Lewiatan i PharmaNET przeciw próbom likwidacji aptek internetowych

Konfederacja Lewiatan i Związek Pracodawców Aptecznych PharmaNET protestują przeciwko działaniom samorządu aptekarskiego, zmierzającym do likwidacji legalnie działających w Polsce aptek internetowych oraz pozbawienia pacjentów możliwości zaopatrywania się w nich w leki dostępne bez recepty.

Wniosek o zakazanie wysyłkowej sprzedaży leków został zgłoszony przez przedstawicieli Naczelnej Rady Aptekarskiej 23 października 2014 r. w Sejmie, na posiedzeniu Podkomisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy – Prawo farmaceutyczne oraz ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Przedstawiciele NRA argumentowali, że co trzeci specyfik oferowany w Internecie pochodzi z nielegalnego źródła, a wiele jest sfałszowanych. A ponieważ – zdaniem przedstawicieli samorządu aptekarskiego – nie ma możliwości kontrolowania wysyłkowej sprzedaży leków, to należy ją zlikwidować.

– Argumentacja przedstawicieli NIA jest nie do przyjęcia. Jeżeli istnieją nieprawidłowości, to należy im przeciwdziałać, a nie likwidować legalnie istniejący kanał dystrybucji cieszący się dużą popularnością, zwłaszcza wśród młodej generacji pacjentów. To, że zdarzają się wypadki drogowe nie oznacza, że należy zakazać sprzedaży samochodów – mówi Marcin Piskorski, prezes Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET. – Właśnie w stronę likwidacji patologii i zwiększenia bezpieczeństwa pacjentów idzie unijne prawodawstwo, co uważamy za słuszny kierunek i w całości popieramy – dodaje.

Jednym z rozwiązań zastosowanych przez UE w celu zapobiegania wprowadzaniu sfałszowanych leków do legalnego łańcucha dystrybucji jest promowanie aptek internetowych działających zgodnie z prawem. – Przewiduje się m.in. prezentowanie adresów internetowych takich aptek na oficjalnych witrynach internetowych prowadzonych przez krajowe organy nadzoru oraz wprowadzenie wspólnego dla wszystkich aptek logo, które ma ułatwić klientom zorientowanie się, że mają do czynienia z apteką działającą w sposób zgodny z prawem – mówi Tomasz Jaworski, radca prawny z kancelarii Tomasik Jaworski. – Wprowadzenie zakazu wysyłkowej sprzedaży leków byłoby wprost sprzeczne z prawem Unii Europejskiej. Już w 2003 roku Europejski Trybunał Sprawiedliwości w sprawie DocMorris przesądził, że zakaz sprzedaży wysyłkowej leków OTC jest niezgodny z zasadą swobodnego przepływu towarów – dodaje.

– Stawianie w jednym szeregu legalnie działających aptek internetowych i sprzedawców medykamentów sfałszowanych lub pochodzących z nielegalnych źródeł jest karygodnym błędem. Za nielegalny obrót farmaceutykami odpowiadają osoby prywatne lub firmy, które na stronach internetowych zarejestrowanych poza Unia Europejską sprzedają głównie leki wydawane z przepisu lekarza (na receptę). Ich katalog jest zasadniczo zamknięty – leki na potencję, odchudzanie, środki wczesnoporonne czy leki sterydowe stosowane w sporcie jako preparaty anaboliczne. Oferta tych pseudosklepów jest ograniczona do kilku-kilkudziesięciu pozycji i nie ma nic wspólnego z apteką internetową – mówi Grzegorz Głowiak, ekspert rynku aptek internetowych, autor bloga eapteki.info.
Apteki internetowe w Polsce funkcjonują na bazie aptek tradycyjnych, które posiadają odpowiednie zezwolenia i koncesje (w wykazach WIF znajduje się ok. 220 aptek zgłoszonych jako prowadzące sprzedaż wysyłkową, z czego realnie działa tylko nieco ponad 150). – Placówki te, oprócz klasycznej apteki, prowadzą również sprzedaż wysyłkową, która jest tylko i wyłącznie dodatkowym kanałem sprzedaży. Punkty te zaopatrują się w leki wyłącznie w hurtowniach farmaceutycznych lub u przedstawicieli producentów. Podlegają ścisłej kontroli, tak jak wszystkie inne apteki w Polsce – dodaje Grzegorz Głowiak.

– Niektóre podmioty usilnie próbują zatrzymać apteki w XIX wieku, żeby ich nie rozwijać i uniemożliwić, zwłaszcza młodym ludziom, którzy są już do tego przyzwyczajeni, korzystanie z nowoczesnych technologii. Zgadzam się, że istnieje konieczność zapewnienia pacjentom bezpieczeństwa, ale nie poprzez wprowadzenie zakazu sprzecznego z przepisami unijnymi. Delegalizacja aptek internetowych spowoduje, że pacjenci będą korzystać ze stron, które są niebezpieczne, których nie można kontrolować, a które bardzo często sprzedają sfałszowane leki – powiedziała Dobrawa Biadun, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Apteki internetowe funkcjonują w większości krajów UE, m.in. w Niemczech, Holandii, Francji, Włoszech, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii czy Czechach. W każdym z nich, tak jak w Polsce, są poddane kontroli i spełniają surowe wymogi prawodawstwa. Sprzedają również ściśle określony katalog produktów, wydawanych wyłącznie bez recepty lekarskiej.

Dzięki UKE szybki internet trafi pod strzechy

Konfederacja Lewiatan pozytywnie ocenia decyzję Urzędu Komunikacji Elektronicznej o uruchomieniu aukcji na częstotliwości z pasma 800 MHz. Daje ona szansę na korzystne dla rynku i konsumentów rozwiązania w kwestii szybkiego internetu LTE w Polsce.

To dobra wiadomość także dla mieszkańców terenów słabo zurbanizowanych. Ponad 3,7 mln gospodarstw domowych w Polsce jest zagrożonych wykluczeniem cyfrowym, znajduje się poza zasięgiem sieci szerokopasmowego Internetu.
Decyzja UKE pozwoli na szybką zmianę tego stanu rzeczy i na dostarczenie do wszystkich gospodarstw domowych na terytorium kraju usług spełniających wymogi Europejskiej Agendy Cyfrowej. Tym samym nasz kraj zapewni realizację agendy w terminach i na zasadach, jakie na siebie przyjęła.

Należy przy tym zrobić wszystko, aby inwestycje w budowę sieci szybkiego internetu LTE w Polsce, mogły być realizowane również dzięki wykorzystaniu środków europejskich przyznanych nam w ramach Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa.

Dzięki decyzji prezesa UKE, przyszły kształt sieci 800 MHz określi rynek. Konfederacja Lewiatan niezmiennie stoi na stanowisku, że konkurencja jest najlepszym stymulatorem rozwoju gospodarczego.

Konfederacja Lewiatan

Bez aptek nie będzie tańszych leków dla rodzin wielodzietnych

Ograniczenie rodzinom wielodzietnym dostępności do tańszych leków z powodu nieuczestniczenia aptek w programie Karty Dużej Rodziny, uniemożliwia bezpośrednie wspieranie takich rodzin. Nie ma żadnych uzasadnionych powodów dla pozbawienia ich uprawnień do tańszego zakupu lekarstw. Taką przeszkodą nie powinny być przepisy w prawie farmaceutycznym – uważa Konfederacja Lewiatan.

Lewiatan dobrze ocenia inicjatywę wspierania rodzin wielodzietnych w formule zaproponowanej w ustawie o Karcie Dużej Rodziny, a tym samym pozytywnie odnosi się do zaangażowania przedsiębiorców w realizację tego projektu. Celem ustawy jest włączenie do programu Karty Dużej Rodziny możliwie najszerszego kręgu podmiotów oferujących towary lub usługi związane z promowaniem modelu rodziny wielodzietnej oraz jej pozytywnym wizerunkiem.

– Dlatego z dużym rozczarowaniem przyjmujemy fakt, iż we wspieraniu rodzin wielodzietnych nie mogą uczestniczyć apteki. Na przeszkodzie objęcia programem Karty Dużej Rodziny aptek stoi, bowiem konstrukcja obowiązującego przepisu zawartego w art. 94 Prawa farmaceutycznego dotyczącego zakazu reklamy aptek. Zgodnie z przepisem zabroniona jest reklama aptek i punktów aptecznych oraz ich działalności, a jedynym wyłączeniem spod zakazu jest możliwość publikowania informacji o lokalizacji i godzinach pracy apteki lub punktu aptecznego – mówi Anna Kapłon, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Konfederacja Lewiatan uważa, że dla pełnej realizacji celów ustawy o Karcie Dużej Rodziny niezbędna jest zmiana treści art. 94a Prawa farmaceutycznego. Chodzi przede wszystkim o wprowadzenie możliwości informowania o uprawnieniach do obniżenia poziomu odpłatności za produkty nierefundowane, w tym poprzez przystępowanie do programu Karty Dużej Rodziny aptekom.

Konfederacja Lewiatan

Wyniki szczytu UE

Unia Europejska ograniczy emisję dwutlenku węgla co najmniej o 40 proc. do 2030 r. względem 1990 r. – uzgodnili przywódcy państw w Brukseli. Polska będzie mniej obciążona kosztami ambitnej polityki klimatycznej.

Komentarz Henryki Bochniarz, prezydent Konfederacji Lewiatan

Rezultaty szczytu w Brukseli są w dużej mierze zgodne z postulatami Lewiatana. Według nas przyjęte dziś propozycje dają szanse na to, żeby polska energetyka podjęła inwestycje w nowe moce wytwórcze, które obniżą emisje w Polsce i poprawią bezpieczeństwo energetyczne. Aby jednak do tego doszło rząd musi dobrze zarządzić tym procesem i stworzyć odpowiednie ramy prawne, które umożliwią wykorzystanie szansy na modernizację polskiej infrastruktury energetycznej.

Jednocześnie uważamy, że zapisy chroniące konkurencyjność europejskiego przemysłu nie są wystarczająco mocne. Liczymy, że Elżbieta Bieńkowska, komisarz UE ds. rynku wewnętrznego, przemysłu i przedsiębiorczości odpowiedzialna za przemysł w Europie podejmie działania, które pozwolą przemysłowi europejskiemu utrzymać konkurencyjność względem zewnętrznych graczy.

Konfederacja Lewiatan

Wyniki stress testów: duża odporność polskiego systemu bankowego

0
Wyniki <a title=stress testów: duża odporność polskiego systemu bankowego" title="Wyniki stress testów: duża odporność polskiego systemu bankowego" />

Wyniki przeglądu jakości aktywów i testów warunków skrajnych (stress testy) unijnych banków opublikowano 26 października br. Stress testy, przeprowadzone na poziomie skonsolidowanym w 123 bankach na obszarze całej Unii Europejskiej, miały ocenić odporność unijnego systemu bankowego w latach 2014-2016 na niekorzystne warunki makroekonomiczne. Badania oparto o dwa rodzaje teoretycznych scenariuszy warunków skrajnych (bazowy i szokowy).

W Polsce przegląd jakości aktywów i stress testy zostały przeprowadzone przez Komisję Nadzoru Finansowego i objęły 15 banków pokrywających 79 proc. aktywów sektora banków komercyjnych. Wyniki przeprowadzonych testów potwierdziły dużą odporność banków działających w Polsce na sytuacje szokowe. Sektor bankowy jest dobrze skapitalizowany, efektywny i odporny na wstrząsy, co pozytywnie wpływa na poziom bezpieczeństwa osób korzystających z usług bankowych. Jedynie w przypadku dwóch spośród badanych w Polsce banków poziom współczynnika kapitału podstawowego Tier 1 (CET1) ukształtował się nieznacznie poniżej oczekiwanych wartości. W przypadku obu tych banków już w trakcie stress testów podjęto działania skutkujące podwyższeniem kapitału podstawowego Tier 1, co wzmocniło ich pozycję kapitałową.

Szczegółowe informacje nt. wyników przeglądu jakości aktywów i stress testów banków działających w Polsce są dostępne na stronie internetowej Komisji Nadzoru Finansowego (link otwiera nowe okno w serwisie zewnętrznym).

Ruszyła oferta publiczna Skarbiec Holding S.A. o wartości 139 mln zł

0

Spółka Skarbiec Holding rozpoczęła ofertę publiczną, w ramach której chce sprzedać ponad 3,1 mln akcji stanowiących przeszło 46 proc. udziałów w spółce.

Wartość spółki szacowana jest na 300 mln zł, a aktywa, którymi zarządza, przekraczają 15 mld zł. Cena maksymalna jednej akcji Skarbiec Holding została ustalona na 44 zł, co oznacza, że maksymalna wartość oferty przekracza 139 mln zł.

Mamy aktywa rzędu ponad 15 mld zł, to jest piąta pozycja na polskim rynku TFI – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Marek Rybiec, prezes zarządu Skarbiec Holding S.A. – Jeżeli patrzymy z punktu widzenia tylko i wyłącznie TFI niezależnych, to mamy drugą pozycję na całym polskim rynku. Jeżeli z kolei spojrzymy na fundusze rynku kapitałowego, to jesteśmy na dziesiątym miejscu i tylko w ostatnim kwartale przesunęliśmy się o dwie pozycje z 12. miejsca.

Akcjonariuszem sprzedającym jest spółka Skarbiec Holding Limited, która posiada 94,6 proc. udziałów w Skarbiec Holding. Skarbiec Holding Limited kontrolowany jest przez fundusz Polish Enterprise Fund V L.P. Pozostałe akcje należą do zarządu i kluczowych pracowników spółki. Oferującym akcje jest Dom Maklerski BZ WBK.

– Funkcjonujemy na rosnącym rynku – podkreśla Marek Rybiec. – Za ostatnie 9 lat rynek funduszy inwestycyjnych detalicznych rósł 15 proc. w skali roku i zakładamy, że tak może rosnąć w kolejnych latach, nie widzimy tutaj ograniczeń. Po drugie posiadamy bardzo mocno zrównoważony biznes. Mamy bardzo dobrą, szeroką, unikatową ofertę. Posiadamy stabilny zespół zarządzających i profesjonalny, powtarzalny model inwestowania, który zapewnia stabilne wyniki dla klientów.

Prospekt emisyjny dotyczący oferty publicznej spółki Skarbiec Holding został zatwierdzony przez Komisję Nadzoru Finansowego 22 października. Zapisy na akcje spółki dla inwestorów indywidualnych będą przyjmowane od 27 października do 3 listopada w domach maklerskich BZ WBK i mBanku oraz Centralnym Domu Maklerskim Pekao S.A.,Domu Maklerskim Pekao, Domu Inwestycyjnym Xelion Sp. z o.o., Domu Maklerskim BOŚ S.A.

Do 5 listopada zostanie podana ostateczna cena sprzedaży oraz ostateczna liczba akcji oferowanych, a następnie, do 7 listopada na akcje będą mogli zapisywać się inwestorzy instytucjonalni.

Przydział akcji jest planowany do 12 listopada, zaś ich giełdowy debiut – na drugą połowę miesiąca.

Akcjonariusz sprzedający oraz emitent zadeklarowali w prospekcie emisyjnym lock-up, czyli zobowiązanie do niesprzedawania akcji spółki oraz nieemitowania nowych akcji przez 360 dni liczonych od dnia, w którym akcjonariusz sprzedający dokona ostatecznego przydziału akcji oferowanych inwestorom. Akcje będące w posiadaniu pracowników są także objęte umową lock-up na okres od 12 do maksymalnie 30 miesięcy.

– Z punktu widzenia inwestora to jest inwestycja w spółkę, która funkcjonuje na bardzo dobrym rynku, spółkę, która pozyskuje aktywa szybciej niż wzrasta rynek i spółkę, która wypłaca dywidendę – zachęca prezes Skarbiec Holding. – Polityka przyjęta przez zarząd to jest od 75 proc. do 100 proc. dywidendy z intencją wypłaty 100-proc. dywidendy.

Prezes Skarbca zwraca też uwagę, że jego firma ma wiele atutów, m.in. największą wśród TFI niezależną sieć dystrybucji, najszerszą ofertę produktową oraz zespołowy model zarządzania i powtarzalne wyniki.

To powoduje, że z jednej strony jesteśmy bardzo agresywni, pozyskujemy aktywa szybciej niż rynek, ale z drugiej strony z punktu widzenia naszych przychodów jest to biznes bardzo mocno zdywersyfikowany i dający dużą powtarzalność dla właściciela, dla akcjonariusza spółki.

W 2013 roku przychody spółki wyniosły 101,3 mln zł i były o 72 proc. wyższe niż rok wcześniej. Zysk netto wzrósł niemal trzykrotnie i wyniósł 28,9 mln zł.

Po pierwszym półroczu 2014 roku przychody Skarbiec Holding wynosiły 44,7 mln zł i były o 4 proc. wyższe niż w I połowie 2013 roku. Zysk netto wyniósł w tym czasie niecałe 9,3 mln zł, podobnie jak przed rokiem.

Polska gospodarka traci tempo. W III kwartale wzrost PKB prawdopodobnie spadł poniżej 3 proc.

CEO Magazyn Polska

W pierwszym półroczu wzrost polskiego Produktu Krajowego Brutto wyraźnie przekraczał 3 proc. Dopóki nie ruszą środki unijne z nowej perspektywy, gospodarka jednak nie będzie już rozwijać się tak szybko.

Wskaźnik Wyprzedzający Koniunktury, publikowany przez Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych (BIEC) spadł w październiku do poziomu 153,3 pkt, co oznacza stagnację. Wskaźnik ten prognozuje kondycję gospodarki z wyprzedzeniem od 3 do 12 miesięcy. Nie wróży to dobrze tempu wzrostu polskiego PKB.

W I kwartale wzrosło ono o 3,4 proc., w  II – o 3,3 proc. Wstępne dane za III kwartał Główny Urząd Statystyczny opublikuje 14 listopada.

– Na pewno będzie to odczyt poniżej 3 proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ. – Od początku tego roku dynamika utrzymywała się powyżej tego pułapu. Jeżeli spojrzymy na wskaźnik PMI dla przemysłu, to on swój szczyt ustanowił w lutym i od marca utrzymuje się negatywna tendencja, bo w III kw. to były dosyć niskie wskazania, również na poziomie sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej.

Mimo spadku tempa wzrostu PKB polska gospodarka nadal miewa się nie najgorzej. Wzrost, choć słabszy, utrzymuje się na przyzwoitym poziomie.

– PKB będzie oczywiście dodatnie i powinno być cały czas relatywnie niezłe, ale poniżej tego pułapu 3 proc. i ta tendencja utrzyma się również w IV kw.  Drugie półrocze tego roku będzie na pewno gorsze niż półrocze pierwsze – ocenia Łukasz Bugaj.

Osłabienie polskiego wzrostu łączone jest przez ekonomistów ze słabą kondycją Niemiec, naszego największego partnera handlowego. Opisujący kondycję niemieckiej gospodarki wskaźnik Ifo zaczął spadać od marca. A to przełożyło się na kondycję polskich firm.

– Nasze gospodarki poruszają się w tandemie i ta negatywna tendencja obserwowana jest już od ładnych kilku miesięcy – zwraca uwagę analityk DM BOŚ. – Słabość gospodarki niemieckiej nie jest fenomenem ostatniego miesiąca czy dwóch miesięcy, ona już trwa od pewnego czasu i negatywnie wpływa na to, co dzieje się w krajowej gospodarce. Ta tendencja postępuje i będzie widoczna do końca roku.

Na szczęście dla polskiej gospodarki wskaźniki PMI dla Niemiec za październik pokazują poprawę sytuacji, zwłaszcza w przemyśle. Ponadto handel z Niemcami nie jest jedynym potencjalnym źródłem wzrostu polskiej gospodarki. Już wkrótce jej rozwój powinny wspierać inne czynniki.

– Pamiętajmy o tym, że w przyszłym roku po pierwsze zmiany wywoła pierwsza obniżka stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej, a potem pewnie będzie kolejna, nie wiemy, czy jedna, czy być może dwie. Po drugie w połowie przyszłego roku zaczną działać środki unijne – przypomina Łukasz Bugaj.

Obecne osłabienie wzrostu nie powinno więc potrwać zbyt długo. Za rok polska gospodarka znowu może zacząć nabierać rozpędu.

– To oznacza, że w gospodarce nadchodzi czas ożywienia i przyspieszenia tempa wzrostu – uważa Łukasz Bugaj. – Wydaje się, że to spowolnienie gdzieś powinno powoli wytracać swoje tempo. A i w Niemczech obserwujemy zmianę retoryki władz, co do być może chęci stymulowania wzrostów w przyszłym roku. Bo rzeczywiście te odczyty pogarszały się w ostatnich miesiącach i teraz są na tyle niskie, że zmuszają do działania, i to działanie możemy zaobserwować.

Griffin Real Estate stawia na centralne lokalizacje w miastach w całej Polsce

0

CEO Magazyn Polska

Griffin Real Estate koncentruje się na inwestycjach w najbardziej atrakcyjnych częściach miast w całej Polsce. Dla spółki atrakcyjne są wszystkie ośrodki w kraju, jednak pod warunkiem dostępności atrakcyjnych działek w centralnych lokalizacjach. Wiele inwestycji jest finansowanych ze środków własnych, choć przy dwóch projektach Griffin uzyskał pożyczkę z unijnej inicjatywy JESSICA.

Interesuje nas cała Polska, natomiast bardzo ważna jest ta dobra lokalizacja w ramach danego miasta – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Dorota Wysokińska-Kuzdra, senior partner w Griffin Real Estate. ‒ Poza Warszawą wybieramy największe miasta regionalne i staramy się celować w centralne miejscówki w takich miastach. Bardzo dobrym przykładem jest Centrum Biurowe Lubicz. Jest to najbardziej centralna lokalizacja w Krakowie do prowadzenia biznesu.

Poza Centrum Biurowym Lubicz w krakowskiej dzielnicy Grzegórzki Griffin jest również właścicielem m.in. wrocławskiego Domu Handlowego Renoma. Wysokińska-Kuzdra podkreśla, że to najstarszy dom handlowy w tym mieście. Dodaje, że po przejęciu nieruchomości przez Griffina cieszy się ona dużym zainteresowaniem ze strony inwestorów.

W przyszłym roku Griffin planuje oddać katowicki Supersam. Na miejscu starego domu handlowego powstaje nowy obiekt. Jak podkreśla Wysokińska-Kuzdra, mimo że to nowa inwestycja, zachowane zostaną elementy historycznego budynku, a także jego znana mieszkańcom funkcja.

Podobną inwestycją jest rewitalizacja warszawskiej Hali Koszyki, która ma skończyć się w 2016 r. Przy tym projekcie, podobnie jak przy oddanym niedawno do użytku Centrum Akademickim Polonez w Poznaniu (dawny hotel Polonez został przekształcony w dom studencki), Griffin uzyskał wsparcie z unijnej inicjatywy JESSICA, czyli funduszu pożyczkowego kładącego nacisk na rewitalizację przestrzeni miejskich.

Poza tymi dwoma projektami, gdzie oprócz finansowania bankowego mamy także pożyczkę JESSICA, mamy też projekty, które są kupione tylko za środki własne. Staramy się mieć finansowanie [zewnętrzne – red.], natomiast to nie jest warunek konieczny prowadzenia inwestycji. Mamy też wiele projektów, zwłaszcza na poziomie nabycia działek i gruntów, które są sfinansowane tylko z naszych własnych środków – wyjaśnia Wysokińska-Kuzdra.

Podkreśla, że w portfolio spółki znajdują się również nieruchomości biurowe w Warszawie (m.in. Microsoft House przy Al. Jerozolimskich, Bliski Center przy Żurawiej i Nordic Park przy Kruczkowskiego). Choć charakterystyka poszczególnych projektów jest bardzo zróżnicowana, wszystkie łączy centralne położenie.

Griffin jest również właścicielem i zarządzającym projektem planowanej przebudowy Centrum Handlowego Jupiter w Warszawie, przy ul. Towarowej (planowana data oddania to 2019 r.) oraz Nowej Emilii przy ul. Emilii Plater (planowana data zakończenia – 2016 r.).

Właściciel takich marek, jak Łowicz, Fortuna czy Dr Witt, chce przejmować kolejne

0

CEO Magazyn Polska

Rosną rynkowe udziały spółki Agros-Nova w kategorii dżemów, syropów i soków owocowych, a wszystko dzięki wzrostom sprzedaży takich marek, jak Łowicz, Fortuna czy Dr Witt. Spółka pozytywnie ocenia perspektywy dla krajowej konsumpcji, jednak ze względu na niewielkie tempo wzrostu (2-3 proc. rocznie) większe szanse na zwiększanie udziałów rynkowych widzi w konsolidacji. W centrum zainteresowania przedsiębiorstwa są firmy, których obroty w ramach jednej marki przekraczają 100 mln zł. 

Rynek spożywczy rośnie w tempie ok. 2-3 proc. rocznie. Jednocyfrowe wzrosty charakteryzują większość segmentów, w których obecna jest Agros-Nova. Spółka chce więc zwiększać udziały poprzez ewentualne fuzje i przejęcia.

Nasze oczekiwania bardziej są skierowane na ewentualne przejmowanie udziałów poszczególnych producentów czy poszczególnych producentów, niż na to, że te rynki nagle zaczną rosnąć dwucyfrowo – podkreśla Marek Sypek, prezes zarządu spółki Agros-Nova, największego przetwórcy warzyw i owoców w Polsce. – W spektrum naszych zainteresowań są firmy, których obroty w ramach jednej marki przekraczają 100 mln zł. Jeśli chodzi o przejęcia w przyszłości, to myślimy tylko o takich firmach.

Nie wskazuje jednak na żadne konkretne plany spółki w tym zakresie.

Agros-Nova ma w swoim portfolio 10 różnych marek w różnych segmentach. Firma jest jednym z liderów rynku w kategorii soków i nektarów. Ważnym brandem jest Fortuna, jednak coraz większe, trzycyfrowe wzrosty sprzedaży notuje Dr Witt.

Najważniejszą marką jest dla nas Łowicz, obecny w pięciu kategoriach produktów, gdzie cały czas mamy wzrost udziałów rynkowych, niezależnie od tego, czy są to sosy, syropy czy dżemy. Kotlin jest strategiczną marką w kategorii keczupów, powrócił na drugie miejsce wśród marek w Polsce – mówi Sypek.

Jak podkreśla, w tym roku na rynku surowców spożywczych panuje nerwowa sytuacja, co ma związek z embargiem rosyjskim. W wielu gatunkach podaż na rynku jest duża, co przekłada się na ceny.

Sytuacja z embargiem rosyjskim nie przekłada się na pozytywne myślenie naszych plantatorów i nie przekłada się również pozytywnie na ceny skupu, które chcieliby osiągać. Te ceny faktycznie w niektórych przypadkach spadły – przyznaje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Marek Sypek.

Dane Internetowej Giełdy Towarowej wskazują, że spadła cena większości owoców, także części warzyw, często poniżej wartości opłacalności. Niższe ceny skupu mają wpływ na obniżkę kosztów firm przetwórczych, jednak – jak wyjaśnia prezes Agros-Nova – zniwelowały to inne czynniki. Wzrosły ceny walut, a nieurodzaj w Argentynie, skąd pochodzi ponad połowa europejskiego importu cytryn, sprawił, że ceny koncentratów owoców cytrusowych wzrosły nawet dwukrotnie.

P. Kowal: Rosja coraz mocniej odczuwa skutki konfliktu z Ukrainą, ale raczej nie należy oczekiwać zmian w polityce

CEO Magazyn Polska

Mimo problemów gospodarczych Rosji nie ma co liczyć na zmianę w jej polityce – ocenia Paweł Kowal, były wiceminister spraw zagranicznych. Sankcje innych państw i duży spadek cen ropy poważnie obciążają gospodarkę. Problemy odczuwają też przedsiębiorcy, dlatego starają się szukać alternatywnych – dla unijnych i amerykańskiego – partnerów biznesowych.

Najpoważniejszy był cios amerykański. Po uruchomieniu eksportu własnej ropy naftowej Amerykanie doprowadzili do spadku cen na światowych rynkach. W ciągu trzech miesięcy cena baryłki ropy Brent spadła o ponad 20 proc. ze 114 dolarów do 85 dolarów. To oznacza radykalny spadek wpływów do budżetu Rosji.

Wraz ze wzajemnymi embargami ubywa towarów w sklepach, a ceny rosną. Roczna inflacja w Rosji szacowana jest przez tamtejszy bank centralny na 7,5 proc. Liczona w złotych wartość rubla spadła w ciągu roku o 16 proc., a od stycznia – o 12,5 proc. W relacji z dolarem i euro wygląda to jeszcze gorzej.

Rosjanie, niestety, mają poziom bólu, jeśli chodzi o biedę, w innym miejscu niż Europejczycy na Zachodzie – mówi agencji informacyjnej Newseria Paweł Kowal, były wiceminister spraw zagranicznych i były europoseł. – Rosjanie więcej znoszą. Mimo pierwszych informacji o spadku rubla itd., które niektórzy podają, nie powinniśmy spodziewać się tu szybko politycznej zmiany, która byłaby wywołana zmianami w gospodarce. Bo choć wszystko jest prawdziwe, to w Rosji nie zadziała tak szybko, jak zadziałałoby w innych krajach. 

Rosja stara się przeorientować swoja gospodarkę na kierunek azjatycki, gdzie jej postępowanie wobec Ukrainy nie spotkało się z takim zainteresowaniem jak na Zachodzie. To jednak – w opinii Pawła Kowala – nie przyniesie szybkich i znaczących zmian w polityce.

Przeorientowanie gospodarki rosyjskiej w większym stopniu na Wschód będzie bardzo trudne i czasochłonne. Pojawią się oczywiście propagandowe informacje o tym, że komuś udało się zdobyć kawałek rynku w Chinach, Hongkongu, Korei, nie wiem, gdzie jeszcze, bo raczej nie w Japonii – ocenia Paweł Kowal.

Obroty handlowe Rosji z Unią Europejską i USA przekraczają 900 mld dolarów, podczas gdy jej handel z Chinami to mniej niż 10 proc. tych kwot (89 mld dolarów w 2013 roku).

Relacje z Rosją to dziś jeden z najpoważniejszych problemów, jakie stoją przed Unią Europejską i jej nowymi władzami.

Wyzwania polityki zagranicznej to dziś przede wszystkim sytuacja na Wschodzie i Bliskim Wschodzi. Unia Europejska powinna zacząć odgrywać pozytywną rolę w Sojuszu Północnoatlantyckim. Zadanie na dziś to dobrze rozumieć rolę NATO, żeby odbudować Sojusz – uważa były wiceminister spraw zagranicznych. – To ma wymiar militarny i gospodarczy, czyli wspólna umowa z Ameryką [porozumienie o wolnym handlu – red.] to jest zadanie gospodarcze, które ma poważny wymiar polityczny, bo daje siłę Zachodowi.

Hyundai nie planuje zwiększać sprzedaży aut w Polsce. Głównym celem koncernu jest poprawa jakości obsługi

0

CEO Magazyn Polska

Hyundai stawia na poprawę standardów, a nie na zwiększenie sprzedaży. Liczba nowych aut koreańskiego producenta na polskim rynku ma być podobna do zeszłorocznej, co powinno przełożyć się na ponad 5-procentowy udział w rynku. To większy odsetek niż na rynku europejskim. Po kilku latach dynamicznego wzrostu sprzedaży firma stawia na coraz lepszą obsługę w salonach oraz poprawę wyposażenia także mniejszych modeli, bo tego oczekują klienci.

W tym roku osiągamy podobne wyniki jak w zeszłym, zresztą zgodne z naszymi założeniami. Po bardzo intensywnym wzroście w latach 2008-2012, kiedy praktycznie podwoiliśmy udział w rynku, teraz trochę zwalniamy, restrukturyzujemy naszą sieć, dbamy o standardy. To jest w tej chwili najważniejszy element, którym walczymy o klienta – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Michalczewski, kierownik zespołu planowania sprzedaży Hyundai Polska.

Według danych Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar Hyundai w 2013 r. był siódmym producentem pod względem udziału w polskim rynku nowych samochodów osobowych. Zarejestrowanych zostało niemal 17 tys. aut tego producenta. Dało to Hyundaiowi ok. 5,8 proc. udziału w rynku. To więcej niż w całej Europie – na kontynencie hyundaie stanowią ok. 3,5 proc. rynku.

Najpopularniejszy model Hyundaia, i30, znalazł się na 11. miejscu najczęściej wybieranych samochodów – w ubiegłym roku zarejestrowano w Polsce ok. 5,3 tys. aut tego modelu.

Naszymi głównymi modelami od już dobrych kilku lat są modele i30 i ix35. i30 głównie w wersji hatchback i ix35 głównie z silnikiem benzynowym. W średniej wersji wyposażenia ten samochód jest już bardzo dobrze wyposażony, a takiego właśnie samochodu klienci poszukują ‒ dobrze wyposażonego i za bardzo rozsądne pieniądze – podkreśla Michalczewski.

Teraz Hyundai planuje utrzymanie udziału w rynku powyżej 5,0-5,2 proc., ale nie zamierza gwałtownie zwiększać sprzedaży. Producent stawia przede wszystkim na poprawę standardów obsługi w salonach dilerskich.

Dla producenta duże znaczenie ma też wyposażenie oferowanych modeli samochodów. Michalczewski zwraca uwagę na to, że wymagania Polaków w tym zakresie są coraz wyższe. O ile dawniej na przykład klimatyzacji wymagali tylko ci, którzy kupowali auta wyższej klasy, obecnie nawet w małych, miejskich samochodach jest ona standardem.

Jeżeli tego nie mamy, po prostu nie sprzedajemy. Klienci szukają jakości i bogatego wyposażenia – zaznacza Michalczewski.

Dodaje, że siłą koreańskiej marki jest również wygląd pojazdów i atrakcyjna cena. Do tego sprzedawane w Europie modele tej marki są projektowane i produkowane na kontynencie. Aż 90 proc. europejskiej sprzedaży to samochody tutaj zbudowane. Jak podkreśla Michalczewski, to kolejny wyróżnik marki.

Przepisy o odwróconym kredycie hipotecznym do podpisu prezydenta

Ustawę wprowadzającą nową usługę na polskim rynku finansowym, która pozwoli osobom posiadającym nieruchomości uzyskiwać dodatkowe środki pieniężne i przeznaczyć je na dowolny cel, posłowie przyjęli 23 października 2014 r. Ustawa została przekazana do podpisu prezydenta RP.

Przepisy o odwróconym kredycie hipotecznym umożliwią uzyskanie dodatkowych środków pieniężnych przez osoby posiadające własne mieszkanie, dom, nieruchomość niezabudowaną, prawo użytkowania wieczystego gruntu lub spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu. Odwrócony kredyt hipoteczny z powodzeniem funkcjonuje od kilkudziesięciu lat w wielu krajach na świecie. Ich doświadczenia pokazują, że osobami korzystającymi z tej usługi są w dużej części osoby starsze. Z tego względu przepisy, na podstawie których będzie oferowany odwrócony kredyt hipoteczny, skonstruowano tak, aby zapewniać korzystającym jak najlepszą ochronę ich praw.

Na podkreślenie zasługuje to, że osoba korzystająca z odwróconego kredytu hipotecznego pozostaje do końca życia właścicielem nieruchomości, a jej spadkobiercy zachowują prawo do nieruchomości, jeśli wyrażą chęć jej zatrzymania i spłacą zobowiązania powstałe z tego tytułu. Natomiast jeśli nie wyrażą takiej woli, będą zobowiązani do przeniesienia własności nieruchomości na bank. Jednakże w takiej sytuacji bank zwróci im różnicę, o jaką wartość nieruchomości przewyższa należność banku z tytułu umowy odwróconego kredytu hipotecznego, jeśli taka nadwyżka powstanie. Do udzielania odwróconego kredytu hipotecznego zostały uprawnione banki, a zatem instytucje podlegające publicznemu nadzorowi sprawowanemu przez Komisję Nadzoru Finansowego. Prawo to przyznano również oddziałom banków zagranicznych i instytucji kredytowych oraz instytucjom kredytowym w ramach działalności transgranicznej, podlegającym nadzorom w krajach macierzystych.

Specyfika odwróconego kredytu hipotecznego polega na tym, że bank zobowiązuje się do wypłacania kredytobiorcy określonej kwoty środków pieniężnych w ratach lub jednorazowo, natomiast kredytobiorca nie jest zobowiązany do spłaty tego kredytu. Oznacza to, że osoba zaciągająca odwrócony kredyt hipoteczny nie martwi się o jego spłatę, gdyż nie następuje ona za jego życia. Zabezpieczeniem spłaty kredytu jest nieruchomość będąca własnością kredytobiorcy.

Ani seniorzy, ani ich spadkobiercy nie powinni również obawiać się sytuacji, w której kwota wypłaconego kredytu przewyższy wartość nieruchomości. Przepisy ustawy przewidują ograniczenie odpowiedzialności kredytobiorcy i jego spadkobierców wyłącznie do nieruchomości stanowiącej zabezpieczenie odwróconego kredytu hipotecznego. Nawet jeżeli bank wypłacił więcej niż będzie mógł odzyskać ze sprzedaży nieruchomości, nie będzie mógł sięgnąć po inne składniki majątku seniora ani jego spadkobierców.

Ustawa wprowadza także zasady zobowiązujące banki do rzetelnego informowania o oferowanych odwróconych kredytach hipotecznych oraz do sporządzania umów zgodnie z wymogami szczegółowo określonymi w ustawie. Brak dopełnienia obowiązków informacyjnych przez bank lub sporządzenie umowy niezgodnie z wymogami daje seniorowi prawo do rekompensaty finansowej w wysokości 10% odsetek i innych kosztów należnych od wypłaconej kwoty odwróconego kredytu hipotecznego. Trzeba również wskazać, że odwrócony kredyt hipoteczny jest usługą finansową oferowaną przez podmioty komercyjne. Aby zatem pozwolić rozwinąć się tej formie kredytowania, należy właściwie uregulować relacje między bankiem a klientem, dając im możliwość swobodnego – w pewnym zakresie – kształtowania umowy. Zapewniając z jednej strony maksymalne bezpieczeństwo kredytobiorcom, obostrzenia nałożone na podmioty prowadzące tę działalność zostały wyważone w taki sposób, aby umożliwić zaistnienie tej usługi na rynku, co jest oczekiwane przez znaczne grono potencjalnych odbiorców.

Odwrócony kredyt hipoteczny gwarantuje zatem seniorom swobodę dysponowania środkami oraz poczucie bezpieczeństwa wynikające z prawa własności nieruchomości, którego nie zostają pozbawieni.

Fuzja Nordea z PKO Bankiem Polskim z perspektywy klientów

31 października to oczekiwana data połączenia Nordea Bank Polska (NoBP) z PKO Bankiem Polskim. Marka Nordea Bank Polska zniknie z rynku, a jej klienci staną się klientami PKO. Bez zmian pozostaną ich numery rachunków bieżących, kredytowych i oszczędnościowych, a także zasady funkcjonowania kart płatniczych i kredytowych. Oddziały i bankomaty zmienią oznakowanie na PKO, inne będą również nazwy i adresy systemów bankowości elektronicznej.

W niedzielę EBC opublikuje wyniki stress-testów. To wyjaśni sytuację w unijnym sektorze bankowym

W niedzielę EBC opublikuje wyniki <a title=stress-testów. To wyjaśni sytuację w unijnym sektorze bankowym" title="W niedzielę EBC opublikuje wyniki stress-testów. To wyjaśni sytuację w unijnym sektorze bankowym" />

stresstesty.png” alt=”CEO Magazyn Polska” width=”370″ height=”194″ align=”left” />

Dzięki-stress testom sytuacja w europejskim sektorze bankowym stanie się jasna. 26 października okaże się, które z unijnych banków są w dobrej, a które w złej kondycji.

Tego dnia Europejski Bank Centralny opublikuje wyniki badania aktywów działających w Unii banków oraz ich odporności na ewentualny kryzys walutowy.

– Możemy to traktować jako takie nowe otwarcie – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jakub Wojciechowski, analityk Biura Doradztwa Inwestycyjnego Citi Handlowego. – Od tego momentu sytuacja w sektorze bankowym w strefie euro będzie dużo bardziej przejrzysta. Oznacza to, że przechodzimy z nadzoru lokalnego na poziomie poszczególnych krajów do nadzoru centralnego pod auspicjami EBC.

To zaś oznacza większą wiarygodność wyników badania oraz ich lepszą porównywalność.

– Natomiast, jeśli chodzi o takie spojrzenie krótkoterminowe, to, niestety, spodziewamy się pewnych zawirowań – przyznaje Jakub Wojciechowski. – Jesteśmy zdania, że część banków, szczególnie na peryferiach strefy euro, może tych testów nie zdać i w związku z tym inwestorzy mogą zareagować dosyć negatywnie.

Raczej nie należy się obawiać, że stress-testów nie zaliczą znaczące europejskie banki. Sektor bankowy w Europie od 2013 roku przeszedł bardzo istotne zmiany. Banki zostały dokapitalizowane w sumie kwotą 100 mld euro, wzrosły wskaźniki wypłacalności, jednocześnie poprawiły się ich wyniki. Nie specjalnie musimy się też obawiać o polskie banki, których kondycja oceniana jest bardzo dobrze.

– Spodziewamy się, że słabo mogą wypaść szczególnie banki na peryferiach strefy euro, tutaj mamy na myśli Grecję, Hiszpanię, Włochy czy Irlandię – ocenia analityk Biura Doradztwa Inwestycyjnego Citi Handlowego. – Spodziewamy się, że tam kilka banków może te testy oblać. Natomiast ten rdzeń całej strefy euro powinien wypaść całkiem nieźle. Nie oczekujemy jakichś zaskoczeń negatywnych, wydaje nam się, że te problemy dotkną głównie banków regionalnych o niewielkim znaczeniu.

Międzynarodowe media spekulują, że testy oblać mogło 11 ze 130 poddanych im banków. EBC nie chce komentować tych doniesień. Gdyby okazało się to prawdą, niektóre banki musiałyby zwiększyć swój kapitał. Zdaniem strategów Citi takie dokapitalizowanie może sięgnąć nawet 24 mld euro.

– Nie będzie to jednak proces bardzo szybki – twierdzi Jakub Wojciechowski. – Banki muszą w ciągu dwóch tygodni opublikować jakiś plan naprawczy. Natomiast do wprowadzania tego planu w życie będziemy potrzebowali minimum sześciu-dziewięciu miesięcy i na to EBC jest przygotowane.

Trudno przewidzieć, czy wyniki stress-testów będą oznaczały konieczność zlikwidowania któregoś z europejskich banków. Gdyby jednak do tego doszło, będzie to przebiegać znacznie mniej dramatycznie niż dotąd. W listopadzie ma rozpocząć działalność Unia Bankowa będąca rodzajem kontynentalnego nadzoru bankowego. Jednym z jej zadań będzie przeprowadzanie kontrolowanej likwidacji banków, których ratowanie się nie opłaca.

– Jak widać na przestrzeni ostatnich kilku lat upadki niekontrolowane miały bardzo duże znaczenie i bardzo negatywnie odbijały się zarówno na rynkach, jak i na inwestorach. Widzimy tu  bardzo pozytywną korzyść długoterminową – podkreśla Jakub Wojciechowski z Citi Handlowego.

Synektik: Rynek urządzeń medycznych jest perspektywiczny. W br. wzrost wydatków na ochronę zdrowia będzie ponaddwukrotnie wyższy niż PKB

CEO Magazyn Polska

Według przygotowującej się do przejścia na główny parkiet giełdowy spółki Synektik rynek ochrony zdrowia jest stabilny i perspektywiczny. Wydatki na usługi i produkty od kilku lat rosną średnio dwa razy szybciej niż PKB. W br. na ochronę zdrowia Narodowy Fundusz Zdrowia wyda ponad 66 mld zł, w przyszłym – 67,6 mld zł. Do wydatków państwa w tym zakresie dochodzą środki przeznaczane przez pacjentów w ramach prywatnej opieki medycznej.

Potrzeby rynku w zakresie urządzeń czy technologii medycznych można łatwo przewidzieć, bo wyznaczane są przez światowe i europejskie trendy – zauważa Cezary Kozanecki, prezes zarządu Synektik. – W stosunku do krajów Europy Zachodniej czy Stanów Zjednoczonych w Polsce potrzeby rynku ochrony zdrowia w dalszym ciągu są jeszcze bardzo duże. Branża jest zatem perspektywiczna i widzimy zdecydowany wzrost możliwości prowadzenia działalności.

Spółka Synektik rozwija się w kilku obszarach. Dostarcza zarówno związane z medycyną rozwiązania informatyczne, sprzęt medyczny, jak i radiofarmaceutyki oraz nowe technologie w zakresie radiofarmacji (we współpracy z instytucjami, także zagranicznymi).

Jeżeli chodzi o konkurencję, to w poszczególnych obszarach jest ona różna – wskazuje Cezary Kozanecki. – W zakresie radiofarmacji uważamy się za lidera, mamy około 50 proc. rynku krajowego w zakresie dostaw radioznaczników.

Firma ma zakłady w Kielcach i Warszawie, w których produkuje się radioznaczniki na potrzeby diagnozowania chorób onkologicznych.

Produkty te wykorzystane są do badania na urządzeniach typu PET/CT czy PET/MR. Pozwalają na wczesną diagnostykę chorób nowotworowych – tłumaczy Kozanecki. – Radiofarmaceutyki stosowane są do różnych grup nowotworów, w związku z tym mówimy nie o jednym produkcie, a o wielu.

Radiofarmacja, jak precyzuje prezes spółki Synektik, rozwija się również w innych kierunkach: kardiologii oraz neurologii.

Bierzemy aktywny udział również w opracowywaniu radioznaczników, które będą przydatne w diagnostyce kardiologicznej czy neurologicznej – przekonuje Cezary Kozanecki.

Przyszłoroczny plan finansowy NFZ zakłada wpływy na poziomie 66,85 mld zł, w tym z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych ma pochodzić 63,56 mld zł, a Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego (KRUS) – 3,2 mld zł. Na ochronę zdrowia fundusz przeznaczy 67,6 mld zł, z czego największą pozycją są koszty leczenia szpitalnego – 28,44 mld zł.

Obniżki stóp NBP zmniejszą zyski polskich banków. Analitycy radzą, by wstrzymać się z inwestowaniem w nie do przyszłego roku

0

CEO Magazyn Polska

Mimo że polskie banki są w bardzo dobrej kondycji, inwestowanie pieniędzy w ich akcje staje się ryzykowne. Obniżanie przez Radę Polityki Pieniężnej stóp procentowych może pogorszyć dobre tegoroczne wyniki sektora, a wyceny są już wysokie.

Wraz z obniżeniem oprocentowania kredytów i lokat, co zmniejszy ich atrakcyjność, spadną bankowe prowizje. Dodatkowo wynik instytucji finansowych pomniejszą obniżone opłaty interchange pobierane przy transakcjach kartami płatniczymi. W rezultacie w II półroczu zyski sektora mogą nie być już tak wysokie jak w pierwszym.

– Z dużym prawdopodobieństwem będą gorsze niż te z I półrocza – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Iza Rokicka, analityk Ipopema Securities. – Już nastąpiła jedna obniżka stóp procentowych, która wpłynie negatywnie na wynik odsetkowy banków. Pod znakiem zapytania jest to, czy do końca roku nie będzie jeszcze jednej, co by jeszcze pogłębiło te spadki.

W tej sytuacji akcje banków nie są inwestycją zalecaną przez analityków. Dziś trudno bowiem przewidzieć, jaka będzie ich wycena w końcówce roku.

– W chwili obecnej jesteśmy z naszymi rekomendacjami i zaleceniami inwestycyjnymi raczej wstrzemięźliwi – tłumaczy Iza Rokicka. – Uważamy, że może nastąpić jeszcze większa korekta wycen banków. W związku z tym zalecalibyśmy wstrzymanie się z zakupami jeszcze tej jesieni i zimy. Warto poczekać na następny rok.

W tym roku indeks WIG-banki stracił 0,65 proc., przy czym miał kilka faz wzrostów i spadków. Obecnie jest w trendzie spadkowym – od 19 września stracił prawie 10 proc.

O ile jednak krótkoterminowo akcje polskich banków trudno oszacować, fundamentalnie są to spółki solidne. W I półroczu – jak podaje Główny Urząd Statystyczny –  w sektorze bankowym odnotowano wynik finansowy netto w wysokości 8,7 mld zł, o 6,3 proc. wyższy od osiągniętego rok wcześniej.

Iza Rokicka nie ma wątpliwości, że dobrą kondycję polskiego sektora bankowego potwierdzą też stress-testy Europejskiego Banku Centralnego, Europejskiego Urzędu Nadzoru Bankowego i KNF-u.

– Jeżeli chodzi o banki polskie, to tutaj nie spodziewam się negatywnych zaskoczeń – uważa analityk Ipopema Securities. – Nie dostrzegam, żeby wśród dużych czy średnich banków było jakieś niebezpieczeństwo czy zagrożenie utratą wypłacalności. Z drugiej strony może się zdarzyć, że jeden czy dwa zostaną zachęcone przez regulatora do podniesienia kapitału, ale to nie będzie nic stresującego i nic bardzo nieprzyjemnego.

Polskie banki bardzo dobrze wypadają na tle unijnej konkurencji. O ile ich przygotowanie na wypadek kryzysu finansowego nie budzi niepokoju, jest kilka europejskich banków, które mogą mieć z tym kłopot.

– Dużą niewiadomą jest to, jak wypadną te stress-testy w Europie – mówi Iza Rokicka, analityk Ipopema Securities. – Tutaj oczekiwania nie są jednoznaczne. Rynek jest bardzo rozchwiany i z niecierpliwością czeka na wyniki. Przyniosą one na pewno wiele interesujących odpowiedzi i wtedy będzie łatwiej rozmawiać o przyszłości banków, czy to w Polsce, czy w Europie.

Bez podwyżek w PGNiG. Głównie przez sytuację na rynku w kraju i za granicą

CEO Magazyn Polska

Zakończył się spór zbiorowy o wynagrodzenia w PGNiG. Płace nie wzrosną, bo spółce udało się przekonać związkowców, że w obliczu liberalizacji rynku gazu wyższe wynagrodzenia nie są możliwe. Eksperci podkreślają, że to sukces zarządu, a także dowód na odpowiedzialną postawę pracowników.

Spór dotyczył przede wszystkim podniesienia wynagrodzeń dla pracowników PGNiG oraz cofnięcia wypowiedzenia układu zbiorowego, czyli porozumienia pomiędzy pracodawcą a pracownikami gwarantującego określone prawa – przypomina w rozmowie z agencją informacyjną Newseria dr Filip Elżanowski, radca prawny i ekspert rynku energetycznego z Kancelarii Elżanowski Cherka & Wąsowski. Podkreśla: ‒ Warunki tego porozumienia wydają się bardzo korzystne dla spółki, ale świadczą też o bardzo dużej rozważności, jeżeli chodzi o pracowników.

Spór zbiorowy w PGNiG rozpoczął się na początku lipca br. Związkowcy domagali się m.in. podwyżki wynagrodzeń w tym roku o ponad 5,5 proc. oraz wzrostu wartości bonów do 2000 zł. Przedstawiciele pracowników żądali również wycofania decyzji o wypowiedzeniu porozumień dotyczących premii. PGNiG od początku podkreślało, że tych warunków spełnić nie może z uwagi na sytuację gospodarczą, kondycję spółki oraz trwającą restrukturyzację PGNiG.

Elżanowski podkreśla, że istotą sporu były żądania dotyczące wyższych wynagrodzeń. Dodaje, że PGNiG przechodzące głęboką restrukturyzację w warunkach liberalizacji rynku gazu, która negatywnie wpływa na przychody spółki, z ekonomicznego punktu widzenia musiało wypowiedzieć niekorzystny dla spółki układ zbiorowy pracy.

Spór zbiorowy nie zakończył się podniesieniem wynagrodzeń. To bardzo ważne, bo bardzo łatwo jest zakończyć spór zbiorowy, podwyższając uposażenie pracowników i powiedzieć, że odnieśliśmy sukces. Tutaj zarówno strona pracownicza, jak i pracodawca wykazali się dużym zrozumieniem przede wszystkim dla sytuacji rynkowej – podkreśla Elżanowski.

Ekspert podkreśla, że porozumienie to dobry i uspokajający sygnał dla całego rynku i akcjonariuszy PGNiG. Chwali zarząd spółki, który pomimo dużych wyzwań przed nim stojących umiał przekonać związkowców do swoich racji. Elżanowski przypomina, że plan restrukturyzacji ma doprowadzić do tego, że sytuacja finansowa PGNiG nie pogorszy się, a budżet na wynagrodzenia nie ulegnie zmniejszeniu.

Dodaje, że pracownicy zrozumieli, że PGNiG mierzy się z wyzwaniami nie tylko na rynku krajowym, związanymi z liberalizacją, lecz także na rynku międzynarodowym z uwagi m.in. na sytuację na Wschodzie.

Zazwyczaj pracownik nie myśli w skali globalnej, taki obowiązek ma zarząd. Tutaj obie strony stanęły na wysokości zadania. To bardzo dobry komunikat dla akcjonariuszy i rynku – podkreśla Elżanowski.

Podkreśla, że spór zbiorowy zawsze rodzi ryzyko strajku, a z drugiej strony spełnienie wygórowanych żądań pracowników może ograniczyć możliwości rozwoju spółki. Dlatego wypracowany kompromis jest dobrym sygnałem w kontekście koncesji i umów handlowych posiadanych przez PGNiG.

Rośnie sprzedaż e-gazet. Ruch SA stawia więc na cyfryzację

CEO Magazyn Polska

Rynek prasy zmienia się stopniowo. Nadal dominują u nas wydania drukowane, choć coraz częściej Polacy czytają elektroniczne wersje prasy i wiadomości.

‒ Rynek prasy papierowej jest w tendencji spadkowej, natomiast rynek prasy elektronicznej jest w gwałtownej tendencji wzrostowej ‒ mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jerzy Pazura, wiceprezes zarządu spółki Ruch. ‒ Ruch ma pełną ofertę prasy papierowej, ale równocześnie dzięki bliskiej współpracy z e-Kioskiem jesteśmy zdecydowanym liderem, jeżeli chodzi o ofertę prasy elektronicznej i łączonej.

W pierwszym półroczu 2014 roku spadki sprzedaży odnotowały prawie wszystkie gazety codzienne ‒ podał serwis Wirtualnemedia.pl, powołując się na dane Związku Kontroli Dystrybucji Prasy. „Fakt” i „Super Express” w rok straciły kolejno 4,36 proc. czytelników (średnia sprzedaż ponad 333 tys. egz.)  i 2,67 proc. czytelników (sprzedaż 153 022 egz.). Średnia sprzedaż „Gazety Wyborczej” spadła o 17 proc. (do 174 708 egz.).

Tendencje dotyczące wydań elektronicznych wyglądają zupełnie inaczej. Tu liderem jest e-wydanie „Dziennika Gazety Prawnej”, które w I półroczu zanotowało średnią sprzedaż na poziomie 9,2 tys. egzemplarzy, co oznacza roczny wzrost o 6,46 proc. Druga jest „Rzeczypospolita” ze średnią e- sprzedażą na poziomie 7,2 tys. (wzrost o 45,55 proc.), a trzeci „Puls Biznesu” ‒ 2,4 tys. egzemplarzy (wzrost o 9,07 proc.).

Prenumerata papierowa w tej chwili się stabilizuje, przynajmniej w Ruchu. Natomiast znacząco rozwija się prenumerata elektroniczna, której mamy pełną ofertę ‒ podkreśla Jerzy Pazura.

Mimo to spółka nie rezygnuje też z tradycyjnych metod dystrybucji. Kioski Ruchu będą poszerzały swój asortyment.

‒ Myślę, że kioski przetrwałyby pewnie bez innych usług, ale jeżeli chcemy być silnym graczem rynkowym, jeżeli chcemy się rozwijać, to musimy wchodzić w nową ofertę, czyli w cyfryzację. Od tego żaden operator i żaden dystrybutor nie ucieknie. Ruch chce być na czele stawki tych, którzy zmieniają rynek ‒ deklaruje wiceprezes Ruchu.

Ruch SA jest najstarszą polską firmą zajmującą się dystrybucją gazet. Dziś dysponuje siecią 2,5 tys. kiosków w całym kraju. Zajmuje się dystrybucją ok. 6 tys. tytułów prasowych.

Nadchodzi koniec spadków bezrobocia. Jeszcze w tym roku możliwa reakcja pracodawców na słabą koniunkturę

CEO Magazyn Polska

Pomimo dobrych sygnałów z rynku pracy, rozwój polskiej gospodarki spowalnia. Obecna słaba sytuacja w sektorze produkcyjnym może przełożyć się na wzrost bezrobocia pod koniec tego i na początku przyszłego roku. Mimo to tempo wzrostu PKB nie powinno spaść poniżej 2,5 proc.

Obecne dane rysują trochę mieszany obraz polskiej gospodarki. Z jednej strony widzimy bardzo słabe wyniki produkcji, słabsze wyniki sprzedaży. Z drugiej strony mamy do czynienia z całkiem dobrymi wynikami chociażby stopy bezrobocia, zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw czy wynagrodzeń –podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Marcin Mróz, główny ekonomista Grupy Copernicus.

Choć bezrobocie we wrześniu spadło do 11,5 proc. (czyli była o 1,5 pkt proc. niższa niż rok wcześniej), to wskaźnik produkcji przemysłowej PMI we wrześniu wyniósł 49,5 punktu, czyli był poniżej granicy 50 punktów świadczącej o dobrej koniunkturze w sektorze. Choć było to o 0,5 punktu więcej niż w sierpniu, to po raz ostatni PMI powyżej 50 punktów był w czerwcu br.

Mróz podkreśla, że rynek pracy zawsze reaguje na dane o produkcji z opóźnieniem. Więc choć teraz bezrobocie spada, to jeszcze w tym roku lub na początku przyszłego należy spodziewać się wzrostu odsetka osób bez pracy.

Mamy spowolnienie w polskiej gospodarce, które nie jest bardzo duże, bo według moich szacunków przez kilka kolejnych kwartałów, mniej więcej do połowy przyszłego roku, będziemy widzieć dynamikę wzrostu gospodarczego rzędu 2,5 proc., były już gorsze okresy w polskiej gospodarce. Niemniej jednak w tym momencie sytuacja nie będzie tak dobra jak ta, do jakiej przyzwyczailiśmy się w pierwszej połowie 2014 roku – przestrzega Mróz.

Dodaje, że przez kilka najbliższych miesięcy dane z rynku pracy wciąż będą bardzo dobre, bo przedsiębiorcy nadal uważają, że spowolnienie jest tymczasowe. Jednak Mróz ocenia, że już wkrótce zacznie się to zmieniać, a przyszłoroczne dane o bezrobociu i wynagrodzeniach nie będą tak dobre, jak tegoroczne.

Polska gospodarka przez jeszcze nawet kilka miesięcy będzie się też zmagać z deflacją. Wskaźnik cen koszyka produktów maleje głównie ze względu na taniejącą żywność, a wrześniowe dane Światowej Organizacji Żywności (FAO) mówią o cenach najniższych od 2010 r.

Na to nakładają się nasze czynniki lokalne, czyli chociażby sytuacja z embargiem, które wpłynęło na niektóre kategorie żywnościowe. To powoduje, że ryzyko utrzymania się deflacji albo bardzo niskiej inflacji w polskiej gospodarce jest teraz bardzo duże – dodaje Mróz.

Dodaje, że embargo rosyjskie oraz konflikt na Ukrainie wpływają nie tylko na ceny żywności, lecz także na sytuację wszystkich innych eksporterów. Zwłaszcza Rosja należy do dużych partnerów handlowych Polski, a zmniejszenie wolumenu wymiany handlowej dotyka bardzo wielu przedsiębiorców. Mróz zauważa jednak, że ta sytuacja utrzymuje się już od pewnego czasu, więc spółki zdążyły się do niej przyzwyczaić i dopasować.

Malejący eksport na Wschód miała kompensować sprzedaż w innych kierunkach, w tym do Niemiec. Za Odrą sytuacja gospodarcza jest jednak także nie najlepsza, więc polscy przedsiębiorcy nie odrabiają wszystkich strat.

Najprawdopodobniej nie będziemy dalej spowalniać, jeżeli chodzi o dynamikę wzrostu gospodarczego, ale małe są też szanse na to, że w najbliższym czasie powrócimy do lepszych poziomów dynamiki PKB – podsumowuje Marcin Mróz.

Dolar będzie jeszcze droższy, cena franka spadnie

Dolar za prawie 3,40 oraz tańszy frank i euro – takie zmiany na rynku walutowym przewidują analitycy zapytani przez Money.pl. To dobre wieści dla osób zadłużonych w szwajcarskiej walucie. Niektórym rata spadnie nawet o 70 złotych.

Polska waluta mocno staniała. Jeżeli spojrzymy na jej notowania w stosunku do euro, franka szwajcarskiego oraz dolara, to spadek wartości wynosi od 2,3 do prawie 9 procent. Największa zmiana dotyczy amerykańskiego pieniądza. Biorąc pod uwagę wydarzenia w Europie oraz Stanach Zjednoczonych, trudno o optymizm.

Od początku czerwca średni kurs NBP franka szwajcarskiego wzrósł z 3,36 do ponad 3,50 zł. – Należy mieć na uwadze, że kurs, po którym spłacamy raty kredytów, jest znacznie wyższy niż ten z NBP – przypomina Konrad Pluciński, ekspert MarketMoney.pl.

Pluciński dodaje, że w ostatnim półroczu najniższą ratę płaciliśmy w czerwcu. – Przyjmując, że wynosi ona 500 franków miesięcznie i spłacamy ją po kursie wyższym od średniego o 7 groszy – to średnia z 22 banków, które oferowały niegdyś kredyty walutowe – to musieliśmy wtedy oddać do banku 1715 złotych. Na dziś, przy takich samych założeniach, rata wyniosłaby nas 1785 złotych, czyli o 70 złotych więcej.

 

Wysokość raty kredytu walutowego w zależności od kursu franka
Kurs CHF/PLN 300 CHF 400 CHF 500 CHF 600 CHF 700 CHF
3,00 zł 900 zł 1 200 zł 1 500 zł 1 800 zł 2 100 zł
3,10 zł 930 zł 1 240 zł 1 550 zł 1 860 zł 2 170 zł
3,20 zł 960 zł 1 280 zł 1 600 zł 1 920 zł 2 240 zł
3,30 zł 990 zł 1 320 zł 1 650 zł 1 980 zł 2 310 zł
3,40 zł 1 020 zł 1 360 zł 1 700 zł 2 040 zł 2 380 zł
3,50 zł 1 050 zł 1 400 zł 1 750 zł 2 100 zł 2 450 zł
3,60 zł 1 080 zł 1 440 zł 1 800 zł 2 160 zł 2 520 zł
3,70 zł 1 110 zł 1 480 zł 1 850 zł 2 220 zł 2 590 zł
3,80 zł 1 140 zł 1 520 zł 1 900 zł 2 280 zł 2 660 zł
Źródło: MarketMoney.pl

W przypadku wyższych kredytów, rata w tym czasie wzrosła nawet o kilkaset złotych.

Według analityków ankietowanych przez Money.pl, za miesiąc za jedno euro zapłacimy 4,20 zł, czyli nieznacznie mniej niż teraz. Najbardziej optymistyczny jest Konrad Białas z TMS Brokers: W dłuższym terminie nie jestem zwolennikiem stwierdzenia, że nadchodzi kolejna faza kryzysu, który spowodowałoby całkowitą ucieczkę kapitału z polskiego rynku, a w konsekwencji osłabienia złotego.

Prognozy analityków dla euro (dane w złotych)
analityk instytucja za miesiąc za 3 miesiące za 6 miesięcy
Marcin Kiepas Admiral Markets 4,20 4,12 4,05
Konrad Białas TMS Brokers 4,18 4,15 4,17
Michał Stajniak XTB 4,20 4,19 4,20
Źródło: Money.pl

Konrad Białas wskazuje na działania Europejskiego Banku Centralnego. Jeżeli ten postanowiłby zasilać rynek gotówką i skupowałby obligacje, to nastąpiłby wzrost zainteresowania inwestowaniem na rynku polskim ze względu na solidne fundamenty. Napływ kapitału powinien dalej umacniać złotego. Kurs wtedy powinien zmierzać do kierunku 4,10 zł za euro.

Jeżeli chodzi o franka szwajcarskiego, analitycy nie przewidują dalszej tendencji umacniania się go względem złotego. W krótkim okresie cena franka szwajcarskiego może dojść do poziomu 3,57. Natomiast w perspektywie trzech miesięcy spodziewane jest nawet zejście poniżej poziomu 3,40.

Prognozy analityków dla franka (dane w złotych)
analityk instytucja za miesiąc za 3 miesiące za 6 miesięcy
Marcin Kiepas Admiral Markets 3,46 3,38 3,31
Konrad Białas TMS Brokers 3,45 3,42 3,45
Michał Stajniak XTB 3,46 3,46 3,46
Źródło: Money.pl

W przypadku dolara, analityk XTB Michał Stajniak jest zdania, że będzie on zyskiwał w stosunku do większości walut, w tym także do złotego. W perspektywie sześciu miesięcy ma on kosztować około 3,40 zł. Umocnienie będzie postępować sukcesywnie. Według analityków, za trzy miesiące będziemy za niego płacić około 3,35 zł.

Prognozy analityków dla dolara (dane w złotych)
analityk instytucja za miesiąc za 3 miesiące za 6 miesięcy
Marcin Kiepas Admiral Markets 3,28 3,30 3,38
Konrad Białas TMS Brokers 3,32 3,35 3,39
Michał Stajniak XTB 3,31 3,35 3,42
Źródło: Money.pl

Jak twierdzi Marcin Kiepas, osłabienie dolara jest chwilowe i inwestorzy nie odwrócą się od niego: Ostatnie dane stały się jedynie pretekstem do chwilowego zatrzymania spadku ceny euro względem dolara. Według analityka Admiral Markets dolar nadal będzie się umacniał i w perspektywie sześciu kolejnych miesięcy. Oznacza to, że za jednego dolara prawdopodobnie przyjdzie nam zapłacić 1,2 euro. Tymczasem jeszcze w lipcu tego roku płaciliśmy 1,37.

Modernizacja elektroenergetyki pod nadzorem URE

Codziennie do sieci elektroenergetycznej przyłączani są nowi klienci – wzrasta wykorzystanie linii przesyłowych. Niestety, w większości są one w fatalnym stanie, przez co coraz częściej dochodzi o przerw w dostawie prądu. Ma się to zmienić.

Polska sieć energetyczna nie była modernizowana od 40 lat. Nic dziwnego, że infrastruktura jest w fatalnym stanie. Przekłada się to nie tylko na jakość dostarczanego prądu, ale też coraz wyższe rachunki. Ponadto, jak wyliczyło Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, w czasie przesyłu z elektrowni do odbiorcy „ginie” ponad 7% wytworzonej energii. To strata ponad 2 mld zł rocznie.

Rozwój elektroenergetyki w dużym stopniu zależy od spółek dystrybucyjnych. Ich działania nie mogą być oczywiście samowolne. Nadzór nad nimi sprawuje Urząd Regulacji Energetyki (URE). Każda ze spółek jest zobowiązana do tworzenia planów rozwoju, które URE weryfikuje. Uwzględniają one inwestycje firmy na kilka najbliższych lat.

„Ma to na celu sprawdzenie, czy na pewno spółki elektroenergetyczne świadczące usługi dystrybucyjne chcą robić to, co zdaniem Urzędu powinny robić” – mówi serwisowi infoWire.pl Artur Stawiarski, Dyrektor ds. Rozwoju Sieci RWE Stoen Operator. Chodzi o to, aby inwestycje spółek dystrybucyjnych były spójne z rozwojem elektroenergetyki, który URE planuje.

Jak informuje ekspert, wspomniane plany inwestycyjne zazwyczaj spełniają oczekiwania Urzędu. Mogłyby spełniać je jeszcze bardziej, ale do tego konieczne są pewne zmiany legislacyjne, np. w prawie budowlanym czy energetycznym.

Wielka loteria Drosed – wyrok Sądu Apelacyjnego

0

Na opakowaniach produktów objętych promocją powinna się znajdować informacja o czasie jej trwania. Sąd Apelacyjny w Warszawie podzielił stanowisko UOKiK

Przedsiębiorca ma obowiązek podawania konsumentom rzetelnej, prawdziwej i pełnej informacji o swojej ofercie.  Potwierdza to wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie dotyczący decyzji UOKiK z grudnia 2010 roku. Urząd zakwestionował wówczas praktyki spółki Drosed. Zgodnie z regulaminem Wielkiej Loterii Drosed aby wziąć udział w losowaniu nagród należało kupić co najmniej dwa promocyjne produkty Drosed (np. pasztet lub mielonkę) i wysłać zgłoszenie SMS-em. Na konserwach biorących udział w loterii nie było jednak informacji o terminie dokonywania zgłoszeń, który ostatecznie upływał 31 października 2010 r. Tymczasem produkty objęte Wielką Loterią Drosed były sprzedawane także po zakończeniu promocji.

W opinii UOKiK praktyka spółki Drosed mogła prowadzić do nabywania przez konsumentów  promocyjnych produktów w celu wzięcia udziału w loterii już po jej zakończeniu.

Sąd Apelacyjny w Warszawie podzielił stanowisko Urzędu. Wyrok z 3 października 2014 r. (VI ACa 1954/13) jest prawomocny.

 

UOKiK wybierze najlepsze prace magisterskie

0

Do 31 października można jeszcze wysyłać zgłoszenia do udziału w konkursach na najlepsze prace magisterskie poświęcone ochronie konsumentów i konkurencji. Wszyscy studenci zainteresowani tematyką mogą wziąć w nich udział i zawalczyć o nagrody finansowe – 3 w każdej z dwóch dziedzin oraz wyróżnienia. Zwycięzcy otrzymają po 5 tys. zł.

Podobnie jak w latach ubiegłych, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zachęca studentów do udziału w konkursie na najlepszą pracę magisterską i zaprezentowania własnych dokonań naukowych. Komisje wybierające najlepsze opracowania będą oczekiwać na zgłoszenia do końca października.

W kategorii ochrona konkurencji, prace poświęcone polityce antymonopolowej mogą zgłosić absolwenci wszystkich kierunków, o ile spełniają one wymogi przewidziane w regulaminie. W kategorii ochrona konsumentów przyjmowane są wyłącznie zgłoszenia od absolwentów prawa i administracji, a nadesłane opracowania nie mogą poruszać następujących zagadnień: bezpieczeństwo produktów, odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny, bezpieczeństwo żywności oraz jakość wyrobów i usług. Dla autorów prac z zakresu prawa antymonopolowego przewidziana jest dodatkowa szansa na otrzymanie wyróżnienia Stowarzyszenia Prawa Konkurencji.

Komisje konkursowe ocenią poziom merytoryczny oraz edytorski otrzymanych prac. Szczególnie ceniona wśród autorów będzie oryginalność, kreatywność oraz samodzielność w formułowaniu tematów i hipotez badawczych.

Do obu konkursów można zgłaszać prace, które zostały obronione w terminie od 16 października 2013 r. do 15 października 2014 r. Należy je przesyłać do 31 października 2014 r. z dopiskiem „Konkurs na pracę magisterską BP konkurencja” lub „Konkurs na pracę magisterską BP konsumenci”. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone do 31 stycznia 2015 roku.

Zgłoszenie musi zawierać: wypełniony formularz, jeden egzemplarz pracy w miękkiej oprawie oraz egzemplarz na nośniku elektronicznym, a także streszczenie pracy. Należy także dołączyć zaświadczenie wydane przez władze uczelni, potwierdzające ocenę uzyskaną z pracy oraz informację, kiedy została ona obroniona. Szczegółowe informacje znajdują się w Regulaminach, umieszczonych na stronie www.uokik.gov.pl.

Partnerem medialnym konkursów jest Dziennik Gazeta Prawna. Jego wydawca ufundował dla wszystkich laureatów 6-miesięczny dostęp do elektronicznego wydania „Dziennika Gazety Prawnej”. Oba konkursy zostały również objęte patronatem wydawnictwa Wolters Kluwer. Dodatkowo patronem części poświęconej konkurencji jest Polskie Towarzystwo Ekonomiczne.

 

Gry hazardowe i zakłady bukmacherskie: zmiana brytyjskich przepisów dot. miejsca opodatkowania

Ministerstwo Finansów informuje, że od 1 grudnia 2014 r. zmieniają się przepisy podatkowe w Wielkiej Brytanii w zakresie opodatkowania podmiotów prowadzących gry hazardowe i zakłady bukmacherskie (betting and gaming duties). Zmiana będzie dotyczyć także operatorów tego rodzaju usług z siedzibą w Polsce i realizujących swoje usługi w Wielkiej Brytanii.

Zmiana dotyczy miejsca opodatkowania – z miejsca dostawy („place of supply”) na miejsce konsumpcji („place of consumtion”). W efekcie operatorzy świadczący usługi w zakresie hazardu spoza Wielkiej Brytanii na rzecz konsumentów na jej terytorium staną się brytyjskimi podatnikami w zakresie podatku od gier hazardowych i zakładów wzajemnych.

Zmiany będą dotyczyć podatków od:

  1. zakładów wzajemnych – totalizatorów i zakładów bukmacherskich,
  2. gier liczbowych,
  3. gier organizowanych przez internet, w tym kasyn internetowych.

Więcej informacji nt. powyższych zmian prawa i wskazanych podatków można znaleźć na stronie HM Revenue & Customs (link otwiera nowe okno w serwisie zewnetrznym).

Ozusowanie umów od 2016 roku

Umowy zlecenia będą ozusowane od 1 stycznia 2016 roku, tak jak proponowali pracodawcy – zdecydował dzisiaj Sejm. To dobra decyzja z punktu widzenia pracowników i przedsiębiorców – uważa Konfederacja Lewiatan.

– Zbyt szybkie wprowadzenie, tak istotnych zmian, już po trzech miesiącach, mogłoby doprowadzić do zmniejszenia zatrudnienia, a nawet wypchnięcia części zleceń do szarej strefy. W ten sposób główne założenie nowelizacji przepisów – mające na celu zwiększenie bezpieczeństwa zatrudnionych – nie byłoby spełnione. Ucierpieliby pracodawcy, pracownicy oraz budżet państwa, osiągając niższe przychody z podatków przedsiębiorstw.

Konfederacja Lewiatan od samego początku apelowała o wydłużenie vacatio legis z 3 do właśnie 12 miesięcy – mówi Henryka Bochniarz, prezydent Konfederacji Lewiatan.
Nowe przepisy wprowadzają obowiązek odprowadzania składek do ZUS od wszelkich umów zleceń do wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę. Uniemożliwiają też zawieranie podwójnych umów, w taki sposób, aby unikać ozusowania.

Posłowie wprowadzili też do ustawy Prawo Zamówień Publicznych możliwość wypowiedzenia (z terminem 3 miesiące) umowy w przypadku nie zawarcia do 1 marca 2016 r. porozumienia w sprawie odpowiedniej zmiany wynagrodzenia z umowy o zamówienia publiczne.

Konfederacja Lewiatan

Ceny paliw. Czy tankować na zapas przed dniem Wszystkich Świętych?

Ceny paliw osiągnęły najniższy poziom od trzech lat. Tylko w ciągu ostatnich pięciu dni litr benzyny potaniał średnio o 9 groszy, z kolei oleju napędowego o 7. Dzięki temu, jak podaje portal Money.pl dziś stacjach płacimy średnio 5,20 za litr tańszej dziewięćdziesiątki piątki, 30 groszy więcej za droższą Pb98, za diesla 5,11 zł, a za gaz 2,55 zł. A może być jeszcze taniej.

Niskie ceny paliw związane są przede wszystkim ze spadkiem ceny ropy naftowej na światowych giełdach. Jej wartość w ciągu ostatnich trzech miesięcy spadła o około jedną piątą i znalazła się na poziomie najniższym aż od czterech lat, czyli średnio na poziomie 86 dolarów za baryłkę (około 120 litrów).

Analitycy przewidują, że obecny poziom cen z pewnością utrzyma się w ciągu następnych tygodni. – Być może na pojedynczych stacjach można spodziewać się kolejnych obniżek. To będą jednak wyjątki, a średnia cena pozostanie na obecnym poziomie – przewiduje w rozmowie z Money.pl Rafał Zywert, analityk rynku paliw BM Reflex. Dodaje, że na większe promocje nie możemy liczyć, bowiem spadek cen ropy już wyhamował. – W skali kraju, średni spadek do poziomu pięciu złotych jest bardzo mało prawdopodobny.Bezpośredni wpływ na ceny w Polsce ma też wartość złotego w stosunku do dolara. Ostatnie tygodnie przyniosły spore osłabienie naszej waluty. Wydaje się jednak, że w najbliższym miesiącu złoty nie będzie gwałtownie słabnąć i choć dolar będzie się umacniał, to jednak powoli. Innymi słowy, kierowcy na razie nie muszą się martwić o sytuację na rynku walut.

Dużo większym optymistą jest Jakub Bogucki, analityk e-petrol.pl: W najbliższych tygodniach jest szansa, że będą dalsze spadki – przewiduje w Money.pl. – Zejście poniżej pięciu złotych jest prawdopodobne. Dla benzyny 4,95 zł, a dla diesla 4,90 zł.

Prognoza cen paliw na najbliższy miesiąc
BM Reflex e-petrol.pl
Źródło: Money.pl
Pb95 5,10-5,20 4,95-5,05
Pb98 5,45-5,55 5,40-5,45
ON 5,10-5,15 4,9
LPG 2,55-2,65 2,55-2,65

– Mamy do czynienia z tak dużym spadkiem cen hurtowych w ostatnich kilkunastu dniach, zwłaszcza na benzynie, że właściciele stacji bez specjalnej zmiany marż mogą obniżyć ceny detaliczne, a i tak będą na nich nieźle zarabiać – twierdzi Bogucki. Jak podkreśla, ceny paliw będą się różnić ze względu na poszczególne stacje benzynowe. – Nie wszystkie od razu zdecydują się obniżyć ceny.

Analitycy nie przewidują także nagłych wzrostów przed dniem Wszystkich Świętych i Dniem Niepodległości. W ostatnich latach zdarzało się, że na niektórych stacjach zaraz przed długimi weekendami ceny nagle szybko wzrastały. – Myślę, że nie dojdzie do takich sytuacji w tym roku. To nadal będą jedynie wyjątki, więc śmiało można ocenić, że ceny utrzymają się na obecnym poziomie – uspokaja Rafał Zywert.

Według najnowszych danych, ceny paliwa Pb95 na polskich stacjach na koniec września były najniższe w Unii Europejskiej. Natomiast olej napędowy tańszy był tylko w Luksemburgu. Głównie dzięki dużo niższemu podatkowi VAT. Według danych Oil Bulletin, na które powołuje się Money.pl, średnia cena Pb95 w Polsce na koniec września wyniosła 1,27 euro za litr. Średnio w Unii za litr tego paliwa płaci się 1,46 euro.

Niestety, z niskich cen u nas mogą skorzystać jedynie goście z bogatszych państw Wspólnoty. Za średnią krajową pensję brutto w ciągu roku możemy bowiem teoretycznie kupić około 9158 litrów benzyny. Przykładowo Włosi, którzy za Pb95 płacą najwięcej na Starym Kontynencie, za pensję brutto mogą sobie pozwolić na 16800 litrów.

Wiktor Orban wprowadza podatek od Internetu

Źle się dzieje w państwie… węgierskim. Rząd Wiktora Orbana chce wprowadzić podatek od danych pobranych za pośrednictwem sieci Internet. Stawka podatku miałaby wynieść 2,06 zł za rozpoczęcie pobierania każdego gigabajta danych. Powodem tej decyzji są coraz mniejsze wpływy do fiskusa z tytułu przesyłania sms-ów oraz rozmów telefonicznych.

– Świat się rozwija, powstają nowe technologie, a wraz z nimi nowe podatki. Cesarz rzymski Wespazjan w 70 n.e roku wprowadził podatek od toalet miejskich; Marek Belka w 2002 roku wprowadził podatek od zysków kapitałowych, a Wiktor Orban przejdzie do historii jako pierwszy premier, który opodatkował Internet. Konsekwencje nowej daniny są oczywiste – ceny wzrosną. Wątpię jednak, by na skutek podatku Węgrzy przestali korzystać z Internetu – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Do zmiany prawa węgierskiego władze motywuje to, że coraz mniej osób korzysta z SMS-ów oraz rozmów telefonicznych, które do tej pory objęte były podatkiem. Przybywa natomiast osób komunikujących się za pośrednictwem sieci. Opodatkowani mają zostać dostawcy Internetu, którzy najprawdopodobniej wkalkulują nową daninę w ceny dla klientów. Górny limit podatku najprawdopodobniej wyniesie ok. 10 zł dla klientów indywidualnych i 70 zł dla firm.

Na razie nie ma takiego zapisu, ale można się tego spodziewać na podstawie zasad konstrukcji obciążeń zawartych w sms-ach i rozmowach telefonicznych. Jeśli rząd nie wprowadzi stosownego limitu to najaktywniejsi internauci będą musieli zapłacić nawet kilkaset złotych podatku od Internetu miesięcznie.

Nowy podatek telekomunikacyjny może przynieść rządowi w Budapeszcie kwotę 20 mld forintów (275 mln zł). Szacunki portalu Index mówią natomiast aż o 95 mld forintów (1,3 mld zł). To kolejny specjalny podatek nałożony przez rząd Wiktora Orbana. Wcześniej węgierski fiskus sięgnął do kieszeni banków, firm energetycznych i sieci handlowych.

Węgrzy są oburzeni

Propozycja węgierskiego rządu oburzyła część tamtejszych internautów. Na Facebooku powstają kolejne strony, które gromadzą przeciwników opodatkowania sieci. Ich zdaniem wyższy koszt dostępu do Internetu przyniesie spadek liczby użytkowników oraz ograniczy wolność wypowiedzi. Przeciwnicy opodatkowania Internetu przypominają też, że w 2008 r. przeciwko tego typu propozycjom opowiedział się … sam Fidesz, czyli partia Wiktora Orbana.

– W Polsce na razie nikt nie planuje podatku od Internetu. Rząd ma problemy z wprowadzeniem nawet prostej opłaty audiowizualnej. Dla podatników to dobra wiadomość. Niestety, na podatki nie ma patentów, a naśladownictwo w tym temacie jest powszechne. Prędzej czy później Polacy też zapłacą za Internet – dodaje Piechowiak.

UOKiK karze za polisolokaty, a fiskus je likwiduje

0

UOKiK nałożył ponad 50 mln zł kary za naruszenie zbiorowych interesów konsumentów na cztery instytucje finansowe oferujące tzw. polisolokaty. Tymczasem nowe przepisy dotyczące objęcia podatkiem Belki również polisolokat tak negatywnie wpływają na ich atrakcyjność, że prawdopodobnie całkowicie znikną z oferty instytucji finansowych.

– Polisolokata to ciekawy produkt finansowy, który poprzez inwestycje w ubezpieczenia umożliwiał uniknięcie podatku Belki. Z tego powodu spodziewany zysk był większy niż na zwykłej lokacie. Niemniej, jest to produkt skomplikowany i wiąże się z nim ryzyko utraty zainwestowanych środków. Część instytucji finansowych nie informowała o tym klientów w sposób rzetelny, stąd decyzja UOKiK-u. Blisko 50 mln zł kary finansowej, to bardzo dużo nawet dla instytucji finansowych – przekonuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Przez pewien czas polisolokaty były w Polsce bardzo popularne, bo przynosiły wyższy zysk. Okazało się jednak, że produkt ten ma też swoją ciemną stronę. Część z nich stała się dla klientów pułapkami. Banki i towarzystwa ubezpieczeniowe zaczęły wprowadzać do umów niekorzystne zapisy, a wcześniejsze zerwanie umów skutkowało utratą znacznej części oszczędności. Ukarane przez UOKiK firmy nie informowały o tym klientów w sposób rzetelny.

Fiskus zlikwiduje polisolokaty

Decyzja UOKiKU zbiega się z wprowadzeniem nowych przepisów podatkowych dotyczących polisolokat. – Od 18 października będą one obłożone podatkiem Belki tak samo jak zwykłe lokaty. Tym samym tracą one na atrakcyjności, a biorąc pod uwagę ich stopień skomplikowania i utrudnienia w wycofaniu środków, można spodziewać się, że niebawem znikną z oferty instytucji finansowych – dodaje Piechowiak.

– Polisolokaty obłożone podatkiem Belki tracą rację bytu, bo nie będą się różnić od zwykłych lokat bankowych. Ich zasadniczą przewagą nad lokatami był do tej pory wyższy zysk. Minusem – brak gwarancji Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Produkty te były traktowane jako ubezpieczenia i podlegały pod Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny, a jego gwarancje opiewały na niższe sumy. Nowe przepisy podatkowe dotyczą tylko umów zawieranych po 18 października. Polisolokaty założone wcześniej do zakończenia umowy pozostają zwolnione z podatku dochodowego  – komentuje Wojciech Boczoń, analityk Bankier.pl.

Polska na drugim miejscu w Europie Środkowej i Południowo-Wschodniej pod względem liczby fuzji i przejęć w pierwszej połowie 2014 roku

Łączna wartość transakcji fuzji i przejęć w regionie Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej w pierwszym półroczu 2014 wyniosła 18,5 mld USD. To o ponad 1/3 więcej niż w tym samym okresie w roku 2013. Pierwsze miejsce w tym zestawieniu zajęła Turcja, za nią uplasowały się Czechy i Polska. Także pod względem liczby transakcji rankingowi przewodzi Turcja ze 153 transakcjami. Za nią znalazła się Polska, gdzie podpisano 112 umów i Czechy ze 111 umowami.

Według „Barometru transakcji fuzji i przejęć EY” w całym regionie Europie Środkowej i Południowo-Wschodniej obejmującym 11 krajów, w pierwszej połowie 2014 roku, przeprowadzono w sumie 629 transakcji. To o 4,6% mniej niż w analogicznym okresie w 2013 roku.

Wykres1.jpg

Wartość transakcji w badanym okresie wyniosła 18,5 miliarda USD. To wzrost o 35,9% w porównaniu z pierwszą połową 2013 roku. Taka różnica wynika przede wszystkim z dużej transakcji, która miała miejsce w Czechach. Na drugim miejscu znalazła się Turcja, a na trzecim Polska.

Wykres2.jpg

– Za większością fuzji i przejęć stali inwestorzy strategiczni, którzy odpowiadali za 63% transakcji w Polsce, podczas gdy inwestorzy finansowi za 37%. – mówi Brendan O’Mahony, Partner Zarządzający Działem Doradztwa Transakcyjnego EY. – Te wyniki są spójne z tym, co obserwujemy w innych częściach świata. W najbliższym czasie spodziewamy się zwiększenia zaangażowania funduszy private equity w inwestycje w Europie Środkowej i Południowo-Wschodniej – dodaje.

Ponad połowa (51%) transakcji w regionie to wewnętrzne fuzje i przejęcia. W przypadku Polski 32% stanowili inwestorzy zagraniczni, przede wszystkim z Niemiec, USA, Szwecji, Francji oraz Grecji. 17% transakcji to kierunek odwrotny – polskie spółki przejmujące firmy poza granicami kraju. To wzrost o 5 punktów procentowych w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku. – Obserwujemy wzrost liczby transakcji wychodzących. Można tu mówić o pewnym trendzie. W czerwcu tego roku PKN Orlen sfinalizował przejęcie spółki wydobywczej Birchill Exploration z Kanady za ponad 700 mln zł. To największa transakcja w tej branży w tej części Starego Kontynentu. Warto przypomnieć, że pod koniec 2013 roku płocki koncern przejął także TriOil, kanadyjską spółkę notowaną na giełdzie w Toronto. W tym samym okresie Grupa Azoty kupiła złoża fosforytów w Senegalu za blisko 29 mln USD. Z kolei obecne półrocze niewątpliwie należeć będzie do spółki PZU, która przejęła Link4 a także firmy ubezpieczeniowe na Litwie i Łotwie za 350 mln euro. To pokazuje, że polskie firmy coraz odważniej wychodzą na międzynarodowy rynek fuzji i przejęć – dodaje Bartłomiej Smolarek.

Głównym sektorem gospodarki podlegającym przemianom właścicielskim były firmy  IT. – W Polsce zadecydowała o tym przede wszystkim transakcja sprzedaży Wirtualnej Polski przez Orange. Był to też największy zakup w regionie w tej branży –  mówi Bartłomiej Smolarek, Partner w Dziale Doradztwa Transakcyjnego EY. W całym regionie przejmowano także spółki przemysłowe (13%), usługowe (10%). Na czwartym miejscu znalazł się sektor energetyczno-wydobywczy, farmaceutyczny, a także nieruchomości. Do 10 największych transakcji w regionie należał m.in. zakup budynku Rondo 1 w Warszawie przez DeAWM Distributors z Niemiec za kwotę 411 mln USD.

„Barometr transakcji fuzji i przejęć EY” jest analizą i podsumowaniem dostępnych publicznie informacji znajdujących się m.in. w: DealWatch, MergerMarket, Capital IQ, Zephyr, a także w zasobach własnych EY.

 

Podsumowanie sezonu podręcznikowego 2014

0

Coraz więcej Polaków kupuje podręczniki i wyprawkę szkolną w sieci. Jak wynika ze statystyk sklepu internetowego Merlin.pl, w tym roku aż 52% kupujących stanowili nowi klienci. W porównaniu do poprzedniego sezonu, łączna wartość zamówień podręczników wzrosła blisko dwukrotnie, a w przypadku art. papierniczych i przyborów szkolnych nawet o 320%.

Szczyt sezonu podręcznikowego tradycyjnie przypada na sierpień – w tym czasie dokonano ponad 46 proc. wszystkich szkolnych zakupów, jak wynika z danych Merlin.pl. Niemal co siódmy zakup przypadł na czerwiec i lipiec, czyli na długo przed rozpoczęciem roku szkolnego. Co ciekawe, duża grupa rodziców wybrała się na zakupy podręcznikowe dopiero we wrześniu.

– Analizując tegoroczny sezon, zauważamy, że coraz więcej zamówień podręczników przypada w terminie rozpoczęcia roku szkolnego, a nawet później. W tym roku już 4 na 10 paczek z wyprawką szkolną kompletowano we wrześniu mówi Anna Bibik, kierownik projektu podręczniki w Merlin.pl Tym samym, w stosunku do ubiegłego roku liczba zamówień podręczników po 1 września wzrosła dwukrotnie – dodaje Anna Bibik.

Rekordowym okresem sprzedaży podręczników w Merlin.pl był przełom sierpnia i września – najwięcej paczek kompletowano w dniach 25 i 26 sierpnia oraz od 1 do 3 września. W tym czasie dzienna liczba zamówień była czterokrotnie wyższa od średniej w całym sezonie podręcznikowym, bijąc rekord wysyłanych paczek w sezonie świątecznym, tradycyjnie najbardziej intensywnym okresie dla e-sklepów.

Według statystyk Merlin.pl, zakupy podręczników online cieszyły się największą popularnością w województwach mazowieckim, wielkopolskim i śląskim – mieszkańcy tych regionów dokonali największej liczby zamówień. Niezmiennie na szkolne zakupy w sieci częściej wybierają się mamy, niż ojcowie – w tym roku 66 % wszystkich klientów, którzy zakupili podręczniki lub elementy wyprawki szkolnej, stanowiły kobiety.

Przygotowując się do tegorocznego sezonu sprzedaży artykułów szkolnych, Merlin.pl położył nacisk na usprawnienie procesu realizacji zamówień. Sklep postawił także na przyspieszenie kompletowania i wysyłki produktów. Aby sprostać realizacji wzmożonej liczby zamówień,  zwiększono także liczbę pracowników magazynu w sezonie. Dodatkowym usprawnieniem dla klientów była także dedykowana wyszukiwarka podręczników i ćwiczeń na stronie sklepu.

– W tym roku ponownie udostępniliśmy wyszukiwarkę zawierającą gotowe listy podręczników z 40 tys. klas. Rodzice mogli w trzech prostych krokach sprawdzić i wybrać właściwy zestaw książek z bazy. Wystarczyło odszukać klasę dziecka, a system prezentował gotowy zestaw podręczników i ćwiczeń, co znacznie skracało proces poszukiwań każdego tytułu z osobna podsumowuje Anna Bibik z Merlin.pl.

Sklepy internetowe oferują klientom decydującym się na zakup podręczników w sieci wiele form odbioru m.in. przesyłkę pocztową, kuriera, paczkomaty czy odbiór własny. W przypadku  Merlin.pl, niemal wszystkie zamówienia od kwoty 150 zł były wysyłane bezpłatnie, a dodatkowo klienci mogli wskazać jeden z niemal 200 punktów odbioru własnego zlokalizowanych w całej Polsce (partnerska sieć sklepów Małpka Express, Kolporter).

Kobieta-szef (nie)mile widziana?

Niedawne powołanie na stanowisko Prezesa Rady Ministrów kobiety oraz deklaracje Ewy Kopacz o wykorzystaniu w zarządzaniu większego zakresu typowo kobiecych kompetencji, ożywiły dyskusję na temat dostępu kobiet do kierowniczych stanowisk w administracji państwowej oraz biznesie. Czy ich dyskryminacja na rynku pracy to już przeszłość?

Szef kobieta czy mężczyzna?

Według psychologów „kobiecy” styl zarządzania opiera się na komunikacji, demokracji i partnerstwie, natomiast „męski” jest skoncentrowany głównie na osiągnięciu celu, jakim jest zwiększenie zysków i pomniejszenie kosztów ponoszonych przez firmę. Od 1992 roku badania opinii społecznej na temat preferencji Polaków odnośnie płci przełożonego prowadzi Centrum Badania Opinii Społecznej. Statystki pokazują, że około 1/3 badanych chętniej w roli szefa widzi mężczyznę i to na przestrzeni lat nie uległo większym zmianom. Jednak w 2013 roku już dla 53% badanych płeć przełożonego przestała mieć znaczenie, podczas gdy 20 lat wcześniej ambiwalentnie traktowało ją tylko 34% ankietowanych. Choć odsetek osób preferujących kobiety na stanowisku szefa pozostaje na podobnym poziomie to wyraźnie widać, że część zwolenników męskiego stylu zarządzania z biegiem lat zmieniła stanowisko i kwestia płci przestała mieć dla nich znaczenie.

Co ciekawe, okazuje się, że płeć badanych pracowników nie ma znaczenia, jeśli chodzi o ich preferencje odnośnie płci przełożonego. Choć zarówno mężczyźni, jak i kobiety częściej wybierają szefa-mężczyznę, to dla ponad połowy z nich nie ma to większego znaczenia. Ważne są jego kompetencje i styl zarządzania, a nie tylko płeć biologiczna.

 

Czy Pan(i) osobiście wolał(a)by mieć w pracy szefa kobietę czy szefa mężczyznę?
1992 1998 2003 2006 2013
Kobietę 13% 10% 12% 9% 9%
Mężczyznę 47% 42% 37% 39% 36%
Wszystko jedno 34% 44% 45% 49% 53%
Trudno powiedzieć 6% 4% 6% 3% 2%

Źródło: CBOS, Kobieta Pracująca, komunikat z badań nr BS/28/2013

 

Anty-dyskryminacyjne prawo pracy

Od momentu wykonania przez CBOS pierwszego badania, w polskim prawie pracy wprowadzono szereg anty-dyskryminacyjnych zmian. W związku z przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej, do Kodeksu Pracy wprowadzono nowy rozdział IIa zatytułowany „Równe traktowanie w zatrudnieniu”, który zawiera definicje niewłaściwych praktyk, takich jak dyskryminacja czy molestowanie seksualne. – Przepisy te zawierają przykładowy katalog kryteriów dyskryminacji pracowników takich jak: płeć, wiek, niepełnosprawność, rasa, religia, narodowość, przekonania polityczne, przynależność związkowa, pochodzenie etniczne, wyznanie, orientacja seksualna oraz zatrudnienie na czas określony lub nieokreślony, albo w pełnym lub w niepełnym wymiarze czasu pracy. Jest to katalog otwarty, o czym świadczy użyte w przepisie słowo „w szczególności”. Oznacza to, że oprócz cech wymienionych w ustawie ochronie podlegać mogą również inne kwestie, np. światopogląd czy wygląd. Pracownicy powinni być traktowani równo w zakresie nawiązywania i rozwiązywania stosunku pracy, warunków zatrudnienia czy dostępu do awansów i szkoleń – wyjaśnia Agnieszka Janowska, radca prawny i Dyrektor Departamentu Prawa Pracy w TGC Corporate Lawyers. Z badań prowadzonych m.in. przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej wynika, że pracownicy najczęściej skarżą się na dyskryminację z powodu płci (prawie wyłącznie kobiety) oraz wieku (tu częściej pracownicy starsi).

Dyskryminacyjna rekrutacja

Dyskryminacja może mieć miejsce już na etapie wstępnej rekrutacji. – Adresowanie ofert pracy tylko do jednej płci, stawianie odmiennych wymagań nawet, jeśli kobieta i mężczyzna ubiegają się o to samo stanowisko, czy różnicowanie pytań podczas rozmowy kwalifikacyjnej to tylko niektóre przykłady dyskryminacji, z którymi można zetknąć się w czasie poszukiwania pracy. Nierzadko zdarza się również, że podczas takiej rozmowy pracodawca zadaje pytania, które są niezgodnie z prawem – wyjaśnia Agnieszka Janowska.

Do dyskryminacji kobiet najczęściej dochodzi właśnie na etapie rekrutacji –Szczególnie narażone są na nią młode kobiety, gdyż pracodawcy starają się ograniczyć ryzyko zakłóceń toku pracy z powodu korzystania przez nie z urlopów macierzyńskich czy innych uprawnień rodzicielskich.– dodaje Dorota Strzelec, psycholog pracy z firmy doradczej StaffPoland. Często też kandydatkom zadaje się inne pytania na rozmowach kwalifikacyjnych. Pracodawcy raczej nie interesują się stanem rodziny i dyspozycyjnością młodych mężczyzn, za to w przypadku młodych kobiet jest to dla nich kwestia kluczowa. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że tego typu pytania na rozmowie kwalifikacyjnej są niezgodnie z prawem i nie muszą na nie odpowiadać. Przyszły pracodawca może szczegółowo sprawdzać wszelkie aspekty wykształcenia, doświadczenia zawodowego i praktycznych kompetencji kandydatów, jednak nie może zbierać danych na temat naszego stanu cywilnego, ilości i wieku posiadanych dzieci, stanu zdrowia czy nałogów.

Ponadto nadal często zdarza się, że kobieta otrzymuje niższe wynagrodzenie, mniejsze podwyżki, jest jej trudniej awansować niż mężczyznom o takich samych kompetencjach, wykonujących pracę na takim samym stanowisku. – Sytuacja ta powoli zmienia się na lepsze, dzięki determinacji samych kobiet. Coraz częściej można spotkać je na stanowiskach szefów działów czy członków zarządu w branżach dotychczas typowo „męskich” jak np. IT, nowe technologie czy różne specjalności techniczne – dodaje Dorota Strzelec.

Celowy wybór kobiety to dyskryminacja?

Nie każde odmienne traktowanie stanowi dyskryminację zakazaną przez Kodeks Pracy, gdyż prawo przewiduje zasady równego traktowania wyłączenie w określonych sytuacjach. – Zasady równego traktowania w zatrudnieniu nie naruszają działania proporcjonalnego do osiągnięcia celu różnicowania sytuacji pracownika, polegającego na niezatrudnianiu pracownika z jednej lub kilku przyczyn wymienionych w prawie pracy, jako cechy prawnie chronione (np. płeć, wiek) pod warunkiem, że rodzaj pracy lub warunki jej wykonywania są rzeczywistym i decydującym wymaganiem zawodowym. Oznacza to, że dopuszcza się możliwość odstąpienia od zasady równego traktowania w przypadku, gdy specyfika danego zawodu wymaga, aby kandydat spełniał określone warunki, tj. był takiej, a nie innej płci, czy osiągnął określony wiek – tłumaczy Agnieszka Janowska.

Przykładem trafnie obrazującym tę sytuację jest przypadek doświadczonego sprzedawcy, który ubiegał się o zatrudnienie w salonie sukien ślubnych. Właścicielka salonu odrzuciła jego kandydaturę wyłącznie ze względu na płeć argumentując, że nie jest to zwykły sklep odzieżowy i od personelu wymagane są również szczególnego rodzaju kompetencje. Sprzedawca(czyni) ma bowiem nie tylko udzielać informacji o ofercie salonu, ale musi też umieć słuchać, doradzać i zarządzać emocjami klientek, brać udział w mierzeniu i dopasowywaniu sukien, dodatków, a nawet bielizny. Obecność sprzedawcy-mężczyzny w tej, stresującej dla wielu klientek sytuacji, mogłaby stanowić dla nich duży dyskomfort oraz przyczynić się do spadku konkurencyjności salonu na rynku. Sprawa była rozpatrywana przez kolejne sądy, łącznie z Sądem Najwyższym. Żadna z instancji nie podzieliła jednak zdania kandydata na sprzedawcę, uznając za słuszną argumentację właścicielki salonu.

Warto również podkreślić, że osoba, wobec której pracodawca naruszył zasadę równego traktowania w zatrudnieniu, ma prawo do odszkodowania, którego wysokość nie może być niższa niż minimalne wynagrodzenie za pracę. Co ciekawe, Kodeks Pracy nie określa jego maksymalnej wysokości. Jeśli pracownik przedstawi przed sądem dowody, które uprawdopodobnią zarzut nierównego traktowania w zatrudnieniu, a dokładnie tego, że doszło do dyskryminacji bezpośredniej lub pośredniej, to na pracodawcę przejdzie ciężar udowodnienia, że nie nastąpiło naruszenie zasady równego traktowania.

 

Będzie duża podwyżka dla duchownych. Wygrali z rządem

0

W przyszłym roku Fundusz Kościelny pochłonie aż o ponad 23 mln złotych więcej. Jeszcze nie tak dawno, resort cyfryzacji zapowiadał, że od 2015 roku Fundusz będzie zastąpiony innym mechanizmem – możliwością dokonania odpisu podatkowego na wybrany kościół lub związek wyznaniowy. Wystarczyły jednak gniewne pomruki ze strony duchownych, by minister Andrzej Halicki sprawę odłożył na „po wyborach” i jednocześnie zaplanować wzrost wydatków z budżetu na księży.

Targi w sprawie Funduszu Kościelnego i zastąpienia go odpisem podatkowym ciągną się już dwa lata. Projekt zmian przedstawił ówczesny minister administracji i cyfryzacji Michał Boni. Już 21 lutego 2013 roku strony ogłosiły kompromis i zawarcie porozumienia. Fundusz Kościelny miał zostać zastąpiony dobrowolnym odpisem 0,5 proc. Państwo przez 3 lata miało wyrównywać różnicę między tym, co zadeklarowali podatnicy, a dotychczasową kwotą około 90-100 mln zł przekazywaną z budżetu na Fundusz.

Nowy minister cyfryzacji Andrzej Halicki przyznał niedawno, że z planowanych na przyszły rok zmian – nici. Mało tego, że Fundusz Kościelny, z którego finansuje się ubezpieczenia duchownych pozostanie, zaplanowano w przyszłym roku przeznaczyć na ten cel z kasy państwa 118 mln 230 tys. zł, czyli aż o jedną czwartą więcej niż w tym roku (94 mln 374 tys. zł). Wydatki na duchownych w ramach Funduszu Kościelnego rosły z roku na rok, ale nigdy tak drastycznie. Zdaniem strony kościelnej, winna to być to być nawet kwota sięgająca 130 mln zł.

Wydatki z budżetu na kościoły będą jeszcze wyższe niż planowany Fundusz Kościelny. Andrzej Halicki ujawnił bowiem, że z funduszu zostanie wyłączone finansowanie remontów zabytkowych świątyń. Będzie to domena Ministerstwa Kultury i Sztuki, samorządów oraz ich kontraktów terytorialnych i funduszy unijnych. Oznacza to, że oprócz 118 mln zł, na te cele popłyną dodatkowe miliony. 

– „Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji i Konferencja Episkopatu Polski KEP ustaliły zasadnicze kwestie co do przekształcenia Funduszu Kościelnego w dobrowolny odpis podatkowy na poziomie 0,5 proc. Do omówienia zostały drobne zagadnienia” – wyjaśnia Money.pl ks. Józef Kloch, rzecznik Komisji. Ze względu na okres wyborczy prawo związane z przekształceniem Funduszu Kościelnego ma wejść w życie w 2016 roku.

„Drobne zagadnienia”, które jak zapewnia rzecznik KEP, które zostały do uzgodnienia, to jednak dość długa liczba warunków postawiona przez duchownych. Jak poinformowano nas w biurze prasowym MAiC, nieuzgodniona pozostaje:

  • kwestia ubezpieczenia zdrowotnego dla alumnów, którzy nie są studentami wydziałów teologicznych na państwowych uniwersytetach bądź na KUL, UKSW czy Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II. Zaproponowany przez stronę rządową projekt ustawy przewiduje, że za studentów seminariów duchownych składki zdrowotne powinien płacić Kościół. Kościół katolicki powiedział nie;
  • podwyższenie wysokości tzw. kwoty gwarantowanej (czyli minimum tego, co duchowni dostaliby niezależnie od tego, ile podatnicy przekazaliby im wypełniając PIT-y. Zgodnie z projektem ustawy nie może ona przekroczyć kwoty przewidzianej w 2013 roku w budżecie państwa na Fundusz Kościelny). Postulat został zgłoszony przez liczną grupę kościołów i innych związków (np. Kościół katolicki, Kościół ewangelicko-augsburski);
  • wydłużenie okresu przejściowego, w którym kościoły i inne związki wyznaniowe będą uprawnione do otrzymania dotacji przeznaczonych na zaliczki środków uzyskanych z odpisów podatkowych w ramach kwoty gwarantowanej. Obecnie projekt przewiduje trzyletni okres przejściowy. Postulat zgłosiła liczna grupa kościołów i innych związków, w tym Kościół katolicki;
  • dopuszczenie możliwości przekazywania środków z odpisu (w ramach 0,5 proc.) na dwie różne wspólnoty religijne, w przypadku małżeństw rozliczających się wspólnie – np. po 0,25 proc. na każdą wspólnotę religijną. Obecnie projekt przewiduje możliwość przekazania kwoty w wysokości nieprzekraczającej 0,5 proc. podatku należnego na rzecz jednego kościoła albo jednego innego związku wyznaniowego. Postulat zgłosił Kościół ewangelicko-augsburski.

– „Wznowienie rozmów jest uwarunkowane wypracowaniem stanowiska administracji rządowej w kwestii wymienionych wyżej postulatów kościołów i innych związków wyznaniowych” – poinformował Money.pl Artur Koziołek, rzecznik prasowy MAiC.

Fundusz Kościelny istnieje od blisko 65 lat

Fundusz Kościelny został powołany na mocy art. 8 ustawy z dnia 20 marca 1950 roku o przejęciu przez państwo dóbr martwej ręki, poręczeniu proboszczom posiadania gospodarstw rolnych i utworzeniu Funduszu Kościelnego jako forma rekompensaty dla kościołów za przejęte przez państwo nieruchomości ziemskie. Fundusz działa na rzecz kościołów i innych związków wyznaniowych, posiadających uregulowaną sytuację prawną w Rzeczypospolitej Polskiej. Środki Funduszu Kościelnego przeznaczane były na następujące cele:

1) wspomaganie kościelnej działalności charytatywnej, kościelnej działalności oświatowo-wychowawczej i opiekuńczo-wychowawczej, a także inicjatyw związanych ze zwalczaniem patologii społecznych oraz współdziałania w tym zakresie organów administracji rządowej z kościołami i innymi związkami wyznaniowymi (ok. 8 proc. środków);

2) remonty i konserwację obiektów sakralnych o wartości zabytkowej (około 8 proc. środków);

3) finansowanie składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne duchownych (ponad 85 proc. środków).

Jednak od 2010 roku środki Funduszu Kościelnego przeznaczane są wyłącznie na finansowanie składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne duchownych. Na szkoły, ochronki, remonty i konserwację obiektów sakralnych płyną z budżetu dodatkowe pieniądze.

Zmiany właścicielskie na rynku bankowym. Z Polski mogą zniknąć znane marki

CEO Magazyn Polska

Na polskim rynku bankowym trwa konsolidacja. Kolejne instytucje są przejmowane, łączą się z innymi. Część znanych w Polsce marek zniknie z rynku. W połowie października General Electric ogłosił, że jest gotów sprzedać 90 proc. udziałów w BPH.

– Moim zdaniem, chociaż nie będzie to zgodne z wypowiedziami regulatora, zostanie on przejęty jednak przez bank lokalny, a nie bank nieobecny w tej chwili w Polsce. W związku z tym należy się spodziewać zniknięcia przynajmniej tego podmiotu – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Iza Rokicka, analityk Ipopema Securities.

Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, pod koniec czerwca działalność operacyjną prowadziły w Polsce 634 banki, o 8 mniej niż rok wcześniej. Wśród nich było 567 banków spółdzielczych. Pozostałe 67 to banki komercyjne. Tych było o 3 mniej niż przed rokiem. Można oczekiwać, że z rynku zniknie jeszcze kilka znanych marek bankowych.

– W tej chwili toczy się fuzja BNP z BGŻ, zostanie jeden bank – uważa Iza Rokicka. – Na sprzedaż jest Meritum Bank i FM Bank, więc na pewno ta liczba banków się skurczy. Na tych bankach, które wymieniłam, myślę, że się nie skończy. Na pewno należy przemyśleć, co się stanie z bankami tak zwanymi francuskimi, czyli w posiadaniu banków francuskich, czy one zostaną, czy będą się łączą, a może będą wystawione na sprzedaż.

O ile jednak wśród większych banków sytuacja własnościowa powoli zaczyna się klarować, można teraz oczekiwać sporych przetasowań wśród instytucji lokalnych.

Wydaje się, że połączenia, fuzje czy też przejęcia w ramach średnich i największych banków częściowo już mamy za sobą. Widać zdecydowanie trend na rynku. Pojawia się coraz więcej ofert kupna lub chęci zakupu mniejszych banków – zauważa analityk Ipopema Securities.

Kolejne decyzje mogą zapaść jeszcze w październiku, po tym jak Europejski Bank Centralny ujawni w niedzielę, jak unijny sektor bankowy poradził sobie z symulowanym zagrożeniem kryzysem walutowym. O ile jednak kondycja naszych banków nie budzi tu specjalnych obaw, o tyle ich zachodnioeuropejscy właściciele mogą mieć problemy. I by się z nimi uporać, spróbują np. sprzedać część aktywów.

Lada moment ukażą się wyniki stress-testów w Europie, tak zwane AQR i to może być kolejnym triggerem [procedurą wykonywaną automatycznie jako reakcja na pewne zdarzenia – red.]. Mogą się pojawić potencjalnie kolejne podmioty na sprzedaż, więc na pewno więcej transakcji będzie w ramach mniejszych banków, ale  nie skreślałabym  jednoznacznie pierwszej dziesiątki czy pierwszej piętnastki – prognozuje Iza Rokicka.

Na rynku bankowym można też oczekiwać pojawienia się nowych instytucji. Nowe przepisy pozwalają powoływać banki hipoteczne. Na ich podstawie powstały już dwa, należące do mBanku i Pekao, zaś PKO BP tworzy właśnie trzeci.

– Nie wykluczam, że to nie jest koniec – ocenia analityk Ipopema Securities. –  Regulator wymaga, żeby banki pozyskiwały długoterminowe finansowanie. Jedną z takich możliwości jest właśnie emisja listów zastawnych, a żeby to robić, potrzebny jest bank hipoteczny. Więc liczba tych banków będzie moim zdaniem rosła.

NIK audytorem Rady Europy. Umowa została podpisana

Najwyższa Izba Kontroli objęła funkcję audytora Rady Europy. Będzie ją pełnić przez pięć lat. To kolejne międzynarodowe wyróżnienie dla NIK po wyborze na audytora CERN-u czy koordynatora przeglądu partnerskiego Międzynarodowej Rady Audytorów NATO.

Poprzednikami NIK na stanowisku audytora zewnętrznego Rady Europy były najwyższe organy kontroli takich krajów jak Wielka Brytania czy ostatnio Francja. O tę funkcję razem z Polską ubiegały się Niemcy, Norwegia, Włochy i Grecja. – Cieszymy się, że Rada wybrała właśnie nas. To duży prestiż, ale też duża odpowiedzialność – mówi prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski, który podpisał w środę Strasburgu umowę ustalającą warunki audytu.

Aby realizować te i wiele innych zadań Rada stworzyła skomplikowaną strukturę instytucji, agencji i biur działających w całej Europie. – Nasi kontrolerzy będą mieli trudne zadanie, ale wykorzystamy lata praktyki w kontrolach krajowych i zagranicznych – mówi szef NIK. Nie ma też wątpliwości, że audyt Rady Europy będzie dla Izby najważniejszym doświadczeniem nadchodzących lat.

Koszty audytu pokryje Rada Europy. Dodatkową korzyścią będzie zaangażowanie NIK w szereg projektów na rzecz krajów Europy Wschodniej i Środkowo-Wschodniej. Rada Europy jest bowiem również animatorem programów rozwojowych i pomocowych – finansowanych obecnie np. przez Austrię, Szwajcarię i Szwecję – które także wymagają audytu. NIK sprawdzi w najbliższych latach finansowanie programów dla Ukrainy (Ukraine Immediate Measures Package), Mołdawii (Confidence building measures for the Transnistrian region of the Republic of Moldova) oraz Armenii (Institutional Support to the Communities Association of Armenia).

Potrzebny kompromis w sprawie polityki klimatycznej 2030

Na zbliżającym się szczycie Rady Europejskiej (23-24 października) zapadnie decyzja o ramach polityki klimatycznej po 2020 roku. Interes Polski wymaga konstruktywnej postawy rządu w tej dyskusji. Kolejne weto nic nam nie da. Nie zatrzyma kreślenia dalszych celów klimatycznych dla Europy, a jedynie wykluczy Polskę z dyskusji o kształcie tej polityki. Zamiast blokowania decyzji, Polska powinna się skupić na wynegocjowaniu najlepszych dla siebie rozstrzygnięć – uważa Konfederacja Lewiatan.

Pragmatyczna polityka klimatyczna UE mogłaby przynieść korzyści zarówno dla środowiska naturalnego jak i dla europejskiej, w tym polskiej, gospodarki. Sęk w tym, że do tej pory jest raczej źródłem dodatkowych obciążeń niż siłą napędową rozwoju w Europie. Dlatego jeśli chcemy realizować politykę klimatyczną po 2020 roku, a tego chcą najwięksi gracze w UE (Niemcy, Francja, Wielka Brytania), musimy wyciągnąć wnioski z dotychczasowych doświadczeń i przygotować założenia nowej polityki opartej na efektywności kosztowej, bezpieczeństwie energetycznym i ochronie klimatu.

Na szczycie Rady Europejskiej zapadnie decyzja o ramach polityki klimatycznej po 2020 roku. Konfederacja Lewiatan uważa, że interes Polski wymaga konstruktywnej postawy rządu w tej dyskusji. Kolejne weto nic nam nie da. Nie zatrzyma kreślenia dalszych celów klimatycznych dla Europy, a jedynie wykluczy Polskę z dyskusji o kształcie tej polityki. Nie można też zapominać, że równolegle do ustalania celów redukcji CO2 toczą się prace nad przyjęciem restrykcyjnych standardów emisji innych gazów. Niespełnienie ich będzie skutkowało zamknięciem instalacji, a nie „tylko” wyższymi kosztami jak w przypadku standardów klimatycznych. Dlatego dodatkowe środki, wynegocjowane w ramach pakietu klimatycznego, są Polsce bardzo potrzebne, bo pomogą obniżyć koszty dostosowania instalacji do tych przepisów.

Zamiast więc blokowania decyzji politycznej  o kształcie nowych ram polityki klimatycznej  do roku 2030 Polska powinna się skupić na wynegocjowaniu najlepszych dla siebie rozstrzygnięć w następujących obszarach:

a)      Redystrybucja obciążeń między państwami członkowskimi

b)      Udoskonalenie mechanizmów ochrony przemysłu przed carbon leakage

c)       Mechanizmy wsparcia transformacji polskiej energetyki zawodowej

d)      Reguły podziału wysiłku redukcyjnego między sektorami ETS oraz non-ETS.

Kluczowe jest wynegocjowanie narzędzi łagodzących skutki realizacji polityki klimatycznej przez energetykę i przemysł. Rząd powinien dążyć do uzgodnienia solidarnych, elastycznych i dostosowanych do lokalnych warunków narzędzi wsparcia tych sektorów, które chroniąc konkurencyjność gospodarki, będą zarazem istotnym impulsem do jej  transformacji w kierunku niskoemisyjnym.

Jednocześnie widzimy zagrożenia płynące z realizacji bardzo ambitnej, jednostronnej polityki klimatycznej w UE. Samotna realizacja celów klimatycznych nie będzie skuteczna w zapobieżeniu ocieplenia Ziemi, będzie natomiast zagrożeniem konkurencyjności gospodarki europejskiej. Dlatego, też ambicję polityki klimatycznej po roku 2020 Europa powinna uzależnić od rezultatów globalnych negocjacji klimatycznych i ostatecznego kształtu porozumienia klimatycznego, które ma zostać zawarte w Paryżu w 2015 roku.

Do tego czasu powinny się toczyć prace nad architekturą przyszłej polityki i usprawnieniem dotychczas funkcjonujących narzędzi. W tym kontekście Lewiatan proponuje następujące mechanizmy, które umożliwią Polsce realizację polityki klimatycznej przy jednoczesnym utrzymaniu wzrostu gospodarczego.

SPRAWIEDLIWY KLUCZ ROZDZIAŁU UPRAWNIEŃ

Redystrybucja uprawnień w ramach systemu handlu emisjami (EU ETS) powinna sprawiedliwie uwzględniać specyfikę krajów członkowskich. Klucz rozdziału uprawnień powinien mieć na względzie takie czynniki jak: historyczny poziom emisji i obecny poziom rozwoju gospodarczego, a także udział rodzimych paliw kopalnych w koszyku paliwowym, w celu zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego.

Dzięki zastosowaniu takiego klucza podziału, Polska otrzymałaby dodatkową pulę uprawnień, którą powinna przeznaczyć na inwestycje ograniczające emisje w energetyce i przemyśle. Szacowane przez nas potrzeby inwestycyjne obniżające emisyjność w samej energetyce zawodowej wynoszą ok 12 -16 mld euro do 2030 roku.

 WSPARCIE TRANSFORMACJI SEKTORA ENERGETYKI

Dobrze zaprojektowane rozwiązania wsparcia modernizacji energetyki pomogłyby zminimalizować negatywne skutki wzrostu cen uprawnień i cen energii na polską gospodarkę.

ETS pozostanie centralnym elementem unijnej polityki klimatyczno-energetycznej, więc transformacja polskiej energetyki będzie się musiała dokonać w jego ramach. Nowe kraje członkowskie UE (NMS) powinny otrzymać dodatkową alokację uprawnień do emisji jako formę rekompensaty za wyższe koszty redukcji emisji niż w UE15.

Proponujemy stworzenie w NMS krajowych Funduszy Niskoemisyjnych Inwestycji, zasilanych z wpływów z ETS uzyskanych przez nie w ramach dodatkowych w stosunku do krajowej koperty uprawnień alokacji. Celem tych funduszy byłoby wsparcie modernizacji sektora elektroenergetycznego. Wspierałyby one nowe projekty pośrednio, poprzez dofinansowanie krajowych instrumentów wsparcia inwestycji redukujących emisję CO2 w sektorze. W ten sposób zmniejszony zostałby ciężar finansowania niskoemisyjnej transformacji ponoszony przez konsumentów bez odkładania niezbędnej modernizacji. Mechanizm ten ma szansę być efektywnym jedynie jeśli będzie zarządzany z poziomu krajowego, a nie z poziomu UE. Dotychczasowe doświadczenia Polski pokazują, że fundusze zarządzane z poziomu Brukseli były wydatkowane z dużo mniejszą wydajnością.

Do transformacji energetycznej należy podejść kompleksowo, uwzględniając nie tylko elektroenergetykę, ale też ciepłownictwo i powiązane z nim problemy efektywności energetycznej budynków oraz szkodliwego smogu. Na aktywne wsparcie zasługuje kogeneracja jako równoprawny sposób obniżenia emisji. Potrzebna jest jednak także spójna krajowa strategia rozwoju tego segmentu energetyki, zakładająca rozbudowę sieci ciepłowniczych oraz inwestycje w wysokosprawne instalacje CHP, w tym oparte na lokalnych odpadach oraz biomasie.

 OCHRONA PRZEMYSŁU

Redukcja emisji w przemyśle stanowi większe wyzwanie niż w innych sektorach gospodarki. Po pierwsze, potencjał opłacalnych działań redukcyjnych został już w znacznej mierze wykorzystany. Po drugie, w warunkach globalnej konkurencji obciążenie europejskiego przemysłu kosztami emisji wobec braku porównywalnych działań poza UE stwarza ryzyko przenoszenia produkcji poza Europę, a więc ucieczki emisji (carbon leakage).

Opracowanie i wdrożenie niskoemisyjnych technologii w UE będzie niemożliwe bez mechanizmów skutecznie chroniących europejski przemysł przed carbon leakage, a jednocześnie tworzących bodźce do rozwijania innowacyjnych rozwiązań redukujących emisje przemysłowe. Obecnie funkcjonujące mechanizmy osłonowe wymagają modyfikacji, nie zapewniają bowiem stabilnych i przewidywalnych warunków funkcjonowania przemysłu. Konieczne będzie urealnienie benchmarków przemysłowych oraz odejście od alokacji ex ante bezpłatnych uprawnień na rzecz alokacji ex post (w oparciu o rzeczywistą wielkość produkcji), a także stworzenie scentralizowanego mechanizmu rekompensowania kosztów pośrednich emisji.

Stanowisko Lewiatana w tym zakresie podzielają BUSINESSEUROPE oraz inne europejskie stowarzyszenia przemysłowe.

Uwzględnienie powyższych zagadnień to dla Polski kwestie kluczowe z punktu widzenia konkurencyjność gospodarki. Liczymy, że konstruktywną postawą wykaże się nie tylko polski rząd, ale także pozostali negocjatorzy, i że Konkluzje Rady w sprawie Ram Polityki Klimatycznej UE do 2030 roku będą uwzględniać specyfikę poszczególnych państw członkowskich. I co najważniejsze, będą podstawą do sprawiedliwego podziału ambicji klimatycznych pomiędzy krajami członkowskimi.

Konfederacja Lewiatan

Mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa potrzebują leasingu

W latach 2009-2013 oraz w 2014 r. 31% mikro, małych i średnich przedsiębiorstw korzystało z leasingu w celach inwestycyjnych. Niektóre z nich  kilkakrotnie, zapewniając sobie w ten sposób dostęp do środków transportu, maszyn i urządzeń, sprzętu IT, ale też sprzętu medycznego czy maszyn rolniczych – wynika z badania, które przeprowadziła Konfederacja Lewiatan.

Dla MMŚP leasing jest szansą na prowadzenie i rozwój działalności, ponieważ zapewnia dostęp do niezbędnych aktywów trwałych i zwalnia w ten sposób środki finansowe na działalność operacyjną, w tym m.in. na wspieranie sprzedaży. A przede wszystkim pozwala małym firmom zachować płynność finansową, co często byłoby trudne, gdyby musiały one finansować tak działalność operacyjną, jak i inwestycje.

– Przez cały okres rozwoju polskiego rynku leasingu nie zmieniło się postrzeganie korzyści jakie niesie ze sobą ten instrument finansowy. Są to: korzyści podatkowe, łatwość dostępu do finansowania i korzystniejsze niż w przypadku kredytu – warunki finansowania. Wraz z upowszechnieniem się wiedzy na temat leasingu, rośnie zainteresowanie leasingiem w poszczególnych sektorach gospodarczych. W 2000 roku jedynie 13,7 % przedsiębiorstw przemysłowych deklarowało, że korzysta z leasingu,  a w 2014 wskaźnik ten wzrósł do 30,9 %. Kluczowy był również wzrost znaczenia leasingu w branży budowlano – montażowej. W okresie od 2000  do 2014 udział przedsiębiorców deklarujących korzystanie z leasingu wzrósł z 23,4 % do 38 % – mówi Wojciech Rybak, wiceprzewodniczący Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu.

Kim są MMŚP korzystające z leasingu

Najchętniej z tej formy finansowania inwestycji korzystają firmy średnie – w tej grupie firm prawie 2/3 to leasingobiorcy. Ale oczywiście bezwzględnie najwięcej leasingobiorców jest wśród mikroprzedsiębiorstw zatrudniających od 1 do 9 pracowników, bowiem stanowią one blisko 60 proc. wszystkich firm działających w Polsce, a wśród nich ponad 28% to firmy inwestujące z wykorzystaniem leasingu.

– Najbardziej otwarte na korzystanie z leasingu są firmy przemysłowe, firmy z sektora opieka zdrowotna i pomoc społeczna, z sektora działalność profesjonalna, naukowa i techniczna i oczywiście firmy transportowe. Przemysł i transport nie dziwią, ale opieka zdrowotna trochę tak. Okazuje się, że firmy działające w tym sektorze (a MMŚP-pracodawców, czyli zatrudniających od 1 do 9 osób jest tu ponad 26,5 tys. firm) potrzebują sprzęt medyczny i bez leasingu dostęp do niego nie byłby możliwy, a tym samym prowadzenie działalności także nie byłoby możliwe. Relatywnie dużo firm korzystających z leasingu jest także w sektorze rolnictwo, leśnictwo, łowiectwo i rybołówstwo (ponad 20 proc.). W początkach polskiego leasingu sektor ten omijał firmy leasingowe, a one omijały ten sektor. Dzisiaj okazuje się, że rozwój małych firm rolno-spożywczych często bazuje na możliwości inwestowania z wykorzystaniem właśnie leasingu – podkreśla dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan.

Badania wskazują, że z leasingu korzystają w największym stopniu firmy działające na rynku 6-11 lat. To firmy już po okresie „przetrwania”, które wchodzą w fazę rozwoju i leasing jest świetnym instrumentem na ten rozwój pozwalającym.

Ciekawe, że relatywnie mniejszym zainteresowaniem cieszy się leasing wśród firm „kobiecych”, tj. takich których właścicielką jest kobieta i firmą zarządza kobieta niż wśród firm „męskich” czy „mieszanych. Po leasing chętniej sięgają firmy, których właściciele i osoby zarządzające mają wyższe wykształcenie.

Ostatnie lata pokazały zatem, że przeciętny leasingobiorca to firma prowadząca działalność produkcyjną, działająca w ochronie zdrowia i pomocy społecznej lub w transporcie, firma średnia, firma działająca na rynku 6-11 lat, której właściciel i osoba zarządzająca ma wyższe wykształcenie i jest mężczyzną.

Firmy- leasingobiorcy to firmy rozwoju

MMŚP korzystające z leasingu to firmy nastawione na rozwój – prawie 50 proc. firm w tej grupie to przedsiębiorstwa, których celem strategicznym jest wzrost sprzedaży, wzrost udziału w rynku, wzrost zysku. W grupie firm nie korzystających z leasingu stanowią one „tylko” 30 proc. Prawie 40% leasingobiorców (firm, które korzystały z leasingu w latach 2009-2013 i/lub korzystają w 2014 r.) inwestuje w 2014 r. W grupie MMŚP niekorzystających z leasingu inwestuje „jedynie” 16 proc. Leasingobiorcy inwestujący w 2014 r. koncentrują swoje inwestycje na zakupie maszyn i urządzeń, a 46 proc. spośród nich – na zakupie maszyn i urządzeń w związku z zastosowaniem nowej technologii. Jednocześnie źródła finansowania tych inwestycji są zrównoważone – dla 37 proc. MMŚP-leasingobiorców podstawę do finansowania inwestycji stanowią kapitały własne, dla ¼ – leasing, a dla 15 proc. – kredyt bankowy. To zróżnicowanie i zrównoważenie finansowania (środki własne i środki obce) pozwala MMŚP-leasingobiorcom na skuteczne wykorzystywanie szans rynkowych. To ważne, bowiem ponad 60 proc. tych MMŚP opiera swoją filozofię prowadzenia biznesu  na założeniu, że jeżeli rynek na to pozwala, firmę należy rozwijać szybciej korzystając z zewnętrznego finansowania. W grupie firm niekorzystających z leasingu takich MMŚP jest tylko nieco ponad 1/3. Pozostałe 2/3 rozwija biznes powoli, bo nie chcą korzystać z zewnętrznego finansowania.

Leasingobiorcy definiują swoje priorytety biznesowe jako działanie w długim okresie, oparte na planach strategicznych, z wykorzystaniem środków obcych, inwestowaniem w innowacje produktowe i ekspansją zagraniczną. W grupie leasingobiorców tych ostatnich jest 20 proc., podczas gdy w grupie MMŚP nie korzystających z leasingu jest ich tylko 4,4 proc.

Leasingobiorcy to także firmy zdecydowanie w większym stopniu korzystające z nowoczesnych technologii informatycznych – więcej niż wśród nie-leasingobiorców jest wśród nich firm obsługujących klienta przez Internet (prawie 2/3), wystawiających e-faktury (prawie 50 proc.) posiadających portal on-line dla klientów (prawie ¼) czy wykorzystujących specjalistyczne oprogramowanie do zarządzania zapasami (prawie 55 proc.).

MMŚP korzystające z leasingu to zatem firmy, które inwestują, głównie w rozbudowę i modernizację aparatu wytwórczego, w tym związanego z wykorzystaniem nowych technologii, korzystające w sposób zrównoważony z różnych źródeł finansowania, a jednocześnie nie oczekujących na środki unijne, czyli przysłowiową „mannę z nieba”. Filozofią prowadzenia przez nie biznesu jest korzystanie z szans rynkowych i wykorzystywanie do tego zewnętrznego finansowania, a priorytetami biznesowymi – działanie w długim okresie, inwestowanie w innowacje i ekspansja zagraniczna. A wszystko z zastosowaniem nowoczesnych technologii informatycznych.

Chcielibyśmy, aby większość polskich mikro, małych i średnich przedsiębiorstw prezentowało takie CV. Leasing oczywiście nie tworzy z MMŚP takich małych biznesowych championów. Ale na pewno pomaga w urealnianiu możliwości rozwojowych, w  wykorzystywaniu szans rynkowych, w wykorzystywaniu wewnętrznego potencjału naszych „maluchów”. Jest im potrzebny!!!

12 edycja badania „Monitoring kondycji sektora MMŚP”, przygotowana została przez Konfederację Lewiatan, a zrealizowana na losowej próbie 1111 mikro, małych i średnich przedsiębiorstw przez CBOS od 6 maja – 18 lipca 2014 r.

 

Konfederacja Lewiatan

Umowy na czas określony po nowemu

Ministerstwo Pracy w projekcie nowelizacji kodeksu pracy zaproponowało, żeby można było podpisać maksymalnie tylko trzy umowy o pracę na czas określony, a łączny ich czas nie mógł być dłuższy niż 33 miesiące. Konfederacja Lewiatan uważa, że to nadmierna regulacja.

– Rozczarowuje, że nie wykorzystano szansy na wprowadzenie rozwiązań, które przyniosłyby realną zmianę na lepsze. Chodzi przede wszystkim propozycję dotyczącą okresów wypowiedzenia. Jest to proste przeniesienie rozwiązań obowiązujących w przypadku umów na czas nieokreślony. Podnosząc ochronę dla zatrudnienia terminowego należało obniżyć poziom ochrony kontraktów na czas nieokreślony. Inaczej zmniejszy się w ogóle liczba umów o pracę regulowanych w Kodeksie Pracy – mówi dr Grzegorz Baczewski, dyrektor departamentu dialogu społecznego i stosunków pracy Konfederacji Lewiatan.
Stąd propozycja Konfederacji Lewiatan zmiany okresów wypowiedzenia dla obu tych rodzajów umów: 2 tygodnie – jeżeli pracownik był zatrudniony krócej niż 12 miesięcy, 1 miesiąc – jeżeli był zatrudniony co najmniej 12 miesięcy, 2 miesiące – jeżeli pracownik był zatrudniony co najmniej 36 miesięcy.

– Wprowadzenie zarówno liczbowego jak i czasowego ograniczenia dla umów terminowych (33 miesiące, 3 umowy) jest nadmierną regulacją. Skoro już wprowadzono maksymalny okres łącznego stosowania umów nie ma potrzeby określania ich maksymalnej liczby, tym bardziej, że proponowane warunki wypowiedzenia nie zależą od długości umowy, ale od okresu zatrudnienia u danego pracodawcy. W naszej ocenie okres ten powinien wynosić 48 miesięcy, bez określania liczby dopuszczalnych umów. Wprowadzenie okoliczności, w których umowy mogą być zawarte na dłuższy okres niż zaproponowane 33 miesiące nie jest wystarczające. Tym bardziej, że zaproponowano tu konieczność zgłaszania takich przypadków do Państwowej Inspekcji Pracy. To niepotrzebna i nadmierna restrykcja – dodaje dr Grażyna Spytek-Bandurska, ekspertka prawa pracy Konfederacji Lewiatan.

Niestety, resort pracy nie chce wydłużenia okresu próbnego do 6 miesięcy, co postulowały organizacje pracodawców. Mogłoby to zwiększyć szanse osób młodych na zatrudnienie. Firmy potrzebują formuły pozwalającej na przygotowanie nowych pracowników do pracy, a 3 miesiące to często za krótko.

Lewiatan zgadza się na możliwość jednostronnego zwolnienia pracownika z obowiązku świadczenia pracy w okresie wypowiedzenia.
Projekt Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej wymaga głębszej analizy. Doceniamy fakt, że projekt nie uwzględnił pojawiających się z różnych stron dość egzotycznych pomysłów, które mogłyby oddziaływać destrukcyjnie na rynek pracy. Niemniej wspólne stanowisko organizacji pracodawców w znacznej części nie zostało w nim uwzględnione, więc nie może on zyskać naszego pełnego poparcia.

Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej przedstawiło do konsultacji projekt zmian w kodeksie pracy regulujących zasady zawierania i wypowiadania umów o prace na czas określony. Projekt ten było oczekiwany od wydania przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wyroku w sprawie C-38/14 wskazujący przede wszystkim na nierówności w długości okresów wypowiedzenia między umowami na czas określony i nie określony. Konieczność przedstawienia przez rząd propozycji w tej sprawie jest okazją na ograniczenie zjawiska tzw. dualizmu czy segmentacji rynku pracy. W Polsce udział pracowników zatrudnionych na umowy na czas określony jest największy w Unii Europejskiej; ponad 28% przy średniej dla UE wynoszącej 14%. Ta sytuacja jest w dłuższej perspektywie niekorzystna dla gospodarki, a wynika z nadmiernej różnicy w poziomie ochrony umów na czas nieokreślony i na czas określony. Wszystkie reprezentatywne organizacje pracodawców już w kwietniu 2014 r. przedstawiły wspólne stanowisko zmian, które w naszej ocenie doprowadziłyby do zwiększenia popularności umów na czas nieokreślony, jednocześnie nie ograniczając poziomu zatrudnienia. Lewiatan to stanowisko podtrzymuje.

Konfederacja Lewiatan

Skład nowej KE: komentarz Henryki Bochniarz

Komentarz Henryki Bochniarz, prezydent Konfederacji Lewiatan, po ogłoszeniu wyniku głosowania nad zatwierdzeniem nowego składu Komisji Europejskiej.

– Drużyna J.C. Junckera otrzymała w dzisiejszym głosowaniu silny mandat od Parlamentu Europejskiego. Środowisko biznesu dobrze ocenia zmiany wprowadzone przez nowego przewodniczącego KE, wynikające z wsłuchiwania się w postulaty biznesu, jak choćby wzmocnienie roli wiceprzewodniczących KE czy połączenie konkretnych obszarów, jak polityka energetyczno- klimatyczna. Po raz pierwszy UE będzie miała też komisarza odpowiadającego za sprawy dotyczące mikro, małych i średnich przedsiębiorstw, czyli ponad 90 proc. wszystkich przedsiębiorstw działających w krajach członkowskich UE, wytwarzających ponad 50 proc. europejskiego PKB wypracowanego przez firmy i zatrudniających ponad 60 proc. pracujących w sektorze przedsiębiorstw. Poprawa warunków funkcjonowania i rozwoju tego sektora, stanowiącego kręgosłup europejskiej gospodarki, to duże wyzwanie stojące przed Elżbietą Bieńkowską. Jestem przekonana, że jest właściwą osobą na właściwym miejscu. O sukcesie zadecyduje otwartość na współpracę ze środowiskiem biznesu.

W pokryzysowej Europie wiele jest do zrobienia, by przywrócić konkurencyjność gospodarczą i wzrost. Dlatego w nadchodzących dniach BUSINESSEUROPE, największa organizacja pracodawców w UE, przekaże na ręce przewodniczącego nowej Komisji Europejskiej postulaty i propozycje biznesu zawarte w 10-punktowym planie.
Konfederacja Lewiatan

Komunikat o wyborze Dealerów Skarbowych Papierów Wartościowych na 2015 r.

Ministerstwo Finansów informuje, że dokonany został wybór Dealerów Skarbowych Papierów Wartościowych (DSPW) na rok 2015.

Minister Finansów dokonał wyboru grona DSPW na podstawie wyników konkursu prowadzonego zgodnie z zasadami określonymi w Regulaminie pełnienia funkcji Dealera Skarbowych Papierów Wartościowych z dnia 19 września 2013 r., trwającego od 1 października 2013 r. do 30 września 2014 r.

Tytuł Dealera Skarbowych Papierów Wartościowych na rok 2015 został przyznany następującym bankom (w kolejności odpowiadającej pozycji zdobytej w konkursie):

 DSPW2015
1  Bank Handlowy w Warszawie S.A.
2  BNP Paribas S.A.
3  ING Bank Śląski S.A.
4  Bank Zachodni WBK S.A.
5  HSBC Bank plc
6  PKO BP S.A.
7  Bank PEKAO S.A.
8  Société Générale S.A. Oddział w Polsce
9/10  Bank Millennium S.A.
9/10  Goldman Sachs International
11  Deutsche Bank Polska S.A.
12  Barclays Bank plc
13  mBank S.A.
14  Erste Group Bank AG
15  J.P. Morgan Securities plc

Komunikat MF dot. prac nad Rejestrem Dłużników Należności Publicznoprawnych

Ministerstwo Finansów informuje, że projekt założeń ustawy, który przewiduje utworzenie Rejestru Dłużników Należności Publicznoprawnych został uzgodniony.

W związku z doniesieniami medialnymi na temat Rejestru Dłużników Ministerstwo Finansów wyjaśnia, że projekt założeń zmiany ustawy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji, obejmujący utworzenie Rejestru Dłużników Należności Publicznoprawnych w wyniku dyskusji w ramach konsultacji z innymi resortami oraz partnerami społecznymi został uzgodniony i 17 października został przekazany do dalszych prac legislacyjnych.

W trakcie bezpośrednich spotkań wyjaśnionych zostało wiele wątpliwości,  poszukując przy tym jak najlepszych rozwiązań służących realizacji celów tego projektu. Głównymi celami utworzenia Rejestru są: zwiększenie poziomu dobrowolnego regulowania należności publicznoprawnych i przez to zmniejszenie ilości wszczynanych uciążliwych dla zobowiązanych egzekucji administracyjnych, a także dostarczanie informacji o wiarygodności płatniczej dłużników ujętych w Rejestrze.

Tym ma się zasadniczo różnić Rejestr Dłużników Należności Publicznoprawnych od rejestru dłużników niewypłacalnych w Krajowym Rejestrze Sądowym, który zawiera informacje o takich dłużnikach, wobec których egzekucja jest już bezskuteczna.

Wpis do rejestru dłużników nie nastąpi natychmiast od momentu np. spóźnienia się z wpłatą. Ten instrument  będzie stosowany po zakończeniu całego postepowania administracyjnego czy sądowego uwzględniając rozstrzygnięcia wydane w tych postępowaniach.

W wyniku wspólnych prac międzyresortowych oraz z udziałem partnerów społecznych  projekt założeń został zmieniony i uzupełniony także w kierunku zapewniającym właściwą ochronę prawa do prywatności osób indywidualnych, jak również zabezpieczenie systemu przed masowym przeszukiwaniem sieci w celu zdobycia informacji o zaległościach publicznoprawnych. Jednym z takich narzędzi zabezpieczających będzie dostępność do Rejestru wyłącznie  po zalogowaniu się do Portalu Podatkowego. Ponadto przyjęto jednakowe kryteria wyszukiwania dla wszystkich zainteresowanych podmiotów – zarówno urzędów publicznych, jak i osób indywidualnych: według numeru PESEL, NIP albo REGON.

Ministerstwo Sprawiedliwości pismem z dnia 8 października br., wniesionym już po konferencji uzgodnieniowej, uznało projekt za uzgodniony. Zmieniony i uzupełniony projekt założeń (link otwiera nowe okno w serwisie zewnetrznym) opublikowany został na stronie Rządowego Centrum Legislacji.