Kwiecień 2024 był kolejnym miesiącem spadków w rejestracji nowych maszyn rolniczych w Polsce

O 91 mniej niż w marcu tego roku i aż o 127 mniej niż w tym samym miesiącu 2023 roku zarejestrowano (czyli de facto zakupiono) nowych ciągników w kwietniu 2024, zaś w drugiej podstawowej kategorii maszyn rolniczych z „pierwszej ręki”, jaką stanowią przyczepy rolnicze, spadek w stosunku do tego samego okresu przed rokiem wynosi więcej, bo już 177 sztuk. Tendencja wzrostowa zarysowuje się tu zaś wyraźnie i stale na rynku wtórnym.

Opadł już kurz po – jak widać to na podstawie danych za kwiecień – chwilowym i lekkim odbiciu w rejestracji nowych maszyn rolniczych, jakie miejsce miało w marcu.

Kwiecień 2024: powrót do tendencji spadkowej w rejestracji nowych maszyn rolniczych

Czwarty miesiąc tego roku okazał się kolejnym okresem spadku, i to w obu podstawowych kategoriach: przyczep i ciągników. Według zgromadzonych przez Polską Izbę Gospodarczą Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR) danych na podstawie CEPiK, liczba zarejestrowanych nowych ciągników wyniosła 722. To o 91 mniej niż miesiąc wcześniej, a do tego 127 – w stosunku do kwietnia ubiegłego roku. Wówczas liczba zarejestrowanych nowych ciągników wyniosła 849.

– Obserwujemy tu powrót do notowanej już przez nas od dłuższego czasu tendencji spadkowej. Dotychczasowy brak klarowności rządowych i unijnych decyzji w sprawach dla rolników istotnych (m.in. Zielony Ład, import poszczególnych produktów zza granicy czy ich transport przez Polskę) w połączeniu np. z sytuacją geopolityczną, a zwłaszcza z tym, co dzieje się za naszą wschodnią granicą, powodują, że rolnicy cały czas ze sporym dystansem traktują możliwość inwestycji w nowy sprzęt rolniczy – uważa Hubert Seliwiak z PIGMiUR.

Bardziej uderzające są dane za całą 1/3 tego roku. Jak podaje bowiem Izba, w ciągu czterech miesięcy 2024 roku zarejestrowano w sumie 2759 nowych ciągników. To o 595 mniej niż w tym samym okresie 2023. Spadek rejestracji wynosi tu więc 17,7 proc.

Kto jest liderem pod względem rejestracji nowych ciągników w pierwszych 4 miesiącach tego roku?

Najpopularniejszą marką po kwietniu tego roku pozostaje John Deere (14 proc. udziałów), podobnie jak w zeszłym roku, z liczbą 386 rejestracji, jednak to aż o 188 mniej niż przed rokiem. Na drugim miejscu plasuje się Kubota (13,7 proc. udziałów) z 379 zarejestrowanych maszyn. Tu akurat notuje się wzrost, choć niewielki, bo o 5 sztuk. Podium zamyka New Holland z 369 zarejestrowanymi nowymi ciągnikami. Na dalszych miejscach są Deutz Fahr i Case IH. Pod względem geograficznym liderem jest województwo mazowieckie, a za nim – wielkopolskie i łódzkie.

– Choć dochodzi tu do małych przetasowań na poszczególnych miejscach, to warto zauważyć, że podobna tendencja miejsce ma w drugiej podstawowej kategorii nowych maszyn czyli w przyczepach. Tu też do czynienia mamy z wyraźnym spadkiem – komentuje Hubert Seliwiak.

Rejestracja nowych przyczep: spadek jeszcze większy

W kwietniu 2024 r. zarejestrowano 363 nowych przyczep rolniczych. – Ilość ta wpisuje się w trend ostatnich miesięcy, gdzie wyraźnie widać prostą poziomą linię na wykresie. Liczba rejestracji od września zeszłego roku nie przekroczyła 420 w miesiącu. Od początku roku zarejestrowano zaś 1553 nowych przyczep rolniczych, i jest to aż o 521 mniej niż przed rokiem. Spadek wynosi już 25,1 proc. – przeczytać można w opracowaniu PIGMiUR. Według przedstawionych tam danych najpopularniejszą marką jest tu Pronar z 374  zarejestrowanych nowych przyczep, jednak to o 348 mniej niż rok wcześniej, co daje spadek aż o 48,2 proc. Udziały rynkowe tej firmy ponownie spadły i wynoszą już 24,1 proc. Drugi w zestawieniu jest Metal-Fach z 237 rejestracjami i udziałami 15,3 proc, a trzeci – Metaltech.

– Choć rolnicy cały czas czekają na korzystne dla siebie decyzje i niektóre z nich – jak np. nowelizacja ustawy o pożyczce lombardowej – już zapadają, a przez to wstrzymują się z zakupem nowego sprzętu, jednak wciąż inwestują, ale ostrożnie. Zaobserwować to można po trendzie, jaki wyraźnie, i to już od dłuższego czasu, rysuje się tu na rynku wtórnym – sądzi Hubert Seliwiak.

Wtórny rynek maszyn rolniczych ze stałym wzrostem

Po czterech miesiącach br. PIGMiUR notuje 9429 rejestracji używanych ciągników . To o 708 więcej niż po czterech miesiącach 2023 roku. Wzrost wynosi tu zatem 8,1 proc. Liderem na tym rynku w okresie styczeń – kwiecień 2024 jest John Deere z udziałami 16,6 proc. i zajmuje tu pierwsze miejsce w trzech kategoriach wiekowych: 3-5, 6-10 i 11-20 lat. W najstarszej kategorii, powyżej 20 lat liderem jest marka Ursus. Z kolei w drugiej podstawowej kategorii maszyn „z drugiej ręki” czyli w przyczepach rolniczych, w okresie styczeń-kwiecień br. roku zarejestrowano ich 2466, a więc o 293 więcej niż przed rokiem. – Oznacza to, że obecnie notujemy tu wzrost o 13,5 proc – stwierdza PIGMiUR.

B-Act wypracował w pierwszym kwartale o 40% wyższą sprzedaż i zanotował skokowy wzrost zysków

B-Act S.A., notowana na NewConnect firma inżynieryjna specjalizująca się w doradztwie i nadzorze inwestycji budowlanych, wypracowała w pierwszym kwartale 2024 roku przychody na poziomie 3,82 mln PLN, co oznacza 40 proc. wzrost w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. Spółka skokowo poprawiła również zysk netto, który sięgnął blisko 180 tys. PLN, czyli 3,5 razy więcej, niż w I kwartale 2023 roku. Większość zaplanowanej sprzedaży i zysków spółka zazwyczaj realizuje w drugiej połowie roku.

Pierwsze miesiące 2024 r. upłynęły w dużej mierze na pracy nad zwiększeniem backlogu spółki, a także realizacji istniejących kontraktów. Spółka rozlicza systematycznie projekty prowadzone na terenie Polski i w innych lokalizacjach, w tym na Ukrainie. B-Act aktywnie uczestniczył w nowych przetargach publicznych zarówno w Polsce jak i zagranicą. Warto dodać, że w połowie kwietnia (12.04) wartość wszystkich zakontraktowanych i nierozliczonych w pełni projektów wynosi blisko 154,2 mln PLN brutto, z czego do zafakturowania pozostało 101,7 mln PLN brutto. Największą pozyskaną umową w tym okresie był kontrakt na nadzór inwestorski kluczowej inwestycji GAZ-SYSTEM z punktu widzenia transformacji energetycznej Śląska „Budowa gazociągu wysokiego ciśnienia DN500 MOP 8.4 MPa – odgałęzienie do bloku gazowo-parowego w Rybniku wraz z budową Stacji Pomiarowej Rybnik”.

Pierwszy kwartał był bardzo aktywny w zakresie budowania backlogu, co już zaowocowało szeregiem atrakcyjnych umów. Ich efekty finansowe będziemy widzieć w dużej mierze w drugiej połowie roku, a także kolejnym roku. Nasza branża charakteryzuje się tym, że najlepsze wyniki wypracowujemy w trzecim i czwartym kwartale dlatego na nasze finanse warto patrzeć z perspektywy całego roku. Początek roku pokazuje bardzo obiecującą dynamikę zarówno na poziomie sprzedażowym jak i w zakresie pracy nad rentownością, co napawa nas optymizmem, ale również poczuciem pewności co do słuszności obranych kierunków rozwoju  – podkreśla Adam Białachowski, prezes zarządu spółki B- Act.

Oprócz rosnącej sprzedaży i poprawiających się zysków spółka zakończyła pierwszy kwartał z bardzo dobrą sytuację gotówkową. Na koniec marca B-Act dysponował ponad 4,2 mln PLN środków pieniężnych vs 0,36 mln PLN na koniec pierwszego kwartału 2023. Pozwala to na sprawną realizację zaplanowanych kontraktów na ten rok i działania związane z pozyskiwaniem nowych umów. Wysoki poziom gotówki i dobre wyniki z poprzednich okresów pozwalają firmie na dzielenie się zyskiem z akcjonariuszami.

Zarząd B-Act zarekomendował przeznaczenie 685 tys. zł z zysku netto za 2023 r.  (43% zysku netto), co oznacza wypłatę 0,07 zł na akcję. Ostatecznie o wypłacie dywidendy zadecyduje Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy zwołane na 27 maja. Planowany dzień prawa dywidendy to 10 czerwca, a jej wypłata ma nastąpić 24 czerwca.

Młodzi na rynku pracy: w poszukiwaniu pasji i spełnienia

Młodzi ludzie, szukając pracy nie kierują się wyłącznie stabilnością zatrudnienia i wynagrodzenia, praca powinna być dla nich również pasją. Jak wynika z najnowszego badania Pracuj.pl, aż 66% przedstawicieli pokolenia Z deklaruje, że ich aspiracje zawodowe są związane z osobistymi pasjami i hobby. To nie oznacza jednak, że na rynek pracy wkraczają z dużym entuzjazmem… raczej z obawami. Zaledwie 35% respondentów w wieku 18-24 lat czuje się odpowiednio przygotowanymi do wejścia na rynek pracy.

Najważniejsze informacje

  • 64% przedstawicieli pokolenia Z uważa, że na rynku maleje rola formalnego wykształcenia.
  • Tylko 23% młodych uważa, że uniwersytety odpowiednio przygotowują do wejścia na rynek pracy.
  • Jednocześnie 24% badanych wskazuje, że wykształcenie wyższe jest konieczne do osiągnięcia sukcesu zawodowego.
  • 35% respondentów w wieku 18-24 lata deklaruje, że czują się odpowiednio przygotowani do wejścia na rynek pracy.
  • 35% młodych polskich pracowników czuje się oni dobrze przygotowanymi do udziału w procesach rekrutacyjnych.
  • Mniej niż połowa badanych uważa, że ma dużą wiedzę na temat narzędzi do poszukiwania pracy.

Formalne wykształcenie vs. praktyczne umiejętności

Większość przedstawicieli pokolenia Z (64%) uważa, że na rynku maleje rola formalnego wykształcenia, a rośnie rola praktycznych umiejętności. Z tą tezą zgadza się 62% badanych w wieku 25-34 lata. To nie zdejmuje jednak z systemu edukacji konieczności przygotowania młodych ludzi do wejścia na rynek pracy.

Zmieniające się postrzeganie wartości edukacji wskazuje, że młode pokolenia mają mocniejszą potrzebę zmiany podejścia do nauki, a na znaczeniu zyskują praktyczne umiejętności. Serwis Pracuj.pl w swoim najnowszym badaniu sprawdza, jak młodzi oceniają swoje przygotowanie do rozpoczęcia kariery zawodowej po zakończeniu edukacji, czy wiedzą, gdzie szukać pracy oraz jakie mają podejście do rekrutacji.

Czy system edukacji pamięta o pracy?

Tylko 35% badanych zgadza się ze stwierdzeniem, że szkoły zawodowe i technika w Polsce skutecznie dostarczają wiedzy przydatnej na rynku pracy. W kontekście liceów, zaledwie 16% respondentów wskazało, że dostarczają one jakiejkolwiek wiedzy przydatnej na rynku pracy.

Nie najlepiej wyglądają także wyniki dotyczące uczelni wyższych – tylko 23% młodych badanych zgadza się z tym, że oferują one odpowiednie przygotowanie do wejścia na rynek pracy. Jednocześnie 24% badanych wskazuje, że wykształcenie wyższe jest konieczne do osiągnięcia sukcesu zawodowego.

Wymagania pracodawców dotyczące wykształcenia i umiejętności różnią się oczywiście w zależności od specjalizacji. W zawodach regulowanych, takich jak prawo czy medycyna, formalne wykształcenie jest niezbędne i ściśle określone przez normy prawne i standardy zawodowe. Z drugiej jednak strony, istnieje wiele specjalizacji, w których kluczowe znaczenie ma praktyczne doświadczenie czy konkretny zestaw umiejętności. Są takie dziedziny, jak przykładowo marketing czy grafika, w których rekruterzy często przywiązują większą wagę do portfolio oraz znajomości specyficznych narzędzi i technologii niż do formalnego wykształcenia. Rzeczywiście na rynku pracy nie funkcjonuje już myślenie, że kandydat bez dyplomu nie ma szans na zatrudnienie. Młodzi nie tylko mają w tym zakresie rację, ale jednocześnie ich podejście będzie kształtować rzeczywistość rynku pracy jutra
-– mówi Jolanta Lewandowska-Bitkowska, ekspertka ds. rekrutacji i rozwoju pracowników w Pracuj.pl.

Pokolenie nieprzygotowanych do pracy?

Choć wykształcenie wyższe dla młodych badanych nie jest kluczowym czynnikiem prowadzącym do osiągnięcia sukcesu, to nie ulega wątpliwości, że system edukacji powinien być wsparciem w przygotowaniu ich do rozpoczynania budowy kariery. Dziś większość przedstawicieli pokolenia Z niestety nie czuje się na to gotowa.

Jak wskazuje najnowsze badanie Pracuj.pl, zaledwie 35% respondentów w wieku 18-24 lata deklaruje, że czują się odpowiednio przygotowani do wejścia na rynek pracy. Takie deklaracje mogą odzwierciedlać wspomniane już luki w edukacji lub brak doświadczenia praktycznego.

W grupie osób w wieku 25-34 lata odsetek ten wzrasta do 42%, co sugeruje, że nabywane w pierwszych latach na rynku doświadczenie zawodowe i dalsze kształcenie w miejscach pracy przyczyniają się do wzrostu poczucia gotowości do wykonywania zawodowych obowiązków.

Niemniej jednak, oba wskaźniki wskazują na znaczącą część populacji odczuwającą brak przygotowania, co podkreśla potrzebę systemowego wsparcia w zakresie rozwoju umiejętności praktycznych i adaptacyjnych, aby lepiej wyposażyć młodych ludzi na dynamicznie zmieniającym się rynku pracy.

Oczywiście aby na rynek wchodzili pracownicy pewniejsi siebie, pewną pracę muszą wykonać instytucje edukacyjne. Z drugiej jednak strony, także rolą pracodawców jest przygotowanie młodych pracowników do pierwszych dni pracy oraz odpowiednie wykorzystanie ich naturalnych talentów, takich jak adaptacyjność, kreatywność czy zdolności interpersonalne, które mogą być równie wartościowe co formalne kwalifikacje. Kluczowe jest, aby pracodawcy oferowali nowym pracownikom odpowiednie programy wdrożeniowe, które nie tylko ułatwią im szybsze przystosowanie się do specyfik działalności firmy, ale również przyczynią się do ich długoterminowego rozwoju i retencji w organizacji
-– mówi Konstancja Zyzik, ekspertka ds. rekrutacji i rozwoju talentów w Pracuj.pl.

Problem nie leży jednak wyłącznie w braku przygotowania do pracy. Taki sam odsetek (35%) młodych polskich pracowników deklaruje, że czują się oni dobrze przygotowani do udziału w procesach rekrutacyjnych. Mniej niż połowa badanych młodych pracowników (42%) wskazuje, że mają oni dużą wiedzę na temat narzędzi do poszukiwania pracy. Pracodawcy powinni wykorzystać te informacje, dostosowując swoje strategie rekrutacyjne i programy wdrożeniowe, tak aby lepiej odpowiadały na rzeczywiste potrzeby i oczekiwania młodych pracowników. Finalnie przyczyni się to do wzrostu ich produktywności i zaangażowania w pracy, a organizacjom umożliwi poszerzenie swoich zespołów o przedstawicieli pokoleń, które będą tworzyć rynek pracy przyszłości.

Jak już pójdą do pracy, to nie byle jakiej

Wyniki najnowszych badań Pracuj.pl, przeprowadzone pośród najmłodszych uczestników rynku pracy, ujawniają dodatkowo interesujące tendencje dotyczące podejścia do wyboru ścieżki zawodowej przedstawicieli pokolenia Z.

40% ogółu młodych badanych wskazuje, że ma pewność co do tego, jaki zawód chcą wykonywać w przyszłości. Odsetek ten osiąga 39% wśród osób w wieku 18-24 lata i wzrasta do 41% wśród badanych z przedziału 25-34 lata.

Aż 66% respondentów należących do najmłodszej badanej grupy wiekowej (18-24 lata) deklaruje, że ich aspiracje zawodowe są mocno związane z osobistymi pasjami i hobby. Taka tendencja wskazuje na rosnącą wagę realizacji osobistych zainteresowań w kontekście zawodowym i oznacza, że dla osób wchodzących właśnie na rynek pracy, kluczowa będzie nie tylko stabilność finansowa, ale także spełnienie.

W grupie nieco starszych pracowników, w przedziale wiekowym 25-34 lata, obserwujemy pewien spadek tego zjawiska, choć nie jest on tak wyraźny, jak mogłoby się wydawać. W tej kategorii wiekowej 56% badanych wciąż podkreśla znaczenie zgodności wykonywanego zawodu z ich zainteresowaniami. To świadczy o istotnej, choć nieco mniejszej w porównaniu z młodszymi pracownikami, tendencji do łączenia życia zawodowego z osobistymi pasjami. Młodzi stawiają na rozwój – aż 48% najmłodszych pracowników deklaruje, że perspektywy rozwoju kariery, jakie daje praca, są dla nich istotniejsze niż wysokość pierwszego wynagrodzenia.

Ciekawe jest również, jak te preferencje zmieniają się wraz z dojrzewaniem na rynku pracy i ewolucją oczekiwań zawodowych. Możliwe, że w miarę zbierania doświadczeń i konfrontacji z realiami rynku, pracownicy w wieku 25-34 lat stają się bardziej elastyczni w dostosowywaniu swoich aspiracji zawodowych do dostępnych możliwości.

Wyniki badania w tym zakresie rzucają nowe światło na dynamicznie zmieniający się krajobraz rynku pracy, gdzie osobiste pasje i zainteresowania odgrywają coraz ważniejszą rolę w decyzjach zawodowych, stanowiąc ważny element w budowaniu satysfakcji oraz motywacji do pracy.

Młodzi ludzie wchodzący na rynek pracy często nie czują się odpowiednio przygotowani do jego wymagań, co stanowi istotne wyzwanie zarówno dla systemu edukacji, dla pracodawców, jak i dla samych młodych. W odpowiedzi na tę sytuację i chcąc ułatwić młodym pracownikom start kariery, serwis Pracuj.pl przygotował szereg materiałów, które mają im pomóc odnaleźć się na rynku pracy. W zakładce Pierwsza Praca przedstawiciele pokolenia Z znajdą narzędzia i porady dotyczące tego, jak tę pierwszą pracę znaleźć i jak zabrać się za budowanie kariery zawodowej. Co więcej, mogą oni także skorzystać z darmowego kreatora CV, czy znaleźć wyselekcjonowane specjalnie dla nich oferty pracy.

Instytucje edukacyjne powinny aktywnie działać na rzecz wydobywania i kształtowania potencjału młodych ludzi, wprowadzając do programów nauczania elementy praktyczne, które lepiej przygotują ich do przyszłych zadań zawodowych. Następnie, pracodawcy, angażując te młode talenty, powinni zapewnić odpowiednie środowisko, które umożliwi dalszy rozwój ich kompetencji. Takie podejście nie tylko zwiększy efektywność młodych pracowników, ale również przyczyni się do wzrostu innowacyjności i dynamiki w miejscu pracy, co z korzyścią odbije się na całym rynku.

O BADANIU

Badanie „Pokolenie Z w pracy” zostało przeprowadzone w marcu 2024 roku przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie serwisu Pracuj.pl. Pomiar wykonany metodą CAWI wykonano na próbie 721 Polaków w wieku 18–34 lata. Struktura próby była kontrolowana biorąc pod uwagę płeć, wiek i wielkość miejscowości zamieszkania odpowiadających.

Inflacyjny dołek za nami – RPP długo nie znajdzie argumentów za obniżką stóp procentowych

Dzisiaj poznamy kolejną decyzję Rady Polityki Pieniężnej w sprawie stóp procentowych. Rynkowy konsensus zakłada, że stopy pozostaną bez zmian, a więc na poziomie 5,75%, gdzie znalazły się po ubiegłorocznych obniżkach o 75 pb we wrześniu i 25 pb w październiku. Tomasz Gessner, główny analityk firmy Tavex podkreśla, że wiele wskazuje na to, że Rada Polityki Pieniężnej długo nie znajdzie argumentów za kolejną obniżką stóp procentowych. Co więcej, tłumaczy on skąd może wynikać ogromna strata Narodowego Banku Polskiego i co do tego mają stopy procentowe.

Co dalej z inflacją?

Z przedstawionych w marcu prognoz analityków Narodowego Banku Polskiego wynika, że za 2 lata inflacja wciąż będzie się znajdować powyżej celu. To z kolei może oznaczać, że zarówno w obecnym, jak i być może przyszłym roku, nie pojawią się obniżki stóp procentowych.

W pewnym sensie może się to wydawać mało intuicyjne względem ostatnich zmian inflacji, która na przestrzeni roku bardzo wyraźnie spadła. Jeszcze w lutym ubiegłego roku wynosiła 18,4%, by w marcu tego roku spaść do 2%, wracając przy okazji w obszar dopuszczalnego pasma odchyleń od celu inflacyjnego NBP, który wynosi 2,5% +/- 1 pkt proc. Należy jednak pamiętać o tym, że to właśnie wzrost inflacji do ubiegłego roku generował rosnący efekt bazy, dzięki któremu na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy dynamika wzrostu cen tak wyraźnie spadła. Teraz ów efekt bazy pomagać przestanie.

Ostatni, wstępny odczyt inflacji CPI za kwiecień już przerwał dotychczasową tendencję spadkową i wskaźnik ten odreagował z 2% w marcu do 2,4% w kwietniu. Ponadto przedstawiciele Rady Polityki Pieniężnej często zwracają uwagę na niepewność związaną z dalszymi losami tarczy antyinflacyjnej. Ta na żywność została już z końcem marca zdjęta, wracając do 5% stawki VAT i to w dużej mierze był właśnie czynnik podbijający kwietniowy odczyt CPI. Kwestię zmian cen żywności trzeba jeszcze uzupełnić o kwietniowe przymrozki, które mają prawo zmniejszyć część plonów. Nad rynkiem wisi także kwestia podniesienia cen energii w drugiej połowie roku, bowiem dotychczasowe, obniżone ceny mają obowiązywać do końca czerwca.

20,8 mld zł straty NBP

Warto także wspomnieć o złożonym niedawno sprawozdaniu finansowym Narodowego Banku Polskiego za ubiegły rok. Wynika z niego, że instytucja ta zanotowała stratę netto na poziomie 20,8 mld zł. Jej główną przyczyną była aprecjacja złotego do walut obcych, która niekorzystnie wpływa na wycenę rezerw walutowych NBP. Ujemny wynik finansowy za rok obrotowy podlega natomiast akumulacji w pozycji Strata z lat ubiegłych. W latach 2016-2023 łączny zysk osiągnięty przez NBP wyniósł 37,3 mld zł, a łączna kwota wpłat do budżetu państwa z tych zysków wyniosła 35,5 mld zł.

W tym kontekście należy pamiętać, że celem Narodowego Banku Polskiego, w przeciwieństwie do banków komercyjnych, nie jest osiąganie zysku, ale dbanie o stabilny poziom cen i wartość złotego, a więc m.in. zapobieganie nadmiernym wahaniom kursów walut. Aby to zrobić, poza zmianami stóp procentowych realizowanymi przez Radę Polityki Pieniężnej, NBP dysponuje właśnie rezerwami walutowymi, których może użyć powstrzymując np. nadmierne osłabienie złotego. Gdyby w sposób znaczący pozbył się tych rezerw próbując wygenerować zysk na zmianach kursowych, wystawiłby się jednocześnie np. na ryzyko ewentualnego ataku spekulacyjnego na krajową walutę.

Software Mansion zakończyło I kwartał 2024 ze wzrostem zysku o 83,52%, z kwotą 6.4 mln zł

Software Mansion zakończyło I kwartał 2024 roku z zyskiem netto na poziomie 6.4 mln zł. Mimo wzrostu kosztów operacyjnych związanych ze znacznym powiększeniem zespołu zysk w stosunku do 1 kwartału ubiegłego roku wzrósł o 83,52%. Wpływ na wypracowany zysk miał m. in. mniejszy o ok. 2,2 mln zł r/r koszt pracowniczego programu motywacyjnego. Przychody spółki wyniosły niecałe 23 mln zł netto, co stanowi wzrost o prawie 24% w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku i jest efektem pozyskania nowych klientów. Po pominięciu kosztu wyceny programu motywacyjnego spółka wykazała EBITDA na poziomie ponad 7,8 mln zł.

Pomimo obecnego kryzysu w branży IT, Software Mansion rozwija się swoim torem. Od sierpnia 2023 roku stale notujemy wzrost liczby zapytań ofertowych, co przekłada się na zwiększoną liczbę zawieranych umów z nowymi klientami. Dodatkowo obserwujemy zwiększoną dostępność wysoko wykwalifikowanych specjalistów na rynku pracy, co znacznie ułatwia nam pozyskiwanie nowych talentów – podkreśla Marcin Skotniczny, Prezes Zarządu Software Mansion S.A. – Nasze działania wizerunkowe skupiają się także na studentach i absolwentach, którzy stanowią jedną trzecią wszystkich historycznie zatrudnionych osób. W tym roku otrzymaliśmy prawie dwukrotnie więcej podań o odbycie stażu –

Wzrost zatrudnienia przełożył się na zwiększenie kosztów operacyjnych, w tym wynajmu większej powierzchni biurowej. Na dzień 31 marca 2024 r. spółka zatrudniała 272 osób, czyli o 33% więcej, niż w marcu poprzedniego roku przy retencji pracowników na poziomie ok. 95% rocznie. Spółka obecnie ma w swoim portfolio 53 klientów i względem I kwartału 2023 roku jest ich o 43% więcej. Większy jest też udział w przychodach spółki klientów korporacyjnych, dla których agencja programistyczna świadczy przede wszystkim usługi związane z rozwojem technologii open-source.

Leasing na fali wzrostu, ale rośnie też ryzyko niesolidnych płatników

Branża leasingowa ma za sobą rekordowy rok, a obecny zapowiada się podobnie. Co 4. przedsiębiorca z sektora MŚP deklaruje, że w 2024 r. sięgnie po leasing. Jednak wraz ze wzrostem zainteresowania tymi usługami rośnie też ryzyko trafienia na niesolidnych klientów. Pokazuje to baza danych Krajowego Rejestru Długów. W ciągu ostatniego roku zaległości wobec firm leasingowych wzrosły o 81,6 mln zł i obecnie przekraczają 1,06 mld zł. Branża rocznie pobiera ponad milion raportów finansowych, by zminimalizować ryzyko transakcyjne.

Leasing pełni ważną rolę w finansowaniu przedsiębiorstw, bo dzięki niemu firmy mogą korzystać z pojazdów, maszyn, sprzętu, nie ponosząc jednorazowo kosztów ich zakupu. Według danych Związku Polskiego Leasingu w 2023 r. branża sfinansowała aktywa o wartości 102,5 mld zł, czyli o 16,3 proc. więcej niż rok wcześniej. Były to głównie samochody osobowe i dostawcze, które stanowią prawie 49 proc. tego rynku, a wraz z ciężarówkami blisko 71 proc. Maszyny i urządzenia odpowiadały za ok. 1/4 wartości umów, a pozostałe transakcje, wraz z nieruchomościami, ok. 5 proc. W ub.r. najwyższy wzrost – o 35 proc. rok do roku – odnotowano w grupie pojazdów lekkich.

Ale to tylko jedna strona medalu. Jak wskazują dane Krajowego Rejestru Długów, obecnie wiele podmiotów nie radzi sobie ze spłatą rat leasingowych. W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy ich zaległości wzrosły o 81,6 mln zł i aktualnie przekraczają miliard zł.

Mały klient, duże ryzyko

Z danych ZPL wynika, że niemal połowa klientów sektora leasingowego to mikrofirmy, czyli te o obrotach do 5 mln zł. Większe, notujące obroty od 5 do 20 mln zł, stanowią 20 proc., a 29 proc. udziału w strukturze klientów mają przedsiębiorstwa o obrotach powyżej 20 mln zł.

Według Krajowego Rejestru Długów jednoosobowe działalności gospodarcze mają 513,5 mln zł zaległości wobec firm leasingowych. Problemy dotyczą 6816 takich podmiotów. Natomiast spółki prawa handlowego są winne 543,8 mln zł. W tym gronie jest 4769 dłużników.

Małe i średnie przedsiębiorstwa to fundament polskiej gospodarki, który tworzy 47 procent PKB, i jednocześnie główny odbiorca leasingu. Ta usługa stanowi dla nich preferowaną formę finansowania działalności, przewyższając popularnością kredyt. Firmy leasingowe muszą więc zachować czujność i dokładnie sprawdzać, z kim podpisują umowę. Robią to na dużą skalę, pobierając raporty gospodarcze o potencjalnych klientach z KRD. Pozwala im to minimalizować ryzyko trafienia na niesolidnego płatnika oraz zapobiega fraudom. Coraz odważniej korzystają też z Analizy wiarygodności płatniczej, która daje szerszy obraz sytuacji finansowej klienta i szacuje ryzyko dopisania go do KRD w perspektywie sześciu miesięcy – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. 

Leasing prześwietla klientów

W 2023 r. firmy leasingowe pobrały z KRD 1,3 mln raportów gospodarczych o klientach, a od początku tego roku – prawie 460 tys. Najwięcej z tych sprawdzeń dotyczyło przedsiębiorstw z sektorów handlowego (20,8 proc.), transportowego (13 proc.), budowlanego (11,7 proc.) przemysłowego (11,2 proc) oraz firm zajmujących się szeroko rozumianym doradztwem (10,2 proc.).

Z kolei Analiza wiarygodności płatniczej określa zdolność danego podmiotu do terminowego wywiązywania się ze zobowiązań pieniężnych oraz szacuje ryzyko wpisania go do KRD. Weryfikowana firma otrzymuje kategorię od A do H, gdzie A oznacza najwyższą solidność płatniczą, a H najniższą. Tę ostatnią przydziela się przedsiębiorstwom już notowanym w KRD.

Rośnie średnie zadłużenie

Średnie zadłużenie przypadające na jeden podmiot wynosi 91,3 tys. zł. W ciągu roku wzrosło o 8,9 tys. zł.

Największe problemy z opłacaniem rat mają przedsiębiorcy z Mazowsza, którzy powinni oddać firmom leasingowym 262 mln zł. Drugie w tym zestawieniu są przedsiębiorstwa ze Śląska z kwotą 115,2 mln zł, a trzecie z Wielkopolski, gdzie uzbierało się 99,6 mln zł zaległości.

Najmniej długów obciąża podmioty z województwa opolskiego – 15,7 mln zł oraz podkarpackiego i świętokrzyskiego – po 21 mln zł.

Rekordzistka – śląska firma eventowa – powinna uregulować wobec leasingodawcy 8,9 mln zł.

Pod względem branż najwięcej długów mają firmy transportowe. Nie zapłaciły one rat leasingowych na łączną sumę 288 mln zł. Drugie miejsce wśród niesolidnych płatników zajmuje sektor handlowy – ma on do oddania 196,2 mln zł. Problemy z regulowaniem zobowiązań mają także firmy przemysłowe z kwotą 123,1 mln zł oraz budowalne, gdzie długi sięgają 86,9 mln zł.

2024 rokiem leasingu

Wszystko jednak wskazuje, że bieżący rok również upłynie pod znakiem leasingu. Niedawne badanie Kaczmarski Group „2024 rok z perspektywy mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw” pokazało, że kredyt bankowy nie jest już preferowaną formą finansowania zewnętrznego dla firm, a jest nią właśnie leasing.

Co czwarty przedsiębiorca z sektora MŚP deklaruje, że w tym roku zamierza skorzystać z leasingu. Są to głównie firmy z branży budowlanej i produkcyjnej, po 34 procent wskazań. Drugą po leasingu preferowaną formą finansowego wsparcia stanowią zakupy na raty. Cieszą się zainteresowaniem 18 procent firm, głównie jednoosobowych działalności gospodarczych. Jedynie 16 procent ankietowanych zdecyduje się na kredyt bankowy. To przede wszystkim firmy średniej wielkości i z długim stażem na rynku, które wybierają tę usługę ze względu na prowadzenie długoterminowych inwestycji. Z kolei 13 procent firm postawi na faktoring. To głównie przedsiębiorstwa potrzebujące szybkiego pozyskania pieniędzy na bieżące działania operacyjne, które zmagają się z problemem płynności finansowej i obniżoną moralnością płatniczą kontrahentów – podsumowuje Emanuel Nowak, ekspert firmy faktoringowej NFG.

Boom w obligacjach korporacyjnych trwa – I kwartał 2024 r.

W pierwszym kwartale 2024 roku emitenci przeprowadzili aż 17 emisji publicznych na kwotę 760,50 mln zł. Popyt zgłoszony przez inwestorów w tych emisjach wyniósł jeszcze więcej, bo aż 1,88 mld zł. Do takiego wyniku przyczynili się zarówno inwestorzy instytucjonalni jak i indywidualni.

W pierwszym kwartale 2024 r. doświadczyliśmy prawdziwego „boom-u” na rynku obligacji korporacyjnych. Po trzech miesiącach emitenci zrealizowali 56 proc. wyniku z ubiegłego roku. Można to przypisać między innymi:

  • względnie wysokiemu oprocentowaniu obligacji korporacyjnych,
  • zadowalającej płynność rynku Catalyst,
  • braku materializacji ryzyka kredytowego, co oznacza brak default-ów (upadków emitentów),
  • rosnącej świadomość emitentów, którzy widzą coraz większy potencjał w finansowaniu swojej działalności poprzez obligacje (złożone/ aktywne prospekty emisyjne w KNF),
  • rosnącym aktywom u inwestorów instytucjonalnych.

Nie bez znaczenia pozostaje wysoki poziom stóp procentowych (większość emisji oparta o WIBOR), a także duża liczba emitentów i emisji pozwalająca zbudować zdywersyfikowany portfel inwestycyjny. Jednak nie tylko inwestorzy instytucjonalni są zainteresowani rynkiem obligacji korporacyjnych. Mamy bowiem coraz więcej inwestorów indywidualnych, którzy z zainteresowaniem patrzą na rynek kapitałowy.

Ułatwienia dla inwestorów indywidualnych

Do rynku obligacji korporacyjnych inwestora indywidualnego z pewnością przekonują argumenty wskazane powyżej. Z drugiej strony mogą zniechęcać go redukcje i – paradoksalnie – mnogość ofert, która wiąże się z koniecznością, a przynajmniej powinnością analizy każdej z nich. Budowa portfela obligacyjnego wymaga poświęcenia czasu, a ryzyko upadku emitenta, mimo że dawno niewidziane, nie przestaje istnieć.

Zamiast mierzyć się z tymi wyzwaniami samodzielnie, inwestorzy indywidualni mogą skorzystać z funduszy obligacji korporacyjnych. W pierwszych trzech miesiącach tego roku do takich funduszy napłynęło netto ponad 2 mld zł, przy ponad 10 mld zł łącznych napływów do funduszy dłużnych. Tym samym aktywa funduszy obligacji korporacyjnych jeszcze na koniec 2023 r. nie przekraczały 11 mld zł, a obecnie wynoszą ponad 13 mld zł (po wzroście o 784 mln zł w marcu).

Na ten stan rzeczy – oprócz napływów środków od inwestorów – wpływ mają również bardzo dobre wyniki inwestycyjne. Średnia stopa zwrotu funduszy obligacji korporacyjnych na koniec marca tego roku wyniosła 10,30 proc. A w samym marcu pozwoliły one zarobić 0,60 proc.

  Emitent Wartość emisji

(mln zł)

Oprocentowanie Tenor (lata) Data Wielkość zapisów (mln zł) Redukcja (proc.) Liczba Inwestorów
1 GPM Vindexus 21,8 6,00%+WIBOR3M 3 styczeń 74,22 70,70 1154
2 PragmaGo 25 5,15%+WIBOR3M 3 styczeń 53,77 53,50 815
3 Ghelamco 125 5,00%+WIBOR6M 4 styczeń 366,68 66,00 1604
4 Kredyt Inkaso 20 5,50%+WIBOR3M 4 styczeń 71,05 71,85 947
5 Kruk (EUR) 10M EUR 43,43 4,00%+EURIBOR3M 5 styczeń 99,12 56,19 457
6 Kruk 60,47 4,00%+EURIBOR3M 5 luty 86,03 29,70 449
7 Olivia Fin 30,23 5,30%+EURIBOR3M 3,5 luty 36,63 17,45 106
8 Ronson 60 3,85%+WIBOR6M 3,5 luty 155,00 61,26 1074
9 Echo Investment 70 4,00%+WIBOR6M 4 luty 193,28 64,00 1074
10 Kruk 70 4,00%+WIBOR6M 5 luty 284,25 75,37 2244
11 Echo Investment 70 4,00%+WIBOR6M 4 luty 157,61 56,00 795
12 PCC Rokita 25 2,80%+WIBOR3M 5,25 marzec 86,43 71,07 1042
13 Cavatina Holding 21,65 6,00%+WIBOR6M 3,5 marzec 25,86 16,29 198
14 Arche 21,5 4,40%+WIBOR3M 3 marzec 21,66 0,77 225
15 Victoria Dom 50 5,25%+WIBOR6M 3 marzec 85,43 47,29 867
16 Kredyt Inkaso 21,50 5,20%+EUBIRBOR3M 4 marzec 25,42 15,40 232
17 PragmaGo 25 5,00%+WIBOR3M 3 marzec 59,30 57,83 1101
Średnia             48,9 846
Suma   760,587       1881,731   14384

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne (kurs euro z dnia 29.03.2024r.: 4,301, 29.02.2024r.: 4,319, 31.01.2024 r.: 4,343).

Większe ryzyko, ale i większy zysk

Klasyczne fundusze obligacji korporacyjnych inwestują w obligacje zarówno dużych firm (Blue Chip), jak i małych i średnich spółek o wyższym poziomie ryzyka. Tym samym są bardziej ryzykowne niż np. fundusze obligacji skarbowych czy fundusze inwestujące wyłącznie w obligacje największych firm.

Wynika to faktu, że ryzyko kredytowe (ryzyko braku wykupu obligacji) inwestycji w papiery dłużne Blue Chipów jest istotnie niższe niż w przypadku obligacji korporacyjnych małych i średnich firm. Trudno wyobrazić sobie bankructwo największych polskich spółek, takich jak PKO BP, KGHM czy Orlenu. To właśnie takie podmioty zalicza się do grona tzw. Blue Chipów.

Ryzyko tego typu rozwiązań plasuje się jednak nieco wyżej niż przy obligacjach skarbowych. Za wzrostem ryzyka idzie jednak wyższa rentowność inwestycji. Na lokacie w najlepszym przypadku można zarobić obecnie ok. 5-6 proc., na obligacjach skarbowych – od 5 do 6,5 proc. Tymczasem rentowność obligacji Blue Chipów, oprocentowanych w oparciu o WIBOR, niekiedy przekracza nawet poziom 9 proc.:

YTM Brutto po uwzględnieniu prowizji maklerskiej (0,19 proc.)

Emitent Termin wykupu Nominał Rentowność (proc.) Oprocentowanie
PKO marzec 2028 500 000 7,34 1,50%+WIBOR6M
Pekao październik 2028 500 000 7,81 1,55%+WIBOR6M
Alior grudzień 2025 400 000 7,88 2,70%+WIBOR6M
Kruk luty 2028 100 9,64 4,00%+WIBOR3M
Cyfrowy Polsat styczeń 2030 1 000 9,14 3,85%+WIBOR6M
Orlen grudzień 2025 100 000 6,48 0,90%+WIBOR6M

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne na podstawie gpwcatalyst.pl, notowania z dnia 26.03.2024 r.

Nie wszystkie duże spółki to Blue Chipy

Fundusze inwestycyjne mają starannie dopracowaną politykę inwestycyjną, wedle której firmy muszą spełnić ściśle określone warunki, aby były zaliczane do grona Blue Chipów. Wobec takich spółek stosuje się szereg kryteriów, między innymi muszą one posiadać rating przyznany przez jedną z wiodących agencji ratingowych, odpowiedni poziom kapitalizacji czy kapitałów własnych.

W portfelu np. funduszu Michael / Ström Obligacji Dużych Spółek znajdują się obligacje kilkudziesięciu emitentów. Branże, z jakich składa się portfel, zostały dobrane tak, by odzwierciedlać podstawowe sektory emitentów z kategorii Blue Chip. Wśród nich znalazły się m.in.: branża przemysłowa, banki, deweloperzy mieszkaniowi, deweloperzy komercyjni, branża konsumencka oraz telekomunikacja. Jest to szeroka dywersyfikacja, w przeciwieństwie do tej, którą zapewnia rynek obligacji małych i średnich firm – zdominowany przez branżę deweloperską i finansową.

Fundusz niweluje bariery wejścia

Fundusz zapewnia inwestorowi natychmiastową i szeroką dywersyfikację, niezależnie od kwoty zainwestowanych środków (przy czym minimalny zapis to ponad 200 000 zł). Ryzyko kredytowe upadku emitenta rozłożone jest na kilkadziesiąt różnych podmiotów i jest ono istotnie niższe niż przy obligacjach korporacyjnych małych i średnich firm. Dodatkowo inwestor zyskuje możliwość dywersyfikacji portfela poprzez ekspozycję na różne sektory, o co trudno w przypadku obligacji MiŚ-ów zdominowanych przez branżę deweloperską oraz finansową.

Kolejną zaletą inwestowania poprzez fundusz jest dostęp do inwestycji w obligacje dużych firm w obcej walucie, które są niedostępne lub trudno dostępne dla inwestorów indywidualnych. Stopy zwrotu, na jakie mogą liczyć inwestorzy, zależą od wielu czynników – dla przykładu celem funduszu Michael / Ström Obligacji Dużych Spółek FIZ jest wyraźne przekraczanie wskaźnika WIBOR – przez blisko rok od dnia założenia fundusz wygenerował stopę zwrotu po opłatach na poziomie 5,76 proc., a w bieżącym roku zarobił już 2,40 proc. (stan na dzień 28.03.2024 r.).

Zalety funduszy inwestujących w obligacje Blue Chip:

  1. Rentowność wyższa niż w przypadku lokaty czy obligacji skarbowych, przy ryzyku wyższym, choć wciąż pozostającym na względnie niskich poziomach.
  2. Płynność umożliwiająca wcześniejsze wyjście z inwestycji.
  3. Brak konieczności okresowego sprawdzenia wyników emitentów, tzw. „standingu” kredytowego (czyli oceny ich wiarygodności i zdolności do regulowania zobowiązań) oraz notowań wybranych emisji, co dla inwestora oznacza oszczędność czasu.
  4. Brak konieczności samodzielnej budowy portfela inwestycyjnego.
  5. Istotnie niższy próg wejścia w przypadku funduszu. Obligacje Blue Chipów – w większości posiadają wartość nominalną rzędu 100-500 tys. złotych. Chcąc zbudować zdywersyfikowany portfel obligacji dużych firm należy dysponować znacznym kapitałem. To sprawia, że inwestycja w takie papiery jest poza zasięgiem sporej części inwestorów indywidualnych.
  6. Dostęp funduszu do większości emisji na rynku. Emisje obligacji Blue Chip zazwyczaj skierowane są wyłącznie do inwestorów instytucjonalnych.
  7. Dostęp funduszy do rynku międzybankowego. Większość transakcji, których przedmiotem są obligacje korporacyjne największych polskich firm odbywa się na tzw. „międzybanku”.

Taki fundusz jest dobrym rozwiązaniem do rozpoczęcia inwestowania w obligacje korporacyjne. Na kolejnych etapach bardziej wprawieni inwestorzy mogą bezpośrednio kupować obligacje dużych firm albo przejść do kolejnego, bardziej ryzykownego segmentu rynku – czyli obligacji korporacyjnych małych i średnich firm.

Autor: Szymon Gil, Makler Papierów Wartościowych, Certified International Investment Analyst (CIIA), Michael / Ström Dom Maklerski

Lokum Deweloper: 89,1 mln zł przychodu w I kwartale 2024 r., 54% wzrost r/r

Grupa Lokum Deweloper po I kwartale br. odnotowała 89,1 mln zł przychodu, o 54% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wynik rozpoznano z 138 lokali (+30% r/r).

Lokum Deweloper, jeden z czołowych deweloperów działających na dolnośląskim i małopolskim rynku nieruchomości, w pierwszych trzech miesiącach 2024 r. wypracował 89,1 mln zł przychodu, co przełożyło się na 21,4 mln zł zysku netto przypadającego akcjonariuszom podmiotu dominującego oraz na marżę netto w wysokości 24,0%.

W pierwszym kwartale br. Lokum Deweloper zawarł 70 umów deweloperskich i przedwstępnych, mniej o 55% niż rok wcześniej. Wg stanu na koniec marca deweloper miał też podpisanych 15 umów rezerwacyjnych. Potencjał rozpoznań na 2024 r. zrealizowano w 48%.

Z początkiem roku deweloper wprowadził do oferty 84 mieszkania w inwestycji Lokum Porto na wrocławskim Starym Mieście. W raportowanym okresie Grupa rozpoczęła budowę II etapu osiedla Lokum la Vida na Sołtysowicach we Wrocławiu (192 lokale). Na koniec I kwartału 2024 r. deweloper miał w ofercie 372 lokale oraz prowadził budowy obejmujące 584 lokale.

– Prezentowane dane są wynikiem przekazania mieszkań, których budowę zakończyliśmy w ubiegłych latach. Ze względu na konieczność wstrzymania niektórych inwestycji w 2022 roku, spowodowaną zatrzymaniem akcji kredytowej dla klientów, w tym roku nie zakończymy żadnego projektu.  Prowadzimy działalność w niestabilnym otoczeniu rynkowym, w którym mocno utrudnione jest długofalowe planowanie.  Okres każdej z inwestycji w naszej branży to już kilka lat. Nagłe zmiany w regulacjach prawnych dotyczące warunków technicznych  i planowania przestrzennego znacząco wpływają na ryzyko prowadzania tej działalności. Dlatego tak ważne dla rynku nieruchomości są długoterminowe rozwiązania, które będą oddziaływać zarówno na stronę popytową, jak i podażową. Istotne  jest uruchomienie wsparcia nabywców w zakupie mieszkań, które będzie dostępne dla klientów w okresie wieloletnim. To pomoże ustabilizować sytuację na rynku – pozwoli na spokojne, bezpieczne i racjonalne podejmowanie decyzji zakupowych przez nabywców, a także umożliwi deweloperom planowanie inwestycji. Równolegle powinny zostać wprowadzone mechanizmy mogące zwiększyć podaż mieszkań, m.in. deregulacja specustawy mieszkaniowej zwiększająca wpływ samorządów na kształtowanie zabudowy, czy usprawnienie procedur administracyjnych prowadzących do szybszego wydawania pozwoleń na budowę. Trwała równowaga popytowo-podażowa jest niezbędna, aby poprawić dostępność mieszkań dla klientów – mówi Bartosz Kuźniar, prezes zarządu Lokum Deweloper.

Zarząd Lokum Deweloper wydał rekomendację w sprawie wypłacenia dywidendy za 2023 r. w wysokości 43,2 mln zł, tj. 2,40 zł za akcję.

W lutym 2024 r. Grupa dokonała przedterminowego wykupu obligacji serii I. W obiegu są obecnie obligacje serii J z terminem zapadalności na II kwartał 2027 r.

I kwartał 2024 na rynku mieszkaniowym: Większy wybór, stabilne ceny i… wyczekiwanie #naStart

I kwartał przyniósł poszukującym więcej spokoju i większy wybór mieszkań. Ponad połowa z nich deklarowała, że szuka mieszkania liczącego 30-40 mkw. Tylko co dziesiąta planowała wydać więcej niż 500 tys. zł – według danych Nieruchomosci-online.pl właśnie tak wyglądał I kwartał tego roku z perspektywy osób kupujących.

Przeglądaliśmy, analizowaliśmy, ale nie podpisywaliśmy

„Po zakończeniu programu Bezpieczny Kredyt 2% osoby kupujące będą masowo wstrzymywać się z poszukiwaniami, popyt się załamie” – tak prognozowano kilka miesięcy temu. Dane pochodzące z portalu Nieruchomosci-online.pl pokazują, że taki scenariusz się nie potwierdził.

Owszem, w I kwartale 2024 zainteresowanie mieszkaniami w serwisie było mniejsze niż w IV kwartale 2023 (kiedy BK2% jeszcze działał), ale tylko o 7 proc. Nie było ostrego hamowania. Warto też zauważyć, że kiedy porównamy I kwartał 2024 do I kwartału 2023, zainteresowanie mieszkaniami było większe o 10 proc. To pozwala wnioskować, że rynek został pobudzony mimo braku większych zmian w dostępności kredytów.

Po I kwartale poziom zainteresowania mieszkaniami można więc ocenić jako dość stabilny, chociaż w ciągu trzech pierwszych miesięcy tego roku często tylko przeglądaliśmy oferty, orientując się w ogólnej sytuacji. Na portalu cały czas obserwowaliśmy dużą aktywność na ofertach mieszkań, ale nie przekładało się to na podpisane umowy w kancelariach notarialnych. Możemy więc mówić o pewnym uśpionym popycie. Widać wyczekiwanie. Część osób wstrzymuje się z zakupem licząc, że załapie się na zapowiadany Kredyt #naStart – mówi Rafał Bieńkowski z Nieruchomosci-online.pl.1 zainteresowanie ogłoszeniami

W końcu mieliśmy większy wybór mieszkań

W 2023 r. osoby szukające mieszkania często miały problem – liczba ofert spadała w szybkim tempie, przez co w wielu miastach praktycznie nie było w czym wybierać, jeśli chodzi o najpopularniejsze metraże. W I kwartale 2024 kupujący w końcu złapali oddech, bo zyskali większy wybór.

Kiedy porównamy cały I kwartał 2024 do IV kwartału 2023, wzrost liczby ogłoszeń nie wygląda jeszcze imponująco, bo wyniósł raptem 2 proc. Jednak znacznie więcej mówi nam wzięcie pod lupę stycznia, lutego i marca. Okazuje się, że liczba ofert rosła z tygodnia na tydzień. W konsekwencji, w marcu było o około 10 proc. więcej ogłoszeń mieszkań na sprzedaż niż w styczniu.

Podaż zaczęła odbijać się z dołka, w który wpadła w drugiej połowie 2023 r. przez BK2%. Wprawdzie oferta wciąż jest niższa niż rok temu, ale w końcu mamy nieco większą równowagę pomiędzy podażą a popytem – mówi Rafał Bieńkowski.2 liczba ogłoszeń

Bez zaskoczenia – najczęściej szukaliśmy dwójek

W I kwartale 2024 zdecydowanie najwięcej poszukujących rozglądało się za mieszkaniami 2-pokojowymi – zainteresowanie taką nieruchomością deklarowało 55 proc. użytkowników Nieruchomosci-online.pl. I nie jest to zaskoczenie, gdy weźmiemy pod uwagę aktualne ceny mieszkań, sytuację na rynku kredytowym oraz warunki udzielania rządowego wsparcia skierowanego do młodych osób. W przypadku kawalerek i mieszkań 3-pokojowych było to mniej więcej po 20 proc. poszukujących.

Jeśli chodzi o powierzchnię, ponad 50 proc. użytkowników deklarowało zainteresowanie mieszkaniami liczącymi 30-40 mkw.

Oczywiście takie dane zawsze należy też analizować przez pryzmat różnych grup, bo różne są nasze potrzeby. Na przykład pary najczęściej celowały w mieszkania 2-pokojowe (ponad 70 proc.), a najczęściej wskazywanymi metrażami były w tej grupie 40 i 30 mkw. Z kolei rodziny z dziećmi, co zrozumiałe, najczęściej deklarowały już zainteresowanie mieszkaniami 3-pokojowymi (55 proc.), a najpopularniejszymi metrażami były 50 i 60 mkw.3 preferencje poszukujących

Pół miliona to nasz cenowy próg bólu

Jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkich poszukujących mieszkań na Nieruchomosci-online.pl, zdecydowana większość osób szukała lokalu wycenianego na mniej niż pół miliona złotych – w I kwartale łącznie aż 89 proc. ankietowanych wskazało, że ich cenowy próg bólu znajduje się poniżej tej kwoty. Tylko co dziesiąty poszukujący mógł wydać więcej niż 500 tys. zł.

Oczywiście z perspektywy największych miast, gdzie ceny są najwyższe, proporcje były już inne. W przypadku Warszawy 35 proc. osób deklarowało, że poszukuje mieszkania w cenie powyżej 500 tys. zł i był to tam największy odsetek użytkowników. Bardzo podobnie wyglądało to też w Krakowie.  4 progi cenowe

A średnia cena za metr wciąż w górę

Niektórzy poszukujący wierzyli, że po wygaszeniu Bezpiecznego Kredytu 2% ceny być może przynajmniej się ustabilizują, ale nic z tego – w I kwartale na rynku wtórnym wciąż przeważały wzrosty. Wiele wskazuje na to, że gorąca atmosfera z 2023 r. dalej udzielała się osobom sprzedającym, nawet pomimo mniejszego popytu na mieszkania.

Miast z gwałtownymi wzrostami było jednak stosunkowo niewiele. Podwyżki średniej ceny ofertowej wynoszące 8-9 proc. kw./kw. dotyczyły tylko Rzeszowa (1- i 2-pokojowe), Lublina (1- i 2-pokojowe), Katowic (1-pokojowe), Olsztyna (1-pokojowe) i Szczecina (1-pokojowe). W I kwartale najmocniej drożały więc mniejsze metraże.

Jeśli chodzi o mieszkania 3-pokojowe, wahania cen były mniej odczuwalne. Tam maksymalne wzrosty średniej ceny ofertowej wynosiły 6 proc. (Białystok i Toruń), ale w zdecydowanej większości analizowanych miast było to 2-4 proc. I kwartał mógł być więc dla niektórych dobrym momentem na kupno „trójki”.

Istotny wniosek przynosi też rzut okiem na to, jakie miasta zanotowały największe wzrosty średniej ceny ofertowej. Otóż zarówno w mieszkaniach 1-, 2- jak i 3-pokojowych, w czołówce wzrostów nie znalazło się żadne z największych miast. W Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku czy Poznaniu wzrosty były mniej zauważalne. Może to oznaczać, że ceny mieszkań zbliżają się tam już do granicy akceptacji przez kupujących – mówi Rafał Bieńkowski z Nieruchomosci-online.pl.5 ceny 1-pokojowe 8 ceny wszystkie miasta 7 ceny 3-pokojowe 6 ceny 2-pokojowe

Nieoczekiwane zwroty akcji w trendach zakupowych w I kwartale 2024 r.

W pierwszym kwartale roku dane dotyczące zakupów pokazują nieoczekiwane zwroty akcji. Spodziewaliśmy się obniżek stóp procentowych, ale teraz, gdy inflacja jest bardziej stabilna, stało się to mało prawdopodobne. Niepewność geopolityczna może spowodować wzrost kosztów ropy naftowej, co zwiększyłoby presję na inflację. Wszystko to oznacza, że uważamy, iż presja  inflacyjna z lat 2022 i 2023 utrzyma się do 2024 roku.

Na podstawie danych Salesforce Shopping Index za pierwszy kwartał tego roku wynika, że kupujący pozostają ostrożni i ograniczają wydatki, prawdopodobnie oszczędzając na duże zakupy w późniejszym terminie (jeśli będą postępować zgodnie ze wzorcem z 2023 r.).

Dane dotyczące zakupów w pierwszym kwartale

Globalna sprzedaż online wzrosła nieznacznie rok do roku (+2%), przy czym ruch internetowy i średnia wartość jednego zamówienia odnotowała przyrost o zaledwie 1%. Jednak pomimo większego ruchu oraz wydatków, globalna liczba zamówień nadal się zmniejsza, spadając o 2% w porównaniu z ubiegłym rokiem. Konsumenci złożyli o 3% mniej zamówień w porównaniu do poprzedniego roku. Było to prawdopodobnie spowodowane wyższą niż oczekiwano inflacją – konsumenci płacą wyższe ceny za towary niż rok temu, więc kupują mniej produktów, jednak nadal wydają więcej.

Tymczasem Europa jako całość, która w ostatnich kwartałach napędzała globalny wzrost, doświadczyła w tym kwartale spowolnienia sprzedaży online (+3% rok do roku). Są jednak kraje, które poradziły sobie lepiej: Wielka Brytania była jedynym z trzech kluczowych rynków (wraz z Niemcami i Francją), który odnotował wzrost.

Europa Wschodnia radzi sobie dobrze

Jeśli chodzi o rozwój handlu cyfrowego to Europa Wschodnia, w tym Polska odnotowała 21% wzrost w pierwszym kwartale 2024 r., w porównaniu z 20% w poprzednim kwartale. Był to najwyższy wzrost handlu cyfrowego w 1. kwartale 2024 r. W przypadku wydatków konsumentów średnia kwota wydana przez kupujących na wizytę wyniosła 1,50 USD, w porównaniu z 1,60 USD w poprzednim kwartale. Europa Wschodnia odnotowała ogólny wskaźnik konwersji na poziomie 1,5% w porównaniu do 1,6% w poprzednim kwartale.

Co kupowali klienci, a z czego rezygnowali?

Dane detaliczne pokazują, że kategorie zdrowia i urody (+12%) oraz torebek (+7%) odnotowały najwyższy wzrost sprzedaży online. Elektronika, zabawki oraz produkty z grupy „nauka” odnotowały największe spadki online (odpowiednio -13% i -12%). Jest to część szerszego trendu, który zaobserwowaliśmy w ciągu ostatnich kilku lat, w którym konsumenci rzadziej wydają pieniądze na rzeczy nieistotne i często szukają najtańszych ofert, gdy dokonują zakupu.

Oszczędzanie na wielkie chwile

Dane dotyczące sprzedaży detalicznej pokazują, że konsumenci zacisnęli pasa, podobnie jak przez większą część 2023 roku. Wolumen zamówień w Stanach Zjednoczonych spadł o 3% rok do roku, ponieważ kupujący ograniczali wydatki na produkty inne niż te pierwszej potrzeby. Wzrost, jakiego doświadcza obecnie branża, wynika z tego, że ludzie płacą więcej, a nie kupują więcej.

Jedną z oznak tego, że konsumenci wydają mniej na rzeczy nieistotne, są spadki w kategorii produktów luksusowych. Sprzedaż wysokiej klasy odzieży i torebek znacznie spadła w pierwszym kwartale (odpowiednio -2% i -10%), podobnie jak zabawek (-12%) i elektroniki (-12%). Zamiast tego konsumenci pozostają przy produktach pierwszej potrzeby, takich jak produkty zdrowotne i kosmetyczne (+12%). Wybierają również tańsze alternatywy, ponieważ ogólna sprzedaż torebek wzrosła o +7%.

Zachowanie konsumentów w pierwszym kwartale przypomina ich podejście do zakupów świątecznych w 2023 roku – kupujący cierpliwie czekali na atrakcyjne rabaty, takie jak te oferowane w Prime Day latem, w sezonie szkolnym oraz w Black Friday i Cyber Monday.

Konsumenci pozostają przy swoich ulubionych markach

Po latach, w których konsumenci zmieniali marki – między innymi ze względu na cenę – obserwujemy wzrost liczby lojalnych klientów. Odsetek stałych nabywców na całym świecie w pierwszym kwartale wyniósł 43%, co stanowi wzrost o 8% od 2022 roku.

Częściowo może to być spowodowane zaangażowaniem marek w programy lojalnościowe w ciągu ostatnich kilku lat. Przeciętny Amerykanin subskrybował 16,6 programów lojalnościowych w 2022 roku. Według danych Salesforce dotyczących sprzedaży detalicznej najpopularniejszym rodzajem programu lojalnościowego jest program punktowy. Dlatego też w pierwszym kwartale klienci sklepów zgłosili, że możliwość wymiany punktów lojalnościowych była jednym z trzech najważniejszych czynników, po cenie i dostępności produktu, przy podejmowaniu decyzji o zakupie.

Urządzenia mobilne dominują… ponownie

Jednym z najszybciej rozwijających się obszarów w tym kwartale były zakupy za pomocą urządzeń mobilnych. Ilość ruchu i zamówień generowanych przez urządzenia mobilne w witrynach e-commerce stale rośnie. Dane dotyczące sprzedaży detalicznej za pierwszy kwartał pokazują, że globalny ruch mobilny i zamówienia wzrosły o 4% w porównaniu z ubiegłym rokiem, osiągając odpowiednio 78% i 66% udziału.

Znaczną część tego wzrostu można przypisać płynniejszemu dokonywaniu zakupów, które stało się łatwiejsze dzięki korzystaniu z portfeli mobilnych, które wzrosły o +46% rok do roku. W miarę jak płatności mobilne stają się coraz łatwiejsze, a konsumenci nabierają pewności siebie w korzystaniu z tych przyjaznych dla urządzeń mobilnych opcji płatności, spodziewamy się, że migracja mobilna będzie nadal osiągać bezprecedensowe wskaźniki.

Metodologia

Bazując na danych platformy Salesforce, Shopping Index odkrywa prawdziwą historię zakupów. Analizujemy poprzednie dziewięć kwartałów, aby dogłębnie zrozumieć, jak ewoluują zachowania konsumentów i jak zmienia się rynek. Shopping Index analizuje aktywność i statystyki zakupów online ponad 1,5 miliarda unikalnych klientów z ponad 67 krajów. Ten zestaw wskaźników obejmuje zarówno najnowszą historię, jak i obecny stan handlu cyfrowego. W celu ekstrapolacji danych makroekonomicznych dla szerszej branży detalicznej stosuje się kilka czynników, a wyniki te nie wskazują na wyniki Salesforce.

Umiarkowany popyt na biura w miastach regionalnych

Według raportu firmy doradczej Newmark Polska „Office Occupier – Rynek biurowy w regionach, I kwartał 2024” pierwsze trzy miesiące 2024 roku upłynęły na regionalnych rynkach biurowych pod znakiem umiarkowanego popytu ze strony najemców, którzy w większości byli zainteresowani renegocjowaniem umów najmu. Jednocześnie powierzchnia niewynajęta stanowi już prawie 18% istniejących zasobów biurowych w regionach, a towarzyszy temu spadek aktywności deweloperskiej, która koncentruje się w trzech miastach, tj. w Katowicach, Poznaniu i Wrocławiu, na które przypada 75% wolumenu realizowanych inwestycji biurowych.

Na koniec pierwszego kwartału 2024 roku największe rynki regionalne poza Warszawą, które dysponują łącznie ponad 6,7 mln mkw. biur, wyprzedziły stolicę pod względem wielkości zasobów już o prawie 0,5 mln mkw. Mimo to nowa podaż w miastach regionalnych w okresie od stycznia do końca marca wyniosła zaledwie 31 200 mkw., co jest najniższym wynikiem odnotowanym na tych rynkach w pierwszym kwartale od 2012 roku. W pierwszych trzech miesiącach 2024 roku deweloperzy ukończyli w regionach tylko dwa biurowce: Quorum Office Park A we Wrocławiu (18 200 mkw.) oraz Brain Park C w Krakowie (13 000 mkw.).

– Pierwszy kwartał 2024 roku przyniósł kolejny spadek wolumenu powierzchni biurowej będącej w budowie. W trakcie realizacji znajdują się projekty o łącznej powierzchni ok. 240 000 mkw. – to o ponad 19% mniej niż w czwartym kwartale 2023 roku i ponad 68% mniej w porównaniu ze średnim poziomem aktywności deweloperów w ostatnich 10 latach, kiedy to rocznie powstawało średnio ok. 744 000 mkw. biur. Znaczna dostępność nowoczesnej powierzchni biurowej w istniejących biurowcach oraz wzrost zainteresowania najemców optymalizacją zarówno zajmowanej powierzchni biurowej, jak i prowadzonej działalności przekładają się na mniejszy popyt na biura. To z kolei przyczynia się do większej ostrożności deweloperów przy rozpoczynaniu nowych inwestycji biurowych – mówi Joanna Bartosiewicz, Senior Associate w Dziale Reprezentacji Najemców Biurowych w Newmark Polska.

W pierwszym kwartale 2024 roku najemcy na głównych rynkach regionalnych wynajęli prawie 140 000 mkw., co oznacza spadek o ponad 33% w porównaniu z ostatnim kwartałem 2023 roku i o prawie 17% w ujęciu rocznym. W okresie od stycznia do marca 2024 roku w miastach regionalnych odnotowano tylko dwie duże transakcje o powierzchni ponad 10 000 mkw. Średnia wielkość podpisywanych umów najmu nie przekroczyła 900 mkw., co świadczy o tym, że najemcy decydują się na coraz mniejsze powierzchnie do wynajęcia. Największy udział w popycie miały firmy z sektora IT i produkcyjnego. Przypadło na nie odpowiednio 29% i 18% całkowitego wolumenu transakcji najmu. Na trzecim miejscu znalazła się branża handlowa z 9-procentowym udziałem.

– Renegocjacje i odnowienia umów najmu od dłuższego czasu mają znaczący udział w wolumenie transakcji zawieranych na głównych rynkach regionalnych – w pierwszym kwartale 2024 roku sięgnął on aż 46,6%. Na drugiej pozycji znalazły się nowe umowy, na które przypadło 45,8% całkowitego popytu zarejestrowanego w okresie od stycznia do końca marca br. Natomiast pozostałe 7,6% stanowiły ekspansje (4,8%) oraz transakcje na potrzeby własne (2,8%) – dodaje Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska.

W drugim kwartale 2020 roku średni współczynnik pustostanów na głównych regionalnych rynkach biurowych przekroczył granicę 10% i od tego czasu systematycznie rośnie. Na koniec marca 2024 roku wyniósł 17,8%, co stanowi wzrost o 0,3 p.p. w porównaniu z czwartym kwartałem 2023 roku i o 1,9 p.p. w ujęciu rocznym. W trzech miastach (Krakowie, Katowicach i Łodzi) wskaźniki pustostanów przekroczyły 20%, a we Wrocławiu utrzymuje się on nieznacznie poniżej tego poziomu. Łącznie na ośmiu głównych rynkach regionalnych wolumen niewynajętej powierzchni biurowej wzrósł do rekordowego poziomu niemal 1,2 mln mkw., co stanowi prawie 18% całkowitych zasobów nowoczesnych biur w regionach.

– Duża dostępność powierzchni biurowej w budynkach istniejących powoduje, że czynsze utrzymują się na stabilnym, stosunkowo wysokim poziomie (16,00-17,00 euro/mkw./miesiąc) i w najbliższych kwartałach nie spodziewamy się zmiany tego trendu. Ponadto właściciele budynków wyposażonych w nowoczesne technologie oraz spełniających kryteria ekologiczne i społeczne (ESG) są mniej skłonni do negocjacji stawek czynszowych czy zaoferowania znaczących zachęt, takich jak dłuższe okresy bezczynszowe lub dopłaty do wykończenia wynajmowanej powierzchni – podsumowuje Urszula Sobczyk, Dyrektor Działu Wycen firmy Newmark Polska.

Czy to koniec kilkutygodniowych spadków cen ropy naftowej?

Środowa sesja na Wall Street przyniosła mieszane wyniki indeksów giełdowych. Podczas gdy Dow Jones zyskał 0,4 proc. Nasdaq Composite stracił 0,2 proc. SP500 zamknął się w okolicy poziomu otwarcia. Rentowności amerykańskich obligacji urosły na długim końcu krzywej dochodowości a dolar był umiarkowanie mocniejszy. Inwestorzy czekają na kolejną porcję danych o inflacji w USA (przyszła środa). Sezon wyników finansowych amerykańskich spółek wchodzi w ostatnią fazę. Jak dotąd sektor technologiczny w dużym stopniu wypadł dobrze pomimo wysoko postawionych oczekiwań. Ropa naftowa zyskała na skutek spadku zapasów w USA.

Kalendarz makro w USA wciąż jest dość ubogi. Oprócz wniosków o kredyt hipoteczny (które nie bardzo interesują rynek) otrzymaliśmy tygodniową zmianę zapasów paliw. Publikacja spowodowała, że ropa naftowa WTI ostatecznie zamknęła dzień na plusie drożejąc o lekko ponad 0,5 proc. Jeszcze przed godziną 12:00 surowiec tracił ponad 1,5 proc. Dziś amerykańska odmiana wyceniana jest o blisko 0,9 proc. wyżej. Te zwyżki to w dużej mierze pokłosie spadających zapasów w USA przy jednocześnie rosnącym poborze rafinerii (wzrost o 307 tys. baryłek dziennie). Dodatkowo zwyżki ropy można tłumaczyć również wzrostem chińskiego importu. Te dwa czynniki wsparły wyższe oczekiwania popytu u dwóch największych konsumentów tego surowca.

Zapasy ropy naftowej w Stanach Zjednoczonych spadły w zeszłym tygodniu o 1,4 miliona baryłek do poziomu 459,5 miliona. To więcej niż wskazywały oczekiwania analityków. Tu liczono na spadek o 1,1 mln. Rynek zignorował wzrost zapasów benzyny i paliw destylowanych. Można to tłumaczyć tym, że rafinerie przygotowują się do nadchodzącego sezonu wakacyjnego.

Jeśli chodzi o Chiny, dane celne wskazały, że dostawy ropy do tego kraju uplasowały się w kwietniu na poziomie 44,72 mln ton metrycznych, co daje równowartość około 10,88 mln baryłek dziennie. W porównaniu do kwietnia 2023 roku daje to wzrost o ponad 5,4 proc.

Wcześniejsze spadki cen ropy naftowej, które obserwujemy od kilku tygodni to efekt tego, że wzmogły się nadzieje na zawieszenie broni w konflikcie między Izraelem a Hamasem w Strefie Gazy.

Cena ropy brent od szczytu z 12 kwietnia do wczorajszego minimum spadła o ponad 11 proc. Została przełamana linia trendu wzrostowego łącząca minima z grudnia 2023 oraz lutego 2024 roku. To negatywny sygnał. Notowania wciąż pozostają w korekcie spadkowej całego impulsu wzrostowego, który trwa od kilku miesięcy. Kluczowe wydaje się to, czy cena zdoła trwale powrócić nad linię trendu oraz powyżej horyzontalnego oporu zlokalizowanego w okolicy 84 USD.

Dziś czeka nas decyzje Banku Anglii oraz NBP w sprawie stóp procentowych. Na początku roku rynek postrzegał majową decyzje BoE jako punkt wyjścia do cyklu obniżek. Obecnie wydaje się jednak to bardzo mało prawdopodobne. Inflacja w Wielkiej Brytanii jest bowiem wciąż zbyt wysoka. Uwaga może być skupiona na wyniku głosowania. Osobą, która może zmienić stanowisko jest Dave Ramsden, który już kilka tygodni temu brzmiał dość „gołębio”. Poprzednio za utrzymaniem stóp było 8 osób a jedynie jedna popierała obniżkę. Jeśli wynik „pójdzie” w stronę 7-2, wówczas funt może stracić na wartości. Rynek będzie też interpretował nowe prognozy banku, choć one mogą nie ulec większej zmianie, ponieważ już w lutym BoE poddał je rewizji. Rynek w tym momencie oczekuje, że do łagodzenia polityki monetarnej dojdzie najwcześniej w sierpniu tego roku.

NBP prawdopodobnie też utrzyma koszt pieniądza na tym samym poziomie 5,75 proc. W ostatnim czasie prezes Adam Glapiński wysyłał w rynek „jastrzębie” komunikaty podając argumenty przemawiające za przyspieszeniem inflacji w drugiej połowie 2024 roku (presja płacowa, powrót VAT na żywność, wyższe, ceny energii). Ostatnio wskaźnik CPI wypadł na poziomie 2,4 proc. r/r w kwietniu co prawdopodobnie oznacza, że dołek inflacyjny na ten moment został osiągnięty (2 proc. w marcu). Inflacja bazowa wciąż znajduje się powyżej celu banku centralnego i wynosi 4,6 proc. w ujęciu rok do roku. Przyspieszenie dynamiki wzrostu cen to m.in. efekt wspomnianego powrotu wyższej stawki VAT na żywność (z 0 proc. do 5 proc.). Wczoraj nastąpiła aprecjacja złotego zarówno względem euro jak i dolara. Kurs EUR/PLN znalazł się ponownie poniżej 4,30 a USD/PLN pod 4,00. Dziś rano obserwujemy umiarkowany ruch przeciwny.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Wpływy z podatku Belki rosną jak na drożdżach. W ub.r. fiskus zabrał Polakom ponad 9 mld zł. To wzrost o blisko 58 proc. rdr.

Jak wynika z danych udostępnionych przez Ministerstwo Finansów, w ubiegłym roku do skarbu państwa wpłynęło nieco ponad 9 mld złotych z tzw. podatku Belki. Był to o blisko 58% większy przychód niż w 2022 roku. Natomiast w porównaniu z 2021 rokiem widać wzrost już o przeszło 118%. Co więcej, uzyskana ostatnio kwota jest o ponad 8% większa od przedstawionej w nowelizacji ustawy budżetowej na 2023 rok. Analizując dostępne dane, eksperci prognozują, że w tym roku suma wpływów z ww. podatku prawdopodobnie będzie zbliżona do tej z ub.r. Choć są i głosy, że może być nawet większa niż ubiegłoroczna. Wszystko ma zależeć od tego, jakie finalnie zmiany dokona rząd i na ile one w praktyce się sprawdzą.

Według danych Ministerstwa Finansów, w 2023 roku wpływy z tzw. podatku Belki wyniosły 9,069 mld zł. To o 57,7% więcej niż w 2022 roku, kiedy z tego tytułu uzyskano 5,752 mld zł. Natomiast porównując ubiegłoroczne wyniki z tymi z 2021 roku, widzimy wzrost już o 118,4%. Wówczas była to kwota 4,153 mld zł.

– Tak znaczący wzrost wpływów z podatku Belki wynika z dwóch czynników. Po pierwsze, stopy procentowe. Na koniec 2020 roku były na poziomie 0,1%, rok później wyniosły 1,75%, a po kolejnych dwunastu miesiącach – 6,75%. Odsetki od oszczędności zgromadzonych na kontach istotnie wzrosły, a w ślad za tym wzrósł podatek, którego podstawą są odsetki. Po drugie, wolumen oszczędności na kontach. Rosną wynagrodzenia, co przy wzroście skłonności do oszczędzania oznacza, że duża ich część pozostaje na rachunkach bankowych. Oszczędzamy więcej, aby odbudować oszczędności nadszarpnięte w trakcie pandemii. Równocześnie istotny jest czynnik ostrożnościowy – niestabilne otoczenie zewnętrzne – komentuje dr Marcin Mrowiec, główny ekonomista Grant Thornton.

Zdaniem Marka Niczyporuka, radcy prawnego i doradcy podatkowego z Kancelarii Ars AEQUI, trudno na podstawie ww. danych stwierdzić, czy Polacy więcej oszczędzają, czy też lepiej zarabiają z tytułu udziałów w zyskach spółek. W opinii eksperta, możliwe jest, że osoby inwestujące w spółki czy prowadzące działalność w ramach spółek chętniej obecnie wypłacają z nich zyski w postaci dywidend. Takiemu trendowi sprzyja chociażby fakt, że coraz więcej podmiotów przechodzi na tzw. CIT estoński, który pozwala kumulować zyski i je wypłacać bez realnego podwójnego opodatkowania.

– Oszczędności Polaków przechowywane są przede wszystkim w bankach, na rachunkach bieżących lub lokatach oszczędnościowych. Na wysokość oprocentowania depozytów przede wszystkim ma wypływ inflacja. Jej wzrost w okresie ostatnich kilku lat był wysoki, maksymalna wartość wyniosła aż 18,4% wiosną 2023 roku. To sprawiło, że zwiększyły się odsetki, a tym samym wzrosła kwota odprowadzanego od nich podatku – analizuje dr Krzysztof Biernacki z Katedry Rachunkowości Finansowej, Podatków i Audytu na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu.

Ubiegłoroczne wpływy z tzw. podatku Belki były o 8,3% wyższe od zakładanych. W nowelizacji ustawy budżetowej na 2023 rok przewidywano bowiem wpływy z tego tytułu w wysokości 8,378 mld zł. Jak stwierdza dr Mrowiec, to niewątpliwie zauważalna kwota w sumie dochodów budżetu państwa, zaplanowanych w 2024 roku. Jednocześnie ekspert zaznacza, że w ostatnich latach poziom odsetek od depozytów był niższy od inflacji. W efekcie obywatele, których dochody zostały już opodatkowane, zanim trafiły na ich konta, zapłacili tzw. podatek inflacyjny, a od niego jeszcze tzw. podatek Belki.

– Jeżeli uwzględnimy poziom inflacji w połączeniu z podatkiem od odsetek, to w wielu przypadkach podatnicy tracili na sile nabywczej swoich oszczędności, mimo dużych nominalnych wartości odsetek i w konsekwencji podatku. Wiarygodność założeń w wysokości wpływów z tytułu podatku od odsetek w przyszłości uzależniona będzie od inflacji. W chwili obecnej jest ona bardzo niska, ale ekonomiści prezentują rozbieżne oceny co do jej kształtowania się w dalszej części 2024 roku – podkreśla dr Biernacki z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu.

Patrząc na dane za ubiegły rok, ok. 6,215 mld zł wyniósł zryczałtowany podatek dochodowy od przychodów z odsetek lub innych przychodów od środków pieniężnych zgromadzonych na rachunku podatnika lub w innych formach oszczędzania, przechowywania lub inwestowania oraz od dochodu z tytułu udziału w funduszach kapitałowych (art. 30a ust. 1 pkt 3 i 5 ustawy PIT). Z kolei ok. 2,855 mld zł to podatek dochodowy od dochodów z odpłatnego zbycia papierów wartościowych lub pochodnych instrumentów finansowych, w tym z realizacji praw wynikających z tych instrumentów, z odpłatnego zbycia udziałów (akcji) oraz z tytułu objęcia udziałów (akcji) za wkład niepieniężny w postaci innej niż przedsiębiorstwo lub jego zorganizowana część (art. 30b ww. ustawy). Prognozy w nowelizacji ustawy budżetowej na 2023 r. z ww. tytułów wyniosły odpowiednio 5,376 mld zł i 3,002 mld zł.

– Trudno jednoznacznie określić, dlaczego rzeczywiste wpływy są tak znacząco inne od prognozowanych. Być może Polacy zaczynają więcej oszczędzać i jednocześnie mniej chętnie pozbywają się pasywnych źródeł przychodów, jakie dają udziały i akcje. To świadczyłoby o mniejszej tendencji do konsumpcji, a większej do akumulacji w związku z odczuciem zbliżających się trudnych czasów – podkreśla ekspert z Kancelarii Ars AEQUI.

W przestrzeni publicznej coraz więcej mówi się na temat potrzebnych zmian w tzw. podatku Belki. Jak zaznacza Marek Niczyporuk, według przedstawianych założeń, docelowo miałoby dojść do zmniejszenia obciążeń podatkowych odnośnie zysków kapitałowych. Zasadnicza zmiana miałaby polegać na wprowadzeniu kwot wolnych od opodatkowania z oszczędności oraz z inwestycji kapitałowych. W opinii eksperta, proponowane rozwiązania byłyby korzystne i mogłyby mieć wpływ na większą popularność oszczędzania. Ale jednocześnie obawia się on, że nowe przepisy mogą skomplikować kwestie rozliczeń podatku, który przy dotychczasowej jednolitej stawce i prostocie rozliczenia jest wartością dodaną. Ekspert z Kancelarii Ars AEQUI spodziewa się wzrostu, a nie spadku wpływów z PIT. Przy założeniu, że projektowane zmiany wejdą w życie i nie wpłyną na skomplikowanie rozliczeń, a ponadto społeczeństwo będzie wykazywać tendencje do oszczędzania.

– Średnioroczny poziom stóp procentowy RPP będzie w tym roku nieco niższy niż w 2023 roku. W ubiegłym roku do września stopa referencyjna wynosiła 6,75%, w październiku – 6%, a od października 5,75%. W  tym roku będzie to najprawdopodobniej niezmiennie 5,75%, ale jednak z ryzykiem obniżki w dalszej części roku, zaś wolumeny urosną. Te dwa trendy w dużej mierze będą się znosić, więc w 2024 roku suma wpływów z podatku Belki prawdopodobnie będzie zbliżona do tej z 2023 roku – podsumowuje dr Mrowiec.

Sejm debatuje nad ustawą o ochronie sygnalistów: większe szanse dla zgłaszających nieprawidłowości

W Sejmie trwa pierwsze czytanie projektu ustawy o ochronie sygnalistów, przyjętego w kwietniu b.r. przez Radę Ministrów. Projekt nadal odbiega na korzyść potencjalnych sygnalistów w stosunku do dyrektywy 2019/1937 z dnia 23 października 2019 r. w sprawie ochrony osób zgłaszających naruszenia prawa Unii Europejskiej.

Projekt ustawy o ochronie sygnalistów znacznie rozszerza katalog dziedzin, które mogą być przedmiotem zgłoszeń. Pozbawienie wynagrodzenia, awansu, premii czy mobbing – to tylko niektóre z działań, przed którymi sygnalistów ma chronić dyskutowana dziś w Sejmie ustawa. Osoba, która doświadczyła niepożądanych działań będzie mogła wystąpić o zadośćuczynienie lub odszkodowanie. Ekspert BCC Michał Modro ocenia projekt.

Dobrze, że wreszcie ustawa trafiła do Sejmu i 8 maja 2024 r. odbędzie się jej pierwsze czytanie w ramach pracy komisji sejmowej. Wszystkie kraje UE implementowały już postanowienia dyrektywy unijnej o ochronie sygnalistó Chcę podkreślić, że nowych przepisów nie ma co się obawiać. Do ich wdrożenia trzeba będzie podejść w organizacjach odpowiedzialnie i racjonalnie. Należy pamiętać, że sygnalista to nie donosiciel, a pracodawca może wykorzystać szansę jaką daje mu zgłoszenie sygnalizacyjne, aby przeciwdziałać nieprawidłowością w organizacji, unikając np. kontroli organów państwowych, do których doszło, gdyby nie można było złożyć zawiadomienia sygnalizacyjnego bezpośrednio do pracodawcy. Potraktujmy to jako szansę nie problem – mówi Michał Mordo, ekspert BCC ds.ochrony zdrowia, opieki społecznej, polityki senioralnej i rynku pracy.

Projekt tej ustawy budził kontrowersje i był zmieniany w stosunku do wersji z dnia 26 lutego 2024 r. Obniżono wysokość odszkodowania przysługującego sygnaliście, wobec którego dopuszczono się działań odwetowych z dwunastokrotności przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce narodowej w poprzednim roku do jednokrotności takiego wynagrodzenia.

– Należy pozytywnie ocenić tę poprawkę. Tak wysokie minimalne odszkodowanie, które było przewidziane w projekcie tej ustawy w poprzedniej wersji było rozwiązaniem niespotykanym dotychczas w polskim systemie prawnym. Sankcja ta, która mogła spotkać przedsiębiorców była oderwana od realnej szkody, jaką mógłby ponieść sygnalista.dodaje Artur Rycak ekspert prawa pracy BCC, Przewodniczący Komisji Pracy BCC.

Czy jest przestrzeń do obniżek stóp procentowych przez RPP?

W czwartek we wczesnych godzinach popołudniowych Rada Polityki Pieniężnej poinformuje o decyzji na temat wysokości stóp procentowych. Na ten moment żaden analityk i uczestnik rynku nie oczekuje żadnych zmian ze strony decydentów polityki monetarnej w Polsce. Jednak cały czas trwa dyskusja na temat tego czy RPP powróci do obniżek w dalszej części tego roku? Czy jakikolwiek ruch jest możliwy, biorąc pod uwagę ogromną niepewność dotyczącą ścieżki inflacyjnej w trzecim i czwartym kwartale?

Patrząc na ostatnie odczyty inflacyjne, można byłoby oczekiwać, że stopy procentowe powinny być zdecydowanie niższe. Główna inflacja pozostaje na poziomie 2,4% r/r za kwiecień, co oznacza odbicie z poziomu 2,0% w marcu. Niemniej jest to poniżej punktowego poziomu 2,5% uznawanego za cel, choć wciąż ostatnie odczyty pozostają w akceptowalnym zakresie +/- 1 punkt procentowy. W ten zakres zalicza się również inflacja z lutego, która wypadła na poziomie 2,8%. Warto jednak pamiętać, że niskie odczyty inflacyjne to po części efekt bazy, a po drugie w dalszej części roku inflacja odbije ze względu na częściowe odmrożenie cen energii. Inflacja nie odbije jednak do poziomu 8%, który był „najczarniejszym” scenariuszem prezentowanym przez NBP w przypadku pełnej rezygnacji z tarcz antyinflacyjnych. Co więcej, średnia inflacja w Polsce w tym roku teoretycznie może wypaść nawet poniżej 5%. Warto też obserwować, jaka inflacja wypadnie na koniec bieżącego kwartału. Ostatnie projekcje inflacyjne sugerują, że inflacja powinna znaleźć się nawet na poziomie 3,4%, czyli o cały punkt procentowy wyżej niż obecnie. Czy jest na to szansa?

Ceny paliw w tym momencie pozostają wysokie, ale mniej więcej na takim samym poziomie, co rok wcześniej, dlatego nie ma dużego powodu do obaw. Z drugiej strony inflacja bazowa pozostaje wysoko. Za marzec wyniosła ona 4,6% i pomimo tego, że zaliczyła potężny spadek w przeciągu ostatniego roku, to jednak patrząc na odczyty miesięczne, nie ma powodów do zadowolenia. Miesięcznie inflacja rośnie aż o 0,5% m/m, co oznacza, że pomimo spadającej inflacji, ceny wciąż rosną. To właśnie na inflację bazową zwrócił uwagę jeden z członków RPP, Ludwik Kotecki, którego zdaniem nie ma teraz przestrzeni do obniżek stóp procentowych. Podobnego zdania jest prezes NBP, prof. Glapiński, który jeszcze niedawno mówił o możliwości odbicia cen do 8%. Jak wiadomo, tak wysoko inflacja nie powinna odbić, przy utrzymaniu stabilnych poziomów cen surowców. Z drugiej strony Henryk Wnorowski w dalszym ciągu daje nadzieje na to, że stopy procentowe zostaną w tym roku obniżone. Faktycznie taka przestrzeń może się pojawić, ale ewentualne dyskusje na ten temat najprawdopodobniej rozpoczną się na koniec III lub na początku IV kwartału, kiedy ścieżka inflacji będzie łatwiejsza do przewidzenia. Kolejny raport o inflacji, w którym dostępne będą nowe projekcje dotyczące dynamiki cenowej, opublikowany będzie w lipcu.

RPP najprawdopodobniej nie zakomunikuje jakiejkolwiek możliwej zmiany w najbliższym czasie. Co więcej, inne banki centralne, które również poradziły sobie z inflacją, raczej nie rwą się do obniżek. W przypadku Fed z USA spekuluje się o pierwszej możliwej obniżce dopiero w listopadzie. Rynek widzi szanse na obniżkę ze strony Europejskiego Banku Centralnego już w czerwcu, choć ostatnio nieco wyższe odczyty inflacyjne mogą jeszcze zmienić decyzję decydentów ze strefy euro. W przypadku Polski rynek wciąż widzi szanse na obniżkę. W perspektywie 6 miesięcy wyceniana jest jedna obniżka. Na ten jednak moment brak jakiejkolwiek komunikacji na temat obniżek, powinien służyć złotemu, choć z pewnością najlepsze chwile dla naszej waluty są już prawdopodobnie za nami. Ze względu na różnicę w politykach monetarnych na świecie, jest szansa na to, że złoty będzie utrzymywał mocną pozycję wobec euro, funta czy również franka, ale może słabiej radzić sobie w stosunku do dolara amerykańskiego.

Autor: Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB XTB

Polacy uwielbiają centra handlowe. Ponad 60% budżetu na zakupy wydają w galeriach

W większość kategorii produktowych ponad 60% budżetu na zakupy Polacy wydają w centrach handlowych wynika z raportu „Skala zachowań omnichannel w obiektach handlowych” zrealizowanego przez międzynarodową agencję badawczą GFK, pod patronatem Polskiej Rady Centrów Handlowych. Z przeprowadzonego badania wynika również, że sklepy w centrach handlowych cechuje bardzo wysoki współczynnik konwersji, co oznacza, że wielu klientów wchodzących do lokalu w galerii dokonuje zakupu podczas wizyty. W większości kategorii produktowych ponad 50% takich wizyt kończy się zakupem.Efektywnosc_centrow_handlowych Jak_Polacy_wydaja_budzet_na_zakupy

Dzięki badaniu „Skala zachowań omnichannel w obiektach handlowych” uzyskaliśmy realną wiedzę na temat tego jak Polacy wydają swój budżet na zakupy. To, że w większości kategorii produktowych w ponad 60% trafia on do sklepów w centrach handlowych wskazuje na siłę tego sektora handlu i jego efektywność sprzedażową. Z kolei analizując to, czego klienci najchętniej szukają i kupują branża może jeszcze lepiej zrozumieć ich potrzeby i dopasować do nich swoją ofertę – mówi Marcin Klammer, dyrektor zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Polacy bardzo chętnie robią zakupy w centrach handlowych, zostawiając w nich większość swojego o budżetu na wydatki. W zależności od kategorii produktu jest to od 26% w przypadku zakupów spożywczych (tu królują sklepy wolnostojące), aż do 78% wydatków w przypadku artykułów wystroju i wyposażenia wnętrz. Do bardzo popularnych kategorii kupowanych w centrach handlowych należą też obuwie i akcesoria skórzane (69%), odzież (68%), sport i elektronika (po 66%). Pokazuje to wyraźnie jak ważną i silną pozycję ma handel stacjonarny a szczególnie centra handlowe, skupiające pod swoimi dachami najlepsze marki i tworzące destynacje zakupowe, ciągle silne i pełniące znaczącą rolę w handlu omnikanałowym – komentuje Przemysław Dwojak, Senior Director w GfK.

Dlaczego to w centrach handlowych Polacy najchętniej zostawiają swoje pieniądze? Większość pytanych o to klientów docenia przede wszystkim możliwość zobaczenia, sprawdzenia czy przymierzenia towaru przed zakupem. To, jako zaletę zakupów w centrum handlowym, wskazało aż 63% respondentów. Badani zwracali też uwagę na szeroką ofertę na różnych poziomach cenowych (45%) oraz wygodę i efektywność zakupów w galeriach handlowych (42%).

Warto też spojrzeć na wyniki badania z punktu widzenia potencjalnego najemcy powierzchni handlowej. Badanie udowadnia wysoką efektywność centrów handlowych jako kanału sprzedaży. W większości kategorii produktowych ponad 50% wizyt klientów w sklepie stacjonarnym kończy się zakupem. Zdecydowany prym w tym zakresie wiodą produkty z kategorii zdrowie i uroda (75%), artykuły dla dzieci (70%) oraz odzież (64%).

Wyniki badania „Skala zachowań omnichannel w obiektach handlowych” wskazują również, że około 40 tysięcy sklepów, zlokalizowanych w 600 centrach handlowych, odpowiada za około 40% obrotów handlu detalicznego (udział w handlu w 105 badanych centrach handlowych GfK oszacowało na 40,9%), a na ponad 60 tys. sklepów internetowych przypada około 8,5% obrotów.

Badanie swoim zasięgiem objęło 105 centrów handlowych o różnej charakterystyce. Obiekty te przekazały na potrzeby badania pełne dane dotyczące liczby i struktury najemców, odwiedzalności obiektów i obrotów osiąganych w poszczególnych kategoriach, pozwalające na wnioskowanie o skali i zakresie zachowań omnikanałowych. Dodatkowo firma GfK wykorzystała dane dotyczące populacji klientów w obszarze oddziaływania każdego z analizowanych obiektów, ich siły nabywczej w handlu tradycyjnym i w e-commerce. Przeprowadzono także wywiady exit-poll na próbie 5071 respondentów w 12 centrach handlowych reprezentujących różne typy obiektów oraz ogólnopolskie badanie online na próbie 2500 respondentów. Dzięki temu, badanie GfK jest największą i najbardziej wiarygodną analizą zachowań omnikanałowych w centrach handlowych, dającą rzetelny obraz całej branży.

Praca projektowa coraz popularniejsza – firmy szukają elastyczności, a specjaliści wyższych zarobków

Miniony rok dla rynku umysłowej pracy projektowej, czyli współpracy specjalistów i firm w oparciu o pracę tymczasową, kontrakty B2B i outsourcing usług, pod wieloma względami był okresem przełomowym. W poszukiwaniu coraz to nowszych sposobów na bardziej elastyczne i responsywne zarządzanie w niepewnych czasach, organizacje częściej na stałe włączały takie rozwiązania do swoich strategii HR. Jak wynika z raportu Hays Poland „Nowoczesne formy zatrudnienia 2024”, zwiększyć zakres współpracy z pracownikami tymczasowymi i zewnętrznymi podwykonawcami planuje co piąta organizacja w Polsce.

Praca projektowa, czyli współpraca specjalistów i firm w oparciu o pracę tymczasową, kontrakt B2B lub outsourcing usług, zyskuje na popularności zarówno wśród organizacji poszukujących rozwiązań na niepewne czasy, jak i profesjonalistów chcących budować ciekawe portfolio i tym samym zwiększać swoje zarobki. Takie wnioski płyną z raportu Hays Poland „Nowoczesne formy zatrudnienia 2024” zrealizowanego we współpracy z kancelarią Dentons.

Jak zauważa Bartosz Dąbkowski, CEE Executive Director – External Workforce Solutions w Hays, gospodarcze skutki pandemii, napięcia geopolityczne, zerwane łańcuchy dostaw i napięte budżety państw doprowadziły do sytuacji, która jest niekorzystna dla wielu firm.

Wiele organizacji wstrzymało zaplanowane projekty inwestycyjne, przyjmując postawę wyczekującą. To z kolei ma ogromny wpływ na rynek pracy projektowej. Wyniki naszego raportu pokazują jednak, że blisko co druga organizacja oczekuje, że tegoroczne zapotrzebowanie na pracę tymczasową, outsourcing usług oraz B2B będzie większe niż to odnotowane w minionym roku. Może to oznaczać, że firmy w nadchodzących miesiącach spodziewają się ożywienia na rynku – wyjaśnia Bartosz Dąbkowski.

Jak wynika z raportu „Nowoczesne formy zatrudnienia 2024”, w tym roku zwiększyć zakres współpracy z pracownikami tymczasowymi i zewnętrznymi podwykonawcami planuje co piąta organizacja (20 proc.). Jednocześnie aż 48 proc. firm deklaruje, że w roku 2024 przeprowadzi więcej rekrutacji na role realizowane w oparciu o umowy inne niż umowa o pracę w porównaniu z rokiem 2023.

POPYT NA PRACĘ PROJEKTOWĄ WCIĄŻ WYSOKI, LECZ POWODY SĄ NIECO INNE

Dlaczego firmy decydują się na współpracę z pracownikami tymczasowymi i zewnętrznymi podwykonawcami, m.in. kontraktorami B2B? Główne powody od lat są niezmienne, natomiast w tegorocznej edycji badania, na pierwszy plan wybija się zwiększony popyt na produkty i usługi firmy (48 proc.). Konieczność elastycznego zarządzania kosztami zatrudnienia spadła natomiast na drugie miejsce z 29 proc. wskazań, tracąc aż 13 pkt proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym. Organizacje równie często powoływały się też na tzw. blokadę etatów i brak możliwości utworzenia miejsca pracy pomimo występowania w firmie zapotrzebowania na dodatkowe kompetencje.

W jakim celu firma planuje podjąć współpracę z pracownikami tymczasowymi i/lub zewnętrznymi wykonawcami (praca tymczasowa, outsourcing usług, B2B)?

Perspektywa firm

48% W odpowiedzi na zwiększony popyt na produkty lub usługi firmy
29% Dla zapewnienia elastyczności w zarządzaniu kosztami zatrudnienia
29% W związku z blokadą etatów w firmie (tzw. „headcount freeze”)
24% W celu pozyskania kompetencji niezbędnych dla konkretnych projektów
14% Z powodu trudności ze znalezieniem odpowiednich kandydatów

Pięć najczęściej wskazywanych odpowiedzi. Możliwe było zaznaczenie kilku opcji.

Źródło: Raport Hays Poland „Nowoczesne formy zatrudnienia 2024”

Firmy mogą zatem przewidywać, że rok 2024 będzie okresem ożywienia, które będzie szło w parze z większym zapotrzebowaniem na usługi i produkty oraz nowymi inwestycjami. Wiele z nich będzie wymagać pozyskania specjalistycznych kompetencji do realizacji określonych projektów lub większej elastyczności na początkowym etapie inwestycji.

Każdy projekt typu greenfield, czyli nowa inwestycja powstająca od podstaw, potrzebuje od 24 do nawet 48 miesięcy, aby zbudować struktury, wdrożyć procesy i osiągnąć planowaną efektywność. Stąd też w początkowych fazach tych inwestycji firmy bardzo często wykazują duże zapotrzebowanie na wysoko wyspecjalizowanych pracowników projektowych – wyjaśnia Bartosz Dąbkowski z Hays.

PRACA PROJEKTOWA NIE TYLKO NA POCZĄTEK KARIERY

Badanie Hays wykazało, że praca projektowa przestaje być rozwiązaniem zarezerwowanym głównie dla młodszych osób, które dopiero wkraczają na rynek pracy. Chociaż w populacji pracowników tymczasowych i zewnętrznych podwykonawców nadal występują kandydaci chcący zdobyć pierwsze praktyczne doświadczenie, to rośnie odsetek osób pełniących role o poziomie eksperckim (22 proc., o 18 pkt proc. więcej niż przed rokiem) oraz menedżerskim (8 proc.). Praca projektowa coraz częściej jest bowiem świadomym wyborem profesjonalistów, stając się domeną osób od „zadań specjalnych”.

Z roku na rok rośnie odsetek specjalistów, którzy w pracy projektowej dostrzegają korzyści płynące z ekspozycji na wiele firm, projektów i doświadczeń. Zauważają bowiem – co potwierdza nasze tegoroczne badanie – że taki model współpracy nie tylko ułatwia im start kariery zawodowej, ale też przyspiesza tempo jej dalszego rozwoju i dynamikę wzrostu wynagrodzenia – komentuje Bartosz Dąbkowski z Hays.

SPECJALISTÓW KUSZĄ PRZEDE WSZYSTKIM ZAROBKI

Zmiana profilu zewnętrznego podwykonawcy idzie w parze z odpowiedziami na pytanie o motywację do podejmowania pracy projektowej. W tegorocznej edycji badania na pierwszym miejscu uplasowało się atrakcyjne wynagrodzenie (50 proc.). Jest to szczególnie adekwatne w przypadku wysoko wyspecjalizowanych kontraktorów B2B, którzy na taką formę współpracy decydują się m.in. ze względów podatkowych, pozwalających zwiększyć przychód netto.

Motywacja natury finansowej nie ogranicza się jednak tylko do najlepiej wynagradzanych ekspertów. Niejednokrotnie zdarza się bowiem, że oferty pracy tymczasowej uwzględniają atrakcyjne wynagrodzenie, które ma niejako wynagrodzić specjalistom krótki czas trwania projektu. Ponadto zdobywanie różnorodnego doświadczenia w licznych firmach buduje atrakcyjne portfolio, dzięki któremu specjalista może z powodzeniem negocjować atrakcyjniejsze stawki.

Warto podkreślić, że zaledwie 17 proc. respondentów pracuje projektowo z uwagi na trudności ze znalezieniem pracy na stałe. Zdecydowana większość nie decyduje się zatem na taką współpracę, ponieważ nie ma innego wyboru, lecz z uwagi na wymierne korzyści.

Motywacja do podjęcia współpracy w ramach pracy tymczasowej, outsourcingu usług lub B2B

Perspektywa specjalistów

50% Atrakcyjniejsze wynagrodzenie
47% Możliwość zdobycia doświadczenia
45% Większa elastyczność
33% Możliwość współpracy z wybranymi firmami
25% Możliwość udziału w interesujących projektach
17% Trudności w znalezieniu pracy na stałe
7% Inne

Możliwe było zaznaczenie kilku odpowiedzi.

Źródło: Raport Hays Poland „Nowoczesne formy zatrudnienia 2024”

PRZYSZŁOŚĆ BĘDZIE BARDZIEJ ELASTYCZNA

Rozwój współpracy ze specjalistami w oparciu o pracę tymczasową, outsourcing usług i B2B będzie wspierał zmieniający się rynek. Firmy funkcjonują w środowisku, które ulega ciągłym transformacjom. W związku z tym rozwiązania, które działały jeszcze kilka lat temu, teraz często stają się nieskuteczne. Aby zachować konkurencyjność, organizacje muszą być szybsze i bardziej responsywne, również w zakresie dopasowywania zasobów kompetencyjnych do zmieniających się potrzeb.

O RAPORCIE

Raport „Nowoczesne formy zatrudnienia 2024” został opracowany na podstawie danych uzyskanych w badaniu na temat rynku pracy, przeprowadzonym w okresie od lutego do marca 2024 r. wśród firm korzystających z nowoczesnych form zatrudnienia oraz pracowników tymczasowych i zewnętrznych podwykonawców (white collar). Raport powstał we współpracy z kancelarią Dentons. W raporcie uwzględniona jest perspektywa firm – blisko 200 organizacji działających w Polsce – oraz perspektywę pracowników umysłowych, współpracujących z firmami na podstawie umów innych niż umowa o pracę – ponad 300 osób.

Fast foody wracają do łask. W I kwartale 2024 r. ruch w nich wzrósł o 4,7%

W I kw. br. ruch w restauracjach typu fast food zwiększył się o 4,7% rdr. Przy tym pizzerie rok do roku odnotowały o ponad połowę mniejszy wzrost niż lokale oferujące kanapki i dania z kurczaka. Jednocześnie liczba klientów wszystkich badanych placówek była o 4,2% większa niż rok wcześniej. I w tym zakresie pizzerie znowu mniej zyskały od tzw. kurczako-burgerowni. W pierwszych trzech miesiącach br. udział tych pierwszych restauracji w łącznej liczbie wizyt był na poziomie 27,1%, a drugich – 72,9%. Na całym rynku średnia liczba odwiedzin statystycznego klienta w jednym miesiącu wyniosła 4,7 i była tylko nieco większa niż rok wcześniej. Nie zmienił się natomiast przeciętny czas trwania wizyt w tego typu lokalach.

Jak wykazało cykliczne badanie firmy technologicznej Proxi.cloud i UCE RESEARCH, w I kw. 2024 roku ruch na całym rynku restauracji typu fast food był o 4,7% większy niż w analogicznym okresie ub.r. Pizzerie odnotowały wzrost rdr. o 3,1%, a lokale oferujące kanapki i dania z kurczaka – o 6,5%.

– Uważam, że ww. wzrosty wynikają z większej stabilności cen. Wysoka inflacja doprowadziła do ograniczenia wydatków na produkty i usługi inne niż podstawowe. Jej spadek w ostatnich miesiącach przyczynił się do poprawy nastrojów konsumenckich i większej skłonności do korzystania z takich usług, jak stołowanie się poza domem. Do tego trzeba dodać, że w zeszłorocznym sezonie letnim branża zaliczyła aż dwucyfrowy spadek ruchu. Natomiast w te wakacje wydaje się, że będzie dużo lepiej pod tym względem – komentuje dr Nikodem Sarna, jeden ze współautorów badania z Proxi.cloud.

Z kolei zdaniem Mateusza Nowaka, drugiego ze współautorów raportu z Proxi.cloud, poza niższym wskaźnikiem inflacji, na zwiększenie ruchu mogło wpłynąć podniesienie płacy minimalnej. Dzięki temu konsumenci mają środki na częstsze wizyty w restauracjach typu fast food. Według eksperta, wyższy wzrost ruchu w tzw. kurczako-burgerowniach może wynikać z preferencji osobistych.

– Być może oferty lokali z kanapkami i daniami z kurczaka są korzystniejsze dla konsumentów niż pizzerii i szybciej ewoluują pod wpływem zmian w otoczeniu rynkowym. To może przekładać się na lepszą dynamikę wizyt. Jednak to tylko luźna hipoteza, której weryfikacja wykracza poza ramy naszego badania – tłumaczy dr Sarna.

Z badania wynika też, że w I kw. br. liczba klientów badanych restauracji zwiększyła się rdr. o 4,2%. Pizzerie w takim ujęciu wykazały wzrost o 2%, a lokale oferujące kanapki i dania z kurczaka – o 5,8% rdr. Jak stwierdza Mateusz Nowak, te wyniki również mogą mieć swoje podłoże w wyższym dochodzie rozporządzalnym przeciętnego Polaka niż rok temu. Trudno jednak przewidzieć, czy trend wzrostu liczby klientów utrzyma się, gdyż jest to zależne od wielu innych czynników, które nie zostały ujęte w badaniu.

– W obliczu notowanych w zeszłym roku spadków można podejrzewać, że nawet relatywnie niewielki wzrost to bardzo pozytywny sygnał dla sieci restauracji, zwłaszcza pizzerii. Dane za jeden kwartał są niewystarczające do opracowania szerszych prognoz. Niemniej przy założeniu, że nie nastąpią żadne tąpnięcia na rynku pracy i w łańcuchach dostaw, a inflacja pozostanie na niskim poziomie, jest spora szansa na utrzymanie wzrostowej tendencji – wyjaśnia dr Nikodem Sarna.

Rok do roku minimalnie zmienił się udział poszczególnych rodzajów restauracji w łącznej liczbie wizyt w badanych placówkach. W I kw. br. w restauracjach oferujących kanapki i dania z kurczaka wyniósł 72,9%, a w pizzeriach – 27,1%. W analogicznym okresie ubiegłego roku było to odpowiednio 72,2% i 27,8%. Dr Nikodem Sarna interpretuje to jako stabilizację na rynku i oznakę relatywnie trwałych upodobań konsumentów.

– Zmiany w udziale poszczególnych typów restauracji rdr. są znikome. Świadczy to o pewnej dojrzałości rynku fast foodów i niezmienności w przyzwyczajeniach klientów. Z punktu widzenia konkretnych sieci konsekwencją tego może być trudność w pozyskiwaniu nowych klientów w przyszłości – podkreśla Mateusz Nowak.

Ponadto analitycy z UCE RESEARCH informują, że w I kw. br. udział krótkich wizyt (powyżej trzech, ale poniżej dziesięciu minut) w restauracjach oferujących kanapki i dania z kurczaka wyniósł 21,7%, a rok wcześniej – 21,5%. Pizzerie odnotowały odpowiednio 36,6% i 36,3%. Oznacza to minimalne wzrosty w relacji rocznej.

– Powyższe wyniki można zinterpretować jako oznakę utrzymującego się poziomu zamówień na wynos, bo one najprawdopodobniej stoją za krótkimi wizytami w restauracjach. Odsetek ten wydaje się duży, szczególnie w przypadku pizzerii. Niemniej w dobie powszechnego korzystania z aplikacji pozwalających szybko i sprawnie zamawiać jedzenie do domu, trudno uznać go za szokujący – przekonuje dr Sarna.

W I kw. br. średnia liczba wizyt, przypadająca na statystycznego klienta w jednym miesiącu, wyniosła dla całego rynku  4,75. Rok wcześniej była na poziomie 4,73. Rok do roku nie zmienił się średni czas trwania wizyty w lokalu – 24 minuty i 21 sekund. Natomiast minimalnie wzrósł rdr. średni łączny czas spędzony w fast foodach. Ostatni wynik to 1 godzina i 56 minut, a wcześniejszy – 1 godzina i 55 minut.

– Te dane świadczą o niezmienności nawyków Polaków w podejściu do konsumpcji w restauracjach w ciągu ostatniego roku. Można się zatem spodziewać, że w przyszłości będzie podobnie. Nie dopatrywałbym się tutaj wpływu konkretnego menu ani cen – zaznacza Mateusz Nowak.

Do tego dr Sarna dodaje, że klienci prawdopodobnie odwiedzają lokale w podobnych okolicznościach co rok wcześniej i składają zamówienia, których czas realizacji i konsumpcji wygląda identycznie jak w zeszłym roku. Stabilizacja w tym obszarze sugeruje również, że wzrost ruchu i liczby klientów nie był na tyle duży, by wpłynąć istotnie na długość kolejek oraz czas oczekiwania na zamówienie.

***
Opis metody badawczej

Analiza powstała na podstawie obserwacji ruchu wokół prawie 1,9 tys. największych restauracji typu fast food, oferujących kanapki i dania z kurczaka (McDonald’s, KFC, Burger King, Max Burgers i Subway), a także pizzerii (Pizza Hut, Telepizza, MaxiPizza, Gruby Benek, Domino’s Pizza, Dominium, Da Grasso i Biesiadowo). Analitycy z Proxi.cloud i UCE RESEARCH przyjrzeli się sytuacji występującej w I kwartale br. i porównali ją z analogicznym okresem ubiegłego roku. Łącznie poddano analizie ruch pochodzący z monitoringu zachowań blisko 1,4 mln konsumentów.

Próbę badawczą stanowili konsumenci, którzy wyrazili zgodę na dostęp do lokalizacji swojego urządzenia, udostępniali dane lokalizacyjne oraz odwiedzali badane placówki w obu porównywanych okresach. Wejście użytkownika w strefę badania było traktowane jako wizyta klienta w restauracji, gdy trwała ona co najmniej 3 minuty i nie więcej niż 4 godziny. Dane zostały zgromadzone poprzez sieć aplikacji mobilnych wykorzystujących autorską technologię, opartą o geofencing, tj. metodę identyfikacji wejść i wyjść z wyznaczonych stref, wykorzystującą usługi lokalizacji urządzeń mobilnych.

Wall Street w konsolidacji. Jutro decyzja NBP oraz BoE

Wall Street we wtorek poruszała się w trybie konsolidacji. Zmienność na indeksach pozostała niewielka po wcześniejszych dynamicznych wzrostach. Z kolei dolar w minimalnym stopniu umocnił się po słowach Neel Kashkariego z Fed, który wspomniał o możliwych podwyżkach stóp procentowych w USA. Rentowności amerykańskich obligacji na „długim końcu krzywej dochodowości” obniżyły się. Złoto straciło wczoraj ok 0,4 proc. Ropa naftowa WTI przeceniana jest w środę rano o ponad 1,5 proc. Riksbank dziś obniżył stopy procentowe o 25 punktów bazowych.

Indeksy z Wall Street zdecydowanie zwolniły swój rajd na północ. Wczorajsza sesja charakteryzowała się niską zmiennością a główne benchmarki poruszały się w trybie konsolidacyjnym. Wczoraj brakowało kluczowych danych z USA. Dolar w umiarkowany sposób zareagował na słowa wypowiedziane przez prezesa Fed z Minneapolis – Neel Kashkariego – który stwierdził, że Rezerwa Federalna prawdopodobnie utrzyma stopy procentowe przez „dłuższy czas” i nie wykluczył podwyżki. Jednocześnie przyznał, że jeśli inflacja zacznie spadać lub zobaczymy wyraźne osłabienie na rynku pracy, może to spowodować obniżenie stóp procentowych. Brak tu oczywiście jakiegokolwiek przełomu w retoryce banku centralnego. Widać, że Fed zostawia sobie w tym momencie otwartą furtkę na każdą ewentualność. Podwyżki są raczej mało prawdopodobne, ale widać, że decydenci chcą przygotować rynek, że w przypadku negatywnego obrotu spraw, instytucja będzie reagować, aby skutecznie powstrzymać negatywne zjawisko ekonomiczne jakim jest podwyższona oraz uporczywa inflacja. Kurs EUR/USD z poziomu 1,0787 spadł wczoraj wieczorem do 1,0750 a dziś ustanowił dołek na 1,0735.

Riksbank zdecydował się obniżyć stopy procentowe z poziomu 4 proc. do 3,75 proc. Ta decyzja była oczekiwana przez rynek. Na poprzednim posiedzeniu bank centralny jasno komunikował, że koszt pieniądza zostanie zredukowany w maju lub czerwcu. Korona szwedzka traci dziś rano na wartości. Para EUR/SEK zwyżkuje do poziomu 11,75. Do poprzedniej obniżki stóp doszło w lutym 2016 roku. Riksbank jest dopiero drugą instytucją (obok SNB, wśród gospodarek rozwiniętych), która zdecydowała się na luzowanie warunków monetarnych po wcześniejszym dynamicznym cyklu zacieśniającym.

Już jutro czekają nas decyzje Banku Anglii oraz NBP w sprawie stóp procentowych. Na początku roku rynek postrzegał majową decyzje BoE jako punkt wyjścia do cyklu obniżek. Obecnie wydaje się jednak to bardzo mało prawdopodobne. Inflacja w Wielkiej Brytanii jest bowiem wciąż zbyt wysoka. Uwaga może być skupiona na wyniku głosowania. Osobą, która może zmienić stanowisko jest Dave Ramsden, który już kilka tygodni temu brzmiał dość „gołębio”. Poprzednio za utrzymaniem stóp było 8 osób a jedynie jedna popierała obniżkę. Jeśli wynik „pójdzie” w stronę 7-2, wówczas funt może stracić na wartości. Rynek będzie też interpretował nowe prognozy banku, choć one mogą nie ulec większej zmianie, ponieważ już w lutym BoE poddał je rewizji. Rynek w tym momencie oczekuje, że do łagodzenia polityki monetarnej dojdzie najwcześniej w sierpniu tego roku.

NBP prawdopodobnie też utrzyma koszt pieniądza na tym samym poziomie 5,75 proc. W ostatnim czasie prezes Adam Glapiński wysyłał w rynek „jastrzębie” komunikaty podając argumenty przemawiające za przyspieszeniem inflacji w drugiej połowie 2024 roku (presja płacowa, powrót VAT na żywność, wyższe, ceny energii). Ostatnio wskaźnik CPI wypadł na poziomie 2,4 proc. r/r w kwietniu co prawdopodobnie oznacza, że dołek inflacyjny na ten moment został osiągnięty (2 proc. w marcu). Inflacja bazowa wciąż znajduje się powyżej celu banku centralnego i wynosi 4,1 proc. w ujęciu rok do roku. Przyspieszenie dynamiki wzrostu cen to m.in. efekt wspomnianego powrotu wyższej stawki VAT na żywność (z 0 proc. do 5 proc.). Notowania EUR/PLN wyznaczyły wczoraj minimum lekko poniżej 4,3050. Dziś rano obserwujemy deprecjację PLN, a wspomniany kurs rośnie powyżej 4,32. Po mocniejszym osłabieniu złotego w połowie kwietnia, obecnie obserwujemy konsolidację pomiędzy poziomami 4,3050 a 4,34, w której to powinniśmy pozostać przez najbliższy czas.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

21% przez 2 lata – o tyle zmieniły się koszty utrzymania domów i lokali

Już dwa lata temu Polacy odczuwali skutki rosnącej inflacji. Sprawdzamy jak w tym okresie zmieniły się koszty utrzymania domów i lokali.

Jeżeli chodzi o koszty utrzymania domów i lokali, to naszych rodaków obecnie absorbuje głównie temat zapowiedzianych na lipiec podwyżek cen energii elektrycznej oraz gazu. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili jednak spojrzeć wstecz i sprawdzić, jak od marca 2022 r. do marca 2024 r. zmieniały się koszty użytkowania mieszkań/domów oraz ceny nośników energii. Dwuletnia perspektywa jest ciekawa, ponieważ wiosna 2022 r. wyznacza początek kryzysu energetycznego.

Poniższa tabela przygotowana przez ekspertów RynekPierwotny.pl potwierdza, że od marca 2023 r. do marca 2024 r. dynamika mieszkaniowej inflacji wyraźnie spadła. Roczna zmiana kosztów użytkowania mieszkania/domu oraz cen nośników energii wynosząca +1,3% nie może przestraszyć. Warto jednak pamiętać, że po doliczeniu podwyżek za okres od marca 2022 r. do marca 2023 r., mieszkaniowa inflacja wynosi aż 21,2%.

W ujęciu rocznym (marzec 2023 r. – marzec 2024 r.) najbardziej podrożały usługi kanalizacyjne (+9,7%), a także usługi związane z zaopatrywaniem w wodę (+9,0%). Łączny poziom mieszkaniowej inflacji redukował z kolei taniejący opał (-16,1%). Jednakże w ujęciu dwuletnim (marzec 2022 r. – marzec 2024 r.) opał według danych GUS podrożał o około 11%. Była to najmniejsza dwuletnia podwyżka obok kosztów wywozu śmieci (+10,8%).

Na drugim końcu skali znajdziemy energię cieplną, która przez dwa lata podrożała o 51,3% według GUS. Główny wpływ na tę horrendalną podwyżkę miała zmiana z okresu marzec 2022 r. – marzec 2023 r. (+40,7%). Wysokie koszty ciepła sieciowego uwidoczniły lepiej problem, jakim jest wysoka energochłonność wielu starszych budynków.Zmiany kosztów mieszkaniowych marzec 2022 - marzec 2024

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Rynek opon w I kwartale 2024: spadki w Polsce, wzrosty w Europie

W pierwszym kwartale 2024 roku sprzedaż opon na rynek do dystrybutorów spadała ogółem o -3%, podobnie w największym segmencie opon do samochodów osobowych (-3%). W pozostałych segmentach sprzedaż również się zmniejszyła: opony dostawcze -12%, ciężarowe -15%, rolnicze -6%, a przemysłowe pozostały bez zmian (0%). Wzrosty zanotowano w segmencie SUV +12%, a także opon motocyklowych +1%.POLSKA Q1 2024

W Europie wzrosła sprzedaż opon w segmencie opon konsumenckich o +3%, a także opon całorocznych i zimowych. Pozostałe segmenty notowały nieduże spadki.

– Widzimy pewne wyhamowanie spadków sprzedaży opon na polskim rynku, ale większość segmentów nadal nie rośnie. Wyjątkiem są wzrosty w segmencie SUV i opon motocyklowych. Mamy nadzieję, że w kolejnych kwartałach będziemy notować lepsze rezultaty wraz z rosnącym rynkiem wewnętrznym, ruchem pojazdów i zwiększającą się liczbą przewozów osobowych i towarowych. Naszym niezmiennym celem jest dalsza edukacja kierowców dotycząca istotnej roli odpowiednio dobranych opon dla bezpieczeństwa na drogach – podkreśla Anna Burakowska, prezes zarządu Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego (PZPO).

Członkowie PZPO są przedstawicielami największych w Polsce i na świecie producentów opon. Codziennie z ich fabryk w naszym kraju wyjeżdża ponad 140 tys. opon z napisem „made in Poland” do samochodów osobowych, ciężarowych, autobusów czy maszyn rolniczych i przemysłowych.

– Segment opon do SUV’ów odnotowuje zwykle najmocniejsze wzrosty ze wszystkich. To zasługa rosnącego popytu na ten segment samochodów. Warto pamiętać, że opony do nich są nieco inne i nie chodzi o przyczepność w błocie czy rodzaj napędu. Przez wyżej położny środek ciężkości opony do SUV’ów muszą mieć nieco mocniejszą konstrukcję boku opony i wzmocnioną konstrukcję, żeby lepiej zapewniać przyczepność na zakrętach. Opony to szczególnie ważne wyposażenie samochodu, które jest inwestycją i nie można na nich oszczędzać – to przełoży się na mniejsze bezpieczeństwo dodaje Piotr Sarnecki, dyrektor generalny PZPO.

Europejski rynek opon

EUROPA Q1 2024 EUROPA Q1 2024 SEZONOWE– Inflacja nadal wpływa na popyt we wszystkich liniach oponiarskich. Sprzedaż w segmentach samochodów ciężarowych i autobusów pozostaje ujemna (-8%) w porównaniu z pierwszym kwartałem 2023 r., podobnie jak w przypadku opon motocyklowych (-6%). W segmencie konsumenckim nadal obserwujemy ożywienie, które rozpoczęło się w ostatnim kwartale 2023 r., głównie dzięki sprzedaży opon zimowych. Jednak cały segment jest o 2% niższy niż w I kwartale 2019 r., przed kryzysem COVID-19 – powiedział Adam McCarthy, sekretarz generalny Europejskiego Związku Producentów Opon i Gumy (ETRMA).

Hakerzy z Chin atakują instytucje wojskowe w Europie

  • Cyberatak dotyczył systemu płac, w którym uczestniczył obecny personel serwisowy i kilku weteranów. Ujawniono głównie nazwiska i dane bankowe.
  • Według analizy zagrożeń Check Point instytucje z sektora rządowego/wojskowego stają w obliczu ponad 1720 ataków tygodniowo. Sektor ten niezmiennie plasuje się w pierwszej trójce najbardziej zagrożonych sektorów gospodarki na świecie.

Brytyjskie Ministerstwo Obrony padło ofiarą kolejnego ataku hakerów z Chin – podaje Sky News. To kolejny dowód na wzrastające zagrożenie ze strony sponsorowanych przez państwa grup hakerskich, które mają na celu przejęcie poufnych danych i tajemnic państw członkowskich Europy – ostrzegają eksperci firmy Check Point.

W ostatnim czasie nastąpił gwałtowny wzrost działań cybernetycznych wspieranych przez państwa, przy czym chińskie operacje cybernetyczne stały się szczególnie poważnym zagrożeniem. Raport dotyczący bezpieczeństwa cybernetycznego za rok 2024 firmy Check Point ujawnił wyrafinowane taktyki stosowane przez Chiny, podkreślając ich strategiczny wpływ na bezpieczeństwo globalne.

Według analizy zagrożeń Check Point instytucje z sektora rządowego/wojskowego stają w obliczu ponad 1720 ataków tygodniowo. Sektor ten niezmiennie plasuje się w pierwszej trójce najbardziej zagrożonych sektorów gospodarki na świecie.

– Chińskie grupy zagrożeń w coraz większym stopniu koncentrują się na wykorzystywaniu luk w zabezpieczeniach, które umożliwiają uzyskanie nieautoryzowanego dostępu, zanim dostawcy dowiedzą się o tym i opracują poprawki. Wyrafinowane taktyki stosowane przez te organizacje mają na celu infiltrację szerokiego spektrum celów globalnych, od infrastruktury krytycznej po agencje rządowe. Skala tych działań i ukierunkowanie na sektory krytyczne wskazują, że grupy cyberprzestępcze dysponują dużymi zasobami i są wysoce skoordynowane – podkreśla Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point Software w Polsce.

Oprócz tradycyjnych korzyści płynących ze szpiegostwa, chińską działalnością cybernetyczną motywują także zachęty ekonomiczne. Celem tych operacji jest nie tylko gromadzenie informacji wywiadowczych, ale także wspieranie interesów gospodarczych Chin na całym świecie. Podwójne wykorzystanie zdolności cybernetycznych do szpiegostwa i celów gospodarczych pokazuje kompleksową strategię Państwa Środka, mającą na celu wzmocnienie pozycji kraju jako światowego superpotęgi Konsekwencje cyberszpiegostwa są znaczące i wpływają nie tylko na bezpośrednie cele, ale także na szerszą społeczność międzynarodową.

– Żyjemy w erze, w której włamania do państw narodowych stają się nową normą. Niedawne ataki Rosjan na infrastrukturę krytyczną w USA, ataki Iranu na ministerstwa w Albanii i Izraelu oraz naruszenia bezpieczeństwa komitetów wyborczych w Wielkiej Brytanii uzmysławiają nam jak potrzebna jest współpraca międzynarodowa w zakresie cyberbezpieczeństwa – dodaje ekspert firmy Check Point

Wojna w Ukrainie: paradoks normalności i koszmaru

Wojna w Ukrainie przynosi paradoksalne połączenie koszmaru i zwykłych elementów normalnego życia. Jest ona też pełna „cudów” jak na kraj tak długo dotknięty wojną, m.in. dobrze funkcjonujący sektor energetyczny, solidnie zaopatrzone sklepy, czy też powszechnie dostępny internet i dobrze rozwinięta komunikacja cyfrowa.

Wychowany na wojennych filmach o II Wojnie Światowej mam w głowie obraz wojny totalnej sprzed 80 lat. Widzimy wielkie bitwy i szybkie przesuwanie się frontów z milionami żołnierzy zajmujących kolejne wielkie połacie ziemi oraz forujących góry i rzeki. I przede wszystkim mieszkańców terytoriów okupowanych lub dotkniętych działaniami wojennymi – w schronach, pod ciągłym bombardowaniem lub schowanych w domach. Sparaliżowane życie, brak jakichkolwiek spotkań i rozrywek, czarny rynek, niewiarygodne ceny za jakikolwiek produkt, zamknięte szkoły, szpitale, teatry, kawiarnie i biura, urzędy czy banki. Szare ulice po których czasami maszerują tylko zwarte kolumny żołnierzy w pełnym umundurowaniu. Brak komunikacji pomiędzy ludźmi, cenzura, tylko rządowa informacje, propaganda i koniec jakiejkolwiek wymiany swobodnej myśli.

Wojna w Ukrainie jest jakaś „inna”

Wojna naszych czasów przynosi paradoksalnie niezrozumiałe połączenie koszmaru i zwykłych elementów normalnego życia. Komunikaty o alarmie powietrznym i możliwości uderzenia pocisków pojawiają się prawie codziennie (Kijów, Odessa), ale teraz jest tylko kilka minut przed potencjalnym uderzeniem pocisku. Nikt też prawie nie dobiega do schronów, w parkach spacerują matki z dziećmi w wózkach, a inne dzieci bawią się na placach zabaw i tylko wszyscy pokazują sobie małe pociski na niebie – to lecące rakiety i drony. I uderzenia obrony przeciwlotniczej niszczące pociski, a czasami tylko głuchy stukot i wybuch w samym mieście.

Samo życie… toczy się jakby normalnie. W Kijowie sznur samochodów jak zwykle powoduje ogromne korki. Ludzie wysiadają z metra lub autobusów i idą codziennie do pracy jakby nic się nie stało. Godzina policyjna (komandirska) obowiązują od 12 w nocy do 5 rano, ale w Kijowie nikt tego nie przestrzega. Pozory normalnego życia kwitną, odbywają się koncerty muzyczne i przedstawienia, tylko na początek jest informacja o najbliższych miejscach gdzie są schrony (zwykle stacje metra). Ludzie słuchają muzyki, a potem siedzą w powoli pojawiających się ogródkach kawiarni i restauracji.

Cud w energetyce, i nie tylko

A jak działa energetyka? Jest to sektor, który szczególnie blisko obserwuję i jest to dla mnie… cud, że działa tak sprawnie. Zajęto lub zniszczono połowę elektrowni: okupowana jądrowa Zaporoska, zniszczone walkami lub pociskami balistycznymi – Wughlehirska w Doniecku, Tripolska pod Kijowem, wodna zaporoska z wielką tamą na Dniestrze (tama jeszcze stoi, zmieszczona jest poniżej w Nowej Kachowce). Spadło także zapotrzebowanie na energię, bo okupowane lub zniszczone są też wielkie zakłady przemysłowe. Dokonywane są cudy pracy inżynierskiej, ale wciąż energia i ciepło jest dostępne (tylko z małymi przerwami zaraz po kolejnych atakach). Ale miasta są rozświetlone w nocy i dalej sprawiają pozory normalnego życia.

W podobny „niewiadomy” sposób działa ekonomia. Ukraińska hrywna straciła przez wojnę tylko ok. 30% w stosunku do dolara i euro. Wciąż możliwa jest również swobodna wymiana pieniędzy w kantorach – nie ma tylko już wystawionych wielkich szyldów z kursem i trzeba negocjować wewnątrz w zależności od ile banknotów chcemy dostać.

Szok można przeżyć również w supermarketach – w naszym rozumieniu wojny, oczekujemy pustych półek i wszystkiego na kartki. Tymczasem, są one bardzo dobrze zaopatrzone. Nie ma żadnych problemów z produktami. Półki są pełne, a wręcz zawalone nie tylko żywnością o długim terminie ważności, ale i można dostać wszelkiego typu świeże warzywa i owoce.

Internet w czasach wojny

Warto również zauważyć, że podczas wojny w Ukrainie nie ma też większych problemów z komunikacją. Powszechnie dostępny internet i dobrze rozwinięta komunikacja cyfrowa właściwie łączy Ukrainę z całym światem.

Szokująca jest też możliwość wymiany międzynarodowej. W kraju gdzie od ponad 800 dni nie funkcjonuje komunikacja lotnicza –  z jednej strony prowadzone są działania wojenne na całym froncie, a z drugiej są ograniczenia w podróży (mężczyźni w wieku poborowym) – jest zupełnie możliwe robienie zakupów w zagranicznych sklepach internetowych (dowolny produkt). Mało tego – dostawa kurierska „pod drzwi” po stosunkowo krótkim okresie (kilka dni). Tu właściwie cały czas nieprzerwane są możliwości cyfrowych społeczeństw.

A czy my jesteśmy gotowi?

Pod płaszczem „właściwie normalnego życia” nowoczesna wojna toczy się dalej. Codziennie giną dziesiątki, jak nie setki ukraińskich mężczyzn i kobiet. Na ulicach pośród normalnie spacerujących ludzi widać żołnierzy w mundurach, ale też i wielu inwalidów i ofiar wojny. Na murach i ulicach – dużo patriotycznych informacji i znaków niezłomnego oporu.

Wojna wdziera się coraz silniej w pozory normalnego życia, w małych autobusikach używanych do komunikacji w mieście pojawiają się kontrole wręczające wszystkim młodym mężczyznom powołania do wojska, a przynajmniej do komisji poborowych. Ukraina jest zadziwiającą mieszanką bohaterstwa i nieustępliwej walki o niepodległość, a jednocześnie dziwnych biznesów i szoku – na przykład patrząc na sunące po Odessie nowe modele samochodów, w tym elektrycznych. Ktoś je kupuje, ktoś sprowadza.

Wojna naszych czasów trwa i pokazuje wszystkie swoje oblicza. A czy my jesteśmy gotowi żeby też przyszła do nas? Jeśli osłabnie nasza chęć pomocy i przyzwyczaimy się do tego i zostawimy Ukrainę sama wobec agresji – prawdopodobnie tak samo będzie wyglądać i u nas.

Autor: prof. Konrad Świrski, wykładowca Politechniki Warszawskiej i prezes firmy Transition Technologies działającej w branży IT

Ceny akcji firm zbrojeniowych nie zawsze pokazują, w jak niebezpiecznych czasach żyjemy

Uchwalony przez amerykański kongres pakiet pomocowy wartości 95 mld dolarów dla Ukrainy, Izraela i Tajwanu, zwiastuje dobry czas dla branży zbrojeniowej. Jednak niekoniecznie jest to widoczne w wynikach dużych koncernów zbrojeniowych. Lepiej na tym polu radzą sobie mniejsi europejscy producenci. Warto pamiętać, że wydatki na zbrojenia to nie tylko zakupy sprzętu, które w wielu wypadkach stanowią mniejszość całkowitych kosztów.

Wzrost międzynarodowych napięć na świecie prowadzi do istotnego wzrostu wydatków na obronność. Można powiedzieć, że okres, w którym ludzkość mogła korzystać ze swoistej „pokojowej dywidendy”, ewidentnie się zakończył. Dotyczy to szczególnie Europy, która po zimnej wojnie mogła znacząco zredukować swoje wydatki na armię. Polska w poprzednim roku wydała na obronność 3,9 proc. PKB, a w 2024 będzie to nawet 4,1 proc. PKB. Stany Zjednoczone niedawno uchwaliły dodatkową pomoc obronną w wysokości 95 mld dolarów dla Ukrainy, Izraela i Tajwanu. Także Wielka Brytania zobowiązała się zwiększenie wydatków do 2,5 proc. PKB do 2030 roku.

Światowe wydatki na obronność spadły proporcjonalnie o 60 proc. od czasów zimnej wojny. W ubiegłym roku wyniosły średnio 2,3 proc. globalnego PKB, czyli 2,4 bln dolarów. Stany Zjednoczone ponoszą zdecydowanie największe wydatki na obronność. Ich budżet wysokości 900 mld dolarów stanowi 37 proc. globalnych wydatków i jest trzykrotnie większy niż budżet Chin. Te dwa największe kraje odpowiadają za ponad połowę całkowitych wydatków w tym sektorze. Rosja zajmuje w tej kwestii trzecie miejsce na świecie, z budżetem około 100 miliardów dolarów. Świat arabski jest liderem pod względem proporcjonalnych wydatków na poziomie prawie 5 proc. PKB. Europa pozostaje w tyle, wiele krajów cały czas wydaje na obronność mniej niż 2 proc. PKB. Zaczęła jednak nadrabiać zaległości i wydatki w Europie rosną obecnie najszybciej. Na horyzoncie pojawiła się propozycja Polski dotycząca zwiększenia wydatków na obronność do 3 proc. PKB przez wszystkie kraje NATO.

Większe wydatki, jak obserwujemy na rynku, nie zawsze oznaczają lepsze wyniki akcji spółek z sektora. Najważniejszy amerykański fundusz ETF inwestujący w sektor obronny – iShares US Aerospace & Defense ETF (ITA), radził sobie w zeszłym roku gorzej od indeksu S&P500. Podobnie jest w tym roku: od początku 2024 roku, wzrósł on o 6,5 proc., podczas gdy S&P500 osiągnął wzrost o 9,2 proc. Wynika to z kilku kwestii: po pierwsze, wydatki zbrojeniowe – szczególnie te największe – mają charakter wieloletni, a efekt obecnych wydatków, może przełożyć się na produkcje za kilka lat. Im bardziej zaawansowana jest militarna technologia, tym ten efekt jest silniejszy. W wielu przypadkach, sprzedaż najnowocześniejszych technologii wymaga odpowiednich zgód, co także wydłuża proces.

Po drugie, wiele firm z branży militarnej to koncerny produkujące także na potrzeby cywilne (w tym lotnicze i kosmiczne), a ta produkcja może obciążać wyniki firm. Najbardziej spektakularnym przykładem jest Boeing, który zmaga się z ogromnym kryzysem związanym z bezpieczeństwem cywilnych samolotów. Jednocześnie, w 2023 była to piąta największa firma na świecie pod względem kwoty realizowanych kontraktów zbrojeniowych.

Po trzecie, wydatki na obronność będą przeznaczone nie tylko na zakup sprzętu, ale także powiększanie liczebności armii czyli na pensje, garnizony, mieszkania dla żołnierzy i inną infrastrukturę z tym związaną. W tym kontekście, zwiększone wydatki mogą sprzyjać innym branżom – na przykład budowlanej czy finansowej lub po prostu zwiększać konsumpcję.

W ujęciu proporcjonalnym, Europa cały czas wydaje na obronność mniej niż reszta świata, zaczęła jednak nadrabiać wieloletnie zaległości. Wydatki rosną trzykrotnie szybciej niż w Stanach Zjednoczonych. Poprawia to wyniki europejskich spółek z sektora obronnego. W ich przypadku, te fundusze mają nieproporcjonalnie duże znaczenie w porównaniu z amerykańskimi gigantami obronnymi, dla których dodatkowe zamówienia nie przekładają się tak mocno na wyniki. Mniejsze, mniej zdywersyfikowane europejskie spółki z sektora obronnego są jednak na fali rosnącej. Rolls Royce był w ubiegłym roku liderem europejskiego indeksu Stoxx 600, na trzecim miejscu znajduje się włoski Leonardo, a na szóstym – niemiecki Rheinmetall. Na rzecz europejskich spółek działał także silny dolar. Słabsze euro czyniło produkcję europejskich koncernów bardziej atrakcyjną na świecie.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Rozporządzenie AI – zakazy i obowiązki

UE chce uregulować zasady wykorzystywania sztucznej inteligencji (AI). Parlament Europejski 13 marca 2024 r. przyjął rozporządzenie w tej sprawie, tzw. Artificial Intelligence Act. Określa ono jakie praktyki stosowania AI są zakazane, a które niosą ze sobą wysokie ryzyko dla ludzi, oraz ustanawia obowiązki w zakresie przejrzystości co do niektórych systemów AI. Większość nowych obowiązków spoczywa na dostawcach (podmiotach wdrażających, providerach, developerach) systemów sztucznej inteligencji wysokiego ryzyka. Za ich niedochowanie przedsiębiorcy grozi kara nawet do 35 mln euro.

Artificial Intelligence Act określa trzy kategorie ryzyka

W kwietniu 2021 r. Komisja Europejska zaproponowała pierwsze unijne ramy regulacyjne dotyczące sztucznej inteligencji. Systemy AI, które mogą być wykorzystywane w różnych dziedzinach życia, są analizowane i klasyfikowane zgodnie z ryzykiem, jakie stwarzają dla użytkowników. Różne poziomy ryzyka będą oznaczać więcej lub mniej regulacji. Aplikacje AI wpływają na to, jakie informacje użytkownik widzi w sieci przewidując, jakie treści są dla niego interesujące. Przechwytują i analizują informacje z twarzy w celu egzekwowania prawa lub personalizacji reklam, a także są wykorzystywane w wielu innych aspektach życia.

AI Act to pierwszy na świecie kompleksowy akt prawny dotyczący sztucznej inteligencji. Unijne rozporządzenie tworzy klasyfikację AI przypisując jej wykorzystywanie do trzech kategorii ryzyka. Po pierwsze, aplikacje i systemy, które stwarzają niedopuszczalne ryzyko, takie jak rządowy scoring społeczny (systemy oceny społecznej) typu stosowanego w Chinach, są zakazane. Po drugie, aplikacje wysokiego ryzyka, takie jak narzędzie do skanowania CV, które klasyfikuje kandydatów do pracy, muszą spełniać określone normy. Po trzecie, systemy o ograniczonym ryzyku AI (niskie lub minimalne) podlegają obowiązkom w zakresie przejrzystości – developerzy i wdrożeniowcy muszą zapewnić, że użytkownicy końcowi są świadomi tego, iż wchodzą w interakcję ze sztuczną inteligencją (chatboty i deep fakes). Aplikacje, systemy, które nie zostały wyraźnie zakazane lub wymienione jako obarczone wysokim ryzykiem, kategoryzuje się jako niosące minimalne ryzyko dla użytkowników i pozostawia nieuregulowanymi.

Kogo dotyczą przepisy rozporządzenia?

Zgodnie z art. 2 rozporządzenia, jego regulacje dotyczą dostawców wprowadzających do obrotu lub oddających do użytku systemy AI lub wprowadzających do obrotu na rynek modele sztucznej inteligencji ogólnego przeznaczenia w Unii Europejskiej, niezależnie od tego, czy dostawcy ci mają siedzibę lub miejsce prowadzenia działalności na jej terytorium, czy na terytorium w państwie trzecim. Kolejnym adresatem są podmioty wdrażające systemy AI, które mają miejsce prowadzenia działalności lub które znajdują się na terytorium Unii, a także dostawcy i podmioty wdrażające, którzy mają miejsce prowadzenia działalności lub którzy mają siedzibę w państwie trzecim, w którym wytworzone przez AI produkty są wykorzystywane w UE. Przepisy dotyczą również importerów i dystrybutorów systemów AI, producentów produktów wprowadzających do obrotu lub oddających do użytku system AI wraz ze swoim produktem i pod własną nazwą lub znakiem towarowym, upoważnionych przedstawicieli dostawców niemających siedziby w Unii, i inne zainteresowane osoby, które mają siedzibę w UE.

Zakazane praktyki

Zakazane są praktyki, które mogą manipulować ludźmi za pomocą technik podprogowych poza ich świadomością lub wykorzystywania słabości określonych grup społecznych szczególnie wrażliwych, takich jak dzieci lub osoby niepełnosprawne, w celu istotnego zniekształcenia ich zachowania w sposób, który może wyrządzić im lub innej osobie szkodę psychiczną lub fizyczną. Inne praktyki manipulacyjne lub wykorzystujące osoby dorosłe, które mogą być ułatwione przez systemy sztucznej inteligencji, mogą być objęte istniejącymi przepisami dotyczącymi ochrony danych, ochrony konsumentów i usług cyfrowych, które gwarantują, że osoby fizyczne są odpowiednio informowane i mają wolny wybór, aby nie podlegać profilowaniu lub innym praktykom, które mogą wpływać na ich zachowanie. Poza wyjątkami, zabronione jest również stosowanie zdalnych systemów identyfikacji biometrycznej „w czasie rzeczywistym” w publicznie dostępnych przestrzeniach w celu egzekwowania prawa.

Systemy AI wysokiego ryzyka

Systemy AI wysokiego ryzyka są dozwolone na rynku europejskim pod warunkiem spełnienia określonych obowiązkowych wymogów i oceny zgodności ex ante (z góry, przed wdrożeniem). Klasyfikacja do wysokiego ryzyka zależy nie tylko od funkcji pełnionej przez system AI, ale także od konkretnego celu i warunków, w jakich jest on wykorzystywany.

Systemy AI wysokiego ryzyka muszą wypełniać wymogi w odniesieniu do danych i zarządzania danymi, dokumentacji i prowadzenia rejestrów, przejrzystości i dostarczania informacji użytkownikom, nadzoru ludzkiego, solidności, dokładności i bezpieczeństwa. Dokładne rozwiązania techniczne mające na celu osiągnięcie zgodności z tymi wymogami mogą być zapewnione przez normy lub inne specyfikacje techniczne lub w inny sposób opracowane zgodnie z ogólną wiedzą inżynieryjną lub naukową według uznania dostawcy systemu AI.

Systemy wysokiego ryzyka AI to systemy sztucznej inteligencji stosowane jako element bezpieczeństwa w którymś z produktów wskazanych w Załączniku nr 2 do rozporządzenia, oraz w takich obszarach jak kategoryzacja osób, edukacja, zatrudnienie, egzekwowanie prawa i wymiar sprawiedliwości.

Obowiązki w zakresie przejrzystości

Przedsiębiorstwa dostarczające systemy sztucznej inteligencji będą musiały wypełniać obowiązki związane ze szczególnym ryzykiem manipulacji, jakie systemy te mogą stwarzać. To tzw. obowiązki w zakresie przejrzystości, które będą miały zastosowanie do systemów: wchodzących w interakcje z ludźmi, wykorzystywanych do wykrywania emocji lub określania powiązań z kategoriami (społecznymi) na podstawie danych biometrycznych lub generujących treści lub manipulujących nimi („deep fakes„). Gdy osoby wchodzą w interakcję z AI lub ich emocje lub cechy są rozpoznawane za pomocą zautomatyzowanych środków, muszą zostać poinformowane o tej okoliczności. Jeśli system sztucznej inteligencji jest wykorzystywany do generowania lub manipulowania treściami graficznymi, dźwiękowymi lub wideo, które w znacznym stopniu przypominają autentyczne treści, należy wówczas ujawniać, że treści te są generowane w sposób zautomatyzowany, z zastrzeżeniem wyjątków dla uzasadnionych celów, takich jak egzekwowanie prawa, czy wolność wypowiedzi.

Koszty finansowe i osobowe przestrzegania nowych przepisów

Autorzy rozporządzenia w 2021 r. przyznali, że przedsiębiorstwa, które opracowują lub wykorzystują aplikacje AI wysokiego ryzyka, przy spełnianiu nowych wymogów i obowiązków, do 2025 roku będą musiały się liczyć z niebagatelnymi kosztami, jakie będą towarzyszyć dostawie, weryfikacji czy nadzoru nad takimi systemami. Firmy, które opracowują lub wykorzystują aplikacje AI niesklasyfikowane jako wysokiego ryzyka, miałyby jedynie minimalne obowiązki informacyjne. Mogłyby one jednak zdecydować się na dołączenie do innych i wspólnie przyjąć kodeks postępowania w celu przestrzegania odpowiednich wymogów i zapewnienia, że ich systemy sztucznej inteligencji są godne zaufania. W takim przypadku koszty byłyby co najwyżej tak wysokie, jak w przypadku systemów AI wysokiego ryzyka.

Wysokie kary, skuteczne i odstraszające

By zabezpieczyć przestrzeganie nowych przepisów w rozporządzeniu przewidziano surowe kary, które mają być skuteczne, proporcjonalne i odstraszające. Naruszenia w obszarze zakazanych praktyk AI zagrożone są karą w wysokości do 35 000 000 euro lub do 7% rocznego światowego obrotu w przypadku przedsiębiorstwa, w zależności od tego, która z tych kar będzie dla niego wyższa. Dostarczenie właściwym organom krajowym nieprawidłowych informacji wymaganych rozporządzeniem podlega karze do 7 500 000 euro lub 1% obrotu.

Podsumowanie

Rozporządzenie AI harmonizuje przepisy dotyczące wprowadzania do obrotu, oddawania do użytku i używania systemów sztucznej inteligencji na terytorium Unii Europejskiej. Ustanawia zakaz stosowania niektórych praktyk w zakresie AI, a także określa szczególne wymogi dotyczące systemów sztucznej inteligencji wysokiego ryzyka i wynikające z tego obowiązki operatorów tych systemów. Unifikuje również przepisy w zakresie przejrzystości systemów AI przeznaczonych do interakcji z konsumentami, systemów rozpoznawania emocji i systemów kategoryzacji biometrycznej oraz systemów sztucznej inteligencji wykorzystywanych do generowania lub przetwarzania treści graficznych, dźwiękowych lub wideo. Wprowadza regulacje dotyczące monitorowania i nadzoru rynku. Ale ustanawia również środki wspierające innowacje, ze szczególnym uwzględnieniem sektora małych i średnich przedsiębiorstw, w tym startupów. Na przedsiębiorców związanych z dostarczaniem, udostępnianiem systemów sztucznej inteligencji AI spadnie jednak obowiązek i wysokie koszty dostosowania się do wymogów nowych przepisów. Jeszcze wyższy jest ciężar ewentualnych kar, jaki nad nimi zawiśnie.

Na tym etapie trudno jeszcze oceniać wartość wprowadzonych regulacji. Jednak potrzeba zwiększenia kontroli nad coraz bardziej powszechnym z każdym dniem zjawiskiem wykorzystywania AI w wielu dziedzinach życia nie ulega wątpliwości. Olbrzymie możliwości AI powodują bowiem, że pozostawienie jej wykorzystywania bez zapewnienia odpowiedniego nadzoru mogłoby stanowić ogromne zagrożenie. Wprowadzone przepisy mają chronić użytkowników zapewniając im świadomość tego, co jest wytworem człowieka, a co komputera, i stanowić prewencję przeciw „dzikiemu” rozwojowi zastosowań sztucznej inteligencji.

Autor: Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Strefa euro wychodzi ze stagnacji, a dezinflacja postępuje powoli, ale stabilnie

  • W samą porę na Eurowizję w Malmö 7-11 maja, strefa euro wyszła z trwającej od pięciu kwartałów stagnacji (+0,3% kw./kw. w I kwartale), co wskazuje na początek stopniowego ożywienia gospodarczego.
  • Także trwająca dezinflacja postępuje zgodnie z oczekiwaniami, a inflacja bazowa spadła do 2,7% – najniższego poziomu od ponad dwóch lat.
  • Odbicie nie jest jednak powszechne – gospodarka nadal wykazuje wyraźny podział, z kwitnącym sektorem usług i słabnącym sektorem produkcyjnym, z których każdy w różny sposób wpływa na ogólny wzrost i inflację.
  • W tym kontekście nadal oczekujemy, że EBC zainicjuje w tym roku dwie obniżki stóp procentowych, które rozpoczną się już w czerwcu.

Strefa euro ponownie wychodzi ze stagnacji, a dezinflacja postępuje powoli, ale stabilnie

Po pięciu kwartałach stagnacji gospodarka strefy euro wzrosła o +0,3% kw/kw (1,3% w ujęciu rocznym) w I kwartale 2024 r., odbijając się od technicznej recesji w drugiej połowie 2023 r. z powodu rewizji w dół poprzedniego kwartału. Eksport netto powinien mieć pozytywny wpływ (na PKB), wspierany przez silny popyt w USA i malejący import do UE. Patrząc na dane na poziomie krajowym, popyt krajowy również powinien ulegać z czasem poprawie, dzięki dalszemu ożywieniu inwestycji i niewielkiemu wzrostowi wciąż słabej konsumpcji. Tymczasem inflacja zasadnicza utrzymała się w kwietniu na poziomie 2,4% r/r, podczas gdy inflacja bazowa spadła o 0,2pp do 2,7% – najniższego poziomu od dwóch lat. Jeszcze bardziej zachęcające jest to, że stopa inflacji bazowej w ujęciu miesiąc do miesiąca, która jest wolna od efektów bazowych, spadła do 1,8% m/m w ujęciu rocznym i wyrównanym sezonowo, tym samym nie przekraczając celu inflacyjnego EBC. Ogólnie rzecz biorąc, dane z tego tygodnia potwierdzają zarówno nasze oczekiwania, jak i te wyrażane przez EBC odnośnie powolnego, ale stałego procesu dezinflacji i łagodnego przyspieszenia wzrostu, przy czym ten ostatni jest wspierany przez konsumpcję przy rosnących płacach realnych. W związku z tym trzymamy się naszego postulatu dwóch obniżek stóp procentowych EBC w tym roku, a następnie trzech kolejnych obniżek w 2025 roku. Tak więc, o ile przed czerwcem nie pojawią się niekorzystne dane to pierwsza obniżka stóp procentowych może nastąpić już w czerwcu, wcześniej niż niedawne przewidywania zakładające lipiec, ponieważ większa liczba przedstawicieli EBC wyraziło chęć wcześniejszego działania (wykres 1).

Wykres 1: Perspektywy wzrostu, inflacji i polityki pieniężnej w strefie euroPerspektywy wzrostu, inflacji i polityki pieniężnej w strefie euro

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Jednak – pod powierzchnią uspokajającej się toni utrzymują się znaczne rozbieżności gospodarcze zarówno w poszczególnych krajach, jak i sektorach. Inflacja w strefie Euro jest bardzo zróżnicowana i waha się od zaledwie 0,6% w Finlandii do aż 4,9% w Belgii. Wśród czterech największych gospodarek, Włochy pozostają na najniższym poziomie z inflacją wynoszącą zaledwie 0,9%, kolejne są Francja i Niemcy z jej poziomem 2,2%, podczas gdy Hiszpania notuje najwyższy od czterech miesięcy poziom inflacji 3,3%, głównie ze względu na rosnące ceny żywności.

Jednak najbardziej zauważalna rozbieżność nie dotyczy poszczególnych krajów, ale raczej sektorów gospodarki. Podczas gdy sektor usług odnotowuje silny i rosnący popyt, produkcja nadal spada. Ta niezwykła i długotrwała rozbieżność jest szczególnie widoczna w ankietach wśród menedżerów ds. zakupów (PMI), pokazanych na wykresie 2. Przypuszczalnie gospodarka strefy euro nadal przechodzi proces dostosowawczy po dwóch poważnych wstrząsach podażowych, związanych z Covid-19 i konfliktem na Ukrainie, wraz z następującymi po nich wzrostami cen energii. Podział sektorowy również nadal przekłada się na trendy inflacyjne. Inflacja w sektorze usług w strefie euro nadal jest wiodącą siłą inflacji bazowej, mimo że w końcu zaczęła nieznacznie spowalniać do 3,7% r/r w kwietniu po utrzymaniu stopy 4,0% przez pięć kolejnych miesięcy. Szczegółowe dane z ankiet PMI ujawniają jednak, że ceny nakładów w sektorze usług nadal silnie rosną w porównaniu ze średnimi historycznymi (wykres 3). Potwierdza to naszą opinię, że dezinflacja będzie nadal powolna, ponieważ większość koszyka konsumpcyjnego (45%) związana jest z usługami.

Wykres 2: Dywergencja sektorowa w strefie euro od czasu pandemii Covid-19 utrzymuje sięDywergencja sektorowa w strefie euro od czasu pandemii Covid-19 utrzymuje się

Źródła: S&P, Allianz Research

Wykres 3: Ceny czynników produkcji nadal silnie rosną w sektorze usługWykres 3: Ceny czynników produkcji nadal silnie rosną w sektorze usług

Źródła: S&P, LSEG Datastream, Allianz Research
Uwagi: Kropkowana zielona linia przedstawia prognozę Allianz Research

Niemcy zdołały uniknąć recesji dzięki wzrostowi inwestycji budowlanych i eksportu

Jednak spadek wydatków gospodarstw domowych nastraja mniej optymistycznie. Chociaż istnieją pozytywne oznaki, a usługi przyczyniają się do wzrostu gospodarczego, produkcja wciąż jest powodem do niepokoju. W pierwszym kwartale 2024 r. niemiecki PKB wzrósł o +0,2% kw/kw po (zrewidowanym) spadku na koniec 2023 r. o -0,5%. Pomimo rosnącego optymizmu wśród konsumentów, przedsiębiorstw i inwestorów, wyzwania nie znikły. Słabość w sektorze przemysłowym, spadająca aktywność budowlana po łagodnej zimie, wysokie stopy procentowe wpływające na inwestycje i stłumiony popyt eksportowy to kluczowe kwestie. Chociaż rynek pracy jest nadal solidny, z rosnącymi płacami i spowalniającą inflacją, gospodarstwa domowe pozostają ostrożne w kwestii wydatków. Przy ograniczonej elastyczności fiskalnej i toczących się debatach na temat budżetu rządowego na 2025 r. – z szacowanym niedoborem w wysokości co najmniej 20 mld EUR – Allianz Trade spodziewa się umiarkowanego wzrostu na poziomie +0,1% w 2024 r. i +0,9% w 2025 r.

Francuska gospodarka wykazuje oznaki przyspieszenia, ale konsolidacja fiskalna może zaważyć na jej perspektywach

Francuski PKB wzrósł o +0,2% kw/kw w 1. kwartale 2024 roku. Wzrost PKB za 3. kwartał 2023 r. również został zrewidowany nieco wyżej (+0,1pp). Podział na wydatki i produkcję był ogólnie pozytywny. Konsumpcja gospodarstw domowych przyspieszyła do +0,4%, napędzana przez odbicie konsumpcji żywności i solidne wzrosty w usługach (zwłaszcza w transporcie i hotelarstwie). Znalazło to odzwierciedlenie w silnym wzroście popytu (+0,8%) na usługi zbywalne (nie niezbędne jak np. opieka zdrowia czy edukacja).  Innym pozytywnym aspektem było odbicie inwestycji przedsiębiorstw (+0,5%, po -0,8%), przy silnych wydatkach zarówno na komponenty produkcyjne, jak i na usługi. Eksport radził sobie całkiem dobrze (+0,5%, zrewidowany w górę w IV kw. 23), przy zwiększonych wysyłkach produktów rolno-spożywczych i innych produktów produkcyjnych. Nie znalazło to jednak odzwierciedlenia we wzroście produkcji przemysłowej (-0,1%), ponieważ przedsiębiorstwa dalej pozbywały się zapasów. Słabym punktem były inwestycje mieszkaniowe (-1,5%). Niemniej jednak produkcja budowlana ustabilizowała się (+0%), co sugeruje, że wydatki niemieszkaniowe odnotowały silne wzrosty (infrastruktura, handel). Konsolidacja fiskalna nie była jeszcze widoczna, a konsumpcja publiczna nadal odnotowywała solidne wzrosty (+0,6%). Jednak przy 10 mld EUR oszczędności już uchwalonych na resztę roku, prawdopodobnych dodatkowych 10 mld EUR (tj. łącznie 0,7% PKB w 2024 r.) oraz, jak ujawniono w kwietniowym projekcie budżetu, 30 mld EUR planowanych na 2025 r. (1,1% PKB), zakres silnego odbicia wzrostu pozostanie ograniczony.

Włoska gospodarka ponownie okazała się odporna, ale czy czynniki leżące u jej podstaw nie kryją niespodzianek?

PKB Włoch został zrewidowany w dół do +0,1% kw/kw z solidnego wzrostu o +0,2% w IV kwartale 2023 r., kiedy to restrykcyjna polityka pieniężna i słaby popyt globalny najbardziej uderzyły w gospodarkę. Jednak aktywność we Włoszech wzrosła w I kwartale nieco powyżej naszych jak i konsensusu rynkowych oczekiwań na poziomie +0,3% kw / kw, potwierdzając, że Włochy prowadzą w wyścigu w erze po pandemii (wykres 4). We wstępnym komunikacie stwierdzono, że popyt krajowy – zapasy brutto – miał negatywny wpływ na wzrost PKB, podczas gdy eksport netto miał pozytywny wpływ. Po stronie podaży rolnictwo, przemysł i usługi odnotowały wzrost wartości dodanej. Jednak sektor produkcyjny wyszedł z recesji dopiero w marcu, kiedy wskaźnik PMI wzrósł do 50,4 po prawie roku poniżej progu recesji. W kwietniu wskaźnik ten spadł z powrotem do 47,3, przy spadku zarówno produkcji, jak i nowych zamówień, co wyraźnie oznacza, że sektor ten nie wyszedł jeszcze z recesji. Jest również prawdopodobne, że zachęty podatkowe Superbonus pozostawiły swój ostatni ślad. Patrząc w przyszłość, spowolnienie działalności budowlanej będzie miało negatywny wpływ na perspektywy inwestycyjne, tylko częściowo kompensowane przez wydatki RRF (Unijny Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności) i odbudowę zaufania. Co więcej, pomimo tego, że Włochy wykazują jedną z najniższych stóp inflacji w strefie euro, Allianz Trade spodziewa się, że konsumpcja wzrośnie dopiero od drugiego kwartału roku. Wreszcie, rosnąca presja fiskalna zaciemnia perspektywy włoskiej gospodarki.

Hiszpania: silny wzrost na dłużej?

Hiszpańska gospodarka wzrosła o +0,7% kw/kw w pierwszym kwartale 2024 r., znacznie powyżej konsensusu i naszych oczekiwań (odpowiednio +0,4% i +0,3%), utrzymując tempo obserwowane w ostatnim kwartale 2023 roku. Wzrost napędzany był zarówno przez popyt krajowy, jak i zewnętrzny. Konsumpcja gospodarstw domowych wzrosła o +0,3%, a inwestycje odbiły o +2,6% po spadku w drugiej połowie 2023 roku. Eksport i import wzrosły odpowiednio o +2,4% i +1,1%. To mechanicznie podniosłoby prognozę Allianz Trade na 2024 r. z +1,9% do +2,4%, ale pozostajemy ostrożni co do perspektyw, biorąc pod uwagę udowodnioną zmienność nakładów brutto na środki trwałe i niepewność co do faktycznego wydatkowania funduszy NGEU do 2024 r.

Wykres 4: Dywergencja PKB między gospodarkami strefy euro od czasu pandemii Covid-19 utrzymuje się, PKB znormalizowany (2019 = 100)Dywergencja PKB między gospodarkami strefy euro od czasu pandemii Covid-19 utrzymuje się, PKB znormalizowany

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Warszawski rynek biurowy w I kwartale 2024 roku: stabilny wzrost mimo wyzwań

Międzynarodowa agencja doradcza Cushman & Wakefield podsumowała sytuację na warszawskim rynku biurowym w I kwartale 2024 roku. Do końca marca deweloperzy oddali do użytku blisko 49 000 mkw., czyli połowę zaplanowanej na ten rok nowej podaży. Ponadto kolejny kwartał z rzędu popyt mierzony liczbą finalizowanych umów najmu pozostaje na wysokim poziomie, co świadczy o dużej płynności stołecznego sektora biur.

PODAŻ: DO MARCA ODDAŁO SIĘ 50% POWIERZCHNI BIUROWEJ PLANOWANEJ NA 2024 ROK

W pierwszym kwartale 2024 roku całkowite zasoby powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły 6,24 mln mkw.

Według naszych szacunków w 2024 roku stołeczny rynek biurowy powiększy się o ok. 98 000 mkw. w ramach siedmiu budynków biurowych. Warto przy tym podkreślić, że do końca I kwartału deweloperzy oddali do użytku już 50% zaplanowanej na ten rok podaży”, komentuje Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.

Łącznie w budowie znajduje się natomiast ponad 229 000 mkw. w dziewięciu inwestycjach. Jednym z projektów którego realizacja rozpoczęła się w ostatnich trzech miesiącach jest druga faza budynku Skyliner (Karimpol). Dodatkowo, pierwszy budynek z kompleksu Fort 7 (Atenor) zlokalizowany w warszawskiej dzielnicy Włochy otrzymał pozwolenie na budowę.
Wysoki koszt pozyskania finansowania oraz utrzymująca się relatywnie niska płynność na rynku inwestycyjnym nadal wpływają na utrzymanie stagnacji, jeśli chodzi o realizację nowych inwestycji na warszawskim rynku biurowym. Spodziewamy się, że sytuacja ta potrwa nawet do końca 2026 roku, a większość projektów, które mogą wystartować w najbliższych 12-24 miesiącach, będzie zlokalizowana w najbardziej atrakcyjnych miejscach umożliwiających deweloperom maksymalizację zwrotu z inwestycji”, dodaje Ewa Derlatka-Chilewicz.

POPYT: LICZBA UMÓW NAJMU POZOSTAJE NA WYSOKIM POZIOMIE

W I kwartale całkowita aktywność najemców wyniosła ponad 139 000 mkw. i była niższa względem analogicznego okresu w 2023 roku o 11%. Niższy popyt to efekt początku roku i finalizacji umów zawartych pod koniec 2023 roku. Warto też zaznaczyć, że na aktywność najemców w ostatnich 18 miesiącach w dużym stopniu wpłynął widoczny trend optymalizacji i redukcji zajmowanej powierzchni biurowej.

Jednocześnie, popyt mierzony liczbą zawartych transakcji wzrósł w pierwszych trzech miesiącach roku o 4% r/r. Świadczy to o wysokiej płynności rynku najmu w sektorze biurowym pomimo trwającego okresu dekoniunktury gospodarczej i ograniczania zajmowanej powierzchni jako szerszej strategii dostosowywania się najemców do wyzwań nowego modelu pracy. Jak wynika z naszego raportu „Biuro czy dom? Co przyciąga Polaków do pracy w biurze?”, 27% Polaków łączy pracę w biurze z home office, a odsetek ten w miastach pow. 500 tys. mieszkańców wynosi aż 36%”, dodaje Jan Szulborski, Business Development & Insight Manager, Cushman & Wakefield.

W I kwartale 2024 roku strukturę popytu zdominowały nowe umowy, które stanowiły ok. 47% wszystkich zawartych transakcji. Renegocjacje i ekspansje miały odpowiednio 41% i 7% udziału w popycie. Do największych umów zawartych w tym okresie możemy zaliczyć powierzchnię wybudowaną na własne potrzeby przez Makro (6900 mkw.), renegocjację umowy przez jednostkę administracji publicznej w budynku Vector+ (6 000 mkw.) oraz renegocjację umowy w budynku IBC przez firmę z sektora biotechnologicznego (4000 mkw.).

Spodziewamy się, że aktywność najemców na warszawskim rynku w kolejnych kwartałach będzie utrzymywać się na stabilnym poziomie. Niemniej jednak, na tempo rozwoju rynku może wpływać ogólny sentyment gospodarczy oraz polityka firm międzynarodowych w zakresie redukcji kosztów i planów ekspansji”, mówi Jan Szulborski.

WSKAŹNIK PUSTOSTANÓW: CORAZ MNIEJ DOSTĘPNYCH BIUR W CENTRUM

Wskaźnik powierzchni niewynajętej na warszawskim rynku biurowym po raz pierwszy od początku 2022 roku wyszedł z trendu spadkowego i wzrósł o 0,6 pp. kw./kw. plasując się na poziomie 11%”, komentuje Joanna Blumert, Head of Occupier Services, Cushman & Wakefield.

W ujęciu rocznym kontynuowany jest jednak proces ograniczenia dostępności powierzchni wyrażonej spadkiem wakatu o 0,6 pp. Tymczasowy przyrost dostępnej powierzchni jest w głównej mierze spowodowany kumulacją powierzchni oddanej do użytku w ostatnim kwartale i wydłużeniem procesu komercjalizacji biur.

Wraz ze spodziewanym ograniczeniem nowej podaży w latach 2024-2026 będziemy obserwować dalszą kompresję wskaźnika powierzchni niewynajętej, co pozwoli warszawskiemu rynkowi na wchłonięcie nadwyżki dostępnych zasobów biurowych. Dodatkowo, struktura pustostanów różni się w zależności od lokalizacji”, dodaje Joanna Blumert.

Obecnie najwyższy wakat utrzymuje się w strefach niecentralnych (12,3%) i pozostaje na zbliżonym poziomie do lat 2021-2023. Z kolei w strefie Centralnej, dostępność powierzchni w marcu 2024 roku wyniosła 9,6% i jest o 3,4 pp. niższa względem końca 2021 roku.

STAWKI CZYNSZÓW: LOKALIZACJA, JAKOŚĆ BUDYNKU I POZIOM OBŁOŻENIA POZOSTANĄ GŁÓWNYMI ELEMENTAMI WPŁYWAJĄCYMI NA WZROSTY STAWEK CZYNSZU

W I kwartale 2024 roku stawki za najlepsze powierzchnie biurowe w Warszawie wyniosły 22,00-26,00 EUR/ mkw./ miesiąc w strefie Centrum oraz 13,50-16,50 EUR/ mkw./ miesiąc w lokalizacjach poza centralnych i nie uległy zmianie względem końca 2023 roku.

Odczuwalna przez ostatnie 24 miesiące presja na wzrost stawek czynszu na szerokim rynku była napędzana przez rekordowo wysoką waloryzację umów najmu o wskaźnik cen towarów i usług. HICP w 2022 roku dla strefy euro wyniosło 8,4% r/r, a 6,2% r/r w 2023 roku”, podsumowuje Grzegorz Dyląg, Head of Asset Services Business Space, Asset Services EMEA, Cushman & Wakefield.

Mieszkanie na start – kto może skorzystać?

Kupujących nie brakuje – tak mówią dane agencji nieruchomości homfi za I kwartał 2024 roku. Pomimo wciąż niekorzystnej sytuacji ekonomiczno-gospodarczej, coraz więcej Polaków szuka własnego mieszkania.

Analizując pierwszy kwartał 2024 roku, widzimy że liczba zainteresowanych zakupem utrzymuje się na podobnym poziomie, co w pierwszym kwartale zeszłego roku, a także w ostatnich 3 miesiącach 2023. W tych okresach falami napędzającymi popyt były programy rządowe – w zeszłym roku Program Pierwsze Mieszkanie i Kredyt 2%, których rozpoczęcie zapowiadane w pierwszym kwartale 2023 roku oraz zakończenie w ostatnim, mocno wywindowały liczbę zainteresowanych zakupem własnego M, a wraz z nią także ceny mieszkań. W tym roku kupujący czekają w blokach startowych na rozpoczęcie programu Mieszkanie na start. O ogromnym zainteresowaniu świadczą dane podane przez money.pl (za Rzeczpospolitą) o średniej liczbie aż 140 lokali dziennie, rezerwowanych przez klientów w biurach sprzedaży, w pierwszej połowie kwietnia.

Z danych agencji nieruchomości homfi wynika, że najbardziej optymistycznie sytuacja wygląda w Gdańsku i Wrocławiu, gdzie liczba zainteresowanych zakupem wzrosła kolejno o 60% oraz 21% m/m. Tak duża liczba chętnych nie pozostaje bez wpływu na ceny nieruchomości. A te w analizowanych miastach, według danych Otodom, wyglądają następująco: średni koszt za metr kwadratowy w Gdańsku to 15 121 zł/mkw (rynek pierwotny) oraz 15 303 zł/mkw (rynek wtórny), natomiast we Wrocławiu – 13 488 zł/mkw (rynek pierwotny) oraz 13 254 zł/mkw (rynek wtórny). Drożej zapłacimy w Krakowie – średnio 15 143 zł za metr kwadratowy nowego mieszkania oraz 16 467 zł za mieszkanie z drugiej ręki – i oczywiście w Warszawie, gdzie ceny wynoszą 16 557 zł/mkw (rynek pierwotny) i 18 240 zł/mkw (rynek wtórny).

Po spokojnym rozpoczęciu tego roku, które wynikało z zakończenia programów wspierających kredytowanie nieruchomości, widać spore ożywienie, nie tylko w biurach sprzedaży mieszkań, ale i u nas, w agencji nieruchomości. Niebawem startuje program Mieszkanie na Start i zainteresowanie nim jest bardzo duże. Jednak, nauczeni doświadczeniem, obserwujemy zależność – więcej chętnych na zakup to wyższe ceny, dlatego nawet teraz, bez startu nowego programu, wielu klientów nie chce czekać z decyzjami. Tego jeszcze nie widać w liczbach, ale klienci mogą spodziewać się, że w kolejnych miesiącach znów będzie drożej – komentuje Maciej Zięba, Dyrektor Operacyjny homfi.

Mieszkanie na start – poznaj założenia programu

Mieszkanie na start ma wejść w życie już jesienią 2024 roku. Jego czas trwania przewidziany jest do końca 2027 roku, a kredyt z niższym oprocentowaniem musi zostać udzielony na co najmniej 15 lat. O czym jeszcze warto wiedzieć? Zebraliśmy najważniejsze informacje w pigułce.

Ogólne informacje:

  • Limit przyjmowanych wniosków ma wynosić 15 tys. na kwartał (po jego przekroczeniu nabór ma być tymczasowo wstrzymywany). W 2024 r. maksymalny limit może wynieść 35 tys. wniosków o “kredyt na start”,
  • dopłaty w ramach programu będą wypłacane przez okres do 10 lat (120 rat kredytu hipotecznego),
  • stałe oprocentowanie i raty malejące będą możliwe przez pierwsze 5 lat korzystania z programu,
  • kredyt będzie można nadpłacać bez ograniczeń,
  • osobom korzystającym z programu, którym nie udało się uzbierać wkładu własnego w wysokości 20% wartości nieruchomości, państwo sfinansuje dopłatę do tej kwoty w ramach tzw. Gwarancji wkładu własnego realizowanej przez Bank Gospodarstwa Krajowego (nie będzie ona mogła być jednak wyższa niż 100 000 zł).

Skorzystać mogą:

  • Małżeństwa i związki partnerskie nie posiadające nieruchomości,
  • rodziny z co najmniej trójką dzieci posiadające już nieruchomość,
  • single przed ukończeniem 35. roku życia,
  • osoby z co najmniej jednym dzieckiem bez limitu wieku.

Co obejmują dopłaty?

  • Zakup, budowę lub wykończenie domu, mieszkania lub lokalowej nieruchomości,
  • nabycie działki,
  • realizację inwestycji kooperatywy mieszkaniowej przez członka tej kooperatywy,
  • nabycie spółdzielczego prawa własnościowego do lokalu.

Oprocentowanie kredytu:

  • Singiel – 1,5%
  • Gospodarstwo 2-osobowe – 1,5%
  • Gospodarstwo 3-osobowe – 1%
  • Gospodarstwo 4-osobowe – 0,5%
  • Gospodarstwo 5-osobowe i większe – 0%

Limity dochodowe netto:

  • Singiel – 7 000 zł
  • Gospodarstwo 2-osobowe – 13 000 zł
  • Gospodarstwo 3-osobowe – 16 000 zł
  • Gospodarstwo 4-osobowe – 19 500 zł
  • Gospodarstwo 5-osobowe i większe – 23 000 zł

Jeśli limit zostanie przekroczony, to wnioskodawca wciąż będzie mógł skorzystać z programu. Jego dopłaty zostaną jednak odpowiednio pomniejszone – o 50% kwoty przekroczenia wskazanego limitu dochodowego w przypadku singla oraz o 25% kwoty przekroczenia w pozostałych przypadkach. Oznacza to, że singiel zarabiający 8000 zł netto miesięcznie, otrzyma dopłatę niższą o 500 zł. W skrajnych przypadkach, gdy limit dochodowy zostanie wyraźnie przekroczony, może spowodować to, że dopłaty wyniosą 0 zł, a więc kredyt będzie miał taką samą ratę jak zwykły kredyt hipoteczny z ratą malejącą.

Limity kwoty kredytu:

  • Singiel – 200 000 zł
  • Gospodarstwo 2-osobowe – 400 000 zł
  • Gospodarstwo 3-osobowe – 450 000 zł
  • Gospodarstwo 4-osobowe – 500 000 zł
  • Gospodarstwo 5-osobowe i większe – 600 000 zł

Można zaciągnąć kredyt hipoteczny na kwotę przewyższającą podane limity, ale wówczas dopłaty będą naliczane tylko do ustalonych maksymalnych kwot. Przykładowo, 5-osobowa rodzina, która złoży wniosek o kredyt hipoteczny 0% na nieruchomość o wartości 800 000 zł, może liczyć na preferencyjny kredyt o wartości 600 000 zł. Od różnicy, czyli pozostałych 200 000 zł, bank naliczy już standardowe koszty.

Limit powierzchni nieruchomości:

  • Singiel – 50 m2
  • Gospodarstwo 2-osobowe – 75 m2
  • Gospodarstwo 3-osobowe – 100 m2
  • Gospodarstwo 4-osobowe – 125 m2
  • Gospodarstwo 5-osobowe i większe – 150 m2

Przekroczenie limitu powierzchni mieszkania również nie dyskwalifikuje z ubiegania się o kredyt na start. Tak samo jak w przypadku wyższych zarobków, dopłaty zostaną jednak odpowiednio zmniejszone – miesięczne dopłaty skurczą się o 50 zł za każdy mkw. powyżej limitu.

To najważniejsze założenia nowego programu. Następca „Bezpiecznego kredytu 2 procent” jest w praktyce bardziej skomplikowany od poprzednika – głównie za sprawą dużej liczby zmiennych wpływających na ostateczną wysokość dopłat.

Kredytobiorcy, którzy skorzystają z “Kredytu na start”, powinni mieć też na uwadze, że przez okres 10 lat będą mieli ograniczone możliwości do dysponowania swoją własnością. Prawo do dopłat wygasa w chwili, gdy nieruchomość przestaje zaspokajać własne potrzeby mieszkaniowe kredytobiorcy, zostanie wynajęta lub osoba objęta programem nabędzie prawa do innej własności (z wyłączeniem dziedziczenia).

Ferrari: mocne wyniki finansowe, ale czy to wystarczy?

Ferrari dostarczy zawsze o jeden samochód mniej, niż wymaga tego rynek. To słowa Enzo Ferrari, założyciela włoskiej firmy sportowych samochodów, która właśnie opublikowała wyniki finansowe za I kwartał 2024 roku. Te zostały przyjęte raczej chłodno, co spotkało się z wyprzedażą akcji po publikacji. Z drugiej strony spadki Ferrari na giełdzie mają miejsca z okolic historycznych szczytów cenowych. Czy spółka będzie w stanie generować mocne liczby w przyszłości, przy dalszym ograniczeniu sprzedaży? Czy pomoże w tym Lewis Hamilton, który dołączy do zespołu Ferrari w Formule 1 od sezonu 2025? Czy spółka potrzebuje w ogóle tak znaczącego ambasadora, biorąc pod uwagę popyt znacznie przewyższający sprzedaż?

Mocne wyniki finansowe, ale czy na pewno?

Spółka zaprezentowała całkiem niezłe wyniki finansowe za pierwszy kwartał 2024 roku, ale jednocześnie mieszane oczekiwania. Ferrari wygenerowało przychód na poziomie 1,58 mld euro, co stanowi wzrost na poziomie 10,5% r/r, przy oczekiwaniu na poziomie 1,55 mld euro. Jednocześnie zysk na akcję wyniósł 1,95 euro, przy oczekiwaniu na poziomie 1,85 euro oraz przy 1,62 euro w zeszłym roku. Spółka pokazała jednak lekko rozczarowujące prognozy na cały bieżący rok, wskazując na zysk na akcje na poziomie 7,5 euro przy oczekiwaniu na poziomie 7,77 euro. Przychody mają z kolei sięgnąć w sumie 6,4 mld euro przy oczekiwaniu na poziomie 6,5 mld eur. Nieco niższe oczekiwania ze strony firmy niż prognozy rynku mogą teoretycznie sugerować przewartościowanie w cenie akcji na giełdzie.

Co ciekawe, wyższa sprzedaż została wygenerowana przy niewielkiej zmianie w dostawach, względem zeszłego roku na poziomie 3560 samochodów. Wzrost dostaw zaliczył rynek europejski i amerykański, natomiast spadki dotyczyły głównie Chin oraz reszty rynku azjatyckiego, który stanowi jedynie 10% całego rynku Ferrari. Jednak wzrost wyników finansowych przy spadku dostaw to efekt siły marki i rosnących cen, które nie mają dużego znaczenia dla odbiorców, którzy czekają już latami na dostawy swoich wymarzonych samochodów.

Ferrari – lider światowego luksusu

Unikalny model biznesowy marki zapewnia jej ogromną siłę cenową i plasuje spółkę w ścisłej czołówce europejskiego rynku dóbr luksusowych. Dzieje się tak z kilku powodów. Po pierwsze “przeciętne” Ferrari kosztuje blisko cztery razy więcej niż standardowe Porsche, co powoduje, że na samochody tej marki mogą sobie pozwolić tylko najbogatsi. W ten sposób sprzedaż samochodów tej marki odporna jest na zawirowania gospodarcze występujące na świecie. Co więcej, wśród najbardziej rozpoznawalnych marek samochodowych takich jak Lamborghini, McLaren czy wcześniej wspomniane Porsche, to właśnie firma Enzo Ferrari utrzymuje największe marże operacyjne na rynku. Poprzez ograniczenie podaży, wyceny pojazdów Ferrari pozostają na wysokim poziomie, co wraz z bogaceniem się społeczeństwa powoduje, że popyt na dotychczasowe modele jest na tyle duży, że samochody te mogą nawet nabierać wartości na rynku wtórnym.

Czy Hamilton wygeneruje dodatkowy popyt?

Ferrari to nie tylko sportowe i luksusowe samochody. To zespół sportowy startujący w wielu kategoriach, w tym najważniejszej – Formule 1. O wyścigowym duchu marki świadczy również sam giełdowy ticker “RACE”, a sama spółka notowana jest na giełdzie w Mediolanie oraz Nowym Jorku. Ferrari swój ostatni tytuł w kategorii kierowców wywalczył w 2007 roku, natomiast konstruktorów w 2008 roku. To może się jednak zmienić wraz z dołączeniem do zespołu jednego z najbardziej utytułowanych kierowców na świecie – Lewisa Hamiltona. Jeśli ten zdołałby podnieść Ferrari z pozycji goniącego do pozycji wygranego, popyt na samochody Ferrari prawdopodobnie zwiększyłby się jeszcze mocniej. To pokazuje m.in. historia Astona Martina, który znacznie poprawił swoją kondycję finansową wraz ze zwiększeniem sprzedaży po dołączeniu do Formuły 1 jako zespół. Nawet jeśli firma nie miałaby zamiaru sprzedawać więcej, to dzięki swojej pozycji mogłaby zdecydować się na podniesienie cen, co w jeszcze większym stopniu poprawiłoby marże. W ostatnim czasie spekuluje się również o możliwości dołączenia do zespołu, najbardziej znanego projektanta samochodów F1, Adriana Neweya, który tuż przed kolejnym sezonem odchodzi z obecnie dominującego Red Bulla. Czy Hamilton i Newey poprowadzą Ferrari do zwycięstwa, nie tylko na torze, ale również na giełdzie?

Samochody Ferrari są drogie, ale co z akcjami spółki?

Akcje Ferrari zdrożały w tym roku o ok. 30%. Jednak po publikacji wyników obserwujemy nawet 6% spadki i notowania na poziomie 373 euro za akcję – najniżej od 22 lutego. Warto zauważyć, że marazm w notowaniach spółki był widoczny już wcześniej, ale po pojawieniu się informacji o Hamiltonie w Ferrari od 2025 roku, akcje spółki zyskały 1 lutego niemal 10%. Od debiutu w 2016 roku akcje spółki zyskały niemal 900%. Czy to oznacza, że akcje są teraz drogie?

Spółka chwali się zwiększaniem przychodów z roku na rok, ale względem zysków spółka może wydawać się relatywnie droga. Wskaźnik ceny do zysku to 52,9, natomiast ceny do prognozowanych zysków to 47,7. Jak to wygląda na tle historycznych notowań wskaźnika? Okazuje się, że akcje spółki mogą wydawać się teraz drogie względem prognozowanych zysków, co może sugerować wykupienie walorów Ferrari w średnim terminie. Jeśli spółka będzie chciała utrzymać swoją pozycję na giełdzie będzie musiała zwiększyć marżowość, choć tak jak wskazano i tak jest rekordowa wśród spółek samochodowych. Czy w tym pomoże Lewis Hamilton? To pokaże nam przyszły sezon 2025.Hamilton uratuje Ferrari

Autor: Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB

Inflacja w Polsce w trendzie wzrostowym – co na to RPP?

Kwietniowy odczyt inflacji w Polsce wykazał pierwszy od lutego 2023 r. wzrost głównej miary, za co odpowiadał w dużej mierze powrót 5-procentowego VAT-u na żywność. Panuje znaczna niepewność związana z dalszą ścieżką dynamiki cen – taka sytuacja utrzyma się co najmniej do czerwca. Sprawia to, że ciężko oczekiwać po czwartkowym posiedzeniu RPP oraz piątkowej konferencji prezesa Glapińskiego konkretnych komunikatów dotyczących przyszłych posunięć banku centralnego.

Globalnie uwaga skupiła się na Stanach Zjednoczonych, Rezerwa Federalna jasno dała bowiem rynkom do zrozumienia, że w kwestii rozważań nad ponownym podnoszeniem stóp procentowych w USA poprzeczka zawieszona jest bardzo wysoko, a obecnym odczytom makroekonomicznym do niej daleko.

Po konferencji prasowej prezesa Fedu Jerome’a Powella dolar doświadczył deprecjacji, a po słabszym od oczekiwań raporcie NFP (non-farm payrolls) z amerykańskiego rynku pracy w kwietniu wyprzedaż waluty jeszcze przyspieszyła. Ostatecznie dolar doświadczył umiarkowanego spadku względem większości głównych walut. Wyraźnym wyjątkiem był jen japoński, który – w wyniku interwencji władz spowodowanej spadkiem do najniższych od dekad poziomów – umocnił się o ponad 2% względem dolara.

Ten tydzień nie obfituje w dane i jest skrócony przez dzisiejsze święto bankowe obchodzone w Wielkiej Brytanii, która jest głównym ośrodkiem handlu walutami na świecie. Uwaga skupi się jednak właśnie na Wyspach, gdzie po posiedzeniu Banku Anglii (czwartek 09.05) opublikowane zostaną dane o dynamice PKB w I kwartale (piątek 10.05). Poza tym istotne będą przemówienia oficjeli Rezerwy Federalnej i Europejskiego Banku Centralnego na przestrzeni całego tygodnia. Sytuacja na rynku prawdopodobnie nie ulegnie większej zmianie, póki nie zostaną opublikowane kolejne dane inflacyjne z różnych obszarów gospodarczych. Obecnie wydaje się, że dolarowi coraz trudniej będzie o dalszą aprecjację z już bardzo wysokich poziomów, chyba że odczyty dynamiki cen będą bardzo zaskakujące.

PLN

Tydzień zwieńczony majówkowym weekendem był dla złotego dość spokojny. Polska waluta radziła sobie co prawda najgorzej w regionie CEE, różnice były jednak marginalne, a samo osłabienie względem euro – niewielkie (ruch o niespełna 0,2%).

Nagłówki prasy ekonomicznej skradła wtorkowa publikacja danych inflacyjnych. Kwietniowy odczyt, zgodnie z oczekiwaniami, przyniósł pierwszy od lutego 2023 r. wzrost głównej miary (do 2,4%), co było przez ekonomistów szeroko oczekiwane. Warto odnotować pokaźny wzrost w skali miesiąca (o 1,0%), który wiążemy z powrotem 5-procentowej stawki VAT na żywność oraz wyższymi cenami paliw. To jednak dość pozytywny rozwój wydarzeń – potwierdzają się nasze przypuszczenia, że wyższa stawka podatku VAT nie tylko nie przełoży się 1:1 na ceny konsumenckie, ale i sam ich wzrost będzie raczej stopniowy i rozłożony w czasie. W dół pokierowała się najpewniej bazowa miara inflacji – na potwierdzenie tej tezy poczekać będziemy musieli jednak do 16 maja.

W czwartek (09.05) czeka nas decyzja Rady Polityki Pieniężnej w sprawie polityki monetarnej i to na niej – poza czynnikami zewnętrznymi – skupi się w tym tygodniu uwaga. Notowane w ostatnich miesiącach spadki inflacji najpewniej nie okażą się trwałe, zmiana poziomu stóp procentowych nie będzie więc na najbliższych posiedzeniach tematem rozmów. Nie spodziewamy się także, by podczas piątkowej konferencji prasowej prezes Adam Glapiński podzielił się bardziej klarownym forward guidance. Na konkretniejsze wskazówki przyjdzie nam poczekać zapewne co najmniej do lipca. Wraz z końcem czerwca kończą obowiązywać aktualne regulacje dotyczące cen energii, co – zgodnie z wypowiedziami prezesa NBP z minionych konferencji – jest dla RPP jednym z kluczowych czynników ryzyka inflacyjnego obok dynamicznego wzrostu płac.

EUR

Zarówno odczyt inflacji w kwietniu, jak i PKB w I kwartale sugerują, że przepaść między gospodarkami strefy euro i USA może się zmniejszać. Dynamika cen po raz pierwszy od stycznia zaskoczyła w górę – jej miara bazowa (2,7%) była nieco wyższa od oczekiwań (2,6%). Bardziej pozytywny był odczyt PKB – w ujęciu zanualizowanym wzrósł o niemal 1% k/k, trzykrotnie ponad oczekiwania, co potwierdza, że gospodarka strefy euro wyszła z ubiegłorocznej technicznej recesji.

W tym tygodniu nie poznamy szczególnie istotnych odczytów ze wspólnego bloku. Spodziewamy się dalszej niewielkiej aprecjacji euro na fali nieco lepszych danych.

USD

Posiedzenie FOMC i kwietniowy raport NFP z amerykańskiego rynku pracy potwierdziły w ubiegłym tygodniu, że spekulacje części inwestorów dotyczące kolejnych podwyżek stóp procentowych należy uznać za mocno przesadzone. Podczas konferencji prasowej po posiedzeniu prezes Powell przyjął nieco gołębi ton, sugerując, że Fed jak na razie nie jest szczególnie zaniepokojony odbiciem inflacji – poprzeczka dla dalszych ruchów stóp procentowych w górę jest zawieszona wysoko, a dane zdecydowanie do niej nie sięgają. Raport NFP był słabszy, niż oczekiwano, zawierał też kilka wskazówek, że presja płacowa maleje, mimo wciąż ciasnego rynku pracy.

W tym tygodniu nie poznamy wielu nowych odczytów, uwaga skupi się więc na szeregu wystąpień oficjeli Fedu.

GBP

Funt brytyjski radzi sobie w 2024 r. lepiej niż niemal wszystkie pozostałe waluty G10 z wyjątkiem dolara amerykańskiego. Wspierają go wysokie stopy procentowe, oczekiwania, że zostaną one utrzymane na wysokim poziomie przez dłuższy czas, a obecnie również szereg pozytywnych odczytów dotyczących wzrostu gospodarczego (zarówno wyprzedzające wskaźniki PMI, jak i bieżące twarde dane makroekonomiczne).

Posiedzenie Banku Anglii w ten czwartek (09.05) pozwoli stwierdzić, czy pierwsze dwa czynniki pozostaną dla brytyjskiej waluty wsparciem – spodziewamy się bowiem, że Komitet Polityki Monetarnej wyklaruje nieco swoje plany dotyczące terminu pierwszej obniżki stóp procentowych. Obecnie rynki oczekują, że stanie się to nie wcześniej niż pod koniec lata. Jakiekolwiek potwierdzenie tych perspektyw przez Bank Anglii może wzmocnić aprecjację funta.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Eduardo Moutinho, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Polska szykuje się do regulacji rynku kryptowalut

W ostatnich latach, rynek kryptowalut zanotował ogromny rozwój, o czym świadczyć może choćby legendarny już wzrost wartości Bitcoina. Niestety, rosnąca popularność tego rodzaju środków płatniczych spowodowała, że wzrosła również liczba oszustw na szkodę inwestorów czyli najczęściej osób prywatnych.

Naturalną konsekwencją tych wydarzeń stała się potrzeba wprowadzenia regulacji zapewniających pełny nadzór nad rynkiem kryptoaktywów oraz ochronę uczestników obrotu.

Na poziomie unijnym, kwestię tę kompleksowo reguluje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2023/1114 z dnia 31 maja 2023 r. w sprawie rynków kryptoaktywów oraz zmiany rozporządzeń (UE) nr 1093/2010 i (UE) nr 1095/2010 oraz dyrektyw 2013/36/UE i (UE) 2019/1937.

Aktualnie trwają prace nad projektem polskiej ustawy o kryptoaktywach, która ma na celu dostosowanie regulacji krajowych do Rozporządzenia 2023/1114. Jak wynika z projektu ustawy, głównym jego założeniem jest organizacja oraz wykonywanie nadzoru nad rynkiem. Regulacje mają odnosić się w szczególności do oferujących czyli podmiotów dokonujących oferty publicznej kryptoaktywów, osób ubiegających się o dopuszczenie kryptoaktywów do obrotu, emitentów tokenów powiązanych z aktywami, jak i będących e-pieniądzem oraz dostawców usług w zakresie kryptoaktywów.

Najistotniejszą rolę w nadzorze nad rynkiem spełniać będzie Komisja Nadzoru Finansowego (dalej jako: KNF), która wskazana została jako instytucja odpowiedzialna w naszym kraju za wykonywanie funkcji i obowiązków przewidzianych w Rozporządzeniu 2023/1114.

KNF będzie uprawniona do podejmowania czynności kontrolnych względem podmiotów nadzorowanych w celu ustalenia, czy ich działalność prowadzona jest zgodnie z przepisami Rozporządzenia 2023/1114 oraz innymi aktami prawnymi.

W ramach środków nadzorczych, istotnym uprawnieniem KNF będzie m. in. możliwość wydawania zaleceń kierowanych do emitentów tokenów w celu zaprzestania naruszania przez te podmioty obowiązków wynikających z przepisów Rozporządzenia 2023/1114 lub przepisów prawa krajowego. Ponadto, KNF będzie również uprawniona do nałożenia na oferującego, emitenta tokenów powiązanych z aktywami lub tokenów będących e-pieniądzem, osobę ubiegającą się o dopuszczenie do obrotu kryptoaktywów lub dostawcę usług w zakresie kryptoaktywów prowadzącego platformę obrotu obowiązku zmiany treści lub formy dokumentu informacyjnego, jego uzupełnienia, jak również zmiany treści materiałów marketingowych.

Z kolei emitenci tokenów powiązanych z aktywami, emitenci tokenów będących e- pieniądzem oraz dostawcy usług w zakresie kryptoaktywów przekazywać będą KNF informacje dotyczące ich sytuacji finansowej oraz zdarzeń, które mogą mieć wpływ na ich działalność, a także o zmianach danych zawartych we wniosku o udzielenie zezwolenia na prowadzenie działalności.

W przypadku naruszenia lub uzasadnionego podejrzenia naruszenia przepisów Rozporządzenia 2023/1114, KNF będzie uprawniona do stosowania sankcji administracyjnych, do których należeć mają m. in. zakaz rozpowszechniania materiałów marketingowych, zakaz świadczenia określonych usług w zakresie kryptoaktywów na okres do 12 miesięcy, nałożenie obowiązku zapłaty kary pieniężnej. Najdalej idącą sankcję wobec podmiotu nadzorowanego stanowić ma cofnięcie zezwolenia na prowadzenie działalności na rynku kryptoaktywów.

Naruszenie przepisów skutkować może odpowiedzialnością karną, albowiem stosowne przepisy o charakterze karnym także zostały uwzględnione w nowych regulacjach.

W ramach projektowanych rozwiązań, wiele uwagi poświęcono także kwestiom związanym z tajemnicą zawodową. Obowiązek zachowania tajemnicy odnosić się będzie do informacji dotyczących chronionych prawem interesów podmiotów, na rzecz których są świadczone usługi w zakresie kryptoaktywów. Projektowane rozwiązania wskazują na katalog podmiotów zobowiązanych do zachowania tajemnicy oraz podmiotów, na rzecz których dopuszczalne jest ujawnienie informacji stanowiących tajemnicę zawodową i sytuacji, w których może ono nastąpić. Złamanie obowiązku dochowania tajemnicy skutkować ma z kolei odpowiedzialnością odszkodowawczą.

Jak można zauważyć, projektowane regulacje są niezwykle restrykcyjne, jednak zapewne pomoże to w wyeliminowaniu nieuczciwych czy nierzetelnych podmiotów z rynku. Komisja Nadzoru Finansowego, która dotąd sprawowała nadzór m. in. nad sektorem bankowym, ubezpieczeniowym czy rynkami kapitałowymi, może mieć realny wpływ na stabilność i bezpieczeństwo rynku kryptoaktywów, w tym na ochronę interesów uczestników obrotu, zwłaszcza indywidualnych inwestorów.

Autor: Adriana Kidawa, Radca Prawny, Partner, Kancelaria AKKG Gruszka Kidawa

Amerykański rynek pracy łapie zadyszkę

Zgodnie z oczekiwaniami wyższe koszty kapitału prędzej czy później musiały zacząć przekładać się na amerykański rynek pracy. Baryłka ropy najtańsza od połowy marca. Czesi kontynuują obniżki stóp procentowych.

Dane z USA

Piątek był dniem wolnym w Polsce. Rynki jednak działały, a Amerykanie zaprezentowali dane z tamtejszego rynku pracy. Stopa bezrobocia wyniosła 3,9% wobec oczekiwanych 3,8%. Ostatni raz wyższy poziom stopy bezrobocia w USA był ponad dwa lata temu w styczniu 2022 roku, kiedy USA walczyło z pandemicznym wzrostem tego wskaźnika. Wraz ze wzrostem stopy bezrobocia gorzej wypadły też zmiany zatrudnienia oraz wolniej od oczekiwań rosną płace. Z drugiej strony należy pamiętać, że analitycy panicznie reagujący na wolniejszą dynamikę płac, powinni wziąć pod uwagę kontekst. Obecny wskaźnik jest bowiem wyższy od inflacji. Oznacza to, że pensje realnie rosną. Oczywiście kilka miesięcy temu ta przewaga była wyższa, ale pamiętamy też czasy sprzed kilku kwartałów, gdzie wzrost był niższy od inflacji. Wówczas społeczeństwo realnie biedniało. W rezultacie tych danych inwestorzy postanowili wyprzedawać dolara.

Korekta cen ropy

W długi weekend majowy byliśmy świadkami kolejnego spadku cen baryłki ropy naftowej. Pierwszy raz od marca ropa brent notowana na giełdzie w Londynie dotarła poniżej 85 dolarów za baryłkę. Dzisiaj nad ranem były to nawet okolice 83 dolarów. Ropa notowana w USA spadła nawet niżej, o około 5 dolarów, gdyż amerykańska ropa crude jest obecnie przeciętnie mniej więcej tyle tańsza. Powodów jest kilka. Z jednej strony oddalające się obniżki stóp procentowych w głównych gospodarkach stawiają pod znakiem zapytania zapotrzebowanie na surowiec. Z drugiej strony pomimo ostatnich incydentów, jak chociażby nakaz ewakuacji wschodniego Rafah, nie brakuje optymistów zapowiadających uspokojenie nastrojów. Gdyby doszło do wyciszenia walk na Bliskim Wschodzie, byłby potencjał na dalsze obniżki cen ropy, a tym samym zmniejszenie presji na wzrost inflacji.

Czesi obniżają stopy procentowe

Za naszą południową granicą trwa cykl obniżek stóp procentowych. W czwartek miała miejsce czwarta obniżka stóp procentowych i podobnie jak dwie poprzednie, miała ona miejsce o 0,5%. Przed decyzją o obniżce Czesi byli w tej samej sytuacji co Polacy z główną stopą procentową na poziomie 5,75%. Podobni również jak Polacy w marcu pokazali 2% inflacji. Nie znamy danych za kwiecień jeszcze, ale najwyraźniej w Pradze doszli do wniosku, że nawet przy odbiciu w wielu krajach poziomu wzrostu cen jest miejsce na luzowanie polityki monetarnej. Co ciekawe, po decyzji doszło do umocnienia korony czeskiej. Pokazuje to, że inwestorzy oczekiwali dalej idących cięć.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Inflacja nie ma znaczącego wpływu na wyniki wyborów, ale może sprzyjać populizmowi

  • Analizując przypadki 107 wyborów na 63 głównych rynkach rozwiniętych i wschodzących od 2021 r., Allianz Trade nie stwierdza, aby inflacja miała wpływ na wyniki wyborów.
  • W najlepszym przypadku kandydaci lub partie opozycyjne mają umiarkowaną przewagę, jeśli inflacja była znacznie wyższa na krótko przed wyborami.
  • Co więcej, w 53 wyborach, w których miało to miejsce, tylko w sześciu przypadkach wybrano znacznie bardziej populistycznego prezydenta lub rząd.
  • Grupa ta obejmuje jednak duże gospodarki, takie jak Argentyna, Włochy i USA.

 

 

Czy powrót inflacji w latach 2021-2023 wpłynął na wyniki wyborów? Ostatnie badania postawiły pytanie, czy negatywny wpływ inflacji na siłę nabywczą konsumentów odegrał rolę w ostatnich wynikach wyborów[1] . Aby się tego dowiedzieć, przyjrzeliśmy się wynikom 107 wyborów od 2021 roku, prezydenckim i parlamentarnym na 63 głównych rynkach rozwiniętych i wschodzących. Allianz Trade obliczył różnicę między średnią roczną stopą inflacji w ciągu ostatnich sześciu miesięcy przed wyborami a średnią roczną stopą inflacji w ciągu pięciu pełnych lat przed rokiem wyborczym. Zakładając, że taka różnica jest znacząco odczuwalna przez wyborców, jeśli jest większa niż +2 punkty procentowe, porównaliśmy ją z wynikami wyborów. Jak pokazano na wykresie 1, większość urzędujących prezydentów lub rządów została ponownie wybrana, niezależnie od tego, czy trend inflacji przed wyborami był znacząco dodatni, czy nie. W najlepszym przypadku kandydaci lub partie opozycyjne miały umiarkowaną przewagę, jeśli inflacja była znacznie wyższa na krótko przed wyborami. Co więcej, w 53 wyborach, w których miało to miejsce, w sześciu przypadkach wybrano znacznie bardziej populistycznego prezydenta lub rząd niż przed .[2] Dla porównania, w 54 wyborach, które nie wiązały się ze wzrostem inflacji, nastąpiły dwie zmiany w kierunku bardziej populistycznym.

Wykres 1: Wpływ inflacji na wybory (od stycznia 2021 r. do kwietnia 2024 r.)

Wpływ inflacji na wybory

Źródła: Różne, Allianz Research

Jednak Argentyna, Włochy i Stany Zjednoczone są znaczącymi wyjątkami, które, podobnie jak Słowacja, Finlandia i Bułgaria, przeszły na rządy postrzegane jako bardziej populistyczne w kontekście rosnącej inflacji. Prezydent Argentyny Milei został wybrany w listopadzie 2023 r. z populistycznym programem, podczas gdy we Włoszech prawicowa koalicja kierowana przez skrajnie prawicowe Fratelli d’Italia zdobyła wygodną większość parlamentarną we wrześniu 2022 r., chociaż niektórzy analitycy twierdzą, że poprzedni „rząd jedności narodowej” pod rządami byłego premiera Draghiego również obejmował kilka partii populistycznych. W Stanach Zjednoczonych Republikanie przejęli od Demokratów większość w Izbie Reprezentantów w wyborach śródokresowych w listopadzie 2022 r., co można uznać za zwrot w kierunku większego populizmu (szczególnie w odniesieniu do ograniczeń w handlu zagranicznym i migracji), który Republikanie coraz częściej realizowali od czasu prezydentury Donalda Trumpa (2017-2020). Na Słowacji populistyczna lewicowo-nacjonalistyczna partia Smer-SD kierowana przez czterokrotnego premiera Fico, który często używa prorosyjskiej retoryki, przewodzi rządowi koalicyjnemu po wyborach parlamentarnych we wrześniu 2023 roku. W Finlandii i Bułgarii partie określane jako populistyczne (odpowiednio Partia Finów i GERB) również weszły w skład rządów koalicyjnych w ostatnich wyborach.

Należy również wspomnieć, że w wielu krajach urzędujące rządy zostały ponownie wybrane pomimo dwucyfrowej inflacji w czasie ostatnich wyborów. Obejmują one populistycznych lub twardogłowych prezydentów w Turcji (2023 r.), Egipcie (2023 r.) i Serbii (2022 r.), a także partie lub koalicje z większością parlamentarną w Argentynie (2023 r.), Turcji (2023 r.), na Łotwie (2022 r.), w Estonii (2023 r.), Serbii (2022 r.) i Brazylii (2022 r.). Ponadto w Polsce centrowa Koalicja Obywatelska pod rządami premiera Donalda Tuska wyprzedziła uznawaną za bardziej populistyczną partię PiS w wyborach parlamentarnych w 2023 roku.

Nie ma również długoterminowej pozytywnej korelacji między inflacją a odsetkiem głosów na populistów w UE. Udział głosów populistycznych w ogólnej liczbie głosów w UE stale wzrastał w ciągu ostatnich 30 lat, od 12% w 1993 r. do 30% w 2022 r. W tym samym czasie średnia roczna inflacja w UE spadła z wysokiego poziomu na początku lat 90. do umiarkowanego poziomu poniżej 4% w latach 1998-2021, po czym tymczasowo wzrosła w latach 2022-2023 w wyniku nagłego gwałtownego wzrostu cen energii po wybuchu wojny na Ukrainie (wykres 2). Długoterminowa korelacja między tymi dwoma wskaźnikami jest wyraźnie ujemna (-44%).

Wykres 2: Średnia roczna inflacja i udział populistów w głosach w UE

Średnia roczna inflacja i udział populistów w głosach w UE

Źródła: MFW, The PopuList, Allianz Research

[1] Zob. na przykład www.brookings: inflation-politics-is-clear-than-inflation-economics, www.abcnews: inflation-helped-decide-elections-worldwide, www.ceyda oner (imf): Inflation-prices-on-the-rise, www.reuters: fed-report-cites-inflation-us-election-key-financial-stability-risks-2024-04-19, www.thefulcrum: Wybory mogą zależeć od inflacji, ale czy w ogóle ją rozumiemy?, www.businessinsider: 2024-wybory-inflacja.

[2] Terminy „populistyczny” i „bardziej populistyczny” podlegają oczywiście subiektywnemu postrzeganiu. W przypadku krajów europejskich skupiliśmy się na kategoryzacji partii według The PopuList: A Database of Populist, Far-Left, and Far-Right Parties Using Expert-Informed Qualitative Comparative Classification (EiQCC) | British Journal of Political Science | Cambridge Core), wrzesień 2023. W przypadku krajów pozaeuropejskich zastosowaliśmy kategoryzację przedstawioną w większości artykułów prasowych.

Rozwijanie lojalności klientów poprzez doskonały Customer Experience

Dane pokazują, że możliwość przekształcenia pierwszego spotkania z klientem w transakcję jest stosunkowo niska i wynosi tylko kilka procent. Jednak przy klientach, którzy wracają, prawdopodobieństwo to znacząco rośnie, osiągając kilkadziesiąt procent. Czy istnieją lepsze argumenty, aby dążyć do zwiększenia lojalności klienta? Jak to osiągnąć? Przez rozwijanie doskonałego customer experience!

Dlaczego rozwijanie CX jest korzystne dla Twojej firmy?

Inwestycje w doskonały CX pomagają zwiększać zaangażowanie i lojalność klientów, co finalnie przekłada się na wzrost zysków przedsiębiorstwa. Klient, który regularnie doświadcza pozytywnych kontaktów z firmą, jest bardziej skłonny do kolejnych zakupów i promowania marki wśród znajomych. Wysoka jakość CX wzmacnia relacje klientów z marką. W obecnych czasach, kiedy wybór jest tak szeroki, klienci są bardziej wymagający wobec CX, często nie zdając sobie z tego sprawy, po prostu preferują Twoją markę lub produkt konkurencji na podstawie swojego zadowolenia.

Jak rozwijać lojalność klienta przez CX?

Zapewnienie wyjątkowego doświadczenia klienta na każdym etapie interakcji z firmą jest kluczowe dla budowania jego lojalności. Nie chodzi tylko o zadowolenie z produktów czy usług, ale również o emocjonalne zaangażowanie oraz pozytywne doświadczenia, które kształtują długotrwałą relację między klientem a marką. W praktyce to koncentracja na dostarczaniu usług dostosowanych do indywidualnych potrzeb klienta, aktywne słuchanie jego opinii oraz szybka reakcja na zgłaszane potrzeby. To także zapewnienie łatwości dostępu do wsparcia i błyskawiczne rozwiązywanie problemów. Budowanie lojalności klienta w ramach CX wymaga stałego ulepszania procesów, monitorowania efektów i adaptacji do ewoluujących oczekiwań klientów. Dzięki temu przedsiębiorstwo może nie tylko wyprzedzić konkurencję, ale także zdobyć zaufanie i lojalność klientów, co jest fundamentem sukcesu biznesowego.

Usługi CX – kiedy warto zwrócić się do ekspertów?

Podejmowanie działań na własną rękę w celu ulepszenia doświadczeń klienta bywa trudne i często nieosiągalne bez odpowiednich zasobów, doświadczenia czy technologii. W takich okolicznościach warto rozważyć współpracę ze specjalistami, którzy posiadają nie tylko odpowiednią wiedzę, ale również dostęp do zaawansowanych narzędzi i technologii wspomagających doskonalenie obsługi klienta. Korzystając z usług CX, firma może efektywnie wyznaczać kierunki zmian, wprowadzać nowoczesne strategie oraz monitorować i mierzyć efektywność podejmowanych działań, co skutkuje budowaniem solidnych relacji z klientami. Jeśli chcesz, by Twoja firma uzyskała znaczącą przewagę rynkową i świadomie budowała lojalność swoich klientów, inwestuj w doskonały customer experience i wykorzystaj potencjał, który się z tym wiąże, już dzisiaj!

Prezes UODO cofa skargę kasacyjną ws. ujawnienia danych aktywistki przez TVP Info

Sprawa dotyczy ujawnienia danych osobowych aktywistki przez TVP Info w 2020 r. Wówczas poprzedni Prezes UODO z przyczyn proceduralnych odmówił zajęcia się tą sprawą. Kiedy po wniosku RPO sąd go do tego zobowiązał, złożył skargę kasacyjną. Tę skargę Mirosław Wróblewski, obecny prezes UODO, cofnął 23 kwietnia 2024 r.

W czasie protestów obywatelskich po wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 22 października 2020 r. zaostrzającym prawo aborcyjne, TVP Info ujawniła dane znanej działaczki społecznej. W materiale z 16 grudnia stacja upubliczniła jej dodatni wynik testu na covid. W tym czasie sama zainteresowana nie znała wyniku testu – dane pochodzić musiały z sanepidu. Do tego TVP Info zacytowała w materiale dziennikarskim wypowiedź lekarki: „siewcy śmierci chodzą w tłumie”.

Sytuacja miała miejsce po tym, jak lider ówczesnej partii rządzącej Jarosław Kaczyński oskarżał protestujących (w orędziu telewizyjnym 27 października 2020 r.) o stwarzanie zagrożenia epidemiologicznego (art. 165 par. 1 pkt 1 kk). 11 lutego 2021 r. prokurator postawił aktywistce zarzut właśnie z art. 165 kk.

Wcześniej, 19 stycznia 2021 r. ówczesny prezes UODO Jan Nowak odmówił sprawdzenia, jak doszło do ujawnienia danych medycznych w związku z brakiem zgody zainteresowanej oraz brakiem jej danych umożliwiających wystąpienie o taką zgodę. RPO zaskarżył tę decyzję do sądu administracyjnego. WSA w Warszawie przyznał rację Prezesowi UODO, stwierdzając, że w przypadku postępowania administracyjnego w sprawie przetwarzania danych osobowych konkretnej osoby konieczne jest uzyskanie jej zgody. RODO nie wyklucza jednak również prowadzenia postępowania na podstawie informacji otrzymanych od innego organu publicznego, czyli w tym wypadku RPO. Jednak Prezes UODO złożył, na postanowienie WSA, skargę kasacyjną, która od 2021 r. czeka na rozpoznanie przez NSA. Teraz Prezes UODO wycofuje tę skargę.

Mirosław Wróblewski, prezes UODO podtrzymuje argument poprzednika, potwierdzając że bez zgody aktywistki nie mógł on prowadzić postępowania z wniosku Rzecznika Praw Obywatelskich. Jednocześnie przyznaje, że w odpowiedzi na skargę kasacyjną z 2021 r. RPO przekazał mu adres aktywistki, co dało możliwość wystąpienia o taką zgodę.

Prezes UODO nie miał oczywiście podstaw do sprawdzania źródeł dziennikarzy TVP Info, bowiem do działalności dziennikarskiej nie stosuje się RODO. Zbadać należy jednak, jak dane mogły wyciec z publicznych rejestrów. W tym celu trzeba ocenić legalność przekazania danych dziennikarzom przez administratora danych osobowych, a także prawidłowości przetwarzania danych w systemie teleinformatycznym sanepidu.

Liczba bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Europie spadła o 4%, ale Polska wyróżnia się na tle kontynentu

Liczba BIZ w Europie spadła o 4% r/r, a liczba miejsc pracy o 7% w 2023 r. Polska, beneficjent nearshoringu, jest jednym z liderów tegorocznego zestawienia. Liczba bezpośrednich inwestycji zagranicznych na poziomie 229 co prawda oznacza spadek o 3% w 2023 r., ale liczba 22 378 planowanych miejsc pracy w efekcie tych inwestycji oznacza wzrost o 21% r/r., wynika z raportu EY Atrakcyjność Inwestycyjna Europy.
Inwestycje zagraniczne są istotne dla wzrostu gospodarczego. Dlatego EY bada od lat poziom bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) w Europie a wyniki prezentuje w dorocznym raporcie Atrakcyjność Inwestycyjna Europy.

Inwestorzy zagraniczni ogłosili w 2023 roku w Europie 5 694 bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ), to 4% mniej niż rok wcześniej. Liczba planowanych miejsc pracy wynikających z inwestycji zagranicznych ogłoszonych w 2023 roku spadła w Europie o 7% w porównaniu z rokiem 2022 i osiągnęła poziom 319 923.

Bezpośrednie inwestycje zagraniczneEuropa pozostaje atrakcyjnym miejscem inwestycyjnym na dłuższą metę ze względu na duży rynek wewnętrzny, wykwalifikowaną siłę roboczą i stosunkowo stabilne otoczenie regulacyjne. W obecnym wielowymiarowym świecie coraz więcej czynników wpływa na decyzje inwestorów o alokowaniu kapitału w Europie – najczęściej skłania ich do tego chęć usprawniania działalności, skrócenia łańcuchów dostaw czy poprawy innowacyjności. Nowe regulacje, zmienne ceny energii i niestabilność polityczna stanowią największe zagrożenia dla ożywienia BIZ w Europie – mówi Jacek Kędzior, Partner Zarządzający EY w Polsce.
Najnowsze dane o napływie BIZ mogą niepokoić europejskich decydentów politycznych, zwłaszcza, jeśli popatrzymy na wzrosty inwestycji zagranicznych w innych częściach świata w tym samym okresie. Dane z Konferencji Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju (UNCTAD), która śledzi globalne przepływy inwestycji zagranicznych, pokazują, że podczas gdy inwestycje bezpośrednie greenfield spadły o 20% w Europie w 2023 roku, w Stanach Zjednoczonych wzrosły o 2%, w Chinach – o 8%, a w całej Azji o 17%.

Polska wyróżnia się na tle Europy

Bliższa analiza danych o inwestycjach zagranicznych w Europie pokazuje jednak mocne różnice pomiędzy sektorami i krajami, z których część istotnie wybija się z ogólnego obrazu, w którym przeważają spadki. Jednym z krajów wyróżniających się w najnowszym zestawieniu BIZ jest Polska. Nasz kraj przyciągnął 229 bezpośrednich inwestycji zagranicznych w 2023 roku. To spadek o 3%, ale dynamika wciąż jest jedną z najbardziej korzystnych w Europie. Imponująca jest natomiast liczba planowanych miejsc pracy w efekcie inwestycji ogłoszonych w ubiegłym roku. Wzrost zatrudnienia o 22 378 etaty oznacza 21-procentowy wzrost tego wskaźnika w porównaniu z 2022 rokiem.

Polska jest jednym z głównych beneficjentów trendu reorganizacji łańcuchów dostaw i nearshoringu. Inwestorzy relokują inwestycje do krajów bliskich geograficznie i politycznie. Ten trend dotyczy szczególnie inwestycji w przemyśle, które wzrosły o 17% rok do roku oraz funkcji back-office. Dobre dane dotyczące planowanego zatrudnienia w nowych inwestycjach to pokłosie kilku dużych projektów ogłoszonych w ubiegłym roku – mówi Jacek Kędzior.

Polska ma też przed sobą bardzo dobre perspektywy w kolejnych miesiącach. Atrakcyjność naszego kraju znacząco wzrosła w oczach 500 biznesowych liderów zajmujących się BIZ i sondowanych w ramach badania EY. W tegorocznym sondażu znaleźliśmy się na 6 miejscu, podczas gdy rok wcześniej było to miejsce 16 w rankingu, w którym na czele utrzymują się Francja, Niemcy i Wielka Brytania.

Liderami w napływie BIZ są wciąż trzy największe gospodarki Europy. Francja, Wielka Brytania i Niemcy przyciągnęły ponad połowę (51%) wszystkich projektów inwestycji bezpośrednich (BIZ) na kontynencie.

Bezpośrednie inwestycje zagraniczne europa

Inwestycje BIZ w sektorze usług maleją, przemysł stabilny

Inwestycje w przetwórstwo przemysłowe, które jest kluczowe dla napływu BIZ do Europy, okazały się być odporne na zawirowania i zanotowały jedynie 1-procentowy spadek na poziomie całego kontynentu. BIZ w przetwórstwie stanowił prawie połowę (47%) miejsc pracy wygenerowanych w ramach bezpośrednich inwestycji ogłoszonych w 2023 roku.

Na drugim biegunie są sektory oprogramowania i usług informatycznych oraz usługi biznesowe i profesjonalne, tradycyjnie największe sektory inwestycyjne w Europie. Liczba ogłoszonych w ubiegłym roku projektów inwestycyjnych w tych obszarach spadła odpowiednio o 19% i 27% r/r.

Przedsiębiorstwa utrzymały poziom inwestycji w przemyśle, w oczekiwaniu na ożywienie gospodarcze i idący za nim oczekiwany wzrost popytu konsumentów. Reorganizacja łańcuchów dostaw i przenoszenie baz produkcyjnych do Europy również wspierają utrzymanie poziomu inwestycji w tym sektorze. Na branży ICT oraz usług biznesowych i profesjonalnych odbiły się z kolei rozwój technologii i narzędzi bazujących na AI oraz ogólny spadek zleceń outsourcingowych – mówi Paweł Tynel, Partner EY Polska.
Inwestycje BIZ w sektorze usług maleją, przemysł stabilny

Dobre perspektywy

Menedżerowie podejmujący decyzje o alokacji aktywów coraz przychylniej patrzą na perspektywy inwestycyjne w Europie. W obecnej edycji badania aż 72% decydentów w zakresie BIZ planuje zainwestować lub zwiększyć obecność w Europie w ciągu najbliższego roku, wzrost z 67% w ubiegłorocznej edycji badania.

Chęć redukcji kosztów pozostaje kluczowym czynnikiem wpływającym na decyzje inwestorów. W te oczekiwania wpisują się olbrzymie systemy zachęt stosowane na całym świecie dla inwestorów, takie jak „Tymczasowe kryzysowe i przejściowe ramy środków pomocy państwa” w UE oraz „Inflation Reduction Act” w Stanach Zjednoczonych. Ich skuteczność i efektywność przynoszą wymierne rezultaty, które widać po statystykach – m.in. z tego powodu liczba inwestycji firm amerykańskich w Europie spadła o 15% w porównaniu do poprzedniego roku – podsumowuje Paweł Tynel.

Metodyka
Badanie EY Atrakcyjność inwestycyjna Europy 2023 składa się z dwóch części. Pierwsza to dane ilościowe gromadzone w ramach EY European Investment Monitor (EIM), we współpracy z OCO, o inwestycjach zagranicznych ogłoszonych w 45 krajach Europy w roku 2023, w których efekcie powstają miejsca pracy i otwierane są nowe placówki. W badaniu nie ujęto inwestycji portfelowych oraz fuzji i przejęć. BIZ jest ujęte w zestawieniu, jeśli inwestor pozyskuje co najmniej 10-procentowe udziały w firmie oraz bierze udział w zarządzaniu. BIZ obejmuje inwestycje kapitałowe, reinwestowane zyski i pożyczki udzielane w ramach przedsiębiorstwa. Druga część to jakościowe badanie postrzegania Europy przez inwestorów zagranicznych, które zostało przeprowadzone w okresie luty-marzec 2024 r. przez firmę Longitude w formie ankiety internetowej przeprowadzonej wśród reprezentatywnego panelu 500 respondentów – decydentów biznesowych odpowiedzialnych za inwestycje.

Unia Rynków Kapitałowych: ratunek dla Europy czy kolejna utopia?

Po niemal 10 latach prac nad unią rynków kapitałowych przywódcy krajów członkowskich UE ponownie rozpoczęli dyskusję nad przyspieszeniem tej inicjatywy. Na nadzwyczajnym szczycie UE, który się odbył 17-18 kwietnia 2024 r., przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel wezwał do integracji oraz pogłębienia rynku kapitałowego w Europie – w odpowiedzi na amerykańską ustawę Inflation Reduction Act (IRC). Chociaż inicjatywa ta jest zdecydowanie potrzebna, to liderzy UE najpewniej przeceniają jej potencjał w mierzeniu się z nadchodzącymi wyzwaniami.

W tym roku minie 10 lat od pojawienia się inicjatywy integracji rynków kapitałowych w Unii Europejskiej. Sądząc po znikomym rozwoju projektu i równie rozdrobnionym jak 10 lat temu rynku kapitałowym, ewidentnie inicjatywa ta nie była priorytetem dla decydentów w UE. Być może brak konkretnego problemu, który mogłaby rozwiązać, był powodem, dla którego postępy były tak powolne. Natomiast teraz, gdy UE stoi przed szeregiem wyzwań, unia rynków kapitałowych (URK) wydaje się przynajmniej częściowym rozwiązaniem wielu problemów.

W wypowiedziach, które ożywiły dyskusję na temat URK, prezydent Francji oraz kanclerz Niemiec zwrócili uwagę na olbrzymie potrzeby finansowe, przed którymi stoi UE. Wynikają one z planów zielonej transformacji oraz rosnących wydatków wojskowych [1]. W swoim apelu, jeszcze z zeszłego roku, prezes Europejskiego Banku Centralnego Christine Lagarde, dodała do tej listy wydatki związane z digitalizacją gospodarki UE jako raison d’être projektu URK [2]. Bez wątpienia, są to potrzeby finansowe, które nie mogą (oraz nie powinny) być zaspokojone jedynie publicznymi środkami.

Według przewodniczącego Rady Europejskiej, potrzeby te mogą zostać sfinansowane przez „biliony środków na rachunkach bankowych, które nie są odpowiednio wykorzystane” [3]. Powołuje się on tutaj na niedawno opublikowany raport byłego premiera Włoch Enrico Letty, szacujący wielkość tego rodzaju środków na ok. 11 bilionów euro. W założeniu mogłyby one zostać lepiej ulokowane na rynkach finansowych, gdyby te były bardziej atrakcyjne dla gospodarstw domowych.

Interpretacja tych „ukrytych” funduszy przez obu polityków niestety nie odzwierciedla faktycznych mechanizmów w bankowości, choć jest to popularna wśród nie-ekonomistów opinia. A jest tak, że środki zgromadzone na rachunkach bieżących nie mogą być „zamienione” na ryzykowne aktywa finansujące zieloną transformację, digitalizację etc. Podczas gdy – oczywiście – możliwy jest zakup np. akcji za środki na rachunku, odbywa się to jedynie poprzez przeniesienie depozytu względem drugiej strony transakcji. Pieniądze zatem nie mogą „zniknąć” z gospodarki, a jedynie zamienić właściciela. To powiedziawszy, należy uznać, że dodatkowe możliwości finansowe wynikające z integracji rynków finansowych najpewniej są daleko niewystarczające wobec przytoczonych wcześniej potrzeb.

Tak czy inaczej, to przede wszystkim sektor prywatny będzie w przeważającej mierze finansował transformację gospodarki. Aby ułatwić finansowanie w tak dużej skali, istotne jest zmniejszenie frykcji oraz pogłębienie rynków finansowych.

Tradycyjnie, firmy w kontynentalnej części Europy opierają się na finansowaniu poprzez sektor bankowy. Nadmierne opieranie się na tym źródle ogranicza dostęp do finansowania mniejszych spółkom, zwłaszcza technologicznym, które z racji modelu biznesowego nie posiadają odpowiedniego zabezpieczenia w postaci rzeczowych aktywów trwałych. Dodatkowego wsparcia finansowania mógłby również dostarczyć większy rynek sekurytyzacji. Odpowiednio skonstruowana URK stworzyłaby wystarczająco płynny rynek sekurytyzacji aktywów, który uwolniłby kapitał sektora bankowego i umożliwił większą akcję kredytową. To jest szczególnie istotne przy tak dużym udziale finansowania przez banki, jak w Europie.

Istnieje również szereg innych argumentów za URK poza wymienionymi na szczycie przez polityków. Od początków kryzysu COVID-19 coraz bardziej widoczna jest luka technologiczna między USA a Europą. Jednym z przytaczanych przez ekonomistów powodów jest powolne przyjmowanie rozwiązań rewolucji technologicznej przez europejskie firmy [4]. Płynne rynki finansowe ułatwiają proces dyfuzji innowacji, dzięki dostępności finansowania o wyższym ryzyku i nie wymagającego zabezpieczenia aktywami rzeczowymi [5]. Tego rodzaju inwestycje prowadzone przez fundusze venture capital są 10-krotnie niższe w Europie niż USA. Odpowiednio głębokie (oraz konkurujące z amerykańskimi) rynki finansowe umożliwiałyby tego rodzaju funduszom wyjście z inwestycji po wyższych wycenach.

Inicjatywa URK, jakkolwiek niekontrowersyjna i wsparta wolą polityczną, ma przed sobą szereg wyzwań właśnie o charakterze politycznym. Integracja nieuchronnie prowadzi do centralizacji niektórych obowiązków regulacyjnych. W przypadku URK to między innymi oddanie większej sprawczości Europejskiemu Urzędowi Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych, do czego, nie bez powodu przekonuje Francja, na terenie której znajduję się ta instytucja. Reszta krajów członkowskich oczywiście jest niechętna oddaniu sprawczości regulacyjnej. Jednocześnie inne, mniejsze kraje UE, niechętnie podchodzą do harmonizacji podatku CIT oraz prawa upadłościowego. Wśród tych państw jest Luksemburg, Estonia oraz Irlandia, które z racji swojej konkurencyjności podatkowej mają szczególny interes w utrzymaniu status quo.

Autor: Mateusz Dadej, Członek Towarzystwa Ekonomistów Polskich, Doktorant, Università degli Studi di Brescia

[1] https://www.ft.com/content/61bfe5dd-ee59-428f-886a-db15364018c6
[2]https://www.ecb.europa.eu/press/key/date/2023/html/ecb.sp231117~88389f194b.en.html
[3] https://www.euractiv.com/section/economy-jobs/news/capital-markets-union-best-route-to-rival-us-ira-michel-says-as-letta-outlines-sweeping-financial-sector-plan/
[4] Gordon R. J. i Sayed H. (2020), “Transatlantic Technologies: The Role of ICT in the Evolution of U.S. and European Productivity Growth”, NBER working paper no. 27425, 2020
[5] R. Amoroso, S. I Martino, R. (2020), “Regulations and technology gap in Europe: The role of firm dynamics”, European Economic Review

Dolar słabszy a Wall Street na plusie po FOMC oraz NFP

Dolar w minionym tygodniu osłabił się, rentowności amerykańskich obligacji spadły, złoto poruszało się w szerokiej konsolidacji a indeksy z Wall Street zanotowały wzrosty. To obraz rynku po ostatniej decyzji Fed-u oraz danych z rynku pracy.

Za nami długi weekend majowy w Polsce. Globalne rynki finansowe „działały” jednak normalnie. Inwestorzy otrzymali kolejną paczkę danych do „przetrawienia” a także decyzję Rezerwy Federalnej oraz konferencję prasową Powell-a.

Zacznijmy od środy. Stopy procentowe w USA nie uległy zmianie. Docelowy zakres dla stopy funduszy Fed pozostaje zatem na poziomie 5,25 proc. -5,50 proc. . Ta i wszystkie inne decyzje były jednogłośne. W oświadczeniu bank centralny wskazał na brak postępów w obniżaniu inflacji w ostatnich miesiącach. Ponadto nieco złagodzono poprzednie sformułowanie, że ryzyko związane z osiągnięciem celów w zakresie zatrudnienia i inflacji „zbliża się do lepszej równowagi”. Fed wyraźnie wskazał, że potrzebuje większej pewności, że dynamika wzrostu cen będzie trwale zbliżać się do celu 2 proc. Tym razem nie pojawiły się żadne nowe prognozy, ich aktualizacja nastąpi na kolejnym posiedzeniu w czerwcu.

Powell podczas konferencji prasowej okazał się być mniej jastrzębi niż tego oczekiwał rynek. Po ostatnich danych oprócz tego ,ze zmalały szanse na obniżki stóp w tym roku, to dodatkowo pojawiały się spekulacje dotyczące możliwych podwyżek stóp. Ta opcja została jednak w sposób jednoznaczny odrzucona i to dlatego reakcja rynku była taka a nie inna. Zainteresowanie możliwym wzrostem kosztu pieniądza w USA było zobrazowane pytaniami dziennikarzy o tę kwestię. Powell jednak dobitnie wskazał, że obecny poziom stóp procentowych jest wystarczająco restrykcyjny.

Słabość dolara, wzrosty indeksów giełdowych oraz spadek rentowności amerykańskiego długu rozpoczął się w środę i ta tendencja była kontynuowana do końca tygodnia.

W piątek zmienność na rynku była jeszcze większa niż w środę. A to za sprawą tego, że amerykański rynek pracy nie spełnił w kwietniu oczekiwań rynkowych. W minionym miesiącu utworzono jedynie 175 tys. nowych miejsc pracy a stopa bezrobocia urosła z 3,8 proc. do 3,9 proc. Ponadto, średnia płaca godzinowa wzrosła tylko o 0,2 proc. od marca, a stopa rok do roku spadła z 4,1 proc. do 3,9 proc.. Zaprezentowane dane powinny zmniejszyć obawy, które pojawiły się w związku z inflacyjnym przegrzaniem gospodarki.

Widoczne spowolnienie w tworzeniu miejsc pracy jest zgodne z innymi wskaźnikami, które wykazują słabnącą tendencję. Ostatnia ankieta JOLTS przedstawiająca liczbę wolnych miejsc pracy ponownie się obniżyła i wciąż znajduje się w trendzie spadkowym. Piątkowe dane nie pokazują jednak wyraźnego załamania. Sytuacja wraca do normy sprzed pandemii a czerwona lampka ostrzegawcza jeszcze się nie pali. Znaczny spadek kwietniowy to pokłosie m.in. znacznie mniejszego zatrudnienia w sektorze rządowym. Z kolei słabość w sektorze budownictwa można łączyć z niekorzystną pogodą.

Piątkowe dane NFP wpisują się w stwierdzenie Powella, że nierównowaga pomiędzy podażą a popytem na rynku pracy stopniowo maleje co oczywiście zmniejsza ryzyko inflacji. Tę tendencję wspiera zmniejszająca się liczba wakatów. Zanim jednak Fed obniży stopy procentowe, będzie chciał zobaczyć potwierdzenie w danych PCE oraz CPI. Czerwiec przestał być brany pod uwagę jako realna data startu cyklu luzowania warunków1) monetarnych. Teraz spekuluje się o wrześniu ale w rzeczywistości pierwszą obniżkę być może zobaczymy dopiero w grudniu tego roku.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Dla kogo długopisy firmowe?

W dzisiejszych czasach każda firma ma szansę stać się rozpoznawalna na rynku. Koszty kampanii marketingowych zależą od budżetu danej firmy. Warto w działaniach promujących markę uwzględnić długopisy reklamowe. Na taki gadżet reklamowy praktycznie stać każdą firmę. Tanie długopisy reklamowe mogą zawierać na przykład logo firmy. W artykule wyjaśniamy, dla kogo polecane są długopisy firmowe.

Nie jest żadną tajemnicą, że konsumenci uwielbiają dostawać długopisy z nadrukiem reklamowym i inne gadżety firmowe. Długopis reklamowy nadaje się też jako upominek dla partnerów biznesowych. Długopisy reklamowe z nadrukiem firmowym to praktyczny gadżet. W zasadzie nie ma ryzyka, że długopisy firmowe nie będą używane przez klientów. Wybór długopisów reklamowych jest bardzo duży. Mogą to być długopisy plastikowe lub długopisy metalowe. Mogą to być też długopisy z wyższej półki, produkowane z różnych materiałów na specjalne okazje. Bez wątpienia jest jeden z najpopularniejszych produktów, które mają pozytywny wpływ na wizerunek marki.

Długopisy reklamowe jako ekonomiczny sposób na promocję firmy

Jeśli chodzi o gadżety reklamowe z nadrukiem, długopisy reklamowe to jedna z najtańszych i zarazem najbardziej lubianych przez konsumentów opcji. Nawet jeśli firma dysponuje niewielkim budżetem reklamowym, może zamówić na przykład najtańsze długopisy reklamowe w dowolnej kolorystyce. Długopisy z logo są świetnym pomysłem między innymi dla sklepów internetowych, które mogą je wysyłać do klientów wraz z zamówieniem. Długopisy idealnie nadają się do zachęcenia klientów do zrobienia kolejnych zakupów w e-sklepie. Umieszczenie hasła reklamowego na długopisach może wspomagać wypromowanie wybranego produktu.

Dlaczego warto zainwestować w eleganckie długopisy reklamowe?

Plastikowe lub metalowe długopisy z własnym logo są zawsze mile widziane. W przypadku sklepu internetowego klienci zazwyczaj oczekują, że otrzymają coś w gratisie. Najprościej jest mieć na stanie wiele długopisów plastikowych. Inną opcją jest nieco droższy długopis metalowy. Metalowe lub plastikowe długopisy można rozdawać w czasie trwania imprez plenerowych (koncerty, festiwale, festyny, kampanie wyborcze), a także w czasie trwania targów i konferencji. Można je przekazywać potencjalnym klientom zamiast ulotek lub wraz z ulotkami. Ważne jest, by gadżet wzbudził zainteresowanie konsumentów ofertą firmy. Metalowy długopis reklamowy może służyć jako prezent dla kontrahentów (można na nim wygrawerować dowolny napis).

Podniesienie podatku VAT na żywność nie podbiło mocno inflacji

Według szybkiego szacunku inflacji opublikowanych dziś przez GUS, ceny w kwietniu wzrosły o 2,4 proc. To poniżej powyżej rynkowego konsensusu, który wynosił 2,5 proc. Efekt wzrostu cen, wynikający z powrotu stawki VAT na żywność do poziomu 5 proc., okazał się być mniejszy, niż spodziewaliśmy się jeszcze kilka miesięcy temu. Rządowi udało się znaleźć dosyć dobry moment na wycofanie się z antyinflacyjnej tarczy. Czekają nas jednak kolejne „inflacyjne pułapki” – podniesienie cen energii oraz efekt przymrozków w kwietniu.

Inflacja w kwietniu wyniosła 2,4 proc. r/r., w stosunku do 2 proc. w marcu. Taki wzrost wydaje się umiarkowany wobec ostatniego rynkowego konsensusu wynoszącego 2,5 proc., ale przede wszystkim, wcześniejszych prognoz, które przewidywały znacznie większy wpływ wzrostu podatku VAT od żywności na inflację. Ostatecznie, w kwietniu żywność podrożała o 2,1 proc. m/m. W utrzymaniu cen w ryzach pomogła “wojna cenowa” między dyskontami. Dzięki niej, część cen wzrosła mniej niż wynikałoby z efektu podwyżki podatków VAT.

Inflacja cały czas znajduje się w przedziale celu inflacyjnego, wynoszącego 2,5 proc. (z odchyleniem wynoszącym 1 pkt. proc.). Czy to oznacza, że czekają nas niedługo obniżki stóp procentowych RPP? Wydaje się, że cały czas najbardziej prawdopodobny scenariusz to pozostawienie stop bez zmian do końca roku. RPP będzie zapewne przyglądać się dalszej ścieżce inflacyjnej, szczególnie od lipca, gdy dojdzie do podwyżki cen energii. Na stopy procentowe może też wpłynąć pogoda, ponieważ przymrozki w kwietniu mogły ograniczyć plony owoców i warzyw, a tym samym zredukować sezonowy spadek inflacji przeważnie obserwowany latem.

Z drugiej strony, jeśli dojdzie do obniżek stóp w strefie Euro i w USA – co ma szansę wydarzyć się jeszcze przed wakacjami – może to wywołać presję na umacnianie się złotego i skłonić RPP do cięć stóp jeszcze jesienią tego roku. Jednakże, perspektywa obniżki stóp w USA cały czas się oddala.

W ostatnim czasie, inflacja ponownie stała się największym zmartwieniem polskich inwestorów. Według najnowszego badania Puls Inwestora Indywidualnego eToro, 31 proc. polskich inwestorów indywidualnych, w ciągu najbliższych 3 miesięcy najbardziej obawia się̨ właśnie inflacji, plasując ten czynnik na pierwszym miejscu potencjalnych ryzyk zewnętrznych. Drugą największą obawą jest ryzyko międzynarodowego konfliktu (16 proc. odpowiedzi) a trzecią – stan globalnej gospodarki, o który martwi się 16 proc. inwestorów.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce