Lepsze prognozy dla rynku IT w Polsce w 2011 r.

Po okresie kryzysu rynek IT w Polsce zanotował w ubiegłym roku wyraźną poprawę wyników. Wzrost liczby zamówień z sektora przedsiębiorstw pozwala realnie ocenić możliwości wzrostu rynku w tym roku na ponad 10%.

W 2010 r. polski rynek IT wyraźnie odbił po okresie załamania. Kierunek zmian był relatywnie łatwy do przewidzenia. Zaskoczyła natomiast stopa wzrostu, która była wyższa od prognoz o 2,5 punktu procentowego. Według danych z raportu „Rynek IT w Polsce 2011. Prognozy rozwoju na lata 2011-2015”, opublikowanego przez firmę badawczą PMR, wartość rynku IT w Polsce mierzona w złotówkach wzrosła w 2010 r. o 5,8%, osiągając niemal 26 mld zł. Prognozy z pierwszej połowy ubiegłego roku zakładały wzrost na poziomie 3,3%. Najbardziej przewidywalny okazał się rynek sprzętu. Tutaj różnica między prognozami PMR z ubiegłego roku, a faktyczną zmianą wartości rynku była najniższa i wyniosła ok. 100 mln zł.
Na pewno dużym pozytywnym zaskoczeniem było wyraźne odbicie na rynku oprogramowania. Wdrożenia i aktualizacje systemów IT miały miejsce w dużych przedsiębiorstwach, ale na zakup oprogramowania, najczęściej gotowych produktów, decydowały się również coraz częściej firmy z sektora MŚP. Nie bez znaczenia były też zakupy licencji w jednostkach administracji publicznej.

Jeśli chodzi o strukturę rynku, to w ubiegłym roku ponownie wzrósł udział w wydatkach na IT dużych firm. To między innymi odmrożenie budżetów w tym segmencie zadecydowało o lepszych niż spodziewane wynikach całego rynku. W kolejnych latach nadal wydatki dużych firm będą miały strategiczne znaczenie dla dostawców IT. Trudno się spodziewać by udział dużych firm w całkowitej wartości rynku IT w najbliższych 2-3 latach spadł poniżej 50%, tym bardziej, że nieco w czasie rozciąga się cykl wymian sprzętu. Nie bez znaczenia jest też konieczność migracji do nowocześniejszych rozwiązań software’owych.

W tegorocznym badaniu kadry menedżerskiej 200 największych firm IT, przeprowadzonym w maju i czerwcu przez PMR, jak co roku pojawiły się pytania dotyczące dynamiki rynku IT. Jeśli chodzi o ubiegły rok większość respondentów odczuła, że polski rynek IT zwiększył swoją wartość. Optymistyczne oceny dotyczące wzrostu wartości rynku IT utrzymują się w prognozie na 2011 r. Aż 83% badanych uznało, iż wartość rynku będzie rosła, a tylko 1% spodziewa się spadku. Średnia prognozowana dynamika rynku IT w bieżącym roku wynosi 9%.

Polski rynek IT dobrze poradził sobie z okresem spowolnienia i nie odczuł zmian związanych ze światowym kryzysem zbyt dotkliwie. Pomogły oczywiście solidne wyniki makroekonomiczne, które oprócz faktycznego, mierzalnego efektu dały też, bardzo pożądany w okresie zawirowań na światowych rynkach finansowych, efekt psychologiczny. Polska pozostała w oczach inwestorów jednym z nielicznych krajów, który wyszedł z kryzysu obronną ręką. Światowy kryzys podziałał w pewien sposób ożywczo na branżę IT. Postawił nowe zadania, ale również szanse przed dostawcami rozwiązań IT. Kluczowe stało się hasło redukcji kosztów, poprawy efektywności, kontroli płynności przedsiębiorstwa. Przedsiębiorcy stali się bardziej wymagający i świadomi podejmowanych decyzji, wzrósł poziom oczekiwań i wymagań w zakresie stopy zwrotu z inwestycji.
Co ciekawe z badań PMR, zarówno na małych i średnich firmach w zeszłym roku, jak i dużych firmach w tym roku nie wynika by przedsiębiorcy cieli koszty na masową skalę w okresie spowolnienia. Większość z ankietowanych przez nas w połowie ubiegłego roku 800 firm z sektora MŚP zakładało niewielki spadek wydatków na IT w skali roku. Podkreślali oni również, że w 2009 r. nie ograniczyli specjalnie budżetów na ten cel. W przypadku dużych firm większość z ponad 400 podmiotów, z którymi przeprowadziliśmy wywiady w kwietniu 2011 r. deklarowało, że ich wydatki na IT w ciągu ostatniego roku albo się nie zmieniły, albo wzrosły. Firmy pytane o przewidywania i plany na najbliższe dwanaście miesięcy w większości podtrzymywały swoją opinię.

Biorąc pod uwagę bieżącą sytuację i rozmowy z firmami na temat sytuacji w pierwszym półroczu, a także posiadany już portfel zamówień największych dostawców usług IT na ten rok, PMR zrewidował swoje krótkoterminowe prognozy dla rynku IT. „Jesteśmy zdania, że w bieżącym roku bardzo prawdopodobne jest uzyskanie dwucyfrowego poziomu wzrostu, natomiast wynik słabszy niż 7% należałoby traktować jako zaskoczenie” – komentuje Paweł Olszynka, analityk PMR i jeden z autorów raportu.

Wybrane wyniki badania 200 największych firm IT

W tegorocznym badaniu kadry menedżerskiej 200 największych firm IT, jak co roku zapytaliśmy badane firmy o to, jakie są ich zdaniem najistotniejsze czynniki sprzyjające rozwojowi branży informatycznej w Polsce. Okazuje się, że czynnikiem stwarzającym największe szanse na rozwój sektora IT jest, w opinii największych firm informatycznych w Polsce, poprawa sytuacji gospodarczej w Polsce (33%), wzrost skłonności firm do inwestowania (32%), wykorzystanie funduszy UE na inwestycje w IT (28%), rozwój nowych technologii (20%) czy sam wzrost świadomości potrzeb w zakresie IT (18%).

Warto zwrócić uwagę na ilościowy spadek odpowiedzi dotyczących wpływu sytuacji gospodarczej w Polsce (33% w stosunku do 54% w 2010 r.) i na świecie (8% w stosunku do 21% w 2010 r.). Jest to kolejny dowód na to, że kryzys oddziaływający na branżę IT jeszcze w poprzednim roku traci na znaczeniu. Pojawiają się nowe szanse na rozwój, jak wzrost skłonności firm do inwestowania (wzrost o 25 p.p. w porównaniu do 2010 r.) czy rozwój nowych technologii (wzrost o 3 p.p.) i wzrost świadomości potrzeb w zakresie IT (wzrost o 7 p.p.).

W związku z przyznaniem Polsce (we współpracy z Ukrainą) praw do organizacji Mistrzostw Europy w piłce nożnej EURO 2012, po raz kolejny zapytaliśmy kadrę zarządzająca ankietowanych firm o szanse rozwoju dla branży w związku z przygotowaniami do tej imprezy. Blisko co piąty (44%) przedstawiciel największych polskich firm informatycznych, był o tym przekonany, co dziesiąty (13%) był przekonany w sposób zdecydowany. Dla co piątego (18%) respondenta organizacja Euro 2012 nie będzie mieć bezpośredniego wpływu na jego firmę. Co trzeci badany (37%) uznał, że w żaden sposób impreza nie przyniesie korzyści jego firmie. W badaniu przeprowadzonym rok wcześniej odsetek firm spodziewających się korzyści dla własnej firmy był o 10 punktów procentowych wyższy.

Co ciekawe analogiczne pytanie zadanie w odniesieniu do całego polskiego rynku IT przynosi bardziej optymistyczne wyniki. Firmy widzą bardziej szanse dla branży IT jako całości niż każda dla siebie z osobna. Blisko co trzeci badany (69%) wyrażał zdanie o korzyściach dla branży IT w Polsce w związku z organizacją Mistrzostw, a co piąty był o tym zdecydowanie przekonany. Jedna piąta respondentów uznała, że organizacja Euro 2012 nie przyniesie żadnych korzyści branży informatycznej.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w raporcie firmy PMR „Rynek IT w Polsce 2011. Prognozy rozwoju na lata 2011-2015”.

Nowelizacja Prawa telekomunikacyjnego zwiększa ochronę abonentów

W dniu 31 sierpnia 2011 r. Sejm przyjął nowelizację ustawy Prawo telekomunikacyjne, która zwiększa ochronę abonentów korzystających z usług o podwyższonej opłacie. Nowe przepisy powstały we współpracy Urzędu Komunikacji Elektronicznej oraz Ministerstwa Infrastruktury.

Dostawca publicznie dostępnej usługi telekomunikacyjnej będzie obowiązany na żądanie abonenta do:

  • nieodpłatnego blokowania połączeń wychodzących na numery usług o podwyższonej opłacie, na numery poszczególnych rodzajów usług o podwyższonej opłacie oraz połączeń przychodzących z takich numerów;
  • umożliwienia abonentowi określenia maksymalnej ceny za usługę o podwyższonej opłacie i nieodpłatnego blokowania połączeń wychodzących na numery usług o podwyższonej opłacie, których cena przekracza cenę maksymalną określoną przez abonenta w żądaniu oraz połączeń przychodzących z takich numerów;

– zostaną wprowadzone progi kwotowe, po przekroczeniu których dostawca publicznie dostępnej usługi telekomunikacyjnej będzie musiał poinformować abonenta i zablokować na jego żądanie wykonywanie połączeń na numery o podwyższonej opłacie o odbierania połączeń z takich numerów (ten mechanizm zacznie obowiązywać sześć miesięcy po wejściu w życie ustawy).

Przepisy określają także obowiązki informacyjne nałożone na dostawców usług Premium Rate. Między innymi chodzi o sposób informowania o cenie sms czy rozmowy oraz wykorzystywania tych informacji w przekazach reklamowych. Cena usługi ma być podawana odpowiednio dużą czcionką i na wyraźnym tle, tak aby każdy wiedział, ile kosztuje wysłany sms lub rozmowa telefoniczna. Osoba korzystająca z Premium Rate musi też uzyskać jasną informację, jeśli usługa odbywa się na zasadzie subskrypcji. Dostawca musi umożliwić też natychmiastową rezygnacją z subskrypcji. Ma to być proste i wolne od opłat.

Dodatkowo dostawca usługi o podwyższonej opłacie jest obowiązany bezpłatnie zapewnić użytkownikowi końcowemu publicznej sieci telekomunikacyjnej, każdorazowo, przed rozpoczęciem naliczania opłaty za połączenie telefoniczne, informację o cenie za minutę połączenia do numeru danej usługi albo o całkowitej jej cenie.

Jeżeli w trakcie połączenie telefonicznego zmianie ulegnie wysokość opłaty, dostawca usługi o podwyższonej opłacie obowiązany jest poinformować użytkownika końcowego o fakcie zmiany wysokości opłaty na 10 s przed zmianą jej wysokości.

Telecom Media SA obejmie 31% udziałów w Optizen Labs

1 sierpnia funkcję prezesa zarządu Telecom Media SA objął Jacek Czynajtis, związany z branżą mediową od ponad 20 lat. Jednocześnie Telecom Media obejmie 31% udziałów w spółce Optizen Labs, specjalizującej się w rozwiązaniach z zakresu marketingu mobilnego oraz digital publishing.

Jacek Czynajtis posiada długoletnie i rozlegle doświadczenie zawodowe, zdobywane podczas współpracy z m.in.: AGORA S.A., Polskapresse, Mediatak, Murator S.A., TIME S.A. i przez 11 lat sprawował funkcje członków zarządu, będąc bezpośrednio odpowiedzialnym za zarządzanie sprzedażą.

„Telecom Media jest spółką o silnej pozycji na rynku usług reklamy mobilnej i marketingu mobilnego. Moim celem – jako prezesa – jest realizacja strategii dalszego wzrostu spółki w powyższych segmentach oraz wprowadzenia nowych usług, szczególnie w zakresie reklamy i aplikacji na urządzenia mobilne.” – powiedział Jacek Czynajtis.

Telecom Media obejmie 31% udziałów w spółce Optizen Labs założonej przez Łukasza Kawęckiego i Jacka Czynajtisa, zarządzanej przez Kawęckiego, specjalizującej się w rozwiązaniach z zakresu marketingu mobilnego oraz digital publishing.

„Cieszymy się z faktu, że Jacek Czynajtis dołączył do zespołu Telecom Media. Jesteśmy przekonani, że jego doświadczenie i znajomość rynku mediów pozwolą mu na osiągniecie sukcesu w dalszym rozwoju spółki. Ponadto, poprzez alians strategiczny i kapitałowy Telecom Media i Optizen Labs uzyskujemy synergie, które pozwolą nam lepiej wykorzystywać kompetencje każdej ze spółek oferując kompleksowe rozwiązania z zakresu marketingu i reklamy mobilnej.” – mówi Sylwester Janik, Partner w MCI Management SA, zarządzający funduszem TechVentures, w którego portfelu znajduje się Telecom Media.

Telecom Media S.A. to czołowy gracz na polskim rynku mobile advertising. Firma jest autorem wielu pionierskich rozwiązań, m.in. SpotlerMoNet, największej polskiej sieci mediów mobilnych oraz Juup.com, portalu z aplikacjami na telefony komórkowe. Firma zajmuje się nowatorskimi przedsięwzięciami w zakresie mobilnej komunikacji nowej generacji. W 2010 r. uznano kampanię firmy Telecom Media za najlepszą w kategorii Mobilnego Marketingu i nagrodzono w konkursie „Golden Arrow”.

Optizen Labs specjalizuje się w budowie aplikacji i stron mobilnych, dostarczaniu zaawansowanych narzędzi statystycznych, SEO/SEM dla stron mobilnych. Spółka jest, jedynym w Polsce, dystrybutorem rozwiązania Adobe Digital Publishing Suite umożliwiającego wydawcom, marketerom i agencjom reklamowym łatwe przenoszenie treści na tablety.

MCI.TechVentures to fundusz zarządzany przez MCI Management SA. Inwestuje w innowacyjne spółki Europy Środkowo-Wschodniej będące na etapie wzrostu, działające w segmentach: e-commerce, Internetu mobilnego, TMT i mediów cyfrowych. MCI Management SA jest wiodącą grupą PE/VC w Europie Środkowo-Wschodniej. Jest pionierem inwestycji typu venture capital w spółki technologiczne na polskim rynku. Wartość aktywów pod zarządzaniem MCI wynosi obecnie ok. 777 mln PLN.

Podając się za adwokata, reprezentował interesy irlandzkiej firmy

Dębiccy policjanci zatrzymali 24-letniego mężczyznę, który podawał się za adwokata. Przygotował się do swojej roli. Na pierwszy rzut oka dyplomy, wpis na listę adwokatów, pieczątki, zaświadczenia i sporządzone dokumenty nie budziły wątpliwości. Nawet osoby korzystające z jego usług nie miały większych zastrzeżeń. Mężczyzna został przesłuchany, przyznał się do oszustwa.

Młody dębiczanin jakiś czas temu znalazł zatrudnienie w irlandzkiej firmie zajmującej się budową autostrady. Trzy lata pracy fizycznej w Irlandii przyczyniły się do tego, że dobrze poznał język, więc dobrze sprawdzał się w biurze zagranicznej firmy. Zajmował się sprawami księgowymi, kadrowymi, organizacyjnym, pracował też jako tłumacz.

Pewnego dnia w pracy pilnie potrzebowano przetłumaczyć zagraniczny dowód rejestracyjny pojazdu. 24-letni dębiczanin podjął się załatwienia tej sprawy. W niedługim czasie przedstawił gotową dokumentację. Znajomość języka pozwoliła mu na przetłumaczenie dokumentu, natomiast pieczątki tłumacza przysięgłego wydrukował z Internetu. Jak się później okazało, zapoznający się z tłumaczeniem biegły specjalista nie miał większych zastrzeżeń co do poprawności sporządzonego tłumaczenia, jednak wątpliwości wzbudziły pieczątki.

Firma, w której pracował, cały czas poszukiwała prawnika do prowadzenia jej spraw i reprezentowania wobec urzędów i instytucji. Postanowił pomóc swojemu pracodawcy. Przedstawił dokumenty świadczące o tym, iż uzyskał uprawnienia adwokata. Firma udzieliła mu niezbędnych pełnomocnictw, aby mógł ją reprezentować na zewnątrz. Okazując szefowi stosowne dyplomy i wpisy, otrzymał gratulacje, a także stosowną podwyżkę w związku z podniesieniem kwalifikacji.

Mężczyzna na swoim służbowym laptopie podrobił zaświadczenie o wpisie na listę adwokatów Rzeczypospolitej Polskiej wraz z podpisami osób odpowiedzialnych za wpis. Wzory niezbędnych dokumentów uzyskał w Internecie, a numer adwokacki wymyślił, nanosząc go na posiadane certyfikaty. Następnym krokiem było wyrobienie pieczątek, które miały uwiarygodnić jego profesję.

W trakcie „praktyki” w firmie konieczne stało się posiadanie ubezpieczenia OC adwokatów. Mężczyzna sfałszował polisę świadczącą o opłaceniu składki w wysokości 5 tys. zł, w związku z czym otrzymał od pracodawcy zwrot poniesionych nakładów.

Dla uwiarygodnienia swojej osoby zakupił na portalu internetowym togę adwokacką z zielonymi wszywkami oraz łańcuch sędziowski z orłem. W trakcie prowadzonej działalności rozszerzał grono klientów, udzielając porad osobom związanym z firmą oraz ich znajomym. Repezentował wówczas ich interesy w postępowaniach administracyjnych i cywilnych, podając się za pełnomocnika prawnego.

Gdy do dębickich policjantów dotarł sygnał o prawdopodobnym sfałszowaniu pieczątek na tłumaczeniu zagranicznego dowodu rejestracyjnego, funkcjonariusze rozpoczęli sprawdzanie wiarygodności „adwokata”. Okazało się, że 24-latek nie figuruje w spisie adwokatów RP, ani radców prawnych.

Policjanci ustalili, że młody „adwokat” ma średnie wykształcenie, a z zawodu jest technikiem weterynarii. Podczas przyjmowania do pracy w irlandzkiej firmie podał, że posiada dodatkowo kwalifikacje ratownika medycznego. Tymczasem funkcjonariusze dowiedzieli się, że jedynym szkoleniem, jakie mężczyzna odbył w tym kierunku, jest czterodniowy kurs BHP, w którym uczestniczył jeszcze w Irlandii przed objęciem tam fizycznego stanowiska pracy. Podczas rekrutacji podawał również, że studiuje, natomiast ustalenia wskazują, że co prawda złożył podanie o przyjęcie na studnia, ale się nie zakwalifikował na nie.

Policjanci przerywając działalność 24-latka, uniemożliwili mu realizację dalszych planów. Zamierzał bowiem w najbliższym czasie otworzyć w Dębicy kancelarię prawną. Zarezerwował nawet odpowiedni lokal w centrum miasta, a kolejnym krokiem miało być zatrudnienie w nim pracowników. Reklamował nawet swoje usługi w Internecie pod szyldem „kancelarie”.

24-letni dębiczanin podczas przesłuchania przyznał się do sfałszowania dokumentów, podrobienia pieczątek i podpisów. Złożył obszerne wyjaśnienia. Pytany o motywy swojego działania stwierdził z przekonaniem, że skoro „ma znajomość prawa” będzie prowadził sprawy innym osobom. Podczas wykonywania czynności z jego udziałem, 24-latek nie korzystał z pomocy prawnika.

Teraz postępowaniem mężczyzny zajmie się Sąd Rejonowy w Dębicy.

Mercedesy dla polskiej Policji

Już niebawem polscy policjanci będą używać w służbie nowych furgonów oznakowanych. Biuro Logistyki KGP zawarło właśnie umowę z Mercedes Benz na dostarczenie nowych radiowozów. Furgony posłużą funkcjonariuszom przy zabezpieczeniach imprez masowych i przy codziennym patrolowaniu ulic. Pierwsze z 600 nowych furgonów powinno trafić do jednostek Policji już pod koniec roku.

Pierwsze nowe mercedesy sprintery 316 CDI powinny trafić do policyjnych jednostek jeszcze pod koniec tego roku. W sumie w Policji będzie jeździło 600 takich maszyn, dostosowanych do potrzeb służby. Odpowiednio oznakowane, wyposażone w łączność, bezpieczne, będą służyły funkcjonariuszom nie tylko przy zabezpieczaniu imprez masowych, sportowych, demonstracji, ale także przy codziennych patrolach na ulicach. Będą z nich korzystać przede wszystkim policjanci oddziałów prewencji. Nowe sprintery zastąpią wysłużone VW T-4.

Pojazdy są przeznaczone dla 8 policjantów (kierowca, dysponent oraz 6 policjantów w II przedziale) i umożliwiają ich wygodny przewóz wraz z pełnym wyposażeniem (m.in. kaski ochronne, zestawy ochron osobistych, tarcze, pałki szturmowe, broń). Szerokie i wysokie drzwi przesuwne z każdej strony pojazdu (o szerokości 130 cm i wysokości 182 cm) dają możliwość szybkiego opuszczenia pojazdu. Ochronę nowym furgonom zapewniają kraty ochronne na szybach i osłona podsilnikowa. Pojazd posiada wzmocnioną instalację elektryczną (m.in. dodatkowy akumulator), nową sygnalizację uprzywilejowania opartą całkowicie na energooszczędnej technologii LED. Warunki służby polepszają m.in: klimatyzacja dwustrefowa obejmująca całe wnętrze pojazdu, dodatkowe ogrzewanie oraz dodatkowe punkty świetle.

Wkrótce podpisana zostanie także umowa na zakup w bieżącym roku 24 sanitarek na bazie samochodu furgon VW Crafter, przeznaczonych także dla oddziałów prewencji i oddziałów antyterrorystycznych. Będą miały na celu zapewnienie bezpieczeństwa m.in. podczas finałowego turnieju Mistrzostw Europy w piłce nożnej EURO 2012.

Coraz mniej mieszkań na rynku nieruchomości

W całym sektorze od stycznia do czerwca rozpoczęto budowę 80 tys. nowych mieszkań, o 1,3 proc. mniej niż w tym samym okresie 2010 r. Jednak największy regres wśród inwestorów dotknął deweloperów, którzy rozpoczęli o 9,3 proc. mniej mieszkań niż przed rokiem.

Deweloperzy znaleźli się też pod kreską pod względem liczby oddanych do użytku mieszkań. W I półroczu spadek sięgnął tu 24,9 proc (dla całego rynku o 13,1 proc.). Ale spośród inwestorów, tylko deweloperzy w I połowie roku uzyskali więcej zezwoleń na budowę niż rok wcześniej.

Z danych tych wynika po pierwsze, że deweloperzy w I półroczu tego roku znajdowali się w momencie realizacji rozpoczętych tuż po wygaśnięciu kryzysu kredytowego (koniec 2009 r) inwestycji i ubiegania się o następne. Zatem mniej lokali oddawali do użytku. Z pewnością pod tym względem druga połowa tego roku będzie dla nich znacznie lepsza. Za 18-20 miesięcy oddawać będą zaś lokale, na które otrzymali zezwolenia w minionym półroczu.

W I półroczu tego roku popyt na rynku stymulowały przede wszystkim: spodziewane zaostrzenie rygorów w programie RnS oraz turbulencje na rynku walutowym.

W II kw 2011, jak podaje raport AMRON, w większości aglomeracji średnie ceny m kw mieszkania spadły. Najbardziej ceny pikowały w stolicy i w Poznaniu. W Warszawie średnia cena transakcyjna spadła z 7982 zł w I kw roku do 7826 zł w II kw 2011. Spadek w porównaniu z IV kw 2010 sięgnął tu prawie 300 zł. W stolicy Wielkopolski spadek z kwartału na kwartał wyniósł 117 zł. W innych aglomeracjach – Łodzi, Wrocławiu, Katowicach, Krakowi, Gdańsku czy Białymstoku spadek cen sięgnął średnio 50 zł/m kw mieszkania.

Jest to przede wszystkim efekt rosnącej konkurencji oraz ciągłego nawisu podażowego z lat minionych, który deweloperzy starają się zmniejszać stosując upusty, największe na duże lokale i 55-65 -metrowe w gorszych lokalizacjach.

Deweloperzy chyba pogodzili się już z niższymi marżami i dłuższym okresem sprzedaży gotowych mieszkań. Ich nowa oferta podażowa jest też bardziej dostosowana do oczekiwań rynku, stąd raczej nie będzie podlegać polityce obniżek i upustów.

W II kw tego roku w porównaniu do pierwszych trzech miesięcy liczba udzielonych kredytów wzrosłą o 9,33 proc a ich wartość o 8,02 proc. (13,3 mld zł, w I półroczu 26 mld zł). Co oznacza, że w całym 2011 r. wartość udzielnych kredytów może być wyższa niż w ub roku, kiedy sięgnęła 48,7 mld zł.

Dr Paweł Grząbka, prezes zarządu CEE Property Group zauważa, że po zmianie rządowego programu rynek mieszkaniowy znalazł się w nowej sytuacji. Według Pawła Grząbki – po zmianach programu Rodzina na Swoim najbardziej zmaleje popyt na większe, droższe mieszkania. Znowelizowany program zmniejszy liczbę mieszkań deweloperskich, które będą mogły być nim objęte. Do tej pory “podpadało” pod program blisko ¾ mieszkań, po zmianach zaledwie 10 proc., zwłaszcza w drogich dużych aglomeracjach.

Głównym problemem deweloperów w najbliższych kwartałach, do końca 2012 r. kiedy rządowy program wygaśnie, będzie dostosowanie cenowe oferty do wymagań nabywców. Z pewnością uruchomią oni projekty w mniej atrakcyjnych lokalizacjach, mało będzie też powstawać lokali o powierzchni powyżej 75 m kw, nie klasyfikujących się do programu.

Actavis gotowy do przejęcia Polfy Warszawa

Actavis jest dobrze przygotowany do przejęcia Polfy Warszawa. W pierwszej połowie 2011 roku sprzedaż Actavis Polska wzrosła ponad 30 procent, co pokazuje silne zaangażowanie firmy w Polsce.

„Actavis ma wieloletnie doświadczenie na globalnym rynku farmaceutycznym. Polska jest dla nas jednym z najważniejszych rynków i planujemy wzmocnić tutaj naszą pozycję. Wierzymy, że dzięki naszemu doświadczeniu możemy stworzyć z Polfy Warszawa lidera regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Jesteśmy gotowi zainwestować w ten zakład ponad 150 mln zł w ciągu 5 lat. Warto również podkreślić, że ze względu na uzupełniającą się ofertę Polfy Warszawa i koncernu Actavis, jeśli przejmiemy warszawski zakład to na pewno pozostanie on w obecnej lokalizacji.” – powiedział Claudio Albrecht, dyrektor generalny firmy Actavis Group.

Fakt, że Polfa Warszawa wytwarza ampułki, których Actavis nigdzie na świecie nie produkuje, umożliwi utworzenie z warszawskiego zakładu globalnego centrum technologicznego eksportującego wyroby do Rosji, Ukrainy i innych krajów Europy Wschodniej. Według szacunków firmy Actavis, po nabyciu Polfy Warszawa produkcja w tej fabryce, głównie dzięki eksportowi na rynku zagraniczne, może wzrosnąć o 60% w ciągu najbliższych 4 lat.

„Obecnie jesteśmy najszybciej rozwijającą się firmą farmaceutyczną w Polsce – jeszcze do końca 2011 zamierzamy wprowadzić na polski rynek kilkanaście nowych produktów. Przejęcie Polfy Warszawa będzie dla nas oznaczać dostęp do ponad 100 farmaceutyków, z których mniej niż 4 procent pokrywa się z naszym obecnym portfolio leków. Dla nas, Polfa Warszawa to nie tylko zakład produkcyjny, ale również wieloletnie doświadczenie i wiedza osób tam pracujących. Dlatego w przyszłości planujemy zwiększenie produkcji i przeniesienie wyrobu niektórych z leków do fabryki w Warszawie” – powiedziała Izabela Zimmermann, dyrektor generalny Actavis Polska.

Bank Szwajcarii ustalił sztywny kurs franka na 1.20 do euro

Waluta kraju serów i zegarków w ostatnim okresie wzmacniała się bijąc co kilka dni rekordy wszech czasów, a Szwajcarii mocny frank szkodzi nie mniej niż polskim kredytobiorcom. We wtorek wieczorem kurs szwajcarskiej waluty ustanowił nowy historyczny rekord wobec złotego – 4,07 zł.

„Zawyżona cena franka stwarza zagrożenie dla rozwoju szwajcarskiej gospodarki. Dalsze wzrosty ceny franka zwiększą ryzyko dla stabilności cen” – podał w komunikacie bank.

Cisza przed burzą na rynku pracy?

Na polskim rynku umacnia się stagnacja, a pracodawcy z rosnącym pesymizmem oceniają nadchodzące miesiące – pokazują wyniki najnowszego sondażu Instytutu Badawczego Randstad realizowanego przez TNS OBOP.

Ostrożność firm w okresie powakacyjnym będzie odczuwalna w stabilizacji rynku pracy, na którym nie nastąpią zasadnicze wzrosty zatrudnienia czy podwyżki wynagrodzeń. Jednocześnie obserwowany jest stabilny wzrost zainteresowania pracodawców uelastycznianiem zasobów poprzez wykorzystanie pracy tymczasowej.

Niepewna sytuacja gospodarcza

Wyniki dwunastej już fali sondażu Plany Pracodawców wskazują na utrwalające się wśród badanych przedsiębiorców poczucie stagnacji oraz niepewności odnośnie stanu polskiej gospodarki. Największa grupa badanych zapowiada, że w najbliższych sześciu miesiącach należy spodziewać się stagnacji (51%). Spadł odsetek osób przewidujących wzrost gospodarczy (z 31% w maju do 21% w lipcu br.). Niepokojąco wzrasta udział respondentów obawiających się recesji (16% w lipcu wobec 11% w maju br.). Oznacza to, że po systematycznej poprawie nastrojów w ostatnich kilku kwartałach, nastawienie pracodawców wróciło do poziomu z drugiej połowy roku 2009.

Pełne niepewności opinie pracodawców znajdują swoje odzwierciedlenie w polityce personalnej firm, z których w ciągu najbliższych sześciu miesięcy jedynie co piąta (20%) przewiduje wzrost zatrudnienia. Spośród branż, które planują zwiększenie liczebności personelu, najbardziej wyróżnia się produkcja (25%). Na drugim miejscu plasuje się sprzedaż (14%), a następnie administracja i obsługa klienta (8%). Jak na razie w niewielkim stopniu wzrosła grupa respondentów biorących pod uwagę plany redukcji personelu (16% w sierpniu wobec 11% w maju br.).

Jak zaznacza Agnieszka Bulik, członek zarządu Randstad: „Na ostrożne opinie respondentów niewątpliwie miały wpływ wydarzenia na międzynarodowych rynkach finansowych, doniesienia ze Stanów Zjednoczonych czy z innych krajów Unii Europejskiej. Do poprawy ocen kondycji rynku nie przyczyniło się również zimne i deszczowe lato, znacznie ograniczające podaż popularnych w naszym kraju wakacyjnych prac sezonowych.”

Podobnie jak w poprzednich okresach, wyhamowanie optymizmu badanych jest wyraźnie widoczne również w sposobie prognozowania przez pracodawców, mniej optymistycznie niż faktycznie podejmowanych, działań w zakresie polityki zatrudnienia. W sondażu z lutego br. ilość firm, która przewidywała wzrost nowych rekrutacji w ciągu najbliższych 6 miesięcy wynosiła 24%. Faktycznie, jak pokazało bieżące badanie, nowe miejsca pracy wprowadzone zostały przez 35% respondentów.

Podwyżki wynagrodzeń już za nami

Stagnacja gospodarcza jest również widoczna w decyzjach pracodawców odnoszących się do zmian wynagrodzeń pracowniczych w okresie ostatnich sześciu miesięcy. Zmalała liczba przedsiębiorstw, które w ciągu tego okresu podwyższyły pensje (z 40% na 31%). Istotnie natomiast wzrosła liczba tych, które pozostawiły pensje na bieżącym poziomie (zmiana z 54% na 63%). Optymistycznym faktem jest to, że jedynie 3% spośród badanych deklaruje w tym samym czasie wprowadzenie obniżek wynagrodzeń.

W nadchodzącym okresie, nadal większość – 3 na 4 badanych przedsiębiorców – nie spodziewa się żadnych zmian w poziomie wypłacanych wynagrodzeń (72%). Ich wzrost brany jest pod uwagę jedynie w co piątej spośród badanych firm (19%). Podwyżki dotyczyć będą przede wszystkim sektora pośrednictwa finansowego (42%). Nieco częściej planowane są w małych (20%) i średnich firmach (22%), niż w dużych, zatrudniających ponad 250 pracowników (15%).

Rośnie zapotrzebowanie na elastyczne koszty zatrudnienia

Obserwacja działań przedsiębiorców pokazuje coraz większe zainteresowanie formułą pacy tymczasowej. Jak wynika z danych polskiego Forum HR, zrzeszającego największe agencje zatrudnienia, poziom zatrudnienia pracowników tymczasowych osiągnął w drugim kwartale blisko 49 tysięcy osób, w przeliczeniu na tzw. FTE (liczba zatrudnionych osób w przeliczeniu na pełne etaty). Jest to najwyższy wynik zanotowany dotychczas dla tej, nadal młodej w naszym kraju, formy zatrudnienia.

„Po doświadczeniach z czasu kryzysu, jaki nastąpił w 2008 roku, pracodawcy docenili zalety elastyczności zatrudnienia. Zastosowanie pracy tymczasowej pozwala im bowiem na bezpieczniejsze zarządzanie polityką personalną, a przede wszystkim daje bezpieczeństwo finansowe. Obserwując zmianę w polityce personalnej wielu przedsiębiorstw, możemy zaryzykować twierdzenie, że nurt ten będzie się umacniał.” – komentuje Agnieszka Bulik.

Otwarta granica czeka…

Wyniki ostatniej edycji badania Randstad pokazują, że pomimo zbliżającego się zakończenia sezonu letniego, będącego tradycyjnie okresem wzmożenia popytu na prace wakacyjne zwłaszcza wśród osób uczących się i absolwentów, nadal nie obserwujemy znaczących skutków otwarcia niemieckiego oraz austriackiego rynku pracy. Jak mówi Agnieszka Bulik: „Pomimo odnotowanych wcześniej obaw pracodawców, obecnie aż 94% respondentów uważa, że wpływ emigracji zarobkowej do naszych zachodnich sąsiadów na ich politykę personalną jest marginalny.”

Informacje o badaniu:

Plany Pracodawców to sondaż Instytutu Badawczego Randstad, w którym respondentami są pracodawcy wyrażający opinie w najważniejszych obszarach ich działalności, m.in.: planowanych zmian w poziomie zatrudnienia i wynagrodzeń, czy przewidywanych zmian kondycji firm i gospodarki. Pytania kierowane są bezpośrednio do osób odpowiedzialnych za politykę kadrową (w małych przedsiębiorstwach jest to zarząd lub właściciel firmy).

Wywiady bieżącej, dwunastej edycji badania, zostały zrealizowane w okresie od 29 lipca do 9 sierpnia 2011 r.

Badanie realizowane przez ekspertów TNS OBOP metodą CATI (indywidualne wywiady kwestionariuszowe wspomagane komputerowo) zostało zainicjowane w listopadzie 2008 roku i odbywa się w cyklu kwartalnym. Każda edycja tego badania jest przeprowadzana na reprezentatywnej ze względu na wielkość firmy i region próbie 300 firm (margines błędu statystycznego dla próby N=300 wynosi 5,64%). Z próby wykluczono firmy zatrudniające poniżej 10 osób, firmy doradztwa personalnego oraz firmy, dla których agencje pracy tymczasowej nie świadczą usług.

Nowe zasady programu Rodzina na Swoim

31 sierpnia br. weszły w życie nowe zasady korzystania z programu „Rodzina na Swoim”. Będą mogli korzystać z niego single. Do kredytu będzie mógł przystąpić brat lub siostra współmałżonka kredytobiorcy, co podwyższy zdolność kredytową. Programem objęte będą jednak tylko tańsze nieruchomości. Eksperci Invigo zwracają uwagę, że dziś jeszcze nie wszystkie banki są gotowe do przyjmowania wniosków o kredyty w ramach programu na nowych zasadach.

Program dopłat do kredytów hipotecznych Rodzina na Swoim przeznaczony jest dla osób, które nie mają mieszkania i chcą je kupić. Skarb Państwa przez osiem lat dopłaca połowę odsetek, dzięki czemu rata takiego kredytu jest niższa. Program zaczął funkcjonować w 2006 roku, jak dotąd udzielono kredytów z dopłatami o łącznej wartości blisko 20 mld. złotych.

Sejm zdecydował, że z programu można będzie skorzystać tylko do końca 2012 roku. Rozpatrzony zostanie każdy wniosek, złożony przed tą datą. 31 sierpnia br. weszły w życie przepisy, które zmieniają zasady i warunki skorzystania z programu.

Z programu będą mogły skorzystać osoby samotne, które nie posiadają i nie posiadały wcześniej mieszkania (wystarczy oświadczenie kredytobiorcy) oraz nie ukończyły 35 roku życia. Singiel nie będzie mógł natomiast nabyć ani wybudować domu. Maksymalna powierzchnia mieszkania, jakie będzie mógł nabyć singiel to 50 m2, przy czym dopłatę uzyska tylko do 30 m2.

Rozszerzono także grupę kredytobiorców nie będących docelowymi kredytobiorcami o współmałżonka siostry lub brata. Dzięki temu brat lub siostra będzie mógł „wspomóc zdolnością” docelowego kredytobiorcę, przystępując do kredytu razem ze swoim współmałżonkiem i nie będzie już konieczne posiadanie przez nich rozdzielności majątkowej.

Obniżony został współczynnik do wyliczania limitów cen mieszkań. Dla transakcji na rynku pierwotnym. dotychczas wynosił on 1,4, obecnie będzie to 1,0. Współczynnik ten wyniesie jednak 0,8 dla transakcji na rynku wtórnym oraz dla klientów innych niż małżeństwa i osoby samotnie wychowujące dzieci, czyli singli.

W Warszawie poprzedni limit wynosił 9816 zł za m kw. Obecnie nowe mieszkanie będzie mogło kosztować maksymalnie 7011 zł za m2, a używane – 5609 zł. W Gdańsku limit wynosił 6828 zł, a obecnie 4877 zł na rynku pierwotnym i 3902 zł na wtórnym. W Krakowie – 6622 zł poprzednio, a od 31 sierpnia 4730 zł dla nowych mieszkań i 3784 zł dla używanych. We Wrocławiu poprzedni limit wynosił 6907 zł za m2.; nowy, obowiązujący to 4934 zł dla rynku pierwotnego i 3947 zł dla wtórnego. W Poznaniu było to 7182 zł, a po zmianach – 5130 zł dla mieszkań nowych i 4104 zł dla używanych.

– Na pewno będzie znacznie mniej mieszkań, które zmieszczą się w wyznaczonych limitach, jednak nie oznacza to, że z programu nie będzie można skorzystać. Tylko w Warszawie, na popularnych serwisach z ofertami nieruchomości, znaleźliśmy ponad 200 ofert na rynku pierwotnym, które spełniają ustawowe kryteria. Dodatkowo można oczekiwać, że już niedługo oferta deweloperów zostanie dostosowana do warunków programu – mówi Maciej Chyziak, ekspert Invigo, internetowego pośrednika kredytowego. – można sobie wyobrazić, że deweloperzy obniżą nieco standard wykończenia lokali, aby były objęte dopłatami, jednocześnie proponując ich nabywcom oddzielne umowy na wykończenie lokalu. Klient będzie więc podpisywał dwie umowy, na zakup i wykończenie lokalu. Dużo trudniej będzie znaleźć mieszkanie na rynku wtórnym, ale w tym wypadku z pewnością część sprzedających szybko obniży ceny, szczególnie w przypadku mieszkań w gorszych lokalizacjach i o niższym standardzie, dodaje Chyziak.

Dopłaty będą mogły być stosowane, jeżeli klient złoży wniosek kredytowy najpóźniej do końca roku kalendarzowego, w którym kończy 35 lat. Osób samotnie wychowujących dzieci ograniczenie wiekowe nie będzie dotyczyć. W przypadku małżeństw, w których jedno z małżonków będzie poniżej tego limitu, a drugie powyżej pod uwagę brany będzie wiek młodszego z nich.

Małżeństwa i osoby samotnie wychowujące dzieci mogą kupić mieszkanie o powierzchni maksymalnie 75 m2, a dopłaty uzyskają do 50 m2 (lub dom o powierzchni do 140 m2 z dopłatami do 70 m2).

W przypadku singli będzie to odpowiednio 50 m2 i 30 m2.

– W naszej ocenie program nie będzie także mniej dostępny dla osób kupujących domy. W granicach administracyjnych Warszawy, dom w cenie 5600 za metr, a taki jest limit dla rynku wtórnego, wcale nie jest trudny do znalezienia – zaznacza Maciej Chyziak z Invigo – Jednak w przypadku samodzielnej budowy domu limit wynosi 7100 zł za metr, aby skorzystać z dopłat trzeba posiadać działkę, której wartość w pewnym sensie będzie wkładem własnym. – dodaje.

Eksperci Invigo przewidują, że do banków przyjdą teraz inni klienci niż wcześniej. – Na pewno z programu korzystać będą single. Kupienie dwupokojowego mieszkania w Warszawie, do 50m2 powierzchni w cenie pozwalającej na skorzystanie z dopłat, nie stanowi najmniejszego problemu. – zaznacza Maciej Chyziak – Efektem zmian będzie z pewnością przesunięcie popytu w stronę nieruchomości tańszych, przeznaczonych dla osób o mniejszych możliwościach finansowych, a więc także o mniejszych oczekiwaniach. Jednak trzeba pamiętać, że to głównie dla takich osób powinna być przeznaczona pomoc przy nabyciu mieszkania.

Mimo, że nowe zasady programu już obowiązują, nie wszystkie banki są obecnie gotowe do przyjmowania wniosków. Dotyczy to szczególnie kredytów z dopłatą dla singli. – Już po wejściu w życie nowych przepisów otrzymaliśmy od niektórych banków informację, że na razie przyjmowanie wniosków nie jest możliwe w przypadku kredytów z dopłatą dla osób nie pozostających w związku małżeńskim. Trzeba będzie więc poczekać, aż banki przygotują odpowiednie procedury i uwzględnią zmiany w sowich ofertach – wyjaśnia Maciej Chyziak.

W trzy miesiące liczba długów w Rejestrze Dłużników ERIF wzrosła o 30%

Po pierwszym półroczu 2011 roku w Rejestrze Dłużników ERIF było niemal 750 tys. rekordów. To oznacza, że w ciągu trzech miesięcy liczba obecnych tam długów wzrosła aż o ponad 30%. Wartość zadłużeń wpisanych do rejestru przekroczyła 3 miliardy złotych (to o 20% więcej niż na koniec marca br.). Dane pochodzą z raportu zweryfikowanego przez KPMG, niezależną zewnętrzną instytucję audytującą.

– Trzy miesiące temu, przy okazji pierwszego audytu naszego rejestru dokonanego przez KPMG, obiecaliśmy, że kwartalnie będziemy poddawać takiemu badaniu. I teraz tej obietnicy dotrzymujemy – mówi Edyta Szymczak, prezes zarządu Rejestru Dłużników ERIF BIG S.A. – Chcemy, aby klienci naszego biura wiedzieli, że korzystają z wiarygodnej bazy. Chcemy aby wiedzieli, jak zmienia się liczba posiadanych przez nas danych o dłużnikach. Dla każdego przedsiębiorcy wiedza o rzetelności płatniczej swoich potencjalnych klientów lub kontrahentów ma przecież kluczowe znaczenie . Dlatego uważamy, że transparentność rynku informacji gospodarczych jest korzystna dla wszystkich, a w szczególności dla podmiotów korzystających z BIGów – dodaje prezes ERIF.

Z raportu wynika, że wśród ponad 746 tys. spraw zgromadzonych w bazie Rejestru Dłużników ERIF prawie 711 tys. (95%) dotyczy długów konsumentów. Pozostałe 35,3 tys. spraw to długi firm. Łączna wartość zadłużenia konsumentów wpisanych do ERIF na koniec II kwartału b.r. wynosiła 2,9 miliarda zł. To oznacza wzrost w tej grupie o prawie 12% wobec danych z raportu na koniec marca. Wpisane do ERIF długi podmiotów niebędących konsumentami (czyli przedsiębiorstw) w połowie roku miały wartość ponad 177 mln zł. To wzrost o ponad 4% wobec 170 mln odnotowanych trzy miesiące wcześniej.

Dłużnicy-konsumenci obecni w Rejestrze Dłużników ERIF nadal posiadają najwięcej zaległości wynikających z nieregulowania należności za produkty bankowe. Udział ilościowy konsumenckich długów tego rodzaju w całej bazie ERIF jest jednak nieco mniejszy niż w poprzednim kwartale. Długi z tytułu kredytów, pożyczek, kart kredytowych, zadłużeń na rachunkach bankowych stanowią obecnie prawie 64 % spraw (pod względem ilości) i nieco ponad 73% (pod względem wartości). To oznacza odpowiednio spadek o 6% i wzrost o 1% w odniesieniu do analogicznych wyników z pierwszego kwartału. Wzrósł udział ilościowy dopisywanych do ERIF zadłużeń z tytułu usług telekomunikacyjnych głównie telefonii komórkowych. Obecnie spraw tego typu jest 27%. To o 3% więcej niż trzy miesiące temu. W rejestrze odnotowywane są także inne długi konsumenckie m.in. alimentacyjne i z tytułu umów ubezpieczeniowych.

Poprzednia edycji raportu pokazywała, że długi przedsiębiorców wpisanych do Rejestru Dłużników ERIF wynikały głównie z zaległości w opłatach z tytułu usług telekomunikacyjnych. Tym razem jest podobnie, ale odsetek tego typu spraw wzrósł. W marcu było ich 64%, a ich wartość stanowiła prawie połowę wartości wszystkich obecnych w ERIF zadłużeń podmiotów prowadzących działalność gospodarczą. Na koniec czerwca ich udział ilościowy wzrósł już do ponad 77%, a udział wartościowy do ponad 58%. To oznacza zwiększenie odsetka o 13% pod względem ilości spraw i o 8% pod względem ich wartości.

Na wzrost liczby danych w Rejestrze Dłużników ERIF ma wpływ rosnące zaufanie przedsiębiorców i konsumentów do tego rodzaju instytucji. Coraz większa liczba przedsiębiorców chce korzystać z BIG, bo przekonuje się, że biura informacji gospodarczej są skutecznym narzędziem motywującym dłużników do spłaty zobowiązania. Zasoby Rejestru Dłużników ERIF rosną także dzięki portfelom wierzytelności, które nabywa Grupa KRUK. Dłużnicy, którzy mimo propozycji polubownego rozwiązania problemu zadłużenia unikają kontaktu oraz spłaty długu, są konsekwentnie wpisywani do Rejestru.

Każdy z nas może sprawdzić, czy jego dane zostały dopisane do Rejestru Dłużników ERIF. Najłatwiej zrobić to za pośrednictwem internetowego serwisu InfoKonsument.pl. Dzięki niemu, po zarejestrowaniu się na stronie www.infokonsument.pl, można sprawdzić, czy ktoś wpisał nas na listę dłużników i za co, a także czy jakaś firma pobierała z Rejestru Dłużników ERIF informacje na nasz temat.

Źródło: Komunikaty prasowe

Rynek sztuki na fali wzrostów

4,2 mln zł obrotu na aukcjach w pierwszym półroczu 2011, 39%-owy wzrost sprzedaży aukcyjnej, prawie dwukrotny wzrost obrotów na aukcjach sztuki współczesnej, rekordowa sprzedaż podczas pojedynczej aukcji sztuki współczesnej na poziomie niemal 900 tys. zł, wzrost do 30% udziału sprzedaży sztuki współczesnej w całkowitym obrocie aukcyjnym – to główne wnioski z analizy sprzedaży aukcyjnej w DESIE Unicum w I połowie 2011 roku w porównaniu do I połowy 2010 roku.

Sprzedaż na tradycyjnych aukcjach stanowi blisko 30% całego obrotu domów aukcyjnych – obok sprzedaży galeryjnej i private sale.

Sztuka współczesna dogania dawną

W I połowie 2011 roku obroty aukcyjne DESY Unicum wyniosły 4,2 mln zł, co oznacza wzrost o prawie 40% w porównaniu do I połowy ubiegłego roku. Pozytywne tendencje wzrostowe zaobserwować można prawie we wszystkich segmentach rynku, w szczególności sprzedaży sztuki dawnej i współczesnej, które łącznie odpowiadają za ponad 80% aukcyjnej sprzedaży sztuki. Nadal, w strukturze sprzedaży, dominuje sztuka dawna, choć jej udział w całkowitym wolumenie sprzedaży aukcyjnej w DESIE Unicum w I połowie 2011 spadł do 53% (z 58% w I połowie 2010 roku). I to pomimo wzrostu wolumenu sprzedaży z 1,7 mln zł do 2,2 mln zł w porównaniu do pierwszych sześciu miesięcy 2010 roku.

Zmiany struktury sprzedaży spowodowane zostały przede wszystkim rekordowym wzrostem wartości sprzedaży na aukcjach sztuki współczesnej (powstałej po 1945 roku) o 86% w porównaniu do pierwszego półrocza 2010 roku, osiągając rekordową sumę 1 248 440 zł. Także w pierwszej połowie 2011 roku odbyła się rekordowa sprzedaż sztuki współczesnej, pod względem obrotów na pojedynczej aukcji, na której całkowity obrót wyniósł 872 390 zł. Najdroższym dziełem sprzedanym podczas tej aukcji był wyjątkowy „Portret” Jerzego Nowosielskiego z 1978 roku, który osiągnął cenę 120 750 zł.

źródło: DESA Unicum

Sierpniowe rekordy cen złota

Obawa przed drugim dnem kryzysu oraz sierpniowe spadki na giełdach światowych wywołały panikę na rynku złota. Wielu inwestorów w poszukiwaniu „bezpiecznej przystani” dla swoich majątków kupuje złoto, franki szwajcarskie oraz jeny.

Średnia cena złota na rynku światowym wyniosła w sierpniu 1.759,50 USD/t.oz. Jest to wzrost o ponad 12,1% w stosunku do średniej ceny z lipca. Głównym czynnikiem wpływającym na rekordowe ceny kruszcu w minionym miesiącu było spowolnienie gospodarki światowej.

Na rynku polskim cena złota w złotówkach wzrosła w sierpniu średnio o około 15,6 % w stosunku do poprzedniego miesiąca. Przyczyną tak dynamicznego wzrostu była wysoka cena kruszcu na rynku międzynarodowym oraz umacniający się dolar amerykański (śr. cena w NBP w lipcu wyniosła 2,7911, a w sierpniu 2,8770). Obecnie kilogramowa sztabka złota jest wyceniana w Mennicy Polskiej na przeszło 180,5 tysięcy złotych.

Krzysztof Wiecha powołany na członka zarządu Generali

Podczas posiedzenia w dniu 1 września br. Rada Nadzorcza Generali zatwierdziła nominację Krzysztofa Wiechy na stanowiska członka zarządu Generali Życie T.U. SA i Generali T.U. SA, odpowiedzialnego za obszar indywidualnych ubezpieczeń na życie i emerytalnych Grupy Generali Polska.

Krzysztof Wiecha z Grupą Generali w Polsce jest związany od 10 lat. Brał m.in. udział w projektach związanych z procesem fuzji pomiędzy spółkami Grupy Generali i Zurich Financial Services w Polsce.

Dotychczas odpowiadał za obszar sprzedaży ubezpieczeń życiowych i emerytalnych w sieciach największych firm doradztwa finansowego w Polsce. Był twórcą sukcesu tego modelu dystrybucji produktów w Grupie Generali, który stworzony został od podstaw i obecnie generuje kilkadziesiąt procent przychodów z działalności na rynku ubezpieczeń na życie i emerytalnych.

Do obszarów odpowiedzialności nowego członka zarządu Grupy należeć będą sprzedaż i zarządzanie ofertą produktową Generali na rynku indywidualnych ubezpieczeń emerytalnych i życiowych, a także odpowiedzialność za obszar Bancassurance & Affinity. W zakresie jego obowiązków pozostanie także nadzór nad pionem sprzedaży współpracującym z firmami doradztwa finansowego.

Krzysztof Wiecha jest absolwentem Politechniki Warszawskiej (Wydział Mechaniczny) oraz University of Alaska, Anchorage, USA. Studiował także w Niemczech na Technische Universitaet Clausthal–Zellerfeld. Był członkiem Klubu Wysokogórskiego w Warszawie i uczestnikiem wielu wypraw w pasma górskie Azji, Ameryki Płd. i Ameryki Płn. Włada językiem angielskim, niemieckim i hiszpańskim.

Nowy członek zarządu Union Investment TFI

Z dniem 1 września 2011 r. Małgorzata Popielewska, dotychczas dyrektor ds. Strategii i Rozwoju, weszła do zarządu Union Investment Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych SA. Jako nowy członek zarządu będzie odpowiedzialna za nadzór nad Działami Finansowym, Prawnym, Zarządzania Ryzykiem, Wyceny i Sprawozdawczości Funduszy Inwestycyjnych i Portfeli oraz Działem Administracji.

Małgorzata Popielewska jest związana z Union Investment TFI od początku istnienia firmy. Na swoim koncie ma wiele sukcesów, m.in. wprowadzenie na rynek niemal wszystkich funduszy zarządzanych przez towarzystwo, ich transformację w fundusze parasolowe, stworzenie produktów inwestycyjnych, takich jak PSO, IKE i PPE czy funduszy dedykowanych klientom instytucjonalnym towarzystwa. Jej zasługą jest także wdrożenie dyrektywy MIFID do procedur sprzedażowych oraz implementacja światowych standardów w zakresie prezentacji wyników zarządzania aktywami (GIPS).

Małgorzata Popielewska jest absolwentką kierunku Finanse i Bankowość na Wydziale Ekonomii Uniwersytetu Warszawskiego. Swoją karierę na rynku kapitałowym rozpoczęła w 1995 r. w Wydziale Zarządzania Portfelem Biura Maklerskiego Banku BGŻ. W 1998 r. przeszła do Korona TFI, gdzie zajmowała się m.in. analizą finansową. Po przekształceniu Korona TFI w Union Investment TFI w 2000 r. Małgorzata Popielewska początkowo piastowała funkcję Dyrektora Nowych Produktów, a następnie Dyrektora Strategii i Rozwoju. Do jej obowiązków należało m.in. opracowywanie bieżącej i długoterminowej strategii biznesowej firmy, rozwój rozwiązań biznesowo-produktowych dla poszczególnych segmentów sprzedaży i nadzór nad jakością produktów inwestycyjnych.

Od 1 września 2011 r. zarząd Union Investment TFI liczy trzy osoby, a w jego skład niezmiennie wchodzi Małgorzata Góra (prezes) Zbigniew Jakubowski (wiceprezes) oraz nowo powołana Małgorzata Popielewska ( członek zarządu).

Spadają ceny mieszkań i marże kredytów

W II kwartale 2011 roku odnotowano wzrosty wartości i liczby udzielanych kredytów względem I kwartału, aczkolwiek w porównaniu do II kwartału 2010 roku, wartości te są nieznacznie niższe. Wzrosła podaż mieszkań na rynku co wpłynęło na spadek cen w największych miastach w Polsce.

Klienci starali się skorzystać z ostatniej szansy na realne skorzystanie z programu Rodzina na Swoim. Akcji kredytowej pomogły również banki obniżając marże.

Wyniki akcji kredytowej uzyskane w II kwartale 2011 roku, zarówno jeśli chodzi o liczbę – 62 197 kredytów, jak i wartość – 13,395 miliarda złotych, oznaczały wzrost w stosunku do wyników z I kwartału br. odpowiednio o 9,33% jeśli chodzi o wartość udzielonych kredytów oraz o 8,02 % gdy chodzi o liczbę udzielonych kredytów i oznaczają powrót do poziomu akcji kredytowej sprzed roku, w II i III kwartale roku 2010. Jednakże II kwartał bieżącego roku oznaczał nieznacznie niższe wartości. Odnotowany wzrost był w dużej mierze efektem systematycznie obniżanych przez banki marż kredytowych oraz innych opłat związanych z udzieleniem kredytu hipotecznego.

„W naszej ocenie wyniki II kwartału należy uznać za pozytywne. Należy wziąć pod uwagę, że otoczenie nie do końca sprzyjało kredytobiorcom i bankom. II kwartał upłynął pod znakiem wyższych wymagań banków w zakresie zdolności kredytowej, podyktowanych dostosowaniem do zapisów rekomendacji S – ich część zaczęła obowiązywać od 1 lipca – a także powściągliwości samych kredytobiorców. Ponadto w II kwartale toczyła się dyskusja na temat ograniczeń w programie Rodzina na Swoim. Ostatecznie realne możliwości skorzystania z niego wyczerpały się klika dni temu, ale wcześniejsze zapowiedzi wpłynęły na nienaturalne wzrosty na początku roku.” – mówi Jacek Furga, Przewodniczący Komitetu ds. Finansowania Nieruchomości Związku Banków Polskich, Wiceprezes Zarządu Centrum Prawa Bankowego i Informacji.

Utrzymuje się trend wzrostowy udziału kredytów w walucie krajowej. Na przestrzeni ostatnich 2 lat było to około 75-80% wszystkich udzielanych kredytów. Co jednak ciekawe patrząc całościowo, kredyty walutowe stanowią ponad 62% portfeli banków, a najpopularniejsze do niedawna denominowane we franku szwajcarskim 53%. W kolejnych miesiącach udział waluty krajowej będzie nadal rósł, nie bez wpływu na popularność złotówki pozostaje rekomendacja S Komisji Nadzoru Finansowego i ostatnie wahania kursów walutowych.

„Prezentowane dzisiaj dane dotyczą II kwartału bieżącego roku. W tym okresie widzimy już skutki nowych regulacji takich jak rekomendacja S. Dane za miesiąc czerwiec były nawet jak na okres wakacyjny stosunkowo niskie. Kolejne miesiące według naszych szacunków również nie były zbyt optymistyczne. Mimo wszystko wydaje się, że zawirowania kursowe, te najgwałtowniejsze, są już za nami. Ponieważ dotyczą sezonu wakacyjnego nie powinny bardzo negatywnie wpłynąć na ostateczne wyniki akcji kredytowej. Tym bardziej, że od miesięcy złotówka dominuje jako waluta udzielanych kredytów. Widać niestety wyraźnie, że Polacy są zainteresowani i potrzebują programów wspierających możliwości remontu, budowy i zakupu mieszkań, podobnych do Rodziny na Swoim. To bardzo ważny temat, który powinien zostać długofalowo rozwiązany.” – podkreśla Krzysztof Pietraszkiewicz, Prezes Związku Banków Polskich.

Zdecydowanie gorzej w porównaniu z wynikami za analogiczny okres w roku 2010 wypada aktywność na rynku budownictwa mieszkaniowego. W okresie od stycznia do czerwca 2011 roku rozpoczęto budowę 80 010 mieszkań, czyli o 1,3% mniej niż w analogicznym okresie roku 2010. Kontynuowany jest trend dominacji inwestorów indywidualnych, którzy rozpoczęli 48 508 nowych mieszkań, czyli o 7,4 % więcej w stosunku do roku 2010 a sektor deweloperski z liczbą 28 529 rozpoczętych mieszkań, osiągnął wynik o 9,3% niższy niż w roku 2010.

II kwartał 2011 roku przyniósł kolejny, spadek średnich cen (od 50 do 150 złotych za 1 m2 powierzchni) na większości największych rynków mieszkaniowych. Największy spadek notowano w Warszawie i Poznaniu. Minimalne wzrosty średniej ceny notowano jedynie we Wrocławiu, aglomeracji katowickiej i Gdańsku. W drugim kwartale bieżącego najwyższą spośród badanych miast średnią cenę transakcyjną za metr kwadratowy mieszkania odnotowano w Warszawie – 7 826 PLN, zaś najniższą w aglomeracji katowickiej – 3 432 PLN.

Do spadku cen mieszkań przyczynił się głównie wzrost podaży nowych mieszkań obserwowany od połowy roku 2010. Wzrost podaży mieszkań wynikał zarówno ze wzrostu liczby nowo rozpoczynanych inwestycji oraz wznowienia tych, które zostały zawieszone w poprzednich latach z powodu kryzysu subprime. Oznacza to również że w perspektywie kilku miesięcy nie grozi nam wzrost cen mieszkań. Nadchodzące ze świata sygnały o kolejnej fali kryzysu gospodarczego, wygaszanie programu Rodzina na Swoim oraz wejście w życie nowych regulacji ostrożnościowych mogą skutkować zmniejszeniem liczby potencjalnych nabywców mieszkań i konsekwentnie – mniejszym popytem na kredyty hipoteczne.

Nowy dyrektor marketingu i sprzedaży w Nazwa.pl

Nazwa.pl, jeden z polskich liderów w rejestracji domen i hostingu ma nowego dyrektora Działu Marketingu i Sprzedaży. Jest nim Krzysztof Jagliński, dotychczas związany z ING Bankiem Śląskim.

Wcześniej Jagliński był związany między innymi z MySpace i Onet.pl. Prawie dekadę temu stał już na czele działu marketingu nazwa.pl, obecna współpraca jest więc powrotem do źródeł.

Stanowisko Dyrektora Marketingu i Sprzedaży jest nowe w strukturze firmy, powstało w skutek zmiany strategii zarządzania – mówi Tomasz Żyła – prezes zarządu nazwa.pl. Cieszę się, że obejmie je właśnie Krzysztof, który z jednej strony miał już okazję poznać firmę a z drugiej – zdobył wiele cennych doświadczeń, dzięki którym z pewnością wniesie powiew świeżości.

Krzysztof Jagliński jest odpowiedzialny za przygotowanie i wdrożenie nowej strategii marketingowej i sprzedaży, a także wprowadzenie na rynek nowych, innowacyjnych produktów.

Warszawski Nowy Świat znalazł się w gronie najdroższych ulic świata

Polska zajęła 41. miejsce w rankingu najdroższych ulic handlowych świata przygotowywanym corocznie przez firmę doradczą Cushman & Wakefield. Na warszawskim Nowym Świecie za wynajem powierzchni handlowej trzeba zapłacić ok. 16 razy mniej niż na Piątej Alei w Nowym Jorku.

Najwięcej na świecie trzeba zapłacić za wynajem lokalu na nowojorskiej Piątej Alei. Czynsz wynosi tam 1.392 EUR/mkw./miesiąc. Drugie miejsce w rankingu zajęła Causeway Bay w Hongkongu, a trzecie Ginza w Japonii. Dzięki zakończonemu właśnie procesowi renowacji ulica Pitt Street Mall w Sydney przeskoczyła z miejsca 9. na czwartą pozycję. Najdroższe w Europie są paryskie Pola Elizejskie (613 EUR/mkw./miesiąc), które zamykają pierwszą piątkę rankingu.

Warszawski Nowy Świat ze stawką 85 EUR/mkw./miesiąc zajął 41. miejsce na świecie. Natomiast w zestawieniu 10 najdroższych ulic w Polsce ulica ta zajęła miejsce 1. Na drugiej pozycji znajduje się ul. Floriańska w Krakowie (79 EUR/mkw./miesiąc). Ulica Chmielna w Warszawie uplasowała się na miejscu 3. Pierwszą dziesiątkę w krajowym rankingu zamyka aleja Niepodległości w Szczecinie, gdzie trzeba zapłacić 33 EUR/mkw./miesiąc.

„Nowy Świat pozostaje najdroższą ulicą w Polsce. Ulica powoli przyciąga najemców z sektora dóbr luksusowych, szczególnie jej odcinek od pl. Trzech Krzyży do Al. Jerozolimskich. W ostatnim czasie w miejsce dominujących do niedawna lokali gastronomicznych zaczęło przybywać najemców handlowych” – uważa Katarzyna Michnikowska, starszy analityk z Cushman & Wakefield, firmy doradczej, która przygotowała raport „Najdroższe ulice handlowe świata”.

Wzrosty czynszów to tendencja ogólnoświatowa. W niemal dwóch trzecich krajów objętych badaniem trzeba płacić więcej niż przed rokiem. Najszybciej idą w górę stawki w Ameryce Łacińskiej i Azji. Na nowojorskiej Piątej Alei wzrosły o 21,6% w porównaniu do 2010 r. Tempo wzrostu czynszów w całej Europie było zdecydowanie słabsze (1,9%). Jednak w porównaniu do spadków odnotowanych w zeszłym roku (4,2%) można mówić o poprawie sytuacji.

W Polsce wzrosły stawki za wynajem nieruchomości handlowych w najlepszych lokalizacjach. Nowy Świat w Warszawie i Floriańska w Krakowie podrożały odpowiednio o 2,4% i 2,6%. Według danych Cushman & Wakefield więcej płacić muszą też najemcy na szczecińskiej alei Niepodległości. Pozostałe lokalizacje zaliczane do dziesięciu najdroższych ulic w Polsce odnotowały spadki. Należy do nich m.in. ulica Świdnicka we Wrocławiu czy 3 Maja w Katowicach.

„Poziom siły nabywczej statystycznego Polaka wynosi zaledwie ok. 40% średniej europejskiej. Niewielka oferta sklepów „z wyższej półki cenowej” w centrach miast, sprawia, że po towary luksusowe najbogatsi Polacy wciąż wybierają się na ulice Paryża czy Londynu, a nie Warszawy czy Krakowa. Powoli zwiększa się jednak liczba marek luksusowych, które zaczynają tworzyć mikrolokalizacje handlowe” – mówi Katarzyna Michnikowska.

Firma Cushman & Wakefield bada stawki za wynajem powierzchni przy głównych ulicach handlowych już od 26 lat. Porównuje ona czynsze w najważniejszych 278 lokalizacjach handlowych w 63 krajach.

Kryzys finansowy dotyka nawet marzycieli

Badanie realizowane przez Interaktywny Instytut Badań Rynkowych na zlecenie BNP Paribas Banku zostało przeprowadzone pod koniec sierpnia br. Bank po raz drugi poprosił polskich internautów o odpowiedź na pytanie, jakie plany lub marzenia życiowe są im najbliższe. Porównując dwie edycje badania, można stwierdzić, że potrzeby Polaków się nie zmieniają. Trzy najczęściej wymieniane obecnie plany Polaków to nadal remont mieszkania, podróże i zakup samochodu. Zmieniła się za to kolejność wskazywania osobistych planów.

W pierwszej edycji badania przeprowadzanej wiosną tego roku, najpopularniejszymi wskazaniami były: zakup samochodu, remont mieszkania lub domu oraz podróże.

Styl realizacji osobistych planów również nie uległ zmianie. Nadal ponad połowa respondentów określa siebie jako osoby mające wiele planów, ale realizujące tylko niektóre z nich (53 proc.). Blisko co piąty respondent (19 proc.) deklarował, że konsekwentnie realizuje wszystkie swoje plany. Niewiele mniej osób (17 proc.) stwierdziło, że stara się raczej nie robić planów, bo ich nie realizują – wolą działać spontanicznie.

Blisko 40 proc. badanych (o 10 p.p. więcej niż w pierwszej edycji badania) deklaruje gotowość skorzystania z kredytu, gdyby miało to ułatwić realizację ważnego planu życiowego. Jednocześnie jedna czwarta internautów uważa, że banki obecnie mniej chętnie udzielają kredytów z powodu niestabilnej sytuacji ekonomicznej. W opinii 22 proc. badanych kredyty w bankach są obecnie łatwo dostępne. Zainteresowanie klientów banków pożyczkami i kredytami gotówkowymi nie słabnie, dlatego instytucje finansowe wprowadzają promocje i uatrakcyjniają produkty, aby przyciągnąć klientów. Przykładem może być kredyt gotówkowy „Zrealizuj swój plan” z oprocentowaniem 9,9 proc., który BNP Paribas proponuje klientom od 25 sierpnia br. Porównywarka finansowa Comperia.pl wskazuje go jako najkorzystniejszą ofertę na rynku (według porównania z dnia 31 sierpnia br.).

Pomimo trudnej sytuacji ekonomicznej 28 proc. internautów deklarowało, że rozpoczyna realizację planów i nie obawia się kryzysu ani ekonomicznych zawirowań. Taki wynik może świadczyć o niesłabnącym optymizmie i wierze we własne możliwości. Deklarujący taką postawę mogą także nie doceniać potencjalnego ryzyka. Mniejszą grupę stanowią osoby, które musiały odłożyć realizację planów na stabilniejsze czasy (17 proc.). Co dziesiąty internauta zadeklarował, że czeka z rozpoczęciem realizacji planów, aż „wszystko się uspokoi”.

– Sierpniowa edycja badania marzeń i planów życiowych Polaków mocno pokazuje więc, że słowa takie jak „kryzys”, „spowolnienie gospodarcze” czy wręcz „recesja” obecnie pozostają jedynie w sferze spekulacji medialnych i rynkowych – mówi Marcin Mróz, główny ekonomista BNP Paribas Banku – Sądząc po wynikach badania, nie widać by – pod wpływem obaw o sytuację polskiej czy wręcz światowej gospodarki – konsumenci znacząco weryfikowali swoje cele życiowe. Wprost przeciwnie, na czele priorytetów wciąż utrzymują się większe wydatki, co zdecydowanie nie wskazuje na to by wzrosła skłonność do przezornościowego zaciskania pasa. Jednocześnie, widać rosnącą skłonność do finansowania swych planów wydatkowych za pomocą kredytu. Tak więc również tutaj widzimy zachowania, które zwykle mają miejsce, gdy gospodarstwa domowe postrzegają swoją sytuację finansową co najmniej jako stabilną – dodaje Marcin Mróz.

Druga edycja badania pokazała, jak zmieniają się priorytety rodaków od czasu edycji wiosennej. W najnowszym badaniu respondenci na pierwszym miejscu wskazali remont mieszkania lub domu (47 proc. wszystkich badanych internautów, poprzednio 28 proc.) jako najistotniejszy obszar realizacji planów.

Na drugie miejsce awansowała kategoria podróże (44 proc. wskazań, poprzednio 24 proc.). Wskazań w tej kategorii częściej dokonywały kobiety niż mężczyźni. Popularność podróży wyraźnie zaznaczała się wśród osób z wykształceniem wyższym, mieszkających w dużych miastach (100-500 tys. mieszkańców). Wśród celów podróży najczęściej wymieniano kraje Ameryki Północnej, Hiszpanię, ogólnie Europę oraz Włochy.

Spadek na trzecie miejsce odnotowała kategoria zakup samochodu (obecnie 40 proc. wskazań, poprzednio 38 proc.). Tak jak w poprzednim badaniu mężczyźni zdecydowanie częściej niż kobiety wskazywali tę kategorię jako istotną (46 proc. w stosunku do poprzednich 34 proc.). Co ciekawe, zakup nowego auta częściej wskazywali mieszkańcy wsi (48 proc.) niż największych miast (28 proc.), co może świadczyć o poprawie sytuacji finansowej na wsi.

Badanie BNP Paribas Banku wskazuje na podział na marzenia bardziej „męskie” (samochód, sprzęt AGD itp.) oraz „kobiece” (podróże, pobyt w kurorcie wypoczynkowym SPA, zakup nowych mebli, organizacja przyjęcia, nauka czy zabiegi medycyny estetycznej). Marzenia „męskie” wiążą się częściej z zastosowaniem praktycznym i chęcią posiadania, a „kobiece” raczej z chęcią doświadczania nowych wrażeń.

Warto także zauważyć, że plany i marzenia Polaków są odzwierciedleniem stopnia rozwoju naszego społeczeństwa. Ciągle jesteśmy w fazie gromadzenia kapitału i dlatego konsumpcja i posiadanie dóbr są wciąż kluczowym elementem marzeń internautów. – Można jednak zaobserwować pewną zmianę. Najmłodsze pokolenie respondentów wypowiadających się w badaniu stara się zadbać o równowagę w swoim życiu – mówi dr Krzysztof Pierścieniak, ekspert w zakresie efektywności osobistej z Katedry Edukacji Ustawicznej i Andragogiki na Uniwersytecie Warszawskim – Chociaż nadal jednymi z najbardziej pożądanych dóbr są te, które stanowią zewnętrzne wskaźniki statusu (posiadanie domu, mieszkania, samochodu, tabletu, czy nowoczesnego sprzętu RTV) i na zakup tych dóbr zdaniem respondentów banki chętnie udzielają kredytów, to przynajmniej część respondentów swoje plany wiąże z rozwojem osobistym. Dla 16 proc. odpowiadających priorytetowym marzeniem były różnego rodzaju kursy – tłumaczy dr Pierścieniak.

– Na razie nie widać, by polscy konsumenci żyli w strachu przed kryzysem. Powyższe zachowania Polaków nie są specjalnie zaskakujące. Doświadczenia przeszłości pokazują bowiem, że znacząca weryfikacja postaw konsumentów ma miejsce dopiero wtedy gdy efekty kryzysu stają się namacalne. A wziąwszy pod uwagę że na razie polska gospodarka ma się całkiem dobrze (na co wskazuje choćby 4,3-procentowa dynamika PKB za 2 kwartał tego roku) do znaczących zmian w planach i marzeniach konsumentów może być wciąż daleko – podsumowuje Marcin Mróz.

Metodologia badania

Badanie zostało zrealizowane metodą CAWI Real Time Sampling w dniach 23.08 – 25.08.2011 w ramach GO96! – Omnibus online. Próbę dobrano metodą losowo-kwotową spośród użytkowników witryn internetowych korzystających z bezpłatnej wersji systemu stat24 lub bezpłatnego audytu site-centric stat.pl/PBI. Badaniem objęto grupę 1000 osób w wieku 15 i więcej lat.

Przeprowadzone badanie miało charakter półotwarty – oprócz predefiniowanych odpowiedzi, respondenci mogli udzielić odpowiedzi spontanicznej, oraz doprecyzować wybrane opcje z odpowiedzi zamkniętych. Każdy mógł wskazać/wymienić max. 3 plany/marzenia.

Przychody największych firm w Europie Środkowej wzrosły o 88 mld euro

Przychody największych firm w Europie Środkowej w 2010 r. wzrosły o 17%. Jednak pomimo dynamicznego rozwoju, przedsiębiorstwa nie osiągnęły jeszcze poziomu obrotów sprzed kryzysu. Najlepiej w czasach niepewności poradziła sobie branża energetyczna i surowcowa, ale najbardziej obiecujące perspektywy rysują się przed sektorem farmaceutycznym i ochrony zdrowia, a także dóbr konsumpcyjnych. Jednym z najważniejszych wyzwań stojących przed przedsiębiorstwami w regionie, także w Polsce, będzie znalezienie długoterminowych źródeł przewagi konkurencyjnej – oceniają eksperci firmy doradczej Deloitte.

Z analizy przeprowadzonej przez Deloitte w 19 krajach Europy Środkowej wynika, że w 2010 r. największe wzrosty przychodów (23% w euro, i 17% w walucie lokalnej) zanotował sektor wyrobów przemysłowych (obejmujący firmy metalurgiczne, chemiczne czy maszynowe). Jest to bardzo dobry wynik, mając na uwadze, że rok wcześniej przychody spółek z tej branży spadły średnio o ponad 5% w walucie lokalnej oraz o ponad 20% w euro. Wzrost, w analizowanym okresie, był możliwy dzięki poprawie koniunktury na rynku surowców, ogólnemu ożywieniu gospodarczemu oraz, w mniejszym stopniu, wzrostowi eksportu napędzanego popytem niemieckiej gospodarki.

„Należy pamiętać, iż poprawa w branży wyrobów przemysłowych była przede wszystkim wynikiem wyższych cen surowców. Wielkość sprzedaży również uległa powiększeniu, ale to rosnące ceny metali, a w przypadku branży energetycznej – rosnące ceny ropy, były istotnym czynnikiem determinującym wzrosty przychodów firm w regionie.” – tłumaczy Tomasz Ochrymowicz, Partner w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

We wszystkich krajach Europy Środkowej rok 2010 był okresem odrabiania spadków. Najlepsze wyniki uzyskały spółki z Ukrainy, Serbii i Polski. Gorsze rezultaty osiągnięto w niektórych krajach bałkańskich – Bułgarii, Bośni i Hercegowinie czy Chorwacji. W pierwszym kwartale 2011 r. dynamika przychodów uległa dalszemu zwiększeniu. Polskie i ukraińskie spółki pozostały w gronie rosnących najdynamiczniej. Dołączyły do nich spółki litewskie oraz firmy z dwóch krajów strefy euro – Słowenii i Słowacji.

Od 2007 r., kiedy Deloitte wykonał pierwszą analizę dużych firm regionu, polskie spółki stanowią największą narodową grupę spośród wszystkich badanych krajów. W porównaniu do wyników zeszłorocznego badania, liczba przedsiębiorstw z naszego kraju spadła ze 180 do 173. Powodem tego były przede wszystkim zmiany strukturalne i konsolidacje podmiotów, zwłaszcza w Grupie PGE oraz Tauron. Od czasu pierwszego badania w grupie największych firm w regionie sukcesywnie wzrasta także pozycja przedsiębiorstw z Czech. Ich liczba w ostatnim roku zwiększyła się o 7, co jest odzwierciedleniem silnego udziału sektora wyrobów przemysłowych. Branża ta, mimo wzrastających kosztów, nadal wydaje się być konkurencyjna w stosunku do firm zachodnich, w mniejszym stopniu pozostaje bowiem uzależniona od cen surowców, a bardziej od rozwiązań technicznych i innowacji.

Od kilku lat stabilny wzrost wyników obserwowany jest w sektorze farmaceutycznym i ochrony zdrowia oraz dóbr konsumpcyjnych. Przychody dla pierwszej z tych branż wzrastały średnio o 6% w walucie lokalnej i 8% w euro w 2010 r. Dla drugiego z wyżej wymienionych sektorów wyniki rosły średnio w tempie 3% i 8%. Eksperci firmy doradczej Deloitte oceniają, że w następnym roku, pomimo niepewności na rynkach, trend wzrostowy powinien się utrzymać.

„Największe spółki regionu nie odrobiły jeszcze zeszłorocznych spadków przychodów i nie wróciły do poziomu z 2008 r., a więc sprzed kryzysu. W dłuższej perspektywie przedsiębiorstwa w Europie Środkowej napotykają na poważną barierę wzrostu. Historycznie, najlepsze wyniki osiągnięto w latach 2005-2007, kiedy suma przychodów największych firm w regionie wzrosła o 37%. W najbliższych latach nie jest już możliwy równie dynamiczny rozwój. Teraz najważniejszym zadaniem stojącym przed firmami, także w Polsce, jest budowa długoterminowej koncepcji wzrostu przewagi konkurencyjnej. W celu dalszego rozwoju przedsiębiorstwa muszą postawić na innowacyjność i poprawę efektywności wewnętrznej.” – podsumowuje Tomasz Ochrymowicz z Deloitte.

Informacja prasowa dotyczy wstępnych wyników rankingu CE Top 500 – zestawienia 500 największych i najszybciej rozwijających się firm regionu Europy Środkowej i Wschodniej wraz z szczegółową analizą i komentarzami ekspertów.

depresja pourlopowa to nie wymysł, ale częsta przypadłość

<a title=depresja pourlopowa to nie wymysł, ale częsta przypadłość" title="depresja pourlopowa to nie wymysł, ale częsta przypadłość" />

Każdy pracownik marzy o urlopie i czeka na niego przez cały rok. Jednak „powrót do rzeczywistości”, czyli koniec wakacji i ponowne pojawienie się w pracy, może być bardzo nieprzyjemny.

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez specjalistów z amerykańskiego Uniwersytetu Stanu Waszyngton, przeciętna wydajność pracownika przez pierwszy tydzień po powrocie z urlopu wynosi jedynie 40% efektywności pracy sprzed wakacji. Zdarza się, że brakuje nam energii, bywamy rozdrażnieni i rozleniwieni, wszystko odkładamy „na później” i nie możemy się na niczym skupić. Co ważne, zły nastrój towarzyszy nam nie tylko w pracy. Nawet w domu możemy być wiecznie zmęczeni, w dodatku miewamy problemy ze snem. Takie objawy psycholodzy pracy określają terminem „stresu-nerwicy/”>depresji pourlopowej”. Podobne symptomy – ale w o wiele mniejszym natężeniu – występują również po weekendzie, kiedy wiele osób dotyka „poniedziałkowa chandra”.

Powakacyjny zły nastrój trwa zazwyczaj kilka dni (przeważnie 3-7 dni) i po tym czasie mija sam. Niekiedy zdarza się jednak, że pogorszenie samopoczucia utrzymuje się przez kilka tygodni. Jeżeli w dodatku pojawiają się u nas takie objawy, jak wybuchy agresji czy nadmierna płaczliwość, warto poszukać pomocy u specjalisty. Połączenie pourlopowej chandry z innymi stresującymi czynnikami w pracy czy chronicznym zmęczeniem, które niekiedy ciężko wyplenić nawet w ciągu dwóch tygodni wolnego, może bowiem prowadzić do rozwoju klinicznej postaci depresji.

Duży wpływ na takie samopoczucie ma chroniczne zmęczenie. W skrócie – pracujemy za długo, a odpoczywamy za krótko. Standardowe 14 dni urlopu to zdecydowanie za mało, aby organizm mógł w pełni zregenerować się po ciężkim roku pracy. Psycholodzy pracy podkreślają, że przez pierwszy tydzień wolnego zapracowany człowiek czuje się czasem jak na odwyku. Brak pośpiechu, obowiązków zawodowych i stresu mogą niekiedy prowadzić nawet do syndromu „odstawienia”. Taki stan najczęściej mija po 7 dniach. Dopiero w następnym tygodniu organizm przyzwyczaja się do nowej sytuacji, a człowiek zaczyna się w pełni relaksować i cieszyć z urlopu. Jednak aby taka regeneracja i odpoczynek były stuprocentowe, potrzebny byłby jeszcze kolejny tydzień odpoczynku.

Złe wiadomości z rynku pracy

Z opublikowanych dziś przez GUS danych wynika, że w lipcu 2011 roku stopa bezrobocia rejestrowanego w Polsce wyniosła 11,7%. To o 0,1 punktu procentowego mniej niż przed miesiącem, ale o 0,2 punktu procentowego więcej niż przed rokiem.

Choć różnice mogą wydawać się niewielkie, jest to negatywny sygnał dla rynku pracy. Z wyjątkiem fatalnego pod względem gospodarczym 2009 roku w ciągu ostatnich 5 lat okres czerwiec-lipiec-sierpień wiązał się z tradycyjnym, sezonowym spadkiem bezrobocia. Choć nie wiemy, jak sytuacja rozwinie się w sierpniu, dane za lipiec można uznać za niepokojące.

Martwić mogą również inne statystyki, zwłaszcza kurczący się popyt na pracę. W ujęciu rok do roku, jak i miesiąc do miesiąca zmniejszyła się liczba ofert zatrudnienia skierowanych przez pracodawców do urzędów pracy. W lipcu 2011 roku było ich łącznie 63,1 tys., tj. o 5,2 tys. mniej niż w czerwcu
i aż o 27,3 tys. mniej niż przed rokiem.

Nadal problem stanowią różnice regionalne. Najwyższą stopę bezrobocia w lipcu 2011 odnotowano tradycyjnie w 2 województwach: warmińsko-mazurskim (18,4%) i zachodniopomorskim (16,1%). Najlepiej było w Wielkopolsce (8,5%) oraz na Mazowszu (9,3%).

Bardziej drastyczne są dysproporcje w poziomie bezrobocia w poszczególnych powiatach.
W powiecie szydłowieckim, w południowej części woj. mazowieckiego, odsetek osób zarejestrowanych w urzędach pracy wyniósł 34,3%. W tym samym czasie w powiecie grodzkim
m. Sopot miernik wyniósł 3,3%.

Na mapie polskiego bezrobocia nie działo się jednak tylko źle. W ciągu ostatniego roku w powiecie słubickim w woj. lubuskim wskaźnik spadł aż o 6,4 punktów procentowych (z 20,7% do 14,3%).

Nie czas na powroty do Polski -wyniki ankiety ING

ING w swojej ankiecie postanowiło sprawdzić czy wobec pesymistycznych danych z płynących zachodnich gospodarek Polacy, którzy wyjechali za granicę w poszukiwaniu pracy, rozważają powrót do ojczyzny.

Ankieta została przeprowadzona w dniach 04-18.08 br. wśród klientów ING Banku Śląskiego korzystających z systemu bankowości internetowej ING BankOnLine. Na zadane pytanie uzyskano 31633 odpowiedzi.

W obliczu globalnej recesji w listopadzie 2008 r. ING Bank Śląski zapytał swoich klientów czy oni lub ich znajomi pracujący za granicą zamierzają wracać do Polski. Wtedy co czwarta (27%) osoba pracująca za granicą zadeklarowała w najbliższym czasie powrót do kraju albo znała osobę, która miała takie plany. To samo pytanie postanowiliśmy zadać naszym klientom w tym miesiącu (sierpień br.). Chcieliśmy sprawdzić, czy wobec pesymistycznych danych płynących z zachodnich gospodarek, reakcja naszych rodaków pracujących za granicą będzie podobna.

Odsetek respondentów wskazujących na zamiar powrotu do kraju (lub znający osoby mające takie plany) okazał się być prawie dwa razy mniejszy niż trzy lata temu (15% w sierpniu br. wobec 27% w listopadzie 2008 r.). Wzrósł natomiast udział osób niechętnych powrotowi z powodu względnie lepszych warunków na zagranicznym rynku pracy (85% w sierpniu br. wobec 73% w listopadzie 2008 r.)

Choć decyzja o powrocie do kraju bądź pozostaniu dłużej na emigracji nie zależy tylko od stanu rynku pracy, (co podkreślaliśmy w komentarzu do pytania z listopada 2008 roku), ma on jednak zasadnicze znaczenie. Gdyby w Polsce stopa bezrobocia spadała, a w krajach-odbiorcach polskiej siły roboczej rosła, ten fakt zapewne skłaniałby emigrantów do powrotów. Tymczasem dane tego nie pokazują. Wskutek kryzysu stopa bezrobocia wzrosła zarówno w Polsce, jak i w głównych krajach-odbiorcach polskiej emigracji (z wyjątkiem Niemiec). W przypadku Polski stopa bezrobocia (zharmonizowana odsezonowana stopa bezrobocia liczona przez Eurostat) wzrosła od listopada 2008 r. do maja 2011 r. o prawie jedną trzecią (31%), w Wielkiej Brytanii o jedną czwartą (24%), a w Irlandii o ponad trzy czwarte (77%). W Niemczech była za to niższa niż przed kryzysem (o 18%). Z drugiej strony, nie ma też wyraźnego sygnału pogorszenia się sytuacji w Polsce w porównaniu z pozostałymi krajami, więc te dane nie pomagają wyjaśnić, dlaczego mniej Polaków chciałoby wrócić do ojczyzny.

Wyniki naszej sondy pasują natomiast do zachowania wskaźnika nastrojów konsumenckich, opracowywanego przez Komisję Europejską. Mierzy on nastroje konsumentów względem własnej sytuacji finansowej w najbliższej przyszłości, sytuacji gospodarczej kraju, perspektyw rynku pracy i możliwości oszczędzania. Wynika z niego, że w porównaniu z listopadem 2008 roku tylko w Polsce nastroje konsumentów nie poprawiły się, natomiast konsumenci mieszkający w Wielkiej Brytanii, Irlandii, a zwłaszcza w Niemczech optymistyczniej oceniają teraz własną przyszłość.

Najmniejsze mieszkania, najwyższa cena

W naszym kraju największym zainteresowaniem cieszą się małe mieszkania 2- oraz 3-pokojowe. Na tej podstawie można stwierdzić, że to właśnie lokale z segmentu popularnego powinny charakteryzować się najdroższą ceną w zł/mkw. Tyle teoria, a jak jest w rzeczywistości?

We wszystkich miastach za wyjątkiem Wrocławia najwyższa cena w zł/mkw. ma miejsce w przypadku najmniejszych mieszkań. W stolicy Dolnego Śląska najgłębiej trzeba sięgnąć do kieszeni decydując się na lokal o metrażu mieszczącym się w przedziale od 41 do 60 mkw., choć różnica pomiędzy dwoma pierwszymi segmentami jest niewielka. Ponadto warto również zwrócić uwagę na fakt, że w większości miast najniższe stawki osiągają mieszkania największe. W tym wypadku wyjątek potwierdzający regułę stanowi Kraków. Trzeba jednak tutaj wspomnieć o specyfice grodu Kraka, gdzie znajduje się spora grupa większych mieszkań usytuowanych w kamienicach w okolicy Starego Miasta, których wysoka cena podnosi poziom średniej stawki w tym segmencie.

Na podstawie powyższego zestawienia można stwierdzić, że niższy metraż mieszkania, przekłada się na wyższą cenę w zł/mkw. Na taką sytuacje niewątpliwie wpływa fakt, że od początku kryzysu finansowego, a więc już od około trzech lat zwiększa się grono Polaków zainteresowanych najmniejszymi lokalami. W takim wypadku pomimo wyższej stawki w zł/mkw., całkowita cena lokalu mieszkalnego jest niższa. Ma to duże znacznie w sytuacji obniżającej się zdolności kredytowej polskich gospodarstw domowych. Ponadto w mniejszych jednostkach mieszkalnych wyższy udział w całym metrażu stanowią kuchnia oraz łazienka, których wykonanie jest najdroższe. W tych pomieszczeniach znajdują się, bowiem instalacje gazowe, sanitarne itp., które stanowią sporą część kosztów budowy.

Emmerson S.A.

PGNiG przejmuje Vattenfall Heat Poland za prawie 3 mld PLN

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo SA nabyło 24.591.544 akcji stanowiących ponad 99,8% akcji Vattenfall Heat Poland SA (VHP). Zakup stołecznych elektrociepłowni jest dla PGNiG kolejnym, po projekcie w Stalowej Woli, etapem rozwoju PGNiG jako koncernu multienergetycznego.

„Ta transakcja, to kolejny przykład, że polskie spółki opierając się na czysto biznesowej kalkulacji i uważnie śledząc rynek angażują się tam, gdzie widzą atrakcyjne możliwości inwestycyjne” – powiedział Aleksander Grad, Minister Skarbu Państwa.

„Nabycie przez PGNiG warszawskich aktywów Vattenfalla umożliwi dywersyfikację źródeł osiąganych przychodów zgodnie ze zaktualizowaną strategią Grupy Kapitałowej, zgodnie z którą energetyka jest jednym z trzech kluczowych obszarów rozwoju spółki. Kierując się interesem naszej spółki i jej akcjonariuszy, chcemy dalej rozwijać działalność energetyczną w Grupie Kapitałowej PGNiG” – powiedział Michał Szubski, prezes PGNiG.

Przejęcie aktywów VHP oraz wdrożenie programu inwestycyjnego, mającego na celu dalszy rozwój mocy wytwórczych w stołecznych elektrociepłowniach, pozwoli na zwiększenie przychodów PGNiG dzięki sprzedaży ciepła i energii elektrycznej oraz wpłynie pozytywnie na rozwój krajowego rynku gazu.

Dzięki tej transakcji do grupy PGNiG dołączy podmiot uważany za krajowego lidera sektora elektroenergetycznego, charakteryzujący się wysoką efektywnością, silną pozycją finansową oraz wykwalifikowaną i doświadczoną kadrą. Zamiarem PGNiG jest wykorzystanie wiedzy i umiejętności pracowników VHP, tworząc z nabywanej spółki centrum kompetencyjne PGNiG w ramach działalności energetycznej.

„Odpowiadając na rosnące zapotrzebowanie na energię elektryczną i ciepło w Warszawie planujemy w przyszłości budowę co najmniej jednej elektrociepłowni dużej mocy opalanej gazem. Planowane przez PGNiG stopniowe przejście ze starych bloków węglowych na nowoczesne bloki gazowo-parowe przyczyni się do poprawy jakości życia Warszawiaków, a dodatkowo pozwoli na lepsze dostosowanie produkcji energii do potrzeb mieszkańców stolicy. Gazowe jednostki kogeneracyjne charakteryzują się wysoką efektywnością energetyczną oraz emitują do atmosfery o około 50 proc. mniej zanieczyszczeń w porównaniu do źródeł węglowych” – powiedział Radosław Dudziński, Wiceprezes Zarządu odpowiedzialny za strategię spółki.

W opinii Zarządu PGNiG przejęcie VHP istotnie wzmocni pozycję Grupy Kapitałowej PGNiG, jako poważnego gracza na rynku energetycznym w Polsce oraz pozwoli uzyskać znaczący udział w rynku wytwarzania energii. Dodatkowo, transakcja wzmocni konkurencję w sektorze energetycznym w Polsce.

Cena nabycia na dzień podpisania umowy wynosi około 2,96 mld PLN, co odpowiada wartości przedsiębiorstwa na poziomie około 3,5 mld PLN. Cena nabycia jest indeksowana odzwierciedlając koszt pieniądza w czasie. Wysokość ostatecznej ceny nabycia będzie zależna od daty zamknięcia transakcji. Inwestycja zostanie w całości sfinansowana z programu obligacji PGNiG.

„Jesteśmy bardzo zadowoleni z warunków transakcji. Nabycie aktywów Vattenfalla dowodzi determinacji Zarządu PGNiG w konsekwentnej realizacji naszej aktualnej strategii rozwoju w kluczowych obszarach działalności. Dodatkowo wierzymy, że transakcja zrównoważy naszą ekspozycję na ryzyko poprzez zwiększenie zaangażowania w regulowane obszary działalności i że spotka się z pozytywną oceną uczestników rynków finansowych” – powiedział Sławomir Hinc, Wiceprezes PGNiG ds. finansowych.

Zamknięcie transakcji będzie wymagało zgody Prezesa UOKiK na koncentrację.

Transakcja zakupu VHP przez PGNiG będzie jedną z największych transakcji przejęcia w historii polskiego rynku energetycznego.

Polska gospodarka jeszcze nie zwalnia

Wzrost gospodarczy Polski w drugim kwartale wyniósł 4,3 proc. To oznacza, że krajowa gospodarka jeszcze nie zwolniła. Jednak coraz bardziej realna jest perspektywa, że – w ślad za światowym spowolnieniem gospodarczym – również wzrost polskiego PKB będzie coraz mniejszy i w kolejnych kwartałach znajdzie się w przedziale między 3 a 4 proc.

Wzrost gospodarczy Polski (PKB niewyrównany sezonowo; ceny stałe średnioroczne roku poprzedniego) wzrósł realnie w drugim kwartale br. o 4,3% w porównaniu z tym samym okresem roku poprzedniego – podał Główny Urząd Statystyczny. Oznacza to, że w dalszym ciągu mamy do czynienia z relatywnie wysoką dynamiką wzrostu PKB, chociaż nieznacznie malejącą (o 0,1% kwartalnie) począwszy od IV kw. 2010 r.

Większość analityków spodziewała się, że gospodarka rozwija się wolniej niż w pierwszym kwartale. Tymczasem PKB wyrównany sezonowo (ceny stałe przy roku odniesienia 2000) wzrósł realnie o 1,1% w porównaniu z poprzednim kwartałem i był wyższy niż przed rokiem o 4,5%.

Głównym czynnikiem wzrostu PKB pozostał popyt krajowy (wpływ na tempo wzrostu gospodarczego wyniósł 4,3 pkt. proc.). Wpływ spożycia ogółem wyniósł 1,9 pkt. proc. (w tym 2,2 pkt. proc. – wpływ spożycia indywidualnego oraz nieznaczny negatywny wpływ spożycia publicznego), a akumulacji 2,4 pkt. proc. (z tego 1,4 pkt. proc. – wpływ popytu inwestycyjnego i 1,0 pkt. proc. – wpływ zmiany zapasów). Wpływ popytu zagranicznego (eksportu netto) na wzrost PKB był neutralny.

Prawdopodobnie to ostatni kwartał relatywnie wysokiego wzrostu polskiego PKB. Skutki obserwowanego od kilku tygodni spowolnienia gospodarczego na świecie odczuje również nasza gospodarka. Według danych Eurostatu, w drugim kwartale wzrost gospodarczy zwolnił w strefie euro i całej UE – PKB wzrósł tylko o 0,2 proc. w skali kwartału i o 1,7 proc. w skali roku.

Zdaniem BCC, jeszcze gorzej może być w kolejnych kwartałach. Realna jest perspektywa, że wzrost PKB w UE będzie oscylował w granicach od 0 do minus 2%, zaś wzrost polskiego PKB znajdzie się w przedziale między 3 a 4 proc., przy czym będzie to raczej bliżej tego dolnego poziomu.

źródło: Business Centre Club

Finanse i usługi bankowe w oczach polskich internautów

Gemius SA prezentuje wyniki V fali badania „Finanse i plany finansowe polskich internautów”. Respondenci odpowiadali na pytania dotyczące produktów i usług oferowanych przez polskie banki oraz planów finansowych na kolejne pół roku. Internautów pytano również o postrzeganie bezpieczeństwa bankowości internetowej oraz o wpływ kryzysu na ich codzienne życie.

Wyniki V fali badania „Finanse i plany finansowe polskich internautów” zostały zaprezentowane w raporcie o tym samym tytule. Zestawiono w nim dane otrzymane w pięciu falach badania, zrealizowanych od marca 2009 r. do marca 2011 r.

Z jakich banków korzystają internauci?

Najpopularniejszym bankiem wśród badanych respondentów jest PKO Bank Polski – korzysta z niego 24% wszystkich biorących udział w badaniu. Drugi w rankingu jest Pekao SA, a trzeci – ING Bank Śląski. Użytkownicy Internetu pytani o banki, których posiadają konto osobiste, kartę debetową i możliwość debetu na koncie, wymieniali PKO Bank Polski, ING Bank Śląski oraz mBank. Wybierając konto osobiste, respondenci zwracali uwagę przede wszystkim na opłaty za prowadzenie konta – tę odpowiedź wskazało 50 proc. respondentów. Kredyty i pożyczki gotówkowe internauci zaciągali najczęściej w PKO BP, Pekao SA oraz Banku Spółdzielczym.

Popularność usług bankowych

Najbardziej popularnym produktem finansowym wśród polskich użytkowników internetu jest niezmiennie konto osobiste – jego posiadanie zadeklarowało blisko 2/3 badanych. Mniej popularne są konta oszczędnościowe (28 proc.) oraz karty kredytowe (26 proc.). Z lokaty korzysta 20 proc. respondentów. Jedynie 8 proc. internautów posiada jednostki funduszy inwestycyjnych, a 5 proc. korzysta z oferowanych przez banki Indywidualnych Kont Emerytalnych (IKE). Porównując tegoroczną falę badania z poprzednią można zauważyć, że internauci rzadziej korzystają z karty kredytowej, debetu na koncie, zakupów na raty oraz pożyczki gotówkowej.

Spośród usług finansowych oferowanych przez inne podmioty niż banki, badani najchętniej korzystali z możliwości dokonywania przelewów i opłat na poczcie (około 1/3 badanych). Nieco mniej niż jedna piąta respondentów wskazała płacenie rachunków w specjalnych punktach i zakupy na raty.

Konto online i poczucie bezpieczeństwa

67 proc. badanych posiadających konto osobiste lub oszczędnościowe korzysta z niego przez internet. Respondenci najczęściej deklarują sprawdzanie jego stanu, wykonywanie przelewów jednorazowych oraz sprawdzanie historii transakcji. Popularne jest również wykorzystanie konta do doładowania telefonu komórkowego – około 50 proc. korzysta z tej możliwości. 47 proc. korzystających z konta przez internet nie spotkało się z żadnymi problemami podczas używania tej usługi. Ci, którzy spotkali się z takimi problemami, najczęściej wskazywali niedziałający serwis banku (17 proc.).

Wyniki badania pokazują, że banki dbają o bezpieczeństwo swoich przelewów. Podobnie jak w poprzedniej fali badania, banki coraz częściej oferowały możliwość uwierzytelniania transakcji hasłem wysyłanym SMS (obecnie 40 proc. internautów w ten sposób autoryzuje transakcje, w poprzedniej fali 38 proc.), natomiast spada odsetek internautów, którzy mogli wykorzystywać kody jednorazowe do autoryzacji transakcji (obecnie 19 proc., w poprzedniej fali 20 proc.). Jednak mimo stosowanych przez banki sposobów autoryzacji transakcji online, w porównaniu do poprzedniej fali badania zwiększył się odsetek osób, które wybierają osobiste wizyty w banku, ponieważ obawiają się o bezpieczeństwo swoich pieniędzy podczas wykonywania przelewów internetowych (IV fala – 32 proc., V fala – 36 proc.).

Nastroje finansowe i wpływ kryzysu

W ciągu kolejnych 6 miesięcy 14 proc. badanych zamierza dokonać zakupu na raty, a 12 proc. planuje skorzystać z lokaty. Z kolei 7 proc. respondentów planuje założenie konta oszczędnościowego oraz uruchomienie debetu na koncie.
Mężczyźni nieco częściej niż kobiety deklarowali plany założenia lokaty oraz zakupu jednostek funduszu inwestycyjnego, a także zakupu na raty. Z kolei osoby w wieku 18-24 lata częściej od pozostałych wyrażali zamiar założenia konta osobistego i oszczędnościowego. Respondenci w wieku 35-44 lat najczęściej deklarują plany zakupu na raty.

62 proc. respondentów stwierdziło, że nie zamierza inwestować w ciągu kolejnych 6 miesięcy. Decyzję uzasadniali brakiem środków, które mogliby przeznaczyć na inwestycję. Internautów zapytano również o to, czy odczuwają wpływ kryzysu na ich codzienne życie i decyzje finansowe. 54 proc. przyznało, że odczuwa skutki kryzysu. Sferą życia, w której najsilniej odczuwane są skutki kryzysu są zakupy codzienne i wydatki „na życie” (77 proc.). W ciągu dwóch fal badania ten odsetek wzrósł o 18 punktów procentowych. Prawie 40 proc. badanych wskazało problemy ze zbilansowaniem budżetu domowego oraz ograniczenie wydatków okazjonalnych.

Metodologia badania

Badanie zostało zrealizowane za pomocą ankiet CAWI (kwestionariusz internetowy). Ankiety emitowane były losowo od 18 do 30 marca 2011 roku. Zebrano 4 500 kwestionariuszy wypełnionych przez użytkowników Internetu, w wieku co najmniej 18 lat.

Młodzi 2011 – jak im pomóc na rynku pracy?

Raport „Młodzi 2011″ zawiera wiele ważnych pomysłów, które mogą pomóc młodym ludziom w znalezieniu pracy. Decydujący wpływ na wysokie bezrobocie wśród młodych mają zbyt niski poziom inwestycji, wynoszący ok. 20 proc. PKB oraz niedostosowanie kwalifikacji absolwentów różnego rodzaju szkół do potrzeb gospodarki – uważa PKPP Lewiatan.

Bezrobocie wśród młodych wciąż jest dużym problemem. W styczniu br. liczba bezrobotnych poniżej 25. roku życia wynosiła w Polsce blisko pół miliona. Trzy lata temu takich osób było niemalże o połowę mniej. Co więcej, według wyliczeń GUS ponad jedna trzecia bezrobotnych, którzy nie ukończyli 27 lat, to absolwenci szkół wyższych. Z tej perspektywy bardzo ważne jest podjęcie działań, które zachęcą osoby młode do podejmowania pracy, wskażą bariery związane z ich zatrudnianiem oraz rekomendacje zmian w tym obszarze. Dlatego PKPP Lewiatan pozytywnie ocenia rozpoczęcie dyskusji nt. młodego pokolenia Polaków.

„Gdybyśmy w najbliższych latach zaoszczędzili ok. 30 mld zł na likwidacji różnych przywilejów emerytalnych czy rentowych i przeznaczyli te pieniądze na zwiększenie inwestycji to można byłoby dzięki temu utworzyć 200-250 tys. nowych miejsc pracy. Obecny rząd ograniczył już część przywilejów emerytalnych, ale ciągle jest ich jeszcze zbyt dużo. Dlatego nie powinniśmy się bać zwiększenia poziomu inwestycji kosztem likwidacji przywilejów emerytalno-rentowych” – mówi Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu PKPP Lewiatan.

„Pracodawcy stosunkowo słabo oceniają kompetencje absolwentów, co jest rezultatem niedostosowania kwalifikacji do potrzeb gospodarki. W konsekwencji firmy preferują zatrudnianie osób posiadających większe doświadczenie zawodowe i staż pracy. W tej sprawie rząd podjął już pewne działania, np. wprowadził kierunki zamawiane na studiach, ale ciągle są one niewystarczające. Naszym zdaniem nie jest natomiast najlepszym rozwiązaniem zmuszanie pracodawców, aby zatrudniali młodych ludzi na stałe. Może to przynieść odwrotny skutek od zakładanego, podobnie jak było z ochroną osób, które zbliżają się do wieku emerytalnego” – mówi Małgorzata Rusewicz, dyrektorka departamentu Dialogu Społecznego i Stosunków Pracy PKPP Lewiatan.

Raport „Młodzi 2011″ zawiera wiele ważnych i potrzebnych propozycji działań, takich jak chociażby uelastycznienie programów Aktywnej Polityki Rynku Pracy tak, by można było, np. przyjmować studentów na specjalistyczne praktyki zawodowe. Chcąc zrealizować ten cel ważne są jednak nie tylko zmiany w ustawie o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy, ale też właściwe podejście do proponowanych zmian wybranych rozporządzeń. Przykładem jest tu nowelizacja rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie algorytmu ustalania kwot środków Funduszu Pracy na finansowanie zadań w województwie, która przewiduje wyłączenie kosztów realizacji projektów pilotażowych z grupy zadań finansowanych w ramach środków Funduszu Pracy. W konsekwencji ograniczona zostanie liczba projektów pilotażowych, które kierowane były m. in. do młodych bezrobotnych.

Słusznym postulatem jest także zwiększenie elastyczności telepracy. Za postulatem powinny pojawić się jednak propozycje rozwiązań legislacyjnych oraz niezbędnych działań, np. doprecyzowanie przepisów regulujących zasady bhp w miejscu pracy telepracownika. Obowiązujące regulacje nie określają chociażby tego jak w kontekście przepisów bhp należy ustalać, że telepracownik uległ wypadkowi przy pracy, czy też jak ustalać okoliczności wypadku, jeśli pracownik odmówi możliwości odwiedzenia jego miejsca zamieszkania i zarazem pracy.

Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan

Zarobki pracowników produkcyjnych w 2010

W XIII raporcie płacowym dla stanowisk produkcyjnych Sedlak & Sedlak przeanalizowano płace 10 675 osób zatrudnionych jako pracownicy produkcyjni w 109 zakładach. Ile zarabiano na tym stanowisku?

Mediana wynagrodzenia podstawowego pracowników produkcyjnych wyniosła 2 107 PLN brutto. Płace całkowite kształtowały się na poziomie 2 512 PLN. Wynagrodzenia 10% najsłabiej opłacanych nie przekroczyły 1 854 PLN, taka sama grupa zarabiała ponad 3 585 PLN miesięcznie. Przeciętna wartość premii wyniosła 14% wynagrodzenia podstawowego.

Na jakim poziomie kształtowały się płace pracowników produkcyjnych w różnych typach firm? Biorąc pod uwagę wielkość zatrudnienia, najwyższe wynagrodzenia otrzymywali pracownicy największych przedsiębiorstw (powyżej 1000 osób). Mediana zarobków na omawianym stanowisku wyniosła tam 2 798 PLN brutto, a co czwarty otrzymywał ponad 3 172 PLN miesięcznie. Najniższe płace – z medianą w wysokości 2 382 PLN – oferowano w firmach zatrudniających od 251 do 500 osób.

W jaki sposób wysokość przychodu firmy wpływała na poziom płac pracowników produkcyjnych? Najwyższe zarobki (mediana 2 912 PLN brutto) odnotowano w przedsiębiorstwach o przychodzie przekraczającym 1 000 mln PLN. Najmniej otrzymywali zatrudnieni w jednostkach o przychodzie od 50 do 150 mln PLN. Mediana wynagrodzenia na omawianym stanowisku wyniosła tam 2 232 PLN, a płaca co dziesiątej osoby nie przekroczyła 1 854 PLN.

Spośród pracowników produkcyjnych z różnych branż, najwyższe zarobki odnotowano wśród zatrudnionych w firmach zajmujących się produkcją chemikaliów i wyrobów chemicznych. Płace połowy pracujących na omawianym stanowisku przekroczyły tam 3 651 PLN, a jedna czwarta otrzymywała ponad 4 254 PLN miesięcznie. Na drugim biegunie płacowym znalazły się branża elektroniczna i elektrotechniczna (mediana 2 184 PLN) oraz spożywcza (2 291 PLN).

Ile zarabiali pracownicy produkcyjni w wybranych województwach? Jak wynika z danych XIII raportu płacowego dla stanowisk produkcyjnych Sedlak & Sedlak, na pierwszym miejscu pod względem wysokości płac znalazło się śląskie. Mediana wynagrodzeń omawianych pracowników wyniosła tam odpowiednio 2 811 PLN. Najmniej zarabiali zatrudnieni w przedsiębiorstwach z województw dolnośląskiego (2 339 PLN) i małopolskiego (2 364 PLN).

W 2020 r. nawet 50 mld urządzeń będzie się komunikować dzięki sieciom mobilnym

Komunikacja stała się pojęciem, które dotyczy już nie tylko ludzi. Komunikują się ze sobą także urządzenia. Nie tylko te, o których wszyscy wiedzą, czyli komputery i telefony. Inteligentne liczniki, przesyłające dane do dostawcy mediów czy urządzenia mobilne pozwalające zarządzać flotą stają się standardem. A stale dołączają do nich nowe urządzenia. Tak zwana komunikacja M2M stała się obszarem, który w najbliższych latach będzie dynamicznie się rozwijać. Przedsiębiorstwa już uświadamiają sobie, jak wiele korzyści może przynieść komunikacja M2M przez sieć mobilną. Właściwie każde urządzenie posiadające oprogramowanie może być łatwo uaktualnione dzięki łączności komórkowej.

– Jesteśmy przekonani, że w 2020 r. na całym świecie będzie się ze sobą komunikować ok. 50 mld urządzeń – mówi Magnus Furustam, wiceprezes firmy Ericsson. Znaczną część z nich będą stanowić urządzenia typu M2M oraz elektronika konsumencka, wyposażone w karty SIM i wykorzystujące sieci mobilne.

Ericsson bierze aktywny udział w tym procesie. W tym roku wprowadził na rynek swoje rozwiązanie, dedykowane komunikacji M2M – Device Connection Platform. Usługa jest oferowana operatorom telekomunikacyjnym na całym świecie, a oni z kolei mogą dzięki niej dostarczać własne usługi M2M swoim klientom korporacyjnym. Platforma działa w modelu Software as a Service. Dzięki temu operatorzy nie ponoszą wysokich kosztów początkowych inwestycji i mogą szybko ruszyć z wprowadzaniem własnych usług na rynek.

Aby rozwijać rozwiązania M2M, Ericsson współpracuje z operatorami telekomunikacyjnymi, wybranymi branżami przemysłu i innymi podmiotami w łańcuchu wartości M2M, by stworzyć światowej klasy, innowacyjne technologie i nowoczesne rozwiązania biznesowe. Device Connection Platform firmy Ericcson umożliwia przede wszystkim tworzenie planów połączeń i cen usług M2M. Ericsson zapewnia kompleksową obsługę, aby operator mógł dostosować się do potrzeb swoich klientów. Rozwiązanie udostępnia m.in. interfejs samoobsługowy i elastyczne billingi. Aplikacje M2M mogą komunikować się za pomocą dowolnego istniejącego protokołu i i współdzielić dane przez Internet. Ponadto, klienci operatorów będą mogli zarządzać swoimi abonamentami i urządzeniami w czasie rzeczywistym.

 

Zmiana na stanowisku prezesa BZ WBK Asset Management S.A.

1 sierpnia 2011 nastąpi zmiana na stanowisku prezesa zarządu BZ WBK Asset Management S.A. Krzysztofa Grzegorka, który podjął decyzję o odejściu ze spółki, zastąpi obecny prezes BZ WBK Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych S.A. – Jacek Marcinowski.

Jacek Marcinowski będzie pełnił funkcję prezesa w obu spółkach – Asset Management i Towarzystwie. Towarzystwem kieruje od stycznia bieżącego roku, jednak z rynkiem kapitałowym, w tym także z poznańskim Towarzystwem i Asset Management był związany już wcześniej.

Jacek Marcinowski rozpoczął swoją pracę w Banku Zachodnim WBK (wtedy jeszcze WBK) w 1995 roku, w Pionie Bankowości Inwestycyjnej. W roku 1997 został dyrektorem zarządzającym w ówczesnym WBK Asset Management. W 1999 wrócił na dwa lata do Banku, gdzie odpowiadał za sprzedaż i marketing, po czym w roku 2001 objął funkcję prezesa Towarzystwa.

W 2002 roku na stanowisku Prezesa Towarzystwa zastąpił go Krzysztof Samotij, a Jacek Marcinowski kontynuował karierę w Banku Zachodnim WBK, gdzie – będąc członkiem zarządu – odpowiadał m.in. za sprzedaż produktów inwestycyjnych. Pół roku temu ponownie objął stery Towarzystwa.

Niemal przez cały czas mojej pracy w Grupie BZ WBK byłem związany z Asset Management i TFI. W ostatnich latach była to intensywna współpraca, tak więc dobrze znam bieżące sprawy firmy jak i strategiczne wyzwania, które stoją przed spółką. – mówi Jacek Marcinowski.

Krzysztof Grzegorek kierował Asset Management od momentu jej powstania w maju 1997 roku. W tym czasie firma stała się największą instytucją oferującą indywidualne portfele papierów wartościowych dla klientów indywidualnych.

Wynagrodzenia prezesów w 2010 roku

Najwyższe średnie roczne wynagrodzenie dla osób zarządzających oferuje sektor mediów i rozrywki (ok. 2,2 mln zł), bankowość (ok. 1,6 mln zł), telekomunikacja (ok. 1,5 mln zł) i sektor paliwowy (ok. 1,3 mln zł) – wynika z najnowszego raportu PwC pt. „Wynagrodzenia zarządów największych spółek giełdowych w 2010 r.” Spółki z indeksu WIG20 przeciętnie płaciły swoim prezesom i członkom zarządu ok. 1,4 mln zł rocznie tj. prawie półtora raza więcej niż spółki z mWIG40 i prawie dwa razy więcej niż te z sWIG80.

Raport PwC przedstawia analizę wynagrodzeń kadry zarządzającej spółek giełdowych w 2010 r. w ujęciu branżowym, z podziałem na poszczególne indeksy GPW: WIG20, mWIG40 i sWIG80.

Barbara Mierzejewska, menedżer w zespole HR Consulting w PwC, skomentowała:

„Spółki z WIG20, znacząco przewyższające spółki z indeksów mWIG40 oraz sWIG80 pod względem aktywów i przychodów, oferują też zarządom znacznie wyższe przeciętne wynagrodzenia. Trzeba zwrócić uwagę, że o ile w przypadku bankowości i sektora paliwowego wysokość wynagrodzeń jest skorelowana z wielkością spółki mierzoną wartością aktywów lub przychodów, o tyle zarówno spółki mediowe, jak i telekomunikacyjne nie odbiegają pod względem wielkości od firm z innych branż. Z kolei przedsiębiorstwa z sektora energetycznego, mimo swojej znacznej wielkości, relatywnie skromniej wynagradzały osoby zarządzające.”

Wśród dziesiątki najlepiej zarabiających prezesów zarządów w 2010 r. roczne wynagrodzenie krótkoterminowe mieściło się w przedziale od ok. 3 mln zł (pan Konrad Jaskóła – Prezes Zarządu Polimex – Mostostal S.A.) do ok. 6,1 mln zł (pan Moshe Greidinger – Prezes Zarządu Cinema City International N.V.), przy średniej wynoszącej ok. 4,4 mln zł.

W 2010 roku najwyżej swoich członków zarządu opłacało Cinema City International N.V z przeciętnym oferowanym uposażeniem na poziomie około 3,5 mln zł. Wśród dziesięciu najatrakcyjniejszych pod tym względem firm znalazły się przedsiębiorstwa ze wszystkich trzech analizowanych indeksów, z najsilniejszą reprezentacją WIG20. Połowa spółek na liście najbardziej szczodrych dla swojego managementu pochodzi właśnie z tego indeksu.

Badanie PwC wykazuje, że dla poziomu wynagrodzenia członków zarządu nie bez znaczenia jest struktura właścicielska firmy. Największy jej wpływ można zaobserwować w przypadku podmiotów z dużym udziałem Skarbu Państwa. W spółkach z indeksu WIG20 przedsiębiorstwa z dużym udziałem Skarbu Państwa płaciły swoim osobom zarządzającym średnio o około 20% mniej niż te o mniejszym lub zerowym akcjonariacie państwowym.

Jak są kształtowane i od czego zależą wynagrodzenia członków zarządu?

Płaca zasadnicza członków zarządów zależy przede wszystkim od wielkości organizacji i stopnia skomplikowania biznesu, co wyraża się najczęściej przyporządkowaniem spółki do danego indeksu giełdowego, poziomem przychodów, wielkością aktywów i kapitalizacją rynkową. Niebagatelne znaczenie ma sam fakt notowania spółki na giełdzie i wiążące się z tym obowiązki – jak choćby wymóg prezentacji informacji o wypłaconym wynagrodzeniu – i ponoszona odpowiedzialność.

„Niedawny kryzys uświadomił członkom rad nadzorczych i zarządów konieczność zmian nie tylko poziomów, ale również sposobu wynagradzania. Zarówno na rynku polskim, jak i w innych krajach europejskich mieliśmy do czynienia ze wzrostem zainteresowania modyfikacją systemów motywacyjnych. Głównie dotyczyło to zmiany podejścia do celów biznesowych i położenia większego nacisku na powiązanie motywatorów ze strategią biznesową, a nie tylko z wynikami spółek” – podkreśla Artur Kaźmierczak, dyrektor w zespole HR Consulting w PwC.

Prawie 60% wynagrodzenia prezesów i członków zarządów największych spółek z GPW stanowiło w 2010 r. wynagrodzenie zasadnicze, podczas gdy ok. 30% to wynagrodzenie zmienne. Na pozostałą część składały się inne świadczenia, takie jak prywatna opieka medyczna, dodatkowy urlop płatny itp. oraz wynagrodzenia z tytułu pełnienia funkcji w jednostkach zależnych i stowarzyszonych.

„Różnica pomiędzy poziomem części stałej i zmiennej wynagrodzenia zależy od stopnia agresywności systemu – im bardziej agresywny model wynagradzania, tym większa potencjalna wartość premii uzależnionej od osiągniętych wyników” – wyjaśnia Dominika Jędrzejewska, starszy konsultant w zespole HR Consulting w PwC. „Do niedawna przeważała tendencja do koncentracji głównie na parametrycznych (ilościowych) wynikach spółki. Coraz częściej jednak rady nadzorcze uzależniają wypłatę premii dla osób zarządzających od realizacji również celów indywidualnych (tj. nie jednakowych dla wszystkich członków zarządu) i jakościowych. Ostatecznie o wartości pakietu danej osoby decydują również jej cechy indywidualne, jak poziom kompetencji i doświadczenie w danej branży” – stwierdza Barbara Mierzejewska z PwC.

Polskę cechuje mało agresywne podejście do kształtowania wynagrodzeń prezesów i członków zarządu. Stosunkowo najbardziej agresywną politykę prowadzą spółki z mWIG40, gdzie przeciętnie płaca stała stanowi około 43% (w porównaniu do 56% w przypadku wszystkich indeksów). Dla odmiany w Wielkiej Brytanii wynagrodzenie zasadnicze to zwykle mała (ok. 25%) część pakietu całkowitego, a najważniejszą rolę odgrywają elementy motywacyjne. Dotyczy to zwłaszcza planów długoterminowych, które w przypadku większości przedstawicieli brytyjskiej kadry menedżerskiej wyższego szczebla stanową 50% lub nawet większą część całkowitego pakietu wynagrodzenia.

Wśród polskich spółek giełdowych rośnie popularność długookresowego elementu wynagradzania, co świadczy o coraz większej koncentracji na długofalowym wzroście organizacji a nie tylko maksymalizacji rocznych wyników W Polsce około 45% spółek już oferuje tego typu zachęty i zgodnie z trendami międzynarodowymi można spodziewać się wzrostu popularności tej formy motywacji. „Warto zwrócić jednak uwagę, że wśród spółek stosujących tego typu zachęty motywacyjne, 2/3 stanowią programy oparte na opcjach menedżerskich. Tu Polska wyraźnie odbiega od trendów obserwowanych na dojrzałych rynkach finansowych, gdzie coraz częściej odchodzi się od opcji, z których wiele w czasach kryzysu straciło wartość” – podkreśla Artur Kaźmierczak.

Wstrzymanie pierwszych ofert publicznych (IPO) w reakcji na zawirowania na rynkach finansowych

Ostatnie zawirowania na międzynarodowych rynkach finansowych najprawdopodobniej wpłyną na zmniejszenie aktywności w zakresie pierwszych ofert publicznych (IPO) na całym świecie. W dniach 1-15 sierpnia br. na najważniejszych giełdach papierów wartościowych na świecie nie udało się zrealizować dziesięciu ofert publicznych*. Było to efektem postępującego kryzysu zadłużeniowego w strefie euro oraz problemów związanych z podniesieniem limitu długu publicznego w USA.

Załamanie na rynku najmocniej odczuły Stany Zjednoczone. W pierwszej połowie sierpnia wycofano tam aż dziewięć pierwszych ofert publicznych, a przeprowadzono tylko trzy. W mniejszym stopniu dotknięte zostały giełdy w Hongkongu (jedna oferta wycofana, zero przeprowadzonych) i Londynie, ale aktywność na tych rynkach w zakresie ofert publicznych już od pewnego czasu utrzymuje się na niskim poziomie. Chociaż w pierwszej połowie sierpnia w Londynie nie wycofano żadnych ofert, zdołano tam zrealizować jedynie trzy IPO (wszystkie przeprowadzone zostały na rynku alternatywnym AIM).

W Chinach natomiast przeprowadzono 13 ofert, co wskazuje na to, że negatywne tendencje są odczuwalne w znacznie mniejszym stopniu na rynkach rozwijających się.

W dniu 9 sierpnia 2011 r. wskaźnik zmienności rynku S&P 500 Volatility Index (znany jako indeks VIX), który śledzi zmienność opcji na indeks S&P 500 i jest kluczowym wskaźnikiem zainteresowania inwestorów pierwszymi ofertami publicznymi, wzrósł do ponad 47, co przekłada się na wzmożoną ostrożność wśród potencjalnych inwestorów.

Według PwC obecny skok indeksu może być źródłem obaw, ale pamiętać należy, że jest on jeszcze daleki od rekordowo wysokiego poziomu 89 z października 2008 roku, gdy aktywność w zakresie ofert publicznych była najniższa w historii. Według PwC, jeśli tylko w kolejnych tygodniach odnotowany zostałby ponowny spadek indeksu VIX, to globalna aktywność w zakresie pierwszych ofert publicznych mogłaby wzrosnąć do poprzedniego, przyzwoitego poziomu.

Przypomnijmy, że od ponad roku – za wyjątkiem jednorazowego skoku w marcu – indeks VIX stale spadał i zbliżył się do 15, co uznawane jest za korzystny poziom dla wyceny ofert. Najniższy poziom zmienności odnotowano pod koniec 2006 roku, gdy indeks VIX spadł do 10, co zbiegło się w czasie z najwyższym poziomem aktywności w zakresie pierwszych ofert publicznych w historii.

W ciągu ostatniego tygodnia również indeksy zmienności FTSE 100 (Londyn) Volatility Index oraz HSI (Hongkong) Volatility Index osiągnęły najwyższe wartości od marca 2009 roku.

Spadające ceny akcji, rekordowo wysokie indeksy zmienności oraz wzrost liczby wycofanych pierwszych ofert publicznych mogą wskazywać na nienajlepsze perspektywy aktywności w zakresie IPO w ciągu następnych 6-12 miesięcy. W związku z tym optymistyczne nastroje związane ze wzrostem aktywności na rynku IPO z początku tego roku mogą mieć charakter krótkotrwały.

Tomasz Konieczny, partner w zespole ds. rynków kapitałowych PwC, stwierdził:

„W odróżnieniu od fali optymizmu obserwowanej w pierwszej połowie 2011 roku, bieżąca perspektywa całoroczna na rynku pierwszych ofert publicznych wygląda nieco gorzej. Nawet w obliczu mniejszej aktywności na rynku IPO, warszawska giełda ma jednak duże szanse na dalsze umocnienie swojej pozycji w Europie, gdyż spadek liczby ofert powinien być bardziej odczuwalny na rynkach Europy Zachodniej niż na naszym rynku. Oczywiście pod warunkiem, że Polska wciąż będzie pozostawała w grupie krajów najbardziej odpornych na kryzys.”

Mimo niepewnych perspektyw gospodarczych, PwC zwraca uwagę na to, że krótkookresowe zmiany sytuacji na rynku co do zasady nie powinny mieć istotnego wpływu na proces przygotowywania pierwszej oferty publicznej.

Filip Gorczyca, menedżer w zespole ds. rynków kapitałowych PwC, dodał:

„Mimo trudnych warunków rynkowych spółki nadal mają szansę na udaną realizację ofert publicznych, ale do tego konieczne są przekonująca strategia, atrakcyjne perspektywy rozwoju oraz odpowiednia cena akcji w ofercie. Ponadto, aby pomyślnie przeprowadzić IPO w nadchodzących miesiącach, emitenci powinni przyjąć długofalowe podejście i dobrze zaplanować cały proces wejścia na giełdę. Dzięki temu będą w stanie znacznie lepiej stawić czoła nieprzewidzianym wydarzeniom na rynkach. Potencjalni emitenci często nie zdają sobie sprawy z tego, ile czasu i wysiłku konieczne jest, aby stać się spółką publiczną. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, kiedy sytuacja na rynku zmieni się na dobrą lub złą. Jednakże dobrze przygotowane spółki będą mogły działać w sposób na tyle elastyczny, by wykorzystać sytuację rynkową i wyjść ze swoją ofertą na rynek w najbardziej odpowiednim momencie.”

Przypomnijmy, że jeszcze niedawno wiele wskazywało na to, że aktywność na międzynarodowych rynkach IPO będzie najwyższa od 2007 roku.* Od początku roku do 30 czerwca w Stanach Zjednoczonych zrealizowano 79 pierwszych ofert publicznych, z których wpływy wyniosły ponad 16,8 mld euro, czyli znacząco więcej niż w pierwszej połowie 2010 roku, kiedy to wynik ten wyniósł 6,5 mld euro (70 ofert publicznych). Z kolei w Londynie w pierwszej połowie 2011 roku wpływy z 61 pierwszych ofert publicznych wyniosły 12,6 mld euro, w porównaniu do 5,3 mld euro wpływów z 50 IPO zrealizowanych w pierwszej połowie 2010 roku. Natomiast w Warszawie w pierwszej połowie 2011 roku przeprowadzonych zostało 100 pierwszych ofert publicznych o łącznej wartości 0,7 mld euro, podczas gdy w analogicznym okresie 2010 roku odnotowano 40 IPO o łącznej wartości 3,2 mld euro (z czego jednak ponad 3 mld euro stanowiły oferty prywatyzacyjne PZU oraz Tauronu Polskiej Energii).**

*Źródło: Dealogic

**Źródło: PwC US IPO Watch

***Źródło: PwC IPO Watch Europe

O autorach

Niniejsza informacja została opracowana przez zespół ds. rynków kapitałowych PwC. Specjaliści ds. rynków kapitałowych PwC świadczą szeroki zakres usług na rzecz firm oraz banków inwestycyjnych w zakresie wszelkich aspektów transakcji na rynkach kapitałowych. Usługi te obejmują przygotowanie do oferty publicznej, dobór właściwego rynku i zespołu doradczego, pomoc w analizie polityki rachunkowości oraz projektów konwersji sprawozdań finansowych na inne standardy rachunkowości, doradztwo na temat uregulowań prawnych dotyczących spółek giełdowych oraz przygotowywanie analiz operacyjnych i finansowych.

Polbank EFG otrzymał zgodę na przekształcenie z Komisji Nadzoru Finansowego

Komisja Nadzoru Finansowego zezwoliła na przekształcenie Polbank EFG z oddziału instytucji kredytowej w bank krajowy.

Na mocy decyzji Komisji Nadzoru Finansowego:
-Wszystkie umowy z klientami pozostają w mocy
-Depozyty ulokowane w banku zostaną objęte ochroną Bankowego Funduszu Gwarancyjnego
-Komisja Nadzowu Finansowego sprawuje kontrolę nad Polbank EFG S.A. w pełnym zakresie

29 sierpnia Komisja Nadzoru Finansowego, na wniosek Eurobank EFG, zezwoliła na przekształcenie Polbank EFG z oddziału instytucji kredytowej w bank z licencją polskiego nadzoru. Do tej pory Polbank EFG funkcjonował, jako oddział instytucji kredytowej pod formalną nazwą „EFG Eurobank Ergasias SA Spółka Akcyjna Oddział w Polsce”. Z chwilą wpisania nowego podmiotu do Krajowego Rejestru Sądowego, Polbank EFG S.A. rozpocznie działalność na takich samych warunkach jak inne banki w Polsce.

Zgodnie z zasadą tzw. generalnej sukcesji, bank wstępuje we wszystkie prawa i obowiązki Oddziału. W praktyce oznacza to, że wszystkie zobowiązania i prawa dotychczasowego Oddziału przechodzą automatycznie na Bank Krajowy – Polbank EFG S.A. Z perspektywy klientów zmiana ma charakter czysto formalny. Nie będzie wiązała się z koniecznością wizyty w oddziale, ani podpisywaniem nowych dokumentów – mówi Kazimierz Stańczak, Prezes Zarządu Polbank EFG S.A. – Po wpisaniu Polbank EFG S.A. w KRS, depozyty naszych klientów będą objęte ochroną polskiego Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, a bank będzie podlegał kontroli KNF w pełnym zakresie. – dodaje.

Polbank EFG rozpoczął działalność w lutym 2006 roku. Dziś bank obsługuje ponad 800 000 klientów w ponad 300 placówkach ulokowanych w 149 miastach Polski.

Ustanowienie programu emisji obligacji PGE

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A. zawarła umowę o ustanowienie programu emisji obligacji. Maksymalna kwota Programu wynosi 5 mld zł, a jego organizatorami są banki Pekao S.A. oraz ING Bank Śląski S.A.

Nowy program pozwala Spółce na emisję obligacji dyskontowych o terminie wykupu nie dłuższym niż 1 rok, jak i obligacji kuponowych o terminach wykupu od 1 roku do 10 lat.

„W związku z rosnącym zapotrzebowaniem na energię elektryczną w Polsce oraz koniecznością poprawy efektywności wytwarzania jesteśmy w trakcie realizacji dużych projektów inwestycyjnych oraz przygotowujemy się do rozpoczęcia kolejnych. Pracujemy również nad projektami, które pozwolą zróżnicować obecny mix paliwowy grupy PGE oraz sprostać wymaganiom pakietu klimatycznego UE. Wszystkie te działania wymagają znacznych nakładów finansowych, które nie w pełni będą mogły zostać pokryte generowanymi przez Spółkę środkami pieniężnymi. W chwili obecnej właściwie nie posiadamy zadłużenia, a nasz bilans jest bardzo zdrowy. To dobra sytuacja, aby skorzystać z finansowania dłużnego w zakresie, który przynajmniej w części będzie zaspokajał nasze długoterminowe potrzeby.” – powiedział Wojciech Ostrowski, Wiceprezes Zarządu ds. Finansowych PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

Maksymalna kwota zadłużenia z tytułu wyemitowanych i niewykupionych obligacji w ramach Programu nie może przekroczyć kwoty 5 miliardów złotych. Program zakłada emisje obligacji na okaziciela, które będą miały charakter emisji niepublicznych. Warunki cenowe Obligacji (dyskonto dla obligacji zerokuponowych lub oprocentowanie/kupon dla obligacji kuponowych) będą ustalane w oparciu o bieżące warunki rynkowe.

„Jesteśmy bardzo zadowoleni z powierzenia nam współorganizacji programu emisji obligacji dla PGE Polska Grupa Energetyczna. Potwierdza to zaufanie Spółki do silnej pozycji naszego Banku na rynku komercyjnych papierów dłużnych oraz w sektorze energetycznym, jak również nasze dobre, długoterminowe relacje. Energetyka jest dla ING Banku Śląskiego perspektywicznym i jednym z kluczowych sektorów gospodarki. Cieszymy się, że dzięki podpisanej umowie będziemy mieli udział w dalszym jej rozwoju i modernizacji” – powiedziała Małgorzata Kołakowska, Prezes ING Banku Śląskiego.

„Przy organizacji programów emisji obligacji, w szczególności tak dużych jak dla PGE, ważny jest sprawdzony partner bankowy z bogatym doświadczeniem w tym obszarze. Pekao SA z 30 proc. udziałem w rynku obligacji średnioterminowych jest liderem na tym polu. Jesteśmy dumni, że PGE Polska Grupa Energetyczna S.A. doceniła naszą wiedzę i doświadczenie oraz powierzyła nam współorganizowanie emisji obligacji.” – mówi Andrzej Kopyrski, Wiceprezes Pekao SA, nadzorujący pion bankowości korporacyjnej i rynków finansowych.

Błąd urzędnika może go sporo kosztować

Nowe regulacje prawne w zakresie odpowiedzialności majątkowej urzędników, z racji na złożoną procedurę, będą trudne do powszechnego stosowania. Mogą natomiast spełniać funkcję prewencyjną – pracownicy urzędów będą ostrożniej wydawać decyzje, gdyż błąd może ich kosztować nawet 12-krotność miesięcznego wynagrodzenia. Najwięcej zapłacą urzędnicy w województwie mazowieckim, najmniej w warmińsko-mazurskim, świętokrzyskim i podlaskim. Zabezpieczeniem przed wysoką płatnością mogą być specjalne polisy, które funkcjonują m.in. w Wielkiej Brytanii – oceniają eksperci firmy doradczej Deloitte.

Odpowiedzialność urzędników za naruszenie prawa regulowane jest w kodeksie pracy, kodeksie cywilnym oraz ustawie o odpowiedzialności majątkowej funkcjonariuszy publicznych, która weszła w życie wiosną 2011 r. Na gruncie prawa pracy przy winie nieumyślnej pracownik poniesie odpowiedzialność do wysokości zaistniałej szkody, nie więcej jednak niż do trzykrotności jego miesięcznego wynagrodzenia. Przy winie umyślnej obowiązuje go odpowiedzialność w pełnej wysokości poniesionej straty.

„Należy pamiętać, że te same zasady obowiązują wszystkich pracowników zatrudnionych na podstawie umowy o pracę – urzędnicy nie stanowią tutaj odrębnej grupy. Istotne jest rozróżnienie czy wina została wyrządzona przy wykonywaniu obowiązków czy też przy okazji wykonywania obowiązków. W pierwszym przypadku do naprawienia szkody zobowiązany jest wyłącznie pracodawca, czyli stosowny urząd”- mówi Marta Jóźwiak, Prawnik w Kancelarii Deloitte Legal.

Inaczej jest w przypadku winy popełnionej przy okazji wykonywania obowiązków. Szkoda wyrządzona pracodawcy lub osobie trzeciej przez pracownika przy okazji wykonywania obowiązków pracowniczych podlega przepisom kodeksu cywilnego.

Na mocy nowej ustawy, aby pociągnąć do odpowiedzialności materialnej urzędnika, muszą zostać spełnione łącznie 3 warunki. Po pierwsze, na mocy prawomocnego orzeczenia sądu lub ugody musi zostać wypłacone przez Skarb Państwa lub jednostkę samorządu terytorialnego odszkodowanie za szkodę wyrządzoną przy wykonywaniu władzy publicznej z rażącym naruszeniem prawa. Po drugie, rażące naruszenie prawa musi być spowodowane zawinionym działaniem lub zaniechaniem funkcjonariusza publicznego. Po trzecie, rażące naruszenie prawa musi dotyczyć przypadków wyliczonych w nowej ustawie.
„Nowa regulacja nie wprowadza rewolucyjnych rozwiązań dla interesanta, gdyż dotyczy przede wszystkim relacji pomiędzy pracownikiem urzędu, a jego pracodawcą. Intencją ustawodawcy było stworzenie skutecznego i sprawnego mechanizmu, który zapobiegłby rażącym naruszeniom prawa przez osoby reprezentujące jego majestat. Trudno ocenić czy ustawa spełni swoje zadanie, mając na uwadze długą i złożoną procedurę postępowania prowadzącą do uzyskania odszkodowania od urzędnika.” – mówi Karol Ciszak, Starszy Prawnik w Deloitte Legal.

Dla interesanta poszkodowanego błędną decyzją sprawa kończy się po stwierdzeniu rażącego naruszenia prawa i winy pracownika w momencie wypłacenia stosownego odszkodowania. Dla urzędnika z kolei to dopiero początek, gdyż w ciągu 14 dni od wypłacenia odszkodowania kierownik podmiotu odpowiedzialnego, który je wypłacił musi złożyć do prokuratora okręgowego wniosek o przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego. Prokurator przeprowadzając je stwierdza istnienie podstaw do wytoczenie powództwa lub ich brak. W przypadku stwierdzenia winy wzywa urzędnika do zapłaty, a gdy urzędnik nie zapłaci składa pozew do sądu.

Nowa ustawa określa maksymalną wysokość odszkodowania – nie może ona przekroczyć 12-krotności pensji urzędnika. W zależności od miejsca zatrudnienia (organy administracji samorządowej lub centralnej) oraz od województwa, kwoty te znacznie się różnią. Najwięcej za błędną decyzję mogą zapłacić pracownicy administracji samorządowej w województwie mazowieckim – średnio 51 923,76 zł, najmniej – w województwie podlaskim – 39 973,08 zł. Średnio dla urzędnika kwota ta wyniesie ok. 50 000 zł.

Zaletą nowej ustawy jest z pewnością całościowe ujęcie zagadnienia, wprowadzenie obligatoryjnego postępowania wyjaśniającego oraz udział w nim prokuratora. Minusem jest konieczność przejścia długotrwałej procedury w celu uzyskania orzeczenia lub ugody zasądzającej aż do wypłaty odszkodowania.

„Z punktu widzenia urzędników ustawa ma większe szanse na osiągnięcie efektu prewencji niż na skuteczne pociąganie funkcjonariuszy publicznych do odpowiedzialności majątkowej. Dla urzędów, ale przede wszystkim dla samych urzędników, formą zabezpieczenia przed wysokimi kosztami błędnych decyzji może być wprowadzenie polis ubezpieczeniowych od odpowiedzialności materialnej. Takie rozwiązanie z powodzeniem funkcjonuje w Wielkiej Brytanii i można się spodziewać, że w najbliższym czasie tego typu produkty ubezpieczeniowe pojawią się na szerszą skalę także na polskim rynku” – podsumowuje Mariusz Śron, Radca Prawny, Partner Kancelarii Prawniczej Deloitte Legal.

Polska potrzebuje długofalowych inwestycji w energetykę

W ciągu najbliższych 10 lat Polska będzie musiała wydać ok. 7,5 mld zł na stopniowe wprowadzanie elementów inteligentnych sieci. Jest to zaledwie ułamek sumy, którą należy zainwestować w energetykę. W celu dywersyfikacji dostaw niezbędne będą też inwestycje w odnawialne źródła energii. Jednym z istotnych wyzwań stojących przed sektorem w Polsce jest także rozwój energetyki jądrowej przy jednoczesnym zapewnieniu wysokich standardów bezpieczeństwa – oceniają eksperci firmy doradczej Deloitte.

Obecnie podstawą energetyki w Polsce są paliwa kopalne czyli węgiel kamienny i brunatny, które odpowiadają za 88% mixu energetycznego. Stopniowe zmiany w sektorze zakładają, że do 2030 r. surowce te nadal będą dominować, ale znacznie wzrośnie udział energii z innych źródeł. W Polsce do tego czasu powinna pojawić się możliwość korzystania z energii jądrowej, a także znacznie zwiększyć się udział energii odnawialnej i gazu ziemnego w ogólnym bilansie.

„Polskie grupy energetyczne bardzo ostrożnie podchodzą do inwestowania w bloki wykorzystujące gaz ziemny. Duża liczba projektów opartych na gazie, pozostaje ciągle w fazie planowania. Zużycie gazu w Polsce w ostatnich latach kształtuje się na poziomie około 15 mld m³, z czego 70% pochodzi z importu. Udokumentowane zasoby wydobywalne gazu w Polsce to około 146,8 mld m³ – przy aktualnym poziomie zużycia wystarczą na około 10 lat. Wg założeń Ministerstwa Gospodarki do 2020 roku ponad 5% energii ma pochodzić z gazu – to prawie dwukrotny wzrost w porównaniu do stanu bieżącego. W tym momencie należy zadać sobie pytanie czy można budować bezpieczeństwo energetyczne w oparciu o importowane paliwo?” – zauważa Agnieszka Walter, Menedżer w Dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte.

Jednym z wyzwań, z którym musi się zmierzyć nie tylko Polska, ale także inne kraje europejskie, będzie odnowienie istniejących mocy produkcyjnych. Przestarzała, wymagająca renowacji infrastruktura występuje wszędzie. Różnica dotyczy tylko jej wieku, a co za tym idzie wielkości nakładów finansowych potrzebnych na jej odnowienie. Wyraźnym trendem w Europie Zachodniej i na całym świecie jest wprowadzanie inteligentnych sieci, które dają odbiorcom możliwość aktywnego kształtowania popytu. Skomputeryzowane ‘inteligentne’ liczniki oraz sieci zastępują tradycyjne urządzenia rejestrujące zużycie energii. Do 2030 roku Stany Zjednoczone wydadzą 60 mld USD na inteligentną infrastrukturę sieciową. Chiny planują wdrożenie 360 milionów inteligentnych liczników do tego czasu. Obecnie toczące się projekty rozwoju tej infrastruktury w Europie mają łączną wartość ok. 5 mld euro. Inwestycje w tej dziedzinie podejmują również takie kraje jak: Indie, Brazylia, Francja, Niemcy, Hiszpania, Wielka Brytania, Japonia i Korea Południowa.

„URE szacuje, że w ciągu najbliższych 10 lat wydatki na stopniowe wprowadzanie elementów inteligentnych sieci wyniosą ok. 7,5 mld zł. Za tę modernizację zapłacą prawdopodobnie wszyscy – zarówno indywidualni odbiorcy, jak i przedsiębiorstwa zaangażowane w przesyłanie energii. Jedną z konsekwencji wzrostu liczby inteligentnych liczników będzie ogromna ilość danych do przetworzenia,a także konieczność ich zbierania co 10-15 minut. Globalne przewidywania mówią o tym, że odczyt 500 000 liczników generuje 200 terabajtów danych, które należy gromadzić i odpowiednio zabezpieczyć. Wycinek tego zalewu danych obejmie także Polskę –ich odpowiednie przechowywanie to także jedno z zadań stojących przed polską energetyką” – mówi Wojciech Hann, Partner w Dziale Doradztwa Finansowego, Środkowoeuropejski Zespół Energii i Zasobów Deloitte.

Niedawne trzęsienie ziemi i tsunami w Japonii wywołało pytania o przyszłość energii jądrowej. Eksperci Deloitte podkreślają, że jej rola jest nadal istotna w bilansie energetycznym Francji, Japonii, Korei oraz Stanów Zjednoczonych. Jednocześnie zaznaczają, że w najbliższych latach przedsiębiorstwa z tego sektora będą musiały stawić czoła wielu wyzwaniom. Niektóre kraje zawiesiły procedury wydawania zezwoleń na budowę nowych elektrowni jądrowych, inne postulują wprowadzenie większej ilości analiz bezpieczeństwa. Pojawiła się także potrzeba poprawy lub zaostrzenia systemów zabezpieczeń oraz zasilania awaryjnego.

„Niemcy, Włochy i Szwajcaria decydują, z szeregu przyczyn, o odchodzeniu od energetyki jądrowe lub opóźnianiu jej rozwoju. Tymczasem Wielka Brytania, Francja, Czechy, USA, Węgry, Słowacja, Finlandia, Turcja i co ważne – Rosja, a także Chiny i Brazylia, ciągle inwestują w rozwój tego sektora. Polska planuje uruchomienie pierwszej elektrowni do 2020 r. Na rozwój energetyki jądrowej należy patrzeć nie tylko w perspektywie opłacalności pojedynczego projektu, co oczywiście jest niezbędne, ale również w kontekście unijnych ograniczeń, zmuszających do poszukiwania źródeł niskoemisyjnych, jak i w kontekście regionalnym. Oczywiście nie można też zapominać o trzeźwej analizie potencjalnych zagrożeń wynikających z takich inwestycji.” – dodaje Wojciech Hann z Deloitte.

Przywództwo Polski w Unii Europejskiej to nie jest zapewne dobry moment na zmianę kierunku unijnej polityki energetycznej. Może być jednak właściwą okazją do ponownego przedstawienia opinii grupy państw Europy Środkowej na kwestię zapewnienia porównywalności wysiłków poszczególnych krajów w tym zakresie. Niedługo nasz kraj poniesie istotne koszty wdrożenia pakietu klimatycznego. Przede wszystkim będą to wydatki sektora energetycznego związane z inwestycjami technologicznymi i paliwowymi, które wyniosą ok. 2 mld zł w 2015 r. i będą rosły do poziomu 8 mld zł w 2020 r. i 15 mld zł w 2030 r.(wyniki badania EnergSys). W ocenie Agnieszki Walter z Deloitte, konsekwencje pakietu klimatycznego stanowią istotną barierę odbudowy konwencjonalnych mocy produkcyjnych w sektorze energetycznym.

Dla polskiej energetyki w najbliższych latach niezwykle ważne będzie zaangażowanie w rozwinięcie infrastruktury dla odnawialnych źródeł energii. Fala inwestycji w latach 2010-2030 doprowadzi do poważnej przebudowy mixu energetycznego w Polsce, a struktura źródeł energii ulegnie znacznej zmianie w porównaniu ze stanem obecnym. Energia odnawialna, która obecnie odpowiada za 6% bilansu energetycznego, wzrośnie trzykrotnie i będzie stanowić 19% ogółu energii. Rozwój energetyki jest i będzie jednak silnie skorelowany z otoczeniem regulacyjnym w jakim działa, a olbrzymie potrzeby inwestycyjne sektora w Europie nie będą możliwe do zaspokojenia bez skoordynowanej reakcji rządowej. Rozwój źródeł odnawialnych w dotychczasowym tempie będzie jednak niemożliwy bez dogłębnej transformacji infrastruktury sieciowej.

„Dodatkowo w najbliższym czasie polskie i środkowoeuropejskie spółki energetyczne będą szukały okazji do fuzji i przejęć na jednej ze ścieżek rozwoju, w zależności od sektora. Branża paliwowa niewątpliwie spoglądać będzie w kierunku upstream i ekspansji w dystrybucji. Natomiast branża elektroenergetyczna, może dokonywać tego poprzez poszukiwanie korzyści skali oraz sposobów uatrakcyjnienia posiadanego portfela wytwarzania i profilu ryzyka w drodze regionalnej ekspansji. Analizując kwestie związane z energetyką, należy pamiętać, że w latach 2009 – 2010 istniała silna zależność pomiędzy konsumpcją energii elektrycznej, a zmianą PKB. Podobny scenariusz jest możliwy do powtórzenia równieżw najbliższej przyszłości.” – dodaje Wojciech Hann z Deloitte.

TEDxLodz coraz bliżej

Pod hasłem „Ideas starTED in Lodz” już 9 września br. odbędzie się pierwsza edycja TEDxLodz. Uczestnicy będą mieli okazję wysłuchać kilkanaście niezwykłych 18-minutowych wystąpień zaproszonych gości – znanych myślicieli i działaczy. Wśród prelegentów znajdą się m.in. guru marketingu Richard Watson oraz znany designer Tomek Rogalik. Spotkania TEDx obejmują szeroki zakres tematyczny związany z nowymi technologiami, kulturą, nauką, designem oraz rozrywką.

TEDxLodz jest lokalną inicjatywą non-profit organizowaną na licencji TED (Technology, Entertainment, Design) – najbardziej znanej na świecie konferencji poświęconej szerzeniu wartościowych idei (ang. „Ideas Worth Spreading”). Dotychczas, na konferencjach TED wystąpiło ponad 600 znakomitych gości, a wśród nich takie osobistości, jak Bill Gates, Al Gore, Steve Jobs, Jane Goodall, Elizabeth Gilbert czy Gordon Brown.

„W Polsce idea TED cieszy się coraz większą popularnością – do tej pory w jej duchu spotykali się fani w Warszawie, Poznaniu i Krakowie. W Łodzi konferencja TEDx będzie miała miejsce po raz pierwszy” – mówi Karolina Blechowska, główny koordynator TEDxLodz.

„Liczymy na ogromne zainteresowanie. Chcemy, aby tegoroczne spotkanie zapoczątkowało tradycję cyklicznych konferencji na licencji TED w Łodzi.”

Udział w wydarzeniu jest całkowicie bezpłatny. Rejestracja uczestników została już zamknięta, ale organizatorzy zapowiadają, że już niebawem na profilu wydarzenia (http://www.facebook.com/pages/TEDxLodz/198140230220538) pojawi się możliwość wygrania wejściówek.

Konferencja TEDxLodz odbędzie się 9 września br. w Łodzi, w Centrum Konferencyjnym Politechniki Łódzkiej. Więcej informacji i szczegółowy program są dostępne na stronie wydarzenia: http://tedxlodz.pl.

Czy regulowanie spreadów pomoże kredytobiorcom?

Weszła w życie tzw. ustawa antysreadowa. Banki są zobowiązane do przyjmowania rat kredytów zarówno w złotych, jak i w walutach, w których zaciągnięte zostały kredyty. Każdy może więc przynieść do banku walutę kupioną w kantorze i wpłacić ją na rachunek kredytu. Można też zrobić przelew walutowy z innego banku, w którym kurs jest korzystniejszy niż w banku, który udzielił kredytu. Eksperci Invigo, internetowego pośrednika hipotecznego radzą, aby wcześniej zgłosić w banku chęć spłaty kredytu bezpośrednio w walucie.

Zmiany obejmują nowe kredyty oraz umowy kredytowe już zawarte, w części niespłaconej do dnia wejścia w życie ustawy. Bardzo ważną zmianą jest to, że w nowych umowach kredytowych będzie musiała zostać zapisana wartość spreadu, po którym bank będzie sprzedawać klientowi walutę. Przypomnijmy, że już wcześniej, zgodnie z Rekomendacją Komisji Nadzoru Bankowego klienci mieli taką możliwość, jednak większość banków wymagała podpisania aneksu do umowy, który to umożliwiał. Taki aneks to zwykle koszt kilkuset złotych. Wchodząca dziś w życie ustawa obliguje banki do przyjmowania wpłat w walucie, bez żadnych dodatkowych kosztów. – Żeby uniknąć niepotrzebnego zamieszania dobrze jest z wyprzedzeniem poinformować bank o zamiarze spłaty kredytu bezpośrednio w walucie – mówi Łukasz Wojcieszak, prezes Invigo – szczególnie ważne jest to w przypadku osób, którym bank pobiera comiesięczną ratę automatycznie z konta. Dzięki temu unikniemy podwójnego pobrania raty i ułatwimy sobie spłatę w przyszłości – dodaje.

– Można sobie wyobrazić, że, aby zrekompensować sobie straty związane z różnicami kursowymi banki mogą wprowadzić dodatkowe opłaty, na przykład za przewalutowanie kredytu czy jego wcześniejszą spłatę. – mówi Łukasz Wojcieszak, prezes Invigo – Każdy bank ma bowiem możliwość wprowadzania do swojej tabeli opłat i prowizji dowolnych zmian. Umowa kredytowa odwołuje się tymczasem właśnie do takiej tabeli. W konsekwencji, klient będzie ponosił dodatkowe opłaty. – dodaje.

Druga możliwość, która może dotknąć nowych klientów zaciągających dopiero kredyty walutowe, to „przechylenie” spreadu walutowego w stronę kursu kupna – czyli kursu, po jakim bank wypłaca kredyt na początku. Dziś różnica pomiędzy kursem średnim waluty, a kursem jej kupna oraz kursem sprzedaży (czyli tym po jakim spłacamy comiesięczną ratę) jest mniej więcej podobna. – Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby bank obniżył znacznie kurs po jakim będzie przeliczał kredyt na złote w momencie jego wypłaty. Wówczas kredytobiorca zapłaci większość spreadu na początku, a później, przy spłacie raty nie będzie już mu się opłacało kupować waluty w kantorze, bo kurs w banku będzie mniej więcej na tym samym poziomie. – zauważa Łukasz Wojcieszak.

Z pewnością najlepszym rozwiązaniem, jakie przynosi ustawa jest obowiązek zapisania w umowie wysokości spreadu. Kredytobiorca może od razu oszacować ten koszt kredytu walutowego. Niestety dotyczy to tylko nowo zawieranych umów.

Digital Avenue S.A. kupuje Fashionstyle.pl

Digital Avenue, notowana na giełdzie internetowa grupa medialna, podpisała umowę inwestycyjną zakładającą odkupienie większości udziałów w spółce prowadzącej popularną internetową grę dla fascynatek mody – Fashionstyle.pl.

Udziałowcem Spółki i Prezesem Zarządu pozostaje twórca gry – Ola Sitarska, jedna z najbardziej znanych polskich twórczyń startupów, laureatka Startup School i Startup Weekend. To kolejna akwizycja Digital Avenue w tym roku.

Digital Avenue, wydawca największego polskiego serwisu do dzielenia się zdjęciami – Fotosik.pl oraz Styl.fm – jednego z liderów w segmencie serwisów kobiecych o modzie i urodzie oraz Ola Sitarska – założycielka i udziałowiec Fashionstyle.pl planują wspólnie dalszy szybki rozwój Fashionstyle.pl. „W ramach grupy medialnej docierającej do blisko 3 mln realnych użytkowników miesięcznie, taki portal jak mój zyskuje wielką szansę na zdecydowane przyspieszenie dynamiki rozwoju i poprawę wyników finansowych – mówi Ola Sitarska – założycielka i Prezes Zarządu Fashionstyle.pl.

Gry online to dzisiaj jedna z najpopularniejszych form rozrywki przy użyciu komputera zarówno w Polsce, jak i na całym świecie. Wartość rynku gier w internecie ma tendencję wyraźnie rosnącą. Według raportu firmy Gartner rynek gier MMO ma zwiększyć swoją wartość do 2015 roku o ponad 230% w porównaniu z bieżącym rokiem. Różnorodność, łatwość dostępu i kontakt z innymi graczami online stanowią o sile przebicia gier internetowych. Rozrywka w sieci umożliwia szybszy i łatwy kontakt z graczami, co może stać się poważnym argumentem przeciwko pudełkowym aplikacjom i komputerowym grom offline. Motorem napędowym wzrostu na tym ryku jest dynamiczny rozwój Internetu, a także innowacje w grach, które przyciągają użytkowników obu płci i różnych grup wiekowych. W Fashionstyle.pl gracz ma ogromne pole do popisu. Na chwilę przenosi się w internetowy świat mody. W świecie online może zrobić wszystko to, co w rzeczywistości nie byłoby tak szybko możliwe.

„Dzięki tej akwizycji powiększamy portfolio Grupy Styl.fm o ciekawy, bardzo szybko rozwijający się oraz co ważne rentowny portal dla kobiecej grupy docelowej, w której Digital Avenue osiąga najlepszą oglądalność i wyniki finansowe. Planujemy że rozwój Fashionstyle znacząco wpłynie na dynamikę wzrostu Digital Avenue w tym segmencie” – dodaje Piotr Wąsowski – prezes zarządu Digital Avenue. To kolejna akwizycja giełdowej spółki w ostatnim czasie. Do grupy Styl.fm dołączyły także portal kulinarny – przepisy-kuchenne, portal randkowy – jakja.pl oraz portale dla kobiet i rodziców: naobcasach.pl i tik-tak.pl. Grupa planuje dalsze przejęcia w segmencie lifestyle.

Fashionstyle.pl to ponad 250 000 zarejestrowanych graczek, które generują blisko 6 milionów odsłon miesięcznie. Serwis skierowany jest do młodych miłośniczek mody. Użytkowniczki mogą zostać wirtualnymi projektantkami lub modelkami, produkować ubrania, zarabiać wirtualne pieniądze, dyskutować o najnowszych trendach.