Aneta Jurkiewicz nowym Partnerem Mazars w Polsce

Aneta Jurkiewicz pracuje w Mazars od roku 2000. Zdobyła doświadczenie zawodowe w dziale audytu i corporate finance. Od wielu lat jest odpowiedzialna za dział outsourcingu kadr i płac.

Aneta specjalizuje się w doradztwie z zakresu kadr i płac dla polskich i zagranicznych spółek. Jest ekspertem w dziedzinie prawa pracy, ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych. Jest również cenionym mówcą na konferencjach i webinariach. Autorka publikacji specjalistycznych, aktywnie współpracuje z mediami.

Aneta Jurkiewicz otrzymała tytuł Payroll Manager of the Year w konkursie Global Payroll Awards 2021 organizowanym przez Global Payroll Association.

– Nasze ambitne plany opierają się na solidnych podstawach: pielęgnowaniu talentów w całej organizacji i pewności, że właściwie nagradzamy naszych najlepszych pracowników. Odczuwamy wielką satysfakcję obserwując, jak w naszych szeregach wzrastają utalentowane jednostki, które dochodzą do najwyższego szczebla organizacji. Gratuluję Anecie zasłużonego awansu i mam nadzieję, że nacisk, który kładziemy na rozwijanie silnej kultury firmy i stwarzanie nowych możliwości zachęci naszych pracowników do pójścia w jej ślady – powiedział Michel Kiviatkowski, Partner Zarządzający Mazars w Polsce.

Kondycja rynku biurowego w Warszawie

Warszawski rynek biurowy zakończył 2021 rok z zasobami na poziomie 6,15 mln m kw. Skutki wciąż trwającej pandemii nadal rzutują na decyzje deweloperów i najemców. Ograniczona liczba projektów budowie oraz mniejsze zainteresowanie nowymi umowami w ramach przednajmu będzie miało swoje konsekwencje w kolejnych latach.

Roczna podaż nowej powierzchni biurowej w 2021 roku przekroczyła poziom z 2020 roku i wyniosła blisko 325 000 m kw. Oznacza to drugi najwyższy wynik po stronie podaży w ostatniej dekadzie, a rekord niezmiennie należy do 2016 roku, kiedy zakończone projekty wniosły ponad 400 000 m kw.

„Popularność jaką od kilku lat cieszą się rejony centralne wśród najemców wpływa na decyzje deweloperów. Nie powinno zatem nikogo dziwić, że spośród całego wolumenu oddanego w 2021 roku, niemal 255 000 m kw. to budynki zlokalizowane właśnie w tej części stolicy,” – komentuje Magdalena Czempińska, dyrektor w Dziale Badań Rynku w Knight Frank.

W całym wolumenie stref centralnych ponad 55% stanowiły trzy wysokościowce usytuowane przy Rondzie Daszyńskiego – Skyliner (45 000 m kw., Karimpol), Generation Park Y (44 200 m kw., Skanska Property Poland) i Warsaw UNIT (56 400 m kw., Ghelamco).

„Wysoka dostępność powierzchni w nowych projektach i rosnący poziom pustostanów studziły decyzje deweloperów i na rozpoczęcie kolejnych budów decydowali się nieliczni. Pozostali inwestorzy brak aktywności argumentowali niepewnością związaną z rozwojem pandemii COVID-19 i zmniejszoną aktywnością najemców. W rezultacie, na koniec 2021 roku w budowie zidentyfikowano jedynie około 337 000 m kw., co było najniższym wynikiem od 2009 roku,” – wyjaśnia Magdalena Czempińska.

Niepokojący jest fakt, że zakładając dotrzymanie terminów przez deweloperów, około 273 000 m kw. ma zostać oddane w 2022 roku. Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że lata 2022-2023 będą jednymi z najsłabszych lat pod względem podaży w ostatniej dekadzie.

„Trwająca od blisko 2 lat pandemia odcisnęła swoje piętno na wynikach większości branż, ale miniony rok przyniósł poprawę pod kątem aktywności najemców względem 2020 roku. W ciągu 12 miesięcy podpisano umowy najmu na niemal 650 000 m kw., to jest o 7,5% więcej niż w 2020 roku. Oczywiście nie możemy jeszcze mówić o powrocie do wyników osiągalnych w latach 2017-2019, ale stabilizacja sytuacji pozwala bardziej optymistycznie patrzeć w przyszłość,” – dodaje Magdalena Czempińska.

W dalszym ciągu utrzymuje się trend ostrożnościowy pod kątem formy nowych umów. Około 45% rocznego wolumenu stanowiły renegocjacje istniejących umów, co było kontynuacją trendu wzrostowego w tej kategorii obserwowanego już od 2020 roku. Wzrost udziału umów renegocjowanych odbywa się kosztem umów w budynkach w budowie. W 2021 roku zainteresowanie najemców projektami w budowie nadal było relatywnie nieduże – udział umów przednajmu w całkowitym popycie wyniósł zaledwie 11%. Również relatywnie niewielu najemców powiększa najmowaną powierzchnię. W 2021 roku podpisano umowy ekspansji na jedynie 42 000 m kw., tj. 6,5% rocznego wolumenu. Struktura popytu według lokalizacji pokazuje, że największym zainteresowaniem najemców niezmiennie cieszyły się strefy centralne (60%, 385 000 m kw.) oraz Służewiec (15%, niemal 97 000 m kw.).

„Niski udział umów przednajmu w wolumenie najmu sprawia, że budynki oddawane do użytku w minionych kwartałach wynajęte są w relatywnie niewielkim stopniu, dla przykładu budynki oddane w IV kw. 2021 były wynajęte w około 50%. Nie bez znaczenia jest również dość niski udział ekspansji w strukturze umów najmu. Te czynniki mają bezpośredni wpływ na poziom pustostanów, którego systematyczny wzrost obserwowany jest na rynku od 2019 roku,” – komentuje Magdalena Czempińska.

Na koniec 2021 roku w Warszawie dostępne było niemal 780 000 m kw. biur, to jest 12,7% zasobów. W porównaniu z III kw. 2021 roku współczynnik ten wzrósł o 0,2 pp., natomiast w porównaniu z analogicznym okresem 2020 roku – o 2,8 pp. Współczynnik pustostanów wykazuje wyraźne zróżnicowanie pod względem lokalizacji. W obszarach centralnych wyniósł on 12,9% (spadek o 0,3 pp. w porównaniu z III kw. 2021 roku), natomiast w rejonach poza centrum – 12,4% (wzrost o 0,5 pp. w ciągu kwartału).

Ofertę na wynajem nadal poszerzają inwestycje z powierzchnią do wynajęcia w ramach podnajmu. W IV kw. 2021 roku w Warszawie zidentyfikowano co najmniej 87 000 m kw. takich biur.

Pomimo zmieniającej się sytuacji rynkowej wywoławcze stawki czynszu na stołecznym rynku utrzymywały się dotychczas na stabilnym poziomie. Czynsze wyjściowe w Centralnym Obszarze Biznesu, uwzględniając nowe prestiżowe projekty, kształtują się w przedziale 20-25 EUR/m kw./miesiąc, aczkolwiek zidentyfikowano projekty, w których najlepsza powierzchnia biurowa na najwyższych piętrach wież dochodzi do poziomu nawet 27-28 EUR. W pozostałych lokalizacjach centralnych stawki znajdowały się w przedziale od 15 do 22 EUR/m kw./miesiąc. Czynsze wywoławcze poza centrum wynoszą od 10 do 15 EUR/m kw./miesiąc.

Po WIS do KIS. Jak odnaleźć się wśród stawek ryczałtu i ulg w Polskim Ładzie?

W obliczu zmian wprowadzonych w Polskim Ładzie wielu podatników nie wie, jaką stawkę ryczałtu może zastosować czy z jakich ulg podatkowych skorzystać. Eksperci inFakt podpowiadają, że wątpliwości najlepiej rozwiać uzyskując indywidualną interpretację podatkową. W razie kontroli skarbowej przedsiębiorca będzie miał wówczas dowód na to, że działa zgodnie z prawem. Jeśli więc zbliża się termin, w którym trzeba określić stawki VAT lub ryczałtu, warto jak najszybciej złożyć odpowiednie wnioski, aby następnie stosować właściwe stawki.

Jakie wnioski przedsiębiorca może złożyć w razie wątpliwości?

Dwa podstawowe wnioski, jakie może złożyć podatnik to: wniosek o wydanie indywidualnej interpretacji podatkowej oraz wniosek o wydanie wiążącej informacji stawkowej. Oba należy skierować bezpośrednio do Krajowej Informacji Skarbowej (KIS). Mogą mieć one postać pisemną, wystarczy wydrukować odpowiedni formularz i wysłać go pocztą na adres KIS.  Alternatywą jest wysłanie wniosku elektronicznie za pomocą portalu ePUAP i Profilu Zaufanego. Następnie KIS ma do 3 miesięcy, aby odpowiedzieć na wniosek i wydać interpretację.

We wniosku o wydanie indywidualnej interpretacji podatkowej przedsiębiorca może zapytać jakie przepisy podatkowe będą w jego przypadku miały zastosowanie oraz przedstawić stan faktyczny dotyczący swojej działalności. Dotyczy to zarówno określenia stawek podatkowych, jak i zastosowania odpowiednich ulg. – Jeśli argumentacja podatnika co do stosowanych stawek zostanie uwzględniona po fakcie, czyli już po tym, jak został on obciążony niewłaściwym podatkiem, może otrzymać zwrot nadpłaty z Urzędu Skarbowego – tłumaczy Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt. ­– Co ważne, jeśli organ skarbowy nie wyda interpretacji indywidualnej w ciągu trzech miesięcy od złożenia wniosku, przyjmuje się, że stanowisko w nim przedstawione zostało uznane za prawidłowe.

Warto pamiętać, że indywidualna interpretacja podatkowa jest wydawana dla konkretnego podatnika, w konkretnej sprawie. Oznacza to, że nie będzie miała zastosowania w innych sprawach. Informacja wydana dla innego podmiotu może jedynie pomóc zrozumieć przedsiębiorcy jego sytuację, ale nie można powoływać się na nią np. w przypadku kontroli.

Kolejnym wnioskiem, z którego warto skorzystać w razie wątpliwości, jest wniosek o wydanie wiążącej informacji stawkowej (WIS). Co prawda w ten sposób wyznacza się stawkę VAT, ale może on również pomóc w ustaleniu kodu PKWiU, z którą jest powiązany. – Jest to w mojej ocenie jedyny dziś wniosek, który może dać w przyszłości ochronę przy doborze PKWiU, a to może posłużyć przedsiębiorcy w ustaleniu stawki ryczałtu – mówi ekspert.

Jak wypełnić wnioski?

Każdy wniosek składa się z części głównej oraz załącznika. Należy je wypełnić zgodnie z instrukcją. – Podatnik opisujący swoją sytuację powinien zrobić to możliwie szczegółowo, aby nie pozostawić żadnych wątpliwości co do stanu faktycznego lub zdarzenia przyszłego – podkreśla Piotr Juszczyk. –  Zalecam też, aby we wniosku nie powoływać się na określone przez nas PKWiU, jeśli pytamy o rozstrzygnięcie stawek ryczałtu. Może się zdarzyć, że KIS odniesie się wyłącznie do tego, jaka stawka obowiązuje na wskazanym przez nas PKWiU, a nie do meritum sprawy, czyli pomocy w określeniu właściwej stawki w oparciu o stan faktyczny.

Ile kosztuje złożenie wniosku?

Opłata skarbowa wynosi 40 zł za każdą sprawę. Oznacza to, że jeśli podatnik we wniosku prosi o wyznaczenie kilku powiązanych ze sobą stawek, to powinien z góry zapłacić odpowiednią wielokrotność tej kwoty. W przypadku wysyłki listownej dowód zapłaty trzeba dołączyć do wniosku. Z kolei jeśli wniosek jest składany przez ePUAP, system umożliwi automatyczną płatność lub pozwoli na dodanie potwierdzenia zapłaty w załączniku.

Pakiet Mobilności: rewolucja w zarobkach kierowców, kłopoty przewoźników

  • Już od 2 lutego 2022 roku wchodzą w życie nowe, restrykcyjne, europejskie przepisy odnośnie stawek dla kierowców realizujących przewozy na trasach międzynarodowych,
  • Zostaje wprowadzony rygorystyczny „rating przedsiębiorstwa” –  firmy transportowe będą podlegać ocenie, a wszelkie poważne naruszenia przepisów będą miały znaczący wpływ na możliwość świadczenia usług transportowych na terenie EU,
  • W myśl przepisów płaca kierowcy będzie uzależniona od kraju, w którym wykonuje pracę, co oznacza dla niego podwyżki a dla przewoźników wzrost obowiązków rozliczeniowych,
  • Wszystkie te zmiany oznaczają znaczące podwyżki kosztów transportu, nawet do 30 proc.

Już 2 lutego wchodzi w życie kolejna część przepisów europejskich dla branży transportu w ramach Pakietu Mobilności. Dotyczą one między innymi zmian w delegowaniu pracowników  i dostępie do rynku europejskiego. W praktyce przepisy zaczną traktować kierowców międzynarodowych jako pracowników delegowanych. Oznacza to, że pracownicy przy większości kursów będą rozliczani po stawkach krajów, w których realizują zlecenia. Dodatkowo w życie wchodzą nowe regulacje odnośnie przerw w pracy, powrotów do kraju czy  dni bez wyjazdu.

– Kilka ostatnich miesięcy to szczególnie trudne czasy dla przewoźników – mówi Paweł Turniak, Dyrektor ds. Systemów GPS w Seris Konsalnet. – Bałagan z wprowadzeniem e-TOLL, podwyższenie płacy minimalnej, niepewność płynąca z przepisów Polskiego Ładu, inflacja, podwyżki cen paliw. A teraz druga odsłona Pakietu Mobilności dodatkowo skomplikuje  życie polskiemu przewoźnikowi, zmniejszając jego konkurencyjności na europejskim rynku usług transportowych.

Ograniczenie dostępności rynku

Opracowywany od 2017 r. Pakiet Mobilności w teorii ma za zadanie poprawić warunki pracy kierowców we wszystkich krajach i zrównać konkurencyjność europejskich firm transportowych.  Pojawi się szereg nowych zmian i  ograniczeń jak:

  • konieczność dokładnego rozliczenia wynagrodzenia kierowców według układu zbiorowego i stawek kraju, w którym zrealizował przewóz
  • ograniczenie liczby przewozów (kabotażowych) w innym kraju do trzech na tydzień (jednym pojazdem)
  • dodanie do rejestru ERRU i KREPTD tzw. ratingu przedsiębiorstwa, określającego współczynnik występowania naruszeń,
  • obowiązek powrotu pojazdu do bazy raz na 8 tygodni,
  • obowiązek kierowcy wprowadzenia do tachografu symbolu państwa, do którego wjechał.

– Zastanawiam się, czy wprowadzenie  tak restrykcyjnych przepisów nie będzie oznaczało kolejnego poważnego ograniczenia udziału polskich firm transportowych w rynku europejskim – mówi Paweł Turniak. – Pakiet Mobilności w praktyce bardzo utrudnia działanie naszym przewoźnikom na unijnym rynku. Przykładem jest choćby konieczność precyzyjnego wyliczenia wynagrodzenia kierowcy za pracę za granicą oraz   ścisłe przestrzeganie przerw w pracy. Wymaga to  sporego zaangażowania kierowców i bardziej zaawansowanych systemów informatycznych.

Wzrost biurokracji i obowiązków raportowych

Wszystkie firmy transportowe, operujące na rynku europejskim, będą musiały znacząco zwiększyć swoje zaangażowanie w zbieranie danych o transportach i ich rzetelne przetwarzanie.  Europejskie służby kontrolne będą miały wgląd do jednej wspólnej bazy naruszeń.  Niezbędna stanie się zatem konieczność analizowania na bieżąco przez przewoźnika czasu pracy kierowcy.

Oznacza to również konieczność magazynowania i przetwarzania ogromnej ilości danych, co dla mniejszych firm, które do tej pory robiły to ręcznie, może być niewykonalne.

– Proszę sobie wyobrazić rozliczenie stawki pracownika, który przekroczy kilkanaście obszarów prawnych w ciągu miesiąca w transporcie międzynarodowym – mówi Paweł Turniak. – Bez systemu informatycznego będzie to droga przez mękę. Firmy transportowe będą  nadal szukać sprawdzonych i pewnych rozwiązań zmierzających do redukcji kosztów  z powodu wzrostu wynagrodzeń pracowniczych. Wiemy od naszych Klientów że przenoszą  bazy firm do obszarów przygranicznych, zmniejszają liczbę pracowników i inwestują w systemy do zbierania danych, które oszczędzą im kosztów, w tym również pozwolą na ograniczenie  kar. Mimo to firmy transportowe prognozują, że i tak wzrosną koszty transportu – ze wstępnych szacunków wynika, że nawet o 30 proc. Obecnie już  są rekordowo wysokie, ale inflacja, rosnące koszty paliwa oraz niestabilność ekonomiczna powoduje dalszą presję na wzrost tych kosztów.

W Warszawie kolejny spadek sprzedaży mieszkań

Z danych portalu RynekPierwotny.pl wynika, że w stolicy sprzedaje się co szóste nowe „M”. Informacje z IV kw. 2021 r. sygnalizują jednak pogorszenie wyników sprzedażowych deweloperów. Wygląda na to, że rosnące ceny mieszkań, szalejąca inflacja i wzrost stóp procentowych wpływają na zmniejszenie zainteresowania stołecznym rynkiem. Od października do grudnia 2021 r. sprzedaż nowych „M” w Warszawie spadła o kolejne 9% względem wyniku z wcześniejszych trzech miesięcy.

Rynek mieszkaniowy nie pozostaje obojętny na zmiany stóp procentowych. Wpływają one na zdolność kredytową i na wysokość rat. Polacy ostrożniej podchodzą do decyzji o zakupie mieszkania. Nic więc dziwnego, że inwestorzy mieszkaniowi zanotowali gorsze wyniki sprzedażowe. Taka sytuacja ma jednak swoje plusy. Warszawskim deweloperom udało się ustabilizować wielkość oferty. W ujęciu kwartalnym, podaż z całej Warszawy zmieniła się bowiem tylko o (-1%) i w IV kw. 2021 r. oscylowała na poziomie zbliżonym do 13 tys. nowych lokali.

Spadek liczby dostępnych inwestycji

Pod koniec 2021 roku liczba nowych projektów w Warszawie wynosiła 253. Oznacza to trzymiesięczny spadek o jedenaście inwestycji – będący m.in. konsekwencją zamykania mocno wyprzedanych projektów. Największe zmiany dotyczyły Mokotowa oraz Pragi-Północ (spadek o 6 inwestycji), a także Białołęki (spadek z 57 do 54 projektów).Mapa 1 - Mapa warszawskich inwestycji

Warto także zwrócić uwagę na podaż stołecznych mieszkań z poszczególnych dzielnic. W ubiegłym kwartale ciekawa sytuacja miała miejsce na terenie Ursynowa. Nastąpił tu niemal czterokrotny wzrost podaży nowych lokali. Ursynów ze względu na swoje położenie to dobra alternatywa dla osób, które chciałyby kupić mieszkanie na Mokotowie, ale nie mogą sobie na to pozwolić ze względu na wzrost cen metrażu.

Liderem podaży jest wciąż Białołęka – ta dzielnica miała pod koniec ubiegłego roku do zaoferowania 2 553 lokale. Najgorzej pod względem podaży wyglądał Żoliborz i Ochota.

Sprzedaż spadła

W porównaniu do III kw. 2021 r. sprzedaż nowych mieszkań spadła w trzech ostatnich miesiącach roku o kolejne 9%. Równocześnie stołeczni deweloperzy wprowadzili do oferty o 12% mniej lokali niż w okresie lipiec – wrzesień 2021 r. Jak mówi Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl –  Można oczekiwać, że gorsza koniunktura sprzedażowa będzie widoczna również przez cały 2022 rok. W tym kontekście warto nadmienić, że banki dopiero w pierwszym kwartale bieżącego roku całkowicie uwzględnią skutki ubiegłorocznych podwyżek stóp procentowych NBP.

W całej drugiej połowie ubiegłego roku najwięcej lokali sprzedało się na Białołęce (1 448), Ursusie (1 215) i Mokotowie (823). Najmniej transakcji sprzedaży miało miejsce na Wesołej (19), Żoliborzu (27) i Ochocie (31). Łącznie z rynku ubyło 7 419 mieszkań.Tabela 1 - Średnie ceny nowych mieszkań w Warszawie w podziale na dzielnice

Wzrost cen zwalnia

Ostatnie tygodnie 2021 roku przyniosły spowolnienie wzrostu cen stołecznych lokali. Mimo to, koszt 1 mkw. nowego warszawskiego mieszkania wzrósł w IV kw. 2021 r. o 4,6% i przekroczył barierę 12 000 zł/mkw.

W ubiegłym kwartale tylko dwie stołeczne dzielnice cechowały się ujemną dynamiką cen. Na Rembertowie średnia cena za mkw. spadła o minimalne 0,2%. Na Targówku spadek był jeszcze mniejszy – 0,1%. Najbardziej podrożał metraż na Ochocie (+22,6%), Śródmieściu (+17,5%) i Ursynowie (+16,7%).

Ciekawa sytuacja miała miejsce na Wawrze, który jeszcze do niedawna był jedyną stołeczną dzielnicą ze średnią stawką poniżej 8 000 zł/mkw. Pod koniec 2021 r. nowe „M” z Wawra kosztowało już średnio niemal 8 700 zł/mkw. Jak mówi Andrzej Prajsnar – Taka sytuacja może dodatkowo przyspieszyć proces, który jest już widoczny w danych GUS. Mowa o częstszej budowie lokali deweloperskich pod Warszawą. 

Najdroższe nowe mieszkania w IV kw. 2021 roku znajdowały się na Śródmieściu – 26 998 zł/mkw., Woli – 18 552 zł/mkw., Ochocie – 17 160 zł/mkw., Żoliborzu – 16 416 zł/mkw. i Mokotowie – 15 543 zł/mkw. Najtaniej było na Wawrze – 8 667 zł/mkw., Białołęce – 8 964 zł/mkw. i Rembertowie – 9 473 zł/mkw.Wykres 2 - Średni metraż i cena mieszkania w Warszawie

Co przyniesie przyszłość?

W najbliższych miesiącach można oczekiwać wzrostu aktywności inwestorów na obrzeżach Warszawy. Koniec roku przyniósł pogorszenie relacji między poziomem stołecznych wynagrodzeń i cenami metrażu. Mimo inflacyjnej presji płacowej, trudno oczekiwać, że w najbliższym czasie dostępność metrażu na warszawskim rynku pierwotnym wzrośnie.

Kupujący będą więc szukać tańszych opcji i rozglądać się za mieszkaniami na obrzeżach miasta lub poza jego granicami. Sytuacji nie polepsza fakt, że rosną ceny prądu i koszty robocizny. Wykonawcy budowlani będą waloryzować swoje stawki, a to dodatkowo podniesie ceny mieszkań.

Podmiejskie powiaty zyskają zatem na atrakcyjności. Szczególnie interesujące wydają się obszary z dobrym połączeniem drogowym i kolejowym do stolicy. Niedawne ukończenie Południowej Obwodnicy Warszawy daje deweloperom nowe możliwości w zakresie planowania podwarszawskich inwestycji. Rozbudowa sieci dróg i poszerzanie infrastruktury to dobre informacje dla inwestorów. Wszyscy zdają sobie sprawę z kurczącej się bazy stołecznych gruntów. Siłą rzeczy trzeba będzie budować więcej poza granicami miasta.

Szerzej o warszawskim rynku nieruchomości mieszkaniowych w Raporcie – „Rynek mieszkaniowy w Warszawie – IV kw. 2021”

Spółka holdingowa – kolejna nieprecyzyjnie przygotowana ustawa związana z wprowadzaniem Polskiego Ładu

Wprowadzono od 1 stycznia ulgi podatkowe, które mają być korzystne dla inwestujących w rozwój przedsiębiorstw. Jednak jest to kolejna nieprecyzyjnie przygotowana ustawa związana z wprowadzaniem Polskiego Ładu.

Nowelizacja prawa podatkowego, która weszła w życie w 2022 r., zawiera bardzo istotną zmianę, która była od dawna oczekiwana i postulowana przez polskich przedsiębiorców, a dotyczy zwolnienia z podatku dochodowego dochodu uzyskanego ze sprzedaży udziałów lub akcji.

– Kluczową korzyścią z tego rozwiązania jest możliwość reinwestowania całego osiągniętego zysku w kolejne spółki, dzięki czemu posiadający spółki holdingowe mogą aktywnie inwestować większe środki finansowe – mówi w rozmowie z MarketNews24 Agnieszka Wnuk, współprzewodnicząca Komitetu Podatki CCIFP, doradca podatkowy, partner w MDDP. – Polscy przedsiębiorcy od dawna postulowali wprowadzenie takiego rozwiązania ponieważ funkcjonuje ono w wielu państwach, w tym również w Unii Europejskiej.

Ustawa przewiduje jednak szereg warunków, które trzeba spełnić, aby zastosować korzystne rozwiązanie dotyczące spółek holdingowych. Niektóre z tych warunków są oczywiste, a przykładem jest chociażby konieczność posiadania odpowiedniego pakietu udziałów bądź akcji przez zdefiniowany minimalny okres czasu.

Jednak w ustawie wprowadzono też warunki, które będą bardzo trudne do spełnienia. Dla spółek giełdowych praktycznie będzie bardzo trudna weryfikacja czy żadnej akcji nie posiada podmiot z raju podatkowego czy państwa nietraktatowego, ponieważ akcje spółek giełdowych są przedmiotem obrotu na bieżąco.

Inny wymóg dotyczy niekorzystania ze zwolnień dywidendowych.

– Niestety, ustawa nie precyzuje w jakim okresie spółka, która chce uzyskać status spółki holdingowej miałaby nie korzystać ze zwolnień przewidzianych już wcześniej w ustawie dotyczącej dywidend – wyjaśnia Agnieszka Wnuk. – Nie wiadomo też czy dotyczy to jakichkolwiek dywidend, czy też wyłącznie dywidend od spółki, której udziały bądź akcje są sprzedawane.

T-Mobile wzywa ZPP do zapłaty miliona złotych za podanie publicznie dostępnych informacji o wysokości zapłaconego przez spółkę podatku CIT

W latach 2016 – 2020 T-Mobile zapłaciło w Polsce niecałe 31 tysięcy złotych podatku CIT przy przychodach sięgających ponad 43 miliardów złotych. W tym samym okresie, spółka otrzymała pomoc publiczną o wartości ponad 800 tysięcy złotych – a zatem dwadzieścia pięć razy wyższej, niż zapłacony przez nią podatek dochodowy. Są to dane dostępne publicznie, a mimo to za ich podawanie spółka domaga się od ZPP przeprosin i miliona złotych zadośćuczynienia. Zdaniem zarządu Związku sytuacja jest oczywista – to próba szantażu i zamknięcia ust w dyskusji o kształcie polskiego systemu podatkowego.

W listopadzie 2021 roku ZPP opublikował raport pod tytułem „Księga wstydu Ministerstwa Finansów – dyskryminacja podatkowa polskich firm”. Zawarte w nim informacje, mimo że były dostępne publicznie już wcześniej, wstrząsnęły opinią publiczną. Eksperci ZPP przeanalizowali dane finansowe i podatkowe wybranych firm, a następnie zestawili je sektorowo. Wszystkie podmioty badane były pod dokładnie tym samym kątem – wysokości uiszczanego podatku dochodowego w odniesieniu do osiągniętego przychodu.

Okazało się, że pracujący Polacy płacą podatki w wysokości porównywalnej do niektórych międzynarodowych korporacji o wielomiliardowych obrotach. Jedną z przytoczonych w raporcie spółek jest operator komórkowy T-Mobile. W 2020 roku spółka zapłaciła 10 430 zł podatku CIT wobec przychodów sięgających ponad 9 mld zł. Dla porównania, gospodarstwo domowe dwóch osób zarabiających przeciętne wynagrodzenie zapłaciło w 2020 roku prawie 8 000 zł podatku CIT.

T-Mobile uznało, że dane o wysokości płaconego przez spółkę podatku godzą w jej wizerunek i wystosowało do ZPP pismo, w którym wzywa Związek do zapłaty zadośćuczynienia w wysokości miliona złotych, usunięcia wzmianek o spółce z raportu i opublikowania oficjalnych przeprosin.

Jednym z pierwszych kroków przedsięwziętych przez ZPP w odpowiedzi na pismo T-Mobile była konferencja prasowa z udziałem Członków Zarządu ZPP: Cezarym Kaźmierczakiem, Marcinem Nowackim i Jakubem Bińkowskim. Na spotkaniu zabrakło Prezesa T-Mobile Polska Andreasa Maierhofera, zaproszonego przez ZPP, by wyjaśnił przyczyny zapłacenia 30 tysięcy podatku CIT łącznie w ciągu ostatnich 5 lat przy obrotach sięgających 43 miliardów złotych.

– Nasz raport pokazał, że polski system podatkowy jest skrajnie niesprawiedliwy: umożliwia największym firmom legalne płacenie podatku w minimalnej wysokości, bezwzględnie obciąża natomiast MŚP i osoby pracujące – twierdzi Cezary Kaźmierczak, prezes ZPP – Podkreślanie tego faktu oczywiście nie jest w smak części firm, które na tle branżowej konkurencji płacą zadziwiająco niski podatek. Pismo od T-Mobile traktujemy jednoznacznie jako próbę szantażu i zamknięcia nam ust. Mam jednak złą wiadomość: ZPP w dalszym ciągu będzie walczył o wprowadzenie jasnych, sprawiedliwych i równych reguł podatkowych uniemożliwiających agresywną optymalizację. Żadne wezwania do zapłaty milionowych sum nas przed tym nie powstrzymają.

W ocenie zarządu ZPP, próba zastraszenia Związku przez T-Mobile może być związana z zapowiadaną publikacją kolejnej części „Księgi wstydu Ministerstwa Finansów”. Jak deklarują jednak członkowie zarządu: Związek nie da się zastraszyć, a sam raport zostanie niebawem opublikowany.

Rynek reklamy na świecie wzrośnie w 2022 o 9,2%. Większa część tortu będzie należeć do reklamy cyfrowej

Grupa reklamowa dentsu opublikowała Global Ad Spend Forecast. Według badania rynek reklamy na świecie odbija się mocno po regresie z 2020 roku. Średni wzrost w tym roku ma być trzy razy szybszy niż w analogicznym okresie po kryzysie finansowym z 2008 (w 2011 wynosił 3,2%, teraz 9,2%). Wśród rynków, które mają rozwijać się szybciej niż światowa średnia,  są kraje Europy Środkowej i Wschodniej (tzw. CEE).

Łączna kwota, którą reklamodawcy z całego świata przeznaczą na reklamę w 2022, wyniesie wg. Global Ad Spend Forecast 745 miliardów dolarów. To o 117,2 miliarda więcej niż przed wybuchem pandemii.AdSpend 1

Digital większą częścią reklamowego tortu

W 2022 roku aż 55,5% wartości na rynku reklamy (408,4 miliarda dolarów) na całym świecie będzie pochodzić z digitalu. Grupa dentsu przewiduje, że w 2024 roku ta wartość wyniesie nawet 59,4%. Oznacza to zmierzch dominacji bardziej tradycyjnych form reklamy.

W 2022 roku większa część światowego tortu będzie należeć do reklamy cyfrowej – mówi Sławomir Stępniewski, CEO dentsu Polska i CEE. – Dla rynku to moment przełomowy, ponieważ nigdy wcześniej digital nie osiągnął tak dużej przewagi na rynku reklamy. W 2019 roku ta wartość wynosiła 43,2%, jednak jak widzimy, pandemia gwałtownie przyspieszyła ten wzrost. Szacujemy, że za dwa lata jego wartość wzrośnie o 79,2 miliarda dolarów i jeszcze bardziej umocni się pozycja reklamy cyfrowej na świecie.AdSpend 2

Na drugim miejscu, pod względem wartości na rynku reklamy w 2022 roku, znajdzie się reklama telewizyjna – 197,8 miliarda dolarów. Według badania od kilku lat widzimy spadek jej znaczenia względem digitalu. W 2019 roku 32,7% wartości światowego rynku reklamy pochodziło z reklamy telewizyjnej. Do 2024 roku ma to już być 24,9%.

Duży wzrost reklamy kinowej i OOH

W 2022 roku, oprócz digitalu, wystrzelą także rynki reklamy kinowej (wzrost o 23,4%) i zewnętrznej, czyli tzw. Out-of-Home (wzrost o 12,8%). Ten pierwszy znacząco ucierpiał na skutek pandemii i według Global Ad Spend Forecast nie odbuduje swojej pozycji do roku 2024 (wartość reklamy kinowej w 2019 roku wynosił 3,6 miliarda dolarów, a w 2024 ma wynosić jedynie 2,9 miliarda). Przewiduje się, że OOH już w kolejnych dwóch latach odczuje znaczny spadek dynamiki wzrostu (w 2023 roku 2,7%, a w 2024 1,9%).

Jak można było się spodziewać, według dentsu, rynek reklamy prasowej cały czas będzie tracił na znaczeniu. Niewielki wzrost odnotuje natomiast reklama radiowa – wzrost w 2022 roku na poziomie 2%.

Polska i inne kraje rosną w siłę

Do najszybciej rozwijających się rynków reklamy w 2022 będą należeć Indie (wzrost 14,6%), Stany Zjednoczone (14,0%) i kraje CEE (11,4%).

W 2021 nie dało się nie zauważyć wyhamowania rynku reklamy w całym regionie CEE (w 2021 r. wzrost dentsu w CEE 23,1%), nie mniej jednak cały czas rozwija się on szybciej niż przed pandemią (w 2019 r. wzrost 8,4%) – dodaje Stępniewski. – W 2022 roku rynek reklamy w CEE wyniesie 18,6 miliarda dolarów, a wyłączając Rosję, 10,2 miliarda dolarów. Dentsu CEE, które od dwóch lat funkcjonuje jako jeden spójny organizm, ma swój niewątpliwy udział w zwiększeniu wartości rynku reklamy w regionie Central Eastern Europe. Dzięki naszej transformacji budujemy wartość i pomagamy markom i naszym klientom skutecznie wykorzystywać cyfrowy ekosystem oraz mariaż technologii i mediów.

Te branże zainwestują w reklamę najmocniej

W 2022 roku największy wzrost pieniędzy na reklamę będzie zauważalny w branży turystycznej (wzrost o 10,3%), która mocno ucierpiała wskutek utrudnień w podróżowaniu spowodowanych pandemią. Kolejna branża, która zainwestuje w tym roku w reklamę najsilniej to branża automotive (wzrost w 2022 roku o 7,6%). Choć w porównaniu do zeszłego roku zauważamy tu spadek dynamiki (11,5% w 2021) to jednak branża ta widocznie odbudowuje się po ciosie, którym był COVID-19 (w 2020 roku wartość reklamy w branży automotive spadła o 15,9%).

AdSpend 3Najważniejsze reklamowe wydarzenia roku

Dentsu przewiduje, że najbardziej znaczącymi zdarzeniami w 2022 roku, które pozytywnie wpłyną na rynek reklamowy na świecie, będą w pierwszym kwartale Zimowe Igrzyska Olimpijskie i Paraolimpijskie w Pekinie. Wzrost ma sięgnąć 8,9%. W drugim i trzecim kwartale przewiduje się wzrost o 10,3% i 10,7%. Za sprawą Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w Katarze w czwartym kwartale 2022 r. dentsu przewiduje wzrost na rynku o 9,2%.

W 2022 r. czeka nas wyhamowanie na rynku kredytów i pożyczek w Polsce

W 2021 r. Polacy zaciągnęli więcej kredytów i pożyczek niż przed rokiem, a spłacają je lepiej niż kiedykolwiek. Akcja kredytowa w 2021 r. osiągnęła łączną wartość na poziomie 187,6 mld zł i była wyższa o 33% niż w 2020 r. Przybywało kredytów udzielanych na wysokie kwoty we wszystkich produktach kredytowych. Historycznie rekordowe wyniki odnotowały kredyty mieszkaniowe, zaciągnięto ich na kwotę 88,7 mld zł – 40,1% r/r. Wzrosło zadłużenie z tytułu kredytów konsumpcyjnych: o 29,1% kredytów gotówkowych i 21,4% ratalnych. O 56,2% urosła wartość przyznanych pożyczek pozabankowych.

BIK prognozuje, że w roku 2022 nie należy oczekiwać powtórzenia tak optymistycznego scenariusza, jak w 2021 r. Prezes Zarządu BIK, dr Mariusz Cholewa wskazuje możliwe przyczyny wyhamowania tempa wzrostu rynku kredytów i pożyczek w Polsce.

Rok 2021 był bardzo dynamiczny na rynku kredytów i pożyczek w Polsce. Pomimo nieustępującej sytuacji pandemicznej, realizował się optymistyczny scenariusz aktywności na rynku finansowym.

W całym 2021 r. banki i SKOK-i udzieliły kredytów mieszkaniowych na kwotę 88,69 mld zł (+40,1%), kredytów ratalnych na kwotę 18,03 mld zł (+21,4%) oraz na kwotę 66,64 mld zł (+29,1%) kredytów gotówkowych. Firmy pożyczkowe zamknęły 2021 r. wartością udzielonych pożyczek na kwotę 7,20 mld zł (+56,2%).

Przybywało kredytów udzielanych na wysokie wartości. To zjawisko jest cechą charakterystyczną dla całego 2021 r. i dotyczyło wszystkich rodzajów kredytów.

Łączne zadłużenie gospodarstw domowych na koniec 2021 r. z tytułu wszystkich produktów kredytowych, limitów i pożyczek pozabankowych wyniosło 739,7 mld zł. Na wzrost portfela kredytowego znaczący wpływ miały kredyty mieszkaniowe, które wyraźnie dominują w strukturze, osiągając ponad 70% wartości całego portfela.

– Na wartość akcji kredytowej w kredytach hipotecznych w 2021 r. wpływ miały dwa kluczowe czynniki. Pierwszym z nich był niewątpliwie wysoki popyt ze strony kredytobiorców, wynikający ze sprzyjających warunków makroekonomicznych. Utrzymujące się od maja 2020 r. stopy procentowe na poziomie 0,1%, zachęcały Polaków do zaciągania kredytów. Koszty kredytu były niskie, zaś zdolność kredytowa potencjalnych kredytobiorców wysoka. Pozwalało to na zaciąganie zobowiązań długoterminowych na wysokie kwoty. Zobowiązania kredytowe na wartość ponad 500 tys. zł stanowiły w 2021 r. ponad 28% całej akcji kredytowej w hipotekach, a ich roczna dynamika była najwyższa i wyniosła 87,8%. Drugi czynnik to, wzrost o 14% r/r średniej kwoty udzielanego kredytu mieszkaniowego. Widać tu bezpośrednią korelację z szybującymi w górę cenami na rynku nieruchomości – wyjaśnia dr Mariusz Cholewa, prezes zarządu BIK.
Sprzedaż 2021 kredytyportfel kredytowy 2021

Jakość portfela kredytowego już od kilku lat utrzymuje się na bezpiecznym poziomie szkodowości. Comiesięczne odczyty BIK Indeksu Jakości potwierdzają, że poziom szkodowości jest najniższy w historii w kredytach ratalnych i gotówkowych, a w kredytach mieszkaniowych prawie najniższy.

– W 2021 r. Polacy spłacali swoje zobowiązania lepiej niż kiedykolwiek. W ubiegły rok wchodziliśmy z dużym niepokojem z uwagi na wątpliwość, jak zachowają się kredyty objęte w 2020 r. moratoriami kredytowymi po ich zakończeniu. Rzeczywistość okazała się dużo lepsza niż potencjalne obawy z początku roku. Poziom jakości monitorujemy wykorzystując nasze Indeksy Jakości, które pełnią funkcję systemu wczesnego ostrzegania. W przypadku większości produktów kredytowych, jakość wręcz poprawiła się w porównaniu z poprzednimi latami. Do poprawy jakości portfela kredytowego przyczyniło się m.in. złagodzenie skutków ekonomicznych pandemii poprzez stymulację fiskalną oraz, że w pandemii banki udzielały kredyty klientom o wyższej wiarygodności – podsumowuje prezes BIK.

Zagrożenia dla rynku kredytowego na 2022 rok

Jak wynika z badania zrealizowanego dla BIK 18 stycznia 2022 r., blisko połowa (48%) ogółu Polaków obawia się, że w ciągu najbliższych trzech miesięcy ich sytuacja finansowa ulegnie pogorszeniu.

Obawy te u 80% badanych związane są ze wzrostem stałych kosztów utrzymania, opłat za gaz, prąd, wodę. Są to również główne obawy osób posiadających kredyty mieszkaniowe, co przyznało 70% badanych.

Te nastroje społeczne pogłębia fakt zapowiadanych kolejnych podwyżek stóp procentowych. Dla 64% Polaków, spłacających kredyt mieszkaniowy, to istotne źródło obaw.

BIK wskazuje, że największym zagrożeniem dla jakości spłacanych kredytów, będzie wzrost oprocentowania kredytów w wyniku kolejnych podwyżek stóp procentowych. Obecnie przy stopie referencyjnej NBP 2,25%, przy średnim kredycie hipotecznym na 311 tys. zł miesięczna rata wzrosła o 347 zł w stosunku do okresu, w którym stopy procentowe były najniższe w historii. Jeśli stopy procentowe wzrosną do poziomu 4,5%, rata podwyższy się o kolejne 409 zł.

– To, co wpłynie na terminowość spłaty kredytów w 2022 r., to posiadany przez gospodarstwa domowe bufor, będący różnicą pomiędzy dochodami a kosztami utrzymania oraz kosztami obsługi zadłużenia. Kredytobiorcy, którzy na moment zaciągania kredytów, bufor ten miały na niskim poziomie, będą najbardziej narażone na trudności w terminowej obsłudze zadłużenia.

– Uwzględniając rosnące koszty związane z utrzymaniem gospodarstwa domowego, dla osób które już dzisiaj mają wysoki poziom wskaźnika DtI, ilustrującego relację miesięcznego obciążenia z tytułu spłat zobowiązań finansowych i dochodów rozporządzalnych, terminowa obsługa posiadanych zobowiązań kredytowych może już stanowić trudność. Szczególnie, gdy oprocentowanie kredytów wzrośnie, a uzyskiwane dochody nie zrównoważą tego efektu – tłumaczy prezes Cholewa.

Co przyniesie rok 2022?

Perspektywy dla rynku kredytowego w 2022 r. są mocno skorelowane z czynnikami niepewności odnośnie przyszłej sytuacji gospodarczej, pandemicznej i fiskalnej. Czynniki te w sposób zróżnicowany wpłyną na poszczególne produkty kredytowe. Wniosek jest jeden: dynamika akcji kredytowej w 2022 r. w porównaniu do roku 2021 r. będzie zróżnicowana w zależności od rodzaju kredytu.

– W wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych przewidujemy w 2022 r. spadek r/r o 9,8% w porównaniu do roku 2021. Sprzedaż kredytów hipotecznych szacujemy nadal na wysokim poziomie sięgającym 80,0 mld zł, wyższym niż przed pandemią oraz wyższym niż w okresie ostatniego boomu mieszkaniowego w latach 2005-2008 – zapowiada prezes BIK.

Umiarkowane wzrosty BIK szacuje w kredytach ratalnych, natomiast w kredytach gotówkowych zapowiada lekkie wzrosty i powrót do poziomów sprzed pandemii.

– Niewielki wzrost o 3,6% szacujemy w kredytach gotówkowych, których wartość osiągnie 69,0 mld zł, powracając do odczytów sprzed pandemii. W kredytach ratalnych przyjmujemy wzrost na poziomie 5,6% , co przekłada się na 19,0 mld zł nowej akcji kredytowej w tym segmencie i kontynuacje trendu wzrostowego – dodaje.

Zwolnienie tempa w kredytach mieszkaniowych

W roku 2022 BIK nie przewiduje pobijania kolejnych rekordów w wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych. Wpływ na to będzie miało kilka czynników.

Podnoszone stopy procentowe osłabią zdolność kredytową osób ubiegających się o finansowanie w bankach. Niewiadomą jest także zakres i skala obciążenia gospodarstw domowych, w wyniku rosnących kosztów związanych z wysoką inflacją.

Inny negatywny czynnik wpływający na dochody gospodarstw domowych wynikać może ze zmian w systemie podatkowym. Część lepiej zarabiających podatników straci na zmianach podatkowych, co ograniczy ich zdolność kredytową.

Prawdopodobna stabilizacja cen na rynku nieruchomości wpłynie na niższą dynamikę wzrostu przeciętnie zaciąganego kredytu mieszkaniowego.

– Już od kwietnia 2021 r. obserwujemy systematyczny spadek liczby osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy. Zjawisko to może się jeszcze pogłębić w 2022 r. w wyniku podwyżek stóp procentowych, wzrostu kosztów utrzymania i ewentualnego braku zrównoważenia tych negatywnych aspektów wzrostem dochodów rozporządzalnych gospodarstwa domowego. Ponadto, w przypadku stabilizacji lub spadku cen na rynku nieruchomości, średnia wartość wnioskowanego kredytu przestanie dynamicznie rosnąć. Wartość akcji kredytowej jest bezpośrednio uzależniona od liczby udzielonych kredytów i wartości przyznanego kredytu. Jeśli będzie mniej wnioskujących, a średnia kwota kredytu stabilna, to akcja kredytowa osłabi się – podsumowuje dr Mariusz Cholewa.

Rok 2022 kluczowy dla energetyki – bez szybkich zmian transformacja nie będzie możliwa

40-procentowy wzrost cen prądu wzbudził obawy wśród konsumentów oraz firm. Niestety, szybkiego powrotu do taniej energii prawdopodobnie nie będzie. Jak wskazują eksperci Eaton, najpierw potrzebna jest głęboka reforma systemu energetycznego w kierunku inteligentnych i rozproszonych mikrosieci. Przyjmowane dotąd rezolucje były zbyt słabe, aby zainicjować potrzebne zmiany. W 2022 roku potrzebne będzie znaczne przyspieszenie regulacji, zarówno na poziomie unijnym, jak i regionalnym.

Koniec z łatwym dostępem do energii?

Na początku miejsce produkcji energii elektrycznej było ściśle związane z miejscem jej konsumpcji, np. koła wodne zapewniały moc fabrykom. W XX wieku, gdy energia zaczęła być produkowana centralnie z węgla, ropy naftowej i gazu, dostęp do niej stał się dużo łatwiejszy. Ten model musi się jednak zmienić, aby możliwa była transformacja energetyczna. W 2022 roku ponownie kluczowa staje się decentralizacja systemu energetycznego i wytwarzanie mocy w miejscu jej zużywania.

Mikrosieci przyszłością energetyki

Starzenie się sprzętu, brak inwestycji w infrastrukturę, niezdolność do nadążania za popytem, ryzyko blackoutu – to tylko niektóre problemy, z jakimi borykają się systemy energetyczne. Coraz więcej gmin, przedsiębiorstw użyteczności publicznej czy wspólnot mieszkaniowych będzie więc zwracało się ku mikrosieciom. To samodzielne systemy elektryczne, na które składa się wiele mniejszych źródeł wytwarzania mocy (np. ze słońca czy wiatru), a także inteligentnych czujników. Urządzenia montowane w akumulatorach czy generatorach energii w czasie rzeczywistym mierzą m.in. zużycie mocy oraz zarządzają jej wykorzystywaniem. Pozwala to nie tylko zmniejszać koszty energii, ale też zachować niezależność od paliw kopalnych i centralnej sieci energetycznej.

Użytkownicy i firmy szukają samowystarczalności energetycznej. Aby poradzić sobie z wahaniami cen prądu czy widmem blackoutu, potrzebne jest produkowanie energii na miejscu jej konsumpcji, magazynowanie jej i inteligentne wykorzystywanie, gdy jest potrzebna, w ramach niezależnej sieci. Firmy mogą na przykład lokalnie przechwytywać powstające w wyniku procesów produkcyjnych ciepło albo wykorzystywać parę wodną do ogrzewania pomieszczeń, chłodzenia czy procesów produkcji – wskazuje Mariusz Hudyga, product manager w firmie Eaton.

Era prosumentów wymusza duże zmiany

Dotychczas przepływ energii w sieci był jednokierunkowy: z niewielu miejsc jej produkcji do wielu miejsc konsumpcji. W erze milionów rozproszonych prosumentów, którzy produkują energię z wiatru i słońca, będziemy musieli polegać na sztucznej inteligencji. Dane zbierane przez czujniki „za licznikiem” nie były dotąd dostępne do analizy dla tradycyjnych sieci energetycznych. Odpowiednio wykorzystane informacje o zużyciu i magazynowaniu energii zwiększą zdolność systemu do reagowania na zmieniający się popyt oraz produkcję mocy z zielonych źródeł. Zmiany powinny jednak następować znacznie bardziej dynamicznie niż dotąd.

Rezultaty konferencji klimatycznej COP26 pokazały trudności związane z transformacją energetyczną. Mimo dużej presji na porozumienie w sprawie redukcji emisji i głośno wyrażanego optymizmu, pojawiły się opinie, że przyjęte rezolucje były zbyt słabe, aby przynieść znaczące zmiany i ułatwić rozwój inteligentnych sieci.

Przekucie woli politycznej i poparcia społecznego w konkretne rezultaty będzie wymagało coraz większego wysiłku oraz intensyfikacji działań na regionalnym i lokalnym poziomie. Decyzje muszą podjąć miliony zainteresowanych stron od międzynarodowych dostawców energii po indywidualnych konsumentów. Dlatego tak szybko, jak to możliwe, potrzebne są jasne regulacje dotyczące integracji mikrosieci oraz inteligentnych czujników. Rok 2022 będzie kluczowy w budowaniu niezawodnej, bezpiecznej i nowoczesnej sieci energetycznej. Jeśli proces ten nie zostanie uruchomiony teraz, transformacja energetyczna może utknąć w miejscu na długie lata – podsumowuje Mariusz Hudyga.

FPP: Pracodawcy chcą chronić pracowników. Dlaczego rząd każe im iść do sądu?

Pracodawcy powinni mieć możliwość sprawowania rzeczywistej kontroli nad ryzykiem wystąpienia COVID-19 w zakładzie pracy, gdyż odpowiadają za stan bezpieczeństwa i higieny pracy. Ponoszą wszelkie ryzyka związane z pracą – gospodarcze, socjalne, osobowe. Zatem powinni mieć narzędzia do wypełniania podstawowego obowiązku w zakresie bhp, zgodnie z art. 207 Kodeksu pracy, jak również zmniejszania ryzyka, które mogą ostatecznie prowadzić do negatywnych skutków (np. ograniczanie działalności i likwidacja miejsc pracy).

Zatem, żeby zmniejszyć ryzyko zakażenia koronawirusem w miejscu pracy, pracodawcy powinni móc weryfikować status zdrowotny pracowników oraz osób związanych stosunkiem cywilnoprawnym. Natomiast nie do przyjęcia jest propozycja, aby pracodawcy musieli występować z roszczeniami do sądu przeciwko tym pracownikom, którzy są niezaszczepieni i spowodowali wzrost zachorowalności w zakładzie pracy – wśród współpracowników i osób trzecich.

Taki kierunek rozwiązań przeczy fundamentalnym zasadom, na których opiera się prawo pracy. Czy tego rodzaju zamysł ma przerzucać całkowitą odpowiedzialność na pracownika? Absolutnie nie można się z tym zgodzić. Pracodawca jest podmiotem nadrzędnym w relacji z pracownikiem – ma chronić jego życie i zdrowie korzystając z odpowiednich, adekwatnych do różnych sytuacji (w tym pandemii) instrumentów. Występowanie z pozwami przeciwko pracownikom nie jest społecznie oczekiwanym kierunkiem rozwiązania problemu. To droga do eskalacji konfliktów w stosunkach pracy. Należy szukać skutecznych i dobrych dla obu stron zatrudnienia rozwiązań. Zadaniem państwa jest wspierać pracodawców i pracowników w tym, aby miejsca pracy były bezpieczne – a nie przerzucanie na jedną albo drugą stronę odpowiedzialności za sytuację, jaka nastąpiła w kraju i wpływa między innymi na sferę pracy.

Wśród rozwiązań, które należy popierać, jest między innymi: powszechne nieodpłatne testowanie w kierunku SARS-CoV-2, paszport covidowy, wprowadzenie ułatwień organizacyjnych w miejscu pracy (praca zdalna, kierowanie do innej pracy, na urlop, niedopuszczenie do pracy). Należy ułatwiać funkcjonowanie tym pracodawcom, którzy będą mieć w swoich szeregach wyłącznie osoby zaszczepione, ozdrowieńców lub osoby posiadające negatywny wynik testu (np. niepodleganie  ograniczeniom wprowadzanym w związku ze stanem epidemii).

Grażyna Spytek-Bandurska, ekspert prawa pracy, Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP)

Efekt jojo na rynku

Ostatnie dni pokazują, że rynki zachowują się podobnie jak nasze nieudane postanowienia noworoczne i podlegają efektowi jojo. Chwila spokoju wystarczyła, by inwestorzy zapomnieli o ryzykach na Wschodzie i zaczęły się korekty.

Korekta na rynkach?

Sytuacja na rynku jest mocno skomplikowana. Z jednej strony ceny wielu aktywów w ostatnich dniach gwałtownie spadły. Mowa tutaj zarówno o niektórych walutach, w tym polskim złotym, jak również o giełdach. Z drugiej strony mamy potężny element ryzyk, który powoduje, że możemy znowu wrócić do spadków. W rezultacie, jeżeli tylko sytuacja na Wschodzie się uspokaja, to inwestorzy próbują złapać potencjalne zyski na odbiciach korekcyjnych. Z drugiej strony pytanie, jak długo takie odbicie może trwać. Im wyżej odbija się rynek, tym bardziej inwestorzy patrzą na moment do realizacji zysków. Pozostaje też kwestia, ilu z nich będzie chciało trzymać pozycję otwartą przez weekend. To może spowodować, że szybko wrócimy do przecen.

Niespodzianka na Węgrzech

Wczoraj na posiedzeniu Banku Węgier niespodziewanie doszło do podwyżki stóp procentowych o 0,5%. Analitycy spodziewali się wzrostu o zaledwie 0,3%. W rezultacie główna stopa procentowa wynosi 2,9%. Na reakcję rynków nie trzeba było długo czekać. W rezultacie pomimo ryzyk na Wschodzie Europy wczorajszy dzień był udany dla forinta. Z drugiej strony osłabianie forinta zaczęło się kilka dni wcześniej niż polskiego złotego, zatem wczorajszy ruch był tylko korektą tych osłabień. Co ciekawe, na Węgrzech podjęto decyzje o czasowym zamrożeniu wysokości rat kredytowych. Ruch ten zatem zmniejsza wpływ podwyżek stóp procentowych, gdyż z rynku znika mniej pieniędzy.

Co zrobią Amerykanie?

Dzisiejszy dzień to głównie oczekiwanie na decyzję Wielkiego Brata za oceanem. Teoretycznie na dzisiejszym posiedzeniu powinniśmy dowiedzieć się tylko o zmniejszeniu programu skupu aktywów. Z drugiej strony większość analityków będzie słuchać głównie komunikatu po posiedzeniu. To z niego powinniśmy dowiedzieć się, czy informacje o przyspieszeniu podwyżek stóp procentowych są uzasadnione. Jeżeli do tego dojdzie, powinniśmy spodziewać się nagłego umacniania się dolara. Z drugiej strony Rezerwa Federalna w ostatnim czasie dba bardziej o rynki finansowe, niż walczy z inflacją, co sugeruje, że wcale nie musi się dzisiaj wydarzyć nic ważnego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – Kanada – decyzja Banku Kanady w sprawie stóp procentowych,
20:00 – USA – decyzja FOMC w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

GfK: Grudzień pod znakiem kontynuacji spadku nastrojów konsumenckich Polaków

Grudzień 2021 r. przyniósł w Polsce istotne pogłębienie spadku nastrojów konsumenckich. Najsłabsze wyniki odnotowano w grupie najstarszych osób. Wśród kobiet średni wskaźnik nastrojów jest znacznie niższy, niż w przypadku mężczyzn.barometr nastrojów GFK

Barometr Nastrojów Konsumenckich GfK, czyli syntetyczny wskaźnik ilustrujący aktualne nastroje Polaków w zakresie postaw konsumenckich, wyniósł w grudniu -10,5 i spadł o 1,3 p.p. w stosunku do poprzedniego miesiąca.

Dla porównania na początku roku 2021 r. – w styczniu – wskaźnik znajdował się na poziomie -15,1, następnie wspinał się do września, kiedy osiągnął poziom -4, by znów zacząć spadać. W konsekwencji, koniec roku przyniósł powrót do negatywnych nastrojów i tym razem mają one twarde podłoże ekonomiczne, a nie jak dotychczas – pandemiczne.

W grudniu ub. r. największy spadek w relacji do miesiąca poprzedzającego odnotowano wśród osób, które przekroczyły 60 lat. I właśnie w tej kategorii nastroje są obecnie najniższe (wskaźnik wynosi -23,3). Najlepsze nastroje utrzymują się zaś w grupie osób między 23, a 29 rokiem życia. W przypadku podziału na płeć, zauważalnie gorsze nastroje konsumenckie dotyczą kategorii kobiet (-13,1), co jest wynikiem o ponad 5 p.p. niższym niż w przypadku mężczyzn.

Gdy wszystko wskazywało na to, że oswajamy się z pandemią i po roku życia w nowej rzeczywistości nastroje zaczęły piąć się w górę, do konsumentów znów trafiły twarde gospodarcze komunikaty. Mowa o rosnącej inflacji, która przestała już być komunikowana jako przejściowy problem, wyższych cenach na półkach sklepowych, budzących niepokój rachunkach za prąd i gaz oraz rosnących cenach paliw. Nic dziwnego że w takich warunkach konsument zaczyna się martwić. Zdecydowanie złym sygnałem jest także wyraźne pogorszenie się skłonności do zakupów – oznacza to powrót do oszczędzania, coraz częstszego korzystania z promocji i niskich cen, a także ograniczania konsumpcji mówi Szymon Mordasiewicz, dyrektor komercyjny Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia.

W listopadzie kluczowe składowe Barometru Nastrojów Konsumenckich kształtowały się następująco:

  • nastąpiło pogorszenie ocen bieżącej sytuacji finansowej gospodarstwa domowego – składowa spadła o 3,1 p.p., z poziomu -7,5 do -10,6.
  • nastąpiło niewielka poprawa ocen przyszłej sytuacji finansowej gospodarstwa domowego – składowa wzrosła o 0,8 p.p., z poziomu -13,3 do -12,5;
  • nastąpiła niewielka poprawa przyszłej sytuacji gospodarczej kraju – składowa wzrosła o 2,5 p.p., z poziomu -38,3 do -35,8;
  • nastąpił spadek skłonności do zakupów – składowa spadła o 5 p.p., z poziomu 22,1 do 17,1.

Informacje o badaniu

Badanie zrealizowano w dniach 5-10 listopada w ramach wielotematycznego badania omnibusowego e-Bus metodą CAWI (wspomaganych komputerowo wywiadów z respondentami z wykorzystaniem ankiety umieszczonej w internecie) na kwotowej, reprezentatywnej przedmiotowo, ogólnopolskiej próbie n=1000 osób. Struktura respondentów została dobrana z zachowaniem rozkładu wybranych parametrów społeczno-demograficznych odzwierciedlającego rozkład tych cech w populacji generalnej.

Barometr może przyjmować wartości od –100 do +100 i jest to saldo pomiędzy opiniami pozytywnymi a negatywnymi. Dodatnia wartość barometru wskazuje na to, iż w danej fali badania liczba konsumentów nastawionych optymistycznie przeważa nad liczbą konsumentów nastawionymi pesymistycznie. Wartość ujemna barometru oznacza odwrócenie tej proporcji.

Barometr jest zagregowanym wskaźnikiem sporządzanym na zlecenie Komisji Europejskiej, wyliczanym od 1985 roku. Obecnie indeks obejmuje 27 krajów. Dane dla Polski pochodzą z badania GfK współfinansowanego przez Komisję Europejską.

W oczekiwaniu na dzisiejsze posiedzenie FOMC

Dzisiejszy dzień przebiegać będzie zapewne na rynkach pod znakiem oczekiwania na wyniki posiedzenia FOMC w USA. Zgodnie z dominującymi opiniami pomimo najwyższej od 40 lat rocznej dynamiki CPI (+7 proc.) zanotowanej w grudniu FED zdecyduje się na pierwszą podwyżkę wysokości podstawowych stóp procentowych dopiero w marcu, kiedy to równocześnie zakończy się operacja „druku pieniądza” rozpoczęta w Stanach Zjednoczonych w pierwszej połowie 2020 roku jako reakcja na ówczesną covidową depresję gospodarczą. Obecny konsensu zakłada 4 podwyżki o ćwierć punktu procentowego w tym roku, ale pojawiają się opinie, że FED w marcu może zdecydować się na większą skalę pierwszej podwyżki.

Do końca stycznia zostały jeszcze 4 sesje, więc to się może jeszcze oczywiście zmienić, ale na razie Nasdaq Composite zmierza ku ustanowieniu swego historycznego rekordu skali spadku w styczniu. Od końca grudnia indeks stracił już 13,46 proc. Poprzedni rekord w tej kategorii ustanowiony został w styczniu 2008 (-9,89 proc.). Od tamtej pory był tylko jeden miesiąc, który zakończył się większym spadkiem indeksu: październik 2008 (-17,35 proc.). Wśród ważniejszych indeksów giełdowych na świecie, większy niż Nasdaq Composite obecnie spadek od końca poprzedniego roku notują rosyjski RTS (-17,5 proc.) oraz niemiecki TecDAX (-14,41).

Ostatnia fala wyprzedaży akcji nie jest jednak wszędzie tak silna. Na plusach w tym roku są ciągle główne indeksy w takich krajach jak Singapur, Hong Kong, Filipiny i Indonezja w Azji, Turcja, Grecja i Węgry w Europie czy Brazylia, Chile i Argentyna w Amerykach.

Znacznie lepiej na początku tego roku radziły sobie rynki surowców: CRB Index był wczoraj o +7,06 proc. wyżej niż pod koniec roku. Duża w tym zasługa surowców energetycznych: kontrakty na węgiel w Rotterdanie podrożały w tym roku już o 56 proc., a amerykańska ropa (WTI) o +14,2 proc. Oczywiście prowadzone przez Rosję u granic Ukrainy gry wojenne raczej sprzyjają utrzymywaniu się cen tych surowców na wysokich poziomach, co tym bardziej pogłębia obecny problem z inflacją.

Według wiceministra zdrowia dziś padł w naszym kraju rekord dziennej liczby wykrytych zakażeń SARS-CoV-2 (po raz pierwszy powyżej 50 tysięcy). Można to porównać do rekordowych 501 tysięcy nowych przypadków zanotowanych wczoraj we Francji (467 zgonów – najwięcej od kwietnia ub.r.).

Dziś rano w rejonie Azji i Pacyfiku lekko przeważały niezbyt silne wzrosty, ale japoński Nikkei 225 ustanowił swe roczne minimum tracąc 0,44 proc. Europa otworzyła się na zielono (niemiecki DAX-30 rósł w pół godziny po otwarciu o +1,2 proc., podobnie jak WIG-20.

Wojciech Białek
DM TMS Brokers

Ciężkie czasy dla branży transportowej

Nie da się ukryć, że ostatnie czasy nie są najlepsze dla branży transportowej. Pandemia, znaczące braki pracowników, wprowadzenie Pakietu Mobilności, problemy z łańcuchem dostaw i… rosnące zadłużenia. To wszystko sprawiło, że branża znalazła się na zakręcie, a nastroje osób z nią związanych są dalekie od optymizmu – pisze Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics.

Według badań Bibby MSP Index sprawdzających nastroje polskich przedsiębiorców, w październiku 2021 r. sub-indeks dla branży transportowej zmniejszył się aż o 7,5 pkt w porównaniu z badaniem przeprowadzonym wiosną tego samego roku. Obecnie utrzymuje się na wartości będącej granicy kryzysu – 50,2 pkt.[1] Ten wzrost niepokojów w branży jest spowodowany wieloma czynnikami.

Rosnące obawy…

Co sprawiło, że obawy w branży transportowej w ostatnim czasie tak bardzo się nasiliły? Nie trudno ukryć, że wiele z nich związanych jest z Pakietem Mobilności, a konkretnie ze znaczącym wzrostem kosztów prowadzenia biznesu – te zmiany mogą kosztować polskich przewoźników nawet 14 mld zł rocznie[2]. Co więcej, pomimo wzrostu płac dla zawodowych kierowców, związanych z nowymi stawkami godzinowymi ich niedobór nie zostanie zredukowany a wręcz przeciwnie – nadal będzie wzrastać. Nie zapominajmy, że koszty uzyskania uprawnień do prowadzenia samochodów ciężarowych wynoszą ok. 10 tys. zł, a to przecież nie wszystko, trzeba również opłacić badania, czy kursy dające dodatkowe  uprawnienia. Ogólnie rzecz ujmując, przepisy związane z Pakietem Mobilności zawierają wiele niewiadomych, a także nakładają na branżę TSL nowe obowiązki. Jednak kłopoty finansowe sięgają znacznie dalej. Obecnie wymagany jest rozwój technologiczny, a to pochłania pieniądze, których będzie ubywać. Stanu rzeczy nie poprawia inflacja, z której wzrostem wiążą się wyższe ceny paliw i stopy procentowe. Jeśli dodamy do tego problemy z niedoborem kierowców i znaczącą konkurencję na rynku mamy gotowe źródło, a właściwie liczne źródła, pogorszenia nastrojów w branży. Według raportu Bibby MSP Index do tych źródeł możemy zaleczyć również gorsze prognozy dotyczące sprzedaży oraz przewidywany spadek zatrudnienia w najbliższym czasie. Pojawiają się głosy, że sytuację finansową branży może poprawić planowana przez rząd obniżka VAT. Zgodnie z Tarczą Antyinflacyjną 2.0 od 1 lutego ma nastąpić obniżka podatku VAT za paliwo z 23% do 8%. Niestety, nawet jeśli ten pomysł wejdzie w życie, to koszty transportu nie zmniejszą się w żadnym stopniu. W praktyce obniżka ta oznacza jedynie ulgę dla odbiorców detalicznych, natomiast dla przedsiębiorców jest ona neutralna i nie daje żadnych korzyści, a różnica w cenie paliwa znajdzie się w urzędzie skarbowym. Także zmiana VAT za paliwo nie pomoże rozwiązać żadnych problemów. Ponadto przedstawiciele branży transportowej i magazynowej nadal odczuwają także negatywne skutki pandemii koronawirusa, które w wielu przypadkach znacząco zaszkodziły ich przedsiębiorstwom. W tym wszystkim nie zapominajmy o jeszcze jednym, wręcz głównym problemie całej branży TSL – stale rosnącym zadłużeniu.

…i rosnące zadłużenie

Pomimo zwiększonego zapotrzebowania na usługi branży transportowej zadłużenie firm z tego sektora od lat sukcesywnie wzrasta, a największy skok został odnotowany w czasach pandemicznych. Według danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej od początku pandemii do końca 2021 roku  wzrosło ono prawie o 27 proc., osiągając zawrotną sumę  1,24 mld zł [3]. W tym czasie powiększyła się również liczba dłużników i obecnie wynosi ona 23,5 tys. podmiotów. Komu branża TSL jest winna te wszystkie pieniądze? Według raportu KRS, największym wierzycielem firm z branży transportowej są instytucje finansowe, które łącznie mają do odzyskania 400 mln zł. Kolejne miejsca na tej liście zajmują firmy leasingowe i faktoringowe  (264,2 mln zł), firmy windykacyjne i fundusze sekurytyzacyjne (234 mln zł), a także koncerny paliwowe (116,5 mln zł). Wewnątrz branży tsl największa część tych zaległości finansowych  przypada przewoźnikom drogowym, dokładnie 1,1 mld zł długu. Dlaczego te sumy są tak duże? Pamiętajmy, że znaczącym problemem i niestety również poniekąd cechą tego biznesu, są duże zatory płatnicze. Utrzymanie firmy, całej załogi i floty to kosztowne kwestie. Należy również mieć na uwadze konkurencję oraz konieczność rozwoju technologicznego – aby utrzymać się na rynku, trzeba podjąć duże zobowiązania finansowe. Branże charakteryzują także długie, kilkutygodniowe bądź kilkumiesięczne terminy płatności – żeby normalnie funkcjonować w czasie oczekiwania na zapłatę od kontrahenta, często trzeba zaciągnąć kolejne zobowiązania. Nie trudno nie zauważyć, że to samonapędzająca się machina. Dodając koszty poboczne i nieustannie zmieniające się regulacje prawne mamy odpowiedź skąd wziął się ten zatrważający dług.

Wielowymiarowe konsekwencje

Branża transportowa to zdecydowanie jedna z najważniejszych gałęzi gospodarki a jej kondycja ma strategiczne znaczenie dla rozwoju ekonomicznego całego rynku. Dlatego jej problemy mogą znacząco odbić się na wielu innych sektorach gospodarki. Blisko 90% przewożonych przez polskich przewoźników ładunków przypada na samochody ciężarowe i pomimo nieustannie rosnącej liczby przewozów, branża transportowa boryka się problemami, które skutecznie hamują jej rozwój. Wśród największych z nich w przytaczanym powyżej  raporcie KRS wymieniono m.in.: niską rentowność, restrykcyjne przepisy, drogie naprawy, czy wysokie koszty zatrudnienia i niedobór wykwalifikowanej kadry. Branży transportowej, w przypadku finansowania zewnętrznego, najbardziej potrzebne jest wsparcie płynności finansowej. Tkwimy w wielkiej pętli długów – zadłużone u branży TSL przedsiębiorstwa często wykorzystują, jak mogą długie terminy płac, a zdarzają się również przypadki, kiedy i tak spóźniają się z regulacjami finansowymi, bądź… nie płacą wcale. Sytuacja jest trudna, nastroje w branży również się pogarszają w związku z nadchodzącymi zmianami i lękiem przed jeszcze mniejszą płynnością finansową. W tej sytuacji nieustannie rosnące koszty działalności i potrzeba kolejnych inwestycji, to wydatek, które mniejsze przedsiębiorstwa mogą nie udźwignąć bez zewnętrznego finansowania.

Niepewna przyszłość

Widmo nadchodzących zmian i narastającego długu oznacza konieczność działania, zanim sprawy zajdą zbyt daleko. Co jest w tej sytuacji najważniejsze? Przede wszystkim uzyskanie należności od zadłużonych u branży TSL kontrahentów. Inflacja i ogólnie pogarszająca się sytuacja finansowa wielu różnych przedsiębiorstw może napędzać nieetyczne zachowania. Okres przedawnienia roszczeń transportowych wynosi 12 miesięcy i zdarza się, że  przewoźnicy zaczynają odzyskiwać należności dopiero wtedy, kiedy ten okres się kończy. Kontrahenci celowo wstrzymują płatności, co prowadzi do częściowego przedawnienia się długów, zanim uda się  uruchomić proces windykacji. Przedawnienie roszczenia oczywiście  nie blokuje drogi do odzyskania pieniędzy, jednak zdecydowanie ją utrudnia i co gorsza, pociąga za sobą kolejne nakłady finansowe. Jaka jest na to rada? Tylko zmiana regulacji prawnych umożliwiająca branży transportowej szybkie działanie w podobnych sytuacjach. Nie da się ukryć, że obecne położenie branży TSL jest trudne i niestety znacząco odbije się w niedalekiej przyszłości zarówno na niej, jak i zależnych od jej funkcjonowania sektorach gospodarki.

Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics

[1] https://www.bibbyfinancialservices.pl/o-nas/wiedza-i-aktualnosci/badania-i-raporty/2021/bibby-msp-index-pazdziernik-2021

[2] https://tlp.org.pl/debata-tlp-pakiet-mobilnosci-unijne-i-krajowe-zmiany-beda-kosztowac-przewoznikow-30-mld-zl-rocznie/

[3] https://krd.pl/centrum-prasowe/raporty/2021/obciazenie-ponad-norme-czyli-sytuacja-finansowa-w-branzy-tsl

Wdrażanie elementów GOZ do krajowych przepisów prawnych – podsumowanie posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Przemysłu Chemicznego

Wdrożenie elementów gospodarki obiegu zamkniętego (GOZ) do krajowych przepisów prawnych –  Rozszerzona Odpowiedzialność Producenta (ROP) i unijna Dyrektywa SUP (ang. Single Use Plastics) – i wpływ zmian regulacyjnych na polski przemysł chemiczny były przedmiotem drugiego posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Przemysłu Chemicznego, które odbyło się 24 stycznia br. w formule online.

Polska Chemia[1] stanowi jeden z podstawowych elementów PKB. To sektor ściśle powiązany z innymi gałęziami gospodarki, które bez branży chemicznej, jej wyrobów, procesów, produktów nie byłyby w stanie funkcjonować. Na działanie polskiego przemysłu chemicznego wpływa wiele rozmaitych regulacji – ich wdrażanie wiąże się z licznymi wyzwaniami. Rozmawiamy o modelu gospodarki obiegu zamkniętego, który finalnie będzie dotyczyć nas wszystkich, również jako konsumentów. GOZ wymusza przemodelowanie przedsiębiorstw i strategii ich funkcjonowania, a jednocześnie jest jednym z wielu elementów wspierających koncepcję Europejskiego Zielonego Ładu i dążenia do neutralności klimatycznej Europy. To z idei GOZ wywodzi się szereg regulacji – w tym ROP (Rozszerzona Odpowiedzialność Producentów) i unijna dyrektywa Single Use Plastics (SUP) – z wdrożeniem których do krajowych przepisów prawnych Polska Chemia będzie musiała się zmierzyć – podkreślił podczas wstępu do spotkania dr inż. Tomasz Zieliński, Prezes Zarządu Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego.

Po krótkim wprowadzeniu Przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Przemysłu Chemicznego, poseł Stanisław Bukowiec, przekazał głos ekspertkom Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego (PIPC), które przedstawiły temat w ramach przygotowanej prezentacji. Dr inż. Anna Zalewska, Senior Ekspert, Pion Rzecznictwa i Legislacji w PIPC opowiedziała o kluczowych założeniach GOZ, wskazując, że z jednej strony jest to efektywne gospodarowanie zasobami, a z drugiej – nowy model gospodarczy zakładający rozwiązania efektywne ekonomicznie i ekologicznie. Następnie Klaudia Kleps, Koordynator Pionu Rzecznictwa i Legislacji, Senior Ekspert w Polskiej Izbie Przemysłu Chemicznego, podkreśliła zasadnicze znaczenie wsparcia administracji oraz kluczową rolę przewidywalnego i stabilnego prawa w zakresie regulacji dotyczących gospodarki cyrkularnej.

Wywodzące się z idei GOZ unijne dokumenty: Strategia UE ds. tworzyw sztucznych oraz Unijny pakiet odpadowy znajdują odzwierciedlenie w regulacjach pod postacią wspólnotowej Dyrektywy SUP (ang. Single Use Plactics, tzw. „dyrektywa plastikowa”) oraz Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta (ROP). Jak wskazały ekspertki PIPC, obecny projekt dotyczący wdrażania założeń SUP do przepisów

krajowych budzi wiele wątpliwości co do zgodności z zapisami europejskiej dyrektywy, zaś
w kwestii implementacji przepisów ROP niezbędne jest opracowanie spójnego, ogólnopolskiego systemu umożliwiającego efektywne gospodarowanie odpadami.

W dalszej części wystąpienia PIPC zaprezentowała postulaty branży chemicznej związane
z wprowadzeniem do krajowych regulacji zapisów dotyczących ROP i Dyrektywy SUP:

  • ROP powinien być zestawem działań zmierzających do realizacji celów środowiskowych, gospodarki obiegu zamkniętego, a nie wyłącznie celów finansowych;
  • pilne opracowanie spójnego, ogólnopolskiego systemu umożliwiającego efektywne gospodarowanie odpadami;
  • wprowadzenie ujednoliconych definicji porządkujących rynek i jasno wskazujących zakresy odpowiedzialności poszczególnych uczestników rynku;
  • pogłębiony dialog z przedsiębiorstwami kluczowych sektorów (takich jak przemysł chemiczny), których będzie dotyczył ROP;
  • uzależnienie poziomów odpowiedzialności finansowej producentów od realnego wpływu na zagospodarowanie odpadów;
  • uwzględnienie w przepisach prawnych recyklingu chemicznego na równi z recyklingiem mechanicznym;
  • dostosowanie okresów przejściowych wdrażanych regulacji do realnych możliwości technologicznych i finansowych przedsiębiorstw.

W kolejnej części spotkania zaproszeni do udziału w posiedzeniu Zespołu przedstawiciele firm członkowskich PIPC przedstawili temat z perspektywy przedsiębiorstw sektora chemicznego. Grażyna Waloszyńska, Starszy specjalista ds. ochrony środowiska w Dziale Ochrony Środowiska w Grupie Azoty – Zakłady Azotowe Kędzierzyn S.A., omówiła m.in. kwestie związane z definicjami opakowań przeznaczonych do użytkowania w gospodarstwach domowych w odróżnieniu do gospodarstw rolnych. Zwróciła również uwagę, iż przedsiębiorcy będą musieli ponieść ogromne koszty związane
z kampaniami edukacyjnymi w zakresie wdrażanych zmian. Przedstawiciele ANWIL S.A. – Maciej Ostrowski, Dyrektor, Obszar Zarządzania Ryzykiem i Zgodnością oraz Mariusz Augustyniak, Starszy specjalista, Zespół ds. Ochrony Środowiska – w swoim wystąpieniu wskazali, że istotne przy wdrażaniu regulacji związanych z ROP będzie m.in. wydłużenie vacatio legis. Podkreślali także, że konieczne są jak najbardziej spójne przepisy.

Kamil Szydłowski, Advocacy Manager w BASF Polska Sp. z o.o. podkreślał, że w zakresie GOZ niezwykle ważne jest wydłużanie cyklu życia produktów, a gospodarowanie odpadami to obszar,
w którym jest bardzo wiele do zrobienia. Wskazywał, iż recykling chemiczny, czyli technologie,
w ramach których dokonuje się recyklingu zużytych tworzyw w surowiec dla produkcji nowych chemikaliów i tworzyw o tej samej jakości, co te wytwarzane z zasobów kopalnych, powinien zostać zrównany z recyklingiem mechanicznym. Anna Kozera-Szałkowska, Managing Director
w PlasticsEurope Polska,
odnosząc się do polskich propozycji dotyczących wdrażania ROP i SUP, apelowała o precyzyjne definicje i zgodność z przepisami unijnymi. Tomasz Prost, Ekspert w Zespole Regulacji z Biura Kontroli Finansowej, Zarządzania Ryzykiem i Zgodnością w PKN ORLEN S.A., podkreślał, że Spółka dostrzega liczne kluczowe obszary dla wdrażania gospodarki obiegu

zamkniętego w Polsce oraz widzi znaczenie odpowiedniego projektowania produktów, co przyczyni się do rozwoju gospodarki cyrkularnej i recyklingu chemicznego.

Obecna na posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu ds. Przemysłu Chemicznego przedstawicielka Ministerstwa Rozwoju i Technologii, Agnieszka Boniewicz – Naczelnik Wydziału Zielonej Gospodarki w Departamencie Innowacji i Polityki Przemysłowej, odpowiadając na zgłaszane przez
przedsiębiorstwa uwagi, zapewniła, że resort wsłuchuje się w głos przemysłu i jego postulaty.
Podkreśliła, że MRiT uczestniczy w ustaleniach międzyresortowych, jak również chce dalszej współpracy z branżą tak, by wdrożone regulacje jak najlepiej odpowiadały potrzebom sektora.

W dalszej części obrad przewodniczący Zespołu, poseł Stanisław Bukowiec zaprosił uczestników spotkania do dyskusji. Dr inż. Tomasz Zieliński, Prezes Zarządu PIPC, wskazywał, że innowacyjność
w Polskiej Chemii
jest normą, a w wypełnianiu celów GOZ i jego elementów ma to szczególne znaczenie. Dodał, iż wszelkie regulacje muszą być pełne i spójne – bez tego bowiem realizacja inwestycji w zakresie gospodarki cyrkularnej będzie utrudniona. Podkreślił, że przemysłowi chemicznemu, jako strategicznemu dla polskiej gospodarki, konieczne jest zapewnienie instrumentów wsparcia, odpowiednich bodźców dla realizacji inwestycji i dalszego rozwoju, gdyż to sektor chemiczny będzie finalnie wdrażał założenia GOZ.

Obecna na posiedzeniu wiceprzewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Przemysłu Chemicznego, posłanka Iwona Michałek, odnosząc się do omawianych tematów, wskazała, że w zakresie edukacji społeczeństwa w kwestiach dotyczących gospodarki obiegu zamkniętego jest dużo do zrobienia
i bezsprzecznie należy poświęcić temu aspektowi wiele uwagi. Prezes Zarządu PIPC przekazał, iż Polska Izba Przemysłu Chemicznego, jako ekspercka organizacja branżowa, w zakresie edukacji
I wzmacniania świadomości, jest do dyspozycji.

Podsumowania posiedzenia dokonał Przewodniczący Zespołu, podkreślając, że wiele kwestii przedstawionych przez PIPC i zaproszone przedsiębiorstwa jest godnych analizy, a stabilność prawa
i spójność wdrażanych regulacji jest kluczowa dla realizacji założeń modelu gospodarki cyrkularnej
.

O terminach kolejnych posiedzeń Parlamentarnego Zespołu ds. Przemysłu Chemicznego będziemy informować na bieżąco.

Materiał opracowany przez Polską Izbę Przemysłu Chemicznego.

[1] Pisownia wyrażenia “Polska Chemia” wielkimi literami to celowo stosowany przez Polską Izbę Przemysłu Chemicznego zabieg jako synonim dla polskiego przemysłu chemicznego i polskiej branży chemicznej. Sformułowanie „Polska Chemia” stanowi także element wielu kluczowych projektów realizowanych przez PIPC, np. Kampania Polska Chemia, Godło Polska Chemia (znak zastrzeżony) Magazyn Polska Chemia, Kongres Polska Chemia.

Z hejtem w Internecie można wygrać przed sądem

Producent noży nie odpowiada za morderstwo popełnione przy jego użyciu. Tak samo nie można winić mediów społecznościowych za to, że są wykorzystywane do szerzenia mowy nienawiści i hejtu. Cieszy natomiast fakt, że jest coraz mniej akceptacji dla tego typu zachowań i że prawo staje po stronie osób, które są na takie działania narażone. Wolność słowa to podstawa, ale nie można jej utożsamiać z przyzwoleniem na zachowania godzące w zasady współżycia społecznego i podstawową kulturę. Dyskryminacja, hejt, mowa nienawiści nie może być usprawiedliwiana wolnością słowa.

Obrażanie innych, czy groźby to absolutne jej zaprzeczenie i w końcu zachowania wymagające stanowczej reakcji. Przez wiele lat mówiło się, że z hejtem w Internecie trudno jest wygrać, zwłaszcza w sądzie. Pani posłanka Agnieszka Pomaska udowodniła, że jest to jednak możliwe i uzyskała dla siebie korzystny (chociaż jeszcze nieprawomocny) wyrok za uwłaczające obelgi, niepartykularne słownictwo i mowę nienawiści, którą stosował wobec niej użytkownik Internetu.

Osiem miesięcy ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania prac społecznych w wymiarze 20 h miesięcznie, 1000 złotych nawiązki na rzecz PCK i 1394 zł + 180 zł kosztów sądowych to w mojej opinii adekwatna kara, chociaż nie o jej wysokość chodzi, a sam fakt wymierzenia, a w końcu jej nieuchronność. Mam nadzieję, że będzie to przestrogą dla kolejnych osób bezrefleksyjnie łamiących zasady obowiązujące w społeczeństwie. Wraz z koleżankami i kolegami prawniczkami i prawnikami często z sukcesem reprezentujemy naszych klientów, którzy na mowę nienawiści, dyskryminację, czy hejt się nie godzą. Takie postępowania nie są łatwe, gdyż towarzyszy im spory ładunek emocjonalny i konieczność konfrontacji ze sprawcą raz jeszcze. Jednak taka konfrontacja dla sprawcy, czy pozwanego jest często niewygodna i uświadamia mu, że nie jest tak anonimowy, jak przypuszczał dotąd. W takich okolicznościach dochodzi nawet do skruchy, przeprosin, czy zawarcia ugody. To także ważne, aby hejter miał świadomość, że może podlegać karze, a jego zachowanie było obiektywnie złe i wyrządziło komuś krzywdę. Jak wiemy, wyrok ten nie jest pierwszą wygraną i wierzę, że stanowi kolejną cegiełkę na drodze prowadzącej do eliminacji niepożądanych zachowań w Internecie. Pamiętajmy, że hejt, dyskryminujące wpisy, uwłaczające komentarze, a także kłamstwo i pomówienia, należy bezwzględnie zgłaszać odpowiednim organom – od administratorów portali, przez policję, na prokuraturze kończąc.

Mamy prawo reagować, kiedy hejt dotyczy nas, naszej rodziny, ale także naszych marek czy przedsiębiorstwa. Ktoś, także w Internecie, może się nie zgadzać z nami, może nie podzielać naszych poglądów politycznych czy sposobu życia, a nawet prowadzonej działalności, ale nie ma prawa nas obrażać, dyskryminować, pomawiać, a w końcu nam grozić. Cieszę się, że są osoby, które dają świadectwo temu, że się na to absolutnie nie godzą i mam nadzieję, że będzie takich postaw coraz więcej.

Komentarz dr Joanny Uchańskiej, partnerki kancelarii Chałas i Wspólnicy

Jak pandemia wpłynie na zmiany w polityce klimatycznej?

Zmiany klimatu są jednym z największych zagrożeń środowiskowych, społecznych i ekonomicznych. Już dawno zostało stwierdzone, że ocieplenie klimatu jest faktem – a jego skutki odczuwamy już teraz. Obserwacje wskazują na wzrost globalnych średnich temperatur powietrza i oceanów, powszechne topnienie śniegu i lodu oraz podnoszenie się poziomu mórz. Bardzo możliwe, że ocieplenie można w większej części przypisać emisji gazów cieplarnianych związanej z działalnością człowieka. Już odnotowano skutki zmian klimatu – a przewiduje się, że będą one jeszcze wyraźniejsze. Oczekuje się, że skrajne warunki pogodowe – w tym fale upałów, susze i powodzie – będą zdarzały się coraz częściej i będą bardziej intensywne. Zmiany klimatyczne w Polsce są jednak powszechnie bagatelizowane. Z kolei na świecie budzą one potężne zaniepokojenie. Trudno przewidzieć, gdzie tak naprawdę ten problem doprowadzi ludzkość i co stanie się z planetą. Szczególnie z punktu widzenia przyszłych pokoleń może to być potężny problem.

– Polityka klimatyczna jest niezwykle trudna do wytłumaczenia, ponieważ wiąże się z dodatkowymi kosztami. Są to koszty, które wynikają nie z tego, że widzimy efekty zmian klimatycznych – ale są generowane na podstawie pewnych prognoz. Część ludzi w nie wierzy, a druga część przyjmuje postawę, że ich nie obchodzi to, co się stanie za kilkadziesiąt lat. Jest to bardzo trudny problem. W moim przekonaniu, pandemia raczej zwiększy świadomość na temat zmian klimatu – powiedział serwisowi eNewsroom, profesor Witold Orłowski, ekonomista – Paradoksalnie może być tak, że ciężkie warunki spowodują radykalizację polityki klimatycznej. Chciałbym zaznaczyć, że szczyt w Glasgow komentatorzy uważają za rozczarowujący. Trzeba przyznać, że ekolodzy o każdych działaniach będą mówić jako o rozczarowujących – ponieważ chcieliby wprowadzić pewne zmiany natychmiast. Jest to oczywiście w wielu przypadkach nie do zrealizowania. Natomiast postęp faktycznie jest. Chiny mocno angażują się w walkę z emisją dwutlenku węgla – za co obecnie płacimy wysokimi kosztami energii. Nie da się ukryć, że polityka ta ma swoje koszty i to jednakowo w momencie, gdy musimy kupować droższe paliwa na stacji. Według mnie przy tej całej nieświadomości i fakcie, że tak naprawdę nie wiemy, czy polityka klimatyczna przyniesie oczekiwane skutki – to radykalizacja polityki klimatycznej zostanie wzmocniona. Wszystko za sprawą między innymi pandemii – która pokazała, że cały świat płynie na jednej łódce. Obecnie nie wiemy, co przyniesie przyszłość – jednak ja podejrzewam, że w ciągu najbliższych lat polityka ulegnie radykalnym zmianom – stwierdza Orłowski.

Krakowska Plaza do rozbiórki. STRABAG Real Estate nowym właścicielem

Spółka deweloperska STRABAG Real Estate sfinalizowała zakup terenu o powierzchni 80 000 mkw. położonego w stolicy Małopolski. Na pozyskanej działce znajduje się budynek dawnej galerii handlowej Plaza, który nowy właściciel przeznaczy do rozbiórki. W tym miejscu powstanie nowoczesny kompleks kilku obiektów, zlokalizowanych w bezpośrednim sąsiedztwie stawu Dąbskiego.budynek dawnej galerii handlowej Plaza

STRABAG Real Estate to deweloper aktywny na polskim rynku nieruchomości komercyjnych od 2014 r. Firma zrealizowała i oddała w Warszawie do użytku m.in. projekt biurowy Astoria oraz hotel dla operatora Motel One. Z myślą o dalszym rozwoju swojego portfolio, w 2019 r. deweloper kupił działkę z biurowcem Atrium International w centrum Warszawy, a finalizując przejęcie gruntu na Dąbiu w Krakowie, rozpoczyna ekspansję na rynki regionalne.

Pozyskaliśmy bardzo atrakcyjną lokalizację pod naszą pierwszą inwestycję w Krakowie. Zgodnie z planem zagospodarowania przestrzennego, planujemy wybudować tutaj kompleks wielofunkcyjny, który liczył będzie kilka budynków. Przedsięwzięcie znajduje się na wczesnym etapie planowania. Analizujemy aktualnie różne warianty zabudowy, aby wybrać jak najkorzystniejsze dla tej części Krakowa rozwiązanie. Ponad 30% działki stanowią tereny zielone wraz ze stawem Dąbskim. Chcemy w pełni wykorzystać potencjał tego terenu, wkomponować tu funkcjonalny projekt deweloperski oparty na nowoczesnej architekturze oraz otwartości na lokalną społeczność i stałych bywalców tej okolicy, komentuje Łukasz Ciesielski, dyrektor zarządzający spółki deweloperskiej STRABAG Real Estate w Polsce.

W procesie przejęcia nieruchomości kupującemu doradzały kancelaria act BSWW legal & tax, a sprzedającemu, firmie Peakside Capital Advisors, kancelaria Dentons.

Projekt, który łączy

Zakupiona przez dewelopera działka położona jest we wschodniej części Krakowa, u zbiegu dwóch głównych arterii komunikacyjnych miasta – al. Pokoju i ul. Stanisława Lema. Lokalizacja korzysta z dostępu do licznych linii tramwajowych i autobusowych, dzięki którym dojazd do centrum zajmuje zaledwie 15 minut. W bezpośrednim sąsiedztwie dostępne są punkty handlowe, usługowe, osiedla mieszkaniowe oraz hotele. Na atrakcyjność tej lokalizacji wpływa bliskie sąsiedztwo parku Lotników Polskich, drugiego największego parku Krakowa. Nieopodal znajdują się także Tauron Arena, Ogród Doświadczeń Stanisława Lema, Akademia Wychowania Fizycznego i kryte baseny, czy Wydział Mechaniczny Politechniki Krakowskiej. Po południowej stronie al. Pokoju płynie Wisła, wzdłuż której rozciągają się zielone Bulwary na Dąbiu.

Planujemy rozbiórkę dawnej galerii i wzniesienie nowej zabudowy. Proces budowlany będziemy prowadzić w sposób wyjątkowo ostrożny ze względu na staw Dąbski zlokalizowany na terenie naszej działki. To niezwykle wartościowy, bioróżnorodny użytek ekologiczny o powierzchni ponad 20 000 mkw. Współpracujemy z ekspertami, w tym hydrologami, aby odpowiednio zabezpieczyć jakość wód w zbiorniku i chronić występujące tu gatunki ryb, roślin i ptaków. Zadbamy także o teren wokół stawu. Chcemy zachować naturalny charakter tego miejsca w nienaruszonym kształcie i jednocześnie pozostawić je dostępnym dla lokalnej społeczności. Powstaną tam dodatkowe miejsca odpoczynku i elementy małej architektury zachęcające do spędzania czasu w tej urokliwej okolicy, dodaje Łukasz Ciesielski.

Jednocześnie deweloper analizuje potrzeby komunikacyjne i przyzwyczajenia pieszych, rowerzystów oraz osób z niepełnosprawnościami poruszających się na co dzień w pobliżu zakupionego terenu. Popularna wśród mieszkańców kładka znajdująca się na wysokości przystanków komunikacji miejskiej, stanowiąca wygodny skrót, została w ubiegłym roku wyłączona z użytkowania w chwili zamknięcia centrum handlowego. W ramach nowej inwestycji, deweloper STRABAG Real Estate zapowiada jej modernizację i oddanie do użytku krakowian.

MLP Group kontynuuje ekspansję w okolicach Frankfurtu nad Menem

MLP Group rusza z kolejnym projektem brownfield, w ramach którego na przejętym poprzemysłowym terenie zbuduje park MLP Idstein. Niemiecka inwestycja dostarczy około 20 tys. m2 nowoczesnej powierzchni magazynowej i biurowej. Zakończenie inwestycji planowane jest w pierwszej połowie 2023 r.

MLP Group dynamicznie poszerza portfolio inwestycji na rynku niemieckim. W miejscowości Idstein w pobliżu Frankfurtu nad Menem wybuduje nowoczesny park logistyczny na działce o powierzchni około 4,1 hektara. Park MLP Idstein zostanie zrealizowany na terenach po byłym zakładzie produkcji przemysłu motoryzacyjnego. Docelowo dostarczy około 20 tys. m2 nowoczesnej powierzchni magazynowej i biurowej.

Uruchomienie w pełni gotowego parku logistycznego planowane jest w pierwszej połowie 2023 r. Nowoczesne przestrzenie, przygotowane zgodnie z wysokimi standardami ekologicznymi, będą przeznaczone przede wszystkim pod lekką produkcję, działalność e-commerce, logistykę miejską oraz dla firm usługowych.

Realizacja nowego projektu wzmocni pozycję MLP Group na rynku niemieckim, a szczególnie w Hesji. Frankfurt nad Menem jest jednym z kluczowych hubów logistycznych o ogromnym potencjale dostrzeganym przez renomowane firmy m.in. z branży logistyki. Siłą napędową tego regionu jest lotnisko we Frankfurcie, które jest jednym z głównych węzłów transportu lotniczego na świecie i największym lotniskiem towarowym w Europie. Dodatkowo, ruchliwy dworzec kolejowy oraz skrzyżowanie dwóch kluczowych autostrad (A3, A5) podnoszą atrakcyjność tego regionu. Warto podkreślić, że jest to także jeden z najbardziej atrakcyjnych rynków nieruchomości komercyjnych w Niemczech.  Nowa inwestycja powstanie w doskonałej lokalizacji: blisko portu lotniczego oraz w bezpośrednim sąsiedztwie firm z branży zaawansowanej logistyki. Zapotrzebowanie ze strony najemców na nowoczesne obiekty magazynowe jest cały czas bardzo wysokie, co zapewnia sprawną komercjalizację oferowanej powierzchni.

– Umacniamy naszą pozycję na rynku niemieckim, jesteśmy ekspertem w projektach brownfield. Ze względu na ograniczoną podaż nowych terenów obecnie są to typowe inwestycje realizowane na rynku niemieckim. Podejmujemy się rewitalizacji starych poprzemysłowych terenów dostarczając nowoczesne obiekty spełniające najwyższe wymagania w zakresie ochrony środowiska. W ten sposób odpowiadamy na zapotrzebowanie najemców, którzy szukają obiektów magazynowych przyjaznych dla klimatu – podkreślił Radosław T. Krochta Prezes Zarządu w MLP Group.

Budynki parku logistycznego będą realizowane przez MLP Group zgodnie ze strategią zrównoważonego rozwoju z wykorzystaniem wysokiej jakości materiałów. Celem będzie uzyskanie certyfikatu DGNB Gold (German Sustainable Building Council) dla wszystkich obiektów. Zgodnie ze strategią na dachach obiektów zostaną zainstalowane systemy fotowoltaiczne. Zielony prąd w jak największym stopniu będzie wykorzystywany także do wytwarzania ciepła. MLP Group już podczas budowy będzie wykorzystywać przede wszystkim materiały nadające się do recyklingu. Współpraca z regionalnymi firmami i zakup materiałów budowlanych od lokalnych dostawców, spowoduje, że ślad węglowy związany z realizacją inwestycji będzie na niskim poziomie.

Biotts szykuje wielomilionowe inwestycje

  • Wśród projektów, nad którymi obecnie pracuje firma Biotts, jest przełomowy system transdermalny – rozwiązanie, pozwalające na przenoszenie przez skórę kilkukrotnie większych cząsteczek leków niż robią to aktualnie dostępne metody.
  • W 2022 r. Biotts planuje wielomilionowe inwestycje oraz wprowadzenie norm GMP i ISO (to kamień milowy w rozwijaniu kolejnych leków, bazujących na opatentowanej technologii spółki).
  • Już teraz, w celu realizacji planów, dot. międzynarodowej ekspansji i dalszego rozwoju, polski startup otworzył biuro w Bostonie oraz przeniósł siedzibę i laboratoria do większej przestrzeni we Wrocławiu.
  • Do nowego laboratorium został dostarczony dodatkowy sprzęt badawczy za ponad 1 mln PLN, dzięki niemu naukowcy przeprowadzą badania i analizy kilku leków równocześnie.

Innowacyjna technologia wrocławskiego startupu umożliwia podawania preparatów farmaceutycznych przez skórę – ułatwiając w ten sposób walkę z wieloma powszechnymi i poważnymi chorobami, których leczenie jest obecnie uciążliwe. W tym roku na swój rozwój Biotts zamierza przeznaczyć 12 mln PLN.

Nośniki Biotts mogą zwiększyć precyzję działania, zmniejszyć wymaganą dawkę i radykalnie zredukować skutki uboczne leczenia (zwłaszcza w przewodzie pokarmowym) wielu istniejących i popularnych leków. Unikalność rozwiązania naszej firmy polega na zwiększonej „pojemności” za pomocą tego systemu możliwe jest przenoszenie wielu nowych substancji aktywnych, w tym nawet dwudziestokrotnie większych niż te, które są w stanie przeniknąć przez skórę wykorzystując dostępną dziś technologię – mówi dr Paweł Biernat, prezes Biotts.

Realizacja kolejnych kroków

Biotts ma stać się firma globalną. Nasi potencjalni klienci to globalne koncerny farmaceutyczne. Aby stać się bardziej konkurencyjną firmą na międzynarodowym rynku potrzebujemy równolegle wyraźnej ekspozycji na innych rynkach oraz większej przestrzeni R&D, umożliwiającej dalszy rozwój technologii – podkreśla Konrad Krajewski, członek zarządu Biotts.

Tym samym, z początkiem roku spółka przeniosła swoje główne laboratorium do nowej lokalizacji. Ten ruch umożliwi firmie wdrożenie GMP* (Good Manufacturing Practice), a następnie norm ISO już w docelowym miejscu. W ubiegłym roku spółka uzyskała pozytywne wyniki badań, więc zarząd postanowił rozszerzyć portfolio kandydatów na leki o nowe projekty. Chcąc je rozwijać, bez zwalniania tempa dla obecnych kandydatów, podjęto decyzję o rozbudowaniu laboratorium analitycznego. Do nowej siedziby został już dostarczony sprzęt badawczy za kwotę ponad 1 mln PLN, umożliwiający przeprowadzenie badań i analizę kilku leków równocześnie.

Leki zgodne ze sztuką farmaceutyczną

Spółka jest w trakcie wprowadzania standardu dobrej praktyki produkcyjnej – GMP – w laboratorium kontroli jakości. System wymagany jest przez Urząd Rejestracji leków oraz Główny Inspektorat Farmaceutyczny. Wszystkie elementy działalności Biotts, muszą być podporządkowane szczegółowym zasadom określonym w ustawie dot. prawa farmaceutycznego.

GMP jest niezbędne w naszym laboratorium, aktualnie rozwijamy m.in. terapie przeciwcukrzycowe, więc chcemy jak najszybciej rozpocząć proces zwolnienia produktu z dapagliflozyną do badań klinicznych oraz przeprowadzić badania stabilności tego produktu. Co więcej w czasie najbliższych kilku miesięcy chcemy wprowadzić system GMP także w obszarze produkcyjnym. Ten ruch zapewni nam większą suwerenność w niezależnym i samodzielnym wytwarzaniu serii leków do badań klinicznych, to będzie koniec ze zlecaniem tych prac do firm zewnętrznych – zaznacza dr Jan Meler, współzałożyciel spółki oraz dyrektor działu rozwoju leków w Biotts.

Po wprowadzeniu procedur GMP spółka rozpocznie proces otrzymania akredytacji ISO/IEC 17025. Wraz z tym certyfikatem Biotts rozszerzy swoje kompetencje do wykonywania określonych badań. Jest to także potwierdzenie jakości usługi danej jednostki dot. m.in. wiarygodności wyników pomiarów i sposobów ich wykonywania. Wyniki badań z jednostek akredytowanych są uznawane za wiarygodne nie tylko w kraju, ale i za granicą. Tym samym Biotts liczy na wzrost przychodów uzyskiwanych z przeprowadzanych badań.

Pod koniec 2023 r. roku planujemy dużą rundę inwestycyjną, dzięki niej sfinalizujemy I fazę badań klinicznych dla co najmniej 3 naszych leków. W 2022 stawiamy wszystkie żagle, aby nabrać prędkości w poszukiwaniu nowych członków do naszej załogi, w 2023 chcemy wypłynąć na międzynarodowe biotechnologiczne wody. Pierwsze umowy z firmami pozwolą nam zbudować wiarygodność na rynku, aby w 2023 rozpocząć poważne negocjacje biznesowe z naszymi partnerami – kończy Krajewski.

* GMP w laboratorium to zestaw procedur, porządkujących pracę oraz wprowadzających jednolite zasady przygotowywania próbek, odczynników itd., szczegółowo określają zasady dokumentowania i archiwizacji badań.

Ebury otwiera biuro na Śląsku

Ebury otwiera biuro regionalne na Śląsku. Fintech od 2015 r. obsłużył ponad dwa tysiące przedsiębiorstw z całej Polski – firm nastawionych na zagraniczną ekspansję. W samych Katowicach zespół specjalistów współpracuje już z kilkudziesięcioma śląskimi spółkami. Ebury planuje dalszą rekrutację kandydatów nastawionych na karierę na międzynarodowych rynkach finansowych.

Katowicka siedziba Ebury działa od połowy stycznia br. Otwarcie biura na Śląsku, drugiego w Polsce, jest efektem strategii rozwoju geograficznego instytucji. W jej ramach fintech dąży do otwierania regionalnych biur w ośrodkach mających silne fundamenty gospodarcze i bardzo dobre perspektywy rozwoju – takich jak polskie Katowice, niemieckie Monachium i Frankfurt oraz australijskie Brisbane. Biura regionalne działają w ramach krajowych oddziałów Ebury, które jak dotąd obecne są w 24 aglomeracjach na całym świecie, między innymi w takich miastach jak Londyn, Paryż, Hong Kong, Sydney czy Dubaj.

Specjaliści Ebury na Śląsku współpracują z przedsiębiorstwami zarówno średniej wielkości i mniejszymi – z sektora MŚP – jak i dużymi oraz bardzo dużymi, wspierając je w obszarze rozliczeń międzynarodowych, finansowania handlu, transakcji walutowych oraz zarządzania ryzykiem walutowym.

Szukaliśmy miasta o dużym potencjale, silnego gospodarczo, które umożliwi nam bycie bliżej importerów i eksporterów oraz poznawanie na miejscu ich potrzeb. Chcemy uzupełnić ich aktualne możliwości o nowe rozwiązania w zakresie bankowości transakcyjnej w wydaniu fintech – mówi Jakub Makurat z Ebury, dyrektor zarządzający Ebury na Polskę, Czechy, Słowację i państwa bałtyckie. – Ale Biuro Ebury w Katowicach ma ambicje nie tylko biznesowe. Stawiamy cały czas na edukację przedsiębiorców przez nasz cykl „Wypłyń na nowe rynki” oraz inne inicjatywy, w ramach których dzielimy się wiedzą i informacjami na temat finansowych aspektów handlu zagranicznego.

O wyborze Katowic na siedzibę biura regionalnego zdecydowały czynniki zarówno gospodarcze, jak i geograficzne. Gospodarcze – ponieważ śląskie zajmuje drugie miejsce (za regionem stołecznym) wśród województw wytwarzających polski PKB. Według wstępnych szacunków GUS za 2020 r. Śląsk odpowiada aż za 11,6% produktu krajowego brutto kraju. Geograficzne – ponieważ pod tym względem Katowice stanowią biznesową bramę zarówno do Niemiec, jak i do Czech, a te kraje eksperci Ebury zaliczają do najbardziej perspektywicznych dla polskiego handlu zagranicznego w najbliższych latach.

– Polsko-czeska wymiana handlowa pozostaje filarem dla wielu firm z naszego regionu, dlatego ścisła współpraca z oddziałem Ebury w czeskiej Ostrawie jest naszym atutem. Działamy globalnie, więc śląscy przedsiębiorcy dzięki nam otrzymają bezpośredni dostęp do kilkuset ekspertów nie tylko z regionu, lecz także pracujących na co dzień na innych kontynentach. Dzięki tej perspektywie wiemy, jak korzystny wpływ na marże i szybkość rozliczeń mają transakcje bezpośrednio np. w koronie, funcie, juanie czy w rublu – komentuje Tomasz Tomborowski, zarządzający śląskim biurem Ebury i związany z bankowością przedsiębiorstw od ponad 20 lat. – Do współpracy zapraszamy osoby związane z rynkami finansowych, które rozumieją tę szeroką perspektywę i są otwarte na pracę w międzynarodowym zespole.

Ebury jest globalną instytucją płatniczą, mającą status instytucji pieniądza elektronicznego. Należy do grupy Banco Santander, jednej z najsilniejszych europejskich grup finansowych. Obecnie oddziały Ebury znajdują się w 24 biurach na całym świecie, zlokalizowanych w 20 krajach. Fintech zatrudnia ponad 1 100 specjalistów. Firma umożliwia transakcje dla firm w ponad 130 walutach (m.in. chiński juan, rosyjski rubel, czeska i szwedzka korona, lira turecka, rupia indyjska, real brazylijski, tajski bat, meksykańskie peso). Prowadzi także konta dla firm w lokalnych walutach w ponad 20 krajach, w tym w Chinach, Kanadzie, Australii, na Węgrzech oraz w Wielkiej Brytanii.

DATA4 zainwestuje w Polsce ponad 1 mld złotych w budowę nowoczesnego kampusu przetwarzania danych

DATA4, operator i inwestor na europejskim rynku centrów danych, rozpoczął właśnie proces budowy nowego kampusu centrów przetwarzania danych w Polsce, umacniając w ten sposób swoją europejską pozycję. Francuska firma zainwestuje ponad 1 mld złotych w uruchomienie jednego z najnowocześniejszych kompleksów obliczeniowych w Jawczycach pod Warszawą. Docelowo na działce o powierzchni 4 ha zbudowane zostaną trzy budynki o łącznej powierzchni netto 15 000 m2 i przydziale mocy na poziomie 50 MW. Realizacja pierwszego etapu budowy przewidziana została na I kwartał 2023 roku.

Budowa nowego kampusu w Warszawie umożliwi DATA4 zarówno ukierunkowanie się na polski rynek hostingu oraz kolokacji, jak i wspieranie rozwoju klientów będących dostawcami usług w chmurze w Europie Środkowo-Wschodniej. Pierwszy etap inwestycji obejmować będzie budowę centrum przetwarzania danych o powierzchni brutto 7200 m2 (2200 m2 powierzchni netto pod urządzenia IT) i przydziale mocy 8 MW. Firma planuje podpisać umowy z dostawcami energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych lub pozyskać certyfikaty potwierdzające pochodzenie energii z OZE. Dodatkowo zastosowane zostanie chłodzenie ze środowiska zewnętrznego, co przyczyni się do poprawy efektywności zużycia energii. Docelowo na kampusie powstaną 3 budynki o łącznej powierzchni netto 15 000 m2. Wraz z budową nowego centrum danych w Polsce DATA4 połączy je światłowodowymi łączami telekomunikacyjnymi z sieciami dostępnymi w Warszawie i w Europie, w tym z pozostałymi kampusami z Grupy DATA4, gwarantując tym samym możliwość dalszego rozwoju aktualnym klientom i przyczyniając się swobodnego przepływu danych.

– DATA4 to niezawodny partner w obszarze centrów przetwarzania danych, który oferuje klientom inteligentne i skalowalne rozwiązania. Nasza sieć doskonale skomunikowanych, odpornych na czynniki zewnętrzne i zrównoważonych środowiskowo centrów przetwarzania danych stanowi fundament cyfrowego rozwoju klientów w Europie – powiedział Olivier Micheli, prezes i dyrektor generalny DATA4 Group. – Polska, a w szczególności aglomeracja warszawska, dysponuje ogromnym potencjałem rozwoju cyfrowego i stanowi strategiczny węzeł dla połączeń między Europą Zachodnią, Wschodnią oraz Skandynawią. Obecność naszej firmy na polskim rynku to kolejny etap rozwoju, który umożliwi nam zapewnienie klientom innowacyjnej i zrównoważonej środowiskowo infrastruktury cyfrowej, spełniającej potrzeby w zakresie nowoczesnego hostingu i połączeń – dodał Olivier Micheli.

Według szacunków rok 2021 był jednym z najlepszych dla branży w Polsce pod względem wzmożonych inwestycji i szybkiego rozwoju. Z raportu PMR dotyczącego centrów danych „Rynek centrów danych w Polsce 2021. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2021-2026” wynika, że całkowita moc dostępna dla klientów na rynku komercyjnych usług centrów danych w Polsce w 2020 r. wynosiła blisko 89 MW, a w perspektywie sześciu lat wartość ta ma się podwoić i sięgnąć 181 MW. Nadal nie słabnie zainteresowanie inwestorów polskim rynkiem centrów danych, co spowodowane jest decyzjami o budowie regionów chmurowych największych hiperskalerów (Google, Amazon, Microsoft), pandemią, pracą zdalną, zachowaniem ciągłości biznesu i przyspieszoną cyfrową transformacją firm. Do 2026 roku Polska może stać się jednym z liderów na rynku kolokacyjnych centrów danych w Europie Środkowo-Wschodniej.

Adam Ponichtera, dyrektor oddziału DATA4 w Polsce
Adam Ponichtera, dyrektor oddziału DATA4 w Polsce
– Polska charakteryzuje się stabilną i prężną gospodarką o jednym z najwyższych wskaźników wzrostu gospodarczego w Europie. Lokalizacja naszego kraju w samym sercu Europy powoduje, że Polska jest niezwykle atrakcyjnym krajem dla europejskiej logistyki, transportu i telekomunikacji. Według raportu Tech Emerging Europe Advocates , Polska jest także jednym z najbardziej konkurencyjnych sektorów IT w Europie Środkowo-Wschodniej. Jestem przekonany, że nasza inwestycja przyczyni się do jeszcze szybszego rozwoju rynku, a przy tym będzie stanowić atrakcyjną ofertę dla polskich firm myślących o cyfrowej transformacji – powiedział Adam Ponichtera, dyrektor oddziału DATA4 w Polsce. – Zapotrzebowanie na usługi centrów danych powinno szybko rosnąć, ponieważ już teraz niektórzy dostawcy usług chmurowych aktywnie wdrażają swoje usługi przetwarzania danych na poziomie regionalnym. Dotyczy to w szczególności gigantów usług chmurowych, takich jak Google, Amazon czy Microsoft – dodał Adam Ponichtera.

Centra danych jako filary nowoczesnego rozwoju przyczyniają się do rozwoju cyfrowej transformacji gospodarki i społeczeństw. Dążąc do minimalizowania wpływu technologii na środowisko i społeczeństwo, DATA4 wdraża pakiet działań pod nazwą DATA4Good, którego celem jest połączenie wzrostu gospodarczego ze zrównoważonym rozwojem, a cyfryzacji z dbałością o środowisko. DATA4 jest także sygnatariuszem Climate Neutral Data Center Pact (Paktu na rzecz neutralności klimatycznej centrów danych), do którego należy 25 operatorów i 17 stowarzyszeń branżowych. W ten sposób sektor dąży do uzyskania neutralności węglowej do roku 2030, wdrażając jednocześnie efektywność energetyczną, zakupy w pełni bezemisyjnej energii, a także realizując cele zużycia wody. Energia pozyskiwana do zasilania centrów danych DATA4 pochodzi ze źródeł odnawialnych lub jest rekompensowana energią pozyskiwaną w 100% ze źródeł odnawialnych.

Polacy o pracy zdalnej i hybrydowej

Praca zdalna i hybrydowa na dobre osadziła się w codzienności. W ten sposób pracuje już 35% Polaków badanych przez Pracuj.pl. Pracownicy „hybrydowi” najchętniej spotykają się w biurach w poniedziałki. Dziś większość z nich nie wyobraża sobie pełnego powrotu do biur. 9 na 10 nie chce wracać do modelu stacjonarnego, ale tylko co czwarty preferuje w pełni zdalny tryb. Odwrotu od zmian już nie ma – większość badanych zwraca uwagę w ofertach pracy na podejście firm do elastycznych modeli zatrudnienia. Przedstawiamy opinie pracowników zdalnych i hybrydowych dotyczące pracy dziś i jutro.

  • 35% Polaków badanych przez Pracuj.pl pracuje zdalnie lub hybrydowo.
  • Szczególny udział dużych miast i grupy 25-34 w pracy hybrydowej.
  • Poniedziałki to dzień najczęstszych wizyt pracujących hybrydowo w firmie.
  • 91% pracujących hybrydowo/zdalnie chce kontynuować ten model.
  • Najczęściej preferowanym modelem pracy po pandemii jest praca hybrydowa.

Hybrydowa twarz nowej normalności

Czy dziś można wyobrazić sobie codzienne życie bez pracy zdalnej lub hybrydowej? Mimo że już przed pandemią niektórzy wykonywali swoje obowiązki zawodowe w domowym zaciszu, to dopiero pierwszy lockdown uświadomił pracownikom i pracodawcom, że praca zdalna jest możliwa, a jej efekty są czasem zaskakująco dobre. Stopniowe odmrażanie kolejnych branż i otwieranie biur stało się z kolei zaproszeniem do rozwoju modeli hybrydowych, umożliwiających utrzymanie kontaktów czy pracy zespołowej przy pandemicznych obostrzeniach.

Analizy wypowiedzi ekspertów rynku pracy i wyniki badań pokazują, że nie ma powrotu do sytuacji sprzed pandemii. Jaką opinię na ten temat mają sami zainteresowani – osoby wykonujące pracę w modelu zdalnym lub hybrydowym? Na to pytanie odpowiada badanie Pracuj.pl „Polacy w nowym środowisku pracy”, w którym zapytaliśmy reprezentatywną grupę 1820 Polaków o kwestie związane z nowymi modelami pracy. Szczególną uwagę poświęciliśmy badanym pracującym zdalnie lub hybrydowo w IV kwartale 2021 roku.

Co trzeci pracownik zdalny lub hybrydowy

Jak wykazuje badanie, w zyskujących na popularności elastycznych modelach pracy obowiązki wykonuje coraz więcej Polaków. Po niemal dwóch latach pandemii koronawirusa wciąż dominuje w pełni stacjonarny model – deklaruje go 65% respondentów. Jednak już blisko co czwarty Polak deklaruje pracę hybrydową (24%), a co dziesiąty – w pełni zdalną (11%). Podsumowując, przynajmniej częściowo poza biurem lub siedzibą firmy obowiązki wykonuje więcej, niż co trzeci Polak badany przez Pracuj.pl.modele pracy 4 kw 2021

Co ciekawe, analiza odpowiedzi respondentów wskazuje, że w sposób zdalny i hybrydowy wyraźnie częściej pracują osoby w wieku 25-34 lat oraz mieszkańcy dużych miast, w których żyje powyżej 500 tys. osób. W tych grupach odsetek osób nie wykonujących obowiązków bezpośrednio z biura lub siedziby firmy wzrasta odpowiednio do 41% i 49%. Kryterium wieku wskazuje, że zwłaszcza osoby z kilkuletnim doświadczeniem, które mają często małe dzieci, doceniają zalety elastycznej pracy w domu. Z kolei w dużych miastach na udział pracy zdalnej i hybrydowej niewątpliwy wpływ może mieć profil ulokowanych w nich firm.
grupy model pracy 4 kw 2021

Nagły wybuch popularności pracy zdalnej i hybrydowej w pierwszych miesiącach pandemii był naturalną reakcją na zagrożenie w postaci koronawirusa, Jednak dziś stanowią one już stały element codzienności wielu firm. Pod koniec 2021 roku już 19% aktywnych ofert na Pracuj.pl dotyczyło pracy zdalnej, kilkakrotnie więcej niż przed pandemią. Co zrozumiałe, zmiany najszybciej widoczne są zwłaszcza w dużych miastach, gdzie znajduje się więcej dużych i nowoczesnych firm na zaawansowanym etapie cyfryzacji. Praca zdalna jest też szczególnie ważna dla reprezentantów Generacji Y, łączących często bardzo aktywny etap kariery zawodowej z wychowywaniem dzieci, co zwiększa chęć podjęcia bardziej elastycznej pracy. Warto jednak zauważyć, że oferty zdalnego zatrudnienia są także szansą dla mieszkańców mniejszych ośrodków, bo otwierają przed nimi zupełnie nowe możliwości pochodzące z innych lokalizacji – komentuje Konstancja Zyzik, menedżerka ds. pozyskiwania talentów i rozwoju pracowników w Grupie Pracuj.

Hybrydowi skłaniają się bardziej ku pracy zdalnej

Analizując wyniki badania dotyczące osób pracujących hybrydowo można dostrzec, że element zdalny nieco częściej obejmuje w niej ponad połowę etatu. Ponad połowa badanych z tej grupy wykonuje obowiązki spoza siedziby firmy przez 60-90% czasu. W badaniu wyodrębniły się także dwie skrajne grupy, obejmujące po blisko 1/4 respondentów pracujących hybrydowo. W pierwszej z nich pracownicy poświęcają na pracę zdalną maksymalnie 30% etatu, w drugiej – od 80 do 90%. Badanie zdaje się wskazywać więc, że w modelach mieszanych praca zdalna coraz rzadziej pełni rolę rzadko wykorzystywanego benefitu, a stanowi bardzo ważny element grafiku.praca hybrydowa

Badacze zapytali także osoby pracujące hybrydowo, w jakie dni najchętniej wychodzą do pracy. Zdecydowanie najwięcej osób wybierało poniedziałek, który wskazała prawie połowa respondentów. Pierwszy dzień tygodnia najczęściej wskazały osoby z dwóch grup wiekowych: 54% respondentów w wieku 35-44 lat oraz 46% badanych od 25 do 34 roku życia. Popularność poniedziałków może wyznaczać między innymi rola tego dnia jako najczęstszego punktu w kalendarzu na zebrania zespołowe, statusy i odprawy. Wtorek – czwartek zaznaczyło jako pojedyncze dni odwiedzin 14-16%, choć ogółem dni w środku tygodnia preferuje 46% badanych. Najmniej badanych pracujących hybrydowo decydowało się odwiedzać swoje miejsca pracy w piątki (7%) i dni weekendowe (3%).
praca hybrydowa 2021

Przyszłość maluje się hybrydowo

Wyniki badania Pracuj.pl zdają się wskazywać, że popularność pracy zdalnej i hybrydowej powinna się utrzymać także po opanowaniu pandemii. Badacze zapytali osoby pracujące w tych modelach, znające ich pozytywne i negatywne strony, o to jak chciałyby wykonywać obowiązki w przyszłości. Tylko co czwarty chciałby pracować w pełni zdalnie, jednak jeszcze mniej (9%) w ogóle odrzuca ten model pracy. Badani najczęściej wybrali model hybrydowy (ogółem 66%), co może potwierdzać prognozy o jego rosnącej roli w przyszłych latach. W grupie „hybrydowej” także można zauważyć pewne różnice – 34% badanych chciałoby pracować w firmie tylko 2-3 razy miesięcznie, a 32% – przynajmniej raz w tygodniu.Przyszłość maluje się hybrydowo

Jak zauważył w komentarzu do niedawnego raportu Rynek Pracy Specjalistów 2021 Rafał Nachyna, Dyrektor Operacyjny Pracuj.pl, wybór preferowanego modelu pracy przez firmy i pracowników będzie mieć w najbliższych latach niebagatelny wpływ na rekrutację.

Analizy pokazują trend wzrostowy w udziale ofert pracy zdalnej w 2021 roku w całej puli ogłoszeń na Pracuj.pl. Wciąż jednak ich udział nie pokrywa się skalą z dużym odsetkiem kandydatów, którzy chcieliby wykonywać obowiązki spoza biura. Co więcej, część pracodawców zapowiada ograniczanie w przyszłości skali pracy zdalnej, którą niejako wymusiła na nich pandemia. Te tarcia będą polem zarówno do budowy przewagi rekrutacyjnej dla części pracodawców, jak i obszarem ryzyka dla innych. Dlatego w ramach naszych ogłoszeń staramy się udostępniać pracodawcom tagi i szablony ofert, podkreślające ich otwartość w zakresie modeli wykonywania obowiązków – komentował Rafał Nachyna.

Badanie Pracuj.pl pokazuje, że respondenci pracujący hybrydowo i zdalnie spodziewają się coraz częstszego występowania modeli pracy zdalnej i hybrydowej na rynku, a także wzrostu liczby ofert pracy, przyciągających kandydatów możliwością korzystania z tych modeli. Z takimi opiniami zgadza się 7 na 10 badanych. Warto dodać, że ponad połowa badanych zgodziła się także z opinią, że wysyp nowych ofert pracy zdalnej może być szansą dla mieszkańców mniejszych miejscowości, którzy mogą wybierać z szerszej puli ofert, także spoza swojej lokalizacji.
popularność pracy hybrydowej i zdalnej

Praca zdalna i hybrydowa na etapie rekrutacji

Jak wspomnieliśmy wcześniej, nowa normalność uaktywniła modele pracy zdalnej i hybrydowej nie tylko wśród osób zatrudnionych, ale już na etapie rekrutacji. Rozmowy o pracę też często są prowadzone w sposób zdalny i kuszą kandydatów możliwością wykonywania obowiązków zawodowych w domu. Biorąc pod uwagę, że w wielu branżach trwa rywalizacja firm o pracowników, to elastyczność pracodawców i proponowanie kandydatom już w ogłoszeniach o pracę coraz lepszych warunków są dziś w cenie.

Zespół Pracuj.pl zapytał respondentów pracujących zdalnie lub hybrydowo, czy umożliwianie dalszej pracy w tym modelu jest dla nich atutem firmy na etapie rekrutacji. Wyniki dają jasny sygnał – ponad 44% badanych z tej grupy zniechęciłoby się do aplikowania do firmy, jeśli dowiedzieliby się, że pracodawca oczekuje od nich pracy wyłącznie na miejscu. Co interesujące, Co interesujące, niechęć najczęściej wyrażały kobiety oraz mieszkańcy miast powyżej 500 tys. mieszkańców i wsi.

Praca zdalna i hybrydowa na etapie rekrutacji

Sama możliwość pracy zdalnej lub hybrydowej to jedno. Inną kwestią są związane z nią benefity czy dodatkowe możliwości. Jak wpływają one na chęć aplikowania o pracę przez kandydatów, którzy już obecnie realizują zadania w tym modelu? Zdecydowana większość badanych (75%) aplikowałaby do pracodawcy, który rekompensuje pracownikom część kosztów pracy zdalnej, np. narzędzi, rachunków za prąd. Prawie tyle samo chciałoby mieć wybór modelu pracy, a także byłoby zainteresowanych aplikowaniem do pracodawcy, który ma siedzibę poza ich miejscem zamieszkania i jest gotowy zatrudniać osoby z innych lokalizacji. To kolejny sygnał istotnych zmian na rynku pracy, zgodnie z którymi poszukiwanie lepszej pracy w innych regionach nie musi się wiązać z migracją.

Nowe modele kreują przyszłość pracy

Jeszcze dwa lata temu mało który analityk przypuszczał, że rynek pracy, modele jej wykonywania, oczekiwania pracowników i możliwości ich zaspokajania przez pracodawców tak bardzo ewoluują. Wydaje się, że dziś nie ma powrotu do absolutnej dominacji sposobów wykonywania zadań znanych sprzed pandemii. Praca zdalna i hybrydowa są tak samo ważne dla pracowników, jak i kandydatów, szukających najlepszych ofert pracy. Badania Pracuj.pl pokazują, że szczególnie przywiązane do tych modeli są osoby, które miały już okazję ich spróbować.

Na wszystkie te tendencje zdają się reagować także pracodawcy. Pod koniec 2021 roku aż 19% ogłoszeń na Pracuj.pl dotyczyło pracy zdalnej – jeszcze w listopadzie 2020 roku było to blisko trzykrotnie mniej. Przyszłe lata pokażą, w jakim stopniu oczekiwania pracowników spotkają się z gotowością pracodawców na zmiany.

Szaleństwo NFT – czy czeka nas rewolucja na rynku inwestycji alternatywnych?

NFT to skrót od wyrażenia „Non-fungible token” czyli „niewymienialny token”. Co to znaczy? Mówiąc najprościej, NFT to zestaw zapisów w danej sieci blockchain, który jest unikatowy i nie może być zastąpiony czymś innym. Ta właściwość sprawia, że NFT jest niemalże jak dzieło sztuki, przez co coraz więcej osób szukających alternatywnych inwestycji interesuje się tym zjawiskiem. Czy słusznie? Jakie perspektywy stoją przed rynkiem NFT? Czy prawo nadąża za rozwojem technologii? Odpowiedzi udziela mec. Adam Ziębicki, adwokat w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Aby lepiej zrozumieć, czym dokładnie jest NFT, warto odnieść się do przykładu – posługując się kryptowalutami, np. Bitcoinem (BTC), Ethereum (ETH) czy też innymi, możemy wymienić jednego BTC na innego BTC itd.. W takim wypadku dochodzi do wymiany bitcoinów w stosunku 1:1, czego w przypadku NFT nie można uczynić, gdyż poza danym konkretnym NFT, nie istnieje jego analogiczna kopia lub kopie.

NFT są to cyfrowe zapisy, które przedstawiają daną wartość i które mogą być jedynie kupione i sprzedane na blockchainie danej kryptowaluty. Najpopularniejszym blockchainem oferującym możliwość wystawienia na sprzedaż i kupna NFT jest sieć Ethereum. Najpopularniejszym serwisem, który umożliwia powyższe jest OpenSea (ale też inne jak Mintable czy też Rarible), do której to strony dostęp jest darmowy i każdy może we własnym zakresie sprawdzić jakie NFT są oferowane w danym momencie i stać się ich właścicielem.

NFT to nie tylko graficzne „dzieła sztuki” na miarę XXI wieku. Jeden z serwisów operujący na blockchainie kryptowaluty Tezos oferuje możliwość wykupienia NFT muzycznego, np. kolekcji historycznych materiałów Whitney Houston. Z kolei twórcy memcoina „Dogebonk” zapowiadają utworzenie serwisu, który umożliwi sprzedaż NFT w postaci memów. Co ciekawe, również Facebook oraz Instagram mają umożliwić swoim użytkownikom tworzenie, wyświetlanie i sprzedaż NFT, przy czym na tym etapie nie mamy jeszcze dalszych szczegółów jak by to miało wyglądać i na jakim blockchainie byłoby oparte. Potencjał NFT jest nieograniczony i tak naprawdę wszystko zależy od ludzkiej kreatywności. DW mojej opinii jesteśmy świadkami rozwoju rynku o ogromnym potencjale, na który będą wchodzić czołowi gracze (albo już wchodzą) i warto mu się bacznie przyglądać – komentuje mec. Adam Ziębicki, prawnik w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Popatrzmy na dalsze przykłady. Pewien indonezyjski student w ostatnim czasie jako NFT sprzedawał zdjęcia przedstawiające jego osobę z okresu czterech lat. Jedna z restauracji z Nowego Jorku ogłosiła, że wstęp do niej będą mieli jedynie posiadacze wyemitowanych przez restaurację NFT przedstawiających rybę („Flyfish Club”). Jeszcze innym ciekawym przykładem NFT jest kolekcja „Ether Rock”, w ramach której można było nabyć NFT przedstawiające kamień, różniący się jedynie odcieniami. Nie sposób również nie wspomnieć o „Bored Ape Yacht Club”, w ramach to której kolekcji można było nabyć NFT przedstawiający znudzone małpy. Te ostatnie stały się obiektem pożądania przez sławne osoby jak np. Jimmy Fallon, Steph Curry, Snopp Dogg lub Mark Cuban, które były gotowe zapłacić za jeden NFT setki tysięcy dolarów.

Rynek NFT jest na tę chwilę nieograniczony i w zasadzie jako NFT może być sprzedane co do zasady wszystko. Nie zmienia to jednak faktu, że istnieje szereg okoliczności natury prawnej, na które trzeba zwrócić uwagę. W pierwszej kolejności trzeba zauważyć, że sprzedaż NFT nie oznacza zawsze przeniesienia praw autorskich do danego utwory na rzecz nabywcy. Zazwyczaj prawa te, jak również inne prawa własności intelektualnej, pozostają u twórcy, a kupiec otrzymuje jedynie certyfikat potwierdzający nabycie danego utworu i prawo do eksponowania danego konkretnego utworu. W celu uzyskania informacji na temat warunków przeniesienia praw autorskich należy sięgnąć do regulaminu serwisu, w którym nabywane jest dane NFT. W dalszej kolejności należy wskazać, że aktualnie NFT nie ma dedykowanych dla siebie regulacji na poziomie ustawowym. Może to jednak w przyszłości ulec zmianie, gdyż nawet w 2021 r. dokonano nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu. Na mocy nowego brzmienia ustawy kantory kryptowalut działające w Polsce od listopada 2021 r. mają obowiązek uzyskania wpisu w rejestrze działalności w zakresie walut wirtualnych. Takich regulacji w przypadku NFT jeszcze nie ma, ale całkowicie uzasadnionym jest oczekiwanie, że zostaną one w pewnym momencie ustanowione i to na poziomie unijnym – dodaje mec. Ziebicki.

Poza prawnymi kwestiami istnieje również kwestia dotycząca korekty rynku kryptowalut. Aby stać się właścicielem danego NFT, należy za niego zapłacić odpowiednią cenę wyrażoną w danej kryptowalucie, dlatego jej kurs znacząco wpływa na całe przedsięwzięcie. Można zatem bardzo szybko zyskać i równie szybko stracić znaczne środki pieniężne.

Deloitte: Tylko 10 proc. podmiotów sektora budowlanego zna wytyczne dotyczące regulacji ESG

Branża budowlana stoi przez istotnymi wyzwaniami: obowiązek dostosowania się do unijnych regulacji związanych ze zmianami klimatu, dynamiczny wzrost kosztów realizacji i brak rąk do pracy.

W najbliższych latach zmiany klimatu będą kluczowym wyzwaniem dla decydentów na szczeblu państwowym, zarządów firm oraz dla samych konsumentów. Przedsiębiorstwa będą musiały dostosować się do nowych regulacji w zakresie zrównoważonego finansowania oraz wytycznych dotyczących ograniczenia emisji dwutlenku węgla. Branża budowlana może odegrać szczególną rolę w tych obszarach, gdyż jej działalność ma duży wpływ na inne sektory gospodarki. Jak wynika z raportu firmy doradczej Deloitte „Polskie spółki budowlane 2021 – najważniejsi gracze, kluczowe czynniki wzrostu i perspektywy rozwoju branży” tylko 10 proc. firm zna szczegółowe wytyczne dotyczące obowiązków spółek wynikających ze zmieniającego się rozporządzenia Unii Europejskiej w zakresie zrównoważonego finansowania.

Eksperci Deloitte przeprowadzili ankietę wśród podmiotów z polskiego sektora budowlanego. Celem badania, którego wyniki są integralną częścią raportu, było poznanie opinii branży w zakresie możliwości rozwoju koniunktury, oceny najważniejszych ryzyk i szans oraz przygotowania do nadchodzących zmian regulacyjnych związanych z aspektami ESG (ang. Environment, Social & Governance). Ponieważ sektor budownictwa i nieruchomości ma znaczący udział w globalnej emisji gazów cieplarnianych, podmioty zostały zobowiązane do jej ograniczenia.

Zmiany klimatu będą oddziaływać w sposób szczególny na sektor budowalny, który cechuje wysoka emisyjność, jak i wysoki stopień wrażliwości na ryzyka klimatyczne. Obecnie, budynki odpowiadają w Unii Europejskiej za około 40 proc. zużycia energii i 36 proc. emisji CO2. Proces definiowania celów redukcji emisji gazów cieplarnianych i ujawniania informacji o postępie realizacji w sprawozdaniach niefinansowych jest już faktem. Podatki od emisji lub system handlu prawami emisji wprowadzono już w czterdziestu krajach na świecie. Tak duża presja motywuje zarządy firm wielu branż do podjęcia konkretnych działań w tym zakresie. Branża budowlana, ze względu na swoją specyfikę i rozbudowany łańcuch dostaw ma szczególnie ambitne zadanie do wykonania Irena Pichola, partner, lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju, Deloitte.

W tegorocznym badaniu zapytano respondentów czy posiadają jasno zdefiniowaną politykę działania w odniesieniu do czynników środowiskowych, społecznych i zarządczych. Ideą strategii ESG jest troska przedsiębiorstwa nie tylko o swój interes ekonomiczny, lecz także o lokalne społeczności czy środowisko. Blisko połowa ankietowanych (48 proc.) deklaruje, że przyjęła strategię działania w tym zakresie, a 14 proc. stwierdza, że została ona zdefiniowana szczegółowo. Jednak aż 38 proc. respondentów nie posiada wdrożonej koncepcji, a tylko 14 proc. z nich planuje jej przygotowanie w przyszłości.

Kolejną ważną kwestią jest świadomość podmiotów operujących w branży budowlanej, dotycząca zmian w regulacjach Unii Europejskiej, które nakładają na nich konkretne obowiązki. Zmiany są związane z wdrażaniem przez UE planu działania na rzecz finansowania zrównoważonego wzrostu gospodarczego i zaczynają obowiązywać od tego roku. Z przeprowadzonego badania wynika, że około 48 proc. respondentów nie posiada wiedzy na ich temat, ale zdecydowana większość z nich (29 proc.) jest gotowa na zapoznanie się z nią.

Unia Europejska od lat opracowuje plany i podejmuje działania wspierające systemowe przejście na gospodarkę niskoemisyjną zgodną z założeniami zrównoważonego rozwoju. Rozporządzenie dot. Taksonomii nakłada dodatkowe obowiązki w zakresie ujawnień. Spółki będą musiały informować m.in. klientów, na ile ich działalność jest zrównoważona środowiskowo. Obecnie Taksonomia stanowi duże wyzwanie dla wielu spółek, z uwagi na późną publikację finalnych wersji aktów delegowanych oraz obowiązku ujawnień za rok 2021. Niemniej zakres dodatkowych ujawnień będzie jeszcze większy w związku z pracami nad nową dyrektywą CSRD, która obejmie dużo więcej podmiotów niż obecnie obowiązujące normy. Dlatego warto jak najszybciej podjąć działania dostosowujące organizację do nowych wymogów – mówi Łukasz Michorowski, partner w dziale audit & assurance, Deloitte.

Niskoemisyjna przyszłość w branży budowlanej

Uwzględnienie czynników ESG w biznesie, zgodnie z europejskimi wytycznymi będzie wymagało istotnej transformacji procesu budowlanego i konkretnych działań ograniczających emisyjność. Kluczowe mogą okazać się inwestycje w nowoczesne technologie, które zminimalizują ślad środowiskowy i zwiększą efektywność procesu budowlanego, m.in. poprzez wykorzystanie właściwych materiałów oraz ich ponowny recykling, zmianę technologii i samego procesu budowy. Pod presją krajowych i europejskich przepisów, takich jak taksonomia UE oraz przyszła dyrektywa CSRD, podmioty odpowiadające za przygotowywanie projektów już uwzględniają powyższe kwestie w swoich specyfikacjach. Ich celem jest przekierunkowanie przepływów kapitałowych do tzw. „zielonych inwestycji”. Jednym z rosnących trendów jest budownictwo modułowe, do którego przekonuje się coraz więcej firm. Technologia ta pozwala nie tylko na oszczędność czasu, ale i działania zgodne z gospodarką cyrkularną, która sprzyja procesowi dekarbonizacji i zmniejszeniu generowanego śladu węglowego zarówno podczas wznoszenia budynków, jak i ich użytkowania.

–  Z uwagi na emisyjność sektora, kluczowe mogą okazać się inwestycje w nowoczesne technologie, które zminimalizują ślad środowiskowy i zapewnią zaplecze w postaci baz danych koniecznych do dalszego rozwoju innowacji. Ponadto, podejmowanie coraz bardziej ambitnych zobowiązań klimatycznych wiąże się również z zapotrzebowaniem organizacji na dokładną kalkulację emisji gazów cieplarnianych, a także świadome zdefiniowanie celów oraz szczegółowych planów dekarbonizacji wraz z oszacowaniem niezbędnych kosztów na ich realizację. Podjęcie takich działań, zgodnie ze światowymi standardami, pomoże firmom utrzymać konkurencyjność i proaktywnie przystosować się do nowych wymogów regulacyjnych w tym zakresie, wynikających m.in. z pakietu Fit for 55  – mówi Tomasz Gasiński, dyrektor, zespół ds. zrównoważonego rozwoju, Deloitte.

„Inflacja prawa” i bariery regulacyjne przeszkodą dla FinTech w Polsce

Bariery regulacyjne i tzw. inflacja prawa mogą być przeszkodą, dla rozwoju branży fintech w Polsce, Mimo dobrej pozycji wyjściowej polskiego rynku.

Czy Polska może być liderem w zakresie innowacji na rynku finansowym w Europie Środkowo-wschodniej? „Na pewno ma ku temu potencjał i dobrą sytuację wyjściową. Rozwiązania FinTech mogłyby się rozwijać jeszcze dynamiczniej w naszym kraju, gdyby nie bariery regulacyjne i postępująca tzw. inflacja prawa, czyli nadmierne produkowanie nowych aktów prawnych i dokonywanie zmian już istniejących przepisów. Czynniki te powodują, że podmioty działające w tej branży decydują się na rejestrację swojej działalności w innych krajach UE.” – mówi Jan Gąsiorowski, associate w zespole banking and finance w Wolf Theiss.

Z uwagi na przemiany po roku 1989, polski sektor bankowy, jest jednym z najnowocześniejszych na świecie – zwłaszcza jeśli chodzi o rozwój transakcji elektronicznych. W całym sektorze zatrudnionych jest ponad 143 tys. osób, a jego aktywa sięgają ok. 2,4 bln zł. Rynek usług finansowych jest też w Polsce wyjątkowo chłonny, zwłaszcza w obszarze konsumenckim.

„Choć potencjał na rynku polskim w zakresie nowoczesnych usług finansowych jest olbrzymi, do czego przyczyniają się również wysokiej jakości kadry, dodatkowo zasilane specjalistami zza naszej wschodniej granicy, to oczywiście nie brak też problemów i barier. Obszarem, problematycznym, jest otoczenie prawne i regulacyjne, choć i tu zachodzą pozytywne zmiany. Działająca w Polsce branża FinTech zwraca zwłaszcza uwagę na długie procedury, które trzeba przejść przed wprowadzeniem na rynek nowych produktów oraz zawiłe przepisy regulujące działalność podmiotów świadczących usługi finansowe.” – mówi Jan Gąsiorowski, z zespołu banking and finance w Wolf Theiss.

Jako pewną próbę rozwiązania tego problemu należy postrzegać podejmowane przez Komisję Nadzoru Finansowego KNF kroki do utworzenia polskiej piaskownicy legislacyjnej (ang. regulatory sandbox), w ramach której FinTechy mogą testować warunki organizacyjne i prawne do rozwoju swoich pomysłów na rzeczywistym rynku finansowym pod kontrolą organów nadzoru. Obecnie, przy KNF funkcjonuje wirtualna piaskownica technologiczna pozwalająca na testowanie rozwiązań technologicznych w środowisku symulującym podstawowe usługi przewidziane w dyrektywie PSD2 (Revised Payment Services Directive). Rozwiązanie to pozwala na przeprowadzenie symulacji wielu operacji bankowych i przetestowanie rozwiązań, które bazują na interfejsie Open API, zgodnym ze standardem Polish API. Dodatkowo, we współpracy z KNF powstała również bezpłatna piaskownica technologiczna Sandbox Blockchain umożliwiająca testowanie technologicznych rozwiązań opartych na blockchainie.

„Środowisko związane z FinTech, oprócz uproszczenia regulacji i barier, potrzebuje możliwości przetestowania swoich pomysłów na realnym rynku finansowym. Pierwsze zapowiedzi dotyczące powstania piaskownicy regulacyjnej przy KNF  datowane są na koniec 2018 r. Nadal nie mamy jednak wiążących informacji, kiedy takie rozwiązanie będzie dostępne w Polsce. Tego typu rozwiązanie funkcjonuje z powodzeniem od wielu lat w Wielkiej Brytanii czy na Litwie. Efekt jest taki, że Polska traci na konkurencyjności względem tych krajów. Kolejnym problem polskiego rynku jest dynamika polskiego procesu legislacyjnego – w samym 2020 r. w polskich dziennikach urzędowych ogłoszono ponad 125 tys. nowych aktów prawnych. Powoduje to konieczność ciągłego dostosowywania działalności do coraz to nowszych regulacji. Tak szybka produkcja prawa prowadzi do braku pewności prawnej, co w żaden sposób nie sprzyja rozwojowi biznesu w Polsce.” – dodaje ekspert.

KNF poza udostępnianiem środowiska testowego firmom i start-up’om (w zakresie usług płatniczych) rozpoczął prace zmierzające do wyeliminowania jak największej liczby barier w rozwoju innowacji finansowych FinTech. W maju 2021 r. ukazał się raport powołanego specjalnie do tego celu zespołu, który omawia 193 bariery natury prawnej, regulacyjnej i nadzorczej, z którymi boryka się branża. W raporcie zestawiono zgłoszone postulaty uczestników rynku i instytucji publicznych dotyczące zmian prawnych oraz regulacyjnych z postępem prac związanym z ich usunięciem. Jak podkreślił Urząd KNF, sam raport nie ma ostatecznego charakteru, a prace nad poszczególnymi postulatami będą kontynuowane. W trakcie prac dokument będzie podlegał uzupełnieniom i zmianom w odniesieniu do poszczególnych barier.

„Każda inicjatywa zmierzająca do ograniczenia w Polsce tzw. gold-platingu, w przypadku branży finansowej polegającego na zwiększaniu obostrzeń nadzorczych ponad te wymagane przez Unię Europejską, jest godny pochwały. Musimy bowiem mieć świadomość, że rynek rozwiązań FinTech jest globalny, a aktualnie podmioty zarejestrowane w Polsce, często muszą działać w bardziej restrykcyjnych warunkach niż ich konkurenci zarejestrowani w innych krajach UE.” – podsumowuje Jan Gąsiorowski z Wolf Theiss.

W Polsce obecnie funkcjonuje ponad 300 FinTech’ów, 30 banków komercyjnych, 37 oddziałów instytucji kredytowych i 514 banków spółdzielczych. Rynek usług finansowych jest też w Polsce wyjątkowo chłonny, zwłaszcza w obszarze konsumenckim. Według danych firmy Check Point aż 75% Polaków częściej płaci kartą niż gotówką, a 90% właścicieli kart dokonuje płatności zbliżeniowych. Jak podaje PwC, daje to polskiemu rynkowi miejsce w pierwszej 10 na świecie w zakresie płatności zbliżeniowych. W tym kontekście warto również wspomnieć o spektakularnym sukcesie usługi bezgotówkowych płatności BLIK, która w ciągu niewiele ponad 6 lat swojej działalności zrealizowała przeszło miliard transakcji. Czy świetne uwarunkowania i pozycja wyjściowa wystarczą, by Polska mogła być liderem usług FinTech w regionie CEE? To pokażą kolejne lata – wiele też zależy jednak od warunków legislacyjnych, jakie zostaną stworzone podmiotom działającym w tym sektorze i tego, czy bariery regulacyjne nie okażą się jednak zbyt restrykcyjne na tle konkurencyjnych europejskich rynków.

Podwyżki stóp w USA. Czy Fed zasygnalizuje w środę ruch w marcu?

W komunikatach Rezerwy Federalnej w tym tygodniu spodziewamy się jasnych wskazówek, że podwyżka stóp procentowych jest zaplanowana na marzec, a w dalszej części roku prawdopodobne są kolejne. Trudno powiedzieć, czy optymistyczny ton, który sugeruje raczej agresywne tempo podwyżek w 2022 r., wystarczy, by spowodować aprecjację dolara w tym tygodniu.

Zmiana nastawienia w polityce pieniężnej FOMC była w ostatnich miesiącach znacząca. Podczas wrześniowego zebrania Fed zasygnalizował, że planuje jedną podwyżkę stóp w 2022 r. Od tamtej pory decydenci stawali się jednak coraz bardziej jastrzębi, inflacja w USA osiągała najwyższe od dekad poziomy, a presja cenowa nie wykazuje oznak słabnięcia. Na grudniowym zebraniu Fed – który długo zaprzeczał, jakoby inflacja miała się utrwalić – przyznał, że nie widzi już gwałtownego wzrostu cen jako „przejściowego”.

Jastrzębi zwrot Fedu

Bank co kwartał publikuje dot plot, czyli wykres obrazujący oczekiwania członków FOMC w zakresie kształtowania się stóp procentowych w kolejnych latach. Ostatni dot plot pokazał wyraźny wzrost oczekiwań w zakresie podwyżek, a ich mediana sugeruje, że Fed zmierza w kierunku podniesienia stóp w 2022 r. co najmniej trzykrotnie. Jastrzębi zwrot Fedu dodatkowo wspierają ostatnie informacje dotyczące inflacji, rynku pracy i sytuacji pandemicznej w kontekście nowego wariantu koronawirusa (Omikron). Inflacja CPI w USA wzrosła w grudniu do 7% (Wykres 1), czyli najwyższego poziomu od 1982 r., zaś bazowa do 5,5%, co jest 30-letnim rekordem.

Uważamy także, że rynek pracy w USA osiągnął poziom, który spełnia rozsądną definicję pełnego zatrudnienia, lub jest tego bliski. Podczas gdy dane o zmianie zatrudnienia w sektorach pozarolniczych w grudniu rozczarowały, inne dane w ramach raportu były znacznie bardziej pozytywne: bezrobocie gwałtownie spadło, a płace kontynuowały wzrost. W danych widać, że firmy starają się zachęcić pracowników. Co więcej, powrót do ścisłych lockdownów, które były powszechne na wcześniejszych etapach pandemii, również wydaje się mało prawdopodobny dzięki niskiej zjadliwości Omikrona i wystarczającej ochronie przed nim zapewnianej przez szczepienia przypominające.

Wykres 1: Inflacja CPI w USA [proc., r/r] (2012 – 2022)

Inflacja CPI w USA [proc., r_r] (2012 – 2022)
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 24.01.2022
Rynki finansowe gwałtownie zareagowały na splot powyższych informacji, choć póki co w tym roku efekt ten nie przełożył się istotniejsze umocnienie amerykańskiej waluty. Kontrakty fed fund futures, na podstawie których można określić to, jakiego scenariusza w zakresie przyszłego kształtowania się stóp procentowych spodziewa się rynek, obecnie w pełni wyceniają podwyżkę w marcu i w sumie cztery podwyżki o 25 pb. w 2022 r.

Przyczyniło się to do wyprzedaży dłużnych papierów skarbowych, przez co znacznie wzrosły ich rentowności, np. rentowności papierów dwuletnich przekroczyły 1%, co jest najwyższym poziomem od ponad dwóch lat (Wykres 2).

Wykres 2: Rentowności dwuletnich papierów skarbowych USA (2021 – 2022)

Rentowności dwuletnich papierów skarbowych USA (2021 – 2022)
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 24.01.2022

Podwyżki stóp od marca

Podczas gdy wszystko wskazuje na to, że nadchodzi podwyżka stóp procentowych, uważamy, że styczniowe zebranie jest zbyt wczesne na takie ogłoszenie – Fed już zapowiedział, że nie rozpocznie podwyżek stóp przed zakończeniem programu luzowania ilościowego (QE), który zgodnie z obecnym harmonogramem ma zakończyć się w marcu. W komunikatach w tym tygodniu spodziewamy się jasnych wskazówek, że planowana jest podwyżka na kolejnym posiedzeniu (15–16 marca), a w dalszej części roku prawdopodobne są kolejne.

Część rynku jest zdania, że Fed może rozpocząć cykl nieproporcjonalnie dużą podwyżką o 50 pb. w marcu. Uważamy, że to mało prawdopodobne, a bardziej realny jest scenariusz podwyżki o 25 pb. W obecnej sytuacji przewidujemy dalsze podwyżki w czerwcu, wrześniu i grudniu, chociaż nasza opinia w tym zakresie w dużej mierze zależy od przyszłych odczytów inflacji.

Dolarowi może być trudno się umocnić

Trudno powiedzieć, czy optymistyczny ton, który sugeruje raczej agresywne tempo podwyżek w 2022 r. wystarczy, by spowodować aprecjację dolara w tym tygodniu. Uważamy, że Fed musiałby zrobić coś specjalnego, by doprowadzić do umocnienia waluty, ponieważ rynek wycenia obecnie w pełni podwyżkę w marcu i zaczął wyceniać podwyżki co kwartał. Jednym z takich ogłoszeń byłaby deklaracja Fedu, że zakończy program QE jeszcze wcześniej (natychmiast lub w lutym).

Naszym zdaniem bardziej prawdopodobne jest wygaszenie programu zgodnie z planem, jednak ze względu na skalę wzrostu cen, który znacznie przekracza cel banku, uważamy obie opcje za potencjalnie możliwe. W naszej ocenie, jeśli scenariusz szybszego wygaszania QE wszedłby w życie, doszłoby do zwiększenia rynkowych zakładów na podwyżkę o 50 pb. w marcu (my wciąż jednak spodziewalibyśmy się podwyżki o 25 pb.). Wówczas amerykańska waluta mogłaby się umocnić w najbliższą środę.

Jakiekolwiek komentarze dotyczące redukcji bilansu banku centralnego, inaczej ilościowego zacieśniania (quantitative tightening, QT), w dalszej części roku również skupią na sobie uwagę. Oczekujemy, że w tym tygodniu Fed będzie w dalszym ciągu przygotowywał grunt pod QT, choć formalne ogłoszenie w tym zakresie nastąpi naszym zdaniem za co najmniej kilka miesięcy. Wyższe stopy pozostają głównym narzędziem Fedu pozwalającym na kontrolowanie inflacji, dlatego przed rozpoczęciem redukcji bilansu banku możemy spodziewać się kilku podwyżek.

FOMC ogłosi decyzję w sprawie polityki pieniężnej o 20:00 w środę 26.01, konferencja prasowa przewodniczącego Powella rozpocznie się 30 minut później.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Suma wszystkich giełdowych strachów

Inwestorzy obawiają się trzech elementów: podwyżek stóp procentowych w USA, przeciętnych wyników spółek za 4 kwartał w USA oraz konfliktu na Ukrainie. To powoduje, że NASDAQ od początku roku spadł powyżej 10 proc., a indeks 500 największych amerykańskich firm, S&P500 jest blisko tej granicy. WIG20 w ciągu ostatnio tygodnia obniżył się o około 5 proc.

Z przeprowadzonego globalnego badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego (za 4 kwartał 2021 roku) wynika, że inwestorzy na świecie w związku ze swoimi inwestycjami najbardziej obawiają się inflacji (41 proc. odpowiedzi), międzynarodowego konfliktu (26 proc.) oraz podwyżek stóp procentowych (21 proc.). Natomiast 35 proc. martwi się stanem światowej gospodarki, a 33 proc. stanem gospodarki kraju, z jakiego pochodzą. To swoista „suma wszystkich strachów” inwestorów na świecie. W ostatnim czasie wiele z tych strachów się materializuje, dlatego nie dziwi fakt niepewności na rynku i spadków.

Kluczowa jest tutaj postawa FED, według najbardziej prawdopodobnego scenariusza dojdzie w tym roku w USA do czterech podwyżek stop procentowych, a bilans FED, na który składają się instrumenty kupowane w ramach programu skupu aktywów, zostanie ograniczony. Rynki z uwagą wyczekują środy, czyli pierwszego w tym roku posiedzenia FED. Wskazane podwyżki zostały już wycenione przez rynek, kluczowe pozostaje jednak dalsze nastawienie FED. Zbyt jastrzębi FED (szybsze podnoszenie stóp i ograniczenie bilansu) mógłby podgrzać niepewność na rynku. Co naszym zdaniem powoduje, że stanowisko FED w kontekście obecnej sytuacji będzie bardziej uspokajające. Perspektywa dla rynku w tym kontekście wydaje się pozytywna, z tym że trzeba być bardziej selektywnym w doborze własnych inwestycji. Można rozważyć inwestycje w tańsze i szybciej rosnące sektory oraz rynki poza USA.

Obawy inwestorów budzi także mieszany początek sezonu publikacji wyników za 4 kwartał w USA. Jednak statystyczne wyniki dla całego rynku są dobre – 6 proc. powyżej oczekiwań, zyski są 24 proc. powyżej poziomu za ten sam okres w poprzednim roku. Co ważne powyżej oczekiwań są wyniki firm praktycznie ze wszystkich sektorów. Dobre wyniki spółek w tym momencie są niezbędne do utrzymania wysokich wycen, które mogą być poddawane przez rynek rewizji.

Ostatnim elementem, który działa na wyobraźnie inwestorów, jest ryzyko konfliktu. Pomimo że dane były zbierane w grudniu, inwestorzy już wtedy byli zaniepokojeni, a teraz czekają nas kolejne tygodnie napięcia wokół Ukrainy, jednak wpływ tego stanu na rynki globalne nie powinien być znaczący. Dużo większe znacznie konflikt może mieć dla polskiej giełdy i innych giełd regionu. A także dla spółek rosyjskich i ukraińskich notowanych na parkietach w regionie.

Te trzy „strachy” obecnie działają na wyobraźnie inwestorów, niosąc korektę na parkietach. Co wiemy o samych korektach w USA? Przede wszystkim, że są dość rzadkie, w ciągu ostatnich 40 lat było ich 25.

A skupione były głównie w okresach większych kryzysów (kryzys finansowy 2008 r., bańka internetowa). Przeciętny spadek wynosił 16 proc. w okresie 7 tygodni korekty. I opłacało się wykorzystać korektę do kupowania, ponieważ w większości sytuacji po 12-miesiącach rynek był na wyższym poziomie niż przed korektą. Nie dotyczyło to jednak wszystkich branż – między nimi były już znaczące różnice, to wskazuje na znacznie dywersyfikacji w sytuacji korekty. Ważne, żeby korekta nie zamieniła się w kryzys, który trwa dłużej i przynosi większe spadki. Wydaje się, że obecne strachy inwestorów są do przezwyciężenia.

Paweł Majtkowski, analityk eToro na polskim rynku

Przecena złotego

Po wielu dniach opierania się wzrostowi ryzyk na rynkach inwestorzy w końcu uznali, że jednak potencjalny konflikt na Wschodzie wygrywa ze wszystkimi dobrymi sygnałami z Polski. Doszło do gwałtownej przeceny polskiej waluty.

Nagła słabość złotego

Napięcia na Wschodzie nie słabną. Słabną za to nerwy inwestorów. Wczoraj byliśmy świadkami kolejnej przeceny na giełdach. Główne indeksy leciały nawet około 5% w dół. Powodem są potencjalne konsekwencje, które mogą spowodować sankcje. Niestety są one gospodarczo niekorzystne dla obydwóch stron. Fakt ten zawsze powoduje, że państwa, które na nich potencjalnie najwięcej tracą, są najmniej chętne do działania. Wczoraj oprócz parkietów tracił również polski złoty. Rodzimą walutę dodatkowo pogrążyły słabsze dane ze sprzedaży detalicznej.

Co się dzieje w Rosji?

W głównych mediach oczywiście głównym tematem jest mobilizacja sił na granicy z Ukrainą. Zajmiemy się jednak teraz bardziej sytuacją gospodarczą, a ta, delikatnie mówiąc, nie jest najlepsza. Rentowność 10-letnich obligacji, która jeszcze w grudniu pomimo podwyżek stóp procentowych znajdowała się na poziomie 8,5%, teraz wyskoczyła do niemal 10%. Kraj ten w przeciwieństwie do Europy Zachodniej bardzo szybko podniósł stopy procentowe w okolice inflacji, którą wygląda na to, że udało się ustabilizować. Z drugiej strony na giełdzie w ostatnich tygodniach widać wręcz panikę. Indeks notowany w dolarze, który jeszcze pod koniec października przekraczał 1900 pkt, obecnie po bardzo słabym styczniu znajduje się ledwo ponad 1300 pkt. Pokazuje to, jak bardzo inwestorzy uciekają z pieniędzmi. W tym samym czasie rubel stracił na wartości z 5,7 grosza na 5,1 grosza.

Koniunktura w Europie

Wraz ze wzrostem zachorowań zmienia się też nastawienie menedżerów ankietowanych w badaniach. Pokazują to chociażby ostatnie ankiety PMI. Skoro rosną zachorowania, to oczywiste jest, że w usługach pojawiają się wątpliwości, względem przynajmniej wprowadzenia lockdownów, czy chęci obywateli do wychodzenia z domu. Z drugiej strony obywatele siedzący w domach to rosnący popyt na dobra. Tłumaczy to wyraźny wzrost optymizmu w przemyśle.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Branża Targowa do premiera: Za parę miesięcy nie będzie czego po naszej branży już zbierać

O włączenie targowych firm podlegających pod PKD 82.30 i 73.11 do pomocy w ramach tarczy 10.0, przyznanie im rządowego wsparcia na obiecane przez ministerstwo m-ce maj-sierpień 2021, wliczenie do rozliczenia tarczy PFR 2.0 czasu do sierpnia 2021 włącznie czy przedstawienie im wytycznych dotyczących bezpiecznej organizacji imprez targowych – zwraca się do premiera Komitet Obrony Branży Targowej. Zaznacza on, że rząd całkowicie pominął branżę targową w ostatniej tarczy rządowej 10.0 i wprowadził dyskryminujący ją sposób rozliczenia tarczy PFR 2.0 dla średnich i małych firm, gdzie prognozowane zwroty środków sięgają u nich średnio 50 % wartości pomocy. Zwraca też uwagę, na lekceważenie targowych przedsiębiorców przez resort Rozwoju i Technologii w rozmowach on-line w 2021 roku w sytuacji, gdy funkcjonowanie imprez targowych odbywa się obecnie w coraz bardziej ograniczonym wymiarze, przy braku możliwości obsługi polskich wystawców za granicą.

Branża targowa należy do najbardziej poszkodowanych przez trwającą już prawie 2 lata pandemię, jak również do najbardziej ignorowanych przez polskie władze. Reprezentanci pracujących dla targów firm są jednak zdeterminowani, by walczyć o przetrwanie tego najtrudniejszego, bez wątpienia, czasu w ich ponad 30 letniej historii. Po raz kolejny zwracają się do premiera Mateusza Morawieckiego o to, by – jak piszą – przyjrzał się „małej, acz newralgicznej dla gospodarki branży – branży targów i wystaw, kluczowej w promocji polskiej gospodarki czy naszego eksportu, a jednocześnie, (…) lekceważonej przez członków rządu, a szczególnie tych, którzy reprezentują Ministerstwo Rozwoju i Technologii, a więc resortu, który powinien wspierać małe i średnie firmy”.

– Dziś nasza sytuacja, po ponownym restarcie we wrześniu 2021 roku, rysuje się ponownie w czarnych barwach: nie mamy pracy – przeczytać można w przekazanym Kancelarii Prezesa Rady Ministrów piśmie.

Piętrzą się problemy przed branżą targową

Jego autorzy zwracają uwagę na główne problemy pracujących dla branżowych targów firm:

– Brak ustawy odszkodowawczej, którą początkowo zainteresowało się paru senatorów RP, niestety bez konsekwencji i dalszego ciągu. Pomimo starań niektórych z nich, próżno szukać jej projektu w programie prac sejmu.

– Całkowite zignorowanie ich w ostatniej tarczy rządowej 10.0.

– Brak dotrzymania obietnic przedstawicieli Pańskiego Rządu w kwestii przedłużenia im pomocy rządowej na – tradycyjnie już – martwe dla nich miesiące maj, czerwiec, lipiec i sierpień 2021.

– Dyskryminujący tę branżę sposób rozliczenia tarczy PFR 2.0 dla średnich i małych firm, gdzie prognozowane zwroty środków sięgają u targowych przedsiębiorców średnio 50 % wartości pomocy.

– Funkcjonowanie targów w obecnej sytuacji pandemicznej w Polsce – w coraz mocniej ograniczonym wymiarze, oraz brak możliwości obsługi polskich wystawców za granicą w związku z decyzjami o odwoływaniu imprez od początku roku z kompletnie nieznanym dziś finałem czasowym.

– Lekceważenie ich przez resort Rozwoju i Technologii w rozmowach on-line w 2021 roku i brak świadomości znaczenia targów dla polskiej gospodarki i eksportu.

Kolejny już apel do premiera

Sygnatariusze listu zwracają się do premiera po raz kolejny. Chcą, aby na branżę targów
i wystaw gospodarczych spojrzał poprzez jej strategiczne znaczenie w promocji polskiej gospodarki. – Żądamy, aby przestał Pan pozostawiać nas samych na łaskę i niełaskę skutków pandemii, ze szkodą dla polskiej gospodarki i polskich firm, które żyją z eksportu – apelują targowi przedsiębiorcy.

Przypominają przy tym, że w tzw. „normalnych czasach” znane na świecie polskie imprezy targowe stanowiły – także dla premiera – doskonałe forum do nawiązywania gospodarczych kontaktów czy – słusznego z resztą – chwalenia polskich osiągnięć w różnych dziedzinach, a w szczególności – ogłaszania ambitnych projektów gospodarczych dla Polski. – Za parę miesięcy nie będzie czego po naszej branży już zbierać. Szczególnie dotyczy to firm okołotargowych, mniejszych, obsługujących imprezy przy np. projektowaniu i budowie powierzchni wystawienniczych czy zajmujących się targową logistyką – przewidują autorzy listu.

Negatywny wpływ na promocję polskiej gospodarki

Ostrzegają też, że brak przedsiębiorstw w tej subbranży odbije się bardzo negatywnie na możliwościach promocji polskiej gospodarki, a w szczególności polskiego eksportu.
– Apelujemy do Pana ponownie o chwilę refleksji nad nami i pomocy nam w najbardziej tragicznym kryzysie targów w krótkiej historii kapitalizmu post transformacyjnego w Polsce
– piszą przedsiębiorcy z Komitetu Obrony Branży Targowej i przedstawiają swoje żądania:

– włączenia ich (PKD 82.30, 73.11) do pomocy w ramach tarczy 10.0;

– przyznania im pomocy rządowej na obiecane przez ministerstwo m-ce maj-sierpień 2021;

– wliczenia do rozliczenia tarczy PFR 2.0 czasu do sierpnia 2021 włącznie;

– stworzenia z pieniędzy zgromadzonych w PFR tarczy wsparcia dla przemysłu targowego o symbolu PFR 3.0, która pozwoli naszej branży przetrwać do połowy roku 2022,

– przedstawienia im wytycznych dotyczących bezpiecznej organizacji imprez targowych, gdyż – jak podkreślają – pomimo ich wielokrotnych apeli, wciąż czekają na decyzję w sprawie szczegółowych reguł gwarantujących udział wyłącznie osób zdrowych w targach. Przypominają, że tego typu rozwiązania wprowadzane są w innych krajach europejskich, którym – jak widać – zależy na utrzymaniu branży targowej.

W Polsce źle, w Europie – znacznie lepiej

Zwracają jednocześnie uwagę, że w państwach Unii Europejskiej zostały uruchomione fundusze na wsparcie targów i konferencji, co bez wątpienia związane jest z dostrzeżeniem i właściwą oceną potencjału tych branż. – To zatem pewne, że targi wyjdą tam z obecnego kryzysu obronną ręką i w przyszłości będą mogły nawet wchłonąć te, które bez wystarczającego wsparcia skazane są dziś na upadek lub utratę dotychczasowego znaczenia – prognozują przedsiębiorcy, mając na myśli także imprezy cieszące się międzynarodową renomą w naszej części Europy, gdzie pozbawione koniecznego wsparcia, czuć się mogą zagrożone.

Wskazują, że branża targowa należy do najbardziej poszkodowanych przez panującą od blisko 2 lat pandemię, gdyż jako pierwsza została w marcu roku 2020 „uziemiona” i jako ostatnia doczekała się restartu we wrześniu 2021 roku.

– Rządową pomoc w roku 2020 otrzymaliśmy z tarczy PFR 1.0. Została ona, dla naszego targowego PKD 82.30, umorzona w całości – przede wszystkim dzięki naszej determinacji i prowadzonym przez naszych przedsiębiorców działaniom w sferach edukacyjnej, informacyjnej czy nawet protestacyjnej – przyznają przedstawiciele firm zrzeszonych w Komitecie Obrony Branży Targowej.

Wsparcie, jakie dostała branża targowa

Przypominają, że dostali także pomoc od Państwa w ramach tarcz rządowych 1.0 – 9.0.
– Należy podkreślić, że wsparcie to dotyczyło zatrudnienia w naszych firmach, co bez wątpienia było jednocześnie korzystne dla polityki społecznej Pańskiego Rządu. Do dziś wątpliwości budzi to, czy zostaliśmy potraktowani właściwie – tak jak inne dotknięte kryzysem dziedziny gospodarki i czy przeznaczone dla nas środki okazały się wystarczające na to, by dalej funkcjonować, nawet w znacznie skromniejszym wymiarze – dzielą się swoim spostrzeżeniem targowi przedsiębiorcy.

Wolimy normalnie pracować

Ich zdaniem, dzieje się tak pomimo licznych zapewnień, że rządowi Rzeczpospolitej zależy na egzystencji i rozwoju rodzimych przedsiębiorstw, z których spora część – tak jak znani w całej Europie tirowcy – wypracowała sobie bardzo dobrą opinię poza granicami Polski i stała się swoistą wizytówką polskiego rozwoju.

– Wolelibyśmy normalnie pracować i nie być zaskakiwani co chwilę coraz to „lepszymi pomysłami”. Kropla drąży skałę – po raz kolejny czekamy na reakcję. Mamy już chyba w KPRM swój segregator – napisali na swoim profilu w mediach społecznościowych właściciele targowych firm z Komitetu Obrony Branży Targowej.

W odpowiedzi, Michał Dworczyk, minister-członek Rady Ministrów, skierował na razie pismo Komitetu Obrony Branży Targowej do ministra rozwoju i technologii, prosząc o „rozważenie możliwości spotkania z Zainteresowanymi oraz udzielenie odpowiedzi na ww. wystąpienie (tj. list Komitetu Obrony Branży Targowej do premiera), z kopią do wiadomości Prezesa Rady Ministrów”.

Targowi przedsiębiorcy zauważają, że dziś, bez wprowadzanych obostrzeń dla stwarzających ryzyko zachorowania osób, gdy liczba zakażonych w błyskawicznym tempie rośnie, w branży panuje strach. – Brak strategii rządu w walce z pandemią powoduje korporacyjne zakazy udziału w targach i konferencjach. Gdy de facto pozbawieni jesteśmy środków pomocowych, alternatywnym rozwiązaniem dla branży stałoby się uruchomienie przez PFR kolejnej tarczy, tym razem – 3.0. Pozwoliłoby to na przetrwanie najbardziej poszkodowanym przez COVID przedsiębiorstwom – twierdzą sygnatariusze listu i czekają na jakąkolwiek odpowiedź ze strony władz. Ich cierpliwość – jak zaznaczają – wystawiana jest na kolejną próbę. Jeśli pozostaną bez niej, rozważą kolejne kroki w walce o swoje przetrwanie.

Czym jest faktoring międzynarodowy i kto może z niego skorzystać?

Coraz więcej właścicieli przedsiębiorstw decyduje się na współpracę z kontrahentami zza granicy, głównie z krajów Unii Europejskiej. Relacje biznesowe z partnerami pozakrajowymi wiążą się niestety z dużo większym ryzykiem. Aby temu zapobiec – właściciele przedsiębiorstw mogą zdecydować się na współpracę z firmą faktoringową, która pomaga m.in. utrzymać płynność finansową i chronić interesy swoich klientów.

Rozwój biznesu z faktoringiem międzynarodowym

Według danych, pochodzących z Głównego Urzędu Statystycznego, łatwo można zauważyć, że eksport towarów polskich rośnie z każdym kolejnym rokiem. Handel zagraniczny to dla każdego przedsiębiorcy ogromna szansa rozwoju, ale i wielkie wyzwanie. Egzekwowanie należności jest bowiem trudniejsze i wiąże się z pewnym ryzykiem.

Ponieważ prawo handlowe za granicą wygląda inaczej, niż w Polsce, dla wielu firm weryfikacja zagranicznych partnerów biznesowych jest utrudniona. Częstym problemem polskich przedsiębiorców są długie terminy spłaty oraz wszelkie opóźnienia. Sprawia to, że niejednokrotnie oczekują oni na należności nawet do pół roku. Problem ten może skutkować utratą płynności finansowej, która – zwłaszcza dla niewielkich firm – może oznaczać początek końca. Z tego powodu coraz więcej firm decyduje się skorzystać z usług faktoringu międzynarodowego.

Faktoring międzynarodowy – rodzaje

Wśród rodzajów faktoringu międzynarodowego wyróżnić należy model eksportowy, gdy przedsiębiorcy wysyłają towary za granicę, oraz importowy, gdy to towary zza granicy przybywają do Polski.

Faktoring eksportowy

Ten rodzaj finansowania pozwala na zachowanie płynności finansowej przedsiębiorstwa. Wydłużone terminy płatności (nawet do 120 dni od momentu wystawienia faktury) to dla właścicieli firm duży problem. Oni sami posiadają przecież zobowiązania, które muszą spłacać w określonym czasie. Faktoring eksportowy polega na powierzeniu kopii faktury faktorowi, którego zadaniem jest wypłata zaliczki w wysokości do 90% wartości faktury na konto przedsiębiorcy. Następnie faktor egzekwuje spłatę od kontrahenta, a kiedy ten wypełni zobowiązania – przekazuje eksporterowi należności.

Faktoring importowy

Przedsiębiorstwa, które importują towary z za granicy mogą skorzystać z opcji faktoringu importowego. W tym przypadku przedsiębiorca-importer nawiązuje współpracę z firmą faktoringową, mającą swoją działalność w kraju, z którego importowane są towary. Jej zadaniem jest weryfikacja sytuacji finansowej firmy i spłata zobowiązań na konto zagranicznego kontrahenta. Rozliczenie z faktorem następuje w umówionym przez obie strony terminie.

Duża część transakcji, związanych z faktoringiem międzynarodowym, realizowana jest przy udziale dwóch faktorów. To najbardziej efektywna i najszybsza opcja faktoringowa, w której bierze udział faktor eksportowy oraz importowy. Zadaniem pierwszego jest cesja wierzytelności nabytej od eksportera i przekazaniu jej faktorowi importowemu, który dzięki temu może opłacić transakcję od importera. Kolejno faktor importowy dokonuje przekazania płatności drugiemu faktorowi, który rozlicza się z przedsiębiorcą. Jeśli klient zagraniczny nie spłaci należności w terminie – faktor importowy rozlicza się z eksportowym i rozpoczyna ściąganie długu.

Korzyści z faktoringu międzynarodowego

Faktoring eksportowy to ogromne udogodnienie m.in. w procesie weryfikacji przyszłych kontrahentów. Stanowi to dla przedsiębiorstw zabezpieczenie w przypadku transakcji międzynarodowych.

Faktoring międzynarodowy to również skuteczny sposób na pozyskanie środków finansowych na działalność bieżącą, inwestycje oraz ochrona przed ryzykiem kursowym. W momencie sprzedaży faktury firmie faktoringowej – przedsiębiorca natychmiastowo otrzymuje należności z faktury. Nie ma więc zagrożenia zmianą kursu waluty, w której była wystawiona.

Faktoring międzynarodowy powstał z myślą o firmach, podejmujących współpracę z kontrahentami na rynkach zagranicznych. Pozwala to w szybki sposób pozyskać środki na działalność bieżącą i inwestycję, a także minimalizuje ryzyko, związane z transakcjami zagranicznymi.

Rynek przewozów kolejowych – miniony rok i spojrzenie w przyszłość

Transport kolejowy w latach pandemii jest traktowany jako sprawdzone, zrównoważone i konkurencyjne rozwiązanie, z którego korzystają firmy praktycznie ze wszystkich gałęzi gospodarki – od branży motoryzacyjnej po FMCG. Alice Defranoux, Head of Rail Freight Business z GEFCO wskazuje najważniejsze czynniki jakie wpłynęły na ten rynek w minionym roku oraz na aktualne trendy.

Jak wygląda obecna sytuacja kolejowego transportu towarowego między Chinami a Europą?

W 2021 r. pomiędzy Chinami a Europą kursował średnio jeden pociąg co godzinę. Międzykontynentalne przewozy kolejowe na Jedwabnym Szlaku odpowiadają 4% przepływów między tymi dwoma kontynentami. Jednak wzrost jest obecnie spowolniony ze względu na ograniczenia infrastrukturalne. Dlatego koniecznością były nowe trasy, takie jak połączenie morskie i kolejowe przez porty rosyjskie, aby przezwyciężyć wspomniane ograniczenia. To rozwiązanie udowodniło swoją konkurencyjność podczas kryzysu w transporcie oceanicznym i nadal robi wrażenie fakt, że codziennie pociągi pokonują w Rosji ponad 1200 km. Po pierwszej fali pandemii, kolejowy transport towarowy stał się atrakcyjny dla wielu firm z praktycznie wszystkich sektorów.

2021 był Europejskim Rokiem Kolei. Co z tego wynika?

Sytuacja w Europie jest zgoła inna niż między Chinami a Europą. Odległości są oczywiście mniejsze, ale każdy kraj ma własne zasady zarządzania infrastrukturą. Te fakty sprawiają, że połączenia europejskie są technicznie bardziej skomplikowane i w rzeczywistości ograniczają konkurencyjność kolejowych przewozów towarowych. Unia Europejska ogłosiła 2021 Europejskim Rokiem Kolei z ambitnym planem osiągnięcia 30% udziału w ruchu przewozowym do 2030 roku. To wyzwanie, bo średnia od lat utrzymuje się na poziomie 18%.

W przypadku dużych przepływów i długich dystansów, kolej jest bez wątpienia konkurencyjnym i korzystnym dla środowiska rozwiązaniem. GEFCO obsługuje sto pociągów tygodniowo w ramach dostaw pojazdów gotowych, ale także pociągi z zaopatrzeniem dla zakładów produkcyjnych. W 2021 roku uruchomiliśmy regularne połączenie między Francją i Hiszpanią na okres 3 lat. Ten modalny transport drogowo-kolejowy pozwala ograniczyć roczną emisję CO2 o 1400 ton. Oznacza to redukcję emisji dwutlenku węgla o 78% w porównaniu z transportem drogowym. Jest to również rozwiązanie konkurencyjne, ponieważ czas tranzytu wynosi 36 godzin, a połączenie jest stabilne pod względem stawek i zdolności przewozowych. Dzięki temu możemy naszym klientom oferować bezpieczną usługę w niepewnych czasach, gdy ceny paliw oraz braki kierowców zakłócają transport drogowy towarów w Europie.

Jednym z wyzwań nadchodzących miesięcy, zarówno dla nas jak i dla naszych klientów, jest przeniesienie przepływów realizowanych pojazdami ciężarowymi na rozwiązania intermodalne.

Dlaczego kolejowy transport towarowy należy traktować jako zrównoważone i konkurencyjne rozwiązanie transportowe?

Jeśli chcesz być konkurencyjnym, musisz mieć możliwość obsłużenia transportu na znacznych odległościach. Zalecane jest posiadanie co najmniej 1000 km linii kolejowej na 150 km dojazdu (drogowego) do terminalu kolejowego. Oczywiście pozostaje to w sferze bardzo teoretycznej, gdyż trzeba również wziąć pod uwagę koszty i czas tranzytu, elastyczność, przepustowość, stabilność stawek i oczywiście emisje CO2. Należy również podkreślić, że kolejowy transport towarowy oferuje szereg rozwiązań o wartości dodanej, takich jak zabezpieczony transport, transport w kontrolowanej temperaturze czy śledzenie przepływów, którego dzisiejszy poziom nie byłby możliwy bez rozwoju Internetu Rzeczy. Na przykład między Chinami a Europą, co zostało udowodnione podczas kryzysów, udało nam się uzyskać czas tranzytu wynoszący około 18 dni oraz istotne ograniczenie emisji CO2 w porównaniu z transportem lotniczym. Kolejowy transport towarowy stał się prawdziwą, zrównoważoną alternatywą dla wszystkich sektorów, w tym dla branży dóbr konsumpcyjnych.

Kolej to rozwiązanie sprzyjające środowisku pod względem redukcji emisji CO2, a także innych emisji. Jakich?

Rzeczywiście, kolejowy transport towarowy przyczynia się do redukcji emisji CO2 i jest pierwszym krokiem w kierunku zrównoważonego łańcucha dostaw. W listopadzie 2021 roku zaprezentowaliśmy nasz pierwszy neutralny pod względem emisji dwutlenku węgla pociąg towarowy ze Słowacji do Chin dla klienta z branży dóbr konsumpcyjnych. Najpierw zoptymalizowaliśmy trasę, a następnie zrównoważyliśmy 100% wartości emisji CO2. Emisja zależy od sposobu produkcji energii elektrycznej w różnych krajach, ale ogólnie rzecz biorąc, kolejowy transport towarowy umożliwia również ograniczenie emisji drobnych cząstek stałych (PM10), dwutlenku siarki (S02), tlenków azotu (NOX) i węglowodorów (NMHC), zmniejszając ryzyko dla zdrowia związane z zanieczyszczeniem powietrza.

Od czasu pierwszego kryzysu COVID-19, a następnie kryzysu w transporcie oceanicznym, kolejowy transport towarowy stał się zrównoważonym rozwiązaniem dla planów transportowych wszystkich branż i z perspektywy GEFCO możemy ten trend potwierdzić. Możemy spodziewać się dwucyfrowego wzrostu w miarę przechodzenia na bardziej zrównoważoną gospodarkę.

CIT Estoński vs CIT klasyczny – które rozwiązanie jest dla kogo?

Od 2021 r. obowiązuje w Polsce nowa forma opodatkowania podatkiem dochodowym przedsiębiorstw i innych osób prawnych zwana Estońskim CIT-em. Polski Ład od nowego roku zmodyfikował tę formę rozliczeń firm z fiskusem, czyniąc ją atrakcyjniejszą, a przede wszystkim bardziej przejrzystą. Spółki, które chciałyby przejść na Estoński CIT powinny się jednak spieszyć – czas mają tylko do 31 stycznia.

Na czym polega Estoński CIT i czym się różni od klasycznego?

Najważniejszą zaletą Estońskiego CIT-u z punktu widzenia udziałowców i wspólników jest znacznie niższe niż w przypadku klasycznego CIT-u opodatkowanie wypłacanych na ich rzecz dywidend. Przy tradycyjnym rozliczeniu podatku dochodowego od osób prawnych, mali podatnicy i przedsiębiorcy rozpoczynający działalność gospodarczą obarczeni są 9% stawką CIT. Jednak w połączeniu z koniecznością opodatkowania podatkiem dochodowym od osób fizycznych zysku wypłacanego wspólnikom, całkowite obciążenie wypracowanego przez spółkę zysku wyniesie 26,29%. W Estońskim CIT całkowita stawka opodatkowania wyniesie tylko 20%. Jeszcze więcej zaoszczędzą więksi podatnicy. W ich przypadku łączna stawka opodatkowania CIT i PIT od wypłaconej dywidendy wyniesie w systemie Estońskim 25% zamiast 34,39% w klasycznym.

Przyjmijmy, że spółka zarobi w 2022 roku 10 mln zł, generując koszty uzyskania przychodu w kwocie 9 mln zł, jej dochód wyniesie 1 mln zł. Przy tradycyjnej metodzie opodatkowania CIT, zapłaciłaby 9% podatek dochodowy, a więc 90 000 zł. Podejmując uchwałę o wypłacie całości zysku w formie dywidendy, jako płatnik zmuszona będzie pobrać dodatkowe 19% podatku dochodowego od osób fizycznych (910 000 zł x 19% = 172 900 zł). Sumując, łączne opodatkowanie wypłaconego 1 mln zysku wyniesie 262 900 zł (a więc 26,29%).

W przypadku Estońskiego CIT co prawda opodatkowanie podatkiem dochodowym od osób prawnych jest wyższe, bo wynosi 10% (w naszym przykładzie 1 000 000 zł x 10% = 100 000 zł CIT), za to PIT będzie znacznie niższy: (1 00 000 zł x 19%) – (90% x 100 000 zł) = 190 000 zł – 90 000 zł = 100 000 zł. Całkowite opodatkowanie 1 mln zł wypracowanego przez spółkę zysku po jego wypłacie na rzecz wspólników wyniesie wiec tylko 200 000 zł (a więc 20%).

Estoński CIT dający spółce możliwość dobrowolnego wyboru opodatkowania podatkiem dochodowym od osób prawnych przychodów w formie 10% ryczałtu od tradycyjnego opodatkowania CIT różni się także momentem powstania obowiązku podatkowego. Klasyczny CIT polega na comiesięcznym odprowadzaniu zaliczek na podatek dochodowy oraz podsumowaniu i zamknięciu rozliczeń, w tym podatku wraz z zamknięciem roku podatkowego. Przystąpienie do Estońskiego CIT-u natomiast pozwala nie płacić podatku, dopóty dopóki zysk wypracowany przez spółkę w niej zostaje, a jeśli jest dystrybuowany, to wyłącznie w formie nakładów na inwestycje w rozwój przedsiębiorstwa. Spółka zapłaci więc podatek dopiero w momencie wypłaty zysków, np. w postaci dywidendy. W rzeczywistości więc to przedsiębiorca decyduje, kiedy zapłaci podatek dochodowy. Natomiast brak obowiązku odprowadzania comiesięcznych zaliczek sprawia, że w kasie spółki pozostaje do dyspozycji więcej środków na bieżącą działalność.

Dodatkowo, Estoński CIT upraszcza realizację obowiązków rozliczeniowych – w jego przypadku nie ma konieczności prowadzenia odrębnej rachunkowości podatkowej.

Estoński CIT dla kogo?

Estoński CIT dla kogo?

Estoński CIT 2.0, czyli w wersji poprawionej Polskim Ładem oferuje bardziej liberalne warunki przystąpienia i pozostawania w systemie tego opodatkowania niż jego wcześniejsza wersja. Dotąd mogły z niego korzystać tylko spółki akcyjne i z o.o. Od 1 stycznia 2022 r. dostępny jest również dla prostych spółek akcyjnych, spółek komandytowych oraz komandytowo-akcyjnych. Co istotne od 2022 roku zniesiono też limit przychodów dla podmiotów chcących przystąpić do tej formy opodatkowania, który do tej pory wynosił 100 mln zł przychodów z VAT.

Do Estońskiego CIT na nowych zasadach mogą przystąpić przedsiębiorcy spełniający wymogi określone w art. 28j ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, czyli przedsiębiorcy, którzy:

a) zatrudniają co najmniej 3 osoby, przy czym w przypadku przedsiębiorców dopiero rozpoczynających działalność po roku od wyboru modelu Estońskiego CIT-u muszą zatrudniać min. 1 osobę i sukcesywnie zwiększać poziom zatrudniania w kolejnych 2 latach do osiągnięcia limitu 3 osób

b) działają w formie: spółki z o.o., spółki akcyjnej, prostej spółki akcyjnej, spółki komandytowej i komandytowo-akcyjnej,

c) wspólnikami są wyłącznie osoby fizyczne,

d) spółka nie posiada udziałów w innych podmiotach (może za to je posiadać sam wspólnik),

e) więcej niż 50% przychodów spółki pochodzi z jej działalności operacyjnej (czyli mniej niż 50% przychodów pochodzi z tzw. przychodów pasywnych (odsetki, prawa autorskie, wierzytelności).

Estoński CIT podstawa opodatkowania

Podstawę opodatkowania Estońskim CIT stanowią jedynie wypracowane przez spółkę zyski. Będą to więc wypłacone wspólnikom dywidendy, jak i udzielone mu bezzwrotne pożyczki, suma dochodów z podzielonego zysku i zysku przeznaczonego na pokrycie strat, ustalona w miesiącu, w którym podjęto uchwałę o podziale lub pokryciu wyniku finansowego netto, najpóźniej do końca 6-ego miesiąca po ostatnim dniu roku podatkowego, za który sporządzone jest sprawozdanie finansowe, suma zysków netto osiągniętych w każdym roku podatkowym stosowania opodatkowania ryczałtem w części, w jakiej te zyski nie były zyskami podzielonymi lub nie zostały przeznaczone na pokrycie straty, suma dochodu z tytułu ukrytych zysków (ukryte dywidendy) i wydatków niezwiązanych z działalnością gospodarczą spółki, dochód z tytułu zmiany wartości składników majątku, oraz dochód z nieujawnionych operacji gospodarczych. Przedsiębiorca nie zapłaci natomiast podatku od tej części zysku, która pozostanie w spółce, lub zostanie reinwestowana.

Dodatkową korzyścią dla przedsiębiorców jest wprowadzona Polskim Ładem (od 1 stycznia 2022 r.) swoista abolicja podatkowa. Spółki, które wybiorą opodatkowanie Estońskim CIT-em, i zobowiążą się do pozostawania w jego systemie przez co najmniej 4 lata, nie będą zobligowane do uregulowania różnicy w ujmowaniu przychodów oraz kosztów na gruncie prawa podatkowego oraz ustawy o rachunkowości.

Jak przejść na Estoński CIT 2.0?

W celu przejścia na Estoński CIT należy złożyć zawiadomienie o tym do właściwego naczelnika urzędu skarbowego do końca pierwszego miesiąca roku podatkowego, czyli do 31 stycznia (jeśli rokiem podatkowym spółki jest rok kalendarzowy). Można to zrobić również później, jednak wówczas  będzie się to wiązało z koniecznością:

  • rozliczenia CIT na dotychczasowych, klasycznych zasadach,
  • zamknięcia ksiąg rachunkowych,
  • sporządzenia sprawozdania finansowego.

Wszystko to na potrzeby ustalenia podstawy opodatkowania Estońskim CIT.

Rezygnacja z Estońskiego CIT

Tak jak przystąpienie do Estońskiego CIT jest dobrowolne, tak rezygnacja z niego i powrót do klasycznych zasad rozliczeń CIT nie stanowi problemu, tym bardziej że od 1 stycznia nie wiąże się to z koniecznością uiszczenia podatku od niewypłaconego zysku, a wygenerowanego przez spółkę podczas funkcjonowania pod Estońskim CIT-em. W pierwszym roku obowiązywania systemu estońskiego, spółka zobowiązana była zapłacić podatek wraz z datą wyjścia z tego systemu. Od 2022 r., pomimo podjęcia decyzji o wyjściu z Estońskiego CIT, spółka zapłaci podatek na jego zasadach, czyli dopiero w momencie wypłaty zysków wypracowanych w okresie jego obowiązywania, a więc w praktyce nawet po kilku latach.

Podsumowanie

Najważniejszą z punktu widzenia udziałowców i wspólników zaletą Estońskiego CIT-u jest znacznie niższe niż w przypadku klasycznego CIT-u opodatkowanie wypłacanych na ich rzecz dywidend. Istotny jest również moment opodatkowania – dopóki spółka nie dokona wypłaty zysku, a pozostawi go w kasie przedsiębiorstwa lub przeznaczy np. na inwestycję w innowacje, i rozwój firmy, wówczas podatku nie zapłaci w ogóle. Dokonując planowania podatkowego rozliczeń przedsiębiorstwa, czy to w ramach klasycznego, czy Estońskiego CIT, należy jednak pamiętać o zmianach wprowadzonych Polskim Ładem od 1 stycznia 2022 r. Na jego mocy część poniesionych przez firmę wydatków, mających obniżyć jej podstawę opodatkowania, zostanie całkowicie wyłączona z kosztów uzyskania przychodu, jeśli fiskus uzna je za tzw. ukrytą dywidendę.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

PepsiCo wyeliminuje pierwotne tworzywa sztuczne z opakowań przekąsek

PepsiCo w Europie ogłosiło, że wyeliminuje pierwotne tworzywa sztuczne ze wszystkich swoich opakowań chipsów, chrupek i nachosów do 2030 r. Zmiana obejmie takie marki, jak Lay’s, Doritos i Walkers, których opakowania będą wytwarzane z plastiku pochodzącego w 100% z recyklingu lub materiałów odnawialnych. Szacuje się, że dzięki przejściu na opakowania elastyczne z tworzyw sztucznych, do których produkcji nie potrzeba użycia paliw kopalnych, PepsiCo może zredukować emisję gazów cieplarnianych na tonę materiału opakowaniowego o 40%[1]. Ta zmiana jest kolejnym krokiem w realizacji strategii kompleksowej transformacji firmy w kierunku zrównoważonego rozwoju pep+ (PepsiCo Positive).

PepsiCo używa elastycznych tworzyw sztucznych do produkcji opakowań przekąsek, ponieważ takie opakowanie jest lekkie w porównaniu z alternatywnymi rodzajami opakowań, a zatem ma niski ślad węglowy. Jest ono również bardzo skuteczne w utrzymywaniu świeżości, co ogranicza marnowanie żywności. Według PepsiCo konieczne są zmiany w celu zmniejszenia ilości wykorzystywanych pierwotnych tworzyw sztucznych, czyli takich, do których wytworzenia potrzeba wydobycia paliw kopalnych, a także promowanie idei gospodarki obiegu zamkniętego dla opakowań.

Recykling opakowań elastycznych powinien być normą w całej Europie. W wizji naszej firmy opakowania elastyczne będą wolne od tworzyw sztucznych pochodzących z pierwotnych źródeł i staną się częścią rozwijającej się gospodarki obiegu zamkniętego, w której elastyczne opakowania są wartościowym surowcem – mogą być poddawane recyklingowi, by mogły powstać z nich kolejne, nowe opakowania. Wraz z naszymi partnerami inwestujemy w rozwój nowych technologii pozwalających nam osiągnąć ten cel. Dodatkowo, potrzebujemy odpowiednich regulacji prawnych, aby opakowania nigdy nie stawały się odpadami – powiedział Silviu Popovici, Dyrektor Generalny PepsiCo na Europę.

Materiał foli opakowaniowych będzie pochodzić z uprzednio użytych tworzyw sztucznych, a jego część z surowca odnawialnego – z produktów ubocznych powstających w zakładach produkcyjnych firmy, takich jak zużyty olej lub odpady z pulpy papierowej. Testy konsumenckie opakowań zawierających surowiec odnawialny rozpoczną się na rynkach europejskich w 2022 r., począwszy od linii Lay’s we Francji w pierwszej połowie bieżącego roku, a później dla marki Walkers w Wielkiej Brytanii.

Michał Jaszczyk, prezes zarządu, dyrektor generalny PepsiCo Polska
Michał Jaszczyk, prezes PepsiCo Polska

– Jako lider prośrodowiskowej zmiany w branży spożywczej, PepsiCo w Polsce w grudniu 2021 r. wypełniło deklarację dotyczącą dalszych inwestycji w zmianę procesu produkcyjnego i wdrożenie do produkcji butelek powstałych z plastiku pochodzącego z recyklingu (rPET) dla napojów Pepsi, Pepsi MAX oraz Mirinda, a w 2020 r. Lipton Ice Tea. Nieustannie inwestujemy w rozwój działań na rzecz środowiska i kładziemy nacisk na poszukiwanie rozwiązań eliminujących kluczowe czynniki emisji gazów cieplarnianych. Chcemy kreować pozytywne wybory na rzecz naszej planety i jej mieszkańców oraz realizować założenia gospodarki obiegu zamkniętego, w której surowce są wykorzystywane wielokrotnie, dlatego wprowadziliśmy w naszej ofercie opakowania na chipsy, chrupki i nachosy pozbawione pierwotnych tworzyw sztucznych, których produkcja związana jest z dodatkową emisją CO2 i zużyciem zasobów naturalnych. Jednocześnie jednak wiemy, że, aby zwiększyć zbiórkę opakowań elastycznych, potrzeba nam świadomych i odpowiedzialnych konsumentów, którzy będą segregować odpady – powiedział Michał Jaszczyk, prezes PepsiCo Polska.

PepsiCo w Europie skoncentruje swoje działania na trzech strategicznych filarach: właściwym projektowaniu, tworzeniu właściwej infrastruktury i nadawaniu opakowaniom elastycznym właściwego nowego życia. Poza przejściem na opakowania z surowców pochodzących z recyklingu i surowców odnawialnych, PepsiCo opracowało program „Making Bags Better”, który skupi się na wprowadzeniu szeregu inwestycji i innowacji, dzięki którym w Europie więcej opakowań z elastycznych tworzyw sztucznych będzie poddawanych recyklingowi i ponownie wykorzystywanych.

Właściwe projektowanie

PepsiCo w Europie stosuje materiały, które ułatwiają recykling, wykorzystując innowacyjne technologie do projektowania prostszej struktury torebek opakowaniowych. Nowe koncepcje opakowań zawierają większe proporcje tworzyw sztucznych nadających się do recyklingu powszechnie określanych jako monomateriały, takich jak polipropylen. Opakowania zawierające komponent wyprodukowany z jednego tego samego typu tworzywa są zgodne z wytycznymi dotyczącymi projektowania dla recyklingu opracowanymi przez organizację Circular Economy for Flexible Packaging (CEFLEX), które zostały uzgodnione przez interesariuszy działających na rzecz łańcucha wartości opakowań elastycznych.

Ponadto w 2022 r. marka Pepsi na 11 rynkach europejskich zmieni butelki na pochodzące w 100% z recyklingu (100% rPET), przy czym w Polsce do zmiany opakowań na 100% rPET doszło już w listopadzie 2021 roku. Firma będzie kontynuować inwestycje w budowę modelu biznesowego składającego się z opakowań wielokrotnego użytku, m.in. poprzez rozwiązanie SodaStream, urządzenie do tworzenia napojów z portfolio PepsiCo we własnym domu. Co pozwoli wyeliminować ok. 200 miliardów plastikowych butelek do 2030 r.

PepsiCo pracuje również nad ograniczeniem zbędnej zawartości tworzyw sztucznych w swoich torebkach i wielopakach w ramach zobowiązania dotyczącego zmniejszenia o 50% ilości plastiku pierwotnego na opakowanie do 2030 r. Przykładem realizacji tego celu jest rynek brytyjski, gdzie w przypadku części asortymentu PepsiCo zmniejszyło zewnętrzne opakowania wielopakowe nawet o 30% dzięki wykorzystaniu w swoich zakładach produkcyjnych innowacyjnej technologii.

Odpowiednia infrastruktura

PepsiCo inwestuje w infrastrukturę, aby dać opakowaniom elastycznym drugie życie. Składa się na to współpraca i finansowanie rozwoju efektywnych systemów zbiórki odpadów w Europie oraz inwestowanie w takie programy, jak Flexible Plastics Fund w Wielkiej Brytanii i ReFlex w Polsce. Prowadzone razem z partnerami polskie przedsięwzięcie ReFlex ma na celu zwiększenie zbiórki i recyklingu odpadów opakowaniowych po elastycznych opakowaniach wielomateriałowych oraz z tworzyw sztucznych, które zwiększy masę odpadów, takich jak folie po chipsach, wysortowywanych przez instalacje komunalne. W ramach tego podejścia PepsiCo opowiada się za ustanowieniem ambitnych celów w zakresie recyklingu opakowań z tworzyw sztucznych, a szczególnie folii elastycznych, za przyspieszeniem wprowadzenia zakazu składowania odpadów na wysypiskach, za szybkim przyjęciem opłat w ramach Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta (ROP), które wspomogą zbiórkę, sortowanie i rzeczywisty recykling opakowań elastycznych. Aby zwiększyć skalę sortowania i recykling oraz je usprawnić PepsiCo inwestuje również w technologie, testując inteligentne opakowania dla kilku marek w Niemczech i Francji w 2022 r. w ramach projektu Holy Grail 2.0 Digital Watermarks initiative. PepsiCo podjęło także współpracę z partnerami z branży recyklingowej, takimi jak Borealis i TOMRA, aby przyspieszyć postęp w zakresie zaawansowanych technologii recyklingu opakowań elastycznych.

Właściwe nowe życie

Celem PepsiCo jest budowanie popytu na surowce z opakowań elastycznych pochodzących z recyklingu, by można je było szerzej wykorzystywać. Firma kontynuuje również badania nad nowymi możliwościami użycia elastycznych opakowań na przekąski. Starania PepsiCo koncentrują się na obiegu zamkniętym typu „bag-to-bag”, który jest odpowiedni dla opakowań na żywność, a także zbieranie, zaawansowane sortowanie i recykling elastycznych materiałów w celu wytworzenia wartościowych i trwałych produktów. Jest to ważny pierwszy krok w kierunku budowania przyszłości opakowań elastycznych w obiegu zamkniętym, dlatego PepsiCo bada również możliwości przetwarzania opakowań na granulat, który może być przerobiony na np. części w przemyśle motoryzacyjnym.

– Dzięki współpracy i wprowadzaniu innowacji możemy realnie zbudować gospodarkę obiegu zamkniętego dla naszych opakowań na żywność w Europie. Obecnie podaż materiałów pochodzących z recyklingu i odnawialnych surowców do produkcji opakowań elastycznych jest ograniczona. Jeśli jednak infrastruktura dotycząca przetwarzania opakowań elastycznych, podobna do tej na plastikowe butelki do napojów, będzie coraz lepsza, szybciej zrealizujemy nasze plany i zobowiązania – stwierdziła Archana Jagannathan, dyrektor ds. zrównoważonych opakowań PepsiCo w Europe.

[1] W oparciu o ocenę cyklu życia produktów „Cradle to Grave” przygotowaną przez Franklin Associates, A Division of ERG, z wykorzystaniem metodologii „odcięcia” (cut-off), danych dostarczonych przez dostawców i przemysł oraz spodziewanego scenariusza końca życia produktu na rok 2030. Ocena ta obejmuje kredyty z tytułu składowania dwutlenku węgla, kredyty z tytułu produkcji energii elektrycznej z odpadów oraz kredyty z tytułu uniknięcia przetwarzania odpadów.

Start-up GlucoActive pomoże w walce z cukrzycą. Bezinwazyjny glukometr po udanym eksperymencie medycznym.

  • GlucoStation – pierwszy na świecie przebadany klinicznie glukometr bezinwazyjny stworzony przez polski start-up GlucoActive już wkrótce wspomoże walkę z cukrzycą.
  • Obecnie trwa testowanie nowej konfiguracji urządzenia, które ma trafić do sprzedaży już pod koniec tego roku.
  • Start-up, korzystając z zainteresowania inwestorów, planuje pozyskać 4 mln złotych w ramach kolejnej rundy, aby zakończyć proces certyfikacji i uruchomić produkcję.

gluco active

– Naszym celem jest demokratyzacja technologii bezinwazyjnego pomiaru glukozy. Chcemy wprowadzić na rynek pierwsze na świecie certyfikowane medycznie urządzenie tego typu. Zakładamy, że GlucoStation w detalu kosztować będzie nie więcej niż 1000 euro, a raz zakupiony glukometr będzie mógł być wykorzystywany przez lata – podkreśla Robert Stachurski, CEO GlucoActive.

Według analiz, w ciągu najbliższych 5 lat globalny rynek glukometrów przekroczy wartość 15 mld USD. Obecnie jednak pacjent walczący z cukrzycą może skorzystać jedynie z inwazyjnych metod pomiaru, polegających najczęściej na nakłuwaniu palca i pobraniu próbki krwi. Na rynku dostępne są dziś także urządzenia półinwazyjne, działające na zasadzie inteligentnego plastra wyposażonego w mikroigły. Tego typu metoda badania poziomu glukozy nie jest jednak w Polsce refundowana i oznacza dla pacjenta comiesięczne dodatkowe koszty.  Certyfikowane medycznie urządzenie od GlucoActive rozwiązuje problem dyskomfortu związanego z regularnym nakłuwaniem w zamian za poniesienie jednorazowego kosztu zakupu.

Walka z epidemią XXI wieku

Co roku ok. 3,7 milionów osób na całym świecie umiera na cukrzycę, a niemal pół miliarda cierpi na tę chorobę. W ciągu najbliższych 25 lat liczba cukrzyków ma się zwiększyć do 700 milionów, chociaż nie wszyscy z nich będą zdawali sobie sprawę, że są chorzy. Nad Wisłą z kolei prawie 3 miliony osób żyją ze zdiagnozowaną cukrzycą, chociaż szacunki podają, że w rzeczywistości chorych może być dużo więcej. Skąd taka dysproporcja?

Nie tylko Polacy boją się diagnozy

–  Perspektywa regularnego monitorowania poziomu glukozy poprzez pobieranie krwi i życia w zgodzie z wieloma ścisłymi wytycznymi przeraża wiele osób na tyle, że świadomie unikają one badań i poddania się leczeniu. To z kolei przekłada się na niższą jakość życia tysięcy cukrzyków, za sprawą towarzyszących im dolegliwości. Może to także doprowadzić nawet do przedwczesnej śmierci – mówi Bartosz Kawa, CTO GlucoActive i ekspert w dziedzinie mikrooptyki.

Jednym z elementów życia cukrzyka jest regularne nakłuwanie się w celu monitorowania poziomu glukozy we krwi. To jednak dla wielu osób proces bardzo niekomfortowy i niosący pewne ryzyka. Pacjenci skarżą się na wyższe prawdopodobieństwo zakażenia, chwilową utratę czucia w palcach czy trudności ze znalezieniem odpowiedniego miejsca do przeprowadzenia badania, np. w pracy, na uczelni czy w szkole.

GlucoActive

– Wiele osób z diagnozą może świadomie unikać regularnego monitorowania poziomu glukozy we krwi. Może to być nawet objaw „wypalenia cukrzycowego”, czyli stanu, w którym nie mamy już siły na walkę z tą chorobą i codzienne zarządzanie życiem w rytm jej wymagań. Dotyczyć to może już nawet co czwartej osoby z cukrzycą typu 1 oraz co piątej z cukrzycą typu 2 – podkreśla Dariusz Gajewicz, Project Manager w GlucoActive.

Przełomowa technologia od GlucoActive

Znakiem skali problemu jest to, że kilkadziesiąt globalnych firm takich jak Samsung, Google czy Apple próbowało lub próbuje swoich sił w znalezieniu rozwiązania, które poprawi jakość życia cukrzyków. Już prawie 3 mld USD na całym świecie wydano na badania nad nieinwazyjnymi glukometrami (a więc takimi, które nie wymagają nakłuwania), jednak w większości przypadków uzyskiwanie rezultaty pozostają niesatysfakcjonujące.

Przełomem okazała się koncepcja rozwijana przez polski start-up GlucoActive.

Polscy naukowcy stworzyli GlucoStation – niewielkie, stacjonarne urządzenie, które monitoruje stężenie glukozy we krwi przy wykorzystaniu zaawansowanych metod optycznych. W praktyce wystarczy jedynie przyłożyć do urządzenia rękę na kilka sekund. W tym czasie żyły w ręce zostają naświetlone wiązką o odpowiedniej długości fali, która umożliwia ustalenie poziomu cukru. Jest to nie tylko całkowicie bezbolesne, ale też w stu procentach bezpieczne.

– Wyniki niezależnego eksperymentu medycznego, który niedawno został przeprowadzony na GlucoStation, są bardzo obiecujące. W skrócie: technologia działa i oferuje dokładność na poziomie dostępnych na rynku urządzeń inwazyjnych. Obecnie pracujemy nad tym, aby zapewnić jak najlepszą żywotność urządzenia i uodpornić je na działania zmiennych warunków zewnętrznych – mówi Robert Stachurski z GlucoActive.

Warto podkreślić, że koncepcja zaproponowana przez GlucoActive może mieć zastosowanie w wielu dziedzinach życia – w tym m.in. przy kontroli jakości substancji chemicznych. Choć innowacyjna technologia rozwijana jest w niewielkiej placówce R&D we Wrocławiu, skala rozwiązania polskich naukowców ma wymiar globalny i posiada wielki potencjał w zakresie komercjalizacji.

Ranking serwisów streamingowych i VOD za 2021 rok

Polski SentiOne przeprowadził analizę popularności serwisów streamingowych i VOD wśród Internautów za cały 2021 r. Jej wyniki potwierdzają zdecydowaną przewagę Netflixa nad konkurencją. Natomiast wśród serwisów VOD, gdzie płaci się za dostęp do pojedynczych tytułów, najpopularniejszy jest Player.pl. Spore zainteresowanie budzi VOD TVP, na którym wiele treści jest dostępnych bezpłatnie. Sporo dyskusji wywołuje również serwis Disney +, mimo że oficjalnie nie jest dostępny w Polsce.

Oglądalność tradycyjnej telewizji w Polsce powoli spada. W 2021 r. Polacy spędzili na oglądaniu telewizji średnio 4 godziny, 6 minut i 34 sekundy na dobę – to najniższy wynik od roku 2012, a tendencja spadkowa dotyczy wszystkich grup wiekowych, jak wynika z danych. Jednocześnie gwałtownie rośnie oglądalność platform streamingowych  –  o 266 proc. w ciągu ostatnich trzech lat. Według danych z listopada 2021 r. najpopularniejszym serwisem streamingowym w Polsce był Netflix, z ponad 13 mln użytkowników. Za nim w pierwszej trójce znalazły się VOD Wp.pl (4,6 mln użytkowników) i Player.pl (4,1 mln użytkowników).

A jak to wygląda nie pod względem liczby użytkowników, ale popularności w rozmowach Internautów?

SentiOne, polska firma zajmująca się m.in. monitoringiem Internetu z wykorzystaniem zaawansowanej technologii sztucznej inteligencji, postanowiła to sprawdzić. Analiza obejmuje cały rok 2021 i dotyczy platform streamingowych, pobierających opłaty abonamentowe, jak i serwisów VOD, gdzie płaci się za dostęp do poszczególnych tytułów.Ranking popularnosci serwisow streamingowych 2021

PLATFORMY STREAMINGOWE

Najpopularniejszy Netflix omawiany w kontekście „Wiedźmina”

W zestawieniu platform streamingowych króluje Netflix z ponad 1,3 mln wzmianek, które osiągnęły zasięg na poziomie 4,6 mld wyświetleń. Najwięcej z nich odnotowano w styczniu – ponad 177 tys. Natomiast gwałtowny wzrost zasięgu – o niemal 170 proc. w porównaniu do poprzedniego miesiąca – miał miejsce w sierpniu, czyli w miesiącu, w którym zmieniły się ceny niektórych pakietów abonamentowych.

W kontekście Netflixa często rozmawiano o Wiedźminie. Sformułowania „wiedźmin serial” i „wiedźmin netflix” odnotowały w sumie 76,5 tys. wzmianek o zasięgu 281 mln wyświetleń. Ponad 29 tys. pochodzi z grudnia, kiedy drugi sezon „Wiedźmina” miał swoją premierę. Dla porównania „Squid Game”, pod względem oglądalności największy światowy hit Netflixa, w Polsce był wymieniany 59,6 tys. razy. Wzmianki na jego temat osiągnęły zasięg na poziomie 91 mln wyświetleń.

HBO GO z „Mare z Easttown”

Serwis HBO GO był przez Internautów wymieniany 152,5 tys. razy, a wzmianki na jego temat osiągnęły zasięg na poziomie 353 mln wyświetleń. Najwięcej wypowiedzi odnotowano w marcu – 18,7 tys. W kontekście HBO GO często wspominano serial „Mare z Easttown” – 8,2 tys. wzmianek, które osiągnęły 12 mln wyświetleń zasięgu. Ponad 4,7 tys. razy wymieniany był serial „Euforia”, a wzmianki o nim osiągnęły 9 mln wyświetleń.

Amazon Prime Video popularny wśród mężczyzn

Na trzecim miejscu znalazł się serwis Amazon Prime Video77,6 tys. wzmianek z 90 mln wyświetleń zasięgu. Największą liczbę wypowiedzi i najwyższe zasięgi serwis odnotował w październiku. O ile w przypadku Netflixa i HBO GO wypowiedzi rozkładają się mniej więcej po równo między mężczyznami i kobietami, to tutaj zaledwie 13 proc. wszystkich wypowiedzi pochodzi od kobiet.

Disney + popularny, chociaż legalnie wciąż niedostępny

Ciekawym przypadkiem jest Disney +, który w Polsce cieszy się sporym zainteresowaniem, chociaż oficjalnie nie jest jeszcze u nas dostępny. W minionym roku pojawił się w wypowiedziach polskich Internautów 73 tys. razy, a wypowiedzi osiągnęły 219 mln wyświetleń zasięgu. Często towarzyszyły im hasztagi „chcemydisneypluswpolsce” i „releasedisneyplusinpoland”, sporo też rozmawiano o produkcjach ze światów Star Wars i Marvela – m.in. „The Mandalorian” czy „Wanda Vision”. O ile liczba wzmianek na temat serwisu rozkłada się w miarę równomiernie na wszystkie miesiące roku, to w marcu odnotowały one bardzo gwałtowny wzrost zasięgu – o ponad 1700 proc.

O Apple TV + rozmawiają głównie mężczyźni

Kolejny pod względem popularności wśród polskich Internautów jest serwis Apple TV +, wzmiankowany 63,3 tys. razy, z zasięgiem na poziomie 239 mln wyświetleń. Kobiety stanowią tylko 19 proc. autorów wszystkich wzmianek. Internauci sporo rozmawiali m.in. o serialach „Ted Lasso”, „Fundacja” i „For All Mankind”.

Można się spodziewać, że w 2022 r. w tym układzie znaczenia platform w Polsce zajdzie zmiana – komentuje Katarzyna Czajka-Kominiarczuk, autorka bloga o popkulturze „Zwierz Popkulturalny”Miejsce HBO GO ma w marcu zająć HBO Max, które oferuje większy katalog produkcji i wyższą jakość streamingu. Z kolei na drugą połowę roku szykuje się debiut Disney + w Polsce, co zapewne zachęci wielu Internautów do wykupienia legalnej subskrypcji. Aktualnie brak tej możliwości jest przez wiele osób omijany przy wykorzystaniu VPN lub torrentów. Na koniec – Amazon Prime Video zapowiedziało na jesień premierę serialu na podstawie „Władcy Pierścieni”, który może sprawić, że ta obecnie mało popularna platforma będzie chętniej subskrybowana, a sama produkcja szeroko omawiana.

Ipla i jej rebranding do Polsat Box Go

Telewizja internetowa Polsat Box Go z pakietami streamingowymi, która powstała z połączenia serwisów Ipla i Cyfrowy Polsat GO, odnotowała 100,1 tys. wzmianek z 103 mln wyświetleń zasięgu. Dyskusje w sieci wokół platformy często dotyczyły Ligi Mistrzów, stąd jednym z popularnych towarzyszących haseł był #matchday.

Nowi gracze na rynku streamingowym

W sierpniu 2021 r. na polski rynek weszła platforma Viaplay. Mimo krótkiego okresu działania odnotowała w polskim Internecie blisko 30 tys. wzmianek z 27 mln wyświetleń zasięgu. Autorami aż 90 proc. z nich są mężczyźni, a większość pojawiających się w jej kontekście słów jest związana ze sportem, szczególnie piłką nożną – m.in. „mecze”, „Lewandowski”, „Legia”, „Bayern”.

SERWISY VOD

Player.pl odnotował nieco ponad 35 tys. wzmianek i 23 mln wyświetleń zasięgu.  Blisko 14,5 tys. wzmianek, a więc ponad połowa, pochodzi z lutego. Na jego temat najwięcej rozmów toczyło się na Facebooku, z którego pochodzi 71 proc. wzmianek.

VOD.pl odnotował 25,5 tys. wzmianek, które zyskały zasięg na poziomie 161 mln wyświetleń. Szczyt popularności serwisu wśród Internautów przypada na okres od stycznia do marca 2021 r.

O CDA Premium często rozmawia się na forach

Z kolei serwis CDA Premium odnotował 7,3 tys. wzmianek, które wygenerowały 5 mln wyświetleń zasięgu. W tym wypadku aż 36 proc. wypowiedzi pochodzi z forów internetowych. Liczba wzmianek rozkładała się w ciągu roku w miarę równo, odnotowując tylko spadek w okresie wakacyjnym.

Rakuten TV odnotował blisko 6 tys. wzmianek z 10 mln wyświetleń zasięgu. Najwięcej wypowiedzi – 44 proc. – pochodzi z portali internetowych.

TVP źródłem kultury

Wśród polskich Internautów bardzo popularny jest również VOD TVP, w którym wiele treści jest dostępnych bezpłatnie. Serwis był wymieniany blisko 75 tys. razy, a wzmianki o nim osiągnęły 153 mln wyświetleń zasięgu. Najwięcej wzmianek serwis odnotował w lutym. Bardzo popularnym hasztagiem używanym w kontekście tego serwisu jest „kultura”.

Wysoka pozycja TVP VOD nie dziwi. To serwis szeroko rozpoznawany i gwarantujący dostęp do popularnych filmów i seriali polskich. Jednocześnie ma szeroki katalog seriali tureckich, które cieszą się dużą popularnością i niekoniecznie są dostępne w innych serwisach VOD – mówi Katarzyna Czajka-Kominiarczuk, autorka bloga o popkulturze „Zwierz Popkulturalny”.

Zabezpieczenia mienia do zmiany. Art. 291 nie powinien skutkować unieruchomieniem przedsiębiorstwa

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) postuluje, aby pilnie zmienić art. 291 kodeksu postępowania karnego w zakresie zabezpieczenia mienia. Mienie niezbędne do prowadzenia przedsiębiorstwa na wniosek strony lub podejrzanego powinno być oddawane w zarząd przymusowy na czas prowadzenia postępowania wyjaśniającego. Dzięki takiej niedużej zmianie procedury karnej oskarżony miałby szansę na wykorzystywanie rzeczy niezbędnych do prowadzenia firmy, zaś Skarb Państwa nie ponosiłby kosztów np. magazynowania czy strat wynikających z dewaluacji aktywów, nie generowaniu obrotów przez przedsiębiorstwo, zwolnień pracowników, zadłużania przedsiębiorstwa wobec Skarbu Państwa. W przypadku mienia niezbędnego do prowadzenia przedsiębiorstwa, ustanowienie zarządu powinno być wręcz zasadą. Unieruchomienie przedsiębiorstwa zmniejsza bowiem szanse na naprawienie szkody czy realne zabezpieczenie, a więc wprost godzi w istotę postępowania zabezpieczającego.

Zajęcie ruchomości wchodzącej w skład przedsiębiorstwa oznacza, że nie może ona już służyć działalności gospodarczej. Zwykle zajęcie polegające na odebraniu rzeczy oskarżonemu lub usunięciu rzecz z przedsiębiorstwa ogranicza możliwość jego prowadzenia, a niemal zawsze prowadzi do znacznej degradacji majątku firmy. W rezultacie majątek firmy ulega uszczuplaniu, nieraz bardzo znacznemu, a zarazem Skarb Państwa ponosi znaczne koszty. Co więcej, tak zdegradowany majątek po pewnym czasie nie przedstawia już swojej pierwotnej wartości, a zatem cel zabezpieczenia nie może być osiągnięty.

To na zarządcy przymusowym wyznaczonym przez sąd spoczywałby obowiązek dbania, aby wartość zabezpieczenia nie uległa dewaluacji, a przedsiębiorstwo miało zapewnioną możliwość ciągłość pracy. Wyposażenie oskarżonych w możliwość złożenia takiego wniosku uzupełniałoby obecne przepisy art. 292a KPK, które przewidują już możliwość ustanowienia zarządcy z urzędu.

„Postępowanie karne bardzo często oddziałuje nie tylko na podejrzanych o popełnienie przestępstw, ale także na samo przedsiębiorstwo. Oczywiście, chodzi nie tylko postępowania w sprawach przestępstw z których sprawcy mogli osiągnąć znaczne korzyści majątkowe – jak dotyczące zorganizowanej przestępczości lub obrotu narkotykami – ale także postępowania dotyczące podejrzenia popełnienia przestępstw w związku z działalnością gospodarczą. W takich sprawach często prokurator sięga po środki w postaci zabezpieczenia mienia, wobec którego może grozić przepadek. W myśl art. 291 Kodeksu postępowania karnego – w razie zarzucenia oskarżonemu popełnienia przestępstwa, za które lub w związku z którym można orzec np. grzywnę, świadczenie pieniężne lub przepadek mienia – prokurator może ustanowić zabezpieczenie wykonania tego orzeczenia postanawiając m.in. o zajęciu ruchomości należących do oskarżonego lub na mienia jego przedsiębiorstwa, które służyło do popełnienia lub ukrycia korzyści z przestępstwa. Z tych względów należy dokonać rewizji obecnych przepisów paraliżujących działalność zarobkową przedsiębiorstw podczas prowadzonego postepowania – aby je uchronić przed poważnymi szkodami, a Skarbowi Państwa oszczędzić niepotrzebnych wydatków” – podkreśla Grzegorz Lang, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Zmiana w zarządzie Job Impulse

Dotychczasowy Dyrektor Zarządzający Job Impulse – Łukasz Koszczoł – objął stanowisko Prezesa zarządu firmy. Zmiana jest wynikiem konsekwentnej realizacji strategii rozwoju przedsiębiorstwa. Job Impulse to jedna z wiodących firm rekrutacyjnych w kraju, dzięki której rocznie pracę znajduje ponad 30 000 osób, w tym osoby młode, kandydaci z niepełnosprawnościami oraz cudzoziemcy.

Łukasz Koszczoł jest absolwentem Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, posiada blisko 20-letnie doświadczenie w zarządzaniu i sprzedaży, z branżą rekrutacji i agencji zatrudnienia związany od ponad 12 lat. Od końca 2017 roku pełni w Job Impulse funkcję Dyrektora Zarządzającego. Odpowiada także za Job Impulse Ukraina oraz portal pracy dorywczej strefajob.pl. Dodatkowo działa jako Członek Rady Biznesu przy Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu, wykładowca studiów podyplomowych Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie na kierunku rekrutacja i selekcja, realizowanym wspólnie z Polskim Forum HR, oraz praktyk biznesu prowadzący wykłady w ramach programu MBA na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu.

– Przez ostatnie lata jako Dyrektor Zarządzający pracowałem nad rozwojem organizacji, dywersyfikacją portfela usług i współtworzeniem strategii firmy. Między innymi poprzez uruchomienie wyspecjalizowanych linii biznesowych – Ahead Professionals, Job Abroad, Job Outsourcing oraz usług – Office Angels. Bardzo ważnym aspektem są dla mnie wartości, które określiliśmy wspólnie z zespołem i które wyznaczają kierunek działań Job Impulse. Ludzie, współpraca, zaufanie, szacunek, zaangażowanie i rozwój – jest to dla nas ważne i nas motywuje – mówi Łukasz Koszczoł.

Plany Job Impulse na nadchodzący rok dotyczą przede wszystkim konsekwentnej realizacji strategii firmy, w tym kontynuacji dotychczasowych działań takich, jak: kompleksowe wsparcie klientów w dynamicznie zmieniającym się otoczeniu biznesowym i prawnym oraz skuteczny rozwój ich planów biznesowych. W kolejnych miesiącach firma skupiać się będzie także na rozwijaniu marki strefajob.pl, aby w jeszcze bardziej efektywny sposób rekrutować i obsługiwać pracowników na zlecenia krótkoterminowe. Ponadto firma planuje wdrożenie projektu związanego z zatrudnianiem pracowników z Azji.

Freistellung – jak uzyskać zwolnienie z podatku budowlanego w Niemczech?

Polacy chętnie korzystają z możliwości swobodnego przepływu osób, który obowiązuje w Unii Europejskiej i pozwala obywatelom wspólnoty osiedlać się w krajach członkowskich oraz podejmować tam pracę. Jednym z najczęściej wybieranych państw, do jakich udają się nasi rodacy w celach zarobkowych, są Niemcy. W poniższym artykule poruszamy kwestię opodatkowania usług budowlanych na terenie Niemiec oraz możliwości zwolnienia z tych zobowiązań.

Czym jest Freistellung?

Freistellung, a właściwie Freistellungsbescheinigung jest zaświadczeniem wydawanym przez niemiecki urząd skarbowy, które pozwala na zwolnienie oferowanych usług budowlanych z podatku Bauabzugsteuer. Jest to szczególny rodzaj podatku dochodowego (§ 48d ust. 1 niem. ustawy o podatku dochodowym), który zobowiązuje zleceniodawcę do odliczenia 15% od kwoty wynagrodzenia zleceniobiorcy. Oznacza to, że osoba wykonująca zlecenie, otrzymuje jedynie 85% należnej zapłaty.

Na podstawie paragrafu 48 ust. 2 pkt 2 ustawy o podatku dochodowym, wymieniony wyżej podatek nie przysługuje, gdy wartość usług budowlanych świadczonych na rzecz podmiotu zlecającego w danym roku kalendarzowym jest niższa niż 5 000 euro.

Jak uzyskać zaświadczenie zwalniające z podatku budowlanego?

Do uzyskania zaświadczenie o zwolnieniu z obowiązku zapłaty podatku od świadczonej usługi budowlane (Freistellung) osoba przyjmująca zlecenie (zleceniobiorca) powinna udać się do właściwego urzędu skarbowego w Niemczech i tam złożyć stosowny wniosek. Krokiem, który musi poprzedzić tę czynność, jest rejestracja podatkowa, ponieważ do zwolnienia z podatku wymagane jest posiadanie numeru identyfikacji podatkowej (niem. Steuernummer).

Jeśli wykonawca dopiero zaczyna świadczenie usług budowlanych i nie zdążył jeszcze dokonać rejestracji podatkowej, jest zobligowany do złożenia wniosku o rejestrację i nadanie niemieckiego numeru NIP. We wniosku należy wykazać, jaki jest cel ubiegania się o status niemieckiego podatnika. W tym przypadku będzie to chęć wydania Freistellungsbescheinigung.

Polscy przedsiębiorcy budowlani, którzy zdecydowali się na założenie firmy w Niemczech, mają do wyboru kilka urzędów, w których mogą dokonać rejestracji – są one przydzielane alfabetycznie ze względu na nazwę firmy. Podział prezentuje się następująco:

  • od litery A do G urząd skarbowy w Hameln (niem. Finanzamt Hameln),
  • od litery H do L urząd skarbowy Oranienburg (niem. Finanzamt Oranienburg),
  • od litery M do R – urząd skarbowy w Cottbus (niem. Finanzamt Cottbus),
  • od litery S do Ź – urząd skarbowy w Nördlingen z placówką w Donauwörth (niem. Finanzamt Nördlingen mit Außenstelle Donauwörth).

Zwolnienie z podatku Bauabzugsteuer – jak je odnowić?

Kiedy przedsiębiorca uzyska już Freistellungsbescheinigung, musi pamiętać, że jest ono wydawane jest na czas określony, dlatego po upływie tego okresu (najczęściej roku), należy udać się do odpowiedniego urzędu i odnowić zwolnienie. Uzyskanie dokumentu Freistellungsbescheinigung jest możliwe także w przypadku osób, które nie posiadają siedziby firmy na terenie Republiki Federalnej Niemiec. Wystarczy wówczas wykazać, że zostały wypełnione wszystkie obowiązki podatkowe na terenie Niemiec.