Jak przygotować biuro na powrót pracowników?

0

Niektóre firmy już działają w standardowym trybie pracy i codziennie witają swoich pracowników, inne stopniowo przygotowują się na ich powrót do biura. Przed pracodawcami pojawia się w związku z tym nowe wyzwanie związane z zapewnieniem bezpieczeństwa i higieny pracy zgodnymi z ostatnimi wytycznymi Głównego Inspektoratu Sanitarnego. O tym, jak przygotować miejsca pracy do nowych norm i środków ostrożności opowiadają Katarzyna Bończewska, HR Consultant oraz Dorota Kuśmierz, Finance & HR Specialist z firmy rekrutacyjnej Michael Page. 

Jak zadbać o bezpieczeństwo sanitarne pracowników?

Nowe normy sanitarne stawiają przed przedsiębiorcami trudne zadanie, by w obecnej sytuacji zapewnić bezpieczeństwo i ochronę zdrowia pracowników, przy jednoczesnym zapewnieniu ciągłości biznesu. Decydując się na otwarcie biur, pracodawca zobowiązany jest do dostarczania pracownikom odpowiednich środków do dezynfekcji najbliższego otoczenia i miejsc, w których przebywają, a także do zwrócenia uwagi na szczególne środki ostrożności, jakich w obecnej sytuacji powinni przestrzegać. Biura należy dostosować do aktualnych zaleceń, aby bezpiecznie móc z nich korzystać.

Na ten moment najłatwiejszą sytuację mają firmy, w których jest możliwość pracy w osobnych pomieszczeniach, a przestrzeń biurowa jest naturalnie wyodrębniona. Tzw. „open space” rozdzielamy na pojedyncze stanowiska pracowników, tak by zachować między nimi minimalny dystans 1,5-2 m. Należy pamiętać, że nastroje pracowników mogą być różne i nie każdy czuje się już swobodnie poza domem. Z uwagi na takie przypadki, dobrze jest dezynfekować najbliższe otoczenie minimum raz dziennie, a ze współpracownikami witać się na odległość lub poprzez zetknięcie łokciami. W wielu firmach metalowe sztućce i wielorazowe talerze zostają zastąpione tymi jednorazowymi. To nie tylko stanowi dodatkowy koszt dla firm, ale też kłóci się z popularnym trendem ekologicznego prowadzenia biznesu. Niektórzy decydują się na zakup produktów drewnianych, bądź podatnych na recykling, ponieważ jest to rozwiązanie bardziej ekologiczne niż wykorzystywanie zastawy plastikowej. Pracodawcy są jednak świadomi, że otwierając swoje biura w nowym reżimie sanitarnym, bezpieczeństwo pracowników powinno znaleźć się na pierwszym miejscu i są przygotowani na dodatkowe koszty z tym związane. – mówi Katarzyna Bończewska, HR Consultant w Michael Page.

Jako Michael Page zapoznaliśmy się ze szczegółowymi wytycznymi Głównego Inspektoratu Pracy, a nasze biura są już otwarte dla pracowników, dlatego chętnie dzielimy się naszymi wnioskami. Otwierając biuro trzeba na nowo zweryfikować istniejące zagrożenia fizyczne, biologiczne oraz chemiczne, a także przeprowadzić ocenę ryzyka. Zanim pracodawca zdecyduje się na powrót pracowników musi upewnić się, że jest w stanie zapewnić im bezpieczne warunki pracy. Wszelkie kontakty bezpośrednie z klientami zostały ograniczone do niezbędnego minimum, a większość spotkań biznesowych odbywa się za pomocą wirtualnych komunikatorów. Ponadto, ze względu na konieczność zachowania dystansu, wyłączone zostały części wspólne jak strefa relaksu czy jadalnia, a powierzchnie, z których mogą korzystać wszyscy pracownicy, jak np. kuchenka, czajnik czy mikrofalówka, dezynfekowane są po każdym użyciu. Należy pamiętać, że dbając o higienę biura i najbliższego otoczenia, nie tylko dbamy o zdrowie współpracowników, ale także najbliższych, z którymi mieszkamy – uzupełnia Dorota Kuśmierz, Finance & HR Specialist w Michael Page. 

Jak zapewnić komfort pracy?

Decydując się na ponowne otwarcie biur należy pamiętać, że oprócz przestrzegania nowych restrykcji sanitarnych, pracownikom powinno się zapewnić także komfort psychiczny i dogodne warunki pracy, które umożliwią im wygodne i efektywne wykonywanie obowiązków. Jak w takich okolicznościach zapewnić pracownikom bezpieczny powrót do biur i oswoić ich z nową rzeczywistością?

Rozmowa i obustronny dialog to klucz do wzajemnego zrozumienia i poznania panujących w firmie nastrojów. Klienci, którzy deklarują indywidualne podejście do każdego pracownika, dużo uwagi poświęcają na przygotowanie zespołów do nowych warunków pracy. W tym czasie główną rolą HR-u oraz managerów jest oswojenie pracowników z ostatnio wprowadzonymi środkami ostrożności, a także psychiczne wsparcie tych osób, które nie są w pełni gotowe na codzienną pracę w biurze. Pomoc psychologa w miejscu pracy również będzie dobrze widziana w oczach pracowników i pozwoli im się szybciej dostosować do nowych okoliczności. – mówi Katarzyna Bończewska.

Poznanie opinii i obaw pracowników stanowi cenną wskazówkę do oceny gotowości zespołów na powrót do biura. Stała komunikacja pisemna ze współpracownikami, kampanie informacyjne, a także organizowane regularnie wirtualne spotkania z zarządem pozwolą na oswojenie się z nowymi zasadami i znalezienie rozwiązań, które zwiększą komfort pracy w biurze. Wiele firm umożliwia swoim pracownikom pracę w niestandardowych godzinach, tak aby mogli uniknąć dojazdu do pracy komunikacją miejską w godzinach szczytu. Niektórzy pracodawcy zachęcają także do dojazdu do pracy na rowerze, aby uniknąć koniczności podróżowania w tłoku. W tym celu stawiają pod biurem większą liczbę stojaków, a także organizują konkursy na największą ilość przejechanych kilometrów oraz akcje charytatywne promujące ekologiczny tryb życia. Ważna jest otwarta komunikacja na linii pracodawca-pracownik, by podczas rozmów na bieżąco komunikować o kolejnych krokach bezpieczeństwa wprowadzanych w biurze. – dodaje Dorota Kuśmierz.

Nowy model pracy

Jeszcze pod koniec 2019 r., ponad 61 proc. z nas twierdziło, że możliwość pracy z domu stanowi ważny element wpływający na satysfakcję z pracy – wynika z badania Confidence Index przeprowadzonego w IV kwartale zeszłego roku. W ostatnich miesiącach „home office” przestał być postrzegany jedynie jako atrakcyjny benefit, a dla wielu pracowników stał się codziennością. 6 na 10 ankietowanych, którzy wzięli udział w badaniu NEXERY przyznało, że wie jak efektywnie pracować z domu i z sukcesem udaje im się to realizować. Ponad połowa (54%) respondentów zadeklarowała, że podczas „home office” jest tak samo lub jeszcze bardziej efektywna. Złotym środkiem dla wielu firm stało się zatem wdrożenie modelu hybrydowego – czyli możliwość realizowania obowiązków w trybie zdalnym i w biurze.

System zmianowy, na który decydują się w ostatnim czasie pracodawcy, pozwala zachować równowagę i pozytywnie wpływa na work-life balance pracowników. Wprowadzenie takiego trybu pracy to także duża oszczędność dla firm, które poprzez rotacje zespołów mogą ograniczyć zajmowaną przestrzeń biurową. W ostatnim czasie wielu z nas miało okazję poznać zalety oraz wyzwania „home office”, a także wypracować nowy model zarządzania czasem i zespołem. Warto wykorzystać nabyte podczas pracy z domu umiejętności z korzyścią dla obu stron. Niewykluczone, że ostatnie tygodnie na stałe zmienią podejście pracowników i pracodawców do pracy zdalnej – podsumowuje Katarzyna Bończewska.

Rośnie liczba milionerów w Polsce. W całym kraju jest ich prawie 35 tysięcy. W Zachodniopomorskim prawie 1500

0

Od 2009 roku – konsekwentnie o kilka procent – rośnie liczba osób, które w danych roku uzyskały przychód / dochód na poziomie miliona złotych i powyżej. To doskonała wiadomość, bo w roku 2019 takich osób było jeszcze więcej niż w latach minionych i jest to przykład, że nasza gospodarka w ubiegłym roku byłą rozpędzona. W tej beczce miodu jest także łyżka dziegciu. Wiele wskazuje na to, że to ostatni rok z tak wyraźnymi wzrostami. Pandemia koronawirusa może liczbę milionerów poważnie zdziesiątkować. 

Rok 2019 – liczba milionerów odzwierciedla stan gospodarki.

Tylu mamy milionerów, jaka jest kondycja polskiej gospodarki. Wskaźniki dotyczące ilości milionerów są absolutnie niepoliczalne, ale wiadomo ile osób w rozliczeniu podatkowym za rok 2019 wykazało przychód / dochód na poziomie powyżej miliona złotych. Mowa o 34,8 tysiącach osób. To wzrost w porównaniu z rokiem 2018. Najwięcej milionerów – co oczywiste – mieszka na Mazowszu (stolica dominuje w rankingach od początku ich prowadzenia), wielu milionerów mieszka także na Śląsku i w Wielkopolsce. Pomorze Zachodnie plasuje się w środku stawki z liczbą 1475 milionerów, to wzrost z 1311 w roku 2018.

– Wzrost liczby milionerów zarówno na Pomorzu Zachodnim jak i w Polsce jest imponujący i należy traktować tę informację jako pozytywną. To jest dowód na to, że przedsiębiorcy są coraz bardziej kreatywny, gromadzą środki, inwestują, tworzą miejsca pracy. Ilość milionerów i generalnie wysokość naszych wynagrodzeń jest zazwyczaj odzwierciedleniem stanu w jakim znajduje się gospodarka. Diagnoza roku 2019 może być jednoznacznie pozytywna. Podkreślam: roku 2019, bo dobrze wiemy, co się dzieje w roku 2020 – mówi Filip Kiżuk z Centrum Gospodarczego Kiżuk & Michalska.

Gdzie zarabia się miliony? W rankingach silna reprezentacja deweloperów oraz przedstawicieli przemysłu i branży medycznej. Wysoko także media

Choć statystyki Krajowej Administracji Skarbowej nie uwzględniają jakie branże są reprezentowane przez milionerów, to specjaliści Centrum Gospodarczego Kiżuk & Michalska nie mają wątpliwości, że największe zasoby finansowe mają przedstawiciele takich branż jak: budownictwo (deweloperskie), przemysł, transport, usługi oraz inwestorzy prowadzący wymianę międzynarodową i posiadający inwestycje, które wymagają kooperacji międzynarodowych. – Dotychczas w województwie zachodniopomorskim bardzo dynamicznie rozwijała się branża BPO oraz ICT, mieliśmy świetne start-upy. W skali ogólnopolskiej w gronie milionerów na pewno są zarówno deweloperzy jak i producenci medyczni czy osoby związane z przemysłem. Jeżeli patrzymy na inwestorów giełdowych to portfel potencjalnych milionerów jest bardzo intrygujący – od osób posiadających media, przez właścicieli gier komputerowych po osoby zajmujące się produkcją spożywczą. U nas w regionie ta paleta branż jest raczej węższa – uważa Katarzyna Michalska.

Specjaliści z Centrum Doradztwa Gospodarczego Kiżuk & Michalska zwracają uwagę także na to, że wiele firm zyskuje na współpracy międzynarodowej. W uprzywilejowanej pozycji są więc regiony, które graniczą z silnymi ośrodkami gospodarczymi, takimi jak Niemcy. Nie jest zaskoczeniem, że największa liczba milionerów mieszka w Warszawie. Stolica z natury rzeczy, jest zawsze liderem rozwoju.

Dobrze już było? Specjaliści obawiają się fali bankructw

Jak mówią Katarzyna Michalska i Filip Kiżuk silne gospodarczo podmioty na pandemii raczej wiele nie stracą. Kryzys może być dla nich szansą do wykupowania słabszych podmiotów, czyli eliminowania konkurencji. Silni mogą wzmacniać swoją pozycję. Gorzej, gdy milionerzy są „na dorobku”, czyli ich biznes świetnie funkcjonuje, ale nie ma ugruntowanej pozycji lub znajduje się w sektorze mocno dotkniętym przez pandemię.

– Mogą padać wielkie imperia hotelarskie czy gastronomiczne. Nie będzie też łatwo firmom, których kooperanci stracili na pandemii. Wiemy od naszych klientów jak mocno kryzys przechodzi transport, logistyka, branża usługowa, hotelarstwo czy rynek automotive. Potencjalnie w każdym z tych sektorów liderzy rynkowi są milionerami. Ja oczywiście nie uważam, że producenci samochodów zbiednieją tak bardzo, że będą wypadać z rankingów milionerów, ale na pewno kryzys ich dotknie – mówi Katarzyna Michalska.

– Rok 2019 to czas rozwoju gospodarczego, a rok 2020 to czas wielkiej niepewności i gospodarczej ostrożności. Lista milionerów może zostać zdziesiątkowana. Przypomnijmy, że spadek liczby milionerów miał miejsce w roku 2009, było ich 11 tysięcy, a nie 13 jak rok wcześniej. To efekt światowego kryzysu gospodarczego. Niecierpliwie czekamy na kolejne informacje gospodarcze – mówi Filip Kiżuk.

Rankingi osób z przychodem / dochodem powyżej miliona złotych tworzone są na bazie informacji Krajowej Administracji Skarbowej.

Online czy offline – gdzie dzisiaj konsumenci są najbardziej aktywni zakupowo?

 Stopniowy powrót do normalności i kolejne etapy odmrożenia gospodarki przyczyniły się do ponownego wzrostu w sprzedaży detalicznej, co wpłynęło na spadek sprzedaży online, szczególnie w branży modowej. Nie zmienia to jednak faktu, że sklepy internetowe wciąż wiodą prym i są chętniej wybieraną formą zakupów. Dzieje się tak ze względu na wygodę kupujących oraz bogatą ofertę produktów dostępnych w sieci.

 Handel tradycyjny a internetowy

Ponowne otwarcie sklepów doskonale obrazują statystyki, które podaje GUS (Główny Urząd Statystyczny) – miesięczna wartość ogólnej sprzedaży detalicznej wzrosła o 14,9%, spadek natomiast widzimy tylko w transakcjach online, bo wartość ta wyniosła -12,7% w skali miesiąca. Przepływ użytkowników z sieci do galerii odczuły przedsiębiorstwa z grupy tekstylia, odzież, obuwie, ponieważ handel online zanotował spadek, z 61,3% do 26,8% w maju, a przecież kwiecień był rekordowym miesiącem dla e-commerce w udziale sprzedaży. Rozwój wydarzeń musimy jednak śledzić na bieżąco, ponieważ według badania przeprowadzonego przez Gemius dla “E-commerce w Polsce” aż 73% internautów deklaruje kupowanie online. Dane te mogą sugerować hybrydowy model zawierania transakcji, czyli połączenie tradycyjnej i wirtualnej formy zakupów.

Zwiększenie rygoru sanitarnego w dobie odpowiedzialności społecznej

Pomimo pozytywnej reakcji na otwarcie galerii handlowych, nowy rygor sanitarny, sprawił że klienci mniej chętnie odwiedzają sklepy stacjonarne. Ograniczenia i nakazy, do których muszą się stosować w postaci: zwiększonej higieny rąk, obowiązku noszenia maseczek czy informowaniu o utrzymaniu odpowiedniego dystansu, wcale nie wpłynęły na poczucie bezpieczeństwa klientów w galeriach. “Największe spadki sprzedaży dotyczą dużych, flagowych obiektów handlowych, z kolei w galeriach z mniejszych miejscowości wygląda to lepiej” – podaje biuro prasowe, jednego z naszych partnerów biznesowych LPP. Dlatego wychodząc naprzeciw rosnącym potrzebom konsumentów wiele marek postanowiło przenieść swoją sprzedaż do internetu i rozszerzyć dotychczas stosowane kanały dystrybucji, aby umożliwić swoim konsumentom bezpieczne zakupy bez wychodzenia z domu.

Spadek popularności sklepów w galeriach handlowych

Wraz z obniżonym zainteresowaniem zakupami offline, część marek zdecydowała się ograniczyć liczbę sklepów stacjonarnych i wykorzystać omnichannel w swojej sieci handlowej. Według ankiety przeprowadzonej przez Grupę Domodi w maju, aż 28% sklepów odnotowało wzrost przychodów w e-commerce, a 18% “znaczący” wzrost. Liczby te jasno wskazują rosnący trend sprzedaży online – aż 68% marek prognozuje wzrost na przyszłe lata. Warto dodać, że firmy które zabrały głos w ankiecie w 64% obszar swojej działalności prowadzą online, 24% to sklepy poza galeriami, a niespełna 12% spotkamy galeriach handlowych.

W branży e-commerce obserwujemy wzrost zainteresowania zakupami online, o czym świadczą wyniki badań przeprowadzonych w gronie sklepów z nami współpracujących oraz ich pozytywne nastroje związane ze zwiększeniem popytu w internecie. Po otwarciu galerii w maju, szczególnie branża odzieży i obuwia zaobserwowała wzrost sprzedaży detalicznej o ponad 131% przy jednoczesnym wyhamowaniu dynamiki sprzedaży przez internet. – opowiada Paweł Piekarski, B2B Marketing Manager, Grupa Domodi.

Nawyki konsumenckie w trakcie pandemii

Pandemia zweryfikowała nawyki konsumentów, tym samym przechylając szalę na rzecz sprzedaży online. W trosce o swoje zdrowie i bliskich klienci odkryli na nowo korzyści płynące z internetowych zakupów. Głównymi czynnikami motywującymi do zakupów online są: brak konieczności wychodzenia z domu, bezpłatna wysyłka, wydłużony okres zwrotu czy możliwość porównania cen produktu na wielu platformach. Jak podaje urząd statystyczny Eurostat: sprzedaż detaliczna w Polsce wzrosła o 1,7% r/r w maju, co jasno wskazuje, że Polacy wciąż chętnie wydają pieniądze na dobra konsumpcyjne, a jedyne co uległo zmianie to sposób nabywania produktów.

Grow Uperion rozpoczyna emisję akcji i planuje pozyskać 1 mln zł

0

Grow Uperion, technologiczna spółka oferująca platformę grywalizacyjną, mającą na celu wzrost motywacji i zaangażowania pracowników w realizacji celów i zadań, dzisiaj rozpoczyna zapisy w pierwszej transzy dla dużych inwestorów. Druga, otwarta dla wszystkich transza rozpocznie się 28 lipca i w jej ramach zapisy będą odbywać się poprzez platformę Crowdconnect.pl. Zamiarem spółki jest pozyskanie kwoty do 1 mln zł (przy wycenie 10 mln zł pre-money), dedykowanych rozwojowi oprogramowania oraz globalnych kanałów sprzedaży. Pierwsze wdrożenia, perspektywiczne rynki grywalizacji, HR Tech i SaaS, strategiczna współpraca z Microsoft i głównym akcjonariuszem – grupą TenderHut oraz wejście do sektora edukacji wskutek pandemii, to główne czynniki budujące potencjał rynkowy Grow Uperion.

Spółka Grow Uperion oferuje innowacyjną platformę do realizacji celów, podnoszenia motywacji i doceniania pracowników. Jej założenia powstały w oparciu o połączenie technik grywalizacyjnych znanych w sektorze gamingowym, psychologii motywacji oraz elementów z dziedziny automatyzacji marketingu. Rozwiązanie to pozwala osiągać zakładane KPIs pracowników i całych zespołów bez zwiększania nakładów na benefity finansowe i pozafinansowe w organizacji. Grow Uperion stanowi odpowiedź na zapotrzebowanie rynkowe – wg badań przeprowadzonych przez ośrodek Randstad w 2019 roku, aż 87 proc. pracowników w Polsce nie angażuje się wystarczająco w swoją pracę. Spółka, w oparciu o elementy  grywalizacyjne, wykorzystuje prostą i uniwersalną symbolikę rosnącego obiektu, np. drzewa lub budynku, w wizualizacji poziomu rozwoju pracownika. Każdy pracownik ma własny obiekt osiągnięć, wskazujący na realizację celów indywidualnych lub grupowych.

– Dzisiaj rozpoczynamy emisję akcji, licząc na wsparcie, zaufanie i zainteresowanie naszą ofertą. Grow Uperion dysponuje specjalną platformą grywalizacyjną, mogącą efektywnie pomóc korporacjom oraz firmom z sektora MSP w codziennym motywowaniu pracowników. Pierwsze wdrożenia w Unilever, Mondelez i obecne prace wdrożeniowe w Grupie Raben, strategiczna współpraca z Microsoftem, obecność na rynkach grywalizacji, SaaS i HR Tech, czy wsparcie głównego akcjonariusza – grupy TenderHut  to aspekty budujące nasze przewagi konkurencyjne. Potencjalny sukces oferty i realizacja celów emisyjnych pozwoli nam na skokowy wzrost pozycji rynkowej i wartości spółki, stanowiąc jednocześnie ważny krok przed możliwym debiutem na NewConnect w 2021 roku – mówi Przemysław Śnioszek, Prezes Zarządu Grow Uperion SA. 

20 lipca rozpoczęła się I transza dedykowana większym inwestorom. Najpóźniej 27 lipca na platformie CrowdConnect.pl prowadzonej przez Dom Maklerski INC, zostaną opublikowane informacje dotyczące zapisów dla wszystkich inwestorów. Odbędą się one w dniach 28 lipca – 10 sierpnia. Celem minimalnym kampanii jest pozyskanie 500 tys. zł, a maksymalnym 1 mln zł. Wycena spółki przed ofertą wynosi 10 mln zł.

– Mamy przed sobą dwa cele emisyjne – rozwój oprogramowania oraz globalnych kanałów sprzedaży. Łącznie na ich realizację planujemy pozyskać do 1 mln zł. W pierwszym obszarze, którego potrzeby kapitałowe wynoszą ok. 0,65 mln zł, intencją Grow Uperion jest budowa kolejnych technologicznych funkcjonalności na platformie oraz prace nad implementacją tzw. lejków motywacyjnych. Drugi cel emisyjny pozwoli nam rozwinąć sprzedaż na najbardziej perspektywicznych europejskich rynkach z punktu widzenia pojęć HR Tech i grywalizacji, tj. Wielkiej Brytanii, Szwecji, Francji bądź Niemiec. Planujemy także szeroko zakrojoną kampanię lead generation oraz rozbudowę działu sprzedaży – wyjaśnia Prezes Zarządu.

Model biznesowy Grow Uperion opiera się na kilku filarach – oferowaniu platformy w formie modułu SaaS/Customized Saas, w formie narzędzia do obsługi programów ESOP (Plany Pracowniczej Własności Akcji), na potrzeby szkół i sektora edukacyjnego oraz w szytej na miarę formule dla Partnerów z szeregu branż.

Nasza Spółka funkcjonuje na atrakcyjnym i globalnym rynku rozwiązań grywalizacyjnych, którego wartość według States Fortune Business Insights w 2019 roku na świecie wyniosła 5,4 mld USD i w okresie najbliższych siedmiu lat może wzrosnąć kilkukrotnie, do 37 mld USD. Globalne korporacje dostrzegają zalety z oparcia systemów szkoleniowych, motywacyjnych i rekrutacyjnych na rozwiązaniach ze świata gier.
Z drugiej strony platforma Grow Uperion wpisuje się w nurt rosnących wydatków firm w obszarach HR Tech, synergicznych wobec rynku grywalizacji. Model biznesowy Spółki oparty o SaaS w połączeniu ze wskazanymi czynnikami rynkowymi pozwala nam ze spokojem obserwować perspektywy spółki. Z naszej strony dołożymy wszelkich starań ku jak najbardziej efektywnemu wykorzystaniu zaistniałych uwarunkowań rynkowych
 – uzupełnia Przemysław Śnioszek.

W planach Grow Uperion jest debiut na rynku NewConnect w 2021 roku. Spółka nie wyklucza także pozyskania inwestora branżowego, jeśli byłby to bardziej wartościowy krok dla obecnych i przyszłych akcjonariuszy. Obydwie ścieżki stanowią naturalne opcje wyjścia z inwestycji dla inwestorów w obecnie trwającej ofercie crowdfundingowej. Jednakże, jak podkreśla Prezes Przemysław Śnioszek, długoterminowym celem firmy jest budowa wartości dla akcjonariuszy, zarówno w ujęciu ilościowym (skala biznesu), jak i jakościowym (zaawansowanie oferty itd.), a sprzedaż Spółki jest wariantem drugorzędnym.

„Król disco polo” wspiera sprzedaż elektroniki. Nowa kampania reklamowa MediaMarkt bije rekordy popularności

– Efektywne dotarcie do klientów w branży retailowej, szczególnie elektroniki użytkowej, wymaga niestandardowych środków, tym bardziej jeśli równolegle toczy się kampania wyborcza – mówi Ewelina Piątek z MediaMarkt. To z tego powodu popularny brand zaangażował do letniej kampanii Zenka Martyniuka, który zachęca klientów do zakupów w rytm melodii swojego największego hitu. Akcja z gwiazdorem disco polo wzbudza duże emocje, ale dzięki temu już stała się najbardziej popularną z dotychczasowych kampanii sieci. W ciągu tygodnia od premiery przyciągnęła 2,5 mln unikalnych użytkowników.

– Branża retail, szczególnie w segmencie elektroniki użytkowej, jest bardzo trudna. Klient otrzymuje ogromne ilości informacji i ofert, więc chodzi o to, żeby umieć wyróżnić się na tle konkurencji. Nasza marka robi to od ponad 20 lat – intrygujemy klientów, nie opowiadamy tylko o cechach i cenie produktu, ale też pokazujemy im interesujące, inspirujące i prowokujące reklamy – mówi agencji Newseria Biznes Ewelina Piątek, manager ds. marketingu w MediaMarkt.

To właśnie angażowanie odbiorców i umacnianie relacji z klientami poprzez silne oddziaływanie na ich emocje stało się strategią marketingową świadomych marek, które odchodzą już od informowania tylko o swoich aktualnych ofertach. MediaMarkt słynie z niesztampowych – i czasem kontrowersyjnych – kampanii reklamowych, chociażby z hasłem „Nie dla idiotów” czy „Powinni tego zabronić”. W poprzednich kampaniach sieć stawiała m.in. na nietypowe poczucie humoru (angażując kabaret Łowcy.B czy ożywiając w jakości 3D kultowe komiksowe postaci Tytusa, Romka i A’Tomka). W spotach „Odkryj w sobie dziecko” żartobliwie opowiadała o zaletach obcowania z technologiami w każdym wieku.

– Teraz przyszła pora na Zenka Martyniuka i to również jest kampania prowokująca, ale też wesoła, optymistyczna. Po raz kolejny spolaryzuje trochę nasze społeczeństwo – mówi ekspertka. – Byliśmy w okresie przedwyborczym, więc dotarcie do klientów podczas burzy informacyjnej związanej z wyborami było bardzo trudne. Wykorzystanie Zenka Martyniuka przyniosło nam ogromną oglądalność. W ciągu tygodnia osiągnęliśmy około 2,5 mln unikalnych użytkowników. Nigdy nam się to nie udało.

„Król disco polo” został twarzą najnowszej kampanii „Lato z Zenkiem w MediaMarkt””, która wystartowała ponad dwa tygodnie temu. Otworzył ją film teaserowy w mediach społecznościowych, w którym piosenkarz zachęca klientów do zakupów w rytm melodii swojego popularnego hitu „Przez twe oczy zielone”. W kolejnych spotach reklamowych wcieli się w rolę doradcy, który – w muzycznej oprawie – pomaga klientom w wyborze urządzeń i usług z oferty MediaMarkt.

– Oczywiście pojawiają się też głosy nieprzychylne. Byłoby naiwnością sądzić, że kiedykolwiek powstanie kampania, która spodoba się wszystkim. To by oznaczało, że jest po prostu miałka i nie zwraca uwagi klientów – podkreśla Ewelina Piątek. – Co ciekawe, ludzie, którzy pisali negatywne komentarze, już po chwili dostawali odpowiedź, ale nie od nas,  od fanów Zenka, rozpoczynały się dyskusje i wzajemne przekonywanie. Czy to jest dobre, czy złe – nie wiem, ale pokazuje ogromne zaangażowanie.

Na współpracę z gwiazdorem marka zdecydowała się nie tylko ze względu na jego rozpoznawalność i ogromną popularność. Pod uwagę wzięto też ogólną sympatię, jaką cieszy się w Polsce, autentyczność na scenie oraz poza nią.

– Zenek Martyniuk to z pewnością postać niezwykła. To nie jest po prostu gwiazda disco polo, ale  człowiek, który całe życie robi z pasją to, co kocha. A wśród naszych klientów również są pasjonaci, np. kina czy muzyki, którzy  wykorzystują różne technologie do realizacji tych pasji. Dlatego Zenek tak dobrze pasuje do naszego brandu – tłumaczy manager ds. marketingu w MediaMarkt.

– Bardzo się cieszę, że sieć zaprosiła mnie do współpracy, tym bardziej że jestem stałym klientem i członkiem klubu MediaMarkt – mówi Zenek Martyniuk. – Moja rola w promowaniu marki polega na nagraniu reklamy promującej sieć sklepów MediaMarkt i oczywiście spotkaniach z fanami w całej Polsce, w 10 miastach – nie tylko największych, ale także mniejszych.

Angażując gwiazdora disco polo, firma liczy nie tylko na korzyści wizerunkowe, ale i wymierny efekt biznesowy. Dlatego w ramach kampanii „Lato z Zenkiem w MediaMarkt” przygotowała też liczne akcje promocyjne w sklepach stacjonarnych i online, które będzie promować piosenkarz. Jego rolą będzie również popularyzowanie nowinek technologicznych dostępnych w asortymencie sieci.

– Branża muzyczna interesuje się różnego rodzaju nowinkami technologicznymi. Zarówno mi, kolegom z branży, jak i fanom wszystkie te technologiczne nowości są bliskie – podkreśla Zenek Martyniuk.

Na kampanię z jego udziałem składają się działania w internecie i social mediach, spoty radiowe i TV. Za całościową koncepcję i realizację nowej kampanii w radiu i telewizji odpowiada agencja Heart & Brain, za produkcję spotów – dom produkcyjny IDEAL. Działania w sieci koordynuje zespół marketingu MediaMarktSaturn Polska, a realizacją kampanii w mediach drukowanych zajmuje się agencja Gutenberg Networks. Planowanie i zakup mediów realizowane jest przez dział planowania mediów MediaMarktSaturn Polska.

Firmy nie mają w planach drastycznych cięć zatrudnienia i płac. 40 proc. oszczędza na marketingu, reklamie i szkoleniach

Osiem na dziesięć firm spodziewa się gorszych wyników finansowych na koniec roku. Największym problemem przedsiębiorców w ostatnich trzech miesiącach było anulowanie zamówień przez klientów. Wśród negatywnych skutków pandemii koronawirusa można także wymienić opóźnienia w płatnościach, dłuższy czas realizacji zamówień oraz zmniejszenie produkcji – wynika z badania Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej. To spowodowało, że firmy szukają oszczędności, ale nie zamierzają ciąć etatów i wynagrodzeń. Wśród nowych rozwiązań są inwestycje w pracę zdalną, spotkania online’owe oraz cyfrowe kanały sprzedaży.

W połowie czerwca Francusko-Polska Izba Gospodarcza (CCIFP), wraz z innymi izbami zrzeszonymi w International Group of Chambers of Commerce (IGCC), przeprowadziła ankietę wśród polskich i zagranicznych przedsiębiorstw dotyczącą skutków pandemii koronawirusa. Badanie „Przetrwać COVID19 – wpływ pandemii na działalność firm w Polsce” pokazało, że blisko 90 proc. podmiotów odnotowało zmniejszenie sprzedaży, z czego najwięcej, bo aż 1/4 ankietowanych, deklaruje spadki przekraczające 25 proc,  a 30 proc. firm ciągle nie jest w stanie oszacować ich wielkości.

Pesymistyczne prognozy uczestników badania wynikają przede wszystkim z czasowego zamknięcia sklepów, ograniczenia zakupów przez konsumentów i firmy oraz z niepewności panującej na rynku.

Firmy dotychczas wskazywały, że zamknięcie granic było dla nich dużym wyzwaniem. Aż 34 proc. respondentów tak odpowiadało. Teraz już granice są otwarte, a tarcza antykryzysowa pewne problemy rozwiązała. Jednak niepewność, którą firmy wskazują, jest ciągle stosunkowo wysoka, ponieważ aż 30 proc. z nich uważa, że wyjście z recesji będzie możliwe dopiero w przyszłym roku – zaznacza Joanna Jaroch-Pszeniczna, wicedyrektor Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej.

W okresie pandemii dla ponad połowy firm problemem były anulowane zamówienia od klientów. Nieco mniej niż 30 proc. wskazywało na opóźnione płatności, a także na opóźnienia w realizacji zamówień. Na początku pandemii takich konsekwencji spodziewało się odpowiednio 56 proc. i 41 proc. badanych. Większa niż spodziewana była za to skala ograniczania produkcji (21 proc. wskazań w marcu wobec 28 proc. w czerwcu).

Według obserwacji Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej lepsza sytuacja, niż zakładano, wystąpiła w logistyce i transporcie towarów. W czerwcu blisko połowa badanych nie odnotowała wpływu pandemii SARS-CoV-2, co jest o blisko 10 proc. lepszym wynikiem niż na początku marca. Chociaż nie obyło się bez zawirowań – co trzecia firma odczuła problemy z dostawą produktów z Polski i zagranicy, a w co dziesiątej pojawiły się kłopoty z transportem w kraju i brakami na stanach magazynowych.

Pozytywnym zjawiskiem jest natomiast fakt, że prawie 20 proc. firm przewiduje utrzymanie sprzedaży na podobnym czy prognozowanym poziomie bądź oczekuje wzrostów. To oznacza, że firmy odnajdują się w tej sytuacji, wdrażają rozwiązania i szukają nowych sposobów na realizację sprzedaży – mówi Joanna Jaroch-Pszeniczna.

Ostatnie miesiące pokazały, że firmy aktywnie poszukiwały oszczędności i wdrażały cięcia, by zachować płynność finansową.

– Firmy obcięły budżety marketingowe, reklamowe i szkoleniowe. Aż 52 proc. wskazało ten obszar jako najważniejszy w generowaniu oszczędności. Zamrożeniu uległy wynagrodzenia i rekrutacje. Kluczowe natomiast było utrzymanie stanu zatrudnienia i poziomu wynagrodzeń. 25 proc. firm wskazało, że obniżyło pensje, ale tylko w przedziale 5–20 proc., 15 proc. firm zredukowało zatrudnienie, ale nie więcej niż o 10 proc. – zaznacza wicedyrektor Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej. – W czerwcowym badaniu obserwujemy wyhamowanie cięć.

Teraz 40 proc. firm zapowiada, że dalej będzie ograniczać wydatki na marketing, reklamę czy szkolenia. Redukcje wynagrodzeń deklaruje 17 proc. ankietowanych.

Jak wskazuje wicedyrektor Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej, coraz więcej firm jest w stanie pracować w obecnej sytuacji i bardzo dobrze się w niej odnajduje. Aż 82 proc. respondentów przyznało, że chce rozwijać pracę zdalną. W marcowym badaniu takie rozwiązanie wskazało 60 proc. ankietowanych.

Oznacza to, że zarówno pracownicy, jak i pracodawcy odnaleźli się w nowej sytuacji i znaleźli rozwiązania, które umożliwiają im działalność. Obserwujemy rozwój cyfrowych spotkań. Aż 56 proc. respondentów wskazało, że nadal chce się spotykać z wykorzystaniem platform internetowych. Prawie 1/3 respondentów odpowiedziała, że chce inwestować w cyfryzację usług – zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych – i intensywnie rozwijać cyfrowe kanały sprzedaży – wymienia Joanna Jaroch-Pszeniczna.

Prawie połowa badanych firm skorzystała ze wsparcia z rządowych tarcz antykryzysowych. Jednak przewidziane w nich rozwiązania tylko 43 proc. z nich ocenia pozytywnie. Uwagi niezadowolonych dotyczyły głównie skomplikowanych procedur, niejasnych zasad i długiego czasu oczekiwania na decyzję.

Przyspieszają prace nad Narodowym Holdingiem Spożywczym. Na początek do konsolidacji ma przystąpić 17 spółek

Prace nad powołaniem Narodowego Holdingu Spożywczego nabierają tempa. Zakończył się już pierwszy etap, w którym wytypowano spółki do konsolidacji i stworzono jej koncepcję. Ministerstwo Aktywów Państwowych rozpoczęło wyceny majątku tych spółek, a w dalszej kolejności uruchomi procedury prawne. Połączenie firm z sektora rolno-spożywczego w jeden państwowy holding ma wzmocnić pozycję polskich graczy na rynku i dostarczyć konsumentom wysokiej jakości produkty w dobrych cenach.

Narodowy Holding Spożywczy będzie silnym podmiotem, który skonsoliduje całość aktywów rolno-spożywczych, będących dzisiaj własnością Skarbu Państwa. Zależy nam, by powstał silny holding rolno-spożywczy. Celem tych działań jest wejście na te rynki, na których nie jesteśmy dziś obecni – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Artur Soboń, sekretarz stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych, pełnomocnik rządu ds. instrumentów finansowania rozwoju gospodarczego państwa.

Ma to przynieść korzyści rolnikom – wejście silnego państwowego podmiotu na nowe rynki da im gwarancję popytu na ich produkty po atrakcyjnych cenach. Z kolei ostateczni nabywcy, czyli konsumenci, będą mogli – zgodnie z założeniem resortu – liczyć na dobry jakościowo i konkurencyjny cenowo produkt.

– Spodziewamy się, że Narodowy Holding Spożywczy będzie silnym graczem na co najmniej kilku rynkach w branży rolno-spożywczej. Na pewno będą to rynki: cukru, ziemniaka, zbóż i młynów oraz nasiennictwo, a ponadto przetwórstwo. Mamy też fabrykę cukierków. Tymi aktywami państwo dzisiaj  dysponuje i budowa jednego podmiotu, który będzie miał silną pozycję na rynku, jest szansą na to, aby lepiej wykorzystać ich potencjał – zapewnia Artur Soboń.

Nowy skonsolidowany podmiot obejmie producentów i przetwórców, ale nie przewiduje stworzenia sieci państwowych sklepów spożywczych czy warzywniaków. Konsolidacja sektora rolno-spożywczego ma się odbywać poprzez Krajową Spółkę Cukrową, która działa na rynku cukru, skrobi i zbóż.

W przygotowaniu konsolidacji uczestniczy firma doradcza KPMG, a cały proces prowadzi ministerstwo. Punktem wyjścia była analiza 48 spółek, które wytypowano do udziału w projekcie, ale na początek nie wszystkie będą podlegać konsolidacji. Do końca roku powinny zakończyć się dokładne badania dotyczące wybranych podmiotów i dopiero wtedy zapadną ostateczne decyzje.

– Wytypowaliśmy 17 spółek, które chcemy poddać ocenie w kwestii ich zdolności do konsolidacji. Jeśli będziemy przekonani, że to są właściwe podmioty, to dokonamy wycen, uzyskamy odpowiednie zgody niezbędne do połączenia ich w jeden podmiot – dodaje pełnomocnik rządu ds. instrumentów finansowania rozwoju gospodarczego państwa.

Ministerstwo podkreśla, że wiele rozpoznawalnych i cenionych polskich marek z sektora zostało na skutek przekształceń własnościowych przejętych przed laty przez obcy kapitał, w wyniku czego Polska utraciła nad nimi kontrolę. Są jednak pozytywne przykłady konsolidacji i budowy silnych grup spożywczych na krajowym rynku i na takich doświadczeniach resort chce się wzorować.

Przygotowania do konsolidacji wkraczają w etap wycen i analiz w poszczególnych firmach. Jest to już stadium poprzedzające faktyczną konsolidację. Analizy mają na celu szczegółową ocenę aktualnej sytuacji przedsiębiorstw oraz określenie istniejącego i potencjalnego ryzyka związanego z planowaną transakcją.

– Podczas takich pogłębionych badań due diligence mogą pojawić się dodatkowe kwestie, które spowodują, że któryś z tych 17 podmiotów nie zostanie włączony do konsolidacji. Jednak spodziewam się, że unikniemy takich okoliczności i nowy holding będzie opierał się właśnie na tych wskazanych przez firmę doradczą spółkach, które są dzisiaj pod kontrolą Skarbu Państwa – zakłada wiceminister aktywów państwowych.

Polskie społeczeństwo się radykalizuje. Pandemia i kryzys stworzyły podatny grunt dla mowy nienawiści i organizacji ekstremistycznych

Według raportu Fundacji Otwarty Dialog w zeszłym roku doszło w Polsce do ponad 70 przestępstw z nienawiści, popełnionych na tle rasistowskim czy homofobicznym. Kilka pierwszych miesięcy tego roku zawyżyło te statystyki, bo kryzys wywołany pandemią SARS-CoV-2 przyczynił się do znacznej radykalizacji społeczeństwa, czego przejawem były m.in. ataki na Azjatów, Ślązaków czy pracowników służb medycznych. Chaos i niepewność wykorzystali też politycy i grupy ekstremistyczne szerzące skrajne ideologie. To, czy trafiły one na podatny grunt, będzie można ocenić za kilka miesięcy, kiedy na efekty pandemii nałożą się też skutki gospodarczej recesji.

Pandemia wpłynęła na radykalizację w Polsce i jest to zjawisko, które ma szeroki charakter – mówi agencji Newseria Biznes Jacek Purski, prezes Instytutu Bezpieczeństwa Społecznego. – W pierwszej fazie pandemii obserwowaliśmy wzrost przestępstw o charakterze nienawistnym, których ofiarą padały osoby pochodzenia azjatyckiego. Z kolei teraz widzimy wzrost liczby fake newsów, mowy nienawiści w internecie i rozpowszechnianie teorii spiskowych, które wpływają na radykalizację i postawy idące w kierunku ekstremizmu.

Radykalizacja to zjawisko społeczne dotyczące osób bądź grup, które przejawiają brak tolerancji wobec podstawowych wartości demokratycznych, jak np. równość i różnorodność, a także skłonność do korzystania z siły jako środka do osiągnięcia swoich celów. To zjawisko zaostrza się np. w sytuacjach kryzysu, zbiorowego zagrożenia, a taką jest trwająca od kilku miesięcy pandemia SARS-CoV-2.

Osoby bardziej podatne i słabsze psychicznie są także bardziej skłonne ulegać radykalizacji właśnie w momencie chaosu czy kryzysu – mówi Jacek Purski. – W takiej sytuacji rodzi się niepewność, na której każda skrajna ideologia może zyskać. Dlatego przedstawiciele organizacji radykalnych i ekstremistycznych rozpowszechniają swoją ideologię głównie za pośrednictwem mediów społecznościowych, szukając nowych chętnych i potencjalnych sympatyków. Próbują werbować nowych członków, udzielając łatwych odpowiedzi na bardzo trudne pytania.

Pandemia z jednej strony wywołała odruchy społecznej solidarności, a z drugiej – częstsze akty nienawiści, fizycznej lub werbalnej, wymierzone m.in. w Ślązaków, od kiedy województwo śląskie stało się regionem o największej liczbie zachorowań w Polsce. Z aktami nienawiści musieli mierzyć się też lekarze i personel medyczny, czego przejawem były m.in. zdewastowane samochody czy obraźliwe wiadomości zostawiane medykom na klatkach schodowych.

– Tę sytuację można wykorzystać w różny sposób, np. rozpowszechniając treści skrajne i rasistowskie, zarażając ludzi nienawiścią, nakłaniając ich do zachowań niebezpiecznych, także o charakterze terrorystycznym – mówi Jacek Purski.

Radykalizację bardzo wyraźnie widać było też w polityce. Tym bardziej że nałożyła się na to trwająca przez kilka tygodni kampania prezydencka.

– W polityce opłaca się obecnie być skrajnym, podnosić wątki narracyjne, które są kontrowersyjne i polaryzują społeczeństwo. Niestety widzimy wzrost znaczenia tych partii i struktur, które posługują się mową nienawiści i skrajną retoryką – mówi Jacek Purski.

Prezes IBS podkreśla, że długofalowy wpływ pandemii SARS-CoV-2 i lockdownu, który dla społeczeństwa był pewnego rodzaju stress testem, będzie można ocenić dopiero za około pół roku, kiedy na pierwszy szok nałoży się także kryzys o charakterze ekonomicznym. Może on spowodować, że kolejne grupy – rozczarowane rozwojem sytuacji – zwrócą się ku skrajnym siłom.

Na rosnącą radykalizację w Polsce zwrócił też uwagę Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar, który w końcówce czerwca skierował do premiera apel o pilne stworzenie kompleksowej polityki zwalczania przestępstw motywowanych m.in. nienawiścią rasową, uprzedzeniami na tle narodowości, pochodzenia etnicznego, wyznania czy orientacji seksualnej. Rzecznik podkreślił, że w sytuacjach zbiorowego zagrożenia nie trzeba wiele, aby doszło do eskalacji nienawiści, szczególnie wobec grup tradycyjnie narażonych na przestępstwa na tym tle.

– Musimy w Polsce pomyśleć o radykalizacji jako o zagrożeniu dla demokracji, dla naszego codziennego pokojowego koegzystowania. Zdecydowana i konsekwentna reakcja ze strony służb na każdy przejaw radykalizacji i ekstremizmu jest kluczem, bo pokazujemy tym środowiskom, że w debacie publicznej nie ma miejsca na treści skrajne i niebezpieczne. Trzeba pamiętać, że następstwem procesu radykalizacji jest zjawisko terroryzmu, a tego przecież nie chcemy – mówi Jacek Purski.

Jak podkreśla, budowanie społeczeństwa obywatelskiego i kompetencji takich jak umiejętność krytycznego myślenia, debatowania, prowadzenia dialogu to podstawowe działania, które przeciwdziałają radykalizacji. Ale w ślad za nimi powinny iść jeszcze ważniejsze rozwiązania systemowe.

Badanie przeprowadzone w 2018 roku przez Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich we współpracy z OBWE pokazało, że ponad 18 proc. Ukraińców, 8 proc. muzułmanów i aż 43 proc. osób pochodzących z państw Afryki Subsaharyjskiej doświadczyło w Polsce co najmniej jednego przestępstwa motywowanego nienawiścią. Organom ścigania zgłoszono jedynie 5 proc. takich przestępstw. Badanie pokazało też, że zarówno osoby, które padły ofiarą przestępstwa z nienawiści, jak i te, które nie miały takich doświadczeń, często podporządkowywały swoje codzienne zachowania obawie przed napaścią motywowaną ich pochodzeniem lub wyznaniem. 57 proc. cudzoziemców pochodzących z Afryki Subsaharyjskiej unikało niektórych miejsc publicznych, 39 proc. unikało ubierania się w sposób kojarzący się z ich pochodzeniem, a 36 proc. starało się ukrywać kolor skóry.

Z raportu Fundacji Otwarty Dialog „Jak zabija nienawiść. Przestępstwa z nienawiści w Polsce w 2019 roku” wynika natomiast, że w Polsce w ubiegłym roku doszło do ponad 70 przestępstw z nienawiści popełnionych na tle rasistowskim, homofobicznym, antysemickim czy ksenofobicznym. Fundacja podkreśliła, że władze nie tylko przymykają oczy na niektóre przestępstwa, ale co gorsza, często mają swój udział w szerzeniu nietolerancji, a nawet podżeganiu do przemocy.

Nowo odkryty materiał przyspieszy wejście na rynek urządzeń elektrycznych nowej generacji. Pozwoli też na dalszą miniaturyzację

Ultracienkie folie z azotku boru przyspieszą pojawienie się na rynku elektroniki nowej generacji. Naukowcy z Samsung Advanced Institute of Technology zaprezentowali nowatorski materiał, który może umożliwić znaczny skok w miniaturyzacji urządzeń elektronicznych. Synteza cienkiej warstwy amorficznego azotku boru o wyjątkowo niskiej stałej dielektrycznej ma ogromny potencjał jako izolator. W połączeniu z innym materiałem przyszłości – grafenem może zmienić paradygmat półprzewodników. Pierwsze półprzewodniki, które mogą powstać na bazie a-BN, to pamięci RAM i flash.

Zespół Samsung Advanced Institute of Technology (SAIT) ogłosił odkrycie nowego materiału – amorficznego azotku boru (a-BN). We współpracy z Ulsan National Institute of Science and Technology (UNIST) i Uniwersytetem Cambridge potwierdzono, że a-BN składa się z atomów boru i azotu o amorficznej strukturze molekularnej i ma ogromny potencjał jako izolator w półprzewodnikach nowej generacji. Nowy materiał jest pochodną tzw. białego grafenu (h-BN), ale jego struktura jest zauważalnie inna od heksagonalnego układu azotku boru w h-BN. Zespół naukowców zsyntetyzował cienką warstwę a-BN o grubości około 3 nm, która wykazała wyjątkowo niską stałą dielektryczną 1,78 (o 30 proc. niższa niż stała dielektryczna obecnie dostępnych izolatorów).

Naukowcy twierdzą, że nowy materiał może być wytwarzany w rozmiarze plastra już w temperaturze poniżej 400 stopni Celsjusza. Połączenie takiego izolatora z grafenem może zmienić dotychczasowy paradygmat przewodników.

– Aby zwiększyć kompatybilność grafenu z procesami półprzewodnikowymi na bazie krzemu, jego wzrost na związkach półprzewodnikowych powinien odbywać się w temperaturze poniżej 400°C – wskazuje Hyeon-Jin Shin, lider projektu grafenowego i główny badacz w Samsung Advanced Institute of Technology.

Poszukiwania materiałów o ultraniskiej stałej dielektrycznej (poniżej 2) trwały od dziesięcioleci. Naukowcy podejmowali szereg prób opracowania materiałów o pożądanych właściwościach, jednak bez powodzenia, przede wszystkim z powodu złych właściwości mechanicznych lub słabej stabilności chemicznej po integracji. Wydaje się jednak, że wszystkie wymagania spełnia amorficzny azotek boru.

Materiał a-BN wykazuje m.in. znakomite właściwości mechaniczne o wysokiej wytrzymałości. Ponadto, gdy badacze przetestowali właściwości bariery dyfuzyjnej amorficznego azotku boru w bardzo trudnych warunkach, odkryli, że może on zapobiec migracji atomu metalu z połączeń do izolatora. Może to pomóc w rozwiązaniu problemów w produkcji układów scalonych CMOS, co z kolei umożliwi dalszą miniaturyzację urządzeń elektronicznych.

– Ostatnio rośnie zainteresowanie materiałami 2D i nowymi materiałami z nich pochodzącymi. Jednak nadal jest wiele wyzwań związanych z zastosowaniem materiałów w istniejących procesach półprzewodnikowych – mówi Seongjun Park, wiceprezes i szef laboratorium materiałów nieorganicznych SAIT. – Będziemy nadal opracowywać nowe materiały, aby przewodzić zmianie paradygmatu półprzewodników.

Zdaniem naukowców amorficzny azotek boru może być już niebawem stosowany w półprzewodnikach, w tym m.in. w pamięciach DRAM i NAND.

„Polski” Kret próbuje wgryźć się w powierzchnię Marsa. Lądownik NASA ma sprawdzić podobieństwo planety do Ziemi

Mars jest drugą po Ziemi najlepiej zbadaną planetą, ale praktycznie nic nie wiemy o jej wnętrzu. Misja NASA InSight ma to zmienić. Jej celem jest zmapowanie struktury i stanu termicznego głębokiego wnętrza Marsa oraz wykorzystanie tych informacji do lepszego zrozumienia wczesnych procesów formowania się planet, w tym Ziemi. Urządzenie HP3 – Kret docelowo ma zejść w Czerwoną Planetę na głębokość 5 metrów. Po początkowych problemach z wkopaniem się w marsjańską ziemię obecnie urządzenie znajduje się już całkowicie pod ziemią.

Misją badawczą lądownika NASA InSight jest odkrycie tajemnic Czerwonej Planety za pomocą badań sejsmicznych, geodezji i pomiaru ciepła. Poprzednie misje były w stanie zobaczyć jedynie jej powierzchnię za pomocą lądownika czy łazika. Penetrator Kret, do którego mechanizm wbijający zbudowała polska firma Astronika, ma natomiast „wgryźć się” w ziemię Marsa. Celem misji jest po raz pierwszy zmapowanie struktury i stanu termicznego jego głębokiego wnętrza oraz wykorzystanie tych informacji do lepszego zrozumienia wczesnych procesów formowania się planet, w tym Ziemi.

16-calowa sonda od ponad roku ma problemy z wkopaniem się w marsjańską ziemię. Niedawno misja InSight ujawniła, że ​​Kret znajduje się już głównie pod ziemią, ale nadal nie kopie samodzielnie, tak jak powinien.

– Nie widzimy bezpośrednio Kreta i w ten sposób nie możemy ocenić jego postępów. Oceniamy je raczej na podstawie ruchu uwięzi, a ściślej na podstawie pozornego ruchu cech na uwięzi względem tła. Obrazy wyraźnie pokazują, że uwięź poruszała się do przodu i do tyłu i ostatecznie całkowicie się zatrzymała, co sugeruje, że Kret nie kopał dalej sam – ocenia Tilman Spohn, członek misji InSight.

Zespół inżynierów odpowiedzialnych za misję uważa, że przyczyną nieprawidłowego działania sondy samowbijającej jest gleba. Luźna gleba zapewnia tarcie, zapadając się wokół urządzenia. W przypadku Kreta rodzaj gleby wokół bardziej przypomina cement. W rezultacie penetrator bardziej podskakiwał w miejscu, niż kopał.

– Test potwierdza nasz wcześniejszy wniosek, że twarda skorupa Marsa jest niezwykle gruba i musi być dość sztywna. Po pierwszym wycofaniu się Kreta (Sol 322) zatrzymał się on, gdy wystawał 20 centymetrów z ziemi. Oszacowaliśmy wówczas, że skorupa ma grubość 20 centymetrów. Obecne obserwacje przynajmniej nie podważają tego wniosku – twierdzi Tilman Spohn.

Sonda ma zakopać się na głębokości prawie 5 metrów w powierzchnię Marsa, aby zmierzyć ciepło pochodzące z wnętrza planety. Czujniki temperatury będą badać skałę i ocenią, w jaki sposób energia wypływa z jądra planety, jakie jest źródło tego ciepła. W ten sposób naukowcy będą mogli ustalić, czy Ziemia i Mars powstały z tego samego materiału. Obecnie jednak, choć Kret znajduje się całkowicie pod ziemią, to sam jeszcze nie kopie.

– Chcemy sprawdzić, jak głęboko jest naprawdę Kret (powinien znajdować się około centymetra pod powierzchnią), czy morfologia wykopu się zmieniła i czy piasek, który widzieliśmy w wykopie, wciąż tam jest, czy też jama została osuszona przez wiercenie – tłumaczy członek misji InSight. – Zespół zrobi sobie teraz przerwę, aby omówić wszystkie dostępne kwestie i udostępnić ramię dla innych działań naukowych. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, spodziewamy się powrotu w sierpniu.

Teoretycznie misja InSight ma potrwać jeszcze rok. Biorąc pod uwagę utrudnienia, może się jednak wydłużyć.

Na giełdach trwa fikcyjna hossa. Czy w 2020 r. odnotujemy kolejny krach?

Rząd Chin zachęcał swych obywateli do kupowania giełdowych akcji. Odpowiedź była błyskawiczna. W wielu krajach uruchomiono drukowanie pieniędzy, trwa fikcyjna hossa.

– Chińska giełda zostawała w tyle za giełdami globalnymi, a chiński rząd chce żeby gospodarka tego kraju była postrzegana jako ta, która świetnie poradziła sobie z koronawirusem – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – To wyglądało tak, jakby światowa gospodarka miała się świetnie, a przed nami był długi okres hossy.

Amerykańskie indeksy też są na rekordowych poziomach, tak jakby inwestorzy pomijali wycenę fundamentalną czego przykładem jest Tesla. Tesla stała się synonim hossy na akcje spółek technologicznych, choć na rynku motoryzacyjnym jest nadal mikrusem, to jej wartość rynkowa przekracza wartość Toyoty.

– Wyceny spółek technologicznych są na poziomach sprzed dwudziestu laty, przed wybuchem kryzysu, a gdy pękła bańka technologiczna notowania wielu spółek spadły o ponad 80 proc. – przestrzega ekspert XTB.

Tym razem przyczyna wysokich kursów akcji jest inna. Wynika z polityki rządów i banków centralnych. Gdy stopy procentowe są bardzo niskie, a nawet poniżej zera inwestorzy chcą chronić swoje oszczędności kierujące je ku akcjom, których kurs rośnie. Jednocześnie w wielu krajach ruszyło drukowanie pieniędzy pod realizację „tarcz” antykryzysowych, co zwiększa popyt na aktywa, których wycena staje się coraz bardziej ryzykowna – a korekta nieunikniona.

Akcje na giełdach są już za drogie?

Po krachu z początku pandemii indeksy giełdowe na całym świecie szybują w górę, na fali programów pomocowych rządów i banków centralnych. Czy czeka nas silna korekta w dół?

Panika wybuchła w okolicach lutego, a zaczęło się od bardzo silnych spadków na giełdowych rynkach światowych, a później nadeszły rekordowe wzrosty.

– Mamy za sobą dwa rekordowe kwartały, gdy jeden zaskoczył negatywnie, a drugi pozytywnie. Niemiecki indeks DAX nigdy wcześniej nie zanotował tak wielkiego spadku i tak dużego wzrostu – mówi w rozmowie z Marketnews24 Maciej Leściorz, ekspert CMC Markets. – Bardzo duży wpływ na to, co się dzieje, mają bezprecedensowe działania banków centralnych, które napędzały ostatnie zwyżki cen akcji.

Zmienność pozostaje na rynku, bo inwestorzy obawiają się, że może powrócić zamrożenie gospodarki czyli tzw. „lockdown”. Banki centralne reagują zapowiadając, że mają nieograniczone środki, aby bronić gospodarkę. Prym wiedzie tu Rezerwa Federalna USA (Fed) z jej luźną polityką monetarną.

Warto też zwrócić uwagę, że spółki technologiczne w USA są dziś wyceniane 3-krotnie wyżej niż w kwietniu 2000 r., czyli w okresie „bańki internetowej”. Czy dziś znów mamy w tym sektorze do czynienia z bańką spekulacyjną, której pęknięcie wywoła panikę?

– Inwestorzy coraz częściej zadają sobie pytanie, czy to wszystko nie zaszło zbyt daleko, czy nie jesteśmy zbyt blisko sufitu, od którego wszyscy się odbijemy – komentuje ekspert CMC Markets. – Jednak byłbym ostrożny w porównywaniu obecnej sytuacji do poprzedzającej panikę z tego poprzedniego kryzysu, bo tym razem wzrost kursu akcji spółek technologicznych miał swoje uzasadnienie w tym, że w okresie lockdawnu popyt na ich usługi bardzo wzrósł, np. na usługi streamingowe i świadczone w chmurze.

Mimo okresu wakacyjnego światowe rynki kapitałowe pozostają więc „rozedrgane”. Obawy o wpływ pandemii na biznes będą nadal mieszać się z nadziejami na skuteczną walkę o ożywienie gospodarcze. Dlatego zmienność cen na giełdach będzie się nadal utrzymywać, co dla inwestorów jest źródłem zarówno szans, jak i ryzyka. Na pewno należy zachować wzmożoną ostrożność.

Netflix z pozytywną rekomendacją mimo wyników. Slack z lepszą perspektywą

0

Na Wall Street wciąż faworyzowane są spółki zajmujące się rozwiązaniami do pracy zdalnej. Firma Slack Technologies otrzymała od FBN Securities najwyższy poziom ceny docelowej na Wall Street równy 45 USD z rekomendacją powyżej rynku ze względu na spadek ryzyka związanego z konkurencyjnym produktem firmy Microsoft – Teams.

Zdaniem analityków FBN istnieje przestrzeń do rozwoju zarówno aplikacji spółki Slack, jak i byłej firmy Billa Gatesa. Slack odnotował znaczący wzrost wśród klientów komercyjnych i średni wzrost przychodów na jednego klienta w ostatnim kwartale. FBN uważa, że akcje spółki mają nadal przestrzeń do wzrostów, biorąc pod uwagę możliwość zwielokrotnienia przychodów oraz to, że jeszcze akcje spółki nie wzrosły tak znacząco, jak innych firm z “sektora pracy zdalnej”. Np. akcje Slack wzrosły o 40 proc. w 2020 r., a akcje Zoom Video o 265 proc.

Mimo dość pesymistycznej reakcji inwestorów na wyniki Netflixa firma Bernstein podniosła poziom ceny docelowej do 573 USD z 504 USD pozostawiając rating lepszy od szerokiego rynku. Średni poziom ceny docelowej dla akcji spółki na Wall Street wynosi 493,10 USD, a przedział wahań to 47,09 do 625 USD – wynika z danych publikowanych przez agencję Bloomberg. W handlu przed sesją akcje potentata branży streamingu wideo spadają o około 7 proc.

Zdaniem firmy Piper Sandler spółka Microsoft powinna pokazać bardzo dobre wyniki w dalszej części tego miesiąca mimo niepewnej sytuacji gospodarczej ze względu na bardzo duże zapotrzebowanie biznesu na usługi świadczone w chmurze. Istnieje duże zapotrzebowanie na chmurę obliczeniową, ponieważ więcej osób pracuje z domu, co powinno pomóc MSFT bezpiecznie przejść przez ten burzliwy gospodarczo okres – uważają analitycy Piper Sandler. Według nich biznes oparty na chmurze może wzrosnąć trzykrotnie do ponad 150 mld USD w ciągu 5 lat. Raport wynikowy Microsoftu poznamy 22 lipca.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

W 2019 roku w europie kontynentalnej odnotowano wzrost liczby szkód cybernetycznych o 83%

0

Raport opracowany przez: Marsh – wiodącego na świecie brokera ubezpieczeniowego i doradcy w zakresie zarządzania ryzykiem, CMS – międzynarodową kancelarię prawną oraz Wavestone – firmę doradczą specjalizującą się w transformacji cyfrowej biznesu, wskazuje, że liczba szkód z dedykowanych polis ubezpieczenia cybernetycznego w 2019 roku wzrosła o 83% w Europie Kontynentalnej.

„The changing face of Cyber Claims” zawiera analizę szkód cybernetycznych obsługiwanych przez Marsh. W raporcie przedstawione zostały również metody stosowane przez cyberprzestępców oraz plan działań w celu kontroli strat wynikających ze szkód cybernetycznych.

Jak wynika z Raportu dwie trzecie (67%) strat spowodowanych przez szkody cybernetyczne wynika ze złośliwych ataków związanych z oprogramowaniem ransomware. Stanowią one 14% wszystkich szkód – o 100% więcej niż w 2018 roku. Ataki cybernetyczne stają się coraz bardziej wyrafinowane, a powodowane przez nie przerwy w działalności mogą trwać nawet kilka tygodni – 71% wydatków ze szkód cybernetycznych dotyczy kosztów związanych z naprawą awarii.

W 2019 roku najwięcej szkód wystąpiło w:

  • Instytucjach finansowych, co stanowi jedną piątą wszystkich roszczeń (21%)
  • Firmach produkcyjnych – 13%
  • Przedsiębiorstwach działających w branżach: komunikacja, media i technologia – 9%

Jean Bayon de La Tour, Kierownik Praktyki Ryzyk Cybernetycznych ​​Marsh w Europie Kontynentalnej, podkreśla: „Cyberprzestępczość, a w szczególności liczba ataków ransomware rośnie – zarówno liczbowo, jak i pod kątem stopnia wyrafinowania. Europejskie firmy i instytucje są coraz bardziej narażone na ryzyko przerw w działalności oraz zwiększonych kosztów związanych z zarządzaniem incydentami. Przedsiębiorstwa coraz częściej szukają dedykowanego ubezpieczenia cybernetycznego w ramach swoich strategii zarządzania ryzykiem. Tego rodzaju polisy mogą złagodzić skutki incydentu, zmniejszyć ich wpływ na organizację ale też zwiększyć jej odporność na zagrożenia cybernetyczne.” 

Michał Jatczak – Broker Dyrektor, Dział FINPRO (ubezpieczenia finansowe i profesjonalne) w Marsh Polska dodaje:Ryzyko cybernetyczne to dziś jedno z kluczowych wyzwań stojących przed podmiotami gospodarczymi, samorządowymi i administracją państwową. Regularnie wymieniane jest jako jedno z największych zagrożeń dla działalności biznesowej na całym świecie, nierzadko znajdując się na szczycie listy. 

Cyfryzacja – dodatkowo przyspieszona przez zmiany organizacyjne wymuszone pandemią COVID-19, wraz z rozwojem technologii takich jak AI, Internet Rzeczy czy Blockchain, rewolucjonizuje sposób prowadzenia działalności. Jednocześnie, krajobraz ryzyk cybernetycznych i technologicznych, z jakimi na co dzień muszą mierzyć się firmy w każdej branży, dynamicznie się zmienia, stawiając przed nimi coraz większe wyzwania i stale zwiększając niebezpieczeństwo poniesienia znacznych strat. 

Raport „The changing face of Cyber Claims” wskazuje, że liczba zdarzeń szkodowych rośnie wykładniczo. W Europie Kontynentalnej, w latach 2016-2018 liczba notyfikacji incydentów cybernetycznych podwajała się co roku. W roku 2019 wzrosła o kolejne 83%. 

Ransomware pozostaje jednym z podstawowych źródeł szkód, głównie ze względu na łatwość przeprowadzenia ataku oraz perspektywę uzyskania przez przestępców przyzwoitego zwrotu przy minimalnym nakładzie pracy i kosztów. Chociaż każda firma jest podatna na atak ransomware, ulubionymi celami przestępców są małe i średnie przedsiębiorstwa. Te firmy są na tyle duże, że opłaca się je „okraść”, ale jednocześnie nie posiadają rozbudowanych systemów zabezpieczeń, co powoduje że przestępcy postrzegają je jako łatwy cel. 

Do incydentów związanych z ransomware często dochodzi w wyniku błędu ludzkiego, kiedy to przestępcy wykorzystując phishing i inne metody socjotechniczne sprawiają, że nieświadomy pracownik sam „wpuszcza” ich do systemu komputerowego. Ataki tego typu stają się również coraz bardziej wyrafinowane, między innymi obierając za cel również kopie zapasowe danych. 

Zarówno liczba, jak i dotkliwość ataków tego typu, rosną skokowo. Przeciętna wysokość żądanego okupu wynosi, w zależności od źródła, od 50.000 USD do 150.000 USD, a nie można zapominać, że atak ransomware to nie tylko okup – incydenty tego typu w zdecydowanej większości przypadków łączą się również z zakłóceniem działalności, które przeciętnie potrafi trwać od jednego do nawet sześciu tygodni. Badania wskazują, że koszty zakłócenia działalności często są od 5 do 10 razy wyższe, niż przeciętna kwota okupu. 

Ubezpieczenie ryzyk cybernetycznych stanowi obecnie jedno z najbardziej skutecznych i efektywnych kosztowo instrumentów minimalizowania tego i innych zagrożeń technologicznych. Przy jego pomocy organizacje coraz częściej dokonują transferu ryzyka poniesienia strat finansowych związanych z wykorzystywaniem danych i nowoczesnych technologii w codziennych operacjach biznesowych”.

ITMAGINATION pomoże wdrożyć elektroniczny obieg dokumentów w Nestle Polska

0

Polski software house ITMAGINATION rozpoczął realizację projektu dla światowego lidera branży FMCG – Nestle Polska. W polskim oddziale firmy zostanie wdrożony system z obszaru Document Management System, który zoptymalizuje wewnętrzny obieg dokumentów oraz pomoże firmie realizować strategię zrównoważonego rozwoju, poprzez ideę „paperless approach”.

Prace projektowe dla polskiego oddziału lidera FMCG rozpoczęły się w maju i potrwają do września br. Przygotowanie rozwiązania z obszaru Document Management System (DMS) wpisuje się w ogólnoświatowy trend. Według raportu firmy badawczej Mordor Intelligence, rynek DMS w 2019 roku wart był 4,9 mld dolarów, gdy w 2025 roku szacunki opiewają na 10,2 mld dolarów. Średnioroczny wzrost wartości tego segmentu (CAGR) wyniesie ponad 13 proc.

Takie rozwiązania mają optymalizować proces rozliczeń, ułatwiać zarządzanie tysiącami stron dokumentów oraz zwiększać bezpieczeństwo danych, które przechowywane są w chmurze. Podobne założenie przyświeca ekspertom realizującym projekt, którzy dzięki cyfryzacji pomogą łatwiej funkcjonować pracownikom dużej organizacji.

Świat biurowy wciąż nie jest „paperless”

Pełna cyfryzacja zarządzania dokumentami umożliwi zastosowanie tzw. „paperless approach”, które poza efektami czysto operacyjnymi, zrealizuje politykę zrównoważonego rozwoju. Motywacją dla stosowania technologii są działania proekologiczne w ramach organizacji. Niestety w większości miejsc pracy tak jeszcze się nie dzieje. Firma Brother (producent urządzeń biurowych) w 2019 roku przeprowadziła badanie, którego wyniki nie są optymistyczne. 80 proc. szefów firm stwierdziło, że drukują obecnie taką samą albo większą ilość dokumentów niż 2 lata temu, a 69 proc. uważa, że zawsze będą w jakimś stopniu potrzebowali papieru do efektywnej pracy.

Doświadczenie naszej firmy ze współpracy z międzynarodowymi korporacjami pozwoliło nam podjąć kolejny projekt, tym razem dla światowego lidera branży FMCG. Stworzenie aplikacji webowej do zarządzania obiegiem dokumentów w biurze takiej organizacji jest wyzwaniem, ponieważ musi ona spełniać najwyższe standardy efektywności i bezpieczeństwa. Jako zespół doceniamy projekty, które oprócz rozwoju technologicznego klienta, niosą pozytywne skutki dla środowiska. Tutaj, zastosowanie koncepcji „bezpapierowego biura” znacznie zredukuje negatywny wpływ działalności polskiego biura Nestle na przyrodę – mówi Marek Boratyński, manager dywizji Software Developement w ITMAGINATION.

Niestety mimo dynamicznie postępującej cyfryzacji, wciąż równolegle rośnie globalny rynek papierniczy, który mniej wspiera zrównoważoną politykę. Według raportu Reports and Data, globalny rynek papierniczy wzrośnie z 519 mld dolarów w 2019 roku do 680 mld dolarów w 2027 roku.

Po wdrożeniu systemu we wrześniu monitorowane będą działania produkcyjne, aby zoptymalizować jego działanie i dopasować do środowiska pracy. Wynikiem prac zespołu będzie aplikacja web zbudowana w oparciu o technologie Angular (odpowiedzialna za wizualną warstwę aplikacji) i .Net Core (niezbędna do programowania aplikacji przeznaczonych dla chmury obliczeniowej).

Provema spłaca w terminie obligacje serii B

0

Provema Sp. z o.o. – jedna z najbardziej dynamicznych firm z polskiego sektora technologii finansowych, spłaciła swoje obligacje emisji B o wartości 1,8 miliona złotych. „Provema kontynuuje dynamiczny rozwój mimo kryzysu dotykającego inne firmy działające w branży drobnych pożyczek konsumenckich. Mimo kryzysu nie zanotowaliśmy również znaczącego wzrostu szkodowości udzielanych pożyczek” – powiedział Bartosz Tomczyk – przewodniczący rady nadzorczej.

Zdaniem Grzegorza Szulika – prezesa zarządu, bardzo dobra sytuacja finansowa firmy jest efektem udanych inwestycji w technologię służącą do automatycznej oceny ryzyka kredytowego. Dzięki temu kluczowy dla firmy proces biznesowy może się odbywać bez udziału czynnika ludzkiego. Zaawansowane narzędzia statystyczne oparte na algorytmach sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego przyczyniają się do radykalnego spadku kosztów operacyjnych oraz zmniejszenia szkodowości udzielanych pożyczek.

Z entuzjastycznym przyjęciem klientów spotkała się uruchomiona na początku stycznia 2020 nowa usługa Provemy – Loan-By-Link. Pozwala ona na łatwe przekształcanie stron internetowych w sklepy on-line i ich automatyczną integrację z systemem sprzedaży ratalnej Provema. W ramach usługi obecnie miesięcznie rozpatrywane są wnioski kredytowe na kwotę około 900 000 zł. Miesięczny wzrost to około 300 %. Ogółem w pierwszym kwartale rozpatrzono wnioski na kwotę 4 milionów złotych. Plan na koniec kwartału to 12 milionów a na koniec roku – 23 miliony złotych.

Provema to firma o stuprocentowo polskim kapitale, rozwijająca się dzięki środkom własnym, zyskowi z działalności operacyjnej oraz środkom pozyskanym od inwestorów.

Kryzys? Jaki kryzys – te firmy pokazują, że w trudnych czasach można odnieść sukces

0

Pandemia to jedno ze słów, które w ostatnich miesiącach jest odmieniane przez wszystkie przypadki. Wpływa ona nie tylko na zdrowie społeczeństwa, ale też gospodarkę i to w skali globalnej. Jej długofalowe skutki trudno przewidzieć, już teraz mówi się zarówno o ucieczce firm z Chin, jak i przejęciu przez to państwo pozycji ekonomicznego lidera. Tymczasem w skali mikro wiele startupów nie tylko nie załamało się z powodu zmiany warunków, ale wykorzystało je, by się rozwinąć.

Niekwestionowanym zwycięzcą, o ile można w ogóle o takowych mówić, obecnego kryzysu, może się okazać branża e-commerce. Na całym świecie zamykano sklepy, restauracje czy siłownie, ale ludzie nadal musieli lub chcieli jeść, ubierać się, ćwiczyć, czytać czy majsterkować. Naturalnym było zatem zwrócenie się w stronę e-handlu. Z danych zawartych w Adobe Digital Economy Index wynika, że dzienna sprzedaż w e-commerce w kwietniu była w USA o 50 proc. wyższa od tej notowanej w marcu. Spory wpływ miał na to internetowy handel żywnością.

Ten trend widać na całym świecie, także w Polsce, tzw. e-grocery zyskuje na znaczeniu. W ostatnich tygodniach kilka dużych sieci spożywczych w naszym kraju zdecydowało się na rozbudowę albo po prostu uruchomienie handlu żywnością czy to przez stronę internetową czy przez aplikację. Tę branżę czekają zmiany, co już od kilku lat komunikował Amazon. Firma Jeffa Bezosa kupiła sieć supermarketów Whole Foods i stało się jasne, że przyszłością może być handel hybrydowy, łączący sklepy stacjonarne ze sprzedażą w internecie. I to się teraz dzieje na naszych oczach. Jednocześnie amerykańska korporacja rozwija pomysł sklepów bezobsługowych i w dzisiejszych – pandemicznych – czasach, mogą one wziąć rynek szturmem – przypomina Sascha Stockem, CEO Nethansy. Jego firma to doskonały przykład odpornego na pandemiczny kryzys biznesu. Nethansa zajmuje się optymalizacją sprzedaży na Amazonie, gdzie przy pomocy autorskiego systemu Clipperon kompleksowo zarządza działalnością swoich klientów. W maju średnie obroty jej klientów na największej platformie handlowej świata w porównaniu z w analogicznym okresem w minionym roku urosły czterokrotnie.

Słowa Stockema wpisują się w prognozy, jakie niedawno opublikował eMarkater. Wynika z nich, że w USA internetowa sprzedaż żywności wzrośnie w tym roku o ponad 23 proc. Będzie to najszybciej rosnąca kategoria, ale jednocześnie wciąż stanowi ona niewielką część detalicznego handlu żywnością w Stanach Zjednoczonych – zaledwie 3,2 proc. Tymczasem mowa o rynku wartym bilion dolarów. Gdyby branża e-commerce poprawiła ten wynik o dwa punkty procentowe i osiągnęła udział 5,2 proc., mogłaby liczyć na dopływ 20 mld dolarów. Po takie pieniądze warto się schylić.

Sprawę zdaje sobie z tego startup Loop. Firma, która dostarcza produkty spożywcze oraz te do higieny osobistej w specjalnie zaprojektowanych opakowaniach zwrotnych, poinformowała niedawno za pośrednictwem mediów społecznościowych, że rozszerzy zasięg w USA i sprawdzi swoje rozwiązania w krajach europejskich oraz w Japonii. Mogłoby się wydawać, że pandemia i promowanie wszystkiego, co jednorazowe, zniszczy startup tego typu. Tymczasem rośnie on w siłę odwołując się nie tylko do kwestii ekologii, ale też bezpieczeństwa: firma zapewnia, że jej pojemniki są za każdym razem odkażane, a kontakt z nimi ma ograniczona liczba osób.

Szansę w trudnych czasach dostrzegł także zespół Starship Technologies. Startup powołali do życia współtwórcy Skype’a jeszcze w 2014 roku, co początkowo zapewniło jej spory rozgłos. Firma skupiła się na tworzeniu samobieżnych robotów, które mogłyby dostarczać zakupy ze sklepów czy posiłki z restauracji. Chociaż startup pozyskiwał w kolejnych latach inwestorów i rozwijał swój interes, to w mediach pojawiał się już rzadziej. Niedawno zmieniło się to za sprawą pandemii. The New York Times opisywał, jak flota robotów na kółkach zawitała na ulice angielskiego miasta Milton Keynes w czasie, gdy zalecana była społeczna izolacja. Zainteresowanie usługą było tak duże, że mieszkańcy całymi dniami próbowali zapisać się w jej grafiku.

To doskonały czas na szukanie nowych rozwiązań, przebijanie się na rynku z innowacyjnymi projektami i śmiałymi pomysłami – zapewnia szef Nethansy. – Wygrają ci, którzy najszybciej dostosują się do nowych warunków. Pandemia zakłóciła produkcję i łańcuch dostaw, wprowadziła dużą niepewność, ale jednocześnie w wielu przypadkach zburzyła stare przyzwyczajenia i pozwoliła otworzyć się na coś świeżego. Pokaźna część przedsiębiorców do tej pory unikała handlu online, a teraz przekonała się, że to był błąd. O tym, jaką szansę stwarza e-commece w czasach pandemii, doskonale przekonali się nasi partnerzy korzystający z platformy Amazona – ich wyniki sprzedaży w ciągu kilku tygodni wzrosły o kilkadziesiąt procent!

Kanadyjski startup Blackcart udowodnił niedawno, że odważne decyzje w kryzysowych czasach rzeczywiście mogą przynieść wymierne korzyści. Firma tworząca narzędzie dla handlu modą w modelu „try-before-you-buy” (wypróbuj zanim kupisz) zamierzała jeszcze przez kilka miesięcy testować swoje rozwiązanie. Nadejście pandemii i wynikające z tego zamknięcie sklepów stacjonarnych skłoniły jednak zespół do szybszego działania, o czym CEO startupu, Donny Ouyang opowiedział w rozmowie z Business Insider. Rozpoczęło się ekspresowe poszukiwanie inwestorów, z którymi rozmowy prowadzone były za pośrednictwem… aplikacji Zoom. Zaowocowały one pozyskaniem finansowania w wysokości dwóch milionów dolarów. Przy okazji o firmie zrobiło się bardzo głośno, co prawdopodobnie ułatwi jej zdobywanie klientów.

Boom e-zakupów szybko zauważyła także część fintechów, wśród których o pokaźnych wzrostach wyników mówią m.in. te oferujące tzw. płatności odroczone. Startup PayPo w kwietniu informował, że tempo jego rozwoju jeszcze nigdy nie było tak szybkie. Aktywnie klientów pozyskuje też konkurencyjne Twisto, które deklaruje, że z myślą o kryzysowych czasach i zmianie przyzwyczajeń zakupowych, będzie oferować nowe usługi. Na laurach nie zamierza również osiadać gigant e-commerce, czyli Shopify. Chociaż w jednym z kwietniowych tweetów CTO platformy – Jean-Michel Lemieux – napisał, że niebawem ruch na niej może się podwoić, to firma wciąż chce się rozwijać. Dlatego wprowadziła usługę dostaw towarów i poważnie zabrała się za tworzenie ekosystemu płatności. O sukcesie może świadczyć fakt, że biznes ten wciąż poszukuje nowych pracowników.

Podobne działania widać też na polskim rynku w wykonaniu np. Inpostu, przez niektórych wciąż uznawanego za startup. W ostatnich miesiącach paczkomaty przeżywają oblężenie za sprawą rozkwitu e-commerce. Klęska urodzaju mogłaby zaszkodzić wielu firmom, ale w tym przypadku zaczęto wprowadzać rozwiązania, które sprawiają, że usługa działa płynnie. Należy do nich m.in. możliwość dostarczania paczki w weekend, której wprowadzenie przyspieszono z uwagi na pandemię. Niezwykle przydatna w tym trudnym czasie okazała się też aplikacja Inpostu umożliwiająca bezkontaktowy odbiór przesyłek z paczkomatów. Niedawno firma poinformowała, że ma ona już 4 mln aktywnych użytkowników.

O twórcy Inpostu, Rafale Brzosce, w ostatnim czasie zrobiło się głośno także z powodu jego inwestycji. Wraz z kilkoma innymi podmiotami wsparł on finansowo startup Your KAYA, oferujący ekologiczne produkty higieny intymnej. Skąd zainteresowanie akurat tą firmą? Otóż sprzedaje ona swoje produkty w modelu subskrypcyjnym, a w czasie pandemii popyt na nie zauważalnie wzrósł. W rozmowie z Business Insider Polska inwestor stwierdził, że konsumenci przenoszą zakupy pierwszej potrzeby do sieci, a nowe nawyki prawdopodobnie staną się trwałe.

Całkowicie zgadzam się z Brzoską. Kiedy skończy się pandemia, opanowany zostanie kryzys, klienci nie zrezygnują masowo z rozwiązań, do których się teraz przyzwyczaili, a w niektórych przypadkach dopiero poznali – przekonuje Stockem. – Już teraz pojawiają się badania pokazujące, że ludziom spodobały się e-zakupy czy odchodzenie od gotówki i częstsze używanie cyfrowych płatności. Przez lata w polskim e-commerce mocno trzymały się płatności za pobraniem, teraz ta forma regulowania należności doznała wstrząsu. I wydaje się mało prawdopodobne, by klienci do niej wracali. Podobnie będzie z samymi zakupami. Zwłaszcza, gdy pojawi się wiele nowych, ciekawych rozwiązań w zakresie samego kupowania, płacenia, dostaw czy zwrotów produktów. Możliwości rozwoju są teraz naprawdę duże. Jak mawiają Amerykanie Sky is the limit – konkluduje CEO Nethansy.

Tarcza 4.0 – zwolnienia i pomniejszenia opłat czynszu, najmu lub dzierżawy nieruchomości należących do Skarbu Państwa

Zwolnienia z czynszu najmu i dzierżawy oraz opłat za użytkowanie dotyczą w czasach epidemii nie tylko nieruchomości Skarbu Państwa, ale także zasobów należących do gmin, powiatów i województw jeżeli taką uchwałę podejmą jednostki samorządu terytorialnego.

24 czerwca 2020 roku weszły w życie przepisy Tarczy Antykryzysowej 4.0, na mocy których najemcy, dzierżawcy i użytkownicy wieczyści nieruchomości należących do zasobu nieruchomości Skarbu Państwa, wykorzystywanej do prowadzenia działalności gospodarczej, będą mogli skorzystać ze zwolnienia z czynszu najmu i dzierżawy oraz opłaty za użytkowanie wieczyste.

Zwolnienie przysługiwać będzie za okres kolejnych trzech miesięcy w 2020 r., następujących po miesiącu, w którym złożono stosowne zgłoszenie skorzystania ze zwolnienia.

Ze zwolnienia skorzystać będą mogli przedsiębiorcy, organizacje pożytku publicznego oraz państwowe osoby prawne u których wystąpił spadek obrotów gospodarczych w następstwie epidemii. Zwolnienie dotyczy należności z tytułu umów najmu, dzierżawy lub użytkowania zawartych w okresie poprzedzającym wprowadzenie stanu zagrożenia epidemicznego i stanu epidemii z powodu COVID-19.

Spadek obrotów gospodarczych (spadek sprzedaży towarów lub usług, w ujęciu ilościowym bądź wartościowym) musi być nie mniejszy niż 15 proc. obliczony jako stosunek łącznych obrotów w ciągu dowolnie wskazanych dwóch kolejnych miesięcy przypadających po 31.12.2019 r. do dnia poprzedzającego dzień zgłoszenia do korzystania z tego zwolnienia porównanych do analogicznych dwóch miesięcy roku poprzedniego lub musi to być regres o ponad 25 proc. obliczony jako spadek obrotów w ciągu jednego miesiąca.

– Co jest istotne, ustawa wprowadziła możliwość podjęcia przez organ jednostki samorządu terytorialnego uchwał przewidujących niepobieranie czynszu od najmu i dzierżawy oraz opłaty z tytułu oddania nieruchomości w użytkowanie wieczyste oraz uchwał o pomniejszeniu opłat z tytułu użytkowania wieczystego, a dotyczy to właśnie tych nieruchomości, które należą do jsst – mówi w rozmowie z MarketNews24 Monika Wystrychowska-Zawiślak, radca prawny, Kancelaria Ożóg Tomczykowski. – Ten zapis ustawowy jest nowy i jeszcze nie wiemy jak zareagują samorządy terytorialne, po prostu warto to sprawdzać.

Ważne jest też, że te zwolnienia dotyczą umów zawartych przed 14 marca 2020 r., a ubiegać o nie mogą się prowadzący działalność gospodarczą, którzy nie mają zaległości podatkowych czy dotyczących składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne, na Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Społecznych, Fundusz Pracy i Fundusz Solidarnościowy (według stanu na koniec III kw. 2019 r.).

– Gdyby nie udało się uzyskać zwolnienia, które dotyczy 100 proc. kwoty opłat, rozważyć można negocjacje zwolnienie z części opłat, ale już na zasadach ogólnych, bo ustawa tego nie przewiduje – wyjaśnia M. Wystrychowska-Zawiślak z Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Od przyjaciela do przełożonego. Czy można być dobrym managerem?

0

Życie zawodowe dla sporej grupy ludzi jest ważną częścią życia. Nie zawsze stanowi jedynie źródło dochodu.  Z danych udostępnionych przez Organizacje Współpracy Gospodarczej i Rozwoju wynika, że między 20 a 65 rokiem życia, przy odliczeniu jakichś dwóch tygodni urlopu rocznie,  czas spędzony w pracy wynosi 90 360 godzin. To ponad dekada naszego życia. Wnioski nasuwają się same. W pracy spędzamy bardzo dużo czasu a co za tym idzie nawiązujemy różne relacje. Zdecydowana część pracowników jest zgodna co do tego, że atmosfera w pracy i stosunki między pracownikami są istotne i niejednokrotnie stanowią m.in. źródło nawiązania lub rozwiązania współpracy w danej organizacji.

Niewątpliwym jest, że definicją zgranego zespołu jest odzwierciedlenie kooperacji, efektywnej komunikacji czyli jednym słowem stabilizacji. Całość funkcjonuje bez zarzutu i tutaj przychodzi zwrot akcji.  Z różnych przyczyn lub w wyniku zbiegu rożnych okoliczności tworzy się kierowniczy wakat. Wiedza, doświadczenie, zaangażowanie sprawiają, że kolega z teamu dostaje awans. Rzeczywistość się zmienia, często nawet w dłuższej perspektywie również samo podejście do nowego managera.

Nabranie dystansu przez grupę z socjologicznego punktu widzenia jest naturalne. Buduje się napięcie oraz niepokój związany z nową sytuacją. Będąc po tzw. jednej stronie barykady często zespól ma relacje koleżeńskie, przyjacielskie a w związku z tym dzieli się wieloma spostrzeżeniami. Również tymi ściśle związane z wykonywanymi obowiązkami i to najczęściej buduje te negatywne emocje. Dlatego tak istotne jest prowadzenie dialogu.

Bez wahania można stwierdzić, że taki rozwój wydarzeń jest często powodem niepewności dla obu stron. Tworzy się linia pracownik – manager. Aby usprawnić proces adaptacji należy sprawnie wprowadzić zespół w zmiany. Budowanie na „nowo” relacji będzie kluczem do sukcesu. Są różne szkoły. Jedne promują wyraźne odcięcie się między czynnościami zawodowymi a stricte przyjacielskimi a inne zachęcają do pozytywnych relacji w obu sferach. Ważny jest balans. Stara zasada mówi, żeby traktować ludzi takim jak sami chcemy być traktowani i niezależnie od stanowiska należy się jej trzymać. Opracowując strategię działania mamy przewagę. Znamy zespół. Zdecydowanie łatwiej ustalić wtedy panujące zasady i relacje. Jak wydawać polecenia, rozliczać, udzielać informacji zwrotnej i dalej razem wybierać się na kręgle? Odpowiedź nie będzie jednoznaczna ani prosta. Warto działać zarówno planowanie jak i intuicyjnie. Hybrydowe działania najczęściej przynoszą najlepsze efekty a atmosfera w pracy ma naprawdę duże znaczenie.

Dobry manager zaczyna od siebie i nie planuje kolejnych sukcesów kosztem pracowników. Powinna to być naczelna, złota zasada. W przypadku awansu możemy spotkać się z arogancją związaną np. z zazdrością bo oczekiwania względem pracodawcy były równie wysokie. Rolą kierownika jest zapewnienie warunków sprzyjającym zawodowej satysfakcji. Z całą pewnością będzie miało to bezpośrednie przełożenie na relacje.

Ludzie lubią być doceniani. Wartościowy przywódca będzie słuchał. Na szczęście coraz modniejszy (i słusznie) jest trend, że manager otacza się ludźmi mądrzejszymi od siebie samego. Rywalizacja nie jest zła pod warunkiem, że jest zdrowa. Prawidłowa postawa pozwoli wykazać i rozwijać się twojemu zespołowi a nie będzie go blokować.

Awansując można być zarówno dobrym managerem jak i kolegą z pracy. Wszystko zależy od fundamentów na których chcemy zbudować nasze działanie. Odniesienie sukcesu i porażki jest zależne od nas samych. Wybierając równowagę między interesami firmy a pracownikami stwarzamy zaplecze do integracji, wzajemnego zaufania i solidnych fundamentów których życzyłby sobie nie jeden przedsiębiorca.

Autor: Monika Krukowska, Project Manager w Provema

Aplikacje, bezobsługowe pojazdy i drony – co czeka branżę kurierską?

Wzrost zapotrzebowania na usługi dostawcze podczas epidemii sprawił, że firmy kurierskie testują nowe rozwiązania technologiczne. Nie powinniśmy spodziewać się jednak, że w niedalekiej przyszłości niebo zaroi się od dostawczych dronów. Eksperci przewidują, że przyszłe nowinki technologicznie dotyczyć będą w większości kontaktu z klientem. Aplikacje na smartfony, większa kontrola nad dostarczaniem paczki, łatwiejszy odbiór i większa liczba zewnętrznych punktów odbioru paczek – tak najpewniej wygląda przyszłość branży kurierskiej. Nie oznacza to jednak, że scenariusze rodem z science-fiction nie mają szansy się spełnić.

– Nie będziemy mieli od jutra tysiąca dronów nad głowami, chociaż będą one na pewno używane – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Różycki, partner zarządzający Last Mile Prophets. – Czy roboty będą dostarczały paczki? Już są testy w Estonii, gdzie robot z wysięgnikiem wrzuca paczki do paczkomatu. Natomiast jest to drogie rozwiązanie, na które jeszcze poczekamy. Przewidujemy natomiast w Last Mile Prophets, że pojawią się tak zwane AGV – Autonomous Grand Vehicles, czyli samo sterujące się pojazdy. AGV będzie parkował w bezpiecznym miejscu – a kurier będzie mógł dostarczyć paczki nie martwiąc się o to, czy dobrze zaparkował samochód. Jest to jednak dalsza ewolucja rynku. Na początek na pewno firmy skupią się na aplikacjach, inteligentnych paczkomatach i lepszym kontakcie z klientem – przewiduje Różycki.

Pensje rosną mimo kryzysu

Pomimo problemów w gospodarce rynek pracy wciąż trzyma się bardzo dobrze. Pensje nadal rosną i gonią zachód a zatrudnienie nie otrzymało wcale tak silnego ciosu, jak sądzono.

EBC nie zmienia stóp

Zgodnie z oczekiwaniami Europejski Bank Centralny nie podjął wczoraj decyzji o zmianie stóp procentowych. Podano również horyzont utrzymywania stóp procentowych na tym poziomie. Są to perspektywy inflacji sięgającej 2%. Takie podejście jest istotną zmianę względem polityki poprzedniego prezesa EBC. Dotychczas nawet ponad 2% inflacja nie powodowała wzrostu stóp procentowych. Strefa euro była bowiem jednym z tych organizmów gospodarczych, które nie zdążyły zacząć podnosić stóp procentowych po ostatnim kryzysie.

Sprzedaż detaliczna w USA przyspiesza

Wczorajsze dane z USA pokazują szybszy od oczekiwań wzrost sprzedaży detalicznej. Rośnie ona o 7,5% w czerwcu względem maja, podczas gdy oczekiwania wynosiły 5%. Optymizm jednak szybko został ostudzony przez dane z rynku pracy. Wnioski o zasiłek dla bezrobotnych spadły o znacznie mniejszą wartość, niż dotychczas sądzono. Zaraz po tych danych dolar tracił względem euro. Do końca dnia jednak odrobił stratę.

Rynek pracy w Polsce

Poznaliśmy dane GUS na temat zmian wynagrodzeń i zatrudnienia w Polsce. W czerwcu udało się utrzymać roczne tempo wzrostu wynagrodzeń na poziomie 3,6%. Tym samym średnia pensja wynosi 5286 złotych. Licząc oczywiście osoby zatrudnione w przedsiębiorstwach zatrudniających ponad 9 osób. Zatrudnienie w ciągu roku spadło o 3,3%, ale warto spojrzeć na to w ten sposób, że mamy tutaj efekt po pierwsze kryzysu, po drugie bardzo niskiego bezrobocia.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Solidarni Zwyciężymy: Czy Polacy zdali egzamin z solidarności międzyludzkiej w czasie pandemii?

0

Obserwujemy pierwsze pozytywne efekty odmrażania gospodarki. Coraz więcej Polaków lepiej ocenia bieżącą sytuację. Chcemy myśleć, że najgorsze mamy za sobą. To czas pierwszych podsumowań, pytań między innymi o to, czy jako społeczeństwo sprostaliśmy wyzwaniu, jakim była pandemia COVID-19? Już dziś 63% Polaków uważa, że jako społeczeństwo zdaliśmy egzamin z solidarności międzyludzkiej w czasie dotychczasowej walki z epidemią. Przeciwnego zdania jest zaledwie 19,8%, a aż 17,1% Polaków nie potrafi tego jeszcze określić. Jakie działania podejmowaliśmy najczęściej by pomóc sobie nawzajem? 

W trudnych miesiącach walki z pandemią ludzie solidaryzowali się ze sobą na bardzo wiele sposobów. Finansową pomoc od państwa, wsparcie organizacji pozarządowych uzupełniały szybko powstające inicjatywy obywatelskie, o których chętnie wspominały media. Według badania przeprowadzonego przez SW Research na zlecenie Polskiego Funduszu Rozwoju w ramach kampanii „Solidarni Zwyciężymy”, najczęściej słyszeliśmy o inicjatywach pomocy seniorom i sąsiadom (47%), wspieraniu służb medycznych nie tylko poprzez szycie maseczek, ale też zapewnianiu pożywienia na czas wytężonej pracy w służbie chorym (37,6%) oraz pomocy osobom przebywającym na kwarantannie (37,2%). Solidarność w działaniu można było również zaobserwować w relacjach pracodawców z pracownikami, gdzie pracodawcy wykazali się walką nie tylko o swój biznes, ale i o zachowanie miejsc pracy (17,5%), a pracownicy większą elastycznością i otwartością na zmianę formy pracy (25%). Nie bez echa pozostał również obszar edukacji najmłodszych – co piąty Polak słyszał w tym czasie o działaniach mających na celu pomoc dzieciom i młodzieży w możliwości uczestniczenia w edukacji zdalnej.

Według badania jedynie jeden na pięciu Polaków (23,9%) twierdzi, że w czasie pandemii nie podejmował żadnych działań mających na celu wsparcie innych ludzi. Pozostali najczęściej angażowali się we wspieranie przedsiębiorców dotkniętych kryzysem (37,3%), troskę o najbliższych (32,5%), pomoc osobom na kwarantannie (15,7%) oraz wspierając finansowo publiczne zbiórki organizowane na rzecz radzenia sobie ze skutkami pandemii (15%). To jednak nie wszystkie działania. Pomysłowość Polaków, chęć niesienia pomocy innym i potrzeba budowania wspólnoty w trudnym czasie nie miała granic. Okazało się, że sytuacja zagrożenia, z  którą musieliśmy się zmierzyć, po raz kolejny w historii pokazała, jak wielka siła drzemie w nas jako społeczeństwie i jak wielu z nas chętnie brało odpowiedzialność za siebie, ale też i innych. Miało to ogromne znaczenie nie tylko dla stanu zdrowia publicznego, ale także krajowej gospodarki.

Wyniki badania oficjalnie potwierdzają to, co my mamy możliwość obserwować od początku uruchomienia przez nas Tarczy Finansowej. Wsparliśmy już kilkaset tysięcy polskich firm i pracowników i to ich historie radzenia sobie z wyzwaniami, jakie przyniosła trudna rzeczywistość, stały się dla nas inspiracją do rozpoczęcia kampanii „Solidarni Zwyciężymy” i ogłoszenia konkursu promującego prawdziwych bohaterów. Są one pełne przykładów współpracy międzyludzkiej i bohaterskich postaw Polaków w czasie walki ze skutkami pandemii COVID-19. Niestety często umykały nam one w natłoku przytłaczających negatywnych informacji. A to dowód na to, że w trudnych sytuacjach możemy liczyć na siebie nawzajem. To między innymi dzięki takiej postawie Polaków możemy mieć nadzieję, że wyjdziemy z kryzysu obronną ręką.” –  mówi Paweł Borys, Prezes Polskiego Funduszu Rozwoju.

Obecnie zakończyła się pierwsza z trzech części konkursu w ramach kampanii „Solidarni Zwyciężymy”,  w której wyłonionych zostało 6 zwycięzców. Wśród nich znalazły się osoby prywatne i firmy, które wyróżniły się nie tylko solidarnością w działaniu i troską o dobro innych ludzi, ale również kreatywnością i innowacyjnością w działaniach oraz przede wszystkim błyskawiczną reakcją i gotowością do wprowadzenia zmian, co w było kluczowe w ciągu ostatnich miesięcy. Zwycięzcy poza promocją własnych działań, otrzymają możliwość przeznaczenia 10 000 zł na wsparcie wybranej przez siebie w zgłoszeniu fundacji lub organizacji. Wszystkie historie zgłoszone w konkursie, w tym te zwycięskie, opublikowane są na stronie internetowej kampanii www.solidarnizwyciezymy.pl. Zgłoszenia można wysyłać jeszcze do 3 sierpnia poprzez formularz na stronie kampanii.

Zwycięzcy I etapu konkursu „Solidarni Zwyciężymy”

  • Portal Specprawnik.pl, który dostrzegł gwałtowny wzrost problemów prawnych związanych z Covid-19 i bezpłatnie udzielił porad prawnych ponad 12 tys. osób. W projekt zaangażowało się 3,7 tys. prawników.
  • Sieć biur rachunkowych Meritoros, która charytatywnie wsparła ponad 500 przedsiębiorców w pozyskaniu dofinansowań na ochronę biznesu. Dzięki akcji żadna z firm nie zamknęła swojego biznesu ani nie zwolniła swoich pracowników.
  • Biuro Usług Księgowych Optima KJ z Pszczyny, które przygotowało ponad 600 wniosków o dofinansowanie dla przedsiębiorców, dzięki których pozytywnemu rozpatrzeniu wiele firm obecnie pracuje bez zadłużeń i problemów.
  • Radosław Kwietniewski z Mysłowic, Mistrz Świata w armwrestlingu, który pieniądze ze zbiórki na swój wyjazd na mistrzostwa do Stanów Zjednoczonych przekazał lekarzom z Izby Przyjęć Oddziałów dla Dzieci Szpitala Klinicznego w Zabrzu. Zbiórkę zorganizowano pod hasłem „Siła niech będzie z lekarzami!”.
  • Florian Pyszel, matematyk, który zatroszczył się o tych, którzy potrzebowali wsparcia w czasie edukacji zdalnej, zorganizował korepetycję online dla ponad 20 uczniów, by zachować ciągłość nauczania i przygotować ich do matury, najważniejszego egzaminu w życiu.
  • Sebastian Radzimiński z Ostródy, 17-latek, który w swoim rodzinnym mieście zorganizował akcję pomocy osobom starszym, bezdomnym i potrzebującym (np. w dostarczaniu zakupów) i pociągnął swoim przykładem rzeszę innych wolontariuszy.

Kampania „Solidarni Zwyciężymy”

Celem kampanii “Solidarni Zwyciężymy” i konkursu jest promowanie i uhonorowanie historii radzenia sobie z kryzysem, współpracy międzyludzkiej i bohaterskich postaw Polaków w czasie walki ze skutkami pandemii COVID-19.  Osoby indywidualne jak i firmy mogą zgłaszać inspirujące historie wyjątkowej i bezinteresownej pomocy oraz pomysłowego radzenia sobie w biznesie w okolicznościach pandemii. Zgłoszenie może wysłać każdy, a zaproponowana historia może dotyczyć nas samych, jak i kogoś, kogo działanie uznaliśmy za warte dostrzeżenia i naśladowania. Zwycięzcy – zarówno osoby indywidualne jak i firmy – będą mogli wesprzeć kwotą w wysokości 10 000 zł wybraną fundację, lub skorzystać z bezpłatnej promocji w mediach. Więcej informacji nt. akcji, formularz zgłoszeń oraz regulamin konkursu dostępne są pod adresem www.solidarnizwyciezymy.pl.

PFR_2020-07-14_wykres_2

PFR_2020-07-14_wykres_1

Dolar szuka lokalnego dołka

0

Kurs EUR/USD w tym tygodniu dwukrotnie (w środę na fali entuzjazmu po optymistycznych doniesieniach o szczepionce na COVID-19 i w czwartek po posiedzeniu EBC) nieudanie atakował lokalne szczyty. W ostatnich dniach najmocniejsze jest euro i waluty skandywskie a w defensywie jest funt.

Zdecydowane odrzucenie przez EUR/USD bariery 1,1450 powinno skutkować wygaśnięciem tendencji osłabiania się dolara a zejście poniżej 1,1370 mogłoby otworzyć drogę do nieco głębszej korekty i zosiniecia się notowań w kierunku 1,13. W piątek kurs powinien być przyklejony do 1,14 i oczekiwać na przecieki z rozpoczynającego się spotkania Rady Europejskiej.

Na Nadzwyczajny Szczycie mają być negocjowane szczegóły tzw. Funduszu odbudowy dla Unii Europejskiej. Przypomnijmy, że propozycja funduszu wysunięta przez Komisję Europejską zakłada zapożyczenie się na korzystnych warunkach na rynkach finansowych i redystrybucję pozyskanych środków pomiędzy kraje UE w celu pobudzenia gospodarek po kryzysie spowodowanym wybuchem pandemii COVID-19. Innymi słowy forsowana jest próba uwspólnotowienia części ryzyka kredytowego. Środki mają być pozyskane przez Komisję Europejską, a spłacone z przyszłych dochodów wspólnych Unii Europejskiej. Takie działanie ma na celu nie obciążanie kolejnymi pożyczkami krajów wspólnoty, które i tak zostały silnie dotknięte przez kryzys.

Posiedzenie szefów państw potrwa do sobotniego wieczoru, a rynki liczą, że politycy zbliżą się do porozumienia. Takie przekonanie wyraziła też wczoraj Christine Lagarde. Scenariusz bazowy nie zakłada przyjęcia planu już na lipcowym posiedzeniu, choć Angela Merkel starała się zrobić wszystko, żeby kraje stojące po przeciwnych stronach doszły do porozumienia. Przychylamy się do dominującej oceny, że (zgodnie z europejską tradycją długotrwałych przepychanek politycznych) konsensus zostanie odnaleziony, ale dopiero „za pięć dziesiąta.”

Pomimo dobrych nastrojów na rynkach globalnych EUR/PLN nie może w sposób zdecydowany odpaść od lokalnych szczytów To zła wróżba. Rośnie ryzyko wyjścia nad 4,50, ale powinno być ono krótkotrwałe. Część inwestorów pozytywne spojrzenie na PLN starta się dyskontować na rynku opcji, co widać po skośności strategii korytarzowych. Jeśli jesteśmy przy rynku opcji, to należy nadmienić, że zmienność implikowana, np. w przypadku opcji trzymiesięcznych jest najniższa od stycznia. Zmienność historyczna oczywiście również bardzo wyraźnie przygasła.

Sporządził: Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz DM TMS Brokers. S.A.

Fundusze Ipopema TFI pokazały wzrosty w 2020 roku

0

I półrocze 2020 roku to okres zmienności na rynkach finansowych, będący wynikiem pandemii oraz nieoczekiwanych zmian w gospodarkach wielu państw. Niemniej jednak zarządzający funduszami akcji spółek wzrostowych, medycznych i innowacyjnych potrafili wypracować bardzo dobre wyniki. Przykładem mogą być fundusze Ipopema TFI Lumen Medycyny i Innowacji FIZ (fundusz zamknięty), który od początku roku zarobił 18,6 proc., w 12 miesięcy 35 proc., a stopa zwrotu za 3 lata to 47 proc. Wśród funduszy otwartych blisko 10 proc. wzrost zanotował Ipopema Short Equity (Ipopema SFIO). Dobre wyniki wypracowali zarządzający funduszami obligacji korporacyjnych.wyniki

Strategia zarządzających Ipopema Short Equity (Ipopema SFIO), polegająca na grze na spadki cen akcji, okazała się skuteczna (wzrost 9,6 proc.).  Fundusz, jak zresztą większość z oferty Ipopema TFI, jest dostępny dla inwestorów indywidualnych.

Podobnie skuteczna okazała się strategia wykorzystania potencjału zagranicznych rynków w obszarze e-commerce, sektora IT, branży farmaceutycznej i biotechnologii. Fundusze Ipopema Globalnych Megatrendów oraz Ipopema Global Profit Absolute Return Plus FIZ, skierowane do inwestorów indywidualnych – klientów czołowych instytucji finansowych, osiągnęły ponadprzeciętne zyski w swoich grupach. Ipopema Globalnych Megatrendów SFIO to fundusz otwarty (jego aktywa to 20 mln zł), który w 2020 r. zyskał 13,7 proc., a w rok ponad 20 proc.

– Dostępność zagranicznych rynków dla klientów jest od kilku lat priorytetem IPOPEMA TFI. Uczestnicy funduszy zyskali ekspozycję na zagraniczne rynki akcji i obligacji, do których dostęp inwestorów indywidualnych był wcześniej utrudniony. Chcemy być w czołówce polskich TFI, które dostarczają polskim inwestorom możliwości inwestycyjne w najlepsze jakościowo i pod względem wzrostu spółki zagraniczne. Zagraniczne aktywa pozwalają na większą płynność funduszy, co jest istotnym aspektem dla inwestorów dbających o bezpieczeństwo inwestycji – podkreśla Jarosław Wikaliński, prezes IPOPEMA TFI.

Solidnymi wynikami w I półroczu mogą się pochwalić także fundusze dłużne. Wśród polskich najlepszy był Ipopema Obligacji Korporacyjnych z wynikiem 1,4 proc.

– Fundusze obligacji korporacyjnych po gwałtownej przecenie, z którą mieliśmy do czynienia w marcu i kwietniu, powinny przynieść inwestorom w najbliższych kwartałach atrakcyjne stopy zwrotu. Obecnie jest dobry moment w cyklu, by wejść na rynek obligacji korporacyjnych. Pojawiło się na nim wiele okazji. W najbliższych kwartałach nadal spodziewamy się bardzo przyzwoitych stóp zwrotu ze względu na dalsze zawężanie się (obecnie szerokich) spreadów na rynku obligacji korporacyjnych. Wyniki z funduszy z tej kategorii powinny w najbliższym czasie bić na głowę swoją stopą zwrotu zyski z depozytów czy nawet z inwestycji w fundusze obligacji skarbowych – Bogusław Stefaniak, szef rynku obligacji, Ipopema TFI.

Dziś, z portfelem aktywów przekraczającym 51 mld złotych* IPOPEMA TFI jest największym towarzystwem na rynku funduszy niepublicznych i stabilnym partnerem dla klientów wielu instytucji Private Bankingu w Polsce.

*Dane za Analizy Online (Maj2020)

Podatek dochodowy z tytułu rekompensaty dla właściciela mieszkania z lokatorami

0

Właściciel mieszkania nie może z niego korzystać od ponad 7 lat, bo pomimo prawomocnego wyroku eksmisyjnego nadal zamieszkują w nim poprzedni właściciele. Gmina przyznała mu z tego tytułu odszkodowanie za utracone korzyści oraz zwrot kosztów eksploatacyjnych za utrzymanie mieszkania. Właściciel wystąpił do organów podatkowych z zapytaniem o obciążenia podatkowe związane z tymi świadczeniami.

Zgodnie z art. 18 ust. 5 ustawy o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie Kodeksu cywilnego (Dz.U. 2001 nr 71, poz. 733, ze zm.) właścicielowi, którego mieszkanie zajmują lokatorzy bez tytułu prawnego, z uwagi na fakt, że gmina nie dostarczyła im lokalu socjalnego, należy się od tej gminy roszczenie odszkodowawcze. Natomiast, jak stanowi art. 21 ust. 1 pkt 3b ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych (Dz.U. 1991 nr 80, poz. 35, ze zm.), wolne od podatku dochodowego są odszkodowania lub zadośćuczynienia otrzymane na podstawie wyroku sądu, z wyjątkiem otrzymanych w związku z prowadzoną działalnością gospodarczą lub w ramach utraconych korzyści.

Wyrok eksmisyjny ze wstrzymaniem eksmisji

W grudniu 2012 r. sąd rejonowy wydał wyrok eksmisji lokatorów i właścicieli jednego z mieszkań. Zostali oni zobowiązani do opuszczenia lokalu, który zyskał nowego właściciela. Jednakże sąd w wyroku tym jednocześnie wstrzymał eksmisję do czasu zaoferowania przez gminę właściwego lokalu socjalnego eksmitowanym. Do 9 marca 2020 r. takiego lokalu gmina nie zaproponowała.

Rekompensata za utracone korzyści i zwrot kosztów eksploatacyjnych

W kwietniu 2014 r. sąd rejonowy przyznał nowemu właścicielowi odszkodowanie w wysokości 1 400 zł miesięcznie za niewywiązywanie się gminy z ww. obowiązku. Stanowiło ono rekompensatę za utracone przez niego korzyści, jakie mógłby osiągnąć, gdyby korzystał swobodnie ze swojego lokalu. We wrześniu tego samego roku sąd orzekł również o obowiązku zwrotu na rzecz właściciela ponoszonych przez niego kosztów eksploatacyjnych w wysokości 728,77 zł miesięcznie. Ponieważ kwota ta nie jest stała, gmina zwraca ją właścicielowi z dołu za każdy miesiąc w wysokości potwierdzonej przez niego dowodami zapłaty.

Strata rzeczywista

Właściciel zajętego mieszkania przez nieposiadających tytułu prawnego lokatorów wystąpił w marcu 2020 r. do Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z zapytaniem, czy obowiązkowi odprowadzania podatku dochodowego podlegają oba otrzymywane od gminy świadczenia. Powołując się na przepis art. 21 ust. 1 pkt 3b ustawy o PIT, a także orzecznictwo Sądu Najwyższego: z 16 maja 2012 r., sygn. akt III CZP 121/07, z 19 czerwca 2008 r., sygn. akt V CSK 31/08, oraz Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gdańsku z 29 grudnia 2016 r., sygn. akt I SA/Gd 1254/16), stał na stanowisku, że opodatkowaniu może podlegać jedynie rekompensata za utracone korzyści, a nie wyrównanie rzeczywistej straty w postaci zwrotu kosztów ponoszonych na rzecz innych podmiotów.

Jedno odszkodowanie, jedno opodatkowanie

Dyrektor KIS, dokonując interpretacji przepisu art. 18 ust. 5 ustawy o ochronie praw lokatorów, nie miał wątpliwości, że jasno z niego wynika uprawnienie właściciela do roszczenia odszkodowawczego za utracone korzyści, a nie za szkodę rzeczywistą. Organ stwierdził, że nieopłacanie przez lokatorów kosztów eksploatacyjnych pozostaje w zwykłym związku przyczynowym z niedopełnieniem przez gminę ciążącego na niej obowiązku zaoferowania takim lokatorom lokalu socjalnego. Dlatego też przyznana przez sąd kwota zwrotu kosztów eksploatacyjnych nie może zostać uznana za rzeczywistą stratę, stąd podlega opodatkowaniu podatkiem dochodowym tak jak kwota głównego odszkodowania za utracone korzyści (interpretacja indywidualna z 3 czerwca 2020 r., sygn. 0115-KDWT.4011.16.2020.1.BK).

Podsumowanie

Nie sposób zgodzić się z podjętym w niniejszej sprawie przez organ podatkowy rozstrzygnięciem. Zwłaszcza w świetle przywołanych przez właściciela mieszkania wyroków sądów, wyraźnie stwierdzających, że podatkiem dochodowym można obciążać tylko rekompensatę za utracone korzyści. Tylko ona sprawia, że po stronie poszkodowanego wskutek niemożliwości korzystania ze swojej nieruchomości przez właściciela powstanie przysporzenie. Niemożliwe jest jednoczesne opodatkowywanie zwrotu wydatków ponoszonych w związku z utrzymaniem tej nieruchomości, bowiem nie powiększają one majątku tegoż właściciela, a jedynie wyrównują jego straty.

W niniejszej sprawie opodatkowaniu podatkiem dochodowym podlegać powinno jedynie odszkodowanie w wysokości 1 400 zł miesięcznie – czyli kwocie ustalonej przez powołanego przez sąd rzeczoznawcę jako wyrównanie utraconych przez właściciela korzyści. Rekompensata ta stanowi równowartość kwoty, jaką wg ustaleń rzeczoznawcy właściciel mógłby uzyskiwać z tytułu wynagrodzeń od najemców na wolnym rynku, gdyby mógł swobodnie dysponować swoim mieszkaniem. Pozostałe wpłaty gminy w postaci zwrotów na rzecz właściciela za ponoszone przez niego opłaty eksploatacyjne nie mogą podlegać temu opodatkowaniu, bowiem jest on w tym przypadku tylko niejako pośrednikiem w przekazaniu tych środków odpowiednim odbiorcom płatności: wspólnocie mieszkaniowej czy operatorowi energetycznemu.

W wydanej 29 stycznia 2020 r. interpretacji indywidualnej ten sam organ, Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej, stwierdził:

„opłaty czynszowe (…) nie będą stanowić (…) przychodu z najmu lokalu użytkowego. W zakresie uiszczania opłat czynszowych Wnioskodawczyni pełni bowiem jedynie rolę pośrednika pomiędzy Najemcą a usługodawcami. Tym samym, przychód dla Wnioskodawczyni, od którego winna obliczać zryczałtowany podatek dochodowy, będzie stanowić wyłącznie kwota otrzymana od Najemcy tytułem czynszu najmu rozumianego jako wynagrodzenie za oddanie przedmiotu najmu w używanie” (interpretacja indywidualna sygn. 0113-KDIPT2-1.4011.679.2019.1.AP).

Autor: Kinga Hanna Stachowiak – Wspólnik Zarządzający w Kancelarii Prawnej Skarbiec

Jak branża centrów handlowych radzi sobie z gospodarczym roller coasterem? – RRF Crisis vol. 4

0

Polacy wracają do galerii handlowych dużo chętniej niż mieszkańcy innych państw. Zmienił się jednak nasz sposób kupowania kompulsywne zachowania coraz częściej ustępują miejsca rozważnym, zaplanowanym decyzjom. „Nowa normalność” jest więc zupełnie inna od starej. Jak odnajdują się w niej właściciele największych obiektów handlowych w Polsce? Jak wyglądają negocjacje z najemcami powierzchni handlowych? Co czeka gastronomię, która jest jedną z branż, która ucierpiała na pandemii najbardziej? Jak z perspektywy międzynarodowej organizacji będą wyglądały kolejne miesiące branży retail? Na te i inne pytania odpowiadają praktycy w najnowszym raporcie RRF Crisis vol. 4.

Branża powoli wychodzi z kryzysu, dlatego przyszedł czas na publikację inną niż wszystkie dotychczasowe – skupioną na ludziach, ich doświadczeniach związanych z niedawnym lockdownem, bieżących problemach i pomysłach na przyszłość. Dziś premierę ma czwarte wydanie raportu RRF Crisis przygotowane przez Polską Radę Centrów Handlowych (PRCH). Tym razem oprócz danych publikacja zawiera serię wywiadów z: Tomaszem Trzósło (Prezesem zarządu EPP), Andrzejem Cieślikiem (Dyrektorem Portu Łódź), Adamem Ringerem (Prezesem i współzałożycielem Green Caffe Nero), Joanną Kłusek (Director, Retail Asset Services, Cushman & Wakefield), Maciejem Sanetrą (Shopping Centre Director, Złote Tarasy) oraz Joostem Koomenem (Secretary General, European Council of Shopping Places).

– Od powrotu klientów do centrów handlowych minęło niemal 2,5 miesiąca, dlatego branża może w końcu spojrzeć z perspektywy efektów na takie wydarzenia jak: zamknięcia sklepów, renegocjacje umów, przygotowania do ponownych otwarć i rządowe mechanizmy wsparcia. Przyszedł czas na szczere i nierzadko trudne rozmowy z przedstawicielami sektora handlu, których efektem jest publikacja RRF Crisis vol. 4 – mówi Anna Zachara-Widła, autorka publikacji i Research & Education Manager w PRCH.

Dane opracowywane przez PRCH w tygodniowych cyklach pokazują, że odwiedzalność obiektów handlowych utrzymuje się poziomie 78-83% wartości notowanych w analogicznym okresie ubiegłego roku. Podobnie wygląda sytuacja w obiektach firmy EPP, największego w Polsce właściciela centrów handlowych pod względem posiadanej powierzchni najmu brutto (GLA).

– Jak pokazują dane z systemów do monitorowania ruchu w naszych centrach – sytuacja poprawia się z tygodnia na tydzień i wzrosty są stabilne. Obecnie odwiedzalność w naszych obiektach kształtuje się na poziomie 75-80% w porównaniu do wyników z ubiegłego roku i rośnie – mówi Tomasz Trzósło, Prezes zarządu EPP. – Wzrostom sprzyja uruchamianie kolejnych segmentów, np. gastronomii z możliwością konsumpcji na miejscu – dodaje Trzósło.

Klienci powoli wracają do centrów, jednak osiągane obroty nie dorównują jeszcze tym sprzed roku, dlatego prowadzone są rozmowy z najemcami.

– Współpracujemy z dużymi sieciowymi sklepami, jak również gościmy u nas mniejsze lokalne biznesy, a nasza relacja z najemcami oparta jest na dialogu i dbaniu o obopólną korzyść, zatem z naszej strony oczywiste było wyjście naprzeciw oczekiwaniom naszych Partnerów, tak aby mogli przetrwać ten trudny okres. Ich dobro leży przecież w naszym interesie. Na chwilę obecną ze znaczną większością Partnerów udało nam się wypracować stanowiska, które zaakceptowały obie strony – komentuje Andrzej Cieślik, Dyrektor Portu Łódź.

Pandemia uderzyła równie mocno w najemców, co w wynajmujących, w raporcie RRF Crisis vol. 4 nie mogło więc zabraknąć również głosu przedstawiciela sieci kawiarni.

– Liczę, że przez pandemię straciliśmy do tej pory 25-30 milionów złotych sprzedaży, która nigdy już nie wróci i dalej tracimy bardzo dużo, nawet kiedy otworzyliśmy część lokali – mówi Adam Ringer, Prezes i współzałożyciel Green Caffe Nero. Firma nie otworzyła jeszcze wszystkich lokali. – Wybieraliśmy te, które mają największe ogródki. To jest pierwsze kryterium. Widzimy chęć siedzenia na zewnątrz, która zawsze była. Co roku w lecie klienci bardzo chętnie przesiadają się z lokalu na zewnątrz. Teraz widać to jeszcze bardziej. Drugie kryterium to nasze oczekiwania – gdzie najszybciej możemy odbudować tę sprzedaż. I trzecie kryterium – jak się dogadujemy w sprawie czynszów z wynajmującymi – opowiada Ringer.

W części obiektów jedne marki zastępują inne. Jednak nie zawsze jest to związane z kryzysową sytuacją, wywołaną przez COVID-19.

– Na dzień dzisiejszy pożegnaliśmy się z Duka, Superdry, GoSport, Komputronik, Nyx. Należy jednak zauważyć, że przyczyny zakończenia współpracy z tymi najemcami w większości przypadków nie były spowodowane sytuacją wywołaną przez COVID-19. Centrum handlowe to żywy organizm i rotacje wśród najemców były, są i będą, niezależnie od sytuacji epidemicznej w kraju. W większości wymienionych przypadków pracujemy nad umowami najmu z nowymi najemcami, więc już wkrótce oferta Złotych Tarasów wzbogaci się o nowe marki – opowiada Maciej Sanetra, Shopping Centre Director, Złote Tarasy, we wspólnym wywiadzie z Joanną Kłusek, Director, Retail Asset Services, Cushman & Wakefield.

Zwieńczeniem publikacji jest rozmowa o sytuacji handlu detalicznego z przedstawicielem European Council of Shopping Places, czyli nowopowstałej organizacji dedykowanej miejscom handlu i usług.

– Upadek sektora nieruchomości handlowych miałby natychmiastowy i fatalny wpływ na europejskich (instytucjonalnych) inwestorów, którzy zainwestowali setki miliardów w nieruchomości handlowe. W związku z tym proponujemy utworzenie specjalnego unijnego funduszu pomocy dla branży handlowej w celu zapewnienia wsparcia finansowego dla całego sektora w ramach planu działania UE na rzecz naprawy gospodarki. Będziemy nadal współpracować z instytucjami UE, aby spróbować stworzyć taki fundusz wsparcia dla naszej branży – mówi Joost Koomen, Secretary General, European Council of Shopping Places.

Savills: wartość transakcji inwestycyjnych w pierwszej połowie roku wyniosła blisko 3 mld euro

0

W pierwszej połowie 2020 r. wartość transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce wyniosła 2,92 mld euro, czyli o blisko 5% więcej niż w analogicznym okresie 2019 roku, podała firma doradcza Savills. Był to tym samym drugi najlepszy w historii wynik na półmetku roku, pomimo wyzwań związanych z Covid-19. Zgodnie z prognozami Savills, w drugiej połowie roku wpływ pandemii będzie widoczny, ale wolumen inwestycyjny nie powinien być niższy od rekordowego zeszłorocznego o więcej niż 20%. 

W pierwszej połowie 2020 r. najwięcej zainwestowano w nieruchomości biurowe (1,33 mld euro, spadek o 20% r-d-r). Na drugim miejscu znalazły się nieruchomości magazynowe i przemysłowe (1,15 mld euro, wzrost o blisko 155% r-d-r). Tak dobry wynik w sektorze nieruchomości logistycznych to według Savills symbol zmian w sentymencie inwestorów, który przekierowany został na tę klasę aktywów w kilku ostatnich latach. Obecnie zjawisko to przybiera na sile, m.in. w wyniku przyspieszenia rozwoju branży e-commerce wywołanego pandemią Covid-19, czy szans, jakie dla Polski stwarza perspektywa dążenia producentów do skrócenia łańcuchów dostaw (nearshoring). W samym tylko pierwszym kwartale 2020 r. obiekty magazynowe odpowiadały za ponad połowę całkowitego wolumenu, m.in. dzięki  transakcjom zrealizowanym przez Savills Investment Management (sześć obiektów o łącznej powierzchni ponad 400 000 m kw.), w których doradzała firma Savills.

Nagłe spowolnienie koniunktury wywołane pandemią Covid-19 nie pozostało bez wpływu na stopy kapitalizacji. Savills szacuje, że w sektorze biurowym, w przypadku najlepszych obiektów w centrum Warszawy, dokonała się ich korekta na poziomie 25-50 punktów bazowych. Przekłada się to obecnie na stopy kapitalizacji dla najlepszych biurowców rzędu 4,50%, podczas gdy przed pandemią negocjowane były w tym sektorze transakcje ze stopą kapitalizacji 4,25%. Korekta na podobnym poziomie dokonała się również w lokalizacjach poza centrum oraz w miastach regionalnych. W ocenie Savills, inwestorzy dużo większy nacisk kładą obecnie na analizę najemców i w zależności od branży, w której najemcy działają, ocena ryzyka stabilności takiej firmy może wpłynąć na korektę stóp kapitalizacji o kolejne 15-25 punktów bazowych. Do momentu odbicia gospodarki oraz konsensusu w sprawie skali zjawiska pracy z domu, stopy kapitalizacji dla najlepszych biurowców w stolicy będą poruszać się w przedziale 4.5%-4.75%.  Savills zwraca również uwagę na małą liczbę transakcji w 2020 r. dotyczących najlepszych biurowców łączących centralną lokalizację i długoterminowe umowy najmu. Powodem tego były duże różnice w oczekiwaniach cenowych pomiędzy sprzedającymi a kupującymi.

Stopy kapitalizacji dla nieruchomości handlowych wzrosły o około 25-50 punktów bazowych, a w przypadku nieruchomości magazynowych utrzymały się na dotychczasowym poziomie ok. 5% dla najlepszych obiektów dedykowanych pojedynczym, dużym najemcom. Po raz pierwszy w historii stopy kapitalizacji dla obiektów magazynowych zrównały się z poziomem szacowanym dla najlepszych obiektów handlowych.

„Nieruchomości magazynowe w dużej mierze wychodzą z pandemii obronną ręką. Perspektywy rozwoju dla tego sektora są nadal bardzo dobre. Przyspieszony rozwój rynku e-commerce niewątpliwie wzmocni popyt ze strony inwestorów. Więcej niewiadomych pojawia się w kontekście wpływu pandemii na sektor biurowy. Może ona doprowadzić do polaryzacji rynku i koncentracji kapitału inwestycyjnego w nieruchomościach biurowych w najlepszych lokalizacjach, które z dużym prawdopodobieństwem obronią swoją pozycję w dłuższym okresie. Trudny czas dla sektora nieruchomości handlowych może przyciągać inwestorów, którzy rozumieją zachodzące w nim zmiany i potrafią budować wartość w takim otoczeniu rynkowym. Wiatru w żagle dostali inwestorzy z sektora instytucjonalnego najmu mieszkań (PRS). Praca z domu otworzyła dyskusję o nowym wymiarze funkcji mieszkaniowej połączonej z aspektami przestrzeni komercyjnej. Zjawisko to określane jest mianem resimercial (od słów residential – mieszkaniowy i commercial – komercyjny) i wkrótce może stać się jednym z najpopularniejszych zwrotów na rynku nieruchomości. Wreszcie, pandemia pokazała, że są klasy aktywów związanych z nieruchomościami, których wyniki nie zależą od odwiedzalności czy obecności pracowników. Należą do nich np. centra danych czy farmy solarne. Z czasem poszerzą one pulę inwestycji alternatywnych” – mówi Tomasz Buras, CEO Savills w Polsce oraz dyrektor działu doradztwa inwestycyjnego.

Wysoka wartość transakcji na rynku inwestycyjnym w pierwszej połowie 2020 roku, to w ocenie ekspertów Savills rezultat m.in. bardzo dobrej koniunktury na rynku w ostatnich latach i finalizacji transakcji rozpoczętych jeszcze przed pandemią. Szereg restrykcji wprowadzanych od połowy marca przyczynił się do opóźnień w toczących się procesach transakcyjnych, a w niektórych przypadkach do wstrzymania rozmów. Konsekwencje tego zjawiska będą widoczne również w drugiej połowie roku. Obecnie obserwuje się chęć powrotu do aktywności ze strony inwestorów i wzrost liczby nowych procesów transakcyjnych. Ich finalizacja będzie możliwa jeszcze w tym roku, pod warunkiem, że jesienią nie będzie konieczności ponownego zaostrzenia restrykcji. Jak szacuje firma Savills, całoroczny wolumen transakcji inwestycyjnych w 2020 r. może być do 20% niższy od zeszłorocznego, który był rekordowo wysoki i wyniósł 7,8 mld euro. Z pewnością, będzie to dobry rok dla sektora nieruchomości magazynowych, który oprócz bardzo dobrych pierwszych sześciu miesięcy roku, drugie półrocze rozpoczął od finalizacji spektakularnej transakcji przejęcia portfela nieruchomości logistycznych Grupy Goodman przez GLP.

Branży hotelarskiej grozi fala bankructw. Przedsiębiorcy i specjaliści apelują o kompleksową pomoc dla całej branży turystycznej. „Bon turystyczny nie zmienia naszej sytuacji”

0

Pandemia koronawirusa sprawiła, że kwitnąca branża turystyczna na Pomorzu Zachodnim stanęła nad przepaścią. Od momentu „odmrożenia” gospodarki i przywrócenia ruchu granicznego minęło już kilka tygodni. Niestety kondycja przedsiębiorców nadal jest zła, a liczba klientów mniejsza niż się spodziewano. – Apelujemy do Rządu o stworzenie komplementarnego programu wsparcia polskiego sektora turystycznego. To temat poważny, bo turystyka to silna gałąź gospodarki, bez której nie może rozwijać się taki region jak nasz. Dotychczasowe działania są niewystarczające i należy na problem całej branży spojrzeć szerzej. Postulujemy także o utrzymanie programów pomocowych w kolejnych miesiącach, bo dla całej branży czasem próby będzie jesień i zima, czyli czas „poza sezonem”. Obawiamy się, że wiele firm przestanie istnieć – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. Obawy Prezesa potwierdza Roman Kucierski, Dyrektor Zarządzający Hotelu Hamilton w Świnoujściu i ekspert Izby ds. turystyki i hotelarstwa.

  • 97% spadku w kwietniu, 88% w maju i ok. 50% w czerwcu i lipcu. Branża turystyczna może nie podnieść się z takiego kryzysu
  • Po zakończeniu systemowej pomocy rządowej wielu pracowników hoteli i restauracji może stracić pracę. To może mieć miejsce już w sierpniu
  • Bon turystyczny oceniany jest pozytywnie, ale nie należy definiować go jako remedium na problemy całej turystyki
  • Sezon 2020 będzie niewątpliwie ciężki dla obiektów, które finansowane są w dużym stopniu z kredytów. Prognozy były wspaniałe, a koronawirus wszystko zniszczył
  • Północna Izba Gospodarcza apeluje: ratujmy turystykę! Rząd i samorząd muszą bardziej wspierać sektor gospodarki, który stanowi 15% zachodniopomorskiego PKB

Pierwsze półrocze na gigantycznym minusie. Branża turystyczna liże rany po lockdownie, a klientów jest mniej niż się spodziewano

Sezon w pełni! W roku 2019 znalezienie dla siebie miejsca noclegowego nad Bałtykiem graniczyło z cudem. Przedsiębiorcy z Pomorza Zachodniego póki co starają się nie tracić optymizmu, choć większość przyznaje zgodnie – klientów jest mniej, są bardziej oszczędni, a wiele firm czeka bardzo ciężka jesień i zima. Niezbędny jest komplementarny program gospodarczy, który pomoże branży turystycznej przetrwać. Bon turystyczny w obecnej formie na pewno nie jest wystarczający.

– Nie wszystkie hotele w Polsce się otworzyły. Znaczna część stwierdziła, że w tych warunkach funkcjonowanie na dobrym poziomie jest niemożliwe. Ten sezon nie będzie dla nas dobry, pogoda nas nie rozpieszcza, a co do przyszłości to jest więcej niewiadomych niż sytuacji jasnych. Widzimy, że ilość zachorwań utrzymuje się na podobnym poziomie, bardzo nas to martwi – mówi Roman Kucierski, Dyrektor Zarządzający Hotelu Hamilton w Świnoujściu. – Jeżeli mówimy o obłożeniu to w  sierpniu jest to 50%, we wrześniu 40%. 70% gości stanowią osoby spoza Polski – mówi dalej ekspert hotelarstwa.

– Docierają do mnie głosy, że wielu pracowników w mniejszych hotelach niż nasz może stracić pracę. Przy obłożeniu na poziomie 50% i bez wsparcia rządowego nie sposób utrzymać płynność finansową i całe zatrudnienie. Jesteśmy w stanie zarobić na koszty, nie mówiąc o podatkach, kredytach, pensjach – dodaje Roman Kucierski.

„Wiele obiektów ma problemy z bieżącymi płatnościami, ich zadłużenie wzrasta z miesiąca na miesiąc. Wielu właścicielom grożą bankructwa”

W ostatnich dniach dużo dyskutowano na temat Bonu Turystycznego, jego wartości, kształtu, terminu ważności i tego, jak dużym wsparciem będzie. Jak mówi Dominika Kulat, założycielka firmy Hospes zajmującej się zarządzaniem obiektami hotelowymi i gastronomicznymi. Wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Szczecinie Bon Turystyczny nie będzie miał znaczącego wpływu na poprawę sytuacji w turystyce w Polsce.

– Właściciele odczuli, że sezon w tym roku jest krótszy i przesunięty o cały miesiąc. Nie ma rozwiązań systemowych, które mogą ustrzec branżę turystyczną. Nie mamy, jako hotelarze, jasnej informacji, na jakiej zasadzie bon ma być rozliczany w obiektach.  Wiele osób z branży uważa, ze mimo tego, że sezon jest krótszy to w dalszym ciągu jest dobry mimo bardzo słabej pogody. Pogoda nam nie sprzyja, jednak goście nie wyjeżdżają za granicę, bo nie ma takiej możliwości, boją się, a w Europie na tę chwilę przyjmuje turystów kilka państw. Obiekty w Polsce w miejscowościach turystycznych, mają dobre obłożenie. Kryzys najbardziej odczują duże obiekty hotelarskie, przygotowane dla kilkuset gości. Obecnie  goście wybierają mniejsze obiekty, w których reżim sanitarny jest łatwiej zachować – mówi specjalistka.

– Sezon 2020 będzie niewątpliwie ciężki dla obiektów, które finansowane są w dużym stopniu z kredytów. Banki początkowo były skłonne do renegocjacji harmonogramu spłat jednak, też nie są wstanie utrzymać takiego stanu na dłuższy czas. Wiele obiektów ma problemy z bieżącymi płatnościami, ich zadłużenie wzrasta z miesiąca na miesiąc. Wielu właścicielom grożą bankructwa. Będzie to też test, właściwego zarządzania, siły zasobów ludzkich i zaangażowania pracowników – mówi Dominika Kulat.

– Prognozy na rok 2020 były bardzo dobre, jednak pandemia wszystko zmieniła. Nadwyżki są zazwyczaj wykorzystywane na bieżąco. Większość właścicieli była spokojna i nikt nie spodziewał się załamania. Oczywiście mówiło się, że kryzys nadejdzie. Hotelarze ze Szczecina spali spokojnie, bo nadchodzące inwestycje, kongresy, ruch turystyczny miały nas uchronić przed wahaniami na rynku. Nikt  z nas nie spodziewał się pandemii i tak daleko idącego załamania rynku nie tylko hotelarskiego i usługowego, a każdej możliwej branży – dodaje specjalistka.

Północna Izba Gospodarcza pozytywnie o Bonie Turystycznym, ale to nie może być jedyne wsparcie

Północna Izba Gospodarcza kolejny raz apeluje o przygotowanie komplementarnego programu wsparcia dla sektora turystycznego: – Turystyka staje się coraz ważniejszą gałęzią polskiej gospodarki, dlatego tej branży, która tak mocno ucierpiała podczas pandemii, trzeba pomóc. Turystyka stanowi obecnie ok 8% polskiej gospodarki i jest jedną z najważniejszych gałęzi gospodarki Pomorza Zachodniego. Wprowadzenie bonu turystycznego zdecydowanie powinno wesprzeć branżę i pozwolić na pobudzenie popytu wśród klientów, tak by sezon nie okazał się w całości stracony i nie doprowadził do licznych bankructw – mówi dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Nie będzie to bezpośrednia pomoc finansowa kierowana do kieszeni obywateli, lecz „bon wartościowy” z długim terminem ważności tj. do marca 2022 roku i możliwością rozbicia płatności do wyczerpania sumy wartości bonu. To pozwoli nie tylko na wygenerowanie jednorazowego popytu na usługi turystyczne w krótkim okresie czasu, a rozłoży ruch na wiele usług w dłuższej perspektywie – dodaje dr Wolny.

Jaki wpływ miała epidemia na stan warszawskich inwestycji?

Najważniejsze warszawskie inwestycje łapią opóźnienia. I to nie tylko z powodu epidemii. Największa z nich, czyli południowa obwodnica Warszawy, zostanie oddana do użytku najwcześniej na wiosnę przyszłego roku. Duże opóźnienia mają miejsce na odcinku wawerskim – gdzie przejazd kolejowy wymaga zbudowania kolejnego wiaduktu – oraz w budowie mostu południowego na Wiśle. Tutaj przyczyną nie jest epidemia – stan wody w Wiśle nie pozwalał na skuteczną budowę, gdyż w zeszłym roku mieliśmy do czynienia z falą powodziową oraz z suszą. W 2021 roku pojedziemy najpewniej jedną nitką mostu, a cała trasa będzie przejezdna na wiosnę. Dłużej potrwa zaś budowa wschodniego odcinka obwodnicy. Protesty środowiskowe w Wesołej i duże opóźnienia na łączniku z A2 w Mińsku Mazowieckim opóźnią tę inwestycję o kolejne dwa miesiące, względem południowego odcinka. Nie jest to jednak wina epidemii. Koronawirus odcisnął jednak swoje piętno na innej ważnej, warszawskiej inwestycji.

Najważniejsza dla Warszawy inwestycja to budowa drugiej linii metra. Występujące tu opóźnienie możemy absolutnie zwalić na koronawirusa – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, prezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.  – Tarcze używane do wiercenia tunelu pod miastem musiały przejść przegląd online, gdyż nie byliśmy w stanie sprowadzić zza granicy potrzebnych do tego specjalistów. Przegląd został wykonany – ale do obsługi tarcz potrzebne są międzynarodowe ekipy, które wciąż nie mogą do nas przyjechać. A nawet jeśli się im uda, muszą przejść okres kwarantanny. Nie wiemy, ile dokładnie będzie wynosić to opóźnienie. Można się jednak spodziewać, że otwarcie dwóch kolejnych odcinków linii metra nastąpi dopiero na początku 2022 roku. Duże opóźnienie grozi również trzeciej największej inwestycji warszawskiej, czyli projektowi linii tramwajowej na Wilanów. Budowa jest na razie w powijakach – a już wiadomo, że uzgodniony z Unią Europejską termin rozliczenia funduszy z dotacji jest bardzo optymistyczny. Nie jesteśmy jeszcze w fazie fizycznej budowy, a oficjalny termin oddania inwestycji do użytku i jej rozliczenia został wyznaczony na drugą połowę 2023 roku. Jest to niebezpiecznie bliska perspektywa – uważa Furgalski.

Facebook wprowadza sklep na Instagramie. Pozytywne rekomendacje dla gamingu

0

Facebook kontynuuje wdrażanie swoich nowych funkcji w aplikacjach, mających na celu zagarnięcie jeszcze większej części zysków z branży e-commerce. Mowa dokładnie o uruchomieniu Instagram Shop, nowej funkcji w aplikacji mediów społecznościowych, która ułatwi użytkownikom bezpośredni zakup towarów i produktów od twórców i marek. Zakupy będą z kolei dokonywane za pomocą usługi Facebook Pay. Co więcej, funkcja ta zostanie udostępniona w Stanach Zjednoczonych już dziś, a w nadchodzących tygodniach spółka Marka Zuckerberga ma zamiar udostępnić ją globalnie. Nowa funkcja będzie dostępna na pasku nawigacji Instagrama po prostu pod nazwą “Sklep”.

Firma Bernstein podniosła cele dla cen docelowych trzech spółek z branży gier komputerowych ze względu na wyższe ceny gier wideo. Wśród tych spółek jest Take-Two Interactive Software z ceną podniesioną z 158 do 189 USD. Kolejna z nich to Activision Blizzard z poziomem ceny docelowej podniesionym z 59 do 65 USD oraz Electronic Arts z celem podwyższonym ze 126 do 134 USD. Według analityków TTWO podnosi ceny gier, co może oznaczać, że nadszedł czas, aby inne firmy również ceny podniosły. Wzrost cen gier z kolei znacznie poprawia marże jednostkowe. Analitycy widzą również oznaki bardzo wysokiego zaangażowania i monetyzowania z powodu pandemii.

Również pojawiła się pozytywna rekomendacja dla spółki matki Google, czyli Alphabet. Firma SunTrust Robinson Humphrey podniosła poziom ceny docelowej z 1550 do 1805 USD — jest to najwyższy poziom na Wall Street. Firma oczekuje, że nastąpiła znacząca poprawa w wydatkach na reklamę w wyszukiwarkach. Choć tempo ożywienia w gospodarce nadal pozostawia wiele do życzenia, to Alphabet może wyjść z tego kryzysu, jako silniejsza spółka, biorąc pod uwagę skuteczność reklamy, jej skalę oraz status firmy dającej platformy reklamowe, bez których obecnie nie da się zrealizować żadnej kampanii.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A

Auchan Retail rozpoczyna partnerstwo strategiczne z Glovo na 4 rynkach europejskich

0

Postępująca cyfryzacja działań, która nastąpiła w odpowiedzi na wyzwania ostatnich miesięcy związane z pandemią, udowodniła jak ważny jest to kierunek rozwoju i jak znacząco może stymulować rozwój biznesu. W tym kontekście, a także uwzględniając sukces przeprowadzonych testów – w maju 2019 r. na rynku ukraińskim (20 sklepów) i w kwietniu br. w Portugalii (1 sklep w Lizbonie), Auchan Retail i Glovo zdecydowały się na nawiązanie partnerstwa strategicznego w fazie inicjującej  współpracę na czterech rynkach europejskich. Poza Polską będzie to również Hiszpania, Portugalia oraz Ukraina.

Dzięki tej współpracy klienci w tych 4 krajach Auchan Retail będą mogli składać zamówienia online, z gwarancją dostawy przez kurierów Glovo w ciągu godziny ze sklepów Auchan objętych usługą. Sklepy te będą równocześnie pełniły rolę magazynu i miejsca kompletowania zamówienia klienta.

Rozpoczęcie współpracy w poszczególnych krajach rozpocznie się latem tego roku.

Wiele z nowych trendów konsumenckich, które można było zaobserwować jeszcze przed kryzysem pandemii, zdecydowanie umocniło się podczas ostatnich miesięcy. Spora część klientów dokonała swoich pierwszych zakupów online właśnie z uwagi na koronawirusa, a  biorąc pod uwagę wygodę tego kanału, można założyć że nadal będzie go wybierać. Auchan jest zatem w bardzo dobrej sytuacji –  już prawie 10 lat temu uruchomiliśmy sprzedaż online, mamy więc w tej materii szerokie doświadczenie, nieustannie też inwestujemy w rozwiązania e-commerce i rozszerzamy nasze usługi, jak chociażby rezerwacja zestawów, czy click&collect. Cieszymy się, że udało się nam nawiązać strategiczną współpracę z Glovo. Działania te są częścią transformacji cyfrowej naszej sieci. – powiedział Gerard Gallet, dyrektor generalny Auchan Retail Polska.

Podjęcie współpracy z Auchan to dla nas kolejny krok w rozwoju na polskim rynku, na którym jesteśmy od roku. Dzięki prostej w obsłudze aplikacji i błyskawicznym dostawom, gwarantowanym przez kurierów Glovo, klienci Auchan będą mogli w komfortowy sposób nabyć swoje ulubione produkty. Naszym celem jest, aby coraz więcej Polaków mogło robić codzienne zakupy płynniej i szybciej – mówi Carlos Silván, General Manager Glovo Polska.

Ubezpieczenie na życie online (nie tylko) dla freelancera

0

Wartość rynku freelancingu w Polsce wynosi już ok. 10 mld zł[1]. Coraz więcej osób postanawia zostać swoim własnym szefem i rezygnuje z pracy na etacie lub za wszelką cenę unika takiej formy zatrudnienia, czyli postanawia zostać freelancerem. Zalet takiego rozwiązania jest wiele: niezależność zawodowa, możliwość wyboru realizacji najbardziej interesujących lub dochodowych projektów. To częste wymagania tych osób, które wkraczają obecnie na rynek pracy, są młode i doskonale wiedzą, czego chcą od życia. Bycie tzw. wolnym strzelcem wydaje się atrakcyjne i proste. Osoby, które się na to decydują, bardzo szybko przekonują się jednak o tym, że freelancing to również obowiązki, m.in. znajomość prawa czy zasad ekonomii − chociażby na elementarnym poziomie − jest koniecznością. Często niezbędne jest także założenie działalności gospodarczej, codzienne dbanie o finanse „firmowe” i o te wszystkie kwestie, o które zwykle troszczy się pracodawca. Freelancerzy nie mają również zasadniczo możliwości skorzystania z grupowego ubezpieczenia na życie, które jest oferowane pracownikom w zakładach pracy, ale nie oznacza to, że powinni zrezygnować z ochrony na wypadek śmierci. Mogą skorzystać z innych rozwiązań, takich jak np. indywidualne ubezpieczenie na życie online. To świetna opcja dla młodego freelancera, który świadomie myśli o przyszłości i chce zadbać o potrzeby swoich najbliższych na wypadek, gdyby miało stać się najgorsze.

Młodzi stawiają na freelancing

Freelancing, czyli praca bez etatu, realizowanie projektów na zlecenie, możliwość zmiany w dowolnym momencie tego, w jaki sposób się zarabia, idealnie pasuje do młodych osób, które nie chcą popełniać „błędów” swoich rodziców. Dla większości pokolenia dwudziestolatków praca w jednej firmie, na jednym stanowisku, np. przez dwie dekady, jest niewyobrażalna. Ta grupa ceni sobie niezależność, elastyczność i dużą mobilność, jeżeli chodzi o funkcjonowanie na rynku pracy. Dlatego decyduje się zakładać własną działalność i bardziej świadomie kierować swoją karierą. To młodsze generacje wyznaczają kierunki, w których podąża świat, dlatego freelancerzy mogą mieć duży wpływ na to, jak będzie wyglądać rynek pracy w przyszłości. Dowodem na to może być fakt, że takie „elementy” freelancingu jak np. elastyczny grafik pracy czy praca zdalna przyjęły się w wielu branżach,
a pracownicy traktują je jako istotne benefity.

Odpowiedzialność przede wszystkim, czyli ubezpieczenie na życie jest ważne

Niektórzy błędnie utożsamiają freelancing z „wygodnictwem” czy unikaniem długofalowych zobowiązań w sferze zawodowej, itp. Bycie tzw. wolnym strzelcem i swoim szefem nie jest jednak
w praktyce zawsze proste i pozbawione wyzwań. Osoba, która wybierze taki model pracy, musi sama troszczyć się o swoje finanse, ponieważ nie dostaje comiesięcznego, stałego wynagrodzenia od pracodawcy. Szczególnie w pierwszej fazie działalności musi ciężko pracować i realizować wiele zleceń, by zbudować poduszkę finansową na tzw. czarną godzinę. Każdy, kto pracuje na własny rachunek, powinien się spodziewać tego, że przyjdzie taki moment, kiedy klientów będzie mniej – a co za tym idzie – będzie mniej pieniędzy. Czasem również zapłatę za swoją pracę trzeba wyegzekwować. Zatory płatnicze są jednym z głównych problemów polskiej gospodarki. Niepłacący na czas klienci są problemem dla przeszło 60 proc. przedsiębiorców w naszym kraju[2]. Nie omijają one freelancerów.

Terminowe odprowadzanie składek przez pracodawcę na wymagane świadczenia, wsparcie
w finansowym planowaniu emerytury, itp. – nie każdy myśli o tych kwestiach jako o „przywilejach” pracy na etacie, ale de facto można tak na nie patrzeć. Przekonują się o tym osoby, które postanawiają zostać freelancerami.    

Prywatne ubezpieczenie dla samozatrudnionych i freelancerów, czyli polisa na życie online

Zupełnie inne podejście do tej sprawy ma pokolenie dwudziestolatków, generacja osób, które żyją świadomie, wiedzą, czego chcą, nie dają się ograniczać przez problemy, które pojawiają się na ich drodze. Wkraczają w dorosłość i rozpoczynają karierę zawodową według założonego planu, który realizują krok po kroku. Starają się mieć pod kontrolą każdy jego aspekt. Ubezpieczenie na życie wpisuje się w tę charakterystykę pokolenia „Z”.

Freelancerzy, których we wspomnianej grupie wiekowej jest najwięcej, powinni zadbać o prywatne ubezpieczenie na życie dla samozatrudnionych z jeszcze dodatkowego, ważnego powodu. – Młody freelancer na dorobku przeważnie nie ma szans na to, by w stosunkowo krótkim czasie zbudować oszczędności na tzw. czarną godzinę. Dlatego, jeśli zdarzy się najgorsze, bliskie osoby mogą znaleźć się w trudnej sytuacji finansowej. Tak się dzieje na przykład wtedy, gdy zmarły był jedynym żywicielem rodziny lub jedną z osób, które wspólnie spłacały kredyt). Te problemy rozwiązuje polisa na życie.
W przypadku śmierci ubezpieczonego świadczenie jest wypłacane osobom wskazanym w umowie zawartej z towarzystwem ubezpieczeniowym. Taka pomoc pozwala przetrwać najbliższym najgorsze chwile po tragedii
– wyjaśnia Aleksandra Ćwięk, Brand Manager, Aviva.

Kryzys związany z COVID-19 pokazał, że nie można przewidzieć wszystkiego, ale jednocześnie zawsze warto być przygotowanym na niespodziewane. Częścią takiego planu może być ubezpieczenie na życie. – Taka ochrona nie jest zarezerwowana wyłącznie dla osób, które mają powody, by szczególnie dbać o wspomnianą kwestię. Mogą z niej skorzystać również młode osoby, które myślą o przyszłości i chcą zabezpieczyć swoich bliskich na wypadek najgorszego – dodaje Aleksandra Ćwięk, Brand Manager, Aviva.

Ubezpieczenie na życie przez Internet – co trzeba wiedzieć

Firmy ubezpieczeniowe wychodzą naprzeciw takim potrzebom młodych freelancerów. Na rynku znajdą rozwiązania, które nie tylko zapewnią im wspomnianą ochronę, ale również takie produkty, które nabędą w sposób zgodny ze swoim stylem i filozofią życia. Chodzi o polisę na życie kupowaną w pełni przez Internet.

Dla młodych freelancerów z pokolenia „Z”, którzy nie znają świata bez nowoczesnych technologii
i Internetu, będącego dla nich źródłem informacji i niezbędnym narzędziem, możliwość przeprowadzenia procesu zakupu polisy na życie od początku do końca online, jest bardzo ważna.

Niektóre ubezpieczenia na życie dostępne online zawiera się na kilka lat. To wygodne rozwiązanie szczególnie dla młodych osób. Po kilku latach mogą zdecydować się na inne ubezpieczenie, które dodatkowo np. zapewni wsparcie finansowe w razie problemów ze zdrowiem, albo umożliwi gromadzenie pieniędzy.

Proste ubezpieczenie na życie online może być świetną odpowiedzią na potrzeby freelancera, który
z pewnością doceni to, że rozwiązania, którymi się otacza w życiu, nadążają nad jego wyborami.

[1] Useme.eu, Freelancing w Polsce 2019.

[2] Intrum, European Payment Report 2019.

Inwestycja szybkiego zwrotu – sztuczna inteligencja zarabia na siebie po niecałych dwóch latach

0

Inwestycja w wiedzę wypłaca najlepsze odsetki – stwierdził niegdyś Benjamin Franklin i trudno się z nim nie zgodzić. Szczególnie gdy mowa o sztucznej inteligencji. Według najnowszego raportu Deloitte, 53% globalnych firm stosujących sztuczną inteligencję wydało w ciągu ostatniego roku ponad 20 milionów dolarów na rozwój tej technologii. 8 na 10 organizacji przyznało jednocześnie, że inwestycje te zwracają się w mniej niż dwa lata.

Jeśli XIX-wieczna rewolucja przemysłowa naznaczona była kłębami pary i zgrzytem fabrycznych tłoków oraz kół zębatych, tak cyfrowa rewolucja XXI wieku odbywa się w rytm wystukiwanego 0-1 kodu, tworzącego zręby sztucznej inteligencji. Nadchodzące lata to czas technologii kognitywnych, które zmienią sposób, w jaki działają firmy i społeczeństwa. W ostatnich dniach mocno potwierdza to najnowszy raport firmy Deloitte.

Trzy typy kognitywnych prymusów

Deloitte na podstawie globalnej ankiety, wśród 2700 przedstawicieli kadry zarządzającej, podzielił firmy na trzy grupy zaawansowania wdrożeń sztucznej inteligencji. 26% organizacji to „doświadczeni użytkownicy”, 47% to „wyspecjalizowani użytkownicy”, a 27% to „początkujący gracze”.

Wśród „doświadczonych użytkowników”, czyli firma wdrażających SI od dawna, ale nie mających jeszcze w pełni produkcyjnych systemów, ponad 68 proc. znalazło się w grupie organizacji wydających ponad 20 mln na tego typu innowacje. 81 proc. odnotowało zwrot z inwestycji w ciągu pierwszych 2 lat od wdrożenia. Tego typu wyniki nie dziwią ekspertów, którzy od lat wskazują, że SI to technologia, która ma ogromny potencjał wsparcia dla biznesu.

Zarówno firmy, jak i rządy będą potrzebować coraz więcej aplikacji i rozwiązań, które umożliwią podejmowanie decyzji i działań w okamgnieniu. Sztuczna inteligencja np. w parze z tzw. przetwarzaniem brzegowym może w tym walnie pomóc. Szybka, do tego oparta na uczeniu maszynowym, analiza danych blisko samego ich źródła to nic innego jak krótszy czas reakcji, mniejsze opóźnienia i większa przepustowość sieciowa – komentuje Joe Baguley, wiceprezes ds. rozwoju technologii w VMware EMEA.

Opinię tę potwierdzają zresztą badania Deloitte. Firmy, które stosują sztuczną inteligencję, uznają przyspieszenie i zwiększenie wydajności procesów biznesowych za najważniejsze uzasadnienie wdrożeń. Kluczowym czynnikiem decyzyjnym jest również możliwość usprawnienia procesów decyzyjnych.

Jak wdrażać sztuczną inteligencję?

Według Deloitte w firmach najbardziej popularne są rozwiązania wykorzystujące uczenie maszynowe (67%). 58% organizacji rozwija narzędzia stosujące algorytmy przetwarzania języka naturalnego, a 54% stawia na rozwój deep learningu. Jak przyznali respondenci Deloitte, głównymi beneficjentami wdrożeń sztucznej inteligencji są same działy IT, które pracowały nad adopcją tych technologii. W 93% organizacji wdrożenia sztucznej inteligencji odbyły się z wykorzystaniem rozwiązań chmurowych, z czego 78% opiera je na oprogramowaniu typu open source. Rynkowi eksperci chwalą ten chmurowy kierunek, ale coraz mocniej zwracają też uwagę na konieczność zmiany podejścia.

Przez ostatnie lata inteligencja maszynowa rozwijała się w centrach danych. Tylko tam znajdowały się moce obliczeniowe mogące ją zasilić. Działa to dobrze, gdy szybkość nie jest najważniejsza dla biznesu. Problem polega na tym, że coraz więcej aplikacji wymaga natychmiastowych reakcji na dostarczane informacje. Rozwiązaniem jest edge computing. Przeniesienie mechanizmów gromadzenia i analizowania danych na samą krawędź sieci łączącej urządzenia oraz aplikacje i dodanie do tego sztucznej inteligencji pozwoliłoby na szybsze wyciąganie wniosków i podejmowanie decyzji biznesowych – mówi Joe Baguley z VMware.

Kodeks etyki SI

Poza korzyściami firmy dostrzegają nadal pewne niebezpieczeństwa i czują niepokój w związku z dynamicznym rozwojem sztucznej inteligencji. 62% ankietowanych przez Deloitte obawia się nowych cyberzagrożeń i potencjalnych luk, które mogą zagrozić stabilności operacji biznesowych, a także doprowadzić do kosztownych kradzieży danych osobowych. Zagrożenia te mogą być jeszcze większe, gdy rozwiązania SI, zgodnie z trendami, będą coraz mocniej opierać się na cloud i edge computingu.

Niezwykle ważne jest, abyśmy zdali sobie sprawę z zagrożeń i niebezpieczeństw. Przetwarzając coraz więcej danych na krawędzi, zwiększa się również cyfrowy zasięg przedsiębiorstwa, a z nim powierzchnia potencjalnego np. cyberataku. Cała ta przestrzeń musi być zabezpieczona. Tylko w ten sposób przedsiębiorstwa mogą zapewnić bezpieczeństwo i wygodę użytkowania, bez uszczerbku dla ogólnego doświadczenia konsumenckiego – twierdzi Baguley z VMware.

Technologiczny strach to jednak nie wszystko. Silny niepokój firm budzą również kwestie natury etycznej. Niemal wszyscy respondenci (95%) zwracają uwagę na ten aspekt wdrożeń. 62% respondentów stwierdziło przy tym, że technologie oparte na sztucznej inteligencji powinny być ściśle regulowane, by nie dochodziło do nadużyć i patologii, tam gdzie zostaną wdrożone.

W służbie zdrowia sztuczna inteligencja może być wykorzystana w aplikacjach do mierzenia ogólnego stanu zdrowia użytkownika i to w czasie rzeczywistym. Dzięki mechanizmom śledzenia ten rodzaj aplikacji można by wykorzystać np. do kontroli lokalnych ognisk COVID-19 zamiast wprowadzać ogólnokrajowy lockdown. Oczywiście tego typu rozwiązania budzą pewne obawy. I słusznie, ponieważ mogłyby służyć złym celom. Nic dziwnego, że IBM ogłosił niedawno, że rezygnuje z rozwijania technologii do rozpoznawania twarzy. Czy to jednak oznacza, że trzeba zrobić krok wstecz i rezygnować z rozwoju? – mówi Baguley z VMware. Tak naprawdę tylko od nas zależy czy dana technologia zostanie dobrze czy źle wykorzystana. Trzeba zrobić wszystko, by nadużycia i patologie nie miały miejsca i wtedy wszyscy na tym skorzystamy.

Sztuczna inteligencja w czasach nowej normalności

Według ekspertów firmy technologicznej VMware połączenie sztucznej inteligencji z technologią przetwarzania brzegowego może znacznie pomóc organizacjom działać w czasach po pandemii koronawirusa. Jednym z przykładów jest m.in. branża handlowa.

Wiele sklepów musi dzisiaj działać na podstawie restrykcyjnych przepisów sanitarnych. O ile mały sklep, może czuwać nad wszystkim, co się dzieje na jego terenie, o tyle duże centra handlowe czy supermarkety mogą mieć z tym problem. Korzystając z inteligentnych czujników do śledzenia ruchu, firmy mogą przewidzieć, gdzie i kiedy może wystąpić natężenie ruchu klienckiego i wprowadzić odpowiednie środki zaradcze. Może to być wszystko, od ograniczania liczby osób wchodzących do centrum handlowego po automatyczne zamknięcie dostępu do danego obiektu po osiągnięciu maksymalnej liczy osób – przekonuje Joe Baguley z VMware.

SI i technologie typu edge mogą też znacznie wesprzeć szeroko rozumianą branżę transportową. Dzięki systemom i czujnikom IoT wspartym przez sztuczną inteligencję pociągi czy busy będą mogły kontrolować ilość pasażerów, a także zarządzać zwiększonym ruchem. Dzięki informacjom powstającym na samej krawędzi czujników, przygotowane przez sztuczną inteligencję analizy mogłyby być natychmiast przekazywane do centrali firmy w celu szybkiej aktualizacji tras czy podesłania na dane przystanki dodatkowych pociągów lub busów. I to wszystko w mikrosekundach.

PragmaGO SA w okresie pandemii COVID-19

0

PragmaGO SA w RB 23/2020 przedstawiła informacje dotyczące wpływu pandemii COVID-19 na działalność spółki i dokonała aktualizacji danych o obrotach i ilości Klientów w II Q 2020.

Spółka w  II Q 2020  zachowała pełną zdolność operacyjną  i  bez zakłóceń realizowała i realizuje wszystkie procesy związane z codzienną działalnością operacyjną.

Najszersza na rynku oferta produktów online, nowy model dystrybucji   (dystrybucja systemowa oparta na technicznej integracji z partnerami) i w dużej części zautomatyzowane procesy wewnętrzne pozwoliły Spółce skutecznie wspierać przedsiębiorców w okresie rozprzestrzeniania się wirusa . Istotnie wzrosła  Ilość obsługiwanych  Klientów  (170% r/r) oraz wartość nowych limitów (147% r/r). – komentuje Daniel Mączyński, V-ce Prezes Zarządu.

Ryzyko portfela nie uległo gwałtownemu pogorszeniu i jest zbliżone do poziomu sprzed pandemii. Poziom obrotów faktoringowych odnotowany w czerwcu 2020 r.,
a także ilość i wartość nowy podpisywanych umów faktoringowych (które będą bazą do zwiększania obrotów w kolejnych okresach) pozwalają oczekiwać wzrostu obrotów w kolejnych miesiącach. –  
komentuje Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu PragmaGO SA.

Portfel zachowuje wysoką płynność i wysoki wskaźnik gotówkowej rotacji. W II Q br. wygenerował on 123 mln zł spłat, co stanowi 168% zadłużenia finansowego Spółki
na początek  II Q br.

Większość Polaków tegoroczne wakacje spędzi w kraju, ale to nie zrekompensuje strat wynikających z mniejszej liczby turystów zagranicznych

Tegoroczne wakacje będą inne niż zwykle. Epidemia koronawirusa nadal znacząco utrudnia podróżowanie za granicę. To oznacza, że większość Polaków wybierze się na urlop w obrębie naszego kraju – zamiast do Chorwacji pojadą nad Bałtyk lub w Tatry. Analizy Polskiego Instytutu Ekonomicznego, badające kto i jak podróżował do Polski w ostatnich latach, nie przynoszą jednak dobrych wieści dla branży turystycznej. Więcej rodaków zakwateruje się w polskich hotelach i pensjonatach, ale stracimy dużą liczbę turystów zagranicznych, którzy nie przylecą do nas z powodu epidemii. I chociaż co roku w polskich kurortach odpoczywa mniej cudzoziemców niż Polaków, to jednak ci pierwsi wydają u nas dużo więcej pieniędzy.

– W poprzednich latach większość noclegów w Polsce udzielane było turystom krajowym. Natomiast generowały one mniejszą część przychodów dla polskiej turystyki. Turyści zagraniczni wykupili zaledwie 20% wszystkich noclegów, ale stanowiło to ponad połowę wszystkich pieniędzy zarobionych przez branżę turystyczną – powiedziała serwisowi eNewsroom Paulina Kukołowicz, analityczka w zespole strategii PIE. – Dlatego większa liczba wyjazdów krajowych niekoniecznie zrekompensuje straty pieniężne, wynikające z mniejszej liczby turystów zagranicznych. Dzieje się tak, gdyż wakacje zagraniczne zawsze oznaczają większe koszty. Możemy się więc spodziewać, że ci Polacy, którzy wybiorą polskie góry czy morze zamiast Chorwacji czy Włoch – wydadzą na wakacjach mniej pieniędzy. W 2018 roku turyści zagraniczni wydali u nas ponad 35 miliardów złotych. To jest strata, której polska turystyka krajowa może nie nadrobić – zapowiada Kukołowicz.

Amerykańscy przedsiębiorcy mimo kryzysu są pełni optymizmu. Wśród polskich nastroje są dużo gorsze

0

Powrót polskich firm do stanu sprzed pandemii zajmie minimum 12 miesięcy, a dopiero we wrześniu będzie znany wpływ lockdownu na biznes nad Wisłą – wynika z badania Grupy TMF. Nastroje polskich menedżerów nie są tak optymistyczne jak amerykańskich, spośród których ponad połowa uważa, że ich biznes odrodzi się w ciągu sześciu miesięcy. Dłużej – ich zdaniem – potrwa jednak odbudowa kondycji finansowej firm. Przedsiębiorcy za oceanem wierzą jednak w ogromny rządowy pakiet stymulacyjny – ponad 60 proc. ocenia pozytywnie jego wpływ na biznes.

– Nastroje wśród polskich menedżerów są bardziej pesymistyczne. Zakładają, że wyjście z lockdownu zajmie im minimum 12 miesięcy, a nawet więcej – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Agnieszka Ruder, dyrektor działu księgowości i podatków w Grupie TMF w Polsce.

Z badania Grupy TMF w Polsce wynika, że takiego zdania jest 90 proc. dyrektorów zarządzających rodzimymi firmami. Przedsiębiorstwa, które koncentrują się na eksporcie, transporcie i turystyce, spodziewają się spowolnienia działalności w ciągu najbliższego pół roku i odbicia po tym okresie. Branża IT czy farmaceutyczna będzie się odbudowywać bez spowolnienia. Większość zapytanych w Polsce menedżerów twierdzi jednak, że dopiero we wrześniu będzie można w pełni ocenić wpływ lockdownu na biznes.

Wszystko zależy od tego, jak państwo wesprze polskie przedsiębiorstwa i polską gospodarkę. To jest kluczowe dla wszystkich podmiotów biznesowych w Polsce – mówi Agnieszka Ruder.

Badanie TMF przeprowadzone wśród amerykańskich menedżerów wskazuje na zdecydowanie lepsze nastroje.

Dwie trzecie menedżerów jest przekonanych, że wyjście z lockdownu zajmie im do roku,  połowa z nich twierdzi, że nawet krócej. Amerykańskie firmy spodziewają się nagłego spadku swoich zysków w ciągu najbliższego pół roku, natomiast przewidują dynamiczny wzrost pod koniec tego roku – dodaje dyrektor działu księgowości i podatków w Grupie TMF w Polsce.

Ponad 74 proc. amerykańskich przedsiębiorców uważa, że dzięki pakietowi stymulacyjnemu ich gospodarka się odbuduje. Ponad 60 proc. twierdzi, że wpływ działań stymulacyjnych rządu miał pozytywny wpływ na ich przedsiębiorstwa.

Działania stymulacyjne rządu federalnego USA stanowią istotne wsparcie dla przedsiębiorstw i pośrednio ich pracowników, dzięki czemu pozytywnie wpływają na inwestycje. W związku z tym wydaje mi się, że ten optymizm wynika głównie z tego, że w Stanach Zjednoczonych dostępne są większe fundusze pomostowe dla tych firm – mówi Agnieszka Ruder.

Najważniejszymi krajami, w których amerykańska kadra kierownicza planuje rozwijać działalność międzynarodową, są Kanada, Wielka Brytania (nie dotyczy rozbudowy łańcuchów dostaw) i Meksyk, co wynika m.in. z podpisania w styczniu br. umowy handlowej USMCA.

Jeśli chodzi o działalność biznesową, Amerykanie rozważają ograniczenie ryzyka działalności w obszarze dostaw z Chin, Włoch i Wielkiej Brytanii – krajów, które zostały mocno dotknięte skutkami COVID-19 – mówi ekspertka z Grupy TMF w Polsce.

W obu krajach pandemia spowodowała zmianę organizacji pracy. W USA 60 proc. menedżerów zapowiedziało, że wprowadzi nową politykę w zakresie pracy swoich zespołów w domu. W Polsce praca zdalna jest przez wiele firm traktowana jako szansa na obniżenie kosztów prowadzenia działalności, dlatego znacznie chętniej niż przed kryzysem dają taką możliwość swoim pracownikom.

Dzięki temu firmy mogą teraz przystąpić do renegocjacji najmu powierzchni biurowych. Jeśli zastanawiają się nad nową powierzchnią, nowym biurem, to generalnie są zainteresowane małymi powierzchniami – wyjaśnia Agnieszka Ruder. – Obecnie w firmach 30 proc. kadry pracuje w biurze, a reszta osób zdalnie w domach. Ten kierunek będzie utrzymywany i wydaje się, że nawet wprowadzenie telepracy jest bardzo bliskie wielu przedsiębiorcom w Polsce. Taki stan potrwa na pewno do końca roku i być może od początku następnego większość osób będzie wracało do biur, chyba że pracownicy jednak przyzwyczają się do pracy zdalnej, podobnie jak pracodawcy.

Ostatni dzwonek na ostre ograniczanie emisji CO2. Pomóc w tym mają wielobilionowe pakiety inwestycyjne

Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej kilka najbliższych miesięcy będzie kluczowych w walce o ograniczenie emisji gazów cieplarnianych i uniknięcie katastrofy klimatycznej. Właśnie teraz rządy poszczególnych krajów tworzą plany pobudzania swoich gospodarek po pandemii. Na złagodzenie skutków recesji przeznaczono 9 bln dol., a ogromne pakiety stymulacyjne to okazja do wprowadzenia sektora energii na zrównoważoną ścieżkę – wskazuje IEA. Według szacunków agencji wymagałoby to inwestycji sięgających 1 bln dol. rocznie przez najbliższe trzy lata. Dzięki temu globalne PKB może wzrosnąć do 2023 roku o 3,5 proc., zostanie zachowanych lub powstanie ok. 9 mln miejsc pracy, a roczne emisje gazów cieplarnianych spadną o 4,5 mld ton.

– Powinniśmy szybko i ostro ścinać emisje gazów cieplarnianych. CO2 kumuluje się w środowisku i nie jest ważne, czy wyemitujemy tonę dwutlenku węgla do atmosfery dzisiaj, czy za 10 lat. Ona koniec końców tak samo zmieni klimat. Teraz sytuacja wygląda tak, jakbyśmy wciąż dolewali wodę do wanny. W pewnym momencie woda się przeleje, przekroczymy punkt krytyczny i zaczną się dziać niemiłe rzeczy. Żeby było jasne – one już i tak będą się dziać, pytanie tylko, jak bardzo będą niemiłe i jak bardzo klimat się zdestabilizuje. Już nie gramy o to, żeby było dobrze – gramy o to, żeby było jak najmniej źle. Obrazowo mówiąc, musimy przestać dolewać wody do wanny – mówi agencji Newseria Biznes Marcin Popkiewicz, fizyk, redaktor portalu Nauka o klimacie.

Według danych Europejskiej Agencji Środowiska (EEA) w marcu ograniczenia w transporcie związane z lockdownem przełożyły się na znaczny spadek zanieczyszczenia powietrza w wielu europejskich miastach. W Barcelonie stężenie dwutlenku azotu spadło o 55 proc. w stosunku do analogicznego okresu rok wcześniej, Madrycie – o 41 proc., a w Lizbonie – 51 proc.

Poprawę jakości powietrza nad Europą potwierdza też aktualizowany na bieżąco European Air Quality Index (europejski wskaźnik jakości powietrza EEA i Komisji Europejskiej). Internetowa mapa pokazuje, że w tej chwili jakość powietrza nad większością kontynentu jest dobra lub przyzwoita. Naukowcy są jednak pewni, że ten efekt jest krótkotrwały. Co więcej, może się odwrócić, kiedy gospodarki poszczególnych państw wrócą do pełnego działania.

Emisje gazów cieplarnianych w koronakryzysie spadły, bo spadła aktywność gospodarcza. Ludzie siedzieli w lockdownie, wstrzymano inwestycje, siadła turystyka itd. Na początku kwietnia, kiedy większość państw wprowadzała lockdown, emisje na świecie spadły o ok. 17 proc., później zaczęły wracać do wcześniejszego poziomu. Szacuje się, że w tym roku będziemy mieli emisje średnio o kilka procent niższe niż w poprzednim. Kiedy ludzie wrócą do pracy, a gospodarka znów ruszy, mogą znowu wzrastać, np. w transporcie. Wielu ludzi z obawy przed koronawirusem nie będzie chciało jeździć transportem publicznym, więc przesiądą się do samochodów – mówi Marcin Popkiewicz.

Jak wynika z kwietniowego raportu IEA („Global Energy Review”), w krajach, które wprowadziły częściowy lub pełny lockdown na czas walki z pandemią koronawirusa, zapotrzebowanie na energię elektryczną spadło średnio od 18 do 25 proc. W sumie w I kwartale br. globalne zapotrzebowanie na energię obniżyło się o 3,8 proc., popyt na węgiel spadł o 8 proc. w porównaniu do analogicznego okresu rok wcześniej, a popyt na ropę – o 5 proc., głównie ze względu na ograniczenie mobilności i lotnictwa.

Co istotne, recesja spodziewana po pandemii SARS-CoV-2 może jednak skłonić rządy wielu państw do stymulowania gospodarki kosztem polityki środowiskowej i cięcia wydatków na inwestycje proekologiczne. Według IEA inwestycje energetyczne na całym świecie mogą się w tym roku zmniejszyć o 80 mld dol., co będzie stanowić rekordowy, 10-proc. spadek i powrót do poziomu wydatków sprzed dekady.

Państwa pobudzają w tej chwili swoje gospodarki, kwoty przeznaczane na pakiety stymulacyjne liczone są w setkach miliardów. Pytanie, na co pójdą te pieniądze: na gospodarkę niskoemisyjną, np. termomodernizację budynków i rozwój czystych źródeł energii, czy na stymulację starego, wysokoemisyjnego status quo, np. rozbudowę dróg czy portów lotniczych – mówi redaktor portalu Nauka o klimacie.

Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej w walce o radykalne ograniczenie emisji gazów cieplarnianych i zapobiegnięcie katastrofie klimatycznej kluczowych będzie kilka najbliższych miesięcy, ponieważ właśnie teraz rządy poszczególnych krajów tworzą plany stymulowania swoich gospodarek po pandemii. Do tej pory na złagodzenie skutków spodziewanej recesji zostały zadeklarowane środki w wysokości około 9 bln dol.

Pakiety stymulacyjne są wprowadzane teraz i to teraz decyduje się, na co zostaną wydane te pieniądze. Za kilka miesięcy będą już one ustalone, rozpisane i działania będą się toczyć. W tym momencie decydujemy, czy potoczą się dobrym torem, czy wręcz przeciwnie  – mówi Marcin Popkiewicz.

Według kalkulacji przeprowadzonych przez IEA i Międzynarodowy Fundusz Walutowy w ciągu najbliższych trzech lat możliwe jest jednoczesne pobudzenie wzrostu gospodarczego, stworzenie milionów miejsc pracy i obniżenie poziomu emisji. Przedstawiony przez agencję plan naprawczy wymagałby inwestycji (m.in. w odnawialne źródła i poprawę efektywności energetycznej budynków) wynoszących około 1 bln dol. rocznie przez kolejne trzy lata (ok. 0,7 proc. globalnego PKB), ale jednocześnie doprowadziłoby to do wzrostu globalnego PKB o 3,5 proc. do 2023 roku, przyniosło trwałe korzyści globalnej gospodarce, zachowując i tworząc przy tym około 9 mln miejsc pracy i obniżając roczną emisję gazów cieplarnianych o 4,5 mld ton („Sustainable Recovery”).

Także Międzynarodowa Agencja Energetyki Odnawialnej IRENA w raporcie „Global Renewables Outlook. Energy transformation 2050” wskazuje, że transformacja energetyczna na dużą skalę i inwestycje w odnawialne źródła mogą pomóc w zatrzymaniu globalnego ocieplenia, ale także w pokonaniu recesji gospodarczej wywołanej pandemią SARS-CoV-2019. Podobnego zdania jest Unia Europejska, która we wdrażaniu Zielonego Ładu, zakładającego osiągnięcie przez UE neutralności klimatycznej do 2050 roku, widzi szansę na pobudzenie innowacji w europejskiej gospodarce.

Jeżeli koronakryzys skieruje inwestycje w kierunku transformacji energetycznej, czystych źródeł energii, termomodernizacji, transportu bezemisyjnego, efektywnego przemysłu i gospodarki cyrkularnej, to mamy szansę odwrócić trend rosnących emisji i zacząć je redukować, na dodatek z korzyścią dla gospodarek i tworząc przy tym wiele dobrze płatnych miejsc pracy – mówi ekspert.

Jak podkreśla, Polska powinna jak najszybciej włączyć się w realizację polityki klimatycznej Unii Europejskiej, co nie tylko pomoże zapobiec katastrofie klimatycznej, ale i przyczyni się do wzrostu i budowania innowacyjnej gospodarki.

– Z punktu widzenia Polski, Europy i świata sprawa jest prosta: powinniśmy szybko redukować emisje, ściąć je o połowę w ciągu najbliższej dekady i do zera kilkanaście lat później. To mówi nauka. Włączenie się w cel osiągnięcia neutralności klimatycznej za 30 lat jest w naszym dobrze pojętym interesie – mówi Marcin Popkiewicz. – Chodzi także o wyższą jakość życia mieszkańców. Dobrze będzie mieszkać w domu zeroenergetycznym, w mieście efektywnym transportowo jak Kopenhaga czy Wiedeń, bez smogu, mieć rzeczy długo żyjące, łatwe w naprawie i projektowane pod kątem odzysku surowców, dobrze będzie też nie importować ropy od Putina za dziesiątki miliardów złotych rocznie i nie dopłacać miliardów do kurczowego trzymania się węgla. 

Polska walczy o zmiany we wspólnej polityce rolnej. Wśród głównych postulatów wyrównanie dopłat bezpośrednich i wsparcie dla mniejszych gospodarstw

Trwają negocjacje w sprawie budżetu na unijną perspektywę 2021–2027. Ich zakończenie jest jednym z priorytetów niemieckiej prezydencji i zdaniem ministra rolnictwa Jana Krzysztofa Ardanowskiego są szanse, że zakończą się one jeszcze w tym roku. – Obecna propozycja Komisji Europejskiej dotycząca wspólnej polityki rolnej jest dla nas bardzo korzystna – podkreśla. Polska, wspólnie z innymi krajami regionu, walczy jednak o wyrównanie dopłat bezpośrednich oraz szczególne wsparcie dla mniejszych gospodarstw, które są mocną stroną polskiego rolnictwa.

1 lipca Niemcy objęły przewodnictwo w Unii Europejskiej i będą je sprawować do końca roku. Jak mówi szef resortu, zarówno z Brukseli, jak i z Berlina płyną sygnały świadczące o tym, że będą chciały do tego czasu zamknąć negocjacje nad czwartą – dla Polski – perspektywą.

Bardzo na to liczę, że prace nad przyszłym budżetem będą przebiegały bardzo szybko. Najlepiej, żeby w najbliższych miesiącach się zakończyły, a na pewno za prezydencji niemieckiej. Oczywiście będzie potrzebny etap przejściowy, rok czy dwa lata, ale bardzo bym się cieszył, gdyby te negocjacje udało się zamknąć – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jan Krzysztof Ardanowski, minister rolnictwa i rozwoju wsi. – Propozycja Komisji Europejskiej, która jest w tej chwili na stole, jest dla Polski bardzo korzystna.

W ramach wspólnej polityki rolnej, zgodnie z tegorocznymi propozycjami Komisji Europejskiej, do Polski ma trafić o 3 mld euro więcej, niż pierwotnie zakładano. Z kolei budżet całego unijnego rolnictwa miałby zostać zasilony dodatkowymi 26,5 mld euro.

– Również propozycje dotyczące polityki spójności i Funduszu Odbudowy są korzystne dla Polski. To nie będą łatwe negocjacje, bo jest kilka krajów, które mają uwagi i wątpliwości, ale jestem optymistą – zapewnia minister rolnictwa.

Jak podkreśla, negocjacje mogą się przedłużać ze względu na to, że specyfika rolnictwa w poszczególnych krajach UE jest różna. Polska o swoje interesy walczy w ramach grupy państw regionu Europy Środkowo-Wschodniej, czyli krajów Grupy Wyszehradzkiej, nadbałtyckich, Bułgarii, Rumunii i Słowenii.

– Podpisaliśmy wspólną deklarację warszawską tuż przed wybuchem pandemii. Mówiliśmy m.in. o większym budżecie na wspólną politykę rolną i konieczności konwergencji zewnętrznej. Nie ma żadnych powodów, by utrzymywać duże zróżnicowanie w dopłatach bezpośrednich. Ustały przyczyny, które były 16 lat temu, kiedy wchodziliśmy do UE, więc oczekujemy wyrównania dopłat – dodaje Jan Krzysztof Ardanowski.

Polska naciska, by rolnicy objęci byli dopłatami bezpośrednimi na takim poziomie jak rolnicy w większości krajów na zachodzie Europy. Do tej pory stawki różniły się znacząco ze względu na wyższe koszty życia i produkcji. O ile w kończącej się perspektywie średnia dla UE wynosiła ok. 260 euro na hektar, o tyle w przypadku Polski było to 220–240 euro, a były kraje, gdzie średnia przekraczała 600 (Malta) czy 500 euro (Grecja). O ile to niewielkie, skaliste kraje, o tyle już Włosi, Holendrzy czy Belgowie otrzymywali 350–400 euro. Dla porównania na Łotwie czy w Estonii dopłaty wynosiły ok. 100 euro na hektar.

Oczekujemy również, co jest specyficzne dla Polski, uwzględnienia szczególnej roli mniejszych gospodarstw w rolnictwie. Wydaje mi się, że Komisja Europejska zaczyna podobnie myśleć, bo parcie w kierunku powiększania gospodarstw, ferm, stad zwierząt i skoncentrowanej produkcji już w tej chwili nie jest uważane za rolnictwo nowoczesne – mówi minister rolnictwa i rozwoju wsi.

Jak przekonuje, w cenie jest teraz produkcja lokalna, ekologiczna, oszczędnie wykorzystująca środki ochrony roślin i zaopatrująca lokalne rynki. Choć masowa uprawa i hodowla jest potrzebna, żeby globalnie dostarczyć wystarczającą ilość taniej żywności, głównie na eksport, to europejskie trendy prowadzą w stronę mniejszych gospodarstw rodzinnych, jakich w Polsce nie brakuje.

Większe gospodarstwa dające stosunkowo dużo taniej żywności są potrzebne, bo przecież musimy eksportować, żywić świat. Europa ma obowiązki wobec Afryki, wobec krajów, w których żywności brakuje. Zatem my również chcemy się na te kraje otwierać. Polska to robi, o czym świadczy nasz eksport rolny wart w zeszłym roku prawie 32 mld euro – podkreśla Jan Krzysztof Ardanowski.

Dodatkowo brak rąk do pracy, choćby przy zbiorze owoców, wymusza na rolnikach inwestycje w automatyzację gospodarstw, zastosowanie nowoczesnych technologii, pozwalających także na śledzenie całej drogi produktu od pola do stołu.

 Chcemy bardzo mocno postawić na innowacyjność w rolnictwie, bo wiele problemów bez pomocy naukowców nie będzie rozwiązanych – podkreśla minister. – Tu musi pojawić się robotyzacja, automatyzacja, maszyny, precyzyjne zarządzanie rolnictwem, wykorzystanie możliwości, które dają satelity, sztuczna inteligencja, rozległe bazy danych. Konsumenci oczekują, żeby żywność nie była anonimowa, żeby można było prześledzić jej drogę do stołu. Dlatego chcemy rozwijać w produkcji zwierzęcej system blockchain, czyli chipowania zwierząt, dzięki któremu będziemy mogli pokazać, w jakich warunkach zwierzę żyło, gdzie, u kogo się urodziło, czy było leczone, poprawnie hodowane i nie cierpiało.

Na lata 2014–2020 Polska otrzymała z budżetu UE 120,1 mld euro. Na sumę tę składały się przede wszystkim środki polityki spójności – 82,5 mld euro, wspólnej polityki rolnej – 32,1 mld euro, Europejskiego Funduszu Morskiego i Rybackiego – ok. 0,5 mld euro. Około 5 mld euro przeznaczono na takie programy jak np. Horyzont 2020 czy Erasmus.

Według NIK poprawa stanu torowisk tramwajowych we Wrocławiu może potrwać 46 lat. MPK Wrocław: Nakłady wzrosły dziesięciokrotnie, więc zajmie to maksymalnie cztery lata

– Raport Najwyższej Izby Kontroli, który nie pokazuje w dobrym świetle wrocławskiej komunikacji miejskiej, zawiera prawdziwe informacje, ale są to już dane historyczne – zapewnia Tomasz Sikora, rzecznik MPK Wrocław. Spółka przeznacza na remonty torowisk dziesięciokrotnie więcej funduszy, niż wykazano w raporcie. To kwota rzędu 80 mln zł rocznie. Cały czas trwa także proces wymiany taboru na nowy. MPK Wrocław stale prowadzi kontrole autobusów i tramwajów, więc nie ma możliwości, żeby niesprawne pojazdy wyjeżdżały na ulice.

Na początku lipca Najwyższa Izba Kontroli przedstawiła raport o funkcjonowaniu i rozwoju transportu publicznego w miastach województwa dolnośląskiego. Wśród kontrolowanych miast znalazła się także stolica regionu. Jak podaje NIK, we Wrocławiu częściowe odnowienie taboru nie wyeliminowało przewozu pasażerów niesprawnymi technicznie autobusami i przestarzałymi tramwajami, a niedostateczny poziom finansowania komunikacji miejskiej doprowadził do pogorszenia stanu technicznego torowisk tramwajowych i problemów finansowych MPK.

– Raport NIK dotyczy lat 2016–2018 oraz początku 2019 roku. Od tego czasu wiele się zmieniło – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Tomasz Sikora, rzecznik MPK Wrocław. – Bardzo wnikliwie przyjrzeliśmy się zaleceniom Najwyższej Izby Kontroli, wdrażamy je sukcesywnie, a część już została zrealizowana.

Rzecznik spółki przyznaje, że rzeczywiście wrocławska komunikacja, zwłaszcza torowiska, była niedoinwestowana, a miejski przewoźnik przez wiele lat notował duże straty, ale sytuacja jest już znacznie lepsza. 2018 rok spółka zamknęła stratą w wysokości 50 mln zł, a na koniec 2019 roku było to już 8 mln zł. Teraz wykorzystuje czas wakacyjny na duże remonty torowisk.

– W raporcie NIK-u wskazane zostało, że na bieżące utrzymanie torowisk przeznaczane jest 8 mln zł. Ta kwota wzrosła dziesięciokrotnie, teraz to jest 80 mln zł. Raport NIK-u wskazywał, że przy tamtych nakładach finansowych remont torowisk potrwa 46 lat, ale przy dzisiejszych nakładach w ciągu trzech–czterech lat będą one w dobrym lub bardzo dobrym stanie – mówi Tomasz Sikora. – W tej chwili tylko 3 z 22 linii tramwajowych oraz 50 z 72 linii autobusowych jeżdżą po stałych trasach. Pozostałe mają objazdy przez trwające remonty.

MPK koncentruje się także na wymianie i poprawie kondycji taboru. Pod koniec czerwca podpisało umowy z wykonawcami kapitalnych remontów 42 tramwajów Škoda 16T oraz 205WrAs. Wartość tych dwóch kontraktów to 130 mln zł, a ich realizacja potrwa 28 miesięcy. W zasobach miasta jest ok. 200 tramwajów.

– MPK Wrocław kupi także 25 nowych niskopodłogowych tramwajów z opcją dokupienia kolejnych 21 – wyjaśnia rzecznik spółki. – Kupno 25 pojazdów to jest 200 mln zł, czyli duże pieniądze. Tego w ciągu roku się nie da załatwić, zwłaszcza że mamy sytuację covidową, która spowodowała spadki w budżecie miasta, a MPK Wrocław to spółka miejska.

Rzecznik zapewnia jednak, że na komunikacji miasto nie będzie oszczędzać.

– W ciągu ostatniego półtora roku wyjechało na ulice 200 nowych autobusów, zarówno przez nas kupionych i dzierżawionych, jak i pojazdy naszych podwykonawców: Mobilisa i Michalczewskiego. To sprawia, że autobusy, którymi będziemy wozić pasażerów pod koniec 2020 roku, nie będą starsze niż pięcioletnie – dodaje Tomasz Sikora.

Wymiana i modernizacja taborów przynosi efekty. W ubiegłym roku w wyniku kontroli Inspekcji Transportu Drogowego zatrzymano kilkanaście dowodów rejestracyjnych, w tym roku sytuacja się nie powtórzyła.

– W tym roku inspekcja przeprowadziła 19 lotnych kontroli i nie miała żadnych zastrzeżeń dotyczących stanu technicznego naszych autobusów. Kontrolujemy je dwa razy częściej, niż zaleca producent, przed rozpoczęciem trasy i po jej zakończeniu – zapewnia rzecznik MPK Wrocław.

Podobnie jest w przypadku tramwajów – ich kontrola odbywa się na koniec dnia oraz przed rozpoczęciem trasy. Jeśli kierowca ma jakiekolwiek wątpliwości co do stanu technicznego pojazdu, nie wyjeżdża na ulice Wrocławia.

Wrocławskie MPK koncentruje się także na usprawnieniach w ruchu miejskim. W ubiegłym roku w mieście przybyło buspasów, co okazało się dobrym rozwiązaniem.

– Plany dotyczące wytyczania kolejnych buspasów zostały zrealizowane w 60 proc. Kolejne nie będą już wydzielane w ciągach ulic, czyli z przestrzeni jezdni, ale będą budowane dodatkowo. Poza tym powstaje nowy ciąg autobusowo-tramwajowy w kierunku Nowego Dworu, a to jest największa inwestycja komunikacyjna od czasu torów w kierunku Leśnicy – uściśla Tomasz Sikora.

Jak informowało miasto pod koniec ubiegłego roku, liczba pasażerów komunikacji miejskiej stopniowo rośnie. Korzysta z niej ok. 500 tys. osób dziennie, czyli 207 mln rocznie.

Inteligentne i aktywne opakowania pozwolą lepiej kontrolować jakość jedzenia. Usprawnią też jego przygotowywanie

Branża spożywcza inwestuje w opakowania nowej generacji, które pozwolą monitorować jakość produktów na każdym etapie ich funkcjonowania, od transportu aż do momentu spożycia. W przyszłości mogą zastąpić informacje o zdatności do spożycia, oceniając świeżość zamkniętych produktów. Najbardziej zaawansowane opakowania pozwolą zaś przedłużyć zdatność do spożycia poprzez zastosowanie emiterów i absorberów gazowych, a także podgrzeją puszkowane potrawy.

– Najczęściej inteligentne opakowania stosuje się do żywności. W Polsce popularne są wskaźniki temperatury pojawiające się np. na puszkach, gdy napój został schłodzony do odpowiedniej temperatury. Takie rozwiązania są też stosowane np. w przypadku mrożonek. Kiedy na którymś etapie transportu produkt został rozmrożony, wtedy to oznaczenie pojawia się trwale. Będą się również rozwijać opakowania aktywne, które nie tyle informują o tym, co się dzieje z produktem, ale faktycznie na niego wpływają, żeby przedłużyć jego świeżość – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Beata Pyś-Skrońska, zastępca dyrektora Polskiej Izby Opakowań.

W produkcji inteligentnych etykiet na potrzeby branży spożywczej wyspecjalizowała się m.in. francuska firma CRYOLOG. Jej inżynierowie zaprojektowali etykiety Traceo z próbką mikrobiologiczną przystosowaną do konkretnego rodzaju produktu. Etykiety nakleja się na kod kreskowy monitorowanej żywności, a jeśli dana paczka będzie źle transportowana, przechowywana bądź minie okres przydatności, próbka kontrolna wybarwia się, informując tym samym klienta o niezdatności do spożycia tego konkretnego produktu.

Firma Maspex z kolei planuje włączyć się do prac nad stworzeniem nowatorskiego systemu etykietowania żywności w ramach unijnego programu EIT Food Smart Tags. Projekt nie jest skupiony wokół jednej, konkretnej technologii, jego celem jest stworzenie platformy badawczej i przeanalizowanie obecnie wykorzystywanych systemów inteligentnych opakowań. Badania posłużą do wypracowania najlepszych metod informowania klientów o świeżości produktów spożywczych opartych na inteligentnych wskaźnikach.

– Opakowania monitorujące stan produktu rozpoznają procesy gnilne, rozwijanie się bakterii i wtedy niezależnie od daty przydatności zobaczymy, czy nadaje się on do spożycia. Z kolei opakowania aktywne realnie wpływają na produkt, który jest w środku. Najczęściej emitują albo pochłaniają np. tlen czy etylen, przedłużając przez to jego jakość. Opakowania inteligentne i aktywne w bardzo dużym stopniu pomagają przedłużyć trwałość produktów i ograniczyć marnowanie jedzenia. Od razu patrząc na opakowanie, widzimy, czy zawartość  nadaje się do spożycia – wyjaśnia ekspertka.

W rozwój aktywnych opakowań włączyła się m.in. firma SP Group, która we współpracy z NEDO w ramach Japan & Spain Innovation Program opracowała system przechowywania produktów mięsnych BIOBARACTIVE przy wykorzystaniu biodegradowalnych produktów o wysokiej barierowości. Zastosowanie wielowarstwowych materiałów pozwoliło uszczelnić opakowanie, a bariera gazowa opóźnić psucie się żywności.

Podobną technologię opracowała amerykańska firma Aptar Food + Beverage z myślą o przechowywaniu m.in. owoców morskich. Ich SeaWell Protective Packaging System wyposażono we wkładkę pochłaniającą nadmiar płynów wydzielanych przez żywność, które mogłyby przyspieszyć jej psucie się w trakcie transportu i przechowywania. Wkładka jest w pełni bezpieczna dla żywności i według badań laboratoryjnych jest w stanie zredukować liczbę bakterii tlenowych o 99,9 proc. po 13 dniach przechowywania produktów spożywczych.

Systemy tego typu mogą służyć nie tylko do informowania o świeżości produktów, wykorzystuje się je także np. w procesie podgrzewania potraw. Technologię tego typu opracował m.in. producent puszek HotCan. Pojemniki te mają dwuwarstwową strukturę – potrawa przechowywana jest w wewnętrznym pojemniku, który okala szczelna saszetka z wodą, pod nią zaś umieszczono granulat grzewczy. Po przekłuciu saszetki w wyznaczonych miejscach i wstrząśnięciu puszką w jej wnętrzu dochodzi do reakcji chemicznej, której wynikiem jest wydzielanie ciepła i podgrzanie potrawy.

– Najprostsze opakowania, które pokazują temperaturę czy świeżość, są już dostępne, a w takich krajach jak Japonia czy Korea Południowa są już dosyć powszechne. W Polsce jeszcze nie, ale na tę chwilę trudno powiedzieć, jak szybko opakowania inteligentne pojawią się w codziennym użyciu. Jest już sporo przykładów na rynku, ale by mówić o tym, że praktycznie każde opakowanie jest w jakiś sposób inteligentne, to jest kwestia na pewno nie roku, dwóch, tylko dłuższego czasu – przewiduje Beata Pyś-Skrońska.

Według firmy badawczej Mordor Intelligence wartość globalnego rynku aktywnych opakowań do 2025 roku wzrośnie do 25,16 mld dol. W najbliższych latach ma  się rozwijać w tempie 6,78 proc. w skali roku.