Kiedy ruszy CPK?

W odniesieniu do planów związanych z budową Centralnego Portu Komunikacyjnego oficjalnie nic się nie zmieniło. Wbicie łopaty planowane jest na 2023 rok – mimo że nie ma dokładnej lokalizacji, ani nie ma zgłoszonych materiałów do decyzji środowiskowej. Zakończenie tych prac zaplanowano na 2027 rok – jednak wariantem minimum jest też wybudowanie w tym samym czasie połączenia kolejowego z Warszawy do lotniska. Pan Minister Horała zastrzegał, że pierwszy samolot niekoniecznie musi wystartować w 2027 toku – można poczekać na sezon letni, który rozpocznie się w drugim kwartale roku 2028. Koszt budowy CPK można szacować między 100 a 200 miliardów złotych. Warto jednak podkreślić, że w ostatnim czasie nadzór nad realizacją CPK został przesunięty z Ministerstwa Infrastruktury do Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej. Tymczasem u Ministra Infrastruktury zostanie strategia dla lotnictwa, strategia rozbudowy sieci drogowej oraz strategia rozbudowy linii kolejowych.

–  Obawiam się, że rozbicie jednego projektu na dwa ministerstwa będzie utrudnieniem procesu inwestycyjnego. Niestety cały czas nie ma dokładnych harmonogramów, nie ma też zapewnienia finansowania tej inwestycji.  Żeby przekonać Polaków do tego projektu, mówi się teraz o jego aspekcie militarnym – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, prezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. –  To jest pewnego rodzaju nowość, bo oczywiście nikt nie myślał, że wybuchnie wojna – kiedy w 2017 roku rząd przyjmował uchwałę o CPK. Dzisiaj doskonale widać, że centralizacja funkcji militarnych i lotniczych to byłby duży błąd. Jak widać bez dużego lotniska dajemy sobie doskonale radę w Rzeszowie – ale obsługa armii amerykańskiej jest realizowana przez lotniska typowo wojskowe. Dlatego trudno dziś przekonywać, że CPK może być elementem wspierającym rozwój bezpieczeństwa Polski. Niestety raczej nie widzę możliwości, by CPK ruszył w 2027 czy nawet 2028 roku – podsumowuje Furgalski.

Dobre dane wspierają dolara

Wczorajszy raport ISM wywołał aprecjację dolara. Inwestorzy otrzymali potwierdzenie, że gospodarka USA ma się jak na razie dobrze pomimo ostatnich zaostrzeń warunków finansowych. Nie da się ukryć, że w tym momencie większe emocje i tym samym większą zmienność na rynku będą wywoływać dane na temat koniunktury w Stanach Zjednoczonych. O inflacji wiemy już wszystko, jest wysoka i prawdopodobnie będzie spadać ale w wolnym tempie. W tych okolicznościach dane z rynku pracy dziś (ADP) a szczególnie te jutro (NFP) mogą ponownie wywołać większy ruch na USD. Nie zapominajmy o ISM dla usług.

W tym momencie lepsze dane od oczekiwań z amerykańskiej gospodarki wpływają pozytywnie na USD. Dolar w ostatnich 3 tygodniach oddał lekko pole na rzecz innych walut. Teraz ponownie zaczyna zyskiwać, gdyż spekulacje na temat mocnego spowolnienia koniunktury w USA i tym samym złagodzenia nastawienia Fed-u przestają obowiązywać. Interpretacja publikacji makro dla FX wydaje się w tym momencie prosta. Dla rynku akcyjnego z kolei dobre dane to złe dane, ponieważ dalsze zacieśnianie polityki pieniężnej w takim tempie wpływa niekorzystnie na rynek kapitałowy.

Przechodząc do danych z rynku pracy. Jest oczywiste, że przy stopie bezrobocia na poziomie 3,6 proc. w USA mamy do czynienia z pełnym zatrudnieniem. Pamiętajmy, że Fed obawia się efektów drugiej rundy w postaci wzrostu płac. Te rosną już w wysokim tempie. W tym przypadku minimalny wzrost lub spadek stopy bezrobocia (np. o 0,1 proc.) nie zrobi raczej dużego wrażenia na USD. Większa uwaga będzie poświęcona płacy godzinowej. Z kolei jeśli zmiana zatrudnienia będzie na przyzwoitym poziomie, wówczas będziemy mieć potwierdzenie, że na rynku pracy nie ma załamania i USD powinien zyskać. Oczywiście dla dolara korzystniejsze będzie to, jeśli liczby wypadną lepiej od konsensusu. Jeśli dane pobiłyby wyniki sprzed miesiąca, spadki EUR/USD będą silniejsze a kurs ponownie będzie kierował się do dołków z 13 maja. Wydaje się również, że rynek będzie jutro koncentrował swoją uwagę nie tylko na rynku pracy. Bez wątpienia ważny będzie ISM dla usług. Tutaj oczekiwany jest lekki spadek do 56,4 pkt. z 57,1 pkt. miesiąc wcześniej.

Sytuacja wyglądałaby inaczej, gdyby nagle doszło do załamania zatrudnienia, co sygnalizowałoby, że szybkie podwyżki stóp mają hamujący wpływ na gospodarkę. W takim przypadku wzrosłyby obawy rynkowe, że gospodarkę USA czeka „twarde lądowanie”, co z pewnością wywarłoby presję na dolara. Jesteśmy na początku cyklu podwyżek stóp procentowych, dlatego też uważam, że jest zdecydowanie za wcześnie na tego typu sygnały. Kilka tysięcy miejsc pracy więcej lub mniej nie jest obecnie sygnałem, że w zatrudnieniu zachodzą fundamentalne zmiany, a tym samym powodem do niepokoju. Wahania te wynikają raczej z czynników sezonowych lub specjalnych. A to, że gospodarka w USA nadal dobrze funkcjonuje, pokazał wczorajszy indeks ISM.

Łukasz Zembik, DM TMS Brokers

Wpływ wojny w Ukrainie na sytuację finansową polskich przedsiębiorstw

Ponad 80 proc. mikro, małych i średnich firm opowiada się za wprowadzeniem sankcji gospodarczych na Rosję i Białoruś – wynika z badania sektora MŚP dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, przeprowadzonego po dwóch miesiącach wojny. Sektor MŚP popiera ograniczenia, mimo przekonania o tym, że może się to niekorzystnie przełożyć na biznes. Już teraz bezpośredni negatywny wpływ na swoje działanie zauważa prawie co ósma firma. Przedsiębiorcy przestraszeni inflacją i ukraińską wojną coraz mocniej naciskają na zleceniodawców, by płacili im w terminie. Jedynie co czwarty podmiot nie robi nic w tym zakresie.

Pomimo tego, że sankcje mogą mieć wpływ na ich biznes, przedstawicie MŚP niemal jednogłośnie popierają ich nakładanie na Rosję i Białoruś, zdecydowanie za ich jest 69 proc. a raczej za 13 proc. Istotnie częściej za takimi ograniczeniami opowiadają się reprezentanci średnich przedsiębiorstw zatrudniających od 50 do 249 osób oraz handlu. Ambiwalentny stosunek – ani popieram, ani nie popieram ma 5 proc. ankietowanych, najczęściej firmy najmniejsze liczące do 9 pracowników (11 proc. wskazań). Przeciw sankcjom opowiedziało się jedynie 3 proc. badanych firm, a 10 proc. respondentów nie wie co ma myśleć na ten temat – wynika z badania Keralla Research dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

Przedsiębiorcy akceptują sankcje, choć większość – 54 proc. – zdaje sobie sprawę, że restrykcje jak i konsekwencje wojny będą wpływać na ich finanse negatywnie. Co ciekawe liczba takich opinii nie zmieniła się od pierwszej połowy marca, gdy tego typu badanie wykonane zostało po raz pierwszy.

Firmy akceptują sankcje wobec Rosji
Źródło: badanie Skaner MSP dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Co może zaskakiwać, w badaniu realizowanym po drugim miesiącu wojny, spadł odsetek firm deklarujących, że ze względu na napaść Rosji na Ukrainę działają w ograniczonym zakresie. Po pierwszych dwóch tygodniach konfliktu o problemie tym informowało 20 proc. badanych firm, po dwóch miesiącach 12 proc. podmiotów. – Z jednej strony niektóre biznesy wyszły ze stanu zawieszenia w jaki wpadły na początku, z drugiej strony strach ma wielkie oczy i część przedsiębiorców przeszacowała skalę problemów, a także szybko znalazła sposoby jak zrekompensować sobie kłopoty – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor, prowadzącego rejestr dłużników konsumentów i firm.

firmy a wojna w ukrainie
Źródło: badanie Skaner MSP dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

W większym stopniu problemy dotykają transport – 18 proc. oraz usługi 13 proc. Wśród firm budowlanych o odczuwaniu negatywnych konsekwencji mówi 12 proc. przedsiębiorstw, w przemyśle – 11 proc. Najmniej traci na wojnie handel. 8 proc. firm z tej branży deklaruje, że wojna obniżyła ich sprzedaż. Jednocześnie handel jest w największym stopniu beneficjentem sytuacji na Ukrainie, 9 proc. firm działa teraz bardziej intensywnie. Pozytywny wpływ konfliktu na sprzedaż zauważa także 7 proc. firm usługowych, przedstawiciele reszty branż rzadko mają do powiedzenia na ten temat coś dobrego. Jak wynika z badania, warunkiem by skorzystać z sytuacji jest też wielkość firmy – im większa tym większe ma na to szanse.

Ponad połowa MŚP obawia się skutków wojny

Generalnie panuje jednak lęk i obawy przed skutkami wojny. Przede wszystkim o jeszcze większy wzrost cen paliw i energii (80 proc.), pogłębienie się problemów z dostępnością surowców i półproduktów (40 proc.) oraz o podwyżki u podwykonawców (20 proc.). Inne negatywne czynniki związane z wojną to wzrost kosztów kredytów czy leasingu (14 proc) i problemy z transportem (13 proc.).

O ile wzrost cen paliw i energii najbardziej stresuje transport (96 proc.), to przerwane łańcuchy dostaw w większym stopniu niż resztę martwią przemysł (60 proc.). Firmy budowlane częściej niż pozostałe branże zwracają uwagę na negatywny wpływ na swój biznes podwyżki podwykonawców (47 proc.). Droższe finansowanie w większym stopniu jako problem postrzega handel (18 proc.), a problemy transportu – handel (27 proc.) i co zrozumiałe sam transport (22 proc.), który często pracuje na zlecenie innych firm ze swojej branży. Usługodawcy bardziej niż inne branże podkreślają utratę kontrahentów z Rosji, Białorusi i Ukrainy.

Ponad połowa MŚP obawia się skutków wojny
Źródło: badanie Skaner MSP dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Biznes przytłoczony najpierw pandemią, później inflacją, a teraz wojną zmuszony jest przykładać coraz większą wagę do dbania o płynność finansową.

– Zauważamy, że od momentu napaści Rosji na Ukrainę, firmy jeszcze bardziej dbają o poprawę jakości wzajemnych rozliczeń, a to bez wątpienia przekłada się na warunki działania biznesu i ogólną ocenę sytuacji. Udział firm, którym kontrahenci nie płacą przez ponad dwa miesiące od terminu, spadł w II kw. do 30 proc. z 33 proc. w I kw. Nie stało się to jednak samo, przedsiębiorcy chcąc aby w trudnych okolicznościach pandemii, a teraz inflacji i wojny przynajmniej ten element działał dobrze, coraz więcej uwagi poświęcają spływowi należności. I są w tym konsekwentni. Wystarczy przypomnieć, że przed rokiem o braku problemów z płatnościami mówiło jedynie 16 proc. ankietowanych w sektorze MŚP, a prawie 40 proc. nie robiło nic by poprawić sytuację. Teraz o braku problemów informuje dwa razy więcej, 30 proc. ankietowanych, a o tym, że nie podejmuje działań prawie o połowę mniej, bo 25 proc. firm – mówi Sławomir Grzelczak.

firmy a wojna w ukrainie sankcje inflacja
Źródło: badanie Skaner MSP dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Wyniki badania pokazują również, że bierną postawę zastępuje aktywne podejście do ściągania należności oraz to, że nie jest to tylko działanie samodzielnie, ale coraz częściej ze wsparciem zewnętrznym.

Na dłużników najbardziej naciskają obecnie firmy, których kłopoty ze ściąganiem należności wykraczają daleko ponad średnią dla całego sektora MŚP (30 proc.). Są to podmioty zatrudniające od 50 do 249 osób, gdzie klientów opóźniających płatności o co najmniej dwa miesiące ma prawie połowa (46 proc.) oraz reprezentanci handlu wśród których aż 44 proc. musi wykazywać się ogromną cierpliwością.

Przedsiębiorcy stawiają na rozmowę z klientem, mniej firm wydłuża terminy płatności

Co robią? Przede wszystkim stawiają na rozmowę i rozwiązania polubowne (23 proc.). Niemniej w tym kwartale wzrosło też wyraźnie wspieranie się zewnętrznymi profesjonalistami pomagającymi odzyskiwać należności. Blisko 12 proc. płaci za zewnętrzną windykację, a 10 proc. współpracuje z radcą prawnym i zdarza się, że decyduje się iść na drogę sądową z dłużnikiem. Mniej firm wydłuża też terminy płatności. Coraz częściej wykorzystywana jest istniejąca od lat ustawa o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom, sięga po nią 6,5 proc. firm.

mniej firm wydłuża terminy płatności
Źródło: badanie Skaner MSP dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

 Niestety inny z najbardziej popularnych obecnie elementów działań nakierowanych na utrzymanie płynności finansowej to powstrzymywanie się od inwestycji, na który wskazuje 28 proc. firm MŚP. Na ograniczenia stawiają przede wszystkim firmy transportowe i przetwórstwa przemysłowego – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak. – A to już z pewnością nie wróży dobrze gospodarce – dodaje.

terminy płatności
Źródło: badanie Skaner MSP dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Badanie zrealizowane w ramach projektu „Skaner MŚP”, przez Instytut Keralla Research, prowadzone co kwartał wśród mikro, małych i średnich firm. Próba = 500, technika: wywiady telefoniczne, termin: 05.04-26.04.2022.

Czynny żal już nie pomoże podatnikom?

Czynny żal to rozwiązanie, które umożliwia uniknięcie kary za niedopełnienie obowiązków podatkowych. Wprowadzane przez Ministerstwo Sprawiedliwości zmiany w kodeksie karnym skarbowym znacząco ograniczą stosowanie tego narzędzia.

Dla wielu podatników poruszanie się po skomplikowanym systemie podatkowym jest trudne i rodzi wiele niezamierzonych pomyłek. Niezłożenie deklaracji podatkowej PIT w terminie, niedokonanie płatności podatku czy niewłaściwe rozliczenie kosztów uzyskania przychodów otwiera katalog wszystkich przewinień, które mogą skutkować sankcjami karno-skarbowymi w związku z popełnieniem przestępstwa lub wykroczenia skarbowego. Instytucja czynnego żalu jest obecnie jedynym dostępnym sposobem na ich uniknięcie.

Na czym polega czynny żal?

To instytucja, która polega na zgłoszeniu przez podatnika informacji o popełnieniu przez niego zabronionego czynu, zanim organ ścigania udokumentuje wystąpienie takiego zdarzenia. Osoba wyrażająca „czynny żal” przyznaje się zatem do winy, musi zaprzestać popełniania przestępstwa oraz zgłosić chęć uregulowania wszelkich spraw z Urzędem Skarbowym. Co jednak ważne, podatnik musi osobiście zawiadomić odpowiedni organ o popełnieniu przestępstwa lub wykroczenia – najlepiej na piśmie albo ustnie do protokołu.

Zawiadomienie musi zawierać kluczowe informacje i okoliczności dotyczące popełnionego czynu, czyli na przykład wskazywać osoby uczestniczące w popełnionym czynie bądź przyczyny popełnienia wykroczenia. Wyjaśnienie musi być prawdziwe i może dotyczyć przypadku losowego albo sytuacji osobistej. Ponadto, należy uiścić całą wymagalną należność publicznoprawną uszczuploną w wyniku czynu zabronionego, wraz z odsetkami – informuje Maciej Blajer z Systim.pl.

Rozpoczęcie czynności urzędowych wyklucza czynny żal

Dotychczasowe przepisy mówiły o tym, że aby czynny żal był skuteczny, trzeba go złożyć przed rozpoczęciem czynności służbowych przez organ ścigania.  Decyzją Ministerstwa Sprawiedliwości nowe przepisy mają zmienić art. 16 § 5 pkt 2 Kodeksu karnego skarbowego (KKS), nadając mu inne brzmienie: „po rozpoczęciu przez organ ścigania czynności służbowej, w szczególności przeszukania, czynności sprawdzającej lub kontroli zmierzającej do ujawnienia przestępstwa skarbowego lub wykroczenia skarbowego, chyba że czynność ta nie dostarczyła podstaw do wszczęcia postępowania o ten czyn zabroniony.”

Oznacza to, że o ile dotychczas czynny żal był wykluczony po podjęciu działań przez organy ścigania, to teraz jego złożenie nie będzie możliwe już po podjęciu każdej czynności urzędowej wobec podatnika, jak na przykład sprawdzenia poprawności rozliczeń – dodaje specjalista z Systim.pl.

Resort w uzasadnieniu pisze, że „aktualnie często brak jest możliwości ścigania sprawców przestępstw skarbowych i wykroczeń ujawnionych w trakcie kontroli przeprowadzonej co prawda przez uprawniony organ, jednak inny niż organ ścigania”. Według ekspertów zmiany są niekorzystne dla podatników, gdyż odbierają im jedyną skuteczną możliwość uchronienia się przed odpowiedzialnością karną skarbową za niezamierzoną pomyłkę. W efekcie czynny żal może stać się instytucją, z której podatnicy już wkrótce będą mogli korzystać stosunkowo rzadko.

Kool2Play: Prezes sprzedał swoje akcje i objął papiery nowej emisji

Marcin Marzęcki, prezes Kool2Play dał mocny sygnał wiary w spółkę i jej flagowy produkt, grę Uragun, która we wczesnym dostępie zadebiutowała w ubiegłym miesiącu. Środki ze sprzedaży części swojego pakietu akcji, przeznaczył na zakup akcji nowej emisji, pomimo że ich cena emisyjna jest ponad dwukrotnie wyższa niż notowania spółki na NewConnect.

Marcin Marzęcki sprzedał 45 455 akcji serii A1, w cenie 6,60 zł, za łączną kwotę 300 003 zł. Środki te przeznaczył na zakup 15 000 akcji emisji G po 20 zł za sztukę.

Z jednej strony chciałem pokazać, iż uważam, że akcje spółki są moim zdaniem mocno niedoszacowane, a z drugiej maksymalne dofinansować spółkę po to, by ta mogła realizować w pełni swoją strategię między innymi w sferze rozwijania gry Uragun, której oceny pokazują, że ma duży potencjał komercyjny. Wierzę w naszą wizję i realizację wszystkiego o czym dotychczas mówiliśmy, widzę jednak potrzebę drobnych modyfikacji strategii działania spółki. Pracujemy nad ich wprowadzeniem i mam nadzieję, że już niebawem będziemy mogli opowiedzieć o nich więcej – mówi Marcin Marzęcki, prezes Kool2Play.

Zarząd Kool2Play jest zmotywowany i pewny, że maksymalne dofinansowanie pozwoli wejść spółce na najwyższe obroty i doprowadzić do komercyjnego sukcesu swoją flagową grę, która wzbudza coraz większe zainteresowanie wydawców. Game Developer znad Wisły dalej realizuje plan działania odnośnie animacji sprzedaży Uraguna.

Zakończyliśmy pierwszy etap współpracy z EXOR Studios, która polegała na sprzedaży gier Riftbreaker oraz Uragun w atrakcyjnym pakiecie cenowym. Wciąż trwa bundle gry Uragun z X-Morph: Defense. Już teraz możemy powiedzieć, że obie firmy są zadowolone ze współpracy – opowiada prezes. – Wkrótce w ofercie będziemy mieć także kolejny bardzo atrakcyjny pakiet z nowym partnerem.

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami Kool2Play uruchomiło akcję promocyjną Uraguna na platformie Steam. Gracze przez kolejne 14 dni będą mogli nabyć tytuł w cenie obniżonej o -20%. Dodatkowo twórca nie ustaje w dalszych działaniach mających na celu dotarcie z grą do szerszego grona odbiorców. Produkcja Kool2Play znalazła się wśród gier dostępnych w formule early access na festiwalu Steam Dreamhack Beyond. Zarząd prowadzi też dalsze rozmowy z potencjalnymi wydawcami.

Cieszymy się, że Uragun wzbudza zainteresowanie wśród wydawców. Uważamy, że pomoc w zakresie wydania i marketingu znacząco wpłynie na rozwój naszego tytułu i zdecydowanie zwiększy jego widoczność wśród innych tytułów – kończy prezes.

Przychody Digital Network w kwietniu wzrosły o 56%

Według wstępnych szacunków, przychody Digital Network w kwietniu wyniosły 3,9 mln zł i były o 56% wyższe w stosunku do kwietnia 2021 roku, w którym osiągnęły 2,5 mln zł. Po czterech miesiącach br., szacunkowe przychody Digital Network wyniosły łącznie 12,6 mln zł i były o 53% wyższe niż w analogicznym okresie 2021 roku. W przypadku spółki zależnej Screen Network SA sprzedaż w kwietniu była większa niż przed rokiem o 64% i wynosiła 3,6 mln zł.  Po czterech miesiącach br., szacunkowe przychody spółki zależnej wyniosły łącznie 11,4 mln zł i były wyższe o 63% r./r.

– Bardzo dobre wyniki sprzedaży kwietnia potwierdzają, że jesteśmy głównym beneficjentem transformacji cyfrowej w reklamie zewnętrznej. Mamy największą w Polsce sieć 20 tysięcy ekranów, posiadającą duże zasięgi reklamowe. Dzięki nim docieramy z kampaniami do 6,5 mln osób dziennie. Zbudowanie tak dużej infrastruktury reklamowej zajęło nam 10 lat. Jest to proces wieloletni i kosztowy. Obecnie czerpiemy z niego profity, a domy mediowe traktują nas jako lidera całej kategorii cyfrowej reklamy zewnętrznej w Polsce. Dzięki temu realizujemy coraz więcej kampanii i pozyskujemy nowych reklamodawców – komentuje Wojciech Bieńkowski, prezes Digital Network.

Model biznesowy Digital Network polega na sprzedaży czasu reklamowego  w dostępnej sieci nośników. Stałe koszty bezpośrednie obsługi sieci ekranów oraz istotnie większa od obecnie zakontraktowanej pojemność sieci daje możliwość dalszego zwiększania przychodów bez dodatkowych nakładów inwestycyjnych co przekłada się na wzrost rentowności. Infrastruktura Digital Network składa się z czterech rodzajów nośników. Najważniejszymi z nich są ekrany Super Screen, znajdujące się w centralnych punktach miast oraz wielkoformatowe ekrany LED CITY, mieszczące się  przy głównych skrzyżowaniach i arteriach komunikacyjnych.

Reklamodawcy wybierają ekrany LED ponieważ oferują nieporównywalnie większe możliwości w zakresie kreacji niż statyczna, papierowa ekspozycja  na bilbordzie. Badania dowodzą, że atrakcyjnie przygotowana reklama cyfrowa jest 20 razy lepiej zapamiętywana. Co ważne, nasze zasięgi reklamowe i pozycja lidera reklamy cyfrowej w Polsce umożliwia bezpośredni kontakt z centralami globalnych marek, takich jak na przykład Samsung. Dzięki temu mamy dostęp do ich międzynarodowych budżetów. Przykładem na to jest wspólna kampania nowych modeli telefonów w formacie 3D z udziałem Żabsona – podkreśla prezes Bieńkowski.

W ubiegłym roku Digital Network wypracowało przychody o 34% wyższe niż w 2020 roku. Spółka wygenerowała zysk netto na poziomie 10 mln natomiast EBITDA Digital Network wzrosła o 111% i wynosiła 18,7 mln zł. Digital Network do udanych może zaliczyć, również początek bieżącego roku. Lider rynku cyfrowej reklamy zewnętrznej odnotował w I kw. 2022 r. 8,7 mln zł przychodów, co oznacza wzrost o 54% r./r. Zysk netto wzrósł o 90% r./r. i wynosił 1,1 mln zł. EBITDA Digital Network wynosiła 4,2 mln zł, rosnąc o 12% r./r.

Dane z rejestrów dłużników: Mazowieckie, śląskie i wielkopolskie liderami zadłużenia wśród deweloperów

Ponad miliard złotych zalegają deweloperzy wraz z częścią firm budowlanych z woj. mazowieckiego. Będzie mniej inwestycji i więcej upadłości.

Jak podaje Krajowy Rejestr Długów, na koniec marca br. najwięcej zadłużonych firm deweloperskich było w województwach mazowieckim, śląskim oraz wielkopolskim. Dłużnicy z tych obszarów otwierają podobne zestawienie sporządzone na podstawie danych z Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK. W tym przypadku analiza objęła podmioty wykonujące roboty budowlane związane ze wznoszeniem budynków. W zależności od rejestru, najmniej dłużników jest w woj. opolskim oraz świętokrzyskim. Z kolei największe średnie zadłużenie dotyczy dłużników bez adresu – ok. 158 tys. zł, a także z woj. podkarpackiego – ponad 629 tys. zł. Eksperci komentujący wyniki zwracają uwagę na to, że przez różne zawirowania w gospodarce i sytuację w branży będzie powstawało mniej nowych inwestycji.

Mazowieckie na czele

Z danych Krajowego Rejestru Długów (KRD) wynika, że na koniec pierwszego kwartału br. najwięcej zadłużonych firm deweloperskich było z woj. mazowieckiego – 1 020 (kwota zadłużenia – ok. 55 mln zł), śląskiego – 564 (ok. 20,7 mln zł), a także wielkopolskiego – 446 (ok. 17,2 mln zł). Natomiast według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK, w ww. czasie najwięcej dłużników, wykonujących roboty budowlane związane ze wznoszeniem budynków, było w woj. mazowieckim – 2 709 (kwota zadłużenia – 1,003 mld zł). Dalej widać śląskie – 1 777 (ok. 170,1 mln zł), jak również wielkopolskie – 1 485 (163,3 mln zł).

– Mazowieckie, śląskie, wielkopolskie są województwami najludniejszymi. Dlatego aktywność branży deweloperskiej jest tam największa. To przekłada się również na występowanie na tych obszarach największej liczby dłużników. Biorąc pod uwagę ilość działających w Polsce firm deweloperskich, wydaje się, że istniejąca grupa dłużników nie powinna odbijać się na sytuacji branży w danym regionie – komentuje radca prawny Emilia Miśkiewicz z Kancelarii Radców Prawnych JK&M.

Według KRD, na koniec marca br. najmniej zadłużonych firm deweloperskich było z woj. opolskiego – 63 (kwota zadłużenia – ok. 1,4 mln zł), podlaskiego – 71 (prawie 1,7 mln zł), a także świętokrzyskiego – 79 (ok. 3 mln zł). Ponadto w zestawieniu jest ośmiu dłużników bez wskazania województwa (blisko 1,3 mln zł). Nieco inaczej wygląda sytuacja na podstawie danych z Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK. Na koniec I kw. br. najmniej dłużników, wykonujących roboty budowlane związane ze wznoszeniem budynków, było z woj. świętokrzyskiego – 307 (54,6 mln zł). Następnie w rejestrze widnieją zadłużeni z woj. opolskiego – 313 (ok. 23,5 mln zł) oraz podlaskiego – 336 (ok. 35,8 mln zł).

– Dane dotyczące liczby dłużników są związane z tym, że poszczególne obszary wykazują się największą i najmniejszą aktywnością. Na przykład Podlasie to najmniej zasobne województwo, jeżeli chodzi o liczbę mieszkańców. Występuje tam najmniejsze zapotrzebowanie na nowe mieszkania. Z kolei równocześnie stamtąd odbywa się największa migracja do większych ośrodków – analizuje Wojciech Kuc, ekspert Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości.

Średnie zadłużenie

Z zestawień KRD wynika, że na koniec pierwszego kwartału br. największe średnie zadłużenie dotyczyło dłużników bez wskazanego województwa – ponad 157,8 tys. zł, a także z woj. podkarpackiego – ok. 112,8 tys. zł, mazowieckiego – prawie 53,9 tys. zł, jak również łódzkiego – przeszło 48,5 tys. zł. Natomiast z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK wynika, że 31 marca br. największe średnie zadłużenie analizowanej grupy dotyczyło dłużników z podkarpackiego – ok. 629,2 tys. zł. Na kolejnych miejscach widzimy woj. lubelskie – ok. 375,2 tys. zł, jak również mazowieckie – blisko 370,3 tys. zł.

– Połowa zadłużonych firm deweloperskich w Polsce to jednoosobowe działalności gospodarcze, a druga połowa to spółki prawa handlowego. Bardzo często zadłużone podmioty to małe firmy rodzinne realizujące inwestycje mieszkaniowe na niewielką lokalną skalę. Często budują na sprzedaż pojedyncze domy jednorodzinne, bliźniaki lub kilka segmentów w ramach szeregowców. I najczęściej te mniejsze podmioty popadają w problemy z długami, choć jak widać, raczej o zdecydowanie ograniczonej skali – analizuje Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Z kolei Mateusz Stachewicz, ekspert Polskiego Związku Firm Deweloperskich, podkreśla, że wykonawstwo i materiały budowlane to często długie łańcuchy. Zadłużenie jednego z podmiotów może mieć wpływ na wiele następnych. PZFD nie wyklucza nawet wzrostu upadłości w sektorze wykonawczym. Według ankiety wśród firm członkowskich, w największych miastach koszty samego wykonawstwa wzrosły średnio o 500-1000 zł w przeliczeniu na metr kwadratowy wytworzonego mieszkania. I dotyczy to tylko okresu od początku agresji Rosji na Ukrainę.

– Na pewno część firm z branży deweloperskiej upadnie, ale to normalny proces na rynku. Już samo budowanie jest obecnie dużo trudniejsze ze względu na podniesienie cen produktów, ich niedostępność czy brak siły roboczej w związku z koniecznym powrotem ukraińskich robotników. Do tego dochodzi późniejsza sprzedaż z marżą. Widać to na obrzeżach Warszawy, gdzie powstaje dużo segmentów, np. w Markach, Ząbkach, Kobyłce czy Grodzisku Mazowieckim. Tu już pojawiają się problemy ze znalezieniem klientów – dodaje Wojciech Kuc.

Rynek pod lupą

Jak zaznacza Jarosław Jędrzyński, trudno nie zauważyć problemów, z jakimi deweloperka mieszkaniowa musi mierzyć się już teraz, a które będą przybierać na sile w przewidywalnej przyszłości. Jednak nie dotyczą one sytuacji finansowej i ryzyka niekontrolowanego wzrostu zadłużenia. Ekspert podkreśla, że z poważnymi trudnościami finansowymi zmaga się branża budowlana, obejmująca firmy wykonawcze i podwykonawcze. Tradycyjnie głównym powodem są zatory płatnicze, ale nie tylko.

– Spodziewamy się, że 2022 rok będzie o kilkadziesiąt procent gorszy od poprzedniego w zakresie nowych inwestycji. Wiele firm ograniczyło czy wstrzymało swoje plany w tym zakresie, które miały zostać zrealizowane w najbliższych miesiącach. Będziemy mieć więc ograniczenie po stronie podażowej, ale też znaczny spadek zdolności kredytowej Polaków – stwierdza ekspert PZFD.

Z kolei radca prawny Klaudyna Jarzec-Koślacz z Kancelarii Radców Prawnych JK&M zwraca uwagę na trudności w oszacowaniu kosztów samej budowy. One mogą wpłynąć na spowolnienie branży poprzez wstrzymanie nowych inwestycji, a tym samym na regulowanie zobowiązań. Według eksperta, pozytywnie na zadłużenie w deweloperce może wpłynąć pojawienie się funduszy inwestycyjnych. One kupują całe budynki mieszkaniowe z myślą o długoterminowym wynajmie. Wielu młodych ludzi nie będzie stać na kredyt. Sytuacja zmusi ich do tego, żeby wybrać taką opcję zamieszkania.

– Państwo powinno przygotować zmiany w przepisach, żeby ochronić klientów firm deweloperskich, bo rachunek powierniczy nie do końca się sprawdza. Powinny pojawić się regulacje o możliwości sprzedawania tylko gotowych mieszkań czy domów na wzór firm działających we Francji, bo też nie każdy ubezpieczyciel będzie chciał wziąć pod ochronę taką inwestycję – podsumowuje ekspert z PFRN.

Czy kosztowne kredyty inwestycyjne wyhamują rynek mieszkaniowy? Deweloperzy odpowiadają

Czy pozyskanie kapitału na inwestycje w bankach, które jest teraz obarczone wyższymi kosztami spowoduje ograniczenie ilości projektów wprowadzanych na rynek i ceny mieszkań? Czy deweloperzy poszukują alternatywnych sposobów finansowania nowych projektów? Jakich? Sondę opracował serwis nieruchomości dompress.pl

Andrzej Oślizło, prezes zarządu Develia S.A.

Wzrost stóp procentowych i wyższe koszty pozyskiwania kapitału będą miały negatywny wpływ na liczbę lokali wprowadzanych do oferty oraz wzrost cen. Nasza spółka, zgodnie z planem, zwiększa ofertę, ale utrzymanie założonego tempa uzależniamy od dalszego rozwoju sytuacji na rynku. Praktycznie wszystkie inwestycje finansujemy ze środków własnych oraz z przedpłat klientów. Dobra sprzedaż już na początkowym etapie realizacji umożliwia wsparcie finansowania projektów.

Z uwagi na zmieniające się realia na rynku i spodziewany spadek tempa sprzedaży analizujemy różne opcje, w tym rozwój w bardziej perspektywicznych obszarach, m.in. PRS, realizację projektów w formule JV czy też z większym udziałem finansowania bankowego. Posiadamy wystarczające rezerwy finansowe, aby w większym niż dotąd zakresie wesprzeć finansowanie projektów ze środków własnych, co będzie szczególnie istotne dla naszych klientów w trudniejszym czasie na rynku.

Dariusz Szczypiński, dyrektor finansowy w Nickel Development

Wielokrotne już podwyżki stóp procentowych miały niebagatelny wpływ na wzrost kosztów związanych z finansowaniem inwestycji, a jego poziom uzależniony jest oczywiście od specyfiki danego projektu deweloperskiego. Ogólnie rzecz biorąc, skokowy wzrost oprocentowania mógł przełożyć się nawet na kilkaset złotych wyższe koszty pozyskania finansowania w przeliczeniu na 1 mkw. powierzchni użytkowej nieruchomości.

Wzrost oprocentowania kredytów może dodatkowo spowodować wstrzemięźliwość części deweloperów w kwestii zakupu nowych gruntów oraz rozpoczynania inwestycji. Przy prognozowanym spadku tempa sprzedaży koszt w postaci procentu składanego, ponoszony z uwagi na długi czas, jaki upływa od nabycia gruntu do odzyskania środków podczas sprzedaży jest dla wielu deweloperów zwyczajnie nie do zaakceptowania. Część spółek deweloperskich sprzedaje właśnie teraz niektóre swoje aktywa, aby odmrozić gotówkę i tymi środkami sfinansować bliższe w czasie projekty i w ten sposób uniknąć zadłużania się. Tak więc, zawsze warto szukać alternatywnych źródeł finansowania, a mówię to z pełnym przekonaniem, ponieważ już od dawna korzystamy z takich możliwości.

Zbigniew Juroszek, prezes Atal S.A.

Spółka w swoim modelu zakłada finansowanie projektów, zarówno ze środków własnych, jak i obcych, a także w systemie mieszanym. Wyższe oprocentowanie kredytów i emitowanych przez Atal obligacji spowoduje oczywiście wzrost kosztów finansowych. Obecna sytuacja płynnościowa spółki w połączeniu z wpływami z zakontraktowanych wcześniej mieszkań pozwala jednak na ograniczenie obcych źródeł finansowania do niezbędnego minimum. Aktualnie Grupa zabezpieczyła środki finansowe, które pozwolą na finansowanie przedsięwzięć w dużej mierze ze środków własnych.

Małgorzata Ostrowska, dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Finansowanie inwestycji to jedna ze składowych ceny mieszkania, a zatem wyższe stopy procentowe oznaczają wyższą finalną cenę. Jak dotąd ten czynnik nie wpłynął istotnie na koszt realizacji naszych inwestycji, ponieważ wiele z nich w znacznym stopniu lub nawet całkowicie finansujemy sami, bądź po spłacie kredytu sprzedajemy w projekcie gotowe lokale. Przykładem jest inwestycja Jerozolimskie Invest w alejach Jerozolimskich w Warszawie, gdzie klient możne kupić gotowy do zamieszkania, funkcjonalnie urządzony lokal.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. rozwoju w Wawel Service

Na tę chwilę nie widzimy zależności pomiędzy podwyższonymi stopami procentowymi a powstawaniem nowych inwestycji. Podobnie, wysoka inflacja to nie jest główny czynnik wpływający na cenę mieszkania i koszty budowy. Głównym czynnikiem jest tutaj cena gruntu. Posiadamy bank ziemi w całej Polsce oraz środki własne pozwalające na realizację kolejnych inwestycji. Obecnie nie przewidujemy również poszukiwania alternatywnych rozwiązań finansowych. Wszystkie nasze inwestycje są realizowane zgodnie z wyznaczonym wcześniej harmonogramem prac i nie prognozujemy na ten moment żadnych opóźnień.

Piotr Ludwiński, dyrektor ds. Sprzedaży i Obsługi Klientów w Archicom S.A.

Firma ma stabilną sytuację finansową, nie posiadamy kredytów inwestycyjnych i cieszymy się zaufaniem instytucji finansowych, a na zachodzące zmiany patrzymy w perspektywie długoterminowej. Nasze 35-letnie doświadczenie i mocna pozycja rynkowa pozwalają na elastyczne dostosowywanie oferty do aktualnego popytu. Decyzję o rozpoczęciu projektu każdorazowo poprzedzamy dokładną analizą, stawiając na pierwszym miejscu ochronę interesów spółki, akcjonariuszy i inwestorów. Zmiana stóp procentowych, a tym samym wzrost kosztu finansowania, dotyczy całego rynku i to naturalne, że będzie wpływać na ostateczną cenę mieszkań, jednak nie jest to jedyny czynnik. Z naszych obserwacji wynika, że istotnie zmieniają się również ceny i dostępność gruntów, materiałów czy koszty wykonawstwa, co może powodować potencjalne problemy u mniejszych podmiotów. Większe niebezpieczeństwo, będące skutkiem wyższych stóp procentowych, widzimy w ograniczeniu zdolności kredytowej naszych potencjalnych klientów.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Grupie Robyg

Wyższe stopy procentowe mają przede wszystkim przełożenie bezpośrednio na klientów, ich zdolność kredytową i wielkość mieszkania, na jakie mogą sobie pozwolić. Oczywiście finansowanie inwestycji w tak trudnych warunkach makroekonomicznych jest niełatwe. Należy jednak zaznaczyć, że Grypa Robyg ma bardzo dobrą pozycję gotówkową. Natomiast główny wpływ na ceny mieszkań ma inflacja oraz drastyczny wzrost kosztów materiałów budowlanych, energii, usług i surowców. To z pewnością będzie bardzo ważny czynnik, który zdeterminuje wielkość popytu na mieszkania, a tym samym dopasowującą się do niego podaż. Zakładamy, że zdecydowanie zwiększy się rynek mieszkań na wynajem i tu już obserwujemy rosnące zainteresowanie klientów.

Yaron Shama, dyrektor Finansowy Ronson Development

Wyższe stopy procentowe w znacznym stopniu przekładają się na koszty związane z finansowaniem procesu inwestycyjnego. W przypadku dewelopera, który emituje obligacje, by sfinansować zakup gruntu ponoszenie kosztów inwestycji rozpoczyna się od pierwszego dnia. Zwykle są to koszty stałe, doliczane do kosztów inwestycji i ponoszone aż do zakończenia budowy. Drugi aspekt dotyczy finansowania procesu budowy przez bank, co może oczywiście wpłynąć na całkowite koszty inwestycji. W tym przypadku najważniejsze jest to, w jakim tempie prowadzona jest sprzedaż. Jeśli jest ona na zadowalającym poziomie, ekspozycja na wysokie odsetki nie jest istotna.

Ronson Development stale poszukuje alternatywnych, dodatkowych sposobów na pozyskanie finansowania. W pierwszym kwartale 2022 roku, dzięki pomocy naszego głównego udziałowca, podpisaliśmy umowę SAFE z potencjalnymi inwestorami. Zawsze rozważamy także możliwości JV z właścicielami gruntów.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Wyższe stopy procentowe i zaostrzenie kryteriów dotyczących obliczania zdolności kredytowej mają przede wszystkim negatywny wpływ na możliwość uzyskania finansowania przez nabywców. W tej chwili nie jest to znaczący problem dla uzyskania finansowania inwestycji czy czynnik znacząco zwiększający koszty. Największe znaczenie dla potencjalnego dalszego wzrostu cen ma jednak wzrost kosztów budowy.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Generalnie finansujemy inwestycje z własnych środków oraz wpłat klientów. Pod koniec ubiegłego roku sprzedaliśmy jeden z naszych projektów w całości do funduszu. Dzięki temu zostało zapewnione m.in. finansowanie realizacji inwestycji. Takie doświadczenie pozwala nam szerzej otworzyć się na współpracę z funduszami także przy kolejnych projektach. Nie wykluczamy też pozyskiwania finansowania z banków.

Mariola Żak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Aurec Home

Prawdą jest, że wyższe stopy procentowe i wymagania dotyczące zdolności kredytowej, jakie na banki nałożyła Komisja Nadzoru Finansowego sprawiły, że kredyt jest trudniej dostępny niż jeszcze kilka miesięcy temu. Gwałtowny wzrost stóp procentowych oddziałuje negatywnie na całą branżę. Liczymy się z tym, że droższe pozyskiwanie kapitału i obsługa zobowiązań będzie miała znaczący wpływ na ilość wprowadzanych na rynek mieszkań i ich ceny. W przypadku lokali deweloperskich ceny już wzrosły w marcu 2022 roku o 19,1 proc. względem marca poprzedniego roku. Przewidujemy, że ceny mieszkań nadal będą wzrastać, ponieważ wciąż w górę idą koszty realizacji inwestycji, jednak znacznie wolniej niż dotychczas ze względu na spadek popytu. Cały czas bacznie obserwujemy zmiany zachodzące na rynku i zastanawiamy się nad optymalnym rozwiązaniem dotyczącym finansowania kolejnych inwestycji.

Teresa Witkowska, dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu Napollo Residential

Wzrost stóp procentowych wpływa bezpośrednio na wzrost kosztów finansowania nowych inwestycji. Należy się spodziewać, że w związku z tym wzrosną ceny mieszkań. Tu niestety nie da się od tego uciec, dlatego osoby, które obecnie zastanawiają się nad zakupem mieszkania nie powinny odkładać tej decyzji. W kwestii finansowania naszych, kolejnych inwestycji nie przewiduje zmian, będziemy działać jak dotychczas czyli poprzez pozyskanie finansowania we własnym zakresie.

Marcin Michalec, CEO Okam

Wzrost kosztów finansowania inwestycji z uwagi na rosnące koszty materiałów budowlanych czy podwyżki stóp procentowych w przypadku kredytu deweloperskiego lub obligacji zmiennokuponowych opartych o WIBOR mogą wpłynąć na finasowanie bieżących projektów przez niektórych deweloperów, czy na przesunięcie w czasie planowanych inwestycji.

Jednocześnie, mając na uwadze wzrost kosztów realizacji projektów w związku z rosnącymi cenami surowców i materiałów budowlanych na światowych rynkach, ceny mieszkań będą rosły, ale wzrost będzie raczej stabilny, na kilkuprocentowym poziomie. Klienci, którzy nie będą w stanie pozyskać niezbędnego finansowania na zakup mieszkania na własność zasilą zapewne, przynajmniej czasowo rynek najmu. Na wygląd rynku nieruchomości będzie miał wpływ dalszy rozwój sytuacji makroekonomicznej i finansowej w Polsce.

Joanna Janowicz, dyrektor zarządzająca w firmie Constructa Plus

Nowe inwestycje finansujemy ze środków własnych, więc potencjalne problemy wynikające z wyższych kosztów obsługi zadłużenia nas akurat nie dotyczą. Nie poszukujemy też alternatywnych rozwiązań. Mamy na różnym etapie przygotowań cztery projekty, na które zabezpieczyliśmy już finansowanie, jednak decyzja o ich uruchomieniu dopiero zapadnie. Większe znaczenie w tym kontekście mają dla nas rosnąca inflacja, niepewność na rynkach finansowych, ceny i dostępność materiałów budowlanych.

Wojciech Chotkowski, prezes zarządu Aria Development

Nasza najnowsza inwestycja Osiedle Natura 2 w Wieliszewie dotąd prowadzona była bez finansowania zewnętrznego. Udało nam się zrealizować dwie trzecie projektu ze środków własnych. Ze względu na skale naszych, nowych projektów w Poznaniu i okolicach Warszawy, jesteśmy otwarci na rozmowy z bankami i prywatnymi funduszami.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

Rosnące stopy procentowe mogą znacząco wpłynąć na całkowite koszty inwestycji deweloperskich. Stąd niezmiernie ważnym aspektem jest odpowiedzialne budowanie harmonogramów projektów. Skorelowanie ze sobą wpływów ze sprzedaży z wydatkami na projekcie pozwala minimalizować koszty finansowe. Oczywiście spółka korzysta z finansowania zewnętrznego, ale nasza polityka zabezpieczeń i zarządzania płynnością pozwala minimalizować negatywne skutki wzrostów stóp procentowych na osiągane wyniki i co ważne – ceny oferowane klientom.

Naszym zdaniem większe ryzyko spadku ilości wprowadzanych na rynek projektów mieszkaniowych objawić się może od strony popytowej. Według danych z sektora bankowego zdolności kredytowe klientów skurczyły się o 50 proc. od początku cyklu podwyżek stóp przez RPP. Z drugiej jednak strony, zauważalny, drastyczny spadek oferty mieszkań na wynajem, spowodowany napływem uchodźców z Ukrainy pozwala oczekiwać wzrostu sprzedaży wśród klientów inwestycyjnych. Na bieżąco monitorujemy sytuację rynkową oraz stale poszukujemy nowych, atrakcyjnych źródeł pozyskiwania kapitału.

Ustawa deweloperska – kupujący nieruchomości pod większą ochroną. Czy na pewno?

Już 1 lipca br. wejdzie w życie nowa ustawa deweloperska. Zakłada ona powstanie Deweloperskiego Funduszu Gwarancyjnego, mającego stać na straży bezpieczeństwa konsumentów, którzy kupią mieszkanie lub dom jednorodzinny. Przed czym mają być chronieni nabywcy nieruchomość? Z jakimi wyzwaniami będą musieli zmierzyć się deweloperzy i banki?

Kluczowym założeniem nowej regulacji jest poprawa skuteczności ochrony nabywców lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego. Ma ona także poprawić bezpieczeństwo obrotu prawnego na rynku nieruchomości, co w praktyce oznacza, że do jej stosowania zobligowani będą nie tylko deweloperzy, ale także banki.

„Deweloperzy nie są zadowoleni z nadchodzących zmian, twierdząc, że ich realizacja będzie w praktyce bardzo trudna. Więcej, że w jej wyniku wzrosną także ceny nieruchomości. Pojawiają się również postulaty, aby wejście w życie ustawy przesunąć o rok. Na razie jednak brak oficjalnych sygnałów wskazujących na to, że faktycznie miałoby się tak stać.” – wyjaśnia Agnieszka Rapcewicz Compliance Officerka w Grupie ANG.

Jakie zmiany przewiduje nowa ustawa deweloperska?

Ustawa ma przede wszystkim zapewnić efektywną ochronę osób kupujących nieruchomość czy to od dewelopera czy też innego podmiotu prowadzącego działalność w zakresie obrotu nieruchomościami (flipperów). „Zmiany zakładają wyeliminowanie ryzyka utraty środków finansowych, które nabywcy wpłacają na mieszkaniowe rachunki powiernicze. Stąd też planowane jest powołanie Deweloperskiego Funduszu Gwarancyjnego. Ma on chronić klienta nie tylko przed problemami dewelopera realizującego inwestycję, ale także przed upadłością banku, który prowadzi rachunki powiernicze.” – wyjaśnia Agnieszka Rapcewicz z Grupy ANG.

Ustawa będzie miała zastosowanie do każdej umowy zawieranej przez dewelopera z nabywcą, na podstawie której deweloper zobowiązuje się do przeniesienia na nabywcę praw wynikających z umowy. Jest to ważna zmiana, ponieważ regulacjami poprzedniej ustawy nie były objęte umowy zawierane już po realizacji inwestycji. Teraz natomiast tak będzie.

Domniemanie uznania wad – co zyskuje „Kowalski”?

W celu lepszej ochrony praw nabywców wprowadzono tzw. domniemanie uznania wad. Na czym ono polega? I jakie prawa w związku z tym zyska nabywca nieruchomości?

„Jeśli deweloper nie poinformuje nabywcy o uznaniu wad albo odmowie ich uznania w ustawowym terminie 14 dni, wówczas przyjmuje się, że przedmiotowe wady uznał. Wtedy deweloper ma obowiązek usunięcia uznanych wad w terminie 30 dni od dnia podpisania protokołu. Co, jeśli wskazany termin nie będzie przestrzegany? Otóż, jeśli deweloper nie wyznaczy dodatkowego terminu na ich usunięcie, nabywca będzie mógł sam wyznaczyć termin na usunięcie wady. Więcej, w przypadku jego niedochowania przez dewelopera – może usunąć wady na jego koszt. Nabywca nieruchomości będzie mógł także odmówić odbioru lokalu lub domu w razie stwierdzenia wad istotnych. Problem polega jednak na tym, że ustawodawca nie określił, czym są dokładnie wady istotne, a to może generować istotne trudności po stronie nabywców w realizacji ich praw.” – mówi Agnieszka Rapcewicz z Grupy ANG.

Nowe obowiązki po stronie deweloperów

Wejście w życie nowej ustawy to szereg wyzwań, ale też nowych obowiązków, z którymi będą musieli się zmierzyć deweloperzy. I tak powstanie Deweloperskiego Funduszu Gwarancyjnego wiąże się z tym, że będą zobligowani oni do odprowadzania składek na fundusz. Ale to nie jedyna nowość.

„Ustawa nakłada obowiązek na każdego dewelopera do sporządzenia prospektu informacyjnego już na etapie zawierania umów rezerwacyjnych. Oczywiście o ile zdecydują się na ich zawieranie. Na marginesie warto dodać, że do ustawy wprowadzono regulacje dotyczące umów rezerwacyjnych, określające m.in. formę zawarcia umowy rezerwacyjnej czy jej minimalną treść. Dotychczas sporządzanie prospektu informacyjnego miało miejsce dopiero przed zawarciem umowy deweloperskiej. Deweloper będzie miał także obowiązek doręczenia potencjalnemu klientowi prospektu informacyjnego na nieodpłatnym trwałym nośniku – niezależnie od tego, czy wyraził takie żądanie.” – wyjaśnia Agnieszka Rapcewicz z Grupy ANG.

Dokonywanie wpłat przez nabywcę na rachunek powierniczy będzie następowało zgodnie z postępem realizacji przedsięwzięcia deweloperskiego lub zadania inwestycyjnego. O zakończeniu etapu lub zadania deweloper zobowiązany poinformować nabywcę. „Powiązanie wpłat z postępem prac ma służyć ograniczeniu ryzyka utraty przez nabywcę wszystkich środków finansowych w przypadku ewentualnej upadłości dewelopera lub banku” – wskazuje Agnieszka Rapcewicz.

Wpływ ustawy deweloperskiej na sektor bankowy

Nowa ustawa, poza deweloperami, nakłada także nowe obowiązki na banki. Chodzi o ewidencjonowanie wpłat i wypłat przez bank prowadzący mieszkaniowy rachunek powierniczy odrębnie dla każdego nabywcy. Banki będą także zobligowane do tego, by na żądanie nabywcy, podać szczegółowe informacje dotyczące wpłat i wypłat dokonanych w wykonaniu umowy.

„Nowa ustawa ma uregulować sytuacje upadłości banku prowadzącego mieszkaniowy rachunek powierniczy. I tak pomimo ogłoszenia upadłości banku, umowa deweloperska pozostanie nadal ważna. Co oznacza, że środki zdeponowane na dotychczasowym rachunku banku upadłego będą podlegały ochronie gwarancyjnej. Jest ona przewidziana w ustawie o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym, systemie gwarantowania depozytów oraz przymusowej restrukturyzacji. Warto wiedzieć, że będzie to limit gwarancyjny do wysokości 100.000 euro.” – wyjaśnia Agnieszka Rapcewicz z Grupy ANG.

Artur Maliszewski nowym prezesem Europa Ubezpieczenia

Europa Ubezpieczenia ma nowego prezesa. 1 czerwca na to stanowisko został powołany Artur Maliszewski.

Obradujące 1 czerwca rady nadzorcze spółek Europa Ubezpieczenia (Towarzystwo Ubezpieczeń Europa S.A i Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie Europa S.A.) powołały na stanowisko prezesa zarządu Artura Maliszewskiego. Nominacja wymaga uzyskania zgody ze strony Komisji Nadzoru Finansowego.

Nowy prezes Europa Ubezpieczenia ma bogate doświadczenie w branży finansowej. W latach 2017-2021 był szefem grupy AXA w Polsce. Wcześniej był prezesem Nordea PTE oraz wiceprezesem w Alior Banku i Raiffeisen Banku.

Dotychczas pełniący obowiązki prezesa Marat Nevretdinov, pozostaje w zarządach obu spółek Europy na stanowisku wiceprezesa. Jednocześnie została mu powierzona funkcja COO International Partnerships. W ramach niej będzie odpowiedzialny za rozwój nowego międzynarodowego biznesu.

Jestem przekonany, że Artur i Marat wraz z pozostałymi członkami zarządu wspólnie zidentyfikują atrakcyjne oraz rentowne możliwości rozwoju dla Europa Ubezpieczenia i całej naszej Grupy HDI International. Arturowi i Maratowi życzę, w imieniu całej Rady Nadzorczej, dobrego startu w ich nowych rolach i już dzisiaj cieszę się na naszą owocną przyszłą współpracę -– mówi Wilm Langenbach, przewodniczący Rady Nadzorczej spółek Europa Ubezpieczenia.

Większościowym akcjonariuszem Europa Ubezpieczenia jest należący do Talanx – niemieckiego giganta ubezpieczeniowego – HDI International, który ma 50% + 1 akcję towarzystwa. W akcjonariacie Europy są także: japoński gigant ubezpieczeniowy Meiji Yasuda (33,46% akcji), Getin Noble Bank (9,08%) i Getin Holding (7,46%).

Faktura wystawiona z wyższym VAT – czy można dokonać korekty?

Art. 108 ustawy o podatku od towarów i usług sankcjonuje konieczność zapłaty VAT w przypadku wystawienia faktury, na której jest on wykazany. Co jednak w sytuacji, gdy po wystawieniu faktury okaże się, że wykazana kwota jest błędna?

Wystawienie faktury VAT uruchamia obowiązek zapłaty podatku, nawet jeśli jest wyższy niż powinien

W przypadku gdy osoba prawna, jednostka organizacyjna niemająca osobowości prawnej, lub osoba fizyczna wystawi fakturę, na której wykaże kwotę podatku, jest obowiązana do jego zapłaty. Przepis ten stosuje się również w przypadku, gdy podatnik wystawi fakturę, w której wykaże kwotę podatku wyższą od kwoty podatku należnego.

Prace w budynkach zbiorowego zamieszkania społecznego programu mieszkaniowego

Przedsiębiorca będący zarejestrowanym, czynnym podatnikiem VAT zawarł z inwestorem kontrakt na wykonanie projektu termomodernizacji, przebudowy, modernizacji i remontu dwóch budynków, oraz części zaprojektowanych robót budowlanych w obu budynkach w granicach środków finansowych, którymi będzie dysponował Inwestor.

Firma wykonała roboty we wszystkich branżach budowlanych: ogólnobudowlanej, sanitarnej i elektrycznej. Rozpoczynając prace główny wykonawca przyjął, że stawka VAT dla tych usług będzie wynosić 23%. W trakcie realizacji inwestycji częściowe odbiory robót następowały etapami, a za wykonane prace przedsiębiorca wystawiał inwestorowi faktury z przyjętą stawką. Powziął jednak wątpliwość, czy część fakturowanych prac nie powinna zostać obarczona niższą, 8% stawką podatku od towarów i usług. Chodziło o roboty budowlane wykonane w budynkach zaliczonych do budownictwa zbiorowego, objętego społecznym programem mieszkaniowym.

Zgodnie z wydanymi wcześniej interpretacjami, jeśli prace wykonano w takich budynkach jako całości, jak również w ich części, ale w zakresie części mieszkalnych – wówczas zastosowanie znajdzie stawka 8% VAT. W odniesieniu do części niemieszkalnej będzie obowiązywać natomiast stawka 23% VAT.

Co z korektą?

Główny wykonawca wystąpił do organu podatkowego z pytaniem, czy jeśli zawarł z inwestorem jedną umowę na remonty budynków zaszeregowanych z godnie z Polską Klasyfikacją Obiektów Budowlanych pod symbolem 1130 jako Budynki zbiorowego

zamieszkania i objętych społecznym programem mieszkaniowym, to prace w położnych w nich lokalach będą mogły zostać zafakturowane ze stawką 8% VAT? Jeśli tak, to czy wykonawca robót powinien dokonać korekty VAT na wystawionych już z wyższą stawką fakturach?

Obowiązek wystawienia faktury korygującej

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej przyznał, że na mocy art. 41 ust. 12 ustawy o VAT 8% stawkę podatku od towarów i usług stosuje się do dostawy, budowy, remontu, modernizacji, termomodernizacji lub przebudowy obiektów budowlanych lub ich części zaliczonych do budownictwa objętego społecznym programem mieszkaniowym. By podatnik mógł ją zastosować, niezbędne jest spełnienie dwóch warunków:

  • zakres wykonywanych czynności musi dotyczyć budowy, remontu, modernizacji, termomodernizacji budynków lub ich dostawy;
  • budynki, lub ich części, których dotyczą ww. czynności, muszą być zaliczane do budownictwa objętego społecznym programem mieszkaniowym.

Z uwagi na fakt, że w opisanym przez przedsiębiorcę we wniosku o wydanie interpretacji stanie faktycznym obie te przesłanki zostały spełnione, udokumentowane przez niego prace powinny korzystać z 8% stawki opodatkowania VAT. Powinien on więc skorygować dokonane już rozliczenie z błędną stawką 23% VAT.

„… jeżeli podatnik wystawił fakturę ze stawką wyższą od obowiązującej na dany towar lub usługę, to niezależnie od tego, że podatek ten zawyżył, ma obowiązek odprowadzenia go do budżetu w takiej wysokości, jaka została wykazana na wystawionej fakturze. W konsekwencji zastosowania błędnej stawki VAT dla danego towaru bądź usługi, sprzedawca musi ten błąd skorygować poprzez wystawienie faktury korygującej” (Interpretacja indywidualna z dnia 16 lutego 2022 r. Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej nr 0114-KDIP1-1.4012.821.2021.2.AKA).

Podsumowanie

W takich rozliczeniach najistotniejsze jest właściwe określenie świadczonych usług, czy dokonanych dostaw, zgodnie z odpowiednimi symbolami kwalifikacji: PKWiU, PKD, czy PKOB. Przedsiębiorcy muszą pamiętać, że na etapie wydawania interpretacji indywidualnej organ jest zobligowany do oceny skutków podatkowych dla czynności opisanych we wniosku przez podatnika i przez niego zaszeregowanych do danego symbolu.

Uzyskane dzięki korzystnej interpretacji organu podatkowego zabezpieczenie nie oznacza

jednak gwarancji pełnej ochrony przedsiębiorcy, jeśli skarbówka na późniejszym etapie stwierdzi, że faktycznie dokonane dostawy czy usługi różniły się od tych, które podatnik opisał we wniosku o wydanie interpretacji.

Autor: Agnieszka Stachurska, dyrektor biura rachunkowego Skarbiec Corporate Services, z grupy Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

 

Eurohold ze znacznym wzrostem w I kwartale 2022 r.

  • Przychody Euroholdu wzrosły ponad czterokrotnie w pierwszym kwartale 2022 r. i wyniosły 0,85 mld EUR
  • Zysk operacyjny (EBITDA) wzrósł prawie dziesięciokrotnie do 47 mln EUR
  • Aktywa zwiększyły się o 7,4% do ok. 2,5 mld EUR
  • Przychody ze składek Euroins, segmentu ubezpieczeniowego wyniosły 240 mln EUR (+88% r/r)

Eurohold Bulgaria AD, wiodąca grupa finansowo-energetyczna w Europie Południowo-Wschodniej i czwarta co do wielkości spółka z regionu CEE notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, odnotowała rekordowe przychody i zwielokrotniła zysk w pierwszym kwartale 2022 r.

Łączne przychody w okresie styczeń-marzec br. wzrosły ponad czterokrotnie do ponad 0,85 mld EUR. To głównie efekt konsolidacji wyników byłych spółek zależnych Grupy CEZ w Bułgarii, które zostały przejęte przez Eurohold w lipcu 2021 r. i obecnie działają pod marką Electrohold Bulgaria. W pierwszym kwartale 2022 r. działalność energetyczna stanowiła nieco ponad połowę łącznych przychodów grupy. Do wzrostu przyczynił się również wzrost przychodów ze składek z działalności ubezpieczeniowej, generowanych przez Euroins Insurance Group (EIG) na nowych rynkach, w tym w Polsce.

Główną rolę we wzroście rentowności holdingu odegrała działalność energetyczna. Zysk EBITDA segmentu energetycznego przekroczył w tym okresie 36 mln EUR. Znacząco poprawiła się także rentowność działalności ubezpieczeniowej – zysk operacyjny wygenerowany przez ten segment wzrósł ponad dwukrotnie do 10,4 mln EUR. Łączny zysk EBITDA holdingu przekroczył 47 mln EUR, co oznacza dziesięciokrotny wzrost w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. Z kolei zysk netto w pierwszym kwartale wyniósł prawie 19 mln EUR, czyli 30-krotnie więcej niż w tym samym okresie 2021 r.

Aktywa holdingu wzrosły o 7,4% w ujęciu rocznym do prawie 2,5 mld EUR.

Rozpoczęliśmy 2022 rok bardzo pozytywnie w dwóch kluczowych segmentach naszej działalności, tym samym kontynuując bardzo dobre wyniki osiągnięte w 2021 r. Będziemy dążyć do utrzymania dodatniego tempa wzrostu przez resztę roku. Jak dotąd konflikt zbrojny na Ukrainie nie wpłynął na naszą działalność. Jesteśmy dobrze przygotowani, aby sprostać nowym wyzwaniom. Nasz biznes na Ukrainie nadal działa, choć w wolniejszym tempie i na obszarach mniej dotkniętych wojną. Co szczególnie istotne, zdołaliśmy ochronić naszych kolegów na Ukrainie oraz ich rodziny, które zakwaterowaliśmy w Bułgarii  – mówi Kiril Boshov, prezes zarządu Eurohold.

Spółka zależna Eurohold – EIG, jest właścicielem dwóch firm ubezpieczeniowych na Ukrainie – Euroins Ukraine i European Travel Insurance Ukraine, które nie zaprzestały działalności na Ukrainie. Udział obu firm w aktywach grupy ogółem jest niewielki i wynosi poniżej 5%. Większość pracowników obu ukraińskich spółek i ich rodzin została ewakuowana do Bułgarii tuż po rozpoczęciu konfliktu (obecnie pracują zdalnie).

Ilaria Caputo nową interim CEO Grupy ARC Europe

Firma ARC Europe ogłosiła, że Stefano Sarti, Dyrektor Zarządzający Grupy, z dniem 31 maja 2022 r. opuści firmę, aby realizować nowe projekty. Zarząd mianował Ilarię Caputo, Chief Finance & Insurance Officer, na nowego interim CEO Grupy.

„Pod kierownictwem Stefano, ARC Europe doskonale poradził sobie z bezprecedensowymi wyzwaniami stojącymi przed branżą motoryzacyjną” – powiedział Mahbod Asgari, Przewodniczący Rady Dyrektorów ARC Europe. „Obrane przez firmę kierunki działania podczas ośmioletniej kadencji Stefano zaowocowały poważnym procesem zmiany sposobu świadczenia usług assistance, przyspieszonym rozwojem electric and connected services, a także naszych rozwiązań z zakresu pozytywnego assistance, opartych na analizie danych oraz przewidywaniu awarii i prewencji. Taka strategia się sprawdza, ponieważ w ciągu ostatnich kilku lat ARC Europe osiągnęła znakomite wyniki w ekosystemie usług związanych z EV i connected cars, a dynamika tych zmian nadal rośnie”.

W czasie pełnienia swej funkcji Stefano Sarti był odpowiedzialny za wzmocnienie pozycji ARC Europe jako głównego gracza w Europie. Ujednolicenie grupy ARC Europe pozwoliło na zapewnienie najlepszej w swojej klasie, spójnej jakości usług na całym kontynencie, dzięki połączeniu doświadczenia poszczególnych członków sieci.

„Dziękujemy Stefano za jego stabilne przywództwo i wizję, które wniósł do firmy. Życzymy mu wszystkiego najlepszego w jego przyszłych przedsięwzięciach, a naszej nowej CEO sukcesów w nowej roli”, powiedział Oliver Schmerold, Członek Rady Dyrektorów ARC Europe.

Rada mianowała Ilarię Caputo nowym interim CEO ARC Europe i spodziewa się, że w nadchodzących latach firma będzie w dalszym ciągu podążać tą samą ścieżką sukcesu. Odkąd w 2015 roku dołączyła do Grupy ARC Europe, Ilaria jest filarem w zarządzaniu grupą, a jej wiedza i doświadczenie przyczyniły się do stworzenia i rozbudowy strategii rozwoju ubezpieczeń Grupy. W ciągu ostatnich 7 lat Ilaria Caputo odgrywała kluczową rolę w tworzeniu struktury ARC Europe jako Grupy Europejskiej, kierując działaniami w zakresie fuzji i przejęć. „Ostatnie lata były ważnym okresem w ewolucji firmy i nie ma osoby, która byłaby w stanie lepiej niż Ilaria poprowadzić firmę przez ten etap transformacji. ARC Europe jest teraz dobrze przygotowana do stawienia czoła wyzwaniom jutra i skutecznego reagowania na oczekiwania naszych klientów” – powiedział Stefano Sarti, ustępujący Dyrektor Zarządzający. „Życzę Ilarii wielu sukcesów na nowym stanowisku”.

Dotychczasowy wysoce kompetentny zespół zarządzający, który uczestniczył w procesie transformacji firmy, będzie nadal wspierał panią Caputo i rozwijał działalność firmy.

Inflacja jeszcze poniżej 14%

Wzrost cen nie jest nowym problemem, ale skala tego wzrostu jest jednak nowa. Zawsze możemy mówić, że gdzieś indziej jest gorzej, ale od takiego pocieszania wcale nie będzie lepiej.

Ceny nadal rosną

Kolejne rekordy inflacji wydają się już stałym elementem naszego krajobrazu ekonomicznego. Musimy oczywiście pamiętać, że poziom 13,9% to wynik wstępny. Wyniki finalne będą dostępne wkrótce. Problem w tym, że koniec miesiąca to również gwałtowny wzrost cen ropy naftowej. Niewykluczone zatem, że finalny poziom zmian cen okaże się jeszcze wyższy, niż wynika ze wstępnych danych. Nawet jeśli powinna to być symboliczna, przy tych poziomach, różnica 0,1-0,2%. Wysoka inflacja sprzyja jednak polskiemu złotemu. Rosnące ceny wskazują, że stopy procentowe powinny nadal iść w górę. Z drugiej strony widzimy, że WIBOR ostatnio się stabilizuje. Tempo wzrostów jest wyraźnie niższe, tak jakby rynek spodziewał się mniejszych wzrostów. Jest to dość dziwne, biorąc pod uwagę zapowiedź podwyżek, aż nie zostanie uzyskany stabilny spadek inflacji. Nie można jednak wykluczyć, że ponieważ wzrost stóp jest winą władz, a za inflację można winić Putina, rząd będzie wywierał nadal wpływ na niezależną przecież RPP.

Słabsze sygnały z Niemiec

Problemem gospodarek strefy euro nie jest tylko szybko rosnąca inflacja, ale również nie najlepiej radzące sobie gospodarki. Ostatnie dane o wzroście inflacji jasno pokazują, że problem jest żywy i rośnie. Z drugiej strony żaden bank centralny nie chce odpowiadać za wywołanie recesji. Dzisiejsze dane o sprzedaży detalicznej z Niemiec tylko potwierdzają to ryzyko. Zamiast 4% wzrostu w skali roku zobaczyliśmy bowiem 0,4% spadku w ujęciu rocznym. Gdyby z powodu słabszych wyników odsuwane w czasie miały być podwyżki stóp procentowych, szybko zobaczylibyśmy efekt tej decyzji na słabnącym euro.

Węgrzy podnoszą stopy procentowe

Wczoraj zgodnie z oczekiwaniami Węgrzy podnieśli stopy procentowe. Wzrost był jednak niższy, niż oczekiwano. Rynek spodziewał się podwyżki o 0,6%, finalnie stopy wzrosły jednak o 0,5%. Z jednej strony podwyżka o okrągłą wartość jest bardziej typowa. Z drugiej po wzroście o 0,5% główna stopa procentowa wynosi obecnie 5,9%, co wskazuje, że faktycznie oczekiwanie podniesienia do 6% miało dużo podstaw. Rynki, jak to często ma miejsce przy niespełnionych oczekiwaniach, sprzedają walutę. Tym razem była to tylko mała cegiełka do projektu, który Budapeszt tworzy od dawna. W przypadku Węgier trzeba dołożyć przecież jeszcze fatalny PR tego kraju. W rezultacie pomimo tego, że np. polski złoty jest silniejszy względem euro w porównaniu do początku interwencji, to forint jest aż kilkanaście procent słabszy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto obserwować indeksy PMI.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Wzrost roli Katowic w sektorze usług biznesowych

Z raportu Sektor usług biznesowych w Katowicach, który został opracowany przez ABSL – Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych – jednoznacznie wynika, że rośnie rola Katowic i GZM w sektorze nowoczesnych usług biznesowych stanowiących jeden z najszybciej rozwijających się obszarów gospodarki w Polsce. Katowice i GZM pozyskały w ciągu ostatniego roku sześciu inwestorów i jest to drugi pod względem nowych inwestycji w sektorze wynik w Polsce. W 126 centrach w regionie zatrudnionych jest już blisko 30 tys. osób, dzięki czemu Katowice znajdują się wśród czterech miast w Polsce, w których usługi biznesowe można uznać za mocną specjalizację lokalną.

Systematycznie rośnie rola Katowic i GZM w sektorze nowoczesnych usług biznesowych. Wysoką pozycję potwierdzają analizy i dane ABSL. Trójmiasto, Katowice i GZM oraz Kraków zanotowały największy wzrost zatrudnienia w sektorze nowoczesnych usług biznesowych. W przeciągu ostatnich 5 lat zatrudnienie w centrach usług w Katowicach i GZM wzrosło o 67,6 proc. co dało łącznie 12 tys. nowych miejsc pracy. Prognozowany poziom zatrudnienia w pierwszym kwartale 2023 r. wyniesie ponad 32 000 osób. Najwięcej ze wszystkich 126 centrów usług biznesowych zlokalizowanych jest w Katowicach (96), na kolejnym miejscu znajdują się Gliwice (14), na trzecim ex equo Chorzów, Dąbrowa Górnicza, Sosnowiec (3). Inwestorzy zagraniczni pochodzą z 18 państw. Najwięcej inwestycji należy do firm z USA (25), Niemiec (13) oraz Francji (12). Polscy inwestorzy są obecnie właścicielami 35 centrów. Główną kategorią świadczonych usług pozostają usługi IT.

– Z dużym zadowoleniem i optymizmem na przyszłość przyjmuję wyniki katowickiego raportu diagnozującego sytuację sektora usług biznesowych w Katowicach i Metropolii. Wzrost sektora oznacza dobrą kondycję naszej lokalnej gospodarki. Jednocześnie zaakcentowane w raporcie trendy upewniają nas, że przyjęliśmy dobrą strategię rozwoju. W dzisiejszym świecie istnieją trzy rodzaje zasobów: surowce, energia i wiedza, która w przeciwieństwie do pozostałych się nie wyczerpuje, ale może stale rosnąć. W Katowicach robimy wszystko, aby nasze szkoły i uczelnie miały idealne warunki do działania. Mamy swój własny program wspierający start-upy i ambitny projekt nowoczesnych technologii komputerowych. Przyświeca nam idea współpracy złotego trójkąta (biznes-nauka-samorząd) i jasny cel zbudowania silnego ekosystemu innowacji. W 2024 roku Katowice będą się szczycić mianem Europejskiego Miasta Nauki, dlatego nie osiadamy na laurach i działamy dalej, by wykorzystać szanse, które daje nam wspomniany tytuł, a tym samym osiągać jeszcze lepsze wyniki – mówi Marcin Krupa, Prezydent Miasta Katowice.

Miasto przyszłości

Katowice w rankingu inwestycji zagranicznych FDI Strategy publikowanym przez Financial Times zostały uznane za piąte miasto wśród dziesięciu dużych europejskich miast przyszłości. Korzyści przemawiające za wyborem przez inwestorów od lat pozostają niezmienne i obejmują korzystną lokalizację, koszty oraz potencjał rynku, m. in. pod względem rynku pracy i wielkości zasobów wykształconych pracowników w stosunku do innych państw i miast regionu Europy Środkowej i Wschodniej. Katowice i GZM wyróżniając się pod względem współpracy z lokalnymi uczelniami oraz dostępnością wysoko wykwalifikowanych pracowników – drugie miejsce w obu kategoriach w rocznym rankingu ABSL – stanowią atrakcyjny wybór, tym bardziej, że kluczowym ograniczeniem rozwoju jest dostępność pracowników posiadających kompetencje przyszłości.

Główną kategorią świadczonych usług w 126 centrach w regionie są usługi IT – 59 centrów (43 proc. ogółu zatrudnionych), następnie SSC/GBS (28,3 proc. zatrudnionych) i BPO (17,9 proc. zatrudnionych). Pozostałe rodzaje usług w tym R&D mają udział w zatrudnieniu na poziomie 10,8 proc.

Sektor usług biznesowych urósł w ciągu ostatnich, wyjątkowo trudnych dwóch lat, bardziej niż szacowano. O jego znaczeniu dla polskiej gospodarki, świadczy rekordowo wysoki wzrost eksportu usług na poziomie 26,4 mld USD i rosnący udział w PKB szacowany na 4,4 proc. Warto podkreślić, że Katowice mają mocny wkład w ten rozwój zarówno za sprawą pozyskiwania nowych inwestycji jak i współpracy z uczelniami, przekładającej się na dostępność wysoko wykwalifikowanych pracowników. W dobie niżu demograficznego to właśnie pula dostępnych talentów, posiadających kompetencje przyszłości będzie odgrywała kluczową rolę dla rozwoju – podkreśla Bartosz Szary, Członek Zarządu ABSL.

W obrębie Metropolii, zdecydowanym liderem są Katowice. Świadczy o tym zarówno liczba centrów, zatrudnienie i dostęp do wykwalifikowanej kadry pracowniczej. W pespektywie długookresowej wzrost intensywności współpracy miast w obrębie GZM prowadzić będzie do dalszej poprawy atrakcyjności lokalizacyjnej i inwestycyjnej.

Katowice i GZM to strefa, gdzie znaczenie usług biznesowych jako specjalizacji lokalnej jest bardzo wysokie i systematycznie rośnie. Jest to możliwe, między innymi, dzięki ścisłej współpracy samorządów z biznesem a także bliskiej kooperacji pomiędzy samymi firmami z sektora w regionie. Mamy wspólne wyzwania i cele, które nas łączą – mówi Stanisław Cieśla, ABSL Silesia Chapter Lead i Site Lead Centrum Usług Kyndryl w Katowicach

Raport Sektor usług biznesowych w Katowicach to zestawienie danych subiektywnego i obiektywnego rankingu, opracowanego na podstawie wyników badania ABSL 2022 w oparciu o odpowiedzi kadry zarządzającej centrów nowoczesnych usług biznesowych w Polsce oraz na podstawie analiz statystycznych.

W maju deweloperzy sprzedali o 35% mniej mieszkań

To był czarny maj na rynkach mieszkaniowych największych miast. We wszystkich eksperci RynekPierwotny.pl zaobserwowali duży spadek sprzedaży mieszkań. A jak zmieniły się ceny?

Niniejsza analiza zawiera szczegółowe dane dotyczące popytu, podaży oraz cen mieszkań, które eksperci portalu RynekPierwotny.pl przygotowują co miesiąc, w oparciu o pierwszą ogólnopolską platformę do samodzielnej analizy rynku mieszkaniowego – BIG DATA RynekPierwotny.pl.

Sprzedaż mieszkań

Z majowych danych wynika, że w 7 największych miastach deweloperzy sprzedali łącznie zaledwie 2447 mieszkań, co jest wynikiem gorszym od kwietniowego o 35%!

Oczywiście także w porównaniu z majem 2021 r. sprzedaż była mniejsza i to aż o 49%. Jednak wtedy kredyty były rekordowo tanie. Ponadto z powodu wysokiej inflacji wielu majętnych Polaków inwestowało swoje nadwyżki finansowe w mieszkania, licząc na wzrost ich wartości oraz dochód z najmu. W tym roku wśród ekspertów powszechne jest natomiast przekonanie, że popyt na mieszkania spadnie z powodu wzrostu oprocentowania kredytów mieszkaniowych oraz skutków gospodarczych wojny w Ukrainie. Majowe dane sprzedażowe wydają się tę prognozę potwierdzać.

Co prawda miesiąc wcześniej eksperci RynekPierwotny.pl odnotowali wzrost sprzedaży, ale zwracano wówczas uwagę, że mogło to być chwilowe ożywienie, mające związek z zapowiedzią wejścia w życie od kwietnia nowej rekomendacji Komisji Nadzoru Finansowego.W maju deweloperzy sprzedali o 35% mniej mieszkań kredyty

Jej efektem jest obniżenie zdolności kredytowej potencjalnych nabywców mieszkań. Dlatego – jak informowało Biuro Informacji Kredytowej (BIK) – w marcu gwałtownie wzrosła liczba chętnych na kredyty mieszkaniowe. Po prostu chcieli się oni załapać się na korzystniejsze zasady, by móc zrealizować swoje plany. W kwietniu skutkowało to wzrostem finalizowanych transakcji mieszkaniowych. Kwiecień przyniósł tąpnięcie na rynku kredytów mieszkaniowych, co w maju przełożyło się na sprzedaż mieszkań.

Sprzedaż mieszkań spadła we wszystkich analizowanych przez nas miastach, i to bardzo gwałtownie! Oczywiście sytuacja popytowa w poszczególnych miastach wciąż jest bardzo zróżnicowana. Problem w tym, że maj może pozbawić złudzeń tych, którzy jeszcze miesiąc wcześniej liczyli na stabilizację sprzedaży lub nawet na jej niewielki wzrost w niektórych miastach.W maju deweloperzy sprzedali o 35% mniej mieszkań

Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia np. w Łodzi, gdzie kwietniowa sprzedaż była aż o 160% wyższa niż w marcu. Niestety, maj przyniósł jej spadek o 42%.

Powody do zmartwienia mają także deweloperzy w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu. W kwietniu mogli się cieszyć z większej liczby zawartych umów, ale w maju nie mieli zbyt wielu powodów do radości. Sprzedali bowiem mniej mieszkań niż w kwietniu o odpowiednio: 24%, 38% i 40%. W stolicy tak słabego miesiąca pod względem sprzedaży nie było od czasu lockdownu związanego z pandemią Covid-19 w kwietniu 2020 r.

W tych miastach sprzedaż była dużo gorsza niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, np. w Warszawie aż o 54%, a we Wrocławiu – o 49%.

Kontynuację spadków sprzedaży odnotowano w Poznaniu (o 32%) i Gdańsku (o 40%). W stolicy Wielkopolski deweloperzy znaleźli chętnych na zaledwie 154 mieszkania! Także w tym mieście gorszym pod względem sprzedaży miesiącem był kwiecień 2020 r. Dla porównania w ubiegłym roku poznańscy deweloperzy sprzedawali 426 mieszkań średnio w miesiącu, a w okresie pierwszych czterech miesięcy tego roku – ta średnia wynosiła 400 mieszkań. Majowy wynik świadczy o znaczącym spadku sprzedaży.

Pesymizmem napawają też dane sprzedażowe za okres pięciu miesięcy 2022 r. We wszystkich analizowanych miastach popyt na nowe mieszkania wyraźnie się bowiem zmniejszył, w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Najbardziej we Wrocławiu (o 48%), Warszawie (o 44%) i Gdańsku (o 37%).

Podaż mieszkań

A jak wyglądała sytuacja podażowa? We wszystkich analizowanych przez nas miastach do sprzedaży trafiły łącznie 1852 mieszkania, czyli aż o 46% mniej niż w kwietniu. W Katowicach deweloperzy najwyraźniej wstrzymali wprowadzanie na rynek nowych mieszkań.W maju deweloperzy sprzedali o 35% mniej mieszkań ile mieszkań

Aż 88% spadek mieszkań wprowadzonych do sprzedaży odnotowano w Poznaniu. W Warszawie majowa podaż była niższa od kwietniowej o 26%, a we Wrocławiu – o 65%.

Natomiast z wprowadzenia przez deweloperów na rynek o 7% większej niż miesiąc wcześniej puli mieszkań mogli się cieszyć potencjalni nabywcy w Łodzi.

Eksperci RynekPierwotny.pl zwracają uwagę, że we wszystkich analizowanych miastach deweloperzy wprowadzili w maju do sprzedaży mniej mieszkań niż ich sprzedali. W Warszawie wygląda to tak, jakby deweloperzy zaciągnęli hamulec ręczny.

W maju deweloperzy sprzedali o 35% mniej mieszkań liczba mieszkań

Co ciekawe, liczba mieszkań w ofercie firm deweloperskich wzrosła w Katowicach i Krakowie, a w Warszawie nie zmieniła się, choć w maju sprzedaż mieszkań w tych miastach przewyższała nową podaż.W maju deweloperzy sprzedali o 35% mniej mieszkań niesprzedane

Może to świadczyć o tym, że np. część klientów rozwiązuje umowy z deweloperami, więc „sprzedane” wcześniej mieszkania wróciły do oferty.

Niestety, w pozostałych metropoliach oferta wyraźnie się skurczyła, choć końcówka ubiegłego roku dawała nadzieję na poprawę sytuacji podażowej.

Warto również zwrócić uwagę, że w Warszawie, Łodzi, Krakowie, Gdańsku i Katowicach oferta mieszkań w maju była większa niż przed rokiem, np. w stolicy o 21%, , w Katowicach – o 32%, a w Łodzi aż o 64%.

Ceny mieszkań

Jaki to miało wpływ na ceny mieszkań? Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że maj przyniósł zastopowanie wzrostu średniej ceny metra kwadratowego mieszkań oferowanych przez deweloperów. W Katowicach, Krakowie, Łodzi i Poznaniu średnia utrzymała poziom z kwietnia, a w Gdańsku spadła nawet o 2%. Jest to efektem wprowadzenia na rynek puli mieszkań ze średnią ceną ok. 9 tys. zł za m kw., czyli znacznie odbiegającą w dół od średniej w ofercie, która w maju sięgnęła 11,4 tys. zł za metr.

Tylko 1% zwyżkę średniej ceny metra kwadratowego odnotowano w Warszawie i Wrocławiu.W maju deweloperzy sprzedali o 35% mniej mieszkań ceny mieszkań

Porównując średnią cenę metra kwadratowego rok do roku, to liderem podwyżek są Poznań i Katowice. W maju była ona w tych miastach aż o 24% wyższa niż w analogicznym okresie przed rokiem. We wszystkich miastach odnotowana została dwucyfrowa podwyżka. Przy czym w Krakowie była ona niemal o połowę niższa niż w obu wymienionych wcześniej miastach.

Rosnące koszty budowy powodują, że poprzeczka cenowa wciąż idzie w górę. Zmiany najlepiej widać porównując strukturę cenową mieszkań. Przez ostatni rok we wszystkich miastach ubyło mieszkań z ceną poniżej 8 tys. zł za m kw.W maju deweloperzy sprzedali o 35% mniej mieszkań jakie mieszkania

Najbardziej spektakularną zmianę zaobserwowano w Poznaniu, gdzie w maju ubiegłego roku aż 71% mieszkań w ofercie firm deweloperskich kosztowało mniej niż 8 tys. zł za metr. Po roku udział tak tanich lokali wynosi… 7%! W Warszawie i Krakowie takie oferty można policzyć dosłownie na palcach.

Autor: RynekPierwotny.pl

Rządowy plan na rozwój sektora biotechnologicznego

Polska potrzebuje zaprojektowania i wdrożenia spójnego planu rozwoju sektora biotechnologii. Mimo dysponowania dużym potencjałem, wydatkowane na ten cel środki były dotychczas rozproszone, a niewystarczająca koordynacja i konsolidacja działań skutkowała stosunkowo niską konwersją środków finansowych na wymierne, produktowo-usługowe wyniki projektów.

Okres funkcjonowania w warunkach pandemii COVID-19 jeszcze mocniej potwierdził potrzebę posiadania silnego krajowego sektora biomedycznego, który przekłada się na wzmocnienie bezpieczeństwa lekowego kraju, efektywność systemu ochrony zdrowia i wyraźne efekty gospodarcze.

W odniesieniu do wyżej wymienionych potrzeb, Agencji Badań Medycznych zostało powierzone zadanie zaprojektowania Rządowego Planu Rozwoju Sektora Biomedycznego w Polsce w latach 2022–2031, na którego realizację został zabezpieczony budżet w wysokości 2 mld zł pochodzący z dwóch źródeł – Krajowego Planu Odbudowy oraz środków Agencji Badań Medycznych pochodzących z dotacji Ministerstwa Zdrowia.

Jednym z kluczowych elementów planu jest rozwój sektora biomedycznego w kraju poprzez utworzenie przyjaznego ekosystemu, jasno zdefiniowanych celów rozwojowych, uczelni, start-upów, scale-upów i dojrzałych przedsiębiorstw, przyjaznego prawa i obsługi administracyjnej oraz finansowania ukierunkowanego na wspieranie innowacyjnych projektów odpowiadających na potrzeby strategiczne dla sektora, z potencjałem do szybkiej komercjalizacji oraz skalowania.

Przemysł farmaceutyczny jest obecnie w trakcie głębokiej reorganizacji. Tradycyjnie powolny w przyjmowaniu nowych technologii, przemysł ten przechodzi obecnie gwałtowne zmiany dzięki pomyślnemu wykorzystaniu biotechnologicznych i bioinformatycznych rozwiązań w leczeniu i diagnostyce.

Aktualnie mamy do czynienia z tzw. nową falą innowacji w opiece zdrowotnej, która związana jest głównie z terapiami komórkowymi, genowymi, z użyciem komórek macierzystych, czy też terapeutykami na bazie RNA . Trendy te są kluczowymi czynnikami rozwoju sektora biomedycznego i źródłem dla projektowania kierunków rozwoju sektora biomedycznego w Polsce. Działalność B+R w tym sektorze, pomimo że zaowocowała już cennymi i skutecznymi rozwiązaniami, jak szczepionki oparte o technologię mRNA, czy terapie komórkowe CAR-T, które wspierane są przez Agencję Badań Medycznych, należą wciąż do działalności wysokiego ryzyka i wymagają dużych wydatków inwestycyjnych – w tym wsparcia rządowego, współpracy wielu instytucji i specjalistów z wielu dziedzin, specjalistycznej infrastruktury badawczo-rozwojowej oraz podejścia interdyscyplinarnego – podkreśla Prezes Agencji Badań Medycznych dr hab. n. med. Radosław Sierpiński.

Gwałtowny postęp, jaki dokonuje się w ostatnich latach w naukach biologicznych w wyniku kumulacji wiedzy, badań i doświadczeń, a także coraz szybszym rozwojem informatyki, przetwarzania danych i sztucznej inteligencji (AI), napędza nową falę bioinnowacji, z potencjalnie przełomowym wpływem na gospodarkę, opiekę zdrowotną, rolnictwo czy produkty konsumenckie.

Rosnące globalne zdolności do zrozumienia genomu i wykorzystania bioinżynierii, m. in. dzięki gwałtownemu spadkowi kosztów sekwencjonowania DNA oraz nowym technikom edycji genów i przeprogramowania komórek poszerzają perspektywę poprawy profilaktyki i leczenia chorób. Nowe metody automatyzacji, uczenia maszynowego oraz coraz większa dostępność danych biologicznych zwiększają wydajność badań i rozwoju.

Rządowy Plan Rozwoju Biomedycyny skupia w sobie strategię działania mającą na celu szczególne wsparcie w zakresie wyrobów medycznych oraz innowacyjnych leków, jak choćby leki małocząsteczkowe. Ponad połowa środków alokowanych  w tych działaniach przeznaczona jest na wsparcie coraz dynamicznej rozwijających się firm zajmujących się innowacyjnymi lekami czy wyrobami medycznymi wykorzystującymi sztuczną inteligencję. Działanie to ma doprowadzić także do zwiększenia istotności sektora biotechnologii medycznej w krajowej gospodarce.

Innowacyjne przedsiębiorstwa biotechnologiczne i farmaceutyczne koncentrują się obecnie na wykorzystaniu rozwiązań informatycznych w medycynie i farmacji. Trwają intensywne prace nad narzędziami do przetwarzania i analizy dużych zbiorów danych przy wykorzystaniu sztucznej inteligencji i algorytmów maszynowego uczenia. W tym obszarze specjalizuje się 45% firm typu start-up oraz 36% firm będących na etapie zwiększania skali działania (tzw. scale-upów).

Od 15 lat rozwijamy w naszym kraju projekty, które nie tylko mogą wpłynąć na znaczący skok innowacyjny polskiej gospodarki, ale również pozwolą dokładniej diagnozować, a także skuteczniej i bezpieczniej leczyć pacjentów na całym świecie – w tym oczywiście również Polaków. Polskie firmy biotechnologii medycznej mają zróżnicowane kompetencje, w tym m.in. w obszarze leków małocząsteczkowych, przeciwciał monoklonalnych, aptamerów, koniugatów mała cząsteczka-przeciwciało monoklonalne (ADC), białek terapeutycznych (np. hormonów), terapii na bazie kwasów nukleinowych, terapii komórkowych i genowych, nanonośników, peptydów czy kwasów nukleinowych, które pozwalają odpowiadać na niezaspokojone potrzeby zdrowotne. Z powodzeniem też rozwijają projekty diagnostyczne i technologie mające na celu wspieranie procesów B+R. Wierzymy, że Rządowy Planu Rozwoju Sektora Biomedycznego w Polsce, uwzględni te szerokie kompetencje i pozwoli wspierać prace nad zupełnie nowymi technologiami oraz skuteczną konkurencję w wyścigu z firmami z całego świata, co na stałe wpisze Polskę w globalny krwioobieg innowacji w sektorze biomedycznym –    

Realizacja planu rozwoju sektora, przygotowana przez ABM, ukierunkowana będzie na poszukiwaniu rozwiązań o największym potencjale, mogących mieć szybką ścieżkę komercjalizacji i realny wpływ na poprawę sytuacji sektora (m.in. wyższa wyleczalność, niższe koszty, poprawa jakości życia). Agencja Badań Medycznych, poprzez realizację planu, w perspektywie dekady, będzie dążyć do osiągnięcie przez Polskę pozycji lidera sektora biomedycznego w Europie Środkowo-Wschodniej, a także doprowadzenie do powstania pierwszego polskiego innowacyjnego leku.

Niejednoznaczne sygnały dla polskiej gospodarki

Ostatnie dni i tygodnie przyniosły sporo sygnałów dotyczących stanu i perspektyw polskiej gospodarki, jak również sytuacji kredytobiorców oraz posiadaczy oszczędności. Obraz jest niejednoznaczny, ale większych zagrożeń nie widać.

Koncentrując się na najnowszych danych z ostatniej dekady maja można było dowiedzieć się, że w kwietniu dynamika produkcji przemysłowej spowolniła do 13 proc., z 17,3 proc. w marcu. To wciąż bardzo wysokie tempo, a jego lekki spadek można interpretować optymistycznie jako stopniową normalizację sytuacji po sporych turbulencjach z poprzednich dwunastu miesięcy.

Schłodzenie rozpędzonej gospodarki jest zjawiskiem korzystnym także z punktu widzenia ograniczenia  szalejącej inflacji. Równowaga wskaźników makroekonomicznych w dłuższym horyzoncie jest wartością większą niż chwilowe bicie rekordów. Wartość produkcji sprzedanej polskiego przemysłu i tak już osiągnęła poziom wyższy niż przed pandemicznym załamaniem, czym nie mogą się jeszcze pochwalić największe i uznawane za najbardziej prężne gospodarki europejskie. W ślad za wysoką inflacją, która w kwietniu sięgnęła 12,4 proc. – czyli wykazała się dynamiką najwyższą od ponad dwudziestu lat – silnie rosną także płace, które w kwietniu poszły w górę w porównaniu do kwietnia ubiegłego roku o 14,1 proc., zatem również najmocniej od ponad dwóch dekad. Wyścig cen i płac uznawany jest przez większość ekonomistów za jedno z największych zagrożeń dla równowagi makroekonomicznej, napędzające inflację i niekorzystnie wpływające na wzrost gospodarczy.

Prognozowane spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego, spowodowane także przez inne czynniki a także wysoka inflacja, wpływająca na ograniczenie konsumpcji, będą przeciwwagą – łagodzącą, czy wręcz hamującą wspomnianą spiralę cenowo płacową. Już teraz widać obniżenie się popytu zarówno na kredyty hipoteczne, jak i konsumpcyjne. Co prawda w kwietniu sprzedaż detaliczna w cenach realnych wzrosła w porównaniu do kwietnia ubiegłego roku aż o 19 proc., ale też należy mieć na względzie, że ten trzeci najwyższy w tym stuleciu wynik był spowodowany wpływem wielu nietypowych i przejściowych czynników, takich jak choćby wynik napływu uchodźców z Ukrainy, czy też zwiększonych zakupów Polaków związanych z pomocą dla wschodnich sąsiadów. Ponadto dołożyły się do tego efekty statystyczne i sezonowe. W kolejnych miesiącach dynamika sprzedaży detalicznej z pewnością będzie zdecydowanie niższa, a skłonność do konsumpcji mniejsza. Ta ostatnia jest wypierana przez zwiększającą się skłonność do oszczędzania, za którą stoją z jednej strony niepewność co do kondycji gospodarstw domowych w przyszłości oraz rosnące stopy procentowe i idące w ślad za tym istotne podwyżki oprocentowania lokat przez banki.

Ten ostatni proces niedawno mocno przyspieszył, głównie za sprawą inicjatyw rządowych, czyli nacisków na banki będące pod kontrolą Skarbu Państwa, jak również wskutek zapowiedzi wyżej oprocentowanych obligacji skarbowych. Inbank bacznie obserwuje zarówno tendencje rynkowe, jak i inicjatywy rządowe i konsekwentnie na nie reaguje, najczęściej będąc w czołówce instytucji finansowych w tym zakresie” – analizuje Maciej Pieczkowski, Dyrektor Generalny Oddziału Inbank w Polsce.

Francis Wong nowym Dyrektorem Generalnym realme w Europie

Firma realme mianowała Francisa Wonga, dotychczasowego CMO realme w krajach Europy oraz w Indiach, na stanowisko CEO w Europie. Nowy Dyrektor Generalny odpowiada za poszerzenie obecności marki w regionie oraz kierowanie operacjami biznesowymi marki na Starym Kontynencie. Jego bezpośrednim przełożonym będzie Madhav Sheth, Prezes realme International Business Group, a także poprzednik Wonga na nowo objętym stanowisku.

Świeże spojrzenie na biznes

Firma realme została założona w 2018 roku. W 2020 roku weszła do Europy, a zaledwie dwa lata później dołączyła do grona TOP 4 producentów smartfonów na Starym Kontynencie. Francis Wong jest jednym z członków założycieli realme i jest związany z marką od wprowadzenia na rynek pierwszego smartfona marki – realme 1.

Pełniąc rolę CMO w Indiach, Francis przyczynił się do wzrostu realme, które błyskawicznie stało się trzecią co do wielkości marką w Indiach, a zarazem ulubionym wyborem młodych konsumentów. Jednocześnie odpowiadał za strategię marketingu treści oraz współprace z liderami opinii, takimi jak popularny aktor i ambasador marki, Salman Khan.

Lider globalnego wzrostu realme

W 2021 roku Francis Wong został mianowany CMO realme na Europę, Indie, Afrykę i Amerykę Łacińską. Awansując w strukturach firmy, kontynuował biznesową ekspansję marki w nowych dla niej obszarach. Odpowiadał również za flagową serię realme GT, zajmując się udoskonalaniem i wprowadzaniem serii smartfonów klasy premium realme na rynek globalny.

Obecnie jako CEO realme na rynku europejskim, Francis stoi na czele realme w rekordowym dla niej roku, w którym odnotowała niezwykle dynamiczny wzrost i znacząco zwiększyła swoją rozpoznawalność. realme uplasowało się w TOP 4 producentów smartfonów w Europie. Jest także najszybciej rozwijającą się marką smartfonów w Europie z aż 518% wzrostem w 2021 roku. W Polsce realme znajduje się w TOP 3 marek smartfonów, natomiast we Francji, Niemczech, Włoszech i Hiszpanii utrzymuje swoją mocną pozycję w TOP 5.

– Obserwowanie, od samego początku realme, rozwoju naszych zespołów to ogromna satysfakcja. Wiemy, jak ważny jest europejski rynek i czujemy się gotowi, aby go pielęgnować i oferować mu rozwiązania, które łączą przełomowe technologie oraz nowoczesne wzornictwo. Naszym celem jest dbałość o wysokiej jakości doświadczenia związane z użytkowaniem naszych smartfonów i kreowanie marki, która na stale wpisze się w świadomość konsumentów – mówi Francis Wong, Dyrektor Generalny realme w Europie.

Francis Wong obejmuje stanowisko Dyrektora Generalnego w Europie w kluczowym dla marki momencie premiery serii realme GT NEO 3 – najszybciej ładujących się smartfonów na świecie. Poza wkroczeniem w sektor produktów premium i stałe wprowadzenie innowacyjnych rozwiązań, marka aspiruje również do stania się liderem 5G – rozwijając tę technologię, zobowiązała się do dostarczenia 100 milionów smartfonów 5G w ciągu najbliższych trzech lat.

Czy oficjalny wskaźnik inflacji pokazuje realny wzrost cen?

Inflacja, którą widzimy jako oficjalny wskaźnik, często różni się od naszych obserwacji, bieżących doświadczeń czy intuicji. Wynika to z faktu, że jako konsumenci zazwyczaj opieramy swoje osądy na wybranej części produktów, z którymi mamy do czynienia. Dlatego często obywatele odczuwają inflację jako wyższą lub niższą niż jest oficjalny wskaźnik. Przykładowo, świeżo po kupnie opału widać wzrost cen nawet o 70%. Patrząc na opłaty za energię także odczuwamy spore podwyżki.

– Nie oznacza to, że doświadczenie cen wyższych nawet o 70% można generalizować jako całkowitą inflację. Są artykuły, które nie drożeją tak szybko – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej (KIG). – Niektóre produkty mają stabilne ceny, a niektóre wręcz notują spadki cen – chociaż akurat w dzisiejszej sytuacji takich jest naprawdę niewiele. Dlatego często spotykamy dyskusje ekonomistów, że wskaźniki inflacji powinny być zróżnicowane dla odmiennych strukturalnie gospodarstw domowych – trudno jednak przygotować nową, jednolitą klasyfikację dla kilkunastu milionów gospodarstw – zaznacza Soroczyński.

OX2 sprzedaje Ingka Investments 63 MW lądową farmę wiatrową i 29 MW farmę fotowoltaiczną w Polsce

OX2 sprzedała Ingka Investments, stanowiącej ramię inwestycyjne Grupy Ingka, największej na świecie franczyzie IKEA, lądową farmę wiatrową o łącznej mocy 63 MW w miejscowości Wysoka oraz farmę fotowoltaiczną o łącznej mocy 29 MW w miejscowości Recz.

Farma wiatrowa Wysoka, składająca się z jedenastu turbin wiatrowych o mocach 5,5 – 5,7 MW, zostanie wybudowana w powiecie pilskim, w północno-zachodniej Polsce. Prace budowlane  rozpoczną się w trzecim kwartale 2022 roku. Oddanie do użytku planowane jest na koniec 2024 roku.  Średni prognozowany poziom produkcji energii wyniesie około 180 GWh, co pokrywa roczne zapotrzebowanie dla około 90 tysięcy gospodarstw domowych i pozwala na uniknięcie emisji około 63 tysięcy ton CO2 z paliw kopalnych każdego roku. Po uruchomieniu farmy wiatrowej Wysoka, OX2 zapewni zarządzanie techniczne i komercyjne, gwarantując jednocześnie maksymalną wydajność oraz bezpieczeństwo eksploatacji.

Farma fotowoltaiczna Recz, o mocy 29 MW powstanie w południowej części województwa zachodniopomorskiego, w północnej części powiatu choszczeńskiego i jest pierwszym projektem fotowoltaicznym OX2 w Polsce i w grupie kapitałowej OX2. Prognozowana, roczna produkcja energii elektrycznej z farmy fotowoltaicznej Recz wyniesie 30 GWh, co pokrywa roczne zapotrzebowanie dla około 6 tysięcy gospodarstw domowych i pozwala na uniknięcie emisji około 15 tysięcy ton CO2 z paliw kopalnych każdego roku.  Termin gotowości do budowy planowany jest na trzeci kwartał 2022 roku.

Krister Mattson, Dyrektor Zarządzający, Ingka Investments: „Cieszymy się, z dalszego rozwoju naszego porfolio projektów na terenie Polski. Ta inwestycja stanowi kolejny, istotny krok dla Ingka Investments, ponieważ oznacza dalszą redukcję śladu węglowego IKEA Retail włączając dystrybucję i logistykę, jak również łańcuch wartości IKEA partnerów z całego kraju.”

Paul Stormoen, CEO, OX2: Cieszę się, że już po raz kolejny podpisaliśmy umowę z Grupą Ingka i naszą dotychczasową współpracę kontynuować będziemy również w Polsce. Rozpoczęcie kolejnych realizacji naszych projektów udowadnia, że OX2 jest kluczowym uczestnikiem sektora energetyki odnawialnej w Polsce i Europie. Systematycznie rozwijamy naszą organizację oraz portfolio naszych projektów, przyczyniając się do budowania bardziej zrównoważonej przyszłości.

Katarzyna Suchcicka, dyrektor generalny OX2 w Polsce: Projekty te stanowią kolejny już krok OX2 w kierunku wsparcia transformacji energetycznej w Polsce. Przyczyniają się do zwiększenia udziału energii odnawialnej w krajowym miksie energetycznym oraz do zmniejszenia zależności kraju od produkcji energii z paliw kopalnych.

Informacje o farmie wiatrowej Wysoka:

  • Łączna moc projektu: 63 MW
  • 11 turbin Nordex N149 – 5.X MW o wysokości piasty 125m
  • Operator sieci: Enea S.A.
  • Średni prognozowany poziom produkcji energii: około 180 GWh
  • Planowane rozpoczęcie budowy: Q3 2022
  • Przewidywany termin uruchomienia: Q4 2024
  • Podwykonawcy: Nordex, Elemont, Mega

Informacje o farmie fotowoltaicznej Recz:

  • Łączna moc projektu: 29 MW
  • Operator sieci: Enea S.A.
  • Średni prognozowany poziom produkcji: około 30 GWh
  • Termin gotowości do budowy: Q3 2022

W trakcie trzech lat obecności na polskim rynku, zbudowaliśmy bogaty portfel projektów wiatrowych i fotowoltaicznych o łącznej mocy około 1,6 GW w różnych fazach rozwoju. Przekazaliśmy do użytku naszą pierwszą w Polsce farmę wiatrową Żary o łącznej mocy 21 MW. Aktualnie w Polsce budujemy kolejne cztery farmy wiatrowe o łącznej mocy 132 MW oraz przygotowujemy się do budowy farmy słonecznej o łącznej mocy około 100 MW. Stale zwiększając udział energii odnawialnej,  przyczyniamy się do pozytywnego kształtowania trwającej transformacji energetycznej.

Węgierski forint najsłabszy wobec złotego w historii

Kurs węgierskiego forinta względem złotego spadł dziś rano do najniższego poziomu od przynajmniej 1995 roku. Najsłabszy od końca 2018 roku był względem złotego japoński jen.

Euro minimalnie dziś rano słabło względem dolara (EUR/USD -0,07 proc.). Trzeci dzień z rzędu zauważalnie słabł dziś rano względem amerykańskiego dolara japoński jen. Zmiany kursu złotego względem dolara i euro było dziś rano niewielkie (EUR/PLN -0,01 proc., USD/PLN +0,06 proc.).

Kurs BTC/USD drugi dzień z rzędu lekko korygował poniedziałkowy skok w górę do najwyższego poziomu od 3 tygodni.

Na wczorajszej sesji w USA główne indeksy spadły ze swoich 3-tygodniowych maksimów (S&P 500 -0,63 proc., Nasdaq Composite -0,41 proc.). Dziś rano kontrakty na amerykańskie indeksy nieco odrabiały wczorajsze straty (S&P 500 +0,33 proc., Nasdaq 100 +0,16 proc.).

Na giełdach w Azji i Oceanii brak było dziś rano dominującej tendencji. Najsilniej – o 1,55 proc. – spadał korygując ostatnie wzrosty do wieloletnich maksimów Shanghai B-Share Index. Największy wzrost – o 0,65 proc. – notował japoński Nikkei 225.
Na europejskich rynkach akcji dziś rano lekko przeważały wzrosty (DAX +0,51 proc., CAC 40 +0,4 proc.). Dziś rano najwyższy poziom w historii osiągnął turecki XU100.
Słabo na tle innych głównych europejskich indeksów rynków akcji radził sobie dziś rano WIG-20 (-1,02 proc. ok. 9:30). Przyczyniały się do tego ponad 2 proc. zniżki cen akcji PGE, KGHM i Santander Bank Polska. Wśród składników mWIG-u 40 najniżej od 2019 roku były dziś ceny akcji Ten Square Games. Dzięki ponad 10 proc. wzrostowi najwyżej od 12 lat były dziś ceny akcji Arctic Paper. Swe historyczne maksimum osiągnęła dziś cena akcji spółki Bowim. Na drugim biegunie były zaliczające swe cykliczne minima ceny akcji Vercomu i Amiki.

Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych rządu USA wzrosły dziś do najwyższego poziomu od ponad tygodnia (2,873 proc.). Wczoraj najwyższy poziom od 2014 roku osiągnęła rentowność 10-latek rządu Finlandii. Najwyżej od 2015 roku była również rentowność brytyjskich 10-letek.

Po wczorajszym spadku ceny ropy naftowej dziś rano lekko odbijały w górę (WTI +1,25 proc., Brent +1,25 proc.). Ceny kontraktów na biały cukier na ICE zaliczyły wczoraj swój najwyższy poziom od 2016 roku.

Euro minimalnie dziś rano słabło względem dolara (EUR/USD -0,07 proc.). Trzeci dzień z rzędu zauważalnie słabł dziś rano względem amerykańskiego dolara japoński jen. Kurs węgierskiego forinta względem złotego spadł dziś rano do najniższego poziomu od przynajmniej 1995 roku. Najsłabszy od końca 2018 roku był względem złotego japoński jen. Zmiany kursu złotego względem dolara i euro było dziś rano niewielkie (EUR/PLN -0,01 proc., USD/PLN +0,06 proc.).

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Tsunami zmian w kodeksie pracy

Wyczekiwane zmiany w kodeksie pracy dotyczące work-life balance mogą wejść w życie z opóźnieniem.

W najbliższym czasie szykuje się istne tsunami zmian w kodeksie pracy. Pierwsza szykowana nowelizacja wymuszona jest między innymi koniecznością implementacji dyrektywy w sprawie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym rodziców i opiekunów. 2 sierpnia 2022 r., to określona w dyrektywie data transpozycji. Jeśli ma zostać dotrzymana, prace nad nowelizacją kodeksu pracy powinny znacząco przyspieszyć.

W porównaniu do aktywności zawodowej kobiet w innych krajach Unii Europejskiej, aktywność zawodowa Polek jest dość niska. Niewiele ponad 63 proc. kobiet w naszym kraju w wieku produkcyjnym jest aktywnych zawodowo. Dla porównania, średnia dla UE wynosi aż 68 proc. Co więcej zróżnicowanie wskaźnika zatrudnienia ze względu na płeć wzrasta wraz z liczbą dzieci w rodzinie. Współczynnik zatrudnienia kobiet bez dzieci wynosi 66 proc., w porównaniu do 74 proc. dla mężczyzn. W rodzinach z trojgiem i więcej dzieci współczynnik zatrudnienia kobiet spada do 57 proc. dla kobiet, w porównaniu z 85 proc. dla mężczyzn. Zdaniem specjalistów – pozytywne zmiany w tym zakresie, mogą przynieść działania dotyczące bardziej przyjaznego rynku pracy dla rodziców.

Projekt ustawy zmieniającej kodeks pracy w duchu „work-life balance”, który może przyczynić się do zmiany niekorzystnej dla Polski statystyki aktywności zawodowej kobiet, został opublikowany na stronie Rządowego Centrum Legislacji już w lutym bieżącego roku i zgodnie z projektem nowelizacja powinna wejść w życie 1 sierpnia 2022 r., nie jest pewne czy termin ten zostanie dochowany, bowiem projekt jest na etapie opiniowania i nie wiadomo kiedy zostanie skierowany do Sejmu – mówi Agnieszka Nowak-Błaszczak, Counsel w kancelarii Wolf Theiss.

Projekt nowelizacji kodeksu pracy przewiduje m.in. płatne zwolnienie od pracy w wymiarze 2 dni lub 16 godzin w roku kalendarzowym z powodu działania siły wyższej w pilnych sprawach rodzinnych spowodowanych chorobą lub wypadkiem, jeżeli konieczna jest natychmiastowa obecność pracownika. Za okres zwolnienia pracownik otrzyma 50% wynagrodzenia obliczanego jak wynagrodzenie za czas urlopu wypoczynkowego. Wniosek o udzielenie zwolnienia pracownik będzie mógł zgłosić najpóźniej w dniu korzystania ze zwolnienia.

Jest to pewna analogia do urlopu na żądanie, jednak co istotne, zwolnienie takie ma nie zmniejszać puli dni urlopowych. Warto zauważyć, że zwolnienie z powodu siły wyższej zwiększy niewątpliwie koszty pracownicze i dodatkowo utrudni pracodawcom organizację pracy, nie będą oni mieli możliwości weryfikowania istnienia siły wyższej i konieczności udzielenia zwolnienia. Na podstawie kodeksu pracy pracownikowi będą zatem przysługiwały 4 dni w ramach pełnopłatnego urlopu na żądanie i 2 dni w ramach zwolnienia z powodu siły wyższej z zachowaniem połowy wynagrodzenia – tłumaczy Agnieszka Nowak-Błaszczak.

Kolejną nowością w kodeksie pracy ma być nieodpłatny urlop opiekuńczy w wymiarze do 5 dni w roku kalendarzowym przysługujący w celu zapewnienia osobistej opieki lub wsparcia osobie będącej członkiem rodziny lub zamieszkującej w tym samym gospodarstwie domowym, która wymaga znacznej opieki lub znacznego wsparcia z poważnych względów medycznych.

Krąg członków rodziny został w projekcie określony bardzo wąsko i obejmuje wyłącznie syna, córkę, matkę, ojca lub małżonka. Zgodnie z projektem w ramach urlopu opiekuńczego nie będzie zatem możliwa opieka nad rodzeństwem, dziadkami bądź innymi członkami rodziny, jeżeli nie mieszkają z pracownikiem. Urlop nie będzie udzielony ad hoc, ale będzie wymagał planowania. Projekt przewiduje, że wniosek urlopowy należy złożyć 3 dni przed rozpoczęciem urlopu wskazując osobę wymagającą znacznej opieki lub znacznego wsparcia z poważnych względów medycznych, przyczynę, stopień pokrewieństwa lub w przypadku osoby niebędącej członkiem rodziny ‒ adres zamieszkania tej osoby – precyzuje ekspert.

Projekt kodeksu zakłada także wydłużenie wymiar urlopu rodzicielskiego. Nowy dłuższy urlop rodzicielski będzie przysługiwał w wymiarze do 41 tygodni, a w przypadku porodu mnogiego do 43 tygodni, przy czym każdemu z rodziców będzie przysługiwało wyłączne prawo do 9 tygodni urlopu rodzicielskiego. Prawa tego nie będzie można przenieść na drugiego z rodziców dziecka.

Celem tego rozwiązania zgodnie z dyrektywą jest zachęcenie ojców do korzystania z przysługującego im prawa do urlopu rodzicielskiego, jak również promowanie i ułatwianie powrotu matek na rynek pracy po okresie urlopu macierzyńskiego i rodzicielskiego – mówi Agnieszka Nowak-Błaszczak.

Zmianie ulegnie także zasiłek macierzyński za okres urlopu rodzicielskiego. Projekt przewiduje, że zasadniczo za okres urlopu rodzicielskiego zasiłek macierzyński będzie wynosił 70% podstawy wymiaru zasiłku. Jednak kobieta w ciągu 21 dni miałaby prawo złożyć wniosek o wypłacanie jej 81,5% zasiłku macierzyńskiego za okres urlopu macierzyńskiego i urlopu rodzicielskiego, przy czym za okres 9 tygodniowej nieprzenoszalnej części tego urlopu dla ojca dziecka przysługiwałby zasiłek macierzyński w wysokości 70% podstawy wymiaru zasiłku.

Projekt wydłuża z 4 do 8 roku życia dziecka okres, kiedy polecenie pracy w godzinach nadliczbowych bądź delegowanie poza stałe miejsce pracy, będzie wymagało zgody pracownika. Skróceniu ulegnie okres na skorzystanie z odpłatnego dwutygodniowego urlopu ojcowskiego z obecnych 24 miesięcy do 12 miesięcy od narodzin dziecka.

Zgodnie z dyrektywą „work-life balance” urlop ojcowski powinien służyć wczesnemu tworzeniu więzi między ojcami i dziećmi, stąd urlop powinien być wykorzystany w okresie narodzin dziecka, wyraźnie wiązać się z tym wydarzeniem i służyć sprawowaniu opieki nad nowo narodzonym dzieckiem. Na tej samej zasadzie skrócony zostanie okres wykorzystania urlopu ojcowskiego w przypadku przysposobienia – dodaje Agnieszka Nowak-Błaszczak.

Projekt zakłada także prawo rodziców dziecka do lat 8 do wnioskowania o bardziej elastyczną organizację pracy i ochronę przed niekorzystnym traktowaniem z powodu korzystania przez pracownika z uprawnień przysługujących na podstawie przepisów Kodeksu pracy.

Oczywiście projekt może ulec dalszym zmianom w toku procesu legislacyjnego, gdyż nie zakończyły się jeszcze choćby uzgodnienia międzyresortowe. Warto jednak śledzić prace nad zmianą kodeksu pracy i powoli przygotowywać zmiany regulaminów pracy i odpowiednich procedur, tak aby odpowiednie przepisy wewnątrzzakładowe zostały na czas zmienione, a działy personalne odpowiednio przeszkolone – podsumowuje Agnieszka Nowak-Błaszczak.

Columbus zamknął rok 2021

Grupa Columbus Energy opublikowała raport roczny za 2021 r. Skonsolidowane przychody Grupy wyniosły ponad 706 mln zł i były wyższe  o 8% w stosunku do roku ubiegłego.

Rok 2021 był skomplikowany dla Columbus, ze względu na dynamiczną sytuację otoczenia rynkowego, kończącą się starą ustawę prosumencką oraz związaną z tym presję kosztową komponentów i pracy podwykonawców, zwłaszcza w ostatnim kwartale. Zgodnie z opublikowanym sprawozdaniem finansowym, skonsolidowana EBITDA Grupy osiągnęła wartość  -1,1 mln zł. Należy jednak zwrócić uwagę, że w 2021 r. Columbus dokonał zasadniczej korekty, związanej z wyceną Programu Managerskiego, która wpłynęła negatywnie na prezentowany wynik EBITDA. Rzeczywisty wynik EBITDA, po wyeliminowaniu korekty (która jest pozycją jednorazową i niepieniężną), osiągnął wartość dodatnią, tj. 13,6 mln zł. Na zysk netto największy wpływ miały koszty finansowe, które Grupa zdecydowała się zredukować w najbliższych miesiącach.

Nie udało nam się zrealizować w pełni naszych ambicji i planów, dotyczących wyniku finansowego z podstawowej działalności. Niemniej, w ubiegłym roku wypracowaliśmy znaczącą wartość w biznesie farm fotowoltaicznych oraz mocno rozwinęliśmy naszą technologię do zarządzania energetyką rozproszoną i elektromobilnością, której premierę planujemy jeszcze w tym roku twierdzi Dawid Zieliński, Prezes Columbus Energy S.A.

Przypomnijmy, że na koniec pierwszego kwartału 2022 r. łączna moc projektów farm fotowoltaicznych rozwijanych przez Columbus liczyła 5 257 MW. Mając na uwadze zwiększenie wartości inwestycji w projekty farmowe, Grupa stopniowo przechodzi z modelu aukcyjnego na bardziej opłacalne rozliczenie w modelu cPPA.

Columbus aktywnie działał też na perspektywicznym rynku OZE dla klientów biznesowych, dla których przygotował specjalną ofertę, wzbogaconą o magazyny energii i pompy ciepła. W minionym roku do grona kontrahentów Spółki dołączyły takie firmy jak: Wiśniowski, SOPP Packaging, Smay, Polmos Żyrardów, FAKRO, INTEX czy Greinplast Plus.

Spółka rozwinęła też współpracę partnerską z firmą Arval Service Lease Polska, z którą wprowadziła kompleksowy pakiet, łączący użytkowanie samochodu elektrycznego z montażem punktu ładowania oraz paneli fotowoltaicznych, jak również z firmami Saule i Somfy, z którymi opracowuje nowe produkty z użyciem perowskitów, przeznaczone dla sektora budowlanego. Nowym partnerem Columbus, z którym umowa została podpisana już w bieżącym roku, jest Orange Energia, gdzie Spółka dostarcza klientom Orange produkty i usługi z zakresu odnawialnych źródeł energii.

Na koniec pierwszego kwartału 2022 r. z usług Columbus skorzystało ponad 58 tys. prosumentów i użytkowników, a łączna moc zrealizowanych instalacji wśród klientów indywidualnych oraz biznesowych wyniosła 401 MW. W samym 2021 r. Grupa zamontowała 120 MW mocy w fotowoltaice.

Fotowoltaika przez 2021 r. i pierwszy kwartał 2022 r. była takim ciasnym pudełkiem, pełnym małych instalatorów i drogich komponentów. Od 1 kwietnia br. pudełko pękło przez zmianę ustawy, a Columbus, dzięki wieloletniej budowie marki, inwestycji w organizację i technologię, którą rozwijamy, wydostał się z tego pudełka. Zaczęło się nowe rozdanie, które w tym roku zweryfikuje, czy nasze założenia strategiczne są trafne dodaje Dawid Zieliński.

Marcin Wlazło szefem Biura Maklerskiego Pekao

Od 1 czerwca 2022 roku Biuro Maklerskie Pekao ma nowego szefa. Dyrektorem Biura został Marcin Wlazło. Zastąpił na tym stanowisku Piotra Kozłowskiego, który będzie kontynuował karierę w strukturach Grupy Pekao, jako doradca zarządu Banku Pekao odpowiedzialny m.in. za projekt wprowadzenia do sprzedaży obligacji skarbu państwa.

Marcin Wlazło jest menedżerem z 20-letnim doświadczeniem na rynkach finansowych. Zarządzał portfelami dłużnymi w Commercial Union PTE, Credit Suisse Asset Management (Polska) S.A., ING Investment Management (Polska) S.A. Przez całą ubiegłą dekadę zajmował funkcje kierownicze i zarządcze w podmiotach Grupy PZU. Od 2016 roku był wiceprezesem PZU TFI S.A. oraz PZU PTE S.A. Następnie w Banku Gospodarstwa Krajowego był dyrektorem Departamentu Inwestycji nadzorującego krajowe i zagraniczne inwestycje kapitałowe.

Jestem przekonany, że zdobyte przez Marcina doświadczenie przyczyni się do dalszego rozwoju i wzmocnienia pozycji Biura Maklerskiego Pekao na rynku. Jednocześnie chciałbym podziękować dotychczasowemu dyrektorowi Biura, Piotrowi Kozłowskiemu, za wkład w rozwój oraz zaangażowanie w przeprowadzone procesy integracyjne i optymalizacyjne obszaru maklerskiego Pekao, przekładające się na wysoką konkurencyjność BM Pekao – mówi Jarosław Fuchs, wiceprezes Banku Pekao, nadzorujący Pion Bankowości Prywatnej i Produktów Inwestycyjnych.

Bank Pekao S.A., założony w 1929 r., jest jedną z największych instytucji finansowych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej i drugim największym bankiem uniwersalnym w Polsce z ponad 270 mld zł aktywów. Posiadając drugą co do wielkości sieć oddziałów, Bank Pekao obsługuje ponad 6,1 mln klientów. Jako wiodący bank korporacyjny w Polsce, obsługuje co drugą korporację w Polsce. Status banku uniwersalnego opiera się na wiodącej na rynku pozycji w private banking, zarządzaniu aktywami i działalności maklerskiej. Zróżnicowany profil działalności Banku Pekao jest wspierany przez wiodący na rynku bilans i profil ryzyka odzwierciedlony w najniższych kosztach ryzyka, silnych wskaźnikach kapitałowych i odporności na warunki makroekonomiczne (jest na drugim miejscu wśród 50 najbardziej odpornych banków w Europie w testach warunków skrajnych, przeprowadzonych przez EBA). Od 1998 r. Bank Pekao jest notowany na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie i uczestniczy w kilku lokalnych (w tym WIG 20 i WIG) oraz międzynarodowych indeksach (w tym MSCI EM, Stoxx Europe 600 i FTSE Developed). Pekao jest jedną z najbardziej dywidendowych spółek giełdowych w Polsce na przestrzeni ostatnich 10 lat, wypłacając łącznie 20 mld zł w ciągu dekady.

Wyniki finansowe Grupy PTWP w 2021 roku

Znaczący wzrost skonsolidowanego zysku netto, zysku brutto i łącznych przychodów netto ze sprzedaży – to główne wnioski z zatwierdzonego przez biegłych rewidentów sprawozdania podsumowującego działalność Grupy Kapitałowej PTWP w 2021. Na przestrzeni poprzedniego roku kluczowe wskaźniki finansowe Grupy PTWP zaczęły wracać do poziomu sprzed pandemii. Wpływ na to miały m.in. efektywne pod kątem rozwoju i zysków zmiany wdrażane w każdym z obszarów działalności Grupy, a w szczególności transformacja w kierunku digital.

W 2021 r. Grupa PTWP wypracowała ponad 9,3 mln zł zysku brutto oraz zysk netto na poziomie ponad 8 mln zł,  co oznacza ponad 10-krotny wzrost w stosunku do roku wcześniejszego. Przychody netto przekroczyły 55 mln zł i znacząco wrosły po szczególnie trudnym, naznaczonym pandemią 2020 roku. EBIDTA w analizowanym okresie sprawozdawczym wyniosła 10,8 mln zł. Istotnie lepsze wyniki w 2021 roku generowały Spółki zależne PTWP Online i PTWP Event Center.

– Działalność Grupy Kapitałowej PTWP w 2021 roku dostosowaliśmy do sytuacji związanej z pandemią. W  obiektach zarządzanych przez PTWP Event Center, zgodnie z rozporządzeniami rządowymi, w pierwszej połowie 2021 roku nie odbywały się wydarzenia. Imprezy własne organizowaliśmy w formie hybrydowej i online – mówi Wojciech Kuśpik, prezes zarządu Grupy PTWP. – Z kolei w drugim półroczu 2021 r. nastąpiło ożywienie branży eventowej. Zorganizowaliśmy z sukcesem szereg wydarzeń własnych w  formule stacjonarnej i hybrydowej, takich jak: Europejski Kongres Gospodarczy, Forum Rynku Zdrowia, Forum Rynku Spożywczego i Handlu czy Property Forum – dodaje.

W zarządzanych przez spółkę PTWP Event Center obiektach, Międzynarodowym Centrum Kongresowym i Spodku, odbyło się kilkadziesiąt wydarzeń, w tym prestiżowy Szczyt Cyfrowy ONZ – IGF 2021. Poprzedni rok był także czasem budowania i niemal stuprocentowego zapełnienia kalendarza wydarzeń na kolejny rok, w tym m.in. 11. sesji Światowego Forum Miejskiego (ONZ – UN Habitat).

Globalny trend, jakim jest przyspieszona cyfryzacja, zainteresowanie rynku i zmiany w ecommerce to czynniki, które zdecydowały o uczynieniu z segmentu digital kluczowego obszaru rozwoju Grupy PTWP. Specjalistyczne serwisy internetowe umocniły swoją pozycję lidera w poszczególnych segmentach, notując bardzo dobre wyniki oglądalności. Miesięcznie portale Grupy odwiedza już 9,2 mln unikalnych użytkowników.

– W 2021 roku skoncentrowaliśmy się na rozbudowie zespołu, wzmocnieniu kompetencji w obszarze nowych technologii i inwestycjach w narzędzia IT, co pozwala nam intensywnie pracować nad rozwojem serwisów i ich integracją z platformami e-commerce czy opracowaniem i wdrożeniem nowych portali i produktów. Naszą strategię opieramy przede wszystkim na inwestycji w innowacyjne, internetowe rozwiązania i  szacujemy, że w 2022 roku i w kolejnych latach największą dynamikę wzrostów przychodów i zysku odnotujemy właśnie w segmencie digital – dodaje Wojciech Kuśpik.

Wypracowany zysk brutto, przekraczający na poziomie skonsolidowanym wymagane 5 mln zł (przed opodatkowaniem), jest podstawą do uruchomienia zapowiadanego przed rokiem programu motywacyjnego, mającego na celu wynagrodzenie i motywowanie kluczowych i zasłużonych dla Grupy pracowników. Do członków organów spółki, kierowników oraz szerokiej kadry, współpracującej z Grupą nie mniej niż 3 lata, mogą trafić akcje – cena jednej to 11 złotych. Łącznie spółka przeznaczy na realizację programu motywacyjnego do 58 958 walorów, a wdrożenie programu do realizacji zostanie zatwierdzone przez Walne Zgromadzenie.

– Przesłankę uruchomienia programu motywacyjnego zrealizowaliśmy z nawiązką – to cieszy, bo pozwoli naszym pracownikom partycypować w zyskach związanych z rozwojem Grupy, a jednocześnie ten rozwój stymulować. Korzyści z realizacji tego programu są nie do przecenienia: efektywne motywowanie kluczowych pracowników naszej firmy i docenienie ich wkładu w budowanie naszej pozycji rynkowej i osiąganie celów strategicznych, a w konsekwencji – zwiększanie przychodów i wartości firmy – podsumowuje Wojciech Kuśpik.

W ślad za bardzo dobrymi wynikami finansowymi zarząd Grupy PTWP zarekomendował Walnemu Zgromadzeniu również wypłatę dywidendy w wysokości 2,54 zł brutto za jedną akcję, tj. w łącznej wysokości 2 993 039,48 zł. Jej zatwierdzenie nastąpi w czasie Walnego Zgromadzenia, którego datę wyznaczono na 29 czerwca br.

Eksperci: JPK_VAT słabo zapobiega karuzelom VAT-owskim. KSeF też raczej sobie z tym nie poradzi

  • Doradcy podatkowi: KSeF raczej nie ograniczy liczby fałszywych faktur, ale zniweluje część wyłudzeń VAT
  • KSeF będzie jednym z najbardziej obciążonych systemów. Resort uspokaja: System obsłuży do 100 mln faktur dziennie.

Według niektórych ekspertów, KSeF może efektywniej ograniczać wyłudzenia VAT w porównaniu do wcześniejszych rozwiązań. Ale znawcy tematu nie wierzą, że wyeliminuje karuzele VAT-owskie. Twierdzą, że do systemu wciąż będą trafiały puste faktury, a uczciwi podatnicy nadal nie będą mogli się bronić przed podejrzeniami urzędników. Do tego wskazują, że będzie to jeden z najbardziej obciążonych publicznych systemów informatycznych. Jednak, jak zapewnia resort, jest on w stanie obsłużyć nawet do 100 mln faktur dziennie. Natomiast doradcy podatkowi zalecają przedsiębiorcom, by już teraz intensywnie testowali stosowanie nowego obiegu dokumentów, bo zostało mało czasu na jego obowiązkowe wprowadzenie, a o pomyłki nie będzie trudno.

Koniec fałszerstw?

Ministerstwo Finansów przytacza na swojej stronie internetowej wypowiedź z końca ub.r. ówczesnego wiceministra Jana Sarnowskiego: „E-faktura to nie tylko znaczne ułatwienie dla firm, ale również najbardziej zaawansowany technologicznie sposób zwalczania wyłudzeń VAT. Dzięki analizom big data, tempo wykrywania podatkowych przestępców skróciło się z kilku lat do kilku miesięcy. Po wdrożeniu e-faktury, będzie ono liczone już nie w miesiącach, tylko w tygodniach. Pozwoli to na dalsze zmniejszenie luki VAT i zapewnienie uczciwym przedsiębiorcom równych warunków konkurencji”.

– Fałszywa e-faktura niczym nie różni się od prawdziwej. KSeF nie ma możliwości weryfikacji tego. Moim zdaniem, do systemu wciąż będzie można wprowadzać dowolną liczbę sfałszowanych faktur. Pod tym względem nic się nie zmieni. Jednocześnie uczciwi podatnicy nadal będą nagminnie podejrzewani o to, że ich faktury potencjalnie mogą być puste. I jeśli nie będą w stanie przedstawić dostatecznych dowodów swojej niewinności, będą mieć problemy z fiskusem – mówi radca prawny i doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika.

Jak komentuje adwokat i doradca podatkowy prof. Adam Mariański, od wielu lat resort walczy z luką VAT, wprowadzając kolejne rozwiązania ograniczające możliwość wyłudzenia podatku, takie jak mechanizm podzielonej płatności, kasy online czy pliki JPK_V7. Jednak wśród nich KSeF wydaje się najważniejszy, bo będzie stosowany przez wszystkie firmy w Polsce. Ponadto dane będą dostarczane Ministerstwu Finansów na bieżąco wg określonego schematu. W ocenie eksperta, w zestawieniu z innymi gromadzonymi informacjami to może okazać się dobrym narzędziem do wykrywania nieprawidłowości. Jednak dopiero praktyka pokaże, czy organy używać będą KSeF do walki z przestępcami czy też z uczciwymi podatnikami.

– Niestety z moich obserwacji wynika, że coraz częściej podważane są nawet prawdziwe faktury. I trudno wyobrazić sobie, jakie narzędzie mogłoby rozwiązać ten problem, tj. chronić uczciwych podatników przed podejrzeniami urzędników. W zakresie wykrywania przestępstw system KSeF może nie okazać się tak niezawodny i skuteczny, jak rząd tego oczekuje – stwierdza Natalia Stoch-Mika.

Z kolei doradca podatkowy Ewa Flor uważa, że Ministerstwo Finansów powinno wyjaśnić, dlaczego pliki JPK są niewystarczające do zwalczania wyłudzeń VAT i jakich danych brakuje w walce z nieprawidłowościami. Przecież w przypadku transakcji pomiędzy kontrahentami krajowymi organy podatkowe otrzymują informacje od sprzedającego i kupującego. Ekspert zauważa również, że JPK_VAT jako narzędzie, które miało zapobiegać karuzelom VAT-owskim, nie zrealizowało tego celu. I ma poważne wątpliwości co do tego, czy KSeF spełni tę rolę.

– W mojej opinii, KSeF nie wyeliminuje karuzel VAT-owskich. Natomiast faktury ustrukturyzowane należało wprowadzić przed wdrożeniem JPK po to, żeby usprawnić dostarczanie dokumentów na bieżąco do urzędów skarbowych, zautomatyzować cały proces i ograniczyć liczbę błędów popełnianych przez podatników. Biorąc pod uwagę aktualne rozwiązania technologiczne, elektroniczne wysyłanie i przechowywanie faktur jest bezpieczne, ekologiczne oraz tańsze niż drukowanie ich i gromadzenie w papierowej formie – dodaje Stoch-Mika.

Biuro prasowe Ministerstwa Finansów wskazuje, że minimalny zakres informacji nt. transakcji znajduje się obecnie w ewidencji VAT, przesyłanej w formie plików JPK_VAT. Pozyskanie dodatkowych danych zwiększy efektywności prowadzonych analiz. Szybszy dostęp do nich pozwoli zbudować skuteczniejszy system zarządzania i kontroli podatku VAT, efektywnie identyfikować przestępcze łańcuchy transakcji oraz eliminować proceder wystawiania pustych faktur na o wiele wcześniejszym etapie niż obecnie. Wdrożenie KSeF przyspieszy pozyskiwanie danych analitycznych i pozwoli na bieżące monitorowanie transakcji. Możliwa będzie analiza zdarzeń gospodarczych jeszcze przed terminem wskazanym dla składania deklaracji podatkowych.

Infrastruktura techniczna

– Stworzenie tak wielkiego przedsięwzięcia, jakim jest ogólnopolska chmura dla wszystkich wystawianych w Polsce faktur, to nie lada wyzwanie. Pozostaje mieć nadzieję, że Ministerstwo Finansów dobrze przeanalizowało ilość danych, jakie będzie pozyskiwało i przechowywało, przygotowując pod to odpowiednią infrastrukturę techniczną – zwraca uwagę prof. Mariański.

Resort jednak uspokaja, że infrastruktura techniczna KSeF jest adekwatna do jego zakresu i skali. System jest w stanie obsłużyć do 100 mln faktur dziennie. Na etapie projektowania go zdefiniowano potrzeby zasobów sprzętowych niezbędnych do przetwarzania oraz przechowywania w KSeF e-faktur. Zakładany zakres i skalę oszacowano na podstawie średniej wielkości pojedynczej faktury, którą pomnożono przez oczekiwaną liczbę dokumentów, jaka może się pojawić w kolejnych latach jego użytkowania. Tak otrzymano przewidywane roczne wolumeny przyrostu danych w systemie, a także obliczono potencjalny roczny ruch sieciowy, jaki wygeneruje przesłanie faktury do systemu, jej przetwarzanie i udostępnianie zainteresowanym podmiotom, bezpośrednio w okresie po wystawieniu, jak i w kolejnych 10 latach.

– W praktyce to może być jeden z najbardziej obciążonych publicznych systemów informatycznych. Ważne będzie więc ustalenie procedur wystawiania faktur w sytuacji jego awarii. Firmy nie będą mogły sobie pozwolić na przestoje w wystawianiu faktur – wskazuje Ewa Flor.

Na czas niedostępności systemu zostanie przewidziany odpowiedni tryb awaryjny wystawiania faktur. Natalia Stoch-Mika ma nadzieję, że wprowadzając tak istotne zmiany w obiegu faktur, Ministerstwo zapewni odpowiednią sprawność systemu, o jakiej nas przekonuje. Wówczas takie przerwy będzie można porównać do braku dostępności systemu bankowości elektronicznej. Występują one najczęściej w nocy i po wcześniejszym poinformowaniu klientów. Według eksperta, jeśli niedostępność KSeF nie będzie trwała przez cały dzień roboczy, to nie powinna mieć istotnego wpływu na funkcjonowanie przedsiębiorstw.

Jak uniknąć problemów?

– Mając w pamięci doświadczenie z wdrożeniem JPK_V7M, możemy niestety założyć, że proces wdrożenia e-faktur będzie kolejnym wyzwaniem dla przedsiębiorców. O ile JPK składany jest raz w miesiącu i można poprawić dane przed wysyłką, o tyle proces e-fakturowania będzie toczył się w czasie rzeczywistym, więc trudno będzie go korygować. Skutki ewentualnych błędów będą dużo większe. Dlatego kluczowe jest wcześniejsze przetestowanie nowego systemu, póki jest nieobowiązkowy – przekonuje Ewa Flor.

W opinii prof. Mariańskiego, przedsiębiorcy już teraz powinni zacząć bardzo intensywnie testować nowy obieg dokumentów w organizacji, bo czasu na jego wprowadzenie jest niewiele. Zmiana będzie dotyczyła całych przedsiębiorstw i procedur związanych z obiegiem dokumentów w organizacji. I wymaga podniesienia świadomości pracowników.

– Już na podstawie obecnie funkcjonującego systemu dobrowolnego można wskazać szereg kwestii problematycznych. Przykładem jest data wystawienia faktury, która jest pierwotnie wpisana w momencie przygotowania e-faktury. Jednak nie zawsze jest ona zgodna z dniem wystawienia, określonym w przepisach jako data przesłania faktury do KSeF. Tych dylematów przy masowym stosowaniu KSeF będzie więcej. Dopiero w dłuższej perspektywie wprowadzenie jednolitego standardu dla podatników krajowych może uprościć procesy księgowe w przedsiębiorstwach i obniżyć koszty administracyjne. Obecnie nabywcy zmagają się z tym, że np. faktury zakupowe mają różne formaty – podkreśla Ewa Flor.

Jak podsumowuje doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika, dobrym rozwiązaniem byłoby np. wprowadzenie systemu KSeF najpierw dla podmiotów dużych i średnich, a dopiero po jakimś czasie np. po roku dla wszystkich. W okresie korzystania z KSeF przez największe przedsiębiorstwa można by było wykryć i zniwelować większość problemów, tak by małe firmy nie musiały się z nimi borykać. Więksi gracze korzystają już z programów elektronicznych, więc dla nich KSeF nie będzie bardzo istotną zmianą. Natomiast na rynku są mikrofirmy, dla których przejście na taką wersje może być sporym utrudnieniem w bieżącym prowadzeniu działalności gospodarczej.

Mieszkania będą trzymały ceny, ale częściej mogą trafiać się okazje

W 2021 r. ceny mieszkań na największych rynkach rosły w dwucyfrowym tempie, bijąc wszelkie dotychczasowe rekordy. W niektórych lokalizacjach za mkw. trzeba było zapłacić nawet o 1/5 więcej niż przed rokiem, pokazuje najnowszy raport Evaluer Index 2022 przygotowany przez Emmerson Evaluation. Autorzy zwracają uwagę, że obecnie sytuacja na rynku mieszkaniowym jest zupełnie inna niż rok temu. W związku z niską dostępnością kredytów, odpłynąć może z niego połowa, a nawet 2/3 chętnych do zakupu lokum przy wsparciu banku. Jednocześnie rekordowo wysokie koszty związane z budową nie pozwalają deweloperom na obniżki. Mniejszy popyt będą równoważyć wysokością podaży. Na rynku pierwotnym i wtórnym, częściej niż w ubiegłych latach, mogą się za to zdarzać okazje cenowe, prognozują autorzy raportu.

W raporcie Evaluer Index 2022 Emmerson Evaluation jak co roku analizuje ceny transakcyjne mieszkań na 21 najważniejszych rynkach mieszkaniowych w Polsce stosując przy tym mediany, a nie średnie ceny mieszkań. Dzięki odporności tej metody obliczeń na odchylenia od normy, pozwala ona na dokładniejsze przedstawienie rzeczywistego obrazu rynku.

Dynamiczne podwyżki

Jak pokazuje opracowanie największy skok cen z roku na rok zanotował Sopot, gdzie nowe mieszkania podrożały o 29%. Jest to specyficzny rynek, gdzie ograniczona przestrzeń i brak gruntów oraz prestiż lokalizacji powoduje, że powstają tu bardzo drogie inwestycje. Jednak Sopot nie był jedynym miastem, które zanotowało ponad 20-procentowe podwyżki na rynku pierwotnym. 23 proc. wzrost cen był widoczny w Gdyni, Katowicach, Gorzowie Wielkopolskim i Zielonej Górze. W czołówce najszybciej drożejących miast znalazła się także Łódź z 19% skokiem stawek.

Najdroższy pozostał wspomniany już Sopot, z medianą cen mkw. na poziomie 21,5 tys. zł. Drugie miejsce tradycyjnie piastuje Warszawa (12,3 tys. zł/mkw.), a na trzeciej pozycji Gdynia (11,8 tys. zł/mkw.) zastąpiła Kraków (11,3 tys. zł), który w 2021 r. był czwarty. Wśród 21 analizowanych rynków najtańsze lokale w ofercie deweloperów można było natomiast znaleźć w Gorzowie Wielkopolskim (5,8 tys. zł/mkw).

Rekordowo wysokich wzrostów cen nie zabrakło też na rynku wtórnym. W żadnej z opisywanych w raporcie lokalizacji nie były one mniejsze niż 12%. Najwyższy ich skok znów widoczny był w Sopocie (26%). O ponad 1/5 wzrosły też stawki we Wrocławiu, Gdańsku i Łodzi, bliskie przekroczenia tego progu były też Katowice i Kraków. Najwięcej za mkw. kupujący płacili za sopockie mieszkania (mediana ceny niemal 13 tys. zł). Podobnie, jak na rynku pierwotnym druga była stolica (11,4 tys. zł mkw). Po nich na zbliżonym poziomie ukształtowały się mediany cen mkw. dla Gdańska i Krakowa (po niemal 9,6 tys. zł). Najtaniej wyceniali swoje dotychczasowe mieszkania sprzedający z miast w obrębie Aglomeracji Śląskiej oraz Gorzowa Wielkopolskiego (dla obu 4,5 tys. zł/mkw.).

Dla porównania w 2020 r. wzrosty cen sięgały głównie kilku procent, w maksymalnych porywach do 13% w przypadku rynku pierwotnego, nie przekraczając 10% dla używanych mieszkań.

Kluczową rolę w podwyżkach cen mieszkań w ubiegłym roku odegrały czynniki takie jak: zwiększony popyt napędzany dużą dostępnością kredytów i niskimi stopami procentowymi, gwałtowny wzrost cen materiałów budowlanych i gruntów, a także rosnąca inflacja.mediana cen nieruchomości

2021 rok szczytem hossy

W całym 2021 r. na rynku pierwotnym w Warszawie, Krakowie, Łodzi, Wrocławiu, Poznaniu, Trójmieście oraz Katowicach wprowadzono do sprzedaży ponad 56 tys. lokali, co stanowiło wzrost o 16% r/r. Wzrost ten byłby prawdopodobnie większy, gdyby nie pandemia. Wzbudziła ona niepewność co do przyszłości, co chwilowo spowolniło aktywność deweloperów i przesunęło w czasie wprowadzanie nowych inwestycji, zaznaczają autorzy raportu Evaluer Index 2022.

Liczba sprzedanych mieszkań na badanych siedmiu rynkach przekroczyła łącznie 63 tys., co stanowiło najlepszy wynik od rekordowego 2017 r. Bardzo wysoką sprzedaż odnotowano w Łodzi i Poznaniu, gdzie jej przyrost był najwyższy w historii tych miast.

W 2021 r. miały też miejsce zmiany w strukturze nabywców mieszkań. Dla Rynku PRS (najmu instytucjonalnego mieszkań) był to czas największego dotychczas rozwoju na polskim rynku. Obecnie jest gotowych około 6 tys. lokali na wynajem, a w trakcie budowy lub na etapie planowania jest łącznie około 30 tysięcy mieszkań.

Sytuacja na rynku nieruchomości w 2021 r. była o wiele lepsza niż przed pandemią. Nie sprawdziły się przewidywania, że przez COVID-19 rynkowi mieszkaniowemu grozi zapaść, co mogłoby mieć miejsce w przypadku, gdyby nie to, że stopy procentowe były utrzymywane w tym okresie na rekordowo niskim poziomie. Dodatkowo, 2021 był rokiem, w którym deweloperzy odnotowywali rekordowe wyniki sprzedażowe. Szczególnie pierwsze półrocze było wyjątkowo owocne. Natomiast jego końcówka przyniosła gwałtowne zmiany na rynku za sprawą wysokiej inflacji i wzrostu stóp procentowych – zaznacza Dariusz Książak, Prezes Emmerson Evalaution.

Wysokie stopy procentowe schłodzą rynek

Wraz z wyższymi stopami procentowymi zaostrzyły się zasady udzielania kredytów oraz badania zdolności kredytowej. Wyraźny, kilkuprocentowy wzrost oprocentowania kredytów skokowo ograniczył zdolność kredytową potencjalnych nabywców mieszkań. Należy ocenić, że na chwilę obecną zdolność kredytowa została ograniczona o minimum 30% w stosunku do momentu przed rozpoczęciem cyklu podwyżek stóp przez NBP, a część potencjalnych kredytobiorców całkowicie ją utraciło. Do tego, na początku 2022, w szczególności po inwazji Rosji na Ukrainę, dodatkowo pogłębiły się problemy z inflacją, dostawami materiałów i ich wysokimi cenami.

Pewne zmiany w sytuacji klientów planujących zakupy wspierane kredytem hipotecznym może spowodować wchodząca w życie 27 maja 2022 r. ustawa o gwarantowanym kredycie mieszkaniowym. Zgodnie z jej zapisami państwo będzie gwarantować za pośrednictwem BGK do 20 proc. kwoty kredytu. Będzie to jednak kwota nie większa niż 100 tys. zł. Gwarancja ta może pewnej grupie klientów zastąpić wymagany przez banki wkład własny. W obecnej sytuacji rynkowej jego brak nie jest jednak głównym czynnikiem ograniczającym dostęp do kredytu mieszkaniowego. Od momentu przygotowania ustawy sytuacja uległa zmianie, gdyż dziś to nie wkład własny, jak było to w momencie przyjęcia ustawy, ale zdolność kredytowa stanowi główny problem w dostępie do długoterminowego finansowania – zauważa Dariusz Książak.

Nie bez znaczenia dla rynku deweloperskiego będzie również wchodząca w życie od 1 lipca 2022 r. nowelizacja Ustawy z dnia 16 września 2011 roku o ochronie praw nabywcy lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego, która wprowadza między innymi obowiązek utworzenia tzw. Deweloperskiego Funduszu Gwarancyjnego. Zgromadzone od deweloperów na rachunku DFG fundusze zostaną przeznaczone na zwroty dla nabywców związane np. z odstąpieniem od umowy, ogłoszeniem upadłości przez dewelopera lub upadłości banku prowadzącego rachunek powierniczy danej inwestycji. Jest to czynnik, który jeszcze dodatkowo podroży koszty po stronie dewelopera.

Możliwe okazje

Jak wskazują autorzy raportu Evaluer Index 2022, aktualnie podaż nowych mieszkań jest całkiem spora, jednak w warunkach mniejszego niż dotychczas popytu należy brać pod uwagę zmniejszenie podaży po stronie deweloperów. W szczególności jeżeli weźmiemy pod uwagę narastające problemy z kosztami i dostępnością materiałów budowlanych oraz braki w obsadzie budów odpowiednią liczbą pracowników. Ten proces możemy obserwować już teraz, gdyż liczba uzyskiwanych pozwoleń na budowę oraz inwestycji wprowadzanych do sprzedaży jest wyraźnie mniejsza niż w roku ubiegłym.

Przy obserwowanym wzroście kosztów kredytu należy liczyć się z tym, że z rynku może potencjalnie wyparować w porównaniu z rokiem ubiegłym ponad połowa, a nawet dwie trzecie zakupów wspieranych kredytem hipotecznym. Można powiedzieć, że o realnym popycie i kondycji rynku będą decydować nabywcy gotówkowi. Spodziewamy się, że w obecnej sytuacji dominować będą inwestorzy kupujący mieszkania z własnych środków, z przeznaczeniem na wynajem. Rosnąć będzie też rola funduszy PRS, które przy dobrej koniunkturze na rynku najmu będą zainteresowane zwiększeniem w nim swoich udziałów. Spodziewać się zatem należy kolejnych zakupów pakietowych dokonywanych przez te fundusze. W perspektywie najbliższych kilku lat przewidujemy więc zauważany wzrost udziału PRS w rynku mieszkaniowym – wskazuje Prezes Emmerson Evaluation.

Spadek popytu wynikający z ograniczenia liczby klientów kredytowych będzie w dłuższej perspektywie rekompensowany przez wspomniane fundusze oraz dostosowanie przez deweloperów podaży do skali popytu. Pomimo spadku popytu w perspektywie najbliższych miesięcy, eksperci Emmerson Evalaution nie przewidują zauważanych spadków cen mieszkań na rynku pierwotnym, które skutecznie będą ograniczane przez rekordowo drogie koszty wytworzenia. Zaznaczają przy tym, że szansa na nieznaczną korektę będzie możliwa w przyszłym roku, w chwili, gdy deweloperzy będą chcieli wyprzedać ostatnie mieszkania z projektów rozpoczętych jeszcze w roku 2021 i zbilansować aktualną podaż do zmniejszonego popytu. Prawdopodobne jest pojawienie się na przełomie roku okazji cenowych na rynku wtórnym, gdyż część osób, która zaciągnęła kredyty hipoteczne przy wyjątkowo niskich stopach będzie chciała ograniczyć rosnące koszty ich obsługi i zdecyduje się na sprzedaż kupionych wcześniej mieszkań, dodaje Dariusz Książak.

Widmo stagflacji coraz bliżej, a przedsiębiorcy i konsumenci oglądają każdą złotówkę dwa razy

Inflacja zmusza konsumentów i przedsiębiorców do oglądania każdej złotówki dwa razy.

– Polacy jeszcze nigdy nie byli tak oszczędni jak teraz, a przedsiębiorcy jeszcze nigdy nie byli zmuszeni, by tak mocno zaciskać pasa jak w ostatnich miesiącach. Ograniczane są wydatki bieżące, bardzo często dochodzi do redukcji zatrudnienia czy rozkładaniu w czasie planowanych inwestycji. Spirala inflacji w Polsce wiruje jak szalona i zatrzymanie jej powinno być teraz jednym z najważniejszych zadań gospodarczych realizowanych przez Rząd RP. Rozumiemy, że obecna sytuacja, czyli wojna w Ukrainie to wielkie, światowe wyzwanie, które zmusza nas do przyzwyczajenia się do wyższych cen. Obecny galop inflacyjny nie może jednak zostać zignorowany, bo mamy obecnie do czynienia z realnym zagrożeniem dla całej gospodarki – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

„Odczyt majowy będzie znacznie powyżej 14%”

Inflacja w Polsce według szacunków GUS w maju 2022 miała wynieść 13,9%. Realny wskaźnik może być jeszcze wyższy, podobnie jak wzrost cen w sklepach. Jak mówi Hanna Mojsiuk inflacyjna spirala kręci się coraz mocniej i nic nie wskazuje na to, by na horyzoncie była nadzieja na zmianę sytuacji.

– Spirala inflacyjna kręci się w całej Europie, co jest efektem wojny w Ukrainie, dwuletniej pandemii COVID-19. Niestety programy socjalne w Polsce zostały przygotowane tak szeroko, że w tym momencie ich powstrzymanie jest po prostu niemożliwe z politycznego punktu widzenia. Taka sytuacja więc skazuje nas na wysoką inflację, a przedsiębiorców do zaciskania pasa i przygotowywania planów awaryjnych na kolejne miesiące. Niestety wiara w to, że inflacja się zatrzyma byłaby naiwnością. Spodziewam się, że realny odczyt w maju będzie znacznie powyżej 14% – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. – Wzrost cen surowców, wzrost cen paliwa, gigantyczna presja płacowa, to przekłada się na sytuacje w firmach. Niestety nastroje przedsiębiorców nie są zbyt dobre, bo czynników generujących niepewność jest całe mnóstwo – dodaje Prezes Izby.

„Scenariusz stagflacyjny coraz bliżej”

Co mogłoby zatrzymać inflację? Rząd zapowiedział przedłużenie tarcz antyinflacyjnych, ale w opinii ekspertów nie jest to rozwiązanie, które jest w stanie zatrzymać rozszalałe ceny.

– Agresja Rosji na Ukrainę nasiliła i spotęgowała czynniki inflacyjne. Nie jest ona jednak przyczyną inflacji, inflacja ma bowiem charakter popytowy. W dalszym ciągu brakuje realnego planu przeciwdziałania inflacji. Z jednej strony bank Centralny podwyższa stopy procentowe i wpędza kredytobiorców w kłopoty, z drugiej Rząd uruchamia kolejne programy socjalne i interwencyjne.  Polityka monetarna i fiskalna mocno się rozjeżdżają. Kiedy RPP w sposób radykalny podnosi koszt pieniądza, Rząd nie rezygnuje z transferów socjalnych i nie zamierza zaciskać pasa, przenosząc koszty inflacji głównie na klasę średnią i ludzi pracujących. Biorąc pod uwagę kalendarz wyborczy nie należy się spodziewać zmiany tej strategii, co pozwala mieć duże obawy o to, że szczyt inflacji jeszcze daleko przed nami, a scenariusz stagflacyjny staje się coraz bardziej realny – mówi dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Wielkimi krokami zbliża się sezon urlopowo-wakacyjny. Przez ostatnie dwa lata wielu Polaków musiało rezygnować lub mocno ograniczyć swoje plany wyjazdowe, z uwagi na szalejącą pandemię. W tym roku sezon może być równie nieudany, z uwagi na szalejącą inflację – mówi dyrektor Wolny.

Branża IT – oni płacą, im nie płacą

O 18 proc. spadło przez ostatni rok zadłużenie branży IT. Przedsiębiorcy z tego sektora są aktualnie w dobrej sytuacji. W dłuższej perspektywie problemem mogą okazać się jednak rosnące należności branży. Przez ostatnie 3 lata ich wysokość się prawie potroiła i znacznie przekracza kwotę zaległości. Firmy IT mają do odzyskania ponad 400 mln zł. Najwięcej zalega im handel i budownictwo.

Jak wynika z danych Krajowego Rejestru Długów, w kwietniu 2022 r. długi przedsiębiorców z branży IT wyniosły blisko 180 mln zł. Liczba dłużników notowanych w bazie danych to 6 388, z których każdy ma średnie zaległości w wysokości ponad 28 tys. zł. Porównując te dane z 2021 r., możemy zaobserwować spadek ogólnej kwoty zadłużenia o 18 proc.

Branża IT, która jest jednym z beneficjentów przyspieszonej przez pandemię cyfryzacji, ma za sobą bardzo dobry czas. Z dnia na dzień zapotrzebowanie zarówno na urządzenia jak i oprogramowanie do pracy zdalnej gwałtowanie wzrosło, a szeroko rozumiana digitalizacja i przenoszenie usług do przestrzeni online stała się dla wielu przedsiębiorstw priorytetem. Popyt na usługi firm z tego sektora stale rośnie, co ma swoje odzwierciedlenie nie tylko w dynamicznie rosnącej liczbie ofert pracy na polskim rynku, ale także w spadku zadłużenia – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczych SA.

Najwięcej do oddania mają firmy z sektora informacji i komunikacji (ponad 123 mln zł), czyli programiści, administratorzy sieci oraz stron internetowych. Kolejni na liście dłużników są przedsiębiorcy zajmujący się sprzedażą oprogramowania, technologii i sprzętu elektronicznego (26,8 mln zł) oraz ci zajmujący się naprawą i konserwacją urządzeń (blisko 19 mln zł).

Samozatrudnieni mają najwięcej zobowiązań

Ponad 40 proc. wartości zadłużenia wszystkich przedsiębiorców branży IT należy do jednoosobowych działalności gospodarczych. Samozatrudnieni stanowią także większość wszystkich dłużników w bazie KRD (3 484 z 6 388 notowanych) oraz mają najwięcej zobowiązań (14 680 spośród 28 267). Nie przodują jednak pod względem wysokości zaległości. Tych najwięcej do uregulowania mają bowiem spółki z ograniczoną odpowiedzialnością – blisko 84 mln zł.

Najwięcej do oddania branża IT ma wtórnym wierzycielom (72,5 mln zł) oraz instytucjom finansowym (ponad 48 mln zł). Następni w kolejce do odzyskania swoich pieniędzy są twórcy i sprzedawcy oprogramowania (17,7 mln zł) oraz firmy telekomunikacyjne (ponad 16 mln zł).

Najwyższe zaległości mają firmy z województwa mazowieckiego. Łączna kwota ich niezapłaconych zobowiązań przekracza bowiem 52 mln zł. Dalej na liście dłużników znajdują się przedsiębiorcy z Wielkopolski (prawie 25 mln zł) i Śląska (19,3 mln zł). Wysoko w tym zestawieniu znajdują się także firmy z województwa dolnośląskiego, które mają do uregulowania zaległości w wysokości 18,1 mln zł. To zestawienie nie jest zaskoczeniem. Dane dotyczą bowiem regionów, w których w skali kraju działa najwięcej firm z branży IT. W takiej sytuacji naturalnym zjawiskiem jest także wysoka liczba zadłużonych.

Branża jako wierzyciel

Jak wynika z danych Krajowego Rejestru Długów, znacznie większym problemem niż zaległości są dla sektora IT nieodzyskane należności, które wynoszą ponad 409 mln zł, czyli ponad dwa razy więcej niż zadłużenie. ¼ tej kwoty (99 mln zł) to rachunki i faktury, których nie zapłacili przedsiębiorcy z branży handlowej. Z zapłatą spóźniają się także firmy budowlane (69 mln zł) oraz transportowe (50,4 mln zł).

Prawie połowa wszystkich należności branży to długi jednoosobowych działalności gospodarczych, którzy mają do oddania 200,5 mln zł. Pomimo dobrej sytuacji, przedsiębiorcy poważnie powinni potraktować sytuację, w której tak wielu kontrahentów zalega z płatnościami.

Dobre warunku do rozwoju biznesu w sektorze IT, które obecnie obserwujemy, mogą jednak uśpić czujność przedsiębiorców. Rosnąca grupa klientów, którzy nie regulują na czas swoich zobowiązań wobec branży, może w dłuższej perspektywie przynieść negatywne skutki. Dlatego tym bardziej konieczne jest zachowanie odpowiedniej czujności w trakcie współpracy poprzez monitorowanie sytuacji kontrahenta oraz staranne dobieranie nowych partnerów biznesowych – mówi Tomasz Gadziński, menedżer ds. klientów strategicznych w Krajowym Rejestrze Długów Biurze Informacji Gospodarczej SA.

Zaległości wobec firm IT rosną od lat. Największa zmiana nastąpiła między rokiem 2019 a 2020, kiedy łączna kwota należności zwiększyła się prawie dwukrotnie – ze 170,1 mln zł do na 337,5 mln zł. Wówczas znacznie wzrosły zaległości jakie wobec przedsiębiorców z branży IT miały firmy handlowe, transportowe oraz przemysł. Niekoniecznie jest to efekt pandemii, bo KRD znaczący skok długów wobec branży IT zarejestrował już w listopadzie 2019 roku.

Przedsiębiorcy z tego sektora zdają się popełniać częsty grzech czasów koniunktury. Znaczący wzrost przychodów powoduje, że nie dbają tak o ściąganie należności. Bo przecież pieniądze są. Taka postawa może jednak spowodować, że część zarobionych pieniędzy zostanie stracona bezpowrotnie. Dłużnik widząc, że wierzycielowi wcale nie zależy na odzyskaniu należności, będzie grał na czas i prowadził z nim grę na przeczekanie, aż doprowadzi do przedawnienia. Co prawda nie kasuje to całkowicie długu, ale znacznie utrudnia jego odzyskanie. Jedynym argumentem motywującym wówczas dłużnika do zapłaty może być wpis do bazy Krajowego Rejestru Długów mówi Jakub Kostecki, prezes firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

KPMG w Polsce rozbudowuje zespół ESG

KPMG wzmacnia kompetencje w obszarze doradztwa ESG poprzez włączenie w swoje struktury Przemysława Oczypa – dotychczasowego Prezesa Zarządu i Partnera firmy doradczej Go Responsible, specjalizującego się w doradztwie w zakresie strategii i raportowania ESG (ang. Environmental, Social and Governance). KPMG tym samym kontynuuje poszerzanie kompleksowej oferty usług z zakresu ESG, skierowanych do przedsiębiorstw ze wszystkich sektorów gospodarki.

Połączenie wiedzy i globalnego doświadczenia KPMG z ekspertyzą praktyków ESG, którzy dołączyli do firmy tworzy dla klientów KPMG wszechstronną i integralną ofertę wsparcia na każdym etapie wdrażania ESG w organizacji – od diagnozy obecnej sytuacji firmy, przez stworzenie strategii ESG i jej wdrożenie, opracowanie polityk dekarbonizacji, finansowanie, raportowanie ESG i usługi poświadczające, due diligence ESG, aż po edukację z zakresu ESG. Istotne wzmocnienie usług doradczych w zakresie ESG w ramach Działu Doradztwa Biznesowego, rozszerza kompetencje KPMG w Polsce w dziedzinie zarządzania obszarem ESG w firmach, które chcą zwiększać swoją transparentność, konkurencyjność oraz wartość dla różnych grup interesariuszy, w tym m.in. inwestorów. Dotychczasowe projekty z obszaru ESG realizowane przez KPMG dla klientów z sektora finansowego m.in. w obszarze taksonomii czy usług poświadczających pokazują, że zwiększa się świadomość firm na temat rosnących wymogów w zakresie ESG i konieczności zmian w organizacjach.

ESG to nie tylko trend, to nowy sposób myślenia o biznesie i jego oddziaływaniu na otoczenie, który coraz bardziej wpływa na światową gospodarkę i zmianę modelu działalności wielu firm. Normą staje się, że ESG powinno stanowić trzon strategii firmy, łącząc efektywność biznesową z odpowiedzialnością wobec otoczenia. Pandemia COVID-19, nowe wyzwania oraz regulacje wprowadzane na poziomie Unii Europejskiej dodatkowo przyspieszyły ten trend. Wzmocnienie kompetencji KPMG w Polsce w zakresie ESG pozwala nam lepiej odpowiadać na potrzeby klientów, którzy są świadomi, że nadanie odpowiedniego priorytetu ESG w organizacji to nie tylko szansa na rozwój i zwiększanie pozycji konkurencyjnej, ale wręcz warunek konieczny – mówi dr Grzegorz W. Cimochowski, Partner i Szef Działu Doradztwa Biznesowego w KPMG w Polsce.

Decyzja o dołączeniu do KPMG była podyktowana chęcią rozwoju usług w zakresie ESG i możliwością bardziej kompleksowego, efektywniejszego świadczenia usług dla naszych dotychczasowych i przyszłych klientów. Z naszych obserwacji zrównoważony rozwój jest strategicznym obszarem dla biznesu, coraz więcej firm potrzebuje profesjonalnego doradztwa w tym zakresie. Dołączenie do tak znaczącej w obszarze konsultingu firmy pozwoli nam uzyskać międzynarodowe zaplecze, know-how oraz szersze możliwości dotarcia do klientów ze wszystkich branż – mówi Przemysław Oczyp, Partner Associate w Dziale Doradztwa Biznesowego/ESG, w KPMG w Polsce.

Wskaźniki ESG mają coraz większe znaczenie dla inwestorów i mogą decydować o przyszłości firmy. Wskaźniki są wyłącznie wynikiem działań, które firma podejmuje i w jaki sposób postępuje. Ujawnione dane i ich przejrzystość mają kluczowe znaczenie dla uchwycenia zaangażowania biznesu w ESG i udowodnienia interesariuszom odporności biznesowej i zrównoważonego rozwoju firmy.

Wiele firm w Polsce jeszcze nie rozpoczęło lub jest w początkowej fazie wdrażania ESG w swojej organizacji. Tymczasem nowe obowiązki ujawnieniowe związane z Taksonomią UE, a w dalszej perspektywie także zmiany w raportowaniu niefinansowym wprowadzone przez Corporate Sustainability Reporting Directive (CSRD) sprawiają, że konieczne jest strategiczne podejście do tego obszaru i wdrażanie najlepszych praktyk ESG. KPMG w Polsce aktywnie rozwija i doskonali zakres oferowanych usług ESG świadczonych dla firm z sektora finansowego i niefinansowego, aby mogły efektywnie zarządzać tematyką ESG w swojej działalności – mówi Iwona Galbierz-Sztrauch, Partner, Lider Usług Doradczych dla Sektora Finansowego, Lider ESG, KPMG w Polsce.

Answear.com wchodzi na rynek słoweński

Answear stawia kolejny krok na drodze ekspansji zagranicznej i rozpoczyna działalność w Słowenii. Jest to jeden z najbardziej zamożnych i rozwiniętych gospodarczo krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Przychody z handlu online w tym kraju wyniosły w 2021 r. 641 mln USD, a kategoria „moda” miała największy udział i stanowiła 28 proc. wszystkich zakupów w internecie. Otwarcie drugiego rynku na Bałkanach pozwoli również zoptymalizować proces logistyczny.

Słowenia to już jedenasty rynek, na który wchodzimy z naszą ofertą. Jest to dla nas atrakcyjny kierunek przede wszystkim pod względem rozwoju e-commerce oraz wciąż dynamicznych wzrostów. Dodatkowo Słoweńcy są relatywnie zamożnym społeczeństwem, z wysokim wskaźnikiem dochodu per capita oraz dużą świadomością marek premium, co oczywiście będzie miało bezpośredni wpływ na wartość średnich koszyków i rentowność transakcji na naszej platformie – komentuje Krzysztof Bajołek, prezes zarządu Answear.com.

W Słowenii kategoria „moda” cieszy się dużą popularnością wśród kupujących online. W 2021 r. i wyprzedziła kategorię „elektronika” stanowiąc 28 proc. wszystkich zakupów dokonanych w internecie. Zakupy modowe w sieci wzrosły w tym kraju o blisko 18 proc. w 2021 r., przy niewielkim spadku w sklepach stacjonarnych (o 0,89 proc.). Answear.com kieruje ofertę do klientów zainteresowanych zarówno modą i produktami premium, jak i asortymentem dla osób aktywnych, poprzez szeroką ofertę produktów sportowych.

Otwarcie drugiego rynku na Bałkanach, ze względu na geografię, pozwoli nam na zoptymalizowanie procesu logistyki. Będziemy zapewniać dostawę przez partnera logistycznego GLS nawet w ciągu 48 godzin. Klienci mogą wybrać dostawę kurierem do jednego z 650 punktów odbioru lub do 185 paczkomatów. Jesteśmy spokojni o nasze wyniki w przyszłości, każdy nowy otwarty kierunek zwiększa wolumeny sprzedaży i przyczynia się do wzrostu wartości całego biznesu – dodaje Krzysztof Bajołek.

Answear.com to założony w 2011 r. e-commerce zajmujący się sprzedażą markowej odzieży, obuwia, akcesoriów oraz dekoracji wnętrzarskich. Spółka prowadzi obecnie działalność w 11 krajach Europy Środkowo-Wschodniej: Słowenii, Grecji, Chorwacji, Bułgarii, Czechach, Polsce, Rumunii, Słowacji, Ukrainie, na Cyprze oraz Węgrzech. Sprzedaż jest zdywersyfikowana geograficznie, a żaden z rynków nie stanowi więcej niż 25 proc. udziału w całkowitych przychodach Spółki.

Jak zmniejszyć szarą strefę w polskiej branży hazardowej

UN Global Compact Network Poland opublikował raport Przeciwdziałanie szarej strefie, współpraca Krajowej Administracji Skarbowej z branżą hazardową i odpadową. Eksperci rekomendują zmianę formy i wysokości opodatkowania branży zgodnie ze światowymi standardami w celu minimalizacji szarej strefy w Polsce. Kluczowym, zalecanym rozwiązaniem jest wprowadzenie powszechnego na świecie podatku od sprzedaży brutto (tzw. GGR) zamiast obecnego opodatkowania od przychodów. Według niezależnych badań rynkowych wymienianych w raporcie udział szarej strefy w polskiej branży hazardowej może sięgać od niemal 18 do nawet 35 proc.

Kluczowe wnioski z raportu:

  • wprowadzenie podatku GGR (Gross Gaming Revenue – przychody pomniejszone o wypłacone wygrane) jako najskuteczniejsze narzędzie w walce z szarą strefą
  • potrzeba ścisłej współpracy Krajowej Administracji Skarbowej z legalnymi operatorami, w celu wypracowania wysokości procentu opodatkowania, jak również konieczność debaty regulatora z prywatnym rynkiem w celu wypracowania najlepszego rozwiązania
  • konieczność utworzenia specjalnego podmiotu do kontroli branży hazardowej na wzór KNF – Komisja Nadzoru Hazardu
  • branża hazardowa obejmuje m.in. gry, loterie, zakłady wzajemne

Aż 57% graczy online deklaruje, że gra również nielegalnie – Jesteśmy więc w niechlubnym gronie największych szarych stref w Europie. GGR to standardowa forma opodatkowania w Unii Europejskiej i na świecie. W Europie tylko 6 krajów ma podatek od zakładów bukmacherskich w oparciu o przychód. W Polsce jest on najwyższy przewyższając stawki stosowane w innych krajach. – Polska 12%, Portugalia 8%, Niemcy 5%, Chorwacja 5%, Austria 2% i Irlandia 2%. Pozostałe kraje unijne stosują podatek od zysku brutto ze średnią stawką na poziomie 22 proc. W Szwecji po wprowadzeniu podatku od GGR wpływy podatkowe wzrosły o ponad 300 proc. w ciągu 2 lat, w Bułgarii między 2014 a 2021 r. podatek od GGR zaowocował ponad 750 proc. wzrostem wpływów podatkowych – komentuje Adam Lamentowicz,, Prezes Polskiej Izby Gospodarczej Branży Rozrywkowej i Bukmacherskiej i prezes Superbet Polska. – Zmiany podatkowe w Polsce w szeroko pojętej branży hazardowej byłyby ważnym krokiem przeciwdziałającym negatywnym zjawiskom jak pranie brudnych pieniędzy czy tzw. migracja graczy korzystających np. z gier online czy zakładów do szarej strefydodaje.

Autorzy raportu wskazują podatek od GGR jako najlepsze obecnie narzędzie do zwalczania szarej strefy w branży hazardowej w Polsce. Wysokość rekomendowanego podatku jest przedmiotem dyskusji i proponowane są wspólne prace resortu finansów oraz legalnych operatorów gier hazardowych nad wypracowaniem wspólnego stanowiska, które przyczyni się do ograniczenia szarej strefy, a tym samym poprawienia sytuacji branży.

– Jako członek Rady Programowej UN Global Compact Network Poland i przedstawiciel branży podkreślam, że wprowadzenie podatku od GGR na poziomie 22-25 proc. spowodowałoby samo-uregulowanie się rynku, migrację polskich graczy na legalny rynek. Zmiana ta powiększyłaby ten rynek nawet o kilkaset procent bez generowania dodatkowego popytu. Długoterminowy efekt to rzetelna ochrona polskich graczy i istotne zmniejszenie szarej strefy oraz skokowy wzrost wpływów do budżetu państwa – podsumowuje Adam Lamentowicz.

Podatek od GGR ciosem w szarą strefę

W Polsce funkcjonuje 23 legalnych operatorów zakładów wzajemnych. Pozostałe podmioty, świadczące gry hazardowe z serwerami poza granicami Polski, są nielegalne. Do 2021 roku państwo miało zamknąć ponad 14 tys. takich nielegalnych stron, jednak chęć „łatwego i szybkiego” zarobku w sieci powoduje, że tego typu zakłady wciąż są popularne, a co za tym idzie, w miejsce zamkniętych witryn pojawiają się nowe. Podmioty z szarej strefy zarabiają krocie dzięki unikaniu opłat i danin publicznych.

Autorzy raportu, zgodnie ze specjalistami EY, zwracają również uwagę na wysokie obciążenia podatkowe legalnych operatorów, wynoszące w 2020 r. średnio 38,5 proc., jako jedną z głównych przyczyn istnienia szarej strefy, ponieważ podmioty, które nie odprowadzają części opłat i podatków są w stanie zaproponować graczom większe nagrody, a to powoduje zwiększenie atrakcyjności nieuczciwych platform. Zmiana sposobu opodatkowania dałaby operatorom większą elastyczność w działaniu i większe możliwości do bardziej efektywnego zarządzania biznesem. Zmiana miałaby również realny wpływ na zwiększenie atrakcyjności oferty legalnych operatorów, co spowodowałoby przyciągnięcie większej ilości użytkowników, którzy do tej pory korzystali z rozwiązań jakie oferuje szara strefa.

Wielkość szarej strefy branży hazardowej wciąż pozostaje przedmiotem dyskusji – dane H2 Gambling Capital pokazują, że w 2021 r. wynosiła ona 17,9%. Przedstawiciele branży wskazują, że liczba ta może być znacznie wyższa, na co zwracają uwagę również eksperci Global Compact, wskazując na rozbieżności w szacunkach dotyczących udziału szarej strefy w grach hazardowych w Polsce również w 2020 roku (H2 Gambling Capital – 22,8 proc., EY – 34 proc.). Wszystkie raporty branżowe, zarówno te przygotowane przez instytucje państwowe (raport NIK), prywatne (EY) czy przygotowane przez niezależne instytucje we współpracy z organami państwa (United Nations Global Compact) i H2Gambling wskazują, że szara strefa w Polsce stanowi olbrzymi problem. Stąd potrzeba zmian na poziomie legislacyjnym.

Komisja Nadzoru Hazardu

Twórcy raportu podkreślają zasadność stworzenia specjalnego podmiotu na wzór Komisji Nadzoru Finansowego, którego głównym zadaniem będzie kontrola branży hazardowej. Eksperci uzasadniają tę rekomendację coraz większą skalą działania branży hazardowej oraz coraz większym stopniem skomplikowania zagadnień, z którymi muszą mierzyć się organy państwa – nie tylko w zakresie podatków, ale także zdrowia, bezpieczeństwa publicznego czy zwalczania przestępczości zorganizowanej. Podobne komisje działają już z powodzeniem, m.in. w Danii, Hiszpanii, Holandii, Norwegii i Wielkiej Brytanii.

Zakres kompetencyjny rodzimej komisji mógłby objąć takie działania, jak:

  • nadzór nad podmiotami oferującymi gry hazardowe, zarówno online, jak i stacjonarnie
  • udzielanie koncesji i zezwoleń
  • prowadzenie postulowanej Centralnej Listy Zaufanych/Niezaufanych Podmiotów Rynku Hazardowego.

Oprócz powyższych kwestii autorzy raportu zaznaczają również konieczność modyfikacji przepisów dotyczących wysokości wygranych, umożliwiających otrzymanie gwarantowanej stawki, mniejszej niż wejściowa, a także m.in. umożliwienie organizacji gier stolikowych w pokera przez kasyna stacjonarne, co przyczyni się do lepszego uregulowania i rozwoju rynku.

Pełna treść raportu dostępna jest pod tym adresem.

Polska wysyła gaz LPG na Ukrainę, ale musi też zabezpieczyć dostawy na potrzeby krajowe

W aktualnej sytuacji Polska jest reeksporterem gazu LPG na Ukrainę. Ukraina została pozbawiona de facto możliwości sprowadzania gazu LPG z kierunków wschodnich. Dostawy z Rosji zostały oczywiście zablokowane, podobnie sytuacja ma się z Białorusią oraz z dostawami z Kazachstanu. Rosjanie prowadzą również blokadę czarnomorskich portów Ukrainy. W tej sytuacji Polska i polscy przedsiębiorcy z branży LPG stanowią główną alternatywę, jeśli chodzi o możliwości sprowadzania gazu LPG na Ukrainę – a wiadomo, że nie tylko w sytuacji wojennej, ale też dla funkcjonowania gospodarki, to paliwo jest niezbędne. Niestety, zagrożenie natychmiastowym zakazem sprowadzania LGP do Polski z kierunku rosyjskiego z pewnością zablokowałby wszelkie dostawy na Ukrainę. Nie moglibyśmy być solidarni z naszym sąsiadem w obliczu rosyjskiej agresji, ale też bardzo poważnie zaszkodzilibyśmy przedsiębiorcom oraz obywatelom, społeczeństwu w Polsce.

– Jeśli chodzi o gospodarkę, mielibyśmy bardzo poważne problemy w branży spożywczej i w branży rolnej, ponieważ gaz LPG jest wykorzystywany chociażby w fermach drobiu. Producenci drobiu mieliby problem z paliwem bądź musieliby płacić za gaz LPG wielokrotnie więcej – a szacunki wskazują, że to byłoby przynajmniej o połowę więcej niż aktualnie, choć ceny i tak są już teraz o wiele wyższe niż rok temu. Cena drobiu w istotny sposób by wzrosła, a jest to jeden z podstawowych produktów spożywczych, którego konsumpcja z roku na rok systematycznie się zwiększa – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Wołejko, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Problem byłby również z chlebem, bo producenci wykorzystują gaz LPG przygotowania ziarna do produkcji. Musimy zwrócić uwagę na to, że podejmowanie decyzji dotyczących gazu LPG powinno następować w sposób odpowiedzialny i najlepiej, żeby były to decyzje unijne – a nie tylko podejmowane przez Polskę. Tutaj akurat mamy taką sytuację, w której zarówno rząd, jak i branża LPG mają jednolite stanowisko o odejściu od importu gazu LPG z Rosji do końca bieżącego roku. Jako Federacja Przedsiębiorców Polskich popieramy to stanowisko i jesteśmy przekonani, że jest to możliwe do zrealizowania – w szczególności widząc działania podejmowane przez branżę – szukanie nowych kierunków dostaw, zapewnianie możliwości sprowadzenia paliwa z portów zachodnich, planowanie nowych inwestycji oraz działania na rzecz udostępnienia terminala przeładunkowego LPG w gdańskim porcie na rzecz innych przedsiębiorców niż tylko jego właściciel – ocenia Wołejko.

Jaki wpływ na rynek nieruchomości w Polsce mają przybywający uchodźcy z Ukrainy?

Z raportu opracowanego przez redNet Consulting dla serwisu tabelaofert.pl wynika, że od początku wojny w Ukrainie do Polski przyjechało 3,7 mln uchodźców, z czego 1,7 mln wróciło do swojej ojczyzny. Ponad połowa z 2 mln osób, które znalazły u nas schronienie, otrzymała numer PESEL, ok. 200 tysięcy dzieci uczy się w polskich szkołach, a kolejne dziesiątki tysięcy znalazły opiekę w przedszkolach. Każdy z uchodźców potrzebuje dachu nad głową oraz pracy. W związku z ich przybyciem rynek najmu przeżywa istny boom, popyt jest ogromny – pytanie, kto i czy będzie w stanie go zaspokoić? Jakie zmiany już zaszły i co czeka rynek nieruchomości w najbliższej przyszłości? – komentarze eksperckie Katarzyny Tworskiej, dyrektor zarządzającej redNet 24, firmy specjalizującej się w sprzedaży mieszkań deweloperskich, i Macieja Dymkowskiego, prezesa zarządzającego serwisem tabelaofert.pl.

– Europa od czasów II wojny światowej nie borykała się z podobnym kryzysem migracyjnym jak obecnie. Polska stała się głównym krajem schronienia uchodźców z racji naszych dobro- sąsiedzkich relacji z Ukrainą. Chęć pomocy ze strony zwykłych obywateli i rządu jest bardzo duża. Z powodu braku bariery językowej aż 102 tysięcy Ukraińców znalazło już u nas pracę. W zaledwie trzy miesiące od rosyjskiej agresji rynek najmu w Polsce przeszedł ogromną rewolucję. W niektórych miastach już brakuje ofert, czynsze wzrosły o 30%-50%, a tak wielkiego popytu nie było od latzauważa Maciej Dymkowski.

2 mln uchodźców mieszka obecnie w Polsce

Kryzys migracyjny znacząco wpłynął na rynek nieruchomości w Polsce. Początkowo można było zauważyć zwiększony popyt na rynku najmu, a teraz sytuacja ta jest czynnikiem pozytywnie wpływającym również na rozwój rynku pierwotnego, zwiększenie popytu oraz płynność finansową. Około 30% z przybyłych do nas uchodźców może pozostać w Polsce na dłużej – wynika z raportu opracowanego przez redNet Consulting dla serwisu tabelaofert.pl

Deweloperzy doskonale zdają sobie sprawę, że muszą szybko odpowiadać na zapotrzebowanie klientów. Według naszej analizy obecnie jest konieczność zmian w strukturze lokali i dostosowanie jej do obecnych możliwości nabywców. Należałoby ograniczyć liczbę lokali o dużej powierzchni z małą liczbą pokoi, bo już teraz widać spadek ich sprzedaży ze względu na zdolności kredytowe kupujących. Niezwykle ważny stał się rozwój sektora mieszkań na wynajem. W miarę upływu czasu uchodźcy, mieszkający obecnie na małych powierzchniach, często w kilka rodzin w jednym mieszkaniu, będą poszukiwać ofert zapewniających większą prywatność. Natomiast teraz potrzebne są przede wszystkim mieszkania gotowe – podkreśla Katarzyna Tworska.

Co czeka rynek nieruchomości w najbliżej przyszłości?

Wojna w Ukrainie spowodowała kryzys walutowo–surowcowy. Wzrosły ceny energii, paliw, wykonawstwa oraz materiałów budowlanych, których łańcuchy dostaw są bardzo utrudnione. Inflacja jest najwyższa od 1998 r. i sięgnęła 14%, co z pewnością przełoży się na kolejne podwyżki stóp procentowych i spadek zdolności kredytobiorców. Jak wpływa to na rynek nieruchomości?

– W najbliższym czasie należy spodziewać się wzrostu liczby rozpoczynanych projektów w związku z wejściem w życie 1 lipca nowej ustawy deweloperskiej. Na ten moment brakuje jakichkolwiek przesłanek, które miałyby zwiastować spadek cen, pomimo zmniejszonego popytu, z racji ograniczonych możliwości klientów posiłkujących się przy zakupie mieszkania kredytem hipotecznym. Patrząc w dalszą przyszłość, można liczyć na spadek inflacji i stóp procentowych, a co za tym idzie odbudowanie popytu kredytowego. W dłuższej perspektywie może nastąpić wzrost sprzedaży większych mieszkań oraz domów, a także wzrost cen mieszkań przekraczających inflację – ocenia Katarzyna Tworska.

7 na 10 polskich konsumentów wybiera ekologiczną żywność, a prawie 60% sprawdza etykiety

Mimo że awokado czy nasiona chia zrobiły w ostatnich latach karierę, coraz modniejsze staje się sięganie po produkty spożywcze uprawiane lokalnie. To efekt wyraźnie widocznego zainteresowania konsumentów kwestią odpowiedzialności społecznej i zrównoważonego rozwoju. Można to dostrzec też w Polsce: według danych PayPal, 7 na 10 polskich konsumentów wybiera asortyment pochodzący z ekologicznych źródeł i przyjazny środowisku[1]. Czasem jednak nawet świadomi nabywcy potrzebują pomocy – zwłaszcza jeśli kupują w Internecie. Jakie korzyści mogą osiągnąć e-handlowcy, pomagając konsumentom w znalezieniu towarów pochodzących z lokalnych upraw?

W 2022 roku najpopularniejszymi artykułami będą te domowej produkcji, ekologiczna żywność cruelty-free[2] oraz ręcznie zbierane owoce. W Europie, w zależności od kraju, około 5-10% konsumpcji żywności jest efektem tzw. aktywizmu ekologicznego konsumentów[3], czyli chęci dostosowania swoich zakupów do osobistych przekonań przez osoby dbające o klimat. Aż 60% Europejczyków wybiera produkty ekologiczne i przyjazne środowisku[4], a robiąc zakupy w ten sposób, chętnie okazuje swoje poparcie dla społecznie odpowiedzialnych inicjatyw (takich jak Fair Trade).

Dla dzisiejszych kupujących ważna jest również jakość codziennego odżywiania. Aż 63% konsumentów w całej Europie zaczęło wybierać sklepy z ofertą produktów ekologicznych[5], – wynika z raportu PayPal „Trendy i możliwości: Europejski krajobraz branży spożywczej w 2022 r.”. Wyższa świadomość zdrowotna sprawia, że europejscy konsumenci częściej zwracają uwagę na pochodzenie kupowanych produktów, ich wartości i certyfikaty jakości. Aby mieć pewność co do właściwości odżywczych, klienci czytają etykiety i sprawdzają posiadane atesty. Co ciekawe, robi to już prawie 60% Polaków. Spośród tych, którzy zapoznają się z opisami, 74% osób w Polsce twierdzi, że świadomie porównuje produkty, aby wybrać te ze zdrowszymi składnikami[6].

Cena nie zawsze jest istotna

Dla wielu firm szybko stało się jasne, że zrównoważone zakupy nie oznaczają jedynie wizyty na lokalnym targu z torbą wielokrotnego użytku. Chodzi także o wspieranie ich aktywności w Internecie. W praktyce aż 70% amerykańskich konsumentów wspiera lokalne firmy, robiąc zakupy wyłącznie lub częściowo przez Internet[7].

Tendencje w innych krajach mogą być bardzo podobne, ponieważ odpowiedzialna konsumpcja stała się istotna także w Europie Środkowo-Wschodniej. Konsumenci z tego regionu opowiadają się za zrównoważonymi produktami poprzez swoje portfele – w tym portfele elektroniczne. W Polsce aż 85% konsumentów kupuje artykuły spożywcze przez Internet[8], a to wyraźny znak, że nieustannie poszukują oni dobrych, odpowiednio wartościowych produktów” – wyjaśnia Efi Dahan, Dyrektor Generalny PayPal na Europę Środkowo-Wschodnią.

Oznacza to, że choć zakupy przez Internet często kojarzą się z poszukiwaniem jak najniższych cen, to istotnym czynnikiem jest także miejsce pochodzenia i jakość produktu. Co więcej, większość Europejczyków woli kupować na stronach internetowych i w aplikacjach, które wskazują im lokalne sklepy.[9].

Pomimo ostatnich zawirowań gospodarczych, dla konsumentów jakość produktu zaczyna mieć takie samo znaczenie jak jego niska cena. Produkty zdrowe, uprawiane w sposób zrównoważony, ekologiczne i lokalne są szczególnie poszukiwane. Nasze dane potwierdzają, że choć 84% kupujących jest skłonnych podejmować decyzje na podstawie ceny towaru, to jeszcze więcej – 89% – bierze pod uwagę jego jakość[10]. To powinno wpłynąć na firmy, które do tej pory polegały na swojej strategii cenowej, aby utrzymać przewagę konkurencyjną. Nie jest to już główny czynnik i powinny one być tego świadome”, dodaje Efi Dahan.

Eko rewolucja warta miliardy

Przyjrzyjmy się teraz prognozom. W czasie pandemii 37% polskich konsumentów zadeklarowało, że zwiększyło swoje zainteresowanie produktami ekologicznymi[11], co stwarza nie lada okazję do wykorzystania przez branżę e-commerce, która ma się jeszcze bardziej rozwinąć, osiągając wartość 162 mld zł do 2026 roku[12]. Sektor e-grocery również byłby wielkim zwycięzcą, biorąc pod uwagę prognozy wzrostu rynku do 28,7% w ciągu czterech lat[13]. Czy jest coś, co jeszcze stoi na przeszkodzie?

W tej chwili firmy internetowe stoją przed wyborem: dołączyć do ekologicznego trendu lub pozostać w tyle za branżą, która nieuchronnie zmierza w kierunku zrównoważonego rozwoju. Konsumenci chcą być informowani i edukowani na temat wpływu ich zakupów na środowisko. Sklepy e-commerce, które ułatwią im dokonywanie wyborów zgodnych z zasadami zrównoważonego rozwoju, wygrają. Zawsze lepiej jest coś kupić, jeśli wiemy, że nie tylko jest to dobre, ale także wspiera lokalnych producentów i rolnictwo”, komentuje Efi Dahan.

Sprzedawcy nie muszą od razu zmieniać swojej strategii. Ważne są także małe, ale regularne zmiany, takie jak współpraca z lokalnymi dostawcami, jasne etykiety i opisy produktów. Wszystko to i wiele więcej może w znaczący sposób przyczynić się do realnej zmiany świadomości konsumentów. Konkretne działania zależą od sytuacji danego sklepu internetowego, ale jedno jest pewne: angażowanie się w lokalne łańcuchy dostaw i działania na rzecz środowiska naturalnego z pewnością będą atutem w oczach potencjalnych klientów.

[1] PayPal, Trendy i możliwości: Europejski krajobraz branży spożywczej w 2022 r.

[2] Organiczna żywność, podczas produkcji której unikano okrucieństwa wobec zwierząt

[3] https://www.greeneuropeanjournal.eu/going-local-reforming-europes-food-system/

[4] PayPal, Trendy i możliwości: Europejski krajobraz branży spożywczej w 2022 r.

[5] PayPal, Trendy i możliwości: Europejski krajobraz branży spożywczej w 2022 r.

[6] https://www.zywnosc.com.pl/polacy-czytaja-etykiety/

[7] https://mint.intuit.com/blog/money-etiquette/buying-local-statistics-survey/

[8] https://inwestycje.pl/gospodarka/41-polakow-chce-kupic-online-przynajmniej-czesc-zywnosci-na-swieta/

[9] PayPal, Trendy i możliwości: Europejski krajobraz branży spożywczej w 2022 r.

[10] PayPal, Trendy i możliwości: Europejski krajobraz branży spożywczej w 2022 r.

[11] https://www.ey.com/pl_pl/news/2021/12/ey-future-consumer-index-2021-zrownowazony-rozwoj

[12] https://www.ey.com/pl_pl/news/2021/12/ey-future-consumer-index-2021-zrownowazony-rozwoj

[13] https://www.pwc.pl/pl/media/2021-02-09-analiza-pwc-prognoza-rozwoju-rynku-ecommerce-w-polsce.html

Polski Ład: od 1 lipca rozczarowująca zmiana dla samotnie wychowujących dzieci

Jedna z najbardziej rozczarowujących zmian, które mają wejść w życie 1 lipca w ramach nowelizacji Polskiego Ładu, dotyczy sposobu rozliczania PIT przez samotnie wychowujących dzieci. Premier Mateusz Morawiecki zapowiadał wcześniej, że tę grupę podatników będzie obowiązywał stan prawny z 2021 roku. Takie zapisy pojawiły się też w projekcie ustawy poddanym konsultacjom społecznym. Jednak w wersji przyjętej przez Sejm już ich nie było.

W 2021 roku podatnicy, którzy samotnie wychowywali dziecko, mogli korzystać z podwójnej kwoty wolnej od podatku, a granica drugiego progu podatkowego była dla nich mnożona razy 2. Polski Ład zmienił te zasady. Od 1 stycznia podniesiono kwotę wolną do 30 tys. złotych, a drugi próg podatkowy do 120 tys. zł., likwidując przy tym powyższą preferencję. Jednak w myśl przyjętych ostatnio przez Sejm przepisów, które mają wejść w życie 1 lipca, wbrew wcześniejszej zapowiedzi, samotnie wychowujący w rozliczeniu z fiskusem nie będą  mogli stosować podwójnej kwoty wolnej i wysokości drugiego progu.

W myśl nowych przepisów ich dochody będą najpierw dzielone przez 1,5 (a nie na pół, jak wcześniej), od nich zostanie wyliczona wartość podatku według nowych zasad ogólnych, a na koniec pomnożona przez 1,5. Dlatego też dla samotnie wychowujących podatki będą wyższe niż zapowiadano. Będą oni wpadali w drugi próg od dochodu w wysokości 160 tys. zł, a nie 240 tys., jak to pierwotnie zakładano.

Przykładowo, jeśli rodzic osiąga dochód roczny w wysokości 240 tys. zł, przy mnożniku 1,5 musi zapłacić 35 400 zł podatku (bez odliczania ulgi prorodzinnej), a dla mnożnika 2 – 21 600 zł. W obu przypadkach, jeśli zastosujemy jeszcze ulgę prorodzinną na dzieci, różnica będzie taka sama.

Łącznie może to być nawet 13 800 zł różnicy w porównaniu z tym, co było zapowiedziane i poddane społecznym konsultacjom.

Zasady z roku 2021 zostały zachowane jedynie dla tych osób samotnie wychowujących, które opiekują się dziećmi z niepełnosprawnością. W ich przypadku mnożnik wynosi nadal 2.

Ustawa trafiła do Senatu. Już podczas prac sejmowych opozycja wskazywała na rozróżnienie mnożników, ale zgłoszona przez nią poprawka nie została przyjęta. Najprawdopodobniej Senat znowu zaproponuje możliwość zastosowania zasad z roku 2021 i mnożnika 2 dla wszystkich samotnie wychowujących, a projekt zapewne wróci do Sejmu. Wtedy okaże się, czy izba niższa zdecyduje się przyjąć poprawkę, czy zostawi rozróżnienie na mnożniki 1,5 i 2.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Nieobecność na rozprawie z powodu zakażenia COVID-19

W trakcie toczącego się postępowania cywilnego powód dwukrotnie wnosił, przed rozpoczęciem rozpraw, o odroczenie ich terminu z uwagi na zachorowanie na COVID-19 i w konsekwencji konieczność odbycia izolacji. Sąd rejonowy nie uwzględnił drugiego wniosku i wydał wyrok pod nieobecność powoda. Ten odwołał się od wyroku podnosząc, że pozbawiono go podstawowych praw do obrony swoich interesów w procesie cywilnym, mimo że złożył wniosek o odroczenie rozprawy z powodu choroby. Kto miał rację?

Ponad siedmioletni spór z ZUS-em

Pracownik toczył wieloletni spór z ZUS-em o wysokość należnego mu zasiłku chorobowego. W 2014 r. Zakład Ubezpieczeń Społecznych wydał dwie decyzje, w których ustalił podstawę wymiaru składek i zobowiązał ubezpieczonego do zwrotu odsetek od kwot nienależnie pobranych świadczeń. Wyrokiem z czerwca 2021 r. sąd rejonowy zmienił decyzję ZUS, na korzyść powoda, tylko w części dotyczącej okresu odsetkowego, w pozostałej oddalając odwołanie.

Wniosek o odroczenie rozprawy

Powód wniósł apelację. Zarzucił sądowi, że ten uniemożliwił mu, bez jego winy, wzięcie czynnego udziału w postępowaniu, składanie wniosków dowodowych i dochodzenie swoich podstawowych praw. Sąd nie przeprowadził dowodów ani z urzędu, ani na wniosek powoda, ponieważ powód z uwagi na nieobecność nie miał możliwości złożenia takich wniosków w trakcie rozprawy.

W dniu 2 grudnia 2021 r. powód przesłał drogą mailową do akt sprawy wniosek o odroczenie terminu rozprawy w związku z zachorowaniem na COVID-19 i koniecznością pozostania w izolacji. Zadeklarował przy tym, że zaświadczenie lekarza sądowego dośle niezwłocznie po zakończeniu choroby. Sąd odroczył rozprawę do 12 stycznia 2022 r. Tego dnia do akt sprawy ponownie, drogą elektroniczną, wpłynął wniosek o odroczenie i tego terminu, z tych samych przyczyn co za pierwszym razem. Ponownie też oświadczył, że stosowne zaświadczenie lekarskie dośle natychmiast po zakończeniu choroby.

Uzasadnione odroczenie

Sąd okręgowy ww. wniosek oddalił. Przywołał treść art. 214 § 1 Kodeksu postępowania cywilnego, zgodnie z którą rozprawa ulega odroczeniu, jeśli sąd stwierdzi nieprawidłowość w doręczeniu wezwania, albo gdy nieobecność strony jest wywołana nadzwyczajnym wydarzeniem lub inną znaną sądowi przeszkodą, której nie można przezwyciężyć. Sąd podkreślił, że zasadniczo odroczenie rozprawy z powodu nieobecności strony może być uzasadnione tylko w przypadku, gdy jej obecność zarządził sąd, lub gdy na rozprawie mają zostać podjęte czynności, których za stronę nie może wykonać pełnomocnik, jak i wtedy, gdy strona sama wniosła o prowadzenie postępowania z jej udziałem.

Rzetelność postępowania

Sąd apelacyjny stwierdził, że wniosek o odroczenie terminu rozprawy miał jedynie na celu przewlekanie prowadzenia postępowania i stanowił nadużycie praw procesowych. Podkreślił, że zasada rzetelnego postępowania, której złamanie powód zarzucił sądowi I instancji, obowiązuje także strony. Art. 3 K.p.c. stanowi, że strony zobowiązane są dokonywać czynności procesowych zgodnie z dobrymi obyczajami, co obejmuje również nienadużywanie praw procesowych. Korzystanie z nich przez jedną stronę nie może prowadzić do naruszenia praw drugiej strony. W niniejszej sprawie prawo powoda do odroczenia rozprawy, przedłużające niezasadnie postępowanie, nie może być nadużywane kosztem prawa pozwanego do sądu.

Sąd okręgowy przyznał, że ma świadomość okoliczności towarzyszących pandemii COVID-19, jednak powód dwukrotnie powołując się na zachorowanie i konieczność izolacji nie przedstawił żadnych zaświadczeń lekarskich i tym samym nie potwierdził choroby. Sąd dodał, że stosowne zaświadczenie nie musi, choć powinno, być załączone do wniosku o odroczenie terminu rozprawy. Natomiast po odroczeniu terminu po raz pierwszy, mimo obietnic, powód nie przedstawił żadnego zaświadczenia, a we wniosku o odroczenie kolejnego terminu nie wskazał głębszej argumentacji na poparcie swego wniosku, a jedynie powielił treść poprzedniego. Sąd uznał więc apelację za bezzasadną i ją oddalił.

„Sąd może nie odroczyć rozprawy, mimo nieobecności strony wywołanej długotrwałą chorobą, jeżeli w okolicznościach sprawy stwierdzi, że korzystanie przez stronę z tej podstawy odroczenia stanowi nadużycie praw procesowych (…) Wnioskodawca składając kolejny wniosek o odroczenie rozprawy (…) w żaden sposób nie uprawdopodobnił, iż choruje na covid 19, choć powoływał się na konieczność izolacji. Tymczasem przesłanie mailowo zarządzenia o kwarantannie czy izolacji przy wykorzystaniu informacji konta pacjenta nie stanowi zbytniego utrudnienia” (wyrok Sądu Okręgowego w Łodzi – VIII Wydział Pracy i Ubezpieczeń Społecznych z 24 lutego 2022 r., sygn. akt VIII Ua 63/21).

Podsumowanie

Powód toczył spór z państwową instytucją przez ponad 7 lat od czasu wydania niekorzystnej dla niego decyzji. Może więc dziwić fakt, że gdy jego walka zbliżała się już ku końcowi, ze znanych tylko sobie przyczyn, nie skorzystał z pomocy profesjonalnego pełnomocnika, który zapewne uchroniłby go przed negatywnymi skutkami nieobecności na rozprawie. W jego przypadku ziściły się słowa paremii prawniczej: Ignorantia iuris nocet. Konstytucyjne prawo do sądu realizuje się m.in. poprzez zapewnienie stronom czynnego udziału w toczonym przed sądem postępowaniu – a więc poprzez możliwość obrony swoich interesów, podnoszenia dowodów czy zgłaszania wniosków. Należy jednak pamiętać, że nadużywanie swoich praw może doprowadzić do ich utraty. Konsekwencje tego mogą być dotkliwe i nieodwracalne, zarówno w sprawach cywilnych, administracyjnych, a zwłaszcza karnych, pomijając zagrożenie grzywną za powołanie się na nieprawdziwe okoliczności mające uzasadnić nieobecność na rozprawie.

Autor: radca prawny Kamil Nagrabski, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Nadal wysoka aktywność na rynku magazynowym w Polsce

Według najnowszego raportu pt. „Occupier Insight – Rynek magazynowo-przemysłowy w I kw. 2022 r.”, opublikowanego przez firmę doradczą Newmark Polska, całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej w Polsce przekroczyły 25 mln mkw., co oznacza wzrost o 16,6% w porównaniu z analogicznym okresem w 2021 r. Nowa podaż w pierwszych trzech miesiącach bieżącego roku wyniosła blisko 1,3 mln mkw. i był to najwyższy kwartalny wynik w historii polskiego rynku.

– W pierwszym kwartale 2022 r. aktywność zarówno deweloperów, jak i najemców na rynku magazynowo-przemysłowym utrzymywała się na dość wysokim poziomie. Jednocześnie kolejny kwartał z rzędu znacząco zmniejszyła się ilość dostępnej powierzchni, a rosnące koszty pracy i budowy oraz zakłócenia łańcuchów dostaw spowodowały wzrost czynszów. Przewidujemy, że w najbliższej przyszłości deweloperzy będą ostrożniej podejmować decyzje o rozpoczynaniu nowych inwestycji – mówi Jakub Kurek, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych w firmie doradczej Newmark Polska.

W I kw. 2022 r. deweloperzy dostarczyli na rynek prawie 1,3 mln mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej. Rynkami o największej aktywności deweloperskiej w tym okresie były województwa wielkopolskie i dolnośląskie, gdzie oddano do użytku odpowiednio 281 400 mkw. i 216 950 mkw. nowej powierzchni.

Na koniec marca 2022 r. w budowie znajdowało się ponad 4,82 mln mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej, tj. o prawie 4% więcej niż w IV kw. 2021 r. i ponad 105% więcej niż pod koniec I kw. 2021 r. Najwięcej nowych obiektów powstawało w Polsce Centralnej (778 200 mkw.), na Górnym Śląsku (751 700 mkw.) oraz w woj. mazowieckim (645 200 mkw.). Jednak z uwagi na globalne zakłócenia w łańcuchach dostaw i trudności związane z dostępem do materiałów budowlanych oraz ich rosnące ceny, możemy spodziewać się stopniowego ograniczania nowej podaży oraz wydłużenia czasu budowy obiektów magazynowych.

Całkowity wolumen powierzchni wynajętej w I kw. 2022 r. wyniósł prawie 1,6 mln mkw., co oznacza spadek o 2% r.d.r. i o 36% kwartał do kwartału. Popyt netto na powierzchnię magazynową i przemysłową wzrósł do 1,17 mln mkw. i stanowił prawie 74% popytu brutto. Najwyższą aktywność najemców odnotowano w województwach śląskim, mazowieckim i łódzkim, których udział w całkowitym wolumenie transakcji wyniósł odpowiednio 24,2%, 18,6% i 14,8%. W I kw. 2022 r. największy udział procentowy w wolumenie transakcji miały nowe umowy najmu (67%), a w dalszej kolejności renegocjacje (26%) oraz ekspansje (7%). Warto również podkreślić, że w tym czasie najemcy wynajęli łącznie 91 800 mkw. na podstawie umów zawieranych na krótszy okres (do jednego roku).

Wśród największych transakcji zawartych w I kw. 2022 r. znalazły się między innymi: realizacja przez firmę Exeter obiektu BTS o powierzchni 100 000 mkw. dla poufnego najemcy z sektora handlowego w Świebodzinie, renegocjacja połączona z ekspansją poufnego najemcy z sektora handlowego w SEGRO Logistics Park Gliwice (66 300 mkw.) oraz wynajęcie 47 700 mkw. w Hillwood Łowicz Południe przez Dealz.

Udział powierzchni niewynajętej w całkowitych zasobach obniżył się na koniec marca bieżącego roku do 3,0%, co oznacza spadek o 0,7 p.p. kwartał do kwartału oraz o 3,3 p.p. r.d.r. W istniejących budynkach do wynajęcia pozostawało 762 200 mkw.,w porównaniu z 2 278 500 mkw. w obiektach będących w budowie.

– Najwyższe poziomy wakatów zaobserwowano w województwie lubelskim i opolskim (po 6,1% w każdym) oraz na Górnym Śląsku (5,6%), natomiast brak dostępnej powierzchni odnotowano w lubuskim, podkarpackim, podlaskim i warmińsko-mazurskim – mówi Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa w Newmark Polska.

Ze względu na rosnące koszty związane z budową oraz funkcjonowaniem obiektów magazynowo-przemysłowych obserwujemy stopniowy wzrost czynszów w większości lokalizacji magazynowych. Na koniec I kw. 2022 r. najdroższe były powierzchnie magazynowe w Warszawie (strefa I).

Wolumen transakcji inwestycyjnych na polskim rynku nieruchomości komercyjnych w I kw. 2022 r. wyniósł 1,66 mld euro i był wyższy od odnotowanego w analogicznym okresie ubiegłego roku o ok. 18% (na sektor magazynowy przypadło 191 mln euro). Tak dobry wynik świadczy o odporności rodzimego rynku nieruchomości na ostatnie zawirowania w naszym regionie, do których można zaliczyć wojnę w Ukrainie, rosnące koszty budowy, kolejne podwyżki stóp procentowych oraz wysoką inflację. Największym zainteresowaniem inwestorów nadal cieszą się bezpieczne i obarczone niskim ryzykiem nieruchomości, m.in. parki logistyczno-magazynowe. Natomiast stopy kapitalizacji wahają się w przedziale od 4,75% do 5,25% dla parków magazynowych typu multi-let z długimi umowami najmu.

Śnieżka uchwaliła dywidendę z zysku za 2021 rok

FFiL Śnieżka SA wypłaci 31,5 mln zł z zysku wypracowanego w 2021 roku, czyli 2,5 zł na jedną akcję. Spółka dzieli się zyskiem z akcjonariuszami nieprzerwanie od giełdowego debiutu na warszawskim parkiecie w 2003 roku. W ciągu dziewiętnastu lat przeznaczyła na dywidendę już niemal pół miliarda złotych.

Walne zgromadzenie FFiL Śnieżka SA zdecydowało, aby na dywidendę przeznaczyć nieco ponad połowę jednostkowego zysku netto za 2021 rok. Pozostała jego część – czyli 28,8 mln zł – zasili kapitał zapasowy. W ten sposób akcjonariusze przychylili się do rekomendacji zarządu Śnieżki, aby w najbliższych latach wypłacać dywidendę na poziomie 50% skonsolidowanego zysku netto Grupy przypadającego akcjonariuszom jednostki dominującej za poszczególne lata obrotowe.

Rekomendacja ta, pozytywnie zaopiniowana przez radę nadzorczą, ma obowiązywać do czasu zmniejszenia wskaźnika długu netto Grupy Śnieżka do poziomu jednokrotności skonsolidowanego zysku EBITDA.

Utrzymujemy tradycję dzielenia się dywidendą, która jest jednym z filarów naszych długoterminowych relacji z inwestorami instytucjonalnymi i indywidualnymi posiadającymi akcje Śnieżki. Jednocześnie, biorąc pod uwagę wymagające otoczenie rynkowe, zdecydowaliśmy się wzmocnić naszą pozycję kapitałową poprzez zasilenie kapitału własnego i redukcję poziomu zewnętrznego finansowania. To zapewni nam większe możliwości realizacji przyszłych planów rozwojowych – mówi Piotr Mikrut, prezes zarządu FFiL Śnieżka SA.

W tym roku dzień dywidendy przypadnie w środę 15 czerwca – tego dnia posiadacze akcji zyskają prawo do dywidendy. Oznacza to, że akcje należy nabyć najpóźniej 13 czerwca – zgodnie z zasadą T+2. Dzień wypłaty dywidendy ustalono na poniedziałek, 1 sierpnia 2022 roku.

W 2021 roku Grupa Śnieżka wypracowała skonsolidowane przychody ze sprzedaży w wysokości 794,9 mln zł oraz 64,3 mln zł zysku netto. Zysk przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 59,7 mln zł.
FFiL Śnieżka SA, której zysk podlega podziałowi na corocznym zwyczajnym walnym zgromadzeniu, osiągnęła 484,9 mln zł przychodów i 60,3 mln zł zysku netto.

Historia dywidend uchwalonych przez akcjonariuszy FFiL Śnieżka SAHistoria dywidend uchwalonych przez akcjonariuszy FFiL Śnieżka SA