Osteopatia w leczeniu fizycznych skutków przewlekłego stresu

Osteopatia jest systemem diagnozowania i leczenia, który koncentruje się na strukturalnych i funkcjonalnych problemach w ciele. Pomaga w leczeniu różnych dolegliwości, w tym fizycznych skutków przewlekłego stresu, które są coraz powszechniejszym problemem zdrowotnym. Osteopata patrzy na człowieka jak na jedność, biorąc pod uwagę nie tylko układ ruchu, ale również układy trawienny, krążeniowy, nerwowy i hormonalny. W niniejszej analizie przyjrzymy się, w jaki sposób osteopatia może być użyteczna w łagodzeniu stresu, jakie są mechanizmy działania oraz jakie korzyści i ograniczenia związane są z tym podejściem.

Czym jest osteopatia?

Osteopatia, założona przez dr. Andrew Taylora Stilla w XIX wieku, opiera się na zasadzie, że ciało ma naturalne zdolności do samouzdrawiania. Osteopaci używają technik manualnych, aby poprawić ruchomość stawów, złagodzić napięcia mięśniowe, poprawić przepływ krwi i wspierać ogólny stan zdrowia. Kluczowym elementem osteopatii jest podejście holistyczne – leczenie nie tylko objawów, ale także przyczyn dolegliwości.

Stres: Współczesne wyzwanie

Stres jest naturalną reakcją organizmu na wyzwania i zagrożenia, jednak przewlekły stres może prowadzić do poważnych problemów zdrowotnych, takich jak choroby serca, zaburzenia snu, depresja, i osłabienie układu odpornościowego. Często towarzyszy mu napięcie mięśniowe, bóle głowy i problemy trawienne. Dlatego skuteczne zarządzanie stresem jest kluczowe dla zachowania zdrowia i dobrej jakości życia.

Osteopatia w leczeniu stresu

Osteopatia może być skutecznym narzędziem w łagodzeniu stresu na kilka sposobów:

1. Redukcja napięcia mięśniowego: Techniki osteopatyczne, takie jak masaż mięśniowo-powięziowy, mogą pomóc w rozluźnieniu napiętych mięśni, co często jest wynikiem stresu. Zmniejszenie napięcia mięśniowego prowadzi do ogólnego poczucia relaksacji.

2. Poprawa krążenia: Osteopaci pracują nad poprawą przepływu krwi i limfy, co może wspierać usuwanie toksyn z organizmu i dostarczenie większej ilości tlenu oraz składników odżywczych do tkanek. Lepsze krążenie sprzyja regeneracji organizmu i zmniejsza objawy stresu.

3. Regulacja układu nerwowego: Techniki osteopatyczne mogą wpływać na układ autonomiczny, który kontroluje odpowiedzi stresowe. Osteopaci mogą pomóc w przywróceniu równowagi między układem sympatycznym (odpowiedzialnym za reakcję „walcz lub uciekaj”) a parasympatycznym (odpowiedzialnym za relaksację i regenerację).

4. Holistyczne podejście: Osteopatia traktuje ciało jako całość, co oznacza, że podczas leczenia stresu osteopaci uwzględniają również inne aspekty zdrowia pacjenta, takie jak dieta, styl życia i inne czynniki psychologiczne.

Mechanizmy działania osteopatii w redukcji stresu

Redukcja napięcia mięśniowego

Stres często powoduje, że mięśnie stają się napięte, co prowadzi do bólu i dyskomfortu. Osteopaci używają różnych technik manualnych, aby złagodzić to napięcie. Na przykład, technika rozluźniania mięśniowo-powięziowego polega na delikatnym masażu i manipulacji, które pomagają uwolnić napięcie w tkankach miękkich. To z kolei może prowadzić do zmniejszenia poziomu kortyzolu, hormonu stresu, co poprawia samopoczucie pacjenta.

Poprawa krążenia

Poprawa przepływu krwi jest kluczowa w leczeniu stresu. Osteopaci mogą stosować techniki, takie jak manipulacja kręgosłupa i masaż, aby poprawić krążenie krwi. Lepsze krążenie pomaga dostarczyć tlen i składniki odżywcze do komórek, a także usuwa toksyny, co wspomaga procesy regeneracyjne organizmu.

Regulacja układu nerwowego

Stres wpływa na układ nerwowy, powodując reakcje, które mogą prowadzić do przewlekłych problemów zdrowotnych. Osteopatia może pomóc w regulacji układu nerwowego poprzez techniki, które stymulują układ parasympatyczny. Na przykład, delikatne manipulacje w obrębie czaszki mogą wpływać na centralny układ nerwowy, pomagając przywrócić równowagę między różnymi częściami autonomicznego układu nerwowego.

Korzyści z osteopatii w leczeniu stresu

Brak skutków ubocznych: W przeciwieństwie do wielu leków przeciwstresowych, osteopatia nie powoduje skutków ubocznych, co czyni ją bezpiecznym wyborem dla wielu pacjentów.

Indywidualne podejście: Osteopaci dostosowują swoje techniki do potrzeb każdego pacjenta, co zwiększa skuteczność leczenia.

Długotrwałe efekty: Regularne sesje osteopatyczne mogą prowadzić do trwałej poprawy stanu zdrowia, pomagając pacjentom lepiej radzić sobie ze stresem w dłuższej perspektywie.

Podsumowanie

Osteopatia może być skutecznym narzędziem w zarządzaniu stresem, oferując naturalne i holistyczne podejście do zdrowia. Poprzez techniki manualne, osteopaci mogą pomagać w redukcji napięcia mięśniowego, poprawie krążenia oraz regulacji układu nerwowego, co przyczynia się do ogólnej poprawy samopoczucia i zdrowia. Mimo pewnych ograniczeń, osteopatia stanowi wartościową alternatywę dla konwencjonalnych metod leczenia stresu, oferując pacjentom bezpieczne i efektywne sposoby na radzenie sobie z codziennymi wyzwaniami.

Memowe akcje znów szaleją? Powrót do 2021 roku na chwilę był bliski, ale rzeczywistość okazała się inna

Miniony tydzień przyniósł duże wahania cen akcji memicznych. Na chwilę można było nawet przenieść się w czasie do 2021 roku, czyli największej odnotowanej gorączki na meme stocks. Czasy się jednak zmieniły – akcje najpierw mocno zdrożały, a potem spadły, mimo wszystko kończąc tydzień na niewielkim wzroście.

„Akcje memiczne” narodziły się w zdominowanym przez pandemię 2021 roku. To właśnie wtedy, odizolowani w domach w wyniku globalnych lockdownów, inwestorzy indywidualni zaczęli udzielać się w społeczności  r/WallStreetBets na Reddit. W roku 2021, grupa liczyła około 9 mln członków (teraz jest to już nawet 14 mln), których cześć postanowiła zrobić na złość dużym inwestorom instytucjonalnym. Instytucje grały na spadki wybranych spółek, ocenianych jako nierokujące sukcesu (tzw. krótkie pozycje). Duże fundusze hedgingowe posiadały znaczące pozycje obstawiające spadki cen akcji – od Gamestop do AMC. Inwestorzy indywidualni pokazali swoją siłę kupując i podbijając cenę tych aktywów, wywołując przy tym duże straty tych funduszy.

Akcje Gamestop na początku 2021 były notowane na poziomie około 3,5 dolara, a już miesiąc później, cena na chwilę przekroczyła 1000 dolarów. Inne akcje memiczne także zaliczyły wzrosty, wynoszące ponad 1000 proc. Potem jednak, gorączka opadała – na koniec 2021 roku jedna akcja Gamestop kosztowała 37 dolarów, na koniec 2022 roku – 18 dolarów, a na początku maja tego roku, niewiele powyżej 10 dolarów. W tym czasie, zlikwidowano nawet fundusz ETF oparty o akcje memiczne z powodu braku zainteresowania.

W tym miejscu pojawił się nowy wpis na platformie X, pochodzący uczestnika grupy r/WallStreetBets Keitha Gilla, występującego pod pseudonimem @RoaringKitty. Wcześniej jego konto pozostawało nieaktywne, dlatego wpis zwrócił uwagę społeczności. Przedstawiał on grafikę, na której osoba grająca na konsoli przechyla się do przodu, sugerując, że napotkała trudniejszego przeciwnika lub wyzwanie. Ten wpis stał się sygnałem do ponownego zakupu akcji memicznych przez inwestorów. We wtorek, akcje Gamestop sięgnęły nawet poziomu 65 dolarów. Potem jednak cena zaczęła spadać, kończąc tydzień na poziomie około 22 dolarów.

Można żatem powiedzieć, że na chwile przniesliśmy się w czasie do 2021 roku. Wszystko jednak szybko się skończyło, choć ostatecznie, akcje zakończyły miniony tydzień wzrostami. Dlaczego oceniamy, że powrót do gorączki akcji memicznych podobnej do tej sprzed 3 lat jest obecnie mało prawdopodobny?

Co prawda inwestorzy indywidualni są dziś nawet jeszcze ważniejsi na rynku niż w 2021 roku (grupa r/WallStreetBets wzrosła z 9 do 14 mln uczestników), to jednak mają za sobą więcej doświadczenia. Od 2021 roku, ceny akcji memicznych systematycznie szły w dół. Koszyk akcji memicznych stworzony przez eToro spadł w tym czasie o ponad 2/3, a wybrane akcje straciły jeszcze bardziej.

Istotny jest także kontekst: skończyła się pandemia, mocno zmniejszyły się dodatkowe oszczędności na rachunkach inwestorów, wynikające z sytuacji. Do tego, wskaźniki nastrojów inwestorów są niższe, stopy procentowe – znacznie wyższe. Krótkie pozycje na akcjach, które w roku 2021 roku zadziałały na inwestorów jak płachta na byka, są znacznie mniejsze. To oznacza, że szanse na drugą gorączkę akcji memicznych są obecnie niewielkie. Nie można jednak wykluczyć, że inwestorzy indywidualni nie powiedzieli jeszcze w tej kwestii ostatniego słowa.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Spadek inflacji w USA wspiera złotego

Odczyt amerykańskiej inflacji za kwiecień w dużej mierze pokrył się z oczekiwaniami, delikatne słabsze od oczekiwań momentum głównej miary wsparło jednak waluty rynków wschodzących. Na takim rozwoju wydarzeń zyskał złoty, który w maju jest jedną z najlepiej radzących sobie walut na świecie. Kurs EUR/PLN spadł pod koniec tygodnia poniżej 4,26. Niewykluczone, że polska waluta nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa, szczególnie jeśli dane o aktywności gospodarczej okażą się sprzyjające.

Wspomniane wyżej zaskoczenie wpłynęło na silną wyprzedaż walut safe haven – na samym dnie zestawienia walut G10 za miniony tydzień znalazły się frank szwajcarski oraz dolar amerykański. Zyskały aktywa ryzykowne oraz surowce – ceny na rynkach akcji poszybowały do rekordowych wartości, a niekwestionowanym zwycięzcą tygodnia było chilijskie peso, które wspierane było dodatkowo przez silny wzrost cen miedzi.

Parę kolejnych tygodni będzie wyjątkowo spokojne pod względem publikacji makroekonomicznych i posiedzeń głównych banków centralnych. W najbliższych dniach uwaga skupi się na wstępnych odczytach wskaźników PMI z największych gospodarek (czwartek 23.05). Rynki spodziewają się ich niewielkiej poprawy. Są one szczególnie istotne dla Europy – w Stanach, jak się wydaje, straciły nieco swój potencjał prognostyczny. Zaskoczenia w górę PMI mogą wesprzeć tezę, że europejskie gospodarki nabierają tempa, wzmacniając wyprzedaż dolara. Tygodnia dopełni odczyt inflacji w Wielkiej Brytanii (środa 22.05).

PLN

Za złotym świetny tydzień. Korzystny sentyment do ryzyka na świecie pozwolił polskiej walucie na umocnienie się, a kurs EUR/PLN spadł pod koniec tygodnia poniżej 4,26. Oznacza to, że para znalazła się bardzo blisko minimów z kwietnia.

Lokalnie uwaga skupiła się na danych o inflacji za kwiecień i dynamice PKB w I kwartale. Pierwsze z nich nie wywołały większych emocji – główna miara nie uległa rewizji (2,4%), a bazowa wyniosła zgodnie z konsensusem Bloomberga 4,1%. Bardziej interesujący był wzrost gospodarczy, który w ujęciu rocznym był nieco powyżej oczekiwań (1,9%), zaś w kwartalnym poniżej (0,4%). Szczegóły poznamy przy publikacji drugiego odczytu na początku czerwca, nie jest to jednak szczególnie imponujący rezultat.

Ten tydzień przyniesie pierwsze twarde dane z początku II kwartału. W środę (22.05) uwaga skupi się na rynku pracy i produkcji przemysłowej, w czwartek (23.05) zaś na sprzedaży detalicznej. Złoty radzi sobie nieźle, ośmielające sygnały dotyczące aktywności gospodarczej mogą go jednak jeszcze bardziej umocnić.

EUR

Komunikaty z Europejskiego Banku Centralnego coraz silniej wskazują, że cięcie stóp procentowych w czerwcu jest nieuniknione, a wszelkie dalsze ruchy pozostają bardzo niepewne i zależne od danych. Rynki zdają się oczekiwać jednej lub maksymalnie dwóch dodatkowych obniżek, co w naszej opinii jest zasadne, szczególnie jeśli momentum europejskiej gospodarki wzrośnie, co zmniejszy pilność złagodzenia polityki monetarnej.

Uważamy, że w średnim terminie zbyt niska wycena euro, odporny popyt w bloku i ożywienie gospodarcze w Chinach będą wspierać wspólną walutę.

USD

Ogromna ulga na rynkach finansowych spowodowana bardzo łagodnym zaskoczeniem w dół odczytem inflacji za kwiecień utwierdza nas w przekonaniu, że dotyczące go obawy były bardzo duże, a inwestorzy utrzymują długie pozycje na dolarze. Główna miara znalazła się w ujęciu miesięcznym nieco poniżej oczekiwań, podobnego zaskoczenia nie odnotowaliśmy jednak w zakresie miary bazowej. Co więcej, inflacja w usługach wciąż pozostaje wysoka (powyżej 5%).

Czeka nas teraz zastój w danych z USA. W tym tygodniu nie poznamy żadnych zdolnych poruszyć rynek odczytów, spodziewamy się więc, że dolar w dalszym ciągu będzie tracił, jako że nawis długich pozycji będzie redukowany.

GBP

Majowe posiedzenie Komitetu Polityki Pieniężnej nie dało odpowiedzi na pytanie, czy w czerwcu dojdzie do obniżki stóp procentowych. Będzie to zależało od danych, które poprzedzą ogłoszenie decyzji – dotyczy to szczególnie dwóch odczytów inflacyjnych. Pierwszy zostanie opublikowany w tym tygodniu (środa 22.05). Konsensus przewiduje kolejny duży spadek obu miar w skali roku, wiedziony przez efekt bazy, co mogłoby utorować drogę do czerwcowego cięcia. W czwartek (23.05) poznamy wstępne odczyty wskaźników PMI w maju. Oczekuje się, że będą one dobre, zakładamy jednak, że będą miały mniejszy wpływ na handel funtem.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Dobre nastroje na rynkach oraz kolejny rekord złota

W miniony piątek indeksy z Wall Street uległy niewielkiej zmienności i pozostały w obrębie historycznie maksymalnych poziomów. Dow Jones urósł o 0,3 proc. i przekroczył poziom 40 tys. pkt., SP500 zamknął dzień na plusie z wynikiem +0,1 proc. Jedynie technologiczny Nasdaq100 spadł o 0,1 proc. W Europie DAX został przeceniony o 0,2 proc. Kurs EURUSD praktycznie nie uległ zmianie. Podczas gdy amerykańskie akcje straciły na sile w ubiegły czwartek i piątek, w ciągu tygodnia mocno wzrosły. Odczyty inflacyjne z minionego tygodnia z USA okazały się nieco niższe a sprzedaż detaliczna rozczarowała, co podsyciło optymizm inwestorów co do obniżek stóp procentowych przez Fed w tym roku. Dziś o poranku złoto wyznacza nowy maksymalny poziom ok 2450 USD/oz.

Wielu przedstawicieli Fed powtórzyło w zeszłym tygodniu, że instytucja będzie musiała uzbroić się w cierpliwość i pozostawić wyższe stopy procentowe przez dłuższy czas, ponieważ inflacja nadal utrzymuje się w gospodarce. Powell dał jasno do zrozumienia, że jego zdaniem Fed będzie potrzebował więcej danych, aby ocenić, czy inflacja stale spada w kierunku celu 2 proc. Michelle Bowman wypowiedziała się w dość „jastrzębim” tonie, mówiąc, że spodziewa się utrzymania inflacji na podwyższonym poziomie i powtórzyła, że nie wyklucza podniesienia poziomu kosztu pieniądza, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Kontrakty Fed Funds Futures wyceniają obecnie 10 proc. szans na obniżkę stóp procentowych w czerwcu w USA. Bardziej realnym terminem jest wrzesień a następnie grudzień. Wszystko wskazuje na to, że ostatnie prognozy Fed-u dotyczące trzech obniżek w tym roku nie zrealizują się w pełni.

Wciąż dobre nastroje na rynkach zobrazowane wysokimi poziomami indeksów giełdowych i jednoczesne wzrosty kursu głównej pary walutowej (co wynika głównie ze słabości USD) powodują, że złoty nadal jest silny. Kurs EUR/PLN znajduje się aktualnie w obrębie wsparcia horyzontalnego, które wynika z minimów ustanowionych w okolicach 10 kwietnia tego roku. Para USD/PLN boryka się obecnie z poziomem 3,91. W tym wypadku pokonanie tego pułapu może otworzyć drogę w stronę 3,8850 – dołek z końca grudnia 2023 roku. Kluczowe bariery techniczne rodzą jednak ryzyko korekty notowań, przynajmniej w krótkim terminie.

W tym tygodniu kalendarz makro będzie umiarkowanie zapełniony kluczowymi pozycjami. Na pierwszy plan wysuwają się PMI dla Europy oraz dla USA. Tutaj szczególnie istotna wydaje się być wielkość poprawy w europejskim przemyśle. W kontekście czerwcowej decyzji EBC rynek z pewnością będzie chciał ocenić publikację dotyczącą wskaźnika płac negocjowanych za pierwszy kwartał tego roku. „Minutki” z ostatniego posiedzenia FOMC raczej nie powinny wnieść niczego przełomowego i prawdopodobnie potwierdzą, że czas na obniżki oddalił się w porównaniu do założeń sprzed kilku miesięcy.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Katastrofa w Iranie bez większego wpływu na rynki

Wypadki lotnicze, w których umierają głowy państw, mają często bardzo daleko idące konsekwencje. Na razie rynki walutowe reagują spokojnie, ale wśród analityków geopolitycznych wrze. W tle rekordowe ceny złota.

Wypadek lotniczy w Iranie

W weekend doszło do śmiertelnego wypadku z udziałem rządowego śmigłowca w Iranie. Wśród ofiar jest m.in. prezydent tego kraju. Rynki na razie reagują spokojnie, ale widać pewną nerwowość szczególnie na surowcach. Ropa jest jeszcze względnie stabilna, nawet biorąc pod uwagę to, że rynek jest ostatnio pod silną presją wydarzeń na Bliskim Wschodzie i otwarcia po weekendzie potrafią być burzliwe. Brakuje informacji co dalej w kwestii politycznych następców. W zależności od tego, kto obejmie stanowisko, można bowiem spodziewać się zmiany dynamiki wydarzeń w regionie.

Złoto przebija 2450 USD za uncję

Dzisiaj nad ranem notowania złoto po raz pierwszy w historii przebiły poziom 2450 dolarów za uncję. Wielu analityków wskazuje na możliwe powiązanie obecnych wzrostów z niepokojem na Bliskim Wschodzie. Nie brakuje jednak głosów, że powodów jest znacznie więcej. Na rynku głośno mówi się o dużych zakupach kolejnych banków centralnych. Wiele osób wskazuje też bardzo słabego ostatnio dolara amerykańskiego. To właśnie słabnący dolar przekłada się na wzrosty cen surowców. W przypadku złota dochodzi jeszcze dodatkowy element, którym jest poszukiwanie miejsc do inwestowania. Nadchodzące spadki stóp procentowych powinny bowiem zacząć powodować, że na obligacjach stopy zwrotu będą spadać, więc kapitał już teraz szuka innych miejsc. Pozostaje zawsze otwartym pytanie, czy obecna cena ma szansę się utrzymać, część analityków wskazuje, że tak szybki wzrost ma charakter spekulacyjny.

Dane z Chin

W piątek poznaliśmy pakiet danych z Chin. To, co zasługuje na szczególną uwagę, to fakt, że znów szybciej rośnie produkcja przemysłowa niż sprzedaż detaliczna. Był moment, kiedy gospodarka Państwa Środka chciała się przestawiać na konsumpcję wewnętrzną, pytanie, czy jest to zmiana tej polityki. Warto też zwrócić uwagę, że produkcja przemysłowa wypadła również wyraźnie powyżej oczekiwań, podobnie jak poniżej wypadła sprzedaż detaliczna. W dół idą również ceny nieruchomości. W ciągu ostatnich dwóch lat w ujęciu rocznym był tam tylko jeden miesiąc wzrostowy, ale było to symboliczne odbicie o 0,1%. Warto jednak pamiętać, że obecna przecena, pomimo tego, że w skali roku wynosi zaledwie 3,1%, jest najwyższy w tym okresie. Kurs juana względem dolara amerykańskiego nie zmienił się po tej publikacji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Banki centralne Europy Środkowej i Wschodniej robią sobie przerwę – obniżka stóp procentowych w Polsce być może dopiero pod koniec roku

  • Rosnące ceny żywności i energii położyły kres szybkiej dezinflacji w Polsce, Czechach i na Węgrzech i w związku z tym Allianz Trade spodziewa się, że do końca 2024 r. inflacja ponownie wzrośnie powyżej docelowych przedziałów banków centralnych. Z kolei w Rumunii inflacja pozostała bardziej stabilna.
  • W rezultacie zakładamy spowolnienie tempa obecnych cykli łagodzenia polityki pieniężnej w Czechach i na Węgrzech, podczas gdy Rumunia i Polska poczekają z obniżkami stóp procentowych do końca tego roku.
  • Tymczasem w Turcji inflacja ma wzrosnąć do ponad 70% w tym miesiącu, a następnie zacząć spadać do około 40% do końca 2024 roku. Turecki bank centralny prawdopodobnie utrzyma swoją stopę procentową na niezmienionym poziomie 50% do czasu aż inflacja ostatecznie spadnie poniżej tego poziomu pod koniec bieżącego roku. Pierwsza obniżka stóp procentowych w Turcji jest możliwa w 4 kwartale 2024 r.

Dezinflacja dobiegła końca na kluczowych rynkach w Europie Środkowo-Wschodniej (CEE) i Allianz Trade spodziewa się, że do końca 2024 roku inflacja ponownie wzrośnie lub pozostanie powyżej docelowych przedziałów banków centralnych. Spadek inflacji cen konsumpcyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej w ubiegłym roku był większy niż można było oczekiwać, głównie ze względu na silne efekty bazowe, a mianowicie gwałtowne osłabienie cen żywności i energii po ich gwałtownym wzroście od 2022 r. do początku 2023 r. (zob. wykres poniżej na przykładzie Polski). Najnowsze dane za kwiecień pokazują jednak odbicie inflacji w Polsce (2,4% r/r, w marcu 2,0%), Czechach (2,9% r/r, w marcu 2,0%) i na Węgrzech (3,7% r/r, w marcu 3,6%).

Wykres 1: Składniki inflacji w Polsce

Wykres 1: Składniki inflacji w Polsce

Źródła: LSEG Datastream, Główny Urząd Statystyczny, Allianz Research

Odwrócenie tendencji wynikało głównie z silniejszego wzrostu cen żywności; w Polsce przyczyniło się do tego ponowne wprowadzenie wyższego podatku VAT. W Polsce i Czechach pewna rolę odegrał również wzrost cen paliw, podążając za niedawnym wzrostem cen ropy naftowej na świecie. Wyższej inflacji cen żywności i energii należy spodziewać się również w pozostałej części roku, w miarę zanikania wyżej wspomnianych efektów bazowych. Tymczasem w Rumunii inflacja pozostała bardziej stabilna; z drugiej strony – choć w kwietniu spadła do 5,9% r/r, to była najwyższa w regionie. Patrząc w przyszłość Allianz Trade spodziewa się, że do końca 2024 roku inflacja zasadnicza ponownie wzrośnie powyżej przedziałów docelowych banków centralnych: w Polsce (4,6% r/r w grudniu), Czechach (3,7%) i na Węgrzech (4,8%) a w Rumunii pozostanie na wysokim poziomie (4,7%).[1] Przyjmuje się, że w 2025 r. inflacja będzie stopniowo spadać i powróci do górnej połowy docelowych przedziałów, z wyjątkiem Rumunii, gdzie może to potrwać do początku 2026 r. (wykres 2).

Wykres 2: Perspektywy inflacji w Europie Środkowo-Wschodniej

Wykres 2: Perspektywy inflacji w Europie Środkowo-Wschodniej

Źródła: LSEG Datastream, statystyki krajowe, Allianz Research

Oczekujemy, że polityka pieniężna w Europie Środkowo-Wschodniej do końca 2025 r. będzie prowadzona ostrożnie – uwzględniając tym samym perspektywy inflacyjne, a banki centralne prawdopodobnie utrzymają realne stopy procentowe na dodatnim poziomie. Oprócz opisanego powyżej uzasadnionego oczekiwanego odbicia inflacji istnieje szereg innych powodów na rzecz ostrożnej polityki pieniężnej w nadchodzących kwartałach w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, w tym: oczekiwanie bardziej umiarkowanego cyklu łagodzenia polityki pieniężnej przez Fed i być może także EBC, niepewność co do cen ropy naftowej w następstwie trwającego kryzysu na Bliskim Wschodzie, a także silny wzrost płac i luźna polityka fiskalna w Polsce, na Węgrzech i w Rumunii (obawy te są mniej wyraźne w Czechach). Co więcej, wskaźniki aktywności gospodarczej za I kwartał wskazują na poprawę perspektyw wzrostu napędzanego popytem krajowym (w szczególności w sektorze usług), co oznacza, że w tym roku może być wymagana mniejsza stymulacja monetarna (dla podtrzymania wzrostu gospodarczego). W tym kontekście Allianz Trade spodziewa się, że polski bank centralny, który rozpoczął cykl łagodzenia polityki pieniężnej w Europie Środkowo-Wschodniej dwiema obniżkami stóp we wrześniu-październiku 2023r., utrzyma stopę procentową na niezmienionym poziomie 5,75% co najmniej do III kwartału 2024 r., a następnie może obniżyć ją o 25 pb w IV kwartale, gdy ponowny wzrost inflacji dobiegnie końca.

Rumuński bank centralny jeszcze nie zmienił stóp, ale oczekuje się, iż obniży stopę procentową o 75 pb w drugiej połowie 2024 r., do 6,25% na koniec roku. Czechy obniżyły swoją stopę procentową łącznie o 175 pb w ciągu ostatnich sześciu miesięcy, ale oczekiwać można, że spowolnią swój cykl łagodzenia polityki pieniężnej poprzez dalszy łączny spadek o 100 pb do 4,25% na koniec 2024 r. Cykl łagodzenia polityki pieniężnej na Węgrzech był jak dotąd najbardziej agresywny, z siedmioma obniżkami stóp o łącznej wartości 525 pb od października 2023 r., ale spowolnił już w kwietniu. Allianz Trade spodziewa się kolejnej obniżki o 50 pb w tym tygodniu, a następnie pięciu kolejnych cięć o 25 pb w pozostałej części roku, tak aby stopa procentowa na koniec roku wyniosła około 6,00%. W 2025 r. prognozujemy dalsze umiarkowane obniżki stóp w całym regionie, zasadniczo zgodnie ze spadającą inflacją, ale mimo tego pod koniec przyszłego roku stopy procentowe prawdopodobnie nadal będą wyższe niż przed pandemią (wykres 3).

Wykres 3: Perspektywy stóp procentowych w Europie Środkowo-Wschodniej

Wykres 3: Perspektywy stóp procentowych w Europie Środkowo-Wschodniej

Źródła: LSEG Datastream, statystyki krajowe, Allianz Research

Zakładać można, że inflacja zasadnicza w Turcji będzie stopniowo spadać po osiągnięciu szczytowego poziomu w tym miesiącu, co pozwoli bankowi centralnemu na rozpoczęcie ostrożnego łagodzenia polityki pieniężnej w IV kwartale. Przejście na bardziej ortodoksyjne stanowisko w polityce gospodarczej po wyborach parlamentarnych w maju 2023 r. – na przykład główna stopa procentowa została podniesiona z 8,5% do 50,0% do marca 2024 r. – doprowadziło do silnego, stałego odbicia inflacji z 38,2% r/r w czerwcu 2023 r. do 69,8% w kwietniu 2024 r., głównie z powodu podwyżek podatków, gwałtownej deprecjacji liry tureckiej TRY po tym, jak Centralny Bank Turcji (CBRT) wstrzymał nadmierne interwencje walutowe oraz po znacznej podwyżce płacy minimalnej na początku 2024 r. Allianz Trade spodziewa się, że w ty miesiącu inflacja jeszcze wzrośnie, do około 74% r/r, ale później powinna zacząć spadać, ponieważ zadziałają efekty bazowe gwałtownego wzrostu w połowie 2023 r. Środki oszczędnościowe ogłoszone w ubiegłym tygodniu przez tureckie Ministerstwo Finansów – głównie zamrożenie większości publicznych projektów budowlanych i nieistotnych zakupów sektora publicznego – powinny wspomóc obniżyć inflację w nadchodzących latach. Zakładając, że ortodoksyjne stanowisko polityczne zostanie utrzymane, a nieco zarządzalny kurs wymiany (pozwalający na miesięczną deprecjację TRY o 1,0% do 1,5%) będzie kontynuowany, Allianz Trade prognozuje stopy inflacji na koniec roku na poziomie około 40% w 2024 r. i 20% w 2025 r. . CBRT nadal zapewne będzie zaangażowany w restrykcyjną politykę pieniężną i utrzyma stopę procentową na poziomie 50,0%, dopóki inflacja nie spadnie poniżej tego poziomu pod koniec tego roku. Oczekujemy, że CBRT rozpocznie stopniowy cykl łagodzenia polityki pieniężnej w IV kwartale, prognozując stopy procentowe na koniec roku na poziomie około 45% w 2024 r. i 25% w 2025 r., utrzymując tym samym przez cały czas realną stopę procentową na dodatnim poziomie (wykres 4 poniżej). Ryzyko odbicia w górę (wyższa inflacja i stopy procentowe) wynikałoby z przerwania procesu zacieśniania polityki fiskalnej, zbyt wczesnego rozpoczęcie łagodzenia polityki pieniężnej a także znacznego pogorszenie warunków finansowania zewnętrznego, co może doprowadzić do silniejszej deprecjacji TRY niż obecnie zakładana.

Wykres 4: Perspektywy inflacji, stóp procentowych i kursu walutowego w TurcjiWykres 4: Perspektywy inflacji, stóp procentowych i kursu walutowego w Turcji

Źródła: LSEG Datastream, statystyki krajowe, Allianz Research

[1] Docelowe przedziały inflacji banku centralnego to 2,0% ± 1pp w Czechach, 2,5% ± 1pp w Polsce i Rumunii oraz 3,0% ± 1pp na Węgrzech.

Co trzeci Polak planuje remont lub rozbudowę domu. Tylko połowa finansuje to z bieżących środków

Nadchodzące lato, jak co roku, zachęca Polaków do odświeżenia swoich domów. Już blisko co trzeci badany zamierza przeprowadzić większy remont bądź zakupić sprzęt do ogrodu czy warsztatu. Wśród najczęściej planowanych zakupów do domu znajdują się farby do wnętrz oraz kwiaty i rośliny. Takie dane płyną najnowszej edycji raportu Current Consumer Mood przygotowanego przez GfK – An NIQ Company.

Od wybuchu pandemii aż do końca 2023 roku polscy konsumenci byli w negatywnych nastrojach. Od stycznia br. wskaźnik barometru wreszcie znalazł się na plusie (i utrzymuje się na nim aż do dziś), co znajduje odzwierciedlenie w wielu sektorach handlu, w tym m.in. na rynku DIY.

– Wyczekiwana stabilizacja na rynku i w całej gospodarce oraz rozpoczynający się sezon letni skutecznie zachęciły Polaków do zadbania o swoje najbliższe otoczenie. Obecnie już 31 proc. badanych planuje większy remont lub rozbudowę domu – mówi Dominika Grusznic-Drobińska, director marketing & consumer intelligence w GfK – An NIQ Company.

Malowanie na pierwszym planie

Z najnowszej fali badania Current Consumer Mood wynika, że Polacy najczęściej planują odświeżenie ścian w swoich czterech kątach. Aż połowa konsumentów (spośród tych, którzy zamierzają przeprowadzić remont) planuje w najbliższym czasie zakup białych lub kolorowych farb do wnętrz. Co trzeci nabywca uda się do sklepu w poszukiwaniu drzwi, okien, paneli podłogowych lub elementów oświetlenia (kloszy, abażurów, lamp itd.). Z kolei co czwarty ankietowany zamierza kupić artykuły dekoracyjne do domu.

Głównym źródłem finansowania remontów pozostają własne, bieżące środki, jednak w ten sposób koszty pokryje zaledwie 52 proc. badanych. Aż 15 proc. Polaków zrealizuje remont dzięki kredytowi, 12 proc. będzie musiało zlikwidować lokatę bankową, a 9 proc. pożyczy pieniądze od rodziny lub znajomych.

Dbamy także o ogrody

W najbliższym czasie Polacy równie intensywnie planują zadbać o swoje ogrody czy balkony. Podobnie jak w przypadku remontów, co trzeci badany planuje w zakup sprzętu ogrodowego lub warsztatowego. – W ostatnich latach, głównie w wyniku pandemii i silnej izolacji, Polacy jeszcze mocniej docenili potencjał i zalety przydomowych ogrodów, tarasów oraz balkonów. Zbliżający się sezon urlopowy to doskonała okazja, aby spędzić w nich nieco więcej czasu – mówi Anna Bańka, consultant w GfK – An NIQ Company. Połowa ankietowanych, spośród tych, którzy planują zakupy w sklepach ogrodowych, chce kupić kwiaty i rośliny. Z kolei 34 proc. z nich zdecyduje się na zakup nawozów, podłoża, oprysków lub innej chemii do roślin.

Według danych z raportu Current Consumer Mood Polacy będą chętnie kupować również meble i dodatki do ogrodu, narzędzia (elektryczne oraz ręczne), a także grille i akcesoria do grillowania.

Sądy w I kwartale br. wyraźnie przyspieszyły. Coraz sprawniej obsługują sprawy frankowiczów

W I kwartale br. liczba załatwionych spraw frankowych w sądach okręgowych wzrosła o 41% w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. W tej kwestii rdr. na największym plusie znalazł się SO Warszawa-Praga w Warszawie ze zwyżką o blisko 137%. Dalej widać SO we Wrocławiu – prawie 94%, a także SO w Gdańsku – ponad 61%. Z kolei najwięcej spraw zostało załatwionych w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Eksperci twierdzą, że to dość optymistyczny sygnał. Jednocześnie podkreślają, że tempo orzekania w całym kraju jeszcze bardziej się poprawi, gdy sądy będą miały należycie obsadzone stanowiska. Jednak do tego potrzebna jest rzetelna reforma całego sądownictwa, w tym procedury cywilnej.

Dwucyfrowy wzrost

Jak wynika z danych z 47 sądów okręgowych, w I kw. 2024 roku załatwiono w nich prawie 16,5 tys. spraw frankowych. To o 41% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy takich przypadków było niespełna 11,7 tys. W opinii radcy prawnego Adriana Goski z Kancelarii SubiGo, ten wzrost sugeruje polepszenie efektywności sądów. Doświadczenie sędziów w tym temacie zwiększa się, co przyczynia się do szybszego przeprowadzania postępowań. Narastająca presja czasowa związana z dużym nagromadzeniem spraw frankowych może również motywować sądy do przyspieszenia procesów rozstrzygania.

– Przypuszczam, że do wzrostu liczby załatwionych spraw frankowych przyczynił się rosnący wpływ pozwów. Być może sędziowie są skłaniani do bardziej intensywnego wysiłku. Wiemy, że w niektórych sądach wprowadzono zmiany organizacyjne, ale to nie jest najważniejszy czynnik. Znaczenie ma też orzecznictwo TSUE, które już rozstrzygnęło wiele problematycznych kwestii w tym zakresie. To powoduje, że jest coraz mniej znaków zapytania w tego typu sporach – komentuje dr hab. Michał Wojciech Bitner z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.

Jak zaznacza adwokat dr Przemysław Buczkowski z Uczelni Łazarskiego w Warszawie, pod pojęciem załatwienia sprawy mieści się nie tylko uwzględnienie powództwa. Obejmuje ono także inne rozstrzygnięcia merytoryczne i niemerytoryczne. Do tej pierwszej kategorii, poza uwzględnieniem powództwa, zaliczają się również te, które polegają na jego oddaleniu. W drugiej zaś mamy m.in. umorzenie postępowania np. wobec zawarcia ugody przez strony postępowania, ale także postanowienia o zawieszeniu postępowania. Tych ostatnich zapada zapewne znacząca liczba w związku z upadłością jednego z banków (Getin Noble Bank S.A.). Ekspert dodaje, że można też zaobserwować rosnącą popularność ugód zawieranych przez kredytobiorców z bankami w toku procesu frankowego.

– Banki przygotowują coraz bardziej atrakcyjne propozycje ugodowe dla kredytobiorców. Powoduje to, że frankowicze częściej decydują się na wcześniejsze zakończenie sporu, co jest oczywiście korzystne dla obu stron. Z racji dużej ilości spraw frankowych, ugody mogą być mechanizmem, który odciąży sądy, a także pozwoli na jeszcze szybsze finalizowanie sporów frankowych – podkreśla Joanna Rodek-Kietlińska, radca prawny w BWHS Wojciechowski Springer i Wspólnicy.

Analizując dane z I kw. 2024 roku, można zauważyć, że najwięcej spraw frankowych zostało załatwionych w SO w Warszawie – 5009 (rok wcześniej – 3867, +29,5% rdr.). Dalej widać SO w Poznaniu – 1051 (rok wcześniej – 784, +34,1% rdr.), Gdańsku – 956 (593, +61,2% rdr.), Warszawa-Praga w Warszawie – 850 (359, +136,8% rdr.), SO we Wrocławiu – 832 (429, +93,9% rdr.), a także w Krakowie – 746 (501, +48,9% rdr.).

– Widać więc, że blisko jedna na trzy załatwione sprawy frankowe w Polsce przypada na SO w Warszawie, gdzie funkcjonuje wyspecjalizowany wydział. W innych sądach, zwłaszcza tych w największych miastach, kluczowe znaczenie może mieć specjalizacja sędziów. Oni mogli skupić się na rozstrzyganiu sporów tylko z tego zakresu. Powyższe dane świadczą o zmianach na lepsze, bo zawsze wzrost załatwialności spraw jest czymś pozytywnym dla interesantów sądu – dodaje dr hab. Bitner.

Optymistyczny sygnał i problemy

Choć rdr. wzrosła liczba załatwionych spraw frankowych, to pozostaje ona mniejsza od liczby składanych pozwów. Ta ostatnia wyniosła w I kwartale tego roku ok. 23,2 tys. Rok wcześniej odnotowano ok. 18,7 tys. Dr Buczkowski przekonuje, że od wielu lat sądy mierzą się z zaległościami w załatwianiu spraw. Poza „wysypem” sporów frankowych, trzeba zwrócić uwagę na sytuację kadrową. Liczba sędziów w wielu ośrodkach orzeczniczych dramatycznie nie przystaje do liczby wpływających pozwów. Zdaniem eksperta, odwrócenie ogólnej proporcji liczby spraw wpływających i załatwionych wydaje się obecnie marzeniem ściętej głowy. Z tak postawioną tezą zgadza się również mec. Adrian Goska, który jednocześnie dodaje, że sytuacja wyraźnie się poprawi wówczas, gdy sądy będą miały należycie obsadzone stanowiska. Do tego musi dojść do rzetelnej reformy całego sądownictwa, w tym procedury cywilnej.

– Długość postępowania sprawy frankowej zależy głównie od obłożenia sądów. Czas oczekiwania na zakończenie postępowania w I instancji jest inny w każdej apelacji. Różnica w oczekiwaniu na prawomocny wyrok w Warszawie, a np. w Rzeszowie, jest naprawdę ogromna. W mojej ocenie, takie czynniki, jak skomplikowanie sprawy czy podejście stron do sporu, nie mają obecnie dużego wpływu na długość postępowania – zaznacza mec. Rodek-Kietlińska.

Na uwagę zasługuje sytuacja w Sądzie Okręgowym w Warszawie. W I kw. br. liczba załatwionych w nim spraw frankowych była większa od ilości złożonych pozwów z tego zakresu (odpowiednio 5009 i 3818). Dla porównania, rok wcześniej wyglądało to inaczej (załatwiono – 3867, wpłynęło – 5796). Jak stwierdza ekspert z Kancelarii SubiGo, ten optymistyczny sygnał to efekt wprowadzonej w połowie kwietnia ubiegłego roku nowelizacji kodeksu postępowania cywilnego. Ona miała na celu przyspieszenie i usprawnienie procesów sądowych. Ekspert podkreśla, że zmiany objęły m.in. uproszczenie niektórych procedur oraz lepszą organizację pracy sądów. A to mogło znacząco przyczynić się do szybszego przepływu spraw.

– Możemy się spodziewać, że w najbliższym czasie liczba załatwionych spraw będzie większa. Z jednej strony, zakończą się sprawy z okresu największego wpływu pozwów. Z drugiej, zawieranych będzie coraz więcej ugód – stwierdza radca prawny w BWHS Wojciechowski Springer i Wspólnicy.

Szybkim załatwieniem spraw frankowych zainteresowani są przede wszystkim kredytobiorcy, o czym przekonuje dr Buczkowski. Jak podkreśla ekspert, stosowane przez pozwane banki strategie obrony przed roszczeniami frankowiczów pokazują determinację tych pierwszych w doprowadzeniu do korzystnego rozstrzygnięcia i przekładają się na wydłużenie postępowań, także w nadziei na przechylenie się szali na korzyść banków. Wydaje się jednak, że to płonna nadzieja, biorąc pod uwagę obecne tendencje orzecznicze, w tym uchwałę SN z 25 kwietnia br. (III CZP 25/22).

– Byłoby świetnie, gdybyśmy w przyszłości mieli system, który da nam wiedzę na temat kosztów załatwiania spraw bankowych w różnych sądach. Kiedyś przyjdą czasy, że taka rachunkowość stanie się standardem w administracji. W niektórych jednostkach już to się dzieje, głównie ze względu na wymagania w zakresie kontroli zarządczej. Dyrektorzy czy kierownicy uznali, że takie informacje są im potrzebne. Natomiast w sądach zapewne będą się bronić przed takim rozwiązaniem – podsumowuje dr hab. Bitner z WPiA UW.

Inflacja bazowa w Polsce spada wolniej od oczekiwań. Bitcoin odbija, korekta na dolarze

Pomimo ostatnich sukcesów mierzonych inflacją konsumencką w Polsce nadal mamy pewne sygnały ostrzegawcze. Jednym z nich jest inflacja bazowa, która ma obecnie znacznie wyższe poziomy. Za oceanem korekta na dolarze mimo danych.

Inflacja bazowa wciąż wysoka

Wczorajsze dane o inflacji bazowej tylko potwierdzają to, co dano nam do zrozumienia na ostatniej konferencji prezesa NBP – nie należy się za szybko spodziewać obniżek stóp procentowych. Inflacja bazowa spadła do 4,1%, zamiast do oczekiwanych 4,0%. Poziom jest zatem wyższy o 1,7%, pomimo lepszych niż w zeszłym roku zbiorów. Warto zwrócić uwagę, że lepsze zbiory to nie tylko fenomen lokalny, ale ogólnie na rynkach światowych żywność tanieje. W Polsce wzrost stawki VAT oczywiście spowodował, że zmiana ta nie jest tak odczuwalna. Problemem dla inflacji są jednak ceny ropy naftowej. Obecnie mamy co prawda sporą przecenę, w perspektywie tygodni. W perspektywie roku, czyli tak jak liczona jest inflacja, baryłka jest jednak o 10% droższa niż rok temu.

Korekta na kryptowalutach

Bitcoin znów wraca do łask. Po tym, jak kilka tygodni oscylował w okolicach 62 000 dolarów, znów odbił w okolice 66 000, blisko maksimów z drugiej połowy kwietnia. Analitycy wskazują, że głównej kryptowalucie pomaga fakt, że na rynek trafiło w ostatnim czasie więcej kryptowalut mających sztywny kurs względem dolara. Jest to rozwiązanie, które pozwala w USA giełdom obchodzić pewne ograniczenia prawne w handlu. W rezultacie mamy napływ nowych środków na rynek. Generowanie dodatkowych kryptowalut, szczególnie takich ze sztywno określoną ceną, przypomina trochę drukowanie pieniędzy, ale to ostatnio na świecie popularna praktyka. Warto zwrócić uwagę, że pomimo tego proces dominowania rynku kryptowalut przez bitcoina wciąż postępuje.

Dane zza oceanu

Wczoraj poznaliśmy pakiet danych z USA. Wnioski o zasiłek dla bezrobotnych miały lepszy odczyt niż tydzień temu, ale nadal jest to jeden z najwyższych wyników ostatnich miesięcy. Wygląda na to, że rynek pracy łapie zadyszkę, czekając na niższe koszty kredytowania. Słabiej wypadły też dane z rynku nieruchomości. Mieliśmy słabsze od oczekiwań wyniki zarówno w rozpoczętych budowach domów, jak i w uzyskanych pozwoleniach na budowę. Dane te jednak nie różniły się mocno od oczekiwań. Teoretycznie, jeżeli mamy słabsze dane, to proporcjonalnie powinno to wpływać na kursy walut. Teoretycznie tak, ale trzeba pamiętać, że dane wpadły na rynek przy najsłabszym dolarze względem euro od wielu tygodni. W rezultacie silniejsza była u inwestorów potrzeba realizacji zysków niż dalszej wyprzedaży. Stąd wczoraj oglądaliśmy wręcz delikatne umocnienie dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Ceny nieruchomości w Polsce dalej w górę – raport Banku Pekao

To jeszcze nie koniec wzrostów cen – taką tezą ekonomiści Banku Pekao S.A. rozpoczynają swój najnowszy raport specjalny dotyczący krajowego rynku nieruchomości. W pierwszej połowie ub.r. nożyce cen mieszkań między Polską a UE zaczęły się rozwierać i podczas gdy europejski indeks cen mieszkań wszedł w deflację, ceny nad Wisłą odbiły i zaczęły rosnąć w coraz szybszym tempie.

Wzrosty cen nieruchomości w Polsce jeszcze się nie skończyły. W końcówce 2025 r. za metr kwadratowy zapłacimy o 7 proc. więcej niż obecnieprognozuje Sebastian A. Roy, ekonomista Banku Pekao S.A. W krótkim okresie opóźnienie lub likwidacja rządowych dopłat do kredytów mogłaby spowolnić wzrosty cen, gdyż wysokie stopy faktycznie obniżyły dostępność kredytową mieszkań. Ale w dłuższej perspektywie dynamicznie rosnące płace, napływ mieszkańców do aglomeracji (w tym cudzoziemców) i przede wszystkim strukturalne braki krajowego rynku (mieszkań jest zbyt mało i są za ciasne) sprawią, że ceny mieszkań będą coraz wyższe.

Eksperci banku wyliczają kolejne argumenty za dalszym umocnieniem cen na rynku, m.in.:

  • Czynniki strukturalne – w porównaniu z innymi państwami UE, polski rynek mieszkaniowy wyraźnie pozostaje w tyle. Mieszkania nad Wisłą są przede wszystkim przeludnione (zbyt ciasne), a i liczba mieszkań w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców nie plasuje Polski na pozycji lidera. Ponadto – zważywszy że aż 40 proc. krajowej bazy mieszkaniowej pochodzi z lat 1945-1988 – liczne mieszkania dostępne na rynku mogą cechować się niską wydajnością energetyczną, co przekłada się na podwyższone koszty użytkowania.
  • Wzrost zarobków Polaków – mimo wyraźnej inflacji cen nieruchomości, dostępność płacowa mieszkań (tzn. liczba metrów kwadratowych, które można kupić za średnią pensję) pozostała stabilna i relatywnie niska względem innych państw UE. W stosunku do sytuacji z 2015 r., stosunek cen nieruchomości do wynagrodzeń pozostał w Polsce niezmieniony, podczas gdy pogorszył się m.in. w Hiszpanii, Austrii czy Czechach.
  • Czynniki demograficzne – co prawda prognozy demograficzne jednoznacznie wskazują, że Polska będzie się w kolejnych latach wyludniać, jednak zjawisko to będzie mocno zróżnicowane geograficznie. Mieszkańcy będą opuszczać mniejsze ośrodki, za to największe aglomeracje mogą liczyć na stały dopływ nowych mieszkańców, którzy będą zainteresowani kupnem nieruchomości na własność. Ruchy ludności będą wspierać dalsze wzrosty cen w największych polskich miastach.

W krótkim okresie jedynym czynnikiem oddziałującym w stronę niższych cen na rynku nieruchomości są stopy procentowe, które pozostają na podwyższonym poziomie i zapewne utrzymają się takie, aż do końca 2025 r. Rosnące koszty kredytu i utrudniony dostęp do finansowania sprawia, że tzw. indeks dostępności mieszkań obniżył się niemal o połowę. Warto jednak zauważyć, że stosunek wolumenu hipotek do dochodów rozporządzalnych gospodarstw domowych w Polsce jest na jednym z najniższych poziomów w Europie – a to oznacza, że przestrzeń do zwiększenia zakredytowania Polaków wciąż jest bardzo duża. Ponadto efektywna stopa oprocentowania kredytów hipotecznych jest (z perspektywy kredytobiorcy) wydatnie obniżana przez rządowe programy wsparcia. Przykładowo, w okresie obowiązywania programu Bezpieczny Kredyt 2 proc., efektywne oprocentowanie nowego kredytu mieszkaniowego spadło z ponad 8 proc. do nieco ponad 3 proc.

Podsumowując, analiza makroekonomiczna i rynkowa daje solidne fundamenty, by antycypować dalsze wzrosty cen nieruchomości. W krótkim okresie (do 2025 r.) ceny będą się umacniać z lekką korektą możliwą od drugiego kwartału przyszłego roku – będzie to opóźniony efekt restrykcyjnej polityki pieniężnej. Natomiast w długiej perspektywie dopiero procesy demograficzne będą w stanie schłodzić polski rynek nieruchomości, a i to jedynie poza największymi aglomeracjami.

Więcej informacji w raporcie „Rynek nieruchomości w Polsce 2024” na stronie: Analizy Pekao. Raport specjalny: Rynek nieruchomości w Polsce 2024.

Raport jest pracą zbiorową napisaną przez ekspertów z Departamentu Analiz Makroekonomicznych w Banku Pekao S.A.: Ernesta Pytlarczyka, Aleksandrę Beśkę, Piotra Bartkiewicza, Pawła Kowalskiego, Kamila Łuczkowskiego, Krzysztofa Mrówczyńskiego, Karola Pogorzelskiego, Sebastiana A. Roya (red.)

Lepszy rok dla akcji związanych z branżą konopii indyjskich

Akcje spółek związanych z marihuaną zyskują po fali znacznych spadków w poprzednich latach. Jest to związane z zapowiedziami możliwej liberalizacji przepisów w USA. W Europie sprzyja im dekryminalizacja wprowadzona przez Niemcy 1 kwietnia tego roku. W roku 2028, światowy rynek ma urosnąć do ponad 100 mld dolarów.

W tym roku, akcje spółek z branży konopii indyjskich radzą sobie znacznie lepiej niż szeroki rynek. Skupiający globalne spółki z tej branży fundusz ETF Amplify Alternative Harvest ETF (MJ) wzrósł od początku roku o 36 proc. Dla porównania, amerykański indeks S&P500 wzrósł w tym czasie o prawie 12 proc. Nie można jednak tych wyników rozpatrywać w oderwaniu od wcześniejszych kilku lat spadków, ponieważ w ciągu ostatnich 3 lat, fundusz ten spadł w sumie o 79 proc. Był to efekt niespełnionych nadziei na wprowadzenie federalnej dekryminalizacji rekreacyjnej marihuany, które pojawiły się wraz początkiem kadencji Joe Bidena.

Teraz jednak, temat powrócił i marihuana po 50 latach ma zniknąć z listy silnych substancji psychoaktywnych. Administracja prezydenta Bidena planuje jej przekwalifikowanie i zaliczenie do substancji medycznych, podobnych do środków przeciwbólowych. Drugim ważnym wydarzeniem wpływającym na branżę jest dekryminalizacja marihuany wprowadzona od 1 kwietnia w Niemczech. To jednak przede wszystkim efekt psychologiczny i polityczny, który może wpływać na decyzje o dekryminalizacji w innych krajach.

Wpływ na bieżące wyniki firm jest ograniczony, ponieważ Niemcy – z obawy na reakcję Unii Europejskiej – nie zdecydowały się na wprowadzenie sprzedaży rekreacyjnej marihuany w licencjonowanych sklepach czy aptekach. Tym samym, w Niemczech można posiadać marihuanę (do 25g lub 50g w domu), uprawiać ją samodzielnie, ale komercyjny zakup jest trudny lub niemożliwy. Umożliwiono także tworzenie klubów (liczących do 500 osób) które będą mogły uprawiać konopie indyjskie dla uczestników. Zastosowane rozwiązania zatrzymały się w połowie drogi, wobec pierwotnych zapowiedzi przedwyborczych niemieckich partii tworzących obecna koalicję – SPD, Zielonych i FDP. Wcześniejsze analizy przygotowane przez Uniwersytet w Dusseldorfie wskazywały, że pełna liberalizacja mogłaby wygenerować dodatkowe dochody do niemieckiego budżetu w wysokości 4,7 mld euro oraz stworzyć 27 tys. nowych miejsc pracy.

Ocenia się, że wartość globalnego rynku konopii indyjskich wyniesie w tym roku około 65 miliardów dolarów. Oczekuje się, że w ciągu najbliższych kilku lat będzie on rósł średnio o 14 proc. rocznie, dzięki czemu do 2028 r. jego wartość wyniesie 102,9 mld dolarów. Medyczna marihuana jest obecnie legalna w ponad 50 krajach i 38 stanach USA. Użytek rekreacyjny jest legalny w dziewięciu krajach, w tym w Niemczech, Kanadzie, Meksyku i RPA, oraz w 24 stanach USA.

Dla porównania, łączna kapitalizacja rynkowa spółek z branży konopii indyjskich plasuje się daleko za alkoholem i papierosami – dwiema najpopularniejszymi legalnymi używkami. Kapitalizacja rynkowa dziesięciu największych spółek alkoholowych i tytoniowych wynosi odpowiednio 970 miliardów dolarów i 450 miliardów dolarów, czyli wielokrotnie więcej niż 20 miliardów dolarów kapitalizacji rynkowej branży konopii indyjskich. Według statystyk, 16 proc. Amerykanów przyznaje się obecnie do używania marihuany, podczas gdy 11 proc. pali papierosy, a 45 proc. pije alkohol.

Największa firma w branży, Curaleaf, zwiększa sprzedaż o 30 proc. rocznie, przy niskiej marży brutto wynoszącej 15 proc. Dla porównania, gigant tytoniowy Philip Morris zwiększa sprzedaż tylko o 6 proc., ale ma marżę na poziomie 66 proc. Pokazuje to, jak duży potencjał mają produkty z konopii indyjskich.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Wall Street w newralgicznym miejscu. Czas na korektę?

Czwartek przyniósł lekkie spadki indeksów z Wall Street po wcześniejszym wyznaczeniu nowych rekordowych poziomów. Kurs głównej pary walutowej po ustanowieniu lokalnego maksimum bliskiego 1,09 korygował się. Rentowności długu USA wzrosły. Wielu przedstawicieli Fed powtórzyło, że Fed będzie musiał uzbroić się w cierpliwość i utrzymać stopy procentowe na wyższym poziomie przez dłuższy czas. Dziś kalendarz makro jest zapełniony umiarkowanie. Z Europy poznamy finalny wskaźnik HICP a ze Stanów Zjednoczonych indeks wskaźników wyprzedzających Conference Board.

Rewizja odczytu inflacyjnego dla strefy euro nie powinna wnieść większego zaskoczenia. Tu wzrost prawdopodobnie wyniósł 2,4 proc. w ujęciu rok do roku a miara bazowa bez cen energii oraz żywności szacunkowo spadła w kwietniu do 2,7 proc. z 2,9 proc. Jesłi dane nie zaskoczą wyższymi odczytami, wówczas czerwcowa obniżka stóp procentowych w dużym stopniu będzie niezagrożona.

Z krajowych danych otrzymaliśmy odczyt inflacji bazowej , która obniżyła się zgodnie z prognozami i wyniosła 4,1 proc. w ujęciu rok do roku. W marcu wynosiła 4,6 proc. Inne miary bazowe ukształtowały się nieco wyżej niż wyniki uzyskane w marcu. W II połowie roku zarówno inflacja CPI oraz bazowa ponownie urosną. Duża w tym zasługa będzie odbudowy popytu wśród konsumentów a także będzie to pokłosie wciąż dobrej sytuacji na rynku pracy. Nie bez znaczenia będzie wzrost stawek energii w kolejnych miesiącach. Rada Polityki Pieniężnej nie powinna obniżyć stóp procentowych do końca roku. Jeśli EBC oraz Fed zdecydują się na redukcję kosztu pieniądza w najbliższych miesiącach, złoty powinien czerpać korzyść płynącą z dywergencji polityk monetarnych.

Wracając do Stanów Zjednoczonych, czwartek był przepełniony wypowiedziami decydentów z Fed. Mam jednak wrażenie, że wszystkie wypowiedziane zdania są tak mało konkretne i nic nie wnoszące, że trudno je w jakikolwiek sposób komentować. Dominuje narracja, że stopy procentowe powinny pozostać dłużej na wysokim poziomie. Mester spodziewa się dalszego łagodzenia presji inflacyjnej ale w tempie wolniejszym niż to, które obserwowaliśmy w 2023 roku. Williams zwrócił uwagę, że ostatni raport CPI potwierdza, że presja cenowa łagodnieje ale Fed chce mieć w ręku więcej argumentów. Barkin podkreślił ryzyko wysokiej dynamiki wzrostu cen usług. Bostic jako jedyny wypowiedział się w nieco łagodniejszym tonie wskazując na możliwą obniżkę pod koniec roku ale uwarunkował ją dalszym postępem dezinflacyjnym.

Z danych z USA poznaliśmy m.in. liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Odczyt okazał się bliski konsensusowi rynkowemu i uplasował się na poziomie 222 tys. co oznacza lekki spadek z 232 tys. poprzednio. Wczorajsza publikacja nie wywołała tulu emocji co poprzednia, dolar zareagowała jedynie kosmetycznym umocnieniem. Z kolei produkcja przemysłowa radzi sobie słabo, wynik kwietniowy wskazał podobnie jak w marcu spadek na poziomie 0,4 proc. r/r. Widoczny jest wpływ wysokich stóp procentowych, które w pewnym stopniu ograniczają inwestycje. Ograniczającą działają również wysokie koszty. W przypadku rynku nieruchomości otrzymaliśmy dowody dalszej ekspansji choć poniżej oczekiwań. Liczba rozpoczętych budów domów urosła o 5,7 proc. w poprzednim miesiącu natomiast pozwolenia na budowę skurczyły się w kwietniu o 3 proc. m/m – to wynik najsłabszy od końca 2022 roku.

Wróćmy jeszcze na chwilę do indeksów z Wall Street. Wczorajsze spadki i tym samym wyrysowane dzienne spadkowe świece w newralgicznym miejscu nie wróżą nic pozytywnego. Oczywiście spadkowy sygnał płynący z analizy technicznej może być błędny. Nie wykluczam jednak scenariusza typu „pułapka na byki”, w którym to na wykresie dochodzi do uformowania się układu „podwójnego szczytu” i początku większej korekty. Najbliższe dni powinny dać rozwiązanie tej sytuacji.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Już w maju nowe przepisy dotyczące czasu jazdy i odpoczynku dla kierowców autobusów

Najnowsze przepisy dot. czasu jazdy i odpoczynku kierowców autobusów zostały opublikowane przez Parlament Europejski 2 maja 2024 r. Nowy akt prawny o sygnaturze UE 2024/1258 nowelizuje postanowienia unijnego rozporządzenia nr. 561/2006 w sprawie harmonizacji niektórych przepisów socjalnych odnoszących się do transportu drogowego i zacznie obowiązywać już od 22 maja 2024 r. Mateusz Włoch, ekspert Inelo z Grupy Eurowag wyjaśnia, co najnowsze regulacje prawne oznaczają dla przewoźników drogowych świadczących przewóz osób i na co zwrócić uwagę korzystając z tych przepisów.

Jakie zmiany wprowadzają najnowsze przepisy?

Przepisy zawarte w uchwalonym 24 kwietnia 2024 r. rozporządzeniu UE 2024/1258[1] nowelizują unijny akt prawny 561/2006. Dla wszystkich kierowców zmieni się system nakładania kar przez służby kontrolne z powodu naruszeń związanych z tachografami. W praktyce oznacza to, że inspektor będzie mógł ukarać kierowcę np. za brak wpisu o przekroczeniu granicy w dowolnym kraju UE. Wcześniej nałożenie kary było możliwe tylko na terenie Państwa, w którym doszło do naruszenia. Pozostałe zmiany dotyczą głównie kierowców autobusów wykonujących okazjonalny przewóz osób i będą obowiązywać podczas wykonywania usług krajowych i międzynarodowych na terenie Unii Europejskiej.

– Nowy podział przerw w jeździe ciągłej stanowi jedną z istotnych zmian w przepisach dotyczących kierowców wykonujących krajowe i międzynarodowe przewozy osób o charakterze okazjonalnym. Od 22 maja 2024 r. kierowca będzie mógł podzielić obowiązkową przerwę wynoszącą nie mniej niż 45 minut na dwa okresy, lecz każdy z nich będzie musiał trwać co najmniej 15 minut. Oznacza to, że możliwe będzie wykonanie, np. jednej przerwy wynoszącej 25 minut i kolejnej trwającej 20 minut, tak jak przedstawiono to na poniższym schemaciewyjaśnia Mateusz Włoch, ekspert ds. rozwoju i szkoleń, Inelo z Grupy Eurowag.

Ważna zmiana dotyczy także możliwości wydłużenia doby pracy kierowcy z 24 na 25 godzin. Przedłużenie okresu dobowego o jedną godzinę pozwala na wydłużenie czasu pracy. Należy jednak pamiętać o spełnieniu następujących warunków:

  • Wydłużenie doby nie może naruszać czasu pracy kierowców ani zagrażać bezpieczeństwu w ruchu drogowym.
  • Znowelizowane przepisy dotyczą tylko i wyłącznie przewozów okazjonalnych.
  • W dniu skorzystania z odstępstwa czas prowadzenia autobusu może wynosić maksymalnie 7 godzin.
  • Jednorazowe wydłużenie doby jest dopuszczalne tylko wtedy, gdy pojedyncza usługa przewozu okazjonalnego pasażerów trwa co najmniej 6 kolejnych okresów liczących po 24 godziny,
  • Dwukrotne skorzystanie z przedłużenia doby pracy kierowcy jest możliwe tylko wtedy, gdy pojedyncza usługa przewozu okazjonalnego osób trwa co najmniej przez osiem kolejnych okresów 24-godzinnych.

– Wprowadzone modyfikacje niosą sporo zmian dotyczących prawidłowej analizy i planowania czasu pracy kierowców autobusów, a do ich wejścia w życiu zostało już niewiele czasu, tym bardziej, że zbliżają się wakacje, czyli sezon największej liczby usług przewozów wycieczek. Dlatego zespół Inelo intensywnie pracuje nad wprowadzeniem funkcjonalności zgodnych z nowymi przepisami w oprogramowaniu 4Trans oraz Tachoscan Control. Nowelizacja czasu pracy kierowców autobusów wykonujących okazjonalny przewóz pasażerów dotyczy także możliwości odroczenia kolejnego tygodniowego odpoczynku o 12 kolejnych okresów 24-godzinnych – zauważa Mateusz Włoch, ekspert ds. rozwoju i szkoleń, Inelo z Grupy Eurowag.

Skorzystanie z nowych przepisów wymaga dopełnienia formalności

Wykorzystując znowelizowane przepisy dotyczące czasu pracy kierowców wykonujących okazjonalny przewóz osób należy pamiętać o sporządzeniu wymaganej dokumentacji. Mowa tu o wypełnionym formularzu przejazdu, który musi znajdować się w pojeździe i zawierać informacje zgodne z art. 12 ust. 3[2] rozporządzenia (WE) nr 1073/2009. W dokumencie należy m.in. wskazać rodzaj wykonywanej usługi, trasę przejazdu oraz wskazanie przewoźnika lub przewoźników świadczących realizowaną usługę. Zapewnienie formularza stanowi obowiązek firmy transportowej. Wypełniona dokumentacja tego typu musi być przechowywana w pojeździe w formie papierowej lub kopii elektronicznej za okres co najmniej 28 poprzedzających dni. Co ważne, od 31 grudnia 2024 r. okres ten ulegnie wydłużeniu do 56 dni poprzedzających wypełnienie formularza.

– Komisja Europejska pracuje nad zastąpieniem papierowego obiegu dokumentacji dotyczącej czasu pracy kierowców przez cyfrowe rozwiązania. Niezbędna będzie także modyfikacja tachografów o funkcję rejestrowania i przechowywania danych dotyczących regularnego i okazjonalnego przewozu osóbwyjaśnia Mateusz Włoch, ekspert ds. rozwoju i szkoleń, Inelo z Grupy Eurowag.

Dlaczego zmieniono przepisy dot. okazjonalnego przewozu osób?

Przepisy dotyczące czasu pracy kierowców mają na celu zapewnienie, m.in. bezpieczeństwa w ruchu drogowym, dobrych warunków wykonywania zawodu oraz uczciwego prowadzenia działalności gospodarczej w sektorze transportu drogowego. W przypadku kierowców autobusów przepisy dotyczące czasu pracy są zawarte w rozporządzeniu 561/2006, a wprowadzone zmiany wynikają z oceny ex post tego dokumentu. Nowelizacja ma za zadanie dopasować regulacje prawne do specyfiki okazjonalnych przewozów drogowych osób i pozwoli na stosowanie bardziej elastycznych rozwiązań.

Okazjonalny przewóz osób istotnie różni się od regularnych usług tego typu, które polegają, m.in. na przewozie pasażerów w określonych odstępach czasu na wskazanej trasie. Według art. 2 ust. 4 rozporządzenia 561/2006[3] usługi okazjonalne obejmują przewóz grup pasażerów z inicjatywy zleceniodawcy lub samego przewoźnika. Tym samym ten rodzaj transportu osób charakteryzuje się sezonowością, a szczególnie duże zapotrzebowanie, np. na usługi turystyczne ma miejsce w zbliżającym się okresie letnim.

Warto pamiętać, że międzynarodowe przewozy osób na teren państw trzecich (np. z Polski do Wielkiej Brytanii) nie podlegają pod wspomniane przepisy unijne, lecz pod umowę AETR, więc omawiana nowelizacja nie będzie obowiązywać w takich przypadkach.

[1] https://eur-lex.europa.eu/legal-content/PL/TXT/PDF/?uri=OJ:L_202401258

[2] https://eur-lex.europa.eu/legal-content/PL/TXT/PDF/?uri=CELEX:32009R1073

[3] https://eur-lex.europa.eu/legal-content/PL/TXT/PDF/?uri=CELEX:32009R1073

Cromwell sprzedaje 6 centrów handlowych w Polsce czeskiemu funduszowi inwestycyjnemu za kwotę 285 mln euro

Cromwell Property Group sfinalizował sprzedaż sześciu centrów handlowych, w tym CH Janki. Nabywcą jest czeski fundusz inwestycyjny, który chce rozszerzyć swoje portfolio nieruchomości komercyjnych w Polsce. Przy transakcji doradzał BNP Paribas Real Estate Poland. 

Transakcja sprzedaży obejmowała portfolio sześciu dużych centrów handlowych zlokalizowanych pod Warszawą (CH Janki) oraz w miastach wojewódzkich: CH Korona (Wrocław), CH Kometa (Toruń), CH Tulipan (Łódź), CH Ster (Szczecin) oraz CH Rondo (Bydgoszcz). Obiekty te wyróżniają się wysoką rozpoznawalnością w lokalnych społecznościach, z dobrymi lokalizacjami, ugruntowaną pozycją i szerokim portfolio sklepów, co przekłada się na wysoki indeks odwiedzalności jakie osiągają rok rocznie. Samo centrum handlowe Janki oferuje klientom 61 tys. m kw. powierzchni handlowej, w skład której wchodzi 131 sklepów, 20 restauracji, 34 punkty usługowe oraz ponad 3 tys. miejsc parkingowych.

Łączna liczba sprzedanej nowoczesnej powierzchni handlowej to ponad 220 tys. m kw. Nieruchomości zmienią właściciela za kwotę 285 mln euro.

Do tej pory centra należały do Cromwell Property Group – inwestora na rynku nieruchomości i zarządzającego funduszami, prowadzącego działalność na trzech kontynentach i posiadającego globalną bazę inwestorów. Na dzień 31 grudnia 2023 roku firma w Europie zarządzała aktywami wartymi 3,9 mld euro, obejmujących ponad 165 aktywów i 1560 najemców.

Nabywcą centrów handlowych został czeski fundusz inwestycyjny, który w swoim portfolio posiada już tego typu obiekty w Czechach. W ramach obranej strategii, firma ukierunkowała się na rynek polski, ze względu na dobre warunki do inwestycji w segmencie nieruchomości handlowych. Nabywca zwrócił uwagę na ugruntowaną pozycję, dostępność lokalizacyjną oraz wysokie wyniki centrów.

Podczas transakcji sprzedaży Cromwell Property Group było reprezentowane przez BNP Paribas Real Estate Poland.

Zauważamy, że w ostatnich kwartałach zainteresowanie zagranicznych inwestorów skupia się głównie na aktywach z sektora parków handlowych. Tym bardziej warto odnotować znaczenie dużej transakcji, aż sześciu wiodących i bardzo dobrze prosperujących w swoich kategoriach i lokalizacjach, większych centrów handlowych. Cieszymy się, że mogliśmy aktywnie wspierać ten złożony proces sprzedaży. To dobra decyzja inwestycyjna, dlatego gratulujemy sukcesu obu stronom. Pozyskanie inwestora z regionu CEE bardzo dobrze rokuje dla polskiego rynku inwestycyjnego i potwierdza trend napływu kapitału z tej części Europy. – mówi Mateusz Skubiszewski, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych, BNP Paribas Real Estate Poland. 

Ponad ćwierć miliona pasażerów Modlina w kwietniu

W kwietniu z usług Lotniska Warszawa/Modlin skorzystało 229 270 pasażerów, a obsłużono na nim 1 490 operacji lotniczych.

Największym zainteresowaniem pasażerów w kwietniu cieszyły się następujące kierunki: Londyn, Rzym, Dublin, Mediolan, Sztokholm, Barcelona, Bolonia, Bari, Alicante i Eindhoven.

Podczas meczu 1/8 finału Mazowieckiego Pucharu Polski między Świtem Nowy Dwór Mazowiecki i Legią II Warszawa doszło do podpisania umowy dotyczącej wzajemnej wymiany marketingowo-reklamowej pomiędzy lotniskiem Warszawa-Modlin a MKS Świt Nowy Dwór Mazowiecki. „Jesteśmy dwiema silnymi jednostkami o mocno sprecyzowanym charakterze, sąsiadami z tej samej gminy, a nasza współpraca w zakresie tejże umowy, jak sądzimy, dodatkowo wspiera promocję całego Mazowsza, zatem jej znaczenie wykracza poza obsługę ruchu lotniczego i sport” – komentuje Tomasz Szymczak, p.o. prezes zarządu, wiceprezes ds. sprzedaży i marketingu.

Niedawno lotnisko gościło delegację rządową Ukrainy z Dmytro Kulebą, szefem MSZ, na czele. Goście mieli okazję odbyć rozmowy w saloniku Mazovia Premium Lounge usytuowanym w strefie za kontrolą bezpieczeństwa oraz obejrzeć obrazy ukazujące bogactwo polskiej kultury i inspirujące do odkrywania nowych miejsc. Znajdują się one tam dzięki nawiązaniu współpracy pomiędzy lotniskiem a Galerią Polish Art & Design.

Rekordowe przychody Grupy Kapitałowej GPW w pierwszym kwartale 2024 r.

Grupa Kapitałowa Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie osiągnęła w pierwszym kwartale 2024 roku rekordowe przychody ze sprzedaży na poziomie 118,2 mln zł, co stanowi wzrost o 5,3% rok do roku. Zysk netto1 zwiększył się o 2,1% rdr do 27,2 mln zł, mimo spadku EBITDA o 8,8% do 31,8 mln zł. Warszawski rynek utrzymuje silną pozycję w Europie, zajmując jedno z najwyższych miejsc pod względem wzrostu wartości obrotów sesyjnych akcjami oraz trzecie pod względem wskaźnika obrotu, według danych FESE za I kwartał 2024 roku. Indeksy GPW odnotowały również znaczący wzrost od początku roku i osiągają historyczne maksima.

  • 118,2 mln zł – rekordowe kwartalne przychody ze sprzedaży GK GPW (+5,3% rdr)
  • 31,8 mln zł – EBITDA w pierwszym kwartale 2024 roku (-8,8% rdr)
  • 27,2 mln zł – zysk netto1 w pierwszym kwartale 2024 roku (+2,1% rdr)
  • 30% – wzrost indeksu WIG od połowy października 2023 roku

Rekordy na rynku kasowym

Polski rynek kapitałowy kontynuował w pierwszym kwartale 2024 roku trend wzrostowy. Rosnącym indeksom towarzyszyły istotne wzrosty wolumenu obrotu. Jak wynika z danych Federacji Europejskich Giełd Papierów Wartościowych (FESE) obroty sesyjne na Głównym Rynku w pierwszym kwartale tego roku osiągnęły poziom 82,7 mld zł, a ich wzrost o 18,4% rok do roku należał do jednych z najwyższych w Europie. Warszawska Giełda zajęła również trzecie miejsce w Europie pod względem płynności ze wskaźnikiem obrotu (velocity) na poziomie 39%. Aktywność inwestorów utrzymywała się na wysokim poziomie także w kwietniu. Obroty akcjami na Głównym Rynku osiągnęły poziom 31,1 mld zł, co oznacza wzrost o 78,5% w porównaniu z kwietniem ubiegłego roku.

Tomasz Bardziłowski, Prezes Zarządu GPW
Tomasz Bardziłowski, Prezes Zarządu GPW

Ostatnie siedem miesięcy to bardzo dobry czas dla warszawskiej Giełdy. Wysokim obrotom na rynku towarzyszą historyczne wzrosty indeksów. Od połowy października 2023 roku indeks szerokiego rynku WIG oraz indeks dużych spółek WIG20 zyskały już ponad 30%. To jedne z najlepszych wyników na świecie – wylicza Tomasz Bardziłowski Prezes Zarządu GPW.

W pierwszym kwartale 2024 roku przychody Grupy Kapitałowej Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GK GPW) osiągnęły poziom 118,2 mln zł, co oznacza wzrost o 5,3% rok do roku. Przychody z rynku finansowego zwiększyły się o 11,6% rdr do 74,2 mln zł, natomiast na rynku towarowym odnotowano spadek przychodów o 4,2% rdr do 39,6 mln zł. Przychody ze sprzedaży informacji z rynku finansowego i towarowego były najwyższe w historii Grupy i wyniosły 15,8 mln zł.

Pomimo wzrostu przychodów do rekordowego poziomu, wynik EBITDA Grupy Kapitałowej GPW po trzech miesiącach 2024 roku wyniósł 31,8 mln zł, co oznacza spadek o 8,8% wobec wyniku uzyskanego w pierwszych trzech miesiącach ubiegłego roku. Zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej w pierwszym kwartale wyniósł 27,2 mln zł i był o 2,1% wyższy.

1 Zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej niż przed rokiem. Koszty operacyjne wzrosły o 9,5% rdr do 94,4 mln zł. Tak jak w poprzednich latach, także i w pierwszym kwartale 2024 roku Grupa zawiązała rezerwę z tytułu rocznych opłat za nadzór nad rynkiem kapitałowym, która wyniosła 15,65 mln zł, o 0,2 mln zł więcej niż rok wcześniej.

Na rynku kasowym zanotowano kolejny kwartał rozwoju oferty ETF-ów, co odzwierciedla rosnące zainteresowanie inwestorów tymi produktami. Obrót ETF-ami na GPW osiągnął rekordową wartość 370 mln zł, wzrastając o 21,4% rdr. Najpopularniejszy instrument pochodny na GPW, kontrakt terminowy na WIG20, odnotował wzrost wolumenu obrotu o 1,7% rdr, osiągając 2,32 mln sztuk, mimo znacznie niższej zmienności indeksu bazowego.

Warszawska Giełda konsekwentnie poszerza swoją ofertę instrumentów finansowych dla inwestorów. W pierwszym kwartale tego roku do oferty instrumentów pochodnych dołączyły nowe kontrakty terminowe na akcje czterech spółek: AmRest, PKP Cargo, Asbis i Auto Partner. Dodatkowo, pod koniec marca wprowadzono do obrotu nowy typ instrumentów strukturyzowanych – warranty opcyjne. Są to warranty na akcje dziewięciu polskich spółek notowanych na GPW oraz trzech indeksów: WIG20, mWIG40 oraz DAX.

Od kilku tygodni trwa w Grupie Kapitałowej GPW intensywny przegląd realizowanych inicjatyw strategicznych, pod względem ich potencjału ekonomicznego, ale przede wszystkich również ryzyka finansowego i operacyjnego. W ramach tego procesu analizowane są także inicjatywy związane z optymalizacją kosztów.

WATS – kluczowy projekt GPW

W kwietniu 2024 roku, Rada Nadzorcza GPW powołała Sławomira Panasiuka na stanowisko Wiceprezesa Zarządu odpowiedzialnego za obszar informatyczny i technologiczny. Pod jego kierownictwem, Giełda planuje nie tylko skuteczne wdrożenie nowego systemu transakcyjnego, ale także zwiększenie poziomu cyberbezpieczeństwa oraz adaptację do nowych trendów technologicznych, co jest niezbędne do zapewnienia bezpieczeństwa i efektywności operacji na rynku kapitałowym. Sławomir Panasiuk obejmie swoją funkcję po uzyskaniu zgody Komisji Nadzoru Finansowego.

Z nadzieją przyjmujemy informację o rozstrzygnięciu konkursu na stanowisko członka zarządu do spraw informatycznych. Cieszy nas też, że udało się utworzyć Komitet Wdrożenia Systemu GPW WATS z udziałem przedstawicieli branży, który wypracował nowy harmonogram wdrożenia. Mimo znaczących opóźnień, najważniejsze jest dla nas zapewnienie bezpieczeństwa obrotu i dokładne przetestowanie nowego systemu – podkreśla Tomasz Bardziłowski.

Nowy Zarząd TGE

W maju bieżącego roku, Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie TGE powierzyło Piotrowi Listwoniowi, dotychczasowemu wiceprezesowi ds. operacyjnych, funkcję Prezesa Zarządu na kolejną kadencję. Rada Nadzorcza TGE zdecydowała również, że Jarosław Ziębiec pozostanie na stanowisku Wiceprezesa Zarządu ds. rozwoju biznesu w nowej kadencji. Dodatkowo, na stanowisko Wiceprezesa Zarządu ds. operacyjnych powołano Mariusza Buraczyńskiego, który obejmie tę funkcję pod warunkiem uzyskania zgody Komisji Nadzoru Finansowego. Powołanie Prezesa oraz członków Zarządu TGE zostało poprzedzone procedurą konkursową.

Od stycznia do marca 2024 roku Grupa Kapitałowa Towarowej Giełdy Energii (GK TGE) zanotowała spadek obrotów energią elektryczną o 7,4% do 32,1 TWh oraz gazem ziemnym o 16,5% do 34,0 TWh. Dostrzegalne były również spadki w wolumenie praw majątkowych dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE, które zmniejszyły się o 21,5% rdr, osiągając poziom 4,1 TWh.

Zmiany regulacyjne na poziomie UE

Warszawska Giełda, jako kluczowa instytucja rynku kapitałowego w Polsce, z uwagą śledzi nadchodzące zmiany regulacyjne na poziomie Unii Europejskiej. W kwietniu bieżącego roku, Parlament Europejski przyjął projekt rozporządzenia, który wprowadza ważne zmiany w regulacjach mających na celu zapobieganie nadużyciom na rynku kapitałowym oraz w przepisach dotyczących emisji akcji w ofercie publicznej. Listing Act ma na celu zwiększenie atrakcyjności publicznych rynków kapitałowych dla spółek oraz ułatwienie dostępu do kapitału dla małych i średnich przedsiębiorstw. Jedną z ważniejszych zmian jest podniesienie progu zwolnienia z obowiązku sporządzenia prospektu na dopuszczenie papierów wartościowych do obrotu giełdowego z obecnych 20% do 30% w ciągu 12 miesięcy oraz zwolnienie z tego obowiązku emitentów, których akcje tego samego rodzaju są notowane na rynku regulowanym przez co najmniej 18 miesięcy.

Pozytywnie oceniamy najważniejsze zmiany wprowadzone w ramach Listing Act, w tym przede wszystkim rozszerzenie katalogu emisji Mamy nadzieję, że liberalizacja wymogów prospektowych istotnie przyczyni się do zwiększenia skali pozyskania kapitału przez spółki notowane na GPW – dodaje Tomasz Bardziłowski, Prezes Zarządu GPW.

GPW planuje aktywnie uczestniczyć w konsultacjach dotyczących koncepcji Unii Rynków Kapitałowych (URK). Choć temat URK cieszy się rosnącym zainteresowaniem wśród unijnych decydentów i podkreśla się jego znaczenie dla mobilizacji oszczędności Europejczyków, np. na cele transformacji energetycznej, proces ten od lat napotyka liczne wyzwania. Polska, ze znacznie niższą kapitalizacją spółek notowanych na Giełdzie w porównaniu z większymi rynkami, stoi przed dodatkowymi trudnościami w kontekście jednolitego rynku kapitałowego. Dalsza dyskusja nad kształtem Unii Rynków Kapitałowych wymaga od uczestników znalezienia odpowiedniej równowagi między paneuropejską integracją a zachowaniem zdolności lokalnych giełd do efektywnego pozyskiwania kapitału, zwłaszcza dla mniejszych i średnich przedsiębiorstw.

W ostatnich 5 latach rynek magazynowy w woj. łódzkim powiększył się o 74%

Województwo łódzkie to od lat atrakcyjna lokalizacja dla deweloperów ze względu na strategiczne położenie i rozwiniętą infrastrukturę drogową. Realizowane tu projekty cechują się dużym jednostkowym wolumenem, tj. ponad 30 tys. mkw. przewyższającym średnią krajową o 15%. Z kolei po stronie popytu w ostatnich latach logistyka, handel i produkcja, odpowiadały za ponad 75% najmów w regionie. Pomimo wyzwań związanych z pustostanami (10,2% + 4,8 p. proc. r/r), deweloperzy utrzymują wysokie tempo budowy nowych projektów na poziomie 397 tys. mkw. (+13% r/r) na koniec I kw. 2024 r. Mimo perspektywy spadku nowych inwestycji, rynek pozostaje stabilny, oferując atrakcyjne możliwości rozwoju dla inwestorów. Największa polska firma doradcza na rynku nieruchomości komercyjnych prezentuje specjalną publikację „W centrum uwagi. Analiza rynku magazynowo–produkcyjnego w województwie łódzkim.”.

Rynek magazynowy w województwie łódzkim to od lat, po województwach mazowieckim i śląskim, trzeci co do wielkości region przemysłowo-logistyczny w Polsce. Na koniec 2023 r. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej wyniosły tu 4,5 mln mkw., co stanowiło 14% zasobów kraju. Co istotne, w ostatnich 5 latach rynek w woj. łódzkim powiększył się o 74%, a największy wzrost odnotowano w latach 2019 i 2022. Charakteryzując region, poza znanymi od ponad dekady lokalizacjami jak łódzki Widzew, Stryków i Piotrków Trybunalski, w ostatnich 3-4 latach obserwowaliśmy dynamiczny rozwój nowych subrynków, wśród, których możemy wymienić te rozwijające się w pobliżu autostradowej obwodnicy Łodzi np. Konstantynów Łódzki, Zgierz i Pabianice czy rozrzucone po woj. łódzkim mikrorynki, takie jak Łowicz, Kutno, Rawa Mazowiecka oraz Koluszki. Dane za I kw. 2024 r. wskazują, że w woj. łódzkim oddano do użytku zaledwie jedną inwestycję o powierzchni 26 600 mkw., która nieznacznie powiększyła całkowite zasoby regionu. Najbardziej aktywnymi deweloperami w regionie są Hillwood, Panattoni, 7R i MDC2. Z kolei wśród największych inwestycji oddanych jeszcze w 2023 roku należy wymienić Hillwood Łódź II Chocianowice (97 tys. mkw.), Hillwood Rawa Mazowiecka (78 tys. mkw.) i 7R Park Łódź East (blisko 47 tys. mkw.).

Monika Rykowska, Dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Marketingu, AXI IMMO, komentuje: „W ostatnich trzech latach w regionie co roku oddawało się średnio ponad 435 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej, z czego rekordowy był 2022 rok, w którym deweloperzy dostarczyli na rynek blisko 650 tys. mkw. W 2023 roku rynek urósł o kolejne 415 tys. mkw., z czego ponad 70% było budowane w systemie spekulacyjnym. W ubiegłym roku najwięcej nowej powierzchni dostarczono w Łodzi i jej okolicach, co było równoważne ponad 60% całości nowej podaży zrealizowanej w całym województwie.”

Na koniec marca 2024 roku w budowie pozostawało 397 tys. mkw., z czego 65% to powierzchnia niezabezpieczona umowami najmu. Należy zaznaczyć, że wszystkie rozpoczęte inwestycje to projekty uruchomione w 2023 roku. W pierwszych miesiącach 2024 roku żaden z deweloperów nie rozpoczął nowej budowy w regionie. Wśród największych inwestycji, które powinny zostać oddane do końca br. znajdują się m.in. Hillwood Zgierz II (77 tys. mkw.), MDC2 Park Łódź South (52 tys. mkw.) oraz Panattoni Park Łódź West II (51,2 tys. mkw.).

W ostatnich pięciu latach najwyższe wskaźniki popytu brutto (uwzględniające nowe umowy, ekspansje i przedłużenia) odnotowano w latach 2019-2022. Średnioroczna całkowita aktywność najemców w wymienionym okresie wynosiła 749 tys. mkw., z czego rekordowy był rok 2022, w którym wynajęto aż 835 tys. mkw. Warto również odnotować wysoki udział nowych umów najmu, które w latach 2019-2022 stanowiły średnio ponad 63% transakcji. Niemniej spowolnienie gospodarcze obserwowane w 2023 r. wpłynęło na ogólną aktywność najemców, którzy w ubiegłym roku wynajęli 606 tys. mkw. (-27% r/r) w ramach popytu brutto, natomiast same nowe umowy i ekspansje (popyt netto) wyniosły 303 tys. mkw. co oznaczało spadek o 44% w ujęciu rok do roku. Niemniej pierwszy kwartał 2024 roku zamknął się wynikiem popytu brutto na poziomie ok. 180 tys. mkw., co jest rezultatem porównywalnym do I kw. poprzedniego roku. Wśród największych zrealizowanych transakcji w ostatnim okresie znalazły się m.in. nowa umowa na 62 tys. mkw. podpisana przez poufnego najemcę z branży handlowej w Hillwood Łódź II w I kw. 2024 r., w III kw. 2023 r. w ramach przedłużenia i ekspansji Leroy Merlin wynajął 50,2 tys. mkw. w Logicor Stryków, z kolei w IV kw. 2023 r. InPost zdecydował się na przedłużenie umowy 43,7 tys. mkw. w P3 Piotrków.

Hubert Wojtera, Dyrektor, Dział Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, AXI IMMO, mówi: „W strukturze popytu najemcy logistyczni i dystrybutorzy dominują na wszystkich subrynkach, jednak ich niekwestionowana przewaga ma miejsce w Strykowie i Piotrkowie Trybunalskim, gdzie segment 3PL tj. operatorzy logistyczni i handel zajmują ponad 80% powierzchni magazynowej w regionie. Łódź i okolice są bardziej zróżnicowane, jednak przeważająca większość najemców produkcyjnych zlokalizowana jest na terenie miasta.”

Na koniec 2023 roku współczynnik pustostanów w woj. łódzkim wyniósł 10,2% (+4,8 p.p. r/r) i był to najwyższy wynik spośród pięciu największych rynków magazynowych w Polsce. W liczbach bezwzględnych oznaczało to ponad 300 tys. mkw. dostępnych od wynajęcia od ręki. W pierwszych miesiącach 2024 r. wskaźnik pustostanów utrzymał się na zbliżonym poziomie jak na koniec grudnia 2023 r. W kolejnych kwartałach spodziewamy się delikatnego trendu spadkowego współczynnika pustostanów.

W woj. łódzkim średnie stawki czynszu wahały się w dość szerokim przedziale od 3,5 do 4,6 EUR za mkw. za miesiąc. Najtańszą lokalizacją był Piotrków Trybunalski (3,2 do 3,6 EUR/mkw./m-c), z kolei najdroższą Łódź-miasto (4,1 do 4,6 EUR/mkw./m-c) w przypadku inwestycji typu big-box. Podobnie do innych rynków stawki efektywne są średnio o 15-25% niższe, w zależności od konkurencyjności oferowanych obiektów w lokalizacji, wielkości modułu i długości umowy najmu. Atrakcyjność woj. łódzkiego pozostaje wysoka, gdyż jest jedną z najbardziej konkurencyjnych regionów w kraju, nawet wobec tych uznawanych za niskokosztowe, jak obszar w promieniu 50-60 km od Warszawy, okolice Poznania czy wybrane lokalizacje na Górnym Śląsku.

Hubert Wojtera, podsumowuje: „Sektor magazynowy w Polsce i woj. łódzkim wykazuje solidne fundamenty, jednak globalne spowolnienie gospodarcze i wzrost kosztów operacyjnych wpłyną na postawy klientów wobec inwestycji w 2024 roku. Perspektywa długoterminowa wskazuje na dalszy rozwój najemców, zwłaszcza w segmencie handlowym i dystrybucji. Prognozujemy ograniczenie aktywności deweloperskiej, co powinno skutkować trendem spadkowym w pustostanach. Stawki czynszów pozostaną stabilne, z delikatną tendencją spadkową w niektórych lokalizacjach.”

Europejski biznes powoli się podnosi. A co z Polską?

Najnowszy raport Eurostatu przynosi ciekawe dane z pierwszego kwartału 2024 roku w odniesieniu do upadłości i rejestracji nowych firm w Unii Europejskiej. Liczby pokazują, że generalnie unijny biznes powoli wstaje z kolan. A jak na tym tle wypadają polscy przedsiębiorcy? Sytuacja nie jest jednoznaczna.

Według raportu, w pierwszym kwartale 2024 r. liczba ogłoszonych upadłości firm w UE spadła o 0,8% w porównaniu z czwartym kwartałem 2023 roku. Jednocześnie liczba rejestracji działalności gospodarczych wzrosła o 1,6% w pierwszym kwartale 2024 roku w porównaniu z poprzednim kwartałem.

Jest lepiej, ale…

Ogólna liczba zgłoszonych upadłości nieznacznie spadła, ale widać różne trendy w poszczególnych sektorach gospodarki. Patrząc na statystyki upadłości według branż, w porównaniu z poprzednim kwartałem, w pierwszym kwartale 2024 r. liczba upadłości zmniejszyła się w dwóch sektorach: handlu (-3,3%) i budownictwie (-1,2%). Największe wzrosty upadłości zaobserwowano w gospodarce magazynowej (+15,2%) oraz w przemyśle (+9,1%).

Raport pokazuje, że w pierwszym kwartale tego roku liczba firm, które zbankrutowały w Polsce zmniejszyła się o ponad 5 procent w stosunku do ostatniego kwartału 2023 roku. To zdecydowanie lepiej od średniej unijnej, ale jest jeszcze duży obszar restrukturyzacji, która często w ostatniej chwili ratuje firmy i cieszy się w Polsce coraz większą popularnością. Tego raport nie bierze już pod uwagę. Tymczasem od stycznia do kwietnia br. liczba przedsiębiorstw, które poddały się formalnej restrukturyzacji wyniosła prawie 1600.tłumaczy Przemysław Furmanek z warszawskiej Kancelarii Lege Restrukturyzacje.

Nowe firmy? Czekają na lepsze czasy.

Najnowsze dane Eurostatu pokazują, że liczba rejestracji nowych działalności gospodarczych wzrosła we wszystkich sektorach unijnej gospodarki. W porównaniu z poprzednim kwartałem, największe wzrosty w pierwszym kwartale 2024 r. odnotowano w edukacji, opiece zdrowotnej i działalności społecznej (+5,2%), transporcie i budownictwie (+4,1%) oraz zakwaterowaniu i usługach gastronomicznych (+3,7%).

W tej kategorii nie mamy się czym pochwalić. Według Eurostatu spadek w Polsce wynosi 2,5 procenta w stosunku do ostatniego kwartału 2023. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że zmniejszona liczba nowych firm to problem prawie połowy badanych unijnych krajów.podkreśla Adam Pasternak z Kancelarii Lege Restrukturyzacje.To pokazuje, że gospodarki dopiero zaczynają się rozpędzać po trudnych ostatnich latach. Kolejne kwartały mogą już być lepsze. – dodaje ekspert.

Rozwody w Polsce: rosnąca liczba pozwów w I kwartale 2024 r.

Z danych pozyskanych z 47 sądów okręgowych w całej Polsce wynika, że w I kwartale 2024 roku wpłynęło do nich przeszło 21,1 tys. pozwów rozwodowych. To o 5,7% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy takich przypadków zarejestrowano nieco ponad 20 tys. Do tego w pierwszych trzech miesiącach br. zakończono też blisko 19,8 tys. tego typu postępowań. To o 0,5% mniej niż rok wcześniej. Wówczas było ich niespełna 19,9 tys. Eksperci komentujący te dane zwracają uwagę na to, że oprócz powyższych kwestii, rośnie zainteresowanie mediacjami. Wskazują także, że sama wysoka inflacja niekoniecznie miała wpływ na liczbę rozwodów, choć widać, że rok do roku lekko ich przybyło. Do tego znawcy tematu dodają, że w wielu sytuacjach działają inne czynniki i mechanizmy, które prowadzą do rozstań małżonków.

Wzrost liczby pozwów

Jak wynika z danych, udostępnionych przez 47 sądów okręgowych, w I kw. 2024 roku wpłynęło do nich przeszło 21,1 tys. pozwów rozwodowych. To o 5,7% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy takich przypadków zarejestrowano nieco ponad 20 tys. Michał Pajdak z platformy ePsycholodzy.pl zauważa, że sama analiza zmiany rok do roku nie pozwala wyciągać wniosków dotyczących dynamiki tego zjawiska.

– Ogólnie spada liczba zawieranych małżeństw. Wchodzimy w kolejny już niż demograficzny. Obecnych 20-latków jest o połowę mniej niż 40-latków. Tak więc kurczy się baza potencjalnych nowożeńców, co też oczywiście wpływa na liczbę ślubów. A i tak liczba pozwów rozwodowych utrzymuje się na dość stabilnym poziomie. Faktycznie okres pandemii wpłynął na to w kilku wymiarach. Część ślubów została przełożona na późniejsze lata, a niektóre z nich zwyczajnie się nie odbyły. Ponadto zamknięcie w domach mogło mieć zarówno pozytywny, jak i negatywny wpływ na rozpadające się małżeństwa. Jedne mogły zostać uratowane, a inne – zakończone w późniejszym czasie – uważa Pajdak.

Natomiast psycholog Michał Murgrabia, pytany o to, czy dane o rosnącej liczbie rozwodów powinny nas niepokoić, wskazuje, że ludzie coraz częściej decydują się na rozpoczęcie procesu rozwodu w obliczu problemów w swoich małżeństwach. To może być także rezultatem większej świadomości społecznej na temat zdrowych relacji oraz gotowości do szukania szczęścia i satysfakcji w nowych związkach.

– Jednak warto również zauważyć, że wzrost liczby pozwów może wynikać z wielu innych czynników. Chcąc dokładnie zrozumieć to zjawisko, warto byłoby przeprowadzić bardziej szczegółowe analizy lub nawet badania, które uwzględniłyby różnorodne aspekty życia i doświadczeń ludzkich w kontekście małżeństwa i rozwodu – dodaje psycholog Murgrabia.

W podobnym tonie wypowiada się dr Małgorzata Eysymontt z Uniwersytetu SWPS, która jako adwokat na co dzień zajmuje się sprawami rozwodowymi. Zwraca ona uwagę na to, że kiedyś jako powód rozwodów bez orzekania o winie małżonkowie najczęściej wskazywali różnice charakterów. Natomiast dziś często jest to nieumiejętność wzajemnej komunikacji lub radzenia sobie z różnymi problemami życia codziennego i emocjami, w tym ze stresem, oraz przenoszenie problemów zawodowych do domu, a także wypalenie uczuć w związku.

– W czasie pandemii, a także tuż po jej zakończeniu wzrosła liczba pozwów rozwodowych. Gdy małżonkowie przebywali przez cały dzień razem, a już wcześniej nie dogadywali się, łatwiej było o konflikt. Zmęczenie wymuszoną izolacją oraz tym, że dzieci przez cały dzień były w domu i należało im organizować różne aktywności, dopilnować obowiązków szkolnych, a jednocześnie wykonywać pracę zawodową, powodowało, że częściej wybuchały kłótnie, które zaogniały sytuację w związkach. Okres pandemii sprzyjał więc refleksjom nad małżeństwem. Poza tym, Polacy – zwłaszcza ci na co dzień zamieszkali w większych miastach – stają się coraz bardziej świadomi swoich praw, nie chcą też tkwić w toksycznych relacjach – mówi dr Eysymontt.

Przełomowe momenty w roku

Liczba pozwów w ciągu roku nie jest stała. W niektórych okresach jest ich więcej niż w innych, choć nie są to duże wahania. W swojej praktyce zawodowej dr Małgorzata Eysymontt zauważa wzrost liczby pozwów w czasie wakacji lub zaraz po ich zakończeniu oraz w okresie Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Ekspertka łączy to z porządkowaniem spraw przed wyjazdami lub po dłuższym wypoczynku albo przed świętami i pod koniec roku. Wtedy nadchodzi czas przemyśleń, refleksji i podsumowań, które pomagają w podejmowaniu ważnych decyzji życiowych.

– Niekoniecznie rozwodzą się małżeństwa z krótkim stażem. W 2022 roku 18% rozwodów dotyczyło małżeństw trwających od 0 do 4 lat, 20% – od 5 do 9 lat, 20% – od 10 do 14 lat, 14% – od 15 do 19, a 11% – od 20 do 24 lat. Rozwodziło się też 17% par mających dłuższy niż 25-letni staż małżeński – wylicza dr Eysymontt.

Ekspertka z Uniwersytetu SWPS dodaje, że do najczęstszych przyczyn rozwodu w 2022 roku – według danych GUS – należały takie kwestie, jak niezgodność charakterów – 52,3%, niedochowanie wierności małżeńskiej – 17,5%, a także nadużywanie alkoholu – 12,9%. Rzadziej wskazywano na nieporozumienia na tle finansowym – 7,3%, trudności mieszkaniowe – 4,7%, naganny stosunek do członków rodziny – 1,3%, a także też dłuższą nieobecność jednego z małżonków – 1,2%.

Zainteresowanie mediacjami

Z kolei Konrad Walc, prawnik z Komitetu Ochrony Praw Dziecka, zauważa, że wśród partnerów planujących rozstanie rośnie zainteresowanie mediacjami. Mogą one bowiem skrócić postępowanie rozwodowe, pozwalając w sposób wiążący na dokonanie pewnych ustaleń, które następnie zostaną uwzględnione przez sąd. Ekspert zwraca też uwagę na to, że posiadanie przez małżonków wspólnych małoletnich dzieci bardzo wydłuża postępowanie.

– Jeżeli nie ma wspólnych małoletnich dzieci ani sporów co do podziału majątku, to sprawa może się zakończyć już na pierwszym posiedzeniu. Postępowania rozwodowe stron, które są rodzicami małoletnich dzieci, w istocie są zdecydowanie trudniejsze i bardziej wymagające. Trzeba wówczas ustalić podział władzy rodzicielskiej, określić miejsce zamieszkania dziecka przy którymś z rodziców, kontakty, alimenty itd. W takiej sytuacji dobrym rozwiązaniem jest zawarcie, jeszcze przed wniesieniem sprawy o rozwód, porozumienia i planu wychowawczego w obecności mediatora. Zdejmuje to z barków sądu konieczność ustalenia kwestii opieki nad dzieckiem oraz szeregu kwestii związanych z tą materią. Nie musi też powoływać biegłych, którzy określą, z którym rodzicem powinno ono zamieszkać. Mając taki plan, sąd zajmuje się wyłącznie ustaleniem, czy nastąpił rzeczywisty rozkład związku – wyjaśnia Walc.

Inflacja a liczba rozwodów

Z danych, udostępnionych przez sądy okręgowe, wynika również, że w I kw. br. rozstrzygnięto w nich blisko 19,8 tys. spraw rozwodowych. To o 0,5% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku – niespełna 19,9 tys. Jak stwierdza psycholog Michał Murgrabia, może to wynikać ze wzrostu świadomości społecznej na temat znaczenia terapii małżeńskiej i poradnictwa dla poprawy relacji. Kolejną kwestią, która może mieć wpływ na liczbę składanych pozwów, jest inflacja. W 2023 roku szybki wzrost cen mógł zmuszać małżonków do powstrzymania się od złożenia pozwu rozwodowego. Koszty życia jednej osoby są wyższe niż w przypadku pary. W tym roku sytuacja gospodarcza diametralnie się zmieniła. Konrad Walc uważa, że może to mieć pewne znaczenie dla zwiększenia liczby inicjowanych spraw rozwodowych.

– Wyhamowanie inflacji przekłada się na podwyższenie stopy życiowej ludzi. Czują się oni bezpieczniejsi i gotowi do podejmowania trudnych decyzji. Wyobraźmy sobie kobietę, która jest uzależniona finansowo od męża. Dla niej decyzja o rozstaniu będzie naprawdę trudna, za to poprawa sytuacji materialnej mogłaby dać jej siłę do zakończenia nieudanego związku – stwierdza prawnik z Komitetu Ochrony Praw Dziecka.

Natomiast dr Małgorzata Eysymontt w swojej praktyce adwokackiej nie zauważa, by wysoka inflacja była powodem powstrzymania się przed złożeniem pozwu rozwodowego, a jej spadek zachęcał do takiego działania. Ekspertka widzi za to, że wzrost cen przekłada się na częściej składane pozwy o podwyższenie alimentów na rzecz małoletnich dzieci. Zazwyczaj rodzice pierwszoplanowi argumentują takie decyzje tym, że w związku z rosnącymi kosztami życia i wzrostem tzw. usprawiedliwionych potrzeb małoletnich dzieci, potrzebują od byłego partnera wyższych świadczeń na wspólne dzieci. Bywa też, że rodzic płacący alimenty nie jest w stanie zaakceptować ich podwyżki w związku ze wzrostem kosztów utrzymania własnego i niekorzystnymi zmianami w zakresie jego możliwości majątkowych lub zarobkowych.

– Wątek alimentacyjny jest dużym zarzewiem konfliktów i niestety często dominuje nad dobrem wspólnych małoletnich dzieci. Czasami powoduje frustrację i niezadowolenie. Rodzic, który sobie nie radzi z negatywnymi emocjami, nierzadko w toku postępowania co jakiś czas składa wnioski o zabezpieczenie alimentów i stara się przekonać sąd, że nie wystarcza mu pieniędzy na utrzymanie i wychowanie dziecka – podsumowuje dr Eysymontt.

Zmiany w przepisach BHP. Prawnik: będą zniechęcać przedsiębiorców do pozwalania na pracę zdalną

Od 17 maja w życie wchodzą zmiany dotyczące przepisów BHP. Z jednej strony nie wydają się one być rewolucyjne, ale z drugiej niektóre firmy mają wątpliwości, co do ich kształtu. Prawnicy uważają także, że zmiany mogą doprowadzić do tego, że przedsiębiorcy będą jeszcze mniej chętnie pozwalać pracownikom na pracę zdalną.

Od 17 maja 2024 r. wszystkie stanowiska pracy wyposażone w monitory ekranowe, w tym komputery stacjonarne i laptopy, muszą spełniać nowe wymogi bhp i ergonomii, zgodnie z rozporządzeniem, które weszło w życie 17 listopada 2023 r

Zmiany dotyczą przede wszystkim konieczności zmian podkładki pod laptopy czy umożliwienia pracownikom ustawienia sprzętu na wysokości oczu. Przedsiębiorcy do zmian podchodzą sceptycznie, szczególnie gdy firmy mają wiele stanowisk administracyjnych lub część pracowników wykonuje swoje obowiązki zdalnie.

– Zmiany dotyczą zasad BHP przy pracy z monitorami komputerowymi. Stanowisko pracy będzie wyglądać inaczej i podlegać nowym zasadom. Nie ma wielkich wątpliwości, co do pracy stacjonarnej, ale w przypadku pracy zdalnej jest dyskusja czy przystosowanie stanowiska pracy do obowiązku powinien ponieść pracownik czy pracodawca. Mowa o zakupie myszki, podkładki pod laptopa czy komputer albo nawet nowego siedzenia – mówi mecenas Marek Jarosiewicz. – Jeżeli pracownik pracuje przez połowę dnia przy komputerze to musi mieć zapewnione takie warunki, by wzrok pracownika był na górnej krawędzi monitora – dodaje.

Przy pracy stacjonarnej nie ma wątpliwości, że stanowisko pracy powinno być wyposażone przez pracodawcę. W przypadku pracy zdalnej są wątpliwości.

– To bardzo częsty dylemat, który na bazie tych przepisów będzie jeszcze bardziej jaskrawo uwydatniony: kto jest odpowiedzialny za przygotowanie miejsca pracy podczas pracy zdalnej? Dyskusje pracodawców są w tym przypadku bardzo burzliwe i często dochodzi do konfliktów relacji pracownik-pracodawca, które kończą się tym, że firmy ograniczają pracę zdalną. Te przepisy najbardziej dotyczą sektora IT i firm posiadających kadry pracujące przy komputerach – przyznaje mecenas Marek Jarosiewicz.

Zmiany będą wiązały się z kosztami dla przedsiębiorców – w wielu firmach konieczna będzie wymiana elementów związanych z przygotowaniem stanowiska pracy.

Elektryfikacja transportu w Polsce nabiera tempa: kluczowe statystyki

Według danych z końca kwietnia 2024 r., w Polsce było zarejestrowane łącznie 64 495 osobowych i użytkowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV). Przez pierwsze cztery miesiące br. ich liczba zwiększyła się o 7782 szt. (o 8% więcej niż w analogicznym okresie 2023 r.) – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSNM.

Pod koniec kwietnia 2024 r. po polskich drogach jeździło 111 775 samochodów osobowych z napędem elektrycznym. Flota w pełni elektrycznych, osobowych aut (BEV, ang. battery electric vehicles) liczyła 57 958 szt., a park hybryd typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 53 817 szt. Liczba samochodów dostawczych i ciężarowych z napędem elektrycznym wynosiła 6 568 szt. Stale rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec kwietnia składała się z 20 402 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 771 558 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów zeroemisyjnych w Polsce wzrósł do 1314 szt. (z czego pojazdy całkowicie elektryczne stanowiły 1260 szt., zaś wodorowe – 54 szt.

Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym rozwija się infrastruktura ładowania. Pod koniec kwietnia 2024 r. w Polsce funkcjonowało 6691 ogólnodostępnych punktów ładowania pojazdów elektrycznych (3686 stacji). 28% z nich stanowiły szybkie punkty ładowania prądem stałym (DC), a 72% – wolne punkty prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W kwietniu uruchomiono 201 nowych punktów.

– Branża motoryzacyjna z dużym zainteresowaniem przyjęła informację o przeznaczeniu przez rząd 1.6 mld złotych z programu KPO na dopłaty do pojazdów elektrycznych. Nie znamy szczegółów tego programu, ale biorąc pod uwagę obserwowany ostatnio spadek dynamiki rejestracji nowych pojazdów elektrycznych – nie tylko zresztą w Polsce- z całą pewnością ten program może zrewolucjonizować pierwsze rejestracje. O ile w przypadku nowych samochodów jedyne zastrzeżenia budziła zbyt niska wartość pojazdu objętego dopłatą wynosząca 225 tys. zł, to w przypadku dopłat do samochodów używanych bardzo istotne okażą się szczegóły – w tym precyzyjne określenie, jakie pojazdy będą podlegać dopłatom. Jako że mamy niedobre doświadczenia z rynkiem używanych samochodów spalinowych, należy dołożyć wszelkiej staranności, żeby na nasz rynek nie trafiały już wyeksploatowane samochody elektryczne. Ograniczenie wieku pojazdu do 4 lat wydaje się rozsądne. Trzeba mieć jednak na uwadze fakt, że praktycznie we wszystkich krajach europejskich dopłatom towarzyszył obowiązek używania tego pojazdu przez co najmniej 2-3 lata. Oznaczałoby to, że nabywcy korzystający z systemu dopłat będą sprowadzali pojazdy ponad 4-letnie, a tego nie chcemy. – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

– Potencjalnie najbardziej istotną informacją dla polskiego rynku elektromobilności w ostatnich tygodniach była zapowiedź uruchomienia programu do używanych samochodów elektrycznych. O wprowadzenia subsydiów do pojazdów zeroemisyjnych – na wzór m.in. Niderlandów, Francji, Litwy czy Niemiec – PSNM zabiegało już od kilku lat. Obecnie nabywcami samochodów elektrycznych w Polsce są przede wszystkim firmy (ich udział systematycznie wzrasta i przekracza już 85%). Elektryfikacja polskich flot na skalę masową nie będzie jednak możliwa bez zdecydowanego wzrostu popytu na EV z rynku wtórnego wśród nabywców indywidualnych – mówi Aleksander Rajch, Członek Zarządu PSNM.

KNF zatwierdziła prospekt nowego programu emisji obligacji Cavatina Holding S.A.

Nowy program emisji obligacji pozwala spółce Cavatina Holding S.A. wyemitować obligacje o łącznej wartości do 150 mln zł (lub równowartość tej kwoty w EUR). Będą one emitowane na podstawie prospektu zatwierdzonego przez KNF 25 kwietnia 2024 r. Wcześniej, w lutym br. Cavatina poinformowała o zmianie strategii i koncentracji na nowych projektach na rynku mieszkaniowym przy jednoczesnym kontynuowaniu komercjalizacji oraz zwiększania wartości portfolio biurowego.

30 kwietnia Cavatina Holding opublikowała wyniki finansowe za 2023 rok – spółka osiągnęła trzykrotnie wyższy niż przed rokiem skonsolidowany zysk netto oraz o niemal 80 proc. wyższy skonsolidowany zysk z działalności operacyjnej. Deweloper aktualnie koncentruje się na dywersyfikacji działalności zgodnie z przedstawionymi na początku roku założeniami strategicznymi. Obligacje pozostają jednym z kluczowych źródeł finansowania.

Ustanowiony w marcu 2024 roku program obligacji pozwala na emitowanie w jednej lub wielu seriach zabezpieczonych obligacji o łącznej wartości do 150 mln zł – z możliwością emisji zarówno w złotych jak i euro. Podobnie, jak w przypadku poprzedniego programu emisji obligacji Spółki z 2023 roku, emisje będą prowadzone w ramach oferty publicznej, a kolejne serie będą przedmiotem wniosku o wprowadzenie do obrotu na rynku Catalyst (rynek regulowany lub ASO).

W ostatnich miesiącach wyraźnie zaznaczyliśmy swoją obecność na rynku mieszkaniowym – pokazaliśmy wstępną koncepcję kompleksu przy Chmielnej 75 w Warszawie, uruchomiliśmy kolejny etap prac nad rewitalizacją inwestycji WIMA Widzewska Manufaktura oraz podjęliśmy decyzję o przeznaczeniu największego budynku pofabrycznego WIMA A na cele mieszkaniowe. Wystartowała także budowa projektu Belg w Katowicach, a w przygotowaniu mamy kolejne inwestycje. Zgromadzone w ramach grupy kompetencje pozwalają nam na elastyczne podejście do rozwoju biznesu – chcemy dobrze wykorzystać perspektywy, jakie dziś ma przed sobą rynek mieszkaniowy w Polsce. W związku z zatwierdzeniem prospektu przez KNF, możemy nadal pozyskiwać środki na realizację naszych zamierzeń z wykorzystaniem różnych źródeł finansowania, w tym obligacji”, mówi Daniel Draga, Wiceprezes Zarządu Cavatina Holding S.A.

Za organizację oferty oraz tworzenie konsorcjum dystrybucyjnego będzie odpowiadał dom maklerski Noble Securities S.A. Wspólna historia Spółki i Noble Securities sięga 2022 roku. Od tego czasu podmioty współpracowały przy 10 emisjach obligacji, w tym w 2 ostatnich ofertach realizowanych w 2024 roku na podstawie memorandum informacyjnego, z których Spółka pozyskała łącznie 41,65 mln zł.
Przez lata ugruntowaliśmy swoją pozycję skutecznego gracza rynku nieruchomości, który realizuje ambitne cele i szybko reaguje na zmiany otoczenia makroekonomicznego. Dzięki temu możemy liczyć na przychylność inwestorów indywidualnych oraz instytucji finansowych. W samym 2023 r. wyemitowaliśmy obligacje o wartości ponad 115 mln zł i z powodzeniem zakończyliśmy proces pozyskiwania finansowania czy refinansowanie dla projektów Quorum A, B i D, Palio A, WIMA D oraz Cavatina Hall B – w sumie z tytułu kredytów i pożyczek pozyskaliśmy ok. 600 mln zł. Jako spółka obecna na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie od 2021 r. za cel w perspektywie kilku lat stawiamy sobie zostanie spółką dywidendową, regularnie dzielącą się zyskami z inwestorami”, dodaje Daniel Draga, Wiceprezes Zarządu Cavatina Holding.

Cavatina Holding S.A. jest jednym z największych deweloperów nieruchomości komercyjnych w Polsce. Od początku swojej działalności Grupa ukończyła budowę 21 projektów komercyjnych o łącznej powierzchni ponad 325 tys. mkw GLA. Zgodnie z nowoprzyjętą strategią, od 2024 r. Grupa Emitenta rozwija także działalność w segmencie mieszkaniowym i dąży do uzyskania roli wiodącego podmiotu na tym rynku. Obecnie, w trakcie realizacji znajdują się trzy projekty mieszkaniowe o łącznej powierzchni blisko 25 tys. PUM, które dostarczą na rynek ponad 650 mieszkań, a w przygotowaniu są kolejne dwa projekty o łącznej powierzchni minimum 47 tys. PUM. W realizacji znajdują się także projekty komercyjne o łącznej powierzchni prawie 38 tys. mkw. GLA. Grupa prowadzi działalność w dużych miastach w Polsce. Realizowane przez Grupę projekty wyróżniają się unikalną architekturą, nagradzaną w polskich i międzynarodowych konkursach oraz wysoką jakością wykończenia. Grupa Kapitałowa Cavatina Holding S.A. kładzie nacisk na zrównoważone budownictwo, a także komfort i bezpieczeństwo użytkowników mieszkań i biur. To sprawia, że biurowce z portfolio Cavatina bez problemów otrzymują certyfikaty BREEAM oraz WELL Health & Safety Rating. Grupa przywiązuje dużą wagę do miastotwórczej roli swoich projektów, dbając o ich naturalne wpasowanie w istniejącą tkankę miejską i zaspokajanie potrzeb lokalnej społeczności.

Konsumpcja prywatna może być głównym motorem wzrostu gospodarczego w ty​m roku

Kwietniowy odczyt inflacji bazowej wyniósł 4,1 proc. r/r. Ceny z wyłączeniem energii i żywności w ujęciu miesięcznym zanotowały wzrost o 0,7 proc. Wskaźnik inflacji bazowej w ujęciu r/r od niemal roku dynamicznie spada, ale efekt bazy się wyczerpuje. Wydaje się, że może być to ostatni miesiąc tak mocnego spadku wskaźnika w ujęciu r/r. Co za tym idzie, inflacja bazowa nie osiągnie poziomów obserwowanych w odczytach szerokiego CPI, a w kolejnych miesiącach powinna nawet rosnąć.

Dynamiki realnych dochodów do dyspozycji gospodarstw domowych pozostają wysokie. Oczekujemy, że konsumpcja prywatna pozostanie głównym motorem wzrostu gospodarczego w tym roku, co będzie miało odzwierciedlenie w presji cenowej.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Czy to już koniec spadków cen materiałów budowlanych?

Na rodzimym rynku materiałów budowlanych korekta cenowa wciąż jest obowiązującą tendencją, jednak w kwietniu pojawiły się pierwsze wyraźne symptomy jej wygaszania. Jak zauważa portal RynekPierwotny.pl już po raz ósmy z rzędu stawki ogromnej większości grup towarowych zanotowały regres w relacji rok do roku. Tym razem średni poziom dynamiki cen wyniósł -2,8 proc., o 0,4 pp. mniej niż w marcu. Tymczasem bardzo ciekawie wygląda sytuacja w relacji miesiąc do miesiąca.

Utrwalony w ostatnich miesiącach constans dynamiki cen materiałów budowlanych na ujemnym poziomie nieco ponad 3 proc. rdr, powoli zaczyna ewoluować w kierunku zera. Tymczasem, jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl, ten sam wskaźnik liczony w odniesieniu do poprzedniego miesiąca, z wartości -0,8 proc. w marcu, w kwietniu przeszedł na dodatnią stronę z wartością +0,7 proc. Nie oznacza to jeszcze definitywnego końca spadków stawek materiałów budowlanych, ale jest pierwszym wiarygodnym sygnałem możliwego powrotu wzrostów cen już w bezpośredniej perspektywie. W najnowszym raporcie Grupy PSB dynamika cen w kanale hurtowym wyniosła -2,6 proc. oraz detalicznym -2,9 proc.Wyk. 1 - Średnia dynamika cen materiałów budowlanych

Odczyt dynamiki cen materiałów budowlanych w relacji rok do roku autorstwa Grupy PSB w kwietniu br. wskazuje na wciąż silnie dominującą pozycję taniejących grup towarowych. Jednak nawet na pierwszy rzut oka widać słabnącą tendencję spadków. Z drugiej strony zaledwie dwie pozycje – „farby, lakiery” i „cement, wapno” wciąż drożeją o niespełna 2 proc.

Wśród materiałów najszybciej taniejących niezmiennie od miesięcy przodują płyty OSB z drewnem, taniejące w ciągu roku o 17,3 proc., a następnie dachy-rynny o 8 proc.Tab.1 - Dynamika cen materiałów budowlanych w kwietniu 2024 mdm rdr

Jednak w kwietniu najciekawszym elementem notowań materiałów budowlanych autorstwa Grupy PSB było odwrócenie tendencji spadkowej na wzrostową w relacji miesiąc do miesiąca. Jeszcze w marcu br. średnia dynamika wynosiła tu -0,8 proc., a na dwadzieścia grup towarowych tylko trzy nie komunikowały przeceny.

Tymczasem, jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl, w kwietniu sytuacja uległa radykalnej wolcie. Z miesiąca na miesiąc wszystkie grupy towarowe zanotowały wzrost, z jednym potwierdzającym regułę wyjątkiem w postaci suchej zabudowy, której ceny pozostały bez zmian. Jeżeli w bieżącym miesiącu – maju – sytuacja się powtórzy, czyli ceny monitorowanych grup towarowych ponownie w komplecie odbiją w górę w odniesieniu do kwietnia, przesilenie korekty cenowej materiałów budowlanych stanie się faktem.

Tymczasem w przestrzeni publicznej przybiera na sile dyskusja, a właściwie prawdziwa batalia o być albo nie być dla Centralnego Portu Komunikacyjnego. Podjęcia ostatecznej decyzji przez rząd nie da się jednak odwlekać w nieskończoność, a od niej właśnie mogą zależeć w decydującym stopniu długoterminowe perspektywy krajowej branży budowlanej, z segmentem producentów materiałów budowlanych na czele. Inwestycja infrastrukturalna o tak gigantycznych rozmiarach, jeśli zostanie zatwierdzona do realizacji, na długie lata może zdominować parametry popytowe, cenowe, eksportowo-importowe i rozwojowe rodzimej budowlanki, niekoniecznie z korzyścią dla innych form budownictwa z mieszkaniówką na czele.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Pokolenie Z na rynku pracy: Mity i rzeczywistość

Pokolenie Z, czyli osoby urodzone po 1995 roku, to obecnie najmłodsza grupa pracowników na rynku pracy. W kolejnych latach odsetek Zetek w firmach będzie rósł, a w przestrzeni publicznej nie brakuje krytycznych opinii na ich temat. Przedstawiciele tego pokolenia oskarżani są choćby o nierealne oczekiwania względem wynagrodzenia czy elastyczności pracy, brak cierpliwości i roszczeniowość. Najnowsze badanie Hays Poland pokazuje jednak, że 42% pracowników starszych pokoleń nie do końca wie, co sądzić o Zetkach.

Wielopokoleniowe zespoły są faktem. Obecnie na rynku pracy funkcjonują aż cztery generacje pracowników – Baby Boomers (urodzeni w 1940-1960), X (1961-1982), Y (1983-1995) i Z (1995-2010). Ostatni z nich są aktualnie szczególnie na językach. Dominująca narracja ma jednak negatywny wydźwięk, podkreślając wady najmłodszego pokolenia oraz zachowania odbiegające od ogólnie przyjętej normy. Jak wynika z licznych artykułów, Zetki przykładowo mają mieć zbyt wysokie oczekiwania wobec pracy i pracodawcy, jednocześnie nie dając od siebie adekwatnie wiele.

Jednak jak podkreślają eksperci Hays Poland, ten sposób mówienia o przedstawicielach generacji Z jest dla nich krzywdzący, ponieważ nie uwzględnia ich niezaprzeczalnych zalet oraz unikatowych cech każdego pracownika. Zamiast na podobieństwach i realnych kompetencjach, narracja towarzysząca pokoleniu Z bardzo często koncentruje się na różnicach, stereotypach lub jednostkowych, sensacyjnych czy zabawnych zdarzeniach. Nie oddaje to sprawiedliwości pozytywnym stronom Zetek, które idealnie uzupełniają wielopokoleniowe zespoły.

W debacie publicznej o generacji Z nie mówi się zatem najlepiej, natomiast warto też podkreślić, że najmłodsze pokolenia nigdy nie miały najlepszego wizerunku. To, czego obecnie doświadczają Zetki, wcześniej doświadczali Millenialsi, a jeszcze wcześniej – pokolenie X.

CZY ZETKI MAJĄ ZŁY WIZERUNEK NA RYNKU PRACY?

Badanie Hays Poland przeprowadzone na przełomie kwietnia i maja 2024 roku wśród ponad 1600 specjalistów i menedżerów ze wszystkich czterech pokoleń pokazuje, że wśród pracowników nie ma zgody wobec tego, czy Zetki niesłusznie zyskały miano czarnej owcy na rynku pracy. Przedstawiciele generacji Baby Boomers, X i Y, zapytani, czy młodsi koledzy są ich zdaniem demonizowani na rynku pracy, w większości nie byli w stanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi.

Czy uważasz, że pokolenie Z jest demonizowane na rynku pracy?

Tak 25%
Nie 33%
Trudno powiedzieć 42%

Źródło: badanie Hays Poland, kwiecień-maj 2024
Tylko osoby z pokolenia Baby Boomers, X i Y

Niepewność po stronie profesjonalistów z pokoleń innych niż Z może być argumentowana przynajmniej dwojako. Grupa ta może bowiem kierować się przekonaniem, że w każdym stereotypie jest ziarenko prawdy. Bazując na własnych doświadczeniach współpracy z młodszymi osobami, mogą zatem zgadzać się z częścią powielanych opinii, natomiast pozostałe uważać za wyolbrzymione lub zupełnie nieprawdziwe. Drugą potencjalną przyczyną może być fakt, że osoby spoza pokolenia Z zwyczajnie nie wykazują dużego zainteresowania tym, co mówi się o innych generacjach pracowników, lub nie mają doświadczenia bezpośredniej współpracy z Zetkami. W związku z tym nie potrafią ocenić, na ile opinie o tym pokoleniu są prawdziwe.

Z rezerwą należy podejść również do odpowiedzi „tak” i „nie”. To, że 25% respondentów uważa, że pokolenie Z jest demonizowane na rynku pracy, nie zawsze oznacza współczucie czy dostrzeganie niesprawiedliwej oceny Zetek. Równie dobrze może wynikać z przekonania, że generalizacje na temat jakiejkolwiek grupy wiekowej zawsze są krzywdzące. Z kolei za 33% odpowiedzi negujących demonizowanie Zetek na rynku pracy może stać zarówno podzielanie niekorzystnych opinii na ich temat, jak i brak zainteresowania tym tematem.

Każde nowe pokolenie wchodzące na rynek pracy jest przez pewien czas na świeczniku. Prowadzi się wówczas generalizującą narrację mającą stanowić temat do dyskusji. Obecnie Zetki oskarżane są o rzekomą roszczeniowość i zbyt elastyczne podejście do wielu spraw przez osoby, którym kilkanaście lat temu przyczepiano z kolei łatkę za mało asertywnych i niepewnych siebie. Samo myślenie „to pokolenie już tak ma” o jakiejkolwiek grupie jest już demonizowaniem samym w sobie – komentuje Agnieszka Czarnecka, HR Consultancy Manager na region Europy Środkowo-Wschodniej w Hays.

NIESPEŁNA 4 NA 10 ZETEK UWAŻA, ŻE ICH POKOLENIE MA ZŁY WIZERUNEK NA RYNKU PRACY

Potwierdzeniem tego, iż rzekoma trudna współpraca z Zetkami może być mitem lub wyolbrzymionym problemem, są odpowiedzi Zetek na pytanie o to, jak są postrzegane rynku pracy. Zaledwie 39% respondentów z pokolenia Z sądzi, że ma zły wizerunek na rynku pracy, 31% nie jest w stanie jednoznacznie tego ocenić, a 30% nie zgadza się z tym twierdzeniem.

Taki układ odpowiedzi może wynikać z faktu, iż Zetki mają świadomość opinii krążących w przestrzeni publicznej na swój temat, ale jednocześnie nie muszą odczuwać ich skutków w swojej pracy zawodowej, ponieważ pracują w bardzo otwartym i inkluzywnym zespole.

Należy mieć świadomość, że wizerunek budowany na powielanej, często stereotypowej narracji to nie wszystko. To, co koniec końców liczy się najbardziej to kompetencje, realne wyniki, podejście do innych ludzi. Dobry lider będzie starał się je samodzielnie dostrzec, nie bazując na utartych schematach i podchodząc do pracowników jako jednostek, a nie przedstawicieli konkretnego pokolenia. W obliczu tego niezbędne jest rozwijanie umiejętności menedżerskich oraz zaangażowane budowanie prawdziwej synergii w zespołach. Zacząć można w każdej chwili, słuchając i zamiast różnic, szukając wspólnych punktów – uważa Agnieszka Czarnecka.

ZETKI UWIERAJĄ STEREOTYPY

Przedstawiciele pokolenia Z zapytani o to, jak przejawia się ich zły wizerunek na rynku pracy najczęściej wskazują krzywdzące, powielane stereotypy na swój temat (59%). Podobny odsetek respondentów (58%) wymienił również przejawy deprecjonowania ich jako profesjonalistów i braku wiary w posiadane kompetencje. Część Zetek doświadczyło też braku zaufania ze strony szefa czy współpracowników lub dyskryminacji w rekrutacji (po 33%).

Jak się przejawia zły wizerunek pokolenia Z?

Powielanie krzywdzących stereotypów 59%
Deprecjonowanie, brak wiary w kompetencje 58%
Brak zaufania szefa/współpracowników 33%
Dyskryminacja w rekrutacji 33%

Źródło: badanie Hays Poland, kwiecień-maj 2024
Tylko osoby z pokolenia Z. Można było zaznaczyć kilka odpowiedzi

Takie sytuacje są bezdyskusyjnie złe, natomiast zapobieganie im nie powinno być motywowane chęcią wspierania i „włączania” Zetek do zespołów i procesów biznesowych, a chęcią dążenia do równości i sprawiedliwości w miejscu pracy. To właśnie one powinny stanowić podstawę działania każdej dojrzałej organizacji.

Bez niespodzianek w danych

Środa była dniem potencjalnie ważnych odczytów. Jednakże zarówno w przypadku Polski, jak i USA obyło się bez niespodzianek. Dane trafiały bardzo blisko oczekiwań. W tle odbicie cen złota.

Dane z Polski

Wczoraj poznaliśmy dane z Polski. Wzrost PKB okazał się lepszy od oczekiwań. Z drugiej strony 1,9% (zamiast oczekiwanych 1,8%) to nie jest bardzo istotna różnica. Warto też zwrócić uwagę, że dla kraju w naszej sytuacji rozwój poniżej 2% to nie jest dobry wynik. Drugim odczytem była wczoraj inflacja. Ta potwierdziła poziom 2,4%. W rezultacie mamy brak niespodzianki na wzroście cen i mniej zły od oczekiwań wzrost gospodarczy. Wydawać by się mogło, że to w miarę neutralne dane. Jak się jednak okazuje, inwestorzy ostatnio bardzo lubią polskiego złotego i umacnianie waluty trwa nadal. Wczoraj zeszliśmy w okolice 4,26 zł na kursie euro i 3,92 zł w przypadku złotego.

Inflacja za oceanem

Środa mijała na rynkach pod dyktando oczekiwań na inflację konsumencką. Zgodnie z oczekiwaniami w ciągu roku inflacja wynosi 3,4%. Jest to symboliczny spadek o 0,1%. Z kolei inflacja bazowa spadła z 3,8% na 3,6%, co również pokrywało się z oczekiwaniami. Wydawać by się mogło, że dane zgodne z przewidywaniami analityków nie powinny namieszać na rynku. Jak się jednak okazuje, inwestorzy poczuli, że te dane przyspieszają obniżki stóp procentowych. W rezultacie byliśmy świadkami kolejnego osłabienia dolara. W rezultacie dolar dotarł do poziomów, gdzie jest najsłabszy względem euro od marca.

Złoto wraca do łask?

Powiedzenie o złocie mimo ostatniej przeceny, że wypadło z łask to w sumie pewne nadużycie. Warto jednak pamiętać, że po tym, jak w kwietniu otarliśmy się o poziom 2450 dolarów za uncję, na przełomie kwietnia i maja spadliśmy poniżej 2300 dolarów. Obecnie trend znów jest wzrostowy, a cena sięga 2400 dolarów. W tle mamy dwa ważne powody. Z jednej strony słabnący dolar amerykański. Ceny surowców są wyrażone w dolarach, ale mają też pewną bezwładność w walutach lokalnych. W rezultacie, gdy dolar tanieje, ceny surowców tak jak teraz często jednak idą trochę w górę, utrzymując pewną stabilność w walutach lokalnych. Drugim elementem są oczekiwania inwestorów. Wraz z rosnącymi oczekiwaniami co do spadku stóp procentowych szukane są alternatywne miejsca, gdzie można skierować środki.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:00 – Polska – inflacja bazowa,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Spadek inflacji w USA w kwietniu osłabił dolara i wywołał wzrosty na giełdach

Inflacyjny raport z USA, który został zaprezentowany wczoraj, osłabił dolara amerykańskiego oraz spowodował spadek rentowności amerykańskich obligacji i jednoczesny wzrost indeksów giełdowych, zarówno tych z Wall Street jak i Europy. W kwietniu dynamika wzrostu cen lekko spowolniła, choć nadal inflacja znajduje się powyżej celu Rezerwy Federalnej. Tak czy inaczej wzrosły „zakłady” rynku na obniżki stóp procentowych we wrześniu oraz grudniu tego roku.

W pierwszym kwartale tego roku ceny rosły silniej niż oczekiwano. W kwietniu otrzymaliśmy lekki spadek, choć dane są praktycznie zgodne z konsensusem. Wczorajsze dane są niewielkim krokiem w kierunku, który oczekuje Fed. Potrzebne są z pewnością kolejne raporty, które potwierdzą dalsze zmniejszanie się presji inflacyjnej zanim Rezerwa Federalna podejmie decyzję o łagodzeniu restrykcyjnych warunków polityki monetarnej.

Ceny konsumpcyjne w USA urosły w kwietniu o 0,3 proc. w porównaniu do marca. To nieco słabiej niż wskazywał konsensus. W ujęciu rocznym wskaźnik CPI uplasował się na poziomie 3,4 proc. co oznacza spadek 0,1 punktu procentowego. Ważniejsza miara bazowa, nie obejmująca żywności oraz energii również wyniosła 0,3 proc. m/m a w ujęciu rok do roku otrzymaliśmy spadek z 3,8 proc. do 3,6 proc.

Po wczorajszej reakcji dolara, giełd oraz obligacji skarbowych można zakładać, że rynek oczekuje nie aż tak „jastrzębiego” Fedu w tym roku. Czerwcowa obniżka stóp procentowych jest w tym momencie bardzo mało prawdopodobna. Nieco wzrosła szansa na wrześniowy ruch i aktualnie rynek wycenia prawdopodobieństwo realizacji takiego scenariusza na poziomie bliskim 60 proc. Daje on też szanse na kolejny krok luzowania w grudniu tego roku.

W pewnym stopniu rynki odetchnęły z ulgą i przestawiły się na zdecydowany tryb risk-on. Wszystkie trzy główne amerykańskie indeksy, Dow Jones Industrial Average, S&P500 i Nasdaq Composite zdecydowanie urosły i wyznaczyły nowe historyczne rekordy. Dolar osłabił się. Kurs EUR/USD zbliżył się do 1,09 i znalazł się na najwyższym poziomie od 21 marca tego roku. Na uwagę zasługuje fakt, że notowania „przełamały” górne ograniczenie kanału spadkowego trwającego od końca ubiegłego roku. Na wczorajszej publikacji skorzystał złoty. Kurs EUR/PLN spadł poniżej 4,26 a USD/PLN wyznaczył nowy lokalny dołek na 3,9117 i zrównał się z minimami z 10 kwietnia 2024 roku.

Pomimo spadku inflacji przedstawiciele Fed wypowiadali się w dość jastrzębim tonie. Prezes Fed z Minneapolis – Neel Kashkari – trzymał się tematu wyższych stóp przez dłuższy czas. Powiedział, że instytucja może być zmuszona do utrzymania ich na obecnym poziomie przez „chwilę dłużej” i zakwestionował, jak bardzo ograniczają one gospodarkę. Dla niego wciąż dużą niewiadomą jest to, jak dużą presję na gospodarkę wywiera polityka pieniężna. Prezes Fed z Chicago – Austan Goolsbee – z zadowoleniem przyjął spowolnienie inflacji CPI, ale powiedział, że wciąż jest miejsce na dalszy proces dezinflacyjny. Wiceprzewodniczący Fed Philip Jefferson przyznał, że polityka pieniężna jest restrykcyjna, ale zauważył, że brak postępów w zakresie inflacji w I kwartale jest niepokojący.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Umocnienie polskiego złotego – skąd te zyski?

Jeszcze w styczniu część analityków wskazywała, że to będzie zły rok dla polskiej waluty. Techniczne na wykresach głównych walut do PLN zbliżyliśmy się do 13-letnich linii wsparcia.  Entuzjazm związany z ociepleniem stosunków Polski z Unią Europejską słabł, a pozytywny wpływ na krajową walutę z racji uzyskania środków dla Polski z KPO wygasał. Mimo to złoty dzielnie utrzymuje swoją pozycję na rynku, o czym świadczą jego notowania. Kurs EUR/PLN w połowie maja wraca poniżej 4,30 PLN, a „dolar po 5 złotych” odszedł w zapomnienie, gdyż na wykresie USD/PLN widzimy „trójkę z przodu”. Dlaczego złoty jest tak silny i jakie są perspektywy dla PLN na drugą połowę roku?

Dobra passa polskiego złotego

Ofensywę złotego widać zarówno na wycenach do głównych walut (euro, frank, funt, amerykański dolar) jak i walut rynków wschodzących naszego regionu (korona czeska, lej rumuński, forint węgierski). Jeżeli ktoś nazywa to zbiegiem okoliczności, to jest w błędzie, ponieważ aktualna siła PLN to kontynuacja ruchu, który rozpoczął się w ubiegłym roku. Nie można więc mówić o chwilowym trendzie. To, co dzieje się z krajową walutą jest konsekwencją wielu argumentów, które stoją za złotym.

Jak euro wpływa na PLN?

Pierwszym z nich są wzrosty na głównej parze walutowej świata. Złoty jest dodatnio skorelowany z unijną walutą. Oznacza to tyle, że dobra kondycja euro pozytywnie oddziałuje na polskiego orła. Jeszcze dwa lata temu na eurodolarze obserwowaliśmy parytet, a w drugiej połowie 2022 roku kurs EUR/USD zszedł do 0,95 USD. Wtedy krajowa waluta wykazywała słabość, a zła kondycja euro nie pomagała złotemu. W momencie pisania niniejszego tekstu notowania popularnego „edka” to 1,08 USD, czyli o ponad 10 centów wyżej niż 2 lata temu. W przypadku głównej pary walutowej świata jest to naprawdę istotna różnica, która pozytywnie oddziałuje na pozycję złotego.

Jaki wpływ na pozycję waluty ma Rada Polityki Pieniężnej?

Znaczącym czynnikiem determinującym siłę waluty jest polityka monetarna prowadzona przez bank narodowy. W tym obszarze zalicza się nie tylko same decyzje, ale również komunikaty przekazywane podczas konferencji prasowych. Majowe przemówienie prof. Adama Glapińskiego było bardzo jastrzębie. Prezes Narodowego Banku Polskiego rozwiał wątpliwości o możliwej obniżce kosztu pieniądza jeszcze w tym roku. Oznacza to utrzymywanie stóp procentowych na wysokim poziomie minimum przez kolejne sześć miesięcy, co w teorii oznacza umocnienie waluty. Należy dodać, że dzieje się to w okresie, kiedy inne banki centralne z naszego rejonu np. czeski czy węgierski już kilka miesięcy temu rozpoczęły cykl obniżek stóp. To tłumaczy siłę złotego względem walut lokalnych w Europie Środkowo-Wschodniej.

Rating kraju

Pozycję złotego umacnia również stabilny rating Polski od Fitch i S&P, który w piątek pozostał na poziomie A- zarówno w perspektywie długo- jak i krótkoterminowej. Agencje podkreślają zróżnicowanie i odporność polskiej gospodarki, dodatkowo wskazując na wzrost popytu i rozwoju (prognoza dla PKB 2,8% w 2024 i 3,1% w 2025).

PLN silny, ale warunki mogą się zmienić

Pozycja złotego na arenie międzynarodowej w połowie maja jest stabilna. Krajowej walucie sprzyja silne euro, restrykcyjna polityka monetarna oraz optymistyczne perspektywy na kolejne półtora roku. Jeżeli prognozy okażą się prawdą, czeka nas umocnienie, a przynajmniej utrzymanie siły krajowej waluty. Niestety, oprócz zalet, których aktualnie jest sporo, należy dostrzec potencjalne zagrożenia, mogące osłabić złotego. Wśród nich jest prawdopodobieństwo wcześniejszych obniżek stóp procentowych w strefie euro niż w USA, co w teorii osłabi unijną walutę i może negatywnie wpłynąć na PLN. Dodatkowo pamiętajmy, że wciąż jesteśmy krajem przyfrontowym, co zwiększa ryzyko geopolityczne, którego PLN nie lubi. Jakakolwiek eskalacja konfliktu mogłaby negatywnie odbić się na ratingu dla rodzimej gospodarki i osłabić walutę. Nikt też nie może nas zapewnić na 100%, że stopy procentowe będą utrzymywane na wysokim poziomie do końca roku. W przypadku wystąpienia nieprzewidzianego wydarzenia zmieniającego warunki gospodarcze, bank narodowy może zostać zmuszony do zmiany aktualnie przedstawionego scenariusza wobec prowadzenia jastrzębiej polityki monetarnej. Ostatecznie jednak należy zauważyć, że aktualne otoczenie sprzyja krajowej walucie.

Dawid Górny – analityk w serwisie Walutomat.pl

Rynek obligacji korporacyjnych złapał zadyszkę – albo tylko pit stop

Biorąc pod uwagę rekordowe wyniki pierwszego kwartału można ulec wrażeniu, że bilans kwietniowych emisji jest lekko rozczarowujący. Faktycznie, emisji w ostatnim miesiącu było mniej (zaledwie 2 wobec 6 zakończonych w marcu). Ale wśród nich jest biały kruk – emisja Marvipolu „rozbiła bank” i zamknęła się jako największa emisja publiczna w historii.

Apetyt inwestorów wciąż pozostaje niezaspokojony, a obie kwietniowe emisje zakończyły się redukcjami. W kwietniu „małą” emisję na 21,5 mln zł przeprowadził deweloper White Stone Development. Wzięło w niej udział 473 inwestorów i konieczna była ponad 40-procentowa redukcja zapisów. Drugą emisję tego miesiąca – i jednocześnie największą w historii polskiego rynku obligacji emisję publiczną – zamknął Marvipol Development. Deweloper, działający także w branży magazynowej, przeprowadził emisję na 150 mln zł. Wzięło w niej udział ponad 1000 inwestorów i pomimo wielkości konieczna okazała się prawie 6-procentowa redukcja.

Emitent Wartość emisji (mln zł) Oprocentowanie (proc.) Tenor (lata) Data Wielkość zapisów (mln zł) Redukcja (proc.) Liczba inwestorów
White Stone Development 21,5 5,3 3 kwiecień 36,66 41,36 473
Marvipol Development 150 4,5 4 kwiecień 159,52 5,97 1101
SUMA 171,5       196,18    

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne.

W pierwszym kwartale tego roku odbywało się około 5-6 emisji miesięcznie, na sumy oscylujące między 165 a 360 mln zł. Z kolei w kwietniu zostały przeprowadzone tylko dwie emisje publiczne obligacji korporacyjnych na łączną kwotę „jedynie” 171,50 mln zł. W minionym miesiącu rozpoczęła się także emisja spółki Echo Investment na 60 mln zł, zakończona już w maju. Ale i w tym przypadku konieczna okazała się ponad 50-procentowa redukcja zapisów przy zgłoszonym przez inwestorów popycie na poziomie ponad 123 mln zł, i to pomimo obniżenia przez emitenta marży z 4,00 proc. w poprzednich emisjach do 3,80 proc. ponad WIBOR.

Nie taki zły kwiecień

Kwiecień pod względem wielkości emisji był drugim najsłabszym miesiącem roku zaraz po marcu, kiedy to przeprowadzono 6 emisji, ale ich łączna kwota nie przekroczyła 165 mln zł. Natomiast jeżeli chodzi o wielkość popytu zgłoszonego przez inwestorów kwiecień wypada najgorzej. Musimy jednak pamiętać, że porównujemy ten miesiąc z rekordowym kwartałem, nic więc dziwnego, że może on wypadać nieco „blado”.

Inną perspektywę daje jednak całościowe spojrzenie na bieżący rok i porównanie go z ubiegłym. Przez 4 miesiące 2024 r. emitenci przeprowadzili emisje na 932 mln zł przy popycie zgłoszonym przez inwestorów na poziomie ponad 2 mld zł. Dla porównania w całym roku 2023 emitenci przeprowadzili emisje na 1,35 mld zł przy popycie na poziomie niecałych 2 mld zł. Tym samym wartość zapisów inwestorów w tym roku już przekroczyła cały popyt roku zeszłego. Wartość przeprowadzonych emisji zeszłoroczne „minimum” zrealizowała na poziomie 69 proc.

Fundusze i prognozy na maj

W przypadku funduszy obligacji korporacyjnych zarówno napływy netto do tej klasy aktywów, a także ich stopa zwrotu za kwiecień, były najniższe w tym roku. Inwestorzy wpłacili do nich 227 mln zł przy wpłatach w pozostałych miesiącach tego roku na poziomie około 700 mln zł. Średnia stopa zwrotu za kwiecień wyniosła jedynie 0,20 proc. Tym samym aktywa funduszy obligacji korporacyjnych na koniec kwietnia wyniosły 13,531 mld zł, po wzroście o 255 mln w kwietniu (+1,90 proc. m/m)

Nawet w teoretycznie najgorszym miesiącu tego roku mieliśmy bardzo duży popyt zgłoszony przez inwestorów, a do tego największą emisje publiczną w historii przeprowadzona przez Marvipol Development. Także zakończona w maju emisja Echo Investment pokazuje, że nastroje na rynku wciąż są dobre. Po niesamowicie intensywnym pierwszym kwartale tego roku mamy delikatne zwolnienie tempa. Ale nawet pomimo tego wydaje się, że już w drugim kwartale zostanie przekroczona wartość wszystkich emisji publicznych z zeszłego roku.

Autor: Szymon Gil, Makler Papierów Wartościowych, Certified International Investment Analyst (CIIA) Michael / Ström Dom Maklerski

Wielkie hamowanie w branży TSL: do zapłaty 1,3 mld zł, do odzyskania pół miliarda

Jak podaje Krajowy Rejestr Długów, sektor transportowo-spedycyjno-logistyczny ma ponad 1,3 mld zł przeterminowanych zobowiązań finansowych. Od swoich dłużników musi odzyskać 561 mln zł. Do tego dochodzą pieniądze zamrożone w fakturach z odroczonym terminem płatności, bo w żadnej innej branży nie czeka się tak długo na zapłatę. Ale barier hamujących rozwój sektora TSL jest znacznie więcej. Rozpędzona wydaje się natomiast dynamika wzrostu liczby niewypłacalności.

Według danych Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej w ubiegłym roku 527 firm z branży TSL ogłosiło upadłość bądź restrukturyzację. Na koniec pierwszego kwartału tego roku odnotowano już 183 takich niewypłacalności. To efekt narastających od pewnego czasu problemów: mniejszej liczby zleceń przewozowych, wzrostu kosztów pracowniczych i ogólnej presji płacowej w tym sektorze.

Przedstawiciele sektora zwracają też uwagę na aktualne bariery, jak trudna sytuacja na granicy polsko-ukraińskiej, regulacje dotyczące redukcji śladu węglowego i brak rąk do pracy – nie tylko kierowców, ale również pracowników magazynowych.

To wszystko sprawia, że transport i gospodarka magazynowa negatywnie ocenia koniunkturę. Według danych GUS w kwietniu br. wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury (NSA) kształtował się na poziomie -3,2 (w marcu było to -4,7). Zdaniem samych przedsiębiorców na wzrost kosztów funkcjonowania firmy w okresie najbliższego kwartału największy wpływ będą mieć ceny energii i paliw. Wskazuje tak 92,6 proc. firm transportowych – to najwięcej ze wszystkich sektorów. Drugim decydującym czynnikiem będą koszty zatrudnienia (75,1 proc. wskazań), a trzecim ceny komponentów i usług (52,6 proc.). Nie pomoże to bynajmniej firmom transportowym, które już dziś mają trudności z regulowaniem swoich zobowiązań.

Zła koniunktura w parze z długami

Według danych Krajowego Rejestru Długów zadłużenie sektora wynosi obecnie 1,3 mld zł. Ma je 29,3 tys. przedsiębiorców, z których ponad 20 tys. stanowią jednoosobowe działalności gospodarcze. Z łącznej kwoty zadłużenia ponad miliard złotych przypada na transport drogowy towarów. Około 136,5 mln zł mają do zapłaty firmy zajmujące się pozostałym transportem pasażerskim lądowym, czyli m.in. przewoźnicy miejscy i podmiejscy oraz prowadzący działalność taksówkarską. Dość sporo, bo 85,7 mln zł są winne firmy wspomagające przewoźników, a 37,5 mln zł muszą oddać wierzycielom firmy prowadzące działalność pocztową i kurierską. Statystycznie jeden dłużnik z branży TSL jest winien blisko 46 tys. zł.

Najwięcej zadłużonych firm transportowych, spedycyjnych i logistycznych działa w województwie mazowieckim – 5658. Mają do zapłaty ponad 274 mln zł. Nieco mniej, bo 3613 – w województwie śląskim, ich dług wynosi 168 mln zł. Trzecie na liście są firmy z Wielkopolski (3192), które mają prawie 154 mln zł przeterminowanych zobowiązań finansowych.

Na pieniądze od przewoźników czekają głównie wtórni wierzyciele, czyli fundusze sekurytyzacyjne i firmy windykacyjne, którym muszą oni oddać blisko 400 mln zł. Firmy leasingowe czekają na zwrot 288 mln zł. Pozostałym instytucjom finansowym, czyli m.in. bankom, ubezpieczycielom, przewoźnicy są winni 211 mln zł, branży paliwowej 187 mln zł, a dostawcom energii elektrycznej 22 mln zł.

Właśnie wobec firmy energetycznej ogromny, bo blisko 10-milionowy dług, ma pewien przedsiębiorca transportowy z województwa łódzkiego notowany w KRD.

13 proc. firm na cenzurowanym

Z Analizy wiarygodności płatniczej, jakiej Krajowy Rejestr Długów poddał wszystkie firmy działające w branży TSL, wynika, że aż 13 proc. z nich cechuje wysokie ryzyko transakcyjne. To przedsiębiorstwa, które albo już są notowane w KRD jako dłużnicy, albo z bardzo dużym prawdopodobieństwem trafią tam w najbliższych miesiącachmówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. Ponadto w marcu 2024 roku, w stosunku do marca 2023 roku, odnotowaliśmy niewielkie zmiany w grupie firm z kategorii A-C, czyli najbardziej wiarygodnych pod względem finansowym; spadek w kategoriach D-E, o średniej wiarygodności, i wyraźne wzrosty odsetka przedsiębiorców z kategoriami F i H, czyli tych najmniej rzetelnych. Świadczy to o pogorszeniu kondycji finansowej firm z branży TSL na przestrzeni ostatniego roku – dodaje prezes.

Obecnie, według Analizy wiarygodności płatniczej KRD, zaledwie 67 procent firm transportowych odznacza się wysoką, a co piąta firma średnią wiarygodnością płatniczą. Przeciętny limit kupiecki dla jednoosobowych działalności gospodarczych z tego sektora wynosi 17 587 zł, a dla spółek 263 288 zł.

Zyskać 60 dni

Ale firmy transportowo-logistyczne same też mają dłużników. Konsumenci i przedsiębiorcy są im winni ponad pół miliarda złotych. Z tego 448 mln zł – osoby podróżujące bez ważnego biletu. Pozostałe zobowiązania należą do klientów i kontrahentów z innych sektorów gospodarki, jak handel (40 mln zł) czy przemysł (15,5 mln zł). Z kolei 31,8 mln zł to wzajemne długi branży.

W wielu przypadkach problemy finansowe przewoźników to efekt zatorów płatniczych. Właśnie aby zminimalizować ryzyko trafienia na nieuczciwego kontrahenta, firmy z branży transportu i magazynowania pobrały z KRD w ciągu ostatnich 5 lat ponad 1,3 mln raportów gospodarczych o klientach. Istotnym problemem, zwłaszcza dla najmniejszych podmiotów, są jednak długie terminy płatności na fakturach, które skutecznie mogą zachwiać płynnością finansową przedsiębiorstwa. W takich sytuacjach firmy ratują się finansowaniem z zewnątrz.

– Niedawny raport Transcash.eu „Jakie finansowanie wybiera branża TSL” pokazuje, że przewoźnicy najchętniej sięgają po leasing, tuż za nim znalazł się faktoring, a trzecią lokatę zajął kredyt obrotowy. Warto zauważyć, że dla mikro- i małych przedsiębiorstw, które mają ograniczony dostęp do tradycyjnych form finansowania, takich jak kredyt bankowy, a jednocześnie nie wykazują aż tak dużych potrzeb inwestycyjnych, by sięgać po leasing, faktoring staje się najkorzystniejszym rozwiązaniem finansowym. Takie firmy z reguły bardzo często mają też niewielkie marże, a brakuje im środków do prowadzenia działalności, na paliwo czy wynagrodzenia dla kierowców. Faktoring pozwala na jednorazowe dofinansowanie, bez konieczności podpisywania długoterminowych i skomplikowanych umów – wyjaśnia Emanuel Nowak, ekspert firmy faktoringowej NFG i dodaje:Jeśli jeszcze uwzględnimy, że przeciętny czas oczekiwania na pieniądze z faktury w sektorze transportowym wynosi 45 czy często nawet 60 dni, to dzięki faktoringowi mikrofirma transportowa może te 60 dni zyskać na regulowanie zobowiązań czy bieżących wydatków.

Co piąta mikrofirma, która w ubiegłym roku otrzymała finansowania z NFG, była właśnie z branży TSL. Te podmioty sfinansowały faktury na ponad 57,6 mln zł. Poza oczywistą korzyścią jak natychmiastowa gotówka z wystawionej faktury, faktoring jest również dla mikrofirm transportowych rozwiązaniem strategicznym, które może znacząco wpłynąć na ich funkcjonowanie, rozwój i konkurencyjność na rynku. Dzięki niemu przedsiębiorcy są w stanie lepiej zarządzać swoją płynnością finansową, unikać problemów z nieterminowymi płatnościami i inwestować w rozwój firmy.

Salesforce: MŚP lepiej sobie radzą z AI niż duże firmy

Badanie Salesforce: małe i średnie przedsiębiorstwa są „bardziej pewne” swoich umiejętności w zakresie sztucznej inteligencji niż duże firmy.

Niedawna ankieta przeprowadzona wśród 600 specjalistów IT ujawniła, że małe i średnie firmy (sektor MŚP) są bardziej przekonane do sztucznej inteligencji i korzyści z niej płynących, niż duże przedsiębiorstwa. Zdecydowana większość (95%) specjalistów IT pracujących w sektorze MŚP czuje się pewnie, jeśli chodzi o wykorzystanie generatywnej sztucznej inteligencji w swojej pracy i widzi większe możliwości wzrostu przychodów dzięki tej technologii.

Rozwój nowej technologii generatywnej sztucznej inteligencji demokratyzuje innowacje i pozwala małym i średnim firmom konkurować na bardziej wyrównanych warunkach. Badania pokazują, że dzięki zastosowaniu sztucznej inteligencji małe i średnie firmy już teraz uzyskują głębszy wgląd w biznes, zwiększają przychody oraz poprawiają jakość obsługi klienta.

Małe i średnie firmy napędzają wzrost dzięki sztucznej inteligencji, podczas gdy duże przedsiębiorstwa koncentrują się na wydajności operacyjnej.

Trzy najważniejsze korzyści ze sztucznej inteligencji dla małych i średnich firm:

  • Lepszy wgląd w biznes
  • Zwiększenie przychodów
  • Lepsza obsługa klienta

Trzy największe korzyści ze sztucznej inteligencji dla dużych przedsiębiorstw:

  • Automatyzacja rutynowych zadań
  • Zwiększenie wydajności
  • Lepsza obsługa klienta

Duże przedsiębiorstwa zmagają się ze wdrażaniem nowych technologii, takich jak sztuczna inteligencja, częściej niż małe i średnie firmy

Zespoły IT w dużych przedsiębiorstwach pięciokrotnie częściej, niż zespoły IT w małych i średnich firmach, zmagają się z takimi problemami, jak równoważenie szybkości, wartości biznesowej i bezpieczeństwa, które mają miejsce podczas wdrażania nowych technologii, takich jak sztuczna inteligencja. Ponad dwukrotnie częściej martwią się także o to, że infrastruktura zarządzania danymi w ich organizacji, podobnie infrastruktura ds. bezpieczeństwa nie nadążą za zapotrzebowaniem na innowacje.

Sztuczna inteligencja wyrównuje szanse małych i średnich firm. Dzięki generatywnej sztucznej inteligencji, która przejmuje większość powtarzalnych, a czasem żmudnych zadań w ramach w pełni połączonego pakietu produktów, zespoły MŚP nagle mają więcej czasu na bardziej strategiczną i wartościową pracę, taką jak nawiązywanie kontaktów z potencjalnymi klientami i partnerami. W rezultacie mogą działać równie szybko – lub szybciej – niż większe firmy, jednocześnie znacznie poprawiając jakość obsługi klienta – komentuje Kristopher Billmaier, dyrektor generalny Salesforce Starter Suite.

Metodologia:

We współpracy z Vanson Bourne, Salesforce przeprowadził podwójnie anonimową ankietę wśród 600 specjalistów IT (200 liderów IT i 400 indywidualnych współpracowników IT). Ankieta została przeprowadzona między grudniem 2023 r. a styczniem 2024 r.

Spadek liczby pracujących mężczyzn o 6%. Pracodawcy niepewni, Ukraińcy w Polsce spokojni – armia musi poczeka

Tylko co piąty mężczyzna z Ukrainy mieszkający obecnie w Polsce (22 proc.) boi się mobilizacji do wojska, wynika z najnowszego badania Grupy Progres. Inaczej jest w przypadku ich pracodawców, którzy są wyraźnie zaniepokojeni i obawiają się odpływu panów z Ukrainy po 18 maja, gdy w życie wejdzie nowa ustawa mobilizacyjna. Sami zainteresowani deklarują, że nie zamierzają wyjeżdżać z Polski. Co więcej, ich liczba na rynku pracy w naszym kraju nie ulega dużej zmianie – z danych wynika, że w przypadku etatów tymczasowych przez rok zmniejszyła się ona o 6 proc.

  • Nie milkną pytania o potencjalne konsekwencje ukraińskiej ustawy o mobilizacji. Jednak polscy pracodawcy mogą być spokojni.
  • Z danych ZUS wynika, że do ubezpieczenia zgłoszonych jest 398 472 ukraińskich mężczyzn (na dzień 31 marca 2024 r.). Ich powrót na Ukrainę byłby dużym problemem dla firm działających nad Wisłą.
  • Powodów do obaw raczej nie ma, bo sami zainteresowani – 73 proc. badanych przez Grupę Progres – deklarują, że zostaną w Polsce i nadal będą u nas pracować. Przyznają też, że nie boją się poboru do wojska – twierdzi tak 78 proc. ankietowanych mężczyzn.
  • Dobra wiadomość dla firm to fakt, że liczba mężczyzn z Ukrainy pracujących w Polsce wcale nie spada, widoczne są jedynie niewielkie wahnięcia. Porównując 2023 z 2024 r. – liczba zatrudnionych panów z Ukrainy zmniejszyła się o 6 proc.
  • Powodów do paniki nie widać też w danych ZUS. Pod koniec lipca 2023 r. do ubezpieczeń emerytalnego i rentowych zgłoszono 391 287 panów z Ukrainy, tylko o 2 proc. mniej niż w marcu br. (ubyło 7 185 osób).

18 maja 2024 roku w życie wejdzie ukraińska ustawa o mobilizacji. Zmian jest kilka i w kontekście polskiego rynku pracy, gdzie obywatele Ukrainy znajdują zatrudnienie, nie milkną pytania o potencjalne konsekwencje tych regulacji. Ich główne założenia to: obniżenie wieku mobilizacji z 27 do 25 lat, zobowiązanie mężczyzn między 18 a 60 r.ż. do zaktualizowania danych wojskowo-ewidencyjnych osobiście, za pośrednictwem e-mail lub telefonu albo w elektronicznym koncie poborowym w ciągu 60 dni od wejścia w życie ustawy (dotyczy to też osób przebywających za granicą). Ograniczone zostaną też możliwości świadczenia usług konsularnych oraz otrzymania paszportu w przypadku braku prawidłowych wojskowych dokumentów rejestracyjnych oraz w przypadku niezaktualizowania danych w rejestrze. Sąd będzie mógł również ograniczyć obywatelom prawo do prowadzenia pojazdu podczas mobilizacji w przypadku niewywiązania się z obowiązków wojskowych, a założenie elektronicznego konta poborowego będzie dobrowolne.

Strach pracodawców

Wiele obaw z ustawą mobilizacyjną mają pracodawcy i dotyczą one głównie czekających ich problemów z zatrudnianiem mężczyzn ze Wschodu. Tych w naszym kraju nie brakuje. Mimo że część została w swojej ojczyźnie, to spora grupa nie zdecydowała się na ten krok – po wybuchu wojny mieszka i pracuje w Polsce. Z danych ZUS wynika, że w tym urzędzie do ubezpieczenia zgłoszonych jest 398 472 ukraińskich mężczyzn (na dzień 31 marca 2024 r.). Znacząca większość – ponad 93 proc. to panowie w wieku 20-59 lat (371 443 osób) tj. grupa podlegająca pod przepisy nowej ustawy. Ich powrót na Ukrainę byłby dużym problemem dla firm działających nad Wisłą. Jednak powodów do obaw raczej nie ma, bo sami zainteresowani – 73 proc. badanych przez Grupę Progres – deklarują, że zostaną w Polsce i nadal będą u nas pracować. Przyznają też, że nie boją się poboru do wojska – twierdzi tak 78 proc. ankietowanych mężczyzn, a tylko 22 proc. odpowiada, że ma takie obawy i przewiduje problemy z pracą w Polsce po wejściu w życie przepisów mobilizacyjnych.

Statystyki dotyczące mężczyzn bez zmian

Dobra wiadomość dla firm to fakt, że liczba mężczyzn z Ukrainy pracujących w Polsce wcale nie spada, widoczne są jedynie niewielkie wahnięcia. Z analiz Grupy Progres wynika, że w przypadku etatów tymczasowych – porównując 2023 z 2024 r. – liczba zatrudnionych panów z Ukrainy zmniejszyła się o 6 proc. Powodów do paniki nie widać też w danych ZUS. Pod koniec lipca 2023 r. do ubezpieczeń emerytalnego i rentowych zgłoszono 391 287 panów z Ukrainy, tylko o 2 proc. mniej niż w marcu br. (ubyło 7 185 osób). Biorąc pod uwagę mężczyzn między 20 a 59 rokiem życia tj. podlegających pod nowe przepisy, to spadek również nie jest znaczący – 371 443 do 367 433 mężczyzn tj. o 4 010 osób (nieco ponad 1 proc.).

Przełożeni zatrudniający obywateli Ukrainy wyrażają zaniepokojenie nowymi regulacjami. Z perspektywy pracodawców obniżenie wieku mobilizacji nic nie zmienia. Co więcej, jeśli sami Ukraińcy deklarują, że nadal zamierzają mieszkać i pracować w Polsce, to konsekwencje ustawy tj. nagłe odejście z firm niemal 400 tys. mężczyzn, nam nie grożą – mówi Magda Dąbrowska, wiceprezeska Grupy Progres. Skutki tej ustawy są ważne dla mężczyzn pozostających raczej za naszą wschodnią granicą. Będą oni zobowiązani do stałego posiadania przy sobie wskazanych dokumentów, łatwiejsze stanie się też doręczenie powołania do wojska, a przymusowa mobilizacja obejmie większą grupę mieszkańców Ukrainy – dodaje.

Skończy się na zamieszaniu

Do tej pory wyjazd mężczyzn z obywatelstwem Ukraińskim był ograniczony cenzusem wiekowym (zakaz wyjazdu za granicę dla osób w wieku 18 – 60 lat) i ten próg pozostaje taki sam. Zmianie ulega natomiast kwestia wieku właściwego do poboru. Dotychczasowo mężczyźni w wieku 20-27 lat nie byli przymusowo mobilizowani, ale byli powoływani do zasadniczej służby wojskowej. Wraz z tym aktem prawnym granica została przesunięta do poziomu 25 lat, czyli mężczyźni w wieku 20-25 lat będą kierowani do zasadniczej służby wojskowej, a przymusowo mobilizowane będą osoby z grupy 26-59.

Według Magdy Dąbrowskiej, nieco większe zamieszanie może spowodować zarządzenie ukraińskiego MSZ, zgodnie z którym placówki dyplomatyczne tego państwa wstrzymują przyjmowanie wniosków paszportowych, jak i wydanie gotowych już paszportów mężczyznom w wieku poborowym, którzy nie posiadają zwolnienia od wojskowej służby zasadniczej czy mobilizacji. Jednak ten akt prawny co do zasady wcale nie musi pociągać za sobą bezpośrednich skutków dla Ukraińców przebywających w Polsce.  W przeważającej większości sytuacji posiadanie przez pracownika ważnego dokumentu podróży nie jest obligatoryjne z perspektywy firm i taką osobę można zatrudniać. Pojęcie „dokument uprawniający do pobytu” nie oznacza, że ma być to paszport. Jeżeli nie pełni on funkcji dokumentu potwierdzającego uprawnienie do pobytu, to pracodawca może zatrudnić cudzoziemca nawet bez paszportu.

Faktyczne ograniczenie będzie odczuwalne przez obywateli Ukrainy w przypadku dalszych wyjazdów. Bez paszportu będą oni mogli dalej przebywać na terytorium RP i tu zarabiać, ale nie będą uprawnieni do podróżowania, z wyjątkiem wyjazdu do Ukrainy.

– Pracodawcy i pracownicy muszą być świadomi nowych wymagań i ograniczeń wynikających z ukraińskiego prawodawstwa, aby odpowiednio przygotować się na ewentualne zmiany w statusie pracowników i dostosować do nich strategie zatrudnienia. To nie pierwszy raz, gdy są oni rzucani na głęboką wodę i muszą odnaleźć się w gąszczu przepisów. Firmy mierzyły się z takimi wyzwaniami w czasie pandemii oraz po wybuchu wojny. Obecna sytuacja również wymaga od nich monitorowania i dostosowania do przepisów, aby zapewnić ciągłość zatrudnienia i legalność pobytu obywateli Ukrainy w Polscezaznacza Magda Dąbrowska, wiceprezeska Grupy Progres.

Rynek biurowy w Warszawie: I kwartał 2024 r.

W I kwartale 2024 roku popyt na powierzchnie biurowe w Warszawie wyniósł 139 000 m kw., co stanowiło połowę całej wynajętej powierzchni w Polsce. Najemcy zdecydowanie częściej podpisywali umowy w obiektach zlokalizowanych poza strefami centralnymi.

Całkowite zasoby biurowe w Warszawie na koniec I kwartału 2024 roku wyniosły 6,2 mln m kw. Największa ich koncentracja znajduje się w strefach centralnych, gdzie zlokalizowane jest 45% całkowitych zasobów oraz na Służewcu – 17%.

„Aktywność deweloperów w dalszym ciągu utrzymuje się na ograniczonym poziomie. W trzech pierwszych miesiącach roku stołeczny rynek biurowy powiększył się o 49 000 m kw., a perspektywie kolejnych kwartałów 2024 roku jest jeszcze 57 000 m kw. Przy takim scenariuszu będzie to drugi najniższy wynik nowej podaży od 20 lat,” – komentuje Dorota Lachowska, dyrektor działu badań rynku w Knight Frank.

Na celowniku deweloperów pozostają strefy centralne, gdzie obecnie realizowane jest blisko 94% powierzchni. Nowe inwestycje powstają głównie w okolicy Ronda Daszyńskiego, zmieniając postrzeganie dzielnicy Wola z przemysłowej na biznesową.

Od stycznia do marca 2024 roku liczba wynajętej powierzchni biurowej wyniosła ponad 139 000 m kw., co było wynikiem o 11% niższym w porównaniu do analogicznego okresu w roku poprzednim.

„Zainteresowanie najemców skupiało się w głównej mierze na budynkach położonych poza strefami centralnymi, gdzie wynajęto 64% powierzchni, głównie  na Służewcu i wzdłuż Alei Jerozolimskich. Jednocześnie, obserwujemy rosnąca świadomość firm względem zrównoważonego budownictwa, co przekładała się na zwiększoną liczbę powierzchni wynajętej w budynkach posiadających zielone certyfikaty (63% wynajętej w pierwszym kwartale powierzchni było certyfikowane),” – wyjaśnia Izabela Dąbrowska, dyrektor w dziale reprezentacji najemcy w Knight Frank.

W strukturze transakcji największy udział przypadł nowym umowom – 48%, a za regeneracje odpowiadało 35% podpisanych umów. W I kwartale wzrost o 6 pp. zanotowały ekspansje, które stanowiły 10% wynajętej powierzchni. Istotny odsetek renegocjacji i rosnący udział ekspansji wskazują, że dla najemców wciąż istotne jest ograniczenie kosztów, również tych związanych z przeprowadzką i dostosowaniem powierzchni do swoich potrzeb.

„Na koniec I kwartału 2024 roku wskaźnik pustostanów w Warszawie wyniósł 11% i był o 0,6 pp. wyższy względem poprzedniego kwartału. Największy wzrost poziomu pustostanów zanotowały strefy centralne, gdzie oddano do użytku 86% całkowitej nowej podaży (42 000 m kw. ). Wskaźnik pustostanów wyniósł tam 9,6%, co oznacza wzrost o 1,1 pp. w stosunku do poprzedniego kwartału. W dzielnicach poza centralnych poziom pustostanów wyniósł 12,3% i był na podobnym poziomie jak w ubiegłym kwartale (wzrost o 0,4 pp.). Większa stabilność wskaźnika w tych lokalizacjach jest związana z niską nową podażą i większym popytem ze strony najemców,” – dodaje Dorota Lachowska.

Stawki wywoławcze w I kw. 2024 roku za powierzchnię biurową w Warszawie w większości pozostały stabilne. W nowoczesnych budynkach biurowych położonych w centralnych lokalizacjach czynsze kształtowały się zazwyczaj w przedziale od 18,00 do 27,00 EUR/m kw./miesiąc, jednak czynsze za najlepsze powierzchnie w prestiżowych budynkach mogą znacznie przekraczać ten poziom. Poza centralnymi obszarami miasta, czynsze wywoławcze zazwyczaj oscylowały między 10,00 a 17,00 EUR/m kw. /miesiąc, co stanowiło atrakcyjną alternatywę dla firm poszukujących bardziej przystępnych rozwiązań biurowych. Opłaty eksploatacyjne w I kw. 2024 roku pozostają mocno zróżnicowane, jednak zazwyczaj wynoszą od 18,00 do 38,00 PLN/m kw. /miesiąc.

Grupa Dom Development z rosnącą sprzedażą mieszkań i rekordowym potencjałem przekazań lokali w 2024 r.

W I kwartale 2024 roku Grupa Dom Development sprzedała 1 011 lokali netto, tj. o 11% więcej niż w analogicznym okresie 2023 roku, umacniając wiodącą pozycję na rynku mieszkaniowym w Polsce. W pierwszych trzech miesiącach tego roku Grupa rozpoznała przychody ze sprzedaży w wysokości 706 mln zł (-14% r/r) i wypracowała ponad 137 mln zł zysku netto (-13% r/r). Niższy poziom przychodów jest zgodny z założeniami Zarządu i wynika z mniejszej o 32% r/r liczby lokali przekazanych nabywcom w omawianym okresie (921 wobec 1 350 przed rokiem), co jest związane z harmonogramami realizowanych projektów. Zarząd spodziewa się rekordowego wolumenu przekazań lokali w całym 2024 roku.

 

– Popyt na mieszkania oferowane przez naszą Grupę pozostaje silny, co w połączeniu ze sprawnym uzupełnianiem oferty pozwala nam realizować zamierzenia sprzedażowe zgodnie z planem. W pierwszym kwartale tego roku nasza sprzedaż ponownie przekroczyła 1 000 lokali netto. Stabilne, wysokie zainteresowanie zakupem nieruchomości obserwujemy także w drugim kwartale. Większość zawieranych umów to obecnie transakcje gotówkowe. W pierwszym kwartale bieżącego roku stanowiły one 56% całkowitej sprzedaży Grupy Dom Development wobec średnio 59% w 2023 roku. W drugiej połowie tego roku popyt na mieszkania może zostać dodatkowo wzmocniony poprzez wprowadzenie nowego rządowego programu preferencyjnych kredytów hipotecznych #naStart. Wyzwaniem rynku mieszkaniowego pozostaje natomiast ograniczona podaż nowych mieszkań w największych aglomeracjach, pomimo systematycznego odbudowywania oferty przez deweloperów – komentuje Jarosław Szanajca, Prezes Zarządu Dom Development S.A.

– Bieżącą sytuację rynkową oceniamy jako sprzyjającą dla takich firm jak nasza. Mamy bardzo dobrą sytuację finansową, rekordową liczbę lokali w budowie, duży bank ziemi oraz długą listę atrakcyjnych projektów, które sukcesywnie wprowadzamy do sprzedaży. Naszym celem na 2024 rok pozostaje wzrost liczby sprzedanych mieszkań w porównaniu z 2023 rokiem, kiedy sprzedaż netto sięgnęła 3 906 lokali – dodaje Jarosław Szanajca.

7,4 tys. lokali w budowie oraz bank ziemi umożliwiający wybudowanie 19,6 tys. lokali

W I kwartale 2024 roku Grupa rozpoczęła realizację 10 projektów, liczących łącznie 1 303 lokale we wszystkich czterech aglomeracjach, w których prowadzi działalność, tj. w Warszawie, Trójmieście, Wrocławiu i Krakowie. Na koniec marca br. Oferta Grupy obejmowała 2 548 lokali dostępnych do sprzedaży, tj. o 10% więcej niż przed rokiem.

Skala realizowanych inwestycji na koniec marca br. Obejmowała rekordową liczbę 7 413 lokali w budowie, co oznacza wzrost o 16% r/r. Grupa dysponowała ponadto bankiem ziemi z potencjałem do wybudowania ponad 19,6 tys. lokali, z czego najwięcej przypadało na Warszawę (ponad 10,4 tys. lokali) oraz Trójmiasto (blisko 5 tys. lokali).

Sukces nowej oferty programów wykończeniowych

Średnia wartość transakcji w Grupie Dom Development, obejmująca cenę mieszkania wraz z ewentualnym wykończeniem, komórką lokatorską i miejscem postojowym, w I kwartale bieżącego roku wyniosła 829 tys. zł brutto i była o 20% wyższa r/r.

To efekt zarówno wzrostu rynkowych cen mieszkań, jak i sukcesu wprowadzenia przez Dom Development na przełomie roku nowej oferty programów wykończeniowych, która spotkała się z dużym zainteresowaniem nabywców. Umożliwia ona wykończenie lokalu „pod klucz” w atrakcyjnej cenie, z gwarancją jej niezmienności, oraz odbiór wykończonego mieszkania w tym samym czasie co lokalu w standardzie deweloperskim. W pierwszej kolejności nowa oferta programów wykończeniowych została wprowadzona w Warszawie, gdzie w I kwartale tego roku Dom Development sprzedał 32% mieszkań w standardzie „pod klucz”, podczas gdy w minionym roku było to około 20%.

137 mln zł zysku netto po I kwartale 2024 roku

W I kwartale tego roku Grupa Dom Development rozpoznała przychody w wysokości 706 mln zł i wypracowała ponad 137 mln zł zysku netto. Rezultaty te są odpowiednio o 14% i 13% niższe niż w analogicznym okresie 2023 roku, co jest zgodne z założeniami Zarządu. Niższe przychody to efekt znacznie mniejszej liczby lokali przekazanych nabywcom, wynikającej z cyklu realizowanych inwestycji. W I kwartale 2024 roku Grupa przekazała klientom 921 lokali wobec 1 350 w I kwartale 2023 roku (-32% r/r). Średni przychód ze sprzedaży lokalu wzrósł natomiast o 20% r/r do 716 tys. zł netto.

– Choć w I kwartale przekazaliśmy nabywcom mniej lokali niż przed rokiem, to potencjał przekazań w całym 2024 roku jest wyższy niż w rekordowym pod tym względem 2023 roku, kiedy to nasi klienci odebrali klucze do 3 831 lokali. Wszystkie inwestycje Grupy realizowane są przez własnych generalnych wykonawców – Dom Construction oraz Euro Styl Construction. Są oni gwarantem terminowości, wysokiej jakości oraz efektywności ekonomicznej projektów. W połączeniu ze stabilną sytuacją na rynku usług i materiałów budowlanych, umożliwia nam to osiąganie satysfakcjonujących marż. Wszystkie te elementy pozytywnie przełożą się na wyniki finansowe Grupy Dom Development za 2024 rok – podkreśla Leszek Stankiewicz, Wiceprezes Zarządu i Dyrektor Finansowy Dom Development.

Ponad 4,7 tys. sprzedanych lokali czekających na przekazanie w kolejnych kwartałach

Na koniec marca br. Grupa Dom Development miała w sumie 4 717 sprzedanych lokali (o łącznej wartości sprzedaży 3,4 mld zł), które nie zostały jeszcze przekazane nabywcom, z czego 216 to lokale już gotowe, a w przypadku 3 360 kolejnych budowa zakończy się w tym roku.

– Wszystkie nasze budowy realizowane są terminowo. Zakładamy, że w trzech pozostałych kwartałach 2024 roku rozpoczniemy przekazania w 35 projektach liczących łącznie ponad 4,1 tys. lokali. Z harmonogramów inwestycji wynika, że gros przekazań przypadnie na ostatni kwartał tego roku – informuje Leszek Stankiewicz.

Wybrane skonsolidowane wyniki finansowe Grupy Dom Development

Rachunek zysków i strat I kwartał 2024 I kwartał 2023 Zmiana r/r
Przychody ze sprzedaży 705,9 822,0 (14)%
Przychody ze sprzedaży wyrobów gotowych 659,2 804,8 (18)%
    Przekazane lokale (szt.) 921 1 350 (32)%
    Przychody na lokal (tys. zł) 716 596 20%
Zysk brutto ze sprzedaży 239,9 257,4 (7)%
Marża brutto 34,0% 31,3% +2,7 p.p.
Zysk operacyjny (EBIT) 171,6 197,3 (13)%
Marża EBIT 24,3% 24,0% +0,3 p.p.
Zysk brutto 171,7 200,9 (15)%
Marża zysku brutto 24,3% 24,4% -0,1 p.p.
Zysk netto 137,4 158,8 (13)%
Marża zysku netto 19,5% 19,3% +0,2 p.p.
Zysk na akcję (zł) 5,33 6,21 -0,88

MSR 15 – przychody ze sprzedaży wyrobów gotowych rozpoznawane w momencie przekazania

Dane w mln zł

Dyskonty hamują wzrost cen. Jednak to koniec dobrych informacji. Polaków czeka „odroczona drożyzna”

W kwietniu br. ceny w sklepach poszły rdr. w górę średnio o 2,4%, po wzroście o 2,1% rdr. w marcu. Tak wynika z najnowszego rynkowego raportu. Ostatni wynik jest niski, bo przecież przywrócono 5% stawkę VAT na żywność. W efekcie na początku kwietnia ceny były już wyższe rdr. o 3,5%, a w połowie miesiąca zeszły do 3,2%. Zdaniem ekspertów, wyhamowanie podwyżek było przede wszystkim wynikiem wojny cenowej, prowadzonej przez dyskonty. Wśród wszystkich badanych kategorii dziesięć wykazało jednocyfrowy wzrost rdr. Do tego grupy produktów zaliczyły dwucyfrową zwyżkę. Najmocniej zdrożały dodatki spożywcze oraz słodycze i desery. W TOP5 drożyzny widać również napoje bezalkoholowe, chemię gospodarczą i art. dla dzieci.

Z najnowszej edycji cyklicznie publikowanego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” wynika, że w kwietniu br. ceny w sklepach (m.in. żywności, napojów bezalkoholowych i alkoholowych, chemii gospodarczej oraz art. dla dzieci) wzrosły średnio o 2,4% rdr. W marcu zwiększyły się rdr. o 2,1%, w lutym – o 3,9%, a w styczniu – o 4,8% rdr.

– Od kilku miesięcy obserwujemy coraz mniejszy wzrost cen w relacji rocznej. Fakt, że w kwietniu wynik nie ukształtował się zgodnie z tą tendencją, nie przesądza o wyhamowaniu tego zjawiska. – Gdyby sytuacja powtórzyła się w kolejnym miesiącu, dopiero wtedy będzie można mówić o ewentualnym odwróceniu trendu – mówi dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito.

Autorzy badania podkreślają, że kwiecień był szczególnym miesiącem, bo przecież po dwóch latach przerwy przywrócono 5% stawkę VAT na żywność. W efekcie, według wstępnego szacunku UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito, już na początku zeszłego miesiąca ceny były na poziomie 3,5% rdr. W połowie kwietnia zaczęły spadać i sięgać 3,2% rdr. Ostatecznie miesiąc zakończył się wzrostem rdr. na poziomie 2,4%. Zdaniem ekspertów, mogło to mieć związek z walką największych sieci dyskontów na promocje i obniżki.

– Dynamika wzrostów była niższa niż „odmrożony” poziom VAT-u. Ten efekt był w dużej mierze wynikiem wojny cenowej – potwierdza dr inż. Anna Motylska-Kuźma z Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW. – Działania te były po części związane z reakcją na zachowania dyskontów, które od początku deklarowały, że ceny na sprzedawane przez nie produkty nie wzrosną – dodaje ekspertka.

Z kolei Marcin Luziński z Santander Bank Polska uważa, że spadek cen w sklepach w marcu br. wyznaczył najniższy dołek. W opinii eksperta, w kolejnych miesiącach codzienne zakupy nieco zdrożeją, choć nie zobaczymy już tak wyraźnych wzrostów, jak w latach 2022-2023. – Na koniec tego roku podwyżka cen osiągnie poziom 4-5% rdr. Wynikać to będzie przede wszystkim z odbicia gospodarczego i wyższego popytu konsumpcyjnego. Dzięki temu powstaną warunki do zwiększenia marż – uzupełnia Luziński.

Jak podkreśla dr Mariusz Dziwulski z PKO BP, można oczekiwać, że proces przywracania VAT na żywność będzie nieco dłuższy. – Ceny żywności mogą podbijać inflację w kolejnych miesiącach, ale poziom wzrostów nie musi być szczególnie wysoki z uwagi na to, że ceny produktów rolnych wciąż pozostają wyraźnie niższe niż rok wcześniej. Istnieje oczywiście szereg ryzyk, głównie pogodowych, np. efekt przymrozków, a także geopolitycznych, które mogą podbić ceny żywności – zwraca uwagę ekspert.

Nadchodzi też kolejne wydarzenie proinflacyjne. Wzrost cen prądu i gazu z pewnością odbije się znacznie większym echem i podniesie koszty codziennych zakupów. Robert Biegaj, ekspert rynku retailowego z Grupy Offerista, uważa, że w efekcie tej sytuacji podwyżki cen w sklepach będą najprawdopodobniej rozłożone w dłuższym czasie. Przez to konsument w ogóle ich nie zauważy albo zaobserwuje je z dużym opóźnieniem i też nie w pełni.

– Taki stan może potrwać nawet kilka miesięcy. Ceny na pewno zostaną podniesione o VAT, bo sklepy – nawet te największe – nie mogą dokładać do interesu. A jeśli już to robią, to z pewnością skompensują sobie w innym miejscu. Sytuacja może doprowadzić do tego, że będziemy świadkami „odroczonej drożyzny” towarów z „odmrożonym” VAT-em – przewiduje Robert Biegaj.

Natomiast dr Robert Orpych przyznaje, że w najbliższych miesiącach nastąpi urealnienie cen w sklepach detalicznych. – Takie czynniki, jak powrót podstawowej stawki VAT na żywność do poziomu sprzed kryzysu inflacyjnego, a także koniec działań osłonowych w zakresie cen energii i paliw, spowodują, że ceny na pewno wzrosną lub – inaczej mówiąc – ukształtują się na poziomie rynkowym – dodaje dr Orpych.

Z analizy wynika również, że w kwietniu br. na 17 monitorowanych kategorii 10 wykazało jednocyfrowy wzrost. W marcu dotyczyło to 8 grup towarów, w lutym – 10, a w styczniu – 8 kategorii. Najbardziej wzrosły ceny dodatków spożywczych (tj. ketchupów, majonezów, musztard i przypraw), bo średnio o 11,7% rdr. Miesiąc wcześniej rdr. zdrożały o 15,4%, w lutym – o 12,1%, a w styczniu – o 12,8%.

– Dodatki spożywcze to kategoria, w której ceny w znacznym stopniu uzależnione są od opłat za surowce. Ponadto jest wrażliwa na wzrost kosztów produkcji, transportu i pracy. Zaobserwować można pewne symptomy wyhamowania wzrostowej dynamiki, zwłaszcza w stosunku do cen z poprzedniego miesiąca. Wpływ na to mogły mieć działania sieci handlowych, które – prowadząc wojnę cenową – skutecznie powstrzymały ich wzrost – zauważa ekspert z WSB Merito.

Na drugim miejscu kwietniowego rankingu znalazły się słodycze i desery ze wzrostem cen na poziomie 10,6% rdr. W marcu zdrożały rdr. o 9,6%, w lutym – o 10,5%, a w styczniu – o 14,3%. Zdaniem ekspertów, takie wyniki są przede wszystkim efektem niespotykanego do tej pory wzrostu cen kakao, a także wysokich cen cukru, choć te ostatnie nieco się uspokoiły.

– Koszty zakupu kakao w kwietniu utrzymywały się w okolicy ponad 10 tys. dol. za tonę, a ceny cukru ustabilizowały się na poziomie 850 dol. za tonę. Dodatkowo wysokie koszty pracy oraz energii zmuszały producentów do dzielenia się wydatkami z klientem. Utrzymywaniu się cen na wysokim poziomie sprzyjał także stale wysoki popyt na tego rodzaju produkty – stwierdza Jakub Jakubczak, analityk Sektora Rolno-Spożywczego w Banku BNP Paribas.

Kolejne na liście najbardziej drożejących kategorii są napoje bezalkoholowe ze średnim wzrostem o 8,1% rdr. W marcu ich ceny zwiększyły się rdr. o 9,1%, w lutym – o 8,7%, a w styczniu – o 13,8%. Dalej w rankingu jest chemia gospodarcza, która zdrożała średnio rdr. o 7,7%. W marcu odnotowała podwyżkę rdr. o 9,7%, w lutym – o 9,4%, a w styczniu 10,9%. TOP5 drożyzny zamykają art. dla dzieci z podwyżką o 5,5% rdr. W marcu zanotowały wzrost o 4,2%, w lutym – o 6,5%, a w styczniu – o 7,1% rdr.

– Napoje też potrzebują dużej ilości cukru, którego ceny są obecnie bardzo wysokie i w najbliższym czasie nie widać przesłanek do ich spadku. Z kolei wyniki chemii gospodarczej związane są przede wszystkim z kosztami energii oraz pracy. Natomiast zmiany cen artykułów dla dzieci w dużej mierze są wywołane czynnikami sezonowym, uzależnionym choćby od różnych dni świątecznych – podsumowuje dr inż. Motylska-Kuźma.

Skanska sprzedaje biurowiec w Warszawie za 86 mln euro

Skanska podpisała umowę sprzedaży swojego warszawskiego projektu Studio B. Nabywcą jest Stena Real Estate AB, międzynarodowy podmiot działający na rynku nieruchomości, należący do szwedzkiej Stena Group. Ten zaprojektowany i zbudowany zgodnie z zasadami ESG budynek wzbogaca Wolę o mocny akcent nie tylko ponadczasowej architektury, ale także zrównoważonego budownictwa. Jest to już trzecia transakcja pomiędzy obiema stronami w regonie Europy Środkowo-Wschodniej.

Studio B jest częścią kompleksu biurowego, zaprojektowanego przez duńską pracownię Arrow Architects i polską Grupę 5 Architekci. Budynek dostarczył 17 600 mkw. zrównoważonej i innowacyjnej powierzchni. Przestrzeń biurowa została w pełni wynajęta jeszcze przed uzyskaniem pozwolenia na użytkowanie. Swoje siedziby otworzyły tu doskonale znane, globalne marki, takie jak Grupa Societe Generale, C.H. Robinson, firma ubezpieczeniowa Unum Życie czy Business Link.

Studio zlokalizowane jest pomiędzy dwiema stacjami metra – Rondo ONZ i Rondo Daszyńskiego – oraz w sąsiedztwie licznych punktów handlowych i lokali usługowych. To jeden z nielicznych projektów najnowszej generacji w tej prężnie rozwijającej się części Warszawy, który zachowuje jednocześnie kameralny charakter. Po ukończeniu, kompleks będzie oferował miejsca do rekreacji, w tym ogólnodostępny plac z małą architekturą, ogrodami deszczowymi i zbiornikami retencyjnymi ułatwiającymi gromadzenie wody.

– Sprzedaż Studia B to dowód na niesłabnące zainteresowanie wysokiej jakości, zrównoważonymi produktami biurowymi zlokalizowanymi w dynamicznych, tętniących życiem lokalizacjach. To również potwierdzenie pozytywnej zmiany na rynku inwestycyjnym w kontekście popytu. Cieszy nas fakt, że jako Skanska możemy być liderem w oferowaniu takich innowacyjnych i ponadczasowych inwestycji – mówi Katarzyna Zawodna-Bijoch, prezeska i CEO spółki biurowej Skanska w Europie Środkowo-Wschodniej. – To już trzecia transakcja i czwarty sprzedany budynek w ramach naszej długoletniej współpracy i partnerskiej relacji z Stena Real Estate AB, opartej na wspólnych wartościach i silnym zaangażowaniu w kwestie ESG – dodaje Katarzyna Zawodna-Bijoch.

– Kontynuujemy rozbudowę naszego portfolio w Polsce, inwestując w trwałe aktywa w najbardziej atrakcyjnych lokalizacjach. Polska, a zwłaszcza Warszawa, charakteryzuje się wysokim PKB i przyciąga najemców z różnych stron świata, dzięki dobrze wykształconym kadrom i intensywnemu rozwojowi tkanki miejskiej. To sprawia, że postrzegamy ten rynek jako dynamiczny i atrakcyjny pod kątem inwestycji – mówi Sofia Granlund, MD, Stena Real Estate AB.

– Studio B oferuje najwyższej jakości przestrzenie, dostosowane do różnych modeli pracy oraz rozwiązania wspierające najemców w realizacji ich polityk ESG. W połączeniu ze świetną lokalizacją i innowacjami wewnątrz budynku, otrzymujemy produkt, który wyróżnia się na bardzo wymagającym warszawskim rynku biurowym – mówi Mariusz Krzak, wiceprezes ds. operacyjnych w Polsce i w Czechach w spółce biurowej Skanska. – Zaufanie, jakim obdarzają nas najemcy i inwestorzy jest najlepszym dowodem na to, że nasza strategia, zakładająca tworzenie projektów przyjaznych użytkownikom, funkcjonalnych i wspierających cele zrównoważonego rozwoju, jest słuszna – dodaje Mariusz Krzak.

Zrównoważone rozwiązania, doskonała lokalizacja i ponadczasowa architektura

Studio B zostało zbudowane zgodnie z wymaganiami najważniejszych certyfikatów branżowych: LEED Platinum, WELL czy Obiekt bez barier. W budynku zastosowano rozwiązania przyjazne pracownikom, w tym klimatyzację opartą na cichych belkach chłodzących i nawilżaczach adiabatycznych, które utrzymują powietrze w czystości i świeżości. Studio wykorzystuje system kontroli natężenia światła dziennego, który dostosowuje intensywność oświetlenia wewnętrznego do warunków panujących na zewnątrz. W ramach inwestycji zastosowano też innowacyjny beton o zmniejszonym śladzie węglowym, którego emisyjność jest średnio o 46% niższa niż betonu o tradycyjnej mieszance.

Jedną z zalet Studia jest jego doskonała lokalizacja, z dogodnym dostępem nie tylko do stacji metra, ale także rozbudowanej sieci tramwajów i autobusów. Kolejnym atutem jest okoliczna infrastruktura rowerowa, umożliwiająca dojazd do pracy z każdej części Warszawy.

Deloitte: Jedna czwarta kobiet boryka się z wypaleniem zawodowym

– Dziewięć na dziesięć firm wciąż nie podejmuje działań na rzecz równouprawnienia. Z raportu firmy doradczej Deloitte Women @ work 2024: A Global Outlook wynika także, że agresji i molestowania seksualnego w miejscu pracy doświadczyło odpowiednio 31 i 4 proc. badanych kobiet, a jedynie nieco ponad 40 proc. z nich zgłosiło ten fakt pracodawcy. Informowanie szefa o problemach związanych z menopauzą i menstruacją także stanowi wyzwanie, a ponad 40 proc. kobiet pracuje mimo bólu wywołanego tymi dolegliwościami.   

Badanie przeprowadzone wśród 5 tys. kobiet z 10 krajów (Australia, Brazylia, Kanada, Chiny, Niemcy, Indie, Japonia, Republika Południowej Afryki, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone) i 7 sektorów gospodarki wykazało, że sytuacja kobiet na rynku pracy stopniowo poprawia się, jednak nie we wszystkich obszarach. – Ten raport jest jak czerwona lampka, która powinna zapalić się w głowach pracodawców. Czynnikami obniżającymi dobrostan kobiet jest m.in. stres, przemęczenie i praca w nadgodzinach, brak perspektyw na awans i niskie zaangażowanie organizacji w wyrównywanie szans. To wszystko odbija się na ich zdrowiu fizycznym, jak i psychicznym – mówi Joanna Świerzyńska, partnerka zarządzająca Deloitte w Polsce, krajach Bałtyckich i Ukrainie.

Poziom stresu nie maleje

W 2024 roku prawie jedna czwarta ankietowanych kobiet mierzy się z wypaleniem zawodowym. To wciąż dużo, ale oznacza to poprawę sytuacji względem lat ubiegłych – w 2023 roku problem ten dotyczył 28 proc., a w 2022 aż 46 proc. Z raportu wynika także, że odsetek reprezentantek mniejszości etnicznych doświadczających wypalenia zawodowego spadł o 5 p.p. względem roku poprzedniego i wynosi obecnie 23 proc. Jedna trzecia kobiet deklaruje natomiast, że czuje się komfortowo, mówiąc w pracy o swoim zdrowiu psychicznym (wzrost o 8 p.p. r/r) i podając problemy ze zdrowiem psychicznym jako przyczynę nieobecności w pracy (wzrost o 7 p.p. r/r).

Aż połowa ankietowanych przyznała, że doświadcza wyższego poziomu stresu związanego z pracą niż w roku ubiegłym. Ponadto, w ciągu ostatnich 12 miesięcy 31 proc. badanych doświadczyło w swojej firmie agresji, a 4 proc. molestowania seksualnego. Sytuacja kobiet LGBT+, z niepełnosprawnościami i należących do mniejszości etnicznych jest w tym obszarze jeszcze trudniejsza – zachowań agresywnych doświadczyło odpowiednio 54, 40 i 45 proc. przedstawicielek tych grup.

Raportowanie tego typu sytuacji nadal nie jest jednak powszechną praktyką. O doświadczanej w pracy agresji nie informuje 42 proc. kobiet, a aż 44 proc. badanych nie zgłasza molestowania seksualnego. Przyczyną jest przekonanie, że zdarzenia te nie są wystarczająco niepokojące. Ponadto, tylko co dziesiąta respondentka uważa, że złożenie tego typu skargi nie wpłynęłoby negatywnie na jej karierę. Równie niewielki odsetek sądzi, że otrzymałoby potrzebne wsparcie.

Pracodawcy powinni z całą mocą przeciwdziałać zachowaniom, które naruszają bezpieczeństwo kobiet, a także stworzyć warunki, w których nie będą one bały się zgłaszać złamania prawa. Podstawą budowania kultury zachęcającej do otwartej komunikacji jest przede wszystkim dawanie pozytywnego przykładu przez liderów. To właśnie oni powinni pokazać, że mówienie o zawstydzających czy też zagrażających zdarzeniach jest nie tylko konieczne, ale też pożądane. Warto także zadbać o wzmocnienie odpowiednich polityk i procedur oraz poinformować pracowników o ścieżkach zgłaszania nadużyć, aby wiedzieli, gdzie mogą uzyskać pomoc – mówi Joanna Świerzyńska.

Zdrowie kobiet wciąż tematem tabu

Ponad jedna czwarta badanych kobiet (27 proc.) doświadcza wyzwań związanych z menstruacją, menopauzą lub płodnością (np. poronienie lub ciąża wysokiego ryzyka), co odbija się negatywnie na ich sytuacji zawodowej. Aż 42 proc. kobiet pracuje mimo odczuwanego bólu (wzrost o 1 p.p. względem 2023 roku), a 13 proc. nie czuje się komfortowo, rozmawiając o problemach menstruacyjnych z szefem (wzrost o 4 p.p. względem 2023 roku).

Rośnie też odsetek kobiet, które pracują mimo dolegliwości związanych z menopauzą. Taką postawę deklaruje 39 proc. badanych i jest to aż o 19 p.p. więcej niż w 2023 roku. Jedynie 19 proc. kobiet przechodzących menopauzę twierdzi, że otrzymało wsparcie od swoich pracodawców po ujawnieniu, że z tego powodu wzięły dzień wolny (spadek o 11 p.p. względem 2023 roku). Brak odpowiedniego podejścia ma negatywne konsekwencje także dla firm. Odsetek badanych wskazujących ten czynnik jako przyczynę odejścia z pracy podwoił się względem 2023 r. i wynosi obecne 9 proc.

Wyzwanie stanowi także sytuacja kobiet borykających się z niepłodnością. Aż 30 proc. z nich doświadcza z tego powodu silnego bólu fizycznego. Ponadto 19 proc. kobiet, biorąc urlop przez tego powodu, nie informowało przełożonego o przyczynie nieobecności, a 18 proc. kobiet decydujących się na taki ruch mierzyło się z negatywnymi konsekwencjami.

Nie brak powodów, by zrezygnować z pracy

Zaangażowanie firm w działania na rzecz równości płci wymaga wzmożonych działań. W badaniu Deloitte jedynie 11 proc. kobiet wskazało, że ich organizacja podejmuje konkretne kroki w kierunku równouprawnienia płci (wzrost o 3 p.p. względem 2023 roku), a jedynie 18 proc. zostało poinformowanych przez pracodawców o wyznaczonych celach w tym obszarze (wzrost o 6 p.p. względem 2023 roku). Tylko 26 proc. kobiet zauważa zróżnicowanie płciowe na stanowiskach liderskich (wzrost o 3 p.p. względem 2023 roku), a 16 proc. respondentek chcących zmienić pracę jako przyczynę wskazuje brak kobiecych wzorców w obecnej organizacji.

Brak wsparcia kobiet w miejscu pracy przekłada się na ich decyzje o złożeniu wypowiedzenia. W 2023 roku więcej kobiet opuściło swoją firmę niż miało to miejsce łącznie w 2022 i 2021 roku. Wskazywane przyczyny zmiany pracy to m.in. zbyt niska płaca (18 proc.), doświadczanie mikroagresji, nękania lub prześladowania (16 proc.) oraz brak elastycznych godzin pracy (15 proc. badanych). Ponadto, jedynie 7 proc. respondentek planuje kontynuować zatrudnienie w swojej organizacji przez ponad 5 lat, natomiast aż 43 proc. planuje zmienić pracę w ciągu 12-24 miesięcy.

Jednym z czynników zniechęcających kobiety do pozostania w dotychczasowej firmie jest brak możliwości awansu, na który wskazuje co piąta badana. Chęć awansu na wyższe stanowisko kierownicze deklaruje natomiast 75 proc. respondentek. Pozostałe badane nie wierzą w pojawienie się szansy na awans (20 proc. badanych), obawiają się niższego wynagrodzenia na stanowisku liderskim niż mężczyźni (21 proc.) i nie lubią kultury organizacyjnej w swojej firmie (23 proc.).

Wyrównywanie szans w miejscu pracy jest ważne dla wszystkich pracowników, bez względu na płeć, wiek, pochodzenie czy orientację seksualną. Podstawą awansu powinny być wyłącznie kompetencje i zaangażowanie, co pozytywnie wpływa na motywację i zaufanie ludzi do firmy. Jednocześnie warto skupić się na wspieraniu grup niewystarczająco reprezentowanych na wyższych stanowiskach poprzez niwelowanie ich obaw i wyposażanie w kompetencje liderskie. W działaniach tych mogą pomóc regularne konsultacje czy też mentoring – podsumowuje Joanna Świerzyńska.

O badaniu

Badanie zostało przeprowadzone w formie ankiety w okresie październik 2023 – styczeń 2024 wśród 5000 kobiet z 10 krajów i 7 sektorów. Kraje, które zostały objęte badaniem to: Australia, Brazylia, Kanada, Chiny, Niemcy, Indie, Japonia, Republika Południowej Afryki, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone. Pod względem formy zatrudnienia wśród badanych najliczniejszą grupę stanowiły zatrudnione na pełen etat (88 proc.). 51 proc. ankietowanych pracuje stacjonarnie, 42 proc. w formule hybrydowej, a jedynie 7 proc. w formule w pełni zdalnej.

Grupa PTWP opublikowała raport po I kwartale 2024 r. – Spółka jest coraz bliżej przeniesienia na główny parkiet GPW

Grupa PTWP w I kw. 2024 r. wypracowała 21,5 mln zł przychodów netto ze sprzedaży, co oznacza 9 proc. wzrost rdr. Równocześnie w raportowanym okresie Grupa odnotowała wzrost kosztów działalności operacyjnej, przeznaczonych na inwestycje oraz jednorazowe koszty związane z procesem przeniesienia notowań na główny parkiet GPW. Wymienione działania miały jednorazowy wpływ na ujemną EBITDA oraz stratę netto. Grupa PTWP pozostaje w bardzo dobrej kondycji finansowej, o czym świadczy 23,8 mln zł  pozycji gotówkowej na koniec marca br. Grupa PTWP, będąca w top 3 biznesowych mediów w Polsce, umacnia swoją pozycję w segmencie online – z wynikiem średnio ok. 20 mln unikalnych użytkowników miesięcznie. W segmencie eventowym Grupa z sukcesem zrealizowała prestiżowe, biznesowe wydarzenia i intensyfikowała przygotowania do Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

– Rok rozpoczęliśmy intensywnie, wpisując w pierwsze miesiące przygotowania do kluczowych zdarzeń i aktywności, które zrealizujemy w kolejnych kwartałach. Poniesione koszty z tego tytułu oraz  związane z presją kosztową energii i płac, przełożyły się na wyższe koszty operacyjne. Wzrost kosztów należy traktować de facto jako inwestycje, Grupa rozwija się dynamicznie i ponosi wyższe koszty, których efekty będą widoczne w następnych miesiącach. Dlatego nasze wyniki należy oceniać w szerokiej perspektywie, a nie jednego kwartału. Jestem spokojny o bardzo dobre wyniki II kwartału jak i całego 2024 r. – podkreśla Wojciech Kuśpik, prezes Grupy PTWP.

W pierwszych trzech miesiącach br. Grupa PTWP wypracowała przychody na poziomie 21,5 mln zł, które  były wyższe o 9 proc. niż w analogicznym okresie 2023 r. (19,7 mln zł). Dynamiczny rozwój Grupy przełożył się na wyższe wydatki inwestycyjne. Dodatkowo Grupa miała jednorazowe koszty związane z procesem przeniesienia notowań na główny parkiet Giełdy Papierów Wartościowych. Grupa zaraportowała koszty z działalności operacyjnej na poziomie 23,2 mln zł, co oznacza wzrost o 3,5 mln zł w porównaniu do I kwartału u.br. Poniesione wydatki inwestycyjne oraz koszt operacyjne przełożyły się na ujemy wynik EBITDA w wysokości 1,1 mln zł oraz stratę netto w wysokości 1,6 mln zł. Kondycja finansowa Grupy pozostaje w bardzo dobrym stanie. Na koniec marca br. Grupa PTWP miała 23,8 mln zł  środków pieniężnych.

Dynamiczny wzrost segmentów Grupy PTWP

Grupa PTWP opiera swoją działalność na kilku segmentach (online, eventów własnych oraz zarządzania obiektami) w każdym z nich skutecznie realizuje wyznaczone cele operacyjne.

W portfolio Grupy PTWP umacnia się segment online, przynosząc dobre wyniki. Portale wydawane przez spółkę PTWP Online należą do czołówki mediów biznesowych w Polsce. Należące do Grupy serwisy internetowe notują około 20 mln unikalnych użytkowników każdego miesiąca. W I kwartale br. uruchomiony został nowy portal Infowet.pl skierowany do branży weterynaryjnej. Równocześnie Grupa nadal pozostaje otwarta na akwizycje w tym obszarze.

W I kwartale 2024 r. Grupa z sukcesem zrealizowała prestiżowe, biznesowe wydarzenia. Dużym zainteresowaniem partnerów, jak i uczestników, cieszyły się takie eventy, jak: 4 Design Days, Kongres Wyzwań Zdrowotnych (Health Challenges Congress), EEC Trends, ExpoGołębie czy cykl konferencji redakcji magazynu i portalu Farmer – Kierunek Innowacja. I kwartał 2024 r. to także czas intensywnych przygotowań do flagowego wydarzenia Grupy czyli Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

Grupa PTWP skutecznie i efektywnie zarządza obiektami: Spodkiem i Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach. Pierwsze trzy miesiące 2024 r. obfitowały w obiektach w wydarzenia targowe, konferencyjne i rozrywkowe, wypełniając kalendarium obu hal. Od początku bieżącego roku obiekty są w 100% zasilane zieloną energią.

Na wynik tego segmentu rzutuje stały wzrost kosztów utrzymania obiektów oraz brak w raportowanym okresie jednorazowego dużego wydarzenia. W analogicznym okresie w 2023 roku były to Mistrzostwa Świata Piłki Ręcznej, które przełożyły się na kilka tygodni wynajmu Spodka. Kalendarz obiektów sukcesywnie się wypełnia, co będzie miało odzwierciedlenie w kolejnych kwartałach – dodaje Wojciech Kuśpik.

Proces przenoszenia notowań PTWP na główny parkiet GPW

Proces przeniesienia notowań akcji spółki PTWP S.A. na rynek regulowany organizowany przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie jest bliski sfinalizowania. Z początkiem roku, w konsekwencji poczynionych przygotowań, PTWP złożyła do Komisji Nadzoru Finansowego wniosek o zatwierdzenie prospektu spółki, który został zatwierdzony przez KNF pod koniec kwietnia tego roku.  Na tym etapie, przeniesienie notowań na rynek regulowany zależy od pozytywnego rozpatrzenia wniosku o dopuszczenie akcji spółki do obrotu na rynku regulowanym GPW.

Jesteśmy już na ostatniej prostej przed debiutem na głównym parkiecie. Liczę, że nasza obecność na głównym parkiecie GPW pozytywnie wpłynie na rozpoznawalność Grupy PTWP oraz jej możliwości związane z obecnością na rynku kapitałowym – zakończył Wojciech Kuśpik, prezes Grupy PTWP.

Na rynek trafiają coraz droższe mieszkania?

Nierzadkie są obawy, że do oferty deweloperów będą trafiały coraz droższe mieszkania. Jak zauważa portal RynekPierwotny.pl w kwietniu sytuacja w dużych miastach wyglądała jednak bardzo różnie.

Niezależnie od dalszych losów programu Kredyt na Start, podaż u deweloperów będzie prawdopodobnie ważnym mieszkaniowym tematem w drugiej połowie bieżącego roku. Najnowsze dane portalu RynekPierwotny.pl dotyczące nowych ofert deweloperskich z największych miast są mniej optymistyczne niż ogólnopolskie statystyki GUS. Informacje z kwietnia 2024 r. wskazują bowiem na spadek liczby nowych mieszkań wprowadzanych do oferty. Warto sprawdzić, jakie ceny 1 mkw. miały mieszkania, które w kwietniu deweloperzy dodali do oferty, a także gotowe lokale.Tab. 1 - Sytuacja cenowa na największych rynkach pierwotnych

Kwietniowe dane z platformy analitycznej BIG DATA RynekPierwotny.pl informują o relacjach cenowych, które są widoczne w powyższej tabeli. Jak nietrudno zauważyć, sytuacja z największych rynków była w kwietniu zróżnicowana. Deweloperzy działający na terenie Gdańska oraz całego Trójmiasta postanowili uzupełnić ofertę lokalami dużo tańszymi od aktualnej średniej dla całego rynku oraz gotowych „M”. Relatywnie tanie względem średniej ceny 1 mkw. z całego rynku pierwotnego były również lokale wprowadzane do sprzedaży w Bydgoszczy i Aglomeracji Katowickiej.

Dość niepokojąco wyglądała natomiast sytuacja dotycząca Krakowa i Szczecina, gdzie do oferty ostatnio trafiły drogie mieszkania. Co ciekawe, w kwietniu br. Kraków wyprzedził Warszawę pod względem średnich cen 1 mkw. nowych lokali trafiających na rynek. Stolica okazała się natomiast „najdroższa” w przypadku stawek za 1 mkw. ukończonych mieszkań. Oddane do użytku mieszkania były statystycznie wyraźnie tańsze od rynkowej średniej w Bydgoszczy, Łodzi i Aglomeracji Katowickiej. Zupełnie inna sytuacja dotyczyła Lublina i Wrocławia.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Meme stocks znów na fali

Gorączka akcji memowych, która napędzała emocje Wall Street w 2021 roku, po raz kolejny zawitała na rynek giełdowy. Domniemany powrót legendarnego użytkownika @RoaringKitty, ikony stojącej za atakami spekulacyjnymi grupy WallStreetBets po trzech latach nieaktywności spowodował, że od początku tygodnia akcje spółek GameStop oraz AMC zyskały odpowiednio 180% oraz 135%. Tajemniczy tweet na platformie X Keitha Gilla (prawdziwe imię @RoaringKitty) wznosi oczekiwania na powrót euforii spekulantów zrzeszonych w grupie WallStreetBets, która na wielu spółkach doprowadziła 3 lata temu do wzrostów sięgających kilkuset procent. Co o całej akcji warto wiedzieć i z czego ona wynika? Sprawdźmy to razem.

Krótka historia memowego świata

WallStreetBets lub WSB, to subgrupa na platformie Reddit, na którym uczestnicy omawiają ich sposób handlu akcjami i opcjami na rynkach giełdowych. Co jednak wyróżnia tę grupę to barwny i wulgarny żargon, który połączony z agresywnymi strategiami handlowymi idealnie wpasowuje się w gusta młodego pokolenia XXI wieku. W 2021 roku to właśnie na niej narodził się trend agresywnego skupowania akcji wybranych przez użytkowników spółek giełdowych, które niejednokrotnie zmagając się z trudnościami finansowymi, odnotowywały na giełdzie astronomiczne wzrosty. Nieco później cały trend przeniósł się również na rynek kryptowalut, który dla spragnionych adrenaliny świeżo upieczonych inwestorów był idealnym miejscem do ryzykowania swoich życiowych oszczędności.

Do astronomicznych wzrostów potrzeba jednak paliwa, a każdy świadomy inwestor wie, że strona detaliczna (inwestorzy z relatywnie małym kapitałem) nie odpowiada za znaczący udział w kreowaniu zmienności na rynku. W 2023 roku udział ten wynosił, albowiem około 20% i dane te obarczone są sporym błędem statystycznym. Mali inwestorzy odkryli jednak, że na akcjach wielu znanych przez nich spółek, które stały się ikoną popkultury pokolenia Z oraz Milenialsów odsłaniają się zasobne w duży kapitał fundusze hedgingowe, które napędzane chłodną kalkulacją obstawiały spadki notowań akcji (tzw. krótka sprzedaż, ang. short selling) firm, które nie poszły z duchem czasu i zmagały się z problemami finansowymi.

W wielu przypadkach procentowy udział pozycji obstawiających spadki był tak duży, że całkowicie przekraczał on dostępną na rynku liczbę akcji w obrocie giełdowym. Ciężko jest sprzedać czegoś więcej niż faktycznie się ma, ale nowoczesne finanse dostarczyły nam narzędzi, dla których nie ma rzeczy niemożliwych. Tak oto narodził się pomysł, aby w ramach buntu przed korporacyjną dominacją, połączoną ze zwykłą ludzką chciwością zjednoczyć się pod jednym sztandarem, aby próbować podnieść notowania upadających spółek w górę.

Starcie Dawida z Goliatem

Jaki efekt może przynieść nagły wzrost zainteresowania akcjami spółki, która stoi na skraju bankructwa oraz od dawna była postrzegana jako stracony walor? Oczywiście, efektem były pokaźne wzrosty cen. Cały szkopuł polega jednak na tym, że mając na uwadze potężne pozycjonowanie funduszy na pozycjach krótkich (zarabiających na spadkach), wyższe wzrosty wymuszają na wielu z nich zamknięcie tych transakcji, co jeszcze bardziej napędza wzrosty notowań (pokrycie pozycji krótkiej polega bowiem na odkupie wcześniej sprzedanych akcji).

Taka oto na rynku wytworzył się efekt kuli śnieżnej, który nazywany jest potoczenie jako short squeeze. W 2021 roku jak i teraz to on odpowiada za astronomiczne wzrosty cen notowań walorów wybranych spółek, a jego skala zależy od tego, ile % akcji danej spółki sprzedawanych jest na krótko oraz jak duże zainteresowanie małych inwestorów dany walor tworzy.

Fundusze oraz detaliści nie mają łatwo…

Inwestowanie na giełdzie to gra o sumie zerowej. Moja wygrana to Twoja przegrana i na odwrót. Nie dziwi więc fakt, że starcie drobnych inwestorów z zasobnymi w kapitał funduszami będzie trudną walką. Przynosi ona zarówno wiele spektakularnych wygranych, kiedy to inwestorzy w Internecie chwalą się zawrotnymi kwotami zarobionymi pieniędzmi, jak i przegranymi, które sięgają nierzadko oszczędności całego życia. Podobnie sytuacja wygląda po stronie korporacji. W dłuższym terminie wydaje się, że ilość kapitału przeważy i umożliwi dalszy zarobek na słabo radzącym sobie walorze, ale w średnim terminie taki fundusz może zmagać się z sięgającymi kilkadziesiąt miliardów dolarów stratami. Blisko 20 miliardów dolarów straciły fundusze w 2021 roku na akcji WSB, tym razem, od poniedziałku kwoty te sięgają dopiero 3 miliardów dolarów.

“Meme stocks” to nie tylko GameStop czy AMC

Faktem jest, że medialnie to GameStop oraz AMC stawiane są jako symbol spekulacyjnej gorączki Wall Street. To wokół nich tworzona jest narracja walki ze “złymi funduszami”, które utorowały sobie drogę do „łatwych” oraz dużych pieniędzy poprzez obstawianie na spadki cen akcji spółek, które stoją nad skrajem bankructwa. W budowie tej narracji pomagają również sławy show-biznesu, które podsycają te emocje. Mowa tutaj przede wszystkim o Elonie Musku, Marku Cubanie czy nawet kontrowersyjnych braciach Tate. Tak jak jednak wspomniałem wcześniej, gorączka Wall Street Bets to przekaz, który rozprzestrzenia się na wiele innych spółek. W dużej mierze mają one jednak wspólnym mianownik, którym są:

  • Duży udział pozycji krótkich (pozycje, które zarabiają na spadkach cen) względem ogólnej liczby akcji w wolnym obiegu (z angielskiego Short Interest). Przykład: SunPower, MicroCloud Hologram czy Maxeon Solar
  • Pogarszające się wyniki finansowe danej spółki, które stawiają ją niejednokrotnie na skraju bankructwa. Przykład: AMC
  • Rozpoznawalna oraz sentymentalna marka, którą wielu inwestorów kojarzy z dawnych lat bądź firma, która działa nadal w wysoce zaawansowanych sektorach gospodarki. Bardzo często zainteresowanie przyciągają również dźwięcznie brzmiące nazwy spółek bądź ich skróty giełdowe (tickery). Przykład: Lucid Group, EVgo czy Virgin Galactic.

Warto również przytoczyć tutaj przykład z naszego rodzimego parkietu, kiedy to w 2021 roku short squeeze obserwowaliśmy na akcjach CD Projekt. Wtedy w obronie kursu walorów CDR uczestniczył sam Elon Musk. W tym tygodniu na podobnej zasadzie duże wzrosty obserwowaliśmy na walorach Volvo oraz HelloFresh.

Podsumowanie – bańka… prawie zawsze pęka

Metafora niewidzialnej ręki rynku zaprezentowana przez Adam Smitha głosi, że rynek reguluje się samoistnie, zapewniając tym samym najbardziej logiczny rozkład alokacji środków na rynku. Mania spółek memowych rozbudza zainteresowania inwestorów, którzy szukając dużych i szybkich zysków, podłączają się pod falę spekulacji, pewnej rynkowej gry. Ich decyzje nie wynikają jednak, z fundamentalnej analizy danego biznesu, a środków doraźnych, jakim są emocje.

W krótkim terminie faktycznie to one bardzo często decydują o sentymentach na rynku, po czym dalej ustępują bardzo pragmatycznym aspektom. Tak przynajmniej głosi wiedza pisana, połączona z dozą historycznej statystyki. Warto jednak pamiętać, że rynki nie są zawsze efektywne (tego zdania jest przynajmniej autor tego wpisu), dlatego okres podwyższonego zainteresowania na akcje memowe może trwać tak długo, jak zaangażowanie samych inwestorów detalicznych nie zacznie naturalnie spadać bądź sytuacja fundamentalna na nich się nie zmieni. Do tego czasu możemy spodziewać się, że wszystkie strony rynkowej “gry”, napędzani emocjami detaliści, jak i skupione na chłodnej kalkulacji fundusze będą przez najbliższe dni dostarczały nam sporych emocji na zbudowanej z licznych wzlotów i upadków Wall Street.

Autor: Mateusz Czyżkowski, analityk XTB