Inwestorzy dotrzymali obietnicy i tuż przed Świętami Bożego Narodzenia oddany został do użytkowania łącznik ulicy Suwak i ulicy Cybernetyki na warszawskim Służewcu. Oznacza to, że mieszkańcy okolicznych osiedli mieszkaniowych oraz pracownicy tutejszych biurowców zdecydowanie szybciej dojadą do domu lub pracy. Adgar Poland, a także Syrena Real Estate wspólnie z PineBridge Benson Elliot i AFI Europe wyłożyli na modernizację infrastruktury drogowej łącznie 15 mln złotych. Miasto st. Warszawa przekazało grunty pod przebudowę.
Łącznik ulicy Suwak z ulicą Cybernetyki to 600-metrowa inwestycja drogowa, będąca jedną z najbardziej oczekiwanych modernizacji infrastruktury pieszo-samochodowej w tej części Mokotowa. Zgodnie z planem, znacząco odciąży ona ruch samochodowy ulicami Postępu, Marynarskiej, Domaniewskiej i Konstruktorskiej. Zwiększy również komfort życia mieszkańców tutejszych osiedli mieszkaniowych oraz pozwoli zaoszczędzić czas tysiącom pracowników, którzy codziennie dojeżdżają do okolicznych biurowców. Część z nich należy do spółek, które zdecydowały się zawiązać konsorcjum i sfinansować tę przebudowę z prywatnych środków. Wskutek porozumienia z władzami Warszawy, które przekazały grunty pod przebudowę, udało się zrealizować modelowy projekt partnerstwa publiczno-prywatnego, który może być gotowym przepisem na rozwiązanie wielu innych, infrastrukturalnych problemów lub komunikacyjnych wąskich gardeł w Stolicy. Potrzeba jednak do tego odpowiedzialnych inwestorów, którzy chcą mieć swój udział w doskonaleniu rozwiązań urbanistycznych i tak kształtować tkankę miejską, aby łączyła ona różne funkcje i zbliżała do koncepcji nowoczesnych, tzw. 15-minutowych miast, przyjaznych mieszkańcom i lokalnym biznesom, ale również środowisku naturalnemu.
„Od wielu lat zabiegaliśmy o realizację tej inwestycji i dziś otwarcie mogę przyznać, że wszyscy w Adgar Poland czujemy ogromną satysfakcję. Nasze starania materializują się z korzyścią dla przyszłych beneficjentów tej przebudowy. To dla nas również dowód na to, że konsekwencja i umiejętność budowania porozumienia przy negocjacyjnym stole, to bezcenny potencjał mogący dosłownie zmieniać otaczającą nas rzeczywistość. Bardzo dziękuję wszystkim uczestnikom projektu, których ta ważna idea połączyła” –mówi Michael Mevorach, Country Manager w Adgar Poland.
Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego potwierdził odbiór inwestycji, tym samym od dnia 20 grudnia 2024 r będą mogli z niej skorzystać pierwsi kierowcy. Do użytkowania oddana została droga publiczna po jednym pasie w każdą stronę, a wzdłuż niej 36 ogólnodostępnych miejsc parkingowych, w tym trzy stanowiska dla osób niepełnosprawnych, a także chodnik i ścieżka rowerowa. Wkrótce pojadą tędy również autobusy, mające przystanek vis-a-vis stacji kolejowej Warszawa Służewiec.
„Służewiec zmienia swój charakter z biurowego na mieszkaniowy. Jako władze dzielnicy prężnie staramy się wykorzystywać ten fakt na rzecz mieszkańców, podpisując umowy z inwestorami przedsięwzięć niedrogowych” – mówi Rafał Miastowski, burmistrz dzielnicy Mokotów. „Cieszę się, że dzięki owocnej współpracy, udało się tak zmienić tkankę miejską, aby była ona dostosowana do potrzeb wszystkich uczestników ruchu” – dodaje burmistrz Miastowski.
Łączny koszt inwestycji wyniósł 15 mln złotych i w całości został pokryty ze środków własnych przekazanych przez spółkę Adgar Poland, Syrena Real Estate wspólnie
z PineBridge Benson Elliot i AFI Europe.
Ostatnia dekada w chińskiej gospodarce upłynęła pod znakiem szybkiego wzrostu, napędzanego głównie przez inwestycje infrastrukturalne, boom na rynku nieruchomości oraz łatwy dostęp do kredytu. Model ten, choć przez wiele lat generował imponujące statystyki PKB, był jednocześnie obciążony ryzykiem związanym z niekontrolowanym zadłużeniem. Rynek nieruchomości stał się swoistym motorem gospodarki, przyciągając ogromne nakłady kapitałowe zarówno ze strony deweloperów, jak i zwykłych obywateli. Niestety, obecnie jest w głębokim kryzysie – tysiące mieszkań stoi pustych, a spadek cen zniszczył biliony dolarów majątku chińskich gospodarstw domowych. Wszystko to prowadzi do spirali deflacyjnej: niskiej konsumpcji przy jednoczesnym niewielkim zaufaniu konsumentów. Deflacja – zjawisko rzadko spotykane w Chinach na taką skalę – stanowi dodatkowe obciążenie dla sektora prywatnego.
Mimo pogarszającej się kondycji rynku nieruchomości i narastających nierównowag, w ostatnich latach nie przeprowadzono istotnych reform wspierających konsumpcję. Podczas gdy wielu ekonomistów rekomenduje rozszerzenie systemu opieki społecznej (m.in. ubezpieczenia zdrowotne, zasiłki), które mogłoby pobudzić wydatki konsumpcyjne, przewodniczący Xi Jinping konsekwentnie unika tego kierunku. W zamian władze skupiają się na ściślejszej kontroli państwowej i dalszym rozwoju sektora przemysłowego, co sprzyja utrzymaniu modelu inwestycyjnego, ale zarazem hamuje potencjał konsumpcyjny. Ogromny udział w zadłużeniu ma dług lokalny. Szacuje się, że samorządy w Chinach zaciągnęły nawet 11 bilionów dolarów tzw. „ukrytego długu”, finansując projekty o wątpliwej rentowności ekonomicznej. Wielu ekspertów wskazuje, że część z tych inwestycji ma charakter stricte polityczny, a nie rynkowy. W dłuższej perspektywie może to rodzić poważne ryzyko dla stabilności finansowej kraju i zmuszać Pekin do rozważenia większych działań ratunkowych, co z kolei jeszcze bardziej obciążałoby państwowy budżet.
Od chwili objęcia władzy, Xi Jinping forsuje koncepcję „chińskiego snu” – nowoczesnej gospodarki, która uniezależnia się od Zachodu, szczególnie w obszarach kluczowych technologii. Ważnym elementem tej wizji jest budowa krajowych łańcuchów dostaw oraz rozbudowana infrastruktura badawczo-rozwojowa, zwłaszcza w dziedzinie półprzewodników i innowacyjnych branż przemysłowych. To podejście, z jednej strony, pozwoliło Chinom zmniejszyć zależność od importu zaawansowanych technologii, ale z drugiej strony zaostrzyło stosunki z USA. Pekin podkreśla gotowość do dalszego rozwijania własnych rozwiązań i mocno inwestuje w procesy produkcji półprzewodników, co stawia go na kursie kolizyjnym z amerykańskimi restrykcjami i ograniczeniami eksportowymi. Spór handlowy między Chinami a Stanami Zjednoczonymi trwa już od lat, a za prezydentury Donalda Trumpa przybrał on szczególnie gwałtowny charakter w postaci podwyżek ceł na chińskie produkty. Pekin nie pozostaje dłużny: rozważane są różnorodne środki odwetowe, w tym ograniczenia eksportu kluczowych surowców do USA. Xi Jinping otwarcie wskazuje, że konfrontacja z USA jest prawdopodobnie nieunikniona na drodze do przekształcenia Chin w globalną potęgę. Zarówno retoryka, jak i konkretne działania obu stron świadczą o tym, że rywalizacja może się jeszcze zaostrzyć, co rodzi niepewność zarówno wśród inwestorów, jak i chińskich producentów.
W obliczu powyższych wyzwań i gwałtownie zmieniającej się sytuacji międzynarodowej, Xi Jinping w dalszym ciągu wybiera centralizację władzy i umacnianie kontroli państwowej. Skutkuje to wyraźnym zastojem w rozwoju sektora prywatnego oraz niechęcią do wdrażania liberalnych reform. Ten stan rzeczy pogłębia nieufność przedsiębiorców i inwestorów wobec kondycji chińskiego rynku. Załamanie na rynku nieruchomości – zapoczątkowane jeszcze w 2020 roku – nie zostało w pełni opanowane. Liczba pustostanów rośnie, co przekłada się na spadające ceny mieszkań i pogłębianie strat w portfelach chińskiej klasy średniej. Dotychczasowe środki zaradcze, takie jak wprowadzanie limitów na zakup mieszkań czy połączenie wybranych deweloperów z państwowymi spółkami, nie przyniosły oczekiwanych rezultatów.
Niska konsumpcja pozostaje słabym punktem chińskiej gospodarki – wynosi ona jedynie 39% PKB, podczas gdy w USA ten wskaźnik sięga 68%. Władze w Pekinie od dawna podkreślają znaczenie rozwoju przemysłu i eksportu, ale jednocześnie z dużą rezerwą traktują pomysły związane z szerzej zakrojonymi wydatkami na system opieki społecznej. Xi Jinping obawia się tworzenia „państwa opiekuńczego” i uważa nadmierne transfery socjalne za przejaw marnotrawstwa. W efekcie popyt wewnętrzny wciąż nie ma szans stać się nowym „kołem napędowym” chińskiej gospodarki. Rosnące obawy o deflację są często bagatelizowane przez Xi Jinpinga, który zdaniem obserwatorów nie docenia długofalowych skutków spadku cen. Polityczna linia Pekinu koncentruje się na hasłach uspokajających, według których „ludzie lubią niskie ceny”, co w praktyce paraliżuje rzetelną debatę na temat skuteczniejszych środków zapobiegawczych. Tymczasem dalszy spadek cen może skutecznie obniżać rentowność sektora prywatnego i ograniczać inwestycje.
Zapowiedź kolejnej fali ceł na chińskie towary może skłonić władze Chin do wprowadzenia pewnych modyfikacji w polityce gospodarczej. Najbardziej prawdopodobnym kierunkiem zmian byłoby niewielkie otwarcie na konsumpcję krajową (w tym np. ulgi podatkowe) w celu zrównoważenia spadku popytu na rynkach zagranicznych. Jednak zasadniczy zwrot w stronę reform prokonsumpcyjnych wydaje się wciąż mało realny, biorąc pod uwagę dotychczasowe stanowisko Xi Jinpinga. Eksport, będący filarem chińskiego wzrostu gospodarczego, pozostaje jednocześnie największą słabością Chin w kontekście toczącej się wojny handlowej. Przy wysokim udziale eksportu w PKB, dalsze sankcje czy cła mogą mieć nieproporcjonalnie duży wpływ na kondycję całej gospodarki. Dodatkowym czynnikiem ryzyka pozostaje niekorzystna sytuacja demograficzna. Starzejące się społeczeństwo i zmniejszająca się liczba osób w wieku produkcyjnym będą w nadchodzących dekadach systematycznie obniżać potencjał wzrostu. Te kwestie, w połączeniu z brakiem gruntownych reform strukturalnych, mogą sprawić, że tempo rozwoju Chin znacząco wyhamuje.
Współczesne organizacje stawiają na coraz bardziej zaawansowane narzędzia do zarządzania procesami biznesowymi. Jednym z nich jest platforma, która pozwala nie tylko automatyzować powtarzalne zadania, ale również skutecznie organizować pracę zespołową. To narzędzie staje się coraz bardziej popularne w różnych branżach – od sektora IT po usługi finansowe czy opiekę zdrowotną. Jego zastosowanie pozwala na optymalizację pracy i minimalizację ryzyka błędów, co przekłada się na efektywność całego przedsiębiorstwa.
Automatyzacja procesów biznesowych
Jednym z najważniejszych zastosowań platform wspomagających przepływ pracy jest automatyzacja powtarzalnych procesów. Ręczne wykonywanie tych samych czynności każdego dnia może prowadzić do błędów i nieefektywnego wykorzystania zasobów. Platforma workflowumożliwa zdefiniowanie poszczególnych etapów zadania i przypisanie ich odpowiednim osobom lub systemom. W efekcie zadania są wykonywane w sposób uporządkowany, a ryzyko pomyłek zostaje zredukowane do minimum.
Kolejną zaletą automatyzacji jest oszczędność czasu. Pracownicy mogą skupić się na bardziej wymagających i kreatywnych zadaniach, zamiast poświęcać czas na monotonną pracę. Narzędzia umożliwiają także monitorowanie postępów w realizacji poszczególnych zadań, dzięki czemu menedżerowie mogą łatwiej kontrolować procesy i reagować na ewentualne opóźnienia. W rezultacie organizacja staje się bardziej dynamiczna i elastyczna.
Przejrzystość i kontrola pracy zespołowej
Efektywna współpraca w zespole wymaga odpowiedniej koordynacji zadań oraz jasnej komunikacji. Platformy workflow pozwalają na przejrzyste przypisanie odpowiedzialności i zadań, co ułatwia organizację pracy. Każdy członek zespołu wie, za co odpowiada i jakie są oczekiwania dotyczące jego roli w projekcie. Dzięki temu unika się sytuacji, w których zadania są pomijane lub dublowane.
Dodatkowo można znaleźć zintegrowane narzędzia do monitorowania postępów pracy w czasie rzeczywistym. Zarządzający projektem mają dostęp do szczegółowych raportów i analiz, dzięki czemu mogą szybko identyfikować potencjalne problemy oraz wdrażać niezbędne usprawnienia. Taka transparentność buduje zaufanie w zespole i wspiera efektywność działań.
Zastosowanie platform workflow w praktyce
Platformy workflow znajdują zastosowanie w wielu dziedzinach, od zarządzania dokumentacją po skomplikowane procesy produkcyjne. W firmach zajmujących się obsługą klienta platformy te są wykorzystywane do usprawnienia przepływu informacji między działami. Przykładowo, zgłoszenia klientów mogą być automatycznie przekazywane do odpowiednich specjalistów, co skraca czas reakcji i poprawia jakość obsługi.
W sektorze produkcyjnym platforma workflow wspiera planowanie i monitorowanie poszczególnych etapów produkcji. Umożliwia synchronizację pracy maszyn oraz ludzi, co minimalizuje przestoje i optymalizuje zużycie zasobów. Z kolei w firmach zajmujących się finansami ułatwiają automatyzację procesów księgowych oraz raportowania, co zmniejsza ryzyko błędów i pozwala na szybsze podejmowanie decyzji.
Platforma workflow to wszechstronne narzędzie, które wspiera organizację w efektywnym zarządzaniu procesami i zasobami. Automatyzacja powtarzalnych zadań, usprawnienie komunikacji w zespole oraz monitorowanie postępów pracy to tylko niektóre z korzyści płynących z jej wdrożenia. Dzięki nowo zyskanej przejrzystości działań oraz elastyczności organizacje mogą lepiej reagować na zmieniające się warunki rynkowe i osiągać lepsze wyniki biznesowe.
Listopadowe dane GUS o budownictwie mieszkaniowym w Polsce wskazują że pozytywny wpływ budownictwa mieszkaniowego na polską gospodarkę będzie w najbliższych miesiącach słabł. Dwie największe grupy podmiotów budujących w Polsce mieszkania i domy – firmy deweloperskie i gospodarstwa domowe, kończą budowy wyraźnie mniejszej liczby mieszkań niż w pięciu ostatnich latach. Po październikowym ożywieniu i optymizmie nie ma śladu.
Z najnowszych danych GUS wynika, że liczba mieszkań oddanych do użytku w Polsce w listopadzie była nieznacznie niższa niż miesiąc wcześniej i wyraźnie niższa niż rok wcześniej. W listopadzie wszystkie grupy inwestorów oddały łącznie 16,5 tys. lokali, czyli o 3,5% mniej niż w październiku i o 10% mniej niż rok temu. Deweloperzy oddali w ramach tej puli 10,7 tys. mieszkań, co oznacza wzrost o 3,5% w porównaniu do października, ale 11% spadek w porównaniu z listopadem ubiegłego roku. Pomimo tego kilkuprocentowego wzrostu m/m (miesiąc do miesiąca) listopadowy wynik nie odbiega od liczby mieszkań oddanych do użytku przez firmy deweloperskie w poprzednich miesiącach 2024 roku. A od tegorocznej średniej z 10 miesięcy jest nawet wyższy. Natomiast spadek w porównaniu do października sprzed roku jest naturalną konsekwencją bardzo niskiej liczby rozpoczętych przez firmy deweloperskie budów sprzed dwóch lat.
Nie można obiektywnie analizować i oceniać tegoroczny danych GUS prezentujących liczby mieszkań oddawanych przez firmy deweloperskie, nie mając przed oczami liczby budów rozpoczynanych przez te podmioty w drugiej połowie 2022 i w pierwszych miesiącach 2023 roku. Warto pamiętać, że splot niekorzystnych czynników rynkowych i legislacyjnych wywołał wówczas kilkumiesięczny zastój po podażowej stronie rynku mieszkaniowego. Efektem był spadek liczby rozpoczynanych przez deweloperów budów z poziomu 12-13 tys. miesięcznie w okresie 2021 – I poł. 2022 do 7 tys. w II połowie 2022.
Firmy deweloperskie odpowiadają za 64% wszystkich oddanych do użytku w listopadzie lokali mieszkalnych. W sytuacji lepszych niż w październiku wyników firm deweloperskich oraz gorszych wyników inwestorów indywidualnych, udział tych ostatnich w ogólnej liczbie oddawanych lokali obniżył się z 35% do 33%. W porównaniu do listopada 2023 roku, gospodarstwa domowe (w terminologii GUS to inwestorzy indywidualni) zakończyły budowę o 8% mniejszej liczby domów/mieszkań. Także w porównaniu z poprzednim miesiącem ich wynik był gorszy o 9,7%.
Malejąca liczba mieszkań i domów oddanych do użytku, widoczna w porównaniach miesiąc do miesiąca znajduje potwierdzenie w danych prezentowanych w postaci narastającej od początku roku sumy zrealizowanych lokali. Do końca października firmy deweloperskie przekazały do użytkowania 110,4 tys. mieszkań i domów, czyli o 10% mniej niż przed rokiem, natomiast inwestorzy indywidualni 63 tys. lokali, tj. o 13,5% mniej niż w analogicznym okresie 2023 roku. Wiele wskazuje na to, że z niższymi w porównaniu rok do roku wynikami w kategorii mieszkań oddanych do użytkowania będziemy mieli do czynienia przez kilka najbliższych miesięcy. Co ważne tegoroczne wyniki w tej kategorii z całego czwartego kwartału będą wyraźnie gorsze nie tylko od tych z 2023 roku ale również od tych z lat 2021-2022.
Listopadowe efekty starań różnych grup inwestorów o uzyskanie pozwoleń na budowę przyniosły lepsze efekty niż w październiku. Jednak od kilku miesięcy ogłaszane przez GUS wyniki w tej kategorii są do siebie bardzo zbliżone i choć świadczą o dużej racjonalności podmiotów planujących realizację domów i mieszkań, to jednoznacznie wskazują na wyczekiwanie po stronie wszystkich grup inwestorów, którego konsekwencją może być stagnacja w polskim budownictwie mieszkaniowym w najbliższych latach.
Łączna liczba pozwoleń wydanych w listopadzie wyniosła 22,6 tys., z czego 16,5 tys. pozwoleń uzyskali deweloperzy, a zaledwie 5,7 tys. inwestorzy indywidualni. Suma listopadowych pozwoleń uzyskanych przez wszystkie podmioty była o 7% niższa niż w październiku. W porównaniu do listopada sprzed roku liczba pozwoleń na budowę wzrosła o 7,5% dzięki większej aktywności w tym zakresie firm deweloperskich. Inaczej niż w dwóch poprzednich miesiącach gospodarstwa domowe wykazały wyraźnie niższą niż rok wcześniej aktywność w staraniach o pozwolenia na budowę.
Liczba lokali mieszkalnych, na budowę których różne grupy inwestorów uzyskały pozwolenie od początku roku do końca listopada (narastająco), jest znacząco wyższa niż rok temu. Do końca października deweloperzy uzyskali pozwolenia na budowę łącznie 188,1 tys. mieszkań i domów (o 28,8% więcej r/r), a inwestorzy indywidualni 73,4 tys. (o 10,2% więcej).
Listopadowe statystyki rozpoczynanych w całej Polsce budów wskazują na gwałtowny spadek ich liczby do drugiego po wyniku ze stycznia, najniższego poziomu odnotowanego przez GUS w ciągu 11 miesięcy kończącego się roku. Liczba rozpoczynanych budów spadła z poziomu 19-20 tys. w kilku poprzednich miesiącach do 16,4 tys. Do tego listopadowego dołka przyczyniły się obie najważniejsze grupy inwestorów: gospodarstwa domowe i firmy deweloperskie.
Łączna liczba rozpoczęty w listopadzie budów lokali mieszkalnych była o 30% niższa niż w październiku i o 2% większa niż w listopadzie 2023 roku. Tak znaczący spadek miesiąc do miesiąca to przede wszystkim efekt niskiej aktywności firm deweloperskich, które rozpoczęły budowę o 32% mniejszej liczby lokali niż miesiąc wcześniej. Warto jednak pamiętać, że październikowe wyniki firm deweloperskich w tej kategorii były rekordowe nie tylko w 2024 roku, ale również na tle październikowych wyników z trzech poprzednich lat.
Bieżące dane GUS o rozpoczynanych budowach należy interpretować w kontekście statystyki udzielanych pozwoleń. Od początku roku różnica między liczbą uzyskanych pozwoleń i liczbą rozpoczynanych budów przez wszystkie podmioty przekracza 46 tys., co oznacza, że 17% uzyskiwanych pozwoleń nie ma kontynuacji w realizowanych budowach. Ten wynik niepokoi, choć warto zaznaczyć, że do końca października inwestorzy indywidualni rozpoczęli budowę niemal takiej samej liczby domów (głównie), ile uzyskali pozwoleń. Źródłem tej nadwyżki są zatem firmy deweloperskie, które odłożyły niemal co czwarte pozwolenie na budowę uzyskane w tym roku (23%).
Autor: Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom Analytics
Z szacunków międzynarodowej firmy doradczej Bain & Company wynika, że łączna wartość transakcji M&A do końca roku osiągnie poziom 3,5 biliona dolarów. Autorzy badania podkreślają, że w analizowanym okresie uczestnicy rynku stanęli przed dużym wyzwaniem – musieli odnaleźć się w nowej rzeczywistości wyższych stóp procentowych i zaostrzonej kontroli regulacyjnej. Jednocześnie, aby oszczędzić czas, obniżyć koszty i nakład pracy, coraz więcej inwestorów w czasie zawierania transakcji korzystało z generatywnej sztucznej inteligencji.
Bain & Company przewiduje, że do końca 2024 r. łączna, globalna wartość transakcji typu M&A osiągnie poziom 3,5 biliona dolarów, co oznacza wzrost o 15% r/r i powrót do poziomów notowanych w połowie poprzedniej dekady. Z analizy wynika także, że globalna liczba transakcji zwiększy się o 7% r/r, co oznacza odwrócenie dwuletniego trendu spadkowego.
Sytuacja poszczególnych kategorii inwestorów na rynku fuzji i przejęć jest zróżnicowana. Niewielki spadek stóp procentowych pomógł funduszom private equity i venture capital odzyskać pozycję, co przełożyło się na wzrost wartości ich transakcji odpowiednio o 29% i 30% r/r. Z kolei wśród inwestorów strategicznych i branżowych, mniej podatnych na zmiany kosztów pozyskania kapitału, spodziewany wzrost wyniesie w tym roku 12% w skali globalnej i będzie widoczny we wszystkich regionach. Kluczowym motorem wzrostów była wzmożona aktywność w sektorach energii i surowców naturalnych, przemysłu oraz usług finansowych, a także znaczący rozwój w handlu detalicznym i telekomunikacji. Jednocześnie sektory technologii, ochrony zdrowia i biotechnologii, historycznie silnie kształtujące rynek M&A, pozostały w tyle za wcześniejszymi rekordami.
– Pomimo dobrych wyników finansowych oraz strategicznego zapotrzebowania na fuzje i przejęcia w 2024 roku, uczestnicy badania liczyli na silniejszy impuls monetarny oraz większą gotowość inwestorów do wychodzenia z inwestycji, co mogłoby przyczynić się do pełnego ożywienia rynku – ocenia Paweł Szreder, partner w Bain & Company. – Warto jednak zauważyć, że wiodący inwestorzy szybko dostosowali się do zmieniających się warunków rynkowych, rezygnując z tradycyjnych metod na rzecz poszukiwania synergii w zakresie zarówno przychodów, jak i kosztów. W dalszym ciągu doskonalili swoje kompetencje w zakresie fuzji i przejęć, koncentrując się na selekcji, negocjacjach i wykorzystywaniu nowych narzędzi, w tym AI, w celu usprawnienia procesu przygotowania do transakcji.
Bariery dla transakcji w obliczu historycznie niskich wycen
Badanie Bain & Company, przeprowadzone z udziałem ponad 300 inwestorów, ujawniło, że największą barierą w realizacji transakcji jest rozdźwięk między kupującymi i sprzedającymi, jeśli chodzi o wyceny. Problem ten wynika z przepaści między historycznie niskimi wycenami wśród inwestorów strategicznych, wynoszącymi średnio 10,4x EBITDA/EV, a rekordowo wysokimi wycenami giełdowymi, które dla nowojorskiego indeksu S&P 500 osiągnęły poziom 16,6x.
Zamiast akceptować znaczne obniżki wartości przy wyjściu z inwestycji, inwestorzy private equity i venture capital decydowali się zatrzymać je w swoich portfelach. Podobną strategię przyjęły firmy prywatne i publiczne, które również zdecydowały się na pozostanie w swoich inwestycjach. W rezultacie, przy mniejszej konkurencji i braku presji, niektóre transakcje utknęły w martwym punkcie.
Nadzór regulacyjny i wydłużone okresy zamknięcia transakcji
W 2024 roku wyzwania regulacyjne i spory prawne znacząco wydłużyły procesy zamykania transakcji, wpływając na ich przebieg i realizację. Blisko połowa (47%) inwestorów przyznała, że obawy związane z regulacjami miały bezpośredni wpływ na rodzaj transakcji, które ich firmy rozważały w tym roku. W odpowiedzi, wiele organizacji zdecydowało się na zmianę strategii, poświęcając więcej czasu na wstępną selekcję i szczegółową ocenę transakcji pod kątem prawa antymonopolowego. Niektórzy inwestorzy, z uwagi na niepewność regulacyjną, wstrzymali swoje plany, licząc na zmiany w wyniku lokalnych wyborów.
Ta sytuacja sprawiła, że firmy skupiały się albo na małych transakcjach, które nie budziły zastrzeżeń regulatorów, albo na dużych transakcjach z ogromnym potencjałem, jednocześnie pomijając transakcje średniej wielkości. W mijającym roku fuzje i przejęcia warte mniej niż 1 miliard dolarów stanowiły 95% wszystkich transakcji, a ich liczba wzrosła po raz pierwszy od czterech lat. Z kolei megatransakcje, warte ponad 5 miliardów dolarów, znacząco podniosły łączną wartość wszystkich transakcji na rynku.
Eksperci Bain & Company spodziewają się zmian w administracji zarówno USA, jaki i UE, a także aktualizacji wytycznych w Indiach i Japonii, które mogą zwiastować bardziej otwarte podejście do regulacji w przyszłości. Niemniej jednak czas, zakres oraz stopień ewentualnego złagodzenia regulacji będą prawdopodobnie różnić się w zależności od sektora i rynku.
Dostosowanie strategii do wyższych stóp procentowych
W odpowiedzi na utrzymujące się wysokie stopy procentowe, strategiczni inwestorzy stali się bardziej selektywni w wyborze transakcji. Zaczęli wymagać bardziej konkretnych strategii tworzenia wartości, a jednocześnie stali się mniej skłonni płacić, jeśli potencjalny zysk miałby być oddalony w czasie. Co jednak najistotniejsze, dostosowali się do nowych poziomów wycen, dążąc jednocześnie do synergii przychodowych i kosztowych.
Transakcje wykorzystujące efekt skali, aby wzmocnić pozycję rynkową i obniżyć koszty, stanowiły w 2024 roku 59% wartości wszystkich transakcji – najwyższy odsetek od 2015 roku. Oznacza to przesunięcie w kierunku przejęć, które obiecywały szybkie i łatwe do zrealizowania synergie w ciągu pierwszego roku. Jest to wyraźny zwrot w porównaniu do poprzednich lat, kiedy to przejęcia miały służyć przyspieszaniu wzrostu przychodów poprzez ekspansję na szybko rozwijających się rynkach lub pozyskiwaniu nowych kompetencji.
Sztuczna inteligencja rewolucjonizuje transakcje poprzez optymalizację czasu i kosztów
W 2024 roku popularność wśród specjalistów od fuzji i przejęć zyskiwała generatywna sztuczna inteligencja, którą wykorzystywali w identyfikacji i selekcji celów przejęć, a także procesie due diligence. Z badań Bain & Company wynika, że w trwającym roku korzystał z niej co piąty inwestor, podczas gdy w 2023 robiło to 16% badanych. Kolejne 16% praktyków M&A planuje wdrożenie AI w swojej pracy w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy. Pierwsze doświadczenia użytkowników pokazują, że generatywna sztuczna inteligencja znacząco zmniejsza nakład pracy (79% użytkowników), przyspiesza realizację transakcji (54%) oraz obniża koszty (33%).
Co czeka rynek w kolejnych miesiącach?
Bain & Company opublikuje pełny raport M&A na 2025 rok w lutym. Opracowanie będzie zawierać szczegółową analizę oczekiwanej aktywności M&A w nadchodzącym roku. Analiza obejmie kluczowe branże oraz przedstawi wyniki badania „M&A Practitioners’ 2025 Outlook Survey” podsumowującego opinie na temat przyszłości rynku M&A ponad 300 praktyków z takich krajów jak USA, Australia, Brazylia, Kanada, Francja, Niemcy, Indie, Włochy, Japonia i Wielka Brytania.
Polski rynek pożyczek pozabankowych opiera się na dwóch głównych odmiennych, specyficznych segmentach produktowych.
Pierwszym są pożyczki celowe, które charakteryzują się niską kwotą, na jakie są udzielane. Średnia wartość nowo udzielonej w listopadzie 2024 r. pożyczki celowej wyniosła 675 zł i była o 8,1% niższa od średniej wartości takiej pożyczki udzielonej rok wcześniej.
Pożyczki celowe udzielane są na finansowanie określonego celu, jakim jest zakup określonych towarów czy usług, nie jest więc bezpośrednio udostępniana klientowi gotówka. W pożyczkach celowych mogą być nisko-kwotowe zakupy w internecie na platformach e-commerce, ale też pożyczki na zakup samochodów czy usługi stomatologiczne lub medycynę estetyczną, charakteryzujące się wyższymi kwotami. Są one zazwyczaj udzielane na krótkie okresy i bardzo dobrze spłacane. Mają cechy „upodabniające” je do bankowych kredytów ratalnych. Liczba nowo udzielonych w listopadzie br. pożyczek celowych wzrosła o +21,5% r/r. W ujęciu wartościowym wzrost był jednak niższy i wyniósł +11,7% r/r/. To oznacza, że udzielane były głównie pożyczki na niższe kwoty, co znalazło swoje odzwierciedlenie również w spadku średniej kwoty udzielonej pożyczki.
Częściowo za wzrost odczytów odpowiadają zmiany regulacyjne dotyczące raportowania udzielonych pożyczek do BIK obowiązujące od 18 maja 2023 r. Do tego momentu w 2023 r. nie były raportowane wszystkie udzielone pożyczki celowe, co w dużej mierze zaniża bazę porównawczą.
Drugim typem pozabankowych pożyczek są pożyczki gotówkowe, które wypłacane są bezpośrednio na konto klienta i mogą być wykorzystywane na dowolny cel, w tym podreperowanie budżetu domowego. W segmencie tym można wyróżnić dwie kategorie pożyczek gotówkowych: pożyczka gotówkowa udzielana na niskie kwoty i krótkie okresy – tzw. „chwilówki” oraz na wysokie kwoty i długie, często kilkuletnie okresy.
Ten drugi typ pożyczek podobny jest do bankowych kredytów gotówkowych. Średnia wartość pożyczki gotówkowej udzielonej w listopadzie 2024 r. wyniosła 2 673 zł i była o 10,4% wyższa do średniej kwoty udzielonej w listopadzie 2023 r. Listopadowa wartość sprzedaży pożyczek gotówkowych (1,361 mld zł) była wyższa o +33,9% r/r. Dodatnia dynamika r/r (+21,3%) wystąpiła również w ujęciu liczbowym. W listopadzie udzielono łącznie 509 tys. szt. pożyczek.
Podobnie, jak w przypadku pożyczek celowych, również w pożyczkach gotówkowych w dużej mierze występuje „efekt regulacyjny” związany z pełnym raportowaniem od 18 maja 2023 r.
Decyzja amerykańskiej Rezerwy Federalnej o trzeciej z rzędu obniżce stóp procentowych nie zdołała uspokoić nastrojów na rynkach finansowych. Obniżenie stóp o 0.25 punktu procentowego, sprowadzające ich przedział do 4.25%-4.5%, choć zgodne z oczekiwaniami części inwestorów, wywołało wyraźną reakcję na giełdach i rynku obligacji. Towarzyszy temu rosnąca niepewność co do przyszłej polityki pieniężnej w obliczu utrzymującej się presji inflacyjnej oraz potencjalnych działań administracji Donalda Trumpa.
W Federalnym Komitecie Otwartego Rynku (FOMC) nie było jednomyślności co do decyzji. Beth Hammack, prezes oddziału Fed w Cleveland, głosowała przeciwko obniżce, sugerując utrzymanie stóp na dotychczasowym poziomie. Jej stanowisko odzwierciedla obawy, czy dalsze luzowanie polityki pieniężnej jest zasadne. Tymczasem przewodniczący Fed, Jerome Powell, podkreślił, że dotychczasowe działania zmniejszyły restrykcyjność polityki, co daje przestrzeń na bardziej ostrożne decyzje w przyszłości. Zaznaczył, że ewentualne dalsze cięcia będą uzależnione od postępów w ograniczaniu inflacji.
W zaktualizowanych prognozach gospodarczych Fed zredukował oczekiwania dotyczące liczby obniżek stóp w 2025 roku. Zamiast czterech cięć przewiduje teraz dwa, co mogłoby sprowadzić stopy do przedziału 3.75%-4%. Zmiana ta wynika z wyższych oczekiwań inflacyjnych — prognozowana inflacja na 2024 rok wzrosła do 2.5% z wcześniejszych 2.1%. Mimo że wartość ta zbliża się do celu inflacyjnego Fed (2%), pozostaje powyżej pożądanej granicy. Jednocześnie sytuacja na rynku pracy, z niskim bezrobociem na poziomie 4.2% i rosnącymi płacami, wskazuje na trwałą presję kosztową. Perspektywy wzrostu gospodarczego na 2025 rok zostały jednak podniesione do 2.1%, co sugeruje relatywnie dobrą kondycję gospodarki.
Na decyzję Fed żywiołowo zareagowały rynki finansowe. Indeks Dow Jones spadł o 2.6%, S&P 500 o 2.9%, a technologiczny Nasdaq Composite aż o 3.6%. Podobną dynamikę odnotowano na rynku obligacji, gdzie rentowności dwuletnich papierów wzrosły do 4.33%, 10-letnich do 4.51%, a 30-letnich do 4.68%. Dodatkowym źródłem niepewności pozostają możliwe działania administracji Donalda Trumpa w zakresie polityki handlowej. Wprowadzenie nowych ceł i taryf może podtrzymać inflację, zwiększając koszty importu i wpływając na rynek pracy. Chociaż Fed monitoruje potencjalne skutki takich działań, brak konkretów uniemożliwia uwzględnienie ich w oficjalnych prognozach.
Równolegle Fed ogłosił zmiany w mechanizmie reverse repo, mające na celu utrzymanie płynności i stabilności na rynku pieniężnym. Wprowadzone narzędzia mają wspierać banki i innych uczestników rynku w zarządzaniu krótkoterminową płynnością.Obecny kontekst gospodarczy stawia przed Fed coraz większe wyzwania. Inflacja pozostaje uporczywie wysoka, a niepewność geopolityczna, w tym możliwe wojny handlowe, ogranicza pole manewru w polityce pieniężnej.
Przepisy określające czy i w jakich sytuacjach samorządy lokalne są podatnikami VAT są skomplikowane i niejednoznaczne. Warto je uprościć i równocześnie doprecyzować. Zmniejszyłoby to niepewność samorządów i pozytywnie wpłynęło na stabilizację ich finansów. Tak wynika z analizy orzecznictwa NSA i TSUE, którą przeprowadził prof. Artur Mudrecki z Akademii Leona Koźmińskiego.
Rzecz jest niebagatelna, bo dotyczy 2477 gmin i 66 miast na prawach powiatów oraz 314 powiatów, do których pośrednio zastosowanie mają przepisy dotyczące gmin. Sposób opodatkowania wszystkich gmin w Polsce ma bezpośredni wpływ na ich finanse i jest związany z konstytucyjną zasadą ich samodzielności finansowej.
Ekspert, prof. Artur Mudrecki, który od 25 lat zajmuje się prawem podatkowym, przeanalizował orzecznictwa NSA i TSUE dotyczące rozliczenia VAT przez samorządy w latach 2013-2024. Teraz wskazuje na potrzebę zmiany przepisów, a jako przykład podaje Francję. – Należy doprecyzować przepisy i wskazać, w jakich sytuacjach samorządy są opodatkowane VAT-em, a które ich działania znajdują się, poza tym podatkiem – tłumaczy.
– Interpretacja podatków od towarów i usług to od ponad dekady jeden z głównych problemów polskich gmin. Mimo orzeczeń Naczelnego Sądu Administracyjnego i Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, administracja skarbowa często wydaje niekorzystne decyzje dla samorządów – zwraca uwagę prof. Artur Mudrecki, dyrektor Centrum Badań nad VAT-em w Akademii Leona Koźmińskiego.
Rynkowo czy przepisowo – sedno problemu z VAT
Jednostki samorządu terytorialnego podlegają ustawie o VAT, ale ich status podatnika zależy od charakteru działań. Czynności cywilnoprawne, takie jak sprzedaż, wynajem czy dzierżawa nieruchomości, podlegają VAT, gdyż mają charakter rynkowy. Natomiast działania wynikające z władztwa administracyjnego, nie są działalnością gospodarczą i nie podlegają VAT.
Problemy z rozróżnieniem prowadzą do tego, że co miesiąc kilka lub kilkanaście gmin prosi administrację skarbową o wyjaśnienie w indywidualnych sytuacjach. Z informacji o działalności Krajowej Informacji Skarbowej (KIS) w 2022 i 2023 roku wynika, że ok. 40 proc. wniosków o wydanie interpretacji indywidualnych dotyczyło właśnie podatku VAT. KIS nie podał, ile z ponad 11 tys. próśb w 2023 roku wystosowały samorządy lokalne, jednak „opodatkowanie czynności wykonywanych przez jednostki samorządu terytorialnego i ich jednostki lub zakłady budżetowe, a także prawa do odliczenia podatku naliczonego przez te podmioty” jest wymienione jako jeden z trzech najczęściej powtarzających się problemów do interpretacji.
Często jednak podatkowe interpretacje indywidualne nie rozwiewają wątpliwości samorządowców i wówczas spory rozstrzygają krajowe sądy administracyjne lub w ostateczności Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE). Co roku też Ministerstwo Finansów publikuje kilka interpretacji ogólnych na temat podatku od towarów i usług (VAT) w odniesieniu do czynności wykonywanych przez jednostki samorządu terytorialnego.
Cztery lata temu Najwyższa Izba Kontroli zwróciła uwagę na ten problem. W czasie kontroli „Centralizacja podatku VAT w jednostkach samorządu terytorialnego” sprawdzono rozliczenia podatkowe siedmiu miast oraz siedem starostw powiatowych w latach
2016-2019. Spośród nich,12 samorządów złożyło 369 wniosków o wydanie indywidualnych interpretacji przepisów prawa podatkowego w sprawie scentralizowanych rozliczeń VAT.
Na skomplikowany charakter tych przepisów zwracają uwagę również organizacje samorządowe w Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. Postulują m.in. o zwrot podatku VAT od inwestycji samorządowych, aby środki te pozostawały w budżecie samorządów lub były do nich zwracane.
Prof. Mudrecki zauważa też, że najwięcej kontrowersji dotyczy art. 15 ust. 6 ustawy o podatku od towarów i usług, czyli zwolnień gmin z VAT-u. – Zdarza się, że różne Wojewódzkie Sądy Administracyjne, niemalże jednocześnie, wydają sprzeczne orzeczenia – tłumaczy ekspert.
Orzecznictwo NSA i TSUE obowiązującym standardem, a rozwiązania z Francji dobrym punktem odniesienia
Ważne jest także to, że VAT jest podatkiem podlegającym harmonizacji w Unii Europejskiej. Oznacza to, że muszą być stosowane przepisy ustawy o podatku od towarów i usług obowiązujące w Polsce, ale również regulacje zawarte w unijnej Dyrektywie 2006/112.
Dlatego prof. Mudrecki zaznacza, że organy podatkowe powinny uwzględnić wykładnię przepisów prawa podatkowego, która wynika z utrwalonego orzecznictwa NSA i TSUE. – W przyjętych rozwiązaniach należy uwzględnić zasadę neutralności, a tym samym interes gmin – tłumaczy ekspert i podaje system we Francji, który może być dla Polski punktem odniesienia.
We Francji podejście jest bardziej elastyczne, a decyzja o opodatkowaniu VAT zależy od charakteru usług świadczonych przez samorząd. – Jeśli usługi mają charakter komercyjny lub mogą konkurować z usługami prywatnymi, podlegają VAT. W Polsce co do zasady gminy nie są podatnikami VAT, chyba że realizują usługę w ramach prowadzenia działalności gospodarczej na zasadach rynkowych – dodaje ekspert.
W ten sposób francuskie samorządy mogą przykładowo rozliczyć się z VAT organizując wydarzenia kulturalne czy sportowe o charakterze komercyjnym lub wynajmując halę sportową dla lokalnej firmy. W Polsce w obu przypadkach zależałoby to od tego czy samorząd realizuje te działania w ramach np. promocji sportu i jaki jest charakter finansowania tych aktywności. Ta nieścisłość powoduje, że każda gmina i każdy sąd interpretuje te przepisy w inny sposób.
Co więcej, gminy we Francji mogą korzystać z opcji płacenia podatku VAT na 5 lat nawet jeżeli dotyczy to czynności, które standardowo zwalniają z płacenia tego podatku. Po upływie tego okresu gmina może zdecydować o przedłużeniu opodatkowania na kolejne 5 lat lub zrezygnować z tej opcji, powracając do zwolnienia z VAT-u.
Prof. Mudrecki zwraca też uwagę na Fundusze Kompensacji VAT, które również funkcjonują we Francji. – Po wprowadzeniu takiego funduszu gminy w Polsce mogłyby otrzymywać subwencje za poniesione koszty podczas realizacji inwestycji takiej jak na przykład budowa szkoły. Chodzi o to, że gmina płaci VAT za materiały budowlane, ale później może poprosić fundusz o zwrot tej kwoty – tłumaczy prawnik.
Dzięki wdrożeniu podobnych rozwiązań w Polsce, samorządy mogłyby lepiej zarządzać swoimi finansami i przeznaczyć zaoszczędzone fundusze na nowe projekty przydatne dla mieszkańców ich regionu.
Mimo rosnącego zainteresowania Polaków ubezpieczeniami, wciąż pozostajemy w tyle za krajami rozwiniętymi – dotyczy to zarówno ubezpieczeń majątkowych, jak i życiowych oraz zdrowotnych. W 2025 roku będziemy skupiać się na zmniejszaniu luki ubezpieczeniowej.
W obliczu powodzi na południu Polski oraz innych ekstremalnych zjawisk pogodowych, które miały miejsce w bieżącym roku, kwestia niedoubezpieczenia Polaków staje się coraz bardziej paląca. Niedoubezpieczenie dotyczy też sfery życia i zdrowia. Mimo że rośnie zainteresowanie Polaków ubezpieczeniami życiowymi i zdrowotnymi, wciąż jesteśmy w tej sferze w tyle za krajami rozwiniętymi. W razie poważnej choroby lub śmierci głównego żywiciela, sytuacja wielu rodzin może się więc znacząco pogorszyć bez odpowiedniego zabezpieczenia, zwłaszcza przy niewielkich oszczędnościach, rosnącym zadłużeniu Polaków i wciąż niewielkich zarobkach.
Lekcje z powodzi, czyli co zmienić w kwestii ubezpieczeń od kataklizmów w 2025 roku
W obliczu zmieniającego się klimatu, w 2025 roku kluczowa będzie kwestia upowszechnienia ubezpieczeń, które obejmują ryzyka katastrof naturalnych.
Rok 2024 był testem. Mieliśmy dużą, tradycyjną powódź na Dolnym Śląsku i Opolszczyźnie oraz liczne powodzie błyskawiczne i gradobicia w sezonie wakacyjnym. Powinniśmy w nachodzących miesiącach przeanalizować wszystkie straty, zidentyfikować lukę ubezpieczeniową. Ze wstępnej oceny sytuacji wynika, że brak ochrony ubezpieczeniowej nie dotyczy tylko osób prywatnych, ale również przedsiębiorstw i przede wszystkim sektora publicznego. Ważne jest również pokazanie, że ubezpieczenia jako narzędzie stabilności finansowej się sprawdziły. Odszkodowania były wypłacane szybko i sprawnie. Ważne jest również, aby klienci rozumieli, że ich odpowiedzialność za właściwe ubezpieczenie się nie ogranicza się jedynie do wyboru polisy, ale obejmuje także regularne aktualizowanie wartości mienia oraz dostosowywanie zakresu ochrony do zmieniających się warunków.
Luka ubezpieczeniowa i wsparcie systemowe rozwoju ubezpieczeń w Polsce
W wielu obszarach, aby skutecznie zredukować lukę ubezpieczeniową, konieczne jest zacieśnienie współpracy między sektorem publicznym a sektorem ubezpieczeń.
Współpraca systemowa w ubezpieczeniach majątkowych
W przypadku ubezpieczeń majątkowych, publiczne instytucje, działając wspólnie z ubezpieczycielami, mogą lepiej identyfikować obszary o wysokim ryzyku czy wprowadzić jednolitą metodykę w zakresie zbierania danych o katastrofach, co umożliwi dokładniejszą ocenę ryzyka.
Stworzenie zachęt dla rozwoju ubezpieczeń na życie
W ostatnich latach w Polsce zauważalny jest wzrost zainteresowania ubezpieczeniami na życie. Niemniej jednak, wciąż istnieje wyraźny problem niedoubezpieczenia, zwłaszcza w porównaniu do krajów Europy Zachodniej, co podkreśla konieczność wprowadzenia skutecznych zachęt do długoterminowego oszczędzania oraz ochrony zdrowia i życia. Dodatkowo, kluczowe jest wyrównanie warunków dla zakładów ubezpieczeń i instytucji finansowych w zakresie opodatkowania aktywów, aby stworzyć sprzyjające środowisko do rozwoju tego sektora.
Rozwój rynku ubezpieczeń zdrowotnych
W 2025 roku rynek prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych w Polsce będzie odgrywał coraz istotniejszą rolę w systemie opieki zdrowotnej. Główne czynniki wpływające na jego rozwój to pogarszająca się sytuacja w sektorze publicznym, rosnące oczekiwania społeczne dotyczące jakości i dostępności usług medycznych oraz dynamiczne zmiany demograficzne. Wprowadzenie innowacyjnych produktów zdrowotnych oraz rozwój istniejących pakietów ubezpieczeniowych z pewnością przyciągnie zarówno osoby fizyczne, jak i pracodawców, którzy dostrzegają wartość w oferowaniu ubezpieczeń zdrowotnych jako atrakcyjnego benefitu dla swoich pracowników. W 2025 roku możemy spodziewać się znaczącego wzrostu promowania zdrowego stylu życia, co skłoni ubezpieczycieli do inwestowania w różnorodne platformy edukacyjne, aplikacje prozdrowotne, a także programy badań profilaktycznych.
Prywatne ubezpieczenia zdrowotne jako strategiczna odpowiedź na starzenie się społeczeństwa
W obliczu dynamicznego starzenia się polskiego społeczeństwa, prognozy na 2025 rok wskazują na konieczność wdrożenia przez przedsiębiorstwa kompleksowych strategii wsparcia zdrowia pracowników. Taki kierunek działań jest niezbędny zarówno dla utrzymania aktywności zawodowej starszych pracowników, jak i dla zapewnienia stabilności oraz konkurencyjności firm na rynku. Konieczne staje się wydłużenie okresu aktywności zawodowej pracowników. Aby to osiągnąć, firmy muszą inwestować w programy promujące zdrowie i dobre samopoczucie personelu, co pozwoli na dłuższe utrzymanie ich efektywności i zaangażowania.
Autor: Jan Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu PIU
Rok 2024 na rynku mieszkaniowym upłynął pod znakiem zmian i dostosowań do nowych warunków ekonomicznych. Dane Otodom Analytics wskazują, że po zakończeniu programu BK 2% deweloperzy zwiększyli podaż mieszkań, a baza dostępnych lokali osiągnęła na początku grudnia br. rekordowe 57 tys. lokali – o 54% więcej niż na koniec 2023 r. Sprzedaż spadła o 26% r/r w ciągu 11 miesięcy, ale wartość kredytów hipotecznych zbliżyła się do najwyższych notowanych wyników. Z kolei tempo wzrostu cen wyhamowało. Czy podobna zmienna relacja popytu i podaży utrzyma się w 2025 roku?
Mimo niepewności deweloperzy utrzymali kurs
Rynek mieszkaniowy wszedł w 2024 rok z oczekiwaniami związanymi z wprowadzeniem nowego programu preferencyjnych kredytów hipotecznych. Deweloperzy licząc na jego kolejną odsłonę, intensyfikowali działania, aby zapełnić luki podażowe w największych miastach. Efektem tych wysiłków było wprowadzenie w I kwartale roku blisko 15,3 tys. nowych mieszkań na 7 głównych rynkach w Polsce, co oznaczało wzrost o 114% względem tego samego okresu w 2023 roku.
Co ciekawe, pomimo zakończenia programu BK 2% na początku roku, sprzedaż mieszkań utrzymała się na satysfakcjonującym poziomie. W pierwszym kwartale deweloperzy znaleźli nabywców na prawie 10,9 tys. lokali, co oznacza wzrost o 3,4% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku i 13,6% spadek względem poprzedniego kwartału. Wiele wskazuje jednak na to, że tak dobre wyniki to jednak efekt rezerwacji w ramach programu BK2%, których finansowanie banki procedowały jeszcze na początku roku.
Tempo sprzedaży mieszkań wyraźnie spowolniło dopiero w II kwartale. W kwietniu sprzedaż na 7 głównych rynkach spadła o 27% r/r. W maju sprzedano jedynie 2,6 tys. mieszkań, co było bliskie wynikom z przełomu 2022 i 2023 roku. Mimo to podaż nadal rosła – w połowie roku a w największych miastach dostępnych było już 48,2 tys. nowych mieszkań.
Na lepszą sprzedaż deweloperzy musieli czekać do jesieni. We wrześniu odłożony podczas wakacji popyt przyniósł rezultat w postaci 3,3 tys. sprzedanych mieszkań, co oznaczało wzrost o 37% w porównaniu z sierpniem. W kolejnych jesiennych miesiącach sprzedaż utrzymywała się na zbliżonym poziomie.
Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom Analytics
– W ciągu jedenastu miesięcy 2024 roku na 7 największych rynkach w Polsce sprzedano o 26% mniej mieszkań niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Jednocześnie przewaga podaży nad popytem spowodowała, że na początku grudnia liczba mieszkań w ofercie deweloperów wzrosła do rekordowych 56 tys., podczas gdy pod koniec 2023 roku wynosiła 35 tys. A tak dynamiczny wzrost podaży przy osłabionym popycie wydłużył czas wyprzedaży oferty z około 3 kwartałów na początku roku do 5,5 kwartałów w listopadzie br. – komentuje Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom Analytics.
Kto kupuje mieszkania?
2024 rok niewątpliwie przyniósł spadek zainteresowania za strony potencjalnych kupujących, jednak nie był on tak znaczący, jak można byłoby się spodziewać po wygaszeniu programu BK2%. Przede wszystkim dlatego, że w trzecim kwartale na rynek powróciła grupa klientów dysponujących gotówką lub zdolnością do zaciągnięcia kredytu hipotecznego. Są to osoby dobrze zorientowane w realiach rynkowych, które dostrzegły, że stabilizacja cen i szeroka oferta tworzą sprzyjające warunki do zakupu mieszkania. Ich aktywność znajduje odzwierciedlenie w danych BIK.
dr hab. Waldemar Rogowski, prof. SGH. Główny Analityk Grupy BIK oraz Dyrektor Instytutu Finansów Korporacji i Inwestycji SGH
– Rok 2024 wbrew wcześniejszym obawom jest bardzo dobry jeżeli chodzi o rynek kredytów mieszkaniowych. Łącznie w okresie styczeń – październik banki udzieliły 176,8 tys. sztuk kredytów na łączną kwotę 73,9 mld zł. W porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku dynamika w ujęciu liczbowym wynosi 45,3 % a w wartościowym 62,4%. Należy jednak pamiętać, że w kwocie 73,9 mld zł zawiera się 13,6 mld akcji kredytowej z wniosków złożonych w 2023r. w ramach Programu BK2%. Bez tej „dodatkowej akcji kredytowej” mielibyśmy poziom ok. 60,3 mld zł. Gdyby listopad i grudzień były na poziomie zbliżonym do października, to cały rok 2024 zamknęlibyśmy na poziomie 85-86 mld zł. Byłby to drugi rekordowy rok, jeżeli chodzi o wartość akcji kredytowej. Raczej nie pobijemy 88,7 mld z 2021 r. I to wszystko w środowisku najwyższych wśród krajów UE poziomie oprocentowania kredytów mieszkaniowych (drugi poziom w całej Europie), braku kontynuacji programu BK2% czy jego następcy – zaznacza dr hab. Waldemar Rogowski, prof. SGH. Główny Analityk Grupy BIK oraz Dyrektor Instytutu Finansów Korporacji i Inwestycji SGH.
Warto podkreślić, że aktywna grupa popytowa nie ogranicza się wyłącznie do indywidualnych inwestorów nabywających mieszkania pod wynajem. Według badania Otodom Analytics przeprowadzonego w drugiej połowie roku, ponad 70% klientów poszukujących nieruchomości deklarowało chęć zakupu mieszkania na własny użytek, a 13% planowało nabycie swojego drugiego lokalu z przeznaczeniem dla dzieci lub rodziców.
– W 2024 r sprzedawały się głównie nieruchomości premium i luksusowe. Ten segment rynku jest odporny na kryzysy gospodarcze i nie podlega wahaniom. Klienci traktują go jako zabezpieczenie kapitału przed inflacją, pomnażanie majątku i dywersyfikację swojego portfela inwestycji. W przypadku takich zakupów liczy się prestiżowa lokalizacja z wyjątkową architekturą, wysoki standard wykończenia, dostęp do basenu, siłowni, usług concierge oraz widok na panoramę miasta. Ważne są bezpieczeństwo, bliskość miejsca pracy i unikalność budynków, takich jak odrestaurowane kamienice czy pałace, a także dbałość o detale i historię miejsca – podkreśla Marzena Strugińska-Kiełboń, Business Development Director w Partners International.
A co z grupą nabywców liczących na uruchomienie programu wspierającego zakup mieszkań? Jak w 2024 roku zachowywali się ci nabywcy?. Wyniki badania Kantar przeprowadzonego na zlecenie Otodom pokazują, że wśród użytkowników portalu zdania na temat potencjalnego następcy programu BK 2% są podzielone. 27% z nich uważa, że jest on potrzebny, a 23% deklaruje, że powinien obejmować tylko osoby w najtrudniejszej sytuacji finansowej. 25% badanych jest przeciwnych takiemu programowi. Z kolei 10% chciałoby programu wspierającego najem.
Cenowe paradoksy
Jak zmieniały się ceny ofertowe mieszkań deweloperskich w 2024 roku? Na początku roku, gdy wpływ zewnętrznych czynników, takich jak wysoka inflacja, zmiany w polityce kredytowej i pieniężnej oraz intensywny wpływ programu BK2% osłabły – ceny zaczęły się stabilizować. W pierwszym kwartale ich tempo wzrostu spadło do 2,3% kw/kw, a w trzecim kwartale wynosiło już tylko 1,2% kw/kw. Pod koniec roku obserwowano nawet niewielką korektę cen w ujęciu miesięcznym, która jednak nie przekraczała 1%. Roczna dynamika średnich cen za mkw. na rynku deweloperskim wyniosła 8% r/r, podczas gdy pod koniec 2023 r. było to 14%. Sytuacja różni się jednak w zależności od rynku. W ujęciu rocznym (od listopada 2023 do listopada 2024) najniższy wzrost średnich cen mieszkań odnotowano w Poznaniu gdzie sięgnął zaledwie 3,2% oraz Gdańsku gdzie wyniósł 5% . Z kolei najwyższy został odnotowany w Łodzi (16,7%) i we Wrocławiu (11,7%).
– W 2024 roku ceny transakcyjne nieruchomości wzrosły za sprawą nowej, zamożniejszej grupy nabywców, która preferowała droższe i większe mieszkania. Choć liczba transakcji była mniejsza, wyższe kwoty zakupu podniosły statystycznie średnie ceny transakcyjne – wyjaśnia Katarzyna Kuniewicz.
Szybszy wzrost stawek w 2024 r. widoczny był na rynku wtórnym, gdzie pod koniec bieżącego roku roczna dynamika średnich cen wyniosła ok. 13% r/r. Lokale z drugiej ręki najmocniej zdrożały w Katowicach (12,5% r/r) i w Wrocławiu (7% r/r), a najmniej – w Trójmieście (4% r/r). Warto zauważyć, że sprzedający na rynku wtórnym reagują na zmiany w sektorze mieszkaniowym z pewnym opóźnieniem i są mniej skłonni do negocjacji cenowych. Naturalna cecha rynku wtórnego jaką jest rozdrobnieniem po stronie podażowej powoduje, że posiadający pojedyncze nieruchomości sprzedający są mniej skłonni do negocjacji cen.
Co przyniesie 2025 rok?
Eksperci przewidują, że 2025 rok będzie specyficzny dla rynku mieszkaniowego. Jednym z powodów jest zbliżająca się realizacja reformy planistycznej. Samorządy muszą do końca 2025 r. roku opracować plany zagospodarowania przestrzennego, co może spowolnić wydawanie warunków zabudowy na dotychczasowych zasadach. Deweloperzy są jednak na to przygotowani – liczba pozwoleń na budowę znacząco przewyższa liczbę rozpoczynanych inwestycji, co zapewnia potencjał do dostarczania nowej podaży mieszkań.
Dużym wyzwaniem dla branży deweloperskiej jest dostępność gruntów pod inwestycje mieszkaniowe w największych miastach. Często zdarza się, że nawet jeśli samorząd w planach miejscowych zakłada, że dany teren ma być przeznaczony pod zabudowę mieszkaniową, to znajduje się on w rękach prywatnych właścicieli, którzy nie planują jego sprzedaży. W przypadku natomiast gruntów o innym charakterze, np. przemysłowym lub handlowym, gminy niechętnie zmieniają ich przeznaczenie. Z jednej strony mamy więc potencjalnych nabywców mieszkań, którzy chcą je znaleźć w dużych ośrodkach miejskich ze względu na pracę, komfortową infrastrukturę, dostęp do usług. Z drugiej strony mamy utrudnione możliwości rozwoju budownictwa wielorodzinnego w dobrych lokalizacjach– zaznacza Tomasz Stoga, Prezes Oddziału PZFD we Wrocławiu.
A jak będzie wyglądał popyt? Eksperci nie prognozują znaczącego wzrostu zainteresowania zakupem mieszkań w przyszłym roku. Deweloperzy mogą jednak liczyć na zamożniejszych nabywców, którzy finansują zakupy gotówką lub korzystają z kredytów hipotecznych. Ta grupa nadal będzie wybierać droższe mieszkania, co wpłynie na znikanie z oferty lokali powyżej średniej cenowej. Pozostające w ofercie tańsze lokale mogą statystycznie obniżyć średnie ceny, ale realnych długoterminowych spadków można oczekiwać tylko w przypadku nieprzewidzianych zjawisk makroekonomicznych.
I chociaż eksperci nie zakładają również dużych podwyżek cen mieszkań, to według badania Kantar przeprowadzonego na zlecenie Otodom, aż 68% użytkowników portalu spodziewa się ich w nadchodzącym roku, a 24% uważa, że ceny pozostaną na stabilnym poziomie.
– W 2025 roku kluczowe będą trzy elementy o charakterze endogenicznym: zdolność kredytowa, ceny nieruchomości i uchwalenie ewentualnego następcy programu BK2%. Wszystkie trzy to stymulanty poziomu akcji kredytowej. Zdolność kredytowa jest uzależniona od trzech czynników: poziomu dochodów, wysokości stóp procentowych oraz okresu kredytowania. Wynagrodzenia powinny nadal rosnąć, ale mniej niż w bieżącym roku. Co do poziomu stóp procentowych nadal uważam, że zostaną one w 2025 r. obniżone. Obecnie średni okres kredytowania wynosi ok 23 lat mamy więc „w zapasie 24 miesiące do wydłużenia okresu do 25 lat. Oczekuję wyhamowania dynamiki wzrostu cen nieruchomości w pierwszym półroczu. Na drugie półrocze zakładam kilkuprocentowe wzrosty. – podkreśla dr hab. Waldemar Rogowski, prof. SGH. Główny Analityk Grupy BIK oraz Dyrektor Instytutu Finansów Korporacji i Inwestycji SGH.
Obniżki stóp procentowych będą miały decydujący wpływ na sytuację w branży deweloperskiej. Ich spadek o 1% oznacza dla ok. 30-40 tys. klientów uzyskanie zdolności kredytowej na zakup własnego mieszkania, a spadek o 2-3% zwiększa tę grupę do ok. 100. tys. Dla dużej części potencjalnych nabywców ważną kwestią pozostanie także uruchomienie następcy programu BK2%. Branża deweloperska go nie potrzebuje, ale potrzebuje go wiele osób, których nie stać na zaciągnięcie kredytu na komercyjnych warunkach– dodaje Tomasz Stoga, Prezes Oddziału PZFD we Wrocławiu.
Candidate experience to termin, o którym mówi się coraz więcej w świecie rekrutacji. W dobie rynku pracownika, pozytywne doświadczenia kandydata w procesie rekrutacyjnym mogą być decydujące dla sukcesu rekrutacji. Jednym z kluczowych aktorów w tym procesie jest headhunter, którego rola bywa niejednoznaczna i wymaga precyzyjnego określenia, aby uniknąć nieporozumień i zmaksymalizować wartość dodaną. Jak zatem headhunter może wpływać na candidate experience, i gdzie kończą się jego kompetencje?
Headhunter jako mediator i przewodnik
Headhunter to przede wszystkim pośrednik, który reprezentuje swojego klienta – firmę poszukującą talentów. Jego główne zadania to:
Identyfikacja odpowiednich kandydatów: poprzez wykorzystanie swojej sieci kontaktów oraz narzędzi, takich jak LinkedIn czy bazy danych.
Zainteresowanie kandydatów ofertą: przedstawienie propozycji w sposób atrakcyjny i dopasowany do ich potrzeb oraz aspiracji.
Koordynacja procesu: zapewnienie płynności rekrutacji, w tym umawianie spotkań, przypominanie o terminach oraz bycie łącznikiem między stronami.
Na tym etapie headhunter odgrywa kluczową rolę w budowaniu pozytywnego candidate experience. Działa jak przewodnik, pomagając kandydatowi poruszać się po zawiłych ścieżkach procesu rekrutacyjnego. Jednak jego rola ma swoje granice.
Granice zaangażowania: Dlaczego ostateczna oferta powinna pochodzić od pracodawcy?
Choć headhunter może być głównym kontaktem dla kandydata przez większość procesu, moment przedstawienia finalnej oferty powinien należeć do bezpośredniego przedstawiciela pracodawcy. Dlaczego?
Budowanie relacji: Proces przedstawienia oferty to pierwszy krok w budowaniu długoterminowej współpracy. Kandydat, który otrzymuje ofertę od swojego przyszłego przełożonego, ma szansę lepiej zrozumieć kulturę organizacyjną oraz oczekiwania wobec niego.
Wzmacnianie zaangażowania: Bezpośredni kontakt z pracodawcą daje kandydatowi poczucie, że jego zatrudnienie jest priorytetem dla firmy. Oferty składane przez dział HR czy headhuntera mogą wywołać wrażenie braku zaangażowania ze strony pracodawcy.
Pełniejsza komunikacja: Headhunter, mimo najlepszych intencji, nie ma pełnej wiedzy o firmie. Szczegółowe pytania kandydata dotyczące struktury zespołu, planów rozwoju czy specyficznych wyzwań mogą pozostać bez odpowiedzi, jeśli to on składa ofertę.
Jak firmy mogą unikać błędów w procesie rekrutacyjnym?
Firmy często przekazują całość procesu rekrutacyjnego w ręce działu HR lub zewnętrznego headhuntera. To podejście, choć wygodne, może zaszkodzić candidate experience, jeśli zabraknie bezpośredniego zaangażowania kluczowych osób z firmy. Warto pamiętać, że:
Hiring manager powinien brać czynny udział w procesie: Nie tylko podczas rozmów kwalifikacyjnych, ale także przy finalnych negocjacjach i składaniu oferty.
Proces powinien być przejrzysty: Kandydat powinien wiedzieć, kto będzie jego głównym kontaktem na każdym etapie rekrutacji i jakie są jego kompetencje.
Kultura organizacyjna powinna być widoczna od pierwszego kontaktu: Headhunter może pomóc w jej promowaniu, ale to bezpośredni przedstawiciele firmy nadają jej autentyczność.
Headhunter jako strażnik candidate experience
Headhunter może jednak odgrywać kluczową rolę w budowaniu pozytywnego candidate experience, o ile jego działania są odpowiednio skoordynowane z firmą-klientem. Do jego zadań w tym zakresie należą:
Przekazywanie informacji zwrotnej: Zarówno pozytywnej, jak i negatywnej, w sposób konstruktywny i terminowy.
Budowanie marki pracodawcy: Headhunter powinien być ambasadorem klienta, przekazującym kandydatom jego wartości i kulturę organizacyjną.
Edukacja klienta: Doradzanie firmom w zakresie najlepszych praktyk rekrutacyjnych, zwłaszcza jeśli procesy nie są dostosowane do wymagań rynku pracownika.
Podsumowanie
Rola headhuntera w procesie rekrutacyjnym jest nieoceniona, ale ograniczona. Jego zadaniem jest wspieranie obu stron – kandydata i klienta – w osiągnięciu wspólnego celu, jakim jest zatrudnienie najlepszego talentu. Jednak ostateczna oferta i kluczowe decyzje powinny należeć do bezpośrednich przedstawicieli pracodawcy. Tylko w ten sposób można zbudować relacje oparte na zaufaniu i zaangażowaniu, co przekłada się na sukces nie tylko rekrutacji, ale i długoterminowej współpracy.
Wynajem urządzeń wielofunkcyjnych do biura to rozwiązanie, które pozwala zaoszczędzić czas i pieniądze oraz uniknąć problemów związanych z utrzymaniem sprzętu. Warto dobrze przygotować się do procesu wyboru sprzętu i dostawcy. Poniżej analizujemy kluczowe kroki, które pomogą Ci wynająć idealne urządzenie wielofunkcyjne dopasowane do potrzeb biura oraz nawiązać współpracę z solidnym partnerem.
Określ potrzeby swojego biura
Przed rozpoczęciem poszukiwań sprzętu na wynajem dokładnie przeanalizuj procesy zachodzące w organizacji i określ funkcje, na których Ci zależy. Warto wziąć pod uwagę:
kolor druku – czy drukowanie i skanowanie w kolorze są niezbędne?
format papieru – czy potrzebujesz sprzętu obsługującego tylko arkusze A4, czy także A3?
liczbę stron drukowanych miesięcznie – pomoże to dobrać sprzęt o odpowiedniej wydajności,
ilość użytkowników – gdy sprzęt ma obsługiwać większą liczbę użytkowników, dobrze aby cechował się wyższą szybkością druku, większa wydajnością czy opcją zabezpieczeń (np. kod dostępu),
funkcji podstawowe – czy interesuje nas samo drukowanie, czy także skanowanie lub faksowanie?
funkcje dodatkowe – np. drukowanie dwustronne, przechowywanie dokumentów na urządzeniu czy obsługa poufnych wydruków.
efektywność energetyczną – modele energooszczędne przyczyniają się do redukcji kosztów operacyjnych i są przyjazne dla środowiska.
Precyzyjne określenie potrzeb ułatwia dobór najlepszego urządzenia wielofunkcyjnego do małego biura i pozwala uniknąć przepłacania za funkcje, które w toku eksploatacji nie będą wykorzystywane.
Skorzystaj z profesjonalnego doradztwa
Co może jeszcze pomóc w doborze urządzenia wielofunkcyjnego do biura? Ranking internetowy (cyklicznie aktualizowany) jest jednym narzędzi do weryfikacji, jaki sprzęt najlepiej spełnia swoje zadanie. Zdecydowanie lepiej jednak postawić na profesjonalne doradztwo. Wynajem optymalnego rozwiązania wymaga wiedzy technicznej. Firmy zajmujące się dzierżawą sprzętu bardzo często oferują wsparcie w wyborze oraz implementacji modeli dopasowanych do specyficznych potrzeb.
Profesjonalni doradcy uwzględnią nie tylko obecne wymagania biura, ale także ewentualne zmiany, które mogą zajść w przyszłości, takie jak wzrost liczby pracowników czy zmiana potrzeb wynikająca z wdrożenia modelu pracy hybrydowej. Eksperckie wsparcie w wyborze urządzenia wielofunkcyjnego do biura oferuje Biuro Innowacje.
Zwróć uwagę na transparentność umowy
Wiedząc już, co dokładnie chcesz wynająć, możesz skupić się na doborze partnera biznesowego. Tu pomocne mogą okazać się rekomendacje innych firm, referencje czy opinie zamieszczane w sieci. Warto dokładnie je przeanalizować, gdyż dzięki temu można uniknąć nieprzyjemnego rozczarowania.
Podstawą świadczenia usług wynajmu urządzeń wielofunkcyjnych do biura (laserowych czy atramentowych) jest umowa. Powinna być transparentna i zrozumiała dla obu stron. Analizując zapisy, należy dokładnie sprawdzić:
zakres opieki serwisowej – najlepsze firmy oferują pełną obsługę techniczną w ramach umowy,
materiały eksploatacyjne – zwykle w ramach umowy dostarczane są tonery, bębny i inne materiały niezbędne do użytkowania urządzenia,
miesięczne koszty, które są jedynym wydatkiem dla klienta i zwykle obejmują cenę wynajmu, opiekę serwisową oraz materiały eksploatacyjne.
Klarowne warunki pozwalają uniknąć niespodziewanych wydatków i komplikacji w toku współpracy.
Nie zapominaj o elastycznych warunkach!
Wynajem urządzeń wielofunkcyjnych to rozwiązanie, które pozwala na dostosowanie technologii biurowej do dynamicznie zmieniających się potrzeb firmy. W przypadku wzrostu liczby wydruków, wprowadzenia nowych procesów pracy czy przejścia na inny model organizacyjny wynajem daje możliwość łatwej wymiany urządzenia na bardziej wydajne i lepiej dopasowane do nowych potrzeb.
Podpisując odpowiednio skonstruowaną umowę z renomowanym partnerem, nie trzeba martwić się przestarzałym sprzętem, który ogranicza efektywność biura – można otrzymać gwarancję, że bez dodatkowych opłat po okresie wynajmu urządzenie zostanie wymienione na nowszy technologicznie model. W ten sposób firma może stale korzystać z najnowszych funkcji i usprawnień, które wpływają na jakość wydruków, szybkość działania czy innowacyjne opcje integracji z systemami zarządzania dokumentami.
W ostatnim miesiącu roku zarówno obecne, jak i przyszłe nastroje konsumenckie poprawiły się w stosunku do poprzedniego miesiąca. Jak podaje GUS bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej (BWUK) wyniósł 16,7a i był o 0,4 p. proc. wyższy niż w listopadzie.
Poprawa zarówno obecnych, jak i (prognoza) przyszłych nastrojów konsumenckich , ma miejsce pomimo niższej oceny obecnej sytuacji finansowej gospodarstw domowych niż miesiąc temu. Przyczyną jest to, że wzrost wynagrodzeń w gospodarce narodowej w relacji r/r jest w ostatnich kilku miesiącach bardzo znaczny. Nominalne o około 10% a realnie około 4%. Nastroje konsumenckie poprawiają też wyjątkowo dobra pogoda, zbliżające się święta oraz niskie bezrobocie . – twierdzi prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club.
Według dzisiejszych danych Głównego Urzędu Statystycznego Spośród składowych wskaźnika najbardziej poprawiły się oceny obecnej możliwości dokonywania ważnych zakupów natomiast niższą wartość niż przed miesiącem odnotowano dla oceny obecnej sytuacji finansowej gospodarstwa domowego (spadek o 2,1 p. proc.). Bez zmian pozostała ocena przyszłej sytuacji ekonomicznej kraju.
Francusko-Polska Izba Gospodarcza (CCIFP) opublikowała wyniki dziewiątej edycji swojego flagowego badania „ESG w praktyce – Barometr CCIFP”. Raport dostarcza kompleksowego obrazu tego, jak firmy operujące na polskim rynku podchodzą do kwestii środowiskowych, społecznych i zarządzania przedsiębiorstwem (ESG). Wymogi prawne są obecnie najważniejszym czynnikiem motywującym firmy do wdrażania działań ESG, choć nadal znaczna część firm angażuje się ze względów wizerunkowych. Główną barierą rozwoju jest brak środków finansowych, co szczególnie dotyka firmy z sektora MŚP.
Regulacje skutecznie motywują do działania
Po raz pierwszy, to regulacje stały się najważniejszym powodem angażowania się firm w obszar ESG (wzrost z 4% w 2019 do 66% w 2024). Na drugim miejscu znalazły się kwestie wizerunkowe, które są bardziej istotne dla firm z sektora MŚP (67%) niż dla firm dużych (57%). W ciągu ostatnich kilku lat istotnym czynnikiem stały się również oczekiwania i naciski ze strony klientów, pracowników, społeczności (57% wskazań w roku 2024 wobec 16% w roku 2019).
„Jeśli ktoś jeszcze nie wierzy w moc regulacji to dane tegorocznego barometru pokazują wyraźny trend. ESG stało się elementem europejskiego porządku prawnego i przestało być postrzegane jako chwilowa moda, stając się standardem. Wzrost z 4% w 2019 roku do 66% w 2024 jest spektakularny.” – komentuje Kamil Wyszkowski, Representative, Executive Director UN Global Compact Network Poland.
Większa profesjonalizacja działań, ale przy ograniczonym budżecie
Strategiczne podejście do ESG nadal nie jest powszechne, gdyż 49% firm nie posiada strategii w tym obszarze. Jednak te przedsiębiorstwa, które ją posiadają bardzo często włączają ją do strategii biznesowej (85% wskazań). Oznacza to, że firmy planując swój rozwój uwzględniają wyzwania środowiskowe i społeczne adaptując do nich swój model biznesowy.
Odpowiedzialność za działania w obszarze ESG w dużych firmach coraz bardziej się profesjonalizuje. Już blisko połowa z nich posiada osobny dział dedykowany temu obszarowi. Firmy MŚP albo zarządzają ESG z poziomu Zarządu lub Dyrekcji albo obszar ten pozostaje niezagospodarowany (43% wskazań w obu przypadkach). Niewystarczające zasoby ludzkie nie są jedynym wyzwaniem dla firm, szczególnie tych z sektora MŚP. Największym problemem jest brak zasobów finansowych (63% wskazań). Blisko 40% firm małych i średnich nie dysponuje żadnym budżetem na prowadzenie działań ESG, a jedynie duże podmioty dysponują środkami przekraczającymi 100 tys. złotych rocznie.
Zwiększa się jednak liczba firm raportujących swoje działania, choć dotyczy to głównie firm dużych. 9 na 10 z nich prowadzi lub planuje rozpocząć raportowanie, natomiast w przypadku MŚP działania te podejmuje jedynie co drugi przedsiębiorca.
Korzyści z ESG trudne do oszacowania
Firmy nadal mają trudności z określeniem rezultatów działań podejmowanych w zakresie zrównoważonego rozwoju. Jedynie duże organizacje, które posiadają zasoby ludzkie, finansowe i merytoryczne potrafią określić mierzalne korzyści (17% respondentów z dużych firm i ani jedna firma MŚP), natomiast 31% wszystkich przedsiębiorstw odnotowuje wyniki inne niż finansowe, związane najczęściej z poprawą wizerunku, zaangażowaniem pracowników, czy relacjami z interesariuszami. Firmy z sektora MŚP najczęściej nie mierzą wyników (35%) lub jest im trudno je określić (37%). Brak jakichkolwiek korzyści z prowadzonych działań ESG deklaruje co dziesiąta duża firma i co siódma z sektora MŚP.
Najwięcej aktywności dla społeczności i środowiska
Firmy najczęściej angażują się w działania z obszaru dotyczącego społeczności (76% firm) oraz środowiska (72%). Najmniej aktywności podejmowanych jest w zakresie ładu korporacyjnego. Może to wynikać z niewiedzy co kryje się pod tym pojęciem, szczególnie wśród firm MŚP. Aż 20% z nich nie umiało odpowiedzieć czy prowadzą jakieś aktywności w tym obszarze.- mówi Mariusz Kielich, Kierownik ds. Komunikacji w CCIFP.
Działania na rzecz społeczności w pierwszej kolejności odnoszą się do pracowników (zapewnienie rozwoju, BHP, dodatkowe świadczenia socjalne, dialog, czy rozwiązania z obszaru work-life balance), następnie klientów (ochrona danych osobowych, komunikacja, badania satysfakcji), a na koniec społeczności lokalnych (głównie poprzez udzielanie finansowego lub merytorycznego wsparcia).
W zakresie środowiskowym firmy najczęściej ograniczają zużycie surowców, poprawiają efektywność energetyczną, czy prowadzą działania edukacyjne. Jedynie duże organizacje, posiadające znaczne środki finansowe, angażują się w takie projekty jak wprowadzanie ekologicznych produktów, czy usług, rozwiązania z zakresu gospodarki o obiegu zamkniętym, czy inwestycje infrastrukturalne zmniejszające emisję gazów cieplarnianych.
Ład korporacyjny, to głównie polityki związane z etyką, przeciwdziałaniem korupcji, czy współpracą z partnerami biznesowymi.
Wymagania ESG dotykają również mniejsze firmy
Duże firmy czują się odpowiedzialne za swoich partnerów i dostawców angażując ich w działania z zakresu ESG. Blisko 1/3 dużych przedsiębiorstw prowadzi dla nich działania edukacyjne, a drugie tyle chce je rozpocząć w ciągu najbliższych 2 lat. Niepokojący jest jednak dość niski odsetek firm uczestniczących w tego rodzaju aktywnościach edukacyjnych, który w przypadku ponad połowy firm nie przekracza 25% dostawców.
Liczba firm, które wymagają od swoich dostawców dostarczania danych w obszarze ESG sukcesywnie wzrasta. W ubiegłym roku było ich 16%, a w tym już 25%. Kolejne 30% deklaruje, że rozpocznie tego rodzaju działania w ciągu 2 najbliższych lat.
Za dwa lata blisko 2/3 firm w procesie wyboru dostawcy będzie zwracało uwagę na działania w obszarze zrównoważonego rozwoju, dlatego też przedsiębiorstwa nieobjęte obowiązkiem raportowania ESG, będą wdrażać proekologiczne rozwiązania. Ci, którzy tego nie zrobią staną się mniej konkurencyjni na rynku polskim i europejskim. – powiedział Mariusz Kielich.
Firmy francuskie w Polsce liderami ESG
Firmy z kapitałem francuskim wyróżniają się na tle pozostałych uczestników badania. Większość z nich jest już przygotowana na nowe regulacje unijne, ponieważ od lat zarządzane są według standardów wyznaczonych na poziomie międzynarodowym. Dzięki temu prowadzą więcej działań niż firmy z innym kapitałem w dziedzinach takich jak efektywność energetyczna, edukacja ekologiczna, polityka różnorodności oraz zarządzanie łańcuchem dostaw (średnio o 15% – 20%). Aż 77% firm francuskich ma wdrożone strategie ESG, podczas gdy wśród firm z innym kapitałem wskaźnik ten wynosi jedynie 22%.
A co na to konsumenci?
Integralną częścią raportu ESG w praktyce są wyniki badania przeprowadzonego przez Havas Media Network Poland. Dane z 2024 roku pokazują, że znaczenie etyki i odpowiedzialności społecznej w wyborach konsumentów wykazuje lekką tendencję spadkową w stosunku do lat ubiegłych. Liczba osób przywiązujących wagę do wpływu produktów na społeczeństwo i ekologię spadła z 56% w 2017 roku do 41% w 2024 roku. Jednocześnie 46% badanych Polaków zadeklarowało, że unika kupowania produktów firm, które negatywnie oddziałują na otoczenia, co jest nadal wynikiem o 10% mniejszym niż przed pandemią. Niezmiennie spada wiara konsumentów w to, że ich decyzje zakupowe mają wpływ na zmiany na świecie (spadek o 18% od 2017 roku). Coraz większy odsetek dorosłych Polaków dostrzega wpływ rządów i polityków (34% w 2024 roku wobec 22% w 2017). Na znajomość pojęcia ESG wskazuje co 2-gi Polak. Ponad ¼ dorosłych Polaków nie tylko słyszało to pojęcie, ale również wie, na czym ono polega.
Badanie ESG w praktyce – barometr Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej zostało przeprowadzone na próbie 120 firm w listopadzie 2024 roku. 58% stanowiły firmy duże, zatrudniające powyżej 250 pracowników, reszta to firmy MŚP. 41% respondentów to firmy z kapitałem francuskim, 55% to przedsiębiorstwa polskie lub z innym kapitałem zagranicznym. Badanie wśród konsumentów przeprowadziła firma Havas Media Network w listopadzie 2023 na próbie 1005 dorosłych Polaków.
Partnerami badania są: Orange Polska, PwC, Havas Media Network Poland, Havas PR Warsaw, Bureau Veritas, Centrum UNEP/GRID-Warszawa, Global Compact Network Poland, Forum Odpowiedzialnego Biznesu, Krajowa Izba Gospodarcza, Irlandzko-Polska Izba Gospodarcza, Belgijska Izba Przemysłowo-Handlowa, WPROST Biznes, Proto.pl, CEO.com.pl, Teraz Środowisko, ESG.pl, ESGinfo.pl., Instytut ESG, oESG.pl, Raport CSR, Raport ESG.
EY przeanalizował postawy rodzimych menedżerów wobec fuzji i przejęć. Głównym motorem akwizycji jest chęć przyspieszenia rozwoju (56%) i ekspansja rynkowa (40%), podczas gdy 30% sprzedających głównie chce dostosować się do zmieniających się warunków rynkowych. Zdecydowana większość decydentów, którzy zdecydowali się na M&A, pozytywnie ocenia ten proces.
W dynamicznie zmieniającym się świecie biznesu, polskie przedsiębiorstwa coraz częściej sięgają po strategię fuzji i przejęć (M&A) w celu przyspieszenia rozwoju i zwiększenia swojej konkurencyjności na rynku. Firma doradcza EY Polska przeanalizowała postawy menedżerów wobec tej ścieżki rozwoju przedsiębiorstwa – jakie motywy stoją za decyzją o kupnie i sprzedaży spółki, które wyzwania najbardziej doskwierają decydentom w firmach zaangażowanym w transakcje; raport wskazuje też, na co trzeba zwrócić uwagę przy procesach M&A. Powstało unikalne na polskim rynku kompendium wiedzy, a część wyników jest zaskakująca.
Raport szczegółowo analizuje podejście polskich menedżerów do różnych aspektów fuzji i przejęć, pomaga zrozumieć trendy i czynniki kształtujące rodzimy rynek M&A. Mamy nadzieję, że wnioski z naszego badania będą pomocne dla firm rozważających M&A jako strategię rozwoju, również dla mniejszych podmiotów, które dopiero analizują możliwości korzystania z tego typu narzędzi. Chcemy uświadomić menedżerom, że transakcje kapitałowe mogą prowadzić do bardziej efektywnego sposobu realizacji ich celów biznesowych a ryzykiem można zarządzić dzięki strategicznemu podejściu i wykorzystaniu odpowiednich kompetencji – mówi Paweł Bukowiński, Partner Zarządzający działem Strategia i Transakcje, EY Polska.
Motywy zawierania transakcji
Rozwój organiczny często bywa zbyt czasochłonny i kosztowny, dlatego kupno istniejącego podmiotu lub technologii może okazać się bardziej efektywnym i mniej ryzykownym rozwiązaniem. Z badania wynika, że aż 56% firm uważa przyspieszenie rozwoju za kluczowy powód zaangażowania się w procesy M&A. Wzrost udziałów w rynku jest drugim najważniejszym czynnikiem (40%), a zwiększenie skali działalności oraz przychodów podkreśla 38% respondentów. Pozyskanie portfolio klientów (36%) oraz nowych technologii (33%) również znajdują się wysoko na liście motywacji. Co zaskakujące, niewielki procent firm (5%) wskazał na potrzebę pozyskania zagranicznego podmiotu w celu wejścia na nowy, trudno dostępny rynek.
Zupełnie inaczej sytuacja wygląda, gdy przyglądamy się motywom firm, które dokonały sprzedaży części lub całości biznesu. Badanie pokazuje, że w ich przypadku najczęstszym powodem sprzedaży firmy, wskazanym przez blisko jedną trzecią (30%) respondentów, była potrzeba zmiany profilu działalności, co pozwalało firmom lepiej dostosować się do nowych warunków rynkowych. Dla 26% przedsiębiorstw sprzedaż była szansą na pozyskanie zasobów finansowych na nowe cele, a 23% uznało, że sprzedaż jest bardziej opłacalna niż kontynuowanie działalności. Dla niewiele mniejszej grupy (22%) respondentów sprzedaż była częścią długoterminowej strategii wyjścia z rynku. Co piąta firma (20%) podjęła decyzję ze względu na intratną ofertę kupna. Brak rentowności oraz słabe perspektywy rozwoju skłoniły do tego kroku 18% firm, a 16% zrobiło to ze względu na losowe lub osobiste sytuacje.
Niezależnie od tego, po której stronie transakcji się znajduje firma, kluczowe jest przeprowadzenie dokładnej analizy strategicznej, która pozwoli zrozumieć, jakie wyzwania i potrzeby biznesowe mogą zostać zaspokojone przez przejęcie lub sprzedaż. Według podmiotów przeprowadzających transakcje, wsparcie doświadczonego doradcy M&A może okazać się nieocenione, gdyż pomaga on określić realistyczne cele, oczekiwania finansowe, zidentyfikować odpowiednich partnerów oraz zwiększyć szanse na sukces transakcji – mówi Grzegorz Cywiński, Partner EY Polska, Lider Zespołu Transactions & Corporate Finance.
Rozbieżności pomiędzy sprzedającymi i kupującymi
Z badania EY wynika, że akwizycje to zazwyczaj przemyślane decyzje strategiczne, podczas gdy decyzje o sprzedaży są częściej odpowiedzią na pojawiające się możliwości rynkowe: 73% respondentów decydujących się na akwizycje traktuje je jako element długoterminowej strategii (25 pkt proc. więcej niż sprzedających), a rynkowe okazje wykorzystuje 52% sprzedających (o 12 pkt proc. więcej niż przy akwizycjach – 27%).
Różnice pomiędzy sprzedającymi i kupującymi widać też na poziomie satysfakcji z transakcji. Firmy, które zdecydowały się na proces M&A, na ogół oceniają ten proces bardzo dobrze – aż 98% kupujących i 90% sprzedających dało mu pozytywne oceny. Równolegle, 62% respondentów określiło swoją satysfakcję jako umiarkowaną „(dość wysoko”), a 10% sprzedających oceniło proces „dość nisko”. Warto zaznaczyć, że menedżerowie obecni po stronie przejmującej aktywa wymieniają słabe przygotowanie po stronie podmiotu przejmowanego (33%) jako główny powód problemów w trakcie procesu.
W dzisiejszym dynamicznym środowisku biznesowym, zdolność do szybkiego reagowania na zmieniające się warunki rynkowe jest kluczowa, ale musi być równoważona solidnym przygotowaniem i strategicznym planowaniem. Chodzi nie tylko o dogłębną analizę własnych celów i możliwości, ale także zrozumienie wartości i potencjału podmiotu będącego przedmiotem transakcji. To połączenie elastyczności i przygotowania pozwala firmom na skuteczne wykorzystanie okazji rynkowych oraz minimalizację ryzyka związanego z transakcjami M&A – mówi Jacek Byrt, Partner EY Polska, Lider EY-Parthenon, Transaction Strategy & Execution w Polsce.
O badaniu
Badanie Perspektywy M&A zostało zrealizowane na zlecenie EY przez CubeResearch na celowej próbie 388 decydentów (prezesi, członkowie zarządów, dyrektorzy finansowi oraz właściciele firm) w firmach różnej wielkości, od zatrudniających 51 pracowników po korporacje z ponad 1000-osobowymi zespołami. Badanie przeprowadzono w okresie czerwiec – lipiec 2024 r, metodą łączoną – CATI (wywiady telefoniczne) i CAWI (wywiady online). W badaniu wzięły udział firmy, które przeprowadziły proces M&A i podmioty, które go dopiero planują.
Wraz z rozwojem sztucznej inteligencji globalny rynek centrów danych wzrośnie w ciągu najbliższych pięciu lat o ponad połowę i osiągnie wartość 483 mld dolarów w 2029 roku, wynika z raportu DLA Piper i TMT Finance. W Europie operatorzy centrów poszukują nowych lokalizacji poza najbardziej popularnymi regionami, których dalszy rozwój ogranicza niska dostępność działek i kłopoty z przyłączami energii elektrycznej.
Jak pokazuje raport kancelarii DLA Piper przygotowany we współpracy z firmą doradczą TMT Finance, globalna wartość rynku centrów danych w 2024 roku wyniesie około 300 mld dolarów i będzie rosnąć średnio w tempie 10% rocznie do 2029 roku. Prognoza ta odzwierciedla zwiększone zapotrzebowanie na infrastrukturę obsługującą aplikacje oparte na sztucznej inteligencji, migrację danych i procesów do chmury, wdrażanie technologii 5G oraz inne działania związane z transformacją cyfrową. Zdaniem respondentów DLA Piper, wśród których znajdują się kluczowi globalni inwestorzy w sektor data center, sztuczna inteligencja stała się głównym katalizatorem rozwoju rynku, a jej intensywność obliczeniowa zmienia wymagania dotyczące pojemności i liczby centrów danych.
– Nasi klienci wskazują, że w ostatnich 3 latach na świecie wytworzono więcej danych cyfrowych niż kiedykolwiek wcześniej w historii – mówi Michał Pietuszko, partner kierujący praktyką nieruchomości w warszawskim biurze DLA Piper. – Przetwarzanie i przechowywanie takich ilości informacji wymaga rozbudowy i tworzenia nowych centrów danych. W związku z tym zapotrzebowanie na tego rodzaju infrastrukturę stale rośnie, sprawiając, że jest to globalnie jeden z najatrakcyjniejszych obszarów dla inwestorów.
Gwałtowny rozwój branży wywołał także ożywienie na rynku fuzji i przejęć. Od października 2023 roku do końca września 2024 roku na świecie zrealizowano 154 transakcje przejęć w sektorze centrów danych w porównaniu do 101 w analogicznym okresie rok wcześniej. Średnia wartość pojedynczej transakcji wzrosła o niemal połowę do 958 mln dolarów. Z badania DLA Piper i TMT Finance wynika, że 70% ankietowanych spodziewa się, że w najbliższych dwóch latach aktywność na rynku centrów danych jeszcze wzrośnie. Niemal połowa (49%) oczekuje zwiększenia w nadchodzących dwóch latach zainteresowania ze strony funduszy i instytucji finansowych, które dostrzegają okazje na korzystne stopy zwrotu z inwestycji związane z rozwojem rynku.
W Europie w ostatnich latach aktywność branży koncentrowała się w tradycyjnych lokalizacjach dla centrów danych określanych jako FLAP-D (Frankfurt, Londyn, Amsterdam, Paryż, Dublin). Rośnie jednak zainteresowanie innymi lokalizacjami – uwagę przyciągają między innymi Włochy, Hiszpania oraz region Europy Środkowo-Wschodniej. Zdaniem ekspertów DLA Piper, Polska ma szanse na przyciągnięcie inwestycji związanych z centrami danych, co powinno mieć korzystny wpływ na krajową gospodarkę.
– Polski rynek centrów danych jest wciąż na wczesnym etapie rozwoju. Jak wynika z naszego raportu, w krajach takich jak Hiszpania, która przyciąga obecnie dużą uwagę inwestorów, ma on już istotny wpływ na gospodarkę.Centra danych odpowiadają tam za 3% krajowego PKB. Ta szansa stoi też przed polskim rynkiem – mówi Anna Bodzioch, senior associate w praktyce nieruchomości DLA Piper w Polsce.
Lokalizacja jest kluczowym aspektem przy rozważaniu inwestycji w centrum danych. Przepisy prawa miejscowego decydują o możliwości posadowienia takiej infrastruktury. Determinuje ona również możliwość uzyskania niezbędnych warunków przyłączenia zapewniających moc potrzebną do zasilania wielkoskalowego centrum danych. Zużycie energii w centrach danych może być nawet 40 razy większe niż w standardowych budynkach magazynowych. Istotne jest również duże zużycie wody przez systemy chłodzenia oraz ciepło generowane do środowiska.
Z raportu DLA Piper wynika, że niemal wszyscy ankietowani (98%) obawiają się, że problemy związane z przyłączami energii (takie jak dostępność czy niezawodność infrastruktury o odpowiedniej mocy) mogą stanowić przeszkodę w dalszym rozwoju branży.
– Potrzeba dalszego rozwoju sektora data center stanowi wyzwanie dla krajowego rynku – mówi Maciej Rafałowski, senior associate w praktyce nieruchomości DLA Piper w Warszawie. – Dostęp do energii w pożądanych lokalizacjach, jej cena, możliwość zaopatrywania się w zieloną energię oraz stabilność sieci to standardowe wyzwania przy wyborze lokalizacji centrów danych, które dotyczą również Polski. Poprawa sytuacji na krajowym rynku energii otworzy także możliwości szerszej ekspansji w sektorze data center.
Dziś Fed da prawdopodobnie świąteczny prezent rynkom w postaci kolejnej obniżki stóp procentowych. Wszystko na to wskazuje, że ten rok będziemy kończyć z docelowym przedziałem stopy funduszy federalnych na poziomie 4,25 – 4,5 proc. Rynek w pełni już to wycenił. W kolejnych miesiącach obniżki nie są już tak pewne. Bank centralny weźmie pod uwagę ryzyko wzrostu inflacji i przyjmie konserwatywne podejście.
Amerykańska gospodarka radziła sobie w mijającym roku lepiej niż wskazywały na to wstępne prognozy. Była w stanie oprzeć się restrykcyjnej polityce monetarnej. Rynek pracy spowolnił ale nie uległ załamaniu. Pogorszenia sytuacji w tym obszarze Fed już nie oczekuje. Teraz będzie chciał zabezpieczyć w pewnym stopniu osiągnięte już wyniki.
Aktualna stopa procentowa wg instytucji jest wciąż wyraźnie restrykcyjna, pomimo dokonanych obniżek o łącznie 75 punktów bazowych. Bankierzy centralni widzą jej poziom jako neutralny w długim okresie w okolicy nieco powyżej 3 proc. Teoretycznie więc przestrzeń do dalszego luzowania jest dość spora. W minionych tygodniach pojawiło się jednak ryzyko, że „zejście” inflacji do celu 2 proc. może nie przebiegać tak płynnie – mam tu na myśli działania nowej administracji Trumpa. Spoglądając na stopę inflacji bazowej – opartej na preferowanym przez Fed wskaźniku, czyli deflatorze wydatków konsumpcyjnych – widać stabilizację w przedziale od 2,6 do 2,8 proc. Ostatnie dane o CPI dowiodły jej uporczywości.
Dzisiejsza decyzja nie powinna nieść większego zaskoczenia. Istotne będą nowe projekcje makro, aktualizacja „dot plot” oraz sama konferencja prasowa. To, w jakim stopniu najnowsze prognozy będą odbiegać od tych z września, będzie warunkować rynkową zmienność. Ciekawe również będzie również to jak mocno Powell zamierza podkreślać swoją niezależność polityczną.
Jutro czeka nas decyzja BoE oraz BoJ. Bank centralny z Europy powinien wykonać „pauzę” w luzowaniu warunków monetarnych. Dane z rynku pracy, które opublikowano wczoraj wzmacniają taki scenariusz. Dziś funt może być wrażliwy na odczyt wskaźnika CPI (8:00), który zgodnie z prognozami powinien uplasować się wyżej (2,6 proc. oraz 3,6 proc. bazowy). Rynek jednocześnie w niewielkim stopniu wierzy w możliwość podwyżki kosztu pieniądza w kraju „Kwitnącej Wiśni”.
Oczekiwana obniżka stóp o 25 pb.: Fed prawdopodobnie obniży stopy procentowe do poziomu między 4,25% a 4,50%, sygnalizując jednocześnie ostrożność wobec dalszego luzowania polityki monetarnej.
Korekta wykresu kropkowego: Wykres kropkowy na 2025 rok może wskazać tylko trzy obniżki stóp, oraz jeszcze mniejszą liczbę cięć w 2026 roku. To sprawi, że grudniowa obniżka będzie miała jastrzębi wydźwięk.
Implikacje rynkowe: Jastrzębia narracja może wspierać krótkoterminową siłę dolara amerykańskiego oraz stanowić wyzwanie dla wycen akcji, jednak strategiczne prognozy wciąż sprzyjają rynkom akcji w perspektywie 2025 roku.
Powszechnie oczekuje się, że Rezerwa Federalna obniży w tym tygodniu stopy procentowe o 25 punktów bazowych, sprowadzając docelowy przedział stopy funduszy federalnych do 4,25-4,50%. Biorąc pod uwagę, że decyzje Fed stają się coraz bardziej uzależnione od danych, inwestorzy zwrócą szczególną uwagę na ton wypowiedzi przewodniczącego Powella po posiedzeniu oraz zaktualizowane podsumowanie projekcji gospodarczych (SEPy), a także na wykres kropkowy, który pokazuje oczekiwany poziom stóp procentowych na 2025 rok i kolejne lata.
Cięcie stóp w tym tygodniu: jastrzębia obniżka?
Kontrakty terminowe na stopy procentowe Fed wskazują 95% prawdopodobieństwo obniżki o 25 pb na grudniowym posiedzeniu, po podobnej obniżce w listopadzie. Może to wynikać z osłabienia na rynku pracy – w listopadzie stopa bezrobocia wzrosła do 4,2% i spadł wskaźnik aktywności zawodowej.
To spowolnienie na rynku pracy może uzasadniać dalsze obniżki stóp, w celu zapobiegnięcia nadmiernemu rozluźnieniu na rynku pracy. Istotne znaczenie ma także zmniejszenie inflacji związanej z kosztami mieszkań. Chociaż inflacja na ostatnich etapach walki wciąż pozostaje oporna, nowe dane pokazują spadek inflacji w kontekście kosztów związanych z zamieszkaniem. Są one jednym z kluczowych elementów wpływających na inflację, a obecnie zaczynają spadać dzięki renegocjowaniu umów najmu. To również może umacniać argumenty za cięciami stóp procentowych.
Chociaż obniżka stóp jest niemal w pełni uwzględniona w cenach, rynek będzie bacznie obserwować wszelkie sygnały sugerujące jastrzębią obniżkę. Mimo luzowania polityki monetarnej, Fed może zasygnalizować ostrożność co do tempa przyszłych cięć, poprzez zaktualizowany wykres kropkowy czy podczas wystąpienia przewodniczącego Powella na konferencji prasowej.
Stopy procentowe na 2025 rok: Czy Fed wstrzyma się z dalszymi krokami?
Coraz częściej mówi się, że Fed zdecyduje się pominąć cięcia stóp procentowych w styczniu 2025 roku, co może oznaczać wstrzymanie luzowania polityki monetarnej. Z jakich powodów może do tego dojść?
Chociaż inflacja związana z kosztami zamieszkania zaczyna spadać, inne elementy wciąż pozostają oporne na spadki. Utrudnia to Fed uzasadnienie dalszych agresywnych obniżek stóp procentowych. Jednocześnie, ostatnie dane pokazują zaskakującą odporność gospodarki, co może skłonić Fed do ostrożniejszego podejścia do dalszego luzowania polityki monetarnej. Dodatkowo, nowa administracja Trumpa, po objęciu urzędu 20 stycznia, prawdopodobnie skoncentruje się na taryfach celnych. Może to stworzyć ryzyko wzrostu inflacji.
Wykres kropkowy, który odzwierciedla oczekiwania poszczególnych członków FOMC dotyczące stóp procentowych, będzie kluczowy dla nastrojów rynkowych, ponieważ daje wgląd w sposób myślenia członków Fed. Kropki dla lat 2025, 2026 i 2027 wskażą, na ile agresywnie Fed planuje obniżać stopy procentowe.
Perspektywy na 2025 rok: Poprzedni wykres kropkowy wskazywał cztery obniżki stóp procentowych (o 100 pb) w 2025 roku, ale może to zostać zrewidowane do trzech, a nawet dwóch cięć, ponieważ ryzyko inflacyjne nadal pozostaje wysokie. Konsensus zakłada, że kropka na 2025 rok przesunie się z 3,375% na 3,625%, co sygnalizuje oczekiwanie trzech obniżek w przyszłym roku. Jeśli kropka na 2025 rok przesunie się do 3,875%, wskazując jedynie na dwie obniżki, będzie to istotna jastrzębia niespodzianka dla rynku.
Stopy długoterminowe: Prognozy na 2026 rok mogą również zostać zmienione na dwie obniżki, co odzwierciedlałoby wolniejszy proces normalizacji. Konsensus zakłada, że stopa procentowa na koniec 2026 roku znajdzie się na poziomie 3,125%, w porównaniu do 2,875%, które było prognozowane w wykresie kropkowym we wrześniu.
Stopa terminowa: „Długoterminowa” neutralna stopa procentowa może również wzrosnąć do 3% z 2,875% w wrześniu, co odzwierciedla wyższe długoterminowe stopy procentowe.
Zaktualizowane prognozy gospodarcze: SEPy prawdopodobnie zostaną zrewidowane, pokazując wyższą inflację bazową PCE na 2024 rok (z 2,6% w wrześniu), niższą stopę bezrobocia (z 4,4%) oraz silniejsze prognozy wzrostu PKB na 2024 rok.
Implikacje rynkowe i strategie portfelowe
Reakcja rynku akcji: Rynki uwzględniły już obniżkę o 25 pb. Jednak jeśli Fed zasugeruje mniejsze cięcia stóp procentowych w 2025 roku, aktywa ryzykowne, takie jak akcje, mogą charakteryzować się większą zmiennością. Jastrzębi ton wypowiedzi może wywierać presję spadkową na wyceny akcji, szczególnie na akcje wzrostowe, które są bardziej wrażliwe na wyższe stopy procentowe. Presję mogą odczuć również inne segmenty zależne od poziomu stóp, takie jak deweloperzy czy spółki o małej kapitalizacji. Inwestorzy mogą skłaniać się do przeniesienia środków do bardziej defensywnych sektorów, m.in. użyteczności publicznej czy dóbr konsumpcyjnych, jeśli Fed zasugeruje wolniejsze tempo luzowania polityki monetarnej.
Pozycjonowanie na rynku instrumentów o stałym dochodzie: Jeśli z wykresu kropkowego będzie wynikać wyższa stopa terminowa lub mniej cięć stóp procentowych w 2025 roku, krzywa dochodowości może się spłaszczyć. Będzie to oznaczało, że rentowności krótkoterminowe mogą rosnąć szybciej niż długoterminowe. Może to narażać obligacje o krótkim terminie wykupu na ryzyko spadku wartości wraz ze wzrostem rentowności.
Strategia Forex: Jastrzębia obniżka stóp procentowych może wspierać dolara amerykańskiego, zwiększając popyt na tę walutę. Mimo że na koniec roku istnieje ryzyko krótkoterminowego osłabienia USD z powodu sezonowych wahań i rozciągniętych pozycji, to wszelkie spadki mogą być traktowane jako okazja do otwarcia pozycji długoterminowych. Polityka sprzyjająca dolarowi w administracji Trumpa, m.in. zaostrzenie rozmów na temat taryf celnych, może wspierać USD w 2025 roku. Z kolei jen japoński może być narażony na spadki, jeśli rentowności amerykańskich 10-letnich obligacji wzrosną, a zagrożenia taryfowe będą wywierać presję na chińskiego juana, euro i dolara australijskiego w 2025 roku.
Autor: Charu Chanana, Główna Strateg Inwestycyjna w Saxo
Hipoteka odwrócona, podobnie jak inne usługi dla seniorów, jest częścią srebrnej gospodarki. W jakim otoczeniu ekonomicznym i politycznym będzie rozwijać się rynek w 2025 roku? Z jednej strony czeka nas zmiana na stanowisku prezydenta USA i, być może, koniec wojny w Ukrainie, co może zwiastować ożywienie na rynku kapitałowym i inwestycyjnym. Z drugiej strony czekają nas wybory prezydenckie w Polsce, co będzie generować wewnętrzne napięcia i pogłębiać polaryzację społeczeństwa. A takie otoczenie nie będzie przyjazne dla wprowadzania nowych reform, w tym nowych przepisów dedykowanych hipotece odwróconej, na które czeka rynek. Z trzeciej strony Polska wciąż będzie zmagać się z tematami, które są niezmienne: starzeniem się społeczeństwa, niskimi emeryturami, zadłużeniem seniorów. Na dodatek wartość nieruchomości, które są własnością emerytów, dzięki wzrostowi cen już poszybowała w górę. Czy w 2025 seniorzy będą chcieli, dzięki hipotece odwróconej, odmrozić 1,5 bln zł zamrożonych w nieruchomościach? O prognozę na przyszły rok pokusił się Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.
1. Przetasowania na arenie międzynarodowej mogą ożywić nastroje
Rok 2025 zapowiada się jako czas przełomowych zmian na arenie międzynarodowej. Większość decydentów i analityków spodziewa się wkrótce po objęciu stanowiska przez nowego prezydenta USA zakończenia wojny w Ukrainie. Dla Polski, jako państwa położonego w bezpośrednim sąsiedztwie strefy konfliktu, ustabilizowanie sytuacji geopolitycznej będzie oznaczało zmniejszenie ryzyka, poprawę nastrojów inwestycyjnych i gospodarczych. A to z kolei może wpłynąć na stabilizację rynku finansowego. Według raportu Banku Światowego wojna w Ukrainie w 2023 roku zmniejszyła tempo wzrostu gospodarczego w Europie Środkowo-Wschodniej o około 1,5 punktu procentowego. Jej zakończenie mogłoby przynieść Polsce wzrost PKB na poziomie nawet 4 proc., zamiast prognozowanych 2,5 proc. w warunkach utrzymującego się konfliktu.[1] Dla rynku hipoteki odwróconej, który jest związany z nastrojami konsumenckimi ma to znaczenie. Poza tym stabilizacja polityczna zwiększa zaufanie do różnych instrumentów finansowych oraz może poprawić nastroje i chęć do skorzystania z nowych rozwiązań, a takim ciągle pozostaje hipoteka odwrócona.
2. Polityczna niestabilność w Polsce nie będzie dobrą sceną do wprowadzania nowych reform
W 2025 roku Polskę czekają wybory prezydenckie, które będą kluczowym wydarzeniem politycznym. Rezultat jeszcze nie jest przesądzony, co niestety wróży zaostrzaniem konfliktów wewnętrznych i wzmocnieniem polaryzacji społeczeństwa. W takich warunkach trudno będzie się spodziewać, by Rząd wprowadzał nowe rozwiązania, czy reformy istotne dla społeczeństwa. A jednym z przepisów, nad którym warto się pochylić jest ustawa o dożywotnim świadczeniu pieniężnym dedykowana branży hipoteki odwróconej oraz seniorom. Pamiętajmy, że niestabilność polityczna utrudnia prowadzenie dialogu politycznego, zwiększa też niepewność konsumentów. Bardzo możliwe, że w 2025 roku branża profesjonalnych podmiotów oferujących rentę dożywotnią wciąż będzie musiała dopominać się o uregulowanie rynku.
Stabilizujący się poziom inflacji wzmocni siłę nabywczą emerytów. Ale nie wyrwie ich z długów
Inflacja powinna być pod coraz większą kontrolą banków centralnych i również w Polsce zbliżać się będzie do celu, więc tak drastyczny jak w ostatnich dwóch latach wzrost cen raczej nam nie grozi. Przypomnijmy, że Narodowy Bank Polski przewiduje w 2025 roku spadek inflacji, która będzie plasować się na poziomie 5-6 proc. To spora różnica względem 10 proc. w 2023 roku. Oczywiście spadek inflacji wzmocni siłę nabywczą emerytów, ale trzeba pamiętać, że jest to tak zadłużona grupa społeczna, że nie będzie to osłabiać zainteresowania ofertą funduszy hipotecznych. Warto przypomnieć, że ponad 60 proc. seniorów, którzy decydują się na hipotekę odwróconą robi to dlatego, by spłacić zadłużenie i inne zobowiązania finansowe. Przypomnijmy również, że według najnowszych danych Krajowego Rejestru Długów zadłużenie polskich seniorów wyniosło w 2024 roku 5,9 mld zł, a liczba zadłużonych emerytów to ok. 330 tys.
4. Wartość aktywów seniorów, które można odmrozić dzięki hipotece odwróconej, wciąż rośnie
Na rynku hipoteki odwróconej zarówno w Polsce, jak i Europie nie spodziewam się przełomu, a raczej dalej postępującej ewolucji i systematycznie rosnącej popularyzacji tego rozwiązania. Trzeba jednak podkreślić, że polscy seniorzy posiadają znaczny majątek ulokowany w nieruchomościach. Według szacunków, około 80 proc. emerytów, posiada na własność dom lub mieszkanie. Szacowana wartość nieruchomości znajdujących się w rękach seniorów to ponad 1,5 biliona złotych. A to oznacza, że takie środki zamrożone w nieruchomościach można byłoby odmrozić dzięki rencie dożywotniej. Pamiętajmy również, że ceny nieruchomości, które w poprzednich latach rosły (w 2023 roku nawet o 11 proc. w skali roku) dodatkowo zwiększają wartość aktywów posiadanych przez seniorów.
Rozwój srebrnej gospodarki to też rozwój hipoteki odwróconej
Polskie społeczeństwo, podobnie jak europejskie, wciąż będzie się starzeć. Z danych GUS wynika, że na koniec 2024 roku liczba osób w wieku 65+ wynosiła 7,8 mln obywateli, co stanowiło 21 proc. całej populacji. Prognozy wskazują, że do końca 2025 roku liczba osób w wieku 55+ wzrośnie do 12,2 mln, czyli ok. 1/3 społeczeństwa. Wzrost liczby seniorów będzie oznaczał większe zapotrzebowanie na usługi i produkty dedykowane tej grupie, co będzie napędzać srebrną gospodarkę. Jej rola będzie rosła z każdym rokiem, już dziś jest ona zresztą stałym elementem naszego krajobrazu ekonomicznego. Warto podkreślić, że to zjawisko będzie przyczyniało się też do rozwoju ofert funduszy hipotecznych. A sami seniorzy, w obliczu niskich emerytur i ograniczonego wsparcia systemowego, będą poszukiwali dodatkowych źródeł dochodu.
Przed środowym posiedzeniem Rezerwy Federalnej (Fed) rynki finansowe są niemal pewne trzeciej z rzędu obniżki stóp procentowych o 0.25 punktu procentowego. Prawdopodobieństwo tego ruchu wynosi ponad 90%, a nowe stopy procentowe mają znaleźć się w przedziale od 4.25 do 4.5%. Tradycyjnie obniżki stóp procentowych sprzyjają wzrostowi cen obligacji, a tym samym spadkowi ich rentowności. Tymczasem amerykański rynek obligacji zachowuje się odwrotnie – rentowność 10-letnich papierów skarbowych wzrosła powyżej 4.4%, choć jeszcze we wrześniu wynosiła 3.7%.
Skąd taka sytuacja? W okresie letnim inwestorzy zakładali, że Fed będzie agresywnie ciąć stopy procentowe, co spowodowało wzrost cen obligacji i spadek ich rentowności. Z czasem okazało się jednak, że Rezerwa Federalna nie będzie działać tak szybko i zdecydowanie, jak zakładano. Mocna gospodarka i utrzymująca się inflacja zmuszają Fed do ostrożności. Dane z rynku pracy pokazują, że zatrudnienie utrzymuje się na stabilnym poziomie, a zyski firm wciąż rosną, co świadczy o sile amerykańskiej gospodarki. Dodatkowo inflacja, choć znacząco spadła z rekordowych poziomów, wciąż utrzymuje się blisko 3%. Ostatnie odczyty wskazują, że dalsze obniżanie inflacji może być trudne, co komplikuje sytuację Fed, który nie może pozwolić sobie na zbyt szybkie poluzowanie polityki pieniężnej z obawy o ponowną presję cenową.
Dodatkowym czynnikiem wpływającym na wzrost rentowności obligacji są rosnące wydatki fiskalne. Większe potrzeby pożyczkowe rządu, związane między innymi z inwestycjami infrastrukturalnymi i programami społecznymi, skłaniają inwestorów do żądania wyższej premii za ryzyko. Wyższa podaż obligacji rządowych dodatkowo podnosi ich rentowności.
Pomimo tych wyzwań obecne poziomy rentowności tworzą atrakcyjne możliwości dla inwestorów. Obligacje skarbowe oferują rentowność w przedziale 4.0–4.4%, co stanowi ciekawą alternatywę dla rynku akcji, gdzie roczne zwroty dla indeksu S&P 500 prognozowane są na niespełna 5% w kolejnej dekadzie. Dla inwestorów szukających nieco wyższych zwrotów interesujące mogą być obligacje korporacyjne klasy inwestycyjnej, które przy ratingu BBB oferują rentowność na poziomie 5.3%.
Choć rynek obligacji stoi obecnie w obliczu wyzwań, wyższe rentowności sprawiają, że stają się one realną alternatywą dla akcji. Stabilność cen oraz atrakcyjne kupony obligacyjne zachęcają do dywersyfikacji portfela w stronę papierów dłużnych. Obligacje skarbowe oraz papiery korporacyjne klasy inwestycyjnej mogą stanowić dobry wybór dla osób preferujących stabilne i przewidywalne dochody. Jednocześnie bardziej ryzykowne segmenty, takie jak obligacje śmieciowe czy „fallen angels”, oferują wyższe stopy zwrotu, ale wiążą się z większą zmiennością.
W środę decyzja Fed będzie kluczowym momentem dla rynków. Chociaż obniżka stóp jest niemal pewna, inwestorzy czekają na komunikat dotyczący dalszych działań w 2025 roku. Wciąż pozostaje pytanie, czy Fed zdecyduje się trzymać rygorystycznie celu inflacyjnego na poziomie 2.0%, czy też nieformalnie zaakceptuje wyższą inflację bliższą 3.0%. Odpowiedź na to pytanie zadecyduje o przyszłej dynamice rentowności na rynku obligacji i ogólnej kondycji globalnych rynków finansowych.
Jak prognozują eksperci międzynarodowej agencji doradczej Cushman & Wakefield w raporcie „Trends Radar. Rynek nieruchomości od stabilizacji do optymizmu”, popyt na wszystkich rynkach biurowych w Polsce w najbliższym czasie utrzyma się na poziomie zbliżonym do lat 2022-2023. Dodatkowo oczekiwana jest stopniowa stabilizacja oraz spadek powierzchni niewynajętej zarówno w Warszawie, jak i regionach. Oczekuje się, że rynek deweloperski w sektorze biurowym w nadchodzących latach będzie funkcjonował na zwolnionych obrotach, natomiast otwiera to możliwości do prowadzenia prac modernizacyjnych w obszarze już istniejącego zasobu. Choć należy podkreślić, że pod względem jakości oferowanej powierzchni polski rynek znajduje się w europejskiej czołówce. Dla przykładu, globalny raport Cushman & Wakefield „REThinking European Offices 2030 – Risks and opportunities from obsolescence” wskazuje, że w Warszawie odsetek biur, które do 2030 roku będzie można uznać za przestarzałe, jest relatywnie nieduży i wynosi 40%. Średnia dla siedmiu głównych rynków biurowych Europy Zachodniej (Amsterdam, Barcelona, Londyn, Madryt, Mediolan, Paryż i Sztokholm) jest z kolei dwa razy wyższa i plasuje się na poziomie 80%.
Według szacunków Cushman & Wakefield, warszawski rynek biurowy powiększy się w 2024 roku o ok. 105 000 mkw. powierzchni biurowej. Choć ten wynik jest o 40 000 mkw. wyższy od rezultatu z roku poprzedniego, to pozostaje nadal na poziomie o około 60% niższym porównując go do lat 2010-2022. Z kolei w miastach regionalnych, gdzie sytuacja jest opóźniona o około rok względem stołecznego rynku, pierwszy znaczący spadek oddawanej powierzchni jest obserwowany dopiero w tym roku. Na koniec 2024 roku wyniesie on 120 000 mkw., co oznacza redukcję w zakresie oddawanej powierzchni o 65% względem okresu 2010-2022.
Według szacunków Cushman & Wakefield ograniczenie w liczbie uruchomionych nowych inwestycji może potrwać nawet do końca 2026 roku w przypadku rynku warszawskiego oraz kilka kwartałów dłużej w przypadku miast regionalnych”, – komentuje Vitalii Arkhypenko, Analityk Rynku, Cushman & Wakefield.
Stabilny popyt oraz niższa aktywność deweloperska sprawiają z kolei, że wskaźnik dostępności powierzchni biurowej w stolicy znajduje się w trendzie spadkowym od drugiej połowy 2021 roku. Od połowy 2023 roku waha się on natomiast w granicach 10-11% i w najbliższych kwartałach prognozowana jest jego dalsza kompresja.
Jeśli zaś chodzi o miasta regionalne, to wskaźnik dostępnej powierzchni jest wyższy i kształtuje się na uśrednionym poziomie 17-18%. Mimo to, ograniczenie podaży dostępnej powierzchni, a także stabilizujący się popyt w miastach regionalnych świadczą o ukierunkowaniu w stronę stopniowej poprawy sytuacji.
W miastach regionalnych na absorpcję niewynajętej powierzchni wpływa specyfika rynku. W odróżnieniu od stolicy, najwyższy udział w zajmowanej powierzchni mają najemcy z sektora IT oraz usług dla biznesu. Są to oddziały, w przypadku których odwiedzalność biura po pandemii pozostaje na niższym poziomie w porównaniu do siedzib głównych”, – dodaje Michał Galimski, Partner, Head of Regional Markets, Cushman & Wakefield.
Więcej najemców, ale mniejsze biura
W 2024 roku na warszawskim i regionalnych rynkach biurowych obserwuje się stabilizację popytu, który utrzymuje się na poziomie zbliżonym do lat 2020-2021.
Przewidujemy, że kolejne lata przyniosą zwiększenie aktywności najemców. Warto jednak zauważyć, że jednocześnie przeciętna wynajmowana powierzchnia biurowa zmniejszyła się do około 900 mkw. W latach 2017-2019 w Warszawie najemcy wynajmowali zwykle od 1000 do 1200 mkw., a w regionach nawet od 1300 do 1400 mkw.”, – tłumaczy Michał Galimski.
Zarówno w Warszawie, jak i w regionach od czasów pandemii utrzymuje się wyższy poziom odnawiania umów najmu, który stanowi około 40% całkowitego popytu. Dla porównania, przed pandemią wskaźnik ten wynosił około 30%. Renegocjacje dominują szczególnie w przypadku największych umów, przekraczających 3000 mkw.
W przypadku Warszawy najbardziej znaczące transakcje, w tym umowy pre-let, obserwujemy w centralnych lokalizacjach. Taka sytuacja wskazuje na nieustające zainteresowanie najemców nowymi biurami, co z kolei może sprzyjać częściowemu wzrostowi liczby relokacji. Jednocześnie, zarówno w Warszawie, jak i miastach regionalnych możemy już mówić o rynkach dwóch prędkości w ramach tego samego miasta. W centrum mamy do czynienia z niskim poziomem pustostanów i rosnącymi czynszami, a także wysoką motywacją inwestorów do rozpoczynania nowych projektów. Inaczej natomiast wygląda sytuacja poza centrum, gdzie zazwyczaj na rynku biurowym obserwowany jest zastój”, – komentuje Jan Szulborski, Business Development & Insight Manager, Cushman & Wakefield.
Jest to też zbieżne z wynikami globalnego badania Cushman & Wakefield „REThinking European Offices 2030 – Risks and opportunities from obsolescence”, które wskazuje, że na szerokim europejskim rynku widoczny jest trend, w którym najemcy koncentrują się na zabezpieczeniu najlepszych powierzchni biurowych w centrach aglomeracji, z dostępem do szerokiej gamy udogodnień oraz budynków spełniających najnowsze standardy środowiskowe i zrównoważonego rozwoju.
Jak szybko starzeją się zasoby biurowe?
Wyższy popyt w centrach największych polskich miast będzie przekładać się na dalsze zainteresowanie deweloperów tymi lokalizacjami. Co to oznacza dla obszarów poza centralnych? Większą dostępność powierzchni, znaczący spadek inwestycji oraz stagnację w wysokości stawek czynszowych. Z czasem możemy też mieć do czynienia z szybszym starzeniem się zlokalizowanych tam aktywów biurowych.
Za przestarzałe budynki biurowe uznajemy te nieruchomości, których wartość spada ze względu na rosnący poziom wakatu strukturalnego wynikający, między innymi ze zmieniających się potrzeb pracowników, zmian w podejściu do projektowania przestrzeni czy optymalizacji zajmowanej przez najemców powierzchni. Kluczowe w tym przypadku są również wyzwania ekonomiczne i wymogi wynikające z wdrażania polityk ESG. Warto jednak dodać, że na przykład Warszawa znacząco odróżnia się na tym tle od bardziej dojrzałych, zachodnich rynków biurowych, i to w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
Jak wynika z wcześniej wspomnianego raportu „REThinking European Offices 2030 – Risks and opportunities from obsolescence”, odsetek powierzchni biurowych w Warszawie, które do 2030 roku będzie można uznać za przestarzałe, wyniesie relatywnie niewielkie 40%. W Mediolanie mówimy o 86% starzejącym się zasobie biur, w Barcelonie i Sztokholmie o 81%, a w Paryżu o 80%. Blisko 80% dotyczy natomiast Londynu, Amsterdamu i Madrytu”, – wskazuje Jan Szulborski.
Bez względu jednak na wiek biurowca, długofalowo każde z tego typu aktywów będzie podlegać coraz bardziej rozszerzonym wymaganiom wynikającym z dyrektyw unijnych dotyczących ESG, zarówno w kontekście rozwiązań zapewniających zeroemisyjność, jak i bardziej „miękkich” społecznych wymiarów przekładających się na większy komfort pracy. Jednocześnie, jak wskazuje raport Trends Radar, wraz z rosnącą dojrzałością rynku oraz ograniczeniem podaży nowych biurowców i dostępności gruntów inwestycyjnych coraz częściej będziemy mieć do czynienia z modernizacjami oraz częściowymi lub całkowitymi zmianami funkcji starszych budynków biurowych i ich konwersją na cele mieszkaniowe, hotelowe czy handlowe.
Kolejne zakupy, nowa pozycja w globalnym rankingu i krok od strategicznego celu – NBP na złotej ścieżce?
Według najnowszych danych Światowej Rady Złota, Narodowy Bank Polski (NBP) wyróżnił się jako największy nabywca złota w trzecim kwartale bieżącego roku. Dzięki intensywnym zakupom Polska awansowała na 12. miejsce w globalnym rankingu posiadaczy złota, wyprzedzając m.in. Wielką Brytanię, Portugalię i Arabię Saudyjską. To jednak nie koniec ambitnych działań – z kalkulacji firmy Tavex wynika, że w listopadzie NBP wzbogacił swoje rezerwy o kolejne 21,05 ton złota. Obecnie złoto stanowi 17,59% aktywów rezerwowych banku. Jesteśmy już o krok od realizacji strategicznego celu – osiągnięcia 20% udziału złota w narodowych rezerwach. Co kryje się za tym dążeniem i dlaczego ma ono dla nas tak duże znaczenie?
Rezerwy złota NBPUdział złota w rezerwach NBP
Światowy wyścig po złoto trwa, a Polska konsekwentnie zaznacza w nim swoją obecność. Prezes Narodowego Banku Polskiego od lat podkreśla potrzebę zwiększenia udziału złota w krajowych rezerwach walutowych do poziomu 20%. Zarówno po październikowych, jak i listopadowych zakupach ten wskaźnik wynosi już niemal 18%, co oznacza, że realizacja ambitnego planu jest na wyciągnięcie ręki.
Według danych firmy Tavex, NBP w listopadzie dokupił kolejne 21,05 ton złota. Obecnie jego udział w aktywach rezerwowych wynosi 17,59% (na koniec października 17,73%), a łącznie rezerwy złota wynoszą 448,24 ton. Spadek udziału złota w aktywach rezerwowych względem poprzedniego miesiąca wynika z korekty cenowej, jaka miała miejsce w ostatnich tygodniach.
Dlaczego NBP wciąż intensywnie zwiększa swoje rezerwy złota, podczas gdy inne banki centralne zwalniają tempo zakupów? Jednym z możliwych powodów jest dążenie do wzmocnienia postrzegania stabilności finansowej Polski. Relatywnie wysokie zakupy złota mogą również wynikać z naszego położenia geograficznego i związanych z tym ryzyk geopolitycznych, które utrzymują się za wschodnią granicą. Warto pamiętać, że złoto to nie tylko forma zabezpieczenia, ale także istotny element budowania zaufania na arenie międzynarodowej.
Pomimo ostatnich spadków cen, złoto monetarne pozostaje kluczowym elementem dywersyfikacji rezerw walutowych na całym świecie. Globalny popyt na ten kruszec sprawia, że jest jednym z najbardziej pożądanych aktywów, o które rywalizują państwa na wszystkich kontynentach. W obecnych czasach geopolitycznych napięć, złoto staje się gwarantem bezpieczeństwa finansowego dla wielu krajów – podkreśla Aleksander Pawlak, prezes firmy Tavex. Polska strategia zakupów złota to nie tylko krok w stronę większej stabilności finansowej, ale również sygnał, że nasz kraj traktuje bezpieczeństwo gospodarcze priorytetowo. W obliczu zmieniającego się krajobrazu globalnej ekonomii i polityki, złoto niezmiennie pozostaje symbolem wartości i gwarancją stabilności – podsumowuje.
Na koniec warto podkreślić, że w 2024 roku Polska regularnie plasowała się na szczycie zestawień banków centralnych z największymi zakupami złota w poszczególnych kwartałach publikowanych przez Światową Radę Złota. Nie inaczej było w ostatnim rankingu. Co więcej, dzięki intensywnym zakupom nasz kraj awansował na 12. miejsce w globalnym rankingu posiadaczy złota, wyprzedzając takie państwa jak Wielka Brytania, Portugalia czy Arabia Saudyjska. To imponujący skok o trzy pozycje r/r. Czy to będzie kolejny złoty rok i uda się osiągnąć upragnione 20%? Na odpowiedź musimy poczekać jeszcze miesiąc.
Aż 1/4 Polaków zadłuża się na organizację świąt Bożego Narodzenia, aby były wystawne, z czego 6 proc. zrobiło to wielokrotnie. Najczęściej konsumenci sięgają po pomoc rodziny, do czego przyznaje się 11 proc. z nich. Z kolei 9 proc. korzysta z pożyczek bankowych, a 5 proc. opóźnia opłacanie bieżących rachunków – wynika z badania „Święta na bogato”, przeprowadzonego na zlecenie Krajowego Rejestru Długów. 3/4 Polaków uznaje prezenty o wartości powyżej 500 zł za ekskluzywne.
Według danych GUS średnie wynagrodzenie w III kwartale 2024 r. wyniosło 8161,62 zł brutto. Systematycznie rośnie także pensja minimalna – od stycznia 2025 r. sięgnie 4666 zł brutto miesięcznie. Dla części osób to zachęta, aby Boże Narodzenie zorganizować z rozmachem.
Z badania KRD wynika, że niemal co 10. z nas stara się zapewnić wyjątkowe święta kosztem zwiększonych wydatków. Na przeciwległym biegunie są ci, którzy pilnują, aby zmieścić się w budżecie. Postępuje tak 39 proc. konsumentów. Największą grupę stanowią jednak osoby, które podchodzą racjonalnie do gospodarowania pieniędzmi – 45 proc. chce zorganizować elegancką uroczystość, ale bez szaleństw finansowych, czyli kontrolując zakupy i ceny.
Raz się żyje, a potem spłaca długi
–Luksus jest pojęciem względnym. Dla jednej rodziny będzie to możliwość przygotowania ulubionych potraw i drobne upominki, dla innej dania z restauracji, udekorowanie domu za kilka tysięcy złotych i wizyta Mikołaja z prezentami z najwyższej półki u dzieci. Jeśli budżet domowy na to pozwala, nie ma problemu. Gorzej, gdy całość odbywa się kosztem zapożyczenia się na długi czas i zaciskania pasa przez kolejne miesiące, aby spłacić zaległości. Podejście „raz się żyje” powinno mieć swoje granice, bo inaczej można wpaść w spiralę zadłużenia, a to wpłynie nie tylko na finanse, ale i spokój psychiczny. Nasze dane wskazują, że Polacy mają poważne trudności z regulowaniem zobowiązań. Obecnie w KRD figuruje 2 miliony osób, które mają do oddania 43,4 miliarda złotych. Skala jest więc ogromna. Dlatego konsumenci powinni skupić się na możliwie szybkiej spłacie, która pozwoli im odzyskać kontrolę nad własnym budżetem, a nie pogłębianiu kłopotów finansowych przy okazji świąt – zauważa Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.
Mężczyźni i osoby w średnim wieku na bogato
Najbardziej chętni do organizowania wystawnej uroczystości są mężczyźni i osoby w wieku 35-44 lata (po 13 proc. wskazań w obu grupach). W drugim przypadku nierzadko wynika to z posiadania nastoletnich dzieci, dla których oprawa i drogie prezenty mają duże znaczenie. Skłonność do świąt „na bogato” przejawiają także mieszkańcy średniej wielkości miast, co deklaruje 14 proc. z nich.
Z kolei rozsądne wydatki to domena kobiet (48 proc. wskazań) i osób młodszych między 25. a 34. rokiem życia, wśród których za takim stylem opowiada się 53 proc. badanych. Rozsądne, czyli takie, które zapewnią przyjemności i odrobinę szaleństwa, ale nie pozwolą stracić kontroli nad budżetem.
Natomiast Polacy, którzy planują święta wyłącznie w ramach posiadanych zasobów, to przede wszystkim osoby starsze w wieku 65-74 lata. Niemal połowa z nich, bo 46 proc., mówi zbytkowi „nie”. Wpływ na taką postawę ma doświadczenie życiowe i ograniczone możliwości finansowe seniorów – wolą skupić się na duchowej i emocjonalnej niż na konsumpcyjnej stronie Bożego Narodzenia.
Granica ekskluzywności
Jak pokazuje badanie KRD, pojęcie „drogi” lub „ekskluzywny” wydatek ma różne oblicza. Dla 3/4 konsumentów jest to prezent o wartości powyżej 500 zł na osobę. Ponad połowa, bo 56 proc., uważa za taki wyjazd świąteczny, np. za granicę. W tym katalogu znajdują się też dekoracje, czyli wystrój domu za co najmniej kilkaset złotych, co wskazuje 44 proc. badanych, a także wykwintna kolacja, która jest synonimem świątecznego luksusu dla 1/3 konsumentów.
Nie każdemu, kto chce zorganizować wyjątkowe święta, pozwalają na to możliwości finansowe. Mimo to część konsumentów chce urządzić je wystawnie, dlatego wspomaga się pożyczkami. Do ich zaciągnięcia przyznaje się co 4. badany, przy czym 6 proc. sięgało po nie wielokrotnie. Najczęściej zwracają się po pieniądze do rodziny lub znajomych – robi tak 11. proc., a kolejne 9 proc. bierze pożyczkę w banku.
Niestety co 20. wstrzymuje opłacanie bieżących rachunków, aby cieszyć się eleganckimi świętami. Tymczasem ponad połowa, bo 52 proc., Polaków, ankietowanych przez KRD w badaniu „Portfele polskich gospodarstw domowych pod presją rosnących cen” w III kwartale br., deklarowała, że jeśli rosnące koszty życia spowodują, iż ich sytuacja finansowa się pogorszy i nie będą mogli opłacać wszystkich stałych zobowiązań, to będą się starali regulować właśnie bieżące rachunki i oszczędzać w innych dziedzinach życia.
–Ten rozdźwięk ujawnia, jak silna jest potrzeba wyjątkowości i przeżycia świąt w takiej oprawie, aby na długo pozostały w pamięci. Z jednej strony chcemy się trzymać za kieszeń, gdy sytuacja gospodarcza w kraju jest niepewna, a z drugiej nie możemy się oprzeć pokusie zorganizowania Bożego Narodzenia w nadzwyczajnym anturażu. Nasze badanie pokazuje, że wyraźnie częściej na ten cel zadłużają się osoby skłonne do wystawności niż te wstrzemięźliwe. W pierwszej grupie aż 30 procent sięgało wielokrotnie po pożyczkę. Natomiast w gronie osób, które są sceptyczne wobec takiej postawy, 93 procent nigdy nie zdecydowało się na dodatkowe finansowanie świąt. Jednocześnie co dziesiąty respondent odczuwa presję na wydawanie znacznie większych kwot, niż może sobie pozwolić – wyjaśnia Adam Łącki.
Prezenty najbardziej drenują kieszenie
Dla 2/3 Polaków najbardziej kosztownym wydatkiem są prezenty. Połowa uznaje za taki przygotowanie posiłków, a 20 proc. wyjazd świąteczny. Co 10. uważa, że to dekoracje najbardziej drenują ich kieszenie. Właśnie one wraz z wycieczkami są szczególnie popularne wśród osób, które decydują się na uroczystość „z przytupem”. Zaś dla kieszeni konsumentów, którzy trzymają się limitu wydatków, najbardziej odczuwalnym wydatkiem jest przygotowanie dań.
Święta, święta i po świętach… Radosny czas Bożego Narodzenia trwa krótko. Dla większości Polaków wydatki związane z tą okazją mają umiarkowany wpływ na ich sytuację finansową w kolejnych miesiącach – uważa tak 44 proc. badanych. Tylko 5 proc. ocenia, że poniesione koszty odciskają piętno na ich portfelach w późniejszym okresie. To odczucie mocniej towarzyszy osobom, które decydują się na wystawne święta niż konsumentom kontrolującym budżet.
Badanie „Święta na bogato”zostało przeprowadzone przez IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej w listopadzie 2024 r. metodą CAWI na reprezentatywnej grupie 1011 Polaków w wielu 18-74 lata.
Po raz kolejny najwięcej osób ruszy na bożonarodzeniowe zakupy spożywcze tydzień przed świętami. Tylko tym razem będzie to dotyczyło 33,8% konsumentów, czyli jeszcze szerszego grona niż rok temu. Do tego 28,2% rodaków zamierza zrobić takie zakupy kilka dni przed Bożym Narodzeniem. To też wyższy odsetek niż wcześniej. Ponadto fizyczne placówki będą przeżywały większe oblężenie niż poprzednio, bo rdr. urosło zainteresowanie nimi o 4,2 p.p. Tym samym rdr. spadła popularność zakupów hybrydowych i online – odpowiednio o 4,5 p.p. i o 1,6 p.p. Aż 74,6% Polaków wybierze się do tradycyjnych sklepów.
Z najnowszego badania Grupy BLIX i platformy UCE RESEARCH wiemy, kiedy Polacy zamierzają zrobić największe bożonarodzeniowe zakupy spożywcze. 33,8% ankietowanych wskazuje tydzień przed świętami (w ub.r. – 32,7%), a 28,2% respondentów – kilka dni przed Bożym Narodzeniem (poprzednio – 21,2%). Dwa tygodnie przed Wigilią ruszyło już do sklepów 20,5% konsumentów (rok wcześniej – 18%), a na początku grudnia zrobiło to 11,1% rodaków (w 2023 roku – 22,4%). Z kolei 3,7% badanych wciąż jest niezdecydowanych (rok temu – 3,9%), a dla 2,7% uczestników sondażu nie ma to znaczenia (poprzednim razem – 1,8%).
– Polacy coraz częściej odkładają największe zakupy spożywcze na ostatni tydzień przed świętami. Wynika to przede wszystkim z chęci skorzystania z atrakcyjnych promocji, które sieci handlowe intensyfikują w tym okresie. Presja cenowa dodatkowo motywuje konsumentów do maksymalnego wykorzystania obniżek, szczególnie na produkty świeże, które wymagają krótszego czasu przechowywania – komentuje Marcin Lenkiewicz, współautor badania z Grupy BLIX.
Z kolei Łukasz Moszyński z Grupy BLIX, zwraca uwagę na spadek deklaracji zakupów na początku grudnia o 11,3 p.p. – Może on być efektem przesunięcia decyzji zakupowych na późniejsze terminy, co pozwala uniknąć potencjalnego ryzyka kupowania produktów po wyższych cenach, zanim sieci handlowe wprowadzą świąteczne promocje. Dodatkowo Polacy wykazują większą ostrożność w planowaniu budżetu, odkładając zakupy do momentu, gdy będą mieli lepszy ogląd na swoje grudniowe finanse – wyjaśnia Moszyński.
Wybór sklepów stacjonarnych deklaruje 74,6% ankietowanych (rok wcześniej – 70,4%). Z kolei 21,4% uczestników sondażu zrobi część zakupów online, a resztę – offline (poprzednio – 25,9%). Dla 1,9% respondentów ta kwestia nie ma znaczenia (poprzednio – 0,5%). Natomiast 1,4% badanych postawi na sklepy internetowe (poprzednio – 3%), a 0,8% – jest niezdecydowanych (0,2%).
– Wzrost popularności zakupów stacjonarnych o 4,2 p.p. rok do roku jest wynikiem kilku czynników. W obliczu presji cenowej Polacy częściej wybierają fizyczne placówki, gdzie łatwiej jest im porównać ceny, korzystać z krótkich promocji i ocenić jakość art. spożywczych. Zakupy stacjonarne mają też silny emocjonalny wymiar. Wizyta w sklepie w tym okresie często wiąże się z budowaniem bożonarodzeniowej atmosfery – mówi Marcin Lenkiewicz.
Badanie pokazuje też powrót do tradycyjnych nawyków po pandemii, w czasie której mocno rósł kanał e-commerce. Widać spadek zainteresowania zakupami hybrydowymi i online – odpowiednio o 4,5 p.p. oraz o 1,6 p.p. Zdaniem Łukasza Moszyńskiego, może to być efektem wyższych kosztów dostaw i chęci unikania planowania zakupów z większym wyprzedzeniem. Niekoniecznie oznacza to osłabienie pozycji e-handlu w kontekście zakupów spożywczych, ale raczej chwilowe dostosowanie do bieżących realiów rynkowych.
– Dodatkowo zakupy świąteczne mają specyficzny, tradycyjny wymiar. Konsumenci często preferują samodzielne wybieranie produktów, szczególnie świeżych, co zwiększa ich komfort i pewność co do jakości. Niemniej e-handel nadal pozostaje istotny, ale jego dynamika w segmencie FMCG może ulegać wahaniom, zwłaszcza w okresach zwiększonej wrażliwości cenowej konsumentów – podsumowuje Marcin Lenkiewicz z Grupy BLIX.
***
Opis metody badawczej
Badanie zostało przeprowadzone w dniach 29.11-06.12 2024 r. przez UCE RESEARCH i Grupę BLIX metodą CAWI na próbie 1019 osób respondentów odpowiedzialnych za codzienne zakupy w swoich gospodarstwach domowych. Do porównania zestawiono wyniki z poprzedniego badania, tj. zrealizowanego w analogicznym okresie na próbie 1032 konsumentów.
Do tej pory, w grudniu, surowce przyniosły zyski we wszystkich sektorach, a prym wiodły zboża i energia.
Pomimo kilku trudności, indeks BCOMTR osiągnął stopę zwrotu na poziomie ponad 5% od początku roku. Wyjaśniamy, dlaczego nachylenie krzywej terminowej prowadzi do istotnych różnic między całkowitą stopą zwrotu a zmianami cen kontraktów futures.
Dwa główne przykłady to różnica między napiętym rynkiem kakao a nadpodażą na rynku gazu ziemnego w USA.
Przed okresem świątecznym i noworocznym aktywność na rynku zaczyna zwalniać, a traderzy i inwestorzy dostosowują swoje pozycje, często redukując je, w oczekiwaniu na spokojniejszy okres. Taka strategia pomaga chronić zyski i unikać nowych strat w warunkach malejącej płynności, która może zwiększyć zmienność w odpowiedzi na potencjalne nieoczekiwane wydarzenia.
W przypadku surowców, grudzień do tej pory przyniósł zyski we wszystkich sektorach, z przewagą zbóż i energii. Ogólnie rzecz biorąc, Bloomberg Commodity Total Return Index (BCOMTR), który monitoruje koszyk 24 głównych kontraktów futures na surowce, obejmujący energię, metale i rolnictwo, wzrósł o około 1% w tym miesiącu, zmierzając w kierunku rocznego wzrostu na poziomie około 5,5%. To solidny wynik, biorąc pod uwagę liczne trudności w ciągu roku. Należy do nich wzrost wartości USD o 6% względem koszyka głównych walut, niższe ceny zbóż w wyniku kolejnego rekordowego roku produkcji oraz obawy dotyczące spowolnienia w Chinach, które wpływają na popyt na energię i metale przemysłowe.
Warto zauważyć, że kakao, aktywo z najlepszymi wynikami w tym roku, nie znajduje się w tym indeksie, a gdyby z kolei wykluczyć gaz ziemny, który spadł o jedną trzecią, zwrot z BCOMTR przekroczyłby 9%. Różnica między całkowitą stopą zwrotu a zmianą cen kontraktów futures, która może być dość znacząca, zależy od struktury krzywej terminowej – jest to temat wart szerszego omówienia.
Całkowite stopy zwrotu od początku roku na kluczowych surowcach
Niekorzystne warunki pogodowe spowodowały znaczące wzrosty cen kakao, kawy i soku pomarańczowego. Te surowce rolne są silnie uzależnione od produkcji w określonych regionach, co czyni je podatnymi na zjawiska atmosferyczne, takie jak te, które miały miejsce w Wietnamie, Afryce Zachodniej i Brazylii w tym roku.
Złoto tymczasem utrzymuje rekordowy trend wzrostowy w tym roku i patrząc z perspektywy wieloletniej, jest obecnie na drodze do osiągnięcia niespotykanego, ósmego z rzędu grudniowego wzrostu. Korzystając z impulsu spowodowanego rosnącymi cenami złota oraz wyższymi cenami metali przemysłowych, również i srebro osiąga bardzo mocne wyniki. Podobnie jak złoto, wzrosło ono o ponad 30% w skali roku, lecz choć złoto osiągnęło nowe rekordowe poziomy, srebro osiągnęło „zaledwie” najwyższą cenę od dwunastu lat na poziomie 34,9 USD za uncję, pozostając daleko poniżej rekordu z 2011 roku na poziomie 50 USD za uncję.
Analizując z bliska poszczególne oraz ogólne stopy zwrotu na rynku surowców, ponownie warto poruszyć kwestię wpływu kształtu krzywej terminowej dla kontraktów futures na zwroty inwestorów. Przykładowo, dlaczego kontrakty na gaz ziemny z najbliższym terminem wykonania odnotowują wzrost o 38% w skali roku, podczas gdy rzeczywista całkowita stopa zwrotu z inwestycji spadła o 34%?
Backwardacja i contango – wyjaśnienie
Backwardacja to sytuacja rynkowa, w której cena kontraktów futures lub forward na dany surowiec jest niższa od ceny rynkowej (spot) danego surowca. Innymi słowy, kontrakty na przyszłą dostawę są wyceniane poniżej aktualnej ceny rynkowej surowca. Taki scenariusz występuje często na rynkach, gdzie surowiec jest w ograniczonej podaży lub istnieje wysoki popyt na natychmiastową dostawę. Całkowity zwrot z inwestycji w surowce obejmuje zarówno zwrot ze zmiany ceny spot (zmiana ceny samego surowca), jak i zwrot z rolowania kontraktów futures (zysk lub strata związana z przenoszeniem pozycji z kontraktu wygasającego do nowego kontraktu o dalszym terminie dostawy). W rynku w stanie backwardacji, zwrot z rolowania jest zazwyczaj dodatni, co może zwiększyć całkowity zwrot dla inwestorów. Jest to przeciwieństwo do contango, gdzie cena futures jest wyższa od ceny spot, co często prowadzi do negatywnego zwrotu z rolowania, obniżając całkowity zwrot z inwestycji.
Contango i backwardacja oraz ich wpływ na zwroty z inwestycji
W tym roku, w szczególności na rynku kawy i kakao, gdzie warunki były wyjątkowo napięte, ceny kontraktów futures na natychmiastową dostawę znacznie przewyższyły ceny kontraktów na dostawę w późniejszych terminach. Rolowanie długiej pozycji w kontrakcie futures z wygasającego kontraktu na kolejny spowoduje zatem dodatni zwrot z rolowania, czyli sprzedaż kontraktu wygasającego po wyższej cenie niż kontraktu na kolejny termin, a nachylenie krzywej futures będzie miało wpływ na rzeczywisty zwrot. Z tego powodu całkowity zwrot z inwestycji w kakao w tym roku przekroczył 300%, podczas gdy faktyczna zmiana ceny kontraktów futures w tym okresie wyniosła „jedynie” 158%.
Ten pozytywny czynnik przyniósł również korzyści inwestorom na rynkach ropy naftowej i paliw. Zarówno Brent, jak i WTI notują ceny niższe, niż na początku roku. Mimo to, utrzymująca się sytuacja backwardacji, wspierana przez ograniczenia produkcji w ramach OPEC+, przyczyniła się do pozytywnych zwrotów na obu rynkach, szczególnie na rynku WTI, który przez cały rok cechował się nieco głębszą backwardacją niż Brent. To tłumaczy obecny zwrot na poziomie prawie 11% w przypadku WTI, podczas gdy ceny na rynku Brent spadły o 2% w porównaniu do poziomów z początku roku.
Z kolei gaz ziemny jest sektorem, który jest nieustająco trudny do handlu z byczym nastawieniem. Dzieje się tak głównie z powodu struktury krzywej terminowej, która zwykle występuje w stanie contango – nie tylko z powodu różnicy między niskimi cenami latem a wyższymi cenami zimą, ale także z ogólnego założenia wyższych cen w przyszłości. W rezultacie, mimo 38% wzrostu ceny kontraktów futures w minionym roku, całkowity zwrot z inwestycji odnotował stratę na poziomie około 34%.
Jednoroczne zwroty z rolowania na kluczowych surowcach, przy czym surowce, których cena w przyszłym roku będzie niższa, znajdują się w backwardacji.
Ostatecznie to, czy rynek kontraktów futures znajduje się w backwardacji, czy w contango, odgrywa kluczową rolę w wynikach inwestycji opartych na długich pozycjach. W ostatnich latach indeks BCOMTR, wspierany przez kilka rynków handlujących w backwardacji, przewyższył wyniki rynku spot, a my uważamy, że ten pozytywny trend będzie nadal wspierał inwestycje w surowce w nadchodzącym roku. Dodatkowo, kontynuacja luzowania polityki monetarnej, która obniża koszty finansowania posiadania aktywów rzeczowych, sprawia, że sektor surowców wciąż uznawany jest za atrakcyjny instrument dywersyfikacji w porównaniu do innych, bardziej tradycyjnych aktywów inwestycyjnych, takich jak obligacje i akcje.
Autor: Ole Hansen, Dyrektor ds. strategii rynku surowców, Saxo
Mercer, firma należąca do Grupy Marsh McLennan (NYSE: MMC) opublikowała 2024 Quality of Living city ranking. Ranking ten ocenia miasta na podstawie praktycznych aspektów codziennego życia pracowników delegowanych oraz ich rodzin.
Zurych zajął pierwsze miejsce w tegorocznym rankingu, a tuż za nim uplasowały się Wiedeń i Genewa, odpowiednio na drugim i trzecim miejscu. Kopenhaga po raz kolejny zajęła czwarte miejsce, a pierwszą piątkę zamyka Auckland.
W miarę jak organizacje w coraz większym stopniu polegają na międzynarodowych pracownikach, którzy napędzają globalne strategie biznesowe, jakość życia w miastach goszczących staje się kluczowym czynnikiem, który bezpośrednio wpływa na dodatki i pakiety wynagrodzeń tych pracowników.
„W obliczu ekstremalnych zjawisk pogodowych, wahań gospodarczych i innych wyzwań, rankingi dostarczają cennych informacji dla liderów HR w międzynarodowych organizacjach, umożliwiając lepsze zarządzanie złożonościami mobilności globalnej oraz poprawę ogólnego doświadczenia ich międzynarodowej kadry pracowniczej” – komentuje ranking Yvonne Traber, Partner and Global Mobility Leader w Mercer.
Zurych znalazł się na szczycie listy dzięki znakomitym usługom publicznym, niskim wskaźnikom przestępczości, tętniącej życiem scenie kulturalnej oraz zaangażowaniu w zrównoważony rozwój. Czynniki te, w połączeniu z celem na rok 2024, jakim jest poprawa połączeń lotniczych oraz zwiększenie liczby lotów do i z innych kontynentów, czynią go idealnym miejscem dla obcokrajowców. Należy jednak zauważyć, że Zurych jest również klasyfikowany wśród najdroższych miast na świecie z powodu wysokich kosztów mieszkań, transportu oraz towarów i usług.
„W erze cyfrowych nomadów i elastycznej pracy dane Mercer pokazują, że najbardziej pożądane destynacje to te, które łączą wysoką jakość życia z przystępnymi kosztami utrzymania. Stanowi to wyzwanie dla organizacji oraz pracowników delegowanych, którzy muszą zrównoważyć decyzje związane z relokacją, inwestycjami i zarządzaniem talentami” – dodaje Traber.
Ranking miast
W Europie cztery miasta w Szwajcarii znalazły się w pierwszej dziesiątce rankingu, ponieważ Berno (9. miejsce) i Bazylea (10. miejsce) dołączyły w tym roku do Zurychu i Genewy na szczycie zestawienia. Osiem z dziesięciu najlepszych miast znajduje się w Europie Zachodniej, w tym Amsterdam (6. miejsce) i Frankfurt (7. miejsce), co czyni ten region najbardziej atrakcyjnym dla pracowników międzynarodowych.
Vancouver (7. miejsce) utrzymał swoją pozycję jako najwyżej oceniane miasto w Ameryce Północnej, oferujące swoim mieszkańcom unikalne połączenie bliskości natury i miejskiego stylu życia. Boston (32. miejsce) zajął pierwsze miejsce w Stanach Zjednoczonych w tym roku, wyprzedzając San Francisco dzięki dobrze rozwiniętej infrastrukturze i obfitości terenów zielonych. Montevideo (92. miejsce) ponownie jest najwyżej klasyfikowanym miastem w Ameryce Łacińskiej.
Auckland (5. miejsce) po raz kolejny został najlepiej ocenionym miastem w regionie Pacyfiku. Miasto zapewnia wysoki standard życia i opieki zdrowotnej oraz ciekawą ofertę kulturalną. W Australii Sydney, znane z najsłynniejszych zabytków i rozwijającej się gospodarki, zajęło 12. miejsce w rankingu.
Dubaj (83. miejsce) i Abu Zabi (85. miejsce) w Zjednoczonych Emiratach Arabskich zajęły czołowe miejsca na Bliskim Wschodzie. Oba miasta są znane z modernizowanej infrastruktury oraz różnorodnych międzynarodowych społeczności. Tuż za nimi plasuje się Port Louis (88. miejsce), które jest najwyżej ocenianym miastem w Afryce.
Pierwsze miejsce wśród miast azjatyckich i 30. miejsce w rankingu zajmuje Singapur, który oferuje czyste i bezpieczne środowisko oraz rozwiniętą infrastrukturę.
Ranking Quality of Living 2024
Miejsce
Miasto
Kraj
1
Zurych
Szwajcaria
2
Wiedeń
Austria
3
Genewa
Szwajcaria
4
Kopenhaga
Dania
5
Auckland
Nowa Zelandia
6
Amsterdam
Holandia
7*
Frankfurt
Niemcy
7*
Vancouver
Kanada
9
Bern
Szwajcaria
10
Bazylea
Szwajcaria
*Miasta na tym samym miejscu otrzymały jednakową ocenę jakości życia.
Europa Wschodnia
Miasta w regionie Europy Wschodniej plasują się niżej w zestawieniu w porównaniu do liderów Europy Zachodniej i jednocześnie światowych. Najwyżej w rankingu regionalnym niezmiennie od lat plasuje się Praga, w tym roku na 63 miejscu na świecie. Na drugim biegunie plasują się miasta z obszaru Bałkanów, takie jak Belgrad, Sofia, Skopje, Sarajewo czy Tirana (wszystkie w okolicach połowy drugiej setki rankingu). Najniżej wśród przebadanych miast w tej części Europy znajdują się Mińsk – na 192 i Kijów na 208 miejscu wśród 241 przebadanych lokalizacji, co nie powinno dziwić, zważywszy na sytuację geopolityczną. „Wydawać mogłoby się, że element niepewności związany z toczącą się wojną i jej wpływem na kraje ościenne obniży ocenę jakości życia w niektórych miastach Europy Wschodniej. Jednakże, takie miasta jak Praga (wzrost o 8 miejsc w rankingu), Warszawa (wzrost o 6), Kraków (5), Wrocław (7) są pozytywnie postrzegane pod względem kosztów życia i tempa rozwoju gospodarczego, a także komfortu życia. Ryzyko związane z eskalacją konfliktu zbrojnego i jego wpływu na przewidywalność procesów biznesowych nie jest uznawana za deprecjonujące przez międzynarodowe organizacje” – uważa Małgorzata Ciarka, Lider Biznesu Mercer Career w Europie Centralno-Wschodniej.
Ranking Quality of Living 2024
Badanie Mercer Quality of Living ocenia warunki życia w ponad 450 miastach na świecie, aby pomóc firmom w obliczaniu sprawiedliwych i spójnych dodatków dla pracowników delegowanych. Warunki życia są analizowane na podstawie 39 czynników, podzielonych na 10 kategorii: środowisko polityczne i społeczne, środowisko gospodarcze, środowisko społeczno-kulturowe, czynniki medyczne i zdrowotne, szkoły i edukacja, usługi publiczne i transport, rekreacja, dobra konsumpcyjne, mieszkalnictwo i środowisko naturalne.
Dane do rankingu są co roku analizowane i aktualizowane, aby uwzględnić zmieniające się okoliczności. Wszystkie wskaźniki zostały obliczone przy użyciu Nowego Jorku jako miasta bazowego, ze względu na jego atrakcyjność i popularność wśród pracowników delegowanych oraz wysokie wyniki w 39 czynnikach.
Posiedzenie EBC w ubiegły czwartek przebiegło zgodnie z oczekiwaniami – obniżono stopy procentowe o 25 pb. oraz istotnie zrewidowano w dół ocenę perspektyw gospodarczych strefy euro. Działania banku stanowią jednak wyraźny kontrast dla oczekiwanego w tym tygodniu „jastrzębiego cięcia” Rezerwy Federalnej. W efekcie dolar amerykański był najlepiej radzącą sobie w ubiegłym tygodniu walutą G10.
Kluczowe punkty:
USD radzi sobie bardzo dobrze przed „jastrzębim cięciem” Fedu.
EBC obniża stopy i prognozy wzrostu.
Bilans ryzyk dla złotego na najbliższe dni uznajemy za skierowany w górę
BoE powinien utrzymać stopy i zasygnalizować stopniowe ich cięcia.
Wyniki walut rynków wschodzących były bardziej niejednolite. Większość z nich doświadczyła niewielkiego odbicia po silnych wyprzedażach z 2024 r., które doprowadziły je do bezzasadnie niskich poziomów.
W tym tygodniu uwaga rynków skupi się na ostatnim tegorocznym posiedzeniu Fedu (środa 18.12). Powszechnie oczekuje się obniżki stóp procentowych o 25 pb., kluczowy w naszej opinii będzie więc dot plot, zarysowujący dalszą ich ścieżkę. W poniedziałek publikowane są wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej w gospodarkach G3. Istotnie lepszy od listopadowego odczyt ze strefy euro sugeruje, że niski poziom z ubiegłego miesiąca był w dużej mierze reakcją na wygraną Trumpa w wyborach prezydenckich. W tym tygodniu czeka nas również posiedzenie Banku Anglii (czwartek 19.12), które poprzedzą dane z brytyjskiego rynku pracy (wtorek 17.12) i raport inflacyjny (środa 18.12). Nadchodzące dni będą też wyjątkowo intensywne pod kątem odczytów z krajowego rynku. Zarówno inflacja bazowa, jak i wzrost płac czy sprzedaż detaliczna to absolutnie pierwszorzędne dane z rodzimego rynku.
PLN
Dla polskiej waluty był to dość spokojny tydzień. Publikacji z rodzimego rynku było niewiele, złoty był więc zależny od bodźców zewnętrznych – osłabienia euro w obliczu obniżek prognoz wzrostu EBC oraz odczytu świadczącego o pewnej oporności amerykańskiej inflacji. Z analitycznego obowiązku uwagę zwróciliśmy na pierwszą od czerwca nadwyżkę na rachunku obrotów bieżących, która w ujęciu fundamentalnym jest dla polskiej waluty sprzyjająca. Była ona w dużej mierze wynikiem korzystnego salda usług oraz transferów pieniężnych. Sam bilans handlowy (obrót towarowy) od sześciu miesięcy pozostaje na ujemnych poziomach, co klarownie ukazuje rosnącą rozbieżność w zakresie popytu konsumpcyjnego w Polsce oraz strefie euro (do której kierowane jest blisko 60% polskiego eksportu).
Przed nami dużo ciekawsze pod kątem makroekonomicznym dni. Czeka nas szereg odczytów za listopad. Jeszcze w poniedziałek (16.12) otrzymamy wieści na temat inflacji bazowej, w czwartek (19.12) informacje dotyczące wzrostu płac, zatrudnienia i produkcji przemysłowej. Tydzień domkniemy zaś być może najważniejszą z publikacji – sprzedażą detaliczną (piątek 20.12). Lokalne wieści mogą zostać przyćmione przez czwartkowe posiedzenie FOMC czy poniedziałkowe publikacje wskaźników PMI w gospodarkach G3.
Po porannym zejściu pary EUR/PLN poniżej poziomu 4,26 narodziły się nadzieje na przebicie w nadchodzących dniach psychologicznej bariery 4,25. Bilans ryzyk dla złotego na najbliższe dni uznajemy jednak za skierowany w górę, tzn. z przewagą potencjalnych czynników spadkowych.
EUR
Ostatnie w tym roku posiedzenie EBC przyniosło dokładnie to, czego spodziewała się większość uczestników rynków: obniżkę stóp procentowych o 25 pb. oraz rewizję w dół prognoz wzrostu gospodarczego na 2025 i 2026 r., któremu, jak wskazała Lagarde, zagrażają taryfy celne Trumpa. Projekcje inflacji HICP pozostały w dużej mierze bez zmian, chociaż bank obniżył je dla miary bazowej.
Pogorszenie perspektyw gospodarczych oznacza prawdopodobnie, że do kolejnych cięć będzie dochodzić na wszystkich posiedzeniach banku w pierwszej połowie 2025 r. Odbiło się to na euro w umiarkowanym stopniu – w dużej mierze dlatego, że rynki już przed spotkaniem wyceniały zarówno cięcie, jak i bardzo gołębie komunikaty. Wspólna waluta zakończyła tydzień tuż powyżej poziomu 1,05 względem dolara. Próbą dla euro była poranna publikacja grudniowych wskaźników PMI w poniedziałek 16.12. Istotnie lepszy od listopadowego odczyt (49,5 vs. 48,3) sugeruje, że niski poziom z ubiegłego miesiąca był w dużej mierze reakcją na wygraną Trumpa w wyborach prezydenckich.
USD
Raport inflacyjny za listopad był w dużej mierze zgodny z oczekiwaniami. Warte uwagi jest, że miesięczna miara po raz czwarty z rzędu znalazła się na poziomie 0,3%, co jest zgodne ze zannualizowaną miarą tuż poniżej 4%. Bez wątpienia zostanie to przez członków FOMC zauważone, budzi bowiem obawy, że próby obniżenia dynamiki cen utknęły w martwym punkcie.
Oczekujemy, że w tym tygodniu Fed obniży stopy procentowe o 25 pb., ale też przedstawi raczej jastrzębie forward guidance. Prezes Jerome Powell prawdopodobnie będzie dalej podkreślać, że wzrost gospodarczy USA pozostaje silny, a przyrost wakatów na rynku pracy jest dobry mimo fatalnych październikowych danych NFP (non-farm payrolls). Kluczowa dla reakcji dolara będzie prawdopodobnie sugerowana przez dot plot liczba cięć stóp procentowych. W kontraktach futures na 2025 r. wyceniane są obecnie trzy, sądzimy jednak, że Fedowi trudno będzie uzasadnić więcej niż dwa.
GBP
Dane PKB za październik mocno rozczarowały – po raz pierwszy od czasu pandemii COVID-19 odnotowaliśmy dwa razy z rzędu ujemną dynamikę miesięczną wskaźnika (o skromne 0,1%). W tym tygodniu poznamy wstępne grudniowe wskaźniki PMI, dane z rynku pracy w październiku i listopadzie oraz listopadowy raport inflacyjny. Niedługo później odbędzie się ostatnie w tym roku posiedzenie Banku Anglii.
Rzadko zdarza się, by posiedzenie było poprzedzone tak licznymi publikacjami ekonomicznymi, nie wydaje nam się jednak, aby mogły one istotnie zmienić podejście decydentów – pauzę w cyklu obniżek stóp procentowych uznajemy za niemal przesądzoną. Rynki wyceniają obecnie czwartkowe cięcie na zaledwie 16%. Publikowane odczyty mogą jednak wpłynąć na to, ilu członków zagłosuje za cięciem (obecnie konsensus spodziewa się podziału głosów: 7 za utrzymaniem stóp na niezmienionym poziomie i 2 za cięciem). Sądzimy, że wysokie stopy procentowe, względnie odporny wzrost i dalsze zacieśnianie więzów z UE umożliwią funtowi w 2025 r. aprecjację zarówno względem dolara, jak i euro.
Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Michał Jóźwiak, Eduardo Moutinho – analitycy Ebury
Zamieszania na Bliskim Wschodzie mają pewną specyfikę. Między innymi, gdy robi się gorąco, to ceny ropy rosną. W tle dobre dane z Kanady nie miały wpływu na notowania tamtejszego dolara. Dane z Wysp z kolei spowodowały osłabienie funta.
Odbicie cen ropy
Obalenie dyktatury w Syrii wcale nie uspokoiło sytuacji na Bliskim Wschodzie. Wielu analityków cały czas wskazuje na możliwość eskalacji konfliktu, szczególnie że Syria była pewnego rodzaju buforem pomiędzy Izraelem a Iranem. To właśnie potencjalne militarne starcie tych dwóch państw jest jednym z motorów napędowych wzrostów cen ropy naftowej. Obecnie jest relatywnie spokojnie, ale to wcale nie sugeruje, że sytuacja nie będzie eskalować. Miniony tydzień przyniósł nam wzrost wartości baryłki ropy Brent notowanej w Londynie o 3,5 dolara. Zaczynaliśmy ten okres od 71 dolarów, a kończyliśmy w okolicach 74,5 dolara. Należy zwrócić uwagę, że to nadal dość tani surowiec, na tle ostatniego roku. Od stycznia do sierpnia tak niska cena nie pojawiła się bowiem ani razu. Nie zmienia to faktu, że drożejąca ropa może pod znakiem zapytania postawić spadki cen tego surowca, a tym samym stóp procentowych w wielu krajach.
Lepsze dane z Kanady
Na zakończenie poprzedniego tygodnia poznaliśmy dane z Kanady. Sprzedaż hurtowników rośnie o 1%, co jest wynikiem wyraźnie lepszym od oczekiwanego 0,6%. Na uwagę zasługuje również produkcja sprzedana, która w październiku rosła o 2,1%, wobec oczekiwanych 1,2%. To wszystko działo się przy wzroście wykorzystania mocy produkcyjnych do 79,3%. Wbrew pozorom jest to dość wysoki parametr, nie tylko względem Polski. Porównywanie go do naszego kraju nie jest jednak bardzo zasadne, bo wykorzystanie mocy produkcyjnych w Unii Europejskiej mamy większe tylko od Estonii. Rynek przyjął jednak te dane dość spokojnie i nie było widać umacniania się dolara kanadyjskiego.
Zimny prysznic z Wielkiej Brytanii
W piątek na rynek trafił pokaźny pakiet danych z Wielkiej Brytanii. Zaczęło się od PKB, które wypadło wyraźnie poniżej prognoz. Analitycy spodziewali się w październiku wzrostu o 0,2%, a otrzymali spadek o 0,1%. W efekcie roczny wskaźnik zmniejszył się z 1,6% na 1,3%. Kolejne dane opublikowane to wyniki produkcji przemysłowej. Ta z kolei, zamiast zwiększyć się o 0,3%, spadła o 0,6%. W tym samym czasie bilans handlowy pokazał deficyt w wysokości niemal 19 mld. Nie trudno się domyślić, że po takim pakiecie inwestorzy byli zainteresowani głównie ucieczką z brytyjskiej waluty. Dzień zaczynał się przy kursie funta na niemal 5,18 zł. Na koniec dnia oglądaliśmy ataki na 5,12 zł.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na wstępne odczyty indeksów koniunktury.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl
Rok 2024 okazał się być czasem wzrostu aktywności gospodarczej – zwłaszcza w porównaniu z poprzedzającym go rokiem 2023. Poprawa ta wpłynęła korzystnie na płynność płatniczą w Polsce. Jak wskazuje Grzegorz Sielewicz – główny ekonomista Coface w Europie Środkowo-Wschodniej, który jest autorem badania płatności – opóźnienia w 2024 roku plasują się na poziomie 46,2 dni. To o 2,5 dnia mniej niż w roku 2023. Jak wyglądała sytuacja w poszczególnych branżach i jakie są prognozy ekonomistów na nadchodzące miesiące?
W ciągu ostatnich 12 miesięcy nastąpiło ożywienie konsumpcji gospodarstw domowych, której nie hamowała już wysoka inflacja. To właśnie ten czynnik, mający udział w PKB na poziomie 57%, wspierał wzrost gospodarczy w Polsce. Nadal istotne były jednak okoliczności makroekonomiczne, a zwłaszcza ograniczony popyt zagraniczny ze strony naszego głównego partnera handlowego – przemysłu niemieckiego. Duże znaczenie miała również pewna ostrożność konsumentów, którzy pozostali oszczędni i wrażliwi na poziom cen. Tendencje te znajdują odzwierciedlenie w zachowaniach płatniczych polskich firm.
Dłuższe terminy na spłatę faktur
Jak wskazuje autor badania – w polskim biznesie dominują krótkie terminy płatności. Aż 40% firm wyznacza terminy do 30 dni.
– W porównaniu z naszym poprzednim badaniem płatności udział terminów nieprzekraczających 90 dni zmniejszył się i wyniósł 85,1% (rok wcześniej było to 89,7%). Mniej niż 1% firm oferowało terminy płatności przekraczające 6 miesięcy – mówi Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Europie Środkowo-Wschodniej. – Warto podkreślić, że średni termin płatności wydłużył się w 2024 roku o 3,8 dni. W 2023 wynosił on 42,4 dni, a w 2024 – 46,2 dni. Oczywiście czas ten jest zależny od branży – dodaje ekspert.
Najkrótsze terminy płatności oferuje branża energetyczna (54% udziału terminów poniżej 30 dni), farmaceutyczna (50%) oraz odzieżowa (48%). Najdłuższe zaś transportowa (30% płatności powyżej 90 dni) i motoryzacyjna (23%). Dane pokazują również, że terminy płatności w Polsce wahają się od 28 dni w energetyce do 62 dni w transporcie.
W których branżach opóźnienia płatności są największe?
W 2024 roku okazało się, że opóźnienia płatności stały się standardową praktyką w polskim biznesie. Doświadczyło ich aż 60,1% badanych firm. Warto podkreślić, że w 2023 roku współczynnik ten wyniósł 49,3%, mamy więc do czynienia z tendencją wzrostową.
Największe opóźnienia płatności odnotowano w branży transportowej (średnio 61,6 dni) oraz tekstylno-odzieżowej (58,2 dni), najmniejsze zaś w energetyce (28,3 dni). Do wydłużenia opóźnień doszło przede wszystkim w branży transportowej (wzrost o 17,9 dni). Z drugiej strony w metalurgii opóźnienia znacznie się skróciły (o 39 dni).
Przewidywania firm
Przedsiębiorstwa, które wzięły udział w badaniu oczekują, że wartość zaległości płatniczych w Polsce będzie się stabilizować. Aż 68% firm spodziewa się, iż w ciągu najbliższych 6 miesięcy nie dojdzie do zmian w poziomie nieterminowych płatności. Zdania pozostałych respondentów są podzielone – 25% z nich uważa, że opóźnienia się wydłużą, a jedynie 7%, że ulegną skróceniu. Przedsiębiorstwa przewidują, że zwłaszcza w grupie małych kontrahentów dojdzie do zwiększenia opóźnień (oczekuje tego 29% z nich).
Co więcej, polskie firmy wykazały się w 2024 roku największym pesymizmem w całej historii badań Coface. Wszystkie sektory przewidują zwiększenie wartości przeterminowań w najbliższym półroczu.
Prognozy na 2025 rok
Choć rok 2024 przyniósł poprawę sytuacji gospodarczej w naszym kraju, przedsiębiorcy nadal musieli mierzyć się z licznymi przeszkodami, m.in. dużą konkurencją czy podatkami i innymi opłatami fiskalnymi. Jak będą wyglądały kolejne miesiące?
– Zgodnie z bieżącą prognozą Coface, Polska odnotuje 3-procentowy wzrost gospodarczy w 2024 roku dzięki ożywieniu konsumpcji gospodarstw domowych. Dalsza poprawa jest oczekiwana w 2025 roku, kiedy realny wzrost PKB sięgnie 3,5%, co będzie wspierane przez rosnące inwestycje w aktywa trwałe – mówi Grzegorz Sielewicz. – Korzystna koniunktura gospodarcza powinna również przyczynić się do poprawy, lub przynajmniej stabilizacji, rentowności przedsiębiorstw w 2025 roku. Koszty pracy nadal będą stanowić znaczną część kosztów operacyjnych firm, jednak czynnik ten nie będzie już tak silny jak w 2024 roku. Niższa inflacja łagodzi też presję na wzrost wynagrodzeń. Z drugiej strony marże przedsiębiorstw prawdopodobnie nieznacznie się zwiększą, ponieważ rosnąca płaca minimalna i silna konkurencja ograniczą ich wzrost – podsumowuje ekspert.
Francja zmaga się z poważnym kryzysem gospodarczo-politycznym, który uwidocznił się po niedawnym obniżeniu ratingu kredytowego przez agencję Moody’s z poziomu Aa2 do Aa3. Decyzję tę uzasadniono obawami dotyczącymi wysokich potrzeb pożyczkowych kraju oraz słabej kondycji finansów publicznych. Chociaż reakcja rynków była ograniczona, zwiększyła się presja na francuskie obligacje, a rentowność 10-letnich papierów dłużnych wzrosła do 3.07%. Różnica w ich oprocentowaniu względem niemieckich obligacji wynosi obecnie 81 punktów bazowych, z prognozą dalszego wzrostu, co podkreśla rosnące ryzyko inwestycyjne.
Sytuację gospodarczą pogarsza niestabilność polityczna. W wyniku głosowania nad wotum nieufności poprzedni premier Michel Barnier został odwołany, a jego miejsce zajął François Bayrou. Głosowanie stało się możliwe dzięki zaskakującemu sojuszowi prawicowej Marine Le Pen i lewicowych partii, które wspólnie sprzeciwiły się rygorystycznym planom cięć budżetowych. Nowy premier objął stanowisko w trudnych okolicznościach – parlament jest głęboko podzielony, a żaden z trzech głównych bloków politycznych (lewicowy Nowy Front Ludowy, centrowi zwolennicy prezydenta Macrona oraz prawicowa grupa Le Pen) nie posiada wystarczającej większości.
Przed Bayrou stoi kilka kluczowych zadań, z których najważniejszym jest uchwalenie budżetu tymczasowego na 2025 rok, aby uniknąć paraliżu finansowego państwa. Kolejnym krokiem będzie opracowanie planu redukcji deficytu z obecnych 6.1% do 5% PKB. Wymaga to zarówno cięć wydatków publicznych, jak i podwyżek podatków na łączną kwotę 60 mld euro. Jednak osiągnięcie konsensusu w tak spolaryzowanym parlamencie będzie niezwykle trudne.
Opozycja stawia jasno swoje warunki: odrzucenie kontynuacji polityki prezydenta Macrona i unikanie stosowania artykułu konstytucji pozwalającego na uchwalanie ustaw bez głosowania. Bayrou będzie musiał prowadzić negocjacje zarówno z lewicą, jak i skrajną prawicą, unikając jednocześnie zbyt dużego uzależnienia od partii Le Pen.
Mimo napiętej sytuacji politycznej część inwestorów, w tym fundusze hedgingowe, wciąż wykazuje ograniczone zaufanie do francuskich obligacji. Jednak eksperci, jak Societe Generale, ostrzegają przed „powolnym wzrostem” spreadów, wskazując na słabość rządu i brak jasnych perspektyw na konsolidację fiskalną. Jeśli Francja nie podejmie skutecznych działań, rosnące koszty obsługi długu mogą znacznie utrudnić stabilizację finansów publicznych w dłuższej perspektywie.
Francja stoi na krawędzi kryzysu polityczno-ekonomicznego, a stabilizacja wymaga szybkich działań i kompromisów. Sukces rządu Bayrou zależy od jego zdolności do przełamania podziałów parlamentarnych i uchwalenia zrównoważonego budżetu. Bez tego krajowi grozi dalszy wzrost kosztów finansowania oraz pogłębiające się problemy gospodarcze, które mogą trwale podważyć zaufanie inwestorów.
Banki w Europie Środkowo-Wschodniej (CEE) nie straciły apetytu na finansowanie nieruchomości komercyjnych, zwłaszcza projektów magazynowych i logistycznych. Polska nadal pozostaje liderem CEE pod względem obrotów na rynku inwestycyjnym, a finansowanie nieruchomości ma najbardziej strategiczne znaczenie dla banków w Polsce spośród całego regionu. Zmieniają się strategie kredytowe – szczególnie dla polskich, czeskich i węgierskich banków niespełnienie kryteriów ESG może być przyczyną odmowy udzielenia kredytu – wynika z najnowszego raportu KPMG pt. „Property Lending Barometer 2024” w którym udział wzięło 43 instytucji finansowych z dziewięciu krajów Europy Środkowo-Wschodniej.
Wskaźnik nastrojów gospodarczych dla większości krajów Europy Środkowo-Wschodniej w bieżącym roku utrzymywał się powyżej średniej dla całej UE, odzwierciedlając bardziej pozytywne perspektywy gospodarcze dla regionu. I choć to wciąż ostrożny optymizm, związany z ryzykami dotyczącymi m.in. sytuacji geopolitycznej i trwającej wojny w Ukrainie, to w ciągu trzech pierwszych kwartałów 2024 r. w CEE zainwestowano ponad 5 mld euro w nieruchomości komercyjne, co daje wynik o 25% wyższy r/r .
Banki w regionie są nadal zainteresowane finansowaniem nieruchomości komercyjnych – niemal 60% ankietowanych nie zmieniło w ciągu ostatniego roku podejścia do finansowania nieruchomości, jednocześnie wg 25% respondentów zainteresowanie jest wyższe niż w ubiegłym roku. Na tym tle szczególnie pozytywnie wyróżnia się Polska. Wśród ankietowanych przedstawicieli banków, respondenci z Polski uznali finansowanie nieruchomości za obszar o najwyższym znaczeniu strategicznym.
Zmiana kluczowych czynników determinujących podejście banków do finansowania nieruchomości
Badanie przeprowadzone wśród reprezentantów banków w listopadzie 2024 wskazuje, że aktualnie kluczowy wpływ na podejście banków do finansowania nieruchomości komercyjnych mają warunki makroekonomiczne na lokalnych rynkach, a drugim istotnym czynnikiem jest sytuacja makroekonomiczna w Europie, ze względu na mało optymistyczne prognozy dla gospodarki europejskiej.
Największą zmianą w porównaniu z rokiem ubiegłym jest zmniejszenie znaczenia rosnących kosztów finansowania. Czynnik, który w 2023 roku był uznawany za najważniejszy, nie jest już tak dużym priorytetem, ponieważ wraz ze stabilizacją inflacji w 2024 roku na wielu rynkach w Europie stopy procentowe zaczęły spadać. W rezultacie, działania banków centralnych mają obecnie mniejszy wpływ na decyzje banków niż w ubiegłym roku.
Kwestie związane z ESG oraz wdrażanie nowych priorytetów w strategiach zajmują w tym roku ważne miejsce w agendach banków. Oba te czynniki zyskały na znaczeniu w porównaniu z poprzednim rokiem ze względu na zbliżające się terminy obowiązywania regulacji m.in. Bazylea IV i rosnącą liczbę wymogów, wprowadzanych przez regulacje dotyczące ESG, w tym Taksonomię UE, SFDR oraz CSRD.
Czynniki te mają oczywiście wpływ na kryteria oceny projektów przy udzielaniu finansowania bankowego. Podobnie jak w poprzednich latach, banki uczestniczące w badaniu potwierdziły, że w większości krajów najważniejszymi aspektami przy pozyskiwaniu finansowania dla projektu są wysoka jakość aktywów i silny model biznesowy. Kryteria te podkreślają koncentrację banków na minimalizacji ryzyka i perspektywie długoterminowej rentowności projektów podczas oceny możliwości finansowania.
Bardzo dużą wagę przywiązuje się również do pozycji rynkowej dewelopera – jego reputacja i standing finansowy nadal mają kluczowy wpływ na kryteria oceny. Istotne są również: poziom wynajęcia projektu, poziom kapitału własnego i spełnianie kryteriów ESG wskazanych przez banki.
Wzrost wolumenu transakcji na polskim rynku
Druga połowa 2024 roku przyniosła poprawę nastrojów na rynku inwestycyjnym i ożywienie aktywności we wszystkich sektorach, ale również wzrost zainteresowania inwestorów aktywami biurowymi w miastach regionalnych, jak i centrami handlowymi. Zmianę sentymentu inwestycyjnego odzwierciedlają też stopy kapitalizacji, które po znaczących wzrostach w ubiegłym roku, pozostają na stabilnym poziomie. Mimo tych pozytywnych informacji, na tle inwestycji w nieruchomości w całej Europie Polska wciąż pozostaje rynkiem o relatywnie małej skali – w okresie I-III kw. 2024 roku z 2-procentowym udziałem w całkowitym wolumenie transakcji inwestycyjnych.
Pomimo utrzymującej się ograniczonej aktywności inwestycyjnej w Europie, w Polsce wyraźnie widać poprawę nastrojów inwestorów i rosnący popyt na nieruchomości komercyjne. Ze względu na duże nasycenie rynku banki pozostają ostrożne w udzielaniu finansowania dla nowych inwestycji, kładąc coraz większy nacisk na ocenę projektów pod kątem kryteriów ESG. Instytucje finansowe systematycznie zmieniają swoje modele oceny ryzyka kredytowego, aby dostosować się do wymogów Bazylei IV i zmian w prawodawstwie UE. Perspektywy na 2025 r. są pozytywne, napędzane spodziewanym wzrost aktywności inwestycyjnej w następstwie obniżek stóp procentowych przez EBC i FED – mówi Katarzyna Nosal, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego, Lider doradztwa dla sektora budownictwa i nieruchomości w KPMG w Polsce.
Stabilne podejście banków do finansowania inwestycji nieruchomościowych
Większość respondentów wyraziła niezmienione w porównaniu z poprzednim rokiem podejście do finansowania nowych projektów, co pokazuje, że pomimo zmian koniunktury rynkowej banki w regionie Europy Środkowo-Wschodniej pozostają otwarte na nowe inwestycje. Stosunek kredytów deweloperskich do projektów przynoszących dochód wynosi średnio około 50/50 w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, aczkolwiek banki w Polsce są bardziej sceptyczne niż instytucje finansowe z regionu, bo na rodzimym rynku wskaźnik ten wyniósł 40/60.
Podobnie jak w przeszłości, marże odsetkowe dla nowych projektów deweloperskich są średnio o 10 punktów bazowych wyższe w całym regionie w porównaniu z marżami kredytów na ukończone i wynajęte projekty.
Spełnienie kryteriów ESG coraz ważniejsze przy pozyskiwaniu finansowania
Zmieniające się otoczenie prawne wymaga od banków znacznego rozszerzenia zakresu weryfikacji parametrów dotyczących nieruchomości komercyjnych. Zgodność z normami zrównoważonego rozwoju stała się istotnym elementem oceny projektów, co wpływa na wszystkie aspekty kredytowania. 75% spośród 43 ankietowanych banków z 9 krajów regionu Europy Środkowo-Wschodniej zadeklarowało przyjęcie strategii ESG i włączenie kryteriów zrównoważonego rozwoju do zatwierdzania kredytów. W porównaniu do wyników z minionego roku można zauważyć wyraźny wzrost liczby banków uczestniczących w emisjach zielonych obligacji czy oferujących zielone finansowanie m.in. kredyty o obniżonej marży na projekty energooszczędne. Co ciekawe, jedynie 11% banków oferuje produkty związane z finansowaniem modernizacji istniejących budynków. Z kolei analizując potencjalne potrzeby rynku w tym kontekście, bez wątpienia jedną z najbardziej oczekiwanych przez uczestników rynku nieruchomości komercyjnych zmian w ofercie banków jest wprowadzenie produktów finansujących modernizacje starszych nieruchomości.
Banki są zobowiązane do przyjęcia bardziej rygorystycznych środków zgodności ESG w swoich politykach kredytowych ze względu na zmieniające się przepisy. Choć analizując wyniki dla całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej w ciągu ostatniego roku nie nastąpiła znacząca zmiana w liczbie banków odmawiających finansowania z powodu niezgodności z ESG (samodzielnie lub w połączeniu z innymi czynnikami), to postawa lokalnych banków centralnych w Europie Środkowej i Wschodniej jest ważnym czynnikiem wpływającym na wdrażanie zrównoważonych praktyk finansowych. Niemniej jednak widoczne są wyraźne różnice regionalne. Wyniki ankiety wskazują, że inwestorzy w Polsce, Czechach i na Węgrzech coraz częściej spotykają się z odmową finansowania, gdy nie spełniają oczekiwań banku w zakresie ESG – mówi Monika Dębska-Pastakia, Partner Associate, Szefowa Zespołu Real Estate w Dziale Deal Advisory w KPMG w Polsce.
Stopniowa cyfryzacja procesów w bankach
W tym roku po raz pierwszy zbadano wpływ nowych technologii i sztucznej inteligencji na obszar finansowania nieruchomości. Badanie KPMG wykazało, że obecnie tylko 7% banków częściowo digitalizuje procesy kredytowe, a 8% jest w fazie wdrażania. Nowe technologie są wykorzystywane w najmniejszym stopniu w procesie due diligence (weryfikacja możliwości inwestycyjnych przed udzieleniem finansowania), a 56% respondentów polega głównie na tradycyjnych metodach.
Oczywiście banki stopniowo zaczynają digitalizować swoje procesy zatwierdzania dużych kredytów. Chociaż nadal wymagają one wielu ocen i dokładnej weryfikacji, cyfryzacja już uprościła i usprawniła niektóre etapy. Banki, które dokonały cyfryzacji lub planują to zrobić w najbliższym czasie, koncentrują się na automatyzacji procesów związanych z monitorowaniem udzielania kredytów i ich spłatą.
O RAPORCIE:
Raport KPMG pt. „Property Lending Barometer 2024” powstał na podstawie badania dot. finansowania nieruchomości komercyjnych przez banki w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. W tym roku w badaniu wzięły udział 43 banki z Bułgarii, Chorwacji, Czech, Polski, Rumunii, Serbii, Słowacji, Słowenii i Węgrzech. Badanie zostało przeprowadzone w listopadzie 2024 roku i obejmowało kwestionariusz online oraz pogłębione wywiady z przedstawicielami banków.
Uchwalona przez Sejm RP w dniu 06.12.2024 r. ustawa o zmianie ustawy o dniach wolnych od pracy oraz niektórych innych ustaw, jeżeli zostanie podpisana przez Prezydenta RP, wejdzie w życie 1 lutego 2025 r. Patrząc na przepisy tej ustawy przez pryzmat otoczenia prawnego pracodawcy, można wskazać na nieoczywiste zagadnienia, które nie wynikają wprost z tekstu ustawy.
Komentarz: Tomasz Czerkies, radca prawny w ADP Polska
W momencie, gdy Wigilia Bożego Narodzenia (24 grudnia) stanie się dniem wolnym od pracy, dla działów kadrowo-płacowych wprowadzi to skutki, o których warto pamiętać przez cały 2025 rok. Z uwagi na to, że nowe prawo zacznie obowiązywać 1 lutego – cały przyszły rok będzie pod tym względem dla działów HR „przejściowy”. Na co należy zwrócić uwagę?
Modyfikacja współczynnika do obliczania ekwiwalentu za urlop wypoczynkowy. Zgodnie z obowiązującymi przepisami (§ 19 rozporządzenia Ministra Pracy i Polityki Socjalnej z dnia 8 stycznia 1997 r. w sprawie szczegółowych zasad udzielania urlopu wypoczynkowego, ustalania i wypłacania wynagrodzenia za czas urlopu oraz ekwiwalentu pieniężnego za urlop (Dz. U. Nr 2, poz. 14 z późn. zm.), współczynnik ustala się, odejmując od liczby dni w danym roku kalendarzowym łączną liczbę przypadających w tym roku niedziel, świąt oraz dni wolnych od pracy wynikających z rozkładu czasu pracy w przeciętnie pięciodniowym tygodniu pracy, a otrzymany wynik dzieli się przez 12. Nowy dzień wolny od pracy automatycznie wpłynie więc na wysokość współczynnika. Obecnie współczynnik ten na 2025 r. wynosi 20,83; po uwzględnieniu Wigilii – będzie to 20,75.
W mojej ocenie, z uwagi na wejście w życie przepisu 1 lutego 2025 r., w nadchodzącym roku pracodawca będzie zobowiązany zastosować dwa różne współczynniki za ekwiwalent. W odniesieniu do pracowników, z którymi stosunek pracy uległ rozwiązaniu lub wygaśnięciu najpóźniej 31 stycznia 2025 r. – należy stosować „stary współczynnik”. Natomiast w przypadkach, gdzie stosunek pracy uległ rozwiązaniu lub wygaśnięciu 1 lutego 2025 r. i później – pracodawca będzie mieć obowiązek zastosowania „nowego współczynnika”. Nie ma w tym wypadku znaczenia termin naliczenia i wypłaty ekwiwalentu za niewykorzystany urlop wypoczynkowy, ponieważ prawo do ekwiwalentu pojawia się w dniu rozwiązania lub wygaśnięcia stosunku pracy.
Konieczność ponownego zaplanowania harmonogramów czasu pracy. Dotyczy to szczególnie sytuacji, gdy u danego pracodawcy obowiązuje 12–miesięczny okres rozliczeniowy czasu pracy, a dodatkowo pracodawca ten planuje pracę na cały ten 12 – miesięczny okres rozliczeniowy. Dotyczy to zwłaszcza branż, których działalność podlega wahaniom na przykład z powodu nierównomiernie pojawiających się zamówień lub z powodu sezonowości prac. W takim wypadku harmonogram czasu pracy planowany aktualnie na 2025 r. nie powinien jeszcze uwzględniać dnia wolnego przypadającego w Wigilię Bożego Narodzenia. Przepisy wprowadzające ten dzień wolny wejdą w życie od 1 lutego, zatem dopiero od tego dnia pracodawca powinien uwzględnić dzień wolny i ponownie „przeplanować” harmonogram czasu pracy. Alternatywą jest możliwość uwzględnienia nowego dnia wolnego od pracy w aktualnie planowanych harmonogramach czasu pracy. Obie metody są dopuszczalne, jednak obie wymagają podjęcia decyzji, w jaki sposób i kiedy Wigilia zostanie uwzględniona w harmonogramie czasu pracy na 2025 rok.
Polskie firmy z sektora budowlanego i energetycznego należą do najbardziej aktywnych w staraniach o zamówienia publiczne w Ukrainie, twierdzą eksperci Baker McKenzie. Przedsiębiorcy z Polski chętniej uczestniczą w przetargach niż firmy z Europy Zachodniej i innych regionów dzięki dobrej znajomości rynku, bliskości kulturowej i realistycznemu podejściu do ryzyk związanych z działaniami wojennymi.
Po okresie gwałtownego osłabienia w związku z inwazją Rosji, sytuacja gospodarki ukraińskiej ustabilizowała się. Wzrost PKB wyniósł 5,3 proc. w 2023 roku, a na 2024 roku prognozy mówią o kolejnym wzroście rzędu 3-4 proc. Jednocześnie ruszyły przetargi na odbudowę zniszczonej infrastruktury. Bank Światowy w raporcie z lutego 2024 roku ocenił potrzeby inwestycyjne związane z odbudową i rekonstrukcją zasobów w Ukrainie na 486 mld dolarów. Największe potrzeby Bank Światowy dostrzega w obszarze odbudowy infrastruktury energetycznej, sieci transportowych i w mieszkalnictwie. To właśnie tymi obszarami interesują się polscy przedsiębiorcy ubiegający się o publiczne kontrakty w Ukrainie.
– Straty i działania wojenne w Ukrainie nie rozkładają się równomiernie na całym obszarze kraju. Pozwala to inwestorom i przedsiębiorcom działać w dopuszczalnym dla siebie obszarze ryzyka – mówi Viacheslav Yakymchuk, partner zarządzający Baker McKenzie w Kijowie. – Bliskość geograficzna i kulturowa niewątpliwie wpływa na gotowość polskich przedsiębiorców do działania w Ukrainie. Ich ocena sytuacji i ogólna znajomość kraju jest dużo bardziej realistyczna niż firm pochodzących spoza Europy Środkowo-Wschodniej.
Zdaniem ekspertów kijowskiego biura Baker McKenzie gotowość zagranicznych przedsiębiorców i inwestorów do zaangażowania się zwiększyć mogą gwarancje i ubezpieczenia na wypadek skutków działań wojennych zapewniane przez ukraiński rząd, instytucje unijne, Stany Zjednoczone czy firmy komercyjne. Znacząca część finansowania zapewnianego przez UE ma przyjąć formę gwarancji na pokrycie ryzyka związanego z pożyczkami czy ubezpieczeniami. Projekty tego rodzaju realizować będzie między innymi Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju, Europejski Bank Inwestycyjny i IFC (ramię inwestycyjne Banku Światowego).
– Ukraiński rząd jest świadomy, że do uzyskania wsparcia zewnętrznego potrzebne są nie tylko zachęty, ale też zmiany strukturalne – mówi Alyona Bon, senior associate w Baker McKenzie w Kijowie. – Dlatego też wprowadza rozwiązania instytucjonalne, które mają wesprzeć walkę z korupcją i starania o większą przejrzystość. Są one niezbędne do zapewnienia transparentnego procesu zamówień publicznych.
Odbudowa kraju nie oznacza zdaniem ekspertów Baker McKenzie powrotu do stanu sprzed wojny. Infrastruktura energetyczna w większym stopniu ma bazować na odnawialnych źródłach energii, stąd otwartość Ukrainy na przedsiębiorców oraz inwestorów specjalizujących się w inwestycjach w zieloną energetykę. Ponadto kraj w większym stopniu ma otworzyć się na zagranicznych inwestorów w kapitałochłonnych gałęziach gospodarki, w których tradycyjnie dominowali duzi, lokalni inwestorzy. Jednym z nich ma być przemysł wydobywczy. Oprócz sektora energetyki, transportu i surowców krytycznych ukraińskie Ministerstwo Finansów w planie na lata 2024-27 wskazuje na potrzebę dodatkowych nakładów na inwestycje w rolnictwie, przemyśle przetwórczym i transformację cyfrową.
– Obserwujemy dynamiczny rozwój przemysłu obronnego, w tym produkcji systemów dronowych. W związku z działaniami wojennymi obecnie wyznaczono liczne ograniczenia w obszarze eksportu tego rodzaju technologii, co może stanowić przeszkodę w pozyskiwaniu dofinansowania spoza kraju. Jednak wraz z końcem działań wojennych, powinny one zostać zniesione, a inwestycje w innowacyjne, sprawdzone technologie przyniosą korzyści podmiotom, które odpowiednio wcześnie skorzystają z tej okazji – zwraca uwagę Marcin Fijałkowski, partner oraz szef praktyki własności intelektualnej i nowych technologii w Baker McKenzie w Warszawie.
– Przedsiębiorcom zagranicznym zainteresowanym inwestycjami w Ukrainie doradzamy, by odwiedzili Ukrainę i przekonali się na własne oczy, jak wygląda sytuacja gospodarcza, jak funkcjonuje kraj i nie odkładali planów na przyszłość – dodaje Alyona Bon. – Najlepszy czas na rozpoczęcie inwestycji lub działalności gospodarczej jest właśnie teraz.
Eksperci Baker McKenzie zwracają uwagę, że zagraniczne rządy udzielające pomocy finansowej Ukrainie, będą wspierały swoich przedsiębiorców w staraniach o zlecenia publiczne. Z drugiej strony największymi konkurentami dla firm z zewnątrz będą lokalne firmy doskonale znające uwarunkowania swojego kraju.
Wyzwaniem dla przedsiębiorców działających w Ukrainie są problemy z dostępnością siły roboczej, co jest związane z poborem do wojska i emigracją. Eksperci Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych podkreślają jednak, że relatywnie dobra kondycja gospodarki ukraińskiej jest wynikiem nie tylko zagranicznej pomocy finansowej i restrykcyjnej polityki monetarnej, ale też odporności ukraińskich obywateli i przedsiębiorców, którzy w większości kontynuują pracę podczas trwającej wojny.
– Widzimy zainteresowanie gospodarczym aspektem odbudowy Ukrainy ze strony międzynarodowych inwestorów, między innymi ze Stanów Zjednoczonych – dodaje Weronika Achramowicz, partner zarządzająca Baker McKenzie w Warszawie. – Często myślą oni o Polsce jako miejscu pierwszego etapu zagranicznej ekspansji. W istocie Polska jest dobrym przykładem kraju, który odniósł sukces gospodarczy również dzięki temu, że może być regionalnym 'headquarter’ i bramą do wejścia zarówno na rynek Unii Europejskiej, jak i ekspansji na wschód.
Rok 2024 uwidocznił konieczność przyspieszenia transformacji energetycznej. Optymalnym rozwiązaniem w polskich warunkach wydaje się połączenie budowy nowych mocy dyspozycyjnych opartych na gazie z konwersją istniejących bloków węglowych. Plany budowy magazynów energii pozostają niestety w fazie projektów. - podsumowuje ekspert BCC ds. energetyki i transformacji energetycznej, Maciej Stańczuk.
Ekspert pozytywnie ocenia dekarbonizację sektora energetycznego w 2024 r., która istotnie przyspieszyła. We wrześniu 2024 r. udział węgla kamiennego w miksie energetycznym spadł do 35% (o 26 pkt proc. mniej niż rok wcześniej), węgiel brunatny wciąż stanowi 22%, a udział odnawialnych źródeł energii (OZE) wzrósł do 30%.
Proces eliminacji węgla kamiennego z polskiej energetyki przebiega szybciej, niż się spodziewano.W dni wietrzne i słoneczne, szczególnie w weekendy, kiedy zużycie energii jest niższe, Polska staje się jednym z największych eksporterów energii OZE w Europie. Niestety, brak odpowiednich magazynów energii często zmusza Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE) do odłączania odbioru energii ze źródeł odnawialnych, co prowadzi do marnowania nadwyżek. – twierdzi ekspert.
Plany budowy magazynów energii pozostają niestety w fazie projektów. Mimo ambitnych założeń inwestycyjnych polskich koncernów energetycznych, przełom w tym obszarze wciąż jest przed nami.
Problemy z ustawą odległościową
Docelowo sektor energetyczny ma opierać się na OZE, jednak brak zmian w tzw. ustawie odległościowej znacząco hamuje rozwój energetyki wiatrowej na lądzie. Prosta zmiana z 700 na 500 metrów mogłaby przyspieszyć budowę wiatraków, ale wciąż nie została uchwalona przez Sejm. Prawdopodobieństwo jej zatwierdzenia przed końcem 2024 r. jest minimalne, co budzi rozczarowanie.
Zdaniem eksperta:
– Największym wyzwaniem w kontekście odchodzenia od węgla pozostaje zapewnienie odpowiednich mocy dyspozycyjnych w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym (KSE) do momentu uruchomienia stabilnych źródeł energii jądrowej. Polska realizuje dwa projekty: duże reaktory jądrowe (jak elektrownia w Choczewie) oraz małe reaktory modułowe (SMR).
Reaktory jądrowe będą jednak służyć głównie jako źródła energii dla sektora IT i elektromobilności. Dlatego uzupełnieniem powinny być technologie takie jak bloki parowo-gazowe (CCGT) czy turbiny gazowe bez odzysku ciepła (OCGT).
Zagrożenia wynikające z wycofywania bloków węglowych
Uczestnictwo aktywów węglowych na rynku mocy może być przedłużone tylko do 2028 r. W tym czasie nie będzie możliwe zastąpienie aktywów węglowych np. przez bloki parowo-gazowe (CCGT) bądź turbiny gazowe bez odzysku ciepła (OCGT). Do 2030 r. planowane jest wyłączenie ponad 8 GW elektrowni i elektrociepłowni węglowych, a w latach 2031-2040 z bilansu mocy planowane jest wycofanie kolejnych 7-8 GW mocy. Ponieważ mają one charakter mocy dyspozycyjnych, powinny zostać zastąpione przez moce o podobnym charakterze. OZE z oczywistych powodów nie mogą być uznane za moce dyspozycyjne. Wybudowanie bloków gazowych w tak krótkim czasie nie jest praktycznie możliwe (przygotowanie i realizacja nowych projektów zajmuje co najmniej 6 lat, brak jest generalnych wykonawców, a najwięksi polscy przeżywają egzystencjonalne kłopoty), dlatego też trzeba szukać rozwiązań, które złagodzą prawdopodobny deficyt mocy w KSE. Tym rozwiązaniem może być najprostsza i najtańsza technologia, w dodatku opracowana przez polskie firmy, jaką jest konwersja istniejących bloków węglowych na gazowe, gazowe z domieszką wodoru bądź biomasowe, ich emisyjność spadłaby wtedy poniżej 550g/kWh, czyli kwalifikowałyby się one do aukcji rynku mocy, a okres realizacji inwestycji nie przekraczałby 1,5 roku. Konwersje bloków węglowych, które inaczej musiałyby być wyłączane, mogłyby stać się dobrym uzupełnieniem dla budowy instalacji CCGT i OCGT.
Przedłużenie złej praktyki mrożenia cen energii do połowy 2025 r. podyktowane czynnikami politycznymi (wybory prezydenckie w 2025 r.) z pewnością nie przyczyni się odbudowy zniszczonego w ostatnich latach rynku energii. – dodaje Maciej Stańczuk
Mrożenie cen energii mogło być uzasadnione w czasach bardzo wysokiej inflacji, przekraczającej 18% oraz wzrostu cen surowców energetycznych po napadzie Putina na Ukrainę, ale nie dzisiaj, kiedy inflacja jest wprawdzie jeszcze oddalona od celu inflacyjnego NBP (2,5%), ale nie są to poziomy bardzo wysokie (poniżej 5% na koniec 2024 r.).
Poważnym wyzwaniem dla realizacji inwestycji w transformację energetyczną może stać się bariera w ich finansowaniu. Międzynarodowe instytucje finansowe (jak EBOiR) nie są bowiem zainteresowane finansowaniem budowy bloków parowo-gazowych, które w myśl obecnej koncepcji PSE mają być podstawą mocy dyspozycyjnej w KSE i zastąpić bloki węglowe pozbawione wsparcia z rynku mocy i trwale nierentowne. Wynika to z faktu wykluczenia docelowego gazu z taksonomii europejskiej.
Rok 2024 uwidocznił konieczność przyspieszenia transformacji energetycznej. Optymalnym rozwiązaniem w polskich warunkach wydaje się połączenie budowy nowych mocy dyspozycyjnych opartych na gazie z konwersją istniejących bloków węglowych. Propozycje przyspieszania transformacji energetycznej w Polsce powinny być racjonalne, optymalne dla budżetu państwa, możliwie szybkie do zrealizowania, a dodatkowo zapewniające dodatkowe wpływy budżetowe. Do tego potrzeba, aby to polskie firmy stały się beneficjentami transformacji i by istniały w całym łańcuchu inwestycyjnym z transformacją związanym. Mam nadzieję, że wzmożenie inwestycyjne utrzyma się w kolejnych latach, co pozwoli na realizację niezbędnych projektów – podsumowuje Maciej Stańczuk.
Transformacja cyfrowa redefiniuje sposób, w jaki działają firmy na całym świecie. Jak polscy przedsiębiorcy mogą wykorzystać cyfryzację do zwiększenia konkurencyjności i innowacyjności?
Rok 2025 przyniesie zarówno nowe możliwości, jak również wyzwania, które wymagają przemyślanych strategii i adaptacji w każdej branży.
Szeroko rozumiane obszary cyfryzacji, kompetencji, cyberbezpieczeństwa, czy najnowszych technologii, jak sztuczna inteligencja, czy technologie kwantowe, decydują o pozycji poszczególnych państw i budowaniu przez nie przewag konkurencyjnych w dłuższym horyzoncie. By proces ten był skuteczny, potrzebna jest odpowiednia diagnoza, strategia oraz finansowanie. – zauważa Krzysztof Szubert, ekspert BCC ds. cyfryzacji i nowych technologii.
Zdaniem eksperta BCC jednym z ważniejszych wydarzeń mijającego roku było pojawienie się pod koniec października, długo oczekiwanego projektu Strategii Cyfryzacji Polski do 2035 roku, zaprezentowanego przez wicepremiera i ministra cyfryzacji Krzysztofa Gawkowskiego – jako “ pierwszy tak kompleksowy dokument w historii naszego kraju, który ma być planem transformacji cyfrowej na najbliższe 10 lat. Główny cel: poprawa jakości życia obywateli dzięki cyfryzacji.“ Dokument trafił właśnie do konsultacji społecznych.
– Założenia strategiczne są bardzo ambitne, m.in.: 100% podmiotów realizujących zadania publiczne pracuje na systemie elektronicznego zarządzania dokumentami, wszystkie kluczowe e-usługi dostępne w aplikacji mObywatel, wykształcenie 1,5 mln specjalistów ICT, czy 5% PKB na cyfryzację od 2035 roku – czyli więcej, niż wynoszą obecnie wydatki Polski na obronność. Ważne natomiast, że dokument powstał z uwzględnieniem już funkcjonujących w polskiej przestrzeni cyfrowej lub opracowywanych dokumentów, takich jak Strategia Cyberbezpieczeństwa RP, Narodowy Plan Szerokopasmowy, Program Rozwoju Kompetencji Cyfrowych, Program Otwierania Danych, czy Polityka Rozwoju Sztucznej Inteligencji. – podkreśla ekspert.
Krzysztof Szubert zwraca także uwagę, że: – po raz pierwszy w historii polskiej administracji mamy ministra cyfryzacji w randze wiceprezesa Rady Ministrów, co daje niewątpliwie spore nadzieje na realizację założeń projektu strategii oraz oddziaływanie tego obszaru zarówno na gospodarkę, biznes, ekonomię jak i na społeczeństwo.
KONKURENCYJNOŚĆ I INWESTYCJE
Kluczowym elementem skutecznej cyfryzacji oraz budowania przewag rynkowych w tym obszarze są dedykowane fundusze, czyli inwestycje.
– Jednym z nich jest ogłoszony, wspólnie z BGK, mechanizm pożyczek na transformację cyfrową w polskich firmach, w wysokości 2,8 miliarda złotych, czy też fundusz Sztucznej Inteligencji na poziomie 1 miliarda złotych. Bardzo ważną zapowiedzią wicepremiera Gawkowskiego, złożoną podczas ‘Open Eyes Economy Summit’, było potencjalne utworzenie europejskiego funduszu na rzecz cyberbezpieczenstwa, co zdecydowanie adresowało by ogromną lukę finansową w tym segmencie.
ROZWÓJ NARZĘDZI
Z praktycznych kwestii szczególnie cieszy dalszy rozwój aplikacji mObywatel, która jest obecnie najważniejszym narzędziem polskiej administracji. Aplikacja, z blisko 20 milionami pobrań, zapewnia dostęp do coraz szerszego zakresu cyfrowych usług urzędowych oraz elektronicznych dokumentów, stając się kluczowym elementem cyfryzacji w Polsce.
. Bardzo ważną usługą są zapowiedziane od stycznia 2025 e-Doręczenia, czyli elektroniczny odpowiednik tradycyjnych przesyłek listowych za potwierdzeniem odbioru.
Podejmowanie takich działań powinno przyczyniać się do systematycznej poprawy pozycji Polski w rankingach ucyfrowienia naszego kraju, gdzie w skali Uni Europejskiej znajdujemy się dopiero na 24 miejscu (najnowszy raport DESI, czyli europejski Digital Economy & Society Index). Podobne wnioski płyną z opublikowanego przez Komisję Europejską sprawozdania na temat stanu cyfrowej dekady, zawierającego kompleksowy przeglądpostępów poczynionych w dążeniu do osiągnięcia celów cyfrowych określonych na 2030 r. w programie polityki „Droga ku cyfrowej dekadzie”.
Pomimo postępów, Polska musi się skupić szczególnie na wdrażaniu zaawansowanych technologii cyfrowych przez przedsiębiorstwa oraz zwiększaniu odsetka osób posiadających podstawowe umiejętności cyfrowe. – twierdzi ekspert BCC.
Z początkiem 2025 roku, Polska obejmie prezydencję w Radzie UE. Państwo sprawujące prezydencję przez 6 miesięcy kieruje pracami Rady nad unijnym ustawodawstwem, dba o porządek procedur legislacyjnych i współpracę państw członkowskich.
Jest to doskonała okazja, która zdarza się raz na 14 lat, aby zaprezentować polskie priorytety w obszarze cyfryzacji. Co jednak ważniejsze, to szansa na zainicjowanie nowych kierunków, projektów i działań Rady UE. Kluczowe jest, aby prezydencja była aktywna, skoncentrowana nie tylko na tworzeniu kolejnych regulacji w obszarze cyfrowym, lecz przede wszystkim na wspieraniu rozwoju europejskiego biznesu cyfrowego oraz wdrażaniu jednolitych i zintegrowanych, nowoczesnych usług, które będą służyć obywatelom UE.– podsumowuje Krzysztof Szubert.
Rok 2024 miał być przełomowy dla deregulacji w Polsce, jednak rzeczywistość okazała się daleka od oczekiwań. Rząd zapowiadał intensywne działania w tym obszarze, ale ich realizacja napotkała liczne trudności, co spowolniło proces legislacyjny i przyczyniło się do rozczarowania przedsiębiorców i ekspertów.
Witold Michałek, wiceprezes BCC, ekspert ds. stanowienia prawa podsumowuje miniony rok.
Ustawa deregulacyjna – opóźnienia i niewykorzystane szanse
Na początku roku powołano specjalny zespół, którego celem było opracowanie ustawy deregulacyjnej. Zaproszono do współpracy ekspertów i konsultowano obszary gospodarki wymagające uproszczeń regulacyjnych. Wydawało się, że proces ruszył z miejsca – projekt ustawy opublikowano w kwietniu, co dawało nadzieję na szybkie wdrożenie zmian.
Niestety, prace legislacyjne praktycznie zatrzymały się na tym etapie. – Do dziś, 8 miesięcy po publikacji projektu, nie przeszedł on dalszej drogi legislacyjnej. Uważamy, że jest to opóźnienie i w pewnym sensie porażka rządu w tej sprawie” – podkreślają eksperci.
Rekomendacje są jasne: rząd powinien jak najszybciej zakończyć prace nad projektem, przyjąć go w formie uchwały Rady Ministrów, a następnie sprawnie przeprowadzić przez proces legislacyjny w parlamencie i opublikować po uzyskaniu podpisu Prezydenta RP.
Nowe regulacje w Sejmie – krok w dobrym kierunku
Na tle opóźnień związanych z ustawą deregulacyjną pozytywnie wyróżnia się niedawna inicjatywa związana ze zmianami w regulaminie Sejmu. Zgodnie z rekomendacjami zawartymi w kamieniach milowych KPO, władze zdecydowały się na wdrożenie procedur mających poprawić jakość prac legislacyjnych, szczególnie w przypadku inicjatyw poselskich i innych projektów nierządowych.
Wprowadzone zmiany zakładają:
obowiązkowe konsultacje społeczne i eksperckie,
minimum 30-dniowy termin na przeprowadzenie tych konsultacji,
przygotowanie szczegółowych ocen skutków regulacji na poziomie zbliżonym do projektów rządowych.
Te kroki mają szansę zwiększyć racjonalność i efektywność procesu legislacyjnego, co jest kluczowe dla tworzenia spójnych i przejrzystych regulacji gospodarczych.
Deregulacja – wciąż kluczowe wyzwanie
Deregulacja pozostaje jednym z najważniejszych wyzwań dla polskiej gospodarki. Uproszczenie przepisów i zmniejszenie biurokracji to czynniki, które mogą przyczynić się do wzrostu konkurencyjności polskich przedsiębiorstw i poprawy warunków prowadzenia działalności gospodarczej.
„Rok 2024 uświadomił nam, jak trudnym procesem dla obecnego rządu jest deregulacja. Mamy jednak nadzieję, że przyspieszenie prac nad ustawą deregulacyjną oraz wdrożenie zmian w regulaminie Sejmu zaowocują bardziej przejrzystym i efektywnym procesem legislacyjnym w kolejnych latach” – podsumowuje Witold Michałek.
Deregulacja to nie tylko oczekiwanie przedsiębiorców, ale także warunek dla przyspieszenia wzrostu gospodarczego i zwiększenia inwestycji w Polsce.
W obliczu wyzwań, jakie niesie obecny stan finansów państwa i spowolnienie wzrostu gospodarczego w UE, kluczowe jest sprawne wdrażanie zapowiadanych reform – dodaje ekspert BCC.
Rząd pod koniec października ogłosił nowelizację budżetu państwa na rok 2024 oraz nowelizację propozycji budżetu na rok 2025. Główna zmiana dotycząca roku 2024 to podniesienie deficytu o 56 mld zł, z 184 mld zł do 240,3 mld zł, głównie z racji urealnienia dochodów podatkowych, m. in z VAT o 23 mld zł, podatku CIT o 11 mld zł z racji słabszej koniunktury przedsiębiorstw eksportowych – efekt słabej koniunktury w strefie euro oraz mniejszej wpłaty zysku z NBP o 6 mld zł. Mniejsze o 9 mld zł mają być też wpływy ze sprzedaży uprawnień emisji CO2. Jedna znaczna zmiana po stronie wydatków to przekazanie samorządom 10 mld zł na załatanie wyrw związanych z Polskim Ładem.
W roku 2025 deficyt budżetu państwa ma wzrosnąć do 288,77 mld zł. Szczegółowy projekt budżetu na rok 2025 nie został jeszcze opublikowany, ale koszt obsługi długu Skarbu Państwa (nie licząc samorządów i funduszy pozabudżetowych) ma wynieść 75,5 mld zł, podczas gdy jeszcze parę lat temu był poniżej 30 mld zł. O tym koszcie decydują rynki finansowe. Dalszy wzrost tego kosztu w latach 2026-2028 pozostaje głównym zagrożeniem dla stabilności makroekonomicznej kraju, większym niż dyscyplina ze strony Komisji Europejskiej, z możliwością otwartego kryzysu. Deficyt całego sektora finansów publicznych, tj. łącznie z funduszami pozabudżetowymi, ma wynieść w roku 2025 5,5% PKB. Łączny wzrost wydatków publicznych w latach 2024-2027 ma wynieść około 7% PKB. Poziom transferów socjalnych ma wzrosnąć z 17,7% PKB w roku 2023 do 19-20% PKB w roku 2027. Wydatki na obronę narodową mają wzrosnąć z około 2% PKB w roku 2023 do 4,7% PKB w roku 2025 i później.
Dług sektora liczony poprawnie, tj. według reguł UE, w prognozie rządowej przekroczy konstytucyjny limit 60% PKB już w roku 2026. Rynki finansowe traktują poważnie metodologię UE, a nie tzw. metodologię krajową, więc podawanie przez ministra Domańskiego danych według tej unijnej metodologii jest ekonomicznie poprawne. Jednak rząd powinien zrezygnować całkowicie, czego dotąd nie robi, z posługiwania się także tzw. metodą krajową, bo ta metodologia wprowadza społeczeństwo w błąd udając, że długu jest mniej, a teraz nawet dużo mniej, niż jest w rzeczywistości. Druga potrzebna zmiana ustawy o finansach publicznych dotyczy eliminacji tzw. wydatków pozabudżetowych, pozostających poza kontrolą parlamentu. Wielkość tych wydatków rośnie bardzo szybko, pozwalając na kontynuowanie niebezpiecznej polityki „budżet stać na wszystko”.
Mamy dwa ważne powody ignorowania lub niedoceniania przez ministra finansów i generalnie obecny rząd, także przez opozycję, dużego ryzyka spadku tempa wzrostu PKB w najbliższych latach. Pierwszy powód to prawdopodobnie nadal niskie inwestycje, około 17% PKB, wobec 22,5% średnio w krajach UE. Przyczyny są długotrwałe: bardzo niskie oszczędności gospodarstw domowych, silnie ujemne oszczędności publiczne, skromne inwestycje zagraniczne oraz malejąca luka technologiczna między Polską a krajami technologicznie zaawansowanymi, takimi jak USA, Niemcy czy UK. Tempo wzrostu PKB na mieszkańca w tych krajach było przez ostanie 100-200 lat mniej więcej takie samo, około 1,5% rocznie. To tempo w krajach doganiających było bardzo zróżnicowane między zerem a około 10%, zależne mocno od udziału inwestycji w PKB, jakości instytucji rynkowych, jakości szkolnictwa. W Polsce to tempo w okresie ostatnich około 32 lat wynosiło średnio około 3,5% rocznie. W najbliższych latach, z racji wysokiego już poziomu wydajności pracy i niskich inwestycji, powolny spadek tego tempa do poziomu 1,5% rocznie jest zatem nieunikniony. Tę ocenę podziela KE. Nie podziela jej jeszcze polski rząd.
Dużą pozytywną zmianą w roku 2024 było zakończenie wojny prawnej z KE oraz instytucjami prawa międzynarodowego. Polska zaczęła otrzymywać środki z Krajowego Funduszu Odbudowy oraz bieżącego budżetu UE. Kolejną pozytywną zmianą jest program przyjęcia dużej liczby Ukraińców na prawach polskich obywateli. Ta zmiana zmniejsza koszt kryzysu demograficznego. Trzecia pozytywna zmiana to zapowiadana nowa polityka na rzecz poprawy jakości rzek, ochrony lasów i eliminacji dużych klęsk żywiołowych. Czwarta dobra zmiana dotyczy sektora energetycznego: zamykanie elektrowni węglowych i kopalń węgla, zielone światło dla elektrowni wiatrowych oraz jądrowych, redukcja śladu węglowego w produkcji przemysłowej, zapowiadana szybka przebudowa sieci połączeń elektrycznych. Potrzebny jest też duży wzrost nakładów na naukę, szkolnictwo i budownictwo mieszkaniowe.
Nowa dyrektywa od 2026 roku. ma zapewnić jawność wynagrodzeń a także wpłynąć na zniwelowanie dyskryminacji płacowej. Na implementację europejskiej dyrektywy o równości wynagrodzeń mamy czas do 7 czerwca 2026 roku. Niestety niektóre, istotne zapisy zawarte w dyrektywie są na tyle niejednoznaczne i mało przejrzyste, że mogą sprawiać poważne kłopoty interpretacyjne i prowadzić do konfliktów w miejscach zatrudnienia – zauważa Witold Michałek, ekspert BCC ds. gospodarki, legislacji i lobbingu.
Należy zatem jak najszybciej wznowić merytoryczny dialog na temat tego, jak w najlepszy sposób wprowadzić do polskiego kodeksu pracy zapisy zgodne z unijną Dyrektywą, a jednocześnie zminimalizować potencjalne ogniska konfliktów w miejscach pracy, wynikające z nazbyt ogólnikowych zapisów i ich dowolnej interpretacji przez wszystkie zainteresowane strony. – mówi Witold Michałek.
6 czerwca 2023 roku. weszła w życie Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2023/970 „W sprawie wzmocnienia stosowania zasady równości wynagrodzeń dla mężczyzn i kobiet za taką samą pracę lub pracę o takiej samej wartości za pośrednictwem mechanizmów przejrzystości wynagrodzeń oraz mechanizmów egzekwowania. Na mocy nowych przepisów, firmy w Unii Europejskiej będą zobowiązane udzielać informacji na temat wynagrodzeniach oraz odpowiednio reagować w przypadku kiedy luka płacowa przekraczać będzie 5 proc. Obowiązek sprawozdawczy dotyczy firmach zatrudniających ponad 250 pracowników.
Na pracodawców Dyrektywa ta nakłada obowiązki dotyczące przejrzystości wynagrodzeń oraz wprowadza mechanizmy egzekwowania równości wynagrodzeń. Jednym z obowiązków będzie informowanie pracowników nt. wysokości ich wynagrodzeń na tle innych, podobnych oraz o ewentualnej luce płacowej pomiędzy mężczyznami i kobietami.
Pracodawcy będą musieli zagwarantować równe płace za tą samą pracę lub pracę o takiej samej wartości. Ponadto, pracodawcy będą zobowiązani do udostępnienia kandydatom informacji o początkowym wynagrodzeniu lub jego przedziale, opartych na obiektywnych kryteriach, jeszcze przed rozmową kwalifikacyjną, np. w ogłoszeniu o pracę. – zauważa
Implementacja do krajowego porządku prawnego musi nastąpić do 7 czerwca 2026 roku
Niektóre, istotne zapisy zawarte w dyrektywie same są na tyle niejednoznaczne i mało przejrzyste, że będą sprawiać poważne kłopoty interpretacyjne, co w wielu przypadkach będzie mogło prowadzić do konfliktów w miejscach zatrudnienia np. wymóg, aby pracodawcy stosowali takie struktury wynagrodzeń, które będą gwarantować równe płace za tą samą pracę lub pracę o takiej samej wartości, już jest obarczony ryzykiem potencjalnych, odmiennych interpretacji, ponieważ „praca o takiej samej wartości” ma być zdefiniowana przez „obiektywne i neutralne pod względem płci kryteria” takie jak „umiejętności, wysiłek, zakres odpowiedzialności i warunki pracy oraz wszelkie inne czynniki mające znaczenie na danym stanowisku”. Łatwo dostrzec, że są to kryteria może i obiektywne, ale o nieskończenie długiej skali, więc w zależności od celu można poszczególne stanowiska pracy i przypisane im wynagrodzenia interpretować i opisywać w dowolny sposób lub też podważać interpretację drugiej strony. – stwierdza ekspert BCC.
Nowe przepisy nakładają na pracodawcę obowiązek informowania o poziomie wynagrodzenia na danym stanowisku w ogłoszeniu rekrutacyjnym lub podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Wprowadzony zostanie też zakaz pytania nowych pracowników o ich wcześniejsze wynagrodzenia.
5 grudnia br. wpłynął do Marszałka Sejmu poselski projekt dot. zmiany Kodeksu Pracy, który cząstkowo próbuje wprowadzić wymagane Dyrektywą zmiany.
– Zapisy tego projektu wydają się niezbyt przemyślane i oparte na słabo udowodnionej tezie, że „Polki i Polacy uważają, że w ofertach pracy powinny być zamieszczane informacje na temat potencjalnego wynagrodzenia” oraz nieprawdziwym, krzywdzącym pracodawców uogólnieniu, że „rekruterzy i pracodawcy uznają często pytanie dotyczące wynagrodzenia, jednej z podstawowych dla poszukującej zatrudnienia osoby kwestii, za przejaw braku kultury, roszczeniowości albo arogancji”. Jest to zaledwie jeden z przykładów zapisów zawartych w Uzasadnieniu do projektu ustawy budzących w środowisku pracodawców daleko idące wątpliwości. Na podstawie tych i innych fragmentów Uzasadnienia można wnioskować o niskim stopniu obiektywizmu w spojrzeniu posłów-wnioskodawców na relacje pomiędzy pracownikami i pracodawcami. Należy zatem jak najszybciej wznowić merytoryczny dialog na temat tego, jak w najlepszy sposób wprowadzić do polskiego kodeksu pracy zapisy zgodne z unijną Dyrektywą, a jednocześnie zminimalizować potencjalne ogniska konfliktów w miejscach pracy, wynikające z nazbyt ogólnikowych zapisów i ich dowolnej interpretacji przez wszystkie zainteresowane strony. – podkreśla Witold Michałek.
Rok 2024 z pewnością zapadnie w pamięć podatnikom – zarówno przedsiębiorcom, jak i osobom fizycznym – jako czas pełen wyzwań. Liczne zmiany legislacyjne, dynamiczne interpretacje przepisów przez organy podatkowe oraz wzmożona aktywność administracji skarbowej stały się źródłem zarówno dodatkowego stresu, jak i zwiększonych kosztów.
Nadzieję na poprawę przynosi głównie rozwój Programu Współdziałania oraz rozwijane przez Ministerstwo Finansów dobre praktyki i wytyczne w zakresie Ram Wewnętrznego Nadzoru Podatkowego (Tax Control Framework).
Michał Borowski, ekspert BCC ds. podatków, przewodniczący Komisji Podatkowej BCC analizuje najważniejsze aspekty, które ukształtowały krajobraz podatkowy kończącego się 2024 roku.
Niestabilny system podatkowy – znów dużo zmian i brak obiecywanego vacatio legis
Polscy podatnicy przyzwyczaili się już do nieustających zmian w systemie podatkowym. Niestety, rok 2024 nie przyniósł tu przełomu. Przepisy zmieniały się w szybkim tempie, a wiele z nowelizacji wprowadzano z minimalnym okresem vacatio legis. Tymczasem rządzący jeszcze niedawno obiecywali, że kluczowe zmiany podatkowe będą wchodzić w życie dopiero po upływie co najmniej sześciu miesięcy od ich ogłoszenia, dając czas na przygotowanie zarówno podatnikom, jak i administracji skarbowej.
W praktyce, brak stabilności legislacyjnej szczególnie dotknął małych i średnich przedsiębiorców, którzy często nie mają zasobów, by szybko dostosować swoje procesy księgowe i podatkowe do nowych regulacji. Co więcej, tak częste zmiany pogłębiają poczucie niepewności, utrudniając planowanie finansowe i inwestycyjne.
Duże zmiany dyskutowane w trakcie roku
Rok 2024 obfitował także w prace legislacyjne nad istotnymi zmianami, które mimo intensywnych dyskusji, nie zawsze zakończyły się uchwaleniem przepisów z odpowiednim wyprzedzeniem pozwalającym przedsiębiorcom na przygotowanie.
Pillar II – nadrabianie zaległości implementacyjnych
Wprowadzenie globalnego minimalnego opodatkowania (tzw. Pillar II) to jedno z największych wyzwań dla krajów Unii Europejskiej, w tym Polski. Nasz kraj musiał zmierzyć się z opóźnieniami w implementacji Dyrektywy. Finalnie, Polska podjęła kroki, by nadrobić zaległości, ale proces legislacyjny był daleki od oczekiwanego, co wywoływało obawy przedsiębiorców o brak spójności regulacji z założeniami OECD.
Nowe przepisy dotyczące podatku od nieruchomości
W 2024 roku pojawiła się niemal nowa ustawa dotycząca podatków i opłat lokalnych, w szczególności w zakresie podatku od nieruchomości. Proponowane przepisy znacząco zmieniają zasady klasyfikacji budynków i budowli oraz sposoby ustalania podstawy opodatkowania. Choć zmiany te jeszcze nie weszły w życie, już teraz budzą kontrowersje, zwłaszcza wśród dużych przedsiębiorstw posiadających rozległą infrastrukturę.
Regulacje „okołopodatkowe” – EUDR i CBAM
Nie można zapomnieć o regulacjach takich jak EUDR (rozporządzenie dotyczące przeciwdziałania wylesianiu) czy CBAM (mechanizm dostosowywania cen na granicach z uwzględnieniem emisji dwutlenku węgla). Te przepisy, choć formalnie nie są częścią prawa podatkowego, mają istotny wpływ na rozliczenia przedsiębiorców i ich strategie finansowe. Oba mechanizmy mają wejść w życie w najbliższych latach, ale już teraz wymagają dostosowania się do nowych wymogów.
Rosnąca liczba kontroli podatkowych
W 2024 roku zauważalny był dalszy wzrost liczby kontroli podatkowych. Organy skarbowe koncentrowały się na:
Kontrolach VAT, zwłaszcza w zakresie nadużyć związanych z karuzelami podatkowymi w różnych ich odsłonach.
Podatku u źródła (WHT), gdzie szczególną uwagę zwracano na prawidłowość stosowania zwolnień i stawek preferencyjnych wynikających z umów o unikaniu podwójnego opodatkowania.
Zasadach unikania opodatkowania (GAAR), które stały się narzędziem do kwestionowania transakcji uznawanych za sztuczne lub pozbawione uzasadnienia ekonomicznego.
Dla wielu przedsiębiorców kontrole te oznaczały zwiększone obciążenia administracyjne oraz konieczność angażowania dodatkowych zasobów w celu obrony przed zarzutami. Niestety, nierzadko działania organów były postrzegane jako zbyt agresywne, co jeszcze bardziej osłabiało zaufanie między administracją a podatnikami.
Program Współdziałania – promyk nadziei
Z pozytywnej strony bilansu warto wspomnieć o dalszym rozwoju Programu Współdziałania, który staje się jednym z fundamentów nowoczesnego systemu podatkowego w Polsce. Kolejne duże podmioty zdecydowały się na dołączenie do programu, widząc w nim szansę na zbudowanie transparentnych i partnerskich relacji z administracją skarbową.
Program ten, oparty na założeniach cooperative compliance, promuje współpracę i wzajemne zaufanie między podatnikami a organami podatkowymi. Choć wciąż jest to rozwiązanie dostępne dla dużych podmiotów, istnieje nadzieja, że jego dalszy rozwój przyczyni się do zmiany podejścia administracji także wobec mniejszych przedsiębiorców.
Czego możemy życzyć sobie i polskiemu systemowi podatkowemu na nadchodzący rok?
Stabilności przepisów – mniej zmian, wprowadzanych w przemyślany sposób, z odpowiednio długim okresem vacatio legis.
Większego dialogu z przedsiębiorcami przed wprowadzeniem nowych regulacji, tak aby przepisy lepiej odpowiadały realnym potrzebom i specyfice rynku.
Przejrzystości w działaniu organów podatkowych, w szczególności w zakresie interpretacji przepisów i prowadzenia kontroli.
Stabilny i przewidywalny system podatkowy to klucz do wspierania przedsiębiorczości i budowania zaufania między podatnikami a państwem.
Czy rok 2025 będzie rokiem przełomu? Oby tak się stało – dla dobra nas wszystkich. – podsumowuje Michał Borowski.
Znamy już finalne odczyty polskiej inflacji CPI za listopad i są one wyższe od prognoz zarówno w skali miesięcznej, jak i rocznej. Inflacja r/r wyniosła 4,7 proc. i jest to mniej niż w październiku (5,0 proc.), ale więcej niż wynosiły prognozy i wstępny odczyt na poziomie 4,6 proc. Wpływ na wyższy odczyt w skali roku ma z pewnością silniejszy wzrost cen w ostatnim miesiącu, bo miesięczny odczyt wzrósł z 0,3 proc. w październiku, do 0,5 proc. w listopadzie, podczas gdy prognozowano wzrost o 0,4 p.p.
Te odczyty z pewnością w pewnym stopniu mogą wspierać ostatnie stanowisko RPP, w którym prezes Glapiński zapowiedział, że inflacja na podwyższonym poziomie może się utrzymywać dłużej niż zakładano, a rozmowy o obniżkach będą się mogły zacząć dopiero w drugiej połowie przyszłego roku, z realnymi szansami na obniżkę dopiero na początku 2026 r. Jak na razie chyba mało kto traktuje poważnie te zapowiedzi, ale kolejne odczyty wyższe od prognoz mogą rzeczywiście przesunąć obniżki stópprocentowych z wcześniej prognozowanego przełomu pierwszego i drugiego kwartału 2025 roku.
Autor: Piotr Bawolski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, CFA, Michael / Ström Dom Maklerski