ARP uruchamia pakiet nowych instrumentów pomocowych w ramach Polityki Nowej Szansy

Agencja Rozwoju Przemysłu rozdysponuje środki finansowe w ramach programu Polityka Nowej Szansy. Dzięki temu w najbliższych 10-ciu latach z pomocy państwa będą mogły skorzystać nawet dwa miliony polskich przedsiębiorstw. Każdego roku do ich dyspozycji będzie 120 milionów złotych. Do końca 2020 r. pula ta zostanie zasilona dodatkowymi 600 milionami złotych.

Start programu w trakcie konferencji Impact’20 ogłosił Paweł Kolczyński, wiceprezes Agencji Rozwoju Przemysłu. „Dzięki współpracy z Ministerstwem Rozwoju, które jest inicjatorem tej legislacji, Agencja Rozwoju Przemysłu z dniem dzisiejszym (tj. 24 września, przyp. red.) od godziny 14 uruchamia nabór wniosków” – powiedział Kolczyński.

ARP przewiduje, że w ciągu najbliższych 10 lat ze wsparcia w ramach programu Polityki Nowej Szansy może skorzystać do 2 milionów przedsiębiorstw, zarówno tych mikro, małych, średnich, jak i dużych. Z tym zastrzeżeniem, że w przypadku dużych przedsiębiorstw, każdorazowa pomoc publiczna będzie wymagała uprzedniej notyfikacji przez Komisję Europejską. Generalnie chodzi o firmy, które znalazły się w trudnej sytuacji ekonomicznej, są w trakcie postępowania restrukturyzacyjnego lub stanęły wobec groźby likwidacji.

Ustawa w bezpośredni sposób wskazuje warunki umożliwiające udzielenie wsparcia. „Jest bardzo dużo przedsiębiorstw, które jeszcze przed koronawirusem miały problemy, ale jest również grupa, których sytuacja pogorszyła się w wyniku pandemii. Wielu z tych przedsiębiorców posiada potencjał powrotu na rynek i ten potencjał będzie weryfikowany zarówno pod względem finansowym, jak i przede wszystkim pod względem wiarygodności planu restrukturyzacyjnego oraz planów zmiany modelu funkcjonowania przedsiębiorstwa” – mówił wiceprezes Kolczyński.

Program ma funkcjonować przez całe dziesięciolecie i stanowić instrument wsparcia dla przedsiębiorców wpadających w tarapaty finansowe. Ogólna pula 1,2 miliarda złotych zostanie zasilona jeszcze w tym roku przez 600 milionów z Funduszu Przeciwdziałania COVID-19.

Na Politykę Nowej Szansy składają się trzy rodzaje pomocy. Pierwsza to pomoc na ratowanie, która zapewni przedsiębiorcy płynność finansową na czas potrzebny do opracowania planu restrukturyzacji lub przeprowadzenia sprawnej likwidacji. Ma ona formę pożyczki na okres 6 miesięcy.

Druga to tymczasowe wsparcie restrukturyzacyjne. Przeznaczona jest dla przedsiębiorców, którzy sami mogą prowadzić restrukturyzację w oparciu o uproszczony plan restrukturyzacji, ale dla zapewnienia jej skuteczności potrzebują wsparcia finansowego. To pożyczka na okres do 18 miesięcy.

Ostatnią formą wsparcia jest pomoc na restrukturyzację. Obejmuje ona środki na realizację konkretnego planu restrukturyzacji przygotowanego przez przedsiębiorcę. Proces ma przywrócić przedsiębiorcy zdolność konkurowania na rynku. W formie pożyczki, wejść kapitałowych, na czas realizacji określony w planie restrukturyzacji.
„Zachęcamy do skorzystania z nowego instrumentu tych przedsiębiorców, którzy nie mają możliwości pozyskania finansowania bankowego, nie mają też możliwości pozyskiwania finansowania z Tarczy Antykryzysowej. Polityka Nowej Szansy ma umożliwić przedsiębiorcom powrót do konkurowania z innymi podmiotami” – podsumował swoją prezentację wiceprezes Kolczyński.

Brytyjski rząd bezradny wobec rosyjskiej wojny informacyjnej

W dniu 21 lipca 2020 r., po dziewięciu miesiącach zwłoki, opublikowano raport parlamentarnego komitetu ds. wywiadu i bezpieczeństwa dotyczący rosyjskiej ingerencji w politykę Wielkiej Brytanii. Komitet został powołany w 2013 r. do nadzorowania pracy brytyjskich agencji wywiadowczych. Prawie wszystkie jego posiedzenia odbywają się za zamkniętymi drzwiami, a raporty przed publikacją są weryfikowane przez służby. Zgodnie z prawem komitet nie może upubliczniać sprawozdań bez uprzedniego zatwierdzenia przez kancelarię premiera. W przeszłości zatwierdzanie takich raportów zajmowało nie więcej niż 10 dni. Ten konkretny raport czekał znacznie dłużej. Wiele wskazuje na to, że rząd nie chciał zmierzyć się z niewygodnymi wnioskami.

Raport wykazał, że brytyjskie agencje wywiadowcze są niezdolne do zwalczania internetowych operacji psychologicznych, głównie Rosji, mających na celu wpływanie na zachodnią politykę. Kluczowa konkluzja jest następująca: rząd Wielkiej Brytanii nie zbadał dowodów ingerencji w procesy demokratyczne, nie podjął próby przeprowadzenia śledztwa w tej sprawie. Opinia publiczna nie otrzymała żadnej oceny na temat rosyjskiej ingerencji w referendum z 2016 r. czyli w tzw. Brexit. Według raportu Rosja próbowała również wpłynąć na referendum niepodległościowe w Szkocji w 2014 r.

Autorzy dokumentu stwierdzają, że rosyjskie wpływy w Wielkiej Brytanii to „nowa norma”. Rosyjscy oligarchowie witani są z otwartymi ramionami, a budowanie przez rząd relacji z głównymi rosyjskimi firmami przyniosło skutki odwrotne do zamierzonych – została stworzona „londyńska pralnia”.

Członkowie rosyjskiej elity ściśle związanej z Władimirem Putinem są zaangażowani w organizacje charytatywne i polityczne w Wielkiej Brytanii, dzięki czemu mogą pomóc Kremlowi wpływać na operacje. Wielu członków Izby Lordów ma interesy biznesowe z Rosją lub pracuje bezpośrednio dla rosyjskich firm powiązanych z państwem rosyjskim. Stosunki te należy dokładnie zbadać, biorąc pod uwagę potencjał państwa rosyjskiego do ich wykorzystania.

Według raportu społeczność wywiadowcza nie poświęciła należytej uwagi działaniom Rosji, pomimo że szefowie MI5, SIS, GCHQ i wywiadu obronnego nie zgadzają się z taką oceną. Ponadto zdaniem autorów żadna instytucja w Wielkiej Brytanii nie wzięła na siebie roli lidera w obronie procesów demokratycznych, chociaż powinno to być głównym obowiązkiem rządu i priorytetem ministerstw. Raport sugeruje, że rolę operacyjną powinien spełniać kontrwywiad MI5.

W raporcie wezwano do przyjęcia nowego ustawodawstwa, które zastąpiłoby przestarzałą i nieaktualną ustawę o tajemnicy urzędowej. Wskazano także na potrzebę zaktualizowania ustawy o nadużyciach komputerowych tak, aby uwzględniała współczesne wykorzystanie osobistych urządzeń elektronicznych.

Źródło: The Guardian z 22.07.2020 r.

CIA upoważniona do ofensywnych cyberoperacji

Według informacji Yahoo News, powołującej się na byłych urzędników administracji, Centralna Agencja Wywiadowcza została w 2018 r. potajemnie upoważniona przez Biały Dom do znaczącego rozszerzenia ofensywnego programu operacji cybernetycznych. Decyzja ta wywołała sprzeciw Departamentu Obrony, który postrzega siebie jako głównego wykonawcę amerykańskich operacji ofensywnych w cyberprzestrzeni.

Zezwolenie miało formę dyrektywy prezydenta USA, znanej również jako Memorandum of Notification, która jest przekazywana komisjom wywiadu Kongresu. W efekcie tej procedury na operacje są uruchamiane fundusze rządowe.

Dyrektywa z 2018 r. zapewniała CIA większą swobodę w doborze prowadzonych przez nią operacji, jak i celów. Umożliwiała CIA podjęcie serii ofensywnych środków przeciwko „garstce wrogich krajów”, w tym Korei Północnej, Iranowi, Chinom i Rosji. Tego rodzaju operacje różnią się od działań zwykle prowadzonych w cyberprzestrzeni, które koncentrują się na tajnym zbieraniu informacji. Operacje ofensywne mają na celu zakłócanie, sabotowanie, a nawet niszczenie wybranych systemów.

Uważa się, że oprócz rozszerzenia zakresu operacji cybernetycznych dyrektywa prezydencka ułatwiła agencji atakowanie podmiotów niepaństwowych, w tym instytucji finansowych, organizacji charytatywnych, mediów informacyjnych lub firm. Takie cele mogą zostać zaatakowane, gdy działają w imieniu obcych agencji wywiadowczych.
Yahoo News zauważa, że dyrektywa prezydencka jest postrzegana jako zwycięstwo CIA w jej długiej biurokratycznej walce z Departamentem Obrony. Tradycyjnie rząd powierzał prowadzenie ofensywnych operacji cybernetycznych Departamentowi i siłom zbrojnym. Obecnie pojawiają się pytania o potencjalne nakładanie się operacji CIA i Pentagonu oraz o koordynację działań między nimi, gdyż w przeszłości nie zawsze przebiegała ona sprawnie.

Yahoo News przesłała „obszerną listę pytań” do CIA, ale agencja odmówiła komentarza, podobnie zresztą jak Rada Bezpieczeństwa Narodowego.

Źródło: Yahoo News z 15.07.2020 r.

Stabilizacja

Rynki zahamowały pęd ku redukcji ryzykownych pozycji, przynosząc skromne odbicie indeksów i dryf boczny dolara. Na razie nie ma konkretnego punktu zaczepienia nadziei na odbicie, choć odnotowywane są pewne ruchy polityków USA w temacie pakietu fiskalnego.

Nastroje rynkowe są kreowane przez wiele czynników, choć jeden z nich jest kluczowy – pakiet fiskalny w USA. Zwrot w tym temacie dałby przynajmniej punkt odbicia, gdyż na razie aktywa ryzykowne spadają w bezdenną otchłań. Jednak na razie nic konkretnego nie dochodzi z Kongresu. Wczoraj usłyszeliśmy, że zarówno sekretarz skarbu Mnuchin, jak i przewodnicząca Izby Reprezentantów Pelosi są otwarci na nową rundę rozmów negocjacyjnych. Demokraci rzekomo mają przygotowany projekt wydatków za 2,4 bln USD. To dwukrotnie więcej niż Republikanie byli dotychczas gotowi zaakceptować. Ale ważne jest jeszcze zdanie prezydenta Trumpa, który musi myśleć o wyborach. Jakkolwiek za impas w negocjacjach winne są obie strony, tak spadki na Wall Street zwykle kojarzą się ze złą polityką rządzącego obozu. A Trump lubi chwalić się, że wzrosty indeksów to jego zasługa. W powyższym celowo nie podaję ani odrobiny ekonomicznego uzasadnienia, gdyż nie sądzę, aby Kongres i Biały Dom przejmowali się teraz gospodarczymi konsekwencjami swoich działań. Mimo to sam fakt, że strony są świadome potrzeby pakietu fiskalnego, dał inwestorom nadzieję na stabilizację. Na razie tylko tyle.

Czwartek był kolejnym dniem pod znakiem przeceny złotego, a EUR/PLN na moment wzrósł do 4,5624 – najwyżej od maja. Presja na wyprzedaż walut rynków wschodzących spotkała się z reakcjami niektórych banków centralnych, co automatycznie obudziło dyskusję, czy Rada Polityki Pieniężnej powinna także zainterweniować? Wczoraj najpierw Narodowy Bank Węgier podniósł na aukcji jednotygodniową stawkę depozytową do 0,75 proc. z 0,6 proc. Z kolei bank centralny Turcji dokonał nieoczekiwanej podwyżki stawki repo aż o 200 pb do 10,25 proc. Zarówno forint, jak i lira są dziś mocniejsze, choć sądzę, że działania banków nie są zapowiedzią istotnego zwrotu w polityce, a raczej doraźnym przeciwdziałaniem presji deprecjacyjnej. Bank Węgier podwyższył oprocentowanie tylko dla wczorajszej aukcji, gdyż pozostawił sobie prawo do elastycznego dostosowywania stawki dla zacieśniania płynności. Ale główna stopa procentowa pozostaje na 0,6 proc. tak, jak zostało to ustalone na posiedzeniu w ostatni wtorek. Podobnie ruch banku centralnego Turcji nie będzie miał swojej kontynuacji, biorąc pod uwagę, jak bardzo podwyżkom przeciwny jest prezydent kraju Erdogan. W efekcie po wczorajszych decyzjach banków uczestnicy rynku nie zyskali przekonania, że instytucje monetarne będą teraz bardziej aktywne w dostosowaniu polityki na rzecz obrony kursu. To także jest ostrzeżenie dla RPP, aby nie angażować się w walkę z siłami rynkowymi, jeśli nie ma się zamiaru grać va Banque. Inna sprawa, że ostatni przekaz z Rady sugerował niezadowolenie z siły złotego, więc ostatnie zmiany kursu będą odbierane pozytywnie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Wielozadaniowy contact center – czym jest i jakie daje korzyści

Kilkadziesiąt lat temu ludzie byli w stanie funkcjonować w społeczeństwie i zarządzać przedsiębiorstwami praktycznie bez dostępu do jakiejkolwiek innowacyjnej technologii. Nie było komputerów, nie było telefonów komórkowych, o Internecie już nie wspominając. Obserwując dynamiczny rozwój informatyczny i teleinformacyjny, który dzieje się na naszych oczach, naprawdę można się zastanawiać “jak to wszystko kiedyś funkcjonowało, bez innowacyjnych rozwiązań”?

Na szczęście dzisiaj nie to jest naszym głównym dylematem, a raczej to jak najefektywniej wykorzystać w pracy dostępne nowinki technologiczne oraz zintegrowane systemy obsługi. Jednym z takich systemów, który zrewolucjonizował świat telekomunikacji oraz obsługi klienta i wpłynął znacząco na tempo pracy największych przedsiębiorstw są contact centers. Dzięki contact center’om najwięksi gracze na rynku mogą skutecznie zoptymalizować swoją pracę związaną z masową obsługą klienta. I nie mówimy tu już tylko i wyłącznie o kontakcie telefonicznym, ale o szerokim wykorzystaniu bardzo wielu różnych źródeł komunikacji. Dowiedz się czym są dzisiejsze contact center’y i jakie funkcjonalności mogą zaoferować.

Czym jest contact center?

Contact Center jest odpowiedzią na bieżące zapotrzebowanie dużych firm i przedsiębiorstw, którym do komunikacji z klientem nie wystarcza już tradycyjny call center oparty na kontakcie z klientami za pośrednictwem telefonu. Contact Center to rozwinięcie idei call center, gdzie do kontaktu z klientami wykorzystuje się różne formy komunikacji, takie jak chociażby  telefon, e-mail, helpdesk, webchat, SMS i sieci społecznościowe. W systemie contact center wszystkie kontakty od klientów znajdują się w jednej wspólnej kolejce oczekującej, a dopiero później są kierowane według odpowiednich kryteriów do właściwych konsultantów contact center zajmujących się obsługą danego kanału komunikacyjnego.

Jakie funkcjonalności posiada contact center?

Contact Center jest narzędziem wielozadaniowym, które łączy w sobie większość form komunikacji, wykorzystywanych w dzisiejszych czasach do kontaktu z klientem. Wśród najważniejszych funkcjonalności, które oferuje zintegrowany system contact center możemy wyróżnić: inbound – połączenia przychodzące, outbound – połączenia wychodzące, helpdesk – email, webowy czat na stronie firmy, obsługę Facebook Messengera, wykorzystanie WhatsApp do celów biznesowych, wykorzystanie Vibera do celów biznesowych, SMS czat, system CRM – Client Relationship Management, Real Time Raporting – czyli szczegółowe raporty i podsumowania, Wallboard – czyli aplikację do wyświetlania bezpośredniego statusu contact center, zaawansowaną analitykę, Chatbot dla klientów, Robocaller – czyli narzędzie do automatycznego wybierania kontaktów z listy, VideoChat i wspólne przeglądanie z klientem na żywo, Web click-to-call – czyli widżet do wykonywania połączeń umieszczony bezpośrednio na stronie internetowej, obsługę MicrosoftTeams oraz praktyczną aplikację mobilną, która zbiera wszelkie informacje na temat działania contact center w jednym miejscu.

Twoja firma się rozrosła i nie wyobrażasz sobie już dłużej kontaktowania się ze swoimi klientami w tradycyjny sposób? Szukasz godnego zaufania systemu call center dla swojej firmy? Wybierz sprawdzone rozwiązanie, jakim jest Daktela Contact Center – https://www.daktela.com/pl/. Firma opiera swoją działalność contact center na zasadzie chmury z licznymi innowacyjnymi rozwiązaniami. Przekonaj się jak to działa – to naprawdę wygodne! Zobacz jak łatwy może być dostęp do wielu różnych kanałów komunikacji, takich jak: telefon, e-mail, helpdesk, webchat, SMS i sieci społecznościowe. A to wszystko w jednej, praktycznej aplikacji! Przekonaj się jak Daktela Contact Center może rozwiązać Twoje dotychczasowe problemy ze sprzedażą czy pomocą dla klienta. Obejrzyj prezentację online i przetestuj to innowacyjne narzędzie za darmo! Sprawdź koniecznie już teraz!

R22 przejmuje lidera czeskiego rynku SMS

Notowana na GPW grupa technologiczna R22 ogłosiła akwizycję lidera czeskiego rynku komunikacji masowej SMS – Grupy ProfiSMS. Transakcja jest pierwszym dużym krokiem w międzynarodowej ekspansji segmentu Communication Platform as a Service (CPaaS, wcześniej Omnichannel Communication). Grupa R22 przejmie 100 proc. udziałów ProfiSMS, wartość transakcji wyniesie około 40 mln zł.

Grupa ProfiSMS to lider czeskiego rynku transakcyjnej i marketingowej komunikacji SMS. Grupa aktywnie działa również na rynku słowackim. W 2019 r. ProfiSMS wysłał 275 mln komunikatów SMS, generując 7,3 mln euro przychodów, co oznacza wzrost r/r o 4 proc. W tym samym czasie wynik EBITDA wzrósł o prawie 13 proc. do 1,2 mln euro.

– Jako Grupa R22 kontynuujemy międzynarodową ekspansję, jednak jest to nasza pierwsza akwizycja w segmencie CPaaS. Chcemy dynamicznie rozwijać usługi i technologie komunikacyjne zarówno w naszym regionie, jak i na rynkach Europy Zachodniej. Nie wykluczamy kolejnych przejęć, ale stawiamy też na rozwój organiczny. W tym celu zakładamy spółkę w Berlinie, która będzie naszym oknem na Europę Zachodnią. – komentuje Jakub Dwernicki, prezes R22.

Transakcję o wartości ok. 40 mln zł przeprowadził należący do Grupy R22 Vercom. Zostanie ona sfinansowana środkami własnymi oraz kredytem bankowym.

– Przejęcie ProfiSMS to nie tylko zajęcie silnej pozycji na rynku czeskim, ale przede wszystkim otworzenie się na międzynarodowy rozwój segmentu CPaaS Grupy R22. Chcemy rozwijać się na kolejnych rynkach, ale widzimy też potencjał w rynku czeskim, na którym zamierzamy dosprzedawać inne produkty Grupy – związane z komunikacją e-mail czy push. To nie tylko przejęcie dla konsolidacji, ale i eksport naszej technologii. – mówi Krzysztof Szyszka, prezes Vercom – spółki odpowiadającej za segment CPaaS Grupy R22.

Grupa ProfiSMS wyspecjalizowana jest w komunikacji SMS. Grupa R22 zakłada rozwój na czeskim rynku dzięki dosprzedaży usług związanych z komunikacją e-mail oraz push.

– ProfiSMS ma dominującą pozycję na czeskim rynku komunikacji masowej SMS. Konsekwentnie poprawiamy wyniki finansowe, a w tym roku odnotowaliśmy skokowy wzrost zainteresowania komunikacją SMS, co związane jest z pandemią SARS-CoV-2. Cieszymy się z dołączenia do Grupy R22, które umożliwia nam dostęp do bogatego know-how technologicznego i biznesowego oraz wspólny dynamiczny rozwój. – komentuje Pavel Mikulka, prezes ProfiSMS, który pozostanie związany z Grupą R22.

Recenzje w sieci ważniejsze niż reklama

ZenBusiness sprawdził, czy słowa rzeczywiście mogą ranić, tym razem jednak nie ludzi, a biznes. Okazuje się, że dla nowych firm negatywne recenzje są ciosem w prawie 100% przypadków, a dla starszych w 97%. Czy słowa Marilyn Monroe: “Nieważne co o mnie myślą, ważne, żeby mnie kochali”, stały się nieaktualne?

Klienci przestali wierzyć reklamie, a zaczęli szukać rekomendacji w sieci, zazwyczaj wśród ludzi obcych, a często nawet – anonimowych. Sascha Stockem z Nethansa, CEO sopockiej spółki specjalizującej się w e-commerce oraz wsparciu sprzedaży na platformie handlowej Amazon, tłumaczy ten fenomen w następujący sposób: – Klasyczna reklama stała się dla ludzi niewiarygodna. Zmanipulowana, pełna gwiazdek i paragrafów, zbyt często nie odnosi się do rzeczywistych cech produktu. Doskonałym przykładem, takich działań są liczne kampanie gigantów świata IT, którzy prezentując możliwości fotograficzne produkowanych przez siebie smartfonów, wykorzystywali tak naprawdę zdjęcia studyjne, wykonane profesjonalnymi aparatami o wartości samochodu, a nie telefonu – zauważa Stockem. Uważa on również, że skoro nie można wierzyć reklamie, a natura nie znosi próżni, wiedzę nt. produktów konsumenci zaczęli czerpać z osobistych rekomendacji. Co ciekawe, w ich ocenie liczy się nie tylko jakość opinii pozostawionych w sieci, lecz również ich ilość. Do takiego wniosku doszli autorzy badania opublikowanego na łamach Psychological Science, po analizie opinii zamieszczonych na Amazonie, największym globalnym serwisie e–commerce.

Dobra nowina

Mówi się, że słowa mogą ranić. Jak pokazuje raport opracowany przez firmę ZenBusiness, zasada ta obejmuje nie tylko ludzi, ale również i firmy. W ankiecie, która obejmowała zarówno pracowników monitorujących recenzje firm w mediach społecznościowych, jak i klientów, którzy je publikowali, wykazano, że opinie mają istotny wpływ na sukces biznesu.

Najważniejszy wniosek jest taki, że zarówno w przypadku nowych przedsiębiorstw, jak i takich, które mają już wypracowaną pewną renomę, recenzje mają znaczenie. Zaledwie w 0.6% nowych biznesów i niecałych 3% starych nie wykazano korelacji pomiędzy tym, co o danym podmiocie się pisze, a jego rynkowym sukcesem.

Zbieranie opinii klientów, szczególnie tych pozytywnych, nie jest łatwe. O wiele chętniej dzielimy się swoimi odczuciami, gdy mają one charakter negatywny – zauważa CEO  Nethansy. – Dlatego firmy mogą korzystać z zewnętrznego oprogramowania, które posiada moduł odpowiedzialny za komunikację z nabywcami. Sprzedawca może dzięki temu skontaktować się z wybranymi klientami i wysłać im zaproszenie do opublikowania recenzji, co istotnie zwiększa prawdopodobieństwo jej otrzymania.

Każdorazowe proszenie o wystawienie pozytywnej opinii nie jest mile widziane przez administrację serwisu i może bardziej zaszkodzić biznesowi, niż mu pomóc. W tym celu amerykanie przygotowali szczegółowe wytyczne, które ograniczają to jak, gdzie, kiedy i z kim firmy mogą się kontaktować. – Doskonale zdajemy sobie sprawę z roli, jaką na Amazonie odgrywają opinie klientów, dlatego opracowany przez nas system wsparcia sprzedaży Clipperon sam zaprasza klientów do wystawiania recenzji. Cały proces jest zautomatyzowany, a prośby o ocenę transakcji wysyłane są tylko do zadowolonych klientów. Jest to możliwe dzięki narzędziom kontroli każdego zamówienia, które sprawdzają m.in. czy przesyłka została dostarczona na czas lub czy klient zdążył już wystawić opinię – wyjaśnia Stockem. Z danych Nethansy wynika, że funkcja systemu Clipperon – Feedback Manager – powoduje wzrost pozytywnych opinii o średnio o 50%. Są one szczególnie ważne w przypadku rywalizacji o BuyBox. Oferta zwycięzcy jest mocno wyeksponowana, podczas gdy inni sprzedawcy tego samego produktu zepchnięci są na bok, co minimalizuje ich szanse sprzedaży.

Suma naszych grzechów

Jak pokazują wyniki badań, za które odpowiedzialna jest firma ZenBuisness, jednym ze sposobów, w jaki firmy mogą złagodzić negatywne nastawienie, jest bezpośrednie odniesienie się do krytyki. Z badania wynika, że ponad 75% respondentów w wieku powyżej 40 lat przestało traktować protekcjonalnie firmę, która nie rozwiązała takiego problemu. Ponad 6 na 10 osób, które ukończyły 30 rok życia, zrobiło to samo. Nie lepiej jest w przypadku dwudziestoparolatków. W tej grupie aż 56,5% respondentów postawiło krzyżyk na markach, z którymi weszło w interakcję, a te niewłaściwie odniosły się do zgłoszonych uwag.

Nie oznacza to jednak, że firmy są bezbronne i już nic nie mogą zrobić. Ponadto 33% dwudziestolatków przyznało, że negatywna recenzja stała się bardziej pozytywna po udzieleniu odpowiedzi przez firmę, zaś 27% zgłasza usunięcie negatywnej recenzji po uzyskaniu jakiejkolwiek reakcji ze strony przedstawicieli biznesu. – Publiczne odpowiadanie na złe recenzje pokazuje klientom i potencjalnym nabywcom, że nam zależy i że uważnie słuchamy tego, co mają nam do powiedzenia. Nie oznacza to wcale, że firma musi obowiązkowo odpowiadać na każdy negatywny komentarz – uważa Sascha Stockem. – W badaniu, które przeprowadziła firma Chanel Signal na grupie 14 tys. recenzji, jakie wyselekcjonowano w serwisie Amazon, ponad 80% ma wydźwięk pozytywny. Zachęcając klientów do wystawiania pochlebnych recenzji skutecznie bronimy się przed skutkami tych negatywnych. Jeśli tych pierwszych będzie naprawdę dużo, to kilka krytycznych opinii nie będzie miało większego znaczenia w odbiorze marki czy produktu.

Pycha czy wstyd?

Z raportu wynika, że młode firmy rzadziej rozpoczynają dialog ze swoimi klientami, a wydawać by się mogło, że nowe podmioty cechuje innowacyjne i bardziej responsywne podejście od komunikacji. Około 95% przedsiębiorstw, które istnieją od ponad 10 lat, skontaktowało się z klientami po uzyskaniu negatywnego komentarz. W grupie nowopowstałych firm podobnie postąpiło tylko 87,3%.

Tymczasem o dobre recenzje warto walczyć. Jak pokazują badania Zenbusiness, w przypadku 97% nowych firm istnieje wyraźna zależność pomiędzy pozytywnymi opiniami a sukcesem przedsiębiorstwa. Jeszcze wyraźniej widać to na przykładzie firm, które na rynku istnieją od dłuższego czasu – w ich przypadku jest to około 98%.

Klient ma zawsze rację – mówi stare powiedzenie sprzedawców. Nie oznacza to jednak, że na jego przekonania firmy nie mają żadnego wpływu. W czasach agresywnego marketingu, koncentracja klientów na opiniach internautów będzie systematycznie rosła. Uodpornieni na mydlące oczy zabiegi konsumenci coraz częściej szukają rzetelnego źródła informacji w sieci. Ignorancja tej istotnej tendencji w najlepszym przypadku może skończyć się dla firmy bolesną lekcją, w najgorszym – odejściem w niepamięć.

Wojny o maseczki. Klienci grożą ekspedientom pobiciem, wrzucają filmy do Internetu i dzwonią na policję

Sprawa noszenia maseczek w sklepach i punktach usługowych staje się jednym z najszerzej dyskutowanych tematów w ostatnich tygodniach. Do naszego stowarzyszenia trafiają wiadomości od pracowników, którzy nie wiedzą jak mają się zachować w sytuacji, gdy ogólne przepisy nakazują im upominanie klientów, by nosili maseczki, a z drugiej strony nie wszyscy się do tych przepisów stosują. Sytuacje te często kończą się awanturami, groźbami czy nawet wzywaniem policji. Stowarzyszenie STOP Nieuczciwym Pracodawcom podjęło współpracę z kancelarią prawną Wódkiewicz – Sosnowski. Będzie ona konsultować przypadki zgłaszane przez pracowników w związku z pandemią koronawirusa.

Kilkanaście skarg od pracowników w sprawie maseczek i dezynfekcji. Coraz częściej dochodzi do gróźb słownych i nagrywania filmów

Tylko ostatnie dwa tygodnie przyniosły aż kilkanaście zgłoszeń odnośnie kłopotliwych sytuacji związanych z koniecznością egzekwowania noszenia maseczek w miejscach usługowych i punktach handlowych. Większość dotyczyła klientów, którzy nie stosują się do przepisów porządkowych. Nie brakowało jednak także zgłoszeń od pracowników, którzy chcieli nosić maseczki, ale przykładowo kierownik placówki handlowej nie był tego entuzjastą: – Jedna z wiadomości, którą dostaliśmy to była informacja, że szef sklepu zakazał noszenia maseczek w jego sklepie. Miał powiedzieć do pracownika: zdejmij to, bo wyglądasz jak pajac. Wiadomość miała charakter informacyjny, pracownik nie zdecydował się na skargę – mówi Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom Małgorzata Marczulewska.

Zdecydowanie więcej jest skarg na relacje pracownik – klient: – Mieliśmy zgłoszenie od pracownicy jednej z galerii handlowych, która odmówiła sprzedaży towaru klientce, która nie miała maseczki. Ta zrobiła karczemną awanturę, po czym wezwała policję. Pracownica napisała do nas wiadomość, bo przyznaje, że nie wiedziała co ma zrobić i bała się reakcji szefostwa. Inna wiadomość dotyczyła gróźb karalnych. Pracownik apteki miał usłyszeć groźby, że zostanie „dorwany” oraz, że ktoś mu „wpier***” za to, że odmówił obsługi klienta, który naciągnął sobie na twarz koszulkę – mówi Małgorzata Marczulewska. – Pojawiały się także zgłoszenia ze Szczecina, że pracownicy sklepów są nagrywani telefonami, a potem te filmy są wrzucane do Internetu. Możemy powiedzieć, że mamy czas prawdziwych wojen maseczkowych, stąd też nasze aktywne działanie w tym temacie – dodaje Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

Opinia prawnika: „Skoro sprzedajemy wszystkim, to wszystkich obowiązują jednakowe zasady, w tym przypadku związane z odgórnym obowiązkiem zasłaniania ust i nosa”

W opinii mec. Grażyny Wódkiewicz wszelkie sprawy dotyczące maseczek i relacji jakie wywołują na linii pracownik-pracodawca należy analizować na casusie prawnym z Suwałek.  Sprzedawczyni poprosiła młodą klientkę, by zasłoniła usta i nos. Ta odmówiła, wobec czego ekspedientka odmówiła obsługi. Sprawa trafiła na policję. Mandatem ukarano sprzedawczynię, ale sąd ją uniewinnił.  – Obowiązek zakrywania ust i nosa obowiązuje w obiektach i placówkach handlowych lub usługowych oraz na targowiskach (straganach) wynika z rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii. W przestrzeni publicznej pojawiają się głosy, że rozporządzenie jest niezgodnie z prawem, w tym Konstytucją, bo obowiązek stosowania środków profilaktycznych można ustanowić wobec osób podejrzanych o chorobę, a nie wszystkich, w tym zdrowych na tej podstawie sądy odmawiają ukarania osób za brak maseczki, gdzie takich spraw jest coraz więcej – mówi mec. Grażyna Wódkiewicz. – Wadliwa legislacja postawiła zarówno klientów, jak i sprzedawców w ciężkiej sytuacji – bo z jednej strony są pewne obowiązki, ale z drugiej faktycznie jest tak, że właściciele, zarządcy i pracownicy sklepów nie mają żadnych podstaw prawnych do egzekwowania obowiązku zakrywania ust i nosa – dodaje mec. Wódkiewicz.

Jak przyznaje mec. Wódkiewicz sprawa jest skomplikowana, ale pracownicy sklepów mają prawo odmówić obsłużenia klientów, którzy nie realizują obowiązku noszenia maseczek – skoro wynika on z przepisów i w połączeniu z sytuacją epidemiologiczną tworzy „uzasadnioną przyczynę odmowy sprzedaży”.

– Pracownik, sprzedawca, powinien jednak przede wszystkim powoływać się na zasadę pewnej powszechności usług świadczonych przez sklep – skoro sprzedajemy wszystkim, to wszystkich obowiązują jednakowe zasady, w tym przypadku związane z odgórnym obowiązkiem zasłaniania ust i nosa. Dla wielu klientów brak maseczki u innego klienta może być sytuacją dyskomfortową i zniechęcająca do robienia zakupów w danym sklepie jako miejscu niebezpiecznym i niedbającym o klientów. Argumentem za nieobsługiwaniem klientów jest też dbałość o bezpieczeństwo własne pracownika – mówi mec. Wódkiewicz.  – Pracownik podlega też pewnym regulacjom wewnętrznym i poleceniom pracodawcy. Jeśli więc pracodawca wyda polecenia pracownikom, aby nie obsługiwać klientów bez maseczek, to pracownik winien takie polecenie respektować. Pracownik ma jednak prawo do tego, aby domagać się jednoznacznych wytycznych dotyczących obsługi oraz ma prawo domagania się umieszczenia w sklepie informacji o tym, że polecono mu nie obsługiwać takich klientów. Taka sytuacja pozwala na uniknięcie zarzutów o personalną, indywidualną odmowę sprzedaży. W przypadku zaś interwencji policji, winien powołać się na ogólne zasady związane z tym, że klient powinien respektować zasady panujące w sklepie, powinien przestrzegać prawa i nie może swoim zachowaniem utrudniać zakupów innym klientom – dodaje prawnik współpracujący ze Stowarzyszeniem STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

Covid 19 znacząco wpłynął na wyniki finansowe Grupy Agora w 2. kwartale 2020 r.

Wyniki operacyjne Grupy Agora w 2. kwartale 2020 r. były pod bezprecedensowym wpływem wybuchu pandemii COVID-19. Obostrzenia wprowadzone w celu zapobiegania jej dalszemu rozprzestrzenianiu, związane m.in. z zamknięciem kin, ograniczeniem działalności punktów sprzedaży i zakazem przemieszczania się ludności, miały istotny negatywny wpływ na działalność operacyjną i wyniki większości biznesów Grupy w tym okresie. Kolejne miesiące 2020 r. przynoszą jednak poprawę rezultatów Agory i jej marek, zwłaszcza dzięki coraz szybszemu powrotowi klientów do realizacji kampanii reklamowych oraz widzów przed ekrany kinowe.

Agora_2kw2020_polNasza firma bardzo dotkliwie odczuła skutki pandemii, ale jestem dumny z tego, jak zespół Agory poradził sobie z uderzeniem koronawirusa. Nasze media biły rekordy popularności. Teraz w niezłym tempie odbudowujemy biznes reklamowy, a kolejne premiery filmowe ściągają coraz więcej ludzi do kin. Z sukcesem zakończyliśmy negocjacje w sprawie pozyskania finansowania dla Heliosa i całej Agory na kolejne lata. To wszystko pozwala nam z większym spokojem i optymizmem pracować nad powrotem Agory do dawnej formy – komentuje Bartosz Hojka, prezes zarządu Agory.

Całkowite przychody Grupy Agora w 2. kwartale 2020 r. wyniosły 129,5 mln zł i były niższe o ponad 50% niż przed rokiem. Zdecydował o tym wybuch pandemii COVID-19, która negatywnie wpłynęła na wszystkie źródła przychodów Grupy oprócz sprzedaży płatnych treści w formie prenumeraty cyfrowej Wyborcza.pl i TOK FM Premium. Największe spadki wpływów miały miejsce w biznesach najmocniej dotkniętych przez skutki pandemii – w segmentach Film i Książka oraz Reklama Zewnętrzna.

Przychody ze sprzedaży usług reklamowych Grupy Agora zmniejszyły się o prawie 48% r/r, głównie z powodu negatywnego wpływu pandemii na aktywność reklamodawców oraz spadek wartości wydatków na promocję ich produktów i usług w Polsce w 2. kwartale 2020 r. Zgodnie z szacunkami Agory, wartość polskiego rynku reklamowego wyniosła w tym czasie około 1,9 mld zł i zmniejszyła się o 28,5%1 w porównaniu z 2019 r. Najistotniejsze ograniczenie budżetów reklamowych odczuły segmenty: Reklama Zewnętrzna, przede wszystkim z uwagi na obostrzenia w przemieszczaniu się ludności, a także Radio – w związku ze skurczeniem się rynku reklamy radiowej i kinowej oraz Prasa – wskutek pogłębienia dotychczasowych negatywnych trendów w zakresie sprzedaży reklamy prasowej. Najmniejszy spadek wpływów reklamowych miał miejsce w segmencie Internet. Wskutek zamknięcia obiektów kinowych w Polsce decyzją administracyjną od 12 marca 2020 r. przychody ze sprzedaży biletów do kin sieci Helios zmniejszyły się o 99,7%; nie odnotowano wpływów ze sprzedaży barowej. Przychody Grupy ze sprzedaży wydawnictw zmniejszyły się o 16,7%, głównie ze względu na ograniczenie sieci sprzedaży prasy i książek. Grupa Agora miała też niższe przychody ze sprzedaży usług poligraficznych i z pozostałej sprzedaży. Wzrosły jedynie wpływy z działalności filmowej Grupy w związku z dystrybucją coraz większej liczby tytułów z portfolio spółki NEXT FILM poprzez platformy cyfrowe.

 

W 2. kwartale 2020 r. koszty operacyjne netto Grupy Agora zmniejszyły się o ponad 34% do 182,9 mln zł. Wpłynęły na to przede wszystkim administracyjne zamknięcie obiektów kinowych i lokali gastronomicznych zlokalizowanych w galeriach handlowych oraz dyscyplina kosztowa w całej Grupie. Agora podjęła decyzję o optymalizacji portfela projektów inwestycyjnych, skupiając się podczas tego trudnego czasu na zapewnieniu bezpieczeństwa kluczowym aktywom Grupy. Na poziom kosztów operacyjnych Grupy rzutował też szereg zdarzeń o charakterze jednorazowym. Pozytywny wpływ na ich wartość miały: zysk ze zbycia przedsiębiorstwa Plan D (dawniej Domiporta) i ze zbycia nieruchomości, zaś negatywny – koszty działań restrukturyzacyjnych w spółkach Plan D i GoldenLine oraz przegląd aktywów Grupy, który skutkował odpisami wartości aktywów w różnych obszarach Grupy. Łączny negatywny wpływ tych wszystkich zdarzeń to 4,8 mln zł.

Koszty wynagrodzeń i świadczeń na rzecz pracowników były niższe o ponad 38% r/r. To głównie efekt wprowadzonej w Grupie Agora obniżki wynagrodzeń i wymiaru czasu pracy o 20,0% od 15 kwietnia do 15 października 2020 r. Zatrudnienie etatowe w Grupie na koniec czerwca 2020 r. (po wyeliminowaniu efektu obniżenia wymiaru czasu pracy) wyniosło 2 333 etaty.

W efekcie w 2. kwartale 2020 r. Grupa odnotowała stratę na poziomie EBITDA w wysokości 4,4 mln zł, a na poziomie EBIT w wysokości 53,4 mln zł. Strata netto wyniosła 41,1 mln zł2.

W opinii zarządu spółki największy negatywny wpływ pandemii na działalność Grupy Agora widoczny był już w 2. kwartale 2020 r. Dlatego też, według przewidywań Agory, tempo spadku wpływów Grupy w kolejnych kwartałach powinno być niższe, pod warunkiem jednak, że nie dojdzie do pogłębienia istotnego negatywnego wpływu pandemii na działalność Agory i jej spółek zależnych. Wszystkie podmioty z Grupy Agora podjęły szereg działań mających na celu minimalizowanie strat wywołanych przez pandemię COVID-19 oraz szybki powrót Grupy na ścieżkę wzrostu zarówno przychodów, jak i wyników operacyjnych.

Ograniczona została większość kategorii kosztowych oraz wydatków inwestycyjnych, co obniżyło wysokość kosztów operacyjnych w Grupie w samym 2. kwartale 2020 r. o 96,1 mln zł, pomimo zaistnienia zdarzeń o charakterze jednorazowym.

Według szacunków spółki efektem tych wszystkich działań będzie spadek kosztów o około 209,0 mln zł w 2. i 3. kwartale 2020 r. w porównaniu z analogicznym okresem 2019 r.

Zarówno Agora, jak i jej spółki zależne starały się również o dostępne formy wsparcia publicznego dla przedsiębiorstw. Spółki z Grupy Agora wnioskowały łącznie o 13,9 mln zł dofinansowania do miejsc pracy z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Zgodnie z rekomendacją Zarządu Spółki Walne Zgromadzenie zgodziło się na pozostawienie w Agorze zysku wypracowanego w 2019 r.

Dodatkowo, Agora i Helios sfinalizowały negocjacje z bankami, zabezpieczając finansowanie swoich działań na najbliższe lata – Agora na kwotę 100,0 mln zł, a Helios na kwotę 40,0 mln zł.

Na podstawie dostępnych danych rynkowych Agora szacuje, że frekwencja w kinach w Polsce w 2020 r. będzie niższa o ok. 50%. Natomiast wartość rynku reklamy w Polsce, który jest jednym z czynników decydujących o poziomie przychodów Grupy, nie skurczy się w takim stopniu, w jakim spółka przewidywała w raporcie za 1. kwartał 2020 r. Według najnowszych szacunków spółki, opartych na prognozie wartości PKB w Polsce oraz danych na temat rynku reklamy, w 2020 r. reklamodawcy ograniczą wydatki na promocję swoich towarów i usług o około 8-12% w porównaniu z 2019 r. Wstępne dane związane z kolejnymi kwartałami 2020 r. pokazują zmniejszenie się skali spadków wpływów reklamowych i powrót reklamodawców do mediów.

Źródło danych: skonsolidowane sprawozdanie finansowe wg MSSF, 1. poł. 2020 r.

Przypisy:

1 Źródło: dane dotyczą reklam i ogłoszeń w 6 mediach (prasa, radio, telewizja, reklama zewnętrzna, internet, kino); szacunki Agory (prasa na podstawie Kantar Media oraz monitoringu Agory, radio na podstawie Kantar Media), Izby Gospodarczej Reklamy Zewnętrznej (IGRZ), Starcom (TV, kino, internet).

2 Strata Grupy Agora na poziomie EBIT w ujęciu bez wpływu standardu MSSF 16 wyniosła w 2. kw. 2020 r. 44,8 mln zł. W tym ujęciu Grupa odnotowała stratę na poziomie EBITDA w wysokości 13,8 mln zł.

Zysk przedsiębiorców zagrożony. Rząd planuje dodatkowe opodatkowanie spółek komandytowych

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie z inicjatywy Kancelarii Doradztwa Podatkowego EOL rozpoczyna akcje informacyjną „NIE dla komandytowych CIT”. Najnowszy projekt zmian podatków PIT i CIT polega na objęciu wszystkich spółek komandytowych i niektórych spółek jawnych opodatkowaniem CIT, co w efekcie doprowadzi do podwójnego opodatkowania – raz na poziomie dochodów spółki, a drugi raz na poziomie wypłaty zysków dla wspólników. Północna Izba Gospodarcza poprosi przedsiębiorców o wypełnienie ankiety. Wnioski z niej zostaną odpowiednio opracowane i przedstawione jako stanowisko naszej instytucji. – Północna Izba Gospodarcza jest instytucją opiniotwórczą. Za cel stawiamy sobie nie tylko opiniowanie i recenzowanie zmian, ale i aktywne zabieranie głosu np. gdy rządowe propozycje uderzają w przedsiębiorców – mówi Jarosław Tarczyński, Prezes Północnej izby Gospodarczej w Szczecinie.

Zmiana reguł w trakcie gry. Przedsiębiorcy stracą ogromne pieniądze, które można byłoby zainwestować w rozwój

Temat dodatkowego opodatkowania spółek komandytowych został poruszony na forum Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie przez Kancelarię Doradztwa Podatkowego EOL. Sprawa jest poważna, dotyczy ogromnej ilości przedsiębiorstw, a jej wprowadzenie w życie może doprowadzić do tego, że wiele podmiotów gospodarczych będzie musiało oddawać fiskusowi kolejną część dochodów. W czasach spowolnienia gospodarczego i walki z konsekwencjami pandemii koronawirusa to działanie zmierzające do znaczącego pogorszenia sytuacji przedsiębiorców.

– Zmiany w podatkach są permanentne i nawet specjaliści muszą poświęcać wiele czasu żeby być na bieżąco i odpowiednio je interpretować. Wiele zmian ma charakter techniczny, inne są bardziej merytoryczne. Zmiana o której rozmawiamy na forum Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie ma charakter bardzo merytoryczny i dotknie znaczną część przedsiębiorców. Powszechny stanie się podatek od spółek komandytowych. To zmiana totalna w całym systemie podatkowym. Dotychczas jeżeli ktoś prowadził biznes w dużym rozmiarze to prowadził spółkę z.o.o, a mniejsze firmy wybierały formułę spółek komandytowych. Ministerstwo Finansów proponuje, by spółki komandytowe były opodatkowane w podobny sposób jak spółki z.o.o. Jest to bardzo trudne do zaakceptowania dla przedsiębiorców. Biznes ma to do siebie, że planuje i analizuje sytuacje gospodarczą, patrzy na zyskowność projektów, na rentowność. W takiej sytuacji Rząd radośnie przed końcem roku proponuje całkowitą zmianą reguł systemu i przedsiębiorcy mają kilka tygodni na dostosowanie się. Nie było czasu na odpowiednie zareagowanie. Można się spodziewać, że proces legislacyjny przebiegnie szybko i zanim się nie obejrzymy będziemy mieć przepisy, które mocno uderzą w mały i średni biznes – mówi Michał Wojtas.

„Nie można ludzi zaskakiwać takimi ustawami”

Jakie będą efekty gospodarcze zmian planowanych przez Rząd? – Nie można ludzi zaskakiwać takimi ustawami. Vacatio Legis powinno być przynajmniej roczne. To czas na dostosowanie się do nowych reguł. Jeżeli ktoś realizuje projekt o konkretnej zyskowności, a teraz musi zapłacić od zysku 19% podatku to w wielu przypadkach biznes przestaje być opłacalny. Dodatkowy podatek CIT na poziomie spółek komandytowych powoduje, że pieniądze „wyparowują” ze spółek. To mniej pieniędzy na rozwój, mniej pieniędzy na inwestycje oraz straty dla przedsiębiorców – wyjaśnia Michał Wojtas.

Przedstawiciel kancelarii EOL przyznaje, że mocno stracą przedsiębiorcy sektora MŚP i firmy rodzinne. Długofalową konsekwencją może być fakt, że nie będzie dochodzić do przekształceń z firm jednoosobowych do spółek jawnych czy komandytowych. – Co zrobić teraz? Czy ta droga jest już zamknięta? To działanie obarczone ryzykiem, rachunek ekonomiczny jest prosty: przekształcamy się i nagle zaczynamy płacić większe podatki. To działanie przeciwko przedsiębiorcom – wyjaśnia nasz rozmówca.

Zapraszamy naszych przedsiębiorców do zabrania głosu w tym temacie. Wnioski trafią do parlamentarzystów i Ministerstwa Finansów

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie włącza się w działanie mające na celu protest przeciwko zmianom. Do naszych przedsiębiorców trafi ankieta dotycząca spółek komandytowych: – Pytamy skąd przedsiębiorcy dowiedzieli się o zmianach, czy widzą zagrożenie wynikające z nowych przepisów i czy zamierzają jakoś działać, by się temu sprzeciwić. Chcemy znać opinię przedsiębiorców, a Północna Izba Gospodarcza zrzesza największą liczbę firm MŚP w Polsce. Spodziewam się dużego odzewu i raczej zdania negatywnego. Głos zachodniopomorskich przedsiębiorców zostanie sformułowany w stanowisko i przesłany do posłów, senatorów oraz do Ministerstwa Finansów – dodaje Michał Wojtas.

Polacy chcą systemu kaucyjnego finansowanego przez producentów napojów

Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE) przeprowadziło badania na temat opinii Polaków o wprowadzeniu w Polsce systemu kaucyjnego. Badania te pokazują, że aż 95% Polaków popiera wprowadzenie systemu kaucyjnego. Co więcej, 86% z nas uważa, że system ten powinien być wprowadzony jak najszybciej. Obserwacja dobrze funkcjonujących systemów kaucyjnych w krajach skandynawskich i krajach Europy Zachodniej prowadzi do wniosku, że najlepiej funkcjonujące systemy przełożyły pełną odpowiedzialność finansową i organizacyjną na stronę producentów. To oni są odpowiedzialni za stworzenie całego systemu Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta (ROP) i organizacji odzysku – zajmują się pozyskiwaniem, odbieraniem i recyklingiem opakowań po napojach.

– Polacy dużo podróżują, obserwują inne kraje i funkcjonujące w nich systemy kaucyjne. Widzą że to się sprawdza – powiedziała serwisowi eNewsroom Sylwia Szczepańska, dyrektor ds. dialogu Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Szczególnie uderzająca jest czystość krajobrazu – ale też to, że w krajach z dobrym systemem kaucyjnym występuje wysoka świadomość ekologiczna mieszkańców. Ma to duże znaczenie edukacyjne. Wprowadzenie systemu kaucyjnego powoduje utrwalenie właściwych nawyków i rozszerzenie edukacji ekologicznej na wszystkie grupy społeczne. Edukacja ekologiczna jest niezwykle ważna. Ona zaczyna się od przedszkola i trwa przez cały okres życia obywatela – wskazuje Szczepańska.

Pandemia zaostrzyła kryzysy wizerunkowe w sieci. Polskie firmy nie są do nich przygotowane

Na całym świecie jest już niemal 4 mld aktywnych użytkowników mediów społecznościowych, a w czasie pandemii ponad połowa z nich zwiększyła swoją aktywność w sieci. To z kolei spowodowało, że obecne w internecie organizacje musiały od nowa budować swoje strategie komunikacyjne i częściej stawiać czoła sytuacjom kryzysowym. – Polskie firmy i instytucje nie są przygotowane do radzenia sobie z kryzysami wizerunkowymi w social mediach – ocenia Adam Łaszyn, prezes zarządu Alert Media Communications, autor książki „e-Kryzys. Jak zarządzać sytuacją kryzysową w internecie”. Jak podkreśla, większość z nich uczy się tego na własnych błędach, w sytuacji kryzysu reagując na gorąco, zamiast zawczasu się do niego przygotować. Właśnie z myślą o tej grupie powstała publikacja.

– Większość kryzysów wizerunkowych w sieci wynika z nieadekwatnej reakcji, która nie uwzględnia potrzeb drugiej strony – tej społecznościowej, czyli użytkowników sieci, którzy wchodzą z nami w dialog. Bardzo poważny obszar kryzysów w internecie jest też generowany poprzez media – zarówno tzw. e-media, jak i te tradycyjne, które są obecne w sieci, bo dzisiaj już nie ma mediów offline’owych i wszystkie w niej są. W związku z tym te problemy, które są kryzysogenne w relacjach medialnych, bardzo szybko rozprzestrzeniają się w sieci i mediach społecznościowych, multiplikując skalę kryzysu  – mówi agencji Newseria Biznes Adam Łaszyn.

W ostatnich miesiącach pandemia SARS-CoV-2 i związany z nią lockdown spowodowały, że większość aktywności konsumentów przeniosła się do internetu. Lipcowy raport DataReportal wskazuje, że w wyniku pandemii wzrosła liczba użytkowników social mediów, których jest już na całym świecie blisko 4 mld. Badania wskazują, że w sieciach społecznościowych aktywnych jest ok. 50 proc. społeczeństwa, a każdego roku przybywa średnio 10 proc. nowych użytkowników.

W czasie pandemii media społecznościowe ponownie stały się miejscem wirtualnych spotkań towarzyskich. Choć w latach 2017–2020 liczba osób, dla których jednym z głównych powodów obecności w social mediach było utrzymywanie kontaktu ze znajomymi, zaczęła spadać z 42 do 33 proc., to w ciągu ostatnich miesięcy aż 55 proc. internautów zwiększyło swoją aktywność w sieci. Wydłużył się też czas spędzany w mediach społecznościowych, który teraz wynosi średnio 2 godz. i 22 min dziennie. Wzrost sieciowej aktywności zintensyfikował wszystkie kryzysy i problemy wizerunkowe, z którymi obecne w sieci firmy i marki zmagały się już wcześniej.

– Gęstsze było nagromadzenie tych negatywów, które powodują kryzysy, i siłą rzeczy również błędnych reakcji, które je nakręcają. Widzieliśmy więc takich kryzysów bardzo wiele, np. sieci detaliczne przeżywały wręcz ogromne zainteresowanie tym, w jaki sposób funkcjonują sklepy w czasie pandemii, a w związku z tym pojawiało się też dużo negatywów i nieprzychylnych opinii – mówi autor książki „e-Kryzys. Jak zarządzać sytuacją kryzysową w internecie”.

Jak podkreśla, obecnie nie da się już prowadzić biznesu ani żadnej innej formy działalności bez obecności w internecie i social mediach. Raport „Future of Marketing” Econsultancy wskazuje, że aż 64 proc. marketerów uważa media społecznościowe za ważny element obecności marki w sieci. Szersza obecność w social mediach oznacza jednak większe ryzyko narażenia się na hejt, fake newsy, wpadki wizerunkowe i kryzysy, z którymi muszą mierzyć się już nie tylko marki i firmy, ale również instytucje państwowe, a nawet organizacje pożytku publicznego. Żeby sobie z nimi radzić, trzeba mieć odpowiednią wiedzę lub doświadczenie. Polskie firmy i instytucje na ogół zdobywają to doświadczenie, ucząc się na własnych błędach.

– To jest najdroższa z form uczenia się, jak zarządzać kryzysami. Jedne firmy radzą sobie z tym lepiej, ponieważ przechodziły już kryzysy, inne gorzej, bo muszą wynajdować to koło na nowo – mówi Adam Łaszyn.

Większość firm i instytucji nie jest świadomych, że to nie negatywne wydarzenie, hejt czy nieprzychylne opinie w sieci tworzą kryzysy, ale dopiero nieadekwatna reakcja na nie. To jeden z podstawowych błędów, jakie marki popełniają w social mediach.

– Najczęstsze błędy, jakie pojawiają się w mediach społecznościowych, to niedostosowanie języka, sposobu i treści odpowiedzi do powagi sprawy. Dla przykładu, jeżeli po stronie społecznościowej ktoś ma problem albo zgłasza jakąś istotną rzecz, humor nie jest właściwą reakcją. Nieadekwatny sposób potraktowania takiej osoby również powoduje problem. W naszej książce piszemy o siedmiu grzechach głównych związanych z kryzysami społecznościowymi w internecie. Pycha jest na pierwszym miejscu. To główny grzech, z którego wynikają błędy w mediach społecznościowych – wskazuje prezes Alert Media Communications.

Jak ocenia, standardem w Polsce jest, że firmy i instytucje w ogóle nie są przygotowane do kryzysów, a tym bardziej do kryzysów w mediach społecznościowych. Właśnie dlatego ogromnie istotne jest, żeby wiedzę na temat tego, jak kryzysu uniknąć i jak reagować w sytuacji, kiedy do niego dojdzie, zdobyć wcześniej, zamiast uczyć się na błędach.

– Można się do tego przygotować. To dość specjalistyczna wiedza, która nie jest powszechna wśród osób i firm zajmujących się prowadzeniem profili, bo często wchodzą tu dodatkowe aspekty, jak np. rozlanie się kryzysu do mediów offline’owych, gdzie niezbędne są już szersze kompetencje. Te mechanizmy i metody zarządzania kryzysami i przygotowywania się do nich są opisane w naszej książce „e-Kryzys. Jak zarządzać sytuacją kryzysową w internecie”, w której można znaleźć rady, w jaki sposób uniknąć kryzysów i błędów, które je generują  – mówi Adam Łaszyn.

Książka „e-Kryzys. Jak zarządzać sytuacją kryzysową w internecie” pod jego redakcją została przygotowana we współpracy z konsultantami agencji Alert Media Communications oraz z ekspertami do spraw komunikacji z wiodących polskich firm i instytucji. Jest adresowana zarówno do osób, które samodzielnie prowadzą profile swoich firm w internecie, jak i do pracowników działów komunikacji w dużych firmach, korporacjach i organizacjach. Publikacja to zbiór praktycznych rad dotyczących komunikacji kryzysowej w internecie i social mediach, która pokazuje m.in., jak należy przygotować się na wypadek sytuacji kryzysowej w sieci, w jaki sposób postępować w przypadku zaistnienia problemu, a także jakich błędów unikać.

Zmiany w procesie globalizacji szansą dla Polski. Coraz więcej firm będzie przenosić tu swoją produkcję

Osłabienie globalizacji spowolni rozwój światowej gospodarki, ale dla Polski może być szansą na rozwój. – Firmy na całym świecie będą szukały tanich miejsc produkcji, żeby obniżyć koszty działalności, ale będą rozsądnie wybierać lokalizacje – mówi Stefan Kawalec, prezes zarządu Capital Strategy. Dla wielu – przede wszystkim z Europy Zachodniej, lecz także z Azji – dobrą lokalizacją będzie właśnie Polska, ze względu na położenie w Europie Środkowej, przynależność do Unii Europejskiej i fakt, że wciąż mamy dużo niższe koszty pracy niż na Zachodzie.

Globalizacja była bardzo istotnym impulsem wzrostu gospodarek światowych w ciągu ostatnich trzech dekad. Jednak już przed kryzysem, który spowodowała pandemia koronawirusa, pojawiły się pewne problemy. Jednym z nich był konflikt handlowy pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Z kolei w efekcie pandemii zamknięto granice i handel się załamał, a wraz z nim łańcuchy dostaw.

Uważam, że nie dojdzie do zupełnego odejścia od globalizacji rozumianej jako dążenie firm do obniżania kosztów poprzez poszukiwanie tanich miejsc produkcji. Jednak prawdopodobnie „entuzjastyczną globalizację” zastąpi „globalizacja z ograniczonym zaufaniem”. Firmy będą w większym stopniu niż do tej pory brały pod uwagę ryzyka, z jakim wiążą się ich łańcuchy dostaw, ryzyka związane z katastrofami naturalnymi, epidemiami, konfliktami politycznymi i ekonomicznymi – mówi agencji Newseria Biznes Stefan Kawalec, prezes zarządu Capital Strategy.

Na skutek zamknięcia granic w I kwartale br. niektóre europejskie i polskie fabryki były zmuszone przerwać prace przez brak komponentów z Chin. W połowie lutego wykorzystywane moce produkcyjne w Państwie Środka szacowano na 40–50 proc. możliwości. To spowodowało poważne perturbacje w wielu sektorach, m.in. w motoryzacji, branży farmaceutycznej i elektronicznej. W konsekwencji może to prowadzić do tego, że wiele firm na świecie będzie starać się zmniejszyć swoje uzależnienie od dostaw z Chin.

Ekonomiści obawiają się, że osłabienie globalizacji może spowolnić rozwój światowej gospodarki. Jednakże dążenie firm do ograniczenia ryzyka łańcuchów dostaw akurat dla Polski jest dużą szansą – mówi prezes Capital Strategy. – Nasz kraj z racji położenia w środku Europy i jednocześnie trzy razy niższych kosztów pracy niż w Niemczech może być miejscem, gdzie będzie następowała relokacja produkcji.

Na lokowanie produkcji w Polsce mogą się decydować firmy z Europy Zachodniej, które będą wycofywać się z zakładów w Azji, lecz również inwestorzy azjatyccy, którzy będą chcieli zyskać dostęp do rynków UE. Aby jednak Polska mogła skorzystać z tej możliwości, musi zachować równowagę makroekonomiczną.

Musimy mieć firmy zdolne do działania i przewidywalne warunki prowadzenia działalności gospodarczej – mówi Stefan Kawalec.

Według prognoz Komisji Europejskiej polska gospodarka dobrze sobie poradzi z koronakryzysem w porównaniu do innych krajów członkowskich. Oczekiwany w tym roku spadek PKB w całej UE wynosi 8,3 proc., a w strefie euro – 8,7 proc. Na tym tle prognozy dla Polski (-4,6 proc.) przedstawiają się korzystnie.

Zdaniem KE odporność, którą polska gospodarka wykazała w ostatnich miesiącach, wynika głównie ze zróżnicowanej struktury ekonomicznej i relatywnie niskiego udziału sektorów najbardziej dotkniętych skutkami kryzysu. Odbudowa naszej gospodarki ma także następować szybciej niż innych krajów unijnych – w 2021 roku PKB może wzrosnąć o 4,3 proc.

W utrzymaniu stabilności na pewno pomogły pieniądze z tarcz antykryzysowych trafiające do przedsiębiorców – zarówno umorzenia płatności składek, jak i pożyczki czy dotacje. Wartość przyznanego do tej pory wsparcia to ponad 135 mld zł.

Obecnie wchodzimy w trudny okres, skończyły się ulgi i firmy będą musiały opłacić również zaległe podatki. Działalność gospodarcza prawie powróciła do poziomu sprzed pandemii, ale nie wiadomo na jak długo. Dobrze zadziałałby wzrost inwestycji publicznych i umożliwienie samorządom ich prowadzenia. Barierą są jednak możliwości budżetowe. Trzeba się będzie też przygotować do wykorzystania pieniędzy, które zaoferuje nam Unia Europejska – mówi prezes zarządu Capital Strategy.

Jego zdaniem dzisiaj trzeba się liczyć z trzema czynnikami ryzyka. Jeden z nich to przebieg pandemii, w którym mogą się pojawić trudne do przewidzenia zwroty akcji, co może wymagać wprowadzenia zwiększonych restrykcji w różnych obszarach. To się może negatywnie odbić na działalności inwestycyjnej i konsumpcji w całej gospodarce.

 Drugie ryzyko to jest utrata stabilności makroekonomicznej, jeżeli rząd czy bank centralny podjąłby jakieś mało rozsądne posunięcia. Trzecie ryzyko jest związane z tym, co się będzie działo na rynkach europejskich, w gospodarce Europy Zachodniej, a przede wszystkim niemieckiej – mówi Stefan Kawalec.

Z ostatnich danych Eurostatu wynika, że PKB w całej UE w II kwartale br. spadło o 11,8 proc. Wyniki niemieckiej gospodarki są tylko nieco gorsze od polskiej, ale tamtejszy rząd ocenia, że powrót do stanu sprzed pandemii możliwy będzie dopiero w 2022 roku.

Trwają prace nad nową ustawą o rzemiośle. Ma zmienić model edukacji i zwiększyć katalog zawodów branżowych

Nad ustawą o rzemiośle i kształceniu dualnym pracuje kilkudziesięcioosobowy zespół powołany z inicjatywy Ministerstwa Rozwoju. Jego celem jest wypracowanie takiego sposobu kształcenia zawodowego, który byłby dostosowany do współczesnego rynku i pozwolił odpowiadać na potrzeby szybko zmieniającego się świata. Szkoły branżowe mają być powiązane m.in. ze specjalnymi strefami ekonomicznymi oraz nowymi kierunkami: ekologią, elektromobilnością czy Przemysłem 4.0.

– Branżowa szkoła przyszłości ma bezpośredni związek z nową ustawą, którą Ministerstwo Rozwoju przygotowuje, dotyczącą rzemieślników i rzemiosła – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Olga Semeniuk, wiceminister rozwoju. – Resort pracuje, aby taki pakiet zawodów przyszłości związanych z ekologią, elektromobilnością, Przemysłem 4.0 przygotować w ramach nowej ustawy o rzemiośle i dualnym systemie kształcenia w rzemiośle. W ślad za tym idą oczywiście zawody branżowe, związane z konkretnymi zawodami i regionami w całej Polsce.

Pod koniec lipca resort rozwoju powołał zespół, który pracuje nad rekomendacjami do projektu ustawy. W jego skład wchodzą przedstawiciele Związku Rzemiosła Polskiego, uczelni, izb i cechów rzemieślniczych, placówek kształcenia branżowego, jednostek samorządu terytorialnego, organizacji pozarządowych, Biura Rzecznika MŚP, Ministerstwa Edukacji Narodowej, Rady Dialogu Społecznego oraz Ministerstwa Rozwoju.

Ustawa ma służyć stworzeniu dualnego systemu edukacji – równolegle teoretycznego i praktycznego, który umożliwiłby młodym ludziom wchodzenie na rynek pracy z potrzebnymi umiejętnościami. Chodzi także o to, by umieli oni na bieżąco się dokształcać w miarę zmieniających się warunków i potrzeb rynkowych.

– Efektem ma być przede wszystkim wzmocnienie poprzez branżowe nauczanie i zawody sektora małych i średnich przedsiębiorstw, również firm rodzinnych, które kumulują największy kapitał – mówi wiceminister rozwoju. – Często zdarza się, że ten sektor MŚP nie potrafi, przez brak odpowiedniego doświadczenia, rozszerzać swojej działalności, a kształcenie branżowe ma w tym pomóc.

Jak podaje Związek Rzemiosła Polskiego, obecnie w Polsce działa 38 rzemieślniczych niepublicznych szkół zawodowych, w których kształci się blisko 6 tys. uczniów, a pracuje ponad 1,1 tys. nauczycieli. Do tej pory mury tych szkół opuściło ponad 14 tys. absolwentów. Pierwsze szkoły niepubliczne, utworzone z inicjatywy organizacji rzemiosła, pojawiły się w 1993 roku. Łączą one praktyki u rzemieślnika, organizowane na podstawie umowy o pracę, z nauką teoretyczną w szkole i z rolą cechu jako organizacji pośredniczącej.

– Wyzwaniem na rynku pracy związanym z zawodami przyszłościowymi jest przede wszystkim wpisanie się w różnego rodzaju komponenty europejskie. Mówimy tutaj o bardzo ważnej strategii energetycznej czy Przemyśle 4.0 – wymienia Olga Semeniuk. – Czas pandemii pokazał, że gospodarka digitalizuje się coraz mocniej i przemysł przechodzi do internetu. To wymaga nowych umiejętności, nowych zawodów, które kreują się na naszych oczach. Jako Ministerstwo Rozwoju chcemy zapewnić możliwość poszerzenia tego katalogu branżowych zawodów przyszłości.

Polska w gronie państw najbardziej zagrożonych deficytem wody. Spodziewane dramatyczne konsekwencje społeczne i gospodarcze

– W Polsce do 2025 roku kryzys wodny będzie się pogłębiał, później będzie już tylko gorzej. Biznesy wodochłonne oczywiście wiedzą o tych analizach i one będą wycofywać się od nas w kierunku krajów, gdzie ten kryzys wodny jest mniejszy – mówi Kamil Wyszkowski, prezes UN Global Compact w Polsce. Jak wskazuje, Polska jest jednym z najuboższych w wodę krajów w Europie i na dodatek ma problem z jej magazynowaniem. Poziom retencji oscyluje wokół 6 proc., podczas gdy np. w Hiszpanii przekracza 40 proc. Jednak problem z niedoborem wody gwałtownie zaostrza się nie tylko w naszym kraju, ale i na całym świecie. – Konsekwencje będą potężne. To będzie wielka wędrówka ludów i prawdopodobnie wojna o wodę, zasoby i żywność – mówi ekspert.

– Kryzys wodny jest tak dużym zjawiskiem i wymaga tak dużych inwestycji, że to się raczej nie uda. W ramach 6. Celu Zrównoważonego Rozwoju ONZ, który dotyczy właśnie wody, widać, że tzw. financial gap, czyli środki brakujące do zrealizowania tego celu przed 2030 rokiem, sięga aż 61 proc. O tyle więcej pieniędzy potrzeba, żebyśmy byli w stanie poradzić sobie z tym wyzwaniem – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Kamil Wyszkowski.

Woda jest podstawą życia na Ziemi, ale i surowcem niezbędnym np. w produkcji żywności. Jak wynika z danych podawanych przez Rankomat.pl oraz Fundację Aeris Futuro, do produkcji 1 kg pomidorów potrzeba ok. 214 litrów wody, 1 kg ryżu – prawie 2,5 tys. litrów, a 1 kg wołowiny – 15,5 tys. litrów wody. Rolnictwo i hodowla zwierząt są wysoce wodochłonne, podobnie jak np. produkcja szkła, cementu czy stali (produkcja 1 tony stali pochłania ok. 300 litrów wody).

Jeszcze większy ślad wodny zostawia przemysł odzieżowy (do produkcji 1 kg bawełny potrzeba ok. 10 tys. litrów wody, a pary skórzanych butów – 14,5 tys. litrów) i branża opakowaniowa. Wytwarzanie opakowań pochłania zasoby wodne szacowane na 650 do 800 mld m3 rocznie. Wyprodukowanie aluminiowego opakowania pochłania tyle wody, ile wystarczyłoby mieszkańcom Londynu przez dwa i pół roku (dane z kampanii Rankomat „Poznaj swój ślad wodny”). Woda jest więc podstawą funkcjonowania całej gospodarki, niezbędną w każdej gałęzi przemysłu. Tymczasem na całym świecie zaostrza się kryzys wodny, który jest pochodną zmian klimatycznych.

– Trzeba podkreślić, że jego konsekwencje będą potężne. Już teraz ok. 700 mln ludzi na świecie musi migrować z powodu braku wody. Według ONZ w 2100 roku będzie ich już 2 mld. To będzie wielka wędrówka ludów i prawdopodobnie wojna o wodę, zasoby i żywność. Aby uchronić przed tym świat i przyszłe pokolenia, potrzebne są wspólne działania międzynarodowe. W tej układance uczestniczy także Polska – mówi prezes UN Global Compact w Polsce.

Jak pokazują dane ONZ, już w tej chwili na niedostatek wody cierpi ponad 40 proc. światowej populacji i ten odsetek będzie rósł. Obecnie ponad 2 mld ludzi żyje na obszarach, gdzie jest ograniczony dostęp do wody pitnej. W 2050 roku ten problem będzie już dotyczyć co czwartej osoby na świecie.

– Jak pokazują analizy UNEP, czyli agendy ONZ do spraw środowiska, w Polsce do 2025 roku kryzys wodny będzie się pogłębiał, później będzie już tylko gorzej. Biznesy wodochłonne oczywiście wiedzą o tych analizach i one będą wycofywać się od nas w kierunku krajów, gdzie ten kryzys wodny jest mniejszy – podkreśla Kamil Wyszkowski.

Polska jest jednym z najuboższych w wodę krajów w Europie. Na jednego mieszkańca przypada rocznie ok. 1,6 tys. m3 wody, a w okresach suszy spada do poziomu 1 tys. Średnia w Europie jest prawie trzykrotnie większa. Tymczasem statystyczny Polak bezpośrednio zużywa ok. 92 litrów wody dziennie, ale jego ślad wodny (woda zużywana pośrednio, w konsumpcji towarów i usług) wynosi już prawie 3,9 tys. litrów.

Polska jest też jednym z państw najbardziej zagrożonych deficytem wody, a kryzys wodny pogłębia się wraz ze wzrostem temperatur i ociepleniem klimatu. Przyczyniają się też do niego niskie i nieregularne opady deszczu, ale przede wszystkim działalność człowieka. Jak podaje Global Compact Network Poland, powołując się na dane GUS, w Polsce największy udział w zużyciu wody ma przemysł (ok. 72 proc.), który wyprzedza sektor komunalny (18 proc.) oraz rolnictwo i leśnictwo (10 proc.).

– Polska ma problem z nieumiejętnością magazynowania wody. Retencjonujemy tylko ok. 6 proc., a moglibyśmy – podobnie jak Hiszpania – magazynować ok. 45 proc. Program małej retencji Stop suszy! Wód Polskich zakłada inwestycje związane właśnie z magazynowaniem wody. Szacuje się, że zakończenie ich z sukcesem zwiększy poziom magazynowania wody do 20–21 proc., ale to wciąż o połowę mniej niż w Hiszpanii. Tak więc wciąż mamy tu wiele do nadrobienia, zwłaszcza w miastach. Chodzi o urbanistów i planowanie przestrzenne, czyli takie zarządzanie terenami zielonymi, ale też wodą szarą w budynkach czy zielonymi dachami, żeby miasta miały odpowiednią zdolność magazynowania wody w kontekście zmian klimatycznych – mówi prezes UN Global Compact w Polsce.

Aby zgromadzone zasoby wodne zaspokoiły wszystkie potrzeby ludzi, gospodarki i środowiska, retencja w Polsce powinna być przynajmniej dwa razy wyższa niż obecnie. Zgodnie z Programem Rozwoju Retencji, który został przyjęty przez rząd w ubiegłym roku, poziom ten ma wzrosnąć do 15 proc. w perspektywie 2027 roku.

Grafenowe baterie już wkrótce mogą trafić do samochodów elektrycznych. Zapewnią większą żywotność i błyskawiczne ładowanie

Powstały baterie samochodowe, które drastycznie skrócą czas ładowania aut elektrycznych. Do tej pory wąskim gardłem współczesnej elektroniki, w tym także elektrycznych samochodów, są przestarzałe systemy ładowania baterii oraz przechowywania energii. Bez gwałtownego przyspieszenia procesu ładowania niemożliwe będzie upowszechnienie elektryków na szeroką skalę. Pomóc mogą akumulatory od Skeleton Technologies, które można przywrócić do pełnej sprawności w kilkanaście sekund.

Ogniwo opracowane przez inżynierów ze Skeleton Technologies we współpracy z Instytutem Technologii w Karlsruhe ma rozwiązać wszystkie bolączki rynku pojazdów elektrycznych. Naukowcom odpowiedzialnym za ten projekt udało się drastycznie zredukować czas ładowania pojazdów oraz zauważalnie wydłużyć żywotność ogniw produkowanych na potrzeby rynku elektromobilności. Według testów laboratoryjnych SuperBattery ma mieć żywotność rzędu setek tysięcy cykli ładowania.

– SuperBattery to przełom w branży motoryzacyjnej. Stosowane wraz z akumulatorami litowo-jonowymi zapewnią wysoką gęstość energii i mocy, długą żywotność i 15-sekundowy czas ładowania – podkreśla Taavi Madiberk, prezes zarządu Skeleton Technologies.

Za tak wysoką wydajność odpowiada opatentowany materiał Curved Graphene stworzony przez inżynierów ze Skeleton Technologies. Aby osiągnąć tak dobre parametry ładowania oraz przechowywania energii, zespół wykorzystał w roli nadprzewodnika warstwę grafenową.

Prace nad usprawnieniem systemów ładowania pojazdów elektrycznych prowadzą także eksperci z E.ON we współpracy z Volkswagen Group Components. Firmy opracowały nowy model stacji szybkiego ładowania, która zdolna jest ładować do dwóch samochodów jednocześnie z mocą dochodzącą do 150 kilowatów. W tym przypadku przełomowa jest nie prędkość ładowania, ale system przechowywania energii. Wewnątrz stacji zamontowano bowiem zintegrowane akumulatory napełniane za pośrednictwem tradycyjnego gniazdka. Taka konstrukcja eliminuje potrzebę tworzenia skomplikowanych instalacji przyłączeniowych, dzięki czemu stacje można zlokalizować niemal w dowolnym miejscu.

Do upowszechnienia pojazdów elektrycznych potrzebne będzie jednak zauważalne przyspieszenie procesu ładowania baterii i w tym pomóc mogą baterie nowej generacji pokroju SuperBattery. Muszą jednak szybko trafić na rynek.

– Skeleton Technologies idealnie pasuje do naszego celu. Są zarówno elastyczni, jak i wystarczająco duzi, aby opracować nowy proces, stworzyć produkt na podstawie naszej wiedzy i wprowadzić go na rynek – wskazuje Maximilian Fichtner, kierownik jednostki badawczej w Karlsruhe Institute of Technology i dyrektor w Helmholtz-Institute Ulm.

Projekt zyskał duże uznanie w sektorze elektromobilności. Przedstawicielom Skeleton Technologies udało się podpisać list intencyjny na kwotę 1 mld euro z czołowymi firmami motoryzacyjnymi, które są zainteresowane wdrożeniem tej technologii do powszechnego użytku w pojazdach elektrycznych nowej generacji.

– Współpraca między europejskimi firmami zajmującymi się magazynowaniem energii ma kluczowe znaczenie dla pozycji UE jako światowego lidera w dziedzinie magazynowania energii. Cieszymy się, że podpisaliśmy umowę na rozwój SuperBattery z Instytutem Technologii w Karlsruhe i połączyliśmy siły, aby wprowadzić na rynek technologię, która usunie z wody istniejące rozwiązania do ładowania pojazdów elektrycznych – mówi Taavi Madiberk.

Przyspieszenie cyfryzacji szkół i administracji w dobie pandemii wymaga zmian systemowych. To szansa dla polskich firm informatycznych

Pandemia koronawirusa postawiła firmy i urzędy w obliczu konieczności przyspieszenia cyfryzacji. Choć dzięki zdalnej komunikacji udało się utrzymać kontakty interpersonalne, to w dłuższej perspektywie w kwestii automatyzacji procesów niewiele się zmieniło. Pomimo że wzrosła sprzedaż sprzętu komputerowego i pojawiło się wzmożone zapotrzebowanie na usługi z sektora IT, to wciąż zbyt słabo rozwija się m.in. sektor cyberbezpieczeństwa, który stanowi fundament bezpiecznej cyfryzacji. Sytuacja związana z pandemią może być szansą dla polskich firm z branży IT.

– Pandemia uświadomiła nam, że w obszarze komunikacji interpersonalnej bez wdrożenia narzędzi informatycznych nie da się utrzymać wielu rodzajów działalności. Przede wszystkim uświadomiła to w administracji, która funkcjonowała w dużej części dzięki temu, że uruchomiła środki komunikacji, takie jak komunikatory elektroniczne i wymiany informacji. Próbowała uruchomić też edukację – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Wiesław Paluszyński, prezes Polskiego Towarzystwa Informatycznego.

Jak zaznacza ekspert, choć szkoły i uczelnie podczas obowiązywania najbardziej zaostrzonych restrykcji przeszły w tryb pracy zdalnej, to rozwiązania te nie były ani wystarczająco dopracowane, ani nie zostały wdrożone na stałe. Obecnie uczelnie przeszły w większości w tryb pracy hybrydowej, a szkoły wróciły do niemal normalnego funkcjonowania.

– Włączenie komunikatora nie znaczy, że się dobrze uczy zdalnie uczniów. Niemniej jednak po długim okresie, kiedy w ogóle ten temat był niedostrzegany przez Ministerstwo Edukacji, sam z siebie pokazał, że jest istotny. Dzisiaj, gdy szkoły wróciły do normalnego nauczania, wszystkim się wydaje, że temat już jest nieistotny, a to jest nieprawda – ocenia Wiesław Paluszyński.

Podłączenie szkół do szerokopasmowego internetu i zakup laptopów dla nauczycieli nie wystarczą w procesie cyfryzacji szkolnictwa. Podobne problemy dotyczą m.in. administracji.

– Cyfryzacja to pewna automatyzacja procesów, które przebiegają zarówno w administracji, jak i w firmach czy w edukacji. Tutaj niestety niewiele się mogło zmienić, dlatego że to wymaga działań systemowych. W dalszych krokach musimy się zastanowić, jak zmodernizować nasze procesy funkcjonowania firmy, przedsiębiorstwa czy administracji, żeby efekt cyfryzacji był widoczny nie tylko wtedy, kiedy jest pandemia. To wszystko jest przed nami – ocenia prezes Polskiego Towarzystwa Informatycznego.

Jednocześnie poważnym problemem związanym z procesem cyfryzacji jest kwestia zapewnienia cyberbezpieczeństwa. Tylko w okresie od 25 lutego do 25 marca aż o jedną czwartą wzrosła liczba kliknięć w złośliwe adresy URL – wynika z raportu Menlo Security. Z kolei raport Tessiana wskazuje, że aż 43 proc. pracowników popełnia błędy, których rezultatem jest zagrożenie cyberbezpieczeństwa. Problem nie leży jednak wyłącznie po stronie pracowników, lecz także kadry zarządzającej firmami, która bardzo często nie zapewnia właściwego poziomu ochrony.

– Podstawowym elementem przy niektórych konferencjach powinno być szyfrowanie kanału komunikacyjnego, czyli tzw. zapięcie VPN-u. W znikomej liczbie przypadków w zakresie korzystania z komunikatorów taki VPN był zapięty. Oczywiście są takie procesy, które nie wymagają wysokiego poziomu bezpieczeństwa, ale jeżeli wykorzystujemy te środki komunikacji elektronicznej do kwestii biznesowych w firmie, do podejmowania różnego rodzaju decyzji w ministerstwie czy nawet do procesu edukacyjnego, żeby nikt go nam nie zakłócił, to tam te elementy bezpieczeństwa powinny być, a ich nie było – wskazuje Wiesław Paluszyński.

Choć większość sektorów gospodarki notuje straty w wyniku pandemii koronawirusa, branża IT może na niej w dłuższej perspektywie zyskać. Z analizy sporządzonej przez Market Data Forecast wynika, że sektor IT w 2020 roku zanotuje 131 mld dol. przychodów, a w 2025 roku wzrośnie do poziomu 295 mld dol. Według analityków wpłynie na to przede wszystkim ogromny wzrost zainteresowania oprogramowaniem i platformami mediów społecznościowych, takimi jak Google Hangouts, a także rozmowy wideo poprzez WhatsApp, Zoom i Microsoft Teams. Nie bez znaczenia dla kondycji branży będzie też wzrost zainteresowania technologią łączności w standardzie 5G.

– Perspektywy dla branży IT są bardzo dobre. Musi ona jednak wykazać dużą dynamikę. Jest to też okres, w którym mogą się pojawić perspektywy dla polskich firm informatycznych. Ale perspektywy to jedno, ważne jest to, czy będziemy umieli skorzystać z tych szans. Będzie to widać w przyszłym roku. Jeżeli sytuacja się unormuje i zobaczymy, że pojawią się zaawansowane produkty informatyczne na rynku stworzone przez polskie firmy, to znaczy, że potrafiliśmy z tego skorzystać – wskazuje prezes PTI.

Okulary? Dziękuję, rzuciłem!

Mogłoby się wydawać, że jeśli u kogoś na jakimś etapie życia wystąpiła wada widzenia, to przez długie lata taka osoba musi być „skazana” na okulary korekcyjne (ewentualnie soczewki kontaktowe). Jednak nic bardziej mylnego – dzięki laserowej korekcji wzroku można dziś nie tylko pozbyć się wady, ale również całkowicie porzucić okulary!

Czym jest laserowa korekcja wzroku?

Wyobraź sobie zabieg, który jest krótki, bezbolesny i bardzo komfortowy. Do tego robi różnicę, bo potrafi sprawić, że Twoje oczy znów widzą wyraźnie. Możesz z niego skorzystać i jeszcze w tym samym dniu wrócić do domu. Brzmi dobrze, prawda? Niemal jak zabieg idealny J Wszystkie wymienione cechy ma w sobie laserowa korekcja wzroku. Ta nowoczesna metoda usuwania wad widzenia z roku na rok zyskuje coraz większą popularność na całym świecie – również w naszym kraju. I nic dziwnego – trwa tylko kilkanaście minut, jest bardzo bezpieczna, a dzięki zastosowaniu miejscowego znieczulenia (w kroplach) również całkowicie bezbolesna.

Gdzie ręka nie może, tam laser pośle!

Na czym dokładnie polega laserowa korekcja wzroku? Istotą tego zabiegu jest wyprofilowanie rogówki oka za pomocą lasera. Dzięki temu jej powierzchnia ma prawidłowy kształt – tak, aby światło wpadające do wnętrza gałki ocznej trafiało dokładnie na siatkówkę; dopiero gdy się tam zogniskuje możemy ostro widzieć. Dzięki dostępnym dziś technologiom taka procedura trwa bardzo krótko – sam czas pracy lasera na jednym oku to raptem kilkadziesiąt sekund. Do tego jego zastosowanie pozwala na znacznie większą precyzję, niż gdyby zabieg wykonywano w pełni ręcznie. Dzięki temu zabieg charakteryzuje się minimalną inwazyjnością.

Laserowa korekcja wzroku a astygmatyzm, krótkowzroczność i nadwzroczność

Za pomocą laserowej korekcji wzroku możemy usunąć:

  • astygmatyzm (do 6 dioptrii),
  • krótkowzroczność (do -12 dioptrii),
  • nadwzroczność (do +6 dioptrii).

Wymienione wady refrakcji są dziś jedną z głównych przyczyn zaburzeń wzroku na całym świecie – i niestety stają się coraz powszechniejsze. Wraz z rozwojem technologii częściej diagnozowana jest krótkowzroczność. Długie i częste korzystanie z komputera, tabletu czy smartfonu może być jedną z przyczyn jej wystąpienia. WHO szacuje, że do 2050 r. tę wadę będzie miała połowa populacji naszej planety! Najbardziej narażone są dzieci, których oczy dopiero się rozwijają – ale dorośli też powinni pamiętać o odpowiedzialnym korzystaniu z wszelkich ekranów (np. poprzez robienie krótkich, ale częstych przerw, które pozwolą oczom nieco odpocząć).

Przeciwskazania do laserowej korekcji wzroku

Przed zabiegiem pacjent zgłasza się na panel badań kwalifikacyjnych. Trwa to zwykle ok. 2h, a w tym czasie lekarz może m.in. ocenić struktury oka, dobrać najlepszą metodę laserowej korekcji wzroku, a także sprawdzić, czy nie występują przeciwskazania do jej przeprowadzenia. W tym miejscu trzeba postawić pytanie – co może nam uniemożliwić poddanie się zabiegowi? Lista takich czynników jest dość krótka, a znajdują się na niej:

  • nieustabilizowana wada wzroku;
  • patologiczne zmiany na rogówce;
  • choroby takie jak np. jaskra, a także niektóre schorzenia autoimmunologiczne i silne alergie;
  • ciąża i okres karmienia;
  • skłonność do tworzenia się bliznowców;
  • poważny niedobór wydzielania łez;
  • ciężki stan ogólny.

Jak to jest z wiekiem? Kiedy mogę (a kiedy nie mogę) skorzystać z zabiegu?

Na liście przeciwwskazań zabrakło wieku. Czy są ograniczenia wiekowe laserowej korekcji wzroku? Kluczem jest pierwszy punkt powyższej listy. Żeby procedura była skuteczna, wada widzenia musi być ustabilizowana, czyli najprościej mówiąc – zatrzymać się. Do stabilizacji dochodzi przeważnie ok. 18-21. roku życia i dlatego zabiegu nie wykonuje się wcześniej. Z kolei po 45. roku życia, gdy powoli może już rozwijać się naturalna starczowzroczność, lepszym rozwiązaniem będzie refrakcyjna wymiana soczewki, która pozwala rozwiązać kwestię okularów do czytania, a przy tym jest znakomitym sposobem profilaktyki zaćmy.

Co warto wiedzieć przed zabiegiem laserowej korekcji wzroku?

Usuwaniu wad widzenia możesz poddać się w Specjalistycznym Centrum Korekcji Wzroku – Vidium Medica. Jak przygotować się do zabiegu laserowej korekcji wzroku? Choć sama procedura jest dość prosta i małoinwazyjna, warto zwrócić uwagę na kilka ważnych kwestii:

  • na dzień przed zabiegiem rezygnujemy z makijażu okolicy oczu;
  • unikamy spożywania alkoholu na 24 h przed korekcją (i przez 48 h po);
  • rano możemy zjeść lekki posiłek – ale rezygnujemy z kawy, mocnej herbaty i „energetyków”;
  • ubieramy się tak, by było nam wygodnie;
  • na zabieg przyjeżdżamy z osobą towarzyszącą – prowadzenie samochodu bezpośrednio po korekcji jest przeciwwskazane.

Dzięki zastosowaniu się do tych kilku zasad będziemy w pełni gotowi na skorzystanie z zabiegu laserowej korekcji wzroku. A stąd już tylko kilka kroków do odczucia jego efektów. Odzyskamy ostre widzenie i – zupełnie jak w tytule tego tekstu – będziemy mogli powiedzieć „Dziękuję, okulary już rzuciłem”!

Więcej informacji na temat laserowej korekcji wzroku i leczenia wad widzenia znajdziesz na stronie https://vidiummedica.pl/laserowa-korekcja-wzroku/.

Podatkowe uderzenie. Wprowadzając zmiany w CIT rząd przeczy sam sobie

Zmiany podatkowe, które chce wprowadzić Ministerstwo Finansów, uderzą w polskie firmy rodzinne. W korzystniejszej sytuacji będą te spółki, które mają zagranicznych akcjonariuszy. Propozycje zmian zaproponowano pod pretekstem uszczelniania systemu.

Zmiany podatkowe mają objąć spółki komandytowe i niektóre jawne. Wiele polskich firm rodzinnych prowadzi biznes właśnie w takiej formie prawnej.

– Analizując najnowszy projekt ustawy, przedstawiony przez Ministerstwo Finansów, nie sposób nie odnieść wrażenia, że pod nośnym hasłem walki z agresywną optymalizacją podatkową kryje się wyłącznie cel fiskalny – mówi w rozmowie z MarketNews24 Anna Turska, doradca podatkowy, wiceprezes zarządu w Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Zmiany mogą spowodować, że polscy przedsiębiorcy prowadzący firmy rodzinne będą płacić podatek dwukrotnie, natomiast zagraniczni udziałowcy polskich spółek komandytowych podatek zapłacą jeden raz, tak jak dotychczas.

Projekt Ministerstwa Finansów zakłada zmiany w opodatkowaniu spółek komandytowych oraz tych spółek jawnych, których wspólnikami nie są wyłącznie osoby fizyczne, gdy spółka nie poinformuje organów podatkowych o podatnikach uprawnionych (pośrednio lub bezpośrednio) do udziału w jej zysku. Co to oznacza w praktyce?

To doprowadzi do podwójnego opodatkowania spółek komandytowych oraz wybranych spółek jawnych, na poziomie samej spółki i na poziomie wspólników – przy dystrybucji zysków.

– Przykłady, które Ministerstwo Finansów przytacza w uzasadnieniu do ustawy są archaiczne, nie są aktualne, pominięto zmiany przepisów, które wprowadzono w ostatnich 10 latach – komentuje A.Turska z Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Wprowadzenie dodatkowych obowiązków administracyjnych oraz dodatkowego podatku w roku pandemii i lockdownu, gdy spadają przychody przedsiębiorców, jest pomysłem nie do zaakceptowania.

Dziesięć najważniejszych zmian w prawie budowlanym

W minioną sobotę weszła w życie nowelizacja ustawy o prawie budowlanym. Nowy podział dokumentacji projektowej, uporządkowanie zapisów, które mówią o tym, jakie prace wymagają pozwolenia na budowę czy legislacja samowoli budowlanej – to tylko część zmian, które w opinii ekspertów JLL będą sporym ułatwieniem dla inwestorów, deweloperów i firm budowlanych aktywnych na polskim rynku.

Dość obszerne zmiany wprowadzone w ustawie o prawie budowlanym powinny zostać pozytywnie odebrane przez inwestorów. Nowe zapisy, które obejmują niemalże każdy etap procesu budowlanego – od przygotowania inwestycji, poprzez jej realizację, aż po oddanie obiektu do użytkowania – usprawnią niektóre procesy oraz ułatwią inwestorom interpretację ustawy. – komentuje Piotr Wojdyła, Dyrektor w Dziale Zarządzania Projektami, JLL

Dziesięć najważniejszych zmian w ustawie:

1. Nowy podział oraz zakres dokumentacji projektowej

Jedną z najważniejszych zmian jest nowy podział oraz zakres projektu budowlanego, co jednocześnie wpływa na modyfikację obowiązków inwestora względem organów administracji architektoniczno-budowlanej. Jednolity dokument, jakim dotychczas był projekt budowlany, został podzielony na projekt zagospodarowania terenu, projekt architektoniczno-budowlany i projekt techniczny.

Wedle nowych przepisów projekt zagospodarowania terenu zyskuje między innymi dodatkową informację o obszarze oddziaływania obiektu. Zakres projektu architektoniczno-budowlanego zostaje zmieniony i będzie zawierał na przykład takie elementy, jak charakterystyczne parametry techniczne obiektu, zastosowane rozwiązania materiałowe, które mają wpływ na jego otoczenie i środowisko, zamierzony sposób użytkowania, opinię geotechniczną oraz (jeżeli zajdzie taka konieczność) postanowienie o udzieleniu zgody na odstępstwo. – tłumaczy Alicja Ścieszko, Senior Project Manager w Dziale Zarządzania Projektami, JLL

Projekt zagospodarowania terenu oraz projekt architektoniczno-budowlany inwestor będzie miał obowiązek dostarczyć organom administracji architektoniczno-budowlanej jako części projektu budowlanego wraz z wnioskiem o pozwolenie na budowę.
Podział projektu powinien spowodować uproszczenie procedur i przyspieszenie postępowania. Najpierw organ administracji architektoniczno-budowlanej będzie zatwierdzać projekt zagospodarowania działki lub terenu wraz z projektem architektoniczno-budowlanym w drodze decyzji o wydaniu pozwolenia na budowę. Projekt techniczny przedkładany będzie organowi nadzoru budowlanego dopiero na etapie składania wniosku o wydanie decyzji pozwolenia na użytkowanie. – dodaje Alicja Ścieszko

Ustawa wprowadziła też nową definicję projektu technicznego, który musi zostać sporządzony przed rozpoczęciem robót budowlanych, a jego zakres obejmuje m.in. projektowane rozwiązania konstrukcyjne obiektu wraz z wynikami obliczeń statyczno-wytrzymałościowych, niezbędne rozwiązania techniczne i materiałowe, charakterystykę energetyczną oraz inne konieczne opracowania projektowe. O szczegółowym zakresie projektu technicznego dowiemy się wkrótce, ponieważ rozporządzenie jest obecnie w fazie projektowania przez ustawodawcę.

2. Zmiana definicji „obszaru oddziaływania obiektu”

Nowelizacja ustawy o prawie budowlanym wprowadza też z pozoru niewielką, ale niezwykle istotną modyfikację definicji „obszaru oddziaływania obiektu”. Zmiana ta ma bezpośredni wpływ m.in. na ustalanie liczby stron w postępowaniu o wydanie decyzji pozwolenia na budowę. Na podstawie art. 28 ust. 2 prawa budowlanego stronami takiego postępowania są inwestor oraz właściciele, użytkownicy wieczyści lub zarządcy nieruchomości znajdujących się w obszarze oddziaływania obiektu.

Zmianę tę należy uznać za korzystną z punktu widzenia inwestorów obiektów budowlanych, ponieważ zmniejszy się liczba potencjalnych podmiotów mogących brać udział w postępowaniu i wnoszących ewentualne uwagi. – dodaje Alicja Ścieszko

3. Nowy, uporządkowany podział w prawie budowlanym precyzujący, jakie prace wymagają pozwolenia na budowę.

Dużym ukłonem ustawodawcy w stronę uczestników procesu budowlanego jest uporządkowanie artykułów prawa budowlanego opisujących budowy oraz roboty budowlane, które wymagają lub nie wymagają pozwolenia na budowę lub zgłoszenia.
Poprzednie zapisy tego fragmentu prawa budowlanego wymagały głębokiej analizy, odwołując odbiorcę do kolejnych artykułów, a te do następnych, co skutkowało mozolną pracą po to tylko, aby uzyskać jedną informację. Obecnie artykuł ma nową uporządkowaną formę i wyraźnie wskazuje wyjątki od zasady, kiedy to roboty budowlane można rozpocząć jedynie na podstawie pozwolenia na budowę. Dzięki temu inwestor może sprawnie zweryfikować wymagania formalne dotyczące planowanej inwestycji. – tłumaczy Patryk Kaleta, Junior Project Manager w Dziale Zarządzania Projektami, JLL

4. Brak konieczności pozwolenia na budowę lub zgłoszenia dla prac aranżacyjnych

Ważną zmianą merytoryczną, która istotnie wpływa na inwestorów aktywnych na rynku nieruchomości komercyjnych, jest wprowadzenie regulacji, dzięki którym przy spełniającej odpowiednie warunki przebudowie, w której nie ingeruje się w konstrukcję oraz przegrody zewnętrzne (czyli w znacznej części prac fit-out’owych), z inwestora zostaje ściągnięty obowiązek składania wniosku o pozwolenie na budowę lub zgłoszenia do organów administracji architektoniczno-budowlanej.

Jest to spore ułatwienie, które pozwoli znacznie ograniczyć liczbę formalności, co z kolei przełoży się na przyspieszenie procesu budowlanego. Inwestorzy muszą jednak pamiętać o szeregu wyjątków od tej zasady, które dotyczą zmiany sposobu użytkowania czy też obiektów znajdujących się pod opieką konserwatora zabytków. – dodaje Patryk Kaleta

5. Odstępstwo

Zmiany nastąpiły również w procesie ubiegania się o odstępstwo od przepisów techniczno-budowlanych. Zgody na nie udziela się przed uzyskaniem pozwolenia na budowę lub jego zmianą, natomiast nie udziela się jej w ramach postępowań naprawczych oraz legalizacji samowoli budowlanej.

Ułatwieniem dla inwestorów niewątpliwie będzie zmiana dotycząca rozwiązań zamiennych w stosunku do wymagań przeciwpożarowych dla rozbudowy, nadbudowy, przebudowy, dostosowywania obiektów budowlanych do wymagań ochrony przeciwpożarowej oraz przy zmianie sposobu użytkowania, gdzie zamiast zgody odpowiedniego ministra, wymagana będzie zgoda udzielona przez wojewódzkiego komendanta Państwowej Straży Pożarnej. Warto również wspomnieć, że zmieniają się załączniki składane przy wniosku o odstępstwo. – tłumaczy Patryk Kaleta

6. Unieważnienie decyzji o pozwoleniu na budowę lub na użytkowanie

Na podstawie obecnych przepisów decyzję o pozwoleniu na budowę można uchylić w dowolnym czasie. Nowelizacja wprowadza jednak zasadę, że decyzja o pozwoleniu na budowę nie zostanie unieważniona, jeżeli od dnia jej doręczenia lub ogłoszenia upłynęło pięć lat. W przypadku decyzji o pozwoleniu na użytkowanie również nie jest możliwe unieważnienie, jeżeli od dnia, w którym stała się ostateczna, minęło pięć lat.

7. Ekspertyza przy zmianie sposobu użytkowania budowli

W przypadku zmiany sposobu użytkowania obiektu budowlanego lub jego części, która spowoduje zmianę warunków bezpieczeństwa pożarowego – do zgłoszenia składanego właściwemu organowi administracji architektoniczno-budowlanej należy dołączyć ekspertyzę rzeczoznawcy do spraw zabezpieczeń przeciwpożarowych. Wcześniej natomiast należało wystąpić o pozwolenie na budowę.

8. Legislacja samowoli budowlanej

Nowelizacja wprowadza uproszczone postępowanie legalizacyjne dla samowoli budowlanych, obiektów budowlanych lub ich części powstałych bez wymaganej decyzji o pozwoleniu na budowę, gdy ukończenie prac miało miejsc co najmniej 20 lat temu. Należy jednak zwrócić uwagę, że nie będzie możliwe wszczęcie uproszczonego postępowania legalizacyjnego, jeśli przed 19 września 2020 roku dla samowoli budowlanej wydany zostanie nakaz rozbiórki.

9. Przejmowanie budowy przez inwestora z pozwoleniem na budowę wydanym na innego inwestora

W przypadku, gdy własność lub użytkowanie wieczyste nieruchomości po wydaniu decyzji o pozwoleniu na budowę przeszło na nowego inwestora, nie jest wymagana zgoda dotychczasowego inwestora, a wniosek o przeniesienie PnB składa nowy inwestor.

10. Zawiadomienie o rozpoczęciu robót budowlanych – obowiązek inwestora

Przy zawiadomieniu o zamierzonym terminie rozpoczęcia robót budowlanych zrezygnowano z konieczności załączania oświadczenia kierownika budowy. Obecnie wystarczy wskazanie kierownika budowy (oraz inspektora nadzoru inwestorskiego, jeśli go ustanowiono) oraz załączenie pozostałych dokumentów, czyli kopii uprawnień i zaświadczeń o przynależności do Izby Inżynierów oraz oświadczenie projektanta, że projekt zagospodarowania terenu, projekt architektoniczno-budowlany oraz projekt techniczny są zgodne z obowiązującymi przepisami i zasadami wiedzy technicznej.

Aktualnie trwają prace nad zmianami kolejnych aktów prawnych mających wpływ na proces budowlany, co ma na celu doprecyzowanie niejasno określonych zagadnień oraz uniknięcia kolizji z obecnie zmienionymi przepisami.

Liczba zmian w nowelizacji prawa budowlanego może sugerować, że proces budowlany stanie się jeszcze bardziej skomplikowany. W praktyce mamy jednak do czynienia z uproszczonymi i uporządkowanymi zasadami, co pozwoli inwestorom korzystać z nich w sposób bardziej świadomy i efektywny. Czy tak się stanie? Kolejne miesiące pokażą, jak nowe przepisy będą interpretowane i stosowane przez wszystkich uczestników procesu inwestycyjno-budowlanego. – podsumowuje Piotr Wojdyła

O strategii sustainability na Business Fashion Environment Summit

Vogue Polska, wraz z partnerem merytorycznym Boston Consulting Group, zainaugurował we wtorek pierwszą konferencję Business Fashion Environment Summit, otwierając tym samym jedną z najważniejszych dyskusji o zrównoważonym rozwoju w Europie Środkowo-Wschodniej. Do rozmowy o obecnej sytuacji w biznesie i modzie zaprosił wyjątkowych gości z całego świata, m.in. JNW Maksymiliana, księcia Liechtensteinu, Samatę Pattinson, Roberta van de Kerkhofa oraz Alexiego Lubomirskiego.

Relacja między ceną a sustainability

Vogue Polska otworzył dialog, którym chce inspirować przemysł odzieżowy do rozwijania się w zrównoważony sposób, zarówno pod względem środowiskowym jak społecznym. Dla merytorycznego przedstawienia podstaw do zmian w strategiach firm, Vogue Polska wraz z BCG przygotowuje raport, który zostanie opublikowany już w I kwartale 2021 roku. Pierwsze wyniki ujawnione podczas BFES pokazują, że droga do pełnego wdrożenia strategii sustainability stanowi wyzwanie i nie jest krótka. Przez ostatnie lata wiele firm utwierdzało opinię publiczną, że zrównoważony rozwój jest jednym z istotnych czynników przy wyborze produktów przez konsumentów – najnowsze dane BCG pokazują, że zaledwie 7 proc. badanych wskazało odpowiedzialne podejście marki jako kluczowy warunek decyzyjny. Gdy zapytano respondentów o wybór koszuli ze zrównoważonej produkcji w takiej samej cenie, jak jej konwencjonalny odpowiednik, zainteresowanie zakupem znacząco rosło. Jednak, gdy cenę pierwszej koszuli podwyższono o 20 proc., chęć kupna spadła aż o 30 proc. To jeden z powodów, dla których firmy unikają odpowiedzialności, tłumacząc się spadkiem zainteresowania przez wyższe ceny produktów zrównoważonych. Pozostaje pytanie, jakie firmy stać na realne zmiany w swojej ofercie?

– Firmy luksusowe mają możliwość być liderem zmian. Również ze względu na duże marże. Produkty pochodzące z recyklingu wymagają wyższych cen, a produkty luksusowe mają szansę sobie z tym poradzić. – powiedział Robert van de Kerkhof, CCO w Lenzing AG.

Jednym z największych wyzwań dla gospodarki, ale i całego społeczeństwa, w dzisiejszych czasach jest zahamowanie negatywnych zmian jakie mają miejsce w środowisku. Rosnąca koncentracja CO2 w atmosferze, podwyższanie się poziomu oceanów to zaledwie dwie przyczyny, które będą w przyszłości skutkować powodziami, pożarami lasów, stratami w naturze i społeczeństwie.

Zrównoważony rozwój dla mnie to postrzeganie działalności firm w długiej perspektywie. Wyróżniamy jego trzy ważne wymiary: ekonomia, środowisko i społeczeństwo. Przez ostatnie dekady widzieliśmy, jak człowiek walczy z rozwojem w zrównoważony sposób. W różnych wymiarach, które na siebie wpływają. – powiedział podczas swojego wystąpienia JNW Maksymilian, książę Liechtensteinu. – Doszliśmy już do granic zanieczyszczania i zabierania planecie surowców. Dążyliśmy do rozwoju bez zbytniej troski o środowisko. Konsumujemy, prowadzimy interesy, nie zastanawiamy się zbytnio nad przyrodą. To musi się zmienić.

Wpływ COVID-19 na zrównoważone strategie

Premiera raportu BCG i Vogue Polska została przesunięta na początek 2021 roku ze względu na potrzebę zbadania wpływu pandemii koronawirusa oraz globalnego lockdownu na nawyki konsumentów i działania producentów. Dzisiaj już wiemy, że COVID-19 wygenerował ok. 0,5 bln dolarów inwestycji bezpośrednich na całym świecie, które służą m.in. celom środowiskowym. Eksperci przekonują, że społeczeństwo ma największy wpływ na decyzje władz, które mogą zwiększać udział zrównoważonych inwestycji.

Dobrą wiadomością od wszystkich naszych partnerów jest to, że zaangażowanie w innowacje i sustainability pozostaje bez zmian po lockdownie. Szczególnie długoterminowe zobowiązania zostają niezmienione i dzięki temu innowatorzy mogą dalej pracować. Również inwestycje są wciąż kontynuowane. – skomentowała sytuację Katrin Ley, CEO w Fashion For Good.

Badanie BCG pokazuje, że 70 proc. ludzi jest bardziej świadomych niż przed pandemią jaki wpływ ma działalność człowieka na klimat na świecie. Ok. 95 proc. konsumentów oczekuje, że marki staną się bardziej przejrzyste i na nowo zdefiniują swoją rolę w społeczeństwie, z naciskiem na realne działania a nie słowa. Dlatego przedsiębiorstwa, nie tylko duże korporacje, powinny stawiać przed sobą ambitne cele, które usprawnią ich modele biznesowe, zredukują ryzyko klimatyczne i zaangażują udziałowców. Z kolei rolą inwestorów jest naciskanie na transparentność firm, wspieranie długoterminowych planów i skrupulatne sprawdzanie realizacji założonych celów.

Eksperci Cisco prezentują 4 trendy z zakresu cyberbezpieczeństwa w nowej normalności

Pandemia sprawiła, że rola specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa w biznesie znacznie wzrosła i stali się oni kluczowi dla rozwoju swoich organizacji. Plany, mające zapewnić ciągłość biznesu, które nie zawsze uwzględniały pracę zdalną, zostały poddane testowi. Działania, które stanowiły reakcję na bieżące wydarzenia stały się elementem długoterminowych strategii. Cyberprzestępcy wykorzystują pandemię szukając nowych możliwości przeprowadzenia ataków, co sprawia, że bezpieczeństwo zyskuje obecnie jeszcze większe znaczenie.

Eksperci Cisco prezentują 4 trendy, które pozwalają spojrzeć inaczej na kwestie cyberbezpieczeństwa w realiach nowej normalności:

  1. Przyszłość bez haseł

Podstawowym sposobem zabezpieczenia w wirtualnym świecie jest hasło. Niestety, jak wynika z badań Verizon DBIR, niezbyt skutecznym. W aż 81 procentach przypadków naruszeń bezpieczeństwa, doszło do kradzieży hasła lub jego odgadnięcia, gdyż okazało się zbyt słabe. Użytkownicy muszą zapamiętywać dane uwierzytelniające do różnych portali, co niekiedy bywa kłopotliwe. To stwarza pokusę, aby stosować to samo hasło w kilku miejscach, co w przypadku przechwycenia go przez niepowołane osoby stwarza zagrożenie na wielu polach.

Zdaniem ekspertów Cisco w przyszłości coraz rzadziej będziemy stosowali tradycyjne hasła. Zastąpią je zabezpieczenia biometryczne, które udzielają dostępu do urządzania czy aplikacji na podstawie wizerunku twarzy, zapisu linii papilarnych czy obrazu tęczówki.

  1. Współpraca zamiast kontroli

W wielu organizacjach cyberbezpieczeństwo jest narzucone odgórnie w formie instrukcji postępowania i polityk bezpieczeństwa. Zdaniem ekspertów Cisco ważna jest współpraca w ramach organizacji. Pracownicy powinni zostać włączeni w proces tworzenia procedur z zakresu cyberbezpieczeństwa. Takie podejście pozwoli reagować na potrzeby pracowników zdalnych, którzy oczekują przede wszystkim prostych rozwiązań wykonując swoje obowiązki z domowego zacisza.

  1. Bezpieczeństwo poza biurem

Bezpieczeństwo pracowników zdalnych nie jest nowym zagadnieniem. Jeszcze przed pandemią COVID-19 organizacje posiadały rozwiązania i procedury chroniące osoby wykonujące swoje obowiązki poza biurem. W większość przypadków z pracy zdalnej korzystała jedynie część pracowników, w szczególności ci, którzy dużo podróżowali. Ostatnie miesiące sprawiły, że więcej osób pracuje poza siedzibą organizacji niż kiedykolwiek wcześniej. To oznacza, że firmy muszą zmienić strategię cyberbezpieczeństwa, koncentrując się na rozproszonych zespołach i bezpieczeństwie większej liczby urządzeń końcowych, które łączą się z firmową siecią.

  1. Rola AI w kształtowaniu polityki Zero Trust

Chcąc zabezpieczyć się przed cyberatakami organizacje powinny wdrożyć politykę Zero Trust, zakładającą, że żaden użytkownik nie może uzyskać dostępu do sieci dopóki nie zostanie potwierdzona jego tożsamość. Niestety oznacza to, że działy IT muszą autoryzować każdą próbę dostępu. Zadanie jest jeszcze bardziej utrudnione gdy użytkownicy pracują zdalnie wykorzystując prywatne urządzenia. Firmy muszą zapewnić pracownikom dostęp do sieci niezależnie od tego gdzie się znajdują, z jakiego urządzenia czy aplikacji korzystają.

Tradycyjna polityka bezpieczeństwa opiera się na identyfikowaniu miejsca, z którego wysłano zapytanie do sieci. Natomiast Zero Trust umożliwia większą elastyczność i weryfikowanie każdego zapytania niezależnie od tego skąd zostało wysłane, jednocześnie udzielając dostępu do aplikacji i sieci tylko właściwym użytkownikom.

Wykorzystując więcej elementów autoryzacyjnych, wdrażając rozwiązania umożliwiające szyfrowanie informacji i oznaczając znane i zaufane urządzenia, organizacje mogą utrudnić cyberprzestępcom dostęp do sieci, pozyskanie danych do logowania czy swobodne poruszanie się w ramach infrastruktury IT. Pomaga w tym sztuczna inteligencja, która umożliwia automatyczne kategoryzowanie urządzeń lub użytkowników i przypisywanie im określonych ról oraz uprawnień, dzięki czemu nie ma potrzeby ciągłego potwierdzania tożsamości. W przyszłości to właśnie inteligentne systemy będą coraz częściej wspierały biznes w zachowaniu odpowiedniego poziomu cyberbezpieczeństwa, jednocześnie zapewniając wysoką produktywność zespołu.

Banki łagodzą polityki dotyczące oceny zdolności kredytowej

Banki łagodzą polityki dotyczące oceny zdolności kredytowej i przyznawania wsparcia finansowego na zakup mieszkania lub domu. Najwięksi gracze na rynku wychodzą naprzeciw oczekiwaniom osób marzących o własnych czterech kątach. Do jakich zasad sprzed lockdownu wracają banki? Jakie nowe rozwiązania wprowadzają? Oto najważniejsze zmiany, które zostały wdrożone w ostatnich kilku tygodniach.

Więcej akceptowanych dochodów

mBank daje kredytobiorcom szanse na lepszy wynik kalkulacji zdolności kredytowej. Od 25 sierpnia 2020 roku do dochodu wliczane jest ponownie wynagrodzenie pochodzące z umowy o dzieło lub zlecenie. PEKAO Bank Hipoteczny natomiast wrócił 1 września tego roku do akceptowania przy liczeniu zdolności kredytowej dochodów uzyskiwanych w ramach umowy o pracę na czas określony (wcześniej tylko na czas nieokreślony). Warto także dodać, że ING Bank Śląski zaczął dopuszczać dochody z działalności gospodarczej (oprócz branż zagrożonych).

BNP Paribas od 16 września 2020 przy liczeniu zdolności kredytowej przyjmuje dochody ze wszystkich źródeł akceptowanych przez bank – czyli np. umów o pracę, o dzieło, zlecenie, działalności gospodarczej itp. Wcześniej o kredyt hipoteczny w tym banku mogły ubiegać się wyłącznie osoby zatrudnione w oparciu o umowę o pracę na czas nieokreślony albo będące już jego klientami.

Co ciekawe, od 7 września BNP Paribas udostępnia kredyt hipoteczny z zieloną hipoteką. W ramach tego rozwiązania osoby zainteresowane finansowaniem nieruchomości energooszczędnych mogą wnioskować o kredyt hipoteczny z zastosowaniem dodatkowej obniżki marży o 0,10 %  – dodaje Kinga Burcan, ekspert kredytowy, Partner Zarządzający w Trinity Finance.

Niższy wkład własny

Bank Ochrony Środowiska (BOŚ) zdecydował się na wprowadzenie od 16 września 2020 roku nowego maksymalnego poziomu LTV – 80% (wcześniej 70%). Zmiana ta oznacza, że wymagany przez BOŚ wkład własny może wynosić 20%, zamiast 30%. Wskaźnik LTV określa stosunek kwoty kredytu do wartości finansowej nieruchomości – wyjaśnia Kinga Burcan, ekspert kredytowy, Partner Zarządzający w Trinity Finance.

Zasady swojej polityki odnoszące się do limitu wkładu własnego zmienił w ostatnim czasie również ING Bank Śląski. Od 15 września 2020 roku znów wynosi on w tym banku 20% wartości nieruchomości.

Obserwujemy obecnie kolejne ruchy banków mające na celu poluzowywanie zaostrzonej w czasie pandemii polityki kredytowej. Skutkuje to łatwiejszym dostępem do pieniądza i może pozytywnie wpłynąć na rynek kredytów hipotecznych oraz tym samym rynek nieruchomości – mówi Kinga Burcan, ekspert kredytowy, Partner Zarządzający w Trinity Finance.

Kinga Burcan, niezależny ekspert kredytowy. Jest jednym z bardziej cenionych ekspertów hipotecznych w Polsce. Obecnie jest Partnerem Zarządzającym w spółce Trinity House & Finance oraz niezależnym Ekspertem Finansowym stale współpracującym z największymi instytucjami finansowymi w Polsce. Ukończyła kierunek Finanse i Bankowość na warszawskiej SGH. Swoją karierę zawodową związała od początku z sektorem finansów, pracując na menedżerskich stanowiskach w banku ING.

Risk-off osłabia giełdy, surowce i waluty rynków wschodzących

Można pokusić się o stwierdzenie, że przedstawiciele Fed negatywnie zaskoczyli inwestorów. Przyzwyczaili się oni, że banki centralne zrobią, a przynajmniej powiedzą wszystko, co może przyczynić się do stymulacji rynków. Jednak w tym tygodniu członkowie władz monetarnych (również EBC) zaczęli przerzucać odpowiedzialność za rozruszanie gospodarek na czynniki polityczne. Wydaje się to być ze wszech miar logicznym rozwiązaniem, ale taki przekaz nie spodobał się inwestorom i wajcha risk off została jeszcze mocniej zaciągnięta.

Koniec luzowania?

Zdecydowanie nie tego spodziewały się rynki po wystąpieniach członków Rezerwy Federalnej, w tym po przesłuchaniach prezesa Jerome’a Powella w Kongresie. Po długim okresie narracji w stylu „zrobimy wszystko, co tylko w naszej mocy, aby wspomóc wychodzenie gospodarki z kryzysu”, teraz bankierzy centralni postanowili zmienić swoje nastawienie. W ostatnich dniach i godzinach z ich ust mogliśmy usłyszeć m.in., że „zrobiliśmy właściwie wszystko, o czym mogliśmy pomyśleć”, „zwiększenie QE byłoby mało efektywne”, „QE da ograniczone wsparcie gospodarce, bo stopy są już bardzo niskie”. Trudno się im dziwić, ponieważ swoimi wcześniejszymi działaniami doprowadzili się w dużej mierze pod ścianę. Stopy procentowe blisko albo poniżej zera, programy skupu aktywów QE rozdymane do granic możliwości itp. itd., co w języku potocznym nazywamy dodrukiem pieniądza na niespotykaną dotąd skalę. Oczywiście trudno mieć w tej chwili jakieś zdecydowane pretensje do władz monetarnych, ponieważ od wybuchu koronakryzsu wszyscy rzucili się, aby pomagać gospodarkom, jak tylko można. Niestety praktycznie wszyscy zapomnieli, że stymulacja gospodarki to zadanie rządów, a nie banków centralnych, których głównym mandatem jest dbałość o stabilność cen i systemu finansowego. Inwestorzy doznali szoku, że nie zostali pogłaskani przez Fed i rzucili się do wyprzedaży, która doprowadziła wczoraj amerykańskie indeksy giełdowe mocno poniżej poziomu otwarcia.

Ryzyk pełen bak

Ten tydzień zdecydowanie należy do niedźwiedzi. Rynkowy sentyment od dawna nie był tak zły, co mocno osłabia giełdy, ale też surowce i oczywiście waluty rynków wschodzących. Inwestorzy zdjęli różowe okulary i zaczęli przyglądać się ryzykom, które przecież były z nami przez cały czas. Skokowy wzrost liczby zakażonych (dziś w Polsce rekord 1136 przypadków!) i to jeszcze przed sezonem grypowym wskazuje, że przed nami jeszcze długa droga powrotu do normalności. Stąd coraz bardziej realne wydaje się wprowadzenie obostrzeń w wielu branżach, co już dzieje się np. we Francji i Wielkiej Brytanii. Z brytyjskiego rządu zaczynają nawet napływać nieśmiałe sygnały (co jeszcze przed chwilą nie przechodziło przez gardło żadnemu politykowi), że nie można wykluczać ponownego twardego lockdownu, jesli nie uda się zapanować nad przyrostem liczby zakażonych. Byłby to mocny sierpowy dla gospodarki, która musiałaby się podnosić z desek przez długie lata. Wczorajsze PMI ze Starego Kontynentu wskazują, że biznes także coraz bardziej obawia się czarnych scenariuszy i o ile przemysłowe wskaźniki wypadły przyzwoicie albo nawet bardzo dobrze (w Niemczech najwyższy wynik od ponad 2 lat), o tyle w usługach (o wiele bardziej podatnych na pandemiczne obostrzenia) widać wyraźnie pogarszające się nastroje. Do ryzyk możemy jeszcze dodać coraz bardziej konfrontacyjne podejście prezydenta Donalda Trumpa, który zaczyna kwestionować wynik batalii wyborczej jeszcze przed jej rozstrzygnięciem i ostrzega, że będzie walczył w Sądzie Najwyższym do samego końca, oczywiście, jeśli przegra.

Surowce pod presją

Spadki wycen nie omijają surowców. Metale szlachetne w dużej mierze dotknięte są rosnącą siłą dolara, w którym podaje się ich wartość. Gdy jego pozycja staje się zbyt mocna, to kapitał często ucieka w innym kierunku, nawet jeśli mowa o postrzeganym jako safe haven złocie. Dziś królewski kruszec odbija się (jeszcze) od wsparcia na poziomie 1850 USD za uncję, ale jeszcze w poniedziałek rano jego wycena była o 100 (!) dolarów wyższa. Nie inaczej wygląda obraz rynku ropy naftowej, która w czasie pandemicznych obostrzeń zwyczajnie przestaje być potrzebna w ilościach niezbędnych gospodarkom, gdy te są na ścieżce wzrostowej. Ropa WTI (amerykańska) zeszła już poniżej 40 USD za baryłkę, a Brent (notowana w Londynie) znajduje się w okolicach 41,5 $. Wydaje się, że cenie czarnego złota w trwały sposób pomoże jedynie dalsze ograniczenie jego wydobycia, ale może to być trudne do przełknięcia dla kartelu OPEC+, odpowiadającego za większość globalnych odwiertów.

Adam Fuchs analityk walutowy w InternetowyKantor.pl

Sztuczna inteligencja coraz częściej wykrywa oszustwa finansowe

Sztuczna inteligencja jeszcze nie osiągnęła poziomu znanego z filmów science fiction, jednak potrafi już całkiem sporo. Jednym z jej pierwszych, naprawdę użytecznych zastosowań jest skuteczne wykrywanie oszustw finansowych.

Większość instytucji finansowych do dziś redukuje ryzyko kredytowe poprzez ustalenie i weryfikację sztywnych kryteriów, jakie musi spełnić klient. Analizowane są: historia kredytowa, poziom dochodów czy branża, w jakiej działa lub pracuje klient. Kontrola spełniania kryteriów najczęściej jest wykonywana manualnie a sprawność działania wymaga, aby wziąć pod uwagę co najwyżej kilka istotnych kryteriów. Instytucje finansowe, starając się unikać ryzyka, często rezygnują z potencjalnie zyskownych transakcji.

Jednak wiadomo, że banki od zawsze posiadały ogromną ilość doskonale uporządkowanych danych. Oznacza to, że bardzo wiele zadań może być wykonywanych przez komputery. Identyfikacja oszustw i podejrzanych transakcji z reguły jest bardzo prosta, wśród milionów transakcji trzeba znaleźć te, które posiadają jakieś ustalone cechy. Mówiąc wprost, wystarczy znaleźć igłę w stogu siana. Takie zadanie, niemalże niewykonalne dla człowieka, to bułka z masłem dla współczesnych, szybkich komputerów. Wykonują one monotonne operacje tak długo, jak trzeba. Jednak samo wyszukiwanie podejrzanych transakcji nie jest jeszcze sztuczną inteligencją. Można o niej mówić dopiero wtedy, gdy komputer sam decyduje jakiej igły szukać, w jaki sposób i w jakim stogu. W dodatku musi on samodzielnie uczyć się podejmować coraz lepsze decyzje. Oznacza to, że musi w posiadanych danych samodzielnie rozpoznawać trendy i wzorce, następnie na ich podstawie budować prognozy.

W przeciwieństwie do analityków zajmujących się ryzykiem kredytowym, oprogramowanie z użyciem sztucznej inteligencji działa niezwykle szybko. W dodatku nie tylko analizuje spełnienie przez klienta kryteriów kredytowych, ale również analizuje jego zachowanie podczas procesu aplikacji. Jeżeli zostanie wykryte jakiekolwiek zachowanie niestandardowe, na przykład zbyt długie wypełnianie formularza, oprogramowanie analizuje, czy jest ono skorelowane ze zwiększonym ryzykiem kredytowym. W przeciwieństwie do człowieka, który również jest w stanie wykryć niestandardowe zachowania klienta, oprogramowanie jest w stanie nadać tym zjawiskom wartości liczbowe. W ten sposób możliwa staje się optymalizacja procesów biznesowych. Pod uwagę można wziąć zarówno ryzyko kredytowe, jak i ryzyko utraty potencjalnie zyskownego klienta.

Jedną z najciekawszych cech sztucznej inteligencji jest to, że może znacznie ułatwić przedsiębiorstwom finansowym dynamiczny rozwój. Przy wykonywaniu analizy ryzyka kredytowego metodami tradycyjnymi, wzrost sprzedaży nieuchronnie musiał prowadzić do wzrostu zatrudnienia w działach analitycznych. Tymczasem powierzenie analityki sztucznej inteligencji powoduje, że wzrost kosztów związanych z rozwojem firmy jest bliski zeru. Inaczej mówiąc, sztuczna inteligencja powoduje, że przedsiębiorstwa finansowe stają się skalowalne, czyli gotowe na dynamiczny rozwój.

Co więcej, zgodnie z regułami statystyki, w przypadku rozwoju firmy, wzrost ilości danych przetwarzanych przez system powinien doprowadzić do wzrostu skuteczności wykrywania oszustw. Oznacza to, że pojawiają się kolejne oszczędności dla instytucji finansowej.

Samodzielnie uczące się oprogramowanie jest doskonałym narzędziem do wykrywania oszustw nie tylko dlatego, że ma z reguły dostęp do ogromnych baz danych. Jego wielką zaletą jest możliwość samodzielnego wykrycia podejrzanych typów transakcji. Mogą to być na przykład próby uzyskania przez klienta kredytu w wielu bankach jednocześnie czy przeprowadzanie w krótkim czasie wielu transakcji przy użyciu różnych kart płatniczych. Podejrzane mogą być również duże zakupy artykułów elektronicznych czy biżuterii.

Wprowadzenie nowych technologii wykrywania oszustw to doskonała wiadomość. Dzięki nim instytucje finansowe będą mogły unikać strat, dynamiczniej się rozwijać i oferować coraz bardziej konkurencyjne produkty swoim klientom.

Autor: Bartosz Tomczyk, przewodniczący rady nadzorczej polskiego fintechu Provema

Po przyjęciu Tarczy Turystycznej: koniec branży targowej w Polsce?

– To koniec naszej branży – mówią przedstawiciele firm projektujących i budujących stoiska, a także zajmujących się spedycją, które ściśle współpracują z organizatorami targów. W przegłosowanej przez sejm i podpisanej właśnie przez prezydenta niekorzystnej dla branży targowej wersji tzw. Tarczy Turystycznej, setki firm „około targowych” pozostały bez nawet minimalnego wsparcia ze strony rządu. O pomoc – np. w postaci czasowego zwolnienia ze składek – apelowała wcześniej do rządu, sejmu i senatu Polska Izba Przemysłu Targowego (PIPT).

Przedsiębiorcy „około targowi” to setki firm realizujących zlecenia dla organizatorów cyklicznych i specjalnych imprez targowych. Dziś zastanawiają się, co dalej będzie z ich sektorem.

– Do ostatniej chwili mieliśmy nadzieję, że w tzw. Tarczy Turystycznej znajdą się zapisy o czasowym zwolnieniu nas ze składek ZUS czy o dopłatach dla pracowników do marca 2021 roku. Niestety, sejm odrzucając poprawki senatu, tak naprawdę skazał nas na likwidację – mówi Paweł Montewka – prezes Pracowni Sztuk Plastycznych, jednej z kilkuset firm projektujących i wykonujących przestrzenie wystawiennicze na targach, wchodzącej w skład Sekcji Branżowej Przedsiębiorstw Usług Targowych w Polskiej Izbie Przemysłu Targowego.

Choć imprezy targowe działają, frekwencja na nich jest bardzo słaba. Wiele z cyklicznych nie doszło do skutku, a kolejne stoją pod znakiem zapytania. Powodem jest przede wszystkim obawa przed zakażeniem koronawirusem czy wstrzymanie przez przedsiębiorstwa wydatków na udział w takich imprezach.

– W takiej niepewności oczekiwalibyśmy czasowego wsparcia przez władze, tym bardziej, że to w ogóle pierwszy raz w historii, gdy spotykamy się z takim problemem. Przed epidemią dzięki firmom z naszej branży do budżetu państwa płynęło wiele miliardów złotych z podatków – przyznaje Paweł Montewka. Dodaje, że dotychczasowe deklaracje płynące ze strony rządu pozbawione są podstaw. – Słyszymy o jakimś wsparciu, ale bez pieniędzy. Słyszymy też o jakichś rozmowach o przebranżowieniu, ale wciąż nie ma konkretów – wylicza Paweł Montewka i przypomina, że zupełnie inaczej wyglądały zapowiedzi, jakie od rządu dochodziły do branży targowej jeszcze w czerwcu czy lipcu.

– Dziś większość naszych firm będzie musiała dokonać samo likwidacji. Nie stać nas na utrzymanie w obecnej sytuacji. To koniec naszej branży – taki scenariusz kreśli dla branży targowej Paweł Montewka.

Na skutek apelu Polskiej Izby Przemysłu Targowego, abolicją składek ZUS i innymi ewentualnymi instrumentami wsparcia na kolejne miesiące objęte zostały także firmy projektujące i wykonujące stoiska targowe (PKD. 73.11 Z), firmy świadczące usługi transportu i spedycji targowej (PKD 52.29 C). – Pozwoliłoby to zawęzić beneficjentów pomocy rządowej do firm, które naprawdę jej potrzebują. Dla firm usług targowych, dziejących pod ww. PKD targi są jedynym źródłem utrzymania – przeczytać można było w apelu Polskiej Izby Przemysłu Targowego do posłów. Ostatecznie pomoc przypadła jednak tylko organizatorom targów. Przedsiębiorcy targowi proponowali zaś też inne, mniej obciążające, budżet rozwiązanie. – Działając odpowiedzialnie, zwróciliśmy się również z prośbą o udzielenie nam sektorowej pomocy w formie długoterminowych, nieoprocentowanych pożyczek płynnościowych z możliwością odroczenia spłaty do czerwca przyszłego roku – relacjonuje Krzysztof Szofer, właściciel firmy Abyss z Poznania, która też projektuje i wznosi powierzchnie wystawiennicze na targach i także należy do Sekcji Branżowej Przedsiębiorstw Usług Targowych Izby.

– To praktycznie neutralne dla budżetu i umożliwiłoby przetrzymanie trudnego dla naszych firm okresu. Dzięki temu wielu z nas mogłoby zyskać nowe, dodatkowe źródło utrzymania w tym czasie – wyjaśnia Krzysztof Szofer i kontynuuje: – Stanowiłoby to również zobowiązanie do spłaty zaciągniętego kredytu w momencie restartu branży. Niestety i takie pomysły nie zyskały akceptacji władz – wyjaśnia i podsumowuje: – Oznacza to w sposób oczywisty, że tak naprawdę nikomu z rządzących nie zależy już na ratowaniu naszej branży. Jest za dwie dwunasta – jeśli rządzący nie obudzą się, branża targowa zniknie z rynku – konstatuje Krzysztof Szofer.

W wyniku odwołania imprez targowych od blisko 7 miesięcy przychód zdecydowanej większości firm branży targowej wynosi 0 zł. Z badań PIPT wynika, iż prawie 76% firm tego sektora straciło jedyne źródło przychodu i taki stan może trwać nawet do końca 2020 r.! – Branża targowa w czasie obecnego „przestoju” traci nawet 150 mln zł miesięcznie. Co ważne, polski rynek targowy zatrudnia ok. 20 000 pracowników etatowych i drugie tyle na umowy cywilno-prawne. – Należy tu wspomnieć również o setkach firm, zatrudniających tysiące pracowników, które są podwykonawcami dla firm targowych. Z badań PIPT wynika, że co 4 firma rozważa zwolnienia co najmniej połowy swoich pracowników i współpracowników! Bez pomocy rządu dla naszej branży zbankrutuje lub ulegnie zamknięciu, w ciągu najbliższych dwóch miesięcy ponad 60% przedsiębiorstw – prognozowała Polska Izba Przemysłu Targowego.

Ustawę Tarcza Turystyczna sejm uchwalił późną nocą z czwartku (17 września) na piątek (18 września). W tym tygodniu podpisał ją prezydent.

Luzowanie polityki pieniężnej na rynkach wschodzących – potencjalne skutki i zagrożenia

Pandemia Covid-19 była punktem zwrotnym dla „niekonwencjonalnych” polityk monetarnych na Rynkach Wschodzących (RW), z których kilka zainicjowało programy skupu obligacji państwowych w celu zapobiegania przesunięciom na rynku i w celu poluzowania warunków monetarnych w krótkiej perspektywie. Największym ryzykiem, zdaniem ekonomistów Euler Hermes, pozostaje jednak zdolność do obsługi zadłużenia oraz inflacja, szczególnie w przypadku Brazylii, Kostaryki, Indii, Turcji oraz Węgier.

Ze względu na panikę wywołaną przez pandemię wśród inwestorów w marcu 2020 roku, RW doświadczyły bezprecedensowych odpływów kapitału netto (-84 mld USD, z wyjątkiem Chin), powodujących gwałtowne wahania rentowności obligacji państwowych. W związku z tym, banki centralne 16 krajów z grupy RW poinformowało o gotowości podjęcia w razie potrzeby skupu obligacji państwowych. Trzynaście z nich rozpoczęło już tego rodzaju działania z zakresu luzowania polityki pieniężnej (ang. QE – qualitative easing, zob. Rys. 4), zamiast redukcji oficjalnych stóp procentowych, które w większości utrzymywały się zdecydowanie powyżej obowiązującego dolnego progu. Na skutek wspomnianych programów skupu obligacji, według stanu na koniec kwietnia długoterminowa rentowność obligacji rządowych w analizowanej próbie RW zmalała średnio o -48 pkt bazowych w porównaniu z końcem marca (dla porównania, w okresie między końcem marca a końcem 2019 roku miało miejsce średnie zwiększenie o +69 pkt bazowych). Złagodzenie warunków polityki monetarnej na rynkach krajowych okazało się kolejnym krótkoterminowym sukcesem w zakresie luzowania polityki pieniężnej, co widać na podstawie opracowanych przez Euler Hermes wskaźników bodźców monetarnych[1] (zob. Rys. 1). Należy w szczególności podkreślić, że wskaźniki te osiągnęły najwyższy poziom przynajmniej od 2009 roku (lub były bliskie wartości rekordowej) w 12 spośród 16 przeanalizownaych przez nas krajów. Tymczasem deprecjacja walut lokalnych utrzymywała się na ograniczonym poziomie (z wyjątkiem kilku walut, które zwykle budzą podejrzenia w tym zakresie).

Rys. 1. Zmiana wskaźników bodźców pieniężnych (pkt)

Zmiana wskaźników bodźców pieniężnychŹródła: Dane statystyczne poszczególnych krajów, Dział Analiz Allianz

Niezależnie od korzyści krótkoterminowych, jeżeli programy luzowania polityki pieniężnej na rynkach wschodzących będą realizowane w sposób intensywny, mogą w średniej do długiej perspektywy spowodować poważne problemy, takie jak nadmierna inflacja oraz trudności ze spłatą zadłużenia. Systematyczny skup obligacji przez bank centralny w długim czasie może otworzyć drzwi do monetyzacji zadłużenia i zagrozić wiarygodności polityki pieniężnej.[2] Jeżeli działania z zakresu QE wiążą się z dużą liczbą zastrzyków kapitału realizowanych przez bank centralny w walucie krajowej, może dojść do wzrostu inflacji i destabilizacji kursu waluty. W takiej sytuacji, luzowanie polityki pieniężnej może skutkować poważniejszymi problemami ze względu na zagrożenie dla zdolności do obsługi zadłużenia oraz bilansów sektora prywatnego.

Brak jednoznacznych ram regulujących rozmiar i czas trwania obecnych oraz planowanych programów „QE” na rynkach wschodzących może być powodem do niepokoju. Choć banki centralne wszystkich 16 rynków wschodzących przeanalizowanych w badaniu Euler Hermes podały rozsądne cele (głównie dotyczące zapewnienia płynności oraz bezproblemowego funkcjonowania krajowych rynków obligacji państwowych) leżące u podstaw programów skupu obligacji, to większość z nich nie poinformowała ani o maksymalnej kwocie, za jaką zamierzają dokonać skupu, ani konkretnych ram czasowych realizacji programów. Istnieje zatem ryzyko, że programy QE nie będą wygaszane nawet po ogólnie rozumianej realizacji ich celów. W takich krajach może również wystąpić pokusa, aby zmniejszać rosnący poziom zadłużenia w walucie miejscowej poprzez zwiększanie inflacji. W tym kontekście pewien niepokój, iż banki centralne mogą w rzeczywistości realizować monetyzację zadłużenia państwowego poza odpowiednimi granicami, wzbudziły programy luzowania polityki pieniężnej realizowane w Indonezji oraz Polsce. W okresie od marca do sierpnia, banki skupiły – odpowiednio – obligacje rządowe w ilości mniej więcej 6,8% oraz 4,6%, co było odsetkiem najwyższym wśród wszystkich 16 rynków wschodzących. Bank centralny Indonezji jest do dziś jedynym, który realizował skup również bezpośrednio na rynku pierwotnym, co jest zwykle uznawane za „tabu”, choć rynki jak dotąd nie zareagowały na powyższe działania. Jeżeli chodzi o Polskę, występują obawy, że jeżeli zakupy będą kontynuowane w aktualnym tempie do końca 2020 roku, bank centralny sfinansowałby w zasadzie całość tegorocznego deficytu fiskalnego, prognozowanego na około -8% PKB.

W przypadku których rynków wschodzących realizujących działania związane z luzowaniem polityki pieniężnej ryzyko związane z możliwością spłaty zadłużenia jest najwyższe? Zdaniem ekonomistów Euler Hermes, najwyższe ryzyko braku możliwości obsługi zadłużenia występuje w przypadku Brazylii, Kostaryki, Indii, Kolumbii oraz Chorwacji. Brazylia uzyskała najgorszą pozycję w opracowanej Ocenie Ryzyka Związanego ze Zdolnością Obsługi Zadłużenia [Debt Sustainability Risk Score][3] ze względu na bardzo wysoki poziom długu publicznego oraz wysoką wartość zadłużenia państwa w posiadaniu banku centralnego. Jednocześnie niski poziom skuteczności władz sugeruje niskie prawdopodobieństwo przyjęcia reform podatkowych, które mogłyby doprowadzić do poprawy sytuacji. Kostarykę uznano za kraj charakteryzujący się drugim pod względem wysokości poziomem ryzyka ze względu na wysokie obciążenia spłatą odsetek oraz najwyższy wzrost spreadu dla obligacji od początku roku (+357 pkt bazowych). Jednak skup obligacji realizowany przez Kostarykę, jak również Kolumbię i Indie, utrzymuje się do tej pory na niewysokim poziomie. Sam bank centralny Chorwacji skupił już obligacje państwowe o wartości 4,2% PKB w okresie od marca, a zatem wymaga większej kontroli w krótkiej perspektywie. Tymczasem Polska, która skupiła więcej niż Chorwacja, uzyskuje dobry wynik w analizie dzięki niskim płatnościom odsetek (3.7% przychodu fiskalnego) oraz relatywnie skutecznemu rządowi. Indonezja nie znalazła się w grupie pięciu obarczonych największym ryzykiem rynków dzięki stosunkowo niskiemu całkowitemu obciążeniu w zakresie zadłużenia publicznego (37% PKB). RPA, która zwykle jest krajem charakteryzującym się ryzykiem związanym z zadłużeniem, uzyskała przeciętny wynik, ponieważ jej ogólnie wysokie zadłużenie publiczne (78% PKB) rekompensuje szybko rosnący, lecz nadal niski udział zadłużenia publicznego w walutach obcych (11% całej kwoty).

Które RW realizujące działania związane z luzowaniem polityki pieniężnej stoją przed ryzykiem najwyższej inflacji? Turcja, Węgry, Czechy, Polska i Rumunia wykazują największe ryzyko wysokiej inflacji. Ocena Ryzyka Inflacji [Inflationary Risk Score][4] sygnalizuje, że Turcja najwyraźniej stoi przed najwyższym ryzykiem inflacji, ponieważ jest jedynym krajem odnotowującym dwucyfrową stopę inflacji (w lipcu: 11,8% w ujęciu rocznym), podczas gdy aktualna stopa wynikająca z polityki monetarnej wydaje się zbyt niska (8,25%). Co więcej, wzrost M2 wykazuje wysoką korelację na poziomie 79% z inflacją w przyszłości i w lipcu zwiększył się o +44% w ujęciu rocznym, co jest zdecydowanie najszybszym tempem wśród przeanalizowanych 16 RW. Cztery kraje środkowoeuropejskie, które wraz z Turcją znalazły się w grupie pięciu charakteryzujących się najwyższym ryzykiem rynków pod względem inflacji, także wykazują istotnie ujemne stopy ustalone w polityce monetarnej (skorygowane z uwzględnieniem inflacji), podczas gdy roczna stopa inflacji wzrosła w ostatnich miesiącach i jest dziś zbliżona do docelowych wartości inflacji ustalonych przez odpowiednie banki centralne. Indie, które znalazły się tuż po nich na pozycji 6, wykazały w lipcu podwyższoną stopę inflacji na poziomie 6,9% w ujęciu rocznym i również posiadają ujemną stopę ustaloną w polityce monetarnej, jednak charakteryzują się umiarkowaną zależnością od importu podstawowych towarów i słabym powiązaniem między M2 a wzrostem cen.

Zdolność do obsługi zadłużenia i inflacja są ze sobą wzajemnie powiązane – wzrost monetyzacji zadłużenia zwiększa obciążenie zadłużeniem publicznym i podnosi ryzyko inflacji. Na podstawie analizy połączonych elementów ryzyka stwierdzono, że Turcja, Węgry, Rumunia oraz Indie są najbardziej ryzykownymi RW, które wdrożyły programy o charakterze luzowania polityki pieniężnej w następstwie pandemii Covid-19 i kryzysu (zob. Rys. 2). Aby zamknąć puszkę Pandory zanim sprawy wymkną się spod kontroli, działania o charakterze luzowania polityki pieniężnej powinny być prowadzone w sposób tymczasowy oraz w ściśle określonych ramach.

Rys. 2. Oceny Zdolności do Obsługi Zadłużenia oraz Ryzyka InflacjiOceny Zdolności do Obsługi Zadłużenia oraz Ryzyka Inflacji

Źródła: Dane statystyczne poszczególnych krajów, IMF, IIF, Bloomberg, IHS Markit, Dział Analiz Allianz

Należy także podkreślić, że bez zdecydowanego zaangażowania w działania w obszarze fiskalnym, krótkoterminowa poprawa sytuacji na rynkach zadłużenia w walutach lokalnych na skutek działań o charakterze luzowania polityki pieniężnej może odnieść przeciwny skutek, zniechęcając w średniej perspektywie inwestorów międzynarodowych. Jeżeli działania z zakresu luzowania polityki pieniężnej będą realizowane bez określonego terminu i zakresu, w średniej perspektywie doprowadzi to prawdopodobnie do wzrostu kosztów zadłużenia po stronie władz. Biorąc pod uwagę rosnącą inflację i niepokój dotyczący zdolności do obsługi zadłużenia, inwestorzy mogą żądać wyższych zwrotów z tytułu nowych emisji instrumentów dłużnych w walutach miejscowych na rynkach wschodzących. Niska gotowość do przyjęcia ryzyka może stanowić problem dla RW, które będą musiały refinansować zadłużenie o terminie spłaty przypadającym w nadchodzących latach. Rys. 3 pokazuje, że władze Brazylii, Tajlandii, Indii, Turcji, Indonezji oraz Malezji będą przed końcem 2022 roku zmuszone dokonać prolongaty spłaty ponad 50 mld USD zadłużenia publicznego. Na 2022 rok spodziewane jest także przywrócenie zwykłej polityki monetarnej przez Bank Rezerw Federalnych. To może wiązać się z dodatkową presją w zakresie kosztów zadłużenia dla rynków wschodzących realizujących szeroko zakrojone działania związane z luzowaniem polityki pieniężnej nie wykazując jednocześnie wiarygodnych starań w kierunku konsolidacji podatkowej.

Rys. 3. Struktura zapadalności zadłużenia państwowego (w mld USD)Struktura zapadalności zadłużenia państwowego

Źródła: Bloomberg, Dział Analiz Allianz 

Rys. 4. Luzowanie polityki pieniężnej (QE) na rynkach wschodzących, swoboda w zakresie luzowania oraz ryzyko wynikające z finansowania zagranicznego

Luzowanie polityki pieniężnejŹródła: Dane statystyczne poszczególnych krajów, IMF, IIF, Bloomberg, IHS Markit, Dział Analiz Allianz

Rys. 5. Ocena Zdolności do Obsługi ZadłużeniaOcena Zdolności do Obsługi Zadłużenia

Źródła: Dane statystyczne poszczególnych krajów, IMF, IIF, Bloomberg, IHS Markit, Dział Analiz Allianz

Rys. 6. Ocena Ryzyka InflacjiOcena Ryzyka Inflacji

Autorzy:

Françoise Huang
Starsza Ekonomistka ds. Rynku Azji i Pacyfiku – Dział Analiz Allianz

Selin Ozyurt
Starsza Ekonomista ds. Francji i Afryki -Dział Analiz Allianz

Manfred Stamer
Starszy Ekonomista ds. Wschodzących Rynków Europejskich i Bliskiego Wschodu – Dział Analiz Allianz

[1] Wskaźniki bodźców monetarnych posiadają następującą konstrukcję: 1-roczna zmiana 1-rocznej zmiany w zakresie podaży pieniądza w M2 (tj. druga pochodna), jako udział nominalnego PKB. Są one zatem zbliżone do wskaźników bodźców kredytowych, jednak dla ułatwienia porównań między poszczególnymi gospodarkami postanowiliśmy skoncentrować się na podaży pieniądza w M2. Wskaźniki pokazują, w jaki sposób zmienia się polityka pieniężna i kierują aktywnością gospodarczą.

[2] Innymi słowy, jeżeli działania z dziedziny luzowania polityki pieniężnej wykroczą zdecydowanie poza zakres działań polityki monetarnej polegającej na dostosowaniu się do bieżącej sytuacji, wówczas wstąpi ryzyko, że ekspansywna polityka fiskalna będzie finansowana poprzez dodruk pieniędzy. Nie byłoby to niczym nowym w historii rynków wschodzących; wiele banków centralnych RW finansowało w ten sposób wydatki rządowe aż do początku bieżącego stulecia, co powodowało poważne skutki, takie jak hiperinflacja oraz poważne trudności ze spłatą zadłużenia państwowego.

[3] Ocenę Ryzyka Związanego ze Zdolnością do Obsługi Zadłużenia określamy na podstawie zbioru sześciu wskaźników dotyczących 16 RW realizujących lub planujących luzowanie polityki pieniężnej: zadłużenia publicznego (% PKB), zadłużenia publicznego w walutach obcych (% całkowitego zadłużenia publicznego), płatności odsetek przez rząd (% przychodu fiskalnego), posiadania obligacji państwowych przez bank centralny (% PKB), zmiany spreadu dla obligacji państwowych od początku roku, a także wskaźnika skuteczności rządu (odzwierciedlającego jego zdolność do podejmowania reform strukturalnych w celu zwiększania przychodów podatkowych).

[4] Ocenę Ryzyka Inflacji określamy na podstawie zbioru czterech wskaźników dotyczących wybranych RW: stopy inflacji mierzonej wskaźnikiem cen konsumpcyjnych oraz rzeczywistej stopy oprocentowania (skorygowanej z uwzględnieniem inflacji) wynikającej z polityki monetarnej (według stanu na lipiec 2020 roku), ryzyka inflacji związanej z towarami importowanymi (udział paliw i żywności w całkowitej konsumpcji gospodarstwa domowego) oraz (opóźnionej) korelacji między wzrostem M2 podaży pieniądza a inflacją. Co istotne, wzrost M2 przyspieszył we wszystkich 16 wybranych RW w ciągu 2020 roku i wykazuje pozytywną korelację z inflacją cen konsumpcyjnych, z wyjątkiem Filipin i Kolumbii. Do określenia wskaźnika wybraliśmy korelację charakteryzującą się opóźnieniem wynoszącym dwa miesiące.

Instagram zagrożony: złośliwe zdjęcie przepustką do przejęcia smartfona przez hakerów!

Najpopularniejsza na świecie aplikacja do publikowania zdjęć – Instagram, posiadała poważną lukę bezpieczeństwa. Krytyczna podatność w systemie przetwarzania obrazów na Instagramie mogła umożliwić hakerom wykorzystanie złośliwego obrazu do przejęcia konta i przekształcenia telefonu ofiary w narzędzie szpiegowskie – ujawniają badacze z firmy Check Point.

Eksperci bezpieczeństwa z Check Pointa zidentyfikowali krytyczną lukę w najpopularniejszej na świecie aplikacji do udostępniania zdjęć i filmów. Podatność w aplikacji pozwalała na tzw. zdalne wykonanie kodu (RCE), co przekładało się na możliwość dokonania przez hakerów dowolnej czynności w aplikacji oraz wykorzystania jej uprawnień, zagrażając prywatności milionom użytkowników na całym świecie!

Aby uzyskać dostęp do urządzenia swojej ofiary za pomocą luki w Instagramie, cyberprzestępcy musieliby przygotować specjalne złośliwe zdjęcie oraz przesłać je swojej ofierze mailem lub przez komunikator – najlepiej taki, który automatycznie pobiera obrazy. Po otwarciu Instagrama i wyświetleniu ściągniętego zdjęcia, złośliwy kod wykorzystuje podatność, zapewniając hakerowi pełny dostęp do wiadomości oraz obrazów ofiary. Co więcej, dzięki rozbudowanym uprawnieniom, atakujący mógłby uzyskać dostęp również do innych funkcji urządzeń użytkowników – kontaktów, aplikacji aparatu czy danych lokalizacyjnych!

Winny dekoder jpeg

Za wykryte przez Check Pointa zagrożenie odpowiedzialna była luka w Mozjpeg, czyli dekoderze plików JPEG typu open source, który jest używany przez Instagram do przesyłania obrazów do aplikacji.

Po jej identyfikacji, analitycy firmy Check Point poinformowali o swoich odkryciach Facebooka, będącego obecnym właścicielem aplikacji. Po ostatecznym potwierdzeniu problemu, wydana została poprawka bezpieczeństwa dla Instagrama, naprawiająca lukę w nowszych wersjach aplikacji na wszystkich urządzeniach.

– Po przeprowadzeniu analiz pojawiły się przed nami dwa wnioski: Po pierwsze, biblioteki kodów stron trzecich (w tym wypadku open-source’owy Mozjpeg – przyp. red.) mogą stanowić poważne zagrożenie. Wzywamy programistów do sprawdzania zewnętrznych bibliotek, których używają do tworzenia infrastruktury aplikacji, by upewnić się, że ich integracja jest przeprowadzana prawidłowo. Kody stron trzecich są używane praktycznie w każdej aplikacji i bardzo łatwo jest przeoczyć osadzone w nich zagrożenia. – mówi Yaniv Balmas, szef działu badań cybernetycznych w Check Point Software Technologies.

– Po drugie, użytkownicy powinni poświęcić trochę czasu, aby sprawdzać uprawnienia aplikacji na swoich urządzeniach. Wiadomość „aplikacja prosi o pozwolenie” może wydawać się uciążliwa i łatwo jest bez zastanowienia kliknąć „Tak”, jednak w praktyce jest to jedna z najsilniejszych dostępnych linii obrony przed mobilnymi cyberatakami. Stąd radzę poświęcić chwilę i za stanowić się, czy naprawdę chcemy dać danej aplikacji dostęp do kamery, mikrofonu itp. – dodaje Balmas.

By mieć pewność, że wystarczająca liczba użytkowników Instagrama zaktualizowała swoje aplikacje, badacze Check Pointa przez pół roku wstrzymywali się z publikacją swoich ustaleń. Instagram jest szóstą najpopularniejszą na świecie platformą społecznościową z przeszło miliardem użytkowników. W Polsce liczbę korzystających z aplikacji szacuje się na ok. 7,5 miliona, z czego blisko 60% stanowią kobiety.

Ciche Godziny we wszystkich sklepach w Polsce?

Ponad połowa osób z autyzmem boi się wychodzić z domu. Powodem jest nieprzystosowanie przestrzeni publicznej do potrzeb osób z autyzmem. Choć hałas, mocne oświetlenie i tłum stanowią codzienność w polskich sklepach, dla osób z ASD to czynniki wywołujące duży dyskomfort, często nawet ból fizyczny. Fundacja JiM zachęca sieci handlowe do przyłączenia się do akcji Ciche Godziny, która ma na celu ułatwienie zakupów osobom w spektrum oraz podniesienie świadomości społeczeństwa na temat autyzmu.

Nadwrażliwość sensoryczna to jedno z obciążeń, z którymi mierzą się osoby z autyzmem. Korzystanie z przestrzeni publicznej oznacza dla nich codzienne zmaganie się z lękiem. Odpowiadając na potrzeby osób ze spektrum Fundacja JiM zwraca się do sklepów i sieci handlowych, aby w ramach wspólnej akcji wprowadzić tymczasowe zmiany w funkcjonowaniu placówek. Według raportu przeprowadzonego na zlecenie Fundacji JiM, w czołówce najbardziej potrzebnych zmian w funkcjonowaniu sklepów wskazanych przez osoby z ASD znalazły się: ograniczenie hałasu, kasa dla niepełnosprawnych lub pierwszeństwo w kasach, wprowadzenie cichych godzin, przygaszone światło, mniej ludzi[1].

– Stale otrzymujemy sygnały od naszych podopiecznych oraz ich bliskich na temat problemów natury życia codziennego. Osoby w spektrum autyzmu często cierpią, robiąc zakupy w pobliskim sklepie. Hałas, tłok i mocne oświetlenie powodują fizyczny ból, który zmusza je do wyjścia ze sklepu. To scenariusz, którego chcemy unikać. Dążymy do umożliwienia osobom z ASD życia na równych zasadach, dotyczących również ich codzienności. Zmiany, do których zachęcamy sieci handlowe oraz mniejsze sklepy, są możliwe do wdrożenia niewielkim nakładem pracy. Wystarczy raz, dwa razy w tygodniu wyciszyć sygnały dźwiękowe, obniżyć natężenie światła, otworzyć dodatkową kasę, aby osoby w spektrum autyzmu miały szansę na spokojne zrobienie zakupów. To naprawdę niewiele, dlatego zwracamy się do sieci handlowych o przyłączenie się do akcji oraz naszej misji tworzenia lepszego świata dla osób z autyzmem – mówi Tomasz Michałowicz, Prezes Fundacji JiM.

[1] Źródło: Fundacja JiM: Raport z analizy badania ankietowego w sprawie dostosowania sklepów do potrzeb osób z zaburzeniami ze spektrum autyzmu, 2018.

Nie ma powrotu do stawek VAT 22% i 7%

Według projektu ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu przeciwdziałaniu społeczno-gospodarczym skutkom COVID-19 odroczony został powrót do stawek VAT 22% i 7%. Rząd argumentuje to koniecznością przeciwdziałania skutkom pandemii COVID-19.

Podwyższone o 1% stawki podatku VAT obowiązują w Polsce już prawie dziesięć lat – od 2011 roku. Jak podano w uzasadnieniu do projektu: „Na podstawie danych za rok 2019 r., polska gospodarka spełniła (…) określone warunki, co oznaczałoby powrócenie do niższych stawek VAT od dnia 1 stycznia 2021 r. Jednak warunki te, z uwagi na epidemię COVID-19, nie zostały spełnione w sposób trwały. Epidemia COVID-19 oznacza konieczność zapewnienia środków finansowych na walkę z jej skutkami i wspieranie ożywienia gospodarczego, przy równoczesnym zachowaniu stabilności fiskalnej”.

Ministerstwo Finansów wskazuje też, że „Zgodnie z szacunkami zaprezentowanymi w „Programie konwergencji Aktualizacja 2020”, niższe dochody podatkowe, a także wydatki na powstrzymanie epidemii, leczenie chorych, ochronę miejsc pracy i pracowników oraz zapewnienie wsparcia płynnościowego firmom, doprowadzą do znacznego wzrostu deficytu i długu publicznego.”

Z jednej strony więc, poprzez pozostawienie wyższych stawek, rząd liczy na większe wpływy do budżetu. Jednak w tej sytuacji warto postawić pytanie: czy powrót do stawek pierwotnych nie spowodowałby obniżenia cen, a przy tym zwiększenia popytu i wpływów? Jedno jest pewne: zapowiedzi do powrotu stawek VAT póki co pozostają tylko zapowiedziami.

Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt

Czy zaleją nas śmieci? Niemcy i Szwecja odpowiadają za 50 proc. polskiego importu odpadów niebezpiecznych

Przeciętny mieszkaniec Polski wyprodukował w 2018 r. 329 kg odpadów komunalnych, a do 2030 r. liczba ta wzrośnie do 370 kg – wynika z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego pt. „Czy zaleją nas śmieci?”. Co gorsze, w 2017 r. w porównaniu do 2016 r. o połowę wzrósł wolumen importu odpadów notowanych do Polski. Nasz kraj importuje kilkukrotnie więcej odpadów niebezpiecznych niż eksportuje. 50 proc. niebezpiecznych odpadów importowanych przez Polskę pochodzi ze Szwecji i Niemiec. Analitycy PIE podkreślają, że w 2019 r. opłaty za wywóz odpadów komunalnych wzrosły średnio o 30 proc. w porównaniu z 2018 r. W 2020 r. można spodziewać się dalszego wzrostu stawek, zwłaszcza jeśli mieszkańcy nie będą segregować odpadów.

Unia Europejska odpowiada za ok. 12 proc. światowej produkcji odpadów komunalnych. W Polsce najwięcej odpadów komunalnych wytwarzają mieszkańcy województwa dolnośląskiego (394 kg/os.), natomiast najmniej osoby zamieszkujące województwo świętokrzyskie (201 kg/os.). Około 1/3 Polaków chętnie podjęłaby się ograniczeniu wytwarzanych odpadów, lecz nie wie, w jaki sposób do tego doprowadzić. Na konieczność rozwiązania problemu za pośrednictwem akcji edukacyjnych i warsztatów wskazuje także wysokie zróżnicowanie poziomu segregacji śmieci między poszczególnymi gminami.produkcja odpadów komunalnych

Podniesienie stosunkowo niskiego poziomu segregacji odpadów w Polsce wymaga opracowania rozwiązań, które pozwolą różnicować odpowiedzialność gospodarstw domowych w ramach wspólnot mieszkaniowych. Poszczególni członkowie, którzy nie stosują segregacji, nie powinni powodować płacenia najwyższych opłat przez każde gospodarstwo domowe, gdyż w efekcie osłabia to motywację pozostałych mieszkańców. Jednak nawet sprawdzone rozwiązania, takie jak przeniesienie odpowiedzialności indywidualnej na wyższy poziom wspólnoty, wymagają szerokiej kampanii społecznej – mówi Magdalena Maj, analityk zespołu energii i klimatu Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

W Polsce ogólna liczba odpadów wyprodukowanych w 2018 r. wyniosła 128 mln t, z czego 12 mln (ok. 9,8 proc.) stanowiły odpady komunalne. Za blisko połowę produkcji odpadów (48 proc.) odpowiada sektor górnictwa i wydobycia, kolejne 20 proc. wytwarza sektor przetwórstwa przemysłowego, natomiast 14 proc. pochodzi z wytwarzania i zaopatrywania w energię elektryczną, gaz, parę wodną i gorącą wodę. Znacząco niższy niż w Unii Europejskiej jest tu udział budownictwa, które produkuje w Polsce jedynie 3 proc. odpadów.

Jeśli nie będziemy brali pod uwagę odpadów komunalnych, to najwięcej odpadów ogółem wytworzono w województwach dolnośląskim i śląskim, gdzie zlokalizowany jest przemysł wydobywczy. Łącznie te dwa regiony w 2018 r. odpowiadały za wyprodukowanie ponad 63 mln t odpadów (54 proc.) – dodaje Magdalena Maj.

Import i eksport odpadów

Europa pozbywa się śmieci, w ostatnich latach zwiększając ich eksport. W latach 2001-2016 eksport odpadów notowanych w UE zwiększył się trzykrotnie – z 6,3 mln t do 21,6 mln t, w 2017 r. natomiast nastąpił spadek do 20,5 mln t. W 2018 r. eksport odpadów w UE wyniósł 18,7 mln t.

Polska importuje zdecydowanie więcej odpadów notowanych niż eksportuje. W 2016 r. do kraju trafiło 250 tys. t odpadów, natomiast w 2017 r. było to o ponad 50 proc. więcej, bo 380 tys. t, z czego ponad 225 tys. t stanowiły odpady niebezpieczne. Znaczący wzrost wolumenu importu wynika jednak głównie ze zwiększającego się udziału odpadów niezaliczanych do niebezpiecznych.

Jednocześnie Polska w 2016 r. wyeksportowała  83 tys. t odpadów, w tym 46 tys. t odpadów niebezpiecznych, a rok później w 2017 r. o 14 proc. więcej – 95 tys. t, z czego odpady niebezpiecznie stanowiły 42 tys. t.

Sytuacja przedstawia się lepiej pod względem ilości śmieci importowanych na mieszkańca. W 2017 r. było to 10 kg/os. rocznie, z czego 6 kg/os. stanowiły odpady niebezpieczne. W obu przypadkach jest to wynik poniżej średniej UE (odpowiednio 39 i 18 kg/os.).Import i eksport odpadów

Ponad 81 proc. wszystkich notowanych odpadów importowanych do Polski pochodzi z krajów UE-27, a jeśli uwzględnimy Wielką Brytanię, wynik ten przekracza 96 proc. Nasz kraj importuje też najwięcej odpadów niebezpiecznych z Unii, bo aż 92 proc. (z Wielką Brytanią 94 proc.). Największym eksporterem odpadów do Polski są Niemcy i Szwecja, odpowiadające za 50 proc. polskiego importu odpadów niebezpiecznych.

Goldman Sachs: Brexit bez umowy uderzy w europejskich producentów samochodów

Zdaniem ekonomistów Goldman Sachs scenariusz, w którym dochodzi do Brexitu bez osiągnięcia porozumienia stworzy liczne zagrożenia dla europejskiego przemysłu motoryzacyjnego. Obejmują one: cła na samochody, wyższe koszty zaopatrzenia w surowce/komponenty oraz, w mniejszym stopniu bezpośrednio, możliwość wystąpienia rozbieżności regulacyjnych między Zjednoczonym Królestwem a UE. Zakładając czarny scenariusz, analitycy GS szacują, że w 2021 zysk operacyjny przed opodatkowaniem (EBIT) Groupe PSA może być mniejszy o około 7%. Odpowiednio dla Renault byłoby to -6%. W przypadku BMW i Volkswagena potencjalne straty byłby niższe, bo wynoszące około 4,5%. Przy najgorszym możliwym założeniu (powrót do taryf WTO), szacowane straty mogą być zdecydowanie wyższe.

Pokolenie Z na rynku pracy – czym się różnią ich oczekiwania?

Na ukształtowanie przedstawicieli pokolenia Z wpłynął szereg czynników oraz wydarzeń natury społecznej, ekonomicznej i technologicznej, występujących w czasie ich dorastania. Czym odróżniają się oni od poprzednich generacji? Jakie wyzwania niesie ze sobą wejście „Zetek” na rynek pracy? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań na temat pokolenia stawiającego swoje pierwsze kroki na zawodowej ścieżce, znaleźć można w najnowszym raporcie Cushman & Wakefield oraz Antal pt. „Generacja  Z: Miejsce pracy liderów jutra”.

Generacja Z to osoby urodzone pomiędzy 1995 a 2005 rokiem. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, liczebność pokolenia Z w Polsce to 4,2 miliona osób. Jest ono o 31% mniej liczne w porównaniu do pokolenia Y – grupy urodzonej w latach 1984-1994, co przekłada się również na mniejszą liczbę absolwentów uczelni wyższych, a w szczególności uczelni ekonomicznych. Kierunki techniczne cieszą się zwiększonym zainteresowaniem pokolenia Z w porównaniu do wcześniejszych generacji, co może świadczyć o zmieniających się preferencjach młodych osób oraz poszukiwaniu stabilnego zatrudnienia w branżach, które obecnie są wskazywane jako najbardziej przyszłościowe. Aktualnie, pokolenie Z stawia swoje pierwsze kroki na ścieżce zawodowej. Dla przykładu, według danych ABSL w sektorze nowoczesnych usług dla biznesu w Polsce pracuje ponad 338 000 osób, z czego blisko 19,7%, stanowią pracownicy w wieku poniżej 26 lat. Jest to trzecia największa grupa wiekowa wśród osób zatrudnionych w tym sektorze.

Miejsce pracy Zetek

Według raportu Cushman & Wakefield najmłodsze pokolenie na rynku pracy stawia na połączenie modelu pracy stacjonarnej i zdalnej. Taką formę zatrudnienia, jako preferowaną, wykazało 61% ankietowanych. Model pracy zdalnej w pełnym wymiarze cieszył się najmniejszym zainteresowaniem i został wskazany jedynie przez 13% respondentów, a, zgodnie z wynikami globalnego badania „The future of workplace”, dla 70% badanych Zetek praca z domu stanowi wyzwanie.

Znaczna większość badanych wykazała chęć pracy w modelu hybrydowym łączącym pracę z biura z pracą z dowolnego miejsca. Przyczyn niskiego zainteresowania pracą zdalną upatrujemy w tym, że pokolenie Z jest grupą społeczną, która najgorzej zniosła przymusowy okres pracy z domu w porównaniu do starszych pokoleń. Najczęściej wskazywanymi niegodnościami tego trybu wykonywania swoich obowiązków zawodowych przez Zetki były ograniczona możliwość zdobywania wiedzy od bardziej doświadczonych współpracowników oraz, w wielu przypadkach, brak komfortowej przestrzeni do pracy w domu. Ponadto, praca zdalna zaburza relacje pomiędzy współpracownikami, co bezpośrednio wpływa na atmosferę w organizacji, która jest jednym z głównych czynników wskazywanych przez pokolenie Z w kontekście opisywania idealnego środowiska pracy – podsumowuje Katarzyna Lipka, Dyrektor Działu Doradztwa i Analiz Rynkowych, Cushman & Wakefield.

Pokolenie Z oczekuje również bardzo szybkiej informacji zwrotnej, którą łatwiej jest otrzymać pracując w tym samym pomieszczeniu. Są to osoby przyzwyczajone do komunikacji dualnej – z jednej strony za pośrednictwem kanałów online, ale też potrzebujące silnych relacji interpersonalnych. Jako pracownikom dopiero wkraczającym na rynek pracy, szczególnie mocno zależy im na poznaniu kultury organizacyjnej – dodaje Agnieszka Wójcik, menedżer ds. badań rynku w Antal.

Blisko 60% respondentów z pokolenia Z wykazuje, że chciałoby pracować w nowoczesnych budynkach biurowych. Drugą najczęściej wybieraną odpowiedzią są kameralne obiekty biurowe, kamienice lub mieszkania. Mimo to, główną lokalizacją preferowaną przez przedstawicieli pokolenia Z jest ścisłe centrum, a najważniejszy czynnik brany pod uwagę przy wyborze miejsca zatrudnienia to czas dojazdu do biura.

Pokolenie Z opisuje swoje wymarzone miejsce pracy jako przestrzeń, w której można przede wszystkim zdobywać doświadczenie i rozwijać swoje umiejętności oraz takie, w którym panuje dobra atmosfera, wspierająca budowanie relacji. Mimo to, przedstawiciele pokolenia Z chcą mieć swoje, przypisane miejsce pracy i wolą wykonywać indywidualne zadania, niż działać w zespołach.

Jedną z ciekawszych obserwacji jest niechęć Zetek do hot desków i chęć posiadania swojego kawałka podłogi w okolicach przypisanego biurka lub gabinetu. Przypominam, że mówimy tu o osobach, które jednocześnie pełnymi garściami korzystają z dobrodziejstw ekonomii współdzielenia (sharing economy) w odniesieniu np. do mieszkań, samochodów, rowerów czy hulajnóg elektrycznych. Jest to jeszcze bardziej intrygujące w perspektywie upodobania pokolenia Z do pracy hybrydowej (61%), która zakładałaby od 1 do 3 dni pracy zdalnej. Z perspektywy pracodawcy oznaczałoby to, że stanowisko pracy stałoby puste od 20-60% czasu, a w rzeczywistości te liczby byłyby jeszcze większe, ponieważ musimy wziąć pod uwagę także urlopy, choroby, szkolenia, czy wyjazdy służbowe. Przed wieloma organizacjami stoi więc niezwykle ważne zadanie związane z edukacją pracowników, w szczególności, jeśli chciałyby one dokonać optymalizacji zajmowanej przestrzeni poprzez wprowadzenie bardziej elastycznego środowiska pracy, a tym samym dostosowanie liczby biurek do rzeczywistych potrzeb – komentuje Aleksander Szybilski, szef działu Workplace Strategy w Cushman & Wakefield.

Biuro skrojone na miarę potrzeb pokolenia Z powinno być odzwierciedleniem kultury organizacyjnej, wyróżniającej się jakością, opartej na zaufaniu, wzajemnym szacunku, gdzie codzienna możliwość interakcji z koleżankami i kolegami oraz z kompetentnymi przełożonymi jest najlepszym benefitem, zachęcającym do pracy – Anna Trochim, Country HR Manager, Cushman & Wakefield.

Więcej informacji na temat pokolenia Z, jego oczekiwań i potrzeb można znaleźć w raporcie Cushman & Wakefield oraz Antal: „Generacja Z: Miejsce pracy liderów jutra”.

Pełna wersja raportu dostępna jest pod linkiem: https://info.cushmanwakefield.com/l/263412/2020-09-24/348sh8

Eko Entuzjaści – tylko co piąty Polak podchodzi entuzjastycznie do tematyki ekologicznej

Coraz częściej słychać o rosnącej nieufności Polaków do eko marketingu czy poczuciu niemocy w działaniach skierowanych przeciwko postępującym zmianom klimatycznym. Jednak nie wszyscy stracili wiarę w ekologię. Przeszło co piąty Polak wpisuje się swoim zachowaniem i postawami w najbardziej pro-ekologiczny segment – wynika z drugiej edycji badania EKOBAROMETR Agencji Badań Rynku i Opinii SW Research.

Mimo rosnącej popularności haseł i działań związanych z ekologią, Polacy nadal w bardzo zróżnicowany sposób podchodzą do tego zagadnienia. Chcąc bliżej przyjrzeć się nastawieniu polskiego społeczeństwa do tematów ekologicznych, Agencja Badań Rynku i Opinii SW Research rozszerzyła swój cykliczny projekt EKOBAROMETR o pytania dotyczące społecznego wymiaru ekologii. W oparciu o wyniki powstała mapa pięciu różnych osobowości ekologicznych– które zostały opisane jako:

  1. Eko Na Pokaz,
  2. Eko Entuzjaści,
  3. Eko Zagubieni,
  4. Eko Troskliwi,
  5. Krytycy Ekomarketingu.

Zatem czym się wyróżnia najbardziej pro-ekologiczna osobowość?

Eko Entuzjaści to drugi najliczniejszy segment w Polsce –w badanej próbie jest ich 21%, co oznacza, że w polskiej populacji jest ich około 8 mln.

W obliczu głośnych strajków młodzieży, domagającej się podjęcia kroków przeciwko działaniom prowadzącym do niekorzystnych zmian klimatycznych, wystąpień młodej aktywistki Grety Thunberg oraz coraz popularniejszych w przedszkolach i szkołach lekcji o tematyce ekologicznej, wydawać by się mogło, że to młode osoby będą wykazywać najbardziej pro-ekologiczne postawy. Zaskakująco, średnia wieku dla Eko Entuzjastów jest najwyższa spośród wszystkich segmentów – wynosi ona 49 lat, a aż 60% Entuzjastów jest powyżej 45 roku życia.

Wśród Eko Entuzjastów dominują kobiety – stanowią prawie dwie trzecie frakcji (64%), co również stanowi najwyższy wskaźnik feminizacji wśród wszystkich segmentów. Eko Entuzjaści mieszkają przeważnie w miastach, przy czym najwięcej z nich mieszka w miejscowościach do 100 tys. mieszkańców (36%).Eko Entuzjaści_1_ Demografia Segmentu

Wyraźny udział osób po 45 roku życia w tym segmencie i tak mały odsetek młodzieży wyraźnie nas zaskoczył – komentuje Piotr Zimolzak, Wiceprezes Zarządu SW Research. Alarmujące jest to, że najbardziej pro-ekologiczne postawy  obserwowane są w segmencie starzejącym się, a nie wśród najmłodszej grupy badanych. Pojawia się zatem pytanie, czy jako społeczeństwo jesteśmy w stanie skutecznie edukować młodych tak, żeby w przyszłości zapewnić dobre warunki środowiskowe dla nas wszystkich?

Po czym rozpoznać Eko Entuzjastę?

Eko Entuzjaści mają głęboko zakorzenioną potrzebę dbania o środowisko. Prawie wszyscy (98%) regularnie segregują śmieci czy chodzą do sklepów z własnymi siatkami na zakupy (99%). Dla porównania, odsetek wykonywania tych czynności jest niższy dla całego społeczeństwa o ok. 15 pkt procentowych. Drobne czynności przekładające się na stan środowiska, takie jak gaszenie światła po wyjściu z pomieszczenia czy oszczędzanie wody przy każdej okazji również są niezwykle często wykonywane przez osoby z tego segmentu – deklarowało je odpowiednio 96% i 98% Eko Entuzjastów. Mniej popularna czynność, jaką jest wybór prysznica zamiast kąpieli w wannie wskazywana przez 68% Polaków, wśród Eko Entuzjastów odnotowała równie wysoki odsetek, co reszta popularnych eko czynności – wskazało ją 89% osób z tego segmentu.

Głęboką troskę o ekologię i środowisko Eko Entuzjaści łączą ze świadomością różnych praktyk zielonego marketingu. 43% wskazało poprawną definicję greenwashingu – pojęcia określającego te zabiegi marketingowe, które mają na celu wykreowanie przedsiębiorstwa jako pro-ekologicznego, kiedy w rzeczywistości nie idzie za tym prawdziwa chęć ochrony środowiska. Mimo wyższego od ogółu odsetka osób znających ciemną stronę eko marketingu (36%), segment Eko Entuzjastów bardzo pozytywnie podchodzi do reklam wykorzystujących elementy ekologiczne. Aż 82% ma do nich pozytywny stosunek, kiedy niewiele ponad połowa Polaków (56%) wykazuje podobne podejście.Eko Entuzjaści_2_ Czynności Eko Eko Entuzjaści_3_Aspekty reklam

Eko Entuzjaści są wyjątkowym segmentem. Powszechnie wykazują postawy pro-ekologiczne oraz nie widać wśród nich sceptycyzmu w stosunku do zielonego marketingu. Co ważne, mają najwyższy odsetek pozytywnego podejścia do reklam ekologicznych spośród wszystkich segmentów. Rekomendujemy kierowanie do nich komunikatów marketingowych, które pokazują jak dana marka lub przedsiębiorstwo realnie wpływa na środowisko – komentuje Zimolzak. Nie należy jednak zapominać, że ten segment jest także świadom nieekologicznych praktyk marketingowych. Do Eko Entuzjastów dotrą przede wszystkim szczere motywacje i wyważona komunikacja marketingowa.

Opis badania

Badanie ma charakter cykliczny (trackingowy). Prezentowane wyniki są sumą dwóch pomiarów zrealizowanych przez SW RESEARCH w czerwcu (4-24.06.2020 r.) oraz w marcu (2-24.03.2020 r.) metodą wywiadów on-line (CAWI). W ramach badania przeprowadzono w sumie 2 991 ankiet (Pomiar II – 1 515, Pomiar I – 1 476) z użytkownikami panelu badawczego SW Panel. Realizacja kolejnej fali planowana jest na przełomie września i października 2020 r.

O projekcie

Projekt EKOBAROMETR to cykl badań poświęcony analizie aktualnych postaw i nastrojów polskich konsumentów wobec szeroko pojętej ekologii obecnej w różnych sferach codziennego życia. Jedną z nich jest wymiar społeczny, ukazujący m.in. jak Polacy podchodzą do ekologii jako takiej i jak różnią się między sobą ich postawy wobec środowiska. Drugą sferą jest obszar komunikacji marketingowej, ukazujący m.in. jak konsumenci odbierają reklamy wykorzystujące motywy ekologiczne.

Polska jest 17. eksporterem żywności na świecie. W ciągu dekady ma szansę awansować do pierwszej dziesiątki

Eksport z Polski stanowi dziś 68 proc. eksportu Belgii, która znajduje się właśnie na 10. miejscu. A jeszcze w momencie wchodzenia do UE, eksport z Polski stanowił zaledwie 28 proc. eksportu kraju z 10. miejsca.

– Tempo ekspansji wskazuje zatem, że do 2030 r. Polska powinna wejść do grupy dziesięciu największych eksporterów – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Rykaczewski, analityk sektora rolno-spożywczego Santander Bank Polska. – W wielu branżach Polska już jest w pierwszej dziesiątce światowych eksporterów, tak jest w produkcji mięs i przetworów z mięs, mleka i nabiału, czy przetworów mącznych.

Szanse na awans do globalnej ekstraklasy podnosi to, że w Polsce jest bardzo duża grupa solidnych firm, które mają odpowiednie przepływy finansowe i kapitał by prowadzić ekspansję na nowe rynki i w nowych obszarach produktowych czy technologicznych. Istotne są tu przede wszystkim dwa zjawiska. Po pierwsze, rośnie grupa krajowych czempionów, czyli bardzo dużych firm o zróżnicowanym portfolio produktowym, które mogą korzystać z efektów skali i prowadzić ambitną ekspansję międzynarodową. Po drugie, w sektorze produkcji żywności relatywnie duża i rosnąca jest grupa gazel, czyli dynamicznych firm, szybko powiększających przychody i zyski, a jednocześnie takich, które mają odpowiednio wysokie przychody by podejmować ryzyko ekspansji zagranicznej i produktowej.

Jak wynika z raportu Santander Bank Polski, przygotowanego przez SpotData, „Czas na marże. Jak polscy producenci żywności mogą przejść od ekspansji wolumenowej do zwiększania efektywności”, polskie firmy produkujące żywność rozwijają się bardzo szybko, ale za rozwój płacą cenę w postaci obniżających się marż.

– Od początku dekady wartość dodana generowana na każde euro sprzedaży obniżyła się w Polsce o 1,2 proc. W tym samym czasie analogiczny wskaźnik dla Francji podniósł się o 3,2 proc., dla Niemiec o 1,5 proc., dla Czech o 2,2 proc., dla Węgier o 1,6 proc. – wyjaśnia analityk Santander Bank Polska. – Dlatego powinniśmy pójść w kierunku eksportowania wyrobów bardziej przetworzonych, tak ja to zrobiły wymienione kraje.

Spadek marży w Polsce jest zatem zjawiskiem wyróżniającym się negatywnie dla tle innych krajów europejskich. Przetwórstwo żywności wyróżnia się pod tym względem na tle innych branż przetwórczych w Polsce. Patrząc na rentowność sprzedaży od początku dekady obniżyła się ona w tym sektorze o 0,4 pkt proc., podczas gdy w całym przetwórstwie wzrosła o 0,3 pkt proc.

Warszawski rynek biurowy w rozkwicie

Warszawa przeżywa budowlany boom. Widać to wyraźnie w centrum miasta i na Woli. Jednak z roku na rok liczba wydawanych w mieście pozwoleń na budowę dla projektów biurowych maleje. Oznacza to zwiększenie skali projektów, realizowanych w Warszawie. To tylko jeden z najciekawszych wniosków pierwszej edycji badania „Warsaw Crane Survey – lato 2020”, czyli analizy zasobów biurowych Warszawy oraz przyszłej podaży, przeprowadzonej przez ekspertów firmy doradczej Deloitte.

Warsaw Crane Survey jest unikalną analizą zasobów biurowych stolicy Polski – autorzy badania przyjrzeli się zasobom biurowym w poszczególnych dzielnicach, co pozwoliło na analizę zmian na głębokim poziomie szczegółowości. Eksperci Deloitte przeanalizowali również pozwolenia na budowę wydane w ciągu ostatnich 10 lat, kreśląc tym samym kompletny obraz trendów wpływających na działalność deweloperską. Z badania wynika, że najwięcej powierzchni biurowej znajduje się obecnie na Mokotowie – ponad 1,5 mln m kw. Jednak ze względu na liczbę i powierzchnię inwestycji z uzyskanym pozwoleniem na budowę projektów biurowych, to Wola stanie się w najbliższych latach wiodącą lokalizacją biurową.

Warszawa w rozkwicie

Jak zauważają eksperci Deloitte, po trzech dekadach spektakularnego rozwoju, warszawski rynek biurowy osiągnął dojrzałość, nie tracąc przy tym jednak nic ze swojej witalności. Zasoby biurowe Warszawy osiągnęły w tym czasie poziom 5,5 mln mkw. powierzchni najmu. Tylko w ubiegłym roku oddano do użytku 175 tys. mkw. nowej powierzchni biurowej. W tym roku planowane jest oddanie ponad dwa razy więcej – ok. 400 tys. mkw powierzchni. Tym samym rok 2020 będzie pod tym względem rekordowy.

Co istotne pandemia COVID-19 nie wpłynęła znacząco na prace przy realizacji projektów biurowych w Warszawie, a nasze badania nie wykazały żadnych inwestycji, które zostały zawieszone z tego powodu. Jedynie w pierwszych tygodniach lockdownu miało miejsce krótkie zablokowanie procedur administracyjnych związanych z planowaniem oraz procesem budowlanym, co spowolniło nieco dynamikę branży, natomiast jej nie wyhamowało. Realne konsekwencje pandemii dla tego sektora będziemy mogli ocenić za około 2-3 lata. – mówi Maciej Krasoń, Partner w Dziale Audit & Assurance, Lider sektora nieruchomości i budownictwa w Europie Środkowej, Deloitte.

Ostatnia dekada to wydane pozwolenia na budowę dla 2,3 mln mkw nowej powierzchni biurowej. Najwięcej pozwoleń zdobył w tym czasie deweloper Ghelamco, odpowiedzialny również za realizację największej powierzchni najmu – ponad 400 tys. mkw. Najwyższym budynkiem w budowie jest powstający w sąsiedztwie Dworca Centralnego Varso Tower, o wysokości 310 m. Biurowiec realizowany przez HB Reavis przekroczył już 220 metrów i w najbliższych tygodniach wyprzedzi najwyższy dotąd budynek w Polsce – Pałac Kultury i Nauki.

Z naszej analizy wynika, że bieżący wolumen inwestycji (na etapie budowy i tych planowanych z już uzyskanymi pozwoleniami na budowę) jest w Warszawie stabilny i wynosi około 1 mln mkw. Na koniec ubiegłego roku była to wartość ponad 930 tys. mkw. Chociaż planowana powierzchnia pozostawała na podobnym poziomie przez ostatnią dekadę, to liczba inwestycji od kilku lat zdecydowanie spada. Oznacza to, że budujemy mniej biurowców, ale za to o większej powierzchni najmu, a więc często wyższych – mówi Dominik Stojek, Partner Associate, zespół doradztwa nieruchomościowego, Deloitte.

Wola staje się główną dzielnicą biurową

Kolejnymi dzielnicami z najwyższą podażą powierzchni biurowej są Śródmieście i Wola. Do głównych dzielnic biurowych czyli ofertujących ponad 0,5 mln mkw. powierzchni biurowej zaliczyć można też Ochotę i Włochy. Pozostałe dzielnice nie oferują obecnie więcej niż 200 tys. mkw.: nowoczesna powierzchnia biurowa Ursynowa wynosi 180 tys. mkw., zaś zasoby kolejnej Pragi Południe – oferującej największy zasób nowoczesnej powierzchni biurowej na prawym brzegu Wisły – wynoszą ponad 120 tys. mkw.

Śródmieście było pierwszą historyczną lokalizacją biur w Warszawie. Mieści się tu ok. 1,25 mln mkw. powierzchni biurowej, w budowie jest kolejne 113 tys. mkw., a w planach 41 tys. mkw. Większość obecnie powstających zasobów znajduje się w północnej i zachodniej części dzielnicy, w tym w projektach Skysawa, Widok Towers i Central Point. W 2019 roku nie wydano jednak żadnego nowego pozwolenia na budowę dla projektu biurowego w Śródmieściu.

Ze względu na dużą liczbę zabytkowych budynków, w Śródmieściu jest realizowanych najwięcej projektów rewitalizacyjnych, wprowadzających funkcję biurową w historyczną tkankę miejską. Przykładami są budynki na Placu Małachowskiego, CEDET czy wielofunkcyjny projekt na terenach dawnej elektrowni Powiśle.

W ostatnich latach, także kosztem Śródmieścia, znacznie wzrosła atrakcyjność Woli. Aż 5 z 7 pozwoleń na budowę nowoczesnych budynków biurowych wydanych w 2019 roku dotyczyło właśnie tej dzielnicy. Kluczowe znaczenie ma rozbudowa drugiej linii metra, dobrze rozwinięta infrastruktura kolejowa i tramwajowa, a także dostępność nieruchomości. Z naszej analizy wynika, że w najbliższych latach ta dzielnica będzie celem dla lokalizacji największych projektów biurowych w Warszawie. Dziś działalność deweloperska dotyczy głównie okolicy Ronda Daszyńskiego – mówi Magdalena Topolska-Ziemak, Manager w zespole doradztwa nieruchomościowego, Deloitte.

W tej chwili Wola znacznie prześciga pozostałe dzielnice pod względem liczby oraz powierzchni projektów, które są w budowie. Na koniec 2019 roku było to 544 tys. mkw powierzchni biurowej., czyli blisko połowa dotychczasowego zasobu dzielnicy. Na koniec 2019 roku w budowie były wieżowce Warsaw Unit, kompleks Generation Park, The Warsaw Hub (uzyskał pozwolenie na użytkowanie w sierpniu 2020) oraz Skyliner. Ponadto w północnej części dzielnicy powstaje projekt Forest, a we wschodniej, tuż obok Dworca Centralnego, kompleks Varso, który będzie oferował ponad 120 tys. mkw. Inwestorzy uzyskali już pozwolenia na budowę na kolejne blisko 150 tys. mkw.

Autorzy raportu zauważają, że w dzielnicy zauważalnie rośnie rola zasobów biurowych powstałych w wyniku realizacji projektów rewitalizacyjnych. Dwa największe miejskie projekty rewitalizacyjne w Warszawie, czyli Browary Warszawskie i Fabryka Norblina, są zlokalizowane właśnie na Woli.

Służewiec z nowymi funkcjami

Z 1,5 mln mkw wolumenu powierzchni biurowej Mokotowa aż 1 mln mkw przypada na rejon Służewca. Ostatnie lata przyniosły duże zmiany w tej części dzielnicy i kolejną transformację. Deweloperzy pomimo uzyskania pozwolenia na budowę biurowca coraz częściej decydują się na zmianę funkcji projektu, głównie na mieszkaniową. Tak jest na przykład z Cube i Infinicity przy ulicy Postępu oraz projektem Amber Mokotów NDI przy ulicy Konstruktorskiej. Większość spośród 10 projektów, które uzyskały w ostatniej dekadzie pozwolenie na budowę, a na etapie realizacji zadecydowano o zmianie ich funkcji, znajduje się właśnie w dzielnicy Mokotów.

Ponadto w ostatnich trzech latach nie wydano żadnego nowego pozwolenia na budowę budynku biurowego na Służewcu. Obecnie na terenie dzielnicy powstaje ponad 60 tys. mkw. powierzchni biurowej, głównie poza Służewcem i terenami z nim sąsiadującymi, w szczególności w rejon Sielc.

W ostatnich latach obserwujemy również spowolnienie powstawania nowego zasobu biurowego w dzielnicy Ochota. Ostatnie pozwolenie na budowę biurowca wydano w 2015 roku dla kolejnego etapu Adgar Park, jednak do dziś nie rozpoczęto jego budowy. Kolejne planowane projekty nie uzyskały jeszcze pozwoleń na budowę.

Widać wyraźnie jak bardzo za sprawą projektów biurowych zmienił się w ostatnich latach krajobraz Warszawy. Trzeba jednak zauważyć, że w minionym roku wydano tylko 7 pozwoleń na budowę dla projektów biurowych. Jest to najmniejsza liczba od 2011 roku. Czy to oznacza narastające nasycenie miasta powierzchnią biurową i zmniejszenie aktywności deweloperów, pokażą na pewno kolejne edycje naszego badania – podsumowuje Dominik Stojek.

CIMA i Diversity Hub stworzyły sojusz w zakresie wspierania otwartości i szacunku oraz promowania idei odpowiedzialnych finansów i zrównoważonego biznesu

23 września 2020 r. CIMA i think tank Diversity Hub podpisały memorandum o współpracy na rzecz rozwijania wiedzy w obszarze zarządzania różnorodnością i dostarczania rozwiązań, które ułatwiają tworzenie organizacji otwartych na różnorodność, a także promowania postaw otwartości, szacunku, zachowania zasady równych szans dla każdej osoby oraz odpowiedzialności w biznesie i profesji finansowej.

W celu urzeczywistnienia założeń współpracy CIMA i Diversity Hub planują podjąć m.in. takie działania jak:

    • realizacja wspólnych wydarzeń, konferencji, szkoleń, webinarów i innych angażujących akcji skierowanych do pracowników, członków i studentów CIMA, a także szerzej rozumianego środowiska biznesu i finansów;
    • wymiana ekspercka i wymiana know-how;
    • opracowanie rekomendacji i rozwiązań dla biznesu;
    • promocja rozwiązań, materiałów, artykułów, podcastów czy filmów poruszających temat otwartości i szacunku.

Sygnatariuszami podpisanego memorandum byli Jakub Bejnarowicz, dyrektor regionalny na Europę, CIMA oraz Tomasz Dąbrowski, wiceprezes zarządu, Diversity Hub.

Rozpoczęta dziś współpraca pozwoli na wymianę praktyk, doświadczeń i wiedzy w zakresie aspektów związanych z zarządzaniem różnorodnością, równością i integracją (ang. Diversity, Equality and Inclusion). Idealnie wpisują się one w misję i działalność naszej organizacji. Chcemy wesprzeć środowisko specjalistów ds. finansów w tych kwestiach i pomóc w tworzeniu społeczności odznaczającej się otwartością i szacunkiem – powiedział Jakub Bejnarowicz, dyrektor regionalny na Europę, CIMA.

Szczególnie ważne w obecnych czasach – zarówno z perspektywy naszej organizacji, jak i szeroko rozumianego biznesu i finansów – jest budowanie zaufania i branie na siebie większej odpowiedzialności za tworzenie wartości nie tylko dla udziałowców, ale i interesariuszy, dla których jej koncepcja jest zgoła inna, gdyż uwzględniają w dużej mierze aspekty społeczne i środowiskowe. Będzie to dobry punkt wyjścia do stworzenia bardziej odpowie­dzial­nego i zrównoważonego biznesu – dodał Jakub Bejnarowicz.

Co więcej, zdaniem Nicka Jacksona FCMA, CGMA, który w czerwcu br. został 87. Prezydentem CIMA i ideę odpowiedzialnych finansów uczynił mottem przewodnim swojej prezydentury, to właśnie specjaliści ds. finansów powinni być osobami wytyczającymi w tym zakresie drogę w firmach.

Branża ubezpieczeniowa sięga po chmurę

Polska Izba Ubezpieczeń wraz z Polską Izbą Informatyki i Telekomunikacji rozpoczęły prace nad opracowaniem standardu chmury obliczeniowej dla branży ubezpieczeniowej. Standard powstanie w listopadzie br. W projekt zaangażowali się przedstawiciele firm ubezpieczeniowych, dostawcy technologii i kancelarie prawne – łącznie 27 podmiotów. Prace koordynuje PIU wraz z firmą Accenture, która doradza w obszarze technologii, a także kancelarie Maruta Wachta i Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy.

Polska Izba Ubezpieczeń oraz Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji powołały grupę roboczą, by wypracować uniwersalny standard chmury, który umożliwi ubezpieczycielom sprawne oraz bezpieczne wykorzystanie jej do realizacji celów biznesowych. Projekt realizuje zalecenia stawiane przez Komisję Nadzoru Finansowego, opublikowane w komunikacie dotyczącym przetwarzania przez podmioty nadzorowane informacji w chmurze obliczeniowej publicznej lub hybrydowej.

Projekt zakłada zaangażowanie firm ubezpieczeniowych, dostawców technologii, kancelarii prawnych, a także uwzględnia konsultacje z nadzorem ubezpieczeniowym. Dokument powstanie do listopada 2020.

Chmura jest stosunkowo nowym narzędziem budowania przewagi konkurencyjnej. Przyniesie duże korzyści i zmieni funkcjonowanie organizacji. Jednak projekt standardu trzeba bardzo skrupulatnie przygotować i zaangażować do niego wiele podmiotów, przede wszystkim przedstawicieli firm, które już korzystają z rozwiązań chmurowych. Udział w pracach nad standardem chmury to ważne doświadczenie dla tych, którzy później będą wdrażać wypracowane teraz rozwiązania – mówi Mariusz Kuna, analityk PIU, szef działu Zarządzania Informacją Ubezpieczeniową w PIU.

Przedstawiciele branży ubezpieczeniowej powinni mieć wiedzę na temat wszystkich szans oraz zagrożeń, jakie wiążą się ze stosowaniem chmury. Istotna jest nie tylko strategia „wejścia” do chmury, ale również „wyjścia” oraz możliwość zmiany dostawcy usług w dowolnym momencie.

Przy opracowaniu uniwersalnych standardów bezpiecznego wykorzystania chmury obliczeniowej dla ubezpieczeń niezwykle ważny jest dialog przedstawicieli kilku grup. Głównymi zainteresowanymi są oczywiście zakłady ubezpieczeń. Równie istotna jest współpraca z nadzorem, dostawcami technologii, ale także kancelariami prawnymi. Ważna jest ocena procesów i danych, które trafią do chmury oraz dobór odpowiednich środków ­– mówi Marcin Maruta, wspólnik kancelarii Maruta Wachta.

Kancelarie prawne określą momenty krytyczne w migracji danych do chmury i opracują rekomendacje zgodne z wytycznymi nadzoru. Wskażą też rozwiązania, które pozwolą na maksymalne zwiększenie bezpieczeństwa podmiotów wykorzystujących w swoim biznesie chmurę obliczeniową.

Mamy nadzieję, że nasze doświadczenie ułatwi przygotowanie rekomendacji, co z kolei przełoży się na rozwój, konkurencyjność i innowacyjność biznesu – dodaje Marcin Maruta.

Rekomendacje przygotowane pod okiem doświadczonych kancelarii prawnych ułatwią również korzystanie z chmury w przyszłości. Ważna jest bowiem nie tylko analiza prawna planowanych działań pod kątem ich zgodności z obowiązującymi przepisami i wytycznymi nadzoru, ale też przygotowanie rekomendacji w taki sposób, by podmioty korzystające z chmury miały wsparcie prawne i pewność działania już w trakcie całego cyklu korzystania z usług chmury obliczeniowej – wskazuje Jan Byrski, wspólnik w kancelarii Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy.

Korzyści z chmury

Chmura oznacza redukcję kosztów utrzymania, zarządzania i konserwacji infrastruktury. Umożliwia także elastyczne podejście do wydatków operacyjnych. Do tego dochodzą korzyści z efektu skali, dzięki którym koszty utrzymania infrastruktury IT są niższe. Pozwala na zmniejszenie niepewności, jaka wiąże się z wdrażaniem nowych pomysłów. Migracja do chmury ułatwia szybsze tworzenie nowych usług oraz aplikacji, automatyzację procesów. Niskie początkowe nakłady inwestycyjne umożliwiają ograniczenie ryzyka finansowego związanego z realizacją projektów.

– Wykorzystanie nowych technologii w tym chmury obliczeniowej to obecnie element strategii rozwoju dla wielu firm, zwłaszcza w okresie pandemii. W ostatnim czasie obserwowaliśmy przeciążenia sieci, rozwiązań VPN, systemów pracy zdalnej i grupowej. Jednocześnie można było zauważyć szybkie dostosowanie do zaistniałych warunków tych aplikacji, które stworzone zostały w architekturze „cloud native”. To umożliwiło ich niezwykle sprawne wyskalowanie. Wyniki naszego ubiegłorocznego badania Cloud Readiness Survey pokazują, że liderzy w wykorzystaniu chmury w sektorze ubezpieczeniowym osiągają ok. 30% redukcji kosztów IT. Pomimo to, tylko 56% przedstawicieli wyższej kadry kierowniczej ubezpieczycieli przyznaje, że wdrożyło odpowiedni model operacyjny, aby wesprzeć migrację do chmury – mówi Łukasz Marczyk, Managing Director, Accenture.

– Chmura pozwoli ubezpieczycielom wyjść szerzej ze swoimi produktami czy usługami. Możliwe też, że bardziej skupią się na e-commerce czy doradztwie. Dodatkowo, przy właściwie zaprojektowanym systemie, chmura pozwoli zmniejszyć awarie i zachować ciągłość działania. Niewątpliwie opracowanie standardu, najlepsze praktyki, a także adaptacja bezpiecznych modeli wykorzystania chmury w sektorze ubezpieczeniowym pozytywnie wpłyną na proces wdrożenia chmury. Jestem przekonany, że nasze doświadczenie z Polski i ze świata będzie dużym wsparciem w cyfryzacji sektora ubezpieczeniowego poprzez koordynowanie prac nad budową standardu – dodaje Mariusz Chudy, Managing Director, Intelligent Cloud & Infrustructure, Accenture.

W trosce o przyszłość planety, ludzi i biznesu – strategia Kompanii Piwowarskiej

Warzone z wykorzystaniem energii wiatrowej, w sposób pozwalający na rekordową oszczędność wody i sprzedawane w niemal połowie w opakowaniach wielokrotnego użytku – już dziś piwo Kompanii Piwowarskiej powstaje z poszanowaniem zasobów naturalnych i otoczenia. Lider branży piwowarskiej w Polsce idzie jednak o krok dalej i otwiera nowy rozdział w swoim podejściu do odpowiedzialnego prowadzenia biznesu, umieszczając troskę o ludzi i planetę w centrum swojej  strategii biznesowej. Cele i ambicje firmy w tych obszarach na nadchodzące lata wyznaczają ogłoszone  „Zobowiązania 2030”.

Jako lider branży piwowarskiej, Kompania Piwowarska od lat angażuje się w sprawy społeczne i ekologiczne i należy do czołówki firm w Polsce dbających o zrównoważony rozwój. Ze względu na charakter i skalę działania, producent piwa szczególny nacisk w obszarze zrównoważonego rozwoju kładzie na dwa obszary – Ludzie i Planeta, w ramach których ma wyznaczone konkretne cele do osiągnięcia do 2030 roku. Są to: neutralność węglowa, oszczędność wody, korzystanie z opakowań w obiegu zamkniętym, zrównoważone zakupy, integracja i zdrowie oraz odpowiedzialne wybory. Na najbliższe 10 lat firma wyznacza sobie również zadania w obszarach: Portfolio i Profit. Strategia uwzględnia perspektywę globalną, wyrażoną w Wizji Środowiskowej Grupy Asahi 2050, a jej wdrożenie przyczynia się do realizacji Celów Zrównoważonego Rozwoju ONZ.

Grupa Asahi, do której należy lider rynku piwnego w Polsce, podjęła szereg zobowiązań dla całego biznesu, które europejska część grupy zdefiniowała poprzez konkretne cele:

Planeta – w ramach tego filaru, firma zobowiązuje się do:

  • Ograniczenia śladu węglowego w całym łańcuchu dostaw o 30%, zarówno w browarach, jak i we współpracy z partnerami biznesowymi i dostawcami. Ostatecznym celem jest neutralność węglowa w całym łańcuchu dostaw osiągnięta do 2050 roku.

Kompania Piwowarska poczyniła już konkretne kroki w stronę realizacji tego celu. Dzięki umowie z dostawcą energii odnawialnej z 2019 roku, już w bieżącym roku lider branży piwnej osiągnął 40% udział energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych. W 2021 roku firma obniży emisję CO2 o 66%, w stosunku do 2019 dzięki temu, że jej browary będą zasilane w 100% energią elektryczną pochodzącą z wiatru. Jednocześnie od 2025 r. w planach Kompani Piwowarskiej jest pozyskiwanie energii cieplnej również ze źródeł odnawialnych.

  • Oszczędności wody. Browary Kompanii Piwowarskiej są w czołówce branży w zakresie zużycia wody przy produkcji piwa. W tej chwili firma zużywa jej jedynie 2,63 l wody na 1 l piwa, co jest nawet poniżej celu europejskich browarów Grupy Asahi, który wynosi 2,75 l wody na 1 l uwarzonego piwa. Producent zamierza nadal poszukiwać dalszych rozwiązań w zakresie obniżania średniego zużycia wody w produkcji swoich piw korzystając z najlepszych doświadczeń w tym zakresie pochodzących z browarów Grupy Asahi.
  • Stosowania opakowań w obiegu zamkniętym – czyli wielokrotnego użytku lub w całości podlegających recyklingowi i wykonanych głównie z materiałów z recyklingu. Już teraz wszystkie opakowania firmy mogą podlegać recyclingowi, a niemal połowa piwa Kompanii Piwowarskiej trafia do konsumentów w opakowaniach wielokrotnego użytku: butelkach szklanych oraz beczkach typu KEG. Z kolei 46% produktów firma sprzedaje w puszkach aluminiowych, które niemal w 50% pochodzą z materiału z recyklingu.

Ponadto, w obszarze Planeta producent piwa planuje współpracować z dostawcami pozyskującymi produkty w sposób zrównoważony oraz dbać o bioróżnorodność, wspierając ochronę zagrożonych gatunków.

Ludzie – celem firmy jest budowanie kultury organizacyjnej opartej na otwartości, integracji i akceptacji:

  • Równość i różnorodność. Kompania Piwowarska zakłada zapewnienie połowy stanowisk w kadrze zarządzającej zajmowanych przez kobiety. Już dziś firma osiągnęła drugi cel w tym obszarze – brak dyskryminacji płacowej pomiędzy płciami.
  • Rozwój segmentu piw bezalkoholowych. Aby zapewnić konsumentom większy wybór i dopasowywać się do ich potrzeb i panujących trendów, producent piwa będzie dalej wprowadzać innowacje w segmencie napojów bezalkoholowych i zakłada osiągnięcie 20% udziału tego rodzaju produktów w całym swoim portfolio do 2030 roku.
  • Promocja odpowiedzialnego spożycia alkoholu. Priorytetem jest także dostarczanie konsumentom istotnych informacji umożliwiających dokonanie świadomych wyborów związanych z odpowiedzialną konsumpcją alkoholu. Kompania Piwowarska realizuje w tym celu szereg programów, m.in.: Sprawdź Promile, FASOFF, Odpowiedzialny kierowca i inne.

Gwarantem realizacji tych wszystkich ambitnych planów jest przypisanie im liderów w każdym z krajów europejskiej części Grupy Asahi. Powstały w tym celu zespoły projektowe na szczeblach krajowym i regionalnym, zajmujące się rozwijaniem, realizacją i monitorowaniem postępów. Od 2021 r. zagadnienia zrównoważonego rozwoju zostaną wpisane w indywidualne cele liderów firmy tak, by stały się osobistą odpowiedzialnością. W tej formie będą raportowane na poziomie Kompanii Piwowarskiej, następnie Europy i całej Grupy.

Więcej o realizacji celów strategii Kompanii Piwowarskiej można przeczytać w Raporcie Zrównoważonego Rozwoju, dostępnym na stronie: https://www.kp.pl/csr/raport-csr.

Nowa rzeczywistość i zwyczaje zakupowe konsumentów w dobie COVID-19

W wyniku pandemii COVID-19 Polacy zmienili zwyczaje zakupowe – aż 70% Polaków wstrzymało się z zakupami, połowa dokonuje tylko niezbędnych sprawunków, a co piąta osoba odłożyła większe zakupy na później. Ponad 70% osób w czasie pandemii dokonuje zakupów pozaspożywczych online, zaś do zakupów spożywczych wciąż podchodzimy w sposób bardziej tradycyjny, 2 na 3 respondentów nie zrezygnowało w czasie pandemii z zakupów w sklepach stacjonarnych. W czasie pandemii nowych klientów zyskały sklepy internetowe – 34% Polaków rozpoczęło zakupy online produktów, których nie kupowali wcześniej w internecie – wynika z najnowszego badania firmy doradczej KPMG. Sytuacja wpłynęła także na preferencje marek – zyskują rozpoznawalne polskie marki i produkty pochodzące od lokalnych dostawców.

Wybuch pandemii COVID-19 spowodował konieczność natychmiastowej reakcji ze strony sprzedawców, zarówno w odpowiedzi na wprowadzane restrykcje, jak również zmiany założeń i strategii, którymi kierowały się firmy w dłuższej perspektywie. Pandemia wpłynęła także istotnie na konsumentów, którzy zmienili swoje podejście do dokonywania zakupów oraz oczekiwania w stosunku do sprzedawców. Najważniejszym aspektem, na którym na obecnym etapie trwania pandemii COVID-19 powinni skupić się właściciele sklepów, jest zdaniem 51% Polaków ochrona miejsc pracy i wynagrodzeń pracowników zatrudnionych w firmie. Jednocześnie 66% respondentów uznało, że w czasie trwającej pandemii sprzedawcy postępowali zgodnie z wprowadzonymi regulacjami i zaleceniami rządowymi.

Warto pamiętać, że droga do nowej rzeczywistości składa się z kilku faz. Widzimy, że działania typowe dla drugiej fazy tj. związane z odpowiedzią na wprowadzane ograniczenia i dopasowaniem się do zmian, zostały ocenione pozytywnie. Warto jednak zwrócić uwagę, że kolejne fazy będą wymagały od sprzedawców większej koncentracji na lepszym spełnianiu oczekiwań klientów. W szczególności trzeba pamiętać, o tym, że wszelkie zmiany w modelach biznesowych i operacyjnych mają bezpośredni lub pośredni wpływ na doświadczenia konsumentów. Bez względu na złożoność modeli działania w nowej rzeczywistości, nadal uniwersalne pozostają kluczowe wymiary aktywnego dbania o relacje z klientami – od budowania wizerunku zaufanego sprzedawcy działającego w interesie klienta, przez sprawne rozwiązywanie problemów i upraszczanie wszelkich interakcji, po stosowanie zindywidualizowanego podejścia – mówi Andrzej Musiał, starszy menedżer w dziale doradztwa biznesowego w zespole Customer & Growth w KPMG w Polsce.

Blisko 1/3 Polaków dokonała już zakupów spożywczych online, jednak pomimo pandemii COVID-19 większość woli robić zakupy w tradycyjnych sklepach

Pomimo wybuchu pandemii COVID-19, 66% respondentów nie widziało powodu lub konieczności do rezygnacji z dokonywania zakupów spożywczych w sklepach stacjonarnych. Warto jednak podkreślić, że część respondentów w tym okresie korzystała również z kanałów online – 29% przyznało, że były sytuacje, w których produkty spożywcze kupowało za pośrednictwem strony internetowej. Sytuacja wygląda zupełnie inaczej w przypadku zakupów pozaspożywczych. Zdecydowana większość, bo aż 71% konsumentów rezygnowało z tradycyjnych zakupów i produkty inne niż spożywcze kupowało w tym okresie za pośrednictwem stron internetowych. Jednym z istotnych powodów takiego stanu rzeczy jest fakt istotnego ograniczenia dostępności stacjonarnych punktów handlowych (np. zamknięcie galerii handlowych). Nadal mniejszą popularnością cieszyły się aplikacje mobilne, z których korzystało 43% respondentów.

Zwiększony wolumen zakupów online w czasie pandemii nie był efektem naturalnej transformacji rynku, a raczej wymuszoną zmianą. Może na to wskazywać fakt, że mniej niż jedna trzecia konsumentów, którzy zmienili tradycyjne kanały zakupu na online jest z nich zadowolona. Pomimo tego umiarkowanego zadowolenia można jednak spodziewać się zwiększenia dynamiki wzrostu sprzedaży online gdyż zdecydowana większość konsumentów, którzy dobrze oceniają cyfrowe kanały realizacji zakupów, deklaruje, że nawet po ustaniu pandemii COVID-19 nie przestanie z nich korzystać. Dotyczy to szczególnie zakupów za pośrednictwem strony internetowej, 91% respondentów deklarowało kontynuację zakupów w tym kanale przy poniżej 80% pozytywnych deklaracji dla kanału aplikacji mobilnych. Wyniki te wskazują, że marki muszą nadal doskonalić aplikacje mobilne, aby wyjść naprzeciw oczekiwaniom i wymaganiom klientów. Jest to szczególnie istotne, gdyż jak wskazują analizy rynkowe, już w 2018 roku wyszukiwania mobilne wyprzedziły desktopowe i ich liczba nadal wzrasta z większą dynamiką – mówi Jan Karasek, partner w dziale doradztwa biznesowego w KPMG w Polsce.

Lokalizacja sklepu najważniejszym czynnikiem wpływającym na decyzję o miejscu realizacji zakupów spożywczych w czasie COVID-19 dla 70% Polaków

Najważniejszym czynnikiem wpływającym na podjęcie decyzji o dokonaniu zakupów spożywczych w sklepie stacjonarnym dla 70% Polaków jest jego lokalizacja. Warto też podkreślić, że 63% korzystało ze sklepów stacjonarnych gdyż miało możliwość zobaczenia na żywo kupowanej żywności, zaś 53% ceniło wygodę robienia zakupów w tym kanale sprzedaży. Ceny oferowanych produktów znalazły się dopiero na 4. miejscu – wskazała na nie połowa badanych. Zakupy spożywcze w sklepach stacjonarnych były bardziej preferowane przez mężczyzn. 51% mężczyzn korzystało z nich bez żadnych ograniczeń zaś 45% przyznało, że w czasie pandemii COVID-19 ograniczyło do minimum swoje zakupy spożywcze w sklepach stacjonarnych. W przypadku kobiet deklarowane postawy charakteryzowały się odwrotnymi relacjami i były bardziej spolaryzowane.

Zupełnie inne czynniki wpływały z kolei w czasie pandemii na chęć dokonania w sklepach stacjonarnych zakupów pozaspożywczych – dla blisko połowy badanych najważniejszym motywatorem była możliwość zobaczenia produktu na żywo oraz przymierzenia go. Na drugim miejscu znalazła się cena, na którą zwracało uwagę 42% badanych Polaków.

Przed wybuchem pandemii COVID-19, stosunek jakości do ceny był najważniejszym czynnikiem wpływającym na podjęcie decyzji zakupowej dla 80% konsumentów biorących udział w badaniu KPMG. To pokazuje, że Polacy są bardziej wrażliwi na czynnik cenowy, niż konsumenci światowi, gdzie cena jest istotna dla 60% badanych. Na kolejnych miejscach znajdowały się takie czynniki jak łatwość zakupu oraz zaufanie do marki. Wybuch pandemii COVID-19 zmienił jednak oczekiwania Polaków. Czynnikiem, który w największym stopniu zyskał na znaczeniu podczas pandemii jest własne bezpieczeństwo, na które zaczęło zwracać uwagę 58% więcej Polaków niż przed jej wybuchem. Z kolei na łatwość dokonywania zakupów w czasie pandemii COVID-19 zaczęło zwracać uwagę o 41% więcej Polaków niż przed jej wybuchem.

Troskę o własne bezpieczeństwo widać również w przypadku niedogodności zgłaszanych przez Polaków podczas dokonywania zakupów spożywczych w sklepach stacjonarnych – 63% skarży się na nieprzestrzeganie obowiązujących zasad przez innych klientów, a 60% na zbyt duże kolejki do kas utrudniające zachowanie dystansu społecznego. W dłuższej perspektywie, kluczowe będzie zrozumienie, jakiego poziomu bezpieczeństwa będą oczekiwali konsumenci podczas wizyt w sklepach stacjonarnych, jak również odpowiednie przygotowanie się na ewentualne przywrócenie lub wprowadzenie nowych ograniczeń. Odpowiedź na oczekiwania i wymagania związane z odpowiednim poziomem bezpieczeństwa to również szansa dla sprzedawców na wdrażanie udogodnień z jednej strony podnoszących ten poziom, z drugiej pozytywnie wpływających na doświadczenia kupujących np. organizacja punktu handlowego minimalizująca kontakt z innymi klientami, przemyślana ekspozycja dóbr pierwszej potrzeby, informacje online o kolejkach – mówi Andrzej Musiał, starszy menedżer w dziale doradztwa biznesowego w zespole Customer & Growth w KPMG w Polsce.

W trosce o własne bezpieczeństwo zmieniły się też preferencje Polaków związane z formą płatności – 33% badanych częściej wykorzystuje kartę debetową, 30% kartę kredytową, 24% cyfrowy portfel. Jednocześnie 41% respondentów zadeklarowało, że rzadziej płaci za zakupy gotówką.jak płacimy podczas covid19

Ponad 90% Polaków deklaruje, że w czasie pandemii COVID-19 dokonywało zakupów online

Podczas trwania pandemii COVID-19 71% Polaków w celu zrobienia zakupów innych niż spożywcze zrezygnowało z wizyty w sklepie stacjonarnym na rzecz zrobienia ich przez internet. Warto podkreślić, że wśród tej grupy, w okresie pandemii 19% badanych Polaków zadeklarowało, że kupuje produkty pozaspożywcze tylko i wyłącznie online. Głównymi kryteriami wyboru sprzedawcy online była wygoda jaką niesie za sobą ten kanał sprzedaży (66% wskazań). Naturalnym czynnikiem wyboru była też cena oferowanych produktów oraz specjalne zniżki i promocje dostępne online. Nowym kryterium decydującym o skorzystaniu z zakupów w internecie, które osiągnęło ważność równą aspektom cenowym, jest bezpieczeństwo, na które większą uwagę zaczęli zwracać konsumenci podczas pandemii COVID-19.

Pandemia COVID-19 spowodowała zmiany zachowań zakupowych w wyniku których ponad 1/3 konsumentów zaczęła kupować online produkty z kategorii, z których wcześniej nie kupowała przez internet. Największy segment konsumentów to ci którzy kupowali online te same produkty, które kupowali w okresie poprzedzającym COVID-19, jednak zmieniła się częstotliwość tych zakupów dla poszczególnych kategorii produktowych. W czasie pierwszych miesięcy pandemii był też segment konsumentów który pozostał nieaktywny w kanale online (8% wskazań). Zaledwie 15% Polaków zadeklarowało, że wybuch pandemii COVID-19 nie zmienił niczego w ich zwyczajach zakupowych online.zakupy w czasie covid 19

Patrząc z perspektywy poszczególnych kategorii asortymentowych podczas trwania pandemii COVID-19 sklepom internetowym w Polsce przybyło średnio 6% nowych klientów, którzy przed wybuchem pandemii nie kupowali tego typu produktów online. Największy odsetek nowych klientów zyskały sklepy oferujące zakupy spożywcze – wzrost dotychczasowej bazy klientów o 9%. Niewiele mniej badanych Polaków po raz pierwszy dokonało zakupów online leków, produktów leczniczych czy suplementów diety. Te same dwie kategorie asortymentowe odnotowały również największe wzrosty częstotliwości zakupów online (odpowiednio na poziomie 22% i 15%). Można postawić tezę, że geneza tych wzrostów związana była z obawą, iż inni klienci nie przestrzegają obowiązujących zasad dystansu społecznego, a miejsca zakupu, szczególnie apteki, postrzegane były jako szczególne zagrożenie. Największe spadki odnotowały zaś produkty kategorii luksusowych (biżuteria i zegarki). Można to wiązać z postrzeganiem pogorszenia się sytuacji finansowej konsumentów, skutkującym faktem, że tylko 25% z nich deklaruje zachowanie dotychczasowego poziomu wydatków – mówi Jan Karasek, partner w dziale doradztwa biznesowego w KPMG w Polsce.

70% Polaków wstrzymuje się z zakupami w czasie COVID-19

Z badania firmy doradczej KPMG wynika, że pandemia COVID-19 negatywnie wpłynęła na postrzeganie swojej sytuacji finansowej przez 44% Polaków. Obniżone pensje oraz niepewność związana z przyszłością przejawia się również w postawach zakupowych i deklarowanych poziomach wydatków. Okres trwania pandemii wpłynął na ograniczenia zakupów przez 70% konsumentów. Ponad połowa badanych zadeklarowała powstrzymanie się z wszelkimi zakupami, które nie są niezbędne. Co piąty respondent przyznał, że odłożył na później większe zakupy.

Wśród osób, które powstrzymują się z zakupami innymi niż niezbędne 52% należy do grupy, która przyznała, że pandemia wpłynęła negatywnie na ich sytuację finansową. Istotne podkreślenia jest, że kolejne 38% z grupy, która ogranicza swoje zakupy należy jednak do segmentu, w którym sytuacja finansowa nie uległa zmianie w wyniku trwającej pandemii – wskazuje Jan Karasek, partner w dziale doradztwa biznesowego w KPMG w Polsce.

Pandemia wpływa także na postrzeganie marek – preferencje zakupowe Polaków to więcej produktów lokalnych, mniej światowych marek

Wybuch pandemii wpłynął nie tylko na obecne, ale również na przyszłe decyzje zakupowe Polaków. Sytuacja związana z COVID-19, zgodnie z deklaracjami konsumentów, oddziałuje również na ich postrzeganie i preferencje marek oraz charakterystykę i zachowania, których od tych marek oczekują. W kategorii zakupów spożywczych, 22% respondentów przyznało, że częściej niż przed pandemią zacznie kupować produkty pochodzące od lokalnych sprzedawców lub produkty pochodzące od rozpoznawalnych polskich marek, na które wskazało 24% badanych. Te same typy marek wskazywane były przez konsumentów jako preferowane w kategorii zakupów pozaspożywczych, ale wzrosty ich popularności były na poziomie 15-17%. Jednocześnie konsumenci są mniej skłonni kupować towary rozpoznawalnych marek światowych.

Podczas wyboru produktu liczy się lokalna produkcja – uwagę na ten aspekt zwraca 57% Polaków dokonujących zakupy spożywcze oraz ponad 1/3 podczas zakupów produktów innych niż spożywcze. W przypadku zakupów pozaspożywczych 60% Polaków przykłada wagę do kwestii ochrony środowiska, a 33% deklaruje, że istotne jest dla nich podejście firmy do społeczności lokalnych.

73% Polaków deklaruje, że jest w stanie zapłacić więcej za produkty spożywcze pochodzące od lokalnych dostawców, z czego zdecydowana większość – 62%, wskazuje taką gotowość tylko i wyłącznie za wybrane produkty. Jednocześnie w przypadku produktów pozaspożywczych, udział Polaków gotowych zapłacić więcej za lokalność spada do połowy w porównaniu do produktów spożywczych, w tym zdecydowana większość z nich jest gotowa dopłacić tylko za wybrane towary. Swego rodzaju wyznacznikiem siły tych przekonań jest deklarowana gotowość poniesienia konsekwencji wzrostu poziomu ceny zakupów produktów lokalnych. Zdecydowana większość Polaków jest w stanie dopłacić maksymalnie do 10% więcej za taki produkt. W przypadku zakupów spożywczych, taką gotowość zadeklarowało 71% respondentów, natomiast za lokalne produkty pozaspożywcze – 82% Polaków. Warto zauważyć, że gotowość do zapłaty wyższej niż 10% premii za zakup lokalnych produktów występuje znacznie częściej wśród kategorii zakupów spożywczych – 24% wskazań w stosunku do 14% dla kategorii produktów innych niż spożywcze – mówi Andrzej Musiał, starszy menedżer w dziale doradztwa biznesowego w zespole Customer & Growth w KPMG w Polsce.

Pełną wersję raportu w wersji elektronicznej można pobrać ze strony kpmg.pl