Operatorzy wprowadzają niższe stawki za roaming w krajach UE

0

Od dziś niższe ceny za połączenia telefoniczne na terenie państw UE. Mniej zapłacimy także za wysyłanie SMS-ów oraz pobieranie danych. Operatorzy liczą, że dzięki temu Polacy będą częściej korzystać z telefonów poza granicami kraju, co ma rekompensować niższe ceny tych połączeń. Coraz częściej jednak europejscy politycy mówią o zniesieniu roamingu w obrębie Unii Europejskiej.

Od dziś na mocy unijnego rozporządzenia ws. roamingu, uchwalonym w czerwcu 2012 r. za minutę połączenia wychodzącego będziemy płacić nie więcej niż 1,22 zł z VAT. Wysłanie SMS-a z zagranicy nie powinno kosztować więcej niż 41 groszy z VAT, a odebranie połączenia – 36 groszy za minutę. Potanieje również transfer danych – górny limit stawki to 2,30 zł z VAT za 1 MB. Przesyłanie danych w roamingu w porównaniu do 2007 roku będzie nawet o 91 proc. tańsze niż jeszcze sześć lat temu.

Maciej Witucki, prezes TP SA podkreśla, że na razie przychody z roamingu nie stanowią dużej części ogólnych przychodów spółki, ale mimo to Orange będzie chciał wykorzystać obniżki i nakłonić Polaków do częstszego korzystania z telefonów poza Polską.

Na pewno jest to ważne, bo przy okazji ofert roamingowych zachęcamy klientów do uruchamiania telefonów zagranicą i korzystania z nich w tańszych ofertach, więc myślę, że mniej więcej zrównoważy się spadek taryf roamingowych a ewentualny wzrost konsumpcji – mówi prezes TP SA.

Maciej Witucki podkreśla, że zniesienie stawek roamingowych byłoby kolejnym ciosem w rentowność koncernów telekomunikacyjnych.

– Można by dyskutować o zniesieniu stawki roamingowej, ale gdyby wcześniej nie było dyskusji o bardzo dużej konkurencji na rynkach krajowych, obniżeniu stawek MTR między operatorami, obniżeniu dla klientów indywidualnych, bo teraz dorzucenie jeszcze niższych stawek roamingowych, zwłaszcza dla dużych, zachodnioeuropejskich telekomów, które mają duże przychody z tego tytułu, mogłoby spowodować jeszcze większe niż dzisiaj tarapaty – podkreśla Witucki.

Prezes TP SA podkreśla, że firmy telekomunikacyjne muszą zbierać środki na bardzo duże inwestycje w infrastrukturę. Dlatego działania, które zmniejszają ich przychody są niekorzystne.

Zniesienie roamingu w obrębie UE to na razie tylko propozycja, zdaniem Macieja Wituckiego dyktowana raczej przedwyborczym kalendarzem.

PKN Orlen planuje rozszerzyć działalność spółki o niektóre usługi finansowe

0

PKN Orlen zastanawia się nad poszerzeniem oferty i świadczeniu niektórych usług finansowych na swoich stacjach, choć jak zapewnia wiceprezes spółki, to na razie odległe plany. Mogłoby oznaczać, że na stacjach będzie można nie tylko zatankować paliwo czy zjeść hot doga, ale np. kupić obligacje spółki. Nie będzie to jednak możliwe przy kolejnych emisjach, a takich w najbliższym czasie PKN Orlen planuje jeszcze trzy. W sumie spółka chce pozyskać 1 mld zł.

Projekt świadczenia usług finansowych przez PKN Orlen jest na etapie analiz. Spółka chciałaby wykorzystać do tego posiadaną sieć ponad 1700 placówek w całym kraju.

 – Rozważamy to. Zobaczymy, jak rynek będzie się rozwijał i jaki będzie jego potencjał – mówi Sławomir Jędrzejczyk, wiceprezes ds. finansowych PKN Orlen. – Gdy będą odpowiednie regulacje i gdy zdecydujemy się wejść w usługi finansowe, to można sobie wyobrazić sytuację za kilka lat, że Polacy będą mogli kupować obligacje PKN Orlen na naszych stacjach paliw.

Orlen wyemitował niedawno czteroletnie papiery dłużne Serii A i B na łączną kwotę 400 mln złotych. W dotarciu do nabywców pomogły spółce placówki PKO BP i Pekao SA. Subskrypcja zakończyła się kilka dni przed planowanym terminem, a obligacje zadebiutowały na rynku Catalyst w ubiegły piątek.

 – Nasza emisja pokazuje, że rynek tego typu emisji jest bardzo chłonny – zauważa Jędrzejczyk. – Wystarczy spojrzeć do roczników statystycznych. Polacy mają ponad 500 miliardów złotych w lokatach bankowych, a jedynie 10 miliardów w obligacjach.

Przyjęty pod koniec marca program emisji obligacji zakłada możliwość wyemitowania do końca maja przyszłego roku jednej lub kilku serii obligacji o wartości o do 1 mld zł. Do wypuszczenia na rynek pozostały trzy transze po 200 mln zł każda.

 – Te obligacje wyemitowaliśmy w celu zróżnicowania źródeł finansowania – mówi wiceszef ds. finansowych płockiego koncernu. – Mamy dość stabilne zadłużenie, doskonałą sytuację finansową.

Jak podkreśla, to efekt trwających od ponad czterech lat działań, których głównym celem było obniżanie zadłużenia spółki i poprawienie płynności finansowej.

 – Moment, kiedy wyszliśmy z taką emisją był genialny – ocenia Sławomir Jędrzejczyk. – Zaufanie do PKN Orlen jest zdecydowanie większe w tej chwili niż jeszcze kilka lat temu.

Rozruch dużych inwestycji

Ten rok to początek dużych inwestycji zapisanych w pięcioletnim planie koncernu.

 – Rozruszamy pewne inwestycje, np. elektrownię gazową we Włocławku – mówi wiceprezes PKN Orlen. – Robimy kolejne odwierty w poszukiwaniu gazu łupkowego.

Spółka zapowiada wykonanie kolejnych próbnych wierceń.

 – Obecnie jesteśmy na etapie szczelinowania jednego z odwiertów – mówi Jędrzejczyk. – Myślę, że w ciągu kilku tygodni będziemy w stanie powiedzieć zdecydowanie więcej.

Orlen poszukuje łupków przede wszystkim na Lubelszczyźnie. Pod koniec czerwca Orlen rozpoczął prace poszukiwawcze w Dobryniowie, na koncesji „Wierzbica”.

Według raportu Euler Hermes zwiększyła sie fala upadłości w przemyśle

W czerwcu upadłość ogłosiło 85 przedsiębiorstw, czyli o 10 – 11 proc. więcej niż przed rokiem, kiedy upadło 77 firm. Zmieniła się struktura upadłości. Większe problemy ma branża przemysłowa, producenci komponentów i gotowych maszyn. Nieco mniej upadłości odnotowano w budownictwie. Zwiększyła się również fala upadłości w regionach, w których przemysł jest najsilniejszym sektorem lokalnej gospodarki – wynika z raportu Euler Hermes. 

 – W tej chwili więcej upadłości jest w branży produkcyjnej, w przemyśle. Mamy do czynienia z problemami wielu przedsiębiorstw produkujących zarówno na rynek krajowy, jak i na eksport, zarówno wyroby konsumenckie, czyli żywność, opakowania, odzież, ale także wyroby inwestycyjne, przemysłowe np. konstrukcje stalowe czy części maszyn  komentuje Grzegorz Błachnio, ekspert firmy ubezpieczeniowo-doradczej Euler Hermes.

W ubiegłym miesiącu pojawiła się nowa tendencja: po raz pierwszy odnotowano upadłość kilku przedsiębiorstw produkujących już nie wyłącznie komponenty, jak to miało miejsce np. w I kwartale br., ale i gotowe maszyny dla przemysłu.

  To były maszyny dla przemysłu spożywczego, tytoniowego, dla przemysłu wydobywczego – wymienia ekspert. – Widać, że zmniejszone tempo inwestycji, z czym mamy do czynienia już od kilku kwartałów, zaczyna dosięgać także firm produkujących na potrzeby inwestycji, dostarczających sprzęt do nowych zakładów.

W budownictwie, które pod względem liczby upadłości dominowało w ubiegłym roku, sytuacja tylko nieznacznie się poprawiła. Zmieniła się jednak struktura tych upadłości.

  Przede wszystkim dotyczy to firm mniejszych. W przeciwieństwie do roku ubiegłego nie mamy do czynienia z upadłościami głównych wykonawców. Raczej to są „odpryski” ubiegłorocznych problemów, bo mamy upadłości podwykonawców, którzy po kilku kwartałach oczekiwania na swoje pieniądze utracili płynność. Natomiast rośnie też skala upadłości firm zajmujących się budownictwem ogólnym, budownictwem mieszkaniowym, a także firm wyspecjalizowanych w pracach wykończeniowych, elektroinstalacyjnych, klimatyzacyjnych itp. wyjaśnia Grzegorz Błachnio. 

Regionalne tempo upadłości w przemyśle można obecnie podzielić na trzy grupy. Obecnie najgorzej jest tam, gdzie przemysł jest najsilniejszy, czyli na Śląsku, Dolnym Śląsku i Wielkopolsce. Sytuacja natomiast poprawiła się w regionach, w których przemysł nie odgrywa kluczowej roli, czyli np. na Mazowszu. Z kolei w województwach, w których przemysł jest obecny na regionalną skalę, czyli w woj. wschodnich czy w świętokrzyskim nic się nie zmieniło.

Na Mazowszu w ciągu pierwszego półrocza odnotowano 80 upadłości, czyli o ponad 30 proc. mniej wobec tego samego okresu ubiegłego roku.

  Są to przede wszystkim firmy handlowe i usługowe. Zakładów przemysłowych nie mamy zbyt dużo na Mazowszu ulokowanych i jeśli w tej chwili na czele listy upadłości jest przemysł i wciąż jeszcze budownictwo, to te firmy maja siedzibę głównie w innych regionach kraju. Stąd też na Mazowszu takiej skali nie odczuwamy  tłumaczy ekspert.

Spadający popyt konsumencki silnie uderzył też w branżę spożywczą.

  Tradycyjnie na czele sektorów branży spożywczej, które mają kłopoty, jest branża mięsna. Problemy widzimy też w mleczarstwie czy w przetwórstwie zbożowym wymienia Błachnio.

Euler Hermes prognozuje, że w kolejnych miesiącach dynamika upadłości utrzyma się na poziomie zbliżonym do tego z czerwca.

  Spodziewamy się, że w skali całego roku liczba upadłości utrzyma się na poziomie około 10  proc. większym niż w roku ubiegłym, czyli cały czas jeszcze nie możemy mówić o tym, iż sytuacja się trwale poprawia i liczba upadłości albo nie ulegnie zwiększeniu, albo nawet zmniejszy się podkreśla ekspert Euler Hermes.

Dodaje, że skala upadłości w Polsce jest odzwierciedleniem sytuacji w Europie. W dużej mierze odpowiedzialny jest za to eksport, który w 2/3 skierowany jest właśnie do krajów UE.

  W roku ubiegłym liczba upadłości w Polsce rosła w dosyć dużym tempie, blisko 30 proc., jednym z wyższych w Europie. Jednak w sąsiednich Czechach tempo było nawet wyższe i przekroczyło 40 proc., więc nie jesteśmy przysłowiową „zieloną wyspą”, która opiera się zawirowaniom, ale nie jesteśmy też w ogonie stawki. Nasza sytuacja nie odbiega od sytuacji na reszcie rynków europejskich – tłumaczy Błachnio.

UE rozpoczęła kampanię informacyjną na temat praw przysługujących podróżnym

W tym roku po raz pierwszy na terenie Unii Europejskiej szczególna ochrona praw konsumentów dotyczy nie tylko pasażerów samolotów, lecz także osób podróżujących koleją, autokarem czy statkiem. Również im łatwiej będzie uzyskać odszkodowanie za np. spóźnienie przewoźnika. Przepisy obowiązują na terenie całej UE.

 – Łatwiej będzie można dostać odszkodowanie za opóźniony przewóz morski, jeśli przewóz ten opóźnia się o godzinę, a prom lub statek ma płynąć powyżej czterech godzin. Wówczas należy się konsumentowi 25 proc. ceny biletu – mówi Karol Muż z Europejskiego Centrum Konsumenckiego.

Nowe przepisy dotyczą także kolei. Gdy pociąg spóźni się 60 do 119 minut, to pasażer ma prawo do zwrotu 25 proc. ceny biletu. Jeśli spóźnienie przekracza dwie godziny, to jest uprawniony do zwrotu połowy ceny biletu.

Od 1 marca br. obowiązuje także Rozporządzenie 181/2011, na podstawie którego pasażerowie autobusów i autokarów mają prawo do zwrotu kosztów biletu w przypadku opóźnienia przekraczającego dwie godziny lub odwołania przejazdu. Gdy opóźnienie jest znaczne, przewoźnik ma także obowiązek zapewnić podróżnym posiłek i napój.

Do tej pory najlepiej byli chronieni pasażerowie podróżujący samolotami. Szczegółowe przepisy obowiązują od 2004 r. i dotyczą UE, Europejskiego Obszaru Gospodarczego i Szwajcarii. Odszkodowania należą się pasażerom m.in. za niewpuszczenie na pokład czy opóźnienie samolotu.

 – W przypadku niewielkiego opóźnienia przewoźnik ma obowiązek opieki nad konsumentem, m.in. dostarczenia mu posiłku. Jeśli opóźnienie jest znaczne, w grę wchodzi odszkodowanie pieniężne od 250 do 600 euro – mówi Muż.

Odszkodowanie należy się również za zniszczenie lub zagubienie bagażu podczas podróży samolotem. Jego wartość każdorazowo musi być udowodniona. Maksymalna wartość odszkodowania to ok. 5,5 tys. zł.

 – To jest górna granica odpowiedzialności finansowej przewoźnika, w której powinien zmieścić się konsument – mówi Karol Muż.

Dodaje, że wszyscy przewoźnicy, niezależnie od rodzaju transportu, powinni informować konsumentów o przysługujących im prawach.

 – Jeśli jednak takich informacji nie znajdziemy u przewoźników, to należy ich szukać na stronach Europejskiego Centrum Konsumenckiego lub Komisji Europejskiej. Można zadzwonić do nas, do ECK i zasięgnąć porady przed podróżą i zwrócić się z prośbą o pomoc po podróży – mówi Muż.

Mimo rozbudowanego systemu ochrony praw konsumentów, wielu z nich nie ma świadomości dotyczącej przysługujących im uprawnień. Z danych Komisji Europejskiej wynika, że 59 proc. pasażerów samolotów nie zna swoich praw podczas podróży. Dlatego 26 czerwca Unia rozpoczęła dwuletnią kampanię informacyjną mającą na celu uświadomienie podróżnych o przysługujących im prawach. Na wszystkich platformach mobilnych dostępna jest także aplikacja wyjaśniająca prawa pasażera i udzielająca informacji o instytucjach, z którymi należy się kontaktować w przypadku problemów.

Chorwacja w UE. Dla niej to szansa, by poza turystyką rozwinąć inne gałęzie gospodarki

Dzięki wejściu Chorwacji do Unii Europejskiej znikają bariery w przepływie usług i towarów. Chorwackie wino i produkty spożywcze będą mogły więc szybciej trafiać na polski rynek. Zagrzeb chce wykorzystać tę szansę, by poza turystyką, która obecnie jest głównym źródłem dochodu, rozwinąć także współpracę w innych działach gospodarki, na przykład w energetyce odnawialnej.

Chorwacja wstępuje do Unii jako 28. kraj i druga z dawnych republik jugosłowiańskich (po Słowenii). Dzięki likwidacji barier handlowych dużo łatwiej będzie eksportować i importować towary z tego kraju, ale także współpracować i dzielić się wiedzą.

Choć do tej pory to Niemcy dominowali jako inwestorzy zagraniczni w Chorwacji, polskie firmy również mogą wiele zyskać.

 – Niemcy już dość mocno są na chorwackim rynku, ale czas na nas, na naszą kulturę słowiańską, naszą przebojowość. To jest jednak podobna mentalność – przekonuje Aleksander Arabadźić z Towarzystwa Polsko-Chorwackiego.

Chorwacja liczy na wzmocnienie innych obszarów gospodarki poza turystyką, która w tej chwili stanowi najważniejszy sektor. Zgodnie z danymi Światowej Rady Podróży i Turystyki (World Travel and Tourism Council, WTCC) w 2012 roku turystyka wygenerowała bezpośrednio ponad 10 proc. chorwackiego PKB, a wpływ łączny przekroczył 25 proc. Kraj ten odwiedziło w ubiegłym roku niemal 12 milionów turystów. Około 5 proc. przyjeżdżających, czyli niemal 550 tys. w 2012 r. to Polacy.

 – Chorwacja i tak już jest perłą Adriatyku, jedną z głównych destynacji. Mam nadzieję, że nastąpi przesunięcie na inne sektory, np. na energię odnawialną, rolnictwo czy usługi. Poza tym z Polską mamy korytarz Bałtyk-Adriatyk, przechodzący przez samo centrum Europy, od Świnoujścia po Rijekę – uważa Arabadźić.

Według niego chorwaccy przedsiębiorcy liczą na wsparcie i know-how od unijnych partnerów. Najważniejszą rolę odgrywają firmy niemieckie, ale Arabadźić przewiduje, że również polskie podmioty zainteresują się rynkiem w Chorwacji. Dodaje, że wprawdzie część Chorwacji należy do kultury śródziemnomorskiej, to jednak wspólne słowiańskie zwyczaje i podobny język w kontynentalnej części mogą działać na korzyść przedsiębiorców z naszego kraju.

Towarzystwo Polsko-Chorwackie aktywnie wspiera współpracę firm z obydwu krajów. Wkrótce będzie organizowane forum gospodarcze, które będzie dobrą okazją do nawiązania kontaktów handlowych. Arabadzić dodaje, że organizacja pomaga w zakresie kultury, języka i informacji, ale dzięki wydarzeniom takim jak forum biznesowe wspiera również obszar gospodarczy.

Arabadźić przewiduje, że Polska stanie się jednym z głównych partnerów handlowych Chorwacji w Unii Europejskiej. Według niego przedsiębiorcy zyskają przede wszystkim na zniesieniu prawnych i fizycznych barier w transporcie towarów.

 – Nie będzie biurokracji, towar będzie szybciej w jednym kraju i w drugim – przekonuje Arabadźić, który w Warszawie prowadzi winiarnię. Tłumaczy, jak sytuacja wyglądała do tej pory: – W przypadku gastronomii i produktów spożywczych, czym moja firma głównie się zajmuje, potrzebne były przede wszystkim różne certyfikaty, zgody sanepidów itp. Problemem były oczywiście procedury w Izbie Celnej, które jeszcze pamiętamy z czasów, kiedy Polska nie była w UE. W przypadku wina trwało to ok. dwóch tygodni.

Teraz transport towarów z Chorwacji do innych państw Unii, w tym do Polski, nie będzie wymagał żadnych dodatkowych zgód lub procedur. Dzięki temu na polskim rynku mogą pojawić się chorwackie wina i inne produkty spożywcze. Dzięki ciepłemu klimatowi i żyznej ziemi Chorwacja może eksportować m.in. oliwki i winogrona.

 – Istotna będzie też energia odnawialna, będzie można rozwijać współpracę. Również minerały, które znajdują się tam na terenach górzystych – przewiduje Arabadźić.

Wartość obrotów ogółem akcjami na Głównym Rynku wyniosła w czerwcu br. 25,2 mld zł i była wyższa od obrotów w czerwcu 2012 r. o 60,0%

Całkowite obroty na Głównym Rynku akcji wyniosły w czerwcu 2013 r. 25,2 mld zł i były o 60,0% wyższe niż w czerwcu 2012 r. Narastająco od początku roku obroty wyniosły 132,2 mld zł i były o 28,8% wyższe w stosunku do pierwszego półrocza 2012 r.

Wartość obrotów sesyjnych akcjami na Głównym Rynku w czerwcu 2013 r. wyniosła 22,6 mld zł i wzrosła o 46,4% wobec czerwca 2012 r. Jednocześnie, średnie dzienne obroty sesyjne wzrosły również o 46,4% z 0,8 mld zł w czerwcu ub.r. do 1,1 mld zł.

Wartość obrotów sesyjnych w pierwszej połowie 2013 r. wzrosła względem analogicznego okresu w 2012 r. z 97,1 mld zł do 111,8 mld zł (tj. o 15,1%).

W ciągu dwunastu miesięcy do końca czerwca 2013 r. indeks WIG zyskał 9,6%, a od początku roku stracił 5,7%.

NewConnect

W czerwcu 2013 r. łączna wartość obrotów na rynku NewConnect wyniosła 86,0 mln zł i była wyższa w stosunku do czerwca 2012 r. o 11,2%. Narastająco od początku 2013 roku wartość obrotów wyniosła 496,5 mln zł i była niższa o 35,8% w porównaniu do wartości osiągniętej w pierwszych sześciu miesiącach 2012 r.

NCIndex od początku roku stracił 9,4%, a w ciągu dwunastu miesięcy do końca czerwca 2013 r. spadł o 17,9%.

Rynek Instrumentów Pochodnych

Kontrakty terminowe – miesięczny wolumen obrotu kontraktami na indeksy wzrósł w czerwcu br. o 3,0% rdr (z 1,02 mln szt. do 1,05 mln szt.). Ponadto, średni dzienny wolumen wzrósł również o 3,0%, z 51,1 tys. szt. do 52,7 tys. szt. Liczba otwartych pozycji na indeksowych kontraktach terminowych wyniosła na koniec czerwca 2013 r. 104,6 tys. i była o 6,3% wyższa niż rok wcześniej.

Narastająco od początku roku wolumen obrotu kontraktami indeksowymi wyniósł 4,3 mln szt., co – w porównaniu z poziomem 5,1 mln szt. odnotowanym w I połowie 2012 r. – oznacza spadek o 14,5%.

Wolumen obrotu kontraktami terminowymi na akcje wzrósł w czerwcu 2013 r. o 54,8% względem czerwca 2012 r. (z 38,9 tys. szt. do 60,3 tys. szt.).

Opcje – w czerwcu 2013 r. wolumen obrotu opcjami na indeks WIG20 wyniósł 91,5 tys. szt., co oznacza wzrost o 40,1% w porównaniu do czerwca 2012 r. (65,3 tys. szt.). Narastająco od początku roku wolumen obrotu opcjami wzrósł o 37,3% z 297,7 tys. w I połowie 2012 r. do 408,9 tys. sztuk.

Rynek Instrumentów Dłużnych

Catalyst

Wartość notowanych emisji (obligacje korporacyjne, komunalne i listy zastawne) na koniec czerwca 2013 r. wyniosła 56,4 mld zł wobec 46,5 mld zł rok wcześniej (wzrost o 21,5%). Miesięczna wartość obrotów sesyjnych wzrosła o 162,9%, z 63,4 mln zł w czerwcu 2012 r. do 166,8 mln zł w czerwcu 2013 r.

Treasury BondSpot Poland

W czerwcu 2013 r. obroty w transakcjach kasowych na rynku Treasury BondSpot Poland wzrosły rdr o 51,2% do 46,8 mld zł. W transakcjach warunkowych wartość obrotu wyniosła 51,4 mld zł w czerwcu 2013 r. wobec 43,9 mld zł w czerwcu ub. r. (wzrost o 17,3%).

Rynek Instrumentów Strukturyzowanych

Produkty strukturyzowane i certyfikaty inwestycyjne – wartość obrotu produktami strukturyzowanymi i certyfikatami inwestycyjnymi łącznie wzrosła o 31,4% z 21,5 mln zł
w czerwcu 2012 r. do 28,3 mln zł w czerwcu 2013 r.

ETF – w czerwcu 2013 r. wartość obrotów jednostkami funduszy ETF wyniosła 24,9 mln zł wobec 30,8 mln zł rok wcześniej (spadek o 19,2%).

Rynek Towarowy

Energia elektryczna – wolumen obrotu w transakcjach terminowych na rynku energii elektrycznej wyniósł w czerwcu 2013 r. 6,6 TWh i był o 34,3% niższy niż rok wcześniej. Narastająco od początku roku wzrost wolumenu na rynku terminowym energii wyniósł 106,8%. Na rynku spot wolumen obrotu energią elektryczną spadł z 1,7 TWh w czerwcu 2012 r. do 1,5 TWh w czerwcu 2013 r. (o 13,2%).

Prawa majątkowe – miesięczny wolumen obrotu na rynku praw majątkowych spadł w czerwcu 2013 r. względem czerwca 2012 r. o 79,2% z 6,1 TWh do 1,3 TWh. W pierwszej połowie 2013 r. wolumen obrotu prawami majątkowymi wyniósł 27,7 TWh i był o 18,7% niższy wobec 34,0 TWh w analogicznym okresie 2013 r.

Gaz ziemny – łączny wolumen obrotu na rynku gazu wyniósł w czerwcu 2013 r. 82,9 GWh (27,9 GWh w transakcjach spot i 55,1 GWh w transakcjach terminowych). Narastająco od początku roku całkowity wolumen obrotu gazem ziemnym wyniósł po czerwcu 2013 r. 465,4 GWh.

Nowi partnerzy PwC w Polsce Artur Kaźmierczak, Sławomir Krempa oraz Paweł Wesołowski

Z dniem 1 lipca 2013 r. do grona partnerów firmy PwC w Polsce dołączyły 3 osoby: w dziale doradztwa prawno-podatkowego – Artur Kaźmierczak i Sławomir Krempa oraz Paweł Wesołowski. Wraz z nowo mianowanymi firma PwC w Polsce od 1 lipca liczy 49 partnerów.

Nowi partnerzy PwC w dziale prawno-podatkowym:

Artur Kaźmierczak – specjalizuje się w doradztwie w zakresie zarządzania ludźmi, w szczególności w obszarze wynagrodzeń, zwłaszcza kadry kierowniczej, rozwoju potencjału pracowników, zarządzania zmianą oraz zarządzania funkcją HR. W ciągu blisko 20 lat pracy w konsultingu oprócz projektów z zakresu zarządzania kapitałem ludzkim doradzał także przy projektowaniu struktur organizacyjnych, optymalizacji procesów i wypracowywaniu strategii. Realizował projekty w Polsce, krajach nadbałtyckich, na Węgrzech, w Rumunii, Serbii oraz Jordanii. Przed dołączeniem do PwC w 2009 r. pracował na stanowisku dyrektora grupy Human Capital Advisory Services w firmie Deloitte, a wcześniej w Andersen Business Consulting i w Arthur Andersen. Artur jest członkiem Rady Programowej Polskiego Stowarzyszenia Zarządzania Kadrami, a także autorem kilkudziesięciu publikacji i wystąpień z zakresu zarządzania zasobami ludzkimi.

Sławomir Krempa – jako partner będzie realizował usługi podatkowe związane z projektami transakcyjnymi – takie jak analizy podatkowe due diligence, strukturyzacje itp. – dla klientów korporacyjnych oraz klientów z sektora private equity (PE). W swojej nowej roli Sławomir będzie kierował współpracą pomiędzy zespołem ds. fuzji i przejęć, zespołami branżowymi oraz biurami regionalnymi PwC, a także nadzorował zespół ds. nieruchomości. Sławomir posiada 14-letnie doświadczenie w zakresie doradztwa podatkowego – z firmą PwC jest związany od maja 2011. Jest doktorem nauk prawnych i członkiem Międzynarodowego Stowarzyszenia Podatkowego (IFA), a także autorem książki i licznych artykułów na temat podatkowych aspektów transakcji restrukturyzacyjnych.

Nowy partner PwC w dziale audytu i doradztwa księgowego:

Paweł Wesołowski – posiada ponad 12-letnie doświadczenie w zakresie prowadzenia badań i przeglądów sprawozdań finansowych przygotowywanych zgodnie z polskimi zasadami rachunkowości i Międzynarodowymi Standardami Sprawozdawczości Finansowej (MSSF) oraz w badaniu sprawozdań finansowych spółek przygotowujących prospekty emisyjne i notowanych na GPW w Warszawie.

Ze względu na duże doświadczenie jako partner nadal będzie wspierał kluczowych klientów z sektora Telekomunikacji, Technologii, Mediów i Rozrywki. Paweł regularnie prowadzi warsztaty z MSSF dla klientów, w tym spółek z branży telekomunikacyjnej. Z PwC jest związany od 2001 r., przez ostatnie dwa lata pełnił funkcję dyrektora. Paweł angażuje się także w audytowe projekty pro-bono, wspierając wybrane organizacje charytatywne.

Pomimo kryzysu państwa o niższym dochodzie zwiększają wydatki na obronność i rozwój technologii wojskowych

Największe mocarstwa na świecie zmieniają swoje podejście do obronności. Najbogatsze państwa, takie jak USA i Izrael, zmniejszają wydatki na wojsko i obronę narodową, koncentrując się za to na walce z terroryzmem i zagrożeniach bezpieczeństwa wewnętrznego. Państwa o niższym dochodzie kontynuują zwiększanie wydatków na obronność i stają się bardziej aktywne w dziedzinie wojskowego B + R. Polska od kilku ostatnich lat utrzymuje swoje roczne wydatki na ten cel na poziomie sięgającym około 1,9 proc. PKB. Inaczej Rosja czy Arabia Saudyjska, które stale powiększają swoje budżety obronne. Jak wynika z globalnego raportu „Global Defense Outlook 2013. Balancing Security and Prosperity” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, w którym przeanalizowano wydatki na obronność 50 państw, rośnie na całym świecie zapotrzebowanie na wojskowe jednostki specjalne, kosztem wojsk ogólnego przeznaczenia.

Raport wskazuje, że nakłady pięćdziesięciu światowych liderów w dziedzinie obronności w 2011 r. stanowiły 97 proc. całkowitych wydatków zbrojeniowych na świecie (1,7 mld dolarów). Te same kraje (5 mld mieszkańców) zlokalizowane na sześciu kontynentach wytwarzają ponad 92 proc. światowej produkcji.

W latach 2006-2011 państwa z TOP 50 zwiększyły swoje wydatki na obronę narodową o ponad 20 proc. – koalicja krajów z USA na czele (z udziałem Polski) finansowała wojny w Iraku i Afganistanie. Ostatnie lata pokazują jednak, że rządy państw zmieniają swoje podejście do polityki obronności. Tam, gdzie ryzyko konfliktów granicznych czy ponadnarodowych jest stosunkowo małe władze koncentrują się przede wszystkim na zapewnieniu obywatelom bezpieczeństwa wewnętrznego i zniwelowaniu ryzyka ataków terrorystycznych. To z kolei skutkuje redukcją budżetów przeznaczanych na wojsko.

Stany Zjednoczone pozostają niekwestionowanym liderem pod względem wydatków na zbrojenia. Według najnowszych dostępnych danych z roku 2011, kraj ten wydał na obronę narodową więcej niż kolejne 14 państw z rankingu razem wziętych. „Pojawiły się nawet zarzuty, że dysproporcje pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a innymi członkami NATO jeśli chodzi o wydatki na wojsko są już zbyt duże. Tylko pięć krajów z PKB per capita powyżej 30 tys. dolarów przeznacza na obronę narodową więcej niż 3 proc. PKB. Oprócz USA jest to Izrael, Kuwejt, Singapur oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie” – mówi Marek Turczyński, Partner w Dziale Audytu Deloitte.

Tymczasem bogate kraje tzw. „starej” UE, borykając się z wewnętrznym zadłużeniem i kryzysem ekonomicznym, ograniczają roczne wydatki na obronę do około 1,5 proc. PKB. W tej grupie znajdują m.in. Niemcy, Wielka Brytania czy Francja. Stosunkowo niski poziom wydatków (około 1,8 proc. PKB) utrzymuje grupa państw ze średnim i niższym wskaźnikiem PKB. Należą do nich m.in. Argentyna, Brazylia, Chiny, Ukraina, ale też Polska. W naszym kraju od kilku lat roczne wydatki na obronność oscylują wokół 1,9 proc. PKB i są one przeznaczane głównie na modernizację armii i nowy sprzęt wojskowy.

Tymczasem takie kraje jak Rosja, Arabia Saudyjska, Maroko czy Azerbejdżan (ze średnim rocznym PKB per capita wynoszącym około 7 tys. dolarów) zwiększają wydatki na obronność, które sięgają nawet około 4,5 proc. PKB. Ma to związek z wysokim zagrożeniem bezpieczeństwa wewnętrznego i dużym prawdopodobieństwem wybuchów konfliktów w regionie lub też potrzebą modernizacji przestarzałych armii. Według autorów raportu Deloitte, tendencja ta będzie się utrzymywać także w najbliższych latach.

Eksperci wskazują, że zmienia się także jakościowe podejście do zagadnienia obronności. Zagrożenie terroryzmem spowodowało, że zapewnienie bezpieczeństwa stało się kwestią ponadnarodową. Jak wynika z badania struktury systemu obronności stworzone jeszcze za czasów zimnej wojny polegające na jednostkach ogólnego przeznaczenia i strategicznej broni nuklearnej stopniowo ustępują miejsca nowym rozwiązaniom.

Deloitte wyróżnia pięć głównych trendów, które będą dominować w najbliższych latach w polityce obronnej większości państw na świecie. Są to:

  • wzrost wydatków na zbrojenia ponoszone przez kraje o niskim dochodzie narodowym,
  • denuklearyzacja (obecnie dziewięć państw jest w posiadaniu broni jądrowej),
  • słabnąca rola jednostek ogólnego przeznaczenia,
  • rosnące znaczenie jednostek specjalnych,
  • rozwój światowych sieci informatycznych jako obszaru działań operacyjnych.

„Armie na całym świecie przestawiają się z ilości na jakość, a rewolucja technologiczna nie ominęła również wojska. Trendy te są widoczne również w polskiej polityce obronnej, która zakłada, że w latach 2013 – 2016 planowane wydatki na modernizację techniczną wyniosą ok. 37,8 mld zł, czyli będą na poziomie 27,8 proc. całości budżetu obronnego. Pieniądze publiczne będą kierowane przede wszystkim na wyposażenie wojska w nowy sprzęt, a także wyszkolenie specjalistów. Armie na całym świecie już od kilku lat są zainteresowane sferą B + R i stały się jednym z bardziej znaczących odbiorców sprzętu informatycznego i produktów innowacyjnych” – wyjaśnia Piotr Świętochowski, Dyrektor w Dziale Audytu Deloitte.

W raporcie Deloitte podkreślono także, że kryzys ekonomiczny w kolejnych latach nadal znacząco będzie wpływał na sferę obronności. Po pierwsze władze wielu państw borykają się z problemem równowagi między wydatkami na zbrojenia i rosnącymi naciskami wewnętrznymi dotyczącymi oszczędności i rozwoju sfery socjalnej. Poza tym ministrowie obrony muszą w swoich działaniach pogodzić wysoką wartość obronną i polityczną zawodowej armii z pojawiającymi się głosami kwestionującymi jej faktyczną przydatność w świetle możliwości finansowych danego kraju. Osobną kwestią pozostaje także kompromis pomiędzy bezpieczeństwem narodowym a swobodami obywatelskimi i zarzutami o ich naruszenie.

Komentarz dzienny, 1 lipca 2013

Zgodnie ze zrewidowanymi danymi, saldo obrotów bieżących zamknęło się w I kwartale wynikiem -2 mld EUR, podczas gdy opublikowane wcześniej dane miesięczne wskazywały na deficyt sięgający -2,6 mld EUR. Zgodnie z naszymi przewidywaniami (spodziewaliśmy się poszerzenia deficytu po rewizji do ok. 3,2 mld EUR), dokonało się to częściowo przez saldo towarowe. Przy niższym od pierwotnie szacowanego eksporcie i wyższym imporcie – tu upatrywaliśmy największego źródła zmienności – spadło ono o ok. 540 mln EUR. Rewizje salda usług (mniejsza nadwyżka) okazała się niewielka, a główną przyczyną różnic między publikowanymi wcześniej danymi miesięcznymi, a zrewidowanymi kwartalnymi było niższe ujemne saldo dochodów. 

Polish Weekly Review, 28 czerwca 2013

Retail sales grew by 0.5% y/y (consensus: +0.3%, our forecast: -1,2%). We have already noted in the previous month that incoming data will be closely monitored for signs of trend reversal (especially in durables). Another minus in our forecast was due to statistical effects (Easter-related shifts, working days, extended weekends). We dare to say that this is a solid release (to the extent that our interpretation of base and calendar effects is correct, they were likely beaten by a steepening trend) and retails sales has probably bottomed out. It is confirmed by core retail sales aggregates.

Litewska AviaAM Leasing – największy zagraniczny debiut na GPW w tym roku

Dziś na Głównym Rynku GPW zadebiutowała kolejna litewska spółka. AviaAM Leasing jest 54. zagranicznym emitentem notowanym w Warszawie i 3. zagraniczną spółką, która wprowadziła akcje na główny parkiet w 2013 r. Emitent jest przy tym 442. spółką notowaną na Głównym Rynku GPW oraz 10. debiutantem na tym rynku w tym roku.

Wartość oferty publicznej litewskiej spółki wyniosła 112,15 mln zł, co plasuje ją na drugim miejscu pod tym względem wśród wszystkich debiutów giełdowych w Warszawie w 2013 r., za ofertą Polskiego Holdingu Nieruchomości. Zgodnie z decyzją spółki, Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie będzie jedynym rynkiem obrotu akcjami AviaAM Leasing.

Po dzisiejszym debiucie na obu rynkach akcji warszawskiej giełdy notowanych jest 54 spółek zagranicznych (46 na Głównym Rynku oraz 8 na rynku NewConnect) z kilkudziesięciu krajów. Wśród nich najliczniej reprezentowane są spółki z Ukrainy, Czech, Litwy i Izraela. Debiut kolejnej zagranicznej spółki na GPW jest efektem konsekwentnie realizowanej strategii, której celem jest wzmacnianie międzynarodowej pozycji Giełdy poprzez zwiększenie liczby zagranicznych emitentów, pośredników i inwestorów oraz ugruntowanie pozycji najsilniejszego parkietu w regionie Europy Środkowej i Wschodniej.

AviaAM Leasing AB jest międzynarodową grupą, zajmującą się nabywaniem, leasingiem i handlem samolotami komercyjnymi. Skupia swą działalność na rynku samolotów używanych, które nabywa a następnie oddaje w leasing liniom lotniczym na całym świecie w celu osiągnięcia atrakcyjnej stopy zwrotu z kapitału. Grupa prowadzi również aktywną działalność w zakresie handlu samolotami, w ramach której kupuje, remontuje i sprzedaje aktywa lotnicze. Emitent działa głównie na rynkach wschodzących, takich jak Rosja i kraje WPN.

Zmiany w dyrektywnie UE o bezpieczeństwie jądrowym, planuje się przede wszystkim poprawę procedur w sytuacjach awaryjnych

Co sześć lat mają odbywać się ogólnounijne, prawnie wiążące przeglądy elektrowni jądrowych. A ryzyko uwolnienia do środowiska substancji radioaktywnych,  w razie awarii, ma zostać zredukowane. Komisja Europejska proponuje wprowadzenie od 2014 roku takich zmian do dyrektywy o bezpieczeństwie jądrowym. Zdaniem dyrektora Narodowego Centrum Badań Jądrowych, to dobry krok w kierunku ujednolicenia kryteriów bezpieczeństwa w UE, szkoda, że tylko w jednej branży. 

 Jest to ważny krok w kierunku harmonizacji przepisów, ponieważ to, że w każdym kraju są one nieco różne, jest sporym problemem dla przemysłu jądrowego – mówi prof. Grzegorz Wrochna. – Choć sama dyrektywa nie stanowi wielkiego przełomu, dlatego że wymagania, o których mówi, na ogół znajdują się już w regulacjach poszczególnych państw.

Prof. Grzegorz Wrochna wyjaśnia, że np. dostawcy technologii muszą dostarczać do każdego państwa nieco inny reaktor, przeprowadzać odmienne analizy, żeby wykazać, że spełnia on kryteria danego kraju. Nie tylko podwyższa to koszty budowy reaktorów, ale i utrudnia ocenę bezpieczeństwa i wydłuża okres licencjonowania.

Po wejściu w życie dyrektywy wszystkie nowo budowane elektrownie będą musiały być tak zaprojektowane, aby w przypadku awarii rdzenia skutki były ograniczone do terenu zakładu. To oznacza, że instalowane w UE reaktory będą musiały być urządzeniami co najmniej III generacji (w Polsce mają zostać wybudowane reaktory III lub III+ generacji).

Ujednolicanie kryteriów bezpieczeństwa jest rzeczą dobrą, ale, w opinii profesora, nie jest dobrze, jeżeli bardzo ostre kryteria dotyczą tylko jednego sektora gospodarki.

 – Szkoda, że takie ostre zapisy, dotyczące np. uwolnienia substancji radioaktywnych w przypadku awarii, dotyczą tylko tej jednej dziedziny, a nie odnoszą się np. do zakładów chemicznych, które mają gigantyczne zbiorniki z truciznami, czy innych dziedzin przemysłu, gdzie niebezpieczeństwo zagrożenia dla ludności w czasie awarii często jest większe – uważa prof. Grzegorz Wrochna.

Zgodnie z propozycjami KE każda elektrownia jądrowa musi być wyposażona w ośrodki reagowania w sytuacjach wyjątkowych. Powinny one być „zabezpieczone przed promieniowaniem,  trzęsieniami ziemi i powodziami i realizujące surowe wytyczne z zakresu zarządzania katastrofami”.

Po awarii japońskiej elektrowni jądrowej Fukushima (w marcu 2011 r.) spowodowanej gigantycznym trzęsieniem ziemi i falami tsunami KE wezwała do przeprowadzeniu testów wytrzymałościowych („stress-testów”) elektrowni jądrowych w Europie i dokonaniu przeglądu unijnych przepisów dotyczących bezpieczeństwa jądrowego.

Ekspert informuje, że wyniki testów pokazały, iż samej konstrukcji reaktorów nie trzeba zmieniać. Pojawiło się jednak szereg rekomendacji dotyczących systemów awaryjnych i organizacji energetyki jądrowej.

 – To co ewentualnie trzeba zmienić, to jest dodatkowe wyposażenie elektrowni,  np. lepiej rozmieszczone generatory diesla w razie awarii sieci energetycznej lub źródła zasilania w wodę. Należy też poprawić procedury działania w przypadku sytuacji awaryjnych, a w niektórych krajach również organizację dozoru jądrowego, jego niezależność polityczną – informuje dyrektor NCBJ.

KE proponuje, by w związku z tym „krajowym organom regulacyjnym przyznać wystarczające środki finansowe i wystarczającą ekipę specjalistów potrzebnych do wykonywania swoich zadań”. Postuluje także wprowadzenie obowiązkowych przeglądów instalacji jądrowych.

 – Zaleca w niej, żeby „stress-testy” były wykonywane nie po każdej następnej katastrofie, tylko w regularnych sześcioletnich odstępach czasu. Poszczególne kraje powinny dokonywać przeglądów swoich reaktorów co dziesięć lat. Inspektorzy mają sprawdzać, czy wybrane zabezpieczenie, takie jak np. systemy anty powodziowe lub systemy awaryjnego obniżenia ciśnienia we wnętrzu obudowy reaktora, są sprawne – wyjaśnia prof. Grzegorz Wrochna.

W skład zespołów badających elektrownie w danym kraju będą wchodzili eksperci z innych państw członkowskich, a ich rekomendacje będą prawnie wiążące. W Unii Europejskiej działają 132 reaktory jądrowe znajdujące się w 58 obiektach. Na świecie w budowie jest 68 nowych reaktorów.

Ł. Wejchert stawia na rozwój aplikacji mobilnych: iTaxi osiągnęło sukces, planujemy wdrożyć nową usługę – Justtag

0

Po sukcesie iTaxi, należąca do Łukasza Wejcherta firma Dirlango pracuje nad kolejnymi rozwiązaniami mobilnymi. Rynek ma duży potencjał wzrostu, bo w Polsce udział urządzeń mobilnych w rynku jest wciąż dużo niższy niż w Stanach Zjednoczonych. Kolejne plany Dirlango to rozwój iTaxi oraz  Justtag  –  najnowszej aplikacji w portfolio firmy służącej do zarządzania kartami lojalnościowymi czy rabatami. 

 – Teraz bardzo mocno stawiamy na projekty mobilne, bo ludzie już mniej korzystają ze stacjonarnego internetu, coraz częściej przerzucają się na smartfony czy tablety. Widzimy, że jest duża dynamika wzrostu i potencjał, żeby tworzyć nowe i innowacyjne rozwiązania w tym obszarze – uważa Łukasz Wejchert, prezes Dirlango.

iTaxi to aplikacja, która wystartowała w marcu ubiegłego roku. Umożliwia zamówienie najbliższej taksówki przez urządzenia typu smartfon czy tablet. Użytkownicy mogą, korzystając z podglądu na mapie, wybrać nie tylko taki pojazd, który jest najbliżej, ale też zdecydować się na określoną stawkę za kilometr, korporację lub model samochodu. Dodatkowo można zamówić taksówkę oferującą płatności kartą a na koniec kursu ocenić serwis i kierowcę wpisując swój komentarz.

Wejchert zdradza, że aplikacja została już pobrana przez niemal 70 tysięcy osób. Liczba osób korzystających z iTaxi rośnie o ok. 30 proc. miesięcznie. Prezes Dirlango dodaje, że choć nie wszyscy korzystają z niej regularnie, to dynamika wzrostu jest bardzo pozytywna. Nie chce jednak przewidywać dalszego przyrostu użytkowników – podkreśla, że to wciąż nowy produkt i dopiero za sześć miesięcy do roku na podstawie danych będzie można lepiej prognozować rozwój.

Akcje promocyjne, m.in. ta współorganizowana z Nokia, dały szanse na lepszą promocję aplikacji.

 – Wspólnie z Nokia przeprowadziliśmy akcję, w której aplikacja iTaxi posłużyła jako platforma komunikacji marketingowej, umożliwiając osobom posiadającym telefon Nokia Lumia, darmowe przejazdy taksówkami w Warszawie. Jesteśmy zadowoleni z wyników. Wzrosła ilość instalacji dla systemu operacyjnego Windows Phone a sama akcja miała pozytywny oddźwięk na rynku – mówi Łukasz Wejchert.

Dirlango wprowadza kolejne udoskonalenia iTaxi  mi.in. transakcje bezgotówkowe.

 – Teraz jest duży popyt na bezgotówkowe transakcje. Podpisujemy umowy z firmami, które mogą korzystać z aplikacji na specjalnych warunkach, rozliczając przejazdy w określonym cyklu rozliczeniowym. To wygodne zarówno dla użytkownika, który nie musi nosić ze sobą kart czy voucherów, jaki i dla firmy, która otrzymuje raport zbiorczy wraz z trasą przejazdu zintegrowaną z mapą – wyjaśnia Wejchert.

Według niego w Polsce jest wciąż bardzo duży potencjał rozwoju technologii mobilnych, dlatego Prezes firmy zapowiada dalsze wdrożenia. Przykładem jest aplikacja Justtag, dostępna od grudnia ub.r.

 – Justtag to aplikacja, która pozwala ludziom gromadzić wszystkie swoje karty lojalnościowe, karty promocyjne, karty pieczątkowe, kupony rabatowe czy kody w jednym miejscu, czyli w telefonie. To wygodne, bo nie  trzeba nosić tych wszystkich rzeczy w portfelu. Są zawsze w telefonie. Niedługo planujemy wdrożenie nowej wersji aplikacji, w której na podstawie informacji zwrotnych z rynku dokonaliśmy szeregu zmian zarówno w warstwie funkcjonalnej jak i wizualnej – mówi Wejchert.

Justtag, pomimo, że jest na razie w fazie testowej, ma prawie 10 tys. zarejestrowanych użytkowników. To według Wejcherta bardzo dobry prognostyk na początek nowej usługi.

Tygodnik „Wprost” walczy z kryzysem w branży prasowej. Nie będzie już „grzecznej gazety”

Najbliższy rok będzie kluczowym okresem dla wydawców prasy papierowej – uważa Sylwester Latkowski, redaktor naczelny tygodnika „Wprost”. Jego zdaniem część tytułów niedługo zniknie z rynku. Deklaruje również, że sam ma strategię na czas kryzysu. Jest nią odejście od dotychczasowego nurtu „grzecznej gazety” i przywrócenie w Polsce dziennikarstwa zaangażowanego.

Nie ma świętych krów – niedawno pod takim hasłem ruszyła kampania wizerunkowa tygodnika „Wprost”. Jej celem jest zwrócenie uwagi czytelników na zmiany, jakie przeszło pismo w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Nowy kierunek rozwoju pisma ma nie tylko zatrzymać dotychczasowych czytelników, ale i podnieść sprzedaż.

 – W mediach, zwłaszcza papierowych jest kryzys, wszyscy to mówią. Nie ma redaktora naczelnego, który powie, że odnosi sukces, bo to jest tylko kwestia, o ile mniej ma wpływów i o ile mniejszy nakład sprzedaje – mówi redaktor naczelny „Wprost”. – Myślę, że za rok zweryfikujemy rynek medialny prasy papierowej. To jest chyba jeden z bardziej szczególnych okresów na tym rynku, bo uważam, że w przyszłym roku nie wszyscy dotrą do brzegu.

Zwraca również uwagę, że równolegle do kryzysu w segmencie prasy papierowej istnieje problem związany z zarabianiem w internecie.

 – W Polsce nie jesteśmy przyzwyczajeni do czytania gazet w wersji elektronicznej. To jest problem. Czytelnik także nie jest przyzwyczajony płacić za treść w internecie. Jest przyzwyczajony, że ma to za darmo, a to zabija prawdziwe media. Nie ma dziennikarstwa bez finansowania, bo nie blogerzy tworzą dziennikarstwo – tłumaczy.

Deklaruje, że zamierza wprowadzić w swoim tygodniku zmiany w stylu i tematyce artykułów.

 – Chcę przywrócić inny rodzaj dziennikarstwa zaangażowanego. Wierzę, że dziennikarstwo, które będzie pokazywało rzeczywistość i stawało za ludźmi spowoduje, że przynajmniej nas czytelnicy będą wspierać tym, że będą kupować ten tytuł. To jest najważniejsze – tłumaczy.

Co więcej, Latkowski jest zdania, że czas „grzecznych gazet” już się skończył.

 – Odeszliśmy z zespołem od robienia miłego, przyjemnego tygodnika, który nic nie mówi i jest miałki. Nie bez powodu trwa teraz kampania „Nie ma świętych krów”. Myślę, że to jest czas na dziennikarstwo śledcze, interwencyjne, na pokazywanie tego, co ludzie naprawdę chcieliby usłyszeć, przeczytać, bo w mainstreamie to zaginęło –  podkreśla redaktor naczelny tygodnika.

Nowa kampania wizerunkowa „Wprost” obejmuje reklamy w prasie, spoty w radiu, telewizji i wybranych sieciach kin, a także promocję w internecie oraz outdoor, m.in. na warszawskich autobusach. Elementy kampanii  widoczne są również w samym tygodniku oraz w serwisie wprost.pl.

Energa na giełdzie jeszcze w tym roku, Skarb Państwa stara się uatrakcyjnić ofertę przez dołożenie różnych aktywów

Skarb Państwa analizuje, w jaki sposób „uatrakcyjnić” ofertę sprzedaży gdańskiej Energi. Ocenia, czy możliwe jest wniesienie do spółki innych aktywów, i czy działanie to nie opóźni harmonogramu jej prywatyzacji. Zgodnie z planami resortu, debiut giełdowy Energi powinien nastąpić jeszcze w tym roku. Wiceminister zapewnia, że nie wpłynie na to brak ustawy o odnawialnych źródłach energii.

Wiceminister Paweł Tamborski zapowiada, że w najbliższym czasie zostaną wybrani doradcy, który będą wspierać procesy decyzyjne przy sprzedaży spółki. Resort analizuje również, na ile dodatkowe aktywa zachęcą inwestorów do zakupów.

 – Pracujemy nad wniesieniem aktywów, które naszym zdaniem uatrakcyjnią trochę sam projekt IPO Energi. Myślę tu o aktywach generujących prąd ze źródeł odnawialnych. Mamy w portfelu Skarbu Państwa takie aktywa – mówi Paweł Tamborski.

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami chodzi m.in. o Zespół Elektrowni Wodnych Niedzica, któremu Energa uważnie się przygląda.

 – Prowadzimy w tej chwili analizy prawne, w jaki sposób możemy to zrobić. Będziemy oceniali, czy warto podjąć dodatkowy wysiłek, nie ryzykując harmonogramu sprzedaży Energi. A harmonogram jest taki, że chcielibyśmy, by spółka znalazła się na giełdzie w tym roku – podkreśla wiceminister.

Ustawa o OZE razem z prawem energetycznym i gazowym wchodzi w skład „dużego trójpaku”. Będzie ona zawierać rozstrzygnięcia kluczowe dla należącej do Energi elektrowni wodnej we Włocławku i planowanej budowy II stopnia tej elektrowni. Zmiany mają być procesowane po wakacjach, a zgodnie z zapowiedziami resortu gospodarki duży trójpak zostanie uchwalony do końca roku. Ministerstwo Skarbu Państwa bada, w jakim stopniu brak rozstrzygnięcia wpływa na wycenę Energi.

Jest to ważna informacja dla inwestorów. Z drugiej strony biznes Energi polega przede wszystkim na dystrybucji i tutaj jest generowana jej wartość. W związku z tym wpływ trójpaku czy jego braku dzisiaj wymaga oceny, ale to nie jest coś, co zdecyduje o tym, czy ta transakcja pójdzie do przodu, czy nie – zapewnia wiceminister skarbu państwa Paweł Tamborski.

Na ten rok resort planował również sprzedaż innej energetycznej spółki, Enei. Jednak wszystko wskazuje na to, że plany te zostaną odsunięte w czasie.

 – W tej chwili na bieżąco analizujemy sytuację, spotykamy się z potencjalnymi chętnymi i przyznam, że nie ma ich wielu. Mamy więc wrażenie, że to nie jest najlepszy moment na to, aby myśleć o całkowitej prywatyzacji tej spółki. Uważamy, że nie bylibyśmy w stanie zrealizować satysfakcjonującej nas ceny – mówi Paweł Tamborski.

PKO BP przejmuje Nordea Bank, chce rozwijać sprzedaż produktów ubezpieczeniowych

PKO Bank Polski po przejęciu Nordea Banku chce rozwijać działalność hipoteczną. Na bazie banku Nordea w Trójmieście powstanie bank hipoteczny. Prezes PKO BP zapewnia, że dotychczasowi pracownicy nie muszą obawiać się redukcji zatrudnienia. PKO BP chce także rozwijać sprzedaż produktów ubezpieczeniowych.

 – Chcemy zintegrować bank Nordea z PKO Bankiem Polskim. Na bazie licencji banku Nordea zbudować bank hipoteczny z siedzibą w Trójmieście. Chcemy wykorzystać Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie Nordea do silnej współpracy z bankiem i znaleźć partnera strategicznego w zakresie ubezpieczeń, żeby współpracować lepiej i efektywniej w zakresie bancassurance w PKO Banku Polskim. Chcemy doprowadzić do integracji firmy Nordea Finance z naszą silną spółką leasingową PKO Leasing – zapowiada Zbigniew Jagiełło, prezes zarządu PKO BP.

Na pewno nie uda się zachować marki Nordea, która należy do silnej grupy skandynawskiej. Jagiełło podkreśla, że PKO BP chce tworzyć silny bank hipoteczny, korzystając ze struktury Nordei w Trójmieście. Ważne jest też doświadczenie skandynawskiego banku w ubezpieczeniach i leasingu. Również w zakresie bankowości korporacyjnej i inwestycyjnej decyzje będą podejmowane w taki sposób, by wykorzystać połączone siły obydwu banków.

W zakresie bankowości detalicznej oddziały banków zostaną zintegrowane. To dobra wiadomość dla pracowników Nordei i PKO BP, bo, jak zapewnia Jagiełło, zwolnienia nie są planowane.

W bankowości detalicznej widzimy pełną integrację oddziałów banku Nordea z naszym bankiem. Nie przewidujemy żadnych specjalnych ruchów kadrowych. Pojawią się oferty pracy związane z tworzeniem na bazie banku Nordea w Trójmieście banku hipotecznego – zapowiada prezes PKO BP.

PKO BP ma ok. 14 proc. udziału w polskim rynku. Przejęcie Nordei ma go zwiększyć. Jagiełło uważa, że mając 20 proc. udziału w rynku PKO BP nie będzie już musiał szukać okazji do przejęć i zajmie się rozwojem swoich usług.

  Skala naszej działalności w Polsce jest poniżej naszych aspiracji. Chcemy ją zwiększać przez przejęcia czy przez wzrost organiczny i to czynimy bardzo dobrze. Uważam, że bank, który ma mniej więcej 20 proc. udziału w rynku jest wystarczająco duży, aby nie musiał już myśleć w perspektywie zdobywania rynku, tylko optymalizacji jakościowej i ilościowej zasobów, które posiada – podkreśla Jagiełło.

Umowę o przejęciu Nordei przez PKO BP podpisano 12 czerwca. Transakcja według nieoficjalnych informacji jest warta ponad 2,8 mld zł. Jagiełło zapowiada, że natychmiast po otrzymaniu zgody UOKiK-u rozpoczną się zmiany.

Komentarz dzienny, 28 czerwca 2013

Dochody osobiste Amerykanów wzrosły o 0,5% m/m w maju (poprzednio 0,1%, konsensus rynkowy 0,3%). O tyle samo przyrósł dochód rozporządzalny.  Przyspieszenie wzrostu dochodu to efekt podniesienia dynamiki płac (z 0,1% do 0,3%)  oraz wynik solidnych wzrostów zysków kapitałowych i odsetkowych. Dochód rozporządzalny w ujęciu realnym podniósł się o 0,4% (w całym kwartale wzrost wyniósł już 0,7%) zaś realne wydatki konsumpcyjne urosły o 0,2% (w całym kwartale wzrost wyniósł na razie tylko 0,1%, dla przypomnienia wobec 0,7% w I kwartale). Taki układ pozwolił na wzrost stopy oszczędności ze średnio 2,5% w I kwartale do 3,1% w II kwartale.

Computerworld Magazine made a list of the largest IT companies. The leading positions are occupied by hardware and software distributors

IT and software distributors are the fastest growing companies on the ICT market. The first two places in the Computerworld Top 200 list, the list of the largest companies in this industry on the Polish market, are held by ABC Data and Action S.A. The leader of the ranking has fallen to the third place since 1997 – HP Polska. Distributors record over 20%. growth and record revenues.

What is field service management and why should you care? As a field service management company, you need to manage your team to experience the highest profits successfully. With the right field scheduling service software, you can get an all-in-one solution that makes the task easier, streamlines your operation and improves customer service.

A year earlier, HP Polska was the only company in the entire ranking, which generated revenues of more than PLN 3 billion. There are four such companies this year. Three of them are distributors, in addition to ABC Data and Action S.A., as well as AB S.A .. They all grew at rates above 20%. annually – says Tomasz Bitner, editor-in-chief of Computerworld magazine.

Wzrost znaczenia branży ubezpieczeniowej w gospodarce. Ma to związek z coraz mniejszymi świadczeniami emerytalnymi

Ubezpieczyciele pełnią przede wszystkim rolę długoterminowego inwestora oraz funkcję ochronną dla przedsiębiorców, którzy w razie wystąpienia szkody bez ubezpieczenia często nie mogliby prowadzić działalności gospodarczej – mówi prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń. Branża ubezpieczeniowa to także bardzo duży pracodawca – w 2012 r. w Polsce pracowało w niej 250 tys. osób.

  Ubezpieczenia mają podwójną rolę w gospodarce. Pierwsza to funkcja długoterminowego inwestora. Zakłady ubezpieczeń mają aktywa warte 160 mld złotych, z czego 57 mld jest zgromadzonych w papierach dłużnych Skarbu Państwa. Dla przykładu, w ubezpieczonych funduszach kapitałowych Polacy ulokowali 45 mld zł. Te pieniądze są na giełdzie, ubezpieczyciele je inwestują – mówi Jan Grzegorz Prądzyński, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń.

To szczególnie cenne w trudnych gospodarczo czasach.

  Należy zwrócić uwagę na stabilizacyjną rolę ubezpieczycieli w kryzysie gospodarczym. Banki dysponują kapitałem, który jest bardziej kapitałem spekulacyjnym, krótkoterminowym. Natomiast zakłady ubezpieczeń mają kapitał długoterminowy – reasumuje Jan Grzegorz Prądzyński.

Do działalności inwestycyjnej ubezpieczyciele przykładają dużą wagę, zwłaszcza że jest to obwarowane wieloma wskazówkami ze strony Komisji Nadzoru Finansowego.

 – Z jednej strony na inwestowaniu pieniędzy klientów ubezpieczyciele muszą zarobić jak najwięcej, z drugiej strony, zarobić jak najbezpieczniej, bo tego wymaga KNF. Tu są bardzo klarowne wytyczne, w jaki sposób ubezpieczyciele mogą inwestować pieniądze ubezpieczonych – podkreśla prezes PIU.

Oprócz funkcji stabilizacyjnej, ubezpieczyciele pełnią również rolę ochronną. Polega ona na zabezpieczeniu i umożliwieniu kontynuowania działalności gospodarczej przedsiębiorstw w wypadku zdarzeń losowych.

  Każdy przedsiębiorca potrzebuje ochrony, zapewnienia, że jeżeli wydarzy się wypadek, to wówczas będzie korzystał z ochrony ubezpieczeniowej. Przykładem może być tzw. ubezpieczenie business interruption, czyli na wypadek przerwanie działalności. Jeśli spaliła się hala w fabryce, to działalność zakładu staje. W takim przypadku ubezpieczyciel pokrywa nie tylko wydatki służące odbudowaniu fabryki, ale również straty z tego tytułu, że przedsiębiorca w tym czasie nie mógł prowadzić swojej działalności – wyjaśnia prezes PIU.

Działalność zakładów ubezpieczeń pozwala także na rozproszenie ryzyka na całe społeczeństwo, na czym bazują produkty ubezpieczeniowe. Pozwala to przewidzieć wysokość środków potrzebnych do wypłacenia odszkodowań i podzielić je na ubezpieczonych. Dzięki temu składki ubezpieczeniowe są stosunkowo nieduże w stosunku do strat jednej osoby wynikających np. z pożaru.

Ubezpieczenia są ważne nie tylko dla całej gospodarki, ale także dla poszczególnych gospodarstw domowych. Zakłady ubezpieczeń wspomagają państwo w zabezpieczeniu w razie choroby lub na starość. Zdaniem przedstawicieli branży, wraz z malejącą wysokością świadczeń emerytalno-rentowych z budżetu państwa rola zakładów ubezpieczeń z pewnością będzie rosła.

Branża ubezpieczeniowa to również spory pracodawca. Z danych Ministerstwa Gospodarki wynika, że w 2012 r. w Polsce było w niej zatrudnionych około 250 tys. osób, z czego około 27 tys. bezpośrednio w zakładach ubezpieczeń, a około 190 tys. w pośrednictwie ubezpieczeniowym oraz kilkanaście tysięcy w firmach obsługi zakładów ubezpieczeń.

Zaczął się proces modernizacji naszej armii, największy od 1989 roku

System obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej to jedna z największych inwestycji w ramach rządowego programu modernizacji armii. MON chce wydać na ten cel około 20 miliardów złotych. Do pierwszego etapu inwestycji, czyli dialogu technicznego, MON zaprosił sześć konsorcjów i firm produkujących systemy rakietowe. W ocenie ofert resortowi ma pomóc konsorcjum polskich firm z branży na czele z Polskim Holdingiem Obronnym. Jednym z kryteriów będą warunki offsetowe i możliwość zrealizowania części inwestycji przez polskich partnerów.

 – Jest to największy w historii program modernizacji naszej armii od roku 1989, dużo większy niż zakup samolotu wielozadaniowego. Program ogromny, ogromne zainteresowanie firm z całego świata. Najwięksi gracze tego przemysłu zgłosili się w zeszły piątek do dialogu technicznego, do rozmów, jak taki program ma wyglądać – tłumaczy Krzysztof Krystowski, prezes Polskiego Holdingu Obronnego, które chce wziąć udział w przetargach na realizację tego programu.

By uczestniczyć w budowie systemu przeciwrakietowego, polskie firmy zbrojeniowe utworzyły konsorcjum. W jego skład weszło, poza Polskim Holdingiem Obronnym, 10 państwowych i prywatnych firm związanych z branża zbrojeniową.

  Zgromadziliśmy całą tę społeczność przemysłową, żebyśmy jako polski przemysł mieli swoją ofertę, żebyśmy liczyli się w tej grze. Taki jest nasz cel – mówi Krystowski.

MON rozesłało zaproszenia do dialogu do sześciu firm w tym: Europejskiego Domu Rakietowego, producenta rakiet Aster 30; amerykańskiego konsorcjum Raytheon – Lockheed Martin, który dostarcza system Patriot; izraelskich producentów Rafael i Israel Aerospace Industries, a także amerykańsko-włosko-niemieckiego konsorcjum MEADS, oferującego rakiety produkcji amerykańskiej.

Polski przemysł obronny nie produkuje rakiet, ale Krystowski ma nadzieję na zamówienia innego typu.

  System to nie tylko rakiety. To również systemy łączności, systemy dowodzenia, systemy rozpoznania, a więc radary. Tutaj rola polskiego przemysłu jest absolutnie niekwestionowana – podkreśla prezes PHO.

Polski Holding Obronny to największy w Polsce producent radarów, lider w produkcji sensorów używanych w systemach dowodzenia i rozpoznania.

  MON zaprasza nas do bycia partnerem w ocenie tych ofert od strony przemysłowej. Będziemy oceniać oferty zagraniczne, czyli to, jak dużo polski przemysł może skorzystać na współpracy z poszczególnymi firmami. To będzie miało ogromne znaczenie, jak nas zapewnił minister obrony, w wyborze ostatecznego oferenta – dodaje Krystowski.

Ministerstwo Obrony Narodowej chce zakończyć rozmowy z producentami do 24 września. Wtedy resort przedstawi rekomendacje na forum całego rządu. Cały przetarg ma zostać rozstrzygnięty do końca 2014 roku.

Rostowski zaproponował trzy warianty zmian w OFE, według Petru wszystkie mają taki sam efekt

Nie chodzi o dobro emerytów, pieniądze z OFE mają załatać dziurę budżetową ocenia zaproponowane przez wicepremiera Jacka Rostowskiego warianty zmian w OFE Ryszard Petru, przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich. Wszystkie trzy scenariusze, choć różne będą miały ten sam efekt spowodują, że większość obywateli zostanie skazana na emerytury z jednego źródła, czyli z ZUS. Rząd, zdaniem ekonomisty, wprowadza Polaków w błąd twierdząc, że ZUS zainwestuje składki lepiej niż prywatne instytucje finansowe.

Przedstawione przez wicepremiera i ministra finansów Jacka Rostowskiego trzy warianty zmian w OFE to wynik rządowego przeglądu systemu emerytalnego.

  Każdy z tych wariantów rozwiązuje bieżące problemy budżetu, bo tak naprawdę nie chodzi o dobro emerytów, tylko o to, że dzisiaj mamy głębsze spowolnienie gospodarcze niż rząd się spodziewał – ocenia Ryszard Petru, przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich.   Lepiej byłoby, gdyby premier wyszedł i powiedział: „Szanowni Państwo, sytuacja gospodarcza jest trudniejsza niż sądziliśmy, mamy problemy z budżetem. Proszę o państwa akceptację, że zawieszam składkę OFE na dwa lata i tym samym łatam bieżącą sytuację budżetową”. To byłoby bardziej fair – mówi.

Jego zdaniem, rządowa retoryka dezorientuje Polaków.

– Wydaje mi się, że Polacy nie wiedzą o co chodzi. Przez 15 lat słyszą, że OFE są dobre, a dziś słyszą, że OFE są złe, że obligacje są niedobre, a akcje są dobre. Uważam, że trzeba ludziom tłumaczyć wprost, że chodzi o problemy budżetowe, a nie emerytalne w tym całym pomyśle – dodaje ekspert.

A pomysły są trzy. Wariant pierwszy zakłada umorzenie przez rząd obligacji zakupionych przez OFE i zapisanie odpowiednich kwot na indywidualnych kontach w ZUS. Towarzystwa emerytalne w przyszłości nie mogłyby też inwestować w rządowe papiery dłużne.

  Pomysł umarzania obligacji wydaje mi się o tyle niebezpieczny, że OFE de facto nigdzie na świecie nie mogą inwestować 100 proc. w akcje. To jest wysłanie przyszłych emerytów na rzeź – krytykuje Petru.

Fundusze mieszane, które inwestują zarówno w obligacje, jak i w akcje to większe bezpieczeństwo dla przyszłych emerytów. Obecnie polskie OFE około dwóch trzecich składek inwestują w obligacje. Ich umorzenie zmniejszyłoby dług publiczny Polski o 11 procent.

Wariant drugi to możliwość wyboru odkładania na emeryturę w OFE i ZUS lub tylko w ZUS. Na decyzję przyszli emeryci mieliby trzy miesiące.

  W przypadku dobrowolności z przeniesieniem aktywów to byłby koniec OFE. Większość ludzi wybierze ZUS na takiej zasadzie, że nie będzie miała ruchu, nie pójdzie, nie potwierdzi itd.. I to oznaczałoby likwidację otwartych funduszy emerytalnych – tłumaczy przewodniczący TEP.

Trzeci wariant, który rząd nazywa „dobrowolność plus” zakłada, że przyszli emeryci mogliby wybrać, czy chcą pozostać w OFE. Jednak jeśli się na to zdecydują, do towarzystw emerytalnych trafi 2 proc. ich składki. Kolejne 2 proc. klient będzie musiał sam odprowadzić do OFE.

  Trzeba by jeszcze dopłacać z prywatnych środków, tylko bogaci mogą to zrobić. Większość ludzi nie ma pieniędzy, żeby dodatkowo dopłacić, w związku z tym większość wybrałaby pozostanie w ZUS-ie – prognozuje Petru.

Ekonomista krytykuje również rządową propozycję, by na 10 lat przed emeryturą pieniądze zgromadzone przez Polaków w OFE trafiały na indywidualne konta w ZUS.

 – Skoro mam wolny wybór między OFE a ZUS, kiedy odkładam na emeryturę, to dlaczego nie mam mieć wyboru w momencie, kiedy emerytura jest wypłacana – mówi ekonomista.

Promocja w LOT, bilet w dwie strony na terenie Europy już za mniej niż 400 zł!

LOT zachęca klientów niskimi cenami biletów. Regularnie pojawiają się promocje, dzięki którym po Europie można polecieć nawet za mniej niż 400 zł w dwie strony. To forma pobudzania rynku  mówi prezes polskich linii lotniczych i podkreśla, że efekty promocji można mierzyć jedynie w perspektywie wielomiesięcznej.

 – To nie jest jedna kampania, tylko już szósta taka inicjatywa. Będziemy się starali mierzyć ich skutki kwartalnie oraz w perspektywie całego roku. Dzisiaj zaczyna się sezon letni, więc okres, kiedy linie lotnicze podejmują wysiłek ściągnięcia pasażerów na sezon zimowy. Działamy więc z 5-6-miesięcznym wyprzedzeniem – mówi Sebastian Mikosz, prezes PLL LOT.

Mikosz podkreśla, że tanie bilety to powszechny dla linii lotniczych sposób zachęcania klientów do podróży. Dodaje, że LOT starannie wybiera trasy, na których oferuje tanie połączenia. Pula biletów ma zainteresować klientów i skłonić ich do odwiedzenia strony internetowej linii. Według Mikosza, wiele osób decyduje się w wyniku tego na zakup nie tylko promocyjnych, ale i zwykłych biletów.

 – Przecież każdy klient, który zagląda na naszą stronę bardzo często podejmuje decyzję o innym zakupie, więc jest to nasza forma ciągłego pobudzania rynku i walczenia o to, żeby jak najwięcej osób kupowało u nas bilety – dodaje prezes LOT-u.

LOT co tydzień organizuje promocję o nazwie „Szalona środa”, w której bilet w dwie strony na trasie europejskiej można kupić już za mniej niż 400 zł. W ofercie „Nowe first minute”, którą LOT ogłosił na początku czerwca, bilety na niektóre trasy, m.in. do Kijowa czy Tallina, kosztowały mniej niż 150 zł w dwie strony. Promocje często są wydłużane i obejmują również rejsy długodystansowe na pokładzie Boeingów 787 Dreamliner.

Mikosz nie chce na razie oceniać, czy tego typu kampanie działają. Podkreśla, że na ich skuteczność trzeba spoglądać w długiej perspektywie czasu.

 – W tej chwili widzę mniej więcej efekty kampanii z zeszłego roku, bo wiem, ile osób kupiło bilety i je przelatało. To element ciągłej walki o rynek, konkurencja nie śpi – zauważa Mikosz.

Dodaje, że wciąż nie jest zadowolony z poziomu sprzedaży biletów i zamierza walczyć o to, by więcej osób podróżowało na pokładach samolotów LOT-u. Poza promocjami ma temu służyć również strona mobilna, nad którą pracuje już przewoźnik. Poprawiona ma zostać też pełna strona internetowa spółki. Po zakończeniu tych zmian LOT jeszcze intensywniej zacznie promować swoje połączenia.

 – W ciągu kilku tygodni będziemy w stanie zaoferować to już w pełnym wymiarze, wtedy powtórzymy jeszcze jedną kampanię i będziemy badać, czy tym narzędziem jesteśmy w stanie być lepsi niż byliśmy w zeszłym roku – zapowiada Mikosz.

Komentarz dzienny, 27 czerwca 2013

W przedstawionym wczoraj przeglądzie funkcjonowania systemu emerytalnego poza (chyba powszechnie oczekiwaną) propozycją dot. sposobu wypłat emerytur z filara kapitałowego znalazły się rekomendacje zmian w systemie emerytalnym, czyli gruntowna przebudowa filara kapitałowego. Co do sposobu wypłat zaproponowano stopniowe przenoszenie środków z OFE na subkonto w ZUS na 10 lat przed osiągnięciem wieku emerytalnego i wypłata świadczenia emerytalnego oraz jego waloryzacja na takich samych zasadach, jak obowiązujące w I filarze. Było to rozwiązania oczekiwane przez analityków i inwestorów. Co do przebudowy części kapitałowej systemu pojawiły się trzy propozycje:

  1. Likwidacja części nieakcyjnej OFE, czyli przeniesienie części aktywów OFE ulokowanych w obligacjach do ZUS i następne umorzenie obligacji. OFE straciłyby prawo inwestowania pozostałej części aktywów w obligacje skarbowe. Zmienione zostają benchmarki i limity dla OFE.
  2. Dobrowolność udziału w OFE, czyli przeniesienie aktywów tych uczestników, którzy wybiorą ZUS z OFE i następujące umorzenie obligacji i stopniowa sprzedaż akcji.
  3. Dobrowolność udziału w OFE z dodatkową składką (tak jak w wariancie 2, tylko z koniecznością odprowadzenia dodatkowej składki przez tych uczestników, którzy pozostaną w OFE).

Grupa Asseco rozpoczyna działalność w Gruzji

0

Firma z sukcesem zrealizowała transakcję nabycia większościowego udziału w gruzińskiej firmie IT. To początek ekspansji w regionie.

Asseco Poland S.A. konsekwentnie realizuje strategię rozwoju, której celem jest stworzenie globalnej firmy informatycznej specjalizującej się w produkcji oprogramowania i świadczeniu zaawansowanych usług z nim związanych. Głównym kierunkami rozwoju poprzez akwizycję są obecnie rynki wschodzące (emerging markets), charakteryzujące się wysokim wzrostem gospodarczym oraz rosnącymi potrzebami w zakresie technologii IT.  W tym tygodniu firma z sukcesem zrealizowała transakcję nabycia gruzińskiej spółki Onyx Consulting.

Firma Onyx Consulting powstała w 2008 roku. Świadczy usługi doradcze i wdrożeniowe dla firm z sektora bankowego, ubezpieczeniowego oraz dla jednostek administracji publicznej. Działalność firmy jest zdywersyfikowana i obejmuje zarówno kompetencje w zakresie tworzenia oprogramowania, oferując własny system ERP i CRM, rozwiązania dla firm ubezpieczeniowych, oprogramowanie dla szkół i sklepów, jak również usługi doradcze oraz wdrożeniowe produktów firm trzecich. Onyx Consulting jest jedną z największych firm konsultingowych na gruzińskim rynku informatycznym.

– Do inwestycji w Gruzji przekonała nas polityka rządu, który priorytetowo traktuje rozwój lokalnych kompetencji w zakresie nowych technologii. Połączenie ponad 20-letnich doświadczeń Asseco oraz znajomości lokalnych warunków prowadzenia biznesu daje solidne podstawy do objęcia pozycji lidera gruzińskiego rynku IT, a także lidera całego regionu – powiedział Adam Góral, Prezes Zarządu Asseco Poland.

Asseco zainwestowało równowartość 1,5 mln dolarów i posiada pakiet większościowy (51% udziałów) w gruzińskiej spółce Onyx Consulting. Z dniem 27 czerwca 2013 roku firma zmieni nazwę na Asseco Georgia.

– Asseco jest pierwszą globalną firmą informatyczną, która wchodzi na rynek gruziński. Dla naszego kraju oznacza to dodatkowe inwestycje i dostęp do innowacyjnych technologii. Naszym celem jest budowa wiodącej firmy informatycznej obsługującej klientów sektora publicznego oraz prywatnego zarówno w Gruzji jak i w regionie. Współpraca z Grupą Asseco gwarantuje nam rozwój naszych kompetencji zarówno w obszarze technologii, jak i w zakresie prowadzenia złożonych i dużych projektów informatycznych – powiedział David Bazierashvili, CEO Asseco Georgia.

World Trends, 20 czerwca 2013

Oderwanie prawa do dywidendy z PEKAO, przecena PKNu oraz tąpnięcie cen miedzianego potentata doprowadziło do silnej przeceny indeksu dwudziestu największych blue chipów. Na zagranicznych rynkach kapitałowych zaczyna robić się także nieciekawie gdyż S&P500 po wczorajszej silnej przecenie generuje tygodniowy sygnał sprzedaży wg MACD i jeśli do piątku byki nie wrócą na parkiet to niestety lecz wakacje 2013 mogą przejść do historii jako okres dominacji ursusów.

Komentarz poranny, 19 czerwca 2013

Erbud podpisał z Facinelli 1 Sp. z o.o. umowę o wartości 45 mln PLN na budowę budynku biurowousługowego na działce przy ul. Czerskiej 12 w Warszawie. Do wejścia umowy w życie konieczne jest złożenie przez inwestora pisemnego polecenia rozpoczęcia budowy, najpóźniej do 31 lipca 2013 r. Wartość kontraktu stanowi 3,3% ubiegłorocznych przychodów Erbudu. Wiadomość neutralna.

World Trends, 19 czerwca 2013

Korekta na rynkach emerging markets dotyka także i warszawski parkiet, jednakże głównym celem niedźwiedzi są największe tuzy z GPW. WIG20 zakończył wczorajszy dzień ponownie pod kreską co po poniedziałkowej przecenie coraz bardziej negatywnie rzutuje na dalsze dni tygodnia. Oddalanie się od czerwcowego szczytu 2512 a tym samym zbliżanie się do strefy 2400 daje uzasadnione powody do obaw o to, czy byki z Książęcej 4 są w stanie dotrzeć do tegorocznych szczytów.

Komentarz dzienny, 26 czerwca 2013

Sprzedaż detaliczna wzrosła o 0,5% w ujęciu rocznym (konsensus +0,3%, nasza prognoza -1,2%). Już w poprzednim miesiącu sugerowaliśmy, że z uwagą analizować będziemy nadchodzące dane szukając w nich symptomów odwrócenia trendów (szczególnie na dobrach trwałych). Kolejny minus w naszej prognozie podyktowany był czynnikami statystycznymi (przesunięcia w związku ze świętami Wielkiej Nocy, dni robocze). Można zaryzykować stwierdzenie, że dane są całkiem niezłe (znów interpretacja podobna jak w przypadku produkcji – według naszej interpretacji efektów bazowych zostały one pokonane przez prawdopodobnie stromiący się trend) a sprzedaż detaliczna osiągnęła już dno (lub jest tego bliska). Widać to w liczonych przez nas tradycyjnie agregatach sprzedaży bazowej (patrz rysunek) oraz w rozbiciu danych.

Komentarz indeksowy BossaFX 26 czerwca 2013 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 26 czerwca 2013 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

Dla 67 proc. osób źródłem wiedzy o ofercie polskich banków jest głównie rodzina i przyjaciele

Dlaczego decydujemy się na zakup karty kredytowej? Czy więcej zarabiamy czy może właśnie straciliśmy pracę? Zaciągamy kredyt hipoteczny, ponieważ bierzemy ślub czy też się rozwodzimy? Polskie banki w dalszym ciągu nie znają odpowiedzi na te pytania, zdając się jedynie na swoją dotychczasową politykę sprzedażową i działania marketingowe. Tymczasem identyfikacja potrzeb klienta jest kluczem do rozpoznania, w jakich ważnych momentach życia klienta skierować do niego dane produkty finansowe. Banki tylko trafiając w potrzeby klientów mogą zapewnić sobie zaufanie oraz trwałą lojalność swoich klientów. To wybrane wnioski płynące z badania „Customer Journey. Analiza ścieżek zakupowych klientów banków w Polsce” przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte, którego wyniki zostały zaprezentowane podczas III Europejskiego Kongresu Finansowego w Sopocie.

Badanie Deloitte potwierdziło słowa Bretta Kinga, który w swej książce „Bank 3.0 – Nowy wymiar bankowości” przekonywał, że banki nie analizują szczegółowo potrzeb swoich klientów oraz procesu „podróży”, którą klienci przebywają od pojawienia się potrzeby (pojawiającej się w ich codzienności) do momentu zakupu danego produktu finansowego. Tymczasem każda decyzja związana z nabyciem karty kredytowej, kredytu hipotecznego czy też gotówkowego wynika z jakiejś konkretnej sytuacji życiowej, którą bank powinien zidentyfikować. „Ta wiedza daje możliwość odpowiedzi na pytania, w których momentach życiowych oferta banku powinna być skierowana do klientów, aby najpełniej zaspokoić ich potrzeby. Zamiast tego wciąż napotykamy na przypadkowe oferty typu »mamy dla Pana kartę kredytową w promocji«” – tłumaczy Michał Dubno, Dyrektor w Sektorze Instytucji Finansowych Deloitte.

Jak pokazało badanie, w przypadku decyzji o zakupie karty kredytowej przesłanki okazały się zaskakujące i raczej rzadko identyfikowane przez banki. Aż 41 proc. osób jest zainteresowanych kartą kredytową ponieważ dopiero co zaczęli swoje studia (finansowanie drobnych wydatków, problem z bieżącą płynnością). Kolejne 40 proc. to osoby, które właśnie wyjeżdżają do pracy za granicę.

Wbrew pozorom, często na kartę nie decydują się jedynie osoby zamożne. Karta kredytowa była ratunkiem dla 36 proc. ludzi, którym spadały dochody i dla prawie jednej trzeciej osób, którzy stracili pracę. Z kart muszą korzystać także ci, którzy robią zakupy przez Internet (22 proc).

Badanie pokazało również, że klientów, którzy decydują się na kartę kredytową różnicuje podejście do dodatkowych usług i obowiązków z nią związanych. Na przykład ci, którzy wyjeżdżali za granicę doceniali to, że wraz z kartą otrzymują dodatkowe ubezpieczenie oraz zakres usług medycznych, a nie przejmowali się dodatkowymi opłatami czy oprocentowaniem. Co ciekawe, bardziej niż dla pozostałych, liczył się dla nich także wygląd samej karty.

Oczywiste jest, że klienci zaciągają kredyt mieszkaniowy w momencie, gdy wyprowadzają się z domu rodzinnego (67 proc.) lub chcą zamieszkać z partnerem (46 proc.). Ale również na taki krok decyduje się aż 58 proc. osób, które są w trakcie rozwodu i muszą na nowo poukładać swoje sprawy mieszkaniowe. Równie zaskakujące są motywy wzięcia kredytu gotówkowego. Respondenci wymieniali m.in. awarię auta lub wypadek samochodowy.

Badanie Deloitte miało również na celu analizę źródeł informacji, z których korzysta klient przed decyzją o wyborze konkretnego produktu finansowego. Okazuje się, że w jak wielu życiowych sprawach, także w tej, radzimy się głównie przyjaciół (40 proc.) i rodziny (27 proc.). Co ciekawe częściej korzystamy z rad kobiet (63 proc.) niż mężczyzn (37 proc.) i osób młodszych (66 proc.) niż starszych (34 proc.). „Żadna kampania reklamowa nie zrekompensuje złej opinii, którą niezadowolony klient przekaże swoim najbliższym. Tymczasem nasze ubiegłoroczne badanie Customer Experience jasno pokazało, że blisko jedna trzecia klientów deklaruje, że nie wybrałaby ponownie swojego aktualnego banku, a to oznacza, że w tym zakresie jest jeszcze dużo do zrobienia. Zrozumienie podejścia klientów do różnych, zarówno nowoczesnych jak i tradycyjnych form komunikacji zrewolucjonizuje działania marketingowe prowadzone przez banki” – tłumaczy Zbigniew Szczerbetka, Partner Deloitte, Lider Sektora Instytucji Finansowych w Europie Środkowej.

Klienci są znacznie bardziej usatysfakcjonowani i lojalni, gdy czują, że są traktowani w sposób zindywidualizowany i podmiotowy. Doceniają bank, który oferuje im spersonalizowane usługi i oczekują produktów „szytych na miarę”. Dlatego polskie banki muszą na nowo zdefiniować sposób zarządzania produktem oraz sprzedaż i marketing, aby lepiej odpowiedzieć na potrzeby klientów. Produkty finansowe muszą być oferowane w odpowiednim momencie życia klienta. „Definiowanie bankowości w ten sposób pozwoli bankom działać znacznie bardziej efektywnie i w znacznie większym stopniu sprawiać by klienci byli zadowoleni z ich usług. Jest to o tyle istotne, że cały czas w Polsce jest więcej osób niezadowolonych z usług swojego banku niż tych, którzy poleciliby go swoim znajomym” – podsumowuje Michał Dubno.

O badaniu:

W badaniu wzięło udział 1.218 respondentów, którzy zostali przebadani metodą CAWI. Były to osoby, które w ciągu ostatniego pół roku zdecydowały się na zakup produktu finansowego (karty kredytowe, otwarcie rachunku, kredyt hipoteczny lub gotówkowy) lub w ciągu najbliższego miesiąca mają zamiar to zrobić.

Kulczyk Oil Ventures sfinalizowała przejęcie kanadyjskiej spółki Winstar – powstaje Serinus Energy

Walne Zgromadzenia Akcjonariuszy Kulczyk Oil Ventures i Winstar Energy podjęły uchwały, w wyniku których KOV przejęła wszystkie akcje kanadyjskiej spółki poszukiwawczo-wydobywczej Winstar Energy. Transakcja została zarejestrowana przez sąd w Kanadzie 24 czerwca. Jednocześnie dokonano konsolidacji akcji, a KOV zmieniła nazwę na Serinus Energy. Już wkrótce nowa Spółka zadebiutuje na giełdzie w Toronto.

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami Kulczyk Oil Ventures sfinalizowała przejęcie kanadyjskiej spółki poszukiwawczo-wydobywczej Winstar Energy. Transakcja oznacza przełomową zmianę dla KOV- ponad 50 proc. wzrost produkcji, trzykrotne zwiększenie rezerw i rozszerzony portfel aktywów, który obejmuje 13 koncesji w pięciu krajach. KOV, już pod nową nazwą, jako Serinus Energy zadebiutuje na parkiecie w Toronto, który jest jednym z największych rynków dla branży oil&gas. Debiut planowany jest na przełom czerwca i lipca.

„Po ukraińskim sukcesie, po raz kolejny dowodzimy, że dotrzymujemy obietnic. Powstaje firma o kapitalizacji prawie 1 mld PLN, ogromnym potencjale zwiększania rezerw i produkcji zarówno ropy, jak i gazu, notowana na parkietach w Warszawie i w Toronto. Zapewni nam to odpowiednią, światową ekspozycję, a KOV pod nową nazwą Serinus Energy znajdzie się wśród ponad 400 spółek z branży oil&gas notowanych na TSX i pod okiem niemal 200 analityków branżowych” – powiedział Dariusz Mioduski, Przewodniczący Rady Dyrektorów KOV.

20 czerwca odbyły się dwa Walne Zgromadzenia Akcjonariuszy: Winstar Energy, którego inwestorzy musieli wyrazić zgodę na transakcję oraz Kulczyk Oil Ventures, na którym zaakceptowano transakcję, podjęto decyzję o zmianie statutu i przyjęciu nowej nazwy. Jednocześnie podjęto decyzję dot. konsolidacji akcji zwykłych w stosunku 1 nowa akcja Serinus Energy za 10 akcji KOV sprzed transakcji. Zgodnie z warunkami przejęcia posiadacze akcji zwykłych Winstar mieli prawo otrzymać, wedle własnego wyboru, 7.555 akcji zwykłych Spółki przed scaleniem za każdą posiadaną akcję Winstar lub 2,50 CAD w gotówce, do kwoty maksymalnej 35 mln CAD, którą zabezpieczał większościowy udziałowiec Spółki, Kulczyk Investments S.A. („KI”). W związku z tym, że wybór padł na wypłatę maksymalnej kwoty w gotówce, KI nabył 14 000 000 akcji Winstar w momencie zakończenia transakcji. Akcje te następnie zostały wymienione na akcje zwykłe Spółki, łącznie na rzecz akcjonariuszy Winstar wyemitowano 27.252.496 akcji zwykłych Serinus (po konsolidacji), z czego 10 577 000 akcji zwykłych wydano na rzecz KI. Ponadto, niezwłocznie po zakończeniu przejęcia 3 183 268 akcji zwykłych Serinus wyemitowano na rzecz KI w ramach konwersji niespłaconej pożyczki oraz narosłych odsetek w łącznej kwocie 13 369 726 USD.

Po połączeniu oraz dokonaniu konwersji pożyczki, Serinus posiada obecnie 78 611 437 akcji zwykłych pozostających w obrocie, z czego KI posiada 37 840 987 akcji zwykłych (48,1proc.).

Jednocześnie Bruce Libin i Evgenij Iorich, dotychczasowi Dyrektorzy Winstar weszli w skład Rady Dyrektorów Serinus Energy.

Na przełomie czerwca i lipca Serinus Energy zadebiutuje na giełdzie kanadyjskiej TSX, pod tickerem ‘SEN’. Spółka będzie równolegle notowana na GPW, po decyzji odpowiednich instytucji dopuszczających w Warszawie.

„Rok 2013 to nowy, ekscytujący okres w działalności Serinus. Najpierw, na Ukrainie dokonaliśmy znaczącego odkrycia, konsekwentnie zwiększając wydobycie oraz rezerwy, kilka dni temu w Brunei rozpoczęliśmy prace nad obiecującym odwiertem w zasobnym w węglowodory obszarze tego kraju, a 24 czerwca zakończyliśmy transakcję z Winstar. Z niecierpliwością oczekujemy na rozpoczęcie prac związanych z zagospodarowaniem tunezyjskich i rumuńskich aktywów Winstar, z korzyścią dla wszystkich naszych akcjonariuszy i cieszymy się, że już wkrótce będziemy notowani zarówno na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych, jak i na giełdzie w Toronto”- powiedział Timothy Elliott, Prezes Zarządu i Dyrektor Generalny KOV.

Czy e-mail stanowi powiadomienie pisemne?

W erze poczty elektronicznej, którą w relacjach zawodowych i biznesowych wykorzystujemy na co dzień, pojawiają się wątpliwości, czy wiadomości wysłane tą drogą można uznać za powiadomienie pisemne. A może są nimi jedynie przesyłki nadane tradycyjnym listem poleconym? Niejasności wyjaśnia ekspert, Agnieszka Janowska, radca prawny, dyrektor Departamentu Prawa Pracy w TGC Corporate Lawyers.

Zgodnie z treścią art. 78 § 1 Kodeksu Cywilnego do zachowania pisemnej formy czynności prawnej wystarcza złożenie własnoręcznego podpisu na dokumencie obejmującym treść oświadczenia woli. § 2 ww. artykułu mówi natomiast że takie oświadczenie złożone w postaci elektronicznej i opatrzone bezpiecznym podpisem elektronicznym weryfikowanym przy pomocy ważnego kwalifikowanego certyfikatu jest równoważne z oświadczeniem woli złożonym w formie pisemnej.

W związku z tym informacja przesłana drogą e-mailową bez wymaganego przepisami prawa podpisu elektronicznego lub faksem czy też smsem, nie zostanie uznana za formę pisemną. Ma to również zastosowanie w przypadkach, gdy e-mailem, faksem, a przy obecnej technologii telefonów komórkowych również MMS-em prześlemy drugiej stronie skan pisma z naszym podpisem. Przyjmuje się bowiem, że „podpis musi być złożony własnoręcznie w taki sposób, aby można było ustalić na podstawie badania pisma, kto jest autorem podpisu. W razie sporu ustala to biegły grafolog” (wyrok Sądu Najwyższego z 08.05.1997 r., II CKN 153/97). Nie jest więc podpisem wydruk nazwiska czy np. obraz podpisu odbity w jakikolwiek sposób. Tym bardziej nie może nim być sygnatura umieszczona jedynie na zeskanowanym czy sfotografowanym dokumencie. Nie ma bowiem możliwości jej weryfikacji przez grafologa.

Gdy forma pisemna nie została zachowana

Na kwestię weryfikacji należy spojrzeć również od strony konsekwencji niezachowania formy pisemnej, jeśli taka była wymagana przez przepisy prawa lub zostało tak ustalone w dokumencie. W przypadku, gdy dla danej czynności normy prawne lub strony w umowie zastrzegły formę pisemną pod rygorem nieważności, to jej niezachowanie będzie skutkowało tym, że dana czynność będzie bezwzględnie nieważna, a zatem nie wywoła żadnych skutków prawnych. Jeśli przepisy lub strony umowy zastrzegają dokonanie czynności w formie pisemnej, nie określając skutków jej niezachowania, to poczytuje się w razie wątpliwości, że forma pisemna była zastrzeżona wyłącznie dla celów dowodowych.

Zastrzeżenie formy pisemnej bez rygoru nieważności powoduje, że w razie jej niezachowania, w sporze nie są dopuszczalne dowody na fakt dokonania czynności pochodzące od świadków, czy z przesłuchania stron. Zasady tej nie stosuje się jednak w pewnych określonych przypadkach (patrz ramka 2.).

Warto też w tym miejscu zwrócić uwagę na wyrok Sądu Najwyższego, który początkowo wydaje się być kontrowersyjny: „Doręczenie pracownikowi za pomocą faksu pisma pracodawcy wypowiadającego umowę o pracę jest skuteczne i powoduje rozpoczęcie biegu terminu przewidzianego w art. 264 § 1 kp, ale stanowi naruszenie art. 30 § 3 kp” (uchwała Sądu Najwyższego z dnia 2 października 2002 r., III PZP 17/02).

Wyrok ten tylko pozornie budzi kontrowersje, gdyż zgodnie z art. 30 § 3 Kodeksu pracy oświadczenie stron stosunku pracy o wypowiedzeniu bądź rozwiązaniu umowy „powinno nastąpić na piśmie”, jednak ustawa nie formułuje rygoru nieważności takiego oświadczenia.

Forma pisemna może być również zastrzeżona w celu wywołania określonych skutków prawnych. Jej niezachowanie nie spowoduje, że taka czynność zostanie uznana za nieważną. Będzie ważna i wywoła skutki prawne, ale mogą być one inne aniżeli miałoby to miejsce w przypadku zachowania tej formy.
Należy wspomnieć, iż obecnie trwają prace nad wprowadzeniem zmian do kodeksu cywilnego oraz postępowania cywilnego, które miałyby zrównać e-mail i sms z formą pisemną.

W kwestii wyboru rodzaju poczty jaką powinniśmy wysłać pismo (zwykłą czy poleconą),warto wcześniej zapoznać się z odpowiednimi przepisami mającymi zastosowanie do danego dokumentu oraz ustaleniami w tym zakresie pomiędzy stronami. Jeśli nie zostało to określone prawem, np. kodeks pracy nie zawiera przepisów regulujących rodzaj poczty jaką mają być wysyłane pisma do pracownika lub strony nie dokonały takiego szczególnego ustalenia, to można je przesłać listem zwykłym. Jednak dla własnych celów dowodowych warto przesłać je przesyłką poleconą za potwierdzeniem odbioru. Wtedy unikniemy wszelkich wątpliwości, czy druga strona ją otrzymała.

PODSUMOWANIE Jeśli w danym dokumencie jest ustalony wymóg zachowania formy pisemnej, to decydując o tym w jaki sposób go wysyłać, należy wziąć pod uwagę skutki prawne niezachowania takiej formy oraz przepisy odnoszące się do danego obszaru.

„Czy giełda popłaca?” – o zarobkach prezesów i członków zarządu największych spółek giełdowych

Stabilizuje się poziom zarobków prezesów i członków zarządu największych spółek giełdowych. W ubiegłym roku ich wynagrodzenia wzrosły średnio o 10 procent, czyli o blisko połowę mniej niż w 2011 r. Najwięcej zarobił Janusz Filipiak, szef Comarchu. W ubiegłym roku zainkasował ponad 12 mln zł – wynika z raportu PwC.

Raport „Wynagrodzenia zarządów największych spółek giełdowych w 2012 roku. Czy giełda popłaca?” wyraźnie pokazuje, że poziom zarobków osób należących do ścisłego kierownictwa giełdowych gigantów zaczyna się stabilizować. W 2011 roku ich wynagrodzenia wzrosły średnio o 18 procent. Miniony rok pod tym względem nie był już dla nich tak pomyślny.

 – Najbardziej wyraźnie to widać na przykładzie prezesów zarządów, których wynagrodzenia właściwie pozostały na niezmienionym poziomie od roku 2011 – mówi Dominika Jędrzejewska, konsultant HR Consulting PwC. – Cały pakiet zaś, o ile w poprzednim roku wzrósł o średnio 18 proc., to w roku 2012 zaobserwowaliśmy jedynie wzrost o około 10 proc.

Najlepiej członków zarządów poszczególnych spółek wynagradzała w minionym roku branża medialna i sektor finansowy. Wyraźnie wzrosły zarobki w sektorze surowcowym.

 – Związane jest to z dołączeniem do listy największych spółek nowej spółki zagranicznej New World Resources, która zdecydowanie wyżej wynagradzała swoich członków zarządu niż polskie spółki, dotychczas wchodzące w skład analizowanych WIG-ów – tłumaczy Jędrzejewska.

New World Resources przeznaczył w ubiegłym roku na wynagrodzenia członków zarządu prawie 5 mln złotych, przy średniej wynoszącej 2,8 mln. W przypadku BRE było to, np. 2,75 mln, a Orlenu – 2,37 mln zł.

Najlepiej zarabiającym prezesem był Janusz Filipiak, twórca i szef Comarchu, czyli spółki operującej w szeroko rozumianym sektorze IT. Na jego konto wpłynęło prawie 12,5 mln złotych.

 – To już kolejny rok, kiedy ta osoba zajęła pierwsze miejsce w rankingu dziesięciu najlepiej wynagradzanych prezesów zarządów – mówi Jędrzejewska.

Stabilizację widać też w strukturze wynagrodzeń członków zarządu największych spółek giełdowych. Jest ona kształtowana w sposób mało agresywny, tzn. wciąż dominującym składnikiem pakietu wynagrodzeń jest płaca zasadnicza, czyli część gwarantowana, niezależnie od wyników spółki czy zaangażowania danego pracownika. To ponad 50 proc. łącznego wynagrodzenia. Od 30 do 35 proc. stanowią premie. Pozostała część to dodatkowe świadczenia, uzyskiwane ze spółek zależnych i stowarzyszonych.

 – Taki pakiet kontrastuje ze sposobem wynagradzania, jaki obserwujemy na rynkach zachodnich, wysoko rozwiniętych – mówi Dominika Jędrzejewska. – Np. w Wielkiej Brytanii wartość składników zmiennych zdecydowanie przewyższa wartość pozostałych elementów pakietu wynagrodzeń.

Zdaniem Jędrzejewskiej taką stabilizację można łączyć z trudną sytuacją gospodarczą. W latach 2010-2011 systematycznie poprawiały się wyniki finansowe spółek giełdowych. Skutkowało to przyrostem premii na poziomie 50 proc. W minionym roku takiej poprawy nie było, zatem i członkowie zarządów musieli zapomnieć o znacznie wyższych premiach.

 – To jest ta część wynagrodzenia, która jest uzależniona od wyników – tłumaczy Jędrzejewska. – Natomiast w bardzo wyraźny sposób widać połączenie wielkości zarobków z wielkością spółki, która jest mierzona np. zawartością kapitalizacji czy też aktywów danej spółki.

Z raportu PwC wynika bowiem, że spółki giełdowe z WIG20 oferują osobom zarządzającym średnio półtora raza wyższe zarobki niż spółki z WIG40 i nawet dwukrotnie wyższe niż spółki z WIG80.

BOŚ wychodzi z nową propozycją wspierającą wzrost efektywności energetycznej

Instytucje finansowe mają pieniądze na zmniejszenie zużycia energii w domach zwykłych konsumentów, a także wśród firm i samorządów. Tylko programy przygotowane przez Bank Ochrony Środowiska opiewają na kilkaset milionów złotych. Jednak pieniądze te mogą zostać wpompowane w polską gospodarkę dopiero w przyszłym roku.

Mariusz Klimczak, prezes BOŚ Banku zapewnia, że w jego ofercie znajduje się wiele produktów wspierających wzrost efektywności energetycznej, a klienci chętnie po nie sięgają.

 – Podczas spowolnienia gospodarczego jest to istotny element ograniczenia kosztów w sposób najbardziej efektywny – mówi Mariusz Klimczak. – Inwestycje i programy wsparcia dla efektywności energetycznej są istotne, dotyczą zarówno klientów, firm, jak i samorządów. W tym jest duża rola Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska [głównego akcjonariusza BOŚ Banku – red.], który ma szereg tego typu programów. Jednak potrzeba czasu, żeby nowe projekty weszły w życie.

Procedura związana ze złożeniem wniosków sprawia, że uruchomienie procesów inwestycyjnych nastąpi najprawdopodobniej w przyszłym roku.

Na start czekają też kredyty związane z odnawialnymi źródłami energii (OZE), czyli dofinansowywanie inwestycji w fotowoltaikę, farmy wiatrowe i biogazownie. Piotr Lemberg z biura prasowego banku informuje, że BOŚ udzielił 1,5 mld zł kredytów na tego typu projekty. Jednak obecnie rynek i inwestorzy wstrzymują inwestycje, czekając na nowe regulacje prawne.

 – My także mamy w planie wiele projektów, które są gotowe, natomiast nie ruszają, ponieważ do końca nie wiadomo, w jakich realiach gospodarczych będzie ta inwestycja funkcjonowała przez najbliższe kilkanaście lat – zwraca uwagę Mariusz Klimczak.

Dlatego bank czeka z uruchomieniem projektów do momentu uchwalenia ustawy o odnawialnych źródłach energii (OZE). Bez niej nie jest możliwe precyzyjne określenie np. stopy zwrotu z inwestycji.

 – Z punktu widzenia banku jest istotne, czy to będzie dofinansowanie na poziomie jednego certyfikatu, czy 0,7 certyfikatu, ale przede wszystkim ważne jest, żeby zostało to określone. Wówczas taki projekt może stać się „bankowalny”, bo nawet przy „mniejszym certyfikacie” [poziomie współczynnika korekcyjnego określającego wysokość dofinansowania z budżetu państwa – red.] bank może zażądać po prostu większego wkładu własnego. Natomiast trudno w tej chwili zakładać, jaki to będzie poziom, jak będzie wyglądał rynek. To wstrzymuje całkowicie tego typu inwestycje – mówi  prezes BOŚ.

Prezes banku szacuje, że te projekty w skali całej krajowej gospodarki opiewają na miliardy złotych.

Bank Ochrony Środowiska specjalizuje się we wspieraniu przedsięwzięć i działań na rzecz ochrony środowiska. W ciągu 22 lat działalności przeznaczył 11 mld zł na finansowanie projektów ekologicznych. Łączna wartość inwestycji zrealizowanych dzięki wsparciu banku wyniosła 38,7 mld zł. BOŚ należy do 20 największych banków w Polsce. Od 1997 r. jego akcje są notowane na rynku podstawowym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Głównym akcjonariuszem banku jest Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (56,62 proc. ogólnej liczby głosów). Oferta BOŚ skierowana jest do klientów indywidualnych i instytucjonalnych, ze szczególnym uwzględnieniem jednostek samorządu terytorialnego oraz spółek komunalnych.  

PZU startuje do przejęcia Croatia Osiguranje, chorwackiego ubezpieczyciela

PZU zapowiada, że jest przygotowane do wyścigu o przejęcie chorwackiego ubezpieczyciela, Croatia Osiguranje. To jedna z ostatnich niesprywatyzowanych firm z dominującą pozycją na lokalnym rynku. Władze firmy bacznie obserwują też rynek pod kątem ofert sprzedaży spółek w krajach Europy Środkowo-Wschodniej.

Prezes PZU Andrzej Klesyk nie ukrywa, że polski ubezpieczyciel przegapił najlepsze możliwości przejęć w procesie prywatyzacji w regionie.

  98 proc. rynku czeskiego jest w rękach ubezpieczycieli spoza Europy Centralnej. To samo jest na Słowacji i na Węgrzech. Bardzo podobna sytuacja zaczyna być już w Rumunii i Bułgarii. My po prostu jako kraj, jako firma jesteśmy kilka lat spóźnieni – podkreśla Andrzej Klesyk.

Szanse na ekspansję PZU International w Europie nadal jednak istnieją. Przykładem może być właśnie Croatia Osiguranje. PZU czeka teraz na decyzję ze strony władz chorwackich.

  Rząd Chorwacji jeszcze nie podjął decyzji co do kształtu i prywatyzacji Croatia Osiguranje, dominującej na rynku firmy ubezpieczeniowej. Czekamy już od kilku miesięcy na tego typu decyzje. Jesteśmy w blokach startowych i będziemy brać udział w tej prywatyzacji, jeśli taka nastąpi – tłumaczy Klesyk.

Druga szansa ekspansji to odkupowanie firm sprywatyzowanych na początku przemian gospodarczych w regionie.

  Zawsze jest szansa na tzw. wtórne prywatyzacje, czyli ci, którzy kiedyś kupili, a będą się chcieli wycofywać czy wycofują się z tychże rynków z różnych powodów. Takim przykładem jest francuska Grupa Groupama, która kiedyś kupiła firmę na Węgrzech i musiała ją sprzedać – mówi prezes PZU.

Dużo trudniej znaleźć podobne oferty na polskim rynku. Kondycja firm operujących w naszym kraju, mimo kryzysu gospodarczego, jest stabilna. Poza PZU w spółkach ubezpieczeniowych w Polsce dominuje kapitał zagraniczny, który na razie nie zamierza wycofywać się z Polski. Dlatego PZU skupia się na utrzymaniu własnych klientów i pozyskaniu nowych.

  Cena oferty PZU jest adekwatna do jakości, bezpieczeństwa naszej firmy oraz tego, w jaki sposób obsługujemy naszych klientów. Zawsze mówimy, że nie będziemy najtańszym ubezpieczycielem na rynku, ale my oferujemy jakość, pewność i oferujemy to, że jeżeli ktokolwiek będzie miał jakikolwiek problem, czy to z samochodem, domem czy z samym sobą, PZU wywiąże się w stu procentach ze swoich zobowiązań – podkreśla Klesyk.

Tak jak inni, największy polski ubezpieczyciel czeka na możliwość dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych.

 Ciągle czekamy na zmiany w prawie, ciągle czekamy na decyzje parlamentu dotyczące finansowania NFZ oraz możliwości współfinansowania ubezpieczeń przez indywidualne osoby – mówi Andrzej Klesyk.

Firmy marketingowe walczą o nośniki reklam w miejscowościach wypoczynkowych

Nawet 20 mln złotych mogą wydać firmy na reklamę w ośrodkach wakacyjnych. Specjaliści szacują, że nadchodzący sezon będzie znacznie lepszy niż ubiegły. Reklama w kurortach ma bardzo duży zasięg. Najważniejsze 10 miejscowości umożliwia dotarcie do 70 proc. z 10 mln turystów. Firmy wykupują nośniki, pomimo tego że jedno- lub dwumiesięczne kampanie są droższe od długoterminowych.

 – Zaczęło się ujednolicanie pewnego rodzaju formatów, uporządkowała się oferta, jeśli chodzi o jakość tych nośników. Mówimy m.in. o kurortach nadmorskich, mazurskich, dużą popularnością cieszą się też miejscowości górskie. Tylko Zakopane, Wisła, Szczyrk to są miejscowości, które generują setki tysięcy odwiedzających i to jest obszar, który bardzo mocno interesuje klientów – wyjaśnia w rozmowie Łukasz Wylęga z Headz Marketing Partner, operatora ponad 100 tablic reklamowych w miejscowościach wypoczynkowych.

Wylęga dodaje, że ze względu na liczbę zapytań od klientów oferta na ten sezon jest już niemal zamknięta. To lato ma być znacznie lepsze od ubiegłego.

Szczególnie aktywne są koncerny samochodowe. Latem 2012 r. wydały one, według szacunków domu mediowego Starlink, 12 mln zł na reklamę w kurortach. Teraz może to być nawet o 10 proc. więcej. Branża motoryzacyjna liczy na lepszą sprzedaż jesienią, a turyści w miejscowościach wypoczynkowych to ich potencjalni klienci. Aż 70 proc. z nich ma własny samochód, a na wakacjach spędzają średnio 10 dni.

Jednak również inne branże aktywnie reklamują się w letnich ośrodkach wakacyjnych. Wylęga wymienia m.in. firmy z sektora dóbr szybkozbywalnych (FMCG), czyli np. producentów artykułów spożywczych.

Krótko – znaczy drogo

Jak informuje Wylęga, koszt ekspozycji w miejscowościach wypoczynkowych może być nawet dwukrotnie wyższy niż w przypadku klasycznej reklamy zewnętrznej (tzw. outdoorowej). Wynika to z krótkiego czasu trwania tych kampanii. Reklamodawcy są najczęściej zainteresowani dwumiesięczną ekspozycją w lipcu i sierpniu. Niektórzy wykupują reklamę tylko na jeden miesiąc – wtedy koszty są jeszcze wyższe.

 – Nośniki w mieście funkcjonują bardzo długo. Ich okres amortyzacyjny, zwrot z inwestycji jest przewidziany na bardzo długi okres, na wiele lat. Z kolei outdoor w kurortach wypoczynkowych ma okres eksploatacji dwa miesiące, lipiec i sierpień, kiedy mamy szczyt sezonu. Potem ta aktywność praktycznie zanika. Trzeba więc ponieść duże nakłady, żeby wygenerować odpowiednią liczbę nośników, żeby zainstalować te nośniki. Stąd też ceny za ten okres są wyższe niż standardowego outdooru, bo jest to przewiezienie nośnika, zainstalowanie go wyłącznie na dwa miesiące – wyjaśnia Wylęga.

Licząc koszty, reklamodawcy decydują się na różnicowanie produktów w zależności od miasta. Wylęga podaje przykład Juraty, która jest uważana za bardziej ekskluzywny kurort i przyciąga zamożnych klientów. Pobliskie Władysławowo z kolei jest znacznie bardziej popularne, ale tam jeżdżą mniej zamożni klienci.

 – Każda miejscowość, patrząc przez pryzmat swojego klienta, prezentuje inne wartości, dzięki którym możemy precyzyjnie docierać z komunikatem do określonego konsumenta – mówi Wylęga. – Marketingowiec, który odpowiada za budżet marketingowy, wie, kto jest jego klientem, wie jak on się porusza, jakie są jego zachowania konsumenckie i wie, gdzie on będzie spędzał czas. Dzięki temu ta kampania jest skuteczna.

Według Wylęgi lokalizacja nośnika nawet w obrębie jednej miejscowości może mieć olbrzymie znaczenie dla sukcesu kampanii.

 – Od dwóch lat obserwujemy tendencję, że marketingowcy zaczynają bardzo wnikliwie analizować wszystkie kupowane media, oglądają je pod lupą. Rozpoczyna się oglądaniem lokalizacji, jest analizowane, czy nośnik 100 metrów dalej będzie bardziej zauważalny, czy będzie lepszy odbiór, czy wtedy klient jest w stanie zapłacić za niego 20 proc. więcej – zwraca uwagę Wylęga.

Nowa propozycja dla małych firm od Toyoty: długoterminowy wynajem samochodu zamiast kredytu czy leasingu

Długoterminowy wynajem samochodu zamiast kredytu albo leasingu. Dotychczas z wynajmu korzystały tylko duże przedsiębiorstwa, teraz taką możliwość będą miały także małe firmy. W Polsce wynajem udostępniła m.in. Toyota. W Europie i na świecie z tej formy finansowania korzysta coraz więcej małych i średnich przedsiębiorców.

Do tej pory z wynajmu floty samochodowej korzystały przede wszystkim duże korporacje, m.in. firmy transportowe czy przedsiębiorstwa, zatrudniające wielu przedstawicieli handlowych.

 – Wyszliśmy z założenia, że trzeba wyrównać szanse, dać drobnym przedsiębiorcom coś, co już mają i z czego korzystają firmy na Zachodzie oraz duże korporacje w Polsce – mówi Mirosław Krawczyk, dyrektor ds. sprzedaży flotowej Toyota Bank. – Tworząc program, bazowaliśmy na doświadczeniach naszych kolegów m.in. z Wielkiej Brytanii, gdzie funkcjonuje to z dużym powodzeniem. W Europie Zachodniej z tej formy użyczenia samochodu czy też jego finansowania korzysta 40-60 proc. przedsiębiorców.

Opracowany przez Toyotę SmartPlan to usługa kompleksowa, która z założenia ma w minimalnym stopniu angażować zarówno pieniądze przedsiębiorcy, jak i jego czas i uwagę.

 – To my dla klienta kupujemy np. ogumienie, dbamy o to, żeby w odpowiednim czasie je wymienić, informujemy o wszystkich czynnościach serwisowych i podstawiamy samochód zastępczy – tłumaczy Krawczyk.

Pod tym właśnie względem SmartPlan różni się zasadniczo od zwykłego leasingu. W tym drugim przypadku mamy bowiem do czynienia tylko i wyłącznie z finansowaniem.

Mała firma w ramach programu SmartPlan może wynająć pojazd w Toyocie na dwa, trzy lub cztery lata, regulując przy tym od 0 do 40 proc. opłaty wstępnej. Oznacza to, że nie trzeba mieć wkładu własnego, by skorzystać z oferty. Należy jedynie przejść proces weryfikacyjny, tzn. firma jest sprawdzana pod kątem jej zdolności do terminowego regulowania rachunków.

 – Warunki oceny są w zasadzie bardzo zbliżone do kryteriów, które mamy w leasingu – mówi dyrektor ds. sprzedaży flotowej Toyota Bank. – Namawiamy przedsiębiorców do wyboru wariantu, w którym nie angażują własnego kapitału, tzn. nie wpłacają opłaty wstępnej, po okresie użytkowania zwracają samochód i ewentualnie, jeśli usługę oceniają pozytywnie, to wynajmują następny pojazd.

Wynajem samochodu na okres kilku lat staje się realną alternatywą dla tradycyjnych form finansowania, jak kredyt czy leasing. Niższa miesięczna rata oraz szereg dodatkowych usług, takich jak ubezpieczenie czy serwisowanie, które na własne barki bierze wynajmujący, przekonują coraz większą grupę klientów.

 – Chcieliśmy stworzyć dla przedsiębiorców małych, drobnych, jednoosobowych działalności gospodarczych produkt, który wyjdzie naprzeciw ich oczekiwaniom, czyli chcieliśmy zaoferować coś, co da im pewność, przewidywalność wydatków i możliwość skoncentrowania się przede wszystkim na swojej działalności – mówi Mirosław Krawczyk, dyrektor ds. sprzedaży flotowej Toyota Bank.

Kluza: w Polsce brakuje spójnej wizji polityki prorodzinnej

To był ruch chaotyczny, bo nie wynikał całościowej polityki demograficznej państwa – ocenia zmiany w urlopach macierzyńskich ekonomista Stanisław Kluza. Jego zdaniem takiej spójnej wizji w Polsce brakuje, w tym również innych niż urlopy macierzyńskie narzędzi, które pomogłyby polepszyć sytuację ekonomiczną rodziny.

 – Ruch sam w sobie był dobry, aczkolwiek dwie rzeczy oceniłbym negatywnie – komentuje zmiany w urlopach macierzyńskich Stanisław Kluza, ekonomista ze Szkoły Głównej Handlowej, były minister finansów. – Po pierwsze, nie wynikał on z żadnej uporządkowanej całości, czyli był ruchem chaotycznym. Zdecydowanie jest brak całościowej polityki demograficznej państwa. Druga rzecz: ten ruch dotyczył kwestii, która w mojej ocenie jest ważna, ale nie jest najważniejsza.

Jego zdaniem polityka demograficzna w Polsce jest nieuporządkowana z wielu powodów.

 – Odnosi się ona zarówno do osób w wieku emerytalnym, osób czynnych zawodowo, odnosi się do osób bezrobotnych, do osób potrzebujących pewnej pomocy społecznej, jak również do osób decydujących się na świadome rodzicielstwo, wychowywanie dzieci – tłumaczy Stanisław Kluza.

Ekonomista podkreśla, że polityka prorodzinna, w tym kwestie dotyczące młodego pokolenia, są szczególnie ważne dla państwa, bowiem to ono będzie w przyszłości głównym beneficjentem nakładów ponoszonych dziś przez rodziców na wychowanie swoich dzieci.

 – Państwo musi dobrze rozpoznać i wycenić te ponadproporcjonalne nakłady, ponadproporcjonalny wysiłek rodzin, który jest wnoszony na rzecz przyszłego pokolenia, a który później, kiedy młodzi ludzie dorosną, jest uspołeczniany, czyli służy pewnemu pożytkowi społecznemu i wypłacaniu emerytur wszystkim – tłumaczy.

Dlatego, poza zmianami w urlopach macierzyńskich, zdaniem Stanisława Kluzy, potrzeba jest znacznie więcej narzędzi, które pomogłyby polepszyć sytuację ekonomiczną rodziny w Polsce.

 – Jednym z nich na pewno jest kwestia lepszego zarządzania w obszarze urlopów wychowawczych, urlopów rodzicielskich, urlopów macierzyńskich, ale zdecydowanie bardziej należałoby dotknąć kwestii kwot, które się odpisuje od podatku w związku z ponadproporcjonalnymi nakładami finansowymi na dzieci – podkreśla.

Nowelizacja Kodeksu pracy, która weszła w życie 17 czerwca br., przewiduje wydłużenie dodatkowego urlopu macierzyńskiego do 6 tygodni oraz wprowadzenie nowej kategorii urlopu rodzicielskiego w wymiarze 26 tygodni. Zgodnie z nowymi przepisami łączny wymiar tych urlopów będzie wynosił 1 rok przy urodzeniu jednego dziecka. Rodzice będą mogli dzielić się urlopem dodatkowym oraz urlopem rodzicielskim. Przepisy te dotyczą osób, których dzieci urodziły się po 31 grudnia 2012 r.

Trwają negocjacje warunków dotyczących strefy wolnego handlu między UE i USA

Rozpoczynające się w lipcu negocjacje pomiędzy Waszyngtonem a Brukselą mogą doprowadzić do zniesienie barier w wymianie handlowej. To oznacza jej wzrost, a co za tym idzie – stworzenie nowych miejsc pracy i przyspieszenie wzrostu gospodarczego, zarówno w pogrążonych w kryzysie krajach UE, jak i w Stanach Zjednoczonych. Negocjacje na linii Bruksela-Waszyngton mogą też pomóc w przełamaniu impasu w trwających już od 10 lat rozmowach rundy z Doha w ramach WTO. Zdaniem byłej komisarz, a obecnie europosłanki Danuty Hübner, negocjacje mają szanse zakończyć się sukcesem ze względu na dobre polityczne nastawienie w Europie i w USA.

 – Po raz pierwszy doszliśmy w stosunkach między UE a USA do takiego etapu, że zaczynamy negocjować traktat o wolnym handlu i wspólnych inwestycjach – podkreśla Danuta Hübner.

Cła między Unią a USA są już na bardzo niskim poziomie. Utworzenie strefy wolnego handlu oznaczałoby zmniejszenie ich do zera, ale również likwidację wielu ograniczeń pozacelnych.

 – Jest bardzo dużo tzw. barier pozataryfowych w bardzo różnych obszarach, od usług poprzez przemysł przetwórczy. Są różnego typu ograniczenia dotyczące np. zamówień publicznych, jest cała sfera usług, która wymaga dopiero ruszenia. Także wspólna polityka energetyczna, więc bardzo wiele obszarów, które są kluczowe dla wzrostu i w Stanach, i w Europie – wymienia Danuta Hübner

Była komisarz nie ukrywa, że rozmowy nie będą łatwe, bo obie strony mają całą listę branż, które nadal chcą chronić przed konkurencją.

 – Bardzo trudne są sprawy dotyczące kultury, usług audiowizualnych. Europa przez całe lata żyje w pewnym strachu przed zalewem rynku europejskiego tworami kultury amerykańskiej – wymienia Hübner i przypomina, że ten obszar był również przedmiotem sporów w czasie negocjacji akcesyjnych Polski. Szczególnie ostre jest w tej sprawie stanowisko Francji. Również strona amerykańska chciałaby utrzymać monopol w niektórych branżach.

 – Żegluga przybrzeżna jest takim obszarem, który dla USA jest bardzo ważny, ale także wszystko, co dotyczy żywności genetycznie modyfikowanej. Takich spraw trudnych  jest dużo w rolnictwie i poza rolnictwem – mówi europosłanka.

Wśród tematów, które mogą pojawić się w trakcie rozmów będą też takie, do których zastrzeżenia, jeszcze w trakcie udzielenia Komisji Europejskiej mandatu do negocjacji zgłosiła strona polska. Są wśród nich właśnie sprawy usług audiowizualnych i związane z rolnictwem.

 – Mamy dość zbliżone obawy, ale myślę, że tych spraw związanych z rolnictwem może być nieco więcej. Jestem przekonana, że poszczególni ministrowie bardzo pilnują tych wszystkich spraw – mówi Hübner.

Obie strony deklarują jednak polityczną wolę, by osiągnąć porozumienie. Zdaniem Danuty Hübner zarówno Europie, jak i USA zależy też na czasie.

 – Jeżeli byśmy rzeczywiście utworzyli strefę wolnego handlu, to by oznaczało ogromny przyrost wymiany handlowej. To zaś oznacza oczywiście tworzenie nowych miejsc pracy, poprawę konkurencyjności Europy i gospodarki europejskiej, więc trzymamy wszyscy kciuki – podkreśla Hübner.

Negocjacje między UE a USA będą miały też wpływ na likwidowanie barier gospodarczych w skali globalnej.

 – Od ponad 10 lat politycy są niezdolni na poziomie globalnym zakończyć negocjacje rundy z Doha. To jest runda, która regulowałaby handel światowy, dlatego te negocjacje między Stanami a Europą mogą być początkiem ustalania nowych globalnych standardów, które określają współpracę gospodarczą w świecie – dodaje Danuta Hübner.

World Trends, 18 czerwca 2013

Spadkowy poniedziałek na warszawskim parkiecie nie wróży dobrze na kolejne dni tym bardziej, że korekcie poddały się rynki z grona emerging markets. BUX zanurkował na południe nie pozwalając tym samym graczom znad Wisły do wyprowadzenia wzrostowej fali, jaka zaczęła się tworzyć na Wall Street czy też na Deutsche Boerse. W tym tygodniu wygasają kontrakty FW20 i w przeciwieństwie do zagranicznych giełd nie można liczyć na to, że piątkowe rozliczenie derywatów na Książęcej 4 będzie wysokie.