Sytuacja gastronomii coraz trudniejsza

W opinii ekspertów firmy PMR Restrukturyzacje, przedłużająca się pandemia, bardzo mocno uszczupliła zapasy finansowe polskich przedsiębiorców. Ograniczone budżety, w połączeniu z rosnącą inflacją i gwałtownym wzrostem kosztów stałych, mogą doprowadzić na skraj niewypłacalności nawet kilka tysięcy firm. W najtrudniejszej sytuacji znajduje się branża gastronomiczna.

Ubiegłoroczny rekord 2125 zarejestrowanych niewypłacalności polskich firm (co stanowiło 71 proc. wzrost rdr.), już za 11 miesięcy może stracić na aktualności. Głównymi przyczynami kolejnej lawiny restrukturyzacji i upadłości, będą inflacja i skokowe podwyżki kosztów stałych, w postaci m.in. cen energii i stale rosnącej presji na płace.

Inflacja dobija zdziesiątkowaną gastronomię

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, w grudniu ub.r. inflacja konsumencka w Polsce wyniosła w ujęciu rocznym 8,6 proc., przy średniej 5,1 proc. dla całego 2021 roku. Największe wzrosty cen w roku 2021 odnotowano w transporcie – 22,7 proc. Więcej o 11,2 proc. niż przed rokiem kosztowało w grudniu ub. r. użytkowanie mieszkania lub domu, a także nośniki energii, gdzie wzrosty rachunków sięgały nawet kilkuset procent. Dla przykładu średnia rynkowa cena prądu w grudniu 2021 r. wynosiła ok. 830 zł za MWh i była o 215 proc. wyższa niż w styczniu 2021 r. A to zaledwie początek długiej listy wyzwań, przed którymi stają dziś firmy działające nad Wisłą.

Od stycznia br. mierzą się one również ze wzrostem płacy minimalnej. Ta z kolei pośrednio wpływa na podwyższanie pozostałych wynagrodzeń, na które wielu przedsiębiorców po prostu już nie stać. W normalnych okolicznościach tego typu koszty mogą być pokrywane z nadwyżek lub zapasów finansowych, które firmy są w stanie gromadzić przy dobrej koniunkturze. Dla wielu branż, w tym m.in. transportu, rozrywki, sektora kosmetycznego czy gastronomii, ostatnie kilkanaście miesięcy było jednak niezwykle trudne, a duża część firm bardzo szybko wykorzystała zaplecze gotówkowe. Dziś, część z nich staje na progu niewypłacalności i realnie myśli o zamknięciu biznesutłumaczy Małgorzata Anisimowicz, prezes zarządu PMR Restrukturyzacje i kwalifikowany doradca restrukturyzacyjny i dodaje, że w szczególnie trudnej sytuacji znajduje się gastronomia. Według szacunków Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej w 2021 roku obroty branży były aż o 54 proc. niższe w stosunku do przedpandemicznego 2019 roku. W konsekwencji, z sektora odpłynęło aż 200 tys. pracowników i zniknęło około 20 tysięcy lokali.

Słabnąca konsumpcja spotęguje problemy firm

Dodatkowym zmartwieniem przedsiębiorców stała się reforma opodatkowania firm i płac, wprowadzona w postaci Polskiego Ładu. Ze styczniowego sondażu firmy United Surveys wynika, że ponad połowa badanych wciąż nie wie, jak w związku z nowymi przepisami zmienią się ich dochody. Ze znacznie większymi problemami zmagają się jednak sami pracodawcy. Dla przykładu, przedsiębiorcy, którzy aktualnie w swoich magazyn mają towar z ubiegłego roku i teraz będą chcieli go sprzedać, zapłacą gigantyczną składkę zdrowotną, która w wielu przypadkach znacząco przewyższy marżę. W nowych przepisach podobnych zapisów jest znacznie więcej i w dużym spektrum dotyczą one zbywania dóbr nabytych przed 2022 rokiem, za które teraz trzeba będzie zapłacić dodatkową, bardzo wysoką daninę. – Z perspektywy firm jednym z czynników, które najmocniej utrudniają prowadzenie biznesu jest nieprzewidywalność. Jeśli przedsiębiorca wie, jakich podwyżek i konkretnych, dodatkowych kosztów może spodziewać się w przyszłości, jest w stanie podjąć skuteczne działania zaradcze. Dziś większość firm nie wie jednak czego spodziewać się za kilka miesięcy i za co tak właściwie będzie musiała zapłacić. Chaos panuje nawet w biurach księgowych, a to tylko pogarsza i tak już niełatwą sytuację wielu osób prowadzących bizneswskazuje Małgorzata Anisimowicz.

Trudny do przewidzenia wzrost kosztów, potęguje prognoza konsumpcji, która w najbliższych miesiącach może ulec radykalnemu załamaniu. Badanie, przeprowadzone przez UCE RESEARCH i SYNO Poland dla Grupy BLIX, pokazuje, że w wyniku rosnącej inflacji aż 67,9 proc. Polaków ogranicza wydatki w sklepach. Na podobny trend wskazuje firma badawcza GfK Polonia – według niej w najbliższym czasie aż 73 proc. polskich nabywców zamierza oszczędzić na podstawowych zakupach, przy jednoczesnym planowanym wzroście wydatków na dobra trwałe. – Jeszcze przez pewien czas rynek może być stymulowany przez duże zakupy dóbr stałego użytku. Nikt nie potrzebuje jednak kilku tosterów lub ekspresów do kawy. Gdy konsumenci zatowarują się w potrzebne produkty, sprzedaż może gwałtownie wyhamować, co w pierwszej kolejności odczują mali i średni przedsiębiorcypodkreśla ekspert PMR Restrukturyzacje.

Firmy nie chcą upadać i częściej sięgają po restrukturyzację

Według obserwacji PMR Restrukturyzacje w ostatnich miesiącach stale wzrasta liczba przedsiębiorstw, które nie regulują zobowiązań z powodu zachwianej płynności finansowej. To oznacza, że jeszcze w pierwszym kwartale br. kilkuset kolejnych przedsiębiorców ogłosi niewypłacalność. Równocześnie przybywa jednak firm, które zamiast decydować się na upadłość, postanawiają zawalczyć o swój biznes na drodze restrukturyzacji. Na taki trend największy wpływ miało wprowadzenie nowego narzędzia w postaci uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego, które pozwala przeprowadzić cały proces bez udziału sądu, w znacznie krótszym czasie niż w przypadku innych rodzajów postępowań. W konsekwencji, w 2021 roku w Monitorze Sądowym i Gospodarczym niewypłacalność w formie nowego uproszczonego postępowania o zatwierdzenie układu (bez rejestracji w sądzie) ogłosiło niemal 1,2 tys. podmiotów, czyli ponad trzykrotnie więcej niż rok wcześniej. – Choć uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne, wprowadzone wraz z Tarczą 4.0 zakończyło już swój byt prawny, przedsiębiorcy mają teraz do dyspozycji postępowanie o zatwierdzenie układu, które w tożsamym stopniu jak poprzednia formuła, odbywa się poza sądem oraz ochroni przedsiębiorstwa przed agresywną windykacją pozwalając na zawarcie układu z wierzycielami. Jeśli inflacja nagle nie wyhamuje i w gospodarce nie pojawi się stabilizacja, możemy oczekiwać kolejnego rekordu przeprowadzonych postępowańpodsumowuje Małgorzata Ansimowicz.

Fiasko odbicia na Wall Street

Próba odbicia amerykańskiej giełdy okazała się niewypałem. Pomimo dobrych danych z amerykańskiej gospodarki (PKB) indeksy zdołały rosnąć jedynie na początku sesji. W późniejszych godzinach zapanował niedźwiedzi sentyment. Dolar kolejny dzień umacniał się a EUR/USD spadł do najniższego poziomu od czerwca 2020 roku.

Wczoraj przed otwarciem Wall Street poznaliśmy obraz amerykańskiej gospodarki w IV kwartale minionego roku. Sam wynik okazał się imponujący. Dynamika wzrostu okazała się dużo lepsza od oczekiwań: 6,9 proc. versus 5,5 proc. Dane te z pewnością dały paliwo do wzrostu, choć starczyło go na niewiele. Indeksy na początku sesji zyskiwały prawie 2 proc. żeby potem ponownie skierować się na południe. SP500 ostatecznie zamknął dzień pod kreską 0,5 proc. a Nasdaq Composite stracił 1,4 proc. Wczorajsza sesja wprowadziła niepokój. Nie widać aż tak dużego zainteresowania inwestorów do kupowania dołków, a jak wiemy taka strategia od długiego czasu działała. Być może skala ostatniej przeceny budzi obawy u traderów. Sprawy powędrowały już za daleko. Podwyżkę stóp procentowych w USA widać za rogiem i to może blokować wielu przed ponownym wejściem w ryzykowne aktywa.

Amerykański dolar dynamicznie umacniał się przez ostatnie ponad pół roku dyskontując start procesu normalizacji polityki pieniężnej Fed. Nie oznaczało to jednak, że dalsze umocnienie nie jest możliwe. Główna para walutowa zbliża się do poziomu 1,11. Został przełamany ważny techniczny poziom na 1,1190 i nastąpiła aktywacja wielu zleceń. Pytanie teraz brzmi czy zejdziemy do 1,11 czy może nawet do 1,10 i dopiero wówczas zobaczymy odbicie notowań.

Wracając do wczorajszych danych PKB z USA, dobry wynik to zasługa przed wszystkim tego, że przedsiębiorstwa dynamicznie uzupełniały zapasy, które uległy zmniejszeniu. Wzrosło zapotrzebowanie konsumentów na towary kosztem usług, które to szczególnie ucierpiały w ostatnich miesiącach z powodu ograniczeń. Dodatkowo produkcja nie była w stanie nadążyć z powodu zjawiska „wąskich gardeł”. Wzrost zapasów nastąpił pierwszy raz od roku. Duży wkład w PKB miała także konsumpcja prywatna, która zwiększyła się o 3,3 proc. co było pokłosiem ożywienia na rynku pracy i przejściowego złagodzenia skutków pandemii. Wiemy, że fala wariantu omikron dotknęła USA dopiero w grudniu.

Prawdopodobnie jej skutki nie znalazły odzwierciedlenia w danych za IV kwartał. Prawdopodobnie dane za I kwartał pokażą spowolnienie. Moim zdaniem wczorajsze dane nie mają większego znaczenia dla oceny polityki monetarnej Fed. Cały czas problemem nr jeden jest wysoka dynamika inflacji.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Dane MRiPS: W ub.r. obcokrajowcom wydano ponad 500 tys. zezwoleń na pracę. Głównie dostali je Ukraińcy

Jak wynika ze wstępnych danych Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej, w ub.r. wydano ponad pół miliona zezwoleń na pracę dla cudzoziemców. To o 22% więcej niż w 2020 roku, a względem 2019 roku wzrost wyniósł ponad 13%. Ostatnio około 65% ww. decyzji dotyczyło obywateli Ukrainy. Za nimi znaleźli się Białorusini. Co piąte zezwolenie wydane w kraju przypadło na województwo mazowieckie. Natomiast na drugim końcu zestawienia widzimy świętokrzyskie. Jak podkreślają eksperci komentujący wyniki, musimy lepiej podejść do sprawy, bo za 3-4 lata brak rąk do pracy będzie strategicznym problemem naszej gospodarki.

Dwucyfrowe wzrosty

Jak informuje Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej, według wstępnych szacunków, w 2021 roku wydano 502,3 tys. zezwoleń na pracę dla cudzoziemców. To o 22% więcej niż w 2020 roku, kiedy było ich prawie 411,7 tys. W ub.r. nastąpił też wzrost o 13,3% względem 2019 roku. Wówczas takich przypadków odnotowano blisko 443,3 tys. Tak wynika z danych uzyskanych z systemu analityczno-raportowego CeSAR.

– Polska jest gospodarką zerowego bezrobocia. Firmy mają więc problem ze znalezieniem pracowników, zwłaszcza do prac mniej płatnych, wymagających niższych kwalifikacji. Jednocześnie cudzoziemcy nie mają trudności ze zdobyciem zajęcia w Polsce. Jest nadwyżka popytu na pracę i to przyciąga coraz więcej obcokrajowców. Jednocześnie nasza polityka gospodarcza nie zachęcała do tego, żeby więcej ludzi pracowało. Mam na myśli choćby obniżenie wieku emerytalnego czy wzrost zasiłków niezwiązanych z aktywnością zawodową – komentuje prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce.

Z kolei ekonomista Marek Zuber zwraca uwagę na analizy firm headhunterskich. Z nich wynika, że w 2021 roku Ukraińców pracujących w Polsce było około 200 tys. mniej niż w 2019 roku. Jak podkreśla ekspert, nie wszyscy obcokrajowcy zarabiają u nas legalnie, zwłaszcza w pomocy domowej czy w opiece nad seniorami. Część z nich zmusiły do tego trudne warunki życia we własnej ojczyźnie. Natomiast w związku z pandemią mamy do czynienia z zaostrzaniem różnego rodzaju przepisów, w tym także kontroli. Jest więc tendencja do legalizowania pobytu. Pracodawcy chętniej decydują się na oficjalne zatrudnienie, bo jest większa konkurencja na rynku.

– Dane resortu pokazują też złą sytuację gospodarczą naszych sąsiadów z Ukrainy i Białorusi. To ciągle są państwa, w których trudno o przyzwoicie płatną pracę. Przepaść płacowa czy dochodowa między naszymi krajami pozostaje tak duża, że Polska ich przyciąga. Oczywiście są miejsca jeszcze bardziej atrakcyjne, np. Niemcy. Jednak Ukraińcom i Białorusinom łatwiej jest mieszkać i żyć u nas, choćby ze względu na język – dodaje prof. Orłowski.

Kierunek dla Ukraińców

Ze wstępnych danych z 2021 rok wynika, że najwięcej zezwoleń na pracę otrzymali obywatele Ukrainy – prawie 324 tys. To około 64,5% wszystkich pozwoleń wydanych w ubiegłym roku. Natomiast w 2020 roku odsetek ten wyniósł blisko 72,8% (ponad 299,5 tys.), a w 2019 roku – 74,4% (niespełna 330 tys.).

– Wpływ na te dane mają przede wszystkim 2 czynniki. Po pierwsze, rynek niemiecki jest częściowo otwarty dla obywateli Ukrainy. Tam mogą więcej zarobić, ale są większe różnice kulturowe i jest dużo większy problem w kwestiach językowych. Po drugie, Słowacja i Czechy zrobiły w ostatnich pięciu latach znacznie więcej ruchów ułatwiających pracę Ukraińców niż my. Oczywiście, działaliśmy w tych kwestiach, ale znacznie wolniej. W związku z tym nie tylko Niemcy, lecz też nasi południowi sąsiedzi są dla nas konkurencją. Oni ściągają sporo pracowników z Ukrainy – analizuje Marek Zuber.

Kolejne miejsce w zestawieniu zajmują Białorusini – 34,7 tys. (w 2019 roku – 26,9 tys., w 2020 roku – prawie 27,4 tys.). Za nimi znajdują się obywatele Indii – 15,3 tysiąca, Uzbekistanu – prawie 15 tysięcy, Filipin – przeszło 13,2 tysiąca, a także Nepalu – ponad 10,8 tys.

– Zastanawiamy się nad ściąganiem pracowników z odległych zakątków świata, np. z Filipin. Natomiast taką naturalną grupą powinni być potomkowie Polaków, którzy zostali wywiezieni z kraju m.in. po drugiej wojnie światowej, a dziś mieszkają np. w Kazachstanie czy na Syberii. Myślę, że spora część z nich chciałaby tu żyć. Jednak cały czas te działania idą jak po grudzie – dodaje Marek Zuber.

Województwa pod lupą

Ponadto ze wstępnych danych wynika, że w 2021 roku najwięcej zezwoleń na pracę wydano w województwie mazowieckim – ponad 104,1 tys. (przeszło 20,7% wszystkich). Następne w zestawieniu są woj. wielkopolskie – 57,8 tysiąca, łódzkie – 53,2 tysiąca, śląskie – 48,7 tys. i małopolskie – 42,7 tys. Natomiast najmniej takich przypadków odnotowano w świętokrzyskim – 4,9 tys., warmińsko-mazurskim – 6,6 tys. oraz podkarpackim – 7,8 tys.

– W Polsce w rejonach zurbanizowanych nie ma bezrobocia. Jest nawet nadwyżkowy popyt na pracę. I tam widzimy najwięcej zezwoleń dla cudzoziemców. Na końcu zestawienia mamy województwa jedne z najsłabiej zurbanizowanych. Wiadomo też, że w niektórych regionach Polski niechęć do cudzoziemców, zwłaszcza do Ukraińców, jest większa niż w innych. Mam na myśli przede wszystkim Polskę południowo-wschodnią. Przyczyny są historyczne – podkreśla prof. Orłowski.

Jak stwierdza Marek Zuber, w perspektywie 3-4 lat brak ludzi do pracy stanie się strategicznym problemem polskiej gospodarki. Nie jest wykluczone, że jeśli sobie nie poradzimy z tym, to zaczniemy się wolniej rozwijać. Dlatego dzisiaj musimy szukać rezerw. Jedną z opcji jest wzrost aktywności zawodowej, bo w dalszym ciągu mamy ok. 6 punktów procentowych mniej aktywnych zawodowo ludzi niż w Niemczech. Zdaniem eksperta, w ciągu najbliższego roku lub dwóch lat będziemy obserwować nacisk na legalizację pracy ze względu na konkurencję o pracownika. Ale wzrost kosztów dla przedsiębiorców zacznie raczej ich wpędzać w szarą strefę niż z niej wyciągać. Dziś nie wiemy, który z tych przeciwstawnych czynników będzie mocniej wpływał na sytuację rynku pracy.

Polski Ład: jak skorzystać z ulgi dla klasy średniej?

Jedną ze zmian w ramach Polskiego Ładu jest wprowadzenie ulgi dla klasy średniej. Jakie warunki należy spełnić, aby móc sięgnąć po tę formę odliczenia?

Wspomniana ulga polega na możliwości obniżenia podstawy opodatkowania w podatku dochodowym zarówno przez pracowników, jak i samych przedsiębiorców. Co ważne, dotyczy ona zarówno osób zatrudnionych na podstawie stosunku pracy, stosunku służbowego, pracy nakładczej lub spółdzielczego stosunku pracy, jak i przedsiębiorców, którzy rozliczają się według skali podatkowej.

Sięgnąć po nią mogą wyłącznie te osoby, które zarabiają od 5 701 do 11 141 złotych brutto miesięcznie. Jak zatem odpowiednio zastosować ulgę? – W przypadku przedsiębiorców sprawa wydaje się być prosta, albowiem rozliczającym jest sam podatnik, który rozlicza ulgę od dochodu, jaki został wypracowany od początku roku. Należy przy tym podkreślić, że przedsiębiorcy rozliczający się na podstawie zaliczek uproszczonych nie będą mogli skorzystać z ulgi – mówi Teresa Warska, specjalista ds. księgowości w Systim.pl. – Inaczej jednak rzecz ma się w przypadku pracowników. Tu bowiem pracodawca jest zobligowany do tego, by sprawdzić czy podatnik osiągnął minimalny przychód bądź przekroczył jego maksymalną wartość – dodaje Warska.

Co istotne, w zależności od wysokości przychodów w skali roku ustawa przewiduje dwa wzory obliczania ulgi dla klasy średniej:

  1. dla przychodów od 68 412 zł do 102 588 zł kwota ulgi = [(kwota przychodu x 6,68%) – 4 566] ÷ 0,17,
  2. dla przychodów ponad 102 588 zł do 133 692 zł kwota ulgi = [(kwota przychodu x (7,35%)) + 9 829 zł] ÷ 0,17.

 

Należy pamiętać, że przy wyliczaniu wartości ulgi do kwoty przychodów przedsiębiorcy powinni zaliczyć przychody z działalności, zaś pracownicy nie tylko wynagrodzenie w kwocie brutto, wynikające ze stosunku pracy, lecz również i nadgodziny, premie oraz dodatkowe świadczenia, jak chociażby wartość pakietu opieki medycznej.

Czy ulgę można rozliczać jedynie rocznie? – Ulgę dla klasy średniej można rozliczać w dwojaki sposób – odpowiada ekspertka z Systim.pl – Z uwagi na fakt, iż na koniec roku podatnik posiada pełną wiedzę co do swoich przychodów, rozliczenie roczne jest opcją najprostszą. Niemniej może on również wybrać opcję rozliczenia miesięcznego. Co więcej, w sytuacji, gdy w danym miesiącu przekroczy on bądź nie osiągnie podanych w ustawie wartości dochodów uprawniających do ulgi, nie traci on prawa do korzystania z niej w kolejnych miesiącach – podkreśla specjalistka.

Na koniec warto podkreślić, że w przypadku wątpliwości co do granic przychodów uprawniających do ulgi, pracownik może złożyć wniosek o jej rezygnację, zaś przedsiębiorca nie rozliczać jej wraz z zaliczkami na podatek.

Zaledwie 17 proc. Polaków twierdzi, że na pewno rozpozna oszusta wyłudzającego dane osobowe

Ponad 45 proc. z nas otrzymała w czasie ostatnich 6 miesięcy podejrzaną wiadomość SMS lub e-mail z prośbą o udostępnienie danych osobowych. Dodatkowo 25 proc. Polaków przyznaje, że w trakcie rozmowy telefonicznej zostali wprost poproszeni o podanie numeru PESEL oraz numeru i serii dowodu osobistego. Problem w tym, że tylko 17 proc. z nas nie ma żadnych wątpliwości, że potrafi rozpoznać, kiedy mają do czynienia z oszustem. Takie wnioski płyną z badania przeprowadzonego przez serwis ChronPESEL.pl i Krajowy Rejestr Długów.

Ponad 43 proc. ankietowanych uważa, że w ciągu ostatnich 6 miesięcy byli bardziej niż wcześniej narażeni na wyłudzenie danych osobowych. Najwięcej zaniepokojonych (47,7 proc.) można znaleźć wśród osób w wieku 35-44 lata.

Za największe zagrożenie dla swoich danych osobowych ankietowani uważają oszustów wykorzystujących SMS-y, e-maile czy telefony. To blisko połowa (47,5 proc.) wszystkich badanych. Najbardziej obawiają się tego osoby w wieku 35-44 lata oraz powyżej 55 r.ż. W każdej z tych grup oszustów wyłudzających dane za największe zagrożenie uznała ponad połowa ankietowanych. Kolejne miejsce na liście zagrożeń zajmują wycieki danych, bądź to z instytucji państwowych, bądź z prywatnych firm. Obawia się tego 39 proc. ankietowanych. Listę zagrożeń zamykają hakerzy, przed którymi drży co siódmy badany (13,5 proc.).

Młodzi Polacy częściej proszeni o kliknięcie w podejrzany link

Doświadczenia Polaków z ostatnich 6 miesięcy pokazują, że powyższe obawy nie są bezpodstawne. Ponad 45 proc. z nich deklaruje bowiem, że w tym czasie otrzymało podejrzany e-mail lub sms albo odebrało telefon skłaniający do podjęcia jakichś działań związanych z udostępnieniem danych. Najwięcej takich przypadków odnotowali ankietowani w wieku 35-44 lata. Doświadczyło tego prawie 53 proc. z nich.

Otrzymana wiadomość najczęściej zachęcała do kliknięcia w przesłany link (59,6 proc.) lub otworzenia podejrzanego załącznika (52,4 proc.). Prawie 1/3 ankietowanych (29,7 proc.) spotkała się w tej sytuacji także z prośbą o wykonanie podejrzanej płatności lub przelewu, a 19 proc. zostało wprost poproszone o przekazanie danych osobowych.

Kliknięcie w taki link lub pobranie podejrzanego załącznika może się skończyć tym, że na naszym sprzęcie zainstalowane zostanie złośliwe oprogramowanie, które pozwoli oszustom zdobyć wszystkie potrzebne informacje. Zebrane w ten sposób dane posłużą potem do zaciągnięcia zobowiązań z wykorzystaniem naszej tożsamości, np. w postaci umowy kredytowej, leasingowej, drogich zakupów lub szybkiej pożyczki. I właściciel wyłudzonych w ten sposób danych osobowych dowie się o tym dopiero wówczas, gdy dostanie wezwanie do zapłaty – ostrzega Bartłomiej Drozd, ekspert serwisu ChronPESEL.pl.

Podejrzane linki i załączniki do wiadomości to problem, który w jeszcze większym stopniu dotyczy młodych Polaków. Blisko 2/3 ankietowanych w wieku 18-24 lata, którzy otrzymali takiego SMS lub e-maile została poproszona właśnie o kliknięcie w odpowiednie miejsce lub pobranie wskazanej zawartości. Także prawie co trzeci z nich (31 proc.) doświadczył w takiej wiadomości wezwania do przekazanie danych osobowych, a co czwarty (23,8 proc.) danych do logowania w bankowości.

Dzwoni pracownik banku i prosi o numer PESEL

Problemem są również oszuści telefoniczni. Ponad 25 proc. ankietowanych zadeklarowało, że w czasie ostatnich 6 miesięcy zostało w trakcie rozmowy telefonicznej poproszonych o podanie danych osobowych takich, jak numer PESEL oraz numer i serię dowodu osobistego. Takie doświadczenie ma 1/3 osób (34 proc.) w wieku 18-24 lata.

Jak wskazują ankietowani, najczęściej dzwonili pracownicy banku, w którym mamy konto. To ponad 40 proc. przypadków. 1/5 takich sytuacji (20,6 proc.) dotyczyła już jednak rzekomych pracowników firm energetycznych, telekomunikacyjnych lub dostawców Internetu. Najczęściej (32,3 proc.) z takim telefonem mieli do czynienia seniorzy w wieku powyżej 65 r.ż. To o tyle niepokojące, że przecież te firmy nie potrzebują telefonicznie przetwarzać takich danych.

Na pewno alarmujące powinno być to, że ponad 17 proc. przypadków dotyczyło telefonów z banku, w którym nie mamy nawet konta. W najmłodszej grupie ankietowanych z taką sytuacją spotkała się nawet co czwarta osoba.

Od kilkunastu miesięcy obserwujemy wzmożoną aktywność przestępców wyłudzających dane osobowe. Oszuści podszywają się pod firmy kurierskie, sklepy internetowe, operatorów sieci telefonicznych oraz pod banki. Cały czas wykorzystują także kontekst pandemii. Dlatego warto na bieżąco śledzić ostrzeżenie w mediach. Utrata czujności otworzy bowiem pole do kolejnych działań oszustów, którzy będą chcieli wykorzystać nasz chwilowy brak uwagi – ostrzega Bartłomiej Drozd, ekspert serwisu ChronPESEL.pl.

Uwagę powinniśmy zwrócić również na rzekomy pracowników organizacji koordynujących bezpłatne badania medyczne, którzy w trakcie rozmowy telefonicznej proszą o podanie danych osobowych. Spotkało się z tym blisko 15 proc. ankietowanych. Jednak wśród osób wieku 55-64 lata, było to już prawie 25 proc.

Edukacja pomoże w walce z oszustami

Powyższe odpowiedzi dotyczące aktywności oszustów wyłudzających dane osobowe są o tyle niepokojące, że jak wynika z przeprowadzonego badania, tylko 17 proc. Polaków deklaruje, że jest zdecydowanie pewna tego, że potrafi rozpoznać fałszywą wiadomość powołującą się na bank, sklep internetowy lub firmę kurierską. Pozostali albo asekurują się twierdząc, że raczej potrafią zweryfikować oszusta (62 proc.), albo wprost przyznają, że nie wiedzą, jak to zrobić (21 proc.).

Przez co są podatni na coraz bardziej wymyślne próby oszustwa. Dużą większą pewność siebie wykazują w tym aspekcie mężczyźni. Tylko niespełna 15 proc. z nich deklaruje, że nie wie, w jak rozpoznać próbę oszustwa. Wśród kobiet ten odsetek jest prawie dwukrotnie wyższy i wynosi ponad 27 proc.

Dlatego najlepszą metodą walki z oszustami jest nieustanna edukacja na temat odpowiedniej ochrony danych osobowych. Przykładem takiego działania jest organizowany 28 stycznia Dzień Ochrony Danych Osobowych.

Przyspieszenie transformacji cyfrowej, które odczuwamy na co dzień w każdej sferze życia, pobudziło aktywność oszustów wyłudzających dane osobowe. Ponieważ skuteczna ochrona danych osobowych wynika z wiedzy i odpowiednich zachowań, dlatego UODO w różnorodny sposób popularyzuje informacje o ochronie danych osobowych. W ten sposób przyczynia się do podnoszenia świadomość społeczeństwa oraz zachęca do odpowiedzialnego posługiwania się danymi. W tym kontekście należy wspomnieć o naszej infolinii, która codziennie odpowiada na kilkadziesiąt pytań, od osób fizycznych czy inspektorów ochrony danych, z którymi się zmagają. Na naszej stronie www.uodo.gov.pl, publikowane są artykuły poradnikowe czy udostępniane filmy edukacyjne, poprzez które wyjaśniamy, jakie skutki niesie utrata kontroli nad własnymi danymi osobowymi i co robić aby minimalizować to ryzyko. Bardzo dużo uwagi poświęcamy szczególnie na kształtowanie odpowiednich postaw wśród najmłodszych Polaków. Z myślą o nich od 12 lat realizuje ogólnopolski program edukacyjny dla szkół „Twoje dane – Twoja sprawa” – mówi Adam Sanocki, rzecznik Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

Jednak nawet zachowanie wszystkich zasad bezpieczeństwa może nie wystarczyć do tego, żeby uchronić się przed wykorzystaniem naszych danych osobowych. Nieprzypadkowo aż 39 proc. ankietowanych obawia się wycieku danych z instytucji rządowych lub firm prywatnych. Nie wiemy, w jaki sposób zabezpieczone są bazy danych szpitali, przychodni, szkół wyższych, sklepów internetowych, pracodawców  i wielu innych firm i instytucji, które przetwarzają nasze dane osobowe. Dlatego Urząd Ochrony Danych Osobowych w swoim komunikacie dotyczącym reagowania w przypadku kradzieży tożsamości rekomenduje m.in. założenie konta w systemie informacji gospodarczej, celem monitorowania swojej aktywności kredytowej.

Ogólnopolskie badanie „Ochrona danych osobowych w Polsce” zostało przeprowadzone w styczniu 2022 r. przez IMAS International na zlecenia Krajowego Rejestru Długów BIG SA i serwisu ChronPESEL.pl na próbie 1010 osób.

Jak dziś finansować inwestycje?

W 2021r. we wszystkich 27 krajach UE, ponad 75% firm MŚP posiłkowało się zew. źródłami finansowania – pokazują wyniki badania zrealizowanego przez Komisję Europejską. Europejscy przedsiębiorcy, wymieniając najbardziej istotne instrumenty, wskazali na linię kredytową oraz leasing (odpowiednio 48% i 47% odpowiedzi). W Polsce od kilku lat pierwsze miejsce zajmuje leasing, który w coraz większym stopniu finansuje ekologiczne inwestycje.

Warszawa, 28.01.2022: Linia kredytowa, leasing oraz kredyt bankowy to instrumenty finansowe, które w ostatnich latach były najczęściej wybierane przez małe i średnie firmy w 27 krajach UE. Pozycja leasingu pozostawała stabilna w latach 2015-2020, a w ostatnim roku zyskała, podczas gdy znaczenie linii kredytowej lub kredytu w rachunku bieżącym i kredytów bankowych traciło od 2015 r. Takie wnioski płyną z badania SAFE realizowanego na próbie 16 tys. europejskich firm[1].

W Polsce 62% przedsiębiorców z segmentu MŚP uznaje leasing za najbardziej istotne źródło finansowania działalności. Na drugim miejscu znalazła się linia kredytowa, która jest ważna dla połowy badanych firm MŚP (52%), podczas gdy na trzecim miejscu wskazywane były dotacje (42%). Leasing zajmuje w Polsce najwyższą lokatę od 5 lat, natomiast znaczenie dotacji zyskało w momencie pojawienia się pandemii COVID-19 w 2020r. Badanie było prowadzone we wrześniu i październiku 2021r., czyli w miesiącach, w których komunikowano zmiany podatkowe w zakresie prywatnego wykupu aktywa po okresie leasingu.

„Branża leasingowa wspiera inwestycje firm z segmentu MŚP, które dopowiadają za blisko 50% polskiego PKB. Jednocześnie są one największym odbiorcą usług leasingowych. Dziś coraz większego znaczenia nabierają inwestycje spełniające postulaty klimatyczne i prowadzące do transformacji energetycznej gospodarki. Sektor leasingowy aktywnie wspiera tworzenie i realizację programów oferujących dopłaty do ekologicznych rozwiązań. Dobrymi przykładami mogą być program dopłat do pojazdów elektrycznych „Mój elektryk” na lata 2021-2026 czy PolSEFF z lat 2011-2014, czyli program wspierający inwestycje w urządzenia, poprawiające efektywność energetyczną z listy LEME  – powiedział Tomasz Sudaj, Prezes Zarządu Związku Polskiego Leasingu.

Leasingodawcy już dziś finansują instalacje fotowoltaiczne, ładowarki do samochodów elektrycznych czy pojazdy ciężarowe, napędzane gazem i energią elektryczną. Niedługo na większą skalę będą finansować pompy ciepła czy magazyny energii. Jako branża jesteśmy gotowi do rozmów na temat kolejnych programów dopłat, angażujących zewnętrzne instrumenty finansowe, takie jak leasing” – podkreślił Tomasz Sudaj.ZPL zrodla finansowania msp SAFE 2021

W co inwestowały firmy?

Wyniki badania zrealizowanego przez Komisję Europejską pokazują, że polskie firmy pozyskane finansowanie przeznaczały na zapasy i kapitał obrotowy (40% wskazań firm) oraz na inwestycje w różne aktywa (36 proc. polskich firm). 23% badanych firm zewnętrznym kapitałem sfinansowało rekrutacje i szkolenia pracowników oraz refinansowało lub spłacało zobowiązania. W badanej grupie firm, tylko 13 proc. postanowiło rozwinąć nowe produkty i usługi.

W przypadku europejskich firm (średnia EU27) na pierwszym miejscu znalazły się zapasy i kapitał obrotowy oraz inwestycje w różne aktywa (38% deklaracji), a na kolejnych: procesy rekrutacyjno- szkoleniowe (22%) czy rozwijanie nowych produktów i usług (20%).

Komentując wyniki badania, Tomasz Sudaj stwierdził: „Polskie firmy, podobnie jak firmy z innych krajów UE, przeznaczają pozyskane środki na sfinansowanie pojazdów, maszyn i innych środków trwałych, wykorzystywanych w prowadzonej działalności. Porównując wyniki rodzimych przedsiębiorców z wynikami płynącymi z poszczególnych rynków UE widzimy, że dwa razy więcej firm z takich krajów jak: Niemcy, Finlandia czy Austria (odpowiednio 27, 29 i 32% wskazań) rozwija nowe produkty i usługi. Uważam, że jest to coraz ważniejszy kierunek także dla polskich firmy, które na co dzień konkurują na europejskich rynkach. W najbliższych latach dodatkowo wzmocni się oczekiwanie ze strony klientów, kontrahentów czy międzynarodowych instytucji finansowych, aby realizowane inwestycje wspierały cele klimatyczne i w większym stopniu bazowały na energii pozyskiwanej ze źródeł odnawianych. Ten obszar już dziś należy adresować, jako jeden z priorytetów, którego realizacja zapewni rozwój przedsiębiorstwa w długim terminie”.

ZPL przeznaczenie środków SAFE 2021[1] Źródło: ZPL za Komisja Europejska, Survey on the access to finance of enterprises (SAFE). 2021

Thorium Space, producent technologii satelitarnych, zmierza na giełdę

Wystrzelenie dwóch satelitów oraz debiut na giełdzie to dwa główne cele Thorium Space – producenta zaawansowanych systemów komunikacji satelitarnej – na 2022 rok. Plany na bieżący rok przewidują również komercjalizację innowacyjnej anteny wykorzystującej pasmo Ka, możliwej do zastosowania m.in. w przemyśle lotniczym, motoryzacyjnym czy morskim. Zespół Thorium Space powiększy się w 2022 r. o kolejne 30 osób.

– Miniony rok poświęciliśmy na zbudowanie zaplecza technologicznego i finansowego, które pozwolą nam w 2022 r. na potężny skok do przodu. Od strony technologicznej w bieżącym roku będziemy gotowi do wystrzelenia dwóch małych satelitów oraz komercjalizację naszej anteny Ka, a od strony biznesowej gotowi na wejście na giełdę – zapowiada Paweł Rymaszewski, prezes Thorium Space.

Niewątpliwie za najważniejsze wydarzenia minionego roku można uznać dofinansowanie do projektu „Stacja bazowa 5G w paśmie milimetrowy / Polish 5G mmWave Micro Cell” oraz dofinasowanie do projektu „SUBCOM – Satelitarny system teledetekcji oraz komunikacji suborbitalnych rakiet badawczych”. Łączna wartość projektów to ponad 60 mln zł, a wartość uzyskanego dofinansowania przekroczyła 48 mln zł. Łącznie Thorium Space pozyskało i podpisało już umowy na wsparcie grantowe w wysokości 75 mln zł. Pod koniec roku wrocławska spółka przeprowadziła również prywatną rundę finansowania. Wszyscy kluczowi dotychczasowi inwestorzy wzięli, bezpośrednio lub pośrednio, udział w ostatnim podwyższeniu kapitału w spółce, wliczając założycieli. Pokazuje to duże zaufanie do projektu. Nasza wycena w ostatniej rundzie finansowania przekroczyła 100 milionów złotych – podkreśla Paweł Rymaszewski.

Od strony technologicznej miniony rok m.in. to rozpoczęcie prac nad systemami rakietowymi oraz zakończenie projektowania i testowania stacji naziemnej, która wkrótce zostanie umieszczona w miejscu docelowym. Jednak kluczowe projekty, które udało się w 2021 r. zrealizować to zakończenie prac nad modelem inżynieryjnym dwóch satelitów oraz zakończenie prac badawczych nad płaską anteną elektrycznie sterowaną w paśmie Ka. – To kolejne kamienie milowe w naszej historii. Dzięki nim możemy myśleć o wystrzeleniu pierwszych dwóch satelitów w końcówce roku i komercjalizacji anteny Ka. Zastąpią paraboliczne anteny montowane na dachach, samolotach czy jachtach, co w dobie szybko poruszających się satelitów na niskiej orbicie – także z konstelacji SpaceX, OneWeb – jest warunkiem uzyskania odpowiedniej jakości sygnału – podkreśla Paweł Rymaszewski.

Thorium Space coraz poważniej myśli również o wejściu na giełdę. – Zaczynamy być rozpoznawani w kraju i zagranicą. Dostajemy liczne pytania od zainteresowanych inwestorów. Liczymy, że na przełomie pierwszego i drugiego kwartału zakończymy przekształcenie w spółkę akcyjną. Jeśli nie zaistnieją nieoczekiwane wydarzenie niezależne od nas, chcielibyśmy przeprowadzić IPO w trzecim kwartale bieżącego roku – zapowiada Paweł Rymaszewski.

W ubiegłym roku Thorium Space został wybrany m.in.  jednym z 10 najbardziej innowacyjnych startupów technologii kosmicznych (https://www.startus-insights.com/innovators-guide/top-10-spacetech-trends-innovations-2021/) oraz wyróżniony jako jeden z 5 Top Space Tech Global Manufacturing Solutions z 288 badanych firm. (https://www.startus-insights.com/innovators-guide/discover-5-top-space-manufacturing-solutions/). Obecnie spółka zatrudnia w biurach we Wrocławiu i Warszawie łącznie około 40 pracowników. W tym roku liczba ta zwiększy się o kolejnych 30.

Uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne ratunkiem dla przedsiębiorstw

Liczba niewypłacalności przedsiębiorstw w Polsce w 2021 wzrosła w bardzo wysokim tempie – przyrost wyniósł aż 71%. To ponad 2000 firm. Na skalę tego problemu należałoby spojrzeć w kontekście ogólnej niewypłacalności – czyli braku płatności dla kontrahenta za dostarczony produkt czy wykonaną usługę. Patrząc bardziej szczegółowo na statystyki niewypłacalności, należy przeanalizować trzy główne rodzaje postępowań. Pierwsze to typowe upadłości w celu likwidacji majątku – kiedy firma przestaje istnieć. To jest najbardziej dotkliwe działanie. Drugi rodzaj to działania restrukturyzacyjne – nowe przepisy zostały wprowadzone w 2016 roku i objęły zmianę prawa upadłościowego oraz wprowadzenie odrębnego prawa restrukturyzacyjnego. Postępowania te prowadzone są przez sądy. Obecnie bardzo istotny jest trzeci rodzaj postępowań – czyli uproszczone postępowania o zatwierdzenie układu. Nie wymagają one ścieżki sądowej. Wystarczy jedynie obwieszczenie w Monitorze sądowym i gospodarczym. Dłużnik, który znajduje się w trudnej sytuacji, ma cztery miesiące na zatwierdzenie układu.

– Uproszczone postępowania zostały wprowadzone w czerwcu 2020 roku tak zwaną ustawą covidową, aby pomoc firmom w trudnej sytuacji płynnościowej. W związku z konsekwencjami pandemii ich popularność gwałtownie wzrosła – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface. – W 2020 roku firmy podchodziły do nich jeszcze dosyć ostrożnie – odnotowano zaledwie 356 postępowań. Natomiast w 2021 postępowań było aż 1190. Był to ponad trzykrotny przyrost i to one głównie odpowiadają za zwiększenie ogólnej liczby niewypłacalności. Aspekt prawny jest tutaj bardzo istotny. Uproszczone postępowania z zatwierdzeniem układu miały obowiązywać tymczasowo – jednak ustawodawca zadecydował, by na stałe wprowadzić je do polskiego systemu prawnego. Pojawiają się jednak pewnie aspekty techniczne, które mogą zakłócać statystyki. Wprowadzono krajowy, elektroniczny rejestr zadłużonych i na pewno jest to krok w dobrą stronę – ale na razie jego funkcjonalność jest dosyć niska. Doradcy restrukturyzacyjni raportują, że są problemy z wpisywaniem wniosków o restrukturyzację w tym systemie. W związku z tym Ministerstwo Sprawiedliwości nadało najwyższy priorytet tej sprawie, aby pilnie udrożnić system – wyjaśnia Sielewicz.

To ostatnia niedziela. Sklepy od lutego zamknięte w niedzielę

Fortel na placówkę pocztową nie jest już aktualny. Od lutego wszystkie sklepy wielkopowierzchniowe będą nieczynne. Zamknięte będą dyskonty, hipermarkety, markety budowlane i sklepy z elektroniką. Wracamy do sytuacji sprzed momentu, gdy sklepy masowo zaczęły stosować fortel legislacyjny „na placówkę pocztową”. Północna Izba Gospodarcza konsekwentnie opowiada się za swobodą handlu. Upór polityków jest w tym przypadku niezrozumiały. – Niestety oczekiwania społeczeństwa i przedsiębiorców nie są wysłuchiwane. W przede dniu szczytu piątej fali pandemii zamyka się sklepy w niedzielę, co będzie generowało ścisk na zakupach w soboty. To decyzja zła. Szkodliwa z gospodarczego punktu widzenia, ale i dowód na to, że głos przedstawicieli handlu nie został wzięty pod uwagę przez parlamentarzystów. Ludzie chcą robić zakupy w niedzielę. Udowodniły to ostatnie miesiące – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Hanna Mojsiuk: handel jest w wielowymiarowym kryzysie

Handel boryka się z wieloma problemami: braki kadrowe, ekspansja sektora e-commerce, presja inflacyjna. Zniesienie zakazu handlu w niedziele byłoby szansą na uporządkowanie trudnej sytuacji tego sektora gospodarki. – Zakaz handlu w niedzielę został zweryfikowany negatywnie. Utrzymywanie go, a wręcz zaostrzanie przepisów to działanie wbrew woli społeczeństwa i przedsiębiorców. To także działanie wbrew logice społecznej. Mamy pandemię, wiec rozłożenie handlu na jak najwięcej dni powinno być absolutnie automatyczne – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Nie jestem zwolenniczką rozwiązania „na placówkę pocztową”, bo to jawne obchodzenie prawa i psucie go. Przedsiębiorcy, by ratować swój biznes są zmuszeni do kombinowania i szukania kruczków i luk w prawie, to bardzo negatywne zjawisko. Handel jest w wielowymiarowym kryzysie, nie powinniśmy pozwalać na to, by odbił się on na pracownikach i konsumentach. Na pewno zakaz handlu w niedziele jest jednym z czynników, który ten kryzys pogłębia – wyjaśnia Hanna Mojsiuk.

„Efekt mrożący” – czyli dlaczego na zamkniętych dyskontach nie korzystają małe sklepy

Jak mówi dyrektor Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Piotr Wolny. Decyzja o ograniczeniu handlu w niedzielę jest negatywna nie tylko dla wielkich sieci, ale i dla mniejszych sklepów. Tak naprawdę zakaz dotyka horyzontalnie cały sektor gospodarki, a rządzący nie do końca są tego świadomi.

– Zamknięte dyskonty czy ograniczony ruch w galeriach handlowych generuje efekt mrożący dla całego handlu. Po prostu wykluczamy niedzielę z naszego harmonogramu zakupowego i nie idziemy nie tylko do dyskontu, ale i do małego sklepu osiedlowego. Sieci handlowe zachęcają nas do robienia zapasów i wówczas wydajemy więcej pieniędzy w sobotę – mówi dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Zakaz handlu w niedzielę oceniamy negatywnie. Ostatnie miesiące udowodniły nam jasno i wyraźnie jakie są społeczne preferencje Polaków. Chcemy mieć gospodarczą wolność wyboru – dodaje dyrektor Wolny. Północna Izba Gospodarcza konsultowała swoje stanowisko z targowiskami oraz kupcami zrzeszonymi w Izbie. Zdecydowana większość opowiada się za swobodą handlu w niedzielę. – Takie decyzje powinny należeć indywidualnie do firm. Można przygotować rozwiązania, które będą premiować pracowników decydujących się na pracę w niedzielę. Nad takimi rozwiązaniami nikt nigdy nie pracował – mówi dyrektor Piotr Wolny.

Polski Ład w mieszkaniówce

Wejście w życie z początkiem roku przepisów podatkowych Polskiego Ładu spowodowało powszechne zamieszanie, rozczarowanie i eskalację złych emocji. Jak wiadomo, nowy porządek prawny ma zrewolucjonizować także krajową mieszkaniówkę. Pytanie, czy per analogiam czeka nas kolejna „dobra zmiana” z chybionym skutkiem, czy może wręcz przeciwnie, już wkrótce proces zaspokajania potrzeb mieszkaniowych Polaków ulegnie radykalnej poprawie.

Z górą sześć lat temu rząd Zjednoczonej Prawicy, entuzjastycznie zakomunikował Polakom narodziny Narodowego Programu Mieszkaniowego. Tym samym grubą kreską odciął się od wszelkich form dofinansowywania własności mieszkaniowej typu MdM czy RnS, ogłaszając jednocześnie program Mieszkanie Plus jako jedyną priorytetową metodę zaspokajania potrzeby dachu nad głową poprzez budowę, na powszechną skalę, „tanich” mieszkań na wynajem. Tymczasem kolejna już dobra zmiana w mieszkaniówce, tym razem niesiona na fali Polskiego Ładu, odwraca dokładnie o 180 stopni pierwotne idee programowe, powracając do intensywnego wspierania zakupów mieszkaniowych, jednocześnie uderzając w najem poprzez podatkowe psucie jego rentowności.

Co gorsza jednak, każdy z zasadniczych instrumentów wspierania mieszkaniówki w Polskim Ładzie, albo niesie ze sobą szereg zagrożeń, nie tylko dla samych beneficjentów, albo stanowi pomoc bardziej iluzoryczną niż faktyczną.

Gwarancja wkładu własnego – zaproszenie na spacer po kruchym lodzie?

W kraju żyją dziś setki tysięcy młodych, wykształconych, pracujących i coraz lepiej zarabiających Polaków, którzy nie za bardzo chcą, ale niestety muszą wynajmować lokum albo gnieździć się przy rodzinie. Bo choć byłoby stać ich na spłatę rat hipoteki, to nie dysponują wkładem własnym, bo np. co miesiąc płacą czynsz najmu i nie mają z czego odłożyć. Gwarancja wkładu własnego może więc stanowić wymierną pomoc państwa dla tej grupy rodaków. Tymczasem najnowszy pomysł kredytów preferencyjnych ma od początku fatalną prasę i jest powszechnie krytykowany. Co ciekawe, chyba najbardziej przez przedstawicieli sektora bankowego, z NBP i ZBP na czele. Nasuwa się więc pytanie o przyczynę takiego stanu rzeczy.

Niestety wiele wskazuje na to, że po mieszkaniowych kredytach frankowych i tych hojnie udzielanych w trakcie niedawnych kilku kwartałów zerowych stóp procentowych, ustawa o gwarantowanym kredycie mieszkaniowym wykreuje kolejny segment hipotek o podwyższonym ryzyku. Potwierdzają to nie tylko wypowiedzi przedstawicieli sektora bankowego, ale od dawna znana zasada, wg której osoby bez zgromadzonego wkładu własnego są dla banku niewiarygodne finansowo i niegodne statusu posiadacza pełnej zdolności kredytowej.

Co gorsza, już dziś wiadomo, że kredyty gwarantowane będą horrendalnie drogie. Same marże banki mogą wywindować do zaporowego poziomu 4-5 proc. i dołożyć jeszcze słoną prowizję. A co z WIBOR-em 3M zawieszonym na stopach NBP?

Kiedy ustawa była uchwalana na początku października 2021 r., stopa referencyjna wynosiła 0,1 proc. Z kolei pod koniec maja br., kiedy to przepisy zaczną działać, może wynosić już, bagatela, nawet 4-5 proc. i to bez gwarancji zastopowania na tym poziomie. W sumie tak wysoki koszt hipoteki z wkładem gwarantowanym może mocno okroić grono beneficjentów, z którymi banki zechcą w ogóle rozmawiać na temat umowy kredytowej.

Z drugiej strony dość wątpliwy wydaje się w ogóle sens kreowania na siłę warunków do zadłużania się młodych rodaków na tak wyśrubowaną skalę, jeśli mierzyć ją stosunkiem wysokości raty do salda zadłużenia. Przypomina to  trochę zaproszenie ich do dłuższego spaceru po kruchym lodzie, z którego niekoniecznie wszyscy muszą wrócić cali i zdrowi. A jeszcze niedawno miało być tak pięknie z łatwo dostępnym Mieszkaniem Plus, bez kredytów, wyrzeczeń i z bezbolesnym dojściem do własności.

W tej sytuacji  wątpliwym buforem bezpieczeństwa są ustawowe ograniczenia gwarancji państwa do 100 tys. zł i 20 proc. wydatków na cele mieszkaniowe, co teoretycznie ogranicza poziom zadłużenia do 0,5 mln zł, czy też limity stawek mkw. programu mieszkań bez wkładu własnego. Wprawdzie oferta kwalifikujących się lokali z kilku największych metropolii jest na chwilę obecną marginalna, ale dużo lepiej wygląda to w lokalizacjach spoza pierwszej szóstki krajowych rynków nieruchomości.

Dla pewnej części potencjalnych klientów atrakcyjnymi mogą wydawać się zachęty w postaci tzw. spłaty rodzinnej za powiększenie familii – 20 tys. zł za drugie dziecko i 3-krotnie więcej za każde następne. Sęk w tym, że z budżetem rzędu 500 tys. zł, nawet w średniej wielkości rodzimym mieście, trudno będzie o mieszkanie, o powierzchni odpowiadającej potrzebom wielodzietnej rodziny. Z kolei w głównych metropoliach taka kwota wystarczy zaledwie na kawalerkę i to raczej w lokalizacjach bliższym peryferiom niż centrum.

Dom do 70 mkw. bez formalności – projekt pełen znaków zapytania

Przepisy dopuszczające budowę domów jednorodzinnych o powierzchni zabudowy do 70 mkw. na podstawie zgłoszenia z projektem budowlanym, bez uzyskania pozwolenia na budowę, ustanowienia kierownika budowy i prowadzenia dziennika budowy, weszły w życie z dniem 3 stycznia br. Tymczasem wg najnowszych doniesień medialnych, w trakcie trzech pierwszych tygodni obowiązywania przedmiotowych przepisów, do żadnego starostwa powiatowego w kraju nie wpłynął choćby jeden wniosek na tego typu inwestycję, sprowadzając zainteresowanie nimi do zera. Czyżby więc kolejny bubel legislacyjny z misją regulacji rodzimej mieszkaniówki? Wiele wskazuje, że niestety tak.

Kwestia domów 70-metrowych bez pozwolenia zdominowała na dobre w ostatnich tygodniach medialną przestrzeń o tematyce nieruchomościowej. Przez publikacje przewija się zasadnicza konkluzja, dotycząca sensu perspektywy oszczędności rzędu ułamka procenta kosztów inwestycji na eliminacji kierownika budowy wraz z jej dziennikiem, wobec całej gamy kosztownych problemów i zagrożeń z ryzykiem kary więzienia dla inwestora włącznie, już po zakończeniu budowy.

O ile w przypadku kredytów z gwarantowanym wkładem własnym sygnały ostrzegawcze pochodzą głównie z sektora bankowego, to przed podejmowaniem inwestycji domów 70-metrowych bez pozwolenia ostrzegają doświadczeni w tematyce nieruchomościowej prawnicy, ale przede wszystkim eksperci budownictwa.

Pierwszorzędnym problemem jest zadeklarowana w oświadczeniu odpowiedzialność inwestora za kierowanie budową w sytuacji braku kierownika budowy, a tym samym za prowadzenie jej zgodnie z projektem i sztuką budowlaną, za bezpieczeństwo prac, ale przede wszystkim za bezpieczeństwo użytkowania budynku w przyszłości.

Co gorsza jednak same przepisy są pełne niejasności i niedomówień. Obligatoryjne oświadczenie o budowie takich domów, wyłącznie w celu zaspokojenia własnych potrzeb mieszkaniowych, sugeruje że nie będzie można ich sprzedać lub wynająć, co jednak nie jest jednoznacznie zakazane w ustawie. Z kolei nie dotrzymanie zobowiązania treści oświadczenia grozi odpowiedzialnością karną, do tego nie byle jaką, bo kilkuletnim pozbawieniem wolności.

Jedyną pewną kwestią jest natomiast brak możliwości ubezpieczenia budynku postawionego bez kierownika budowy i profesjonalnego nadzoru budowlanego. Co więcej, żaden bank nie skredytuje inwestycji, której nie można w normalnym trybie ubezpieczyć, sprzedać, a przede wszystkim w tradycyjny sposób wycenić.

Tymczasem kancelarie notarialne już zapowiadają, że nie będą sporządzać aktów notarialnych na podobne nieruchomości, ponieważ nie będą w stanie ustalić zgodności przedmiotowej czynności z obowiązującym prawem.

Gdyby jednak w przyszłości szczęśliwie okazało się, że sprzedaż takich domów jednak jest dopuszczalna, to i tak znalezienie nabywcy będzie mocno utrudnione, a cena transakcyjna zaniżona być może o dziesiątki procent w stosunku do rynkowej na tradycyjne domy. W sumie bardzo trudno się jest dziwić, że Polacy nie rzucili się od pierwszego dnia obowiązywania tzw. ustawy o domu bez formalności do zgłaszania takich budów, których wysypu raczej nie należy oczekiwać w przewidywalnej przyszłości.

Bony mieszkaniowe – wsparcie raczej iluzoryczne

Bony mieszkaniowe to trzecia zasadnicza forma wspierania drogi młodych Polaków do własnego M przez Polski Ład. W odróżnieniu od dwóch powyżej opisanych nie doczekała się jeszcze ram prawnych, a przewidywany termin uruchomienia programu to początek 2023 roku.

Wstępne założenia Polskiego Ładu przewidują wprowadzenie społecznego oraz rodzinnego bonu mieszkaniowego. Ten pierwszy miałby być dedykowany osobom bez własnego lokum i zdolności kredytowej, a opiewałby na kwoty od 5 tys. zł dla singla do 40 tys. zł dla małżeństwa z dwojgiem dzieci. Wsparcie miało by służyć sfinansowaniu partycypacji w budownictwie społecznym czynszowym (TBS/SIM) albo wkładu mieszkaniowego w spółdzielni.

Z kolei rodzinny bon mieszkaniowy byłby dedykowany rodzinom z co najmniej trójką dzieci i mógłby zostać wykorzystany podobnie jak bon społeczny, a dodatkowo także na zakup mieszkania lub domu jednorodzinnego, albo jego budowę. Natomiast wartość bonu rodzinnego planowana jest na kwoty od 55 do 145 tys. zł w zależności od liczebności potomstwa oraz posiadania bądź nieposiadania nieruchomości mieszkaniowej.

Niestety z biegiem czasu kwestia bonów wydaje się coraz mniej chętnie komunikowana przez gremia rządowe, co nie jest najlepszym prognostykiem przetrwania planów ich wprowadzenia. Gdyby mimo wszystko tak się jednak stało, w istotnym stopniu trudno byłoby skorzystać ze wsparcia, zwłaszcza oferowanego w ramach bonów społecznych. Wynika to z faktu śladowej oferty budownictwa społecznego czynszowego i spółdzielczego, bez optymistycznych perspektyw zmiany w przewidywalnej przyszłości.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Topniejąca oferta i wysoki popyt na nowe mieszkania

Rok 2021 na rynku mieszkaniowym stał pod znakiem pogłębiającej się nierównowagi podaży i popytu. Deweloperzy wprowadzili do sprzedaży o 11 000 mieszkań mniej niż sprzedali. Kupujący traktowali mieszkania głównie jako bezpieczną lokatę kapitału. Gdyby nie pandemia, spowolnienie, które czeka polską mieszkaniówkę w 2022 r. przyszłoby znacznie wcześniej.

Międzynarodowa firma doradcza JLL opublikowała podsumowanie sytuacji na pierwotnym rynku mieszkaniowym na 6 największych rynkach w Polsce (Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Poznaniu i Łodzi) na koniec IV kwartału 2021 r., z którego wynika, że:

  • W całym 2021 r. sprzedaż mieszkań osiągnęła poziom 69 tys. – więcej sprzedano tylko w 2017 r – uznanym za szczyt boomu w cyklu rynkowym.
  • Różnica pomiędzy mieszkaniami sprzedanymi, a wprowadzonymi w tym samym czasie do oferty deweloperów wyniosła 11 tys. – tak dużej dysproporcji podaży i popytu nie notowano od 2013 r. Na koniec grudnia 2021 r. oferta była o 22% niższa niż rok wcześniej.
  • Rosnące koszty wykonawstwa w połączeniu z ograniczoną podażą nowych mieszkań oraz niesłabnącym popytem, skutkowały szybkim wzrostem cen – w ujęciu rocznym od 14% do 18%, a nawet, jak w przypadku Łodzi, o 21% r-d-r.
  • Trudno spodziewać się wyraźnych przecen, wobec bardzo wysokiego poziomu przedsprzedaży w projektach w realizacji oraz ograniczonej podaży nowych mieszkań, przy wciąż wysokim popycie inwestycyjnym.

Sprzedawało się tam, gdzie można było kupić

Kazimierz Kirejczyk, Wiceprezes Zarządu JLL
Kazimierz Kirejczyk, Wiceprezes Zarządu JLL

„Zakończył się rok pod wieloma względami wyjątkowy. Udział w popycie nabywców kupujących mieszkania na własne potrzeby był najprawdopodobniej najniższy od wielu lat. Rynek mieszkaniowy z miejsca, gdzie przede wszystkim zaspokajana jest jedna z najważniejszych ludzkich potrzeb – posiadania siedziby dla siebie i rodziny, stał się niemal w równym stopniu alternatywą dla innych lokat kapitału. Od 2007 r. nie mieliśmy do czynienia z tak skrajną nierównowagą pomiędzy szybko rosnącym, zdeterminowanym na dokonanie zakupu popytem, a z trudem nadążającą podażą”,  tak podsumował ostatni rok Kazimierz Kirejczyk, główny analityk ds. rynku mieszkaniowego i Przewodniczący Panelu Strategicznego przy Zarządzie JLL.

Dla wielu rynków z czołowej szóstki rok 2021 był rokiem rekordów. W Łodzi, która zmniejszyła w ciągu dwóch ostatnich lat dystans do rynków o największych obrotach, w 2021 r. nowa podaż wyniosła 6,1 tys., a sprzedaż sięgnęła 6,2 tys. Podobnie najwyższą roczną sprzedaż w historii odnotowano w Poznaniu, gdzie 7,4 tys. lokali sprzedano mimo, iż wzrost cen wyniósł ponad 16% r-d-r.

Deweloperzy działający na tych rynkach mogli elastycznie zwiększać ofertę, dzięki temu, że posiadają największy „zapas” mieszkań z wydanymi pozwoleniami. W Trójmieście liczba sprzedanych mieszkań wyniosła 10,9 tys. przy wzroście średniej ceny 15,1% r-d-r. Taki rezultat uzyskano, dzięki mobilizacji deweloperów, którzy zdołali wprowadzić do sprzedaży 9,2 tys. mieszkań, czyli tylko nieznacznie mniej od średniej z ubiegłych lat.

Rekordy wydanych pozwoleń, a w ofercie pusto

Na sześciu największych rynkach w sumie na koniec 2021 r. w ofercie deweloperów znajdowało się 37,4 tys. mieszkań, co oznacza spadek o ponad 22% r-d-r. Poprzednio podobnie niski poziom odnotowano w 2010 r.

Tymczasem wg danych GUS w tym roku padły rekordy liczby mieszkań na budowę których wydano pozwolenia. Dlaczego zatem deweloperzy nie wprowadzają ich do realizacji?

„Wprowadzają, z tym, że nie na rynkach, które dotychczas uchodziły za papierek lakmusowy rynku pierwotnego, czyli sześciu największych polskich miastach. Nasze analizy pokazują, że za skokowy wzrost aktywności deweloperskiej odpowiadają dziś mniejsze ośrodki. I mowa tu nie o miastach z drugiej dziesiątki największych w Polsce, tylko o tych poniżej 100 tys. mieszkańców. Jeszcze w 2017 r. w 6 największych aglomeracjach powstawało 60% wszystkich nowych mieszkań. Dziś ta proporcja odwróciła się i to małe ośrodki odpowiadają za ok. 70% produkcji deweloperskiej w kraju”, komentuje Aleksandra Gawrońska, Dyrektor Działu Badań Rynku Mieszkaniowego JLL 

Na największym w Polsce rynku warszawskim, gdzie w latach 2018-1019 do sprzedaży wprowadzano średnio 24-25 tys. mieszkań, w 2021 r. do oferty trafiło 19 tys. lokali. W obliczu sprzedaży na poziomie 23 tys. mieszkań rocznie, oznacza to skurczenie się liczby dostępnych do zakupu nowych lokali o prawie 4 tys. W porównaniu do 2019 r. nowa roczna podaż była w Warszawie niższa o 11%, a w porównaniu do 2018 r. – aż o 22%. W rezultacie oferta na rynku pierwotnym na koniec grudnia osiągnęła skrajnie niski poziom10 tys. mieszkań.

Nie dziwi zatem, że w największych miastach, gdzie konkurencja o lokale była duża a możliwości zwiększania podaży ograniczone, ceny mieszkań, które pojawiały się na rynku były z kwartału na kwartał wyższe.

Nie ma przesłanek do prognozowania spadku cen mieszkań

Ceny mieszkań w 2021 r. rosły szybciej od przyspieszającej inflacji. Z danych JLL wynika, że w ciągu ostatniego kwartału roku z największymi wzrostami średniej ceny mieszkań w ofercie mieliśmy do czynienia w Warszawie (6%) i Łodzi (5%), najmniej we Wrocławiu (1%). Natomiast w pozostałych miastach kwartalny wzrost wyniósł ok. 3%.

W ujęciu rocznym wzrosty były już dwucyfrowe i wyniosły od 14% do 18% z wyjątkiem Łodzi, która poza wolumenem sprzedaży nadrobiła do pozostałych pięciu miast również dystans cenowy. Średnia cena mieszkań dostępnych w ofercie w Łodzi na koniec grudnia wynosiła 8 100 zł/m2 i była o 21% wyższa niż przed rokiem.

„Wiele wskazuje na to, że odpowiadająca w znacznej mierze za wzrosty cen nierównowaga popytu i podaży na największych rynkach mieszkaniowych w Polsce jeszcze się pogłębi. Na pewne wyhamowanie popytu można liczyć w związku ze wzrostem stóp procentowych, które osłabiają możliwości nabywcze kupujących – szczególnie tych, wspierających zakup kredytem hipotecznym. Wciąż jednak rosnąca inflacja podtrzymywać będzie skłonność do dalszego przenoszenia oszczędności na rynek nieruchomości”, tłumaczy Aleksandra Gawrońska, dyrektor Działu Badań Rynku Mieszkaniowego JLL.

„Dane statystyczne z rynku mieszkaniowego potwierdzają, że sektor deweloperski wchodzi w rok 2022 w bardzo dobrej kondycji. Niestety, jak to już bywało w przeszłości, najważniejsze zagrożenia nie mają żadnego związku ani z potencjałem firm deweloperskich, ani z czynnikami bezpośrednio wpływającymi na popyt, takimi jak stopy procentowe. To te zewnętrzne w stosunku do rynku mieszkań, w tym także te pochodzące spoza Polski czynniki sprawiają, że tak trudno dziś formułować jednoznaczne prognozy”, podsumowuje Kazimierz Kirejczyk.

Więcej informacji na temat sytuacji na sześciu największych rynkach mieszkaniowych przeczytać można w najnowszym raporcie firmy doradczej JLL: Rynek mieszkaniowy w Polsce IV kwartał 2021.

Porozumienie płacowe w KGHM – 10% podwyżki dla pracowników

Po zaledwie dwóch spotkaniach zarządu KGHM z centralami związkowymi strony zawarły porozumienie. Załoga otrzyma podwyżkę w wysokości 10 proc. Wyższe wynagrodzenia wypłacone zostaną już za styczeń 2022 roku. Pracownicy Polskiej Miedzi dostaną dodatkowo jednorazową gratyfikację w wysokości aż 2000 zł.

– Załoga KGHM jest godziwie wynagradzana za rzetelną pracę. Negocjacje płacowe potwierdzają podejście zarządu KGHM: od kilku lat podwyżki są znaczące, a wypracowanym zyskiem dzielimy się z pracownikami. Stale prowadzony dialog i rzetelne podejście do postulatów strony społecznej zaowocowały szybkim porozumieniem. Wiadomość dla pracowników jest świetna: wynagrodzenia wzrosną o 10 proc., już od wypłaty za styczeń. – powiedział Marcin Chludziński, prezes zarządu KGHM. – Zarząd KGHM dziękuje stronie związkowej za konstruktywną dyskusję i profesjonalne podejście do rozmów o warunkach wynagrodzenia.

KGHM Polska Miedź SA zatrudnia ponad 18,5 tysiąca pracowników. Średnie wynagrodzenie za zeszły rok to ponad 13 500 zł. W 2021 roku pracownicy KGHM otrzymali rekordowej wysokości zaliczki na dodatkową nagrodę z zysku.

Miedziowa spółka, pomimo pandemii, nie zwalnia tempa inwestycji i mocno angażuje się w tematy związane z transformacją energetyczną. KGHM przyjął w ostatnim czasie zaktualizowaną Strategię oraz Politykę Klimatyczną, która zakłada m.in. redukcję emisji gazów cieplarnianych i osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 roku.

Organ musi w decyzji wykazać, że nie wszczęto instrumentalnie postępowania

Organ musi w decyzji wykazać, że nie wszczęto instrumentalnie postępowania karnego skarbowego. Nie można konwalidować w odpowiedzi na skargę niedostatków decyzji podatkowej – powiedział WSA w Krakowie w wyroku z dnia 27 stycznia 2022 roku, I SA/Kr 453/21.

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców złożył skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie na decyzję utrzymującą w mocy decyzję DIAS w Krakowie przedmiocie w podatku od towarów i usług za poszczególne miesiące od stycznia do grudnia 2012 r. Przedsiębiorca dokonał odliczenia podatku naliczonego z tytułu usług nabywanych w celu wsparcia sprzedaży na rynkach zagranicznych. Zarówno sprzedaż jaki i samo nabycie usług nie były na żadnym etapie kwestionowane przez DIAS. Organ kwestionował jedynie celowość ponoszenia wydatków. Przedsiębiorca oraz Rzecznik MŚP w złożonych skargach podkreślali, że w przedmiotowej sprawie spór dotyczył wykładni i stosowania przepisów prawa i nie było żadnych podstaw by w ogóle wszczynać jakiekolwiek postepowanie karne skarbowe. Ponadto organ pomimo wszczęcia postępowania przygotowawczego w grudniu 2017 roku, do czasu wydania wyroku w niniejszej sprawie, a wiec przez cztery lata, zachowywał się w sposób bierny, nie dokonał żadnych ustaleń, w tym nie wydał postanowienia o przedstawieniu jakichkolwiek zarzutów.

WSA w Krakowie  wyrokiem z dnia 27 stycznia 2022 r. o sygn. akt I SA/Kr 453/21 uchylił zaskarżoną decyzję. W ustnym uzasadnieniu, WSA uwzględniając pogląd prawny przedstawiony przez NSA w uchwale sygn. akt I FPS 1/21, podkreślił, że w tej sprawie za koniecznością zbadania okoliczności instrumentalnego wszczęcia postępowania przemawiało wszczęcie KKSU w grudniu 2017 roku (a więc na 27 dni przed upływem terminu przedawnienia – przyp. red.). Dodatkowo uzasadnione wątpliwości, zdaniem Sądu budzi brak jakiejkolwiek aktywności organu w ciągu pierwszych sześciu miesięcy po wszczęciu postępowania.

Niedopuszczalnym jest pozostawanie przedsiębiorcy w niepewności przez dziesięć lat co do wysokości zobowiązania podatkowego. Prawo do przedawnienia nie może być iluzoryczne, gwarantuje ono bowiem pewność prowadzenia biznesu w zmieniającej się rzeczywistości  –  komentuje Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Cain International i White Star Real Estate pozyskali 36 mln euro na budowę The Park Kraków

Deweloper White Star Real Estate oraz Cain International, inwestor działający w Stanach Zjednoczonych i Europie, pozyskali 36 milionów euro kredytu budowlanego i inwestycyjnego od PKO BP, na budowę kompleksu The Park Kraków. Inwestycja zlokalizowana na krakowskim Podgórzu będzie składać się z ośmiu budynków i zapewni 100 000 mkw. powierzchni biurowej klasy A. Budowa rozpoczęła się w czerwcu 2020 roku, a pierwszy budynek jest wynajęty w ponad 70% i ma zostać oddany do użytku w drugim kwartale 2022 r.

The Park Kraków zaoferuje nowoczesną przestrzeń biurową, którą będzie można łatwo dostosować do potrzeb najemców. Kompleks został zaprojektowany zgodnie z zasadami biophilic design, co jak potwierdzają badania, wspiera produktywność, kreatywność i wpływa na dobre samopoczucie pracowników. Cały projekt będzie zrealizowany na powierzchni około 5ha, z czego 3ha to przestrzeń niezabudowana i w pełni wyłączona z ruchu samochodowego z dużą ilością starannie dobranej zieleni, małą architekturą, strefami relaksu i szeroką ofertą udogodnień.

Projekt jest jednym z aktywów funduszu European Real Estate Opportunity Fund I (EREO I), który zamknął maj 2021 roku z zobowiązaniami w wysokości 324 mln euro.

„Jesteśmy pewni, że takie biura jak The Park Kraków odegrają ważną rolę w rozwoju miast” – powiedział Daniel Harris, dyrektor zarządzający, szef ds. inwestycji europejskich w Cain International. „Udogodnienia dla pracowników w połączeniu z doskonałą lokalizacją i przemyślanym designem sprawiają, że The Park Kraków może stać się perłą w koronie jednego z najbardziej dynamicznie rozwijających się miast w Polsce. To ważny moment dla projektu i nie możemy doczekać się kolejnych etapów.”

„Bardzo się cieszymy, że nasze dotychczasowe realizacje parków biurowych, pozwoliły nam nawiązać wieloletnią współpracę z tak ważną instytucją, jaką jest PKO BP. Pozyskanie tego finansowania oraz podpisanie pierwszej umowy przednajmu na ponad 70% powierzchni w pierwszym budynku, były kamieniami milowymi dla The Park Kraków. To, oraz dobra strategia najmu potwierdzają jakość projektu, który rozwijamy pomimo trudnych warunków rynkowych.” Mówi Bartosz Prytuła, Managing Partner w White Star Real Estate.

„Byliśmy zachwyceni możliwością bycia częścią tego wyjątkowego, wielofazowego kompleksu biurowego w Krakowie. Doceniamy inwestycję The Park Kraków, w szczególności projektowanie w trosce o komfort pracownika, który jest kluczowy w dzisiejszym środowisku pracy. Jesteśmy przekonani, że podpisana umowa kredytowa jeszcze bardziej przyspieszy rozwój projektu.”– komentuje Agata Gola, Dyrektor Finansowania Nieruchomości w PKO BP.

Informacje o projekcie:
The Park Kraków będzie docelowo liczył 8 budynków biurowych w których dostępne będzie ok. 100 tys. m2, wysokiej jakości powierzchni najmu. Budowa pierwszego budynku w ramach The Park Kraków rozpoczęła się w połowie 2020 r. Projekt ma wyróżniać się tzw. „zielonymi” rozwiązaniami. Na dachach zostaną zainstalowane panele fotowoltaiczne, a w budynkach będzie wdrożony system optymalizacji zużycia wody, gdzie woda deszczowa będzie wykorzystywana do podlewania zieleni. Cały kompleks został też zaprojektowany zgodnie z zasadami biophilic design które wykorzystują potencjał natury – roślinności, światła, wody i powietrza. Inwestycja przy ulicy Saskiej 25, będzie największym jak dotąd projektem biurowym w stolicy Małopolski. Projekt zakłada, że na każdym piętrze biurowca znajdzie się ok. 240 stanowisk pracy, co w sumie daje 9,6 tys. miejsc dla pracowników biurowych w całym kompleksie.

Kadrowe i księgowe pod presją. Ogromna liczba skarg na konsekwencje Polskiego Ładu

– Osoby pracujące w kadrach i księgowości piszą do nas i dzwonią, że już nie dają rady. Skarg jest sporo i mają one często dość dramatyczny charakter. Pracownice piszą, że nie rozumieją zmian, które musza wdrażać, a jednocześnie nie czują się wspierane w tym zakresie przez pracodawców – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom. Polski Ład porządnie namieszał od nowego roku w wielu firmach. Wiadomości, które trafiają do stowarzyszenia albo są skargami przepracowanych pracowników kadrowych i księgowych albo informacjami o wątpliwościach, co do wysokości otrzymywanego wynagrodzenia.

Sytuacja w wielu firmach jest bardzo poważna, a wiadomości, które docierają do naszego stowarzyszenia od ponad dwóch tygodni pokazują, że wiele firm nie potrafi poradzić sobie z Polskim Ładem. Od początku stycznia otrzymaliśmy blisko 100 wiadomości od pracowników, którzy nie radzą sobie z wdrażaniem nowych przepisów podatkowych, księgowych i kadrowych. Pracownicy czują się przepracowani. Wiele osób pisze o tym, że nie chce brać na siebie odpowiedzialności za wdrażanie systemu, którego po prostu nie rozumie.

– Dominują wiadomości od pracowników sektora budżetowego, ale i od księgowych czy kadrowych w firmach prywatnych. W wielu przypadkach to właśnie ten sektor musi udzielać informacji pracownikom np. o uldze dla klasy średniej czy o tym, jaki system rozliczenia należy przyjąć, by firma była rozliczana prawidłowo. Pracownicy piszą nam o presji, jaką wywierają pracownicy, ale i szefowie na osobach zajmujących się kadrami i płacami. Czasem brakuje zrozumienia, że kadrowa czy księgowa to też człowiek, a Nowy Ład to nie jest prosty projekt – mówi Marczulewska.

Pracownicy piszą wprost o zdaniach takich jak: „Jesteś księgową, to masz liczyć” czy „Nie obchodzi mnie, że to jest trudne i nowe. Ma być policzone, nawet jakbyście mieli siedzieć do północy”. Pracownicy skarżą się na brak zrozumienia, nadgodziny czy na groźby… odpowiedzialności finansowej za błędy popełnione przy rozliczaniu. – Nasze stowarzyszenie pomaga prawnie. Oczywiście nie ma żadnej podstawy do tego, by wyciągać odpowiedzialność dyscyplinarną czy finansową za błędy popełniane przy rozliczeniu Polskiego Ładu. Oczywiście przedsiębiorcy mają prawo oczekiwać, że pracownicy księgowi, kadrowi czy podatkowi będą na bieżąco w sprawach Polskiego Ładu. Mają prawo także oczekiwać zaangażowania. Nie mogą jednak pozostawać głusi na cały kontekst wprowadzania tych zmian oraz to, że tak wielka zmiana sprawia problemy niemal całej gospodarce – mówi Marczulewska.

Innym problemem pozostaje również brak szkoleń. Pracodawca ma obowiązek zatroszczyć się o to, by komórki merytoryczne miały dostęp do wiedzy na temat zmian, które muszą być zastosowywane w firmach. – Nie ma naszej zgody na to, by mówić do księgowych i kadrowych, by „odpaliły sobie YouTube”, bo to jest skrajnie nieprofesjonalne. Troska o szkolenia leży w gestii kadry zarządzającej. Uważamy, że w kwestii Polskiego Ładu potrzebna jest współpraca i porozumienie. Niestety brak tego będzie prowadzić do konfliktów, a nawet odejść z pracy. Mamy dużo sygnałów, że to bardzo częste i prawdopodobne w wielu firmach. Księgowe czują się przytłoczone, sfrustrowane i wypalone. To dla tej grupy zawodowej gigantycznie trudny czas – mówi Marczulewska.

Podwyżka stóp w USA na horyzoncie

FED, zgodnie z przewidywaniami, nie zmienił stóp procentowych na wczorajszym posiedzeniu. Jednak komunikat i późniejsza konferencja Jerome’a Powella, pozwalają stwierdzić, że podwyżka 16 marca jest prawdopodobna. Potem zaś rozpocznie się ograniczanie gigantycznego bilansu FED.

Z coraz większym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że do pierwszej podwyżki stóp za oceanem dojdzie na kolejnym posiedzeniu FED, czyli 16 marca. Rynek obecnie ocenia, że do końca roku dojdzie do 5 podwyżek stóp procentowych (po 25 punktów bazowych). Nie wiemy, jak te podwyżki zostaną rozłożone w czasie, natomiast Jerome Powell na konferencji nie wykluczył, że któraś z podwyżek może być wyższa niż o 25 punktów bazowych. Nie wykluczył także, że podobnie jak w Polsce podwyżki w USA mogą następować na wszystkich kolejnych posiedzeniach.

Komunikat po posiedzeniu zapowiada, że program skupu aktywów (QE- Quantitative Easing) zostanie zakończony przed pierwszą podwyżką stóp. Potem zaś, równolegle z kolejnymi, ma następować zmniejszenie bilansu FED (QT – Quantitative Tightening), w którym znajdują się papiery wartościowe o rekordowej wartości 9 bilionów dolarów.

FED pokazał swoje bardziej jastrzębie oblicze, którego źródłem są silny wzrost gospodarczy, niskie bezrobocie i inflacja wynosząca 7 proc. Powell na konferencji jasno stwierdził, że uważa, że obecna, najlepsza od lat, sytuacja na rynku pracy daje pole do podwyżek stop bez ryzyka wzrostu bezrobocia. Oczywiście na rynku pojawiają się także głosy, że FED działa, za późno i zbyt ostrożnie. Widać jednak, że FED stara się działać w sposób przewidywalny, uprzedzając rynek o najbardziej prawdopodobnych scenariuszach własnego działania.

Decyzja FED są lepsze niż wiele przewidywań analityków i to może pomóc giełdom w najbliższych dniach. Jednak FED wskazał, że ryzyko inflacyjne pozostaje wysokie, a sytuacja na rynku pracy daje pole do podwyżek stóp, dlatego nie ma co liczyć, żeby z rynku zniknęła niepewność. Pojawiły się pierwsze informacje o przyszłym ograniczaniu bilansu FED, na razie, w postaci generalnych zasad. To właśnie na ten element rynki kapitałowe będą szczególnie wyczulone w najbliższych miesiącach.

Zobaczymy czy 2022 rok, będzie czwartym kolejnym z dwucyfrowym wzrostem na rynku akcji. W tym roku warto szukać zysków w tańszych i mniej ryzykownych aktywach oraz na rynkach poza USA. Wysoka dochodowość amerykańskich i europejskich przedsiębiorstw, która przekłada się na dobre wyniki za 4 kwartał, pomaga w utrzymaniu wysokich wycen wielu spółek. W tym roku trzeba być jednak selektywnym, bo mała jest szansa na kontynuowanie hossy na wszystkich aktywach, co miało miejsce w poprzednich latach. I jak wspomniał wczoraj na konferencji Jerome Powell, warto być elastycznym i dostosowywać się do bieżącej rynkowej sytuacji.

Paweł Majtkowski, analityk eToro na polskim rynku

GfK: Mimo pandemii Polacy chętnie odwiedzają restauracje

Pandemia wciąż bardzo mocno wpływa na sytuację w branży gastronomicznej. Pod względem liczby działających lokali rynek cofnął się aż o kilkanaście lat. Na koniec 2021 roku w Polsce działało ponad 63 tys. obiektów gastronomicznych, a wartość branży wyniosła 28,5 mld zł. W ujęciu procentowym oznacza to dwucyfrowe spadki w porównaniu do 2019 roku, czyli okresu przed wybuchem pandemii. Takie wnioski płyną z nowego „Raportu Gastronomicznego 2021” przygotowanego przez Panel Gospodarstw Domowych GfK Polonia.

Pandemia, która stopniowo wpisuje się w naszą codzienność, wciąż znacząco wpływa na zwyczaje Polaków. Nastroje konsumenckie zmieniają się gwałtownie, a w ostatnich miesiącach notują rekordowo niski poziom, na co dodatkowo wpływają czynniki ekonomiczne. Wyzwania biznesowe oddziaływują także na gastronomię. – Wybuch pandemii zastopował, a nawet cofnął rozwój branży. Przedsiębiorcy z tego sektora zachęcali konsumentów, aby wychodzili z domów, spotykali się w klubach, pubach czy restauracjach, jednak COVID-19 brutalnie zweryfikował ich plany. Lockdown, restrykcje nałożone na gastronomię, wzrost kosztów prowadzenia działalności oraz problemy ze znalezieniem pracowników spowodowały, że w 2021 roku zamkniętych zostało 17 proc. lokali gastronomicznych w porównaniu do liczby z 2019 roku. Pod względem liczby obiektów pandemia cofnęła rynek do 2009 roku. Z kolei w kwestii obrotów mamy do czynienia z powrotem do sytuacji z 2016 roku. Jest to znaczący regres, który trudno będzie nadrobić wylicza Szymon Mordasiewicz, dyrektor komercyjny Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia.

Według badań GfK w Polsce w 2021 roku działało 63 350 lokali gastronomicznych. Wartość rynku wyniosła 28,5 mld zł, co oznacza spadek o 22 proc. w porównaniu do 2019 roku. – Choć obserwujemy malejącą wartość rynku, to warto podkreślić, że są obszary, które rosną. Brandy zaliczane do top 15 „sieciówek” odnotowały 5 proc. wzrost liczby lokali w porównaniu do 2019 roku – podkreśla Szymon Mordasiewicz.

Nowa rzeczywistość

Większość lokali, które przetrwały pandemię, działało w ograniczony sposób. Na czas wprowadzania restrykcji ponad połowa obiektów była okresowo zamykana. Ponadto pandemia udowodniła, że w branży gastronomicznej kluczowe jest doświadczenie oraz możliwość spotkania towarzyskiego. Tak więc skutki COVID-19 najdotkliwiej odczuły dyskoteki, lokale sezonowe oraz puby. Z kolei obiekty stworzone z myślą o szybkim spożyciu posiłku, takie jak pizzerie czy fast foody, łatwiej odnalazły się w covidowej rzeczywistości.

Mimo to przedsiębiorcy musieli szukać nowych sposobów, aby dotrzeć do konsumentów. W 2021 roku aż 59 proc. obiektów gastronomicznych oferowało posiłki poza lokalem, co oznacza wzrost aż o 15 p.p. w porównaniu do również pandemicznego 2020 roku. Właściciele obiektów decydowali się na różne rozwiązania. Najczęściej wybieranym było wprowadzenie posiłków na wynos (55 proc.), co czwarty lokal oferował dostawę zamówionego dania, a najrzadziej stosowaną opcją była obsługa cateringowa (17 proc.).

Nowe wyzwania w branży

Według danych Panelu GfK Polacy nadal chętnie jedzą na mieście, a średni rachunek rośnie. Odsetek konsumentów odwiedzających lokale gastronomiczne wśród wszystkich Polaków powyżej 15. roku życia wynosi obecnie 58 proc. Dla porównania przed pandemią było to 59 proc. – Optymizmem napawa fakt, że konsumenci, którzy korzystają z usług lokali gastronomicznych, starają się do maksimum wykorzystywać czas, kiedy nie ma wprowadzonych obostrzeń. Przyglądając się jednak codzienności w 2022 roku, można zacząć studzić ten optymizm. Kiedy Polacy staną przed decyzjami związanymi z oszczędzaniem i ograniczaniem wydatków, to w pierwszej kolejności mogą zrezygnować z konsumpcji poza domemdodaje Szymon Mordasiewicz.

Amerykanie będą podnosić stopy

Z komunikatu po posiedzenie FED wynika, że stopy procentowe powinny wzrastać w najbliższym czasie. Brakuje co prawda konkretów, ale wygląda na to, że wkrótce je poznamy.

Co powiedziano w USA?

Wczorajsze posiedzenie Federalnego Komitetu Otwartego Rynku zgodnie z oczekiwaniami nie przyniosło żadnych zmian w poziomie stóp procentowych. Zgodnie z oczekiwaniami program skupu aktywów zostanie wygaszony na początku marca. To, co zaskoczyło rynki, to zapowiedź, że podwyżki stóp procentowych nie są wykluczone na żadnym z posiedzeń w 2022 roku. Do tego przyznano, że inflacja nie jest przejściowa i może pozostać na dłużej. Podczas oceny sytuacji gospodarki wskazano oczywiście na bardzo dobrą kondycję rynku pracy. Co ciekawe, pojawił się nawet temat zmniejszania sumy bilansowej. Proces ten jednak ostatnio miał bardzo negatywny wpływ na giełdy, w związku z czym wielu obserwatorów uważa, że będzie on jednak odkładany.

Rynek nieruchomości za oceanem

Wczoraj oprócz posiedzenia w sprawie stóp procentowych mieliśmy również ważny odczyt z rynku nieruchomości. Sprzedaż nowych domów idzie wyraźnie w górę. Poziom 811 tysięcy nie jest nawet blisko rekordów. W zeszłym roku w marcu sprzedano ich ponad milion. Jest to jednak ponad 50 tysięcy więcej, niż sądzili analitycy. Część komentatorów zwraca uwagę, że potencjalny wzrost stóp procentowych może powodować zwiększone zainteresowanie na tym rynku. Połączenie dobrych danych oraz informacji z Rezerwy Federalnej, jak nietrudno się domyślić, miało oczywiście pozytywny wpływ na dolara, który wyraźnie zyskiwał wczoraj na wartości.

Wzrost stóp procentowych w Chile

Zainteresowanie walutą Chile nie jest może największe w naszym regionie. Właściwie to nie ma go prawie wcale. Niemniej, patrząc na wczorajszą decyzję tamtejszego banku centralnego, warto o niej wspomnieć. Na wczorajszym posiedzeniu stopy procentowe miały zdaniem analityków wzrosnąć o 1,25%, z 4% na 5,25%. Jak się okazało, podniesiono je bardziej, bo aż o 1,5%. Powodem jest oczywiście szybko rosnąca inflacja. Wynosi ona bowiem już 7,2%. Mamy zatem podręcznikowy przykład walki z tym zjawiskiem.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

12:00 – Wielka Brytania – sprzedaż detaliczna wg CBI,
14:30 – USA – PKB,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Robot Wizlink wpisany do rejestru innowacji Ministerstwa Zdrowia

Roboty cyfrowe coraz śmielej wkraczają do placówek medycznych. Doskonałym potwierdzeniem na to, że medycyna potrzebuje wsparcia technologii i otwiera się na nowoczesne rozwiązania, jest opinia Ministerstwa Zdrowia na temat Wizlink – polskiego narzędzia do robotyzacji procesów. Rozwiązanie to zostało wpisane do rejestru innowacji, a Ministerstwo zaleca jego wykorzystanie w placówkach, jeżeli będzie się wpisywać w kierunek rozwojowy ochrony zdrowia.

Branża medyczna zmaga się między innymi z niedoborami kadry i przepracowaniem zespołów. Część ich obowiązków mogą przejąć roboty cyfrowe. Dzięki nim medycy mogą zaoszczędzić cenny czas, który do tej pory przeznaczali np. na sprawy administracyjne.

Taki pomysł na wykorzystanie robotów doceniło Ministerstwo Zdrowia, wpisując Wizlink do rejestru innowacji – zestawienia prowadzonego przez Wydział Rozwoju Innowacji.

– Cieszy mnie fakt, że w medycynie dostrzega się potencjał narzędzi RPA (Robotic Process Automation). Mieliśmy okazję spotkać się z Zespołem ds. Innowacji Ministerstwa Zdrowia i pokazać, jak nowoczesne technologie mogą pomóc medykom. W efekcie Wizlink został wpisany do rejestru innowacji MZ i jest rekomendowany jednostkom medycznym – mówi Michał Wawiórko, prezes First Byte, właściciela Wizlink. Dodaje: To nie pierwsze nasze działania w tym zakresie – nasze narzędzie udostępniliśmy już między innymi firmie TDZ Technika dla Zdrowia.

Wykwalifikowana kadra

Robotyzacja to kierunek przyszłości, co można zaobserwować również na rynku pracy. W różnych branżach rośnie zapotrzebowanie na wykwalifikowaną kadrę posiadającą kompetencje cyfrowe – również wśród medyków.

First Byte wspiera studentów uczelni udostępniając im narzędzie Wizlink do nauki budowania scenariuszy dla robotów. Firma współpracuje m.in. z Wyższą Szkołą Bankową w Opolu, a niedawno nawiązała współpracę z Uniwersytetem Medycznym w Łodzi.

– Chcemy, aby nasi studenci nauczyli się znajdować te problemy i zadania, w których roboty sprawdzą się najlepiej – to właśnie oni za 2-3 lata będą podejmować decyzje, pracując w szpitalach czy przychodniach. Potrzebują więc konkretnych narzędzi, które pomogą im w radzeniu sobie np. z brakiem personelu. Do kursu z zakresu robotyzacji zaprosiliśmy studentów różnych kierunków: lekarskiego, pielęgniarstwa, ratownictwa medycznego oraz zdrowia publicznego. Część z nich już posiada doświadczenie pracy w ochronie zdrowia i wie, jakie są problemy w codziennym funkcjonowaniu placówek – mówi Jakub Borowczyk, Starszy specjalista ds. współpracy z pracodawcami UM w Łodzi.

Z zalet RPA korzysta w Polsce coraz więcej przedsiębiorstw i organizacji. To prężnie rozwijający się rynek, którego potencjału nie warto ignorować. Tym bardziej cieszy fakt, że rozwiązania wspierające pracowników doceniane są przez instytucje państwowe, takie jak Ministerstwo Zdrowia. Dzięki stworzonemu przez MZ rejestrowi innowacji, z pewnością więcej placówek medycznych zdecyduje się na „zatrudnienie” robota.

Optymizm wśród prezesów na świecie najwyższy od 10 lat – PwC CEO Survey 2022

Polscy i światowi prezesi firm najbardziej optymistyczni od 10 lat, aż 70% z nich uważa, że globalne PKB przyspieszy w tym roku.

  • Polscy prezesi wśród ryzyk najwyżej wymieniają czynniki makroekonomiczne
    i znacznie częściej obawiają się też zmian klimatycznych niż prezesi na świecie
  • Na świecie wśród wyzwań dominują ryzyka związane z cyberbezpieczeństwem
    i zdrowiem, kolejne są wyzwania makroekonomiczne i zmiany klimatyczne
  • Mimo, że rośnie świadomość działań prośrodowiskowych wśród polskich prezesów
    41% z nich nie ma w swoich firmach zobowiązań neutralności klimatycznej
  • CEOs w Polsce częściej niż ich globalni odpowiednicy zajmują się strategiami podatkowymi i aż 43% boi się o to kwestie podatkowe mogą wpłynąć na utratę reputacji w porównaniu do zaledwie 20% na całym świecie. Podatki są więc znacznie wyżej na agendzie prezesa w naszym kraju w porównaniu do średniej globalnej
  • Rośnie znaczenie zaufania wobec szefów firm i jego wzrost wynika z wdrożonych w życie działań ESG

Prezesi firm nadal odczuwają presję wywołaną trwającą pandemią COVID i zmiennymi warunkami rynkowymi, takimi jak rosnąca inflacja czy zakłócenia łańcuchów dostaw. Ale pomimo szeregu ryzyk, ankietowani przez nas menedżerowie są najbardziej od 10 lat optymistycznie nastawieni do perspektyw wzrostu gospodarki. Ponad trzy czwarte prezesów (77% na świecie i 70% w Polsce) przewiduje, że światowa gospodarka ulegnie poprawie. Poza wyzwaniami czysto biznesowymi, wielu liderów zwraca więcej uwagi na sprawy proklimatyczne i społeczne, uważając że te aspekty wzmacniają zaufanie i pomagają budować długoterminową wartość. Reputacja i podatki są wysoko na agendzie.

Tegoroczny sondaż PwC CEO Survey badający nastroje wśród prezesów wskazuje poziom optymizmu na nieznacznie wyższym poziomie niż w ubiegłorocznym badaniu (wówczas średnia globalna wynosiła 76%), ale jest aż o 54 punkty wyższy niż w 2020 r., kiedy ponad połowa (53%) prezesów przewidywała spowolnienie gospodarki.

“Badanie CEO Survey potwierdza odporność światowej gospodarki i zdolność prezesów do radzenia sobie w warunkach niepewności. Obaw oczywiście nie brakuje – najczęściej wśród ryzyk polscy prezesi wymienili czynniki makroekonomiczne. Wysoka inflacja i niskie inwestycje to wyzwania dla ich działalności, ale import, eksport, popyt konsumpcyjny i dynamika wzrostu PKB to elementy dodające wiatru w żagle optymistom. Prognozy ekonomistów dotyczące wzrostu światowego PKB pozostają dobre, stąd też tak wysoki odsetek respondentów spodziewających się przyspieszenia gospodarki” – mówi Adam Krasoń, prezes PwC Polska.

Badanie CEO Survey, którego publikacja zbiega się z dwuletnim okresem trwania pandemii, w tym roku obchodzi swoją 25-letnią rocznicę. Sondaż, który przeprowadzamy wśród prezesów i dyrektorów generalnych (liczba respondentów w tegorocznej edycji wyniosła 4446 na całym świecie, z czego prawie 40 jest z Polski), jest benchmarkiem dla wielu organizacji i stałym elementem opisu nastrojów przedstawicieli świata biznesu na najbliższe 12 miesięcy.

Ponad połowa dyrektorów generalnych na poziomie globalnym zgłasza również wysoki poziom zaufania do perspektyw wzrostu przychodów własnej firmy w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Najbardziej optymistyczni są prezesi firm z sektora private equity (67% z nich jest bardzo pewnych rozwoju swojej firmy) oraz firm technologicznych (64%). Oba sektory nadal korzystają z dużego napływu kapitału dzięki sprzyjającym warunkom finansowym panującym w większości rozwiniętych gospodarek.

Chociaż dyrektorzy generalni są ogólnie optymistyczni co do wzrostu gospodarczego w 2022 r. to sytuacja jest bardzo zróżnicowana w poszczególnych krajach i regionach. Pozytywne wskazania są najwyższe w Indiach, gdzie 94% prezesów przewiduje globalny wzrost w nadchodzącym roku, w porównaniu z 88% w zeszłym roku. Optymizm również wyraźnie rośnie wśród prezesów w Japonii (plus 16 punktów do 83%, z 67% w zeszłym roku) i jest nieco wyższy w Wielkiej Brytanii (wzrost o pięć punktów do 82%). Włochy i Francja odnotowały znaczny wzrost optymizmu prezesów, być może w wyniku silniejszego niż oczekiwano ożywienia gospodarczego. Optymizm prezesów we Włoszech osiągnął aż 89%, o 18 punktów więcej niż rok temu, podczas gdy we Francji odnotowano największy wzrost optymizmu prezesów, który wzrósł o 25 punktów do 85%. Pośród 178 prezesów badanych z regionu Europy Środkowo-Wschodniej optymiści stanowią 68 % wobec 64% w poprzednim sondażu. W Niemczech zaś nastąpiła lekka erozja optimistów – zwyżki globalnego PKB spodziewa się 76 % szefów firm wobec 80% przed rokiem.

Zagrożenia widziane oczami prezesów

Wśród kluczowych ryzyk, prezesi na świecie na pierwszych miejscach wskazują na wyzwania związane z cyberbezpieczeństwem (ataki hakerów, inwigilacja, dezinformacja) i te dotyczące zdrowia (m.in. COVID-19, obciążenia dla zdrowia psychicznego) – 49% i 48% wskazań. Podobnie było rok wcześniej. Polscy prezesi, inaczej i częściej niż globalni, wśród kluczowych wyzwań wymieniają ryzyka makroekonomiczne (dynamika PKB, wahania bezrobocia i inflacji) i zmiany klimatyczne (odpowiednio 57% i 54%  – 1. oraz 2. miejsce na mapie wyzwań), znacznie niżej zaś ryzyka cybernetyczne (35%).

Uważamy, że wzrost świadomości zagrożeń klimatycznych wśród polskich prezesów może być częściowo także efektem obaw przed silnym wzrostem cen energii.

“Czyżby prezesi w Polsce zaczynali po prostu otwierać oczy na to co się dzieje w sprawie konieczności działań klimatycznych? Ich świadomość konieczności działań i rosnących ryzyk związanych z brakiem działań prośrodowiskowych znacząco wzrosła. Na pewno obserwują jak to wpływa na wzrost ceny energii. Bardziej zaczęli widzieć więc w tym ryzyka dla prowadzenia swojej działalności. Liczę na to, że w efekcie wzrostu świadomości związanej z klimatem do zawodowego życia CEOs – dojdzie wprowadzenie w ich firmach realnych działań ESG, w tym np. polityk neutralności klimatycznej net-zero”  – dodaje Adam Krasoń.PwC CEO Survey 2022

ESG i neutralność klimatyczna

Wraz z pojawieniem się nowego prawodawstwa UE, wysiłki związane z zerową emisją CO2 czy neutralnością klimatyczną staną się obowiązkowe dla przedsiębiorstw, co sprawia, że proces dekarbonizacji staje się coraz pilniejszy – także w Polsce. Średnio na świecie udział dużych korporacji z wdrożoną samodzielnie polityką klimatyczną jest wciąż niski, w granicach 20 proc., podobnie jest wśród polskich menedżerów. 41% badanych prezesów nie wprowadziło w swoich firmach zobowiązań neutralności klimatycznej. Jednakże jednocześnie 68% uważa, że to zobowiązanie przyspiesza proces innowacyjności usług i produktów. 27% wskazało, że ich firma pracuje nad wdrożeniem zobowiązania net-zero, zaś w 24% przypadków takie zobowiązanie zostało podjęte.

“Wyzwania, przed którymi stoją dziś prezesi, są nie mniej trudne i kompleksowe. Coraz częściej liderzy muszą tworzyć trwałą wartość dla wielu interesariuszy, których podejście nie zawsze jest zbieżne. Jednak chęć do podjęcia zdecydowanych działań być może nigdy nie była tak silna jak teraz. Biznes jak zwykle nie łagodzi kryzysu klimatycznego ani nie likwiduje przepaści społeczno-ekonomicznej. Wyniki naszego 25. corocznego badania CEO Survey potwierdzają te tezy, ale podkreślają potrzebę odważnego przywództwa. Motywują również menedżerów by stali się tymi, którzy nie tylko chcą ale i realnie zaczynają rozwiązywać problemy” – dodaje Adam Krasoń.

Wpływ poprzez odpowiedzialne opodatkowanie

Zobowiązania ESG (regulacje związane z ochroną środowiska, sprawami społecznymi i ładem korporacyjnym) to nie jedyny sposób, w jaki społeczność biznesowa może przyczynić się do budowania zaufania i osiągania trwałej wartości dla społeczeństwa. Warto zauważyć, że liderzy biznesu w Europie Środkowo-Wschodniej i w Polsce są znacznie bardziej proaktywni w przypadku innego elementu budowania wpływu biznesu na społeczeństwo – płacenia podatków. Przejrzystość podatkowa to też część działań ESG.

Zarządy spółek w Polsce znacznie częściej koncentrują się na strategii podatkowej niż średnia światowa. Wskazuje na to 57% respondentów z Polski wobec 38 % na świecie. Eksperci PwC interpretują to przede wszystkim znacznie większą liczbą zmian i modyfikacji w polskim systemie podatkowym i jego skomplikowaniem. Dodatkowo 38% prezesów z naszego kraju deklaruje, że ich firma skutecznie komunikuje opinii publicznej wszystkie płacone przez siebie podatki, w porównaniu do 33% na świecie. I na koniec, szefowie firm w Polsce mają znacznie większe obawy niż ich globalni odpowiednicy o związek między kwotą zapłaconych podatków a potencjalnym ryzykiem utraty reputacji. Jej utraty spowodowanej sprawami podatkowymi obawia się 43% polskich prezesów, w porównaniu do zaledwie 20% na całym świecie. Podatki są więc znacznie wyżej na agendzie CEO w naszym kraju w porównaniu do średniej globalnej.

Siła zaufania

Zaufanie nigdy nie było tak ważne dla sukcesu firmy jak dziś. Jednocześnie nigdy nie było tak trudne do zdobycia i utrzymania. Bazując na odpowiedziach prezesów na pytania dotyczące zachowań ich klientów, ankieta CEO Survey pokazuje korelację między zaufaniem klientów a zaufaniem prezesów. Prezesi firm zajmujących najwyższe pozycje pod względem postrzeganego zaufania przez klientów i pracowników są bardziej pewni swoich perspektyw rozwoju w nadchodzącym roku. 71% prezesów firm o najwyższym poziomie zaufania jest pewnych wobec perspektyw wzrostu przychodów ich firm w ciągu najbliższych 12 miesięcy, w porównaniu z zaledwie 47% prezesów o najniższym poziomie zaufania.

Wyraźnie ukazuje się też korelacja między wzrostem zaufaniem a zobowiązaniami neutralności net-zero. CEOs firm dbających o najwyższy poziom zaufania znacznie częściej przewodzą organizacjom, które podjęły zobowiązanie net-zero (29%) niż tym, które uzyskały najniższą pozycję pod względem zaufania klientów (16%). Prezesi firm „wysokiego zaufania” są również bardziej skłonni do kierowania organizacjami, które powiązały wyniki niefinansowe ze wynagrodzeniem zarządu. Około połowa prezesów, którzy przewodzą organizacjom najwyżej ocenianym pod względem zaufania, ma wskaźniki zadowolenia klientów (51%) i zaangażowania pracowników (46%) powiązane z osobistą premią lub planem motywacyjnym.

PwC dokumentuje i bada nastroje wśród prezesów – ich reakcje na trendy i oczekiwania transformacyjne od 25 lat. Podczas bańki internetowej w 1998 roku rozmawialiśmy z menedżerami o technologii, od ich osobistego korzystania z Internetu po przyszłość handlu elektronicznego; w 2003 roku śledziliśmy wzrost znaczenia ładu korporacyjnego i zarządzania ryzykiem korporacyjnym w następstwie skandali finansowych. Przeprowadziliśmy również ankietę wśród szefów firm w chwilach kryzysu — w 2008 r., gdy globalny system finansowy się załamał i w zeszłym roku, gdy pandemia trwała od roku.

Gliwice przyciągają inwestycje

ciągu ostatnich lat obserwujemy dynamiczny rozwój rynku gliwickiego, co powoduje rosnące zainteresowanie miastem, zwłaszcza wśród inwestorów i firm z branży IT oraz nowych technologii. Skutkuje to zwiększonym zapotrzebowaniem na wysokiej klasy biura. Jak wynika z najnowszego raportu Colliers „Rynek biurowy w Gliwicach 2021” zasoby powierzchni biurowej miasta w najbliższych latach zwiększą się blisko dwukrotnie.

Region z potencjałem

Gliwice, zaraz za Katowicami, stanowią drugi najważniejszy ośrodek usług biznesowych Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii – jednego z najszybciej rozwijających się obszarów miejskich w Polsce. Atrakcyjne położenie geograficzne, zapewniające inwestorom bliskość głównych ciągów komunikacyjnych, dobra infrastruktura oraz dostęp do wykwalifikowanych pracowników sprawiają, że region ten charakteryzuje wysoka atrakcyjność zarówno dla deweloperów, jak i najemców.

Miasto wchodzi w skład Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, która znalazła się w ścisłej piątce najlepszych stref ekonomicznych na świecie 2021 r. według rankingu Financial Times. KSSE kolejny już rok zakończyła z rekordową liczbą nowo pozyskanych projektów inwestycyjnych – w ramach 102 projektów powstanie 4,47 tys. nowych miejsc pracy, a nakłady inwestycyjne osiągną wartość 5,35 mld zł.

Rozwój miasta napędza rynek

Gliwice od lat podejmują liczne działania, mające na celu zwiększenie potencjału miasta w oczach inwestorów. Wśród zrealizowanych w ostatnich latach projektów wyróżnić należy powstanie jednej z największych hal widowiskowo-sportowych (Arena Gliwice), wdrożenie inwestycji związanej z inteligentnym systemem zarządzania ruchem, rozbudowę Centrum Edukacji i Biznesu „Nowe Gliwice” czy modernizację Palmiarni Miejskiej. Obecnie trwają prace nad budową nowoczesnego Centrum Przesiadkowego, którego ukończenie planowane jest w 2022 r. W planach jest również rozbudowa Parku Naukowo-Technologicznego Technopark Gliwice o kolejny budynek oraz budowa szpitala miejskiego. Gliwice mogą pochwalić się również spektakularnymi rewitalizacjami jak odrestaurowany przez DL Invest Group budynek Starej Poczty, nominowany do nagród MIPIM Awards czy kompleks budynków dawnej Kopalni Węgla Kamiennego – Nowe Gliwice, inwestycję Górnośląskiej Agencji Przedsiębiorczości i Rozwoju, który zyskał nową formułę Centrum Edukacji i Biznesu.

Miasto dba także o rozwój infrastruktury logistycznej – w trakcie budowy jest południowa oraz zachodnia obwodnica Gliwic, która tym bardziej usprawni komunikację z innymi ośrodkami w Polsce i za granicą.

– Potencjał Gliwic jest coraz bardziej dostrzegany przez deweloperów, co przekłada się na systematyczny wzrost inwestycji biurowych w tym mieście. Obecne zasoby powierzchni biurowej kształtują się na poziomie ok. 90 tys. mkw. W budowie pozostaje jednak obecnie 34,1 tys. mkw., a w planach jest budowa kolejnych 18,5 tys. mkw. biur. W najbliższych latach spodziewamy się więc dalszego dynamicznego rozwoju gliwickiego rynku oraz rosnącego zainteresowania ze strony najemców. Popyt na powierzchnię biurową w Gliwicach generowany jest głównie przez firmy z sektora nowoczesnych usług dla biznesu, IT, jak również branże związane z nowymi technologiami. Odnotowujemy także zainteresowanie powierzchniami biurowymi ze strony licznych startupów zakładanych przez absolwentów Politechniki Śląskiej. Rosnące zapotrzebowanie na biura znajduje odzwierciedlenie w gwałtownie malejącym współczynniku pustostanów, który od początku 2019 r. do III kw. 2021 r. spadł w Gliwicach o blisko 10 p.p. – mówi Barbara Pryszcz, Dyrektor Regionalny Colliers w Katowicach.

Renta dożywotnia. Senior potrzebuje średnio 466 dni, by podjąć decyzję o podpisaniu umowy

Z danych Funduszu Hipotecznego DOM, który przeprowadził analizę zachowań konsumentów decydujących się na rentę dożywotnią wynika, że senior potrzebuje średnio 466 dni, by podpisać umowę renty dożywotniej. Tyle czasu mija od momentu przedstawienia oferty do zawarcia umowy notarialnej.

– Emeryci, którzy decydują się na rentę dożywotnią potrzebują średnio 1,5 roku, by podjąć decyzję czy podpisać umowę renty dożywotniej, czy też nie. Najdłużej zastanawiała się na przykład nasza klientka z Kalisza i zajęło jej to 10 lat – minęło dokładnie 3632 dni od momentu wypełnienia pierwszej ankiety aż do zawarcia umowy notarialnej. Z kolei najkrótszy czas, który był potrzebny innej seniorce do przejścia tego samego procesu wynosił 10 dni. Jeśli przyjrzymy się z kolei medianie to zobaczymy, że połowa seniorów potrzebowała ponad 145 dni na podjęcie takiej decyzji – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. – Trzeba podkreślić, że podpisanie umowy renty dożywotniej jest ważną decyzją i nie należy podejmować jej pochopnie. Lepiej dać sobie czas, by przeanalizować wszystkie za i przeciw, skonsultować się z rodziną lub prawnikiem. Długi czas procesowania powoduje, w mojej opinii, że jest to przemyślana decyzja – dodaje.

Jak wygląda procedura związana z podpisaniem umowy renty dożywotniej w profesjonalnym funduszu hipotecznym? Przede wszystkim jest wieloetapowa. Najpierw fundusz dokonuje wstępnej wyceny nieruchomości i przygotowuje prognozę renty dożywotniej (kwota zależy m.in. od wartości posiadanej nieruchomości, wieku i płci seniora). Następnie instytucja przedstawia propozycję umowy, a jeśli senior chce skorzystać z oferty podpisywana jest umowa przedwstępna. Po jej zawarciu fundusz zbiera wszystkie dokumenty potrzebne do podpisania umowy przyrzeczonej. Zanim jednak zostanie podpisany kontrakt, powoływany jest niezależny rzeczoznawca majątkowy, który przygotowuje operat z wyceną nieruchomości. Warto podkreślić, że sama umowa przyrzeczona jest zawierana w formie aktu notarialnego.

– Nasze cykliczne badania opinii, które od kilku lat przeprowadzamy wśród seniorów, wykazują że ponad 60 proc. emerytów decyduje się na rentę dożywotnią z powodu pogarszającej się sytuacji finansowej oraz rosnącego zadłużenia. Emeryci starają się żyć oszczędnie i przez wiele lat zarządzają niewielkim budżetem, ale polskie emerytury są jednymi z najniższych w Europie, inflacja szaleje, ceny rosną, a osoby starsze popadają w coraz większe długi. Zdarza się, że renta dożywotnia jest dla nich jedynym ratunkiem na normalne, godne życie – mówi Robert Majkowski. – Wzmożone zainteresowanie usługą obserwujemy zresztą nie tylko w Polsce, ale również w Europie, Stanach Zjednoczonych, czy Australii, gdzie usługa istnieje od lat.

Relacja z XXII edycji Ogólnopolskiego Kongresu Energetyczno-Ciepłowniczego POWERPOL

W dniach 24-25 stycznia br. w Warszawie, w Hotelu Sofitel Victoria odbyła się XXII edycja Ogólnopolskiego Kongresu Energetyczno-Ciepłowniczego POWERPOL, poświęcona perspektywom rozwoju polskiej energetyki w odniesieniu do najbliższych lat, którego głównym organizatorem jest Europejskie Centrum Biznesu.

Kongres objęty został Patronatem Honorowym przez Wiceprezesa Rady Ministrów, Ministra Aktywów Państwowych, Jacka Sasina, Minister Klimatu i Środowiska, Annę Moskwę, Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki, Rafała Gawina, Przewodniczącego Komisji Gospodarki i Rozwoju, Krzysztofa Tchórzewskiego, Agencję Rynku Energii, Górniczą Izbę Przemysłowo Handlową, Izbę Gospodarczą Ciepłownictwo Polskie, Krajowy Instytut Energii Rozproszonej, Krajową Izbę Biopaliw, Narodową Agencję Poszanowania Energii, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, Polski Klub Kogeneracji, Polską Izbę Rozwoju Elektromobilności, Polski Komitet Energii Elektrycznej,Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego, Polskie Stowarzyszenie Energii Słonecznej, Polskie Towarzystwo Certyfikacji Energii, Polskie Towarzystwo Morskiej Energetyki Wiatrowej, Polskie Towarzystwo Przemysłu i Rozdziału Energii Elektrycznej, Polskie Towarzystwo Elektrociepłowni Zawodowych, Stowarzyszenie Branży Fotowoltaicznej – Polska PV, Stowarzyszenie Energii Odnawialnej, Towarzystwo Rozwoju Małych Elektrowni Wodnych, Urząd Patentowy Rzeczpospolitej Polskiej.

Podczas Kongresu odbyło się sześć paneli dyskusyjnych podejmujących tematykę transformacji energetycznej, Zielonej energii w strategiach liderów polskiego rynku, polskiego rynku energii gazu i paliw, sytuacji na rynku ciepła i kogeneracji, innowacji rozwoju i inwestycji w horyzoncie do 2050 roku oraz potencjału polskich wytwórców na potrzeby segmentu OZE.

Debata inauguracyjna rozpoczynająca Kongres zatytułowana była “ Trasformacja energetyczna 2022”. Panel poprowadzony został przez Filipa Kowalskiego – General Manager for Energy & Natural Resources, SAP Middle Eastern Europe, SAP, zaś w dyskusji wzięli udział: Małgorzata Jarosińska-Jedynak – Sekretarz Stanu, Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej; Ireneusz Zyska – Sekretarz Stanu, Pełnomocnik Rządu ds. Odnawialnych Źródeł Energii, Ministerstwo Klimatu i Środowiska; Bartłomiej Orzeł – Pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów ds. Czystego Powietrza, KPRM; Rafał Gawin – Prezes Urzędu Regulacji Energetyki; Artur Michalski – Wiceprezes Zarządu, NFOŚiGW; Krzysztof Tchórzewski – Poseł na Sejm RP, Przewodniczący Sejmowej Komisji Gospodarki i Rozwoju, Przewodniczący Rady Doradców Politycznych Prezesa Rady Ministrów; Patryk Demski – Wiceprezes Zarządu ds. Strategii i Rozwoju, TAURON Polska Energia S.A.; Dorota Dębińska-Pokorska – Lider zespołu ds. Energetyki, PwC Polska.

Obrady rozpoczęły się od omówienia przez zaproszonych gości planu odbudowy dla Europy z perspektywy polskiej racji stanu i trendów globalnych w energetyce. Uwzględniono również konieczne koszty transformacji energetycznej. Następnie zastanawiano się nad kwestią odejścia Polski od węgla do 2049 roku, pod kątem planu dla kopalni i elektrowni węglowych. Stanowiło to wstęp do szerszej dyskusji nad kwestią neutralności klimatycznej i priorytetowych kierunków działań Rządu. Uczestnicy dyskutowali także nad zmianami w obszarze rozwoju energetyki prosumenckiej ze szczególnym uwzględnieniem programów NFOŚiGW a także OZE w projektach inwestycyjnych firm energetycznych.

I Panel pt. „Zielona energia w strategiach liderów polskiego rynku” rozpoczął się od moderowany był przez Wojciecha Jakóbika – Redaktora Naczelnego, BiznesAlert.pl, do dyskusji zaś zasiedli: Jarosław Dybowski – Dyrektor Wykonawczy ds. Energetyki, PKN ORLEN S.A.; Piotr Ferszka – Wiceprezes Zarządu, SAP Polska; Rafał Gawin – Prezes Urzędu Regulacji Energetyki; Zbigniew Gryglas – b. Wiceminister Aktywów Państwowych; Wojciech Hann – Prezes Zarządu, Bank Ochrony Środowiska S.A.; Mirosław Kowalik – Prezes Zarządu, Westinghouse Polska; Artur Michałowski – Wiceprezes Zarządu ds. Handlu oraz p.o. Prezesa Zarządu, TAURON Polska Energia S.A.; Janusz Moroz – Wiceprezes Zarządu, E.ON Polska S.A.; Arkadiusz Musielewicz – Partner, Ecological Projects Poland Sp. z o.o./ZPAS S.A.; Krzysztof Zamasz – Dyrektor Handlowy, członek Zarządu Grupy Veolia w Polsce, Prezes Zarządu Veolia Energy Contracting Poland. Debata rozpoczęła się od prezentacji wprowadzającej pt. „Struktura strategii klimatycznej według SAP: 5 filarów działań, którą przedstawił Filip Kowalski – General Manager for Energy & Natural Resources, SAP Middle Eastern Europe, SAP). Następnie uczestnicy dyskusji podjęli temat paliw alternatywnych, w szczególności jeżeli chodzi o wykorzystanie w aktualnym stanie prawnym wodoru i gazu. Zwrócono również uwagę na skalę projektów OZE planowanych w 2022 roku zwłaszcza, jeżeli chodzi o segment off-shore, mogący być przyszłością polskiego rynku OZE. W ramach debaty zastanawiano się także nad nowym rozdaniem w obszarze polskiej energetyki jądrowej.

II panel zatytułowany “Polski rynek energii gazu i paliw” moderowany był przez Marka Kulesę – Dyrektora Biura Towarzystwa Obrotu Energią. W debacie wzięli udział: Jan Frania – Wiceprezes Zarządu ds. Infrastruktury Sieciowej, PGE Dystrybucja S.A.; Maciej Górski – Country Head, Photon Energy; Adam Stępień – Dyrektor Generalny, Krajowa Izba Biopalilw; Maciej Stryjecki – Dyrektor, POLENERGIA S.A.; Grzegorz Strzelczyk – Prezes Zarządu, LOTOS Petrobaltic S.A.; Artur Wasil – Prezes Zarządu, Lubelski Węgiel „BOGDANKA” S.A.; Robert Zasina – Prezes Zarządu, TAURON Dystrybucja S.A.

W pierwszej części dyskusji podjęto temat perspektyw rozwoju, jeżeli chodzi o wydobycie oraz wyzwań dla dystrybucji, ze szczególnym uwzględnieniem propozycji rozwiązań systemowych i legislacyjnych. Następnie odniesiono się do problematyki kierunków importu gazu i paliw do Polski. W dalszej części panelu zastanawiano się, które projekty inwestycyjne w 2022 roku okażą się kluczowe dla polskiego rynku paliw i gazu. W ramach części poświęconej paliwom starano się odpowiedzieć na pytanie, czy warto inwestować w infrastrukturę paliwową w kontekście zakazu rejestracji pojazdów spalinowych w 2035 roku. Równie istotną kwestią, omówioną przez prelegentów była rozbudowa infrastruktury dystrybucyjnej i przesyłowej, a także infrastruktury magazynowej, zwracając szczególną uwagę na jej wpływ na rozwój rynku gazu oraz paliw. Podczas panelu odniesiono się także do perspektyw rozwoju rynku zielonego wodoru w Polsce oraz gazu w portfolio firm energetycznych.

W panelu III pt. “Rynek ciepła i kogeneracji” odpowiedzialnym za moderację był Wojciech Jakóbik – Redaktor Naczelny, BiznesAlert.pl, zaś do debaty zasiedli: Adam Gawęda – Poseł na Sejm RP; Robert Kasprzak – Wiceprezes Zarządu, Bank Ochrony Środowiska S.A.; Monika Gawlik – Dyrektor, Południowo-Zachodni OT we Wrocławiu, Urząd Regulacji Energetyki; Przemysław Kołodziejak – Prezes Zarządu, PGE Energia Ciepła S.A.; Arkadiusz Kosiel – Członek Zarządu, Fortum Power and Heat Polska Sp. z o.o.; Gabriela Lenartowicz – Poseł na Sejm RP, Sejmowa Komisja ds. Energii, Klimatu i Aktywów Państwowych; Marcin Lewandowski – Prezes Zarządu GPEC , Grupa GPEC; Robert Mania – Prezes Zarządu, Miejska Energetyka Cieplna Spółka z o.o. w Koszalinie; Małgorzata Mika-Bryska – Dyrektor ds. Regulacji i Relacji Publicznych, Veolia Energia Polska; Jacek Szymczak – Prezes Zarządu, Izba Gospodarcza Ciepłownictwo Polskie; Grzegorz Walczukiewicz – Dyrektor, Port Czystej Energii Sp. z o.o.; dr inż. Krzysztof Zborowski – Wiceprezes Zarządu, Radomskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej „RADPEC” S.A.

Dyskusja na początku skoncentrowała się na omówieniu kształtu kogeneracji w założeniach  Europejskiego Zielonego Ładu: RED II oraz roli gazu w ciepłownictwie systemowym i indywidualnym. Pozwoliło to na zastanowienie się, jak racjonalnie przemodelować rynek ciepła. Następnie nakreślono skalę rozwoju systemów prosumenckich i jego wpływu na ciepłownictwo, zwrócono także uwagę na strategie walki ze smogiem w polskich miastach i ich wpływ na rynek ciepła systemowego. Na koniec starano się określić, jaki koszty poniosą małe jednostki ciepłownicze zarządzane przez samorządy w związku z koniecznością odejścia od węgla.

Panel IV pt. “Horyzont 2050: Rozwój, inwestycje, innowacje”, moderowała Filip Opoka – Partner, NGL Wiater sp.k. W roli prelegentów wystąpili: Edyta Demby-Siwek – Prezes Urzędu Patentowego RP; Tomasz Jakubowski – Dyrektor ds. Operacyjnych, Centralna Jednostka Inwestycyjna PSE; Antoni Józwowicz – Prezes Zarządu, ENEA Wytwarzanie Sp. z o.o.; Roman Masek – Dyrektor Techniczny, Belse Sp. z o.o.; Jacek Misiejuk – Prezes Zarządu, Enel X Polska Sp. z o.o.; Paweł Pisarczyk – Prezes Zarządu, Atende Software; Arkadiusz Sekściński – Wiceprezes Zarządu ds. Rozwoju, PGNiG S.A.; Konrad Sitnik – Co-founder & Partner at EEC Ventures; Marek Wesoły – Poseł na Sejm RP, Zastępca Przewodniczącego Parlamentarnego Zespołu ds. Energetyki; dr Przemysław Zaleski – Członek Zarządu, Elektrownia Ostrołęka Sp. z o.o.

W debaty zaproszeni prelegenci starali się odpowiedzieć na pytanie, czy wodór będzie paliwem przyszłości a także jak będzie wyglądać energia jądrowa w polityce energetycznej Państwa. Odniesiono się także nad skutkami odejścia od węgla jeżeli chodzi o przemysł. Wnioski pozwoliły odnieść się do postanowień fit for 55 i długofalowych skutków, jakie ono niesie dla przemysłu. Podczas debaty przedyskutowano również podstawowe trendy rozwojowe inwestycji, nowe sposoby finansowania projektów i największe bariery inwestycyjne, z jakimi musza zmierzyć się inwestorzy w 2022 roku. W tym kontekście omówiono program Start-up jako źródło innowacji – w szczególności skoncentrowano się na pytaniu jak polskie przedsiębiorstwa wykorzystały potencjał i know-how rynku. Równie ważnym zagadnieniem, jaki pojawił się podczas dyskusji była dynamika rozwoju rynku elektromobilności. Z jednej strony analizowano zmiany w proporcjach liczb aut elektrycznych w ogólnej liczbie aut w Polsce, z drugiej zastanawiano się nad wpływem aktualnych regulacji na rozwój infrastruktury ładowania.

Piąty panel został zatytułowany “Potencjał polskich wytwórców na potrzeby segmentu OZE” – w roli moderatora wystąpił Mariusz Marszałkowski – Dziennikarz, BiznesAlert.pl. zaś do dyskusji zostali zaproszeni: Artur Ambrożewicz – CEO, Vulcan Training & Consultancy; Łukasz Beresiński – Dyrektor Biura Sektora Paliwowego i Infrastruktury, Bank Gospodarstwa Krajowego; Antoni Bielewicz – Dyrektor, ECF Poland; Jan Biernacki – Dyrektor, PwC Polska; Włodzimierz Ehrenhalt – Wiceprezes Zarządu, Stowarzyszenie Energii Odnawialnej; Marcin Laskowski – Prezes Zarządu, PGB Inwestycje Sp. z o.o.; Arnold Rabiega – Prezes Zarządu, Krajowy Instytut Energetyki Rozproszonej; Bogdan Szymański – Prezes Zarządu, Stowarzyszenie Branży Fotowoltaicznej Polska PV; Piotr Świecki – Dyrektor ds. Energetyki, Budimex S.A.; dr inż. Andrzej Wiszniewski – Prezes Zarządu, Narodowa Agencja Poszanowania Energii S.A. W ramach otwarcia dyskusji zastanawiano się nad wielkością potencjału polskich wytwórcy komponentów instalacji OZE. Następnie zastanawiano się, czy możemy zostać liderem w segmencie energetyki rozproszonej i prosumenckiej. W dalszej części panelu omówiono kierunki rozwoju fotowoltaiki: czy będzie to sieć małych przydomowych instalacji, czy raczej będziemy budować duże farmy fotowoltaiczne. Na koniec podniesiono kwestie rozwoju e-mobility ze szczególnym zaakcentowaniem sytuacji w obszarze technologii magazynowania energii, stacji ładowania i samych konstrukcji pojazdów elektrycznych. Dużo uwagi poświęcono także kwestiom przygotowania i edukacji personelu na poterzeby zarówno off-shore jak i energetyki jądrowej.

XXII edycja Ogólnopolskiego Kongresu POWERPOL była wspierana przez liczne grono firm partnerskich oraz partnerów medialnych, które angażowały się w przygotowania wspomnianego przedsięwzięcia. Europejskie Centrum Biznesu główny organizator Kongresu pragnie szczególnie podziękować Partnerowi Energetycznemu firmie TAURON Polska Energia S.A., Partnerowi Głównemu: ENEA S.A., Partnerom Merytorycznym: PGE Dystrybucja SA,  SAP Polska oraz PwC Polska, Partnerom: Bank Gospodarstwa Krajowego, Bank Ochrony Środowiska S.A., Belse Sp z o.o., ENERGA Grupa ORLEN, E.ON Polska S.A., Ecological Projects Poland Sp. z o.o., Fortum Power &Heat Polska Sp z o.o., Gaz-System S.A., Grupa GPEC, Lubelski Węgiel „Bogdanka” S.A., Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo S.A., Polskie Sieci Elektroenergetyczne S.A., VEOLIA Energia Polska S.A., Zakład Produkcji Automatyki Sieciowej S.A.

Europejskie Centrum Biznesu dziękuje również Patronom Medialnym: Portalowi BiznesAlert.pl; Centrum Informacji o Rynku Energii CIRE.PL; Portalowi CEO.com.pl, Portalowi ECiepło.pl, Portalowi eGospodarka.pl, Magazynowi Energetyka Cieplna i Zawodowa; Portalowi energetykacieplna.pl; Magazynowi Energetyka Wodna; Portalowi Energetykon.pl; Portalowi Euractiv.pl; Portalowi elektroinzynieria.pl; Czasopismu Kapitał Polski, Portalowi Kierunekenergetyka.pl, Magazynowi Law Business Quality; Agencji Informacyjnej ISB News, Magazynowi Nowa Energia; Portalowi Nuclear.pl; Magazynowi OZEON, Portalowi Smart-Grids.pl; Portalowi środowisko.pl; Portalowi Teraz-Srodowisko.pl; Wiadomościom Naftowym i Gazowniczym; Portalowi Wysokienapiecie.pl.

„Jastrzębi” Fed

Szef Rezerwy Federalnej zasygnalizował wczoraj możliwość szybszej podwyżki stóp procentowych. Podczas konferencji prasowej Powell podkreślił, że wysoka inflacja i dobra kondycja rynku pracy to czynniki, które dają „sporą” przestrzeń do wzrostu kosztu pieniądza. Dolar zyskał na wartości. Główna para walutowa spadła z poziomu bliskiego 1,13 do 1,1210. Oznacza to, że kurs EUR/USD nieuchronnie zbliża się do minimów z listopada 2021. „Jastrzębi” Fed wprowadził niepokój na Wall Street. Indeksy zbliżyły się do poniedziałkowych dołków.

Z wczorajszych słów Powella można wywnioskować, że Fed może podnieść stopy procentowe bardziej agresywnie, niż zakłada to rynek. Startu cyklu w marcu jest już niemalże pewny. Rynek co prawda wiedział już o tym przed posiedzeniem FOMC, ale mimo to dolar zdołał zyskał na wartości. Pojawiły się stwierdzenia, że gospodarka nie potrzebuje już wsparcia a zmiana parametrów polityki monetarnej nie wpłynie negatywnie na silny rynek pracy. Powell nie zrażał się zmiennością na rynkach finansowych. Powiedział, że zacieśnianie warunków finansowych jest oczekiwanym rezultatem bardziej restrykcyjnej polityki Fed.

Ciężko się jednak doszukać w wypowiedzi Powella ustosunkowania się do zagadnienia, czy Rezerwa Federalna zamierza podnosić stopy w tempie kwartalnym, czy np. co dwa posiedzenia. Nie mamy też jasności, czy ta możliwa agresywniejsza podwyżka to ruch nie o 25 bps a o 50 bps. Tutaj padło stwierdzanie, że decydencie będą reagować na bieżąco w oparciu o aktualne dane makro. Powell przyznał, że gospodarka USA jest w tym momencie silniejsza niż w 2015 roku, kiedy amerykańska instytucja zaczęła poprzedni cykl. Można zatem sądzić, że najbliższe zmiany parametrów polityki monetarnej mogą być silniejsze od tych sprzed kilku lat (wyższe jednorazowe zmiany lub większa częstotliwość).

Powell odniósł się do danych i wskazał, że aktualne prognozy FOMC dotyczące bazowego wskaźnika PCE na koniec roku 2022 wynoszą 3 proc. ale istnieje ryzyko jego wzrostu. Przewodniczący zauważył również najwyższy od lat wzrost wynagrodzeń. Dopuszcza on również możliwość, że problemy w globalnym łańcuchu dostaw potrwają dłużej niż się tego oczekuje.

Pojawił się również temat redukcji bilansu. FOMC opublikował zestaw „zasad normalizacji” ale są one bardzo ogólne i zawierały niewiele nowych szczegółów. Potwierdzają one, że proces ten rozpocznie się po pierwszej podwyżce stóp. Zakładam, że redukcja zostanie ogłoszona w czerwcu i rozpocznie się w lipcu, ale temat ten będzie dyskutowany przez decydentów na kolejnych posiedzeniach.

Powell nie powiedział nic odkrywczego a mimo to zdołał jastrzębio zaskoczyć rynki finansowe. Być może jego zdecydowane stanowisko i widoczna determinacja do rozpoczęcia procesu normalizacyjnego wpłynęły na rynkową reakcję. Teraz pytanie czy będziemy świadkami sprzedaży faktów i odreagowania na rynkach (osłabienie dolara i wzrostu na rynku akcyjnym) czy może inwestorzy wezmą sobie mocno do serca słowa szef Fed, co spowoduje, że wczorajszy kierunek zmian notowań na rynkach finansowych nie będzie jednorazowym incydentem.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Ostre hamowanie czy ciąg dalszy hossy – w jakim kierunku pójdzie rynek nieruchomości w 2022 r?

Odpowiedź na powyższe pytanie stanowi kluczową do wyjaśnienia kwestię w ciągu najbliższych 12 miesięcy dla ekspertów, sprzedawców, kupujących i tych, którzy już posiadają mieszkanie – zwłaszcza spłacane na kredyt. Niewątpliwie żyjemy w “ciekawych czasach” nawiązując do chińskiego powiedzenia. Na dziś wszelkie pewne scenariusze co do rozwoju sytuacji rynkowej są tylko gdybaniem, warto jednak zarysować możliwe alternatywy.

Dlaczego wspominamy jedynie o hipotezach, czy nawet “gdybaniu”? Bowiem bardzo wielki wpływ na sytuację mogą mieć czynniki pozarynkowe. Żyjemy w niepewnej sytuacji na wielu płaszczyznach: geopolitycznej, zdrowotnej, ekonomicznej. Oczywiście zawsze czynniki zewnętrzne mogą wpływać na rynek, ale jeśli otoczenie pozostaje stabilne, to i wpływ jest niewielki i przewidywalny. Tu sytuacja przedstawia się zgoła inaczej. Mamy ciągle szalejącą tzw. pandemię, właśnie mówi się o początku tzw. piątej fali (sytuacja na drugą połowę stycznia 2022), waży się kwestia kolejnych restrykcji, które znów mogą zastopować gospodarkę. Do tego dochodzi niepewność geopolityczna, związana choćby z możliwym konfliktem na wschodzie. Ewentualny jego wybuch może przełożyć się np. na kolejne setki tysięcy imigrantów z Ukrainy, przyjeżdżających do Polski.

Wymiernym czynnikiem makroekonomicznym pozostaje wysoka inflacja, a co za tym idzie, środki zaradcze podejmowane przez RPP, które bezpośrednio uderzają w kieszenie kredytobiorców. Eksperci jak i sami przedstawiciele rady spodziewają się kolejnych podwyżek stóp w ciągu roku. Mówi się o przekroczeniu 3 proc. stopy referencyjnej. Takie sygnały, wysyłane w kierunku potencjalnych kupujących mieszkania na kredyt, muszą pozostawiać swój ślad na popycie i z dotychczasowych informacji wynika, że zostawiają.

Generalnie wśród tzw. ekspertów i uczestników rynku wydaje się dominować przekonanie, że dotychczasowej hossy, a przede wszystkim dynamicznych wzrostów cen nie da się już utrzymać. Przez kilka lat rynek rósł jak na drożdżach i tak było jeszcze w minionym roku, aż do jesieni, kiedy RPP zaczęła mocno podwyższać stopy, a inflacja bić kolejne rekordy.

Na stole jest więc albo hamowanie popytu i cen, jednak bez głębszej korekty, albo korekta właśnie, w skrajnym scenariuszu, po pęknięciu “bańki cenowej” skutkująca głębokim spadkiem popytu, nadpodaży na rynku i głęboką korektą cen.

Lepiej już było

Skąd przekonanie, że rynek co najmniej zaczął hamować? Takie wnioski płyną z ostatnich danych. Wg ekspertów z Domu Maklerskiego Pekao S.A. w ostatnim kwartale minionego roku sprzedaż nowych mieszkań u deweloperów notowanych na giełdzie spadła wobec wcześniejszego kwartału i to o 14 proc.

To scenariusz nietypowy, bowiem zazwyczaj w ostatnim kwartale sprzedaż była wyższa niż w ciągu roku. Eksperci wskazali, że to pierwsza taka sytuacja w ciągu 10 lat.

Jako efekt wskazują oczywiście mocny wzrost stóp procentowych, schładzających rynek. Co więc będzie dalej, skoro w perspektywie są kolejne podwyżki stóp? Wg ekspertów PKO BP podstawowa stopa procentowa urośnie w tym roku do 3,5 proc.

RPP będzie kontynuować podwyżki stóp procentowych, a stopa referencyjna NBP dotrze wg nas do poziomu 3,5%. Celem będzie uniknięcie wtórnych efektów widocznych obecnie egzogenicznych szoków oraz ograniczenie narastania fundamentalnej presji inflacyjnej. Podwyżki stóp będą następować w trakcie płynnej zmiany składu Rady, co generuje dodatkową niepewność, co do funkcji reakcji władz monetarnych w przyszłości” – napisano w analizie banku na 2022 r.

Znacznie dalej w prognozach idą eksperci City Banku Handlowego. Ich zdaniem w związku z galopującą inflacją podstawowa stopa procentowa NBP wyniesie w tym roku 4,25 proc. Przy obecnym średnim poziomie marż kredytowych w wysokości 2,2 – 2,5 proc. dałoby to oprocentowanie kredytu na poziomie 7 proc.  Do jesieni 2021 klienci płacili nieomal wyłącznie marże, a przeciętne oprocentowanie wynosiło około 2,5 proc. Rata kredytu na 300 tys. , na 30 lat kształtowała się na poziomie 1200 zł. Gdyby oprocentowanie wynosiło 7 proc., miesięczna wysokość takiego zobowiązania sięgnęłaby już ponad 2000 zł.  Nic dziwnego, że taki potencjalny scenariusz musi działać stopująco na wielu potencjalnie zainteresowanych mieszkaniami. Ci mogą odwlekać decyzję zakupową na późniejszy czas w roku 2022, czekając na wyklarowanie sytuacji.

Ceny w dół? Niekoniecznie

Czy więc – w związku z ewentualnym spadkiem sprzedaży – spadną też ceny mieszkań? Eksperci są tu dość ostrożni w deklaracjach. Nie spodziewają się głębszej przeceny, przede wszystkim ze względu na obiektywne wskaźniki, niezależne od marż deweloperskich i polityki cenowej. W takim ujęciu ostatnie lata nie były wcale “pompowaniem” bańki cenowej, a wzrostem cen uzasadnionym rosnącymi kosztami: gruntów, robocizny, materiałów itp.

Wg ekspertów PKO BP nie należy się spodziewać spadku cen mieszkań, choć duże wzrosty, z którymi mieliśmy do czynienia ostatnio,  z pewnością wyhamują. Sytuacja będzie też mocno zróżnicowana regionalnie. Na poziom cen wpłynie rentowność najmu (wg analityków PKO BP ta mocno spadnie w przeinwestowanym już Krakowie), a także podaż mieszkań. Tam gdzie podaż jest wysoka, a popyt umiarkowany, ceny mogą spadać. Eksperci wskazali tu na Poznań i Gdańsk.

Generalnie jednak wg analityków PKO BP rok 2022 poskutkuje lekkimi, ale jednak wzrostami średnich poziomów cen mieszkań. Sugerują, że na spadki cen trzeba będzie poczekać na rok przyszły. Jako główne powody przejścia w fazę spowolnienia wskazują oprócz stóp procentowych, zaostrzenia polityki kredytowej banków i pogorszenia dostępności mieszkań, także duży portfel mieszkań, które firmy chcą oddać do użytku w 2022 roku i później.

W scenariuszu bazowym oceniamy, że w 2022 ceny mieszkań wzrosną o ok. 4%. Wzrost cen będzie skoncentrowany przede wszystkim na początku roku, gdy deweloperzy będą próbowali przenieść wysokie koszty projektów inwestycyjnych na odbiorców. Z kwartału na kwartał popyt prawdopodobnie będzie spowalniał, a rosnąć będzie odsetek niesprzedanych gotowych mieszkań. Niższy popyt przy stopniowo rosnącej ofercie wygeneruje negatywną presję na ceny.– napisano w podsumowaniu analizy.

Z pewnością na sytuację rynkową wpływ będą miały także zmiany legislacyjne – m.in. wejście w życie ustawy o gwarantowanym wkładzie własnym kredytów, która przywraca (znany z programu Mieszkanie dla Młodych) system limitów cen mieszkań kwalifikujących się do dopłat. Takie rozwiązanie może mieć wpływ na rynek i ceny. Rząd zapowiada też walkę z pustostanami, co może skłaniać posiadaczy nieruchomości do szybszej sprzedaży.

Jedno jest pewne – wchodzimy w okres kluczowy dla rynku nieruchomości, który wytyczy dalszy kierunek jego rozwoju na następne lata.

Autor: Marcin Moneta, ekspert portalu GetHome.pl

Polski Ład „czeskim filmem” dla Ukraińców

7 na 10 Ukraińców pracujących w naszym kraju słyszało o Polskim Ładzie, wynika z ankiety przeprowadzonej przez Grupę Progres. Nasi wschodni sąsiedzi, podobnie jak Polacy, mają duży problem ze zrozumieniem zmian, które weszły w życie 1 stycznia br. Wśród obcokrajowców, rodzi to wiele obaw, bo interesuje ich, ile faktycznie zarobią będąc w Polsce. Co więcej, nie chcą narazić się na sankcje podatkowe wynikające z nowych przepisów.

Rosnąca skala imigracji zarobkowej z Ukrainy do Polski – mimo pandemii – nadal się utrzymuje. Według danych ZUS z października 2021 r. liczba ubezpieczonych pracowników zza granicy wynosiła 872 tys. osób, większość tej grupy stanowili właśnie nasi wschodni sąsiedzi. Pod koniec roku ponad 300 tys. obywateli Ukrainy posiadało ważne zezwolenia na pobyt w naszym kraju. Jak podaje Urząd ds. Cudzoziemców, obywatele Ukrainy coraz częściej wybierają długoterminowy pobyt w kraju zamiast migracji tymczasowych. Prawie 84 proc. z nich posiada zezwolenia na pobyt czasowy, które mogą obowiązywać przez maksymalnie 3 lata. W zdecydowanej większości są one wydawane w związku z podejmowaniem pracy – 77 proc. spraw. Celem pobytu są też kwestie rodzinne – 12 proc. oraz edukacja – 2 proc.

To spora grupa, której nie ominą nowe przepisy, jednak niemal miesiąc po wprowadzeniu w życie Polskiego Ładu, nadal jest wiele niewiadomych. Co budzi niepokój wśród Ukraińców, którzy w 2022 r. chcą pracować w Polsce.

Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze

Początek 2022 r. dla pracowników z Ukrainy oznacza wiele niewiadomych i zmian prawnych. 29 stycznia wychodzi w życie znowelizowana ustawa o zatrudnianiu cudzoziemców w Polsce, która m.in. ma ułatwić udzielanie obcokrajowcom zezwoleń na pobyt czasowy oraz pracę. Poprzedza ją Polski Ład i tu robi się trudniej, bo wielu Ukraińców zastanawia się, co ten ład dla nich oznacza. Obawy obcokrajowców potwierdzają badania i analizy Grupy Progres, aż 70 proc. pracowników ze wschodu wie o Polskim Ładzie, ale go nie rozumie.

Wśród najczęściej wskazywanych przez Ukraińców obaw znajdują się kwestie zarobków. Cudzoziemców interesuje jaką stawkę netto oni otrzymają za swoją pracę i czy zarabianie w Polsce nadal będzie dla nich opłacalne.

W ramach Polskiego Ładu nie ma specjalnych rozwiązań dla cudzoziemców, są jedynie ogólne regulacje, od których zależy wysokość zarobków pracowników z Ukrainy. Co więcej, jeśli chodzi o kwestię deklaracji wynagrodzeń, a emigrację zarobkową, to nie został uwzględniony jeden bardzo ważny czynnik, a mianowicie to, że emigracja zarobkowa charakteryzuje się tymczasowością, nieprzewidywalnością oraz spontanicznością – mówi Natalia Myskova, Dyrektor ds. rekrutacji międzynarodowych w Grupie Progres.Cudzoziemiec może przyjechać do Polski i zadeklarować, że w ciągu roku nie zarobi więcej niż 30 000 zł. Zmiana pracy, na którą często decydują się Ukraińcy, wynikające z niej wyższe zarobki czy zostanie w Polsce na dłużej również spowoduje inny model rozliczania. To wiele niewiadomych, które budzą zrozumiały niepokój wśród Ukraińców zaznacza ekspertka.

Skąd mogą to wiedzieć?

Ankietowani przez Grupę Progres Ukraińcy, pytani o to, czy wiedzą, co dokładnie zmieniło się dla nich, jeśli chodzi o ich pracę w Polsce, odpowiadają, że śledzą zmiany, jednak wciąż ich nie rozumieją i nie wiedzą, co spotka ich ze strony fiskusa pod koniec roku. Zaznaczają też, że bardzo obawiają się konsekwencji, gdy popełnią błąd przy wypełnianiu deklaracji podatkowej oraz nieprzewidzianych dopłat do podatku po rozliczeniu PIT. Sytuacji nie zmienia fakt, że większość pracodawców informuje pracowników o zmianach w prawie. Sami zainteresowani najczęściej czerpią tę wiedzę z sieci, oglądają vlogi, śledzą profile w social mediach, które interpretują nowe przepisy w prosty i zrozumiały sposób. Niestety nadal trudno znaleźć instrukcje rządowe opisujące – po ukraińsku – szczegóły dot. Polskiego Ładu, powszechnie dostępne są one jedynie w języku polskim.

Od początku masowej migracji zarobkowej z Ukrainy świadomość obywateli tego kraju kardynalnie się zmieniła. Pracownicy interesują się nowymi przepisami, śledzą wiadomości dot. Polski oraz dopytują nawet o najmniejsze szczegóły zawarte w ofercie pracy np. cen posiłków czy tego, jak wygląda miejsce, w którym zostaną zakwaterowani. Oczekują przy tym dokładnych informacji, przede wszystkim tych dotyczących gwarantowanych zarobków – podkreśla Natalia Myskova. Największą stratą jaką możemy ponieść z powodu zbyt wielu znaków zapytania pojawiających się w związku z Polskim Ładem jest strata zaufania Ukraińców do polskich pracodawców. Ponieważ nie możemy teraz ze 100 proc. gwarancją zadeklarować jaką stawkę netto dostanie zleceniobiorca na koniec miesiąca, a to bardzo ważny czynnik, który decyduje o wyborze miejsca zatrudnienia. W świadomości pracowników z Ukrainy każdy błąd popełniony przez brak spójnych procedur związanych z wprowadzeniem Polskiego Ładu, będzie budził negatywne skojarzenia z Polską. To spore wyzwanie dla krajowych firm, które – jak wynika z naszych obserwacji – same zaczynają informować obcokrajowców z jakimi zmianami muszą liczyć się jako pracownicy i precyzyjnie je tłumaczą – podsumowuje ekspertka.

Nie na każdą kieszeń

W ciągu trzech kwartałów 2021 r. łączna wartość wypłat dla pracowników zza granicy – w tym Ukraińców – wynosiła ponad 24 mld zł (dane bilansu płatniczego NBP), w całym 2020 r. było to blisko 28 mld zł.  Jak wynika z danych Grupy Progres, w minionym roku liczba godzin przepracowanych przez Ukraińców rosła z miesiąca na miesiąc. Pod koniec 2021 r. na wykonywanie obowiązków zawodowych poświęcali statystycznie ponad 170 RBH miesięcznie. Zarobione przez Ukraińców pieniądze częściowo zostają w portfelach polskich przedsiębiorców – w III kw. 2021 r. nasi wschodni sąsiedzi kupili w Polsce towary i usługi za kwotę 840 mln zł (GUS). Być może w tym roku, w obawie przed skutkami Polskiego Ładu, dwa razy zastanowią się nie tylko w czasie robienia zakupów, ale też, gdy będą podejmowali decyzję o przyjeździe do Polski w celach zarobkowych.

Wchodzi w życie nowelizacja ustawa o cudzoziemcach

Długo oczekiwana nowelizacja ustawy o cudzoziemcach stała się faktem. Nowe przepisy wchodzą w życie już 29 stycznia 2022 r. Jakie konkretne korzyści przyniosą polskim pracodawcom?

Na nowelizację ustawy o cudzoziemcach czekali zarówno pracodawcy, jak i agencje zatrudnienia z nadzieją, że ułatwi ona procedury legalizacyjne, a dzięki temu zmniejszy deficyt siły roboczej na polskim rynku pracy. Dotyczy to zarówno branż wysokospecjalistycznych, jak i zakładów produkcyjnych, branży budowlanej czy gastronomii. Potwierdzają to dane GUS. Na koniec 3. kwartału 2021 liczba nieobsadzonych miejsc pracy w Polsce wyniosła już ok. 150 000, czyli powróciła do poziomu z 2019 roku. Również stopa bezrobocia rejestrowanego systematycznie spadała w ciągu całego roku 2021, osiągając w grudniu 2021 poziom 5,4%, czyli o 1,1% więcej niż w styczniu 2021. W wielu branżach wolne wakaty zapełniać mogą pracownicy z zagranicy.

Nowelizacja ustawy o cudzoziemcach głównie ułatwia i przyspiesza proces legalizacji na terenie Polski pobytu i pracy cudzoziemców pochodzących z tzw. uprzywilejowanych 6 państw byłego ZSRR, w tym Ukrainy. Jest to duże ułatwienie dla pracodawców oraz cudzoziemców pracujących już w Polsce. Niestety, w związku z nowelizacją nie przewidujemy lawinowego napływu nowych pracowników, bo podaż kandydatów z tych państw nie jest nieograniczona. – mówi Daniel Sola, Dyrektor Projektów Międzynarodowych w agencji zatrudnienia Trenkwalder.

5. najważniejszych ułatwień dla pracodawców zatrudniających cudzoziemców:

  1. Mniej procedur legalizacyjnych i większa dostępność pracowników z 6 państw (Ukraina, Białoruś, Rosja, Armenia, Gruzja, Mołdawia).

Jedną z najważniejszych zmian w ustawie jest wydłużenie okresu powierzenia pracy na podstawie oświadczenia aż do 24 miesięcy. Do tej pory na oświadczeniu można było zatrudnić cudzoziemca maksymalnie przez 6 miesięcy w ciągu kolejnych 12 miesięcy. W praktyce oznaczało to, że pracownik zagraniczny objęty procedurą oświadczenia mógł pracować w Polsce jedynie 6 miesięcy w roku.

Po tym czasie, jeśli pracodawca nie zadbał o legalizację jego pracy na podstawie zezwolenia, pracownik taki musiał powrócić do swojego kraju na okres 6 miesięcy. Pamiętajmy, że oświadczenie (dedykowane dla 6 państw wschodnich) jest najprostszą formą legalizacji pracy, którą można uzyskać w kilka dni drogą elektroniczną w Powiatowym Urzędzie Pracy. Dzięki nowelizacji ustawy pracodawca będzie mógł zatrudniać legalnie pracownika z zagranicy przez 24 miesiące bez konieczności uzyskiwania zezwoleń typu A czy też zezwoleń na pobyt i pracę. Jest to bardzo duże ułatwienie dla firm, biorąc pod uwagę, że większość zatrudnianych cudzoziemców w Polsce to mieszkańcy Ukrainy, dla których możemy wyrabiać właśnie takie oświadczenia.

  1. Pracodawcy będą mieli więcej czasu na zgłoszenie w Urzędzie Pracy zatrudnienia cudzoziemca.

Dotychczas należało zgłosić podjęcie przez cudzoziemca pracy na podstawie oświadczenia w tym samym dniu, w którym rozpoczął prace. Przegapienie tego terminu groziło mandatem. Nowelizacja wydłuża ten termin do 7 dni. To niewątpliwie ukłon w stronę pracodawców.

  1. Mniej formalności w przypadku zezwoleń na pobyt i pracę

Przy tej formie legalizacji zrezygnowano z konieczności posiadania dokumentów, które potwierdzały miejsce zamieszkania cudzoziemca, a także dokumentów potwierdzających źródła regularnego dochodu. Od teraz będzie wymagane potwierdzenie zatrudnienia (np. umowa o pracę) oraz wykazanie zarobków, które mogą być na poziomie minimalnego wynagrodzenia. Takie zmiany na pewno przyspieszą proces wydawania decyzji. Zarówno cudzoziemiec, jak i pracodawca nie będą musieli tracić czasu na zbędne formalności.

  1. Krótsze terminy wydawania dokumentów pobytowych

Kolejna zmiana, która przyspieszy wydawanie decyzji w sprawach kart pobytu, to skrócenie terminu jej wydania do 60 dni. Zaś postępowanie odwoławcze w sprawie udzielenia zezwolenia na pobyt czasowy ma być skrócone do 90 dni. Wcześniej wydawanie decyzji mogło trwać w „nieskończoność”, co zniechęcało zarówno pracodawcę, jak i cudzoziemca do podjęcia kroków w tym temacie. Od teraz, długofalowe zatrudnienie cudzoziemca będzie o wiele łatwiejsze poprzez konkretne (krótsze) terminy wydawania decyzji.

  1. Mniej formalności w przypadku zmiany pracodawcy lub zmiany stanowiska pracy

Warto też wspomnieć, że zmiana nazwy stanowiska, czy też zwiększenie wymiaru czasu pracy nie wymagają zmiany lub wydania nowego zezwolenia na pobyt czasowy i pracę. Dotyczy to także zwykłych zezwoleń na pracę typu A.

Potrzebne szersze otwarcie rynku pracy dla cudzoziemców

Rozwiązaniem deficytu kadr może być też rozszerzenie liczby krajów, które byłyby objęte ułatwioną procedurą lub silne wsparcie naszych konsulatów, które pozwoliłoby szybciej uzyskać wizy cudzoziemcom. Pracownicy z Filipin, Indii, Bangladeszu czy Wietnamu mogliby wykonywać proste, nie wymagające kwalifikacji prace, których Polacy coraz mniej chętnie chcą się podejmować. Dzięki temu firmy miałyby zapewnioną elastyczność zespołów produkcyjnych. Zwłaszcza, że trudno przewidzieć, w jaki sposób narastający konflikt pomiędzy Ukrainą a Rosją wpłynie na poziom rekrutacji. Jak na razie eksperci rynku pracy nie przewidują zwiększonego napływu pracowników z Ukrainy.

Nasza agencja rekrutuje pracowników z Ukrainy od 2014 roku. Na bieżąco badamy nastroje wśród osób przyjeżdżających do pracy w Polsce i rozmawiamy z naszymi przedstawicielami rekrutacyjnymi na Ukrainie. W związku z narastającym zaostrzeniem konfliktu pomiędzy Ukrainą a Rosją nie obserwujemy na razie nagłego wzrostu zainteresowania Ukraińców wyjazdem z kraju. Z rozmów z nimi wynika, że od czasu wybuchu konfliktu w marcu 2014 roku zdążyli przyzwyczaić się do życia w poczuciu stałego zagrożenia i nie są skłonni do podejmowania nagłych decyzji. podkreśla Daniel Sola, Dyrektor Projektów Międzynarodowych w agencji zatrudnienia Trenkwalder.

PKN ORLEN poblikuje wyniki za 2021 rok

PKN ORLEN w 2021 roku osiągnął zysk netto w wysokości 10,2 mld zł oraz zysk operacyjny EBITDA LIFO na poziomie 14,2 mld zł. W wypracowaniu rekordowych wyników największy wkład miały obszar petrochemii, energetyki i rafinerii. Zaledwie 13% zysku całego Koncernu było udziałem segmentu detalicznego w Polsce. Pomimo wyraźnego spadku marż paliwowych na polskim rynku, przychody ze sprzedaży wyniosły 131,6 mld zł. PKN ORLEN w 2021 roku umocnił swoją pozycję i utrzymał wskaźniki finansowe na bezpiecznym poziomie. Stabilne fundamenty finansowe od 2021 roku opierają się również na emisjach zielonych obligacji. Zgodnie ze strategią ORLEN2030, kontynuowano procesy akwizycyjne i projekty rozwojowe. Uruchomiono również kluczowe inwestycje, m.in. Centrum Badawczo-Rozwojowe w Płocku oraz instalację do produkcji zielonego glikolu w Trzebini. 

Skutecznie realizujemy założenia strategii, rozwijając i jednocześnie wykorzystując potencjał całej Grupy ORLEN. W połączeniu z efektywnym zarządzaniem przynosi to oczekiwane rezultaty. Rekordowe wyniki, które osiągnęliśmy w 2021 roku, to efekt naszej właściwej decyzji o dywersyfikacji działalności. Konsekwentnie inwestujemy w nasz podstawowy biznes, jednocześnie mocno angażując się w rozwój nowych obszarów, a to przekłada się na konkretne korzyści. Mamy silne fundamenty finansowe i jesteśmy dobrze przygotowani na strategiczne wyzwania. To przede wszystkim budowa zintegrowanego koncernu multienergetycznego, który będzie liderem transformacji energetycznej w Europie Środkowej. Wypracowany w minionym roku zysk przyczyni się do realizacji naszych kolejnych inwestycji, w tym w nisko- i zeroemisyjną energetykę. Będą one wzmacniać pozycję koncernu na międzynarodowym rynku, budując jego trwałą wartość dla akcjonariuszy i siłę polskiej gospodarki – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

W 2021 roku Grupa ORLEN osiągnęła:

– EBITDA LIFO na poziomie 14,2 mld zł, wyższą o 5,8 mld zł (r/r)
– Zysk netto w wysokości 10,2 mld zł, wyższy o 11,5 mld zł (r/r)
– Przychody na poziomie 131,6 mld zł, wyższe o 53% (r/r)
– Sprzedaż w wysokości 38,9 mt, wyższą o 2% (r/r)

W IV kwartale 2021 roku Grupa ORLEN wypracowała:

– EBITDA LIFO na poziomie 4,3 mld zł, wyższą o 1,5 mld zł (r/r)
– Zysk netto w wysokości 3,2 mld zł, wyższy o 3,2 mld zł (r/r)
– Przychody na poziomie 41,2 mld zł, wyższe o 78% (r/r)
– Sprzedaż w wysokości 10,6 mt, wyższa o 7% (r/r)

Rekordowy wynik w czwartym kwartale 2021 roku odnotował segment rafineryjny, którego EBITDA LIFO wzrosła do 2,1 mld zł. Tak wysoki wynik jest efektem: dodatniego wpływu makro (r/r) spowodowanego wyższym dyferencjałem Brent/Ural, wzrostu marż na lekkich i średnich destylatach, osłabienia złotówki względem dolara oraz wyceny i rozliczenia kontraktów terminowych CO2. W tym czasie Koncern odnotował także wzrost wolumenów sprzedaży o 10% (r/r), w tym: wyższą sprzedaż benzyny o 21%, oleju napędowego o 8%, JET o 110% i ciężkiego oleju opałowego o 26%, przy niższej sprzedaży LPG o (-) 8%. Przerób ropy w Grupie ORLEN wyniósł 8,6 mt, co oznacza wzrost o 1,2 mt (r/r). PKN ORLEN osiągnął wyższy przerób ropy o 0,4 mt (r/r) i uzysk paliw o 5 pp (r/r). Z kolei ORLEN Unipetrol zanotował wzrost przerobu ropy o 0,2 mt (r/r) i uzysku paliw o 3 pp (r/r). Natomiast w ORLEN Lietuva przerób ropy wzrósł o 0,6 mt (r/r), a uzysk paliw poprawił się o 2 pp (r/r). Sprzedaż wyniosła 6,8 mt, czyli o 10% (r/r) więcej, w tym: w Polsce o 6%, na Litwie o 16%, a w Czechach o 12%, m.in. dzięki poprawie sytuacji rynkowej i makroekonomicznej.

Mocną pozycję ponownie potwierdził segment petrochemiczny. W ostatnim kwartale 2021 roku  osiągnął 1,4 mld zł EBITDA LIFO, co oznacza wzrost o 76% (r/r). Wynik ten to rezultat wyższych (r/r) marż petrochemicznych na olefinach, poliolefinach, PTA, PCW i nawozach oraz wyceny i rozliczenia kontraktów terminowych CO2. Sprzedaż wyniosła 1,3 mt i była niższa o (-) 7% (r/r), w tym w Polsce o (-) 13%, głównie nawozów i PTA, co było spowodowane postojami remontowymi instalacji PTA i Reformingu V. Natomiast na Litwie sprzedaż wzrosła o 47% (r/r), a w Czechach o 3% (r/r), w wyniku poprawy paramentów operacyjnych instalacji PE3.

Segment energetyki osiągnął EBITDA na poziomie 248 mln zł, w którym 554 mln zł to wynik Grupy Energa (wzrost o 40 mln zł (r/r). Na ten rezultat wpływ miał przede wszystkim wzrost cen gazu, a także węgla brunatnego w czeskim Unipetrolu oraz relacje cenowe pomiędzy zakupem a odsprzedażą energii w Grupie Energa, które częściowo skompensowały rozliczenia i wyceny kontraktów terminowych CO2. W tym czasie Koncern dysponował 3,3 GWe zainstalowanej mocy elektrycznej i 6,1 GWt mocy cieplnej. Produkcja energii elektrycznej, która w ok. 60% pochodziła ze źródeł zero- i niskoemisyjnych, wyniosła 3,2 TWh. Sprzedaż energii elektrycznej była na niewiele niższym poziomie w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. Wzrosła natomiast, w wyniku zwiększenia pracy zdalnej w Polsce, jej dystrybucja. W ramach budowy nowych obszarów biznesowych w segmencie energetyki, PKN ORLEN w dalszym ciągu koncentrował się na rozwoju morskiej energetyki wiatrowej.

W czwartym kwartale segment detaliczny wypracował 572 mln zł EBITDA, niższy o 25% (r/r). Na ten wynik wpływ miał spadek marż paliwowych na polskim rynku, przy wzroście na rynku czeskim i niemieckim oraz porównywalnym poziomie na rynku litewskim (r/r). Koncern w Polsce i na Litwie odnotował natomiast wzrost marż pozapaliwowych, przy spadku w Niemczech i Czechach. O 9% (r/r) wyższa była sprzedaż, w tym: o 14% benzyny, o 7% oleju napędowego i o 2% LPG. W Polsce wzrosła ona o 12%, w Czechach o 6%, a w Niemczech o 2%, przy niższej sprzedaży na Litwie o (-) 3%. Na koniec 2021 roku w sieci detalicznej Grupy ORLEN funkcjonowało 2881 stacji paliw, co oznacza wzrost o 26 (r/r), w tym: w Polsce o 8, w Niemczech o 4, w Czechach o 5 i na Słowacji o 9, przy porównywalnej liczbie stacji na Litwie. Tym samym Koncern zwiększył swój udział w rynku czeskim i słowackim. Kontynuowano rozwój oferty pozapaliwowej. O 72 wzrosła liczba punktów sprzedaży pozapaliwowej Stop Cafe/star Connect/ORLEN w ruchu w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku, w tym: w Polsce o 25, w Niemczech o 29, w Czechach o 14, na Słowacji o 3 i na Litwie o 1. Na koniec grudnia 2021 roku było ich łącznie 2290, w tym: 1750 w Polsce, 327 w Czechach, 168 w Niemczech, 29 na Litwie i 16 na Słowacji. Koncern konsekwentnie przystosowywał także sieć stacji do sprzedaży paliw alternatywnych. W rezultacie liczba punktów alternatywnego tankowania wzrosła o 296 (r/r), do ponad 500. Do dyspozycji klientów są 462 punkty ładowania samochodów elektrycznych, zlokalizowane głównie w Polsce, 2 stacje wodorowe oraz 44 stacje CNG.

Ponownie solidny wynik osiągnął segment wydobycia, który wypracował EBITDA na poziomie 185 mln zł, prawie 4-krotnie wyższy (r/r). Jest on odzwierciedleniem dodatniego wpływ makro (r/r) w efekcie wzrostu notowań ropy, gazu i kondensatu gazowego oraz dodatniego wpływu transakcji zabezpieczających przepływy pieniężne. W tym czasie średnie wydobycie wyniosło w Polsce 1 tys. boe/d i było na porównywalnym poziomie (r/r), natomiast w Kanadzie, przy nieznacznym spadku, wynoszącym 0,3 tys. boe/d, osiągnęło 14,9 tys. boe/d. W 4 kwartale w Polsce w ramach zagospodarowania aktywów prowadzono prace w projekcie Edge oraz Płotki i Sieraków, realizowanych z PGNiG. Ponadto zakończono prace wiertnicze w projekcie Miocen i rozpoczęto wspólnie z PGNiG w projekcie Płotki. W ramach prac sejsmicznych zrealizowano prace interpretacyjne zdjęcia sejsmicznego Koczała-Miastko 3D (projekt Edge). W Kanadzie, w projekcie Kakwa, zrealizowano wiercenie pierwszego otworu oraz rozpoczęto wiercenie następnego. Z kolei w projekcie Ferrier Koncern miał udział w wierceniu dwóch otworów i rozpoczął prace modernizacyjne, które pozwolą zwiększyć efektywność sczerpywania zasobów węglowodorów w południowej części obszaru.

PKN ORLEN w 2021 roku umocnił swoją pozycję i utrzymał wskaźniki finansowe na bezpiecznym poziomie. Koncern wygenerował przepływy z działalności operacyjnej w wysokości 13,4 mld zł, utrzymując ratingi inwestycyjne: BBB- perspektywa pozytywna przyznany przez Agencję Fitch Ratings oraz Baa2 perspektywa pozytywna przyznany przez Agencję Moody’s. Poziom zadłużenia netto zmniejszył się o blisko 1 mld zł i wyniósł na koniec roku 12,2 mld zł. Wyemitowane zostały obligacje korporacyjne o łącznej wartości 1 mld zł, a także zielone euroobligacje o wartości 500 mln euro, z których środki będą przeznaczone na finansowanie inwestycji w odnawialne źródła energii. Była to pierwsza w historii Koncernu oraz Polski benchmarkowa emisja zielonych euroobligacji, która spotkała się z ogromnym zainteresowaniem inwestorów. Złożono aż 234 zapisy na łączną kwotę blisko 3 mld euro, co oznacza, że popyt na zielone obligacje PKN ORLEN aż 6-krotnie przewyższył wielkość zakładanej emisji. Ponadto PKN ORLEN przeznaczył 9,9 mld zł na inwestycje, których realizacja umożliwi dalsze zwiększanie jego wartości i wzrost konkurencyjności na międzynarodowym rynku. Efektem konsekwentnie realizowanych planów rozwojowych we wszystkich obszarach działalności, była, zgodnie ze strategią, wypłata dywidendy za 2020 rok na poziomie 3,5 zł na akcję.

W 2021 roku kontynuowano realizację strategii tworzenia koncernu multienergetycznego. Efektem podejmowanych w tym czasie działań był wybór na początku 2022 roku przez PKN ORLEN czterech partnerów do realizacji środków zaradczych, wynegocjowanych z Komisją Europejską w związku z procesem przejęcia Grupy LOTOS. W 2021 roku Koncern złożył także wniosek do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów o zgodę na przejęcie PGNiG. W tym czasie kontynuowano inwestycje, ukierunkowane na wzrost zysków i poszerzenie oferty produktowej. Mocny akcent położono na rozwój projektów offshore, m.in. zawarto partnerstwo z GE Renewable Energy, które wzmocni konkurencyjność PKN ORLEN w staraniach o nowe koncesje na farmy wiatrowe na morzu. Uruchomiono również program „Hydrogen Eagle”, który zakłada budowę międzynarodowej sieci hubów wodorowych zasilanych odnawialnymi źródłami energii oraz ponad 100 stacji tankowania wodorem. Koncern zaangażował się również w rozwój energetyki jądrowej, podpisując z firmą Synthos porozumienie o współpracy dotyczącej inwestycji w zeroemisyjne technologie jądrowe MMR i SMR. Rozpoczęto realizację największej inwestycji PKN ORLEN w ciągu ostatnich 20 lat – budowę instalacji olefin. W Płocku do użytku zostało oddane Centrum Badawczo-Rozwojowe, a w Trzebini instalacja do produkcji zielonego glikolu. Kontynuowane były przedsięwzięcia związane z budową instalacji Visbreakingu, a we Włocławku inwestycja, która zwiększy o 50 proc. zdolności produkcyjne nawozów azotowych. Zgodnie ze strategią, intensywnie rozwijano obszar detaliczny. Uruchomiono 400 automatów paczkowych w ramach usługi „ORLEN Paczka”, wprowadzono także nowy format sprzedaży detalicznej poza stacjami paliw „ORLEN w ruchu”. Ponadto Koncern sfinalizował transakcję kupna 100% udziałów spółki transportowej OTP, największego przewoźnika drogowego paliw płynnych w Polsce.

Branża motoryzacyjna chce powstania zrównoważonych stref czystego transportu

Związek Dealerów Samochodów razem z Polskim Związkiem Przemysłu Motoryzacyjnego przedstawiły prezydentom 25 największych polskich miast w sprawie tworzenia stref czystego transportu w związku z wejściem w życie 24 grudnia 2021 roku nowelizacji ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych, która zmieniła regulacje w zakresie tworzenia przez władze miast stref czystego transportu.

Nowelizacja zakłada wysoką dowolność władz gmin w tworzeniu stref, w tym określaniu tego jakie pojazdy oraz na jakich zasadach mogą do stref wjeżdżać, a także tego na jakim obszarze strefy mogłyby zostać wydzielone. Mając to na uwadze ZDS wraz z PZPM postanowiły zwrócić się do władz największych miast w Polsce z prośbą o zrównoważone i stopniowe wprowadzanie stref, w których położony byłby nacisk na ograniczanie komunikacyjnych zanieczyszczeń powietrza.

Ustawa o elektromobilności w swojej pierwotnej wersji z 2018 roku zawierała zamknięty katalog rodzajów pojazdów, dla których mogły być stworzone strefy. Wówczas były to wyłącznie pojazdy elektryczne, napędzane wodorem oraz napędzane gazem ziemnym. Taki zakres pojazdów był bardzo często uznawany za zbyt wąski. Strefy mogły powstać tylko dla ułamka procenta samochodów w polskich miastach, co spowodowało, że nie udało się skutecznie utrzymać strefy niskoemisyjnego transportu w żadnym z polskich miast.

Organizacje podkreślają, że w pełni popierają tworzenie stref czystego transportu, ze względu na zobowiązania wobec środowiska naturalnego i mieszkańców oraz wynikających z europejskich rozwiązań prawnych. Jednocześnie zwracają uwagę na potrzebę stopniowania poziomu ograniczeń emisyjności pojazdów, które uzyskałyby możliwość wjazdu na teren stref.

„W naszej opinii wprowadzanie stref czystego transportu, tak bezpośrednio jak to miało miejsce w 2018 roku, nie przyczyni się do realnej poprawy stanu powietrza w polskich aglomeracjach. Nagłe wprowadzenie restrykcji polegających na umożliwieniu wjazdu pojazdom wyłącznie zeroemisyjnym spowodowało wiele zastrzeżeń ze strony kierowców i mieszkańców miast, co finalnie doprowadziło do likwidacji jedynej strefy w Polsce.”
– skomentował Paweł Tuzinek, prezes Związku Dealerów Samochodów.

„Z doświadczenia wiemy, że przekonania rodaków kształtują się latami, dlatego zależy nam na stopniowym wprowadzaniu ograniczeń wjazdu do stref czystego transportu. Zwracamy się zatem do prezydentów 25 największych polskich miast z apelem o zrównoważone i etapowe wprowadzanie stref i ograniczeń, tak żeby w długofalowej perspektywie nie tylko zmienić na lepsze środowisko, ale również postawy kierowców.” – dodał prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, Jakub Faryś.

Etapowy model wprowadzania stref czystego transportu polegałby na umożliwieniu w początkowej fazie wjazdu do strefy również pojazdom spełniającym normy emisji Euro 5 i wyższe. Osiągnięcie zerowej emisyjności w strefach nastąpiłoby po stopniowym podwyższaniu wymagań dotyczących norm emisji pojazdów. Okres przejściowy i forma ewolucji stref pozwolą polskiemu społeczeństwu na zmianę przyzwyczajeń oraz dostosowanie parku samochodowego

SONDAŻ: Obniżka VAT-u na żywność nie zmniejszy cen w sklepach. Tak myśli przeszło 66% konsumentów

Według sondażu UCE RESEARCH i Grupy BLIX, ponad 66% aktywnych konsumentów uważa, że ceny w sklepach realnie nie zmniejszą się przez zapowiadaną od lutego br. obniżkę VAT-u na żywność. Natomiast ponad 15% respondentów jest przeciwnego zdania. I niewiele więcej osób, bo blisko 18% nie ma wyrobionej opinii w tej sprawie. Z kolei niecałe 1% ankietowanych w ogóle się tym nie interesuje.Polacy nie wierzą w obniżkę cen w sklepach. Tak uważa aż 66% badanych konsumentów

Dominuje sceptycyzm

Aż 66,4% konsumentów twierdzi, że ceny w sklepach realnie nie spadną przez zapowiadaną od lutego br. obniżkę VAT-u na żywność. Natomiast przeciwnego zdania jest 15,3% badanych z ponad 1000 dorosłych osób, które we własnych gospodarstwach domowych są odpowiedzialne za robienie zakupów. Z kolei 17,6% ankietowanych nie ma wyrobionej opinii w tej kwestii. 0,7% rodaków przekonuje, że ich to w ogóle nie interesuje.

– Wynik blisko 70% nie dziwi. Konsumenci widzą, co dzieje się na rynku i nie bardzo wierzą w to, że ceny spadną. Zdają sobie sprawę z tego, że to, ile płacimy za poszczególne towary w sklepach, nie do końca jest zależne od woli sprzedawców. Klienci wiedzą, że wynika to z szeregu innych czynników, które obecnie są dość nieprzewidywalne – komentuje dr Krzysztof Łuczak, współautor badania z Grupy BLIX.

Ludzie już od kilku miesięcy obserwują rosnące ceny nie tylko żywności, ale również surowców i materiałów służących do jej produkcji, a także energii czy transportu, co podkreśla dr Urszula Kłosiewicz-Górecka z Polskiego Instytutu Ekonomicznego. I dodaje, że doświadczenia Polaków z codziennych zakupów są potwierdzane przez dane dotyczące inflacji. Ceny towarów i usług konsumpcyjnych, według danych GUS, wzrosły o 8,6% w grudniu 2021 roku w porównaniu z analogicznym miesiącem 2020 roku, przy wzroście cen towarów – o 9,0% i usług – o 7,6%. W przypadku nośników energii to skok o 14,3%, a paliwa potrzebne do napędzania prywatnych środków transportu zdrożały aż o 32,9%. Jak zaznacza ekspert, wzrost kosztów produkcji jest, w oczach konsumentów, na tyle wysoki, że obniżka VAT na żywność może co najwyżej nieco powstrzymać podwyżki cen.

Eksperci wyjaśniają

– Sam fakt obniżenia VAT na produkty objęte obecnie 5% stawką tego podatku może spowolnić wzrost cen, ale nie musi przełożyć się na ich zmniejszenie odpowiednio o 5%. Należy wziąć pod uwagę, iż wzrost kosztów, którego doświadczamy, dotyczy wszystkich kategorii produktów i usług oraz ma charakter ciągły i niezwykle dynamiczny. Dlatego też obniżki w sklepach w jednym momencie mogą być i zapewne będą w większości przypadków zniwelowane przez stały wzrost cen związany z kosztami wytworzenia, transportu i energii elektrycznej – mówi Maciej Ptaszyński, wiceprezes Polskiej Izby Handlu.

Klienci nie wierzą w zapewnienia polityków, co stwierdza dr Andrzej Maria Faliński, wiceprezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego. Jak zaznacza ekspert, stosunkowo powszechne jest przekonanie, że inflacja postąpi szybciej niż skutki zdjęcia VAT-u z żywności i innych produktów podstawowych. Polacy wiedzą też, że poluzowanie składników ceny skłoni handlowców do odbudowy marży handlowej. Ta ostatnia jest redukowana rosnącymi kosztami stałymi – podatkami, a także urzędowymi zasadami konstruowania płacy i nie tylko.

– Cena netto na półce nie bierze się z arbitralnej decyzji sprzedawcy, a jest wynikiem złożonego i dynamicznego procesu, na który detaliści i hurtownicy mają ograniczony wpływ. Niektórzy eksperci prognozują również, iż część podmiotów łańcucha dostaw może także próbować zwiększyć swoją rentowność, wykorzystując obniżkę VAT-u. Problemem jest też różnicowanie warunków sprzedaży przez część producentów w zależności od kanału sprzedaży, co niejednokrotnie dyskryminuje mniejsze i niezależne formaty handlowe. Wszystkie te czynniki, oprócz ciągłego wzrostu kosztów, zapewne zniwelują efekt obniżonego VAT-u, odczuwany przez konsumenta – dodaje wiceprezes PIH.

Z kolei Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, zwraca uwagę na sceptycyzm sporej części społeczeństwa wobec skuteczności zapowiadanej zmiany podatkowej. Takie podejście wynika prawdopodobnie z faktu, iż jest to rozwiązanie nowe, jeszcze nieprzetestowane. Polacy dostrzegają galopującą inflację w różnych obszarach życia codziennego. Mają zapewne świadomość, iż wiele czynników, w tym rosnące w rekordowym tempie ceny paliw i energii elektrycznej, muszą finalnie przełożyć się na ceny żywności. Kosztem bardzo niskich marż, handlowcy starają się utrzymać maksymalnie najniższy poziom cen. I zgodnie z decyzją rządu, obniżą również VAT z 5% na 0%.

Nie wszyscy są pesymistami

– Badanie pokazuje, że nieco ponad 15% Polaków, a więc dość skromna reprezentacja, liczy na obniżki. Oczywiście nie można im tego przekonania zabierać. Jednak, w mojej ocenie, ci ludzie boleśnie przekonają się o tym, że ceny jednak nie spadną. A jeżeli już tak się stanie, to tylko na chwilę, żeby później znowu wszystko poszło w górę. Już teraz widać, że niektóre sklepy decydują się na podnoszenie cen, żeby pewnie później je obniżać – analizuje dr Łuczak.

Z sondażu wynika też, że 17,6% respondentów nie ma wyrobionej opinii w tej kwestii. Zdaniem dr. Falińskiego, przyczynia się do tego polityka wielkich sieci, które starają się utrzymać niską lub niższą od przeciętnej wysokości cen przynajmniej niektórych towarów podstawowych. Jak stwierdza ekspert, ostatecznie wskaźnik wahających się w opiniach przechyli się ku przekonaniu o wzroście cen.

– Część konsumentów obojętnie reaguje na podwyżki, gdyż one i tak nie zmienią ich zwyczajów zakupowych. Ale jest to raczej margines w dzisiejszych czasach, co też potwierdzają wyniki badania. Nawet dość zamożni ludzie nie podchodzą obojętnie do tego, co dzisiaj dzieje się na rynku. Z kolei te prawie 18% konsumentów może być trochę skołowanych sytuacją, chociażby słuchając przekazów medialnych. I z tego wynika taka postawa. Jednak, w mojej ocenie, i ona wkrótce się zmieni, raczej w stronę opinii prezentowanych przez większość badanych – podsumowuje ekspert z Grupy BLIX.

Podwyżki cen obudziły w Polakach poczucie zagrożenia biedą

Na razie nie jest źle, ale widać narastające obawy co do przyszłości. 64 proc. Polaków twierdzi, że stać ich na wiele, choć nie na wszystko. Co drugi posiada zgromadzone oszczędności. Niestety co trzeci obawia się ubóstwa i tego, że w ciągu roku sytuacja finansowa jego rodziny ulegnie pogorszeniu. To wnioski, jakie płyną z najnowszego badania Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej „Portfel statystycznego Polaka w pandemii”.

Ponad rok temu niemal jedna czwarta Polaków deklarowała, że nie ma odłożonych żadnych pieniędzy na czarną godzinę[1]. Po roku Krajowy Rejestr Długów znów sprawdził poziom ich oszczędności, ale także, jak oceniają sytuację finansową swojego gospodarstwa domowego w pandemii oraz jak ta sytuacja zmieni się w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Wnioski nie napawają optymizmem: obecnie brak jakiejkolwiek poduszki finansowej deklaruje już 43 proc. naszych rodaków. Ponadto większość z nas uważa, że ich sytuacja finansowa w pandemii uległa pogorszeniu, a jedna trzecia przewiduje pogorszenie w najbliższym roku.

Kto odłożył, ten… skonsumował

W najnowszym badaniu „Portfel statystycznego Polaka w pandemii” Krajowy Rejestr Długów zapytał rodaków o to, czy posiadają oszczędności pieniężne. 43 proc. badanych przyznało, że nie ma żadnych oszczędności, 7 proc. odmówiło udzielenia odpowiedzi, a 50 proc. potwierdziło, że ma odłożone na czarną godzinę dodatkowe środki finansowe. To najczęściej mężczyźni, osoby w wieku 18-34 lata, pracujące oraz z wyższym wykształceniem.Podwyżki cen obudziły w Polakach poczucie zagrożenia biedą

Niemal tyle samo, bo 48 proc. badanych, przyznaje jednak, że w pandemii zmniejszyła się kwota odłożonych przez nich pieniędzy. Dodatkowo, 42 proc. Polaków prognozuje, że w ciągu najbliższych 12 miesięcy poziom ich oszczędności jeszcze bardziej spadnie.

Po przeciwnej stronie są osoby, których oszczędności wzrosły (15 proc.). To najczęściej ludzie młodzi (18-34), mieszkający z rodzicami, w trakcie nauki lub pracy zdalnej, którzy ze względu na pandemię wrócili do rodzinnych domów. Odsetek optymistów, którzy uważają, że uda im się pomnożyć zaoszczędzone środki w najbliższym czasie, sięga 18 proc.

Zdaniem ekspertów, pandemia teoretycznie powinna sprzyjać zmniejszeniu wydatków i gromadzeniu oszczędności. Praktyka okazała się jednak zupełnie inna:

– Wydawać by się mogło, że pandemia i związane z nią ograniczenia, powinny sprzyjać odkładaniu pieniędzy. I tak było na samym początku, gdy jeszcze nie wiedzieliśmy co nas czeka i ile to potrwa. Później Polacy znów szturmem ruszyli do sklepów, konsumpcja wzrosła, zaczęliśmy znowu podróżować, chodzić do restauracji, pieniądz wrócił do obiegu. Chętnie robiliśmy remonty w domach, a zakupy w sklepach stacjonarnych ustąpiły miejsca internetowym. Niestety w ślad za tym wzmożonym konsumpcjonizmem zaczęło podążać też inne niebezpieczeństwo: rosnąca inflacja. Gwałtowna podwyżka cen spowodowała, że oszczędności Polaków zaczęły topnieć – komentuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Co czwarty mocno ogranicza wydatki

Ale spadek oszczędności to nie jedyny negatywny skutek pandemii. Polacy nie najlepiej oceniają też swoją bieżącą sytuację finansową. Tylko 7 proc. z nich przyznaje, że ma tyle pieniędzy, że stać ich na wszystko. 64 proc. badanych stać na wiele, ale nie na wszystko, natomiast 27 proc. respondentów ocenia swoją sytuację jako złą („na niewiele nas stać, musimy bardzo ograniczać wydatki”). Do bardzo złej sytuacji, kiedy już nie wystarcza środków nawet na najpotrzebniejsze rzeczy, przyznaje się 2 proc. rodaków.Podwyżki cen obudziły w Polakach poczucie zagrożenia biedą 2

– Nasze badanie pokazuje, że lepiej swoją sytuację finansową oceniają osoby z większych gospodarstw domowych. To dlatego, że koszty utrzymania rozkładają się wtedy na więcej członków rodziny. Co czwarte gospodarstwo w Polsce musi bardzo ograniczać swoje wydatki. Zdecydowanie najgorzej o swojej sytuacji finansowej mówią osoby słabiej wykształcone oraz starsze, a także osoby z najmniejszych gospodarstw domowych. Podwyżki cen energii elektrycznej, gazu czy produktów spożywczych mogą więc w większym stopniu dotknąć właśnie te gospodarstwa domowe i wpłynąć jeszcze mocniej na ich fatalną kondycję – komentuje Adam Łącki.

Jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana

45 proc. Polaków przyznaje, że sytuacja finansowa ich gospodarstwa domowego w pandemii uległa pogorszeniu. Niewiele mniej (43 proc.) jest zdania, że w ogóle się nie zmieniła. Na to, że sytuacja się poprawiła – wskazuje tylko co ósmy badany.

Powodem zmiany na gorsze jest przede wszystkim wzrost cen produktów i usług (82 proc. wskazań) i zwiększenie bieżących wydatków (52 proc.). Co ciekawe, pogorszenie sytuacji finansowej dostrzegają częściej kobiety niż mężczyźni. Stoi za tym wiele czynników, jak np. ich niższe w porównaniu do mężczyzn zarobki czy emerytury bądź fakt, że to właśnie kobiety częściej odpowiadają za realizację zakupów, a co za tym idzie są bardziej świadome zmian cen. Dla Polaków, którzy deklarują poprawę sytuacji finansowej, duże znaczenie miało zwiększenie ich zarobków, czyli np. podwyżka w pracy (46 proc.), bądź pozyskanie dodatkowych źródeł dochodu (36 proc.).

Na pytanie „Jak zmieni się sytuacja finansowa Twojego gospodarstwa domowego w ciągu najbliższego roku?”, 44 proc. badanych odpowiada, że pozostanie bez zmian, a 33 proc. – że się pogorszy. Tylko co piąty jest całkowicie spokojny o swoją finansową przyszłość. Dodatkowo 38 proc. badanych obawia się biedy. Przyszłość w szaro-czarnych barwach najczęściej widzą osoby starsze, w wieku 55-74 lata, oraz osoby z małych gospodarstw domowych (liczących nie więcej jak 2 osoby).Podwyżki cen obudziły w Polakach poczucie zagrożenia biedą 2

Ogólnopolskie badanie „Portfel statystycznego Polaka w pandemii” zostało przeprowadzone w grudniu 2021 r. przez TGM Research na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej techniką wywiadów internetowych (CAWI). na reprezentatywnej próbie Polaków w wieku 18-74 lata. Próba była kontrolowana ze względu na płeć, wiek, wykształcenie i miejsce zamieszkania (wielkość zamieszkania i region – NUTS1). Do badania wchodziły osoby zorientowane w wydatkach gosp. domowego – odpowiedzialne / współodpowiedzialne m.in. za opłacanie rachunków czy zakupy spożywcze (ponad 90% dorosłej populacji) Kwoty zostały wyznaczone na podstawie rozkładu cech w populacji Polski, publikowanych przez GUS. W sumie zrealizowano 1004 wywiady

[1]Raport „Barometr oszczędności” na podstawie badania zrealizowanego przez IMAS International w drugiej połowie października 2020 r. na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej https://krd.pl/centrum-prasowe/raporty/2021/barometr-oszczednosci

Podkomisja ds. MŚP poparła poprawkę Adama Abramowicza dotyczącą podstawy składki zdrowotnej

Podkomisja do spraw mikro, małych i średnich przedsiębiorstw oraz rozwoju rzemiosła poparła działania Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców w sprawie zasad obliczania składki na ubezpieczenie zdrowotne. Rzecznik MŚP podczas posiedzenia Podkomisji zaproponował, aby podstawa składki miała charakter stały i była określana jako kwota minimalnego wynagrodzenia w dniu 1 stycznia danego roku. To rozwiązanie byłoby alternatywne wobec obecnego i to sam przedsiębiorca decydowałby, czy rozliczać się wedługo przepisów zawartych obecnie w Polskim Ładzi, czy płacąc stałe zaliczki i dopłacając różnicę po złożeniu rocznego zeznania podatkowego.

Zdaniem Adama Abramowicza, Rzecznika MŚP, dopłata różnicy między roczną składką na ubezpieczenie zdrowotne ustaloną od rocznej podstawy, a sumą wpłaconych za poszczególne miesiące roku kalendarzowego składek na ubezpieczenie zdrowotne, następowałaby wraz ze złożeniem zeznania o wysokości osiągniętego dochodu (lub przychodu w wypadków podmiotów rozliczających się na podstawie ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych) w roku podatkowych, zgodnie z odpowiednimi przepisami prawa podatkowego. Dzięki temu składka zdrowotna 9% z minimalnego wynagrodzenia wynosiłaby co miesiąc ok. 270 zł.

Podkomisja skierowała do Pani Marleny Maląg, Minister Rodziny i Polityki Społecznej apel o przeprowadzenie analizy przedstawionego rozwiązania i podjęcie odpowiednich działań. Zalety tego rozwiązania Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców, Adam Abramowicz przedstawił także w piśmie skierowanym do Prezesa Rady Ministrów Pana Mateusza Morawieckiego w dniu 29 grudnia 2021r.

Hybrydyzacja nowym standardem szkoleniowym – raport PIFS

46% firm w Polsce uważa, że jakość szkoleń online nie ustępuje tym w modelu tradycyjnym – tak wynika z najnowszego badania HR zrealizowanego przez firmę badawczą Sedlak & Sedlak na zlecenie Polskiej Izby Firm Szkoleniowych. Po covidowym wstrzymaniu szkoleń w opcji klasycznej wykreował się model hybrydowy łączący formę stacjonarną i online. Jak pokazały badania 53% respondentów nie korzystało wcześniej z takiego rozwiązania, a aż 92% firm planuje wykorzystywać szkolenia online w przyszłości przy założeniu, że mają stanowić mniej niż 50% całości.  

Wszelkie procesy wpływające na konkurencyjność rynkową przybierają na sile wraz z pojawiąjącymi się nowymi, wcześniej nieprzewidywalnymi sytuacjami i zmianami gospodarczymi. Takim przykładem był wybuch pandemii.

Szereg rodzących się poglądów dotyczących zachowania się rynku było pesymistycznych i budziło obawy np. o znacznej redukcji budżetów na szkolenia czy też trwałym odejściu od form stacjonarnych na rzecz tych zdalnych. Przeprowadzone na zlecenie naszej organizacji badania, pokazały jednak, że niepokoje te były przedwczesne i branża usług rozwojowych z dużym powodzeniem zaadaptowała się do nowej rzeczywistości – mówi Piotr Piasecki, Prezes Polskiej Izby Firm Szkoleniowych.

Raport „Potrzeby i możliwości firm w zakresie rozwoju pracowników” potwierdza m.in. to, że zapotrzebowanie polskich przedsiębiorstw na usługi szkoleniowe ostatecznie wzrasta, nowy coraz powszechniejszy hybrydowy model nauczania stale się umacnia, a wysokość planowanych wydatków na rozwój zespołu wynosi około 1 tys. złotych na pracownika.

Rozwój technologii oraz powszechna dostępność do urządzeń mobilnych w szybkim tempie zmieniają podejście do nauczania oraz płynących z niego oczekiwań. Szkolenia stacjonarne z powodzeniem są uzupełniane przez nowe formy pod postacią modułów asynchronicznych, platform rozwojowych, mikrolearning’u, gdzie na końcu najważniejsze są ich efektywność i realna możliwość wykorzystania w osiąganiu celów biznesowych przedsiębiorstw.

Cena szkoleń na dalszym planie

W wielu sektorach polskiego rynku cena jest podstawowym determinantem wyboru usług i towarów. Nie jest tak jednak w sektorze usług rozwojowych i według respondentów badania PIFS dla firm zatrudniających powyżej 50 pracowników najistotniejszym jest program szkolenia, następnie doświadczenie podmiotu go realizującego i dopiero w trzeciej kolejności jego koszt.

Przewidywanie, że nastąpi redukcja budżetów firmowych na szkolenia nie znalazło potwierdzenia w rzeczywistości, ponieważ obecnie są one porównywalne do tych sprzed pandemii, co potwierdza aż 59% firm biorących udział w badaniu. Ponadto 16% deklaruje, że środki na szkolenia będą wręcz wyższe.       Realizacja szkoleń kompetencyjnych musi być uszyta na miarę potrzeb, dlatego 86% firm zatrudniających powyżej 50 pracowników zleca szkolenia wyspecjalizowanym firmom zewnętrznym.

O badaniu:

Badanie przeprowadzono na próbie 490 firm zatrudniających powyżej 50 osób pomiędzy 20 lipca, a 20 sierpnia 2021 r. Badanie realizowała firma badawcza Sedlak & Sedlak z wykorzystaniem dwóch metod pozyskiwania danych: ankiety telefonicznej CATI – wśród grupy firm, wybranej losowo spośród organizacji zatrudniających co najmniej 50 pracowników w Polsce (N=300); badania internetowego CAWI – wśród celowo dobranej grupy firm, które z dużym prawdopodobieństwem korzystają z usług firm szkoleniowych (N=190).

PGE złożyła wnioski o trzy nowe pozwolenia lokalizacyjne dla morskich farm wiatrowych

PGE złożyła trzy wnioski do Ministerstwa Infrastruktury o wydanie pozwoleń lokalizacyjnych na budowę morskich farm wiatrowych na Morzu Bałtyckim. Obecnie PGE realizuje inwestycje na Morzu Bałtyckim w oparciu o trzy uzyskane w 2012 roku pozwolenia lokalizacyjne (decyzja nr MFW/3/12, MFW/4/12, MFW/5/12). W listopadzie 2021 roku PGE złożyła wnioski na dwa pozwolenia lokalizacyjne (obszary 43.E.1 oraz 60.E.3), a 26 stycznia 2022 roku na trzy kolejne, co w sumie oznacza, że obecnie PGE posiada pięć złożonych wniosków.

Złożone w 26 stycznia br. trzy wnioski o wydanie pozwoleń na wznoszenie i wykorzystywanie sztucznych wysp dla nowo uwolnionych obszarów dotyczą obszarów o numeracji 60.E.4, 44.E.1 oraz 14.E.1. Na dwa z tych obszarów tj. 14.E.1 oraz 60.E.4 PGE złożyła wniosek wspólnie z Eneą w ramach spółek powołanych w listopadzie 2021 r. Na Morzu Bałtyckim obecnie dostępnych jest 11 akwenów, w ramach których PGE i inne podmioty będą mogły starać się o pozwolenia na wznoszenie i wykorzystywanie sztucznych wysp – PSzW.

PGE bierze aktywny udział w procesie pozyskiwania pozwoleń lokalizacyjnych. Łącznie PGE złożyła wnioski na pięć spośród sześciu dostępnych obszarów. Szósty z dostępnych obszarów (53.E.1) nie jest w kręgu zainteresowania PGE, z tego względu wniosek nie został złożony.
PGE jest liderem budowy morskich farm wiatrowych w Polsce. Realizujemy projekty o największych mocach na Morzu Bałtyckim. Złożone wnioski o pozwolenia lokalizacyjne pozwolą nam na kontynuowanie tak ważnych dla kraju projektów – informuje Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

PGE obecnie rozwija projekty o łącznej mocy ok. 3,5 GW. Długoterminową strategią rozwoju Grupy PGE w obszarze energetyki morskiej jest zbudowanie co najmniej 6,5 GW mocy do 2040 roku. Według założeń rządowych, ujętych w PEP2040, morskie farmy wiatrowe w polskiej strefie Morza Bałtyckiego w 2040 roku będą posiadały moc ok. 8-11 GW.

Dlaczego faktoring to dobre rozwiązanie dla małych firm?

Zwykło się uważać, że faktoring zarezerwowany jest wyłącznie dla dużych podmiotów. I rzeczywiście w początkowej fazie rozwoju usługi tak było. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Na rynku funkcjonuje wiele firm oferujących usługi faktoringowe, które specjalizują się we wsparciu mikro- i małych firm. Nie tylko do przedsiębiorstw zatrudniających kilka osób, lecz także jednoosobowych działalności gospodarczych. Dlaczego warto skorzystać z faktoringu?

W jakich sytuacjach warto sięgnąć po faktoring?

Aby skorzystać z usługi faktoringowej, trzeba dysponować nieprzeterminowaną fakturą z odroczonym terminem płatności. Wbrew pozorom nie jest to trudny do spełnienia warunek. W wielu branżach udzielanie tzw. kredytu kupieckiego jest wręcz standardem i warunkiem rozpoczęcia współpracy z kontrahentem. O ile dla kontrahenta jest to bardzo korzystne rozwiązanie, o tyle dla przedsiębiorcy już niekoniecznie.

Konieczność oczekiwania na należność 1–3 miesiące istotnie utrudnia zarządzanie płynnością finansową i niejednokrotnie zmusza do sięgania po zewnętrzne finansowanie, co generuje dodatkowe koszty, wpływa na ogólny poziom zadłużenia podmiotu i obniża jego zdolność kredytową. Alternatywę dla kredytu lub pożyczki stanowić może faktoring, na który z roku na rok decyduje się coraz większe grono przedsiębiorców.

Faktoring dla małej firmy

Każdy mały przedsiębiorca zdaje sobie sprawę z tego, że uzyskanie środków na rozwój biznesu jest sporym wyzwaniem. Banki niechętnie udzielają pożyczek małym podmiotom lub robią to na mało korzystnych warunkach. Szansa na pozyskanie inwestora lub otrzymanie dotacji również nie są zbyt duże, więc większość małych biznesów finansuje swoją działalność ze środków własnych założycieli oraz generowanych na bieżąco zysków.

W sytuacji, gdy mała firma funkcjonuje w środowisku, w którym standardem są faktury z odroczonym terminem płatności, zarządzanie płynnością staje się naprawdę trudnym zadaniem. Na szczęście dostęp do usług faktoringowych nie jest zależny od skali prowadzonego biznesu. Sięgać po nie mogą zarówno duże podmioty, jak i małe przedsiębiorstwa. Duża konkurencja na rynku korzystnie przekłada się na koszty takich usług, więc i one nie powinny stanowić przeszkody dla małych przedsiębiorców.

Koszt usług faktoringowych

Ile kosztują usługi faktoringowe? Nie jest łatwo odpowiedzieć na tak postawione pytanie, gdyż faktoring jest usługą, którą w wielu przypadkach można „szyć na miarę” i dostosowywać do bieżących potrzeb swojego biznesu. Co więcej, można ją często rozszerzać o dodatkowe usługi (np. windykacyjne), by w ten sposób uwolnić zasoby firmy i skoncentrować się na tych obszarach działalności, które generują największe korzyści.

Aby zorientować się, ile zapłacisz za sfinansowanie konkretnej faktury, zajrzyj na stronę NFG, na której znajdziesz kalkulator faktoringu. Podając kwotę faktury oraz czas, na jaki zamierzasz ją sfinansować, szybko dowiesz się, z jakim kosztem musisz się liczyć.

Odpowiedzialność za długi spółki a działania zarządu

Odpowiedzialność zarządu spółek kapitałowych za zobowiązania, w tym zobowiązania podatkowe, jest nierozerwalnie związana z funkcją i zadaniami, jakie zarząd pełni w organizacji, tj. reprezentacją i prowadzeniem spraw spółki. Odpowiedzialność za zobowiązania podatkowe spółek kapitałowych jest niezależna od odpowiedzialności wynikającej z kodeksu karnego skarbowego (KKS). O zakresie odpowiedzialności związanej z pełnieniem funkcji członka zarządu przekonał się podatnik w sprawie, która zawisła przed WSA w Gdańsku (wyrok z dnia 17 listopada 2021 r., sygn. akt I SA/Gd 800/21). Członek zarządu musiał z własnego majątku uregulować zaległości podatkowe wynikające ze zobowiązań powstałych w momencie, kiedy pełnił funkcję członka zarządu.

Kiedy zarząd odpowiada za zobowiązania podatkowe spółki?

Zgodnie z art. 116 § 1 Ordynacji podatkowej za zaległości podatkowe spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, spółki z ograniczoną odpowiedzialnością w organizacji, prostej spółki akcyjnej, prostej spółki akcyjnej w organizacji, spółki akcyjnej lub spółki akcyjnej w organizacji odpowiadają solidarnie całym swoim majątkiem członkowie jej zarządu, jeżeli egzekucja z majątku spółki okazała się w całości lub w części bezskuteczna.

W pierwszej kolejności należy zaznaczyć, że odpowiedzialność zarządu spółki kapitałowej za zobowiązania tej spółki ma charakter następczy, tj. w pierwszej kolejności organy podatkowe powinny ustalić majątek spółki pozwalający na spłatę zobowiązania podatkowego i w ramach tego majątku prowadzić egzekucję. Dopiero w przypadku stwierdzenia w trakcie postępowania egzekucyjnego braku istnienia majątku spółki pozwalającego na spłatę zobowiązania organ podatkowy może zaspokoić zaległość podatkową poprzez rozpoczęcie egzekucji z majątku członka zarządu odpowiedzialnego w danym okresie za zobowiązania podatkowe spółki.

Co istotne, odpowiedzialność członków zarządu obejmuje zaległości podatkowe z tytułu zobowiązań, których termin płatności upływał w czasie pełnienia przez nich obowiązków członka zarządu. Innymi słowy, zarząd odpowiada jedynie za zaległości, które powstały w czasie, gdy sprawował swoje funkcje. Wynika to z ogólnej odpowiedzialności zarządu za prowadzenie spraw spółki uregulowanej w kodeksie spółek handlowych.

Wyłączenie odpowiedzialności zarządu

Ordynacja podatkowa przewiduje także sytuacje wyłączenia odpowiedzialności członków zarządu za zobowiązania podatkowe spółki. Wystarczy, że członek zarządu wykaże, iż we właściwym czasie zgłoszono wniosek o ogłoszenie upadłości lub w tym czasie zostało otwarte postępowanie restrukturyzacyjne, lub zatwierdzono układ w postępowaniu o zatwierdzenie układu albo niezgłoszenie wniosku o ogłoszenie upadłości nastąpiło bez jego winy. Ponadto członek zarządu może sam wskazać mienie spółki, z którego egzekucja umożliwi zaspokojenie zaległości podatkowych spółki w znacznej części.

Stanowisko organu egzekucyjnego w omawianej sprawie

W toku postępowania organ egzekucyjny ustalił, że spółka składała deklaracje, w których nie wykazywała przychodu i dodatkowo nie posiadała majątku w postaci nieruchomości czy pojazdów, z których można by zaspokoić zaległość podatkową. Ponadto w trakcie prowadzonego postępowania zarząd nie wskazał majątku spółki, z którego można by przeprowadzić egzekucję. W związku z tym organ egzekucyjny uznał, że nie doszło do zaspokojenia wierzyciela (Skarbu Państwa) z majątku spółki, oraz że nie wystąpiły okoliczności wyłączające odpowiedzialność zarządu. W konsekwencji za nieuregulowane zaległości podatkowe odpowiada jednoosobowy zarząd, i to z jego majątku powinna zostać przeprowadzona egzekucja.

W uzasadnieniu decyzji organ powołał się na jednolite stanowisko sądów administracyjnych, wyrażone np. w wyroku NSA z dnia 20 lutego 2019 r., sygn. akt II FSK 557/17, zgodnie z którym w myśl art. 116 § 1 Ordynacji podatkowej ciężar wykazania istnienia przesłanek negatywnych odpowiedzialności członka zarządu spółki z o.o. spoczywa na osobie zmierzającej do uwolnienia się od odpowiedzialności. Druga przesłanka wyłączenia odpowiedzialności także nie została w ocenie organu spełniona, tj. zdaniem skarbówki nie zostało uprawdopodobnione, że niezgłoszenie wniosku o ogłoszenie upadłości nastąpiło bez winy podatnika.

Stanowisko WSA

WSA w Gdańsku potwierdził stanowisko organu egzekucyjnego, wskazując, że o bezskuteczności postępowania egzekucyjnego, prowadzonego także w związku z zaległościami podatkowymi, zdecydował Komornik Sądowy. Bezskuteczność egzekucji wobec spółki powinna być podważana w toku postępowania cywilnego, a wobec braku takich działań w obecnej sytuacji podnoszenie argumentów o posiadaniu przez spółkę majątku i błędnym postępowaniu egzekucyjnym było nieskuteczne. Innymi słowy, zarząd nie dopilnował, aby postępowanie egzekucyjne było prowadzone w sposób prawidłowy. Organ podatkowy, posiadając prawomocne postanowienie Komornika o bezskuteczności egzekucji wobec spółki, skierował egzekucję wobec zarządu. Ponadto w ocenie WSA członek zarządu powinien samodzielnie podjąć działania zmierzające do wykazania przesłanki wyłączającej jego odpowiedzialność za długi podatkowe spółki. Do egzekucji z majątku członka zarządu dochodzi, jeżeli spółka nie ma majątku, z którego może pokryć zobowiązanie. Dlatego też egzekucja z majątku zarządu może nastąpić nawet kilka lat po powstaniu zaległości podatkowej, co potwierdza komentowany wyrok WSA. Dlatego bardzo ważne jest prawidłowe rozliczanie zobowiązań podatkowych na bieżąco i weryfikacja tego faktu.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

SatRevolution, z portfela JR HOLDING, wraz z Virgin Orbit i Sułtanatem Omanu weźmie udział w misji deep space

ETCO, reprezentująca Sułtanat Omanu, Virgin Orbit Holdings Inc., SatRevolution S.A., z portfela JR HOLDING, oraz polska spółka TUATARA, w obecności przedstawiciela rządu Sułtanatu Omanu oraz wiceprezesa JR HOLDING – Artura Jedynaka, podpisały w Muskacie, stolicy Omanu, porozumienie o wielostronnej współpracy w celu realizacji pierwszej misji tego kraju w obszar dalekiego kosmosu.

To historyczne przedsięwzięcie ma na celu dostarczenie satelity zaprojektowanego i wyprodukowanego przez SatRevolution na pokładzie nowej rakiety Virgin Orbit w obszar dalekiego kosmosu z misją przeprowadzenia pionierskich badań naukowych oraz pozyskania wysokiej rozdzielczości obrazów. Porozumienie przewiduje również dostarczenie przez SatRevolution i umieszczenie, przez zawiązane konsorcjum, na orbicie okołoziemskiej nanosatelitów w tym pierwszego w historii Omanu. Start pierwszej z tych misji przewidywany jest z bazy w Kornwalii na terenie Wielkiej Brytanii jeszcze w bieżącym roku. Ostateczne parametry obu misji i cele naukowe zostaną określone w toku dalszych studiów.

„Tylko kilku krajom udało się do tej pory wysłać z sukcesem misje w obszar dalekiej przestrzeni kosmicznej, ale wizje i technologiczne możliwości dostępne dzisiaj umożliwiają krajom aspirującym do misji kosmicznych dołączenie do tej stawki. Jesteśmy dumni, że Sułtanat Omanu powierzył nam, jako jego wyłącznemu partnerowi, misję realizacji ambitnych celów tego kraju w drodze do pozyskania zrównoważonych rozwiązań kosmicznych. Jesteśmy pełni zapału, aby rozpocząć naszą współpracę odnośnie wystrzelenia pierwszych satelitów Sułtanatu Omanu z terenu Wielkiej Brytanii już w tym roku, co jest nie tylko historycznym krokiem samo w sobie, ale również ważnym etapem umożliwiającym badania i eksplorację które nastąpią niebawem.” – powiedział CEO Virgin Orbit – Dan Hart.

Virgin Orbit to, notowana na NASDAQ, założona przez Sir Richarda Bransona w 2017 r. firma, która od 2021 r. rozpoczęła wynoszenie komercyjnych i wojskowych satelitów. Rozwiązanie Virgin Orbit LauncherOne już dwukrotnie, z sukcesem, wyniosło satelity wyprodukowane przez SatRevolution. W grudniu ub. roku ogłoszono inwestycję Virgin Orbit w SatRevolution zakładającą pozyskanie przez Virgin Orbit ok. 20% akcji wrocławskiej spółki za ok. 30 mln USD, co oznacza wycenę SatRevolution na poziome 150 mln USD.

„Te dwa projekty przyczynią się do realizacji najbliższych celów Sułtanatu Omanu, które obejmują modernizację ekosystemu edukacyjnego, wzrost wsparcia dla badań naukowych oraz innowacji, rozszerzenie wsparcia własnych badań w zakresie najnowocześniejszych technologii, które ukształtują świat w XXI w.” – powiedział CEO SatRevolution – Grzegorz Zwoliński.

Jako wyraz ogromnego znaczenia Porozumienia dla Sułtanatu Omanu, jego ekscelencja dr Ali Al Shidani – Podsekretarz Komunikacji i Technologii Informacyjnych w Ministerstwie Transportu, Komunikacji i Technologii Informacyjnych, Sułtanatu Omanu był świadkiem podpisania tego porozumienia podczas ceremonii w Muskacie.

„Zajęcie miejsca partnera Virgin Orbit w tak odważnym projekcie, jakim jest deep space mission jest dla nas ogromnym kamieniem milowym. Nie byłoby to możliwe bez zaangażowania naszych dotychczasowych inwestorów, w tym JR HOLDING. Wsparcie to umożliwiło nam doprowadzenie projektów pierwszych satelitów do końca i udowodnienie naszego potencjału jako projektanta i producenta nanosatelitów, nie tylko wykorzystujących najnowocześniejsze technologie, ale co ważniejsze  kreujących trendy w branży kosmicznej na poziomie światowym.” – dodał Grzegorz Zwoliński.

Szybki rozwój polskiej spółki, z siedzibą we Wrocławiu ma swoje odzwierciedlenie we współpracy nie tylko z Virgin Orbit, ale również drugą z wiodących prywatnych firm kosmicznych – SpaceX Elona Muska – na pokładzie której nanosatelity SatRevolution również zostały wyniesione na orbitę okołoziemską.

„SatRevolution to przykład spółki, z naszego portfela, o ogromnym potencjale. Podpisanie porozumienia, którego byłem dziś świadkiem, stawia tę firmę w szeregu nie tylko pionierów komercyjnego przemysłu kosmicznego, ale także najpoważniejszych graczy w tej branży na świecie. Udział w tak odważnym projekcie daje spółce szansę pozyskania bezcennego doświadczenia, a także kontaktów w tym niesłychanie innowacyjnym i konkurencyjnym biznesie. Niedawno zapowiedziana inwestycja kapitałowa Virgin Orbit w SatRevolution potwierdza też naszą, bardzo optymistyczną, ocenę perspektyw SatRevolution.” – powiedział Artur Jedynak – wiceprezes JR HOLDING ASI S.A.

JR HOLDING objął udziały w SatRevolution w lipcu ub. roku.

„Zaangażowanie w SatRevolution potwierdza skuteczność naszego procesu selekcji spółek do portfela. Zawsze szukamy przede wszystkim zdeterminowanych liderów i zaangażowanego zespołu, dysponujących zweryfikowanym rynkowo produktem. Bez kompetencji i zaangażowania w realizacji wizji liderów przedsięwzięcia trudno o jego sukces. Inwestujemy w spółki przyszłościowe, które pokażą swoją wartość w określonej perspektywie czasowej. Zakładam, że SatRevolution będzie jednym z pierwszych, być może pierwszym, „dolarowym” jednorożcem w naszym portfelu, ale myślę, że nie ostatnim.” – dodał January Ciszewski, Prezes JR HOLDING.

Polski Ład może przyśpieszyć rozwój wynajmu długoterminowego aut

Zdaniem ekspertów PZWLP, nowe przepisy podatkowe mogą przyśpieszyć rozwój wynajmu długoterminowego aut szczególnie w segmencie małych i średnich przedsiębiorstw korzystających dotychczas z klasycznego leasingu.

Obowiązujące od nowego roku przepisy podatkowe związane z wprowadzeniem tzw. Polskiego Ładu mają szansę szybko i na trwałe znacznie zmienić obraz rynku samochodów wykorzystywanych przez firmy i przedsiębiorców w Polsce. Zdaniem ekspertów Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP) nowe regulacje mogą korzystnie wpłynąć na rozwój wynajmu długoterminowego aut, który już teraz jest jedną z głównych form finansowania pojazdów przez firmy w naszym kraju.

Po wynajem długoterminowy sięga aktualnie co czwarty przedsiębiorca i firma nabywająca nowe samochody. W wyniku Polskiego Ładu znacząco wzrośnie zainteresowanie wynajmem długoterminowym przede wszystkim wśród tych przedsiębiorców, którzy dotychczas korzystali z klasycznego leasingu. Nowe przepisy zlikwidowały bowiem jedną z kluczowych w tej grupie przedsiębiorców zalet klasycznego leasingu tj. możliwość prywatnego wykupu leasingowanego auta a następnie sprzedaży go bez podatku dochodowego po upływie krótkiego czasu – pół roku. Obecnie nieopodatkowana sprzedaż w tym zakresie wciąż istnieje, jednakże nie po pół roku, a po 6 latach. W rezultacie, wynajem długoterminowy w wyniku przepisów wprowadzonych w ramach Polskiego Ładu, jest obecnie dla małych i średnich firm rozwiązaniem jeszcze bardziej atrakcyjnym – nie tylko wygodniejszym (w pełnym wynajmie długoterminowym cała obsługa auta jest po stronie firmy wynajmującej), ale również jeszcze bardziej opłacalnym w porównaniu do innych form finansowania. To jednak nie jedyna ważna zmiana podatkowa wprowadzona tzw. Polskim Ładem dotycząca samochodów służbowych. Od nowego roku zmieniły się również zasady dotyczące opodatkowania podatkiem dochodowym pracowników posiadających samochody służbowe z możliwością prywatnego użytkowania takich pojazdów.

Wynajem długoterminowy samochodów, coraz częściej przyrównywany do usługi auta na abonament, to obecnie jeden z najpopularniejszych sposobów na sfinansowanie samochodu przez przedsiębiorców, również tych z sektora MŚP, oraz firmy w Polsce. Jeszcze 10 lat temu wynajem długoterminowy w naszym kraju był wręcz niszowy, wykorzystywany przede wszystkim przez duże międzynarodowe firmy. Dzisiaj, poza korporacjami, korzystają z niego coraz chętniej również mali i średni przedsiębiorcy, a także mikro firmy. Szczególnie w ostatnich latach wynajem długoterminowy zdobywa hitem polski rynek. Zgodnie z danymi PZWLP, tylko w ostatnich 5 latach udział wynajmu długoterminowego w sprzedaży nowych samochodów osobowych do firm i przedsiębiorców zwiększył się w Polsce o ok. 5 punktów procentowych – z ok. 20% do ok. 25%.

Od 2022 roku wynajem długoterminowy jeszcze bardziej atrakcyjny – również dla najmniejszych przedsiębiorców

Wynajem długoterminowy to prosta i wygodna forma użytkowania fabrycznie nowego samochodu w ramach stałej wysokości miesięcznej raty. W ratę, którą można porównać do opłaty ryczałtowej czy abonamentu, wliczone są nie tylko koszty finansowania samochodu, ale i zryczałtowane koszty wszelkiej obsługi, serwisu, przeglądów, opon, czy ubezpieczenia pojazdu, a także auta zastępczego. Użytkownik samochodu wynajmowanego długoterminowo, płacąc stałą ratę raz w miesiącu (np. 1000 zł), nie musi się przejmować żadnymi formalnościami czy czynnościami obsługowymi związanymi z autem (np. rejestracja, wyrabianie dokumentów, ubezpieczenie, zakup opon, likwidacja szkód itp.) – wszystkim zajmuje się firma wynajmująca. Nie jest również zaskakiwany żadnymi nieprzewidzianymi kosztami np. związanymi z awarią pojazdu, zakupem opon lub serwisem – są one pokrywane w ramach miesięcznej raty, w której uwzględnione zostały zryczałtowane koszty obsługi i serwisu auta. Innymi słowy, niezależnie, czy w danym miesiącu wykonany zostanie przegląd serwisowy za 1200 zł, czy też zakupione zostaną opony o wartości 1500 zł lub też opłacona zostanie składka ubezpieczeniowa – wysokość raty za wynajem długoterminowy samochodu pozostanie niezmienna. Koszty wynajmu długoterminowego są niższe niż w przypadku np. klasycznego leasingu, gdyż użytkownik w części swojej miesięcznej raty, dotyczącej finansowania samochodu, pokrywa jedynie utratę wartości wynajmowanego auta. Oznacza to, że w przypadku wynajmu długoterminowego samochodu o wartości 100 tys. zł, który zamierzamy użytkować np. przez 3 lata, „spłacimy” jedynie kwotę równą utracie wartości pojazdu w tym czasie, np. 35 tys. zł, a nie całe 100 tys. zł jak w przypadku klasycznego leasingu. Po zakończeniu umowy auto jest zwracane do firmy wynajmującej, a klient może wynająć kolejny, fabrycznie nowy samochód. Istnieje również możliwość odkupienia dotychczas użytkowanego samochodu za jego aktualną wartość rynkową.

Bardzo ważną zaletą wynajmu długoterminowego, szczególnie dla najmniejszych przedsiębiorców, jest również co do zasady brak opłaty wstępnej / wkładu własnego na początku umowy. Dla porównania, w przypadku innych form finansowania wymagana jest opłata wstępna (leasing finansowy) lub wkład własny (kredyt bankowy).

Koniec nieopodatkowanej sprzedaży samochodu po leasingu po krótkim czasie od wykupu

Od 2022 roku wraz z wprowadzeniem nowych przepisów podatkowych w ramach tzw. Polskiego Ładu wynajem długoterminowy samochodów stał się jeszcze bardziej atrakcyjny, przede wszystkim dla mikroprzedsiębiorców prowadzących działalność gospodarczą (JDG), będących podatnikami PIT.

Dotychczas podatnicy PIT w przypadku zakończenia umowy leasingu operacyjnego (tj. umowy, o której mowa w art. 23b ust. 1 ustawy o PIT), zawartej w ramach prowadzenia przez nich działalności gospodarczej, mogli dokonać tzw. wykupu prywatnego, czyli wycofania pojazdu z działalności gospodarczej i przekazania go na użytek własny. W takiej sytuacji faktura z tytułu wykupu wystawiana była na osobę fizyczną (nie w ramach prowadzonej działalności gospodarczej), a otrzymujący taką fakturę nie rozliczali jej w kosztach i nie odliczali podatku VAT, ponieważ pojazd taki nie był już wykorzystywany w działalności gospodarczej. Po upływie 6 miesięcy pojazd mógł zostać ponownie sprzedany, a od jego sprzedaży nie było konieczności zapłaty podatku dochodowego PIT oraz podatku VAT. Tym samym, właściciel takiego pojazdu wykupionego w ramach tzw. wykupu prywatnego, po krótkim okresie jego posiadania, był uprawniony do jego sprzedaży, bez jakichkolwiek konsekwencji podatkowych. Sprzedaż takiego pojazdu nie musiała być również dokumentowana fakturą VAT.

Zasady opodatkowania tzw. wykupu prywatnego samochodów po leasingu uległy zmianie od 1 stycznia 2022 r. za sprawą dodania art. 10 ust 2 pkt 4 do ustawy PIT – mówi Agnieszka Piasecka, Ekspert PZWLP, Kierownik Działu Prawnego Alphabet Polska. – Obecnie, sprzedaż samochodu wykupionego od leasingodawcy po okresie leasingu przed upływem 6 lat od daty wycofania samochodu z działalności gospodarczej jest obciążona podatkiem dochodowym. Komentowana zmiana nie zlikwidowała możliwości tzw. wykupu prywatnego, niemniej jednak wydłużenie okresu, który musi upłynąć pomiędzy wycofaniem samochodu z działalności gospodarczej a jego (nieopodatkowaną) sprzedażą z 6 miesięcy do 6 lat czyni go zdecydowanie mniej atrakcyjnym. W przypadku sprzedaży poza działalnością gospodarczą, dalej nie będzie konieczności wykazywania podatku VAT i wystawienia faktury VAT.

Co więcej, zdaniem ekspertów PZWLP, wybrane formy finansowania mogą stać się w oczach mikroprzedsiębiorców prowadzących działalność gospodarczą, rozwiązaniem mniej atrakcyjnym nie tylko ze względu na zmiany dotyczące opodatkowania sprzedaży wykupionego z leasingu samochodu, ale również ze względu na duże zmiany wprowadzone w ramach Polskiego Ładu, dotyczące sposobu naliczania składki zdrowotnej.

Z uwagi na wprowadzenie składki zdrowotnej liczonej, co do zasady, od dochodu albo przychodu, a nie jak wcześniej w postaci ryczałtu, sprzedaż samochodu wykupionego z leasingu przed upływem 6 lat podlegająca opodatkowaniu podatkiem PIT, w praktyce zwiększy wysokość wykazanych przychodów/dochodu i przez to wpłynie również na wysokość należnej składki zdrowotnej – mówi Agnieszka Piasecka, Ekspert PZWLP, Kierownik Działu Prawnego Alphabet Polska. – Dotyczy to w szczególności podatników rozliczających się na zasadach ogólnych, czyli według skali podatkowej oraz podatników tzw. podatku liniowego i ryczałtowców. W praktyce zatem, sprzedaż pojazdu podlegałaby dodatkowemu opodatkowaniu (oskładkowaniu) w wysokości 9% dochodu dla podatników rozliczających się według skali, 4,9% dochodu dla podatników rozliczających się podatkiem liniowym oraz poprzez zwiększenie poziomu rocznych przychodów, wyższej składce dla ryczałtowców.

Możliwy dodatkowy impuls wzrostowy dla wynajmu długoterminowego aut

Eksperci PZWLP prognozują, że w konsekwencji przepisów wprowadzonych od 2022 roku Polskim Ładem, czyli likwidacji preferencyjnych zasad opodatkowania tzw. wykupu prywatnego auta z leasingu i późniejszego zbycia pojazdu, powinna zwiększyć się atrakcyjność takich form finansowania samochodów, gdzie zakup samochodu po okresie umowy jest tylko opcją. Taką konstrukcję można znaleźć w umowach wynajmu długoterminowego lub leasingu operacyjnego z opcją (a nie obowiązkiem) zakupu pojazdu. Przedsiębiorca korzystający np. z klasycznego leasingu auta, który chciałby uzyskać dotychczasowy efekt uniknięcia opodatkowania sprzedaży samochodu po wykupie prywatnym z leasingu, będzie zmuszony do znacznie wydłużonego czasu eksploatacji takiego pojazdu.  W praktyce, zakładając, że średni okres leasingu samochodu w Polsce wynosi ok. 4 lat, przedsiębiorca będzie zmuszony do użytkowania jednego samochodu przez 10 lat.

W tym kontekście, w naszej ocenie, wynajem długoterminowy stanie się dla małych i średnich przedsiębiorców rozwiązaniem jeszcze bardzie atrakcyjnym niż do tej pory – mówi
Robert Antczak, Prezes Zarządu PZWLP, Dyrektor Generalny Arval Polska. – Poza wszystkimi innymi korzyściami tego rozwiązania, m.in. niższymi kosztami finansowania samochodów, wygodą, brakiem konieczności wpłaty własnej, która wynosi od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych w zależności od wartości samochodu, obecnie dochodzi jeszcze kwestia możliwości wymiany auta na kolejne fabrycznie nowe nawet co dwa lata, bez obowiązku wykupienia dotychczasowego samochodu i płatności z tytułu jego odsprzedaży podatku dochodowego. W wyniku wprowadzonych w ramach Polskiego Ładu przepisów wynajem długoterminowy w Polsce może w najbliższym czasie dostać dodatkowy impuls wzrostowy, szczególnie w segmencie najmniejszych przedsiębiorców.

Większość pracowników z autami służbowymi zapłaci wyższe podatki

Polski Ład wprowadził jednak nie tylko istotne zmiany przepisów w zakresie wykupu prywatnego aut po leasingu, ale również nowe zasady opodatkowania podatkiem dochodowym pracowników posiadających samochody służbowe z możliwością wykorzystywania tych pojazdów do celów prywatnych. Od nowego roku, dotychczasowe zryczałtowane kwoty doliczane do przychodu pracownika z tego tytułu nie uległy zmianie, jednakże odmienny jest sposób kwalifikacji aut do odpowiedniej wysokości ryczałtu w tym zakresie. Obecnie kryterium rozróżniającym wysokość tej kwoty nie jest pojemność, a moc silnika.

Do 31 grudnia 2021 r. kwota 250 zł miesięcznie była doliczana do przychodu pracowników wykorzystujących samochody służbowe także do celów prywatnych o pojemności silnika nieprzekraczającej 1,6 l, a auta z silnikami o większej pojemności były objęte większym ryczałtem w wysokości 400 zł miesięcznie – mówi Izabela Wawer, Ekspert PZWLP, Główna Księgowa LeasePlan Polska. –  Od nowego roku niższa kwota obowiązuje w przypadku samochodów o mocy silnika do 60 kW lub wszystkich aut elektrycznych czy z napędem wodorowym, natomiast dla pozostałych pojazdów zastosowanie ma wyższa zryczałtowana kwota doliczana do przychodu pracownika. W praktyce oznacza to wzrost obciążeń z tytułu podatku dochodowego dla większości osób, które dotychczas płaciły podatek od niższej stawki, posiadających spalinowe samochody służbowe z prawem do ich wykorzystywania w celach prywatnych. Zdecydowana większość aut spalinowych dostępnych na rynku, użytkowanych przez firmy i przedsiębiorców, dysponuje bowiem silnikami o mocy silnika większej niż 60 kW.

Przepisy wprowadzone w ramach tzw. Polskiego Ładu diametralnie zmieniają wiele dziedzin życia gospodarczego, wpływając na znaczną zmianę regulacji podatkowych. Jak się okazuje, nowe regulacje podatkowe mogą mieć również istotny wpływ na transformację polskiego rynku flotowego i sposobu finansowania samochodów wykorzystywanych przez firmy. Zgodnie z przewidywaniami ekspertów PZWLP, największe zmiany preferencji i trendów w tym zakresie, będą następować w grupie najmniejszych przedsiębiorców i mikro firm, którzy to do tej pory najczęściej korzystali z klasycznego leasingu, jako rozwiązania pozwalającego na osiąganie w ich przypadku dużych korzyści podatkowych. Znaczne wydłużenie okresu, w którym sprzedaż auta wykupionego po leasingu będzie podlegać opodatkowaniu, w połączeniu z dodatkową składką zdrowotną osób prowadzących działalność gospodarczą wynikającą z wartości transakcyjnej odsprzedanego po leasingu auta, mogą spowodować, że klasyczny leasing przestanie być dla tej grupy przedsiębiorców rozwiązaniem korzystnym podatkowo, przynajmniej w takim stopniu, jakim miało to miejsce wcześniej. Alternatywą, prowadzącą do zachowania status quo, czyli uniknięcia nie istniejącego wcześniej opodatkowania, jest użytkowanie jednego samochodu przez okres wydłużony w stosunku do stanu pierwotnego o 5,5 roku, co w praktyce będzie oznaczać, że mikroprzedsiębiorca musiałby wykorzystywać swoje auto przez średnio 10 lat. W takiej sytuacji, zdaniem ekspertów PZWLP, coraz bardziej popularne w ostatnich latach formy finansowania i użytkowania aut przez przedsiębiorców w ramach wynajmu długoterminowego mogą począwszy od 2022 r. stać się jeszcze bardziej atrakcyjne również dla najmniejszych przedsiębiorców w naszym kraju.

Trendy na 2022 roku w segmencie logistycznym

Poprzedni rok był absolutnie rekordowy pod kątem dostarczonej powierzchni, a jej zasoby przekroczyły poziom 24 milionów metrów kwadratowych. Warto tez wspomnieć, że w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy roku wynajęto aż 5 mln metrów kwadratowych i jest to wynik o ponad 40% lepszy niż w analogicznym okresie zeszłego roku. Ponadto w budowie cały czas znajduje się 3,7 miliona metrów kwadratowych, a więc prawie 150% więcej niż w analogicznym okresie zeszłego roku. Międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield sprawdza trendy z obszaru industrial na 2022 rok.

Różne oblicza magazynów

Na pierwszy rzut oka mówimy generalnie o nowoczesnej powierzchni magazynowej. Dla laika magazyn to duża bryła z rampami, pod które podjeżdżają samochody ciężarowe, a w środku prowadzone są bliżej nieokreślone operacje magazynowe. Gdy jednak przyjrzymy się tematowi magazynów bliżej, szybko zauważymy, że na pozór podobnie wyglądający budynek charakteryzuje się niejednorodną specyfikacją techniczną, wyposażeniem i spełnia różnorodne role w procesie zarządzania łańcuchem dostaw. Na jego powierzchni może odbywać się praca kilku, kilkunastu osób, ale też na niewiele większej nawet kilku tysięcy pracowników magazynowych. Może też być miejscem rozpoczęcia operacji w ramach łańcucha dostaw w danym kraju, bądź też elementem jego ostatniej mili, lub nawet ponownego wprowadzenia do obiegu.

Reasumując – coraz częściej mówimy o pozornie podobnych konstrukcjach, lecz o całkowicie różnorodnym przeznaczeniu i funkcji. W krajobrazie polskich magazynów widzimy więc coraz częściej nie tylko duże centra dystrybucyjne, ale i magazyny miejskie, huby kurierskie, centra zwrotów, a nawet powierzchnie magazynowe w galeriach handlowych ulokowane przy omnichannelowych sklepach, czy też dark stores – małe powierzchnie magazynowe zajmujące często miejsce dawnych lokali usługowych i małych sklepów osiedlowych. Różnorodność powierzchni magazynowych będzie więc rosnąć wraz z nasyceniem polskiego rynku, rosnącymi żądaniami klientów i rosnącą konkurencją.

Ekologia w modzie

W zeszłym roku zauważyliśmy również rosnący nieustannie nacisk na ekologiczne rozwiązania. Trend ten będzie obecny w jeszcze większej skali w roku obecnym. Według danych Światowego Forum Ekonomicznego budynki odpowiadają za 40% globalnego zużycia energii i jedną trzecią emisji gazów cieplarnianych, a priorytetem działań państw członkowskich UE ma być ograniczenie emisji dwutlenku węgla. Plany są ambitne, gdyż zgodnie z założeniami KE cel klimatyczny ma polegać na obniżeniu emisji o co najmniej 55% do 2030 roku. W kolejnych dekadach emisje gazów cieplarnianych mają się stopniowo zmniejszać, aby w 2050 roku UE mogła osiągnąć neutralność klimatyczną. – mówi Damian Kołata, Partner, Head of Industrial & Logistics Agency | Poland, Head of E-Commerce | CEE.

Dotychczas myśląc o ekologii w magazynach, poruszaliśmy zwykle temat paneli fotowoltaicznych na dachu i słynnych już uli na dachach centrów dystrybucyjnych. Od jakiegoś czasu, zielone podejście jest jednak coraz bardziej ustrukturyzowane i nosi nazwę ESG (Environmental, Social and Governance . Kryteria ESG, w oparciu o które tworzone są ratingi podmiotów gospodarczych, jako jeden z trzech głównych filarów zakładają właśnie „E”, czyli „environmental”.

Ważne, że ekologia w tym znaczeniu to też potężne oszczędności. Według kalkulacji różnych deweloperów działających na polskim rynku, przy zastosowaniu paneli fotowoltaicznych, zwiększonej izolacyjności ścian i dachu, oświetlenia LED oraz systemu zarządzania zużyciem energii, pobór energii w budynku spada nawet o 50%. Oświetlenie LED pobiera o 90% mniej energii niż standardowa żarówka. Z kolei inteligentny system sterownia oświetleniem DALI (Digital Addressable Lighting Interface) dostosowuje natężenie światła do zmiennych warunków otoczenia. Wykorzystuje czujniki ruchu i schematy aktywności, zapewniając optymalne warunki pracy oraz efektywne zarządzanie energią. Ładowarki do aut elektrycznych, nasadzenia roślinności, łąki kwietne, czy zielone dachy, pozwalają z kolei na redukcję emisji dwutlenku węgla o około 381 ton rocznie dla średniej wielkości magazynu. Z punktu widzenia najemców budynku liczy się także fakt, że zielone rozwiązania wpływają na dobrostan ich pracowników. Zieleń wokół budynku, strefy relaksu, mała architektura czy infrastruktura rowerowa sprawiają, że efektywność osób zadowolonych z miejsca pracy wzrasta.

Seria awansów w Griffin Capital Partners

Griffin Capital Partners w nowy rok wchodzi nie tylko z nową nazwą, ale i z serią awansów w działach inwestycyjnym i finansowym. Ogłoszone zmiany odzwierciedlają rosnącą skalę działalności Griffin Capital Partners w regionie, szczególnie na rynku inwestycji typu private equity.

Firma Griffin Capital Partners zakończyła właśnie proces rebrandingu. Zmiana nazwy i identyfikacji wizualnej podkreśla rosnące znaczenie private equity jako strategicznego kierunku rozwoju największego prywatnego inwestora i firmy zarządzającej aktywami na rynku private equity i nieruchomości w Europie Środkowo-Wschodniej. Wraz z rebrandingiem w strukturach firmy doszło do istotnych zmian personalnych w działach finansowym i inwestycyjnym. Monika Kaczmarska, dotychczasowa Vice President Finance objęła stanowisko Senior Vice President Finance w dziale finansowym. Do zmian doszło także w dziale inwestycyjnym. Jędrzej Socha, dotychczasowy Vice President Investments objął stanowisko Senior Vice President Investments, a Bartłomiej Bochenek, Jan Niepiekło i Bartosz Sobota awansowali na stanowiska Vice President Investments.

Monika Kaczmarska dotychczas pełniła funkcję Vice President Finance w dziale finansowym Griffin Capital Partners. Jako Senior Vice President Finance będzie odpowiedzialna między innymi za controlling spółek Grupy, realizowanie strategii finansowej, oraz funkcjonowanie procedur, compliance i kontrolę wewnętrzną. Monika Kaczmarska jest specjalistką w zakresie finansów. Wcześniej związana była ze spółkami Cornerstone Partners i Griffin Advisors. Jest absolwentką Rachunkowości i Finansów Przedsiębiorstwa w Akademii Leona Koźmińskiego, Nauk Politycznych Uniwersytetu Śląskiego oraz Filologii Romańskiej Uniwersytetu Wrocławskiego. Monika Kaczmarska jest tłumaczem przysięgłym języka francuskiego. Po studiach odbyła pięciomiesięczny staż w Komisji Europejskiej w Brukseli.

Jędrzej Socha, dotychczasowy Vice President Investments w dziale inwestycyjnym – awansował na stanowisko Senior Vice President Investments i odpowiada m.in. za projekty z obszaru private equity oraz rozwój nowej platformy energetycznej PAD RES. Wcześniej jako menedżer inwestycyjny w PZU zajmował się inwestycjami private debt oraz private equity. Przeprowadził liczne transakcje typu LBO, lewarowane oraz mezaninowe z polskimi oraz zagranicznymi podmiotami. Zajmował się również nadzorem właścicielskim nad spółkami publicznymi oraz prywatnymi, gdzie zasiadał w radach nadzorczych. Pracował też w departamencie bankowości inwestycyjnej mBanku. Jędrzej Socha jest absolwentem Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu oraz Cranfield School of Management i posiada certyfikat ACCA.

Bartłomiej Bochenek jest specjalistą w dziedzinie finansów korporacyjnych i inwestycji. Jako Vice President Investments w dziale inwestycyjnym Griffin Capital Partners będzie zajmował się aktywnym rozwijaniem nowych możliwości biznesowych na rynku nieruchomości m.in. mieszkaniowych i biurowych w Polsce i regionie CEE. Od czasu dołączenia do Griffina, Bartłomiej uczestniczył między innymi w transakcji przejęcia Grupy Murapol przez Griffina i Ares Management Corporation, jak też wspierał Echo Investment SA przy nabyciu pakietu większościowego w Archicom SA. Bartłomiej był również zaangażowany m.in. w fundusz Griffin Property Finance, gdzie odpowiadała za finansowanie typu mezzanine dwóch projektów logistycznych o łącznej powierzchni najmu (GLA) blisko 200 tys. mkw. Przed dołączeniem do Griffina swoje doświadczenie zawodowe zdobywał w dziale finansów korporacyjnych globalnej firmy doradczej PwC. Jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej, posiada również tytuł Chartered Financial Analyst (CFA).

Bartosz Sobota jest specjalistą w dziedzinie ekonomii, finansów i inwestycji. Zajmuje się głównie modelowaniem finansowym i analizą. Jako Vice President Investments w dziale inwestycyjnym Griffin Capital Partners będzie odpowiadał za rozwój dwóch platform inwestycyjnych – Grupy Murapol – jednego z najbardziej aktywnych deweloperów mieszkaniowych w Polsce oraz Echo Investment – największego polskiego dewelopera w sektorze nieruchomości biurowych, komercyjnych i mieszkaniowych. W trakcie swojej kariery zawodowej w Griffinie Bartosz był zaangażowany w liczne transakcje strategiczne dla firmy, m.in. przejęcia pakietu 98 proc. akcji spółki Murapol przez Griffina i Ares Management Corporation. Był również członkiem zespołu odpowiedzialnego za transakcję zbycia większościowego pakietu akcji Echo Investment S.A. firmie WING, w której to transakcji Griffin działał w imieniu swoich strategicznych partnerów i inwestorów firmy. Przed dołączeniem do Griffina pracował w dziale Global Advisory firmy Rothschild & Co – jednej z największych na świecie niezależnych grup doradztwa finansowego. Ukończył studia licencjackie na kierunku metody ilościowe w ekonomii w Szkole Głównej Handlowej oraz studia magisterskie na kierunku Finance & Investment w Rotterdam School of Management.

Jan Niepiekło jako Vice President Investments w dziale inwestycyjnym Griffin Capital Partners będzie zajmował się transakcjami z obszaru private equity i real estate. Posiada 7-letnie doświadczenie w pracy na rynku kapitałowym. Przed dołączeniem do Griffina pracował jako analityk w funduszu private equity Bridgepoint przy transakcjach oraz portfolio management. Wcześniej pracował także jako analityk w banku inwestycyjnym Rothschild & Co, gdzie zajmował się m.in. transakcjami M&A. Jan Niepiekło posiada dyplom Szkoły Głównej Handlowej na kierunku Finanse i Rachunkowości. Jest także absolwentem studiów filozoficznych Uniwersytetu Warszawskiego.

– W ciągu ostatnich 15 lat staliśmy się najbardziej dynamicznym i innowacyjnym inwestorem nie tylko w Polsce, ale również w całej Europie Środkowo-Wschodniej. Wraz z rozwojem naszego biznesu rósł także nasz zespół ekspertów – w ubiegłym roku intensywnie rozwijaliśmy zarówno dział inwestycyjny jak i finansowy. Ogłaszane dziś zmiany mają jednak inny charakter. Piątka naszych doświadczonych i sprawdzonych managerów awansowała na wyższe stanowiska, obejmując nowe zadania wpisujące się w aktualną strategię Griffin Capital Partners skoncentrowaną na rozwoju w obszarach private equity i nieruchomości – powiedział Nebil Senman, Partner Zarządzający w Griffin Capital Partners.

– Griffin Capital Partners może pochwalić się imponującym portfolio, jasną wizją i planem strategicznym, dzięki czemu przynosi znaczącą wartość i zyski swoim inwestorom. Ten sukces jest zasługą naszego silnego zespołu ekspertów, dysponujących nieocenioną wiedzą i wieloletnim doświadczeniem w obszarze operacyjnym, inwestycjach kapitałowych i finansowaniu oraz przeprowadzaniu ważnych transakcji na rynku. To ogromny kapitał i jeden z najważniejszych czynników napędzających rozwój Griffina – powiedział Maciej Dyjas, Partner Zarządzający w Griffin Capital Partners.