Obniżki stóp procentowych na horyzoncie: Czy EBC zdecyduje się na głębsze luzowanie?

Europejski Bank Centralny (EBC) stoi obecnie przed trudnym wyzwaniem dostosowania polityki monetarnej do coraz słabszej kondycji gospodarczej strefy euro oraz rosnącej niepewności geopolitycznej. Głównym celem pozostaje stabilizacja inflacji na poziomie zbliżonym do 2%. Jednak dane makroekonomiczne i sytuacja polityczna zmuszają decydentów do rozważenia bardziej zdecydowanego luzowania warunków kredytowych niż dotychczas zakładano.

Słabnąca koniunktura w Europie, potwierdzona drugim z rzędu spadkiem produktu krajowego brutto w Niemczech oraz gorszymi prognozami wzrostu gospodarczego, skłania inwestorów i analityków do przewidywania głębszych cięć stóp procentowych. Obecne prognozy rynkowe zakładają, że w 2025 roku główna stopa EBC spadnie do 1.75%. Fidelity International, wskazuje nawet poziom 1.50%, podczas gdy Pacific Investment Management Co. ostrzega, że przy dalszym pogorszeniu sytuacji możliwe są jeszcze bardziej znaczące redukcje.

Zmiana retoryki EBC jest już zauważalna. W komunikatach po ostatnich posiedzeniach usunięto sformułowania o utrzymywaniu „wystarczająco restrykcyjnej” polityki. Nowe prognozy Banku zakładają niższą inflację i niższe tempo wzrostu gospodarczego. W obliczu tych zmian pojawia się perspektywa stopniowych, lecz konsekwentnych obniżek stóp procentowych – na przykład o 0.25 punktu procentowego podczas kolejnych posiedzeń w styczniu i marcu – z możliwością przyspieszenia tempa luzowania, jeśli warunki makroekonomiczne będą tego wymagały. Choć gwałtowne cięcia stóp o 0.50 pp pozostają rozwiązaniem awaryjnym, EBC preferuje działania stopniowe i wyważone, aby uniknąć wrażenia paniki na rynkach oraz dostosować się do zmiennej sytuacji gospodarczej i politycznej.

Na tle rozważań monetarnych EBC rysuje się szerszy kontekst międzynarodowy. Podczas gdy Bank Rezerwy Federalnej USA i Bank Anglii mogą ograniczyć się do mniej agresywnych obniżek stóp – szacuje się redukcje w wysokości około 80 punktów bazowych do końca 2025 roku – EBC może zejść nawet o 125 punktów bazowych. Takie działania pogłębiłyby różnice w podejściu do polityki pieniężnej między Europą a Stanami Zjednoczonymi. Dodatkowym czynnikiem niepewności pozostaje powrót Donalda Trumpa na stanowisko prezydenta USA, co może zaostrzyć napięcia handlowe i skłonić banki centralne w Europie do bardziej zdecydowanych działań osłonowych.

Nie tylko EBC, ale i inne banki centralne w Europie reagują na rosnące ryzyka. Szwajcarski Bank Narodowy (SNB) zaskoczył rynki obniżką stóp o 50 pb, a duński bank centralny również zdecydował się na poluzowanie kosztów kredytu. Celem tych działań jest ochrona lokalnych gospodarek przed możliwymi zakłóceniami, zarówno handlowymi, jak i politycznymi. W szczególności SNB obawia się nadmiernego umocnienia franka szwajcarskiego w obliczu globalnej niepewności.

Działania EBC i innych europejskich instytucji monetarnych to odpowiedź na wielowymiarowe zagrożenia: słabnący wzrost gospodarczy, napięcia polityczne w kluczowych państwach Unii Europejskiej oraz niejasne perspektywy globalnych łańcuchów dostaw i taryf celnych. Jednocześnie europejski rynek obligacji, korzystając z perspektywy dalszych obniżek stóp, zyskuje w tym roku ponad 3%, przewyższając wyniki rynku amerykańskiego i brytyjskiego, co przyciąga uwagę długoterminowych inwestorów.

Polityka monetarna EBC najprawdopodobniej będzie kontynuować kurs w kierunku stopniowego, lecz wyraźnego łagodzenia. Finalna skala cięć pozostaje niepewna i zależy od warunków makroekonomicznych, nastrojów politycznych oraz polityki handlowej Stanów Zjednoczonych. W odpowiedzi na słabnącą gospodarkę oraz wzrost niepewności geopolitycznej EBC musi zachować elastyczność i gotowość do zdecydowanych działań, jeśli okaże się, że utrzymanie stabilności cen i wsparcie wzrostu gospodarczego wymaga dalszej, głębszej interwencji.

Autor: Krzysztof Kamiński, OANDA TMS Brokers

Wzrost płac wyprzedza produktywność: Kraje CEE tracą na atrakcyjności outsourcingowej

  • Napięcie na rynku pracy (m.in. niewystarczająca podaż) i utrzymujące się skutki szoku inflacyjnego z lat 2022-23 doprowadziły do dwucyfrowego wzrostu płac realnych – przede wszystkim w Bułgarii (+15% w II kwartale 2024 r.), a następnie w Polsce (+12%), na Węgrzech i w Rumunii (w obu przypadkach +10%)
  • Pomimo znacznego spadku inflacji, polityka rządów w regionie (m.in. znaczne podwyżki płacy minimalnej) dodatkowo napędza ten trend. Koszty pracy wzrosły o +9,2% w drugim kwartale 2024 r. – był to największy ich skok od 2010 r.
  • Koszty pracy wzrosły, ponieważ produktywność nie nadąża za płacami: produktywność pozostała w tyle, spadając o -48% w całym regionie.
  • Mimo iż kraje Europy Środkowo-Wschodniej nadal przyciągają (liczne) bezpośrednie inwestycje zagraniczne, konkurencyjność regionu pod względem kosztów pracy konsekwentnie spada: od -14% do -19% w latach 2022-2024, co skłania kraje Europy Zachodniej do ponownego rozważenia swoich strategii outsourcingu.

Kraje Europy Środkowej i Wschodniej (CEE) były idealnymi centrami outsourcingu dla Europy, ale wyższe płace zmniejszają ich konkurencyjność. W regionie stopniowo rozwijają się usługi o wyższej wartości dodanej, w tym IT i zaawansowane usługi, takie jak programowanie komputerowe, doradztwo i usługi informacyjne, szczególnie w Bułgarii i Rumunii. Niemniej jednak, produkcja, zwłaszcza w sektorze motoryzacyjnym, stanowiła dotychczas o ich przewadze konkurencyjnej, pozycjonując kraje Europy Środkowo-Wschodniej jako idealne centra outsourcingu dla firm z Europy Zachodniej. Jednak rosnące płace nominalne i realne stopniowo niwelują tę przewagę konkurencyjną.

Silny wzrost płac odzwierciedla napięcia na lokalnych rynkach pracy i utrzymujące się skutki szoku inflacyjnego z lat 2022-2023. Płace realne gwałtownie wzrosły w tym roku, z Bułgarią na czele z niezwykłym wzrostem o +15% r/r w II kwartale, a następnie w Polsce o odpowiednio +12% oraz na Węgrzech i w Rumunii o +10%. Chociaż w III kwartale stopy wzrostu płac realnych nieznacznie spadły, to nadal pozostają one wysokie w porównaniu z globalnymi trendami, zwłaszcza w porównaniu ze średnią strefy euro wynoszącą zaledwie +3% (wykres 1, po lewej – EZ dla strefy Euro).

Wykres 1: Wzrost płac realnych w wybranych krajach, r/r w % (po lewej) i krzywa Phillipsa (po prawej)Wzrost płac realnych w wybranych krajach Wzrost płac realnych w wybranych krajach

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

I pomimo znacznego spadku inflacji – do 3,8% rok do roku w III kwartale 2024 r. – realny wzrost płac w regionie utrzymywał  się w poprzednim kwartale na imponującym poziomie +10,5%. Jest to w dużej mierze wynikiem napięć na rynku pracy, ze średnią stopą bezrobocia wynoszącą zaledwie +4,5% w II kwartale 2024 r., które zwykle koreluje z niższym wzrostem płac (wykres 1, po prawej). Dość stabilna relacja między bezrobociem a wzrostem płac zmieniła się od czasu pandemii, skutkując silniejszym wzrostem płac przy danym poziomie bezrobocia. Czynniki przyczyniające się do tego trendu to m.in. bezpieczne formy zatrudnienia, które zwiększają siłę przetargową pracowników oraz dążenie do wyższych płac w celu zrekompensowania wcześniejszej erozji dochodów w okresach inflacji. Polityka rządów również miała dużą rolę: podwyżki płacy minimalnej były znaczące, w Polsce o +19%, Rumunii o +12% i Bułgarii o +20% w 2024 r., a na Węgrzech o +15% w grudniu ubiegłego roku. Biorąc pod uwagę wysoki odsetek osób zarabiających na poziomie płacy minimalnej, podwyżki te wraz ze wzrostem wynagrodzeń w sektorze publicznym w znacznym stopniu przyczyniły się do ogólnego wzrostu płac w całym regionie.

Koszty pracy wzrosły, ponieważ produktywność nie nadąża za płacami. Podczas gdy silny wzrost płac jest zwykle napędzany znaczną poprawą wydajności pracy – umożliwiając firmom podnoszenie wynagrodzeń pracowników bez szkody dla marż zysku – korelacja ta nie występuje obecnie w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. W rzeczywistości wydajność pracy spada. Porównując okresy przed i po pandemii, stwierdzamy, że wzrost produktywności w Europie Środkowo-Wschodniej spadł o -48%. Realna wydajność pracy na przepracowaną godzinę w Rumunii gwałtownie spadła z 3,7% w latach 2010-2019 do zaledwie 1,8% w latach 2020-2024, co oznacza spadek ponad dwukrotnie większy niż w całej strefie euro. Polska doświadczyła oszałamiającego -77% spadku średniego wzrostu wydajności, podczas gdy Węgry osiągnęły skromny wzrost o +10% (wykres 2, po lewej). Ta pogłębiająca się przepaść między wzrostem płac a wzrostem produktywności była głównym czynnikiem napędzającym wzrost jednostkowych kosztów pracy, które osiągnęły średni wzrost r/r o +9,2% w II kwartale 2024 r. – najwyższy wzrost od 2010 r.

Wykres 2: Realna wydajność pracy na przepracowaną godzinę, r/r w % i zmiana % (po lewej) oraz koszty pracy na jednostkę produkcji, r/r w % (po prawej)

wydajność pracy na przepracowaną godzinę wydajność pracy na przepracowaną godzinę

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Chociaż istnieją wyzwania związane z konkurencyjnością, region nadal przyciąga inwestycje. Niedawne spłaszczenie korelacji między produktywnością a jednostkowymi kosztami pracy może wskazywać na spadek konkurencyjności. Rosnące koszty pracy mogą skłonić kraje Europy Zachodniej, które wcześniej outsourcowały siłę roboczą do regionu, do ponownej oceny swoich strategii. Niemniej jednak, napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) sugeruje, że region pozostaje atrakcyjny jako miejsce outsourcingu (Wykres 3). W szczególności Bułgaria stała się kluczowym ośrodkiem inwestycyjnym zarówno w sektorze produkcyjnym, jak i usługowym, a BIZ w sektorze produkcyjnym wzrosły niemal trzykrotnie w latach 2019-2024, przekraczając poziomy wzrostu sprzed pandemii. Z kolei Polska stała się ostatnio mniej atrakcyjna w sektorze produkcyjnym, ale odnotowała imponujący wzrost BIZ w sektorze usług o +250%, odwracając negatywny trend obserwowany przed pandemią. Największy udział w BIZ w Polsce, Bułgarii i na Węgrzech mają gospodarki strefy euro. Jednak w ostatnich latach nastąpiła zauważalna zmiana. W Bułgarii udział strefy euro w całkowitej wartości BIZ spadł z 97% przed pandemią do zaledwie 55% w 2024 roku. Polska odnotowała bardziej umiarkowany spadek, a udział strefy euro zmniejszył się z 75% do 70%. Z kolei na Węgrzech odnotowano znaczny wzrost bezpośrednich inwestycji zagranicznych w strefie euro, z 27% do 97%. Ponadto Węgry są wyjątkowe pod tym względem, że chińskie BIZ wzrosły ponad dwukrotnie z 4% w 2019 r. do 9% w 2023 r., pozycjonując je jako zakład produkcyjny w Europie obsługujący rynek europejski. Tymczasem chińskie BIZ pozostają poniżej 1% zarówno w Bułgarii, jak i w Polsce.

Wykres 3: Napływ BIZ (bezpośrednich inwestycji zagranicznych) według branży i kraju, zmiana w %Napływ BIZ

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Konkurencyjność krajów Europy Środkowo-Wschodniej pod względem kosztów pracy znacznie spadła w ujęciu względnym, przy czym szczególnie ucierpiały na tym Bułgaria i Rumunia. Historycznie rzecz biorąc, średnia konkurencyjność kosztowa krajów Europy Środkowo-Wschodniej – biorąc pod uwagę wahania kosztów pracy i kursów walutowych w stosunku do partnerów handlowych – pozostawała względnie stabilna do czasu gwałtownego pogorszenia koniunktury, które rozpoczęło się w 2022 roku. Trend po raz pierwszy zmienił się po 2012 r.; w ciągu kolejnej dekady Węgry i Polska odnotowały poprawę konkurencyjności kosztów pracy, stając się interesującymi centrami outsourcingu dla gospodarek Europy Zachodniej, ze wzrostem odpowiednio o +19,5% i +6,1% (wykres 4). Z kolei Bułgaria i Rumunia odnotowały znaczne straty, odpowiednio -29,8% i -35,1%. Znacząca deprecjacja węgierskiego forinta i polskiego złotego w stosunku do euro znacznie się do tego przyczyniła, pomagając zrównoważyć niektóre podwyżki płac w tych krajach. Jednak w ciągu ostatnich dwóch lat odnotowano jednolity spadek konkurencyjności kosztów pracy we wszystkich czterech krajach. W latach 2022-2024 każdy kraj odnotował spadek konkurencyjności w zakresie od -14% do -19%, co wskazuje na konsekwentną erozję konkurencyjności kosztowej w całym regionie.

Wykres 4: Wskaźnik konkurencyjności oparty na względnych jednostkowych kosztach pracy, 2010 = 100Wskaźnik konkurencyjności oparty na względnych jednostkowych kosztach pracy

Źródła: EIU, Allianz Research. Uwaga: Indeks konkurencyjności dla Europy Środkowo-Wschodniej jest obliczany jako średnia indeksów dla Bułgarii, Rumunii, Węgier i Polski. Wyższa wartość indeksu wskazuje na mniejszą konkurencyjność pod względem kosztów pracy.

Utrata konkurencyjności może ulec złagodzeniu wraz ze spadkiem inflacji i stabilizacją wzrostu płac, prowadząc do wyższego wzrostu PKB w całym regionie. Ponieważ inflacja znacznie spadła w ciągu ostatniego półtora roku, oczekuje się, że efekty drugiej rundy inflacji będą stopniowo maleć. Płaca minimalna ma ponownie wzrosnąć w 2025 roku. Jednak realne płace gospodarstw domowych ogólnie odbiły się do poziomów, które przewyższają te, na które miał wpływ szok inflacyjny, co skutkuje zmniejszoną presją na konsumentów. Chociaż wzrost PKB w regionie był umiarkowany w ciągu ostatnich kilku lat, w Allianz Trade spodziewamy się ożywienia w latach 2025-2026. Dla Polski w Allianz Trade prognozujemy wzrost na poziomie +2,9% w 2024 r., a następnie +3,4% zarówno w 2025 r., jak i 2026 r. W Rumunii w Allianz Trade spodziewamy się wzrostu o +1,1% w 2024 r., a następnie o +2,4% zarówno w 2025 r., jak i 2026 r. Prognozujemy, że Węgry odnotują łagodny wzrost o +0,9% w 2024 r., z poprawą do +2,5% w 2025 r. i +2,6% w 2026 roku. Tymczasem Bułgaria ma rosnąć w tempie +2,2% w 2024 r., a następnie +2,6% w 2025 r. i nieznacznie spadać do +2,4% w 2026 r.

Sławomir Bąk, członek Zarządu ds. Oceny Ryzyka w  Allianz Trade Polska, uważa, że to nie jest tak, iż polscy pracownicy i przedsiębiorcy pracują generalnie mniej wydajnie. Nie, ale zazwyczaj produkty które wytwarzają, a często – półprodukty, części, komponenty są zdecydowanie niżej w łańcuchu wartości dodanej niż produkty końcowe, których są częścią. Obecny kryzys przemysłu europejskiego, uderzający także w zamówienia polskiego przemysłu, może być paradoksalnie szansą na większe usamodzielnienie i dywersyfikację sprzedaży polskich firm. Szansą na szukanie i wchodzenie na nowe rynki zbytu, na budowanie własnych marek produktów końcowych. To jedno z ostatnich zadań do wykonania przed zarządzającymi polskimi firmami: zdecydowane otwarcie w dziedzinie sprzedaży i marketingu. Inne, wewnątrz-zarządcze procesy zostały na przestrzeni ostatnich lat wykonane jak wynika z naszych badań (Raport o Globalnym Handlu Allianz Trade): zarządzanie zamówieniami, produkcją, magazynami, a nawet wykorzystanie AI – w tych dziedzinach polskie firmy nie tylko nie odstają, ale z reguły wyprzedzają pozostałe kraje zachodnioeuropejskie! Pod względem nowoczesności polskie firmy są porównywalne w naszych badaniach jedynie z firmami chińskimi – warto więc pójść ich drogą w bezkompromisowym budowaniu własnej marki, tym bardziej iż wielu z dotychczasowych zachodnioeuropejskich zleceniodawców przeżywa kryzys. Pewności siebie polskich firm na pewno służyłaby także ich większa aktywność inwestycyjna, zwłaszcza innowacyjna: 60% polskich firm zamroziło je w ostatnich latach. Jest to więc kolejne wyzwanie, krok przed nimi stojący: wykorzystanie czasu kryzysu i chwilowego zapewne spowolnienia wzrostu kosztów (maszyn, technologii, budowy) na bezpośrednie inwestycje czy przejęcia.

Kto zapłaci najwięcej za świąteczny obiad? Cena wigilijnych pierogów i barszczu rośnie najmocniej od kilku lat

Cena przygotowania tradycyjnych pierogów z kapustą i grzybami wraz z barszczem przed tegorocznymi świętami jest o 13 proc. wyższa niż rok temu. Tylko Brytyjczycy i Australijczycy notują w tym roku większy wzrost ceny swojego tradycyjnego świątecznego posiłku. Najdroższy obiad zjedzą natomiast Hiszpanie – wynika z badania przeprowadzonego w dwunastu krajach przez platformę inwestycyjną eToro.

eToro przeanalizowało ceny w lokalnych supermarketach tradycyjnych świątecznych potraw i odkryło, że typowy hiszpański obiad świąteczny składający się z faszerowanego indyka kosztuje 67,07 euro dla czteroosobowej rodziny, co oznacza wzrost o 2 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym. Tymczasem typowy rumuński posiłek, obejmujący sarmale z mamałygąi (to rumuński odpowiednik naszych gołąbków) kosztuje mniej niż 18,41 euro. Polska znajduje się w dolnej części stawki – nasze pierogi z kapustą i grzybami oraz barszcz czerwony (według przepisu znanej polskiej restauratorki Magdy Gessler) zajmują 9. miejsce pod względem ceny. Koszt przygotowania tego dania dla 4 osób wynosi 162 zł, czyli 37,5 euro.

Polskie rodziny czeka w tym roku największy wzrost kosztów przygotowania świątecznego posiłku od 2022 roku. Cena rośnie o 13 proc. w euro (ta waluta służy do porównania kosztów między państwami) oraz o 10 proc. w złotych. Dla porównania, w zeszłym roku wzrost wyniósł tylko 3,15 proc. w złotych. Tegoroczny wzrost jest znacznie wyższy niż nominalny wskaźnik inflacji, która w listopadzie wyniosła 4,6 proc. w ujęciu rocznym, oraz niż wzrost cen żywności, który osiągnął 4,8 proc. w ciągu roku. Polskie wzrosty cen są szczególnie zauważalne na tle spadków cen w wielu innych krajach.

Aktualne wyniki wskazują na znaczące zmiany w rankingach. Francuskie gospodarstwa domowe, które w zeszłym roku płaciły najwięcej za świąteczny obiad, w tym roku mogą spodziewać się znacznej obniżki cen – koszt świątecznego francuskiego posiłku z faszerowanym indykiem spadł do 58,60 euro, co stanowi 28 proc. mniej niż w 2023 roku. Niemieckie rodziny również cieszą się znaczną obniżką kosztów – o 17 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym staniała gęś z dodatkami.

Tymczasem brytyjskie rodziny odczują zaskakujący wzrost kosztów – cena indyka z dodatkami wzrosła o 36 proc., do 44,61 euro, z 32,80 euro w 2023 roku. To największy wzrost odnotowany w badaniu, co czyni w tym roku czyni brytyjski posiłek świąteczny najdroższym. Wzrost cen indyka jest związany ze zwiększonymi kosztami produkcji i presją inflacyjną, która wpływa na brytyjskich rolników.

Australijczycy również odczują wyższe ceny – koszt tradycyjnego świątecznego grilla wzrósł o 30 proc., do 50,35 euro. Wzrost cen dotyczy niektórych podstawowych produktów spożywczych jak np. chleb. Rosnący popyt na australijską wołowinę na rynkach międzynarodowych dodatkowo napędza domowe koszty. 

W tym roku rodziny na całym świecie zdecydowanie doświadczają efektów zmian inflacji podczas przygotowań do świąt. Niestety w Polsce wzrost cen żywności nie odpuszcza, a znajdujemy się wśród krajów, które odczują mocny wzrost kosztów świątecznego posiłku. Wzrosty w Polsce nie są tak dramatyczne jak w Wielkiej Brytanii czy Australii, ale wciąż dotkliwe w okresie, gdy mocno rosną także koszty energii elektrycznej i ogrzewania. 

Dane pokazują, że choć inflacja jest zjawiskiem globalnym, tempo wychodzenia z niej jest już znacznie bardziej lokalne. Okazuje się, że w Polsce odsunięcie urealnienia cen energii oraz podniesienia VAT-u na żywność na ten rok przeniosło najwyższy wzrost kosztów świątecznego posiłku z 2023 roku na 2024. To będzie mocno odczuwalne podczas tegorocznych świąt.

Tabela: Koszty świątecznego obiadu w 12 krajach (2024)

Miejsce Kraj Tradycyjna potrawa świąteczna Koszt (€) Zmiana rok do roku (%)
1 Hiszpania Indyk z dodatkami 67.07 +1.6%
2 Francja Nadziewany indyk 58.66 -28%
3 Niemcy Gęś z dodatkami 55.46 -17%
4 Włochy Tortellini w wywarze 51.90 +7%
5 Australia Barbecue 50.35 +30%
6 Holandia Rolada wieprzowa 45.96 +7%
7 UK Indyk z dodatkami 44.61 +36%
8 Dania Pieczeń wieprzowa 38.10 +3%
9 Polska Kapusta i pierogi z grzybami 37.50 +13%
10 Czechy Zupa z karpia, kotlet schabowy, sałatka ziemniaczana 34.32 -2%
11 USA Indyk z dodatkami 31.53 -18%
12 Rumunia Sarnale z mamałygą 18.41 +5%

 

W tym roku wzrost cen żywności nadal pozostaje wysoki na świecie, najnowszy wskaźnik inflacji cen żywności w UE to 2,4% r/r. Odpowiedni wskaźnik dla Polski to 4,8%, dla Wielkiej Brytanii 1,9%, a w Stanach Zjednoczonych to jedynie 0,1%.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Podatek u źródła bez „look through approach”? Ministerstwo Finansów daje zielone światło

Uwaga przedsiębiorcy! Organy podatkowe zmieniły podejście do zasady look through approach przy poborze podatku u źródła od należności wypłacanych pośrednikowi. Twierdzą, że obecnie nie trzeba jej stosować i można dokonywać kwalifikacji podatkowej bez oglądania się na rezydencję beneficjentów rzeczywistych. Zielone światło na taką praktykę dał minister finansów.

Pytanie o mechanizm look through approach

Sprawa, która zaowocowała wydaniem korzystnej interpretacji podatkowej, dotyczyła spółki, która chciała uniknąć weryfikacji rozliczeń finansowania uzyskanego od zagranicznego podmiotu, przed polską skarbówką. Włoska spółka, będąca jedynym udziałowcem spółki polskiej, zaciągała w zagranicznych bankach pożyczki a następnie, jako pośrednik, przekazywała pochodzące z nich środki polskiej spółce na spłatę zadłużenia.

Przedsiębiorca wystąpił do Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z pytaniem, jakie będą skutki podatkowe w WHT (podatek u źródła) wynagrodzenia wypłacanego zagranicznemu kontrahentowi z tytułu udzielonego polskiej spółce finansowania na spłatę zadłużenia, jeśli podmiot powiązany nie jest ostatecznym odbiorcą tych należności (czyli odsetek), bo jedynie je przekazuje dalej do pierwotnego pożyczkodawcy będącego beneficjentem rzeczywistym tych płatności? Czy przedsiębiorcy będą mogli zastosować tzw. mechanizm look through approach (LTA) i skorzystać z preferencyjnych zasad opodatkowania WHT obowiązujących wg siedziby beneficjenta?

 Look through approach narzędziem fiskusa do “przebijania” struktur holdingowych

Mechanizm look-through approach w polskim prawie podatkowym zaczął być stosowany w praktyce od 2019 roku, kiedy Ministerstwo Finansów opublikowało projekt objaśnień podatkowych dotyczących zasad poboru podatku u źródła (WHT). Podejście to pozwala na zastosowanie preferencyjnego opodatkowania wynikającego z umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania (UPO) pomiędzy Polską a krajem siedziby rzeczywistego właściciela (ang. beneficial owner), nawet gdy płatność przechodzi przez pośrednika zlokalizowanego w innym kraju.

Podejście to wymaga jednak ustalenia, czy rzeczywisty właściciel spełnia warunki umowy UPO, niezależnie od pośredników w strukturze. Przykładowo, w interpretacjach podatkowych oraz orzeczeniach z 2020 roku potwierdzano możliwość zastosowania tego mechanizmu w odniesieniu do ostatecznych odbiorców płatności licencyjnych i dywidend, gdy spełniają oni warunki umowy między Polską a ich krajem siedziby, a nie krajem pośrednika.

Mimo to podejście look-through approach wciąż budzi kontrowersje, a jego stosowanie wiąże się z koniecznością szczegółowej weryfikacji schematu transakcji i statusu rzeczywistego beneficjenta przez płatników podatku, co może prowadzić, i często prowadzi, do sporów z organami podatkowymi. LTA było bowiem dotąd narzędziem fiskusa do „przebijania” struktur holdingowych. Organy stosowały LTA selektywnie, głównie tak, by prowadziło do wyższego opodatkowania. Kwestionowały rolę spółek pośredniczących w jurysdykcjach UE i pomijały preferencje wynikające z UPO. Szczególnie dotyczyło to struktur z wykorzystaniem jurysdykcji takich jak: Cypr, Malta, Luksemburg czy Holandia.

Przypadki stosowania mechanizmu LTA przez organy podatkowe

Mechanizm look-through approach był wielokrotnie wykorzystywany przez polskie organy podatkowe do analizowania sensu istnienia struktur holdingowych, zwłaszcza w kontekście podatku u źródła (WHT). Organy badały, czy spółka pośrednicząca, będąca odbiorcą płatności, rzeczywiście pełni funkcję beneficjenta rzeczywistego (beneficial owner), czy też jest elementem sztucznym, jedynie narzędziem w strukturze holdingowej.
W interpretacji z 10 maja 2023 r. Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej uznał, że spółka holdingowa (pośrednicząca) nie posiadała wystarczającej substancji biznesowej (tj. brak pracowników, aktywów operacyjnych), co skutkowało odrzuceniem jej statusu rzeczywistego właściciela. Organ stwierdził, że to nie ona jest rzeczywistym odbiorcą dywidendy i odmówił możliwości zastosowania preferencji podatkowych (sygn. 0114-KDIP2-1.4010.291.2022.2.PP).

W interpretacji z 14 czerwca 2022 r. organ podatkowy zaakceptował mechanizm look through approach w przypadku dywidend, potwierdzając, że warunki zwolnienia z podatku mogą być spełnione przez rzeczywistego właściciela, mimo że nie był on bezpośrednim odbiorcą płatności. To podejście wskazywało na możliwość omijania pośrednich struktur holdingowych w ocenie spełnienia warunków zwolnienia (sygn. 0111-KDIB2-1.4010.128.2022.2.AR).

Z kolei w interpretacji z 18 marca 2020 r. (sygn. 0114-KDIP2-1.4010.534.2019.2.JC), po zastosowaniu podejścia LTA dla weryfikacji rzeczywistego właściciela przy wypłacie odsetek, organy zaakceptowały preferencje podatkowe wynikające z UPO. W jeszcze innej sprawie, organy potwierdziły możliwość zastosowania umowy między Polską a krajem beneficjenta rzeczywistego w przypadku wypłaty należności licencyjnych poprzez pośrednika z innego kraju (interpretacja z 19 czerwca 2020 r. sygn. 0111-KDIB2-1.4010.105.2020.2.MK).

Negatywne interpretacje pojawiały się, gdy organ kwestionował rolę spółki pośredniczącej, wskazując, że struktury holdingowe mogą być sztuczne i służyć jedynie przenoszeniu należności do rzeczywistego właściciela. W takich przypadkach fiskus odrzucał możliwość zastosowania preferencji podatkowych wynikających z umów o unikaniu podwójnego opodatkowania. Organy podatkowe szczegółowo badają, czy struktury holdingowe nie naruszają zasad należytej staranności w weryfikacji beneficjenta rzeczywistego. Interpretacje te często wskazują na potrzebę przygotowania solidnej dokumentacji, która wykaże realną działalność spółki pośredniczącej, jej substancję biznesową oraz zgodność z wymogami ustawy i umowami międzynarodowymi.

Model biznesowy

W przywołanej na wstępie sprawie, która dotyczyła polskiej spółki uzyskującej finansowanie, włoskiej spółki pośredniczącej i zagranicznych banków – jako beneficjentów płatności, wysokość odsetek była kalkulowana na podstawie określonej stopy referencyjnej, powiększonej o ustaloną marżę. Oprócz tego, włoski udziałowiec naliczał i zatrzymywał narzut od odsetek – za swoje pośrednictwo. Wartość odsetek pomniejszona o narzut stanowiła wynagrodzenie za udostępnienie kapitału.

Włoska spółka spłaca bankom pożyczkę ze środków pochodzących od polskiej spółki. W relacji pożyczkobiorca – banki, odsetki kalkulowane są w ten sam sposób jak pomiędzy ww. spółkami. Dodatkowo, polska spółka zobowiązała się do pełnienia wobec banków funkcji gwaranta spłaty pożyczki przez włoskiego udziałowca. Ten ostatni dokonał też na rzecz banków przelewu wierzytelności należnych mu z umowy pożyczki zawartej ze spółką.

Czemu mają służyć takie zabiegi? To model biznesowy, który został przyjęty w grupie spółek. Przedsiębiorca zdecydował, że tylko jeden podmiot z grupy będzie pozyskiwał finansowanie zewnętrzne na potrzeby pozostałych spółek zależnych. Takie rozwiązanie pozwala ograniczyć wyższe koszty prowizji i opłat, jakie powstawałyby, gdyby każda z zależnych spółek zaciągała pożyczki oddzielnie, samodzielnie.

Nie pożyczkodawca a pośrednik

We wniosku o wydanie interpretacji wskazano, że włoska spółka dominująca nie prowadzi na terytorium RP działalności gospodarczej poprzez położony tu zakład w rozumieniu umów ws. unikania podwójnego opodatkowania zawartych przez Polskę. Banki mają siedziby za granicą i udzielane przez nich pożyczki również nie mają związku z działalnością prowadzoną na terytorium RP poprzez zakład zagraniczny. Udzielają je bowiem podmiotowi włoskiemu. Choć docelowe finansowanie otrzymuje podmiot z siedzibą w Polsce, dostaje on je od włoskiej spółki dominującej, nie od banków. Włoska spółka występuje więc w roli pośrednika – przekazującego finansowanie do polskiej spółki zależnej, jak i bankom wynagrodzenie za to finansowanie.

Beneficjent rzeczywisty

Zdaniem wnioskodawcy, w świetle opisanych okoliczności to banki są rzeczywistymi beneficjentami wynagrodzenia przekazywanego z Polski w rozumieniu ustawy o CIT a więc i podatnikami podatku dochodowego. Polska firma wystąpiła o potwierdzenie, że ma prawo do zastosowania mechanizmu LTA, czyli dokonywania kwalifikacji podatkowej wypłacanego przez siebie wynagrodzenia na gruncie odpowiedniej dla danego banku umowy ws. unikaniu podwójnego opodatkowania, przy ustaleniu, że to właśnie bank, a nie włoski pośrednik, jest rzeczywistym właścicielem należności.

Zasada rezydencji albo źródła

Dyrektor KIS nie zgodził się ze stanowiskiem Wnioskodawcy co do sposobu ustalenia odbiorcy należności. DKIS przypomniał, że powstanie obowiązku podatkowego w CIT wyznacza położenie siedziby lub zarządu na terytorium RP, albo osiąganie tu przychodu. Państwo, na którego terytorium znajduje się źródło przychodu ma prawo do opodatkowania podmiotów niebędących jego rezydentami podatkowymi w zakresie dochodów uzyskiwanych z tego źródła. W tej sytuacji (osiągania przychodów przez nierezydentów) to na polskim rezydencie dokonującym wypłat z tego źródła spoczywa obowiązek pobrania podatku. Rodzaje takich przychodów wskazuje art. 21 ust. 1 ustawy o CIT. Wymienione są tam m.in. osiągane przez nierezydentów na terytorium RP przychody z odsetek.

Na tej podstawie organ stwierdził, że to nie banki, a włoski udziałowiec, jako bezpośredni pożyczkodawca polskiej spółki i odbiorca wynagrodzenia od tejże spółki jest podatnikiem CIT w zakresie tak uzyskiwanego przychodu. Decyduje o tym fakt uzyskania przychodu, a nie okoliczność że końcowo większość tych kwot trafia do banku/banków. W rezultacie, spółka jako płatnik, w zakresie wypłacanego wynagrodzenia nie będzie mogła zastosować umowy ws. unikania podwójnego opodatkowania właściwej dla danego banku.

Czy Dyrektor KIS miał do tego prawo?

W wydanej 6 sierpnia 2024. interpretacji (sygn. 0111-KDIB2-1.4010.217.2024.1.BJ) DKIS poinformował, że swoje stanowisko oparł na aktualnym projekcie Ministerstwa Finansów ,,Objaśnień podatkowych z 25 września 2023 r. dotyczącym poboru podatku u źródła.” Z pkt 2.3. powyższego projektu wynika, że stosowanie koncepcji „look through approach” (czyli ustalania przez organ podatkowy, kto jest rzeczywistym właścicielem należności w sytuacji, gdy podmiot uzyskujący taką należność nie jest jej rzeczywistym właścicielem) nie znajduje uzasadnienia ani w przepisach ustawy o CIT, ani w przepisach Ordynacji podatkowej. Ministerstwo Finansów powołując się na orzecznictwo TSUE oraz NSA stwierdziło, że można i należy uznać, że organy podatkowe nie są – co do zasady – zobowiązane do stosowania tej koncepcji.

Jednocześnie DKIS przyznał, że obecne stanowisko MF co do sposobu stosowania LTA jest odmienne niż to prezentowane w poprzedniej wersji projektu Objaśnień z roku 2019. Wcześniej MF wskazywało, że w niektórych sytuacjach ostateczni odbiorcy należności mają status rzeczywistego właściciela i w związku z tym to oni, z pominięciem podmiotu pośredniczącego mogą korzystać ze zwolnienia z podatku u źródła.

Co taka zmian stanowiska oznacza dla przedsiębiorców?

Po pierwsze należy pamiętać, że ,,Objaśnienia” z września 2023 r. to jedynie projekt interpretacji przepisów. Dokument MF nadal nie stanowi oficjalnej, obowiązującej wykładni. Stąd brak jest przesłanek prawnych do powoływania się przez DKIS na ten projekt ,,Objaśnień” w celu oparcia na nim niekorzystnej dla podatników wykładni niejasnych przepisów.

Problem stanowi również brak ugruntowanej linii orzeczniczej w tej sprawie. Stanowiska WSA/NSA nie są jednolite. Stąd niepewność podatników jak rozliczyć wypłaty np. odsetek przekazywanych na rzecz zagranicznych podmiotów.

W przyszłości sprawę poboru WHT może rozwiązać dyrektywa FASTER. Projekt dyrektywy musi jednak zostać jeszcze skonsultowany z Parlamentem Europejskim i oficjalnie przyjęty przez Radę UE. Dopiero wówczas państwa członkowskie dostaną zielone światło na wdrożenie dyrektywy do krajowych przepisów. Nowe europejskie regulacje mają zaczęły obowiązywać od 1 stycznia 2030 r.

Podmiotom dokonującym obecnie płatności do podmiotów zagranicznych pozostaje więc zachowanie dużej ostrożności w trakcie ustalania swoich obowiązków z tego tytułu, mając na uwadze nie tylko kolejne nowelizacje przepisów, ale i zmieniające się stanowiska organów podatkowych nawet do tych samych regulacji. Należy pamiętać, że tak jak w każdym innym przypadku nałożenia obowiązków na płatnika – to ten ostatni ponosi finansową odpowiedzialność za prawidłowość realizacji swoich podatkowych powinności. dowarto zatem śledzić aktualne orzecznictwo i decyzje fiskusa na temat WHT, a w razie wątpliwości skonsultować się z doradcą podatkowym.

Mimo wszystko nowe podejście MF może być korzystne dla podatników. Wcześniej bowiem mechanizm look-through approach (LTA) był bardzo często wykorzystywany przez organy jako instrument przeciwko strukturom holdingowym. Nowa interpretacja przepisów może dać przedsiębiorcom większą pewność przy tworzeniu tradycyjnych struktur holdingowych w UE. Zadbanie o rzeczywistą substancję biznesową spółki pośredniczącej zapewni ochronę przed „przebijaniem” przez organy struktury holdingowej. Przede wszystkim, nowa, korzystniejsza dla podatników interpretacja daje większą przejrzystość i pewność planowania biznesowego w oparciu o formalne struktury właścicielskie.

Autor: Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Grudniowy festiwal obniżek stóp: Szwajcaria zaskakuje, Europa luzuje, a Ameryka straszy inflacją

Sezon grudniowych decyzji najważniejszych banków centralnych rozkręca się na dobre. Decydenci przynoszą pod choinkę cięcia stóp, choć niektórzy są bardziej łaskawi od innych. Z pewnością na obniżki nie pozostaje głuchy rynek walutowy, na którym rozkręca się zmienność. Amerykanie ogłoszą swój ruch dopiero za tydzień, ale nie potrafią czekać w cieniu, dlatego już dziś zaskoczyli kluczowymi odczytami.

Upadek z alpejskiej grani

Szwajcarski Bank Narodowy zaskoczył rynki i obniżył stopy procentowe aż o 50 pb (oczekiwano cięcia o 25 pb). W ten sposób główna stopa wynosi aktualnie jedynie 0,5%. Dla perspektywy warto przypomnieć, że w Polsce koszt kredytu to w tej chwili 5,75%. Wracając w Alpy, to Szwajcarzy są coraz bliżsi dotarcia w dobrze znane sobie miejsce, czyli minusowych stóp. Utrzymywali je poniżej zera przez ponad 7 lat, aż do połowy 2022 roku. Efekt dzisiejszej zaskakującej decyzji był na rynku walutowym jednoznaczny, doszło do gwałtownego osłabienia CHF. Kurs franka w błyskawicznym tempie spadł o 3 grosze, osiągając 4,57 zł. W kolejnych godzinach okazało się, że rodzima waluta nie jest wystarczająco silna, aby utrzymać zdobyte przyczółki, a kurs CHF/PLN zawrócił. Jednak po godz. 15 znajduje się on znowu blisko porannego dołka.

Chociaż skala obniżki była zaskoczeniem, to już sam kierunek działań SNB pozostaje jasny. Inflacja pozostaje na niskim poziomie (0,7% rdr), PKB w ujęciu kwartalnym rośnie tylko o 0,4%, a waluta pozostaje silna, utrudniając funkcjonowanie eksporterom. Dlatego przestrzeń do dalszego luzowania istnieje i właśnie pobudzenie inflacji wraz z osłabieniem franka, który ten proces utrudnia, będą w centrum zainteresowania banku centralnego. Niestety dla Szwajcarów liczba ryzyk na świecie raczej rośnie niż maleje, co przy atrybutach bezpiecznej przystani w przypadku CHF nie pozwala się mu szczególnie osłabiać.

Europa wygrała z inflacją?

Sezon grudniowych posiedzeń banków centralnych w pełni, dlatego dziś poznaliśmy również decyzję Europejskiego Banku Centralnego. Ten zgodnie z oczekiwaniami rynku ściął stopy procentowe o 25 pb. Tym samym stopa depozytowa wynosi równe 3% i jest już o 100 pb poniżej szczytu cyklu zacieśniania. Trudno doszukiwać się też jakichś zasadniczych zmian w komunikacie Rady Prezesów, chociaż można zwrócić uwagę, że opisywane projekcje inflacji w średnim terminie wskazują na zwycięstwo w walce z wysoką dynamiką cen. CPI ma wynieść średnio 2,4% w 2024 roku, 2,1% w 2025 i 1,9% w 2026. Jeżeli te prognozy okażą się zgodne z rzeczywistością, to otwarta pozostaje ścieżka do dalszych, stopniowych obniżek stóp. Szczególnie w obliczu problemów najważniejszych gospodarek strefy euro, którym niezbędna wydaje się stymulacja. Możliwe, że właśnie na tych przewidywaniach rynku opiera się przyspieszenie osłabienia euro po ogłoszeniu decyzji EBC. Chociaż swoje trzy grosze znowu postanowili dołożyć Amerykanie.

Straszą ceny producentów

Chwilę po ogłoszeniu decyzji EBC poznaliśmy publikacje zza oceanu. Zaskakująco dla analityków wzrosły tygodniowe wnioski o zasiłek dla bezrobotnych, które przekroczyły oczekiwania o ponad 20 tys. Jednak ta odosobniona informacja mogłaby nawet osłabić dolara, ponieważ jeszcze mocniej wzrosłoby przekonanie co do przyszłotygodniowej obniżki stóp przez Fed. Na razie inwestorzy postanowili skupić się na innym i donioślejszym zaskoczeniu, którym okazała się inflacja producencka. Listopadowe PPI wyniosło równe 3%, co zdecydowanie przekroczyło poprzedni odczyt i prognozy (oba 2,6%). Równocześnie jest to najwyższe wskazanie od lutego 2023 roku. Ceny producentów mogą w późniejszym terminie przekładać się na koszty produktów na sklepowych półkach. Dlatego ponownie rozgorzeje dyskusja o najbliższych i późniejszych działaniach decydentów monetarnych USA. Stąd też wzmagające się dziś po godz. 15 umocnienie dolara, które spycha kurs EUR/USD do 1,048 $. Przekłada się to na kurs USD/PLN, pozostający w pobliżu 4,07 zł i na kurs EUR/PLN – blisko 4,26 zł. Trzeba przyznać, że złoty reaguje całkiem przyzwoicie na wydarzenia szerokiego rynku.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

Co to jest faktoring i jak może pomóc Twojej firmie?

Jak pogodzić utrzymywanie płynności finansowej firmy z długim oczekiwaniem na przelewy od kontrahentów? Faktury z odroczonym terminem płatności są standardem w wielu branżach, m.in. budowlanej, handlowej czy transportowej. Niestety, zamrożenie środków pieniężnych w fakturach sprzyja zatorom płatniczym, które wywołują efekt domina, destabilizując płynność finansową kolejnych firm. Jednym z rozwiązań zapobiegających zadłużeniom jest faktoring. Na czym polega i jak może CI pomóc w prowadzeniu biznesu?

Czym jest faktoring?

Co to jest faktoring? To usługa finansowa świadczona przez firmę faktoringową (faktora) na rzecz przedsiębiorców (faktorantów), która polega na wykupie faktur przychodowych z odroczonym terminem płatności. Przedmiotem transakcji są nieprzeterminowane wierzytelności z tytułu sprzedaży produktów lub usług, czyli takie, których termin płatności jeszcze nie minął.

Dzięki faktoringowi przedsiębiorca otrzymuje zaliczkę faktoringową od 70 proc. od 100 proc. wartości faktury – niekiedy już w dniu jej wystawienia. Uzyskane środki pieniężne można przeznaczyć na dowolny cel, np. zakupy dla firmy czy wynagrodzenia dla pracowników. Faktor, który wykupił należności, wypłaca pozostałą kwotę faktorantowi, kiedy odbiorca faktury opłaci ją w wyznaczonym terminie.

Faktoring nie wpływa negatywnie na warunki współpracy między faktorantem a jego klientami, więc firma nie musi się obawiać pogorszenia relacji biznesowych. Co więcej, może nawet zwiększyć przewagę konkurencyjną, proponując klientom dłuższe terminy płatności. Czy kontrahent wie, że faktura została wykupiona przez faktora? To zależy od rodzaju faktoringu. Warunki usługi wpływają także na ewentualną windykację nierzetelnych odbiorców, którzy nie opłacają terminowo faktur.

Jakie są rodzaje faktoringu?

Jak podaje PZF (Polski Związek Faktorów), faktoring niepełny (z regresem) w modelu jawnym jest najpopularniejszy w Polsce. W tym wariancie firma faktoringowa nie przejmuje odpowiedzialności za niewypłacalność kontrahenta. To oznacza, że jeśli odbiorca faktury nie ureguluje należności w terminie, faktorant będzie zobowiązany do zwrócenia zaliczki faktorowi oraz samodzielnego dochodzenia wierzytelności od dłużnika. Z tego względu faktoring niepełny sprawdza się przede wszystkim w przypadku kontrahentów, którzy opłacają faktury po upływie nawet 2-3 miesięcy od ich wystawienia. W modelu jawnym odbiorcy faktur wiedzą o wykupie należności, więc przelewają je bezpośrednio do faktora.

Inne rodzaje faktoringu to:

  • faktoring pełny (bez regresu) – firma faktoringowa ponosi pełną odpowiedzialność za ewentualną niewypłacalność kontrahenta. Faktorant nie musi zwracać zaliczki faktoringowej,
  • faktoring cichy (niejawny) – odbiorca faktury nie wie, że została wykupiona przez faktora. Kontrahent przelewa należności na konto bankowe przedsiębiorcy, a następnie faktorant rozlicza się z faktorem,
  • faktoring półjawny – kontrahent nie wie o wykupie wierzytelności, chyba że nie opłaci faktury w wyznaczonym terminie. W tej sytuacji firma faktoringowa rozpoczyna windykację,
  • faktoring odwrotny – polega na finansowaniu faktur kosztowych (zakupowych). Firma faktoringowa rozlicza się z dostawcami klienta, który zwraca środki pieniężne faktorowi w późniejszym terminie,
  • faktoring międzynarodowy – skierowany do przedsiębiorstw zajmujących się importem lub eksportem produktów oraz usług. Ułatwia rozwój firmy na rynkach zagranicznych.

Ile kosztuje faktoring?

Koszt faktoringu jest uzależniony od wybranego modelu i zasad finansowania faktur. Jeżeli przedsiębiorca podpisze umowę faktoringową z abonamentem, zobliguje się do ponoszenia comiesięcznej opłaty za dostępny limit faktoringowy, czyli maksymalną łączną wartość faktur do sfinansowania. Stała opłata abonamentowa jest niezależna od liczby wykupionych faktur. Firma, której zależy na sporadycznym wspieraniu się faktoringiem, może finansować pojedyncze faktury. W tym przypadku nie ponosi żadnych kosztów za okres, w którym nie korzysta z usługi.

Główna opłata faktoringowa to prowizja za sfinansowanie faktury, którą nalicza się według stawki procentowej od wartości wierzytelności za każdy dzień oczekiwania na spłatę należności przez kontrahenta. Dzienny koszt finansowania to zaledwie 0,0333% w eFaktor, który wykupuje faktury o wartości od 100 tys. zł do nawet 15 mln zł. Co ważne, usługę faktoringową można uwzględnić w kosztach uzyskania przychodu, więc jej rzeczywisty koszt jest niższy.

SNB i EBC na ścieżce łagodzenia polityki – inflacja i wzrost gospodarczy dyktują tempo obniżek stóp

W najbliższych miesiącach można oczekiwać dalszego łagodzenia polityki monetarnej zarówno ze strony Szwajcarskiego Banku Narodowego (SNB), jak i Europejskiego Banku Centralnego (EBC), choć motywy i skalę tych działań determinują odmienna dynamika inflacji, wzrostu gospodarczego oraz ryzyka gospodarcze i polityczne.

SNB, w reakcji na systematycznie malejącą inflację i umiarkowane tempo wzrostu gospodarczego, zdecydował się już na obniżenie stopy polityki monetarnej do poziomu 0,5%. Główna motywacja tej decyzji wynika z wyraźnego spadku presji inflacyjnej – wskaźnik cen konsumpcyjnych osiągnął poziom zaledwie 0,7% w listopadzie 2024 roku, a prognozy wskazują dalszą stabilizację inflacji na niskim poziomie w kolejnych latach (0,3% w 2025 r. i 0,8% w 2026 r.). Choć wzrost PKB ma pozostać umiarkowany (ok. 1% w 2024 r. i przyspieszyć do 1–1,5% w 2025 r.), spodziewane jest jednoczesne lekkie zwiększenie bezrobocia. SNB podkreśla również istotne ryzyka zewnętrzne, takie jak globalne napięcia geopolityczne, zmienność polityki ekonomicznej w USA czy obawy o zbyt wysoką inflację w niektórych krajach. W tym otoczeniu obniżenie stóp ma ułatwić utrzymanie stabilności cen oraz wesprzeć gospodarkę w okresie niepewności.

W perspektywie najbliższych kwartałów SNB będzie prawdopodobnie kontynuować ostrożną, ale elastyczną politykę. Ze względu na bardzo niską inflację i umiarkowane perspektywy wzrostu, nie wyklucza się ewentualnych dalszych działań łagodzących, jednak SNB pozostanie czujny na ewentualny wzrost ryzyk zewnętrznych.

W przypadku Europejskiego Banku Centralnego kluczowym czynnikiem determinującym decyzje o dalszych obniżkach stóp procentowych jest widoczny spadek dynamiki cen oraz umiarkowany wzrost gospodarczy w strefie euro. EBC planuje kolejny krok w kierunku luzowania – większość analityków zakłada obniżkę stopy depozytowej o 0,25 pkt proc. do poziomu 3,0%, choć niektórzy (np. JPMorgan Chase) nie wykluczają głębszej redukcji, nawet o 0,5 pkt proc. Takie posunięcie ma zrównoważyć słabnące tempo wzrostu gospodarczego (prognozowane PKB to 0,8% w 2024 r. i stopniowe przyspieszenie do 1,5% w 2026 r.) oraz stabilizować inflację w okolicach 2% w dłuższym horyzoncie.

W otoczeniu narastających napięć politycznych w Niemczech i Francji oraz obaw o rozwój konfliktów handlowych z USA, EBC stoi przed trudnym zadaniem: chce wspierać gospodarkę poprzez łagodzenie polityki monetarnej, a jednocześnie uniknąć działań nadmiernie stymulujących wzrost cen aktywów czy pogłębiających różnice w rentownościach obligacji państw członkowskich. Choć część decydentów, takich jak François Villeroy de Galhau, opowiada się za bardziej zdecydowanymi cięciami stóp, inni – jak Isabel Schnabel – ostrzegają przed zbyt silnym luzowaniem w obliczu problemów o charakterze strukturalnym.

Perspektywa najbliższych miesięcy to zatem dalsze, stopniowe obniżki stóp w strefie euro, uważne śledzenie danych makroekonomicznych i gotowość do korekty kursu w razie nieprzewidzianych wydarzeń. EBC będzie starał się utrzymywać równowagę między wspieraniem gospodarki a zapewnieniem stabilności cen i unikaniem destabilizujących ruchów na rynku obligacji.

Zarówno SNB, jak i EBC dążą obecnie do złagodzenia warunków monetarnych w odpowiedzi na spadającą inflację, umiarkowany wzrost gospodarczy oraz podwyższoną niepewność geopolityczną i polityczną. Oczekiwać można dalszych obniżek stóp, choć ich skala i tempo będą zależeć od bieżącej oceny ryzyk. Podczas gdy SNB koncentruje się na stabilizowaniu bardzo niskiej inflacji i wspieraniu umiarkowanego wzrostu, EBC mierzy się z nieco inną dynamiką – w strefie euro inflacja jest wyższa, ale napięcia polityczne i ryzyko niższego wzrostu gospodarczego mogą skłonić do bardziej zdecydowanych działań. W efekcie obie instytucje pozostają elastyczne i przygotowane do dostosowania swojej polityki „spotkanie po spotkaniu”, kładąc nacisk na stabilność cen i zrównoważony rozwój gospodarczy w trudnym, zmiennym otoczeniu.

Autor: Krzysztof Kamiński, Oanda TMS Brokers

Zamożni Polacy napędzają rynek dóbr luksusowych – w 2024 roku osiągnie on wartość 55,6 mld zł, co oznacza wzrost o 24,6% r/r

Rynek dóbr luksusowych w Polsce na koniec 2024 roku osiągnie rekordową wartość 55,6 mld zł, co oznacza wzrost o 24,6% r/r – wynika z jubileuszowej, 15. edycji raportu KPMG pt. „Rynek dóbr luksusowych w Polsce”. Największy udział w tym segmencie, wynoszący 65%, mają samochody premium i luksusowe, których wartość szacowana jest na 36 mld zł (+34,8% r/r). Tegoroczna edycja raportu zawiera także analizę rynku sztuki, który w 2023 roku osiągnął wartość blisko 570 mln zł. Segment ten zyskuje na znaczeniu jako element portfela inwestycyjnego zamożnych Polaków, odpowiadając na rosnące zainteresowanie lokowaniem kapitału w alternatywne aktywa. Stale rośnie grono potencjalnych nabywców dóbr i usług luksusowych – liczba osób bardzo bogatych, uzyskujących dochód powyżej 1 mln zł brutto rocznie powiększyła się o 11% r/r i szacowana jest obecnie na 73,5 tys. podatników.

Od 2010 roku, kiedy KPMG w Polsce po raz pierwszy opublikowało raport na temat dóbr luksusowych, rynek ten przeszedł ogromne przemiany. Wzrost wartości wynikał m.in. z rosnącej liczby zamożnych konsumentów, rozwoju krajowych i międzynarodowych marek premium, a także wzrostu siły nabywczej klasy średniej i wyższej.

Rozwój rynku dóbr luksusowych w Polsce, który analizujemy uważnie od 2010 roku to historia dynamicznych przemian, na które wpływ miały zarówno zmiany gospodarcze, jak i ewolucja gustów konsumentów. Za kamienie milowe uznawać można otwarcie pierwszego ekskluzywnego domu handlowego w 2011 roku, luksusowego hotelu w zrewitalizowanym budynku Hotelu Europejskiego w Warszawie w 2018 roku, jak również wzrost znaczenia e-commerce, zwłaszcza od czasu wybuchu pandemii Covid-19. W porównaniu do rynków Europy Zachodniej, charakteryzujących się dojrzałością i wielopokoleniową tradycją, Polska pracowicie nadrabia zaległości, przyciągając zarówno międzynarodowe marki, jak i dając przestrzeń do tworzenia się rodzimych producentów dóbr premium. Kluczowe trendy, takie jak personalizacja, świadomość ekologiczna czy rosnąca popularność dóbr luksusowych z drugiego obiegu, są zgodne z tym co obserwujemy na rynku europejskim, co świadczy o rosnącej pozycji Polski na globalnym rynku dóbr luksusowych – komentuje Tomasz Wiśniewski, Partner w Dziale Deal Advisory, Szef Zespołu Wycen w Europie Środkowo-Wschodniej, KPMG w Polsce.

Rosnąca liczba zamożnych Polaków napędza rynek

Liczba potencjalnych nabywców dóbr luksusowych stale rośnie, a ich wynagrodzenia sukcesywnie się zwiększają. W 2023 roku liczba osób o rocznych dochodach powyżej 120 tys. zł wzrosła o 34% r/r, osiągając 2,5 mln osób. Łączne zarobki tej grupy wyniosły 714 mld zł (+29% r/r). Wzrost dochodów dotyczył wszystkich grup zamożności, ujętych na potrzeby raportu w cztery kategorie:

  • Dobrze zarabiający (120-240 tys. zł rocznie): 1,8 mln osób (+47% r/r); łączne zarobki 290 mld zł (wzrost o 55% r/r),
  • Zamożni (240-600 tys. zł rocznie): 545 tys. osób (+9% r/r); łączne zarobki 189,3 mld zł (wzrost o 20% r/r),
  • Bogaci (600 tys.-1 mln zł rocznie): 90,1 tys. osób (+11% r/r); łączne zarobki na poziomie 68,5 mld zł (wzrost o 16% r/r),
  • Bardzo bogaci (powyżej 1 mln zł rocznie): 73,5 tys. osób (+11% r/r); łączne zarobki tej grupy wyniosły 166 mld zł (wzrost o 11% r/r).

Dane dotyczące podatników osiągających roczne dochody przekraczające pierwszy próg podatkowy wskazują na istotny wzrost liczby Polaków o wysokich zarobkach w ciągu ostatnich 15 lat. Rozwój gospodarczy w tym okresie opierał się m.in. na stabilnym umacnianiu sektora usług, ekspansji przedsiębiorstw, także eksportowych, oraz rosnącej innowacyjności firm technologicznych. Kluczową rolę odegrały również inwestycje w infrastrukturę współfinansowane przez Unię Europejską, które zwiększyły konkurencyjność krajowej gospodarki na arenie międzynarodowej. Rosnąca siła nabywcza i coraz większa świadomość konsumencka Polaków leżą u źródeł wzmożonego zainteresowania produktami i usługami luksusowymi, które stały się symbolem prestiżu oraz aspiracji, odzwierciedlając szersze przemiany gospodarcze i społeczne w Polsce mówi Andrzej Marczak, Partner, Szef Działu Doradztwa Podatkowego w Europie Środkowo-Wschodniej, Szef Zespołu ds. PIT w KPMG w Polsce.

Nie jest zaskoczeniem, że najwięcej najbogatszych Polaków mieszka na Mazowszu – 16 tys. osób. Kolejne województwa z największą liczbą mieszkańców o dochodach rocznych na poziomie 1 mln zł brutto rocznie i więcej to: wielkopolskie i małopolskie (po 7,3 tys. osób) i śląskie (7,2 tys. osób). Najbardziej dynamiczny wzrost liczby osób bardzo bogatych miał miejsce w województwach zachodniopomorskim (+31% r/r) oraz warmińsko-mazurskim i podkarpackim (po 17% r/r).Rynek dobr luksusowych w Polsce_2024_1

Wartość aktywów netto polskich gospodarstw domowych wyniosła na koniec II kwartału 2024 roku 2 348 mld zł (+14% r/r). Największy udział w aktywach mają depozyty, które stanowią 40% ich wartości. Drugą pod względem wielkości kategorią w strukturze majątku Polaków są inwestycje, które na koniec tego okresu osiągnęły wartość 678 mld zł, co dało wzrost na poziomie 6,6% r/r. Ich udział w majątku ogółem wyniósł 21,7%. Ze względu na wciąż dość konserwatywne podejście Polaków do inwestowania w ciągu ostatnich dwóch lat realna wartość majątku Polaków obniżała się z powodu wysokiej inflacji przewyższającej oprocentowanie depozytów bankowych.

Luksus umacnia swoją pozycję – samochody luksusowe i premium niezmiennie największym segmentem rynku

FerrariSegment samochodów premium i luksusowych dominuje na rynku dóbr luksusowych w Polsce. Jego wartość w 2024 roku wyniosła 36 mld zł, co oznacza wzrost o 34,8% r/r. W okresie od IV kwartału 2023 do III kwartału 2024 roku zarejestrowano 136,9 tys. samochodów marek premium oraz 379 samochodów luksusowych. Rośnie również zainteresowanie pojazdami elektrycznymi, które stanowiły 7,9% sprzedanych aut w segmencie premium.

Wartość rynku luksusowych usług hotelarskich i SPA osiągnęła w 2024 roku 7,8 mld zł, co oznacza wzrost o 16,7% r/r. Wzrost ten wspierany jest przez turystykę przyjazdową. W 2024 roku liczba hoteli pięciogwiazdkowych wzrosła o 4,3% r/r. Klienci coraz częściej poszukują unikalnych doświadczeń, takich jak tematyczne wnętrza czy lokalne inspiracje w designie i hotelowej kuchni. W latach 2012-2024 liczba hoteli pięciogwiazdkowych w Polsce wzrosła dwukrotnie – z 49 do 98. Najwięcej takich obiektów znajduje się w Krakowie.

Wartość rynku nieruchomości premium i luksusowych wzrosła w 2024 roku o 6,7% r/r, osiągając 3,5 mld zł. Rekordowe transakcje odnotowano w Gdańsku i Warszawie, gdzie ceny za metr kwadratowy sięgnęły 62,6 tys. zł. Wartość sprzedaży wybranych apartamentów przekroczyła dwukrotnie rekordowy wynik z 2023 roku. Coraz więcej transakcji odbywa się w modelu off-market, co podkreśla znaczenie dyskrecji i indywidualnego podejścia w tym segmencie.Rynek dobr luksusowych w Polsce_2024_3Rynek dobr luksusowych w Polsce_2024_2

Kosmetyki i perfumy wyprzedziły segment alkoholi pod względem wartości rynku

Rynek luksusowej odzieży i akcesoriów w Polsce osiągnął w 2024 roku wartość 3,5 mld zł (+2,8% r/r). Dynamika rozwoju tej części rynku dóbr luksusowych wyraźnie zwolniła. Segment akcesoriów i okularów charakteryzował się najwyższą dynamiką wzrostu w tym segmencie (4% r/r), co może wynikać z popularności trendów takich jak „quiet luxury” i „old money”. Rosnące znaczenie zyskują butiki monobrandowe oraz pop-up stores, oferujące limitowane kolekcje.

Segment luksusowych alkoholi wzrósł w 2024 roku o 4,2% r/r, osiągając wartość 1,5 mld zł. Największy udział w rynku miała whisky, generująca 900 mln zł przychodu. Dynamicznie rozwija się segment szampanów, który odnotował wzrost o 9,1% r/r.

Polski rynek luksusowych kosmetyków i perfum osiągnął w 2024 roku rekordową wartość 2 mld zł (+5,8% r/r). Największy udział w rynku miały perfumy, odpowiadające za 50,6% całkowitej sprzedaży.

Sztuka jako inwestycja – malarstwo wiedzie prym

Jubileuszowa edycja raportu KPMG uwzględnia rynek sztuki w Polsce jako osobną kategorię dóbr luksusowych. W 2023 roku wartość rynku sztuki w Polsce osiągnęła 567,7 mln zł, z czego 350,6 mln zł pochodziło ze sprzedaży dzieł na aukcjach. Dominującą kategorią w tym segmencie było malarstwo, które stanowiło 83% całkowitej wartości sprzedaży dzieł sztuki. Wśród obrazów sztuka współczesna osiągnęła wzrost o 10% r/r, podczas gdy dzieła malarstwa dawnego zmniejszyły sprzedaż o 33% r/r.

Raport zwraca uwagę na rosnące znaczenie sztuki jako elementu dywersyfikacji portfela inwestycyjnego, a także na potencjał współpracy z instytucjami kultury, która może wspierać rozwój tego rynku. Eksperci szacują, że obrót na polskim rynku sztuki w 2024 roku wyniesie od 450 do 480 mln zł.

Po osiągnięciu pewnego statusu majątkowego, w takich obszarach jak nieruchomości, samochody czy klasyczne dobra luksusowe, coraz więcej majętnych Polaków odkrywa wartość inwestowania w sztukę. To nie tylko inwestycja materialna, ale inwestycja przynosząca swoistą dywidendę emocjonalną, która odpowiada na potrzebę piękna, rozwoju osobistego i obcowania z kulturą wyższą. Sztuka łączy w sobie możliwość długoterminowego wzrostu wartości z zaspokojeniem głębszych, duchowych aspiracji, czyniąc ją jednym z najbardziej wyjątkowych aktywów w portfelu inwestycyjnym – mówi Andrzej Marczak, Partner, Szef Działu Doradztwa Podatkowego w Europie Środkowo-Wschodniej, Szef Zespołu ds. PIT w KPMG w Polsce.

Luksus w erze cyfrowej – e-commerce i nowe technologie zmieniają rynek

W ciągu ostatnich 15 lat zmieniały się kanały dystrybucji dóbr luksusowych. Rozwój e-commerce umożliwił polskim klientom łatwiejszy dostęp do światowych marek, a jednocześnie przyciągnął nabywców zagranicznych do krajowych producentów. Współczesny luksus stał się bardziej zróżnicowany i świadomy – rosnące zainteresowanie modą zrównoważoną, ekologicznymi produktami oraz inwestycjami w nieruchomości premium, zarówno w Polsce, jak i w popularnych lokalizacjach zagranicznych, odzwierciedla zmieniające się wartości konsumentów dóbr luksusowych. Wszystkie te trendy mają wpływ na notowania spółek z sektora.

Większość danych wskazuje, że w 2024 roku przełamany zostanie stereotyp – kondycja rynku dóbr luksusowych nie pozostanie w pełni odporna na globalne wstrząsy gospodarcze. Wyraźnie widać, że druga połowa tego roku przyniesie bolesne rozczarowanie wielu markom luksusowym. Notowane spółki z tego sektora zaliczyły kilkunastoprocentowe straty, podczas gdy indeks szerokiego rynku urósł o niemal 10%. Sukces marek luksusowych zależeć będzie od sposobu zarządzania w warunkach wysokiej zmienności ekonomicznej i w konfrontacji z kluczowymi trendami rynkowymi. Jednym z najważniejszych jest rosnące znaczenie ekskluzywnych, spersonalizowanych doświadczeń. Dynamiczny rozwój digitalizacji zmienia sposób funkcjonowania sektora luksusowego. Prognozy wskazują, że do 2025 roku aż 25% transakcji w tej branży będzie odbywać się online, co wymaga od firm znaczących inwestycji w e-commerce i technologie tj. blockchain czy genAI – komentuje Tomasz Wiśniewski, Partner w Dziale Deal Advisory, Szef Zespołu Wycen w Europie Środkowo-Wschodniej, KPMG w Polsce.

O RAPORCIE:

Raport pt. „Rynek dóbr luksusowych w Polsce. Czy sztuka jest luksusem” jest 15. edycją publikacji KPMG o rynku luksusu w Polsce. Na potrzeby raportu przyjęto, że dobrem luksusowym jest każde dobro opatrzone marką powszechnie uznawaną za luksusową na danym rynku lub takie, które ze względu na swoją specyfikę (unikalność, wysoką cenę itp.) nabiera luksusowego charakteru. Raport powstał m.in. w oparciu o dane: Ministerstwa Finansów, GUS, NBP, baz danych: Euromonitor International, cen transakcyjnych Cenatorium oraz innych źródeł, takich jak raporty i artykuły branżowe.

Decyzja EBC: Obniżka stóp pewna, ale rynek obawia się większego ruchu

Spodziewamy się, że w czwartek Rada Prezesów ponownie obniży stopy o 25 pb., nie można jednak całkowicie wykluczyć większego ruchu. Gdyby do niego doszło, euro czekałaby wyprzedaż. W razie standardowego cięcia wycena euro zależy od komunikatów EBC i projekcji banku dla PKB i inflacji. Ich mocne rewizje w dół, zwłaszcza w zakresie inflacji bazowej, będą dla waluty negatywnym sygnałem.

Kluczowe punkty:

  • EBC najpewniej obniży stopy o 25 pb.
  • Lagarde podkreśli ryzyka dla wzrostu.
  • Rada może zasygnalizować dyskusje o cięciu o 50 pb.
  • Kluczowe będą zrewidowane projekcje makroekonomiczne.
  • Spodziewamy się rewizji w dół dla PKB i inflacji.
  • Euro może stracić na możliwości jumbo cut w niedalekiej przyszłości.

Po ostatnim posiedzeniu w październiku EBC dał jasno do zrozumienia, że pozostaje w cyklu rozluźniania polityki monetarnej. Podobnie jak i teraz, dyskusja przed minionym spotkaniem dotyczyła wysokości obniżki: standardowa o 25 pb. czy wyższa, o 50 pb. Jak oczekiwaliśmy, decydenci opowiedzieli się za pierwszą z możliwości, podczas konferencji prasowej prezeska Christine Lagarde zaakcentowała jednak obawy dotyczące perspektyw inflacji. Wyraziła również rozczarowanie aktywnością gospodarczą, powtarzając, że bilans ryzyk dla wzrostu w strefie euro jest skierowany w dół.

Niepewność polityczna jednym z ryzyk dla wzrostu gospodarczego

Od czasu październikowego posiedzenia sytuacja bez wątpienia się pogorszyła. Lokalnie ponownie zwróciła uwagę niepewność polityczna dotycząca dwóch największych gospodarek bloku. Francuski rząd Michela Barniera upadł po tym, jak nie był w stanie uchwalić budżetu na 2025 r., co spowodowało gwałtowny wzrost rentowności krajowych obligacji rządowych. W związku z rozpadem rządzącej koalicji przedterminowe wybory odbędą się również w Niemczech (w lutym).

Perspektywy gospodarcze zaciemnia dodatkowo wygrana Donalda Trumpa w amerykańskich wyborach prezydenckich. Ze względu na jego protekcjonistyczne podejście spodziewamy się, że w ciągu kolejnego roku wzrost strefy euro będzie ograniczony.

1. Różnica między rentownościami 10-letnich obligacji we Francji i w Niemczech (2015 – 2024)

Wspomniane ryzyka – przynajmniej po części – znalazły już odzwierciedlenie w ostatnich odczytach ekonomicznych. Listopadowe wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej zdecydowanie rozczarowały – zbiorczy indeks spadł do najniższego od 10 miesięcy poziomu 48,3 pkt, poniżej granicznych 50 pkt. Momentum inflacyjne wydaje się zaś wahać. W listopadzie zarówno główna, jak i bazowa miara dynamiki cen w strefie euro były w skali miesiąca ujemne, a spadek cen bazowych o 0,6% m/m był najwyższy od stycznia.

Wykres 2: Inflacja bazowa w strefie euro (2017 – 2024)

Możliwa rewizja w dół dla PKB i inflacji

Najważniejsze w tym miesiącu będą dla rynków zrewidowane projekcje. Biorąc pod uwagę dość niskie wartości odnotowane w raporcie inflacyjnym za listopad oraz możliwy spadek zaufania konsumentów i przedsiębiorców w związku z ostatnimi zawirowaniami politycznymi, spodziewamy się chociaż niewielkiego obniżenia prognoz dynamiki cen na 2025 r. Naszym zdaniem spadnie również projekcja wzrostu gospodarczego na kolejny rok (z wrześniowych 1,3%). Skromne zmiany raczej nie wystarczą, by istotnie zmienić rynkowe oczekiwania dotyczące obniżek stóp procentowych. Niespodziewanie duża rewizja w dół prognoz inflacji może jednak sprawić, że rynki swap utwierdzą się w przekonaniu o nadchodzącym na najbliższych posiedzeniach ruchu o 50 pb.

Rynek zakłada jumbo cut w najbliższych miesiącach

Wyżej opisane czynniki zapewniają gołębiom w Radzie dodatkowe argumenty za obniżką stóp procentowych o 50 pb. w tym miesiącu i wydaje się, że m.in. Lane i Villeroy biorą taką możliwość pod uwagę. Nie można całkowicie jej wykluczyć. Jeśli jednak do większego cięcia nie dojdzie, Lagarde podczas konferencji prasowej może zasygnalizować, że jumbo cut był przedmiotem dyskusji podczas posiedzenia. Mogłoby to zwiększyć szanse na większy ruch w najbliższych miesiącach – w styczniu lub marcu – co stanowi obecnie rynkowy scenariusz bazowy.

W ostatnim czasie rynki obniżyły swoje zakłady za cięciem o 50 pb. już w tym tygodniu (wyceniane jest 29 pb.). Jumbo cut niewątpliwie wywołałby silną wyprzedaż wspólnej waluty. W przypadku standardowego cięcia nie spodziewamy się natychmiastowej reakcji euro – będzie ona wtedy zależała niemal całkowicie od komunikatów i zrewidowanych projekcji banku.

Euro może ucierpieć po rewizji prognoz

Uważamy, że jastrzębie i gołębie z Rady osiągną w tym tygodniu kompromis. Stopy procentowe zostaną obniżone o 25 pb., a w komunikatach podkreślone zostanie, że obniżki będą trwały tak długo, aż osiągną neutralny poziom. Jeśli mielibyśmy określać bilans ryzyk dla euro przed posiedzeniem, jest on raczej skierowany w dół. Naszym zdaniem Lagarde zasygnalizuje dalszą słabość wzrostu we wspólnym bloku, dodając, że podjęto dyskusję o możliwości cięcia o 50 pb. Projekcje inflacji także zostaną najpewniej obniżone, a skala zmian może zadecydować o losach euro – znaczne rewizje w dół, szczególnie w przypadku miary bazowej, będą szczególnie negatywnym sygnałem dla wspólnej waluty.

Decyzja w sprawie polityki EBC zostanie ogłoszona w czwartek (12.12) o godz. 14.15, a konferencja prasowa prezeski Lagarde rozpocznie się 30 minut później.

Autorzy: Matthew Ryan, CFA – szef działu analiz rynkowych Ebury

Cyfryzacja Polski 2035: Sukces wymaga współpracy z biznesem, a nie tylko reformy administracji

Wzmocnienie potencjału cyfrowego państwa to naczelny cel, jaki powinien przyświecać tworzonej właśnie przez polski rząd Strategii Cyfryzacji Państwa do roku 2035. Aby go osiągnąć, trzeba położyć nacisk na współdziałanie administracji publicznej z biznesem. W Strategii powinno wyraźnie widnieć wsparcie dla innowacji technologicznych, adaptacji już istniejących rozwiązań oraz rozpowszechniania narzędzi sztucznej inteligencji. To tylko niektóre z postulatów, jakie przesłał Związek Cyfrowa Polska do Ministerstwa Cyfryzacji w ramach konsultacji społecznych.

Jak oceniają eksperci organizacji w liście do wicepremiera i ministra cyfryzacji Krzysztofa Gawkowskiego, przedstawiona Strategia Cyfryzacji Państwa do roku 20235 to „ambitny dokument, wyznaczający cele i kierunki działań w obszarze cyfryzacji kraju”. Pozytywne przyjęcie opracowanych przez resort założeń wiąże się z faktem, że przyspieszony proces cyfryzacji może „przyczynić się do poprawy jakości życia obywateli oraz zwiększenia efektywności administracji publicznej i gospodarki”.

Jednak nie wszystkie zapisy projektu można oceniać równie entuzjastycznie. Jak oceniają reprezentanci branży technologicznej, Strategia skupia się głównie na obszarze administracji publicznej, marginalizując współpracę z krajowymi przedsiębiorstwami IT. – W zapisach proponowanych przez Ministerstwo Cyfryzacji brakuje mechanizmów partnerstwa publiczno-prywatnego, realizacji wspólnych inicjatyw oraz dialogu z polskimi dostawcami usług cyfrowych – ocenia Michał Kanownik, prezes Cyfrowej Polski. – Cyfryzacja powinna oznaczać nie tylko digitalizację urzędów i usług publicznych, choć to oczywiście niezwykle ważne, ale też rozwój gospodarki cyfrowej, która jest dziś ekonomiczną siłą napędową dla całego państwa – dodaje.

Dlatego, jak proponuje Cyfrowa Polska, w zapisach projektu Strategii Cyfryzacji Państwa powinny znaleźć się wymierne propozycje wsparcia dla małych i średnich przedsiębiorstw. Takie jak program „Cyfrowy start dla biznesu”, który mógłby promować wykorzystanie polskich rozwiązań IT, wspierać lokalnych dostawców i rozwijać kompetencje cyfrowe w sektorze MŚP.

Konieczne kompleksowe podejście do cyberbezpieczeństwa i sztucznej inteligencji

Organizacja ocenia też, że proponowany dokument niewystarczająco przygotowuje Polskę na wyzwania związane z cyberbezpieczeństwem. Brakuje programów edukacyjnych na wszystkich poziomach szkolnictwa oraz spójnych działań zwiększających świadomość w zakresie cyberbezpieczeństwa. Co więcej, strategia nie przewiduje kompleksowych działań w zakresie edukacji i prewencji.

–  Nie da się dziś mówić o cyfryzacji bez kontekstu zagrożeń cybernetycznych – mówi Michał Kanownik. – Doświadczenia takich krajów jak Niemcy, Francja, Włochy, Hiszpania czy Belgia wskazują, że nadrzędnym celem jest dziś cyberbezpieczeństwo i suwerenność technologiczna. Warto przeanalizować ich podejście, nawet jeśli wiąże się to z koniecznością zaangażowania większych zasobów i wydłużonym czasem realizacji celów – przekonuje prezes Cyfrowej Polski.

W opinii organizacji proponowana przez resort cyfryzacji Strategia powinna też bardziej podkreślać rolę sztucznej inteligencji jako kluczowej technologii transformacji cyfrowej. „Konieczne jest wspieranie jej wdrażania w różnych sektorach gospodarki, rozwijanie zarówno podstawowych umiejętności w zakresie AI, jak i zaawansowanych kompetencji technologicznych, a także promowanie odpowiedzialnego wykorzystania generatywnej sztucznej inteligencji. Jednocześnie należy zadbać o zrównoważone, innowacyjne podejście regulacyjne, które będzie sprzyjać dynamicznemu rozwojowi AI przy jednoczesnym minimalizowaniu ryzyk związanych z jej zastosowaniem” – czytamy w liście do wicepremiera Krzysztofa Gawkowskiego.

Trendy i wyzwania w cyberbezpieczeństwie w 2025 roku

Aż 78 proc. ekspertów zaliczyło cyberbezpieczeństwo do najważniejszych priorytetów organizacyjnych na 2025 rok. Mniej osób uznało za kluczowe takie aspekty jak wsparcie IT (63 proc. odpowiedzi), produktywność pracowników (63 proc.) czy analitykę danych (57 proc.)[1]. Badania pokazują, że w 2025 roku główny kierunek rozwoju sektora IT będzie wyznaczała sztuczna inteligencja. Eksperci Linux Polska wyjaśniają, dlaczego AI może być zarówno szansą, jak i zagrożeniem dla organizacji, a także opowiadają o trendach w cyberbezpieczeństwie, którym warto się przyjrzeć w najbliższym czasie.

AI pozostanie numerem 1 w sektorze cyberbezpieczeństwa

Eksperci nie mają wątpliwości, że w 2025 roku to przede wszystkim sztuczna inteligencja będzie napędzać działania w zakresie cyberbezpieczeństwa. W raporcie State of Cybersecurity 2025 odpowiedź tę wskazało 47 proc. osób. W pierwszej trójce znalazły się ponadto różnorodność ataków (44 proc.) oraz poleganie na danych (43 proc.)[2]. Oba te czynniki wiążą się w pewnym stopniu z AI – to właśnie dzięki algorytmom uczenia maszynowego i szybkiej analizie danych przez sztuczną inteligencję wzrosła skuteczność wykrywania wielu zagrożeń, m.in. ataków DDoS.

Jak jednak podkreśla Dariusz Świąder, Prezes Linux Polska, każdy medal ma dwie strony. AI jest wykorzystywana nie tylko przez specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa, lecz także hakerów. Dlatego wdrożenie nowych rozwiązań lub komponentów open source powinno być poprzedzone kompleksową analizą ryzyka.

Sztuczna inteligencja może analizować ogromne ilości danych i szybko wyłapać błędy lub luki w kodzie. Z możliwości tej może skorzystać każdy, również cyberprzestępcy, dlatego tak ważne jest, by analizy ryzyka nie ograniczać jedynie do wychwytywania usterek we wdrażanym oprogramowaniu lub komponencie open source. Kwestia ta była dla nas punktem wyjścia podczas tworzenia SourceMation – systemu do kompleksowej analizy ryzyka otwartych rozwiązań. System informuje użytkowników o zagrożeniach związanych m.in. z zależnościami pomiędzy poszczególnymi komponentami projektu, jego historią i pochodzeniem geopolitycznym, popularnością czy liczbą kontrybutorów. Taka przekrojowa analiza odpowiada na wyzwania, przed którymi stanie w 2025 roku większość organizacjidodaje Dariusz Świąder, Linux Polska.

Coraz większa rola regulacji prawnych

Globalny raport State of Cybersecurity 2025 pokazuje, że duży wpływ na cyberbezpieczeństwo będą miały aspekty prawne. Niemal co trzeci ekspert wskazuje na zgodność z przepisami, a 23 proc. na kwestie związane z prywatnością[3]. Dane te są następstwem regulacji unijnych, które w Polsce zaczną obowiązywać w pierwszym kwartale 2025 roku. Pierwszą z nich jest Dyrektywa NIS2 określająca standardy bezpieczeństwa informatycznego w państwach członkowskich. Podmioty objęte nowymi przepisami będą zobowiązane, m.in. do wdrożenia rozwiązań w zakresie analizy ryzyka, polityki bezpieczeństwa systemów, zabezpieczenia łańcuchów dostaw czy zgłaszania incydentów.

Temat regulacji prawnych z pewnością będzie kluczowy dla podmiotów finansowych, które do 17 stycznia 2025 roku muszą spełnić obowiązki określone w rozporządzeniu DORA. Tomasz Dziedzic, Chief Technology Officer w Linux Polska, wskazuje, że część organizacji z sektora finansowego nie rozpoczęła jeszcze wdrożenia nowych rozwiązań.

Wydawałoby się, że tam, gdzie w grę wchodzą dane osobowe i ryzyko finansowe, kwestie dotyczące cyberbezpieczeństwa będą dopięte na ostatni guzik. Nie do końca tak jest, a DORA stanowi próbę uporządkowania tej sytuacji na gruncie europejskim. Podmiotom finansowym pozostało zaledwie kilka tygodni na ustanowienie odpowiednich procedur zarządzania szeroko rozumianym ryzykiem – od incydentów związanych z ICT, aż po współpracę z zewnętrznymi dostawcami usług informatycznych. Do zrobienia jest sporo, a czasu na wdrożenie coraz mniej. Wszystkich, którzy w natłoku nowych obowiązków czują się nieco przytłoczeni, zapraszam do zapoznania się z naszym autorskim systemem DORIAN, który pomaga spełnić wymogi określone w rozporządzeniu DORAdodaje Tomasz Dziedzic, Linux Polska.

Najwyższy czas na poszerzenie kompetencji

Mówiąc o przyszłości cyberbezpieczeństwa, nie można pominąć kwestii przygotowania organizacji do zarządzania ryzykiem w czasie stale rosnącej liczby ataków. Okazuje się, że wśród czynników komplikujących wdrażanie inicjatyw związanych z zarządzaniem ryzykiem, najczęściej wymieniane są, m.in. brak umiejętności z zakresu cyberbezpieczeństwa (43 proc. odpowiedzi), niski poziom zrozumienia zagrożeń (29 proc.) i trendów technologicznych (25 proc.) oraz niepewność związana z outsourcingiem usług cyberbezpieczeństwa (24 proc.)[4]. Jak zauważa Dariusz Świąder, Prezes Linux Polska, rozwiązanie problemu luk kompetencyjnych powinno być jednym z priorytetów organizacji na 2025 rok.

Ataki cybernetyczne mają coraz bardziej wyrafinowaną formę. Zabezpieczenie systemów informatycznych firmy wymaga zatem nie tylko ogólnej wiedzy o zagrożeniach i umiejętności analizy ryzyka, lecz także orientacji w najnowszych technologiach i trendach. Ma to szczególne znaczenie w dobie coraz większego zaufania do rozwiązań open source, które dla wielu organizacji stały się prostym sposobem na ograniczenie kosztów. To oczywiście niewątpliwa zaleta, jednak perspektywa oszczędności nie powinna nam przysłaniać kwestii potencjalnych zagrożeń, wynikających z ignorowania analizy ryzyka lub przeprowadzania jej zbyt powierzchownie. Ważne jest poszerzanie kompetencji osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo informatyczne oraz zwiększanie świadomości wszystkich pracowników i osób zaangażowanych w realizację projektów wyjaśnia Dariusz Świąder.

Prezes Linux Polska wskazuje również na rolę systematycznej kontroli oprogramowania i jego komponentów.

Czasem można odnieść wrażenie, że firmom wystarcza jednorazowa analiza ryzyka wdrażanego rozwiązania, by mieć pewność, że już zawsze będzie ono bezpieczne. To oczywiście nieprawda. Testy bezpieczeństwa i stała kontrola jest dzisiaj koniecznością. Myślę, że do zmiany takiego nastawienia doprowadzi w jakimś stopniu presja prawna wynikająca z unijnych regulacji. Z pewnością będę się przyglądał, jak NIS2 i DORA wpłyną na bezpieczeństwo i w Polsce, i w Europiepodsumowuje Dariusz Świąder, Linux Polska.

[1] CompTIA, State of Cybersecurity 2025

[2] Jak wyżej

[3] Jak wyżej

[4] Jak wyżej

Nowoczesne magazyny na fali: Stabilny popyt i prognozy dalszego spadku pustostanów w 2025 r.

Według najnowszego raportu „Rynek magazynowo-przemysłowy w Polsce”, opublikowanego przez firmę doradczą Newmark Polska, w trzecim kwartale 2024 roku w budowie pozostawało niecałe 2 mln mkw. nowych obiektów magazynowo-przemysłowych w Polsce, co przy stosunkowo stabilnym poziomie aktywności najemców przełożyło się na stopniowy spadek wskaźnika pustostanów (kwartał do kwartału), który na koniec września wyniósł 8,0%. Według prognoz współczynnik powierzchni niewynajętej będzie ulegał dalszej kompresji w 2025 roku. Największym zainteresowaniem najemców nadal cieszą się magazyny energooszczędne, zrównoważone i zaawansowane technologicznie.

Na koniec trzeciego kwartału 2024 r. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej w Polsce zbliżyły się do poziomu 34,0 mln mkw., co oznacza wzrost o 9,3% w porównaniu z analogicznym okresem w ubiegłym roku.

Nowa podaż od początku roku przekroczyła 2,09 mln mkw. i była niższa o 33% od odnotowanej w pierwszych dziewięciu miesiącach 2023 r. W trzecim kwartale 2024 r. deweloperzy dostarczyli na rynek tylko 454 400 mkw., czyli o prawie 14% mniej niż w tym samym okresie w ubiegłym roku i o 42,2% mniej w porównaniu z drugim kwartałem bieżącego roku. Według prognoz Newmark Polska rynek powierzchni magazynowo-przemysłowej w Polsce powiększy się w tym roku o 3-3,5 mln mkw.

– Na koniec września 2024 roku w budowie pozostawało niewiele ponad 1,94 mln mkw. powierzchni magazynowej i przemysłowej, tj. o 2,1% mniej niż w drugim kwartale 2024 r. i o ponad 22% mniej niż w tym samym czasie rok wcześniej. Najwięcej nowych magazynów niezmiennie powstaje na sześciu największych rynkach w kraju, na które przypada prawie 85% realizowanych inwestycji. Są to Mazowsze, Górny Śląsk, Polska Centralna, Dolny Śląsk, Wielkopolska i Trójmiasto. Warto podkreślić, że w trzecim kwartale deweloperzy znacząco zwiększyli swoją aktywność w województwie zachodniopomorskim, gdzie realizują inwestycje o łącznej powierzchni prawie 115 000 mkw., co jest największym wolumenem od drugiego kwartału 2022 roku – mówi Jakub Kurek, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych w firmie doradczej Newmark Polska.

Po wyraźnym odbiciu aktywności na rynku najmu powierzchni magazynowo-przemysłowych w drugim kwartale 2024 roku, w którym najemcy wynajęli ponad 1,72 mln mkw., trzeci kwartał przyniósł nieznaczne spowolnienie. Całkowity popyt w trzecim kwartale 2024 r. wyniósł prawie 1,14 mln mkw., co oznacza spadek o 34% kwartał do kwartału i o prawie 24% rok do roku. W okresie od stycznia do września bieżącego roku najemcy podpisali umowy najmu na łącznie ponad 3,81 mln mkw., tj. o 2,8% więcej niż rok wcześniej.

– W strukturze transakcji zawartych w pierwszych trzech kwartałach 2024 roku dominowały nowe umowy najmu, w tym projekty typu BTS (55%). Renegocjacje stanowiły 38% całkowitego popytu, a pozostałe 7% przypadło na ekspansje. Warto również podkreślić, że w tym czasie najemcy wynajęli łącznie 195 300 mkw. na podstawie umów zawieranych na krótszy okres (do jednego roku) – dodaje Jakub Kurek.

Drugi kwartał charakteryzował się nie tylko najwyższym popytem odnotowanym w tym roku, lecz także największymi transakcjami sfinalizowanymi w okresie od stycznia do końca września. Wśród nich znalazły się m.in. wynajem 126 000 mkw. w Panattoni Park Wrocław Logistics South Hub przez poufnego najemcę z sektora e-commerce oraz umowa najmu podpisana przez LPP Logistics dotycząca obiektu BTS o powierzchni prawie 104 000 mkw. w kompleksie Bydgoszcz Białe Błota Logistics Centre.

Na koniec września bieżącego roku udział powierzchni niewynajętej w całkowitych zasobach wyniósł 8,0%, co oznacza spadek o 0,3 p.p. kwartał do kwartału i wzrost o 0,2 p.p. w ujęciu rocznym. Pomimo nieznacznego zmniejszenia ilości dostępnej powierzchni w istniejących budynkach – o prawie 65 000 mkw. w porównaniu z drugim kwartałem bieżącego roku – na koniec trzeciego kwartału najemcy mieli do dyspozycji łącznie ponad 2,73 mln mkw., co jest trzecim wynikiem w historii polskiego rynku magazynowego. Natomiast dostępna powierzchnia w obiektach będących w budowie wyniosła niecałe 910 000 mkw.

– W okresie od czerwca do końca września 2024 roku czynsze za najlepsze powierzchnie magazynowe i przemysłowe na głównych rynkach w Polsce kolejny kwartał z rzędu pozostawały na stosunkowo stabilnym poziomie. W lokalizacjach charakteryzujących się znacznym wskaźnikiem pustostanów, najemcy mogą obecnie liczyć na większe możliwości wynegocjowania niższych stawek czynszowych czy też atrakcyjnego pakietu zachęt. Z kolei w przypadku magazynów oferujących zarówno wysoki standard techniczny, jak i rozwiązania w zakresie energooszczędności i zrównoważonego rozwoju, deweloperzy są mniej skłonni do ustępstw wobec najemców. Na koniec września 2024 roku najwyższe czynsze utrzymywały się w Warszawie (strefa I), a także w województwie pomorskim i małopolskim – mówi Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska.

Rynek czeka na CPI: Czy dolar umocni się przed posiedzeniem Fed?

Dane, które poznamy dziś z USA (CPI) będą ostatnim istotnym punktem odniesienia przed przyszłotygodniowym posiedzeniem FOMC. Rynek znajduje się aktualnie w okresie ciszy komunikacyjnej (blackout), zatem nie otrzymamy żadnych komentarzy od przedstawicieli Rezerwy Federalnej. Wczorajsza sesja na Wall Street była kolejną spadkową. Zobaczyliśmy również wzrost rentowności amerykańskich obligacji oraz nieco silniejszego dolara. Dziś rano kurs EUR/USD obniża się do 1,0500.

Aktualnie rynek wycenia wysokie prawdopodobieństwo tego, że Fed obniży stopy o ćwierć punktu procentowego (ok 86 proc. szans). Jednocześnie zakłada, że w 2025 roku dojdzie łącznie do obniżki o 63 pb a w 2026 roku o zaledwie 36 pb. Oficjalne prognozy banku z września wskazywały na cięcie na poziomie 100 pb w przyszłym roku oraz o 50 pb w kolejnym. Nietrudno zauważyć, że rynek przeszedł do założeń, że polityka monetarna w USA musi być bardziej restrykcyjna. Głównym czynnikiem, który zmienił to postrzeganie jest wynik wyborów prezydenckich i perspektywa proinflacyjne polityki gospodarczej Trumpa. Do zmiany przyczyniła się również wyjątkowo dobra sytuacja na rynku pracy. Dlatego też naturalnym procesem była aprecjacja USD w październiku oraz listopadzie. Zejście głównej pary walutowej o ponad 8 figur (licząc od maksimum wrześniowego do listopadowego minimum) było zdecydowanym obrazem w jaki sposób rynek dostosowywał swoją nową wycenę. Teraz mamy chwilę „wytchnienia”, która obrazuje konsolidację na eurodolarze. Grudniowe posiedzenie FOMC oprócz samej decyzji będzie obfitować w nowy „wykres kropkowy” oraz projekcje makro. Zatem rzeczy do interpretacji będzie naprawdę dużo.

Przechodząc do dzisiejszych danych, w ostatnich miesiącach miesięczne tempo zmian bazowej inflacji w USA było nieco zbyt wysokie, aby było zgodne z celem inflacyjnym na poziomie 2 proc. (mierzonym wskaźnikiem PCE, który jest istotny dla Fed). W listopadzie wskaźnik „core” może wzrosnąć nieco bardziej umiarkowanie w ujęciu miesięcznym. Oczekiwany przez ekonomistów wzrost plasuje się na poziomie 0,3 proc. Rok do roku CPI bez uwzględnienia cen żywności i energii ma pozostać na pułapie 3,3 proc. a zasadniczy indeks ma urosnąć z 2,6 proc. do 2,7 proc. r/r. Jeśli dane będą zgodne z przewidywaniami nie powinno to znacząco wpłynąć na oczekiwania dotyczące stóp procentowych. W przypadku zaskoczenia w górę, niewykluczone, że wzrośnie sceptycyzm rynku i wówczas dolar może zanotować kolejne umocnienie.

Autor: Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

12 mld zł strat w przemyśle drzewnym. Przedsiębiorcy apelują do premiera

Polski przemysł drzewny, reprezentowany przez firmy i organizacje branżowe skupione wokół wspólnej inicjatywy Koalicja na Rzecz Polskiego Drewna, skierował list otwarty do premiera z apelem o pilne podjęcie działań w celu przeciwdziałania kryzysowi, w jakim znalazł się jeden z najważniejszych sektorów polskiej gospodarki.

Przemysł drzewny odgrywa bardzo istotną rolę w polskiej gospodarce i w budowaniu krajowego PKB. W rekordowym 2022 roku udział sektora leśno-drzewnego oszacowano na 8,5% PKB (liczone metodą wydatkową). Przemysł drzewny to około 40 000 przedsiębiorstw, tworzących blisko 350 000 bezpośrednich miejsc pracy, zlokalizowanych w terenach o niskim uprzemysłowieniu. Polski przemysł drzewny – skupiający producentów mebli, płyt, opakowań drewnianych, podłóg drewnianych, celulozy i papieru – zajmuje czołową pozycję w Unii Europejskiej pod względem produkcji i eksportu.

Obecnie najważniejszym zagrożeniem dla przemysłu drzewnego jest ograniczanie dostępności głównego surowca – drewna. Wprowadzone w styczniu 2024 roku przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska moratorium na pozyskiwanie drewna, wyłączanie kolejnych obszarów leśnych z użytkowania już ograniczyło dostępność tego kluczowego surowca dla przemysłu drzewnego.

Dwie edycje Ogólnopolskiej Narady o Lasach, które zostały zorganizowane tak, aby udowodnić tezę MKiŚ o konieczności wyłączenia 20% powierzchni Lasów Państwowych ze zrównoważonej gospodarki leśnej, nie uwzględniły opinii naukowców, przyrodników, jak również przemysłu. Nie przeprowadzono analiz skutków finansowych oraz społecznych ograniczenia pozyskania drewna.

Przedsiębiorcy podkreślają, że nie zostały opracowane koncepcje działań minimalizujących negatywne skutki społeczno-gospodarcze wynikające z ograniczenia pozyskania drewna. A powinny zostać one wdrożone najpóźniej równolegle z podejmowanymi działaniami ochronnymi, skutkującymi ograniczeniami podaży drewna.

„Jako przemysł drzewny popieramy ochronę przyrody. Jesteśmy świadomi zmian klimatycznych oraz konieczności wprowadzenia zmian w gospodarce leśnej. Jednakże zmiany powinny przebiegać w sposób ewolucyjny, a nie rewolucyjny, po uwzględnieniu opinii naukowców, leśników, samorządowców, zakładów usług leśnych, przemysłu drzewnego i ekologów. Niestety Ogólnopolska Narada o Lasach nie spełniła tego warunku” – piszą w liście do premiera przedsiębiorcy.

Wyłączenia lasów z użytkowania, które są planowane przez MKiŚ w 2025 roku, spowodują ograniczenie podaży drewna aż o 3 mln m3. Tym samym wpływy Lasów Państwowych spadną (wg szacunków LP) o prawie 1 mld zł. Natomiast straty przemysłu drzewnego wyniosą ok. 12 mld zł. Straty te będą się powiększały w następnych latach, gdyż wyłączanie kolejnych obszarów ma być kontynuowane.

Warto podkreślić, że większość firm należąca do przemysłu drzewnego zlokalizowana jest na obszarach wiejskich lub w małych miejscowościach, będąc często głównym pracodawcą zatrudniającym niejednokrotnie całe rodziny. W tym roku w samej tylko branży meblarskiej ponad 200 firm ogłosiło zakończenie działalności, co przekłada się na utratę miejsc pracy przez tysiące osób.

Ograniczenie dostępu do drewna będzie przyczyną upadku wielu przedsiębiorstw,
w szczególności małych i średnich. Spowoduje utratę miejsc pracy i w konsekwencji poważny uszczerbek w przychodach budżetu państwa pochodzących w znacznej mierze z eksportu, np. mebli. Już teraz wstępne szacunki pokazują, że w 2024 roku wolumen wyprodukowanych w Polsce mebli spadnie o 6%, a zyski firm zmaleją o blisko 20%. Rentowność firm z sektora meblarskiego w tym roku zmaleje z 6,4% do ok 5,2%. Po dwóch kwartałach w 2024 r. wynik finansowy netto branży meblarskiej był niższy o blisko 190 mln złotych r/r, a wpływy z podatku dochodowego do budżetu spadły o 10% w porównaniu do roku 2023. Jak widać, przykład samej tylko branży meblarskiej pokazuje ogromną skalę problemu.

Drewno, będące odnawialnym, ekologicznym i strategicznym zasobem, powinno odgrywać fundamentalną rolę w funkcjonowaniu polskiej gospodarki. Jako surowiec o ujemnym śladzie węglowym, drewno skutecznie zastępuje materiały kopalne w budownictwie i innych branżach, przyczyniając się do zmniejszenia emisji CO2. Wprowadzane przez MKiŚ ograniczenia stoją w sprzeczności m.in. z Unijna Dyrektywą w sprawie poprawy charakterystyki energetycznej budynków. Wszystkie nowe budynki publiczne muszą mieć zerowe emisje od 1 stycznia 2028 r., a od 1 stycznia 2030 r. wszystkie pozostałe nowe budynki. Takie wymogi spełnia obecnie jedynie budownictwo drewniane!

„Apelujemy do Pana Premiera o zrewidowanie obecnej polityki MKiŚ dotyczącej pozyskiwania drewna, która doprowadzi do likwidacji dużej części polskiego przemysłu drzewnego. Potrzebujemy zdecydowanych działań na rzecz ochrony miejsc pracy i rozwoju polskiej gospodarki” – piszą przedsiębiorcy i pytają: „Czy w obecnej sytuacji, gdy nasz kraj musi ponosić zwiększone wydatki m.in. na obronność i usuwanie skutków powodzi, stać nas na ograniczenie niebagatelnych przychodów, jakie przemysł drzewny wnosi do budżetu państwa, a także na wydatki na wypłatę zasiłków pracownikom, którzy stracą pracę?

Banki wciąż proponują słabe ugody frankowiczom. Opinia eksperta

Frankowicze jeszcze przez 3-4 lata będą intensywnie składać pozwy. W grze jest nawet 30-krotność tego, co proponują im banki.

Jeszcze przez 3-4 lata kolejni frankowicze będą pozywać banki. Liczba spraw w sądach wciąż będzie wzrastać, ale nie tak szybko, jak jeszcze rok czy dwa lata temu. Kredytobiorcy nie mają powodu, by rezygnować z dochodzenia swoich praw. Proponowane im ugody – choć już lepsze niż w ubiegłych latach – z reguły wciąż są nieatrakcyjne. Okazują się nawet 30 razy gorsze niż kwota, jaką można uzyskać w sądzie. Konsumenci dowiadują się o tym, konsultując się z prawnikami. Wiedzą też, że utrwaliła się już prokonsumencka linia orzecznicza. Za 4-6 lat sprawy kredytów walutowych przestaną obciążać sądy. Jednak część z nich wciąż jeszcze będzie się ciągnęła, a pojedyncze pozwy mogą trafiać do sądów nawet przez kilkadziesiąt lat.

Banki nie dają rady

Na rynku mówi się, że sprawy frankowe będą ciągnęły się jeszcze latami. W sądach jest ich obecnie niespełna 200 tys. Poza tym zawarto blisko 100 tys. ugód. To szacunkowo daje ok. 45-50% wszystkich kredytów udzielonych w walutach obcych. Biorąc pod uwagę, że procesy toczą się od 6-7 lat, należy szacować, że jeszcze przez 3-4 lata intensywnie będą wpływać kolejne sprawy do sądów. Później ten trend będzie stopniowo maleć. Wzrośnie natomiast liczba spraw kredytów złotowych, zwłaszcza gdy pojawią się pierwsze wyroki korzystne dla kredytobiorców. Pierwszą jaskółką jest postanowienie Sądu Apelacyjnego w Warszawie, wstrzymujące – w ramach zabezpieczenia – obowiązek regulowania rat w kredycie PLN oprocentowanym WIBOR.

Banki oczywiście starają się zniechęcić frankowiczów do drogi sądowej. Również kredytobiorcy, którzy nie myśleli dotąd o sporze i regularnie spłacają kredyt, otrzymują propozycje ugód. Zdarza się, że proponowane przez bank kwoty są nawet 30 razy niższe niż suma, którą można uzyskać w sądzie (po 3-4 latach procesu). Tak było w przypadku konsumenta, któremu bank zaproponował w ramach ugody niecałe 15 tys. zł, podczas gdy w sądzie możliwe jest odzyskanie ponad 450 tys. zł.

Wprawdzie w pierwszym półroczu 2024 roku, po uchwale Sądu Najwyższego z 25.04.2024 roku, banki zaczęły przedstawiać bardziej atrakcyjne propozycje ugód, jednak nadal dalece odbiegają one od oczekiwań kredytobiorców. Jeśli kredyt jest już spłacony lub sąd zawiesił płatność rat, klienci gotowi są poczekać nawet kilka lat, żeby odzyskać całość należnych im środków. Natomiast zdarza się, że warunki ugody faktycznie mogą być w miarę atrakcyjne, gdy sprawa jest już w sądzie. Dotyczy to szczególnie jednego banku. Propozycje innych wciąż są nieciekawe.

Problem jest w tym, że kredytodawcy wciąż liczą na to, że klienci nie zweryfikują ich ofert ugód. Z tego powodu są one kierowane bezpośrednio do kredytobiorców, nawet jeśli w sprawie jest już ustanowiony pełnomocnik. Banki nie chcą, by klienci korzystali z pomocy prawników, którzy przedstawiają im realne korzyści. Jednak świadomi konsumenci nie rezygnują z tego. Wiedzą, że w sądach utrwaliła się prokonsumencka linia orzecznicza. Wyjątkiem są pojedynczy sędziowie, ale i w tych przypadkach sądy apelacyjne zmieniają ich wyroki.

Paradoksalnie, dla niektórych klientów impulsem do wytoczenia powództwa jest propozycja ugodowa złożona przez bank. Skoro kredytodawca sam szuka porozumienia, to znaczy, że umowa faktycznie jest wadliwa i warto powalczyć.

Spraw ubędzie za 5-7 lat

Można stwierdzić, że po kilku trudnych latach i kosztownych dla kredytobiorców błędach instytucji publicznych (upadłość Idea Banku i Getin Noble Banku) w sprawach kredytów walutowych wypracowane zostały mechanizmy, które powoli pozwalają na osiągnięcie celu i unieważnienie umowy. Reakcje organów administracji na nieprawidłowości na rynku finansowym (Amber Gold, polisolokaty, GetBack, kredyty walutowe) były dotychczas spóźnione o kilka lat. Problem kredytów walutowych można jednak uznać za rozwiązany. Sprawy nadal toczą się wiele lat, ale od strony prawnej nie ma już wątpliwości co do ich nieprawidłowości.

Uwzględniając wpływ kilkudziesięciu tysięcy nowych spraw rocznie i średni czas ich trwania, wynoszący nawet 4 lata, należy przewidywać, że w ciągu 4-6 lat liczba spraw kredytów walutowych spadnie na tyle, że nie będą one stanowić istotnego obciążenia sądów. Oczywiście, pojedyncze pozwy mogą trafiać do sądów jeszcze przez wiele lat. Były przecież umowy zawierane nawet na 40 czy 50 lat. Zatem problem frankowy całkowicie nie zniknie, choć będzie mniej widoczny dla społeczeństwa niż teraz.

Z czasem być może nawet wydział frankowy w Sądzie Okręgowym w Warszawie zostanie przekształcony w zwykły wydział cywilny lub specjalistyczny, tj. do spraw finansowych (w tym sporów z bankami, funduszami inwestycyjnymi czy domami maklerskimi) lub ds. konsumenckich. Warto wykorzystać doświadczenie sędziów, którzy obecnie orzekają w tym wydziale.

Trzeba też pamiętać, że obecnie ignorowane są narastające problemy kredytów złotowych i funduszy inwestycyjnych. Zamiast zapobiegać im, organy i banki twierdzą, że wszystkie działania są i były prawidłowe. Jeśli takie podejście się nie zmieni, to za kilka lat ponownie będziemy komentowali niewydolność sądownictwa – tylko tym razem wynikającą z napływu spraw kredytów złotowych.

„Zachęty” do składania pozwów

Do zakładania spraw przeciwko bankom kredytobiorców motywuje zwłaszcza wzrost kursów walutowych. Jeśli frank zdrożeje lub z powodów ekonomicznych spłata rat będzie trudna, to więcej osób będzie chciało przeciwdziałać rosnącym zobowiązaniom, występując na drogę sądową. Tolerancja wzrostu wysokości rat ma swoje granice. Jeśli przekraczają one akceptowalny poziom, klienci decydują się na wniesienie sprawy. Jest to zasadne, bowiem w zdecydowanej większości spraw sądy udzielają zabezpieczenia i zawieszają płatność. Zmniejszenie wydatków o kilka tysięcy złotych miesięcznie jest odczuwalne, szczególnie w trudniejszej, choćby przejściowo, sytuacji finansowej.

Nie należy jednak spodziewać się dużego wzrostu nowych spraw sądowych. Będzie to raczej powoli malejąca liczba. Sytuacja mogłaby się zmienić dopiero, gdyby waluty kredytów (frank, euro, dolar) zdrożały do poziomu 6-7 złotych i więcej. To zmotywowałoby do działania kredytobiorców, którzy obecnie obsługują kredyt i nie chcą wchodzić w spór z bankiem. Drugim motywatorem może być znaczące skrócenie czasu postępowania – np. z obecnych 3-4 lat do np. półtora roku. W najbliższym czasie nie wydaje się to jednak możliwe.

Dużą i realną motywacją do wniesienia pozwu mogą być także przegrane banków w sprawach o zwrot kapitału kredytu. Wezwanie i następnie pozew banku to nieprzyjemne doświadczenie, ale przy dobrze poprowadzonej sprawie ryzyko jest ograniczone. Działania banków często są spóźnione, wszczynane są odrębne postępowania, zamiast aktywności w już toczących się sprawach.

Do wniesienia pozwu może zachęcić jeszcze bardziej masowe oddalanie pozwów banków. Jeśli okaże się, że groźby banków są bez pokrycia, klienci chętniej zdecydują się na wystąpienie ze swoimi żądaniami. Z kolei na zmniejszenie liczby nowych spraw największy wpływ będą miały warunki ugód proponowane przez banki. Jeżeli będą na tyle atrakcyjne, że rozpoczynanie sprawy sądowej okaże się nieopłacalne, klienci chętnie takie ugody podpiszą. Wzrost kursów, czyli zwiększenie płaconych rat, zawsze motywuje do kompleksowego rozwiązania problemu związanego z kredytem.

Autorem ww. komentarza jest adwokat Jakub Bartosiak,
wieloletni ekspert rynku kredytów walutowych i złotowych z Kancelarii MBM Legal

Protesty klimatyczne Ostatniego Pokolenia: Medialne sukcesy kontra społeczne porażki

Od początku roku protesty organizowane przez ruch Ostatnie Pokolenie wzbudziły szerokie zainteresowanie mediów, generując łącznie ponad 2 tys. publikacji na portalach internetowych wartych ponad 10,8 mln złotych oraz przeszło 41 tys. wzmianek na portalu X, wynika z analizy Instytutu Przywództwa. Czy metody, które powodują frustrację tysięcy mieszkańców Warszawy, skutecznie promują jednak postulaty klimatyczne?

Protesty ekologiczne niewątpliwie przyciągają uwagę mediów, ale ich skuteczność w budowaniu poparcia społecznego pozostaje kwestią otwartą. Podczas gdy znaczna część społeczeństwa wspiera postulaty ekologiczne, metody stosowane przez ruch Ostatnie Pokolenie – takie jak blokowanie kluczowych arterii Warszawy – wywołują frustrację wśród mieszkańców, mogą zniechęcać do angażowania się w sprawy klimatyczne oraz wpływać na negatywny odbiór akcji, na co wskazuje analiza wpisów na portalu X komentujących działania aktywistów.

Dla wielu osób, które mogłyby potencjalnie poprzeć postulaty ruchu, takie środki wyrazu stają się barierą do identyfikacji z jego ideami, na co wskazuje wydźwięk wpisów w mediach społecznościowych komentujących działania aktywistów – zauważa Piotr Gąsiorowski, prezes Instytutu Przywództwa.

Medialnie, ale czy skutecznie?

Akcje Ostatniego Pokolenia wzbudzają zainteresowanie, ale ich odbiór jest w przeważającej mierze negatywny. Z analizy Instytutu Przywództwa wynika, że w okresie 1.01 – 10.12.2024 r. na portalu X ukazało się ponad 41 tysięcy wzmianek o działaniach Ostatniego Pokolenia, z czego jedynie 5% miało wydźwięk pozytywny. Jest to jasny sygnał, że strategie stosowane przez ruch mogą nie spełniać swojego celu, jakim jest zwrócenie uwagi na kwestie klimatyczne oraz skłonienie rządzących do pochylenia się nad postulatami aktywistów. Piotr Gąsiorowski wskazuje na trzy kluczowe przyczyny.

  1. Brak empatii dla interesariuszy

Efektywne przywództwo wymaga uwzględnienia potrzeb i obaw kluczowych interesariuszy, w tym mieszkańców, którzy odczuwają negatywne skutki protestów, takich jak blokady ulic czy opóźnienia w ruchu. Metody wywołujące frustrację społeczną mogą działać przeciwko samym postulatom, które schodzą na dalszy plan, a także alienując potencjalnych sojuszników. W dyskusji na portalach społecznościowych przeważa kwestia negatywnego odbioru protestów, a nie tego, przeciwko czemu chcą zaprotestować aktywiści. Jedynie co 10. wpis na portalu X odnoszący się do Ostatniego Pokolenia podejmuje kwestię klimatu.

  1. Niedopasowanie formy do celu

Współczesne ruchy społeczne muszą być strategiczne. Działania powinny inspirować i edukować, a nie wywoływać reakcje obronne. Jeśli celem ruchu jest zmiana postaw, bardziej skuteczne mogą być kampanie informacyjne, dialog z decydentami czy współpraca z lokalnymi liderami opinii. Akcja, która generuje przeszło większość negatywnego wydźwięku, nie przyniesie pozytywnych korzyści wizerunkowych a za tym też i społecznych. Wydaje się, że taka strategia odzwierciedla chęć zrealizowania swoich idei i przekonań, a rzeczywisty interes społeczny schodzi na dalszy plan.

  1. Brak spójnej narracji pozytywnej

Fakt, że jedynie kilka procent wpisów w mediach społecznościowych ma wydźwięk pozytywny, wskazuje na wyraźny problem w komunikacji. Ludzie potrzebują nie tylko alarmistycznych sygnałów, ale też wizji, jak wspólnie można działać na rzecz lepszego klimatu. Narracja pełna konfliktów i konfrontacji rzadko prowadzi do konstruktywnych zmian. Odbiorcy muszą wiedzieć, że to dzieje się w ich interesie.

–  Skuteczność działań aktywistów powinna być mierzona nie tylko wielkością zainteresowania medialnego, ale przede wszystkim ich zdolnością do budowania szerokiego poparcia społecznego i wpływu na decyzje polityczne. Najważniejszą kwestią w przywództwie w ruchach społecznych jest to, że działania muszą być zrównoważone i przemyślane, aby budować mosty, a nie podziały. Będzie to możliwe tylko w przypadku prawdziwej troski o zainteresowanych, do których skierowany jest przekaz. To powinno być oczywiste w sytuacji, gdy troska o klimat i środowisko jest jedną z najważniejszych współcześnie wartości – podsumowuje prezes Instytutu Przywództwa.

Stabilny rynek nowych ciągników, duży spadek w rejestracji przyczep rolniczych w listopadzie 2024 r.

Na właściwie stałym poziomie, biorąc pod uwagę np. wynik miesiąc wcześniej, prezentuje się rejestracja nowych ciągników w listopadzie tego roku. Druga podstawowa kategoria nowych maszyn rolniczych – przyczepy – zalicza tu jednak spory spadek i pod względem liczby rejestracji przedostatni miesiąc 2024 okazuje się, jak na razie, w tym segmencie najgorszy w całym roku. Bez zmian jest zaś na rynku wtórnym, gdzie Polska Izba Gospodarcza Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR) notuje stały już trend wzrostowy, i to  w obu kategoriach.

Zanim Polska Izba Gospodarcza Maszyn i Urządzeń Rolniczych stanie się gotowa podsumować cały rok, musi poczekać jeszcze kilka tygodni. Na razie jednak, na podstawie danych za dotychczasowe miesiące, a szczególnie za listopad, jest już w stanie stwierdzić, jak kształtują się trendy w rejestracji – a więc de facto sprzedaży – dwóch podstawowych maszyn: nowych ciągników i przyczep.

– Najprawdopodobniej obecny rok należeć będzie do gorszych. Zaobserwowana przez nas rezerwa, z jaką do inwestycji w nowy sprzęt podchodzą rolnicy, zdominowała właściwie trendy w zaopatrywaniu się w takie maszyny. Problem polega wciąż w m.in. w gromadzeniu koniecznego wkładu własnego i w wątpliwościach potencjalnych nabywców, czy obecny czas jest właściwy do nabycia nowych przyczep czy ciągników – uważa Hubert Seliwiak z PIGMiUR.

Nowe ciągniki ze stałą tendencją w rejestracjach

Stałą tendencję widać w rejestracji nowych ciągników. W listopadzie br. było ich 759 czyli właściwie tyle samo, co miesiąc wcześniej (762).

– To jednak 77 szt. mniej niż w rok temu o tej samej porze. Ogółem, od początku roku zarejestrowano 7385 nowych ciągników, a więc 1577 szt. mniej niż w analogicznym okresie 2023. Spadek w stosunku do tamtego czasu wynosi więc 17,6 proc. – dowiedzieć się można z listopadowego zestawienia PIGMiUR.

Jacy byli liderzy?

Pierwsze miejsce zajmuje tu dalej John Deere. Od stycznia do końca listopada br. zarejestrowano nowych 1057 ciągników tej marki. To o 416 szt. mniej niż przed rokiem. Udziały rynkowe wynoszą tu 14,3 proc. Na kolejnych miejscach plasują się Kubota, New Holland, Deutz i Case IH.

Które regiony inwestują w nowy sprzęt?

Województwo mazowieckie jest liderem, jeżeli chodzi o ilość rejestracji nowych ciągników. – W regionie tym, w okresie styczeń-listopad 2024 roku, zarejestrowano 1252 nowych ciągników. To o 306 szt. mniej niż przed rokiem. Na drugim miejscu znajduje się województwo wielkopolskie z ilością 822. Trzecia pozycja przypada województwu małopolskiemu, gdzie zarejestrowano 640 szt. nowych ciągników – przeczytać można w sporządzonym na podstawie danych CEPiK raporcie PIGMiUR o rejestracji nowych maszyn w listopadzie.

Które modele są topowe? Nowe przyczepy z większym spadkiem rejestracji

Od początku roku najpopularniejszym modelem ciągnika był John Deere 6155M, którego zarejestrowano 162 szt. Drugą pozycję utrzymuje New Holland  T5.90S – zarejestrowano 140 szt. tego modelu ciągnika. Trzecie miejsce – Farmtrac Tractors Europe 26 4WD z ilością 126. 119 szt. – tyle zarejestrowano modelu John Deere 6195M. Case IH Puma 150 zamyka piątkę – zarejestrowano 101 szt. tego modelu ciągnika.

– O ile w nowych ciągnikach brak jakichś spektakularnych spadków, to już w nowych przyczepach są one bardziej widoczne, bowiem w 11 miesiącu tego roku liczba ich rejestracji jest najgorsza w 2024. Jest to właściwie stały trend, jaki obserwujemy co roku na rynku przyczep rolniczych. W listopadzie z reguły rejestrowanych jest najmniej lub niemal najmniej przyczep. Przyczyny właściwie są te same, jak w przypadku ciągników i wszystkich pozostałych maszyn. Rolnicy dokonują tylko niezbędnych inwestycji, trzymając środki, by zapewnić sobie i swoim gospodarstwom bezpieczeństwo finansowe, gdyż, w ich ocenie, ogólna sytuacja nadal jest niepewna – podejrzewa Hubert Seliwiak.

W listopadzie 2024 r. zarejestrowano 335 szt. nowych przyczep rolniczych. To najmniejsza miesięczna liczba rejestracji jaką notujemy dotychczas w 2024 roku. W sumie przez jedenaście miesięcy 2024 roku zarejestrowanych zostało 4915 szt. nowych przyczep, to mniej niż w analogicznym okresie zeszłego roku o 903 szt. Spadek wynosi 15,5 proc.

Najpopularniejsze marki nowych przyczep. Na rynku wtórnym stały wzrost

Pronar z ilością 1238 zarejestrowanych nowych przyczep i udziałami 25,2 proc. to lider po jedenastu miesiącach tego roku. Dalej plasują się Metal-Fach, Metaltech, a następnie Wielton i Joskin.

– O ile wyniki w segmencie nowych maszyn wpisują się już raczej w tendencję spadkową, to na rynku wtórnym trend jest odwrotny. Najprawdopodobniej związane jest to ze znacznie większą ostrożnością przy dokonywaniu przez rolników inwestycji w sprzęt, a także z relatywną łatwością w gromadzeniu środków na jego zakup – stwierdza Hubert Seliwiak.

Po jedenastu miesiącach br. PIGMiUR notuje 21 818 rejestracji ciągników używanych. To o 1128 szt. więcej niż w po jedenastu miesiącach 2023 roku. Wzrost wynosi tu więc 5,4 proc.

Liderem rynku wtórnego w okresie styczeń – listopad 2024 jest John Deere. Zarejestrowano 3479 ciągników używanych tej marki, która notuje 15,9 proc udziałów w tym rynku i jest liderem w trzech kategoriach wiekowych: 3-5, 6-10 i 11-20 lat. W najstarszej kategorii, powyżej 20 lat liderem jest marka Ursus.

W tym samym czasie zarejestrowano 6306 przyczep używanych. To o 350 szt. więcej niż przed rokiem. – Oznacza to, że obecnie notujemy wzrost na rynku wtórnym o 5,9 proc – podsumowuje w swoim listopadowym raporcie PIGMiUR.

EIC przeznaczy 1,4 mld euro na rozwój technologii w 2025 roku: Szansa dla polskich firm i naukowców

 W  2025 roku Europejska Rada ds. Innowacji (EIC) przeznaczy ponad 1,4 mld euro na rozwój strategicznych technologii, przełomowych badań i innowacyjnych przedsiębiorstw. Program oferuje wsparcie dla projektów z kluczowych obszarów, takich jak komputery kwantowe, zielona energia czy biotechnologie, mających znaczenie dla uniezależnienia Europy od zewnętrznych dostawców. Inicjatywa skierowana jest do naukowców, którzy chcą skomercjalizować swoje wynalazki, start-upów i sektora MŚP z całej UE, w tym z Polski, otwierając nowe możliwości dla firm gotowych wprowadzać na rynek przełomowe rozwiązania i rozszerzać działalność na rynki międzynarodowe.

Program EIC oferuje wsparcie w czterech kluczowych obszarach, dostosowanych do różnych etapów rozwoju innowacji i biznesu. EIC Pathfinder (budżet 262 mln euro) wspiera zespoły badawcze w realizacji wizjonerskich projektów mogących zmienić oblicze technologii, zapewniając dotacje bezzwrotne do 4 mln euro. EIC Transition (budżet 98 mln euro) wspiera przekształcanie wyników badań naukowych w praktyczne innowacje. Program jest skierowany do projektów, które wcześniej uzyskały finansowanie w ramach m.in. EIC Pathfinder. Firmy mogą otrzymać dotacje do 2,5 mln euro. Największy budżet, EIC Accelerator (634 mln euro), przeznaczony jest na rozwój i rozszerzanie działalności innowacyjnych start-upów i MŚP, z dotacjami do 2,5 mln euro i inwestycjami od 0,5 do 10 mln euro. Nowością jest STEP Scale-Up (300 mln euro), który zapewnia  wsparcie kapitałowe w postaci inwestycji  w wysokości 10-30 mln euro dla obiecujących przedsiębiorstw ze wszystkich branż, aby pomóc im zabezpieczyć większe prywatne współinwestycje w celu dalszego rozszerzania ich działalności.

Kto może ubiegać się o wsparcie?

O finansowanie w ramach programu EIC Accelerator mogą ubiegać się przedsiębiorstwa każdego typu – start-upy, MŚP, spin-offy oraz małe spółki o średniej kapitalizacji. W szczególności program STEP Scale-Up skierowany jest do firm zajmujących się strategicznymi technologiami, które mają szansę uniezależnić Europę od zewnętrznych dostawców oraz napędzać transformację technologiczną w regionie. Przyszłoroczne rozdanie z programu EIC stanowi niezwykłą okazję dla polskich firm, by sięgnąć po unijne fundusze i zrealizować swoje ambitne projekty.

Programy Europejskiej Rady Innowacji na rok 2025 otwierają przed polskimi firmami
i zespołami badawczymi ogromne możliwości zdobycia wsparcia na rozwój przełomowych technologii oraz skalowanie działalności na rynkach międzynarodowych. To szansa nie tylko na finansowanie innowacyjnych projektów, ale także na zwiększenie konkurencyjności Polski w kluczowych obszarach, takich jak – zielona energia, komputery kwantowe, technologie kosmiczne czy biotechnologie
Kinga Stanisławska, polska ambasadorka w Europejskiej Radzie ds. Innowacji.

Polskie sukcesy w programach EIC

W ramach programu EIC Accelerator polskie firmy realizowały i nadal realizują ambitne projekty, które mogą zmienić oblicze wielu branż. Przykładowo, Firma MagRail (HYPER POLAND) otrzymała 2,5 mln euro na projekt lewitujących pociągów, które mają zwiększyć efektywność transportu kolejowego, zmniejszając emisje i wspierając zrównoważony rozwój. COMFTQUA (BEIT Sp. z o.o.) zdobyła 2,5 mln euro na opracowanie algorytmów kwantowych, które umożliwią rozwiązywanie skomplikowanych problemów przy użyciu komputerów odpornych na błędy. Kolejna firma, WIDMO Cities, uzyskała 2,1 mln euro w grancie, aby opracować technologię do precyzyjnego mapowania podziemnej infrastruktury miejskiej, co obniży koszty budowlane oraz zwiększy bezpieczeństwo publiczne.

Rynek powierzchni biurowych w miastach regionalnych: stabilizacja poziomu wakatów wyzwaniem dla deweloperów

W trzecim kwartale 2024 roku rynek powierzchni biurowych w miastach regionalnych Polski zachował stabilność, choć wysokie wskaźniki pustostanów wciąż stanowią wyzwanie i spowalniają aktywność deweloperów. Zasoby biurowe w ośmiu głównych miastach wyniosły 6,73 mln m kw., z czego Kraków pozostaje liderem z 1,82 mln m kw., wyprzedzając Wrocław (1,37 mln m kw.) i Trójmiasto (1,06 mln m kw.).

Stabilizacja poziomu pustostanów

Wskaźnik pustostanów ustabilizował się na poziomie 17,3%, co jest wynikiem o 0,4 p.p. niższym w porównaniu do poprzedniego kwartału i porównywalnym względem analogicznego okresu w 2023 roku. W miastach regionalnych największe spadki w dostępności powierzchni zaobserwowano w Łodzi, Poznaniu i Krakowie, z kolei wzrost zanotowano we Wrocławiu. Najwyższy wskaźnik niewynajętej powierzchni odnotowano w Łodzi (21,1%), a najniższy w Szczecinie (6,8%).

Jak wskazują analitycy BNP Paribas Real Estate Poland, wysoka wartość wskaźnika wolumenu powierzchni niewynajętej utrzyma się w kolejnych miesiącach, a pustostany będą wchłaniane przez rynek jeszcze przez kolejne 3-5 lat. Największy wpływ na tę wartość mają budynki starsze niż 10 lat, których powierzchnie stanowią ponad połowę istniejącego wakatu i długotrwale nie znajdują najemców.

Jak wygląda popyt?

Całkowity wolumen transakcji najmu zarejestrowany w trzecim kwartale 2024 roku wyniósł 223 tys. m kw., co jest wynikiem o 54% wyższym względem ubiegłego kwartału oraz o 13% wyższym względem analogicznego okresu rok temu. Najwięcej powierzchni biurowej zostało wynajęte w Krakowie (85 tys. m kw.), Wrocławiu (43 tys. m kw.) oraz Trójmieście (40 tys. m kw.).

Na koniec III kw. w miastach regionalnych popyt kształtował się na podobnym poziomie do analogicznego okresu w 2023 roku, rekordowego dla największych miast regionalnych, co sugeruje stabilizację rynku najmu. Od początku roku wolumen transakcji wyniósł ponad 0,5 mln m kw., co stanowi spadek jedynie o 4% względem I-III kwartału 2023. W strukturze transakcji trzeciego kwartału przeważały odnowienia dotychczasowych umów najmu, które odpowiadały za 53% popytu, nowe umowy stanowiły 43% udziału, a ekspansje – jedynie 4%. W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2024 r. najaktywniejszymi najemcami pozostawały firmy z sektora IT – podkreśla Małgorzata Fibakiewicz, Starsza Dyrektorka, Dyrektorka Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych BNP Paribas Real Estate Poland.

W trzecim kwartale 2024 roku w miastach regionalnych odnotowano kilka dużych transakcji. Największą z nich było odnowienie umowy najmu przez poufnego najemcę w krakowskim kompleksie Kapelanka 42 A na powierzchnię 16 tys. m kw. Kolejne umowy to renegocjacje w gdańskim kompleksie Alchemia II przez State Street Bank (10 tys. m kw.) oraz wynajęcie powierzchni przez Rossmann na potrzeby własne w łódzkim Parku Biznesu Teofilów – C (8 tys. m kw.). Do największych transakcji we Wrocławiu można zaliczyć odnowienia umów przez najemców w budynkach Bema Plaza (8,5 tys. m kw.) i Wrocławskim Parku Biznesu – Nowa Strzegomska (8,5 tys. m kw.). Te wyniki potwierdzają aktywność firm w największych miastach regionalnych.

Podaż a wpływ na czynsze

Na rynku biurowym w miastach regionalnych aktywność deweloperska pozostaje ograniczona. Obecnie w budowie znajduje się 286 tys. m kw. powierzchni, z przewidywanym terminem ukończenia w latach 2024-2026. Wśród największych projektów można wymienić Quorum Office Park B we Wrocławiu (53 tys. m kw., deweloper: Cavatina) oraz AND2 w Poznaniu (37 tys. m kw., deweloper: Von der Heyden Group). W Krakowie z kolei realizowany jest Projekt WITA (26 tys. m kw.) przez Archicom & Echo Investment.

Pomimo ograniczonej nowej podaży, stawki czynszów za powierzchnie biurowe w miastach regionalnych pozostają stabilne. W III kwartale 2024 roku wynosiły od 11,5 do 18,0 EUR/m kw. miesięcznie, w zależności od lokalizacji i standardu budynku. W nadchodzących miesiącach presja czynszowa może jednak wzrosnąć z uwagi na ograniczoną ilość nowych projektów i umiarkowany spadek wskaźnika pustostanów. Jak zauważają eksperci BNP Paribas Real Estate Poland, w nowych budynkach umowy najmu są coraz dłuższe, są zawierane  nawet na 5-10 lat, co związane jest z wysokimi kosztami fit-out.
W starszych obiektach warunki najmu są bardziej elastyczne – renegocjacje często oferują najem na okres 2-5 lat, a nowe umowy na 3-5 lat.

Wyzwania dla deweloperów i nowe projekty

Jak wskazuje raport „At a Glance – rynek powierzchni biurowych w miastach regionalnych w III kwartale 2024 roku” przygotowany przez analityków BNP Paribas Real Estate Poland, nowa podaż w analizowanym okresie wyniosła jedynie 15,4 tys. m kw. Największym ukończonym projektem był kompleks Waterfront II w Gdyni (14,5 m kw.), zrealizowany przez Vastint.

Warto zauważyć, że od początku roku 2024 rynek biurowy w rynkach regionalnych powiększył swoje zasoby prawie o  77 tys. m kw. Wysoki wskaźnik pustostanów w regionach przekłada się na niską aktywność deweloperów i realizację pojedynczych projektów. Co więcej, deweloperzy w dużym stopniu ograniczyli swoją aktywność w sektorze biurowym, zmieniając docelową funkcję planowanych budynków i uwzględniając formaty mieszkaniowe (np. mieszkania lub apartamenty na wynajem). Nie należy jednak spodziewać się luki podażowej, gdyż planowane projekty są realizowane w etapach lub w formule mixed-use.

Widoczny jest obecnie wyraźny trend konsolidacji powierzchni biurowych i ich optymalizacji. Firmy starają się zwiększyć efektywność wykorzystania przestrzeni, jednocześnie podnosząc jej standard. Istotnym czynnikiem w tym procesie jest rosnące zapotrzebowanie na nowoczesne, elastyczne biura, które odpowiadają na potrzeby współczesnych pracowników. Wojna o talenty, która stała się kluczowym wyzwaniem, jest coraz bardziej obecna na rynkach regionalnych – podkreśla Jan Pawlik, Workplace Management Director, ISS Polska.

Rynki w zawieszeniu: Chińska polityka, geopolityczne ryzyka i oczekiwanie na kluczowe wydarzenia tygodnia

Jeżeli szukać wyjaśnień dla wtorkowych zachowań rynków, to można by uznać, że wreszcie próbują one jakoś zdyskontować kumulujące się ryzyka geopolityczne. Jednak osobiście jestem bliższy tezie o negacji poniedziałkowych ruchów. Czyli tak naprawdę stoimy trochę w miejscu, w oczekiwaniu na najważniejsze wydarzenia tygodnia. Prawdziwy spektakl zacznie się jutro, chociaż z pewnością nie powinniśmy ignorować dotychczas napływających informacji, ze szczególnym uwzględnieniem Chin.

Chińczycy trzymają się mocno?

Nie będzie chyba zbyt odważną tezą sugestia, że wczorajsze informacje o planowanych działaniach chińskich władz nie pojawiły się przypadkowo właśnie w takim momencie. Komunistyczna Partia Chin pragnie dalszego luzowania monetarnego i fiskalnego w nadchodzących miesiącach. Ma to być z jednej strony reakcja na zapowiadane przez Donalda Trumpa cła na chińskie produkty, ale z drugiej odpowiedź na coraz słabszy rynek wewnętrzny. To właśnie rodzima konsumpcja Państwa Środka ma być remedium na coraz większe problemy tamtejszej gospodarki. Oficjalne dane makro (do których analitycy i tak podchodzą z pewną rezerwą) nie pozostawiają zresztą wątpliwości, że władze powinny być jeszcze aktywniejsze w celu utrzymania planowanego przez siebie wzrostu. Wczoraj pojawiły się odczyty inflacyjne i w ujęciu miesięcznym pogłębiła się deflacja (-0,6%), a w ujęciu rocznym ceny poszły w górę o skromne 0,2%. To, co może cieszyć portfele obywateli, jest równocześnie niebezpieczne dla gospodarki, ponieważ zwiastuje jej spowolnienie. Kolejne potwierdzenie problemów nadeszło dziś wraz z danymi o bilansie handlowym. W teorii wzrost eksportu rok do roku o 6,7% może cieszyć, ale gorzej jeśli prognozy wskazywały na +8,5%, a poprzednia publikacja wyniosła aż +12,7%. A to była i tak ta lepsza informacja. Import w ujęciu rocznym spadł aż o 3,9%, ustanawiając niechlubny rekord od września 2023 r. To wszystko przy już słabym poprzednim miesiącu (-2,3%) i prognozach mówiących o wyjściu na dobrą stronę mocy (+0,3%).

Władze muszą działać

Odczyt o imporcie może wskazywać na dwa niebezpieczne aspekty dla drugiej gospodarki globu. Po pierwsze o zmniejszaniu mocy przerobowych tamtejszych fabryk, które już zaczynają mieć problem ze zbytem produktów za granicę, a to może się tylko nasilić wraz z nałożeniem wyższych ceł przez Amerykanów. Po drugie pokazuje to też słabość chińskiego konsumenta, który na ten moment ani myśli o wydawaniu. Warto przy tym pamiętać, że w Państwie Środka obowiązuje pewna umowa społeczna. Społeczeństwo nie kwestionuje przywództwa KPCh dopóki może się cieszyć w miarę powszechnym wzrostem zamożności. Dlatego władze polityczne zaczynają robić i zapowiadać wiele, aby pobudzić rynek i gospodarkę. Jednak to nie jest i nie będzie tak proste, dlatego zaczynają też grać innymi kartami. Właśnie rozpoczęto działania antymonopolistyczne przeciw Nvidii, co ma zapewne pokazać, że władze zamierzają kontrować ruchy Amerykanów. Rośnie też napięcie wokół Tajwanu. Patriotyczne wzmożenie jest zwyczajową zagrywką autorytarnych władz w obliczu wewnętrznych problemów. Czy te działania przyniosą oczekiwane efekty? Czas pokaże, ale pewnym jest, że o wiele poważniejsza rozgrywka dopiero przed nami, gdy fotel w Gabinecie Owalnym zajmie już Donald Trump.

Wtorek w kontrze do poniedziałku

Wtorkowy handel to w pewnej mierze odwracanie wczorajszych kierunków, co ostatecznie można uznać za utknięcie w miejscu i brak zdecydowania inwestorów. Wczoraj spadała giełda w Szanghaju, a rosła w Hongkongu? To dziś już było odwrotnie. W poniedziałek znacząco rósł indeks w Paryżu (pompowany informacjami o chińskich stimulusach), to we wtorek koryguje się już o 0,8%. Wczoraj złoty miał kolejną dobrą sesję, umacniając się dzięki rynkowemu apetytowi na ryzyko i jastrzębiej RPP? To w trakcie dzisiejszej sesji oddaje częściowo pola. Oczywiście wynika to też po części z zachowania kursu EUR/USD, który zawrócił spod 1,059 i po południu zerka już na 1,052 $. Odwrót z koszyka walut naszego regionu jest dość solidarny, a najlepiej sobie z tym radzi HUF. Dla PLN oznacza to powrót kursu euro powyżej 4,26 zł i kursu dolara powyżej 4,05 zł. Jednak rozstrzygające wydarzenia tygodnia dopiero przed nami. Już jutro amerykańskie dane inflacyjne, w czwartek decyzja EBC, a po niej konferencja prezeski Lagarde.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

Detaliści walczą o rentowność: Presja kosztów, nadwyżki zapasów i zmiany w zachowaniach konsumentów

  • Sprzedaż detaliczna jest nadal wysoka w Stanach Zjednoczonych i odradza się w Europie, ale niepewność może wykoleić trwającą poprawę. W Europie sprzedaż detaliczna odradza się nierównomiernie, z niewielkimi wzrostami w krajach takich jak Francja i Hiszpania (średnio +1,6% r/r we Francji w okresie styczeń-wrzesień 2024 r. i +1,4%, odpowiednio), podczas gdy Niemcy i Włochy odrabiają straty w mniejszym stopniu. W Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych sprzedaż detaliczna w tym samym okresie utrzymuje się na solidnym poziomie ok.+2%.
  • Impreza cenowa dobiegła końca: Rentowność sprzedawców detalicznych jest pod presją z powodu rosnących zapasów. Sprzedawcy detaliczni na całym świecie walczą o utrzymanie rentowności, ponieważ malejące wolumeny sprzedaży i wciąż wysokie koszty operacyjne powodują erozję marż.
  • Zakupy online pozostaną, ale odpowiedzialne zakupy schodzą na dalszy plan. Handel elektroniczny odnotował gwałtowny wzrost, a globalne przychody mają przekroczyć 6,5 bln USD do 2029 r., chociaż wzrost spowalnia (CAGR na poziomie +9,5% w porównaniu do +13,5% w poprzednich pięciu latach).
  • Patrząc w przyszłość, sztuczna inteligencja i automatyzacja mogą przynieść detalistom dywidendę technologiczną. Sprzedawcy detaliczni coraz częściej inwestują w technologię w celu optymalizacji zarządzania łańcuchem dostaw i zwiększenia wydajności operacyjnej.

Konsumencki blues

Z analiz Allianz Trade wynika, że sprzedaż detaliczna wykazuje mieszane wyniki na głównych rynkach. Najnowsze dane dotyczące sprzedaży detalicznej od stycznia do września 2023 i 2024 r. pokazują bardzo różne wzorce w różnych gospodarkach. We Francji wzrost sprzedaży detalicznej odbił się od -2,2% r/r średnio w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2023 r. do średnio +1,6% r/r w tym samym okresie w 2024 r., co sugeruje ożywienie wydatków konsumpcyjnych w miarę zmniejszania się presji inflacyjnej. Niemcy wykazują jednak marginalną poprawę, przechodząc od wartości ujemnej w 2023 r. do powolnego +0,1% w 2024 r., co odzwierciedla utrzymujące się wyzwania gospodarcze. Hiszpania cechuje się stosunkową odpornością swoich wyników sprzedaży, przy czym wzrost sprzedaży detalicznej nieznacznie spadł w 2024 roku. Choć nadal dodatni, wolniejszy wzrost wskazuje na ochłodzenie popytu konsumpcyjnego, prawdopodobnie związane z mniejszym zaufaniem. Tymczasem sprzedaż detaliczna we Włoszech, choć odrabia straty, pozostaje w 2024 roku na ujemnym poziomie 1,0%. Wielka Brytania wykazuje podobny wzorzec, ze sprzedażą detaliczną której wzrost spowolnił z +5,6% w 2023 r. do wciąż silnego +2,0% w 2024 r. Sugeruje to, że brytyjscy konsumenci nadal wydają, pomimo utrzymującej się inflacji i wciąż wysokich stóp procentowych. Stany Zjednoczone, choć również spowalniają, pozostają silne, a wzrost sprzedaży detalicznej spada z +3,5% w 2023 r. do +2,2% w 2024 r., zgodnie ze spowalniającą, ale wciąż silną gospodarką USA.

Zamożniejsi i młodsi konsumenci napędzają wydatki detaliczne, zwłaszcza w USA. W ostatnich latach zamożni konsumenci stali się jednym z głównych czynników napędzających wzrost wydatków konsumpcyjnych, w szczególności w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Trend ten był szczególnie wyraźny, ponieważ zamożne gospodarstwa domowe skorzystały ze znacznego wzrostu dochodów, kapitału własnego i inwestycji giełdowych, co pozwoliło im zwiększyć konsumpcję pomimo inflacji i wyższych stóp procentowych. Różni się to znacznie od zachowań związanych z wydatkami sprzed pandemii, kiedy to szersza grupa demograficzna miała bardziej równomierny udział w sprzedaży detalicznej. Tymczasem obecnie gospodarstwa domowe o wyższych dochodach nie tylko utrzymały, ale nawet zwiększyły swoje wydatki w różnych kategoriach detalicznych, równoważąc w ten sposób bardziej powściągliwe wydatki obserwowane wśród grup o niższych dochodach. Tendencja ta przejawia się w dobrych wynikach sprzedaży towarów luksusowych i usług z wyższej półki, czyli sektorów, które odnotowały znaczny wzrost dzięki sile nabywczej zamożniejszych Amerykanów. Z drugiej strony, podstawowe towary i usługi, które stanowią większą część budżetów gospodarstw domowych o niższych dochodach, odnotowały stosunkowo niewielki wzrost. Ta rozbieżność we wzorcach wydatków przyczyniła się do powstania krajobrazu handlu detalicznego, na który coraz większy wpływ ma konsumpcyjne preferencje osób zamożnych. W Wielkiej Brytanii klasa średnia wyższa odnotowała największy wzrost, a górne 20% odnotowało mniejszy wzrost niż dolne 20%. Podkreśla to, że dominacja osób zamożnych jest w większości przypadków silną cechą w USA. Co więcej, młodsi kupujący, stosunkowo mniej liczna grupa demograficzna w większości rozwiniętych gospodarek, wydają więcej niż starsi. Te dwa trendy mogą mieć daleko idące konsekwencje dla branży detalicznej, która może być zmuszona do odpowiedniego dostosowania asortymentu produktów i obsługi klienta.

Nastroje europejskich konsumentów

Zaufanie konsumentów jest jednym z głównych czynników napędzających te trendy w zakresie oszczędności i wydatków, kształtowane i pobudzane przez rozbieżne trendy gospodarcze – zwłaszcza różne trendy inflacyjne – oraz politykę i dynamikę rynku pracy. Zaufanie konsumentów we Francji w październiku wyniosło 95; choć stłumione i poniżej progu 100, odbija się od najniższych poziomów z lata 2022 r., kiedy konsumenci zostali mocno dotknięci inflacją w wyniku wojny na Ukrainie. Większość innych głównych gospodarek europejskich wykazuje ten sam wzorzec. We Włoszech odnotowano w październiku wskaźnik zaufania na poziomie 97,4. Pomimo tego że w Niemczech, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii wskaźnik ufności konsumenckiej ma nadal ujemne saldo, to podobnie jak w innych krajach, jest on na dobrej drodze do poprawy. Niemniej jednak, pomimo niedawnego złagodzenia zarówno inflacji, jak i stóp procentowych, konsumenci wciąż są nieco przygnębieni, na co wpływ ma duża niepewność gospodarcza i polityczna w wielu krajach, w tym kłopoty niemieckiego przemysłu, kontynuacja wojny w Ukrainie, napięcia na Bliskim Wschodzie, niestabilność polityczna we Francji i Niemczech oraz wzrost cen żywności. W tym kontekście wyróżniają się Stany Zjednoczone, których indeks zaufania konsumentów na poziomie 108,2 podkreśla odporność tamtejszej gospodarki. Ponieważ inflacja spada, a stopy procentowe maleją, silny rynek pracy i wyższe dochody do dyspozycji pomogły w poprawie nastrojów amerykańskich konsumentów. Patrząc w przyszłość, nadchodząca administracja Trumpa może wdrożyć środki sprzyjające aktywności gospodarczej, ale jego polityka może również ożywić inflację, co może mieć odwrotny – negatywny wpływ na zaufanie konsumentów.

Wskaźniki zaufania konsumentów

Wskaźniki zaufania konsumentów

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Europa jest bardziej wrażliwa na szoki związane z niepewnością polityczną. Europejscy konsumenci są znacznie bardziej wrażliwi na negatywne wiadomości niż ich amerykańscy odpowiednicy, co jest trendem zakorzenionym w strukturach gospodarczych, polityce społecznej i postawach kulturowych. Rynki pracy w wielu krajach europejskich są mniej elastyczne niż w Stanach Zjednoczonych, a ostatni kryzys energetyczny był bardziej dotkliwy dla europejskich konsumentów. Ponadto, podczas gdy amerykańskie gospodarstwa domowe często korzystają z kredytów w celu utrzymania wydatków, Europejczycy w większym stopniu polegają na rzeczywistych dochodach i oszczędnościach, co prowadzi do szybszego spadku konsumpcji w przypadku spadku zaufania. Amerykańscy konsumenci są bardziej odporni na wahania zaufania ze względu na różnice strukturalne, począwszy od bardziej elastycznego rynku pracy, a skończywszy na efektach wysokiego bogactwa, które pomagają w buforowaniu wahań nastrojów i wydatków. Zwiększona wrażliwość europejskich konsumentów znajduje odzwierciedlenie w ostrzejszych wahaniach nastrojów konsumenckich i silniejszym wpływie zmian zaufania na zachowania związane z wydatkami w porównaniu z USA. Okazuje się, że szoki zaufania wyjaśniają większą część wahań sprzedaży detalicznej w Europie (od 9% w Niemczech do prawie 18% w Wielkiej Brytanii). W Stanach Zjednoczonych szoki zaufania odpowiadają jedynie za 7% wahań sprzedaży detalicznej. W tym kontekście kluczowe znaczenie ma ustabilizowanie zaufania konsumentów w celu wsparcia wzrostu w Europie. Należy jednak uważać na wyższe cła, które mogą zaważyć na wydatkach amerykańskich konsumentów, zwłaszcza najbiedniejszych gospodarstw domowych. Powrót Donalda Trumpa może zapoczątkować nową wojnę handlową poprzez ukierunkowany i znaczny wzrost ceł na towary importowane, zwłaszcza z Chin (do 60%).

Chociaż nie będzie to pierwszy raz, kiedy amerykańscy detaliści będą musieli poradzić sobie z tak nieprzyjaznym środowiskiem handlowym – a niektórzy już wykorzystali wcześniejsze doświadczenia, aby zdywersyfikować swoje łańcuchy dostaw, to Stany Zjednoczone nadal masowo importują towary z Chin. We wrześniu odnotowały największy miesięczny deficyt (31 mld USD) od dwóch lat, zwiększając całkowity deficyt do 217 mld USD w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2024 roku (wzrost o +4% w porównaniu z 2023 r.). Mimo że dwustronna nierównowaga dramatycznie zmalała od szczytu z 2018 r. (418 mld USD) i od wojny handlowej, która miała miejsce podczas pierwszej administracji Trumpa, nie oznacza to, że rozpoczęcie kolejnej wojny handlowej nie będzie możliwe.

Spór handlowy nie obędzie się bez kosztów. Chiny pozostają głównym dostawcą maszyn elektrycznych i elektronicznych (14% całkowitego importu USA w 2022 r.,  w tym 31% z Chin), maszyn i urządzeń mechanicznych (15% / 25%), tekstyliów (5% / 34%), zabawek i sprzętu rekreacyjnego (2% / 78%), mebli (2% / 42%) i wyrobów z tworzyw sztucznych (3% / 30%). Wyższe cła na chiński import spowodowałyby wzrost cen w USA, uderzając najbardziej w gospodarstwa domowe o niskich dochodach. Badania przeprowadzone przez Peterson Institute for International Economics sugerują, że cła mogłyby doprowadzić do spadku dochodów o -6% (2600 USD) dla dolnego kwintyla amerykańskich gospodarstw domowych, czyli dwa razy więcej niż w przypadku gospodarstw domowych o wysokich dochodach – najwyższego kwintyla (-3% /1200 USD). Krajowa Federacja Handlu Detalicznego oszacowała zakres kosztów na poziomie 360-625 USD rocznie dla przeciętnych amerykańskich konsumentów dla listy sześciu produktów, których koszty produkcji są silnie uzależnione od Chin (odzież, zabawki, meble, sprzęt gospodarstwa domowego, obuwie i artykuły używane w podróży).

Sprzedawcy detaliczni dostosowują się do inflacji i wyzwań związanych z łańcuchem dostaw

Zanika siła cenowa producentów/dostawców. Zarówno firmy produkcyjne, jak i detaliści w Stanach Zjednoczonych i Europie mają mniejszą siłę cenową, ponieważ konsumenci i firmy coraz bardziej opierają się wyższym cenom w obliczu spowolnienia popytu i utrzymujących się skutków niedawnej presji inflacyjnej. Zmiana ta stanowi punkt zwrotny dla wielu firm, które polegały na podwyżkach cen w okresie po pandemii, aby zrównoważyć rosnące koszty nakładów i utrzymać marże. Oba regiony są świadkami zbieżności czynników – schładzania wzrostu gospodarczego, wciąż wysokich stóp procentowych, większej wrażliwości konsumentów na ceny i mniejszej ich ufności – które zmniejszają możliwość przedsiębiorstw do przenoszenia kosztów na klientów. W Stanach Zjednoczonych, gdzie inflacja spadła w porównaniu do jej szczytowego poziomu w 2022 r., dochody pozostającego do dyspozycji są pod presją ze strony wysokich kosztów zakwaterowania, żywności i opieki zdrowotnej. W tym kontekście konsumenci coraz częściej decydują się na tańsze alternatywy. Coraz większa część handlu detalicznego zgłasza rosnący popyt na towary marek własnych, co wskazuje na mniejszą gotowość do absorbowania podwyżek cen produktów markowych. Niedawna stabilizacja łańcuchów dostaw ograniczyła również dźwignię cenową, z której korzystali producenci w okresie szoków podażowych w 2021 i 2022.

Z analiz Allianz Trade wynika, że przed największymi wyzwaniami związanymi z utrzymaniem swoich cen stoją firmy europejskie. Konsumenci w Europie nadal zmagają się z wysokimi kosztami energii i inflacją cen żywności, stali się więc szczególnie wrażliwi na ceny, na co wskazuje słaby wzrost sprzedaży detalicznej w największych gospodarkach, takich jak Niemcy i Francja. Nasza analiza ostatnich trendów cen detalicznych i cen producentów ujawnia, że w większości kategorii produktów ceny producentów rosły szybciej niż ich ceny detaliczne. Potwierdza to słabnącą siłę cenową producentów i detalistów. Podsumowując – spadek siły cenowej producentów odzwierciedla szerszą normalizację warunków gospodarczych po pandemii. Wraz ze spadkiem inflacji i słabnącym popytem konsumenckim, firmy w Stanach Zjednoczonych i Europie wkraczają w fazę, w której wzrost cen nie jest już łatwą dźwignią do utrzymania wzrostu, co oznacza przejście do okresu trudniejszych warunków operacyjnych

Rentowność wystawiona na próbę. W kontekście niższego popytu i wciąż utrzymującej się inflacji, detaliści w Stanach Zjednoczonych i Europie stanęli w obliczu znacznego spowolnienia wzrostu rentowności w trzecim kwartale 2024 roku. Podczas gdy wiele firm odnotowało silny wzrost sprzedaży podczas ożywienia po pandemii i wykorzystało stłumiony popyt, krajobraz znacznie się zmienił w 2024 r., a rentowność znalazła się pod presją na kluczowych rynkach. W 3. kwartale 2024 r. globalni zdywersyfikowani detaliści i gracze e-commerce zdołali zwiększyć rentowność o odpowiednio +8,5% r/r i +9,1%.

W obliczu niższego wolumenu sprzedaży żywności, rentowność detalistów spożywczych i farmaceutycznych spadła o -6,5% r/r. Nastąpiło to po roku silnego wzrostu, w którym rosnące ceny rekompensowały spadające wolumeny, co obecnie nie ma już miejsca zarówno w USA, jak iw Europie. Specjalistyczni detaliści odnotowali płaską rentowność w ujęciu rocznym. Patrząc na dynamikę krótkoterminową, średnio wszystkie segmenty odnotowały ujemny wzrost rentowności w ujęciu kwartalnym.

Z perspektywy firm, około 60% detalistów w naszej próbie odnotowało spadek rentowności kw/kw, podczas gdy jedna druga detalistów zdołała utrzymać dodatni wzrost r/r. Koszty pracy mocno odbiły się na rentowności, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. Ponadto koszty operacyjne, takie jak czynsz, energia i logistyka, pozostają wysokie, co jeszcze bardziej obniża rentowność, nadwyrężając marże. Sprzedawcy detaliczni najprawdopodobniej nadal będą mieli trudności ze zrównoważeniem tej presji kosztowej, ponieważ zmagają się ze spowolnieniem sprzedaży i zmniejszoną siłą cenową.

Dostosowanie zapasów do zakłóceń w łańcuchu dostaw i rosnących kosztów. Sprzedawcy detaliczni w Stanach Zjednoczonych i Europie strategicznie zwiększają zapasy, aby sprostać podwójnemu wyzwaniu: wynikającemu zarówno z inflacji, jak i zakłóceń w łańcuchu dostaw. Podczas gdy sektor detaliczny w skali globalnej utrzymywała w okresie czterech lat poprzedzających pandemię zapasy na średnio około 46 dni obrotu, to w ciągu czterech lat od wybuchu Covid-19 stan zapasów wzrósł średnio do 54 dni obrotu. Dokonując zakupów z wyprzedzeniem, firmy chcą zabezpieczyć się przed dalszym wzrostem cen i ograniczyć ryzyko związane z opóźnieniami w dostawach lub ich niedoborami.

Ten wzrost zapasów odzwierciedla proaktywną reakcję na niestabilne warunki, które charakteryzują globalne rynki od czasu pandemii, ponieważ detaliści starają się ustabilizować działalność we wciąż niepewnym otoczeniu. W Stanach Zjednoczonych trend ten był szczególnie widoczny w sektorach takich jak odzież, elektronika i artykuły gospodarstwa domowego, gdzie marże są szczególnie wrażliwe na wahania cen zaopatrzenia. Zmniejszenie opóźnień w ekspedycji towarów i niższe stawki frachtowe w 2023 r. pozwoliły wielu detalistom na uzupełnienie zapasów, które zostały wyczerpane podczas pandemii, a dodatkową korzyścią było zabezpieczenia przed dalszą inflacją cen.

Jednak strategia ta nie jest pozbawiona ryzyka. Podwyższone zapasy wiążą się z wyższymi kosztami magazynowania i niebezpieczeństwem zamrożenia środków w nadmiernych zapasach w przypadku spowolnienia popytu konsumenckiego. W rzeczywistości kilku dużych amerykańskich detalistów zasygnalizowało pod koniec 2023 r. trudności związane z nadmiernymi zapasami, co zmusiło ich do przyjęcia agresywnych strategii rabatowych w celu oczyszczenia półek. Równowaga pomiędzy wystarczającymi poziomami zaopatrzenia a unikaniem nadmiernych zapasów staje się coraz bardziej delikatna i trudna do utrzymania. W Europie akumulacja zapasów przebiegała według podobnego schematu, ale z dodatkowymi komplikacjami. Sprzedawcy detaliczni w strefie euro musieli stawić czoła nie tylko presji inflacyjnej, ale także utrzymującym się zagrożeniom geopolitycznym, takim jak kryzys energetyczny zaostrzony przez wojnę rosyjsko-ukraińską. Czynniki te zwiększyły obawy o niezawodność łańcucha dostaw, prowadząc wiele firm do priorytetowego zabezpieczenia kluczowych towarów z dużym wyprzedzeniem.

Wolumen kontra premia: polaryzacja rynku, która nasiliła się od czasu pandemii Covid-19 i okresu wysokiej inflacji. Powiększająca się przepaść majątkowa, która dramatycznie wzrosła w gospodarkach rozwiniętych wraz z pandemią Covid-19 i okresem dwucyfrowej inflacji w latach 2022-2023, odbiła się na strategii operacyjnej sprzedawców detalicznych. W efekcie można więc wyróżnić dwie strategie biznesowe, które dotyczą dwóch bardzo różnych kategorii konsumentów i danych demograficznych: gospodarstw domowych o niskich i wysokich dochodach oraz młodszych i starszych. Klienci o niskich dochodach są szczególnie wrażliwi nie tylko na cenę, ale także na szybkość i jakość dostawy, ponieważ wyższe ceny energii zmuszają ich do bardziej efektywnego zarządzania zakupami (tj. unikania niepotrzebnych podróży).

Aby przyciągnąć tego typu klientów, niektórzy duzi detaliści stosowali na szeroką skalę politykę dużych rabatów, obniżając ceny w celu zwiększenia ruchu w sklepach (polityka oparta na wolumenie), ale także równolegle rozwijając usługi cyfrowe w celu usprawnienia dotarcia do klientów programów nagród, chcąc poprawić ich przywiązanie do marki. W ramach tej strategii sprzedawcy detaliczni zwiększyli również różnorodność swojego asortymentu produktów poprzez dalszy rozwój marek własnych, których postrzegana wartość znacznie wzrosła w ostatnich latach, przez co stały się one prawdziwą alternatywą (dla lokalnych produktów markowych). Pozwoliło to (stosującym tę strategię) tym sprzedawcom utrzymać wysokie marże, pomimo obniżonych cen.

Po drugiej stronie spektrum widzimy detalistów, którzy zdecydowali się na pozycjonowanie się w oparciu o produkty wysokiej jakości i zorientowanych na zdrowie, ponieważ zamożniejsi klienci są mniej skłonni do ograniczania wydatków. Ta kategoria społeczna jest o wiele bardziej wrażliwa na wartość niż na cenę i nie waha się zapłacić więcej za coś, co albo ich zadowoli (efekt przyjemności), przekona ich, że jest to dobre dla ich zdrowia i/lub sprawi, że poczują, że zostało to zaprojektowane specjalnie dla nich (personalizacja). Aby sprostać ich coraz wyższym oczekiwaniom i wymaganiom dotyczącym spersonalizowanych towarów/usług, niektórzy sprzedawcy detaliczni badają narzędzia technologiczne, w szczególności platformy oparte na sztucznej inteligencji, uczące się boty i/lub oprogramowanie bazujące na Big Data, aby spróbować wykryć i lepiej zrozumieć potrzeby klientów.sektor detaliczny zmiany konsumentów

Konsument jest bardziej cyfrowy, ale nie bardziej odpowiedzialny

Żywność ekologiczna i odpowiedzialne produkty: osiągnęliśmy już pułap czy szykuje się hit po kryzysie siły nabywczej? Rynek żywności ekologicznej i inne trendy konsumenckie oparte na zrównoważonym rozwoju stoją w Stanach Zjednoczonych i Europie w obliczu poważnych przeciwności, ponieważ trwający kryzys siły nabywczej zmienia priorytety wydatków, prowadząc wielu konsumentów do porzucenia produktów ekologicznych i przyjaznych dla środowiska, ale o wysokiej cenie na rzecz bardziej przystępnych cenowo konwencjonalnych alternatyw. Zmiana ta zagraża dynamice konsumpcji ukierunkowanej na zrównoważony rozwój, która rosła w latach poprzedzających spowolnienie gospodarcze. W Stanach Zjednoczonych rynek żywności ekologicznej, który rósł w dwucyfrowym tempie przez większą część ostatniej dekady, obecnie zwalnia. Wysoka inflacja zaostrzyła ten trend, a podstawowe produkty, takie jak mięso, jaja, mleko i inne produkty spożywcze notowały gwałtowne wzrosty cen. W Europie, gdzie sektor ekologiczny od dawna korzysta z dotacji rządowych i silnego popytu konsumentów na zrównoważone towary, sytuacja jest podobna. Sprzedaż żywności ekologicznej w Niemczech, Francji i Włoszech odnotowała znaczne spowolnienie. Poza żywnością, inne trendy odpowiedzialności ze strony kupujących, takie jak zrównoważona moda i przyjazne dla środowiska produkty do domu również zmagają się z trudnościami. W obydwu regionach nacisk na bardziej ekologiczną konsumpcję napotyka na opór, ponieważ konsumenci koncentrują się na zaspokajaniu bieżących potrzeb finansowych, a nie na wspieraniu długoterminowych celów i preferencji w zakresie zrównoważonego rozwoju. Na przykład marki slow fashion, promujące etyczne praktyki pracy i materiały przyjazne dla środowiska, odnotowały spadek sprzedaży ponieważ konsumenci zwracają ku sprzedawcom „szybkiej mody” w poszukiwaniu tańszych opcji. Wyzwaniem dla sprzedawców detalicznych i producentów będzie w przyszłości ożywienie tych segmentów i produktów, gdy kryzys siły nabywczej będziemy w końcu oglądać jedynie w lusterku wstecznym.

Handel elektroniczny nadal rośnie, napędzany przez produkty nie uznaniowe (nie pierwszej potrzeby). Rynek handlu elektronicznego niemal podwoił swoją wielkość od początku pandemii Covid-19 i przewidywać można, że w 2024 r. przekroczył 4 bln USD. Szacujemy, że do 2029 r. osiągnie około 6,5 bln USD, rosnąc o skumulowany roczny wskaźnik wzrostu (CAGR) wynoszący +9,5% w ciągu najbliższych pięciu lat, choć jest to wolniejszy wzrost niż +13,5% CAGR w ciągu poprzednich pięciu lat. Ten znaczący wzrost jest nadal napędzany przez dwóch dominujących graczy: Chiny, które odpowiadają za 36% światowych przychodów z handlu elektronicznego, oraz Stany Zjednoczone, których udział wynosi 30%. Dominację tę przypisuje się przede wszystkim wysokim wskaźnikom penetracji Internetu, ponieważ badania konsekwentnie podkreślają silną korelację pomiędzy dostępem do Internetu a zakupami online. Jednak bardziej decydującym czynnikiem jest przewaga dużych platform e-commerce typu pure play w tych krajach, takich jak Alibaba i Amazon, które obsługują zróżnicowaną gamę klientów pod względem społecznym, wiekowym i demograficznym. W Europie widzimy podobny wzorzec, choć na mniejszą skalę. Wielka Brytania przoduje w regionie z 19% przychodów europejskiego rynku e-commerce (co odpowiada 3% udziału w globalnym handlu elektronicznym), a następnie Niemcy z 15% (2% globalnie). Jednak Europa jako całość pozostaje znacznie w tyle, generując zaledwie 15% globalnych przychodów z handlu elektronicznego, a udział ten nie wzrośnie i utrzymywać się będzie na stałym poziomie do 2029 roku. Te słabe wyniki są w dużej mierze spowodowane brakiem głównych platform handlowych porównywalne do tych w Chinach czy Stanach Zjednoczonych i wolniejsze wdrażanie technologii cyfrowych, na co wpływ mają regionalne nawyki konsumenckie. Rozdrobnione rynki europejskie i różne poziomy dojrzałości cyfrowej jej konsumentów w poszczególnych krajach dodatkowo utrudniły skorzystanie w Europie na boomie w handlu elektronicznym. Na poziomie sektorowym oczekiwać można, że produkty niedyskrecjonalne – takie jak żywność, napoje, wyroby tytoniowe i podstawowe artykuły gospodarstwa domowego – wykazywać będą największy potencjał wzrostu, z prognozowanym wzrostem przychodów online przekraczającym +10% CAGR w ciągu najbliższych pięciu lat. Wzrost ten wynika ze stosunkowo niskiej penetracji cyfrowej tych kategorii, co stwarza duże pole do wzrostu w miarę dojrzewania rozwiązań e-commerce dla tych produktów. Z drugiej strony szacujemy, że kategorie takie jak higiena osobista, majsterkowanie i narzędzia oraz farmaceutyki odnotują znaczne spowolnienie wzrostu przychodów w porównaniu z ostatnimi pięcioma latami, gdyż duży wpływ na popyt online był w nich wywołany pandemią. Tymczasem przewiduje się, że sektory takie jak elektronika i media kontynuować będą silny wzrost, przy CAGR odpowiednio +9% i +8%. Ten trwały wzrost jest prawdopodobnie spowodowany naturalnym cyklem wymiany produktów zakupionych podczas pandemii, takich jak komputery, sprzęt audio i inny sprzęt medialny, które są bliskie starzenia się.

globalny ecommerce

Technologia cyfrowa tworzy nową konkurencją. Platformy mediów społecznościowych w coraz większym stopniu napędzają sprzedaż. Przychody z mediów społecznościowych (tj. część przychodów online generowanych za pośrednictwem platform społecznościowych) gwałtownie wzrosły w ostatnich latach, w szczególności na rynkach takich jak Chiny i Indie. W tych krajach stosunek przychodów z usług społecznościowych do całkowitych przychodów z handlu elektronicznego potroił się w latach 2018-2023, co dobrze odzwierciedla szybki wpływ sprzedaży w mediach społecznościowych na nawyki zakupowe konsumentów. Mimo iż w porównaniu do tych rynków segment ten pozostaje stosunkowo niewielki w Stanach Zjednoczonych i Europie, to jednak stale zyskuje na popularności, napędzany przez młodszych konsumentów, w szczególności pokolenie Z. Ta rdzennie cyfrowa kohorta spędza dużo czasu na platformach społecznościowych i w dużym stopniu to na nich polega w odkrywaniu produktów i interakcjach z markami. W przeciwieństwie do starszych pokoleń, pokolenie Z jest mniej przyzwyczajone do zakupów w sklepach i wykazuje niską lojalność wobec marki, co sprawia, że platformy społecznościowe są kluczowym sposobem dla sprzedawców detalicznych, aby przyciągnąć ich uwagę. Platformy te służą zarówno jako narzędzie marketingowe, jak i kanał sprzedaży, umożliwiając firmom prezentowanie produktów, interakcję z potencjalnymi klientami i przekształcanie zaangażowania w sprzedaż. Dla sprzedawców detalicznych rozwój handlu społecznościowego stanowi uzupełniającą, ale wyraźną okazję do zwiększenia ich obecności w Internecie i zwiększenia przychodów.

Platformy społecznościowe oferują unikalne korzyści, takie jak celowane reklamy, partnerstwa z influencerami i zaangażowanie konsumentów w czasie rzeczywistym, co może zwiększyć widoczność marki i konwersję wśród odbiorców obeznanych z technologią. Jednak takie podejście wiąże się również z wyzwaniami, w tym z wyższymi wydatkami marketingowymi, ponieważ firmy inwestują w sponsorowane posty, tworzenie treści i kampanie specyficzne dla platformy, aby pozostać konkurencyjnym. Te dodatkowe koszty mogą być ryzykowne dla marż zysku, zwłaszcza jeśli oczekiwana sprzedaż się nie zmaterializuje. Podczas gdy potencjał przechwytywania nowych strumieni przychodów jest znaczny, presja na marże i niepewność związana z handlem społecznościowym wymagają zarówno starannej strategii, jak i potem jej realizacji. Co więcej, sprzedaż za pośrednictwem mediów społecznościowych pozwala również na dalszy rozwój sprzedaży bezpośredniej i oferuje istniejącym i wschodzącym markom możliwość bezpośredniej obsługi klientów, bez konieczności kontaktowania się z detalistami.

Istnieje również dywidenda technologiczna dla handlu detalicznego

Dlaczego konsumenci w ogóle korzystają z Internetu? Rozwój oferty cyfrowej wydaje się być nieoficjalną obowiązkową opcją dla sprzedawców detalicznych w celu zwiększenia przychodów, utrzymania wysokich marż, a nawet zdobycia udziału w rynku. Jednak cyfryzacja już wprowadzana lub dopiero planowana przez część sprzedawców detalicznych nie jest prosta. Wiąże się nie tylko z zaprojektowaniem przyjaznej dla użytkownika platformy w celu zwiększenia ruchu, ale także z głębokim przekształceniem łańcuchów dostaw i zarządzania zapasami w celu zapewnienia skutecznej optymalizacji kosztów. Istnieją trzy czynniki, które skłaniają klientów do robienia zakupów online, zamiast chodzenia do sklepów: 1) szybkość i niezawodność dostawy, 2) bezpieczeństwo i różnorodność rozwiązań płatniczych oraz 3) konkurencyjność cenowa. Możliwość posiadania wszystkiego, czego chcemy w krótkim czasie, po niższych kosztach oraz w niezawodny i bezpieczny sposób wydaje się być ogromnym ulepszeniem dla klientów. Zaznaczenie wszystkich tych pól może zapewnić firmie kluczową przewagę konkurencyjną. Ale lojalność wiąże się jednak z niezawodnością, więc największym wyzwaniem dla firmy jest upewnienie się, iż ma dynamiczny łańcuch dostaw i skuteczną politykę magazynową, aby uniknąć niedoborów i zapewnić terminową i szybką dostawę do klientów. Rozwijanie większej elastyczności jest kluczem do sukcesu dla sprzedawców detalicznych, a wykorzystanie technologii jest często środkiem do osiągnięcia tego celu. Wyjaśnia to rosnące inwestycje w automatyzację, big data i narzędzia AI.

AI Dorado: Sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe mogą przynieść duże korzyści. Sektor handlu detalicznego wciąż znajduje się we wczesnej fazie rozwoju rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji. Niemniej jednak już teraz obserwujemy, że detaliści coraz częściej sięgają po technologie sztucznej inteligencji w celu zwiększenia wydajności operacyjnej, poprawy zaangażowania klientów i zwiększenia rentowności. Na przykład amerykańscy detaliści planujący wdrożenie sztucznej inteligencji mają nadzieję, że będzie ona miała wpływ na różne aplikacje. Automatyzacja marketingu jest w tym liderem, a 49% sprzedawców detalicznych zamierza wykorzystać sztuczną inteligencję do tego celu, co odzwierciedla jej krytyczne znaczenie w spersonalizowanym docieraniu do klientów i w optymalizacji kampanii. Analizując dane klientów w czasie rzeczywistym, narzędzia marketingowe oparte na sztucznej inteligencji pomagają sprzedawcom detalicznym dostarczać dostosowane do ich potrzeb reklamy, promocje i rekomendacje, poprawiając w ten sposób współczynniki konwersji i utrzymania klientów.

Wirtualni agenci i chatboty, wskazane przez 31% sprzedawców detalicznych, są drugim najpopularniejszym zastosowaniem sztucznej inteligencji, podkreślając zapotrzebowanie na lepszą obsługę klienta. Narzędzia te pozwalają sprzedawcom detalicznym zapewniać wsparcie 24 godziny na dobę, obsługiwać rutynowe zapytania i redukować lub zwalniać personel ludzki. Analityka danych wykorzystująca sztuczną inteligencję, wymieniana przez 29% sprzedawców detalicznych, ma kluczowe znaczenie dla podejmowania decyzji i wydajności operacyjnej. Zaawansowana analityka umożliwia firmom przewidywanie popytu, optymalizację poziomów zapasów i identyfikację pojawiających się trendów konsumenckich. Przykładowo, sprzedawcy detaliczni mogą wykorzystywać sztuczną inteligencję do analizowania historycznych danych

sprzedażowych wraz z czynnikami zewnętrznymi, takimi jak pogoda lub wskaźniki ekonomiczne, poprawiając dokładność prognozowania i ograniczając scenariusze nadmiernych zapasów lub braków magazynowych. Bardziej zaawansowane technologie, w tym rozpoznawanie mowy/głosu (12%), automatyzacja procesów robotyki (5%) i biometria (3%), są rzadziej wymieniane, ale są obiecujące w zastosowaniach niszowych. Wśród głównych zmian, jakie osoby wdrażające AI planują w swoich firmach, szkolenia są pierwszą odpowiedzią (34%), ponieważ pracownicy muszą zapoznać się z nowymi narzędziami i technologiami. Istnieje również spory odsetek respondentów, którzy nie planują niczego konkretnego, ponieważ postrzegają te narzędzia jako „plug-and-play” lub ponieważ wdrożenie sztucznej inteligencji nie zostało przez nich przemyślane w sposób strategiczny. Ogólnie rzecz biorąc, dzięki potencjałowi w generowaniu większe przychody i obniżaniu kosztów można oczekiwać, że sprzedawcy detaliczni korzystający ze sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego będą zwiększać sprzedaż dwa razy szybciej niż ci, którzy nie korzystają z tych technologii. Ta sama dynamika dotyczy wzrostu rentowności.

I kwartał 2025: 4 na 10 pracodawców w Polsce nie planuje zmian kadrowych, a 2 na 10 liczy się ze zwolnieniami

W I kwartale 2025 roku 35% organizacji w Polsce chce rozbudowywać swoje zespoły, a 44% z nich nie planuje żadnych zmian w liczbie pracowników. Z koniecznością zwolnień liczy się natomiast 19% pracodawców, a 2% z nich nie sprecyzowało jeszcze planów kadrowych na nadchodzące miesiące. Prognoza netto zatrudnienia dla Polski na czas od stycznia do końca marca 2025 roku, będąca odzwierciedleniem nastrojów rekrutacyjnych, wyniosła +15%. Takie dane płyną z opublikowanego dziś raportu ManpowerGroup, prezentującego plany rekrutacyjne firm. Które z branż wskazują na największe potrzeby rekrutacyjne? W jakim regionie Polski kandydaci mogą liczyć na najwięcej ofert pracy? Więcej w najnowszym raporcie „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”.

ManpowerGroup opublikował dziś najnowszy raport „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, w ramach którego firmy zdradzają swoje plany zatrudnienia na I kwartał nadchodzącego 2025 roku. Prognoza netto zatrudnienia dla Polski, która pokazuje chęci firm związane z pozyskiwaniem nowych kadr, wyniosła tym razem +15%, co jest spadkiem o 1 punkt procentowy w porównaniu kwartalnym, a także o 2 punkty procentowe rok do roku.

– Nadszedł czas, w którym wkraczamy w rok 2025. Dane jasno pokazują, że pracodawcy znad Wisły utrzymują ten sam poziom stabilizacji, jaki deklarowali na ostatnie miesiące kończącego się właśnie roku. Oznacza to, że wiele organizacji planuje nowe rekrutacje, realizację założonych wcześniej celów czy projektów, a także patrzy na początek nowego roku z optymizmem. Oczywiście, nie możemy zapominać o planie B, ostatnie lata dość dotkliwie nauczyły nas bowiem, że w każdej chwili może wydarzyć się coś nieoczekiwanego, a wszelkie geopolityczne czy gospodarcze konflikty niezwykle mocno odbijają się na rynku pracy – mówi Tomasz Walenczak, dyrektor generalny ManpowerGroup w Polsce.

Zatrudnienie nowych pracowników planuje 35% badanych przedsiębiorstw, o konieczności zwolnień mówi 19% organizacji w Polsce, a 2% firm nie zna planów zatrudnienia na nadchodzące miesiące. Pozostawienia liczby pracowników na identycznym poziomie jak dotychczas chce 44% pracodawców znad Wisły.

– Pierwszy kwartał zawsze jest momentem ekscytującym, lekko niepewnym, w którym pracodawcy czekają na to, co przyniosą nadchodzące tygodnie. Czas pokaże, czy będą to miesiące, które ustabilizują rynek pracy, tchną wiatr w żagle polskich organizacji, czy jednak przygotują je na nie zawsze pozytywne zmiany. Pewnym jest jednak, że jak zawsze wśród talentów cenne pozostaną elastyczność, otwartość na nowe umiejętności czy technologie – dodaje ekspert.

IT wraca na podium branż z największymi potrzebami rekrutacyjnymi

Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia pokazuje, że w I kwartale 2025 roku firmy w siedmiu z ośmiu analizowanych obszarów planują pozyskiwanie nowych talentów. Najwięcej ofert pracy mogą spodziewać się kandydaci IT – w tej branży prognoza netto wyniosła bowiem +25%. Wiele nowych rekrutacji planują także firmy z obszaru transportu, logistyki i motoryzacji (+22%). Plany rekrutacyjne na zbliżonym poziomie deklarują natomiast pracodawcy działający w branży finansów i nieruchomości (+17%), przemysłu i surowców (+16%), a także dóbr i usług konsumpcyjnych (+15%). O nieco mniejszym apetycie rekrutacyjnym można natomiast mówić w sektorze usług komunikacyjnych (+12%) oraz nauk przyrodniczych i opieki zdrowotnej (+7%). Pracodawcy działający w branży energetyki i surowców liczą się natomiast ze stagnacją rynku pracy, bowiem ich prognoza rekrutacyjna wyniosła 0. – Pracodawcy branży IT deklarują największe potrzeby rekrutacyjne na czas od stycznia do końca marca, co jest wynikiem świeżości związanej między innymi z otwarciem nowego cyklu projektowo-budżetowego, jak również wzmacniania wielu inwestycji w obszarze technologicznym. Zauważyć można też trend swego rodzaju wzrostu dynamiki tej branży po wcześniejszych perturbacjach. O dużym zapotrzebowaniu na nowe talenty mówią również organizacje transportu, logistyki, a także motoryzacji. Jest to następstwem nie tylko czasu wzmożonego działania związanego z wyprzedażami, sezonowością sprzedaży, ale też pojawiających się dodatkowych inwestycji. Choć branża transportu, logistyki i motoryzacji przechodzi obecnie sporo różnego rodzaju zmian, to wciąż wiele firm przenosi część swojej aktywności lub lokuje się całkowicie w Polsce. Należy pamiętać, że choć koszty związane z prowadzeniem działalności w Polsce znacznie wzrosły, to nasz kraj nadal pozostaje atrakcyjny pod kątem lokalizacji oraz dostępu do świetnych specjalistów – podkreśla dyrektor generalny ManpowerGroup w Polsce.

Południe oraz północny-zachód Polski z najmocniejszą konkurencją o kandydatów

Analiza ManpowerGroup prezentuje również dane w podziale na regiony Polski. Firmy zlokalizowane na południu (+23%), północnym-zachodzie (+18%) oraz północy (+15%) deklarują największy optymizm rekrutacyjny, a kandydaci mogą spodziewać się wielu ofert pracy. W nieco mniejszym stopniu powiększanie zespołów planują pracodawcy z Polski centralnej (+13%) a także południowo-zachodniej (+10%). Firmy zlokalizowane na wschodzie zadeklarowały najniższą, choć wciąż dodatnią prognozę zatrudnienia na poziomie +8%.

– Badanie pokazuje, że początek roku zapowiada się optymistycznie dla firm we wszystkich regionach naszego kraju. Najwięcej ofert pracy mogą spodziewać się kandydaci poszukujący zatrudnienia w południowej części Polski, między innymi ze względu na czas ferii zimowych, piku turystycznego w rejonach górskich. Południowy zachód jest także obszarem naszego kraju, gdzie konkurencja o nowe ręce do pracy będzie dość zacięta. To natomiast wynika z faktu, że w regionie tym zlokalizowanych jest wiele organizacji obsługujących firmy ulokowane w Europie Zachodniej, które również zapowiadają mocny start nowego roku – mówi Tomasz Walenczak.

Duże firmy planują wzmacnianie zespołów

Najbardziej otwarte na powiększanie zespołów są organizacje zatrudniające pomiędzy 1000 a 4999 osób (+26%), a także od 50 do 249 pracowników (+20%). Na nieco niższy optymizm wskazują mikrofirmy (do 10 pracowników) z prognozą +16%, a także największe przedsiębiorstwa z zespołem powyżej 5000 talentów i planami rekrutacyjnymi na poziomie +14%. Najmniejsze zapotrzebowanie na kandydatów w pierwszych miesiącach nowego roku deklarują organizacje, których kadra mieści się w przedziale 10-49 (+10%) oraz 250-999 osób (+6%).

Deklaracje polskich pracowników na tle regionu EMEA

Analizując dane na pierwszy kwartał 2025 roku dla regionu Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA) można zauważyć, że średni wynik dla wszystkich zlokalizowanych w nim krajów to +19%, co jest prognozą niższą o 2 punkty procentowe w porównaniu rocznym, a także spadkiem o 1 punkt procentowy kwartał do kwartału. Organizacje zlokalizowane w Południowej Afryce (+31%), Holandii (+29%), a także Szwajcarii (+29%) deklarują największą potrzebę rozbudowywania zespołów. Warto natomiast podkreślić, że przedsiębiorstwa we wszystkich 23 krajach wskazują na potrzebę rekrutacji nowych pracowników w czasie od stycznia do końca marca 2025, a prognoza zatrudnienia dla Polski uplasowała się na 16 miejscu.

Podział w RPP: Glapiński za utrzymaniem stóp procentowych, inni za obniżkami

W minionym tygodniu w RPP nie dokonała zmian stóp procentowych po raz kolejny z rzędu. Na konferencji prasowej w czwartek Adam Glapiński zakomunikował o zmienionych wytycznych dotyczących dalszej ścieżki kosztu pieniądza. Powołał się on na ryzyko spirali cenowej i możliwości wzrostu cen energii w IV kwartale 2025 roku. Od tego momentu pojawiło się kilka oficjalnych całkowicie sprzecznych wypowiedzi niektórych przedstawicieli banku centralnego. Każda z nich zawierała opinię, że zmiana stanowiska jest przedwczesna i niewspółmierna do rzeczywistego ryzyka związanego z cenami energii. Stawki FRA na stopę procentową zareagowały wzrostami a złoty wykazuje ewidentną tendencję wzrostową. Dziś rano RBA osłabił dolara australijskiego.

W RPP widoczny jest rozłam poglądów. Glapiński wypowiedział się w tonie mocno „jastrzębim” reprezentując oficjalnie stanowisko Rady. Jednak nie wszyscy są podobnego zdania co do tego jak powinna kształtować się przyszła ścieżka stóp procentowych w Polsce. Cezary Kochalski w rozmowie z Bloombergiem podkreślił, że cięcia powinny być poważnie rozważane, a pierwsza redukcja powinna odbyć się wiosną przyszłego roku. Ludwik Kotecki poszedł jeszcze dalej twierdząc, że słowa Prezesa nie odzwierciedlają poglądów całej RPP i będzie on chciał wpłynąć na to aby rozpocząć dyskusję o luzowaniu warunków monetarnych w marcu. Zdecydowanie „gołębio” wypowiadali się również Henryk Wnorowski oraz Przemysław Litwiniuk.

Przechodząc do konkretów. Inflacja w Polsce w ujęciu miesiąc do miesiąca przyspieszyła do 0,4 proc. co powoduje, że oczywiście należy zachować ostrożnościowe podejście. W relacji rok do roku otrzymaliśmy dynamikę mniejszą niż miesiąc wcześniej na poziomie 4,6 proc. Pamiętajmy jednak, że odmrożenie cen energii nastąpi dopiero w IV kwartale 2025 roku, kiedy będziemy znajdować się w środowisku niższej inflacji. Do tego trend w regionie jest zdecydowanie skierowany na luźniejsze warunki finansowania. Rosnący dysparytet stóp powinien być dodatkowym powodem tego, że w przyszłym roku koszt pieniądza zostanie obniżony.

Notowania EUR/PLN znajdują się w strefie newralgicznej. Jest nią horyzontalne wsparcie techniczne wyznaczone przez tegoroczne minima (kwiecień, maj, lipiec, wrzesień) 4,25-4,26. W relacji do dolara amerykańskiego PLN jest mocniejszy w porównaniu do ekstremów widzianych w listopadzie ale do dołków z sierpnia oraz września (3,80-3,81) kursowi USD/PLN (4,05) brakuje dość sporo.

Dziś rano inny bank centralny decydował o parametrach polityki pieniężnej. W Australii stopy procentowe pozostały na poziomie 4,35 proc. Ton komunikatu towarzyszącego tej decyzji był zauważalnie bardziej łagodny, co spowodowało znaczące osłabienie AUD w pierwszej reakcji rynku. To co mogło zdecydować o deprecjacji AUD-a to fakt, że RBA przyznał, że rozwój gospodarczy jest słabszy od prognoz co przemawia za luźniejszymi warunkami w przyszłości. Bank centralny zmienił sformułowanie dotyczące inflacji. Instytucja aktualnie wyraża większą pewność, że będzie ona w sposób trwały kierować się w stronę środka przedziału dopuszczalnych wahań (2-3 proc.). Miesiąc wcześniej bank podkreślał ,że to musi się zmienić, żeby można było mówić o cięciach stóp. Rynek będzie teraz uważnie obserwował dane (rynek pracy, CPI) w nadchodzących tygodniach, aby oszacować, czego można się spodziewać w lutym.

Autor: Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Polska zdecydowanym liderem rynku PRS w regionie Europy Środkowo-Wschodniej

Rynek najmu instytucjonalnego dynamicznie rośnie, stając się jednym z najbardziej obiecujących segmentów nieruchomości zarówno nad Wisłą, jak i w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Jak wynika z raportu Colliers: „CEE Living Sector. Emerging Trends and Opportunities in the CEE Living Market[1], zdecydowanym liderem jest tutaj Warszawa, z ok. 8 000 istniejących jednostek w obiektach typu PRS i planami podwojenia zasobów w ciągu kilku najbliższych lat. Dynamiczny rozwój nie ogranicza się jednak do stolicy Polski – liczba lokali w segmencie build-to-rent zwiększa się także w miastach regionalnych m.in. we Wrocławiu, Krakowie, Poznaniu, Trójmieście i Łodzi.

Dzięki rosnącemu zainteresowaniu zarówno lokalnych, jak i zagranicznych inwestorów, Polska staje się kluczowym rynkiem najmu instytucjonalnego w regionie, oferując nowe możliwości zarówno dla deweloperów, jak i najemców. Ogólnokrajowy wzrost rynku PRS w naszym kraju jest imponujący – od ostatniego badania Colliers do użytku oddanych zostało aż 11 000 nowych jednostek, co oznacza wzrost o 112% w porównaniu do początku Q1 2023. Obecnie na rynku dostępnych jest już 20 900 mieszkań w tym segmencie, a w budowie znajduje się kolejne 8 400.

– Polska wyróżnia się w regionie nie tylko samą liczbą projektów PRS – na uwagę zasługuje również liczba inwestycji w tym segmencie certyfikowanych pod kątem zrównoważonego rozwoju w systemie BREEAM. Inwestorzy coraz chętniej wdrażają również rozwiązania ekologiczne, które wprost przekładają się na obniżenie kosztów operacyjnych, a jednocześnie wpisują się w korporacyjne założenia związane z dekarbonizacją posiadanych nieruchomości – tłumaczy Dorota Wysokińska-Kuzdra, senior partner, dyrektorka działu Corporate Finance & Living Services, Colliers.

Mieszkań wciąż brakuje

Zapotrzebowanie na przestrzeń mieszkaniową w Polsce już teraz jest ogromne, a do 2050 roku miasta, takie jak Warszawa, Kraków, Poznań i Gdańsk, spodziewają się dalszego wzrostu populacji.

– Fundusze PRS poprzez swoją działalność zmniejszają istniejącą luką podażową. Co więcej, oferta najmu instytucjonalnego kierowana jest absolutnie do każdej grupy najemców, np. obcokrajowców czy osób posiadających zwierzęta domowe, niezależnie od tego, na jaki okres miałaby być zawarta umowa najmu – mówi Michał Witkowski, dyrektor linii Living Services, Colliers.

Mimo ostatnich wzrostów cen nieruchomości mieszkaniowych i utrudnionego dostępu do kredytowania, Polska wyróżnia się wyjątkowo wysokimi wskaźnikami zamiarów zakupu na rynku mieszkaniowym, osiągając niemal rekordowe wartości.

– Polski rynek mieszkaniowy ma bardzo zdrową strukturę. Jest na nim miejsce dla osób, które chcą posiadać mieszkania na własność, klientów indywidualnych, którzy chcą inwestować swoje nadwyżki finansowe w lokale na wynajem, oraz dla podmiotów w sposób profesjonalny zajmujących się najem. Tylko szeroka oferta w każdym z tych segmentów może sprawić, że mieszkania będą nadal dostępne, niezależnie od tego, czy będzie chciał je wynająć 30-latek czy rodzina kupić na własność, czy na odwrót – dodaje Michał Witkowski.

Szukamy alternatyw

Rosnące ceny mieszkań powodują, że najem instytucjonalny staje się coraz bardziej atrakcyjną alternatywą dla osób poszukujących stabilnych i nowoczesnych rozwiązań mieszkaniowych. Do grupy tej należą np. młodzi profesjonaliści i rodziny z dziećmi.

PRS to odpowiedź na zmieniające się potrzeby i preferencje Polaków. Coraz częściej wybieramy bowiem elastyczność i wygodę najmu zamiast długoterminowego zobowiązania w postaci kredytu hipotecznego. Coraz częściej, nawet posiadając mieszkanie na własność, decydujemy się na najem w miejscu, które nam bardziej życiowo odpowiada – tłumaczy Michał Witkowski.

Studenckich mieszkań też wciąż zbyt mało

Na dalsze możliwości rozwoju sektora najmu instytucjonalnego w Polsce wskazuje też stale wysoki popyt na mieszkania do wynajęcia w ośrodkach akademickich, takich jak Warszawa, Kraków, Wrocław czy Poznań. Polska już teraz jest liderem w segmencie PBSA (Purpose-Built Student Accommodation) w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, z prawie 70% wzrostem rok do roku. Obecnie w polskich miastach w budowie znajduje się 5 400 jednostek, a kolejne 14 900 jest w fazie planowania. Pozycję lidera rynku PBSA, zarówno pod względem wielkości, jak i tempa rozwoju zajmuje Kraków, gdzie znajduje się ponad 3 500 łóżek w prywatnych akademikach, a kolejne prawie 2 000 jest w budowie. Zaraz za nim plasuje się Warszawa, gdzie obecnie znajduje się „tylko” ok. 1 200 łóżek, ale w budowie i w planach jest ponad 3 700 jednostek.

Podobne trendy w całym regionie

Wzrost popytu przyczynia się do rozwoju rynku PRS także w Rumunii, Bułgarii oraz na Węgrzech. Podobnie jak w Polsce, rosnące ceny mieszkań i trudności w finansowaniu zakupu nieruchomości sprzyjają tam rozwojowi rynku najmu instytucjonalnego.

W Rumunii, gdzie rynek PRS w ostatnim roku wzrósł o 42%, liderem pozostaje Bukareszt, którego zasoby PRS wkrótce przekroczą 3000 jednostek, a w trakcie realizacji znajdują się kolejne inwestycje. Na Węgrzech, zwłaszcza w Budapeszcie, rynek PRS wzrósł o 29% w ostatnim roku. Nowe projekty realizowane są tam przez lokalnych deweloperów, takich jak Metrodom-Flatco Real Estate. Bułgaria dopiero rozwija sektor PRS, a największe projekty powstają obecnie w Sofii. Jednak po zakończeniu pandemii wzrost wynagrodzeń w Sofii znacząco poprawił zdolność zakupu mieszkań, co wpłynęło na wzrost popytu na tradycyjnym rynku mieszkaniowym.

Liderzy zmieniają rynek

Rynek mieszkaniowy oraz sektor PRS w regionie CEE-6 kształtuje mała, ale wpływowa grupa graczy. Firmy takie, jak Heimstaden Bostad, AFI Europe, NREP, Kajima, G-city, Zeitgeist Asset Management, CTR Group i Kooperativa Vienna Insurance Group rozszerzają swoją działalność, wnosząc innowacyjne rozwiązania do branży. Przykładem jest Kajima, lider i prekursor rynku prywatnych akademików, a obecnie właściciel największego portfela prywatnych akademików w Polsce.

[1] W raporcie uwzględniono dane na koniec III kw. 2024 r. W notatce dane dotyczące Polski zaktualizowano zgodnie ze stanem na grudzień 2024 r.

Polacy boją się o swoje dane, ale chętnie je udostępniają w zamian za korzyści

Najnowsza edycja badania EY – Future Consumer Index – wskazuje, że w zakresie ochrony swoich cyfrowych danych polski konsument jest pełen sprzeczności. Większość badanych (64%) obawia się kradzieży swoich cyfrowych danych, co oznacza wzrost aż o 15 pkt. proc. w porównaniu do 2023 roku. Równocześnie Polacy są niezwykle skłoni do udostępnienia informacji, również tych umożliwiających identyfikację. Taką gotowość w zamian za otrzymywania spersonalizowanych ofert i promocji od marek, z którymi mieli wcześniej kontakt zadeklarowało 62% ankietowanych. Ten wynik jest aż o 34 pkt. proc. wyższy od globalnej średniej wynoszącej 28%. Dla porównania w przypadku niepokoju o kradzież tożsamości wyniki dla Polski (64%) i świata (61%) są bardzo zbliżone.

Wyniki kolejnej edycji badania EY – Future Consumer Index – udowadniają, że podejście Polaków do ochrony ich danych w sieci obfituje w paradoksy. Badani nad Wisłą wyrażają znacznie wyższy wzrost niepokoju o możliwość kradzieży ich danych w wyniku korzystania z cyfrowych produktów i usług. W przeciągu roku w naszym kraju wzrósł on aż o 15 pkt. proc. – z 49% do 64%.

Poziom obaw w Polsce należy równocześnie do najwyższych w Europie – wyprzedzają nas jedynie Włochy (70%). Dla porównania w Holandii jedynie 37% konsumentów wyraża niepokój o kradzież swojej cyfrowej tożsamości, w Niemczech – 46%, a w Wielkiej Brytanii – 56%. Dla porównania wynik dla Japonii to 70%, a RPA – 87%. Uśredniony wynik dla świata wynosi 61% – w 2023 r. było to 55%.

Rosnącą świadomości rodzimych konsumentów z zakresu wirtualnych zagrożeń wynikający z korzystania z cyfrowych produktów i usług potwierdza znaczący wzrost zaniepokojenia z możliwości ściągnięcia wirusa. W przeciągu roku odsetek pozytywnych odpowiedzi w Polsce podniósł się aż o 15 pkt. proc. – z 43% do 58%. Dwucyfrowy wynik zanotowany został również w obszarze niechciane połączenia telefoniczne lub wiadomości tekstowe – z 36% do 47%.

Mimo to aż 62% Polaków jest gotowa udostępnić dane osobowe – również te umożliwiające identyfikację – w zamian za spersonalizowane oferty i promocje od marek, z którymi wcześniej mieli kontakt. W przeciągu roku odsetek pozytywnych odpowiedzi wzrósł aż o 8 pkt. procentowych – z poziomu 54%. Co więcej ten wynik jest aż o 34 pkt. proc. wyższy od globalnej średniej wynoszącej 28%.

– Bardzo cieszy, że działania zwiększające społeczną świadomość na temat cyfrowych zagrożeń realizowane przez organy administracji publicznej i podmioty komercyjne przynoszą korzyść. Póki co jednak przekłada się to przede wszystkim na zwiększoną czujność przed mailami o uzyskanym spadku czy telefonie od wnuczka. Kolejnym krokiem jest zrozumienie, że ostrożność należy zachowywać zawsze. Rozwój sztucznej inteligencji sprawia bowiem, że informacje którymi konsumenci dzielą się w sieci mogą być wykorzystane do tworzenia deep-faków i realizacji ataków hakerskich nie tylko na najbliższe im osoby, ale również na ich firmę – mówi Piotr Ciepiela, Partner EY, Lider obszaru cyberbezpieczeństwa w regionie EMEIA.

Wykres 1. Konsumenci boją się o swoje dane, ale chętnie je udostępniają

Polacy obawiają się cyfrowej kradzieży danychWyzwania dla firm będą rosnąć

Polacy – znacznie mocniej niż konsumenci z innych europejskich krajów – wyrażają również obawy, że firma której udostępnili dane zostanie zaatakowana przez hakerów. W przypadku naszego państwa niepokój wyraża 53% badanych. Dla porównania w Finlandii jest to 33%, Niemczech – 41%, Francji – 47%, a Wielkiej Brytanii – 49%. Podobnie jak nad Wisłą sytuacja wygląda we Włoszech i Hiszpanii (52%). W takiej sytuacji nie może więc dziwić deklaracja 67% konsumentów w Polsce o planowanym zwracaniu większej uwagi na to, którym markom udostępniają swoje dane.

Polska przewyższa również większość europejskich krajów w zakresie obaw o możliwą nieuprawnioną eksplorację danych. Nad Wisłą pozytywnie na pytanie odpowiedziało 47% ankietowanych. To więcej niż w Niemczech (40%) lub Francji (45%), ale mniej niż w Wielkiej Brytanii (50%). Dla porównania w Japonii ten odsetek wyniósł 64%, w Korei – 61%, a USA – 58%.

Wykres 2. Odsetek konsumentów obawiających się, że…
Odsetek konsumentów obawiających się– Europejscy konsumenci na tle innych regionów świata wyrażają umiarkowany spokój dotyczący zabezpieczeń stosowanych przez firmy, którym udostępniają informacje. Wynika to z rygorystycznych regulacji dotyczących zarówno ochrony danych osobowych jak również cyberbezpieczeństwa, które obowiązują na terenie Unii Europejskiej. W najbliższym czasie, w wyniku wprowadzenia Dyrektywy NIS2 te obowiązki zostaną jeszcze bardziej zaostrzone. Prace nad ich implementacją trwają również w Polsce. Obserwowany w naszym kraju większy poziom niepokoju to sygnał, że wciąż istnieje duża potrzeba do budowania działań edukacyjnych zwiększających wiedzę w obszarze cyfrowej prewencji – podsumowuje Justyna Wilczyńska-Baraniak, Partnerka EY, Liderka Zespołu Prawa Własności Intelektualnej, Technologii i Danych Osobowych w Kancelarii EY Law.

O badaniu
Badanie – EY Future Consumer Index – śledzi zmieniające się nastroje i zachowania konsumentów w różnych horyzontach czasowych i na różnych rynkach globalnych, identyfikując pojawiające się nowe segmenty konsumenckie. W 14. edycji badania, która została przeprowadzona na przełomie 1 i 2 kwartału 2024 roku., wzięło udział ponad 23 tys. konsumentów z obu Ameryk, Europy, Azji, Afryki, Australii i Oceanii. W przypadku Polski było to 1 tys. respondentów w wieku 18-65 lat.

Surowce w grudniowym spowolnieniu: Gaz ziemny traci, miedź i kakao zyskują na optymizmie

  • Rynek surowców odnotował niewielkie spadki na początku grudnia, na czele z malejącymi cenami gazu ziemnego
  • Najważniejszym wydarzeniem zeszłego tygodnia było spotkanie OPEC+, podczas którego podjęto decyzję o kolejnym opóźnieniu zwiększenia produkcji
  • Miedź zanotowała najlepszy tydzień od września, korzystając z optymizmu związanego z nowymi bodźcami gospodarczymi w Chinach
  • Srebro korzystało z silniejszych cen metali przemysłowych, co pozwoliło mu przewyższyć procentowe wyniki złota
  • Kakao powróciło do poziomu 10 000 USD, a kawa zmierza w kierunku kolejnego testu historycznego maksimum z 1977 roku

Dynamika na rynku surowców nieco osłabła w pierwszym tygodniu grudnia. Jest to miesiąc, który tradycyjnie charakteryzuje się spowolnieniem aktywności w związku z okresem świątecznym i końcem roku. W tym czasie traderzy i inwestorzy zazwyczaj koncentrują się na zabezpieczeniu osiągniętych zysków i minimalizowaniu strat, co może powodować brak wyraźnego kierunku na rynku w oczekiwaniu na 2025 – rok, który ma przynieść zarówno znaczące ryzyka, jak i możliwości.

Indeks Bloomberg Commodity Total Return, który śledzi koszyk 24 głównych rynków futures obejmujących energię, metale i surowce rolne, spadł o 0,7% w ciągu tygodnia, co zmniejszyło jego roczną stopę zwrotu do 3,6%. Zyski w sektorze metali przemysłowych, zbóż i surowców miękkich zostały zrównoważone przez niemal 4% spadek w energii, który był spowodowany blisko 10-procentowym osłabieniem cen gazu ziemnego oraz spadkiem cen destylatów (oleju napędowego). Na poziomie poszczególnych surowców najlepiej radziły sobie kakao, pszenica, miedź i srebro, podczas gdy największe straty odnotowano w przypadku gazu ziemnego, oleju napędowego, platyny i złota.

OPEC i ropa naftowa

Głównym wydarzeniem tygodnia na rynku surowców było spotkanie OPEC+. Po dwóch wcześniejszych przesunięciach terminów, grupa zdecydowała się na dalsze opóźnienie zwiększenia wydobycia. Celem jest zminimalizowanie ryzyka spadków cen związanych z wprowadzeniem na rynek obecnie niepożądanych baryłek. Decyzja była podyktowana obawami o wysoką produkcję ze strony producentów spoza OPEC+ w przyszłym roku, co mogłoby prowadzić do znacznej nadwyżki podaży ropy na rynku i, z perspektywy OPEC, niepożądanych spadków cen. W krótkim terminie kombinacja czynników, takich jak groźba amerykańskich taryf celnych, podwyższona zdolność produkcyjna OPEC oraz rosnąca produkcja w innych krajach – w tym w USA, gdzie wydobycie osiągnęło rekordowe 13,5 miliona baryłek dziennie – zmniejsza prawdopodobieństwo wzrostu cen.

Mimo to, wciąż istnieją pewne czynniki ryzyka związane z możliwymi wzrostami. Należą do nich potencjalne nowe sankcje administracji Trumpa wobec Iranu i Wenezueli, a także ryzyka geopolityczne wynikające z wojny Rosji z Ukrainą oraz konfliktu na Bliskim Wschodzie. Propozycja nominowanego niedawno sekretarza skarbu Scotta Bessenta zwiększenia produkcji w USA o 3 miliony baryłek ekwiwalentu ropy do 2028 roku, prawdopodobnie skupi się na rozwoju produkcji gazu ziemnego i jego pochodnych. Jednak, przy cenach WTI poniżej 70 USD, motywacje do dalszego wydobycia pozostają ograniczone.

Kontrakty futures na ropę Brent i WTI poruszały się w wąskim zakresie przez ostatnie dwa lata, ponieważ OPEC skutecznie zarządzał zmiennością cen i wspierał je w okresie osłabionego popytu w Chinach. Wsparcie dla ropy Brent, jak wskazuje wykres, znajduje się w okolicach 70 USD za baryłkę, kolejne poziomy wsparcia to 65 USD za baryłkę, podczas gdy trend spadkowy z 2022 roku obecnie znajduje się w pobliżu 80 USD za baryłkę.

Sektor metali przemysłowych oraz miedź odradzają się po listopadowym spadku

Sektor metali przemysłowych zmierzał ku trzeciemu z rzędu tygodniowemu wzrostowi. Kontynuował odrabianie strat spowodowanych zapowiadanymi przez USA taryfami na import, szczególnie z Chin. Był to ruch, który mógłby zakłócić globalny handel i zmniejszyć popyt na metale przemysłowe. Miedź, która spadła o ponad 5% w ubiegłym miesiącu z powodu dodatkowych obaw związanych z potencjalnym spowolnieniem w transformacji energetycznej, odnotowała najlepszy tydzień od września. Jej cena solidnie wzrosła, oddalając się od kluczowych poziomów wsparcia, które były zagrożone. Wzrosty były wspierane przez dalszy spadek zapasów monitorowanych na giełdach, osiągających najniższy poziom od maja, szczególnie w Chinach. Były także wywołane optymizmem inwestorów związanym z zapowiedzią działań wspierających osłabioną gospodarkę Chin, które mogą zostać zatwierdzone podczas kluczowego spotkania w Pekinie w tym tygodniu.

Pomimo wspomnianych wyzwań, które mogą się pojawić w przyszłym roku, globalny trend w kierunku elektryfikacji trwa. Szczególnie widoczne jest to w Chinach, gdzie boom na pojazdy elektryczne i hybrydowe coraz wyraźniej sygnalizuje, że spowolnienie popytu na tradycyjne paliwa nastąpi wcześniej niż oczekiwano. W USA wzrost zapotrzebowania na energię ze strony centrów danych i sztucznej inteligencji przekształca krajobraz energetyczny. Po dwóch dekadach stabilnego zapotrzebowania na energię elektryczną, Amerykańska Administracja Energetyczna (EIA) prognozuje stałe roczne wzrosty do 2050 roku. Mają one być napędzane głównie przez te energochłonne branże. Oczekuje się, że ten wzrost zwiększy nie tylko popyt na gaz ziemny, ale także na metale przemysłowe takie jak miedź, która jest kluczowym materiałem do przewodzenia zwiększonych obciążeń elektrycznych.

Miedź wysokiej jakości, która znajduje się w trendzie wzrostowym od dołka z 2020 roku, zbliżyła się w zeszłym miesiącu do poziomu wsparcia w okolicach 4 USD za funt zanim odbiła się dzięki nowemu popytowi z Chin oraz transformacji energetycznej. Na ten moment, dopóki Chiny nie zapewnią dalszego wsparcia, cena prawdopodobnie pozostanie ograniczona do poziomu poniżej 4,35 USD za funt.

Srebro przewyższa złoto dzięki powiązaniu z metalami przemysłowymi

Srebro, z 55-procentowym udziałem zastosowań w przemyśle, skorzystało na wzroście cen metali przemysłowych. Pozwoliło mu to przewyższyć złoto, jego szlachetny odpowiednik, które porusza się w wąskim zakresie i mimo że odnotowało niewielką stratę tygodniową, pozostaje dobrze wspierane w perspektywie 2025 roku. Oczekiwania dotyczące utrzymujących się globalnych niepewności napędzają popyt na złoto jako aktywo bezpiecznej przystani, wspierane przez niższe stopy procentowe i ciągły popyt ze strony banków centralnych. Choć prognozujemy, że złoto wznowi wzrost w przyszłym roku, zmierzając w stronę nowego rekordu na poziomie około 3 000 USD za uncję, srebro wydaje się mieć jeszcze lepsze perspektywy, dzięki znacznemu deficytowi rynkowemu w 2025 roku, napędzanemu przez rosnący popyt w elektronice, szczególnie w sektorze fotowoltaiki.

Po głębszej korekcie od października do listopada, nabywcy srebra powrócili po ustabilizowaniu wsparcia na poziomie 29,65 USD, co stanowi 0,618 korekcję ruchu wzrostowego od września do listopada. Obecnie jest to poziom, który był odrzucany dwukrotnie. Na razie opór na poziomie 31,65 USD pozostaje nieprzełamany, co jest warunkiem dalszego wzrostu i pełnego powrotu cen srebra.

Kakao osiągnęło poziom 10 000 USD; kawa celuje w rekord z 1977 roku

Wśród surowców o najlepszych wynikach znalazło się kakao, które wróciło do poziomu 10 000 USD za tonę, po tym jak na początku roku oscylowało wokół 4 000 USD. Wzrost ten wynika z prognoz wieloletniego strukturalnego deficytu podaży i popytu spowodowanego znacznym spadkiem produkcji w Wybrzeżu Kości Słoniowej i w Ghanie — dwóch krajach odpowiadających za ponad połowę światowej produkcji kakao. Analitycy przewidują, że sezon 2024/25 przyniesie kolejny deficyt w czasie, gdy globalne zapasy są już na wyczerpaniu. Tymczasem kontrakty futures na kawę Arabica po gwałtownej korekcie wznowiły wzrost, a ceny zbliżyły się, lecz nie przełamały historycznego poziomu 3,3750 USD z 1977 roku. Ceny kawy pozostają wspierane przez zaostrzające się prognozy podaży w Brazylii, największym na świecie producencie Arabiki oraz w Wietnamie, głównym producencie Robusty.

Pszenica wspierana przez skupienie uwagi na Rosji i Australii

Ostatni spadek cen kontraktów futures na pszenicę w Chicago i Paryżu, spowodowany perspektywą obfitych zapasów, został zatrzymany. Nastąpiło to, gdy dolar osłabł, a złe warunki upraw pszenicy ozimej w Rosji, połączone z nadmiernymi opadami deszczu w Australii – czynniki dotyczące dwóch głównych dostawców tego zboża – zwiększyły nadzieje na popyt eksportowy ze strony USA i Europy. Sektor rolny miał bardzo mieszany rok, z silnymi wzrostami cen kakao, kawy i soku pomarańczowego, które wynikały z koncentracji produkcji w regionach dotkniętych niekorzystnymi warunkami pogodowymi. Wzrosty były częściowo równoważone przez straty w kluczowych uprawach przy dużej podaży po kolejnym rekordowym roku produkcji na świecie.

Autor: Ole Hansen, Dyrektor ds. strategii rynku surowców Saxo

Rynek motoryzacyjny stabilizuje się: Wynajem długoterminowy i Rent a Car rosną mimo wyzwań

Podobnie jak w całym pierwszym półroczu, także i w trzecim kwartale bieżącego roku, sprzedaż nowych aut w Polsce pozostawała na wysokim, znanym sprzed pandemii poziomie. Dynamika wzrostów sprzedaży nie była już jednak tak wysoka, jak w pierwszych miesiącach roku, co oznacza, że rynek zaczyna się stabilizować. Zgodnie z danymi po trzecim kwartale opublikowanymi przez Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP), na blisko 84 tys. nowych aut osobowych nabytych w tym czasie w Polsce przez firmy, ponad ¼ znalazła się w wynajmie długoterminowym. Rynek wynajmu długoterminowego aut na podstawie wielkości portfela firm zrzeszonych w PZWLP urósł w trzecim kwartale o 7,6% r/r. Wzrost odnotowała również branża Rent a Car (wypożyczalnie samochodów), która zgodnie z danymi organizacji wzrosła o 4,4% r/r.

Dane po trzecim kwartale potwierdzają utrzymujący się od początku roku pozytywny trend. Rynek motoryzacyjny w naszym kraju jest w dobrej kondycji, sprzedaż aut powróciła do poziomów sprzed kryzysu wywołanego pandemią. Jednakże, sama dynamika wzrostów tej sprzedaży zaczyna się zmniejszać. Skupiając się wyłącznie na sektorze firm i klientów instytucjonalnych, stanowiących niezmiennie od lat główny motor napędowy polskiego rynku motoryzacyjnego, w trzecim kwartale 2024 roku firmy nabyły łącznie o 3,5% więcej nowych samochodów osobowych niż w analogicznym czasie rok wcześniej. Dla porównania, w całym pierwszym półroczu wzrost ten osiągnął wartość ponad 10% r/r. Świadczy to o powolnym stabilizowaniu się rynku na już osiągniętym poziomie. Wolumen sprzedaży pozostaje wysoki, ale tempo jego wzrostu jest już coraz wolniejsze.

Dynamika sprzedaży aut do firm w trzecim kwartale różniła się w zależności od formy finansowania wybieranej przez przedsiębiorców. Największa wartość, a więc wzrost o 4,2% w porównaniu z analogicznym okresem rok temu został odnotowany w przypadku kredytu, klasycznego leasingu oraz zakupu ze środków własnych liczonych łącznie. Jeżeli zaś chodzi o nowe auta nabywane w wynajmie długoterminowym, to zgodnie z danymi PZWLP, wzrost w trzecim kwartale 2024 r. osiągnął poziom 1,4% rok do roku.

To co wyróżnia wynajem długoterminowy na tle rynku i innych form finansowania aut w Polsce, to przede wszystkim duża stabilność i relatywnie duża odporność na czynniki zewnętrzne, także te makroekonomiczne – mówi Piotr Wróbel, Członek Zarządu PZWLP. – Poziom sprzedaży aut w wynajmie długoterminowym w naszym kraju od wielu lat konsekwentnie rośnie, jednakże nie podlega znaczącym i gwałtownym wahaniom, zarówno na plus jak i minus, które są powodowane np. zmianami przepisów, wzrostem cen aut czy też ograniczeniami w dostępności nowych pojazdów. Jest to charakterystyczne dla usług nowych, kiedy rynek znajduje się w fazie nasycania takimi rozwiązaniami. Wynajem długoterminowy samochodów to wciąż usługa stosunkowo młoda w Polsce, nadal widoczna jest ekspansja i zdobywanie nowych obszarów rynku, przede wszystkim segmentu małych i średnich przedsiębiorców, a także sektora publicznego.

Ponad ¼ aut osobowych nabytych przez firmy w trzecim kwartale w wynajmie długoterminowym

W trzecim kwartale firmy i przedsiębiorcy w Polsce nabyli niemalże 84 tys. (83,8) nowych samochodów osobowych. Jak wynika z opublikowanych danych PZWLP, więcej niż co czwarte (26,1%) auto zakupione w tym czasie znalazło się w wynajmie długoterminowym. Branża zakupiła w trzecim kwartale na potrzeby oferowanych usług 21,9 tys. nowych osobówek.

Rynek wynajmu długoterminowego w Polsce, a więc łączna liczba aut znajdująca się w tej usłudze w naszym kraju, nieprzerwanie rośnie. Na koniec trzeciego kwartału tempo rozwoju (wzrostu łącznej floty pojazdów) wyniosło 7,6% r/r.

Dynamika wzrostu rynku wynajmu długoterminowego w Polsce pozostaje na dobrym, wysokim poziomie – mówi Robert Antczak, Prezes Zarządu PZWLP. – Co prawda, w tym roku tempo rozwoju jest nieco wolniejsze niż ok. półtora roku temu, kiedy notowane były wartości dwucyfrowe. Jednakże, wzrost na przestrzeni roku o 7,6% przy wielkości rynku wynajmu długoterminowego aut w Polsce szacowanej obecnie na już ponad 300 tysięcy pojazdów, to według naszej oceny wynik satysfakcjonujący. Tym bardziej, że wciąż funkcjonujemy w trudnej ogólnej sytuacji gospodarczej.     

Auta w wynajmie długoterminowym coraz bardziej zelektryfikowane

Dane PZWLP po trzecim kwartale potwierdzają, że transformacja napędów stosowanych w samochodach znajdujących się w wynajmie długoterminowym jest niepodważalnym faktem. Co więcej, postępuje relatywnie szybko. Na koniec września 2024 r. najliczniej reprezentowane były auta wyposażone w silniki benzynowe, które stanowiły 54,4% ogółu, a ich odsetek zwiększył się w ciągu roku 0,6 p.p. Spadek udziału Diesla pozostawał wciąż dynamiczny, w ciągu roku wyniósł aż 3,6 p.p., pojazdy wyposażone w wysokoprężne jednostki napędowe reprezentowały na koniec trzeciego kwartału już niewiele ponad 30% (31,8%). Zdecydowanie najszybciej zwiększa się udział aut wyposażonych w napędy ekologiczne, zelektryfikowane, a więc wszelkiego rodzaju hybryd i samochodów w pełni elektrycznych. Pojazdy tego typu stanowiły w wynajmie długoterminowym w Polsce 13,8% łącznej floty, co oznacza wzrost na przestrzeni roku o 3 p.p. Ponadto, dobrze zauważalny jest już udział aut w pełni elektrycznych (BEV), które na koniec września stanowiły 3,2% ogółu, a ich odsetek urósł w ciągu roku o 1,1 p.p.

Średnia emisja dwutlenku węgla nowych samochodów osobowych zakupionych przez branżę wynajmu długoterminowego w trzecim kwartale 2024 roku była niższa o 13,6 g/km i 10,4% niż rok wcześniej i wyniosła 116,8 g/km. Jeśli zaś chodzi o auta dostawcze, to średnia emisja w ich przypadku wyniosła 127,3 g/km i była wyższa o 23,6% i 24,3 g/km w stosunku do stanu w porównywalnym czasie roku 2023.

W liczącej ponad 268 tys. flocie aut w wynajmie długoterminowym firm należących do PZWLP, wśród najpopularniejszych modeli samochodów na koniec września 2024 r. znalazły się: Skoda Octavia, Toyota Corolla, Kia Ceed i Hyundai i30.

Eksperci ostrzegają: Wykluczenie przedsiębiorców z planowanego programu „Mój Elektryk 2.0” poważnym zagrożeniem dla dalszego rozwoju elektromobilności w Polsce

Eksperci PZWLP, a także wielu innych organizacji rynku motoryzacyjnego w Polsce, zwracają jednak uwagę na fakt, że tempo rozwoju elektromobilności w naszym kraju może się wkrótce znacząco zmniejszyć, wobec planów wykluczenia firm i przedsiębiorców – niezależnie od rodzaju finansowania – z grona podmiotów mogących skorzystać z dofinansowania do aut elektrycznych w ramach rządowego programu „Mój Elektryk 2.0”.

Przedsiębiorstwa stanowią fundament rynku pojazdów elektrycznych w Polsce. Z danych PZPM na podstawie CEPiK wynika, że w okresie I-III kwartał 2024 roku aż 87% nowych elektrycznych samochodów osobowych zostało zarejestrowanych przez firmy, z czego 74% przez podmioty leasingowe i wynajmu długoterminowego. Pominięcie tej grupy w programie dopłat to nie tylko osłabienie dynamiki rynku, ale też ryzyko niewykorzystania potencjału programu i zmarnowania przyznanych środków. PZWLP wspólnie z ZPL (Związkiem Polskiego Leasingu), Związkiem Przedsiębiorców i Pracodawców oraz Ogólnopolską Federacją Małych i Średnich Firm wystosował w tej sprawie apel do polskiego rządu, a także Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Rynek Rent a Car urósł o 4,4% po trzecim kwartale

Wraz z danymi po trzecim kwartale, PZWLP opublikował również informacje dotyczące rynku Rent a Car (wypożyczalni samochodów) w Polsce. Zgodnie z nimi, branża Rent a Car odnotowała wzrost wynoszący 4,4% rok do roku.

Odnotowana po trzecim kwartale roku dynamika rozwoju nie jest wysoka, ale co nas cieszy, jest większa niż na koniec półrocza, kiedy wyniosła zaledwie nieco ponad 1% – mówi Tomasz Kapelko, Członek Zarządu PZWLP. – Musimy pamiętać, że branża Rent a Car, inaczej niż wynajmu długoterminowego, jest bardzo podatna na zjawiska makroekonomiczne i otoczenie gospodarcze. Odmienna jest także struktura klientów, w przypadku wypożyczalni mamy do czynienia zarówno z segmentem dużych i średnich firm, jak i małymi przedsiębiorcami oraz klientami indywidualnymi. Trudna sytuacja gospodarcza wpływa niekorzystnie na decyzje zakupowe firm i osób prywatnych, co ma przełożenie również na korzystanie z usług firm Rent a Car, a więc przede wszystkim krótkoterminowego wynajmu samochodów. W związku z tym wypożyczalnie muszą dostosowywać wielkość swojej floty do panujących warunków biznesowych. W tej sytuacji ponad 4-procentowy wzrost jest jednak dobrą informacją.   

Branża Rent a Car jest obecnie reprezentowana w PZWLP przez 7 dużych, sieciowych, polskich i międzynarodowych wypożyczalni samochodów, których łączna flota* w usługach wynajmu krótkoterminowego (1-30 dni) oraz średnioterminowego (1 miesiąc – 2 lata) wynosiła na koniec trzeciego kwartału 2024 roku ponad 20 tys. aut.

 * – bez floty Sixt Rent a Car Polska / Eurorent Sp. z o.o.

Jastrzębi zwrot RPP wzmacnia złotego: EUR/PLN blisko 4,25, rynki czekają na decyzje EBC, Fed i BoE

Polska waluta po raz kolejny zakończyła tydzień umocnieniem, tym razem dzięki jastrzębim komunikatom z konferencji RPP. Uwaga rynków skupia się obecnie na posiedzeniach najważniejszych banków centralnych. Decyzję EBC poznamy już w tym tygodniu, Fedu i BoE – w przyszłym.

Kluczowe punkty:

  • RPP dokonuje jastrzębiego zwrotu, EUR/PLN blisko psychologicznej bariery 4,25.
  • Raport NFP był mieszany; rynki wyceniają grudniowe cięcie Fedu w 90%.
  • Upada francuski rząd, uwaga skupia się na dyskusjach o budżecie.
  • EBC powinien obniżyć stopy o 25 pb.; kluczowe będą projekcje.

Prezes Glapiński swoją czwartkową retoryką zaskoczył zarówno rynki, jak i ekonomistów – w tym nas – odsuwając oczekiwania dotyczące marcowej obniżki. Globalnie inwestorzy skoncentrowali się na umiarkowanie silnym raporcie z amerykańskiego rynku pracy, nie wystarczył on jednak, by wytrącić rynki z samozadowolenia. Apatia rozszerzyła się na najważniejsze waluty rynków wschodzących z wyjątkiem wona południowokoreańskiego, który przez polityczne zawirowania w kraju zakończył tydzień na dole zestawienia.

Rok dobiega końca, a uwaga rynkowa – przynajmniej tymczasowo – skupi się nie na polityce, a na bankach centralnych. W najbliższych tygodniach odbędą się posiedzenia najważniejszych z nich, poczynając od Europejskiego Banku Centralnego w czwartek (12.12). Zgadzamy się z rynkiem, który wycenia cięcie o 25 pb. z niewielką szansą na większy ruch. Ważnym odczytem będzie ostatni raport inflacyjny (środa 11.12) przed grudniowym posiedzeniem Rezerwy Federalnej. Musiałby znacznie przekroczyć oczekiwania, by przekreślić wyceniane przez rynki w niemal 90% grudniowe cięcie.

PLN

Tydzień politycznych zawirowań zakończył się umocnieniem złotego, który ponownie okazał się jedną z najlepiej radzących sobie globalnie walut. Kurs EUR/PLN przebił dziś w godzinach porannych poziom 4,26, coraz śmielej zbliżając się do psychologicznej bariery 4,25, ostatni raz nieznacznie przekroczonej w lipcu. Gros ruchu na złotym z ostatnich dni można przypisać jastrzębiemu zwrotowi RPP. Zarówno oświadczenie, jak i wieńcząca obrady konferencja przyniosły zaskakujące komunikaty, odwodząc ekonomistów i inwestorów od szeroko oczekiwanego wznowienia cięć w marcu.

Uwaga skoncentrowała się na zaktualizowanej projekcji inflacyjnej NBP, zakładającej spadek dynamiki cen w pierwszej części 2025 r. oraz ich ponowny powrót ku wyższym poziomom w drugiej połowie roku. Rewizja jest spowodowana przede wszystkim obawami dotyczącymi istotnego wzrostu cen energii – naszym zdaniem znacznie wyolbrzymionym. Niektórzy z obradujących – m.in. Henryk Wnorowski, Cezary Kochalski czy Ludwik Kotecki – podobnie jak i my, wciąż uznają marcową dyskusję na temat obniżki stop procentowych za racjonalną.

W najbliższych dniach inwestorzy będą analizować, na ile w ów jastrzębi zwrot wierzą, co może wpływać na notowania polskiej waluty. Uwadze nie umkną także czynniki zewnętrzne, na czele z czwartkowym (12.12) posiedzeniem EBC oraz środowym (11.12) odczytem inflacyjnym.

EUR

Upadek francuskiego rządu był w dużej mierze wyceniany przez rynki, a wspólna waluta zakończyła tydzień niewielkim umocnieniem względem dolara. Nadchodzi jednak trudny czas, ponieważ nie zdołał on uchwalić budżetu na 2025 r., co oznacza, że ciężar zapewnienia wsparcia gospodarce spoczywa w całości na Europejskim Banku Centralnym.

Kluczowe jest oczywiście czwartkowe posiedzenie banku, przy czym decydenci na tyle skutecznie odsuwali możliwość cięcia o 50 pb., że rynki niemal całkowicie ją wykluczyły. Najważniejsze będą naszym zdaniem nowe prognozy wzrostu gospodarczego i inflacji. Euro jest obecnie na bardzo niskich poziomach, projekcje, szczególnie dynamiki cen, musiałyby więc zostać zrewidowane znacznie w dół, by uzasadnić jego dalszą deprecjację.

USD

Raport NFP (non-farm payrolls) za listopad zasygnalizował powrót do normalności po zaburzeniach z poprzedniego miesiąca spowodowanych huraganami i strajkiem w Boeingu. Amerykańska gospodarka pozostaje w stanie pełnego zatrudnienia, a płace rosną w zdrowym tempie. Po publikacji raportu dolar początkowo doświadczył wyprzedaży, być może przez potwierdzenie wyższej stopy bezrobocia. Sytuacja szybko się jednak zmieniła, gdy rynki odnotowały także silniejszy od oczekiwań przyrost miejsc pracy i lepsze dane dotyczące płac.

W przyszłym tygodniu Fed prawdopodobnie obniży stopy procentowe, nie wiadomo jednak jeszcze, jak bardzo mogą one spaść w najbliższych miesiącach, biorąc pod uwagę kontekst makroekonomiczny i perspektywy proinflacyjnej polityki administracji Trumpa. Środowy (11.12) odczyt prawdopodobnie wykaże, że miesięczna inflacja bazowa w listopadzie ponownie była bliska 4% w ujęciu zannualizowanym, co naszym zdaniem jest trudne do pogodzenia z ostatecznym poziomem stopy Fedu znacznie poniżej 4%.

GBP

Ubiegły tydzień był dla funta wyjątkowo spokojny – nie opublikowano żadnych istotnych odczytów makroekonomicznych. Prezes Banku Anglii Andrew Bailey przekazał rynkowi mieszane komunikaty. Zasugerował, że cięcia co kwartał w przyszłym roku są prawdopodobne – to nieco bardziej agresywne niż wyceniane obecnie na rynkach swap trzy obniżki. Ostrzegł jednak przy tym, że obecny budżet, który jest postrzegany jako prowadzący do wyższej inflacji, może skutkować bardziej stopniowym tempem rozluźniania polityki monetarnej.

Ostatnie dane ankietowe były słabe, twarde radzą sobie jednak lepiej. Rynki nie spodziewają się obniżki na posiedzeniu BoE w przyszłym tygodniu, prawdopodobieństwo takiego ruchu na kolejnym, w lutym, wyceniają zaś na ponad 80%, a ostateczna stopa na poziomie ok. 4% jest jedną z najwyższych w krajach G10. Przyzwoite odczyty gospodarcze i stosunkowo wysokie stopy procentowe powinny w wspierać funta również w 2025 r.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Michał Jóźwiak, Eduardo Moutinho – analitycy Ebury

Polska wdraża AI Act: Projekt ustawy o systemach sztucznej inteligencji i wyzwania dla rynku cyfrowego

15 października 2024 r. Ministerstwo Cyfryzacji opublikowało projekt ustawy o systemach sztucznej inteligencji, umożliwiający stosowanie w Polsce przepisów europejskiego AI Act. Do udziału w konsultacjach publicznych projektu zaproszono IAB Polska. Na obecnym etapie najwięcej wątpliwości budzi kwestia rzeczywistego zakresu kompetencji polskiego organu nadzorczego. Jak wskazują przedstawiciele IAB Polska, branża powinna przyglądać się procesowi legislacyjnemu dotyczącemu interpretacji Komisji, składania skarg za naruszenie przepisów oraz działań wspierających i monitorujących rynek AI.

Jak ustawa wpłynie na branżę?

Obowiązujący od sierpnia tego roku AI Act, nie zdążył jeszcze w znaczący sposób wpłynąć na rynek, jego wdrożenie w Polsce jest bowiem na wczesnym etapie – właśnie zakończyły się konsultacje publiczne nad pierwszym projektem ustawy wdrażającej. Nie ulega jednak wątpliwości, że nowe przepisy będą miały ogromne znaczenie dla wszystkich podmiotów branży cyfrowej, stymulując innowacje i konkurencyjność, a także zobowiązując firmy do zapewnienia transparentności algorytmów i bezpieczeństwa systemów AI dla użytkowników.

Dla członków IAB Polska sztuczna inteligencja jest istotna zarówno w kontekście stanowienia i stosowania prawa, jak i wykorzystywania jej systemów w codziennej działalności. Ustawa jest dla nas wszystkich zatem ważnym elementem nowej cyfrowej rzeczywistości.  Udział w konsultacjach publicznych to wyraz bardzo pożądanej synergii między ustawodawcą a podmiotami, których legislacja ma dotyczyć. Ponieważ od lat dbamy o to, by głos środowiska był słyszalny i brany pod uwagę, zaopiniowanie projektu tak ważnej dla nas ustawy uważamy za swój obowiązek i przywilej. Publikując stanowisko, zgłosiliśmy jednocześnie gotowość do wspierania prac Ministerstwa Cyfryzacji w zakresie dalszego wdrażania Aktu ws. sztucznej inteligencji (AI Act)mówi Dominik Gabor, członek Grupy Zadaniowej AI a Prawo przy IAB Polska.

IAB Polska ocenił proponowany projekt ustawy w zakresie szczegółowych zapisów, w pierwszej kolejności rekomendując przedstawienie planów Ministerstwa na zwiększenie istotności Komisji w rozwój AI w Polsce, również w zakresie wykorzystania narzędzi przewidzianych w Projekcie.

Kompetencje Komisji Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji

Głównym celem ustawy jest stworzenie podstaw do funkcjonowania kluczowego organu dla rynku sztucznej inteligencji w Polsce – Komisji Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji. Oczy branży skierowane są przede wszystkim na kwestię zakresu kompetencji Komisji jako organu nadzorującego rynek. Wątpliwości koncentrują się zwłaszcza wokół kontroli zagranicznych przedsiębiorców, którzy mogą być jednocześnie kontrolowani przez organy nadzoru z różnych państw członkowskich.

Możliwość podejmowania przez polski organ działań wobec przedsiębiorstw z siedzibą w innych krajach członkowskich lub państwach trzecich jest kwestią problematyczną. Sytuacja jest szczególnie kłopotliwa, gdy na terytorium Polski działają lokalne spółki zależne, czy też oddziały przedsiębiorstw zagranicznych. W przypadku przedsiębiorców prowadzących działalność związaną z AI na poziomie globalnym wyzwaniem będzie określenie podmiotu grupy kapitałowej, na którym ciążyć będzie odpowiedzialność. Z punktu widzenia przedstawicieli IAB Polska te kwestie wymagają doprecyzowaniakomentuje Dominik Gabor.

Warto dodać, że działalność Komisji to nie jedyne narzędzie nadzorujące rynek. Prawodawca proponuje także dodanie szczególnego rodzaju postępowania cywilnego w postaci postępowania w sprawach naruszenia przepisów AI Act.

Istotne będzie także obserwowanie możliwości działania w ramach Społecznej Rady do spraw Sztucznej Inteligencji, która ma pełnić rolę organu opiniodawczo–doradczego Komisji.

To, co cieszy na obecnym etapie, to fakt, że projekt ustawy wzbudza zainteresowanie branży. To dobrze, bo dzięki opiniom podmiotów zainteresowanych prawodawca będzie w stanie zapewnić stworzenie aktu prawnego odpowiadającego nie tylko wymogom wynikającym z rozporządzenia, ale i oczekiwaniom branży. Ten drugi obszar także jest ważny. Polska powinna dążyć do tego, by zapewnić takie otoczenie regulacyjne, które będzie budowało pozycję naszego państwa jako istotnego z punktu widzenia finansowania rozwoju i wdrażania nowych technologii, w tym rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencjidodaje Dominik Gabor.

Piątkowy raport NFP bez niespodzianek: solidny rynek pracy, ale rosnąca stopa bezrobocia wspiera grudniową obniżkę stóp przez Fed

Piątkowy raport NFP nie przyniósł wielkiego zaskoczenia. W listopadzie zatrudnienie w Stanach Zjednoczonych urosło o 227 tys. i było niewiele wyższe od tego, czego oczekiwał rynek. Należy jednak pamiętać, że dane listopadowe były w dużej mierze zawyżone ze względu na ustanie czynników jednorazowych, które wpłynęły na słaby rezultat w październiku. Mowa tu o huraganach a także strajkach w zakładach Boeinga. Rynek pracy pozostaje dość solidny pomimo, że stopa bezrobocia lekko wzrosła.

Dodatkowo dane za wrzesień oraz październik zostały zrewidowane w górę łącznie o blisko 60 tys. Scenariusz obniżki stóp procentowych w przyszłym tygodniu przez Fed został wsparty wzrostem do 4,2 proc. stopy bezrobocia. Z kolei hamulcowym takiej decyzji może być stosunkowo silny wzrost wynagrodzeń (0,4 proc. m/m oraz 4 proc. r/r).

Należy pamiętać, że wysoka liczba nowych miejsc pracy to efekt po części słabego października. Widzimy zatem efekt pewnego rodzaju odreagowania. Podstawowy trend wzrostu zatrudnienia plasuje się w przedziale od 100 do 150 tys. nowych etatów miesięcznie.

Rynek otrzymał potwierdzenie, że negatywna niespodzianka sprzed miesiąca wynikała z jednorazowych czynników. Rezerwa Federalna z pewnością zwróci uwagę na uplasowanie się stopy bezrobocia na najwyższym poziomie od lipca. Wzrost do 4,2 proc. nie wnika z większej liczby osób wchodzących na rynek pracy a z mniejszej liczby zatrudnionych wg badania gospodarstw domowych. Żeby jednak utwierdzić się, że trend wzrostowy jest ewidentny, będziemy musieli poczekać na kolejne raporty.

W sowich ostatnich komunikatach Fed podkreślał, że nie oczekuje dalszego ochłodzenia na rynku pracy. Powinien być zadowolony z odbicia w kreacji nowych miejsc pracy ale pewien niepokój mógł wnieść wyższy wskaźnik bezrobotnych. Rynek po danych w niewielkim stopniu zwiększył wycenę obniżki stóp procentowych na grudniowym posiedzeniu. Aktualnie prawdopodobieństwo, że Rezerwa Federalna po raz kolejny poluzuje swoją politykę monetarną (o 25 punktów bazowych) wynosi ponad 80 proc. Scenariuszem bazowym jest zatem obniżka w grudniu oraz ostrożnościowe podejście w kolejnych miesiącach, czytaj: pauza w styczniu.

Autor: Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Monako kolejnym krajem wspierającym europejski trend ochrony jednostki i jej danych osobowych

W erze cyfrowej, gdzie dane stały się walutą globalnej gospodarki, Europa konsekwentnie wyznacza nowe standardy w ochronie prywatności i praw jednostki. Ostatnie inicjatywy, takie jak przełomowa ustawa krajowa przyjęta w Monako czy inicjatywy społeczne pokazują, że kontynent traktuje te wyzwania nie tylko jako kwestie prawne, ale także etyczne i cywilizacyjne.

Monako przyjęło ambitną ustawę (Projekt Ustawy nr 1.054), która wzmacnia ochronę danych osobowych na wielu poziomach. Utworzenie niezależnego organu ds. ochrony danych, zwiększenie praw jednostki, szczególna ochrona danych dzieci i usprawnienia w transferze danych to kroki, które sprawiają, że Księstwo wpisuje się w europejski trend działań na rzecz odpowiedzialnego zarządzania informacją.

Minister Spraw Zagranicznych Monako, Isabelle Berro-Amadeï, trafnie podkreśliła, że nowe regulacje wpisują się w wizję Księcia Alberta II, który definiuje Monako jako „model oparty na humanizmie, etyce, odpowiedzialności i bezpieczeństwie„. To podejście, które harmonijnie łączy rozwój technologiczny z ochroną praw człowieka, zasługuje na uznanie i naśladowanie w całej Europie.

Apele o odpowiedzialność mediów

Na poziomie unijnym ważnym głosem w tej debacie stała się inicjatywa Roberta Szustkowskiego. W swoim otwartym liście do Komisji Europejskiej ten polski filantrop zaapelował o stworzenie mechanizmów, które zapewnią większą odpowiedzialność mediów za publikowane treści. Szustkowski proponuje m.in. wprowadzenie instytucji Ombudsmana Praw Czytelnika w wydawnictwach oraz stworzenie zintegrowanego systemu raportowania naruszeń na poziomie unijnym. Takie rozwiązania nie mają na celu ograniczenia wolności prasy, ale jej usprawnienie poprzez wzmocnienie integralności i wiarygodności dziennikarstwa. W czasach, gdy dezinformacja może zniszczyć reputację w zaledwie kilka godzin, takie narzędzia są kluczowe.

Jak pokazują dane Eurobarometru z wiosny 2024 roku, 71% Europejczyków regularnie styka się z dezinformacją, a 86% uważa ją za poważne zagrożenie dla demokracji. W Polsce problem ten jest równie dotkliwy – według raportu „Dezinformacja oczami Polaków” aż 84% respondentów zetknęło się z fake newsami.

Komisja Europejska aktywnie działa na rzecz ograniczenia wpływu fałszywych informacji. Kluczową rolę odgrywa tu Europejskie Obserwatorium Mediów Cyfrowych (EDMO), które monitoruje i weryfikuje treści w mediach tradycyjnych i cyfrowych. W czerwcu 2024 roku Komisja zapowiedziała utworzenie nowych ośrodków analitycznych EDMO, które mają jeszcze skuteczniej wykrywać i prostować szkodliwe informacje. Harmonizacja działań na poziomie unijnym to odpowiedź na dynamicznie zmieniające się otoczenie medialne i technologiczne. Nowe centra EDMO będą działać zgodnie z zasadami Kodeksu postępowania w sprawie dezinformacji, zapewniając elastyczność i szybkość reakcji na nowe wyzwania.

Działania takie jak te podejmowane przez Monako czy postulaty Roberta Szustkowskiego wyznaczają kierunek, w którym powinien podążać świat cyfrowy. Europa, rozwijając prawo do bycia zapomnianym, tworząc instytucje do walki z dezinformacją i wzmacniając ochronę danych, staje się wzorem odpowiedzialnego zarządzania społeczeństwem cyfrowym.

Przełomowym krokiem w ochronie reputacji w cyfrowym świecie może być wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 2023 roku przeciwko Google. Trybunał stwierdził, że wizerunek firmy czy przedsiębiorcy to kluczowy element sukcesu rynkowego, podkreślając tym samym znaczenie prawa do obrony przed nieprawdziwymi informacjami.

Popyt na wynajem powierzchni magazynowych pozostaje silny

Popyt na wynajem powierzchni magazynowych w pierwszych trzech kwartałach 2024 roku utrzymał się na zbliżonym do ubiegłorocznego poziomie. Intensywna w ostatnich latach ekspansja deweloperów wyhamowała, ponieważ dostępna na rynku powierzchnia magazynowa jeszcze się nie wchłonęła. Od stycznia do września deweloperzy dostarczyli na rynek 2,1 mln m kw. nowoczesnej powierzchni, co jest wynikiem niższym o 30% w porównaniu do analogicznego okresu w roku poprzednim.

Na koniec września 2024 roku zasoby magazynowe w Polsce wyniosły około  34 mln m kw., powiększając swoją wielkość o 9,3%.

Szymon Sobiecki, konsultant w dziale badań rynku w Knight Frank
Szymon Sobiecki, konsultant w dziale badań rynku w Knight Frank

„Po rekordowym 2022 roku, kiedy deweloperzy zrealizowali projekty o łącznej powierzchni 4,4 mln m kw., kolejne lata prezentują już mniejszą aktywność z ich strony. W 2023 roku nowa podaż wyniosła 3,7 mln m kw., a w trzech pierwszych kwartałach tego roku oddano do użytku 2,1 mln m kw. Mimo mniejszej aktywności deweloperów, osiągnięty dotychczas wynik jest trzecim najwyższym w tym okresie w Polsce,” – komentuje Szymon Sobiecki, konsultant w dziale badań rynku w Knight Frank.

Spada również liczba powierzchni magazynowej w budowie. Osiągnięty na koniec września 2024 wynik na poziomie 1,95 mln m kw. oznaczał spadek 2% względem poprzedniego kwartału oraz 20% spadek w porównaniu do analogicznego okresu w roku poprzednim. Co więcej, większość budowanej powierzchni jest już zabezpieczona umowami przednajmu, a liczba powierzchni budowanej spekulacyjnie spadła.

W III kwartale roku deweloperzy rozpoczęli projekty magazynowe o powierzchni blisko 410 000 m kw., to około 50 000 m kw. mniej niż w II kwartale 2024 roku. Około 60% powierzchni na etapie realizacji, rozpoczętych w okresie czerwiec-wrzesień 2024 roku było zabezpieczone umowami najmu.

„W przeciwieństwie do spadków po stronie podażowej, aktywność najemców jest na stabilnym poziomie. Od stycznia do września wolumen podpisanych umów osiągnął niemal 3,9 mln m kw. powierzchni magazynowej, co oznaczało wzrost o 4% względem analogicznego okresu w roku poprzednim,” – dodaje Przemysław Jankowski, dyrektor działu najmu powierzchni przemysłowych i magazynowych w Knight Frank.

W III kwartale najemcy najchętniej decydowali się na obiekty zlokalizowane  na trzech największych rynkach, tj. Warszawa, Polska Centralna oraz Górny Śląsk. Na tych rynkach wynajęto 60% powierzchni z całego wolumenu umów podpisanych na 1,1 mln m kw.

W wyniku stabilnego popytu i ograniczonej nowej podaży, współczynnik pustostanów w III kw. spadł o 0,2 pp. i wyniósł 8%.

Wywoławcze stawki czynszu pozostają stabilne. Typowe stawki za powierzchnie typu big box wahają się od 3,5 do 5 EUR/m kw. /miesiąc, natomiast czynsze za magazyny miejskie mieszczą się w granicach 5 – 7,5 EUR/m kw. /miesiąc.

Osteopatia – czy można ją uznać za pełnoprawną dziedzinę medyczną?

Choć osteopatia jest stosunkowo młodą dziedziną w porównaniu do tradycyjnych gałęzi medycyny, zdobywa coraz większe uznanie na całym świecie. W tym artykule wyjaśniamy jej status i znaczenie. Pomimo rosnącej popularności osteopatii w Polsce, wciąż istnieje wiele nieporozumień dotyczących jej miejsca w systemie medycznym. Przyjrzyjmy się, jak wygląda to w innych krajach oraz w Polsce.

Osteopatia w USA – lekarze osteopaci na równi z lekarzami medycyny

Stany Zjednoczone są jednym z krajów, w których osteopatia zyskała najwyższy status medyczny. Osteopaci w USA (DO – Doctor of Osteopathic Medicine) są pełnoprawnymi lekarzami, posiadającymi takie same uprawnienia jak lekarze medycyny (MD – Doctor of Medicine). W USA, lekarze osteopaci przechodzą gruntowne, wieloletnie studia medyczne, a ich edukacja obejmuje nie tylko tradycyjną medycynę, ale także specjalistyczne techniki manualne. Mogą pracować we wszystkich specjalizacjach medycznych – od chirurgii po psychiatrię – i mają prawo do przepisywania leków czy przeprowadzania operacji. Ich podejście do pacjenta opiera się na idei, że ciało jest jednością, a zdrowie to efekt równowagi między różnymi układami organizmu.

Status osteopatii w Australii

W Australii osteopatia jest uznawana jako pełnoprawna i regulowana profesja medyczna. Osteopaci są integralną częścią systemu opieki zdrowotnej, mają prawo do diagnozowania oraz leczenia pacjentów. Australijski system zdrowia zapewnia wysoki poziom regulacji i edukacji osteopatycznej, co gwarantuje jakość i bezpieczeństwo usług.

Osteopatia w Australii jest regulowana przez Australian Health Practitioner Regulation Agency (AHPRA) oraz Osteopathy Board of Australia. Aby praktykować, osteopaci muszą posiadać odpowiednią licencję i spełniać określone wymagania rejestracyjne.

Wykształcenie osteopatyczne w Australii obejmuje 5-letnie studia wyższe, które łączą teorię, praktykę kliniczną oraz badania naukowe. Absolwenci uzyskują tytuły Bachelor of Science (Osteopathy) oraz Master of Health Science (Osteopathy).

Australijscy osteopaci są uprawnieni do diagnozowania pacjentów, leczenia zaburzeń mięśniowo-szkieletowych za pomocą technik manualnych, wystawiania skierowań na badania diagnostyczne (RTG, MRI) oraz współpracy z innymi specjalistami medycznymi.

Osteopatia w Anglii

W Anglii osteopatia jest w pełni uznana i uregulowana jako zawód medyczny od 1993 roku. Osteopaci są zarejestrowani w General Osteopathic Council (GOsC), który nadzoruje ich praktykę, edukację i standardy zawodowe. Aby móc praktykować, osteopaci muszą ukończyć 4-5-letnie studia na akredytowanych uczelniach osteopatycznych i uzyskać rejestrację w GOsC.

Osteopaci w Anglii mają prawo samodzielnie diagnozować i leczyć pacjentów, a ich praca jest uznawana przez brytyjski system zdrowia (NHS). W wielu przypadkach usługi osteopatyczne mogą być częściowo refundowane przez publiczny system zdrowia lub pokrywane przez prywatne ubezpieczenia. Dzięki pełnej regulacji i wysokim standardom edukacji osteopatia stanowi ważną część opieki zdrowotnej w Anglii.

Osteopatia w Szwajcarii – pełnoprawna część systemu zdrowia

W Szwajcarii osteopatia jest uznawana za pełnoprawną profesję medyczną. Osteopaci są zarejestrowani jako pracownicy ochrony zdrowia, a ich usługi są refundowane przez system ubezpieczeń zdrowotnych. Osteopatia w tym kraju podlega ścisłym regulacjom prawnym, co gwarantuje wysoką jakość usług i bezpieczeństwo pacjentów. Studia osteopatyczne w Szwajcarii są wymagające i trwają kilka lat, kończąc się uzyskaniem tytułu, który uprawnia do samodzielnej praktyki.

Osteopatia we Francji

We Francji osteopatia jest w pełni uznawana jako zawód medyczny od 2002 roku. Osteopaci muszą ukończyć akredytowane szkoły osteopatyczne oraz spełnić rygorystyczne kryteria edukacyjne. Edukacja osteopatyczna trwa od 5 do 6 lat i obejmuje ponad 4000 godzin nauki. W kraju istnieje kilka uczelni oferujących pełne programy studiów osteopatycznych, które zapewniają wysoki poziom kształcenia i praktycznych umiejętności.

Osteopaci są uznawani za pełnoprawnych pracowników ochrony zdrowia, choć nie posiadają uprawnień lekarskich. Prawo reguluje zarówno kwalifikacje, jak i praktykę osteopatów, co gwarantuje wysoki standard świadczonych usług oraz bezpieczeństwo pacjentów. Koszty leczenia osteopatycznego nie są refundowane przez publiczny system ubezpieczeń zdrowotnych, jednak wiele prywatnych ubezpieczeń częściowo pokrywa te wydatki. Francuscy osteopaci często współpracują z lekarzami oraz innymi specjalistami medycznymi, tworząc kompleksowy system opieki zdrowotnej oparty na interdyscyplinarnym podejściu do pacjenta.

Osteopatia w Belgii

W Belgii osteopatia cieszy się dużym uznaniem, choć jej status prawny jest skomplikowany. Zawód osteopaty został prawnie uznany w 1999 roku, jednak pełna integracja z publicznym systemem opieki zdrowotnej nadal pozostaje wyzwaniem. Prace nad szczegółowymi przepisami regulującymi praktykę osteopatyczną wciąż trwają.

Studia osteopatyczne w Belgii trwają od 5 do 6 lat i obejmują intensywną naukę anatomii, fizjologii oraz technik manualnych. Osteopaci zdobywają solidne wykształcenie, które pozwala im skutecznie diagnozować i leczyć pacjentów.

Usługi osteopatyczne nie są refundowane przez publiczny system zdrowia, jednak wiele prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych oferuje częściowy zwrot kosztów terapii.

Osteopatia we Włoszech

We Włoszech osteopatia została oficjalnie uznana za zawód medyczny w 2018 roku, kiedy uchwalono przepisy regulujące tę dziedzinę. Osteopaci mogą działać samodzielnie, ale muszą posiadać odpowiednie kwalifikacje zdobyte w akredytowanych instytucjach. Program studiów osteopatycznych trwa od 5 do 6 lat i obejmuje intensywną naukę anatomii, fizjologii oraz technik manualnych. Po ukończeniu edukacji osteopaci przechodzą proces certyfikacji i muszą zostać wpisani do rejestru zawodowego.

Osteopatia we Włoszech funkcjonuje jako pełnoprawny zawód medyczny, obok fizjoterapii i medycyny. Choć usługi osteopatyczne nie są jeszcze refundowane przez publiczny system zdrowia, ich popularność dynamicznie rośnie. Coraz więcej prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych oferuje częściowy zwrot kosztów terapii osteopatycznej. Włoscy osteopaci często współpracują z lekarzami oraz specjalistami z innych dziedzin, pracując w klinikach wielospecjalistycznych, co pozwala na kompleksową opiekę nad pacjentem i skuteczne leczenie różnorodnych dolegliwości.

Osteopatia w Norwegii

W Norwegii osteopatia jest uznawana za odrębną profesję medyczną. W 2021 roku zawód osteopaty został oficjalnie uregulowany prawnie, co oznacza, że osteopaci muszą spełniać określone wymogi edukacyjne i uzyskać odpowiednią licencję. Są oni wpisani do rejestru pracowników ochrony zdrowia i podlegają nadzorowi publicznych instytucji zdrowotnych. Osteopaci muszą ukończyć 4-5-letnie studia osteopatyczne na akredytowanych uczelniach. Choć usługi osteopatyczne nie są refundowane przez publiczny system zdrowia, niektóre prywatne ubezpieczenia pokrywają część kosztów terapii. Osteopaci w Norwegii często współpracują z fizjoterapeutami, lekarzami i innymi specjalistami, oferując pacjentom holistyczne podejście do zdrowia.

Osteopatia w Niemczech

W Niemczech status osteopatii jest skomplikowany, ponieważ nie jest jeszcze uznawana za w pełni niezależny zawód medyczny. Aby praktykować osteopatię, specjaliści muszą posiadać dodatkowe kwalifikacje medyczne. Osteopatami mogą zostać lekarze, fizjoterapeuci lub osoby posiadające licencję Heilpraktiker (uprawniającą do praktykowania medycyny niekonwencjonalnej).

Edukacja osteopatyczna trwa od 4 do 5 lat i kończy się uzyskaniem certyfikatu potwierdzającego kwalifikacje zawodowe. Pomimo że osteopatia nie jest w pełni zintegrowana z systemem publicznej opieki zdrowotnej, niektóre prywatne ubezpieczenia zdrowotne oferują częściowy zwrot kosztów terapii osteopatycznej.

W Niemczech działa Niemieckie Stowarzyszenie Osteopatów (Verband der Osteopathen Deutschland – VOD), które aktywnie działa na rzecz pełnego uznania osteopatii jako zawodu medycznego.

Osteopatia w Hiszpanii

W Hiszpanii osteopatia nie jest jeszcze uznawana za w pełni odrębny zawód medyczny, jednak cieszy się dużą popularnością i dynamicznie się rozwija. Osteopaci to zazwyczaj fizjoterapeuci, którzy ukończyli dodatkowe, specjalistyczne studia osteopatyczne. W kraju działa kilka renomowanych szkół osteopatii oferujących 5-letnie programy edukacyjne zgodne z europejskimi standardami. Studia osteopatyczne trwają 4-5 lat i kończą się uzyskaniem międzynarodowo uznawanych certyfikatów.

Osteopatia jest praktykowana głównie w prywatnych klinikach, a usługi osteopatyczne nie są refundowane przez publiczny system zdrowia. Jednak niektóre prywatne ubezpieczenia oferują częściowy zwrot kosztów terapii.

Osteopatia w Holandii

W Holandii osteopatia jest uznawana jako niezależny zawód medyczny, choć nie jest jeszcze w pełni zintegrowana z publicznym systemem opieki zdrowotnej. Osteopaci mogą pracować samodzielnie, a ich działalność regulują przepisy dotyczące zawodów medycznych. Aby zostać osteopatą, konieczne jest ukończenie 5-letnich studiów na akredytowanej uczelni osteopatycznej.

Osteopaci w Holandii są zrzeszeni w organizacji Nederlandse Vereniging voor Osteopathie (NVO) i muszą spełniać rygorystyczne standardy zawodowe, które zapewniają wysoki poziom kwalifikacji i bezpieczeństwa pacjentów. Choć usługi osteopatyczne nie są refundowane przez publiczny system zdrowia, wiele prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych oferuje częściowy zwrot kosztów terapii.

Osteopatia w Polsce – rosnące uznanie i perspektywy

W Polsce osteopatia wciąż walczy o pełne uznanie jako dziedzina medycyny. W naszym kraju zawód osteopaty nie jest jeszcze regulowany ustawowo. Osteopatami najczęściej zostają fizjoterapeuci lub lekarze, którzy ukończyli kilkuletnie, podyplomowe studia osteopatyczne.

Edukacja osteopatyczna trwa od 4 do 5 lat i obejmuje szczegółowe zagadnienia z zakresu anatomii, fizjologii, patologii oraz technik manualnych. Studia kończą się uzyskaniem dyplomu osteopaty (D.O.). W Polsce działa kilka uznanych szkół osteopatii, takich jak Still Academy of Osteopathy w Krakowie czy Akademia Osteopatii w Poznaniu.

Osteopaci działają głównie w prywatnym sektorze ochrony zdrowia, ponieważ usługi osteopatyczne nie są refundowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia (NFZ). Mimo to, coraz więcej prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych oferuje częściowy zwrot kosztów terapii osteopatycznej. Pacjenci korzystają z usług osteopatów w przypadkach przewlekłego bólu, problemów mięśniowo-szkieletowych, urazów sportowych, dolegliwości psychosomatycznych czy problemów trawiennych.

W Polsce działają organizacje zawodowe, takie jak Polskie Towarzystwo Osteopatii (PTO), które zajmują się popularyzacją osteopatii, integracją środowiska osteopatów oraz dążeniem do uregulowania zawodu na poziomie legislacyjnym.

Polscy osteopaci aktywnie działają na rzecz uznania osteopatii jako pełnoprawnego zawodu medycznego. Osteopatia to nie alternatywa dla medycyny, lecz jej uzupełnienie. Wzorce z krajów takich jak Wielka Brytania czy Francja pokazują, że pełna integracja osteopatii z systemem ochrony zdrowia przynosi korzyści zarówno pacjentom, jak i całemu systemowi opieki medycznej.

Popyt na kredyty mieszkaniowe spada: W listopadzie mniej wniosków i niższa aktywność na rynku

O 24,0% r/r spadła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w listopadzie 2024 r. – informuje BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe. Wartość Indeksu oznacza, że w listopadzie 2024 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę niższą o 24,0% w porównaniu do listopada 2023 r.

Spadek wartości zapytań o kredyty mieszkaniowe w listopadzie

W listopadzie 2024 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 26,95 tys. osób w porównaniu do 39,8 tys. rok wcześniej, co przekłada się na spadek r/r o 32,3%. Listopadowy spadek pogłębił się także w relacji do października 2024 r. – wnioskujących o kredyt mieszkaniowy było o 21,9% mniej.

Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego wyniosła w listopadzie 2024 r. 436,2 tys. zł i była wyższa o 1,5% niż w listopadzie 2023 r. W porównaniu do października 2024 r. jednak spadła o 0,9%.

– Zgodnie z przewidywaniami już kolejny miesiąc z rzędu utrzymuje się ujemny odczyt wartości indeksu popytu na kredyty mieszkaniowe. Wygasł efekt niskiej bazy z pierwszego półrocza zeszłego roku. Bieżące dane zestawiamy już z wysoką bazą drugiego półrocza 2023 r., stymulowanego Programem „Bezpieczny Kredyt 2 proc.”. W kolejnych miesiącach nadal możemy się więc spodziewać kontynuacji ujemnego odczytu Indeksu.
Po październikowym powiewie optymizmu związanego z rosnącą m/m liczbą wnioskodawców, w listopadzie nie ma już jednak śladu. W listopadzie liczba osób wnioskujących spada zarówno r/r, jak i m/m. Z uwagi na niższą aktywność na rynku deweloperskim, rosnącą liczbą ofert i spadkiem sprzedaży mieszkań, część z potencjalnych kredytobiorców może obecnie wstrzymywać się z zakupem nieruchomości, a tym samym z zaciąganiem kredytu mieszkaniowego, w oczekiwaniu na spadek cen.
Drugim ważnym aspektem, który częściowo kompensuje spadek wartości Indeksu wywołany spadkiem liczby wnioskodawców, jest wzrost średniej kwoty wnioskowanego kredytu. W listopadzie br. wyniosła ona 436,2 tys. zł – to kwota o 1,5% wyższa niż przed rokiem, lecz niższa o 0,9% od tej z października. Może być to zwiastun stabilizacji cen na rynku nieruchomości, wyhamowała bowiem dynamika wzrostu średniej kwoty wnioskowanego kredytu mieszkaniowego – 
wyjaśnia dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

Polityka i gospodarka w grze: Co dalej z kursem złotego wobec dolara i euro?

W sobotę minął miesiąc od wyborów prezydenckich w USA, które znacząco umocniły dolara i osłabiły kurs złotego. Obecnie jednak, złoty powoli odrabia straty. Za jednego dolara zapłacimy na ten moment 4,05 zł, a kurs stopniowo zbliża się do granicy 4 zł. Teraz większą rolę dla inwestorów odegrają wybory w Niemczech oraz napięcia polityczne we Francji. Mniejsze znaczenie dla kursu złotego będą natomiast miały wybory prezydenckie w Polsce – mimo, że prezydent desygnuje trzech członków RPP.

Ostatni miesiąc przyniósł dużą zmienność na rynku walutowym. Przed wyborami w USA, większość analityków prognozowała, że wraz z rozpoczęciem cyklu obniżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych, dolar będzie się osłabiał. Wynik wyborów odwrócił jednak ten trend w krótkim terminie. Już w przeddzień wyborów, a także po ogłoszeniu wygranej Donalda Trumpa, dolar umacniał się motywowany obawami o inflację. Wynikały one z zapowiedzi proinflacyjnej polityki nowego prezydenta. Niepokój wzbudzały i wciąż wzbudzają plany wprowadzenia ceł na towary z różnych regionów świata oraz ryzyko wojny handlowej. W ciągu ostatniego miesiąca, US Dollar Index, mierzący wartość dolara względem koszyka sześciu walut (EUR, JPY, GBP, CHF, CAD i SEK), wzrósł o 2,14 proc. Od połowy listopada kurs EUR/USD utrzymuje się na poziomie około 1,05, co sugeruje, że rynek uwzględnił już większość tych ryzyk.

Po wyborach w Stanach Zjednoczonych odnotowano również odpływ kapitału z rynków wschodzących, co osłabiło złotego. Ten efekt jednak stopniowo zanika: obecnie obserwujemy trend odwrotny. Za 1 euro płacimy obecnie 4,27 zł, co oznacza, że w ciągu miesiąca, nasza waluta zyskała wobec euro około 2 proc. Dolar kosztuje natomiast 4,05 zł, a złoty osłabił się wobec niego o 1,2 proc. w tym samym okresie.

Na ostatnim posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej (RPP) zdecydowała o utrzymaniu stóp procentowych na dotychczasowym poziomie, co sprzyjało dalszemu umocnieniu złotego. Polska waluta skorzystała tutaj na dwóch kluczowych czynnikach: po pierwsze, słabe wyniki gospodarcze w Europie wywierają presję na euro, co działa na korzyść złotego. Po drugie, “jastrzębia” polityka monetarna NBP – w tym wysoki poziom stóp procentowych – dodatkowo wspiera wartość złotego, ograniczając wzrost kursu EUR/PLN. Wydaje się, że kolejne obniżki stóp procentowych w strefie euro, planowane na 12 grudnia oraz w USA (18 grudnia) mogą przyczynić się do dalszego umocnienia złotego. Wówczas, może on spaść poniżej poziomu 4,25 zł za 1 euro, czyli obecnego poziomu technicznego wsparcia.

Polityka i wybory nadal będą wpływać na kursy walut, także w najbliższym czasie. Wybory w USA, które w ostatnich tygodniach kształtowały kursy walut, ustępują miejsca polityce europejskiej. Kluczowe dla euro będą wybory w Niemczech, a także sytuacja we Francji, gdzie po wotum nieufności wobec rządu Michela Barniera i jego upadku, inwestorzy obawiają się przedłużonego okresu niepewności politycznej. Może to nawet doprowadzić do kolejnych przyspieszonych wyborów.

W przyszłym roku czekają nas również wybory prezydenckie w Polsce, jednak ich wpływ na kurs złotego wydaje się na razie ograniczony. Warto jednak wspomnieć, że prezydent mianuje trzech członków Rady Polityki Pieniężnej, co z kolei oddziałuje na kształtowanie się polityki monetarnej. Nowy prezydent nominuje pierwszego członka RPP w grudniu 2025 roku, a kolejnych dwóch – w 2028 roku.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Fulfillment dla eCommerce — jak wybrać odpowiedniego partnera logistycznego?

Fulfillment e-commerce to klucz do sprawnej obsługi zamówień i poprawy efektywności sklepu internetowego. Wybór odpowiedniego operatora logistycznego może znacząco wpłynąć na rozwój Twojego biznesu, od zarządzania zapasami po obsługę zwrotów. Dowiedz się, na co zwrócić uwagę, aby znaleźć partnera, który najlepiej odpowiada na potrzeby Twojego e-sklepu.

Czym jest fulfillment e-commerce?

Fulfillment e-commerce to kompleksowy model logistyczny, który umożliwia sprawne zarządzanie procesami obsługi zamówień w sklepach internetowych. W jego ramach zewnętrzna firma (operator fulfillmentowy) przejmuje odpowiedzialność za kluczowe zadania logistyczne, takie jak magazynowanie, kompletacja zamówień, pakowanie, wysyłka oraz obsługa zwrotów. Dzięki temu właściciele e-sklepów mogą skupić się na rozwijaniu działalności, marketingu i budowaniu relacji z klientami, nie martwiąc się o logistykę.

Jak działa fulfillment w e-commerce?

Produkty sprzedawcy są przechowywane w magazynach operatora, który dba o optymalne rozmieszczenie towarów, kontrolę stanów magazynowych i monitorowanie zapasów w czasie rzeczywistym. Po złożeniu zamówienia przez klienta operator realizuje je, zbierając odpowiednie produkty z magazynu. Automatyzacja tego procesu zapewnia szybkość i precyzję kompletacji.

Produkty są pakowane w sposób bezpieczny i estetyczny, a następnie oznaczane odpowiednimi etykietami. Operator wybiera najkorzystniejsze opcje transportu, aby zapewnić szybką dostawę. W przypadku zwrotów operator zajmuje się ich przyjmowaniem, oceną stanu towarów i ponownym wprowadzeniem ich do obiegu lub utylizacją. Przekonaj się, jak wygląda obsługa e-commerce w 3LP – u jednego najlepszych operatorów logistycznych w naszym kraju: https://3lp.eu/obsluga-e-commerce/.

Na co zwrócić uwagę, wybierając operatora logistycznego?

Wybór operatora fulfillmentowego to kluczowy krok dla sklepów internetowych, które chcą zoptymalizować swoje procesy logistyczne. Odpowiedni partner logistyczny może pomóc w zwiększeniu efektywności, poprawie doświadczeń klientów oraz skalowaniu biznesu. Jednak nie każda firma fulfillmentowa spełni potrzeby Twojego sklepu. Oto najważniejsze kryteria, na które warto zwrócić uwagę przy wyborze odpowiedniego partnera.

Zanim wybierzesz operatora, upewnij się, że oferuje on pełen zakres usług, jakich potrzebujesz. Najważniejsze z nich to:

  • magazynowanie i zarządzanie zapasami,
  • kompletacja zamówień,
  • pakowanie i etykietowanie,
  • wysyłka zintegrowana z różnymi przewoźnikami,
  • obsługa zwrotów i reklamacji.

Dodatkowe usługi, takie jak przepakowywanie, personalizacja zamówień czy analiza danych w czasie rzeczywistym, mogą być wartościowym atutem. Przekonaj się też, czym jest centrum logistyczne i jakie funkcje spełnia: https://3lp.eu/centrum-logistyczne-co-to-jest-rodzaje-i-jakie-funkcje-spelnia/.

Podsumowanie

Wybór odpowiedniego partnera, jeśli chodzi o fulfillment e-commerce to kluczowy element strategii dla każdego sklepu internetowego, który chce efektywnie zarządzać logistyką i skupić się na rozwoju swojej działalności. Przy wyborze operatora warto dokładnie przeanalizować jego ofertę, lokalizację magazynów, poziom zaawansowania technologicznego oraz elastyczność w dostosowaniu usług do potrzeb Twojej firmy.

Dobry partner logistyczny nie tylko usprawni procesy, takie jak magazynowanie, kompletacja zamówień czy obsługa zwrotów, ale także pomoże poprawić doświadczenia klientów i zwiększyć przewagę konkurencyjną Twojego biznesu.

Inwestycja w profesjonalny fulfillment to krok w kierunku skalowalności, redukcji kosztów oraz długofalowego sukcesu w e-commerce. Zobacz, jak wygląda fulfillment e-commerce w przypadku sprawdzonego operatora logistycznego – 3LP: https://3lp.eu/co-to-jest-fulfillment-i-jakie-korzysci-ma-dla-e-commerce/.

Polscy inżynierowie zadbają o precyzyjne ustawienie satelitów misji Proba-3

Misja Proba-3 wystartowała z sukcesem z indyjskiego Centrum Kosmicznego Satish Dhawan w czwartek, 5 grudnia. Na potrzeby projektu GMV stworzyło główną część systemu nawigacji, sterowania i kontroli, umożliwiającego wykonanie skomplikowanego scenariusza misji. Formation Flight System, czyli system umożliwiający lot w formacji, to bardzo innowacyjny element misji, a zarazem jeden z najbardziej złożonych i krytycznych. Jest to też jeden z głównych celów technologicznych misji Proba-3 – osiągnięcie wyjątkowo precyzyjnego ustawienia dwóch obiektów poruszających się po eliptycznej orbicie z ogromną prędkością.

GMV w Polsce, jest zaangażowane w misję Proba-3 od ogłoszenia przez Europejską Agencję Kosmiczną fazy B przedsięwzięcia, czyli od 2012 roku. Zadaniem inżynierów było stworzenie oprogramowania do nawigacji względnej (relative GPS/rGPS), umożliwiającego dokładne wyznaczenie pozycji satelitów względem siebie i ustawienie ich w odpowiedniej formacji. Należy również dodać, że rozwój technologii „relative GPS” dla misji Proba-3 był jednym z pierwszych projektów polskiego zespołu GMV w sektorze kosmicznym. Technologia względnego GPS jest wykorzystywana w okolicach perygeum orbity, gdy sygnały GPS są dostępne, umożliwiając precyzyjne pomiary i kontrolę pozycji i prędkości satelitów.

Mówimy o precyzji rzędu kilku centymetrów, bo taka jest konieczna, aby koronograf zadziałał właściwie i to jest jednym z głównych technologicznych wyzwań całej misji PROBA-3. I chociaż specjalizujemy się w dostarczaniu oprogramowania dla misji kosmicznych to stworzenie systemu nawigacji względnej o takiej precyzji jest ogromnym wyzwaniem. Technologia ta pozwoli w przyszłości budować na orbicie wokół Ziemi instrumenty badawcze o bardzo dużych rozmiarach. Zwiększą się nasze możliwość w zakresie badania kosmosu. Relative GPS będzie miał również zastosowanie w misjach komercyjnych np. serwisowania satelitów na orbicie – mówi Paweł Wojtkiewicz, dyrektor ds. sektora kosmicznego GMV w Polsce.

Każdy z satelitów wyposażony jest w antenę i odbiornik śledzący sygnały satelitów nawigacyjnych, dodatkowo jeden z nich, główny, przetwarza dane z obu odbiorników i wykonuje nawigację względną. W celu uzyskania pożądanej dokładności niezbędne jest wykorzystanie wysoce dokładnych pomiarów. Pomiary te są obarczone nieoznaczonością, którą trzeba wyznaczyć, co jest najbardziej skomplikowaną częścią algorytmu stworzonego przez GMV w Polsce.

– Surowe pomiary z odbiorników GNSS obarczone są różnymi błędami, co powoduje konieczność różnicowania pomiarów w celu wykrycia wszystkich typowych błędów (tj. efektów jonosferycznych, błędów zegarów pokładowych i efemeryd satelitów GPS). Właśnie do tego służy algorytm stworzony przez inżynierów GMV w Polsce, tworzący swego rodzaju interferometr GPS na orbicie. Określenie niepewności pomiarów fazowych i wyeliminowanie błędów pomiarowych umożliwi autonomiczne ustawienie satelitów z dużą dokładnością. Opracowana przez nasz zespół nawigacja względna zostanie przetestowana wkrótce po wystrzeleniu, kiedy oba satelity PROBA-3 będą nadal ze sobą połączone. wyjaśnia Ambroise Bidaux-Sokołowski, szef działu nawigacji i sterowania polskiego zespołu GMV.

Aby umożliwić długą ekspozycję pozwalającą na badania Słońca koronografem, po której będą przemieszczały się satelity Proba-3 została mocno spłaszczona i wydłużona, ma perygeum rzędu 600 km i apogeum ponad 60500 km. W perygeum satelity będą przemieszczać się lotem swobodnym, jednak po wejściu w odpowiednie miejsce do obserwacji muszą ustawić się w konkretnym szyku i oddaleniu dokładnie 150 metrów.

Rynek inwestycyjny nieruchomości w regionie EMEA gotowy na odbicie w 2025 r.

W najnowszym raporcie pt. „2025 Global Investor Outlook” Colliers zwraca uwagę na nowe możliwości, jakie pojawiają się w głównych i alternatywnych segmentach rynku nieruchomości w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce.

Warszawa, 5 grudnia 2024 r. — Według prognoz ekspertów Colliers, z uwagi na powrót globalnego zainteresowania inwestycjami po okresie niepewności gospodarczej i rosnących stóp procentowych, w 2025 roku w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki może nastąpić ożywienie aktywności inwestorów. Ma to związek z przewidywanymi obniżkami stóp procentowych, poprawą płynności i wieloma nowymi możliwościami pojawiającymi się zarówno w głównych, jak i alternatywnych segmentach rynku nieruchomości.

Rynek inwestycyjny w regionie EMEA jest gotowy na ożywienie w 2025 r. ze względu na silniejsze fundamenty i powrót zainteresowania aktywami wysokiej jakości – mówi Luke Dawson, szef działu rynków kapitałowych na świecie i w regionie EMEA, Colliers. – Wraz z poprawą płynności i dostosowywaniem strategii przez inwestorów do aktualnych realiów spodziewamy się stopniowego odbicia w poszczególnych segmentach rynku. O ile Europa odnotuje wzrost zainteresowania ze strony inwestorów z Azji i Bliskiego Wschodu, o tyle główne europejskie miasta, takie jak Paryż, Berlin, Mediolan, Madryt, Kopenhaga czy Londyn nadal będą przyciągać globalny kapitał – dodaje Luke Dawson.

Również w Polsce rynek od kilku kwartałów wykazuje symptomy ożywienia. Łączna wartość transakcji na rynku po trzech kwartałach 2024 roku wyniosła ponad 3 mld EUR, a według szacunków Colliers na koniec roku powinna przekroczyć 4 mld EUR. Oznaczałoby to ponad 100-proc. wzrost w porównaniu do 2023 r.

– Obniżki stóp procentowych przez Europejski Bank Centralny sprawiają, że pieniądz jest coraz tańszy, co przekłada się na bardziej atrakcyjne zwroty dla inwestorów – komentuje Piotr Mirowski, Senior Partner, Dział Doradztwa Inwestycyjnego, Colliers w Polsce. – Już teraz widzimy wzmożone zainteresowanie centrami logistycznymi na kluczowych rynkach regionalnych i biurowcami w Warszawie, zarówno w Centralnym Obszarze Biznesu, jak i w niecentralnych lokalizacjach. Do końca roku powinno zostać sfinalizowanych jeszcze co najmniej kilka istotnych transakcji, każda o wartości powyżej 50 mln EUR. Zaawansowane są również procesy, których zamknięcie przewidywane jest na I kw. 2025 – dodaje Piotr Mirowski.

Kluczowe płynące z raportu Colliers „2025 Global Investor Outlook”

  • Powrót globalnego zainteresowania inwestycjami

Jak wynika z raportu Colliers, EMEA pozostaje najchętniej wybieranym przez międzynarodowych inwestorów regionem, a znaczny napływ kapitału spodziewany jest ze strony inwestorów z Azji i Bliskiego Wschodu, którzy celują w najlepsze segmenty rynku, takie jak biura i obiekty przemysłowo-logistyczne. Inwestorzy z Ameryki Północnej również wykazują zwiększone zainteresowanie z uwagi na odporność Europy, zachęty do powrotów do biur oraz ożywienie na rynku, które przewyższa to obserwowane w USA.

  • Cięcia stóp procentowych zwiększą płynność rynku

Przewidywane obniżki stóp procentowych na rynkach w regionie EMEA przyniosą  potrzebny wzrost wolumenu transakcji. Autorzy raportu „2025 Global Investor Outlook” wskazują, że cięcia te pozwolą zniwelować rozbieżności oczekiwań cenowych między sprzedającymi i kupującymi oraz ograniczyć erozję kapitału obserwowaną w ostatnich latach. To z kolei powinno przełożyć się na większy wzrost inwestycji, m.in. w segmencie biurowym.

  • Jakość i spełnianie kryteriów ESG

Inwestorzy skupiają swoją uwagę na spełniających kryteria ESG wysokiej jakości aktywach podstawowych, szczególnie w segmentach biurowym, przemysłowo-logistycznym i mieszkaniowym. Z raportu wynika, że około 20% ostatnio nabytych nieruchomości biurowych w Europie było przeznaczonych do renowacji lub przebudowy, co podkreśla odporność i zdolność adaptacyjną tego segmentu rynku.

  • Wzrost popularności obiektów mieszkaniowych

Ze względu na trendy demograficzne, np. starzenie się populacji, oraz przez brak równowagi między popytem a podażą na rynku mieszkaniowym nadal rośnie wolumen inwestycji w lokale dla studentów i seniorów. Nieruchomości skierowane do studentów zyskują na popularności szczególnie w kluczowych ośrodkach uniwersyteckich, takich jak Hiszpania, Włochy, Francja, Holandia i Wielka Brytania, oferując stabilny, długoterminowy potencjał przychodu.

  • Aktywa alternatywne coraz popularniejsze

W regionie EMEA wciąż rośnie popyt na aktywa alternatywne, takie jak np. centra przetwarzania danych. Na duże zainteresowanie inwestorów istotny wpływ ma m.in. dynamiczny rozwój sztucznej inteligencji, zwiększający zapotrzebowanie na rozwiązania do przechowywania danych. Wzrost w tym segmencie ograniczyć mogą jednak wyzwania związane z dostawami energii i wymogi regulacyjne na niektórych rynkach, takich jak Irlandia, Niemcy i Holandia.

Perspektywy na 2025 r.

Wraz z ożywieniem na rynku inwestycyjnym w regionie EMEA oczekuje się, że zarówno tradycyjne, jak i alternatywne segmenty rynku nieruchomości odnotują wzrost wolumenu transakcji. Odporność regionu w branżach centrów handlowych, hoteli i obiektów logistycznych zapewnia dobre perspektywy dla zdywersyfikowanych inwestycji w 2025 roku. Aktywa podstawowe w Londynie, Paryżu i Berlinie pozostaną bastionami dla globalnych inwestorów, podczas gdy popyt na zrównoważoną modernizację i przebudowę obiektów wskazuje na możliwości inwestycyjne w segmencie powierzchni biurowych i przemysłowych.

Przyszłość usług biznesowych – integracja zwiększa efektywność zdaniem 64% liderów

Zintegrowane usługi biznesowe są motorem nowoczesnych przemian organizacyjnych. Jak wskazują wyniki globalnego raportu KPMG pt. „Future of Corporate Services” aż 64% respondentów jest zdania, że zintegrowane działania usług biznesowych przyczyniają się do wzrostu efektywności organizacyjnej, choć tylko 25% organizacji ocenia swoje działy wsparcia jako wysoce efektywne.

Raport, bazujący na badaniu 250 liderów z różnych sektorów, podkreśla znaczenie transformacji funkcji takich jak HR, IT, finanse czy obsługa prawna w kierunku strategicznego wsparcia biznesu.

Wydajność i reorganizacja wśród priorytetów

Jak pokazują wyniki, jedynie co czwarta firma ocenia swoje działy wsparcia jako wysoce efektywne. Podobny odsetek wskazuje na problem izolacji tych funkcji w ramach organizacji, a połowa respondentów podkreśla, że priorytety usług biznesowych są słabo zintegrowane z celami strategicznymi firmy.

57% ankietowanych dostrzega konieczność zmiany modeli operacyjnych na takie, które pozwoliłyby na większą integrację i usprawnienie współpracy między różnymi działami organizacji. Z kolei 64% respondentów uważa, że połączone i współpracujące działy wsparcia przyczyniają się do znaczącego wzrostu efektywności operacyjnej, ułatwiając szybsze i bardziej precyzyjne reakcje na zmiany rynkowe.

Usługi biznesowe to dziś coś więcej niż centra wsparcia – to strategiczne funkcje, które mogą decydować o sukcesie organizacji i istotnie wpływać na wyniki biznesowe. Jednak wiele firm nadal traktuje je jako element kosztowy, a nie jako źródło wartości. Kluczem do zmiany tego podejścia jest przejście od izolacji funkcji do pełnej integracji działań. Coraz więcej firm dostrzega, że zarządzanie przepływami wartości pozwala nie tylko ograniczyć straty, ale także w pełni wykorzystać potencjał danych i technologii. Firmy, które stawiają na strategiczne podejście do swoich funkcji biznesowych, budują fundamenty trwałej przewagi konkurencyjnej – mówi Radosław Jankie, Partner w Dziale Advisory, Szef Zespołu ds. Centrów Usług Wspólnych i Outsourcingu w KPMG w Polsce.

Technologia jako katalizator zmian

Jednym z kluczowych wniosków raportu jest rosnące znaczenie technologii generatywnej AI (GenAI) w przekształcaniu działów wsparcia. Aż 66% liderów uznaje jej potencjał w poprawie wydajności zespołów i optymalizacji procesów. Z kolei 72% pracowników widzi potrzebę ciągłego doskonalenia swoich umiejętności w odpowiedzi na postęp technologiczny.

Eksperci KPMG w Polsce zwracają uwagę na konieczność połączenia technologii z kompetencjami ludzkimi:

AI to katalizator transformacji, ale także wyzwanie w kontekście etyki, zarządzania ryzykiem i przygotowania organizacji do zmian. Firmy, które skutecznie wdrażają tę technologię, łączą jej potencjał z wiedzą i intuicją ludzi, co pozwala na tworzenie nowatorskich modeli operacyjnych. Obserwujemy, że liderzy inwestujący w AI coraz częściej opierają swoje decyzje na solidnych analizach danych, co minimalizuje ryzyko błędów i przyspiesza uzyskanie korzyści biznesowych. Transformacja z wykorzystaniem AI wymaga jednak długofalowego planowania oraz rozwoju umiejętności w organizacji – bez tego technologia pozostanie jedynie nie w pełni wykorzystanym narzędziem – podkreśla Andrzej Gałkowski, Partner, Lider doradztwa dla sektora bankowego, Head of AI w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Dane są paliwem nowoczesnych organizacji, ale wiele firm wciąż boryka się z wyzwaniami w ich wykorzystaniu – tylko 10% firm uważa się za cyfrowo dojrzałe, zdolne do pełnego wykorzystania AI i GenAI.

Reorganizacja jako droga do przełamania silosów

Większość organizacji działa w wyizolowanych strukturach, które utrudniają współpracę. Badanie pokazuje, że tylko 36% respondentów opowiada się za reorganizacją, która mogłaby poprawić współpracę, zaś 64% widzi korzyści z większej integracji funkcji korporacyjnych, takie jak szybsze reakcje na zmiany i lepsza efektywność.

Firmy, które mogą się pochwalić sukcesami w transformacji swoich usług biznesowych, są świadome, że technologia sama w sobie nie rozwiązuje pojawiających się wyzwań. Kluczowe jest połączenie technologii z kulturą organizacyjną, która wspiera otwartość, współpracę i ciągły rozwój, a także z odpowiednim doborem zestawu umiejętności pracowników. Organizacje powinny inwestować w ludzi – rozwijać ich, angażować w projekty związane z transformacją i dawać im narzędzia, które pozwolą pracować bardziej innowacyjnie. W ten sposób można nie tylko zwiększyć efektywność, ale też wzmocnić zdolność firmy do adaptacji w dynamicznym otoczeniu biznesowym, a pracownikom zapewnić bezpieczne stanowiska, w których technologia jest ich narzędziem, a nie zastępcą – komentuje Piotr Jarosz, Dyrektor w Dziale Advisory, w Zespole Doradztwa ds. Centrów Usług Wspólnych i Outsourcingu w KPMG w Polsce.

We Francji upada rząd – co dalej?

Upadek rządu Michela Barniera, który sprawował funkcję premiera od września 2023 roku, wywołał poważny kryzys polityczny i gospodarczy. Barnier ustąpił po przegłosowaniu wotum nieufności, które było efektem sporu budżetowego. Jego zaledwie kilkumiesięczna kadencja stała się najkrótszą w historii V Republiki Francuskiej.

Kluczowy punkt konfliktu stanowił projekt budżetu na 2025 rok. Propozycja zakładała cięcia wydatków oraz podwyżki podatków na kwotę 60 miliardów euro, co miało zmniejszyć deficyt budżetowy z 6.1% PKB w 2023 roku do 5% w 2025 roku. Spotkało się to jednak z ostrą krytyką zarówno skrajnej prawicy, jak i lewicy. Marine Le Pen, liderka skrajnej prawicy, określiła ten plan jako „toksyczny dla Francuzów”, co doprowadziło do współpracy ugrupowań o przeciwnych ideologiach przeciwko rządowi.

Polityczne zamieszanie odbija się na rynkach finansowych. Spread między obligacjami francuskimi a niemieckimi osiągnął ponad 80 punktów bazowych, najwyższy poziom od 2012 roku, co wskazuje na rosnące ryzyko polityczne. Rentowność 10-letnich francuskich obligacji wynosi obecnie 2.90%, podczas gdy niemieckich – 2.08%. Kurs EURUSD w oczekiwaniu na jutrzejsze NFP znajduje się na poziomie 1.0528, a indeks CAC40 wynosi 7332.6 punktów, odzwierciedlając niepewność inwestorów.

Prezydent Emmanuel Macron stoi przed trudnym zadaniem znalezienia nowego premiera, który zdoła zbudować poparcie w podzielonym parlamencie. Dotychczasowe próby budowy koalicji napotkały poważne trudności, a nowe wybory parlamentarne mogą odbyć się najwcześniej w lipcu 2024 roku. Macron zapowiedział, że nie zrezygnuje z urzędu przed końcem swojej kadencji w 2027 roku, mimo nasilającej się presji ze strony opozycji. Marine Le Pen nie tylko wywiera naciski na prezydenta, ale również deklaruje chęć współpracy nad nowym budżetem, pod warunkiem uwzględnienia jej postulatów.

Rząd tymczasowy korzysta obecnie z nadzwyczajnych przepisów, aby zapewnić podstawowe finansowanie państwa i pobór podatków. Minister finansów ostrzega jednak, że takie rozwiązania zwiększą obciążenia podatkowe dla gospodarstw domowych i wpłyną negatywnie na kluczowe obszary, takie jak bezpieczeństwo i rolnictwo.

Macron i jego sojusznicy starają się odbudować „Republikański Front” – koalicję partii głównego nurtu – aby przekonać umiarkowanych socjalistów do zerwania współpracy z radykalną lewicą. Sytuacja polityczna i gospodarcza Francji pozostaje napięta, a dalszy rozwój wydarzeń zależy od decyzji prezydenta i nowego rządu. Kluczowe będzie znalezienie sposobu na zażegnanie kryzysu politycznego i odbudowę zaufania inwestorów, by uniknąć pogłębienia problemów gospodarczych.

Autor: Krzysztof Kamiński, Oanda TMS Brokers