Miliardowy e-rynek w 2012 roku

Według raportów, analiz i prognoz różnych firm i instytucji, polski rynek e-commerce jest jednym z najszybciej rozwijających się rynków w Europie. Zarówno teoretycy, jak i praktycy zgodnie przyznają, że potencjał e-commerce w Polsce nie został jeszcze w pełni odkryty i wykorzystany, a najlepsze czasy dopiero nadejdą. Już teraz 70 proc. internautów deklaruje, że robi zakupy w sieci, wydajemy też coraz więcej. Dzięki temu w 2011 roku wartość e-handlu w Polsce wzrosła do ponad 17,5 mld zł.

Właściciele sklepów internetowych nie kryją zadowolenia, a połowa z nich otwarcie mówi o tym, że biznes w Internecie opłaca się bardziej niż tradycyjny sklep. Przyznają jednocześnie, że aby przetrwać trzeba wyjść do klienta, być na bieżąco z nowinkami, poszerzać ofertę i proponować dodatkowe usługi. Należy także podejmować strategiczne decyzje, planować budżet marketingowy i otwierać nowe kanały dostępu do oferty.

Najnowsze badania, pochodzące z wielu niezależnych od siebie źródeł, zgodnie podkreślają bardzo dynamiczny wzrost wartości e-handlu w Polsce. eCommerce Index – badanie przeprowadzone przez CubeRoot wśród kilkuset sklepów internetowych wykazało, że polski rynek e-commerce wzrósł w 2011 roku o ponad 32% i wyniósł niemal 18 mld zł. Na podobne wartości wskazały także badania Forrester Research „Centre for Retail Research”, w którym Polska znalazła się na pierwszym miejscu w Europie pod względem szybkości wzrostu rynku e-commerce. Tylko w zeszłym roku wzrost wyniósł 33,5%, w tym roku natomiast prognozuje się zwiększenie wartości o 24%.

Rynek nieustanie się powiększa, a kolejne analizy i opinie samych sprzedawców wskazują, że opłacalność prowadzenia biznesu w sieci jest znacznie wyższa niż w modelu tradycyjnym. Badania brytyjskiej firmy Kelkoo potwierdzają prognozy Forrester’a i 24% wzrost rynku e-commerce.

Wskazują także, że Polski e-handel jest najszybciej rozwijającym się rynkiem tego typu w Europie, a w 2012 roku Polacy wydadzą na internetowe zakupy 5,6 mld euro.

Gemius z raportem „Ecommerce w Polsce 2011” wprowadza jeszcze więcej pozytywnej energii i napawa optymizmem planujących e-biznes. 40% badanych firm zadeklarowało zdecydowany lub umiarkowany wzrost zysków i obrotów w ciągu ostatnich 12 miesięcy. W badaniu Commerce Index 50% pytanych potwierdziło wzrost, a tylko 16% firm przyznało, że ich obroty spadły. Zupełnie odwrotnie kształtuje sytuacja się na rynku tradycyjnym, gdzie spadek deklaruje 52% badanych, a tylko 15% odnotowało wzrost.

O rekordowe 722% wzrosła natomiast sprzedaż za pośrednictwem urządzeń mobilnych, tzw. m-commerce. Na ponad siedmiokrotnie większy zysk wskazuje raport „Zanox Mobile Performance Barometr” firmy Zanox – to także najszybciej w Europie.

Jako główny czynnik odpowiadający za tak dużą dynamikę wzrostu wskazałbym fakt, że przez wiele lat, jako kraj, byliśmy poza głównym nurtem, w którym kształtował się model handlu za pośrednictwem Internetu. Ma to także swoje źródło w dostępie do Internetu, który w Polsce dopiero od niedawna jest standardem. Należy także wspomnieć, że polscy e-przedsiębiorcy nie do końca wykorzystują wszystkie dostępne narzędzia budujące długofalowe relacje z klientem i zwiększające sprzedaż – mówi Wojciech Korabiewski, Prezes Zarządu multipartnerskiego programu lojalnościowego Guuli.pl.

Potwierdzają to badania przeprowadzone przez analityków firmy Forrester. Wynika z nich, że ok. 44% przedsiębiorstw średniej wielkości, zajmujących się handlem i dystrybucją, planuje w ciągu najbliższego roku wdrożenie narzędzi e-commerce z największym naciskiem na rozwiązania usprawniające zarządzanie lojalnością klientów, ceną i promocjami. Nie wystarczy już po prostu otworzyć sklepu. Jak przyznaje 62% respondentów, potrzebna jest skuteczniejsza promocja, zwiększenie lojalności (44%), planowanie oferty (50%) i efektywniejsze zarządzanie popytem (48%).

Na rynku widoczna jest także bardzo wyraźna tendencja, wskazująca, że internauci powoli odchodzą od popularnych kiedyś serwisów aukcyjnych, na rzecz sklepów internetowych. Te z kolei wprowadzają nowe udogodnienia, 70% z nich wykorzystuje elektroniczne formy płatności, alternatywne formy dostawy, sklepy rozdają też prezenty stałym klientom. Widząc to, wprowadziliśmy na rynek narzędzie, które pozwala właścicielom e-usług nagradzać swoich klientów za, strategiczne z ich punktu widzenia, akcje realizowane na www, z korzyścią dla obu stron. Nasze rozwiązanie zostało dobrze przyjęte przez rynek, otrzymaliśmy już pierwsze wyróżnienia i wysokie miejsca w różnych rankingach. To dla nas sygnał, że obraliśmy dobry kierunek – dodaje Pan Wojciech z Guuli.

Rzeczywiście, e-przedsiębiorcy coraz częściej wykorzystują rozwiązania dedykowane ich profilowi usług, ale korzystają także z ofert skierowanych do całego sektora, a te z czasem stają się standardem. Według raportu Gemius blisko 75% badanych sklepów udostępnia płatność za pomocą systemów, dzięki którym transakcja przebiega znacznie szybciej i wygodniej. Nawet banki oferują dziś specjalne karty do robienia zakupów w Internecie. Sklepy opanowały także portale społecznościowe, rozdają bony na benzynę, zniżki na usługi, nagradzają niemal za każdą czynność wykonaną w obrębie sklepu czy serwisu, a pomysłów wciąż przybywa.

Według wspomnianego już Kelkoo, polski rynek e-commerce będzie w 2012 roku najszybciej rozwijającym się rynkiem w Europie, w której średnia wzrostu ma wynieść 16,1%, w Polsce natomiast 24%. Według tej samej firmy w ubiegłym roku udział han­dlu in­ter­ne­to­we­go w całej sprze­da­ży detalicz­nej w Polsce wy­no­sił 3,1%, a w tym ro­ku wzrośnie do 3,8%. Mimo najlepszej dynamiki, Polsce wciąż jednak daleko do wyników finansowych osiąganych z e-handlu w innych krajach europejskich.

W raporcie Forrester Research „European Online Retail Forecast: 2011 to 2016” czytamy m.in., że sprzedaż w e-sklepach na 17 głównych rynkach Europy wzrośnie z 96,706 mln w 2011 roku, do 171 mln euro w 2016 roku. Polska, choć wykazuje najwyższą dynamikę, wciąć pozostaje daleko w tyle, w porównaniu z innymi krajami. Przeciętny Brytyjczyk wydaje w Internecie 10 razy więcej niż Polak, a dysproporcję widać choćby w zakupach dokonywanych za pośrednictwem urządzeń mobilnych. Polacy na m-zakupy wydali w zeszłym roku 150 mln euro, podczas gdy Brytyjczycy – 3,51 mld, Niemcy – 1,89 mld, a Francuzi – 1,28 mld, poza tym wydajemy w ten sposób znacznie mniej niż średnia europejska, która wynosi 117 euro, w Polsce 53 euro. To u nas jednak przybywa najwięcej sklepów internetowych, mamy ich już 11 tyś. i to one wykorzystują najwięcej nowoczesnych rozwiązań i form promocji, zyskują też zaufanie i coraz więcej nowych klientów, którzy w tym roku wydadzą w Internecie 5,6 mld euro.

Tablety hitem sprzedażowym tej wiosny

NEONET, jedna z największych sieci sprzedaży RTV AGD w Polsce, podsumowała trendy sprzedażowe ostatnich miesięcy. Z danych firmy wynika, że największym hitem tej wiosny, notującym wzrosty sprzedaży nawet na poziomie 100% z miesiąca na miesiąc, są tablety.

Eksperci NEONET oceniają, że wpływ na wzrosty sprzedaży mają: rosnąca aktywność promocyjna producentów, przesunięcie granicy dostępności cenowej, która uczyniła tablet sprzętem osiągalnym niemal dla każdego, a także generalny trend preferencji dla sprzętów mobilnych – zapewniających dostęp do komunikacji i rozrywki w każdym miejscu, bez kabla. W najbliższych tygodniach rynek czeka jeden z najintensywniejszych okresów sprzedażowych roku – zakupy prezentów komunijnych.

Polacy pokochali tablety

Tablety, czyli przenośne urządzenia multimedialne łączące funkcje komputera i telefonu, podbijają polski rynek.

„Tablety idealnie wpisały się w jeden z najbardziej dynamicznych obecnie trendów konsumenckich: potrzebę posiadania maksymalnie prostego dostępu do szeroko rozumianej komunikacji w każdym momencie, w każdym miejscu. Polacy, głównie młodzi, pokochali je przede wszystkim za mobilność – dostęp do informacji czy rozrywki zawsze pod ręką, bez kabla. W ostatnim roku bardzo duże znaczenie dla wzrostu tego rynku miały dwie tendencje: z jednej strony – rosnąca aktywność reklamowa producentów, przede wszystkim tych „z wyższej półki” technologicznej, którzy kreują modę na tablety jako niezbędny gadżet.

Z drugiej zaś – jednoczesne przesunięcie granicy dostępności cenowej sprzętu, który za sprawą promocji cenowych i wprowadzenia na rynek prostszych modeli, stał się osiągalny niemal dla każdego, w cenie nawet poniżej 400 złotych” – mówi Michał Poroszewski, specjalista ds. marketingu NEONET, jednej z największych sieci RTV AGD w Polsce, obejmującej także mniejsze miasta.

Nowy dyrektor sprzedaży i dystrybucji Grupy Żywiec

Barry Sheehan obejmie stanowisko Dyrektora ds. Sprzedaży i Dystrybucji giełdowej spółki piwowarskiej. Barry Sheehan jest absolwentem psychologii na National University of Ireland, University College Dublin. Jego kariera zawodowa jest od 17 lat związana z Grupą Heineken.

W latach 1995 r. – 2009 r. pracował w Heineken Irlandia, zajmując kolejne stanowiska w pionie sprzedaży tej spółki, w tym Kierownika ds. Rozwoju Marketingu, Kierownika ds. Kluczowych Klientów w Kanale Gastronomicznym, Krajowego Kierownika ds. Klientów w Kanale Sklepów Wielobranżowych, Krajowego Kierownika ds. Klientów Kluczowych, Krajowego Kierownika Sprzedaży w Detalu Tradycyjnym i Detalu Nowoczesnym oraz Krajowego Kierownika Sprzedaży w Kanale Gastronomicznym. Od 2009 r. do 2012 r. był Dyrektorem ds. Sprzedaży w Heineken Rumunia, gdzie poprowadził zespół sprzedażowy do zdobycia pozycji lidera rynku.

Zainteresowanie inwestycjami w dzieła sztuki na świecie rośnie

50% wszystkich nabywców dzieł sztuki na świecie traktuje je przede wszystkim jako dobrą lokatę kapitału. Rosnące zainteresowanie inwestycjami w dzieła sztuki wymusza zmiany na prywatnych bankach, które muszą dostosować swoją ofertę do potrzeb najbogatszych klientów i wprowadzić do portfolio usługi doradztwa w zakresie sztuki. Eksperci Deloitte oceniają, że najbliższe lata będą także okresem szybkiego rozwoju instytucji specjalizujących się inwestycjach w dzieła sztuki – gdyż niemal 80% banków zamierza korzystać z zewnętrznych doradców. Takie m.in. wnioski płyną z raportu Deloitte „Art & Finance”.

Globalny rynek sztuki rozwija się w niezwykle szybkim tempie. W latach 2003-2008 inwestycje w dzieła sztuki dawały o wiele wyższą stopę zwrotu niż lokaty w akcje. Gwałtowne załamanie nastąpiło w 2009 r., ale kolejny rok przyniósł już wzrosty, które utrzymały się także w 2011 r. W tym roku wartość światowego rynku dzieł sztuki osiągnęła sumę 60 mld USD. Niezależnie od wartości finansowej, zdecydowana większość inwestorów zainteresowanych rynkiem sztuki kupuje dzieła z pobudek emocjonalnych – twierdzi tak 97% kolekcjonerów badanych przez Deloitte. Tym niemniej aż 49% badanych przyznaje, że robi to także z pobudek finansowych i traktuje dzieła sztuki przede wszystkim jako inwestycję, a 39% chce w ten sposób zdywersyfikować swoje portfolio.

Z badania przeprowadzonego przez Deloitte wynika, że rosnące inwestycje w dzieła sztuki wywołała reakcję ze strony instytucji finansowych, w szczególności prywatnych banków, które oferują usługi wealth management. Aż 83% ich przedstawicieli wyraża opinię, że duża konkurencja na rynku usług dla najbogatszych klientów wymusza na instytucjach innowacyjne podejście, czego przejawem jest włączenie usług w zakresie rynku sztuki do swojego portfolio. Co więcej wymaga tego strategia dywersyfikacji portfela inwestycji, szczególnie istotna w czasach niepewności gospodarczej – twierdzi tak 56% specjalistów. Obecnie ponad 80% prywatnych banków ma w swojej ofercie usługi dla swoich klientów związane z rynkiem sztuki. Jednak zdecydowana większość z nich obejmuje serwis typu organizowanie prywatnych pokazów lub wystaw oraz doradztwo i pomoc w wycenie przedmiotów.

„Rynek inwestycji w działa sztuki nie jest jeszcze dojrzały. Z analizy przeprowadzonej przez nas wynika, że tylko 56% banków posiada w swojej ofercie usługi związane z rynkiem sztuki, przez okres dłuższy niż 3 lata. A 25% ankietowanych instytucji dołączyło je do swojego portfolio dopiero w ostatnim roku. Oznacza to, że zwiększone zainteresowanie rynkiem sztuki widać po 2008 r. Jednak obecnie coraz więcej banków zarządzających aktywami najbogatszych klientów rozważa włączenie dzieł sztuki będących w posiadaniu klientów do ogółu posiadanych przez nich dóbr. Największą przeszkodą jest jednak problem z właściwą ich wyceną.” – mówi Adam Pietkiewicz, Senior Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte.

Obok problemów z wyceną, który powstrzymuje banki przed rozszerzeniem swoich usług związanych z rynkiem sztuki, specjaliści wskazują także inne przeszkody. 61% z nich podkreśla brak przejrzystych zasad regulujących zasady działania tego rynku. Połowa z nich wskazuje na niedostatek odpowiednich specjalistów i ekspertyz. Mając na uwadze fakt, że ogromna większość prywatnych banków zamierza outsourcować usługi związane z rynkiem sztuki, zamiast budować stosowną kadrę wewnątrz organizacji, pojawia się duża szansa dla znawców i doradców zajmujących się dziełami sztuki na nawiązanie współpracy i doradztwo dla najbogatszych klientów.

„Podczas gdy rynek art bankingu na świecie osiągnął już stabilną pozycję, jego polski odpowiednik nie może być jeszcze uznany za rozwinięty. Wśród oferowanych na rynku inwestycji widać zwiększającą się liczbę ofert inwestowania w dzieła sztuki tak ze strony banków, funduszy inwestycyjnych jak i niezależnych doradców. Można także zobaczyć pierwsze fundusze wyspecjalizowane w zarządzaniu portfelami wyselekcjonowanych dzieł sztuki. Oferta na rynku polskim jest kompleksowa i nie ogranicza się jedynie do wsparcia w indywidualnym zakupie bądź budowie portfela dzieł sztuki, ale także wspiera potencjalnych klientów w dbaniu o weryfikację autentyczności dzieł bądź to w kwestiach logistycznych związanych z przechowywaniem i ubezpieczeniem. Wśród kupujących znaczącą część rynku stanowią w dalszym ciągu firmy tworzące własne kolekcje, na wzór swoich odpowiedników z krajów najbardziej rozwiniętych.” – mówi Adam Pietkiewicz z Deloitte.

Rosnące zainteresowanie inwestycjami w dzieła sztuki zaowocowało również powstaniem specjalistycznych funduszy inwestycyjnych. Na razie rynek ten określany jest jako niszowy, a wartość zarządzanych aktywów sięga zaledwie 960 milionów USD. Jednak w latach niepewności gospodarczej inwestorzy coraz częściej postrzegają dzieła sztuki (obok wina, srebra i złota) jako dobrą lokatę kapitału. Fundusze inwestujące w dzieła sztuki rozwijały się skokowo w ostatniej dekadzie. Pierwsze instytucje tego typu powstały pomiędzy rokiem 2000 a 2005, powstał wtedy m.in. Fernwood oraz zlokalizowany w Londynie The Fine Art Fund Group. Druga fala objęła kraje rozwijające się – wtedy instytucje tego typu powstawały w Indiach i Korei Południowej. Trzecia fala rozwoju funduszy to okres ostatnich trzech lat, w których mamy do czynienia z instytucjami, które mają już wieloletnie doświadczenie w inwestowaniu w dzieła sztuki, a na fali sukcesu tworzą kolejne fundusze inwestycyjne. Obecnie jedynie 11% prywatnych banków oferuje klientom usługi w zakresie doradztwa funduszy inwestycyjnych specjalizujących się w rynku sztuki. Jednakże niemal 40% banków, które nie posiadają jeszcze tego typu doradztwa, zamierza włączyć je do swojej oferty w ciągu najbliższych 2-3 lat.

Analitycy Deloitte wskazują, że duży ruch i wzrost wartości światowego rynku sztuki to głownie zasługa popytu na tego typu towary w Chinach i USA. Szczególnie ten pierwszy kraj nabiera znaczenia na mapie rynków najważniejszych dla handlu dziełami sztuki. W 2010 r. chiński rynek stał się drugim co do wielkości na świecie, wyprzedzając Wielka Brytanię pod względem ogólnej wielkości sprzedaży, a także sprzedaży na aukcjach sztuki. Pomimo globalnego spowolnienia gospodarczego oraz kryzysu w Europie, rok 2011 jest kolejnym okresem potwierdzającym prężność chińskiego rynku sztuki – rynek sztuki osiągnął wyniki nie notowane dotąd w historii. Dodatkowym elementem stymulującym rozwój sektora jest także wzrost dostępu do informacji oraz rosnąca liczba kanałów umożliwiających wymianę dzieł.

Metodologia:

Badanie Deloitte Luksemburg i ArtTactic „Art & Finance” zostało przeprowadzone pomiędzy lipcem a październikiem 2011 r. Wzięli w nim udział przedstawiciele 19 dużych prywatnych banków, głównie w Luksemburgu, zatrudniających ponad 900 prywatnych zarządców majątkowych. Dodatkowo w badaniu wzięło udział 140 międzynarodowych specjalistów sztuki (reprezentujących m.in. galerie i domy aukcyjne) oraz 48 międzynarodowych kolekcjonerów sztuki, a także 34 przedstawicieli funduszy inwestycyjnych oferujących alternatywne źródła lokaty kapitału.

Wyniki ACTION S.A. w pierwszym kwartale 2012 r.

actionW pierwszym kwartale 2012 r. Grupa Kapitałowa ACTION S.A. odnotowała bardzo dobre wyniki finansowe, osiągając przychody ze sprzedaży na poziomie 787,7 mln zł i zysk netto w wysokości 11,1 mln zł, co stanowiło wzrost odpowiednio o 46% i 31% w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. Osiągnięte przez GK wyniki to przede wszystkim zasługa zwiększenia obrotów oraz utrzymania surowej dyscypliny kosztowej.

Przychody ze sprzedaży wypracowane przez Grupę Kapitałową ACTION S.A. w pierwszym kwartale 2012 r. ukształtowały się na poziomie 787 752 tys. zł, wobec 540 095 tys. zł zrealizowanych w analogicznym okresie ubiegłego roku, co stanowi wzrost o 46%. W tym samym czasie zysk netto wzrósł o 31% z poziomu 8 505 tys. zł osiągniętych w pierwszym kwartale 2011 r. do 11 109 tys. zł osiągniętych w analizowanym okresie bieżącego roku. W analizowanym okresie wskaźnik EBITDA wyniósł 18 039 tys. zł, odnotowując wzrost o 28% w porównaniu do pierwszego kwartału 2011 roku, natomiast drugi ze wskaźników EBIT ukształtował się na poziomie 15 085 tys. zł i był wyższy od wypracowanego w analogicznym okresie 2011 r. o 34 %. Wskaźnik rentowności netto w omawianym okresie, przy jednoczesnym spadku marż handlowych, osiągnął bardzo dobrą wartość 1,4%.

Piotr Bieliński, współzałożyciel i Prezes Zarządu ACTION S.A.
Piotr Bieliński, współzałożyciel i Prezes Zarządu ACTION S.A.

– Działaliśmy w trudnych warunkach rynkowych. Mamy za sobą pracowity i naprawdę udany kwartał. Na świetny wynik finansowy, obok współpracy z TELCO, miały wpływ realizowane kontrakty z HP i Media Saturn Holding. Podpisaliśmy też nową umowę dystrybucyjną z Lenovo, rozszerzyliśmy ofertę produktów RTV/AGD, a od 2012 roku mamy już w swoim portfolio wszystkich głównych graczy z sektora telekomunikacyjnego. Naszym wynikom pomogła rozbudowa bazy klientów polskich i zagranicznych oraz idący za tym wzrost sprzedaży eksportowej – komentuje Piotr Bieliński, Prezes Zarządu ACTION S.A.

Biorąc pod uwagę dynamikę i wyniki wypracowane w pierwszym kwartale 2012 r. oraz potencjał zakontraktowanych umów, Zarząd ACTION S.A. zdecydował się na publikację prognozy finansowej na 2012 rok w odniesieniu do Grupy Kapitałowej ACTION S.A. Prognoza zakłada realizację zysku netto w wysokości 47 328 tys. zł oraz przychodów ze sprzedaży na poziomie 3 309 626 tys. zł, to odpowiednio o 18% i 12% więcej w porównaniu do wyników osiągniętych przez GK w 2011 roku. Grupa zapowiada dalszą realizację strategii opartej na zwiększeniu aktywności w każdym z kanałów dystrybucji, intensyfikacji planów sprzedaży i zachowaniu dyscypliny kosztowej.

Międzynarodowy konkurs Ernst & Young – Przedsiębiorca Roku

Do 1 czerwca br przedsiębiorcy mogą zgłaszać się do udziału w dziesiątej polskiej edycji prestiżowego, międzynarodowego konkursu Ernst & Young Przedsiębiorca Roku. Już od dekady konkurs wyróżnia najlepszych twórców firm, charyzmatycznych przywódców biznesowych i innowacyjnych wizjonerów. Oceniając kandydatów niezależne Jury weźmie pod uwagę m.in. takie kryteria jak przedsiębiorczość, innowacyjność, relacje z pracownikami i otoczeniem, wyniki finansowe. Zwycięzca jubileuszowej polskiej edycji konkursu reprezentować będzie nasz kraj w międzynarodowym finale Ernst & Young World Entrepreneur of the Year w czerwcu 2013 roku w Monte Carlo.

Udział w konkursie

Kandydaci mogą zgłaszać swój udział w trzech kategoriach konkursowych: Produkcja, Usługi, Nowy Biznes. W kategorii Nowy Biznes szansę na wygraną mają młode innowacyjne firmy, których działalność na rynku nie przekracza pięciu lat. Aby wziąć udział w jubileuszowej edycji konkursu wystarczy wypełnić formularz zgłoszeniowy na stronie www.przedsiebiorcaroku.pl.

Rozstrzygnięcie konkursu, w tym przyznanie tytułu Przedsiębiorcy Roku 2012, nastąpi w listopadzie br. Gala Finałowa będzie transmitowana przez dwie stacje telewizyjne: TVN24 i TVN CNBC.

Krzysztof Pawiński, Prezes Grupy MASPEX Wadowice, zdobywca tytułu Ernst & Young Przedsiębiorca Roku 2011 podkreśla, że udział w konkursie jest doskonałą szansą na promocję firmy, produktów i pomysłu biznesowego: Konkurs Ernst & Young Przedsiębiorca Roku to skuteczna forma promocji nie tylko firm, ale także przedsiębiorczości, potencjału i energii polskiego biznesu, który przez ostatnie lata nabrał niezbędnego doświadczenia i stał się rozpoznawalny na arenie międzynarodowej. Ze względu na swoje jasne kryteria daje możliwość pokazania silnych atrybutów każdej dynamicznie rozwijającej się spółki bez względu na branżę, czy skalę prowadzonej działalności. Dzięki takim programom jak konkurs Ernst & Young Przedsiębiorca Roku, możemy wzmacniać wizerunek naszych firm, co jest wartością, która niesie za sobą wymierne korzyści. Bez wątpienia mocną stroną jest silne wsparcie prestiżowych partnerów mediowych, których udało się pozyskać organizatorom konkursu – co jeszcze bardziej podnosi prestiż i wiarygodność całego przedsięwzięcia.

Jury konkursu

Grono jurorskie, oceniając kandydatów konkursu weźmie pod uwagę m.in. takie kryteria jak: przedsiębiorczość, strategia firmy, wyniki finansowe, działalność międzynarodowa, innowacyjność, strategia firmy. Jurorzy dokonają wyboru najlepszego przedsiębiorcy nie tylko w oparciu o kryteria ekonomiczne , ale również takie cechy jak: pasja, determinacja, wizja, etyka, zaangażowanie na rzecz społeczności lokalnych, dbałość o środowisko naturalne. Zadaniem Jury będzie wyłonienie najlepszego przedsiębiorcy, a nie najlepszego przedsiębiorstwa.

W skład dziesięcioosobowego Jury wchodzą wybitne osobistości polskiej sceny publicznej oraz zwycięzcy minionych edycji konkursu:

  • Jan Krzysztof Bielecki – Przewodniczący Jury, Przewodniczący Rady Gospodarczej przy Prezesie Rady Ministrów
  • Leszek Czarnecki – Przewodniczący Rady Nadzorczej Getin Holding
  • Andrzej Dębowski – Prezes DIE Inwestycje
  • Ryszard Florek – Przedsiębiorca Roku 2010, Prezes Zarządu FAKRO
  • Michał Kiciński i Marcin Iwiński – Przedsiębiorcy Roku 2008, twórcy firmy CD Projekt
  • Jerzy Koźmiński – Prezes Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności
  • Piotr Mikrut – Przedsiębiorca Roku 2009, Prezes Zarządu Fabryki Farb i Lakierów Śnieżka
  • Dariusz Miłek – Przedsiębiorca Roku 2007, Prezes grupy NG2
  • Krzysztof Pawiński – Przedsiębiorca Roku 2011, Prezes Grupy Maspex Wadowice
  • Jacek Siwicki – Prezes Enterprise Investors

Poprzedni zwycięzcy

Dotychczasowymi zwycięzcami polskiej edycji konkursu Ernst & Young Przedsiębiorca Roku byli: Krzysztof Pawłowski (Wyższa Szkoła Biznesu National-Louis University w Nowym Sączu), Zbigniew Sosnowski (Kross), Tadeusz Winkowski (Winkowski), Maciej Duda (Polski Koncern Mięsny DUDA), Dariusz Miłek (NG2), Michał Kiciński oraz Marcin Iwiński (CD Projekt), Piotr Mikrut (Śnieżka), Ryszard Florek (FAKRO) oraz Krzysztof Pawiński (Maspex).

Partnerzy konkursu: PKO BP, PKN Orlen, Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie, Gazeta Wyborcza, Harvard Business Review Polska, Radio PiN, TVN24. Parterem strategicznym jest TVN CNBC.

Więcej informacji na stronie: www.przedsiebiorcaroku.pl

reklaMÓWKA Wind Mobile zagra na Euro 2012

Podczas ogólnopolskiego Kongresu Dyrektorów Marketingu w Sopocie firma Wind Mobile zaprezentowała innowacyjne medium reklamowe – reklaMÓWKĘ. Nowe medium wykorzystuje mechanizm rekomendacji i umożliwia dotarcie do precyzyjnie dobranej grupy konsumentów.

Krótkie, atrakcyjne treści reklamowe odtwarzane są w trakcie oczekiwania na połączenie telefoniczne. Uczestnicy programu otrzymują darmowe minuty i SMSy w zamian za rekomendowanie swoim znajomym wybranych produktów. Usługa dostępna jest pod adresem www.rekla-mowka.pl.

„Premiera reklaMÓWKI odbywa się w bardzo dobrym momencie. Zamierzamy przed finałami Euro 2012 zbudować zasięg umożliwiający dotarcie do ponad miliona konsumentów, a dzięki narzędziom marketingu wirusowego zasięg może być znacząco powiększony. Dla reklamodawców będzie to unikalna możliwość dotarcia do konsumentów w okresie, kiedy media ATL będą wysycone. Zachęcamy innowacyjnych reklamodawców i partnerów do nawiązania współpracy. reklaMÓWKA, bazująca na rekomendacji, jak żadne inne medium, pozwala na skojarzenie reklamowanej marki z pozytywną energią finałów Euro 2012. Pierwsze rozmowy zainicjowane podczas Kongresu Dyrektorów Marketingu napawają mnie dużym optymizmem. Pracujemy bezpośrednio z reklamodawcami oraz agencjami, ale zamieramy również w najbliższych dniach włączyć do współpracy partnera, który ułatwi nam zbudowanie masy krytycznej naszej usługi.

Jestem przekonany, że wypracowany wspólnie z T-Mobile model biznesowy usługi, wyznaczy nową jakość na rynku reklamy mobilnej, i tym samym ułatwi pozostałym operatorom dołączenie do naszej usługi. Zamierzamy po raz pierwszy na świecie oferować produkt dostępny na bazie wszystkich sieci obecnych w kraju. Niedawno firma Google ogłosiła zainteresowanie technologią reklamy opartą o halodzwonki. Jesteśmy dumni z tego, że jesteśmy o dwa kroki dalej – oferujemy już produkt końcowy. Wind Mobile jest niekwestionowanym liderem w Europie jeśli chodzi o halodzwonki rozrywkowe sprzedawane pod markami Granie na Czekanie, Halo Granie, Czasoumilacz oraz Muzyka na Czekanie. Stawia nas to w unikalnej pozycji, by z reklaMÓWKI zrobić hit o zasięgu ogólnoświatowym.” – mówi Jan Wójcik, szef marki reklaMÓWKA.

O Wind Mobile
Wind Mobile jest integratorem i dostawcą autorskich rozwiązań teleinformatycznych umożliwiających operatorom mobilnym oferowanie nowoczesnych usług i generowanie dodatkowych przychodów. Będąc użytkownikami telefonii komórkowej z produktami Wind Mobile spotykamy się każdego dnia.

Firma znana głównie dzięki wysoce skalowalnej Platformie RBT, oferującej popularne halodzwonki, dostarcza również takie rozwiązania mobilne jak: VAS Force, Halo Ads (reklaMÓWKA), Mobile Ad Server, Voice Courier, Smart Apps, USSD Gateway, IVR/ITR, Call Completion, Voice Mailing, Recommendations oraz wiele innych. Do grona klientów Wind Mobile należą wszyscy najwięksi mobilni operatorzy w Polsce: Polska Telefonia Cyfrowa (Era, Heyah), PTK Centertel (Orange), Polkomtel (Plus) i P4 (Play Mobile), Cyfrowy Polsat, a także operator Nova w Islandii.

Polski rynek usług dodanych i multimedialnych wzrośnie do 11,5 mld zł w 2012 r.

Wartość polskiego rynku usług dodanych i multimedialnych wzrośnie w bieżącym roku o ok. 1,5 mld zł. Głównymi segmentami pozostaną płatna telewizja i mobilny internet, choć najdynamiczniej będą rozwijać się mniejsze, nadal niszowe segmenty, na przykład rynek aplikacji i gier mobilnych.

Z raportu „Rynek usług dodanych i multimedialnych 2012. Prognozy rozwoju na lata 2012-2016”, opublikowanego przez firmę badawczą PMR wynika, że wartość rynku usług dodanych i multimedialnych w Polsce przekroczyła w ubiegłym roku 10 mld zł, a rynek rósł w tempie 11,5%. „Nasze prognozy na 2012 r. zakładają poprawę dynamiki do 13%, co będzie oznaczać, że całkowite przychody na rynku wzrosną do ok. 11,5 mld zł” – ocenia Paweł Olszynka, analityk PMR i jeden z autorów raportu.

Zdecydowanie największa część rynku usług dodanych i multimedialnych w 2011 r. przypadała na płatną telewizję. Przenikanie się rynku płatnej telewizji z rynkiem usług telekomunikacyjnych jest trendem widocznym w ostatnich kilku latach na polskim rynku. Mimo, iż w 2012 r. usługi płatnej telewizji nadal będą dominować w strukturze przychodów na rynku usług dodanych i multimedialnych, w ciągu najbliższych kilku lat znaczenie tego segmentu spadnie. Przede wszystkim na rzecz rynku mobilnego internetu i innych, obecnie bardziej niszowych produktów i usług, np. gier i aplikacji mobilnych, mikropłatności oraz mobilnego marketingu.

Patrząc z perspektywy całej branży telekomunikacyjnej, usługi dodane i multimedialne to w sumie ok. jednej czwartej całego rynku. Według prognoz PMR w tym roku udział płatnej telewizji, mobilnego internetu i pozostałych usług dodanych w całkowitej wartości rynku telekomunikacyjnego w Polsce wyniesie odpowiednio: 15%, 6% i 3%. W przypadku każdego z segmentów widoczna będzie poprawa wyniku osiągniętego w roku 2011. Z drugiej strony nadal zdecydowana większość rynku przypada na usługi podstawowe, z naciskiem na telefonię komórkową i stacjonarny dostęp do internetu. W kolejnych kilku latach tendencja ta nie ulegnie zmianie.

Usługi typu premium

Analizując strukturę rynku usług dodanych w telefonii komórkowej można zauważyć, że, nie licząc mobilnego internetu, w dalszym ciągu największe przychody płyną do operatorów z tytułu obsługi płatności przez SMS i usług typu premium. Płatności te definiujemy jako usługi bezpośrednio związane z szeroko rozumianym dostępem do płatnych stron internetowych, filmów VoD, artykułów lub innych usług o podwyższonej wartości. Na kolejnym miejscu jest cała gama usług powiązanych z interaktywnością w mediach. Kategoria ta zawiera wszelkiego rodzaju loterie, konkursy, sondy, głosowania lub plebiscyty, a ponadto czaty erotyczne lub ezoteryczne i inne tego typu usługi realizowane najczęściej przy pomocy specjalnych numerów dostępowych o podwyższonej płatności.

Z rejestrów prowadzonych przez regulatora rynku (UKE), wynika, że w ciągu ostatnich dwóch lat kilkakrotnie wzrosła liczba tego typu numerów przypisanych poszczególnym operatorom komórkowym. Pokazuje to wyraźnie, jak zmieniła się w ostatnim czasie struktura ruchu w sieciach telekomunikacyjnych w Polsce. Rosnąca popularność sieci mobilnych sprawia, że również w zakresie usług typu premium stają się one substytucją dla telefonii stacjonarnej. Odpływ przychodów z numerów o podwyższonej opłacie w sieciach stacjonarnych równoważą analogiczne usługi w sieciach komórkowych, w przypadku których ogromną zaletą jest możliwość wykorzystania na dużą skalę nie tylko połączeń, ale przede wszystkim SMS-ów.

Kategoria „rozrywka, ezoteryka i erotyka” w I kw. 2012 r. obejmowała ponad 60% całej bazy numerów typu premium operatorów komórkowych w Polsce. Sytuacja nie zmieniła się wyraźnie od 2010 r. Istotną różnicą jest udział serwisów erotycznych, który w 2010 r. wynosił 8%, a obecnie jest o połowę niższy. Drugą co do wielkości kategorią jest kontent multimedialny i audiowizualny, na który przypadło 13% numerów. Do tej kategorii zostały zaliczone wszelkiego rodzaju usługi związane z dystrybucją treści multimedialnych oraz dzwonków, tapet czy też gier mobilnych. Podobny odsetek numerów przypada na konkursy, quizy i akcje charytatywne – ok. 12% całej bazy. Od 2010 r. ta kategoria nie zmieniła istotnie swojego udziału. Usługi z kategorii subskrypcje i kody dostępu świadczone są na 4,5% wszystkich numerów z bazy operatorów mobilnych, natomiast usługi serwisów informacyjnych stanowią 3,1% tej bazy, co jest znacząca różnicą w porównaniu z okresem sprzed dwóch lat, kiedy to serwisy informacyjne stanowiły 9,1% (chociaż liczba numerów w bazie nie uległa zmianie), a spadek udziału tej kategorii jest pochodną wzrostu popularności pozostałych rodzajów i kategorii tematycznych.

Wyżej wymienione kategorie i struktura usług świadczonych w oparciu o numery premium rate w sieciach komórkowych różnią się od analogicznych danych dla sieci stacjonarnych. W głównej mierze ma to związek ze wspomnianym dodatkowym kanałem dystrybucji tych usług – kanałem SMS-owym. Dlatego też operatorzy komórkowi nastawieni są przede wszystkim na kontent, który da się w łatwy sposób dystrybuować wykorzystując przede wszystkim drogę SMS-ową oraz dodatkowo połączenia. Z zaprezentowanych powyżej danych wynika, że najczęściej pojawiającymi się usługami na numerach o podwyższonej opłacie wśród operatorów komórkowych są usługi rozrywkowe, ezoteryczne i erotyczne. Należy jednak zaznaczyć, że udział tych ostatnich w całej grupie jest najmniejszy – zupełnie odmienne niż u operatorów stacjonarnych.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie informacji zawartych w raporcie firmy PMR „Rynek usług dodanych i multimedialnych w Polsce 2012. Prognozy rozwoju na lata 2012-2016”.

Tomasz Maciantowicz Nowym Członkiem Rady Nadzorczej Software Mind SA

Nowym Członkiem Rady Nadzorczej Software Mind SA został Tomasz Maciantowicz, współzałożyciel i wieloletni Członek Zarządu jednej z największych informatycznych spółek giełdowych. Jest to kolejny krok w budowaniu przez Software Mind SA profesjonalnej i merytorycznej Rady Nadzorczej.

Jednym z ważnych celów Software Mind SA jest wzmocnienie Rady Nadzorczej poprzez zbudowanie profesjonalnej rady ekspertów, która będzie uczestniczyć w podejmowaniu strategicznych dla spółki decyzji i będzie odgrywać istotną rolę w budowaniu silnej pozycji Software Mind SA w Polsce i na świecie.

Realizując tą strategię we wrześniu 2011 r. Przewodniczącym Rady Nadzorczej Software Mind SA został Aleksander Lesz, były założyciel giełdowej spółki informatycznej Softbank SA, a obecnie Prezes funduszu inwestycyjnego GNA SA (Global Network Application SA). Obecnie dołączył do niej Tomasz Maciantowicz.

Tomasz Maciantowicz jest absolwentem kierunku Informatyka – Akademii Górniczo Hutniczej w Krakowie. Uzupełniał swoją edukację w Studium Podyplomowym SGH w Warszawie na kierunku Zarządzania i Finansów. Karierę rozpoczął w firmie Metrum jako programista a następnie kierownik działu informatyki. Był jednym z pierwszych pracowników firmy Comarch, a zarazem jednym z jej współzałożycieli. Związany z tą firmą w latach 1993 – 2006, początkowo jako analityk i kierownik ds. technicznych, następnie odpowiedzialny za marketing. Od roku 1995 w Zarządzie Comarch, odpowiedzialny za budowę Sektora Bankowość/Finanse/Ubezpieczenia, za który odpowiadał do zakończenia pracy w firmie. Po odejściu realizował własne projekty w branży deweloperskiej i turystycznej.

Telefon, samochód i laptop najczęściej oferowane pracownikom

Jak wynika z analizy badań przeprowadzonych na zlecenie monsterpolska.pl przez firmę Mareco, w większych firmach pracownicy mogą liczyć na więcej benefitów. Telefony komórkowe, laptopy i samochody służbowe najczęściej otrzymują osoby pracujące w sprzedaży, branży IT oraz inżynierowie.

W ponad trzech czwartych firm pracownicy mają do dyspozycji telefony komórkowe. Z telefonów komórkowych korzystają przede wszystkim inżynierowie (86%), pracownicy sprzedaży (86%) i branży FMCG (83%). Podobna liczba pracodawców w ramach funduszu świadczeń socjalnych zapewnia wczasy, dopłaty do urlopów i imprezy integracyjne. Natomiast fundusze świadczeń socjalnych otrzymują najczęściej finansiści i inżynierowie (80%).

65% pracowników korzysta ze służbowego laptopa i samochodu. Są to głównie pracownicy branży IT i FMCG oraz inżynierowie.

Wśród dodatkowych korzyści oferowanych pracownikom, ponad połowa firm wymieniła ubezpieczenia zbiorowe, a 36% pakiety zdrowotne. Fundusze emerytalne oferowane są w 14% badanych pracodawców. 7% firm oferuje swoim pracownikom akcje pracownicze i menadżerskie.

Benefity są częściej oferowane pracownikom w większych firmach, zatrudniających powyżej 100 pracowników.

Informacje dodatkowe:

Wyniki badań pochodzą z analizy przeprowadzonej na zlecenie monsterpolska.pl przez firmę Mareco. W dniach 16 sierpnia – 7 września 2011. Badaniem objętych zostało 240 losowo wybranych przedsiębiorstw z województw małopolskiego, mazowieckiego oraz śląskiego. Wszystkie badane firmy zatrudniają przynajmniej 50 pracowników i działają w jednej z ośmiu wskazanych branż: IT, sprzedaż, finanse, telekomunikacja, księgowość, przemysł, FMCG, inżynieria. W każdym z trzech województw zrealizowanych zostało po 10 wywiadów z firmami z każdego z badanych sektorów.

Sprzedaż detaliczna rośnie coraz wolniej

Sprzedaż detaliczna wzrosła w marcu o 10,7 proc. w ujęciu rocznym wobec 13,7 proc. wzrostu odnotowanego w poprzednim miesiącu. Zdaniem analityków BRE Banku w kolejnych miesiącach dynamika sprzedaży detalicznej będzie nadal spadać.

W ujęciu miesięcznym wzrost sprzedaży wyniósł 15,7 proc. (wobec 18,8 proc. w analogicznym okresie poprzedniego roku) – Mimo sprzyjającego układu świąt, dynamika sprzedaży pozostała relatywnie słaba i zgodna z naszymi oczekiwaniami – komentuje Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista BRE Banku. – Efekt Wielkanocnej sprzedaży był w tym roku wyjątkowo słaby, co widać po kategoriach sprzedaż żywności i sprzedaż w niewyspecjalizowanych sklepach – dodaje.

W marcu zanotowano spowolnienie dynamiki sprzedaży samochodów (z 23,6 proc. do 11,8 proc.), wzrosła dynamika sprzedaży odzieży (z 4,1 proc. do 14,4 proc.), utrzymała się relatywnie wysoka sprzedaż w kategorii meble, RTV, AGD (19,2 proc. wobec 20,5 proc.). – Wahania sprzedaży odzieży, nie są wiarygodnym sygnałem wzrostu. To efekt sezonowego wprowadzania nowych kolekcji na rynek. Z kolei wzrosty dynamiki sprzedaży mebli, RTV czy AGD to efekt niskiej bazy w poprzednim roku – mówi Marcin Mazurek, analityk BRE Banku.

– Podtrzymujemy nasze tezy z poprzedniego miesiąca, że wyższa sprzedaż w pierwszych miesiącach 2012 roku wynikała z efektu nadzwyczajnie wysokiego wzrostu wynagrodzeń, który obecnie już się znormalizował. Spadkowy trend na sprzedaży i konsumpcji lepiej pokazuje ocena sytuacji finansowej gospodarstwa domowego oraz sprzedaż hurtowa, która spada dość zdecydowanie – komentuje Pytlarczyk. Tym samym analitycy BRE spodziewają się, że w kolejnych miesiącach dynamika sprzedaży będzie spadać, a dynamika konsumpcji w całym roku uplasuje się na poziomie 1-2 proc..

– Dane zostały potraktowane przez rynek jako okazja do zrealizowania części zysków po spadkach rentowności notowanych w poprzednich dniach. Złoty zareagował pozytywnie, jednak w tym przypadku czynniki lokalne można łatwo pomylić z bardziej pozytywnym sentymentem globalnym – komentuje Marcin Mazurek.

Zdaniem analityków BRE Banku, ostatnie złagodzenie retoryki wielu członków RPP mogłoby być dobrym pretekstem usunięcia majowej podwyżki stóp procentowych z oczekiwań rynkowych (obecnie rynek wycenia już tylko połowę podwyżki). – Pozostaje jednak kwestia wizerunku prezesa Belki, który podwyżkę już de facto zapowiedział – mówi Ernest Pytlarczyk. – Problematyczny, jeśli RPP rzeczywiście większą uwagę przywiązywać będzie do poziomu inflacji, może okazać się jej ponowny wzrost w nadchodzących miesiącach. Na spadki możemy liczyć dopiero na jesieni – podsumowuje Pytlarczyk.

Leasing pracowniczy pomoże wyjść z dołka?

Zaledwie 0,5% wszystkich pracujących w Polsce to tzw. pracownicy tymczasowi. Jednak eksperci rynku pracy zgodnie wskazują, że leasing pracowniczy może okazać się skutecznym lekarstwem na obniżenie kosztów firmy i bodźcem do rozwoju całej gospodarki.

Wygoda i oszczędność

Polskie firmy coraz częściej i chętniej decydują się na leasing pracowniczy, czyli wynajem na określony czas pracowników, którzy formalnie zatrudnieni są przez agencję pracy. Powód? Wygoda i oszczędność. Dzięki takiemu rozwiązaniu, przedsiębiorcy mogą w sposób elastyczny uzupełniać swoje kadry na czas konkretnych projektów, wzrostów produkcji, sezonu urlopowego, czy wzmożonego okresu sprzedaży, nie wiążąc się z pracownikiem stosunkiem pracy. Jakby tego było mało, to po stronie agencji pracy, która wypożycza pracowników leżą wszelkie kwestie kadrowe i administracyjne (składki, wynagrodzenia, ubezpieczenia, etc.).

– Leasing pracowniczy to zjawisko stosunkowo nowe na polskim rynku pracy, które przywędrowało do nas ze Stanów Zjednoczonych i Europy Zachodniej. Na przestrzeni ostatnich kilku lat obserwujemy rosnące zainteresowanie tym trendem w naszym kraju. Leasing pracowniczy jest szczególnie popularny w branżach produkcyjnych, call centers, logistyce, IT oraz wielkopowierzchniowych sieciach handlowych. Aby sprostać wymaganiom rynku, zwłaszcza w czasie spowolnienia gospodarczego i cięcia kosztów, wiele firm w ciągu najbliższych kilku lat będzie wręcz zmuszonych do skorzystania z takiej formy współpracy. Już teraz obserwujemy kilkakrotnie większe zainteresowanie wśród firm logistycznych niż to było jeszcze kilka lat temu – mówi Izabela Ulatowska-Bierlet, dyrektor sprzedaży w Agencji Pracy JOBSPLUS.

Pracownik tymczasowy potrzebny od zaraz

O rosnącym zapotrzebowaniu na leasing pracowniczy świadczą liczby. Według danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, od 2005 roku, liczba pracowników tymczasowych wzrosła ponad dwukrotnie. Rośnie także liczba firm, korzystających z usług agencji pracy tymczasowej. Rodzimi przedsiębiorcy coraz częściej patrzą na swoich pracowników przez pryzmat cyfr. Widać to zwłaszcza na przykładzie branży logistycznej, która w dobie rosnących kosztów transportu na potęgę ogranicza wydatki. Pan Marek, właściciel jednej z warszawskich firm zajmujących się logistyką magazynową, w której pracuje dziś ponad sześćdziesiąt osób, dla każdego ze swoich podopiecznych co kwartał sporządza specjalny bilans. Porównuje koszty pracownika do tego, jaki przyniósł firmie zysk.

– Metoda może budzić wiele wątpliwości, ale zwyczajnie mnie nie stać na dopłacanie do pracowników. Kilka razy w roku, kiedy mamy wzmożony ruch w firmie i brakuje rąk do obsługi zamówień, wolę skorzystać z leasingu pracowniczego niż zatrudniać nowe osoby. Paradoksalnie, to właśnie pracownicy tymczasowi są buforem bezpieczeństwa dla pracowników, którzy mają stałą umowę o pracę, bo regulują wahania popytu. No i nie trzeba im wypłacać odpraw w razie rezygnacji z ich usług. Dla mnie to spora oszczędność – tłumaczy.

Z danych raportu portalu Pracuj.pl i Interaktywnego Instytutu Badań Rynkowych „Wyzwania HR w 2012” wynika, że prawie jedna piąta polskich firm logistycznych poszukiwać będzie w 2012 r. dodatkowych rąk do pracy. Znaczna część z nich zdecyduje się właśnie na pracowników tymczasowych. Jedną z takich osób jest 25-letnia Aneta Mariańska z krakowskich Dębników.

– Na początku patrzyłam sceptycznie na pracę tymczasową, ale zdałam sobie sprawę, że dzięki niej mam szansę wejść na rynek pracy i w sposób legalny zdobyć doświadczenie zawodowe. Dziś nie żałuję swojej decyzji. Może dzięki temu, uda mi się znaleźć stałą pracę – wyjaśnia dziewczyna.

Elastyczność w cenie

Opublikowany pod koniec 2011 r. raport Międzynarodowej Konfederacji Prywatnych Agencji Zatrudnienia CIETT, we współpracy z Boston Consulting Group „Adapting to Change” („Adaptacja do zmian”) nie pozostawia wątpliwości, że korzystanie z leasingu pracowniczego może być solidnym bodźcem do rozwoju firm i całych gospodarek narodowych. Co więcej, eksperci przekonują, że w ciągu najbliższych lat, liczba pracowników tymczasowych może zwiększyć się ponad dwukrotnie.

– Usługi pracy tymczasowej są kluczowym czynnikiem w tworzeniu miejsc pracy i ułatwiającym zmiany na rynku zatrudnienia. Od momentu najpoważniejszej fali kryzysu ekonomicznego, agencje pracy utworzyły ponad 900 tys. nowych miejsc pracy – mówi Annemarie Muntz, prezydent Europejskiej Konfederacji Prywatnych Agencji Zatrudnienia EUROCIETT.

O tym, jak skutecznym orężem w zmaganiach na rynku gospodarczym może być leasing pracowniczy na własnej skórze przekonały się niemieckie firmy. Dzięki elastycznym formom zatrudnienia, te podmioty, które w latach 2009-2011 skorzystały z leasingu pracowniczego, odnotowały aż 11-procentowy wzrost, podczas gdy ich konkurenci, korzystający z tradycyjnych form zatrudnienia, zaledwie 6-procentowy. Bilans jest zatem oczywisty.

W Polsce pracownicy tymczasowi stanowią zaledwie 0,5% ogólnej populacji pracujących. W Wielkiej Brytanii wskaźnik ten jest kilka razy wyższy, wynosząc 3,7%, a w Holandii 2,5%. Średnia dla Europy to 1,6%. Światowym liderem pracy tymczasowej pozostaje Afryka Południowa ze wskaźnikiem 6,7%.

Mariusz Juszczyk

Odwrócona hipoteka pod specjalnym nadzorem

Trwają prace nad projektem ustawy o odwróconym kredycie hipotecznym. Przedstawiona w styczniu na rządzie propozycja resortu finansów budziła zbyt wiele kontrowersji. Charakter tego produktu wymaga dobrze dopracowanych regulacji i odpowiedniego nadzoru.

Jak wynika z szacunków Związku Banków Polskich, odwrócona hipoteka może zwiększyć świadczenia dla emerytów od 20 do 50 proc.

– Wielu obywateli w wieku senioralnym nie będzie miało nadzwyczajnie wysokich dochodów. Te osoby, które posiadają nieruchomości mieszkaniowe czy rolne poprzez produkt bardzo mocno zdefiniowany prawnie, bardzo mocno nadzorowany, będą mogły liczyć na pewne dodatkowe przychody pozaemerytalne – mówi Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich.

Osoby, które z tego skorzystają będą musiały zobowiązać się, że prawo własności do danej nieruchomości po ich śmierci zostanie przeniesione na bank. W zamian za to bank jednorazowo lub w miesięcznych ratach właścicielowi wypłaci określoną kwotę. Odwrócona hipoteka stwarza możliwość, że spadkobiercy danej osoby będą mogli spłacić kredyt po zmarłym.

Z symulacji ZBP wynika, że produkt nie będzie dostępny dla wszystkich. Jego atrakcyjność będzie zależeć m.in. od lokalizacji i wielkości mieszkania oraz płci właściciela.

– Nie będzie to atrakcyjne rozwiązanie na terenie całego kraju. W związku z tym nie chciałbym powiedzieć, że to jest panaceum na rozwiązanie wielu problemów, ale sądzę, że kilka procent polskich obywateli z takiej usługi z sukcesem będzie korzystać – zapewnia Krzysztof Pietraszkiewicz.

Jak podkreśla prezes NBP prace rządu idą w dobrym kierunku.

– W części bankowej ta regulacja jest dobrze przygotowana. Instytucje nadzorowane wiedzą, jakie znaczenie ma transparentność, mają odpowiednie zabezpieczenia. Natomiast gorzej wygląda sprawa w przypadku innych instytucji, które nie są regulowane i nadzorowane – uważa Krzysztof Pietraszkiewicz.

Jego zdaniem w tej części prace nad regulacjami potrwają dłużej.

– Są one związane ze zmianą w kodeksie cywilnym. Dotknięcie w pracach regulacyjnych kodeksu to sprawa niezmiernie poważna, która wymaga bardzo wiele studiów i analiz. Sądzę, że w pierwszej kolejności zostanie uregulowane to rozwiązanie w części dotyczącej instytucji nadzorowanych, banków i kas, a w dalszej kolejności być może innych instytucji – prognozuje prezes ZBP.

Specjaliści e-biznesu z całego świata w październiku w Poznaniu

Grupa Allegro już po raz trzeci organizuje międzynarodowe spotkanie poświęcone metodom rozwoju biznesu z wykorzystaniem rozwiązań e-commerce. Konferencja e-nnovation odbędzie się w dniach 15-16 października w Poznaniu. Pojawią się na niej przedstawiciele top marek, kadra zarządzająca firm z Europy Środkowo-Wschodniej oraz eksperci i praktycy e-biznesu z całego świata.

– Chcemy, aby światowe nowości, za sprawą najlepszej klasy specjalistów, trafiły na europejski grunt. Stawiamy poprzeczkę bardzo wysoko. Zamierzamy zaprosić osoby, które mają szansę zmienić oblicze biznesu w tej części Europy – mówi Marcin Majchrzak, dyrektor z Grupy Allegro odpowiedzialny za organizację wydarzenia. – Dlatego organizujemy e-nnovation po raz kolejny. Zapraszamy nie tylko mentorów branży oraz twórców innowacyjnych pomysłów, ale również potencjalnych inwestorów – dodaje.

Tegoroczna konferencja kierowana jest do osób zajmujących się biznesem tradycyjnym i internetowym. Pośród gości znajdą się przedstawiciele top marek, managerowie odpowiedzialni za rozwój firm, znani specjaliści i wizjonerzy. Nie obejdzie się również bez prawdziwych gwiazd e-commerce – osób, które na stałe zapisały się na kartach historii światowego e-biznesu.

Zgodnie z coroczną tradycją, konferencji towarzyszyć będzie również konkurs na najlepszy pomysł na biznes internetowy – „Start with e-nnovation”. W pojedynku startupów autorzy najlepszych inicjatyw zaprezentują swoje projekty przed jury, a finaliści wystąpią przed wszystkimi uczestnikami spotkania.

Organizatorem e-nnovation jest istniejąca od 1999 roku Grupa Allegro, do której należy 75 serwisów e-commerce w 15 krajach, głównie w Europie Środkowo-Wschodniej m.in.: na Ukrainie, Białorusi, Słowacji oraz w Czechach, Kazachstanie, Rumunii, Bułgarii, Rosji i Węgrzech. Społeczność Allegro liczy obecnie 12,5 mln użytkowników.

Więcej informacji można uzyskać na stronie konferencji http://e-nnovation.pl/ oraz w serwisie Facebook.com http://www.facebook.com/ennovation.

***
O e-nnovation
Pierwsza edycja konferencji, zorganizowana w Poznaniu w 2010 r., gościła 20 prelegentów i 500 uczestników z Europy i świata. Za sprawą drugiej edycji, e-nnovation na stałe wpisała się do repertuaru europejskich spotkań branży biznesu internetowego. Pośród prelegentów zeszłorocznego spotkania znaleźli się m.in. Don Dodge – twórca pierwszej wyszukiwarki internetowej AltaVista, Eric Ly – współzałożyciel LinkedIn, Jeff Taylor – twórca największego internetowego centrum kariery Monster.com, czy Jani Byrne – odpowiedzialna za rozwój IBM. Nie zabrakło również znamienitych gości z Polski. Swoją wiedzą i doświadczeniem podzieli się Edward Miszczak – dyrektor programowy jednej z wiodących stacji telewizyjnych oraz Przemysław Budkowski – dyrektor zarządzający Allegro.pl.

Mieszkania na Euro 2012 nawet 100 euro za dobę

Do meczu otwarcia Euro 2012 zostały już niecałe 2 miesiące. Większość miejsc w hotelach i pensjonatach już dawno zajęta, więc kibice coraz częściej szukają prywatnych mieszkań do wynajęcia. Dla właścicieli mieszkań to dobry sposób na szybki zarobek w krótkim czasie.

Szacuje się, że na czas mistrzostw Europy w piłce nożnej do Polski przyjedzie ponad milion kibiców. Chociaż branża hotelowa od dawna przygotowuje się na najazd turystów, nie dla wszystkich może starczyć miejsc. A doświadczenia z poprzednich dużych imprez sportowych pokazują, że największym wyzwaniem dla kibiców jest znalezienie noclegu. W dodatku w rozsądnej cenie.

– Stawki w trakcie olimpiady w Atenach za jedną dobę dochodziły do 300 euro za naprawdę nieduży pokój w hoteliku dwugwiazdkowym – mówi Marta Kosińska, analityk Szybko.pl.

Brak miejsc w hotelach i pensjonatach oraz wysokie ceny zmuszają kibiców do poszukiwania innych miejsc noclegowych. To szansa dla właścicieli mieszkań w miastach, gdzie będą odbywały się mecze. W ciągu 1 miesiąca na wynajmie można zarobić tyle, co przez cały rok.

– Biorąc pod uwagę to, że nie mamy tak bardzo rozwiniętej bazy hotelowej, chociaż w ostatnich kilku latach się rozrosła, to nadal osoby prywatne mogą konkurować cenami, ale też dostępnością z hotelami i pensjonatami – podkreśla Marta Kosińska.

Na razie takich ofert nie ma wiele, ale to jest dobry czas, by rozpocząć poszukiwania chętnych na swoje mieszkanie. Zdaniem Marty Kosińskiej to Warszawiacy i Wrocławianie mają największe szanse, by w czasie Euro zarobić na wynajmie.

– W Warszawie dużo miejsc jest już zajętych przez reprezentantów UEFA, dziennikarzy, którzy mają zagwarantowany pobyt. Trójmiasto dysponuje dużą bazą hoteli, pensjonatów i kwater prywatnych. Największy potencjał przed osobami prywatnymi jest w Warszawie i Wrocławiu, bo Poznań też ma dużą bazę apartamentów przeznaczonych pod krótkookresowy wynajem – uważa analityk Szybko.pl.

Mieszkania prywatne mogą kusić przede wszystkim ceną. Z raportu Szybko.pl wynika, że dotychczas zamieszczone oferty są bardzo zróżnicowane pod tym względem. Kibic musi liczyć się, że zapłaci za nocleg od 30 do 100 euro z jedną noc.

– Z punktu widzenia kibiców, którzy będą do nas przyjeżdżać, to wcale nie jest tak dużo w porównaniu ze stawkami u nich. A jeżeli jest to mieszkanie dla 4-5 osób i przemnożymy tę stawkę, to widać, że dochód może być bardzo pokaźny – podkreśla Marta Kosińska.

Dochód pokaźny, szybki, ale niekoniecznie łatwy. Właściciel mieszkania powinien odpowiednio przygotować mieszkanie na wynajem, ustalić cenę, terminy i warunki pobytu. Wskazane jest również ustanowienie kaucji, pobranie umówionej kwoty z góry i ubezpieczenie wynajmowanego lokalu.

Spory konsumenckie w UE będą rozwiązywane online i bezpłatnie

Reklamacje towarów i usług kupionych za granicą mają być dostępne przez internet. W instytucjach unijnych trwają prace nad uruchomieniem nowej platformy, która ułatwi dochodzenie swoich roszczeń zarówno konsumentom, jak i sprzedawcom. Pomysłodawcy liczą, że to wzmocni wzajemne zaufanie i ożywi transgraniczny handel, również elektroniczny.

Zaledwie 6 proc. konsumentów w Unii Europejskiej decyduje się na zakupy w zagranicznym sklepie internetowym. Zarówno klienci, jak i przedsiębiorcy obawiają się transakcji zagranicznych ze względu na bariery językowe i nieznajomość przepisów w innych państwach członkowskich.

Wprowadzenie możliwości rozstrzygania sporów konsumenckich w internecie i bez wchodzenia na ścieżkę sądową powinno mieć pozytywne skutki dla obu stron transakcji.

– Dla konsumenta im większy rynek, tym większa konkurencja, większy wybór i niższe ceny. Dla sprzedającego większy rynek to coraz większe zarobki. Zaufanie wzajemne jest więc niezwykle ważne i to nie tylko do sprzedawcy we własnym kraju i własnym języku, ale na całym ogromnym rynku 500 mln obywateli. Muszę tylko wiedzieć, że jeżeli nie mówię po maltańsku, to zostanę na Malcie obsłużona we własnym języku – wyjaśnia europosłanka Róża Thun, która odpowiada w PE za przygotowanie raportu dotyczącego nowego rozwiązania.

Online Dispute Resolution (ODR) będzie mieć postać interaktywnej strony internetowej, która umożliwi złożenie skargi za pomocą elektronicznego formularza. Na podstawie zawartych w nim danych platforma skieruje skargę do wybranego przez strony sporu podmiotu zajmującego się alternatywnym rozwiązywaniem sporów (ADR).

Co ważne, platforma będzie dostępna w każdym języku urzędowym UE. Stworzy ona możliwość dochodzenia swoich roszczeń klientom i sprzedawcom niezależnie od rodzaju zakupionego przedmiotu lub usługi oraz sposobu i miejsca zakupu.

– Tworzymy platformę, która będzie konsumenta obsługiwać w jego własnym języku. Wszystko będzie się odbywało w sposób internetowy, bezpłatnie dla konsumenta i pozasądowo. Czas rozwiązania tego konfliktu konsument-sprzedawca będzie nie dłuższy niż 30 dni – mówi Róża Thun.

Projekty aktów prawnych dotyczących internetowej platformy i podmiotów pozasądowego rozstrzygania sporów Komisja Europejska przedstawiła pod koniec ubiegłego roku. Obecnie komisja rynku wewnętrznego i ochrony konsumenta w Parlamencie Europejskim kończy prace nad raportem w sprawie nowego rozwiązania.

– Potem będziemy to negocjować z Radą UE i Komisją Europejską. Na pewno do wakacji będzie gotowa propozycja, która ułatwi konsumentowi ewentualną reklamację produktu kupionego za granicą – zapewnia Róża Thun.

Instytucje UE zobowiązały się przyjąć pakiet aktów prawnych w tej sprawie do końca roku. Jednak funkcjonowanie platformy ruszy prawdopodobnie za 2-3 lata. System wymaga bowiem stworzenia i dostosowania krajowych podmiotów pozasądowych.

Kulczyk Oil Venture rezygnuje z nigeryjskiej ropy

Kulczyk Oil Venture, spółka Jana Kulczyka, nie skorzysta z opcji uczestnictwa w konsorcjum Neconde – Doszliśmy do wniosku, że na tym etapie, to nie jest projekt pasujący do modelu biznesowego KOV – mówi Dariusz Mioduski, prezes Kulczyk Investments.

Neconde Energy Limited wygrało przetarg na zakup od Shell 45 proc. udziału w koncesji OML 42 w delcie Nigru. Wartość zakupu to ponad 160 mln dolarów.

– Wspólnie z KOV doszliśmy do wniosku, że na tym etapie to nie jest jednak to, czym KOV powinien się zajmować. Jest to nasza spółka strategiczna, która ma się zajmować głównie kwestiami operacyjnego zarządzania, poszukiwania i produkcji gazu. W projekcie w Nigerii na obecnym etapie rozwoju byłby to udział głównie finansowy, czyli rola operacyjna KOV byłaby mniejsza niż wcześniej nam się wydawało – wyjaśnia Dariusz Mioduski.

Tym bardziej, że na sfinansowanie części projektu spółka potrzebowałaby dodatkowych pieniędzy.

– KOV musiałoby zaciągnąć bardzo poważny kapitał, czyli rozwodnić obecnych akcjonariuszy, żeby skorzystać z tej opcji, a to przy dzisiejszych wycenach nie ma sensu z punktu widzenia spółki – dodaje prezes Kulczyk Investments.

Jednak nie wyklucza, że w przyszłości KOV dołączy do udziałowców Neconde.

– W przyszłości nie wykluczamy, że kiedy Nigeria stanie się bardziej transparentna dla inwestorów giełdowych, tzn. kiedy zostaną określone do końca kwestie związane ze zwiększaniem produkcji, jej finansowaniem, to może KOV w jakiś sposób będzie partycypować w tym projekcie – mówi Dariusz Mioduski.

Jednocześnie przyznaje, że KOV zamierza partycypować głównie w projektach, nad którymi może mieć rzeczywistą kontrolę i może nimi zarządzać. Głównym kierunkiem pozostaje Ukraina, gdzie na ten rok planowane jest 6 kolejnych odwiertów i budowa rurociągów niezbędnych do uruchomienia odwiertów.

– KOV ma też program wierceń związanych z pracami na Brunei. Mamy jeszcze kilka innych planów związanych z rozwojem spółki, o których na tym etapie nie mogę mówić. Mogę tylko zapewnić, że spędzam nad tym dużo czasu i mam nadzieję, że coś z tego będzie – mówi prezes Kulczyk Investmets.

Kierowana przez Dariusza Mioduskiego spółka Kulczyk Investments pozostaje głównym inwestorem w Nigerii. W jej rękach pozostaje 40 proc. w konsorcjum Neconde. Trwają prace nad pozyskaniem finansowania na dalsze inwestycje.

– W ciągu najbliższych kilku miesięcy oczekuję bardzo pozytywnych rezultatów. Kończone są również prace związane z ustalaniem budżetów i porozumieniami z narodowym operatorem, więc jestem dużym optymistą, jeśli chodzi o zakończenie tych prac w najbliższym czasie – zapewnia prezes KI.

Obecnie wydobycie ropy na złożu w Nigerii wynosi ok. 15 tys. baryłek dziennie.

– Kiedy to złoże produkowało w pełni, wydobycie było na poziomie 200 tys. baryłek dziennie. Może nie mamy takich ambicji w ciągu następnego roku czy 2 lat, żeby dojść do takiego poziomu, ale te ambicje nie są takie odległe – mówi Dariusz Mioduski.

Innowacyjne start-upy pomysłem na szybszy napęd w gospodarce

Polska gospodarka potrzebuje innowacyjnych firm. Start-upy, czyli początkujące przedsiębiorstwa, które oferują nowe produkty czy usługi, to przede wszystkim szansa na zwiększenie konkurencyjności kraju, poprawę konsumpcji i ogólnej sytuacji gospodarki. Zdaniem Jeremiego Mordasewicza, eksperta PKPP Lewiatan, to szansa również na duże zyski, ale jedynie dla cierpliwych i doświadczonych.

Żeby utrzymać konkurencyjność polskiej gospodarki, produktywność firm powinna rosnąć szybciej niż wynagrodzenia. I tu swoją rolę do odegrania mają start-upy.

– Bardzo potrzebne nam są firmy, które wniosą do gospodarki coś nowego: nowe produkty, nowe technologie produkcji, nowe rozwiązania organizacyjne. Dzięki temu będziemy mogli szybciej zwiększać produktywność. A to z kolei pozwoli na wzrost wynagrodzeń – wyjaśnia Jeremi Mordasewicz.

Rezultatem będzie rosnąca konsumpcja, a co za tym idzie również przyspieszenie wzrostu gospodarczego w kraju.

– Jednocześnie powstrzyma to polską młodzież przed wyjazdami na Zachód – prognozuje ekspert PKPP Lewiatan.

Problemem dla początkujących przedsiębiorców wciąż jest pozyskanie kapitału, a w szczególności znalezienie inwestora, który poczeka na zyski i gotów będzie podjąć ryzyko, związane z nowym biznesem.

– Musi być jakieś źródło kapitału, ktoś, kto gotów jest sfinansować pierwszą fazę, bo taka firma przez kilka lat może nie przynosić zysków. Dopiero później, kiedy skala produkcji zostanie powiększona, kiedy wykorzysta się efekt skali, to firma przynosi zyski, często bardzo duże. Musi być więc inwestor, który gotów jest podjąć ryzyko i który oprócz tego, że wniesie kapitał, wniesie jeszcze znajomość rynku – mówi Jeremi Mordasewicz.

Rozwój start-upów umożliwia m.in. współpraca pomysłodawców z aniołami biznesu, czyli prywatnymi inwestorami, którzy wspierają finansowo nowe przedsięwzięcia, małe i średnie przedsiębiorstwa.

Nowatorskie pomysły mają też szansę dostać dofinansowanie z Unii Europejskiej. W poniedziałek ruszył nabór wniosków o wsparcie własnego e-biznesu w ramach Działania 8.1 Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka. Przedsiębiorcy mogą się ubiegać nawet o 700 tys. zł. Wymagany jest jednak 30-procentowy wkład własny, co może stanowić problem dla początkujących przedsiębiorców. Nabór wniosków potrwa do 20 kwietnia.

Gaz z łupków może popłynąć do odbiorców w 2015 r.

– Prace poszukiwawcze i rozpoczęcie wydobycia gazu z łupków to podstawowe elementy polityki energetycznej Polski – zapewnił Mikołaj Budzanowski podczas inauguracji prac wiertniczych PGNiG w Lubyczy Królewskiej na Lubelszczyźnie. Minister ma nadzieję, że pierwsze kopalnie powstaną w ciągu najbliższych 3 lat tak, by w 2015 roku gaz z łupków mógł być dostarczany do odbiorców.

Podkreślając rosnące znaczenie gazu łupkowego dla polskiej energetyki, Mikołaj Budzanowski zaznaczył, że dzisiejsze inwestycje w poszukiwania surowca stawiają Polskę w czołówce krajów europejskich.

– Poszukiwania, a w niedalekiej przyszłości również wydobycie gazu z łupków w Polsce będą stanowiły ogromne wyzwanie dla rozwoju gospodarczego całego kraju. Mówimy już nie tylko o samym pozyskiwaniu gazu, ale o budowie całego przemysłu, który będzie związany z wydobywanie węglowodoru w Polsce. Tworzymy centrum kompetencyjne na skalę europejską w poszukiwaniu i wydobywaniu gazu z łupków. Ta wiertnia jest najnowocześniejszą stosowaną w UE. To pokazuje, że Polska staje się już dziś liderem w poszukiwaniu niekonwencjonalnych złóż na terenie całej Europy – uważa minister skarbu państwa.

Spółka PNiG Kraków, która wygrała przetarg na wykonanie odwiertów na koncesji Tomaszów Lubelski, zamierza wykorzystać do tego najnowocześniejszy na terenie Polski sprzęt Drillmec 2000-HP Walking Rid. Dzięki zaawansowanym technologiom, wiercenia w Lubyczy Królewskiej potrwają 100 dni, po których znane będą pierwsze szacunki zasobów gazu z łupków na tym terenie.

– Doświadczenie, które dziś polska spółka Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo zdobywa na tego typu wiertniach będzie stosować również w innych miejscach UE, m.in. w krajach bałtyckich, Wielkiej Brytanii i w Niemczech. To jest ogromna szansa dla nas wszystkich – dodaje Mikołaj Budzanowski.

Minister skarbu państwa chciałby, aby wydobycie gazu na skalę masową rozpoczęło się już za 2-3 lata. Do tego potrzebne są jednak kolejne wiercenia na poszczególnych koncesjach.

– Kiedy mówimy o poszukiwaniu gazu z łupków, kluczowym zadaniem dla wszystkich spółek jest przeprowadzenie w najbliższych 3 latach jak największej liczby odwiertów tak, abyśmy w perspektywie 2015 roku mogli mówić o zbudowaniu pierwszych kopalni. Kopalni bardzo prostych, opartych na 8-12 odwiertach gazu łupkowego, po to, aby gaz mógł popłynąć do naszych odbiorców – mówi Mikołaj Budzanowski.

W jego opinii wszystkie spółki zajmujące się poszukiwaniem gazu powinny zwracać szczególną uwagę na 2 kwestie: ochronę środowiska i współpracę z lokalnymi społecznościami.

– Tego będziemy bardzo mocno tego przestrzegać jako rząd, jako Ministerstwo Środowiska, ponieważ kwestia ochrony środowiska z punktu widzenia prawa unijnego jest kluczowa. Chcemy udowodnić, że można prowadzić badania i wydobycie węglowodorów niekonwencjonalnych i pozostać w zgodzie z prawem unijnym. Bez odpowiedniego dialogu, bez zrozumienia ze strony lokalnej społeczności i bez zagwarantowania im udziału w procesie inwestycyjnym nie będziemy mogli mówić o sukcesie w poszukiwaniu z gazu z łupków w Polsce – dodaje minister.

KWB „Konin”: do 2015 roku 150 MW z energii wiatrowej

Kopalnia przygotowuje się do budowy farm wiatrowych. Jeszcze w tym roku spodziewana jest zgoda na budowę pierwszych trzech spośród pięciu wybranych lokalizacji. Wszystkie farmy powstaną na terenach zamkniętych kopalni odkrywkowych.

Jak tłumaczy prezes KWB „Konin” to dobry sposób na wykorzystanie terenów nieczynnych odkrywek.

– Kopalnia odkrywkowa to teren wyczyszczony z infrastruktury mieszkalnej i przemysłowej na terenie i wokół terenu odkrywek, a więc są to miejsca predestynowane do tego, aby na nich lokalizować farmy wiatrowe, co też czynimy – mówi Sławomir Mazurek.

Strategia firmy zakładała, że do 2015 roku łączna moc elektrowni wiatrowych wyniesie 175 MW.

– Po specjalistycznych badaniach i ocenach środowiskowych okazuje się, że będzie to ok. 150 MW. I tak uważam to za godny wkład nielubianego górnictwa odkrywkowego węgla brunatnego w energetykę odnawialną – podkreśla prezes kopalni.

Zmniejszenie planowanej mocy z pewnością obniży koszty inwestycji, wcześniej określone na poziomie 1 mld zł.

Zaawansowane przygotowania toczą się już na terenach odkrywek „Jóźwin 2A”, Jóźwin 2B”, „Kazimierz Północny”. Pozostałe farmy wiatrowe powstaną przy odkrywkach „Drzewce” i „Lubstów”.

– Spodziewam się, że jeszcze w tym roku na pierwsze trzy z pięciu lokalizacji będzie możliwe uzyskanie pozwolenia na budowę – mówi Sławomir Mazurek.

Nakłady inwestycyjne zaplanowano na poziomie 52 mln zł. To dużo mniej niż w ubiegłych latach.

Pracodawcy znów zapłacą więcej. Rośnie składka na ubezpieczenie wypadkowe

Od 1 kwietnia przedsiębiorca zatrudniający mniej niż 9 osób zapłaci składkę na fundusz wypadkowy w wysokości 1,93 proc. Od 2009 roku obowiązywała składka w wysokości 1,67 proc. To kolejny wzrost obciążenia dla pracodawców, po podwyżce składki rentowej i płacy minimalnej. Eksperci ostrzegają, że w końcu może to spowodować spadek zatrudnienia oraz ucieczkę w szarą strefę.

Najwyższa stopa składki wypadkowej, przeznaczona dla firm wydobywających węgiel kamienny i brunatny, wzrośnie od 1 kwietnia z 3,33 proc. do 3,86 proc. Stawki dla firm, zatrudniających powyżej 10 osób lub dla płatników podlegających wpisowi do REGON, ustalane są przez ZUS na podstawie danych o wypadkach w pracy. Osoby, które prowadzą działalność gospodarczą zapłacą za siebie o 5,50 zł więcej. Ich składka będzie wynosić nieco ponad 40 zł.

Mali przedsiębiorcy, zatrudniający poniżej 9 osób zapłacą o 0,26 pkt proc. więcej. To niewielki wzrost kosztów pracy, ale już kolejny w tym roku.

– Wzrosła składka rentowa, podnieśliśmy płacę minimalną, wzrastają różnego rodzaju obciążenia pracy, a to zniechęca do zatrudniania. Jeżeli ktoś powie, że podwyżka kosztu pracy o 1 proc. nie stanowi przełomu, to ja się z tym zgodzę, ale jeżeli z tej kropli naleje się cała czarka, to w końcu pracodawcy zaczną zwalniać pracowników – ostrzega Jeremi Mordasewicz, ekspert rynku pracy Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan.

Jednocześnie podkreśla, że takie zjawisko można już zaobserwować, szczególnie w regionach słabiej rozwiniętych gospodarczo, gdzie nie można wyższych kosztów przerzucić na konsumentów, w postaci m.in. podwyżki cen produktów czy usług.

Poza tym każdy, nawet najmniejszy wzrost kosztów dla pracodawcy, sprawia, że zarówno dla firm, jak i dla pracowników atrakcyjniejsze staje się działanie w szarej strefie.

– Nasila się ucieczka do szarej strefy, dlatego że wysokie, pozapłacowe koszty pracy, wysokie składki i podatki obciążające pracę, to jednocześnie wysoka korzyść, jeśli zaczniemy działać nieoficjalnie i uciekniemy do szarej strefy – mówi Jeremi Mordasewicz.

Pracodawcy mogą też zrezygnować ze stałych umów o pracę na rzecz umów o dzieło czy zleceń. Każdy z tych scenariuszy nie jest dobry dla rynku pracy. Szczególnie, jeśli uwzględnimy, że stopa bezrobocia w lutym osiągnęła poziom 13,5 proc.

– To oczywiste, że część przedsiębiorców upada, bo nie daje sobie rady z konkurencją. Nie poradzi sobie z bardziej sprawnymi przedsiębiorcami na rynku, ale część z nich przetrwałaby, gdyby nie tak wysokie obciążenia podatkami czy składkami na ubezpieczenia społeczne, gdyby nie to, że musi wykonać wiele kosztownych działań administracyjnych, które są w gruncie rzeczy zbędne, ale pochłaniają czas przedsiębiorcy i odciągają go od innych działań – wymienia ekspert PKPP Lewiatan.

I podsumowuje: – Mamy do czynienia z jednej strony z mieszanką pewnej nieudolności, braku sprawności, braku efektywności przedsiębiorców, z drugiej strony wysokimi kosztami generowanymi przez państwo.

Składka wypadkowa w nowej wysokości będzie naliczana od 1 kwietnia, nawet jeśli płatności dotyczą wcześniejszego okresu. W przypadku, kiedy pracodawca wypłaca wynagrodzenie za marzec na początku kwietnia musi opłacić składkę według nowej stawki.

Dziś rząd rusza z kampanią przekonującą do energetyki atomowej

Według wstępnych założeń pierwsza w Polsce elektrownia atomowa miała działać już od 2020 roku. Jednak pierwszy reaktor zostanie oddany najwcześniej rok później. Dziś rząd rozpoczyna kampanię informacyjną na temat energetyki jądrowej.

Dwuletnia kampania rządowa obejmie m.in. debaty społeczne, spotkania z mieszkańcami terenów typowanych na lokalizację pierwszej elektrowni atomowej, ale również programy, spoty telewizyjne, broszury oraz inne działania informacyjno-edukacyjne. Celem jest wyjaśnienie wątpliwości Polaków, głównie związanych z zagrożeniami, jakie niesie za sobą inwestowanie w energetykę jądrową.

W 2009 roku rząd rozpoczął prace nad programem Polskiej Energetyki Jądrowej, który ustala harmonogram prac nad jej wdrażaniem aż do 2030 roku. Zgodnie z wstępnymi planami budowa pierwszej elektrowni atomowej miała zakończyć się w 2020 roku. Już teraz wiadomo, że termin przesunie się o ok. 5 lat.

– Żeby zaczęła działać, musi posiadać 2-3 bloki, reaktory pracujące, a więc pierwszy reaktor musi być oddany w 2021 lub 2022 roku. Mówimy więc o pewnym, ale jeszcze trudno sprecyzowanym opóźnieniu – mówi Zbigniew Kubacki, dyrektor Departamentu Energetyki Jądrowej w Ministerstwie Gospodarki.

Opóźnienie – zdaniem Kubackiego – wynika z ambitnego harmonogramu realizacji strategii rządowej.

Zgodnie z formułą Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej proces budowy infrastruktury związanej z energetyką jądrową podzielony jest na 3 etapy: od podjęcia decyzji o budowie do stanu ogłoszenia konkursu ofert; od przetargu do rozpoczęcia budowy oraz od rozpoczęcia budowy do jej odbioru i rozpoczęcia eksploatacji. W przypadku kraju budującego pierwszą elektrownię jądrową okres realizacji tych etapów szacowany jest na 10-15 lat.

– My zaczęliśmy ten program realizować w ubiegłym roku i on w tym kalendarzu czasowym wciąż się mieści – podkreśla dyrektor w Ministerstwie Gospodarki.

I dodaje: – Ostateczną decyzją, którą rząd będzie mógł potwierdzić, że program jest już przyjęty i na pewno będzie realizowany, będzie decyzja zasadnicza, którą minister gospodarki przygotuje w formie uchwały Rady Ministrów.

Taka uchwała to jednak kwestia kilku lat, ponieważ program powinien być zatwierdzony dopiero po przygotowaniu całego procesu inwestycyjnego.

– Po pierwsze, inwestor musi zaproponować technologię, w której będzie funkcjonowała elektrownia atomowa. Musi zostać podana lokalizacja elektrowni. Po trzecie, musi zostać przedstawiony pakiet finansowy, który będzie służył realizacji tego celu. Mając na uwadze te 3 zasadnicze elementy, rząd podejmie decyzje o realizacji budowy obiektu – wyjaśnia Zbigniew Kubacki.

Ministerstwo Gospodarki szacuje, że przygotowania te potrwają minimum 4 lata.

– Będzie rozpisany przetarg międzynarodowy i Polska Grupa Energetyczna wybierze technologię. Przewidujemy, że sam przetarg, czyli wybór spośród 8 konkurujących ze sobą przedsiębiorców potrwa 2 lata. Potem nastąpi okres oceny technologii, uzyskania niezbędnych licencji i pozwoleń ze strony Polskiej Agencji Atomistyki. Po tych 4 latach należy oczekiwać ostatecznej decyzji ze strony rządu – mówi Zbigniew Kubacki.

W przypadku tak poważnej inwestycji czas realizacji projektu nie jest najważniejszym kryterium.

– Proces budowy elektrowni atomowej jest bardzo długi i skomplikowany. Minimalny okres przygotowania i realizacji wynosi 10 lat. Dlatego należy się do tego przygotować bardzo rzetelnie, a podjęte zobowiązania muszą mieć perspektywę, że program będzie realizowany nawet w okresie 100-letnim. Stąd też ta decyzja rządu zapadnie po tak długim okresie przygotowania do budowy elektrowni – wyjaśnia dyrektor Departamentu Energetyki Jądrowej w resorcie gospodarki.

Facebook finansów: powstanie nowy mBank

To jedna z największych inwestycji technologicznych w sektorze polskich finansów – zapewniają przedstawiciele banku. Nowoczesna platforma będzie oferować możliwość zarządzania finansami osobistymi czy wideo konferencji z doradcą. Projekt ma ruszyć jeszcze w tym roku. Docelowo zastąpi istniejący dziś mBank.

Jak podkreślają przedstawiciele banku, nowy bank będzie bardzo intuicyjny. Częścią systemu będzie rozbudowane narzędzie do zarządzania domowym budżetem, czyli tzw. planner finansowy. Klienci zyskają w ten sposób większą kontrolę nad swoimi wydatkami i oszczędnościami.

– Budując nowy mBank, zamierzamy rozszerzyć pojęcie bankowości wirtualnej. Udowodnimy, że „wirtualny” nie musi oznaczać „niedostępny”. Zaoferujemy użytkownikom przyjazne i intuicyjne usługi, dostępne w zasięgu kilku kliknięć – zapowiada Jarosław Mastalerz, członek zarządu BRE odpowiedzialny za bankowość detaliczną. – Zamierzamy być „Facebookiem finansów”, bankiem dla rosnącej grupy adeptów nowych technologii, która już dziś liczy w Polsce milion osób – deklaruje.

– Poza tym ten projekt będzie stwarzał klientowi lepsze i przychylniejsze warunki, żeby uzyskiwać ofertę sprzedażową wspartą przez bank poprzez rabaty. Po trzecie, projekt będzie lepiej wiązał bank z naszymi klientami, poprzez fakt, że komunikacja będzie odbywała się również drogą wideo – wymienia Cezary Stypułkowski, prezes BRE Banku, właściciela mBanku.

Dzięki możliwości porozmawiania z doradcą do załatwienia niektórych spraw w banku nie będzie już potrzebna wizyta w oddziale. Chociaż – jak zapewnia prezes – to wciąż pozostanie dostępną opcją. W związku z rozbudową bankowości elektronicznej mBank nie zamierza likwidować żadnego ze swoich 200 oddziałów w kraju.

Nowy bank wychodzi naprzeciw młodym ludziom. Będzie w pełni zintegrowany z Facebookiem, dzięki czemu możliwe będą przelewy między użytkownikami czy wspólne ze znajomymi korzystanie z ofert specjalnych. Ponadto system ma być dostępny również na smartfonach i tabletach.

– To jest projekt, którego istota sprowadza się do podtrzymania relacji z najbardziej wymagającymi klientami i na pozyskanie całej rzeszy nowych klientów, wchodzących na rynek – mówi prezes BRE Banku.

System ma być gotowy jeszcze w tym roku.

– Przewidujemy, że łączne wydatki na ten projekt zamkną się w kwocie 100 mln zł – podkreśla Cezary Stypułkowski.

Dzisiejszy mBank ma już ponad 3 mln klientów. Zgodnie z oczekiwaniami banku ich liczba wzrośnie do 5 mln w 2015 roku. Nowy mBank będzie budowany od podstaw, niezależnie od funkcjonującej dziś platformy. Jednak docelowo ma ją zastąpić.

– Świat wirtualny w zasadzie zintegrował się z tym realnym. Nowe technologie ułatwiają codzienne życie, czyniąc je prostszym, wygodniejszym i ciekawszym. Wykorzystaliśmy tę wiedzę, tworząc założenia naszego przedsięwzięcia – wyjaśnia Michał Panowicz, dyrektor projektu nowego mBanku, szef departamentu Client Lab. – W nowym banku chcemy dać użytkownikom dużo więcej niż dziś mogą oczekiwać od bankowości wirtualnej. Wykorzystując nowoczesną technologię, stworzymy intuicyjną platformę dostępną dla każdego – dodaje.

Nad podobnym projektem pracuje Alior Bank – jego Alior Sync ruszyć ma już za niecałe dwa miesiące. Kosztować będzie połowę tego, co projekt mBanku. Liczba pozyskanych klientów ma też być o połowę niższa.

Rynek złota rośnie. Jeszcze większy potencjał inwestycyjny srebra

W ubiegłym roku sprzedaż czystego złota w Polsce sięgnęła 3 ton. To 2 razy więcej niż w 2010 roku, ale polski rynek wciąż jest daleko w tyle za krajami Europy Zachodniej. Coraz częściej inwestorzy zwracają się w stronę innych metali szlachetnych. – Srebro reprezentuje nawet większy potencjał inwestycyjny niż złoto – twierdzi Piotr Wojda, wiceprezes Mennicy Wrocławskiej.

Perspektywy dla rynku metali szlachetnych, czyli złota, srebra, platyny i palladu, są przez przedstawicieli Mennicy Wrocławskiej oceniane jako bardzo dobre.

– Polska to kraj, który pod względem inwestycyjnym bardzo szybko się rozwija. Obserwujemy bardzo dynamiczne zmiany i przyrost ilości inwestorów, którzy chcą inwestować w sztabki i monety bulionowe – mówi Piotr Wojda, wiceprezes Mennicy Wrocławskiej.

W 2010 roku w Polsce sprzedano ok. 1,5 tony złotego kruszcu. W ubiegłym roku było to 100 proc. więcej. Analitycy Mennicy szacują, że jeśli Polacy zainwestowaliby w złoto 1 proc. swoich oszczędności, rynek urósłby do 52 ton. To i tak zdecydowanie mniej niż np. w Niemczech.

– Rynek niemiecki w 2011 roku był szacowany na ok. 80 ton. Rynek francuski, włoski to są też rynki duże, choć nie tak imponujące jak rynek niemiecki. W Polsce z tą ilością sprzedanego złota nadal jesteśmy bardzo z tyłu – podkreśla Piotr Wojda.

Wzrost zainteresowania inwestycjami w metale szlachetne wynika przede wszystkim z wahań na rynkach finansowych.

– Można zauważyć odwrotną korelację ceny złota do ceny szerokiego rynku akcji, obligacji, papierów dłużnych i papierów skarbowych. Inwestorzy, którzy tracą zaufanie, że szeroki rynek akcji ma szanse na aprecjację, zaczynają przechodzić w walory, które są systematycznie postrzegane jako walory alternatywne, które zabezpieczają przed spadkami. Nie zawsze to jest wyciśnięcie największej stopy zwrotu, to często jest utrzymanie siły nabywczej. Taka jest dzisiaj rola złota – wyjaśnia wiceprezes Mennicy Wrocławskiej.

Według raportu Mennicy w 2012 roku sprzedaż złotych sztabek i monet bulionowych wzrośnie do 5,6 tony.

Alternatywą dla inwestowanie w złoto jest rynek srebra.

– Srebro jest metalem szlachetnym, który występuje w przyrodzie niewiele częściej niż złoto. Szacuje się, że geologicznie srebra jest 10-krotnie więcej niż złota. Jednak srebra wydobytego na powierzchnię ziemi jest mniej niż złota – mówi Piotr Wojda.

Jednak mimo to dysproporcja cenowa między dwoma kruszcami jest bardzo duża – za jedną uncję złota można kupić 55 uncji srebra.

– Dysproporcja wynika z braku wiary w to, że srebro może powrócić do tej roli monetarnej, jaką w przeszłości miało. Naszym zdaniem srebro reprezentuje większy potencjał inwestycyjny niż złoto. Aczkolwiek trzeba zauważyć, że cechuje się inną dynamiką wzrostu cen. Srebro przeznaczone jest dla inwestora młodszego w większym stopniu akceptacji ryzyka, dla kogoś kto wierzy w to, że ta rola monetarna ma szansę powrócić – wyjaśnia wiceprezes Mennicy Wrocławskiej.

Podczas środowej sesji w Londynie za uncję złota płacono niewiele ponad 1670 dolarów. Uncja srebra kosztowała 32 dolary.

Netia przymierza się do kolejnych zakupów

Po przejęciu Telefonii Dialog, Crowley Data Poland i kilkudziesięciu lokalnych sieci internetowych, Netia przymierza się do kolejnych zakupów. Na celowniku m.in. TK Telekom i Exatel. Dzięki akwizycjom operator pozyskał ok. 140 tys. abonentów i 3 razy więcej zasobów sieciowych.

W strategii na najbliższy rok Netia planuje skupić się na konsolidacji z przejętym Dialogiem i Crowleyem. Jednocześnie – jak podkreśla prezes spółki Mirosław Godlewski – stale monitoruje rynek w poszukiwaniu okazji do przejęć.

– Przyszłość polskiego rynku to jest integracja i konsolidacja. W związku z tym staramy się trzymać zasoby finansowe – możliwość pozyskania dalszego finansowania z banków czy też inne metody finansowania – tak, by mieć tę elastyczność do uczestnictwa w konsolidacji rynku, jeśli pojawia się sprzedający – wyjaśnia Mirosław Godlewski.

Zapytany o konkretne plany odpowiada: – Typowe spółki, o których już wspominaliśmy, że prawdopodobnie będą wystawione na sprzedaż, to jest TK Telekom, czyli telekomunikacja kolejowa, Exatel, to są być może spółki z grupy MNI. Chcemy być gotowi, aby móc odpowiadać na takie oferty.

Termin składania wstępnych ofert na TK Telekom został przesunięty przez PKP i Ministerstwo Skarbu Państwa na 23 kwietnia. Sprzedaż ma zostać zakończona w tym roku. Decyzję o wystawieniu na sprzedaż spółki Exatel Polska Grupa Energetyczna podejmie jeszcze w tym półroczu.

Od wielkości tegorocznych zakupów zarząd Netii uzależnia wypłatę dywidendy z zysku za 2012 rok.

Przejęcia to dla spółki przede wszystkim okazja do powiększenia bazy abonentów. W strategii rozwoju spółki zapisano, że ok. 20 proc. nowych klientów będzie pochodziło właśnie z akwizycji, głównie małych sieci ethernetowych.

– Do tej pory kupiliśmy 40 takich spółek. Dzięki temu pozyskaliśmy ponad 140 tys. abonentów i 3 razy więcej zasobów sieciowych – podkreśla prezes Netii.

W ubiegłym roku za blisko 1 mld zł Netia przejęła Telefonię Dialog i Crowley Data Poland. Dzięki temu na koniec roku spółka posiadała ponad 910 tys. klientów usług internetowych i 1,74 mln abonentów usług głosowych.

– Oczywiście przygotowywaliśmy się do tego przejęcia w zakresie organizacyjnym i w zakresie budowania zasobów finansowych. Dzisiaj jesteśmy na etapie integrowania Netii z Dialogiem i Crowleyem – mówi Mirosław Godlewski.

Zmiany w zarządzie PKO TFI – Jakub Karnowski zrezygnował z funkcji prezesa

Z dniem 10 kwietnia br. z funkcji prezesa PKO TFI zrezygnował Jakub Karnowski. Do czasu wyłonienia nowego prezesa prace zarządu spółki będzie koordynować Piotr Żochowski, wiceprezes zarządu. Rada Nadzorcza powołała jednocześnie Remigiusza Nawrata, związanego z Towarzystwem od 2008 roku, na członka zarządu spółki od 11 kwietnia br.

Piotr Żochowski funkcję wiceprezesa zarządu PKO TFI pełni od 1 czerwca 2011 roku. Od 1996 roku związany zawodowo z polskim rynkiem finansowym. Karierę rozpoczynał w Arthur Andersen Audit. W latach 1999-2010 pracował w Grupie Kapitałowej Pioneer Pekao Investment Management, między innymi jako dyrektor finansowy oraz wiceprezes zarządu w Pioneer Pekao Towarzystwie Funduszy Inwestycyjnych. Był odpowiedzialny m.in. za rozwój Pioneer Global Asset Management w regionie Europy Centralnej i Wschodniej. Był członkiem rady nadzorczej NETIA S.A. oraz członkiem rady nadzorczej Platforma Mediowa Point Group S.A. Absolwent Wydziału Elektroniki i Technik Informacyjnych Politechniki Warszawskiej oraz Executive MBA prowadzonego przez Politechnikę Warszawską przy współpracy z London Business School, HEC School of Management Paris oraz NHH Bergen. Posiada tytuł Chartered Financial Analyst (CFA) oraz tytuł Fellow of ACCA.

Remigiusz Nawrat
Remigiusz Nawrat

Remigiusz Nawrat w PKO TFI zajmował do tej pory stanowisko dyrektora zarządzającego, odpowiedzialnego za stworzenie i działanie Pionu Zarządzania Aktywami. Posiada ponad 13-letnie doświadczenie zawodowe w administracji publicznej (Ministerstwo Finansów, Narodowy Bank Polski), a także w krajowych i międzynarodowych instytucjach finansowych (Bank Światowy, PZU Asset Management). Absolwent Szkoły Głównej Handlowej – kierunek ekonomia oraz studiów MBA w George Washington University w Waszyngtonie. Posiadacz tytułu CFA – Chartered Financial Analyst.

PKO TFI na przestrzeni ostatnich trzech lat utworzyło własny zespół zarządzający funduszami inwestycyjnymi, pozyskując ekspertów z największych centrów finansowych świata. Dzięki tym zmianom fundusze PKO TFI znacząco awansowały w rankingach. W 2011 roku, we wszystkich grupach porównawczych, znalazły się powyżej mediany, co świadczy o stabilności i jakości generowanych przez Towarzystwo wyników. Rozwinięto paletę produktów zarówno dla klienta podstawowego, jak i dla osób z zasobnymi portfelami. W zeszłym roku uruchomiono usługę asset management. Obecnie PKO TFI zarządza 29 funduszami, w których zgromadzono ponad 8,2 mld złotych.

Staż zwiększa szansę na zatrudnienie

Dobre wykształcenie, niepoparte odpowiednim doświadczeniem, to dziś zdecydowanie za mało, aby mieć satysfakcjonującą pracę. Z tego względu warto skorzystać z ofert staży, na które właśnie zaczął się… sezon.

Dlaczego akurat teraz? Wynika to z prostego faktu, iż w pierwszym kwartale nowego roku powiatowe urzędy pracy otrzymują zwykle dofinansowania na organizację staży. Wówczas też rozpoczynają się nabory wniosków, posiedzenia komisji, a wreszcie wydawane są skierowania na staż.

Jak ubiegać się o staż?

W przypadku absolwentów do 27. roku życia, jeśli jeszcze nie minął rok od ukończenia przez nich studiów, a także osób, które nie ukończyły 25 lat, wystarczy zarejestrować się w powiatowym urzędzie pracy. Warto dodać, iż o staż mogą ubiegać się nie tylko osoby młode. Jest on bowiem przeznaczony dla osób bezrobotnych w szczególnej sytuacji na rynku pracy, czyli także osób powyżej 50. roku życia, kobiet, które po urodzeniu dziecka nie podjęły zatrudnienia, bezrobotnych długotrwale czy bezrobotnych po odbyciu kontraktu socjalnego. Ponadto do tej grupy zaliczają się też bezrobotni bez kwalifikacji zawodowych, bez doświadczenia zawodowego, bez wykształcenia średniego, bezrobotni, którzy samotnie wychowują co najmniej jedno dziecko w wieku do lat 18, osoby bezrobotne niepełnosprawne, a także ci, którzy po odbyciu kary pozbawienia wolności nie podjęli zatrudnienia.

Jeśli mamy na oku konkretnego pracodawcę, możemy zwrócić się bezpośrednio do niego i zaproponować złożenie imiennego wniosku o staż. Jest to niekiedy o tyle korzystne, że mamy pewność, do jakiej firmy trafimy, wiemy, czym ona się zajmuje, a przede wszystkim zdobywamy umiejętności zawodowe, na których najbardziej nam zależy. Pracodawcy zwykle bardzo chętnie godzą się na staż organizowany przez urząd pracy, gdyż w efekcie otrzymują „darmowego pracownika”, czyli stażystę, który wdraża się w działanie firmy i którego mogą też poniekąd sprawdzić, a w przyszłości zatrudnić bez obawy, że pracownik się nie sprawdzi.

Połowa stażystów zdobywa zatrudnienie

Jak wynika z prowadzonych corocznie badań, z reguły około 50 proc. stażystów, którzy zgłaszają się na staż organizowany przez urząd pracy, zdobywa później zatrudnienie. Biorąc pod uwagę sytuację na rynku pracy, wynik ten jest całkiem przyzwoity. Z takiej formy zatrudnienia są zadowoleni także pracodawcy:

– Szefowie firm, którzy do nas dzwonią, bardzo często pytają o warunki organizacji stażu i środki na tę formę wsparcia – tłumaczy Agnieszka Jastrzębska, konsultantka Zielonej Linii. – Staże to najpopularniejsza forma pomocy, oferowana przez urzędy pracy – z przekonaniem dodaje konsultantka.

Rzeczywiście, staże upodobali sobie przede wszystkim prywatni przedsiębiorcy. Nie jest to jednak tylko kwestia zyskania „darmowego pracownika”, o czym świadczy fakt, że w tych, często mikro- i małych, przedsiębiorstwach stażyści są znacznie częściej zatrudniani, niż w instytucjach publicznych, w których odbywa się staż.

– Z jednej strony warto skorzystać z oferty pracy w dużej instytucji publicznej, w której z pewnością nabędziemy spore doświadczenie i będziemy mieli atrakcyjny wpis w CV, ale jednocześnie musimy liczyć się z tym, że niekoniecznie będziemy tam zatrudnieni po odbyciu stażu. Problemem są tu chociażby długie procesy rekrutacyjne – tłumaczy Agnieszka Jastrzębska. – Z drugiej strony firma prywatna nie zawsze ma taki sam prestiż (choć nie jest to w żadnym wypadku regułą) czy nawet warunki zatrudnienia, ale szanse na pozostanie w takiej firmie, o ile stażysta się sprawdzi, są dużo większe i mogą sięgać nawet 80 proc. – dodaje pani Agnieszka.

Świadczenia a staż

Stażysta, który aktualnie odbywa staż, może otrzymywać stypendium w kwocie 784,47 zł netto. Jeśli jest to staż współfinansowany przez Unię Europejską (a takie też zdarzają się w urzędach pracy), kwota stypendium, jaka wpływa na konto, wynosi 913,70 zł (nie jest odliczany podatek). Stażysta, ze względu na to, iż nadal zachowuje status osoby bezrobotnej, jest objęty ubezpieczeniem zdrowotnym z urzędu pracy. Tym samym pracodawca, który przyjmuje stażystę na staż do swojej firmy, nie ponosi żadnych kosztów, a zyskuje możliwość sprawdzenia przyszłego pracownika lub wdrożenia absolwenta w praktyczne aspekty pracy zawodowej.

Informacje na temat organizacji stażu z urzędu pracy oraz innych form pomocy, jakie oferują urzędy, są dostępne pod numerem telefonu infolinii urzędu pracy, czyli Zielonej Linii: 19524.

Zmiany w przepisach dotyczących utylizacji starych samochodów

Polska zbyt wolno zmienia przepisy dotyczące utylizacji starych aut – oceniła Komisja Europejska i zagroziła skierowaniem sprawy do Trybunału Sprawiedliwości. Chodzi m.in. o naliczaną opłatę od importowanych aut, a także brak bezpłatnej sieci odbioru pojazdów. Zostały jeszcze niecałe 2 miesiące na zmiany.

Komisja Europejska upomniała Polskę za zbyt powolne wdrażanie zmian w przepisach dotyczących utylizacji starych samochodów.

– Chodzi głównie o to, żebyśmy wprowadzili zmiany w przepisach dotyczących opłat, jakie są pobierane od właścicieli aut czy firm sprowadzających auta. W szczególności od tych, które sprowadzają mniej niż 1 tys. aut rocznie, bo to one są obciążane dodatkowymi opłatami. To jest kwestia systemu bezpłatnego odbioru samochodów od właścicieli przez firmy zajmujące się utylizacją – wyjaśnia Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar.

Obecnie każdy, kto sprowadza samochód z zagranicy musi wnieść opłatę recyklingową w wysokości 500 zł na Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Komisja Europejska jest zdania, że kwota ta została ustalona arbitralnie i nie ma związku z realnym kosztem utylizacji pojazdu.

To nie jest pierwsze upomnienie w tej sprawie. Już pod koniec 2009 roku Bruksela zwracała Polsce uwagę na te nieprawidłowości.

– Do tej pory ta zmiana nie nastąpiła. Dostaliśmy 2 miesiące na sfinalizowanie tej sprawy. Jeżeli nie zostanie ona sfinalizowana, to Polska może zostać podana do Trybunału Sprawiedliwości – ostrzega Wojciech Drzewiecki.

Dlatego rząd powinien przyspieszyć prace nad projektem zmian i jego wdrożeniem. Oprócz zniesienia opłaty w Polsce powinien zacząć obowiązywać system odbioru starych aut. Zgodnie z unijną dyrektywą organizacją i finansowaniem złomowania samochodów mają zajmować się producenci i duże firmy importujące samochody, więc kierowcy zostaną zwolnieni z tych kosztów.

– Producenci samochodów, a więc firmy, które sprowadzają do Polski duże ilości aut, zostali zobowiązani do stworzenia nowego systemu odbioru pojazdu. Systemu bezpłatnego dla klientów pod warunkiem, że auto, które trafia do utylizacji jest autem w pełni wyposażonym. Gdyby brakowało, np. silnika lub innych ważnych elementów w pojeździe, to wtedy opłacalność procesu utylizacji byłaby znacznie mniejsza i być może właściciel takiego auta musiałby ponosić związane z tym koszty – mówi prezes Samaru.

Ministerstwo Środowiska zapewnia, że projekt zmian w kwestii recyklingu aut jest już gotowy.

Sektor bankowy: coraz lepsze perspektywy na przyszłość

Zgodnie z obliczeniami Komisji Nadzoru Finansowego ubiegły rok banki zakończyły z zyskiem netto na poziomie 15,7 mld zł. To ponad 1/3 więcej niż w 2010 roku. – Wyniki roku ubiegłego były najlepsze w historii polskiej bankowości – przynaje Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich.

Tak dobre wyniki nie byłyby możliwe bez dobrej kondycji całej polskiej gospodarki.

– Ponad 100 mld zł zysku netto polskich przedsiębiorstw za rok 2011 – właśnie w tych okolicznościach polski sektor bankowy uzyskał dobre wyniki. Mamy nadzieję, że pomimo spowolnienia gospodarczego sygnalizowanego w wielu krajach UE i nieco mniejszego tempa rozwoju w Polsce, również w tym roku będą dobre wyniki – mówi prezes Związku Banków Polskich.

W jego opinii do utrzymania wysokich zysków potrzebne będą pewne zmiany regulacyjne i prawne, które usprawnią pracę banków. Jednak zagrożeniem dla wyników działających w Polsce instytucji może być planowana jeszcze na ten rok opłata bankowa, której wprowadzenie zapowiedział ostatnio minister finansów Jacek Rostowski.

– Opłata stabilizacyjna na rzecz Bankowego Funduszu Gwarancyjnego mogłaby sięgnąć, poza wpłatami na BFG, które już poczyniliśmy w wysokości ponad 900 mln zł, dodatkowo 1 mld 900 mln zł jeszcze w tym roku – wyjaśnia Krzysztof Pietraszkiewicz.

Jeśli w życie wejdzie jeszcze proponowany przez Komisję Europejską podatek od transakcji finansowych, obciążenia dla polskiego sektora bankowego wzrosną jeszcze o 8-12 mld zł rocznie. Zdaniem Krzysztofa Pietraszkiewicza nowe obciążenia mogą skutkować wzrostem kosztów usług bankowych dla klientów oraz ograniczeniem możliwości finansowania niektórych grup klientów.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez TNS Pentor, większość bankowców spodziewa się ożywienia na rynku kredytowym. Wskaźnik Pengab, mierzący koniunkturę w sektorze bankowym wzrósł w marcu o 3,7 pkt i wynosi 28,8 pkt. Poprawa sytuacji ekonomicznej nastąpiła w co trzecim badanych oddziale.

Według autorów badania marzec jest pierwszym miesiącem od dłuższego czasu, kiedy poprawiła się ocena perspektyw w tym sektorze.

– Wyniki pomiaru Pengabu świadczą o nieco lepszej prognozie, lepszych nastrojach wśród bankowców, które przede wszystkim oparte są na tym, że jest większy optymizm w części kredytowej, związany w szczególności z małymi i średnimi przedsiębiorstwami oraz w niektórych segmentach gospodarstw domowych – mówi Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich.

Blisko 2/3 oddziałów spodziewa się, że w najbliższym czasie wzrośnie liczba kredytów konsumenckich i mieszkaniowych, przede wszystkim w polskiej walucie.

Nowe przepisy wprowadzające menedżerski system zarządzania w sądownictwie

Dziś wchodzą w życie nowe przepisy wprowadzające menedżerski system zarządzania w sądownictwie. W praktyce oznacza to, że w sądzie pojawi się dyrektor, który będzie odpowiedzialny za zarządzanie pracownikami sądu i kwestie infrastruktury. Przez kolejne miesiące będzie to pilotażowy program. Od 1 stycznia 2013 roku obowiązek zatrudnienia menedżera zacznie obowiązywać w każdej sądowej placówce.

Do tej pory wszystkie funkcje zarządcze, czy to związane z orzekaniem, administracją, czy infrastrukturą sądu, spoczywały na jego prezesie.

– Nie jestem specjalnie zwolennikiem kierowania różnymi placówkami przez tych, którzy powinni wykonywać tam określone funkcje usługowe. Uważam, że niekoniecznie lekarz będzie dobrym dyrektorem szpitala, aczkolwiek zdarzają się również i tacy. Jednak tutaj są potrzebne funkcje menedżerskie – podkreśla Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP.

Wchodząca dziś w życie nowelizacja ustawy „Prawo o ustroju sądów powszechnych” wprowadza podział obowiązków między prezesów i dyrektorów sądów. Dyrektorzy będą odpowiadać przede wszystkim za infrastrukturę sądów, czyli kwestie techniczno-administracyjne oraz za urzędników i personel pomocniczy. Kadrami należącymi do pionu orzeczniczego, czyli m.in. sędziami, prokuratorami wciąż będzie zajmował się prezes sądu, podobnie jak organizacją prac placówki związanych z wymiarem sprawiedliwości. Dyrektorzy sądów będą mieli znaczną autonomię, ale w niektórych kwestiach ostateczna decyzja będzie należała do ich zwierzchników, czyli prezesów sądów.

Zmiany kompetencyjne są pozytywnie oceniane przez środowisko przedsiębiorców.

– Jeśli dojdzie do podziału, że prezes sądu będzie zajmował się tylko i wyłącznie kwestią orzekania, natomiast dyrektor czy określony menedżer będzie zajmował się normalnym funkcjonowaniem, to będzie z pewnością dobre dla funkcjonowania sądów. Wiele dotychczasowych problemów tkwi w złej organizacji pracy sądów, więc myślę, że z tego punktu widzenia powinno być to rozwiązanie dobre – uważa Andrzej Malinowski.

Sukces wdrożenia nowych przepisów uzależniony będzie w dużej mierze od polityki kadrowej przy zatrudnianiu dyrektorów.

– Czy znajdzie się odpowiednie grono ludzi, którzy będą potrafili to robić, czy znowu nie będziemy mieli tych angaży na zasadzie, że ktoś tam nie ma pracy, ale jest związany z sądem. Niestety tak bywa często w tych obszarach związanych z państwem – mówi prezydent Pracodawców RP.

Przekazanie dyrektorom sądów funkcji zarządczych to na razie możliwość. Jednak od 1 stycznia 2013 roku każda placówka będzie miała taki obowiązek.

Reforma sądownictwa od dziś wprowadza również system ocen okresowych sędziów i prokuratorów, zmienia zasady powoływania prezesów sądów rejonowych i zatrudniania referendarzy, zmienia strukturę sądów, pozostawiając obowiązkowe tylko 2 wydziały: karny i cywilny oraz wprowadza nowy tryb rozpatrywania skarg na działalność administracyjną. Wiele zmian proponowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości zostało oprotestowanych przez środowisko sądowe. Trybunał Konstytucyjny zajmie się oceną niezgodności niektórych przepisów z konstytucją.

Zarządzanie zasobami ludzkimi odgrywa coraz większą rolę w biznesie

Nowoczesne technologie zmienią podejście do zarządzania ludźmi w organizacjach. W okresie wychodzenia z kryzysu działy odpowiedzialne za Human Resources muszą ściślej współpracować z zarządami by wspólnie budować przewagę konkurencyjną, efektywnie pozyskiwać wykwalifikowanych pracowników oraz zarządzać ryzykiem. W tym procesie ważne są informacje gromadzone przez działy zajmujące się zasobami ludzkimi. Coraz większe znaczenie w międzynarodowych firmach będą odgrywać pracownicy odpowiedzialni za prowadzenie biznesu w krajach rozwijających się – wśród nich będzie się także poszukiwać przyszłych liderów. Takie m.in. wnioski płyną z raportu „Human Capital Trends 2012” opracowanego przez firmę doradczą Deloitte.

Rok 2012 r. będzie czasem dużych wyzwań dla działów HR. W okresie wychodzenia z kryzysu gospodarczego CEO na całym świecie poszukują katalizatorów przyczyniających się do wzrostu obrotów i poprawy wyników. Odpowiednie zarządzanie kadrami, a w szczególności talentami, będzie jednym z fundamentów rozwoju działalności i tworzenia przewagi konkurencyjnej. Zaniedbania na tym polu, np. w odniesieniu do poprawy efektywności działów sprzedaży lub zapewnienia sukcesji liderów, mogą być poważną przeszkodą. Dodatkowo coraz powszechniejsze stanie się użytkowanie technologii usprawniających komunikację, a także nowoczesnych rozwiązań IT. Mimo, że rozwiązania związane z postępem technologicznym stają się nieodłącznym elementem funkcjonowania organizacji, wiele firm nie jest ciągle przygotowanych do zarządzania tymi procesami. Nie potrafią także wykorzystać drzemiącego w nich potencjału.

„W dynamicznie rozwijającym się świecie działy HR powinny być przede wszystkim partnerem dla zarządów w stymulowaniu rozwoju firmy. Oznacza to, że zarządzający talentami muszą mieć na uwadze przede wszystkim poprawę wyników przedsiębiorstwa. Ważnym elementem tej strategii powinno być zachęcanie i premiowanie innowacyjnego myślenia oraz przygotowywanie następnego pokolenia liderów. Działy HR powinny mieć na uwadze nie tylko rozwój talentów na rodzimym rynku, ale także w poszczególnych oddziałach poza granicami kraju. Tym bardziej, że w wielu organizacjach to one będą rosły najbardziej dynamicznie.” – mówi Magdalena Jończak, Dyrektor w Dziale Konsultingu Deloitte.

Globalizacja nie jest zjawiskiem nowym, nowe jest jednak podejście do zarządzania tym procesem. Dotychczas do rynków dojrzałych stosowano inne strategie niż do rynków rozwijających się. Te pierwsze traktowano jako priorytetowy obszar rozwoju działalności, drugie były postrzegane głównie jako źródło tańszej siły roboczej wykorzystywanej w ustandaryzowanych procesach produkcyjnych. Teraz to podejście się zmienia – przewiduje się, że w 2012 r. ponad połowa światowych dóbr importowanych będzie zakupiona na rynkach wschodzących podczas, gdy kraje rozwinięte będą nadal mierzyć się z nierównym i niewielkim wzrostem a także deficytem talentów. Kiedyś to Stany Zjednoczone były światową kuźnią talentów i krajem, który posiadał najwięcej osób z dyplomem w wieku 25-34 lata. Obecnie zajmuje zaledwie 12 miejsce wśród 36 rozwiniętych gospodarek – Chiny już teraz kształcą dziesięć razy więcej specjalistów w dziedzinie nauk przyrodniczych. Jakość tego wykształcenia budzi dyskusje, jednakże firmy coraz częściej szukają talentów i przyszłych liderów w rozwijających się częściach świata. Nie mogą pozostać obojętne wobec potencjału rozwijających się rynków – w Chinach populacja klasy średniej jest liczniejsza niż całkowita liczba ludności w USA – a to oznacza ogromne możliwości nabywcze.

Zdaniem ekspertów Deloitte równie istotnym problemem będzie identyfikacja i zarządzanie talentami, szczególnie w kontekście przygotowywania przyszłego pokolenia liderów. Obecnie działy HR będą musiały położyć na to znacznie większy nacisk niż dotychczas. Droga do celu wiedzie m.in. przez ścisłe zintegrowanie rozwoju przyszłych liderów z długoletnimi kierunkami rozwoju firmy, stworzenie struktury pozwalającej na łatwiejszy dostęp do obecnych liderów oraz bezpośrednie korzystanie z ich wiedzy i doświadczenia – tradycyjnie rozumiany coaching nie jest wystarczający. Wiodące organizacje sięgają również po zaawansowane narzędzia analityczne, takie jak np. modelowanie prognostyczne, które pozwalaj firmom zajrzeć w przyszłość i przygotować odpowiednie strategie by lepiej przygotować się na przyszłe problemy. Analizy prognostyczne ułatwią firmom zatrzymanie kluczowych pracowników poprzez identyfikację ryzyka ich odejść oraz pomogą w przygotowywaniu pokolenia przyszłych liderów poprzez analizę, które z zatrudnionych osób mają największy potencjał rozwojowy.

Wyniki badania przeprowadzonego przez Deloitte, pokazują, że dziś bardziej niż kiedykolwiek specjaliści HR będą musieli mieć na uwadze zarządzanie ryzykiem. Eksperci zajmujący się HR powinni umieć spojrzeć kompleksowo na organizację i wraz z zarządami współtworzyć strategię zarządzania ryzykiem. W tym procesie ważne są informacje gromadzone przez działy zajmujące się zasobami ludzkimi. Pozwalają zidentyfikować potencjalne ryzyka m.in. na podstawie analizy wcześniejszego przebiegu kariery oraz społecznej aktywności pracowników. Przetwarzanie dużej ilości danych, mimo ewidentnych korzyści, stanowi spore wyzwanie dla organizacji. Niemniej jednak opanowanie tego procesu może pomóc w strategicznym planowaniu retencji i sukcesji pracowników oraz zarządzaniu różnorodnością.

„Należy pamiętać, że zarządzanie ryzykiem, jest obecnie trudniejsze ze względu na szybki rozwój technologii mobilnych i mediów społecznościowych. Za pomocą tych narzędzi błędne i szkodliwe informacje mogą szybko wyjść poza organizację. Jednakże firmy nie mogą zrezygnować z tych rozwiązań, przeciwnie – przyjęcie postawy wyczekującej i nastawionej na obserwację rozwoju technologii oraz ewentualnych zagrożeń może sprawić, że przedsiębiorstwo pozostanie w tyle za konkurencją. Działy HR mogą być liderem w implementacji nowoczesnych rozwiązań. Proste aplikacje na tablety i smartfony pozwalające zarządzać kartami czasu pracy oraz rezerwować z wyprzedzeniem pomieszczenia biurowe mogą usprawnić funkcjonowanie całej organizacji i wygenerować dodatkowe zyski, dzięki zaoszczędzeniu czasu na czynnościach administracyjnych.” – dodaje Magdalena Jończak z Deloitte.

Produkcja samolotów pasażerskich poszybuje w górę

W 2012 r. i w kolejnych latach spodziewany jest systematyczny wzrost zamówień na samoloty pasażerskie. Wyższa produkcja maszyn komercyjnych spowodowana jest rosnącym popytem na wyjazdy turystyczne i podróże służbowe, szczególnie w regionie Azji i Pacyfiku. Niższą dynamikę sprzedaży odnotuje za to sektor obronny. Jest to związane ze spadkiem wydatków na zbrojenia, głównie w USA i Europie – to najważniejsze wnioski z raportu „2012 Global aerospace and defense outlook: A tale of two industries”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte.

Według ekspertów Deloitte, głównym motorem wzrostu w przemyśle lotniczym, będzie produkcja i rozwój pasażerskich samolotów nowej generacji, które pozwolą na zmniejszenie zużycia paliwa. Trend ten wymuszają rosnące ceny ropy naftowej na świecie. Dowodem, na dobrą koniunkturę w sektorze, są plany zwiększenia produkcji ogłoszone przez światowych gigantów – Boeing i Airbus oceniają rynkowe zapotrzebowanie na nowoczesne latające maszyny w granicach od 26,900 do 33,500 sztuk na najbliższe 20 lat.

Dodatkowo do 2035 r. dla światowego transportu lotniczego ma zostać opracowany innowacyjny satelitarny system nawigacji. Pozwoli on znacząco usprawnić zarządzanie stale rosnącym ruchem samolotowym. Według szacunków nowy program umożliwi zaoszczędzenie rocznie około 11,3 mld litrów paliwa, wyeliminowanie opóźnień w lotach o 4 mln godzin, a także ograniczenie emisji dwutlenku węgla o 29 mln ton. Będzie to możliwe dzięki m.in. zwiększeniu ilości korytarzy powietrznych oraz bardziej precyzyjnemu badaniu warunków pogodowych, co pozwoli na skrócenie czasu, który maszyny spędzają w powietrzu.

„Potwierdzeniem tych trendów na rynku polskim jest długo oczekiwana dostawa Dreamlinerów dla PLL LOT, które za ich pomocą mają zamiar podbijać między innymi rynek azjatycki. Nowe maszyny to nie tylko oszczędności w zużyciu paliwa dla przewoźnika, ale również mniejszy poziom hałasu dla mieszkańców.” – komentuje Adam Dziemba, starszy menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte Polska.

Światowe wydatki na zbrojenia w 2010 r. wyniosły ponad 1,6 biliona dolarów. Najwięcej na obronę wydały USA bo ponad 698 mld dolarów, następnie Chiny – 119 mld dolarów, a także Wielka Brytania i Francja – około 59 mld dolarów każde z nich. W bieżącym roku producenci z sektora obronnego zmierzą się ze spadkiem marż, co według ekspertów Deloitte zmusi ich m.in. do optymalizacji struktury kosztów, czy pozbycia się aktywów niezwiązanych z działalnością podstawową.

„Prawdopodobnie będziemy świadkami agresywnej walki w sektorze obronnym. Przede wszystkim będzie to związane z eskalacją programów obronnych oraz wzrostem sprzedaży do Indii, Brazylii, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Królestwa Arabii Saudyjskiej, Japonii i Korei Południowej. Są to bogacące się kraje, które mają dużą potrzebę rozwoju swojego potencjału w zakresie obrony.” –ocenia Tom Captain, lider Globalnego Zespołu ds. Sektora Lotniczego i Obronnego, Deloitte USA.

Trend związany z rozwojem systemu obronnego w powyższych krajach potwierdzają dane liczbowe, obrazujące wydatki wojskowe w przełożeniu na PKB danego kraju. Liderem jest Królestwo Arabii Saudyjskiej, które na ten cel przeznaczyło w 2010 roku 10,1% swojego PKB. Na kolejnych miejscach znajduje się Izrael – 6,4% PKB i nadal USA – 4,8% PKB (już dziś jednak wiadomo, że w ciągu najbliższych 10 lat USA zamierza zaoszczędzić na wydatkach wojskowych łącznie 487 mld dolarów).

Z raportu Deloitte wynika, że w 2012 r. przemysł lotniczy i zbrojeniowy będzie nadal inwestował w rozwój nowatorskich technologii, przede wszystkim w takich dziedzinach, jak: ochrona cyberprzestrzeni, broń wiązkowa, broń wykorzystująca mikrofale o dużej mocy, pociski ponaddźwiękowe, bezzałogowe samoloty dalekiego zasięgu operujące na dużych wysokościach oraz programy komputerowe potrafiące śledzić transakcje finansowe prowadzone przez znanych terrorystów.

Mniej pieniędzy na drogi, ale więcej dla przedsiębiorców

– Najbliższy budżet UE będzie prawdopodobnie ostatnim, tak korzystnym dla Polski – uważa minister rozwoju regionalnego. Dlatego trzeba go jak najlepiej wykorzystać. W nowej perspektywie finansowej z pewnością będzie mniej pieniędzy na drogi, ale więcej dla przedsiębiorców. Ministerstwo Rozwoju Regionalnego chce również uruchomić program wsparcia dla zmarginalizowanych regionów kraju.

Ministerstwo Rozwoju Regionalnego pracuje nad nowym programem pomocowym, który dotyczyłby wszystkich biedniejszych i najbardziej potrzebujących regionów Polski.

– To jest podzielone na kilka kategorii w całej Polsce, w różnych regionach takich, jak: Wałbrzych, miasta w województwie łódzkim, śląskim, zachodnio-pomorskim. Myślimy o takim programie, który zbierze tematycznie obszary z całej Polski, wymagające dodatkowego wsparcia poza tym, które będzie szło w ramach programów regionalnych i niektórych programów krajowych – wyjaśnia minister.

Według wstępnych założeń program miałby ruszyć od początku 2014 roku. Jednak zdaniem Elżbiety Bieńkowskiej ten termin wydaje się już mało prawdopodobny.

– Pewnie połowa 2014 roku, to jest ten moment, na który możemy mieć jeszcze nadzieję – podkreśla.

Negocjacje nowego budżetu UE na lata 2014-2020 już się rozpoczęły. Zdaniem Elżbiety Bieńkowskiej Polska prawdopodobnie dostanie więcej niż 68 mld euro z poprzedniej perspektywy finansowej.

– Trzeba wyraźnie sobie uzmysłowić, że następny budżet unijny, pewnie ostatni tak bogaty dla Polski, to będzie budżet, w którym musimy naprawdę zbudować stałe podstawy wzrostu – podkreśla minister rozwoju regionalnego.

Dokumentem, na którym będzie oparty cały unijny budżet, to strategia „Europa 2020”. To oznacza, że mniej środków zostanie przeznaczonych na rozbudowę i modernizację lokalnej infrastruktury. Zdaniem minister, rozmowy z samorządami będą trudne, ponieważ to one w dużej mierze korzystają z dotychczasowego unijnego wsparcia na drogi, koleje i inne projekty infrastrukturalne.

– W budżecie 2007-2013 zrobiliśmy ogromną ilość rzeczy. To było w bardzo dużej mierze zasypywanie tych dziur cywilizacyjnych, które mieliśmy, jeśli chodzi o drogi, kanalizacje, cały pakiet tych infrastrukturalnych rzeczy. Przyszły budżet to będzie na pewno więcej środków dla przedsiębiorców, więcej innowacyjności, połączenia nauki z biznesem, czyste środowisko i wszystkie działania, które do tego zmierzają – wymienia Elżbieta Bieńkowska.

Minister obawia się, że uzyskanie wsparcia w nowej perspektywie finansowej będzie trudniejsze niż do tej pory. Mimo że Komisja Europejska zapowiada wprowadzenie ułatwień dla beneficjentów.

– To, co się odmienia przez wszystkie przypadki w UE, czyli uproszczenia, zmniejszenie biurokracji, tego w regulacjach nie widać. Ja uważam, że jeżeli one zostałyby takie, jakie są w tej chwili, to trudność z pozyskaniem tych środków może być większa niż teraz – dodaje Elżbieta Bieńkowska.

Negocjacje nowej perspektywy finansowej na lata 2014-2020 rozpoczęły się podczas polskiej prezydencji. Sprawująca obecnie prezydencja Dania chce, aby jeszcze w tym półroczu zakończyły się ustalenia co do ilości środków przeznaczanych na poszczególne programy i dla krajów członkowskich. W czerwcu osiągnięty kompromis miałby zostać przedstawiony na spotkaniu Rady Europejskiej. Potem budżetem zajmie się Parlament Europejski.

Dobre wyniki polskich spółek nie zapobiegły spadkom na GPW

Przez kilka ostatnich dni warszawska giełda nie radziła sobie najlepiej. Poprawę sytuacji przyniosły dopiero sesje piątkowa i poniedziałkowa. Ale zapał kupujących wciąż hamowany jest przez spodziewane spowolnienie gospodarcze.

W ubiegłym tygodniu indeksy warszawskiej giełdy regularnie traciły. WIG20, czyli indeks 20 największych spółek, oscylował wokół poziomu 2250 punktów. Według analityków spadki mogą dziwić biorąc pod uwagę dobre informacje płynące z polskich spółek.

– Kończy się sezon publikacji wyników finansowych spółek. Te wyniki były bardzo dobre, zarówno jeśli chodzi o IV kwartał ubiegłego roku, jak i cały ubiegły rok. Były prawie o 50 proc. lepsze niż w 2010 roku, powinniśmy więc mieć do czynienia z pozytywną reakcją inwestorów. Miejmy jednak nadzieję, że inwestorzy docenią efekty naszej giełdy – mówi Roman Przasnyski, analityk Open Finance.

W jego opinii inwestorzy obawiają się scenariuszy rozwoju w europejskiej gospodarce.

– Myślę, że zapał do kupowania akcji hamują perspektywy na najbliższe miesiące. Spowolnienie gospodarcze w Chinach i strefie euro u nas też będzie miało miejsce, więc prawdopodobnie te bardzo dobre wyniki nie wystarczają inwestorom w kontekście tego, że nie będą one możliwe do powtórzenia w najbliższych kwartałach czy miesiącach – uważa Roman Przasnyski.

Dlatego nie ma pewności co do poprawy sytuacji na warszawskim parkiecie. Podczas wczorajszej, wzrostowej sesji indeksom pomogły głównie informacje o nastrojach niemieckich przedsiębiorców. WIG 20 zakończył notowania na z blisko 1-procentowym wzrostem.

Dane płynące z europejskiej gospodarki podobnie wpływają na kurs złotego wobec głównych walut.

– W momencie, kiedy pojawiają się jakieś niepokoje związane z europejskimi kłopotami z zadłużeniem czy innego rodzaju zawirowaniami na rynkach finansowych, to nasza waluta traci na wartości. W ostatnich dniach mieliśmy do czynienia z nawrotem obaw związanych z Grecją i Portugalią. Tego typu informacje najczęściej niekorzystnie wpływają na naszą walutę, ale myślę, że to nie jest tendencja trwała, więc nie mamy czego się obawiać – podkreśla analityk Open Finance.

Pierwszy kwartał roku okazał się bardzo korzystny dla polskiej waluty. Złoty zyskał ok. 6 proc. wobec euro i ponad 7 proc. wobec dolara.

Uwolnione zawody – wolne od odpowiedzialności?

Decyzja ministra sprawiedliwości, Jarosława Gowina, dotycząca deregulacji 100 zawodów wywołała zaniepokojenie w środowisku maklerów i doradców finansowych. Jakie mogą być jej efekty?

Minister sprawiedliwości Jarosław Gowin zapowiedział, że do listopada zaprezentuje listę 100 zawodów, które będą podlegać dwustopniowej deregulacji. Wśród zawodów znaleźli się przedstawiciele sektora finansów, m.in. maklerzy, doradcy finansowi, podatkowi i inwestycyjni. Decyzja ta niepokoi przedstawicieli instytucji finansowych.
Jesteśmy zdecydowanie przeciwni planom uwolnienia zawodów Maklera papierów wartościowych i Doradcy inwestycyjnego. Biuro maklerskie jest instytucją zaufania publicznego a zatrudnieni w nim maklerzy i doradcy są osobami, które odpowiadają za pieniądze naszych klientów. Dlatego powinni cechować się wysokimi kwalifikacjami i podlegać nadzorowi – komentuje Jacek Rachel Prezes Zarządu Domu Maklerskiego BDM.

Decyzja ministra sprawiedliwości tłumaczona jest chęcią zwiększenia dostępu do niektórych zawodów, przy jednoczesnym zapewnieniu, że zapowiadane zmiany nie przyniosą spadku jakości oferowanych usług. Wprowadzenie w życie Ustawy deregulacyjnej zawodów ma na celu m.in. zwiększenie zaangażowania pracodawców w proces zdobywania kwalifikacji przez ich podwładnych. Większe środki przeznaczone na szkolenia, wyjazdy doszkalające oraz egzaminy certyfikujące z pewnością korzystnie wpłyną nie tylko na wizerunek firmy lecz na jej efektywność. Jednocześnie jednak, kryzys ekonomiczny determinuje potrzebę zwiększania zaufania do instytucji finansowych i poszczególnych narzędzi. Dlatego pojawia się pytanie – czy reforma ministra sprawiedliwości zapewni wzrost zaufania do sektora finansów i korzystnie odbije się na gospodarce?

– Można zastanowić się nad zmianą formuły egzaminowania i licencjonowania ale dyskusja nad likwidacją licencji bez zaproponowania alternatywnych rozwiązań jest skrajnie nieodpowiedzialna i niebezpieczna. Zaufanie inwestorów do rynku jest pochodną jakości świadczonych usług i bezpieczeństwa wynikającego z faktu, że usługi te świadczą kompetentni i przygotowani do zawodu maklerzy i doradcy – mówi Prezes Jacek Rachel.

Minister Jarosław Gowin zapowiada, że reforma będzie przebiegać dwuetapowo. Do uwolnienia zamierza wyznaczyć 100 zawodów, z czego 50 zostanie wpisanych na specjalną listę już w lipcu, a reszta zostanie dopisana jeszcze w listopadzie bieżącego roku.

Nowe przepisy w sprawie OZE

Ułatwienia dla małych, przydomowych instalacji odnawialnych źródeł energii oraz obowiązek przyłączania OZE do sieci – to najczęściej wskazywane braki pierwszego projektu ustawy o OZE. W czasie konsultacji społecznych do Ministerstwa Gospodarki wpłynęło ponad tysiąc stron uwag. Dlatego resort pracuje nad drugą wersją ustawy.

Przedstawiciele branży energetyki odnawialnej ostrzegali, że proponowane zmiany zahamują rozwój inwestycji w OZE Polsce. A zdaniem prof. Krzysztofa Żmijewskiego to przyszłość polskiej energetyki.

– To już nie jest luksus, jak niektórzy uważają. To już nie jest fanaberia ekologów. To jest coś, bez czego nie będziemy mieli prądu – podkreśla przewodniczący Społecznej Rady Narodowego Programu Redukcji Emisji.

W opinii eksperta najważniejszą częścią ustawy jest artykuł 13 i jego otoczenie, czyli przepisy dotyczące mikroinstalacji.

– My to nazywamy energetyką prosumencką, czyli pospolitym ruszeniem energetycznym, żeby każdy mógł sobie zamontować na swoim dachu lub w swojej piwnicy własne źródło energii – mówi prof. Żmijewski.

Taką możliwość powinny wspierać środki z budżetu państwa. Jednak w opinii profesora rozwój mikroinstalacji jest nieunikniony, nawet bez pomocy publicznej.

– Niedługo, za ok. 5 lat te technologie będą dostępne bez konieczności jakiegokolwiek wsparcia ze strony państwa. Jeżeli moglibyśmy udzielić tego wsparcia, to mogłoby się to zdarzyć już za 3-4 lata, a więc bardzo niedługo. Jeżeli za 3 lata, to znaczy, że w 2015 roku, a więc przed momentem wyłączenia 5 tys. MW, które musimy wyłączyć, bo zobowiązaliśmy się do tego – podkreśla prof. Krzysztof Żmijewski.

Według niego resort gospodarki powinien również wprowadzić obowiązek przyłączania źródeł do sieci, jako gwarancję pewności danej inwestycji. Przedstawiciele branży wskazywali to jako jeden z najpoważniejszych ubytków poprzedniego projektu ustawy.

– Przepisy mówią, że każde źródło ma obowiązek przyłączenia do sieci, ale zaraz po przecinku jest powiedziane: „chyba, że nie ma zdolności technicznym i ekonomicznych”. Odpowiednie przepisy mogłyby tę sytuację zmienić, żeby operator sieci musiał przyłączać i żeby musiał się głęboko tłumaczyć, dlaczego tego nie robi – uważa ekspert.

Jeśli nowe przepisy w sprawie OZE nie zostaną przyjęte w ciągu 2 miesięcy Polska może trafić przed Trybunał Sprawiedliwości. Komisja Europejska po raz kolejny upomina Polskę, że opóźnienie we wdrażaniu unijnej dyrektywy mogą zagrozić celom pakietu energetyczno-klimatycznego, czyli osiągnięciu poziomu 20 proc. energii ze źródeł odnawialnych w 2020 roku. Kraje UE miały czas na implementację przepisów do grudnia 2010 roku.

Dziś pierwszy odwiert PGNiG w poszukiwaniu gazu łupkowego

Dziś odbędą się pierwsze wiercenia w Lubyczy Królewskiej na Lubelszczyźnie. To jedna z najważniejszych i najbardziej obiecujących koncesji Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa. Odwiert za 30,5 mln zł wykona PNiG Kraków. Prace potrwają 100 dni.

Lubycz Królewska to kolejna po Markowoli i Lubocinie miejscowość, gdzie PGNiG wykona odwierty, które mają potwierdzić złoża gazu łupkowego. W tym roku PGNiG planuje rozpocząć wiercenia jeszcze na kilku innych spośród swoich 15 koncesji na poszukiwania surowca. Planów spółki nie zmienia raport przygotowany przez Państwowy Instytut Geologiczny, według którego w Polsce znajduje się znacznie mniej gazu z łupków niż ponad 5 bln m3, które szacowali Amerykanie.

– Odnosimy się do zidentyfikowanych złóż konwencjonalnych, które mamy w Polsce. Jest to 94 mld m3 gazu ziemnego. To jest dla nas punkt odniesienia. Wszystko, co jest ponadto, czyli nawet według szacunków PIG między 350 a 760 mld m3 potencjału do wydobycia, to wciąż jest ogromna wartość, przy rocznej konsumpcji 14,5 mld m3 gazu – wyjaśnia Grażyna Piotrowska-Oliwa, prezes PGNiG.

I dodaje, że nawet takie ilości są dobrym uzasadnieniem do prowadzenia badań poszukiwawczych. Tym bardziej, że PGNiG posiada własne badania na temat potencjału gazu łupkowego w Polsce.

– Mamy własne badania sejsmologiczne. Na ich podstawie prowadzimy odwierty na swoich koncesjach. Mamy Wejherowo, gdzie jest bardzo zaawansowana praca w tej chwili. Na drugiej koncesji będzie prowadzony kolejny odwiert w Lubyczy Królewskiej na Tomaszowie Lubelskim, również w oparciu o nasze badania – mówi prezes spółki.

O konkretnych liczbach będzie można zacząć mówić po wykonaniu szeregu zaawansowanych prac na poszczególnych koncesjach i przeprowadzeniu szeczgółowych badań.

– Wszystko zależy od możliwości eksploatacyjnych poszczególnych złóż, od tego, ile będzie można tego gazu wydobywać, jaka będzie opłacalność ekonomiczna danego złoża. Dopóki nie będziemy mieli wykonanych bardzo zaawansowanych odwiertów i bardzo szczegółowych badań sejsmicznych, wszystkie wartości, wokół których się obracamy to są nadal szacunki, nawet to, o czym mówił PIG – uważa Grażyna Piotrowska-Oliwa.

PGNiG zapowiada, że zintensyfikuje poszukiwania surowca. Do końca kwietnia spółka zamierza porozumieć się z PGE, Tauronem i KGHM w sprawie współpracy na koncesji na Pomorzu.

Oszczędzający muszą przyzwyczaić się do mniejszych zysków

Już za kilka dni z rynku znikną zupełnie lokaty antybelkowe. 1 kwietnia wchodzi w życie zmiana w ordynacji podatkowej, która uniemożliwi omijanie 19-procentowego podatku na tzw. lokatach jednodniowych. Wraz z likwidacją lokat przez banki spada również przeciętne oprocentowanie innych lokat. To wszystko oznacza mniejsze zyski dla klientów.

To ostatnie dni, kiedy lokaty z dzienną kapitalizacją odsetek pozwalają oszczędzającym ominąć podatek Belki. Od początku roku banki systematycznie wycofuje je ze swoich ofert. Efekt jest taki, że spada oprocentowanie pozostałych lokat i zmniejsza się oferta produktowa banków.

– Ten proces był znany od wielu miesięcy, więc tu nie ma żadnych gwałtownych ruchów – podkreśla Mariusz Klimczak, prezes Banku Ochrony Środowiska.

Tylko do końca marca właściciele depozytów z dzienną kapitalizacją nie zapłacą podatku Belki, jeśli dzienny zysk z lokaty wynosi do 2,50 zł. Potem opodatkowaniu będzie podlegała każda kwota.

W ubiegłym roku lokaty antypodatkowe stanowiły 1/5 depozytów na rynku. Popularne lokaty nie znikną z rynku, będą jednak przynosiły mniejsze zyski.

– To nie jest tak, że od 1 kwietnia przestają funkcjonować te produkty. Nie będzie korzyści dodatkowej dla klienta, ale to nie oznacza, że klient nic nie dostaje, po prostu dostanie mniej o podatek – mówi Mariusz Klimczak.

Banki szukają teraz innych sposobów na zatrzymanie pieniędzy klientów, a klienci – na pomnażanie swoich oszczędności. Zdaniem Mariusza Klimczaka, prezesa BOŚ coraz większą popularnością będą cieszyć się produkty pozwalające na oszczędzanie długoterminowe.

– Myślę, że powoli klienci będą przechodzić na produkty o dłuższym terminie, 6-9 miesięcy i dłuższych, ale jednocześnie dające wyższe stopy zwrotu dla klientów – uważa prezes BOŚ.

Ministerstwo Finansów szacuje, że zmiana przepisów pozwoli fiskusowi ściągnąć ok. 380 mln zł podatku od oszczędności rocznie.

Rynek pracy najgorsze ma już za sobą. Dziś dane GUS

Dziś Główny Urząd Statystyczny poda dane o liczbie bezrobotnych w lutym. Według szacunków resortu pracy stopa bezrobocia będzie 0,3 proc. wyższa niż w styczniu i wyniesie 13,5 proc. Eksperci uspokajają, że takie wzrosty zimą to normalne zjawisko, a kolejne miesiące powinny przynieść poprawę sytuacji na rynku pracy.

– Niestety bezrobocie nie chce nam za bardzo spadać i utrzymuje się na ciągle dwucyfrowym poziomie – mówi prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.

Jeśli prognozy Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej się potwierdzą, luty będzie czwartym miesiącem z rzędu, kiedy liczba bezrobotnych rośnie. W styczniu bezrobocie wyniosło 13,2 proc., a liczba bezrobotnych wzrosła do ponad 2,1 mln. Jak zapowiadają eksperci to powinny być tegoroczne szczyty, a sytuacja na rynku pracy powinna się poprawić.

– Idzie wiosna, a wiosną zwykle jest tak, że bezrobocie maleje, ponieważ przybywa różnego rodzaju prac, uruchamiane są kawiarnie ogródkowe i inne przedsięwzięcia, które wymagają ładnej pogody i wysokiej temperatury. Wiosna i lato sprzyjają dodatkowym pracom, w wakacje też pojawiają się różne nowe możliwości. Więc najgorsze miesiące mamy już za sobą – uważa prof. Elzbieta Mączyńska.

W ustawie budzetowej na 2012 roku założono, że na koniec grudnia bezrobocie spadnie do 12,3 proc.

Afera szpiegowska w Gruzji? ESET wykrył elektronicznego szpiega

Nietypowe zagrożenie komputerowe zwróciło uwagę ekspertów z laboratorium antywirusowego firmy ESET. Przechwycony koń trojański pobiera rozkazy od cyberprzestępcy z domeny należącej do … gruzińskiego rządu. Dokładna analiza wykazała, że zagrożenie zaprojektowano w taki sposób, aby wyszukiwało i wykradało m.in. dokumenty zawierające zwroty: minister, tajne, FBI, CIA, pułkownik, Rosja, USA oraz Europa.

Analitycy zagrożeń komputerowych firmy ESET oznaczyli przechwycone zagrożenie jako Win32/Georbot i sklasyfikowali je jako koń trojański, który może być kontrolowany przez cyberprzestępcę zdalnie. Zagrożenie potrafi przechwytywać informacje przechowywane na dyskach twardych komputerów, a także posiada zdolność tworzenia tzw. sieci zombie, czyli grup zainfekowanych komputerów, które wykonują polecenia cyberprzestępców. Win32/Georbot wykrada i przesyła dowolne pliki z komputerów swoich ofiar do zdalnego serwera cyberprzestępcy, a także umożliwia szpiegowanie internautów z wykorzystaniem kamer internetowych i mikrofonów, podłączonych do komputerów swoich ofiar. Win32/Georbot pozwala również przeszukać dysk zainfekowanej maszyny w celu lokalizacji dokumentów tekstowych, zawierających takie zwroty w języku angielskim, jak minister, tajne, FBI, CIA, KGB, kapitan, pułkownik, porucznik, telefon, kontakt, Rosja, USA, Europa czy Gruzja. Zagrożenie może przesłać takie dokumenty wprost do cyberprzestępcy.

– Z naszych ustaleń wynika, że Win32/Georbot był najczęściej wykorzystywany przez cyberprzestępców do przeszukiwania dysków zainfekowanych komputerów i pobierania z nich konkretnych plików – podkreśla Pierre-Marc Bureau, analityk firmy ESET.

Od 2011 roku zagrożenie jest monitorowane przez Agencję Wymiany Informacji Ministerstwa Sprawiedliwości Gruzji oraz przez międzynarodową organizację CERT. Obie te instytucje ściśle współpracują w sprawie wspomnianego zagrożenia z ekspertami firmy ESET.

Wszystkie rozkazy z instrukcjami działania dla Win32/Georbot cyberprzestępca wydaje i aktywuje ręcznie, indywidualnie dla każdej zainfekowanej maszyny, a nie automatycznie, jak ma to miejsce w wypadku tradycyjnych zagrożeń. Win32/Georbot komunikuje się ze zdalnym serwerem cyberprzestępcy po protokole HTTP, za pośrednictwem którego przesyłane są komendy działania. Z takiego serwera Win32/Georbot pobiera również swoje nowe wersje – według informacji zgromadzonych przez ekspertów firmy ESET dotychczas zagrożenie aktualizowało się nawet co kilka dni, głównie w celu lepszego maskowania swojej obecności przed programami antywirusowymi.

Ciekawą funkcjonalnością Win32/Georbot jest umiejętność działania w wypadku niemożności skontaktowania się ze zdalnym serwerem cyberprzestępcy, z którego przesyłane są do zagrożenia instrukcje działania. W wypadku zaistnienia takiej sytuacji Win32/Georbot łączy się z jedną z rządowych, gruzińskich domen, skąd otrzymuje adres IP nowego zdalnego serwera, z którym następnie nawiązuje połączenie. Nie oznacza to jednak, że zagrożenie ma coś wspólnego z gruzińskim rządem – często zdarza się, że cyberprzestępcy przechwytują i korzystają z infrastruktury firm lub instytucji bez ich wiedzy i zgody.

Według ekspertów z firmy ESET, analizujących Win32/Georbot, współczesna działalność cyberprzestępcza profesjonalizuje się, czego dowodem mogą być chociażby wyspecjalizowane zagrożenia, takie jak Stuxnet czy Duqu. Również Win32/Georbot, mimo prostej architektury, posiada kilka unikatowych funkcjonalności, dzięki którym potrafi skutecznie wykradać wrażliwe informacje z zainfekowanych maszyn. Fakt pobierania przez zagrożenie swoich aktualizacji z gruzińskich serwisów internetowych może sugerować, że głównym celem Win32/Georbot są Gruzini. Jednak z uwagi na fakt, iż Win32/Georbot atakował początkowo komputery użytkowników w dwóch strefach czasowych, nie wykluczone, że jego celem mogli być również mieszkańcy Rosji czy Iraku. Według hipotezy analityków firmy ESET – Win32/Georbot został stworzony przez grupę cyberprzestępców w celu kradzieży wrażliwych informacji i późniejszej ich odsprzedaży innym organizacjom.