Prof. Marek Góra: Polacy są zmuszeni dłużej pracować, bez względu na politykę

CEO Magazyn Polska

Wiek emerytalny będzie coraz wyższy i to niezależnie od decyzji politycznych. Przyczyni się do tego demografia. W 2050 roku na jednego emeryta będzie przypadać jeden pracujący. Dlatego żeby dłużej pozostać aktywnym, również zawodowo, trzeba zacząć dbać o zdrowie i posiadane kwalifikacje, a z tym Polacy jeszcze nie najlepiej sobie radzą.

Bank Światowy podaje, że średnia długość życia w Polsce sięga obecnie 78 lat, przy czym kobiety dożywają przeciętnie ponad 80 lat, a mężczyźni 75 lat. Według prognoz za 30 lat średnia długość życia Polaków wzrośnie o ok. 5 lat. Pozostaje pytanie o jakość tego dłuższego życia. Blisko co czwarty Polak traci zdolność do pracy przed 65. rokiem życia (Polska jest krajem o jednym z najwyższych odsetków rencistów w populacji), a więc nie będzie w stanie pracować do emerytury. Rośnie liczba chorych na cukrzycę, a choroby układu krążenia są odpowiedzialne za 26,9 proc. zgonów przed 65. rokiem życia oraz za 23,8 proc. przypadków niepełnosprawności, która prowadzi do utraty zdolności do pracy, dlatego niezwykle ważne jest inwestowanie w zdrowie.

Myśląc o wieku emerytalnym, pamiętajmy, że on jest na takim poziomie, jakby był ustalony w XIX wieku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Marek Góra, kierownik Katedry Ekonomii Szkoły Głównej Handlowej. – To jest zupełny absurd. Dzisiaj funkcjonujemy zupełnie inaczej i warto mieć świadomość, że wiek emerytalny na poziomie 65 lat jest zdecydowanie zbyt niski.

Zdaniem ekonomisty Polacy powinni pamiętać o tym, że będą zmuszeni pracować coraz dłużej. Wpłynie na to nie polityka, lecz demografia. Prognozy mówią o tym, że za kilkadziesiąt lat na jednego emeryta przypadać będzie tylko jeden pracujący, a nie jak dzisiaj trzech.

W przyszłości nie będzie środków pochodzących od ludzi młodych, bo ich jest za mało na to, żeby finansować wczesne wychodzenie z rynku pracy. Żeby młodzi mogli coś zarobić dla siebie, to starsi muszą też pracować trochę dłużej na siebie – mówi prof. Góra. – Sześćdziesięciolatek to nie jest stary człowiek. Będzie mógł z jednej strony korzystać z życia, a z drugiej strony normalnie pracować jako członek społeczeństwa, które wspólnie wytwarza to, co potem wszyscy razem konsumujemy.

To jednak oznacza, że Polacy powinni zmienić tryb życia na zdrowszy. Chodzi nie tylko o dzisiejszych 30-40-latków, lecz także o nastolatków. Jak podkreśla prof. Marek Góra, podstawą jest ruch i zdrowe odżywianie. To są proste rzeczy, jednak niewielu Polaków przykłada do tego wagę.

To problem o gigantycznej skali nie tylko w Polsce, bo pewne trendy cywilizacyjne dotyczące całego obszaru Europy u nas przebiegają dość podobnie. Ruszamy się mało, za to zbyt dużo jemy i w dodatku często byle co. Wszystko to prowadzi do tego, że potem potrzeba znacznych środków na leczenie różnego rodzaju schorzeń, a z drugiej strony w mniejszym zakresie możemy efektywnie pracować w dłuższym horyzoncie – mówi ekonomista.

Dodaje, że stan swojego zdrowia można łatwo kontrolować, wykonując dwa proste badania – mierzenie obwodu w pasie i ciśnienia krwi. To dwa wskaźniki, na które każdy powinien zwracać uwagę.

Gdyby takie badania potem były rozbudowywane o kolejne, bardziej wyrafinowane metody diagnostyczne, toby pomogło nam wszystkim dbać o swoje zdrowie od wczesnej młodości – mówi profesor.

Jak podkreśla, dłuższa aktywność Polaków na rynku pracy zmusi ich też do dbania o swoje kompetencje, które bez względu na dziedzinę szybko się starzeją.

Prawie połowa Polaków krytycznie ocenia zakupy sprzętu dla armii

CEO Magazyn Polska

49 proc. Polaków negatywnie ocenia program modernizacji wojska – wynika z raportu Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych. Najlepsze oceny zebrało kupno transportera Rosomak i systemu Patriot. Najgorzej oceniony został zakup śmigłowców Caracal.

Polacy oczekują znacznie bardziej dynamicznego procesu, wyrażonego szczególnie w szybciej i sprawniej przeprowadzanych przetargach – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Duma, prezes Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych.

Z przeprowadzonej przez IBRiS ankiety wynika, że w opiniach na temat działań rządu dotyczących zakupów dla wojska Polacy są podzieleni. Raczej źle i zdecydowanie źle ocenia je 49 proc. respondentów. Pozytywny stosunek do prowadzonych w tym zakresie inwestycji deklaruje 43,8 proc. ankietowanych.

Wokół przetargów na uzbrojenie zawsze jest dużo zamieszania, szczególnie ostatnio – zauważa Marcin Duma. – Niedawno mieliśmy rozstrzygnięcia dwóch dużych postępowań: na system obrony przeciwlotniczej oraz śmigłowce. Procesom decyzyjnym w obu przypadkach towarzyszyło dużo publikacji medialnych, niejasności, protestów, wątpliwości strony społecznej, związkowej, specjalistów. Dla obywateli nie są to rzeczy zupełnie przejrzyste.

IBRiS zapytał ankietowanych o opinie na temat poszczególnych, największych programów modernizacyjnych. Najgorzej oceniony został zakup śmigłowców Caracal. W sumie 51,7 proc. respondentów zdecydowanie źle i raczej negatywnie odniosło się do tej inwestycji.

Francuzi nie są oceniani jako źli producenci uzbrojenia. Myślę jednak, że powodem takiego rozkładu odpowiedzi są problemy związane z tym, że to nie jest jak dotychczas śmigłowiec produkowany w Polsce i że przegrały dwa zakłady, które już w Polsce są zlokalizowane, czyli PZL Mielec i PZL-Świdnik – mówi Marcin Duma.

Ponad jedna czwarta (26,6 proc.) ankietowanych uważa, że niedobrą decyzją było przejęcie od Niemców używanych czołgów Leopard. Lepszą opinią cieszy się natomiast decyzja o wyborze amerykańskiego systemu rakietowego Patriot. Zakup ten zdecydowanie dobrze oceniło 21,3 proc. ankietowanych.

Z największym poparciem spotkało się kupno transporterów Rosomak. Blisko połowa Polaków (47,1 proc.) oceniła tę decyzję zdecydowanie pozytywnie.

Wynik ten może wiązać się z obecnością tej maszyny na większości misji zagranicznych, w których udział brali Polacy, i dość dobrą opinią, jaka jest o niej wyrażana – uważa Marcin Duma. – Zaledwie 4 proc. respondentów, czyli bardzo blisko błędu oszacowania, stwierdza, że był to zły zakup. Przytłaczająca większość uważa go za zdecydowanie lub raczej dobry. To świetny rezultat.

Polacy mają też bardzo różnią się w ocenie wpływu decyzji zakupowych rządu na krajową gospodarkę. Dobrze i zdecydowanie dobrze oceniło go 43,4 proc. Polaków. Z kolei 44,7 proc. źle klasyfikuje skutki ekonomiczne podejmowanych w tym zakresie działań.

IBRiS zbadał również opinię na temat jakości produkowanego za granicą uzbrojenia. Najgorszy sprzęt – zdaniem respondentów – wytwarzają Hiszpania oraz Chiny. Największym zaufaniem Polaków cieszą się natomiast produkty zbrojeniowe ze Stanów Zjednoczonych, Niemiec oraz Wielkiej Brytanii.

Myślę, że pozytywne opinie o zakupie systemu Patriot można tłumaczyć tym, że jest to produkt amerykański, a uzbrojenie pochodzące z tego kraju Polacy oceniają najlepiej – informuje Marcin Duma.

Polskie siły zbrojne dysponują największym od lat budżetem na modernizację. Do 2022 roku łączne wydatki na ten cel mają wynieść 130 mld zł. Armia ma otrzymać nowy sprzęt i technologie, między innymi samoloty bezzałogowe, okręty podwodne, śmigłowce i systemy obrony przeciwrakietowej.

Ubezpieczyciele angażują się w rehabilitację osób niepełnosprawnych

0

CEO Magazyn Polska

Rośnie liczba zgłaszanych szkód osobowych i wypłacanych z tego tytułu świadczeń. W 2014 roku ubezpieczyciele komunikacyjni przekazali ponad 1,1 mld zł, czyli o 16 proc. więcej niż rok wcześniej. Firmy ubezpieczeniowe angażują się również w rehabilitację osób niepełnosprawnych po wypadkach. Z 3,2 mln osób dotkniętych kalectwem 2 mln to osoby w wieku produkcyjnym.

W Polsce i całej Europie obserwujemy od wielu lat wzrastającą tendencję w wypłatach szkód osobowych. Świadczenia wypłacane z tytułu szkody poniesionej przez osobę przekroczyły już 1 mld zł – mówi agencji Newseria Biznes Dorota Fal z Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU). – Ale nie tylko kwota jest istotna. Sam problem osób niepełnosprawnych z powodu wypadku jest niezwykle istotny. Jest to problem istotny nie tylko dla ubezpieczycieli komercyjnych, lecz także dla instytucji publicznych i społeczeństwa.

Według opublikowanego przez GUS Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności (BAEL) za IV kw. 2014 roku w Polsce żyje 3,2 mln osób niepełnosprawnych, z czego blisko 2 mln to osoby w wieku produkcyjnym. Współczynnik aktywności zawodowej wynosi w grupie produkcyjnej 27,1 proc., zatrudnionych jest 22,8 proc. Dla społeczeństwa oznacza to duże koszty, dlatego tak ważne jest wspieranie osób, które mogą powrócić do normalnego funkcjonowania, również na rynku pracy.

Wyzwaniem dla wszystkich instytucji zarówno publicznych, jak i prywatnych jest przywracanie osób niepełnosprawnych do normalnego funkcjonowania, tak dobrego, jak to jest tylko możliwe. I tu przechodzimy do rehabilitacji. Chodzi nie tylko o rehabilitację medyczną, którą trzeba rozpocząć jak najszybciej i która potrafi czasami zdziałać cuda, lecz także o rehabilitację zawodową i społeczną – podkreśla ekspertka. – Możliwość przystosowania stanowisk pracy tak, żeby osoby niepełnosprawne mogły pracować, żeby były wciąż aktywne zawodowo i żeby były aktywnymi członkami społeczeństwa.

Jak podkreślają eksperci, tego typu wsparcie jest niezbędne, bo niepełnosprawność to nie tylko stan ciała, lecz także – a czasem przede wszystkim – stan ducha. Istotne jest motywowanie osoby niepełnosprawnej do powrotu do normalnego funkcjonowania.

Zadaniem ubezpieczycieli i instytucji może być m.in. pomoc w radzeniu sobie ze skomplikowanymi przepisami prawnymi.

Są ubezpieczyciele, którzy aktywnie wyszukują osoby, które są osobami niepełnosprawnymi, i oferują im badanie, rehabilitację, a potem rehabilitację zawodową. Takich przypadków jest bardzo wiele i jest to dobry kierunek – wskazuje Fal.

To istotne, zwłaszcza że według prof. Bickenbacha, współtwórcy międzynarodowej klasyfikacji niepełnosprawności, starzenie się to nic innego, jak stopniowe nabieranie niepełnosprawności. W Polsce sytuacja demograficzna jest niekorzystna – dane GUS wskazują, że współczynnik obciążenia ludności w wieku produkcyjnym emerytami będzie wzrastał. Teraz na 100 osób pracujących przypada 28 emerytów, w 2050 roku będzie ich 50.

Demograficzne prognozy mówią, że w roku 2060 co trzecia osoba będzie osobą powyżej 65. roku życia, w związku z powyższym problem niepełnosprawności dotyczy nie tylko tych osób i ich rodzin, lecz także nas wszystkich – przekonuje Dorota Fal.

Przybywa Polaków potwierdzających swoją rzetelność płatniczą

0

CEO Magazyn Polska

Już ponad pół miliona informacji pozytywnych o terminowym opłacaniu rachunków, faktur i innych zobowiązań finansowych otrzymują firmy i konsumenci – informuje Rejestr Dłużników ERIF Biuro Informacji Gospodarczej. To oznacza, że systematycznie rośnie zainteresowanie możliwością potwierdzenia swojej wiarygodności płatniczej. 21 maja został ogłoszony Dniem Informacji Pozytywnej.

Przepływ informacji pozytywnej jest źródłem wzrostu gospodarczego – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Edyta Szymczak, prezes zarządu Rejestru Dłużników ERIF BIG SA. – Możemy to stwierdzić na podstawie doświadczeń międzynarodowych agencji kredytowych. Blisko 80 proc. z nich równolegle przetwarza informacje pozytywne i negatywne. To zwiększa zaufanie na rynku, sprzyja bezpieczeństwu zawieranych transakcji i ogranicza ryzyko nietrafionych decyzji finansowych.

Rejestr Dłużników ERIF zachęca konsumentów i firmy, aby zgadzali się na przekazywanie do biur informacji gospodarczej danych pozytywnych o swoich terminowych płatnościach. Takie dane mogą przekazywać banki, instytucje pożyczkowe czy inni usługodawcy.

Informacja pozytywna nie jest niczym innym, jak stwierdzeniem faktu, że terminowo i regularnie płacimy swoje zobowiązania – podkreśla Edyta Szymczak. – To oznacza, że jesteśmy wiarygodnym klientem i partnerem na rynku usług. Na takich klientach zależy bankom, instytucjom pożyczkowym i wszystkim usługodawcom. Jest to więc swego rodzaju inwestycja w przyszłość. Gdy jest się odpowiedzialnym i płaci się na czas, to w przyszłości korzystanie z różnych usług może stać się łatwiejsze, tańsze i szybsze.

Konsumenci mogą w ten sposób budować swoją wiarygodność dobrego płatnika na rynku. Z pozytywnych informacji gospodarczych korzystają różne firmy, instytucje finansowe i usługowe.

Zapewniamy wszystkim firmom korzystającym z bazy danych biur informacji gospodarczej wiedzę na temat ich potencjalnego kontrahenta. To pozwala ograniczać ryzyko współpracy z niewypłacalnym kontrahentem – tłumaczy prezes Rejestru Dłużników ERIF.

Wymiana pozytywnej informacji gospodarczej na dobre już zaistniała na rynku. Od końca 2013 roku taki przepływ danych dotyczących firm i konsumentów mocno zyskuje na popularności. W Rejestrze Dłużników ERIF na koniec pierwszego kwartału zanotowano ponad pół miliona informacji pozytywnych.

Liczba osób i firm w Polsce dbających o swoją pozytywną historię płatniczą stale rośnie, ale mimo wszystko wciąż jest niewielka. Dlatego m.in. Rejestr Dłużników ERIF podejmuje szereg akcji edukacyjnych, które mają na celu rozpowszechnienie samej idei wymiany informacji pozytywnych. W najbliższej przyszłości na pewno możemy spodziewać się napływu takich danych – wyjaśnia Edyta Szymczak. – Zależy nam na tym, żeby edukować rynek, edukować konsumentów o znaczeniu i wadze informacji pozytywnej w ich codziennym życiu, dlatego zainaugurowaliśmy specjalną akcję – Ogólnopolski Dzień Informacji Pozytywnej, który będzie przypadał 21 maja.

Rodziny z dziećmi wybierają na wakacje apartamenty zamiast hoteli

CEO Magazyn Polska

Z roku na rok apartamenty stają się w Polsce coraz popularniejsze. Decydują się na nie zwłaszcza rodziny z małymi dziećmi. Powstają też pierwsze parki wakacyjne, czyli ośrodki wypoczynkowe zapewniające wszelkie możliwe rozrywki podczas rodzinnego urlopu. Najchętniej wybierane przez rodziców małych dzieci destynacje to miejscowości nad polskim morzem.

Rodziny z małymi dziećmi najchętniej wypoczywają w Polsce. Najpopularniejszy kierunek wyjazdowy to Wybrzeże, zwłaszcza Trójmiasto, Władysławowo i Jastrzębia Góra, a w Zachodniopomorskiem – Kołobrzeg i Świnoujście. Nieco większym zainteresowaniem latem cieszą się góry – ich miłośnicy najchętniej wybierają Zakopane, Szklarską Porębę i Karpacz.

Rodziny z dziećmi coraz częściej rezerwują apartamenty zamiast hoteli.

Apartament to taki drugi dom. Jest pełne wyposażenie AGD, więc można przygotowywać posiłki. W łazienkach są pralki, przy dłuższych pobytach ma to tę korzyść, że można zrobić pranie, więc nie trzeba zabierać ze sobą dużych ilości ubrań dla dzieci – mówi agencji informacyjnej Newseria Tatiana Kałużniacka z firmy Sun & Snow. – Ponadto można zamówić łóżeczko turystyczne z pościelą, krzesełko do karmienia, podgrzewacz do jedzenia, czyli wszystkie rzeczy, które są potrzebne w czasie wypoczynku z dzieckiem. Dzięki temu nie musimy tych wszystkich rzeczy wozić ze sobą.

Największą popularnością wśród rodziców z dziećmi cieszą się apartamenty dwupokojowe. Na większe, trzy- lub czteropokojowe decydują się wielopokoleniowe lub zaprzyjaźnione rodziny, które wspólnie wybrały się na wakacje. Ceny wynajmu liczone są za apartament, a nie od osoby. Nad morzem w okresie letnim koszt wynajmu waha się od 200 do 400 zł za apartament dwupokojowy. W górach ceny zaczynają się od 160 zł.

Przy apartamentowcach najczęściej znajdują się bezpieczne place zabaw, sale, w których znajdują się zabawki, gry planszowe i komputerowe, a nawet baseny. Takie atrakcje przydają się szczególnie wtedy, kiedy zawodzi pogoda.

Nowością w Polsce są parki wakacyjne, czyli nowoczesne ośrodki wypoczynkowe obejmujące budynki apartamentowe przeznaczone dla gości i budynek hotelowy.

Budynek hotelowy ma pełne zaplecze restauracyjne i rozrywkowe, tam często znajdują się strefy zabaw dla dzieci, baseny, a na terenie ośrodka jest mnóstwo tego typu atrakcji, np. miejsca do wspinaczki czy organizowania ognisk – mówi Tatiana Kałużniacka. – Taki ośrodek w Polsce powstaje w Szklarskiej Porębie i właśnie w ten sposób będzie zorganizowany. Będą tam trzy budynki apartamentowe i hotel, a na terenie działki różne atrakcje dla mniejszych i dużych.

Coraz więcej właścicieli budynków apartamentowych decyduje się także na organizowanie zajęć dla dzieci z udziałem animatora. Dzięki temu rodzice mogą zostawić pociechy pod fachową opieką i spędzić trochę czasu sami.

Taka oferta – zdaniem specjalistów – powinna być dostępna jak najwcześniej w sezonie, ponieważ nie wszystkie rodziny wyjeżdżają na wakacje w tym samym czasie. Rodzice z dziećmi w wieku szkolnym najczęściej wypoczywają w apartamentach w lipcu i sierpniu, natomiast rodzice młodszych dzieci zaczynają wakacyjne wyjazdy już w czerwcu.

Wartość polsko-bułgarskiej wymiany handlowej co roku zwiększa się o kilkanaście procent

CEO Magazyn Polska

Eksport polskich towarów do Bułgarii od 2010 roku wzrósł blisko dwukrotnie do 720 mln euro. Bułgarscy konsumenci cenią polską żywność i meble. Polacy szukają też okazji do inwestowania w Bułgarii – będą współuczestniczyć m.in. w modernizacji tamtejszej kolei. Także bułgarscy przedsiębiorcy, którzy chcą się rozwijać na większych rynkach, coraz częściej decydują się na Polskę.

Wymiana pomiędzy Polską a Bułgarią stale rośnie, o ok. 10 proc. każdego roku. Dążymy do przekroczenia granicy miliarda euro. Myślę, że jest to wynik do osiągnięcia, bo potencjał wymiany jest ogromny i nie był dotychczas wykorzystywany – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Yordan Draganchev, członek zarządu Polsko-Bułgarskiej Izby Handlowej.

Z danych Ministerstwa Gospodarki wynika, że w ubiegłym roku wartość polskiego eksportu do Bułgarii wyniosła 720 mln euro. W ciągu ostatnich 5 lat polski eksport wzrósł o 310 mld euro. Coraz większą dynamikę wzrostu notuje eksport urządzeń mechanicznych (150 mln euro, wzrost o 116 proc.) i produkty spożywcze (80 mln euro, wzrost o 108 proc.).

Branża spożywcza jest bardzo pozytywnie odbierana przez konsumentów w Bułgarii. Na bułgarskim rynku nieruchomości często spotyka się polskie firmy. Bardzo popularne są polskie meble, dlatego zachęcamy cały czas do wzbogacenia oferty – podkreśla Draganchev.

Polska z Bułgarii sprowadza przede wszystkim produkty będące podstawą produkcji. Import jest jednak znacznie niższy – wynosi ok. 420 mln euro, a w ostatnich dwóch latach wzrósł o ok. 100 mln euro.

– Działania, w których widzimy ogromny potencjał, to są różne przetargi ogłaszane w Bułgarii. Mamy w tym zakresie sukcesy – znajdujemy konkretnego partnera wśród polskich przedsiębiorców, tworzymy konsorcja polsko-bułgarskie, które występują w przetargach. Mogę się pochwalić ostatnim sukcesem w branży kolejowej. Polsko-bułgarskie konsorcjum powstałe z naszej inicjatyw ma dwa wygrane przetargi – mówi Draganchev.

Polscy przedsiębiorcy często wybierają Bułgarię ze względu na niskie podatki – stawka wynosi 10 proc., ale w części regionów o wysokim stopniu bezrobocia stosowana jest zerowa stawka. Izba zachęca też do inwestycji w Polsce bułgarskich przedsiębiorców, dla których pierwszym rynkiem, na jaki wchodzą, jest Rumunia. Kiedy szukają większych rynków, wybierają Polskę.

Jest obecnie kilka inwestycji, które prowadzimy i w które zaangażowany jest niemały kapitał, ale jeszcze za wcześnie, by o tym mówić – zaznacza ekspert i dodaje, że obecnie organizowana jest misja gospodarcza z odpowiednikiem Krajowej Izby Gospodarczej w Bułgarii. – Będziemy szukać partnerów dla konkretnych przedsiębiorców. Cały proces kojarzenia będzie tworzony na zasadzie misji gospodarczej połączonej z wyjazdem do Bułgarii – tłumaczy Draganchev.

Pod egidą Izby w Warszawie powstał właśnie Klaster Doradczy, który ma wspierać zacieśnianie współpracy mikro-, małych i średnich firm z Polski i Bułgarii. W tym tygodniu zostanie otworzony jego odpowiednik w Sofii.

Lokalne biogazownie to tańszy prąd dla odbiorców

CEO Magazyn Polska

Energetyka rozproszona, oparta o małe lokalne źródła, to optymalne rozwiązanie dla Polski ocenia spółka Bio Power, która przy współudziale partnerów zamierza budować na Zamojszczyźnie sieć biogazowni, tworząc tam spółdzielnię energetyczną. Pierwsza biogazownia Spółdzielni Nasza Energia ma ruszyć w przyszłym roku.

Bio Power zajmuje się m.in. budową i eksploatacją obiektów energetycznych wykorzystujących różne produkty pochodzenia organicznego. Specjalizuje się w pozyskiwaniu biogazu w procesie fermentacji. W zarejestrowanej w zeszłym roku spółdzielni spółka jest partnerem strategicznym.

Mamy przyjęty harmonogram – cały kompleks budowy kilkunastu biogazowni ma się zakończyć w 2020 roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Ryszard Rabiega, prezes Bio Power. – Chcieliśmy w przyszłym roku uruchomić i oddać do eksploatacji przynajmniej jedną biogazownię, a także wybrać kolejne lokalizacje na rozpoczęcie procesu projektowania.

Bio Power ma siedzibę w Zamościu i tamten region uznaje za doskonałe miejsce do budowy biogazowni. Lokalne rolnictwo jest bowiem doskonałym źródłem surowca energetycznego i powołana spółdzielnia będzie miała do niego łatwy dostęp.

Spółdzielnia będzie budowała pierwszy w Polsce lokalny system elektroenergetyczny oparty o biogazownie rolnicze. Tamte tereny są bardzo przyjazne dla tego typu źródeł, ponieważ jest dobre rolnictwo, jest dobra gleba i tego surowca do produkcji energii jest wystarczająco dużo – ocenia Ryszard Rabiega.

Zaznacza, że jego firma musi się tam zmierzyć także z pewnymi problemami. Jednym z nich jest wybór lokalizacji – nie wszystkie gminy mają uporządkowane kwestie planów zagospodarowania przestrzeni.

Dlatego też w tej chwili trwa proces wyboru, ewentualnie przystosowania obowiązujących planów do takich lokalizacji – mówi prezes Bio Power.

Pierwsze lokalizacje, które spełniają wszystkie kryteria formalno-prawne, są już wybrane. Spółka mogła więc rozpocząć proces przygotowywania dokumentacji technicznej do wystąpienia o pozwolenia na budowę.

Celem inwestycji jest budowa kompleksu 12 elektrowni biogazowych połączonych autonomiczną siecią. Podzielona jest na kilka etapów, w których wybudowane zostaną węzły trzech jednostek wytwórczych na terenie jednej gminy. Prąd, który powstanie z tych źródeł, ma zasilać budynki użyteczności publicznej, oświetlenie uliczne i większość gospodarstw domowych.

Co czwarty polski gimnazjalista nie opanował żadnego języka obcego nawet na poziomie podstawowym

Gimnazjaliści, którzy uczą się języka obcego wyłącznie w szkole, osiągają słabe wyniki na testach – pokazują badania. Dużo lepsze oceny dostają ci, którzy chodzą na korepetycje czy dodatkowe zajęcia językowe, na przykład w prywatnych szkołach. Zdaniem ekspertów polski system edukacji nie pozwala na efektywną naukę. Klasy są przepełnione, a zajęcia monotonne i skoncentrowane na nauce gramatyki. Uczniowie nie mają więc rzeczywistego kontaktu z językiem.

Poziom znajomości języka u co czwartego polskiego ucznia to -A1, czyli poniżej najniższego stopnia znajomości w skali Rady Europy. Z Europejskiego Badania Kompetencji Językowej wynika, że na tle innych państw UE jest to jeden z najgorszych wyników. W rankingu dużo wyżej plasuje się m.in. Estonia, Słowenia, Hiszpania czy Portugalia.

Wyniki są zatrważające. Zdecydowana większość uczniów w polskim systemie edukacji publicznej nie opanowuje języka nawet w stopniu podstawowym. Problem wynika w dużej mierze z tego, że podejście do nauczania języków obcych musi być zupełnie inne niż do nauczania innych przedmiotów, takich jak geografia, historia czy matematyka. Posługiwanie się językiem obcym to umiejętność, a nie wiedza. Języka nie da się wykuć – mówi agencji informacyjnej Newseria Magdalena Rowecka, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia na rzecz Jakości w Nauczaniu Języków Obcych PASE.

Trzy czwarte polskich uczniów lekcje języka obcego ma tylko w szkole. Najczęściej wybierają angielski (90 proc.) i niemiecki (30 proc.) – wynika z badania TNS Polska na zlecenie PASE

Badania pokazują, że takim minimalnym progiem, powyżej którego możemy mówić o skutecznej nauce języka, są cztery godziny efektywnego kontaktu z językiem tygodniowo. Zwykle jest ich mniej i jest to duży problem – mówi Magdalena Rowecka.

Magdalena Rowecka podkreśla, że w przypadku nauki języka obcego, to nie teoria, a praktyka czyni mistrza. Polskie szkoły nie radzą sobie jednak z tym wyzwaniem.

Nauka języka to są lata ćwiczeń, indywidualne zaangażowanie i ciągły aktywizujący trening. Musimy mówić w danym języku, natomiast w warunkach polskiej klasy, która często liczy aż 24 osoby i nie jest dzielona na grupy, to jest po prostu niemożliwe. Jeśli lekcja trwa 45 minut, to jak dużo czasu ma każdy z uczniów, żeby coś powiedzieć? Myślę, że w rzeczywistości czasem większość klasy przesiedzi całą lekcję, nie otworzywszy nawet ust – tłumaczy Magdalena Rowecka.

Dlatego co czwarty uczeń dodatkowo korzysta z korepetycji lub lekcji w szkołach językowych. Za takie zajęcia trzeba zapłacić od 100 do 300 zł miesięcznie, a nie wszystkich rodziców na to stać.

Dobrą stroną korepetycji czy systemu prywatnych szkół językowych jest to, że rzeczywiście dzieci uczą się tam języka. To jest atut, którego nie sposób kwestionować. Natomiast w związku z tym, że nie każdego stać na korepetycje, polski system edukacji wymaga niezwłocznej reformy, żeby język nie był tylko towarem dla bogatych – mówi Magdalena Rowecka.

W 2018 roku wyniki sprawdzianu egzaminu gimnazjalnego z języków obcych będą brane pod uwagę w procesie rekrutacji do liceów i szkół ponadgimnazjalnych.

Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. zadebiutuje na New Connect

0

Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. zadebiutuje na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych, na rynku New Connect.

Jest jedną z nielicznych łódzkich spółek obecnych na giełdzie i jedyną z woj. łódzkiego firmą z branży obecną na giełdzie.

Kancelaria Prawna – Inkaso WEC S.A. jest częścią Grupy Kapitałowej WEC. Od 1995 roku świadczymy kompleksową obsługę wierzytelności począwszy od weryfikacji kontrahenta i monitoringu płatności, po windykację.

PKB Polski wzrósł o 3,5%

W pierwszym kwartale 2015 roku produkt krajowy brutto Polski zwiększył się o 3,5% rdr – wynika ze wstępnych szacunków Głównego Urzędu Statystycznego.

Odczyt był lepszy od szacunków ekonomistów, którzy spodziewali się dynamiki polskiego PKB na poziomie 3,3% rdr. Rezultat za poprzedni kwartał GUS zrewidował w górę z 3,1% do 3,3% rdr. Po uwzględnieniu czynników o charakterze sezonowym wzrost PKB wyniósł 1,0% kdk i 3,4% rdr wobec 0,8% kdk i 3,5% rdr w IV kwartale 2014 r. 

– Nieco silniejsze od oczekiwań przyspieszenie wzrostu PKB to dobra wiadomość. Ponadto wzrost gospodarczy opiera się na zdrowych fundamentach: mamy niską inflację, rozsądny wzrost akcji kredytowej i malejący deficyt na rachunku obrotów bieżących. Ale jeśli chcemy dogonić kraje bogatego Zachodu, to w okresie ożywienia gospodarczego Polski PKB powinien rosnąć w tempie ok. 7%.

Wyższy od spodziewanego wzrost gospodarczy zaskoczył ekonomistów. Od kilku tygodni największe instytucje rewidują swoje prognozy gospodarcze dla Polski. Wg najnowszych projekcji Komisji Europejskiej wzrost gospodarczy w naszym kraju w 2015 roku wyniesie 3,3%. Pod względem wysokości dynamiki jesteśmy w czołówce państw UE. Gospodarka Wspólnoty w tym roku wzrośnie o 1,8%.

– Dobre wyniki wzrostu polskiego PKB, to nie jest przypadek. Niska inflacja, spore sukcesy eksporterów, w miarę stabilna sytuacja kursowa, a przede wszystkim wysoka ocena Polski jako kraju bezpiecznego dla inwestycji zagranicznych – to wszystko w końcu musiało przełożyć się na wskaźniki. Wiele wskazuje na to, że na koniec roku polski wzrost PKB wyniesie ok. 4%. Jednak nas bardziej powinna interesować realna poprawa dobrobytu Polaków. Pensje rosną, ale ich tempo wciąż jest niezadowalające. To samo dotyczy oszczędności, które są na bardzo niskim poziomie. Ponad połowa obywateli w razie straty pracy może zapewnić sobie ciągłość finansowania na co najwyżej miesiąc. Powinniśmy wykorzystać moment poprawy koniunktury na stworzenie mechanizmów zachęcających pracodawców do podnoszenia pensji swoim pracownikom. W końcu nie chcemy być bogatym krajem biednych ludzi.

Popołudniowy komentarz walutowy z 15.05.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 15.05.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

ASM GROUP: wyniki finansowe Q1 2015

Adam Stańczak, Prezes ASM GROUP
Adam Stańczak, Prezes ASM GROUP

ASM GROUP – lider w outsourcingu usług wsparcia sprzedaży – w pierwszym kwartale 2015 roku wygenerował skonsolidowane przychody ze sprzedaży w wysokości 41,255 mln zł. Spółka w tym okresie wypracowała zysk netto na poziomie 1,105 mln zł. Wskaźnik EBITDA wyniósł zaś 2,333 mln zł.

„Konsekwentne umacnianie pozycji ASM GROUP na rynku usług wsparcia sprzedaży w Polsce oraz we Włoszech pozwala na regularny wzrost przychodów Grupy. Przyrost wynika przede wszystkim z pozyskania nowych kontraktów oraz rozszerzenia zleceń już posiadanych, głównie w segmencie field marketingu. Outsourcing wsparcia sprzedaży cieszy się coraz większą popularnością, a nasi Klienci doceniają efekty kompleksowych usług oferowanych przez ASM GROUP” – mówi Adam Stańczak, Prezes Zarządu ASM GROUP SA.

Strategia ASM GROUP zakłada zarówno konsekwentne umacnianie pozycji rynkowej w obszarze kompleksowych usług wsparcia procesów sprzedaży za sprawą przejęć podmiotów w Polsce, jak
i rozszerzanie zasięgu terytorialnego działalności spółki przez ekspansję na kolejne rynki zagraniczne w wybranych krajach europejskich.

ASM GROUP S.A. wraz ze spółkami zależnymi tworzy grupę kapitałową specjalizującą się w świadczeniu kompleksowych usług wsparcia sprzedaży. ASM GROUP działa na terenie Polski oraz Włoch. Grupa Kapitałowa prowadzi swoją aktywność w ramach czterech linii biznesowych: outsourcingu sił sprzedaży, merchandisingu, field marketingu i badań marketingowych. Dzięki znajomości rynku, zasięgowi działania, szerokim kompetencjom oraz know-how krajowych i zagranicznych ekspertów realizuje każdy projekt ukierunkowany na zwiększenie sprzedaży lub pomoc w promocji towarów. Z usług Grupy korzysta już ponad 600 klientów. ASM GROUP S.A. jest spółką notowaną na rynku NewConnect w Warszawie.

 

USD traci w związku ze spadkiem sprzedaży detalicznej w Stanach Zjednoczonych

USD znalazł się pod nową presją po rozczarowującym raporcie w sprawie sprzedaży detalicznej w kwietniu. W parze EUR/USD zaczął się rajd z poziomu dziennych minimów, natomiast para AUD/USD odnotowała nowe maksimum cyklu, najwyższe od stycznia.

Ponadto raport w sprawie inflacji Bank of England nie przyczynił się do dalszej aprecjacji i tak już mocnego funta szterlinga – para GBP/USD nieco straciła na wartości po osiągnięciu nowych maksimów, a w parze EUR/GBP miała miejsce wyprzedaż funta, powodując powrót tej pary powyżej poziomu 0,7200.

Wyprzedaże w parze EUR/CHF były szczególnie powierzchowne, mimo iż para ta nadal znajduje się w przedziale i nie jest interesująca pod względem technicznym, o ile nie zdoła powrócić powyżej obszaru 1,0500/15 w nadchodzących dniach. W odniesieniu do pary USD/CHF, ostatnią lokalną nadzieją byków jest poziom 0,9180, który stanowi zniesienie Fibonacciego o 61,8% z linii rajdu z minimów poniżej poziomu 0,9100 do najnowszych maksimów powyżej poziomu 0,9350.

Złoto bardzo mocno zareagowało na słabe dane ze Stanów Zjednoczonych, które nie tylko wpływają na dolara amerykańskiego, ale również oznaczają mniejsze prawdopodobieństwo podwyżki realnych stóp, ponieważ przewidywany termin pierwszej podwyżki Fed został jeszcze bardziej przesunięty w czasie.

Wykresy: 

EUR/USD

W parze EUR/USD rajd skutkował pokonaniem większości lokalnych poziomów zniesień, ponieważ byki czekają z działaniami na test maksimum cyklu nieco poniżej poziomu 1,1400 i na umocnienie w rejonach poziomu 1,1500, który stanowił wąskie gardło na drodze do spadku. Niedźwiedzie powstrzymują się od działań do ewentualnej wyprzedaży i pokonania rejonów 1,1250/00 w nadchodzących sesjach.

AUD/USD

Para AUD/USD mocno zareagowała na słabe dane ze Stanów Zjednoczonych po tym, jak rynek podwyższył swoją ocenę wytycznych Reserve Bank of Australia oraz po utrzymujących się wysokich cenach głównych surowców przemysłowych w ostatnich tygodniach. W przypadku kontynuacji tej tendencji, byki powinni skupić się na 200-dniowej średniej ruchomej. Już wkrótce zbiegnie się ona z ważnym obszarem 0,8250, który podczas konsolidacji w styczniu stanowił główne pole bitwy.

XAU/USD

Złoto zareagowało na słaby odczyt ze Stanów Zjednoczonych brutalnym rajdem. Widzieliśmy już jednak kilka falstartów, a najbliższym celem dla złota będzie przełamanie granic przedziału i obszaru 1225. Może to być ważniejsze niż 200-dniowa średnia ruchoma, która spadła w granice przedziału i znajduje się obecnie w zasięgu dzisiejszej akcji.

John J Hardy, Saxo Bank

 

saxo bank

Dolar kontynuuje spadki

Jak wynika z informacji opublikowanych wczoraj przez GUS, dynamika inflacji CPI w Polsce wzrosła w kwietniu o 0.4% m/m, co jest najlepszym wynikiem od dwóch lat. W dalszym ciągu tempo wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych pozostaje jednak znacznie wolniejsze niż zakładano – w ujęciu rocznym dynamika inflacji CPI nadal utrzymuje  się na ujemnym poziomie, wynosząc -1.1% r/r.

Popołudniu uwagę inwestorów przyciągnęły natomiast wiadomości napływające zza Oceanu, gdzie w ostatnim tygodniu liczba osób ubiegających się po raz pierwszy o zasiłek dla bezrobotnych wyniosła 264K. Widoczny spadek dynamiki inflacji PPI w Stanach Zjednoczonych – z 0.2% m/m w marcu do -0.2% w kwietniu – przyczynił się jednak do dalszego osłabienia wartości amerykańskiego dolara. W efekcie, kurs EUR/USD wzrósł podczas czwartkowej sesji do poziomu 1.1442.

Rano poznaliśmy informacje na temat polskiego PKB w I kwartale, a także inflacji bazowej i salda rachunku bieżącego. Istotne znaczenie dla przebiegu dzisiejszej sesji będzie miała także publikacja danych obrazujących dynamikę produkcji przemysłowej (prognoza 0.1% m/m) w Stanach Zjednoczonych.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

 

saxo bank

Drony zastąpią kurierów? Przyszłość rynku e-commerce

Na rynku e-commerce wszystko się może jeszcze wydarzyć. Bardzo duże zmiany po stronie technologii powodują, że trudno jest coś przewidzieć. Wystarczy popatrzeć na to co robią najwięksi gracze np. Amazon, który wdraża drony dowożące towar – mówi Michał Gembicki, Prezes Zarządu CDP.pl.

Kolejnym krokiem w ocenie ekspertów może okazać się big data, czyli przetwarzanie w chmurze. Zastosowanie algorytmów do wspomagania decyzji zakupowych.

O rozwoju technologii jako czynniku poprawy konkurencyjności, o wykorzystaniu innowacji w kontekście e-commerce rozmawiano w czasie cyklicznego spotkania Executive Club poświęconego tematyce handlu elektronicznego „Nowa ekonomia  – E-commerce dźwignią handlu”.

Orbis kupił sieć 38 hoteli

0

Po zawarciu z Accor strategicznej transakcji, która przyspieszyła rozwój Spółki i powiększyła sieć o 38 hoteli działających w 5 nowych krajach, odnotowaliśmy znaczny wzrost skali naszej działalności i wzmocniliśmy pozycję – powiedział Gilles Clavie, Prezes Zarządu i Dyrektor Generalny Orbis SA.

W styczniu 2015 r. Orbis podpisał ostateczną umowę z Accor, swoim strategicznym partnerem i akcjonariuszem, na podstawie której nabył sieć 38 hoteli o łącznej liczbie ponad 7 tys. pokoi. Hotele te stanowiły własność Accor bądź działały na podstawie umów dzierżawy lub franczyzy. Ponadto Orbis został wyłącznym licencjodawcą wszystkich hotelowych marek Accor w 16 krajach regionu.

– Mamy w tej chwili trend wzrostowy na rynku polskim i to już od kilku kwartałów. Podobnie wyglądał początek roku. Prognozy na najbliższe miesiące i kwartały także zapowiadają się bardzo dobrze – mówi newsrm.tv Ireneusz Węgłowski, wiceprezes Orbis S.A. – U nas akurat połowa gości, to są goście podróżujący w biznesie. Chcielibyśmy uatrakcyjnić przez nasze oferty cenowe pobyty gości w czasie weekendu. Weekendy historycznie w miastach polskich powodowały, że hotele się wyludniały, frekwencja spadała do 40 proc. Poprzez lepszą ofertę, lepszą komunikację, lepszy transport mamy do czynienia z zapełnianiem okresów weekendowych.

Linedata przedstawia nowe produkty dla polskiego rynku finansowego

Polski system finansowy dojrzewa. W obecnym klimacie marże kurczą się, a rynek staje się bardziej konkurencyjny. Klienci Linedata mówią nam o potrzebie zwiększenia skali działalności i dywersyfikacji oferty bez jednoczesnego wzrostu kosztów. Potrzebują również wysoko wykwalifikowanych pracowników na stanowiskach generujących wartość , podczas gdy zadania przypisane do stanowisk administracyjnych mogą zostać zautomatyzowane i zarządzane przez oprogramowanie.

W odpowiedzi na te potrzeby, Linedata wprowadza zestaw narzędzi komplementarnych do dostępnego obecnie rozwiązania Linedata do rozliczeń i księgowości instytucji finansowych Mfact, obecnego na polskim rynku od 20 lat. Narzędzia te są unikalne w polskim sektorze finansowym, wspierając wzrost efektywności procesów i strumieni pracy, dzięki czemu pomagają klientom w poprawie pozycji konkurencyjnej i dywersyfikacji na dojrzałym rynku.

14 maja 2015r. Linedata zaprezentowała następujące rozwiązania dla rynku polskiego:

Linedata Optima – oprogramowanie BPM (business process management) zaprojektowane specjalnie dla wsparcia procesów administracyjnych funduszy. Umożliwia ono ocenę procesów w czasie rzeczywistym, identyfikację błędów i poprawę efektywności – w tym zadań wykonywanych ręcznie – aby zoptymalizować strumienie pracy, procesy i wydajność. W efekcie automatyzujemy strumienie zadań i ograniczamy ryzyko operacyjne.

  • Linedata Web Portal – umożliwia szybką wizualizację danych w systemie Linedata Mfact z dostępem w czasie rzeczywistym, w bezpieczny sposób na urządzeniach mobilnych. Web Portal umożliwia raportowanie wszystkich aspektów strumieni pracy w wielu formatach nie wymagając wprowadzania zmian w podstawowym systemie. Dzięki temu, możliwe jest efektywne współdzielenie informacji w organizacji, przyspieszenie procesów rekoncyliacji oraz poprawa kontroli danych.
  • Przeprojektowany Task Scheduler dla Linedata Mfact, rozszerzony o nowe procesy i większą elastyczność w zakresie istniejących procesów.

Michael Galvin, Product Manager dla Linedata Mfact tłumaczy: Bardzo cieszymy się z wprowadzenia na polski rynek narzędzi poprawiających produktywność i efektywność. Linedata ma w Polsce ugruntowaną pozycję wśród głównych instytucji finansowych, w tym jednego z największych polskich depozytariuszy. Wierzymy, że nowe rozwiązania pomogą naszym klientom w poprawie efektywności poprzez automatyzację i optymalizację procesów”.

Bartłomiej Polewczyk, kierujący Fund Services Operations w Deutsche Bank dodaje: Linedata jest wieloletnim partnerem Deutsche Bank w Polsce. Cieszymy się z perspektywy dalszego ujednolicania i automatyzacji naszych operacji w czasie, gdy chcemy umocnić naszą pozycję jako wiodącego depozytariusza w Polsce.”

Spam i phishing w I kwartale 2015 r.: nowe domeny wskrzeszają stary spam

Nowy wachlarz domen najwyższego poziomu, uruchomiony w styczniu 2015 r. i przeznaczony dla określonych społeczności oraz organizacji, okazał się łakomym kąskiem dla spamerów – tak wynika z analizy krajobrazu spamu i phishingu przeprowadzonej przez Kaspersky Lab w pierwszym kwartale 2015 r. Dla cyberprzestępców te nowe domeny stanowią doskonałe narzędzie do promowania niechcianych lub nielegalnych kampanii reklamowych.

Dane statystyczne dotyczące spamu i phishingu

      • Odsetek spamu w ruchu e-mail, według danych obejmujących pierwszy kwartał 2015 r., wynosił 59,2% – co stanowi spadek o 6 punktów procentowych w stosunku do poprzedniego kwartału.
      • Stany Zjednoczone utrzymały swoją pozycję największego źródła spamu, wysyłając 14,5% niechcianych wiadomości.
      • Produkty firmy Kaspersky Lab zarejestrowały 50 077 057 przypadków ataków phishingowych. Jest to o 1 milion więcej niż w poprzednim kwartale.
      • Phishing skierowany przeciwko klientom organizacji finansowych stanowił 37,06% wszystkich zarejestrowanych incydentów.

Oszustwa wykorzystujące nowe domeny

Nowy program do rejestracji domen najwyższego poziomu (ang. gTLD) pozwala organizacjom wybrać strefę domen, która jest zgodna z ich działalnością oraz tematyką ich stron. Na przykład strony związane z pracą mogą teraz wykorzystywać domenę .work, a strony naukowe mogą znaleźć się w domenie .science. Możliwości biznesowe, jakie zapewnia nowy program gTLD, zostały entuzjastycznie przyjęte przez społeczność internetową i obecnie obserwujemy aktywną rejestrację nowych nazw domen.

Na ten nowy trend równie szybko zareagowali również spamerzy i cyberprzestępcy. Na skutek ich działalności nowe strefy domen niemal natychmiast stały się areną dystrybucji spamu reklamowego, wiadomości phishingowych oraz zawierających szkodliwe programy na ogromną skalę.

Z obserwacji ruchu e-mail przez Kaspersky Lab wynika, że w pierwszym kwartale 2015 r. nastąpił znaczny wzrost liczby nowych domen rozsyłających treści spamowe.

Wiadomości wysyłane z domen .work zwykle zawierały oferty przeprowadzenia różnego rodzaju prac, w tym związanych z utrzymaniem lub budową domu czy instalacją sprzętu. Natomiast wiele wiadomości z domen .science reklamowało szkoły oferujące naukę na odległość, szkolenia przygotowujące do zawodu pielęgniarki, adwokata do spraw kryminalnych oraz innych zawodów.

W pierwszym kwartale ruch spamowy zawierał również wiele e-maili wysyłanych z „kolorowych” domen, takich jak .pink, .red, czy .black. Domeny te były często wykorzystywane w celu reklamowania azjatyckich portali randkowych.

„Analiza ogólnych danych dla pierwszego kwartału oraz informacji dotyczących rodzaju spamu w nowych domenach pokazuje, że działalność ubezpieczeniowa była jednym z najpopularniejszych tematów pod względem liczby wiadomości oraz liczby zmieniających się domen w masowych wysyłkach. Spam ten dotyczył wszystkich typów ubezpieczenia – na życie, zdrowotnego, mienia, pojazdów, zwierząt oraz na wypadek pogrzebu” – powiedziała Tatjana Szczerbakowa, starszy analityk spamu, Kaspersky Lab.

Pełny raport dotyczący spamu i operacji phishingowych w pierwszym kwartale 2015 r. będzie dostępny już wkrótce w języku polskim w serwisie SecureList.pl prowadzonym przez Kaspersky Lab.

Kaspersky Lab

Ile dla sekretarki, ile dla referenta – czyli płace w zawodach biurowych

Z przeanalizowanych przez portal wynagrodzenia.pl zarobków na stanowiskach biurowych wynika, że w 2014 roku najwięcej miesięcznie zarabiali pracownicy administracyjni i sekretarki – przeciętnie po 2 500 PLN brutto miesięcznie. Wśród tych pierwszych pracowników co czwarty zarabiał 3 410 PLN brutto i więcej. Zatrudnieni na stanowisku referenta otrzymywali w ubiegłym roku przeciętnie wynagrodzenie miesięczne na poziomie 2 400 PLN brutto.

Spośród przeanalizowanej grupy zawodów najniższe zarobki oferowano fakturzystkom – 2 130 PLN. Co czwarta z nich zarabiała w 2014 roku niewiele więcej od minimalnej krajowej.

Osoby pracujące przy zapewnieniu sprawnego funkcjonowania biura, czyli pracownicy administracyjni otrzymywali najwyższe wynagrodzenie w województwie mazowieckim. Miesięcznie brutto zarabiali oni 3 000 PLN. Pensje na poziomie około 2 650 PLN oferowano w województwach: dolnośląskim, wielkopolskim oraz zachodniopomorskim. Natomiast o około 150 PLN mniej zarabiali pracownicy administracyjni w województwach: małopolskim, pomorskim oraz opolskim.

Niskie płace, nieco poniżej 2 200 PLN otrzymywali pracownicy biurowi ze świętokrzyskiego i lubelskiego. Najmniej natomiast miesięcznie oferowano w województwie podlaskim – 2 070 PLN oraz kujawsko-pomorskim 2 033 PLN.

Mapa 1 . Mediany wynagrodzeń pracowników administracyjnych w poszczególnych województwach w Polsce w 2014 roku (brutto w PLN)
wynagrodzenia

Źródło: Ogólnopolskie Badanie Wynagrodzeń (OBW) przeprowadzone przez Sedlak & Sedlak w 2014 roku

Mateusz Rachucki
Wynagrodzenia.pl

Właściciel, a nie kierujący autem, zapłaci karę

Przedsiębiorcy, zwłaszcza z branż leasingu, wynajmu, i transportowej, krytykują poselski projekt nowelizacji ustawy – Prawo o ruchu drogowym. Konfederacja Lewiatan uważa, że to zły pomysł, aby właściciele, a nie kierujący samochodem płacili mandaty za przekroczenie prędkości.

Na ostatnim posiedzeniu Podkomisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia m.in. poselskiego projektu nowelizacji ustawy – Prawo o ruchu drogowym (druk nr 3222) odbyła się dyskusja o jego wadach i zaletach. Przedsiębiorcy stwierdzili, że jest on trudny do zaakceptowania, z powodów prawnych, biznesowych, ale także z punktu widzenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym.
Głównym założeniem projektu jest zamiana postępowania mandatowego na postepowanie administracyjne, w przypadku nakładania kar za przekroczenie dozwolonej prędkości lub poruszanie się niezgodnie ze wskazaniami sygnalizacji świetlnej, ujawnionego przy użyciu urządzeń rejestrujących, potocznie nazywanych fotoradarami.

– Zamiana kwalifikacji czynu polegającego na „przekroczeniu prędkości”, z wykroczenia na delikt administracyjny i to tylko wówczas, gdy czyn wykryty zostanie przy użyciu fotoradarów, mimo że budzi uzasadnione wątpliwości natury prawnej (jako że ogranicza prawa procesowe osób obwinionych), nie stanowi istoty problemu. Podstawowe pytanie brzmi, kto ma być karany – osoba, która dopuściła się naruszenia, czy też inny podmiot, np. właściciel samochodu, jak proponuje się w projekcie? Karanie właściciela samochodu, a nie osoby „winnej” wykroczenia spowoduje, że nakładana kara przestanie spełniać swoje podstawowe funkcje – represyjną i prewencyjną. Zmiany spowodują więc z jednej strony, że co do zasady wysokie kary finansowe obowiązani będą płacić właściciele samochodów – najczęściej przedsiębiorcy. Z drugiej zaś, wbrew intencjom ustawodawcy, nie zwiększy się bezpieczeństwo w ruchu drogowym, bowiem de facto zmiany spowodują zaniechanie poszukiwania sprawców wykroczeń, a w konsekwencji na osoby te, nie będą nakładane punkty karne, które mogłyby spowodować np. zatrzymanie prawa jazdy – mówi Bartosz Wyżykowski, radca prawny zastępca dyrektora departamentu prawnego Konfederacji Lewiatan.

Dyrektor Generalny Związku Polskiego Leasingu, Andrzej Sugajski także poddaje w wątpliwość założenia projektu: – Czy niewydolność systemu, o którym piszą autorzy projektu w uzasadnieniu, jest wystarczającym powodem, aby rezygnować z karania sprawców nagminnie przekraczających prędkość, w kraju o wysokim wskaźniku śmiertelności na drogach? Idąc dalej: czy przedsiębiorcy dysponujący dużymi flotami aut są najwłaściwszą grupą, która w imieniu powołanych do tego instytucji, miałaby ścigać i karać sprawców wykroczeń? – dodaje.

– Oczekujemy rozsądnego stanowiska rządu na temat rozwiązań zaproponowanych w projekcie – mówi Maciej Wroński, przewodniczący Transport i Logistyka Polska. Przy dobrej woli, bazując na rozwiązaniach zaproponowanych przez posłów, można wprowadzić zapisy które skorygują najbardziej kontrowersyjne zasady zaproponowane w projekcie. I tak można wprowadzić zasadę, iż w przypadku przekazania organowi prowadzącemu postępowanie dokumentów potwierdzających fakt kierowania lub używania przez konkretną osobę pojazdu w danym miejscu i czasie, kara nakładana byłaby na kierującego pojazdem. Takimi dokumentami mogłyby być dokumenty związane ze stosowaniem tachografów cyfrowych (wykresówki, wydruki z kart kierowcy, wydruki z tachografu cyfrowego itp.), ewidencje wykorzystania pojazdów służbowych, umowy krótkotrwałego wynajmu lub użyczenia pojazdu. Jeżeli jednak projekt będzie forsowany w brzmieniu przedłożonym, bez uwzględnienia uwag pracodawców to wielu z nich będzie musiało zweryfikować celowość prowadzenia dalszej działalności gospodarczej w zakresie transportu drogowego.

Konfederacja Lewiatan

GUS: kwartalne wskaźniki zmian cen nieruchomości

Sejm przyjął rządowy projekt ustawy, która umożliwi Głównemu Urzędowi Statystycznemu ogłaszanie wskaźników zmian cen nieruchomości. Rozpoczęcie publikacji wskaźników pozwoli na dokonywanie waloryzacji kwot przysługujących obywatelom z tytułu różnych działań związanych z ich nieruchomościami przy pomocy wskaźnika uwzględniającego zmiany zachodzące na rynku nieruchomości.

Celem zmian jest doprecyzowanie zasad ogłaszania wskaźników zmian cen nieruchomości oraz zasad dokonywania waloryzacji tymi wskaźnikami. Realizacja zmian pozwoli na sukcesywne ogłaszanie pierwszych wskaźników zmian cen nieruchomości określonych dla poszczególnych ich rodzajów. Pozostawi równocześnie możliwość stosowania, tak jak dotychczas miało to miejsce, wskaźników zmian cen towarów i usług konsumpcyjnych w przypadkach tych rodzajów nieruchomości, dla których wskaźniki zmian cen nie zostały jeszcze opracowane.

Wskaźniki będą ogłaszane odrębnie dla każdego województwa nie później niż w ciągu 4 miesięcy od zakończenia kwartału, którego dotyczą. Opracowywane będą dla nieruchomości sklasyfikowanych w rejestrze cen i wartości nieruchomości, z uwzględnieniem danych wynikających z ewidencji gruntów i budynków. Nowe rozwiązania mają poprawić efektywność zarządzania i gospodarowania mieniem publicznym przez dostarczanie wiarygodnych informacji o dynamice zmian cen nieruchomości. W konsekwencji waloryzacja zobowiązań i należności obywateli (np. w przypadku zwrotu wywłaszczonych nieruchomości albo zbycia przed upływem karencji lokali mieszkalnych nabytych od gminy z bonifikatą) obliczana będzie na podstawie wskaźników zmian cen nieruchomości. Oznacza to, że będzie ona powiązana bezpośrednio z sytuacją na rynku nieruchomości, a nie z poziomem inflacji, jak obecnie.

Wskaźniki zmian cen nieruchomości posłużą także do monitorowania kondycji rynku nieruchomości, w szczególności nieruchomości mieszkalnych, jak również pozwolą uczestnikom tego rynku na podejmowanie decyzji gospodarczych w oparciu o wiarygodne informacje.

Ponadto proponowane zmiany dotyczą wyciągów z opinii o wartości nieruchomości (operatów szacunkowych), które rzeczoznawcy majątkowi przekazują organom prowadzącym kataster nieruchomości. Wyciągi z operatów szacunkowych mają być przekazywane w formie elektronicznej przez ePUAP według określonego wzoru. Dodatkowo z 3 do 2 miesięcy skrócono termin na przekazanie tych wyciągów

Źródło: Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju

Wicepremier Piechociński na otwarciu DCT Gdańsk S.A.

– Dzięki takim inwestycjom jak gdański terminal kontenerowy tworzymy unikatową ofertę oraz zmieniamy model logistyczny w regionie- powiedział wicepremier, minister gospodarki Janusz Piechociński podczas uroczystego rozpoczęcia budowy drugiego głębokowodnego nabrzeża w terminalu kontenerowym DCT Gdańsk. Inauguracja odbyła się 15 maja 2015 r. w Gdańsku.

DCT Gdańsk S.A. jest najnowocześniejszym polskim terminalem kontenerowym, w którym  rocznie przeładowywane są kontenerowce o łącznej pojemności prawie 1,2 mln TEU. Oficjalne otwarcie terminalu nastąpiło 1 października 2007 r. Od stycznia 2010 r., zaś jest on jedynym polskim terminalem głębokowodnym obsługującym statki oceaniczne w ramach  bezpośrednich regularnych połączeń z Dalekim Wschodem. W maju 2011 r. zaczął on obsługiwać największe statki na świecie, m.in.  kontenerowce klasy E o pojemności 15.500 TEU należące do Maersk Line. Dzięki temu, spółka dołączyła do prestiżowej grupy głębokowodnych portów kontenerowych w Europie Północnej. Należy zaznaczyć, że gdański terminal jest jedynym takim portem przeładunkowym na wschód od Cieśnin Duńskich.

Nowe głębokowodne nabrzeże o długości 650 m dwukrotnie zwiększy zdolność przeładunkową gdańskiego terminalu. Wartość inwestycji realizowanej przez belgijską spółkę N.V. Besix  wynosi 290 mln euro. Termin zakończenia budowy nabrzeża przewidywany jest na 2016 r.

Ministerstwo Gospodarki (MG)

TAURON Ciepło buduje nowe kotły w ZW Katowice

TAURON Ciepło realizuje inwestycję o wartości około 55 milionów złotych w Zakładzie Wytwarzania Katowice. Buduje tam trzy kotły olejowo-gazowe o mocy sumarycznej około 114 MWt. Inwestycja, która zostanie przekazana do eksploatacji z końcem 2015 roku, ma zapewnić klientom spółki bezpieczeństwo energetyczne i wysokiej jakości dostawy ciepła.

Celem realizacji inwestycji jest dostosowanie zdolności wytwórczej ZW Katowice do wielkości mocy zamówionej w tym źródle, z jednoczesnym zastosowaniem najlepszych praktyk w zakresie wytwarzania ciepła i ochrony środowiska. W efekcie realizacji inwestycji powstaną trzy kotły gazowo-olejowe, zbiorniki oleju opałowego, gospodarka olejowa, przyłącze gazu i niezbędna infrastruktura.

– TAURON Ciepło konsekwentnie realizuje strategię biznesową Grupy i wynikający z niej plan zapewnienia bezpieczeństwa dostaw ciepła. Dlatego stale modernizujemy i rozbudowujemy miejską sieć ciepłowniczą oraz realizujemy nowe inwestycje w obrębie źródeł. Budowa kotłów olejowo-gazowych w Zakładzie Wytwarzania Katowice umożliwi nam pokrycie rosnącego zapotrzebowania na moc cieplną w aglomeracji śląsko-dąbrowskiej po 2015 roku mówi Henryk Borczyk, prezes zarządu TAURON Ciepło.

W pierwszym kwartale br. zakończono prace fundamentowe w obszarze gospodarki gazowej, olejowej wraz ze zbiornikami magazynowymi i stacją rozładunkową oleju, hali kotłowni i komina.

– Aktualnie trwają prace związane z montażem hali kotłowni oraz prace fundamentowe estakad oleju i gazu. Najważniejsze zadania związane z realizacją tej inwestycji dopiero przed nami. Jeszcze w maju planujemy rozpoczęcie montażu zbiorników magazynowych oleju, na czerwiec zaplanowane są dostawy poszczególnych komponentów kotłów na budowę – mówi Sebastian Czarnik, kierownik projektu w TAURON Ciepło.

Zakład Wytwarzania Katowice jest podstawowym źródłem energii cieplnej dla Katowic, Siemianowic Śląskich, Sosnowca i Czeladzi. Produkcja energii elektrycznej i ciepła w bloku w katowickiej elektrociepłowni odbywa się w procesie wysokosprawnej kogeneracji – czyli produkcji energii elektrycznej oraz ciepła w skojarzeniu.

W skład instalacji energetycznego spalania paliw w ZW Katowice wchodzą obecnie trzy kotły: kocioł fluidalny– opalany węglem kamiennym i mułem węglowym wraz z możliwością współspalania biomasy o mocy cieplnej wprowadzanej w paliwie 378 MWt, oraz dwa  kotły wodne – opalane węglem kamiennym, każdy o mocy cieplnej wprowadzanej w paliwie 158,8 MWt.

Budowane trzy nowe olejowo- gazowe kotły szczytowe, o łącznej mocy cieplnej około 114 MWt, zastąpią podlegające derogacji kotły wodne. Z końcem roku 2015 przewidziane jest podpisanie protokołu przejęcia całej inwestycji  do eksploatacji.

 

Ile będzie kosztować spełnienie obietnic Komorowskiego i Dudy

Wiek emerytalny, przyjęcie euro i kwota wolna od podatku – to te z gospodarczych postulatów, o których w kampanii prezydenckiej jest najgłośniej. Money.pl sprawdził, jakie zdanie mają i ile obiecują obaj kandydaci w kwestiach ekonomicznych.

Znacznie bardziej rozrzutny jest Andrzej Duda. Jego deklaracje wyborcze kosztują około 70-80 miliardów złotych, czyli prawie jedną czwartą wszystkich dochodów budżetu państwa. Jak wylicza portal Money.pl, to mniej więcej tyle, ile wystarczyłoby na zakup 500 składów Pendolino czy wybudowanie 35 Stadionów Narodowych. Z kolei w obietnicach Bronisława Komorowskiego ciężko dopatrzyć się konkretów. Trudno więc mówić o jakiejkolwiek wycenie jego obietnic.

Wiek emerytalny. Duda za obniżeniem

Kwestia emerytur i wieku, w jakim Polacy będą mogli na nią przejść, to jeden z najgorętszych tematów trwającej kampanii.

– Podniesienie wieku emerytalnego było wielką niesprawiedliwością – to wymaga zmiany! Jeśli zostanę prezydentem Rzeczypospolitej, przywrócę poprzedni wiek emerytalny – zapowiedział podczas konwencji Andrzej Duda. Później wielokrotnie powtarzał swoją obietnicę, na przykład podczas telewizyjnej debaty przed pierwszą turą wyborów.

– Spełnienie tej obietnicy kosztowałoby polski budżet 15 miliardów złotych rocznie – szacuje w rozmowie z Money.pl Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, ekonomistka Konfederacji Lewiatan. Według jej wyliczeń taki koszt byłby realny, gdyby połowa pracowników, którzy zyskaliby na nowo prawo do emerytury (a więc są w takim wieku, że teraz nie mogą na nią przejść, a po obniżeniu mieliby do tego prawo) zdecydowało się na rezygnację z pracy. – Jeśli założylibyśmy, że właśnie tak na obniżkę wieku zareagują wszyscy uprawnieni, to koszt byłby dwukrotnie wyższy i wyniósłby 30 miliardów rocznie.

Jeszcze dalej idzie w tych szacunkach zapytany przez nas prof. Marian Noga. – Osiemdziesiąt procent Polaków, którzy przekroczyli wiek emerytalny, chciałoby dalej pracować i zarabiać, a tylko 20 procent z nich zdecydowałoby się na odpoczynek – twierdzi były członek RPP. – Po co więc cofać reformę emerytalną dla tych 20 procent ludzi? To tak naprawdę niewiele zmieni, a tylko obniży wysokość wypłacanych obecnie świadczeń i wydrenuje nasz budżet o kolejne miliardy złotych.

Komorowski proponuje staż pracy

Obecnie urzędujący prezydent, który podpisał przecież ustawę podwyższającą wiek emerytalny, krytykuje kontrkandydata za populistyczne postulaty. – Jeżeli mówią: cofnijmy wiek emerytalny, to znaczy, nie mówią starszym osobom, że to oznaczałoby zmniejszanie się emerytur. Natomiast młodym nie mówią, że trzeba będzie odprowadzać większą składkę z tytułu utrzymania emerytur starszego pokolenia. Tego nie mówią, bo to jest szkodliwe wyborczo – twierdził w rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową.

Komorowski ma jednak inny pomysł na ulżenie w pracy najstarszym obywatelom. Pomysł prezydenta zakłada, że kryterium decydującym o momencie przejścia na emeryturę byłby nie wiek, ale staż pracy. I tak uprawnienia emerytalne uzyskaliby mężczyźni po przepracowaniu 40, a kobiety – 35 lat. Propozycja jest też popierana przez związkowców z „Solidarności”.

– Nie byłabym przeciwko takiemu rozwiązaniu, natomiast wolałabym, żeby najpierw przeanalizować koszty takiej zmiany i jej przełożenie na stan finansów publicznych – komentuje Starczewska-Krzysztoszek. – Faktem jest, że wydłuża się średnia życia w Polsce i w związku z tym pracować też powinniśmy dłużej. Lepszym rozwiązaniem od rzucania konkretnego stażu pracy byłoby stopniowe dostosowanie go do średniej wieku, na przykład wskaźnikiem procentowym.

Kwota wolna od podatku

Polska pod względem kwoty wolnej od podatku jest na szarym końcu wśród krajów UE. Od siedmiu lat jest to zaledwie około 750 euro. Zwolennikiem podniesienia limitu jet Andrzej Duda. – Na początku powinna ona wynosić przynajmniej 8 tysięcy złotych, a następnie trzeba stopniowo podwyższać ją jeszcze mocniej – deklarował wielokrotnie.

– Nie ulega wątpliwości, że kwotę wolną od podatku trzeba podnieść – przyznaje w rozmowie z Money.pl Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek. – Przestrzegałabym jednak przed gwałtowną zmianą, bo może ona bardzo negatywnie wpłynąć na finanse publiczne. Koszty takiej decyzji opiewałyby na około 14 miliardów złotych. Pamiętajmy jednak, że 80 procent kwoty wróci do gospodarki. Zatem realny koszt netto dla polskiej gospodarki wyniósłby około 10-11 miliardów złotych rocznie.

Postulaty dotyczące tego aspektu ostro krytykuje Bronisław Komorowski. – Kwota wolna od podatku jest pożądana i wartościowa z punktu widzenia pobudzania rynku i mechanizmu zachęty do zarabiania pieniędzy i od tej strony powinna być rozpatrywana. Natomiast jeżeli to robią kandydaci na prezydenta, to jest to dziwne – argumentował w rozmowie z radiem TOK FM. – Prezydent z mocy konstytucji nie podpisuje budżetu, nie ma prawa go wetować

Przyjęcie euro

Wspólna waluta to trzeci z najgorętszych aspektów kampanii wyborczej. Temat dość szybko ucina urzędujący prezydent, który nie chce wypowiadać się w tej kwestii. – Zapowiedziałem odsunięcie debaty o kwestiach euro na czas po wyborach parlamentarnych, dlatego, że szkoda bić pianę. Nie ma możliwości wejścia Polski do strefy euro w tej chwili, dopóki Polska nie spełni kryteriów – mówił Komorowski jeszcze w marcu w rozmowie z Radiem Zet.

Dużo więcej o wprowadzeniu euro mówi w kampanii Andrzej Duda. – Moje zdanie jest takie, że to nie powinno mieć miejsca do czasu, gdy sytuacja gospodarcza w naszym kraju, a w efekcie poziom życia Polaków, nie będzie na takim poziomie, jak średnia w zachodnich krajach UE – deklarował w marcu. – W tej chwili taka decyzja jest dla Polski niekorzystna.

Z postulatami o niewprowadzenie wspólnej waluty nie zgadza się prof. Marian Noga, którego zdaniem euro może być sposobem na ściągnięcie emigrantów z powrotem do Polski. – Ludzie, którzy w ostatnich latach wyjechali za granicę, nie chcą wracać między innymi ze względu na płynny kurs walutowy – twierdzi były członek RPP w rozmowie z Money.pl. – Gdyby w Polsce było euro, to emigranci mogliby wrócić, bo nie musieliby patrzeć na kurs złotego i zastanawiać się, czy w tej chwili opłaca im się powrót.

Czy i jak pomagać frankowiczom?

Skok kursu franka wstrząsnął rynkiem walutowym w połowie stycznia. Od tego czasu szwajcarska waluta się osłabiła, podobnie jak szum wokół frankowiczów. Co jednak w przypadku, gdyby taka sytuacja się powtórzyła? Tu konkretniejszy w formułowaniu rozwiązań jest obecnie urzędujący prezydent. Komorowski opowiadał się za wsparciem dla osób, mających czasowe problemy w spłacie kredytów mieszkaniowych. O sytuacji zadłużonych rozmawiał z prezesem Narodowego Banku Polskiego Markiem Belką i ministrem finansów Mateuszem Szczurkiem.

Prezydent poparł też stanowisko Związku Banków Polskich, który opowiadał się za zmniejszeniem spreadów, czyli różnic pomiędzy kursem kupna i sprzedaży walut. Opowiedział się też za tym, że banki nie powinny zmuszać spłacających kredyty do dodatkowego ubezpieczania nieruchomości, jeśli wartość mieszkania jest niższa niż wartość kredytu. Zaproponował też stworzenie funduszu restrukturyzacji kredytów hipotecznych.

Znacznie mniej aktywny był w tym temacie Andrzej Duda. Kandydat PiS wypowiadał się co prawda w kontekście frankowiczów, ale nie potrafił zaproponować konkretnego rozwiązania dla zadłużonych. Zażądał tylko od Komisji Nadzoru Finansowego wymuszenie na bankach obniżenia opłat i prowizji dla klientów i stwierdził, że bankom nie powinna zostać udzielona pomoc z budżetu państwa.

W tym kontekście ważne jest też wprowadzenie euro w Polsce. Mówi o tym prof. Marian Noga – Wspólna waluta sprawiłaby, że frankowicze nie tylko nie straciliby na kredytach, ale jeszcze sporo by na tym zyskali – kwituje były członek RPP.

Referendum, niższe podatki, budownictwo dla młodych

W ostatnich dniach najgłośniejszym tematem kampanii jest referendum w sprawie wprowadzenia w wyborach do sejmu jednomandatowych okręgów wyborczych. Prezydent złożył 13 maja wniosek do marszałka senatu o przeprowadzenie głosowania w całym kraju. Oprócz tego, Komorowski chce również zapytać Polaków o zdanie w kwestii likwidacji finansowania partii z budżetu oraz zmian w systemie podatkowym, wzmacniającym pozycję obywatela.

Według obliczeń Money.pl, dziś ogólnopolskie referendum mogłoby kosztować około 110 milionów złotych. Jeśli jednak obywatele dodatkowo opowiedzieliby się w nim za zniesieniem dotacji dla partii politycznych, to budżet zaoszczędziłby około 55 milionów złotych.

Niższy podatek dla przedsiębiorców

Zmniejszenie stawki podatku do 15 procent dla mikroprzedsiębiorców, którzy zatrudniają przynajmniej trzech pracowników, to postulat Andrzeja Dudy. – Pomysł sam w sobie nie jest pozbawiony sensu, bo może skłaniać przedsiębiorców do wyjścia z szarej strefy – komentuje pomysł Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek. – Z drugiej jednak strony mam wątpliwość, dotyczącą zakresu takiej obniżki. Co bowiem w przypadku, gdy firma będzie się rozrastać? Przedsiębiorcy mogą wzbraniać się przed zatrudnianiem dziesiątego i kolejnego pracownika, bo stracą przywilej niższego podatku.

Duda obiecuje też po 500 złotych na każde dziecko dla niezamożnych rodzin i tyle samo na drugie i kolejne dla tych bogatszych. To najdroższa z obietnic kandydata PiS, bo pomoc miałaby zostać przyznawana aż do osiągnięcia przez dziecko pełnoletniości.

– Andrzej Duda nie sprecyzował jednak, co oznacza termin „zamożny”, więc trudno oszacować, ile by to dokładnie kosztowało nasz budżet – mówi Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek. – Gdyby jednak założyć, że każde dziecko otrzyma 500 złotych, niezależnie od poziomu dochodów, to ta obietnica kosztowałaby około 46 miliardów złotych. W zależności od tego, jak ustalony zostałby próg dochodowy, kwota będzie odpowiednio niższa.

Ile naprawdę może zrobić prezydent

Przy analizowaniu obietnic wyborczych Dudy i Komorowskiego trzeba jednak pamiętać o ograniczeniach, które przy stanowieniu prawa ma Prezydent RP. Prezydent może oczywiście zgłosić do parlamentu każdy projekt, kłopot w tym, że potem musi on zdobyć poparcie większości. Poglądy gospodarcze są jednak o tyle ważne, że prezydent ma przecież również prawo weta wobec ustaw, które trafiają do niego z parlamentu. I to w tym kontekście należy patrzeć na przekonania Bronisława Komorowskiego i Andrzeja Dudy.

A te, w wielu aspektach zdecydowanie się różnią, choć mają jedną wspólną cechę. – Obietnice kandydatów są rzucane nieprecyzyjnie, ciężko w nich znaleźć konkretne założenia – mówi  Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, ekonomistka z Konfederacji Lewiatan. – Chciałabym, żeby kandydaci przedstawiali bardziej sprecyzowane postulaty, jak choćby te w odniesieniu do wieku emerytalnego.

– Propozycje dotyczące wieku emerytalnego, czy kwoty wolnej od podatku są w tej kampanii bardzo niestosowne – twierdzi w rozmowie z Money.pl prof. Marian Noga, ekonomista i były członek Rady Polityki Pieniężnej. – Przecież to nie są prerogatywy prezydenckie, te kwestie należą do zadań rządu i parlamentu. Co więcej, prezydent nie może przecież nie podpisać na przykład ustawy budżetowej. Pomijam już fakt, że koszt tych obietnic tak wydrenuje budżet, że Polski najzwyczajniej w świecie na to nie stać.

Pomysł na znalezienie pieniędzy ma z kolei prof. Konrad Raczkowski z Instytutu Ekonomicznego Społecznej Akademii Nauk. – Luka podatkowa w Polsce wynosi około 148 miliardów złotych. Wystarczy zlikwidować ją choćby w połowie i pieniądze na obietnice się znajdą – wskazuje w rozmowie z Money.pl i zapytany o sposób na ich odzyskanie proponuje zmiany w ustawie o VAT. – Jest taki pomysł, żeby podatek VAT przy transakcji kupujący wpłacał od razu na konto urzędu skarbowego, a sprzedawca otrzymywał „gołą” kwotę netto. Pozwoli to uniknąć nadużyć, których w przypadku VAT jest w Polsce, ale również w innych krajach UE, mnóstwo.

Banki mogą zarabiać więcej. Potrzeba jednak zmian w procesach wyceny innowacji i podwyżek cen

Zgodnie z wynikami Międzynarodowego Badania Cenowego – Global Pricing Study 2014 tylko 23% nowo wprowadzanych produktów bankowych odnosi sukces na rynku. W porównaniu do wyników innych branż uczestniczących w badaniu, sektor bankowy uzyskał jeden z najgorszych wyników. Co to oznacza w praktyce? Banki mają wyraźny problem z egzekwowaniem wyższych cen dla oferowanych przez siebie produktów. Czy nadszedł czas na krytyczną autorefleksję?

Badanie Global Pricing Study 2014 – przeprowadzone przez globalną firmę doradczą Simon – Kucher & Partners, światowego lidera doradztwa cenowego – pokazało, że sektor bankowy wydaje się mieć spore trudności w obszarze wprowadzania podwyżek cen na produktach, które banki oferują klientom. Co więcej, banki zdecydowanie mniej efektywnie, w porównaniu do innych branż, wyceniają nowości produktowe, które w większości nie przynoszą bankom zamierzonych zysków. Informacje te zostały zdiagnozowane na podstawie specjalnej analizy międzynarodowego badania cenowego Global Pricing Study 2014 uwzględniającej wyłącznie sektor finansowy1.

Okazuje się, że banki realizują mniej niż 1/3 planowanych podwyżek cen, a co więcej niemal firm z sektora finansowego odczuwa silniejszą presję cenową. Bankowcy twierdzą, że wspomniane słabe wyniki są spowodowane wysoką konkurencją na rynku oraz tym, że dzięki lepszemu dostępowi do informacji i możliwości porównywania ofert, klienci stali się bardziej krytyczni. Zdaniem ekspertów Simon – Kucher & Partners doszukiwanie się przyczyn niepowodzeń w trudnych warunkach rynkowych jest jednak pójściem na skróty. W rzeczywistości banki same są sobie winne doprowadzenia do tak nieefektywnego wskaźnika realizacji podwyżek cen. Zarządzający bankami będą największymi wrogami zyskowności banków, dopóki będą przekonani, że produkty, które oferują to „commodity”. Branża bankowa musi jak najszybciej dojrzeć do konieczności dostarczania swoim klientom produktów odbieranych w ich percepcji, jako prawdziwie wartościowych, odróżniających się od konkurencji, a tym samym tak ustalać ceny oferowanych produktów, aby tę wartość odzwierciedlały.

Silna presja cenowa i brak zysków z nowych produktów

Bardzo silna presja cenowa i brak wyraźnie określonej wartości dostarczanej klientom to nie jedyny problem branży! Aż 59% uczestników badania Global Pricing Study 2014 z branży bankowej stwierdza, że są zaangażowani w wojnę cenową. Paradoksalnie, aż 88% z tych respondentów jest przekonana, że to konkurencja, a nie oni sami, rozpoczęła wojnę cenową. Banki muszą niewątpliwie zabezpieczać się przed agresywnymi cenowo konkurentami. Problemu jednak z pewnością nie da się rozwiązać przez popadanie w nierentowną spiralę obniżek cenowych lub oferowanie klientom różnego rodzaju zachęt zakupowych i promocji, które z ekonomicznego punktu widzenia są nie do utrzymania. Takie działania są bowiem destrukcyjne nie tylko dla marżowości obniżającego ceny banku, ale przede wszystkim mają niszczący wpływ na całą branżę.

Sektor usług finansowych wypada gorzej na tle innych branż biorących udział w badaniu również w obszarze zysków osiąganych w wyniku wprowadzania na rynek nowych produktów. Tylko 23% wszystkich nowych produktów bankowych osiąga założone cele pod względem zyskowności. Ponadto 33% firm z sektora finansowego nie było w stanie zrealizować założonych celów finansowych na żadnym z nowowprowadzonych produktów. Pod tym jednak względem znalazły się branże, które wypadły gorzej, tj. branża energetyczna (34%), branża transportowo – logistyczna (35%) oraz dostawcy usług dla przemysłu (39%).

Znajomość produktu i komunikacja jego wartości dla klienta są kluczowe

Jak banki mogą skutecznie konkurować z agresywniejszymi cenowo konkurentami, z sukcesem wdrażać podwyżki cen istniejących produktów i wprowadzać na rynek nowe produkty w sposób zyskowny? Zdaniem eksperta Simon – Kucher & Partners Mateusza Matłoki kluczowe jest efektywne wyróżnienie oferowanych klientom produktów, a podejmowane wyłącznie w oparciu o przeczucie decyzje o podwyżkach cenowych są skazane na porażkę. Zdecydowanie bezpieczniej jest dokonać przemyślanych zmian w obszarze istniejącego portfolio produktów, aby było dla klienta atrakcyjniejsze, a tym samym zwiększyć skłonność klienta do zapłaty za produkt.

Wycena usług dodatkowych stanowi kolejny element oferty, któremu warto się przyjrzeć. Takie wartości dodane dla klienta, jak na przykład serwis, przez wiele banków oferowane bezpłatnie, kryją w sobie ogromny potencjał do poprawy zysków. W oparciu o globalne doświadczenie Simon – Kucher & Partners wypracowane na wielu dojrzałych rynkach, eksperci firmy utrzymują, że inteligentne konstruowanie oferty i różnicowanie cen może zwiększyć zysk banków nawet o 30%. Potencjał pozostaje więc znaczący.

W odniesieniu do wprowadzania nowych produktów na rynek w sposób zyskowny, Mateusz Matłoka zauważa, że dla sektora bankowego absolutnie kluczowe jest uwzględnianie ceny już na samym początku procesu tworzenia innowacji. Aby wycenić produkt zyskownie, banki muszą zrozumieć obiektywną wartość produktu, który następnie chcą zaoferować swoim klientom oraz sprawdzić skłonność klienta do zapłaty za taki produkt. Wszystko to należy jednak wykonać we wczesnej fazie projektowania produktu, na długo zanim pojawi się on na rynku.

Równie kluczowy jest sposób przedstawienia nowego produktu klientowi. Poza wspomnianym wcześniej różnicowaniem cen, decydującym czynnikiem jest komunikacja wartości, jaką nowy produkt dostarcza klientowi, niezależnie od tego czy jest to oferta łączona, czy pojedynczy produkt bankowy. Banki muszą więc potrafić skutecznie określić jakie wartości oferują swoim klientom, a następnie skutecznie je komunikować.

Mateusz Matłoka jest ekspertem z obszaru bankowości w warszawskim biurze Simon – Kucher & Partners.

Global Pricing Study

W Międzynarodowym Badaniu Cenowym Golobal Pricing Study wzięło udział 1 600 uczestników z 40 krajów świata. Specjalna analiza badania dla sektora finansowego objęła 200 menedżerów. Badanie jest przeprowadzane cyklicznie co 2 lata we współpracy z niezależnym stowarzyszeniem Professional Pricing Society (PPS).

Jakość oliwy z oliwek: kontrola Inspekcji Handlowej

Brak jakichkolwiek oznaczeń w języku polskim to przykład nieprawidłowości związanych ze sprzedażą konsumentom oliwy z oliwek. W ubiegłym roku Inspekcja Handlowa skontrolowała 313 partii tych produktów.

Kontrole miały miejsce w I, II i III kwartale 2014 r. Objęły one 80 placówek handlowych na terenie całego kraju (76 sklepów i 4 hurtownie) i 313 partii oliwy z oliwek z czego 220 partii to oliwa najwyższej jakości z pierwszego tłoczenia. Nieprawidłowości stwierdzono w przypadku 61 partii produktów (19,5 proc.).

Zastrzeżenia IH dotyczyły głównie nieprawidłowego oznakowania (16 proc. partii). Kwestionowano m.in. brak jakichkolwiek oznaczeń w języku polskim a także brak obowiązkowego oznaczenia pochodzenia. Zastrzeżenia budziły też m.in. nieprawdziwe informacje na opakowaniach przypisujące produktowi szczególne właściwości np. wolna od bakterii chorobotwórczych z uwagi na właściwości produktu.

Badania laboratoryjne, którym poddano 25 partii oliwy wykazały, że 3 partie oliwy nie spełniają wymagań jakościowych. Nieprawidłowości polegały na zawyżonej wartości współczynnika ekstynkcji K232, który określa procent pośredniego utlenienia składników oliwy. Im mniejsza wartość tego współczynnika, tym lepsza jakość oliwy*. Kontrolerzy IH zakwestionowali też 7 partii oliwy, która była oferowana konsumentom po przekroczeniu daty minimalnej trwałości.

W następstwie kontroli z powodu różnych zastrzeżeń Inspekcja Handlowa nakazała wycofanie z obrotu 21 partii oliwy. Ponadto IH nałożyła 6 kar pieniężnych, skierowała też 3 zawiadomienia do nadzoru sanitarnego i 8 zawiadomień do wojewódzkich inspektoratów jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych.

 

CEO Magazyn Polska

 

Grecka tragedia może potrwać dłużej, niż myślimy

Należy podkreślić, że ostateczne porozumienie z Grecją w najbliższym czasie nie nastąpi. Sytuacja stale się pogarsza, jednak bankructwo w nadchodzących tygodniach jest wysoce nieprawdopodobne. Nikt nie jest gotowy na takie ryzyko. EBC udowodnił tę tezę, kiedy pod koniec marca podwyższył pułap pomocy w zakresie płynności ELA dla greckich banków. Rozstrzygnięcie polityczne zostanie osiągnięte, jednak będzie to długotrwały proces.

Realnie groźną datą dla Grecji jest 20 lipca, kiedy zapada termin spłaty 3,5 mld EUR na rzecz EBC. Tymczasem Grecja jest na razie w stanie wywiązać się ze swoich zobowiązań finansowych. W szczególności, kraj ten ma poduszkę finansową, tj. warte 87 mld EUR aktywa finansowe w postaci udziałów w greckich spółkach publicznych i bankach. Ostatni raport datuje się na wrzesień 2014 r., a zatem można przyjąć, że w ostatnich miesiącach kwota ta uległa zdecydowanej amortyzacji. Wystarczy jednak do spłaty należności MFW w nadchodzących tygodniach.

W pespektywie krótkoterminowej, najbardziej prawdopodobnym scenariuszem będzie zawarcie niepewnego porozumienia w postaci niewielkich pożyczek i odroczenia realizacji obietnic socjalnych składanych przez grecki rząd, co pozwoli zyskać na czasie. Porozumienie może również obejmować przedłużenie terminu spłaty długu do 50 lat i przeprowadzenia kontroli kapitałowych, aby zapobiec panice bankowej. W marcu z greckich banków wypłacono w sumie 2,5 mld EUR, co mimo wszystko stanowi kwotę mniejszą, niż miesiąc wcześniej. Ogółem od początku roku z greckich banków wypłacono kwotę 22,3 mld EUR. Suma wypłat jest bardzo wysoka, jednak odpowiada zaledwie około jednej siódmej ogólnej kwoty depozytów bankowych w styczniu.

Tymczasowe porozumienie nie wystarczy, by rozwiązać problem kryzysu, ponieważ greckie zadłużenie jest nadal na niespłacalnym poziomie. Przedłużenie okresu spłaty do 50 lat to najczęściej wymieniane przez wierzycieli rozwiązanie, jednak nie zmniejszy ono ogólnego obciążenia długiem i nie zapewni rządowi wystarczającej elastyczności, aby pobudzić wzrost gospodarczy. W tej sytuacji Grecja jest niemalże skazana na porażkę i dekadę reżimu oszczędnościowego.

Grecja potrzebuje własnego katharsis, aby rozpocząć na nowo. Wszyscy wiemy, że jedynym sposobem byłaby restrukturyzacja długu, jednak ta kwestia jest obecnie delikatna pod względem politycznym. Temat ten może zostać poruszony dopiero za dwa czy trzy lata, po wyborach w Hiszpanii (2015 r.), we Francji i w Niemczech (2017 r.). W idealnym świecie, obniżenie zadłużenia wynosiłoby 50% czy 60%, jednak żadne z państw członkowskich UE nie jest gotowe na taką stratę. Bardziej racjonalna byłaby obniżka o 30% i mogłoby to być korzystne rozwiązanie zarówno dla Grecji, jak i dla jej wierzycieli.

W takim przypadku reakcja rynku byłaby nieprzewidywalna. Mógłby nastąpić krótkoterminowy efekt powodujący wzrost stóp procentowych dla zadłużonych państw południowoeuropejskich, takich jak Włochy. Wiele funduszy hedgingowych uznałoby to wydarzenie za okazję osiągnięcia łatwego zysku. Zakres negatywnego oddziaływania byłby jednak bardzo ograniczony, ponieważ sektor prywatny nie jest niemal w ogóle zaangażowany w Grecji, a UE dysponuje wieloma instrumentami umożliwiającymi powstrzymanie panicznej sprzedaży: luzowaniem ilościowym EBC, programem OMT (bezpośrednich transakcji monetarnych), ESM (Europ13ejskim Mechanizmem Stabilności) oraz unią bankową. Bankructwo wydaje się najmniej negatywnym rozwiązaniem greckiego dramatu, który stwarza realne zagrożenie dla ożywienia gospodarki europejskiej.

Christopher Dembik, Saxo Bank

saxo bank

Pracodawcy o programie „Pierwsza praca”

100 tys. miejsc pracy dla młodych ma zapewnić program „Pierwsza praca”, który dzisiaj przedstawił prezydent Bronisław Komorowski.

Komentarz dr Grzegorza Baczewskiego, dyrektora departamentu dialogu społecznego i stosunków pracy Konfederacji Lewiatan

Sytuacja osób młodych, kończących edukację jest trudna. Długo szukają pierwszej pracy i często muszą przejść przez kilka miejsc zanim znajdą coś na dłużej. Oczywiście, nie dotyczy to wszystkich, ale jest to znacząca grupa, ok. 300 tys. osób młodych zarejestrowanych w urzędach pracy jako bezrobotne. Jednocześnie pracodawcy często nie decydują się na ich zatrudnienie, zakładając, że osoba, która nie ma doświadczenia zawodowego, będzie wymagała dłuższego wdrożenia do pracy i w związku z tym jej produktywność w początkowym okresie nie zrównoważy ponoszonych kosztów zatrudnienia.

Dlatego pomysł polegający na dopłacie do pensji młodych pracowników w początkowym okresie pierwszej pracy jest zasadny, o ile dotyczy tych osób, którym trudno byłoby inaczej znaleźć pracę. Nie ma natomiast sensu dopłacać do zatrudnienia tych, których pracodawcy chętnie zatrudniliby i bez publicznego wsparcia. Dopłaty powinny otrzymać osoby, które przez dłuższy czas tej pierwszej pracy znaleźć nie mogą. Warto przy tej okazji wykorzystać pozytywne doświadczenia jakie wynikają z dotychczasowego stosowania bonów dla młodych bezrobotnych na szkolenie, staże i zatrudnienie. Instrumenty te pozwalają młodym ludziom decydować gdzie chcą odbyć staż czy znaleźć zatrudnienie. To oni wyszukują dla siebie takie miejsca stażu, czy pracy, które pozytywnie przełożą się na ich dalszą karierę. Z drugiej strony, instrument ten wymusza ich aktywność, są zobowiązane znaleźć dla siebie szkolenie, pracę lub staż, a nie czekają, aż ktoś ich tam skieruje.
Dotarcie z pomocą do właściwych adresatów powinno być gwarantem, że pieniądze publiczne zostały dobrze wydane.

Dlatego dyskusyjnym elementem programu jest wprowadzanie dodatkowych warunków odnośnie zobowiązania pracodawcy do zatrudnienia osoby młodej na kolejny rok po ustaniu wsparcia. Mechanizm taki w miarę sprawdza się w przypadku zatrudnienia subsydiowanego z urzędu pracy, jednak rok to długo i wielu przedsiębiorców może mieć problem z wzięciem na siebie takiego zobowiązania. Ponadto gwarancja zatrudnienia nie powinna być bezwzględna. Nie powinniśmy na początku kariery uczyć młodych ludzi, że praca to jest coś co się należy niezależnie od naszego w nią zaangażowania, jej wyników i prezentowanych postaw. Umowa o pracę to wzajemne zobowiązania i jeżeli jedna ze stron nie stosuje się do warunków umowy, druga powinna mieć możliwość odstąpienia od niej. Mamy nadzieję, że proponowany program przewiduje takie rozwiązania, które zapewnią odpowiednie nim zainteresowanie i ze strony osób młodych i przedsiębiorców. Wymaga to jednak poznania bliższych szczegółów.

Konfederacja Lewiatan

Polska gospodarka rośnie szybciej

PKB wzrósł w pierwszym kwartale 2015 r. o 3,5 proc. – podał GUS.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Mówienie o polskiej gospodarce przestaje być mile widziane przez „szeroką publiczność”, a szczególnie mówienie o gospodarce dobrze. Jednak zaryzykuję. Polska gospodarka rośnie. Wskazywały na to miesięczne dane z okresu styczeń-marzec br. dotyczące mi.in. sprzedaży detalicznej, która w ciągu 1. kwartału wzrosła o 4,4 proc. (w cenach stałych), produkcji sprzedanej przemysłu, która wzrosła o 5,3 proc., zatrudnienia, które może rośnie zbyt wolno jak na nasze oczekiwania, ale jednak było wyższe w firmach 10+ o 1,1 proc., a przede wszystkim wynagrodzeń, które realnie wzrosły o 5,6 proc. I eksport – po 3. miesiącach wzrósł on o 7,7 proc. (w zł) przy wzroście importu o 1,4 proc., co powinno dać dodani wkład eksportu netto do wzrostu PKB.

Dzisiejsze dane GUS co prawda nie prezentują struktury wzrostu PKB, ale nie moglibyśmy osiągnąć 3,5 proc. gdyby gospodarstwa domowe nie mogły lub nie chciały zwiększać swoich wydatków na konsumpcję. A te rosną tym silniej im bardziej stabilna jest sytuacja na rynku pracy.
Nie byłoby także wzrostu PKB na poziomie 3,5 proc., gdyby nie było inwestycji, a także gdyby przedsiębiorstwom nie udawało się zwiększać sprzedaży poza rynek polski.

Sytuacja w większości krajów UE, czyli u naszych głównych partnerów handlowych, poprawia się. A to oznacza, że w kolejnych kwartałach możemy liczyć na rosnący popyt zewnętrzny, co będzie wspierać polską gospodarkę. I ciągle będzie to wzrost bezinflacyjny (przynajmniej do 3. kwartału). Wszystko to oznacza, że Jan i Maria Kowalscy mogą liczyć na coraz lepszą sytuację na rynku pracy, a także – jeśli posiadają potrzebne i poszukiwane na rynku kompetencje – na jeszcze większy niż dotychczas wzrost wynagrodzeń. A firmy na nowe zamówienia.
Możemy zatem liczyć w całym 2015 r. na wzrost gospodarki nie mniejszy niż 3,6-3,7 proc. Chyba, że zmaterializują się ryzyka wynikające chociażby z konfliktu Rosji z Ukrainą, czy możliwości Grexit’u.

Konfederacja Lewiatan

Grupa Azoty wyniki finansowe za IQ 2015

0

Grupa Azoty zakończyła okres pierwszego kwartału 2015 roku przychodami ze sprzedaży na poziomie ponad 2,8 mld zł (wobec 2,7 mld zł w IQ 2014r.) przy zysku netto na poziomie blisko 306 mln zł (wobec 151 mln zł w IQ 2014r.).

Jakie telefony i akcesoria GSM kupują Polacy?

Czasy, kiedy telefon służył nam tylko i wyłącznie do wykonywania połączeń i pisania krótkich wiadomości tekstowych są daleko za nami. Współcześni użytkownicy komórek wykorzystują je do wielu innych czynności – związanych z pracą czy spędzaniem wolnego czasu. Telefon staje się spersonalizowanym źródłem rozrywki, komunikatorem i oknem na świat. Przed producentami akcesoriów GSM otwiera to ocean możliwości. Chcąc zwiększyć komfort użytkowania, konsumenci zwracają uwagę nie tylko na posiadanie konkretnego modelu, ale też na gamę gadżetów komplementarnych. O tych cieszących się największą popularnością opowiada Mateusz Gołda z największego polskiego sklepu internetowego NEO24.PL.

„Dokonując zakupu telefonu, klienci zazwyczaj poszukują topowych modeli smartfonów znanych marek. Cieszą się one powodzeniem szczególnie wśród osób młodych, gdyż multimedialny telefon gwarantuje swobodę w działaniu oraz szerokie spektrum możliwości dodatkowych, które są chętnie przez nich wykorzystywane. Klienci biznesowi zwracają uwagę na to, aby telefon był poręczny, szybki oraz posiadał dodatkowe funkcje, takie jak możliwość otwierania i edytowania dokumentów, czy prowadzenia wideokonferencji. Tradycyjne telefony z klawiaturą, ze względu na łatwość użytkowania także mają swoich zwolenników, którymi są głównie starsze osoby, gdyż nowoczesne smartfony z dotykowymi panelami mogą sprawiać trudności w obsłudze” – mówi Mateusz Gołda, Dyrektor Operacyjny z największego polskiego sklepu internetowego NEO24.PL i dodaje – „Często przy okazji wybierania telefonu, konsumenci decydują się od razu na zakup kompatybilnych akcesoriów. Ich ceny zaczynają się już od 20zł.”

Lepiej zapobiegać niż leczyć!

Współczesne smartfony nie mogą pochwalić się niezniszczalnością. Pomimo swojej wielofunkcyjności, wytrzymałość zdecydowanie nie jest mocną stroną nawet najbardziej zaawansowanych technologicznie modeli. By cieszyć się swoim smartfonem długie lata, istotne jest, by odpowiednio go zabezpieczyć. Wymiana obudowy lub wyświetlacza to niemały koszt. Bliskie spotkanie telefonu z asfaltem odchudzi portfel nawet o kilkaset złotych. Nawet noszenie go w kieszeni czy torebce może zaowocować niezbyt estetycznymi rysami i zadrapaniami. Dlatego warto zainwestować w wysokiej klasy pokrowiec lub obudowę i folię ochronną. „W NEO24.PL duża popularnością cieszą się akcesoria zalecane przez producenta. Większe firmy oferują szeroki wachlarz kompatybilnych akcesoriów, a zróżnicowana oferta substytutów, tzw. B-brandów, powoduje, iż wybór zamienników jest naprawdę bogaty.” – twierdzi Mateusz Gołda z największego sklepu internetowego NEO24.PL. Dobrze utrzymany telefon wygląda zarówno elegancko, jak i profesjonalnie – o czym powinien pamiętać nie tylko każdy biznesmen.

Telefon z charakterem

Szeroki wybór akcesoriów GSM umożliwia użytkownikowi telefonu jego personalizację – dla wielu klientów NEO24.PL istotne jest bowiem nadanie swojemu smartfonowi osobowości odpowiadającej ich własnej. Czy ma być poważny i profesjonalny? Ma pokazać alternatywny styl życia? Zamiłowanie do mody? Stanowić o wysokim statusie majątkowym? To wszystko można wyrazić za pomocą odpowiedniego etui na telefon. Mając do wyboru tysiące różnorodnych modeli, każdy może wybrać idealny dla siebie i liczyć, że inni nie powielą tego stylu. Mateusz Gołda z NEO24.PL komentuje: „Osoby pracujące często wybierają skórzane osłony i pokrowce. Kolorowe, żelowe i plastikowe etui wybierane są przez młodych użytkowników. Ciekawą opcją są też obudowy 3D – są mało praktyczne, ale niezwykle oryginalne, z pewnością sprawią, że nasz telefon zyska wyjątkowy charakter.”

W drodze

Kierowcy chętnie inwestują w różnorodne akcesoria, które umożliwiają używanie telefonu w czasie jazdy. Dla tych, którzy dużo podróżują bardzo ważnym aspektem jest możliwość prowadzenia rozmów telefonicznych podczas kierowania pojazdem. Przydatnym gadżetem jest tutaj słuchawka Bluetooth, która pozwala kierowcom w bezpieczny (i bez łamania prawa) sposób rozmawiać przez telefon. Dobrą opcją jest także uchwyt, który możemy przymocować w wygodnym dla kierowcy miejscu – niezbędnik dla korzystających z funkcji nawigacji w swoich smartfonach. „Oferowane są różne systemy mocowań: od przyssawek do szyby po uchwyty przyczepiane do kratek wentylacyjnych oraz przykręcane do deski rozdzielczej pojazdu. Najtańsze zaczynają się od 20zł. To niska cena za podniesienie bezpieczeństwa jazdy.” – komentuje Mateusz Gołda z NEO24.PL.
Według statystyk najpopularniejszego polskiego sklepu internetowego bezkonkurencyjne w kategorii samochodowych akcesoriów GSM pozostają jednak ładowarki do telefonów. W zestawie od producenta klient z reguły dostaje standardową ładowarkę sieciową. Klienci jednak bardzo chętnie dokupują w NEO24.PL dodatkowe, nowocześniejsze ładowarki samochodowe, USB oraz specjalne banki ładujące, które naładują nasz telefon w podróży czy poza miejscem zamieszkania.

Każdy posiadacz telefonu powinien zaopatrzyć się w akcesoria, które ułatwią jego użytkowanie i zadbają o jego bezpieczeństwo. „Nie warto jest marnotrawić pieniędzy na drogie naprawy w serwisach czy na płacenie mandatu. Rozmowa przez telefon podczas jazdy samochodem to 200zł i 5 punktów karnych.” – komentuje Mateusz Gołda ze sklepu NEO24.PL.

Szeroka ofertę telefonów, a także wszystkie niezbędne akcesoria – w bardzo przystępnych cenach – można znaleźć w NEO24.PL. Zamówiony w największym polskim sklepie internetowym towar w ciągu 48h godzin będzie gotowy do odebrania w jednym z prawie 10 000 punktów odbioru w placówkach Poczty Polskiej, na stacjach Orlen, w kioskach sieci RUCH oraz Paczkomatach InPost. Osoby, którym szczególnie zależy na szybkiej dostawie, mogą skorzystać z przesyłki kurierskiej, która dotrze do klienta w ciągu jednego dnia.

Specjalista ds. SEO – profesja przyszłości

SEO, czyli Search Engine Optimization, to obecnie jedna z najbardziej dynamicznie rozwijających się form marketingu internetowego. Z roku na rok rośnie liczba firm, które doceniają znaczenie pozycjonowania swoich stron internetowych, zaś na portalach z ogłoszeniami o pracę pojawia się coraz więcej ofert dla specjalistów SEO. Jakie zatem należy spełniać warunki by podjąć się tej perspektywicznej profesji? 

Każdy może zostać specjalistą ds. SEO. Wystarczy znajomość budowy stron internetowych, podstawowych skryptów i CMSów, inteligencja, analityczne myślenie, skrupulatność, dokładność, opanowanie oraz umiejętność ustalenia priorytetów. W przypadku pracy w specjalistycznej agencji należy również grać zespołowo i nauczyć się asertywności.

SEO można nauczyć się samemu, rozwijając umiejętności webmasterskie, interesując się branżą i testują różne rozwiązania, które doprowadzą do wyższych pozycji na wybrane słowa kluczowe dla danej domeny w wyszukiwarce Google. Obecnie nie są prowadzone żadne specjalistyczne studia kierunkowe, które uczyłyby podstaw tego zawodu, choć niewątpliwie pomaga wiedza wyniesiona z takich kierunków jak informatyka. Istnieje natomiast duża liczba szkoleń, jednak mogą one dać jedynie przysłowiową „wędkę”. Dopiero testy i praktyka mogą zaowocować odpowiednimi kwalifikacjami do zostania „pozycjonerem”.

Alternatywą jest ścieżka kariery w specjalistycznej agencji, poczynając od stażysty, przez młodszego specjalistę, aż do specjalisty SEO. W takiej pracy zawsze można liczyć na wsparcie bardziej doświadczonych kolegów, łatwiejszy dostęp do wiedzy, narzędzi i szkoleń oraz większą różnorodność projektów. Najwięcej daje bowiem praktyka i praca z zespołem. SEO obejmuje zagadnienia i sytuacje, które ciężko poznać czytając książki, z reguły zawierające przeterminowane już informacje. Wiedza przekazywana na szkoleniach często bywa sprzeczna lub pomija np. linkbuilding, który jest drugim najważniejszym czynnikiem poza optymalizacją strony.

Osoby, które chcą pogłębiać swoją wiedzę oraz obserwować najnowsze trendy, powinny śledzić blogi i fora, na których polscy i zagraniczni eksperci przedstawiają nowości, komentują, wyjaśniają i rozwijają zagadnienia z branży. Wartościowe treści na temat SEO i SEM można znaleźć na blogu Bartosza Góralewicza (https://goralewicz.co/), który specjalizuje się w audycie i optymalizacji stron oraz Pawła Gontarka (http://seo.zgred.pl/blog-seo/), który pod pseudonimem Zgred od ponad 10 lat aktywnie działa w branży. Kopalnią wiedzy dla początkujących i specjalistów jest forum.optymalizacja.com, stanowiące platformę wymiany doświadczeń dla branży SEO. Źródłem informacji i inspiracji może być również blog prowadzony przez amerykańską firmę MOZ (http://moz.com/blog), która marketingiem internetowym zajmuje się od 2004 roku.

Dobry specjalista ds. SEO powinien wyróżniać się pasją i chęcią ciągłego rozwijania swojej wiedzy i umiejętności. Warto mieć również głowę otwartą na wszelkie nowości i inne formy marketingu internetowego, gdyż obecnie firmy i agencje najczęściej szukają osób kompleksowo zajmujących się tworzeniem wizerunku w Internecie.

 

Autorem wypowiedzi jest Stefan Sosnowski, Manager działu SEO/SEM w firmie Internetica.

Grecja spłaciła kolejną transzę kredytu

Trudna sytuacja Grecji, której w dalszym ciągu nie udało się dojść do porozumienia w unijnymi kredytodawcami, w istotny sposób wpływa na sytuację całego regionu, sprzyjając zniżkom na większości europejskich parkietów. Pomimo spłacenia przez rząd w Atenach kolejnej transzy kredytu, podczas wtorkowej sesji niemiecki indeks DAX spadł o 1.72%, natomiast francuski CAC 40 – o 1.06%.

Jak wynika z informacji opublikowanych przez agencję Reutera, w celu terminowego uregulowania zobowiązania wobec MFW, Grecja musiała wykorzystać środki zgromadzone na rachunku w tej instytucji. MFW odmówił jednak ujawnienia szczegółów wczorajszej operacji.

Rano uwagę inwestorów przyciągnęły wiadomości napływające z Europy, gdzie zostały opublikowane dane obrazujące PKB w I kwartale dla Niemiec, Francji i całej Eurostrefy. Popołudniu poznamy natomiast informacje na temat dynamiki sprzedaży detalicznej (prognoza 0.3% m/m) w Stanach Zjednoczonych.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

saxo bank

Dane w wielkim mieście

Szczególne znaczenie będzie odgrywać odpowiednia analiza i interpretacja danych pozyskanych w czasie rzeczywistym. W Europie liczba beneficjentów tych systemów osiągnie 10,2 miliona do 2021 roku, co stanowi pięciokrotny wzrost w stosunku do lat ubiegłych.

Nowoczesne technologie znajdują coraz szersze zastosowania w przemyśle, usługach czy przestrzeni publicznej. Systemy te, operując dużymi zbiorami danych pozwalają w znaczący sposób usprawnić działanie wielu procesów. Obecnie, problemem staje się jednak nie samo ich zebranie, ale odpowiednie wykorzystanie i przełożenie na realne korzyści dla zwykłego użytkownika. Z pomocą, często nieświadomie, przyjdą sami zainteresowani.

Każdego dnia miliony użytkowników transportu, kupując i używając bilety, generują duże ilości danych, które pozwalają określić m.in. nawyki transportowe. Dzięki analizie w czasie rzeczywistym, mogą być one wykorzystywane przez zarządców ruchu i transportu miejskiego czy operatorów sieci parkingowych by lepiej zrozumieć, a nawet przewidywać potrzeby pasażerów.

– Nowa platforma  analizująca mobilność Xerox MAP poprzez analizę danych pozyskanych od samych użytkowników ruchu  pozwala określić m.in. stopień przestrzegania rozkładów jazdy, obłożenie komunikacji miejskiej czy wskaźnik wykorzystania miejsc parkingowych. Dzięki zaprojektowanym przez Xerox Research Center Europe algorytm, zarządcy ruchu mogą przewidzieć m.in wpływ na ruch publiczny takich czynników jak opóźnienia czy warunki pogodowe. Rozwiązania te testowane są już w Adelajdzie w Australii, gdzie system MAP pozwala usprawnić funkcjonowanie transportu miejskiego poprzez analizę przepływu ludności między poszczególnymi strefami miasta – mówi Maciej Nuckowski, Dyrektor Działu Usług w Xerox Polska.

Właśnie dlatego, odpowiednie zarządzanie przestrzenią oraz możliwościami transportowymi staje się kluczowym zadaniem dla zarządców współczesnych miast. W samym Londynie w przeciągu zaledwie jednego tygodnia z transportu publicznego korzysta nawet 76 milionów pasażerów. Z kolei w samej aglomeracji warszawskiej w 2013 roku ze środków komunikacji miejskiej skorzystało 1,05 miliarda osób.

Samochód – remedium na korki

Systemy operujące danymi, które zostają pozyskane w przestrzeni miejskiej, mogą okazać się użyteczne nie tylko z punktu widzenia zarządców ruchu, ale i samych pasażerów oraz kierowców. Dlatego tak istotne staje się jak najlepsze ich zintegrowaniem z infrastrukturą. Rozwiązania te, połączone z pojazdami będą mogły m.in. ostrzegać o utrudnieniach np. robotach drogowych i wypadkach, ale przede wszystkim umożliwią kierowcom sprawniejsze i bardziej ekologiczne poruszanie się w przestrzeni miejskiej. Jest to szczególnie istotne w kontekście centrów miast, których największą bolączką, są korki[1]. Jak pokazują badania, mieszkańcy polskich ośrodków miejskich spędzają w nich rocznie nawet ponad dwa tygodnie. Jeszcze gorzej jest np. w Los Angeles, gdzie w godzinach szczytu prowadzący pojazdy na każdą godzinę jazdy stoją średnio 40 minut w korku.

– Według analiz Gartnera do 2025 roku, prawie co trzeci samochód osobowy będzie posiadał w standardzie możliwość kontaktowania się i wymiany danych z innymi samochodami jak i z całą infrastrukturą drogową[2]. Z punktu widzenia kierowców to korzystne zmiany, gdyż zintegrowanie pojazdu z otoczeniem m.in. zwiększa bezpieczeństwo a w przypadku kradzieży pozwala na szybsze zlokalizowanie i odzyskanie aut odebranych właścicielom. Dzięki wykorzystaniu danych pozyskanych za pomocą sygnału satelitarnego, GSM i RF możliwe jest np. wyznaczenie odpowiednich tras pojazdów oraz ominięcie korków. Sprawia to, że systemy te znajdują swoje zastosowanie nie tylko w branży transportowej i logistycznej, ale również mogą w znaczący sposób wpłynąć na codzienne podróżowanie samochodem czy komunikacją miejską  – mówi Kamil Jakacki, Dyrektor ds. Sprzedaży w Cartrack Polska.

Nowoczesne algorytmy potrafią pracować również z anonimowo pozyskanymi informacjami. Punkty lokalizacyjne gromadzi się w duże zbiory danych, a ich analiza pozwala na stworzenie przydatnych prognoz. Ten mechanizm wykorzystuje m.in. system ADAS (Advanced Driver Assistance System), który na podstawie informacji o lokalizacji samochodów pozwoli przewidzieć groźne zakręty, załamania pogody oraz niebezpieczeństwa, które powstały na drodze.

Mobilna mobilność

Ważne miejsce w rozwoju nowoczesnych technologii, również w kontekście ich użycia w mieście, zajmują rozwiązania przystosowane do użytku na urządzeniach mobilnych. Według ankiety przeprowadzonej w największych światowych miastach, 90 proc. podróżujących oczekuje, że najnowsze informacje dotyczące przemieszczania się w przestrzeni miejskiej będą udostępniane w mediach społecznościowych. Ponadto jeden na trzech respondentów chciałby mieć możliwość płatności mobilnych za transport miejski czy parkingi.

Technologie mobilne mogą w znaczący sposób usprawnić poruszanie się po zatłoczonych miastach. Wraz z rozwojem Big Data pojawia się coraz więcej możliwości ich zastosowania, co pozwala uczynić transport bardziej wydajnym. Aby było to możliwe, inwestorzy muszą przede wszystkim zrozumieć jak ważny jest dobór odpowiednich narzędzi już na etapie projektowania rozwiązania. Kluczowym jest, aby stworzone aplikacje zostały dopasowane do potrzeb użytkowników, a treści im udostępniane były prezentowane w sposób czytelny oraz użyteczny. Można to osiągnąć dzięki odpowiedniemu dopasowaniu rozwiązań do możliwości poszczególnych typów urządzeń mobilnych, co jest szczególnie istotne w kontekście implementacji programów, które mają skutecznie wspierać funkcjonowanie w przestrzeni miejskiej mówi Michał Hertel, Dyrektor Marketingu w MakoLab, firmie notowanej na rynku NewConnect będącej dostawcą usług IT i webowych dla biznesu, m.in. Renault Nissan, mBanku i PZU.

Skąd jednak bierze się tak silna potrzeba wykorzystania urządzeń mobilnych w codziennym życiu? Oczekiwania użytkowników odnośnie rozwoju aplikacji mobilnych, wynikają przede wszystkim ze znacznego upowszechnienia tych rozwiązań. Według przewidywań Global Consumer Case Research, do 2016 r. jeden na czterech użytkowników będzie posiadał minimum dwa urządzenia mobilne.

Różnorodność dostępnych na rynku aplikacji sprawia, że wspierają one  w codziennym życiu niemal każdego z nas. Według prognoz Gartnera, za dwa lata roczna liczba ściąganych na świecie aplikacji sięgnie aż 268 mld. Siłą rzeczy, stają się one także ważnym elementem dla osób korzystających z urządzeń mobilnych w trakcie podróży. Dotyczy to zarówno użytkowników transportu osobowego, jak i publicznego. W motoryzacji wprowadza się inteligentne rozwiązania, które umożliwiają kierowcom m.in. dostęp do e-maili z poziomu kokpitu samochodu. IT umożliwia także personalizację ustawień w samochodzie. Na przykład, Luxoft zrealizował z jednym z gigantów amerykańskiej motoryzacji projekt „Interaktywny kokpit”, pozwalający na dowolną konfigurację elementów wyświetlanych na kokpicie kierowcy zgodnie z jego potrzebami. Aplikacje stają się ważne dla podróżujących jednak także na poziomie powszechnie dostępnych smartfonów – mówi Wojciech Mach, Dyrektor Zarządzający w Luxoft Poland.

Miasta coraz bardziej inteligentne

Odpowiednie zarządzanie przestrzenią oraz możliwościami transportowymi staje się coraz większym wyzwaniem dla współczesnych miast. Według danych ONZ żyje w nich już 54 proc. światowej populacji. Problemy te są szczególnie odczuwalne na Starym Kontynencie, który jest jednym z najbardziej zurbanizowanych regionów świata (73 proc.)[3]. Właśnie dlatego coraz więcej zwolenników zyskuje koncepcja tworzenia „inteligentnych miast”,  w których do 2020 roku ma zamieszkać nawet 80 proc. populacji Europy. W najbliższej przyszłości pomogą one nie tylko zarządzać ruchem, ale także pozwolą wielomilionowym społecznościom efektywnie korzystać z transportu publicznego czy infrastruktury miejskiej.

Według najnowszych analiz Navigant Research, w 2023 roku wartość globalnego rynku inteligentnych technologii miejskich ma wzrosnąć trzykrotnie, do ponad 27 miliardów dolarów. Coraz więcej aglomeracji na świecie inwestuje w systemy, które zbierają i przetwarzają terabajty danych dotyczących na przykład ruchu ulicznego. Takie technologie są szeroko wykorzystywane między innymi w Sztokholmie. Z kolei mieszkańcy Bostonu, dzięki specjalnej aplikacji na smartfony mogą zgłaszać władzom miasta w czasie rzeczywistym punkty na drodze wymagające naprawy, np. te ze złą nawierzchnią. Rozwiązania wykorzystywane w tzw. smart cities mają nie tylko poprawić jakość i bezpieczeństwo życia mieszkańców, ale i stan środowiska poprzez m.in. zmniejszenie korków, redukcję zużycia energii i zanieczyszczenia powietrza – Jakub Zagórski, dyrektor sprzedaży i marketingu Skanska Residential Development Poland.

Jednym z przykładów pokazujących efektywne wykorzystanie nowych technologii może być przykład Oslo gdzie firma Capgemini zaprojektowała wyjątkową aplikację dla dzieci poruszających się pieszo. Celem projektu jest poprawa bezpieczeństwa na drodze. Aby to jednak uzyskać, miasto musi mieć wiarygodną informację jakimi drogami poruszają się małoletni  i jak sami oceniają tam swoje bezpieczeństwo. Firma Capgemini w ciągu dwóch tygodni dostarczyła prototyp aplikacji mobilnej na i-pad. Aplikacja ta jest przyjazna, a dzieci samodzielnie naciskając przyciski przekazują informację o ruchu na drodze. W ten sposób miasto może lepiej zarządzać infrastrukturą drogową podejmując np. decyzje o budowie chodników, tam gdzie ich dotąd nie było.

Nadwyżka handlowa Polski

Coraz słabsze informacje napływające zza Oceanu, gdzie w kwietniu dynamika sprzedaży detalicznej wyniosła 0.0% m/m wobec 1.1% m/m w marcu, są kolejnym dowodem świadczącym o trwałym spowolnieniu amerykańskiej gospodarki. W reakcji na publikację danych podczas wczorajszej sesji obserwowaliśmy znaczące osłabienie amerykańskiego dolara – kurs EUR/USD wzrósł w środę o 1.16%, sięgając poziomu 1.1380.

Popołudniu uwagę inwestorów znad Wisły przyciągnęły natomiast wiadomości o pierwszej po 2000 roku nadwyżce w handlu zagranicznym. Jak wynika z raportu opublikowanego przez GUS, w I kwartale dynamika polskiego eksportu wzrosła o 5.2% r/r, podczas gdy dynamika importu spadła do 1% r/r.

W czwartek poznamy informacje o inflacji CPI (prognoza 0.2% m/m i -1.2% r/r) podaży pieniądza M3 (prognoza 8.5% r/r) w Polsce, a także inflacji PPI (prognoza 0.1% m/m) w Stanach Zjednoczonych. Istotny wpływ na przebieg dzisiejszej sesji może mieć także publikacja danych obrazujących aktualną sytuację na amerykańskim rynku pracy.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

saxo bank

Górażdże Cement chce kupić nowe betoniarnie. Spółka liczy, że boom inwestycyjny w Polsce przyniesie wzrost sprzedaży cementu

0

CEO Magazyn Polska

Rozkręcający się Polsce boom inwestycyjny oznacza wzrost zużycia cementu. Górażdże Cement zapowiada więc inwestycje, które pozwolą firmie zwiększyć produkcję betonu. Spółka liczy m.in. na wzrost zamówień od firm budujących nowe drogi, elektrownie oraz modernizujących szlaki kolejowe.

W ocenie firmy Górażdże Cement są pewne przesłanki pozwalające zakładać, że polski rynek budowlany się budzi. Grupa Górażdże realizuje dostawy betonu pod dwa bloki energetyczne w elektrowni Opole, w cyklu 24 miesięcy inwestycja oznacza dostawy 0,5 mln m3 betonu. W sumie spółka liczy, że w tym roku sprzeda około 3,5 mln ton cementu, około 6 mln ton kruszyw i 1,5 mln m3 betonu.

– Zużycie cementu w Polsce w I kw. tego roku było około 3 proc. wyższe niż w ubiegłym roku mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Andrzej Balcerek, prezes zarządu Górażdże Cement. Pogoda w tym i poprzednim roku była taka sama. A to wróży, że cały 2015 rok powinien być stosunkowo dobry. My jako grupa mniej więcej jesteśmy w tym trendzie rynkowym. Mamy trzy podstawowe produkty: cement, beton, kruszywo i mniej więcej przyrosty sprzedaży w I kw. są na takim samym poziomie, jak w ubiegłym roku.

Jak szacuje Stowarzyszenie Producentów Cementu w 2015 roku sprzedaż tego materiału będzie dynamicznie rosła z 15,1 mln ton w 2014 roku do 16 mln ton w obecnym. Między innymi połowa budowanych w Polsce autostrad ma być wylewana z betonu. To wprawdzie metoda droższa od stosowanej dotąd, jednak drogi budowane w tej technologii są znacznie trwalsze od asfaltowych.

Bardzo dobra i dla nas interesująca decyzja Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad jest taka, że około 800 km nowych dróg, autostrad i dróg ekspresowych będzie wykonanych w technologii betonowej ocenia  Andrzej Balcerek. Chcemy w tym uczestniczyć. Mamy duże doświadczenie przy dostawach materiałów budowlanych do konstrukcji mostów. Dwa mosty we Wrocławiu: Milenijny i nowy duży most we Wrocławiu to są nasze doświadczenia, czyli ogólnie infrastruktura drogowa i energetyka.

Górażdże Cement liczy też na wzrost zamówień od inwestorów budujących nowe domy, biura i magazyny, których ma w tym roku powstawać jeszcze więcej niż w zeszłym. Jest też szansa na udział w odnowie dróg kolejowych, bo i tu szykują się duże przedsięwzięcia.

– Nasze zdolności produkcyjne jeśli chodzi o linię cement to 5 mln ton i nie będziemy tu dodatkowo inwestować we wzrost zdolności produkcyjnej, ale będziemy chcieli utrzymywać nowoczesność tej produkcji deklaruje prezes zarządu Górażdże Cement. Natomiast, jeśli chodzi o linię beton to nasze zdolności produkcyjne to prawie 1,5-2 mln m3 w tej chwili, ale chcemy zwiększać tę ilość i chcemy korzystając z okazji na rynku, uczestniczyć w akwizycjach. Również bardzo poważnie chcemy inwestować w rozwój linii kruszywa, żeby zwiększyć zdolności produkcyjne.

Plany inwestycyjne spółki są już bardzo zaawansowane i Górażdże Cement liczy, że wkrótce jej możliwości produkcji betonu zdecydowanie wzrosną.

Chcemy odkupić od firmy JD 8 betoniarni i 2 zakłady kruszyw, prowadzimy także wiele innych negocjacji z potencjalnymi sprzedawcami. Jest szansa, żeby na rynku zakupić i zwiększyć swoje zdolności produkcyjne deklaruje prezes Andrzej Balcerek z Górażdże Cement, podkreślając, że jest jeszcze za wcześnie, by ujawnić szczegóły. Na razie one są w fazie negocjacji. Ten projekt z firmą JD jest już publiczny, bo wniosek złożyliśmy do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, teraz czekamy tylko na decyzję.

Bank Zachodni WBK: Dzięki eksporterom Polska rozwija się coraz szybciej. Program Rozwoju Eksportu ma pomóc polskim firmom w zdobywaniu nowych rynków

CEO Magazyn Polska

Za pięć lat polski eksport będzie odpowiedzialny za 60 proc. PKB. Bank Zachodni WBK przygotował Program Rozwoju Eksportu. Wraz z Google, kancelarią PwC, Korporacją Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych oraz zajmującą się gromadzeniem informacji gospodarczych Grupą Bisnode będzie pomagał firmom w wejściu ze swymi wyrobami na rynki całego świata. 

BZ WBK zapowiada, że wsparcie, które przygotował, będzie bardzo szerokie. Obejmie nie tylko instrumenty finansowe, lecz także pomoc doradczą, opartą na możliwościach Grupy Santander, która jest właścicielem polskiego banku, a także wielką międzynarodową korporacją.

Staramy się rozwijać to wsparcie również w zakresie produktów niefinansowych i pozafinansowego wsparcia eksporterów i importerów mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Dylak, dyrektor ds. finansowania Banku Zachodniego WBK. Właśnie teraz rozpoczynamy duży program wsparcia eksportu, gdzie we współpracy z partnerami zewnętrznymi staramy się dostarczyć wartość dodaną. Taką jak np. pomoc w odnalezieniu potencjalnych odbiorców czy dostawców na rynkach zagranicznych czy duży pakiet informacji dla firm mówiący o tym, jak działać na tych rynkach.

Bank przygotował swój Program Rozwoju Eksportu z myślą o firmach planujących rozszerzenie swojej działalności o kolejne rynki. Celem tej inicjatywy ma być wskazanie im możliwości związanych z eksportem towarów i usług.

W tym programie koncentrujemy się na klientach korporacyjnych, czyli takich średnich i większych polskich przedsiębiorcach i do nich ten program jest adresowany – informuje Piotr Dylak. Startujemy z cyklem 12 konferencji w całej Polsce skierowanych do importerów, eksporterów, ponieważ chcemy dać tym firmom bardzo duże wsparcie merytoryczne.

Analitycy Banku Zachodniego WBK oceniają, że już w tym roku polski eksport wzrośnie w ujęciu rocznym o 10 proc. To by oznaczało, że dynamika wzrostu będzie dwukrotnie wyższa niż w roku 2014, gdy wartość eksportu przekroczyła 163 mld euro. Bank przypomina, że jeszcze 20 lat temu udział eksportu w PKB Polski wynosił 20 proc, a w ubiegłym roku stanowił już połowę Produktu Krajowego Brutto. Eksperci Banku uważają, że za pięć lat będzie on odpowiedzialny za 60 proc. polskiego PKB.

Ten program traktujemy strategicznie, jest on zakrojony na 2-3 lata – podkreśla dyrektor ds. finansowania Banku Zachodniego WBK. To też jest tak, że to, co teraz robimy, z czym startujemy, to jest tylko pierwsza część zaplanowanego na zdecydowanie dłuższy okres programu. Są takie rynki, gdzie mamy niewątpliwie bardzo duży know-how i bardzo dużą przewagę wynikającą z tego, że właśnie jesteśmy tam jako Grupa Santander. I są to takie rynki, jak Wielka Brytania, Hiszpania, Portugalia czy tak oczywiste rynki, jak Ameryka Łacińska.

Bank Zachodni WBK wysoko ocenia potencjał polskich eksporterów i jak zaznacza Piotr Dylak nie uważa, by ograniczali się oni tylko do tych bardziej znanych rynków.

Widzimy, że są takie kierunki, które są bardzo istotne dla polskich firm, szczególnie tych bardzo dynamicznie się rozwijających, jak chociażby kraje arabskie. Myślę, że tutaj próbujemy skupić w jednym miejscu wiele rozwiązań, tych, które robili nasi partnerzy, i tych, które robi Ministerstwo Spraw Zagranicznych czy Ministerstwo Gospodarki, które objęło nawet patronatem nasz program.

Czy polscy przedsiębiorcy są gotowi na ekspansję zagraniczną?

Bank Zachodni WBK wraz z partnerami merytorycznymi: Google, PwC, Korporacją Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych S.A oraz Bisnode przygotował Program Rozwoju Eksportu. Inicjatywa ta ma na celu wsparcie polskich firm w rozpoczęciu działalności na nowych rynkach. Program obejmuje cykl 12 konferencji, podczas których uczestnicy otrzymają niezbędne wskazówki i porady, które ułatwią podjęcie tej ważnej decyzji. Program Rozwoju Eksportu został objęty honorowym patronatem Ministra Spraw Zagranicznych oraz honorowym patronatem Ministra Gospodarki.

Program Rozwoju Eksportu powstał z myślą o firmach planujących rozszerzenie swojej działalności o kolejne rynki. Celem tej inicjatywy jest ukazanie korzyści oraz możliwości, jakie wiążą się z eksportem swoich towarów i usług. Uczestnicy Programu otrzymają wsparcie merytoryczne i wiedzę, która może okazać się niezbędna w odniesieniu sukcesu poza granicami Polski. Program Rozwoju Eksportu to przede wszystkim konkretne rozwiązania, które pomogą przygotować, a następnie ułatwią rozwój na rynkach zagranicznych.

Według szacunków analityków Banku Zachodniego WBK, w tym roku polski eksport wzrośnie – w ujęciu rocznym – o jedną dziesiątą. Oznacza to, że dynamika wzrostu będzie dwukrotnie wyższa, niż w 2014 roku, kiedy to wartość krajowego eksportu przekroczyła 163 mld euro. Jeszcze 20 lat temu, jego udział w PKB Polski wynosił 20%, by w ubiegłym roku osiągnąć poziom 50%. Eksperci Banku Zachodniego WBK szacują, że za pięć lat wzrośnie on do poziomu prawie 60% PKB.

Eksport staje się kołem zamachowym naszej gospodarki. Wierzymy, że  nasz Program przyczyni się do osiągnięcia jeszcze lepszych wskaźników w tym zakresie” – mówi Jerzy Śledziewski, Dyrektor Obszaru Strategii i Sprzedaży Produktów w Pionie Bankowości Biznesowej i Korporacyjnej Banku Zachodniego WBK. „Edukujemy i inspirujemy przedsiębiorców, aby tworzyli oni nowe wizje dla swoich firm. Bez silnego partnerstwa i wzajemnego wsparcia, osiągnięcie sukcesu w wymiarze międzynarodowym jest bowiem dużo trudniejsze” – dodaje Jerzy Śledziewski.

W ramach Programu, w największych miastach Polski odbędzie się cykl dwunastu konferencji dla przedsiębiorców. W trakcie spotkań, eksperci Banku Zachodniego WBK, Google, PwC, KUKE S.A. oraz Bisnode podzielą się fachową wiedzą i doradzą, które rynki powinny być dla polskich firm priorytetowe. Pokażą również, jak wybrać wiarygodnych partnerów biznesowych, i jak na handel mogą wpływać nowości technologiczne. Zwrócą też uwagę, jak ważne w działalności za granicą są prawo i podatki. Każda konferencja to nie tylko panel dyskusyjny i prezentacje wyników badań, ale również warsztaty merytoryczne, w których może uczestniczyć każdy przedsiębiorca. Udział w konferencjach jest bezpłatny. Osoby zainteresowane mogą rejestrować się na poszczególne wydarzenia Programu na stronie:www.bzwbk.pl/rozwojeksportu.

Program Rozwoju Eksportu wpisuje się w strategiczną działalność Banku Zachodniego WBK, który za jeden ze swoich głównych celów stawia pomoc przedsiębiorstwom w ich rozwoju. Jedną z wcześniejszych inicjatyw banku była Akademia Przedsiębiorcy – cykl warsztatów i szkoleń dla właścicieli firm. Tylko w jej ubiegłorocznej edycji wzięło udział prawie 5000 przedsiębiorców.

Program Rozwoju Eksportu został objęty honorowym patronatem Ministra Spraw Zagranicznych oraz honorowym patronatem Ministra Gospodarki.

Warszawskie spotkanie w ramach Programu odbędzie się 19 maja b.r., w hotelu Sheraton przy ul. B. Prusa 2. Rozpoczęcie zaplanowano na godz. 10. Kolejne konferencje odbędą się w Lublinie (20.05), Białymstoku (21.05), Wrocławiu (26.05), Poznaniu (27.05), Szczecinie (28.05), Krakowie (09.06), Bydgoszczy (10.06), Gdańsku (11.06), Katowicach (12.06) i Rzeszowie (17.06).

Korupcja w polskich firmach praktykowana i usprawiedliwiana

0

Niestabilność gospodarcza i presja uzyskiwania wyników sprawiają, że polscy przedsiębiorcy coraz częściej wchodzą na drogę korupcji. Jak wskazują badania, zjawisko to jest w biznesie powszechne. Niestety, firmy nie są przygotowane do zwalczania nadużyć.

Działania korupcyjne pomagają w utrzymywaniu prężnie działającego biznesu na rynkach szybkiego wzrostu – wynika z badania nadużyć gospodarczych przeprowadzonego przez EY. Znamienne jest to, że aż 35% respondentów zna przypadki nadużyć w firmie, w której pracuje. Jak mówi serwisowi infoWire.pl Mariusz Witalis z EY: „Aby nawiązać relacje biznesowe, co piąty menedżer jest skłonny wręczyć upominek, a co czwarty – przekazać gotówkę lub zapewnić rozrywkę”.

Najbardziej niebezpiecznym zjawiskiem jest jednak zniekształcanie sprawozdań finansowych. Pod tym względem Polska plasuje się na 11. miejscu wśród 38 przebadanych krajów. Celowe fałszowanie wyników finansowych oraz nadużycia związane z negocjowaniem rabatów i opóźnianiem terminów płatności są coraz powszechniejsze. Działania korupcyjne pozwalają firmom na szybki rozwój, a pracownikom na osiąganie dobrych efektów biznesowych i pięcie się po szczeblach kariery.

„Niewielu szefów firm w Polsce jest świadoma tego, że korupcja występuje i że można temu przeciwdziałać” – zaznacza były wiceminister spraw wewnętrznych Adam Rapacki. „Trzeba tworzyć systemy długofalowych rozwiązań, które ją ograniczą” – dodaje rozmówca.