Wyniki Haitong Securities w pierwszym półroczu 2020 r.

Haitong Securities, właściciel Haitong Banku wypracował w I poł. 2020 r. 690 mln EUR zysku netto, przy przychodach na poziomie 3,3 mld EUR. Aktywa banku wzrosły o ponad 7 proc. do 85,8 mld EUR. Instytucja zaraportowała stabilne wyniki finansowe pomimo epidemii koronawirusa, która negatywnie wpłynęła na kluczowe dla niej rynki. Dzięki wzmożonej aktywności na chińskim rynku długu oraz rozwojowi za granicą, Haitong Securities umocnił swoją pozycję wśród czołowych azjatyckich banków inwestycyjnych.

Chiński bank zakończył I poł. 2020 r. z przychodami na poziomie 3,3 mld EUR, co jest wynikiem o 0,37 proc. niższym niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Utrzymanie przychodów na zbliżonym poziomie pomimo zawirowań na rynkach chińskim i międzynarodowym jest efektem m.in. wyższych wpływów z opłat i prowizji (o 18,4 proc. r/r). Zysk netto banku wyniósł 690 mln EUR wobec 707 mln EUR w 2019 r. Zysk brutto Haitong Securities ukształtował się na poziomie 0,98 mld EUR. Pomimo spadku o 2,3 proc. r/r jest to drugi najwyższy wynik w historii, którego rekord padł w I poł. 2019 r. Bank wzmocnił swoją sytuację kapitałową dzięki wzrostowi aktywów o ponad 7 proc. r/r do 85,8 mld EUR.

Haitong Securities odnotował w pierwszych sześciu miesiącach bieżącego roku nieznacznie słabsze wyniki finansowe w porównaniu do roku 2019, co w okresie silnych zawirowań gospodarczych na najważniejszych rynkach jest dla naszej instytucji dużym sukcesem. Wzmożona aktywność na rynku dłużnym w Chinach, połączona ze stabilnym rozwojem za granicą i przemyślanym angażowaniem się w transakcje kapitałowe, sprawia, że Haitong Securities pozostaje wśród największych insytutcji finansowych w regionie Chin i Azji. To daje całej grupie optymistyczną perspektywę na kolejne okresy – mówi Krzysztof Rosa, Dyrektor Generalny Haitong Bank w Polsce.

Haitong Securities aktywny na rynkach kapitałowych

Sektor Wealth Management banku zarządza już aktywami ponad 12 mln klientów o wartości 250 mld EUR. Pomimo pandemii koronawirusa i wymagającego otoczenia, aktywność Haitong Securities na rynkach kapitałowych w Chinach wzrosła o 28,3 proc. r/r. Instytucja została sklasyfikowana jako 3 najważniejszy podmiot na rynku finansowania kapitałowego w Chinach. Silną stroną banku jest obecność na rynku długu. Zwłaszcza w I poł. br. była ona stosunkowo silna w Chinach kontynentalnych – Haitong Securities zanotował najlepszy wynik w historii z 26 proc. wzrostem aktywności na rynkach z gwarantowaną emisją długu. Na azjatyckim rynku obligacji o wysokiej rentowności (z wyłączeniem Japonii), Haitong International był numerem 1 w liczbie transakcji z gwarancją emisji i numerem 3 pod względem wartości emisji.

Jako jeden z najsilniejszych chińskich graczy na światowych rynkach, Haitong Securities zwiększył przychody z biznesu zagranicznego o 0,9 proc. r/r, do ponad 1 mld EUR (32 proc. całkowitych przychodów). Pierwsze 6 miesięcy 2020 r. upłynęło pod znakiem ogólnej strategii, która koncentrowała się na transakacjach o niskim profilu ryzyka, dalszym rozwoju biznesu w Chinach i zagranicą oraz wzmocnieniu systemu zarządzania grupą kapitałową.

W sierpniu br. Haitong Securities zakończył proces prywatnej subskrypcji akcji. Dzięki emisji kapitał zakładowy banku został podwyższony o ok. 2,4 mld EUR. 1 562 500 000 wyemitowanych akcji klasy A jest notowanych na Szanghajskiej Giełdzie Papierów Wartościowych.

Grupa INPRO chce jeszcze do końca roku zakończyć 8 inwestycji

Grupa INPRO podsumowała wyniki finansowe za I półrocze 2020 roku. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży za pierwszych sześć miesięcy br. wyniosły 131,7 mln zł netto, czyli o 58% więcej niż w analogicznym okresie 2019 roku. Grupa utrzymała dobrą rentowność netto na poziomie 10%. Do końca roku zakłada zakończenie 8 inwestycji. W efekcie w całym 2020 rok planuje przekazać łącznie około 900 lokali wobec 538 wydanych w 2019 roku.

W I półroczu osiągnęliśmy satysfakcjonujące wyniki finansowe. Utrzymaliśmy jednocześnie rentowność netto na wysokim poziomie. W drugim kwartale br. w związku z pandemią SARS–CoV-2, mieliśmy jednak do czynienia z dużą liczbą rezygnacji z umów rezerwacyjnych. Pomimo że posiadamy obecnie znaczny bank gruntów z gotowymi pozwoleniami na budowę, to z uwagi na stan epidemii decyzje o wprowadzeniu kolejnych projektów będziemy uzależniać od sytuacji gospodarczej i możliwości popytowych potencjalnych nabywców” – powiedział Krzysztof Maraszek, Wiceprezes Zarządu INPRO S.A.

Grupa INPRO w okresie styczeń-czerwiec 2020 roku zanotowała przychody ze sprzedaży na poziomie 131,7 mln zł, co oznacza wzrost o 58% w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego. Grupa utrzymała rentowność netto na poziomie 10%. Całkowite dochody ogółem wzrosły o 6,7 mln zł, czyli o 110% w stosunku do całkowitych dochodów zrealizowanych rok wcześniej.

Przez 6 miesięcy Grupa Kapitałowa INPRO przekazała łącznie 273 lokale i było to o 58% więcej niż w I półroczu 2019 roku, kiedy wydała 173 mieszkania. Przez pierwszych sześć miesięcy br. INPRO oddało do użytkowania 5 budynków wielorodzinnych na osiedlu Azymut (193 lokale). Natomiast PB DOMESTA zakończyła prace przy trzech budynkach na osiedlu Havlove (łącznie 97 lokali).

Do czerwca 2020 roku INPRO i PB DOMESTA podpisały razem 281 umów przedwstępnych netto, czyli o 23% mniej niż w 2019 roku. Spadek poziomu transakcji w Grupie wynikał z dużej liczby rezygnacji z umów rezerwacyjnych w miesiącach kwiecień i maj w związku z pandemią SARS–CoV-2.

Zdecydowana większość obrotów Spółek INPRO i DOMESTA przypadać będzie na drugą połowę br. Przy założeniu braku opóźnień w procedurach administracyjnych związanych z uzyskaniem pozwoleń na użytkowanie, do końca 2020 r. planowane jest zakończenie 7 inwestycji. Łącznie w drugiej połowie 2020 roku Grupa planuje oddać do użytkowania ponad 630 lokali, a w całym roku ponad 900 lokali. Dla porównania w 2019 roku Grupa w całym roku oddała do użytkowania łącznie 538 lokali.

Na początku 2020 r. INPRO wprowadziło do sprzedaży etap III osiedla Optima (88 lokali). PB DOMESTA wprowadziła do oferty budynek nr 3 na osiedlu Nowa Niepołomicka II (24 lokale), a także budynki nr A, B, D na osiedlu Traffic (łącznie 84 lokali).

W Polsce jest za dużo opakowań – jak rozwiązać ten problem?

W obecnie obowiązującym systemie za zbieranie, przetwarzanie i segregowanie odpadów odpowiedzialne są przede wszystkim gminy – przy dużym współudziale finansowym konsumentów. Ciężar finansowy, który jest z tym związany, jest znaczący. Brakuje natomiast w całym systemie odpowiedzialności osób i organizacji, które są głównym powodem powstawania tak dużej ilości śmieci – producentów.

– Producenci, przez złe pakowanie i złe projektowanie produktów, wprowadzają do naszego życia ogromne ilości śmieci. Opakowania są w zasadzie tylko przez chwilę wykorzystywane przez konsumentów, po czym są wyrzucane – powiedziała serwisowi eNewsroom Sylwia Szczepańska, dyrektor ds. dialogu Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Należy wpleść odpowiedzialność producenta do obecnie obowiązującego gminnego systemu odbioru odpadów. Dlatego tak ważne jest stworzenie i wprowadzenie w Polsce dobrze opracowanego systemu Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta (ROP). To producent – wprowadzający produkt i opakowanie na rynek – powinien być odpowiedzialny za odpady aż do końca cyklu ich życia. To na producencie powinna przede wszystkim spoczywać odpowiedzialność finansowa za funkcjonowanie systemu przetwarzania i zbierania odpadów – wyjaśnia Szczepańska.

95% odwołanych wydarzeń i brak perspektyw na rok 2021. Branża eventowa i rozrywkowa w największym kryzysie w historii

Branża kreatywna i rozrywkowa w Polsce znalazła się w dramatycznym położeniu i jak wynika z informacji, które Północna Izba Gospodarcza otrzymuje od swoich przedsiębiorców, mało kto patrzy w przyszłość optymistycznie. W najtrudniejszej sytuacji są firmy eventowe, specjaliści od nagłośnienia, technicy scenografii. Tracą także graficy, agencje reklamowe czy artyści. W wielu przypadkach firmy branży kreatywnej nie mogły korzystać z tarcz antykryzysowych i rządowego wsparcia. – Branża eventowa i rozrywkowa nie jest traktowana na równi z innymi branżami i jest to na pewno bardzo złe podejście. Każde miejsce pracy jest cenne, a docierają do nas głosy, że wiele firm zajmujących się organizacją targów czy wydarzeń straciło ponad 90% swojego przychodu. To pewne bankructwo. Branża kreatywna musi zostać objęta opieką i programem wsparcia – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Jarosław Tarczyński.

„Obecnie organizujemy 5% tego, co organizowaliśmy rok temu. Branża eventowa została zdeptana”

Przedsiębiorcy branży kreatywnej zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie przyznają wprost, że sytuacja jest bardzo trudna. Wiele firm zawiesiło działalność, nie obyło się także bez zwolnień. Najgorzej mają przedsiębiorstwa wyspecjalizowane w konkretnej działalności np. oświetleniu scenicznym, scenografii czy wynajmie sprzętu targowego. Firmy bardziej uniwersalne w dynamiczny sposób zmuszone zostały do dywersyfikacji działalności. Jak mówi Wojciech Miziewicz z firmy U Studio na lockdown nikt nie mógł być gotowy i to właśnie zamknięcie i następująca po nim niepewność to był dla przedsiębiorców największy cios.

– Od marca do teraz branża eventowa nie ruszyła, nie ma imprez firmowych, imprez plenerowych i rozrywkowych jest bardzo mało. Możemy powiedzieć, że obecnie organizujemy 5% tego, co organizowaliśmy rok temu. Branża eventowa została zdeptana przez pandemię – mówi Wojciech Miziewicz. – Jako U Studio delikatnie się przebranżowiliśmy, organizujemy więcej imprez dla prywatnych osób, to oczywiście mniejsze wydarzenia i mniejsze budżety, sprzęt stoi i czeka. Nas uratowało, że mamy więcej firm i dzięki temu jakoś funkcjonujemy, sama agencja eventowa niemal nie przynosi dochodów. Jest ogólnie bardzo źle, nic nie ruszyło i do przyszłego roku nie spodziewam się, by coś się zmieniło. Wiele firm się zamknęło, ludzie potracili majątki, wiele osób straciło pracę – mówi Wojciech Miziewicz.

Marcin Jarczyński, konferansjer i organizator eventów potwierdza, że sytuacja jest bardzo zła i nie ma perspektywy poprawy: – Dla konferansjerów, artystów i ogólnie branży rozrywkowej sezon wiosenny i letni to czas żniw. To działalność typowo sezonowa. Znam wykonawców czy prowadzących, którzy od kwietnia do września występowali 50-60 razy, a w tym roku może 4-5 – mówi Marcin Jarczyński.

– Martwią nas doniesienia o tym, że obostrzenia mają być utrzymane dalej. W branży kreatywnej w Polsce pracuje ponad 1,5 miliona ludzi. Ostatnio śmialiśmy się z kolegami, że należy „spieszyć się prowadzić wesela, bo tak szybko je ograniczają” i rzeczywiście już pojawiają się kolejne zapowiedzi skutkujące tym, że z naszych kalendarzy wykreślane są kolejne zlecenia. Wielu przedsiębiorców zaczyna się buntować, zaczynam zauważać, że coraz więcej osób ma wątpliwości czy ten koronawirus jest naprawdę taki groźny – dodaje Marcin Jarczyński.

Północna Izba Gospodarcza apeluje o wsparcie branży kreatywnej. „Każdy miesiąc bez działania to gigantyczne straty bez szans na rekompensatę”

Północna Izba Gospodarcza pozostaje w aktywnym kontakcie z przedsiębiorcami w ramach think-tanku „Izbowy Pakiet Wsparcia”. Branża rozrywkowa i kreatywna od początku bardzo silnie zgłaszała problem braku możliwości efektywnego funkcjonowania. Niestety o ile przemysł, transport czy nawet gastronomia i hotelarstwo ruszyło do przodu w nowym reżimie sanitarnym, tak branża eventowa i rozrywka pozostaje mocno ograniczona: – Jako Północna Izba Gospodarcza apelujemy do Rządu oraz samorządu o zwrócenie uwagi na problemy branży kreatywnej, czy bardziej szczegółowo branży eventowej, targowej, rozrywkowej czy kultury. Każdy miesiąc bez działania to gigantyczne straty bez szans na rekompensatę. Zaczyna się jesień, potem zima, naturalnie więc firmy te straciły szansę na zarobek w najważniejszym dla siebie czasie. Branża kreatywna to tysiące miejsc pracy, to istotna gałąź gospodarki również w naszym regionie – mówi Jarosław Tarczyński, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Samorząd ma możliwość wspierania lokalnych twórców i artystów np. poprzez angażowanie ich w wydarzenia przez niego organizowane. Padła taka deklaracja ze strony władz miasta, choć niestety żadna duża impreza jak Dni Morza czy Pyromagic się nie odbyła. Naszym zdaniem branża kreatywna powinna być mocniej dostrzegana jako istotny element gospodarki w skali naszego miasta i regionu – dodaje dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Branża eventowa stawia na imprezy online. Takie rozwiązania nie są w stanie w pełni zastąpić tradycyjnych wydarzeń

Eventy online na przestrzeni ostatnich miesięcy w pewnym stopniu zastąpiły tradycyjne imprezy. – Klienci edukują się w tym zakresie i zlecają coraz więcej takich wydarzeń, a agencje się dostosowały i zaczęły to robić na wysokim poziomie – mówi Jakub Ćwikliński z agencji El Padre. Obostrzenia związane z pandemią wciąż obowiązują w żółtych i czerwonych strefach, co utrudnia organizację tradycyjnych eventów, a dodatkowo hamuje je strach ewentualnych uczestników i gości. Jednak imprezy w sieci są tylko namiastką tego, co można zrobić na żywo.

Wydarzenia online nie dają nam pełnego spektrum możliwości, które potrzebne są na eventach. Eventy to są emocje i tego nam w sieci brakuje. Interakcja za pośrednictwem internetu jest mocno ograniczona. W przypadku najprostszych integracji outdoorowych czy indoorowych, warsztatów i szkoleń moderowanych kontakt bezpośredni jest bardzo potrzebny, a wrażeń, które towarzyszą uczestnikom podczas takiego wydarzenia, nie da się wygenerować przez internet – mówi agencji Newseria Biznes Jakub Ćwikliński, wiceprezes zarządu agencji El Padre.

Jak podkreśla, eventy online rozwijały się już przed pandemią, tym bardziej że dla wielu branż i klientów jest to najbardziej korzystne rozwiązanie, bo pomaga im łatwo dotrzeć do klientów. W przyszłości może się to przyczynić do stałego wzrostu popularności wydarzeń zdalnych kosztem tradycyjnych.

W czasie pandemii wielu organizatorów dostrzegło w sieci nowe szanse, więc na pewno liczba wydarzeń organizowanych za jej pośrednictwem będzie rosła. Nic jednak nie zastąpi bezpośredniego kontaktu – mówi ekspert.

Kiedy w marcu w Polsce pojawiły się pierwsze przypadki koronawirusa, jednym z pierwszych obostrzeń był zakaz organizowania imprez. W kolejnych miesiącach odwoływanych było prawie 100 proc. eventów: konferencji, kongresów, targów, koncertów.

W efekcie branża eventowa praktycznie z dnia na dzień przestała istnieć – mówi  Jakub Ćwikliński. – Budżety zostały zakręcone, zlecenia zniknęły z rynku, więc wszystkie agencje stanęły przed widmem upadłości.

Klienci agencji eventowych szybko zaczęli jednak szukać innych możliwości organizowania wydarzeń, a branża eventowa na tę potrzebę odpowiedziała, proponując imprezy w sieci. Teraz wszyscy wiedzą, że wiele wydarzeń może odbywać się online, więc agencjom przybywa zleceń.

Imprezy przez internet to dobre rozwiązanie, jeśli nie można organizować wydarzeń na żywo. Część obostrzeń nałożonych w efekcie koronawirusa została zdjęta, ale wciąż nie wiemy, co przyniesie przyszłość, więc imprezy online z nami zostaną – mówi wiceprezes agencji El Padre.

Dodaje, że agencje coraz częściej proponują też swoim klientom organizowanie wydarzeń hybrydowych, czyli takich, gdzie część osób jest zapraszana do udziału na żywo, ale jednocześnie odbywa się transmisja online.

Dzięki temu jesteśmy elastyczni i w sytuacji, kiedy wytyczne odnośnie do organizowania imprez się zmienią, możemy szybko zredukować liczbę osób biorących udział w takim wydarzeniu na żywo albo zrealizować je w 100 proc. online – mówi Jakub Ćwikliński. – Obecnie zaostrzane są obostrzenia na obszarach Polski najbardziej dotkniętych pandemią, więc spodziewamy się, że w przyszłości mogą one dotyczyć całego kraju.

Ministerstwo Zdrowia w związku ze zwiększoną liczbą zachorowań na COVID-19 na początku sierpnia podzieliło Polskę na czerwone, żółte i zielone strefy. Od 8 sierpnia w 19 powiatach z największym przyrostem zakażeń, oznaczonych jako czerwone strefy, wróciła część obostrzeń. Dotyczą one targów i kongresów, wydarzeń sportowych i kulturalnych, gastronomii, sanatoriów, wesel, transportu i obowiązku noszenia maseczek. Poszczególne strefy są co kilka dni aktualizowane.

Stowarzyszenie Branży Eventowej szacuje, że wartość rynku MICE w Polsce sięga 3 mld zł. Branża generuje ok. 10 proc. polskiego PKB. Tylko w 2019 roku w spotkaniach w kraju i za granicą uczestniczyło 16 mln osób. Przy ich obsłudze pracowało około 30 tys. osób. W samej branży targowej zatrudnienie szacowane było na ponad 100 tys. osób.

Branża powołała w marcu sztab kryzysowy, który zajmuje się rozmowami z rządem na temat wsparcia sektorowego. Ustawa w tej sprawie została przyjęta w połowie sierpnia. Obejmuje ona firmy z branży turystycznej, targowej i eventowej, m.in. organizatorów przedstawień artystycznych. Przewidziano dla nich dodatkowe świadczenia postojowe i zwolnienie ze składek ZUS. Ustawa przewiduje także powołanie Turystycznego Funduszu Zwrotów,  który umożliwi zwrot wpłat klientom biur podróży, oraz Turystycznego Funduszu Pomocowego, który będzie uruchamiany w sytuacji klęski żywiołowej czy pandemii.

Pandemia nie zatrzymała inwestycji infrastrukturalnych. Ponad 1,2 tys. kilometrów dróg w budowie, pod koniec roku dojdą kolejne

Mimo pandemii koronawirusa inwestycje infrastrukturalne nie zwalniają tempa. W trakcie realizacji jest blisko setka o wartości ok. 46 mld zł i łącznej długości nowo budowanych dróg przekraczającej 1,2 tys. km. Tylko w lipcu przetargi GDDKiA zasiliły branżę budowlaną kwotą 1,6 mld zł. Jak podkreśla minister Andrzej Adamczyk, pandemia nie wstrzymała planów inwestycyjnych, a jeszcze do końca tego roku GDDKiA planuje podpisać dziewięć kontraktów na realizację 114 km nowych dróg o wartości 4,8 mld zł.

– Koronawirus nie zatrzymał budów na drogach i na kolei. Nie zatrzymał również budów na drogach samorządowych, na czym nam bardzo zależy. Polskie budownictwo to ponad milion miejsc pracy i dzięki decyzji rządu budowy w Polsce nie zostały zatrzymane – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Andrzej Adamczyk, minister infrastruktury.

Także GDDKiA zaznacza, że pandemia koronawirusa nie wstrzymała prac budowlanych ani nie doprowadziła do opóźnień w realizacji inwestycji infrastrukturalnych. Od stycznia podpisanych zostało 25 umów na budowę dróg o łącznej długości 348,8 km i wartości ponad 15 mld zł. W trakcie realizacji wciąż jest blisko setka zadań inwestycyjnych o wartości ok. 46 mld zł i łącznej długości nowo budowanych dróg przekraczającej 1251 km (w tym dziewięć odcinków autostrad, 73 odcinki przyszłych dróg ekspresowych i obwodnice w ramach Programu Budowy Dróg Krajowych).

Przetargi GDDKiA napędzają branżę budowlaną i tylko w lipcu tego roku zasiliły ją kwotą 1,6 mld zł. Co istotne, w porównaniu z tym samym miesiącem zeszłego roku ta kwota wzrosła i to aż o ponad 17,5 proc., czyli 240 mln zł.

Do końca tego roku GDDKiA planuje podpisać jeszcze dziewięć umów na realizację nowych dróg o łącznej długości 114 km i wartości ponad 4,8 mld zł. Będą to m.in. odcinek autostrady A2 oraz odcinki dróg ekspresowych S1, S7 oraz S19. Ogłoszonych zostanie też 26 przetargów – na sześć zadań z PBDK o łącznej długości ponad 242 km, a także 10 obwodnic z Programu budowy 100 obwodnic na lata 2020–2030 o łącznej długości 84 km. Umowy z wyłonionymi wykonawcami mają zostać podpisane w przyszłym roku. GDDKiA jeszcze w tym miesiącu ogłosi szczegółowe plany przetargowe na 2021 rok.

– Kluczowe obecnie inwestycje infrastrukturalne to przede wszystkim domykanie sieci drogowej. Mam na myśli drogę ekspresową S3, komunikującą zespół portów Szczecin–Świnoujście z południową granicą państwa na wysokości Hradec Kralove. To też autostrada A1 i brakujący odcinek między Łodzią a Częstochową, który dzisiaj jest w budowie. Mam nadzieję, że już pod koniec przyszłego roku pozwoli nam dojechać z portów Trójmiasta do Czech – wylicza minister infrastruktury.

Około 80-kilometrowy odcinek przyszłej autostrady A1 od Tuszyna pod Łodzią do początku obwodnicy Częstochowy jest w przebudowie, ale w ostatnim tygodniu sierpnia kierowcom zostały udostępnione pierwsze dwa fragmenty. Jako pierwszy oddany został pięciokilometrowy fragment wschodniej jezdni odcinka Radomsko do granicy województwa łódzkiego i śląskiego. Z kolei 30 sierpnia kierowcy pojechali 11-kilometrowym fragmentem odcinka A1 między węzłami Tuszyn i Piotrków Trybunalski.

– Wśród kluczowych inwestycji jest też Via Carpatia, która jest w przygotowaniu. Mamy nadzieję, że już w 2025–2026 roku pojedziemy tą drogą na całej długości. Dalej Via Baltica, która połączy drogę ekspresową S8 – od Mińska Mazowieckiego do granicy Polski z Litwą w okolicach Augustowa i Suwałk. Wreszcie mamy również drogę ekspresową S6 – idziemy od strony Gdańska, realizujemy trasę kaszubską i dalej otwieramy przetargi na kolejne odcinki tej drogi w kierunku Słupska i Koszalina, gdzie łączy się z istniejącą już drogą, dzięki czemu pojedziemy S6 z Gdańska do Koszalina – mówi minister infrastruktury.

W czerwcu Rada Ministrów przyjęła uchwałę, zgodnie z którą 9 mld zł zostanie przeznaczonych na budowę 150 km trasy ekspresowej S6 wzdłuż Bałtyku. Będzie więc ona finansowana z budżetu państwa zamiast w formule partnerstwa publiczno-prywatnego (PPP), co ma o kilka lat przyspieszyć realizację tego projektu. GDDKiA chce nadać mu szybsze tempo, dlatego przetargi dla odcinków Lębork–Bożepole Wielkie oraz Obwodnicy Metropolii Trójmiejskiej zamierza ogłosić jeszcze w III kwartale br., a postępowanie dla rozbudowy obwodnicy Słupska i odcinka Lębork–Słupsk pod koniec tego roku (IV kw.).

– Mamy także drogę ekspresową S11, która pozwoli nam skomunikować środkowe Wybrzeże z południem kraju, przecinając autostradę A2. Będzie przebiegać przez województwo wielkopolskie, łódzkie i śląskie. Autostrada A2 to niezmiernie ważna droga – chcemy w 2024 roku dotrzeć nią do Białej Podlaskiej, a w 2025–2026 roku do granicy z Białorusią. Tam gotowe już połączenia drogowe stworzą bardzo wydajny system komunikacyjny w transporcie samochodowym – mówi Andrzej Adamczyk. – Tutaj ważne są również szlaki kolejowe. Przywrócimy je do świetności technicznej, dzięki czemu udrożnimy transport kolejowy, zwiększymy przewóz towarów koleją i uzyskamy efekt ekologiczny.

W połowie sierpnia został już oddany do użytku 15-kilometrowy odcinek autostrady A2 pomiędzy węzłem Lubelska a początkiem obwodnicy Mińska Mazowieckiego. Tutaj prace także postępują: w marcu GDDKiA zawarła kontrakt na zaprojektowanie i budowę 12 km odcinka między węzłami Kałuszyn i Groszki, który ma być gotowy jesienią 2023 roku. Trwają też przygotowania do realizacji kolejnych etapów autostrady A2 od Siedlec do granicy z Białorusią o łącznej długości 95,5 km. Dokumentacja ma być gotowa jeszcze tej jesieni, a budowa tych odcinków jest planowana na lata 2022–2025.

– Prace trwają też na Południowej Obwodnicy Warszawy. Zanotowaliśmy opóźnienia spowodowane przede wszystkim późnym wydaniem terenu przez miasto. Pamiętamy historię sprzed trzech lat – niestety dzisiaj to się mści i mamy kilka miesięcy opóźnień. Powódź, która miała miejsce na samym początku tej inwestycji, również miała wpływ na przesunięcie terminu realizacji. Jednak w wakacje 2021 Południowa Obwodnica Warszawy – z tunelem pod Ursynowem i z nowoczesnym, bezpiecznym mostem nad Wisłą – będzie w pełni dostępna – zapowiada minister infrastruktury.

Roboty na wawerskim odcinku Południowej Obwodnicy Warszawy (biegnącego między węzłami Wał Miedzeszyński i Lubelska) są już mocno zaawansowane (90 proc.). Prawie na całej trasie została już ułożona betonowa nawierzchnia. Ten odcinek ma zostać planowo ukończony w grudniu tego roku. Trwają też końcowe prace przy budowie tunelu, który stanowi połowę z 4,6 km ursynowskiego odcinka POW w ciągu drogi ekspresowej S2.

Globalni gracze przestawiają się na zieloną energetykę. Koncern paliwowy bp ogranicza wydobycie ropy i gazu na rzecz inwestycji w OZE i wodór

Koncern bp ogranicza wydobycie ropy naftowej i gazu na rzecz odnawialnych źródeł energii. Do 2030 roku zmniejszy wydobycie o 40 proc., ograniczając przy tym swoje emisje o ok. 1/3. W tym samym czasie 10-krotnie zwiększy wydatki na inwestycje w OZE i technologie niskoemisyjne, przeznaczając na nie co najmniej 5 mld dol. rocznie. Nowa strategia ma przekształcić koncern w nowoczesną grupę energetyczną, a w długiej perspektywie – do 2050 roku – przełożyć się na całkowitą zeroemisyjność. To odpowiedź grupy na główne trendy na rynku energii i konieczność transformacji. Widać ją coraz wyraźniej też na polskim rynku, gdzie w ubiegłym roku produkcja energii z OZE była najwyższa w historii.

– Polski rynek energetyczny w ciągu najbliższych 20 lat zmieni się diametralnie. Na dużą skalę odejdziemy od energetyki opartej na węglu. Będziemy zmierzać w kierunku paliw przejściowych, m.in. gazu, a docelowo coraz bardziej opierać naszą energetykę i gospodarkę na odnawialnych źródłach energii – mówi agencji Newseria Biznes Bogdan Kucharski, prezes bp w Polsce, podczas Forum Ekonomicznego 2020, które w tym roku odbywa się w Karpaczu.

Założenia przyjętego przez Komisję Europejską Zielonego Ładu ściśle uzależniają europejską gospodarkę, finanse i nowe inwestycje od redukcji emisji CO2. Plan osiągnięcia neutralności klimatycznej w 2050 roku ma stanowić oś dla rozwoju wszystkich branż – od rolnictwa po transport, energetykę czy ubezpieczenia. Na budowanie niskoemisyjnej gospodarki Europa będzie przeznaczać setki miliardów euro rocznie.

– Ten kierunek jest wręcz niezbędny, bo tego oczekuje społeczeństwo, tego oczekują od nas partnerzy z Unii Europejskiej. I jest to dobry biznes, więc warto w to inwestować – podkreśla Bogdan Kucharski.

Zielony Ład i transformacja energetyczna będą w kolejnych dekadach wyznaczać kierunek rozwoju Europy, w tym także Polski, której miks energetyczny wciąż w blisko 80 proc. opiera się na węglu. Według rządowych założeń jego udział będzie sukcesywnie spadać na rzecz odnawialnych źródeł energii (projekt KPEiK). Ten kierunek ma też poparcie społeczne: według ubiegłorocznego badania Kantar Millward Brown dla WWF Polska węgiel za wiodące źródło energii w przyszłości uznaje zaledwie 8 proc. Polaków, a 66 proc. chce, żeby OZE stały się głównym paliwem energetycznym w Polsce.

– Polska stoi przed dużymi wyzwaniami dotyczącymi transformacji energetycznej do 2040 roku, ale są one jak najbardziej możliwe do realizacji. Cieszy to, że rządzący – tak samo jak firmy i podmioty komercyjne – w coraz większym stopniu dostrzegają, że ta transformacja jest niezbędna i musi przyspieszyć. Nie możemy czekać, bo ona nie wydarzy się sama z siebie. Musimy inwestować, i to już teraz, w konkretne programy, żeby do 2040 roku rzeczywiście przejść na niskoemisyjną gospodarkę – przekonuje prezes bp w Polsce.

Według danych Forum Energii w ubiegłym roku w Polsce produkcja energii elektrycznej z OZE była najwyższa w historii i przekroczyła 25 TWh. O konieczności transformacji mówią już największe spółki energetyczne i paliwowe, a większość z nich realizuje inwestycje ukierunkowane na OZE i nowoczesną energetykę. W tym gronie jest też koncern bp, który na początku sierpnia obrał nową strategię. Ma ona przekształcić międzynarodową spółkę naftową, skoncentrowaną na wydobywaniu zasobów, w nowoczesną grupę energetyczną.

– W ciągu najbliższych lat i dekad będziemy mocno inwestować w odnawialne źródła energii, elektromobilność i ofertę usług dla klientów naszych stacji. Postawimy m.in. na energię słoneczną, w tym samym czasie ograniczając tradycyjne inwestycje w wydobywanie paliw kopalnych. Co prawda wyłączenie tych paliw nie jest możliwe z dnia na dzień, ale konieczne jest przejście całej tej drogi – od punktu startowego do końcowego w postaci niskoemisyjnej gospodarki. Dlatego bp będzie ograniczać inwestycje w paliwa kopalne i przestawiać się właśnie na odnawialne źródła – zapowiada Bogdan Kucharski.

W ciągu najbliższych 10 lat bp zamierza ograniczyć wydobycie ropy i gazu ziemnego co najmniej o 1 mln baryłek ekwiwalentu ropy naftowej dziennie. W stosunku do poziomu z 2019 roku będzie to oznaczać redukcję o 40 proc. Do 2030 roku koncern ograniczy też emisje związane z wydobyciem ropy i gazu w segmencie upstream o odpowiednio 30–35 proc. i 35–40 proc.

W tym samym czasie 10-krotnie zwiększy wydatki na inwestycje w energetykę niskoemisyjną do poziomu ok. 5 mld dol. rocznie. Paliwowa spółka będzie budować portfel niskoemisyjnych technologii oparty m.in. na odnawialnych źródłach, bioenergii, wodorze i sekwestracji (wyłapywaniu) dwutlenku węgla. Do 2030 roku zamierza już wypracować ok. 50 GW mocy wytwórczych netto ze źródeł odnawialnych. W stosunku do poziomu z ubiegłego roku będzie to oznaczać 20-krotny wzrost.

– Zobowiązaliśmy się, że w globalnej skali do 2050 roku będziemy firmą zeroemisyjną. Nasze cele do tego czasu zakładają m.in. ograniczenie o 50 proc. intensywności węglowej naszych produktów końcowych, ograniczenie o 50 proc. intensywności emisji metanu oraz zwielokrotnienie inwestycji w odnawialne źródła energii i całą energetykę alternatywną. To zobowiązania długoterminowe, ale przyjęliśmy też cele na najbliższą dekadę, w której 20-krotnie zwiększymy nasze możliwości generacji energii elektrycznej z niskoemisyjnych źródeł i pięciokrotnie zwiększymy produkcję biopaliw. Chcemy też osiągnąć 10-proc. udział na kluczowych rynkach wodoru i 10-krotnie zwiększyć liczbę punktów ładowania samochodów elektrycznych – zapowiada prezes bp w Polsce.

Dzieci i młodzież coraz częściej zgłaszają się do psychologów. Mają w tym pomagać szkoła i nowy model opieki psychologicznej w Polsce

Obniżony nastrój, lęki, problemy w relacjach z rówieśnikami lub rodzicami – z takimi problemami nastolatkowie najczęściej zgłaszają się do psychologów. Często szukają wsparcia u psychologa szkolnego, ale też w ośrodkach środowiskowej opieki. Wprowadzony niedawno nowy model opieki psychologicznej i psychoterapeutycznej ma usprawnić i przyspieszyć pomoc dla potrzebujących nastolatków.

Według badania Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę z 2018 roku co szósty nastolatek przynajmniej raz w życiu się okaleczał, 7 proc. badanych próbowało popełnić samobójstwo. Polska pod względem liczby samobójstw i prób samobójczych młodych ludzi jest na drugim miejscu w Europie. W Światowym Dniu Zapobiegania Samobójstwom eksperci przypominają, że sprawna i łatwo dostępna pomoc psychologów ma duże znaczenie dla zmieniania tych statystyk.

Nastolatkowie korzystają z pomocy psychologicznej. Bardzo często zgłaszają się do psychologów szkolnych, którzy kierują ich do specjalistycznych placówek. Bardzo dobrze, że takie placówki powstają. Możemy w nich pomagać dzieciom i psychologicznie, i psychoterapeutycznie, czyli w każdym aspekcie, w którym tego potrzebują – zarówno małe dzieci, jak i nastolatkowie – mówi agencji Newseria Magdalena Waszczyńska-Warda, psychoterapeutka dzieci i młodzieży, specjalistka terapii uzależnień w Zakładzie Medycznym KAAR-MED.

Niektórzy młodzi ludzie pomimo rozpoznania problemu wstrzymują się z decyzją o udaniu się po pomoc do ekspertów. Zatrzymują ich bowiem społeczne stereotypy. Należy jednak zaznaczyć, że im wcześniej otrzymają wsparcie, tym szybciej uporają się z trudnościami, lękami i traumami. W konsekwencji zwłoka działa na ich niekorzyść.

Dostępność specjalistów ma zwiększyć wprowadzony niedawno model opieki środowiskowej. W jego skład wchodzą ośrodki o trzech stopniach referencyjności: ośrodki środowiskowej opieki psychologicznej i psychoterapeutycznej dla dzieci i młodzieży, środowiskowe centrum zdrowia psychicznego oraz środek Wysokospecjalistycznej Całodobowej Opieki Psychiatrycznej. Założenie jest takie, że nastolatkowie mają być diagnozowaniu w ośrodku opieki środowiskowej, który znajduje się najbliższej miejsca zamieszkania.

– Te ośrodki są adresowane do dzieci i młodzieży, które nie ukończyły jeszcze 21. roku życia, oraz osób, które je wychowują. Do tej pory model opieki psychiatrycznej dla dzieci był skoncentrowany na lekarzu psychiatrze oraz oddziałach szpitalnych. Niestety często dzieci trafiały na oddział za późno. Ministerstwo Zdrowia zaproponowało rozwiązanie problemu i stworzyło projekt trzystopniowego modelu opieki – mówi Paweł Kąkol z Zakładu Medycznego KAAR-MED.

Pomoc psychologiczna, którą oferują ośrodki, jest kompleksowa. Dotyczy zarówno interwencji kryzysowej, porad psychologicznych, jak i wsparcia dla rodziców. Formy terapii są dopasowane do indywidualnych przypadków i potrzeb. To większa skuteczność leczenia i komfort dla osób korzystających z pomocy.

Problemy, z jakimi zgłaszają się dzieci, są bardzo różne. Najczęściej dotyczą obniżenia nastroju, wysokiego poziomu lęku, kłopotów w relacjach z rówieśnikami czy rodzicami. Niestety coraz częściej obserwujemy zaburzone więzy rodzinne – tłumaczy Magdalena Waszczyńska-Warda. – Nastolatkowie często sami zauważają problemy w kontaktach z rówieśnikami oraz rodzicami i szukają pomocy na terenie szkoły. Czasem to rodzice pierwsi orientują się, że dzieje się coś niedobrego, a dziecko nie chce udać się do poradni i porozmawiać z psychologiem. Warto wtedy wzmacniać opiekunów i motywować ich. Czasem bowiem jednorazowe przyjście powoduje, że dziecko przekonuje się do dalszych spotkań, ponieważ widzi efekty. Należy podkreślić, że małe dzieci podczas pierwszych konsultacji bawią się z terapeutą. Dzięki temu mogą poczuć się bezpiecznie w ośrodku, co ułatwia dalszą pracę.

Polski start-up opracował innowacyjny system redukcji hałasu. Znajdzie zastosowanie m.in. w motoryzacji, lotnictwie czy sprzęcie AGD

Szacuje się, że w Unii Europejskiej 20 proc. ludzi żyje na obszarach o niedopuszczalnym poziomie hałasu i wibracji. Na rynku pojawiają się rozwiązania, które mają tłumić hałas i minimalizować wibracje – stosuje je m.in. przemysł samochodowy czy kolej. Polski start-up technologiczny opracował rozwiązanie, które zapewnia znaczną redukcję hałasu i wibracji struktury materiału poprzez jego zmodyfikowaną architekturę. Sprawdzi się w takich branżach jak lotnictwo, motoryzacja czy RTV/AGD.

– Silencions zajmuje się projektowaniem pasywnych i aktywnych systemów do wygłuszania hałasu i tłumienia wibracji. Nasze rozwiązania pasywne są wyjątkowe pod tym względem, że z bardzo cienkich materiałów jesteśmy w stanie osiągnąć bardzo wysokie wyniki tłumienia hałasu i wibracji – mówi agencji Newseria Innowacje Paweł Modrzyński, współzałożyciel Silencions.

Wraz ze wzrostem urbanizacji rośnie problem hałasu i drgań. Już teraz szacuje się, że w Unii Europejskiej co piąta osoba jest narażona na hałas, który zagraża jej zdrowiu. To nie tylko dźwięki pochodzące z transportu, lecz także maszyn przemysłowych, klimatyzacji czy domowego sprzętu. Ciągłe narażenie na hałas może prowadzić do zaburzeń koncentracji, problemów ze snem, a także agresji. Na rynku są już dostępne wygłuszające słuchawki czy systemy wyciszające pomieszczenia, jednak nie likwidują one całego problemu.

Polski start-up Silencions opracował innowacyjną technologię, która tłumi dźwięki i wibracje poprzez zmianę struktury materiału.

– Projektujemy geometrię materiału. Jesteśmy więc niezależni od niego i znając problem dźwiękowy, który mamy rozwiązać, znając częstotliwość hałasu i środowisko, w którym mamy działać, jesteśmy w stanie odpowiednio dobrać geometrię i materiał – tłumaczy Paweł Modrzyński.

Silencions pracuje nad unikalnym rozwiązaniem, które pozwala o 60 proc. redukować hałas i wibracje struktury materiału poprzez jego zmodyfikowaną, periodyczną architekturę. Umożliwi tym samym tłumienie wibracji i hałasu w takich branżach jak lotnictwo, motoryzacja, ciężki sprzęt budowlany oraz RTV/AGD. System nie wymaga energii, nie zwiększa masy sprzętu, a co więcej – z hałasu może nawet produkować energię.

– Zastosowań  rozwiązań akustycznych i wibracyjnych jest bardzo dużo, a nasza technologia pozwala myśleć o aplikacjach w wielu miejscach. Realizujemy już pilotażowe wdrożenie dla firmy IKEA, gdzie wygłuszamy kilka maszyn do obróbki drewna. Współpracujemy z branżą automotive, gdzie wygłuszamy silniki w łodziach motorowych – wymienia współzałożyciel Silencions.

Docelowo nowa technologia mogłaby znaleźć zastosowanie w większości domowych sprzętów i być po prostu częścią wyposażenia np. lodówek czy odkurzaczy. Zwłaszcza że koszt innowacyjnej technologii jest zbliżony do innych rozwiązań obecnych na rynku.

– Koszt jest porównywalny do obecnych na rynku rozwiązań akustycznych. To są koszty na poziomie od kilkudziesięciu do kilkuset złotych za metr kwadratowy, w zależności od materiału i zastosowania – wskazuje Paweł Modrzyński.

Obecnie start-up skupia się na pilotażowych wdrożeniach.

– To nie jest jeszcze technologia dostępna komercyjnie. W dalszym ciągu dopracowujemy technologię, ale jest już ono na takim etapie, że mamy pierwsze wdrożenia jako piloty – zaznacza współzałożyciel Silencions.

Minister Zagórski: Cyfryzacja szkół przebiega zgodnie z planem. Do końca roku 21 tys. placówek będzie mieć szybki i darmowy internet

Do bezpłatnego internetu o przepustowości co najmniej 100 Mb/s do końca roku mają być podłączone szkoły w całej Polsce – nawet te w najmniejszych miejscowościach. Do tej pory umowy z OSE podpisało prawie 19 tys. szkół, a blisko 15 tys. placówek jest już do OSE podłączonych.  Resort cyfryzacji szacuje, że te liczby jeszcze wzrosną w kilku nadchodzących miesiącach. – Jesteśmy zadowoleni z procesu cyfryzacji szkolnictwa – mówi minister Marek Zagórski, który podkreśla, że jego drugim elementem jest wyposażanie placówek w multimedialny sprzęt, tablety i laptopy, a na ten cel przeznaczonych zostało już 400 mln zł.

– Inwestycje w ucyfrowienie obejmują przede wszystkim podłączanie szkół i placówek oświatowych do Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej. W tej chwili już 15 tys. posiada infrastrukturę, wśród nich prawie 90 proc. ma już świadczoną usługę i ten proces postępuje. Do podłączenia zostało nam ok. 6 tys. placówek – wylicza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Marek Zagórski, minister cyfryzacji.

Ogólnopolska Sieć Edukacyjna to klucz do całego projektu cyfryzacji szkolnictwa w Polsce. Jeszcze w 2016 roku ponad 40 proc. polskich szkół korzystało z dostępu do internetu o niskiej przepustowości, zaledwie do 10 Mb/s. Tak wolne łącza nie pozwalały m.in. na korzystanie z cyfrowych narzędzi edukacyjnych i materiałów multimedialnych. Tylko 10 proc. szkół miało dostęp do szybkiego internetu o parametrach, które umożliwiały wykorzystywanie go do procesów dydaktycznych.

Te zaległości ma nadrobić właśnie OSE, która do końca 2020 roku ma podłączyć szkoły w całej Polsce – nawet w najmniejszych miejscowościach – do bezpłatnego i szerokopasmowego internetu o przepustowości co najmniej 100 Mb/s. Dzięki temu lekcje będą prowadzone przy wykorzystaniu nowych technologii i internetu, a model kształcenia w polskich szkołach ma się całkowicie zmienić – z analogowego na cyfrowy.

Resort cyfryzacji szacuje, że na około 23 tys. szkół, które mogą przystąpić do OSE (pierwotnie było ich 30,5 tys., ale ta liczba spadła po reformie oświaty i likwidacji gimnazjów), taką chęć wyraziło 21 tys. placówek.

– Umowę z operatorem OSE podpisało dotychczas niespełna 19 tys. szkół, ale szacujemy, że docelowo będzie ich około 21 tys. – wskazuje minister cyfryzacji.

Operatorem sieci OSE będzie Państwowy Instytut Badawczy NASK, który będzie czuwać nad cyberbezpieczeństwem i zapewni usługi towarzyszące, m.in. w zakresie edukacji dotyczącej bezpiecznego korzystania z internetu, szkoleń dla nauczycieli i gotowych materiałów do wykorzystania w trakcie lekcji z uczniami.

Jak poinformował NASK, pomiędzy marcem a kwietniem z powodu pandemii koronawirusa i zamknięcia budynków szkół możliwość podłączania nowych placówek do OSE spadła o 60 proc., ale zaległości zostały już nadrobione i harmonogram projektu przebiega zgodnie z planem. W końcówce sierpnia minister  zapewnił też, że wszystkie szkoły, które podpisały umowy z OSE, planowo do końca tego roku będą już mieć dostęp do sieci.

– Jesteśmy zadowoleni i na ten moment dobrze oceniamy realizację Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej, choć oczywiście chcielibyśmy, żeby to przebiegało jeszcze sprawniej. Zakładamy, że wszystkie chętne szkoły będą mogły korzystać z OSE zgodnie z planem, choć w części z nich to łącze pewnie nie będzie jeszcze oparte na sieci światłowodowej, tylko bezprzewodowej. Jednak co do zasady projekt jest realizowany dobrze i pozwoli na to, aby wszyscy uczniowie, we wszystkich szkołach i na równych zasadach mogli bezpłatnie korzystać z szybkiego internetu – mówi Marek Zagórski.

Koszty wdrożenia OSE mają wynieść 320 mln zł, a środki na ten cel pochodzą z unijnego Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa. Koszt utrzymania i działania sieci jest szacowany z kolei na ponad 1,3 mld zł w perspektywie 10 lat (od 2022 roku ok. 164 mln zł rocznie). OSE jest projektem unikalnym na skalę europejską (nagrodzonym w 2018 roku prestiżową nagrodą przyznawaną przez agendę ONZ ds. telekomunikacyjnych) i jak dotąd zainteresowało się nim już kilka innych krajów UE, które zamierzają wdrażać u siebie bliźniacze przedsięwzięcia.

Jak wskazuje minister Zagórski, drugi etap procesu cyfryzacji szkolnictwa to wyposażanie placówek w sprzęt multimedialny oraz laptopy i tablety dla uczniów i nauczycieli. Resort do tej pory wydał na ich zakup już 400 mln zł. Tylko w czerwcu do szkół trafiło 30 tys. tabletów za 49 mln zł, kupionych przez NASK w ramach projektu Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej. Z kolei w trakcie pandemii SARS-CoV-2 ponad 2,7 tys. samorządów otrzymało dodatkowe 180 mln zł ze środków unijnych, przeznaczonych na zakup sprzętu do zdalnej nauki (program Zdalna Szkoła).

– Szacujemy, że ten proces musi potrwać jeszcze około półtora roku, zanim osiągniemy w miarę satysfakcjonujący poziom wyposażenia szkół, aby nowe technologie rzeczywiście były wykorzystywane. Nie tylko na lekcjach informatyki, ale i na wszystkich innych zajęciach – mówi minister cyfryzacji. – Musi temu towarzyszyć kolejne, ważne działanie – podnoszenie kompetencji cyfrowych nauczycieli, aby mieli jak najlepsze umiejętności korzystania z technologii cyfrowych i wykorzystywania ich w procesie dydaktycznym.

Z ubiegłorocznego raportu NASK  „Nastolatki 3.0” wynika, że obecnie nowe technologie w polskiej szkole są wykorzystywane głównie w odtwórczy i mało kreatywny sposób. Jeżeli nauczyciele wykorzystują internet na zajęciach, to najczęściej po to, aby odtwarzać filmy (81,2 proc. wskazań uczniów) i wyświetlać prezentacje (77,6 proc.). Nieco rzadziej nauczyciele korzystają w trakcie zajęć z programów edukacyjnych (60,6 proc.) lub pokazują zdjęcia (48,1 proc.). Stąd częścią OSE jest też projekt OSEhero, który ma za zadanie edukować, podnosić cyfrowe kompetencje nauczycieli oraz promować i nagradzać tych, którzy prowadzą zajęcia kreatywnie, z wykorzystaniem internetu i nowych technologii.

PAIH: dane wskazują, że Polska pozostaje atrakcyjna dla zagranicznych inwestorów

Dane pokazują, że Polska wyróżnia się na tle Europy jeśli chodzi o napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) i mimo pandemii pozostaje atrakcyjna dla inwestorów – ocenił członek zarządu PAIH Grzegorz Słomkowski, podczas Forum Ekonomicznego 2020 w Karpaczu.

Słomkowski uczestniczył we wtorek w debacie na temat przyszłości zagranicznych inwestycji w Polsce. Według niego dane przemawiają za tym, że Polska stwarza dobre warunki dla zagranicznych inwestorów. „W ubiegłym roku bezpośrednie inwestycje spadały w Europie średnio o 6 proc., a w Polsce rosły o 14 proc. To taki twardy wskaźnik, który potwierdza atrakcyjność Polski dla inwestorów zagranicznych” – mówił wiceszef PAIH.

Słomkowski przyznał, że pandemia COVID-19 „spowodowała co prawda lekki spadek inwestycji w naszym kraju, natomiast nie widać tego jeśli chodzi o duże i strategiczne spółki”.

Jak mówił, więksi inwestorzy patrzą w dłuższej perspektywie i zakładają, że COVID-19 będzie miał charakter przejściowy. Członek zarządu PAIH podał tu przykład fabryk baterii, które potrafią mieć produkcję sprzedaną nawet do 2024 r., w sytuacji gdy ta fabryka jeszcze nie powstała.

Zdaniem Krzysztofa Kielca, prezesa Kostrzyńsko-Słubickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej dobra pozycja Polski w niezależnych rankingach atrakcyjności inwestycyjnej wskazuje, że kierunek podejmowanych w ostatnich latach działań jest właściwy.

Wskazał tu przede wszystkim na projekt Polskiej Strefy Inwestycji, który jak mówił, umożliwił otrzymywanie pomocy publicznej przez przedsiębiorstwa inwestujące na terenie całej Polski. Jak podkreślił, projekt okazał się bardzo dużym sukcesem.

Kielec wymienił też działania mające na celu stworzenie w Polsce strategicznych parków przemysłowych, plan wprowadzenia estońskiego CIT, czy też ujęcie w polskiej strefie inwestycji szeroko pojętych usług. „Myślę, że to, wespół z działaniami instytucji odpowiedzialnych za przyciąganie kapitału z zagranicy daje pozytywny obraz, który jest dostrzegany za granicą” – mówił Kielec.

Według wiceministra aktywów państwowych, Janusza Kowalskiego, z punktu widzenia przyciągania zagranicznych inwestorów kluczowe są obszary regulacyjny i strategiczny.

„Odpowiednie, profesjonalne ramy prawne to zachęta dla inwestorów zagranicznych żeby inwestowali w Polsce” – zaznaczył Kowalski. Wiceminister przypomniał, że resort aktywów przygotował największą od 20 lat nowelizację merytoryczną kodeksu spółek handlowych, która jest wielką zachętą regulacyjną do inwestowania w Polsce przez zagraniczny biznes.

Jego zdaniem ważne są też „dobre decyzje realizowane w ramach pozytywnego pomysłu danego państwa na politykę gospodarczą i przemysłową”.

Z kolei Rafał Stepnowski, wiceprezes w Boeing Digital Solutions & Analytics zauważył, że państwo nie powinno pomagać firmom, tylko tworzyć warunki, żeby te miały tzw. „playing field”. Jak wskazał, jednym z takich elementów jest infrastruktura, nie tylko ta wielka, ale też np. teleinformatyczna.

Zdaniem Kielca do czynników, które w najbliższych latach będą stymulować napływ BIZ do Polski należą m.in. stabilne otoczenie prawne i administracyjne, infrastruktura, kapitał ludzki i bliska współpraca ze szkołami wyższymi i zawodowymi.

Słomkowski dodał, że oprócz otoczenia legislacyjnego dla inwestorów kluczowe pozostają takie elementy jak uzbrojenie terenów inwestycyjnych i przygotowanie ich pod przyszłe inwestycje, a także odpowiedni kapitał ludzki. „To jest cała, długofalowa polityka która powinna prowadzić nas do wzrostu tych inwestycji” – dodał wiceszef PAIH.

Tegoroczne Forum Ekonomiczne w Karpaczu odbywa się w dniach 8-10 września. Główną osią dyskusji Forum są najważniejsze wyzwania o charakterze politycznym, społecznym i gospodarczym, jakie stoją przed Europą Środkowo-Wschodnią.

EURUSD – sądny czwartek. Co usłyszymy od EBC i jak zareaguje euro?

Wrześniowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego (EBC) będzie miało większe znaczenie, niż jeszcze mniej więcej tydzień temu sądził rynek. Spotkanie niewątpliwie będzie istotne dla pary EUR/USD, która ostatnio znalazła się pod presją.

Rada Prezesów spotka się we Frankfurcie w czwartek. Decydenci będą rozmawiać o tym, jak radzi sobie gospodarka strefy euro po wycofaniu większości środków mających ograniczyć rozprzestrzenianie się koronawirusa w krajach strefy euro. Będą oni również oceniać efektywność ostatniego agresywnego łagodzenia polityki pieniężnej. W czerwcu EBC rozszerzył zakres wprowadzonego u szczytu rynkowej paniki w marcu nadzwyczajnego programu zakupów w czasie pandemii (Pandemic Emergency Purchase Programme – PEPP).  W konsekwencji tego rozszerzenia pułap programu dobił do 1,35 bln euro. Program potrwa co najmniej do końca czerwca 2021 roku.

Ostatnia poprawa w miękkich odczytach aktywności gospodarczej dostarczy EBC pewnej otuchy, jednak niespodziewany spadek sprzedaży detalicznej w lipcu będzie stanowił powód do obaw. Kluczowym punktem dyskusji jednak będzie prawdopodobnie ostry spadek inflacji w strefie euro. Dane, jakie poznaliśmy w ubiegłym tygodniu pokazały, że dynamika cen konsumpcyjnych w bloku walutowym w sierpniu spadła poniżej zera w ujęciu rocznym po raz pierwszy od 2016 roku (-0,2% wobec oczekiwanego poziomu 0,2%). To znacznie niższy poziom niż średni zakładany na ten rok w projekcji z czerwca. Co ważniejsze, inflacja bazowa, która nie uwzględnia najbardziej zmiennych komponentów, czyli cen żywności i energii doświadczyła jeszcze większego spadku. W sierpniu znalazła się ona na poziomie 0,4% w ujęciu rocznym, znacznie poniżej poziomu 1,2% odnotowanego w lipcu.

Wykres 1: Inflacja w strefie euro (2013 – 2020)

Inflacja w strefie euro
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 07/09/2020

W przeciwieństwie do niektórych innych podobnie istotnych banków centralnych, obecnie jedynym zadaniem EBC jest podniesienie inflacji w bloku walutowym do poziomu bliskiego, ale poniżej 2%. Zupełny brak presji inflacyjnej w strefie euro to istotny powód do zmartwień banku centralnego i może zdominować dyskusje prowadzone przez decydentów w tym tygodniu.

Poniżej przedstawiamy kluczowe kwestie, na które w kontekście komunikacji banku warto zwrócić uwagę w czwartek.

  • Nowe projekcje ekonomiczne. Zaktualizowana projekcja PKB strefy euro, która prawdopodobnie pozostanie zbliżona do poprzedniej raczej nie przyciągnie zbyt wielkiej uwagi. Biorąc pod uwagę ostatni spadek inflacji, znaczna aktualizacja projekcji inflacji w dół jednak wydaje się prawdopodobna. Rada Prezesów może też wyrazić opinię, że ryzyka dla inflacji skierowane są w dół po ostatnim wyraźnym umocnieniu euro (wzrost o ok. 5% od czerwcowego spotkania), co zwykle skutkuje obniżeniem cen. Perspektywa rosnącego bezrobocia i niższej dynamiki płac po wygaśnięciu programów wsparcia również stanowią ryzyko w dół dla perspektyw inflacji.
  • Wskazówki dotyczące dalszej stymulacji w najbliższej przyszłości. Biorąc pod uwagę ryzyka dla inflacji, sądzimy, że jest możliwość, że EBC otworzy drzwi do rozszerzenia programu PEPP w dalszej części roku w trakcie któregoś z kilku następnych posiedzeń Rady Prezesów. Główny ekonomista EBC, Philip Lane niedawno zasugerował, że decydenci są w stanie w razie potrzeby zrobić więcej. O ile nie sądzimy, że istnieje potrzeba podjęcia natychmiastowych działań w tym miesiącu, to jednak uważamy, że bank może wykorzystać to spotkanie jako okazję do stworzenia podstaw do rozszerzenia programu w dalszej części roku, być może w grudniu.
  • Uwagi dotyczące siły euro. W ostatnim czasie kurs EUR/USD wzrósł do najwyższego poziomu od maja 2018 roku, zyskując ok. 9% od połowy maja. Z punktu widzenia banku centralnego nie jest to pożądany obrót spraw, biorąc pod uwagę negatywny wpływ umocnienia euro na inflację i konkurencyjność eksportu. Komentarz Lane’a z poprzedniego tygodnia zgodnie z którym wartość waluty ma znaczenie sugeruje, że kwestia siły euro prawdopodobnie znajdzie się w porządku obrad EBC na posiedzeniu w tym miesiącu. Istnieje szansa, że podczas konferencji prasowej dojdzie do jakiejś interwencji werbalnej, mającej na celu ograniczenie siły waluty.

Wykres 2: Kurs EUR/USD (wrzesień ‘19 – wrzesień ‘20)

Kurs EUR
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 07/09/2020

Spodziewamy się, że ton czwartkowej komunikacji EBC będzie przesunięty bardziej w gołębią stronę, zwłaszcza biorąc pod uwagę ponure dane inflacyjne z poprzedniego tygodnia. Jeśli bank wyrazi obawy dotyczące przedłużającego się okresu deflacji, jednocześnie sugerując, że kolejne rozszerzenie programu PEPP może nastąpić w dalszej części roku, sądzimy, że euro w czwartek doświadczy presji wyprzedażowej. Komentarze ze strony Lagarde dotyczące ostatniej siły euro lub zwiększone obawy dotyczące drugiej fali infekcji koronawirusem w naszej opinii również skłoniłyby inwestorów do pozbywania się euro.

Decyzje EBC poznamy w czwartek o 13:45, konferencja prasowa odbędzie się o 14:30.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Gigafabryka ogniw na Śląsku mogłaby zaopatrzyć rocznie tysiąc farm fotowoltaicznych; PFR zainteresowany koncepcją

Koncepcja tzw. gigafabryki na Śląsku mogącej zaopatrzyć rocznie tysiąc farm fotowoltaicznych – znalazła się wśród rozwiązań zarekomendowanych w raporcie Instytutu Energetyki Odnawialnej. Zainteresowanie tą inwestycją wyraził Polski Fundusz Rozwoju.

Raport nt. możliwości inwestycyjnych w energetyce odnawialnej w kontekście Europejskiego Zielonego Ładu zaprezentowano na Forum Ekonomicznym, które w tym roku odbywa się w Karpaczu.

W dokumencie przedstawiono koncepcję tzw. gigafabryki o wydajności 1 gigawata rocznie, co oznaczałoby 10-krotne zwiększenie krajowej produkcji, a według autorów raportu – pozwoliłoby na podjęcie konkurencji z Chinami, w których działają fabryki w tej skali.

Jak wyjaśnił prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej (IEO) Grzegorz Wiśniewski, koncepcja wpisuje się w Europejski Zielony Ład, polską politykę energetyczną jak również w strategię transformacji regionów pogórniczych.

„Zaplanowaliśmy lokalizację fabryki w Katowickiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, w regionie pogórniczym, dlatego moglibyśmy uzyskać dofinansowanie do jej budowy z racji jej lokalizacji” – zaznaczył prezes IEO.

Według niego, „ma to swój głęboki sens”, ponieważ sama fabryka jest w stanie zatrudnić tysiąc osób, a wokół niej może powstać cały łańcuch dostaw, który również będzie zapleczem do tworzenia miejsc pracy na Śląsku. W ocenie Wiśniewskiego, gigafabryka mogłaby całkowicie pokryć polskie zapotrzebowanie na ogniwa i moduły.

„W tej chwili budujemy typowe farmy fotowoltaiczne o mocy jednego megawata. Moglibyśmy zbudować w ciągu roku, jako efekt produkcji gigafabryki ok. tysiąca takich dużych farm fotowoltaicznych o mocy jednego megawata, albo moglibyśmy rocznie zbudować co najmniej 200 tys. instalacji prosumenckich na naszych dachach” – wskazał.

Prezes IEO szacuje, że jeżeli przy budowie fabryki zostałyby wykorzystane najnowsze technologie, a ona sama byłaby „obudowana” laboratoriami, to koszt inwestycji mógłby wynieść około miliarda złotych.

„Widzimy tu rolę PFR, jako jednego z parterów finansujących” – zaznaczył.

Polski Fundusz Rozwoju wyraził zainteresowanie tą inwestycją. Jak zaznaczył wiceprezes PFR Bartłomiej Pawlak, Funduszowi przyświeca idea „polonizacji łańcucha wartości”, czyli zwiększania udziału polskich firm w przemianach gospodarczych wywołanych transformacją energetyczną

„Takie rozwiązania, takie pomysły, jak budowa gigafabryki, z założenia są dla nas interesujące” – podkreślił. Zdaniem Pawlaka, transformacja energetyczna może się na trwale ugruntować w świadomości opinii publicznej i w kręgach decydentów, kiedy podamy konkretniejsze powody niż ten, że jest ona ważna dla ludzkości, a tym konkretem jest właśnie rozwój zarówno dużych, polskich firm, jak i sektora MŚP oraz ekosystemu startupów.

Odnosząc się do innego przedstawionego w raporcie „elementu zielonej układanki”, jakim jest ciepłownictwo, Pawlak zaprezentował sposób, w jaki chce działać PFR.

„Przedstawiliśmy propozycję, w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego, we współpracy z samorządami i kluczowymi instytucjami, optymalnego modelu rozwiązań dla średniej wielkości i dużych ciepłowni i elektrociepłowni na RDF, czyli kaloryczną frakcję odpadów, które zalegają na wysypiskach” – wyjaśnił wiceszef PFR.

Dodał, że nie chodzi o to, żeby sfinansować poszczególną inwestycję, lecz by stworzyć program, który umożliwi sfinansowanie co najmniej kilku-kilkunastu takich obiektów. Propozycja trafiła do resortu klimatu, resortu funduszy i polityki regionalnej oraz NFOŚiGW.

Prezes Związku Pracodawców Prywatnych Energetyki Wojciech Graczyk ocenił, że ciepłownictwo jest sektorem, który zdecydowanie wymaga zmiany regulacji i bardzo silnego wsparcia, ponieważ nie ma tam możliwości inwestowania na dużą skalę. „To jest absolutnie obszar, który wymaga atencji” – oświadczył.

Z kolei prezes Hanplast Energy Paweł Ostropolski powiedział, że cieszy go prezentowana przez PFR koncepcja „polonizacji łańcucha dostaw”.

„Jeśli mówimy o budowie fabryki ogniw fotowoltaicznych, to tak naprawdę mówimy o budowie całego ekosystemu, który w Polsce jeszcze nie istnieje (…) Przy produkcji panelu mamy szkło, to jest ogromna szansa dla polskich hut, mamy branżę aluminium, mamy również metalurgię” – wyjaśnił.

Natomiast Irena Pichola z Deloitte Advisory zaznaczyła, że Europa ze swoją „ambitną” agendą neutralności klimatycznej faktycznie „idzie do przodu”. Przypomniała jednocześnie, że zielona transformacja to więcej niż energetyka.

„Energetyka jest sercem tego systemu, ale wokół tego się dzieje wiele innych procesów, takich jak gospodarka o obiegu zamkniętym, które muszą się zmienić w naszym sposobie zarządzania zasobami jako takimi, nie tylko energią” – zauważyła.

Raport Instytutu Energetyki Odnawialnej powstał we współpracy z Konfederacją Lewiatan.

Rozpoczęte we wtorek trzydniowe Forum Ekonomiczne to jedna z najważniejszych w Europie Środkowo-Wschodniej konferencji o tematyce politycznej, gospodarczej i społecznej.

Rusza program polskiego rządu dla przedsiębiorczych Białorusinów z sektora ICT

Polska od ponad 30 lat buduje demokratyczną, wolnorynkową przystań gospodarczą dla ambitnych i przedsiębiorczych ludzi. Jako 6. największa gospodarka Unii Europejskiej i kraj notujący niemal 9-krotny wzrost gospodarczy od 1990 r. wiemy, jak rozwijać przedsiębiorczość i napędzać ekonomię różnorodnością talentów. Dziś, jako bezpieczna, biznesowa przystań, Polska chce zatem podzielić się swoim sukcesem z Białorusinami, inaugurując program Poland. Business Harbour. Pod tą nazwą kryje się komplementarny zestaw narzędzi i usług, promujący budowę sukcesu Białorusinów na terytorium RP, w oparciu o wiedzę, nowoczesne standardy i bliskie relacje handlowe z sąsiadami oraz światem.

„Ważne jest to, by pomagać tym, którzy chcą się rozwijać, w tym młodym białoruskim przedsiębiorcom. Wyciągnięcie ręki do Białorusinów jest również, szczególnie w obecnym momencie, naszym moralnym obowiązkiem” – mówi wicepremier Jadwiga Emilewicz.

Program Poland. Business Harbour to kompleksowy pakiet, ułatwiający specjalistom z branży IT, startupom, MŚP jak i dużym firmom bezproblemową relokację na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej. Koordynatorem programu jest Ministerstwo Rozwoju i Polska Agencja Inwestycji i Handlu, we współpracy z GovTech Polska w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, Ministerstwem Spraw Zagranicznych, Polską Agencją Rozwoju Przedsiębiorczości i fundacją Startup Hub Poland.

Dzięki pakietowi usług będzie można dowiedzieć się m.in. tego, jak szybko i sprawnie rozpocząć działalność na terenie Polski, uzyskać wsparcie przy relokacji pracowników i ich rodzin czy otrzymać prawną i wizową pomoc w formule „business concierge”. Poza tym osoby fizyczne i firmy z Białorusi mogą liczyć na ułatwienia w kontakcie z samorządami czy Specjalnymi Strefami Ekonomicznymi, które aktywnie włączyły się w przygotowanie oferty dla relokowanych pracowników i ich rodzin, tworząc tymczasową przestrzeń biurową i mieszkaniową. Jednym z elementów pakietu jest również wsparcie w postaci łączenia przedsiębiorców z inwestorami oraz grantów na działalność B+R.

Osoby fizyczne posiadające wykształcenie inżynierskie lub doświadczenie w branży IT będą mogły skorzystać z ułatwionej procedury wizowej. Oprócz tego kilkadziesiąt firm technologicznych z całej Polski przygotowało dla przyjeżdżających specjalne oferty pracy, połączone z przyspieszoną ścieżką wizową. Katalog firm jest cały czas otwarty – zapraszamy firmy IT chcące dołączyć do programu do wypełnienia ankiety znajdującej się pod tym linkiem [1]. W projekcie uczestniczą Software Development Association Poland (SODA) oraz Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji (PIIT).

„Szczególne podziękowania należą się uczestniczącym w projekcie polskim firmom technologicznym, które tradycyjną gościnność przenoszą w cyfrowy świat. Tak duży odzew cieszy nie tylko dlatego, że pokazuje, że Polskie firmy zawsze wesprą potrzebujących, ale też dlatego, że jednocześnie wspierają polską gospodarkę” – mówi Justyna Orłowska, pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów ds. GovTech.

Centralnym punktem informacyjnym dla podmiotów zainteresowanych skorzystaniem z Programu lub przyłączeniem się do niego jest specjalna strona internetowa, dostępna od środy pod adresem gov.pl/businessharbour.

„Bezpieczeństwo, potencjał rozwoju w warunkach stabilnej gospodarki i niezawodni partnerzy – to znajdą nad Wisłą białoruscy przedsiębiorcy. Polska Agencja Inwestycji i Handlu zapewni im miękkie lądowanie. To przede wszystkim wsparcie informacyjne czy koordynacyjne procesu relokacji, ale też oczywiście doradcze” – mówi Grażyna Ciurzyńska, Prezes Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu.

[1] https://form.govtech.gov.pl/ankieta/554110/polska-bezpieczna-przystan-zgloszenia-firm-informatycznych.html

Odwiedzalność obiektów handlowych w sierpniu

  • Z danych zaprezentowanych przez Polską Radę Centrów Handlowych (PRCH) wynika, że w sierpniu br. w dni handlowe odwiedzalność obiektów wynosiła średnio między 70 a 96 proc. wartości ubiegłorocznych, w zależności od dnia, wielkości centrum handlowego i regionu.
  • W ostatnim miesiącu wakacji każde badane centrum handlowe w Polsce odwiedziło średnio ponad 11,4 tys. osób w ciągu jednego dnia handlowego, czyli o ok. 1,4 tys. osób więcej niż w lipcu br.
  • Wzmożony ruch w galeriach zaobserwowano zwłaszcza w ostatnią niedzielę wakacji, 30 sierpnia. Średnia odwiedzalność wyniosła tego dnia 97% wartości wskaźnika odnotowanego w analogiczną niedzielę handlową ubiegłego roku.

Dane PRCH wskazują na wzrost liczby klientów w galeriach handlowych w ostatnich dniach wakacji. Sytuacja poprawiła się w małych i średnich obiektach handlowych, w których średnia odwiedzalność w sierpniu była prawie równa tej sprzed roku. Słabsze dane płyną z nieruchomości o dużej i bardzo dużej powierzchni, w których pracuje najwięcej osób.

Na uwagę zasługuje niedziela handlowa, jedna z niewielu w tym roku. W związku początkiem sezonu jesiennego i powrotem uczniów do szkół średnia liczba klientów w galeriach była tego dnia zbliżona do liczby odwiedzających w ostatnią niedzielę sierpnia 2019 roku – stanowiła 97 proc. ubiegłorocznego footfallu w tym dniu. Wyniki notowane przez branżę w inne dni nie są jednak tak wysokie i kształtowały się niejednorodnie w różnych częściach kraju. Zdecydowanie najchętniej odwiedzane były centra w regionach północno-zachodnim i południowo-zachodnim. Tam footfall w ostatnim miesiącu wakacji utrzymywał się na poziomie porównywalnym do ubiegłorocznego. Mniej klientów wróciło do galerii w północnej i południowej części Polski, a najsłabiej wypadł region wschodni.

Dane pochodzą z obiektów o powierzchni stanowiącej średnio 23 proc. rynku centrów handlowych w Polsce.

Branża budowlana 2020 – nowa rzeczywistość, bezpieczeństwo, odpowiedzialność

Polska jest czwartym co do wielkości producentem betonu towarowego w Europie. Produkujemy go rocznie ponad 26 mln. m3 – tyle, ile wystarczyłoby, żeby wypełnić 10 piramid Cheopsa. Liczby pokazują skalę: 592 producentów betonu w Polsce, 1075 wytwórni i ok. 3150 specjalistycznych pojazdów, tzw. betonomieszarek. Skala z kolei odzwierciedla wpływ branży na otoczenie. W tym roku budownictwo mierzy się z nową rzeczywistością – w produkcji, zatrudnieniu i transporcie.

Beton jest najczęściej stosowanym tworzywem z tych, które produkuje człowiek. Jego wpływ na rozwój społeczeństwa jest kolosalny. Nie mniejszy jest związek samej jego produkcji z gospodarką, zatrudnieniem i przepływem pieniądza. Po pierwsze, standardy infrastruktury i budownictwa mieszkaniowego w kraju przekładają się na standardy życia, a co za tym idzie – w dużym uproszczeniu, na atrakcyjność kraju czy danego województwa. W konsekwencji – na rozwój biznesu i dalszy przepływ pieniądza, tym razem także w przestrzeni mikro. W 2019 roku oddano do użytkowania prawie 119 tys. mieszkań [GUS, styczeń-lipiec 2020]. Udział budownictwa w PKB rośnie: od 7 proc. w 2018 roku [Inzynierbudownictwa.pl, 12 kwietnia 2020], do 10 proc. obecnie.

Ponad milion zatrudnionych

Po drugie: zatrudnienie. Znawcy sektora podkreślają, że pracownicy „budowlanki” to nie tylko osoby, które fizycznie uczestniczą w budowie, ale także dostawcy, handlowcy, pracownicy biurowi i kierowcy. W branży pracuje prawie 6 proc. (1,2 mln) zatrudnionych w całej gospodarce narodowej [Inzynierbudownictwa.pl, 12 kwietnia 2020]. Liczby pokazują skalę i wagę branży w kontekście gospodarki. Twórcy branży są świadomi silnego wpływu, jaki mają na otoczenie gospodarcze, ale także tego, przed jakim wpływem produkcji i transportu należy to otoczenie chronić. Otoczenie, a konkretnie – środowisko.

Wpływ na środowisko – branża z sukcesami

Priorytetem branży – oprócz efektywności i wdrażania nowoczesnych rozwiązań technologicznych od lat jest właśnie ograniczenie negatywnego wpływu na ekosystem. – Kwestia redukcji CO2 jest kluczowa z punktu widzenia uczestników naszego sektora. W ciągu minionych 20 lat zawartość CO2 w m3 betonu została zredukowana o ok. 60 proc. To rezultat wspólnej pracy wielu przedsiębiorstw i organizacji. W tym naszego stowarzyszenia – powiedział Łukasz Żyła, V-ce Prezes Zarządu Stowarzyszenia Producentów Betonu Towarowego w Polsce. SPBT przeprowadziło także aktywne działania na rzecz poprawy efektywności transportu betonu. To kluczowa kwestia. Rezultatem jest zwiększenie limitu Dopuszczalnej Masy Całkowitej dla 4-osiowych betonomieszarek
z 32 t do 34 t, z zachowaniem maksymalnego nacisku 9,5 t/oś. To duży sukces branży –
dodał Łukasz Żyła.

Nowe uwarunkowania, jakie zostały prowadzone w 2019 roku, spowodowały, że zmniejszono liczbę ciężkich betonomieszarek na drogach, co wpływa bezpośrednio na bezpieczeństwo ruchu. Ograniczono emisję CO2 i NOx o ok. 12 proc. Możliwa stała się oszczędność 12 mln dm3 paliwa/rok. Optymalizacja wykorzystania samochodów oznacza także podniesienie standardów pracy kierowców. Kryterium, jakie od lat wybrzmiewa najmocniej w komunikatach branży to bezpieczeństwo – w całym łańcuchu dostaw, w tym bardzo mocno w transporcie. Zwieńczeniem działań i dyskusji na ten temat było uruchomienie przez SPBT Kampanii „Dobry Transport”.

„Dobry Transport” to bezpieczny transport

Kampania „Dobry Transport” skierowana jest do wszystkich producentów betonu oraz firm świadczących usługi w zakresie transportu i podawania mieszanek betonowych, które realizują te czynności z poszanowaniem dla zasad bezpieczeństwa. Certyfikacja BHP środków transportu betonu jest wspólną inicjatywą SPBT i Porozumienia dla Bezpieczeństwa w Budownictwie. Porozumienie jest organizacją, która zrzesza przedstawicieli 90 proc. polskiego rynku generalnego wykonawstwa (Budimex, ERBUD, Hochtief, Warbud, Unibep, Porr, Mostostal Warszawa, Mota-Engil, Karmar, Strabag, Skanska, Polimex Mostostal). – Zaangażowanie wielu podmiotów w implementację na rynku polskim procesu certyfikacji świadczy o ogromnej świadomości przedsiębiorstw w kontekście wagi bezpieczeństwa transportu w naszej branżypowiedział Michał Wasilewski z Porozumienia dla Bezpieczeństwa w Budownictwie.Posiadanie certyfikatu oznacza uzyskanie wymiernych korzyści w obszarze konkurencyjności na rynku, jak np. możliwość wjazdu na budowy realizowane przez członków Porozumienia bez każdorazowej prekwalifikacji. Podobnie ma się sytuacja w kontekście wjazdu na teren wytwórni betonu. To jednak jest mniej istotne niż wspólny cel, jaki stanowi zapewnienie bezpieczeństwa pracownikom i promocja dobrych praktykdodaje.

Wspólnie i odpowiedzialnie

Jeśli chodzi o dobre praktyki, przedstawiciele branży podkreślają, że istotną kwestią jest edukowanie uczestników rynku w zakresie możliwości takiego wykorzystania betonu, by maksymalnie proekologicznie planować przestrzeń publiczną. Jak wskazują, beton, jako tworzywo, daje szerokie możliwości w dziedzinie samego odpowiedzialnego wykorzystania oraz recyklingu. Tymczasem sektor kojarzony jest jako inicjator tzw. „zabetonowania miast”. Członkowie stowarzyszenia wskazują, że rozwiązanie leży w edukacji tych grup, które beton wykorzystują i planują jego wykorzystanie, czyli architektów, deweloperów i wykonawców.

Nadużywane ostatnio a krzywdzące naszą branżę pojęcie „betonozy” czy też zabetonowywania miast nie należą do „celów” branży. My staramy się dostarczyć na budowę materiał o jak najlepiej dobranych do konstrukcji parametrach. Natomiast to jaki on przyjmie kształt zależy od architektów, projektantów, a przede wszystkim, urbanistów. To tak jak z pisaniem: tych samych słów można użyć żeby napisać wiersz, albo, żeby napisać donos … wszystko zależy od intencji piszącegopowiedział Daniel Grzegorski, Prezes Stowarzyszenia Producentów Betonu Towarowego w Polsce. Podobnie w procesie budowlanym. Wiele zależy od zaangażowania wszystkich jego uczestników.
Od inwestora który wybierze pro ekologiczne rozwiązania nie myśląc tylko o oszczędnościach, od urbanisty, który wyłamie się za schematów i pomyśli perspektywicznie i proekologicznie, od projektanta który dzięki edukacji i byciu na bieżąco z nowościami oferowanymi przez dostawców materiałów budowlanych, będzie chciał z nich skorzystać. Dlatego tak ważna jest edukacja
– dodał.

Nowe oblicze słowa „bezpieczny”

Wracając do kwestii bezpieczeństwa – początek roku pokazał, że koncentracja na tym aspekcie w branży budowlanej jest nie tylko „dobrą praktyką”, ale must-have, bez którego nie będzie można w ogóle – mówić o żadnych transakcjach, czy rozwoju. Epidemia koronawirusa znokautowała wszystkie niemal branże, na kilka tygodni lub miesięcy hamując standardowe działania w zakresie sprzedaży, realizacji kontraktów, czy transportu. Inne niż odnoszące się do ochrony przed COVID-19 rozumienie słowa „bezpieczeństwo” przestało na chwilę istnieć. Dziś sektor jest na etapie, w którym bezpieczeństwo związane z koronawirusem wchłonęło się w standardowe postrzeganie zasad BHP i wszystko wskazuje na to, że tak zostanie. Jak branża zniosła lockdown i okres, który nastąpił po nim?

Wnioski jeszcze przed nami

Można usłyszeć opinie, że branża budowlana nie odczuła – na dzień dzisiejszy – wyraźnych skutków epidemii. Liczba wybudowanych mieszkań wydaje się potwierdzać teorię, że sektor ma się świetnie. Specjaliści branży podkreślają jednak, że ze względu na dłuższy niż w innych branżach proces realizacji projektów, skutki mogą być odczuwalne w dłuższym okresie. – Na tym etapie możemy stwierdzić, że branża dzielnie „zniosła” skutki epidemii. Szczególnie istotne okazało się poważne, odpowiedzialne podejście do tematu – od głównych „graczy” sektora, po małe firmy, a w końcu – samych pracowników. Branża działa, kontrakty są realizowane, podejmowane są plany i inwestycje. Należy jednak podkreślić, że czas, w którym będziemy mogli obiektywnie oszacować rezultaty pandemii, jest jeszcze przed nami. Budownictwo opiera się na kontraktach długoterminowych, dlatego dopiero liczby podsumowujące dłuższe okresy będą miarodajnie w kontekście wzrostów lub spadków nakładów inwestycyjnychpowiedział Daniel Grzegorski.

Jak wynika z prognoz opracowanych przez SPBT, epidemia spowoduje spadek produkcji materiału. O ile w zeszłym roku przewidywano sprzedaż w 2020 na poziomie 26 700 m3, co oznaczałoby wzrost w zestawieniu w poprzednim rokiem – o tyle teraz sytuacja uległa zmianie. Aktualna prognoza rokuje zamknięcie roku ze spadkiem prawie 6 proc. w odniesieniu do roku 2019. Eksperci pokazują jednak nie tylko zagrożenia dla branży, ale także szanse. Wśród tych drugich wymieniają m.in. realizację do końca roku 2023 inwestycji z budżetu UE 2011-2020 oraz zagospodarowanie środków przeznaczonych przez UE w ramach Funduszy Odbudowy na walkę z efektami gospodarczymi Covid-19. – Należy zwrócić uwagę na to, że mamy do czynienia ze stabilnym portfelem zamówień z sektora budownictwa infrastrukturalnego, w związku z projektami drogowymi i kolejowymi. Szanse otwiera również sektor magazynowo-logistyczny. Obserwujemy branżę i wychodzimy naprzeciw jej potrzebom powiedział Michał Grys, V-ce prezes Zarządu SPBT.

Recesja w Europie. Zwrot w stronę dolara

Dane makroekonomiczne z Unii Europejskiej nie napawają optymizmem. PKB spada w skali roku o niemal 15%, to jeszcze w zeszłym roku było nie do pomyślenia. Słabsze dane powodują też odwrót inwestorów od euro w stronę dolara.

Kolejne słabsze dane z Niemiec

Do passy słabszych danych z zachodu dołączyła właśnie wymiana handlowa. Po wczorajszych danych przyszedł czas na mniejszy od oczekiwań wzrost eksportu i importu. Znacznie bardziej zawiódł import, stąd rośnie nadwyżka handlowa Niemców. W rezultacie między innymi tych danych euro po raz pierwszy od niemal dwóch tygodni staniało poniżej istotnej granicy dolara i 18 centów. Z punktu widzenia danych makroekonomicznych i tak wątpliwy jest jakiś silny ruch ze względu na nadchodzące wybory w USA. Z drugiej strony analizując wykres pojawiają się przesłanki za kolejnymi umocnieniami dolara.

Europa wciąż w odwrocie

Jeżeli ktoś miał wątpliwość czy spadek PKB w Polsce na tle Europy to duży problem, wczorajsze dane powinny ją rozwiać. Być może spadek o 8,2% w skali roku nie jest imponującym osiągnięciem ekipy rządzącej, aczkolwiek w porównaniu do 14,7% dla Strefy Euro zaczyna to wyglądać zupełnie dobrze. Wydawało się jeszcze niedawno, że będziemy gonić Europę rozwijając się szybciej. Mniejsza recesja jest jednak równie skuteczna tym bardziej, że to 6,5% realnie zmniejsza dystans. Dane te były tylko potwierdzeniem wstępnych kalkulacji, stąd nie miały większego wpływu na rynek.

Wraca problem z inflacją na Węgrzech

Dzisiejsze dane potwierdzają, że inflacja znów przyspiesza. Obecnie ceny rosną już o 3,9% w skali roku. Z jednej strony nie jest to 4,7% uzyskane w styczniu, z drugiej strony w maju w wyniku lockdownu było to już zaledwie 2,2%. Patrząc na obecną sytuację makroekonomiczną i wyraźną chęć poprawy sytuacji gospodarczej (PKB spada w ciągu roku o 13,6%) wątpliwe jest by ktoś zdecydował się na podwyżki stóp procentowych i podniesienie kosztu kapitału. W rezultacie być może Węgrzy muszą pogodzić się z rosnącą inflacją i jej negatywnym wpływem na portfele.

Dzisiaj w kalendarzu brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Biura i magazyny w roku COVID-19. Raport PINK

W najnowszym raporcie „Biura i magazyny 2020 – nowa rzeczywistość?” Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) prezentuje analizę obecnej sytuacji oraz prognozy dla sektorów magazynowego i biurowego. Członkowie PINK formułują również postulaty konkretnych rozwiązań legislacyjnych niezbędnych dla dalszego rozwoju sektora nieruchomości komercyjnych w Polsce. Branża odgrywa bowiem istotną rolę w budowaniu silnej gospodarki oraz poprawie sytuacji na rynku pracy w trakcie COVID-19. Raport PINK powstał we współpracy z firmami: 7R, Capital Park, Dentons, Ghelamco, Globalworth, HB Reavis, Panattoni, Skanska, Wolf Theiss i Vastint.

Według członków PINK biura nie znikną – nadal będą kluczowe niezależnie od przyjętego modelu pracy i operacji biznesowych najemców oraz pozostaną bardzo ważnym aktywem dla inwestorów. Rynek magazynowy również będzie kontynuował dynamiczny rozwój. W całej Europie możemy spodziewać się rosnącego apetytu na aktywa logistyczne i przemysłowe. Dotyczyć to będzie zwłaszcza Polski ze względu na jej zalety ekonomiczne i lokalizacyjne oraz potencjał rozwoju e-commerce.

Nieruchomości biurowe i magazynowe mogą mówić o bardzo dobrym pierwszym półroczu tego roku. Wartość transakcji sprzedaży w tych dwóch segmentach przekroczyła 10,5 miliarda złotych (2,4 miliarda euro). Wpłynęły na to finalizacje procesów inwestycyjnych rozpoczętych jeszcze przed pandemią. Jednak drastyczna zmiana warunków prowadzenia biznesu powoduje pojawienie się rożnych reakcji i modeli dostosowania do sytuacji na rynku. Prewencja oraz bezpieczeństwo zdrowotne w biurach stały się jedną z głównych funkcji w projektowaniu i zarządzaniu nieruchomościami, a dystans społeczny stał się jednym z najważniejszych kryteriów organizacji funkcji w budynkach. Koronawirus przyspieszył również transformację cyfrową, zarówno nieruchomości, jak i procesów biznesowych oraz zarządczych. Nie da się bowiem, przy obecnych wymaganiach i politykach bezpieczeństwa, zarządzać nieruchomościami bez dostępu do odpowiednich danych i technologii. Proptech jako usługa i jako dziedzina nowych technologii, staje się w ten sposób jednym z beneficjentów „nowej normalności”.

Sytuację w biurach członkowie PINK oceniają jako stabilną. Ryzyka są rozpoznane i firmy na nie reagują. Biura są nadal podstawowym aktywem w portfelach inwestorów i popyt inwestycyjny będzie na razie równoważył ewentualne korekty w popycie na najem. Rynek będzie się w ten sposób sam regulował. – Agnieszka Jachowicz, Członek Zarządu PINK

Najciekawiej wygląda sytuacja w magazynach. W pierwszej połowie 2020 roku sfinalizowano 14 transakcji sprzedaży 40 obiektów o wartości 1,1 mld euro. To absolutny rekord. Członkowie PINK zauważają w tym segmencie dwa najważniejsze trendy, które napędzają popyt. Pierwszym jest rewolucja w globalnych łańcuchach dostaw i przenoszenie do Europy (w tym do Polski) produkcji z Azji. Liczy się teraz bliskość rynku zbytu, nawet za cenę większego kosztu produkcji w Europie. Drugim jest wzrost zainteresowania małymi magazynami miejskimi, głównie na potrzeby e-commerce. W tych magazynach znajduje się też często produkcja artykułów na lokalny rynek.

Dalsza kondycja biur i magazynów zależy jednak od wielu czynników i zmiennych, takich jak nowe strategie najemców oraz rządowe scenariusze zarządzania efektami COVID-19 w gospodarce.

W interesie całej polskiej gospodarki, która w drugim kwartale tego roku zanotowała największy w ciągu ostatnich 30 lat spadek PKB, jest równe traktowanie branż, które kreują wzrost gospodarczy. Branża nieruchomości komercyjnych na pewno należy do tego grona. Dodatkowo wyróżnia ją fakt, że w ciągu ostatnich kilkunastu lat miała znaczący udział w pozyskiwaniu bezpośrednich inwestycji zagranicznych i była ważnym impulsem rozwojowym dla rynku pracy wykształconych specjalistów w miastach regionalnych poza Warszawą. Dzięki nowoczesnym biurom udało się stworzyć setki tysięcy miejsc pracy opartych na wiedzy i technologiach. Polska jest również głównym hubem logistycznym w Europie Centralnej i stała się strategicznym ogniwem w łańcuchach dostaw dla wielu europejskich firm i gospodarek narodowych. – Paweł Toński, Prezes Zarządu PINK

Tarcze antykryzysowe a rynek nieruchomości

Ogłoszony w marcu pakiet antykryzysowy dla firm o wartości ponad 212 mld zł, miał zniwelować negatywny wpływ koronawirusa na polską gospodarkę. Zapisy kolejnych wersji rządowych Tarcz Antykryzysowych nie uwzględniły jednak właścicieli nieruchomości oraz inwestorów. Tym samym rząd pominął w swoich działaniach kluczowych uczestników rynku, którzy przez ostatnich 20 lat zainwestowali w Polsce dziesiątki miliardów złotych – budując biura, galerie handlowe, magazyny oraz tworząc setki tysięcy miejsc pracy.
Z szeregu postulatów branżowych opracowanych przez PINK zostały uwzględnione częściowo tylko nieliczne, a zasadniczy postulat o zniesieniu asymetrii traktowania najemców i właścicieli nieruchomości we wszystkich kolejnych wersjach Tarczy był pominięty. Należy zapewnić bezpośredni dostęp do dedykowanych funduszy niezbędnych dla funkcjonowania przedsiębiorców i umożliwiających dalsze realizowanie inwestycji, a wykluczenie branży nieruchomości komercyjnych z tzw. tarczy finansowej zarządzanej przez PFR jest dla nas niezrozumiałe. – Agnieszka Jachowicz, Członek Zarządu PINK

Postulaty PINK

Biorąc pod uwagę wpływ pandemii na rynek nieruchomości w Polsce, członkowie Polskiej Izby Nieruchomości Komercyjnych wystosowali wspólną listę postulatów, które pomogą jej rozwijać się w przyszłości:

Deregulacja procesu inwestycyjno-budowlanego

Konieczne jest zapewnienie prostych i przejrzystych procedur w ramach procesu inwestycyjno-budowlanego. Należałoby wprowadzić dalsze ograniczenia zbędnych obowiązków i rozszerzyć możliwość elektronicznego przeprowadzania postępowań administracyjnych, w tym umożliwić inwestorom występowanie o pozwolenia na budowę i składanie projektów budowlanych w postaci elektronicznej. Wskazane jest zintensyfikowanie prac nad pokryciem powierzchni kraju – zwłaszcza w miastach – miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego.

Otoczenie podatkowe

Niewątpliwym bodźcem dla rozwoju branży nieruchomości komercyjnych w Polsce i zachętą dla inwestorów byłoby zapewnienie należytej jakości przepisów podatkowych oraz sposobu ich wprowadzania. Zmiany powinny być wprowadzane z odpowiednim wyprzedzeniem i po uprzednich konsultacjach z branżą. Inwestorzy polscy i zagraniczni rozumieją potrzebę uszczelniania systemu podatkowego, ale oczekują też jasnych i niedyskryminujących zasad współpracy podatników i aparatu skarbowego.

Regulacje związane z REIT

Branża nieruchomości (tak komercyjnych, jak i mieszkaniowych) jest kołem zamachowym polskiej gospodarki. Należy zwiększyć dostępność kapitału, w tym obszarze oraz zapewnić Polakom możliwość czerpania zysków z inwestowania w sektor nieruchomości komercyjnych. PINK proponuje wprowadzenie regulacji w zakresie spółek rynku wynajmu nieruchomości (REIT) w sektorze nieruchomości komercyjnych.

Bezpośrednie wsparcie w czasach po pandemii COVID-19

Obowiązujące tzw. tarcze antykryzysowe jedynie w niewielkiej części przyczyniły się do poprawy sytuacji finansowej przedsiębiorców nieruchomościowych, a wiele zapisów tzw. tarcz wspomogło inne branże kosztem tych przedsiębiorców. Wyłączenie branży spod możliwości uzyskania pomocy w ramach tzw. tarczy finansowej dla firm obsługiwanej przez PFR nie znalazło jakiegokolwiek uzasadnienia.

Zwiększenie możliwości finansowania

Realizacja inwestycji w branży nieruchomości komercyjnych nie jest możliwa bez dostępnych środków. Niezbędne w tym zakresie jest zwiększenie możliwości finansowania inwestycji i rozszerzenie dostępności kredytów.

Konsultowanie zmian prawnych i gospodarczych z branżą

PINK aktywnie uczestniczy we wszelkich procesach legislacyjnych dotyczących branży nieruchomości komercyjnych. Ważne, aby w niezbędne konsultacje społeczne byli zaangażowani wszyscy partnerzy po stronie przedsiębiorców.

Unilever: e-commerce ważnym kanałem sprzedaż w czasie pandemii

W ciągu pierwszego półrocza wartość zamówień w kanale sprzedaży internetowej w Polsce wzrosła ponad dwukrotnie. W ujęciu globalnym wzrost wyniósł 49 proc.

W pierwszym półroczu 2020 r., Unilever, właściciel m.in. marek Dove, CIF, Domestos, Coccolino czy Lipton, istotnie zwiększył globalną sprzedaż poprzez kanał e-commerce. Lokalnie, prym wiodła Polska, która zanotowała najwyższy wzrost w Europie Wschodniej, dostarczając aż 38 proc. całego wzrostu w tym regionie.

Niedawno opublikowane wyniki badania Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia wskazują, że w pierwszym półroczu 2020 r. aż 33 proc. osób robiło zakupy online. W porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego oznacza to wzrost liczby kupujących o ponad połowę. Co ciekawe, jedną z najpopularniejszych kategorii było FMCG, dla której wartość zakupów gospodarstw domowych wzrosła aż o 53 proc.

Dane GfK Polonia potwierdzają także wyniki sprzedaży Unilevera, który w czasie pandemii koronawirusa postanowił wykorzystać rosnącą popularność e-handlu. Tylko w pierwszej połowie 2020 r. sprzedaż firmy poprzez kanały e-commerce wzrosła w ujęciu globalnym o 49 proc. W tym samym czasie e-commerce w Polsce rósł 4 razy szybciej. W ujęciu wartościowym jest to zdecydowanie najwyższy wzrost w całym regionie – Polska dostarczyła aż 38 proc. całego wzrostu e-commerce w Europie Wschodniej. Jak mówi Łukasz Kuczkowski, kierownik kanału sprzedaży e-commerce dla Polski i Europy Wschodniej, jedną z przyczyn wzrostu była zmiana strategii e-commerce firmy. Unilever postawił na rozpoznawalne marki takie jak: Dove, Lipton, Domestos, czy Coccolino, które okazały się motorem napędowym wzrostu. Firma starała się też elastycznie reagować na potrzeby konsumentów w nowych realiach.

W związku z Covid-19 wprowadziliśmy szereg zmian w naszej strategii e-commerce, dostosowując ofertę i sposób działania do zapotrzebowania rynkowego. Na początku pandemii w Polsce, gdy dostrzegalne było zwiększone zapotrzebowanie wśród konsumentów na środki czystości i artykuły higieniczne, to właśnie ta kategoria generowała największe przychody. W drugim kwartale natomiast zdecydowaliśmy się na dużo większe wsparcie kategorii lodów – podkreśla Łukasz Kuczkowski.

Istotną rolę we wzroście kanału e-commerce odegrała również współpraca z partnerami. Na początku roku Unilever rozszerzył działalność z największą platformą e-commerce w Polsce – Allegro, którą miesięcznie online odwiedza średnio ok. 18 mln konsumentów. Efekty działań widać wyraźnie na przykładzie marki Dove, która stała się liderem sprzedaży w swoich kategoriach produktowych.

Oprócz współpracy z Allegro firma rozwijała inne kanały sprzedaży – m.in. zdecydowano się
na rozszerzenie działań marketingowych z Frisco czy nawiązanie współpracy z platformą Uber Eats, za pomocą której klienci mogą kupować lody z dostawą do domu w ciągu 30 min.

Płatności zagraniczne do 2 mln zł bez dodatkowej weryfikacji

Z dniem 1 stycznia 2019 r. ustawodawca wprowadził do przepisów dotyczących podatku u źródła kwestie dochowania należytej staranności przy weryfikacji warunków stosowania zwolnienia. Do oceny dochowania należytej staranności uwzględnić należy charakter oraz skalę działalności prowadzonej przez płatnika (art. 26 ust. 1 ustawy o CIT). W związku ze stanowiskiem Ministerstwa Finansów oraz organów podatkowych płatnicy zastanawiają się, czy rzeczywiście powinni w bardzo szczegółowy sposób weryfikować każdą transakcję z kontrahentem zagranicznym, ponieważ taka weryfikacja zajmuje dużo czasu, opóźnia procesy płatności oraz kosztuje dużo administracyjnej pracy, a i tak jej efekty nie są pewne, tj. nie można wykluczyć, że kontrolujący urzędnicy będą mieć odmienne zdanie w tym temacie.

Należyta staranność

Ustawodawca nie zdecydował się jednak na określenie prawnych ram należytej staranności. Wskutek tego płatnicy zmuszeni są do wypracowania własnych zasad postępowania, które naturalnie są przedmiotem oceny przez urzędy skarbowe. Z pomocą w tym przypadku przyszło Ministerstwo Finansów, które opublikowało projekt objaśnień podatkowych z dnia 19 czerwca 2019 r. w sprawie zasad poboru podatku u źródła. W dokumencie tym Ministerstwo wskazuje, że powinno się przeanalizować, czy dokumenty są zgodne ze stanem faktycznym, czyli czy potwierdzają faktyczne świadczenia, oraz czy dane kontrahenta są zgodne. Ponadto powinno się zwrócić uwagę na rezydencję podatkową odbiorcy należności, w szczególności pod kątem siedziby, miejsca prowadzenia zarządu czy rejestracji. Dodatkowo istotna jest także weryfikacja samego kontrahenta pod kątem statusu rzeczywistego beneficjenta płatności oraz rzeczywistego prowadzenia działalności na terytorium kraju. W szczególności weryfikacji w tym zakresie powinny dokonać spółki powiązane, tj. spółki, gdzie jedna jest podmiotem kontrolowanym, a wypłata ma miejsce na rzecz przedsiębiorcy z tzw. raju podatkowego czy kraju, z którym Polska nie ma podpisanej umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania.

Weryfikację w zakresie rzeczywistego prowadzenia działalności gospodarczej można przeprowadzić w oparciu o informacje o:

  • posiadanym personelu i zapleczu lokalowym bądź sprzętowym kontrahenta,
  • strukturze zarządu,
  • kraju podpisywania dokumentów wynikających z prowadzenia spraw spółki przez zarząd kontrahenta,
  • adresie wykazywanym na fakturach, w dokumentach spółki oraz ogólnodostępnych informacjach w sieci internet,
  • posiadanych adresach e-mail, numerach telefonu itp.

Ministerstwo wskazało jednocześnie, że informacje odnośnie do powyższych warunków należy pobierać z ogólnie dostępnych źródeł informacji, przy czym nie są to tylko źródła informacji o kontrahencie, lecz także informacje o transakcji, czyli możliwych schematach podatkowych, praniu brudnych pieniędzy itp. Oznacza to, że płatnik dokonujący płatności na rzecz zagranicznego kontrahenta poza szczegółową analizą kontrahenta powinien zwrócić uwagę także na samą transakcję.

Ministerstwo Finansów do tej pory stało na stanowisku, że należyta staranność przy weryfikacji płatności wymagana jest przy każdej kwocie, niezależnie od tego, czy płatność przekracza 2 mln zł, czy nie.

Charakter i skala prowadzonej działalności

Z uwagi na enigmatyczne wskazania ustawodawcy, że weryfikacja płatności na rzecz zagranicznego kontrahenta powinna być dokonywana z uwzględnieniem charakteru i skali prowadzonej działalności, każdy płatnik powinien przeanalizować swoją działalność i wdrożyć odpowiednią metodologię weryfikacji. W szczególności płatnicy z branż narażonych na ryzyko wyłudzeń albo ujętych w alertach Ministerstwa powinni dochować większej staranności przy weryfikacji. W praktyce płatnicy wdrażają procedury weryfikacji płatności oraz kontrahentów, ze szczególnym uwzględnieniem kontrahentów zagranicznych. Część z nich decyduje się na tzw. komisje WHT, które weryfikują dodatkowo posiadane dokumenty oraz przeprowadzoną transakcję, a następnie autoryzują płatność. Ostatecznie niektórzy decydują się na zaprzestanie, ograniczenie lub zmianę formy współpracy z dotychczasowymi kontrahentami.

Płatności poniżej 2 mln zł a należyta staranność

Jak zostało wykazane powyżej, kwestia należytej staranności w podatku u źródła jest bardzo pracochłonna i obarczona niepewnością odnośnie do tego, czy wdrożone rozwiązania zostaną na etapie kontroli zaakceptowane przez urzędy. W związku z tym płatnicy indywidualnie pytali, czy taką „kosztowną” i „ryzykowną” weryfikację należy przeprowadzić także w przypadku płatności nieprzekraczających 2 mln zł. Sądy administracyjne nie podzielają jednolitego jak dotąd stanowiska fiskusa, że taka weryfikacja wymagana jest także przy płatnościach poniżej 2 mln zł. Przykładem jest wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego z dnia 23 czerwca 2020 r., sygn. III SA/Wa 2400/19, w którym WSA wskazał, że ustawodawca, rozróżniając sytuację płatności poniżej i powyżej 2 mln zł, miał na celu wprowadzenie dodatkowych wymagań jedynie w przypadku płatności przekraczających próg. Płatności poniżej progu w ocenie WSA nie wymagają dodatkowej weryfikacji, lecz podstawą do zwolnienia/niepobrania podatku powinien być jedynie certyfikat rezydencji. Z pewnością nie możemy jeszcze mówić o praktyce orzeczniczej. Niemniej takie podejście sądów administracyjnych chroni interesy płatników i jest dla nich bardzo pozytywne.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Czy pracownik może rozwiązać umowę o pracę bez okresu wypowiedzenia?

Mało kto wie, że rozwiązanie umowy o pracę bez zachowania okresu wypowiedzenia to możliwość, z której skorzystać może nie tylko pracodawca, ale i pracownik. To prawo ściśle określają jednak przepisy. O przesłankach, które umożliwiają skorzystanie z takiego wyjścia mówi Piotr Kuźmiński, prawnik DAS Towarzystwa Ubezpieczeń Ochrony Prawnej.

Warto pamiętać, że pracownik ma takie samo uprawnienie do zakończenia trwania umowy o pracę jak pracodawca. Może to zrobić w trybie zwykłym, czyli po prostu składając wypowiedzenie. Wówczas pracuje do zakończenia jego okresu, o ile oczywiście pracodawca nie zwolni go wcześniej z tego obowiązku lub nie zobowiąże do wykorzystania urlopu wypoczynkowego. Oprócz powyższego ma jeszcze jedną możliwość – uprawnienie do rozwiązania umowy o pracę przez pracownika bez zachowania okresu wypowiedzenia. – Ten tryb wypowiedzenia umowy o pracę jest nadzwyczajnym rozwiązaniem stosunku pracy, które może zastosować również pracownik, a nie tylko silniejsza strona umowy, czyli pracodawca. Wówczas zakończenie stosunku pracy następuje z chwilą, gdy oświadczenie woli pracownika dociera skutecznie do pracodawcy i ma on możliwość zapoznania się z treścią oświadczenia pracownika – wyjaśnia Piotr Kuźmiński.

Kiedy taka forma wchodzi w grę?

Art. 55 kodeksu pracy przewiduje dwie sytuacje, w których może mieć zastosowanie rozwiązanie umowy o pracę bez wypowiedzenia przez pracownika. Po pierwsze, jeżeli pracownik uzyska zaświadczenie od profesjonalnego organu (np. lekarza), w którym stwierdzono szkodliwy wpływ wykonywanej pracy na jego zdrowie oraz w którym określono termin przeniesienia pracownika do innego rodzaju pracy. Jeśli pracodawca nie zrealizuje wyznaczonego terminu i nie przeniesie pracownika do wykonywania innej pracy, otwiera to drogę do rozwiązania umowy o pracę przez pracownika bez zachowania okresu wypowiedzenia.

Drugą przesłanką jest dopuszczenie się przez pracodawcę do ,,ciężkiego naruszenia podstawowych obowiązków wobec pracownika” określonych w art. 94 kodeksu pracy. Ta przyczyna zastosowania opisywanego trybu rozwiązania umowy o pracę jest trudniejsza i bardziej skomplikowana, ponieważ jest ocenna – to pracownik musi wykazać uchybienie obowiązku przez pracodawcę np. brak wypłaty wynagrodzenia za pracę. Jak podkreśla Piotr Kuźmiński z DAS, istotą stosunku pracy jest obowiązek zapewnienia pracownikowi przez pracodawcę warunków do świadczenia pracy oraz wypłacanie mu wynagrodzenia. Aby ustalić, czy mamy do czynienia z ciężkim naruszeniem podstawowych obowiązków wobec pracownika, należy zapoznać się z obowiązkami pracodawcy, które zostały skonkretyzowane w kodeksie pracy.

 

Wśród podstawowych obowiązków pracodawcy możemy wyróżnić obowiązek poszanowania godności i innych dóbr osobistych pracownika, zakaz dyskryminacji w zatrudnieniu, obowiązki z zakresu BHP, terminową wypłatę wynagrodzenia w należnej wysokości. Obowiązki pracodawcy mogą ponadto wynikać z umowy jaką pracownik ma z pracodawcą lub obowiązującego u danego pracodawcy układu zbiorowego – wymienia Piotr Kuźmiński.

Tak więc jeżeli pracodawca nie wypłaca wynagrodzenia, to nawet jeżeli nie wynika to z jego złej woli, a z braku środków finansowych spowodowanych czynnikami od niego niezależnymi, pracownik może zastosować tryb rozwiązania umowy o pracę bez wypowiedzenia.

W aktualnym stanie zagrożenia epidemiologicznego spowodowanego wirusem COVID-19 może się pojawić nowy, ciekawy przypadek – zarzucenie pracodawcy naruszenia obowiązku zapewnienia bezpiecznych i higienicznych warunków pracy. Zapewne w przyszłości orzecznictwo sądowe w tej materii będzie bogate – dodaje prawnik.

Pożegnanie z pracodawcą bez okresu wypowiedzenia

W chwili, gdy wystąpi jedna z wyżej opisanych przyczyn, pracownik jest uprawniony do rozwiązania umowy o pracę bez zachowania okresu wypowiedzenia. Chcąc z takiego prawa skorzystać, musi w tym celu złożyć pracodawcy swoje oświadczenie, które powinno być sporządzone pisemnie oraz zawierać uzasadnienie. – Pracownik może skorzystać z tej możliwości w ciągu miesiąca od momentu wystąpienia przyczyny rozwiązania umowy. Przykładowo, w momencie gdy pracownik nie uzyskał wypłaty na czas,  początkiem takiego terminu do złożenia oświadczenia może być data, w której wynagrodzenie powinno wpłynąć na jego konto – wyjaśnia Piotr Kuźmiński.

Rozwiązanie umowy o pracę bez wypowiedzenia przez pracownika skutkuje powstaniem obowiązku po stronie pracodawcy do wypłaty odszkodowania na rzecz pracownika. Jego wysokość powinna odpowiadać wysokości wynagrodzenia za okres wypowiedzenia. W przypadku rozwiązania umowy o pracę na czas określony odszkodowanie przysługuje w wysokości wynagrodzenia za czas, do którego umowa miała trwać, nie więcej jednak niż za okres wypowiedzenia. – Warto zauważyć, że odszkodowanie nie będzie przysługiwało pracownikowi, który jako przyczynę rozwiązania umowy o pracę bez wypowiedzenia podał szkodliwe warunki pracy – doprecyzowuje Piotr Kuźmiński.

Warto wiedzieć o ryzyku

Pracownik stosując opisywane rozwiązanie musi być świadomy ryzyka, jakie bierze na siebie, jeżeli w drodze postępowania sądowego uznano by, że błędnie ocenił sytuację i jego uprawnienie do rozwiązania umowy o pracę bez wypowiedzenia nie powstało. Pracodawca ma wówczas prawo zgłosić roszczenie o odszkodowanie, jeżeli uzna, że rozwiązanie umowy o pracę przez pracownika bez wypowiedzenia było nieuzasadnione. Jednak w tym przypadku także należy pamiętać, że analogicznie do odszkodowania pracownika, roszczenie o odszkodowanie pracodawcy należne jest tylko wtedy, gdy jako przyczynę zakończenia stosunku pracy podano ciężkie naruszenie podstawowych obowiązków wobec pracownika, a nie szkodliwe warunki pracy.

W sytuacji, gdy stawką jest zdrowie czy duże sumy pieniędzy ciężko nie podjąć takiego ryzyka. Warto jednak skorzystać w tym przypadku z pomocy prawnika. Korzystnym i wszechstronnym rozwiązaniem może być też wykupienie ubezpieczenia prawnego, które finansuje pomoc i reprezentację prawnika m.in. w sprawach sporów dot. stosunku pracy. Zapewni również doradztwo w kwestii tego, czy zdecydować się na walkę o odszkodowanie, a co ważne nie wiąże się z koniecznością zapłaty żadnej prowizji dla adwokata. Pokrycie kosztów ewentualnego procesu sądowego nie jest też uzależnione od wyniku sprawy. Taka ochrona przydaje się zarówno w kwestii wyjątkowych przypadków, jak omawiany, ale i w standardowych sporach z pracodawcą, bo działa cały rok i zapewnia bardzo szeroki zakres usług prawnych i doradztwa.

Tylko 11 proc. MŚP planuje inwestycje w OZE. Najwięcej firm chce czerpać energię ze słońca

Polscy przedsiębiorcy z sektora MŚP doskonale orientują się w odnawialnych źródłach energii (OZE). O elektrowniach słonecznych, wodnych i wiatrowych słyszeli niemal wszyscy ankietowani (ponad 90 proc. wskazań́ w każdym przypadku). Tyle w teorii, gdyż praktyce nie jest tak „zielono”. Zdecydowana większość́ firm (95 proc.) nie korzysta z energii odnawialnej. Te firmy, które decydują̨ się̨ na OZE, wybierają̨ fotowoltaikę̨ (4 proc.). Przyszłość zapowiada się nieco lepiej – inwestycję w OZE planuje 11 proc. MŚP, najczęściej w panele słoneczne – wynika z raportu EFL „Zielona energia w MŚP. Pod lupą”. Eksperci w opracowaniu przewidują rozwój fotowoltaiki jako podstawowego źródła odnawialnego w Polsce, a mikro, małe i średnie firmy będą z każdym rokiem zwiększać swój udział w tym rynku. Do 2030 roku mogą stanowić 30 proc. odbiorców instalacji paneli fotowoltaicznych.

Z danych Agencji Rynku Energii wynika, że energia słoneczna uplasowała się dopiero na 6. miejscu pod względem produkcji odnawialnej energii elektrycznej w Polsce w 2019 roku (0,7 TWh, 2,8 proc. udział w rynku). Jednak ten segment OZE w opinii ekspertów ma największe perspektywy rozwoju w najbliższych latach.

Prosumenci biznesowi z największym potencjałem

Od wprowadzenia w Polsce w 2015 roku regulacji dla odnawialnych źródeł energii widać́ z roku na rok wzrost liczby i mocy mikroinstalacji OZE w systemie elektroenergetycznym, a dominującą̨ rolę pełni fotowoltaika. SolarPower Europe prognozuje, że Polska w 2020 roku zajmie 5. miejsce w Europie pod względem przyrostu mocy w panelach fotowoltaicznych (PV). Z kolei Instytut Energetyki Odnawialnej w raporcie „Rynek Fotowoltaiki w Polsce 2019” wskazuje, że udział największej grupy odbiorców instalacji PV w Polsce, jaką są̨ prosumenci indywidualni (gospodarstwa domowe), będzie spadał z ponad 50 proc. w 2019 roku do niecałych 45 proc. w 2030 r. na korzyść́ prosumentów biznesowych, których udział w 2030 r. wzrośnie do prawie 30 proc. Taka dynamika jasno oznacza zapotrzebowanie na finasowanie tego typu instalacji.

– Polskie MŚP niejednokrotnie pokazały, że są̨ motorem polskiej gospodarki, dlatego że twardo stąpają po ziemi i kierują się czystym pragmatyzmem. Nasze tegoroczne badanie pokazuje, że tak samo podchodzą do ekologii. W EFL – jako firmie EKOodpowiedzialnej – zależy nam na edukowaniu przedsiębiorców w obszarze CSR i wskazywaniu im ekonomicznych rozwiązań umożliwiających korzystanie z energii pochodzącej z OZE. Jesteśmy jedną z pierwszychfirm leasingowych w Polsce, które udzielają finasowania na zakup instalacji fotowoltaicznych. Jak wskazują dane, jest to bardzo perspektywiczny i ciekawy segment rynku, w  którym widzimy duży potencjał – powiedział Wojciech Przybył, Członek  Zarządu EFL.

Przyszłość bardziej zielona

Świadomość źródeł odnawialnej energii wśród polskich przedsiębiorców z segmentu MŚP jest bardzo wysoka. W przypadku trzech z nich przekracza 90 proc. – na fotowoltaikę wskazało 98 proc., energię wodną – 95 proc., a wiatrową – 92 proc. Biomasa i biogaz spontanicznie wymieniane były najrzadziej wśród źródeł energii odnawialnej.Świadomość źródeł odnawialnej energii wśród polskich przedsiębiorców z segmentu MŚP

W praktyce nie jest już tak „zielono”. Zdecydowana większość polskich MŚP (95 proc.) nie korzysta z energii odnawialnej. Natomiast te firmy, które decydują się na OZE, wybierają fotowoltaikę (4 proc.). Nieco lepiej zapowiada się przyszłość. 1 na 9 firm z segmentu MŚP planuje wejść w OZE, zdecydowana większość w panele fotowoltaiczne (8 proc.). W przypadku większych firm zielony kierunek jest zdecydowanie popularniejszy. 30 proc. średnich firm zamierza zainwestować w energię słoneczną, 5 proc. w wiatrową, a kolejne 5 proc. w pompy ciepła.

Zmieniły się akcenty

Marcin Ścigan zauważa, że do niedawna najważniejszym driverem, który napędzał dyskusje o transformacji energetycznej i rozwoju odnawialnych źródeł energii, była potrzeba walki ze zmianami klimatu. Ale to się zmieniło. – Dzięki wsparciu publicznemu i upowszechnieniu OZE, na świecie, a co za tym idzie również w Polsce, te technologie stały się tańsze. Przede wszystkim mam tutaj na myśli technologię wiatrową i słoneczną, gdzie koszty produkcji spadły wielokrotnie w przeciągu ostatnich lat. W przypadku energetyki słonecznej to jest ok. 80 proc., a w przypadku energetyki wiatrowej na lądzie ten wskaźnik wynosi ok. 50 proc. Niestety, ceny energii dla mikro, małych i średnich firm w taryfie B i C wraz z kosztami dystrybucji są̨ najwyższe wśród wszystkich odbiorców energii. I najczęściej brak wiedzy i możliwości negocjacyjnych powoduje, że mały przedsiębiorca kupuje energię za wyższą stawkę w nieodpowiedniej dla siebie taryfie. Dlatego też ważna jest świadomość i edukacja w zakresie możliwości wykorzystania energii w poszczególnych wariantach oraz OZE wśród właścicieli MŚP – mówi Marcin Ścigan aktualnie zastępca dyrektora departamentu ds. OZE w Ministerstwie Klimatu, a poprzednio kierownik ds. OZE z Forum Energii.

Raport „Zielona energia w MŚP. Pod lupą” jest dziesiątym opracowaniem z serii „Pod lupą” wydanym przez Europejski Fundusz Leasingowy S.A. w ramach autorskiego projektu „Europejski Fundusz Modernizacji Polskich Firm”. Pierwszy charakteryzował kondycję sektora MŚP w Polsce („MŚP pod lupą”, 2011), drugi poświęcony był gospodarstwom rolnym („Agro pod lupą”, 2012). Trzecie opracowanie analizowało finansowe aspekty działalności transportowej („Transport pod lupą”, 2013), czwarte – młodych na rynku pracy („Młodzi na rynku pracy. Pod lupą”, 2014), piąte – innowacje („Innowacje w MŚP. Pod lupą”, 2015). Szósty raport przedstawiał inwestycje prowadzone przez MŚP („Inwestycje w MŚP. Pod lupą”, 2016). Siódme wydanie dotyczyło pokolenia milenialsów („Millenialsi w MŚP. Pod lupą”, 2017). Ósmy raport przedstawiał wielostronny obraz budownictwa („Budownictwo przyszłości. Pod lupą”, 2018). Natomiast, dziewiąte wydanie pokazywało, ile MŚP wiedzą o społecznej odpowiedzialności biznesu („CSR w MŚP. Pod lupą”, 2019).

Obecna edycja koncentruje się na obszarze ekologii, energii odnawialnej, elektromobilności i aktywności MŚP na tych polach. Raport, podobnie jak poprzednie edycje, opiera się na badaniach (ilościowym i jakościowym) zleconych przez EFL S.A. niezależnemu podmiotowi, rozbudowanych o szeroki kontekst problematyki związanej z ekologią.

Metodologia badania:

Badanie ilościowe zostało zrealizowane przez ICAN Institute na zlecenie EFL S.A. z właścicielami, współwłaścicielami i osobami odpowiedzialnymi za finanse w segmencie firm MŚP z całego kraju, z różnych branż. W sumie zrealizowano 500 wywiadów. 40 proc. stanowili mikroprzedsiębiorcy zatrudniający do 9 osób, 30 proc. mali przedsiębiorcy zatrudniający do 49 osób, tyle samo średni przedsiębiorcy z maksimum 249 osobami na pokładzie. W raporcie zastosowano wnioskowanie dla MŚP w Polsce (analiza wielkości firm, regionów Polski i całej populacji). Są to wyniki przeważone do struktury firm w Polsce według operatora regon. Przygotowane w ten sposób dane pozwalają analizować i opisywać na poziomie całej populacji firm w Polsce. Badanie wykonano metodą telefonicznych ankiet (CATI) od 11 do 29 maja 2020 roku.

Aktywność fizyczna poprawiła samopoczucie i zdrowie pracowników po lockdown

Aż 92% osób, które po okresie izolacji społecznej wróciły do aktywności fizycznej, odczuło poprawę samopoczucia, zaś 88% poprawę zdrowia – wynika z badania przeprowadzonego w wakacje wśród posiadaczy karty MultiSport. A właśnie poprawa zdrowia, kondycji oraz chęć zrelaksowania się to trzy główne powody uprawiania sportu, wymieniane przez pracowników korzystających z tego świadczenia pozapłacowego.

Z miesiąca na miesiąc rośnie liczba osób wracających do regularnych ćwiczeń. Prawie wszystkie ankietowane przez nas osoby, które w ostatnich miesiącach wróciły do różnych form ruchu, odczuwają płynące z tego korzyści. Nie bez powodu więc karta MultiSport nadal pozostaje w czołówce świadczeń pozapłacowych w wielu firmach, które wspierają wellbeing pracowników. Oczekujemy kontynuacji tego trendu w najbliższym czasie, ponieważ historycznie po wakacjach ponownie wzrastało zainteresowanie treningami w obiektach sportowo-rekreacyjnych – stwierdza Adam Radzki, członek zarządu Benefit Systems.

Dobrostan pracowników to korzyść pracodawców

Wsparcie zdrowia i dobrostanu pracowników zyskuje na znaczeniu w czasie pandemii. Badania  Instytutu Gallupa wskazują, że pracownicy, którzy uważają, że firma nie wspiera ich wystarczająco w tym zakresie, deklarują mniejszą efektywność oraz absencję wywołaną złym samopoczuciem na poziomie średnio 7,2 dnia w roku. W Polsce jednym z najpopularniejszych świadczeń pozapłacowych jest karta sportowa, która wpisuje się w ideę programów wellbeingowych. Jest świadczeniem odpowiadającym na potrzeby pracowników związane z budowaniem dobrostanu. Jakie to potrzeby?

– Pierwsze trzy powody wskazywane przez osoby korzystające z tego benefitu pracowniczego odnoszą się do samopoczucia fizycznego i psychicznego, czyli: dla zdrowia (57%), lepszej kondycji (54%) oraz relaksu (42%). Dopiero później wymieniane są powody związane z wyglądem – tyle samo osób, tj. po 39%, przyznaje, że ćwiczy, by zrzucić zbędne kilogramy czy wyrzeźbić sylwetkę – przytacza wyniki badania Adam Radzki.Aktywność fizyczna poprawiła samopoczucie i zdrowie pracowników po lockdown

Sport to inwestycja w zdrowie

Światowa Organizacja Zdrowia zaleca co najmniej 150 minut umiarkowanej aktywności fizycznej tygodniowo. Tymczasem z badania MultiSport Index Pandemia wynika, że 43% Polaków w czasie lockdown zmniejszyło poziom aktywności fizycznej, a skutki tej zmiany wpłynęły na ich zdrowie, samopoczucie i sylwetkę.

Po zaprzestaniu aktywności fizycznej bardzo szybko dochodzi do spadku masy mięśniowej, który może wynieść nawet 10% po miesiącu bezruchu. Już po kilku dniach od zmiany sportowych nawyków, nasze serce  zaczyna pracować inaczej – z szybszym rytmem spoczynkowym, wzrasta ciśnienie tętnicze, zmienia się krążenie krwi. Wreszcie, obserwowane zmiany sylwetki ciała czy brak powysiłkowego wyrzutu neurohormonów mogą powodować spadek samopoczucia, złość czy frustrację. Przymusowy okres roztrenowania w czasie lockdownu, a następnie powrót do aktywności, przypomniał wielu osobom, jak wiele korzyści związanych ze zdrowiem i samopoczuciem dostarcza sport – zaznacza kardiolog sportowy dr hab. n. med. Łukasz Małek. – Warto podkreślić, że regularna aktywność fizyczna wśród wielu korzyści zdrowotnych poprawia także odporność organizmu. Może to czynić nas mniej podatnymi na cięższe postaci choroby wirusowej, także w związku z mniejszą obecnością negatywnych czynników, np. otyłości, nadciśnienia tętniczego i innych – dodaje ekspert.

Badania naukowe prowadzone w czasie pandemii grypy AH1N1pdm09 w 2009 r. wykazały, że regularny wysiłek fizyczny zmniejsza o około 30% ryzyko zakażeń dróg oddechowych.

Różnorodność potrzeb i aktywności

– Jak się okazuje, za pomocą sportu można też realizować jeszcze inne, nawet całkowicie przeciwstawne potrzeby. Co szósty zapytany przez nas posiadacz karty MultiSport wskazuje, że jest to sposób na poznanie nowych ludzi, zaś dla co siódmego to możliwość pobycia samemu ze sobą. Różnorodność zajęć w ramach programu MultiSport umożliwia realizację wszystkich tych celów – mówi Adam Radzki.

Posiadacze kart MultiSport mają w całej Polsce do dyspozycji blisko 4 tys. obiektów sportowo-rekreacyjnych, jak kluby fitness, siłownie, szkoły tańca, baseny etc. Wszystkie one podlegają tym samym, podwyższonym normom sanitarnym. Obowiązuje w nich m.in. zachowanie dystansu społecznego, dezynfekcja rąk i używanego sprzętu sportowego. W klubach można korzystać z przebieralni, toalet czy pryszniców. Zgodnie z wytycznymi Głównego Inspektoratu Sanitarnego, nie ma konieczności ćwiczenia w maskach.

86 proc. ankietowanych uważa, że szkoły nie są przygotowane na powrót nauki zdalnej

Po sześciu miesiącach wróciła nauka stacjonarna. Jak wynika z najnowszego badania przeprowadzonego przez ClickMeeting, polskiego narzędzia do webinarów, tylko 37 proc. badanych chce, żeby wrócił ten model zdobywania wiedzy. Aż 48 proc. twierdzi, że nie powinien on wrócić wcale lub częściowo. Z drugiej strony tylko 14 proc. twierdzi, że szkoły są przygotowane na powrót do nauki zdalnej. Wynik ten pokazuje, że nauczyciele, dzieci i rodzice nie byli gotowi na taki przewrót i niezbędne jest ich wsparcie. Uczelnie wyższe, czy firmy szkoleniowe, już kilka lat temu z sukcesem wdrożyły częściową edukację przez webinary. W czym tkwi sukces?

Nauka zdalna bez wątpienia była dużym wyzwaniem zarówno dla nauczycieli, uczniów, jak i ich rodziców, co potwierdziło, aż 74 proc. badanych. Wynikało to głównie z faktu, że edukacja online nigdy wcześniej nie była stosowana w Polsce na tak dużą skalę, a na jej wdrożenie było bardzo mało czasu. Tylko dla 20% ankietowanych nie sprawiło to większych trudności.

Pomocny byłby tu model hybrydowy, czyli połączenie nauki stacjonarnej i nauki zdalnej z wykorzystaniem webinarów. Dla 44 proc. respondentów właśnie takie rozwiązanie najlepiej sprawdziłoby się w obecnej sytuacji. Co ciekawe tylko 5 proc. uważa, że wyłącznie rozwiązanie zdalne lepiej się sprawdza. To pomogłoby rozwiązać też fakt, że dla 60 proc. osób, zdobywanie wiedzy na odległość jest dużo mniej efektywne niż edukacja stacjonarna i tylko 13 proc. twierdzi przeciwnie.

Uczelnie wyższe publiczne takie jak Uniwersytet Jagielloński, Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie, Uniwersytet Gdański, Politechnika Gdańska, Politechnika Wrocławska, Politechnika Warszawska, Politechnika Łódzka i prywatne WorldWide School, Polski Uniwersytet Wirtualny, LangMedia oraz Oxford Language Center na długo przed kwarantanną społeczną zdecydowały się na wdrożenie nauczania przez webinary. Dziś chcą rozwijać ten model, ponieważ dzięki jego odpowiedniemu wprowadzeniu i zapewnionemu przez ClickMeeting wsparciu widzą w tym rozwiązaniu dużo zalet. To najlepiej pokazuje, że Polacy nie są przeciwnikami nauczania na odległość, a po prostu nie przyzwyczaili się do nowego oraz nie dostali odpowiedniej pomocy na początku. Dlatego misją naszej firmy jest wsparcie i edukacja osób, które trochę słabiej radzą sobie z obsługą technologii w nauce zdalnej. Chcemy ułatwić pedagogom oraz szkoleniowcom prowadzenie spotkań, lekcji czy wydarzeń online za pomocą naszej platformy – mówi Dominika Paciorkowska, Dyrektor Zarządzająca ClickMeeting.

Warto zauważyć, że aż 36 proc. wszystkich webinariów, które odbywają się na platformie ClickMeeting, są o tematyce edukacyjnej lub szkoleniowej. Dlatego firma, prowadzi projekty, które pomagają w nauce przez webinary. Stworzyła specjalne miejsce-Akademię ClickMeeting-gdzie każdy może poznać wszystkie funkcjonalności narzędzia i rozwiązać swoje wątpliwości, na przykład tworzy specjalne poradniki na ten temat. Użytkownicy mają też zapewnione ciągłe wsparcie obsługi klienta, dzięki czemu w łatwy sposób, mogą otrzymać wsparcie specjalisty w tym zakresie.czy-nauka-zdalna-jest-efektwyniejsza-niz-stacjonarna czy-nauka-zdalna-jest-wyzwaniem czy-placowki-sa-przygotowawne-do-nauki-zdalnej czy-powinna-wrocic-nauka-zdalna

Dodatkowym wyzwaniem dla ankietowanych okazała się logistyka w domu. Do zdalnej nauki potrzebne są urządzenia takie jak kamery, mikrofony czy słuchawki, a czasami też osobna przestrzeń. Mimo to obecnie, aż 88 proc. badanych twierdzi, że posiada wystarczającą ilość sprzętu, by uczyć się zdalnie, a już 59 proc. że ma odpowiednie warunki do tego.

Ważnym aspektem w czasie kwarantanny społecznej było też potwierdzenie zdobytych kompetencji. Klasówki w szkołach, egzaminy na studiach, a nawet obrony prac dyplomowych odbywały się na platformach do webinarów i wideokonferencji. Co ciekawe, dla 52 proc. forma ta jest komfortowa i nie sprawia większych trudności. ClickMeeting posiada szereg funkcjonalności, które ułatwiają edukację online. Jest to na przykład tablica, która pozwala na notowanie i pisanie, a także funkcje umożliwiające udostępnianie ekranu, wgrywanie filmów na YouTube czy też tworzenie ankiet, tekstów oraz Q&A. Ważnym udogodnieniem jest też wydanie certyfikatu, członkom szkolenia lub zajęć, po jego zakończeniu.

JR HOLDING ASI S.A. wprowadza na rynek testy smakowe na COVID-19

JR HOLDING ASI S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od 2012 r., dokonała zakupu wszelkich praw do uzyskania patentu na testy zaburzeń smaku COVID-19 za kwotę 1,9 mln zł brutto. Za całość projektu będzie odpowiadała spółka zależna Tastein Sp. z o.o.

JR HOLDING ASI S.A. podpisała z sześcioma osobami fizycznymi umowę na zakup wszelkich praw do uzyskania patentu na testy zaburzeń smaku COVID-19. Na mocy tej umowy Emitent przejął pełne prawa i nabył m.in. prawa do uzyskania patentu na wynalazek w przygotowaniu pod tytułem „System oraz sposób wykrywania zaburzeń smaku u osób z zakażeniem wirusowym w szczególności wirusem SARS-CoV-2”, prawa do uzyskania patentu na wynalazek w przygotowaniu pod tytułem „Sposób do przesiewowej identyfikacji osób o zwiększonym ryzyku zakażenia wirusem SARS-CoV-2, diagnostyczny zestaw testowy oraz urządzenie do realizacji tego sposobu” oraz autorskie prawa majątkowe do wytwarzania opakowań detalicznych Testerów. Zarząd JR HOLDING ASI S.A. liczy na duże rynkowe zainteresowanie i wysoką sprzedaż produkowanych testów.

„Po analizach rynkowych podjęliśmy decyzję o zakupie praw do uzyskania patentu na testy zaburzeń smaku COVID-19, bowiem uznaliśmy, że jest to projekt, który może nam przynieść istotne korzyści. Pandemia koronawirusa wchodzi w kolejną fazę, więc jesteśmy przekonani, że nasze testy spotkają się z dużym zainteresowaniem rynkowym. Nasz produkt idealnie wpisuje się w oczekiwania potencjalnych klientów.” – podkreśla January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki JR HOLDING ASI S.A. 

Za cały projekt związany z testami smakowymi na COVID-19 będzie odpowiadała spółka Tastein Sp. z o.o. wchodząca w skład portfela JR HOLDING ASI S.A. Zgodnie z podpisaną umową Sprzedający zobowiązali się m.in. aktywnie uczestniczyć w promocji Testerów od strony naukowej, wspierać Spółkę w zakresie wypowiedzi do mediów, udzielać Kupującemu wszelkich posiadanych informacji, rad i wskazówek dotyczących właściwości, zastosowania i sposobu użycia wynalazków oraz Testerów i przekazać wszelkie doświadczenia techniczne i organizacyjne dotyczące zastosowania, sposobu użycia Patentu oraz sposobu wytwarzania Testerów.

„Nasze testy zaburzeń smaku w COVID-19 zostały dopuszczone do sprzedaży na początku września br., a pierwszy pakiet 25 tys. sztuk testów został już sprzedany. Spółka Tastein jest wyłącznym dystrybutorem tych testów i prowadzi działania mające na celu zwiększenie mocy produkcyjnych. Obecnie zdolności produkcyjne wynoszą 500 tys. szt. testów miesięcznie, a plany sprzedażowe Tastein sięgają kilku milionów sztuk testów.” – podsumowuje Ciszewski.

JR HOLDING ASI S.A. zanotowała w 2 kw. 2020 r. zysk netto w wysokości 403,7 mln zł, co jest rekordowym wynikiem w całej historii Spółki. Jej przychody finansowe wyniosły w tym okresie ponad 498,6 mln zł i wynikały z przeszacowania posiadanych aktywów, znajdujących się w portfelu inwestycyjnym. Zgodnie z opublikowanym w ostatnim czasie raportem miesięcznym w lipcu 2020 r. wartość portfela inwestycyjnego JR HOLDING ASI S.A. przekroczyła poziom 1 mld zł, osiągając na koniec miesiąca rekordową wartość, czyli niemal 1,3 mld zł. W samym lipcu br. aktywa Spółki powiększyły się o kwotę 561,4 mln zł.

Spółka wypracowała w 2019 r. ponad 165 mln zł zysku brutto, co jest rekordowym wynikiem w jej wieloletniej historii. W minionym roku JR HOLDING ASI S.A. została wpisana przez Komisję Nadzoru Finansowego do Rejestru Zarządzających Alternatywnymi Spółkami Inwestycyjnymi.

Pandemia zmieniła zwyczaje konsumenckie Polaków

Zdecydowana większość Polaków (71 proc.) pozytywnie ocenia sytuację finansową swojego gospodarstwa domowego i ta ocena pozostaje praktycznie niezmienna w czasie. Co ciekawe, pandemia w większym stopniu niż na sytuację ekonomiczną Polaków, wpłynęła na ich zwyczaje, aż 80 proc. badanych zadeklarowało, że rzadziej niż przed pandemią bierze udział w wydarzeniach kulturalnych i rozrywkowych – wynika z III fali badania nastrojów gospodarstw domowych Polskiego Funduszu Rozwoju i Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

W okresie pandemii nastąpiła zmiana częstotliwości wykonywania zwyczajowych czynności Polaków. Czterech na pięciu badanych (80 proc.) rzadziej niż przed pandemią bierze udział w wydarzeniach kulturalnych i rozrywkowych. Z basenów, siłowni i klubów fitness rzadziej korzysta 70 proc. badanych, a z restauracji, pubów i barów 68 proc. Ponad połowa (58 proc.) respondentów rzadziej robi zakupy w supermarketach i galeriach handlowych. Jednocześnie, blisko połowa (47 proc.) badanych tak samo często jak przed pandemią korzysta z usług fryzjerskich i kosmetycznych.Pandemia zmieniła zwyczaje konsumenckie Polaków

Polacy o swojej sytuacji finansowej

Zdaniem ponad połowy badanych (57 proc.) pandemia nie wpłynęła na zmianę sytuacji finansowej gospodarstw domowych, zaś w przypadku co trzeciego respondenta (34 proc.) wpływ był negatywny. W zakresie oceny kondycji swojego gospodarstwa domowego nie zaobserwowano istotnych różnic w porównaniu z końcem lipca.

– Pomimo największej od dekad recesji zdecydowana większość Polaków (71 proc.) nadal pozytywnie ocenia sytuację finansową swoich gospodarstw domowych, a ponad połowa (57 proc.) uważa, że pandemia nie wpłynęła na zmianę ich sytuacji finansowej. Co do oszczędności posiadanych przed pandemią, okazuje się, że dla 58 proc. badanych sytuacja związana z pandemią nie zmieniła stanu tych oszczędności. Obecnie na posiadanie oszczędności wskazuje 55 proc. badanych, a co trzeci respondent uważa, że w ciągu najbliższych trzech miesięcy zaoszczędzi jakąś sumę pieniędzy. Przed nami jednak okres jesienno-zimowy, który część utrzymujących się dotychczas wakacyjnych nastrojów może zmienić. Jest to związane z niepewną sytuacją epidemiologiczną – mówi Katarzyna Dębkowska, kierownik zespołu foresightu gospodarczego PIE.

W porównaniu do badania z końca lipca, o 8 pp. spadł odsetek respondentów zgłaszających możliwość oszczędności w ciągu nadchodzących 3 miesięcy. Za prawdopodobną, taką opcję uznaje 31 proc. badanych, za nieprawdopodobną 59 proc. Istotnym komponentem zadłużenia gospodarstw domowych jest spłata kredytu lub pożyczki. Takie obciążenie deklaruje 32 proc. badanych.
finanse polakówPolacy nieco gorzej niż własną sytuację oceniają sytuację gospodarczą kraju. 26 proc. badanych uważa sytuację gospodarczą kraju za dobrą, a 34 proc. postrzega ją negatywnie. Ponad połowa respondentów (54 proc.) jest zdania, że na przestrzeni nadchodzących 6 miesięcy sytuacja gospodarcza Polski pogorszy się, zaś 16 proc. twierdzi, że się poprawi. W porównaniu z końcem lipca, o 9 pp. zmniejszył się odsetek osób spodziewających się poprawy sytuacji, a jednocześnie o 6 pp. wzrósł odsetek oczekujących pogorszenia.

– Wyniki III fali badań nastrojów konsumenckich pokazują, że skutki pandemii stają się widoczne w sytuacji gospodarstw domowych. 35 proc. badanych zgłosiło, że ich oszczędności się zmniejszyły, co może być związane z wykonywaniem pracy w niepełnym wymiarze godzinowym, co przekłada się na niższe dochody. Jeżeli dołożymy do tego wyraźną zmianę w zakresie podejmowanych aktywności i znaczące ograniczenie w korzystaniu z usług w obszarach kultury, sportu, rozrywki czy handlu, to dostrzeżemy, że w nastrojach gospodarstw domowych odzwierciedlenie znajduje nie tyle samo pogorszenie sytuacji, ale obawa i ostrożność, z jakimi wchodzą w okres jesienny – mówi Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora w Polskim Instytucie Ekonomicznym.

Dwie trzecie Polaków nie pojechało na wakacje

W lipcu i sierpniu 35 proc. Polaków wyjechało na wakacje. Spośród nich 76 proc. odbyło wyłącznie wyjazd krajowy, 12 proc. odbyło wyłącznie wyjazd zagraniczny, zaś 6 proc. wyjechało zarówno na wyjazd krajowy jak i zagraniczny. 40 proc. przeznaczyło na wyjazd wakacyjny nie więcej niż 1000 zł na osobę. 19 proc. badanych wydało kwotę w przedziale od 1000 zł do 1500 zł na osobę, zaś niemal co trzeci (30 proc.) wydał powyżej 1500 zł na osobę.

Rajd ryzyka zaszedł za daleko. Hossa rynku akcji została zakłócona

Silna przecena spółek technologicznych w USA dyktowała ogólne nastroje na rynkach we wtorek, przekrzywiając optykę dla wszystkich napływających informacji. Jak w dobie hossy złe informacje były ignorowane, teraz nagle urasta ich ranga. Inwestorzy wciąż nie mają powodu, by oddalić obawy, że rajd ryzyka zaszedł za daleko.

Spór USA z Chinami, wzrost liczby zachorowań na COVID-19 na jesieni, odbicie ożywienia nieprzynoszące szybkiego powrotu do poziomów sprzed pandemii, burzliwy proces negocjacji warunków brexitu. Wymienione tematy nie zostały wymyślne w ostatnich dniach, ale od miesięcy są obecne jako czynniki ryzyka. Póki jednak aktywa ryzykowne zyskiwały na wartości, ryzyka były ignorowane, Teraz, gdyż hossa rynku akcji została zakłócona, a USD przerwał trend deprecjacyjny, każdy powód do zmartwień ma znaczenie. Szklanka cały czas jest do połowy pełna, rynek jednak zastanawia się, czy w szklance jest woda, czy trucizna? Jeśli pompowanie wycen ryzykownych aktywów odbywało się na mylnych założeniach, rewaluacja może być bolesna.

Psychika inwestorów, którzy chcą bronić wzrostów, potrafi jednak szybko znaleźć pretekst, by zagłuszyć pesymizm. Niezależnie, jak pokrętna będzie logika. I tak doniesienia od firmy medycznej AstraZeneca, że testy szczepionki na COVID-19 zostały wstrzymane po wykryciu u jednego z pacjentów nieokreślonych zaburzeń, są odbierane jako nadzieja dla sektora technologicznego. Im trudniej będzie pokonać wirusa, tym dłużej wymagana będzie praca z domu, a razem z nią konieczność postępu technologicznego. Etyczność nigdy nie była przyjacielem wysokich zysków.

W szerszym kontekście opóźnienia w opracowywaniu szczepionki (nawet jeśli przerwy w testach nie są niczym nadzwyczajnym) oraz obniżenie perspektyw globalnego ożywienia mogą być przeciwwagą dla gorączki związanej z windowaniem cen spółek technologicznych i biomedycznych, ograniczając kąt nachylenia hossy. O ile do całego procesu nie wmieszają się banki centralne, gdyż korelacja między nastrojami giełdowymi i sentyment wśród konsumentów i biznesu nie jest słaba. Jutrzejsza konferencja EBC nabiera nowego znaczenia dla rynków. Do posiedzenia FOMC pozostał zaledwie tydzień. Przekornie można dodać, że żaden prezydent USA nie życzy sobie spadków na giełdach na dwa miesiące przed wyborami. Łącząc to wszystko, nie jestem przekonany, aby pesymistyczny trend miał się utrzymać na dłużej.

Środowy kalendarz wydarzeń nie powinien odciągać uwagi od śledzenia nastrojów na rynku akcji w USA, który prawdopodobnie będzie dyktował warunki handlu dla innych klas aktywów. Jedyne wydarzenie warte uwagi to decyzja Banku Kanady. Rynek zgodnie oczekuje braku zmian w poziomie stóp procentowych i warunkach skupu aktywów. Wokół komunikatu przeważają jednak ryzyka bardziej gołębiego wydźwięku w ślad za złagodzeniem stanowiska Fed (przemówienie prezesa Powella w Jackson Hole). Rynek może nie być przygotowany na taki scenariusz, biorąc pod uwagę ostatnie dość optymistyczne wypowiedzi prezesa Macklema i wiceprezes Wilkins oraz dane świadczące o postępującej odbudowie ożywienia. Jednak BoC może podzielać obawy Fed o przyszłe trendy inflacyjne i w komunikacie podkreśli otwartość do bardziej ekspansywnej polityki. Obok zgaszenia apetytu na ryzyko i tąpnięcia cen ropy naftowej BoC może dostarczyć nowego impulsu do osłabienia CAD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

PZPTS wnioskuje do wojewody dolnośląskiego o unieważnienie w całości uchwały Rady Miejskiej Wałbrzycha tzw. Stop Plastik 2

2 września br. Polski Związek Przetwórców Tworzyw Sztucznych złożył w Dolnośląskim Urzędzie Wojewódzkim wniosek o unieważnienie uchwały Rady Miejskiej Wałbrzycha zakazującej posiadania, używania, udostępniania oraz sprzedaży niektórych wyrobów z tworzyw sztucznych. – Mamy nadzieję, że wojewoda przychyli się do naszej argumentacji i – podobnie jak to miało miejsce w lutym bieżącego roku – uchyli ten dokument w całości, jako rażący przykład dyskryminacji przedsiębiorców i obywateli, niezgodny z polskimi i unijnymi przepisami – mówi Robert Szyman, dyrektor generalny PZPTS.

Wprowadzony przez władze Wałbrzycha zakaz sprzedaży i posiadania wybranych tworzyw sztucznych jest w opinii Polskiego Związku Przetwórców Tworzyw Sztucznych (PZPTS) niezgodny z polską Konstytucją, Traktatem o Unii Europejskiej, ustawą o gospodarce opakowaniami i odpadami opakowaniowymi, prawem ochrony środowiska czy ustawą o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Nadto jest on niezwykle zbliżony treścią do uchwały podjętej przez RM Wałbrzycha 30 stycznia br., którą wojewoda uznał za nieważną 27 lutego br., a które to postanowienie w całości podtrzymał Wojewódzki Sąd Administracyjny.

– Jesteśmy zaskoczeni, że po raz kolejny władze Wałbrzycha popełniają te same błędy i oczekujemy, że wkrótce nowa uchwała, analogicznie do tej z początku roku, zostanie unieważniona. Rada gminy nie może ustanawiać prawa miejscowego, w ramach którego zabrania posiadania i użytkowania substancji, których obrót i użytkowanie jest dopuszczone ustawowo w całym kraju. Uchwała jest bezprawna z powodów stricte formalnych – dodaje Robert Szyman.

PZPTS podziela motywację Rady Miejskiej i Prezydenta Wałbrzycha, dotyczące walki o ochronę środowiska, jednak sposób ich urzeczywistnienia uważa za całkowicie chybiony. Zrzeszone w Związku podmioty aktywnie działają na rzecz ochrony środowiska. Konsekwentnie wspierają działania legislacyjne na szczeblu krajowym i unijnym, mające na celu wzmocnienie systemu zarządzania odpadami i radykalne zwiększenie poziomu recyklingu tworzyw sztucznych w kierunku Gospodarki Obiegu Zamkniętego. System ten jest dziś w Polsce mało efektywny, o czym świadczy konieczność importu przez polskie firmy regranulatu, czyli surowca pochodzącego z recyklingu. Producenci i przetwórcy tworzyw nie są przeciwnikami samorządów, a ich partnerami w rozwoju inwestycji i innowacji.

Przemysł przetwórstwa tworzyw sztucznych w Polsce tworzy ponad 7,5 tys. przedsiębiorstw, głównie MŚP, z łącznym zatrudnieniem około 160 tys. osób.

Jakie zakłady przemysłowe są zobowiązane do neutralizacji spalin?

Zarówno europejskie, jak i krajowe przepisy nakładają na firmy zanieczyszczające powietrze szkodliwymi pyłami restrykcyjne normy w zakresie emisyjności gazów. Nieprzestrzeganie przepisów w tym zakresie wiąże się z wysokimi karami finansowymi, a także innymi sankcjami. Wszystko to sprawia, że przedsiębiorstwa zajmujące się produkcją lub przetwórstwem przemysłowym, zobowiązane są neutralizować gazy, będące jednym z efektów ubocznych prowadzonej przez siebie działalności. Jakie są najlepsze sposoby filtracji i które spaliny bezwzględnie należy oczyszczać? Na te i wiele innych pytań odpowiadamy w dalszej części artykułu.

Jakie spaliny pochodzenia przemysłowego należy neutralizować?

Do jednostek, zobowiązanych przepisami do neutralizacji związków szkodliwych, należą:

  • obiekty energetycznego spalania (ciepłownie, elektrownie),
  • przemysł spożywczy,
  • produkcja napojów i mleczarski,
  • spalarnie odpadów,
  • zakłady chemiczne i przemysł rafineryjny,
  • zakłady z branży metalurgicznej, odlewnie, huty,
  • jednostki przemysłu papierniczego i drzewnego,
  • cementownie i inne.

Wszystkie ujęte są szczegółowo w konkluzjach BAT.

neutralizacja1

Zanieczyszczenie powietrza poprzez emisję przemysłową to zdecydowanie jedno z najpoważniejszych zagrożeń dla ludzi oraz środowiska naturalnego. Skalę problemu najdotkliwiej widać na szczególnie uprzemysłowionych terenach, takich jak parki przemysłowe na obrzeżach dużych miast oraz w regionach kraju związanych gospodarczo z wydobyciem i przetwarzaniem surowców. Współczesne technologie filtracji gazów pozwalają jednak skutecznie neutralizować zapylenie powietrza, redukując emisyjność przedsiębiorstw do restrykcyjnych norm określanych przez Unię Europejską.

Przykłady gazów oraz spalin, które bezwzględnie należy filtrować za pomocą dostępnych na rynku rozwiązań, to m.in.:

  • tlenki siarki (SOx) oraz azotu (NOx),
  • dwutlenek węgla (CO2),
  • chlorowodór (HCl),
  • fluorowodór (HF),

a także metale ciężkie, furany czy dioksyny, powstające m.in. na skutek spalania paliw kopalnych czy obróbki surowców w piecach hutniczych.

Jakie są sposoby neutralizacji spalin?

Neutralizacja spalin jest procesem, który ma na celu dostosowanie poziomów emisji produkowanych przez przedsiębiorstwa przemysłowe gazów do norm zawartych w przepisach UE oraz prawodawstwie krajowym. Firmy i zakłady będące producentami szkodliwych pyłów mogą stosować różne metody filtracji, z których największą popularnością cieszą się te, zakładające fizyczną lub chemiczną separację cząstek stałych od czystego powietrza. Jedną z nich jest odsiarczanie z wykorzystaniem metody gipsowo-wapiennej (na mokro). Zaletą tej technologii jest jej wysoka wydajność, co czyni ją skuteczną nawet w przypadku dużych przepływów spalin.

Inną, wartą uwagi technologią jest stosowanie instalacji katalitycznych, które ograniczają emisję NOx, wspomagając katalityczne utlenianie tlenków węgla, węglowodorów czy lotnych związków organicznych. Z kolei suche instalacje neutralizacji spalin pozwalają na skuteczne usuwanie metali ciężkich oraz ich związków. Jest to możliwe dzięki stosowaniu aktywnego węgla, węglanu wapnia lub innych środków absorpcyjnych. Skuteczną metodę oczyszczania małych oraz średnich przepływów spalin stanowi natomiast mokre odsiarczanie z zastosowaniem absorpcji chemiczno-fizycznej.

neutralizacja2

Za najskuteczniejsze uważa się tradycyjne metody filtracji workowej wspomagane suchymi lub półsuchymi absorbentami. Szeroki wybór dostępnych technologii pozwala na dopasowanie systemu, który zapewni najwyższą skuteczność do konkretnej gałęzi przemysłu oraz rodzaju zanieczyszczenia.

Co grozi zakładom przemysłowym, które nie neutralizują spalin?

Przedsiębiorstwa, które nie stosują się do obowiązujących norm krajowych oraz unijnych (w szczególności dyrektywy IED wprowadzonej rozporządzeniem Ministra Ochrony Środowiska), narażają się na wysokie kary finansowe oraz sankcje. Warto w tym miejscu dodać, że spełnienie tych wymogów oznacza nie tylko obniżenie emisyjności, ale przede wszystkim, wybór odpowiednich instalacji, urządzeń odpylających i systemów filtracyjnych. Wszystko to wymaga eksperckiej wiedzy oraz doświadczenia, twierdzą specjaliści z zakładu INSTAL-FILTER, którzy z chęcią zapraszają do współpracy w zakresie projektowania i dostawy wydajnych rozwiązań filtracyjnych.

FPP: Aż 95% Polaków chce kaucji za opakowania po napojach

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) oraz Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE) wskazują, że Polska powinna wprowadzić jeden powszechny system kaucyjny (depozytowy) – czyli kaucję zwrotną za opakowania po napojach. W ten sposób zwiększyłby się poziom odzysku i recyklingu odpadów. Warto podkreślić, że aż 95% Polaków popiera wprowadzenie systemu kaucyjnego1. System kaucyjny powinien być powszechny, scentralizowany, oparty na niezależnym operatorze zarządzającym, podlegać kontroli publicznej i mieć charakter non-profit. Koszty funkcjonowania systemu powinni ponosić producenci, którzy wprowadzają opakowania na rynek.

System kaucyjny – czyli opłata i zwrot opakowań po napojach – powinien obejmować opakowania (butelki i puszki) plastikowe (PET), metalowe oraz szklane. Zwrot opakowań powinien być możliwy w każdym punkcie handlowym, w którym prowadzona jest sprzedaż napojów – w oparciu o krajowy kod kreskowy. Placówki handlowe otrzymywałyby opłatę logistyczną za prowadzenie punktów zbiórki w ramach krajowego systemu kaucyjnego. Kaucja nie powinna podlegać opodatkowaniu VAT – co potwierdzają Polacy w badaniach: aż 78% deklaruje1, że kaucja nie powinna być opodatkowana VAT-em. Niezależny operator odpowiadałby za zliczanie obrotu /liczby opakowań/, dokonywałby rozliczeń z producentami i sklepami oraz kierowałby opakowania do recyklerów. Producenci – w ramach finansowania systemu – ponosiliby opłatę producencką.

„Wiele krajów europejskich już wprowadziło systemy kaucyjne, a kolejne są w fazie zaawansowanych przygotowań. Warto korzystać z doświadczeń najlepszych – czyli krajów skandynawskich, gdzie system kaucyjny działa bardzo efektywnie. Z pewnością Polska – jako istotny rynek konsumencki w Europie – nie powinna zwlekać. Polacy także oczekują wprowadzenia systemu kaucyjnego. To ważny element uporządkowania odzysku i przetwarzania odpadów, ale też rozszerzonej odpowiedzialności producentów. To oni muszą ponosić koszty opakowań, które wprowadzają na rynek. Kaucja za opakowania po napojach pozwoliłaby na odnowienie dobrych nawyków w zakresie opakowań, przysłużyłaby się środowisku i zintegrowałaby Polaków wokół rozwiązań proekologicznych. Ale przede wszystkim pozwoliłaby na kontrolę ilości i jakości opakowań wprowadzanych przez producentów do obiegu” – komentuje Sylwia Szczepańska, dyrektor ds. dialogu Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP), ekspert Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Polska jeszcze w 2020 roku powinna poddać recyklingowi 50% odpadów komunalnych, czyli około 6 mln ton1. Tymczasem poziom przetworzenia sięgał zaledwie 26,1%2. Przyczyną takiej sytuacji jest słaby poziom odzysku odpadów i duże obciążenia finansowe gmin, które realizują te zadania. W ramach ROP (rozszerzonej odpowiedzialności producentów) to producenci powinni finansować zbieranie i recykling odpadów po opakowaniach. Ponadto należy wprowadzić jeden powszechny system kaucyjny / depozytowy – czyli kaucję za butelki i puszki metalowe, szklane, oraz plastikowe po napojach. Dzięki temu Polska zmniejszy ilość śmieci, które nie są przetwarzane.

Jeszcze w tym roku Polska ma obowiązek wdrożyć dyrektywę europejską dotyczącą m.in. rozszerzonej odpowiedzialności producentów (ROP) za opakowania. Należy rozdzielić dwa strumienie odpadów: opakowania po napojach, dla których ROP powinna być realizowana przez wprowadzenie kaucji zwrotnej (jednego powszechnego systemu kaucyjnego / depozytowego). Drugim strumieniem jest finansowanie przez producentów określonych czynności dotyczących odpadów po opakowaniach w ramach gminnego systemu gospodarowania odpadami z gospodarstw domowych. W obu przypadkach podmiotem odpowiedzialnym i finansującym w ramach ROP powinni być producenci, którzy wprowadzają opakowania na rynek. Obecnie to przede wszystkim mieszkańcy gmin płacą za odbiór i przetwarzanie odpadów.

W przypadku systemu depozytowego odpowiedzialność producentów jest pełna, czyli operacyjna (organizacyjna) i finansowa. W przypadku ROP na pozostałe opakowania – wobec istniejącego już w Polsce systemu gospodarowania odpadami – powinna być to odpowiedzialność finansowa. Wprowadzenie ROP oraz systemu kaucyjnego będzie miało istotny wpływ na budowanie postaw proekologicznych, zmniejszanie ilości śmieci, wyższe wskaźniki recyklingu – a w konsekwencji ochronę środowiska i klimatu.

NEXERA zakupiła sieć światłowodową Telcent

Nexera rozszerza zasięg swojej sieci szerokopasmowej w województwie świętokrzyskim. Firma sfinalizowała zakup infrastruktury światłowodowej od firmy Telcent, obejmującej 1.500 gospodarstw domowych zlokalizowanych w gminie Jędrzejów. To już druga transakcja pozyskania aktywów, którą NEXERA przeprowadziła w 2020 r.

12 miesięcy na integrację

W wyniku podpisanej umowy, Nexera nabyła infrastrukturę szerokopasmową od firmy Telcent o łącznej długości 53 km. W zasięgu światłowodowej sieci operatora hurtowego znalazło się kolejne 1.500 gospodarstw domowych z Regionu Świętokrzyskiego. Przez najbliższe 12 miesięcy Nexera będzie prowadzić działania mające na celu integrację infrastruktury światłowodowej Telcent, co umożliwi jej udostępnienie w modelu hurtowym wszystkim zainteresowanym operatorom detalicznym. Dzięki temu mieszkańcy Jędrzejowa i okolic zyskają dostęp do znacznie szerszego wachlarza usług telekomunikacyjnych, które będą oferowane już nie tylko przez jednego, ale przez wielu operatorów.

W okresie dwunastomiesięcznej integracji Telcent nadal będzie świadczył usługi dla swoich dotychczasowych abonentów detalicznych na sieci Nexera, zgodnie z zawartymi umowami. Mieszkańcy będą też mogli skorzystać z usług nowego operatora – Uninet – i przenieść swoje umowy telekomunikacyjne.

Zakup sieci Telcent to kolejna inwestycja realizowana przez Nexerę. Pierwszą tego typu transakcję przeprowadziliśmy pod koniec lipca br. z operatorem Uninet, który teraz świadczy usługi detaliczne na sieci Nexery. Zakupy i integracja istniejących sieci światłowodowych to, obok inwestycji własnych, ważny element budowy operatora hurtowego z siecią dostępową o zasięgu 1 mln gospodarstw domowych. Mieszkańcy, którzy znajdą się w zasięgu naszej sieci, mają znacznie większy wybór usług telekomunikacyjnych oferowanych zarówno przez operatorów lokalnych jak i ogólnopolskich. W niektórych miejscowościach w zasięgu naszej sieci mieszkańcy mogą skorzystać z usług nawet 7 operatorów detalicznych na jednym łączu. Jest to fenomenem na skalę Polski i sytuacja bardzo rzadko spotykana na świecie – mówi Jacek Wiśniewski, Prezes Zarządu Nexery.

– Umowa sprzedaży sieci jest korzystna dla obydwu stron. W ciągu najbliższych dwunastu miesięcy, czyli w okresie integracji sieci, będziemy nadal świadczyć usługi dla naszych klientów detalicznych, co pozwoli nam zakończyć wszystkie zobowiązania. Po tym okresie, dzięki transakcji sprzedaży sieci, skupimy się na naszej podstawowej działalności: projektowaniu i budowie rozwiązań telekomunikacyjnych, jakie z powodzeniem realizujemy za pomocą innej naszej spółki. Być może w tym obszarze nawiążemy z Nexerą współpracę, mając na uwadze bardzo dobre doświadczenia związane z przeprowadzoną transakcją – mówi Paweł Bąk, współwłaściciel firmy Telcent.

Mieszkańcy potrzebują szerokopasmowej sieci

Wykorzystanie internetu systematycznie wzrasta – zarówno w całej Polsce, jak i w Regionie Świętokrzyskim. Większa eksploatacja łącza wpływa również na wzrost oczekiwań względem jego prędkości oraz jakości. Jak pokazuje badanie Nexery #RegionyNEXERY2020, ponad 63% badanych z Regionu Świętokrzyskiego jest zadowolonych z posiadanego łącza, jednak ponad połowa (51%) korzystających z internetu w domu rozważa zwiększenie jego prędkości. 61% mieszkańców uważa, że dostęp do internetu jest ważniejszy niż liczba połączeń komunikacyjnych do miasta, a według 93% respondentów budowa szybkiej sieci wpłynie na podniesienie atrakcyjności inwestycyjnej Regionu.

– Zależy nam na tym, aby jak najwięcej mieszkańców z naszych Regionów miało dostęp do najnowocześniejszych usług cyfrowych, które spełnią ich wymagania i potrzeby w zakresie korzystania z łącza. Dlatego planujemy kolejne inwestycje zlokalizowane w Regionach, gdzie już budujemy sieć światłowodową. Chcemy przyczyniać się do zmniejszania nierówności w dostępie do infrastruktury telekomunikacyjnej, a tym samym otwierać nowe możliwości na lepsze życie, pracę i prowadzenie biznesu przed mieszkańcami obszarów zwłaszcza tych słabiej rozwiniętych cyfrowo – podsumowuje Paweł Biarda, Członek Zarządu ds. Komercyjnych w firmie Nexera.

Nota metodologiczna:

Raport #RegionyNEXERY2020 to druga edycja autorskiego badania #RegionyNEXERY realizowanego przez firmę GfK dla firmy NEXERA. Badanie przeprowadzono w miesiącach marzec i kwiecień 2020 r. wśród mieszkańców, nauczycieli, urzędników i przedsiębiorców z Regionów NEXERY. Publikacja jest jednym z najbardziej przekrojowych źródeł wiedzy o polskich internautach na obszarach, gdzie brakuje dostępu do szerokopasmowego internetu lub dostęp do nich jest ograniczony. Raport podzielono na kilka obszarów tematycznych. Badanie dotyczące życia codziennego (przeprowadzone wśród mieszkańców) zrealizowano techniką wywiadu internetowego CAWI (computer assisted web interview). Wszyscy badani to użytkownicy internetu. W badaniu wzięli udział mieszkańcy zamieszkujący teren objęty siecią NEXERY. Łącznie zostało zrealizowanych 1.601 wywiadów. W raporcie #RegionyNEXERY2020 wykorzystano ponadto dane ze źródeł ogólnodostępnych oraz analizy zespołu InsightOut Lab.

Zmniejsza się liczba klientów bez maseczek. Pracownicy sklepów zdecydowanie odważniej reagują

Z najnowszego audytu sieci handlowych wynika, że pojemnik na płyn lub automat do dezynfekcji rąk w sklepie to już norma. W większości placówek zbiorniki są odpowiednio napełnione lub na bieżąco uzupełniane. Jednak coraz bardziej brakuje jednorazowych rękawiczek. Za to pracownicy częściej noszą maski lub przyłbice. I co ważniejsze, sprawniej reagują na to, aby klienci zasłaniali nosy i usta.

Audyt został przeprowadzony metodą „mystery shopping”. Tajemniczy klienci sprawdzali, czy w sklepach są pojemniki na płyn do dezynfekcji rąk. Weryfikowali też, czy nie są one czasem puste. Do tego badali, czy w placówkach były jednorazowe rękawiczki ochronne. Ponadto obserwowali, czy klienci, wchodząc do obiektów bez maseczek lub przyłbic, mieli zwracaną uwagę. Przyglądali się również, czy sami pracownicy sklepów zasłaniają usta i nosy.

I tak z badania wynika, że w każdym analizowanym sklepie był pojemnik na płyn do dezynfekcji rąk lub automat służący do tego celu. Dwa miesiące wcześniej, podczas identycznego badania, 91% obiektów spełniało tę normę. W większości placówek zbiorniki były napełnione – w sieciach convenience w 98% przypadków (poprzednio w 96%), w dyskontach w 100% (wcześniej w 98%), w hipermarketach w 99% (identycznie jak wcześniej), a w supermarketach – w 96% sklepach (w czerwcu br. w 99%). W kilku miejscach zdarzyło się też, że w czasie wizyty tajemniczego klienta pojemniki były uzupełniane.

– Badanie jednoznacznie wykazało, iż sieci handlowe faktycznie starają się o to, by klienci czuli się bezpiecznie, robiąc u nich zakupy. Dbają, aby pojemniki z płynem do dezynfekcji rąk były obecne i regularnie uzupełniane. Jest też wysoce prawdopodobne, że stwierdzone ubytki bywają tylko chwilowe – komentuje Julita Pryzmont z Hiper-Com Poland.

W czerwcu br. jednorazowe rękawiczki ochronne często były niedostępne, mocno ukryte lub praktycznie niezauważalne dla klientów. Obecnie sklepy wykładają ich jeszcze mniej, licząc może na to, że klienci sami się w nie zaopatrują. Aż w 77% hipermarketów stwierdzono, że nie było rękawiczek (poprzednio w 56%). Brakowało ich też w 71% dyskontów (wcześniej w 58%), w 66% sieci convenience (dwa miesiące temu w 39%). Najlepiej wyglądało to w supermarketach, tj. nie było rękawiczek w 64% sklepach (w czerwcu w 43%).

– Sieci mogły uznać, że ten obowiązek leży po stronie klientów. Być może też doszły do wniosku, że znikoma liczba konsumentów robi zakupy w rękawiczkach. Niemniej jednak, jak wykazało lipcowe badanie UCE RESEARCH i SYNO Poland, łącznie tylko ponad połowa Polaków to praktykuje – mówi Karol Kamiński z Grupy AdRetail.

W ciągu dwóch miesięcy nastąpiła lekka poprawa w kwestii noszenia masek lub przyłbic przez pracowników. W większości obiektów personel miał je na sobie praktycznie przy każdej wykonywanej czynności. Najlepiej wyglądało to w supermarketach i hipermarketach – po 98% (poprzednio – odpowiednio 96% i 98%). Bardzo podobnie było w dyskontach – 97% (wcześniej 87%), a także w sieciach typu convenience – obecnie 96% (poprzednio 89%).

– Można się domyślać, iż obecna polityka sieci ma na celu zapewnienie bezpiecznych zakupów klientom. Przez pewien czas obawiali się oni wizyt w sklepach. Obsługa, która teraz nie zakrywa nosa i ust, może bardzo zaszkodzić wizerunkowi sklepu. I sieci dobrze o tym wiedzą. Dlatego też nie pozwalają sobie na tego typu sytuacje – uważa Julita Pryzmont.

Audyt wykazał też, że pracownicy sklepów bardziej pilnują noszenia masek lub przyłbic przez swoich klientów niż wcześniej. Tym razem najlepiej wyglądało to w dyskontach, bo w 84% placówek ktoś z obsługi zwrócił uwagę na niezakrywanie ust i nosa. Poprzednio było tak w 25% obiektów. Potem znalazły się sklepy convenience – 78%. Wcześniej miały wynik zaledwie 5%. W dalszej kolejności były supermarkety – 74% (poprzednio 12%), a potem hipermarkety – 72% (wcześniej 18%).

– Tak drastyczna zmiana to zapewne skutek nacisków instytucji rządowych oraz mediów na sieci handlowe. Wcześniej były oficjalne wytyczne, ale pracownicy sklepów mieli problemy z ich interpretacją i nie bardzo wiedzieli, jak się zachowywać wobec klientów. Jednak  poprawa wyników świadczy o tym, że personel jest szkolony i literalnie stosuje wprowadzone zasady – dodaje Kamiński.

Według badania, w sklepach jest teraz zdecydowanie mniej klientów, którzy nie noszą masek lub przyłbic. W czerwcu br. na 10 osób 3-4 nie miały ich. Obecnie są to maksymalnie 2 osoby. W tej kwestii zdecydowanie najczęściej reagują pracownicy ochrony (głównie w dyskontach i hipermarketach).

– Jeżeli personel częściej upomina łamiących zasady klientów, to oni również zmieniają swoje przyzwyczajenia. Fakt, że pracownicy ochrony zwykle zwracają uwagę konsumentom, wynika z tego, że są oni na tzw. pierwszej linii frontu. Ich zadaniem jest przecież obserwowanie ludzi i pilnowanie bezpieczeństwa – podsumowuje ekspert z Grupy AdRetail.

Badanie zostało wykonane przez UCE RESEARCH, na zlecenie portalu Money.pl, w dniach 27-30 sierpnia br. metodą „mystery shopping” (tj. za pomocą tajemniczych klientów). Zrealizowano je w 276 sklepach (losowo wybranych), znajdujących się w 16 miastach wojewódzkich, w tym w 11 aglomeracjach. Wśród tych placówek były dyskonty, hipermarkety, supermarkety i sieci convenience.

Mimo chwilowego załamania podczas epidemii, ceny prądu wzrosną

Ceny energii elektrycznej spadły podczas epidemii. Stało się tak, ponieważ zmalał popyt na prąd – zamrożenie gospodarki oznaczało mniejsze zużycie energii. Był to jednak tylko spadek punktowy. Średnie ceny energii wciąż są wyższe niż w roku poprzednim, a na początku 2021 roku mają wzrosnąć jeszcze bardziej. Wynika to z kilku względów. Po pierwsze są to rosnące koszty pozwoleń na emisję CO2, które w Polsce musi mieć aż 80% dostawców prądu. Głównym źródłem energii elektrycznej jest u nas nadal węgiel kamienny i brunatny – obłożony dużymi kosztami emisyjnymi. Na wzrost cen wpłynie również program ratunkowy dla sektora elektroenergetycznego – czyli tak zwany Rynek Mocy.

– Rynek Mocy zacznie obowiązywać z lekkim przesunięciem: będzie to pierwszy stycznia 2021 roku. To kolejny impuls do wzrostu cen energii, która zapewne uplasuje się na poziomie 45-55 zł za MWh. To duży wzrost – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego. – Pomoc rynkowi elektroenergetycznemu jest wprowadzana po to, by elektroenergetyka węglowa zyskała impuls inwestycyjny. Dzięki temu rozpoczną się inwestycje w elektroenergetykę i w ciepłownictwo, które po jakimś czasie zaczną się zwracać. Mamy więc sytuację, gdy pojawia się impuls do wzrostu cen energii. Jest on oczywiście ograniczony technologiami i tym, co się dzieje na rynkach otaczających – coraz mocniej połączonych z naszym rynkiem elektroenergetycznym. Natomiast wzrost cen energii nastąpi na pewno od stycznia następnego roku – zapowiada Roszkowski.

Sytuacja poszczególnych branż zmagających się z zaległymi zobowiązaniami płatniczymi – 3 kw. 2020

Jedna trzecia mikro, małych i średnich firm deklaruje, że w ciągu ostatnich sześciu miesięcy  odbiorcom ich towarów i usług zdarzało się opóźniać płatności przez ponad 60 dni. Mimo przedłużającej się pandemii, w trzecim kwartale przedsiębiorstw z problemami w rozliczeniach nieznacznie ubyło – wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Najbardziej poprawiły sytuację handel i usługi, pogorszyło się natomiast w budownictwie.

Badanie wykonane dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor przez Instytut Keralla Research, w ramach projektu „Skaner MŚP”, pokazuje, że wbrew trudnym warunkom gospodarczym wywołanym pandemią koronawirusa polepszyła się jakość rozliczeń przedsiębiorstw. Odsetek przedstawicieli firm deklarujących, że ich kontrahenci w ostatnich sześciu miesiącach opóźnili płatność o ponad dwa miesiące spadł do 32,9 proc. Tak poważnie przeterminowane należności miało w drugim kwartale tego roku blisko 35 proc. firm, w pierwszym ok. 40 proc., a przed rokiem niemal 50 proc.

Należności przeterminowane ponad 60 dni w poprzednich 6 miesiącach

Należności przeterminowane ponad 60 dni w poprzednich 6 miesiącach
Źródło: BIG InfoMonitor

– Przedsiębiorcy stale doświadczają kłopotów z terminowym otrzymywaniem płatności. Zauważamy jednak, że trzeci kwartał jest kolejnym, w którym odsetek poszkodowanych spada. Jest to ewidentny przykład większej odpowiedzialności i zapobiegliwości prowadzących biznesy, co potwierdza m.in. fakt, że w tej samej grupie badanych mikro, małych i średnich firm aż 23,4 proc. nie stosuje obecnie w rozliczeniach odroczonego terminu płatności, a w zeszłym roku deklarowało takie działanie 10,4 proc. z nich – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – Bez wątpienia na poprawę sytuacji wpłynęło też wykorzystanie różnych narzędzi pomocowych przygotowanych przez państwo w okresie pandemii – dodaje.

Rozpatrując krótsze, ponad trzydziestodniowe opóźnienia, widać, że odsetek zgłaszających problem z tego typu rozliczeniami nieznacznie jednak wzrósł, z 46,5 proc. do 49,1 proc.

Należności przeterminowane ponad 30 dni w poprzednich 6 miesiącach

Należności przeterminowane ponad 30 dni w poprzednich 6 miesiącach
Źródło: BIG InfoMonitor

Po transporcie, to przemysł ma największe kłopoty

Sytuacja poszczególnych branż zmagających się z zaległymi zobowiązaniami jest mocno  zróżnicowana. Wpływ na to mogą mieć nie tylko nieterminowe rozliczenia nawarstwiające się w ostatnich latach, ale też zmiana sytuacji gospodarczej wywołana pandemią i reakcja na tę zmianę. Paradoksalnie lockdown i inne konsekwencje pandemii sprawiły, że terminowość rozliczeń B2B zdecydowanie się poprawiła. Gdy w trzecim kwartale zeszłego roku o problemach mówiła połowa firm, dziś deklaruje je co trzecia. Obecnie najczęściej na problem z zaległościami przekraczającymi 60 dni wskazują przedstawiciele branży transportowej (44,1 proc.), niewiele lepiej jest też w przemyśle (41 proc.). W handlu natomiast o znaczących opóźnieniach mówi 29,4 proc., a w budownictwie 23,3 proc. Najrzadziej kłopotów doświadczają usługodawcy – 19,3 proc.

Należności przeterminowane ponad 30 dni w poprzednich 6 miesiącach 2
Źródło: BIG InfoMonitor

Z zestawienia odpowiedzi przedsiębiorców na temat niesolidności odbiorców z ostatnich kwartałów wynika, że w pandemicznych warunkach najbardziej poprawił ściąganie należności handel, gdzie odsetek skarżących się na opóźnienia spadł z dwóch trzecich przed rokiem i połowy na początku br. do mniej niż 30 proc. – Tym samym handel, od wielu kwartałów najbardziej obok transportu doświadczony przez niesolidnych odbiorców, ustąpił miejsca przemysłowi, który po sporej poprawie na początku pandemii znów ma się gorzej – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak. – Widać także, że w nowych trudnych warunkach lepiej udaje się zadbać o rozliczenia również firmom usługowym. W sektorze tym kłopoty z ponad dwumiesięcznymi opóźnieniami ma dziś mniej niż jedna piąta badanych. Wyraźnie znów zaczęło pogarszać się w budownictwie, gdzie udział przedsiębiorstw długo wyczekujących na zapłatę wzrósł w czasach COVID-19 do 23 proc., choć jeszcze na początku roku wynosił 14 proc. – dodaje.

Ograniczone zaufanie odpowiedzią na trudne czasy

Jakość wzajemnych rozliczeń przedsiębiorstw wygląda lepiej, bo niemal połowa podmiotów w zderzeniu z COVID-19 postanowiła zacząć działać.  Firmy skoncentrowane wcześniej na zwiększeniu sprzedaży, zdobywaniu nowych rynków, w chwili gdy dla wielu popyt się załamał, a w najlepszym przypadku stopniał, bardziej zaczęły zwracać uwagę na to, aby klienci rozliczali się terminowo. Bardzo ważne stało się bowiem utrzymanie płynności finansowej – również po to, by na czas płacić swoim dostawcom i nie narażać ich na dodatkowe problemy. Co zrobili przedsiębiorcy? Najwięcej zastosowało metodę ograniczonego zaufania – dokładniej sprawdzają partnerów biznesowych (13,8 proc.), natychmiast reagują też na opóźnienia (11,2 proc.), nie dopuszczając do przeciągania płatności przez kontrahentów – mówi Sławomir Grzelczak. Prawie 6 proc. wprowadziło przedpłaty, blisko 5 proc. sięgnęło po pomoc firmy windykacyjnej. Niektórzy podjęli też decyzję o skróceniu terminów płatności lub skorzystaniu z ubezpieczenia należności i faktoringu.

Należności przeterminowane ponad 30 dni w poprzednich 6 miesiącach 3
Źródło: BIG InfoMonitor

 Panujące na rynku wcześniej zasady rozliczeń jak i samo podejście ewidentnie zmieniają się pod wpływem epidemii koronawirusa. Odczuwają to już zresztą przedsiębiorcy z każdego sektora. W przemyśle co ósma firma wprowadziła ostatnio przedpłaty. W transporcie niemal co piąta zaczęła natychmiast reagować na opóźnienia, w czym pomocne jest np. powiadomienie o możliwości wpisu do rejestru dłużników BIG. Z kolei w handlu, który odnotował największą zmianę na lepsze w rozliczeniach B2B, co piąta firma zaczęła dokładniej sprawdzać potencjalnych kontrahentów jeszcze przed podjęciem współpracy. Jedną z metod weryfikacji wiarygodności finansowej kontrahenta jest sprawdzenie go w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor pod katem zaległości na rzecz innych podmiotów – mówi Sławomir Grzelczak.

Badanie zrealizowane przez Instytut Keralla Research, w ramach projektu „Skaner MŚP”, prowadzonego co kwartał wśród mikro, małych i średnich firm. Próba = 500, technika: wywiady telefoniczne, termin: lipiec 2020 r.

Rynek mieszkaniowy w coraz lepszej kondycji. Deweloperzy przygotowują się na wzrost zainteresowania lokalami

W ostatnich kilku latach polski rynek nieruchomości był nieprzerwanie w fazie hossy, ale pandemia SARS-CoV-2 chwilowo nim zachwiała. Klienci ograniczyli popyt, co pociągnęło za sobą słabsze wyniki finansowe deweloperów, a także wstrzymanie się z nowymi inwestycjami. W ostatnich tygodniach sytuacja zaczyna się stabilizować – banki delikatnie luzują restrykcyjne warunki udzielania kredytów, a w biurach deweloperów widać dużo większy ruch. RONSON Development mimo pandemii ma za sobą dobre półrocze i wysoką sprzedaż, a żeby sprostać rosnącemu popytowi, deweloper zadecydował, że poprowadzi równolegle budowę aż trzech kolejnych etapów w obu swoich flagowych inwestycjach.

Jak wynika z raportu redNet Property Group i CBRE, w II kwartale sprzedaż mieszkań znacząco spadła, na niektórych rynkach (np. Warszawa czy Łódź) nawet o ponad 50 proc. Jednak w kolejnych miesiącach analitycy i deweloperzy spodziewają się odbicia.

 Rynek nieruchomości jest dziś w lepszej kondycji niż w poprzednich miesiącach. Ceny nie spadają, chociaż większość klientów oczekiwałaby tego. Nie jesteśmy jednak w punkcie, w którym konieczne byłoby obniżenie cen. Naszym zdaniem rynek się umacnia, choć uważamy, że podaż nieznacznie spadnie, ponieważ część deweloperów nie rozpoczyna realizacji nowych inwestycji lub kolejnych etapów – mówi agencji Newseria Biznes Boaz Haim, prezes zarządu RONSON Development.

Prognozy spadku podaży mogą potwierdzać też dane GUS, według których w okresie styczeń–lipiec tego roku rozpoczęto budowę 121,7 tys. mieszkań, czyli o 11,4 proc. mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Deweloperzy rozpoczęli budowę 65,8 tys. mieszkań, czyli o 16,4 proc. mniej niż przed rokiem. To w dużej mierze efekt niepewności wywołanej pandemią SARS-CoV-2. Po pierwszych siedmiu miesiącach roku odnotowano też mniej pozwoleń na budowę lub zgłoszeń budowy (o 4,5 proc.).

Także popyt na mieszkania jest nieco niższy niż przed rokiem. Wskazują na to chociażby dane BIK na temat kredytów hipotecznych. W sierpniu tego roku o kredyt mieszkaniowy wnioskowało ponad 32,6 tys. klientów w porównaniu do 35 tys. rok wcześniej, co oznacza spadek o 6,8 proc. Również w ujęciu miesięcznym odnotowano spadek, ale analitycy wskazują, że mimo to można mówić o stabilizacji na rynku i odbudowywaniu się popytu.

 Inwestorzy są zainteresowani rynkiem nieruchomości mieszkaniowych, bo pandemia pokazała, że jest on bardzo bezpiecznym miejscem do lokowania środków, a sektor mieszkaniowy jest najmocniejszy wśród wszystkich segmentów rynku – podkreśla Boaz Haim.

Co ciekawe, rośnie też średnia kwota wnioskowanego kredytu. W sierpniu wynosiła ona 290 tys. zł, co może świadczyć o tym, że klienci kredytują coraz większe i droższe nieruchomości.

– Zauważyliśmy, że przez pandemię klienci wolą kupić nieco większe mieszkanie, niż miało to miejsce w przeszłości. Większość szuka mieszkania z ogrodem lub balkonem, w którym będą mieli przestrzeń do urządzenia domowego biura lub miejsce zapewniające trochę prywatności na potrzeby spotkań online czy wideokonferencji. Zapotrzebowanie na większe mieszkania jest bardziej zauważalne – mówi prezes RONSON Development.

Pozytywnym sygnałem może być również to, że w lipcu br. deweloperzy oddali do użytkowania ponad 14,3 tys. mieszkań. To o prawie 38 proc. więcej niż w czerwcu br. oraz w lipcu 2019 roku. Wynik za okres styczeń–lipiec to 76,7 tys. lokali, o 11 proc. więcej niż przed rokiem. Pierwsze półrocze było jednak trudnym okresem dla wielu firm deweloperskich. Jak wynika z zestawienia przygotowanego przez RynekPierwotny.pl, sprzedaż mieszkaniowa deweloperów notowanych na GPW spadła w tym okresie o blisko 15 proc. Niektóre firmy odnotowały nawet 50-proc. spadki, a wynik na plusie był rzadkością. Udało się to m.in. RONSON Development, który zanotował ponad 23-proc. wzrost sprzedaży względem I połowy 2019 roku.

– Mamy za sobą bardzo dobre półrocze. W zakresie realizacji projektów SARS-CoV-2 nie wywarł negatywnego wpływu na pozyskanie pozwoleń na budowę i rozpoczęcie kolejnych etapów inwestycji ujętych w harmonogramie. Udało nam się pozyskać pozwolenia na budowę i podpisać umowy z głównymi wykonawcami – mówi Boaz Haim. – Kiedy w marcu pandemia do nas dotarła, podjęliśmy decyzję, że priorytetową kwestią będzie realizacja naszych planów, rozpoczęcie planowanych etapów inwestycji i kontynuacja rozpoczętych robót budowlanych. Działaliśmy zgodnie z planem i wszystko się udało.

W pierwszym półroczu RONSON Development przekazał klientom 602 lokale, co oznacza wzrost o 76 proc. rok do roku. Sprzedaż natomiast wzrosła w ujęciu rocznym do 426 sztuk. Deweloper podkreśla, że mimo spowolnienia w całym sektorze pandemia nie pogorszyła jego wyników finansowych. W pierwszym półroczu RONSON odnotował wzrost przychodów o 77 proc. rok do roku do poziomu 253 mln zł. Marża brutto ze sprzedaży projektów mieszkaniowych wyniosła 26,3 proc. (wobec 17,8 przed rokiem), natomiast zysk operacyjny wzrósł rok do roku o 187 proc. do 50,7 mln zł.

Głównym motorem sprzedaży były projekty Ursus Centralny (151 sprzedanych lokali) oraz projekt Miasto Moje (82 lokale). To dwa największe projekty w portfolio spółki. Żeby sprostać rosnącemu popytowi na obie inwestycje, deweloper zadecydował, że mimo niepewności związanej z pandemią poprowadzi równolegle budowę trzech kolejnych etapów w obu tych inwestycjach.

– Zamierzamy utrzymać tempo wzrostu sprzedaży, które odnotowujemy od kilku miesięcy pandemii. Uważamy, że rynek się umocnił, i wracamy do wyników, które odnotowywaliśmy przed Covid-19, więc sytuacja jest bardzo dobra. Dlatego po raz pierwszy w historii podjęliśmy decyzję o równoczesnej realizacji trzech etapów na naszych dwóch największych inwestycjach: osiedli Miasto Moje i Ursus Centralny – uzasadnia prezes spółki.

Rozbudowa flagowych inwestycji RONSONA o kolejne etapy ma ruszyć jeszcze w tym miesiącu. Równolegle będą prowadzone etapy Ursus Centralny I, II i III, gdzie liczba dostępnych lokali wyniesie 209, oraz Miasto Moje III, IV i V z łączną liczbą 296 lokali. Uruchomienie sprzedaży najnowszych etapów obu inwestycji zwiększy całkowitą podaż spółki do prawie 1000 lokali.

Realizacja kilku etapów projektów w tym samym czasie będzie wymagać dużego nakładu sił i koordynacji działań. Co jednak istotne, deweloper już w sierpniu – a więc na trzy miesiące przed planowanym terminem – oddał do użytku V etap szczecińskiego osiedla Panoramika ze 115 lokalami. W tej chwili w sprzedaży pozostało w nim już tylko kilka wolnych mieszkań.

– W zakresie planów sprzedażowych, które przygotowaliśmy na początek 2021 roku, chcemy poszerzyć naszą ofertę i rozpocząć prace budowlane na wszystkich działkach, które zakupiliśmy. Mowa m.in. o projektach Chilli City w Poznaniu i Falentach w Warszawie. Inwestycje te będą odpowiedzią na zapotrzebowanie, które zgłaszają klienci w związku z pandemią – wprowadzimy na rynek minidomy z ogrodami – wskazuje Boaz Haim. – Ruszymy także z inwestycją mieszkaniową na warszawskich Siekierkach. Chcemy powiększyć naszą bazę gruntów, działek przeznaczonych pod zabudowę w niedalekiej przyszłości. W tym roku kupiliśmy już dwie działki: w Poznaniu i na warszawskiej Woli.

Rusza sezon na przetwory. W tym roku zdecydowanie mniej Polaków planuje przygotować słoiki na zimę

Polacy lubią smaki domowych przetworów. 80 proc. badanych ceni je bardziej niż produkty ze sklepowych półek – wynika z Barometru Providenta. Jednak odsetek osób, które będą w tym sezonie robić przetwory, jest znacznie niższy. Taki zamiar ma 52 proc. ankietowanych. Najczęściej w słoikach zamykamy ogórki – konserwowe i kiszone – oraz dżemy i konfitury.

– W ramach badania Barometr Providenta zadaliśmy Polakom pytanie o ich stosunek do przetworów na zimę. 80 proc. respondentów wskazało na to, że zdecydowanie bardziej ceni sobie samodzielnie przygotowywane przetwory. Niestety liczba ta nie przekłada się na to, ilu z nas je robi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Karolina Łuczak, rzeczniczka Provident Polska.

W tym roku chęć przygotowania zimowych przetworów samodzielnie deklaruje 52 proc. badanych, podczas gdy w ubiegłym roku było to 75 proc. W tej grupie jest więcej kobiet. Wśród ankietowanych pań twierdząco odpowiedziało prawie 60 proc., a wśród panów odsetek wyniósł 45 proc.

– Zdecydowanie najczęściej robimy ogórki – kiszone i konserwowe. Drugie w kolejności są dżemy i konfitury – wymienia Karolina Łuczak.

Tego typu przetwory przygotowuje odpowiednio prawie 38 proc. i blisko 18 proc. respondentów. Około 9 proc. zrobi w słoikach soki i syropy owocowe oraz grzybki marynowane. Te ostatnie są chętniej przygotowywane przez mężczyzn, podobnie jak nalewki (8,5 proc. mężczyzn vs. 3 proc. kobiet). Panie natomiast częściej niż panowie decydują się na przetwory z pomidorów – soki i koncentraty.

– Przetwory przygotowują przede wszystkim osoby młode, do 24. roku życia, oraz osoby powyżej 50. roku życia. Wynika to prawdopodobnie stąd, że młodzi ludzie kierują się przede wszystkim szczególnym podejściem do zdrowego żywienia i ekologii, natomiast starsze kontynuują z kolei domową tradycję – wskazuje rzeczniczka Provident Polska.

Blisko 55 proc. ankietowanych twierdzi, że w ich domach słoiki na zimę robi się niemal co roku, zaś co trzeci mówi, że zdarza się to czasami. Motywacją jest przede wszystkim smak domowych przetworów. Polacy oceniają je jako lepszy niż kupowanych produktów w słoikach. Cenią także to, że można je przygotować z naturalnych składników.

– Przede wszystkim korzystamy z własnych zbiorów, z tego, co sami mamy w ogrodach. Drugie w kolejności są zakupy na targach lub osiedlowych warzywniakach. Najmniejszą popularnością cieszą się zakupy w supermarketach, z których najczęściej korzystają panowie – mówi Karolina Łuczak.

Co piąty badany wykorzystuje w przetworach warzywa i owoce, które otrzymał od rodziny i znajomych. Często też obdarowujemy innych przygotowanymi samodzielnie produktami.

Krajowy Plan Odbudowy ma być przedstawiony Komisji Europejskiej jeszcze we wrześniu. Pozwoli on skorzystać z miliardów euro na walkę z kryzysem

Trwają intensywne prace nad Krajowym Planem Odbudowy, który jest warunkiem uzyskania wsparcia finansowego z unijnego instrumentu Next Generation EU. Plan ma powstać jeszcze w tym roku i będzie przewidywał realizację kilku tysięcy projektów z obszarów energetyki, transportu, cyfryzacji oraz ochrony środowiska, zgłoszonych przez ministerstwa i samorządy wojewódzkie. Poziom finansowania przewidziany dla Polski w ramach Europejskiego Instrumentu Odbudowy to 63,8 mld euro.

Next Generation EU to narzędzie finansowe, które ma przyspieszyć odradzanie się europejskiej gospodarki po pandemii i zapewnić wsparcie finansowe dla sektorów kluczowych dla jej rozwoju w przyszłości. Budżet Europejskiego Instrumentu Odbudowy wynosi 750 mld euro, a jego realizacja jest przewidziana na lata 2021–2024.

Już od stycznia 2021 roku może być wykorzystywany przez kraje unijne, ale fundusze muszą być wydane zgodnie z przeznaczeniem. Unia przewiduje finansowanie trzech filarów: po pierwsze, pomocy dla państw członkowskich przez wsparcie inwestycji, reform oraz sprawiedliwej transformacji; po drugie, wsparcia inwestycyjnego dla konkretnych technologii oraz przedsiębiorstw, a po trzecie – programów zdrowotnych i przeciwdziałania przyszłym kryzysom.

– Next Generation EU to bardzo ważny fundusz, który jest odpowiedzią na skutki pandemii SARS-CoV-2, i ma przede wszystkim pomóc w odbudowie unijnej gospodarki po kryzysie. Jednak jego zadaniem jest również napędzać ją do tego, aby stanowiła swoiste koło zamachowe dla nowych inwestycji, które będą ją pobudzać do rozwoju w określonych kierunkach – mówi agencji Newseria Biznes Małgorzata Jarosińska-Jedynak, minister funduszy i polityki regionalnej.

Jak podkreśla, teraz istotny jest sposób, w jaki Polska skorzysta z tego funduszu, a kluczowy dokument to Krajowy Plan Odbudowy. Dotychczas do Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej wpłynęło ponad 2 tys. propozycji projektów z poszczególnych resortów z obszarów energetyki, transportu, cyfryzacji oraz ochrony środowiska, które mają być wpisane do planu. Najprawdopodobniej drugie tyle propozycji przedstawią marszałkowie województw. Urzędy marszałkowskie uruchomiły konsultacje społeczne oraz organizują spotkania z interesariuszami.

– Zakładamy, że Krajowy Plan Odbudowy zostanie sporządzony do końca tego roku, a następnie rozpoczną się negocjacje z Komisją Europejską. Natomiast jeszcze w tym miesiącu chcielibyśmy roboczo skonsultować projekt tego dokumentu z Komisją Europejską, aby później dokonywać tylko drobnych, kosmetycznych poprawek – planuje Małgorzata Jarosińska-Jedynak.

Krajowy Plan Odbudowy może zostać przedstawiony Komisji Europejskiej najwcześniej po 15 października 2020 roku (wraz z projektem budżetu) do 30 kwietnia 2021 (lub 2022) roku. KE ma dwa miesiące na ocenę i podjęcie decyzji o wsparciu finansowym.

Prognozy dotyczące kondycji unijnej gospodarki nie są dobre. Zgodnie z lipcowymi szacunkami Komisji Europejskiej zakłócenie aktywności gospodarczej oraz łańcuchów dostaw w państwach członkowskich spowoduje spadek unijnego PKB o 8,3 proc. w 2020 roku Z kolei prognozy dotyczące Polski są bardziej optymistyczne. Według założeń tegorocznego budżetu spadek wyniesie 4,6 proc., a w przyszłorocznym Ministerstwo Finansów szacuje wzrost PKB na poziomie 4 proc.

Pandemia tylko chwilowo zachwiała inwestycjami w OZE. Polski rynek szturmują zagraniczni inwestorzy

Inwestycje w odnawialne źródła energii są w centrum zainteresowania sektora bankowego, jak i zagranicznych inwestorów, którzy szturmują polski rynek. Jednak pandemia SARS-CoV-2 chwilowo nim zachwiała i wstrzymała prace w tym sektorze. – Wzrosło i ryzyko, i koszty – mówi Paweł Olkowicz z DNB Bank Polska. Marże finansowania udzielonego przez banki klientom z sektora OZE są w tej chwili wyższe niż przed pandemią, ale z drugiej strony – dwukrotna obniżka stóp procentowych NBP spowodowała, że całkowite koszty finansowania są znacznie mniejsze. To m.in. z tego powodu w nadchodzących miesiącach inwestycje w OZE powinny powrócić do tempa sprzed pandemii.

 Polska przeżywa w tej chwili boom związany z zainteresowaniem inwestorów z zewnątrz i sektora finansowego. Nasz rynek jest zalewany przez zagranicznych inwestorów i są to najwięksi światowi gracze w tej branży. To nam daje podwójne korzyści. Po pierwsze, korzystamy z ich silnego zaplecza finansowego, co gwarantuje wysokie poziomy ich wkładu własnego w projekty realizowane w Polsce. Po drugie, mają oni olbrzymie doświadczenie z wielu rynków, którym chętnie się dzielą, a my lokalnie na tym korzystamy – mówi agencji Newseria Biznes Paweł Olkowicz, ekspert w Departamencie Finansowania Strukturyzowanego i Projektowego w DNB Bank Polska.

Polska jest w ostatnich latach wielkim placem budowy dla inwestycji w odnawialne źródła energii. Według danych Urzędu Regulacji Energetyki na koniec II kwartału br. łączna moc zainstalowana w OZE w polskim systemie przekroczyła 9474 MW. Dla porównania jeszcze pięć lat wcześniej wynosiła 6970 MW.

Głównym obszarem inwestycji jest fotowoltaika, która cieszy się rosnącą skokowo popularnością. Na początku sierpnia br. moc zainstalowana w instalacjach PV w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym wyniosła 2261,347 MW. Oznacza to wzrost o ponad 156 proc. rok do roku – wynika z danych PSE. Przed nią wciąż jednak plasuje się energetyka wiatrowa. Według URE w II kwartale br. w Polsce funkcjonowało 6039 MW w energetyce wiatrowej. Farmy są rozwijane na razie na lądzie, ale w przyszłym roku ma wejść w życie tzw. ustawa offshorowa – wyczekiwana przez branżę i inwestorów – która usprawni i przyspieszy wart 30 mld zł projekt budowy morskich farm wiatrowych na Bałtyku. Prąd ma popłynąć z nich już ok. 2025 roku. Docelowo w polskiej strefie planowane jest oddanie ponad 10 GW mocy zainstalowanej. To oznacza, że w nadchodzących kilku latach na Bałtyku szykuje się inwestycyjny boom.

– Banki bardzo chętnie finansują takie inwestycje. W Polsce jest około sześć–siedem banków komercyjnych, które mają na to strategię i duży apetyt oraz kapitał potrzebny, żeby finansować inwestycje w energetykę odnawialną. Obok nich mamy jeszcze instytucje multilateralne, jak Europejski Bank Inwestycyjny czy Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju, które są aktywne na polskim rynku. Mamy także do czynienia z innymi podmiotami, np. EKF, czyli państwową organizacją wspierającą eksport duńskich towarów na świecie, która w tej chwili współfinansuje bardzo dużą farmę wiatrową zasilaną turbinami Vestasa – mówi ekspert DNB Bank Polska

Jednym z banków finansujących inwestycje w źródła odnawialne jest DNB Bank Polska, który kredytował już kilka dużych zielonych inwestycji. W maju tego roku – wspólnie z EBI – udzielił 164 mln zł kredytu funduszowi Energy and Infrastructure SME Fund na budowę 66 elektrowni fotowoltaicznych w północnej Polsce, które osiągną łączną moc 65,6 MW.

– Kiedy dwa lata temu w Polsce wchodził nowy system wsparcia dla energetyki odnawialnej, byliśmy pierwszym bankiem, który był gotowy finansować takie inwestycje i miał na to strategię – mówi Paweł Olkowicz.

Jak wskazuje, na finansowanie inwestycji w OZE duży wpływ ma w ostatnich miesiącach globalna pandemia SARS-CoV-2.

– W fazie konstrukcyjnej musimy mierzyć się np. z ryzykiem niewyprodukowania lub niedostarczenia turbin, paneli fotowoltaicznych na czas. Wiele podzespołów powstaje w Chinach, które w czasie lockdownu miały przestoje w produkcji i transporcie. Z drugiej strony mamy ryzyko związane z ludźmi i firmami, które wykonują montaż i budują farmę. Dla przykładu na jednym z ostatnich etapów finansowanej m.in. przez nas inwestycji,  tzw. commissioningu wykonywanym przez niemieckich inżynierów, mieliśmy sytuację, kiedy musieli oni zejść z budowy ze względu na lockdown i wrócić do Niemiec. Potem, po zniesieniu lockdownu, po powrocie do Polski przechodzili obowiązkową kwarantannę, co opóźniło oddanie projektu o pięć–sześć tygodni – podkreśla ekspert DNB Bank Polska.

Dla banków problemami są też ogólny wzrost ryzyka i problemy ze spłatą kredytów w innych branżach, które rzutują na parametry i wskaźniki bankowe, poziomy ustalanych rezerw i wyniki finansowe. Banki rekompensują sobie to zagrożenie w opłatach i prowizjach pobieranych od klientów, stąd już w marcu część z nich zdecydowała się na renegocjację poziomu marż finansowania udzielonego klientom z różnych branż, w tym z sektora OZE. Dziś są one wyższe niż przed pandemią. Dodatkowo na kwoty dostępnego finansowania i parametry projektów wpłynęły też niestabilny rynek walutowy i zmieniające się nieustannie kursy złotego w stosunku do euro.

– Kursy na rynku walut zmieniały się bardzo niekorzystnie z punktu widzenia naszych klientów i kredytobiorców. Wzrost kursu euro do złotówki przekładał się znacząco na parametry i kwoty dostępnego finansowania, a tym samym na  koszty samego finansowania – mówi Paweł Olkowicz.

Z drugiej strony dwukrotna obniżka stóp procentowych przez NBP do rekordowo niskich poziomów spowodowała, że całkowite koszty finansowania są w tej chwili znacznie mniejsze.

– Obniżka stóp procentowych pozwoliła w długim okresie znacznie obniżyć koszt finansowania projektów OZE. Jeszcze przed pandemią średnia wycena IRS-ów 10- czy 12-letnich wahała się między 1,8 a 2 proc. Natomiast w tej chwili na analogiczne okresy możemy uzyskać stopy rzędu 1–1,2 proc. W tak długim czasie to jest bardzo zauważalna obniżka, jeśli chodzi o średni koszt finansowania – mówi ekspert DNB Bank Polska.

Bank DNB prognozuje, że pandemia koronawirusa tylko chwilowo zachwiała inwestycjami w OZE i wstrzymała prace w tym sektorze, a w nadchodzących miesiącach licznie pojawią się kolejne projekty inwestycyjne.

– Różne szacunki pokazują, że w tym roku inwestycje w OZE spadną o ok. 13–20 proc. w stosunku do 2019 roku. Moim zdaniem spadek nie będzie tak duży. Wszystkie te inwestycje, które są opóźnione, zostaną dokończone i  wystrzelą na początku i w trakcie 2021 roku – ocenia Paweł Olkowicz.

Jak podkreśla, sektor bankowy w Polsce, choć dysponuje sporym kapitałem, nie ma wystarczających środków, żeby całkowicie sfinansować zieloną transformację. Banki już w tej chwili kredytują projekty OZE w fotowoltaice i energetyce wiatrowej o łącznej mocy kilku gigawatów, a na horyzoncie jest budowa morskich farm wiatrowych na Bałtyku, projekty gazowe i atomowe. Stąd niezbędne będzie też wsparcie po stronie spółek energetycznych i paliwowych. Polski rynek bankowy działa dosyć sprawnie i dysponuje sporym kapitałem, jednak przy tak ogromnej skali zaangażowania mogą pojawiać się kwestie związane z odpowiednią dywersyfikacją ryzyka pomiędzy sektory i projekty.

– Jako przykład można podać kredyt udzielony ostatnio Grupie Orlen na kwotę prawie 2 mld zł, do czego było potrzebne konsorcjum aż 16 banków. Finansowanie inwestycji wiatru na morzu to są kwoty wielokrotnie wyższe, więc możliwości polskiego systemu bankowego mogą nie wystarczyć. Będziemy z pewnością potrzebowali pomocy ze strony instytucji finansowych z zagranicy, EBOR-u i EBI, które też mają w swojej misji i strategii finansowanie tego typu inwestycji. Potrzebna jest też dobra strategia państwa, które musi stworzyć warunki, ażeby móc takie inwestycje realizować – dodaje ekspert DNB Bank Polska.

Pandemia koronawirusa szansą dla e-sportu. Oglądanie elektronicznych rozgrywek staje się coraz popularniejsze

W czasie szczytu pandemicznego zawieszono wiele wydarzeń sportowych, w tym m.in. igrzyska olimpijskie w Tokio. Takie działania miały za zadanie zniwelować ryzyko rozprzestrzenienia się koronawirusa zarówno wśród zawodników, jak i publiczności. W tym czasie wzrosło zainteresowanie sportem elektronicznym, który przyciągnął przed ekrany miliony widzów. Część stacji telewizyjnych postanowiła wprowadzić e-sport do głównej ramówki, a sami sportowcy zaangażowali się w promowanie alternatywnych, cyfrowych mistrzostw.

– COVID-19 jest szansą dla e-sportu, to jedna z niewielu form rozrywki, w której nie ma bezpośredniego kontaktu z innymi ludźmi. Ludzie po prostu siedzieli w domach, mieli czas grać i ten trend się utrzymał. 30-proc. wzrosty z marca w kwietniu delikatnie spadły, natomiast widzimy, że ten trend będzie się utrzymywał i e-sport będzie coraz popularniejszy – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Michał Łowigus z GGPredict.

Sport elektroniczny wkracza do świata mainstreamowej rozrywki i coraz częściej jest promowany przez firmy oraz instytucje niezwiązane ze światem gamingu. W stronę cyfrowych zawodów zwracają się także przedstawiciele świata tradycyjnego sportu.

– E-sport został oficjalnie uznany w Polsce za dziedzinę sportową i wydaje się, że przez ostatnie lata poczynił ogromny postęp, jeśli chodzi o świadomość społeczną, że to rzeczywiście nie jest siedzenie przy komputerze, tylko dziedzina sportu – wskazuje ekspert.

Dobrym przykładem wzrostu rynkowego znaczenia e-sportu jest przebieg tegorocznego turnieju Intel Extreme Masters w Katowicach, który został zamknięty dla publiczności kilkanaście godzin przed rozpoczęciem. Mimo iż zawody odbyły się przy zamkniętych trybunach, a decyzję o zamknięciu imprezy przekazano bardzo późno, zmagania turniejowe śledziło przeszło milion internautów.

– Badania pokazują, że do 2023 roku będzie około 400 mln oglądających e-sport na świecie. Tak jak każdy z nas lubi obejrzeć piłkę nożną, natomiast nie każdy w nią gra, tak teraz coraz bardziej popularne na świecie jest także oglądanie e-sportu, a nie stricte granie – tłumaczy Michał Łowigus.

E-sport wkracza także do ramówek telewizyjnych. Po odwołaniu Grand Prix Australii 2020 zespół Veloce Esports postanowił zrealizować pomysł francuskiego kierowcy Formuły E, Jeana-Érica Vergne’a, i przeprowadzić turniej w formie elektronicznej. Z kolei stacja Fox Sports we współpracy z NASCAR zorganizowała na antenie FS1 wirtualny turniej eNASCAR iRacing Pro Invitational Series.

Na polskim rynku również nie brakuje inicjatyw, które angażują sportowców w rozgrywki e-sportowe. Po zawieszeniu rozgrywek ekstraklasy firma ESL zaprosiła do turnieju Ekstraklasa HASHZostanWDomu z FIFA20 przedstawicieli polskich klubów piłkarskich.

– Ten rynek jest ogromny, najnowsze badania mówią o 300 mln zawodowych graczy, a łącznie na świecie jest ich około 1,5 mld. Ten rynek rośnie rok do roku o około 15–20 proc. – podkreśla ekspert z GGPredict.

Według firmy badawczej Grand View Research wartość globalnego rynku e-sportu do 2027 roku wzrośnie do 8,2 mld dol. W najbliższych latach ma się rozwijać w tempie 24,4 proc. w skali roku.

Odkrycie Polaków zrewolucjonizuje leczenie raka. Pierwsze selektywnie działające leki mogą się pojawić już za pięć lat

Opracowany przez polskich epigenetyków mechanizm pozwoli na dostarczanie leków bezpośrednio do komórek rakowych. Dzięki temu chorzy będą mogli być leczeni skuteczniej, z użyciem większych niż dotychczas dawek leków. To innowacyjne rozwiązanie na skalę światową. Pierwsze preparaty o selektywnym działaniu wykorzystujące tę metodę mogą się pojawić na rynku już za pięć lat. Start-up szuka jednak finansowania, żeby móc uruchomić badania kliniczne za półtora roku.

– Największym problemem w chemioterapii nowotworowej jest problem braku selektywności. Kiedy podajemy lek do organizmu, niestety nie eliminujemy tylko zmian nowotworowych, ale też wyniszczamy cały organizm. Postanowiliśmy rozwiązać ten problem. Opracowana przez nas metoda pozwala na inne podejście i kluczową zmianę w tym zakresie – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Beata Gładysz z Genegoggle.

Polski start-up opracował rozwiązanie pozwalające tworzyć cząsteczki wiążące się wybiórczo – wyłącznie z komórkami rakowymi. Mogą one pełnić rolę transporterów leków, a zatem pozwalać na leczenie nowotworów z wykorzystaniem medycyny precyzyjnej.

– Tworzymy podstawę do tego, żeby leki produkowane przez firmy farmaceutyczne działały selektywnie, czyli żeby zabijały tylko komórki nowotworowe, a nie szkodziły komórkom zdrowym. Produktem Genegoggle będą zestawy cząsteczek, które w połączeniu z lekiem będą dawać takie efekty – tłumaczy dr Marcin Kruczyk, prezes Genegoggle.

Leki dostarczane do komórek rakowych nie będą działały ogólnoustrojowo, lecz selektywnie. Możliwe więc będzie podawanie pacjentowi wyższych dawek preparatów. W normalnych warunkach byłoby to niemożliwe, ponieważ wiązałoby się z zagrożeniem życia pacjenta.

– Wszystkie leki znane dotychczas operują na zewnątrz komórki – szukają różnic między komórką nowotworową a komórką zdrową. Jednak te najistotniejsze różnice, które powodują, że ta komórka zachowuje się inaczej, wynikają z jej wnętrza: z zestawu białek, jaki jest w środku, i z tego, co się dzieje wokół DNA. Jesteśmy jedyną firmą, która wykorzystuje fakt, że DNA w komórce nowotworowej jest zwinięte w inny sposób niż w zdrowej – wyjaśnia dr Marcin Kruczyk.

Metoda opracowana przez Genegoggle bazuje na najnowszych osiągnięciach bioinformatyki, wirtualnej rzeczywistości i uczenia maszynowego. Umożliwia modelowanie trójwymiarowej struktury DNA. Opiera się na eksperymencie Hi-C, który prowadzony jest dopiero od kilku lat. Jak dotąd standardową metodą wizualizacji danych z niego była dwuwymiarowa „mapa cieplna” wskazująca odległości między fragmentami DNA. Genegoggle Epigenetic Viewer umożliwia wizualizację trójwymiarowej struktury łańcucha DNA w technologii VR, dokładniej pokazując odległości między fragmentami DNA. Pozwala to na projektowanie cząsteczek, które mogą selektywnie wiązać się w komórkach nowotworowych.

– Narzędzie, które stworzyliśmy, przy odpowiednim wykorzystaniu i pewnej dozie determinacji i pieniędzy może dać pierwsze efekty w postaci leków w ciągu pięciu–sześciu lat – wskazuje prezes Genegoggle.

– Szukamy partnerów, którzy pomogą nam zrealizować badania docelowe, czyli na tkankach ludzkich, i to będzie trwało około półtora roku od momentu znalezienia partnera. Finansowanie jest dla nas kluczowym wyzwaniem – dodaje Beata Gładysz.

Według analityków z Market Data Forecast światowy rynek epigenetyki zamknie się w 2020 roku z wyceną na poziomie ponad 784 mln dol. Do 2025 roku zbliży się do poziomu 1,5 mld dol.