Nowa fala oszustw przed Black Friday. Ataki z wykorzystaniem kart podarunkowych

Wraz z nadejściem Black Friday i świątecznego szczytu zakupowego rośnie aktywność cyberprzestępców. To właśnie w tym newralgicznym okresie marokańska grupa prowadzi kampanię oszustw, w której karty podarunkowe stanowią główny element monetyzacji przejętych kont. Analitycy Unit 42 podkreślają, że grupa potrafi pozostawać w środowiskach firmowych nawet przez niemal rok – często całkowicie niezauważona[1].

Wraz ze startem sezonu przedświątecznych zakupów liczba transakcji online wyraźnie przyspiesza. Według ostatnich danych Adobe prognozowana wartość sprzedaży online w okresie listopada i grudnia ma wynieść ponad 250 miliardów dolarów, co oznacza wzrost o kolejne 5,3% rok do roku[2].  Jednocześnie cyberprzestępcy wykorzystują fakt, że użytkownicy podejmują szybkie decyzje zakupowe i rzadziej weryfikują źródła ofert. W zeszłym roku liczba ataków phishingowych związanych tematycznie z Black Friday wzrosła aż o 692% w porównaniu z początkiem listopada[3].

To właśnie w tym kontekście analitycy Unit 42 z Palo Alto Networks odkryli działania kampanii Jingle Thief, prowadzonej przez grupę marokańskich cyberprzestępców i ukierunkowanej na firmy wydające karty podarunkowe. Grupa koncentruje się na przedsiębiorstwach korzystających z usług chmurowych, w szczególności środowisk Microsoft 365. Po przejęciu pojedynczego konta pracownika wykorzystuje legalne funkcje poczty i komunikacji, by prowadzić wewnętrzny phishing oraz stopniowo rozszerzać swoje uprawnienia. W jednej z analizowanych operacji atakujący utrzymali dostęp do infrastruktury przez niemal 10 miesięcy, kompromitując ponad 60 kont pracowników.

Dlaczego akurat karty podarunkowe? Wzrost ich popularności – wartość rynku w Polsce ma przekroczyć 10 miliardów złotych w ciągu najbliższych 4 lat – sprawia, że stają się one naturalnym celem dla grup cyberprzestępczych[4]. Jak podkreślają analitycy Unit 42, dodatkowym atutem jest fakt, że można je szybko zrealizować i łatwo spieniężyć, często poprzez odsprzedaż z niewielkim rabatem na nieformalnych platformach. Ponadto do ich wykorzystania potrzeba jedynie minimalnej ilości danych, a transakcje są trudne do prześledzenia i praktycznie niemożliwe do cofnięcia.

Systemy obsługujące karty podarunkowe w wielu organizacjach mają szeroki zakres uprawnień i ograniczone mechanizmy kontroli. To tworzy warunki, w których cyberprzestępcy, tacy jak ci operujący w kampanii Jingle Thief, mogą, po uzyskaniu dostępu do firmowego środowiska, próbować wystawiać karty o wysokiej wartości w różnych programach. Oszuści wykorzystują fakt, że procesy związane z obsługą kart podarunkowych są często złożone i słabo monitorowane, co utrudnia szybkie wykrycie nadużyć – komentuje Grzegorz Latosiński, dyrektor sprzedaży Palo Alto Networks w Europie Środkowo-Wschodniej.

Eksperci przypominają, aby w okresie intensywnych promocji szczególnie uważać na wiadomości zachęcające do szybkiego zakupu kart podarunkowych, dopłat do przesyłek i „ekskluzywnych ofert ograniczonych czasowo”. Warto weryfikować wszystkie promocje wyłącznie w oficjalnych aplikacjach i na stronach sklepów, unikać klikania w linki z SMS-ów i e-maili oraz zwracać uwagę na nietypowe komunikaty rzekomo pochodzące od działów IT. Firmy powinny monitorować aktywność w swoich środowiskach chmurowych i stosować zasady ograniczonego dostępu, a pracownicy – pamiętać, że w okresie świątecznym cyberprzestępcy wykorzystują emocje, pośpiech i zakupowe zamieszanie, by zwiększyć skuteczność swoich ataków.

[1] https://unit42.paloaltonetworks.com/cloud-based-gift-card-fraud-campaign/

[2] https://business.adobe.com/resources/sdk/adobe-holiday-shopping-forecast.html

[3] https://cybermagazine.com/articles/darktrace-reports-692-surge-in-black-friday-cyber-scams

[4] https://www.researchandmarkets.com/reports/4751546/poland-gift-card-and-incentive-card-market

Saxo: Szokujące Prognozy nie są wróżbą, a ćwiczeniem. Mimo to wiele z nich się ziściło

Publikowane co roku przez Saxo Bank „Szokujące Prognozy” nie mają w swoim założeniu się spełnić, ale właśnie szokować, zmuszać inwestorów do myślenia o zabezpieczeniu swoich aktywów w sytuacji nawet najbardziej nieprawdopodobnych zdarzeń rynkowych. Tuż przed publikacją najnowszych prognoz na 2026 rok, Saxo Bank podsumowuje przewidywania z poprzednich lat, które już się spełniły.

Szokujące Prognozy Saxo nie są oficjalnymi przewidywaniami, ale eksperymentem myślowym, który ma pobudzać wyobraźnię inwestorów i zachęcać do rozważania scenariuszy, które dziś wydają się mało realne, a jutro mogą kształtować rynki. Jak pokazuje historia, wiele z naszych Szokujących Prognoz już się ziściło, choć w momencie publikacji wywoływały wielkie niedowierzanie. Z niecierpliwością czekamy też na publikację najnowszych prognoz na początku grudnia – to wyjątkowa edycja, w której po raz pierwszy przygotowaliśmy scenariusze dla wybranych krajów, w tym Polski. Oczywiście trzeba pamiętać, że nie są to przewidywania przyszłości, a ćwiczenie intelektualne dla inwestorów, by mogli lepiej przygotować się na niespodziewane i dzięki temu podejmować bardziej świadome decyzje inwestycyjne – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

Późny rozkwit: złoto przekracza 3 000 USD, ponieważ banki centralne nie wywiązują się z mandatu inflacyjnego

Już w 2022 r. Ole Hansen przewidywał, że cena złota gwałtownie wzrośnie do poziomu 3 000 USD w następnym roku z powodu niepowodzenia banków centralnych w zarządzaniu inflacją. Tak się nie stało, ale w marcu 2025 r., po niezwykłej serii wzrostów w ostatnich latach złoto osiągnęło prognozowany wcześniej poziom 3 000 USD za uncję.

W ostatnich latach obserwowanie cen złota było niezwykle fascynujące, a obecnie zyskało znacznie jeszcze większe znaczenie jako aktywo inwestycyjne. W 2022 r. prognoza była oczywiście szokująca, gdyż w tamtym czasie złoto było notowane na poziomie 1 800 USD za uncję. Choć trwało to znacznie dłużej, niż przewidywano, wciąż uważam za zdumiewające, że dotarliśmy do punktu, w którym złoto notowane jest wyraźnie powyżej 3 000 USD i nadal przyciąga uwagę inwestorów – mówi Ole Hansen, dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo Bank.

Prognoza nr 1 na 2025 rok: Trump 2.0 wysadza w powietrze dolara amerykańskiego

W roku, w którym Donald Trump po raz drugi objął urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych, jednym z najbardziej szokujących twierdzeń Johna J. Hardy’ego, głównego stratega makroekonomicznego w Saxo, było, że nowy prezydent doprowadzi do załamania dolara, nakładając znaczące cła.

Choć niektóre z potencjalnych skutków rynkowych opisanych w prognozie się nie spełniły, gwałtowny wzrost ceny złota, o którym Ole wspomniał powyżej, oraz osłabienie USD sprawiły, że kurs dolara spadł o ponad 10% w bardzo krótkim czasie w stosunku do najwyższego poziomu z początku 2025 r. I choć ma to tyle samo wspólnego ze wzrostem ceny złota, co ze spadkiem kursu dolara, oba zjawiska można postrzegać jako symptomy tego samego problemu.

Prognoza nr 2 na 2025 rok: Nvidia osiąga dwukrotnie wyższą wartość niż Apple

Rok 2025 był rokiem sztucznej inteligencji, dlatego John J. Hardy śmiało przewidywał, że Nvidia, dzięki przełomowym chipom AI, podwoi wartość Apple. To się nie sprawdziło, ale w pewnym momencie kapitalizacja Nvidii była niemal o 50% większa niż producenta iPhone’a.

Prawdopodobnie będziemy musieli uznać to za niemal trafną prognozę, ponieważ założenia dotyczące wzrostu nie potwierdziły się w pełni. Mimo to teza bazowa, że sztuczna inteligencja zyskuje coraz większe znaczenie względem tradycyjnej technologii, okazała się słuszna. Uważam, że to wystarczający powód, by umieścić ją na liście prognoz, które się sprawdziły – mówi Hardy.

Szokująca prognoza na 2022 rok: plan odejścia od paliw kopalnych zostaje odłożony na później

Wraz z nadejściem roku 2022 r., Ole Hansen pisał, że decydenci polityczni odłożą na później realizację celów klimatycznych i będą wspierać inwestycje w paliwa kopalne, aby zwalczać inflację i ryzyko niepokojów społecznych, jednocześnie ponownie rozważając drogę do niskoemisyjnej przyszłości. Ta prognoza się sprawdziła, choć niestety przyczyniła się do tego nieprzewidziana inwazja Rosji na Ukrainę.

W listopadzie ubiegłego roku nie wiedzieliśmy, że świat galopuje w kierunku kryzysu energetycznego wywołanego wojną Rosji z Ukrainą – mówi Ole Hansen, dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo Bank i wyjaśnia, w jaki sposób doszedł do wniosku, że paliwa kopalne ponownie zyskają na znaczeniu w 2022 r.: – Brak inwestycji i coraz pilniejsza potrzeba wspierania gazu zamiast węgla skłoniły nas do sformułowania koncepcji, która zasadniczo zakładała bardziej przyjazne dla inwestorów środowisko dla (do tej pory) piętnowanych inwestycji w tzw. „brudną” energetykę. To z kolei przełożyło się na decyzję UE o uznaniu gazu i energii jądrowej za zielone inwestycje.

Szokująca prognoza na 2018: gwałtowny wzrost zmienności po błyskawicznym załamaniu na rynkach akcji

W 2018 r. nie doszło do 25% spadku w ramach jednego wydarzenia – podobnego do tego z 1987 r., ale miały miejsce dwa dramatyczne epizody, które częściowo potwierdziły naszą tezę.

Wydarzenie „Volmageddon” z lutego 2018 r. niemal całkowicie wyeliminowało fundusze grające na niską zmienność (short volatility). To zdarzenie na lata zmieniło cały segment strategii short vol. Później w 2018 r. rynek próbował dać Fedowi do zrozumienia, że podnosząc stopy procentowe mimo pogarszającej się koniunktury, popełnia błąd. Doprowadziło to do wyprzedaży o 20%: od październikowego szczytu do najniższego poziomu w trakcie sesji z 26 grudnia 2018 r., przy czym najbardziej dramatyczne sesje giełdowe przypadły na okres świąt Bożego Narodzenia, gdy płynność finansowa była bardzo niska.

Szokująca prognoza na 2017: ogromne zyski Bitcoina w związku ze wzrostem cen kryptowalut

Gdy kryptowaluty, a zwłaszcza Bitcoin, zaczęły zyskiwać na popularności w oczach opinii publicznej, analitycy Saxo przewidzieli, że wartość tej wówczas wiodącej waluty znacznie wzrośnie. Powodem tego wzrostu miały być nadmierne wydatki administracji prezydenta Donalda Trumpa, powodujące wzrost długu publicznego i gwałtowny skok inflacji. W połączeniu z globalną chęcią społeczeństwa do odejścia od walut banków centralnych, Bitcoin stał się preferowaną alternatywą. Ta szokująca prognoza ostatecznie się sprawdziła, a cena Bitcoina wzrosła z poziomu 800 USD do prawie 20 000 USD w szczytowym momencie 2017 roku.

Jednak okoliczności związane z tą prognozą nie były do końca trafne. Wzrost wynikał bardziej ze spekulacji na Bitcoinie niż z makroekonomicznych uwarunkowań ery Trumpa. Patrząc na późniejsze skoki cen kryptowalut – zwłaszcza Bitcoina w 2021 r. – uzasadnienia przedstawione w szokującej prognozie z 2017 r. okazały się prawdziwe.

Szokująca prognoza na 2015: Brexit w 2017 r.

W szokującej prognozie na 2015 r. zespół analityków Saxo przewidywał, że Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) zdobędzie 25% głosów w wyborach powszechnych w dniu 7 maja 2015 r., sensacyjnie stając się trzecią co do wielkości partią w parlamencie. UKIP miałaby następnie dołączyć do konserwatystów Davida Camerona w rządzie koalicyjnym i wezwać do przeprowadzenia referendum w sprawie członkostwa Wielkiej Brytanii w UE w 2017 r. Choć przewidywana data Brexitu była nieco odległa, okoliczności wokół tej prognozy zostały trafnie ujęte.

DSV po przejęciu Schenker zmienia zarząd w Polsce

0

W kwietniu 2025 roku doszło do największej w historii transakcji w sektorze TSL – za zgodą regulatorów DSV przejęło spółkę Schenker. W wyniku integracji niemieckiej firmy DSV stało się największym operatorem logistycznym na świecie. Odpowiedzialność za przeprowadzenie tego procesu w Polsce powierzono nowemu zespołowi zarządzającemu.

Wraz z przejęciem Schenker, na podstawie publicznych danych finansowych za 2024 rok, połączone dziś firmy osiągnęły łącznie przychody na poziomie 41,6 mld Euro, zatrudniając blisko 160 000 pracowników w ponad 90 krajach. Z myślą o wsparciu procesu integracji DSV zdecydowało się na wprowadzenie zmian w zespole zarządzającym działalnoscią operacyjną firmy w Polsce.

Spedycja morska i lotnicza

Prezesem Zarządu DSV Air & Sea Polska, spółki odpowiedzialnej za świadczenie usług spedycji morskiej i lotniczej pozostaje Arkadiusz Mirek, który dołączył do zespołu operatora ponad 20 lat temu. Funkcję prezesa zarządu DSV Air & Sea Polska pełni od 2004 roku.

Od kiedy DSV weszło w 1976 roku na ścieżkę rozwoju poprzez akwizycje, nigdy już z niej nie zeszło. Nawet w tak trudnych okresie jak lata 2008 – 2010, kiedy cały świat walczył ze skutkami wielkiego kryzysu finansowego. Uważam, że kluczem do naszego sukcesu jest to, że wypracowaliśmy unikalne know-how w zakresie przeprowadzania integracji.– wspomina Arkadiusz Mirek, Managing Director, DSV Air & Sea Polska – Integracja Schenker AG otwiera przed nami wiele nowych możliwości, m.in. dzięki poszerzeniu sieci lotniczych połączeń czarterowych oraz morskich linii LCL.

W 2024 roku, pomimo globalnej dekoniunktury gospodarczej, DSV Air & Sea Sp. z o.o. utrzymało wolumen frachtu morskiego na praktycznie niezmienionym poziomie w porównaniu z rokiem 2023, a we frachcie lotniczym odnotowało wzrost obsłużonego wolumenu o 20% rok do roku, osiągając lepsze wyniki niż wskazywał na to trend dla całego sektora transportu lotniczego.

Logistyka kontraktowa

Na stanowisku Prezesa Zarządu DSV Contract Logistics Polska, spółki specjalizującej się w realizacji usług z zakresu logistyki kontraktowej, pozostaje Wojciech Cipiur, związany z organizacją od 2021 roku. Jednocześnie od 1 września odpowiada on także za Klaster Europa Wschodnia, w ramach którego będzie nadzorował rozwój oferty usług logistyki kontraktowej DSV na 11 rynkach regionu. Przed dołączeniem do zespołu DSV pełnił stanowiska kierownicze w Grupie Dachser w regionie Azji i Pacyfiku, w Niemczech oraz w Polsce.

Rok 2024 był dla segmentu logistyki kontraktowej DSV w Polsce — mimo trudnej sytuacji gospodarczej w całej Europie — najlepszym okresem w historii. Nasz wzrost organiczny na poziomie 20% zdecydowanie przewyższył średnią rynkową. Jestem pewien, że dzięki połączeniu Schenker i DSV 2025 rok będzie dla nas jeszcze lepszy. Nasza powierzchnia magazynowa w Polsce zwiększy się o około 40%, osiągając poziom ponad 500 tys.m.kw.– mówi Wojciech Cipiur, Managing Director, DSV Contract Logistics Polska.

DSV kontynuuje swój wieloletni program inwestycyjny w Polsce, w ramach którego powstanie szereg projektów mających na celu zwiększenie stabilności krajowych i międzynarodowych łańcuchów dostaw, a także wsparcie wzrostu organicznego operatora. W procesie budowy znajduje się już m.in. centrum logistyczne DSV w Łodzi. Obiekt będzie dysponował łączną powierzchnią 24 tys. mkw. będzie łączył 3 funkcje: biurową, klasycznego magazynu multiklienckiego (14.000 mkw.) oraz terminala przeładunkowego (8.200 mkw.).

Transport drogowy

Nowym Prezesem Zarządu DSV Road Polska – spółki świadczącej usługi transportu drogowego – został Piotr Zborowski, który dotychczas pełnił funkcję dyrektora zarządzającego w Schenker, gdzie odpowiadał za rozwój działalności operatora w Polsce oraz w regionie Europy Północnej i Wschodniej.

W zarządzie DSV Road Polska pozostaje Filip Czerwiński, który odpowiadał za rozwój spółki od 2016 roku. Jednocześnie będzie on kontynuował pracę w strukturach DSV, wspierając swoją wiedzą oraz doświadczeniem prace działu handlowego na poziomie Polski oraz klastra regionu Europy Środkowo-Wschodniej w roli Cluster Head of Sales, CCO Eastern Europe.

Integracja DSV i Schenker to ważny krok w rozwoju obu organizacji i całej branży logistycznej. Łączymy doświadczenie, sieć i kompetencje, aby stworzyć najszerszą w Europie strukturę transportu drogowego – ponad 600 terminali połączonych wspólnym standardem operacyjnym. Cieszę się, że mogę być częścią tego przedsięwzięcia i kierować rozwojem oferty transportu drogowego połączonych firm w Polsce, tak aby jeszcze lepiej odpowiadać na potrzeby naszych klientów  – mówi Piotr Zborowski, Managing Director, DSV Road Polska.

Centrum usług wspólnych

Thomas Jansson pozostaje Prezesem Zarządu DSV Global Business Services, nadzorując rozwój organizacji nieprzerwanie od 2012 roku. Z Grupą DSV związany jest od ponad 25 lat.

DSV Global Business Services, dotychczas obecne w trzech lokalizacjach – Polsce, Portugalii i na Filipinach – rozszerzyło swoją działalność o dwa nowe ośrodki w Meksyku i Rumunii. Po zakończonej akwizycji, DSV Global Business Services zatrudnia około 6 000 pracowników i obsługuje 84 kraje na wszystkich kontynentach, zapewniając kompleksowe wsparcie operacyjne w obszarach takich jak księgowość, administracja celna, likwidacja szkód, IT, HR, automatyzacja procesów biznesowych przez Centrum Doskonałości RPA oraz wsparcie jednostek operacyjnych w ramach poszczególnych dywizji w zakresie raportowania dla klientów DSV, z uwzględnieniem działań back-office.

Koncentrujemy się na budowaniu organizacji, która wspiera biznes w sposób precyzyjny i elastyczny. Realizujemy to poprzez upraszczanie złożonych procesów, ich dalszą optymalizację, a następnie automatyzację – co stanowi kluczowy element naszej strategii budowania centrum kompetencji. Dzięki temu doskonalimy operacje w skali globalnej, czyniąc nasze usługi finansowo-księgowe i biznesowe atrakcyjnymi oraz konkurencyjnymi – zarówno w Grupie DSV, jak i na rynku. Potwierdzeniem tego są liczne wizyty referencyjne.

W 2012 roku rozpoczęliśmy działalność z jedną lokalizacją DSV GBS w Warszawie. Wspierając strategię DSV w ramach regularnych akwizycji, dziś funkcjonujemy w pięciu krajach, obsługując 89 procesów zgodnie z globalnym modelem rotacyjnym. Zadania są dystrybuowane pomiędzy zespołami na różnych kontynentach, co pozwala na zapewnienie ciągłości biznesowej i obsługi 24/7. Naszą misją jest transformacja modelu świadczenia usług w kierunku jeszcze bardziej intuicyjnego i efektywnego działania. – podkreśla Thomas Jansson, Senior Vice President, DSV Global Business Services w globalnych strukturach DSV.

Agencja pracy tymczasowej

Za dalszy rozwój DSV Services – wewnętrznej agencji pracy tymczasowej (nr KRAZ 17648) i doradztwa personalnego – jednostki działającej w ramach Grupy DSV, jako Prezes Zarządu, będzie odpowiadała Karolina Adamiec-Vook, która kieruje spółką od 2017 roku, a z sektorem rekrutacji, outsourcingu oraz talent acquisition związana jest od ponad 20 lat.

Na początku i na końcu każdego łańcucha dostaw są ludzie. To oni tworzą jego stabilność i odporność. Aby utrzymać dotychczasowy poziom rozwoju Grupy DSV i w pełni zrealizować potencjał płynący z połączenia, kompetencje kierowanej przeze mnie spółki w zakresie dostosowywania struktury zatrudnienia do dynamicznie zmieniających się potrzeb operacyjnych, będą miały istotne znaczenie dla biznesu – podkreśla Karolina Adamiec-Vook, Managing Director, DSV Services. – W integracji widzimy szansę dla rozwoju naszej spółki w zakresie rekrutacji pracowników tymczasowych w innych krajach – zarówno w ramach Grupy DSV jak i z klientami zewnętrznymi – już dziś współpracujemy z partnerami z Niemiec, Holandii, Belgii oraz Danii.

Przejęcia, obok rozwoju organicznego, stanowią istotny element strategii rozwoju
DSV – Global Transport and Logistics. Operator wykorzystuje je od 1976 roku jako narzędzie do podnoszenia jakości, potencjału, poszerzania zakresu oraz skali realizacji usług, a także do pozyskiwania wiedzy utalentowanych specjalistów. Wszystkie te czynniki umożliwiły stworzenie oferty usług dla bardzo zróżnicowanej grupy klientów: od sektora farmaceutycznego, healthcare oraz elektroniki użytkowej, przez energy, automotive, eCommerce i industry, po beauty, fashion i FMCG. Globalnie, w 2024 roku, DSV i Schenker obsłużyły łącznie 4,5 mln TEU w transporcie morskim, 2,4 mln ton cargo lotniczego oraz zarządzały magazynami o łącznej powierzchni ponad 17 mln metrów kwadratowych.

Eurowind Energy i Renalfa IPP budują gigantyczny magazyn energii typu BESS w Bułgarii

Eurowind Energy realizuje kolejny etap rozwoju systemów magazynowania energii typu BESS w Europie. W Bułgarii, we współpracy z Renalfa IPP, powstaje jedna z największych instalacji kolokacyjnych na kontynencie. Projekt obejmuje magazyn energii o mocy 65 MW i pojemności 260 MWh, który docelowo ma zostać rozbudowany do 315 MW i 750 MWh. Inwestycja stanowi element transformacji energetycznej regionu i rozwijania systemów współpracujących z odnawialnymi źródłami energii.

Obecnie w Bułgarii działa magazyn energii o mocy 65 MW, zintegrowany z instalacją fotowoltaiczną o mocy 69 MW. Po zakończeniu rozbudowy magazyn osiągnie 315 MW mocy oraz 750 MWh pojemności i będzie pracować w połączeniu z farmą fotowoltaiczną o mocy 238 MW. To jeden z największych europejskich projektów kolokacyjnych w obszarze zielonej energii.

Prezes Eurowind Energy Polska, Małgorzata Szambelańczyk, wskazuje, że realizacja w Bułgarii potwierdza możliwości techniczne inwestora oraz znaczenie współpracy międzynarodowej przy tworzeniu dużych parków energetycznych. Spółka wykorzystuje technologie oparte na bateriach litowo-żelazowo-fosforanowych (LFP), które charakteryzują się wysokim poziomem bezpieczeństwa, długą żywotnością i opłacalnością. Równolegle prowadzone są testy innych typów ogniw, takich jak baterie litowo-jonowe, przepływowo wanadowe czy niklowo-wodorowe.

BERGER Bau przebuduje ul. Wiosenną w Kozach. Kontrakt wart 4,8 mln zł

7 listopada 2025 roku BERGER Bau Polska Sp. z o.o. podpisał z Gminą Kozy (w powiecie bielskim) umowę na realizację kompleksowej rozbudowy ul. Wiosennej w Kozach, przebudowy fragmentu ul. Zagrodowej i nowego odcinka kanalizacji deszczowej w ciągu ul. Przepiórek. Wartość kontraktu wynosi 4 786 573,31 zł brutto, a czas realizacji określono na 20 miesięcy od momentu podpisania umowy.

Zakres przedsięwzięcia obejmuje modernizację infrastruktury drogowej na długości około 820 metrów ul. Wiosennej, z dostosowaniem jej do kategorii ruchu wynikającej z aktualnego natężenia i dopuszczalnego nacisku. Prace obejmą wykonanie nowych warstw bitumicznych – wiążącej oraz ścieralnej – wraz ze wzmocnieniem podbudowy, co znacząco poprawi trwałość konstrukcji i komfort jazdy. Przebudowane zostaną zjazdy na posesje, pobocza oraz ogrodzenia znajdujące się w obrębie pasa drogowego.

Jednym z kluczowych elementów inwestycji będzie przebudowa skrzyżowania typu „T” ulic Wiosennej, Zagrodowej i Majowej. Zostanie ono przekształcone w skrzyżowanie z ruchem okrężnym typu „mini rondo”, co wpłynie na poprawę płynności i bezpieczeństwa ruchu w tej części miejscowości. W ramach zadania przewidziano także rozbudowę oświetlenia ulicznego, obejmującą doświetlenie ronda oraz całego modernizowanego odcinka ul. Wiosennej – mówi Adam Konsek, Dyrektor Oddziału BERGER Bau Polska Sp. z o.o. w Chrzanowie.

Nowoczesne odwodnienie i infrastruktura techniczna

Inwestycja obejmie również budowę nowego systemu odwodnienia, w tym kanalizacji deszczowej z przebudową istniejącego przepustu pod koroną drogi i zabudową odcinka drenu. Powstanie także mur oporowy typu „L”, który zapewni stabilność skarp i zabezpieczy teren przed osuwaniem gruntu. Projekt przewiduje ponadto przebudowę sieci elektroenergetycznej i teletechnicznej oraz zabezpieczenie istniejącej infrastruktury, w tym konieczną wycinkę kolidującej zieleni.

W ramach tego samego zadania zrealizujemy przebudowę odcinka ul. Zagrodowej – od ulicy Bocianiej do torów kolejowych. Dodatkowo wykonane zostanie odwodnienie ulicy Przepiórek, co pozwoli na skuteczne odprowadzenie wód opadowych i poprawi bezpieczeństwo użytkowników dróg w tej części Kóz – wyjaśnia Dyrektor Oddziału BERGER Bau Polska Sp. z o.o. w Chrzanowie.

Etapowanie robót i organizacja ruchu

Rozpoczęcie robót planowane jest na grudzień 2025 roku, po opracowaniu i zatwierdzeniu projektu tymczasowej organizacji ruchu. Ze względu na charakter inwestycji i konieczność utrzymania przejezdności dróg, BERGER Bau planuje etapowe zamykanie poszczególnych fragmentów jezdni – ul. Przepiórek, Zagrodowej i Wiosennej. Dzięki temu możliwe będzie sprawne prowadzenie prac z jednoczesnym minimalizowaniem utrudnień dla mieszkańców i lokalnych przedsiębiorców.

Wyzwania techniczne i logistyczne

Najbardziej wymagającym etapem inwestycji będzie praca w ograniczonej przestrzeni roboczej. Jak wskazuje Adam Konsek, Dyrektor Oddziału BERGER Bau Polska Sp. z o.o. w Chrzanowie, bliskie sąsiedztwo zabudowy prywatnej utrudni organizację zaplecza budowy, w tym składowanie materiałów. Dodatkowym wyzwaniem będzie konieczność utrzymania dostępu do posesji oraz ruchu lokalnego w trakcie prowadzonych robót. BERGER Bau będzie również musiał zmierzyć się z niezinwentaryzowaną infrastrukturą podziemną, której obecność wymaga bieżących uzgodnień technicznych i może stanowić czynnik ryzyka w zakresie harmonogramu inwestycji. Pomimo tych utrudneń, firma BERGER Bau wykorzysta swoje doświadczenie, by zapewnić sprawny przebieg robót i minimalizację ryzyka opóźnień.

Co najbardziej zdrożało w sklepach? Używki, tłuszcze i słodycze mocno w górę

Na 17 analizowanych, najczęściej kupowanych przez Polaków, kategorii produktów w październiku br. najbardziej zdrożały używki (kawa, herbata, alkohole itd.) – o 10,6% rdr. W TOP5 podwyżek widać też art. tłuszczowe ze wzrostem rdr. na poziomie 9,7%, słodycze i desery – 8,7%, chemię gospodarczą – 8,4%, a także dodatki spożywcze (np. ketchupy, majonezy i musztardy) – 8,1% rdr. W sumie 13 kategorii znalazło się na plusie, a 4 były na minusie. Najmniejszy spadek rdr. zaliczyły owoce – o 0,6%. Potaniały też rdr. karmy dla zwierząt – o 1,9%, jak również produkty sypkie (np. cukier i mąka) – o 4,6%. Natomiast największy ujemny wynik odnotowały warzywa – na poziomie 6,4% rdr.

Według raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito, w październiku br. spośród najczęściej kupowanych przez Polaków kategorii (17 analizowanych) najbardziej podrożały używki (kawa, herbata, alkohole itd.) – o 10,6% rdr. We wrześniu były na 4. miejscu w rankingu z podwyżką o 7,1% rdr. W sierpniu zanotowały wzrost o 11,7% rdr. Ostatnio ceny znowu zawyżyła kawa mielona i rozpuszczalna, drożejąc w październiku odpowiednio o 32,3% i 12,6% rdr.

– Ceny używek są szczególnie wrażliwe na wahania globalnych rynków surowcowych, kosztów energii i logistyki. Reagują szybciej i silniej niż kategorie produkowane lokalnie. Dodatkowym czynnikiem jest przygotowanie rynku do wdrożenia unijnego rozporządzenia EUDR, które ma zacząć obowiązywać od 30 grudnia br. dla dużych firm. Przepisy te nakładają obowiązek udowodnienia, że produkty takie, jak kawa czy kakao, nie pochodzą z terenów wylesionych po 2020 r. Państwa członkowskie dążą co prawda do kolejnego odroczenia wejścia tych przepisów w życie, ale wielu producentów już podjęło działania związane z dostosowaniem do regulacji, co wiąże się z dodatkowymi kosztami administracyjnymi, audytami i systemami śledzenia pochodzenia surowców – wyjaśnia dr Agnieszka Gawlik z Uniwersytetu WSB Merito.

Na drugim miejscu w rankingu są art. tłuszczowe ze wzrostem o 9,7% rdr. Miesiąc wcześniej ta kategoria była na 1. pozycji z podwyżką o 11,9% rdr. W sierpniu podrożała o 17,7% rdr. Dynamikę wzrostu cen tym razem podbiły margaryna i olej, które zdrożały odpowiednio o 21% i 13,2% rdr. Poprzednio wynik całej kategorii podniósł olej. Margaryna najmniej wtedy zdrożała. W październiku masło potaniało o 5% rdr. – Spadek z miejsca pierwszego na drugie oznacza tylko, że inna kategoria drożeje jeszcze szybciej. Tłuszcze pozostają w czołówce ze względu na nierozwiązane problemy na globalnych rynkach olejów roślinnych. Doskonale je odzwierciedla zmiana lidera presji cenowej – komentuje dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito.

Trzecie są słodycze i desery, które zdrożały o 8,7% rdr. Miesiąc wcześniej były ostatnie w rankingu wzrostów z wynikiem 2,5% rdr. A w sierpniu podrożały o 9,6% rdr. Ostatnio ceny czekolady i wyrobów czekoladopodobnych poszły w górę o blisko 30% rdr. – Ta kategoria, a szczególnie czekolada, jest zależna od cen surowców takich, jak kakao, tłuszcze i cukier. Światowe zapasy kakao są o ¼ niższe niż rok temu. Tłuszcze drożeją ze względu na niedobory rzepaku na polskim rynku oraz ograniczony import tego zboża z Ukrainy. Niskie ale niestabilne ceny cukru nie są w stanie zrównoważyć wysokich kosztów innych surowców – mówi dr inż. Anna Motylska-Kuźma z Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW we Wrocławiu.

Na czwartym miejscu jest chemia gospodarcza ze wzrostem o 8,4% rdr. We wrześniu zanotowała 2. pozycję i podwyżkę o 7,7% rdr. W sierpniu potaniała o 1,1% rdr. – Odczyt sugeruje powrót do cen, które odzwierciedlają realne, wyższe koszty surowców i produkcji w tym segmencie. Umiarkowany wzrost miesiąc do miesiąca wynika z tego, że konkurencja ustabilizowała się. Nie mamy ani agresywnych promocji jak w sierpniu, ani dramatycznych podwyżek. To tzw. nowa normalność – zwraca uwagę dr Robert Orpych.

TOP5 drożyzny zamykają dodatki spożywcze (np. ketchupy, majonezy i musztardy) z podwyżką o 8,1% rdr. We wrześniu zdrożały rdr. o 4,5%, a w sierpniu – o 3,9% rdr. – Dodatki spożywcze są uzależnione w dużej mierze od cen surowców, takich jak np. olej czy jaja. Te z kolei drożały w ponadprzeciętnym tempie w ostatnim okresie. Ten fakt przełożył się z opóźnieniem na ww. kategorię – tłumaczy ekspertka z Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW we Wrocławiu.

Zaraz za TOP5 widać mięso i ryby ze wzrostami rdr. o 7,7% i 7,4%. Wrześniowe podwyżki rdr. wyniosły w tych kategoriach 6,7% oraz 3,8%, a sierpniowe – 5,3% i 6,2%. – Rynki mięsa i ryb, chociaż odczuły wzrost kosztów produkcji, nie doświadczyły tak gwałtownych szoków podażowych, jakie globalnie dotknęły oleje roślinne, kawę czy kakao. Dlatego ich wzrosty cen, choć odczuwalne dla konsumentów, są bardziej umiarkowane. Te kategorie drożeją też wolniej niż tłuszcze czy słodycze, bo presja konkurencyjna jest ogromna – analizuje dr Robert Orpych.

Dalej w zestawieniu jest pieczywo, które poszło w górę o 7,2% rdr. We wrześniu podrożało rdr. o 6%, a w sierpniu – 5,5%. – Przyspieszenie dynamiki wzrostu cen to bardzo niepokojący sygnał. Kluczowe dla piekarni są wysokie i stale rosnące koszty pozarolnicze, tj. energii i pracy. Widać stopniową adaptację cen pieczywa do nowego poziomu wydatków producentów – zauważa ekspert z Uniwersytetu WSB Merito.

Kolejne w rankingu są napoje bezalkoholowe ze wzrostem o 6,6% rdr. Poprzednie podwyżki rdr. wyniosły 7,4% i 6,6%. – Od 1 października br. obowiązuje w Polsce system kaucyjny, obejmujący m.in. butelki PET i puszki. Jego wdrożenie wiąże się z kosztami inwestycyjnymi i logistycznymi po stronie producentów i sprzedawców, co wpływa na ceny detaliczne. Dodatkowo rząd zatwierdził podwyżkę podatku cukrowego, która od 1 stycznia 2026 roku obejmie m.in. napoje gazowane, wody smakowe i energetyki – opisuje dr Agnieszka Gawlik.

Następne w zestawieniu są wędliny ze wzrostem o 5,9% rdr. Wcześniejsze podwyżki wyniosły 4,9% i 5,2% rdr. Na dalszym miejscu znalazły się środki higieny osobistej, które w październiku zdrożały rdr. o 4,1%, we wrześniu – o 6,2%, a w sierpniu – o 3,9% rdr. – Większość wędlin w Polsce jest produkowana z wieprzowiny oraz drobiu. Ceny wieprzowiny są dość niskie w porównaniu do ostatnich lat, a drobiu – nieco wyższe. Wypadkowa skutkuje niewielkim trendem wzrostowym. Z kolei dynamika podwyżek art. higieny osobistej słabnie, bo nie ma impulsów negatywnie wpływających na ten rynek – wskazuje dr inż. Anna Motylska-Kuźma.

Jeden z najmniejszych wzrostów rdr. zanotowały art. dla dzieci – o 3,8%. W poprzednich miesiącach zaliczały spadki – o 0,9% i 2,4% rdr. Najmniejszą podwyżkę w październiku odnotował nabiał, tj. o 3,3% rdr. We wrześniu zaliczył wzrost o 6,4% rdr. A w sierpniu zdrożał o 7,6% rdr. i wtedy zamykał TOP5. – Spadki cen art. dla dzieci prawdopodobnie były efektem silnej wojny cenowej między sieciami, które często traktują je jako produkty przyciągające klienta. Nagły wzrost może oznaczać dwie rzeczy. Wojna cenowa mogła wygasnąć. Ewentualnie koszty produkcji stały się tak wysokie, że sieci musiały podnieść ceny. Natomiast nabiał spadł z czołówki zestawienia, bo dynamika wzrostu cen wyraźnie hamuje – stwierdza dr Robert Orpych.

Z kolei najmniejszy spadek rdr. zaliczyły owoce – o 0,6% rdr. Poprzednio były na 3. pozycji w rankingu drożyzny z podwyżką o 6,2% rdr. W sierpniu podrożały o 11,6% rdr. – W obecnym sezonie większość owoców w sklepach pochodzi od lokalnych dostawców. Jednak pojawiają się też towary z Hiszpanii, Grecji czy Portugalii. Niższe koszty transportu wraz z dość mocnym kursem waluty polskiej, powodują, że towary importowane również nie wykazują znaczących tendencji wzrostowych – informuje dr inż. Anna Motylska-Kuźma.

Spadek zanotowały też karmy dla zwierząt – o 1,9% rdr. Taki sam wynik był we wrześniu. Z kolei w sierpniu ceny w tej kategorii zeszły w dół o 2,7% rdr. – Wśród przyczyn spadków można wskazać poziom cen surowców używanych do produkcji karm, czyli zbóż oraz mięsnych produktów ubocznych. Dodatkowo jest to rynek o bardzo silnej konkurencji między producentami, co działa na korzyść tych, którzy mają w domu zwierzęta – podkreśla ekspert z Uniwersytetu WSB Merito.

Na większym minusie są produkty sypkie (np. cukier i mąka) ze spadkiem o 4,6% rdr. We wrześniu podrożały o 4,9% rdr. W sierpniu poszły w dół o 0,3% rdr. Natomiast największy ujemny wynik w październiku zanotowały warzywa – na poziomie 6,4% rdr. We wrześniu spadek wyniósł 1,5% rdr. Z kolei w sierpniu to był już plus – 3,8% rdr. – Jesień to okres największej podaży krajowych warzyw, co sprzyja sezonowym obniżkom cen. Na rynek trafiają duże ilości świeżych zbiorów. To zwiększa konkurencję cenową. Dodatkowo w 2025 roku zbiory warzyw gruntowych były o około 6% wyższe niż rok wcześniej – podsumowuje dr Agnieszka Gawlik.

Opis metody analitycznej/badawczej

Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od ponad 8 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetu WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych). Analiza pokazuje średnią wartość cenową, notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. W najnowszej odsłonie porównano wyniki z października 2025 r. i analogicznego okresu z 2024 r. Dotyczyło to 17 kategorii i ponad 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą ponad 101,4 tys. cen detalicznych z blisko 48 tys. sklepów należących do 60 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.

Galerie i centra handlowe znowu na minusie. Zmiany zachowań konsumenckich pogłębiają się

0

W pierwszych trzech kwartałach br. liczba klientów w centrach i galeriach handlowych spadła o 6,8% rdr. Ubyło ich we wszystkich województwach. W ww. okresie największy udział w ruchu miały małe galerie (od 5 tys. mkw. do 20 tys. mkw.) – 25,1% (rok wcześniej – 24,7%). Na drugim miejscu w rankingu znalazły się największe obiekty (powyżej 60 tys. mkw.) – 24,5% (poprzednio – 24,5%). Z kolei na końcu zestawienia uplasowały się duże galerie (od 40 tys. mkw. do 60 tys. mkw.) – 12% (w ub.r. – 12,4%). Przez dziewięć miesięcy tego roku liczba wizyt w centrach i galeriach handlowych ogólnie zmniejszyła się o 14,2% rdr. Spadki były we wszystkich województwach, przy czym aż w piętnastu – dwucyfrowe. Średni czas pobytu w tego typu obiektach uległ skróceniu o 4% rdr.

Jak wynika z raportu firmy technologicznej Proxi.cloud, w pierwszych trzech kwartałach br. liczba klientów w centrach i galeriach handlowych spadła o 6,8% rdr. – To pokazuje, że konsumenci stali się bardziej ostrożni i selektywni. Widać to nie tylko w mniejszym ruchu, ale też w krótszych i bardziej celowych wizytach. To efekt rosnących kosztów życia i zmian w stylu robienia zakupów. Polacy coraz częściej łączą wizyty w galeriach z zakupami online – komentuje Mateusz Chołuj, jeden ze współautorów raportu z Proxi.cloud.

Autorzy raportu nie mówią jednak o kryzysie handlu, lecz o jego ewolucji. – Galerie nadal przyciągają klientów, ale muszą coraz bardziej konkurować o ich uwagę poprzez lepsze doświadczenie zakupowe, dopasowaną ofertę i integrację kanałów offline z digitalem. Znaczenie ma oczywiście e-commerce, ale kluczowe jest to, jak Polacy planują wydatki i jakiej realnej wartości oczekują od każdej wizyty – uzupełnia Mateusz Nowak, drugi ze współautorów raportu z Proxi.cloud.

Patrząc na bardziej szczegółowe dane, widać, że liczba klientów w centrach i galeriach handlowych spadła rdr. we wszystkich województwach. Najbardziej zmniejszyła się rdr. w woj. świętokrzyskim – o 10,4%, podkarpackim – o 8,8%, kujawsko-pomorskim – o 8,4%, a także w dolnośląskim – również o 8,4%. Najmniej zaś obniżyła się w mazowieckim – o 4,6%, pomorskim – o 4,8%, jak również łódzkim – o 5,7%.

– Różnice między województwami pokazują, jak lokalne uwarunkowania wpływają na kondycję handlu. W świętokrzyskim, podkarpackim czy kujawsko-pomorskim jest mniej dużych aglomeracji. To ogranicza potencjał zakupowy. Dlatego widać silniejsze spadki. Z kolei województwa mazowieckie, pomorskie czy łódzkie, w których rynek jest bardziej rozwinięty, a oferta obiektów mocniej zróżnicowana i dopasowana do różnych grup klientów, radzą sobie lepiej. Kluczowe znaczenie ma tu struktura najemców – obecność znanych marek, gastronomii i rozrywki, które zwiększają atrakcyjność wizyt – zauważa Mateusz Chołuj.

Raport pokazuje też strukturę ruchu klientów według wielkości galerii handlowych (podział na 5 typów, przedziały od poniżej 5 tys. mkw. do powyżej 60 tys. mkw.). W trzech pierwszych kwartałach br. największy udział miały galerie małe (tj. od 5 tys. mkw. do 20 tys. mkw.) – 25,1% (rok wcześniej – 24,7%). Dalej widać galerie największe (tj. powyżej 60 tys. mkw.) – 24,5% (poprzednio – 24,5%). Na końcu znajdują się galerie duże (od 40 tys. mkw. do 60 tys. mkw.) – 12% (poprzednio – 12,4%).

– Na znaczeniu zyskują małe galerie, bliższe codziennym potrzebom konsumentów. Klienci chętnie wybierają obiekty położone blisko miejsca zamieszkania, oferujące wygodę, łatwy dostęp i wystarczającą ofertę zakupową. To efekt popularyzacji formatu convenience. Na drugim miejscu w zestawieniu są największe obiekty. Znajdują się w najbardziej zaludnionych aglomeracjach, przez co w ich zasięgu mieszka bardzo dużo osób. Czasem przyjeżdżają do nich też konsumenci z całego województwa, bo oferują najwięcej produktów i usług – wyjaśnia Mateusz Nowak.

Najtrudniejszą sytuację przeżywają obecnie duże galerie. – Często brakuje im wyraźnego wyróżnika. Są zbyt duże, by konkurować dostępnością z mniejszymi obiektami, a jednocześnie zbyt małe, by dorównać ofertą i skalą rozrywki największym galeriom. To właśnie ten segment najbardziej potrzebuje dziś jasnego pomysłu na siebie i dopasowania oferty do zmieniających się oczekiwań klientów – podkreśla Mateusz Chołuj.

Przez dziewięć miesięcy tego roku liczba wizyt w centrach i galeriach handlowych spadła o 14,2% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Według autorów badania, dla zarządców galerii to bardziej sygnał do działania niż powód do niepokoju. Centra handlowe powinny jeszcze mocniej inwestować w atrakcyjność oferty i jakość doświadczenia klienta, by każda wizyta była uzasadniona i angażująca.

– Od dłuższego czasu obserwujemy zmianę stylu korzystania z galerii handlowych. Klienci odwiedzają je rzadziej, ale bardziej świadomie. Nie chodzi o rezygnację z wizyt, lecz o to, że są one lepiej zaplanowane i często połączone z gastronomią, rozrywką czy innymi aktywnościami. To efekt rosnącej dojrzałości konsumentów i presji kosztowej. Polacy dokładniej planują wydatki, porównują ceny i oczekują większej wartości z każdej wizyty. Mniejszy ruch nie musi więc oznaczać niższych obrotów – przekonuje Mateusz Chołuj.

Analizując szczegółowe dane, widać, że w pierwszych trzech kwartałach br. liczba wizyt w centrach i galeriach handlowych spadła rdr. we wszystkich województwach. Przy tym w piętnastu były to spadki dwucyfrowe. Największe z nich odnotowano w świętokrzyskim – o 27%, podkarpackim – o 19,8%, a także w śląskim – o 17,7%. Najmniejsze były w lubuskim – o 9,7%, opolskim – o 10,7%, mazowieckim – o 11,1% oraz warmińsko-mazurskim – również o 11,1%.

– Dwucyfrowe spadki w niemal wszystkich województwach pokazują, że osłabienie ruchu ma charakter ogólnokrajowy, choć jego skala różni się w zależności od lokalnych warunków. Największe minusy notujemy tam, gdzie rynek handlowy jest silnie nasycony, a duże i średnie galerie konkurują o tego samego klienta. W mniejszych ośrodkach wahania ruchu są naturalnie bardziej widoczne – analizuje Mateusz Nowak.

Najsłabsze spadki zaobserwowano w województwach, w których rynek jest bardziej zróżnicowany, a obecność mniejszych, lokalnych centrów handlowych lepiej odpowiada codziennym potrzebom mieszkańców. Tam obiekty są bardziej odporne na wahania koniunktury. – Niepokoić może nie tyle sama skala spadków, co ich powszechność. Dla branży to impuls, by wzmacniać powody do wizyt ciekawą ofertą, wydarzeniami i fizycznym doświadczeniem – podpowiada Mateusz Chołuj.

Z raportu wynika też, że przez dziewięć miesięcy br. częstotliwość odwiedzania centrów i galerii handlowych spadła rdr. o 8%. Mateusz Nowak ocenia taki spadek jako umiarkowanie duży. Objaśnia, że częściowo wynika on z większej celowości wizyt i rzadszego uczęszczania do galerii dla samego oglądania produktów.

– Ten trend napędzają trzy główne czynniki, tj. rosnąca presja kosztowa, lepsze planowanie zakupów dzięki kanałom online oraz dojrzałość rynku. Mniejsza częstotliwość nie oznacza problemu dla najemców, jeśli rośnie wartość koszyka zakupowego i lojalność klientów. Kluczowe staje się utrzymanie relacji pomiędzy wizytami – poprzez komunikację digitalową, aplikacje lojalnościowe i działania lokalne – wylicza Mateusz Chołuj.

Ponadto z badania wiadomo, że w pierwszych trzech kwartałach br. średni czas wizyty w centrach i galeriach handlowych uległ skróceniu o 4% rdr. Jak podsumowują autorzy raportu, tak niewielki spadek nie powinien być odczuwalny ani dla klientów, ani dla placówek handlowych. Pokazuje jedynie, że konsumenci działają szybciej i bardziej efektywnie. Dla galerii nie jest to powód do niepokoju, o ile wizyta kończy się zakupem i satysfakcją klienta.

***

Analiza została przeprowadzona przez firmę technologiczną Proxi.cloud, we współpracy z UCE RESEARCH, w oparciu o dane z okresu od 1 stycznia do 30 września br. z odniesieniem do analogicznego czasu 2024 roku, z wykluczeniem świąt oraz niedziel niehandlowych. Analiza objęła zachowania konsumentów odwiedzających galerie i centra handlowe.

Wielkość próby wyniosła 1 420 454 unikalnych konsumentów. Aby wejście badanej osoby w geofence było zarejestrowane jako wizyta klienta w danej galerii lub centrum handlowym, wizyta musiała trwać co najmniej 5 minut i nie więcej niż 6 godzin. Finalnie zbadano ruch w 714 placówkach, których lokalizacje zostały pozyskane ze stron internetowych galerii i sieci handlowych oraz z Google Maps. Dodatkowo galerie podzielono ze względu na wielkość powierzchni (największe – powyżej 60 000 m², duże – od 40 000 m² do 60 000 m², średnie – od 20 000 m² do 40 000m², małe – od 5 000 m² do 20 000 m², najmniejsze – poniżej 5 000 m²).

Dane zostały zgromadzone poprzez sieć aplikacji mobilnych wykorzystujących autorską technologię, opartą o geofencing metodę identyfikacji wejść i wyjść z wyznaczonych stref, wykorzystującą usługi lokalizacji urządzeń mobilnych. Rozwiązanie pozwala zbierać dane pasywnie oraz cechuje się dużą dokładnością lokalizowania użytkownika (dokładność od 2 do 20 metrów zależna jest od metody ustalania pozycji przez urządzenie mobilne). Technologia ta zapewnia pełną kontrolę nad dokładnością lokalizacji, a promień każdego geofencingu dostosowany jest do wielkości poszczególnych budynków. Ponadto, znany jest również czas przebywania użytkowników w danej lokalizacji, co stanowi dodatkowy poziom ochrony przed zliczaniem okolicznego ruchu pieszego czy ruchu pracowników badanych punktów.

T-Mobile ma zwrócić środki klientom. UOKiK: usługi aktywowały się bez zgody

0

Prezes UOKiK zobowiązał T-Mobile do zmian w usłudze „Zamów z T-Mobile” oraz do wypłaty rekompensat dla konsumentów, którzy zostali obciążeni opłatami za niezamówione subskrypcje. Postępowanie wykazało, że sposób funkcjonowania usługi mógł prowadzić do naliczania opłat bez świadomej zgody użytkownika. W efekcie operator został zobowiązany do wprowadzenia dodatkowych potwierdzeń aktywacji oraz jasnych zasad informowania o kosztach. Konsumenci zyskają także możliwość odzyskania nienależnie pobranych środków.

UOKiK podkreśla, że subskrypcje cyfrowe muszą być aktywowane w wyniku wyraźnego działania konsumenta. W przypadku T-Mobile zdarzało się, że usługi uruchamiały się przypadkowo, m.in. poprzez wejście na stronę internetową dostawcy treści. Brakowało też jednoznacznych informacji o kosztach, zasadach rezygnacji czy samym dostawcy usługi. To był kluczowy powód interwencji regulatora.


Komentarz Prezesa UOKiK

Prezes UOKiK Tomasz Chróstny zaznacza, że konsument ma prawo do pełnej kontroli nad swoim rachunkiem za telefon. Podkreśla, że żadne płatne usługi nie mogą aktywować się w wyniku technicznego błędu lub niedopatrzenia użytkownika. Zmiany nałożone na T-Mobile mają ostatecznie wyeliminować ryzyko uruchamiania subskrypcji bez wyraźnej zgody. Według UOKiK to ważny krok w kierunku większej przejrzystości rynku telekomunikacyjnego.


Jak działała usługa „Zamów z T-Mobile”?

Usługa „Zamów z T-Mobile” to model direct billing, który pozwalał doliczać opłaty za treści cyfrowe do rachunku użytkownika. Klient mógł w ten sposób płacić za gry, serwisy rozrywkowe czy wideo, a T-Mobile pełnił rolę pośrednika między konsumentem a firmami zewnętrznymi. Dostawcami treści były m.in. Vodonline, Wizzgames, Gameland i Zaplium. Sam operator nie świadczył treści, ale pobierał za nie opłaty.

Najpoważniejszy problem polegał na automatycznym sczytywaniu numeru telefonu przy korzystaniu z internetu mobilnego. Użytkownik nie musiał wpisywać numeru ręcznie ani potwierdzać zakupu kodem SMS. Samo wejście na stronę lub kliknięcie banera mogło uruchomić płatną subskrypcję. Takie działanie odbierało konsumentom realną kontrolę nad aktywacją.

Szczególnie dotknięci byli użytkownicy kart SIM umieszczonych w routerach oraz modemach LTE. W takich urządzeniach wiadomości SMS potwierdzające aktywację były niewidoczne, a wielu modemów nie dało się użyć do wysłania komendy „STOP”. Użytkownik mógł więc nie mieć żadnej wiedzy o uruchomionej usłudze aż do chwili otrzymania rachunku. To tworzyło ryzyko naliczania opłat poza kontrolą właściciela numeru.

Postępowanie UOKiK wykazało również, że na rachunkach brakowało jednoznacznych nazw usług i dostawców. Klienci nie otrzymywali potwierdzenia warunków korzystania z usługi „Zamów z T-Mobile”, mimo że to ona była podstawą naliczania opłat. W odpowiedziach na reklamacje operator często nie wyjaśniał, w jaki sposób doszło do aktywacji. W efekcie system był nieprzejrzysty i utrudniał dochodzenie swoich praw.


Zmiany i zabezpieczenia wprowadzane przez T-Mobile

Po interwencji UOKiK T-Mobile musi wdrożyć wieloetapowy, bezpieczny proces aktywacji usług. Użytkownik samodzielnie wpisze numer telefonu, otrzyma kod SMS i potwierdzi decyzję na stronie dostawcy. Każdy etap będzie weryfikowany po stronie operatora, aby uniknąć przypadkowych aktywacji. System ma gwarantować pełną świadomość i zgodę konsumenta.

T-Mobile zobowiązano również do zapewnienia jasnych informacji o cenie, dostawcy usługi oraz zasadach rezygnacji. Rachunki będą prezentować czytelne nazwy usług, by klienci mogli łatwo zidentyfikować źródło opłat. Zmieni się też sposób rozpatrywania reklamacji, które mają zawierać pełne wyjaśnienie aktywacji. Operator ma w ten sposób zwiększyć transparentność i odpowiedzialność za obsługę klienta.


Rekompensaty dla konsumentów

Decyzja Prezesa UOKiK przewiduje wypłatę przysporzenia finansowego w wysokości 500 zł dla osób, których reklamacje w latach 2018–2024 zostały odrzucone lub rozpatrzone częściowo. Dotyczy to konsumentów, którzy korzystali z usług aktywowanych przez „Zamów z T-Mobile” i ponieśli nienależne koszty. Dodatkowo osoby korzystające z Vodonline, Wizzgames, Gameland lub Zaplium otrzymają zwrot pobranych opłat za 60-dniowy okres, o ile wcześniej nie dokonano wyrównania. To ma zrekompensować nieuczciwe naliczenia.

T-Mobile skontaktuje się z uprawnionymi użytkownikami za pomocą SMS-a, listu lub e-maila, w zależności od tego, czy są obecnymi, czy byłymi klientami. Konsumenci będą mogli wybrać formę wypłaty: przelew bankowy, przekaz pocztowy lub obniżenie bieżącego rachunku. Środki zostaną wypłacone po uprawomocnieniu decyzji UOKiK. Proces ma objąć wszystkich poszkodowanych.


Działania UOKiK wobec rynku telekomunikacyjnego

Sprawa T-Mobile wpisuje się w szersze działania UOKiK dotyczące usług typu direct billing na rynku telekomunikacyjnym. Wraz z wejściem w życie Prawa Komunikacji Elektronicznej urząd analizuje, jak operatorzy wdrażają nowe przepisy. Kontrola ma zapobiegać sytuacjom, w których konsumenci tracą kontrolę nad obciążeniami rachunku. UOKiK zapowiada dalszy monitoring rynku.

Jawność płac zmieni polskie firmy. Kluczowa będzie rola liderów i kultura organizacyjna

Już 24 grudnia 2025 roku polskich przedsiębiorców zaczną obowiązywać nowe przepisy wynikające z unijnej dyrektywy dotyczącej jawności płac. Zmiany te wpłyną nie tylko na obowiązki pracodawców, ale także na codzienną pracę w organizacjach: relacje w zespołach oraz oczekiwania pracowników i kandydatów. W tej sytuacji duża odpowiedzialność leży po stronie liderów – to oni powinni zrobić pierwszy krok i zadbać o zdrową, dojrzałą kulturę organizacyjną, w której podstawą są wartości, zaufanie i jasna komunikacja.

Nadchodzące regulacje będą dla wielu firm testem dojrzałości – pokażą, na ile ich deklaracje dotyczące równości i transparentności znajdują odzwierciedlenie w praktyce. Jawność płac wymaga uporządkowania procesów, klarownego definiowania ról i kryteriów oraz prowadzenia otwartej komunikacji z pracownikami. Tej zmiany nie da się wdrożyć z dnia na dzień. Jak zatem budować kulturę organizacyjną, która sprzyja przejrzystości, wzmacnia współpracę i pomaga firmie wdrożyć w życie nowe przepisy prawne?

Luka płacowa to nadal realne wyzwanie

Utrzymujące się różnice w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn były jednym z głównych impulsów do wprowadzenia nowych regulacji o jawności płac. Kobiety wciąż znacznie częściej pracują w niepełnym wymiarze godzin – w 2022 roku tak działało 28% aktywnych zawodowo pań w Unii Europejskiej[1] – i przeważają w nisko opłacanych sektorach gospodarki. Komisja Europejska wskazywała tutaj na proporcję: 30% kobiet vs. 8% mężczyzn[2]. Jednocześnie w 2023 roku kobiety zajmowały jedynie 34,7% stanowisk kierowniczych w UE[3], a na poziomie managerskim w 2024 roku zarabiały średnio o 23% mniej niż mężczyźni wykonujący porównywalną pracę[4].

– Zrównanie płac wciąż jest dużym wyzwaniem, ale wiele firm przekonało się już o tym, że przynosi realne i, co ważne, mierzalne efekty – mówi Matylda Stasiuk, liderka i praktyk biznesu oraz HR z Together Consulting. – Nawet niewielkie zmniejszenie luki płacowej przekłada się na wzrost gospodarczy. Zmienia się również codzienna praca organizacji: decyzje płacowe stają się przewidywalne, spada liczba konfliktów i rotacja, a zaangażowanie rośnie. To pokazuje, że równe traktowanie to nie tylko kwestia zasad, ale fundament zdrowej współpracy, poczucia bezpieczeństwa i zaufania w zespołach. Dlatego warto świadomie wpisać ten element w kulturę organizacyjną – nie tylko ze względu na zmiany prawne – podkreśla ekspertka.

Co zmiany w Kodeksie Pracy oznaczają dla firm?

Przepisy o jawności wynagrodzeń wprowadzą do firm nowe standardy. Od momentu ich wejścia w życie, pracodawcy będą musieli informować kandydatów o wysokości pensji lub jej przedziale (w ogłoszeniu albo przed rozmową kwalifikacyjną lub przed nawiązaniem stosunku pracy) oraz jasno wyjaśniać, na jakich zasadach kształtowane są płace na poszczególnych stanowiskach. Jednocześnie zniknie możliwość pytania o dotychczasowe zarobki, co ma wyrównać pozycję kandydatek i kandydatów oraz ograniczyć nieuzasadnione różnice w płacach. Dla liderów oznacza to konieczność uporządkowania procesów rekrutacyjnych, przygotowania spójnych kryteriów wynagradzania i prowadzenia otwartej komunikacji z zespołami. Pracownicy zyskają większą jasność warunków zatrudnienia i pewność, że dotyczące ich decyzje podejmowane będą w oparciu o konkretne zasady, a nie na podstawie uprzedzeń. Z perspektywy kultury organizacyjnej to ważny krok w stronę bardziej dojrzałego modelu przywództwa – takiego, który opiera się na przejrzystości, odpowiedzialności, równości między płciami i zaufaniu, a przez to realnie wzmacnia zespoły i pozwala budować zdrowsze miejsca pracy.

Odpowiedzialność po stronie liderów

Wprowadzenie jawności wynagrodzeń pokazuje, jak dużo zależy dziś od liderów. To oni w praktyce decydują, czy nowe przepisy przełożą się na realną zmianę w organizacji, czy będą tylko kolejnym obowiązkiem formalnym. Aby sprostać tej roli, potrzebne jest nowoczesne podejście do przywództwa.

Na potrzeby współczesnych liderów najlepiej odpowiada Eko-Przywództwo – model, którego twórcą jest dr Simon Western. Zakłada on odejście od myślenia o organizacji jako o sztywnej hierarchii i traktuje ją jak sieć powiązań i relacji, w której odpowiedzialność jest dzielona między poszczególnych członków zespołu, a nie skoncentrowana wyłącznie na szczycie struktury. Eko-Lider patrzy szeroko: bierze pod uwagę wyniki biznesowe, potrzeby pracowników, kontekst społeczny i rynkowy, a jednocześnie buduje kulturę współodpowiedzialności – taką, w której każdy jest liderem swojego obszaru.

– Eko-Przywództwo zakłada, że organizacja działa jak ekosystem, a w ekosystemie nie da się funkcjonować bez przejrzystości, współodpowiedzialności i etycznych decyzji – mówi Dagmara Kołodziejczyk. – Dlatego tak mocno łączy się z tematyką jawności wynagrodzeń. Eko-Lider nie koncentruje się wyłącznie na wynikach, ale rozumie, jak decyzje płacowe wpływają na relacje, zaufanie i dobrostan zespołu. Buduje kulturę, w której zasady są jasne, a ludzie wiedzą, czego mogą się spodziewać – dodaje.

Jawność wynagrodzeń to ważny krok w stronę bardziej przejrzystych zasad zatrudnienia i uczciwych praktyk płacowych. Zanim jednak nowe regulacje zaczną obowiązywać, firmy powinny przyjrzeć się swoim działaniom i przygotować się na zmiany – uporządkować zasady, wzmocnić kompetencje liderów i zadbać o spójną komunikację wewnętrzną. To dobry moment, by świadomie wyznaczyć kierunek, w jakim organizacja chce się rozwijać. Dojrzała kultura organizacyjna sprawia, że każda transformacja – także ta dotycząca jawności wynagrodzeń – przebiega spokojniej i przynosi trwalsze efekty.

[1] https://ec.europa.eu/eurostat/web/products-eurostat-news/w/EDN-20230303-1?utm

[2] Tamże.

[3] https://ec.europa.eu/eurostat/web/products-eurostat-news/w/ddn-20240304-1?utm

[4] https://commission.europa.eu/strategy-and-policy/policies/justice-and-fundamental-rights/gender-equality/equal-pay/gender-pay-gap-situation-eu_en?utm

4 na 10 Polaków gotowych na pracę projektową, ale etat pozostaje numerem jeden

Aż 43% Polaków mówi wprost, że mogłoby utrzymywać się wyłącznie z pracy projektowej. Najbardziej otwarci na takie rozwiązanie są menedżerowie i przedstawiciele pokolenia Z. Mimo rosnącego zainteresowania elastycznością, wciąż to klasyczny etat daje największe poczucie bezpieczeństwa, aż 81% osób wskazuje go jako najbardziej atrakcyjną formę zatrudnienia. Takie wnioski płyną z analizy Manpower.

Wyniki badania Manpower pokazują, że umowa o pracę na pełen etat nadal cieszy się największą popularnością (81%). Znacznie mniej osób preferuje umowę o pracę na część etatu (17%), umowę zlecenie lub o dzieło (11%) oraz kontrakt B2B (11%). Ankietowani zostali zapytani, czy rozważyliby pracę projektową jako jedyną formę zatrudnienia, czyli realizację konkretnych projektów lub zleceń zamiast stałego etatu. 43% ankietowanych deklaruje, że mogłoby spróbować takiego modelu, 40% nie widzi siebie w takiej formule, a 17% nie ma jeszcze zdania.

– Polski rynek pracy coraz wyraźniej docenia elastyczne modele współpracy. Umowa o pracę wciąż pozostaje fundamentem, zapewnia stabilność i przewidywalność, jednak obok niej rośnie przestrzeń dla kontraktów B2B, które dają kandydatom większą swobodę i poczucie wpływu na własną ścieżkę kariery. Coraz więcej kandydatów deklaruje otwartość na jasno zdefiniowane kontrakty, które łączą bezpieczeństwo z różnorodnością doświadczeń. To polskawersja gig economy, nie przypadkowe zlecenia, lecz ambitne przedsięwzięcia w wielu branżach. W inżynierii obejmują one R&D, uruchamianie nowych linii i zakładów, modernizacje instalacji, projekty automatyzacji, robotyzacji i transferów technologii. Natomiast w konsultingu praca projektowa to audyty transformacyjne, wdrożenia strategii ESG, reorganizacje łańcuchów dostaw czy kompleksowe programy zmian – mówi Marta Szymańska, ekspertka rynku pracy, menedżerka w Manpower.

Pokolenie Z stawia na elastyczność

Analiza pokazuje wyraźne różnice pokoleniowe w preferowanych formach zatrudnienia. Umowa o pracę na pełen etat dominuje wśród osób w wieku 30–39 lat (90%) oraz 40–49 lat (85%). Rzadziej wybierają ją pięćdziesięciolatkowie (82%), przedstawiciele pokolenia Z (75%) oraz osoby 60+ (70%), choć i w tych przypadkach pozostaje preferowaną formą zatrudnienia. Część etatu najczęściej wskazują pracownicy 60+ (23%), a młodzi w wieku 18–29 lat częściej niż inne grupy wybierają kontrakty B2B (15%).

– Na rynku pracy coraz wyraźniej widać dwie równoległe zmiany. Z jednej strony pokolenie Z dużo chętniej niż wcześniejsze generacje wybiera elastyczne formy współpracy takie jak kontrakty B2B, pracę projektową, a także hybrydę kilku aktywności naraz. Dla młodych pracowników autonomia i możliwość samodzielnego kształtowania swojej ścieżki zawodowej są po prostu ważniejsze niż stabilność etatu. To efekt zarówno zmiany wartości, jak i doświadczeń ostatnich lat takich jak pandemia, praca zdalna oraz cyfryzacja, które pokazały, że kariera wcale nie musi być liniowa. Jednocześnie rośnie zainteresowanie elastycznymi formami pracy wśród osób 60+. Coraz więcej seniorów wybiera niepełny etat, aby stopniowo przejść na emeryturę albo po prostu pozostać aktywnym zawodowo. Przy starzejącym się społeczeństwie jest to kierunek, który może realnie odciążyć rynek pracy i pomóc w utrzymaniu kluczowych kompetencji w firmach. Warto pamiętać, że osoby z długim doświadczeniem zawodowym odgrywają kluczową rolę w transferze wiedzy, a elastyczny czas pracy daje im przestrzeń, by robić to w sposób, który nie obciąża ich zdrowotnie ani organizacyjnie – podkreśla Marta Szymańska.

Rada ds. Przemysłu Drzewnego i Meblarskiego rozpoczęła prace. Branża liczy na przełom

24 listopada 2025 r. w Ministerstwie Rozwoju i Technologii odbyło się pierwsze posiedzenie Rady ds. Przemysłu Drzewnego i Meblarskiego przy Prezesie Rady Ministrów – nowego forum współpracy administracji, przemysłu i nauki. Podczas posiedzenia omówiono kluczowe wyzwania stojące przed sektorem, w tym zapewnienie stabilnej dostępności surowca drzewnego, konkurencyjnych warunków cenowych oraz konieczność modernizacji regulacji wpływających na gospodarkę leśną. Przedstawiciele branży, w tym Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli, wyrazili nadzieję, że prace Rady staną się realnym impulsem dla uporządkowania zasad funkcjonowania rynku i wzmocnienia konkurencyjności polskiego przemysłu.

W pierwszym posiedzeniu Rady ds. Przemysłu Drzewnego i Meblarskiego udział wzięli przedstawiciele rządu, Lasów Państwowych, środowiska naukowego oraz organizacji branżowych. Ogólnopolską Izbę Gospodarczą Producentów Mebli reprezentował wiceprezes Izby Piotr Wójcik. Obradom przewodniczył minister finansów i gospodarki Andrzej Domański, który podkreślił strategiczną rolę przemysłu drzewnego i meblarskiego dla polskiej gospodarki oraz konieczność zapewnienia stabilnych warunków jego rozwoju. Dyskusję prowadził również dyrektor Departamentu Innowacji i Polityki Przemysłowej Zbysław Ziemacki, prezentując główne zagadnienia wymagające pilnych działań.

Najważniejsze postulaty zgłaszane przez branżę

Podczas swojego wystąpienia OIGPM wskazała na kluczowe potrzeby przedsiębiorstw meblarskich i drzewnych, w tym:

  • zapewnienie stabilnej i przewidywalnej dostępności surowca na poziomie ok. 40 mln m³ rocznie, zgodnie ze strukturą zapotrzebowania przemysłu;
  • ustalanie cen bazowych drewna w oparciu o rzeczywiste mechanizmy rynkowe, pozwalające zachować konkurencyjność polskich firm na rynkach międzynarodowych;
  • rewizję decyzji administracyjnych ograniczających pozyskanie drewna, które wpływają na ciągłość produkcji i stabilność przedsiębiorstw.

Postulaty te korespondowały z przedstawioną w trakcie posiedzenia analizą aktualnej sytuacji sektora, która jednoznacznie wskazywała na pilną potrzebę uporządkowania zasad funkcjonowania rynku surowcowego.

Głos nauki: konieczne zmiany w prawie i pilna reakcja na problemy zdrowotne lasów

Profesor Jarosław Socha, przedstawiciel Polskiej Akademii Nauk przedstawił alarmujące dane dotyczące kondycji zdrowotnej polskich lasów. Zwrócił uwagę, że w krótkiej perspektywie zagrożonych może być nawet 50 mln m³ zasobów, a w horyzoncie dekady – 200–400 mln m³. Jak wskazał, obecne regulacje utrudniają szybkie reagowanie na narastające problemy ekologiczne i strukturalne. Jego zdaniem potrzebne są zarówno zmiany legislacyjne, jak i rzetelna kampania informacyjna dotycząca gospodarki leśnej.

Wymiana argumentów i różnice w podejściu

Przedstawiciele Ministerstwa Klimatu i Środowiska zaprezentowali prognozy pozyskania drewna do 2030 r., zakładające 38–40 mln m³ rocznie. Podkreślali, że ograniczenia wynikające z ochrony starolasów mają być rekompensowane intensyfikacją zabiegów pielęgnacyjnych i obniżeniem wieku rębności. Wyjaśnienia te zostały przyjęte przez pozostałych uczestników z ostrożnością, co pokazuje, jak ważne jest wypracowanie spójnego, opartego na danych podejścia do polityki surowcowej.

Kontrakt Branżowy i drewno jako surowiec strategiczny

Istotną częścią posiedzenia była również prezentacja założeń do Kontraktu Branżowego oraz dyskusja o planowanej ustawie uznającej drewno za surowiec strategiczny. MRiT zapowiedziało szeroką współpracę z przedstawicielami przemysłu w tworzeniu dokumentów.

Dalsze kroki – prace zespołu roboczego i kolejne posiedzenie

Ustalono, że kolejne posiedzenie Rady odbędzie się do 15 lutego 2026 r. W międzyczasie rozpocznie działalność zespół roboczy, który przygotuje szczegółowe rekomendacje do dalszych obrad.

Zaangażowanie OIGPM

Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli będzie aktywnie uczestniczyć w pracach Rady i zespołów eksperckich. Kluczowym celem OIGPM pozostaje zapewnienie stabilnych dostaw surowca, wzmocnienie konkurencyjności przedsiębiorstw oraz stworzenie przewidywalnych warunków rozwoju całego sektora.

Branża ma nadzieję, że powołana Rada stanie się realną platformą zmian i umożliwi wypracowanie rozwiązań, które zapewnią długofalową stabilność jednej z najważniejszych gałęzi polskiej gospodarki.

Globalny ruch danych mobilnych rośnie o 20% r/r. 5G obsługuje już 43% całego wolumenu

  • Obecnie 33 operatorów (CSP) oferuje usługi zróżnicowanej łączności oparte na technologii network slicing. Łącznie obejmują one 65 różnych ofert.
  • Nowy raport firmy Ericsson przewiduje, że do końca 2031 roku liczba subskrypcji 5G osiągnie 6,4 miliarda, co będzie stanowić 2/3 wszystkich aktywnych abonamentów mobilnych.
  • Szacuje się, że do końca 2031 roku około 1,4 miliarda osób będzie korzystać z szerokopasmowego dostępu FWA, z czego 90 procent za pośrednictwem sieci 5G.

Wdrażanie sieci 5G Standalone (5G SA) przełożyło się w 2025 roku na wyraźny wzrost liczby operatorów telekomunikacyjnych, którzy oferują zróżnicowane modele komercyjne oparte na technologii Network Slicing w sieciach 5G SA. Rozwiązanie to, dzięki przydzielaniu dedykowanych fragmentów sieci (plastrów) pod konkretne zastosowania, umożliwia operatorom gwarantowanie klientom jakości usług. Dane pochodzą z analiz, pogłębionego raportowania i prognoz zawartych w listopadowej edycji raportu Ericsson Mobility z 2025 roku.

Ponad 90 operatorów uruchomiło lub wprowadziło w ograniczonym zakresie sieci 5G Standalone (5G SA). To około 30 operatorów więcej, względem analogicznego okresu w ubiegłym roku oraz o 20 więcej względem raportu firmy Ericsson z czerwca 2025 roku.

Analitycy odpowiedzialni za raport firmy Ericsson zidentyfikowali 118 przypadków, obejmujących 56 operatorów, w których Network Slicing jest wykorzystywany do świadczenia usług zróżnicowanej łączności.

Spośród tych 118 przypadków, 65 wyszło poza etap proof of concept i zostało wdrożonych komercyjnie u 33 operatorów. Obejmują one zarówno usługi subskrypcyjne, jak i dodatkowe pakiety dla klientów indywidualnych oraz biznesowych.

21 z 65 ofert komercyjnych, czyli niemal jedna trzecia, została wprowadzona w 2025 roku.

„Operatorzy na całym świecie chętnie wdrażają sieci 5G SA, aby oferować zróżnicowaną łączność opartą na usługach o wartości dodanej, a nie wyłącznie na pakietach danych” – mówi Erik Ekudden, wydawca raportu Ericsson Mobility i CTO w firmie Ericsson. „Jak pokazują studia przypadków opublikowane w bieżącej edycji raportu, 5G SA już teraz umożliwia świadczenie usług o zróżnicowanej łączności. W 2025 roku wielu operatorów przeszło od fazy proof of concept do komercyjnego wdrożenia. Spodziewamy się kontynuacji tego trendu,” dodaje.

Listopadowa edycja raportu Ericsson Mobility z 2025 roku obejmuje nowy horyzont prognoz, od 2025 do końca 2031 roku.

Nowy okres raportowy uwzględnia również pierwsze przewidywane wdrożenia komercyjnego 6G. Bazując na dotychczasowych cyklach upowszechniania kolejnych generacji sieci mobilnych, analitycy tworzący raport firmy Ericsson oczekują, że pierwsze komercyjne uruchomienia zostaną przeprowadzone przez wiodących operatorów na takich rynkach jak Stany Zjednoczone, Japonia, Korea Południowa, Chiny, Indie oraz wybrane kraje Zatoki Perskiej.

Globalna liczba subskrypcji 6G ma według prognoz osiągnąć 180 milionów do końca 2031 roku. Nie uwzględnia to jednak wczesnego wzrostu liczby urządzeń Internetu Rzeczy wspieranych przez AI. Liczba ta może okazać się znacząco wyższa, jeśli komercyjne wdrożenia 6G rozpoczną się wcześniej niż wynika to z dotychczasowych cykli.

Komercyjne wdrożenia sieci 6G w Europie spodziewane są około rok później niż w innych krajach. Opóźnienie to, w porównaniu z cyklem wdrażania 5G, wynika przede wszystkim z relatywnie późniejszych implementacji 5G SA na rynku europejskim.

Rozszerzone mobilne usługi szerokopasmowe jako jedno z głównych zastosowań 5G, mają osiągnąć ponad 6,4 miliarda subskrypcji do końca 2031 roku, co będzie stanowiło około dwie trzecie wszystkich abonamentów mobilnych w tym okresie. Około 4,1 miliarda z tych subskrypcji (czyli około 65 procent) ma stanowić 5G SA.

Pod względem zasięgu geograficznego, w 2025 roku dostęp do sieci 5G uzyskało kolejne 400 milionów osób na świecie. Szacuje się, że do końca 2025 roku około 50 procent globalnej populacji, poza Chinami kontynentalnymi, znajdzie się w zasięgu 5G.

„Tempo wdrażania technologii 5G nadal rośnie. Do końca 2025 roku liczba subskrypcji 5G ma osiągnąć 2,9 miliarda, co będzie stanowić jedną trzecią wszystkich abonamentów mobilnych. To wzrost o 600 milionów rok do roku. Wśród kluczowych czynników tego trendu znajduje się rosnąca liczba sieci 5G Standalone umożliwiających świadczenie usług zróżnicowanej łączności, 20-procentowy roczny wzrost ruchu w sieciach mobilnych oraz coraz częstsze wdrożenia stałego dostępu bezprzewodowego FWA” – komentuje Martin Mellor, Country Manager firmy Ericsson w Polsce.

„Globalne przejście na architekturę 5G otwiera drogę do nowych modeli usług i lepszych doświadczeń użytkowników, zarówno w segmencie konsumenckim, jak i biznesowym. Polski rynek telekomunikacyjny również będzie czerpać korzyści z tych trendów, ponieważ operatorzy poszerzają zasięg 5G i przygotowują się do wdrażania zastosowań, które ukształtują kolejny etap cyfryzacji” – dodaje.

Wolumen przesyłanych danych w sieciach mobilnych wzrósł o 20 procent między trzecim kwartałem 2024 roku a analogicznym okresem 2025 roku. To nieco większy wzrost niż zakładano, na który wpływ miały głównie Chiny kontynentalne i Indie. Przewiduje się dalszy stały wzrost na średnim poziomie 16 procent rocznie do 2031 roku.

Oczekuje się, że do końca 2025 roku sieci 5G będą obsługiwać 43 procent całego ruchu danych mobilnych, w porównaniu do 34 procent odnotowanych w analogicznym okresie ubiegłego roku. Eksperci firmy Ericsson prognozują, że udział ten wzrośnie do 83 procent w 2031 roku.

Stały dostęp bezprzewodowy FWA pozostaje jednym z kluczowych zastosowań technologii 5G. Listopadowa edycja raportu Ericsson Mobility z 2025 roku przewiduje, że do końca 2031 roku około 1,4 miliarda osób na świecie będzie korzystać z usług FWA, z czego 90 procent za pośrednictwem 5G.

Analitycy stojący za przygotowaniem najnowszego raportu firmy Ericsson zidentyfikowali 159 dostawców, którzy obecnie oferują usługi FWA w oparciu o sieć 5G, co stanowi około 65 procent wszystkich dostawców FWA. Od listopadowej edycji raportu z 2024 roku odsetek operatorów oferujących taryfy oparte na prędkości, będące popularnym modelem monetyzacji w przypadku stacjonarnego internetu światłowodowego lub kablowego, wzrósł z 43 do 54 procent.

Raport Ericsson Mobility, bazujący na unikalnych danych i analizach firmy Ericsson i jej partnerów, od momentu swojej premiery w 2011 roku stanowi kluczowe źródło wiedzy na temat danych sieciowych, wydajności, statystyk i prognoz dla całej branży.

Farm Innovations wejdzie na NewConnect w 2026 r. Spółka zebrała od inwestorów 4,7 mln zł na rozwój

Farm Innovations S.A. przygotowuje się do debiutu na rynku NewConnect. Spółka tworząca i rozwijająca rozwiązania w obszarze vet-tech w ostatniej emisji akcji pozyskała ok. 4,7 mln zł, które zamierza przeznaczyć na dalszy rozwój. Wejście na giełdę ma wspomóc firmę w ekspansji w sektorze technologii identyfikacyjnych, monitorujących parametry zdrowotne zwierząt oraz rozwiązań ubezpieczeniowych dla hodowców i właścicieli zwierząt towarzyszących. Debiut na NewConnect zaplanowany jest na pierwszy kwartał 2026 r.

Farm Innovations od 9 lat rozwija technologie oparte na chipach podskórnych, które umożliwiają automatyczną identyfikację i pomiar temperatury ciała oraz urządzenia monitorujące aktywność ruchową i warunki otoczenia zwierząt gospodarskich. Dzięki nim hodowcy otrzymują dane w czasie rzeczywistym, co pozwala wcześniej reagować na niepokojące sygnały i poprawiać jakość opieki oraz wydajność hodowli. Rozwiązania spółki zastępują tradycyjne, często bolesne i nietrwałe metody identyfikacji, takie jak kolczykowanie, wprowadzając w ich miejsce w pełni zautomatyzowane systemy pomiaru i monitoringu. Planowany debiut na NewConnect to dla firmy kolejny etap w umacnianiu pozycji na rynku vet-tech w Polsce, a w dalszych krokach – również w Europie.

– Debiut na NewConnect to dla nas możliwość pokazania, że polska innowacja w sektorze zwierząt hodowlanych i gospodarskich może konkurować na rynku europejskim. Zakończona sukcesem emisja akcji, w ramach której pozyskaliśmy blisko 4,7 mln zł, potwierdziła zaufanie inwestorów i pokazuje, że nasz model biznesowy ma mocny potencjał rozwojowy – mówi Sebastian Przeniosło, prezes Farm Innovations S.A.

Do tej pory spółka oznakowała ponad 100 tys. zwierząt hodowlanych, w tym ponad 80 tys. koni i 10 tys. alpak. Obecnie Farm Innovations posiada 100% udziału w rynku chipowania nowonarodzonych koni w Polsce i jako jedyny oficjalny dostawca chipów podskórnych wpisana jest na listę Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Spółka współpracuje także z Instytutem Zootechniki w Krakowie oraz Polskim Związkiem Hodowców Koni.

W ramach dalszego rozwoju technologii identyfikacyjnych firma wprowadza do krajowego systemu nową generację znaczników – thermochipy. To zaawansowane transpondery, które poza klasyczną identyfikacją umożliwiają również bezinwazyjny pomiar temperatury ciała zwierzęcia. Każdy thermochip posiada unikalny 15-cyfrowy numer identyfikacyjny oraz wbudowany moduł pomiarowy, dzięki czemu hodowca może w ciągu kilku sekund odczytać temperaturę za pomocą dedykowanego czytnika. Rozwiązanie jest zgodne z obowiązującymi przepisami i zostało oficjalnie wprowadzone do praktyki identyfikacyjnej przez Polski Związek Hodowców Koni.

Ogromny potencjał rozwojowy dla spółki tworzy procedowana obecnie ustawa o obowiązkowym chipowaniu psów i kotów. W naszym kraju żyje ok. 8 mln psów i 7 mln kotów, a każdego roku rodzi się ok. 1,5 mln nowych zwierząt. Przepisy wprowadzą obowiązek chipowania wszystkich nowo narodzonych zwierząt, a właściciele psów urodzonych przed wejściem w życie ustawy, będą mieli trzy lata na ich oznakowanie. Według szacunków oznacza to rynek wart nawet 85 mln zł – ok. 70 mln zł w segmencie psów i 15 mln zł w segmencie kotów.

Zbudowana przez Farm Innovations infrastruktura danych i technologii pomiarowych zainteresowała również ubezpieczycieli, otwierając spółce dostęp do nowego segmentu rynku. Firma we współpracy z PIB Group i Polską Izbą Mleka rozwija pierwsze w Polsce ubezpieczenia grupowe dla bydła mlecznego. Kolejne w planach są ubezpieczenia dla koni oraz psów i kotów. Dla porównania obecnie ubezpieczenia zwierząt domowych obejmują w Polsce zaledwie 1% zwierząt, podczas gdy w Szwecji – 90%, a w Danii – 40%.

Naszym celem jest nie tylko rozwój technologii, ale też edukacja rynku i wprowadzenie nowoczesnych ubezpieczeń dla zwierząt. Chcemy zmienić sposób, w jaki Polacy dbają o swoje zwierzęta, tak jak zrobiono to w Skandynawii, tworząc nowoczesny ekosystem technologii i ubezpieczeń. Polska zasługuje na podobne rozwiązania, a my chcemy być pierwszym graczem, który to kompleksowo zrealizuje – podkreśla Mariusz Muszyński, przewodniczący Rady Nadzorczej Farm Innovations S.A.

Szacunki Mordor Intelligence wskazują, że wartość rynku pet-tech (którego częścią jest vet-tech) w 2025 r. wyniesie 12,47 mld USD, a do 2030 r. osiągnie 23,88 mld USD, przy średniorocznym tempie wzrostu (CAGR) na poziomie 13,87% w okresie prognozowania (2025–2030).

W Polsce jeździ już 117,9 tys. aut elektrycznych, a udział w sprzedaży nowych aut sięga 9,1%

0
  • Na koniec października 2025 r. łączna liczba zarejestrowanych w Polsce samochodów całkowicie elektrycznych (BEV) wynosiła 117 948 sztuk. Na rynku e-mobility został odnotowany kolejny rekord: udział BEV na rynku nowych samochodów osobowych wyniósł 9,1% – to ponad trzy razy więcej niż na koniec 2024 r.
  • Liczba ogólnodostępnych punktów ładowania w ubiegłym miesiącu wzrosła do 11 307, z czego 4 006 (czyli 35%) stanowiły punkty DC.
  • W październiku 2025 r. udział ogłoszeń BEV w łącznej liczbie ofert pojazdów używanych na portalu OTOMOTO utrzymał się na poziomie 1,0%.
  • Polish EV Outlook Index (PEVO Index) to comiesięczne zestawienie kluczowych danych i statystyk sektora e-mobility w Polsce.

F5A_PEVO_Index_2025-10

Samochody elektryczne

Na koniec października 2025 r. flota osobowych, dostawczych i ciężarowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV) w Polsce liczyła 117 948 szt. Park osobowych BEV składał się z 107 718 sztuk (+58% r/r), a liczba rejestracji nowych pojazdów tego typu wyniosła 4 811 sztuk (wzrosła o 319% rok do roku). Na koniec października 2025 r. flota całkowicie elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarowych zwiększyła się do 10 230 szt. (+36% r/r). Park osobowych, wodorowych FCEV liczył 522 sztuk (+105% r/r). Najpopularniejszymi nowymi osobowymi modelami BEV w październiku 2025 r. były BYD Dolphin Surf (422 zarejestrowane sztuk), Audi Q4 e-tron (252 sztuk) oraz Leapmotor T03 (334 sztuk). Na podium wśród marek znalazły się Audi, BYD oraz BMW. Udział BEV na rynku nowych samochodów osobowych w październiku 2025 r. wyniósł 9,1%, co stanowi kolejny z rzędu rekord na polskim rynku elektromobilności.

Infrastruktura ładowania

W Polsce na koniec października 2025 r. funkcjonowało 11 307 (+43% r/r) ogólnodostępnych punktów ładowania, w tym 7 301 AC (+28% r/r) oraz 4 006 DC (+62% r/r). Wzdłuż sieci TEN-T było dostępnych 1180 punktów ładowania, czyli o 42% więcej niż w październiku 2025 r. „PEVO Index” zawiera ponadto informacje na temat miast o najlepiej rozwiniętej infrastrukturze dla pojazdów zeroemisyjnych. Pierwsza jest Warszawa (843 punkty w październiku 2025 r.), a kolejne miejsca zajmują Gdańsk (366), Poznań (357), Kraków (335) oraz Szczecin (314).

Rynek zeroemisyjnych pojazdów używanych

„PEVO Index” obejmuje również dane na temat oferty na rynku wtórnym elektromobilności w Polsce. Pod koniec października 2025 r. liczba ogłoszeń używanych BEV na portalu OTOMOTO wynosiła 4 277. To spadek o 8% r/r. Udział ogłoszeń samochodów całkowicie elektrycznych w łącznej liczbie ogłoszeń pojazdów używanych utrzymuje się na poziomie 1,0%. Takie oferty odpowiadały w październiku za 1,4% wszystkich odsłon ogłoszeń na portalu OTOMOTO. Najpopularniejszymi pod względem podaży modelami BEV na wtórnym rynku e-mobility w Polsce były Tesla Model 3 (231 ogłoszeń we październiku 2025 r. ze średnią ceną 108 183 PLN), Nissan Leaf (228 ogłoszeń ze średnią ceną 54 519 PLN) oraz BMW i3 (148 ogłoszeń ze średnią ceną 65 342 PLN).

Dane do „PEVO Index” dostarczają: F5A, PSNM, IBRM Samar oraz OTOMOTO.

Polski biznes szybko wdraża AI, ale wciąż bez długoterminowej strategii

Polski biznes bardzo szybko zaadaptował rozwiązania AI, ale nie wie, jak je wykorzystywać w pełni i długofalowo. Raport pokazuje, że prawie 2/3 firm angażuje AI w krótkoterminowe działania.

(26 listopada 2025 r.)  SAS – globalny lider w obszarze danych i sztucznej inteligencji – zaprezentował wyniki nowego badania dotyczącego wykorzystania, wpływu oraz poziomu zaufania do AI. Według raportu IDC Data and AI Impact Report: The Trust Imperative, przygotowanego pod patronatem SAS, liderzy działów IT i biznesu deklarują, że Polska przewyższa średnią światową w implementacji narzędzi AI w każdej z czterech kategorii: generatywnej, tradycyjnej, agentowej i kwantowej.

Jednak 60% respondentów z Polski określiła podejście swojej organizacji do AI jako „koncentrację krótkoterminową”, czyli taką, w której inicjatywy związane ze sztuczną inteligencją w firmie nie mają długofalowego zastosowania. Dla porównania – średnia UE jest prawie dwukrotnie niższa (35,1%). Jednocześnie tylko 6% polskiego biznesu, w porównaniu do 11% w Europie, podchodzi do AI w sposób “transformacyjny”, co oznacza, że w organizacji utworzono długoterminowy plan inwestycyjny, a AI ma wpływ na strategie tworzenia modeli biznesowych i doświadczeń związanych z produktami lub usługami.

Z jednej strony zainteresowanie oraz implementacja AI w Polsce są na bardzo wysokim poziomie, z drugiej większość respondentów dalej patrzy na rozwiązania AI w perspektywie „tu i teraz”. Widzimy, że biznes szuka nowych rozwiązań i je testuje, ale ciągle nie potrafi zaufać im i kontrolować na tyle, aby oprzeć o nie krytyczne procesy – mówi Artur Skalski, Head of Customer Advisory, SAS Polska.

Problemem nie jest infrastruktura. Polska jest coraz bliżej globalnej średniej, a wiele organizacji wychodzi już poza konfiguracje silosowe w kierunku podejść bardziej ustandaryzowanych i „zarządzanych”. Niemniej jednak postęp na najwyższym poziomie dojrzałości jest nadal ograniczony, co sugeruje, że mimo poprawy fundamentów danych, wciąż wymagają one wzmocnienia, aby w pełni wspierać godną zaufania AI w całym przedsiębiorstwie. Jakość, różnorodność i zarządzanie danymi bezpośrednio wpływają na wyniki AI, sprawiając, że do osiągania korzyści i ograniczania ryzyka niezbędne są inteligentne strategie data governance.

Wysoki stopień zaufania, ale niska wiarygodność

Jak pokazują wyniki badania SAS, optymalny poziom zgodności między zaufaniem do sztucznej inteligencji a jej wiarygodnością, czyli idealny balans, osiąga 9% organizacji na całym świecie. W Polsce to jedynie 3%. Ponadto polskie firmy nadmiernie ufają rozwiązaniom AI – blisko połowa z nich (45%) wpada w niebezpieczną sferę, określoną w raporcie jako koncepcja dylematu zaufania (w UE jest to 39%). Tylko 5% polskich organizacji jest po drugiej stronie spektrum, czyli wśród tych, którzy mają ograniczone zaufanie, pomimo solidnych podstaw wiarygodności.

Tak wysoki stopień zaufania, bez rzeczywistej kontroli jakości, w połączeniu z tendencją do częstego wykorzystywania różnych form AI w sposób doraźny może prowadzić do niebezpiecznych sytuacji, w których organizacja oprze swoją strategię na błędnych wnioskach mówi Artur Skalski. Ciekawe jest to, że jednocześnie polskie firmy częściej niż globalna średnia (o 9 p.p.) deklarują, że kładą szczególny nacisk na dokładność i wiarygodność wyników AI, uznając je za priorytety. Możemy przypuszczać, że zaufanie nie wynika z lekkomyślności, ale raczej z przekonania o potencjale tej technologii.

Rozwiązania prawne w pogoni za technologią

W Polsce presja regulacyjna wokół wykorzystania danych jest wyraźnie silniejsza niż w większości krajów. Polskie organizacje częściej niż globalni konkurenci wskazują na bariery prawne związane z przepływem informacji zgłaszają problemy z przekazywaniem danych między organizacjami i partnerami aż o 22,5 p.p. częściej niż wynosi średnia światowa. Jako dodatkowe utrudnienie wskazują również przepisy nakazujące, by dane pozostawały w granicach kraju, co ogranicza możliwości współpracy transgranicznej i wykorzystania chmury. Z drugiej strony, polskie organizacje rzadziej dostrzegają presję związaną z regulacjami dotyczącymi algorytmów czy lokalizacji dostawców w tych obszarach obawy są mniejsze niż na innych badanych rynkach.

Największe wyzwania polskiego AI

Polskie firmy coraz lepiej rozumieją potencjał danych, ale wciąż mają problem z ich praktycznym wykorzystaniem. Częściej niż globalna średnia (+5 p.p.) wskazują trudności z dostępem do odpowiednich źródeł danych. To pokazuje, że integracja i efektywne wykorzystanie informacji na potrzeby AI wciąż stanowią jedno z głównych wyzwań. Z kolei kwestie etyczne takie jak stronniczość modeli czy prywatność danych budzą w Polsce mniejsze obawy niż w innych krajach. To sygnał, że lokalne organizacje skupiają się przede wszystkim na niezawodności i jakości technologii, traktując zagadnienia etyki i zgodności z przepisami jako dalszy etap dojrzewania rynku AI.

– Polska jest dziś jednym z najbardziej dynamicznych rynków pod względem wdrażania sztucznej inteligencji, ale tempo nie zawsze idzie w parze z dojrzałością. Biznes potrafi eksperymentować i szybko się uczy, jednak AI stanie się rzeczywistym motorem transformacji dopiero w momencie, w którym zacznie opierać swoje decyzje na wiarygodnych danych, klarownych zasadach i odpowiedzialnych ramach zarządzania. Teraz kluczowe będzie zbudowanie mechanizmów weryfikacji i kontroli, które pozwolą firmom przejść od intuicyjnego entuzjazmu do świadomego, odpowiedzialnego korzystania z AI – opartego na danych, przejrzystości i wiarygodności modeli. Wówczas polskie firmy przejdą od testowania AI do realnej, trwałej zmiany – podsumowuje Artur Skalski.

Badanie opiera się na globalnej ankiecie przeprowadzonej wśród 2 375 respondentów z Ameryki Północnej i Łacińskiej, Europy, Bliskiego Wschodu, Afryki oraz regionu Azji i Pacyfiku. Uczestnikami byli zarówno specjaliści IT, jak i liderzy obszarów biznesowych, co pozwoliło uchwycić perspektywy łączące świat technologii i biznesu.

Start czwartego naboru w Kredycie ekologicznym. Pula 350 mln zł

Trwa czwarty nabór w Kredycie ekologicznym, ostatni w aktualnej perspektywie finansowej na lata 2021-2027. Warto wykorzystać tą szansę na sfinansowanie inwestycji zwiększających efektywność energetyczną firmy.

Kredyt ekologiczny to możliwość połączenia rozwoju biznesu, wprowadzania nowoczesnych, ekologicznych technologii z troską o środowisko. Ma postać kredytu inwestycyjnego, którego część kapitałową spłaca dotacja, w postaci tzw. „premii ekologicznej”. Dofinansowanie wynosi do 80% kosztów kwalifikowanych inwestycji, w zależności od wielkości firmy, jej lokalizacji oraz typu pomocy publicznej. O wsparcie mogą się ubiegać firmy zatrudniające mniej niż 3 tys. pracowników. Ze względu na formułę wsparcia, obowiązkowe jest pozyskanie promesy kredytowej lub umowy warunkowej, którą oferują wybrane banki komercyjne, w tym Bank Millennium. Wniosek składa się do Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK).

Kolejna edycja konkursu Kredyt ekologiczny potwierdza, że popyt na finansowanie proekologicznych inwestycji stale rośnie. Widzimy to w liczbie składanych projektów w konkursie. W pierwszym naborze było 345 wniosków, w trzecim już 693 czyli dwukrotnie więcej w ciągu 2 lat trwania konkursu. Wartość wnioskowanego dofinansowania również rosła z każdym naborem. Wartość wniosków w trzecim naborze to aż 2,3 mld zł, wartość dofinansowania, przyznanego na podstawie tych wniosków to 794 mln zł dla 257 projektów.

W efekcie tak dużego zainteresowania konkursem, jego alokacja została już prawie wyczerpana. W czwartym naborze, który został zaplanowany od 24 października 2025 r. do 8 stycznia 2026 r. budżet konkursu wynosi 350 mln zł. Warto jednak zaznaczyć, że BGK, który jest jego organizatorem, nie wyklucza zwiększenia alokacji.

Przedmiot inwestycji podlegających dofinansowaniu nie zmienił się w nowym naborze. Firmy nadal mogą sfinansować modernizację posiadanej infrastruktury budynków i maszyn, przy czym efektem modernizacji musi być ograniczenie zużycia energii pierwotnej o minimum 30% w porównaniu do bieżącego zużycia. Ponadto elementem projektu może być zastosowanie odnawialnych źródeł energii w wysokości max. 50% wydatków kwalifikowanych projektu, co jest nowością w aktualnym naborze.

Wprowadzono również uproszczenia w zakresie lokalizacji inwestycji. Dopuszczono możliwość prowadzenia inwestycji na kilku działkach, które nie sąsiadują ze sobą. Mogą być one oddzielone od siebie np. drogą, torami lub gruntem należącym do innego właściciela, pod warunkiem, że nieruchomości te będą połączone tzw. wewnętrznym łącznikiem energetycznym, należącym do firmy składającej wniosek o dofinansowanie.

Czynnikiem sukcesu w pozyskaniu dofinansowania jest prawidłowo przeprowadzony audyt energetyczny i/lub audyt efektywności energetycznej. To on definiuje, czy wymagana będzie termomodernizacja obiektu, czy tylko wymiana maszyn, jaki system zostanie zastosowany w zakresie np. OZE czy w zakresie wymiany źródeł ciepła, które są niezbędne do przeprowadzenia inwestycji.

Kluczowym jest też wybór partnera, który przeprowadzi firmę przez proces aplikacji w konkursie i pomoże w doborze ekspertów. W Banku Millennium przedsiębiorcy mogą skorzystać ze wsparcia zespołu ekspertów w Centrum Kompetencji Funduszy Unijnych, którzy pomogą zaplanować inwestycję, wybrać najlepiej dopasowaną do potrzeb formę finansowania inwestycji z wykorzystaniem funduszy unijnych, czy jako uzupełnienie finansowanie w ramach kredytu czy leasingu.

Dodatkowo, dzięki współpracy z organizacją Pracodawcy RP, w ramach projektu „Energia Pracodawców RP” finansowanego z programu ELENA, firma może skorzystać z dopłaty do kosztów audytu oraz dokumentacji technicznej w wysokości 90%.

Autor: Laura Kloch, ekspertka Centrum Kompetencji Funduszy Unijnych w Banku Millennium

Nowe narzędzia szkoleniowe i scenariusze ISR. Purple Ray Studio partnerem Farada Group

Purple Ray Studio S.A., krakowski deweloper technologii interaktywnych i gier wideo, podpisał list intencyjny z Farada Group Sp. z o.o., jedną z najbardziej innowacyjnych polskich firm rozwijających systemy dronowe dla zastosowań zarówno cywilnych, jak i wojskowych. Dokument otwiera drogę do współpracy w zakresie zaawansowanych wizualizacji, symulacji i narzędzi szkoleniowych dla systemów bezzałogowych oraz sensorów, co stanowi dla Purple Ray Studio kolejny krok w kierunku rozwijania działalności dual-use w oparciu o know-how wypracowane w branży gier.

W porozumieniu Spółki deklarują wolę współpracy w obszarach nowoczesnych wizualizacji i symulacji, obejmujących m.in. tworzenie modeli 3D dronów, zaawansowane scenariusze ISR (Intelligence, Surveillance, Reconnaissance, czyli Wywiad, Nadzór i Rozpoznanie), interaktywne prezentacje produktów i technologii Farada Group, a także narzędzia szkoleniowe w tym interaktywne aplikacje. Zgodnie z treścią listu intencyjnego Purple Ray Studio ma dostarczyć Faradzie rozwiązania pokazujące możliwości jej produktów i systemów w zróżnicowanych środowiskach, warunkach pogodowych oraz przy użyciu technik interaktywnej symulacji.

Purple Ray Studio S.A. to polska spółka technologiczna wywodząca się z branży gier wideo, wyspecjalizowana w tworzeniu zaawansowanej grafiki 3D, środowisk interaktywnych i symulacji. Firma jest znana m.in. z produkcji gry „Boti: Byteland Overclocked” oraz projektów opracowywanych na rynek globalny. Doświadczenie zdobyte w gamedevie pozwala spółce rozwijać technologie, które znajdują zastosowanie również w sektorach przemysłowych, szkoleniowych i defence, otwierając drogę do realizacji kontraktów dual-use i projektów wymagających wysokiej jakości rozwiązań interaktywnych. Dzięki temu spółka może naturalnie skalować swoją działalność na rynki o wysokich wymaganiach technologicznych i stale wzmacniać portfolio poza tradycyjnym segmentem gier.

Cieszymy się, że będziemy mogli wykorzystać nasze doświadczenie i technologię w branży dronowej oraz wesprzeć Farada Group w realizacji jej ambitnych celów. Współpraca w obszarze wizualizacji i symulacji produktów dual-use to szansa na zbudowanie przez nas nowej gałęzi usług, w której chcemy się rozwijać. Naszą intencją jest pozyskiwanie kolejnych kontraktów o podobnym charakterze i dalsze wzmacnianie tych kompetencji w oparciu o technologie wytworzone przez Purple Ray Studio – powiedział Robert Baranowski, Prezes Zarządu Purple Ray Studio S.A.

W następnych krokach strony planują zawarcie odrębnych umów wykonawczych obejmujących opracowanie kluczowych elementów porozumienia w zakresie m.in. demonstracji wpływu parametrów lotu na skuteczność podzespołów, symulację warunków pogodowych, prezentację różnic między rozwiązaniami oraz przygotowanie interaktywnych scenariuszy użytkownika.

Rosnący popyt na drony stymuluje również specjalistyczne usługi szkoleniowe w zakresie pilotażu. Nawiązana współpraca otwiera przed nami niesamowite możliwości w zakresie symulacji scenariuszy szkoleniowych, zwiększenia efektywności kursów oraz lepszego przygotowania dużych grup pilotów w krótszym czasie – mówi Szymon Kupaj, Prezes Farada Group.

Podpisanie listu intencyjnego z Farada Group następuje w momencie intensywnego rozwoju spółki. Zespół Purple Ray Studio skupia się głównie na produkcji flagowej gry „Project: Nightmare”, trzecioosobowej stylizowanej gry akcji z elementami typu roguelike, dziejącej się w świecie dotkniętym plagą koszmarów. Data jej wydania nie została jeszcze ogłoszona, ale wstępnie wydanie planowane jest na 2026 lub 2027 rok, natomiast pierwszym dużym kamieniem milowym będzie wydanie wersji demo tytułu. Jest ono oczekiwane w pierwszym półroczu przyszłego roku. Deweloper jednocześnie dalej zapewnia wsparcie techniczne Boti: Byteland Overclocked. Spółka realizuje też zlecenia z kategorii Work for Hire i planuje dalej rozwijać ten aspekt działalności zwłaszcza w zakresie grafiki i animacji, celem dywersyfikacji źródeł przychodów.

Purple Ray Studio zrealizowało z dużym sukcesem publiczną emisję akcji, pozyskując ponad 3,2 mln zł od inwestorów. Środki te wspierają rozwój projektów technologicznych i produkcję kolejnych produktów cyfrowych. Purple Ray Studio finalizuje obecnie proces wejścia do notowań na rynku NewConnect.

Długi branży handlowej przekroczyły 2,6 mld zł. Najmocniej cierpią małe sklepy

Zadłużenie handlu wynosi już 2,6 mld zł. Ponad połowa z tej kwoty obciąża jednoosobowe działalności gospodarcze – wynika z najnowszych danych Krajowego Rejestru Długów. Co więcej, ich długi urosły o niemal jedną czwartą w ciągu ostatnich trzech lat, osiągając 1,4 mld zł. A to nie koniec problemów małych sklepów. Dołącza do nich system kaucyjny, który może pociągać za sobą dodatkowe koszty oraz wpływać na konkurencyjność.

Jeszcze w grudniu minionego roku długi całej branży handlowej wynosiły 2,4 mld zł, a obecnie przekroczyły już 2,6 mld zł. Ponad 1,6 mld zł do spłaty ma handel hurtowy, a 1 mld zł sprzedaż detaliczna. Zwiększyło się także średnie zobowiązanie dłużnika, które wynosi 42,4 tys. zł. W szczególnie trudnej sytuacji znajdują się jednoosobowe działalności gospodarcze, które odpowiadają za ponad połowę wszystkich zaległości sektora.

Handel rośnie… w zadłużeniu

Przeterminowane zobowiązania JDG-ów z branży handlowej rosną z roku na rok. Jeszcze 12 miesięcy temu wynosiły niecałe 1,3 mld złotych, a obecnie jest to już 1,4 mld zł. Wyspecjalizowane sklepy i hurtownie rolnicze, spożywcze, maszyn i urządzeń oraz przedmiotów domowego wyposażenia uzbierały 510,3 mln zł. Natomiast handel detaliczny żywności, napojów i pozostałych wyrobów – 681,4 mln zł.

– Skalę problemów finansowych w handlu oddaje też rosnąca liczba niewypłacalności. Jak wynika z danych Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej, tylko do końca września bieżącego roku odnotowano o 6 procent więcej upadłości i restrukturyzacji handlowych niż w całym poprzednim roku. W tym wszystkim na plan pierwszy wybija się prawie półtoramiliardowe zadłużenie jednoosobowych działalności gospodarczych. Ale choć łączna kwota zaległości najmniejszych sklepów jest coraz wyższa, to spada liczba dłużników. Jeszcze trzy lata temu było ich o niemal trzy tysiące więcej. Może to oznaczać, że część z nich poradziła sobie z problemami i zniknęła z rejestru, ale te, które miały już duże obciążenie finansowe, tylko pogorszyły swą sytuację, o czym świadczy średnie zadłużenie przypadające na jednego dłużnika, które wzrosło z 26,6 tysięcy złotych do 35,6 tysięcy złotych w ciągu ostatnich trzech lat – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Sklepy spożywcze pod ciężarem kosztów

Im mniejsza firma, tym większy wpływ mają na nią koszty prowadzenia działalności, takie jak najem powierzchni, koszty magazynowania czy zatrudnienie pracowników. Dodatkowo, małe sklepy muszą konkurować marżą z dużymi sieciami handlowymi, które ze względu na skalę działalności mogą pozwolić sobie na znacznie korzystniejsze ceny dla klientów. Kolejnym czynnikiem jest rozwój e-commerce i zmieniające się zwyczaje konsumentów, którzy coraz chętniej robią zakupy przez Internet. Jak wynika z danych Krajowej Izby Gospodarczej, we wrześniu br. sprzedaż internetowa urosła o 8,8 proc. w skali roku, a więc więcej niż ogół handlu detalicznego (6,6 proc.).

W październiku do wyzwań firm z sektora handlowego dołączył system kaucyjny, który ma zwiększyć poziom recyklingu i ograniczyć ilość odpadów trafiających na wysypiska. Klienci, przy zakupie butelek plastikowych do 3 litrów, puszek aluminiowych do 1 litra oraz butelek szklanych wielokrotnego użytku do 1,5 litra, będą płacić zwrotną kaucję. Obowiązek przystąpienia do systemu i prowadzenia zbiórki mają jedynie duże sklepy o powierzchni przekraczającej 200 mkw., które sprzedają produkty w takich opakowaniach. Mniejsze sklepy muszą przyjmować jedynie butelki szklane wielokrotnego użytku, jeśli mają je w ofercie. W przypadku sprzedaży pozostałych produktów objętych kaucją, ich udział w systemie jest dobrowolny. Mimo to sytuacja rynkowa może wymusić na nich dołączenie do programu.

– Choć dane GUS-u wskazują na ożywienie w sprzedaży detalicznej, sięgające w pierwszych trzech kwartałach tego roku nawet 3,9 procent w ujęciu rocznym, zwiększa się przede wszystkim sprzedaż mebli, sprzętu RTV/AGD oraz tekstyliów i odzieży. Nie dotyczy ono konsumpcji żywności i napojów, która w tym okresie odnotowała spadek o 0,4 procent. To zły prognostyk dla małych sklepów spożywczych. Wprowadzenie systemu kaucyjnego może być dla nich kolejnym kosztem i problemem mówi Adam Łącki.

Jak wskazuje Polska Izba Handlu, jeśli sklep nie przystąpi do programu, klienci będą mieć jeszcze jeden powód, by ze względu na wygodę wybierać duże placówki. Biorąc pod uwagę doświadczenia innych krajów, prognozuje, że spadek przychodów może wynieść nawet 30 proc.

Handel w finansowej potrzebie

System kaucyjny może pociągnąć za sobą dodatkowe wydatki. Instalacja oprogramowania w sklepie, oddelegowanie pracowników do zajmowania się zbiórką oraz „kredytowanie” kaucji w oczekiwaniu, aż klient kupi produkt i ją zapłaci, to realne wyzwania dla najmniejszych podmiotów. Tymczasem małe sklepy detaliczne są już dziś winne wierzycielom 681,4 mln zł. W KRD jest ich ponad 22 tys., a średnie zadłużenie wynosi prawie 30 tys. zł. Rekordzista uzbierał przeszło 3 mln zł długu. Dla małego biznesu jednak zagrożeniem może być nawet chwilowa utrata płynności finansowej, dlatego firmy szukają sposobu, by uniknąć kłopotów.

Obserwujemy zmiany w podejściu małych detalistów do finansowania bieżącej działalności. Rośnie zainteresowanie szybkim dostępem do gotówki. To trend, który intensyfikuje się od początku 2024 roku. Wcześniej sektor detaliczny relatywnie rzadziej korzystał z usług faktoringowych, głównie ze względu na specyfikę działalności, która nie generuje dużej liczby faktur z odroczonym terminem płatności. Widzimy, że od początku tego roku, w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego, liczba przedsiębiorców detalicznych sięgających po gotówkę wzrosła o 151 procent, a wysokość kwot o 249 procent. Średnia wartość takiego refinansowania wynosi obecnie 54 tysiące złotych. Rozwiązania gotówkowe trafiają w aktualne potrzeby detalistów handlowych, którzy potrzebują szybkiego dostępu do środków obrotowych bez skomplikowanych procedur – wyjaśnia Emanuel Nowak, ekspert firmy faktoringowej NFG.

Z kolei jednoosobowe firmy zajmujące się handlem hurtowym uzbierały 759,6 mln zł zaległości w niespłaconych zobowiązaniach. W KRD jest ich prawie 17,9 tys., a rekordzista do spłaty ma 6,8 mln zł. Jak wskazuje ekspert NFG, w przypadku hurtowni zewnętrzne finansowanie jest codziennością.

W tym roku liczba mikrohurtowni wnioskujących o faktoring wzrosła 15 procent, a wartość finansowania o 9 procent. Firmy najczęściej wybierają faktoring cichy, który odpowiada za 42 procent finansowania w tym sektorze. Oznacza to, że dyskrecja w relacjach z kontrahentami jest dla przedsiębiorców istotna. Na kolejnych miejscach plasują się: faktoring jawny (30 procent), eGotówka (22 procent) oraz faktoring odwrotny (6 procent). Średnie finansowanie wynosi w tym przypadku ponad 115 tysięcy – precyzuje Emanuel Nowak.

Mazowsze, Śląsk i Wielkopolska w tarapatach

Jednoosobowe firmy handlowe w województwie mazowieckim uzbierały ponad 250,4 mln zł długu. To najwyższa kwota spośród wszystkich regionów kraju. Kolejny jest Śląsk, gdzie mają do spłaty 195,5 mln zł, a następna Wielkopolska (158,1 mln zł). Najniższe długi mały handel notuje w województwach: opolskim (26 mln zł), podlaskim (26,7 mln zł) oraz świętokrzyskim (31,6 mln zł).

Największym wierzycielem JDG-ów z branży handlowej są instytucje finansowe, takie jak banki, SKOK-i, ubezpieczyciele i fundusze sekurytyzacyjne, które próbują odzyskać łącznie ponad miliard zł. Na drugim miejscu znajdują się inne firmy handlowe – 141,3 mln zł. Kolejne 41 mln zł stanowią nieopłacone faktury wobec operatorów telekomunikacyjnych, a 32,7 mln zł – wobec firm energetycznych.

Ale mikrofirmy handlowe mają też swoich dłużników. Długi innych branż wobec nich sięgają 131,4 mln zł. Najwięcej musi oddać im sam handel – 39,4 mln zł. Znaczne zaległości ma również budownictwo (34,6 mln zł) oraz przetwórstwo przemysłowe (18,3 mln zł).

Koreański IBK Bank Polska S.A. otrzymał licencję KNF i rozpoczyna działalność w Polsce

IBK Bank Polska S.A., należący do Industrial Bank of Korea, oficjalnie otrzymał licencję operacyjną od Komisji Nadzoru Finansowego. Decyzja z 18 listopada umożliwia rozpoczęcie działalności jako w pełni licencjonowany bank krajowy, co czyni go pierwszą od podstaw utworzoną koreańską instytucją finansową działającą w Polsce. Bank startuje operacyjnie 25 listopada, otwierając nowy rozdział współpracy gospodarczej między Polską a Koreą Południową. IBK zapowiada, że jego oferta będzie skierowana przede wszystkim do firm z sektora MŚP.

Industrial Bank of Korea jest jednym z największych banków w Korei, z silną specjalizacją we wspieraniu małych i średnich przedsiębiorstw. Na polskim rynku pojawił się w 2023 roku, otwierając biuro przedstawicielskie we Wrocławiu i rozpoczynając proces przygotowań do uzyskania licencji europejskiej. Główna siedziba nowo powstałej spółki – IBK Bank Polska S.A. – mieści się obecnie w Warszawskim Centrum Finansowym. Celem wejścia na polski rynek jest rozszerzenie wsparcia dla koreańskich firm inwestujących w Polsce oraz polskich przedsiębiorstw nawiązujących współpracę z Koreą.

Polska została wybrana jako centrum europejskich operacji IBK ze względu na rosnącą rolę kraju w unijnych łańcuchach produkcji i logistyki. Bank koncentrować się będzie na usługach korporacyjnych, szczególnie dla branż produkcyjnych, technologicznych oraz firm działających w łańcuchach dostaw. W ofercie znajdą się rozwiązania finansowe projektowane specjalnie pod potrzeby MŚP. IBK liczy, że jego obecność ułatwi rozwój polsko-koreańskiej wymiany handlowej.

W kolejnych latach warszawska spółka ma stać się regionalną centralą Grupy IBK na Europę. Bank planuje wspierać nie tylko firmy operujące w Polsce, lecz także przedsiębiorców z Czech, Węgier i Słowacji. Rozbudowa struktur w Polsce ma stworzyć silną platformę do obsługi firm działających w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. IBK podkreśla, że strategia ta wynika z rosnącego znaczenia europejskiego rynku dla koreańskiego biznesu.

Rynek ignoruje Fed. To najbliższe dni mogą przesądzić o kierunku USD po świątecznej przerwie

Forex pozostaje oazą stabilności na wzburzonym morzu rynków finansowych. Na ten moment nie potrafią nim zatrząść ani dane makro, ani ekstremalne zmiany w oczekiwanych działaniach banku centralnego USA, ani geopolityczne nadzieje. Natomiast szanse na rozejm za naszą wschodnią granicą wywołują dalszą presję na ceny surowców energetycznych. W trakcie wtorkowej sesji do walut postanowiły dołączyć giełdy, które w ostatnich dniach cechowały się zwiększoną zmiennością, związaną głównie z sentymentem wokół AI i spółek technologicznych.

Czy oczekiwania staną się rzeczywistością?

Coraz więcej głosów napływających z Rezerwy Federalnej (nawet jeśli nie wszyscy wypowiadający się mają aktualnie prawo głosu) wskazuje na możliwość cięcia stóp na grudniowym posiedzeniu FOMC. Pozostawiają tę opcję na stole pomimo braku kluczowych danych (inflacja CPI, rynek pracy) za październik, a przedstawienie tych za listopad nastąpi dopiero po spotkaniu decydentów. Wychodzi na to, że bankierzy chcą nacisnąć na gaz luzowania nawet w obliczu dalszej mgły odczytowej. Ostatnie wypowiedzi całkowicie zmieniły rynkowe oczekiwania co do obniżki już na najbliższym posiedzeniu (według FedWatch Tool od CME Group). Jeszcze tydzień temu prawdopodobieństwo ruchu wynosiło ok. 50%, a teraz przekracza już… 80%. W normalnych okolicznościach (bez najdłuższego w historii government shutdown po drodze) kolejne ważne impulsy nadeszłyby wraz z kolejnymi odczytami z USA, gdzie dziś poznamy inflację producencką i sprzedaż detaliczną. Tylko że jak to określił jeden z analityków, dane te można uznać za prehistoryczne, ponieważ dotyczą września. W związku z tym to wypowiedzi bankierów powinny w dalszym ciągu koncentrować uwagę inwestorów, a nie zaległe publikacje (chyba że znacząco rozminą się one z oczekiwaniami).

EUR/USD blisko 1,15 $, EUR/PLN przy 4,23 zł

Co ciekawe tak znaczące zmiany w oczekiwanych ruchach Fed mają wciąż znikomy wpływ na pozycję USD. Część analityków twierdzi, że w ten sposób dolar został powstrzymany przed dalszym umocnieniem. Moim zdaniem to jednak lekka nadinterpretacja i forex chyba po prostu podchodzi spokojnie do dosyć emocjonalnych zmian wokół stóp w USA. Kurs EUR/USD w ostatnich dniach nie potrafił trwale naruszyć 1,15 $ i konsoliduje się w coraz węższym kanale bocznym lekko powyżej tego poziomu. Zapewne wreszcie wyrwie się z tego marazmu, ale niewykluczone, że przyjdzie na to poczekać jeszcze kilka dni, gdy Amerykanie już się naświętują (w czwartek Święto Dziękczynienia). Na spokojnym rynku walutowym świetnie czuje się polski złoty, który korzysta nie tylko z trochę słabszego dolara, ale też z nimbu świetnego stanu polskiej gospodarki. Wczorajszy pakiet danych po raz kolejny wskazuje, że coraz bardziej prawdopodobny staje się dla Polski scenariusz „goldilocks economy” („gospodarka złotowłosej” nawiązująca do postaci z bajki „Złotowłosa i trzy misie”). Taki układ oznacza stabilny i przyzwoity wzrost gospodarczy przy względnie niskiej inflacji i niskim bezrobociu. PLN nie przeszkadza rosnąca szansa na grudniową obniżkę stóp przez RPP (wyraźnie zwalnia presja płacowa, płace w przedsiębiorstwach rosły najwolniej rdr od wiosny 2021), co potwierdza tezę o ograniczonym wpływie kanału monetarnego na pozycję rodzimej waluty na rynku. Po godz. 13 kurs euro jest lekko powyżej 4,23 zł, kurs dolara balansuje na 3,67 zł, kurs franka zerka na 4,53 zł, a kurs funta utrzymuje się przy 4,81 zł.

Spokojny wtorek

Po bardzo dobrym poniedziałku na wielu parkietach (Nasdaq +2,7%) wtorek przynosi uspokojenie także na rynkach kapitałowych. W Azji oprócz głównych chińskich indeksów zyski były minimalne, a Mumbaj zamknął się nawet pod kreską. W Europie wczesnym popołudniem zwyżki są mocno ograniczone, najlepiej radzą sobie Londyn i Amsterdam (ok. +0,4%). W tym otoczeniu całkiem nieźle radzi sobie Warszawa, gdzie WIG20 zyskuje 0,6%. Kontrakty na Wall Street wskazują na płaskie otwarcie za oceanem. Znowu spadają ceny ropy naftowej, jej najpopularniejsze odmiany są bliskie kilkuletnich minimów (baryłka Brent jest handlowana po 62,5 $). Odreagowanie widać też na wycenach gazu ziemnego, który zalicza lokalną korektę po dojściu do kilkuletnich szczytów.

9 na 10 firm ogranicza migrację do chmury w obawie o bezpieczeństwo

Dla 89% przedsiębiorstw z Europy Środkowo-Wschodniej obawa o zachowanie bezpieczeństwa jest głównym czynnikiem spowalniającym migrację rozwiązań IT do chmury – wynika z badania firmy Veeam. Ponad połowa ankietowanych podmiotów z Polski, Czech i Rumunii przechowuje dane wyłącznie w infrastrukturze lokalnej. Obawy przedsiębiorstw wynikają nie z braku świadomości korzyści, jakie płyną z usług chmurowych, lecz z lęku przed utratą kontroli nad kluczowymi zasobami.

Jak wskazują analizy Veeam, powodów, dla których przedsiębiorstwa podchodzą ostrożnie do adopcji chmury jest więcej. Ośmiu na dziesięciu ankietowanych obawia się braku kompatybilności nowych rozwiązań z istniejącymi w firmie systemami, a 77% poddaje w wątpliwość wydajność i niezawodność usług chmurowych, szczególnie w sytuacji potencjalnej awarii połączenia internetowego. Ponadto dla 74% podmiotów istotną barierą jest koszt wdrożenia tej technologii. Wszystko to sprawia, że 57% badanych firm w zakresie zarządzania danymi polega wyłącznie na rozwiązaniach on-premises, czyli infrastrukturze wdrożonej lokalnie.

Bezpieczeństwo danych zgodne z zasadami

W obliczu rosnącej liczby ataków ransomware, zorganizowanych działań cyberprzestępców oraz nowych regulacji unijnych – takich jak NIS2 i DORA – dobrą wiadomością jest to, że decyzje o przenoszeniu firmowych systemów do środowisk chmurowych poprzedza szczegółowa analiza zagrożeń. Sama migracja nie musi jednak wiązać się z podwyższonym ryzykiem, jeśli jest zaplanowana metodycznie i bazuje na rzetelnej diagnozie stanu wyjściowego. Kluczowe jest określenie, które dane mają charakter krytyczny, jakie czynniki ryzyka im zagrażają i jakie mechanizmy ochronne są potrzebne. Takie podejście pozwala priorytetyzować zasoby i budować strategię odporności odpowiadającą realnym potrzebom biznesu.

Fundamentem tej strategii powinien być model Zero Trust Data Resilience (ZTDR), który przenosi zasady „zerowego zaufania” na obszar zarządzania danymi, tworzenia kopii zapasowych i odzyskiwania danych. Zakłada on, że każda próba dostępu do zasobów musi być weryfikowana, a użytkownicy – niezależnie od roli – otrzymują dostęp wyłącznie do informacji niezbędnych do wykonania swoich zadań. W praktyce zastosowanie zasad ZTDR ogranicza ryzyko nieautoryzowanych zmian w backupie, pozwala szybciej wykrywać podejrzane działania i zmniejsza skalę potencjalnych incydentów.

Nie wszystko w jednym koszyku

Wiele firm, testując możliwości chmury, rozważa wykorzystanie jej także do ochrony danych i tworzenia kopii zapasowych. Przeniesienie części backupu do chmury może być wygodne i kosztowo korzystne, pod warunkiem że nie jest jedynym stosowanym rozwiązaniem. Aby rzeczywiście zwiększać poziom bezpieczeństwa, backup w chmurze powinien stanowić jeden z elementów szerszej strategii odporności danych, opartej na regule 3-2-1-1-0. Zakłada ona posiadanie przez podmiot trzech kopii danych na dwóch różnych rodzajach nośników, z których jedna przechowywana jest poza główną lokalizacją firmy (off-site) – tak, aby w razie awarii, kradzieży czy katastrofy naturalnej firma nie utraciła dostępu do swoich zasobów. W tym wypadku kopia w chmurze może pełnić właśnie funkcję bezpiecznej kopii off-site.

„Jedynka” na czwartej pozycji oznacza, że przynajmniej jedna kopia jest niezmienna – zablokowana przed modyfikacją, by chronić dane przed ewentualnym zaszyfrowaniem podczas ataku ransomware. „Zero” natomiast odnosi się do braku błędów wykrytych podczas testów przywracania danych. Osiągnięcie takiego wskaźnika wymaga regularnego testowania zarówno procesu wykonywania kopii zapasowych, jak i ich odzyskiwania.

Przy planowaniu inwestycji w środowiska chmurowe warto także wskazać na jeden z najczęściej popełnianych w tym kontekście błędów. Jest nim przekonanie, że bezpieczeństwo danych w chmurze w całości leży po stronie dostawcy. W rzeczywistości obowiązuje tzw. model wspólnej odpowiedzialności (shared responsibility): dostawca chroni infrastrukturę chmurową i zapewnia ciągłość usług, ale to użytkownik odpowiada za dane, politykę backupu i zapewnienie zgodności z obowiązującymi go regulacjami. Dlatego każda firma powinna opracować jasne zasady nadzoru – od przydzielania dostępów, przez audyty integralności, po procedury określające ścieżkę działania w razie wystąpienia incydentu.

Od obaw do biznesowej przewagi przez edukację

Migracja do środowisk chmurowych to nie tylko decyzja technologiczna, lecz złożony proces biznesowy obejmujący ocenę ryzyka, modernizację architektury i rozwój kompetencji zespołów. Nawet najlepiej zaprojektowane mechanizmy bezpieczeństwa, od zasad niezmienności kopii po procedury przywracania danych, nie spełnią swojej roli, jeśli osoby odpowiedzialne za ich realizację nie będą odpowiednio przygotowane.

Z badania Veeam wynika, że aż 72% ankietowanych firm wskazuje ograniczony dostęp do wsparcia i szkoleń jako poważną barierę w adopcji chmury. To pokazuje, że budowanie odporności operacyjnej zaczyna się od pracowników. Regularne ćwiczenia scenariuszy awaryjnych, wspólne testowanie procedur z działem IT oraz jasna komunikacja zasad bezpieczeństwa zwiększają zarówno skuteczność reagowania, jak i zaufanie do procesów ochrony danych. W efekcie przedsiębiorstwo zyskuje nie tylko wyższy poziom bezpieczeństwa, lecz także większą gotowość do wykorzystywania chmury jako źródła realnej przewagi biznesowej. Dzięki temu staje się bardziej elastycznie, efektywne i odporne na przyszłe kryzysy.

„Oszustwa na ozempic” w sieci. Przestępcy wykorzystują sztuczną inteligencję, oszukując zdesperowanych pacjentów

Nowe, niebezpieczne oszustwo zalewa media społecznościowe w Europie, wykorzystując rosnące zapotrzebowanie na popularne preparaty odchudzające GLP-1, takie jak Ozempic i Wegovy. Eksperci Check Point Research ostrzegają – cyberprzestępcy z pomocą AI tworzą niezwykle przekonujące reklamy, strony internetowe, a nawet postacie fałszywych lekarzy, wykorzystując autorytet i wiarygodność europejskich instytucji zdrowotnych.

Scenariusz wygląda pozornie niewinnie: na Facebooku, Instagramie czy TikToku pojawia się reklama „nowego, doustnego Ozempicu” albo „GLP-1 w sprayu” – bez recepty, w superpromocji, z efektami już po 7 dniach. Grafiki przedstawiają sensacyjne zdjęcia „przed i po”, kobieta po czterdziestce, zmęczona, zapracowana, dokładnie taka jak tysiące potencjalych odbiorczyń oferty. Problem w tym, że ta kobieta nie istnieje. To postać wygenerowana przez AI, podobnie jak jej „historia” i „wyniki badań”.Oszustwa na ozempic

Po kliknięciu w link użytkownik trafia na stronę, która wygląda jak skrzyżowanie portalu medycznego, oficjalnej kampanii zdrowotnej i apteki internetowej. Pojawiają się „lekarze” i „farmaceuci” z uśmiechem na stockowych twarzach oraz pseudo-certyfikaty „wydane” przez europejskie urzędy. Każdy z tych elementów – od białego fartucha po zielony krzyż – został zaprojektowany przez generatywną AI tak, by trafić dokładnie w oczekiwania i potrzeby rozwiązania problemu pacjenta.

Badacze Check Point Research uważają to zjawisko za szczególnie groźne – nie jest to już wyłącznie próba przejęcia danych, a podrabianie medycznej rzeczywistości. Cyberprzestępcy nie sprzedają jednego sfałszowanego produktu – oferują kompletną iluzję bezpieczeństwa, w której wszystko wydaje się być takie jak powinno: lekarz, regulator, certyfikaty, opinia „pacjenta” i w końcu koszyk zakupowy. Różnica jest taka, że za tą scenografią nie stoi żaden system ochrony zdrowia, tylko grupa anonimowych oszustów, których jedynym celem jest zysk.Oszustwo na ozempic

Zagrożenie jest tym większe, że ofiarami są ludzie zmagający się z otyłością i chorobami metabolicznymi, często zdesperowani po miesiącach bezskutecznego szukania skutecznego leczenia. Klikając w „oficjalnie wyglądającą” reklamę, ryzykują nie tylko utratę pieniędzy, ale przede wszystkim zdrowia – nikt nie wie, co naprawdę znajduje się w buteleczkach i fiolkach wysyłanych z anonimowych magazynów.

Analitycy Check Point ostrzegają, że Europa właśnie wchodzi w nową erę oszustw „na Ozempic”, w której granica między prawdziwą medycyną a śmiertelnie niebezpieczną fikcją zaciera się szybciej niż kiedykolwiek. Całość idealnie uzupełnia współczesne wyzwania świata zachodniego: brak zaufania do badań i instytucji naukowych oraz promowanie podejrzanych autorytetów, którzy w sposób uproszczony – i często fałszywy – przedstawiają skomplikowaną rzeczywistość.

Nawet oryginalny Ozempic może być groźny

Kilka dni temu duńska Komisja ds. Odszkodowań dla Pacjentów potwierdziła pierwsze przypadki wypłaty odszkodowań osobom, u których po stosowaniu leków z semaglutydem (agonista receptora GLP-1 – m.in. Ozempic i Wegovy) doszło do nagłej utraty wzroku w jednym oku. Po analizie pięciu zgłoszeń, cztery zakończyły się przyznaniem świadczeń na łączną kwotę 800 tys. koron, a jedna sprawa została oddalona.

Europejska Agencja Leków uznała niedokrwienną neuropatię nerwu wzrokowego (NAION) za bardzo rzadki, ale możliwy skutek uboczny terapii semaglutydem (do 1 przypadku na 10 tys. pacjentów), nakazując aktualizację ulotek i ostrzeżeń. Międzynarodowe instytucje zdrowia podkreślają, że bilans korzyści i ryzyka nadal pozostaje korzystny, jednak zarówno lekarze, jak i pacjenci muszą być wyczuleni na nagłe pogorszenie widzenia i w razie takich objawów natychmiast przerywać terapię i zgłaszać się do specjalisty.

Rynek magazynowy stabilny po trzech kwartałach 2025 r.

Po trzech kwartałach 2025 roku polski rynek magazynowy utrzymuje stabilną strukturę, w której popyt, podaż i aktywność inwestorów pozostają w równowadze. Wynajęte 4,54 mln mkw. powierzchni oraz wysoki udział renegocjacji (52%) wskazują, że ogólny popyt pozostaje wysoki, a najemcy w coraz większym stopniu koncentrują się na optymalizacji i długoterminowym zarządzaniu kosztami. Z kolei ostrożne podejście deweloperów i spadek nowej podaży (1,55 mln mkw.) pokazują, że rynek rośnie, ale jego dynamika jest niższa. Współczynnik powierzchni niewynajętej pozostaje na stabilnym poziomie 8,2%. To oznacza brak wyraźnego spadku, ale też wzrostu. Na rynku inwestycyjnym widoczny był wzrost transakcji typu sale & leaseback, widoczna jest też większa liczba inwestorów, co może przełożyć się na większą płynność sektora. Największa polska firma doradcza na rynku nieruchomości komercyjnych AXI IMMO prezentuje najnowszy raport pt. „Rynek magazynowy w Polsce w I–III kw. 2025 r.”.

Na rynku inwestycyjnym magazyny zaraz za biurami

Analitycy AXI IMMO wskazują na ożywienie w sektorze inwestycyjnym na rynku nieruchomości komercyjnych. Segment przemysłowy i logistyczny odpowiadał za 35% zawartych transakcji, co przełożyło się na wynik ponad 870 mln euro (+18% r/r) od stycznia do końca września 2025 r. W analizowanym okresie wśród największych transakcji znalazły się m.in. rekordowy w skali CEE zakup dwóch nieruchomości w modelu najmu zwrotnego przez fundusz Realty Income Corporation od firmy Eko-Okna o wartości 253,5 mln euro. Następnie sprzedaż centrum dystrybucyjnego LPP (103 800 mkw.) w regionie Bydgoszczy do Reico IS oraz transakcja sale & leaseback portfela nieruchomości (182 800 mkw.) firmy Tenneco na Górnym Śląsku na rzecz Adventum.

Grzegorz Chmielak, dyrektor Działu Rynków Kapitałowych, AXI IMMO, wyjaśnia: „Po okresie wyczekiwania i dużej rozbieżności w oczekiwaniach cenowych między kupującymi a sprzedającymi rok 2025 przyniósł upragnioną stabilizację oraz wyraźny wzrost płynności. Magazyny pozostają bezpieczną przystanią dla inwestorów dzięki swojej odporności na zmienność koniunktury, jednak tegorocznej dynamice sprzyja również duży udział transakcji sale & leaseback – transakcje te pozwoliły firmom uwolnić kapitał, a inwestorom zabezpieczyć długoterminowy dochód. Jednocześnie coraz bardziej widoczna jest aktywność kapitału polskiego i innych krajów regionu, który skutecznie wykorzystał moment stabilizacji i możliwość korzystnych cenowo zakupów”.

Popyt napędzany renegocjacjami

W okresie od stycznia do końca września 2025 r. na polskim rynku magazynowym wynajęto łącznie 4,54 mln mkw. (+20% r/r) powierzchni. Analitycy AXI IMMO wskazują, że renegocjacje umów stanowiły 52% popytu brutto, a wynik dla tej składowej wzrósł o 13 punktów procentowych ujęciu rok do roku. Wśród województw z największą aktywnością najemców znalazły się kolejno mazowieckie (1,036 mln mkw.), dolnośląskie (709 tys. mkw.), śląskie (699 tys. mkw.) i łódzkie (625 tys. mkw.). Popyt netto obejmujący nowe umowy i ekspansje wyniósł w analogicznym okresie 2,19 mln mkw. i był nieznacznie niższy o 6 procent względem poprzedniego roku. Wśród wybranych transakcji najmu dla referowanego w najnowszym raporcie AXI IMMO okresu I-III kw. 2025 r. znalazły się m.in.: przedłużenie i ekspansja firmy Agata Meble w Mapletree Piotrków II (woj. łódzkie) na 128 200 mkw., a także dwie umowy zawarte przez operatorów logistycznych. Pierwsza to przedłużenie obowiązującego kontraktu w P3 Wrocław II (w woj. dolnośląskim) na 78 100 mkw., druga zaś to nowa umowa na 67 800 mkw. podpisana w 7R Park Gdańsk III (woj. pomorskie).

Anna Głowacz, dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, AXI IMMO, komentuje: „Po trzech kwartałach 2025 r. widzimy, że polski rynek magazynowy jest odporny na makroekonomiczne zawirowania. Obserwujemy stopniową absorpcję dostępnej powierzchni stymulowaną głównie przez firmy związane z sektorem konsumenckim tj. e-commerce, sieci sklepów, dystrybucję czy logistykę. Biorąc pod uwagę obecne otoczenie rynkowe rozwój firm produkcyjnych jest selektywny i przede wszystkim zależny od branży. Najemcy decydują się na nowe umowy głównie z potrzeby optymalizacji kosztów lub ograniczeń operacyjnych w dotychczasowych lokalizacjach”.

Nowej powierzchni mniej – rynek schładza tempo

Całkowita podaż nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce na koniec września 2025 r. wyniosła 36,45 mln mkw. (+7% r/r). Od stycznia do końca września br. deweloperzy dostarczyli 1,55 mln mkw. (-26% r/r). W trójce największych oddanych inwestycji na koniec III kw. 2025 r. znalazły się dwie w woj. dolnośląskim tj. P3 Wrocław (95 000 mkw.) i GLP Wrocław V Logistics Centre (67 600 mkw.), a także Panattoni Park Sosnowiec Expo (62 100 mkw.) – park dystrybucyjny w woj. śląskim. Na koniec września 2025 r. w budowie pozostawało 1,56 mln mkw. (-20% r/r), a najwięcej nowej powierzchni powstaje w woj. mazowieckim (533 tys. mkw.), pomorskim (221 tys. mkw.) i śląskim (191 tys. mkw.). Powierzchnia budowana spekulacyjnie to obecnie 705 tys. mkw. (-22% r/r). Deweloperzy wykazują większą ostrożność, ograniczając inwestycje spekulacyjne i skupiając się na projektach z zabezpieczonym przednajmem (minimum 40–50%) oraz inwestycjach typu BTS.

Pustostany i czynsze – stabilizacja i selektywne korekty

Wskaźnik pustostanów utrzymuje się w stabilnym przedziale 7,4–8,4%. Na koniec września 2025 r. wyniósł 8,2% bez zmian kwartał do kwartału. Najwyższe poziomy wolnej powierzchni notuje się w woj. lubuskim i świętokrzyskim (po 17,2%), a także lubelskim (13,2%). Spośród rynków tzw. „wielkiej piątki” najwyższa dostępność powierzchni notowana jest w woj. dolnośląskim (10,7%).

Bazowe stawki czynszów pozostają stabilne, z lekką tendencją wzrostową dla nowych i planowanych inwestycji. Dla obiektów typu big-box wahają się od 3,6 do 6,0 EUR/mkw. miesięcznie. Stawki efektywne uwzględniające zachęty od deweloperów są nawet o 20% niższe w zależności od poziomu pustostanów, długości umowy najmu i wielkości modułu.

Renata Osiecka, właścicielka, partner zarządzająca, AXI IMMO, podsumowuje: „Ostatnie miesiące jasno wskazują, że rynek magazynowy w Polsce osiągnął oczekiwaną dojrzałość. Emocje opadły, ustępując miejsca chłodnej kalkulacji i strategii długoterminowej. Popyt utrzymuje się na dobrym poziomie, a ograniczona nowa podaż wpływa stabilizująco na wskaźnik pustostanów oraz wysokość oczekiwanych czynszów. Widać również, że decyzje najemców i inwestorów są dziś bardziej strategiczne. Renegocjacje umów podpisywanych w rekordowym okresie 2021–2022 oraz optymalizacja zajmowanej powierzchni pozostaną ważnym elementem sektora magazynowego do końca br. Jednocześnie widzimy, że rynek wchodzi w fazę transformacji, gdzie poprawiająca się płynność i niższe stopy procentowe powinny przyczynić się do wzrostu aktywności inwestorów, ale też stopniowej kompresji stóp kapitalizacji”.

Allianz poszerza ofertę IKZE i IKE

0

TFI Allianz Polska rozszerzyło możliwości inwestycyjne w programach oszczędzania na emeryturę IKZE i IKE, wprowadzając automatyczną alokację aktywów zgodnie z cyklem życia oraz zwiększając liczbę funduszy dostępnych w ramach alokacji indywidualnej.

Klienci, którzy zawierają nowe umowy IKZE lub IKE w TFI Allianz Polska, mogą obecnie wybierać między dwoma sposobami inwestowania na emeryturę:

  • alokacją automatyczną – klient wybiera jeden z profili: ostrożny, umiarkowany lub aktywny. Fundusze cyklu życia automatycznie dostosowują strukturę portfela w miarę zbliżania się do emerytury.
  • alokacją indywidualną – klient samodzielnie decyduje, w które z 32 dostępnych subfunduszy (maksymalnie 10) ulokuje środki, dopasowując strategię do własnych preferencji.

– Fundusze cyklu życia działają w sposób, który automatycznie dostosowuje skład portfela inwestycyjnego w miarę zbliżania się do określonej daty, na przykład emerytury. Na początku inwestycji, gdy do daty docelowej jest jeszcze dużo czasu, fundusz inwestuje więcej w akcje, które mogą przynieść wyższe zyski, ale są bardziej ryzykowne. Z biegiem czasu, fundusz stopniowo zmienia alokację, inwestując coraz więcej w bezpieczniejsze aktywa, takie jak obligacje, aby zminimalizować ryzyko i chronić zgromadzony kapitał. Dzięki temu inwestorzy nie muszą samodzielnie zarządzać swoimi inwestycjami, ponieważ fundusz automatycznie dostosowuje strategię do ich wieku i zbliżającej się emerytury. Poza alokacją automatyczną, nasi klienci mają obecnie do wyboru jedną z najszerszych ofert funduszy inwestycyjnych na rynku. Umożliwia to precyzyjne dopasowanie strategii inwestycyjnej do indywidualnych potrzeb, jeśli klient zdecyduje się na samodzielny wybór funduszy – mówi Anna Bąkała, członek zarządu TFI Allianz Polska.

Deloitte: Do 2030 r. przychody największych firm rodzinnych na świecie wzrosną o ponad 80 proc.

Liczba największych firm rodzinnych na całym świecie wzrosła w latach 2020 – 2025 o ponad jedną dziesiątą. Preferowaną przez te podmioty strategią rozwoju w najbliższych dwóch latach mają być przede wszystkim inwestycje w nowoczesne technologie takie jak AI, wynika z raportu “Defining the family business landscape, 2025”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Gdy dochodzi do decyzji o zmianie struktury właścicielskiej spółki, 26 proc. właścicieli rodzinnych przedsiębiorstw decyduje się na podjęcie współpracy z zewnętrznym inwestorem.

Publikacja została opracowana na podstawie trzech źródeł. Pierwszym z nich była ankieta przeprowadzona między marcem a czerwcem 2025 r., w której udział wzięli menadżerowie wyższego szczebla z ponad 1,5 tys. firm rodzinnych z całego świata, notujących roczne przychody przekraczające 100 mln dol. rocznie. Bazowano także na analizie rynkowej 200 tys. przedsiębiorstw (w tym również innych niż rodzinne). W ramach uzupełnienia przeprowadzono również wywiady z 30 liderami firm rodzinnych, w tym podmiotów z ponad 100-letnią historią, notujących wielomiliardowe zyski.

Firmy rodzinne na fali

W 2025 r. na świecie funkcjonuje18 087 firm rodzinnych o przychodach przekraczających 100 mln dol. rocznie, co odpowiada około jednej piątej wszystkich przedsiębiorstw o tej skali działalności. Oznacza to wzrost o 16 proc. w porównaniu z 2020 r. Najwięcej takich biznesów jest w krajach Azji i Pacyfiku – 7595. Drugim w kolejności regionem jest Ameryka Północna (5152). Chociaż Europa z 4 084 firmami znalazła się dopiero na trzecim miejscu zestawienia, to jest ona obszarem, w którym organizacji rodzinnych przybywa najszybciej. Według prognoz, do 2030 r. ma tam funkcjonować ponad 4,5 tys. takich firm, o 12 proc. więcej niż obecnie. Wśród czynników sprzyjających rozwojowi tego sektora w krajach europejskich autorzy wymieniają wspólny rynek tworzony przez 450 mln konsumentów oraz sprawnie funkcjonujący handel transgraniczny. Wskazano także, że w Europie działa wiele zarządzanych przez rodziny firm, które istnieją od setek lat.

– Dynamiczny wzrost liczby największych firm rodzinnych stanowi dowód na to, że ten model działalności nie tylko nie traci na znaczeniu, ale staje się istotnym elementem światowej gospodarki. Przykład Europy pokazuje, że liczba aktywnych przedsiębiorstw rodzinnych jest przejawem dojrzałości danego rynku, którego istotnym elementem są wielopokoleniowe podmioty działające od setek lat. Aby zachować zdolność do dalszego konkurowania, kontrolowane przez rodziny przedsiębiorstwa powinny korzystać z narzędzi umożliwiających profesjonalizację działalności w różnych obszarach. Dotyczy to zarówno takich kwestii jak digitalizacja procesów za pomocą np. AI, przez zmiany struktury właścicielskiej z wykorzystaniem np. fundacji rodzinnej po model family office wspierający zarządzanie majątkiem i ekspansję – mówi Krzysztof Gil, lider Deloitte Private w Polsce, partner w dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte.

W porównaniu z poprzednimi latami zwiększyła się nie tylko liczba firm rodzinnych, ale także ich przychody. Łączna wartość wpływów finansowych tych podmiotów w 2025 r. wyniosła 21 bln dol., czyli blisko jedną piątą przychodów wszystkich firm na świecie zarabiających powyżej 100 mln dol. rocznie. Przewiduje się, że do 2030 r. zarobki przedsiębiorstw kontrolowanych przez rodziny wzrośnie o poziomu 29 bln dol., co oznacza zmianę o 84 proc. w porównaniu z rokiem 2020.

Technologia w służbie rodzin

Utrzymanie trendu wzrostowego przez firmy rodzinne w znacznej mierze zależeć będzie od przyjęcia przez nie właściwej strategii rozwoju. Dla czterech na dziesięć badanych firm priorytetem w trakcie najbliższych 2 lat mają być inwestycje w innowacje technologiczne, takie jak sztuczna inteligencja. 39 proc. wskazań dotyczyło działań mających na celu optymalizację kosztów i poprawę efektywności procesów. Po 36 proc. odpowiedzi zebrały strategie zwiększania rozpoznawalności marki oraz pozycjonowania się na rynku, pozyskiwanie i zatrzymywanie talentów, zwiększenie udziału na rodzimym rynku oraz poszerzenie portfolio oferowanych produktów.

Autorzy raportu podkreślają, że główną przyczyną transformacji technologicznej przedsiębiorstw rodzinnych jest chęć osiągnięcia przez nie szerokiego spektrum korzyści, jakie oferuje m.in. sztuczna inteligencja. Wśród potencjalnych zalet wymienia się zwiększenie efektywności operacyjnej, redukcję kosztów, ograniczenie ryzyka, generowanie przychodów oraz szybsze i bardziej precyzyjne podejmowanie decyzji. Ankietowani wskazują także, że zwiększenie wykorzystania narzędzi IT może być szansą na wzmocnienie obszarów, które stanowią o przewadze konkurencyjnej ich biznesów: personalizację obsługi, unikalność oferowanych produktów oraz długoterminowe zaangażowanie interesariuszy.

Planowanie zmiany

Jednym z istotniejszych elementów przedsiębiorstw rodzinnych jest ich struktura właścicielska. Od tego, kto i w jakim stopniu decyduje o przyszłości firmy zależy jej zdolność do długofalowego rozwoju. Zapytani o to, jakie decyzje w tej kwestii zarządzane przez nich organizacje podejmą w najbliższych latach, jedna czwarta ankietowanych wskazała na przyjęcie zewnętrznego inwestora w swoje struktury, np. funduszu private equity. Blisko jedna piąta odpowiedzi dotyczyła zwiększenia udziałów w firmie przez członków kadry zarządzającej spoza rodziny. 12 proc. powiedziało o planach debiutu giełdowego spółki (IPO), natomiast 3 proc. respondentów stwierdziło, że firma może zostać wystawiona na sprzedaż.

Odpowiednio zaplanowana zmiana właścicielska może stanowić o tym, czy organizacja zachowa zdolność do dalszego rozwoju. Chociaż dla wielu przedsiębiorców najbardziej naturalną decyzją jest przekazanie władzy kolejnemu pokoleniu, to warto mieć na uwadze również inne rozwiązania. Coraz częściej właściciele rodzinnych biznesów, chcąc zabezpieczyć ich zdolność do dalszego rozwoju i jednocześnie uporządkować strukturę organizacji sięgają po narzędzia takie jak fundacja rodzinna czy family office. Tego typu rozwiązania pozwalają przedsiębiorcom nie tylko profesjonalizować proces zarządzania majątkiem, ale także zwiększają elastyczność w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych, m.in. tych związanych z wejściem zewnętrznego udziałowca – mówi Krzysztof Gil.

Chiny, Rosja i Korea Północna coraz śmielej prowadzą na całym świecie akcje cyberszpiegowskie

Chiny, Rosja i Korea Północna coraz śmielej prowadzą na całym świecie akcje cyberszpiegowskie, atakują infrastrukturę krytyczną i stosują dezinformację. Pomagają im w tym opłaceni cyberprzestępcy. Unit 42, jednostka badawcza Palo Alto Networks ujawnia kolejną grupę potencjalnie powiązana z chińską władzą. Phantom Taurus atakuje organizacje rządowe w Afryce, na Bliskim Wschodzie i w Azji. Działalność grupy może być potencjalnie niebezpieczna dla polskich placówek rządowych nie tylko w tych regionach świata.

Niedawno polska Agencja Wywiadu opublikowała raport na temat działalności chińskich grup cyberprzestępczych. Opracowanie wskazuje, że hakerzy obierają za cel firmy telekomunikacyjne, a nawet podmioty z sektora hotelarskiego czy transportowego. Dlaczego? Dane z tych źródeł pozwalają chińskiemu wywiadowi śledzić aktywność określonych osób[1]. Kogo mogą dotyczyć takie operacje? Na przykład polityków, dyplomatów czy przedsiębiorców zasiadających w zarządach strategicznych spółek.

Najnowszy raport CSIRT GOV także potwierdza rosnącą aktywność i niebezpieczeństwo chińskich grup APT, których działania koncentrują się na atakowaniu infrastruktury krytycznej, telekomunikacyjnej czy transportowej[2].

Unit 42 zaobserwowało, że Phantom Taurus działa według podobnych schematów. Grupa atakuje organizacje rządowe i telekomunikacyjne, zwłaszcza te, które świadczą usługi i zapewniają infrastrukturę.

Kluczowymi celami są ministerstwa spraw zagranicznych, ambasady, wydarzenia geopolityczne i operacje wojskowe. Grupa działa dyskretnie, wytrwale poszukuje dostępu do informacji i potrafi szybko dostosować taktykę, techniki i procedury (TTP) do bieżących potrzeb.

„Śledztwo, które przeprowadziła nasza jednostka badawcza Unit 42, ujawnia, że Phantom Taurus atakuje głównie podmioty rządowe i dostawców usług rządowych na Bliskim Wschodzie, w Afryce i Azji. Działają metodycznie, bardzo długo i skrupulatnie gromadzą informacje wywiadowcze na temat wartościowych celów. Uzyskują dzięki temu poufne, niepubliczne informacje. Wzory ataków są spójne z interesami gospodarczymi i geopolitycznymi Chińskiej Republiki Ludowej. Zaobserwowaliśmy, że grupa interesuje się komunikacją dyplomatyczną, wywiadem związanym z obronnością oraz działaniami kluczowych ministerstw rządowych. Czas i zakres działań grupy często pokrywają się z ważnymi wydarzeniami globalnymi i regionalnymi sprawami bezpieczeństwa” – tłumaczy Wojciech Gołębiowski, wiceprezes i dyrektor zarządzający Palo Alto Networks w Europie Środkowo-Wschodniej.

Regularnie publikowane raporty różnych instytucji dostarczają kluczowych informacji na temat wytrwałości, zdolności adaptacyjnych, ewolucji i intencji strategicznych coraz lepiej zorganizowanych grup APT sponsorowanych przez światowe mocarstwa. Badacze z Unit 42 podkreślają, że działalność grup cyberprzestępczych należy stale monitorować, ponieważ ich modus operandi nie zawsze da się uchwycić wyłącznie w analizie krótkoterminowej.

Przypadek Phantom Taurus pokazuje, w jaki sposób długoterminowe monitorowanie umożliwia kompleksowe zrozumienie ewolucji podmiotów stanowiących zagrożenie i ich możliwości operacyjnych.

[1] CSA_COUNTERING_CHINA_STATE_ACTORS_COMPROMISE_OF_NETWORKS.PDF, s. 5

[2] Raport o stanie bezpieczeństwa cyberprzestrzeni RP w 2024 roku – Raporty o stanie bezpieczeństwa cyberprzestrzeni RP CSIRT GOV, s. 72

Oczekiwania na cięcia stóp w USA mogą dalej osłabiać kurs dolara

0

Wtorkowy poranek przebiega po myśli krajowej waluty, która umacnia się względem głównych. Jest to efekt kolejnych dobrych danych z rodzimej gospodarki. Złotemu sprzyja również otoczenie zewnętrzne. Na forex osłabia się USD, z którym PLN jest ujemnie skorelowany. Pogorszenie kondycji amerykańskiego dolara wynika ze wzrostu prawdopodobieństwa grudniowej redukcji kosztu pieniądza w USA.

Niezdecydowany „edek”

Ostatni tydzień listopada rozpoczynamy delikatnymi wahaniami notowań głównej pary walutowej świata. W tym czasie kurs EUR/USD konsoliduje między 1,151 USD a 1,155 USD. Jest to kontynuacja ruchu horyzontalnego, który rozpoczął się w czwartek. Według analityków technicznych dalsze spadki (umocnienie dolara) są hamowane przez istotne wsparcie 1,15 USD, którego popularny „edek” nie może trwale pokonać. Inni powodu szukają w polityce monetarnej. Ostatnie sesje wniosły na rynek kilka gołębich wypowiedzi członków FED. Po piątkowym poparciu grudniowego cięcia stóp przez Christophera Wallera i Johna Williamsa, w poniedziałek o możliwości redukcji w przyszłym miesiącu wspomniała także Mary Daly z San Francisco. To spowodowało, że we wtorek rano prawdopodobieństwo wystąpienia grudniowej obniżki w USA wynosi powyżej 80%. Zmiana osłabia dolara, gdyż jest to odwrót o 180 stopni od scenariusza bazowego sprzed tygodnia. Wtedy rynek prognozował pozostawienie stóp na dotychczasowym poziomie, powołując się na brak danych rządowych i ogólnorynkową niepewność. Ostatecznie zarówno istotne wsparcie przy 1,15 USD, jak i wzrost prawdopodobieństwa grudniowego cięcia (osłabienie dolara) wpływają na wyhamowanie spadków kursu EUR/USD, który o godzinie 10:00 oscyluje przy 1,153 USD.

Czy stopy spadną także w Polsce?

Przed grudniowym posiedzeniem FOMC w Stanach Zjednoczonych czeka nas także decyzja Rady Polityki Pieniężnej, która już w przyszłym tygodniu. Część analityków zauważa przestrzeń do kolejnego cięcia, które obniżyłoby główną stopę procentową do równych 4% (aktualnie 4,25%). Argumentem podnoszonym przez zwolenników redukcji jest opublikowane wczoraj spowolnienie tempa wzrostu wynagrodzeń w październiku do 6,6% (prognoza 7,3%, poprzednio 7,5%). Zatem względem oczekiwań spada presja płacowa. W kontrze do tego stoi dzisiejsza publikacja sprzedaży detalicznej. W październiku oczekiwano zniżkę z 6,6% r/r do 3,9% r/r. Spadek okazał się płytszy (5,5% r/r). Co więcej, istotną zwyżkę (7,1%) odnotowano w ujęciu miesięcznym, co jednocześnie jest wyjściem z ujemnych poziomów w sierpniu i wrześniu. To potwierdza dobrą kondycję polskiego konsumenta i gospodarki. Najważniejsze dla rynków będą jednak piątkowe wstępne dane o inflacji konsumenckiej za listopad. Prognozy mówią o spadku z 2,8% r/r do 2,6% r/r. Realizacja scenariusza lub głębsza zniżka oznaczać będzie wzrost szans na grudniowe cięcia stóp procentowych także w Polsce.

Złoty w dobrej formie

We wtorek o poranku kondycja złotego pozostaje nienaganna. O godzinie 11:00 kurs EUR/PLN oscyluje przy 4,23 PLN, a USD/PLN poniżej 3,67 PLN. Zniżki widać także na wykresie CHF/PLN, gdzie jesteśmy przy 4,53 PLN. Natomiast GBP/PLN przykleił się do istotnego poziomu 4,815 PLN. Na korzyść rodzimej waluty wpływają zarówno czynniki wewnętrzne, jak i zewnętrzne. Wśród krajowych zaliczyć można wczorajsze odbicie produkcji budowlano-montażowej, lepsza od oczekiwań produkcja przemysłowa czy dzisiejsze utrzymanie sprzedaży na przyzwoitym poziomie. Umocnienia złotego nie blokuje słabnący dziś dolar. Rodzima waluta znajduje także wsparcie w doniesieniach o możliwym zakończeniu konfliktu za naszą wschodnią granicą. W dalszej części dnia czekają nas istotne dane z amerykańskiej gospodarki. Oznacza to, że o godzinie 14:30 można spodziewać się wzmożonej zmienności na forex.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – inflacja producencka,
  • 14:30 – USA – sprzedaż detaliczna,
  • 16:00 – USA – indeks zaufania konsumentów – Conference Board.

Digitree raportuje rekordowy kwartał

  • Digitree Group osiągnęła w trzecim kwartale 2025 r. EBITDA na poziomie 1,93 mln zł, co oznacza wzrost o 112% r/r, a także zysk netto w wysokości 1,28 mln zł. To najwyższy kwartalny rezultat osiągnięty od momentu rozpoczęcia transformacji Grupy.
  • Po dziewięciu miesiącach 2025 r. przychody Digitree wyniosły 48,1 mln zł, a EBITDA 2,82 mln zł, co przekłada się na 13,6% wzrostu r/r. Zysk netto za ten okres ukształtował się na poziomie 0,4 mln zł, podczas gdy rok wcześniej Grupa raportowała stratę w wysokości -0,8 mln zł.
  • Dane finansowe przedstawione w raporcie potwierdzają stabilny poziom wyników w analizowanym okresie.

Digitree Group, polska grupa technologiczno-marketingowa notowana na GPW wypracowała w trzecim kwartale 2025 r. wskaźnik EBITDA na poziomie 1,93 mln zł, co oznacza wzrost o 112% rok do roku, oraz zysk netto 1,28 mln zł. To najwyższy kwartalny rezultat osiągnięty przez Grupę od początku procesu zmian operacyjnych.

Po dziewięciu miesiącach 2025 r. przychody wyniosły 48,1 mln zł, a EBITDA 2,82 mln zł, co przekłada się na 13,6% wzrostu r/r. Zysk netto za ten okres ukształtował się na poziomie 0,4 mln zł, podczas gdy rok wcześniej Grupa raportowała stratę -0,8 mln zł.

Wyniki trzeciego kwartału odzwierciedlają poprawę rentowności i efektywności operacyjnej w kluczowych obszarach działalności. Konsekwentnie realizujemy założenia, które mają wzmacniać fundamenty finansowe Grupy i wspierać dalszy wzrost – mówi Przemysław Marcol, członek zarządu Digitree Group S.A.

W okresie od stycznia do września 2025 r. na działalność Grupy wpływały działania przygotowawcze związane m.in. z optymalizacją struktury organizacyjnej oraz uporządkowaniem portfela projektów. Efekty wdrożonych zmian są widoczne w wynikach trzeciego kwartału, w którym Digitree osiągnęła najwyższą kwartalną EBITDA oraz dodatni wynik netto.

Skupiamy się na rozwoju oferty i zwiększaniu skali biznesu w segmentach o najwyższym potencjale. W kolejnych kwartałach priorytetem pozostaje dalsza poprawa marż oraz wykorzystanie synergii pomiędzy spółkami w Grupie – podkreśla Tobiasz Wybraniec, prezes zarządu Digitree Group S.A.

Pełny raport okresowy za trzy kwartały 2025 r., zawierający finalne dane finansowe, został opublikowany 25 listopada 2025 r.

Czy Apple ogranicza konkurencję? UOKiK stawia zarzuty

0

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wszczął postępowanie antymonopolowe przeciwko trzem spółkom należącym do grupy Apple. Urząd sprawdza, czy sposób wdrożenia polityki prywatności w systemach iOS i iPadOS — znanej jako App Tracking Transparency (ATT) — mógł naruszać zasady konkurencji i faworyzować usługi reklamowe samego Apple kosztem zewnętrznych wydawców aplikacji.


ATT – ochrona prywatności czy przewaga konkurencyjna?

W 2021 r. Apple wprowadził w swoich systemach operacyjnych mechaniczną politykę pytań o zgodę na „śledzenie”, przedstawianą użytkownikom w celu zwiększenia przejrzystości przetwarzania danych. Jednak według UOKiK zasady działania ATT mogą budzić wątpliwości, szczególnie w kontekście tego, w jaki sposób wpływają na konkurentów Apple na rynku reklamy mobilnej.

Podejrzewamy, że implementacja polityki ATT mogła prowadzić do nieuczciwego ograniczania konkurencji, dlatego wszcząłem postępowanie i postawiłem zarzuty trzem spółkom koncernu – powiedział prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

Postępowanie zostało wszczęte przeciwko:
✔ Apple
✔ Apple Operations International
✔ Apple Distribution International


Regulator i konkurent jednocześnie

Apple działa w swoim ekosystemie na dwóch płaszczyznach:

  1. Produkuje sprzęt i rozwija systemy operacyjne, które tworzą zamknięte środowisko dla aplikacji.
  2. Udostępnia własne aplikacje oraz prowadzi działalność reklamową, zbierając dane użytkowników w celu wyświetlania im spersonalizowanych treści.

UOKiK zwraca uwagę, że Apple ustala reguły funkcjonowania App Store i zarządza dostępem do danych, będąc jednocześnie konkurentem podmiotów, które w tym ekosystemie działają. W takiej sytuacji — według urzędu — istnieje ryzyko nadużyć.


„Śledzenie” u innych, „reklama spersonalizowana” u Apple

Kluczowym zarzutem wobec ATT jest sposób przedstawiania użytkownikom informacji o wykorzystaniu ich danych:

🔹 W komunikatach aplikacji zewnętrznych pojawia się prośba o zgodę na „śledzenie”, słowo z silnym negatywnym wydźwiękiem.
🔹 W aplikacjach Apple identyczne działania określane są jako „reklama spersonalizowana”, co jest odbierane łagodniej.

Dodatkowo komunikaty różnią się wyglądem, kolejnością przycisków oraz ich treścią. UOKiK uważa, że takie rozwiązanie może zwiększać odsetek zgód udzielanych Apple, a obniżać — aplikacjom konkurencyjnym.

Efekt jest ten sam: zarówno Apple, jak i inni wydawcy profilują użytkowników, by wyświetlać im reklamy dopasowane do zachowań i zainteresowań – zaznacza prezes UOKiK.

Regulacja nie wynika również z przepisów o ochronie danych osobowych — potwierdził to Prezes UODO, poproszony o opinię.


Jak mogło wyglądać to w praktyce?

UOKiK posługuje się przykładowym scenariuszem:

  1. Użytkowniczka kupuje nowy iPad.
  2. Aktywując urządzenie, udziela zgody na personalizację reklam w aplikacjach Apple — jedna zgoda obowiązuje w całym ekosystemie Apple.
  3. Pobiera aplikacje innych firm, które proszą ją o zgodę na „śledzenie”, na co nie wyraża zgody.
  4. W rezultacie Apple może gromadzić dane i wyświetlać spersonalizowane reklamy, podczas gdy inni wydawcy takich możliwości nie mają — choć technicznie chodzi o ten sam typ działań.

Możliwe skutki dla rynku

UOKiK wskazuje, że zróżnicowanie sposobu pozyskiwania zgody może wpływać na:

  • ograniczenie dostępu zewnętrznych wydawców do danych o użytkownikach,
  • zmniejszenie skuteczności reklam spersonalizowanych u firm konkurencyjnych,
  • obniżenie wartości powierzchni reklamowej w ich aplikacjach,
  • osłabienie pozycji negocjacyjnej twórców aplikacji wobec reklamodawców.

Takie praktyki mogłyby umacniać pozycję Apple na rynku reklamy mobilnej i stanowić nadużycie dominacji. Zgodnie z prawem urząd może nałożyć karę do 10% globalnego obrotu.


Apple pod lupą także za granicą

Nie tylko polski regulator przygląda się polityce ATT. Podobne postępowania prowadzą organy antymonopolowe:

  • w Niemczech,
  • we Włoszech,
  • w Rumunii.

W marcu 2025 r. francuski regulator nałożył na Apple karę 150 mln euro za praktyki uznane za naruszające zasady konkurencji.

Rynek najmu wyhamowuje — właściciele coraz częściej obniżają ceny

Rynek najmu ma już za sobą najintensywniejszy okres związany z początkiem roku akademickiego. Do lutego popyt będzie stopniowo malał, podobnie jak liczba dostępnych mieszkań. Eksperci portalu GetHome.pl wskazują, że prawdopodobnie będą również spadały oczekiwania części właścicieli. Już w październiku mediana czynszów w Warszawie, Krakowie, Gdańsku i Wrocławiu poszła w dół.

W sierpniu i wrześniu na rynek trafiło więcej mieszkań niż znalazło najemców, co ustabilizowało czynsze, a w Gdańsku i Łodzi doprowadziło nawet do ich spadku. Trend ten wyraźnie pogłębił się w październiku. Jak wynika z danych portalu GetHome.pl, mediana czynszu, która jest bardziej zbliżona do „typowej” stawki czynszu niż średnia,  spadła o 6% w Gdańsku (do ok. 3 tys. zł), o 3% w Krakowie (do ok. 3 tys. zł) i Wrocławiu (do ok. 2,8 tys. zł) oraz o 2% w Warszawie (do ok. 4,4 tys. zł). W Poznaniu (ok. 2,6 tys. zł), Katowicach (ok. 2,1 tys. zł) i Łodzi (ok. 2 tys. zł) stawki pozostały bez zmian.Rynek najmu-październik 2025-mediana czynszu

Wprawdzie w październiku podaż mieszkań wyraźnie się skurczyła, jednak nie potwierdziły się obawy, że po wrześniowym szczycie wzrośnie udział drogich lokali i podbije medianę czynszów. Jak widać, właściciele spuścili z tonu — komentuje Marek Wielgo, ekspert GetHome.pl.

Ekspert zaznacza również, że w żadnej z największych metropolii mediana czynszów nie jest dziś wyższa niż rok temu. Taniej niż przed rokiem jest m.in. w Warszawie (-2%), Krakowie (-6%), Wrocławiu (-7%) oraz Łodzi (-5%)

Październik przyniósł mocny spadek liczby dostępnych mieszkań. Dane przeszukiwarki nieruchomości Adradar pokazują, że oferta zmniejszyła się w największych miastach nawet dwucyfrowo: o 18% w Łodzi (do ok. 2,8 tys. lokali), 14% w Poznaniu (do ok. 3,1 tys.), 13% w Katowicach (do ok. 2,1 tys.), 9% we Wrocławiu (do ok. 5,3 tys.), 7% w Warszawie (do ok. 14,8 tys.), 6% w Krakowie (do ok. 6,4 tys.) i 5% w Gdańsku (4,2 tys.). Mimo tego w Katowicach, Poznaniu i Wrocławiu mieszkań na wynajem wciąż jest więcej niż rok wcześniej.Rynek najmu-październik 2025-oferta-miasta

W skali całego kraju w październiku pojawiło się ok. 46,5 tys. nowych, unikalnych ofert, czyli aż o jedną czwartą mniej niż miesiąc wcześniej. Liczba ogłoszeń wycofanych (w domyśle – wynajętych) spadła o 6%, do ok. 54 tys. W efekcie całkowita dostępna oferta skurczyła się z 81 tys. do 73,5 tys. mieszkań, czyli o 9%.

Jak podkreśla Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl, sezonowy spadek aktywności to naturalny etap cyklu na rynku najmu. Zwykle październik oznacza koniec wysokiego sezonu i okres wyhamowania, który trwa do lutego. W tym roku jednak obserwacje są bardziej niepokojące: liczba zawartych umów była o 11% mniejsza niż przed rokiem.

I prawdopodobnie to właśnie kurczący się popyt na rynku najmu skłonił wielu właścicieli mieszkań do obniżenia swoich oczekiwań. W kalkulacjach muszą oni uwzględnić możliwości finansowe najemców. A te maleją m.in. wskutek rosnących kosztów utrzymania mieszkań – uważa Marek Wielgo.Rynek najmu-październik 2025-popyt-podaż-oferta-kraj

Według GUS w październiku opłaty związane z mieszkaniem — w tym media — były o 4,2% wyższe niż rok wcześniej. To znacznie więcej niż ogólny poziom inflacji, który wyniósł 2,8%. Najbardziej podrożały: wywóz śmieci (+12,1%), energia elektryczna (+8,1%) oraz woda (+6%). Dla wielu najemców oznacza to realne ograniczenie budżetów i mniejszą skłonność do akceptowania wyższych stawek czynszowych.

Convenience nadal liderem wizyt, ale dyskonty szybko zmniejszają dystans

W trzecim kwartale br. ruch w sklepach spożywczych wzrósł rdr. w dwóch formatach – w dyskontach i supermarketach – odpowiednio o 11,2% i 5%. Tak wynika z najnowszej analizy rynkowej. Z kolei spadł rdr. o 0,4% w hipermarketach i o 0,3% w sklepach typu convenience. Wciąż jednak to te ostatnie mają zdecydowaną przewagę, jeśli chodzi o ogólny udział w liczbie wizyt konsumentów w sklepach spożywczych, wyprzedzając nawet dyskonty. Eksperci komentujący powyższe dane wskazują na ostrą walkę w handlu, choćby na modernizowanie sklepów i rozwijanie oferty, by przyciągnąć uwagę klientów.

Jak wynika z niedawno opublikowanego raportu firmy technologicznej Proxi.cloud, w trzecim kwartale 2025 r. wzrósł rdr. ruch w dwóch formatach – w dyskontach o 11,2%, a także w supermarketach – o 5%. Z kolei nieznaczne spadki rdr. widać w przypadku hipermarketów – o 0,4%, jak również sklepów convenience – o 0,3% rdr. Mateusz Chołuj z Proxi.cloud zwraca uwagę na wyraźne różnicowanie się dynamiki ruchu między formatami sklepów. I dodaje, że dyskonty mocno inwestują w modernizację placówek oraz działania marketingowe. To może przekładać się na większą częstotliwość wizyt klientów. Supermarkety też odnotowały wzrost, ale ten format często pełni funkcję uzupełniającą względem dyskontów, oferując większą różnorodność produktów lub specjalistyczne działy.

– Znakomity wynik dyskontów to w pewnej mierze pochodna konkurencji cenowej, wspartej kampaniami reklamowymi. Warto pamiętać także o coraz wyższej dostępności tego formatu. Może jeszcze dyskont nie jest na każdym rogu, ale najwięksi gracze w tym segmencie rozwijają się w tempie kilkudziesięciu nowych punktów rocznie. To powoduje, że dla coraz większej grupy nabywców stają się właśnie – przynajmniej w odniesieniu do lokalizacji – tzw. sklepem na rogu – podkreśla dr Marek Szymański z Uniwersytetu WSB Merito.

Z kolei dr Michał Pienias z Uczelni Łazarskiego zauważa, że w warunkach presji cenowej klienci częściej preferują dyskonty jako „bezpieczny wybór cenowy”. Tego typu sklepy oferują uproszczoną, dobrze rotującą ofertę i niższe koszty operacyjne, co pozwala im reagować agresywniej cenowo. – Spadki w kanale convenience i hipermarketach nie są istotne. Raczej sygnalizują lekką korektę. W segmencie convenience ruch może być bardziej wrażliwy na ograniczenia mobilności i zmianę zwyczajów. Hipermarkety zaś mogą tracić klientów, którzy rewidują wielkie, planowane zakupy i przenoszą ich część do formatów mniejszych – uzupełnia ekspert.

Z raportu wynika również, że w przypadku tzw. unique shoppers w poszczególnych formatach widać, że w III kw. br. wzrost rdr. nastąpił w convenience – o 0,1%, a także w dyskontach – o 0,1%. Natomiast spadki rdr. dotyczą hipermarketów – o 3,4%, jak również supermarketów – o 1,5%. Zmiany są jednak stosunkowo niewielkie na tle całego rynku.

– Wyniki zdają się potwierdzać rosnące kłopoty największych sklepów. Rzadsze korzystanie z oferty samo w sobie nie musiałoby oznaczać poważniejszych problemów, jednak spadek wskaźnika unique shoppers o 3,4% jest istotny. Na pocieszenie w portfelu hipermarketów pozostali najintensywniejsi nabywcy, bo klientów ubyło mniej niż wizyt. Podobnie sprawa wygląda z supermarketami – analizuje dr Marek Szymański.

Do tego Mateusz Nowak z Proxi.cloud wskazuje, że spadek liczby klientów w przypadku hipermarketów może być tłumaczony przede wszystkim ich położeniem. Często lokowane są poza centrami miast, przez co dojazd do nich jest trudniejszy niż choćby do dyskontów. Wraz z popularyzacją usług e-commerce konsumenci rezygnują z wizyt w tym formacie, zamawiając mniej popularne produkty, często taniej, przez Internet.

– Zmiany w liczbie unikalnych klientów są w tym roku stosunkowo niewielkie. Wzrosty w convenience i dyskontach na poziomie 0,1% wskazują, że te formaty wciąż przyciągają nowych klientów, ale nie są to już duże skoki. To raczej efekt stopniowego przesuwania się preferencji zakupowych niż gwałtownych zmian zachowań. Potwierdza to też stabilizację zachowań zakupowych po okresach dużych wahań związanych m.in. z pandemią czy ze zmianami makroekonomicznymi – ocenia Mateusz Chołuj.

Raport wykazał również, że w trzecim kwartale br. zmienił się udział poszczególnych formatów sklepów w łącznej liczbie wizyt w badanych POS. Zestawienie otwiera kanał convenience – 44% (rok wcześniej – 46%). Dalej są dyskonty – 31,9% (rok wcześniej – 29,9%), supermarkety – 18,9% (18,7%), a także hipermarkety – 5,2% (5,5%). Autorzy raportu wskazują, że o ponad 4 p.p. zmniejszył się dystans między dwoma czołowymi formatami.

– Sieci convenience generują najwięcej wizyt ze względu na bliską lokalizację, nawet jeśli wartość zakupów jest niska. Dyskonty stają się coraz częstszym wyborem dla zakupów podstawowych, co pozwala im zyskiwać na udziale wizyt. Zmniejszenie dystansu między convenience a dyskontami o ponad 4 p.p. świadczy o tym, że strategia wzrostu dyskontów trafia w sedno – uważa dr Michał Pienias.

Z zebranych danych wynika też, że w trzecim kwartale br. częstotliwość zakupów wzrosła rdr. w trzech formatach, tj. w dyskontach (III kw. br. średnio 7,8 na miesiąc, III kw. ub.r. – 7,1), supermarketach (odpowiednio 5,6 i 5,2) oraz hipermarketach (3,1 i 3). Z kolei w segmencie convenience pozostała bez zmian (III kw. br. i III kw. ub.r. – 10,4).

– Najwyższy wzrost zaobserwowano w dyskontach, co znowu bezpośrednio związane jest ze wzrostem ruchu w tym formacie, przy względnie stałej liczbie unikalnych klientów. Również może to być powiązane z ekspansją niektórych sieci, ofertą oraz popularyzacją programów lojalnościowych. W przypadku pozostałych formatów zmiany są niewielkie i nie powinny być odczuwalne dla sklepów – podsumowuje Mateusz Nowak.

Wyniki sprzedaży Black Friday mogą przesądzić o dalszych ruchach inwestorów

Tegoroczny Black Week może okazać się w Polsce rekordowy. Już teraz dane pokazują wyraźny wzrost sprzedaży detalicznej, handlowcy nie czekają z promocjami na sam piątek, a okres zakupowego szczytu rozciąga się na cały tydzień, a nawet miesiąc. Coraz częściej mówi się nie o Black Friday, lecz nawet o Black Month. Choć promocje przyciągają tłumy klientów, to jednocześnie mamy do czynienia z poważnym testem dla konsumentów i całej gospodarki. Polska notuje silny impuls popytowy, ale z uwagą będziemy śledzić dane z USA, Chin i strefy euro. Gdyż Black Friday to dziś nie tylko zakupowe święto, lecz także istotny wskaźnik nastrojów konsumenckich, wpływu inflacji i realnej siły nabywczej.

Black Friday w 2024 roku przyniósł rekordowe wyniki sprzedaży. Na całym świecie wydano łącznie 74,4 miliarda dolarów, czyli o 5 proc. więcej niż rok wcześniej i ponad dwa razy więcej niż w 2017 roku. To kwota jedenastokrotnie przewyższająca kapitalizację giełdową Zalando – pokazuje to skalę ekonomicznej siły tego dnia.

Tylko w USA sprzedaż online sięgnęła 10,8 miliarda dolarów co oznacza wzrost o 10,2 proc. Między godziną 10 a 14 tego dnia Amerykanie wydawali średnio 11,3 miliona dolarów na minutę. Warto też zwrócić uwagę na rosnącą popularność opcji „kup teraz, zapłać później”. Łączna wartość takich płatności wzrosła o 8,8 proc., do 686 milionów dolarów. To sygnał, że coraz więcej osób nie chce lub nie może płacić od razu, a na znaczeniu zyskują elastyczne modele finansowania.

Choć Black Friday ma dziś globalny zasięg, nastroje konsumenckie wyraźnie różnią się w zależności od regionu. W USA konsumenci są wciąż w zakupowym nastroju. Od początku roku sprzedaż detaliczna utrzymuje się na wysokim poziomie i w sierpniu była o 5 proc. wyższa niż rok wcześniej. Jeszcze lepsze wyniki zanotowaliśmy w Polsce, gdzie sprzedaż detaliczna wzrosła o 6,6 proc. w ujęciu rocznym. To sugeruje, że w naszym kraju wydatki konsumentów z okazji Black Friday mogą być rekordowe.

Inaczej wygląda sytuacja w Strefie Euro i Chinach. Obie gospodarki przeżywają stagnację konsumpcyjną. Wzrost sprzedaży detalicznej systematycznie spowalnia. W strefie euro we wrześniu wyniósł zaledwie 1 proc., a w Chinach nieco lepiej – 2,9 proc. Tegoroczny sezon świąteczny będzie więc poważnym testem nastrojów. Ale żeby doszło do przełomu, potrzebna byłaby wyraźna zmiana, sama okazja do zakupów może nie wystarczyć, by pobudzić konsumpcję w Europie.

Black Friday już od lat przeniósł się głównie do internetu. Najwięcej zyskują ci, którzy mają silną pozycję platformową lub infrastrukturę. Liderami pozostają Amazon, Alibaba, Shopify, eBay i Etsy. Tradycyjni detaliści wykorzystują ten dzień, by opróżnić magazyny i walczyć o udział w rynku.  Ale cichymi wygranymi są firmy działające w tle – z sektora logistyki i płatności. Więcej zamówień to więcej paczek oraz prowizji od transakcji. UPS, PayPal, Visa i Mastercard to spółki, które warto mieć na radarze. W listopadzie rosną też wydatki reklamowe, bo każdy chce zwiększyć swoje zasięgi i widoczność. To z kolei działa na korzyść takich firm jak Meta, Alphabet, Snap czy Pinterest.

Black Friday zadomowił się również w segmencie mody i dóbr luksusowych. Nike, Adidas, H&M, LPP czy Inditex stawiają na promocje, ale część marek premium świadomie ich unika, by nie osłabiać swojego wizerunku. Dla wielu firm to także moment, by wyprzedać stare kolekcje i przygotować miejsce na nowe.

Choć liczby robią wrażenie, to jeszcze ważniejsze jest to, czy konsumpcja utrzyma się w kolejnych miesiącach. Inwestorzy powinni patrzeć na dane szerzej i nie dać się ponieść chwilowym tendencjom. Liczy się nie tylko sprzedaż tego jednego dnia, ale długoterminowe trendy. Silny Black Friday może wzmocnić zaufanie do spółek z sektorów konsumenckiego, technologicznego i płatniczego. Gorsze dane będą z kolei sygnałem dla inwestorów, by repozycjonować swoje portfele w stronę bardziej defensywnych aktywów, czyli firm oferujących stabilne przepływy pieniężne i większe bezpieczeństwo.

Szybkie uruchomienie biura z perspektywy zarządczej: mniej ryzyka, krótszy time-to-productivity, lepszy TCO

W projektach otwarcia nowej lokalizacji najcenniejszą walutą jest czas. Każdy dodatkowy dzień to koszt i utracona szansa. Dlatego warto zaprojektować przedsięwzięcie jak wdrożenie produktu: z właścicielem, harmonogramem i wskaźnikami. Największą dźwignią okazuje się logistyka — konsolidacja zamówień i przesyłki paletowe we współpracy z partnerem takim jak Patron Service skracają drogę od podpisania umowy najmu do realnej pracy zespołu.

Co naprawdę liczy się dla decydentów

Dla zarządu liczą się trzy rzeczy: przewidywalność, tempo i jakość egzekucji. Każdy dzień opóźnienia to koszt utraconych szans — od przesuniętych spotkań z klientami, przez opóźniony onboarding, po sprzedaż, która nie rusza wtedy, kiedy mogłaby. Dlatego projekt otwarcia biura planuj tak, jak planujesz wdrożenie produktu: z właścicielem, harmonogramem, zidentyfikowanymi ryzykami i jasnymi KPI (OTD dostaw, procent uszkodzeń, lead time do gotowości stanowisk, koszt na stanowisko).

Decyzje technologiczne i zakupowe: rama minimalnych standardów

Po stronie technologii ustal minimum: stabilne łącze z opisanym SLA, backupy i aktualizacje, podstawowe procedury bezpieczeństwa. Po stronie zakupów — inwestuj w to, co bezpośrednio wpływa na produktywność (ergonomia, światło, porządek), a oszczędzaj tam, gdzie łatwo wymienić element lub go dołożyć. Taka rama ogranicza liczbę niespodzianek i pozwala skupić się na tym, co naprawdę dźwiga projekt.

Logistyka jako dźwignia ROI: postaw na przesyłki paletowe

Największa dźwignia jest w logistyce, bo to ona spina koszty i terminy w jedną historię. Konsolidacja zamówień i przesyłki paletowe redukują liczbę „ruchomych części”: masz jedno okno rozładunku, jeden kontakt po stronie przewoźnika, jeden moment, w którym ekipa montażowa może wykonać całość bez czekania na spóźnione kartony. Maleje losowość, rośnie przewidywalność, a wraz z nią — szansa, że projekt zamknie się w dniach, a nie tygodniach. Z perspektywy TCO liczy się nie tylko stawka za transport, ale koszt organizacji, czasu ludzi i opóźnień. Im prostszy proces, tym tańszy i mniej ryzykowny.

Egzekucja i harmonogram: współpraca z partnerem, który dowozi

W praktyce działa to tak: zespół projektowy tworzy listę zakupów i plan konsolidacji, a partner logistyczny — np. Patron Service — pomaga zgrać odbiory i doradza, jak przygotować ładunek pod specyfikę miejsca rozładunku. Jeśli budynek nie ma rampy, wjeżdża auto z windą; jeśli w planie są dwa etapy, dostawy ustawiasz „just-in-sequence”, tak by montaż szedł gładko. Mniej telefonów, mniej punktów styku, mniej przypadków, w których dwie kluczowe rzeczy przyjadą osobno i zablokują postęp.

Efekt biznesowy: krótszy time-to-productivity i lepszy wizerunek

Szybszy montaż i sprawny rozładunek oznaczają krótszy czas do pełnej produktywności zespołu, a to przekłada się na przychód wcześniej, niż zakładałeś. Z perspektywy employer brandingu i relacji z klientami wygrywasz już w pierwszym tygodniu: przestrzeń działa, ludzie mają warunki do pracy, a spotkania odbywają się w miejscu, które wygląda jak przemyślana siedziba, nie jak plac budowy.

Konkluzja dla zarządu

Jeśli chcesz zredukować ryzyko operacyjne i skrócić time-to-productivity, oprzyj projekt na przesyłkach paletowych i współpracy z doświadczonym przewoźnikiem, takim jak Patron Service. Jedna decyzja porządkuje cały harmonogram, a Ty szybciej widzisz zwrot z inwestycji — bez niepotrzebnej dramaturgii po drodze.

Rynek mieszkaniowy odbija, ale nierówno. Mieszkania oddane +13%, budowy –13%, pozwolenia –12%

Październikowe dane GUS pokazały wyraźne ożywienie, ale tylko w jednej kategorii. Liczba mieszkań oddanych do użytku wzrosła aż o 13% r/r. Pozostałe wyniki są mniej optymistyczne. Liczba rozpoczynanych budów była w październiku o 13,1% niższa niż rok temu, a pula uzyskanych pozwoleń na budowę od początku roku skurczyła się o 12,1%. Deweloperzy finiszują z inwestycjami, ale wstrzymują nowe projekty – ich roczna aktywność w tym zakresie spadła o 15%.

Opublikowane przez GUS październikowe dane o skali nowego budownictwa mieszkaniowego w Polsce wzmocniły delikatny optymizm, który pojawił się po  statystykach z września. Dwie największe grupy inwestorów budujących w Polsce lokale mieszkalne: gospodarstwa domowe i firmy deweloperskie odnotowały w niemal wszystkich kategoriach wyniki lepsze niż miesiąc wcześniej. Październikowe dane GUS potwierdziły że wrześniowa poprawa aktywności nie była pojedynczym pozytywnym incydentem. Warto jednak podkreślić, że dotychczasowe efekty budownictwa mieszkaniowego w Polsce w 2025 roku są porównywalne z wynikami z 2024 roku tylko w kategorii mieszkań i domów oddawanych do użytkowania. W pozostałych kategoriach rejestrowanych przez GUS (pozwolenia i rozpoczynane budowy) wyniki są wyraźnie gorsze niż w 2024 roku z powodu wyraźnego ograniczenia aktywności firm deweloperskich. Tego niepokojącego stanu nie są w stanie zmienić optymistyczne sygnały świadczące o ożywieniu w budownictwie komunalnym i społeczno-czynszowym (TBS-y, SIM-y), ponieważ ich skala działalności pozostaje wciąż niewielka.

Z najnowszych danych GUS wynika, że liczba mieszkań i domów oddanych do użytku w Polsce w październiku była o 4% większa w porównaniu do wyników z września. Z kolei w stosunku do października 2024 roku wzrost w tej kategorii był wyraźnie większy i sięgnął 13%. Wyniki z dziesięciu miesięcy bieżącego roku wskazują, że tendencja spadkowa w budownictwie mieszkaniowym, która rysowała się w pierwszej połowie roku, wygasła. Liczba mieszkań i domów oddanych do użytkowania w październiku i wrześniu pozytywnie zaskoczyła. W efekcie wiele wskazuje na to, że rok 2025 w budownictwie mieszkaniowym okaże się lepszy od 2024 r. (najsłabszego od 2018 r.). Od stycznia do października 2025 roku w całej Polsce do użytku oddanych zostało 164,2 tys. mieszkań i domów, co jest wynikiem o 1% lepszym od odnotowanego w 2024 roku. A to oznacza, że po trzech słabych kwartałach roku, na początku ostatniego kwartału na rynku mieszkaniowym delikatnie powiało optymizmem.

W październiku wszystkie grupy inwestorów oddały łącznie 19,9 tys. lokali. W tej puli firmy deweloperskie odpowiadały za budowę ponad 13,2 tys. mieszkań, co oznacza wzrost zarówno w porównaniu do września o 9%, jak i w porównaniu do października ubiegłego roku o 25,7%. Warto zaznaczyć, że ten kilkuprocentowy wzrost miesiąc do miesiąca nastąpił po dobrym wyniku z września i oznacza najlepszy miesięczny wynik lokali oddanych do użytkowania przez firmy deweloperskie w 2025 roku. Jednak wiele wskazuje na to, że cały rok nie będzie należał do najlepszych w budownictwie mieszkaniowym. Na tle wyników z lat 2020-2023, kiedy do użytku oddawanych było ponad 220 tys. lokali rocznie, wynik z 2025 roku, który zapewne nie przekroczy 205 tys., to jedynie solidna średnia.

Firmy deweloperskie odpowiadają za 66% wszystkich lokali mieszkalnych oddanych do użytku w październiku. Wyniki inwestorów indywidualnych są ze swej natury bardziej stabilne niż efekty działalności deweloperów. W trzech pierwszych kwartałach 2025 roku ich udział w całości budownictwa mieszkaniowego w Polsce wahał się od 30% do 38% ogólnej liczby oddawanych lokali. W październiku w porównaniu z wrześniem , gospodarstwa domowe (w terminologii GUS to inwestorzy indywidualni) zakończyły budowę o 8,5% większej liczby domów/mieszkań, ale w stosunku do października 2024 roku ich wynik był o 1% gorszy. Wzrost w stosunku do września  był jednak niewystarczający, by zahamować spadek znaczenia budownictwa indywidualnego w budownictwie ogółem, które obserwujemy od początku 2025 roku. W efekcie w październiku udział tej grupy inwestorów w budownictwie ogółem w Polsce wyniósł zaledwie 31%.

W obu największych grupach tzw. inwestorów na rynku mieszkaniowym (firmy deweloperskie i gospodarstwa domowe) październikowy kilkuprocentowy wzrost liczby lokali oddawanych do użytku w ujęciu miesiąc do miesiąca pozwolił, by wyniki z dziesięciu miesięcy bieżącego roku zbliżyły się do wyników sprzed roku. Od stycznia do października 2025 roku firmy deweloperskie przekazały do użytkowania o 4% więcej, a gospodarstwa domowe o 4% mniej  mieszkań i domów niż w analogicznym okresie 2024 roku.

Starania różnych grup inwestorów o uzyskanie pozwoleń na budowę w październiku przyniosły lepsze efekty niż we wrześniu. Warto zaznaczyć, że wrześniowe wyniki w tej kategorii były jednymi z lepszych miesięcznych wyników w 2025 roku.

Łączna liczba pozwoleń uzyskanych przez wszystkie grupy tzw. inwestorów w październiku 2025 roku wyniosła 24,4 tys. lokali. Z tego 16 tys. pozwoleń uzyskali deweloperzy, a 8 tys. inwestorzy indywidualni. W efekcie suma uzyskanych w październiku pozwoleń była wyższa o 3% w porównaniu do września tego roku, ale w stosunku do października 2024 roku o 1,3 % mniejsza.

Liczba lokali mieszkalnych, na budowę których wszystkie grupy inwestorów uzyskały pozwolenie od stycznia do października 2025 roku, wyniosła zaledwie 215,4 tys. lokali i jest wyraźnie niższa niż rok temu (-12,1%). Sytuacja w poszczególnych grupach inwestorów podobnie jak miesiąc temu pozostaje bardzo zróżnicowana. W analizowanym okresie bieżącego roku deweloperzy uzyskali pozwolenia na budowę łącznie 136,2 tys. mieszkań i domów (o 20,8% mniej r/r), a inwestorzy indywidualni 72,8 tys. (o 7,6% więcej).

Efekt silnego popytu i tańszego finansowania – październik wzmacnia odbicie w deweloperce

Październik był jednym z najmocniejszych miesięcy w tym roku: deweloperzy rozpoczęli budowę niemal 12,8 tys. mieszkań, uzyskali 16 tys. pozwoleń i oddali do użytkowania prawie 13,2 tys. lokali.

Ostatnie dane GUS potwierdzają realizację prognoz Polskiego Związku Firm Deweloperskich na 2025 rok.

Rozpoczęte budowy

W październiku w branży deweloperskiej rozpoczęto budowę 12 793 mieszkań, co stanowi drugi najlepszy miesięczny wynik od początku bieżącego roku. Obserwujemy przy tym tendencję silnego października, gdyż w dwóch poprzednich latach właśnie w tym miesiącu inwestorzy rozpoczynali najwięcej inwestycji.

Od początku roku deweloperzy zainicjowali budowę 112 906 lokali, o 15 proc. mniej niż w bardzo dobrym pod tym względem ubiegłym roku. Utrzymanie podobnej miesięcznej dynamiki, przy uwzględnieniu historycznie słabszych wyników w grudniu, na koniec roku powinno przynieść rezultat oscylujący wokół 132 tys. lokali.

Byłoby to zgodne, a nawet odbiegające o ok. 5 proc. in plus od naszych projekcji z początku roku, w których podkreślaliśmy, że 2025 rok powinien przynieść stabilizację w kontekście nowych inwestycji. Szczególnie, że przez ostatnie lata obserwowaliśmy sinusoidę, bowiem po rekordowym dla rynku 2021 roku, nastąpiły fatalne lata 2022-23, w których widoczny był efekt inffacji i podwyżki stóp procentowych. 2024 rok to z kolei bardzo mocne odbicie, napędzane euforią po wejściu w życie Bezpiecznego Kredytu 2 proc. – komentuje Patryk Kozierkiewicz, radca prawny w Polskim związku Firm Deweloperskich.rozpoczęte budowy

Pozwolenia na budowę

W zakresie pozwoleń, w październiku podtrzymany został solidny wynik branży z ostatniego miesiąca, a deweloperzy otrzymali zgodę na budowę niemal 16 tys. nowych lokali. Porównując jednak skumulowane wyniki za pierwsze 10 miesięcy, obserwujemy znaczny spadek wydawanych pozwoleń, bo aż o 20,8 proc. względem ubiegłego roku. Od początku roku inwestorzy uzyskali pozwolenia na budowę 136,1 tys. nowych mieszkań.

Obserwowana obniżka jest najprawdopodobniej wypadkową spadających, choć wciąż nietanich kosztów finansowania oraz wysokiej oferty na rynku, co ogranicza impulsy do przygotowywania nowych projektów, szczególnie u graczy rynkowych działających w mniejszej skali – zwraca uwagę Patryk Kozierkiewicz.

W minionym miesiącu deweloperzy oddali do użytkowania 13 166 nowych lokali. Wynik pierwszych 10 miesięcy jest tylko o 3,7 proc. wyższy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Co ciekawe, gdy ograniczymy nasze porównanie do wyniku za październik 2025 vs. 2024, wówczas zaobserwować możemy ponad 25 proc. wzrost. Ta pozytywna tendencja będzie się utrzymywać również w 202C roku. Wynika to z faktu, że po upływie około 2-letniego okresu budowy, do użytkowania oddawane będą lokale z okresu podwyższonej aktywności inwestycyjnej obserwowanej w końcówce 2023 i pierwszym półroczu 2024 roku – podkreśla radca prawny PZFD.

Ropa lekko tanieje, dolar drożeje. PLN traci na tle regionu. Chaotyczne wieści o „planie pokojowym” studzą apetyt na ryzyko

Chaotyczne doniesienia odnośnie do amerykańskiego „planu pokojowego” doprowadziły do niewielkiego spadku cen ropy naftowej oraz skromnych zysków walut CEE. Złoty tydzień zakończył jednak niewielkim osłabieniem, co wiążemy z siłą dolara oraz wzrostem globalnych obaw odnośnie do rynku akcji i kryptowalut.

Kluczowe punkty:

  • PLN nieco słabszy w obliczu silnego dolara.
  • Wracają dane z USA.
  • Amerykański rynek pracy całkowicie nie stanął.
  • Odczyty ze strefy euro sugerują gospodarczo niezły koniec roku.
  • GBP czeka na budżet.

Amerykańska waluta wydaje się odzyskiwać miano aktywa safe haven – korzystając z pogorszenia sentymentu względem ryzyka, umocniła się w minionym tygodniu zauważalnie względem każdej z głównych walut oraz złotego. Przed nami „Dzień Dziękczynienia”, co oznacza krótszy tydzień handlu za Oceanem oraz mniej obfity kalendarz makro. W takim otoczeniu szczególne zainteresowanie budzić będą środowe ogłoszenia dot. brytyjskiego budżetu.

Choć zarówno funt, jak i rentowności brytyjskich obligacji doświadczały w ostatnim czasie nieco mniejszej zmienności, niż w ostatnich tygodniach, margines tolerancji dla wszelkiego rodzaju potknięć kanclerz Reeves będzie bardzo niewielki. Plan, który zaprezentuje, będzie musiał nie tylko przekonać inwestorów, że księgi zostaną trwale zbilansowane, ale i dać nadzieje na pewnego rodzaju ożywienie gospodarcze. Doniesienia informujące nas o tym, że luka budżetowa nie jest tak duża, jak uprzednio sądzono przyjmujemy z pewną dawką optymizmu, jesteśmy jednak przekonani, że dalsze podwyżki podatków będą nieuniknione. Oszacowanie, co dokładnie będą obejmować, to wyjątkowo trudne zadanie.

PLN

W pewnym momencie rynkowe nadzieje, że pokój w Ukrainie może być bliżej, pomogły sentymentowi względem regionu, ale ostatecznie para EUR/PLN zakończyła tydzień wyżej w obliczu rajdu dolara. Chaotyczne wieści z USA i to, że 28-punktowy „plan pokojowy” mocno pokrywa się z maksymalistycznymi żądaniami Kremla nie napawają optymizmem co do tego, że konflikt zostanie rozwiązany w sposób ograniczający ryzyko przyszłej rosyjskiej agresji. Niemniej powrót do tematu przybliża perspektywę zawieszenia broni, przynajmniej tak wynika z reakcji rynku. Ceny ukraińskich dolarowych obligacji skierowały się w górę, a implikowane prawdopodobieństwo zawieszenia broni w 2026 r. na Polymarket wzrosło o ok. 10 p.p. i obecnie wynosi ok. 50/50.

Wieści z kraju potwierdzają ostatnie trendy. Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na to, że inflacja bazowa pozostaje w ryzach, w październiku spadła do 3%, najniższego poziomu od końcówki 2019 r. Dalszy spadek dynamiki płac do istotnie niższych od oczekiwań 6,6% wspiera argument że presja cenowa nie powinna być większym problemem ani w najbliższym, ani średnim okresie. Mocniejsze spadki cen producentów również nie szkodą tej argumentacji. Nie mamy większych wątpliwości, że RPP w początkach 2026 r. będzie kontynuować obniżki stóp procentowych.

EUR

Listopadowe dane PMI opisujące aktywność biznesową nie przyniosły niespodzianek. Gospodarka nadal rośnie, choć utrzymuje się dychotomia między doświadczającym stagnacji sektorem przemysłowym a bardziej odpornymi usługami. Choć są nieco opóźnione, dane o zatrudnieniu potwierdzają, że w strefie euro rosło przynajmniej jeszcze w trzecim kwartale, nawet jeśli tempo kreacji nowych miejsc pracy spada. To dobrze wróży, wzmacniając nadzieje względem dość solidnego zakończenia roku w strefie euro.

Oczekujemy, że sektor usług, wsparty przez nadal zdrowy rynek pracy, będzie w nadchodzących miesiącach nadal wspierał umiarkowany wzrost w strefie euro i wspólną walutę. W międzyczasie inwestorzy będą mieli do przeanalizowania kilka wystąpień oficjeli EBC, w tym prezeski Lagarde (w czwartek 27.11). Biorąc jednak pod uwagę wysoko ustawioną poprzeczkę dla dalszych obniżek stóp procentowych, nie spodziewamy się fajerwerków.

USD

Opóźniony wrześniowy raport z rynku pracy pozytywnie zaskoczył, wskazując, że jeszcze przynajmniej dwa miesiące temu rynek pracy całkowicie nie stanął. Utworzonych zostało 119 tys. miejsc pracy netto, choć badanie gospodarstw domowych wykazało nieznaczny wzrost stopy bezrobocia, w dużej mierze powodowany wyższą stopą uczestnictwa w rynku pracy. Być może wystarczy to, żeby Fed pozostawił stopy na niezmienionym poziomie w grudniu, choć kontrakty futures wyceniają obecnie nieco większą szanse na cięcie aniżeli pauzę.

Napływ świeżych danych po wznowieniu pracy rządu pozostaje czynnikiem wspierającym dolara. Uważamy, że obawy o wpływ spadków na giełdzie na nastroje konsumentów i wydatki są przesadzone. Amerykańskie akcje są obecnie mniej więcej tam gdzie były sześć tygodni temu i o 12% droższe niż na początku roku. Dalszy ruch w dół mógłby zmienić tę ocenę, ale uważamy, że musielibyśmy zobaczyć dość mocny spadek.

GBP

Z Wielkiej Brytanii przed kluczowym ogłoszeniem budżetu napłynął dość ponury zestaw danych gospodarczych. Opublikowany w zeszłym tygodniu raport CPI przyniósł wprawdzie dobrą wiadomość o złagodzeniu presji cenowej, ale główna miara inflacji nadal była bliższa 4% niż 3%. Sprzedaż detaliczna w październiku rozczarowała, a indeksy PMI opisujące aktywność biznesową ugrzęzły w martwym punkcie, gwałtownie pogorszyły się bowiem nastroje w usługach – częściowo z powodu niepewności związanej z budżetem.

Teraz wszystkie oczy zwrócone są na środowe ogłoszenie samego budżetu. Nie jest jasne, czy będzie wystarczająco miejsca na podwyżki podatków w stopniu pozwalającym wypełnić wymagane 25-30 mld funtów deficytu – rząd podobno wykluczył podwyżki stawek podatku dochodowego i najwyraźniej nie jest w stanie ciąć wydatków budżetowych. Spodziewamy się raczej mozaiki rozmaitych, ukierunkowanych podwyżek podatków, ale diabeł tkwi w szczegółach. Jeśli kanclerz skarbu Rachel Reeves nie zdoła przekonać rynków, że ma wiarygodny długoterminowy plan zapewnienia zrównoważenia finansów publicznych, funt może w środę znaleźć się w trudnym położeniu. Przygotowujemy się na podwyższoną zmienność brytyjskiej waluty w tym tygodniu.

AGH i Wojska Obrony Cyberprzestrzeni łączą siły. Rusza ogólnopolski program Cyber Legion

W poniedziałek, 24 listopada br. w Akademii Górniczo-Hutniczej
w Krakowie odbyła się inauguracja Programu Cyber Legion – ogólnopolskiej inicjatywy łączącej środowisko wojskowe, akademickie i cywilne na rzecz wzmocnienia cyberbezpieczeństwa państwa. W wydarzeniu wziął udział Władysław Kosiniak-Kamysz, wicepremier – minister obrony narodowej, który podkreślił strategiczne znaczenie rozwoju kompetencji w obszarze cyberbezpieczeństwa dla bezpieczeństwa narodowego.

Podczas uroczystości na Wydziale Informatyki AGH podpisane zostało porozumienie o współpracy pomiędzy Akademią Górniczo-Hutniczą a Dowództwem Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni. Dokument sygnowali: gen. dyw. Karol Molenda, Dowódca Komponentu WOC oraz prof. Jerzy Lis, Rektor AGH w Krakowie.

Porozumienie stanowi kluczowy krok w dalszym rozwoju programu Cyber Legion, którego celem jest budowa silnego ekosystemu cyberbezpieczeństwa, obejmującego uczelnie techniczne, wojsko oraz sektor cywilny. Program stawia na wzmocnienie cyberbezpieczeństwa kraju i zacieśnianie relacji pomiędzy środowiskiem akademickim, a Wojskiem Polskim. Porozumienie zostało zawarte podczas dwudniowej konferencji organizowanej na Wydziale Informatyki AGH, podczas której uczestnicy dyskutują m.in. o cyberodporności przemysłu krytycznego w świetle bieżących zagrożeń, roli sektora cywilnego we wspieraniu budowy cyberodporności państwa oraz wyzwaniach stojących przed kluczowymi sektorami infrastruktury krytycznej.

Znaczenie współpracy dla bezpieczeństwa państwa

W inauguracji uczestniczył wicepremier – minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, podkreślając że w obecnej sytuacji geopolitycznej inwestowanie w cyberbezpieczeństwo jest jednym z najważniejszych elementów wzmacniania pozycji Polski.

Będziemy rozwijać Cyber Legion, będziemy w niego inwestować. Możecie liczyć na wszelkiego typu szkolenia, kursy i jak najwięcej z was chciałbym zaprosić do Wojska Polskiego – mówił do uczestników programu szef MON.AGH i Dowództwo Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni wspólnie na rzecz cyberbezpieczeństwa (4)

– Jestem bardzo dumny, że Ministerstwo Obrony Narodowej, Dowództwo Komponentu Wojsk Cyberprzestrzeni oraz Akademia Górniczo-Hutnicza wspólnie łączą największych specjalistów w dziedzinie informatyki i w dziedzinie cyber. Bądźcie otwarci na wiedzę, na te innowacje. Wiem, że tacy jesteście, a my z chęcią będziemy z tego korzystać. Dziękuję jeszcze raz za zaangażowanie się w jego obronę i dbanie o bezpieczeństwo w przestrzeni cyber – mówił Władysław Kosiniak-Kamysz, wicepremier – minister obrony narodowej.

Cyber LEGION – łączy ekspertów cywilnych i wojskowych

Program Cyber Legion został uruchomiony przez Wojska Obrony Cyberprzestrzeni jako inicjatywa mająca na celu konsolidację specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa, IT wokół Sił Zbrojnych RP. Jego założeniem jest ścisła współpraca środowiska wojskowego z uczelniami wyższymi oraz ekspertami z sektora IT, nauki i technologii.

– Decyzja o przyłączeniu się do Cyber Legionu nie jest łatwa — to misja, której stawką jest bezpieczeństwo naszego kraju. Dzięki osobom zaangażowanym w ten projekt bez wątpienia zbudujemy tarczę, której nie da się przełamać. Aby jednak ją zbudować, potrzebna jest kuźnia. Dziękuję Panu Rektorowi Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie za dołączenie uczelni do nas i wspieranie naszych działań — za bycie tą kuźnią talentów, które zasilą Cyber Legion, a także zapewnią nam stały rozwój i podnoszenie umiejętności. Cyberprzestrzeń zmienia się każdego dnia, dlatego również my musimy nieustannie rozwijać nasze zdolności i uzupełniać kompetencje. Cóż jednak może dawać większą satysfakcję niż świadomość, że to, co robimy, wpływa na bezpieczeństwo naszego państwa – mówił Dowódca Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni, gen. dyw. Karol Molenda.

– AGH dołącza tym samym do grona kluczowych ośrodków akademickich, które będą odgrywać znaczącą rolę w rozwoju kompetencji związanych z ochroną cyberprzestrzeni państwa – podkreślił prof. Jerzy Lis, rektor AGH w Krakowie. – Bezpieczeństwo narodowe w coraz większym stopniu zależy od wiedzy i kompetencji technicznych. AGH od lat rozwija badania i kształcenie w obszarach kluczowych dla cyberbezpieczeństwa, dlatego cieszę się, że możemy współpracować z Dowództwem Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni
w ramach programu Cyber Legion. Jestem przekonany, że połączenie potencjału naukowego AGH z doświadczeniem i misją Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni przyniesie wymierne korzyści dla państwa i rozwoju nowoczesnych technologii
dodał prof. Jerzy Lis.

Cele programu Cyber Legion obejmują stworzenie możliwości dla specjalistów cywilnych – w tym ekspertów IT, cyberbezpieczeństwa, automatyki, sztucznej inteligencji czy robotyki – do aktywnego wspierania działań na rzecz bezpieczeństwa państwa bez konieczności rezygnacji z pracy zawodowej. Program zapewnia elastyczne ścieżki zaangażowania i formy współpracy dostosowane do różnych grup uczestników, takich jak studenci czy doświadczeni eksperci. Inicjatywa zakłada również połączenie potencjału akademickiego, technologicznego i wojskowego w celu wzmacniania odporności na współczesne cyberzagrożenia oraz umożliwia udział w szkoleniach, warsztatach i ćwiczeniach, m.in. symulacjach incydentów czy testach systemów.

AGH, jako jedna z czołowych polskich uczelni technicznych, dysponuje unikalnymi kompetencjami w obszarach informatyki, cyberbezpieczeństwa, automatyki, robotyki i sztucznej inteligencji, dlatego współpraca z DKWOC otwiera nowe możliwości dla studentów, doktorantów i pracowników naukowych. Obejmują one udział w projektach i ćwiczeniach realizowanych z udziałem Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni, realizację wspólnych projektów badawczych i wdrożeniowych, możliwość pozyskiwania grantów i prowadzenia prac naukowych w obszarze zaawansowanych technologii, a także organizację wydarzeń, takich jak konferencje, hackathony czy specjalistyczne warsztaty.

Ze strony uczelni w realizację porozumienia zaangażowane będą: Centrum Cyberbezpieczeństwa, Centrum Doskonałości Sztucznej Inteligencji oraz Wydział Informatyki.

Scanway SA pozyska 15,3 mln zł na realizację nowej strategii – całość oferty nabyło TFI PZU SA

Zarząd Scanway rozpoczął 21 listopada br., proces pozyskania dodatkowego finansowania, które zostanie przeznaczone na realizację strategii rozwoju Spółki na lata 2026–2028. Oferta akcji Scanway została skierowana do wybranego inwestora instytucjonalnego – funduszy zarządzanych przez TFI PZU SA. Inwestor nabył pakiet 100 000 szt. akcji, stanowiących 6,45% kapitału zakładowego Spółki, po cenie 153,00 zł szt., czyli o łącznej wartości 15,3 mln zł brutto. Oznacza to dyskonto na poziomie 9,1% względem średniej ważonej wolumenem obrotu dla kursu z okresu 30 dni przed raportem bieżącym informującym o rozpoczęciu procesu pozyskania dodatkowego finansowania oraz ponad dwukrotnie wyższą cenę niż w poprzedniej rundzie finansowania przeprowadzonej przez Spółkę w czerwcu br. Zabezpieczenie na tym etapie dodatkowych środków sprawia, że przeniesieniu notowań akcji Scanway z NewConnect na Główny Rynek GPW, nie będzie towarzyszyć kolejna emisja akcji.

Spółka, we współpracy z istotnym akcjonariuszem – Jędrzej Kowalewski Fundacja Rodzinna – przeprowadziła proces pozyskania dodatkowego finansowania i transakcję w taki sposób, aby umożliwić wybranemu inwestorowi instytucjonalnemu nabycie istniejących akcji Spółki, wprowadzonych już do obrotu zorganizowanego w Alternatywnym Systemie Obrotu (ASO) na rynku NewConnect. W ramach tej transakcji, istotny akcjonariusz Spółki – Jędrzej Kowalewski Fundacja Rodzinna, sprzedała 100 000 istniejących akcji zwykłych na okaziciela Spółki o wartości nominalnej 0,10 zł każda, wprowadzonych do obrotu w ASO, stanowiących 6,45% kapitału zakładowego Spółki, uprawniających do 100 000 głosów na Walnym Zgromadzeniu Spółki (Akcje Sprzedawane). Cena sprzedaży jednej Akcji Sprzedawanej wyniosła 153,00 zł, tj. łącznie 15,3 mln zł.

Jednocześnię w celu umożliwienia realizacji transakcji sprzedaży akcji Spółki, Jędrzej Kowalewski Fundacja Rodzinna i Spółka zawarli z Domem Maklerskim Navigator S.A. porozumienie, w którym wyraził on zgodę na sprzedaż Akcji Sprzedawanych, przy jednoczesnym objęciu zobowiązaniem lock-up wszystkich nowych akcji na okaziciela serii H (Akcji Nowej Emisji), jakie zostaną objęte przez Akcjonariusza, ze skutkiem od ich zapisania na rachunku papierów wartościowych Akcjonariusza. Okres lock-up dla wszystkich akcji posiadanych przez Akcjonariusza będzie upływał w dniu 31 grudnia 2025 r.

W dalszych krokach Zarząd Spółki podejmie uchwałę w sprawie podwyższenia kapitału zakładowego w drodze emisji 100 000 Akcji Nowej Emisji, na podstawie upoważnienia udzielonego Zarządowi w Statucie Spółki, tj. w granicach kapitału docelowego, a Jędrzej Kowalewski Fundacja Rodzinna obejmie wszystkie te akcje za jednostkową cenę emisyjną równą cenie sprzedaży Akcji Sprzedawanych.

Po dwóch latach obecności na rynku NewConnect akcjonariusze Scanway mogą cieszyć się z kilkukrotnego wzrostu swojej inwestycji, a obroty na akcjach Spółki należą do najwyższych spośród ponad 350 podmiotów notowanych na małym parkiecie. Cieszymy się, że do grona inwestorów, których przekonał nasz model biznesowy oraz perspektywy rozwoju, dołącza długoterminowy i renomowany inwestor instytucjonalny – TFI PZU SA – obejmujący akcje stanowiące 6,45% kapitału zakładowego Spółki po cenie 153,00 zł szt. Cena akcji na takim poziomie stanowi potwierdzenie wysokiej oceny naszych fundamentów. Ponadto stajemy się jedną z dziesięciu spółek z całej polskiej giełdy, w której TFI PZU S.A. ujawnił się z inwestycją powyżej progu 5,00%. Dziękujemy za okazane zaufaniekomentuje Jędrzej Kowalewski, Prezes Zarządu Scanway S.A.

Pozyskane środki, o wartości 15,3 mln zł brutto, zostaną przeznaczone na realizację strategii rozwoju naszej Spółki na lata 2026–2028, której głównym celem jest osiągnięcie przez Scanway pozycji jednego z największych integratorów ładunków optycznych w Europie. Zabezpieczenie na tym etapie dodatkowych środków oznacza, że przeniesieniu notowań akcji Scanway z NewConnect na Główny Rynek GPW, nie będzie towarzyszyć kolejna emisja akcji dodaje Jędrzej Kowalewski.

Cena akcji w ofercie Scanway została ustalona na 153,00 zł, czyli poziomie ponad dwukrotnie wyższym niż w poprzedniej rundzie finansowania przeprowadzonej przez Spółkę w czerwcu br. W ostatnich miesiącach Scanway podpisał m.in. kontrakt o rekordowej wartości 9,0 mln euro na dostarczenie serii wysokorozdzielczych instrumentów optycznych do obserwacji Ziemi dla budowanej przez klienta z Azji konstelacji satelitarnej, a także zawarł umowę wykonawczą o wartości ok. 3,55 mln euro w ramach projektu CAMILA – największej cywilnej konstelacji satelitarnej w historii Polski, w ramach której Scanway dostarczy teleskopy do co najmniej dwóch satelitów optycznych.

Polska pozostaje jednym z gospodarczych liderów Europy, jednak utrzymanie takiego tempa wzrostu w długim terminie wymaga większego nacisku na innowacyjność i rozwijanie nowych technologii przez krajowe firmy. W TFI PZU stale poszukujemy innowacyjnych branż i spółek z potencjałem, ponieważ inwestycje w nie mogą przynieść wymierne korzyści uczestnikom naszych funduszy, wspierając jednocześnie rozwój polskich spółek, rynku kapitałowego i całej gospodarki. Sektor technologii kosmicznych oceniamy jako jedną z najbardziej perspektywicznych branż, szczególnie w otoczeniu rozwoju europejskich systemów bezpieczeństwa komentuje Jarosław Leśniczak, Wiceprezes Zarządu TFI PZU SA.

Cieszymy się z dołączenia do grona akcjonariuszy Scanway S.A. Jesteśmy pod wrażeniem dotychczasowego rozwoju spółki, skuteczności w pozyskiwaniu nowych kontraktów i dynamicznego wzrostu portfela zamówień. Podobają nam się kierunki rozwoju wskazane w strategii na lata 2026–28, zakładające budowę czołowego europejskiego integratora ładunków optycznych dodaje Jarosław Leśniczak.

Przychody ogółem Scanway – liczone jako suma przychodów netto ze sprzedaży produktów, towarów i materiałów oraz uzyskanych dotacji – po III kwartałach 2025 roku wyniosły 16,0 mln zł i były wyższe o 89% w relacji r/r. Rentowność Spółki w tym okresie na poziomie EBITDA wyniosła 3,1 mln zł, a zysk netto osiągnął wartość 0,2 mln zł. Backlog, czyli podpisane i realizowane kontrakty do rozliczenia w przyszłych okresach, stanowił na dzień 14 listopada 2025 roku 58,3 mln zł, rosnąc ponad trzykrotnie, o 254% w relacji r/r. Poziom środków pieniężnych Spółki na 30 września 2025 roku wynosił 14,7 mln zł.

W procesie pozyskania dodatkowego finansowania Spółkę wspiera Dom Maklerski Navigator S.A., doradca prawny LLW Lewczuk Łyszczarek Szymczyk oraz cc group – Doradca IR i Autoryzowany Doradca Spółki na NewConnect.

Nowa polityka dywidendowa Mex Polska S.A. od 2025 roku

Rada Nadzorcza Mex Polska S.A., notowanej na GPW spółki holdingowej działającej w segmencie gastronomicznym, podjęła uchwałę o przyjęciu polityki dywidendowej. Zgodnie z nią, Zarząd, po uzyskaniu zgody Rady Nadzorczej, będzie corocznie wnioskować do Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia o wypłatę dywidendy w wysokości nie mniejszej niż 30% zysku netto za dany rok obrotowy.

Przyjęcie polityki dywidendowej to wyraz naszej dojrzałości biznesowej oraz zaufania do solidnych fundamentów Mex Polska S.A. Chcemy budować przewidywalną i długoterminową wartość dla akcjonariuszy, jednocześnie utrzymując elastyczność finansową pozwalającą na dalszy rozwój Grupy. – powiedział Paweł Kowalewski, prezes zarządu Mex Polska S.A.

Spółka od lat regularnie przeznaczała część zysku na wypłatę dywidendy dla akcjonariuszy. Wprowadzenie formalnej polityki dywidendowej gwarantuje większą przewidywalność i transparentność w zakresie przyszłych wypłat oraz daje inwestorom jasny sygnał o stabilności finansowej i długoterminowej strategii spółki.

Zgodnie z przyjętą polityką, Zarząd, po uzyskaniu zgody Rady Nadzorczej, będzie corocznie wnioskować do Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia o wypłatę dywidendy w wysokości nie mniejszej niż 30% zysku netto za dany rok obrotowy. Nowe zasady będą obowiązywać począwszy od rekomendacji dotyczącej podziału zysku za rok 2025.

Wprowadzenie formalnej polityki dywidendowej ma na celu zwiększenie transparentności wobec inwestorów oraz zapewnienie przewidywalności w zakresie przyszłych wypłat. Jednocześnie spółka zastrzega, że w przypadku wystąpienia nadzwyczajnych okoliczności powodujących istotne trudności ekonomiczno-finansowe, Zarząd przeprowadzi szczegółową analizę wszystkich istotnych aspektów i podejmie decyzję dotyczącą odpowiednich wysokości wypłat.

Zarząd Mex Polska SA przedstawi zagadnienia dotyczące polityki dywidendowej oraz omówi wyniki finansowe za III kwartał podczas najbliższej konferencji prasowo-inwestorskiej, zaplanowanej na 27 listopada 2025 r. o godz. 11:00 przy ul. Nowogrodzkiej 27 w Warszawie. W trakcie wydarzenia spółka zaprezentuje również wnioski z najnowszego, niezależnego raportu analitycznego przygotowanego przez jeden z wiodących domów maklerskich.

Bumech poprawia wyniki dzięki restrukturyzacji PG Silesia i dywersyfikacji biznesu

Grupa Bumech, po III kwartałach 2025 r. zaraportowała 26,3 mln zł zysku operacyjnego w porównaniu do 104,2 mln zł straty w analogicznym okresie 2024 r. Z kolei EBITDA Grupy wyniosła blisko 46 mln zł, a zysk netto 2,6 mln zł (76,6 mln zł straty netto w okresie styczeńwrzesień 2024 r.). Grupa osiągnęła bardzo dobre wyniki operacyjne, zważywszy na zmniejszenie przychodów do wysokości 263,7 mln zł. To dodatkowo podkreśla, że sanacja spółki zależnej – PG Silesia – przynosi efekty. Grupa Bumech dynamicznie przyspiesza proces dywersyfikacji działalności, równolegle rozwijając projekty energetyczne, multi-utility, produkcję biomasy oraz działalność w sektorze obronnym.

– Po III kwartałach 2025 r. Grupa Bumech osiągnęła znaczną poprawę wyników finansowych – wypracowaliśmy 26,2 mln zł zysku operacyjnego, przy EBITDA na poziomie blisko 46 mln zł. To efekt konsekwentnych działań restrukturyzacyjnych w PG Silesia, radykalnej optymalizacji kosztów oraz dywersyfikacji działalności Grupy. Pokazuje to, że przyjęta strategia przynosi realne efekty i pozwala nam budować stabilny, odporny na wahania rynkowe model biznesowy – powiedział Andrzej Bukowczyk, Wiceprezes Zarządu Bumech S.A.

W toku postępowania sanacyjnego PG Silesia wdrożyła szereg działań poprawiających efektywność operacyjną i stabilność finansową. Przełożyło się to na znaczącą poprawę przepływów pieniężnych – Grupa wypracowała 12,6 mln zł dodatnich przepływów operacyjnych (wobec 3 mln zł ujemnych po III kwartałach 2024 r.) oraz 4,6 mln zł przepływów netto ogółem (w porównaniu do -51,7 mln zł rok wcześniej), co potwierdza utrzymujący się pozytywny trend mimo trudnych warunków rynkowych.

PG Silesia – mimo trwającej sanacji – kontynuuje wydobycie, wykorzystując przewagę w postaci wysokiej jakości węgla, a obecna eksploatacja odpowiada zapotrzebowaniu rentownego rynku opałowego.

Na początku czerwca 2025 r. PG Silesia przedstawiła plan restrukturyzacyjny zakładający poprawę rentowności, dalszy rozwój oraz pełną zdolność regulowania zobowiązań. Strategia na lata 2025–2030 obejmuje utrzymanie wydobycia w systemie jednościanowym, przygotowanie kolejnych ścian oraz ograniczenie przestojów związanych z przezbrajaniem.

Dywersyfikacja działalności Grupy Bumech

Grupa Bumech konsekwentnie dywersyfikuje działalność w celu stabilizacji przychodów i uodpornienia się na wahania rynkowe. Nowe obszary działalności mają wykorzystać aktywa i kompetencje z dotychczasowej działalności.

Dywersyfikacja działalności Grupy Bumech nie jest dodatkiem do strategii – jest jej fundamentem. Systematycznie rozwijamy nowe obszary biznesowe po to, aby budować stabilne, odporne na zmienność rynku źródła przychodów. Chcemy stworzyć wielosektorowy model biznesowy, który zapewni nam długoterminową przewagę konkurencyjną. Inwestujemy jednocześnie w produkcję dla wojska, energetykę, paliwa alternatywne. Nowe obszary będą rozwijane w ramach posiadanych aktywów okołogórniczych i pokopalnianych. Synergia kompetencji, rozbudowa zaplecza energetycznego i ekspansja w branżach o wysokim potencjale wzrostu pozwalają nam uniezależniać się od wahań koniunktury i wzmacniać stabilność finansową całej Grupy. To właśnie dlatego realizujemy równolegle projekty magazynów energii, rozwój działalności multi-utility, inwestycje w produkcję biomasy oraz wejście w sektor obronny – wszystkie te działania tworzą spójną i długofalową strategię umacniania naszej pozycji rynkowej. Z kolei udostępniona Grupie linia pożyczkowa do kwoty 25 mln zł pozwoli zwiększyć elastyczność finansową i wesprzeć realizację działań inwestycyjnych – powiedział Andrzej Bukowczyk, Wiceprezes Zarządu Bumech.

We wrześniu br. Spółka zawarła umowę z OTT Technologies dotyczącą rozwoju i montażu pojazdów opancerzonych na rynek europejski. Projekt zakłada europeizację komponentów, stopniowe zwiększanie udziału części z UE do co najmniej 70% oraz rozszerzanie oferty o pojazdy wojskowe, moduły opancerzone i systemy antydronowe. Obecnie trwają przygotowania do uruchomienia montażu.

Pod koniec października tego roku Spółka pozyskała do 25 mln zł finansowania od głównego akcjonariusza Marcina Sutkowskiego, m.in. na wejście w sektor biomasy. Kontrakt na dostawy 200 tys. ton biomasy o wartości do 160 mln zł oraz inwestycja w produkcję pelletu potwierdzają strategiczny kierunek rozwoju. Bumech planuje osiągnąć moce produkcyjne 300 tys. ton rocznie w ciągu dwóch lat, budując stabilne źródła przychodów i zwiększając odporność na wahania koniunktury. Linia pożyczkowa do 2027 r. dodatkowo wzmacnia elastyczność finansową.

Z kolei w listopadzie br. spółka zależna MSE rozpoczęła realizację projektu magazynu energii o mocy 50 MW i pojemności 100 MWh, obejmującego przygotowanie pełnej dokumentacji oraz uzyskanie wymaganych decyzji administracyjnych. Inwestycja, zlokalizowana przy kopalni SILESIA, wzmacnia rozwój segmentu energetycznego i wspiera transformację terenów pokopalnianych. W tym samym czasie, Bumech złożył ofertę przejęcia 50% udziałów Capital Partners S.A., planując połączenie jej z MSE i utworzenie podmiotu multi-utility, który będzie rozwijał projekty energetyczne, wodne i OZE, tworząc regionalny hub w Czechowicach-Dziedzicach.