Wykręcili 1,32 miliarda złotych długów za abonament i smartfony

Średni dług osób i firm, które nie płacą za abonament telefoniczny, telewizyjny, Internet oraz rat za smartfony i tablety, wynosi 3,9 tys. zł. W ciągu zaledwie roku wzrósł o 330 zł. Zadłużenie wobec telekomów to obecnie 1,32 mld zł – wynika z danych Krajowego Rejestru Długów. Do zaległości przyczynia się głównie chęć posiadania dobrego telefonu, ale niestety wraz z otrzymaniem nowego sprzętu klienci przestają płacić raty. Rekordzista – firma – ma do zapłaty ponad 14 mln zł.

Najgorzej było w lipcu 2020 r., kiedy suma zaległości przekroczyła 1,5 mld zł. W ujęciu historycznym był to rekordowe zadłużenie. Od tego czasu klienci spłacili jednak część zobowiązań. Z aktualnej kwoty 1,32 mld zł większość, bo 945 mln zł, stanowią długi konsumentów, pozostałe to zaległości firm. W bazie danych KRD widnieje prawie 340 tys. dłużników, zarówno klientów indywidualnych, jak i przedsiębiorstw.

O 30 złotych nikt się nie upomni

– Z naszej praktyki wynika, że obecnie konsumenci bardzo lekceważąco podchodzą do spłaty tego rodzaju zobowiązań. To dla nich ostatni punkt na liście comiesięcznych rachunków, co wynika z rosnących kosztów utrzymania. Są skłonni płacić tylko w momencie odłączenia usługi, która dopiero po uregulowaniu części długu zostanie ponownie aktywowana. Należności, jakie telekomy zlecają nam do odzyskania, to – w ramach umów wypowiedzianych – kary wynikające z zerwania współpracy oraz raty za smartfony, tablety i dekodery. Natomiast jeśli chodzi o obsługę bieżących umów, egzekwujemy głównie abonamenty, jak również raty za sprzęt – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Kiedy dzwoni negocjator z firmy windykacyjnej, klienci nierzadko tłumaczą, że 30-40 złotych to dla operatora komórkowego żadna kwota, więc jeśli jedna osoba nie zapłaci, nic się nie stanie. Tymczasem działa tu efekt skali – są to usługi masowe, zatem kilkadziesiąt złotych pomnożone przez tysiące klientów daje ogromne sumy.

Kupują smartfona, przekazują rodzinie i nie płacą

Według „Badania opinii publicznej w zakresie funkcjonowania rynku usług telekomunikacyjnych oraz preferencji konsumentów” Urzędu Komunikacji Elektronicznej z 2020 r. prawie wszyscy Polacy korzystają z telefonii komórkowej. Deklaruje tak aż 97 proc. osób. Najczęściej wybieraną przez ofertą telefonii komórkowej jest abonament. Nieco ponad 1/4 badanych wybiera doładowania pre-paid, czyli na kartę. Aż 92 proc. badanych posiadających telefon komórkowy korzysta za jego pośrednictwem z Internetu. W ponad połowie przypadków jest to dostęp w ramach abonamentu. Jedynie 1/5 badanych korzysta z Internetu w telefonie wykorzystując doładowania pre-paid.

W ostatnim 2,5 roku liczba dłużników i wartość ich zaległości, jakie figurują w bazie danych KRD, przypomina sinusoidę – rosła i malała. Jednak stale powiększa się średnie zadłużenie. Na koniec 2018 r. wynosiło 2,9 tys. zł, a obecnie 3,9 tys. zł. Tylko w ciągu ostatniego roku wzrosło o 330 zł.

Młodzi ludzie chcą mieć sprzęt z wysokiej półki, choć ich sytuacja materialna na to nie pozwala. Mimo to podpisują umowy na abonament ze smartfonem na raty, których nie spłacają.

– Młode osoby, które nie płacą za abonament czy rat za sprzęt, tłumaczą się obecną sytuacją w kraju lub tym, że nie mogą podjąć pracy. Z kolei wśród osób starszych wymówką jest zakup na potrzeby członków rodziny, którzy nie mają wystarczających dochodów, aby zawrzeć umowę z telekomem. Starsi nie czują się jednak zobowiązani do spłaty, gdyż kupili go nie dla siebie, a na przykład dla dorosłego dziecka czy wnuka – wyjaśnia Jakub Kostecki.

Za 200 zł długu można stracić zdolność kredytową

Operator komórkowy, jak każdy inny wierzyciel, może wpisać dłużnika Krajowego Rejestru Długów po 30 dniach od upływu terminu płatności faktury, jeśli jego łączny dług przekracza 200 zł. Aby nie figurować w rejestrze, trzeba w całości spłacić dług. Dopiero wtedy można starać się ponownie o kredyt lub zakup ratalny.

Największe długi wobec dostawców telefonii, Internetu i telewizji mają konsumenci i firmy z Mazowsza, gdzie uzbierało się 207 mln zł zaległości. Drugie miejsce zajmuje Śląsk z kwotą 183 mln zł, a trzecie jest województwo dolnośląskie z 137 mln zł nieopłaconych rachunków i rat.

Rekord zadłużenia wśród firm należy do podmiotu z województwa pomorskiego, który zalega na 14,4 mln zł.

Z kolei wśród konsumentów dominuje mieszkaniec województwa lubuskiego, który ma do oddania 361 tys. zł. Za nim lokuje się osoba z Lubelskiego z kwotą blisko 270 tys. zł, a trzeci jest mieszkaniec Śląska, który nie zapłacił prawie 216 tys. zł.

Najwięcej zaległości jest w małych miejscowościach poniżej 5 tys. mieszkańców i na wsiach – łącznie 205 mln zł. Jeśli chodzi o długi konsumentów, to pod patrząc przez pryzmat płci, większe zaległości obciążają konto mężczyzn – 543 mln zł. Kobiety mają do zapłaty 402 mln zł.

Pod względem wieku najliczniejszą grupę dłużników stanowią osoby pomiędzy 26. a 35. rokiem życia, które nie oddały 272 mln zł. Najbardziej rzetelni są klienci powyżej 65 lat, które zalegają na 67 mln zł.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 7.06 – 11.06.2021

Rynki balansują na granicy, na ile wzmacnianie się ożywienia jest dobre dla hossy ryzykownych aktywów, a na ile skutkuje wzrostem inflacji zmuszającym banki centralne do reakcji. Każdemu kolejnemu krokowi wyżej na indeksach i w umacnianiu walut surowcowych towarzyszą obawy o rychłość korekty, co podnosi wrażliwość inwestorów na negatywne informacje. W następnym tygodniu gołębiość EBC powinna łagodzić nastroje, ale inflacja z USA jest wskaźnikiem do bacznej obserwacji. Dla złotego równie ważny będzie przekaz RPP w obliczu silnych spekulacji o jastrzębim zwrocie.

Wydarzenia tygodnia: CPI, nastroje konsumentów z USA, EBC, indeks ZEW, RPP, BoC, indeksy nastrojów z Australii

USA

Ponieważ majowy raport z rynku pracy USA nie dostarczył argumentów dla jastrzębich oczekiwań w kierunku polityki Fed, uwaga wraca na inflację CPI (czw). Oczekiwany jest dalszy wzrost CPI (do 4,7 proc. r/r, poprz. 4,2 proc) i bazowej (3,4 proc., poprz. 3,0 proc.), gdyż zakłócenia w łańcuchach dostaw i skutki otwierania gospodarki ciągną ceny w górę. Może to jednak być za mało, by skłonić Fed do głębszej dyskusji o strategii wyjścia z ultra-łagodnej polityki. Pewna uwaga może skupiona na raporcie Uniwersytetu Michigan (pt) i szacunkach długoterminowych oczekiwań inflacyjnych. W maju wzrosły one do 3 proc., ale dalszy silny skok może komplikować kontynuację cierpliwego nastawienia Fed. Świeżych komentarzy od przedstawicieli FOMC nie usłyszmy w związku z okresem zakazu wystąpień na tydzień przed posiedzeniem 15-16 czerwca. Wygląda na to, że dopiero wówczas USD może liczyć na jastrzębi sygnał.

Strefa euro

W strefie euro posiedzenie EBC (czw) jest głównym wydarzeniem, które przyćmi dane z niemieckiego przemysłu (pon, wt) czy indeks ZEW (wt). W przypadku EBC, kluczowa decyzja będzie dotyczyć utrzymania lub zmniejszenia tempa skupu aktywów w ramach programu PEPP. Od marca EBC skupuje więcej instrumentów (18,5 mld EUR tygodniowo vs wcześniejsze 14,5 mld EUR) i zakładamy, że bank zdecyduje o podtrzymaniu wyższego tempa przez kolejny kwartał. W komentarzach członków banku pojawiały się głosy zaniepokojenia wyższymi rentownościami obligacji oraz opinie, że lepiej ograniczać program skupu później niż za wcześnie. Innym gołębim sygnałem będą prognozy gospodarcze, które wskażą na pozostawanie inflacji poniżej celu w 2023 r., tj. po ustaniu przejściowych czynników związanych z pandemią. Póki ścieżka stóp procentowych jest stabilna (bez nowego ryzyka obniżek), EUR nie powinno silnie reagować na gołębi wydźwięk posiedzenia. Jednak w kontraście do jastrzębich spekulacji wokół stanowiska Fed, EUR/USD może mieć problemy z odbudową długich pozycji po ostatniej korekcie.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii kwietniowe raporty o PKB i produkcji przemysłowej (pt) powinny wskazać efekty otwarcia gospodarki, szczególnie sklepów i szkół. Przemysł był mniej dotknięty restrykcjami, więc miesięczny skok powinien być mniejszy, ale ogólnie dane potwierdzą rozpędzanie się ożywienia na początku II kwartału. Dane w dalszym ciągu są pozytywnym czynnikiem dla funta, ale w większości są już zdyskontowane, więc nie będą generować świeżego impulsu dla waluty. Do dalszych wzrostów GBP potrzebuje kontynuacji apetytu na ryzyko, ale w najbliższych dniach będzie na fotelu pasażera wobec reakcji EUR na posiedzenie EBC i przetasowań na USD przed czerwcowym FOMC.

Polska

Dla złotego nadchodzi ważny tydzień z potencjalnie wyższą zmiennością z powodu posiedzenia RPP (śr) i konferencji prezesa NBP (piątek, choć jeszcze niepotwierdzona). W dalszym ciągu naszym bazowym scenariuszem jest pozostawienie parametrów polityki pieniężnej na niezmienionym poziomie do końca roku. Niemniej jednak wyższa inflacja oraz przyspieszenie ożywienia podsycają spekulacje o zmianie nastawienia RPP i modyfikację komunikacji w stronę otwartości do wygaszania skupu aktywów w tym roku. Naszym zdaniem jastrzębie nawoływania rynku oraz niektórych członków Rady (Gatnar, Hardt) nie złamią uporu prezesa Glapińskiego, który przewodzi gołębiemu obozowi. Spodziewamy się, że wydźwięk komunikatu i konferencji może być negatywny dla złotego.

Kanada

Posiedzenie Banku Kanady (śr) prawdopodobnie nie przyniesie przełomowych decyzji. Ostatnim razem w kwietniu bank zdecydował o zmniejszeniu tempa skupu aktywów. Od tego czasu dane makro nie wniosły niczego diametralnie odbiegającego od prognoz. Mimo że w porównaniu do kwietniowych prognoz banku centralnego aktywność gospodarcza w pierwszym półroczu zdaje się być słabsza, to ekspansja powinna wyraźnie przyspieszyć od czerwca wraz z ponownym otwieraniem gospodarki. To powinno dać podstawy dla decyzji o dalszym wygaszaniu skupu aktywów, choć dopiero na kolejnym posiedzeniu w lipcu. CAD nie powinien otrzymać jastrzębich impulsów od BoC.

Australia

W Australii indeksy nastrojów biznesu (wt) i konsumentów (śr) powinny potwierdzać odbicie gospodarcze i powrót do poziomów sprzed pandemii. Jakkolwiek zbudza to spekulacje rynkowe o potencjalny wygaszaniu programu skupu aktywów, na tym etapie nie powinno to jeszcze ciążyć na wycenie AUD. Przede wszystkim nastroje wokół USD (i spekulacje o polityce Fed) będą miały kluczowe znaczenie dla nastawienia wobec ryzykownych walut surowcowych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dobre dane z rynku pracy za oceanem

Wczorajsze dane z rynku pracy pozytywnie zaskoczyły inwestorów. Dzisiaj zobaczymy stopę bezrobocia i dowiemy się, jak dobrze jest naprawdę. Patrząc na wczorajsze odczyty, oczekiwania pierwszego od początku pandemii zejścia bezrobocia poniżej 6% są bardzo uzasadnione.

USA zachwyca

Wczorajsze dane z rynku pracy za oceanem znacznie przekroczyły oczekiwania analityków. Najważniejszą niespodzianką był raport ADP na temat zatrudnienia. W maju miało wg niego przybyć aż 978 tysięcy miejsc pracy. To o 328 tysięcy więcej od oczekiwań, które i tak były bardzo wysokie, bazując na malejącej liczbie wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w maju. Czwartkowe dane o wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych pokazują dalszy spadek. Było ich pierwszy raz od początku pandemii mniej niż 400 tysięcy. Pokazuje to, że rynek pracy za oceanem ma się naprawdę dobrze. Inwestorzy, którzy od dłuższego czasu patrzyli przez palce na dobre dane, tym razem nie pozostawili wątpliwości co do interpretacji i zaczęli kupować dolara. Od tych publikacji amerykańska waluta umocniła się o około 1 centa względem euro. To z kolei przekładało się na proporcjonalne umocnienie dolara względem złotego o około 4 grosze.

Ropa dalej drożeje

Czarne złoto kontynuuje swoją passę wzrostową. Tym razem mocno pomogły dane z USA, gdzie podczas publikacji tygodniowych zapasów paliw poinformowano o spadku zapasów o ponad 5 milionów baryłek. Oczywiście są to tylko dane tygodniowe, co powoduje, że charakteryzują się one dużą zmienności. Jako punkt odniesienia warto przypomnieć, że to około 1% światowej produkcji, z drugiej stronie w ciągu ostatniego kwartału były dwa tygodnie z większym spadkiem zapasów. W rezultacie wzrostów rubel, jako waluta kraju silnie uzależnionego od eksportu surowców energetycznych, ponownie wraca powyżej bariery 5 groszy.

Rynki podczas dnia wolnego w Polsce

Co ciekawe, podczas nieobecności części polskich inwestorów w czwartek z powodu dnia wolnego rynki sprzyjały polskiej walucie. Euro przez chwilę testowało nawet poziom 4,45 zł, ale dzień ostatecznie zakończył się w okolicach 4,46 zł, gdzie od początku czerwca przebywa przez większość czasu. Frank był w miarę stabilny, pozostając w okolicach 4,07 zł, z kolei dolar zgodnie z tym, o czym pisaliśmy wcześniej, podrożał około 4 grosze, sięgając dzisiaj rano niemal 3,69 zł.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – stopa bezrobocia,
  • 14:30 – Kanada – stopa bezrobocia,
  • 16:00 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Jeden raport, by wszystkimi rządzić

Rynek walutowy przyjął postawę w myśl powiedzenia „ostrożny zawsze ubezpieczony” i przed dzisiejszym raportem z rynku pracy doszło do redukcji długich pozycji w walutach ryzykownych i umocnienia dolara. Przyspieszenie tempa wzrostu zatrudnienia do argument dla jastrzębiego zwrotu Fed, ale ryzykiem są sygnały z raportów ISM i przyrastająca liczba osób kontynuujących pobieranie zasiłku dla bezrobotnych.

Bez wątpienia raport z rynku pracy USA jest dziś najważniejszym wydarzeniem. Po wielkim rozczarowaniu przed miesiącem (wzrost zatrudnienia w sektorze pozarolniczym w kwietniu o 266 tys., prog. 1 milion), w maju tempo zatrudnienia najprawdopodobniej przyspieszyło. Pytaniem jest jednak: jak bardzo? Nieoficjalnym progiem jest utrzymanie miesięcznego przyrostu w okolicach 1 miliona – takie tempo miałoby zabezpieczyć dyskusję Fed o odchodzenia od programu QE jeszcze w tym roku. Bierze się to z warunku konicznego dla rozpoczęcia procesu normalizacji polityki monetarnej wskazywanego przez Fed jako „znaczący postęp” w poprawie wskaźników gospodarczych, a rynek pracy jest dla Fed zawsze na pierwszym miejscu. Od strony uczestników rynku nikt czeka na jedną konkretną wartość i wystarczy każda liczba, która pozwoli traktować kwietniowe dane jako jednorazową anomalię. Tydzień temu przyjmowałem, że wartości powyżej 700 tys. wystarczą, by być odebrane pozytywnie dla dolara, ale po wczorajszym szerokim umocnieniu USD (o 0,5-1,3 proc. względem walut G10) teraz mam wrażenie, że poprzeczka dla pozytywnego zaskoczenia jest ustawiona wyżej i 1 milion jest zakulisowym konsensusem (mediana prognoz ekonomistów jest na 674 tys.). Wczoraj raport ADP podkręcił oczekiwania (wzrost zatrudnienia o 978 tys., prog. 650 tys.), ale przestrzegałbym przed wyciąganiem prostych wniosków, gdyż już dawno ADP przestał być dobrym prognostykiem dla NFP. Za to przed dzisiejszą publikacja Departamentu Pracy nie wszystko jest ładne i piękne. Subindeksy zatrudnienia w ankietach ISM obniżyły się zarówno w sektorze usługowym, jak i przemysłowym. Ponieważ ogólne indeksy pozostały rekordowo wysoki, implikuje to trudności że znalezieniem kandydatów na oferowane stanowiska. Podobne ryzyka prezentują tygodniowe dane o wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych. Nowych wniosków przybywa coraz mniej (czyli ludzie nie tracą pracy), ale od kwietnia nie ubywa osób kontynuujących pobieranie zasiłku (rządowe wsparcie zniechęca do powrotu na rynek pracy). Przy narosłych oczekiwaniach USD ma teraz więcej do stracenia niż zyskania, gdyż słaby odczyt pogrzebie szanse na start procesu redukcji QE w tym roku, podczas gdy wartości 1 milion i wyżej są teraz konieczne, by podtrzymać przy życiu spekulacje.

W czwartek na EUR/PLN poziom 4,45 został osiągnięty zanim pojawił się nieprzychylny klimat na rynkach zewnętrznych – umocnienie dolara jest zwykle złą wiadomością dla walut rynków wschodzących. Nie wskazywałbym tutaj na jakąś formę „ochrony” złotego przez czynniki lokalne, w tym jastrzębie oczekiwania przed przyszłotygodniowym posiedzeniem RPP, gdyż podobną, relatywnie małą reakcję wykazały wczoraj korona czeska i forint węgierski. Mimo to nie sądzę, aby kontynuacja spadków EUR/USD w reakcji na silny raport z rynku pracy USA dalej była neutralna dla walut regionu. Zakładam, że większa wrażliwość złotego będzie na lepsze od prognoz dane z USA, co może pchnąć EUR/PLN w stronę 4,48.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Walka z podróbkami trwa. Po… 80 latach Goodyear wygrywa z nieuczciwą konkurencją

Zastrzeżenie znaku towarowego może przynieść firmie korzyść nawet po… 80 latach. Tak długi czas w szufladzie indyjskiego oddziału oponiarskiego giganta Goodyear leżało świadectwo ochronne zanim zostało użyte w sporze sądowym. Sąd w Dehli na tej podstawie nakazał regionalnej firmie zaprzestanie używania łudząco podobnego znaku towarowego i niemal natychmiast ograniczył tym samym straty producenta z Ohio. 

Firma Goodyear jest trzecim największym producentem opon na świecie. Założona jeszcze w XIX wieku firma z Ohio produkuje opony na potrzeby przemysłu samochodowego, lotniczego czy motorsportu, a swój znak towarowy zastrzegła na amerykańskim rynku już w 1906 roku. Już w 1922 roku Goodyear rozbudował swoją działalność o fabryki w Indiach, by po 20 latach zarejestrować tam też swój znak towarowy.

Zachowanie firmy Goodyear jest doskonałym przykładem tego, jak dbać o swoje znaki towarowe. Oczywiście musimy brać pod uwagę specyfikę prawną firm z USA i historyczny kontekst, ale zastrzeżenie swojego znaku towarowego już po kilku latach od rozpoczęcia działalności, i to na początku XX wieku, pokazuje jak powinien wyglądać sposób myślenia każdego, kto chce zbudować coś trwałego i niepodrabialnego – komentuje Marek Czyżewski, prezes zarządu grupy Pravna.pl, zajmującej się m.in. pomocą prawną przy zastrzeganiu znaków towarowych.

Nie można szargać reputacji podróbkami

Jak się okazało, zastrzeżenie znaku towarowego w Indiach opłaciło się amerykańskiemu gigantowi po blisko 80 latach. Prawnicy marki, w lutym 2020 roku, natrafili w indyjskich katalogach rejestrowych na znak “GOOD YEAR” łudząco przypominający ich własny, który z powodzeniem wykorzystywany jest od ponad wieku. Konkurencyjny znak używany był w odniesieniu do smarów i olejów samochodowych. Zapewne przeszłoby to niezauważone, gdyby nie mały szczegół. Rok wcześniej prawowity właściciel marki Goodyear zarejestrował w Indiach kolejne znaki towarowe, które odnosiły się do olejów i smarów przemysłowych.

W konsekwencji Goodyear zwrócił się do Sądu Najwyższego w Delhi o wydanie nakazu powstrzymującego konkurencyjną firmę od korzystania z zarejestrowanego znaku towarowego Goodyear lub jakiegokolwiek łudząco podobnego.

Co prawda, indyjska firma próbowała się bronić tym, że używa tego znaku w odniesieniu do olejów już od 1997 roku, ale sąd nie miał większych wątpliwości. Nakazał natychmiastowe zaprzestanie wykorzystywania – zastrzeżonego przez amerykańskiego giganta – znaku. Nawet jeśli jest on tylko bardzo podobny. Wyrok ma charakter tymczasowy, bo we wrześniu odbędzie kolejna rozprawa.

Sąd w Dehli uznał tłumaczenia lokalnej firmy jako niewiarygodne i stwierdził, że użycie łudząco podobnego znaku towarowego nie ma znamion przypadkowości. Wzięto pod uwagę historyczną obecność marki Goodyear na rynku w Indiach. Sąd podkreślił, że firma z Ohio jest jednym z największych światowych koncernów oponiarskich oraz, że obecnie zatrudnia około 64 000 osób w 47 zakładach, w 21 krajach na całym świecie, a obroty Goodyear w latach 2014-2018 wyniosły 50 miliardów dolarów. Co już świadczy o dużej reputacji marki „GOODYEAR”. Dodatkowo w Indiach wspomniany znak towarowy jest dostępny w całym kraju, a sprzedaż netto za lata 2014-2018 wyniosła ponad 1 miliard dolarów.

Firmy bronią się przed kradzieżą na całym świecie

W świetle tych faktów sąd uznał, że nie ma mowy o tym, żeby ktoś zajmujący się branżą samochodową nie wiedział o istnieniu marki Goodyear i dowiódł, że znak ten jest znakiem powszechnie znanym – mówi Czyżewski i dodaje: – Przykłady sporów sądowych – ten z Indii czy Chin – pokazują, że europejskie marki nie są bezsilne w starciu z azjatyckimi podmiotami, a sądy gospodarcze nie kierują się w swoich orzeczeniach pobudkami nacjonalistycznymi. Trzeba jednak pamiętać o fundamentach, czyli o zastrzeżeniu znaku towarowego.

Czyżewski wspomina o batalii sądowej w Chinach. Tam niemiecki Stihl – gigant w segmencie pilarek i kosiarek – uzyskał blisko milion dolarów odszkodowania za to, że chińska firma wypuściła na rynek ponad 19 tys. pił łańcuchowych opatrzonych symbolem Stihl. Wartość towaru wyniosła ok. 35 tys. dolarów. Winni kradzieży znaku zostali też skazani na więzienie w zawieszeniu.

W polskim systemie prawnym kary również mogą być wysokie. Kto używa podrobionego znaku towarowego lub zarejestrowanego nie mając do tego prawa, może trafić do więzienia na dwa lata oraz musi liczyć się z karą grzywny, która może wynieść nawet kilkadziesiąt procent rocznego przychodu firmy. Dziś większość spraw o bezprawne użycie znaku towarowego rozwiązywana jest na drodze ugodowej.

Zaległości artystów w ciągu roku zwiększyły się o jedną trzecią

W ciągu roku pandemii najdłużej na brak możliwości zarobkowania narażeni byli artyści estradowi oraz branża eventowa. W sytuacji gdy funkcjonowały już stadiony sportowe, kina i teatry czy restauracje, nadal nie można się było wybrać na koncert. Niezależnie od rozwiązań w zakresie zachowywania dystansu społecznego nie było też mowy o tradycyjnych konferencjach czy targach. Coraz częstsze w ostatnim czasie protesty przedstawicieli branży wydawały się tym bardziej uzasadnione, że zaległości artystów między marcem 2020 a 2021 r. wzrosły aż o 34 proc., a branży eventowej o 28 proc. Od 4 czerwca muzycy na koncertach, a od 6 czerwca spece od eventów na kongresach będą odrabiać ponad 26 mln zł zaległości – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

Zgodnie z rządowym rozporządzeniem od 4 czerwca 2021 r. na otwartym powietrzu będzie można prowadzić wszelką działalność twórczą z zakresu kultury i rozrywki, która została ujęta w Polskiej Klasyfikacji Działalności w dziale 90.0. Oznacza to, że od tego dnia zniesiony zostaje dotychczasowy zapis wykluczający z możliwości prezentacji przed publicznością zespoły muzyczne. Wydarzenia tego typu będą mogły być organizowane pod warunkiem udostępnienia publiczności nie więcej niż połowy miejsc. Jeśli na widowni nie ma wyznaczonych miejsc, konieczne będzie zachowanie odległości 1,5 m między widzami lub słuchaczami oraz ograniczenie liczby uczestników do 250 osób. Wszyscy będą musieli mieć maseczki i nie będą mogli spożywać napojów lub posiłków.

Na kongresach, wystawach i targach, które wreszcie mogą ruszyć w tradycyjnej formie, od 6 czerwca w zamkniętych pomieszczeniach na 15 m kw. powierzchni będzie mogła przypadać jedna osoba. To taki sam limit, jak obowiązujący już od pewnego czasu m.in. w sklepach czy miejscach kultu religijnego. Do limitów zarówno na koncertach jak i targach nie będą wliczane osoby zaszczepione przeciwko COVID-19.

W odpowiedzi na argument, że limit 250 uczestników powoduje, że to za mało do zorganizowania koncertów na świeżym powietrzu i może nie być do tego chętnych, Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że dotyczy to tylko wydarzeń, podczas których nie ma numerowanych miejsc na widowni.

Podczas pandemii artyści, szczególnie muzycy nie mogli występować nawet przed niewielką publicznością. W porównywalnie złej sytuacji znajdowali się też często goszczący muzyków  organizatorzy eventów, kongresów, targów i wystaw. Ograniczenia wynikające z rygorów sanitarnych były wyjątkowo nieprzyjazne dla obu tych grup, o ile jednak pewną część konferencji i  kongresów udało się z powodzeniem przenieść do rzeczywistości wirtualnej, to w przypadku koncertów trudno w ogóle porównywać wydarzenie na żywo z wydarzeniem online  – zauważa Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor i zastanawia się jak szybko uda się teraz obu branżom zorganizować i wyjść z ciekawymi propozycjami do fanów i klientów. – Muzykom pójdzie, to zapewne sprawniej, w przypadku kongresów czy tragów potrzeba więcej czasu. Należy jednak mieć nadzieję, że uwolniona w czerwcu branża eventowa, jesienią ruszy z nie mniejszym rozmachem niż przed wybuchem pandemii, choć nie będzie już taka sama. Zdecydowanie większą rolę niż wcześniej będzie odgrywał też kontakt i udział online – dodaje Sławomir Grzelczak.

Artyści to tylko część branży eventowej

Wydarzenia kulturalne czy eventy targowo-konferencyjne to nie tylko sami artyści, ale także wielu innych pracowników i  firm wspomagających. Organizacja takich imprez, także tych mniejszych, nie mających masowego charakteru, wymaga zaangażowania całej rzeszy wyspecjalizowanych podmiotów, zajmujących się wsparciem technicznym i organizacyjnym, ale często też noclegiem, cateringiem czy transportem.

Nie da się ukryć, że wszystkie te działalności, w ostatnim roku poważnie ucierpiały z powodu kolejnych lockdownów.

zaległości artystów w ciągu roku zwiększyły się o jedną trzecią
Źródło: dane Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i BIK

Nieuregulowane w terminie zaległości branży artystycznej między marcem 2020 r. a marcem 2021 r. wzrosły o 2,2 mln zł, do 8,5 mln zł. W firmach prowadzących działalność targową, wystawienniczą i kongresową było to 3,9 mln zł, do 17,8 mln zł. Zobowiązania sektora cateringowego zwiększyły się o 6 mln zł, do 47,7 mln zł.

O ile sytuacja artystów pod względem wartości zaległych zobowiązań nie wydaje się najgorsza, o tyle pod względem procentowego przyrostu w ciągu 12 miesięcy już tak. Skok o 34,3 proc. to ponad 6 p.p. różnicy w porównaniu do działalności targowej, która zanotowała przyrost o 28 proc. To też ponad dwukrotnie więcej niż w przypadku firm cateringowych, którym opóźnione zaległości urosły o 14,3 proc. – zauważa Sławomir Grzelczak.

Gry i aplikacje kradną dane z niezabezpieczonych smartfonów. Co piąty użytkownik pada ofiarą hakerów.

Polacy na potęgę korzystają ze smartfonów (93 proc.). Rok pandemii przyczynił się do wzrostu ilości czasu spędzonego z telefonem w ręku – z 2,5 do ponad 4 godzin dziennie…. Coraz częściej, obok połączeń telefonicznych czy wysyłania wiadomości SMS, smartfon służy do płatności (40 proc. Polaków) lub korzystania z aplikacji i gier. Tymczasem w ciągu ostatniego roku nastąpił wzrost o 54% użytkowników mobilnych, którzy zostali zaatakowani przez złośliwe aplikacje i gry – wynika z analiz firmy Check Point Software Technologies.

Do grania na telefonie przyznaje się 55 proc. badanych Polaków. Blisko co czwarty użytkownik smartfona przyznaje, że gra w gry codziennie lub prawie codziennie. Kobiety grają częściej – 25 proc. gra każdego lub prawie każdego dnia. W przypadku panów regularnym graczem jest co piąty badany.

Popularność gier i aplikacji może przysporzyć wiele kłopotów i realne straty – ostrzegają specjaliści Check Point Software. Tym bardziej, że większość Polaków (71 proc.) nie zabezpiecza swoich smartfonów. Aplikacje dodają funkcjonalność mobilną, ale także zwiększają ryzyko naruszenia danych, zwłaszcza jeśli są pobierane ze stron internetowych lub tweetów zamiast z bezpiecznego sklepu z aplikacjami. Złośliwy kod, który umożliwia hakerom kradzież danych, może być ukryty w aplikacjach w różnej postaci. Analiza Check Point w 2020 roku ujawniła, że nawet najbardziej popularne aplikacje mobilne, dostępne na znanych platformach jak Google Play, mają luki i stają się celem ataków cyberprzestępców, chcących pozyskać nasze poufne dane osobiste lub finansowe.

Upowszechnienie smartfonów oraz związanych z nimi aplikacji, stworzyło nowe możliwości dla hakerów. Wiedząc, że smartfony nie są odpowiednio zabezpieczone, cyberprzestępcy włamują się do nich, uzyskując dostęp do prywatnej i firmowej korespondencji, poufnych danych, plików osobistych lub naszych danych bankowych – ostrzega Wojciech Głażewski, dyrektor zarządzający Check Point Software w Polsce.

Niedawno Check Point poinformował, że błędne konfiguracje w aplikacjach na Android spowodowały wyciek poufnych danych (e-maili, numerów telefonów, wiadomości czatu, lokalizacji, haseł) ponad 100 milionów użytkowników. Odkrycia pochodzą z badania 23 aplikacji na Androida dostępnych w oficjalnym sklepie Google Play, takich jak Astro Guru, iFax, Logo Maker, Screen Recorder i T’Leva.

Według badania przeprowadzonego przez Intertrust na temat bezpieczeństwa mobilnego, koszt hacków i naruszeń aplikacji mobilnych osiągnie 1,5 miliarda dolarów do końca 2021 roku. częściowo efekt braku zabezpieczeń telefonów, przy powszechnym zjawisku korzystania z darmowego WiFi. Tymczasem podczas korzystania z niezabezpieczonych sieci Wi-Fi cyberprzestępcy mogą zobaczyć cały niezaszyfrowany ruch.

Dodatkowym niebezpieczeństwem, które pojawiło się w czasie pandemii są wycieki danych uczniów korzystających z aplikacji edukacyjnych w czasie zdalnej nauki. Okazuje się, że szkoły zapraszają uczniów do korzystania z aplikacji mobilnych ukierunkowanych na edukację, aby usprawnić naukę, pracę klasową, codzienne zadania. Jednak wiele z tych aplikacji zbiera dane dzieci i udostępnia je partnerom zewnętrznym. Badanie przeprowadzone w USA ujawniło, że ​​60% aplikacji mobilnych wysyła dane uczniów do zewnętrznych dostawców, w tym do Google i Facebooka. Jakie zabezpieczenia stosują polskie placówki edukacyjne podczas nauki Online….

– Smartfon powinien mieć zainstalowany komunikator oparty o system zdecentralizowanej komunikacji, który zapewni, że otrzymane wiadomości są chronione a w przypadku utraty aparatu nie pozwoli na ekstrakcję z niego poufnych danych. Przykładem jest Usecrypt – system współpracujący z systemami Android oraz iOS, który był testowany przez światowej sławy ekspertów – Odeda Vanunu oraz Romana Zaikina, którzy uznali za niemożliwe odszyfrowanie rozmów i rozszyfrowanie zabezpieczeń stosowanych przez komunikator do ochrony treści przechowywanych w naszej aplikacji –mówi Marian Pijarski, członek zarządu Usecrypt Polska.

Kredyt gotówkowy online – jak wybrać najlepszą ofertę?

Kredyty gotówkowe są bardzo popularne wśród klientów banków. Praktycznym i wygodnym rozwiązaniem jest kredyt gotówkowy online, który możesz uzyskać bez wychodzenia z domu. Sprawdź, na co zwrócić uwagę przy wyborze najlepszej oferty kredytu!

Kredyt gotówkowy to idealne rozwiązanie dla osób, które potrzebują szybkiej gotówki na wybrany cel. Zanim zdecydujesz się na wzięcie kredytu, warto zwrócić uwagę na ważne parametry wybranej oferty. Podpowiadamy, jak wybrać ofertę kredytu gotówkowego.

Co to jest kredyt gotówkowy online?

Kredyt gotówkowy to produkt bankowy, z którego często korzystają klienci banków. Jedną z niekwestionowanych zalet takiego rodzaju kredytu jest to, że pieniądze możesz pożyczyć na dowolny cel. Nie musisz informować pożyczkodawcy, na jaki cel zamierzasz przeznaczyć gotówkę. Jeżeli potrzebujesz szybkiej gotówki na wakacje, remont domu lub kupno nowego samochodu, to kredyt gotówkowy będzie dla Ciebie najlepszym rozwiązaniem. O kredyt gotówkowy online możesz w łatwy i szybki sposób wnioskować przez Internet. To bardzo wygodne rozwiązanie, które pozwoli Ci pożyczyć potrzebne pieniądze bez wychodzenia z domu. Dzięki temu możesz zaoszczędzić sporo czasu.

Kredyt gotówkowy online – dla kogo?

Każdy klient banku, który planuje zaciągnięcie kredytu gotówkowego, musi zostać zweryfikowany przez bank. W tym celu zostanie sprawdzona jego zdolność oraz historia kredytowa. Przed wydaniem pozytywnej decyzji kredytowej każdy bank oblicza zdolność kredytową potencjalnego kredytobiorcy. Zdolność kredytowa to możliwość regularnej spłaty pożyczki lub kredytu razem z odsetkami i innymi opłatami. Pożyczkodawcy weryfikują zdolność kredytową swoich klientów na podstawie aktualnych zarobków oraz stażu pracy. Z kolei historia kredytowa to wszystkie dane dotyczące kredytów potencjalnego pożyczkobiorcy – zarówno aktualnych, jak i spłaconych. Jeżeli klient banku w przeszłości nie miał problemów z terminową spłatą innych zobowiązań, zostanie pozytywnie zweryfikowany przez bank.

Na co zwrócić uwagę wybierając kredyt gotówkowy?

Zanim skorzystasz z wybranej oferty kredytu gotówkowego, zwróć uwagę na kilka ważnych kwestii. Jedną z nich jest wysokość prowizji, którą bank pobierze za udzielenie finansowania. Wysokość prowizji może się różnić w poszczególnych bankach, dlatego warto wcześniej porównać między sobą oferty. Kolejnym istotnym aspektem jest oprocentowanie kredytu. Im będzie ono niższe, tym bardziej korzystna będzie dla Ciebie oferta kredytu. Jeżeli chcesz zaciągnąć kredyt gotówkowy online, koniecznie sprawdź także, jaka będzie jego miesięczna rata. Pamiętaj, że powinna być ona dopasowana do Twoich aktualnych możliwości finansowych.

Jak wnioskować o kredyt gotówkowy online?

Złożenie wniosku o kredyt gotówkowy + „dowolny kawałek tekstu” jest bardzo proste. Należy to zrobić za pośrednictwem strony internetowej wybranego banku. Wystarczy wypełnić interaktywny wniosek kredytowy i dołączyć do niego potrzebne dokumenty wymagane przez bank. Jednym z najważniejszych dokumentów, które należy dołączyć do wniosku o kredyt, jest zaświadczenie o zarobkach. Po wypełnieniu wniosku należy poczekać na decyzję banku. Jeżeli będzie ona pozytywna, pieniądze mogą pojawić się na Twoim koncie nawet w kilka minut od jej wydania.

Ranking kredytów gotówkowych – wybierz najlepszą ofertę kredytu

Zanim zdecydujesz się na wzięcie kredytu, warto porównać między sobą oferty poszczególnych banków. Idealnym narzędziem do tego celu jest ranking kredytów gotówkowych, który z łatwością możesz znaleźć w sieci. Dzięki niemu możesz porównać różne parametry kredytów, takie jak m. in. prowizja, oprocentowanie i wysokość miesięcznej raty.

Kredyt gotówkowy to doskonała propozycja dla osób, które potrzebują szybkiej gotówki. Świetnym rozwiązaniem jest kredyt gotówkowy online, który możesz zaciągnąć bez wychodzenia z domu. Zanim jednak zdecydujesz się na wybór danej oferty, porównaj propozycje różnych banków.

Rusza nabór w przedsięwzięciu „Wentylacja dla szkół i domów”

Zdecydowana większość starych budynków w Polsce, zwłaszcza zabudowy wielorodzinnej oraz szkół, wyposażona jest w archaiczny i mało wydajny system wentylacji grawitacyjnej. Jego podstawowy mankament to bardzo niska skuteczność wymiany powietrza, co negatywnie wpływa na samopoczucie i zdrowie człowieka. Drugi problem to brak odzysku ciepła z powietrza usuwanego z budynków – w takich warunkach zużycie zwiększa się nawet o 40% całkowitej energii zużywanej przez budynek. Tak dłużej być nie może! Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ma pomysł, jak zapewnić dostęp do świeżego powietrza w szkołach i lokalach mieszkalnych. Umożliwią to nowe technologie, opracowane dzięki ogłoszonemu właśnie przedsięwzięciu „Wentylacja dla szkół i domów”. NCBR stawia w nim na wentylację w systemie rozproszonym, ponieważ trudno byłoby zainstalować centralną wentylację mechaniczną w starej szkole czy budynku mieszkalnym z lat 70.–80. XX wieku, gdzie brak odpowiednich kanałów wentylacyjnych dla systemów scentralizowanych. Konieczne są tu innowacje, czyli systemy rozproszone montowane osobno w poszczególnych klasach i mieszkaniach. Przedsięwzięcie jest realizowane ze środków Funduszy Europejskich w ramach Programu Inteligentny Rozwój.

Pomiary z krajowych stacji badań jakości powietrza zewnętrznego nie pozostawiają złudzeń: powietrze, którym oddychamy w okresie jesienno-zimowym, jest bardzo złej jakości. Dotyczy to nie tylko otwartych przestrzeni, ale również wnętrz budynków, zwłaszcza tych wznoszonych kilka dekad temu. Dane przekazywane przez urządzenia pokazują przekroczenia wszelkich norm i limitów pyłów PM2.5 i PM10.

Problem nie omija naszych mieszkań i placówek oświatowych. Na przykład w 2018 r. portal SmogLAB wraz z Krakowskim Alarmem Smogowym wykonał pomiary jakości powietrza w szkołach w gminie Zabierzów.[1] Przeprowadzono je między 19 listopada a 21 grudnia dla pyłów zawieszonych PM10. Z przedstawionych wniosków wynika, że zły stan powietrza na zewnątrz budynku przekładał się na jego złą jakość w klasach. Co więcej, podczas niektórych skoków zanieczyszczeń w szkołach nie było nikogo, okna i drzwi były zamknięte, w związku z tym pogorszenie jakości powietrza nie mogło być związane z napływem zanieczyszczeń przez otwarte drzwi lub okna ani z poruszaniem się dzieci na korytarzu. Zanieczyszczenia dostawały się do wewnątrz najprawdopodobniej przez przestarzałe systemy wentylacyjne.

Eksperci NCBR zwracają uwagę, że poziom stężenia CO2 w salach szkolnych, zwłaszcza tych mieszczących w budynkach z lat 60.-70. ubiegłego wieku, potrafi kilkukrotnie przekraczać dopuszczalne normy. Oznacza to, że uczniowie przebywają w najgorszej klasie jakości powietrza, co przekłada się na spadek koncentracji i efektywności nauczania. Dochodzą do tego takie zanieczyszczenia, jak stężenia cząsteczek pyłu PM2.5 i PM10 oraz obecność wirusów, bakterii i grzybów.

Nowe systemy wentylacji rozproszonej dla starych budynków

Zamiarem Narodowego Centrum Badań i Rozwoju jest umożliwienie dostępu do świeżego powietrza zarówno mieszkańcom budynków wielorodzinnych, jak i uczniom. Temu właśnie służy przedsięwzięcie „Wentylacja dla szkół i domów”, którego celem jest opracowanie innowacyjnych, efektywnych ekonomicznie technologii wentylacji mechanicznej z regulacją temperatury powietrza nawiewanego, przeznaczonych dla istniejących już budynków mieszkalnych i szkół. Będą one gwarantować wysoką jakość powietrza poprzez: obniżanie poziomu stężenia CO2 oraz zanieczyszczeń mikrobiologicznych, a także filtrację zanieczyszczeń pyłowych PM2.5 i PM10.

To wszystko zostanie osiągnięte przy jednoczesnym zmniejszeniu zapotrzebowania na energię do ogrzewania i chłodzenia pomieszczeń, co zapewni funkcja odzysku ciepła, chłodu i wilgoci. W ramach projektu wykonawcy opracują technologie wentylacji mechanicznej dedykowane dla sal lekcyjnych oraz mieszkań – dla istniejących budynków mieszkalnych. Doskonale wpisuje się to zarazem w szeroki plan termomodernizacji budynków wielorodzinnych, czyli unijną strategię na rzecz „fali renowacji” (ang. ‘renovation wave’). Ważnym aspektem projektu będzie ponadto jego funkcja edukacyjna oraz budowanie świadomości użytkowników na temat utrzymywania wysokiej jakości środowiska wewnętrznego poprzez dostęp do mierzonych parametrów z poziomu regulatorów pomieszczeniowych, elektronicznej tablicy wyników oraz aplikacji mobilnej.

NCBR stawia na wentylację w systemie rozproszonym, ponieważ trudno byłoby zainstalować wentylację centralną w istniejącej starej szkole czy budynku mieszkalnym wybudowanym w latach 70.-80. XX wieku. Konieczne tu będą innowacje, czyli systemy rozproszone instalowane osobno w poszczególnych klasach i mieszkaniach.

Wykonawcy, którzy zgłoszą się do projektu, będą mieli 3 lata na opracowanie innowacyjnej technologii, na którą przewidziano budżet w wysokości 7,5 mln zł – są to środki z Funduszy Europejskich (Program Inteligentny Rozwój). Postępowanie odbywa się w trybie zamówień przedkomercyjnych (PCP). Formuła ta, polegająca na zamawianiu prac badawczo-rozwojowych, została dostosowana do pozyskiwania rozwiązań niedostępnych na rynku. Do udziału w przedsięwzięciu można się zgłaszać do 30 czerwca br.

– Przed wykonawcami stawiamy jasny cel: opracowanie innowacyjnego, kompaktowego urządzenia wentylacyjnego z wysokosprawnym odzyskiem ciepła, chłodu i wilgoci, wyposażonego w czujniki jakości powietrza i system automatyki, który będzie umożliwiał dostosowanie strumienia powietrza wentylacyjnego w zależności od potrzeb użytkowników w istniejących salach lekcyjnych i budynkach mieszkalnych. Chcemy, żeby takie urządzenia znajdowały się w naszym kraju w każdej klasie i każdym mieszkaniu, które wymaga poprawy jakości powietrza – mówi Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Po przeprowadzeniu dialogu technicznego z rynkiem mamy bardzo mocne przekonanie, że nasz projekt przyczyni się nie tylko do zmniejszenia zapotrzebowania na energię w wyniku radykalnego obniżenia energochłonności budynków mieszkalnych i szkół, które mają istotny, bo około 10-procentowy udział w zapotrzebowaniu na energię, ale przede wszystkim zmieni w sposób rewolucyjny jakość powietrza w polskich szkołach i mieszkaniach – dodaje.

W przedsięwzięciu przewidziane są dwa działania: opracowanie systemów wentylacji dla sal lekcyjnych oraz opracowanie systemów wentylacji dla lokali mieszkalnych. Wnioskodawcy, których oferty w najlepszy sposób spełnią stawiane wymagania, w pierwszym etapie opracują konkurencyjne jakościowo rozwiązania problemu badawczego i przedstawią je w postaci prototypu systemu wentylacji. W etapie drugim nie więcej niż po dwóch uczestników przedsięwzięcia dla każdego z działań przedstawi demonstrator opracowanej technologii w skali 1:1.

Czym oddychać w naszej klasie?

Dlaczego przedsięwzięcie „Wentylacja dla szkół i domów” jest nie tylko potrzebne, ale wręcz konieczne? Naukowcy biją na alarm – przez nieodpowiedzialną energetykę dusimy się w domach i szkołach. Już w 2010 r. naukowcy z Katedry i Zakładu Fizyki i Biofizyki Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego przeprowadzili badania w dwóch szkołach. Wykazano, że poziom stężenia CO2, w stosunku do dopuszczanego m.in. przez Unię Europejską, jest przekroczony w salach lekcyjnych nawet trzykrotnie! Powoduje to zmiany w pracy organizmu i sprawia, że dzieci nie są w stanie wykorzystywać maksymalnie swojego potencjału, a nawet przysypiają na lekcjach. Z kolei informacji opublikowanych przez WHO („School environment. Policy and current standards”, 2014) wynika, że w powietrzu, którym oddychają w szkołach polscy uczniowie, wykryto jeden z najwyższych w Europie poziomów stężeń formaldehydu i benzenu[2].

Aktualne dane ze szkół, które bardzo łatwo znaleźć w Internecie, nie pozostawiają wątpliwości: zły stan powietrza na zewnątrz rzutuje również na jego jakość w klasach. Jest to patowa sytuacja, ponieważ jeśli nauczyciel zdecyduje się na wywietrzenie pomieszczenia, wpadną do niego zanieczyszczenia z zewnątrz, jeśli jednak tego nie zrobi, poziom dwutlenku węgla jeszcze bardziej wzrośnie.

Problem obecny jest też w przedszkolach. W 2015 r. Greenpeace wraz z Fundacją Centrum Zmian Klimatu i Zrównoważonego Rozwoju przygotował raport dotyczący wpływu zanieczyszczeń powietrza w Polsce na zdrowie dzieci poniżej piątego roku życia. Wnioski, które zostały w nim przedstawione, nie napawają optymizmem. Spośród 11 784 przedszkoli objętych analizą aż 7 300 znajduje się na obszarach, w których limit 35 dni z przekroczeniami normy dobowej jest przekroczony. Oznacza to, że w przypadku ponad 62% placówek na zewnątrz przez ponad 35 dni w roku utrzymują się stężenia pyłu PM10 przekraczające 50 µg/m3. A zanieczyszczenia z zewnętrze bez odpowiedniego systemu wentylacji przenikają bardzo szybko do pomieszczeń wewnątrz. Dlatego trzeba zrobić wszystko, żeby doprowadzić do zmiany.

System pomoże walczyć z epidemiami typu COVID-19

Podobne problemy występują w naszych mieszkaniach. A do tego dochodzi jeszcze tzw. syndrom chorego budynku (ang. ‘sick building syndrome’), dotyczący m.in. domów wielorodzinnych czy urzędów, które zostały zbudowane ponad 30 lat temu, zwłaszcza w latach 70.-80. Może obejmować nawet 30% wszystkich budynków w Polsce.

Objawy syndromu pojawiają się wtedy, gdy w budynku występuje zanieczyszczenie powietrza, spowodowane m.in. przez mikroorganizmy, materiały budowlane, elementy wyposażenia wnętrz (azbest, związki emitowane przez farby malarskie, impregnaty drewna, rozpuszczalniki i inne), wadliwą wentylację lub klimatyzację (w brudnych przewodach wentylacyjnych mogą występować mikroorganizmy), zanieczyszczone powietrze z zewnątrz (smog lub inne zanieczyszczenia chemiczne), nieodpowiednie użytkowanie pomieszczeń (np. palenie tytoniu).

Czym przejawiają się takie dolegliwości? Na przykład bólem głowy, trudnościami z koncentracją czy łzawieniem oczu, których tak wielu z nas doświadczyło, przebywając praktycznie non stop w swoich mieszkaniach podczas epidemii koronawirusa.

Specjaliści zwracają uwagę, że szkoły oraz otoczenie domowe są dodatkowo potencjalnymi ogniskami chorób zakaźnych układu oddechowego takich jak np. COVID-19, a właściwa wentylacja i filtracja powietrza w pomieszczeniach  stanowi jeden ze środków zaradczych przeciwdziałających powstawaniu takich ognisk. Technologie powstałe w ramach projektu NCBR mają rozwiązać wszystkie te problemy.

W stronę „Europejskiego Zielonego Ładu”

W efekcie przedsięwzięcia „Wentylacja dla szkół i domów” powstaną demonstratory systemu wentylacji mechanicznej z odzyskiem ciepła w salach lekcyjnych i systemu wentylacji mechanicznej z odzyskiem ciepła w mieszkaniach w budynkach mieszkalnym. Dzięki temu technologia nowoczesnej wentylacji dla szkół i domów posłuży również do znacznego obniżenia energochłonności i kosztów energii koniecznej do ogrzewania budynków. System wentylacji będzie indywidualnym systemem dedykowanym dla pojedynczej sali lekcyjnej lub mieszkania, uwzględniając integrację procesu ogrzewania oraz wentylacji pomieszczeń poprzez system automatyki, który sterować będzie bezprzewodowymi siłownikami zaworów grzejnikowych, dzięki czemu wyeliminowany zostanie proces przegrzewania się pomieszczeń w okresie zimy. Dodatkowo projektowane systemy mają być wyposażone w funkcję grzania i chłodzenia, co pozwoli – przy współpracy automatyki z systemami już istniejącymi – optymalnie zapewnić komfortowe warunki.

Ponadto wraz z systemami wentylacji opracowane zostaną systemy ich centralnego zarządzania i nadzoru: szkolny system zarządzający dedykowany dla szkół oraz centralny system nadzorujący dedykowany dla firm serwisowych. Pozwoli to na racjonalne gospodarowanie procesem ogrzewania, a tym samym na systematyczne odchodzenie od spalania paliw kopalnych w ciepłownictwie. Przyspieszy więc proces dekarbonizacji, wymagany przez Unię Europejską w założeniach strategii „Europejskiego Zielonego Ładu”. Jest to plan mający na celu przekształcenie Unii w nowoczesną i konkurencyjną gospodarkę, która w 2050 r. osiągnie zerowy poziom emisji gazów cieplarnianych.

Przedsięwzięcie „Wentylacja dla szkół i domów” jest jednym z 9 ekologicznych projektów NCBR. W ramach tej transformacji opracowane mają być również m.in.: budynki efektywnie energetycznie i procesowo, nowoczesne oczyszczalnie ścieków, innowacyjne biogazownie, technologia magazynowania energii elektrycznej, magazynowanie energii ciepła i chłodu, technologia domowej retencji, ciepłownia przyszłości oraz elektrociepłownia w lokalnym systemie energetycznym. Projekty, nad którymi pracuje już NCBR, to szansa dla Polski na czystsze środowisko, zdrowsze społeczeństwo i nowoczesną, konkurencyjną gospodarkę.

Projekt realizowany jest w ramach projektu pozakonkursowego pn. Podniesienie poziomu innowacyjności gospodarki poprzez realizację przedsięwzięć badawczych w trybie innowacyjnych zamówień publicznych w celu wsparcia realizacji strategii Europejskiego Zielonego Ładu (w ramach poddziałania 4.1.3 Innowacyjne metody zarządzania badaniami Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój).

[1] Zob. https://smoglab.pl/wyniki-pomiarow-jakosci-powietrza-w-placowkach-edukacyjnych/

[2] Zob. np. http://www.imp.lodz.pl/upload/projekty/zzf/inairq_fb_pl_presentation.pdf.

 

80% ankietowanych przez PwC banków komercyjnych w Polsce wprowadziło już elementy zrównoważonego finansowania

80% ankietowanych przez PwC banków komercyjnych w Polsce wprowadziło już elementy zrównoważonego finansowania w swoich strategiach biznesowych i ofercie produktowej i niemal wszystkie podjęły kroki, aby uwzględnić ryzyka klimatyczne i środowiskowe w procesach kredytowych i inwestycyjnych. Instytucje finansowe w kształtujących się wymogach regulacyjnych UE w zakresie ESG dostrzegają szansę zarówno dla swoich organizacji, jak też dla całego sektora bankowego i gospodarki – wynika z raportu PwC „Zielone finanse po polsku. Jak ESG zmieni sektor bankowy i finansowanie firm?”.

Z naszego badania, w którym wzięła udział grupa największych banków komercyjnych w Polsce, wynika, że już teraz większość z nich uwzględnia lub zamierza uwzględniać ryzyka klimatyczne i środowiskowe w udzielaniu kredytów, głównie dla wybranych branż i sektorów. To jasny sygnał dla firm ubiegających się o finansowanie swoich inwestycji w niedalekiej przyszłości. Wobec nich pojawią się dodatkowe oczekiwania. – Przemysław Paprotny, partner PwC, lider usług dla sektora finansowego w Polsce

Raport pokazuje, że polskie banki intensywnie przygotowują się do spełnienia regulacji unijnych w zakresie zrównoważonego rozwoju. 86% ankietowanych banków dokonała ogólnej oceny zgodności z aktualnymi wymogami ESG (ang. Environmental, Social, and Corporate Governance – ład środowiskowy, społeczny i korporacyjny) oraz oszacowała ich wpływ na biznes, a 64% jest na etapie wdrażanie wymogów określonych przez ramy prawne Unii Europejskiej.

Na co ESG będzie miało w bankach największy wpływ? Zdaniem 86% respondentów czynniki ESG oraz wymogi unijne będą wpływać znacząco przede wszystkim na ryzyko kredytowe i proces kredytowy. Co ważne w tym kontekście, nadal 43% instytucji nie przeprowadziła dotychczas analizy portfela kredytowego pod kątem spełniania kryteriów ESG.

Szanse i ryzyka zielonych finansów

Zdecydowana większość banków pozytywnie postrzega kształtujące się wymogi regulacyjne w zakresie ESG, uważając, że stanowią one ciekawą szansę z ich perspektywy (79%), a także polskiego sektora bankowego i całego kraju (71%). Niektóre dostrzegają ryzyka dla gospodarki i dla banków związane z wdrożeniem projektów ESG, zwłaszcza w sytuacji niedostatecznego uwzględniania w rozporządzeniach UE wyzwań i kosztów transformacji energetycznej.

Największym wyzwaniem wynikającym z wymogów wdrożenia do zbioru ryzyk czynników ESG dla banków są zdaniem badanych:

  • brak lub ograniczona dostępność danych na temat kontrahentów w zakresie ESG (86%)
  • niska jakość ujawnień i świadomości kontrahentów dotycząca inicjatyw zrównoważonego rozwoju (79%)
  • brak finalnych, przejrzystych regulacji (71%)

Wszystkie banki jednomyślnie zadeklarowały, że dla realizacji inicjatyw ESG przydatne byłoby opracowanie jednolitych zasad interpretacji wymogów regulacyjnych w tym zakresie w sektorze bankowym.

Zdaniem ekspertów PwC zrównoważone finansowanie w najbliższych latach będzie towarzyszyć sektorowi finansowemu, pełniąc kluczową rolę w transformacji biznesu.

Regulacje dotyczące zrównoważonego finansowania

W ślad za Zielonym Ładem i innym deklaracjami politycznymi w zakresie środków i kierunku działań zmierzających do osiągnięcia celów Porozumienia Paryskiego, w tym zerowej emisyjności 2050, nastąpiła lawina regulacji dla sektora finansowego. Mają one włączyć ryzyka ESG w procesy inwestycyjne i zarządzania ryzykiem. Ryzyka ESG, a w szczególności ryzyko klimatyczne, znalazły się w centrum uwagi unijnych organów kształtujących przepisy i wytyczne dla sektora finansowego (KE, EBA, ESMA, ECB). W efekcie, w przygotowaniu są propozycje rozwiązań rozszerzających wymogi regulacyjne związane z kredytowaniem, inwestowaniem i ładem wewnętrznym właśnie o aspekty ESG. Na razie aktywność polskiego nadzoru w tym obszarze jest skromna, niemniej należy spodziewać się w najbliższych kilkunastu miesiącach wytycznych KNF po linii rosnących wymogów na poziomie europejskim, które coraz bardziej będą obligować regulowane podmioty w Polsce. – Piotr Bednarski, dyrektor w zespole usług dla sektora finansowego w PwC

Wdrażanie nowych strategii i modeli biznesowych w kontekście wymogów ESG wymaga odpowiednich kompetencji, których pozyskanie może być dużym wyzwaniem. Oczekiwania rosną również wobec organów banku odpowiedzialnych za kształtowanie i nadzór strategii biznesowej i ryzyka. Konieczne będzie zatem zapewnienie odpowiedniej wiedzy i umiejętności organom banków w tym zakresie. Coraz częściej obserwuje się także powoływanie dedykowanych komitetów, które będą wspierać inicjatywy ESG, a także tworzenie stanowisk / jednostek dedykowanych zarządzaniu ryzykiem klimatycznym. Brak działań w tym kierunku będzie oznaczać spowolnienie rozwoju w obszarze ESG i wzrost ryzyka regulacyjnego.

Skuteczne realizowanie strategii zrównoważonego rozwoju jest możliwe przy pełnym zaangażowaniu całej organizacji: od organów zarządzających po pracowników front-office. Kluczowymi czynnikami sukcesu będą odpowiednio ukształtowana organizacja wewnętrzna oraz przejrzysty system odpowiedzialności, rozszerzenie zakresu analiz kredytowych i inwestycyjnych, efektywne raportowanie wewnętrzne (wskaźniki efektywności), adekwatne mechanizmy kontrolne, oraz polityka wynagrodzeń uwzględniająca ESG. Nie można zapomnieć również o istotnej roli compliance (proces wprowadzania nowych produktów) oraz audytu wewnętrznego. – Dorota Hutny, ekspert w zespole usług dla sektora finansowego w PwC

Zdaniem autorów raportu niektóre modele biznesowe banków oraz portfele ekspozycji mogą być szczególnie narażone na ryzyka związane z klimatem, zwłaszcza jeżeli są związane z sektorami gospodarki wrażliwymi na zagrożenia fizyczne związane z klimatem, regulacjami UE w zakresie emisji CO2 lub transformację w kierunku gospodarki niskoemisyjnej.

Informacje o raporcie

W badaniu uczestniczyli przedstawiciele 14 banków komercyjnych, w tym 11 największych banków komercyjnych, dwa banki specjalistyczne oraz jeden bank z pierwszej 20-tki mający w swojej misji finansowanie „zielonych” projektów. Banki te stanowią około 80 proc. wszystkich aktywów sektora bankowego w Polsce.

Już od 4 czerwca rusza możliwość rejestrowania pojazdów w salonie dealerskim

Z dniem 4 czerwca 2021 roku wchodzi w życie nowelizacja ustawy – Prawo o ruchu drogowym, która m.in. pozwoli na przeprowadzenie rejestracji pojazdów przez salony dealerskie. Wprowadzana nowelizacja jest dziełem wieloletnich starań Związku Dealerów Samochodów, dążących do usprawnienia procesu rejestracji nowych samochodów. Zmiana polega na wprowadzeniu możliwości rejestracji online pojazdu zakupionego w salonie dealerskim. Dzięki internetowemu formularzowi upoważniony pracownik salonu, będzie mógł zarejestrować pojazd w imieniu nabywcy. Będzie to stanowić niezwykłe ułatwienie zarówno dla klientów indywidualnych, jak również przedsiębiorców oraz firm leasingowych.

Nowelizacja została przyjęta 14 sierpnia 2020 roku w ramach ustawy o zmianie ustawy Prawo o ruchu drogowym oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2020 r. poz. 1517) w celu ułatwienia rejestracji pojazdów ich nabywcom, ale także w celu odciążenia organów administracyjnych zajmujących się ich rejestracją.

„Stworzenie prawnych możliwości rejestracji  samochodów za pośrednictwem salonów dealerskich jest wynikiem wieloletnich starań Związku by maksymalnie ograniczyć biurokrację w tym procesie.  Pandemia COVID-19 paradoksalnie pomogła w zrealizowaniu zmian prawa, które czekały w ministerialnych szufladach dobre 10 lat. I teraz stacje dealerskie mogą się stać w pewnym sensie centrami rejestracji pojazdów bo będą to mogły robić online nie tylko dla klientów indywidualnych, ale także dla firm leasingowych. Ograniczenie liczby kolejnych etapów w mozolnym procesie rejestracji pozwoli przejść na nowy poziom współpracy i relacji pomiędzy salonami dealerskimi a firmami leasingowymi.” – mówi Marek Konieczny, Prezes Związku Dealerów Samochodów.

Możliwością wykonania rejestracji w imieniu kupującego zostały objęte tylko salony sprzedaży pojazdów. Zgodnie z ustawą takimi salonami są osoby fizyczne, osoby prawne, jednostki organizacyjne nieposiadające osobowości prawnej, prowadzące sprzedaż pojazdów samochodowych, przyczep lub motorowerów, ale tylko prowadzące sprzedaż w lokalu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej oraz autoryzowane przez producenta pojazdów. Także dealerstwa prowadzone bezpośrednio przez producentów lub importerów pojazdów będą mogły dokonać rejestracji nowych pojazdów.– tłumaczy Paweł Tuzinek, radca prawny Związku Dealerów Samochodów.

Nabywca nowego pojazdu będzie mógł zatem upoważnić salon lub uprawnionego przedstawiciela salonu do złożenia wniosku o rejestrację pojazdu oraz do odbioru ze starostwa decyzji o czasowej rejestracji pojazdu wraz z „miękkim dowodem” i zalegalizowanymi tablicami rejestracyjnymi. Co istotne salon lub jego uprawniony przedstawiciel będzie mógł zarejestrować wyłącznie samochód nowy, nabyty w tym konkretnym salonie. Sam wniosek o rejestrację salon bądź jego przedstawiciel będzie składał przy pomocy internetowego formularza, który zostanie udostępniony w usłudze Gov.pl. W omawianym wniosku znajdą się przede wszystkim informacje dotyczące nabywcy, rejestrowanego samochodu oraz formy odbioru gotowych dokumentów.

Nowe władze Polskiego Związku Faktorów

Walne Zgromadzenie Polskiego Związku Faktorów uzupełniło skład Komitetu Wykonawczego i Komisji Rewizyjnej. Do Komitetu Wykonawczego wybrano Ewę Gawrońską-Micuń, Konrada Klimka oraz Tomasza Mazurkiewicza. Przewodniczącym Komitetu został Konrad Klimek, a wiceprzewodniczącymi: Ewa Gawrońska-Micuń, Tomasz Mazurkiewicz oraz Jarosław Jaworski, który kontynuuje kadencję. Do Komisji Rewizyjnej wybrano Stanisława Atanasowa oraz Dariusza Jamrożego. Członkiem Komisji jest także Paweł Kacprzak, który kontynuuje swoją kadencję. Walne Zgromadzenie PZF dokonało także zmian w Statucie Związku.

Walne Zgromadzenie Członków PZF 27 maja 2021 r. powołało do składu Komitetu Wykonawczego Ewę Gawrońską-Micuń, Konrada Klimka oraz Tomasza Mazurkiewicza. Głosowanie odbyło się w związku z końcem drugiej (i ostatniej) kadencji Jerzego Dąbrowskiego i Andrzeja Żbikowskiego, a także pierwszej kadencji Konrada Klimka. Następnie Komitet Wykonawczy na posiedzeniu 1 czerwca 2021 r. wybrał Konrada Klimka na Przewodniczącego.

Obecnie Komitet Wykonawczy PZF działa w składzie: Konrad Klimek – Przewodniczący, Ewa Gawrońska-Micuń – Wiceprzewodnicząca, Jarosław Jaworski – Wiceprzewodniczący i Tomasz Mazurkiewicz – Wiceprzewodniczący.

W związku końcem kadencji Stanisława Atanasowa oraz Macieja Wituckiego w Komisji Rewizyjnej, uzupełniono jej skład. WZ PZF wybrało do niej Stanisława Atanasowa, na kolejną kadencję, a także Dariusza Jamrożego.

Obecnie Komisja Rewizyjna działa w składzie: Stanisław Atanasow, Dariusz Jamroży oraz Paweł Kacprzak.

Przeniesienie firmy za granicę nie uchroni przed polskimi podatkami

Zapowiadane przez rząd zmiany w ramach Polskiego Ładu, rosnące koszty prowadzenia firmy, niejasne przepisy i nadmierna biurokracja – to czynniki, przez które wielu przedsiębiorców rozważa przeniesienie działalność za granicę. Jednak samo zarejestrowanie firmy w innym kraju (nawet w UE) nie zwalnia automatycznie z płacenia podatków i składek ubezpieczeniowych w Polsce.

Przeniesienie działalności za granicę może się wydawać prostym sposobem na uniknięcie podatków. Wiele firm oferuje pomoc w załatwieniu wszelkich formalności. Samo zarejestrowanie działalności w innym kraju nie zmienia jednak automatycznie rezydencji podatkowej, czyli kraju, w którym podatnik ma obowiązek rozliczać swoje dochody i płacić podatki. O rezydencji nie decyduje obywatelstwo, kraj uzyskania dochodów czy rejestracji działalności, ale miejsce zamieszkania danej osoby.

Jak urząd ustala rezydencję podatkową?

Rezydencja podatkowa nie bazuje na deklaracji składanej przez przedsiębiorcę. Organ podatkowy za każdym razem ustala indywidualnie wszystkie ważne okoliczności. Przedsiębiorca musi dowieść, że mieszka i prowadzi biznes w danym kraju.

Urząd ustala tzw. centrum interesów osobistych i gospodarczych (ośrodek interesów życiowych) przedsiębiorcy lub liczbę dni spędzonych w kraju. Polskie przepisy prawa podatkowego nie podają dokładnej definicji tego pojęcia. Zwykle urząd skarbowy lub organ podatkowy interpretują je jako miejsce, w którym przedsiębiorca mieszka i prowadzi swoje życie:

  1. posiada najwięcej powiązań osobistych, tj. rodzinnych (tzw. ognisko domowe) czy towarzyskich;
  2. przebywa jego rodzina, współmałżonek, partner życiowy oraz małoletnie dzieci;
  3. podejmuje aktywność społeczną, kulturalną, polityczną, obywatelską;
  4. należy do organizacji/klubów, poświęca się swojemu hobby;

Natomiast „centrum interesów gospodarczych” to miejsce:

  1. prowadzenia działalności zarobkowej: kraj, w którym osoba uzyskuje większość swoich dochodów (przychodów);
  2. miejsce, w którym przedsiębiorca posiada inwestycje, majątek ruchomy (np. zarejestrowany pojazd) i nieruchomy (mieszkanie), polisy ubezpieczeniowe, zaciągnięte kredyty, konta bankowe.

Firma w Czechach, ale podatki polskie

Można to zobrazować przykładem Jana Kowalskiego, który założył firmę w Czechach, ale kieruje nią osobiście z biura w Polsce. Jego kontrahentami są polskie spółki, dla których świadczy usługi na terytorium naszego kraju. Mieszka z żoną i dziećmi w Katowicach, a na budowę swojego domu zaciągnął kredyt w polskim banku. Mimo, że zarejestrował działalność w Czechach, Jan Kowalski będzie uznawany przez organy podatkowe za polskiego rezydenta.

Przenoszenie firm pod lupą urzędów

Po zarejestrowaniu firmy np. w Czechach przedsiębiorca powinien przenieść tam też swoje „centrum interesów życiowych”, mieć kontrahentów. Jeśli nie chce wyemigrować, może to prowadzić do sporów z instytucjami takimi jak ZUS.

W ostatnich latach organy podatkowe uważniej przyglądają się deklaracjom podatkowym dotyczącym zmiany rezydencji podatników. Ma to związek ze zmianami w przepisach, takich jak: danina solidarnościowa, ograniczenie ulgi abolicyjnej czy exit tax. Szczegółowe weryfikowanie, czy faktycznie doszło do zmiany rezydencji, ma ograniczać ryzyko zmniejszania wpływów do budżetu. Fikcyjne przeniesienie firmy za granicę może zostać uznane przez organy podatkowe za agresywną optymalizację podatkową i zakwestionowane.

Podatek od emigracji ochroną przed fikcyjnymi zmianami

Zmiana rezydencji podatkowej na zagraniczną może też wiązać się z koniecznością zapłacenia dodatkowego podatku w naszym kraju. To tak zwany exit tax – podatek od niezrealizowanych zysków, nazywany też podatkiem od emigracji. Nakładany jest m.in. gdy polski przedsiębiorca zmienia rezydencję, a Polska w całości albo w części traci prawo do opodatkowania dochodów ze sprzedaży jego majątku. Celem exit tax jest ochrona przed fikcyjną zmianą rezydencji, gdy firma przenosi się za granicę, ale nadal świadczy większość usług w Polsce.

Agnieszka Piętak, ekspert podatkowy w firmie inFakt

Zrównoważona chemia kluczem do transformacji ekologicznej

Europejski Zielony Ład wytyczył Unii Europejskiej drogę zrównoważonej, neutralnej dla klimatu gospodarki o obiegu zamkniętym do 2050 roku. Czy przemysł chemiczny, który stanowi jeden z kluczowych elementów do osiągnięcia ambitnych zeroemisyjnych celów, a jednocześnie jest jednym z najbardziej doregulowanych sektorów, może być jeszcze bardziej zrównoważony?

W 2019 roku Europa była drugim pod względem wielkości producentem chemikaliów na świecie, odpowiedzialnym za 14,8% sprzedaży. Produkcja chemikaliów jest czwartym co do wielkości przemysłem w Unii Europejskiej, a 59% produkowanych chemikaliów jest bezpośrednio dostarczanych innym branżom: m.in. zdrowia, budownictwa, sektorowi motoryzacyjnemu, elektronicznemu i tekstylnemu. Prognozy wskazują, że do 2030 r. światowa produkcja chemikaliów podwoi się, a tym samym szerokie stosowanie chemikaliów prawdopodobnie również wzrośnie.[1]

Substancje chemiczne są wszechobecne, choć często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Odgrywają w naszym życiu zasadniczą rolę, ponieważ wchodzą w skład praktycznie wszystkich urządzeń czy produktów, które wykorzystujemy na co dzień – od odzieży, przez leki i wyroby medyczne, na sferze telekomunikacyjnej i informatycznej oraz produktach domowego użytku kończąc. Chemikalia są również podstawowym komponentem niskoemisyjnych, energo- i zasobooszczędnych technologii.

Unijna strategia ds. zrównoważonych chemikaliów

Komisja Europejska, dostrzegając strategiczność sektora chemicznego, pod koniec 2020 roku opublikowała dokument w zakresie zrównoważoności chemikaliów na rzecz nietoksycznego środowiska. Wskazuje w niej, że bez nowych inwestycji przemysłu chemicznego i wdrażania innowacyjnych rozwiązań w zakresie zapewnienia bezpiecznych i zrównoważonych chemikaliów, opracowanie nowych rozwiązań i wsparcie transformacji cyfrowej oraz ekologicznej europejskiej gospodarki nie będzie możliwe.[2]

Unijna strategia zakłada, że europejski przemysł stanie się konkurencyjnym, w skali światowej, producentem i użytkownikiem bezpiecznych chemikaliów. Zapowiedziane w dokumencie działania mają wspierać innowacje, dzięki którym zrównoważone substancje chemiczne staną się normą, nie tylko na rynku europejskim, lecz także punktem odniesienia na całym świecie. Bruksela wskazuje, że konieczne jest zadbanie o to, by chemikalia były produkowane i stosowane w sposób, który nie szkodzi zdrowiu ludzkiemu ani środowisku. Przemysł powinien, w miarę możliwości, zaprzestać stosowania substancji potencjalnie niebezpiecznych oraz inwestować w poszukiwanie alternatyw. Strategia stanowi zasadniczą część koncepcji Europejskiego Zielonego Ładu i jego dążenia do osiągnięcia zerowego poziomu emisji zanieczyszczeń. Jednocześnie jest również jednym z kluczowych elementów planu odbudowy po kryzysie związanym z pandemią COVID–19.

W ramach strategii Komisja wskazuje pięć kluczowych obszarów, w których konieczne jest podjęcie działań:

  • pobudzanie innowacji,
  • zwiększenie bezpieczeństwa poprzez wzmocnienie legislacji,
  • upraszczanie i konsolidacja,
  • wiedza i nauka,
  • oddziaływanie globalne.[3]

W dokumencie podkreślono, że chemikalia muszą być bezpieczne i zrównoważone w całym swoim „cyklu życia” – nie tylko w okresie przydatności do użytkowania, lecz już od samego momentu projektowania i etapu produkcji. Dzięki temu będzie można eliminować potencjalnie toksyczne substancje z produktów już w fazie opracowania, zamiast kontrolować je dopiero wtedy, gdy znajdą się na rynku. Ponadto, produkowane wyroby końcowe powinny umożliwiać ponowne ich użycie lub poddanie recyklingowi. Wspomniane podejście ma też pobudzać innowacje i zrównoważony rozwój
w sektorze chemicznym.

Strategia UE w zakresie chemikaliów jest zupełnie nowym dokumentem, uzupełniającym obecnie obowiązujące regulacje unijne, na które składa się ponad 40 aktów prawnych, obejmujących cały łańcuch wartości i pełen cykl życia chemikaliów. Biorąc pod uwagę fakt, że przemysł chemiczny wciąż pozostaje jednym z najbardziej doregulowanych sektorów, konieczna jest przede wszystkim harmonizacja już istniejącego porządku prawnego, nie zaś tworzenie kolejnych dokumentów. W celu sprawnego funkcjonowania gospodarki należy unikać tworzenia zbyt dużej liczby regulacji, a dążyć do ujednolicenia i doprecyzowania istniejących aktów prawnych.

Chemia zrównoważona, czyli… jaka?

Wdrożenie idei zrównoważonej chemii jest wyzwaniem stojącym przed przemysłem chemicznym w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat. Mówi o tym cała branża, ale co właściwie oznacza ten termin? Pojęcie „zrównoważonej chemii” zdefiniowała w 2000 roku OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju), jako rozwinięcie pojęcia „zrównoważonego rozwoju”. W dużym uproszczeniu oznacza ono projektowanie, wytwarzanie i wykorzystywanie w procesach i wyrobach chemicznych produktów, pozwalających na osiąganie dużych korzyści ekonomicznych i jednocześnie przyjaznych środowisku.

Według założeń koncepcji zrównoważonej chemii, podczas prowadzenia procesów chemicznych należy zmniejszać ilość zużywanej energii, surowców nieodnawialnych i wody. Konieczne jest również redukowanie ilości wytwarzanych zanieczyszczeń i odpadów na każdym etapie produkcji oraz produkowanie takich produktów, które mogą być użyte ponownie lub poddane recyklingowi. Koncepcja zrównoważonej chemii zakłada – oprócz zmniejszenia negatywnego wpływu na środowisko – również redukcję kosztów utylizacji odpadów poprzemysłowych, a także promowanie i wdrażanie technologii zwiększających innowacyjność oraz konkurencyjność przemysłu.[4]

Zrównoważone rozwiązania w sektorze chemicznym

Dążenia do uzyskania neutralności klimatycznej w Europie w ciągu najbliższych trzydziestu lat stawiają wspólnotowe gospodarki przed nie lada wyzwaniami. Przemysł chemiczny stoi w centrum tych przemian i będzie odgrywał kluczową rolę w budowaniu lepszej przyszłości dla Europy – zielona transformacja bez tak ważnego sektora nie będzie możliwa. – Nasze produkty są potrzebne całemu społeczeństwu. Ponadto, wspieramy funkcjonowanie wielu innych gałęzi przemysłu, pomagając w osiągnięciu szczegółowych celów innych branż. Jednocześnie jesteśmy kluczową częścią stale odbywającego się postępu. To chemia produkuje wyroby i zaawansowane technologicznie materiały, na bazie których zbudowane będzie nowoczesne społeczeństwo. Branża chemiczna, będąc jedną z fundamentalnych dla całego przemysłu, jako jedna z pierwszych gałęzi światowej gospodarki, przystąpiła do poszukiwania nowych rozwiązań w zakresie zrównoważonego rozwoju i rozwoju tych już istniejących. Innowacyjność w sektorze chemicznym jest normą, a producenci chemikaliów nie od dziś podejmują działania mające na celu wprowadzenie nowoczesnych inicjatyw środowiskowych, wdrażanie bezpiecznych i ekologicznych technologii oraz certyfikowanych produktów. Zadanie nie jest łatwe – wymaga bowiem ogromnych nakładów inwestycyjnych, związanych z opracowywaniem nowych  procedur, modernizacją infrastruktury produkcyjnej oraz tworzeniem, od postaw, nowych instalacji. Nie zapominajmy o tym, że obok tego wszystkiego, konieczne jest również przestrzeganie szeregu lokalnych i międzynarodowych norm oraz regulacji prawnych. To wszystko wymaga czasu
i odpowiednich środków –
podkreśla dr inż. Tomasz Zieliński, Prezes Zarządu Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego.

W projektowaniu nowoczesnych, czystych technologii w zakresie zrównoważonych i bezpiecznych chemikaliów nie sposób nie wspomnieć o roli, jaką odgrywa środowisko naukowe. Ścisła współpraca przemysłu i świata naukowego jest niezbędna, aby opracowywać, rozwijać i wdrażać innowacyjne, zielone technologie, które umożliwią zrównoważony rozwój gospodarczy i społeczny.

Zrównoważona Polska Chemia

Branża chemiczna dostrzega ogólnoświatowe trendy i nie pozostaje w tyle w wyścigu na drodze ku realizacji zrównoważonych celów. Stałe inwestycje w budowę nowoczesnych instalacji i usprawnianie procesów produkcyjnych sprawiają, że Polska Chemia dysponuje najnowocześniejszymi technologiami na światowym poziomie. Polscy producenci realizują także szereg programów modernizacyjnych mających na celu zwiększenie efektywności surowcowej i energetycznej. Wszystkie te zmiany sprawiają, że polski przemysł chemiczny stale buduje i wzmacnia swoją pozycję konkurencyjną. – Przemysł chemiczny odgrywa ogromną rolę w polskiej gospodarce i należy wspierać jego rozwój. Trzeba zacząć postrzegać go jako branżę dbającą o środowisko i promującą innowacyjność. Bez zmiany nastawienia otoczenia, zarówno administracyjnego jak i społecznego, trudno będzie wykorzystać jego ogromny potencjał, który jest znaczący dla polskiej ekonomii, zwłaszcza w kontekście wyzwań, jakie stoją przed nami w związku z Europejskim Zielonym Ładem
– wskazuje dr inż. Tomasz Zieliński, Prezes Zarządu Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego.

Podsumowanie

Dostrzegając konieczność dopasowania do wymogów regulacyjnych oraz oczekiwań coraz bardziej świadomych konsumentów, sektor chemiczny stale się rozwija. Mając na uwadze zieloną transformację, jaka dokonuje się w całej Europie, podmioty sektora chemicznego – jako kluczowe w dostarczaniu szeregu wyrobów, niezbędnych do funkcjonowania całych społeczeństw – muszą być wspierane w dążeniach do innowacyjnych rozwiązań. Aby ekologiczne przemiany, o których wszyscy dziś mówią, stały się możliwe, należy wykorzystać wszystkie dostępne narzędzia do stymulowania produkcji oraz stosowania bezpiecznych i zrównoważonych chemikaliów, ponieważ to przemysł chemiczny będzie odgrywać strategiczną rolę w tworzeniu nowoczesnego, zrównoważonego świata.

Zrównoważona chemia będzie również jednym z tematów rozmów podczas VIII Kongresu Polska Chemia, który odbędzie się już 16 czerwca w formule całodziennego programu telewizji online. Udział w wydarzeniu jest bezpłatny dla wszystkich zarejestrowanych.

Szczegóły i rejestracja dostępna jest na stronie: www.kongrespolskachemia.pl

[1] Prezentacja CEFIC  https://cefic.org/a–pillar–of–the–european–economy/facts–and–figures–of–the–european–chemical–industry/

[2] Komunikat Komisji Europejskiej – Strategia w zakresie chemikaliów na rzecz zrównoważoności na rzecz nietoksycznego środowiska https://eur–lex.europa.eu/resource.html?uri=cellar:f815479a–0f01–11eb–bc07–01aa75ed71a1.0005.02/DOC_1&format=PDF

[3] Ibid.

[4] Na podstawie czasopisma Laborant https://laborant.pl/index.php/zrownowazona–chemia

Zapotrzebowanie na usługi remontowe w Polsce wzrosło o 150% od zakończenia lockdownu

W pierwszych miesiącach 2021 roku wnętrza swoich mieszkań i domów remontowało aż 2,5 raza więcej osób niż na początku roku 2020. Ubiegłoroczny lockdown chwilowo zmniejszył liczbę zleceń kierowanych do specjalistów, jednak od jego zakończenia popyt na tego typu usługi wciąż rośnie – wynika z raportu Oferteo.pl. Zwykle prace obejmują 4–5 pomieszczeń, a najbardziej poszukiwani są specjaliści od malowania i montażu płyt gipsowo-kartonowych.

Rekordowy popyt na remonty
Zapotrzebowanie na usługi remontowe w poszczególnych miesiącach

Dane zgromadzone przez Oferteo.pl, największy polski serwis łączący poszukujących usług z ich dostawcami, umożliwiają dokładne prześledzenie zapotrzebowania na usługi remontowe w poszczególnych miesiącach 2020 i 2021 roku. Widać w nich, że wczesną wiosną ubiegłego roku, kiedy do Polski dotarła pierwsza fala zachorowań i wprowadzony został ścisły lockdown, zainteresowanie usługami ekip remontowych bardzo wyraźnie spadło. Po dwóch miesiącach spędzonych w domu wiele osób uznało, że ich mieszkaniom przyda się odświeżenie i rozpoczęli poszukiwania specjalistów remontowych. W maju 2020 użytkownicy Oferteo złożyli 2 razy więcej zapytań o ich usługi niż ledwie miesiąc wcześniej. Ten wyraźny wzrost popytu utrzymywał się całe lato i osiągnął szczyt w sierpniu. Wyhamował dopiero jesienią.

Okazuje się, że rok 2021 rozpoczął się dla branży remontowej jeszcze intensywniej. Od stycznia liczba zleceniodawców rosła z krótką przerwą w lutym. W ciągu pierwszych czterech miesięcy tego roku usług remontowych poszukiwało aż 2,5 raza więcej osób niż w analogicznym okresie roku ubiegłego.

Polacy stawiają na remonty generalne
Liczba remontowanych pomieszczeń

W tym roku fachowcy mają znacznie więcej pracy niż rok temu. Jednocześnie zleceniodawcy niezmiennie preferują remonty kompleksowe, więc tym samym bardziej czasochłonne. Większość osób woli wygospodarować więcej czasu i funduszy na odświeżenie całego wnętrza, niż wprowadzać zmiany stopniowo. W tym roku prace remontowe najczęściej (w 25% przypadków) obejmują 5 pomieszczeń, co piąte zapytanie dotyczy zlecenia na 4 pokoje, a 16% zleceniodawców szuka ekipy do wyremontowania nawet 6 pomieszczeń lub więcej.

Od początku tego roku najwięcej zleceń (81%) dotyczy pokoi dziennych lub sypialni. 70% klientów postanowiło zmienić wygląd przedpokoju, 68% – kuchni, a 67% – łazienki.

Poszukiwani fachowcy z wielu dziedzinJakie pracwe zlecano specjalistom

Zapotrzebowanie na specjalistów od remontów jest duże, a zakres wykonywanych przez nich prac – szeroki. Do tej pory najczęściej poszukiwani byli malarze (77% zapytań w 2021 roku), 53% badanych zlecało montaż płyt gipsowo-kartonowych, a tynkowanie i wykonanie instalacji elektrycznej – po 50%. Najmniej zapytań zarówno w tym jak i w ubiegłym roku dotyczyło instalacji c.o.

– Znaczący wzrost zapotrzebowania na usługi remontowe, jaki obserwujemy od początku pandemii, sprawił, że zarezerwowanie terminów u najlepszych specjalistów staje się coraz większym wyzwaniem. Planując prace renowacyjne, warto wziąć to pod uwagę i organizować remont z odpowiednim wyprzedzeniem. Zleceniodawcom, którym wyjątkowo zależy na czasie, z pomocą przychodzi internet i serwisy, w których bez problemu można odszukać i porównać fachowców w konkretnych, interesujących dziedzinach – radzi Karol Grygiel z Oferteo.pl.

Metodologia badania
Przedstawione dane pochodzą z analizy prawie 28 tysięcy zapytań ofertowych złożonych w serwisie Oferteo.pl w 2020 i od stycznia do kwietnia 2021 roku przez osoby poszukujące wykonawców usług remontowych.

Firmy z Polski Wschodniej starają się o ponad 115 mln zł z UE na ekspansję zagraniczną

Prawie 270 firm z pięciu województw Polski Wschodniej złożyło wnioski o wsparcie w przygotowaniu do wyjścia ze swoimi produktami i usługami na nowe rynki zagraniczne. Kwota, o którą starają się firmy to łącznie ponad 115 mln zł. To ponad dwukrotnie więcej niż budżet zaplanowany w tej edycji konkursu „Internacjonalizacja MŚP”. Na beneficjentów czeka 50 mln zł z funduszy europejskich programu Polska Wschodnia. Obecnie trwa ocena wniosków o dofinansowanie. Jej wyniki są spodziewane pod koniec sierpnia br.

Środki unijne otrzymają mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa, które posiadają co najmniej jeden produkt lub usługę, która ma potencjał by zaistnieć na co najmniej jednym nowym rynku zagranicznym. Kolejnym warunkiem jest siedziba lub oddział firmy w jednym z województw Polski Wschodniej, czyli: warmińsko-mazurskim, podlaskim, świętokrzyskim, lubelskim i podkarpackim.

Polska Wschodnia stawia na eksport

Do tegorocznego konkursu zgłosiło się 267 takich przedsiębiorstw. Nabór trwał od 7 kwietnia do 27 maja br. Wśród wnioskodawców dominują projekty mikro- i małych firm (85 proc.). W większości są to przedsiębiorstwa produkcyjne (52 proc.) z różnorodnych branż, m.in. meblarskiej, maszynowej, elektrycznej, budowlanej, spożywczej czy kosmetycznej.

– Polska Wschodnia to region, w którym eksport wciąż potrzebuje silnego wsparcia. Działania takie jak „Internacjonalizacja MŚP” dają szansę na szybszy rozwój, pomagając firmom w zdobywaniu nowych rynków. Coraz większa liczba przedsiębiorców widzi swoją przyszłość w sprzedaży i działaniu na rynkach międzynarodowych, widać to po dużym zainteresowaniu ostatnimi edycjami tego konkursu. Kwota o jaką ubiegają się MŚP ze wschodniej Polski ponad dwukrotnie przewyższa budżet konkursu – mówi Arkadiusz Dewódzki, dyrektor Departamentu Internacjonalizacji Przedsiębiorstw w PARP.

Na co przeznaczą dofinansowanie?

MŚP powinny je rozdysponować na przygotowanie do umiędzynarodowienia działalności, tj. pokryć koszty usług doradczych, a także koszty udziału w międzynarodowych targach, wystawach lub misjach gospodarczych. W ramach konkursu można również pokryć koszty nabycia środków trwałych lub wartości niematerialnych i prawnych.

Firmy ubiegające się dofinansowanie kosztów wprowadzenia produktów lub usług na nowe rynki zagraniczne mogą otrzymać do 550 tys. zł w przypadku, gdy MŚP wybierze rynek z Europejskiego Obszaru Gospodarczego lub Szwajcarii. Jeśli ekspansja kierowana jest na co najmniej jeden rynek poza tym obszarem, można otrzymać nawet 800 tys. zł dofinansowania. Wsparcie może stanowić nawet 85 proc. kwalifikowanych kosztów projektu.

„Internacjonalizacja MŚP” to konkurs realizowany w ramach poddziałania 1.2 Programu Polska Wschodnia finansowanego z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego.

Niemal połowa Polaków sądzi, że samochody nie szkodzą środowisku

46% Polaków uważa, że samochody nie mają negatywnego wpływu na środowisko. Tymczasem 56,8% skontrolowanych aut przekracza dopuszczalne normy emisji związków tlenku azotu (NOx), a 48,1% tlenków węgla (CO).

W dużych miastach emitowane przez samochody spaliny są bardziej szkodliwe dla środowiska niż zanieczyszczenia pochodzące z przemysłu. Szczególnie do powstawania smogu przyczyniają się stare diesle, zasilane olejem napędowym – wynika z raportu przeprowadzonego przez Najwyższą Izbę Kontroli (NIK), który przeanalizowali eksperci rankomat.pl.

46% Polaków uważa, że samochód nie stanowi zagrożenia dla środowiska

46% Polaków uważa, że posiadanie przez nich samochodu nie stanowi zagrożenia dla środowiska. Nie zgadza się z tym stwierdzeniem 33% respondentów, a 21% z nich nie ma zdania – wynika z badania przeprowadzonego przez Europejski Fundusz Leasingowy. Co ciekawe, to starsi Polacy bardziej dostrzegają negatywny wpływ aut na otoczenie.Czy auto stanowi zagrożenie dla środowiska

45% badanych z Pokolenia X (ludzi urodzonych w latach 1966-1975) uważa, że samochód ma negatywny wpływ na środowisko. Nieco mniej osób z grupy Baby boomers (1946-1964) ocenia, że posiadanie auta stanowi zagrożenie dla natury. Natomiast 29% ankietowanych z Pokolenia Z (urodzonych po 2000 r.) i Milenialsów (Pokolenie Y z lat 1980-2000) sądzi, że cztery kółka mogą mieć zły wpływ na otoczenie.Jak pokolenia Polaków oceniają zagrożenie aut dla środowiska

Smog ze spalin samochodów bardziej szkodzi środowisku, niż zanieczyszczenia z przemysłu

W dużych polskich miastach toksyczne spaliny emitowanie przez samochody mają znaczący wpływ na liczbę przedwczesnych zgonów. Są bardziej szkodliwe dla środowiska, niż zanieczyszczenia pochodzące z przemysłu, ponieważ rozprzestrzeniają się w bezpośrednim sąsiedztwie ludzi, w wysokich stężeniach oraz na niewielkich wysokościach – wynika z raportu przygotowanego przez Najwyższą Izbę Kontroli (NIK), opublikowanego 3 grudnia 2020 r. pt.: „Eliminowanie z ruchu drogowego pojazdów nadmiernie emitujących substancje szkodliwe”.

Z raportu NIK wynika, że spośród przebadanych 62 798 samochodów, najbardziej negatywny wpływ na środowisko ma emitowane przez nie związki tlenków azotu (NOx) – 56.8%. Nieco mniej do powstawania smogu przyczyniają się tlenki węgla (CO) – 48,1%, węglowodory (HC) – 45,3%, a także pyły (PM) – 39,6%. Z przeprowadzonych badań wynika, że w Warszawie i Krakowie zły wpływ tych substancji na nasze otoczenie wynosi aż 75%. Przekroczenia limitów emisji spalin (wg norm Euro)

Benzyna emituje pyły, a diesel tlenki azotu

Samochody zasilane benzyną, najczęściej przekraczają dopuszczalne normy emisji pyłów (PM) – 70,5%. Szczególnie to zjawisko dotyczy starszych aut z klasy Euro 2 (70,8%), Euro 3 (63,8%) i Euro 4 (62,9%).Wyniki dla skontrolowanych aut z silnikiem benzynowym

Natomiast nowsze diesle zasilane olejem napędowym, najczęściej przekraczają dopuszczalne normy emisji związków tlenków azotu (NOx). Szczególnie w klasie Euro 5 (83%), Euro 4 (72,1%) i Euro 6 (69,9%). Wyniki dla skontrolowanych aut z silnikiem diesla

Samochód w Polsce ma średnio 14 lat

Emisja szkodliwych spalin jest w Polsce tak dotkliwa, ponieważ  na naszych drogach dominują wiekowe samochody. W 2020 r. średni wiek używanego auta wyniósł w Polsce 14,1 lat. Na użytkowanie nieco nowszych pojazdów mogą pozwolić sobie Słowacy (14) i Węgrzy (13,5). Spośród przebadanych przez Europejskie Stowarzyszenie Producentów Samochodów (ACEA) 28 krajów, Polska zajęła pod tym względem dopiero 22 miejsce.Wiek samochodów

Z raportu ACEA wynika, że najnowsze samochody w Europie posiadają mieszkańcy Luksemburga (średnio 6,5 roku), Wielkiej Brytanii (8) i Austrii (8,3). Natomiast najstarszymi autami jeżdżą kierowcy z Litwy (16,8), Estonii (16,7) i Rumunii (16,5).

Jak rodzaj paliwa wpływa na cenę ubezpieczenia OC?

Najwięcej szkodliwych dla środowiska spalin emitują samochody benzynowe i diesle. Jednak co ciekawe, więcej za ubezpieczenie OC muszą zapłacić właściciele aut zasilanych gazem LPG (średnio 644 zł w I kwartale 2021 r.).rodzaj-pawliwa-a-cena-oc

W I kwartale 2021 r. właściciele samochodów elektrycznych średnio płacili o 152 zł mniej za ubezpieczenie OC niż posiadacze aut zasilanych LPG. Jednak sam aspekt ekologiczny nie jest raczej czynnikiem wpływającym na cenę polisy. Znaczenie może mieć stosunkowo niski wiek takich pojazdów oraz zamontowane w nich liczne systemy bezpieczeństwa – wyjaśnia Stefania Stuglik, ekspert ds. ubezpieczeń komunikacyjnych w rankomat.pl.

 

Przydatne wskazówki, jak uniknąć zaległości kredytowych

Zdecydowana większość społeczeństwa zna pojęcie i ogólne warunki pożyczki, niezależnie od tego, czy są to pożyczki z banku, chwilówki online, pożyczki bezpośrednio ze sklepu czy nawet od znajomego lub członka rodziny. Z pewnością słyszałeś różne scenariusze dotyczące tego, co może się stać w przypadku braku płatności. Podczas gdy znajomi lub członkowie rodziny mogą być bardziej wyrozumiali i przeoczyć, czy brakuje Ci płatności, czy musisz odroczyć termin spłaty pożyczki, nie można tego samego powiedzieć o innych rodzajach finansowania.

Banki i parabanki mają wysokie opłaty za opóźnienia w płatnościach. Od pożyczonej kwoty naliczane są odsetki karne, które mogą drastycznie zwiększyć całkowitą wartość pożyczki. Jeśli spóźnisz się o więcej niż 30 dni ze spłatą pożyczki lub miesięcznej raty, Twój kredytodawca ma prawo zgłosić to do Biuro Kredytowego. Rejestracja w Biurze Kredytowym tak zwanym BIK trwa 4 lata i wpłynie również na Twoją zdolność kredytową. Tak więc nawet po spłacie pożyczki możesz mieć trudności z uzyskaniem pożyczki. Bycie zarejestrowanym BIK lub rejestrze dłużników znacznie utrudnia zatwierdzenie pożyczki (zwykle dostępne są tylko niektóre pożyczki pozabankowe) i na mniej korzystnych warunkach, ponieważ wnioskodawca należy do kategorii wysokiego ryzyka.

Biorąc to wszystko pod uwagę, czy nie lepiej od samego początku unikać zaległych płatności?

Te 5 wskazówek może pomóc w lepszym wyborze pożyczki i zarządzaniu nią, a tym samym uniknięciu zaległych płatności:

  • Ostrożnie wybieraj kredytodawcę: w Rejestrze Generalnym KNF zarejestrowanych jest ponad 500 instytucji pozabankowych z ofertami pożyczek. Niektóre są zdecydowanie mniej lub bardziej korzystne, więc masz wybór. Aby zidentyfikować najlepszą pożyczkę pozabankową możesz skorzystać z porównywarki pożyczek Moneezy . Usługa oferowana przez Moneezy jest w 100% darmowa, a platforma jest bardzo szybka i łatwa w użyciu.
  • Pożyczaj tylko tyle, ile potrzebujesz: kuszące może być skorzystanie z maksymalnej dostępnej kwoty, ale pamiętaj, że tę samą kwotę (plus odsetki) również trzeba będzie spłacić, a odsetki są powiązane z pożyczoną kwotą (i okresem spłaty).
  • Skorzystaj z kalkulatora oprocentowania: Przed zaciągnięciem pożyczki upewnij się, że wysokość miesięcznej raty nie narazi Cię na kłopoty finansowe. Maksymalny stopień zadłużenia dla kredytów konsumpcyjnych i hipotecznych wynosi 40% dochodu (zgodnie z opublikowaną regulacją KNF). W przypadku kredytu konsumpcyjnego idealna byłaby wartość 10-25% dochodu.
  • Wpłać ratę zaraz po otrzymaniu wypłaty: nie czekaj do ostatniego dnia, ratę spłacaj jak tylko będziesz miał pieniądze i w miarę możliwości spłacaj pożyczkę z góry. Niektóre parabanki naliczają odsetki za dzień, a nie za miesiąc, więc im szybciej spłacisz pożyczkę, tym niższa łączna kwota pożyczki.
  • Skontaktuj się z dostawcą kredytu: Jeśli zbliża się termin płatności, a nie masz kwoty potrzebnej do spłaty raty, skontaktuj się z pożyczkodawcą, a być może uda się odroczyć termin lub refinansować. W każdym razie otwarta komunikacja z kredytodawcą ma same zalety i jest podstawą godnej zaufania relacji wierzyciel-dłużnik.

Przy polskich drogach pojawią się znaki informujące o stacjach ładowania

Znaki drogowe wskazujące stację paliw z punktem ładowania pojazdów elektrycznych lub punkt ładowania pojazdów elektrycznych, zaproponowane przez Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA), pojawią się niedługo przy polskich drogach. Przewidziano je w nowych projektach rządowych rozporządzeń.

Na stronach Rządowego Centrum Legislacji opublikowano nowe wersje projektów rozporządzeń zmieniających rozporządzenia: w sprawie znaków i sygnałów drogowych oraz w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków i sygnałów drogowych oraz urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego i warunków ich umieszczania na drogach. Projekty rozporządzeń poszerzają katalog znaków i sygnałów drogowych o nowe znaki, dedykowane użytkownikom pojazdów elektrycznych.

Propozycja rządu zakłada m.in. wprowadzenie znaku oznaczającego punkt ładowania pojazdów elektrycznych (D-23c) oraz stację paliwową z punktem ładowania pojazdów elektrycznych (D-23b). Projektowane przepisy przewidują również możliwość stosowania informacji o stacji lub punkcie ładowania na zbiorczych tablicach informujących o obiektach znajdujących się przy drodze (D-34b). Informacja wskaże kierunek i odległość do ładowarki znajdującej się na danej drodze lub innej drodze w bliższej lokalizacji. Możliwe będzie oznakowanie dojazdu do stacji zlokalizowanych w pobliżu zjazdu z autostrady lub drogi ekspresowej.

Proces legislacyjny

Propozycję nowych znaków drogowych dla elektromobilności, w tym znaków poziomych i pionowych, PSPA po raz pierwszy przedstawiło w raporcie „System identyfikacji elektromobilności”, który miał premierę we wrześniu 2019 r. podczas Kongresu Nowej Mobilności. W katalogu znalazły się propozycje wielu znaków i symboli, wraz ze specyfikacją projektową. Do tej pory skorzystało z nich kilkadziesiąt podmiotów prywatnych do oznaczeń swoich stacji ładowania.

System identyfikacji elektromobilności w Polsce opracowaliśmy z uwagi na brak kompleksowych rozwiązań prawnych w tym zakresie. Kiedy projektowane przepisy wejdą w życie, kierowcy poruszający się po Polsce zobaczą informacje o najbliższej stacji ładowania już nie tylko na ekranie nawigacji lub w aplikacji mobilnej, ale także na znaku pionowym przy drodze, na zbiorczych tablicach informacyjnych, na oznaczeniach parkingów czy Miejscach Obsługi Podróżnych. To istotny krok w zakresie upowszechniania elektromobilności w Polsce – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

W 2020 r. rozpoczął się proces nowelizacji rozporządzenia Ministrów Infrastruktury oraz Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 31 lipca 2002 r. w sprawie znaków i sygnałów drogowych oraz rozporządzenia Ministra Infrastruktury z dnia 3 lipca 2003 r. w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków i sygnałów drogowych oraz urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego i warunków ich umieszczania na drogach. Te akty prawne składają się na konstrukcję systemu oznakowania drogowego, a wprowadzenie nowej kategorii znaków dedykowanych elektromobilności wymaga nowelizacji obu z nich.

Projektowane rozporządzenia, oprócz znaków D-23c, D-23b i D-34b, przewidują również szereg innych rozwiązań na rzecz elektromobilności. Zmianie ma ulec napis na tabliczce oznaczającej pojazd elektryczny. Dotychczasowe oznaczenie literowe „EE” zostanie zastąpione oznaczeniem „EV”. Pod znakami D-18 „parking”, D-18a „parking – miejsce zastrzeżone” lub D-18b „parking zadaszony” będzie mogła zostać umieszona tabliczka z napisem „EV”, określając miejsce przeznaczone na postój pojazdów elektrycznych oraz tabliczka z napisem „EV ładowanie”, określając miejsce przeznaczone na postój pojazdów elektrycznych wyłącznie na czas ładowania. Napis „EV” zamiast „EE” będzie umieszczany także wewnątrz znaku P-18 „stanowisko postojowe” lub P-20 „stanowisko postojowe zastrzeżone – koperta”. Co istotne, obie kategorie stanowisk postojowych dla pojazdów elektrycznych będą mogły mieć nawierzchnię barwy zielonej.

W toku konsultacji publicznych projektowanych rozporządzeń przekonywaliśmy o zasadności przyjęcia napisu „EV” na potrzeby nowo wprowadzanych znaków, mając na uwadze jego rozpoznawalność wśród kierowców na całym świecie i konieczność ujednolicenia stosowanych oznaczeń z oznaczeniami stosowanymi w innych państwach Unii Europejskiej oraz globalnie. Cieszymy się, że Ustawodawca podzielił tę argumentację i dostosował w tym zakresie również istniejące przepisy – powiedziała Joanna Makola, Kierownik Centrum Legislacyjnego PSPA.

Rynek tego potrzebuje

Jak pokazują wyniki opracowanego przez PSPA „Barometru Nowej Mobilności” aż 87 proc. Polaków źle ocenia swoją wiedzę na temat lokalizacji punktów ładowania. Oprócz funkcji informacyjnej, nowo wprowadzane znaki będą pełnić też niezwykle ważną rolę w zakresie edukacji społecznej. Uzmysłowią wielu Polakom, że infrastruktura ładowania nie tylko jest już dostępna, ale również, że sieć ładowania podlega systematycznej rozbudowie, a z ładowarek można skorzystać zarówno w mieście, jak i na dłuższych trasach. Nowe przepisy przyczynią się tym samym do obalenia podstawowych mitów dotyczących elektromobilności.

PSPA zabiegało o wprowadzenie rozwiązań od 2019 r. Przyjęcie oznakowania drogowego dla elektromobilności było jednym z postulatów Białej Księgi Elektromobilności PSPA, która identyfikuje główne bariery rozwoju rynku e-mobility w Polsce.

Po analizie opublikowanego wczoraj projektu możemy tylko wyrazić zadowolenie i podkreślić, że liczymy na szybkie wdrożenie tak dobrze zapowiadających się zmian – dodaje Joanna Makola. – Będzie to kolejny, po niedawnym wdrożeniu E-Taryfy, sukces projektu Biała Księga Elektromobilności, w ramach którego ponad 150 podmiotów reprezentujących cały łańcuch wartości w elektromobilności, samorządy i administracja rządowa wspólnie kreują rozwiązania prawne sprzyjające rozwojowi zeroemisyjnego transportu w Polsce.

Na podstawie Licznika Elektromobilności PSPA i PZPM, pod koniec kwietnia 2021 r. w Polsce było zarejestrowanych łącznie 23 834 samochodów osobowych z napędem elektrycznym. Pojazdy w pełni elektryczne (BEV, ang. battery electric vehicles) odpowiadały za 49,68%  (11 841 szt.) tej części parku pojazdów, a pozostałą część (50,32% udz.) stanowiły hybrydy typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 11 993 szt. Przez pierwsze cztery miesiące tego roku ich liczba zwiększyła się o 5 098 sztuk, tj. o 137% więcej niż w analogicznym okresie 2020 r. Wraz ze wzrostem liczby pojazdów z napędem elektrycznym, rozwija się również infrastruktura ładowania. Jak wynika z danych PSPA, pod koniec kwietnia w Polsce funkcjonowało 1456 ogólnodostępnych stacji ładowania pojazdów elektrycznych (2 838 punktów).

**

Źródła:

  • Link do projektu rozporządzenia Ministrów Infrastruktury oraz Spraw Wewnętrznych i Administracji zmieniającego rozporządzenie w sprawie znaków i sygnałów drogowych (projekt z dn. 21.05.2021 r.):

https://legislacja.rcl.gov.pl/docs//521/12338158/12718273/12718274/dokument505491.pdf

  • Link do projektu rozporządzenia Ministra Infrastruktury zmieniającego rozporządzenie w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków i sygnałów drogowych oraz urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego i warunków ich umieszczania na drogach (projekt z dn. 21.05.2021 r.)

https://legislacja.rcl.gov.pl/docs//521/12338159/12718316/12718317/dokument505517.pdf

  • Link do raportu PSPA „System identyfikacji elektromobilności”, zawierającego gotowe propozycje rozwiązań graficznych, w tym znaków pionowych i poziomych:

https://pspa.com.pl/media/2020/08/system_identyfikacji_elektromobilnosci_raport_S.pdf

Cena miedzi vs. globalny wzrost. Co wskazuje miedziowy barometr?

Miedź jest uznawana przez ekonomistów za bardzo dobry barometr sytuacji gospodarczej na świecie. Mówi się nawet, że miedź ma „doktorat z ekonomii”. To dlatego, że jest szeroko stosowana i wykorzystywana w wielu branżach. A także skorelowana z rynkowymi trendami. Gdy gospodarka szybko się rozwija, ceny miedzi rosną, gdy zaś na horyzoncie pojawia się spowolnienie i recesja – ceny spadają.

W ciągu ostatniego roku ceny miedzi wzrosły o 33 proc., osiągając najwyższy poziom od 10 lat. Teraz konsensus rynkowy mówi o spadku ceny miedzi LME o 10 proc. do końca roku (do 8,66 tys. dolarów za tonę), jednak są to bardzo ostrożne przewidywania. Popyt na miedź rośnie w związku ze wzrostem produkcji przemysłowej, przede wszystkim w Chinach (50 proc. światowego popytu) oraz w USA i Europie (20 proc.). Ok. 45 proc. miedzi jest wykorzystywana w budownictwie, a 20 proc. w produkcji elektroniki. Miedź zyskuje na przejściu do „zielonej gospodarki”, bowiem jest powszechnie wykorzystywana do produkcji baterii (w tym do samochodów elektrycznych) oraz w instalacjach słonecznych i wiatrowych. Globalny popyt w ostatnim roku wyniósł 25 mln ton i był tylko nieznacznie wyższy od podaży (o 100 tys. ton).

Wykres – Cena miedzi vs. globalny wzrost
Źródło: Refinitive, obliczenia własne eToro

Podaż miedzi na wzrosnąć w tym i następnym roku o 3-4 proc., po kilku latach stagnacji. Znajdowanie nowych złóż i budowane kopalń jest coraz trudniejsze. A obecnie eksploatowane złoża się powoli wyczerpują. Polska pozostaje ważnym eksporterem miedzi. KGHM w 2020 roku wyprodukował 709 tys. ton miedzi (o 1,1 proc. więcej niż 2019 roku). Koncern poza Polską posiada także kopalnie w Chile i USA. To właśnie w Ameryce Południowej znajdują się największe złoża tego surowca. I sytuacja polityczna w nich może rzutować na ceny surowca w najbliższym czasie. Chile, które odpowiada za 29 proc. światowej produkcji, zamierza podnieść podatki związane z wydobyciem. W Peru (11 proc. produkcji) 6 czerwca w wyborach prezydenckich duże szanse na zwycięstwo ma Pedro Castillo, który opowiada się nacjonalizacją firm wydobywczych. Wyższe ceny miedzi zwiększają także popyt na pracowników i wywierają presję na wyższe zarobki. Efektem tego mogą być strajki jak ostatnio w kopalniach BHP Escondida w Chile.

Duże spółki wydobywcze notowane na światowych giełdach to BHP, Freeport-McMoRan, Glencore, Southern Copper oraz KGHM. Akcje firm z tego sektora wzrosły w ciągu ostatniego roku o 30 proc., podobnie jak ceny surowca. Na czterech rynkach udział firm wydobywczych w kapitalizacji rynku jest znaczący. Są to Brazylia (27 proc.), RPA (25 proc.), Meksyk (22 proc.) i Australia (20 proc.).
W Polsce udział KGHM w indeksie WIG20 wynosi 11,3 proc.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Niezdecydowanie zapanowało na rynkach

Trwa walka między optymizmem gospodarczym a obawami o inflację. Tak, jakby każdy czekał na definitywny sygnał, może z raportu z rynku pracy USA. Na ten jednak trzeba poczekać aż do piątku. Wczoraj PMI z Eurolandu i ISM z USA były mocniejsze, ale bez większego wpływu. Dobre dane napływają z Polski i wzmacniają narrację za jastrzębim zwrotem RPP.

EUR/PLN wczoraj zszedł poniżej 4,47 i złoty był najsilniejszy od grudnia 2020 r. W umocnieniu pomógł rekordowo wysoki indeks PMI dla przemysłu, który razem z rewizją PKB za I kw. dobrze rokuje dla siły ożywienia w kolejnych miesiącach i skłania do podwyżek prognoz PKB dla całego 2021 r. bliżej 5 proc. Złotemu pomaga też wysoka inflacja (w maju 4,8 proc. r/r), która podsyca spekulacje o zmianie nastawienia RPP. Te oczekiwania znalazły wsparcie w słowach Łukasza Hardta z RPP, według którego sygnalna podwyżka stóp procentowych o 15 pb jest warta rozważenia już w czerwcu. Jego zdaniem Rada powinna rozpocząć od zmiany komunikacji, potem dokonać podwyżki stopy rezerwy obowiązkowej, a dopiero później przejść do podwyżki stopy referencyjnej. Jednocześnie uważa on, że program skupu aktywów powinien zostać podtrzymany. Hardt reprezentuje jastrzębi obóz, który jest w mniejszości, stąd jego komentarze nie przesądzają o wyniku przyszłotygodniowego posiedzenia RPP. Póki prezes NBP Adam Glapiński zamierza upierać się przy swojej wizji braku podwyżek do połowy 2022 r., w Radzie trzeba zebrać grono aż sześciu członków, żeby prezesa przegłosować. Ostatnie komentarze członków nie wskazują, aby tylu się znalazło. Jeśli większość w Radzie pozostaje gołębia, to w tym tonie powinien wybrzmieć komunikat po posiedzeniu RPP 9 czerwca i równie gołębi (jeśli nie bardziej) będzie przekaz prezes Glapińskiego na konferencji 11 czerwca. To są główne czynniki ryzyka dla obecnie obserwowanej siły złotego.

Na rynkach zewnętrznych EUR/USD walczy z 1,22. Wczorajsze próby silniejszego wyrwania wyżej szybko zostały zgaszone, sygnalizując słabość popytu. Albo jego wątpliwości, czy podbijanie wyceny eurodolara ma sens, gdy padły już pierwsze sygnały ostrzegawcze z EBC względem siły waluty (Villeroy w ubiegłym tygodniu), a także stanowisko Fed odnośnie redukcji QE pozostaje tematem spekulacji. Warunkiem odchodzenia od akomodacyjnej polityki jest „znaczący postęp” w poprawie wskaźników ekonomicznych, w tym w szczególności sytuacji na rynku pracy. Dlatego w tym tygodniu tak dużą uwagę przywiązuje się do raportu NFP, który poznamy w piątek. Z perspektywy rynku FX jest to jednak czynnik paraliżujący krótkoterminowe trendy. Z tego powodu jest prawdopodobne, że EUR/USD do piątku nie odklei się od 1,22.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Skutki zwolnienia z podatku VAT jednej ze stron czynności cywilnoprawnej dla jej opodatkowania podatkiem od czynności cywilnoprawnych PCC

Opodatkowanie podatkiem od czynności cywilnoprawnych jest często marginalizowane przez podatników, którzy mogą nie zdawać sobie sprawy, że dana czynność podlega opodatkowaniu PCC. W szczególności podatnicy prowadzący działalność gospodarczą, będący jednocześnie czynnymi podatnikami VAT, dokonując transakcji z osobami fizycznymi albo podmiotami zwolnionymi z VAT, powinni rozważyć skutki dokonanej transakcji na gruncie PCC.

Czynności opodatkowane PCC

Zgodnie z art. 1 ust. 1 ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych opodatkowaniu PCC podlegają umowy sprzedaży oraz zamiany rzeczy i praw majątkowych, umowy pożyczki pieniędzy lub rzeczy oznaczonych tylko co do gatunku, umowy darowizny, umowy dożywocia, umowy o dział spadku oraz umowy o zniesienie współwłasności, ustanowienie hipoteki, ustanowienie odpłatnego użytkowania, umowy depozytu nieprawidłowego, umowy spółki. Opodatkowaniu podlegają także czynności zmiany powyższych umów powodujące podwyższenie podstawy opodatkowania PCC.

Opodatkowanie PCC a VAT

PCC nie podlegają czynności cywilnoprawne, inne niż umowa spółki oraz ich zmiany w zakresie, w jakim są opodatkowane VAT (art. 2 pkt 4) lit a)) oraz jeżeli przynajmniej jedna ze stron transakcji jest zwolniona od podatku od towarów i usług (art. 2 pkt 4) lit. b)). U podstaw takiego założenia leży stwierdzenie, że czynności opodatkowane VAT są związane z profesjonalnym obrotem, który z kolei powinien być wyłączony z PCC.

Zwolnienie strony z podatku VAT nie dotyczy umów sprzedaży i zamiany, których przedmiotem jest nieruchomość lub jej część albo spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu, prawo użytkowania wieczystego, prawo do domu jednorodzinnego w spółdzielni mieszkaniowej, prawo do miejsca postojowego. Druga kategoria transakcji, gdzie przynajmniej jedna ze stron jest zwolniona z opodatkowania VAT, dotyczy umów sprzedaży udziałów i akcji w spółkach handlowych.

Kiedy strona może być zwolniona z podatku VAT?

Ze zwolnienia podmiotowego w VAT mogą korzystać podmioty, których przychody ze sprzedaży opodatkowanej w roku poprzedzającym nie przekroczyły kwoty 200 tys. zł. Do wartości progu nie wlicza się transakcji sprzedaży wysyłkowej, wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów, odpłatnego świadczenia usług zwolnionych z podatku, towarów, które nie są zaliczane do środków trwałych oraz wartości niematerialnych i prawnych. Ze zwolnienia można zrezygnować, jednak wówczas należy poinformować urząd o tym fakcie, używając do tego celu formularza VAT-R. Zwolnienie można też utracić po przekroczeniu sprzedaży powyżej ww. progu.

Wspomnianym wyżej zwolnieniem podmiotowym z VAT nie są objęte pewne grupy zawodów. W szczególności są to prawnicy świadczący usługi prawnicze lub usługi doradztwa, jubilerzy, podmioty nieposiadające siedziby działalności na terytorium kraju, podatnicy handlujący wyrobami z metali szlachetnych, nowymi środkami transportu, towarami opodatkowanymi podatkiem akcyzowym.

Powyższe oznacza, że przed zawarciem transakcji należy bardzo dokładnie sprawdzić stronę transakcji, a w szczególności fakt rejestracji jako podatnika VAT. Można tego dokonać w ogólnie dostępnym w internecie rejestrze podatników VAT.

Ponadto należy zwrócić uwagę na definicję podatnika VAT, która determinuje podmioty nieobjęte tym podatkiem. W szczególności podatnikami są osoby prawne, jednostki organizacyjne oraz osoby fizyczne wykonujące samodzielnie działalność gospodarczą bez względu na cel lub rezultat takiej działalności. Oznacza to więc, że nie każdy podmiot będący stroną transakcji jest automatycznie podatnikiem VAT. Tytułem przykładu można posłużyć się transakcją sprzedaży maszyny na rzecz podatnika VAT czynnego, niezwolnionego. W przypadku sprzedaży przez osobę fizyczną mamy do czynienia z PCC, w przypadku sprzedaży przez osobę fizyczną prowadzącą działalność gospodarczą będącą podatnikiem zwolnionym z VAT, w ramach tej działalności również powinno się skalkulować i zapłacić PCC. W przypadku jednak sprzedaży pomiędzy dwoma podatnikami VAT czynnymi, niebędącymi podatnikami zwolnionymi, odbywającej się w ramach działalności gospodarczej, taka transakcja powinna być opodatkowana podatkiem VAT.

Istotny jest charakter transakcji

W kontekście analizy zagadnienia opodatkowania PCC transakcji pomiędzy podatnikami VAT należy szczególną uwagę zwrócić na zakres dokonywanych czynności. NSA w wyroku z dnia 15 stycznia 2019 r., sygn. II FSK 62/17, wskazał, że fakt posiadania statusu podatnika VAT czynnego przez strony czynności cywilnoprawnej lub jedną z nich nie determinuje zastosowania art. 2 pkt 4 ustawy o PCC. NSA zwrócił uwagę, że niezbędne jest indywidualne podejście do każdego przypadku i przeanalizowanie, czy w zaistniałym stanie faktycznym powstaje obowiązek podatkowy z tytułu VAT, czy też nie. Sprawa dotyczyła nieodpłatnych umów pożyczki i kwalifikacji ich przez WSA jako czynności opodatkowanej VAT z uwagi na fakt jej zawarcia pomiędzy dwoma podatnikami VAT. W tym przypadku NSA stwierdził, że brak odpłatności za umowę pożyczki przesądza o braku opodatkowania VAT.

Podobny problem powstaje w przypadku podejmowania incydentalnych czynności. W takich sytuacjach należy zwracać szczególną uwagę na charakter transakcji oraz rolę, w jakiej występują strony. Transakcje z natury incydentalne, niezwiązane z działalnością gospodarczą powinny być kwalifikowane jako podlegające PCC (por. wyrok NSA z dnia 24 kwietnia 2018 r., sygn. II FSK 1105/16). Powyższe stwierdzenie jest związane z definicją działalności gospodarczej określoną w ustawie o VAT, będącą jednym z kryteriów do uznania podmiotu za podatnika VAT. Zatem czynności te nie stanowią działalności gospodarczej.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Połowa private equity chce wyjść z inwestycji poprzez giełdę – badanie EY

Fundusze private equity radykalnie zmniejszyły aktywność transakcyjną w pierwszej połowie 2020 r., po wprowadzeniu obostrzeń związanych z pandemią koronawirusa. W kolejnych miesiącach fundusze z nawiązką kompensowały ten spadek, wynika z EY 2021 Global Private Equity Divestment Study.

– Spodziewam się dalszej zwiększonej aktywności funduszy private equity w zakresie dezinwestycji w dalszej części tego roku. Optymizmem napawa sytuacja makroekonomiczna – negatywny wpływ pandemii na gospodarkę jest coraz mniejszy, prognozy wskazują na mniejsze niż pierwotnie oczekiwano długoterminowe efekty lock-downów na konsumentów, klarują się trendy rynkowe i geopolityczne. Równolegle fundusze mają rekordowe ilości wolnej gotówki – 1,7 biliona USD na koniec marca 2021 r., wynika z danych firmy badawczej Prequin – mówi Bartłomiej Smolarek, Lider Zespołu ds. Fuzji i Przejęć, Partner EY Polska.

Dezinwestycje private equity na poziomie globalnym wzrosły o 40%, osiągając wartość prawie 600 mld USD w ciągu 12 miesięcy zakończonych 31 marca 2021 r. Debiuty giełdowe i sprzedaż do SPAC (spółek specjalnego przeznaczenia, szczególnie popularnych na rynku amerykańskim) miały duży wpływ na wzrost ilości i wielkości transakcji nie notowany od dekady, wynika z danych firmy Dealogic. Dla porównania, fundusze PE wyszły z inwestycji o wartości 426,7 mld USD w ciągu 12 miesięcy zakończonych 31 marca 2020 r.

dezinwestycje 2020

Połowa sondowanych przez EY zarządzających funduszami private equity planuje wyjście z inwestycji poprzez giełdę, w ramach IPO lub SPAC, w ciągu najbliższych 18-24 miesięcy.

dezinwestycje 2021

Optymizm na rynku polskim

Ożywienie transakcyjne w portfelu funduszy private equity działających na polskim rynku w pierwszym kwartale 2021 r. to dobry prognostyk na dalszą część roku. Fundusze PE wyszły z czterech polskich inwestycji w okresie styczeń-marzec 2021 r. Jedna z nich, sprzedaż InPostu przez fundusz Advent International na giełdzie w Amsterdamie, była warta więcej niż wszystkie dezinwestycje funduszy PE w 2019 r. bo aż 3,9 mld USD.

– Polska gospodarka dojrzewa, co sprawia, że rośnie wartość firm działających w naszym kraju. Liczę więc na kolejne megatransakcje w kolejnych latach, będące pokłosiem działalności funduszy private equity. Spodziewam się dalszej zwiększonej podaży spółek portfelowych funduszy PE w dalszej części tego roku spowodowanej wyciszeniem niepokojów na poziomie makroekonomicznym, szeregiem pakietów stymulacyjnych dla gospodarki oraz wzmożonym apetytem inwestorów na transakcje, również tych działających na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych – mówi Anna Zaremba, partner EY odpowiedzialna za rynek IPO.

Fundusze private equity są bardzo aktywne w zakresie wychodzenia z inwestycji zlokalizowanych w Polsce na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat. W ubiegłym roku fundusze wyszły z 12 inwestycji, to było o 2 podmioty mniej niż w rekordowym pod tym względem 2018 r., gdy fundusze wyszły z inwestycji w 14 firm.

Równolegle znacząco wzrosła wartość firm, z których wychodzą fundusze private equity. Miało na to wpływ kilka wyjątkowo dużych transakcji. Ubiegły rok był rekordowy dla funduszy pod tym względem – wartość dezinwestycji private equity wyniosła 9,6 mld USD, kilkakrotnie więcej niż 2,1 mld USD w 2019 r. W dużej mierze ten skok wartości to pokłosie debiutu giełdowego Allegro, największego IPO w historii Warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych.

dezinwestycje 2020-2021

Digitalizacja i ESG motorem wzrostu wartości

Z badania EY wynika, że priorytetem private equity w ciągu najbliższych 12 miesięcy będzie chęć przyspieszonego wyjścia z inwestycji.

– To pokłosie wpływu pandemii na spółki portfelowe funduszy i rynki na których one działają, zwiększenia dynamiki procesów fuzji i przejęć na świecie po spowolnieniu na początku 2020 r. oraz wzmożonego zainteresowania inwestorów transakcjami – mówi Bartłomiej Smolarek.

Pandemia wpłynęła też na czynniki stanowiące o wzroście wartości spółek portfelowych funduszy pivate equity. Teraz jest nim digitalizacja – 52% badanych wymieniło ją jako najważniejszą dla wzrostu wartości firmy przy jej sprzedaży. Stała się one ważniejsza niż wzrost organiczny, który tradycyjnie warunkował wzrost wartości firm portfelowych funduszy PE.

Inną istotną zmianą w tegorocznym badaniu w porównaniu z ubiegłoroczną edycją jest wzrost znaczenia czynnika ESG w inwestycjach (przestrzegania przez firmę norm ochrony środowiska, społecznej odpowiedzialności i ładu korporacyjnego). 72% respondentów z funduszy PE sondowanych przez EY spodziewa się premii za wartości ESG w spółkach portfelowych, które planują sprzedać. Zarządzający funduszami PE deklarują w badaniu, że adresują proces sprzedaży do inwestorów dla których czynniki ESG są szczególnie istotne, by tą premię uzyskać.

– Fundusze private equity należą do czołowych inwestorów operujących na rynkach globalnych i są wyznacznikiem trendów, które, czasem z pewnym opóźnieniem, docierają również do Polski. Wzmożony nacisk funduszy PE na digitalizację i wzrost znaczenia czynników pozafinansowych to wskazówka dla polskich spółek, pokazujących gdzie powinny kłaść nacisk, by przyspieszyć wzrost wartości – mówi Bartłomiej Smolarek.

O badaniu 2021 EY Global Private Equity Divestment Study
Doroczne badanie ponad 100 zarządzających funduszami private equity z całego świata przygotowuje dla EY firma Thought Leadership Consulting, należąca do Euromoney Institutional Investor. Badanie ma na celu wysondowanie strategii funduszy dotyczącej wyjścia z inwestycji, jego przygotowanie i wykonanie. W tegorocznej edycji badania wzięło udział 106 zarządzających funduszami private equity na całym świecie. Przeprowadzono je w okresie luty-marzec 2021 r. 90% respondentów to osoby bezpośrednio zaangażowane w prowadzenie transakcji w funduszach PE, z firm z Ameryki Północnej i Południowej (38%), regionu EMEA (32%) oraz Azji i Pacyfiku (30%). Ponad dwie-trzecie (67%) respondentów reprezentuje firmy, z których każda zarządza ponad 30 mld USD aktywów.

Inflacja w Polsce nie spowalnia. Ceny rosną o 4,8%

Wzrost cen nie spowalnia i powoli osiąga poziomy, które zmuszą Radę Polityki Pieniężnej do działania. Inwestorzy wyraźnie przygotowują już pod to pozycje walutowe.

Inflacja nadal rośnie

We wczorajszych danych na temat wzrostu cen nie spełnił się czarny sen analityków i inflacja nie przekroczyła 5%. Odczyt 4,8% jest jednak nie tak daleko od tego pułapu, a przede wszystkim jest znacznie powyżej celu inflacyjnego, który wraz z dopuszczalnym górnym odchyleniem zamyka się na poziomie 3,5%. To już 1,3% powyżej celu, nie może zatem dziwić, że rynki walutowe reagują. Coraz częściej mówi się o spodziewanym wzroście stóp procentowych, który to przełożyć powinien się na umocnienie złotego. Dlatego też nie może dziwić, że już teraz złotówka się umacnia. Wczoraj euro staniało z 4,48 zł na 4,46 zł i jest to najtańsze euro od grudnia.

Lepsze dane z Europy

Wczoraj poznaliśmy finalne dane z indeksów PMI. Ważniejszy indeks przemysłowy wyniósł 63,1 pkt, to nie tylko bardzo dobry wynik, ale również korekta w górę względem danych wstępnych. Dla tego dodać należy spadek PKB w skali roku o zaledwie 0,8% we Włoszech, to wynik o 0,6% lepszy od oczekiwań. Stopa bezrobocia w całej strefie euro spadła z 8% do 8,1%. Polepszanie się danych makroekonomicznych powoduje, że kapitał, pomimo silnego euro, w dalszych ciągu płynie zza oceanu do Europy. Widać to wyraźnie na parze euro do dolara, gdzie pomimo wyraźnej presji na podwyżkę stóp procentowych nie widać umacniania się amerykańskiej waluty.

Ropa naftowa znów w górę

Jeżeli nie wiemy, co dzieje się z cenami ropy, najprawdopodobniej należy sprawdzić działania OPEC. Kartel ten właśnie poinformował, że ustalenia z kwietnia o stopniowym przywracaniu produkcji ropy muszą być monitorowane oraz, co chyba ważniejsze dla rynku, przedstawiono lepsze od dotychczasowych prognozy popytu na czarne złoto. Wskazano również, że nadmiar ropy zgromadzony u producentów w trakcie pandemii już teraz jest na wykończeniu, a światowe zapasy powinny znacząco maleć w drugiej połowie roku. Nadal też na rynkach straszy prognoza 80 dolarów za baryłkę w III kwartale.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
20:00 – USA – tzw. beżowa księga, czyli raport o stanie gospodarki

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Quantum Fund S.A. inkorporuje 11 spółek, aby skutecznie zrealizować zapoczątkowane projekty inwestycyjne

Zarząd spółki Quantum Fund S.A. informuje, że w dniu 7 maja 2021 roku Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy zarejestrował w rejestrze przedsiębiorców połączenie 11 różnych spółek, które realizują szereg inwestycji w Polsce, m.in. prywatne akademiki w Krakowie, Gdańsku i Katowicach, kameralny hotel w Szklarskiej Porębie oraz inne projekty nieruchomościowe, w spółkę Quantum Fund S.A.

Połączenie spółek nastąpiło na podstawie uchwał podjętych przez walne zgromadzenia akcjonariuszy każdej ze spółek, poprzez przeniesienie całego majątku spółki przejmowanej na spółkę przejmującą (połączenie przez przejęcie), bez podwyższania kapitału zakładowego. Podstawę połączenia stanowiły uchwały o połączeniu podjęte przez walne zgromadzenia spółek przejmowanych.

Quantum Fund jako spółka przejmująca z mocy prawa wstąpiła we wszelkie prawa i obowiązki, w tym zobowiązania finansowe, przejmowanych spółek, a ponadto przeszły na nią wszystkie zezwolenia, koncesje oraz ulgi, które im przysługiwały.

Aby wydajniej zaadresować potrzeby przejętych spółek, w miniony czwartek, 27 maja 2021 roku zostało otwarte uproszczone postępowanie o zatwierdzenie układu z częścią wierzycieli Quantum Fund S.A. Spółka zamierza złożyć również wniosek o otwarcie przyspieszonego postępowania restrukturyzacyjnego jako układu częściowego adresowanego w stosunku do wierzytelności wynikających z emisji obligacji, aby w ten sposób postępowaniami restrukturyzacyjnymi objąć całość wierzytelności połączonych spółek.

Połączenie spółek w jeden podmiot służy ograniczeniu kosztów, a także usprawnieniu zarządzania i komunikacji z wierzycielami. Otwarcie postępowań restrukturyzacyjnych jest narzędziem w szeroko nakreślonym planie restrukturyzacji zmierzającej do kontynuacji projektów inwestycyjnych zapoczątkowanych przez poszczególne spółki, a tym samym zaspokojenie jej wierzycieli – mówi Józef Rytel, prezes Quantum Fund.

Europejska branża ICT: Wspólnota transatlantycka wzmocni naszą konkurencyjność

Organizacje branży cyfrowej i nowoczesnych technologii z Europy Środkowo-Wschodniej popierają inicjatywę Komisji Europejskiej dotyczącą ustanowienia nowej Rady ds. Handlu i Technologii UE-USA (TTC). I apelują o aktywne uczestnictwo w kształtowaniu cyfrowej przyszłości współpracy UE-USA.

Pod stanowiskiem skierowanym do KE i rządów swoich państw podpisało się osiem organizacji, w tym z Polski – Związek Cyfrowa Polska, z Litwy, Łotwy, Holandii, Czech, Słowacji, Słowenii i Węgier. W piśmie podkreślono, że celem Rady ds. Handlu i Technologii UE-USA (TTC) jest współpraca transatlantycka, wzmacnianie europejskiego przywództwa technologicznego i przemysłowego oraz rozwijanie dwustronnego handlu i inwestycji. A działalność TCC może wpłynąć na zmniejszenie barier handlowych, zabezpieczyć łańcucha dostaw, pogłębić współpracę badawczą oraz promować innowacje i uczciwą konkurencję.

Zdaniem sygnatariuszy listu Europa musi dążyć do zwiększania przywództwa cyfrowego przy jednoczesnym zachowaniu otwartych rynków i wzmocnieniu globalnej współpracy i handlu międzynarodowego. „Korzyści z innowacji cyfrowych płynące z partnerstwa transatlantyckiego mają kluczowe znaczenie dla budowania światowego przywództwa UE-USA. Dlatego wzywamy do otwartej i opartej na wolnym handlu współpracy transatlantyckiej w formacie TTC” – napisano w liście. Podkreślono, że Europa powinna współpracować z naszymi sojusznikami na całym świecie i rozwijać nowe partnerstwa tam, gdzie leży to w jej interesie.

Zdaniem prezesa Związku Cyfrowa Polska Michała Kanownika, który podpisał się pod listem, Rada ds. Handlu i Technologii UE-USA daje szanse na pozbycie się barier dla transgranicznych usług online, zapewnienia jednolitego i inteligentnego otoczenia regulacyjnego oraz swobodnego przepływu danych. – Dlatego cieszę się, że powstała taka Rada. Dziś wiele innowacji powstaje poza rynkiem unijnym, dlatego współpraca transgraniczna jest potrzebna – mówi Michał Kanownik. I dodaje: – To też szansa rozwojowa dla europejskich firm.

Jak zauważono we wspólnym liście, konkurencyjność europejską można zwiększyć dzięki skutecznej, niezawodnej, przejrzystej, bezpiecznej i odpowiedzialnej współpracy transatlantyckiej. „UE musi ściśle współpracować ze swoimi odpowiednikami w USA. Komisja Europejska musi zapewnić przejrzysty proces konsultacji i reprezentować interesy wszystkich państw członkowskich UE i ich branż w dwustronnym formacie TTC UE-USA. Widzimy ogromne możliwości w bliskiej współpracy transatlantyckiej i pragniemy uczestniczyć w kształtowaniu cyfrowej przyszłości współpracy UE-USA” – podkreślono w liście.

Odwiedzalność galerii handlowych 24-30 maja

  • Najnowsze dane Polskiej Rady Centrów Handlowych (PRCH) wskazują na powrót klientów do stacjonarnych zakupów w galeriach handlowych. W tygodniu 24-30 maja średnia odwiedzalność obiektów handlowych wyniosła 87 proc. wartości notowanych w analogicznym okresie 2019 roku (przed pandemią). To wynik wyższy o 3 p.p. niż przed tygodniem oraz o 17 proc. w stosunku do ubiegłorocznego ruchu w galeriach.
  • Na tle innych dni tygodnia wybija się wtorkowy rezultat odwiedzalności. 25 maja, w przeddzień Dnia Matki, na zakupy udało się jedynie 6 proc. osób mniej niż w 2019 roku.
  • Odbudowywanie odwiedzalności po ostatnim, czwartym lockdownie następuję najszybciej na północy kraju.

Wskaźnik PRCH Daily Foofall Index monitoruje odwiedzalność centrów handlowych przez klientów – z ostatniego raportu PRCH wynika, że średnia odwiedzalność w dni handlowe między 24 a 30 maja br. wyniosła 87 proc. wartości zaobserwowanych w analogicznym okresie 2019 roku, kiedy centra prowadziły działalność niezakłóconą przez pandemię. To rezultat o 5,6 proc. wyższy niż w poprzednim tygodniu i aż o 17 proc. od odwiedzalności zaobserwowanej w tym samym okresie ubiegłego roku.

Pandemia wpłynęła na nawyki zakupowe Polaków. Od kilku miesięcy udają się oni na zakupy częściej w pojedynkę niż całymi rodzinami, a ich wizyty są bardziej celowe i kończą się wyższymi paragonami. To w połączeniu z ostatnimi wysokimi wynikami odwiedzalności pozwala nam z optymizmem patrzeć na sprzedaż w centrach handlowych. Już w lutym tego roku obserwowaliśmy obroty wyższe niż przed pandemią mimo odwiedzalności nieprzekraczającej wyników z 2019 roku. Mamy nadzieję na powtórzenie tego rezultatu również w maju – mówi Krzysztof Poznański, dyrektor zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Duży ruch w galeriach handlowych związany jest także z powrotem restauracji z konsumpcją na miejscu oraz świętem wszystkich mam. We wtorek 25 maja, na dzień przed Dniem Matki, każde centrum handlowe odwiedziło średnio prawie 12 tys. klientów, czyli zaledwie o 6 proc. mniej niż w analogicznym dniu 2019 roku.

We wtorek, 25 maja,  odwiedzalność centrów handlowych w północnym regionie Polski przekroczyła nawet o 2 proc. wartości notowane przed pandemią. Galerie usytuowane w tej części kraju odbudowują swoją odwiedzalność najszybciej. Mniej klientów można zaobserwować we wschodniej części kraju, w której od początku pandemii ruch w centrach handlowych jest od kliku do kilkunastu punktów procentowych niższy niż w innych regionach Polski w porównaniu z 2019 rokiem.

Analiza danych PRCH pod kątem wielkości obiektów handlowych pokazała, że to średniej wielkości obiekty handlowe, o powierzchni od 20 tys. do 39,9 tys. mkw. GLA, radzą sobie najlepiej w warunkach pandemii. Zaobserwowany w nich ruch klientów w dni handlowe jest od 4 do 6 punktów procentowych wyższy od pozostałych centrów handlowych.

BPSC ma nowego prezesa. Katowicką spółką pokieruje jej wieloletni manager

Z początkiem czerwca 2021 roku stanowisko Prezesa Zarządu BPSC objął jej wieloletni manager, Michał Górecko. Nowy Prezes ma blisko 20-letnie doświadczenie w branży IT, a z katowickim dostawcą systemów ERP związany jest od ponad 18 lat.

Wraz z początkiem czerwca Michał Górecko został mianowany nowym Prezesem Zarządu katowickiej spółki BPSC. Górecko z branżą IT związany jest od niemal 20 lat, z czego większość czasu (ponad 18 lat) to doświadczenie zebrane w śląskiej firmie technologicznej. Swoją karierę w katowickiej spółce rozpoczął w 2002 roku, od stanowiska Specjalisty ds. Sprzedaży, by następnie awansować na Menadżera ds. Kluczowych klientów i Dyrektora ds. Sprzedaży. Przez ostatnie 2 lata sprawował w strukturach katowickiego dostawcy systemów zarządczych funkcję Dyrektora Pionu Sprzedaży.

Nowy prezes BPSC jest absolwentem Politechniki Śląskiej w Katowicach, kierunku Zarządzania i Marketingu. Ukończył studia podyplomowe w zakresie zarządzania projektami na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach, a także tytuł Master of Business Administration – Executive MBA, uzyskany w ramach programu organizowanego przez Gdańską Fundację Kształcenia Menedżerów.

Dotychczasowy Prezes, Rafał Orawski, kierujący spółką przez poprzednie 5 lat, w maju br. zrezygnował ze stanowiska i zdecydował o rozwoju swojej kariery zawodowej w obszarze strategii i finansów, poza strukturami firmy.

BPSC jest jednym z największych dostawców systemów ERP. Od ponad 30 lat firma wspiera m.in. przedsiębiorstwa produkcyjne, spożywcze i chemiczne, dostarczając zaawansowane rozwiązania informatyczne, które wspomagają zarządzanie. Do grona klientów śląskiej firmy należą m.in. DEFRO, Grupa Lubawa, Base Group, Wiśniowski, producent Majonezu Kieleckiego WSP Społem, OSM Piątnica, SM Spomlek, Organika i MPS International.

Ceny mieszkań w Łodzi wzrosły o blisko 10 proc.

Rok 2020 przyniósł nowe rekordy stawek za mieszkania w Łodzi. Mediana ceny mkw. nowego lokalu wzrosła w ciągu roku o 9% i wyniosła 6,6 tys. zł. W przypadku mieszkań z drugiej ręki dynamika podwyżek była podobna. Mediana dla lokali na rynku wtórnym sięgała 5 tys. zł/mkw., co było o 10% wyższą stawką niż rok wcześniej – wynika z raportu Emmerson Evaluation. Jak wskazali eksperci firmy, w Łodzi wzrósł też całkowity poziom oferty, jak i liczba nowo wprowadzonych mieszkań.

Łódź z medianą[1] ceny mkw. nowych lokali na poziomie 6,6 tys. zł., jest jedną z najtańszych polskich aglomeracji analizowanych przez Emmerson Evaluation. Według raportu Evaluer Index 2021, taniej niż w stolicy województwa łódzkiego było tylko w Katowicach (6,5 tys. zł/mkw) oraz Aglomeracji Śląskiej (5,4 tys. zł/mkw). Natomiast najdroższe mieszkania w Polsce można było znaleźć w Sopocie (16,7 tys. zł/mkw.), Warszawie (10,8 tys. zł/mkw.), Krakowie (9,8 tys. zł/mkw.), Gdańsku (9,7 tys. zł/mkw.) i Gdyni (9,6 tys. zł/mkw.). Przed Łodzią w stawce uplasowały się też Wrocław (8,9 tys. zł/mkw.) i Poznań (8 tys. zł/mkw.).

Śródmiejskie ceny na fali wznoszącej

Najwyższe ceny w 2020 r. na łódzkim rynku pierwotnym można było zaobserwować na terenie Śródmieścia, gdzie mediana ceny mkw. lokalu mieszkalnego wyniosła 7,8 tys. zł. W tej lokalizacji zanotowano także najwyższy wzrost cen – o 11% w skali roku. Taniej było na Bałutach, gdzie w ciągu roku stawki dla nowych mieszkań wzrosły o 8% r/r, do poziomu 6,5 tys. zł/mkw. Niewiele mniej, bo 6,4 tys. zł/mkw. trzeba płacono w rejonie Polesia. W tej dzielnicy podwyżki wyniosły 10% r/r. Najniższe wzrosty cen (o 7% r/r) odnotowano w delegaturach Górna oraz Widzew, gdzie również mediana ceny mkw. była najniższa w całej Łodzi i osiągnęła poziom 6,2 tys. zł.

Najwięcej nowych inwestycji mieszkaniowych w Łodzi, które obecnie są w sprzedaży, można było znaleźć w delegaturach Polesie oraz Widzew. Na Polesiu najintensywniej rozwijają się tereny położone blisko Śródmieścia, gdzie znajduje się osiedle Stare Polesie. Równie dużo inwestycji powstaje w obrębie ulic Rojnej i Traktorowej. W delegaturze Widzew inwestycje są bardziej rozproszone. Tradycyjnie najwięcej projektów powstaje na wschodnich obrzeżach miasta. Z kolei najmniej inwestycji realizowanych jest w delegaturze Śródmieście. W tej lokalizacji dominują inwestycje w podwyższonym standardzie – tłumaczy Robert Korczyński, członek zarządu Emmerson Evaluation.Ceny mieszkań w Łodzi wzrosły o blisko 10 proc

Najwyższe podwyżki na rynku wtórnym w Polsce

Choć ceny używanych mieszkań w Łodzi w porównaniu do innych aglomeracji są niskie, to jednak nie można tego powiedzieć o ich dynamice wzrostu. Podwyżki na łódzkim rynku wtórnym były w 2020 r. najwyższe wśród wszystkich analizowanych w raporcie miast. Mediana za mkw. zanotowała tu skok o 10% w skali roku. Podwyżki na podobnym poziomie (9% r/r) eksperci Emmerson Evaluation zanotowali jedynie we Wrocławiu i Aglomeracji Śląskiej (bez Katowic).

W czterech łódzkich dzielnicach mediana cen mkw. używanego lokalu przekroczyła 5 tys. zł, jedynie w Śródmieściu była ona niższa i wyniosła  4,9 tys. zł (wzrost o 9% r/r). Największe podwyżki odnotowano na Widzewie (12% r/r), gdzie za mkw. trzeba było zapłacić 5,2 tys. zł oraz na Bałutach (o 11% r/r, do 5 tys. zł/mkw.). O 10% w skali roku wzrosły ceny mieszkań z drugiej ręki w delegaturach Górna i Polesie. W tej ostatniej ceny używanych lokali były najwyższe w mieście (5,3 tys. zł/mkw.).

[1] W analizie cen mkw. przyjęto wartość środkową, czyli medianę, która lepiej niż średnia odzwierciedla informację na temat cen, gdyż na jej wartość nie wpływają pojedyncze, nietypowe transakcje (jak np. zakup jednej wyjątkowo luksusowej nieruchomości).

To koniec pandemii w polskiej gospodarce

Wraz ze środkami z Krajowego Planu Odbudowy, wzrost PKB w Polsce wyniesie 4,4 proc. w 2021 r., 4,8 proc. w 2022 r. oraz 5,6 proc. w 2023 r. KPO przyczyni się również do utworzenia dodatkowych 50 tys. miejsc pracy w okresie 2022-2023. Poziom wydatków inwestycyjnych spadnie o 0,2 proc. w 2021 r. Ich odbicie w kolejnych latach będzie uzależnione od realizacji KPO. Inflacja CPI w 2021 r. wyniesie średnio 3,6 proc. Wskaźnik będzie utrzymywał się powyżej ustalonego na 2,5 proc. celu inflacyjnego NBP przez co najmniej przez 9 kwartałów – twierdzą analitycy Polskiego Instytutu Ekonomicznego
w „Przeglądzie Gospodarczym PIE – lato 2021”.

W najnowszym wydaniu Przeglądu Gospodarczego Polskiego Instytutu Ekonomicznego, prezentujemy prognozy rozwoju polskiej gospodarki w latach 2021-2023. Przedstawiamy dwa warianty: uwzględniający absorpcję środków europejskich w ramach Krajowego Planu Odbudowy oraz makroekonomiczne skutki tej dodatkowej stymulacji, jak i sytuację bez strumienia środków z KPO.  Prognozy zawierają informacje dostępne do dnia 13 maja – nie uwzględniają efektów zmian podatkowych oraz inwestycyjnych zaprezentowanych 15 maja przez koalicję rządzącą jako Polski Ład. Wprowadzenie reform przyniesie impuls wzrostowy w 2022 r., jednak dokładna prognoza ewentualnych skutków gospodarczych była niemożliwa, w chwili przygotowania raportu.

I kwartał 2021 r. jest prawdopodobnie ostatnim okresem, w którym polska gospodarka zanotuje spadek. Bieżące dane sugerują, że PKB skurczył się o 0,9 proc. względem analogicznego okresu w 2020 r. Nawet bez uwzględnienia środków z KPO, w latach 2021-2023 wzrost PKB systematycznie będzie przekraczać 4 proc. Ważnymi motorami wzrostu będą dobra koniunktura w sektorze przemysłowym, popyt zagraniczny oraz eksport netto. Łącznie w latach 2021-2023 spodziewamy się skumulowanego wzrostu PKB o przynajmniej 12,5 proc. Po uwzględnieniu środków dostępnych w ramach KPO będzie to 15,5 proc. Dla porównania Międzynarodowy Fundusz Walutowy prognozuje średni wzrost w państwach UE rzędu 10,1 proc., a w krajach strefy euro o 10,5 proc. Oznacza to, wzrost średniego dochodu na osobę w Polsce – w porównaniu z państwami Unii Europejskiej – z 78 do 80 proc. na koniec okresu prognozy, dalszą konwergencję z państwami Europy Zachodniej – mówi Jakub Sawulski, kierownik zespołu makroekonomii Polskiego Instytutu Ekonomicznego.KPO szansą na odbicie w inwestycjach

KPO szansą na odbicie w inwestycjach

Dynamika inwestycji w 2021 r. utrzyma się na niskim poziomie. Słabe prognozy wzrostu inwestycji są wynikiem m.in. zastoju w budownictwie. W I kwartale produkcja budowlano-montażowa zanotowała dwucyfrowy spadek. II kwartał przyniesie prawdopodobnie jedynie umiarkowane odbicie. Zastój na rynku nieruchomości komercyjnych pozostanie długotrwały w związku ze spadkiem rentowności projektów oraz wysokim zadłużeniem deweloperów. Spodziewamy się również słabego wzrostu nakładów sektora przemysłowego. Spadek nakładów najprawdopodobniej odnotują też kolej i energetyka. Wprawdzie inwestycje wznawiają firmy usługowe i handlowe, jednak wolumen ich aktywności jest zdecydowanie mniejszy w porównaniu z bardziej kapitałochłonnym przemysłem i budownictwem.

Istotnym czynnikiem wpływającym na wskaźnik inwestycji będą środki europejskie. Prognozujemy, że w rezultacie wdrożenia KPO stopa inwestycji w Polsce powróci na poziomy widoczne przed wybuchem pandemii. Zmiany w strukturze PKB będą zbliżone do skali wydatków w KPO – ponad 60 proc. wpływu będzie widoczne w inwestycjach. Działania obejmą zarówno nakłady sektora publicznego, jak i wydatki prywatnych podmiotów. W szczególności duży wzrost nakładów nastąpi wśród firm zatrudniających 50 i więcej pracowników, z uwagi na wydatki sektora energetycznego – mówi Jakub Rybacki, analityk z zespołu makroekonomii PIE.

Skutki uboczne dynamicznej odbudowy

Skutkiem ubocznym pokryzysowego ożywienia pozostanie wzrost inflacji. Konieczność dostosowania warunków działalności do wymogów pandemicznych podtrzymała wysoki wzrost cen usług świadczonych stacjonarnie. Znacząco wzrosły też ceny surowców rolnych i przemysłowych, a także ceny paliw. Chociaż ceny usług będą spowalniać w drugiej połowie roku, to zmianę zniweluje wyższy wzrost cen towarów przemysłowych.
W konsekwencji, nawet w wariancie nieuwzględniającym napływu pieniędzy z KPO, średnia wartość indeksu CPI w 2021 r. będzie wyższa od górnej granicy celu inflacyjnego NBP.

Skutkiem realizacji KPO będzie wzrost inflacji. Spodziewamy się, że efekty w 2022 r. będą jeszcze stosunkowo niskie – szacujemy wpływ KPO na około 0,1 pkt. proc. W 2023 r. – na skutek wydatków z KPO – inflacja przyspieszy o dodatkowe 0,5 pkt. proc. Zmiany będą dotyczyć głownie inflacji bazowej, która w takim scenariuszu utrzyma się powyżej poziomu 3 proc. prawdopodobnie aż do końca 2023 r. Co istotne, występuje ryzyko zaskoczeń wyższym wzrostem inflacji. Są one bardziej prawdopodobne niż silny spadek CPI.Rynek pracy stabilny, ale z długoterminowym ryzykiem

Rynek pracy stabilny, ale z długoterminowym ryzykiem

W 2021 r. stopa bezrobocia utrzyma się powyżej 6 proc. Spodziewamy się natomiast jej spadku w 2022 r. Bieżące dane wskazują na niższy względem lat przedpandemicznych przepływ osób bezrobotnych do zatrudnienia, prawdopodobne są również zwolnienia grupowe w niektórych branżach, np. sektorze finansowym. Dynamika zatrudnienia powiększy się o 0,3 pkt. proc. w latach 2022 i 2023. Oznacza to utworzenie łącznie ponad 50 tys. etatów w warunkach stosunkowo niskiego bezrobocia. Największy efekt będzie dotyczyć sektora budowlanego – szacujemy, że może on odpowiadać za 80 proc. powstałych miejsc pracy.

Długofalowym problemem polskiego rynku pracy jest starzenie się społeczeństwa. Według obecnych prognoz demograficznych ONZ przez najbliższe 5 lat populacja w wieku 25-64 lat skurczy się o prawie 1 mln osób (5 proc. siły roboczej). Liczba osób wchodzących na rynek pracy będzie systematycznie maleć, a równolegle zobaczymy historycznie największy przyrost emerytów.

BADANIE: Ponad połowa społeczeństwa robi zakupy bez rękawiczek ochronnych

Z najnowszego badania opinii społecznej wynika, że ponad połowa Polaków nie używa rękawiczek ochronnych na stacjach paliw, w wielkopowierzchniowych placówkach handlowych, sklepach, a także na targowiskach. Najczęściej tak postępują osoby w wieku 18-35 lat, które posiadają podstawowe lub gimnazjalne wykształcenie. Przeważnie mieszkają one w woj. pomorskim, dolnośląskim bądź lubelskim. Zazwyczaj twierdzą, że nie mają obowiązku stosowania ww. ochrony. Mówią też, że nie boją się zakażenia albo zwyczajnie zapominają o tym.

– Warto przypomnieć, że do 5 czerwca br. w obiektach handlowych lub usługowych, na stacjach paliw i w miejscu prowadzenia sprzedaży na targowisku trzeba nosić rękawiczki jednorazowe lub zamiennie stosować środki do dezynfekcji rąk. Powyższy obowiązek nie dotyczy osób, które nie mogą ich zakładać lub zdejmować, m.in. z powodu stanu zdrowia – przypomina Karol Kamiński z Grupy AdRetail.

Natomiast z najnowszego badania, zrealizowanego przez UCE RESEARCH i SYNO Poland, wynika, że obecnie aż 52,4% Polaków nie używa rękawiczek ochronnych podczas wizyt na stacjach paliw, w wielkopowierzchniowych placówkach handlowych, w sklepach czy na targowiskach. 45,7% rodaków stosuje je. Z kolei 2% nie pamięta, czy tak robi.

– W mojej opinii, obecne przepisy są nierespektowane. Nikt tego tak naprawdę nie weryfikuje. Jedyną metodą byłoby wprowadzenie sztywnej zasady, która bezwzględnie nakazywałaby zakładać rękawiczki po wejściu do obiektów handlowych. Tylko to spełniałoby prewencyjną rolę i przede wszystkim konsumenci byliby poddani jasnej weryfikacji. Wyniki ostatniego badania w zestawieniu z poprzednimi wyraźnie pokazują, że jako społeczeństwo mamy z tym spory problem – uważa Karol Kamiński.

Obecnie wśród osób, które nie noszą rękawiczek ochronnych, dominują rodacy w wieku 18-22 lat oraz 23-35 lat. Głównie są to Polacy z woj. pomorskiego, dolnośląskiego i lubelskiego. Najczęściej zamieszkują miejscowości liczące od 5 tys. do 19 tys. ludności bądź miasta mające od 50 tys. do 99 tys. mieszkańców. Do tego widać, że ww. osoby w większości posiadają wykształcenie podstawowe lub gimnazjalne.

– Fakt, iż nie noszą rękawiczek ochronnych głównie młode osoby, zamieszkujące najczęściej małe miejscowości, prawdopodobnie wynika z ich przekonania, że są one mniej narażone na zakażenie koronawirusem. Może być to też podyktowane innymi przyczynami, np. niższym poziomem wiedzy w zakresie ochrony siebie i otoczenia – komentuje dr Urszula Kłosiewicz-Górecka z Państwowego Instytutu Ekonomicznego.

Osoby, które obecnie nie noszą rękawiczek ochronnych w ww. miejscach, głównie twierdzą, że nie mają takiego obowiązku – 23,5%. Następnie wskazują, że nie boją się zakażenia – 18,5%. Deklarują też, że zapominają o tym – 16,5%. Ponadto respondenci tłumaczą, że brakuje im darmowych rękawiczek – 15,8%. Z innych powodów nie używa ich 12,8% ankietowanych. Natomiast 6,1% nie potrafi tego wyjaśnić.

– Głównym problemem jest brak stosownej organizacji i nadzoru nad miejscem sprzedaży. Nie ma też odpowiednich sankcji oraz wiedzy połączonej z empatią dla otoczenia społecznego. To kwestia kultury życia codziennego i opacznie rozumianej wolności oraz niezależności. Wszystko przekłada się na egoizm – stwierdza dr Maria Andrzej Faliński ze Stowarzyszenia „Forum Dialogu Gospodarczego”.

Ci, którzy twierdzą, że nie mają ww. obowiązku, przeważnie są w wieku od 23 do 35 lat. Najczęściej mieszkają w woj. mazowieckim, opolskim lub warmińsko-mazurskim. Głównie reprezentują miasta liczące od 500 tys. ludności albo od 50 tys. do 99 tys. W większości posiadają wykształcenie wyższe lub średnie.

– Moim zdaniem, postawa tych młodych ludzi jest wynikiem braku odpowiedniej edukacji oraz dobrych wzorców zachowań. Nie odczuwają oni też presji ze strony otoczenia. Nikt nie zwraca im uwagi w sklepach. Dlatego nie myślą o przestrzeganiu zasad ostrożności – wyjaśnia dr Kłosiewicz-Górecka.

Z kolei ci, którzy nie boją się zakażenia, głównie mają od 23 do 35 lat lub od 18 do 22 lat. Przeważnie zamieszkują woj. lubelskie, podkarpackie bądź pomorskie. Najczęściej żyją w miastach liczących od 100 do 199 tys. mieszkańców albo od 200 do 499 tys. ludności. Posiadają zazwyczaj wykształcenie podstawowe lub gimnazjalne.

– Widać, że dominuje zły stan więzi i dyscypliny społecznej. Panuje przyzwolenie na arogancję młodych ludzi wobec otoczenia. To głębszy problem, który wymaga zmiany polityki komunikacyjnej oraz klimatu społecznego. Powinno się piętnować taką samowolę – podsumowuje dr Faliński.

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 15-16 maja br. przez UCE RESEARCH i SYNO Poland dla Grupy AdRetail wśród 1122 Polaków powyżej 18. roku życia. Próba była reprezentatywna pod względem płci, wieku, wielkości miejscowości, wykształcenia oraz regionu.

Grupa CANPACK publikuje wyniki za 2020 r. i przedstawia aktualizację za I kw. 2021 r.

Grupa CANPACK przedstawiła zbiorcze wyniki za rok kończący się 31 grudnia 2020 roku („RO2020”) oraz ich aktualizację za I kwartał 2021 roku, zgodnie z zasadami US GAAP, w dolarach amerykańskich (zdefiniowanych jako „USD”) jako walucie sprawozdawczej,

Najważniejsze dane w pełnym okresie rocznym 2020

  Za okres dwunastomiesięczny kończący się    
  31 grudnia 2020 roku   31 grudnia 2019 roku   Zmiana
Wolumen sprzedaży puszek napojowych

(w mln szt.):

22 675   19 894   14%
Sprzedaż netto

(w mln USD)

2 318   2 203   5%
Skorygowana EBITDA

(w mln USD)

445   365   22%
  Na dzień 31 grudnia 2020 roku   Na dzień 31 grudnia 2019 roku    
Dźwignia netto 1,6x   1,7x   (0,1x)
  • W okresie dwunastu miesięcy kończącym się 31 grudnia 2020 roku, wolumen sprzedaży puszek napojowych wzrósł o 14% rok do roku, co spowodowane było znaczącym wzrostem sprzedaży w Ameryce Południowej i w Europie. W okresie tego roku konsumenci chętniej sięgali po napoje w puszkach, jako preferowaną formę ich spożycia w domu. Dotyczyło to w szczególności piwa, które odnotowało wzrost sprzedaży w kanałach poza lokalami, jak np. sklepy spożywcze, supermarkety i dyskonty, ponieważ wzrosło jego spożycie w gospodarstwach domowych. Kanały sprzedaży w lokalach jak np. bary, restauracje i puby, gdzie puszki napojowe są mniej rozpowszechnione, osiągnęły w 2020 roku słabsze wyniki z uwagi na restrykcje związane z lockdownem, z powodu COVID-19, w porównaniu do okresu dwunastu miesięcy kończących się 31 grudnia 2019 roku. W I, III i IV kwartale 2020 roku wolumen sprzedaży puszek napojowych był znacząco wyższy – o ponad 20% – niż w analogicznych okresach w 2019 roku. Te dobre wyniki wynikały (i) ze zwiększonego wolumenu produkcji z naszej nowej fabryki w Czechach, która rozpoczęła produkcję w czerwcu 2020 roku, (ii) z pełnego wykorzystania mocy produkcyjnych przez cały okres roczny naszej fabryki w Kolumbii, (iii) ze zwiększonego popytu ze strony bazy klientów w Stanach Zjednoczonych, obsługiwanych przez dostawy puszek z naszych zakładów produkcyjnych w Ameryce Południowej, Azji i Europie oraz (iv) z lepszego wykorzystania mocy produkcyjnych w pozostałych fabrykach CANPACK. W II kwartale 2020 roku wolumen sprzedaży puszek napojowych spadł o 7% rok do roku z powodu ograniczeń w związku z COVID-19.
  • Nasza pierwsza inwestycja w budowę fabryki produkcji puszek do napojów w Stanach Zjednoczonych (w Olyphant w stanie Pensylwania) przebiega zgodnie z pierwotnym harmonogramem przedsięwzięcia i zakładamy, że nie przekroczy zatwierdzonego budżetu. Przewidujemy rozpoczęcie produkcji, zgodnie z pierwotnymi szacunkami, w IV kwartale 2021 roku
  • Sprzedaż netto wzrosła o 5% rok do roku, na skutek wyższych wolumenów sprzedaży puszek napojowych i pozytywnego wpływu różnic kursowych. Sprzedaż netto została jednak częściowo skompensowana, przede wszystkim niższymi kursami notowań LME rok do roku, dewaluacją waluty lokalnej w porównaniu do USD w niektórych krajach (głównie w Brazylii i Rosji) oraz zmianą asortymentu produktów ze względu na wzrost sprzedaży mniejszych puszek napojowych, które zawierają wagowo mniej aluminium.
  • Koszt sprzedaży wzrósł o 3% rok do roku, z powodu wyższych wolumenów sprzedaży puszek napojowych oraz różnic kursowych naliczanych przez dostawców. Zostało to częściowo skompensowane przede wszystkim niższymi kursami notowań LME rok do roku, dewaluacją waluty lokalnej w porównaniu do USD w niektórych krajach (w szczególności w Brazylii i Rosji) oraz zmianą asortymentu produktów ze względu na wzrost sprzedaży mniejszych puszek do napojów, zawierających wagowo mniej aluminium.
  • Skorygowana EBITDA wzrosła do 445 mln USD w 2020 roku w porównaniu do 365 mln USD w 2019 roku (+ 22%), przede wszystkim dzięki wyższym wolumenom sprzedaży puszek napojowych, lepszej wydajności naszych inwestycji greenfield w Kolumbii, Holandii i Czechach, ścisłej kontroli kosztów, dodatniemu wynikowi netto różnic kursowych i jednorazowemu zwiększeniu z tytułu kosztów sprzedaży i kosztów ogólnego zarządu (szczegółowe informacje na ten temat znaleźć można w Nocie 23 łącznego sprawozdania finansowego za rok 2020, sporządzonego zgodnie z zasadami US GAAP).
  • Nakłady inwestycyjne wzrosły do 371 mln USD w 2020 roku w porównaniu do 190 mln USD w 2019 roku. Wzrost nakładów inwestycyjnych spowodowany był przede wszystkim rozpoczętą inwestycją w fabrykę puszek napojowych w Olyphant w stanie Pensylwania w USA (której budowa jest obecnie na ukończeniu), inwestycją w Czechach (która rozpoczęła produkcję w czerwcu 2020 roku) oraz projektem zwiększenia mocy produkcyjnych w Kolumbii.
  • Środki pieniężne netto z działalności operacyjnej wzrosły o 40 mln USD do poziomu wpływu netto w kwocie 320 mln USD w 2020 roku w porównaniu z wpływem netto w kwocie 280 mln USD w 2019 roku. Ten wzrost środków pieniężnych z działalności operacyjnej wynikał przede wszystkim z wyższej wartości skorygowanej EBITDA, częściowo skompensowanej wzrostem wartości kapitału obrotowego w wyniku wzrostu sprzedaży.
  • Wolne przepływy środków pieniężnych miały wynik dodatni, stanowiąc wpływ środków pieniężnych w kwocie 6 mln USD w 2020 roku w porównaniu do wpływów w kwocie 146 mln USD w 2019 roku. Wyższa skorygowana EBITDA  w 2020 roku w stosunku do jej wartości w 2019 roku została z nawiązką skompensowana wzrostem nakładów inwestycyjnych o 181 mln USD w 2020 roku w porównaniu z 2019 rokiem.

Najważniejsze dane w I kwartale 2021 roku

  Okres trzymiesięczny kończący się    
  31 marca 2021 roku   31 marca 2020 roku   Zmiana
Wolumen sprzedaży puszek napojowych

(w mln szt.):

6 181   5 121   21%
Sprzedaż netto

(w mln USD)

664   548   21%
Skorygowana EBITDA 127   113   12%
(w mln USD) Na dzień 31 marca 2021 roku   Na dzień 31 marca 2020 roku    
Dźwignia netto 1,5x   1,8x   (0,3x)
  • W okresie trzech miesięcy, kończącym się 31 marca 2021 roku wolumen sprzedaży puszek napojowych wzrósł o 21% rok do roku. Konsumenci w dalszym ciągu częściej sięgali po napoje w puszkach jako preferowaną formę ich spożycia w domu. Dotyczyło to w szczególności piwa, które odnotowało wzrost sprzedaży w kanałach poza lokalami, jak np. sklepy spożywcze, supermarkety i dyskonty, ponieważ wzrosło spożycie w gospodarstwach domowych. Kanały sprzedaży w lokalach jak np. bary, restauracje i puby, gdzie puszki napojowe są mniej rozpowszechnione, osiągnęły słabsze wyniki w 1 kwartale 2021 roku, z uwagi na restrykcje związane z COVID-19, w porównaniu z okresem trzymiesięcznym kończącym się 31 marca 2020 roku. Dobre wyniki odnotowane przez CANPACK w zakresie wolumenu sprzedaży wynikały z (i) wyższego wolumenu produkcji z naszego nowego zakładu w Czechach, który rozpoczął produkcję w czerwcu 2020 roku, (ii) wzrostu mocy produkcyjnych w Kolumbii, (iii) zwiększenia popytu ze strony klientów w Stanach Zjednoczonych, obsługiwanych przez dostawy puszek z naszych zakładów w Azji, Ameryce Południowej i Europie oraz (iv) sprzedaży całości produkcji ze względu na zwiększony popyt w Europie i Ameryce Południowej.
  • Sprzedaż netto wzrosła o 21% rok do roku. Te dobre wyniki spowodowane były 21% wzrostem wolumenu sprzedaży puszek napojowych, 16% wzrostem sprzedaży netto w segmencie opakowań szklanych, stalowych puszek spożywczych i przemysłowych oraz wyższymi kursami notowań LME w I kwartale 2021 roku w porównaniu z I kwartałem 2020 roku, częściowo skompensowanymi przede wszystkim przez niższy wpływ różnic kursowych w okresie trzymiesięcznym kończącym się 31 marca 2021 roku w porównaniu do analogicznego okresu w 2020 roku.
  • Koszty sprzedaży wzrosły o 24% rok do roku ze względu na zwiększone wolumeny sprzedaży puszek do napojów i ujemny wpływ cen aluminium, biorąc pod uwagę wyższe kursy notowań LME w I kwartale 2021 roku w porównaniu do I kwartału 2020 roku. Zostało to częściowo skompensowane głównie przez mniejszy wpływ różnic kursowych naliczonych przez dostawców w okresie trzymiesięcznym kończącym się 31 marca 2021 roku w porównaniu do analogicznego okresu w 2020 roku.
  • Skorygowana EBITDA wzrosła do 127 mln USD w I kwartale 2021 roku w porównaniu do 113 mln USD w I kwartale 2020 roku (+ 12%), dzięki wyższym wolumenom sprzedaży puszek napojowych. Wyniki zostały częściowo skompensowane, przede wszystkim przez mniejszy wpływ netto różnic kursowych oraz wyższe koszty pracy wynikające z korekty inflacyjnej
  • Nakłady inwestycyjne spadły do 44 mln USD w I kwartale 2021 roku w porównaniu do 83 mln USD w I kwartale 2020 roku. Ten niższy poziom nakładów inwestycyjnych wynikał głównie z niższych wydatków na naszą inwestycję typu greenfield w Olyphant w stanie Pensylwania w USA w okresie trzech miesięcy kończącym się 31 marca 2021 roku w porównaniu z nakładami inwestycyjnymi wydatkowanymi w okresie trzech miesięcy kończącym się 31 marca 2020 roku, które obejmowały naszą inwestycję typu greenfield w Czechach.
  • Środki pieniężne netto z działalności operacyjnej wzrosły o 48 mln USD do poziomu wpływów netto w kwocie 66 mln USD w I kwartale 2021 roku w porównaniu z wpływem netto w kwocie 18 mln USD w I kwartale 2020 roku. Ten wzrost środków pieniężnych z działalności operacyjnej wynikał głównie z wyższej wartości skorygowanej EBITDA oraz niższej wartości kapitału obrotowego zaangażowanego w okresie trzech miesięcy kończącym się 31 marca 2021 roku w porównaniu z analogicznym okresem w 2020 roku.
  • Wolne przepływy pieniężne wzrosły o 90 mln USD rok do roku z poziomu wypływu środków pieniężnych w wysokości 54 mln USD w I kwartale 2020 roku do poziomu 36 mln USD wpływy środków pieniężnych w I kwartale 2021 roku. Rezultat ten wynikał z wyższej wartości skorygowanej EBITDA, niższej wartości zaangażowanego kapitału obrotowego i niższych nakładów inwestycyjnych w okresie trzech miesięcy kończącym się 31 marca 2021 roku w porównaniu z analogicznym okresem w 2020 roku.

Komunikat w sprawie nowych mocy produkcyjnych

Ponieważ popyt na puszki i wieczka aluminiowe w Ameryce Północnej w dalszym ciągu przewyższa podaż, postanowiliśmy zainwestować w nowy, trzyliniowy zakład produkcji puszek aluminiowych w Muncie, w stanie Indiana. Planujemy rozpoczęcie produkcji w nowej fabryce w IV kwartale 2022 roku, która posiada zagwarantowany już portfel zamówień. Z wieloma klientami zostały podpisane umowy długoterminowe w tym zakresie. W okresie ostatnich kilku miesięcy zwiększyliśmy nasze portfolio klientów w USA z trzech do ośmiu. Szacunkowa całkowita wartość inwestycji w budowę tego zakładu wynosi około 380 milionów USD. Zainwestujemy również dodatkowe 10 milionów USD w zwiększenie mocy produkcyjnych w zakładzie w Olyphant w stanie Pensylwania w celu wsparcia nowej inwestycji.

Oprócz powyższego, ze względu na zwiększony popyt na puszki i wieczka aluminiowe w regionie północno-wschodnim Stanów Zjednoczonych, zdecydowaliśmy się zainwestować w budowę czwartej linii w naszej fabryce w Olyphant. Ta dodatkowa inwestycja szacowana jest na 104 miliony USD i ma zostać zakończona w IV kwartale 2022 roku.

Dyrektor generalny Roberto Villaquirán oświadczył:

„Jest nam niezmiernie miło, że możemy zaprezentować bardzo dobre wyniki w przekroju wszystkich segmentów działalności Grupy. Osiągnięcie tak dobrych rezultatów możliwe było dzięki naszej ciągle rosnącej pozycji lidera wzrostu, w połączeniu ze ścisłą kontrolą kosztów i poprawą wydajności operacyjnej. Stawiając zrównoważony rozwój i innowacyjność w centrum naszej strategii  zróżnicowania, CANPACK jest dumny z faktu bycia liderem w budowaniu tego, co głęboko wierzymy, jest doskonałą platformą umożliwiającą osiągnięcie sukcesu właścicielom marek oraz przedsiębiorstw branży FMCG”

Północna Izba Gospodarcza apeluje o uwolnienie handlu w niedzielę. Zamiast obostrzeń, czas na liberalizację przepisów

W 2021 roku handlowych niedzieli jest tylko siedem. Dwie zupełnie przepadły, bo przypadały na czas lockdownu galerii handlowych oraz sklepów, które mogłyby z tej niedzieli skorzystać. Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie stoi na stanowisku, że należy wsłuchać się w głos przedsiębiorców i zrezygnować z obostrzenia, które tak naprawdę nikomu się nie podoba. – Nie jestem ani zwolenniczką ani przeciwniczką handlowych niedziel. Tutaj głos powinien należeć do konsumentów i przedsiębiorców. Ostatnie miesiące pokazują, że klienci szukają miejsc, gdzie będą mogli zrobić zakupy w niedzielę, a kolejne sklepy wykorzystują nieprecyzyjne przepisy i otwierają swoją działalność – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk.

Północna Izba Gospodarcza ponawia apel: Czas zlikwidować zakaz handlu w niedzielę. Projekt ten nie spełnił oczekiwań społecznych, a w czasach pandemii koronawirusa jest tylko generatorem strat dla mocno poobijanej branży handlowej i usługowej.

Zakaz handlu w niedzielę nie ma dzisiaj uzasadnienia gospodarczego

Ożywioną dyskusję w sprawie handlu w niedzielę wywołała zapowiedź otwarcia w niedzielę marketów Kaufland. Będzie to kolejna sieć po Intermarche, Lewiatanie i Polo Markecie, która zamierza otworzyć się w niedzielę, wiele wykorzystuje kruczek prawny pozwalający na takie działanie, gdy sklep prowadzi również działalność pocztową. Kaufland jeszcze się nie otworzył, ale może to zrobić w każdej chwili. Taka sytuacja wywołała oburzenie polityków PiS i związkowców. Efekt? Zapowiedź przygotowania zaostrzenia ustawy dotyczącej handlu w niedzielę. W opinii Północnej Izby Gospodarczej jest to zły kierunek działania.

– Wolność gospodarcza to jedna z największych wartości jaką posiadamy. Sklepy chcą sprzedawać w niedzielę, konsumenci chcą robić zakupy, należy więc opracować przepisy, które zabezpieczą interesy przedsiębiorców i pracowników. Istnieje szereg mechanizmów, które pozwalają na to, by wprowadzić handel w niedzielę i jednocześnie nie zmuszać pracowników do pracy, gdy tego nie chcą. Mowa np. o dobrowolnej pracy w niedzielę, dodatkowych premiach motywacyjnych czy opracowaniu systemu, że pracownicy nie mogą pracować w więcej niż jedną niedzielę w miesiącu. Przykłady kreatywnych marketów pokazują, że zakaz handlu w niedzielę to błąd, nieszczelny przepis, który nie ma dzisiaj uzasadnienia gospodarczego – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Prowadziliśmy aktywne rozmowy z galeriami handlowymi i targowiskami. Opinie są zgodne: pandemia spowodowała ogromne straty w handlu. Naturalnym byłoby więc zawieszenie zakazu handlu na czas „odbicia się” tego sektora gospodarki, a docelowo całkowita likwidacja przepisu, który nie budzi społecznego entuzjazmu. Zakaz handlu w niedzielę się po prostu nie sprawdził. Zamiast za zaostrzaniem przepisów zdecydowanie opowiadamy się za ich liberalizacją – mówi dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Lepiej pracować w niedzielę niż nie pracować wcale?

Członkiem Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie jest Stowarzyszenie STOP Nieuczciwym Pracodawcom. Jak mówi Prezes tej organizacji Małgorzata Marczulewska konieczność pracy w niedzielę stanowiła od zawsze incydentalny odsetek wszystkich skarg jakie napływały do stowarzyszenia.

– Pracownicy są bardzo świadomi jak trudna jest obecnie sytuacja w handlu. To nie jest czas na to, by ograniczać handel i konsumpcję, a by ją rozpędzać i doprowadzać do stanu, gdy ma szansę na dodatkowe zyski. Pracownicy z którymi rozmawiałam w ostatnich tygodniach nie mają wątpliwości, że w obecnej sytuacji: trwającej pandemii i sprzedaży przenoszącej się do Internetu, praca w niedzielę jest lepsza niż bankructwo i ogólny brak pracy – mówi Prezes Małgorzata  Marczulewska.

GUS: Ceny mieszkań w pierwszym kwartale o 8% „w górę”. Eksperci Angel Poland Group tłumaczą, z czego to wynika

Wyższy koszt produkcji budowlanej i dalszy wzrost cen mieszkań – to najważniejsze wskaźniki Głównego Urzędu Statystycznego dla branży budowlanej za pierwszy kwartał 2021 roku. Zdaniem ekspertów firmy Angel Poland Group, wysokie ceny za metr kwadratowy są efektem m.in. przedłużających się procedur administracyjnych i braku atrakcyjnych gruntów pod nowe inwestycje mieszkaniowe.

Jeszcze w pierwszym kwartale 2020 roku średnia cena za metr kwadratowy mieszkania w Polsce wynosiła 4567 złote. Kolejne, pandemiczne miesiące przyniosły już dość wyraźne skoki w tym obszarze. Zgodnie z najnowszymi danymi GUS, średnia cena za metr kwadratowy wyniosła w pierwszym kwartale 2021 roku 4944 złote. To o 377 złotych więcej niż rok wcześniej, a warto pamiętać, że w podaną kwotę wliczają się nieruchomości z całej Polski. Średnie ceny za metr kwadratowy w największych polskich miastach są zdecydowanie wyższe. Zdaniem ekspertów z firmy deweloperskiej Angel Poland Group, składa się na to wiele czynników.

Od miesięcy mówimy głośno o tym, że podaż nowych mieszkań spada. Znacząco wydłużyły się terminy wydawania pozwoleń na budowę i inne procedury administracyjne, dlatego nowych inwestycji jest stosunkowo mało. Warto zaznaczyć, że zanim do formalności w ogóle dojdzie, trzeba najpierw znaleźć odpowiednią działkę. Atrakcyjnych gruntów, zwłaszcza w największych polskich miastach, wcale nie jest tak dużo. Przy tym wszystkim – popyt na nowe mieszkania nie maleje. Nawet w obliczu czasowego osłabienia rynku wynajmu okazało się, że w okresie pandemii kupno mieszkania to jedna z najbezpieczniejszych lokat kapitału – podkreśla Natalia Sawicka, dyrektor sprzedaży i marketingu Angel Poland Group we Wrocławiu.

Ceny materiałów ostro w górę

Na rekordowo wysokie ceny mieszkań w Polsce wpływają także rosnące koszty materiałów budowlanych, a przez to – koszty prowadzenia całej inwestycji. Zgodnie z danymi GUS, cena produkcji budowlano-montażowej wzrosła w I kwartale 2021 roku w stosunku do IV kwartału 2020 roku o 0,7%.

W pandemii dostępność materiałów budowlanych dość drastycznie spadła, dlatego ceny poszybowały w górę. Najbardziej zdrożała stal. Więcej – o 50%, a nawet o 100% – trzeba zapłacić za wszystkie elementy wykorzystujące ten materiał: drzwi, oświetlenie, rynny, kanały wentylacyjne. Inne podstawowe materiały, takie jak płyty OSB czy sucha zabudowa, zdrożały w pierwszym kwartale 2021 roku odpowiednio o ok. 30% i 10% – analizuje Tomasz Karpiel, dyrektor operacyjny Angel Poland Group.

Jak podkreślają eksperci APG, problemem deweloperów jest też mniejsza liczba pracowników budowlanych na rynku, m.in. ze wschodu. W 2020 roku wydano o 15 tys. mniej pozwoleń na pracę dla Ukraińców poszukujących zatrudnienia w „budowlance” niż w całym 2019 roku.

Nowa interpretacja przedawnienia – frankowicze mogą żądać od banków więcej

  • Pozwy, jakie w imieniu frankowiczów wysyłane są do sądów, coraz częściej mogą dotyczyć zwrotu wszystkich kwot, jakie klient zapłacił na rzecz pozwanego banku przez cały okres kredytowania. Wcześniej było to ostatnie 10 lat.
  • Taka konstrukcja pozwu jest nowatorska, ale stosuje je już jedna z kancelarii prawnych. Wkrótce tym torem mogą pójść kolejne.
  • Nowa interpretacja przedawnienia to kolejny problem dla banków. Jest jednak pozytywna dla kredytobiorców, którzy będą mogli liczyć na odzyskanie większych kwot od banków.

Co do zasady roszczenia konsumenta przedawniają się w terminie dziesięciu lat, a roszczenia banku w terminie lat trzech. Bieg terminu przedawnienia rozpoczyna się, gdy konsument dowiedział się o niedozwolonym charakterze postanowienia. Oznacza to, że roszczeń dochodzić można do 10 lat wstecz od daty wniesienia pozwu do sądu lub wniosku o ugodę. Czas przedawnienia liczony jest dla każdej raty z osobna. Takie stanowisko wynika z dotychczasowego orzecznictwa TSUE, czyli Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Teraz pojawia się inna możliwa interpretacja, również wynikająca z orzecznictwa TSUE. Jeśli taki tok myślenia zaakceptują sądy, dochodzone w pozwach wobec banków roszczenia, obejmą wszystkie kwoty, jakie kredytobiorcy świadczyli na rzecz banków w całym okresie trwania kwestionowanej umowy.

Na czym opiera się taka interpretacja wyjaśnia radca prawny Paulina Piekarska z E-Kancelarii Grupy Prawno-Finansowej.

– 22 kwietnia 2021 r. TSUE ogłosił wyrok w sprawie C-485/19, w którym wskazał, że zasada skuteczności prawa UE stoi na przeszkodzie regulacjom krajowym, związanym z rozpoczęciem biegu terminu przedawnienia z chwilą nienależnego uiszczenia środków przez konsumenta. Trybunał wyraźnie podkreślił, że: „Zasadę skuteczności należy interpretować w ten sposób, że stoi ona na przeszkodzie krajowemu uregulowaniu przewidującemu, że wytoczone przez konsumenta powództwo o zwrot kwot nienależnie wypłaconych na podstawie nieuczciwych warunków umownych w rozumieniu dyrektywy Rady 93/13/EWG z dnia 5 kwietnia 1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich lub warunków sprzecznych z wymogami dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2008/48/WE z dnia 23 kwietnia 2008 r. w sprawie umów o kredyt konsumencki oraz uchylającej dyrektywę Rady 87/102/EWG podlega trzyletniemu terminowi przedawnienia rozpoczynającemu bieg w dniu, w którym nastąpiło bezpodstawne wzbogacenie”.

– W uzasadnieniu rozstrzygnięcia wskazano, iż: „To w świetle powyższych wyjaśnień należy zbadać, czy krajowy przepis regulujący przedawnienie, taki jak przepis, o którym mowa w pkt 51 niniejszego wyroku, może zostać uznany za zgodny z zasadą skuteczności, przy czym badanie to powinno dotyczyć nie tylko długości terminu rozpatrywanego w postępowaniu głównym, ale również zasad jego stosowania, w tym czynnika uruchamiającego rozpoczęcie jego biegu. Jednakże, jeśli chodzi o moment rozpoczęcia biegu terminu przedawnienia, zachodzi istotne niebezpieczeństwo, że zainteresowany konsument nie powoła się w wyznaczonym w tym celu terminie na uprawnienia, jakie przyznaje mu prawo Unii. To czyniłoby niemożliwym dochodzenie przez niego tych uprawnień. W konsekwencji należy uznać, że zasady proceduralne takie jak będące przedmiotem postępowania głównego – które wymagają by konsument wytoczył powództwo w terminie trzech lat od dnia, w którym nastąpiło bezpodstawne wzbogacenie, w sytuacji gdy do takiego wzbogacenia może dojść w trakcie wykonywania umowy przez okres o znacznej długości – czynią nadmiernie utrudnionym korzystanie z praw przyznanych konsumentowi przez dyrektywę 93/13 lub przez dyrektywę 2008/48, naruszając tym samym zasadę skuteczności.

Oznacza to, że w ocenie Trybunału należy oderwać moment, w którym startuje bieg terminu przedawnienia od momentu uiszczenia zapłaty na rzecz podmiotu stosującego nieuczciwe postanowienie.

W kierunku interpretacji, przedstawionej przez eksperta E-Kancelarii, idzie też uchwała Sądu Najwyższego z dnia 7 maja 2021 r. (sygn. III CZP 6/21), w której SN wskazał, że „Kredytodawca może żądać zwrotu świadczenia od chwili, w której umowa kredytu stała się trwale bezskuteczna.” Oznacza to, że rozpoczęcie biegu przedawnienia roszczeń banku, w przypadku nieważnej umowy, rozpoczyna się z chwilą, gdy stała się ona definitywnie bezskuteczna (np. stwierdzenie nieważności umowy przez sąd). Należy więc przyjąć, że skoro roszczenia banku o zwrot wypłaconego kapitału nie ulegają przedawnieniu, to tym bardziej roszczenia konsumenta się nie przedawniają. Równocześnie nie oznacza to uznania ewentualnego roszczenia banku wobec kredytobiorcy.

5 rad na wyjście z długów

Wpaść w długi można naprawdę łatwo, o czym przekonuje się każdego dnia olbrzymie grono osób. Nagłe problemy z płynnością finansową mogą uruchomić prawdziwą lawinę, która zmiata z naszego życia stabilność, spokój i poczucie bezpieczeństwa. W takiej sytuacji bardzo często ogarnia nas panika, a to niestety prowadzi do jeszcze większych problemów. Na szczęście można to wszystko zatrzymać i zacząć odbudowywać swoje życie. Jak to zrobić? Oto 5 rad na wyjście z długów!

1. Uwierz, że możesz wyjść z długów

Kiedy świat naszych finansów zaczyna się walić, a my pogrążamy się w kolejnych nieuregulowanych zobowiązaniach, których liczba rośnie z dnia na dzień, nadchodzi chwila, kiedy przestajemy już wierzyć, że jesteśmy w stanie to ogarnąć. Jednym zdaniem, wypuszczamy z rąk lejce własnego życia, które zaczyna wykolejać się coraz bardziej. Jest to zasadniczy błąd, który należy jak najszybciej naprawić. Nigdy nie można się poddawać, a zwłaszcza w przypadku długów, kiedy trzeba szybko reagować, szukając rozwiązania swoich problemów. Trzeba jednak najpierw uwierzyć, że jest to możliwe.

2. Przestań brać nowe pożyczki

Oczywiście wyjściem z długów nie są kolejne pożyczki. A zwłaszcza tak zwane chwilówki, czyli wysoko oprocentowane kredyty oferowane przez pozabankowe firmy pożyczkowe. Jest to coś, czego należy bezwzględnie unikać. W innym przypadku grozi nam pętla zadłużenia, która stopniowo coraz bardziej będzie zaciskać się na naszej szyi. Oczywiście są sytuacje, że pożyczka konsolidacyjna może pomóc w spłacie kilku zobowiązań, jednak tutaj potrzebne jest fachowe doradztwo, które uchroni nas przed jeszcze większym zadłużeniem.

3. Poproś o profesjonalną pomoc w oddłużeniu

Wiele osób może być zaskoczonych, ale tak naprawdę polskie prawo wcale nie jest stworzone w taki sposób, aby osoby zadłużone były bezwolną ofiarą windykatorów. W wielu przypadkach osoba zadłużona ma dość spore pole manewru. Nawet w sytuacji, kiedy wierzyciel kieruje już sprawę do sądu. Rzadko jednak dysponujemy potrzebną wiedzą, która pozwoli nam pertraktować warunki spłaty zadłużenia czy próbować w inny sposób poradzić sobie z długami. Dlatego warto poprosić o pomoc w długach profesjonalne firmy, gdzie wraz ze wsparciem prawnym otrzymamy również analizę naszej sytuacji oraz proponowane rozwiązania.

4. Bądź wytrwały w wychodzeniu z długów

Zadłużenie jest efektem przeróżnych sytuacji życiowych, często jednak te największe i najtrudniejsze do spłacenia długi powstawały przez miesiące, a nawet lata. Niestety wielu dłużników ma problem z tym, aby zrozumieć, że wychodzenie z długów to także proces długotrwały i z reguły nie da się tego załatwić w 5 minut. Wiąże się to także z koniecznością licznych kompromisów, co nie wszystkim się podoba. Nie ma jednak drogi na skróty i jeśli chcemy pozbyć się długów i móc kiedyś żyć z czystym kątem, trzeba uzbroić się w wytrwałość i konsekwentnie realizować plan oddłużeniowy.

5. Naucz się zarządzać swoim budżetem

Umiejętne zarządzanie własnym budżetem to nie tylko sposób na wyjście z długów, ale także najskuteczniejsza metoda na ich uniknięcie w przyszłości. Warto zatem nauczyć się kontroli nad swoimi finansami oraz poznać zasady oszczędzania. Jest to najprostszy sposób na to, aby zapewnić sobie i swojej rodzinie stabilność finansową, która pozwoli na spokojne życie – bez długów!

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – maj 2021 r.

  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 37,6% rdr do 28,2 mld zł
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu instrumentami pochodnymi o 7,4% rdr do poziomu 800,4 tys. szt.
  • Wzrost łącznego obrotu obligacjami na TBSP o 403,9% rdr do 37,8 mld zł
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 20,5% do poziomu 23,4 TWh
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym o 7,1% rdr do 14,6 TWh

W maju 2021 r. łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 32,5 mld zł, czyli o 49,4% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wzrosła o 37,6% rdr do poziomu 28,2 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła 1 410,5 mln zł, o 37,6% więcej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec maja wyniosła 66 284,71 pkt i była o 37,7% wyższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w maju odnotowano spadek łącznej wartości obrotu akcjami o 52,3% rdr do poziomu 409,4 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect spadła o 53,2% rdr i wyniosła 398,5 mln zł.

Łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi w maju wyniósł 800,4 tys. szt., czyli o 7,4% więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy wzrósł o 10,8% rdr do poziomu 478,5 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na akcje wzrósł o 7,5% rdr do 185,1 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na waluty spadł o 12,7% rdr do 104,8 tys. szt., a wolumen obrotu opcjami wzrósł o 52,7% rdr do 32,0 tys. szt.

W maju zanotowano wzrost wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 29,5% rdr do poziomu 251,9 mln zł oraz spadek obrotów ETF-ami o 20,5% rdr do 60,3 mln zł.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec maja 99,6 mld zł, wobec 92,9 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń wzrosła o 15,5% rdr do poziomu 268,7 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła 37,8 mld zł wobec 7,5 mld zł rok wcześniej, co oznacza wzrost o 403,9% rdr.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym wyniósł 23,4 TWh, co oznacza wzrost o 20,5% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot spadł o 4,7% rdr do poziomu 2,8 TWh. Na rynku forward wolumen wzrósł o 25,0% rdr do poziomu 20,6 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wzrósł o 7,1% rdr do 14,6 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu wzrósł o 6,2% do poziomu 1,8 TWh. Na rynku terminowym odnotowano wzrost o 7,2% rdr do poziomu 12,7 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2], na rynku spot wyniósł 2,7 TWh, co oznacza spadek o 18,4% rdr.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł o 43,4% rdr do poziomu 14,1 ktoe[3].

Obrót Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE wzrósł o 87,2% rdr, do wolumenu 2,2 TWh.

Na giełdowym rynku rolnym w maju br. zanotowano 250 t obrotu pszenicą wobec 750 t rok wcześniej.

Kapitalizacja 381 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku w maju wyniosła 649,1 mld zł (144,9 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 429 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła 1 289,5 mld zł (287,8 mld EUR).

Na Głównym Rynku GPW w maju 2021 r. zadebiutowały akcje spółek: Vercom (wartość oferty: 225 mln zł), Brand 24 (przejście z NewConnect) oraz Pepco Group (wartość oferty: 3,7 mld zł).

Na rynku NewConnect w maju br. zadebiutowały akcje spółki DG-Net S.A. (wartość oferty: ~0,2 mln zł).

W maju 2021 r. na GPW odbyło się 20 sesji giełdowych, tyle samo co rok wcześniej.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Łukasz Madej i Michał Tokarski nowymi partnerami zarządzającymi w Deloitte

Awanse i zmiany na kluczowych stanowiskach w firmie doradczej Deloitte. Rolę partnera zarządzającego działem Doradztwa Podatkowego i Prawnego Deloitte w Polsce pełni Łukasz Madej. Zmiany nastąpiły również w dziale Doradztwa Finansowego, którego liderem został Michał Tokarski. Nowi partnerzy zarządzający to eksperci z 20-letnim doświadczeniem.

Łukasz Madej na stanowisku partnera zarządzającego działem Doradztwa Podatkowego i Prawnego Deloitte w Polsce zastąpił Adama Mariuka. Z kolei w czerwcu Michał Tokarski na stanowisku partnera zarządzającego w dziale Doradztwa Finansowego zastąpił Tomasza Ochrymowicza.

Zmiany są naturalnym elementem funkcjonowania każdej organizacji. Bez nich nie ma rozwoju ani organizacji, ani ludzi. Cieszę się, że w Deloitte świetnych fachowców zastępują inni – równie znakomici. Nowi liderzy mają przed sobą wiele wyzwań, ale też stanęli na czele kluczowych dla firmy działów, które są w dobrej kondycji, mocno „rozpędzone” przez poprzedników. Serdecznie gratuluję im awansu – mówi Tomasz Konik, prezes zarządu Deloitte w Polsce.

Łukasz Madej związany jest z firmą doradczą Deloitte od ponad dwudziestu lat. Dotychczas, jako partner, kierował zespołem doradztwa podatkowego w regionalnych biurach Deloitte w Polsce oraz zespołem CIT. Ponadto, jako lider wewnętrznego działu ryzyka, był odpowiedzialny za sprawne i zgodne z regulacjami funkcjonowanie procesów i procedur wewnętrznych w firmie.

Nowy partner zarządzający posiada wieloletnie doświadczenie w zakresie stosowania polskiego i międzynarodowego prawa podatkowego. Jest licencjonowanym doradcą podatkowym. Ukończył studia na Wydziale Zarządzania Akademii Ekonomicznej w Poznaniu. Przed rozpoczęciem pracy w Deloitte pracował w firmie Andersen w biurze w Warszawie, a następnie w oddziale w Poznaniu, za którego rozwój był odpowiedzialny.

Łukasz Madej obowiązki przejął od Adama Mariuka, który sprawował tę funkcję od czerwca 2019 r. W tym czasie rozwijał praktykę Tax & Legal oraz z sukcesem przeprowadził zespół przez okres niepewności związany z pandemią. Adam Mariuk pozostaje w strukturach firmy i będzie nadzorował jej zupełnie nowy obszar.

Łukasz Madej
Łukasz Madej, partner zarządzający działem doradztwa podatkowego i prawnego Deloitte Polska

Zespół doradztwa podatkowego i prawnego w Deloitte przejmuję w świetnej kondycji, pomimo trudności związanych z pandemią, jakie dotknęły rynek w ostatnim okresie. Będziemy kontynuować naszą długofalową strategię wzmacniania usług doradztwa podatkowego i prawnego na polskim rynku, aby świadczyć naszym klientom usługi najwyższej jakości – mówi Łukasz Madej, partner zarządzający działem doradztwa podatkowego i prawnego w Polsce.

Przed awansem na stanowisko partnera zarządzającego w Dziale Doradztwa Finansowego Michał Tokarski jako partner kierował zespołem Corporate Finance w Polsce. To również specjalista z wieloletnim, niemal dwudziestoletnim doświadczeniem. W tym czasie zdobył pozycję eksperta w dziedzinie fuzji i przejęć.

Jego portfolio obejmuje prowadzenie głównie transakcji fuzji i przejęć (buy-side) dla dużych lokalnych i międzynarodowych graczy oraz spółek z kapitałem private equity i wspieranych przez ten kapitał.

Do sukcesów Michała można zaliczyć m.in. pomoc dla Cinven w przejęciu dostawcy technologii retargetingu – RTB House, a także wsparcie dla Maxima w przejęciu Emperia Holding – konglomeratu handlu detalicznego artykułami spożywczymi (Stokrotka) i nieruchomościami. Michał wspierał także MEP w przejęciu Hortex od Argan Capital i Żabki od Penta Investments.

Na stanowisku partnera zarządzającego zastąpił Tomasza Ochrymowicza, który pozostaje w strukturach Deloitte i skupi się na rozwoju działu wycen.

Michał Tokarski
Michał Tokarski, partner zarządzający w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte Polska

– Bardzo cieszy mnie to nowe wyzwanie. Mam nadzieję, że moje doświadczenie transakcyjne sprawi, że w jeszcze większym stopniu będziemy działać w duchu relacyjnym i pro-klienckim. Myślę, że dla większości liderów, w tym także dla mnie, ważna dziś stała się kwestia budowy i rozwoju zespołu. Wierzę, że mając wielu ambitnych i utalentowanych ludzi na pokładzie, będziemy w stanie zwiększyć nasz udział w rynku i realizować wiele ciekawych transakcji – mówi Michał Tokarski, partner zarządzający w Dziale Doradztwa Finansowego.

Michał jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, gdzie uzyskał tytuł magistra finansów i bankowości oraz magistra stosunków międzynarodowych. Przed rozpoczęciem pracy w Deloitte Polska związany był z Vienna Capital Partners.

Dyrektorzy finansowi traktują inwestycje w transformację cyfrową jako priorytet

Dyrektorzy finansowi nie chcą marnować cennych środków na inwestycje IT, które nie przynoszą wymiernych korzyści; chcą ograniczyć wydatki na nieistotne inwestycje w IT, którym brakuje jasnej wartości i szybkiego ROI, w tym duże projekty w zakresie ponownego wdrożenia i migracji systemów ERP. Chcą też, aby dyrektorzy działów IT w ich firmach optymalizowali dotychczasowe inwestycje technologiczne.

– Firma Rimini Street opublikowała wyniki najnowszego globalnego badania przeprowadzonego na 13 rynkach wśród ponad 1.500 dyrektorów finansowych i członków wyższej kadry kierowniczej ds. finansów. Badanie objęło większość branż, zostało przeprowadzone w celu określenia, jak dyrektorzy finansowi postrzegają transformację cyfrową, jakie są ich priorytety w zakresie wydatków na IT, jak mierzą zwrot z inwestycji w technologię oraz w jaki sposób widzą współpracę na linii dyrektor finansowy – dyrektor IT. Według raportu z badania, jeśli chodzi o transformację cyfrową i jej znaczenie w kontekście innych priorytetów korporacyjnych, 80% dyrektorów finansowych na całym świecie wskazuje, że znajduje się ona w pierwszej piątce ich listy priorytetów, 71% badanych dyrektorów finansowych uważa, że inwestycje w transformację cyfrową są kluczowe dla sukcesu ich firmy, a 77% stwierdziło, że pomogłoby dyrektorom finansowym znaleźć sposób na sfinansowanie nowego projektu transformacji cyfrowej, jeśli inicjatywa ta przyniosłaby wysoki zwrot z inwestycji. Ponadto 67% dyrektorów finansowych twierdzi, że „nie chce marnować cennych środków na inwestycje w IT, które nie przynoszą wymiernych korzyści”.

Dyrektorzy finansowi są optymistyczni wobec transformacji cyfrowej

Poziom zrozumienia technologii i jej potencjału do generowania zysków, przez współczesnych dyrektorów finansowych, jest obecnie wyższy niż kiedykolwiek. Jeśli chodzi o transformację cyfrową, jest ona dla dyrektorów finansowych więcej niż tylko modnym słowem i zdecydowanie znajduje się na liście ich priorytetów. Poza znaczną większością, która wymienia transformację cyfrową jako priorytet w pierwszej piątce na tle innych inicjatyw korporacyjnych, 59% twierdzi, że jest ona w pierwszej trójce ich priorytetów. Ponadto spośród 80% dyrektorów finansowych, którzy spodziewają się wzrostu wydatków na technologie w 2021 roku, prawie połowa (46%) twierdzi, że ten wzrost wydatków jest napędzany przez nowe inwestycje w transformację cyfrową.

W związku z pandemią COVID-19 konsumenci zdecydowanie przenieśli się do kanałów online, a firmy odpowiedziały zwiększeniem inwestycji cyfrowych. Chociaż transformacja cyfrowa była w planach wielu firm również przed rokiem 2020, globalna pandemia spowodowała usunięcie wewnętrznych barier, zoptymalizowanie działania zespołów korporacyjnych i przyspieszyła adopcję technologii w celu wsparcia nowych, kluczowych dla biznesu wymagań, począwszy od pracy zdalnej, poprzez cyfrowe interakcje z klientami, po zarządzanie łańcuchem dostaw. Prawie trzech na czterech (73%) dyrektorów finansowych wskazało, że globalna pandemia spowodowała zwiększenie inwestycji w transformację cyfrową w ich firmach, a zdecydowana większość respondentów (95%) zgadza się, że inwestycje technologiczne są kluczowe dla odzyskania sprawności po gospodarczych skutkach pandemii.

Dyrektorzy finansowi dostrzegają wyraźną wartość biznesową i zwrot z inwestycji w optymalizację dotychczasowych inwestycji technologicznych

Dyrektorzy finansowi oczekują od dyrektorów działów IT propozycji inwestycji technologicznych o wysokiej wartości biznesowej i szybkim zwrocie z inwestycji. Na pytanie o rodzaj projektów IT, które według nich powinny być częściej realizowane przez dyrektorów działu IT ze względu na ewidentną wartość biznesową i dobry zwrot z inwestycji, najwięcej – 44% – respondentów odpowiedziało: „optymalizacja dotychczasowych inwestycji technologicznych”. Dyrektorzy finansowi wymienili również „inicjatywy technologiczne generujące przychody” (40%) oraz „usprawnienia procesów i wydajność pracowników” (39%) jako odpowiednio drugi i trzeci wybór.

Dyrektorzy finansowi, którzy stale optymalizują swoje operacje informatyczne, mają dobrą pozycję, aby tworzyć i pozyskiwać finansowanie dla strategicznych inwestycji informatycznych, wspierających cele biznesowe. W rezultacie zasoby informatyczne – w tym czas, pieniądze i ludzie – mogą zostać przeznaczone na nowe, ważne inicjatywy generujące przychody, które zapewniają przewagę konkurencyjną i rozwój organizacji.

Dyrektorzy finansowi nie chcą marnować cennych zasobów IT na projekty o niskiej wartości

Jednym z głównych czynników branych pod uwagę przez dyrektorów finansowych przy wydatkach na IT jest nadanie priorytetu projektom, które przynoszą pozytywne wyniki biznesowe – 67% ankietowanych dyrektorów finansowych przyznaje, że „nie chce marnować cennych środków na inwestycje IT, które nie przynoszą korzyści”. Ponadto 70% respondentów twierdzi, że chce ograniczyć wydatki na nieistotne inwestycje w IT. Na pytanie o rodzaj projektów informatycznych, które woleliby zamknąć, gdy nie widzą wyraźnej wartości biznesowej lub dużego zwrotu z inwestycji, wśród odpowiedzi znalazły się „przełomowe inicjatywy technologiczne nowej generacji” oraz „duże projekty w zakresie ponownego wdrożenia i migracji systemów ERP”. Brak dużego zwrotu z inwestycji, technologia dla samej technologii lub zmiany wymuszone przez głównych dostawców ERP nie zadowalają dyrektorów finansowych, którzy chcą wymiernych korzyści biznesowych z inwestycji IT.

Duże inwestycje technologiczne, które mogą nie mieć jasnego uzasadnienia biznesowego, takie jak niektóre wymuszone przez dostawcę migracje i aktualizacje systemów ERP, mogą być odłożone w czasie lub można z nich całkowicie zrezygnować, a zamiast tego systemy ERP można zoptymalizować dzięki strategiom takim jak wsparcie zewnętrzne, co pozwala dyrektorowi działu IT na uwolnienie zasobów informatycznych i przyspieszenie programów transformacji cyfrowej.

„Rola dyrektora finansowego jest dziś szersza, powinien brać udział w podejmowaniu decyzji dotyczących technologii, w tym tego, jak inicjatywy transformacji cyfrowej mogą usprawnić i wpłynąć na działalność firmy. Jako dyrektor finansowy Usina Coruripe zawsze patrzę na nasze inwestycje technologiczne przez pryzmat korzyści biznesowych, budowania przewagi konkurencyjnej i wsparcia rozwoju. Innowacje, których potrzebujemy, nie będą pochodzić z ERP, ale z aplikacji odpowiadających na konkretne potrzeby biznesowe. Jak podkreślali w raporcie respondenci badania CFO, potrzebowałem rozwiązania, które może lepiej zoptymalizować dotychczasowe narzędzia i poprawić wydajność operacyjną” – powiedział Thierry Soret, dyrektor finansowy Usina Coruripe. –

Dyrektorzy finansowi oczekują szybkiego zwrotu z inwestycji w technologie

Oprócz zapewnienia jasnego uzasadnienia biznesowego dla nowych projektów transformacyjnych, dyrektorzy finansowi oczekują również szybkiego zwrotu z inwestycji technologicznych – 48% dyrektorów finansowych spodziewa się, że będzie to do 2 lat, 41% oczekuje zwrotu w ciągu 3-5 lat.

Ważny jest również moment, w którym dyrektor działu IT powinien zaangażować dyrektora finansowego w kluczową, nową inicjatywę IT. Większość dyrektorów finansowych (88%) preferuje, aby dyrektor działu IT angażował ich jeszcze przed opracowaniem pełnego biznesplanu. 47% respondentów wolałaby uczestniczyć w tworzeniu projektu, 41% chciałoby, aby dział IT współpracował z działem finansowym, kiedy pomysł jest już w pełni ukształtowany, ale przed ukończeniem biznesplanu.

Rosnąca akceptacja dyrektorów finansowych dla inicjatyw związanych z transformacją cyfrową w połączeniu z ich gotowością do wspierania projektów, które mają wymierne wyniki biznesowe, oznacza, że są oni coraz bardziej skłonni do przewodzenia działaniom mającym na celu pozyskiwanie funduszy na projekty o wysokiej wartości dla biznesu. Zapytani o to, jak zareagowaliby na propozycję dyrektora działu IT dotyczącą transformacji cyfrowej wymagającej dodatkowych inwestycji, które prawdopodobnie przyniosłyby duży zwrot z inwestycji, 77% CFO odpowiedziało, że pomogliby dyrektorowi działu IT znaleźć sposób na sfinansowanie projektu, a 28% podjęłoby nawet rozmowę z zarządem, aby pomóc mu w zabezpieczeniu potrzebnych funduszy.

Silna współpraca na linii dyrektor finansowy i dyrektor IT jest kluczowa dla sukcesu

Technologia zwiększa rolę, jaką dyrektorzy finansowi i dyrektorzy działów IT odgrywają w organizacji, a także potrzebę ścisłej współpracy między działami IT i finansów. Dyrektor finansowy i dyrektor działu IT muszą wykazywać się dzisiaj ogromną wiedzą na temat klientów i rynków, a także roli technologii w procesach. Współpracując, mogą stworzyć produktywny, silny zespół – 92% dyrektorów finansowych zgadza się, że „odnoszący sukcesy dyrektor finansowy ma świetne relacje z osobą na równoległym stanowisku w IT”. Badanie pokazało również, że 69% dyrektorów finansowych ma pozytywną opinię o swoich dyrektorach działu IT, przy czym 47% stwierdziło, że dyrektor działu IT w ich firmie jest partnerem, który „pomaga połączyć aspekty technologii i decyzji biznesowych”, a 22% stwierdziło, że dyrektor działu IT w ich organizacji jest „innowacyjnym inicjatorem zmian, który napędza strategię biznesową”.

Ponadto ponad trzech na czterech dyrektorów finansowych (77%) stwierdziło, że ubiegłoroczny, bardzo wymagający krajobraz biznesowy przyczynił się do wzmocnienia ich relacji z dyrektorem działu IT. Dyrektorzy finansowi przypisują tę zmianę głównie zwiększonemu naciskowi na bezpieczeństwo, zgodność z przepisami i zarządzanie ryzykiem (52%), pilnej potrzebie współpracy w celu podejmowania szybkich decyzji dotyczących technologii (50%) oraz proaktywnemu zaangażowaniu dyrektora działu IT (42%).

Dyrektorzy finansowi, którzy zauważyli pogorszenie relacji z dyrektorami działu IT w swojej firmie w ubiegłym roku, jako powody podawali brak elastyczności ze strony dyrektora działu IT w zakresie wskazywania sposobów na obniżenie kosztów (32%), brak odpowiedniego zwrotu z inwestycji planowanych przez dyrektora działu IT (31%) oraz negatywne nastawienie dyrektora działu IT do prób aktywnego zaangażowania (28%).

Choć funkcje dyrektora finansowego i dyrektora działu IT są wzajemnie powiązane, czasami mogą one różnić się ze względu na mówienie innym językiem o tych samych tematach. Według wyników badania, 92% dyrektorów finansowych twierdzi, że dyrektor działu IT musi być bardziej ukierunkowany na biznes niż dwa lata temu, a 94% zgadza się, że dyrektorzy finansowi muszą być bardziej biegli pod względem technologii niż dwa lata temu.

„Raport podkreśla rosnące znaczenie cyfrowej transformacji dla dyrektorów finansowych, lecz także fakt, że inwestycje IT muszą mieć ewidentną wartość biznesową, aby uzyskać wsparcie dyrektorów finansowych. Nie zaskakuje, że chcą oni zrezygnować z projektów IT, które nie przynoszą oczekiwanego zwrotu z inwestycji, takich jak wiele wymuszonych przez dostawców oprogramowania ponownych wdrożeń ERP i migracji, biorąc pod uwagę, że zasoby te mogą zostać przeznaczone na nowe inwestycje technologiczne, które przyspieszają osiągnięcie celów firmy związanych z rozwojem cyfrowym” – powiedział Seth A. Ravin, dyrektor generalny Rimini Street.

Raport powstał w oparciu o globalną ankietę online przeprowadzoną przez Dimensional Research na zlecenie Rimini Street. W badaniu wzięło udział ponad 1500 dyrektorów finansowych lub równorzędnych specjalistów ds. finansów na wyższych stanowiskach kierowniczych z 13 krajów, reprezentujących firmy o rocznych przychodach w wysokości co najmniej 200 milionów dolarów (USD).

FPP – rząd zabił pożyczki, lombardy zbijają kokosy

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) alarmuje, że pilnie trzeba uregulować działalność lombardów – które przejęły rynek od firm pożyczkowych po wprowadzeniu restrykcji prawnych. W ten sposób legalnie działające firmy pożyczkowe – które podlegają drobiazgowym regulacjom – mają ograniczone możliwości działania, podczas gdy lombardy zbijają kokosy, skutecznie omijając wszelkie przepisy dotyczące kredytu konsumenckiego. Wystarczy, że pożyczka lombardowa zostanie udzielona w formie umowy sprzedaży z prawem odkupu przez ich wcześniejszego właściciela, a wszystkie ograniczenia prawne dotyczące kredytu konsumenckiego – zarówno z ustawy o kredycie konsumenckim, jak i specustawy covidowej – nie będą miały wobec niej zastosowania. W praktyce więc działalność pożyczkowa lombardów pozostaje całkowicie nieuregulowana, podczas gdy pozostałe formy działalności pożyczkowej są ściśle regulowane na mocy obowiązujących przepisów. W konsekwencji konsumentom korzystającym z usług finansowych świadczonych przez lombardy nie jest zapewniona ochrona, a rzeczywiste oprocentowanie pożyczek w lombardach sięga nawet 550% w skali roku.

Przepisy nie powinny ograniczać dostępu do finansowania dla tych, którzy go najbardziej potrzebują, ale z drugiej strony tworzyć jednolite ramy prawne umożliwiające równą konkurencję między wszystkimi rodzajami instytucji udzielających pożyczek konsumenckich.

„Już w 2019 roku wskazywaliśmy Ministrowi Warchołowi, że dociśnięcie śruby na rynku legalnie działających firm pożyczkowych i brak regulacji lombardów tak się skończy. A pandemia jeszcze bardziej pogłębiła te patologie. W ten sposób rząd – zamiast pomóc konsumentom – wepchnął ich w droższe i gorsze opcje pożyczek bez jakiejkolwiek ochrony. Mamy zatem sytuację, w której przepisy ograniczyły dostęp do finansowania udzielanego przez legalnie działające instytucje pożyczkowe. W konsekwencji osoby pilnie potrzebujące uzupełnić swoją płynność finansową zostały zmuszone do poszukiwania innych, droższych i bardziej ryzykownych alternatyw. Jednym z głównych zastępczych źródeł finansowania w takich przypadkach są usługi oferowane przez lombardy. Jest to nie tylko w znaczniej mierze nieuregulowany prawnie obszar działalności, lecz również wyjątkowo słabo zbadany, o którego faktycznych rozmiarach niewiele wiadomo” – podkreśla Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP), prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

W marcu 2020 r. w ramach tzw. specustawy covidowej wprowadzono w życie przepisy, które dodatkowo obniżyły poziom dopuszczalnych pozaodsetkowych kosztów kredytu konsumenckiego w stosunku do obowiązujących już regulacji, wprowadzonych w 2016 r. w ramach nowelizacji ustawy o kredycie konsumenckim. Co więcej, w przypadku udzielenia kolejnego kredytu w ciągu 120 dni – jeżeli poprzedni nie został do tej pory spłacony w całości – maksymalna kwota kosztów pozaodsetkowych ogranicza się do limitu obowiązującego w odniesieniu do pierwszego kredytu. Choć przepisy specustawy w tym zakresie miały obowiązywać przez 365 dni od momentu wprowadzenia, na początku br. okres ich stosowania został wydłużony do 30 czerwca 2021 r.

Choć polska gospodarka i rynek pracy, jako całość, w stosunkowo dobrym stanie wychodzą z okresu pandemii COVID-19, nie można zapominać, że wielomiesięczne lockdowny negatywnie odbiły się na sytuacji finansowej części gospodarstw domowych. Jak wynika z badania koniunktury GUS przeprowadzanego w maju br., blisko 17% Polaków ocenia, że w obecnych warunkach ich osobista sytuacja finansowa jest zagrożona w dużym stopniu.