AgriTech Hub inwestuje w Pethelp – abonamenty weterynaryjne dla zwierząt

Startup Pethelp chce upowszechnić profilaktykę zdrowotną zwierząt domowych, oferując pakiety medyczne dla psów i kotów jako nową formę benefitów pracowniczych. Fundusz venture capital AgriTech Hub właśnie zainwestował w projekt 400 tys. zł.

Obecnie już ponad połowa Polaków posiada przynajmniej jedno zwierzę domowe i często traktuje je jak członka rodziny. Z badań przeprowadzonych przez Pethelp wynika jednak, że aż 40 proc. ankietowanych musiało odłożyć wizytę u weterynarza z powodu braku pieniędzy, a zapytani przez startup lekarze przyznali zgodnie, że przynajmniej raz musieli uśpić zwierzę ponieważ właściciel nie miał środków na jego dalsze leczenie. Okazuje się również, że początkowe wysokie koszty jednorazowe, stanowią istotną barierę adopcji zwierzęcia. Odpowiedzią na te wyzwania jest usługa oferowana przez Pethelp w postaci abonamentów weterynaryjnych dla właścicieli zwierząt.

Profilaktyka jest tańsza niż leczenie – naszym celem jest jej upowszechnienie poprzez zniwelowanie bariery finansowej. Dzięki stałym, dostosowanym do potrzeb opłatom miesięcznym, niemal każdy będzie mógł pozwolić sobie na regularne wizyty w placówce weterynaryjnej. To z kolei przyczyni się do polepszenia jakości i wydłużenia życia psów oraz kotów, tak aby właściciele mogli cieszyć się ich obecnością jak najdłużej – wyjaśnia Sławomir Wiatr, Prezes Zarządu Pethelp.

Startup oferuje pierwsze w Polsce pakiety opieki weterynaryjnej dla psów i kotów, które można zrealizować w placówkach w Warszawie, Krakowie oraz Łodzi. Oferta skierowana jest głównie do firm i korporacji, które mogą wzbogacić o Pethelp swoją ofertę benefitów pracowniczych.

Pieniądze od  inwestora zostaną przeznaczone na  rozbudowaniu programu gamifikacyjnego, którego celem jest zachęcenie klientów do dbania o zdrowie, bezpieczeństwo, wychowanie oraz dobrą zabawę zwierzaka. W dalszej kolejności w planach jest rozwój aplikacji mobilnej.

Do wejścia w inwestycję przekonały nas ambitne plany rozwojowe spółki oraz model biznesowy, łączący działania na rynku usług weterynaryjnych z usługami B2B. Projekt charakteryzuje istotny pierwiastek innowacyjności, który zespół chce w najbliższym czasie mocno rozwijać, szczególnie w obszarze gamifikacji i wykorzystania nowych technologii w rozwoju profilaktyki chorób u zwierząt. Ta perspektywa i zaangażowanie zespołu szczególnie przekonały nas do inwestycji w rozwój Pethelp – wyjaśnia Marcin Woźniak, Prezes  Zarządu funduszu AgriTech Hub.

Inwestycja została przeprowadzona w ramach działania BRIdge Alfa, współfinansowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.

Przebadano 90 tys. programistów. Wiemy o nich (prawie) wszystko

Znamy wyniki największego badania o programistach z 2019 roku. Tym razem ceniona analiza Stack Overflow Developer Survey objęła aż 90 tys. pracowników IT na całym świecie. Jak wypadają Polacy?

  • Najszybciej zyskującym popularność językiem programowania jest Python. Wyprzedził już Javę, a szybciej rośnie tylko Rust.
  • Stereotypy o świecie IT niestety nie biorą się znikąd: ok. 90 proc to mężczyźni, ok. 70 proc. to biali Europejczycy.
  • Większość z aktywnych zawodowo kodować zaczyna naprawdę wcześnie: w wieku nastoletnim.
  • Programiści z Europy są największymi pesymistami, optymistów najłatwiej znaleźć w Chinach.

Inicjacja programisty

Na świecie większość programistów zaczęło swoją przygodę z kodowaniem jako nastolatkowie. Ponad połowa programistów pierwsze linijki kodu napisała w wieku 12-17 lat. Autorzy badania zwracają jednak uwagę na to, że dane zawyżają programiści z krajów wysoko rozwiniętych, jak Australia czy Wielka Brytania. W Indiach czy Brazylii przygoda z programowaniem następuje znacznie później. Niestety później niż mężczyźni zaczynają też kodować kobiety.

Z drugiej strony – mimo statystycznie wczesnego startu – “ponad 40 proc. praktykujących w zawodzie ma krótsze, niż 5-letnie doświadczenie koderskie”, czytamy w raporcie.

Pasje? Programowanie 

Specyfikę świata IT pokazuje kolejna dana: dla ponad 80 proc. przebadanych programowanie to… pasja! – Powiem więcej: tylko takie osoby tak naprawdę sprawdzą się w świecie IT. Jeśli dla kogoś jedyną motywacją są wysokie zarobki, które po kilku latach od startu kariery rzeczywiście przyjdą, to nie zajdzie zbyt daleko – uważa Marcin Tchórzewski, założyciel Coders Lab, największej szkoły IT w Polsce.

Z tego może wynikać, że przygniatająca większość programistów (85 proc.) na własną rękę uczy lub uczyło się nowych języków czy środowisk programowania. Sześciu na dziesięciu ankietowanych brało udział w oficjalnych kursach online, a czterech na dziesięciu ma swój wkład w tzw. open-source’owe oprogramowanie.

Najpopularniejszym językiem programowania wciąż jest JavaScript (programuje w nim prawie siedmiu na dziesięciu programistów), który wyprzedza HTML/CSS (63 proc.) i SQL (54 proc.). Python uzyskał największe zainteresowanie wśród programistów w zeszłym roku, wyprzedzając Javę. Wysoko w zestawieniu pozostaje PHP, C++ i C#.

Ciekawą obserwacją twórców badania jest to, że programiści z Europy Zachodniej należą do najbardziej pesymistycznych. Optymizm bije za to od chińskich specjalistów IT. Jak zmierzono tę zmienną? Zapytano, czy osoby urodzone dzisiaj będą miały lepszą przyszłość, niż ich rodzice.

Co najbardziej uwiera programistów w pracy? Tu odpowiedzi znacznie różnią się w zależności od płci. Mężczyźni nie znoszą zlecania im zadań, które nie wiążą się bezpośrednio z kodowaniem. Kobiety wskazują natomiast na toksyczne relacje i niesprzyjające otoczenie w pracy.

Programista = biały mężczyzna pochodzący z Europy?

Świat IT nie jest wolny stereotypów, które wciąż znajdują swoje potwierdzenie w liczbach. Znaczna większość przebadanych programistów to mężczyźni białej rasy.

W badaniu Stack Overflow tylko 11 proc. ankietowanych stanowią kobiety, natomiast platforma zwraca uwagę, że wg amerykańskiej Bureau of Labor Statistics, kobiet w IT (przynajmniej w Stanach Zjednoczonych) jest ok. 20 proc. – Jeśli zobaczymy porównanie wszystkich respondentów najnowszego badania i studentów, którzy też zostali przebadani, to jasne jest, że w ciągu kilku-kilkunastu lat proporcje się nieco zrównają. Będziemy mieli więcej reprezentantów branży m.in. z Azji i Bliskiego Wschodu – tłumaczy Marcin Tchórzewski, prezes szkoły Coders Lab.

A jak jest w Polsce? – W roku akademickim 2017/18 udział kobiet wśród studentów kierunków informatycznych wyniósł 14,3 proc. Choć to wciąż znaczna mniejszość, z raportu „Kobiety na politechnikach 2018. Rewolucja informatyczek?” wynika, że wzrost tego odsetka wyniósł jedną ósmą. Oznacza to, że ponad 1,1 tys. więcej dziewczyn zostało przyjętych na studia w roku 2017 niż w 2016. Sami też robimy wszystko, żeby propagować równość w branży IT. W 2013 roku, kiedy powstała szkoła Coders Lab, 100 proc. absolwentów stanowili mężczyźni. Rok później odsetek kobiet wynosił 20 proc., w 2018 roku już 30 proc. naszych absolwentów to kobiety – mówi Tchórzewski.

Kobiety stanowiły zaledwie 6 proc. wszystkich programistów z Polski biorących udział w badaniu Stack Overflow.

Kogo przebadano?

Wśród 90 tys. respondentów z całego świata najwięcej zajmowało się full-stack’iem (ok. 52 proc.), na drugim miejscu znalazł się back-end (50 proc.), a na trzecim front-end (33 proc.) – procenty nie sumują się, bo wypełniający ankietę zaznaczali wszystkie opcje, które ich dotyczą. Większość respondentów pochodzi z Europy (35 tys.), Ameryki Północnej (25 tys.) i Azji (18 proc.), ale nie zabrakło przedstawicieli Ameryki Południowej, Australii i Oceanii oraz Afryki (zbliżona liczba badanych – od 2,5 do 3,5 tys.). Wśród Polaków średni wiek badanych wyniósł 28,4 lat. Pełne wyniki dostępne są na blogu Coders Lab oraz na StackOverflow.com.

Nowe urządzenia, stare metody. IoT wciąż na celowniku hakerów

Liczba zagrożeń związanych z Internetem rzeczy[1] podwoiła się w 2018 r.[2] Jak wynika z analizy firmy F-Secure, cyberprzestępcy nadal stosują znane i sprawdzone metody – aż 87% ataków wykorzystuje luki w zabezpieczeniach urządzeń lub słabe hasła.

Według prognoz poza smartfonami, tabletami i komputerami przeciętny Amerykanin do 2020 roku będzie miał 14 urządzeń połączonych z siecią, a mieszkaniec Europy Zachodniej – dziewięć[3]. Już w ubiegłym roku Interpol i FBI ostrzegały o konieczności zabezpieczania urządzeń IoT takich jak routery czy kamerki internetowe w stopniu równym komputerom[4]. Podatności, które także bez wiedzy użytkownika mogą wykorzystać cyberprzestępcy, posiada nawet 83% routerów[5].

Znane metody, niebezpieczne urządzenia

Liczba zagrożeń związanych z IoT zaobserwowanych przez analityków F-Secure Labs w 2018 r. wzrosła z 19 do 38 w porównaniu z rokiem poprzednim. W 87% odnotowanych przypadków przestępcy wykorzystali luki w urządzeniach oraz słabe hasła lub ich całkowity brak.

Giganci tacy jak Google czy Amazon poprawiają zabezpieczenia swoich inteligentnych urządzeń m.in. dzięki etycznym hakerom. Tak było w przypadku analityka firmy MWR Infosecurity, Marka Barnesa, który w 2017 r. jako pierwszy znalazł sposób na włamanie się do Echo. Na rynku ciągle jest jednak ogromna liczba urządzeń podatnych na ataki – ostrzega konsultant firmy F-Secure, Tom Gaffney.

Botnet wciąż żywy

Zagrożenia związane z Internetem rzeczy nie były powszechne aż do 2014 roku, gdy upubliczniono złośliwy kod źródłowy Gafgyt[6]. Jego cel stanowiły m.in. urządzenia BusyBox, telewizja przemysłowa czy cyfrowe rejestratory wideo. Niedługo potem kod został rozwinięty w złośliwe oprogramowanie Mirai, które w 2016 roku zainfekowało 2,5 mln inteligentnych urządzeń[7]. Według analiz wciąż może ono być groźne. Około 59% ataków wykrytych przez honeypoty[8] F-Secure w 2018 r. było charakterystycznych dla sposobu rozprzestrzeniania się Mirai[9]. W ostatnich miesiącach posłużył on przestępcom m.in. do kopania kryptowalut (cryptojacking)[10].

 

Świadomi, ale nieostrożni

Coraz więcej korzystających z urządzeń IoT użytkowników ma obawy związane ze złośliwym oprogramowaniem czy prywatnością. We Francji wyraża je już 75% konsumentów, a w USA nawet 80%[11].

Karolina Małagocka, ekspert ds. prywatności w firmie F-Secure
Karolina Małagocka, ekspert ds. prywatności w firmie F-Secure

Często popełnianym błędem jest zostawianie domyślnych, standardowych ustawień, jak np. konto administratora, w posiadanych urządzeniach. Użytkownicy powinni przede wszystkim zadbać o silne hasło oraz o regularne instalowanie aktualizacji. W przypadku zainfekowania danego systemu należy natychmiast zresetować urządzenie, zmienić dane uwierzytelniające oraz skontaktować się z dostawcą usług. W każdym przypadku warto jednak najpierw zastanowić się, czy podłączanie danego sprzętu do Internetu jest w ogóle konieczne – radzi Karolina Małagocka, ekspert ds. prywatności w firmie F-Secure.

[1] Ang. Internet of Things, IoT

[2] Źródło: raport F-Secure Labs IoT Threat Landscape: Old Hacks, New Devices, 2019.

[3] Źródło: https://www.mediapost.com/publications/article/302663/north-american-consumers-to-have-13-connected-devi.html

[4] Źródło: https://blog.f-secure.com/fbi-echoes-interpol-secure-iot-devices/

[5] Według raportu American Consumer Institute z 2018 roku: https://www.theamericanconsumer.org/wp-content/uploads/2018/09/FINAL-Wi-Fi-Router-Vulnerabilities.pdf

[6] Rodzaj złośliwego oprogramowania wykrywającego i zarażającego słabo zabezpieczone urządzenia z zakresu internetu rzeczy, a następnie przekształcającego je w botnety służące do przeprowadzania cyberataków.

[7]  https://www.wired.com/story/reaper-iot-botnet-infected-million-networks/

[8] Sieć udających łatwy cel serwerów, które stanowią przynętę dla hakerów i ułatwiają ekspertom analizę złośliwego kodu.

[9] Źródło: raport F-Secure Labs IoT Threat Landscape: Old Hacks, New Devices, 2019.

[10] Wykorzystywanie mocy obliczeniowej zainfekowanego komputera do wykopywania kryptowalut.

[11] Źródło: https://blog.f-secure.com/privacy-concerns-cooling-iot-adoption-us-europe/

Agitacja polityczna w miejscu pracy

Rok 2019 to czas kampanii wyborczych prowadzonych przez kandydatów do polskiego i europejskiego parlamentu. Niektórzy z nich wykorzystują warunkowe sformułowanie zakazu agitacji wyborczej i prowadzą ją również w zakładzie pracy. Dzieje się tak ponieważ Kodeks wyborczy zakazuje agitacji na terenie zakładów pracy, ale tylko w sposób i w formach zakłócających ich normalne funkcjonowanie. Takie ujęcie otwiera furtkę dla osób ubiegających się o fotel parlamentarzysty.

Niedoprecyzowanie kwestii agitacji wyborczych prowadzonych w miejscu pracy pozwala przyjąć, że tego typu działania są dozwolone. Jednak dbający o swój wizerunek i bezpieczeństwo prawne pracodawcy powinni zastanowić się, zanim zgodzą się na agitację w zakładzie pracy. Mogą one prowadzić do podziałów wśród załogi, zepsucia atmosfery w pracy, pojawienia się zachowań mających znamiona dyskryminacji ze względu na poglądy i innych niepożądanych zjawisk w środowisku zatrudnionych.

Regulamin zakazuje agitacji

Firmy chcące zakazać prowadzenia agitacji wśród pracowników powinny uregulować tę kwestię w regulaminie. – Z moich doświadczeń wynika, że wielu pracodawców nie godzi się na agitację wyborczą w ich firmie. Są świadomi konsekwencji, które takie działanie może przynieść, dlatego coraz częściej formalnie zakazują agitacji za pomocą regulaminu firmy – mówi Jacek Grzywa, Radca Prawny i Kierownik Działu Prawnego Grupy Progres. – Mniej lub bardziej nachalna agitacja wyborcza prowadzona w firmie to prosta droga do sprowokowania aktów dyskryminacji, a przynajmniej sytuacji, w której te akty będą wyglądać jak dyskryminacja. Zwłaszcza, gdy przyjmuje treści i formy znane nam z przestrzeni publicznej. Zaangażowany politycznie szef, dający upust swoim sympatiom i antypatiom politycznym w środowisku pracy, może stanowić poważne zagrożenie. Tak jak ten, który obnosi się z innymi uprzedzeniami, np. dotyczącymi religii, wyznania czy bezwyznaniowości, orientacji seksualnej– zaznacza Jacek Grzywa.

Kary za naciski dla pracodawców

Pracodawca nie może też wymagać od pracownika jego podpisu pod kandydaturami na radnych i parlamentarzystów. Jeśli w związku z wyborami wywiera nacisk na pracownika by zyskać podpisy na liście, zgodnie z art. 497 Kodeksu wyborczego, podlega grzywnie w wysokości od 1000 do 10 000 zł. Mimo tego zbieranie podpisów pod kandydaturami na radnych czy parlamentarzystów przez szefów wśród podwładnych to jedna z częściej praktykowanych form agitacji, w rzeczywistości mogących skutkować mniej lub bardziej bezpośrednimi aktami dyskryminacji. W szczególności dotykającymi tych, którzy odmówili złożenia podpisu, czy prezentują odmienne poglądy niż te, które głosi szef.

Pracownik ma prawo do poglądów politycznych

– Co do zasady, wyznawanie poglądów politycznych – lewicowych, prawicowych, centralnych – nie może stanowić uzasadnionej przyczyny rozwiązania stosunku pracy z pracownikiem. Wynika to bezpośrednio z jednej z naczelnych zasad pracy – niedyskryminowania w zatrudnieniu – podkreśla Jacek Grzywa z Grupy Progres.  – Art. 183a KP zakazuje dyskryminacji bezpośredniej lub pośredniej i obejmuje wszystkie etapy stosunku pracy, tj. zarówno nawiązanie, trwanie, jak i zakończenie stosunku pracy. Na podstawie art. 183d KP osoba, wobec której pracodawca naruszył zasadę równego traktowania w zatrudnieniu, ma prawo do odszkodowania w wysokości nie niższej niż minimalne wynagrodzenie za pracę, ustalane na podstawie odrębnych przepisów – zaznacza Radca Prawny i Kierownik Działu Prawnego Grupy Progres.

Kodeks pracy nie reguluje też kwestii prawa do urlopu pracownika kandydującego w wyborach w związku z prowadzoną przez niego kampanią wyborczą. Niemniej jednak pracownik będący w takiej sytuacji ma prawo do złożenia wniosku o bezpłatny urlop, a pracodawca może go udzielić.

Chiński rynek jest coraz bardziej chłonny dla polskich przedsiębiorców

Choć aktualnie kondycja gospodarki Państwa Środka nie należy do najlepszych, to analizując sytuację w dłuższym okresie rynek chiński nadal przysparza wiele okazji polskim przedsiębiorcom.

Jakub Makurat – dyrektor generalny Ebury Polska
Jakub Makurat – dyrektor generalny Ebury Polska

Nie tak dawno chiński eksport spadł w lutym br. aż o 20,7%. Mimo, że analitycy spodziewali się pogorszenia, to jego skala mocno ich zaskoczyła. Analitycy zakładali, że eksport zmniejszy się o ok. 5%. Z kolei import do Chin spadł o 5,2%, i to także było więcej niż zakładały prognozy.

Chińska nadwyżka handlowa, czyli wskaźnik, który od lat spędza sen z oczu amerykańskim władzom, w lutym wyniosła zaledwie 4,12 mld dolarów – choć analitycy spodziewali się, że przekroczy poziom ponad 26 mld dolarów.

Powyższe dane nie napawają optymizmem. Jednak z punktu widzenia przedsiębiorcy zawsze lepiej spojrzeć na chiński eksport i import w dłuższej perspektywie, a nie przez pryzmat bieżących wydarzeń.

Zwłaszcza, że od wielu już lat obserwujemy pozytywną tendencję rosnącego eksportu polskich produktów do Chin.

Duża szansa dla polskich eksporterów

Z danych Eurostatu wynika, że Chiny są drugim głównym partnerem handlowym Unii Europejskiej, zaraz po Stanach Zjednoczonych. Wymiana handlowa z Państwem Środka wyniosła aż 573 mld euro w 2017 r., co stanowi 15,3% całkowitych obrotów i jest najwyższym wynikiem w historii.

W naszym kraju Chiny nadal kojarzą się społeczeństwu z produkcją na szeroką skalę towarów przeznaczonych na zachodnie rynki. Na szczęście jest też grupa – coraz większa – polskich przedsiębiorców widząca w Azji nie tylko możliwość importu tanich towarów, ale także wciąż szybko rosnący rynek zbytu.

Potwierdzają to m.in. moje liczne rozmowy z krajowymi producentami. Dobrze to też przedstawia także raport „Polsko-chińskie stosunki gospodarcze w 2017 r. w ujęciu porównawczym”. W tym opracowaniu pokazano, że polski eksport do Chin od 2008 r. do 2017 r. zwiększył się o ponad 80 proc. Warto podkreślić, że Chiny są największym odbiorcą polskich produktów w Azji (drugie są Indie, ale wartość nabywanych towarów jest ponad trzykrotnie mniejsza niż przedsiębiorców z Chin).

Czym handlujemy?

Eksport do Chin może być dużą szansą dla wielu polskich firm, zwłaszcza, że krajowy i europejski rynek jest coraz bardziej nasycony. Aby się rozwijać, trzeba zatem szukać odbiorców na dalej położonych rynkach.

Co więc najchętniej kupują od polskich przedsiębiorców ich chińscy partnerzy? W 2017 roku struktura eksportu do Chin była zdominowana przez dwie kategorie. Pierwszym są metale nieszlachetne i artykuły z metali nieszlachetnych (ponad 31% całości krajowego eksportu do Chin) oraz maszyny i urządzenia mechaniczne, elektryczne oraz ich części (ponad 26%).

To w drugim obszarze polscy przedsiębiorcy powinni szukać swoich dalszych szans. Zwłaszcza, że jak wskazuje portal worldstopexports.com, pokrywa się to ze strukturą produktów importowanych z Chin. W 2018 roku najwięcej do Państwa Środka sprzedano maszyn i sprzętu elektrycznego (24,4% całego importu tego kraju).

Jednak nie każdy z polskich hitów eksportowych dobrze sobie radzi również na rynku Państwa Środka. Np. od lat wskazywana jest rzekoma duża szansa, która stoi przed polską żywnością. Jednak z bezpośrednich rozmów z nimi wynika, że działalność na tym rynku nie jest tak prosta, jak mogłoby się to wydawać. Wciąż kulejące nasza dyplomacja gospodarcza na tamtejszym rynku a realne działania drugiej strony – pomimo tzw. dobrego klimatu politycznego – nie ułatwiają eksportu polskim producentom żywności.

Potwierdza to fakt, że nadal – mimo znacznej poprawy – na tle całej Unii Europejskiej, polski eksport do Chin wygląda dość blado. Stanowi on zaledwie 1% całego eksportu UE do azjatyckiego mocarstwa. Dlatego jest o co walczyć.

Podpowiedzi prosto z Chin

Dla uzyskania aktualnego obrazu, poprosiłem o komentarz Isabel Ye, szefową rynków dalekowschodnich w Ebury, która na co dzień wspiera europejskich przedsiębiorców w Państwie Środka.

Wskazała ona, że według przewidywań lokalnych analityków gospodarka Chin ma rosnąć w tempie 4,2 proc. rocznie. Do tego Pekin coraz większą wagę przykłada do importu, co widać m.in. poprzez liczne inicjatywy rządu – choćby zmniejszenie podatków na część importowanych produktów. Zaczyna to przynosić wymierne efekty, np.  sporym sukcesem ostatnie zakończyły się targi importowe w Szanghaju.

Czy te zmiany są szansą dla polskich przedsiębiorców? Jak podkreśla Isabel Ye – jak najbardziej. Zwłaszcza, że pozycja krajów Europy Środkowo-Wschodniej znacznie wzrosła od czasu zaproponowania tym krajom współpracy regionalnej przez Chiny w ramach formuły „16+1”.

Od tego momentu współpraca Chin z krajami Europy Środkowo-Wschodniej znacznie się nasiliła, co widać zarówno w przeprowadzanych projektach inwestycyjnych, jak i stosunkach handlowych. Pomóc ma także nadmorskie miasto Ningbo we wschodniej części Chin, które zostało uznane za najważniejszy punkt w kontaktach handlowych z krajami Europy Środkowo-Wschodniej. Port w Ningbo ma w znacznym stopniu ułatwić handel Polska-Chiny.

Poszukując nowych trendów, które mogą wykorzystać polscy przedsiębiorcy, warto wskazać na oczekiwany wzrost popytu na maszyny i sprzęt elektroniczny, produkty chemiczne oraz minerały. Dlatego Isabel Ye zachęca przede wszystkim polskie firmy działające w tych branżach do większej aktywności na chińskim rynku.

Dodatkowo Chińczycy stają się coraz bardziej ciekawi świata i powoli przekonują się do zagranicznych produktów spożywczych. Warto nie zniechęcać się i spróbować zainteresować mieszkańców Państwa Środka „polskimi specjałami”. W Chinach nadal jest też spore zapotrzebowanie na importowane kosmetyki oraz biżuterię.

A co realnie pomaga w kontaktach biznesowych? Szefowa rynków dalekowschodnich w Ebury podkreśla istotną rolę zatrudnienia chińskich pracowników w strukturach polskich eksporterów. Oczywiście pozwala to na przełamanie bariery językowej, ale istotnie zwiększa poziom zaufania u azjatyckich kontrahentów. Coraz lepiej widziane jest także rozliczanie w chińskim juanie.

Warto więc poszukać swojej handlowej szansy w eksporcie do Chin.

– Jakub Makurat, Dyrektor Generalny Ebury Polska

Analitycy Ebury najlepiej prognozowali USD/CNY

Specjaliści walutowi Ebury zajęli pierwsze miejsce w prognozach kursu juana chińskiego w relacji do dolara amerykańskiego w rankingu agencji Bloomberg za I kwartał 2019 r.

Analitycy Ebury już po raz kolejny zostali wyróżnieni w rankingu agencji Bloomberg za najbardziej dokładne prognozy kursów walut. W ostatnim kwartale 2018 r. Ebury zajęło pierwsze miejscu spośród najlepszych prognostyków kursu pary EUR/USD.

Spowolnienie w przemyśle zagrożeniem dla firm ze Śląska i Małopolski

Dłuższy niż w części innych województw średni obieg należności na Śląsku i w Małopolsce wynika z otwartego charakteru wymiany handlowej w tych województwach – m.in. znacznej skali eksportu, wymagającego z reguły większej elastyczności kredytowej. Firmy z tych województw oczekują więc również analogicznych warunków od swoich dostawców

  • Stabilizacja r/r średniego okresu obiegu należności na Śląsku, Podkarpaciu i w Małopolsce, pomimo wzrostu liczby niewypłacalności w przemyśle (a Polska płd.-wsch to centrum wytwórcze m.in. przemysłu maszynowego, metalowego, chemicznego)
  • Małopolska, Śląsk – firmy tu działające zalegają z regulowaniem zobowiązań przeciętnie na tle innych województw: nie są ani najgorsze, ani najlepsze pod tym względem (jak np. Wielkopolska). W marcu średnia wartość znacznie przeterminowanych należności (ponad 120 dni po terminie) wynosiła tu 6-7% ich wartości
  • Podkarpacie – moralność płatnicza tutejszych firm jedna z najwyższych w kraju (trudne długi to w marcu jedynie 4,3% wartości ich zobowiązań). Niestety – jednocześnie mamy tu do czynienia ze znacznym wzrostem liczby niewypłacalności (+16 firm r/r w I kwartale 2019)
  • Struktura niewypłacalności – największy procentowo wzrost kłopotów wyrażonych niewypłacalnością na Śląsku i w Małopolsce ma miejsce w sektorze handlu i usług. Aktualnie nie jest ich tak dużo w sektorze produkcyjnym, jak można by się tego spodziewać

Z Programu Analiz Należności Euler Hermes, będącego największym tego typu projektem w kraju (analiza należności od 200 tys. odbiorców na kwotę blisko 40 mld złotych w skali miesiąca) wynika, iż firmy z województw małopolskiego i śląskiego pod względem spłaty swoich zobowiązań są w środku stawki. Jest kilka województw, w których firmy regulują należności z reguły wolniej (jak m.in. lubelskie, dolnośląskie – w obydwu średni obieg należności jest jeszcze poniżej 90 dni; w mazowieckim to już blisko 100 dni, a w pomorskim – znacznie powyżej…).

Lokalna specyfika – duże uprzemysłowienie, innowacyjność i w ślad za tym otwartość na wymianę handlową w skali nie tylko ponadregionalnej, ale także transgranicznej sprawiają, że firmy z województw małopolskiego i śląskiego mają bardziej otwartą politykę handlową. Akceptując dłuższe terminy płatności, same z reguły oczekują analogicznych od swoich dostawców. Czy to oznacza, że sprzedający do Małopolski i Śląska nie mają powodów do niepokoju?

Tomasz Starus
Tomasz Starus

– Co prawda przeciętne tempo obiegu należności wydaje się uzasadnione skalą i dużym zróżnicowaniem kierunków wymiany handlowej zlokalizowanych w Małopolsce i na Śląsku firm, co przekłada się na ich większe w stosunku do dostawców oczekiwania kredytowe, ale… Stosunkowo duża na tle innych województw skala eksportu realizowanego przez zlokalizowane tutaj firmy potencjalnie naraża je na straty w związku z aktualnym spowolnieniem tempa wzrostu gospodarczego na wielu europejskich rynkach, m.in. w Niemczech – mówi Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes odpowiedzialny za ocenę ryzyka. Ten scenariusz nie musi być jednak realny, gdyż większe zróżnicowanie kierunków sprzedaży sprzyja zachowaniu bezpiecznej płynności finansowej, a sam eksport jest z reguły bardziej rentowny niż sprzedaż na rynku lokalnym, co sprzyja zbudowaniu tzw. „poduszki finansowej”. Wiele zależy więc od samych eksporterów, bezpieczeństwa prowadzonych przez nich transakcji.okres należności w woj. małopolskim

Pomimo wzrostu liczby niewypłacalności w przemyśle – zarówno w roku ubiegłym, jak i w marcu oraz w całym I kwartale 2019r., nie wpłynęło to w sposób spektakularny na obieg należności w tych województwach. Średni obieg należności od nabywców z Małopolski i Śląska wydłużył się nieznacznie, a poziom generowanych przez nich strat – znacznie przeterminowanych należności w ogóle nie uległ zmianie. Jeszcze mniejszą skłonność do generowania złych długów mają przedsiębiorcy z powiązanego m.in. z powodów komunikacyjnych ze wspomnianymi województwami Podkarpacia. Dostawcy mają tego świadomość – godzą się na dłuższy kredyt kupiecki dla firm z tych województw (ok. 60 dni), podczas gdy np. nabywcy z sąsiedniego woj. świętokrzyskiego uzyskują gorsze warunki sprzedaży (kredyt kupiecki przeciętnie jedynie do 50 dni – dłuższe są za to z ich strony opóźnienia w jego spłacie, wynoszące ok. miesiąca, a nie dwóch-trzech tygodni jak w omawianych regionach).

Stabilizacja obiegu należności w Polsce płd.-wschodniej jest godna uznania, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę specyfikę przemysłu w tych trzech województwach (śląskim, małopolskim i podkarpackim) – dodaje Tomasz Starus. Produkuje on w większym stopniu niż w innych regionach kraju wyroby inwestycyjne (metalowe, maszynowe czy chemiczne), a nie konsumenckie – nie korzysta więc na koniunkturze konsumenckiej, a raczej boryka się m.in. ze spadkiem skali inwestycji przedsiębiorstw. Świadczy to o tym, iż firmy z tych województw są konkurencyjne – miejmy nadzieję, że niełatwy 2019 rok, prawdopodobnego spowolnienia przemysłowego w Europie, nie wpłynie zbyt negatywnie na kondycję i moralność płatniczą śląskich, małopolskich a także podkarpackich firm.

Sprzyjały temu bardzo niewielkie na tle całego kraju zmiany w skali niewypłacalności w woj. małopolskim (niewielki wzrost ich liczby w I kwartale 2019r.) i śląskim (analogicznie – spadek). Z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia w tych województwach w 2018 roku. Co więcej, analiza najbardziej aktualnych danych o niewypłacalnościach opublikowanych w marcu może nawet być zaskakująca. W Małopolsce 4 z 7 niewypłacalności opublikowanych w marcu br. to firmy handlowe, nie było za to wśród nich firm produkcyjnych. Również na Śląsku najliczniejsze w ubiegłym miesiącu były niewypłacalności firm handlowych (6 z 16), ale ponadto widoczne były problemy budownictwa i jednak… firm produkcyjnych.

liczba niewypłacalnych firm
Niewypłacalności obejmują niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkującą upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego.

Liczba upadłości polskich firm w marcu 2019

Suma upadłości polskich firm na przestrzeni ostatnich miesięcy pozostaje stabilna. Pomimo rewizji w górę tempa tegorocznego wzrostu PKB Polski, KUKE podtrzymuje prognozę, że w tym roku nastąpi wzrost liczby niewypłacalności, biorąc pod uwagę przede wszystkim ryzyka płynące z rynków zewnętrznych.

W marcu 2019 roku sądy gospodarcze ogłosiły upadłość 53 przedsiębiorstw, czyli o 13 proc. więcej niż przed miesiącem i o 14,5 proc. mniej niż w marcu ubiegłego roku – wynika z danych pochodzących z Monitora Sądowego i Gospodarczego zebranych przez KUKE. W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy (kwiecień 2018 – marzec 2019) na skutek niewypłacalności działalność gospodarczą zakończyły 623 przedsiębiorstwa. Porównując do lutego, 12-miesięczna suma upadłości spadła o 1,4 proc., a wobec sytuacji sprzed roku odnotowano wzrost o 1 proc. (w marcu 2018 roku roczna krocząca wynosiła 618 upadłości).

Tomasz Ślagórski, wiceprezes Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych
Tomasz Ślagórski, wiceprezes Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych

Przy założeniu, że w tym roku tempo wzrostu gospodarczego obniży się do około 4 proc., podtrzymujemy prognozę wzrostu liczby upadłości o niecałe 10 proc., co oznaczałoby, że dotkniętych bankructwem zostanie około 680 podmiotów. Chociaż zdecydowana większość ośrodków analitycznych podwyższyła projekcje tegorocznego wzrostu PKB po ogłoszeniu nowych planów fiskalnych rządu, które powinny pozytywnie przełożyć się na popyt i sytuację płynnościową polskich przedsiębiorstw, to należy mieć na uwadze, że w minionym roku, pomimo doskonałej koniunktury, wyniki firm niefinansowych były znacznie słabsze niż rok wcześniej, a największe zagrożenia płynące z rynków zewnętrznych wciąż mogą się zmaterializować. Mamy tu na myśli ryzyko „nieuporządkowanego” brexitu, dalsze osłabienie europejskiej gospodarki, w tym przede wszystkim niemieckiej, czy spowolnienie w globalnym handlu na skutek tendencji protekcjonistycznych – powiedział Tomasz Ślagórski, wiceprezes KUKE.

Jak pokazują najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego, zysk netto przedsiębiorstw niefinansowych był w 2018 roku o ponad 10 proc. niższy rok do roku, a wskaźnik rentowności obrotu netto obniżył się do poziomu 3,7 proc. z 4,4 proc. w 2017 roku. Z kolei wskaźnik płynności drugiego stopnia spadł do 98,4 proc. ze 102,2 proc. Dodatkowo należy pamiętać, że polska gospodarka boryka się ze strukturalnym problemem niskiej podaży siły roboczej, choć pojawiają się sygnały, że większa część pracowników z Ukrainy pozostanie na dłużej w Polsce, pomimo stwarzania im dogodnych warunków przez władze innych krajów Unii Europejskiej.

W zestawieniu z marcem 2018 roku istotny spadek natężenia upadłości widoczny był m.in. w produkcji urządzeń elektrycznych (0,61 proc. wobec 1,21 proc.), produkcji pojazdów samochodowych i ich części (0,46 proc. wobec 1,15 proc.) oraz produkcji chemikaliów i wyrobów chemicznych (0,20 proc. wobec 1,02 proc.). Z kolei największy wzrost natężenia upadłości wystąpił w farmacji i lekach (0,99 proc. wobec 0,00 proc.), produkcji mebli (1,04 proc. wobec 0,14 proc.), wytwarzaniu i zaopatrywaniu w energię i gaz (1,78 proc. wobec 0,44 proc.). Na koniec marca 2019 roku stosunek upadłości spółek prawa handlowego w odniesieniu do liczby średnich i dużych firm kształtował się na poziomie 0,88 proc.

Upadłości wg rodzaju działalności

W marcu ogłoszono upadłość 45 przedsiębiorstw prowadzących działalność gospodarczą w formie spółki prawa handlowego. Jest to wynik o 29 proc. wyższy niż w lutym 2019 roku i o 12,5 proc. większy w ujęciu rok do roku. W marcu upadłości firm prowadzonych w postaci indywidualnej działalności gospodarczej wynosiły 15 proc. wszystkich upadłości. W ciągu ostatnich 12 miesięcy ten udział sięgał średnio ok. 25 proc.

Damian Ziąber pokieruje Biurem Komunikacji Korporacyjnej Grupy PZU

Damian Ziąber został nowym dyrektorem Biura Komunikacji Korporacyjnej Grupy PZU. Zastąpił Marka Barana, który pozostanie w strukturach Grupy.

Ziąber będzie odpowiedzialny za strategię komunikacji zewnętrznej i wewnętrznej, rozwój i bieżącą działalność biura prasowego największego polskiego ubezpieczyciela oraz obecność w social media, organizację wydarzeń korporacyjnych i sponsoring.

Damian Ziąber - dyrektor Biura Komunikacji Korporacyjnej Grupy PZUDamian Ziąber ma za sobą ponad 15-letnie doświadczenie w komunikacji korporacyjnej, zdobyte w różnych branżach. Pracował między innymi dla takich marek jak Link4 i Sygma Bank (obecnie BNP Paribas Bank Polska). W Sygma Banku pełnił również rolę rzecznika klientów. Przez ostatnie pięć lat pracował jako rzecznik prasowy i PR manager Prudential w Polsce. W swojej karierze zajmował się wszystkimi obszarami komunikacji, w tym wewnętrzną i zewnętrzną, a także corporate affairs i relacjami inwestorskimi.

Damian Ziąber jest absolwentem Uniwersytetu Warszawskiego, studiował również w Europejskim Instytucie Uniwersyteckim we Florencji oraz w Uniwersytecie Quadriga w Berlinie. Jest członkiem Polskiego Stowarzyszenia Public Relations oraz uczestnikiem i prelegentem licznych spotkań poświęconych teorii i praktyce komunikacji w biznesie.

Globalne ryzyka 2019

Ekonomiści wskazują na cztery podstawowe obszary globalnego ryzyka, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć w 2019 roku. Pierwszy z nich to oczywiście obszar polityczny. Na ryzyko polityczne w zakresie globalnym mają wpływ między innymi Brexit, wyniki wyborów w takich państwach jak Grecja, Węgry i Wenezuela, oraz wybrany na prezydenta Brazylii Jair Bolsonaro – który przez analityków porównywany jest do prezydenta Stanów Zjednoczonych. Wraz z rosnącym ryzykiem politycznym wzrasta także ryzyko militarne, mogące prowadzić do konfliktów zbrojnych. W tym obszarze znajduje się także konflikt na linii Chiny – Stany Zjednoczone, który pogłębił się w zeszłym roku za sprawą podwyższonych ceł, nałożonych przez USA na chińskie produkty. Ten przykład protekcjonizmu gospodarczego, czyli prowadzenia polityki chroniącej własne towary przed wpływem eksportu, stanowi kolejny obszar globalnego ryzyka, utrzymujący się od lat w globalnej gospodarce.

– Trzeci obszar globalnego ryzyka to nowe technologie. Stwarzają wiele szans i możliwości, ale jednocześnie stanowią duże zagrożenie – powiedział serwisowi eNewsroom Declan Daly, dyrektor Coface w Centralnej i Środkowej Europie.

– Firmy zakorzenione na rynku i działające na nim od lat nie zawsze umieją dostosować się do rozwoju technologii. To może doprowadzić do znaczących przetasowań na globalnym rynku. Szczególnie, gdy ten stoi przed zagrożeniem zadłużenia. To czwarty, ostatni ze zdiagnozowanych obszar ryzyka. Wzrost globalnego zadłużenia wyniósł w tym roku 230 bilionów dolarów, czyli 50% więcej niż dziesięć lat temu. To bardzo poważne ryzyko. Nie może być ono w prosty sposób rozwiązane przez banki centralne, które nie mają obecnie takich warunków kredytowych, jakie miały w 2008 roku – ostrzega Daly.

Telefon komórkowy staje się centrum kontaktu z bankiem. Już ponad 11 mln Polaków korzysta z aplikacji bankowych

Telefon komórkowy staje się centrum kontaktu z bankiem. Już ponad 11 mln Polaków korzysta z aplikacji bankowych 1

Rosnący udział kanału mobilnego, personalizacja i rozwój fintechów – to obecnie główne trendy w bankowości. Jak podkreśla Wojciech Rybak, członek zarządu Banku Millennium, w nadchodzących latach usługi bankowe będą w coraz większym stopniu spersonalizowane i oparte na nowych technologiach, przez co staną się jeszcze bardziej intuicyjne dla klientów. – Klienci nie będą już nawet dostrzegali, że korzystają z usług banku. Dobrym tego przykładem jest nowa bankowość internetowa i mobilna, którą wdrożymy w najbliższych tygodniach – zapowiada Wojciech Rybak. 

W bankowości dostrzegamy dzisiaj kilka kluczowych trendów. Pierwszy z nich to zmiana zachowań klientów – rosnący apetyt na technologie i chęć bankowania za pomocą urządzenia mobilnego. Telefon komórkowy staje się coraz częściej centrum kontaktu z bankiem – mówi agencji Newseria Biznes Wojciech Rybak, członek zarządu Banku Millennium.

Z badania HASHfinanseprzyszłości, przeprowadzonego przez IBRIS dla Banku Millennium, wynika że trend „mobile only” będzie coraz bardziej zyskiwać na znaczeniu, a aplikacja mobilna stanie się najważniejszym narzędziem do zarządzania finansami osobistymi. Potwierdzają to też statystyki Związku Banków Polskich, z których wynika, że na koniec IV kwartału 2018 roku odnotowano znaczny wzrost użytkowników mobilnych aplikacji bankowych, których liczba sięgnęła już 11,2 mln, w tym 8,7 mln aktywnie loguje się do serwisu bankowego przez smartfony. W ciągu roku liczba klientów bankujących mobilnie wzrosła aż o 28 proc. (o 2,4 mln), a w ujęciu kwartalnym – o 10,5 proc. (800 tys.).

Jak wynika z badania HASHfinanseprzyszłości, 40 proc. Polaków sądzi, że za mniej niż 10 lat codziennie lub prawie codziennie będzie korzystać z aplikacji mobilnej swojego banku. 80 proc. uważa, że będą zaciągać kredyt i zakładać lokaty w tym kanale. Natomiast zdaniem ponad 90 proc. do tego czasu kupowanie biletów, funduszy inwestycyjnych i ubezpieczeń albo płacenie za buty czy wypożyczenie roweru będzie już w mobilnym banku oczywistością.

W zakresie działań banków widzimy olbrzymi postęp technologiczny, rosnącą cyfryzację oraz skłonność do dostarczania klientom usług na nowym, niedostępnym do tej pory poziomie. To staje się możliwe dzięki personalizacji usług, behawioralnej segmentacji klientów oraz postępowi w zakresie przetwarzania danych – wyjaśnia Wojciech Rybak. – Personalizacja jest dzisiaj bardzo ważnym trendem. Dzięki temu, że banki są w stanie przetwarzać ogromne i danych w czasie rzeczywistym, mogą dostarczyć klientowi spersonalizowaną usługę dopasowaną do jego potrzeb, w czasie i w miejscu, w którym jej potrzebuje.

Modele segmentacji klientów tworzone na podstawie ich zachowań i wyborów, w połączeniu z coraz szerszym wykorzystaniem aplikacji mobilnych, pozwalają bankom konkurować „tu i teraz” produktem dopasowanym do realnej sytuacji, w której znajduje się klient. Co więcej, według badań Banku Millennium, personalizacja w najsilniejszym stopniu wpływa na lojalność klienta i skłonność do rekomendacji (NPS). W przypadku klientów, którzy uznają, że otrzymują spersonalizowane usługi, poziom NPS wynosi 82, przy braku personalizacji – jest ujemny.

– Kolejnym, ważnym trendem jest pojawianie się na rynku fintechów, nowych podmiotów niebędących bankami, a oferujących rozwiązania finansowe oparte na technologiach – mówi Wojciech Rybak.

Wiele z nich jest adaptowanych przez polski sektor bankowy, który sam w sobie jest jednym z najbardziej zaawansowanych technologicznie na świecie – według raportu Deloitte „Digital Banking Maturity 2018” polskie banki są liderami cyfryzacji na tle Europy. Wynika to m.in. z faktu, że Polacy bardzo szybko adaptują nowinki w finansach, czego dobrym przykładem są chociażby płatności bezgotówkowe.

Z drugiej strony klienci darzą zaufaniem instytucje finansowe, które im te technologie dostarczają. Nie chodzi już tylko o tradycyjne zaufanie do bezpieczeństwa powierzonych pieniędzy, ale m.in. do jakości produktów dostarczanych przez instytucje finansowe czy zaufanie w zakresie powierzonych bankom danych osobowych – mówi Wojciech Rybak.

Potwierdzają to też wyniki badania Kantar TNS na zlecenie Związku Banków Polskich, z których wynika że 91 proc. Polaków uważa korzystanie z bankowości internetowej i mobilnej za bezpieczne, a 42 proc. postrzega banki jako liderów cyberbezpieczeństwa.

Członek zarządu Banku Millennium podkreśla, że w nadchodzących latach bankowość będzie coraz bardziej oparta na cyfryzacji, przez co stanie się jeszcze bardziej intuicyjna dla klientów, będzie działać niejako „w tle”.

– Klienci nie będą już nawet dostrzegali, że korzystają z usług banku. Dobrym przykładem jest nowa bankowość internetowa i mobilna, którą zamierzamy w najbliższych tygodniach wdrożyć do codziennego użytkowania. To będzie zupełnie nowe doświadczenie klienta w bankowości elektronicznej. Otrzyma on od nas bardzo spersonalizowaną, swoją własną bankowość. – mówi Wojciech Rybak.

Strategia Banku Millennium zakłada zorientowanie na klienta, oparta jest na jakości, personalizacji na masową skalę i wykorzystaniu technologii. Bank postawił na dużą zmianę i całkowicie przebudował swój kanał internetowy i mobilny. Co istotne, liczba użytkowników bankowości mobilnej Banku Millennium rośnie błyskawicznie – o 40 proc rok do roku – i są to bardzo aktywni klienci. Logują się do banku prawie codziennie.

Widzimy, jak szybko zmieniają się oczekiwania klientów. Spędzają oni coraz więcej czasu w cyfrowej przestrzeni, mediach społecznościwych i oczekują od nas standardów, z którymi stykają się poza bankiem, a więc również personalizacji. Nasz projekt odpowiada na te potrzeby, a nawet trochę je wyprzedza. Chcemy zaskakiwać klienta, wywołać „efekt wow” i uśmiech na jego twarzy, proponując rzeczy, których nie spodziewa się po banku. Przystosowaliśmy też nową bankowość elektoniczną do możliwości, jakie daje regulacja PSD II, więc pracujemy również nad tym, by klient mógł  zobaczyć w Millenecie swoje środki zgromadzone w innych bankach – mówi Halina Karpińska, Dyrektor Departamentu Bankowości Elektronicznej w Banku Millennium.

Nowa bankowość elektroniczna jest rezultatem pracy 40-osobowego zespołu deweloperskiego i powstała na bazie rozwiązań open source. Zaskoczy klienta życzeniami urodzinowymi, przypomni o ubezpieczeniu bagażu dostępnym w jego karcie płatniczej i podpowie, jak zaoszczędzić na codziennych zakupach. Dodatki na stronie głównej mają ułatwić klientowi codzienne życie i bankowanie. Przykładowo dodatek „Zbiórka” ułatwi zebranie pieniędzy na prezent dla znajomego czy na wycieczkę klasową dziecka. Z kolei dodatek „Nadchodzące płatności” pozwoli na łatwe monitorowanie i planowanie wydatków, a z pomocą dodatku „Wygodny Przelew” klient zrobi przelew w kilka sekund wprost ze strony głównej.

Podróże służbowe: najważniejsze światowe trendy

Podróże służbowe to doskonała inwestycja w rozwój firmy. Warto wiedzieć, co zmienić w ich organizacji, żeby były atrakcyjne dla pracowników, a przez to efektywniejsze.

Autor: Filip Błoch, prezes i współzałożyciel Hotailors
Filip Błoch, prezes i współzałożyciel Hotailors

W Hotailors cały czas rozmawiamy z klientami i analizujemy zachowania pracowników, by nasza platforma coraz lepiej pomagała w organizacji i rozliczaniu podróży służbowych. Cały czas szukamy też na całym świecie inspiracji i ciekawych rozwiązań. Oto najważniejsze trendy w zarządzaniu wyjazdami biznesowymi, które polscy przedsiębiorcy powinni poznać i wykorzystać do własnych potrzeb.

Bleisure: praca i wypoczynek

To połączenie jest modne już od kilku lat, ale w 2019 r. przestaje być ciekawostką, a staje się właściwie oczywistością. Bleisure to wyjazd służbowy (business) i prywatny (leisure – odpoczynek) w jednym. Wyobraźmy sobie konferencję w Rzymie, która kończy w piątkowe popołudnie. Po co wracać wieczornym samolotem do Polski, skoro można spędzić w Wiecznym Mieście weekend? Wizja przedłużonego wyjazdu staje się tym bardziej kusząca, im o bardziej odległych i egzotycznych miejscach mówimy. W końcu możliwość połączenia podróży prywatnej i służbowej pozwala pracownikowi zmniejszyć własne wydatki, przede wszystkim na bilety lotnicze. Pozostając przy przykładzie Rzymu: dla firmy nie ma zazwyczaj różnicy czy opłaci podróż powrotną w piątek czy w niedzielę.

Oczywiście z punktu widzenia firmy sprawy nie zawsze są takie proste. Jak podzielić koszty podróży, noclegów i wydatków, żeby łatwo je rozliczyć? Sama organizacja wyjazdu też może być bardziej kłopotliwa.  Najłatwiej zarezerwować jeden hotel na cały wyjazd, ale nie zawsze jest to możliwe. Miejsce idealne dla uczestnika konferencji może być zbyt drogie dla pracownika, gdy musi opłacić swoją prywatną część podróży. Jak to zorganizować, by wyjazd biznesowy był efektywny? Zresztą i pracownicy mogą mieć problemy. W ubiegłym roku sieć Hilton przeprowadziła badanie wśród amerykańskich millenialsów – ludzi urodzonych mniej więcej między 1980 a 2000 r. Prawie połowa z nich przyznała, że źle zrozumiała zasady podziału na część służbową i prywatną i nie mogła rozliczyć części kosztów. Mniej więcej tyle samo osób obawiało się, że szefowie krzywym okiem spojrzą na wyjazd przedłużony o wypoczynek.

Skoro z tym tyle problemów, to może lepiej machnąć ręką i kazać pracownikowi wracać z Rzymu w piątkowy wieczór?

To byłby zły krok. Aż trzy czwarte pracowników twierdzi, że podróże służbowe to jedna z ważniejszych wartości ich pracy. Zamiast więc ich ograniczać, lepiej wykorzystać najnowsze technologie (polecam punkt 4: sztuczna inteligencja oraz automatyzacja procesów), by ułatwić organizację i rozliczanie wyjazdów typu bleisure. To może polepszyć atmosferę w pracy i zwiększyć satysfakcję i efektywność pracowników.

Podróże służbowe jako element budowania marki

Wizytówką firmy mogą być wszystkie wyjazdy służbowe. Ich planowanie, organizowanie i rozliczanie musi być jednak proste i szybkie, żeby nie stało się uciążliwością. Z naszego doświadczenia w Hotailors wynika, że dla wyjeżdżających ważne jest również, by nie musieli finansować delegacji sami, a potem czekać na zwrot kosztów.

Dobrze funkcjonująca i przejrzysta polityka podróży sprawi, że wyjazdy będą atrakcyjne i motywujące dla pracowników. Będą również kartą przetargową w czasie rekrutacji. Według badań dla większości zatrudnionych możliwość podróżowania to dodatkowy prestiż, więc delegacje mogą stanowić wartościowy element oferty pracy. A przecież w Polsce już teraz brakuje pracowników, również na stanowiskach specjalistów. Według danych Unii Europejskiej w samym 2017 r. z Polski wyjechało ponad pół miliona osób z wyższym wykształceniem. Dlatego warto zadbać o każdy szczegół, który może przyciągnąć do pracy najlepszych kandydatów.

Dochodzi jeszcze jeden element: bezpieczeństwo kobiet. Według badania Global Business Travel Association aż 40 proc. podróżujących służbowo to panie, a tylko 18 proc. firm w politykach podróży bierze pod uwagę ich potrzeby. Tymczasem według GBTA aż 82 proc. kobiet obawia się wyjazdów do niektórych krajów ze względu na różnice kulturowe i kwestię praw kobiet, 75 proc. obawia się molestowania seksualnego, a 73 proc. fizycznej napaści.

W polityce podróży firmy mogą zapisać rozwiązania, które będą chroniły kobiety. Może być to lista krajów podwyższonego ryzyka, w których będą wymagane dodatkowe zabezpieczenia – na przykład całodobowa lokalizacja pracowniczki i możliwość natychmiastowego kontaktu w celu wezwania szybkiej i skutecznej pomocy. Może być to wymóg rezerwowania hoteli z 24-godzinną ochroną czy pokojów z dodatkowymi zamkami. Można też zawsze wynajmować paniom sprawdzone auto z kierowcą w drodze z i na lotnisko – taksówki bowiem, szczególnie w nocy, mogą być dla kobiet ryzykownym środkiem transportu.

Warto o takich rozwiązaniach pomyśleć, bo wypracowanie szczegółowych zasad daje firmom przewagę w przyciąganiu specjalistek.

Rozsądne oszczędności czyli optymalizacja kosztów

Global Business Travel Association przewiduje, że w 2019 r. ceny lotów wzrosną o 2,6 proc., a hoteli o 3,7 proc. Dla firm, których pracownicy często wyjeżdżają, może to być poważne obciążenie. W epoce wideokonferencji wydawałoby się jednak, że łatwo zrezygnować z kosztownych podróży służbowych.

To jest jednak bardziej skomplikowane. Wyjazd biznesowy to inwestycja. Żeby zbudować trwałe relacje z partnerami trzeba się dobrze poznać. Bez spotkań to właściwie niemożliwe.

Firmy powinny jednak próbować wykorzystać najnowsze technologie komunikacyjne. Nie warto przy tym szukać prostych oszczędności. Są ważne spotkania, na których trzeba być obecnym osobiście i w świetnej formie: wtedy nie można oszczędzać na hotelu czy przelotach. Część spotkań roboczych z pewnością jednak można zastąpić telekonferencjami. Trzeba wziąć też pod uwagę dobro pracowników. Czy podróż przez pół świata na jedno spotkanie ma sens? Będzie poważnym wydatkiem, a pracownik może dojść do wniosku, że firma zupełnie nie szanuje jego czasu.

Dlatego optymalizację kosztów trzeba rozpocząć od dokładnej analizy wszystkich wyjazdów służbowych ze względu na ich zasadność, koszt i zaangażowanie czasowe pracowników. Później trzeba pamiętać, by oszczędności nie wpłynęły na efektywność pracowników: dodatkowe przesiadki, niski standard hotelu czy jego złe położenie spowodują zmęczenie pracownika, a w końcu – gorsze wyniki firmy.

Firmowa polityka podróży powinna być elastyczna i uwzględniać również – w miarę możliwości – alternatywne sposoby organizacji spotkań biznesowych. Może uwzględniać apartamenty czy wysokiej jakości hostele jako noclegi, a oprócz tradycyjnych przestrzeni konferencyjnych – również przestrzenie coworkingowe. Warto zwrócić uwagę na popularność ekonomii współdzielenia wśród młodszych pracowników i uwzględnić możliwość korzystania np. z przejazdów Uberem zamiast taksówkami. Pracownicy będą zadowoleni, polepszy się wizerunek firmy, a jednocześnie wydatki będą niższe. Wszyscy na tym wygrywają.

Sztuczna inteligencja oraz automatyzacja procesów

Lepiej zorganizowane podróże, wykorzystanie ekonomii współdzielenia, uwzględnienie wyjazdów bleisure, a do tego elastyczna polityka podróży uwzględniająca zmieniające się okoliczności – pracodawcy muszą wziąć pod uwagę coraz więcej czynników. A do tego dochodzą zmieniające się przyzwyczajenia podróżujących. Pracownicy chcą mieć wpływ na swoje wyjazdy i możliwość wyboru hotelu czy samolotu. Przyzwyczaili się do tego organizując prywatne podróże i tę wygodę chcieliby mieć również w pracy. Z drugiej strony firmy chcą skutecznie zarządzać budżetem na podróże służbowe, żeby móc reagować na bieżąco na zmieniające się okoliczności. Wyzwaniem jest też organizowanie i rozliczanie podróży służbowych pracowników zewnętrznych.

Rozwiązaniem jest automatyzacja części procesów i wykorzystanie sztucznej inteligencji, która szybciej, efektywniej i taniej uwzględni wszystkie potrzeby firmy. To właśnie z takich potrzeb wyrosło Hotailors. Z jednej strony za pomocą naszej platformy do organizacji podróży służbowych wszyscy pracownicy mogą rezerwować wyjazdy w ramach przysługujących im limitów. Z drugiej firma otrzymuje dokładną kontrolę wydatków w czasie rzeczywistym, a na koniec miesiąca jedną zbiorczą fakturę. Rozliczanie kosztów staje się dziecinnie łatwe.

Co ważne – podróżujący mają zapewnione przez cały czas wsparcie agentów podróży. A to kolejny ciekawy trend: wszyscy chcą automatyzacji oraz wsparcia sztucznej inteligencji, ale jednocześnie w sytuacjach kryzysowych liczą na pomoc drugiego człowieka. Dlatego zmienia się też rola agentów podróży. Technologia staje się narzędziem do codziennej obsługi, a agent – ekspertem. Amerykańskie Stowarzyszenie Doradców Turystycznych (American Society of Travel Advisors – ASTA) w ubiegłym roku zmieniło zresztą nazwę. „Agenci” stali się „doradcami”. Wynika to właśnie ze zmiany roli agentów podróży, spowodowanej również przez rozwój technologii.

Zawsze pod ręką

W 2019 r. klient chce mieć łatwy dostęp do wszystkich potrzebnych informacji. Oznacza to, że firma obsługująca podróże służbowe powinna obsługiwać zapytania na różnych kanałach (idea multichannel), które powinny być ze sobą zintegrowane. Kluczowa jest łatwość dostępu i kontaktu. Współczesny podróżujący oczekuje, że proces wyszukiwania oferty będzie szybki i efektywny: propozycje mają idealnie pasować do jego potrzeb. Ważny jest system rekomendacji i opinii innych klientów, wysokiej jakości zdjęcia – nie tylko te dostarczane przez biuro podróży. Ciekawym elementem będzie możliwość rozpoznawania mowy. To jeszcze bardziej ułatwi obsługę i wsparcie podróżnego, na przykład w sytuacji kryzysowej, dlatego jest to rozwiązanie, które będziemy chcieli rozwijać w Hotailors.

Dostępność oznacza również rozwój aplikacji mobilnych i możliwość korzystania z usług na ekranie smartfona. Ale to tylko jeden z aspektów tego trendu, bo równie ważne jest doskonałe zaprojektowanie przyjaznej strony internetowej.

Na pewno będą się rozwijały narzędzia dodatkowe, również usługowe, które ułatwiają i zwiększają komfort podróży. Mogą być to rekomendacje atrakcji (tak jak TripAdisor), fryzjera w nieznanym dla przyjezdnego miejsca (np. Booksy), a także aplikacje umożliwiające niedrogie i sprawne poruszanie się po nieznanym mieście (tak jak Uber czy Taxify).

Półmetek Programu Budowy Dróg Krajowych i Autostrad. W tym roku kierowcom zostanie udostępnione blisko 500 kilometrów nowych tras

Półmetek Programu Budowy Dróg Krajowych i Autostrad. W tym roku kierowcom zostanie udostępnione blisko 500 kilometrów nowych tras 2

Program Budowy Dróg Krajowych i Autostrad na półmetku. Do tej pory kierowcom udostępniono już ponad 725 km nowych dróg, z czego 321,4 km tylko w ubiegłym roku. W 2019 roku Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad ogłosi warte 20 mld zł przetargi na realizację kolejnych 435 km nowych dróg, chodzi o 17 odcinków obwodnic, dróg ekspresowych i autostrad, które po oddaniu do użytku wydłużą istniejące ciągi tras. Na koniec tego roku zakontraktowanie środków unijnych na budowę dróg z obecnej perspektywy Unii Europejskiej ma sięgnąć już 90 proc. 

– Program Budowy Dróg Krajowych i Autostrad do 2023 roku to największy program inwestycyjny w Polsce. Jest współfinansowany ze środków europejskich, i muszę powiedzieć z satysfakcją, że duża część tych środków została już realnie wykorzystana. Ponad 50 proc. środków alokowanych dla Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad zostało już realnie wykorzystanych, tzn. ściągniętych z Unii Europejskiej i zainwestowanych w tę infrastrukturę, z której korzystają już mieszkańcy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Przemysław Gorgol, p.o. dyrektora Centrum Unijnych Projektów Transportowych.

Program Budowy Dróg Krajowych i Autostrad na lata 2014–2023 (z perspektywą do 2025 roku) zakłada wybudowanie 3 262,7 km nowych dróg – w tym 253,2 km autostrad, 2 568,7 km dróg ekspresowych oraz 43 obwodnic o łącznej długości 445,8 km.

W ramach PBDK do tej pory kierowcom udostępniono już ponad 725 km nowych dróg (z czego 321,4 km tylko w 2018 roku), a w przygotowaniu jest kolejne 2 831,7 km (113 projektów o łącznej długości 1 396,4 km jest w trakcie realizacji, a 11 projektów o długości 135,8 km – w trakcie postępowań przetargowych).

– Ta perspektywa finansowa charakteryzuje się głównie kończeniem sieci dróg ekspresowych. Realizujemy w niej przede wszystkim drogi ekspresowe, które tworzą ciąg komunikacyjny w naszym kraju. Mamy jedną autostradę, to jest obwodnica autostradowa Częstochowy. Mamy też nadzieję na odcinek autostrady od Częstochowy do Tuszyna – ten projekt jest w realizacji, więc mówię tu o ogromnych inwestycjach, o największych inwestycjach drogowych w kraju – podkreśla Przemysław Gorgol.

Od początku programu GDDKiA ogłosiła już 176 postępowań przetargowych na roboty budowlane o łącznej długości 2 257,9 km. Podpisano 165 umów (o wartości ok. 70 mld zł) na 2 122,1 km nowych dróg. Łączny budżet PBDK wynosi 135 mln zł, ale budowa dróg jest dofinansowana ze środków unijnego Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko na lata 2014–2020.  Całkowita wartość projektów dofinansowywanych z POIiŚ to około 61,8 mld zł.

Pod koniec marca GDDKiA podpisała już 50. umowę o dofinansowanie dla projektu drogowego ze środków unijnych (67 mln zł dofinansowania do budowy obwodnicy Bolkowa w ciągu dróg krajowych nr 3 i 5, która ma zakończyć się w kwietniu 2020 roku). Do końca bieżącego 2019 roku planuje podpisać kolejnych 11 umów, dzięki czemu poziom zakontraktowanych środków z UE w obecnej perspektywie finansowej sięgnie 90 proc.

– Ruch jest coraz większy, wzrasta mobilność mieszkańców Polski, wzrasta mobilność naszych przedsiębiorców – i w związku z tym również potrzeby. Dlatego m.in. będą też rozwijane, rozszerzane korytarze, które już zostały wybudowane, jak autostrada A2 do Warszawy. Każdy mieszkaniec Warszawy i każdy przyjeżdżający widzi, jak ona jest ograniczona – mówi Przemysław Gorgol, p.o. dyrektora Centrum Unijnych Projektów Transportowych.

Jak podkreśla, ważnym aspektem rozwoju infrastruktury jest realizowany przez GDDKiA projekt Krajowego Systemu Zarządzania Ruchem. W końcówce marca dyrekcja ogłosiła już przetarg na serce, kluczowy element KSZR, który będzie sterował całym systemem i jego regionalnymi sekcjami (na które przetarg został już ogłoszony wcześniej).

KSZR to zintegrowany system zarządzania ruchem, dzięki któremu jazda po drogach krajowych będzie płynna i znacznie bezpieczniejsza. System będzie wspierać kierowców, m.in. ostrzegając przed utrudnieniami, informując o aktualnych i prognozowanych warunkach ruchu oraz czasach dojazdu do celu, wskazując trasę objazdu w miejscach zatoru oraz usprawniając akcje ratunkowe. Projekt uzyskał dofinansowanie w kwocie ponad 123 mln euro z środków unijnych w ramach instrumentu „Łącząc Europę” i jest on prowadzony pod nadzorem Komisji Europejskiej.

– System Zarządzania Ruchem to taka oś cyfryzująca naszą sieć komunikacyjną, dostarczająca główne dane wszystkim użytkownikom korzystającym z dróg – mówi Przemysław Gogol.

W przygotowaniu jest również nowa Strategia Rozwoju Transportu do 2030 roku, wraz z prognozą oddziaływania na środowisko. To aktualizacja dokumentu z 2013 roku, która wyznaczy najważniejsze kierunki rozwoju transportu w Polsce i priorytety inwestycyjne na nadchodzące lata.

– Strategia Rozwoju Transportu to element planowania strategicznego, który ma kształtować priorytety inwestycyjne i określać, w co rząd oraz inwestorzy publiczni będą inwestowali w najbliższych latach. W tym zakresie ta strategia podąża za priorytetami Unii Europejskiej wskazanymi w projektach aktów prawnych do nowej perspektywy finansowej na lata 2021–2027. Obecnie strategia jest w konsultacjach społecznych i myślę, że Ministerstwo Infrastruktury, które za nią odpowiada, będzie wsłuchiwało się w te potrzeby, które płyną ze strony zainteresowanych podmiotów, czyli głównie użytkowników, ale też inwestorów i wykonawców – mówi Przemysław Gorgol, p.o. dyrektora Centrum Unijnych Projektów Transportowych.

Jak podaje GDDKiA, obecnie kierowcy mają do dyspozycji 3 730,7 km dróg szybkiego ruchu – w tym 1 638,5 km autostrad i 2 092,2 km dróg ekspresowych. W 2019 roku zarządca ogłosi przetargi na realizację kolejnych 435 km nowych dróg – w sumie 17 odcinków obwodnic, dróg ekspresowych i autostrad, które po oddaniu do użytku wydłużą istniejące ciągi tras. Szacowana wartość ich realizacji to ok. 20 mld zł, a wszystkie mają już zapewnione finansowanie w ramach PBDK. Wśród nich znajdzie się m.in.: 172 km drogi ekspresowej S19 na terenie woj. podlaskiego i podkarpackiego, blisko 60 km S7 na Mazowszu i w Małopolsce, prawie 50 km S11 w woj. zachodniopomorskim, blisko 47 km S1 w woj. śląskim czy ponad 37 km autostrady A2 w stronę Siedlec. W tym roku ma zostać też ogłoszony przetarg na ostatni w ciągu S3 odcinek umożliwiający dojazd do Świnoujścia, a także fragment S14 domykający zachodnią obwodnicę Łodzi. Większość tych inwestycji realizowana będzie w systemie „projektuj i buduj”.

Prezes UKE: Polskie normy promieniowania elektromagnetycznego ze stacji bazowych telefonii komórkowej zbyt rygorystyczne. Wprowadzenie sieci 5G będzie wymagało ich zmniejszenia

Prezes UKE: Polskie normy promieniowania elektromagnetycznego ze stacji bazowych telefonii komórkowej zbyt rygorystyczne. Wprowadzenie sieci 5G będzie wymagało ich zmniejszenia 3

Liberalizacja norm PEM i wprowadzenie zachęt inwestycyjnych dla operatorów to zdaniem prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej najpilniejsze, niezbędne elementy do wdrożenia na polskim rynku technologii 5G. – Przy obecnych normach PEM-ów nie ma mowy nie tylko o 5G. Nie ma również mowy o tym, żebyśmy w 2020 roku byli w stanie wypełnić zapotrzebowanie na obecnie istniejące sieci LTE. Szacuje się, że będzie brakowało nam około 70 proc. sieci – mówi Marcin Cichy. Uruchomienie sieci piątej generacji będzie wymagać także nowych częstotliwości i ogromnych inwestycji w infrastrukturę, które resort cyfryzacji oszacował na 11,3–20,3 mld zł.

– Czekamy na wejście w życie ustawy Prawo telekomunikacyjne, ponieważ my nie jesteśmy w stanie przeprowadzić rolloutu częstotliwości, nie jesteśmy w stanie ich przydzielić w momencie, kiedy nie mamy odpowiednich narzędzi. To jest główny powód, dla którego w tej chwili jeszcze nie jesteśmy w stanie ruszyć z działaniami po stronie UKE czy rozpocząć procesów e-farmingowowych, migracyjnych dotyczących przygotowania odpowiednich szerokości bloków – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Cichy, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

To się wkrótce zmieni, ponieważ 25 marca br. prezydent Andrzej Duda podpisał nowelizację ustawy Prawo telekomunikacyjne, która zmienia przepisy w zakresie gospodarowania częstotliwościami i wprowadza cały szereg zmian, które mają w praktyce ułatwić wdrożenie na polskim rynku technologii 5G.

– Czekamy też na megaustawę, która w zamyśle ma spełnić oczekiwania przedsiębiorców w zakresie zachęt do inwestycji. Pamiętajmy, że 5G to nie tylko częstotliwości, lecz przede wszystkim zachęty dla przedsiębiorców i zwiększanie efektywności procesów inwestycyjnych – mówi Marcin Cichy – Mamy szereg problemów związanych z opłatami za zajętość pasa drogowego, przewlekłymi postępowaniami, procesami inwestycyjnymi. Mamy też problem ze znalezieniem pieniędzy na to, żeby migrować tych przedsiębiorców, którzy korzystają z pasma w inne miejsca. W ramach konsultacji urząd zgłosił poprawkę do ustawy szerokopasmowej, ażeby przedsiębiorcy telefonii ruchomej także mogli korzystać z funduszu szerokopasmowego, który rząd przewiduje właśnie na zaspokojenie tych potrzeb rozwoju sieci. Wierzymy, że to jest punkt zwrotny w tych procesach inwestycyjnych i przedsiębiorcy będą mogli z tego korzystać.

Uruchomienie sieci 5G będzie wymagać nie tylko nowych częstotliwości, lecz także ogromnych inwestycji w infrastrukturę, które resort cyfryzacji oszacował na 11,3–20,3 mld zł. Problemem są też tzw. PEM-y. Polska ma obecnie jedne z najbardziej wyśrubowanych w Europie norm poziomów pól elektromagnetycznych (PEM), obowiązujące od prawie 40 lat. Dopuszczalne 0,1 W/mkw. to gęstość mocy nadajników nawet stukrotnie mniejsza niż w wielu innych krajach UE, gdzie limity dosięgają 10 W/mkw. To powoduje trudności w zaprojektowaniu sieci 5G.

– Przy obecnych normach PEM-ów ma mowy nie tylko o 5G. Nie ma również mowy, żebyśmy w 2020 roku byli w stanie wypełnić zapotrzebowanie na sieci obecnie istniejące, czyli sieci LTE. Szacuje się, że będzie brakowało nam około 70 proc. sieci. Obecnie zużycie sieci, zużycie transmisji danych w Polsce to około 3 petabajtów i jest to sześciokrotnie więcej niż jeszcze 5 lat temu. Ono rośnie wykładniczo i Polacy oczekują po prostu coraz większych pojemności sieci – mówi Marcin Cichy.

Zmiana regulacji dotyczących norm PEM to jedna z najpilniejszych potrzeb. Prezes UKE podkreśla, że obecne standardy są zdecydowanie zbyt rygorystyczne i wprowadzenie zmian leży w gestii Ministerstwa Cyfryzacji. Zarówno regulator, jak i przedsiębiorcy telekomunikacyjni postulują wprowadzenie zmian w tym zakresie już od dwóch lat.

– Mamy nadzieję, że to się stanie jak najszybciej. Nawet, jeżeli zostaną przydzielone częstotliwości, żaden operator nie zbuduje sieci przy obecnym modelu gęstości mocy nadajników, ponieważ jest to nierealne. Trzeba by stawiać maszt na każdym budynku – a to z kolei jest nieakceptowane dla wspólnot, zarządców czy użytkowników wieczystych. Trzeba jak najszybciej podejść do tematu norm i nie można go unikać, również po to, żeby uniknąć tych konfliktów na poziomie lokalnym – podkreśla prezes UKE Marcin Cichy.

Propozycję liberalizacji norm PEM zawiera już przygotowany przez resort cyfryzacji projekt tzw. megaustawy, który przewiduje też szereg innych ułatwień dla wdrożenia sieci 5G oraz m.in. obniżenie opłat dla operatorów za zajęcie pasa drogowego na czas robót i budowy nowych nadajników. Z uzasadnienia resortu wynika, że obecnie z tego tytułu do budżetu państwa wpływa ok. 140–160 mln zł rocznie, a wysokość opłat jest zależna od woli samorządów. Megaustawa wprowadzi sztywne stawki. Kolejną propozycją jest utworzenie tzw. funduszu szerokopasmowego z budżetem 150–200 mln zł rocznie, zasilanym przez kary i grzywny płacone przez operatorów. Jego celem ma być wsparcie rozwoju rynku szerokopasmowego i podłączenie ok. 60 tys. gospodarstw domowych rocznie.

Wdrożenie sieci 5G ma zapoczątkować kolejny etap rewolucji technologicznej. W porównaniu do LTE stworzy ona rewolucyjne możliwości, oferując ultraszybką komunikację i większą pojemność sieci. Podczas gdy 4G LTE pozwala na dostęp do internetu z przepustowością liczoną w megabajtach, sieć 5G stworzy możliwość przesyłania danych z prędkością sięgającą kilku Gb/s, a czas opóźnienia transmisji skróci się z kilkudziesięciu do kilku milisekund. Dzięki temu możliwe będzie upowszechnienie usług takich, jak telemedycyna, internet rzeczy, samochody autonomiczne czy rozwiązań z obszaru smart cities. Jak podaje resort cyfryzacji, sieć 5G, która powinna być dostępna od końca 2020 roku, umożliwi powstanie nowych innowacyjnych usług, które przekształcą takie sektory, jak produkcja, energia, przemysł samochodowy i zdrowie, wprowadzając je w erę internetu rzeczy. Zgodnie z wymogami Komisji Europejskiej do 2020 roku kraje członkowskie UE powinny uruchomić technologię 5G w co najmniej jednym dużym mieście, natomiast do 2025 roku – zapewnić szerokie pokrycie siecią 5G.

Royal Baby będzie jednym z najbogatszych książąt świata. Ma szansę odziedziczyć część fortuny wycenianej na 400 mln funtów i imponującą kolekcję diamentów

0

Royal Baby będzie jednym z najbogatszych książąt świata. Ma szansę odziedziczyć część fortuny wycenianej na 400 mln funtów i imponującą kolekcję diamentów 4

Za niespełna trzy tygodnie Elżbieta II po raz kolejny zostanie prababcią. Nie wiadomo, czy czwarte Royal Baby w przyszłości założy koronę królewską, z pewnością może jednak liczyć na odziedziczenie części rodzinnej biżuterii. Brytyjska kolekcja licząca kilkanaście tysięcy diamentów, m.in. słynny pochodzący z Indii kamień Koh-i-noor, nie ma sobie równej na całym świecie.

Dziecko Meghan Markle i księcia Harry’ego ma przyjść na świat pod koniec kwietnia. Niezależnie od płci, jako czwarty prawnuk Elżbiety II, będzie miało niewielkie prawa do korony królewskiej, niewątpliwie będzie jednak partycypowało w spadku po brytyjskiej królowej. Wartość majątku jego słynnej prababci szacowana jest na ponad 400 mln dol., a w jego skład wchodzi m.in. kolekcja biżuterii, której istotną część stanowią diamenty. Kilka lat temu zaprezentowano na wystawie część kolekcji, liczącą 10 tys. diamentów, które pomagała wybierać sama królowa.

– Kolekcja diamentów brytyjskiej rodziny królewskiej jest imponująca. Pewnie dlatego, że diamenty były zbierane przez całe lata, kiedy to imperium brytyjskie rządziło niemal połową świata – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Marcok, ekspert rynku kamieni szlachetnych.

Część klejnotów należy do królowej tylko tytularnie, stanowią bowiem bezpośrednią własność monarchii. Oznacza to, że gdyby brytyjski tron przejęła inna dynastia, Windsorowie utraciliby do tych klejnotów wszelkie prawa. W grupie tej znajduje się m.in. berło i korona. Część prywatna kolekcji zawiera precjoza, którymi Elżbieta II ma prawo samodzielnie dysponować. Całkowita wartość biżuterii należącej do brytyjskiej monarchini jest niemożliwa do oszacowania. Sama korona warta jest prawie 12 mld dol. Znajduje się w niej ponad 8 tys. diamentów, w tym jeden z najsłynniejszych kamieni szlachetnych świata, czyli Koh-i-noor.

– To kamień pochodzący z Indii, o którego zwrot stara się dzisiaj rząd indyjski. W swojej pierwotnej masie według podań ważył 600 karatów, podobno znaleziono go na czole dziecka, które zostało wyłowione ze świętej rzeki. Był to syn boga Słońca – mówi Marcin Marcok.

Koh-i-noor był własnością wielu lokalnych władców z terenu subkontynentu indyjskiego, w 1850 roku, po upadku powstania sipajów, został jednak skonfiskowany przez wojska Kompanii Wschodnioindyjskiej. Następnie został przeszlifowany, w wyniku czego jego masa zmniejszyła się ze 190 do 105 karatów. W nowej, piękniejszej formie Koh-i-noor został podarowany królowej Wiktorii z okazji 250-lecia istnienia Kompanii Wschodnioindyjskiej. Na początku XX wieku kamień znalazł się w koronie królowej brytyjskiej – umiejscowiony jest w zdobiącym ją krzyżu.

– Drugim sławnym kamieniem jest Cullinan – część największego kamienia, jaki został znaleziony, o wadze 3106 karatów w formie surowej. Ten kamień znaleziony w 1905 roku w kopalni w RPA został podarowany królowi Wielkiej Brytanii. Król wspaniałomyślnie przyjął ten kamień, wysłał go do Amsterdamu do oszlifowania do najlepszego w ówczesnych czasach szlifierza, Josepha Asschera, który ten kamień podzielił na 9 dużych części i 96 mniejszych – mówi Marcin Marcok.

Wartość największej, liczącej 530 karatów, części Cullinana szacowana jest na 2 mld dol. Dla dziecka księżnej Sussex wartość, głównie emocjonalną, będą mieć z pewnością klejnoty pochodzące z prywatnej kolekcji księżnej Diany. Żona księcia Karola podzieliła należącą do niej biżuterię – 25 proc. kolekcji przeznaczyła na cele charytatywne, 75 proc. przekazała dla swoich synów, z zastrzeżeniem, że dwa konkretne pierścionki mają być przekazane jej przyszłym synowym. Przywiązanie rodziny królewskiej do diamentów jest charakterystyczne dla Brytyjczyków, którzy cenią te kamienie zarówno w biżuterii – żaden Brytyjczyk nie oświadczy się wybranej kobiecie nie wręczając jej pierścionka z diamentem, jak i jako formę inwestycji kapitału.

– Londyn swego czasu był uważany za jedno z ważniejszych miejsc na mapie każdej osoby, która zajmowała się handlem diamentami. Także społeczeństwo doskonale zdawało sobie sprawę, że diamenty to jest coś absolutnie wyjątkowego i każdy starał się mieć przynajmniej jeden mały kamyk, który był łatwym sposobem na zabezpieczenie przyszłości – mówi Marcin Marcok.

W tym zakresie dzisiejsza polityka banków w Wielkiej Brytanii niczym nie odbiega od sposobu ich działania przed stu laty. Nadal możliwe jest zaciągnięcie kredytu, np. na dom, pod zastaw certyfikowanych diamentów.

Roczne dziecko potrzebuje kilkukrotnie więcej witaminy D i wapnia niż dorosły człowiek. W tej grupie wiekowej często występują niedobory żywieniowe

Okres między 1 a 3 rokiem życia to czas szczególnie intensywnego rozwoju młodego organizmu. Dostarczanie wszystkich niezbędnych składników odżywczych jest więc szczególnie ważne. Roczne dziecko potrzebuje kilka razy więcej witaminy D i wapnia niż dorosły1. Z badań Instytutu Matki i Dziecka wynika, że wiele z nich ma niedobory w tym zakresie2. Z tego względu istotnym elementem diety rocznego dziecka powinno być mleko modyfikowane, wzbogacone m.in. w wapń i witaminę D.

Pierwsze lata życia to dla dziecka okres niezwykle intensywnego rozwoju – maluch rośnie i zdobywa nowe umiejętności. Roczne dziecko zazwyczaj potrafi już samodzielnie się poruszać, stabilnie siadać i próbuje coraz więcej pokarmów innych niż mleko mamy, wypowiada też pierwsze słowa. Tak dynamiczny rozwój stanowi duży wysiłek dla jego organizmu, dlatego zapotrzebowanie na składniki odżywcze jest wtedy wyjątkowo wysokie. Jednocześnie układ pokarmowy roczniaka jeszcze dojrzewa i jest delikatny, dieta dziecka po 1. roku życia powinna być więc komponowana wyjątkowo uważnie. Dla rodziców często jest to duże wyzwanie – wielu z nich popełnia błąd, wprowadzając do jadłospisu swojej pociechy potrawy z własnego stołu. Dieta malucha, mimo że coraz bardziej urozmaicona, nie powinna jednak przypominać diety osoby dorosłej.

 Jeżeli będziemy dostarczać dziecku tego samego pożywienia, które spożywają inni domownicy, możemy nie pokryć jego zapotrzebowania na kluczowe składniki odżywcze, a należy pamiętać, że w przypadku małego organizmu jest ono wyższe niż u osoby dorosłej – mówi agencji informacyjnej Newseria Katarzyna Rabenda, ekspert BebiKlub.pl.

Podawanie dziecku posiłków przeznaczonych dla dorosłych może prowadzić do zbyt niskiej podaży niezbędnych dla jego rozwoju wielonienasyconych kwasów tłuszczowych, witamin oraz składników mineralnych, przy jednoczesnym nadmiernym dostarczaniu cukru i soli. Warto też pamiętać o tym, że organizm rocznego dziecka potrzebuje nawet sześciokrotnie więcej witaminy D i cztery razy więcej wapnia niż osoba dorosła (w przeliczeniu na kilogram masy ciała3. Jak pokazują badania Instytutu Matki i Dziecka, 94 proc. dzieci po 1 roku życia otrzymuje zbyt małą ilość witaminy D z pokarmami, 42 proc. natomiast ma niedobory wapnia w diecie4. W codziennym jadłospisie rocznego dziecka powinny się znaleźć warzywa, produkty zbożowe, owoce, delikatne mięso, a także mleko i produkty mleczne w tym mleko modyfikowane.

– Mleko mamy po 1 roku życia nadal jest wskazane, bardzo ważne i cenne. Światowa Organizacja Zdrowia zaleca wyłączne karmienie mlekiem mamy przez pierwszych 6 miesięcy, a potem kontynuowanie tego sposobu żywienia wraz z wprowadzeniem pokarmów uzupełniających, co najmniej do 2 roku życia lub dłużej – mówi Katarzyna Rabenda.

Roczne dziecko powinno spożywać dwie porcje mleka dziennie. Jedną z nich może stanowić mleko modyfikowane, drugą natomiast produkt mleczny, taki jak twaróg, jogurt naturalny, kefir lub żółty ser5. Mleko krowie może być elementem diety malucha, jego dzienne spożycie nie powinno jednak przekraczać 500 ml6. W porównaniu do mleka modyfikowanego zawiera ono bowiem niewystarczającą ilość m.in. żelaza. Jest natomiast bogate w białko, które w takiej ilości może obciążać niedojrzałe jeszcze nerki malucha.

– Badania pokazują, że dzieci po 1 roku życia mają niedobory wapnia, witaminy D, żelaza. Te składniki znajdziemy w mleku modyfikowanym. Podawanie pokarmów wzbogaconych o witaminę D, takich właśnie jak mleko modyfikowane, pozwala uzupełniać te niedobory w diecie, a przy okazji uzupełnia również inne składniki – mówi Katarzyna Rabenda.

Ważne informacje: Karmienie piersią jest najwłaściwszym i najtańszym sposobem żywienia niemowląt oraz rekomendowane dla małych dzieci wraz z urozmaiconą dietą. Mleko matki zawiera składniki odżywcze niezbędne do prawidłowego rozwoju dziecka oraz chroni je przed chorobami i infekcjami. Karmienie piersią daje najlepsze efekty, gdy matka prawidłowo odżywia się w ciąży i w czasie laktacji oraz gdy nie ma miejsca nieuzasadnione dokarmianie dziecka. Przed podjęciem decyzji o zmianie sposobu karmienia matka powinna zasięgnąć porady lekarza.

1 W przeliczeniu na kg masy ciała zgodnie z: Normy żywienia dla populacji Polski, pod red. M. Jarosza, IZZ, Warszawa 2017.

2 Raport z badania „Kompleksowa ocena sposobu żywienia dzieci w wieku od 5. do 36. miesiąca życia – badanie ogólnopolskie 2016 rok”, Weker H., Socha P., wsp., Instytut Matki i Dziecka, Warszawa 2017.

3 W przeliczeniu na kg masy ciała zgodnie z: Normy żywienia dla populacji Polski, pod red. M. Jarosza, IZZ, Warszawa 2017.

4 Raport z badania „Kompleksowa ocena sposobu żywienia dzieci w wieku od 5. do 36. miesiąca życia – badanie ogólnopolskie 2016 rok”, Weker H., Socha P., wsp., Instytut Matki i Dziecka, Warszawa 2017.

5 Weker H., Barańska M., Strucińska M., Poradnik żywienia dziecka w wieku od 1. do 3. roku życia, Instytut Matki i Dziecka, 2012.

6 Weker H., Barańska M., Strucińska M., Poradnik żywienia dziecka w wieku od 1. do 3. roku życia, Instytut Matki i Dziecka, 2012.

Stworzono technologię pozwalającą błyskawicznie naprawić zbity wyświetlacz. Naukowcy opracowują już ekrany ze zdolnością do samodzielnej regeneracji

Stworzono technologię pozwalającą błyskawicznie naprawić zbity wyświetlacz. Naukowcy opracowują już ekrany ze zdolnością do samodzielnej regeneracji 5

Pęknięty ekran to jedna z najpowszechniejszych awarii, z jaką muszą się zmagać posiadacze smartfonów. W ubiegłym roku tylko w USA uszkodzeniu ulegało niemal 6 tys. wyświetlaczy w ciągu godziny. Aż w 65 proc. przypadków badani odwlekali naprawę urządzenia, a 38 proc. nigdy nie wymieniło wyświetlacza. Firmy technologiczne szukają sposobów na zapobieganie pękania ekranów oraz ograniczenie kosztów jego ewentualnej naprawy. Opracowano technologię, która pozwoli na szybką i tanią wymianę szybki ochronnej wyświetlacza. Niemal we wszystkich przypadkach uszkodzeniu ulega właśnie szklana powłoka, a nie sam ekran. 

– Udało nam się opracować rozwiązanie poważnego problemu w zakresie naprawy uszkodzonych ekranów w telefonach komórkowych. Opracowana przez nas technologia wykorzystuje opatentowane rozwiązania bazujące na częstotliwości, zamrażaniu i ciśnieniu próżniowym. Rozwiązanie umożliwia zakładom serwisowym usunięcie szkła na oczach klienta i założenie nowego szkła. Możliwa jest zatem naprawa ekranu przy zachowaniu oryginalnego wyświetlacza za niższą cenę niż dotychczasowa wymiana wyświetlacza na zamiennik – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Harry Kalyvas z firmy BlackRock Mobile.

Firma BlackRock Mobile znalazła sposób, aby znacząco zredukować koszty naprawy poprzez wymianę wyłącznie digitizera, bez usuwania samego wyświetlacza, który jest do niego przyklejony. Wykorzystuje do tego opatentowany proces zamrażania urządzenia w warunkach próżniowych. Proces jest na tyle szybki i prosty, że można wykonać go na oczach klienta. Do wykonania całego procesu potrzebne są dwa specjalne urządzenia do zamrożenia wyświetlacza i oddzielenia zbitego szkła oraz do sklejenia nowego szkła z ekranem.

– Pierwsze urządzenie wykorzystuje technologię opartą na częstotliwości i zamrażaniu, i oddziela szkło od wyświetlacza. Rozbite i oddzielone szkło wyrzucamy, czyścimy wyświetlacz za pomocą specjalnego płynu, zakładamy nową szybkę, wykorzystując stworzoną przez nas formę, i wkładamy telefon do drugiego urządzenia, gdzie zostaje poddany działaniu ciśnienia próżniowego. Po upływie czterech do pięciu minut wyjmujemy telefon i mamy nową szybkę, zachowując oryginalny wyświetlacz – tłumaczy Harry Kalyvas.

Rozwiązanie już wkrótce ma trafić do oferty jednego z największych operatorów komórkowych na świecie. Tymczasem nad technologiami ochraniającymi wyświetlacze nieustannie pracuje firma Corning. W tym roku zawiązała współpracę z producentem obudów oraz szkieł ochronnych Otterbox w celu stworzenia specjalnej nakładki, która znacząco zwiększy odporność wyświetlaczy i zabezpieczy je przed zarysowaniem oraz stłuczeniem.

Inżynierowie Motoroli z kolei nawiązali partnerstwo z firmą iFixit, specjalizującą się w naprawie urządzeń elektronicznych. W ramach tej współpracy na rynek trafią oficjalne zestawy, które pozwolą własnoręcznie wymienić np. uszkodzony wyświetlacz przy wykorzystaniu licencjonowanych narzędzi, bez konieczności wysyłania telefonu do serwisu.

– Znakomita większość przypadków uszkodzenia ekranu, nawet do 99 proc., sprowadza się do stłuczonego szkła, zaś sam wyświetlacz LCD czy OLED, czyli kosztowny element urządzenia, dalej działa. Niestety, zakłady zajmujące się naprawą ekranów nie są w stanie usunąć stłuczonego szkła z powierzchni wyświetlacza. Klient jest więc zmuszony zakupić oryginalny ekran, który jest bardzo kosztowny, lub zamiennik, który jest tańszy, ale nie gwarantuje równie wysokiej jakości wyświetlania jak oryginał. Tymczasem popularność smartfonów ciągle rośnie, a z nią liczba rozbitych ekranów – mówi ekspert.

Przyszłością branży mobilnej są natomiast szkła zdolne do samodzielnej regeneracji. Samsung opatentował już technologię pozwalającą na stworzenie powłoki ochronnej leczącej niewielkie zarysowania, a to dopiero pierwszy krok na drodze do stworzenia niemal niezniszczalnych ekranów. Naukowcy z MIT eksperymentują z materiałami węglowymi wykorzystującymi dwutlenek węgla obecny w atmosferze do samoczynnej naprawy. Choć na razie istnieją wyłącznie w warunkach laboratoryjnych, w przyszłości mogą posłużyć do stworzenia ekranów, które po pęknięciu same zasklepią pęknięcia.

Według Credence Research globalna wartość branży ekranów smartfonowych w 2017 roku wynosiła 50,29 mld dol. Szacuje się, że do 2026 roku będzie się rozwijać w średniorocznym tempie na poziomie 7,5 proc.

Sztuczna inteligencja ułatwi badanie Kosmosu. Autonomiczne pojazdy sprawdzą się w kosmicznym górnictwie oraz w procesie monitoringu zmian klimatycznych na Ziemi

Sztuczna inteligencja ułatwi badanie Kosmosu. Autonomiczne pojazdy sprawdzą się w kosmicznym górnictwie oraz w procesie monitoringu zmian klimatycznych na Ziemi 6

Branża kosmiczna coraz częściej sięga po zagadnienia związane z technologią sieci neuronowych czy uczenia maszynowego. Inteligentne sondy automatycznie wykonują szereg precyzyjnych czynności, dzięki czemu mogą wykonywać misje, które jeszcze kilka lat temu były poza zasięgiem naukowców. Powstaną pierwsze sondy wyspecjalizowane w procesach górnictwa kosmicznego czy sondy wykorzystujące sieci neuronowe do analizy ziemskiej atmosfery bądź badania dotychczas niedostępnych obszarów Kosmosu.

– Nasza cywilizacja boryka się z różnymi problemami typu zmiana klimatu, globalne ocieplenie. Nanosatelity i obserwacja Ziemi pozwalają na bardzo precyzyjny i globalny monitoring stanu środowiska. W ten sposób można zobaczyć, co się dzieje z pokrywami lodowymi na biegunach, można analizować zmiany w poziomie oceanów, można monitorować stan gleby, który też zmienia się w związku z globalnym ociepleniem. Tego typu badania są bardzo potrzebne, żeby znać stan dzisiejszy i przeciwdziałać postępującym zmianom klimatu – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr Marek Krawczyk, manager ds. rozwoju biznesu w firmie KP Labs.

Satelita Intuition-1 został zaprojektowany do prowadzenia obserwacji Ziemi z wykorzystaniem instrumentu hiperspektralnego. Satelita wykorzystuje głębokie sieci neuronowe do przetwarzania oraz segmentacji obrazów wykonanych w świetle widzialnym oraz podczerwieni już na orbicie okołoziemskiej. Dzięki zastosowaniu systemów sztucznej inteligencji komputer pokładowy znacząco ogranicza liczbę danych wysyłanych do naukowców – na Ziemię przesyłane są wyłącznie wstępnie przetworzone informacje. Zdjęcia pozyskane przez Intuition-1 mają się sprawdzić m.in. w branży rolnictwa precyzyjnego czy do monitoringu jakości powietrza.

– Jedna sprawa to zdobycie danych z orbity, a druga sprawa to odpowiednie obrobienie tych danych, wyciągnięcie z tych danych wiedzy, nie tylko informacji, ale już wiedzy, którą my możemy się posłużyć. W tym przypadku bardzo pomocne są głębokie sieci neuronowe i generalnie deep learning, który pozwala wyciągnąć bardzo głębokie i ciekawe wnioski z danych. Nawet wnioski, których ludzie sami nie byliby w stanie wyciągnąć, maszyny są w stanie nam podpowiedzieć – twierdzi dr Marek Krawczyk.

Zastosowanie systemów inteligentnych w przemyśle kosmicznym pozwala także planować wysoce precyzyjne misje w głębi Kosmosu, których realizacja nie byłaby możliwa przy wykorzystaniu sterowania manualnego.

Misja Hera planowana na 2023 r. wykorzysta autonomiczną nawigację do dotarcia na asteroidę 65803 Didymos oraz do jej niewielkiego satelity Didymoon. Za proces naprowadzania sondy odpowiada sztuczna inteligencja. Autonomiczna nawigacja ma podejmować decyzje dotyczące korekty kursu satelity w czasie rzeczywistym, bez kontaktowania się z komputerami na Ziemi. Przedstawiciele Europejskiej Agencji Kosmicznej liczą na to, że w przyszłości tego typu satelity ułatwią i przyspieszą badanie głębokiego Kosmosu oraz docieranie do najmniejszych asteroid.

Tymczasem już dziś naukowcy są w stanie badać powierzchnię niewielkich obiektów w Układzie Słonecznym. Japońska Agencja Badań Kosmicznych stworzyła na przykład satelitę Hayabusa 2, która ma przeanalizować skład asteroidy Ryugu o kilometrowej średnicy. W pierwszej fazie misji sonda wysłała na Ryugu niewielkie lądowniki do zbadania powierzchni obiektu. Następnie Hayabusa 2 zbombardowała asteroidę miedzianym pociskiem, aby dotrzeć do jej głębszych pokładów skalnych. Wykonanie tak precyzyjnych zadań na tak małym obiekcie wymagało zaprojektowania systemów nawigacyjnych wykorzystujących technologie autonomiczne.

Badania prowadzone przez japońską agencję mogą się przyczynić zarówno do lepszego poznania początków Układu Słonecznego, jak i do rozwoju branży górnictwa kosmicznego.

– Ludzie mają naturalną potrzebę eksploracji. Kosmos jest nowym terenem do eksploracji. Dzięki zobrazowaniom satelitarnym wszystkie wyspy na świecie zostały już odkryte, więc idziemy dalej, żeby odkrywać więcej – zapowiada ekspert.

Według analityków z firmy Research and Markets wartość globalnego rynku technologii kosmicznych w 2018 roku wyniosła 360 mld dol. Przewiduje się, że do 2026 roku wzrośnie ona do 558 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 5,6 proc.

Dlaczego taksówkarze walczą o taksometry, skoro używają aplikacji?

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) wskazuje, że Rząd przygotował bardzo dobry projekt ustawy o transporcie drogowym, zrównujący warunki konkurencyjne na rynku przewozów osób. Uwzględniono postulaty wielu stron – w tym liczne wymagania stawiane przez środowiska taksówkarskie. Niezrozumiałe jest postulowanie zakazu aplikacji – skoro większość kierowców taxi z nich korzysta. Podobnie jest z nawigacją – każdy kierowca dziś jej używa. Tworzenie sztucznych barier dla zabetonowania rynku nie ma sensu. FPP w pełni popiera projekt rządowy, który jest kompromisowym rozwiązaniem – wspieranym również przez mytaxi i iTaxi.

Warto podkreślić, że wszystkie postulaty środowiska taksówkarskiego zostały uwzględnione w proponowanym projekcie ustawy:

  • Uregulowanie kwestii pośrednictwa przy przewozie osób
  • Wymóg licencji dla wszystkich świadczących usługi przewozu
  • Równe warunki dla wszystkich świadczących usługi przewozu – sprawdzanie niekaralności, badania lekarskie
  • Realne kary za naruszenie przepisów
  • Obniżenie kosztów licencji
Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich
Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich

„Używanie taksometru lub aplikacji jest dużo uczciwsze dla klientów. Mam nadzieję, że Rząd nie ugnie się przed garstką – zaledwie 1500 na 120.000 zarejestrowanych w Polsce – taksówkarzy z dużych korporacji. Chcą oni wepchnąć przewóz osób w XXI wieku do czasu słusznie minionej epoki PRL-u. Szkoda też, że niektórzy kierowcy są zmuszani do udziału w strajku – a odmawiający spotykają się z agresją czy niszczeniem samochodów. To absolutnie nieakceptowalna forma i argumenty. Naprawdę nie ma żadnego sensownego uzasadnienia, by blokować aplikacje czy korzystanie z nawigacji. Zwłaszcza, że to rozwiązania korzystne także dla kierowców taksówek. Opcja ustalenia ceny kursu z góry to kwestia bardzo ważna dla klientów – w przypadku taksometru wsiadając do taksówki nigdy nie wiem, ile zapłacę za kurs. Dzięki aplikacji mam ten komfort, że mam wybór – przed decyzją o kursie akceptuję bądź nie kwotę, jaką zapłacę. Jestem przekonany, że kierowcy taksówek wcale nie chcą zabetonowania starego rynku korproacji” – mówi Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Dlaczego bardziej ufać egzaminom z topografii – podczas gdy aplikacja wskazuje drogę i wybiera tak, żeby była ona najkrótsza? Pozwala ominąć prace drogowe, korki spowodowane wypadkami i wiele innych niemożliwych do przewidzenia zjawisk – nawet przy najlepszej znajomości miasta. Egzaminy z topografii są reliktem przeszłości – zwłaszcza przy tak dynamicznej urbanizacji miast. Taksówkarze – mimo że zdali egzamin z topografii – przewożąc klientów też korzystają z nawigacji.

PZPO: Minister Infrastruktury został wprowadzony w błąd

Polski Związek Przemysłu Oponiarskiego jest zaniepokojony faktem, że urzędnicy zajmujący się drogami – którzy przygotowali odpowiedź na interpelację poselską dla Ministra Infrastruktury – nie znają obszernej biblioteki rzetelnych badań na temat bezpieczeństwa, jakie zapewniają opony z homologacją zimową (zimowe i całoroczne) w warunkach jesienno-zimowych. Minister najwyraźniej został wprowadzony w błąd, jakoby brak było jednoznacznych wyników badań dotyczących zachowania opon zimowych i całorocznych w różnych warunkach atmosferycznych.

Piotr Sarnecki, dyrektor generalny Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego
Piotr Sarnecki, dyrektor generalny Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego

– Od pierwszych dni swojego istnienia Polski Związek Przemysłu Oponiarskiego (PZPO) uświadamia, jak duże znaczenie dla bezpieczeństwa drogowego mają opony. Mity i nieuzasadnione przekonania na temat ogumienia są jednymi z najpoważniejszych problemów, z jakimi PZPO się mierzy. Odpowiedź Ministerstwa Infrastruktury na poselską interpelację udowadnia, że intensywne zmagania o poprawę świadomości Polaków w obszarze bezpieczeństwa ruchu drogowego muszą nadal trwać – mówi Piotr Sarnecki, dyrektor generalny Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego.

Komisja Europejska, w studium wybranych aspektów korzystania z opon związanych z bezpieczeństwem wskazuje1, że w 27 europejskich krajach – w których wprowadzono wymóg jazdy na homologacją zimową (zimowe i całoroczne) – nastąpiła 46% redukcja prawdopodobieństwa wystąpienia wypadku drogowego w warunkach zimowych – w porównaniu z jazdą na oponach letnich w tych samych warunkach. Ten sam raport dowodzi, że wprowadzenie prawnego wymogu jazdy na oponach posiadających homologację zimową zmniejsza liczbę śmiertelnych wypadków o 3 proc. Jest to uśredniona wartość – są kraje, które odnotowały spadek liczby wypadków o 20 proc.

Także eksperci ds. bezpieczeństwa drogowego rekomendują sezonową zmianę opon. W naszym klimacie – przy gorącym lecie i mroźnej zimie – jest to jedna z gwarancji bezpiecznej jazdy. Niemieckie niezależne i rzetelnie przeprowadzone badania pokazują wyraźnie, że ryzyko wypadków drogowych i kolizji jest 6 razy większe w zimie niż w lecie2. Ponadto, droga hamowania pojazdu na mokrej powierzchni przy oponach zimowych jest o 20% krótsza niż przy oponach letnich3. Właśnie te brakujące kilka metrów do zahamowania decyduje bardzo często o liczbie ofiar wypadków drogowych.

Wartości te znajdują potwierdzenie także w badaniu naukowców z Politechniki Świętokrzyskiej4 – na ośnieżonej nawierzchni przy prędkości raptem 20 km/h różnica w drodze hamowania między oponami letnimi i zimowymi wyniosła 16 metrów. Badanie było prowadzone zarówno z udziałem układu ABS, który zapobiega blokowaniu kół, jak i bez niego.

Co więcej, badania przeprowadzone przez Politechnikę Poznańską w marcu 20145 na dwóch typach opon letnich i zimowych (2 komplety klasy premium i 2 komplety klasy budżetowej) pokazują, że także na suchej nawierzchni, przy temperaturze wahającej się trakcie testu między +7,5°C a 10°C – porównując najbardziej zbliżone prędkości początkowe hamowania – opony zimowe i letnie mają bardzo zbliżone parametry. Przy tej samej prędkości wykazują różnicę w drodze hamowania jedynie rzędu 0,5-1,5 metra.

Badania sfinansowane przez Narodowe Centrum Nauki w 2012 r. pokazują, że twardość gumy bieżnika opony letniej wyraźnie wzrasta w okresie zimowym – co może powodować gorsze warunki przylegania opony do nawierzchni oraz zmniejszenie zdolności do przekazywania momentu napędowego na nawierzchnię drogi6.

Potwierdzają to także testy dziennikarskie, choćby redakcji brytyjskiego Auto Express przeprowadzone wspólnie z Automobilklubem Królewskim (RAC), przeprowadzane przy temperaturze dodatniej 5,9°C na mokrej nawierzchni. Wskazały one przewagę opon zimowych w takich warunkach – droga hamowania opon zimowych wyniosła 35,5 m, zaś droga hamowania opon letnich segmentu premium to ponad 42 metry7.

Z kolei belgijska organizacja Pneuband wskazuje, że jadąc po mokrej nawierzchni z prędkością 90 km/h przy temperaturze 2ºC, droga hamowania na oponach zimowych jest o 11 metrów krótsza niż na letnim ogumieniu – to ponad dwie długości samochodu klasy premium.

Co ważne, wszystkie powyższe i zacytowane badania zostały przeprowadzone w rzeczywistych warunkach za pomocą samochodów wyposażonych w system ABS oraz starszych modeli, bez tego systemu.

Badania i testy udowadniają w jak szerokim zakresie warunków pogodowych i temperatury, charakterystycznych dla okresu późnej jesieni i zimy, opony zimowe lub całoroczne zwiększają bezpieczeństwo drogowe. Dla statystycznego kierowcy w tym okresie będą dużo bardziej uniwersalnym i bezpieczniejszym wyborem, niż jazda na oponach letnich i czekanie na pierwszy śnieg.

– Polska jest jedynym krajem Unii Europejskiej z takim klimatem, gdzie przepisy nie przewidują wymogu jazdy na oponach zimowych lub całorocznych w warunkach jesienno-zimowych. Według badań Moto Data z 2017 i 2018 roku, 78% polskich kierowców opowiada się za wprowadzeniem wymogu jazdy na oponach zimowych lub całorocznych w zimowych miesiącach roku. Ustawodawcy brakiem działań w tym obszarze sprawiają, że Polska nie tylko nie jest w stanie dogonić Europy pod względem bezpieczeństwa drogowego, ale także, że Europa stale nam ucieka – podkreśla Piotr Sarnecki, dyrektor generalny Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego. –Co roku od kilkudziesięciu lat na drogach ginie ponad 3000 osób. To tyle, ile pracuje w dużej fabryce. Bezpieczeństwo na drogach, którymi codziennie poruszają się miliony z nas, jest tak samo ważne jak podatki, emerytury czy edukacja dzieci – dodaje Sarnecki.

Nagrania z testów Auto Express i RAC nt. opon zimowych8 pokazują, jak bardzo ogumienie adekwatne do temperatury, wilgotności i śliskości nawierzchni pomaga kierowcy w kontroli nad pojazdem i potwierdzają różnicę pomiędzy oponami zimowymi a letnimi, nie tylko na oblodzonej czy ośnieżonej, ale i na mokrej drodze w chłodnych jesiennych temperaturach:

  • Na oblodzonej drodze podczas jazdy z prędkością 32 km/h droga hamowania na oponach zimowych jest krótsza o 11 metrów w porównaniu z oponami letnimi, co odpowiada trzykrotnej długości samochodu!
  • Na ośnieżonej drodze przy prędkości 48 km/h samochód na oponach zimowych zahamuje wcześniej niż samochód na oponach letnich aż o 31 metrów!
  • Na mokrej nawierzchni przy temperaturze +6°droga hamowania samochodu jadącego na oponach letnich była dłuższa aż o 7 metrów niż samochodu na oponach zimowych. Najpopularniejsze samochody mają długość nieco ponad 4 metry. Gdy samochód na oponach zimowych bezpiecznie się już zatrzymał, maszyna na ogumieniu letnim jechała jeszcze z prędkością ponad 32 km/h.
  • Na mokrej nawierzchni przy temperaturze +2°droga hamowania samochodu jadącego na oponach letnich była dłuższa aż o 11 metrów niż samochodu na oponach zimowych.

Wszystkie powyższe dane były wielokrotnie prezentowane przedstawicielom Ministerstwa Infrastruktury oraz posłom. Są ogólnie dostępne po sygnaturach ISBN. Ich kwerendą jest też ostatni raport Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego z listopada 2018 „Wpływ opon na bezpieczeństwo drogowe”, który również został przekazany rządowi i parlamentarzystom.

– Rozmawiajmy, analizujmy i decydujmy, ale nie wprowadzajmy społeczeństwa i ministrów w błąd informacją o braku rzetelnych i jednoznacznych wyników badań nt. poprawy bezpieczeństwa dzięki używaniu opon zimowych oraz całorocznych w okresie jesienno-zimowym – apeluje Piotr Sarnecki.


1 Komisja Europejska, Study on some safety-related aspects of tyre use, https://ec.europa.eu/transport/road_safety/sites/roadsafety/files/pdf/vehicles/study_tyres_2014.pdf

2 ADAC, Pro-winterreifen

3 Cortina. A dynamic simulation test when temperature at 5°C

4 R. Jurecki, E. Szumska, D. Mlodzińska „Porównanie skuteczności hamowania opon letnich i śniegowych na zaśnieżonej nawierzchni”, Logistyka 4/2015 – Załącznik 2

5 F. Markiewicz, KJ. Waluś, J. Polasik – „Badanie doświadczalne cech kinematycznych ruchu pojazdu z wykorzystaniem opon zimowych i letnich” – Logistyka 5/2014 – Załącznik 3

6 K. Waluś – „Badania doświadczalne twardości letnich opon samochodowych w rzeczywistych temperaturach otoczenia” – Mechanik 12/2013 – Załącznik 4

7 Badanie Auto Express i RAC – publ. 17/11/2011

Winter Tyres v Summer Tyres: the Truth! – Auto Express, https://www.youtube.com/watch?v=elP_34ltdWI

OSE GDAŃSK 2019 – relacja z wydarzenia

W dniach 8-9 kwietnia 2019 r. w Gdańsku w Europejskim Centrum Solidarności odbyła się VII edycja Ogólnopolskiego Szczytu Energetycznego – OSE GDAŃSK 2019, poświęconego wyzwaniom stojącym przed polską energetyką. Szczyt objęty został Patronatem Honorowym przez Stanisława Karczewskiego,  Marszałka Senatu RP, Marka Kuchcińskiego, Marszałka Sejmu RP, Jarosława Gowina, Wiceprezesa Rady Ministrów, Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Krzysztofa Tchórzewskiego,  Ministra Energii, Henryka Kowalczyka, Ministra Środowiska, Andrzeja Adamczyka,  Ministra Infrastruktury, Marka Gróbarczyka, Ministra Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju, Alicję Adamczak,  Prezes Urzędu Patentowego RP, Macieja Bando, Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki, Edytę Bielak-Jomaa,  Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych, Pawła Solocha, Szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Alvina Gajadhura,  Głównego Inspektora Transportu Drogowego, Artura Chojeckiego, Wojewodę Warmińsko-Mazurskiego, Władysława Dajczaka, Wojewodę Lubuskiego, Dariusza Drelicha, Wojewodę Pomorskiego, Tomasza Hinca, Wojewodę Zachodniopomorskiego, Zbigniewa Hoffmanna, Wojewodę Wielkopolskiego, Agatę Wojtyszek, Wojewodę Świętokrzyskiego, Andrzeja Bętkowskiego, Marszałka Województwa Świętokrzyskiego, Artura Kosickiego, Marszałka Województwa Podlaskiego, Władysława Ortyla, Marszałka Województwa Podkarpackiego, Jarosława Stawiarskiego, Marszałka Województwa Lubelskiego, Mieczysława Struka, Marszałka Województwa Pomorskiego, Aleksandrę Dulkiewicz, Prezydent Miasta Gdańsk, Piotra Grzymowicza, Prezydenta Miasta Olsztyna, Jacka Jaśkowiaka, Prezydenta Miasta Poznania, Lucjusza Nadbereżnego, Prezydenta Miasta Stalowa Wola, Tadeusza Truskolaskiego, Prezydenta Miasta Białegostoku, Bogdana Wentę, Prezydenta Miasta Kielce, Hannę Zdanowską, Prezydent Miasta Łodzi.

Szczyt objęty został także Patronatem Honorowym przez: Komisję Gospodarki Narodowej i Innowacyjności, Komisję Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, Parlamentarny Zespół ds. Morskiej Energetyki Wiatrowej, Parlamentarny Zespół ds. Energetycznego Pakietu Zimowego, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu, Główny Instytut Górnictwa, Górniczą Izbę Przemysłowo-Handlową, Instytut Ochrony Środowiska-Państwowy Instytut Badawczy, Izbę Gospodarczą Ciepłownictwo Polskie, Krajową Izbę Biopaliw, Krajową Izbę Gospodarczą, Krajowy Instytut Energii Rozproszonej, Narodową Agencję Poszanowania Energii, Politechnikę Gdańską, Polską Izbę Gospodarczą Zaawansowanych Technologii, Polską Organizację Przemysłu i Handlu Naftowego, Polską Izbę Magazynowania Energii, Polski Komitet Energii Elektrycznej, Polski Związek Pracodawców Budownictwa, Polskie Stowarzyszenie Elektromobilności, Polskie Stowarzyszenie Energetyki Słonecznej, Polskie Towarzystwo Certyfikacji Energii, Pracodawców Pomorza, Polskie Towarzystwo Elektrociepłowni Zawodowych, Polskie Towarzystwo Morskiej Energetyki Wiatrowej, Towarzystwo Rozwoju Małych Elektrowni Wodnych, Stowarzyszenie Energii Odnawialnej, Unię Producentów i Pracodawców Przemysłu Biogazowego, Skandynawsko-Polską Izbę Gospodarczą i Związek Powiatów Polskich.

Szczyt oficjalnie zainaugurował Piotr Naimski – Sekretarz Stanu KPRM, Pełnomocnik Rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, który zwracając się do uczestników podkreślił, że Polska stoi obecnie przed kluczowymi wyzwaniami w obszarze energetyki – z jednej strony związanymi z rosnącymi potrzebami energetycznymi i surowcowymi krajowej gospodarki. Z drugiej: koniecznością dywersyfikacji dostaw, dzięki którym będą one nie tylko ciągłe i stabilne, ale także ekonomicznie racjonalne. Pan Minister w swoim wystąpieniu określił także kluczowe obszary rozwoju energetyki na najbliższe lata oraz w perspektywie do roku 2050.

Po wystąpieniu inauguracyjnym odbyła się prezentacja podróżnika Marka Kamińskiego, który dokonał oficjalnego ogłoszenia najnowszej wyprawy AI No Trace Expedition 2019. W ramach wyprawy Marek Kamiński pokona 30 tyś. km bezemisyjnym samochodem elektrycznym,  do Japonii i z powrotem przez 9 krajów świata. Wyprawa realizowana w duchu No Trace – bez pozostawiania śladów. Marek Kamiński podróżując samochodem elektrycznym, stworzonym z myślą o miastach, chce nam uświadomić, że w taki sposób można przemierzać dalekie i trudne dystanse, a jednocześnie pozytywnie wpływać na otoczenie, chroniąc je przed szkodliwymi śladami ludzkiej działalności. Podróżnikowi w wyprawie towarzyszyć będzie Noa – humanoidalna sztuczna inteligencja, która podczas podróży będzie m.in. dokumentować wyprawę, rejestrować poziomy emisji zanieczyszczeń w poszczególnych krajach,  blogować na mediach społecznościowych oraz rozmawiać z napotkanymi ludźmi na tematy związane z ochroną środowiska.

Debatą otwierającą OSE GDAŃSK 2019 była Sesja Plenarna pt. „Polska polityka energetyczna – priorytety unijne vs polskie cele strategiczne”. Moderatorem debaty był Andrzej Błach – Counsel, Kancelaria CMS, zaś udział w niej wzięli: Henryk Kowalczyk – Minister Środowiska, Piotr Naimski – Sekretarz Stanu w KPRM, Pełnomocnik Rządu ds. Strategicznej Infrastruktury Energetycznej, Tomasz Dąbrowski – Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Energii, Małgorzata Jarosińska-Jedynak – Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju, Karin Anderman – Radca Minister, Zastępca Szefa Misji, Ambasada Królestwa Szwecji w Polsce, Juha Ottman – Ambasador Republiki Finlandii w Polsce, Ole Egberg Mikkelsen – Ambasador Królestwa Danii w Polsce,  Olav Myklebust – Ambasador Królestwa Norwegii w Polsce, Maciej Bando – Prezes Urzędu Regulacji Energetyki, dr Edyta Bielak–Jomaa – Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Początek debaty dotyczył polityki energetycznej Polski do 2040 roku, z perspektywy kluczowych kierunków zmian. W szczególności zastanawiano się nad nowym polskim mixem energetycznym zwłaszcza w odniesieniu do roli paliw kopalnych. W tym kontekście prelegenci poproszeni zostali o odniesienie się do kwestii uwarunkowań płynących z pakietu „zimowego” oraz COP24. W dalszej części przeanalizowano perspektywy rozwoju sektora OZE, jak i również miejsca energetyki jądrowej w nowej polityce energetycznej. Zastanawiano się także, czy dywersyfikacja dostaw zwiększających bezpieczeństwo, pozwoli na tańsze pozyskiwanie surowców. Druga część dyskusji dotyczyła kontekstu międzynarodowego, jeżeli chodzi o sektor energii. Odniesiono się więc do priorytetów współpracy w basenie Morza Bałtyckiego (gaz, off-shore, elektroenergetyka, ciepłownictwo, kogeneracja, wzrost efektywności energetycznej), przyszłym kształtem wspólnego rynku energii i gazu po Brexicie, zapoznano także uczestników Szczytu z doświadczeniami krajów UE w zakresie przeciwdziałania negatywnym skutkom wzrostu cen nośników energii.

Po Sesji Plenarnej odbyła się Debata Oksfordzka pt. „Współpraca energetyczna państw basenu Morza Bałtyckiego”. Moderatorem debaty była Agnieszka Łakoma – Dziennikarka, Ekspert Energetyczny, zaś do debaty zasiedli: Marcin Bruszewski – Członek Zarządu Sekcji Fińskiej (FTG) SPCC, Skandynawsko-Polska Izba Gospodarcza, Maciej Brzozowski – Manager, Hafen Hamburg Marketing e.V., prof. Waldemar Kamrat – Politechnika Gdańska, Daniel Larsson – Radca Handlowy, Ambasada Szwecji w Polsce, Maciej Stryjecki – Prezes Zarządu, Fundacja na Rzecz Energetyki Zrównoważonej, Marcin Wiśniewski – Starszy Doradca Handlowy ds. Energetyki i Środowiska, Ambasada Królestwa Danii w Polsce.

Prelegenci debaty dyskutowali o alternatywnych i sprawdzonych modelach rozwoju rynków energii, paliw, gazu i OZE w krajach ościennych. Starano się także nakreślić potencjalne obszary współpracy pomiędzy krajami basenu Morza Bałtyckiego oraz ewentualne wspólne projekty i efekty synergii. Zaproszeni goście dyskutowali również o Nord Stream 2 w kontekście możliwych sojuszy dyplomatycznych przeciw temu projektowi, na koniec zaś zastanawiano się nad dalszymi etapami rozwoju off-shore.

Po Debacie Oksfordzkiej dyskusja podczas Szczytu podzielona została na dwie, równolegle trwające Sesje. W ramach Sesji I odbyły się debaty pt. „Strategie dostosowawcze grup energetycznych do nowych trendów rynkowych i zmian technologicznych”, „Nowe regulacje dla ciepłownictwa i kogeneracji. Program Czyste powietrze” oraz „Nowe trendy rozwojowe na rynkach energii elektrycznej, paliw płynnych oraz gazu”.

Panel „Strategie dostosowawcze grup energetycznych do nowych trendów rynkowych i zmian technologicznych” był moderowany przez Piotra Ciołkowskiego – Partnera w Kancelarii CMS, zaś w dyskusji wzięli udział: Ryszard Biernacki – Dyrektor Naczelny ds. Inżynierii Produkcji, KGHM Polska Miedź S.A., Mateusz Aleksander Bonca – Prezes Zarządu, Grupa LOTOS S.A., Jarosław Dybowski – Dyrektor Wykonawczy ds. Energetyki, PKN ORLEN S.A., Mirosław Kowalik – Prezes Zarządu, Enea S.A., Marcin Lewandowski – Członek Zarządu, Grupa GPEC, Artur Różycki – Dyrektor Departamentu Zarządzania Strategicznego, Grupa ENERGA, Mariusz Samordak – Dyrektor Sektora Energetycznego w Departamencie Projektów Sektorowych, Bank Gospodarstwa Krajowego, Magda Taczanowska – Dyrektor Segmentu Enterprise, Microsoft Polska, Ryszard Wasiłek – Wiceprezes Zarządu ds. Operacyjnych, PGE Polska Grupa Energetyczna S.A., Piotr Woźniak – Prezes Zarządu, PGNiG S.A., Robert Zasina – Prezes Zarządu, TAURON Dystrybucja S.A. Uczestnicy debaty odnosili się do zmian strategii grup energetycznych oraz kierunków zmian i tempa ich implementacji. Zastanawiano się także, czy jesteśmy obecnie świadkami kresu dotychczasowego modelu gospodarki paliwowej w Polsce. W dalszej części debaty goście panelu analizowali, czy możliwe jest wyważenie potrzeb związanych z bezpieczeństwem energetycznym oraz interesem akcjonariuszy grup energetycznych. Odniesiono się również do zagadnienia innowacji technologicznych, wspierających zrównoważony rozwój i ich wpływ na modele rynkowe w poszczególnych podsektorach energetyki. Druga część dyskusji zdominowana została przez temat przyszłych programów inwestycyjnych oraz ich sposobów finansowania. Nakreślono potencjalne synergie energetyki z sektorem wydobywczym, transportem i energochłonnymi gałęziami przemysłu. W tym kontekście nie bez znaczenia był problem uzależnienia polskiej energetyki od systemów wsparcia oraz kwestii Polskiej elektrowni jądrowej (pod kątem dostępnych technologii i kluczowych graczy). Na koniec zapoznano gości Szczytu z najnowszymi rozwiązaniami organizacyjnymi w polskiej energetyce.

Następny panel nosił tytuł „Nowe regulacje dla ciepłownictwa i kogeneracji. Program Czyste powietrze” i  poprowadzony został przez Rafała Hajduka – Partnera w Kancelarii Domański Zakrzewski Palinka. Gośćmi biorącymi udział się w debacie byli: Jarosław Głowacki – Prezes Zarządu, PGNiG Termika S.A.; Piotr Górnik – Prezes Zarządu, Fortum Power and Heat Polska Sp. z o.o.; Anna Jakób – Członek Zarządu, Grupa GPEC; Artur Michalski – Zastępca Prezesa Zarządu, NFOŚiGW; Bogusław Regulski – Wiceprezes Zarządu, Izba Gospodarcza Ciepłownictwo Polskie; dr inż. Krzysztof Zborowski – Wiceprezes Zarządu, Radomskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej „RADPEC” S.A.  Zaproszeni goście w pierwszej kolejności omówili nowy system wsparcia kogeneracji z perspektywy oczekiwań i szans rozwoju. W tym kontekście postawiono przed prelegentami nieco kontrowersyjne pytanie: czy współcześnie mamy do czynienia ze schyłkiem kogeneracji węglowej. Chodziło z jednej strony o zainicjowanie dyskusji o efektywnych energetycznie systemach ciepłowniczych, z drugiej miało stanowić wstęp do debaty nad Programem „Czyste powietrze”. Dalsza część panelu poświęcona została m.in. inwestycjom w ciepłownictwie oraz miejscom samorządów w rozwoju polskiego ciepłownictwa. Ważnym tematem było także wykorzystanie OZE w ciepłownictwie systemowym oraz zmiany w otoczeniu regulacyjnym ciepłownictwa. Na koniec uczestnicy panelu odnieśli się do wpływu programu „Czyste powietrze” na działalność firm sektora ciepłowniczego oraz szans na rozwój ciepłownictwa w mniejszych ośrodkach miejskich i ciepłowniach lokalnych.

Ostatni panel tej sesji nosił tytuł „Nowe trendy rozwojowe na rynkach energii elektrycznej, paliw płynnych oraz gazu”. Moderatorem debaty był Marek Kulesa – Dyrektor Biura, Towarzystwo Obrotu Energią, zaś w roli panelistów wystąpili: Wioletta Czemiel-Grzybowska – Członek Zarządu, Polska Spółka Gazownictwa Sp. z o.o.; Piotr Kasprzak – Członek Zarządu ds. Operacyjnych, Hermes Energy Group S.A.; Jarosław Kawula – Wiceprezes Zarządu ds. Produkcji i Handlu, Grupa LOTOS S.A.; Andrzej Modzelewski – Członek Zarządu, innogy Polska S.A.; Andrzej Sikora – Prezes Zarządu Instytutu Studiów Energetycznych; Leszek Wieciech – Prezes, Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego; dr Przemysław Zaleski – Wiceprezes Zarządu ds. Rozwoju, ORLEN Centrum Serwisowe Sp. z o.o.; Robert Zasina – Prezes Zarządu, TAURON Dystrybucja S.A. Prelegenci na początku podzielili się swoimi  wrażeniami i doświadczeniami w związku z wdrożeniem rynku mocy. Podzielono się także opinią na temat przyszłości rynku energii elektrycznej po wprowadzeniu obliga giełdowego.  Goście debaty podjęli też temat wzmocnienia pozycji konsumentów energii elektrycznej oraz ochrony konkurencyjności przemysłu energochłonnego. Ponadto, dyskutowano nad taryfami antysmogowymi i taryfami dynamicznymi. W dalszej części dużo uwagi poświęcono nowym / nowatorskim produktom i usługom implementowanym przez poszczególne spółki w odpowiedzi na roznące zapotrzebowanie rynku, stopień liberalizacji polskiego rynku gazu oraz rozwój rynku giełdowego gazu ziemnego. Równie kluczową kwestią w dyskusji była dywersyfikacja źródeł i kierunków dostaw gazu, ropy naftowej oraz paliw płynnych. Koniec panelu zdominowany został przez zagadnienia rozwoju nowych segmentów rynku paliw płynnych (elektromobilność, paliwa alternatywne), a także zmian w zakresie utrzymania zapasów obowiązkowych.

W ramach Sesji II odbyły się panele: „Gospodarka 4.0 – przemysł i środowisko”, „Rozwój infrastruktury sieciowej – kluczowe projekty, nowe wyzwania”, „Rozbudowa, modernizacja i utrzymanie infrastruktury energetycznej i energii – zagrożenia i szanse”. Panel pt. „Gospodarka 4.0 – przemysł i środowisko”, moderowany był przez Marka Króla – Radcę Prawnego i Partnera w Kancelarii MAGNUSSON, zaś w dyskusji wzięli udział: dr Alicja Adamczak – Prezes Urzędu Patentowego RP; Krzysztof Figat – Prezes Zarządu, Polimex-Mostostal S.A.; Adam Gawęda – Senator RP, Zastępca Przewodniczącego Komisji Gospodarki Narodowej i Innowacyjności; Tomasz Kozar – Cloud Technology Strategist, Microsoft Polska; Maciej Martyniuk – Dyrektor Działu Rozwoju Innowacyjnych Metod Zarządzania Programami, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju; Roman Masek – Dyrektor Techniczny, BELSE Sp. z o.o.; Mateusz Wodejko – Wiceprezes Zarządu, PERN S.A.; Andrzej Ziółkowski – Prezes Zarządu, Urząd Dozoru Technicznego. Początek debaty otworzyło pytanie o skalę zaawansowania programu Gospodarka 4.0 po trzech latach jego trwania. Stanowiło to wstęp do nakreślenia pojęcia innowacyjności – jako rozwiązań o charakterze przełomowym, czy raczej jako rozwój przez optymalizację. Następnie zastanawiano się nad możliwościami budowania innowacyjności w Polsce: w kontekście dynamiki otoczenia regulacyjnego i bezpieczeństwa projektów inwestycyjnych oraz roli Państwa w kreowaniu, wspieraniu i regulowaniu nowych modeli biznesowych. Uczestnicy debaty odnieśli się także do problemu funkcjonowania gospodarek narodowych w czasach globalnej konkurencji oraz czynnika środowiskowego, jako istotnego elementu gospodarki przyszłości.

Kolejny panel, zatytułowany „Rozwój infrastruktury sieciowej – kluczowe projekty, nowe wyzwania” moderowany był przez dr hab. Jakuba Pokrzywniaka – Partnera w Kancelarii WKB Wierciński Kwieciński Baehr. Natomiast ekspertami  biorącymi udział w debacie byli: Daniel Betke – Wiceprezes Zarządu, BSiPE „ENERGOPROJEKT POZNAŃ” S.A.; Norbert Grudzień – Wiceprezes Zarządu ds. Inwestycji i Zarządzania Majątkiem, PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna S.A.; Andrzej Kojro – Prezes Zarządu, ENEA Operator Sp. z o.o.; Włodzimierz Mucha – Wiceprezes Zarządu, Polskie Sieci Elektroenergetyczne S.A.; Beata Wittmann – Członek Zarządu, Gas Storage Poland; Mateusz Wodejko – Wiceprezes Zarządu, PERN S.A.;  Marian Żołyniak – p.o. Prezes Zarządu, Polska Spółka Gazownictwa Sp. z o.o. Zaproszeni paneliści omówili na początku programy inwestycyjne Operatorów Systemu Przesyłowego gazowego i elektroenergetycznego z perspektywy kluczowych projektów i stanów ich zaawansowania. Jednocześnie odniesiono się do transgranicznych projektów sieciowych, kluczowych dla bezpieczeństwa energetycznego państwa. Kolejnym elementem dyskusji, był temat inwestycji sieciowych realizowanych przez OSD. Jednym z ciekawszych projektów, na jaki zwrócili uwagę prelegenci były te dotyczące magazynowania gazu ziemnego, infrastruktury magazynowej energii elektrycznej oraz inwestycji w zakresie rozbudowy infrastruktury przesyłowej ropy naftowej oraz paliw ciekłych (w tym zwiększenie zdolności magazynowych ropy i paliw ciekłych). Na koniec odniesiono się do zagadnienia finansowania inwestycji infrastrukturalnych i modeli prowadzenia procesu inwestycyjnego.

Ostatni panel drugiej Sesji był zatytułowany: „Rozbudowa, modernizacja i utrzymanie infrastruktury energetycznej i energii – zagrożenia i szanse”. Kazimierz Krupa – Niezależny publicysta był moderatorem debaty, zaś jako prelegenci wystąpili: Patryk Darowski – Dyrektor Departamentu Projektów Sektorowych, sektor Budowlany, Medyczny i PPP, Bank Gospodarstwa Krajowego; Przemysław Janiszewski – Wiceprezes Zarządu, Polimex-Mostostal S.A.; Rafał Kaszubowski – Prezes Zarządu, EIB; Andrzej Wach – Doradca Zarządu, PORR Polska S.A.; Grzegorz Mendelowski – Wiceprezes Zarządu, ELBUD Katowice; Jan Piotrowski – Prezes Zarządu, Eltel Networks Energetyka S.A. Prelegenci rozpoczęli dyskusję od omówienia stanu infrastruktury energetycznej z uwzględnieniem potrzeb, szans i zagrożeń. Ponadto odniesiono się do problemu zaburzenia płynności finansowej w trakcie realizacji kontraktów oraz nieprzewidywalnego wzrostu kosztów i waloryzacji wynagrodzeń. Następnie przeanalizowano nowe Prawo Zamówień Publicznych w odniesieniu do sektora energetycznego, przedyskutowano również temat Partnerstwa Publiczno-Prywatnego w obszarze energii. Na koniec prelegenci omówili szeroko rozumianą rolę banków i firm ubezpieczeniowych w procesie realizacji inwestycji energetycznych i środowiskowych.

Na zakończenie pierwszego dnia debat odbyła się uroczysta Gala Wręczenia statuetek „Bursztyn Polskiej Energetyki 2019”. Statuetka „Bursztyn Polskiej Energetyki” jest nagrodą przyznawaną osobom, instytucjom bądź firmom za szczególne działania w zakresie rozwoju i bezpieczeństwa polskiej gospodarki i energetyki w kraju i zagranicą. Laureaci w/w statuetki dzięki tej nagrodzie zostali uhonorowani za determinację oraz konsekwencję w realizacji podjętych zobowiązań lub wyzwań stawianych przed nimi z tytułu pełnionego stanowiska lub przyjętej strategii firmy. W tym roku statuetka została wręczona Michałowi Kurtyce, Sekretarzowi Stanu w Ministerstwie Środowiska za skuteczne przewodzenie polskiej prezydencji podczas COP24 oraz osobiste zaangażowanie w finalizację porozumień międzynarodowych zobowiązujących wszystkie państwa świata do działań na rzecz ochrony klimatu, Mieczysławowi Strukowi, Marszałkowi Województwa Pomorskiego za konsekwencję w działaniach w zakresie zrównoważonego rozwoju energetyki na terenie województwa pomorskiego, poprawy efektywności energetycznej oraz bezpieczeństwa ekologicznego regionu, także poprzez rozwój kolejowego transportu publicznego, Filipowi Grzegorczykowi, Prezesowi Zarządu TAURON Polska Energia S.A. Za konsekwentne i skuteczne reprezentowanie interesów branży energetycznej w zakresie polityki energetycznej i bezpieczeństwa energetycznego Polski na arenie międzynarodowej, Ministerstwu Energii, Użyteczności Publicznej i Klimatu Królestwa Danii za podpisanie umowy międzyrządowej w sprawie realizacji gazociągu Baltic Pipe, a także zacieśnienie współpracy w obszarze energii i transformacji energetycznej pomiędzy Rzeczpospolitą Polską a Królestwem Danii, GAZ-SYSTEM S.A. za konsekwentne i skuteczne działania zwiększające bezpieczeństwo i niezależność energetyczną Polski poprzez realizację projektu Baltic Pipe, PKN ORLEN S.A. za konsekwentne i skuteczne działania na rzecz bezpieczeństwa energetycznego Państwa poprzez dywersyfikację źródeł zakupu ropy naftowej oraz rozwój segmentu upstream.

W drugim dniu OSE GDAŃSK 2019 odbyły się trzy panele dyskusyjne: „Status inwestycji infrastrukturalnych, energetycznych i pochodnych (z)realizowanych przez samorządy do 2019 r.”, „Polska energetyka na drodze do energetyki niskoemisyjnej”, „Morska Energetyka Wiatrowa elementem strategii energetycznej i gospodarczej kraju”.  Debatę „Status inwestycji infrastrukturalnych, energetycznych i pochodnych (z)realizowanych przez samorządy do 2019 r.” poprowadził Zbigniew Canowiecki – Prezydent, Pracodawcy Pomorza, zaś do debaty zostali zaproszeni: Piotr Borawski – Zastępca Prezydenta ds. przedsiębiorczości i ochrony klimatu, Miasto Gdańsk; Ryszard Kuć – Wiceprezydent Olsztyna; Józef Neterowicz – Ekspert, Związek Powiatów Polskich; Jolanta Sobierańska-Grenda – Prezes Szpitali Pomorskich; Krzysztof Szymański – Dyrektor Biura Public Relations, Agencja Promocji Inwestycji Sp. z o.o.; Robert Wróbel – Starosta Powiatu Legionowskiego. Uczestnicy panelu rozpoczęli od omówienia tematu współpracy i wsparcia samorządów przy realizacji projektów infrastrukturalnych. Następnie odniesiono się do zagadnienia komunikacji w projektach infrastrukturalnych – syndrom NIMBY w polskich realiach społecznych i prawnych (mający wpływ na realizację projektów inwestycyjnych szczególnie w świetle współpracy z mieszkańcami i samorządowcami). Nie bez znaczenia był także temat energetyki rozproszonej i skutków nowej polityki energetycznej dla samorządów, w tym podłączenia OZE do sieci  w kontekście konkurencji i bezpieczeństwa systemu. W dalszej kolejności omówiono przyszłość projektów dotyczących spalarni odpadów oraz biogazowi, bazując na doświadczeniach Gdańska. Na koniec podjęto zagadnienie inwestycji w służbie zdrowia na przykładzie szpitali w trójmieście. W konkluzji uczestnicy podkreślali nie tylko konieczność bliskiej współpracy pomiędzy wykonawcami inwestycji i samorządami ale również pomiędzy władzami centralnymi a samorządami.

Kolejny panel, zatytułowany „Polska energetyka na drodze do energetyki niskoemisyjnej” poprowadzony został przez Macieja Stryjeckiego – Prezesa Zarządu Fundacji na Rzecz Energetyki Zrównoważonej, zaś w roli prelegentów wystąpili: Andrzej Czerwiński – Poseł na Sejm RP, Przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Energetycznego Pakietu Zimowego; Tomasz Dąbrowski – Podsekretarz Stanu, Ministerstwo Energii; Włodzimierz Ehrenhalt – Wiceprezes Zarządu, Stowarzyszenie Energii Odnawialnej; Krzysztof Kochanowski – Prezes Zarządu, PIME; Ewa Malicka – Prezes Zarządu, Towarzystwo Rozwoju Małych Elektrowni Wodnych; Adam Mikołajczyk – Dyrektor Departamentu Rozwoju Gospodarczego, Urząd Marszałkowski Województwa Pomorskiego; Arnold Rabiega – Prezes Zarządu, Krajowy Instytut Energetyki Rozproszonej; Mariusz Wójcik – Koordynator Projektu, Fundacja na Rzecz Energetyki Zrównoważonej. Uczestnicy dyskusji starali się w pierwszej kolejności nakreślić miejsce energetyki w zapewnieniu zrównoważonego rozwoju. Następnie odniesiono się do kwestii przyszłości sektora wydobywczego i jego aliansu z energetyką konwencjonalną. Prelegenci zwrócili także uwagę na elektromobilność, która staje się coraz ważniejszym elementem rozwoju rynku OZE. W drugiej części panelu starano się nakreślić potencjał rynkowy energetyki wiatrowej i fotowoltaiki, odniesiono się także do szans rozwoju morskiej energetyki wiatrowej. Uczestnicy podkreślali także konieczność wprowadzenie jednej spójnej i perspektywicznej polityki energetycznej Państwa, która nie zmieniała by się z każdym nowym rządem i stanowiła spójną, długoterminową i niezmienną bazę dla projektów inwestycyjnych.

Ostatni panel nosił tytuł „Morska Energetyka Wiatrowa elementem strategii energetycznej i gospodarczej kraju” i  moderowany był również przez Macieja Stryjeckiego, w roli prelegentów zaś wystąpili: Jarosław Dybowski – Dyrektor Wykonawczy ds. Energetyki, PKN ORLEN S.A.; Dominik Gajewski – Ekspert ds. Energii i Klimatu, Konfederacja Lewiatan; Maciej Grajewski – Dyrektor Komunikacji i PR , GSG Towers Sp. z o.o. & Stocznia Gdańsk S.A.; Zbigniew Gryglas – Poseł na Sejm RP, Przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Morskiej Energetyki Wiatrowej; Marcin Horała – Poseł na Sejm RP, Wiceprzewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Morskiej Energetyki Wiatrowej; Anna Wiosna – Dyrektor ds. Rozwoju Rynku i współpracy z Klientami Strategicznymi, Pion Bankowości Korporacyjnej i Inwestycyjnej, Bank Pekao S.A. Debata rozpoczęła się od omówienia miejsca MFW w planie zagospodarowania obszarów morskich. Rozpatrywano także kluczowe bariery w rozwoju projektów morskich farm wiatrowych oraz możliwości przyłączeniowych, jeżeli chodzi o sieci morskie. Na koniec dyskutowano na temat łańcucha dostaw i local content oraz systemów wsparcia dla morskich farm wiatrowych. Uczestnicy zgodnie doszli do konkluzji że off-shore stanowi wielką szansę zarówno dla polskiej energetyki i polskich producentów poszczególnych komponentów turbin lecz również dla całej polskiej gospodarki (w kontekście rozwoju  know-how, zatrudnienia oraz wpływów do budżetu Państwa).

Interesująca dyskusja, zarówno pomiędzy uczestnikami paneli, jak i dzięki licznym pytaniom z sali świadczy o dużym zainteresowaniu poruszonymi tematami i stanowi punkt wyjścia do debaty w kolejnej edycji Ogólnopolskiego Szczytu Energetycznego, który odbędzie się już na wiosnę przyszłego roku. Więcej szczegółów można znaleźć na stronie internetowej www.osegdansk.pl.

Ogólnopolski Szczyt Energetyczny był wspierany przez liczne grono firm partnerskich oraz partnerów medialnych, które angażowały się w przygotowania wspomnianego przedsięwzięcia.

Europejskie Centrum Biznesu główny organizator OSE GDAŃSK 2019 pragnie szczególnie podziękować Partnerom Głównym: TAURON Polska Energia S.A. oraz Polskiemu Koncernowi Naftowemu ORLEN S.A., Partnerom: Agencji Promocji Inwestycji Sp z o.o., Bankowi Gospodarstwa Krajowego, BELSE Sp. z o.o., ENEA S.A., Fortum Power and Heat Polska Sp. z o.o., Gaz-System S.A., Grupie GPEC, KGHM Polska Miedź S.A., Grupie LOTOS S.A., Microsoft Polska, PERN S.A., Polskiemu Górnictwu Naftowemu i Gazownictwu S.A., Polskim Sieciom Elektroenergetycznym S.A., Urzędowi Dozoru Technicznego, Kancelarii WKB Wierciński, Kwieciński, Baehr Spółka komandytowa, Gospodarzowi Gali Bursztyn Polskiej Energetyki Miastu Gdańsk, Sponsorom: Bankowi Ochrony Środowiska S.A., Grupie ENERGA, Energoprojekt Poznań S.A., innogy Polska S.A. Pragniemy także podziękować za współpracę Samorządowi Województwa Pomorskiego, Kancelarii CMS, Fundacji na Rzecz Energetyki Zrównoważonej, Pracodawcom Pomorza, Związkowi Miast Bałtyckich, Związkowi Miast i Gmin Morskich oraz firmie UpLive.

Podziękowania należą się także Patronom Medialnym: TVP 3 Gdańsk, Portalowi BiznesAlert, Magazynowi Biomasa, Centrum Informacji o Rynku Energii CIRE.PL, Portalowi CEO.com.pl, Portalom z Grupy Xtech: energetykacieplna.pl. elektroinzynieria.pl, srodowisko.pl, Czasopismu Energetyka Wodna, Portalowi Energetykon.pl, Portalowi ESCO w Polsce, Portalowi Investing.com, Portalowi Inzynieria.com, Magazynowi Law Business Quality, Czasopismu Nowa Energia, Magazynowi Nowoczesne Technologie w Przemyśle, Portalowi Nuclear.pl, Magazynowi OZEON, Portalowi Polish Market Online, Polskiemu Radiu 24, Radiu Gdańsk, Magazynowi Smart Grids Polska, Portalowi Teraz Środowisko, Portalowi Trendy w Energetyce, Warsaw Business Journal, Wiadomościom Naftowym i Gazowniczym, Portalowi WysokieNapiecie.pl.

Rynek przygotowuje się do istotnych wydarzeń

Środa jest ważna zarówno dla funta brytyjskiego, jak i głównej pary walutowej. Informacje z zakresu polityki, polityki monetarnej oraz odczyty makro nie pozostaną bez wpływu również na wycenę polskiego złotego, który w ostatnim czasie radzi sobie dość dobrze.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN we wtorek spadł o 0,1%, wahając się w widełkach 4,28-4,29. Dziś uwaga rynku skupi się na spotkaniu Europejskiego Banku Centralnego. O ile inwestorzy nie oczekują żadnych przełomowych decyzji – ani w kwestii stóp procentowych, ani innych parametrów polityki monetarnej – spotkanie będzie istotne. Warto obserwować, w jaki sposób ostatnie, bardzo nierówne, dane makroekonomiczne wpłyną na ton komunikacji Banku. Istotne będą również informacje ws. kolejnej rundy TLTRO, ogłoszonej ostatnio. A także to, w jaki sposób Draghi zareaguje na spekulacje dotyczące potencjalnego wprowadzenia tzw. systemu poziomowania stóp, które poprzez wyłączenie części depozytów bankowych spod ujemnych stóp procentowych mogłyby ograniczyć niektóre negatywne efekty stosowania ujemnych stóp procentowych.

GBP

Kurs GBP/PLN we wtorek spadł o 0,2%, wahając się w widełkach 4,95-4,99. Kluczowym wydarzeniem środy będzie spotkanie Rady Europejskiej, podczas którego kraje UE27 będą decydować w kwestii wydłużenia artykułu 50. Relatywnie wysoki kurs GBP/PLN sugeruje, że rynek spodziewa się wydłużenia. Istotne jednak, jaki będzie jego horyzont. Premier May wnosi o przedłużenie procesu do końca czerwca, z kolei przewodniczący Rady Europejskiej, Donald Tusk, ma sugerować roczne „elastyczne” wydłużenie. Roczne wydłużenie jawi się jako bardziej prawdopodobne. W przypadku realizacji tego scenariusza, Wielka Brytania mogłaby wyjść z UE po akceptacji przez brytyjski parlament porozumienia ws. Brexitu w którymkolwiek momencie przed końcem rocznego okresu.

Oprócz Brexitu, dziś warto spojrzeć również na dane makroekonomiczne, które nastrajają dość optymistycznie. W lutym wyraźnie wyższa od oczekiwań była dynamika produkcji przemysłowej w Wielkiej Brytanii, pozytywnie zaskoczyła również dynamika PKB w lutym, która wyniosła 0,2% w ujęciu miesięcznym wobec oczekiwanego zerowego wzrostu. W przypadku wspomnianych danych o PKB sytuacja nie jest jednak aż tak dobra, jak sugerowałyby dane – za wzrost w istotnym stopniu odpowiadało gromadzenie zapasów przed Brexitem.

USD

Kurs USD/PLN we wtorek spadł o 0,1%, wahając się w widełkach 3,80-3,81. Dolar amerykański wczoraj nie umocnił się również w relacji do głównych walut. Walucie nie sprzyja wyhamowanie spadków na euro. Wczorajsze dane makroekonomiczne ze Stanów Zjednoczonych również nie były zbyt dobre.

Raport JOLTS z amerykańskiego rynku pracy rozczarował. Kluczowa liczba dostępnych ofert pracy spadła do najniższego poziomu od 11 miesięcy, sugerując, że potencjał do dalszej poprawy sytuacji na rynku pracy jest ograniczony.

Dziś poznamy odczyty inflacji w USA w marcu. Zgodnie z oczekiwaniami wskaźnik CPI ma wzrosnąć z poziomu 1,5% w lutym do 1,8% w marcu, bazowy indeks ma z kolei pozostać w okolicy poziomu 2,1% w ujęciu rocznym. O ile wyniki nie będą się istotnie różnić od oczekiwań, prawdopodobnie nie wpłyną one istotnie na zachowanie rynku, ewentualne rozczarowanie mogłoby jednak niekorzystnie przełożyć się na wycenę dolara amerykańskiego, gdyż sugerowałoby, iż obawy rynku materializują się.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 13:45 – spotkanie decyzyjne Europejskiego Banku Centralnego
  • 14:30 – konferencja prasowa Europejskiego Banku Centralnego
  • 14:30 – dane o dynamice cen w USA w marcu
  • 17:50 – przemawia Randal Quarles z FOMC
  • 20:00 – przemawia Benoit Coeure z EBC
  • 20:00 – “minutki” z ostatniego spotkania FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Konsumenci nie chcą monopolu taksówek

Warszawa, 10 kwietnia 2019 r. – W dyskusji o regulacji przewozów osobowych najwyższy czas dopuścić do głosu najbardziej zainteresowanych – pasażerów. To według źródeł ponad kilka milionów Polaków. Ich stanowisko i opinie poznajemy w najnowszym badaniu przeprowadzonym przez Forum Konsumentów. Pasażerowie chcą wolności wyboru usługi. Przewozy zamawiane przez aplikację są tańsze i szybsze, a zdaniem klientów bardziej przewidywalne jeśli chodzi o ceną i komfortowe niż te konwencjonalnymi taksówkami.

Dyskusję na temat regulacji przewozów osobowych zdominowało stanowisko tradycyjnych taksówkarzy, najgłośniej artykułujących swoje interesy. Bardzo słabo słyszalny jest natomiast głos grupy znacznie liczniejszej: klientów. Choć z usług przewozowych korzysta codziennie kilka milionów Polaków, to w debacie, dotyczącej tak istotnego aspektu ich codziennego życia, nie mają oni swojej zorganizowanej reprezentacji. Teraz ich głos można jednak usłyszeć. Pozwala na to opublikowane dziś badanie przewozów osobowych, przeprowadzone pod koniec marca przez firmę Quality Watch na zlecenie fundacji Forum Konsumentów.

– Z badania wynika, że konsumenci chcą wygody, użyteczności i prostoty korzystania z usług i produktów. Stawiają na jakość i dostępność „tu i teraz”. A nowoczesne rozwiązania to dla nich w tym przypadku przejazdy zamawiane przez aplikację. – mówi Agnieszka Plencler, prezes Forum Konsumentów.

Klienci chcą wolności wyboru

Pierwszą częścią badania był sondaż pasażerów korzystających z przewozów w największych miastach w Polsce. Drugą – audyt przejazdów. Audytorzy przejechali ponad 800 km pojazdami korporacji taksówkowych oraz autami nowoczesnych przewozów osobowych dostępnych poprzez aplikacje (w sumie 72 kursy w Warszawie, Wrocławiu i Krakowie). Sprawdzano m.in. czas zamówienia i dotarcia samochodu, łatwość zamówienia, zachowanie kierowcy, ceny czy sposoby płatności.

Wyniki? Usługi oparte na aplikacji działają lepiej i są wyżej oceniane przez klientów. Dzieje się tak, ponieważ:

● Aplikacje okazują się najszybszym sposobem wezwania przejazdu (Taxi telefoniczne: 1:51 min, Taxi aplikacja 1:32 min, Przewozy z aplikacji 1:12 min.
● Na pojazd zamawiany w ten sposób krócej się czeka (taksówka zamawiana przez telefon dojeżdża średnio 9 min, a auto z aplikacji 6 min)
● Klienci z góry znają cenę i nie obawiają się nieprzyjemnych niespodzianek (W przypadku taxi telefonicznego w 18% przypadku znana była oszacowana cena, w przypadku taxi z aplikacji w 83%, natomiast w przewozie z aplikacji w 100%. Szacunek ceny był prawidłowy w 100% w przypadku taxi telefonicznego oraz przewozu z aplikacji, natomiast w przypadku taxi z aplikacji w 90%).
● Kurs jest tańszy niż w taksówką na telefon. Ta ostatnia kosztuje średnio 3,91 zł/km, podczas gdy taxi z aplikacji, Uber czy Bolti: 3,23 zł/km. To ok. 20 proc. różnicy
● W przejazdach „aplikacyjnych” rozliczenie jest automatyczne i nie zabiera czasu po dojechaniu na miejsce. Czas potrzebny na rozliczenie to 0:27 min w przypadku aplikacji, 1:04 min jeśli chodzi o gotówkę, natomiast 1:36 min karta płatniczą.

Mitem jest rzekomo wyższy poziom usług w taksówkach na telefon. Przeciwnie, to przejazdy z aplikacją oceniano lepiej: średnia ocena zadowolenia z przejazdu to 4,45 dla taksówek na telefon vs 4,71 dla tych z aplikacji. Kierowcę motywuje bowiem opcja recenzji w aplikacji, którą może mu wystawić pasażer. W taksówce zamawianej telefonicznie klient jest na podrzędnej pozycji – w razie problemów pozostaje mu kłopotliwe składanie reklamacji.

Audyt potwierdził, że przy przejazdach Uberem lub Boltem występuje niekiedy bariera językowa między klientem a obcojęzycznym kierowcą. Ale, jak wskazuje prezes Forum Konsumentów, dla niektórych pasażerów brak presji na prowadzenie rozmowy okazuje się zaletą, bo w tym czasie wolą spokojnie odpocząć lub wykorzystać go na pracę.

Starsi wolą zwykłe taxi

Są osoby, którzy preferują tradycyjne taksówki na telefon. To ludzie starsi, w wieku powyżej 50 lat. 75% respondentów z grupy wiekowej 51-64 lata korzysta z częściej z taksówek. W przypadku grupy wiekowej 65+ ten odsetek wynosi 94%. Nie mają zaufania do aplikacji w smartfonach, nie podoba im się konieczność podawania danych osobowych i numerów kart w aplikacji.

– Niech pasażerowie sami zdecydują, jakie usługi będą przodowały na tle innych. Dostęp do szerokiej oferty usług przejazdu taksówkami i przewozami osobowymi to respektowanie jednego z podstawowych praw konsumenta, czyli do wolności wyboru. Ważne, aby im nie ograniczać dostępu do różnych opcji. – apeluje Agnieszka Plencler.

Konsumenci nie chcą monopolu taksówek

Adrian Furgalski, wiceprezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR, zwraca uwagę na to, że aplikacje taksówkowe oraz przewozy autami prywatnymi ułatwiają przemieszczanie się osobom, dla których zwykłe taksówki są za drogie. Ale to bynajmniej nie eliminuje z rynku taksówkarzy. TOR badał to zjawisko w latach 2013 – 2016. Z wydanego w 2017 r. raportu wynika, że miastach, w których pojawił się Uber, nie spadła liczba taksówek. Przeciwnie, liczba wydawanych licencji wzrastała: w Krakowie o ponad 8 proc, a we Wrocławiu i Warszawie o ok. 15 proc. Nie zanotowano pogorszenia sytuacji kredytowej kierowców ani zachwiania w regulowaniu rat leasingowych.

Mimo to taksówkarze walczą z poszerzaniem dostępu do rynku. W 2013 r. protestowali przeciwko temu, by w gminach powyżej 100 tys. mieszkańców kierowcy nie musieli zdawać egzaminów z topografii i prawa miejscowego (Trójmiasto zliberalizowało ten przepis, nic złego się nie stało). Protestowali też gdy pojawił się w Polsce Uber – oficjalnie w trosce o bezpieczeństwo klientów.

Adrian Furgalski, wiceprezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR
Adrian Furgalski, wiceprezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR

– Taksówkarze, a przynajmniej spora ich część, nigdy nie będą zadowoleni. Teraz protestują nadal, mimo że przyjęty przez Rząd projekt ustawy, nakazuje kierowcom Ubera licencje taksówkarza uzyskać, przy czym warunki jej zdobycia będą znacznie łatwiejsze dla wszystkich. – wskazuje Adrian Furgalski.

Badania opublikowane przez Forum Konsumentów pokazują, że planowana nowelizacja przepisów transportowych idzie w parze z naturalnymi oczekiwaniami milinów Polaków. Pasażerowie chcą od tych usług przewidywalności, pewności trasy, znajomości opłaty z góry i szerokiego wyboru opcji. Chcą mieć możliwość korzystania także z przewozów z aplikacji.

– Klient ma większe zaufanie do takiej formy przejazdu, bo ma po prostu większe panowanie nad zamówioną usługą. – podsumowuje wiceprezes TOR.

****
O badaniu:

W dniach 27-29 marca 2019 r. firma Quality Watch na zlecenie Fundacji Forum Konsumentów wykonała badanie dotyczące przewozów osobowych w największych miastach w Polsce. Badanie składało się z dwóch części. Badanie internetowe CAWI na próbie 500 dorosłych osób, uczestników panelu Ariadna, mieszkańców największych polskich miast (Warszawa, Kraków, Łódź, Wrocław, Poznań, Gdańsk, Szczecin, Bydgoszcz, Lublin), aktywnie korzystających z przejazdów osobowych i taksówek. Badania opinii klientów po odbyciu przejazdów taksówkami i pojazdami przewozów osobowych dostępnych poprzez aplikacje w: Warszawie, Krakowie i Wrocławiu – próba 72 przejazdy

Prognozy wzrostu PKB dla Polski

Większość obserwatorów jest zgodna, że 12 kwietnia Brexitu nie będzie. Nadal nie wiadomo jednak kiedy zostanie wyznaczony kolejny termin. Znaczące różnice pomiędzy prognozami NBP a MFW dla wzrostu PKB w Polsce.

Czy UE zaproponuje grudniowy termin Brexitu?

Media donoszą, że w Brukseli proponowany przez premier Theresę May termin 30 czerwca nie cieszy się popularnością. Nikt nie chce kolejnych krótkich skoków, gdzie od razu wszyscy są pod ścianą i nie ma czasu na negocjacje. W grze zdaniem informatorów jest jeszcze termin marcowy, ale ten ma swoich przeciwników. Nawet gdyby ustalono wersję grudniową, ma ona zawierać klauzulę pozwalającą na wcześniejsze opuszczenie struktur unijnych.

Jeżeli Wielka Brytania nie porozumie się z UE w sprawie terminu, już w piątek opuści struktury unijne. Scenariuszem tym jest zainteresowane właściwie tylko skrajne skrzydło Partii Konserwatywnej, więc jest on raczej mało prawdopodobny. Patrząc na brak sukcesów premier Theresy May w Izbie Gmin musi ona ponownie usiąść do negocjacji. Bez zmiany istotnych elementów nie uda się jej przeprowadzić przez izbę wersji, która mogłaby uzyskać większość. Doskonałym komentarzem do całej sytuacji są notowania funta, który powoli oddaje ostatnie umocnienia. Optymizm inwestorów względem wysp wyraźnie spada.

Prognozy PKB dla Polski

Polska ostatnimi laty regularnie przekracza prognozy instytucji międzynarodowych jeżeli chodzi o tempo wzrostu PKB. Powodem jest między innymi niedoszacowanie pozytywnego krótkookresowego wpływu na gospodarkę znacznych transferów socjalnych. Dobrym przykładem rozbieżności są różnice w prognozach pomiędzy Narodowym Bankiem Polskim a Międzynarodowym Funduszem Walutowym. Obie instytucje są zgodne, że w kolejnych latach nie uda się w Polsce utrzymać 5% tempa wzrostu PKB.

Fundusz prognozuje, że do 2021 roku tempo spowolni do 2,8%. Prognozy NBP dają nam z kolei nadzieję na 3,6%. Do tego czasu będzie miało miejsce co prawda jeszcze kilka ważnych wydarzeń jak wybory w Polsce i być może Brexit. Gdyby prognozy NBP się sprawdzały byłby to dobry sygnał dla złotego. Szybciej rosnąca gospodarka jest atrakcyjniejsza dla inwestorów. Kupując naszą walutę będą oni zwiększać jej cenę, a tym samym mniej będziemy płacić za inne waluty.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – Strefa Euro – konferencja prasowa po decyzji EBC w sprawie stóp procentowych,
  • 14:30 – USA – inflacja konsumencka,
  • 20:00 – USA – protokół z posiedzenia FOMC.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Moonlit S.A. gamingowy software house z Krakowa zadebiutuje na NewConnect

Gaming jest dziś najszybciej rozwijającym się sektorem branży rozrywkowej. Polskie firmy nie tylko produkują gry, ale też coraz częściej tworzą innowacyjne technologie, sprzedawane w Polsce i za granicą. Przykładem może być Angular Light, rewolucyjna technologia oświetlenia czy mechanizm zachowania wody – Ultimate Water System autorstwa firmy Moonlit S.A.

Światło, jakiego jeszcze nie było

Angular Light to technologia oświetlenia, dedykowana w całości do gier 2D, stworzona w pełni przez Moonlit S.A. – polski gamingowy software house z Krakowa. Na rynku obecne są jeszcze dwie inne technologie (forward rendering i deferred rendering), które są domyślnie zintegrowane z większością silników gier i są uniwersalne, czyli nadają się do gier 2D i 3D.

Rozwiązanie krakowskiej spółki gwarantuje emisję światła z obiektów o różnym kształcie (zamiast jak w innych dynamicznych technologiach – z konkretnego punktu). Rozwiązanie charakteryzuje się też znacznie wyższą wydajnością na wszystkich platformach. To cecha szczególnie pożądana na urządzeniach mobilnych.

Angular Light kierowane jest głównie do twórców zaawansowanych graficznie gier 2D, którzy szukają nowych rozwiązań w zakresie symulacji oświetlenia. W pierwszej kolejności będzie   to rozwiązanie dla firm, które chcą wyprzedzić konkurencję. W kolejnym kroku planujemy wydanie technologii jako plug-inu – dodatku i rozszerzenia do silnika gier Unity. Plug-in będzie dostępny do kupienia za pośrednictwem platformy Asset Store. Nie wykluczamy też sprzedania całej technologii na wyłączność. Postrzegamy to jako ważne ogniwo w strategii finansowania i rozwoju spółki – przyznaje Michał Gardeła, CEO Moonlit S.A.

Moonlit, w ramach grantu udzielonego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, planuje przygotowanie platformy testowej, którą będzie gra komputerowa na platformę PC (Steam). W tej chwili trwają prace nad projektem gry. Dostarczenie Angular Light na rynek planowane jest na koniec 2019 roku.

Woda z czwartego wymiaru

Moonlit stworzył też Ultimate Water System – mechanizm zachowania wody, który wykorzystuje możliwości fotorealistycznej grafiki, czy zaimplementowanego cyklu dnia i nocy.

Ultimate Water System umożliwia graczom rzut oka pod powierzchnię wody, by przyjrzeli się mieszkającym tam rybom i morskiej florze. Mechanizm pierwotnie stworzony został z myślą  o symulatorze wędkarstwa Ultimate Fishing Simulator spółki Ultimate Games.

Możliwości Ultimate Water System wykorzystane zostały też w grze Deadliest Catch: The Game, przygotowanej na licencji Discovery Channel. To symulator poławiania krabów, w którym gracze – jako kapitanowie statku – wyruszają na Morze Beringa. Doświadczenie trudnej profesji oparte jest na kanwie programu „Najniebezpieczniejszy zawód świata”. Premiera tytułu na PC planowana jest na 2019 rok.

Cyberprzestępcy polują na małe i średnie firmy

Według danych należącego do firmy Fortinet laboratorium FortiGuard, tylko w trzecim kwartale 2018 r. liczba unikalnych wariantów złośliwego oprogramowania wzrosła aż o 43 proc. Odnotowano także zwiększenie o 32 proc. liczby rodzin tych szkodliwych narzędzi[1]. Wzrost zagrożenia dla firm z sektora MŚP wynika z faktu, że cyberprzestępcy koncentrują się na skutecznych, przystępnych cenowo i gwarantujących wysoką „stopę zwrotu” atakach.

Zarządy w małych i średnich przedsiębiorstwach przywykły myśleć, że ze względu na swoją wielkość nie są atrakcyjnym celem dla cyberprzestępców. Niestety dzieje się inaczej. Przechowują bowiem takie same dane osobowe i finansowe jak wielkie firmy, a zazwyczaj mają słabsze zabezpieczenia.

Jednym z głównych źródeł zagrożeń dla bezpieczeństwa danych w małych i średnich firmach są niewystarczająco zabezpieczone telefony komórkowe oraz urządzenia z kategorii IoT (internetu rzeczy, ang. Internet of Things). W miarę jak przedsiębiorstwa przechodzą cyfrową transformację, niezliczone urządzenia są podłączane do firmowej sieci. Jeśli nie zostaną objęte odpowiednimi procedurami ochronnymi, będą stwarzały możliwości, które cyberprzestępcy chętnie wykorzystają.

Mając to na uwadze, eksperci Fortinet wskazują następujące kluczowe problemy związane z bezpieczeństwem danych w małych i średnich firmach:

  • Niedobór umiejętności w zakresie cyberbezpieczeństwa. Małe i średnie przedsiębiorstwa są szczególnie dotknięte problemem luki kompetencyjnej w obszarze cyberbezpieczeństwa. W przeciwieństwie do największych firm, często brakuje im zasobów (głównie finansowych) niezbędnych do zatrudnienia zespołu ds. bezpieczeństwa sieci. W rezultacie specjaliści IT często zwracają uwagę na oferty pracy w większych organizacjach, które mogą zapewnić im znacznie lepsze warunki.
  • Niewystarczające rozwiązania ochronne. Przy ograniczonych możliwościach finansowych i personalnych, wiele małych i średnich firm jest zmuszonych do korzystania z niedostatecznych zabezpieczeń. Ułatwia to cyberprzestępcom ominięcie kontroli i uzyskanie dostępu do sieci.
  • Brak szkoleń i polityki bezpieczeństwa. Osoby decyzyjne w małych i średnich przedsiębiorstwach często zakładają, że ich firmy są mniej narażone na cyberatak. W rezultacie niewiele z nich inwestuje w odpowiednie szkolenia. Jednak, według raportu firmy Verizon z 2018 r. (Data Breach Investigation Report), 58 proc. ofiar złośliwego oprogramowania zaliczanych jest do kategorii małych firm. Podczas gdy większe organizacje posiadają odpowiednie zasoby do szkolenia specjalistów IT, wiele mniejszych nie może sobie na to pozwolić. Sprawia to, że są bardziej narażone na ataki z wykorzystaniem socjotechnik, takich jak np. phishing.

Jolanta Malak, regionalna dyrektor Fortinet w PolsceBiorąc pod uwagę obecny krajobraz zagrożeń, udane naruszenie bezpieczeństwa sieci może być dla małego i średniego biznesu szczególnie trudne i doprowadzić do zatrzymania działania firmy nawet na kilka tygodni – mówi Jolanta Malak, dyrektor polskiego oddziału Fortinet.

Firmy z tego sektora powinny inwestować przede wszystkim w rozwiązania umożliwiające rozpoznawanie cyberprzestępczej aktywności. Najskuteczniejsza będzie analiza na bazie informacji gromadzonych lokalnie, uwzględniająca następnie globalne źródła danych o zagrożeniach. Pozwoli to zidentyfikować słabe punkty we własnych sieciach przedsiębiorstw i uniknąć katastrofalnych w skutkach naruszeń bezpieczeństwa.

[1] https://www.fortinet.com/content/dam/fortinet/assets/threat-reports/threat-report-q3-2018.pdf

Czym jest reworking?

Mariusz Hoszowski -  Prezes firmy Smart Work
Mariusz Hoszowski –  Prezes firmy Smart Work

Popularny outsourcing, który polega na oddaniu zewnętrznemu przedsiębiorstwu zadań niezwiązanych bezpośrednio z podstawową działalnością, pozwala firmom na skupienie się na biznesie, a także optymalizuje liczbę zatrudnionych osób. Do podobnych systemów współpracy należy reworking, o którym opowiada Mariusz Hoszowski, prezes firmy Smart Work.

Powierzenie kompleksowej obsługi zewnętrznym podmiotom pozwala na redukcję kosztów utrzymania kadry, która wykonuje pewne czynności tylko w określonych okolicznościach. W ten sposób działa coraz popularniejszy w Polce reworking, czyli zlecanie wykonania szeregu czynności – najczęściej na wyrobach niezgodnych – w celu przywrócenia ich do pierwotnej, odpowiedniej specyfikacji.

Poprawić, przerobić lub stworzyć

Reworking zapewnia kompleksową obsługę w obszarze kontroli jakości, segregacji, modyfikacji lub naprawy produktów dostarczanych przez klientów-dostawców. Jak mówi Mariusz Hoszowski, prezes Grupy Smart Work: „Współpraca na tym polu gwarantuje odpowiednią selekcję, sortowanie i montaż wyrobów, modyfikację lub naprawę produktów nie spełniających wymagań jakościowych oraz późniejsze pakowanie i transport pełnowartościowych towarów. Dzięki reworkingowi producenci nie muszą zatrudniać stałych i dodatkowych zasobów ludzkich na terenie swojego przedsiębiorstwa. W przypadku reworkingu nie ma również konieczności dysponowania nieruchomością i infrastrukturą techniczną do realizacji danego zlecenia.”.

Usługa reworkingu wpływa na poprawę jakości produktu, który cechuje konkretna wada wymagająca korekty. Korekta ta przeprowadzana jest przez przeszkolonych do tego pracowników przy użyciu specjalnych narzędzi. Wszystkie części lub produkty dostarczone klientowi po przeprowadzeniu reworkingu są zgodne ze specyfikacją jakościową oraz odpowiadają wymaganiom użytkowania końcowego. Należy jednak wiedzieć, że reworkingowi może być poddana każda usługa, produkt czy operacja – nie musi być to wyłącznie kontrola jakości.

Reworking – gdzie go szukać?

Reworking redukuje koszty związane z zatrudnieniem i utrzymaniem stałej kadry specjalistów. Zlecenie grupy zadań podwykonawcom umożliwia modyfikację niepełnowartościowych partii wyrobów, przy jednoczesnym zachowaniu najwyższych standardów procesu oraz jakości ostatecznego produktu. W przypadku samodzielnego pozyskiwania pracowników wyszkolonych w tym zakresie, proces ten może okazać się dla wielu przedsiębiorców problematyczny. Jak się okazuje, rosnący problem z zapełnianiem braków kadrowych doprowadza do sytuacji, w której przedsiębiorca narażony jest na wydłużenie czasu poszukiwania, pozyskanie gorszej jakości pracownika oraz brak opłacalności samego przedsięwzięcia.

Wielu producentów nie posiada wystarczającej ilości wyspecjalizowanych pracowników, którzy mogliby przeprowadzić diagnostykę oraz naprawę. Dlatego w tym wypadku ratunkiem są wyspecjalizowane firmy, które na życzenie klientów sprawdzają, modyfikują lub naprawiają wyroby, a następnie zwracają gotowy towar lub półprodukt. Dzięki temu w sytuacjach awaryjnych przedsiębiorcy nie muszą zatrudniać dodatkowych osób, ponieważ przypadki, w których produkty są niezgodne z przyjętymi normami są często jednorazowe.” – mówi prezes Smart Work.

Pracodawca decydujący się więc na usługi reworkingu świadczone przez firmy takie jak Smart Work, może skorzystać z wyspecjalizowanych centrów serwisowych, gdzie na zlecenie wykonywane są zadania z zakresu przebudowy, pakowania, sortowania, kontroli jakości, modyfikacji, korekty, montażu oraz naprawy. W ramach współpracy oferowany jest również własny transport produktów objętych umową oraz badania jakościowe. „Dzięki wykonywaniu określonych zadań przez naszych wyspecjalizowanych pracowników, przedsiębiorcy decydujący się na reworking zyskują możliwość realizacji każdego projektu, nawet tego najbardziej wymagającego. W tym czasie klient może skupić się na głównych obszarach działania firmy, bez przymusu organizacji nowych stanowisk pracy.” – podsumowuje Mariusz Hoszowski.

Mikołaj Pertek objął stanowisko dyrektora FIBARO na Europę Centralną

Mikołaj Pertek, zarządzający od ponad dwóch lat polskim oddziałem FIBARO, awansował na stanowisko dyrektora na Europę Centralną. Poza Polską odpowiadać będzie za rozwój FIBARO w Niemczech, Czechach, Słowacji, Austrii
i Szwajcarii.

Mikołaj Pertek - dyrektor FIBARO na Europę Centralną
Mikołaj Pertek – dyrektor FIBARO na Europę Centralną

Z firmą FIBARO, jedną z wiodących światowych marek systemów smart home z siedzibą w Poznaniu, Mikołaj Pertek jest związany od 2015 roku. Karierę rozpoczął jako manager ds. rozwoju sprzedaży. Pod koniec 2016 roku awansował na stanowisko country managera. Przez cały ten czas zajmował się w firmie rozwojem i intensywną popularyzacją rozwiązań z dziedziny smart home na terenie całej Polski. Swoje zdolności managerskie Mikołaj Pertek rozwija od 2009 roku. Jest absolwentem Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu i MBA w ramach programu Franklin University.

Zadaniem nowego dyrektora FIBARO na Europę Centralną będzie powtórzenie w większej skali świetnych wyników, które jako country manager wspólnie z zespołem osiągnął na terenie Polski. Pod jego kierownictwem w 2018 roku wartość sprzedaży systemów smart home FIBARO wzrosła o 47% w stosunku do roku poprzedniego. Tym samym liczba sprzedanych produktów zwiększyła się o 28% w porównaniu z 2017 rokiem.

Osiągnięcie tak dobrych efektów było rezultatem odpowiedniego zdiagnozowania potrzeb klientów i ich rosnącej świadomości. Trendy wzrostowe widać zresztą nie tylko na rynku krajowym, ale też w całym obszarze Środkowej i Wschodniej Europy. Przykładowo w Serbii było to 162%, na Węgrzech 231%, na Słowacji 830%, a w Rosji aż 976%.

Zwiększanie popytu i sprzedaży systemów smart home nie byłoby możliwe bez systematycznej dywersyfikacji kanałów, którymi FIBARO dociera do klientów detalicznych. Chociaż kluczowym kanałem dotarcia jest rozwinięta sieć instalatorska i współpraca
z deweloperami, to mocny nacisk kładzie się na jak największe zwiększanie dostępności – dlatego poznański system smart home można nabyć także u dostawców energii, firm telekomunikacyjnych, a także w wiodących sklepach technologicznych i sieciach DIY.

Przychody branży fitness w Polsce w 2018 roku wyniosły ponad 4 mld zł

W Europie wciąż trwa moda na bycie fit. Beneficjentami tego trendu są nie tylko osoby prowadzące zdrowy tryb życia, ale także przedsiębiorstwa działające
w sektorze. Obecnie do europejskich klubów fitness uczęszcza już 62,2 mln osób, czyli o 3,5 proc. więcej niż rok temu. Przychody klubów wyniosły w 2018 roku 27,2 mld euro. Jak wynika z szóstej edycji raportu „The European Health & Fitness Market 2019”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte we współpracy z organizacją EuropeActive polski rynek usług fitness
w kolejnych latach nadal będzie się rozwijał. Do klubów, których liczba na koniec ub. roku wyniosła ponad 2,5 tys., uczęszcza blisko 3 mln Polaków. Z usług klubów fitness korzysta jednak zaledwie 8 proc. mieszkańców Polski, co pokazuje jak duże perspektywy rozwoju ma przed sobą ta branża.  
 

Wartość europejskiego rynku fitness w 2018 roku wyniosła 27,2 mld euro, czyli o 3,5 proc. więcej niż rok wcześniej. Niemal dwie trzecie tej liczby stanowią przychody wygenerowane w pięciu krajach: Niemczech, Wielkiej Brytanii, Francji, Włoszech oraz Hiszpanii. – Niemcy umocniły swoją pozycję jako kraj z największymi przychodami w sektorze, a na drugim miejscu utrzymała się Wielka Brytania. Oba kraje łącznie odpowiadają za wygenerowanie prawie 40 proc. przychodów w Europie – mówi Przemysław Zawadzki, Partner, Lider Grupy Sportowej w Deloitte. Pierwsza dziesiątka największych rynków fitness w rankingu, z Polską na siódmym miejscu, ma ponad 80 proc. udział w całości ubiegłorocznych przychodów. Łącznie w 2018 roku z ofert klubów fitness korzystało 62,2 mln Europejczyków w porównaniu z 60 mln osób w 2017 roku.

Niemcy największym graczem

Wielkość rynku fitness największych 18 krajów europejskich wzrosła o 3,3 proc. od 2017 roku, osiągając w roku 2018 przychody w wysokości 25,6 mld euro, w tym 23,3 mld euro z opłat członkowskich. W Europie największe przychody generuje rynek niemiecki, który osiągnął w 2018 roku 5,33 mld euro. Tuż za nimi znajduje się Wielka Brytania z 5,25 mld euro. Pod względem liczby członków klubów fitness Niemcy również przodują w rankingu, z 11 mln klubowiczów w analizowanym roku. W wielu krajach europejskich, m.in. w Niemczech, Francji, Hiszpanii czy Polsce można zaobserwować trend polegający na rosnącej liczbie klientów klubów fitness przy jednocześnie malejących opłatach członkowskich.

Biorąc pod uwagę wskaźnik penetracji, czyli relację liczby klubowiczów do całkowitej ludności danego kraju, państwa skandynawskie i Holandia pozostają liderami na arenie europejskiej, osiągając odpowiednio 20,5 proc. (średnia dla Szwecji, Norwegii i Danii) i 17,1 proc. Taka sytuacja jest wynikiem dużej aktywności fizycznej mieszkańców, wysokiego wskaźnika urbanizacji oraz obecności dużych sieci fitness w tych krajach. Jednocześnie istotny potencjał rozwoju dostrzega się w Turcji, gdzie wskaźnik penetracji wyniósł w 2018 roku zaledwie 2,6 proc. W Polsce jego wartość nieznacznie wzrosła i osiągnęła 7,9 proc., czyli minimalnie lepiej niż średnia dla całej Europy (7,8 proc.).

Niskokosztowe kluby wabią klientów

Liderem w Europie pod względem liczby członków pozostaje niemiecka sieć McFit. W 2018 roku było to aż 1,95 mln osób, o ponad 200 tys. więcej niż w roku poprzednim. Na drugiej pozycji znalazł się holenderski Basic-Fit z 1,84 mln klubowiczów, a tuż za nim brytyjski PureGym z ponad 1 mln osób.

– To głównie nisko kosztowe sieci fitness odpowiadają za przyrost klubowiczów w Europie. Klienci oczekują od dużych sieci coraz wyższej jakości przy zachowaniu istotnej presji na obniżkę cen. Pod koniec 2018 roku trzydziestu graczy rynku siłowni z największą liczbą członków zebrało łącznie 15,4 mln osób, czyli o 1,5 mln więcej niż w roku poprzednim. Na szczycie listy dominują właśnie sieci niskobudżetowe – mówi Szymon Pankowski, Menedżer, Ekspert Grupy Sportowej Deloitte. Jednak jeśli brać pod uwagę wysokość przychodów, liderem w rankingu pozostaje David Lloyd Leisure – sieć premium z Wielkiej Brytanii, która w 2018 roku wygenerowała 545 mln euro. Na drugiej pozycji znalazł się Basic-Fit (402 mln euro), a tuż za nim Migros Group (383 mln euro), która jako jedyna sieć na podium odnotowała spadek przychodów względem 2017 roku.

Polski rynek fitness się konsoliduje

W Polsce działa około 2,7 tys. klubów fitness, a suma ich przychodów na koniec 2018 roku wyniosła 985 mln euro, czyli około 4,2 mld zł. Średnia wysokość miesięcznej opłaty członkowskiej w klubie zmalała o 3,4 proc. względem roku 2017 i wynosi 27 euro, znacznie mniej niż średnia europejska (40 euro).

W porównaniu z innymi krajami europejskimi, polski rynek fitness jest bardzo rozdrobniony. Poza kilkoma większymi graczami na terenie kraju funkcjonuje bardzo wiele mikrosieci. Najwięcej, bo aż 113 własnych placówek, posiada Benefit Systems, który prowadzi kluby fitness w Polsce pod takimi markami jak Zdrofit czy Fabryka Formy. Benefit Systems jest także największym w kraju pośrednikiem fitness zapewniającym dostęp do sieci siłowni, klubów fitness i innych obiektów sportowych bezpośrednio klientowi lub przez pracodawcę. Takie rozwiązanie oferuje także OK System Polska.  – Spotyka się to nie tylko z dużym zainteresowaniem Polaków, ale również przyczynia się do zwiększenia aktywności klientów w sektorze. Na razie nic nie wskazuje, by tendencja ta miała się zmienić – mówi Przemysław Zawadzki . Tuż za Benefit Systems w rankingu w 2018 roku znajdowała się sieć Calypso która dysponowała 59 klubami. 14 z nich zmieniło właściciela na Benefit Systems ale w 2018 funkcjonowały jeszcze pod marką Calypso.

Rok 2018 obfitował w liczne zmiany na rynku fitness. W Polsce najaktywniejszym graczem była wspomniana wcześniej spółka Benefit Systems, która dokonała czterech istotnych transakcji w Polsce i kilka poza jej granicami. Grupa nabyła, m.in. większościowy pakiet w FitnessClub S4 oraz Fit Fabric, a także dodała do swojego czeskiego portfolio kilka klubów zagranicznych, głównie w Czechach. – Nadal możemy spodziewać się istotnej aktywności w obszarze fuzji i przejęć na rynku operatorów fitness oraz rynkach pokrewnych, np. pośredników – agregatorów ofert rynkowych. Duże sieci fitness chcą się rozwijać i prowadzić ekspansję na rynki zagraniczne. Rynkiem fitness akwizycyjnie zainteresowani są także gracze finansowi, czyli fundusze typu private equity i venture capial. Może to oznaczać, że biznes fitness pozwala otrzymywać satysfakcjonujące zyski i ciekawe stopy zwrotu z inwestycji. W 2017 roku w Europie zrealizowano 20 istotnych transakcji, a w 2018 roku mieliśmy ich już 24 – mówi Szymon Pankowski.

Zdaniem autorów raportu w najbliższym czasie na rynek fitness duży wpływ będą miały nowoczesne technologie. Innowacyjne rozwiązania wciąż są rozwijane i pozwalają na alternatywne formy aktywności fizycznej poza siłownią, parametryzowanie i śledzenie własnej aktywności fizycznej, dzielenie się wynikami/ osiągnięciami sportowymi i wiedzą za pośrednictwem sieci społecznościowych oraz treningi na inteligentnych systemach sprzętowych. Klienci mają już możliwość wykonywania treningów w domu przy pomocy instruktaży online, mogą korzystać z licznych aplikacji na smartfony, czy dosłownie „nosić” technologie w postaci specjalnego sprzętu monitorującego postępy. W 2018 roku globalne dostawy takiego sprzętu sięgnęły 125 mln sztuk, a przewiduje się, że do 2022 roku mają wynieść 189 mln. Coraz więcej osób wybiera także aktywność fizyczną na zewnątrz, w formie organizowanych treningów grupowych lub personalnych na świeżym powietrzu. Istotnego znaczenia nabierają także treningi w ramach klubów butikowych, treningi funkcjonalne typu cross-fit, zajęcia celowane np. dla kobiet lub osób starszych.

Doręczanie pism w sprawie podatkowej i ustanowienie pełnomocników

Formularz pełnomocnictwa szczególnego do sprawy podatkowej zawiera rubrykę „pełnomocnik do doręczeń w sprawie”. Co się stanie, jeśli nie zaznaczymy tej rubryki?

Zasady doręczania pism pełnomocnikowi

Ustanawiając pełnomocnika do reprezentacji w konkretnej sprawie, należy skorzystać z formularza PPS-1, tj. pełnomocnictwa szczególnego, zawierającego dość znaczną liczbę pól do wypełnienia. Zgodnie z art. 145 § 2 Ordynacji podatkowej pisma doręcza się stronie, a jeśli w sprawie został ustanowiony pełnomocnik, to temu pełnomocnikowi. Oznacza to, że jeżeli podatnik ustanowi w swej sprawie pełnomocnika, to o wszystkich pismach i czynnościach organu dowie się on od swego pełnomocnika, bowiem w takiej sytuacji organ nie doręcza już pism jemu, ale pełnomocnikowi. Osoba będąca stroną danej procedury może zatem przestać obawiać się, że nie odbierze jakiegoś ważnego pisma – obowiązek taki spoczywa na jej pełnomocniku. Podkreślić trzeba jeszcze, że w procedurze podatkowej istnieje zakaz pomijania pełnomocnika. Zatem nawet jeśli organ wyśle pismo na adres podatnika, to dopóki to samo pismo nie zostanie doręczone pełnomocnikowi, nie wywiera skutków prawnych (np. nie biegnie termin do złożenia odwołania od decyzji podatkowej).

Istotne jest także to, że podatnik może ustanowić kilku pełnomocników. Dlatego właśnie, wyznaczając więcej niż jednego pełnomocnika w tej samej sprawie, podatnik ma obowiązek wskazać organowi jednego z nich, jako pełnomocnika do doręczeń. Wynika z tego, że ustanawiając tylko jednego pełnomocnika, nie istnieje ustawowy obowiązek wyznaczania go, jako pełnomocnika do doręczeń, gdyż prawo odbierania korespondencji wynika z samego pełnomocnictwa. Zatem niezaznaczenie „TAK” w polu nr 46 pełnomocnictwa szczególnego nie powinno mieć żadnego znaczenia w takiej sytuacji i organ w dalszym ciągu musi doręczyć pismo pełnomocnikowi.

Jedyny pełnomocnik

Często jednak organy podatkowe są odmiennego zdania, w związku z czym pomijają (celowo bądź w wyniku niewiedzy) tego jedynego pełnomocnika i nie doręczają mu pism z uwagi na dość powszechne przyjęcie założenia, że ustanowienie pełnomocnika do reprezentacji w sprawie nie powoduje, iż jest on również wyznaczony do doręczeń. Implikacji podatkowych w takim przypadku może być wiele. Dla przykładu podatnik wraz ze swym pełnomocnikiem nie dowiedzą się o wydanej decyzji wymiarowej albo organ wysyła ową decyzję na adres podatnika, który nie podejmuje korespondencji i następuje tzw. fikcja doręczenia. Teoretycznie termin na złożenie odwołania od decyzji mija, zaś sama decyzja staje się – również teoretycznie – ostateczna i wszczynane jest postępowanie egzekucyjne oraz karne skarbowe.

W praktyce jednak termin na złożenie środka zaskarżenia nie upłynął, gdyż w ogóle nie rozpoczął swego biegu, o czym należy zawsze pamiętać.

Kilku pełnomocników

Jakkolwiek ustanawiając jednego pełnomocnika, nie mamy obowiązku wskazywania, że jest on również „do doręczeń”, to już w sytuacji ustanowienia kilku pełnomocników taki obowiązek występuje (art. 138g Ordynacji podatkowej). Co jednak w sytuacji, jeśli podatnik zapomni o wyznaczeniu jednego z nich do doręczeń?

Otóż nawet w takiej sytuacji organ ma obowiązek sam podjąć decyzję, któremu z tych pełnomocników doręczy pismo. Nie ma on jednak prawnej możliwości doręczenia pisma bezpośrednio na adres podatnika.

Reasumując, organy podatkowe często nie działają zgodnie z procedurą podatkową. To w gestii pełnomocnika leży obowiązek wykrywania takich sytuacji i ich wyjaśnianie, choć zdecydowanie lepszą metodą jest zapobieganie takim właśnie przypadkom. Niestety, nie zawsze pełnomocnik ma na to wpływ, ale zawsze pomoże, gdy podatnik znajdzie się w takim położeniu. Dlatego właśnie warto zastanowić się nad ustanowieniem pełnomocnika, który będzie czuwał nad tokiem postępowania i patrzył organom „na ręce”.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Skanowanie i fotografowanie w sklepach nadal nie jest mile widziane

Sklepy częściej zezwalają na skanowanie niż na fotografowanie cen i etykiet. Na jedno i drugie najbardziej otwarte są dyskonty. Następne za nimi są hipermarkety. Z kolei robienie zdjęć jest najmniej akceptowane w supermarketach, a skanowanie – w drogeriach. Natomiast format RTV AGD ma środkowe miejsca w zestawieniach. Klientom, którzy łamią wewnętrzne zakazy, najczęściej grozi wyproszenie ze sklepu. Jednak przed wejściem do placówek, a także w ich wnętrzach zwykle nie widać informacji dot. zakazu robienia zdjęć – 76%. Regulaminy widnieją tylko w 63% sklepów. Badacze porównali też obecne wyniki z uzyskanymi w 2017 roku. Poziom akceptacji skanowania podniósł się o 28 p.p. W przypadku fotografowania nastąpił wzrost o 24 p.p.

Łatwiej skanować czy fotografować?

Z badania przeprowadzonego przez agentów platformy TakeTask wynika, że pracownicy sklepów częściej zezwalają na skanowanie niż na fotografowanie – 78% vs 74% cen, etykiet i innych elementów produktowych. Jak stwierdza Łukasz Stefański, Business Development Manager w Hiper-Com Poland, różnica wynika z tego, że robienie zdjęć pozwala na ewentualne odtwarzanie konkretnych ekspozycji w innych placówkach. Skanowanie etykiet lub metek w tym nie pomaga. I tutaj wyraźnie widać, że sprzedawcy nie chcą, żeby ich pomysły na rozkładanie produktów były powielane przez konkurencję. Traktują je jako własność intelektualną i dlatego są bardziej uprzedzeni do fotografii.

Sebastian Starzyński, prezes zarządu instytutu badawczego ABR SESTA
Sebastian Starzyński, prezes zarządu instytutu badawczego ABR SESTA

– Dla mnie zaskoczeniem jest wysoki odsetek akceptacji robienia zdjęć. Pod koniec 2017 roku 50% badanych nie zgadzało się na fotografowanie i tyle samo nie zezwalało na skanowanie. Dziś więcej konsumentów korzysta ze smartfonów i mniej osób pracuje w handlu. Ganianie klientów po sklepach za uwiecznianie produktów wydaje się więc coraz mniej prawdopodobne. Pracownikom brakuje czasu na ważniejsze obowiązki – zauważa Sebastian Starzyński, prezes zarządu platformy TakeTask.

Najbardziej otwarte na fotografowanie są dyskonty – 87%. Za nimi są hipermarkety – 83%, sklepy RTV AGD – 75%, a także drogerie – 70%. Na końcu zestawienia znalazły się supermarkety – 66%. Łukasz Stefański tłumaczy, że liderzy rankingu dążą do oferowania najniższych cen na rynku. Nie boją się porównania ich z konkurencją. Czują się bezpiecznie, gdy klienci robią u nich zdjęcia etykiet. Z kolei hipermarkety, ze względu na skalę działania, mogą sprzedawać tańsze produkty niż mniejsze powierzchniowo supermarkety. I dlatego je wyprzedzają.

– Z badania wynika, że na skanowanie również najczęściej zezwalają dyskonty – 87%. I następne znów są hipermarkety – 83%. Jednak tym razem na 3. miejscu są supermarkety – 82%, a dopiero za nimi sklepy RTV AGD – 75%, a także drogerie – 60%. Dwa ostatnie formaty walczą z showroomingiem, czyli z odwiedzaniem ich sklepów w celu wyboru produktów kupowanych potem taniej w sieci. Dlatego są najbardziej uprzedzone – wyjaśnia dr Paweł Jurowczyk, Product Development Manager w Instytucie Badawczym ABR SESTA.

Porównując wyniki sprzed dwóch lat, widać, że dyskonty najbardziej zmieniły swoje podejście do ww. czynności. Poziom aprobaty zarówno dla skanowania, jaki i fotografowania podniósł się o 72 p.p. W hipermarketach nastąpił wzrost o 56 p.p. w obu przypadkach. W RTV AGD odnotowano plus 20 p.p. W supermarketach przyzwolenie na robienie zdjęć wzrosło o 28 p.p. Skanowanie zyskało 61 p.p. Tylko w drogeriach nastąpił spadek akceptacji dla tego ostatniego działania – o 7 p.p. A fotografowanie jest tam lepiej widziane niż w 2017 roku. Zdaniem prezesa Starzyńskiego, przychylność dla zachowań klientów będzie rosła we wszystkich formatach, bo ich zadowolenie najbardziej służy sieciom.

Informowanie konsumentów

– Przed wejściem do sklepu bądź w jego wnętrzu zwykle nie znajdują się oddzielne informacje dot. robienia zdjęć – 76%. Może to świadczyć o tym, że osoby zarządzające placówkami zdają sobie sprawę z obowiązujących regulacji prawnych. Konsumenci mają pełne prawo do porównywania cen i właściwości produktów w każdy możliwy sposób, także za pomocą smartfonów. Nie zmienia to jednak faktu, że klienci są bacznie obserwowani przez ochronę. Wykonując ww. czynności, mogą być podejrzewani np. o szpiegostwo gospodarcze – komentuje ekspert z Hiper-Com Poland.

W hipermarketach prawie w ogóle nie ma ww. informacji – 96%. W supermarketach też raczej się ich nie stosuje – 76%. Podobnie jest w dyskontach – 73%. Częściej umieszcza się je w drogeriach i w sklepach RTV AGD – odpowiednio 40% i 29%. W ocenie Karola Kamińskiego, Dyrektora Zarządzającego Grupy AdRetail, jest to skorelowane z tym, że dwa ostatnie formaty szczególnie chcą ograniczać wizyty klientów zainteresowanych jedynie oglądaniem produktów i porównywaniem cen. Zarówno kosmetyki z wyższej półki, jak i sprzęty elektroniczne należą do art. często kupowanych online.

– Nasi agenci stwierdzili też, że w 63% sklepów są obecne regulaminy, a w 37% ich nie widać. Braki raczej wynikają z zaniedbań występujących w poszczególnych placówkach. Generalnie pracownicy mają problemy z egzekwowaniem centralnych decyzji, bo wykonują na co dzień wiele obowiązków. Przyjmują towar, dbają o jakość ekspozycji, obsługują klientów, dokładają brakujące produkty na półki, a także aktualizują ceny i promocje. Weryfikowanie, czy regulamin sklepu jest odpowiednio widoczny, z punktu widzenia biznesu, wydaje się być daleko na liście priorytetów – uważa prezes Starzyński.

Sytuacja najlepiej wygląda w sklepach RTV AGD. Aż 100% ma wywieszone regulaminy. Potem są hipermarkety i supermarkety – po 61%, a następne drogerie – 50%. Na ostatnim miejscu są dyskonty – 33%. Jak podsumowuje Łukasz Stefański, placówki, w których sprzedawany jest sprzęt elektroniczny, dbają o pełną transparentność panujących zasad ze względu na bardzo cenny asortyment. Ma on służyć konsumentom przez lata i trzeba ostrożnie się z nim obchodzić. Pracownicy dyskontów mają najmniejszą potrzebę informowania klientów o ich prawach i obowiązkach, bo nie obawiają się tak bardzo reklamacji.

Co grozi klientom?

– W sklepach zabraniających fotografowania lub skanowania produktów zapytano dodatkowo pracowników, jakby zareagowali, gdyby klient nie zastosował się do zakazu. Pod tym kątem zbadano łącznie 26% placówek. Nie prowokowano tego typu sytuacji, tylko przewidywano je, jak ewentualnie mogłyby wyglądać w praktyce – informuje dr Jurowczyk.

Na pytanie, co zrobi obsługa sklepu po złamaniu zakazu robienia zdjęć lub skanowania produktów, najczęściej, odpowiadano, że wyprosi klienta – 74%. Rzadziej wskazywano, że poprosi go o zaprzestanie tych czynności – 29%, jak również o usunięcie zdjęć bądź skanów – 10%. Na końcu wspominano, że zostanie wezwana policja – 6%. Łukasz Stefański przypomina, że każde z ww. działań jest bezprawne. Gdyby interwencja pracowników sieci była bardzo natarczywa, klient może złożyć zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

– Wszelkiego rodzaju interwencja w takich przypadkach jest rzadko stosowana. Raczej chodzi o zniechęcenie klientów do robienia zdjęć i skanów niż o faktyczne interweniowanie. Jednak to i tak staroświeckie podejście. W dzisiejszym zdigitalizowanym świecie fotografowanie jest dla większości ludzi codzienną czynnością, wykonywaną nie tylko w sklepach, ale też w restauracjach czy w parkach. Incydent polegający na wyproszeniu klienta ze sklepu może natychmiast pojawić się w sieci w postaci nagrania. I wówczas dla takiej sieci jest to realny problem wizerunkowy – przekonuje prezes Starzyński.

Zdaniem Karola Kamińskiego, centrale sklepów powinny wyciągnąć wnioski z zebranych wyników i przeprowadzić poważne rozmowy z pracownikami. Jeżeli większość badanych jest gotowa wypraszać klientów za drzwi z powodu skanowania lub fotografowania produktów, to znaczy, że brakuje również zrozumienia dla podstawowych potrzeb konsumentów. W obecnych czasach to najprostsze sposoby na porównywanie cen, ale także na zbieranie opinii o upatrzonych artykułach. Rozsyłane zdjęcia do znajomych mogą tak naprawdę przyciągnąć do sieci wielu zainteresowanych. Złe traktowanie klientów jest niedopuszczalne i nieopłacalne.

W IV kwartale 2017 roku agenci platformy TakeTask ankietowali pracowników 98 sklepów. Wśród nich było 12 drogerii, 14 dyskontów, 12 sklepów RTV AGD, 15 hipermarketów i 11 placówek convenience. Ponadto zbadano 34 supermarkety. Natomiast w I kwartale 2019 roku analizą objęto 120 sklepów, w tym 20 drogerii, 15 dyskontów, 23 hipermarkety, 24 sklepy RTV AGD i 38 supermarketów. W każdym miejscu rozmawiano tylko z 1 pracownikiem. Następnie Instytut Badawczy ABR SESTA porównał dane uzyskane w ww. latach.

Cisco ponownie najlepszym miejscem do pracy w Polsce

Jak wynika z badania Great Place To Work, Cisco jest najlepszym miejscem pracy w Polsce. Firma znalazła się na pierwszym miejscu drugi rok z rzędu.

Cisco_Great Place to Work 2019Największy wpływ na pozycję Cisco miały opinie pracowników, którzy stwierdzili, że firma jest zarządzana w sposób etyczny i sprawiedliwy, a każdy pracownik traktowany równo niezależnie od stanowiska jakie zajmuje. Menedżerowie wspierają swoje zespoły, są opiekuńczy, a dostęp do nich nie jest ograniczony, gdyż firma nie tworzy sztucznych barier. Ponadto osoby zatrudnione w Cisco twierdzą, że organizacja stworzyła najlepsze środowisko pracy, w którym ludzie czują się swobodnie i mogą realizować swoje cele zawodowe. Nagrodę Great Place to Work 9 kwietnia w Warszawie odebrał Ramon Tancinco, szef oddziału Cisco w Krakowie.

Cisco Polska posiada dwa oddziały, zatrudniające łącznie prawie 2000 osób: biuro odpowiedzialne za sprzedaż w Warszawie i centrum w Krakowie, w której specjaliści firmy zajmują się usługami z zakresu monitoringu sieci, cyberbezpieczeństwa i obsługi klienta. Cisco Global Services Center w Krakowie to obecnie największe centrum zaawansowanych usług technicznych i biznesowych Cisco w Europie. W stolicy małopolski znajduje się również jedno z trzech, po Stanach Zjednoczonych i Japonii,
Cisco Security Operations Center (SOC). Firma jest także aktywna na płaszczyźnie społecznej odpowiedzialności biznesu. Od lat realizuje program Cisco Networking Academy mający na celu podniesienie poziomu edukacji informatycznej oraz umożliwienie uczniom i studentom rozwoju kariery zawodowej w branży IT, co w związku z dynamicznym rozwojem technologii bezpośrednio przekłada się na konkurencyjność polskiej gospodarki.

„Jesteśmy niezwykle dumni, że Cisco Polska drugi rok z rzędu zajęło pierwsze miejsce w rankingu Great Place To Work! To wyróżnienie jest dla nas szczególnie ważne i wartościowe, ponieważ o jego przyznaniu decydują pracownicy. Traktujemy tę nagrodę jako impuls do jeszcze bardziej uważnego wsłuchania się w głos naszego zespołu, aby praca w Cisco była jeszcze przyjemniejsza. Razem bierzemy udział w rozwoju usług internetowych, które stanowią motor napędowy współczesnej gospodarki” – powiedział Ramon Tancinco, Dyrektor Cisco Kraków.

Emocje na trzech frontach

Po dwóch dniach flauty przyszedł czas na wstrząsy, a przynajmniej takie są rynkowe nadzieje w obliczu wydarzeń, które są przed nami. EUR czeka na wynik posiedzenia EBC, USD ma inflację CPI i minutki FOMC, a GBP obserwuje nadzwyczajny szczyt UE ws. brexitu. Oczekiwania są zbudowane, więc w teorii powinno się obyć bez zaskoczeń.

Ostatnim razem w marcu prezes EBC Mario Draghi zaprezentował wyraźne gołębi przekaz, który zaskoczył rynek i przyniósł przecenę euro o ponad 1 proc. Bank nie tylko poinformował o przedłużeniu programu tanich pożyczek dla banków komercyjnych (TLTRO), ale także przedłużył forward guidance o 3 miesiące i teraz deklaruje utrzymanie stóp procentowych na obecnym poziomie co najmniej do końca 2019 r. Jednocześnie mocno zostały ścięte prognozy inflacji i wzrostu. Od czasu marcowego posiedzenia dane z europejskiej gospodarki pozostawały co najwyżej mieszane, zatem Radzie Zarządzającej EBC pozostaje strategia wait-and-see. Potencjalnym ryzykiem jest, czy presji inflacyjnej może być kwestią palącą dla decydentów na tyle, że nie będą chcieli zwlekać z łagodzeniem nastawienia, nawet jeśli ma się to tylko ograniczać do werbalnych ostrzeżeń. Jeśli do komunikatu wróci stwierdzenie, że „stopy procentowe pozostaną na obecnym poziomie lub niżej” (nawet jeśli EBC nie będzie się kwapić do faktycznej obniżki), byłoby to mocne zaskoczenie, które wyraźnie uderzyłoby w EUR. Draghi w marcu zaskoczył i zbił EUR o ponad 1 proc. To pokazuje, jaka jest wrażliwość nieprzygotowanego rynku.

Pytaniem jest, czy EBC ma interes w potęgowaniu swojej gołębiości i czy rynek faktycznie uwierzy w gotowość banku do obniżek? Jakkolwiek w pierwszej reakcji nie będzie miało sensu walczyć z rynkiem sprzedającym euro, tak w końcowym rozrachunku może być to fałszywy ruch. Nie jest tajemnicą, że arsenał EBC jest mocno ograniczony i dalsze obniżki mocno uwierałyby jastrzębich członków Rady, szczególnie że w kolejnych miesiącach zaczną oni mieć decydujące zdanie (dla głównego ekonomisty Praeta kwietniowe posiedzenie jest ostatnim; kadencja Draghiego kończy się w październiku). Z drugiej strony dla dobra oczekiwań inflacyjnych EBC może zaryzykować złagodzenie komunikatu, z którego potem się wycofa. Zdaje się, że taką strategię przyjął RBA i RBNZ i to pomaga utrzymać AUD i NZD w ryzach. Moim zdaniem EUR/USD nie ma dużo miejsca do osłabienia i może być szybko ratowany jeszcze przed 1,12.

Dodatkowym elementem dla huśtawki EUR/USD są CPI z USA i minutki z FOMC. Wokół danych występuje asymetria reakcji: wyższy odczyt nie przekona inwestorów, że Fed nagle wróci do podwyżek, ale niższe figury będą wodą na młyn dla wieszczących obniżki jeszcze przed końcem roku. Możliwe też, że w protokole z marcowego posiedzenia FOMC uczestnicy rynku będą bardziej wrażliwi na dyskusję o warunkach koniecznych dla Fed do przejścia do obniżek. W sytuacji słabszych od prognoz danych o inflacji, oczekiwania na gołębi przekaz Fed zaczną się budować jeszcze przed wieczorem.

Wreszcie dziś spełnione mogą być nadzieje, by na kilka miesięcy uda zapomnieć o ryzyku bezumownego wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. O 12:00 startuje nadzwyczajny szczyt przywódców państw członkowskich, gdzie najbardziej prawdopodobna jest zgoda na przedłużenie procesu negocjacyjnego do 1 kwietnia 2020 r., ale w elastycznej formie, tzw. FLEXtension – Wielka Brytania będzie mogła starać się o skrócenie tego terminu, jak tylko Izba Gmin zaakceptuje porozumienie ws. wyjścia z Unii. Rynek GBP czeka na ostateczną decyzję (gdy w sprawie brexitu nic nigdy do końca nie jest pewne), ale odsunięcie wizji bezumownego brexitu powinno przynieść rajd ulgi. Do czasu, aż znowu coś się nie skomplikuje.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Problem frankowiczów powoli rozwiązuje się sam

W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy frank szwajcarski podrożał o prawie 10 procent. Wbrew niedawnym zapowiedziom, nie zanosi się jednak, by Sejm zajął się tą kwestią w obecnej kadencji. W odróżnieniu od wielu innych, problem powoli rozwiązuje się sam.

Pod koniec kwietnia ubiegłego roku zakończyła się dobra passa posiadaczy kredytów w szwajcarskiej walucie. Od pierwszych dni grudnia 2016 r. do końca kwietnia 2018 r. potaniała ona z niemal 4,17 do 3,48 zł, a więc aż o 69 groszy, czyli o 16,5 proc., przynosząc podwójną ulgę, raz w postaci niższych rat, i dwa, w postaci obniżenia się poziomu zadłużenia w przeliczeniu na złote. Efekt kursowy, w połączeniu ze spłatami, spowodował spadek wartości kredytów frankowych ze 162,5 do 126 mld zł, czyli o ponad 22 proc., do poziomu najniższego od ponad dziesięciu lat i o ponad 36 proc. (o 72 mld zł) niższego niż pod koniec 2011 r., gdy wartość kredytów frankowych osiągnęła poziom najwyższy w historii. Jednak w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy kurs franka szwajcarskiego wzrósł z 3,48 do 3,8 zł., czyli o 9,1 proc. W górę poszły więc znów raty i wartość zadłużenia, ale tylko w przypadku poszczególnych kredytobiorców, bowiem całkowita wartość frankowego zadłużenia na koniec lutego 2019 r. wynosiła niecałe 126 mld zł, a więc niemal się nie zmieniła w porównaniu do kwietnia 2018 r. Ten przykład pokazuje dlaczego, poza samym zadłużonym, nikomu nie spieszy się do systemowego rozwiązywania problemu kredytów walutowych. Tym bardziej, że ich spłacalność nie stanowi z punktu widzenia banków większego kłopotu, a społeczne poparcie dla ewentualnej pomocy „frankowiczom” jest niewielkie. Spośród wielu pojawiających się w ciągu ostatnich lat propozycji, Sejm miałby zająć się stosunkowo prostym, niezbyt kosztownym, adresowanym do faktycznie potrzebujących wsparcia zadłużonych, projektem modyfikującym i rozszerzającym zasady działania Funduszu Wsparcia Kredytobiorców. Stworzyłby on możliwość dobrowolnego porozumiewania się banków i zadłużonych w sprawie ewentualnego przewalutowania kredytów frankowych. Mimo tego, że problem powoli sam się rozwiązuje, wraz ze zmniejszaniem się łącznej wartości kredytów walutowych, to jednak kwota 126 mld zł wciąż jest dość poważna, a ryzyko związane ze wzrostem kursu franka pozostaje aktualne.

Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Debiut certyfikatów strukturyzowanych na indeks WIG.GAMES

  • Na GPW zadebiutowały pierwsze certyfikaty strukturyzowane bazujące na indeksie WIG.GAMES
  • Emitentem jest Raiffeisen Centrobank AG (RCB) z Wiednia

Od 9 kwietnia tego roku po raz pierwszy w obrocie giełdowym dostępne są certyfikaty strukturyzowane, dla których instrumentem bazowym będzie skupiający producentów gier indeks WIG.GAMES. Emitentem jest austriacki Raiffeisen Centrobank (RCB).

– Niespełna miesiąc od uruchomienia WIG.GAMES mamy już pierwszego emitenta certyfikatów strukturyzowanych bazującego na tym nowym indeksie. Koncentrowaliśmy wysiłki na tym, by nowe indeksy były jak najatrakcyjniejszymi instrumentami bazowymi dla całej gamy produktów dostępnych w obrocie na GPW. Cieszymy się, że emitent RCB wychodzi naprzeciw oczekiwaniom inwestorów szukających zróżnicowanych produktów inwestycyjnych. Zarząd GPW zamierza dalej rozwijać rynek produktów strukturyzowanych, z którymi wiążemy duże nadzieje mówi Izabela Olszewska, członek zarządu GPW.

Do obrotu trafiły dwa certyfikaty strukturyzowane typu FAKTOR long z dźwignią 3 i 4. Raiffeisen Centrobank wprowadził do obrotu także certyfikaty bazujące na indeksach WIG40.

– To pokazuje, że indeksy obliczane przez GPW są atrakcyjnymi instrumentami bazowymi dla różnorodnych produktów inwestycyjnych. Giełda rozwija systematycznie ten zakres swojej działalności – dodaje Izabela Olszewska.

Austriacki emitent jest największym emitentem certyfikatów strukturyzowanych na GPW.

– Obecnie na warszawskiej giełdzie notowanych jest ponad 750 certyfikatów strukturyzowanych, których emitentem jest Raiffeisen Centrobank AG (RCB). Jesteśmy dumni, że emitując nowe certyfikaty oparte o nowe instrumenty bazowe możemy odpowiadać na potrzeby inwestorów w Polsce. Cieszymy się, że jesteśmy pierwszym emitentem, który stworzył produkty umożliwiające handel na nowym indeksie WIG.Games jednocześnie zapewniając płynność. Mamy nadzieje, ze certyfikaty strukturyzowane Raiffeisen Centrobank będą cieszyć się coraz większym zainteresowaniem inwestorów w Polsce dając jednocześnie możliwość odpowiedniej dywersyfikacji portfela – mówi Anna Kujawska, manager RCB na region CEE.

Na GPW notowanych jest łącznie ponad 1200 produktów strukturyzowanych. Inwestorzy mają duży wybór zróżnicowanych instrumentów bazowych: akcji, koszyków akcji, indeksów czy produktów rolnych. Ponadto produkty strukturyzowane umożliwiają wybór instrumentu bazowego zgodnego z preferowanym poziomem ryzyka inwestycyjnego, a także możliwość zarabiania na wzrostach i spadkach cen instrumentów bazowych.

Dynamika zmiany wartości kredytów mieszkaniowych oraz cen na rynku nieruchomości

Analitycy Biura Informacji Kredytowej zbadali, czy wzrost cen na rynku nieruchomości może mieć wpływ na dynamikę wartości udzielanych kredytów mieszkaniowych. W tym celu zestawiono dane o wartości mieszkaniowych zobowiązań kredytowych z BIK oraz ceny nieruchomości, pochodzące z Bazy Cen Nieruchomości Cenatorium, dotyczące 8 miast Polski z IV kwartałów lat 2014–2018. Z danych BIK wynika, że średnia wartość udzielonych w IV kw. 2018 r. kredytów mieszkaniowych w ośmiu miastach Polski: Warszawa, Wrocław, Poznań, Kraków, Gdańsk oraz Lublin, Łódź, Olsztyn wynosiła 341,08 tys. zł.

Najwyższe zobowiązanie udzielone było w Warszawie na wartość 397,55 tys. zł, a najniższe – w Olsztynie na kwotę 261,97 tys. zł. W ślad za Olsztynem uplasował się Lublin (277,1 tys. zł) oraz Łódź (269,65 zł). W pozostałych pięciu miastach średnia wartość zaciągniętego kredytu przekraczała 300 tys. zł. Przyjmując 20% wkład własny, średnia wartość kupionej nieruchomości w Warszawie, z wykorzystaniem kredytu mieszkaniowego, wynosiła w IV kw. 2018 r. 477 tys. zł.Dynamika zmiany wartości kredytów mieszkaniowych

Dynamika zmiany wartości kredytów mieszkaniowych

Na wykresie prezentujemy dynamikę zmiany wartości kredytów mieszkaniowych udzielonych w latach 2014–2018 w 8 miastach. Z tych ośmiu miast najniższą dynamikę średniej wartości udzielonego kredytu mieszkaniowego w IV kw. 2018r. do IV kw. 2017r. odnotowaliśmy w Warszawie – tylko 3,5%. Najwyższą zaś w Łodzi 17,8%.

Dynamika wzrostu wysokości cen nieruchomości

W oparciu o dane Bazy Cen Nieruchomości Cenatorium porównano dynamiki wzrostu cen w tych miastach w okresie IV kw. 2018 r. do IV kw. 2017 r. W Warszawie najwyższą dynamikę zmiany ceny odnotowały mieszkania do 35 m2 (+14%) a najniższą – o metrażu 70-80 m2 (+4%). Natomiast w Łodzi najniższą dynamikę wzrostu odnotowały mieszkania o metrażu 80–100 m2 – 8,01%. Najwyższą ponad 20% łódzkie mieszkania o powierzchni 35–40 m2 oraz powyżej 100 m2.

Na dynamikę wartości średniej kwoty udzielanego kredytu mieszkaniowego, poza wzrostem cen nieruchomości, wpływają również inne czynniki, do których należą m.in posiadanie oszczędności oraz sprzedaż innych aktywów nieruchomościowych które zwiększają wkład własny. Nie dotyczy to zazwyczaj osób młodych kupujących pierwsze mieszkanie, w przypadku których wkład własny jest zazwyczaj na poziomie 10 -20%.

Elektroniczny Sąd Polubowny „Ultima Ratio” będzie korzystać z Profilu Zaufanego

Stowarzyszenie Notariuszy Rzeczypospolitej Polskiej podpisało porozumienie z Ministrem Cyfryzacji dotyczące Pierwszego Elektronicznego Sądu Polubownego „Ultima Ratio”. W ramach umowy sąd tworzony przy stowarzyszeniu, będzie mógł korzystać z profilu zaufanego, podpisu kwalifikowanego oraz e-dowodów tożsamości. Ułatwi to identyfikacje tożsamości użytkowników, którzy będą występować przed sądem  w charakterze stron. Ultima Ratio, który zostanie uruchomiony pod koniec kwietnia tego roku, będzie pierwszą instytucją prowadzącą arbitraż gospodarczy korzystającą z tego rozwiązania. Wyroki przez notariuszy będą wydawane w ciągu 3 tygodni, czyli ponad 20 razy szybciej niż w sądzie tradycyjnym.

Profil zaufany to bezpłatna metoda potwierdzania tożsamości obywatela w systemach elektronicznej administracji publicznej. Profil zaufany działa jak odręczny podpis. Można dzięki niemu wysyłać przez internet dokumenty i wnioski do różnych urzędów (np. wnieść podanie, odwołanie, skargę). Profil zaufany potwierdza tożsamość obywatela, podobnie jak kwalifikowany podpis elektroniczny, skutecznie zastępuje w kontaktach z podmiotami publicznymi podpis własnoręczny.  Korzystając z podpisu można złożyć wniosek o dowód, zameldować się, zgłosić narodziny dziecka, potwierdzić e-PIT, uzyskać Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego i sprawdzić liczbę pkt karnych. Już ponad 3,3 miliona Polaków korzysta z profilu zaufanego.

Zgodnie z założeniami Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, przyjętej w 2017 roku, działaniem zmierzającym do zwiększenia sprawności funkcjonowania instytucji Państwa, w tym administracji, jest podjęcie działań mających na celu usprawnienie funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości, w tym upowszechniania pozasądowych metod rozstrzygania sporów gospodarczych. Projektem strategicznym w powyższym zakresie jest zapewnienie dostępu obywateli do właściwie zorganizowanego wymiaru sprawiedliwości. Tak ważna więc jest poprawa funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości i instytucji wpływających na jego kształt m. in poprzez sprawne i szybkie rozstrzyganie sporów, a więc w sposób umożliwiający realizację w większym stopniu postulatu dostępu obywateli do wymiaru sprawiedliwości. Dlatego zdecydowaliśmy się udostępnić Stowarzyszeniu Notariuszy Rzeczypospolitej Polskiej możliwość podłączenia Pierwszego Elektronicznego Sądu Polubownego „Ultima Ratio”  do Węzła Krajowego i wykorzystania środków identyfikacji, w tym Profilu Zaufanego , wspierając w ten sposób pozasądowe metody rozwiązywania sporów.”- komentuje Anna Weber, Zastępca Dyrektora Departamentu Systemów Państwowych z Ministerstwa Cyfryzacji.

Ultima Ratio będzie rozstrzygał spory gospodarcze między przedsiębiorcami. W Polsce co roku sądy powszechne rozpatrują ponad 300 tysięcy takich spraw w tradycyjnych salach sądowych. Ultima Ratio jest arbitrażowym sądem nowej generacji. Jest on wyłącznie internetowy – nie posiada budynku, w którym trzeba się stawić, nie organizuje rozpraw, na które trzeba dojechać. Pozew składa się w ciągu kilku minut po zalogowaniu się do systemu informatycznego. Wyrok zaś ma być co do zasady wydany w 3 tygodnie czyli ponad 20 razy szybciej niż w sądzie tradycyjnym.  Już od samego początku działalności Ultima Ratio jego arbitrzy będą gotowi do rozstrzygania kilku tysięcy spraw miesięcznie. Arbitrami Pierwszego Elektronicznego Sądu Polubownego są notariusze ze Stowarzyszenia Notariuszy RP.

„Działalność Ultima Ratio wymaga najwyższej staranności przy identyfikacji oraz uwierzytelnianiu tożsamości stron, zarówno powoda jak i pozwanego. Dzięki porozumieniu z Ministerstwem Cyfryzacji arbitrzy rozpoznający sprawy gospodarcze będą mieć możliwość upewnienia się, że zarejestrowany w systemie użytkownik jest rzeczywiście istniejącą osobą fizyczną, za którą się podaje. Jestem pewna, że korzystanie ze środków identyfikacji Węzła Krajowego, w tym Profilu Zaufanego ułatwi i przyśpieszy przebieg spraw rozpatrywanych przez Ultima Ratio”.- komentuje Anna Ewa Dańko-Roesler, Prezes Stowarzyszenia RP.

Stowarzyszenie Notariuszy RP sprawuje kompleksowy nadzór nad procesem orzeczniczym. Jest także odpowiedzialne za proces szkolenia arbitrów oraz za zapewnienie panelu eksperckiego do rozpoznawania spraw o szczególnie zawiłym charakterze. Korporacja notarialna liczy ponad 4.000 czynnych zawodowo notariuszy.

46 narodowości aktywnych zawodowo w Polsce

Wyłączając Ukraińców, liczba obcokrajowców pracujących w Polsce w ubiegłym roku, wzrosła trzykrotnie w porównaniu do 2017 r. wynika z raportu Grupy Progres. Mimo napływu do naszego kraju osób pochodzących m.in. z Białorusi, Mołdawii, Kazachstanu, Chin czy Rosji nadal są one mniejszością i stanowią ok. 10 proc. wszystkich pracowników tymczasowych. Pracodawcy są otwarci na emigrantów zarobkowych, z innych niż Ukraina kierunków, jednak ich zatrudnienie to nie tylko czasochłonne formalności, ale też spory wydatek.

Polskie firmy są coraz lepiej przygotowane do zatrudniania obcokrajowców różnych narodowości. Otwartość na nowe kierunki jest szczególnie widoczna w przedsiębiorstwach świadomych sytuacji panującej na globalnym rynku. Dlatego organizacje funkcjonujące w Polsce coraz częściej zmieniają kulturę organizacji i starają się stworzyć warunki pracy, które sprostają wyzwaniu, jakim jest wielonarodowościowa kadra. Niestety ich działania hamują przedłużające się procedury – nawet rok muszą czekać obcokrajowcy starający się o zezwolenie na pobyt czasowy i pracę w Polsce. Do tego dochodzą spore wydatki, jakie trzeba ponieść zatrudniając obcokrajowca.

Zakwaterowanie, transport, dokumenty, oświadczenia rejestrowe to tylko niektóre z obszarów generujących koszty, do pokrycia których zobowiązani są pracodawcy zatrudniający obcokrajowców – mówi Cezary Maciołek, Wiceprezes Grupy Progres. – Przyjęcie do zespołu osoby pochodzącej z Europy Wschodniej jest dla firmy kosztem większym o ok. 20 – 30 proc. niż przy zatrudnieniu Polaka. Natomiast w przypadku obywateli z dalszych kierunków np. Azji lub Ameryki Środkowej i Południowej koszty są jeszcze większe i wzrastają o ok. 30 – 40 proc. Z biznesowego punktu widzenia taka inwestycja może się opłacać, jednak na jej zwrot trzeba trochę dłużej poczekać – zaznacza Cezary Maciołek.

Narodowości aktywne zawodowo w Polsce

Według danych Grupy Progres obcokrajowcy zatrudnieni tymczasowo w Polsce pochodzą z 45 krajów (46 biorąc pod uwagę Ukrainę) i stanowią oni ok. 10 proc. wszystkich pracowników. Ich liczba wzrasta, jednak nie tak szybko jak miało to miejsce w przypadku Ukraińców. Polscy przedsiębiorcy najchętniej przyjmują do pracy obywateli z krajów z uproszczoną procedurą zatrudnienia, czyli naszych bliskich sąsiadów – są to Białorusini, Mołdawianie, Gruzini, Kazachowie, Azerowie czy Rosjanie. W przypadku cudzoziemców z Azji i Dalekiego Wschodu procedury są o wiele bardziej skomplikowane i często trwają zbyt długo. – W Polsce nadal napotykamy na dwie bariery zatrudniania obywateli z Azji i Dalekiego Wschodu. Pierwsza występuje na poziomie urzędów wojewódzkich – terminy wydawania zezwoleń na pobyt czy pracę są w dalszym ciągu odległe przez co proces zatrudniania m.in. Azjatów jest zbyt długi. Drugą z nich jest zauważalna niewydolność wydziałów konsularnych Ambasad RP przyjmujących wnioski wizowe – mówi Cezary Maciołek. – Czy sytuacja w najbliższym czasie ulegnie zmianie? Moim zdaniem stworzenie lepiej funkcjonującego systemu oraz odgruzowanie przeszłości będzie trwało i jest to proces, który należy z uwagą obserwować – podkreśla.

Koniec boomu emigracji zarobkowej?

Cudzoziemiec wjeżdżający do Polski na okres pobytu do 4 dni powinien posiadać minimum 300 PLN. Jeśli trwa on powyżej 4 dni trzeba dysponować środkami na pokrycie kosztów zakwaterowania, wyżywienia, tranzytu i powrotu do państwa pochodzenia w wysokości co najmniej 75 złotych na każdy dzień planowanego pobytu albo równowartość tej kwoty w walutach obcych. Dodatkowo przyjezdny powinien też posiadać bilet powrotny do kraju pochodzenia albo środki finansowe na zakup takiego biletu w wysokości – 200 złotych, jeżeli przybył z państwa sąsiadującego z Polską, 500 złotych w przypadku emigranta z państwa należącego do UE i nie sąsiadującego z Polską, około 2500 złotych, jeżeli cudzoziemiec przybył z innego państwa niż określone w powyższych punktach. Mimo tych wymogów dla rosnącej liczby obcokrajowców Polska nadal jest atrakcyjnym kierunkiem emigracji zarobkowej.

Chętni do przyjazdu i podjęcia pracy tymczasowej w Polsce są zarówno panowie, jak i panie. W styczniu 2019 r. liczba godzin przepracowanych przez obcokrajowców (wyłączając Ukraińców) wynosiła średnio 147 RBH. Przykładowo obywatele Białorusi (58 proc. kobiet, 42 proc. mężczyzn) na pracę poświęcili wtedy 161 RBH, Gruzini (34 proc. kobiet, 66 proc. mężczyzn) 150 RBH, a obywatele Mołdawii (44 proc. kobiet, 56 proc. mężczyzn) 129 RBH.

Według Cezarego Maciołka, polscy przedsiębiorcy chcą zatrudniać nie tylko Ukraińców, ale też pracowników pochodzących z innych krajów. Jednak naturalną ścieżką są dla nich narodowości bliskie geograficznie i kulturowo tj. Białorusini, Mołdawianie czy Gruzini. Liczba obcokrajowców pracujących tymczasowo w Polsce rośnie lawinowo, jednak ta dynamika już niebawem może wyhamować i to znacznie. Polska gospodarka osiągnęła apogeum i powoli wchodzi w etap spowolnienia gospodarczego. Sytuacja na rynku krajowym i światowym oraz niepokój firm co do przyszłości powodują, że przeznaczanie środków na sprowadzenie pracowników z odległych kierunków, może wiązać się z ryzykiem, którego firmy już wkrótce nie będą chciały podejmować.

W informacji wykorzystano dane Grupy Progres za 2017 r., 2018 r. i 2019 r.  analizujące 47 228 pracowników tymczasowych.

Polski Związek Zarządzania Wierzytelnościami zaprasza na April Consumer Credit Days 2019

25 i 26 kwietnia w Hotelu Warszawianka pod Serockiem odbędzie się kolejna, IV już edycja April Consumer Credit Days. Konferencja współorganizowana przez Polski Związek Zarządzania Wierzytelnościami (PZZW) tradycyjnie będzie poświęcona aktualnym kwestiom dotyczącym zarządzania należnościami w instytucjach z sektora Business to Consumer. Najważniejsze zmiany prawne mające obecnie największy wpływ na rynek kredytów konsumenckich i branżę windykacji czy nowoczesne technologie wspierające biznes i kontakt
z klientem – to tylko początek listy zagadnień, które zostaną poruszone podczas wydarzenia, na które ruszyła już rejestracja.

Wśród firm windykacyjnych, banków, firm pożyczkowych, platform cyfrowych i dostawców nowych technologii, kancelarii prawnych i innych podmiotów działających na rynku finansów konsumenckich lub świadczących usługi dla sektora B2C, April Consumer Credit Days (ACCD) jest już doskonale rozpoznawalną marką. Na konferencji, wzorem ubiegłorocznych edycji, także i w tym roku nie zabraknie aktualnych zagadnień związanych z zarządzaniem ryzykiem kredytowym. Wydarzenie jest platformą wymiany doświadczeń dla podmiotów, dla których wspomniany temat jest najistotniejszy w codziennym działaniu oraz bazą wiedzy dla firm zarządzającymi należnościami konsumentów.  Konferencja jest również okazją do wysłuchania ekspertów, którzy podzielą się z uczestnikami swoim know-how i najlepszymi praktykami.

Piotr Badowski, Polski Związek Zarządzania Wierzytelnościami
Piotr Badowski, Polski Związek Zarządzania Wierzytelnościami

Liderzy rynku w trakcie debat podsumują najważniejsze zmiany prawne, np. I kwartał obowiązywania znowelizowanej ustawy o komornikach sądowych, to jak nowe przepisy wpłynęły na rynek zarządzania wierzytelnościami i jak obecnie wygląda współpraca windykatorów i egzekutorów. Będziemy również poruszać temat kolejnych zmian w ustawodawstwie, które mają znaczenie dla całego środowiska. Chodzi o nowelizację Kodeksu Karnego, w tym o projekt antychlichwiarski i pomysł karania m.in. firmy windykacyjne za „uporczywe nękanie” osób zadłużonych oraz niezwykle ważną nowelizację Kodeksu Postępowania Cywilnego. Będziemy starali się odpowiedzieć na pytanie, w jakiej mierze szykowane akty prawne w praktyce wpłyną na funkcjonowanie firm pożyczkowych i windykatorów i czy, aby na pewno są ukłonem w stronę konsumenta i próbą uregulowania rynku oraz utrudnieniem działalności nieuczciwym przedsiębiorcom – komentuje Piotr Badowski, Prezes PZZW, współorganizator April Consumer Credit Days 2019.

W ciągu dwóch dni poszczególne panele będą skupiać się na takich zagadnieniach, jak: etyka zawodu windykatora, ochrona tożsamości konsumenta czy perspektywa rozwoju sektora consumer credit, przyszłość branży pożyczkowej i zarządzania wierzytelnościami. Pierwsze z wymienionych zagadnień jest szczególnie bliskie organizatorom wydarzenia. – Bycie drogowskazem dla firm z branży, wskazywanie im najlepszych praktyk, czyli postępowania, które jest zgodne z przepisami prawa i z zachowaniem jak najwyższych standardów etycznych, jest na stałe wpisane w misję naszej organizacji. Przygotowujemy nowelizację Kodeksu Postępowania i Etyki Rynku Zarządzania Wierzytelnościami PZZW i podczas ACCD omówimy postępy prac Grupy Roboczej – dodaje Krzysztof Sołkiewicz, Przewodniczący Grupy Roboczej ds. Kodeksu Etyki.

Harmonogram wydarzenia obejmie także tematy związane z branżą IT, m.in. sztuczną inteligencją i nowoczesnymi rozwiązaniami, które są wsparciem, chociażby w obsłudze płatności konsumenckich, scoringiem oraz skip tracingiem, oceniając tym samym skuteczność tych ostatnich w kontekście windykacji. – W programie ACCD znalazł się panel poświęcony nowoczesnym rozwiązaniom informatycznym, ponieważ wiemy, jak ta kwestia jest istotna dla branży zarządzania wierzytelnościami i podmiotów z sektora Business to Consumer świadczących usługi dla swoich klientów. W lutym powołaliśmy do życia nową inicjatywę, cykl śniadań technologicznych, które są odpowiedzią na potrzeby zgłaszane m.in. przez firmy windykacyjne w obszarze IT. Wprowadzenie odpowiednich rozwiązań informatycznych jest obecnie jednym z największych wyzwań dla branży, decyduje często o sukcesie firmy. Dlatego również podczas kwietniowej konferencji wraz z zaproszonymi ekspertami i uczestnikami zastanowimy się nad tym, jak wykorzystać nowoczesne technologie w zarządzaniu wierzytelnościami, ponieważ takie wsparcie służy również interesom osób zadłużonych – zauważa Piotr Badowski, PZZW.

Uczestnictwo w konferencji to również niepowtarzalna okazja do poszerzenia bazy kontaktów biznesowych oraz szansa na spotkanie z przedstawicielami wielu segmentów rynku usług finansowych w Polsce. April Consumer Credit Days dają możliwość skonfrontowania swojej wiedzy z doświadczeniami ekspertów oraz praktyków, którzy zdobywali swoje know-how nie tylko w naszym kraju, ale i za granicą. – Doskonała frekwencja podczas poprzednich trzech edycji i bardzo pozytywne reakcje uczestników są dowodem na to, że takie spotkania są potrzebne i pozwalają nam przypuszczać, że i w tym roku wydarzenie przyciągnie wielu uczestników – mówi Piotr Badowski, Prezes PZZW.

BNP Paribas Real Estate Poland wzmacnia linie biznesowe

BNP Paribas Real Estate Poland wzmacnia linie biznesowe w ramach usług agencji najmu oraz zarządzania nieruchomościami.

Anna Pływacz od marca pełni funkcję Zastępcy Dyrektora w Dziale Wynajmu Powierzchni Handlowych.

Anna Pływacz
Anna Pływacz

Anna poszerzać będzie usługi doradztwa i reprezentacji najemców, zarówno tych obecnych na polskim rynku, jaki i marek debiutujących w regionie CEE. Związana jest zawodowo z rynkiem nieruchomości handlowych od ponad 11 lat, w tym od czterech lat w szeregach BNP Paribas Real Estate Poland, doradzając m.in. takim markom jak AmRest czy Notino. Specjalizuje się w negocjowaniu długoterminowych umów najmu, doradztwie w doborze efektywnej strategii rozwoju i optymalizacji sieci handlowych oraz pozycjonowaniu i repozycjonowaniu obiektów handlowych. Ma również doświadczenie w opracowywaniu koncepcji zagospodarowania gruntów z przeznaczeniem pod handel.

Wcześniej pracowała w międzynarodowych firmach deweloperskich oraz w funduszu nieruchomościowym, gdzie była odpowiedzialna, m. in. za koordynację procesu wynajmu galerii i parków handlowych na terenie całej Polski.

Anna jest absolwentką Studiów Podyplomowych „Zarządzanie Nieruchomościami” na Politechnice Warszawskiej oraz praktyk zawodowych z zakresu zarządzania nieruchomościami organizowanych przez Stowarzyszenie Przedsiębiorczości w Nieruchomościach. Tytuł magistra uzyskała na Uniwersytecie Warszawskim

Monika Wakulska
Monika Wakulska

Monika Wakulska zajmie stanowisko zastępcy Dyrektora Działu Reprezentacji Najemcy w Dziale Powierzchni Biurowych. Monika związana jest z BNP Paribas Real Estate od początku 2015 roku, pracując zarówno po stronie reprezentacji najemcy jak i wynajmującego.

Wcześniej, przed ponad 8 lat zdobywała doświadczenie w branży ICT i teletechnicznej obsługi budynków komercyjnych, działałając w imieniu właścicieli nieruchomości takich jak: CH Złote Tarasy, Lumen, Skylight, CH Galeria Mokotów, CH Wola Park, kompleks EMPARK, Warsaw Trade Tower, Europlex, North Gate.

Monika ukończyła Wydział Marketingu i Zarządzania na Wyższej Szkole Menedżerskiej, jak również podyplomowe studia w obszarze zarządzania nieruchomościami na Akademii im. Leona Koźmińskiego w Warszawie, uzyskując jednocześnie licencję Zarządcy Nieruchomości.

Joanna Wiczyńska
Joanna Wiczyńska

Joanna Wiczyńska objęła stanowisko Starszego Zarządcy Nieruchomości w Dziale Zarządzania Nieruchomościami. Joanna związana jest z BNP Paribas Real Estate Poland od dwóch lat. Wcześniej przez 5 lat zajmowała się zarządzaniem budynkami komercyjnymi w Colliers International, pracując m.in. dla takich klientów jak Tristan Capital Partners czy Allianz.

Joanna jest absolwentką Szkoły Głównej Handlowej oraz Podyplomowych Studiów Wyceny Nieruchomości na Politechnice Warszawskiej. Posiada licencję zarządcy nieruchomości,

Wiktor Kordowski
Wiktor Kordowski

W Dziale Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych stanowisko Konsultanta objął Wiktor Kordowski. Wiktor jest absolwentem Wydziału Geodezji i Kartografii Politechniki Warszawskiej. Z BNP Paribas Real Estate Poland związany jest od 2017 roku.

Marcin Gomoła, prezes zarządu Polnord o inwestycji na trójmiejskich Stogach

Na trójmiejskich Stogach, dzielnicy Gdańska, powstanie nowa ekologiczna inwestycja mieszkaniowa. Wykupiony przez Polnord pas ziemi, o wielkości czterech hektarów bezpośrednio sąsiaduje z plażą i przylega do działek mieszkalnych – będących także własnością firmy. Wykonawca planuje, by pierwsze mieszkania w nowych budynkach zostały oddane do użytku w 2021 roku, po zakończeniu pierwszego etapu budowy. Wtedy inwestycja stanie się wizytówką firmy, która ma ambicje urosnąć na rynku polskim jako pionier ekologicznych rozwiązań.

– W inwestycji na Stogach zastosowaliśmy rozwiązanie „ogrody zamiast kominów” – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Gomoła, prezes zarządu Polnord – Budynki postawione na działce w Stogach stworzą jeden z najbardziej proekologicznych kompleksów w Polsce. Jego ekologiczny profil będzie oznaczał, że tylko część energii doprowadzanej do budynków pochodzić będzie z miejskiej sieci. Dużą część zapotrzebowania na prąd i ogrzewanie pokryją źródła odnawialne i pompy ciepła. Na dachu nie będzie już kominów, ale będą ogrody. Dom, który jest domem z segmentu eko-premium, nie będzie się już kojarzył z dymiącym kominem, ale z zielenią na dachu i naokoło budynku – zapewnia Gomoła.