowego, ochrony zatrudnienia w przypadku krótkotrwałej współpracy czy pracy równolegle u wielu przedsiębiorców. Ważne jest także w jakim zakresie osoby mające umowy cywilne będą objęte ochroną pracowniczą i czy struktury związkowe będą działać poza firmami na wzór organizacji branżowych lub regionalnych – dodaje Grażyna Spytek-Bandurska.

Zdaniem Lewiatana powinniśmy zwiększać poziom ochrony osób zatrudnionych na podstawie umów cywilnych i terminowych, ale równocześnie nie można zapominać o barierach zniechęcających pracodawców do zawierania umów na czas nieokreślony.

– Od lat postulujemy, aby złagodzić obowiązek pracodawcy podawania przyczyny wypowiedzenia umowy o pracę zawartej na czas nieokreślony, skrócić okresy wypowiedzenia, ograniczyć katalog grup pracowników korzystających ze szczególnej ochrony stosunku pracy, zmodyfikować zasady konsultacji zamiaru rozwiązania umowy na czas nieokreślony poprzez wprowadzenie kontroli równoległej, a nie uprzedniej – mówi Grażyna Spytek-Bandurska.

Konfederacja Lewiatan

7 czynników sukcesu firm rodzinnych

Udana sukcesja, dostęp kobiet do najwyższych stanowisk, ład korporacyjny, zrównoważony rozwój oraz cyberbezpieczeństwo – między innymi te kwestie decydują o sukcesie firm rodzinnych – tak wynika z raportu „Utrzymać władzę: Jak firmy rodzinne osiągają trwały sukces?”. Firma doradcza EY przebadała 2 400 największych na świecie przedsiębiorstw rodzinnych z 21 głównych, globalnych rynków.Wnioski płynące z badania potwierdzają na własnych przykładach przedstawiciele polskich firm, laureaci konkursu EY Przedsiębiorca Roku, którzy prowadzą biznes wspólnie z członkami swoich rodzin.

Firmy rodzinne stanowią ponad 2/3 przedsiębiorstw na świecie, zatrudniają w swoich krajach od 50 do 80% wszystkich pracowników. W Europie aż 85% przedsiębiorstw prywatnych to biznesy rodzinne, w sumie wypracowujące 70% PKB i zatrudniające 60% wszystkich Europejczyków. Wg raportu PARP z 2014 roku w Polsce stanowią one aż 68% wszystkich przedsiębiorstw, ale jedynie nieco ponad 7% z nich to duże podmioty. Polski biznes rodzinny to przede wszystkim małe i średnie przedsiębiorstwa, które generują 18% PKB. Biorąc pod uwagę rolę biznesu rodzinnego w globalnej gospodarce, firma doradcza EY wspólnie z Kennesaw State University Cox Family Enterprise Center zbadała największe przedsiębiorstwa z 21 głównych globalnych rynków pod kątem 7 czynników, które determinują sukces firm rodzinnych.

Sukcesja

Przekazanie firmy kolejnemu pokoleniu to największe wyzwanie, z jakim muszą się zmierzyć przedsiębiorstwa rodzinne. Dlatego większość z nich nie działa dłużej niż jedno pokolenie. Respondenci badania EY są jednak wyjątkowi, 53% to drugie lub nawet kolejne pokolenia właścicieli. – Skomplikowane relacje rodzinne oraz emocjonalny stosunek do firmy mogą spowodować, że sukcesja stanie się polem minowym. Jeśli właściciele chcą, żeby firma pozostała w rękach rodziny to muszą sukcesję potraktować jako proces, a nie jednorazowe wydarzenie – mówi Marek Jarocki, Dyrektor w Dziale Doradztwa Podatkowego EY. W Polsce aż 72% przedsiębiorców nie zamierza na razie rezygnować z prowadzenia firmy, 17% nie wie komu ją oddać, a tylko 4% rozpoczęło proces sukcesji i ma wybranego następcę – dodaje. – Znakomita większość polskich biznesów rodzinnych – w tym także część uczestników konkursu EY Przedsiębiorca Roku – powstała na początku lat 90-tych. Firmy rosły, zdobywały rynki i rozwijały skalę działalności. Teraz duża część z nich zadaje sobie pytanie, co dalej z ich biznesem – czy sprzedać firmę i korzystać z uzyskanego kapitału, czy przekazać ją kolejnemu pokoleniu bez gwarancji pomnożenia wypracowanych zysków. Sprawa sukcesji staje się najważniejszym wyzwaniem stojącym przed polską przedsiębiorczością – konkluduje Marek Jarocki.

87% światowych respondentów twierdzi, że rozpoczęła proces sukcesji i wyznaczyła osoby odpowiedzialne za jego przeprowadzenie. Jak podkreślają badani, edukacja następców jest wyjątkowo istotna. Przede wszystkim powinna obejmować cechy przywódcze i przedsiębiorczość (zdaniem 95%) oraz etykę prowadzenia biznesu (wg 97%).

Kobiety na wysokich stanowiskach

W firmach rodzinnych kobiety odgrywają większą rolę niż w pozostałych przedsiębiorstwach. Ponad połowa (55%) ma przynajmniej jedną kobietę wśród członków zarządu. Zdecydowana większość z nich bierze też pod uwagę wybranie kobiety na kolejnego prezesa. Taka zmiana miała miejsce w rodzinnym przedsiębiorstwie Suempol. Firma została założona w 1989 roku w Bielsku Podlaskim przez Urszulę i Edwarda Siecińskich. W 2002 roku stery jednego z największych producentów łososia wędzonego w Europie objęła córka. – Gdy stanęłam na czele grupy Suempol, która w tej chwili zatrudnia ponad 1200 pracowników w pięciu krajach Europy, zastanawiałam się na czym polegasekret dobrego, charyzmatycznego przywództwa, jakie przez tyle lat obserwowałam w wykonaniu mojego taty. Myślę, że najważniejsze są decyzje związane z budowaniem właściwego środowiska pracy oraz zadbanie o rodziny pracowników – bo szacunek i życzliwość to atrybuty, które powinny być efektem, a nie celem. Życzliwość, o którą wciąż zabiegam, jest rodzajem zapłaty za to, co robi się dla innych – i dzięki czemu można rozwijać swój biznes według twardych reguł – mówi Monika Siecińska-Jaworowska, Prezes Zarządu Suempol, laureatka nagrody specjalnej w konkursie EY Przedsiębiorca Roku 2014.

Ład korporacyjny

Prawie wszystkie badane firmy rodzinne (90%) mają rady nadzorcze. W niecałych 50% firm składają się wyłącznie z członków rodziny. Tylko w 28% połowa lub więcej członków nie jest spokrewniona z właścicielami. Rodzina odgrywa znaczącą rolę doradczą. Tę rolę pełnią przede wszystkim rodzice oraz współmałżonkowie. EY zbadał również relacje pomiędzy poszczególnymi członkami rodziny. 84% jest dumna z bycia częścią danej rodziny, 81% dba o siebie nawzajem, a 76% blisko współpracuje, by osiągnąć wspólne cele.

Komunikacja

Respondenci badania EY przyznają, że metodą rozwiązywania pojawiających się konfliktów jest komunikacja. 90% odbywa regularne spotkania, na których omawiane są kwestie biznesowe, a 70% ma dodatkowe narady poświęcone sprawom rodzinnym. Nadal głównym narzędziem komunikacji jest telefon, ale coraz częściej stają się nim także media społecznościowe czy rodzinny intranet. – Komunikacja wewnętrzna jest dla nas bardzo ważna – mówi Jerzy Krzanowski, Wiceprezes Grupy Nowy Styl. – Pomimo, że jesteśmy z bratem Adamem założycielami firmy i właścicielami, wszystkie decyzje strategiczne ustalamy razem z pozostałymi członkami zarządu podczas regularnych spotkań. Cały zarząd razem z nami liczy 5 osób. W Grupie Nowy Styl pracuje ponad 6000 pracowników mówiących w różnych językach, musimy dbać o komunikację w języku polskim i angielskim. Informację przekazujemy za pomocą wydawanego kwartalnie magazynu „Spinacz”, portalu wewnętrznego oraz mailowo. Ponadto wiele spraw rozwiązujemy poprzez regularne spotkania, telefony, wideokonferencje i maile. Razem z dyrektorami poszczególnych działów dyskutujemy kierunki rozwoju firmy, o których informacja jest  później przez szefów przekazywana pracownikom. Cykliczne spotkania i  dobra komunikacja między działami w różnych krajach, gwarantują nam działania na wysokim poziomie – dodaje. Zdolność rozwiązywania konfliktów oraz osiągania spójnego stanowiska przez wszystkich członków rodziny pozwala na długoterminowe planowanie rozwoju firmy oraz w efekcie osiąganie coraz lepszych wyników finansowych.

Branding

Firmy rodzinne są postrzegane jako bardziej godne zaufania niż pozostałe przedsiębiorstwa, dlatego często podkreślają fakt bycia rodzinnym biznesem. 64% respondentów twierdzi, że to ich wyróżnia i buduje pozytywny wizerunek wśród klientów. 68% silnie identyfikuje się z firmą, która jest częścią ich istnienia, a 76% nazywa siebie firmą rodzinną w kampaniach reklamowych, na stronach internetowych, portalach społecznościowych i w innych materiałach promocyjnych. – Firmy rodzinne postrzegane są przez klientów jako przyjazne i budzące zaufanie. Pozwala to na budowanie bliskich relacji z klientami i szybkie reagowanie na ich potrzeby a także wpływa na pozytywny wizerunek przedsiębiorstwa. Ziaja to firma rodzinna, oprócz mnie i mojej żony Aleksandry pracuje w niej również nasz syn Bartosz, synowa Lidia, oraz córka Barbara. Jesteśmy mocno zaangażowani w prowadzenie i rozwój firmy. Jednak rodzinny charakter przejawia się również w tym, że zatrudniamy całe rodziny, nawet wielopokoleniowe. Wiele z nich jest z nami od początku działalności. Moje życie od ponad 25 lat jest nierozerwalnie związane z firmą, której dałem swoje nazwisko. To wielka odpowiedzialność i jednocześnie satysfakcja. Nasze produkty nie są anonimowe, a z firmą można się identyfikować. To daje klientom poczucie bezpieczeństwa – mówi Zenon Ziaja, Prezes Ziaja, finalista 12. edycji konkursu EY Przedsiębiorca Roku. W podobnym tonie wypowiada się Krzysztof Biedrzycki, Prezes firmy Canpol. – W naszym przypadku zawsze podkreślaliśmy „rodzinność” naszego biznesu. Klienci chętniej wiążą się z firmą, za którą niezmiennie stoi to samo nazwisko. Dobre, przyjazne relacje osobowe zarządu i kadry menedżerskiej z dystrybutorami krajowymi i zagranicznymi stanowią o wzajemnym zaufaniu i bezpieczeństwu biznesu– W spółkach rodzinnych dużą wagę przywiązuje się do wartości firmowych. Są one osadzone w organizacji w sposób naturalny. To one integrują wszystkie działania przedsiębiorstwa i są kluczowe dla jego sprawnego funkcjonowania. Rodzinny system wartości jest fundamentem jednoczącym właściciela, klientów oraz pracowników. Właściwie określone wartości pozwalają na realizację zadań strategicznych i przyczyniają się do ciągłego rozwoju – podsumowuje Ewald Raben, Prezes Zarządu Grupy Raben, członek jury 15. międzynarodowego finału konkursu EY Przedsiębiorca Roku.

Zrównoważony rozwój

Ponad 50% największych firm rodzinnych jest zaangażowana w działania związane ze społeczną odpowiedzialnością biznesu. 81% aktywnie działa charytatywnie. – Co ciekawe, aż 85% firm rodzinnych wdrożyło kodeks zasad etycznych. W przypadku pozostałych przedsiębiorstw na świecie takie kodeksy ma tylko 57%. Zrównoważony rozwój oraz CSR są ważne nie tylko dla samego przedsiębiorstwa, ale dla wszystkich jego interesariuszy. Firmy rodzinne oparte na jasnym systemie wartości zdają się doskonale o tym wiedzieć – dodaje Marek Jarocki. – Wraz ze wzrostem organizacji położyliśmy w ostatnich 2 latach nacisk na prawidłowe relacje w zakresie etyki. Kadra menedżerska przeszła szkolenia w tym zakresie, a zasady zostały przekazane pracownikom. Przyniosło to efekt w postaci poprawy atmosfery pracy i uporządkowania relacji interpersonalnych w naszej firmie – tłumaczy Tomasz Biedrzycki – współwłaściciel, Wiceprezes zarządu firmy Canpol. – Zrównoważony rozwój oznacza, że wzrost gospodarczy to z jednej strony wyrównanie szans ludzi, przeciwdziałanie marginalizacji i dyskryminacji, a z drugiej podnoszenie jakości środowiska naturalnego i ograniczanie niekorzystnego oddziaływania produkcji na to środowisko.. Takie działanie jest dla nas bardzo ważne – mówi Adam Krzanowski, Prezes Grupy Nowy Styl i Przedsiębiorca Roku 2014, dlatego wydaliśmy raport Zrównoważonego Rozwoju wg europejskich wytycznych GRI 4.0.  W raporcie podsumowujemy nasze działania, ale również jasno stawiamy nasze zobowiązania z których w najbliższych latach będziemy się rozliczać – dodaje.

Cyberzagrożenia

Cyberbezpieczeństwo powinno być jednym z najważniejszych priorytetów wszystkich firm, w tym także rodzinnych. 75% badanych jest przekonana, że ich firmy dobrze zarządzają tym ryzykiem, ale aż ¼ wciąż nie ma świadomości, jak cyberzagrożenia mogą wpłynąć na ich biznes. – Większości cyberataków można uniknąć podejmując raczej proste, zdroworozsądkowe działania. Zarządzający firmami zawsze żałują, że nie potraktowali cyberzagrożeń poważnie, a tymczasem co roku dochodzi do tysięcy naruszeń bezpieczeństwa. To nowa rzeczywistość prowadzenia biznesu – mówi Michał Kurek, Dyrektor w Dziale Zarządzania Ryzykiem Informatycznym EY.

O badaniu

EY przebadał 2 400 największych na świecie firm rodzinnych w 21 największych, globalnych rynkach. Respondenci średnio zatrudniają 12 000 osób, działają w 15 krajach i mają przychody ze sprzedaży na poziomie 3,48 mld USD.

 

Analiza WIG20, DAX i S&P500 – 2.06.2015

Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.

E-faktury popularne w domach, ale nie w przedsiębiorstwach

O e-fakturach słyszał już niemal każdy Polak, a wskaźnik ich wykorzystania wśród klientów indywidualnych w ciągu ostatnich dwóch lat prawie się podwoił. Niestety pozytywne doświadczenia Polaków z e-fakturami nie przekładają się na ich popularność w polskich firmach – wynika z badania, które w lutym br. przeprowadziła koalicja „Wybieram e-faktury”, w skład której wchodzą Konfederacja Lewiatan, Orange Polska, UPC Polska oraz Poczta Polska Usługi Cyfrowe Sp. z o. o.

Badanie, miało odpowiedzieć na pytanie o popularność e-faktur w Polsce oraz zidentyfikować główne bariery dla dalszego rozwoju elektronicznego fakturowania. O e-faktury zapytano reprezentatywną grupę Polaków w wieku powyżej 25 lat oraz przedstawicieli 300 firm prowadzących działalność w Polsce .

Polacy nie tylko w zdecydowanej większości słyszeli o e-fakturach, ale też coraz chętniej z nich korzystają. W porównaniu do wyników badania z roku 2013, odsetek osób korzystających z e faktur wzrósł z 37% do 64%. Jednocześnie coraz więcej Polaków rezygnuje z papierowych wydruków – zgodnie z wynikami badania, popularność obu form fakturowania jest dziś bardzo zbliżona. Wzrost wskaźników wykorzystania e-faktur koresponduje z ich pozytywnym odbiorem, klienci po przejściu na fakturowanie elektroniczne bardzo rzadko decydują się na powrót do faktury papierowej.

Wyzwaniem dla dalszego rozwoju e-faktur mogą okazać się silne uprzedzenia 1/3 Polaków, czyli wszystkich tych, którzy nadal nie korzystają z elektronicznych dokumentów.

Doradca podatkowy i ekspert Lewiatana Przemysław Pruszyński zauważa, że uprzedzenia te są oparte w dużej mierze na stereotypach i przyzwyczajeniach. – Wielu Polaków obawia się przejścia na e-faktury ze względu na bezpieczeństwo i trwałość dokumentu. Wielu z nich ma poczucie, że papierowa faktura będzie dowodem transakcji, który można łatwo przechowywać i wrócić do niego np. w przypadku reklamacji. W rzeczywistości jednak papierowy dokument dosyć łatwo zniszczyć lub zgubić, a jego odtworzenie może kosztować nas sporo pracy – mówi.

Konieczność prowadzenia działań edukacyjnych widać jednak przede wszystkim wśród przedstawicieli polskich firm. Polacy nie przekładają swoich pozytywnych domowych doświadczeń na środowisko pracy. Firmy bardzo sceptycznie podchodzą do faktur elektronicznych – według szacunków respondentów, jedynie co dziesiąty podmiot wystawia takie faktury. Odbierających e-faktury zdaniem badanych jest więcej, bo około 30%. Co czwarta badana firma w ogóle nie ma do czynienia z fakturami elektronicznymi!

Jak zauważa dr hab. Agata Gąsiorowska, psycholog ekonomiczny ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej we Wrocławiu, firmy wydają się być jeszcze bardziej przyzwyczajone do faktur papierowych niż konsumenci, i także podnoszą bezpieczeństwo danych jako jeden z ważniejszych powodów pozostawania przy takiej formie. Ważnym czynnikiem, podobnie jak w przypadku konsumentów, wydaje się lęk i brak wiedzy, przy czym w przypadku firm jest to niewiedza odnośnie stanowiska organów skarbowych i najprawdopodobniej lęk wynikający z tej właśnie niewiedzy w kontekście ewentualnej kontroli.

Warto przypomnieć, że w rzeczywistości stanowisko urzędów skarbowych jest jasne. Obecnie faktura elektroniczna podobnie jak „zwykła” zdefiniowana jest w ustawie z 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (Dz.U. Nr 54, poz. 535). Ustawa określa również co rozumiemy przez zapewnienie autentyczności pochodzenia, integralności treści oraz czytelności faktury. Wskazuje na sposoby dochowania tych elementów oraz reguluje kwestie związane z wyrażeniem zgody na otrzymywanie faktów w formie elektronicznej.

 

***

Kampanię „Wybieram e-faktury” zainicjowała koalicja, w skład której weszły firmy i organizacje, których głównym celem jest edukowanie społeczeństwa na temat sposobów udostępniania i płatności e-faktur oraz obalanie mitów związanych z wykorzystaniem faktur elektronicznych. Koalicja została powołana po to, aby zwiększyć świadomość konsumentów w obszarze regulacji prawnych określających status e-faktur w Polsce oraz zwrócić uwagę Polaków na korzyści płynące z tego typu rozwiązania. W skład koalicji wchodzą: Konfederacja Lewiatan, Orange Polska, UPC Polska oraz Poczta Polska Usługi Cyfrowe Sp. z o. o. (Envelo).

Mieszkanie samo się (nie) sprzeda – jak niewiele potrzeba, żeby skutecznie odstraszyć potencjalnych nabywców

Myślisz, że sprzedaż mieszkania to pestka? Każdy to potrafi? Zobacz, jak niewiele potrzeba, żeby skutecznie odstraszyć potencjalnych nabywców.

Nie szczyp się. Daj wysoką cenę. Będzie z czego schodzić.

Cena nie przystaje do wartości mieszkań w okolicy? Nie szkodzi! Jak przyjdą, zobaczą, to będą się targować. O ile przyjdą. Bo cena odbiegająca od rynkowych realiów skutecznie zniechęca potencjalnych nabywców. Zarówno ta zbyt wysoka jak i podejrzanie niska. Cena idealna to wynik zimnej kalkulacji między wartością nieruchomości, tym za ile chcesz sprzedać a za ile w danym momencie klient będzie gotowy ją kupić.

Sesja dla domu? Przecież portal ogłoszeniowy to nie magazyn o wnętrzach.

Na pewno masz mnóstwo zdjęć w prywatnym archiwum. A że niewiele na nich widać poza rodziną i domowym rozgardiaszem? Żaden problem. Nadrobi się w opisach. Problem w tym, że nabywcy kupują oczami. Jeszcze zanim przekroczą próg sprzedawanego mieszkania. Przypadkowe, wątpliwej jakości zajęcia, zamiast chęci obejrzenia lokalu wywołają co najwyżej irytację. Nabywca chce zobaczyć przestronne, jasne wnętrza sfotografowane z różnych perspektyw. Pokazywanie jednego, w dodatku byle jak sfotografowanego, pomieszczenia to zwykła strata czasu.

Nie trać czasu na remonty. Nowy właściciel i tak wszystko naprawi.

Wiadomo, mieszkanie z czasem się zużywa. Nikogo wiec nie powinien dziwić cieknący kran, naderwany karnisz czy skrzypiące drzwi. A już tym bardziej przepalone żarówki czy poplamiona kanapa. Jak kupią, to sobie powymieniają. Niestety, pierwsze wrażenie zapada mocno w pamięć potencjalnego nabywcy. Zwykle na niekorzyść sprzedającego. Po co kupować towar z widocznymi usterkami, skoro w podobnej cenie można mieć lepszy?

Porządki owszem, ale bez przesady. Nie da się ogarnąć wszystkiego.

To normalne, że w domu, w którym ktoś mieszka, widać ślady jego obecności. Przecież nikomu nie powinno to przeszkadzać? Może. I to nawet bardzo. Przyszłego właściciela nie interesuje jakich kosmetyków używasz, co jadasz, lub nad czym aktualnie pracujesz. Ma jeden cel – przekonać się na własne oczy, czy w nowym lokalu będzie mógł wygodnie mieszkać. Chce ocenić dostępną przestrzeń nie skupiając się na zbędnych dodatkach. Dlatego na czas prezentacji z łazienki, kuchni i pokoi powinny zniknąć wszystkie prywatne drobiazgi. Najlepiej, jeśli wnętrza będą wyglądać neutralnie, jak w hotelu.

Każdy moment jest dobry na prezentację mieszkania

Jeśli przyszły właściciel dzwoni, znaczy że mu zależy. Nie ma co czekać. Najwyżej na chwile wciśnie się rodzinę do sypialni, a psa zamknie na balkonie. Przecież taka wizyta nie będzie trwać godzinami? Niekoniecznie. Osoby zainteresowane zakupem nieruchomości potrzebują czasu, żeby spokojnie się rozejrzeć. Kiedy widzą, że na stole stygnie obiad, poczują się niezręcznie, zaczną się spieszyć, co może mieć wpływ na ich decyzję. Sytuacja dodatkowo się komplikuje, kiedy na sprzedaż wystawiana jest nieruchomość aktualnie wynajmowana. Nie dosyć, że trudno zgrać terminy możliwe dla najemcy i ewentualnego nabywcy, to jeszcze właściciel nie ma żadnego wpływu na to, co zastanie na miejscu.

Konkluzja

Empatia, empatia i jeszcze raz empatia. Postawienie się na miejscu kupującego pozwoli uniknąć wpadek oraz pomoże rozwiać ewentualne dylematy związane ze sprzedażą mieszkania. Spojrzenie z perspektywy potencjalnego kupującego uzmysłowi nam atuty oraz niedoskonałości naszej oferty. Dzięki temu będziemy wiedzieli co uwypuklić, a co dopracować tak by mieszkanie szybko znalazło amatora.

Mateusz Sikorowicz
Home Broker

Grupa BEST kupuje portfel wierzytelności od Sygma Banku

Grupa BEST zawarła umowę nabycia portfela wierzytelności bankowych od Sygma Banque Societe Anonyme Oddział w Polsce o łącznej wartości nominalnej około 290 mln zł. Zapłaci za niego 45 mln zł.

Nabywane od Sygma Banku wierzytelności trafią do portfela funduszu BEST I NSFIZ, w którym Grupa BEST ma 100% udziałów. Pakiet obejmuje około 25 tysięcy wierzytelności, głównie nieregularnych kredytów gotówkowych.

 

Na zdj. Krzysztof Borusowski, prezes Best [fot: best.com.pl]
Na zdj. Krzysztof Borusowski, prezes Best [fot: best.com.pl]
Obserwujemy wzmożoną podaż wierzytelności bankowych. Rynek obrotu wierzytelnościami nieregularnymi znajduje się w wyraźnym trendzie wzrostowym, czemu sprzyjają: porządkowanie bilansów przez banki oraz procesy konsolidacyjne w sektorze bankowym. Do tego dochodzi podaż portfeli typowo hipotecznych. Wiele wskazuje na to, że po dotychczas rekordowym 2014 roku w tym roku może paść kolejny rekord pod względem wartości transakcji – powiedział Krzysztof Borusowski, prezes BEST.

Grupa BEST uczestniczy we wszystkich istotnych postępowaniach przetargowych. Jesteśmy przygotowani do tego, aby sfinansować zakup nawet największych portfeli wierzytelności wystawianych na sprzedaż. Zawsze licytujemy przy tym rozsądnie i angażujemy się tylko w te transakcje, w przypadku których cena za nabywane wierzytelności pozwala na osiągnięcie stopy zwrotu adekwatnej do ryzyka charakteryzującego inwestycje w naszej branży – podkreślił prezes BEST.

 

PZU chce stworzyć czwarty co do wielkości bank w Polsce złożyło ofertę na Raiffeisen Polbank

Rynek nie zdążył jeszcze dobrze ochłonąć po przejęciu akcji Aliora przez PZU, a na celowniku ubezpieczyciela znalazł się już kolejny bank. Jak donosi Reuters, PZU złożyło ofertę na udziały w Raiffeisen Polbank. 

Póki co nie są znane szczegóły. Ruch ten idealnie wpisuje się jednak w strategię, jaką rozrysował przed akcjonariuszami prezes ubezpieczyciela, Andrzej Klesyk. PZU chce stworzyć czwarty co do wielkości bank w Polsce poprzez połączenie trzech mniejszych. W sobotę spółka poinformowała o podpisaniu przedwstępnej umowy zakupu 25,25%. akcji Alior Banku za 1,63 mld.

Raiffeisen Bank International, właściciel Raiffeisen Polbanku, podjął decyzję o wystawieniu na sprzedaż swojej polskiej spółki-córki jeszcze w lutym. Austriaków zmusiły do tego kroku straty, jakie ponieśli w 2014 roku. Chcą oni w ten sposób uzupełnić swoje rezerwy kapitałowe. Innym polskim bankiem będącym obecnie na sprzedaż jest BPH.

HSBC zwolni tysiące pracowników

Jedna z największych grup bankowych świata – HSBC Holding – planuje w najbliższym czasie duże cięcia kadrowe w oddziałach z całego świata. Oficjalna informacja ma zostać podana przez firmę w przyszłym tygodniu.

9 czerwca ma odbyć się oficjalna konferencja dla inwestorów, na której dyrektor banku Stuart Gulliver ma doprecyzować plany dotyczące kilkunastotysięcznych zwolnień obejmujących wszystkie oddziały rozmieszczone na całym globie – podaje serwis Sky News, powołując się na nieoficjalne źródło.

Pierwsze sygnały o ewentualnych zwolnieniach pojawiły się już w lutym, kiedy Gulliver wskazał brazylijskie, tureckie, meksykańskie i amerykańskie filie jako te, które wymagają usprawnień lub sprzedaży.

Redukcja etatów jest szacowana na 10-20 tys. stanowisk. Szczegóły zostaną podane w przyszłym tygodniu – obecnie HSBC uchyla się od udzielania komentarzy. Zmiany kadrowe mają jednak nie wpłynąć na skalę operacji, jakie bank realizuje w Brazylii i Turcji.

Zawody przyszłości. Ile można na nich zarobić?

0

Tester gier, trendsetter, czyli osoba promująca i kreująca trendy, fundraiser, osoba specjalizująca się w pozyskiwaniu funduszy – to nowe zawody przyszłości. Jak to się opłaca i ile można na nich zarobić?

Trendsetter, który swoją obecnością kreuje trendy i promuje nowe miejsca zarabia w od 2,5 tys zł do 3,5 tys zł. Znacznie więcej dostaje employer branding, który buduje wizerunek firmy jako ciekawe miejsce do pracy. Na tym stanowisku można zarobić miedzy 4 a 7 tysięcy złotych.

– Nowe zawody to perspektywa ostatnich kilku lat. Ich kolebką są USA, bo tam właśnie powstają  – mówi  Krzysztof Inglot, rzecznik prasowy Work Service S.A. Nowe zawody pojawiają się także w Europie np. w Wielkiej Brytanii. W Polsce obecne są od kilku lat.

Wypowiedź: Krzysztof Inglot, rzecznik prasowy Work Service S.A.

Polnord rozpoczyna publiczną ofertę obligacji o wartości do 50 mln zł

0

Wiodący na polskim rynku deweloper mieszkaniowy Polnord SA („Spółka”) rozpoczyna ofertę obligacji o wartości do 50 mln zł, w ramach ustanowionego programu emisji obligacji do kwoty 100 mln zł.  We wtorek, 2 czerwca 2015 r., Spółka opublikowała prospekt emisyjny w związku z planowaną ofertą 3-letnich obligacji korporacyjnych skierowanych głównie do inwestorów detalicznych.

Obligacje Polnordu charakteryzują się atrakcyjnym oprocentowaniem opartym o trzymiesięczny WIBOR powiększony o 3,5-procentową marżę. Przy obecnym poziomie WIBOR oznacza to oprocentowanie obligacji powyżej 5 procent w skali roku, a więc zdecydowanie wyższe niż w przypadku najlepiej oprocentowanych tradycyjnych lokat bankowych. Odsetki od obligacji będą wypłacane w okresach kwartalnych.

Środki z emisji obligacji będą przeznaczone na dalszy rozwój Spółki, w szczególności na zmianę struktury finansowania Grupy oraz zakup nowych gruntów.  W najbliższym czasie Spółka zamierza zakupić nieruchomości położone głównie w Warszawie, pod realizację nowych projektów deweloperskich. Zapisy na obligacje w ramach prowadzonej oferty publicznej rozpoczną się 8 czerwca, a zakończą 19 czerwca 2015 r. Przydział papierów przewidziano na 22 czerwca 2015 r., a planowany dzień emisji to 2 lipca 2015 roku. Obligacje są niezabezpieczone i denominowane w złotych.

Piotr Wesołowski, Prezes Zarządu Polnord SA
Piotr Wesołowski, Prezes Zarządu Polnord SA

„Nasza strategia zakłada koncentrację na projektach mieszkaniowych. Tylko do końca 2015 roku planujemy rozpocząć 17 inwestycji,  z czego 10 to kolejne etapy projektów już prowadzonych, a 7 zupełnie nowe projekty w atrakcyjnych lokalizacjach w Warszawie, Trójmieście, Szczecinie, Olsztynie i Wrocławiu. Kapitał, który planujemy pozyskać od inwestorów zostanie więc dobrze spożytkowany” – powiedział Piotr Wesołowski, Prezes Zarządu Polnord SA.

„Mamy jasno zdefiniowany cel sprzedawania 1,5 tysiąca mieszkań rocznie, co daje nam pozycję w ścisłej czołówce wśród krajowych deweloperów. Naszym wyróżnikiem jest koncentracja na wysoko marżowych projektach oraz prawie 40 lat doświadczenia, a co za tym idzie dogłębna znajomość lokalnych rynków” – podkreślił Prezes Wesołowski.

W 2014 roku Polnord zawarł umowy sprzedaży 1.252 mieszkań. W I kwartale 2015 r. sprzedał 346 lokali.  Projekty planowane do uruchomienia do końca 2015 roku stwarzają potencjał do rozszerzenia oferty Polnordu o 2.197 lokali o łącznej powierzchni użytkowej mieszkań wynoszącej ponad 115 tys. m2. Polnord najwięcej projektów realizuje w obrębie aglomeracji warszawskiej i trójmiejskiej, czyli na bardzo chłonnych i dynamicznie rozwijających się rynkach.

Grupa Polnord skutecznie zmniejsza poziom zadłużenia. W 2014 roku wykonała plan zmniejszenia długu netto do poziomu 425 mln zł. Plan na 2015 rok to spadek zadłużenia o kolejne 50 mln zł.

Organizatorem i oferującym emisji obligacji jest Dom Maklerski mBanku S.A. i mBank S.A., doradcą prawnym Allen & Overy, A. Pędzich sp. k.

Komentarz walutowy DM BZ WBK – 2.06.2015

Obejrzyj nasz materiał wideo pt. „Komentarz walutowy”. Znajdziesz w nim komentarz Marcina Działka dotyczący bieżącej sytuacji na rynkach walutowych.

Inn(owacyjn)a Warszawa. Stolica Polski startupowym hubem

Warsaw Innovation DaysNa blisko miesiąc Warszawa stanie się światową stolicą innowacyjności. 8 czerwca rusza Warsaw Innovation Days. To międzynarodowy cykl spotkań i warsztatów adresowanych do przedsiębiorców, startupów, inwestorów oraz wszystkich tych, którym bliska jest tematyka innowacji. Niektóre z przedsięwzięć – takie jak np. Akademia Komercjalizacji – będą miały podczas #WinnDays swoją premierę.

Innowacyjność oraz komercjalizacja pomysłów to pięta achillesowa polskiego biznesu. Według badań Eurostatu jedynie 28 proc. polskich spółek można zaliczyć do grona innowacyjnych. Spośród państw należących do Unii Europejskiej z takim wskaźnikiem wyprzedzamy jedynie Bułgarię. W najnowszym rankingu Komisji Europejskiej Innovation Union Scoreboard (IUS) zajmujemy 24. miejsce pod względem innowacyjności gospodarki. Poprawiliśmy się wprawdzie o jedno oczko w porównaniu z poprzednim rankingiem KE, ale nadal wleczemy się w ogonie. Mało optymistyczne dane przynosi również raport autorstwa Deloitte, wedle którego to właśnie polska gospodarka jest jedną z najmniej innowacyjnych w całej Europie. Przedsiębiorcy znad Wisły z lekką nutką zazdrości patrzą na sytuację w państwach ościennych, ponieważ u siebie nie mogą liczyć na specjalne ulgi, a krajowe programy wsparcia pozostawiają wiele do życzenia.

Deficytowi innowacyjności próbuje zaradzić polski rząd, który zapowiada nowelizację ustawy o niektórych formach wspierania działalności innowacyjnej jeszcze przed wyborami parlamentarnymi, a minister Lena Kolarska-Bobińska mówi wręcz o konieczności zasypania „doliny śmierci”, jak określiła kłopoty z komercjalizacją innowacji.

Gruszek w popiele nie zasypują także ci bezpośrednio uwikłani w tematykę urynkowienia wiedzy i technologii. Uczestnicy Warsaw Innovation Days, które rozpoczną się 8 czerwca i potrwają do 30 czerwca, przedstawiają własne metody na zażegnanie kryzysu związanego z komercjalizacją innowacji i technologii.

– Polscy przedsiębiorcy mają głowy pełne innowacyjnych pomysłów. Niestety, często nie posiadają biznesowego know-how, które pozwoliłoby im te pomysły skomercjalizować, czyli przekuć w praktyczne, biznesowe rozwiązania. Wielu przedsiębiorców blokuje choćby „bankructwofobia”, czyli obawa przed finansowym fiaskiem innowacyjnego projektu, np. niemożliwością znalezienia stałego źródła jego finansowania, czyli z tzw. deal flow czy cash flow. Chcemy ich nauczyć, jak te bariery przezwyciężać – tłumaczy Piotr Koral,  Prezes Zarządu Grupy INVESTIN będącej organizatorem Akademii Komercjalizacji, która wypełni największą część Warsaw Innovation Days i potrwa aż do 6 lipca.

Dziś powinniśmy raczej mówić o deficycie wiedzy o komercjalizacji technologii, niż o deficycie innowacyjności jako takiej. To właśnie niedostateczną wiedzę z zakresu komercjalizacji pomysłów i technologii można uznać za „cichego zabójcę” polskiej innowacyjności. W ramach warsztatów i szkoleń w Akademii Komercjalizacji chcemy – opierając się na rzeczywistych case’ach – wypełnić rynkową lukę w obszarze wiedzy o sposobach urynkowienia pomysłów. Zarówno w sektorze biznesowym jak i świecie nauki – dodaje Katarzyna Michalska, Menedżer ds. Rozwoju i Komunikacji Grupy INVESTIN.

Akademia oferuje 8 ścieżek tematycznych, w ramach których eksperci rozwieją wątpliwości dotyczące m.in. finansowania rozwoju technologii i działalności badawczo-rozwojowej, oceny potencjału komercyjnego technologii, ekspansji zagranicznej czy kwestii prawnych i podatkowych związanych z komercjalizacją innowacji.

O tym co musi się stać, by innowacja nad którą pracuje startup została przyjęta przez korporację i odniosła sukces opowiedzą organizatorzy spotkania Startup Grind Warsaw „Przemysł kosmiczny i digital signage.”

W programie Warsaw Innovation Days nie zabraknie także dużych konferencji takich jak Globe Forum i Kongres Innowacyjnej Gospodarki w których swój udział zapowiedzieli m.in. prof. Krzysztof Jan Kurzydłowski, dyrektor NCBR, Mateusz Szczurek, Minister Finansów czy Bruno Duthoit, prezes Orange Polska. Obok paneli poświęconych własności intelektualnej, czy funduszom unijnym, konferencja będzie okazją do udziału w warsztatach w zakresie np. prototypowania pomysłów czy zapoznania się ze studiami przypadków dotyczącymi crowdfundingu czy crowdsourcingu.

Organizatorami #WinnDays są m.st. Warszawa oraz fundacja Globe Forum. Wśród partnerów wydarzenia znalazły się m.in.: Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, Facebook, UPC, Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, Deloitte.

AHK Polska realizuje projekt wspierający polskie start-upy w ekspansji na rynek bawarski

Wg badania koniunktury Niemieckiego Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, gospodarka Niemiec osiągnie w bieżącym roku najwyższy od 2011 r. poziom – w porównaniu do ub.r. oczeku-je się wzrostu PKB o 2,2%. Wynikać ma on przede wszystkim z dużego popytu na dobra konsumenckie, dobrej sytuacji na rynku pracy, niskich cen energii oraz słabego kursu euro.

Eksperci prognozują, że w 2015 r. powstanie ok. 300 tys. nowych miejsc pracy, w 2016 r. zostanie utworzonych kolejnych 200 tys. Dla polskich start- upów to bardzo dobra wiadomość. Wraz z rozwojem gospodarki pojawia się zwiększony popyt na innowacyjne produkty i usługi. A polskie firmy do-skonale konkurują na niemieckim rynku. Opinie o polskich dostawcach są coraz lepsze. Nie dość, że potrafimy dostarczać tańsze rozwiązania, mamy wykwalifikowaną kadrę to jeszcze jesteśmy innowacyjni i znajdujemy nowe rozwiązania starych problemów.

Właśnie dlatego Polsko-Niemiecka Izba Przemysłowo-Handlowa (AHK Polska) realizuje projekt wspierający polskie start-upy w ekspansji na rynek bawarski. Najbardziej innowacyjni młodzi przedsiębiorcy otrzymają pakiet szkoleń oraz udział w dedykowanych spotkaniach z bawarskimi przedsiębiorcami, inwestorami i aniołami biznesu.

Do wieloetapowego projektu ”Start to Bavaria” zaproszone są polskie start-upy ze skalowalnymi przedsięwzięciami. Aby wziąć udział w programie należcy do 15. czerwca przysłać formularz zgłoszeniowy poprzez stronę http://ahk.pl/pl/wydarzenia/start-to-bavaria/

Z nadesłanych zgłoszeń eksperci AHK Polska wybiorą 20 projektów, które zostaną zaprezentowane podczas Bavaria Demo Day w Warszawie. Prezentacje będą oceniać specjaliści bawarskiej sceny start upowej. Uczestnicy otrzymają wartościową informację zwrotną, która pomoże im w rozwoju i globalizacji ich przedsięwzięć. Kolejnym etapem projektu „Start to Bavaria” będzie wizyta w Monachium. Jej celem będzie nawiązanie kontak-tów biznesowych, które mają szanse zaowocować ciekawą współpracą.

Polskie startupy spotkają się z inwestorami, aniołami biznesu oraz przedstawicielami najwięk-szych niemieckich przedsiębiorstw. AHK Polska zorganizuje także indywidualne prezentacje przed bawarskimi inwestorami i użytkownikami przemysłowymi. W trakcie trzydniowego pobytu w Monachium młodzi polscy przedsiębiorcy otrzymają szanse poznanie bawarskiej sceny start-upowej.

„Rynek bawarski potrzebuje nowych inteligentnych rozwiązań i jest otwarty na innowacyjne pomysły biznesowe z Polski. Wieloletnie doświadczenia płynące ze współpracy polsko–bawarskiej pokazują, że otwiera się nowa płaszczyzna dla przedsiębiorstw w początkowej fazie tworzenia. Dlatego też AHK Polska rozpoczyna program dedykowany start-upom aspirującym do ekspansji na rynek bawarski”- mówi Anna Chojnacka, dyrektor doradz-twa rynkowego w AHK Polska.

Zgłoszenia i kontakt dla uczestników [email protected]

Rynek odzieży i obuwia w Polsce: sklepy w centrach handlowych tracą na popularności

Z badania konsumenckiego zawartego w najnowszym raporcie PMR pt.„Handel detaliczny odzieżą i obuwiem w Polsce 2015”, wynika, że sklepy w centrach handlowych tracą na popularności jako miejsca zakupu odzieży i obuwia. Zyskują sklepy outletowe oraz internet. 

Biorąc pod uwagę popularność poszczególnych kanałów dystrybucji zauważamy znaczące zmiany w preferencjach konsumenckich. Na przestrzeni ostatnich lat widać spadek popularności galerii handlowych jako miejsca zakupu odzieży – z 64% w 2013 r., 60% w 2014 r. do 54% w 2015 r.

Zmiany te jeszcze bardziej widoczne są w odpowiedziach na pytanie o główne miejsce zakupu ubrań. W tym przypadku galerie handlowe straciły w ciągu roku aż 9 p.p., a 8 p.p. zyskały sklepy markowe poza galeriami. Z 3% do 8% wzrósł również odsetek osób deklarujących, że kupują przede wszystkim przez internet. Z osobnego pytania wynika natomiast, że odsetek konsumentów, którzy w ciągu ostatniego roku odwiedzili centrum outletowe wzrósł z 17% w 2013 do 27% w roku 2014.

„Przesunięcia klientów między różnymi formatami związane są z dywersyfikacją kanałów sprzedaży odzieży w Polsce oraz świadczą o rosnącym znaczeniu zakupów w sklepach outletowych oraz zakupów online. W tej chwili większość dużych graczy umożliwia klientom zakupy w każdym z trzech kanałów: w tradycyjnym sklepie, w outlecie lub przez Internet. To jednak rodzi problemy dla właścicieli centrów handlowych, którzy muszą zmierzyć się z malejącym wskaźnikiem odwiedzalności oraz dodatkowo rosnącym nasyceniem powierzchnią handlową”, komentuje Patrycja Nalepa, Starszy analityk handlu detalicznego w PMR.

„Coraz większa popularność outletów oraz internetu świadczy o rosnącej liczbie Polaków, których można określić jako smart shoppers, czyli takich, którzy chcą kupować mądrze – dobrą jakościowo odzież, ale w korzystnej cenie, którzy poszukują jak najlepszej oferty i polują na okazje”, dodaje Patrycja Nalepa.

Handel detaliczny odzieżą i obuwiem w Polsce 2015.

Handel detaliczny odzieżą i obuwiem w Polsce 2015.


Na potrzeby raportu firma PMR przeprowadziła badanie na reprezentatywnej próbie 609 dorosłych mieszkańców Polski. Badanie zrealizowano techniką wywiadów telefonicznych CATI. Do rozmowy zostały zaproszone osoby, które zadeklarowały, iż w 2014 r. osobiście dokonały co najmniej jednokrotnie zakupu odzieży lub obuwia. W osobnym bloku pytań odpowiedzi udzieliły osoby, które w minionym roku przynajmniej raz odwiedziły centra outletowe Factory oraz Fashion House.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. Handel detaliczny odzieżą i obuwiem w Polsce 2015.

Autor: Patrycja Nalepa

Polska firma zadba o węgierską produkcję motoryzacyjną

Motoryzacja jest motorem węgierskiej gospodarki i stanowi aż jedną piątą eksportu tego kraju. Nie mogłoby zabraknąć tam Exact Systems, firmy kontrolującej części samochodowe. Węgry to dziewiąty kraj w Europie, w którym polski lider kontroli jakości oraz jedna z największych firm tego typu w Europie, otwiera swoją spółkę.

– Motoryzacja od kilku lat jest oczkiem w głowie węgierskich władz. Nic dziwnego, bo za sprawą licznych inwestycji, które zostały ściągnięte nad Dunaj, w dużym stopniu przyczynia się do wzrostu PKB oraz stanowi ponad 20% wartości eksportu w tym kraju. Można powiedzieć, że pod wieloma względami węgierska branża motoryzacyjna jest podobna do naszej – działają tam zakłady czterech producentów aut i ponad 600 dostawców części, branża zatrudnia ponad 120 tys. osób, niezła geolokalizacja i koszty pracy na poziomie podobnym do naszego. Jednak, jeśli przyjrzymy się bliżej temu rynkowi, zauważymy, że Polska może więcej zaoferować – mówi Paweł Gos, Prezes Zarządu Exact Systems i ekspert Polskiej Izby Motoryzacji. – Po pierwsze, zapewniamy większą stabilność polityczno-gospodarczą oraz przewidywalność ekonomiczną. Z powodzeniem działają u nas bardzo dobrze oceniane Specjalne Strefy Ekonomiczne. Po drugie, na plus działa także większy popyt wewnętrzny. Choć daleko nam jeszcze do zachodnich państw europejskich, rocznie sprzedajemy ponad 300 tys. nowych samochodów. Na Węgrzech w całym 2014 r. zostało sprzedanych niespełna 70 tys. – dodaje Gos.

Atrakcyjna baza firm produkujących samochody i części do nich skusiły Exact Systems, polskiego lidera w zakresie kontroli części samochodowych, do uruchomienia spółki na Węgrzech. Dziewiąte przedstawicielstwo w Europie rozpocznie działalność latem br. Jego model działania jest taki sam jak przy wejściu na inne rynki zagraniczne. Zgodnie z ideą wzrostu organicznego, Exact Systems nie przejął żadnej węgierskiej spółki, lecz tworzy ją sam zupełnie od podstaw. – Chcemy w możliwie jak największym procencie przenieść dobrze działający i efektywny model polski, a firmy motoryzacyjne działające nad Dunajem zyskają doświadczonego partnera w zakresie outsourcingu kontroli jakości – wyjaśnia Paweł Wieczorek, Dyrektor ds. Rozwoju Rynków Zagranicznych, odpowiedzialny m.in. za rynek węgierski, słowacki, czeski i rumuński.

Otwarcie nowej spółki na Węgrzech to nie początek współpracy z tamtejszymi podmiotami motoryzacyjnymi, lecz jej kontynuacja. Exact Systems w ostatnich latach realizował wiele zleceń kontroli jakości, które otrzymywał od spółek węgierskich. – Do tej pory usługi dla producentów z Węgier świadczyliśmy na terenie zakładów ich klientów w ośmiu krajach, w których mamy swoje przedstawicielstwa. Otrzymaliśmy jednak wiele sygnałów od naszych partnerów, że są zainteresowani kontynuacją współpracy z nami w zakresie kontroli jakości na ich lokalnym, węgierskim rynku.. Dodatkową motywacją do utworzenia firmy na Węgrzech były ostatnio podpisane umowy globalne z międzynarodowymi producentami, które jako umowy koncernowe autoryzują nas do współpracy z ich oddziałami w wielu państwach – mówi Paweł Wieczorek.

Węgry to dziewiąte państwo, w którym działa Exact Systems. Firma jest już obecna w Polsce, Niemczech, Czechach, Słowacji, Rosji, Turcji, Rumunii i Wielkiej Brytanii. W sumie zatrudnia ponad 3,5 tys. pracowników i obsługuje 400 zakładów motoryzacyjnych w całej Europie. Zarząd Exact Systems podkreśla, że ekspansja na rynki zagraniczne ma swoje pozytywne odbicie w wynikach finansowych. Połowę przychodów całej Grupy Kapitałowej Exact Systems generują właśnie nasze spółki zagraniczne – podkreśla Paweł Gos. I dodaje, że dynamiczny wzrost europejskiego biznesu skłania do wyjścia na inne kontynenty. – Prowadzimy rozmowy dotyczące kolejnych inwestycji na nowych rynkach, m.in. w USA, Meksyku i Brazylii. Widzimy, że to bardzo perspektywiczne rynki, a kontrola części motoryzacyjnych stanowi na nich wciąż atrakcyjną i niezagospodarowaną niszę – mówi Paweł Gos.

Wartość nominalna portfela Funduszu Sekurytyzacyjnego Pragma Inkaso osiągnęła kwotę 555 mln zł!

0

Dziś tj. 1 czerwca 2015 r. Fundusz Pragma 1 Fundusz Inwestycyjny Zamknięty Niestandaryzowany Fundusz Sekurytyzacyjny podpisał umowę z bankiem komercyjnym o łącznej wartości nominalnej 60.226 tys. zł.  Po dokonaniu transakcji wartość nominalna portfela Pragma 1 FIZ NFS osiągnęła kwotę 555 mln zł, z czego 325 mln zł – to zakupy w 2 kwartale br.

Tomasz Boduszek, Prezes Grupy Pragma
Tomasz Boduszek, Prezes Grupy Pragma

„Rozwój funduszu Pragma 1 jest kluczowym elementem strategii całej Grupy. Zgodnie z założeniami nabywamy wyłącznie portfele o charakterze biznesowym. Ten segment rynku w mojej ocenie ma ogromny potencjał rozwoju z uwagi na wciąż sporo niższy poziom sprzedaży przez banki portfeli gospodarczych niż to ma miejsce na bardziej dojrzałym rynku portfeli detalicznych oraz mniejszą konkurencję w stosunku do rynku detalicznego, przy stosunkowo dużych barierach wejścia.” – mówi Tomasz Boduszek, Prezes Grupy Pragma.

Kluczowym był 2 kwartał br., w którym Fundusz Pragma 1 podpisał umowy z bankami komercyjnymi na zakup bankowych portfeli gospodarczych na łączną kwotę nominalną 325 mln. zł.

W 2015 r. planujemy zainwestować w portfele bankowe kwotę do 30 mln zł i zwiększyć swój udział w rynku do poziomu przekraczającego 20% utrzymując jednocześnie wysoką dynamikę spłat z portfeli.”- zapowiada Tomasz Boduszek.

 

Polacy zapłacili 111 mln za brak OC

Nakładanie kar na osoby, które nie wykupiły obowiązkowych polis to jedno z licznych zadań Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego (UFG). Opłaty karne na rzecz UFG dotyczą głównie kierowców. W ostatnich latach bardzo szybko rośnie liczba ukaranych posiadaczy pojazdów. Ta zmiana wskazuje, że system kontroli stał się bardziej skuteczny.

W minionym roku UFG nałożył kary o wartości 111 mln zł

Na podstawie raportu Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego można sprawdzić wysokość kar dla kierowców, które od 2005 r. do 2014 r. nałożyła wspomniana instytucja (patrz poniższe zestawienie). „Warto zwrócić uwagę, że konsekwencje związane z brakiem obowiązkowych polis ponoszą również rolnicy. Suma kar nałożonych na takie osoby jest jednak bardzo niska w porównaniu z kwotami, które co roku płacą kierowcy” – mówi Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Informacje podane przez UFG wskazują, że w minionym roku łączna wysokość kar nałożonych za brak polisy wyniosła 111 185 533 zł (roczny wzrost o 28,60%). Opłaty karne dla kierowców stanowiły aż 99,99% tej kwoty. Nietrudno zauważyć, że suma kar związanych z brakiem ubezpieczenia bardzo wyraźnie zwiększyła się w 2013 r. Po części jest to efekt zmiany w zasadach rachunkowości UFG. „Przed 2013 rokiem Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny, po stronie przychodów księgował tylko faktycznie otrzymane kwoty. Obecnie UFG traktuje karę jako przychód już w momencie jej nałożenia” – wyjaśnia Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Według Niny Kuczyńskiej na uwagę zasługują również informacje dotyczące liczby kierowców nieposiadających aktualnego ubezpieczenia OC. W 2014 roku Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny zebrał informacje o 74 457 takich osobach. To oznacza roczny spadek o 4,52%. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że ubiegłoroczny wynik jest o 163% wyższy od wartości sprzed dziewięciu lat.

Bardzo duży wzrost liczby zgłoszeń dotyczących braku ubezpieczenia wynika z wprowadzonych zmian systemowych i nowych zasad pracy policji. Od kilku lat funkcjonariusze „drogówki” coraz częściej kontrolują ważność OC. Pomaga im w tym elektroniczny system e-Zawiadomienia. Nina Kuczyńska przypomina, że Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny dokonuje również automatycznych kontroli na podstawie informacji zgromadzonych w swojej bazie danych. Dzięki temu można wykryć przerwę w obowiązkowym ubezpieczeniu bez działań policji lub innych uprawnionych organów (np. Straży Granicznej lub Inspekcji Transportu Drogowego).

Warto nadmienić, że w ubiegłym roku UFG sam wykrył 26 775 przypadków związanych z brakiem polisy OC dla posiadaczy pojazdów mechanicznych. Ponad połowę kierowców bez polisy (13 910), UFG zidentyfikował przy pomocy systemu monitorującego daty ważności ubezpieczeń (zwanego potocznie wirtualnym policjantem). Prócz wprowadzenia funkcji wirtualnego policjanta (pod koniec 2011 r.), Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny w ostatnich latach znacznie usprawnił też procedury windykacyjne.

 

Wysokość kar za brak obowiązkowego ubezpieczenia, które nakładał

i otrzymywał Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny (lata 2005 – 2014)

Rok Wysokość kar nałożonych na kierowców Wysokość kar nałożonych na rolników Łączna wysokość kar, które nałożył UFG Liczba spraw dotyczących braku obowiązkowego OC dla kierowców
2014 r.  111 170 312,74 zł*  15 220,00 zł*  111 185 532,74 zł* 74 457
2013 r.  86 380 394,45 zł*  80 868,12 zł*  86 461 262,57 zł* 77 982
2012 r. 15 032 522,53 zł 77 082,83 zł 15 109 605,36 zł 66 200
2011 r. 13 759 383,43 zł 116 477,96 zł 13 875 861,39 zł 43 934
2010 r. 12 356 016,18 zł 135 433,04 zł 12 491 449,22 zł 55 060
2009 r. 10 720 685,75 zł 149 572,38 zł 10 870 258,13 zł 23 503
2008 r. 12 221 724,09 zł 158 821,75 zł 12 380 545,84 zł 24 404
2007 r. 15 831 083,91 zł 108 307,29 zł 15 939 391,20 zł 28 822
2006 r. 18 512 691,49 zł 119 935,87 zł 18 632 627,36 zł 23 371
2005 r. 22 314 988,72 zł 129 904,11 zł 22 444 892,83 zł 28 263

*- Uwaga: od 1 stycznia 2013 roku Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny uwzględnia również kary, które zostały nałożone w danym roku i niezapłacone. Do 2013 roku UFG jako przychód kwalifikował tylko kary faktycznie zapłacone.

Źródło: opracowanie własne na podstawie danych z raportów UFG

 

Obowiązujące stawki karne wzrastają co 12 miesięcy …

W kontekście opłat karnych dla kierowców warto wspomnieć, że na początku bieżącego roku znów wzrosła ich wysokość (patrz poniższa tabela). Ta zmiana wynika z przepisów ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych. Zgodnie ze wspomnianą ustawą, wysokość kary za brak OC jest ustalana jako odpowiednia część najniższego wynagrodzenia za pracę (w danym roku). Karna opłata dla kierowcy samochodu osobowego, który dłużej niż 14 dni nie posiadał ważnego OC, wynosi 200% minimalnej płacy brutto na etacie (200% x 1750 zł w 2015 r.). „Wysokość kary wymierzanej przez UFG będzie znacznie niższa, jeżeli długość przerwy w ubezpieczeniu nie przekroczyła 14 dni (patrz poniższe zestawienie). Ta zasada obowiązuje również wtedy, gdy nieubezpieczony pojazd należy do innej kategorii niż samochody osobowe” – wyjaśnia Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

 

Wysokość kar dla kierowców, którzy nie posiadają obowiązkowego ubezpieczenia komunikacyjnego (2015 r.)
Stawki obowiązujące od 1 stycznia do 31 grudnia 2015 r.
Rodzaj nieubezpieczonego pojazdu →

Przerwa w ciągłości ubezpieczenia

samochód osobowy samochód ciężarowy, autobus lub ciągnik samochodowy inny pojazd

(np. motocykl lub motorower)

powyżej 14 dni

(ukarany kierowca płaci 100% stawki)

3 500 zł  5 250 zł  580 zł
od 4 do 14 dni

(ukarany kierowca płaci 50% stawki)

1 750 zł  2 630 zł  290 zł
do 3 dni

(ukarany kierowca płaci 20% stawki)

700 zł    1 050 zł  120 zł

Źródło: opracowanie własne na danych ze strony UFG

 

Kierowcy, którzy nie posiadają aktualnego ubezpieczenia OC, powinni zdawać sobie sprawę, że kara od UFG nie będzie jedyną konsekwencją ich wykroczenia. W przypadku kontroli drogowej, brak ważnego dowodu ubezpieczenia skutkuje mandatem wynoszącym 50 zł.

„Znacznie poważniejsze konsekwencje dla kierowcy będzie miała sytuacja, w której spowoduje on kolizję. Wówczas Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny pokryje koszty związane z naprawą auta poszkodowanej osoby. W dalszej kolejności UFG wystąpi do nieubezpieczonego sprawcy wypadku z tzw. roszczeniem regresowym. To oznacza, że osoba nieposiadająca polisy OC będzie musiała zwrócić koszt likwidacji szkód wraz z ewentualnymi odsetkami” – ostrzega Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.  

Źródło: Andrzej Prajsnar, porównywarka ubezpieczeń Ubea.pl

Ile zarabialiśmy w pierwszym kwartale 2015 roku?

Jak wynika z obwieszczenia Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego, w pierwszym kwartale 2015 roku najwięcej zarabiali mieszkańcy woj. mazowieckiego – przeciętnie aż 5 156 PLN miesięcznie. To znacznie więcej niż w pozostałych regionach kraju.

Oprócz woj. mazowieckiego jedynie w woj. śląskim, dolnośląskim oraz pomorskim średnie płace przekraczały 4 000 PLN. Najmniej zarabiali mieszkańcy kujawsko-pomorskiego, lubuskiego, podkarpackiego i warmińsko-mazurskiego. Przeciętne zarobki nie przekraczały tam 3 500 PLN.

 

Tabela 1. Przeciętne miesięczne wynagrodzenia* w pierwszym kwartale 2015 roku

województwo przeciętnie miesięczne wynagrodzenie
(w PLN)
wzrost w stosunku do pierwszego kwartału ubiegłego roku
 mazowieckie 5 156 3,5%
 śląskie 4 167 3,2%
 pomorskie 4 139 4,3%
 dolnośląskie 4 093 5,0%
 małopolskie 3 888 5,4%
 łódzkie 3 749 4,3%
 zachodniopomorskie 3 722 3,7%
 wielkopolskie 3 716 3,9%
 opolskie 3 695 4,2%
 lubelskie 3 619 3,0%
 podlaskie 3 541 3,7%
 świętokrzyskie 3 530 4,5%
 kujawsko-pomorskie 3 498 4,3%
 lubuskie 3 487 4,6%
 podkarpackie 3 463 3,5%
 warmińsko-mazurskie 3 441 3,9%

Źródło: Obwieszczenie Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego
w sprawie przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w pierwszym kwartale 2015 r.

*bez wypłat z zysku lub nadwyżki bilansowej w spółdzielniach, z uwzględnieniem sfery budżetowej bez dodatkowych wynagrodzeń rocznych, bez Poczty Polskiej Spółki Akcyjnej i Telekomunikacja Polska – Spółka Akcyjna
Andrzej Kuczara
Sedlak & Sedlak

Ogólnopolskie Badanie Wynagrodzeń 2014

Ranking Money.pl. Najbogatsi i najbiedniejsi posłowie

Majątek parlamentarzystów w ciągu roku powiększył się do kwoty 639,3 mln zł. W 2014 roku w oświadczeniach majątkowych ujawnili majątek o ponad 11 mln zł mniejszy. Średnio na jednego posła przypada blisko 1,4 mln zł – wylicza portal Money.pl, który prześwietlił i oszacował majątki posłów na podstawie ich oświadczeń, złożonych w Kancelarii Sejmu.

Można powiedzieć, że posłowie mijającej kadencji nieźle się dorobili. Ich majątki wzrosły od 2011 roku o ponad 139 mln zł – wylicza Money.pl. Trzeba jednak pamiętać, że w międzyczasie doszło do wymiany kilkunastu posłów na nowych. „Starzy” przenieśli się na przykład do Parlamentu Europejskiego. Tylko w ciągu roku 2014 majątek posłów powiększył się o ponad 11 mln zł.

Lwia część majątku posłów to nieruchomości, ale też firmy, których niektórzy są właścicielami. W sumie blisko 579 mln zł. Gotówki na kontach w różnych walutach mają stosunkowo niewiele – blisko 61 mln zł. Cztery lata temu było jej o pięć milionów mniej. Jak obliczył Money.pl, majątek najbogatszego posła jest 4 tysiące razy większy od najbiedniejszego.

Na czele najzamożniejszych znalazł się Andrzej Gut-Mostowy, restaurator i hotelarz z Zakopanego, który po kilku latach zdetronizował Mirosława Koźlakiewicza, posiadacza ferm i zakładów drobiowych. Okazuje się, że w ciągu roku, poseł z Podhala powiększył swój majątek o ponad dwa miliony złotych. W tym czasie majątek „króla drobiu” nieznacznie się skurczył.

Gut Mostowy dorobił się na nieruchomościach i turystyce. Dochody ze spółki Sabała Gut-Mostowy, specjalizującej się w wynajmie lokali i turystyce (jest ona właścicielem luksusowego hotelu Sabała), w ubiegłym roku przekroczyły 2,1 mln zł. Wartość ziemi sięga blisko 30 mln zł, a domu 1,3 mln zł. Bogaty góral jeździ jednak… ponad dwudziestoletnim mercedesem.

Mirosław Koźlakiewicz, choć pochwalił się majątkiem przekraczającym 35 mln zł, to jednak dość sporo zabrakło mu, by utrzymać się na czele stawki. Jego majątek to niemal w całości kurze fermy, pola uprawne, zakłady drobiowe, maszyny, ale też trzy mieszkania. W gotówce ma niewiele, zaledwie 154 tys. zł. Jednak w przypadku Koźlakiewicza nie jest to wcale powód do zmartwień. Tylko w ubiegłym roku jego dochody sięgnęły blisko 2 mln zł. „Król drobiu” z Ciechanowa nie ukrywał nigdy swojej słabości do luksusowych aut, tym razem w oświadczeniu nie pochwalił się jednak żadnym samochodem.

Były minister finansów Jan Vincent-Rostowski. Co prawda w porównaniu z innymi najbogatszymi parlamentarzystami, gotówki ma niewiele, bo tylko równowartość niespełna 51 tys. zł (większość w euro), lecz nie musi martwić się o emeryturę. Ma trzy domy i pięć mieszkań, głównie w Wielkiej Brytanii. Ich wartość sięga w sumie 25 mln zł.

Dziesięciu najbogatszych posłów zgromadziło razem ponad 187 mln złotych, czyli prawie jedną trzecią majątku, jaki ujawnili łącznie wszyscy posłowie.

Dziesięcioro najbogatszych posłów
Źródło: Money.pl na podstawie oświadczeń majątkowych posłów na dzień 31 grudnia 2014 roku.

* złotówki i dewizy przeliczone po kursach NBP z 26 maja 2015
**cały majątek deklarowany przez posłów, także z uwzględnieniem akcji, obligacji, udziałów w firmach i innych papierów wartościowych, które ujęli w oświadczeniach

Posłanki i posłowie Partia Gotówka* Nieruchomości i ruchomości Cały majątek**
1. Andrzej
Gut-Mostowy
PO 5 300 000 zł 31 045 000 zł 36 345 000 zł
2. Mirosław
Koźlakiewicz
PO 154 000 zł 34 940 000 zł 35 094 000 zł
3. Jan
Vincent-Rostowski
PO 50 767 zł 25 000 000 zł 25 051 767 zł
4. Marek
Niedbała
SLD 357 500 zł 20 455 000 zł 20 952 000 zł
5. Cezary
Kucharski
PO 2 465 000 zł 12 790 000 zł 15 256 480 zł
6. Irena
Tomaszak-Zesiuk
PO 355 530 zł 14 405 000 zł 14 761 000 zł
7. Dorota
Arciszewska-Mielewiczyk
PiS 610 000 zł 12 590 000 zł 13 200 000 zł
8. Roman
Kosecki
PO 28 469 zł 11 770 000 zł 11 798 000 zł
9. Krzysztof
Borkowski
PSL 52 773 zł 11 181 000 zł 11 233 000 zł
10. Leszek
Korzeniowski
PO 566 307 zł 8 455 000 zł 9 021 307 zł

 

Nie ma posłów, którzy nie mieliby zupełnie nic, ale to, co mają, to tysiące razy mniej niż majątek najbogatszych. Najbiedniejszy (dwa lata wcześniej jego majątek przekraczał 600 tys. zł, a już przed rokiem 13 tys. zł) jest Mariusz Antoni Kamiński z PiS. Poseł zadeklarował majątek wart 9 tys. zł, na który składa się tylko gotówka na koncie – podaje Money.pl.

Bogatsza o jedynie trzy tysiące złotych jest jego partyjna koleżanka Małgorzata Gosiewska, a trzeci na tej liście – Zbigniew Rynasiewicz z PO zadeklarował jedynie działkę za 5 tys. zł, niewielką gotówkę i długi w wysokości 287 tys. zł.

 

Dziesięcioro posłów z najmniejszym majątkiem
Źródło: Money.pl na podstawie oświadczeń majątkowych posłów
Posłanki i posłowie Partia Wartość deklarowanego majątku
1. Mariusz Antoni
Kamiński
PiS 9 000 zł
2. Małgorzata
Gosiewska
PiS 12 000 zł
3. Zbigniew
Rynasiewicz
PO 13 774 zł
4.  Bożena
Henczyca
PO 20 000 zł
5. Elżbieta
Królikowska-Kińska
PO 34 000 zł
6. Paweł
Sajak
TR 39 000 zł
7. Ryszard
Terlecki
PiS 45 000 zł
8. Adam
Rybakowicz
TR 57 000 zł
9. Artur
Górczyński
SLD 60 000 zł
10. Łukasz
Tusk
PO 65 000 zł

Jak ustalił portal Money.pl, posłowie w swoich oświadczeniach wskazują często dość zaskakujące części majątku. Były minister infrastruktury Cezary Grabarczyk wymienia żaglówkę MAK. Tadeusz Woźniak ze Zjednoczonej Prawicy chwali się zbiorem znaczków, monet i banknotów. Podobnie Piotr Chmielowski z SLD. On swoje kolekcje złotych i srebrnych monet oraz znaczków wycenił na ponad 100 tys. zł. Andrzej Jaworski z PiS zadeklarował dzieła sztuki i bibliotekę na 60 tys. zł, a z kolei posłanka Maria Nowak z PiS biżuterię wartą 35 tys. zł.

Znana z wielu kontrowersyjnych wystąpień w Sejmie prof. Krystyna Pawłowicz z PiS wpisała w oświadczenie kolekcję… metali przemysłowych wartości 150 tys. zł. Ciekawie też wygląda ferma norek, wyceniona przez niezależnego posła Andrzeja Piątaka na ponad 2 mln zł i plantacja czarnej porzeczki, oszacowana na ponad 220 tys. zł., należąca do Genowefy Tokarskiej z PSL. Niewielu może jednak równać się z posłem Henrykiem Kmiecikiem z PSL. Pochwalił się on aparatem Microlysis za 25 tys. zł, który likwiduje owłosienie.

PZWLP tworzy Grupę Firm Rent a Car i powołuje nowego Członka Zarządu

Pod koniec maja 2015r. w Polskim Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP) utworzona została Grupa Firm Rent a Car, czyli odrębna struktura organizacyjna, skupiająca wypożyczalnie samochodów, będące członkami PZWLP. Grupa jest obecnie tworzona przez 5 firm Rent a  Car należących do organizacji. Wśród nich znajdują się zarówno światowi liderzy branży wynajmu krótko i średnioterminowego, jak i jedna z największych polskich wypożyczalni aut. To jednak nie jedyna zmiana w Polskim Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów w ostatnim czasie. Nowym Członkiem Zarządu PZWLP został Grzegorz Szymański, Prezes Arval Polska.

W ramach utworzonej pod koniec maja Grupy Firm Rent a Car w Polskim Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów funkcjonuje aktualnie 5 firm członkowskich PZWLP, potocznie zwanych wypożyczalniami samochodów (Rent a Car). Są wśród nich światowi liderzy branży Rent a Car, a więc polskie oddziały międzynarodowych firm Avis, Budget, Hertz i Sixt oraz duża polska firma wynajmu krótko i średnioterminowego aut, czyli Express. Budget, Hertz i Sixt przystąpiły do PZWLP w lutym 2015 roku, firma Avis jest członkiem organizacji od 2013r., natomiast Express należy do Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów od blisko 10 lat i jest jednym z założycieli organizacji. W najbliższej przyszłości planowany jest dalszy wzrost liczby wypożyczalni pojazdów skupionych w PZWLP, a przez to dynamiczny rozwój nowo utworzonej Grupy Firm Rent a Car oraz całej organizacji. Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów został utworzony w listopadzie 2005r. i w ciągu niespełna 10 lat działalności liczba należących do niego członków uległa niemalże podwojeniu. Aktualnie w PZWLP skupionych jest 19 firm.

Jednym z priorytetów dla PZWLP jest obecnie zwiększenie reprezentacji interesów branży Rent a Car w Polsce – mówi Marek Małachowski, Prezes Zarządu PZWLP, Dyrektor Zarządzający ALD Automotive Polska. – W środowisku wypożyczalni samochodów w naszym kraju już od dłuższego czasu narastała potrzeba skutecznego i wspólnego reprezentowania najważniejszych dla branży interesów. Wynikało to z coraz bardziej dynamicznego rozwoju usług wynajmu krótko i średnioterminowego samochodów w Polsce oraz bardzo dużego potencjału wzrostu tej branży. Utworzenie w PZWLP odrębnej struktury organizacyjnej, a więc Grupy Firm Rent a Car, jest odpowiedzią na takie zapotrzebowanie rynkowe. Grupa już dzisiaj, na początku swojej działalności, skupia zdecydowaną większość najważniejszych wypożyczalni samochodów funkcjonujących na polskim rynku, co daje solidną podstawę do jej dalszego planowanego wkrótce rozwoju.

Silna reprezentacja branży Rent a Car w Polsce w PZWLP

W celu efektywnej pracy Grupy Firm Rent a Car w Polskim Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów, którego działalność koncentrowała się do tej pory w znacznej mierze na branży wynajmu długoterminowego samochodów, zyskała ona dużą autonomię działania w ramach struktur organizacji. Grupa Firm Rent a Car, korzystając z potencjału i zasobów organizacyjnych istniejącego od 10 lat na polskim rynku PZWLP, posiada między innymi możliwość samodzielnego decydowania o zasadach swojego funkcjonowania, czy też kierunkach podejmowanych działań oraz ustalaniu priorytetów. Grupa ma również zagwarantowane stałe miejsce jednego swojego przedstawiciela w Zarządzie PZWLP, którym obecnie jest Radosław Lesiak, Członek Zarządu PZWLP, a na co dzień szef firmy Avis Polska. Do najważniejszych celów działającej w ramach struktur PZWLP Grupy Firm Rent a Car należy skuteczna reprezentacja interesów branży wynajmu krótko i średnioterminowego w Polsce, określenie i wyznaczenie jednolitych standardów działalności biznesowej w branży Rent a Car w Polsce, stworzenie zbioru najlepszych praktyk oraz wyznaczanie kierunków rozwoju branży w najbliższych latach.

Grzegorz Szymanski - Czlonek Zarzadu PZWLP
Grzegorz Szymanski – Czlonek Zarzadu PZWLP

Grzegorz Szymański nowym Członkiem Zarządu PZWLP

Pod koniec maja 2015r. zmiany zaszły także w Zarządzie PZWLP, do którego, jako Członek Zarządu, dołączył Grzegorz Szymański, na co dzień sprawujący funkcję Prezesa Arval Polska. Zarząd PZWLP zgodnie ze statutem organizacji może liczyć od 3 do 5 osób. Obok Grzegorza Szymańskiego, w jego skład wchodzą obecnie: Marek Małachowski, Prezes Zarządu, Dyrektor Zarządzający ALD Automotive Polska, Radosław Lesiak, Członek Zarządu, Wiceprezes i Country Manager Avis Polska oraz Daniel Trzaskowski, Dyrektor Sprzedaży Flotowej Volkswagen Leasing.

Statutowe organy PZWLP, w tym Zarząd organizacji, są wybierane przez Walne Zebranie Członków PZWLP na kadencję 2-letnią. Ostatnie wybory w tym zakresie zostały przeprowadzone w czerwcu 2014 roku. Grzegorz Szymański został wybrany na Członka Zarządu PZWLP
w wyborach uzupełniających. Nowy Członek Zarządu PZWLP ma 39 lat i posiada szerokie doświadczenie w branży CFM w Polsce. Grzegorz Szymański od połowy grudnia 2014 jest Prezesem Zarządu i Dyrektorem Generalnym firmy Arval Polska, jednej z największych i najdłużej działających firm wynajmu długoterminowego samochodów w Polsce, będącej jednym z założycieli PZWLP. Z firmą Arval Szymański jest związany od 9 lat, w której do roku 2011 zajmował stanowisko Dyrektora Finansowego i Członka Zarządu, a następnie w latach 2011 – 2014 był Dyrektorem Finansowym  (CFO) dla  Grupy Arval w Regionie Europy Środkowej i Krajów Śródziemnomorskich. Grzegorz Szymański rozpoczynał karierę w departamentach finansowych, m.in. w firmie FM Logistic (branża logistyczna). Ukończył Wydział Finansów i Bankowości w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Posiada również tytuł Executive MBA Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Illinois. Jest żonaty, ma dwójkę dzieci.

Firmy, których praca opiera się na kreatywnej współpracy zespołu wolą pracować w kameralnych biurowcach, niż parkach biurowych

Firmy, których praca opiera się na kreatywnej współpracy zespołu wolą pracować w kameralnych biurowcach, niż parkach biurowych.

Nie wszystkie firmy wybiorą szklaną wieżęPodstawowymi kryteriami wyboru biura jest lokalizacja i jakość powierzchni. Oferta musi oczywiście również mieścić się w ramach założonego budżetu, ale dla niektórych firm niezwykle ważny jest też rodzaj budynku, w którym ulokują swoją siedzibę. Wybór pomiędzy dużym obiektem biurowym, a kameralnym biurowcem wiąże się z profilem działalności firmy.

Firmy, którym zależy na poczuciu niezależności, które planują urządzić biuro w oryginalny sposób poszukują raczej powierzchni w mniejszych budynkach. Wnętrza kameralnych biurowców bardziej nadają się do niekonwencjonalnej aranżacji, niż standardowe moduły oferowane w dużych obiektach.

Centralnie położone, niewielkie budynki wybierają zwykle spółki działające w marketingu, reklamie, mediach, czy wykonujące kreatywną pracę dla biznesu, jak np. pracownie architektoniczne. Są to firmy, w których pracują ludzie zdecydowanie bardziej nastawieni na współpracę niż rywalizację. Takie firmy stawiają na kameralne budynki, które oferują ciekawe rozwiązania architektoniczne i przyjazne otoczenie. Z reguły omijają duże, typowe parki biurowe, w których pryncypialna jest anonimowość i procedury.

Ład korporacyjny kompatybilny z parkiem biurowym 

W mniej zestandaryzowanym wnętrzu łatwiej jest zaaranżować przestrzeń, która będzie wspierać kreatywną pracę zespołu. W biurowcu z elektroniczną kontrolą dostępu, oferującym klasyczne moduły trudniej jest stworzyć atmosferę sprzyjającą wzajemnej komunikacji i wymianie myśli. Mniejsze budynki zapewniają do tego lepsze warunki i często bardziej atrakcyjne środowisko pracy niż duże.

Do szklanych kompleksów biurowych, które wyrastają na ulicach dużych miast, wprowadzają się z kolei firmy funkcjonujące w strukturach korporacyjnych, centra obsługi biznesu, czy wielodziałowe przedsiębiorstwa, działające na rynkach międzynarodowych.

Wciąż niszową aktywnością deweloperów jest rewitalizacja kamienic, czy obiektów industrialnych i przystosowywanie ich do funkcji biurowych. A to właśnie takie budynki mogą zaoferować niekonwencjonalne wnętrza, w których najczęściej aranżowane są najbardziej niepowtarzalne biura.

Nietypowa przestrzeń sprzyja kreowaniu nowoczesnego środowiska pracy

Jacek Ochnik, prezes zarządu Ochnik Development, przyznaje że najemcy poszukują elastycznej powierzchni biurowej, która sprzyja kreowaniu środowiska pracy w nowoczesnym wydaniu. – W warszawskim kompleksie Dzielna 60 w zmodernizowanych budynkach fabrycznych oferujemy biura loftowe w formie gabinetowej, open space lub mieszanej w zależności od zgłaszanych przez firmy potrzeb. Industrialna przestrzeń z widocznymi elementami dawnych konstrukcji nośnych budynków otwiera większe możliwość aranżacyjne niż standardowa powierzchnia i pozwala na szybkie dokonywanie ewentualnych zmian. To ekskluzywna oferta rynkowa, która kusi najemców. – mówi Jacek Ochnik.

Prezes Ochnik Development zauważa, że firmy mają teraz znacznie większe oczekiwania niż wcześniej, kiedy wystarczył parking, winda i kantyna. – Najemcy poszukają wygodnych adresów. Biurowiec to dziś nie tylko miejsce pracy, ale także miejsce spotkań i miejsce, gdzie można odpocząć.

Nowoczesne obiekty budują swoją wartość dodaną poprzez tworzenie dodatkowych funkcjonalności. Należą do nich miejsca do odpoczynku i uprawiania sportu, usługi gastronomiczne, gabinety kosmetyczne i medyczne, punkty handlowe i usługowe, a nawet przedszkola. Dzięki temu budynek wyróżnia się na tle innych, co ma znaczenie w warunkach dużej konkurencji rynkowej. Takie działania to często składowa nakreślonej strategii marketingowej – dodaje Jacek Ochnik.

Więcej wiadomości   Dzielna60.pl

Już co piąty Polak robi zakupy za pośrednictwem urządzeń mobilnych

Zakupy za pośrednictwem smartfona robią najczęściej młodzi mężczyźni, studenci i uczniowie w wieku 15-24, którzy mieszkają w dużych miastach[1]. Eksperci prognozują, że liczba konsumentów zainteresowanych zakupami w wersji mobilnej w najbliższych latach będzie dynamicznie rosła. Blisko 30 proc. Polaków porównuje na smartfonach ceny podczas zakupów w sklepach stacjonarnych. Powyższe zjawiska są charakterystyczne dla tzw. smart konsumenta, który jest w pełni świadomy możliwości jakie oferują nowe technologie, ceni sobie wygodę i szybkość usługi. Z drugiej strony nowe pokolenie konsumentów jest nieprzewidywalne, nie lojalne i wybredne. Większość z nas, przy zakupach zwraca uwagę na rekomendację znajomych i opinie w mediach społecznościowych, a blisko 23 proc. konsumentów przed zakupem szuka informacji w wyszukiwarce Google[2]. Czy przedsiębiorcy są na to wszystko przygotowani? Kto śledzi trendy, a kto prześpi swoją szansę?

„Branża m-commerce rozwija się w ostatnich latach bardzo dynamicznie i według ekspertów w 2015 osiągnie wartość 2,5 miliarda złotych. Klienci raczej nie porzucą wygodnego, szybkiego i bezpiecznego sposobu robienia zakupów. M-commerce jest po prostu efektywnym przedłużeniem handlu internetowego, który już od jakiegoś czasu święci triumfy w biznesie. Zasady gry na rynku zmieniają się wraz z naszymi przyzwyczajeniami komunikacyjnymi. W 2015 roku, blisko 60 proc. Polaków będzie posiadało smartfona. Trudno się, więc dziwić, że nowoczesny konsument wymaga tego, aby marketerzy w pełni wykorzystywali potencjał narzędzi mobilnych. Znaczna część budżetów marketingowych jest przenoszona obecnie z tradycyjnych działań i mediów do sektora online. Nowoczesne przedsiębiorstwa wychodzą naprzeciw oczekiwaniom klientów i inwestują w rozwiązania takie jak, responsywna strona www, pozycjonowanie w sieci czy kampanie SMS” – komentuje Artur Sadowski, CEO platformy SerwerSMS.pl

Ponad 40 proc. przedsiębiorstw z sektora MŚP planuje wykorzystywanie nowych form promocji i reklam[3]. Coraz więcej mały i średnich przedsiębiorstw sięga po nowoczesne narzędzia marketingowe, które zarezerwowane były dotąd jedynie dla dużych graczy. Dzieję się tak, dzięki temu, że dostawcy usług opracowują rozwiązania dedykowane właśnie takim firmom. Kampanie SEO/SEM, kampanie MMS, masowa wysyłka SMS-ów czy aplikacje mobilne są już w zasięgu przeciętnego polskiego przedsiębiorcy czy start-up’owca.

Efektywność działań marketingowych determinowana jest przede wszystkich ich spójnością. Aktualnie dla wielu marketerów priorytetem jest optymalizacja działań w zakresie obsługi klienta, sprzedaży, asysty technicznej oraz lepsza komunikacja marki z konsumentem. Wszystkie kanały komunikacji powinno być spójne. Kampanie social media, kampanie SMS reklamy typu display i client service – to tylko kilka elementów tej układanki. Ponad 20 proc. specjalistów ds. marketingu wciąż nie wie, jak zdefiniować kompleksową obsługę klienta w firmie[4]. Osiągnąć można to dzięki wdrożeniu nowych technologii do przedsiębiorstwa. Powinniśmy zastanowić się czego oczekuje od nas nasz klient? Z jakich narzędzi korzysta najchętniej? Co budzi w nim pozytywne emocje? Dzięki temu będziemy w stanie przyjąć odpowiednią strategię działania i wykorzystać do tego właściwe narzędzia biznesowe. Z badań ekspertów wynika, że dziennie przed smartfonem spędzamy blisko 150 minut[5]. W tym roku już blisko 60 proc. Polaków będzie posiadało smartfona. Z kolei z badania – Komunikacja SMS w Polsce – wynika, że SMS z promocją zachęciłby blisko 90 proc. konsumentów do zapoznania się z ofertą sklepu. Czy warto kierować się tym co podpowiadają nam sami konsumenci? Zdecydowanie tak! – podsumowuje Daniel Zawiliński, CMO platformy SerwerSMS.pl

Z badań ekspertów wynika także, że blisko 25 proc. smartfonów nie wyobraża sobie życia bez tego nowoczesnego urządzenia mobilnego[6]. Największy odsetek posiadaczy smartfonów jest wśród ludzi w wieku 15-24 i wynosi on 78 proc. Nowe pokolenie konsumentów będzie stanowiło nie lada wyzwanie dla rzeszy marketerów z całego świata. Są to ludzie, którzy nie pamiętają czasów sprzed internetu oraz smartfonów.

[1] Mindshare Polska

[2] IRCenter

[3] Instytut Badań i Analiz OSB

[4] CMO Club i Oracle

[5] AdReaction

[6] MEC Mobile

Indeksy PMI przeniosły zainteresowanie inwestorów za ocean

Odczyty indeksów PMI wypadły w Europie wyraźnie gorzej niż w USA. Spowodowało to przecenę euro względem dolara zarówno podczas porannych odczytów w Europie jak i popołudniowych w USA. Na rynek trafia coraz więcej głosów o przewartościowaniu akcji na giełdzie w USA.

Poniedziałkowy poranek minął na publikacjach wskaźników PMI dla przemysłu. Odczyt dla Polski wyniósł zaledwie 52,4pkt i był o ponad 1 pkt niższy od oczekiwań. Dane dla Unii Europejskiej okazały się symbolicznie gorsze od oczekiwań. Powodem był spadek indeksu w Niemczech. Wpływ tego kraju jest tak duży, że pomimo dobrych danych z Hiszpanii, Włoch i Francji odczyt dla całej UE wciąż spadł. Również dane z Wielkiej Brytanii okazały się mniej optymistyczne od oczekiwań analityków. Lepsze dane nadeszły po południu z USA, gdzie indeks PMI dla przemysłu przebił oczekiwania o 0,2 pkt. Efektem tych danych było umacnianie się dolara względem euro.

Bank Goldman Sachs wydał negatywną rekomendację dla bijących rekordy cen akcji na amerykańskich giełdach. Fakt, że współczynnik cena/zysk jest na nieprzyzwoicie wysokim poziomie. Z drugiej strony warto zwrócić uwagę, że przedłużający się okres obowiązywania bardzo niskich stóp procentowych wpycha coraz więcej pieniędzy w giełdę, pompując kolejne bańki spekulacyjne. Pomimo tak wysokich wskaźników analitycy banku spodziewają się ustanowienia kolejnych rekordów w najbliższych miesiącach. Powodem ma być zakup akcji własnych przez firmy. Jest to bardzo wydajna metoda podniesienia swojej giełdowej wartości by otrzymać kolejną premię. Gdyby doszło do wyprzedaży na amerykańskich parkietach z pewnością widzielibyśmy również silną korektę na EUR/USD. Może nie od razu powrót w okolice 1,3000, ale najprawdopodobniej na długo zniknęłyby prognozy mówiące o zrównaniu kursu euro i dolara.

Na rynku pojawiają się kolejne propozycje mające pozwolić kredytobiorcom z kredytem we frankach na zmianę lokalu na inny bez konieczności spłacenia kredytu. W sytuacji tej oczywiście bank bardzo dokładnie będzie badał zdolność kredytową konsumenta. Z pewnością nie wszyscy będą mogli więc skorzystać z tej opcji. Rozważana jest również możliwość zamiany lokalu na tańszy.

Wczorajsze rozmowy w Berlinie, pomimo zaproszonych uczestników najwyższego szczebla nie dały rezultatu. Jak nie było zgody w sprawie planu pomocowego dla Grecji, tak nie ma jej dalej a czas tyka. 5 czerwca przypada kolejna rata do spłaty. Jest to ważna data z punktu widzenia Polski, gdyż ze względu na Boże Ciało poprzedni dzień mamy w kraju wolny. Jeżeli na rynkach zapanuje nerwowość brak rodzimych inwestorów może spowodować spore zawirowania na parach ze złotym. Nie raz już się zdarzało, że złoty w takich dniach gwałtownie tracił.

 

EUR/PLNKomentarz walutowy 02.06.2015 Komentarz aktualny na godzinę 09:30

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 02.03.2015 do 02.06.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700, utworzył trend wzrostowy. Oporem dla wzrostów jest ostatnie maksimum po wybiciu z kanału na 4,1550. Wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 4,0750, a następnie poziom 3,9700, czyli wspomniane ostatnie minima lokalne.

 

CHF/PLNKomentarz walutowy 02.06.2015 Komentarz aktualny na godzinę 09:30

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 02.03.2015 do 02.06.2015

Kurs CHF/PLN jeszcze niedawno poruszał się od ponad dwóch miesięcy w trendzie bocznym pomiędzy poziomami 3,8000 a 3,9400. Dla ruchu w dół wsparciem jest obecnie linia łącząca minima lokalne przebiegająca obecnie na 3,9750. W przypadku kontynuacji ruchu w górę opór stanowić będzie ostatnie maksimum na poziomie 4,0150.

 

USD/PLNKomentarz walutowy 02.06.2015 Komentarz aktualny na godzinę 09:30

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 02.03.2015 do 02.06.2015

Kurs USD/PLN wybił się z trendu spadkowego. Wsparciem są okolice 3,5210, gdzie znajdują się ostatnie minima lokalne. Oporem jest ostatnie maksimum lokalne na 3,8200.

 

GBP/PLNKomentarz walutowy 02.06.2015 Komentarz aktualny na godzinę 09:30

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 02.03.2015 do 02.06.2015

Po dotarciu do niemal 6,0000 w marcu, kurs zawrócił dotarł do 5,4300 i ponownie wraca ku górze. Oporem dla obecnej korekty jest ostatnie maksimum na 5,8800. Wsparciem jest linia łącząca minima lokalne przebiegająca obecnie na 5,7200.

Maciej Przygórzewski – główny dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Negocjacje z Grecją nabierają tempa

Wczorajsza sesja po obu stronach Oceanu upłynęła pod znakiem niewielkich wzrostów większości głównych indeksów giełdowych. Czynnikiem sprzyjającym zwyżkom zarówno na europejskim, jak i amerykańskim parkiecie okazały się nieco lepsze od prognozowanych dane obrazujące wysokość przemysłowych indeksów PMI. Wieczorem uwagę inwestorów przyciągnęły natomiast informacje napływające z Berlina, gdzie odbyło się spotkanie przedstawicieli Komisji Europejskiej, MFW i EBC, którzy dyskutowali na temat możliwości przedłużenia programu pomocy finansowej dla Grecji. W rozmowach uczestniczyli także kanclerz Niemiec, Angela Merkel i prezydent Francji, Francois Hollande, którzy już w weekend dyskutowali na ten temat z premierem Aleksisem Tspirasem. Zdaniem rzecznika niemieckiego rządu, Steffena Seiberta, rozmowy nabrały w końcu konstruktywnego charakteru, co znacząco zwiększa szansę na podpisanie nowego porozumienia między rządem w Atenach a unijnymi kredytodawcami. Zgodnie z ustaleniami, 5 czerwca mija bowiem termin spłaty kolejnej raty kredytu udzielonego Grecji przez MFW.

W Europie dzisiejsza sesja rozpoczęła się od publikacji informacji na temat stopy bezrobocia w Niemczech. Uwagę inwestorów przyciągnęły także wiadomości o wysokości inflacji HIPC w strefie euro. W ciągu dnia poznamy natomiast dane obrazujące dynamikę zamówień na dobra trwałego użytku (prognoza -0.5% m/m) w Stanach Zjednoczonych.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

saxo bank

Rajd AUD pomimo powściągliwości RBA, para USD/JPY sięga poziomu 125,00

W nocy AUD umocnił się po tym, jak komunikat Reserve Bank of Australia okazał się mniej umiarkowany, niż przewidywał rynek.

Gwałtowny rajd AUD był zaskakujący, podobnie jak obniżenie australijskich stóp procentowych o kilka punktów bazowych na początku krzywej (zmniejszające prawdopodobieństwo przyszłych cięć stóp), ponieważ komunikat nie dawał szczególnych podstaw do działania; wydaje się, że rynek w krótkim terminie otworzył nadmierną liczbę pozycji.

Nowy komunikat wycofuje majowe odwołanie do „mocniejszego wzrostu zatrudnienia”, co osobiście uważam za złagodzenie stanowiska. Jednak prognoza zawierająca stwierdzenie, że „ w ujęciu ogólnym gospodarka przez jakiś czas będzie jeszcze funkcjonować przy wolnych mocach produkcyjnych” oraz bardzo neutralna prognoza dotycząca kolejnego ruchu politycznego (może to właśnie brak wyraźnego poparcia dla luzowania ilościowego martwi australijskie niedźwiedzie?) nie jest w żadnym wypadku czynnikiem powodującym rajd AUD.

NOK jest ponownie bardzo słaba: piątkowy mocny odczyt sprzedaży detalicznej i stopy bezrobocia zrównoważył wczorajszy słaby odczyt PMI w sektorze wytwórczym. Wczorajszy rajd w parze EUR/NOK zdecydowanie spowodował powrót tej pary w wyższe rejony, powyżej dawnej strefy zwrotu w okolicach poziomu 8,55, z możliwością osiągnięcia poziomu 8.93 i być może znacznie wyższych poziomów, jeżeli Norges Bank na posiedzeniu 18 czerwca okaże się wystarczająco nastawiony na spadki (jest to wysoce prawdopodobne).

Dziś wszystko zależy od tego, czy USD jest w stanie odnotować jakiekolwiek znaczące wyniki przed ważnym piątkowym raportem w sprawie zatrudnienia. Wczorajsze dane okazały się mieszane – rozczarowujący był ulubiony wskaźnik Fed, inflacja mierzona PCE, który w kwietniu wykazał gorszy wynik od przewidywanego (w ujęciu rok do roku odczyt bazowy był najgorszy od początku 2011 r.) po lepszym, niż przewidywano odczycie bazowego CPI za kwiecień jeszcze 22 maja.

Wyniki badania sektora wytwórczego ISM nieco zaskoczyły na plus i zmniejszyły obawy dotyczące piątkowego fatalnego odczytu Chicago PMI. Dziś poznamy jedynie zamówienia fabryczne. Jutro czekają nas wyniki badania sektora niewytwórczego ISM, które wraz z piątkowym raportem w sprawie zatrudnienia stanowią główne wydarzenia ryzyka w tym tygodniu.

Wykres: AUD/USD

Para AUD/USD gwałtownie straciła na wartości po tym, jak RBA nie zapowiedziała nadchodzących cięć stóp. Komunikat był jednak stosunkowo powściągliwy, dlatego potencjał wzrostu w granicach przedziału może być dość ograniczony, w szczególności, jeżeli dane ze Stanów Zjednoczonych zaskoczą nas pozytywnie do końca tego tygodnia.

Podsumowanie w koszyku G-10:

USD: dolar wycofał się z najwyższych odnotowanych wczoraj poziomów i najprawdopodobniej nie podejmie żadnych dramatycznych ruchów w żadnym kierunku do piątkowego raportu w sprawie zatrudnienia.

EUR: euro jest stosunkowo odporne, a ruchy w parach z euro są dość umiarkowane przed jutrzejszym posiedzeniem Europejskiego Banku Centralnego, również w związku z niepewnością w sprawie Grecji. Można zakładać ostateczny spadek przy ryzyku, że szczególnie niekorzystny amerykański raport w sprawie zatrudnienie będzie początkiem „letniego zastoju” w parze EUR/USD, który zanudzi nas na śmierć przy kursie pozostającym w granicach przedziału pomiędzy 1,08 a 1,14.

JPY: jen jest bardzo słaby; para USD/JPY w nocy zdołała osiągnąć poziom 125,00 – osłabienie JPY jest szczególne, biorąc pod uwagę brak jakichkolwiek katalizatorów i zastanawiam się, czy potencjał wzrostu nie jest przypadkiem niedoceniony w sytuacji, gdyby dane ze Stanów Zjednoczonych okazały się wyjątkowo mocne pod koniec tego tygodnia.

GBP: wyniki w parze GBP/USD nie są imponujące, jednak para EUR/GBP musi jutro do końca dnia wrócić w niższe rejony, jeżeli mamy podtrzymać nasze prognozy spadkowe.

CHF: czekam na doniesienia z Grecji i zastanawiam się, czy Szwajcarski Bank Narodowy nie pozwoli parze EUR/CHF pozostać w dolnych rejonach – dowiemy się tego na posiedzeniu 18 czerwca. W dłuższej perspektywie ryzyko dla CHF jest asymetryczne ze wskazaniem na spadek, z możliwością ryzyka wzrostu w przypadku, gdyby sytuacja Grecji w nadchodzących tygodniach zdecydowanie się pogorszyła.

AUD: rynek może przesadnie reagować na umocnienie AUD po posiedzeniu RBA, ponieważ sam komunikat był stosunkowo powściągliwy – w parze AUD/USD jest jednak potencjał wzrostu w granicach przedziału do osiągnięcia kluczowego oporu. Mocne dane ze Stanów Zjednoczonych mogą spowodować szybki powrót presji spadkowej.

CAD: para USD/CAD waha się w rejonach 1,2500 w oczekiwaniu na dalsze dane ze Stanów Zjednoczonych, jak również na piątkowy kanadyjski raport w sprawie zatrudnienia. Przewiduję dalsze umocnienie do poziomu 1,2800 i wyżej, przy krótkoterminowej niepewności.

NZD: waluta nadal słaba; zobaczymy, czy opór w rejonach 0,7175/0,7200 się utrzyma – ostatni rajd USD jest w tym momencie szczególnie mocno odczuwalny. Para AUD/NZD również się umacnia po ponownym osiągnięciu poziomu 200-dniowej średniej ruchomej i może być gotowa na test obszarów powyżej ostatnich maksimów, biorąc pod uwagę zmiany w spreadach stóp procentowych.

SEK: waluta jest słaba; para EUR/SEK może przygotowywać się do testu górnych części przedziału, ponieważ waha się od maksimów do minimów przedziału.

NOK: korona jest wyjątkowo osłabiona; przełamanie do wyższego przedziału w parze EUR/NOK umożliwia test obszaru 8,95/9,00 w nadchodzących tygodniach, w szczególności, jeżeli Norges Bank zrealizuje dostępny potencjał spadkowy na posiedzeniu 18 czerwca.

Najważniejsze dane ekonomiczne

  • Japonia: płace w kwietniu wykazały +0,9% r/r w porównaniu z przewidywanym poziomem +0,3%
  • Australia: RBA pozostawił docelową stopę „cash rate” na niezmienionym poziomie 2,00%, zgodnie z przewidywaniami

Główne nadchodzące wydarzenia ekonomiczne

  • Niemcy: zmiana/stopa bezrobocia w maju (08:55)
  • Wielka Brytania: zatwierdzone kredyty hipoteczne w kwietniu (08:30)
  • Strefa euro: szacunkowy odczyt CPI w maju (09:00)
  • Stany Zjednoczone: zamówienia w fabrykach w kwietniu (14:00)
  • Australia: wskaźnik wyników sektora usługowego (AiG Performance of Services Index) w maju (23:30)
  • Australia: PKB w I kw. (01:30)
  • Japonia: PMI w sektorze usługowym (Markit) (01:35)
  • Chiny: PMI w sektorze usługowym (HSBC) w maju (01:45)

John J Hardy, Saxo Bank

 

saxo bank

SII: Początek 2015 roku pod znakiem mocnego dolara i deflacji. Dla większości spółek z GPW obecny rok jest na razie korzystny

Rafał Irzyński, główny analityk Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych
Rafał Irzyński, główny analityk Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych

Większość spółek z polskiej giełdy pokazała po I kwartale dobre wyniki. Pewnym wyjątkiem były firmy odzieżowe. Na ich wyniki wpływ miała bowiem sytuacja na rynku walutowym oraz duże firmy handlowe, którym szkodziła deflacja. W dalszej części roku wyniki te mogą się jednak poprawić, bo spodziewany jest powrót inflacji, a dolar w kwietniu i maju był tańszy niż w okresie od stycznia do marca.

Kondycję rynku widać także po notowaniach głównego indeksu warszawskiej giełdy. Od początku roku WIG20 zyskał ponad 5 proc. i to mimo że po 24 maja stracił już ponad 3 proc.

Na kondycję większości polskich firm niewielki wpływ miała deflacja. Od niemal roku ceny w Polsce spadają i pod koniec I kwartału były niższe niż rok wcześniej o 1,5 proc. Te obniżki dotyczyły jednak ostatnio głównie jednej branży.

Ta deflacja to tak naprawdę w dużym stopniu pochodna taniej ropy. Efekt tańszych paliw po prostu przełożył się na wiele innych segmentów i składników w koszyku inflacyjnym – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Rafał Irzyński, główny analityk Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych. Deflacja była widoczna przede wszystkim po stronie wielkości sprzedaży dużych spółek handlowych, takich chociażby jak Eurocash. Ale patrząc na trendy cen ropy, widać, że prawdopodobnie będziemy mieli już pozytywne odczyty inflacji w drugiej części roku.

Ceny ropy na światowych giełdach zaczęły w tym roku powoli odrabiać straty. Jeszcze w marcu baryłka ropy Brent kosztowała nieco ponad 54 dolary, a obecnie jej cena utrzymuje się na poziomie o ok. 10 dolarów wyższym. Od początku roku ceny czarnego złota wzrosły o 11-12 proc. W rezultacie w kwietniu roczna deflacja zmalała do 1,1 proc. Te zawirowania na rynku surowcowym nie wpłynęły jednak na pogorszenie wyników polskich firm z branży.

– Pozytywnie wypadły spółki paliwowe – Orlen i Lotos – ocenia Rafał Irzyński.  W I kwartale tego roku poprawiły znacznie zyskowność swojej działalności operacyjnej. Co prawda pod względem wyniku netto Lotos miał gorszy wynik, ale operacyjnie wykazał pozytywne dynamiki. Efekt spadających cen ropy, który doświadczyliśmy w I kw., bardzo pozytywnie wpłynął na marże rafineryjne generowane przez te spółki.

Irzyński podkreśla, że pozytywnie wypadły też spółki mięsne. Kania, Tarczyński czy Indykpol, jak cała branża mięsna, należały do najlepszych pod względem poprawy wyników w ujęciu rok do roku. Dalszą poprawę swoich zysków wykazała również Amica. Spółka drożeje od kilku lat, z poziomu około 20 zł wzrosła do ponad 160 zł i najwyraźniej kontynuuje ten trend. Z firm produkujących towary na rynek konsumencki słabiej wypadły natomiast spółki odzieżowe, bo na ich marże poza deflacją negatywnie wpłynął efekt mocnego dolara. Za amerykańską walutę jeszcze w grudniu płaciło się niepełna 3,4 zł, obecnie kosztuje ona niemal 3,8 zł, a był czas w marcu, gdy kosztowała ok 4 zł. W rezultacie firmy, które produkują swoje towary w Azji, miały wyniki gorsze niż w I kwartale 2014 roku.

– Następny sektor to spółki energetyczne – wymienia główny analityk Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych. Tu też wszystkie cztery główne spółki poprawiły swoje wyniki i to warte jest odnotowania w kontekście sytuacji rynkowej: mamy nadal niskie ceny energii, a mimo wszystko te spółki wykazały poprawę. Pozytywnie tutaj wpłynął efekt tańszego węgla na rynku oraz dobre wyniki w segmencie dystrybucyjnym.

Jednym z najciekawszych walorów w ostatnich miesiącach były akcje Agory. Wydawca „Gazety Wyborczej” zmagał się w ostatnich latach z typowymi problemami tradycyjnych mediów, czyli spadkiem czytelnictwa i wpływów z reklam. Ostatnie wyniki spółki, zwłaszcza wzrost przychodów i poprawa zysku operacyjnego, spodobały się jednak inwestorom i jej papiery podrożały w ciągu miesiąca o ponad 10 proc., a od początku roku – o niemal dwie trzecie. Zdaniem Rafała Irzyńskiego ze Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych Agora zaskoczyła rynek.

 Tutaj wynik na poziomie EBITDA był o 30 proc. wyższy od konsensusu, a w ujęciu rok do roku te wyniki pod względem zyskowności uległy znacznej poprawie, aczkolwiek kurs akcji Agory już to wcześniej zdyskontował, rosnąc o blisko 50 proc. – przypomina Irzyński. 

AB chce zwiększyć sprzedaż w sieci. Pomóc ma w tym centrum dystrybucyjne uruchamiane właśnie pod Wrocławiem

0

Grzegorz Ochędzan, dyrektor finansowy, członek zarządu AB SA

Spółka AB, dystrybutor IT oraz sprzętu gospodarstwa domowego i zabawek, zamierza zwiększyć udział sprzedaży internetowej w swoich przychodach. By odnieść sukces na tym rynku i utrzymać pozycję lidera, chce poprawić standard obsługi odbiorców, m.in. skrócić czas oczekiwania na towar. Pomoże w tym otwierane właśnie w Magnicach pod Wrocławiem nowoczesne centrum dystrybucyjne.

Te cele spółka chce osiągnąć m.in. poprzez poprawę obsługi magazynowej oraz inwestycje w narzędzia e-handlu, czyli w infrastrukturę informatyczną, którą dostarcza swym partnerom. Dzięki temu klienci mają otrzymać lepszy produkt, mając dokładniejsze opisy, infografikę i możliwość lepszego zapoznania się z produktem w sklepach internetowych spółki.

– Nie chcę powiedzieć, że jesteśmy tutaj liderem, ale na pewno podmiotem, który chce być mocno obecny na rynku e-commerce mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Grzegorz Ochędzan, dyrektor finansowy, członek zarządu AB SA. – E-commerce to jest ta relacja B2C, czyli do klienta końcowego, a my chcemy wspomóc naszych partnerów w obsłudze klienta końcowego. Chcemy skrócić ten czas dostawy pomiędzy wysłaniem towaru z naszego magazynu a odbiorem go przez klienta.

Na przełomie maja i czerwca spółka otwiera nowoczesne centrum dystrybucyjne w podwrocławskich Magnicach. Obiekt, w który spółka do końca I kwartału zainwestowała 70 mln zł, nastawiony jest na nowy asortyment towarów, automatyzację i właśnie e-commerce. Przeprowadzka ma potrwać do sierpnia br.

– Z jednego centrum przy obecnej infrastrukturze i usługach spedytorów zewnętrznych jesteśmy w stanie obsługiwać nie tylko całą Polskę, tak jak do tej pory to robimy, lecz także rynki ościenne podkreśla Grzegorz Ochędzan.

Skonsolidowane przychody AB po trzech kwartałach roku obrotowego 2014/2015 przekraczały 5,2 mld zł, wobec 4,2 mld rok wcześniej. Zysk netto spółki przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł ponad 54,2 mln i był o 10 mln wyższy niż w tym samym okresie poprzedniego roku.

25 proc. wzrostu przychodów, ponad 27 proc. wzrostu zysku netto podsumowuje wyniki prezes Grzegorz Ochędzan z AB SA. Odnośnie do planów inwestycyjnych na przyszłość, pragnę zwrócić uwagę na to, że na przełomie maja i czerwca kończymy i rozliczamy inwestycję w Magnicach, to jest nasza największa inwestycja, która ma przynieść nowy rozdział w historii spółki i całej grupy. To, co można powiedzieć, to na pewno to, że bardzo wiele będziemy poświęcać uwagi jeszcze większemu udziałowi e-commerce w naszym przychodzie i myślę, że te inwestycje, które będą w przyszłości realizowane, to inwestycje właśnie w rozwój sprzedaży, rozwój rynków i rozwój produktowy.

Jak przypomina, dwa lata temu AB kupiła 100 proc. udziałów czołowego polskiego dystrybutora zabawek firmy Rekman. Dzięki tej akwizycji ma nadzieję na konsolidację tego bardzo rozdrobnionego rynku

– Jednym z pomysłów i kierunków rozwoju jest nowa sieć franczyzowa, Wyspa Skarbów, którą inicjujemy i zaczynamy realizować. Majmy dużo doświadczenia w rozwoju naszych dotychczasowych sieci franczyzowych w Polsce: Alsen, Kakto, od zeszłego roku jesteśmy także w Czechach i na Słowacji [szyld Digimax – red.], w zasadzie jesteśmy tutaj liderem. Mamy ponad 1,5 tys. punktów sprzedaży w tych trzech krajach. Te kompetencje i ten bagaż doświadczenia na pewno przerzucimy na nową sieć franczyzową.

 

Lorek Pawlak Family Office: Nie warto inwestować w obligacje i lepiej nie ryzykować z akcjami. Opłacalne mogą być fundusze szerokiego rynku

Mariusz Pawlak, partner w Lorek Pawlak Family Office
Mariusz Pawlak, partner w Lorek Pawlak Family Office

Obecnie najbardziej opłacalne są inwestycje w fundusze szerokiego rynku – uważa Mariusz Pawlak z Lorek Pawlak Family Office. Oprocentowanie obligacji jest bardzo niskie, co oznacza, że gdy ruszy inflacja, a za nią stopy procentowe, to papiery skarbowe stracą na wartości. Z drugiej strony akcje na czołowych giełdach drożeją już tak długo, że można się obawiać spadków cen.

– Obecnie inwestorzy rzeczywiście wybierają fundusze akcyjne, chociaż jest to trochę wbrew logice mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Mariusz Pawlak, partner w Lorek Pawlak Family Office. Mamy szósty rok hossy, wszystkie rynki są praktycznie na maksymalnych poziomach. Natomiast do momentu, kiedy rynki rosną, i do momentu, kiedy banki centralne luzują politykę monetarną, sprzyja klimat do tego, żeby inwestować w akcje.

Amerykański Dow Jones, czyli główny indeks nowojorskiej giełdy, w ciągu ostatnich pięciu lat zyskał ponad 85 proc., a szerszy indeks S&P 500 – podwoił swoją wartość. Niemiecki DAX wzrósł w tym czasie o ponad 95 proc. Londyński FTSE 100 poszedł w górę o 43 proc. Ale już WIG20 zyskał w tym czasie tylko 7,5 proc. Jego wzrost uzależniony jest jednak od nastrojów na rynkach globalnych.

Nie lepiej – zdaniem Pawlaka – wyglądają dziś perspektywy funduszy obligacyjnych. Obecnie na całym świecie banki centralne próbują pobudzić gospodarkę do szybszego rozwoju i stopy procentowe w wielu krajach są rekordowo niskie. Bardzo niskie jest w rezultacie także oprocentowanie bankowych lokat oraz papierów dłużnych.

– Powiedziałbym może trochę przewrotnie, że ci, którzy mają jeszcze dzisiaj fundusze obligacji, powinni raczej jak najszybciej się ich pozbywać doradza Mariusz Pawlak. W środowisku bardzo niskich stóp ryzyko ich wzrostu wzbudzone przez inflację jest ogromne i wówczas spadek wyceny tych funduszy będzie bardzo duży. Dzisiaj unikałbym zdecydowanie funduszy obligacyjnych.

Zdaniem ekonomistów kilkuletni dodruk dolara, trwający od 2,5 roku dodruk jena i rozpoczęty w marcu dodruk euro muszą w końcu zaowocować inflacją. A wtedy stopy procentowe szybko pójdą w górę, powodując wzrost rentowności papierów, a więc spadek ich cen. Nowe obligacje będą dawały lepszy zwrot, więc trudniej będzie sprzedać te obecnie emitowane na rynku wtórnym. Ponadto oferowane przez nie niższe oprocentowanie w środowisku wyższych stóp procentowych będzie realnie znacznie mniej atrakcyjne.

To jest pytanie, które zadajemy sobie już od kilku lat zwraca uwagę partner w Lorek Pawlak Family Office. – Kiedy zostanie wzbudzona inflacja i kiedy będzie presja na podwyżkę stóp procentowych? Kto może być pierwszy? Na pewno tam, gdzie było bardzo mocne pobudzenie polityki pieniężnej przez banki centralne, czyli Stany Zjednoczone, Niemcy i Wielka Brytania. To są na pewno te kraje, które dzisiaj się cieszą bardzo dużą popularnością, jeżeli chodzi o obligacje.

Lepsze i mniej zależne od poziomu stóp procentowych perspektywy mają przed sobą obligacje korporacyjne, choć ich zakup wiąże się z większym ryzykiem straty zainwestowanych pieniędzy w przypadku kłopotów finansowych spółki.

– Jeżeli inwestor jest w stanie jednak trochę bardziej zaryzykować i kupić więcej obligacji korporacyjnych o – tak naprawdę – wyższych stopach zwrotu, a więc i wyższym ryzyku, to rzeczywiście może próbować, aczkolwiek powinien bardziej przesuwać się w stronę funduszy, które mają obligacje o zmiennej stopie procentowej bazującej na stopach rynku międzybankowego, niż w stronę tych, które mają obligacje stałokuponowe – radzi Mariusz Pawlak z Lorek Pawlak Family Office.

Dodaje, że w obecnej niepewnej sytuacji warto zabezpieczyć swoje pieniądze, inwestując w fundusze szerokiego rynku. Wtedy w razie nagłej przeceny w jednej branży traci się tylko część zysków lub zainwestowanych środków, a reszta nadal pracuje i zarabia.

– W razie czego, gdyby coś się wydarzyło w danej branży, jak np. ostatnio mieliśmy dużą korektę na cenach ropy, to nie mamy za dużo tych producentów. Tak samo nie mamy dużej ekspozycji na sektor bankowy. Bardziej kupuje się szerokie rynki danego kraju.

EY: Polska ma jeden z najgorszych dostępów do innowacyjnych leków onkologicznych w UE

Agata Polińska z Fundacji Onkologicznej Osób Młodych Alivia
Agata Polińska z Fundacji Onkologicznej Osób Młodych Alivia

Ponad dwa lata pacjentki z zaawansowanym rakiem piersi czekają na decyzję Ministerstwa Zdrowia w sprawie refundacji innowacyjnych leków onkologicznych, które są stosowane w innych krajach europejskich. Jak podkreślają onkolodzy, dzięki nowoczesnym terapiom można wydłużyć życie pacjentek i poprawić jego jakość. Dziś kobiety z zaawansowaną formą nowotworu piersi żyją średnio 2-4 lata.

Fundacja Onkologiczna Osób Młodych Alivia porównała dostęp do 30 leków onkologicznych zarejestrowanych w ciągu ostatnich 10 lat przez Europejską Agencję Medyczną. Sprawdzano, jak sytuacja wygląda w krajach Europy Zachodniej i Środkowo-Wschodniej. Z raportu wynika, że polscy pacjenci mają dostęp do mniejszej liczby nowoczesnych leków niż chorzy w innych krajach europejskich. Na 30 innowacyjnych leków opisywanych w raporcie w Polsce aż 12 jest w ogóle niedostępnych. Kolejnych 16 leków jest dostępnych, ale z ograniczeniami. Tylko dwa leki mogą być przepisywane przez lekarzy według ich uznania.

– Okazuje się, że u nas te programy są tak skonstruowane, że prawie połowa leków nie osiąga zużycia 1/4 europejskiej, co oznacza, że warunki włączenia do takiego programu bądź wyłączenia z niego są tak restrykcyjne, że realnie może z nich skorzystać znacznie mniej pacjentów, niż ma to miejsce w innych krajach – mówi agencji informacyjnej Newseria Agata Polińska z Fundacji Onkologicznej Osób Młodych Alivia.

Problemem jest także długi proces decyzyjny w kwestii refundacji leków. W Polsce to średnio dwa lata. W Europie więcej czasu na wydanie orzeczenia w tej kwestii potrzebują tylko władze Rumunii. Wśród pacjentek z zaawansowanym rakiem piersi jest np. grupa kobiet, które czekają od prawie trzech lat na decyzję w kwestii refundacji pierwszej od lat terapii celowanej, przynoszącej realną korzyść kobietom z hormonozależnym zaawansowanym rakiem piersi bez nadekspresji receptora HER-2. Terapia ta jest powszechnie dostępna w Europie.

Zdaniem ekspertów w polskiej służbie zdrowia zbyt mało pieniędzy przeznacza się na innowacyjne terapie.

– Chodzi tutaj o pieniądze zaoszczędzone w wyniku działania Komisji Ekonomicznej. W tej chwili od roku 2012 to już jest 3,7 mld zł. Politycy obiecywali, że te pieniądze zostaną przeznaczone na refundację innowacyjnych leków, do których polscy pacjenci jeszcze nie mają dostępu. Niestety, polskie społeczeństwo zostało oszukane, bo pieniądze zostały przeznaczone na łatanie dziury w budżecie NFZ-u, tzn. łatanie deficytu długów szpitalnych, natomiast nie przeznaczono ich na poprawienie dostępu do innowacyjnych, nowoczesnych leków – mówi Krzysztof Łanda, lekarz medycyny, prezes fundacji Watch Health Care.

Od 1 stycznia 2015 r. zlikwidowana została także możliwość złożenia wniosku o sfinansowanie leków w ramach chemioterapii niestandardowej, która była wykorzystywana w przypadku zaawansowanego raka piersi. Nie wprowadzono też alternatywnej procedury, która umożliwiałaby otrzymanie leczenia. Sytuację pacjentek z zaawansowanym rakiem piersi pogorszyło dodatkowo wprowadzenie pakietu onkologicznego, który główny nacisk kładzie na wczesną diagnostykę. Nastąpiło więc przesunięcie środków na leczenie chorych w początkowym stadium nowotworu, u których można zastosować radykalną terapię, co znacznie utrudnia szybkie leczenie chorych z zaawansowanym procesem nowotworowym.

– To ograniczyło możliwości szybkiego dostępu do diagnostyki dla chorych, którzy już są leczeni, dla chorych, u których trzeba podejmować decyzje co do modyfikacji leczenia, u których pojawiają się zmiany przerzutowe w innych lokalizacjach, gdzie szybki dostęp do diagnostyki jest niezbędny. Nie waham się powiedzieć, że jest to grupa niedostrzeżona przez system, przez twórców założeń pakietu onkologicznego – mówi prof. Piotr Wysocki, onkolog kliniczny, zastępca dyrektora, Zachodniopomorskie Centrum Onkologii w Szczecinie

Zaawansowany rak piersi jest chorobą nieuleczalną. Współczesna medycyna jest jednak w stanie wydłużyć życie pacjentek oraz znacznie poprawić jego jakość. Niezbędny jest jednak dostęp do nowoczesnych terapii oraz innowacyjnych leków, których w Polsce wciąż brakuje.

Prywatne polskie stocznie są w świetnej kondycji. Mają pełny portfel zamówień i osiągają co najmniej 10-proc. wzrosty

Andrzej Wojtkiewicz, prezes Związku Pracodawców Forum Okrętowe i prezes zarządu stoczni Remontowa Shipbuilding
Andrzej Wojtkiewicz, prezes Związku Pracodawców Forum Okrętowe i prezes zarządu stoczni Remontowa Shipbuilding

Polski przemysł stoczniowy dynamicznie się rozwija. Prywatne firmy są w świetnej kondycji, mają pełny portfel zamówień i z powodzeniem konkurują z gigantami z krajów skandynawskich. Branża wstępnie szacuje, że tegoroczny wzrost może sięgnąć nawet 10 proc.

Polska jest jednym z krajów, który ma stosunkowo duży jak na warunki europejskie potencjał związany z produkcją okrętową – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Wojtkiewicz, prezes Związku Pracodawców Forum Okrętowe i prezes zarządu stoczni Remontowa Shipbuilding. – To tyczy się różnych sektorów, zarówno produkcji w pełni wyposażonych, nowoczesnych statków różnego typu, jaki i prac remontowych, przebudów, realizacji różnego rodzaju skomplikowanych projektów związanych z branżą okrętową bądź branżą wydobywczą, która realizuje swoje zadania na morzu.

Dla branży okrętowej pewnym problemem jest sytuacja na rynku ropy. Branża wydobywcza należy bowiem do ważniejszych klientów polskich stoczni. To w stoczniach powstają nowe tankowce i platformy wiertnicze. Polski przemysł specjalizuje się jednak w wielu typach statków i to pozwala mu dywersyfikować ryzyko.

Remontowa Shipbuilding oprócz jednostek pływających dla przemysłu wydobywczego produkuje także jednostki o przeznaczeniu pasażersko-samochodowym czy wyspecjalizowane statki towarowe, które służą do dostarczania różnego rodzaju produktów np. w rejony arktyczne. Te kierunki rozwoju gospodarki światowej, które mają bezpośredni związek z morzem, dyktują nam kierunki rozwoju – podkreśla Andrzej Wojtkiewicz.

Do Związku Pracodawców Forum Okrętowego należy pięć stoczni oraz prawie 50 firm produkujących na ich potrzeby wyposażenie do nowych statków. Jak podkreśla Jerzy Czuczman, dyrektor biura Związku, mimo spowolnienia w sektorze oil and gas, który jest ściśle powiązany z branżą okrętową, firmy świetnie sobie radzą. Przede wszystkim szukają dla siebie miejsca na innych rynkach.

Najsilniejszą stroną sektora, patrząc przez pryzmat globalnej konkurencji, jest to, że udało nam się znaleźć swoje nisze rynkowe. Jesteśmy bardzo dobrzy w ekologicznych napędach, napędach LNG. Niedawno powstał prom Samsø, pierwszy w Europie z takim napędem – wodowany, w całości polski projekt, polska myśl techniczna i polskie wykonanie w stoczni Remontowa Shipbuilding – mówi Jerzy Czuczman.

Czuczman ocenia, że w tym roku można się spodziewać dynamiki od kilku do nawet 10 proc. Jak podkreśla, branża z optymizmem mówi o swoich perspektywach, tym bardziej że portfel zamówień jest pełny.

Polski przemysł stoczniowy jest drugi w Europie i piąty na świecie. To są coraz nowocześniejsze podmioty. Szczególnie polskie stocznie prywatne są konkurencyjne na rynku światowym, robią coraz bardziej skomplikowane statki o coraz większej wartości dodanej – mówi Przemysław Roth, członek zarządu Rolls-Royce w Polsce,

Jak podkreśla, polskie firmy są coraz bardziej profesjonalnymi partnerami dla zagranicznych koncernów.

Bardzo zwracamy uwagę na zasady bezpieczeństwa i higieny pracy. Bardzo ważne jest dla nas to, żeby firma, która z nami pracuje, dotrzymywała takich zasad, a polskie stocznie w tym względzie są na coraz wyższym poziomie – wyjaśnia Roth.

Jak podkreśla, polski przemysł nie konkuruje dziś z zakładami dalekowschodnimi, np. chińskimi czy koreańskimi, których główną przewagą jest niski koszt.

Natomiast Polska jest specjalistą światowej klasy w zakresie statków specjalistycznych i tutaj perspektywy są bardzo dobre – uważa członek zarządu Rolls-Royce Polska. – Jeszcze nie tak dawno nikt by sobie nie wyobrażał, że duża platforma mogłaby pójść do całkowitego remontu do polskiej stoczni, nikt by sobie nie wyobrażał, że statki PSV [zaopatrzenie górnictwa morskiego – red.] byłyby budowane w polskich stoczniach, oraz elementy wyposażenia np. statków do odwiertów podwodnych. Te wszystkie elementy, systemy czy podsystemy są produkowane dzisiaj w Polsce.

28 maja br. w siedzibie kancelarii K&L Gates w Warszawie odbyło się posiedzenie Rady Związku Pracodawców Forum Okrętowe połączone z konferencją prasową, w której uczestniczyli członkowie FO oraz przedstawiciele sektora bankowego.

I. Wendel: Rozwój internetu ożywi polską gospodarkę i zmieni społeczeństwo. Inwestycje w infrastrukturę sięgną 4 mld zł

Iwona Wendel, podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju
Iwona Wendel, podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju

Ponad 4 mld zł zasilą w nowej perspektywie rynek telekomunikacyjny. Unijne pieniądze pozwolą przedsiębiorcom na zbudowanie powszechnego dostępu do internetu, przede wszystkim w miejscach, gdzie są teraz białe plamy. Pozostałe środki z programu Polska Cyfrowa będą przeznaczone na rozbudowywanie e-administracji i kompetencji cyfrowych Polaków. Przyspieszenie w tej dziedzinie powinno ożywić rozwój gospodarczy i społeczny kraju.

Mamy białe plamy w Polsce, czyli miejsca, gdzie ze względów inwestycyjnych nie opłaca się przedsiębiorcom telekomunikacyjnym podejmować inwestycji. Dlatego interweniujemy tam, wykorzystując do tego środki europejskie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Iwona Wendel, podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju. – Zdecydowaliśmy na podstawie dotychczasowych doświadczeń, że najlepszym odbiorcą tych środków jest rynek telekomunikacyjny, więc te projekty będą mogli realizować właśnie przedsiębiorcy z tego rynku. 

W ramach programu operacyjnego Polska Cyfrowa wszyscy mieszkańcy kraju mają zyskać dostęp do szybkiego internetu. Za pięć lat każdy mam mieć możliwość korzystania z łącz o przepustowości co najmniej 30 Mb/s. Rozbudowa infrastruktury zostanie z UE dofinansowana 4 mld zł.

Z programu Innowacyjna Gospodarka realizowaliśmy wiele ważnych przedsięwzięć. Z pozostałych programów, czy to regionalnych, czy z Polski Wschodniej, budowaliśmy sieci szerokopasmowego dostępu do internetu, sieci szkieletowe i dystrybucyjne. One dały podwaliny pod to, żeby dzisiaj budować sieć dostępową, czyli ostatnią milę, ten ostatni odcinek, z którego korzystają odbiorcy końcowi, użytkownicy, mieszkańcy i przedsiębiorcy – mówi Iwona Wendel.

W niektórych województwach prace nad siecią szerokopasmową dobiegły końca (np. w Wielkopolsce, na Pomorzu i w woj. lubuskim), w pozostałych powinny zakończyć się w tym roku. W sumie w Polsce powstanie sieć 45 tys. km światłowodów.

Pozostałe pieniądze w ramach POPC zostaną spożytkowane na tworzenie e-administracji i zachęcanie ludzi do korzystania z internetu. Zgodnie z założeniami programu do 2023 roku zostaną wdrożone nowe e-usługi publiczne dla obywateli oraz przedsiębiorców, m.in. z zakresu zdrowia, edukacji, zamówień publicznych i sądownictwa. Ponad 140 mln euro trafi na budowanie kompetencji cyfrowych w społeczeństwie. Dzięki temu – jak zakłada POPC – ponad 400 tys. osób zyska wiedzę, która pozwoli im korzystać z treści dostępnych w sieci i e-usług.

Jak podkreśla Iwona Wendel, Polska Cyfrowa powinna pobudzić gospodarkę elektroniczną, ale nie tylko.

Program będzie wpływał nie tylko na rozwój polskiej gospodarki, lecz także na rozwój naszego społeczeństwa, czyli na rozwój społeczno-gospodarczy w naszym kraju. Technologie informacyjno-komunikacyjne właściwie dotykają każdego obszaru naszego życia, obojętnie, w jakiej roli występujemy: jako osoba prywatna, osoba ucząca się czy pracująca. Najważniejsze jest, żeby człowiek został w środku, w centrum zainteresowania czasem wrogiego i obcego świata, jak się wydawało do niedawna – podkreśla wiceminister.

Dodaje, że wyciągając wnioski z poprzedniej perspektywy, resort chciałby ograniczyć czas realizacji tego projektu.

Chcielibyśmy, żeby projekty w zakresie budowy sieci zamykały się w okresach dwuletnich, maksymalnie trzyletnich. Tak samo w zakresie budowanie elektronicznych usług. To rzeczywiście są skomplikowane systemy informatyczne, zwłaszcza jeżeli świadczymy usługę powszechną, jak deklaracja podatkowa czy integracja rejestrów państwowych. Także w tym obszarze chcielibyśmy jednak skrócić realizacje tych projektów do trzech lat – wyjaśnia Iwona Wendel.

Pierwszy konkurs w ramach POPC został ogłoszony pod koniec ubiegłego roku. Zakończono pierwszy nabór wniosków o dofinansowanie projektów dla e-usług publicznych. Złożono 39 wniosków o dofinansowanie na łączną kwotę ponad 2,7 mld zł. Teraz trwa ich ocena formalna. Jeszcze w tym roku ruszą kolejne nabory wniosków do działań POPC, m.in. dotyczących wsparcia dla eliminacji terytorialnych różnic w dostępie do szybkiego internetu (ok. 600 mln zł), zwiększania dostępności, poprawy jakości informacji sektora publicznego (ok. 636 mln zł) oraz rozwijania cyfrowych umiejętności społeczeństwa głównie na obszarach wiejskich i w małych miastach (ok. 180 mln zł).

Chińskie firmy chemiczne szukają w Polsce partnerów. Znaczenie ma lokalizacja i otoczenie przyjazne inwestorom zagranicznym

0
Weiren Zhao, dyrektor generalny w spółce Tri-Ring International
Weiren Zhao, dyrektor generalny w spółce Tri-Ring International

Dla chińskich firm Polska to nie tylko atrakcyjny rynek zbytu, lecz także coraz ciekawsze miejsce do inwestowania. Interesują się polskim rynkiem ze względu na silną pozycję w regionie i Europie, a także środowisko sprzyjające inwestorom zagranicznym. Chińskie firmy z branży chemicznej poszukują w Polsce partnerów. 

W ostatnim czasie mieliśmy delegację z miasta Xiangyang, wśród nich przedsiębiorcy, m.in. z branży chemicznej. Oni są bardzo zainteresowani polskim rynkiem, chcą pójść naszym śladem i wejść w inwestycje. Szukają cały czas partnera, nawet zwrócili się do nas z prośbą o pomoc w poszukiwaniu firm czy zakładów, z którymi można zawiązać  joint venture czy innego rodzaju współpracę. Są bardzo chętni, żeby podjąć rozmowy z polskimi firmami – mówi agencji Newseria Biznes Weiren Zhao, dyrektor generalny w spółce Tri-Ring International, która jest głównym udziałowcem Fabryki Łożysk Tocznych w Kraśniku.

Na razie udział chińskich inwestycji w Polsce jest niewielki (0,25 proc. wszystkich inwestycji zagranicznych w kraju). W całej Europie to tylko 2,2 proc. Eksperci przyznają jednak, że zainteresowanie Chińczyków tą częścią świata rośnie. Chińscy inwestorzy rzadko decydują się na budowę nowych fabryk, skupiają się przede wszystkim na przejęciach już istniejących.

Polska jest bardzo atrakcyjna dla Chińczyków nie tylko ze względów geograficznych – wskazuje Weiren Zhao. – Lokalizacja Polski w Europie Środkowej jest rzeczywiście bardzo korzystna, bo wszędzie można bardzo łatwo dotrzeć. Drugą rzeczą jest środowisko inwestycyjne, które chińscy inwestorzy oceniają jako bardzo przyjazne.

Jedną z największych chińskich inwestycji nad Wisłą było kupno w 2013 roku przez Tri-Ring Group Corporation, jedną z największych firm sektora motoryzacyjnego i obrabiarkowego w Państwie Środka, większości udziałów Fabryki Łożysk Tocznych z Kraśnika.

Na naszym przykładzie widać, że Polska jest dobrym miejscem na chińskie inwestycje – przekonuje dyrektor Weiren Zhao. – Wybraliśmy fabrykę, zainwestowaliśmy i efekt od razu widać. Będziemy cały czas podążać tą ścieżką i rozszerzać zakres działalności. Naszym śladem, jak sądzę, będzie szło coraz więcej chińskich inwestorów. Przykład Tri-Ringu jest bardzo dobry.

Resort gospodarki, opierając się na danych GUS, podaje, że w ubiegłym roku polski eksport do Chin wzrósł o 5,6 proc. i wyniósł 1,7 mld euro. Jeszcze więcej, bo o 19 proc., wzrósł import – do 17,4 mld euro. Tym samym niekorzystne saldo obrotów zwiększyło się o 2,7 mld euro do 15,7 mld euro.

Z końcem czerwca znika obowiązek uzyskania pozwolenia na budowę domu

Ryszard Kowalski, prezes Związku Pracodawców-Producentów Materiałów dla Budownictwa
Ryszard Kowalski, prezes Związku Pracodawców-Producentów Materiałów dla Budownictwa

Mieszkańcy osiedli domów jednorodzinnych po zniesieniu obowiązku uzyskania pozwolenia na budowę nadal będą mieli wpływ na powstające w ich sąsiedztwie budynki. Muszą jednak zacząć zwracać większą uwagę na miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego oraz warunki zabudowy.

Inwestycja i jej lokalizacja wynikają albo z miejscowego planu zagospodarowania, albo z decyzji o warunkach zabudowy. W obu przypadkach wszyscy sąsiedzi dostają informację, mogą także wyrazić swój pogląd, który może zostać uwzględniony lub nie, bo różnie bywa. Krótko mówiąc, jest ten etap ważniejszy i istotny, w którym sąsiedzi mogą powiedzieć: nie chcę tego, chcę inaczej – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Ryszard Kowalski, prezes Związku Pracodawców-Producentów Materiałów dla Budownictwa.

Zgodnie z podpisaną w marcu przez prezydenta Bronisława Komorowskiego nowelizacją Prawa budowlanego od końca czerwca osoby budujące dom jednorodzinny nie będą już musiały uzyskiwać pozwolenia na budowę. Jak wyjaśnia Kowalski, to duże ułatwienie. Do tej pory konieczność uzyskania pozwolenia była niepotrzebnym obciążeniem administracyjnym. Podkreśla, że państwo nie musi nadzorować tego typu inwestycji, bo zgodnie z prawem inżynierowie budownictwa i architekci też pełnią funkcję kontrolną. To oni teraz będą mieli decydujące zdanie.

Wymyśliliśmy sobie przed laty zawody zaufania publicznego, np. inżynierów budownictwa z określonymi uprawnieniami, projektantów, architektów, którzy de facto powinni tę rolę kontrolną pełnić, ale równocześnie zachowaliśmy władcze działanie organów państwa – krytykuje dotychczasowy stan prawny Kowalski.

Zwraca uwagę także na to, że poza samą procedurą uzyskania pozwolenia na budowę dotychczasowe prawo prowadziło do opóźnień. Decyzję można było bowiem zaskarżyć, co bardzo wydłużało cały proces budowy.

Nowe prawo zniesie możliwość zaskarżenia pozwolenia na budowę np. przez niezgadzających się na projekt sąsiadów. Nie pozbawi to ich jednak możliwości sprzeciwu – będą jednak musieli reagować już wcześniej.

Zniesienie tej decyzji nie stawia w gorszej sytuacji sąsiadów – przekonuje Kowalski. – Powiem więcej: wbrew fałszywym poglądom nawet istnienie decyzji pozwolenia na budowę nie chroniło, to tylko był pozór, bo jeżeli to pozwolenie zostało wydane zgodnie z tzw. WZ-ką [decyzja o warunkach zabudowy – red.] lub z miejscowym planem zagospodarowania, to jeśli nawet 40 sąsiadów napisałoby, że im to się nie podoba, to nie można byłoby tej decyzji podważyć, bo była zgodna z tym, co zostało już wcześniej ustalone.

Według nowego prawa osoby chcące wybudować dom jednorodzinny będą musiały jedynie zgłosić taki zamiar i przekazać projekt do starostwa powiatowego. Nie będą musiały do niego załączać m.in. oświadczeń o zapewnieniu wody, energii, ciepła i gazu. Zniknie także obowiązek zgłaszania planowanego rozpoczęcia robót budowlanych do nadzoru budowlanego.

Studia zaoczne coraz lepiej postrzegane przez pracodawców. Doceniają oni motywację i wielozadaniowość absolwentów takich programów

dr Małgorzata Kluska-Nowicka z Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu
dr Małgorzata Kluska-Nowicka z Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu

Coraz więcej młodych ludzi decyduje się na studia zaoczne. Kiedyś trafiali na nie głównie ci, którzy nie dostali się na dzienne. Teraz młodzi doceniają jednak to, że weekendowe zajęcia dają większą szansę zdobycia doświadczenia zawodowego jeszcze w trakcie nauki. Zgadzają się z tym pracodawcy, dla których studenci zaoczni często są lepszymi kandydatami do pracy.

Kiedyś studia zaoczne były koniecznym wyborem, kiedy kandydat nie dostał się na studia dzienne, dzisiaj powoli jest to świadoma decyzja tychże kandydatów – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria dr Małgorzata Kluska-Nowicka z Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu. – Dziś rynek pracy decyduje poniekąd za nich. Okazuje się, że potrzebny jest i dyplom, i doświadczenie zawodowe. Trudno to uzyskać, studiując w trybie dziennym.

Studia zaoczne wybierają szczególnie studenci uczelni dających praktyczne umiejętności. Taki tryb jest szczególnie cenny wtedy, gdy można łączyć naukę z pracą w danym zawodzie. W ten sposób kończąc edukację, student ma nie tylko dyplom, lecz także kilkuletnie doświadczenie na rynku pracy. Takiej możliwości często nie dają studia dzienne.

Jak wynika z analizy Instytutu Badań Edukacyjnych, dwie trzecie osób studiujących zaocznie na poziomie licencjatu na ostatnim roku pracuje już zawodowo. Wskaźnik ten dla studentów dziennych wynosi 32 proc. W przypadku ostatniego roku magisterium różnice są podobne: 64,9 proc. dla studentów zaocznych i 30,1 proc. dziennych. IBE wyliczyło także, że na pierwszym roku studiów tylko 22,2 proc. pracujących studentów wszystkich trybów wykonuje zawód związany z kierunkiem nauki, ale do końca studiów odsetek ten wzrasta do niemal 30 proc.

Ekspertka przyznaje, że studia zaoczne nie na wszystkich kierunkach są możliwe. Trudno na przykład wyobrazić sobie uczących się w ten sposób lekarzy. W wielu obszarach jednak ich popularność rośnie.

Eksperci z Business Centre Club uważają, że studenci zaoczni są lepszymi kandydatami do pracy niż studenci dzienni, bowiem mają już pewne doświadczenie wyniesione zarówno z toku studiów, jak i z wcześniej podjętych prac. Ponadto doskonale odnajdują się w otoczeniu biznesowym – przekonuje Kluska-Nowicka. – Pracodawcy zwracają uwagę na zdolności komunikacyjne, umiejętność pracy w zespole i pracę projektową.

Te zmiany nie pozostają bez wpływu na programy nauczania. Uczelnie wyższe coraz częściej zatrudniają praktyków danego zawodu i odchodzą od przekazywania jedynie wiedzy teoretycznej. Inna jest też forma zajęć. Coraz częściej odbywają się one w formie interaktywnej, pracy grupowej i projektowej, a nie tradycyjnych wykładów.

Student zaoczny jest w stanie zweryfikować, czy przekazywane treści są adekwatne do potrzeb biznesowych – tłumaczy dr Małgorzata Kluska-Nowicka. – On wie, jaka wiedza i jakie umiejętności przydadzą mu się w codziennej pracy, i dzięki temu uczelnie mogą kształcić jeszcze bardziej praktycznie.

Dodaje, że zaletą studiów zaocznych jest nie tylko możliwość połączenia pracy i nauki. To także rozwiązanie dla młodych rodziców. Nie muszą oni rezygnować ze zdobywania wykształcenia wyższego i mogą pogodzić naukę z opieką nad dziećmi. Na tryb zaoczny często decydują się również ci, którzy źle wybrali pierwszy kierunek studiów i chcą od nowa rozpocząć naukę na tym szczeblu.

Studia zaoczne to też możliwość dokończenia edukacji lub zdobycia nowej wiedzy dla starszych osób.

Coraz więcej osób po 40. roku życia powraca na studia: na drugie lub trzecie albo po prostu kończy te, których nie ukończyło wcześniej. Często wcześniej nie mieli czasu na studiowanie i rozwijanie swoich zainteresowań w nowych obszarach, gdyż skupiali się na wychowywaniu dzieci czy robieniu kariery. Teraz zauważają, że to jest odpowiedni moment, żeby skupić się na sobie i swoich zainteresowaniach – tłumaczy Kluska-Nowicka.

Najważniejsze dla branży mięsnej rynki na razie są zamknięte. Jest jednak szansa na zdobycie nowych

Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso
Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso

Polskie mięso ma szansę trafiać na rynki, o których jeszcze kilka lat temu producenci w ogóle nie myśleli – podkreśla prezes Związku Polskie Mięso. Do tego potrzebne jest jednak aktywne zabieganie o tamtejszych odbiorców i wdrażanie strategii eksportowej. Tym bardziej że kluczowe dla producentów rynki zagraniczne (kraje azjatyckie i Rosja) od wielu miesięcy są dla nich zamknięte.

Dzisiaj firmy stoją przed globalnymi wyzwaniami, czyli nie jak znaleźć się na rynku krajowym, ale jak znaleźć się w układance światowej, jak zdobywać kolejne rynki, te, o których jeszcze parę lat nawet nie marzyliśmy. Kiedy ktoś powiedział Filipiny, to inni pukali się w głowę, co tam będziemy robić i co tam będziemy sprzedawać. Dzisiaj są to realne rynki zbytu. I o te rynki zaczynamy coraz aktywniej zabiegać i wdrażać swoją strategię eksportową – mówi agencji Newseria Biznes Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso.

To konieczne ze względu na ograniczenia w eksporcie na rynki, które były dla polskich producentów bardzo perspektywiczne.

Możemy tu powiedzieć o fenomenie rynku chińskiego, gdzie w ciągu jednego roku eksport wzrósł trzykrotnie. W 2013 roku Chiny wyrosły na największego odbiorcę naszego mięsa, bo wyeksportowaliśmy tam ponad 50 tys. ton. Jednostkowo był to największy odbiorca mięsa wieprzowego. Później był rynek białoruski, rosyjski i pozostałe – mówi Witold Choiński.

Jak wynika z danych Agencji Rynku Rolnego, w ubiegłym roku eksport mięsa wieprzowego obniżył się do 380 tys. ton (o 15 proc.), a jego wartość – do 699 mln euro (o 24 proc.). Przez embargo rosyjskie i białoruskie wywóz mięsa wieprzowego na te rynki był aż 95 proc. mniejszy. Zmalał też eksport na Ukrainę (o 75 proc.).

Z powodu wykrycia ognisk zapalnych Afrykańskiego Pomoru Świń (ASF) na terenie naszego kraju w lutym 2014 roku wiele krajów azjatyckich wprowadziło zakaz importu wieprzowiny pochodzącej z Polski. Z tego powodu producenci utracili dostęp do wielu ważnych rynków zbytu, m.in. Chin, Korei, Singapuru czy Japonii. Wolumen i wartość eksportu do tych krajów spadły w ubiegłym roku o 82-85 proc.

W maju singapurska agencja weterynaryjna zadecydowała o zniesieniu embarga na polską wieprzowinę. Polska branża mięsna liczy na to, że kolejne azjatyckie kraje pójdą w ślad za Singapurem.

W sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, możemy mówić o zmianie tendencji eksportowej. Dzisiaj możemy mówić o eksporcie na rynek Unii Europejskiej, czyli de facto nie jest to eksport, a sprzedaż na terenie UE. I to spowodowało, że mamy inną sytuację na tym rynku z innymi konkurentami i walczymy – wyjaśnia Choiński.

W przypadku wieprzowiny eksport do UE wzrósł o 24 proc.

Embargo rosyjskie wpłynęło też na zmniejszenie o blisko połowę sprzedaży zagranicznej mięsa wołowego na ten rynek. Ogólny eksport zmalał nieznacznie (0,2 proc.), a jego wartość o 6 proc.

W ubiegłym roku odnotowano za to wyraźny wzrost sprzedaży zagranicznej mięsa i podrobów z drobiu. Wolumen eksportu wzrósł o 21 proc., a jego wartość o 22 proc., i to mimo ograniczenia w handlu ze Wschodem.

Wciąż niewielu właścicieli domów dokonało termomodernizacji. Może ona obniżyć opłaty za prąd i ogrzewanie nawet o 50 proc.

Konrad Witczak, specjalista ds. norm i standardów firmy Rockwool Polska
Konrad Witczak, specjalista ds. norm i standardów firmy Rockwool Polska

Programem termomodernizacji nieruchomości w Polsce zainteresowani są przede wszystkim właściciele i zarządcy budynków wielorodzinnych. Ulepszenia w tym zakresie wprowadzono jedynie w 2 proc. domów jednorodzinnych. Oszczędności z tytułu obniżonych opłat za ogrzewanie i energię elektryczną mogą sięgnąć nawet 50 proc. Plan masowej termomodernizacji w gminie może przynieść dodatkowe korzyści, np. nowe miejsca pracy i rozwój technologii.

W wyniku prowadzonego od 1998 roku programu termomodernizacji 50 proc. budynków wielorodzinnych zostało ulepszonych – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Konrad Witczak, specjalista ds. norm i standardów firmy Rockwool Polska. – Od użytkowników budynków jednorodzinnych pochodziło tylko 2 proc. wniosków. Można więc stwierdzić, że program termomodernizacji w odniesieniu do domów jednorodzinnych się nie sprawdził. Stosowany jest w ogromnej większości w odniesieniu do budynków wielorodzinnych.

Celem rządowego programu wsparcia remontów i termomodernizacji jest poprawa stanu technicznego istniejących zasobów mieszkaniowych, ze szczególnym uwzględnieniem termomodernizacji. Mogą z niego skorzystać właściciele zasobów (gminy, spółdzielnie mieszkaniowe, właściciele mieszkań zakładowych i prywatni właściciele). Program realizowany na podstawie głównie ustawy z 18 grudnia 1998 roku o wspieraniu termomodernizacji i remontów. Wsparcie jest udzielane w postaci tzw. premii, czyli spłaty części kredytu wykorzystanego na realizację przedsięwzięcia.

Eksperci przekonują, że pozytywne skutki termomodernizacji odczuje przede wszystkim właściciel budynku, czyli statystyczny Kowalski. To m.in. mniejsze zużycie energii, a co za tym idzie – niższe rachunki za ogrzewanie i prąd.

Po takiej inwestycji nie tylko płaci mniej za ogrzewanie, lecz także spadają koszty eksploatacji budynku i poprawia się komfort użytkowania. Poza tym pojawiają się korzyści społeczne: mamy mniejszą emisję zanieczyszczeń i gazów cieplarnianych, poprawia się także wygląd budynku i otoczenia., dzięki czemu wrasta cena nieruchomości, co znowu dotyczy także Kowalskiego – wymienia Witczak.

Masowa termomodernizacja dużej liczby domów jednorodzinnych w gminie przynosi korzyści całej lokalnej społeczności. Eksperci Rockwool przekonują, że szeroko zakrojony program kompleksowej termomodernizacji gminy można rozłożyć na dłuższy okres, np. 10 lat. Wtedy łatwiej go dobrze zaplanować, z wyprzedzeniem zarezerwować firmy, które to zrobią, a także łatwiej zaplanować budżet tej inwestycji. Koszt szacowany dla statystycznej wiejskiej gminy to około 40,5 mln zł, a oszczędności to ponad 4,7 mln zł rocznie.

Mamy też niższe koszty społeczne, które trudno jest szacować, zmniejszenie kosztów leczenia czy strat spowodowanych chorobami związanych z emisją pyłów. Są też korzyści gospodarcze – pojawiają się potencjalne miejsca pracy w ekipach termomodernizacyjnych, a na rynku rozwijają się nowe technologie – podkreśla Konrad Witczak.

Termomodernizacja to szereg działań zmierzających do poprawy efektywności energetycznej budynku, m.in. docieplenie ścian wewnętrznych, wymiana okien i poprawa systemu wentylacji.

Później wchodzimy w inny zakres działania, czyli ewentualną poprawę systemów grzewczych, ciepłej wody użytkowej, chłodzenia oraz oczywiście montaż odnawialnych źródeł energii – wyjaśnia Konrad Witczak.

Warszawa liderem innowacyjności w Polsce. Priorytetową inwestycją stolicy jest komunikacja

Michał Olszewski, zastępca prezydenta miasta stołecznego Warszawy
Michał Olszewski, zastępca prezydenta miasta stołecznego Warszawy

Warszawa zajęła pierwsze miejsce w rankingu polskich miast uczących się, czyli magazynów nauki i pomysłów, zapewniających przyjazne dla wiedzy środowisko i infrastrukturę, a tym samym atrakcyjnych dla inwestorów. Stolica przoduje w takich kategoriach jak infrastruktura dla nowoczesnej produkcji, jednak wyniki w innych nie są satysfakcjonujące, m.in. jakość obsługi w urzędach skarbowych czy ZUS.

W rankingu miast uczących się przygotowanym przez Fundację Schumana Warszawa zdobyła 54,9 pkt na 100 możliwych i jako jedyne miasto w kraju może być porównywane z metropoliami europejskimi.

Jako władze miasta możemy się cieszyć, że mamy tak dobrą sytuację społeczno-gospodarczą. To jednak nie jest powód do tego, żeby dzisiaj nic nie robić i wyłącznie cieszyć się z triumfu – mówi Michał Olszewski, zastępca prezydenta miasta stołecznego Warszawy. – Bardziej spoglądamy na to, jak Warszawa plasuje się w rankingach europejskich. One są dla nas dzisiaj wyznacznikiem tego, kogo powinniśmy gonić i gdzie nadrabiać zaległości.

Autorzy raportu podkreślają, że wysoka pozycja Warszawy – z 1,7 mln zarejestrowanych mieszkańców oraz z ok. 2,5 mln przebywających w ciągu dnia pracy – nie jest zaskoczeniem. Ze względu na pełnione funkcje stolicy i centrum finansowo-gospodarczego kraju ma mocną pozycję wyjściową.

To w Warszawie dzisiaj tworzy się największa liczba miejsc pracy, to stolica dzisiaj generuje 11 proc. polskiego eksportu i 16 proc. PKB – mówi Michał Olszewski.

W Warszawie siedzibę ma co 12. zarejestrowana firma (w 2013 r. było ich 371 tys.). Bezrobocie wynosi 3,6 proc., a płace sięgają 5,1 tys. zł brutto.

Stolica ma wiele atutów, by przyciągać kolejnych inwestorów. Olszewski podkreśla jednak, że dla budowania dalszego potencjału inwestycyjnego miasta kluczowe jest domknięcie infrastruktury komunikacyjnej.

Dziś mamy wykonane 70 proc. planu w zakresie budowania dostępności Warszawy, który sobie założyliśmy w 2006 roku. Domknięcie południowej i wschodniej obwodnicy miasta spowoduje, że będziemy mogli spokojnie powiedzieć, że Warszawa jest już dostępna z perspektywy lokalnej, regionalnej i międzynarodowej – mówi zastępca prezydenta stolicy.

Na poziomie międzynarodowym wpływ miała m.in. rozbudowa terminalu na Lotnisku Chopina, mająca na celu zwiększenie przepustowości portu lotniczego do nawet 20 mln pasażerów rocznie. To znacznie więcej, niż dziś potrzebuje, jednak daje duże możliwości rozwoju.

Używając środków europejskich i naszych własnych, udało nam się nadgonić bardzo wiele zapóźnień infrastrukturalnych i przy okazji budować atrakcyjność inwestycyjną miasta – podkreśla Olszewski.

Zwiększanie dostępności oznacza również tworzenie komunikacyjnych połączeń między dzielnicami, na których brak skarżą się mieszkańcy. Miasto zapowiada, że będzie je stopniowo uzupełniać.

One z punktu widzenia całego układu komunikacyjnego może nie robią wrażenia, ale z punktu widzenia lokalnego są bardzo ważnym uzupełnieniem oferty komunikacyjnej. Każda inwestycja w infrastrukturę komunikacyjną, transportową, tramwajową i drogową daje mocny oddech. Pokazał to m.in. ukończony tramwaj na Tarchomin i liczba pasażerów, która z tego rozwiązania korzysta – mówi Michał Olszewski. – Niebawem rozpoczynamy kolejne inwestycje tramwajowe oraz kontynuujemy budowę II linii metra.

Z raportu Fundacji Schumana wynika jednak, że stolica jest najgorszym miejscem do prowadzenia biznesu. Ze względu na dużą liczbę przedsiębiorców trudniej załatwić coś w ZUS-ie lub urzędzie skarbowym (liczba urzędników na tysiąc firm jest znacznie poniżej średniej), a proces w sądzie rejonowym trwa średnio 16 miesięcy (średnia dla kraju to 9 miesięcy).

Popołudniowy komentarz walutowy z 01.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 01.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl